Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

25.02.2019
poniedziałek

Stachu39

25 lutego 2019, poniedziałek,

Dnia 8 lutego zmarł Stachu39. Prosił, by o tym powiadomić blog. Taką wiadomość otrzymałem od córki Stacha39.

Ostatni jego wpis pochodzi z 5 lutego. Przedstawiał wtedy książkę „Dom z dwoma wieżami” Macieja Zaremby-Bielawskiego – „historię Chłopca, którego matka, jako Żydówka przeszła całą gehennę wojenną i wielokrotnymi zmianami adresów z pomocą ludzi.” Historię emigranta marcowego.

Żegnając Stacha39, przywołam dwie wypowiedzi z blogu, z ostatnich dni rozmowy z nim. Mimo, że to rozmowa z żywym człowiekiem, myślę, że i w tym kontekście słowa jakie padają brzmią i dobrze i serdecznie – niech więc będą dobrą formułą pożegnania Stacha.

Mag: stachu39
Nie martw się o wszystko, czyli o dom, żonę dzieci, ogród. Dadzą sobie radę tym bardziej, jeśli będą silni Tobą, a nie Twoimi obawami.
Take it easy.

Basia n. : Jeszcze nie adieu ! Za bardzo Cię polubiłam. Więc bądź tak długo, jak to będzie możliwe 🙂

Basia n. : Pokażę Ci link z końcowym utworem koncertu.
W pewnym momencie światła na widowni prawie zgasły.
W tym krótkim czasie orkiestra założyła specjalne kurtki w kolorach państwowej flagi, zagrali Mambo Leonarda Bernsteina i to jak zagrali
Pozdrawiam bardzo serdecznie 🙂
🙂

Bierzmy życie mądrze, ale lekko. Miejmy w sobie serdeczność i niech nam gra muzyka. Do końca świata i jeden dzień dłużej!

Stacha serdecznie pozdrawiamy i serdecznie go żegnamy. Muzyką nie żałobną, a pełną życia. Życie, takie jakie znamy, nie ma bowiem końca. Zmienia tylko stan skupienia.
W imieniu społeczności bloga, proszę rodzinę Stacha39 o przyjęcie kondolencji. Dziękuję też za to, że Stachu39 był tu z nami.

Cześć Stachu39!

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 442

Dodaj komentarz »
  1. Bywaj @Stachu!

  2. 🙁
    Stachu, gdziekolwiek jesteś….
    Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie,
    Będą miejsca w książkach i miejsca przy stole.
    Kasztan kiedy kwitnie lub owoc otwiera
    Będą drzewa, ulice, ktoś nagle zawoła.
    Ktoś do drzwi zapuka, pamięć przyniesie
    Z kwiatem, z godziną, z kolorem.
    Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie.
    Gdziekolwiek będziesz…
    Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie,
    Będą miejsca w książkach i miejsca przy stole.
    Kasztan kiedy kwitnie lub owoc otwiera
    Wciąż będzie początek, bo wszędzie są mosty
    Prawdziwe jak powietrze, ode mnie do ciebie,
    Gdziekolwiek będę, cokolwiek się stanie.
    Gdziekolwiek będę…
    Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie,
    Będą miejsca w książkach i miejsca przy stole.
    Kasztan kiedy kwitnie lub owoc otwiera
    Będą drzewa, ulice, ktoś nagle zawoła.
    Ktoś do drzwi zapuka, pamięć przyniesie
    Z kwiatem, z godziną, z kolorem.
    Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie.
    Gdziekolwiek będziesz…
    (Jan Zych – tekst)
    https://www.youtube.com/watch?v=caPrzqj8SBs&start_radio=1&list=RDcaPrzqj8SBs&t=0

  3. @Stachu
    Pięknie Cię pożegnała @Alicja-Irena.
    Myślę, że non omnis moriar nie wybrzmi zbyt patetycznie.
    Pozostaje przecież po nas pamięć, rozmaite dzieła i dokonania, również te niedokończone albo tylko przeczute.
    Gdzieś w Kosmosie krążą ślady ziemskiej obecności tych, którzy odeszli. Nie tylko mam nadzieję, że tak jest, ale i wierzę. W jakiś rodzaj energii, która nigdy nie gaśnie i zawiera w sobie to, co było w danym życiu najważniejsze, najlepsze, ale i to, co okazało się trudne, bolesne, najchętniej wypierane lecz tkwiące w podświadomości.
    Dołączyłeś do tych, którzy są już po tamtej stronie i nie przemijają.
    Trzymaj się, jeśli to pasuje do twojej pozaziemskiej kondycji.
    Chciałabym Cie uściskać na pożegnanie, choćby tylko wirtualnie.
    No i właśnie to robię.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Żegnaj Stachu.

  6. Szlag by trafił, co ja mam z tymi śmierciami w ostatnich latach. Całą rodzinę pochowałem, kilkoro kolegów i koleżanek, parę dni temu – właściciel pieruńsko żywotnego Krawacika. Krąg coraz bardziej się zacieśnia. A Stachu najpierw był dla mnie w pewnym stopniu ideowym przeciwnikiem, mimo że też ateista. Potem się zacząłem zastanawiać nad różnicą między takim ateistą jak, weźmy, ja, który na środku Jamna nie musi się ze swoim ateizmem kryć, a lekarzem-ateistą, którego zawodowe życie polega na kontaktach z żywymi ludźmi, nie – z nazwiskami czy nickami. W dodatku Stachu był lekarzem dusz. I stał się dla mnie jednym z bardzo nielicznych poznanych medicusów, którzy rozumieją, że bardziej oni są dla pacjentów niż pacjenci – dla nich. Stachu – tak zrozumiałem – był przede wszystkim po to, by człowieka wysłuchać i starać się zrozumieć. A ja wysłuchiwać ludzi nie tylko za bardzo nie potrafię, ale i się do tego nie palę. Mówię to z wielkim uważaniem i podziwem dla ludzi, którzy potrafią, zwłaszcza – dla kobiet, które biologicznie są lepiej są ułożone do wysłuchiwania, rozumienia, godzenia, wybaczania, a nie żeby od razu mordę drzeć. A nawet jak się rozedrą, to łatwiej wybaczą skruszonemu i nawet się uśmiechną, pogłaszczą.

    Kiedy sobie uprzytomniłem tę różnicę życiowych ról lekarza Stacha i cywilnych gadaczy, od razu przestałem w nim widzieć religianckie nutki, jakich na blogu czasem można się – słusznie lub nie – domyślać. Niektóry ateista może mieć konfrontacyjną skłonność widzenia człowieka wierzącego jako matematycznej pomyłki, błędu w sztuce, owocu wielopokoleniowych zaślepień. Krótko mówiąc: wierzący w oczach ateisty z zaćmą w jednym oku może być przez niego widziany jako błędny myślowy konstrukt. Stachu starał się widzieć w człowieku i z racji odpowiedzialnie traktowanego zawodu, i z racji własnych intelektualnych ukierunkowań – tak sobie go wyobrażam – nie ideowy konstrukt, lecz żywego człowieka z jego wewnętrznym chaosem i z jego niepowtarzalnym porządkiem, z jedyną w świecie, niepowtarzalną logiką. Stachu był od pomagania. Chcesz człowiekowi pomóc, pierw go poznaj. To robił. A ja go, dureń, na początku też potraktowałem jako konstrukt, a nie jako żywego człowieka reagującego na drugiego żywego człowieka jako na niepowtarzalny byt, nie zaś wedle schematu: przypadek numer 1, 2, 3, 4… Przeprosiłem za to, więc co szkodzi jeszcze raz przeprosić. Przepraszam, Stachu.

  7. Żegnaj Stachu.

  8. Żegnaj Stachu. Zawsze ciebie czytałam i często o tobie myślałam.

  9. Żegnaj, Stachu. Tu jeszcze świat się kręci, ogród czeka na nową wiosnę, która jest tuż. A u Ciebie?

  10. Stachu bardzo chciałam, abyś był jeszcze z nami.
    Stało się inaczej. Było w Tobie mnóstwo ciepła i zrozumienia dla innych. Polubiliśmy się wzajemnie i cieszę się, że zdążyłam obdarować Cię czymś radosnym.

    Dziś zagram Ci coś innego.
    Richard Strauss – Vier letzte Liede – Beim Schlafengehen….

    Śpij spokojnie Stachu

    https://www.youtube.com/watch?v=NNeQvcwFSPw

  11. Stachu kochany, tak sobie poszedles na dlugi spacer, a my…nic nie wypelni pustki po Tobie.

  12. Stachu39 był ateistą rozważnym, podchodził do wiary i niewiary ze spokojem rozumnego obserwatora. Był też dobrym człowiekiem, prawdziwym humanistą, do końca oddanym swoim pacjentom. Umiał odważnie spojrzeć śmierci w oczy, kiedy zrozumiał, że Jego życie się kończy.
    Nie potrafię ulec licentia poetica i zwrócić się do Niego bezpośrednio, mogę tylko powiedzieć, że zostawil piękny ślad i będę Go zawsze pamiętać. Rodzinie Stachu składam wyrazy głębokiego żalu.

  13. ” wbocek
    25 lutego o godz. 12:40
    Szlag by trafił, co ja mam z tymi śmierciami w ostatnich latach.”
    Wbocku,
    zdaje mi się, że my wszyscy tak mamy, biorąc pod uwagę pewien przedział wiekowy. Już od jakiegoś czasu wygrażam mojej pozostałej rodzinie i przyjaciołom, że jak mi będą odwalać takie numery, to nawet na pogrzeb nie przyjadę! Na wszystkie inne zaproszenia – z ochotą! Ale wiecie co? Blog ateistów, ale…
    https://www.youtube.com/watch?v=yCnlaBJRKcE

  14. „Uwaga! Ksiądz” to fenomenalna inicjatywa.

    Brakuje jeszcze tzw wlepek z odpowiednią grafiką Strefa wolna od księdza, Księżom wstęp wzbroniony, itp.

  15. @Herstoryk i @Contrarian
    Zwracam się z prośbą o Wasz udział w dyskusjach na blogu. Tak mi się wydaje, że moglibyście wypełnić choćby częściowo lukę, jaka pozostaje po @Stachu39. Postarajcie się, Panowie!

  16. @Alicja-Irena 25 lutego, 16:42
    Miejmy nadzieję, że te znaki nie wywołają wojny religijnej, tylko zapoczątkują zmianę postawy wobec księży. Może uniżoność przed stanem duchownym i strach przed ostracyzmem ze strony współwyznawców ustąpią trzeźwemu spojrzeniu na księży jako zwykłych ludzi. Proboszczom coraz trudniej będzie podtrzymywać nabożny lęk owieczek, a to ułatwi postawienie kościelnej korporacji tam, gdzie jest jej miejsce. Oby!

  17. mag
    25 lutego o godz. 12:30
    No właśnie. Myślę dokładnie tak o tych, którzy odeszli. Jeszcze się spotkamy i pogadamy…

  18. Kruku,
    cokolwiek, ale niech wreszcie ten kosciół polski zejdzie do parteru i się rozliczy. Pasterze, cholera ich była…W którymś artykule w temacie (być może w „Polityce”) było napisane, że ten proceder to najwięcej na wsi się rozzuchwalił. I ja się z tym zgadzam – na wsi w latach kiedy ja byłam dzieckiem (zaznaczam raz jeszcze – niechby ksiądz mnie tknął! No!), ksiądz był pierwszy po bogu, a potem gminni sekretarze i wyższa, powiatowa władza.
    https://pomorska.pl/kolejnych-300-punktow-na-mapie-pedofilii-w-kosciele-ksieza-wiedzieli-ale-milczeli/ar/13788586#opinie

  19. Moj boze, bardzo przygnebiajaca wiadomosc. Odszedl wspanialy czlowiek. Bedzie bardzo Cie Stachu39 brakowalo. Twoja madrosc zyciowa, wiedza, kultura, wywazony ton to byl eleksir tego blogu, chociaz niedlugo tu przebywales.
    Wyrazy wspolczucia dla calej rodziny. W tym smutku prosze pomyslec, ze to byl wygrany los miec takiego czlowieka w swojej rodzinie.

  20. Alicja-Irena
    25 lutego o godz. 17:5

    cokolwiek, ale niech wreszcie ten kosciół polski zejdzie do parteru i się rozliczy.

    Nie rozliczyl, nie rozlicza i nie rozliczy. Nie „się”.

  21. @@ Alicja-Irena, Tanaka
    Wystarczy, by kaka zszedł do parteru. Byle nie do podziemia, czyli katakumb, bo wtedy wybiłby się na męczeńskiego bohatyra.
    To jedyne „się”, na które kaka byłoby stać.

  22. Najtrudniej chyba przekroczyć pewną granicę, która oddziela konformizm od świadomej decyzji o odejściu od kościoła w każdym wymiarze.
    Dopóki ludzie będą celebrować poszczególne sakramenty, od chrztu poczynając, a na egzekwiach żałobnych kończąc (bo tradycja, bo to i śmo, choćby i dla świętego spokoju), dopóki nie wyjmą łbów z obroży i nie urwą się ze smyczy, będzie jak jest.
    Gwałtowna rewolucja społecznych zachowań wobec upupienia kościołem nie wchodzi w grę, nie w polskim płytkim i rytualnym katolicyzmie, ale silnie osadzonym w naszej mentalności.
    Sekularyzacja postępuje pomalutku, pocichutku lecz jednak.

  23. mag
    25 lutego o godz. 19:38

    Polski katolicyzm jest, owszem, rytualny, bo taki był od zarania, zaś „prymas Tysiąclecia” – Wyszyński,, ale tak samo inni przed nim, oraz jego Wojtyła, tego właśnie chcieli i wszystko robili, by był to katolicyzm „ludowy”.
    To jest.
    W żadnym razie nie jest jednak płytki. Jest to katolicyzm esencjonalny, dogłębny właśnie przez to, że siedzi w bebechach i stamtąd najtrudniej go wypuścić i najtrudniej wpuścić tam świeże powietrze.

    Innego katolicyzmu NIE MA. To tylko mżonki i bajania niektórych, którym się zdaje, że są „otwartymi katolikami”. Ich ilość nad Wisłą to są jakieś drobne procenty, raczej promile, zaś ich „otwartość” polega na chaosie w głowie. Mają też w sobie hardość przekonania, że wiedzą, „co naprawdę mówi ewangelia”, a przy tym kłamliwie odrzucają właściwie wszystko, co jest poza tą „ewangelią”, czyli całą resztę Biblii.
    Odrzucają w istocie owąż „ewangelię”, ponieważ wybierają ślepotę i głuchotę na fakty i wiedzę dezawuującą ich „rozumienie ewangelii”. Wszystko bowiem, co „powiedział Jezus” jest wyłącznie fantazją na ten temat, ani Jezus – byłby on jedyną postacią właściwą do powiedzenia tego co chciał powiedzieć i uczynienia tego jasno oraz w sposób pełny – tymczasem nawet jego mniemani apostołowie nie zrobili dokładnych notatek ani co do słów ani co do czynów Jezusa.

    Mamy wyłącznie dalekie popłuczyny na temat, fantazje i mniemania o charakterze bajecznym, sklejone w „ewangelię” dopiero pod koniec IV wieku.
    Zaś całość Biblii jest z charakteru złodziejska, stanowi bowiem zlepieniec podwędzonych u sąsiadów, ich kultów i religii treści.
    „Otwarty katolik” ma z tym nierozwiązywalny problem, musi się mierzyć ze sprzecznościami nie do pokonania i monstrualnościami ich boga, musi więc nieustannie popadać w fałsze.
    Wybiera więc jakąś wygodną dla siebie formułę „otwartości”, która jest zamknięciem, w klatce swoistych kłamliwości, nieco tylko innych niż zakłamania „katolika ludowego”, czyli produktu masowego.

    Katolik ludowy, masowy, ma ewidentną przewagę nad „otwartym”: mało się zajmuje swoim katolicyzmem, nie spekuluje, nie dostaje od tego wrzodów, a nim żyje. I jest zadowolony! Jak cytował Pombocek: „w wierze Ojców się urodziłem, w wierze Ojców umrę”.
    Na tym właśnie polega katolicyzm, a innego NIE MA.

  24. @mag 25 lutego, 19:38
    Przetrwanie rytuałów takich, jak chrzest, ślub kościelny czy egzekwie nie musi oznaczać zniewolenia umysłów. Są momenty w życiu ludzi, które oni pragną uczcić jakąś ceremonią i sięgają po tę tradycyjną. Na codzień ci ludzie mogą być sceptykami lub agnostykami i niekoniecznie jest w tym obłuda. Jest mały ukłon w stronę tradycji bez pełnego zaangażowania emocjonalnego w treść religii. Obserwuję to wokól siebie. Ludzie jakoś godzą przywiązanie do obrządku z całkowitą niezależnością poglądów w sprawach obyczajowych – nie ukrywaja związków nieślubnych swoich dzieci, nie uważają homoseksualistów za dewiantów, nierzadko uznają aborcję za mniejsze zło w ciężkiej sytuacji życiowej. Zbiorowe uwalnianie się z opresji umysłowej nie zaczyna się od spektakularnego zerwania
    z obrządkami, tylko od zmian w świadomości. Ludzie sami powoli wyznaczają kościołom ich miejsce.
    Oczywiście jest to bardzo trudne w państwach konfesyjnych ale i w takich stawia się opór klechom żądnym władzy. Czytałam niedawno, że w Teheranie grupa przechodniów uratowała dwie dziewczyny przed zgarnięciem przez policję obyczajową. Ich występkiem były niecałkiem przykryte włosy. Oburzeni przechodnie wyciągneli je siłą z auta policyjnego.
    U nas przełomem by było opuszczanie przez młodzież lekcji religii. Jeszcze tego nie widać ale może w głowach kiełkuje już sprzeciw wobec indoktrynacji. Możliwe jest też zobojętnienie młodych ludzi na wpychane im do głowy mantry, lekcje religii bywają często nudne.

  25. Dodam jeszcze następujące słowa córki Stacha39:

    …tata był lekarzem psychiatrą i całe życie pracował w szpitalu, do października, kiedy zachorował. Kochał swój zawód, pacjenci bardzo go lubili i szanowali. 
    Jeśli chodzi o śmierć, to umarł w domu, nie cierpiał i był z tym pogodzony.
    Jak na ateistę przystało, jest pochowany na cmentarzu katolickim. 

  26. @kruk
    25 lutego, g.20:57
    „U nas przełomem by było opuszczanie przez młodzież lekcji religii. Jeszcze tego nie widać ale może w głowach kiełkuje już sprzeciw wobec indoktrynacji. Możliwe jest też zobojętnienie młodych ludzi na wpychane im do głowy mantry, lekcje religii bywają często nudne”.
    Młodziaki , zwłaszcza te licealne chodzą na lekcje religii, by nie mieć tzw. oczka. „Na religii” odrabiają inne lekcje albo robią sobie bekę z katechetów.
    Przypuszczam, że jeśli – tak jak w Warszawie – lekcje religii zostaną przeniesione (tak miało być od początku!) na pierwszą lub ostatnią godzinę lekcyjną , jako zajęcia nieobowiązkowe, frekwencja uczniów na religii drastycznie spadnie. Skończy się tym samym wymuszony niejako konformizm młodych ludzi i wyjdzie im to tylko na zdrowie.

  27. Tanaka
    „Jak na ateistę przystało, jest pochowany na cmentarzu katolickim” – piszesz o Stachu.
    Myślę, że na zabytkowym w Radomiu cmentarzu (takich jakby mniejszych Powązkach) przy ulicy Limanowskiego.

  28. Jak chyba wszyscy na LA, lubiłem poczytywać komentarze Starchu39. Jego odejście i Wasze komentarze przypomniały mi o tych, których nie tak dawno straciłem z grona moich najbliższych . W odpowiedzi na @kruk powiem, że nie śmiałbym nawet w małym procencie wypełniać po nim luki. Jako „wyjechany” od lat, moje rozumienie i czucie tego co się dzieje w PL jest zupełnie marginalne. Parafrazując jednego z moich kolegów: starego kraju juz, a nowego jeszcze nie rozumie. Na koniec wpisu podzielę się z Wami wirtualnie moim antidotum na handry najróżniejsze: wypad w góry

  29. @Tanaka
    Niejako w kontrze do mnie piszesz o polskim katolicyzmie, że
    „w żadnym razie nie jest jednak płytki. Jest to katolicyzm esencjonalny, dogłębny właśnie przez to, że siedzi w bebechach i stamtąd najtrudniej go wypuścić i najtrudniej wpuścić tam świeże powietrze”.
    Bo ja wiem? Esencja przeważnie jest rozwodniona, analogicznie do herbaty, która niekoniecznie jest zabójczo mocna. Wielu ludzi pije tzw. siki weroniki i wielu traktuje swoją wiarę jako bezrefleksyjny atrybut, nad którym nie ma co rozmyślać, tylko wykonywać rytualne zadania.
    Tanaczku, nie upieram się przy swoim, ale może mam trochę racji.

  30. Przyłapałam przed chwilą drzewnego „lekarza”, w ciagu kilku minut wydziobał dziurę, w którą spokojnie zmieści się pięść. Wielkość ptaszydła? Średnia kura, coś koło tego… (w wiki można poczytać – pileated woodpecker). Wiki podaje, że coś koło wrony…ale duże, wierzcie!
    https://photos.app.goo.gl/L3MVRiFa8juSf9nn7

  31. Po moim powrocie z Polski napisałam na blogu, że byłam również w Łodzi – w moim rodzinnym mieście. Wtedy Stachu zareagował na moją wiadomość. Rozmawialiśmy o łódzkich ulicach, zakątkach, które jak się okazało znał bardzo dobrze.( obiecałam zrobić folder ze zdjęciami i zdążyłam z tym na czas) W pewnym momencie wspomniał o dawnej ulicy Kamiennej ( później Włókiennicza) i o piosence o tej ulicy, pytając czy ją znam. Nie znałam, więc poszukałam w Wikipedii i wiem,że Agnieszka Osiecka napisała tekst piosenki Kochankowie z ulicy Kamiennej. Wkleję ją, jako rodzaj pamiątki tej rozmowy. Pierwszą wykonawczynią była Sława Przybylska, ale to jest bardzo stare nagranie, więc sięgnęłam po lepsze,w wykonaniu Joanny Kurowskiej.

    https://www.youtube.com/watch?v=qfh7bju7xBY

  32. mag
    25 lutego o godz. 22:40

    Nie ja piszę, całość to słowa córki Stacha39, które przytoczyłem.
    Nie znam cmentarzy Radomia, czt ten przy Limanowskiej jest cmentarzem komunalnym, czy katolickim?

  33. mag
    25 lutego o godz. 22:59

    Ależ „esencja” oznacza właśnie gęstość, istotę. „Siki świętej Weroniki” to nie esencja herbaciana, a jej wyparzone resztki. Piąta woda po siódmym kisielu 🙂
    Ta bezrefleksyjność właśnie jest istotą. I tylko bezrefleksyjność pozwala katolicyzmowi jak i każdej innej podbnej religii, istnieć.
    Kto zaczyna być „refleksyjny” ten popada w wątpliwości, którym nie ma końca. Musi więc albo dać sobie spokój z katolicyzmem – wtedy tworzy sobie prywatną wiarę w coś – jeśli chce dalej wierzyć, albo przestaje wierzyć w ogóle – bo to jest właśnie konsekwencja „refleksyjności”.
    Są też tacy refleksyjni, którzy ucinają swoją refleksyjność, bo się boją, że ona im nakaże sztandar wyprowadzić. Człowiek z uciętą refleksyjnością, hm…, jakby go nazwać? Może gachem żony knezia Dreptaka?

  34. basia.n
    25 lutego o godz. 23:05

    Mam pewien kłopocik ze Sławą Przybylską. To pieśniarka nie całkiem mojego czasu, ale nieraz słychałem, nawet z próbami wsłuchania się do polubienia. Prawie by mi się udało, ale nie bardzo sobie poradziłem z barierą nieustannego smutku, jaki bodaj ze wszystkich jej piosenek wybijał. Jakby śpiewając, ciągle była w depresji.
    Bardzo mi się podobało jej wykonanie „Gdzie są chłopcy z tamtych lat”, ale właśnie – i sama piosenka i jej wykonanie, to smutek zasmucający. Ponad moją pojemność smutkową.

  35. Alicja-Irena
    25 lutego o godz. 23:18

    ta pani jest nieustająco zadowolona, z siebie i jej dojnej zmiany.
    Czytam, że „doszło do incydentu” na rozdaniu Telekamer, bo onaż jako jedyna nie dostała braw. W takim razie pojęcie „incydentu” zostało także podmienione, incycentem bowiem byłoby, gdyby brawa dostała.
    Paniusia ta, bardzo rodzinna i zbierająca rzodkiewkę w ogródku (w środku biała), w ogóle nie jest dziennikarzem, choć za taką się podaje i takąż pensję, w wysokości około 50 patoli na miesiąc, dostaje.
    Jej tzw. wywiady z Kaczyńskim, jego – i jej – pisoidami są tak przesłodzone, lizusowskie i skrajnie nierzetelne, że od nich musiało się wziąć trafne powiedzenie: cukier zabija!

  36. Tanaka
    25 lutego o godz. 23:21

    Ano! Kriegsgefangenen Post, Miasteczko Bełz, Joszełe… – wszystko duszę wyrywa, a piękne aż strach.

  37. kruk
    25 lutego o godz. 20:57

    Czasem, kręcąc się po domu, podśpiewuję „Żegnaj świnko” – a jakoś nie wygląda, żeby mój związek był w kryzysie.
    Ale bardzo bym nie chciał być na koniec okadzony i opiany przez klechę. Brrr…

  38. @basia.n
    Masz rację.”Kochankowie z ulicy Kamiennej” w wykonaniu Sławy Przybylskiej jest mocno rozczarowujące w porównaniu z interpretacją Joanny Kurowskiej.
    „Smucenie” Pani Sławy bardzo mi się podobało w „Pamiętasz była jesień”…z filmu „Pożegnania”, no i w piosence, którą przywołuje Tanaka – „Gdzie są chłopcy z tamtych lat”.
    Wydaje mi się, że ona była upozowane trochę na polską Juliette Greco.

  39. Któryś z moich za długich wpisów zakończyłem narzeknięciem:

    Gdybym miał winko albo pyfko albo papieroska na podorędziu to wiele razy zamiast komuś ostro odpyskować, najwyczajniej bym się nimi zrelaksował. Teraz zostaje mi tylko trzaśnięcie drzwiami i pójście na godzinę na rower. Rower działa bez pudła, ale kiedyś pod jakieś auto wpadnę, to pewne. Myślałem też żeby worek treningowy dla pięściarzy sobie kupić.

    na co @Stachu39 odpisał odnosząc się do wcześniejszej treści mojego wpisu, (pociag do alkoholu a towarzyskość) aby tak zakończyć:

    Mierz cholesterol i frakcje, ciśnienie, CUKIER, Ekg 2 x w roku, ogranicz się do 2 – posiłków dziennie i do 2000 kalorii.

    Te lekarskie wskazówki uderzyły mnie wtedy swoją opiekuńczością.
    Pamiętam je do dzisiaj. Nerwus powinien na siebie uważać.

    Bardzo dziękuję za fachową i serdeczną poradę, Panie Doktorze.

  40. @mag 25 lutego, 22:59
    Zgadzam się, jest coś takiego jak katolicyzm light. Jedna moja sąsiadka, osoba bardzo aktywna i praktyczna, powiadomiła nas kiedyś na towarzyskim spotkaniu, że znalazła blisko kościółek, gdzie ksiądz ma krótkie kazania i dlatego ona tam chodzi na mszę.
    Wiadomo, że religijność może przybierać różne oblicza. Pamiętam jak po 9.11 Fareed Zakaria, dzisiaj lat 55 i gwiazda CNN, wspominał w Newsweeku swoje rodzime środowisko w Indiach używając wyrażenia “easy going islam”. To było w kontraście do późniejszych szaleństw fundamentalizmu.

  41. Tanaka
    No i właśnie o to mi szło. Pokazanie, co ludzie robią z esencją, gdy pija np. „siki Weroniki”. Rówież metaforycznie.

  42. Tanaka
    25 lutego o godz. 23:30
    Jak się może domyślasz, ja nie oglądam wiadomości tvp, ale niesława zarówno wiadomości jak i tej pani znana jest szeroko. Podsunęłam sznureczek, bo ucieszyła mnie ta wiadomość, taka paskuda ze mnie 😉
    Co do Sławy Przybylskiej, mam te same uczucia, słuchając jejza czasów, kiedy jej słuchano. Szkrab byłam, ale podobała mi sie piosenka „Pamiętasz, była jesień, pokój numer osiem w korytarza mroku…staruszek portier z uśmiechem dawał klucz…”
    Nie bardzo rozumiałam, kto to „portier”, no a potem był cały dramat „Odszedłeś potem nagle, drzwi otwarte zostawiłeś…” i dalej już nie pamiętam, być może też przekręciłam tekst, ale cytuję z pamięci.
    Sława Przybylska miała straszliwie smutną twarz, nie tylko repertuar piosenek…

  43. Właśnie pogooglałam…Pani Przybylska ma 87 lat! Od lat nic o niej nie słyszałam…

  44. Alicja-Irena
    25 lutego o godz. 22:59
    Ten ptaszek, to dzięcioł. One wcale nie są takie małe jakby nam się wydawało.
    A teraz ad rem. Smutno przyjmuje się wiadomości o śmierci osób, z którymi nawiązaliśmy jakąś, nawet tylko blogową więź. Szczególnie, że był to człowiek o dużej kulturze i rozsądku. Myślę, że jego słowa będą wracać czasami w naszych rozmowach. Żegnaj doktorze.

  45. @Tanaka
    25 lutego o godz. 23:21

    Mam podobny problem. To nie był mój czas i wykonanie zupełnie mnie nie przekonuje. Dlatego pokazałam interpretację Joanny Kurowskiej.

    @Alicja-Irena
    25 lutego o godz. 23:16

    Dziękuję ! Bardzo piękne uzupełnienie tej piosenki.Cieszę się, że pokazałaś to zdjęcie.Ty byłaś na tej ulicy, a ja nie.
    Ale tyle było tych starych kątów do zaglądania.

    @mag
    25 lutego o godz. 23:40

    Odbieramy to w podobny sposób.

  46. Alicja-Irena
    25 lutego o godz. 23:44

    A to jest melodia „z ciekawostkami”, wcale nie łatwa do zaśpiewania. Np. septyma zmniejszona na końcu „… liść powiewem wiatru padł mi do nóg”, kwarta zwiększona na „przekroczyć próg”, czy progresja zmniejszonych pasaży na „…Pod Różami – choć już minął…” Dobra robota.

  47. @Contrarian 25 lutego, 22:50
    My, wyjechani, nie możemy gardłować o sytuacji w kraju. Ale pojawiają się tematy, dla których miejsce pobytu nie ma znaczenia. @Stachu39 dużo pisał o sprawach uniwersalnych, a te możemy nadal ciągnąć. Jego głos odstawał często od panującego konsensusu, z wielką korzyścią dla bloga. Dlatego dobrze by było, żeby teraz inni podtrzymali pluralizm w poglądach.

  48. @Szary Kot 25 lutego, 23:39
    Ja też boję się wtargnięcia sakramentu w moje umieranie. Raczej mi to nie grozi. Pośmiertne obrządki już mnie nie obchodzą. Swoją drogą ostatnie namaszczenie zostało chyba wymyślone dla spotęgowania grozy w obliczu śmierci tak u moribundusa, jak i osób postronnych.

  49. Alicja-Irena
    25 lutego o godz. 23:44

    Przybylska miała twarz niepasująca do romantyczno-romansowych, a nawet tęsknych piosenek. Zbyt wielki nos, zbyt ciężka szczęka, szeroka, niedorysowana twarz. Zbyt mało w niej wyrazu. Taki śpiewający pomnik ze spiżu.
    Doceniam jej wysiłek, ogólną modę piosenkarską tamtych lat, a to o poległych partyzantach, a to o cichm kochanku lepszym od niedojdowatego męża, ale to nie to.
    Może dlatego – słowami Przybory – pokpiwała sobie z tych poległych partyzantów Irena Kwiatkowska (w tych samych latach) i to było znacznie lepsze. Z kochankami Przybora też sobie lepiej radził niż Przybylska.

  50. mag
    25 lutego o godz. 23:44

    Otóż to! Tylko pierwsza hebata jest esencjonalna. Następne to siki świętej Weroniki. Im bardziej następna, bym bardziej – sik!
    Będąc młodym lekarzem na placówce wysuniętej, tfu! nie lekarzem, a kimś całkiem innym, ale w podobnym charakterze, miałem raz pacjenta, tfu!, kolegę w pracy, co najpierw pił kawę esencjonalną: sypał 4/5 szklanki mielonki, następnie lał wrzątek, którego mieściło się niewiele, może z połowę ilości kawy, następnie całość wypijał, a musiała to być istna siekiera, wyobrażasz sobie – nie 2-3 łyżeczki ale 4/5 szklanki??!
    Jak spił ową kawę, kończył z fusami: dosypywał mnóstwo cukru, mieszał całość w breję i łyżeczką wyjadał do czystego dna.
    Ze smakiem !

  51. Stach to byl Ktos.

  52. Szkoda Stacha! Będzie go tu brakowało, był jednym z najbardziej obiektywnych i przyjaznych dyskutantów na LA. 🙁 🙁

  53. Dlaczego nikt nie wspomniał Marleny Dietrich? https://www.youtube.com/watch?v=aLAxbQxyJSQ
    Umiar w wyrażaniu uczuć, szczera nostalgia bez sentymentalizmu – oto co widzę w jej wykonaniu. Sława Przybylska jest dla mnie za słodka i przez to nie przejmuje tak, jak Marlena.

  54. Tanaka
    25 lutego o godz. 23:17

    „I tylko bezrefleksyjność pozwala katolicyzmowi jak i każdej innej podbnej religii, istnieć”.

    Otóż właśnie. I to się zgadza z tym, czym z mocnym przekonaniem podpartym licznymi obserwacjami dzieliłem się na blogu: że szeregowi katolicy niczym w codzienności się nie różnią od szeregowych ateistów, jeśli odłożyć na bok większy krytycyzm tych ateistów, którzy wyrośli z chrześcijaństwa. Religie „boskie” są sprzeczne z życiowym doświadczeniem, dlatego wszczepiane są w dziecięce umysły nie sposobem wykorzystania przyrodzonej ciekawości z najważniejszym pytaniem „dlaczego?” (które jest najpierwszym odruchem zdrowego umysłu i, jeśli rodzice są mądrzy – pierwszą lekcją myślenia analitycznego), lecz sposobem zapychania pamięci gotowymi komunikatami mającymi przyrodzoną ciekawość świata zabić: „Bozia jest dobra”, Bozia ciebie kocha”, „Matka Boska kocha dzieci”, „Ty też kochasz Matkę Boską”, „Ty też kochasz Bozię”, „Anioł Stróż nad tobą czuwa”. I później: „Choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję”, „Jezu, ufam Tobie”, „Święta Mario, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi”, „My chcemy Boga”, „Jak Pan Bóg da zdrowie”, „Jak Pan „Bóg pozwoli”, „Szczęść Boże”, „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, „świętej pamięci”, „wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie”.

    Tak więc potoczna religijność to odbębnianie wyuczonych rytuałów i powrót z ulgą do nieboskiej codzienności. Panie i babcie drepczące na siódmą rano do kościółka czynią to niekoniecznie dlatego, że serce im się rwie do nie doświadczanego w żaden sposób Boga, lecz raczej z praktyczności: żeby dzień nie było rozbity, żeby jak najprędzej odfajkować to, co niepraktyczne i zająć się tym, co praktyczne, czyli zwyczajnym życiem.

    Dopiero jak trwoga, to – do Boga. Wtedy religijność – rytualna, bo innej nie ma – może wypełniać znaczną część dnia. Trochę moich świetnych koleżanek, stuprocentowych kobiet mniej więcej po pięćdziesiątce stało się takimi konsystorskimi dziewicami i świętymi, że przykro było patrzeć, a jeszcze przykrzej słuchać. Przykro, bo skromnie licząc, jeszcze na tych 20 lat mogły sobie pozwolić. Ale kłaść się do trumny za życia?! Chłopy są zwykle bardziej racjonalne, więc mogłem ich mężom tylko współczuć. Choć, jak znam życie, to oni sobie też, nazwijmy to ę ą…współczuli.

  55. Dodając do tematu istnienia religii nie pamiętam już gdzie słyszałem tezę, że w dłuższym okresie czasu struktura wierzeń danego społeczeństwa odzwierciedla strukturę społeczną. Może to brzmi trochę na wyrost, ale zwykle podaje się tu przykład przejścia z wielobóstwa Grecji to monoteizmu późnego Cesarstwa Rzymskiego. Nasunęło mi się pytanie czy wszystkie wczesne cywilizacje miały strukturę silnie hierarchiczne, z kultem jednostki, czyli sprzyjające wykształceniu kasty kapłańskiej. Z tego czego uczyliśmy się w szkole wynikało, ze właściwie tylko takie istniały (np. staroż. Egipt). Postanowiłem się wgryźć w temat i zaliczyć ten wykład The Origin of Civilization. Okazje się, że wśród wczesnych cywilizacji były również cywilizacje egalitarne, z w miarę wyrównanym statusem społecznym. Oczywiście żadne konkretne dowody wskazujące na rodzaj wierzeń tych cywilizacji nie przetrwały.
    Pierwsze wzmianki o ateistach chyba pochodzą ze starożytnej, na swój sposób demokratycznej, Grecji.

  56. Był człowiek, nie ma człowieka. I tyle niedokończonych rozmów.
    Żegnaj Stachu, będzie Cię tu brakować.

  57. pombocek
    26 lutego o godz. 2:56

    Celna uwaga, Pombocku, że niewyrosły z chrześcijańswa czy innej religii ateista, czyli ateista szczęśliwie niemęczony żadną religią, równie – może – być bezrefleksyjny, jak standardowy wyznawca . Może, nie musi.
    Ateista, który się wykształcił na ateistę, musząc się mierzyć z religią w której został uwięziony (a i z ludźmi, zwłaszcza z ludźmi!), to zwykle inna rzecz, często dowodząca szczególnych i głębokich doświadczeń, długiego ćwiczenia w refleksyjności, poznawania nieprawd „Prawd Objawionych” i wszelkich innych, którymi nafaszerowana jest religia.

    Te hasła-klucze które przywołujesz, a wśród których porusza się bezrozumny wyznawca, są czymś specjalnym. Stanowią bowiem składowe szantażu wobec nieszczęsnego wyznawcy. Ten zestaw sloganów ma słodzić i potępiać. Maryja cię zbawi, ale musisz się jej podporządkować. Jezusek do ciebie się zbliża, ba – on się zbliża, ale czujesz, że tak się zbliżył, że jest w tobie, jest tobą, już czujesz słodycz jego ran, już unosisz się z nim ponad ziemię, ale musisz w ym celu odmawiać paciorki, litanie, śiśle się spowiadać, korzyć przed Nim jako straszny grzesznik. Inaczej, nic z tego.
    Nie na próżno mówi się, że słowa mogą zabijać. tak czyni religia, a ściślej jej funkcjonariusze: zabijają pierwsze drgnienia swobodnego rozumu u małego dziecka, naznaczają je niewolniczym piętnem chrztu, a następnie całe jego życie pilnują, by dodawać trucizny, trzymając rozum, czyli osobę, w stanie śmierci wobec życia.

    Takie organizacje, jednak wyłączamy z tego największych zabójców – kościoły – nazywamy organizacjami przestępczymi, związkami zbrodniczmi i ścigamy z największą detrminacją prawa i moralności. Ale, właśnie, nie kościoły i ich funkcjonariuszy. To, zapewne, największy problem człowieka w ogóle, przez który nie może się on wyzwolić i nigdy nie pozna, co to znaczy być sobą i żyć własnym, autentycznym życiem.

  58. Dołączam się do kondolencji. Stacha39 zawsze czytałem, podobnie jak wszystkich Blogowiczów. Chciałem zamieścić link do mało znanej piosenki Czewonych Gitar, ale od jakiegoś czasu piosenka na yt jest niedostępna. Więc przynajmniej tekst:

    „Bezpowrotny bilet”

    Sternik ujął ster: rejs na drugi brzeg,
    W jedną stronę bilet za obola.
    Gdy zapłacisz już, resztę w wodę rzuć –
    Sternik nic innego, nic nie przyjmie.

    Złoto dawać chciał, drugi pierścień zdjął –
    Widać płacić pierwszą klasę zwykli.
    Z tamtej strony – spójrz! – wraca pusta łódź –
    Charon ludzi traci już za Styksem.

    Choć miałbyś sto za jeden grosz –
    Nic więcej nie zapłacisz, niźli płacić masz.
    Na drugi brzeg popłyniesz, gdzie
    Obliczą najdokładniej, ile jesteś wart.

    Ileś kiedyś dał – tyle możesz wziąć.
    Co zabrałeś – oddasz właśnie tyle.
    Z tamtej strony znów wraca pusta łódź –
    Spróbuj tu powrotny kupić bilet!

    Drewniana łódź. Za jeden grosz,
    Obola stary Charon liczy ci za rejs.
    Za jeden grosz – na drugi brzeg,
    Gdzie wiedzą, ile za co płacisz, albo nie.

    – Żegnaj, Stanisławie…

  59. @Stentor 26 lutego o godz. 8:54
    U mnie działa ten link: https://www.youtube.com/watch?v=6YC0rECXARw

  60. Contrarian
    26 lutego o godz. 9:02

    Spróbowałem, ale u mnie nic z tego. Komunikat: „Ten film wideo jest niedostępny”. Trudno. Pozdrawiam

  61. Tanaka
    26 lutego o godz. 8:53

    Dlatego, Tanako, ręka mi się nie podniesie, żeby głosować na Platformę, choć trza dać odpór PiSu – najwyżej zagłosuję na Biedronia. Bo oto jaki jest stosunek PO do relacji państwo – Kościół:

    Lekcje religii w szkole – nie (za to brawo)
    Rozdział państwa od Kościoła – nie
    Likwidacja Funduszu Kościelnego – nie
    Opodatkowanie duchownych – nie

    Jeśli to jest wyborcza kalkulacja, to zawsze będą wybory, więc do końca świata nie będzie dobrego czasu, by bez pytania go o zgodę wyznaczyć starożytnemu pasożytowi jego miejsce w państwie.

  62. Stentor
    26 lutego o godz. 8:54

    Trafny tekst na pożegnanie. W ogóle nie kojarzyłem „Czerwonych gitar” z tego rodzaju piosenkami. „Biały krzyż”, owszem, ale to partyzanckie, ale to co innego, choć egzystencjalne, to całkowicie.

    Bywaj na blogu i dawaj głos. 🙂

  63. Contrarian
    26 lutego o godz. 9:02

    I u mnie: niedostępny.

  64. Nie znałem Stacha39, ale zajrzałem do archiwum i znalazłem to:

    Nie chcę tu pisać o roli i KK i innych kościołów w ludobójstwie w Rwandzie, o czym jest artykuł Tanaki i jego uzupełnienie przez Anumlika . Nie jestem dogłębnie zorientowany, pewnie tak było.Natomiast nie podobał napastliwy , prześmiewczy, fanatyczny ton artykułu, autorstwa „ateisty katolickiego”. Tyle emocji! Pewnie ateista buddyjski napisałby inaczej. Z resztą nie wiem. Jak wiadomo ateistom religie nie zostały objawione , tylko stworzone przez ludzi, na ludzki obraz i podobieństwo, tak jak sobie wyobrażali. Bóg mógł być mściwy, miłosierny w zależności od zapotrzebowania.Religie odpowiadały na pytania, na które nie odpowiadała ówczesna i obecna wiedza, nawet jeśli te odpowiedzi były urojone.Jedni mogą żyć bez nadziei , inni nie. Nie śmiejmy się z innych, bo sami możemy się wydawać śmieszni.

    Wspominam Cię STACHu39 ciepło, bo jesteś mi bliski w tym co powyżej.

  65. wbocek
    26 lutego o godz. 9:22

    jak widzisz, ŻADNA partia z obecnych nie ma w programie wypowiedzenia konkordatu. Biedroń, Nowacka, chyba jakoś też SLD, coś przebąkują o „renegocjacji”, albo czymś podobnym, a bodaj tylko Biedroń mówi konkretniej, także nazywając „komisję prawdy i pojednania, na wzór tej w RPA.
    Mocno jednaj wątpię w powodzenie takiej komisji. W RPA był brutalny, krwawy, wojenny problem rasizmu. Nad Wisłą kler nie morduje, a tylko gwałci, przywodzi do samobójstw, kłamie, niewoli, kradnie. No i błogosławi naszym żołnierzykom do zabijania, gdzieś nad Eufratem, albo w gorach Afganistanu. Ale tam to tam, a nie nad Wisłą. A poza tym, tamci „roznoszą choroby i pasożyty” – jak oświadczył prosty poseł z ławy. Więc się rozumie, co słuszne jest i sprawiedliwe.

    Cóż to za problemy, zwłaszcza,że jak obaj słyszeliśmy i wiemy świetnie, wraz z całą Polską: „Kościół do dobrego namawia, nie do złego”. W RPA był Nelson Mandela. W Polsce mamy menela, a ze świata polityki – nikogo w tym formacie.
    Żadna partia formalnie nie wstawi do celów i programu nic wprost świeckiego i wolnego dla Polski i suwerena. Może jestan zrobić niemało, bodaj takim sposobem, że ulica będzie partię popychać. Czyli dziać się będzie to i tak, co zrobili trzej mężczyźni z pomnikiem pedofila Jankowskiego.
    Ciśnienie sprzeciwu moralnego wobec spotworniałego zła wypełniającego całą właściwie przestrzeń publiczną, musi być tak wielkie i mieć takie demonstracje, bu dać mocny asumpt – w istocie, kopa – partiom do działania dla dobra wolnego człowieka i wolnego od przemocy Kościoła kat państwa.
    Tu Biedroń – chyba – mógłby sporo zrobić. Ale konieczne są do tego liczne akty demonstracji cywilnej wolności. Właśnie – cywilnej wolności, nie „cywilnego nieposłszeństwa”, jak gada sie powszechnie, bo gdyby to było „nieposłuszeństwo” to posłuszeństwem, a w domyśle czymś właśnie słusznym, właściwym, moralnym, byłoby nicnierobienie, tuszowanie, rozmydlanie, czyli dokładnie to, z czym dotąd mamy do czynienia.
    To akt wolności podmiotu, a nie nieposłuszeństwa przedmiotu.

  66. W GW ( dodatek wiosenny ) przeczytałem wywiad z Tadeuszem Bartosiem, ex-dominikaninem z związku z książką „Mnich”. Doświadczenia ex-zakonnika są bezcenne – polecam. Okazuje się, że od środka (zakonu) tam jest pustka i opresja (kontrola myśli) jak w innych sektach. Tylko z zewnątrz dla młodego człowieka może to pachnieć atrakcją, ale wyjść jest trudno, szczególnie po wielu latach kiedy świat zewnętrzny stanie się obcy i niebezpieczny i np.: z powodu braku zawodu aby funkcjonować poza zakonem.

  67. Eeeech, Stachu….

  68. Stentor
    Zachodzę w głowę, dlaczego „Bilet powrotny” Czerwonych Gitar jest na Youtube niedostępny.
    Nie znałam chyba tej piosenki. Słowa świetne, ale jaka melodia?. Gdybym usłyszała, to bym sobie przypomniała.

  69. Tanaka:
    Dzięki za życzliwość 🙂 W wolnych chwilach z pewnością zajrzę. W przypływie tzw. weny również coś stuknę w klawisze, choć kudy mnie tam do wyjadaczy blogowych, co to i język giętki i palce na klawiszach takoż 😉

    mag:
    Piosenka była dość długo na yt, wrzucił ją fan Czerwonych Gitar wraz z zestawem innych ich utworów. Jakość była tragiczna, jak z mocno zdartej pocztówki dźwiękowej. Jednakże dało się słuchać. Po jakimś czasie ta właśnie piosenka znikła i do tej pory jaj nie ma. Co do melodii, też pamiętam jak przez mgłę i nie ośmieliłbym się zanucić. Ale charakterystyczna dla Czerwonych Gitar.

  70. Jeszcze do @mag:
    Poprawiam błąd: piosenki nie ma, nie jaj 😉
    Pozdrawiam

  71. John Oliver zestawił różności nt. „Psychics” czyli mediów, przepowiadaczy i uzdrawiaczy różnego sortu.
    Nie można lekceważyć przemysłu który przynosi $2.2 mld rocznie 🙂

    Psychics

  72. „Pijmy wino za kolegów”
    https://www.youtube.com/watch?v=TqFUe4xtVo8

  73. @Contrarian
    26 lutego o godz. 9:02

    To przedziwne, ale u mnie ten link, ktory podałeś gra.

    @Stentor
    26 lutego o godz. 13:20

    Więc może czasem trzeba po prostu link skopiować i wkleić na belkę google. To często pomaga.Warto spróbować, bo piosenka jest na youtube !

    https://www.youtube.com/watch?v=6YC0rECXARw

  74. Panowie @ozzy i @ seleuk/os

    Czekam na wrażenia koncertowe !!

  75. „Chłopcy z naszej ulicy”
    https://www.youtube.com/watch?v=yufs0U09Xy8

  76. Pozdrowienie szlachetnemu Stentorowi i Contrarianowi, wiecie że stąd się nie da wyjść jak już raz wdepliście.
    You have been warned

    🙂

  77. zetus1
    26 lutego o godz. 13:25

    @English listeners. Na ten sam temat, z BBC4.

    https://www.bbc.co.uk/programmes/m0002rkd

    W ogóle seria „The Digital Human” jest szalenie ciekawa.

  78. mag
    26 lutego o godz. 12:57

    Jak nic, znałaś wszystkie piosenki Czerwonych gitar, co dnia, bo co dnia to Karin Stanek, więc też. 🙂
    Jak nic Reaktywacja: Ładne oczy masz.. i tak dalej, bo dalej się troszkę wstydzę, to na pewno te Czerwone Gitary pod wpływem inspiracji znaną tu na blogu blogowiczką, ale dalej to się troszkę wstydzę 🙂

  79. Stentor
    26 lutego o godz. 13:14

    W przypływie tzw. weny również coś stuknę w klawisze, choć kudy mnie tam do wyjadaczy blogowych, co to i język giętki i palce na klawiszach takoż

    Stukaj, a dostaniesz giętkości palców. Tak poucza przyroda oraz moja sąsiadka. Zarzekała się: nein – nein, a teraz w necie tak śmiga, że niedośmigła jest.
    Więc ogólnie – świdermajer!

  80. basia.n
    26 lutego o godz. 13:28

    Ten link u mnie też nie działa, psiajucha!

  81. wbocek
    26 lutego o godz. 9:22
    Niestety, masz racje. PO nie jest nadzieją na zmianę sytuacji kk względem państwa. Patrząc na zdjęcia przewodniczących obu opcji (PiS/PO), dostaje takiej samej awersji – sfinansują każdy pomysł radia Maryja, jeśli to im da chociaż jeden glos. Teraz, kiedy KO wchłonęła mniejsze partie, które próbowały nagłośnić sprawę kk, temat ucichnie. Więc jak mówisz, Biedron jedyną nadzieją. Czyli nie ma nadziei.

    Tanaka
    25 lutego o godz. 20:45
    “(Katolicyzm) W żadnym razie nie jest jednak płytki. Jest to katolicyzm esencjonalny, dogłębny właśnie przez to, że siedzi w bebechach i stamtąd najtrudniej go wypuścić i najtrudniej wpuścić tam świeże powietrze.”
    Czy naprawdę ten katolicyzm jest taki głęboki? Patrzę na to z pragmatycznego punktu widzenia; więc czy masy katolików pójdą pod parlament gdyby przyszły rząd chciał urzeczywistnić świeckość państwa? A świeckość jest podstawowym celem, o który powinniśmy się dopominać. Tylko elity/władze mogą tego dokonać, a lud boży będzie się temu przyglądać obojętnie, dalej uprawiając swoje rytuały. Obawiam się, że większym problemem niż głębia wiary w społeczeństwie, jest płytkość liberalnych i demokratycznych idei u rządzących elit.

  82. Dzięki, o szlachetna, za pozdrowienie i ostrzeżenia 🙂
    Jak to było? „Dolar za wejście, dwa za wyjście”? Albo może: „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate”? hihi 🙂
    Pozdrawiam

  83. TamtenZbyszek
    26 lutego o godz. 14:21

    Się uprasza nie siać defetyzmu.

    Trzeba IŚĆ NA WYBORY albo Unia zniszczeje od dobrej zmiany a Polska nie wyjdzie z kaczyzmu

  84. basia.n
    26 lutego o godz. 13:28

    Basiu, za chińskiego boga nie chce działać. Ale nic to! Nic to! Żeby to tylko takie problemy były 😉

  85. Stentor
    26 lutego o godz. 14:43

    Zdecydowanie to drugie i to żadne śmichy chichy, sam zobaczysz. Niby sobie wejdziesz tylko coś niby skomentować i zostaniesz na 20 lat 🙁

  86. Nefer
    26 lutego o godz. 14:50

    No właśnie, już się chyba zaczęło. Ledwo tu nieśmiało wsadziłem nos, a poczyniłem tyle wpisów… pomyśleć, że do tej pory na jednym czy drugim forum napisałem parę słów raz na kilka tygodni… coś jest na rzeczy. 😉

  87. Jeszcze jedna obalona legenda – kardynał Pell, wielka nadzieja Frania (babciu, dlaczego masz takie wielkie zęby?) skazany w Australii za pedofilskie wybryki. I kto mu teraz „uzdrowi” kurię? Ajajaj.

    https://www.newsweek.pl/swiat/spoleczenstwo/kardynal-george-pell-jeden-z-najblizszych-wspolpracownikow-papieza-uznany-winnym/hbw48hf

    P.S. Stachu39 niechybnie by napisał śliczny tekst. I pochylił się psychiatrycznie nad nieszczęsnym skazańcem. Żegnaj, Stachu!

  88. Stentor
    26 lutego o godz. 14:58

    Bo to się zwykle tak zaczyyyyyyyyyynaaaaaaaa 🙂

    się rozgość

  89. Stentor
    26 lutego o godz. 14:47

    To widocznie czasem zależy to od kraju w którym się mieszka.W jednych link jest zastrzeżony,a w innych nie.
    Ale rzeczywiście to są najmniejsze problemy 🙂

  90. Na marginesie
    26 lutego o godz. 15:00

    Ich nic nie uzdrowi. Pomóc może tylko ” zaraza morowa „

  91. Uwaga: za mówienie o „partii R.” grodzi pozew.
    Etykiety zastępcze potrzebne od zaraz.

    Grzybnia Chrystusa? Europa Kiecun? Krucjata Muchomora?
    Delirium Christi? Partyja z Ryjem?

    https://natemat.pl/264087,radio-maryja-grozi-konsekwencjami-prawnymi-za-mowienie-o-partii-rydzyka

  92. Partia Ojca Inkasenta? Jak powie że nie wolno znaczy uważa się za Inkasenta bo mu się skojarzyło?

  93. @basia.n 26 lutego o godz. 15:07

    Tak im dopomóż Bóg! Będziemy współczuć?
    Żartuję oczywiście. Aha, i dzięki serdeczne. Wiesz za co 😉

  94. @Nefer 26 lutego o godz. 15:12

    Partia Łoj Dyra? Im więcej tym lepiej.
    W ramach tej no, różnorodności. Blogowej.

  95. @Stentor 26 lutego, 14:43
    “Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate”.
    Trawestujesz znaczenie, jakie nadawał temu cytatowi @Tobermory? O ile dobrze go zrozumiałam nadzieję na grzeczne traktowanie na blogu mieli porzucić “religianci”. Nowe odniesienie dla cytatu bardzo mi się podoba. Twoje “hihi” również.

  96. Nefer
    26 lutego o godz. 14:47
    Proszę, wskaż tą przewodnią gwiazdkę nadziei. Już naprawdę jestem zmęczony byciem Iranem Europy, a moje dni się kończą.

  97. Krak-ini nie ustaje w wykręcaniu kota ogonem.
    Bo przecie lukę po Stachu trzeba koniecznie szybko wypełnić!
    W ramach (a jakże!) różnorodności. Blogowej.

  98. TamtenZbyszek
    26 lutego o godz. 14:21

    Czy naprawdę ten katolicyzm jest taki głęboki? Patrzę na to z pragmatycznego punktu widzenia; więc czy masy katolików pójdą pod parlament gdyby przyszły rząd chciał urzeczywistnić świeckość państwa? A świeckość jest podstawowym celem, o który powinniśmy się dopominać.

    1. Katolicyzm jest bardzo głęboki. tak bardzo, że bardziej się nie da. Jak to mówią: chwała bogu, trwa już da tysiące lat – tak mówi każdy biskup, jego proboszcz i prawidłowi wyznawcy, wraz z większością nieprawidłowych. …mimo, że go usiłują zniszczyć katolicy – tak dodaje nadpapież Terlikowski. No, tak dodaje. Bo, że usiłują niekatolicy to każdy wie A tu taka nowość, że katolicy też. No i nic z tego, znaczy – taki głęboki, że nic głębszego nie ma.
    2. Dlatego właśnie trwa te dwa tysiące lat, że nic płytszego od niego nie ma. No, niech będzie: inne religie przenajsłuszniejsze też ta mają, że nic płytszego nie ma.

    Można sobie wybrać odpowiedź. test praktyczny, pt. wyznawcy na ulicach w Polsce ‚2019, po pierwsze – są, że aż przejść trudno, po drugie – test ten niewiele wykazuje. Wykazują zawsze fundamenty i filary, a nie kurek na dachu, ani nawet spadająca dachówka.

  99. @Tanaka 26 lutego o godz. 15:45
    A jeśli ktoś ośmieli się odpowiedzieć „Dzień dobry” na „Szczęść Boże” to (podobno) dostanie straszny łomot. Tak zapodał kiedyś pombocek. Czy to reakcja głęboka czy płytka? Ja bym po prostu powiedziała: odruch Pawłowa.

  100. @TamtenZbyszek 26 lutego, 14:21
    “Obawiam się, że większym problemem niż głębia wiary w społeczeństwie, jest płytkość liberalnych i demokratycznych idei u rządzących elit”.
    To może być naszym głównym problemem. Z drugiej strony na całym świecie obserwuje się niebezpieczne tendencje w kampaniach wyborczych. Kandydaci do władzy schlebiają prymitywnym instynktom wyborców byle zdobyć wystarczającą ilość głosów. Od elit oczekujemy myśli przewodnich w dziedzinie swobód obywatelskich, racjonalnego kierowania gospodarką, polityki zagranicznej, edukacji publicznej, ochrony środowiska itd. Tymczasem wyrasta antyelita, której jedynym celem jest zdobycie władzy i wykorzystanie jej w celach partykularnych. Pozostaje nadzieja, że to zjawisko wywoła jednak opór. Najpierw ludzi świadomych niebezpieczeństwa populizmu, potem nabranego przez polityków elektoratu, który w końcu przejrzy na oczy. Na ile taki optymizm jest uzasadniony trudno powiedzieć.

  101. Na marginesie
    26 lutego o godz. 15:39

    Zaraz wiosna, pora akurat na przesadzanie…

  102. TamtenZbyszek
    26 lutego o godz. 15:33

    Przewodnia gwiazdka nadziei to przekonanie że każdy głos jest ważny. To założenie – sądzę że słuszne, że koalicja KE to powrót Polski na drogę europejską i współdziałanie w Unii na rzecz jej lepszej przyszłości. To nie ma nic wspólnego – teraz – z kiełbasami socjalno-wyborczymi PiSu.

    Jeśli opuścisz ręce i nie pójdziesz głosować a taka Malinosko spod piątki pójdzie i odda głos na Szydło do PE to Malinosko i jej światopogląd wygra. Z Tobą.

    Gwiazdka nadziei to ta polska gwiazdka na fladze unijnej, zrób to dla przyszłości Polski w Unii, dla młodszych pokoleń w rodzinie. Wybierz sobie przyzwoitego człowieka na którego chcesz z czystym sumieniem oddać głos i to zrób, tylko tyle.

    Cimoszewicz jest już potwierdzoną jedynką w Warszawie, ma mój głos. Mogę zrobić tylko tyle ale zrobię to.

    Pozdrawiam.

  103. @Szary Kot 26 lutego o godz. 16:07

    Najważniejsze – to wypełnić lukę to Stachu!
    Choćby nawet z łapanki, panietentego.
    Przy okazji zakrakać co trzeba – i będzie piknie.
    I po bożemu – bo różnorodność nam zagości.

    Parafrazuję – chyba wiadomo, co i kogo.

    Ja przesadzam? Poważnie? Ja????

  104. Tanaka
    26 lutego o godz. 15:45

    Tanako, sam niejednokrotnie nadmieniałeś, ze katolicyzm w Polsce jest rytualno-obrządkowy. Jego głębią jest wierność tradycji i ceremonii, nie duchowość. Nie sądzę, żeby katolicy wyszli na barykady bronić konkordatu. Ja wciąż, jak mantra, wracam do świeckiego państwa jako celu – uważam to z wielu względów za absolutną konieczność do pchnięcia Polski w kierunku rozwoju. I nie sądzę, ze głębia katolicyzmu jest tu przeszkodą w oddzieleniu państwa od kk.
    W odpowiedzi na twój test praktyczny, test teoretyczny. Katolik ma wybór pomiędzy partią oferującą państwo świeckie i 500+, a partią oferującą państwo kościelne i wyższy wiek emerytalny. Hmm…

  105. @Na Marginesie 26 lutego, 15:39
    Jako Wielka Inkwizytorka bloga i główny na nim bully boisz się utraty swojej pozycji? Niepokoi Cię wkroczenie nowych nicków, których wypowiedzi przyćmią Twoje występy?

  106. Krak-ini nie zawiodła. Zawsze z braku argumentów – bluzg ad personam.

  107. Na marginesie
    26 lutego o godz. 15:39

    Ta krukowata powiedziała: „O ile dobrze go zrozumiałam nadzieję na grzeczne traktowanie na blogu mieli porzucić “religianci”.

    W głowie mi się nie mieści, że można tak podle, nie pamiętając tego, o czym się zabiera głos, jednak go zabierać. I dopasowywać do swojej pokrzywionej wyobraźni proste cudze wypowiedzi, FAŁSZUJĄC je bez mrugnięcia okiem. Przecież ta kruk to największa oszustka i odwracaczka kota ogonem na blogu. Tylko że „odwracanie kota ogonem” jest frazeologizmem łagodnym, a ona jest diablicą w stroju anielicy: bez końca mówi fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu. Upodobała sobie włażenie tu ze swoim fałszywym jęzorem i co jej zrobisz. Doda swoje podłe „O ile go dobrze zrozumiałam” i jest rozgrzeszona. Tylko że w wypowiedzi Tobermorka niczego nie trzeba było rozumieć, bo była prosta i oczywista jak kij od szczotki lub mój rozum. Powiedział po moim komentarzu w takim samym jak ja duchu, że religijni wchodzą na ten blog na własną odpowiedzialność, KROPKA. Nie ma to nic wspólnego z wezwaniem, by wchodzący na blog wierzący – nie pamiętam, czy Tobermorek użył wygodnego wyrazu „religianci” (pogardę w tym wyrazie widzą ci, co chcą ją widzieć, a on jest po prostu najwygodniejszy ze wszystkich wyrazów nazywających nosicieli religii) – porzucili nadzieję na grzeczne traktowanie na blogu. Tylko podłe babsko, nie rozumiejące znaczeń polskich wyrazów i nie umiejące precyzyjnie odczytywać cudzych tekstów, przez co nawykłe do ich niefrasobliwego przeinaczania lub fałszowania z premedytacją stać na takie paskudztwa.

  108. @@mag, Tanaka

    Trochę późno ale w końcu znalazłem rzeczony utwór
    https://teksty.wywrota.pl/tekst/59369-czerwone-gitary-bezpowrotny-bilet.html

  109. @wbocek 26 lutego o godz. 17:02

    O to właśnie mi chodziło. Między innymi.
    Zresztą tak w ogóle zrozumienie cudzego tekstu – to nie jest chyba mocna strona rzeczonej. Trudno powiedzieć, na ile jest to świadomy fałsz, a na ile tępota i myślenie życzeniowe. Kiedyś już były zarzuty „gloryfikacji Stalinizmu” i w ogóle cały łańcuszek podobnych kwiatków. Cóż, ta pani ma swój świat… Szkoda tylko, że koniecznie chce nim zarażać.

    Poza tym miłe powitanie nowych uczestników – to jedno.
    Ale instrumentalne traktowanie i zapraszanie do „zapełniania luk” – to insza inszość.

  110. Nefer
    26 lutego o godz. 16:13

    Cimoszewicz jest już potwierdzoną jedynką w Warszawie, ma mój głos. Mogę zrobić tylko tyle ale zrobię to.

    Czuję Twoją determinację i bezwzględność. I zrób!
    Tego posła prostego, zgraję jego i biskupa za nimi ukrytego – rozjechać walcem! Wyborczym.

  111. @@Stentor, Tanaka
    Nareszcie udało mi się znaleźć oryginalne wykonanie „Bezpowrotnego biletu”. Link podałam wyżej (g.19:27), ale nie byłam pewna, czy będzie OK. Jest!

  112. Stentor
    26 lutego o godz. 18:32

    Dzięki! Faktycznie, ledwo co słychać, ale słychać na tyle, by brzmiało po Gitarowemu 🙂

  113. @@Stentor, mag
    Odsłuchałem, drugi raz, z linka od mag i mam niejakie wrażenie, że to brzmiało ciut mniej trzaskowato. Ale może to złudzenie, bo z większego obrazka sluchałem 🙂
    A swoją drogą, ta moga nadwiślańska na wąsobrodowatość.., ech, chłopaki..! Na szczęście, dwóch ogolonych.

  114. Nefer
    26 lutego o godz. 16:13
    Tu oczywiście nie ma się o co spierać – głosować trzeba. Oprócz tego niewiele mamy możliwości dorzucenia naszego kamyczka – dołączyć do demonstracji, napisać na blogu, …
    Ale ja patrzę tylko z perspektywy, jak osiągnąć rozdzielenie państwa i kościoła. W dzisiejszej sytuacji, nawet jeśli zagłosuję na, jak to piszesz, najbardziej przyzwoitego człowieka, w praktyce nie widzę zbliżenia się do tego celu. Przez następne lata będę żyć w kraju uzurpującym sobie miano postępowego, a funkcjonującego jak w średniowieczu. Fałsz rządzących powołujących się publicznie na kościelny rytuał, premier który zrobił majątek na giełdzie a oddający Polskę pod opiekę matki boskiej, itd. Itd. – kiedyś mnie to oburzało, teraz tylko przygnębia.
    Jedyna nadzieja, że lekcje religii tak skompromitują kościół w oczach młodych, że przyszłe pokolenie odrzuci tą całą bzdurę. Młodzi nie tolerują fałszu, a to co słyszą na lekcjach religii jest tak niekompatybilne z ich światem, że nie obawiam się ich indoktrynacji. No, ale to kiedyś…

  115. Na marginesie
    26 lutego o godz. 18:57

    Piorun by jaśnisty strzelił i szlag trafił te programy kradnące teksty. Napisałem jeszcze parę słów o kołtunce, która podsuwa z miną anielicy najgorsze inwektywy pod postacią pozornie grzecznych sformułowań, i, psia jego mać, ukradło.

    Potępiane i ścigane są inwektywy proste, które nic nie znaczą, np. Ty wuju złamany”, Ty stara ruro”. To semantyczne zera. Natomiast o wiele gorsze sformułowania – np. „nadzieję na grzeczne traktowanie na blogu mieli porzucić “religianci”, które jest rozwiniętym opisem cudzej postawy – pozostają nie tylko bezkarne, ale i rzadko są zauważane. Najwyżej zauważa ten, którego dotkną. Cytowany opisem krukowatej jest opisem fałszywym, ale sprawiającym wrażenie rzeczowego komunikatu. Nic więc nie znaczy pozornie lojalne zastrzeżenie „O ile dobrze go zrozumiałam”, bo komunikat poszedł w lud. A krukowata słynie z tego, że w ogóle nie rozumie, lub źle rozumie, ale nie waha się mówić jakby rozumiała. Nie wpadnie na pomysł, że jeśli nie jest pewna, czy dobrze zrozumiała, to przyzwoitość nakazywałaby nie wypowiadać się, zwłaszcza kiedy rzecz dotyczy i dotyka konkretnego, znanego uczestnika blogu.

  116. wbocek
    26 lutego o godz. 20:08

    Pardą i winowat – miało być: „Cytowany opis krukowatej”.

  117. @wbocek 26 lutego, 17:02
    Nieszczęsna, źle rozumiana, obrażona Cnoto! Takimi wpisami jak ten ściągasz dyskusję na blogu do poziomu przedszkola. Umyśle dziecinny (czy może zdziecinniały?), pogódź się z tym, że tekst napisany żyje własnym życiem i poddawany jest interpretacjom. I nie wycofuj się z intencji tego, co piszesz. “Religiant” nie jest określeniem neutralnym, chocbyś nie wiem jakich wyzwisk użył, żeby temu zaprzeczyć.
    Przypominam Ci – niedawno uroczyście oświadczyłeś, że moich postów czytać nie będziesz. Co Cię tak w nich hipnotyzuje, że na moje dwie linijki odpowiadasz długą epistołą do osoby trzeciej? Na blogu, który powinien być miejscem swobodnej dyskusji, szukasz stronników i zakładasz koterię –
    widzę to nie od dzisiaj. W kupie zawsze raźniej.
    Chciałam zignorować Twój wylew nienawiści. Jednak chyba nie powinien on zostać bez odpowiedzi. Ten blog nie jest stroną Facebooka, gdzie dzieci się ścigają o to, które z nich najlepiej dokuczy drugiemu.
    Przeprosin nie oczekuję i nie pragnę.

  118. TamtenZbyszek
    26 lutego o godz. 19:51
    Mnie się wydaje, że jest sporo racji w tym, co piszesz.
    „Jedyna nadzieja, że lekcje religii tak skompromitują kościół w oczach młodych, że przyszłe pokolenie odrzuci tą całą bzdurę. Młodzi nie tolerują fałszu, a to co słyszą na lekcjach religii jest tak niekompatybilne z ich światem, że nie obawiam się ich indoktrynacji.”
    Poza tym młodzież ma taki dostęp do informacji teraz, jak nigdy wcześniej. Co prawda ma to swoje plusy dodatnie i minusy ujemne, ale ja liczę, że plusy przeważą.
    A tymczasem nie ma dnia od jakiegoś dobrego już czasu, żeby nie przeczytało się o jakimś następnym skandalu w kk. Czy to się da „uzdrowić”? Wątpię. Cała nadzieja w tym, że to się zawali, bo ileż można. Skłaniam się też ku twierdzeniu, że polska religijność nie jest głęboka, duchowa. Mocno podszyta ciemnogrodem i „na wszelki wypadek bozi tę świeczkę…”.
    Bardzo to się różni od religijności kanadyjskiego kk. Przepaść.

  119. Alicja-Irena
    26 lutego o godz. 20:15

    Opowiedz o duchowej i głębokiej religijności kanadyjskiego Kościoła kat. Zobaczymy, czym się różni od polskiej.

  120. kruk
    26 lutego o godz. 20:11

    Tradycyjnie ani słowa o meritum i przyznania się do sfałszowania cudzej wypowiedzi.

  121. Hej Basia. Dla mnie muzyka jest rodzaj opowiadania. Pewnie powod, dla ktorego tak opere lubie. Lenistwo gotowego opowiadania, sorry. Prokofjev tez opowiadania. Dawno, dawno widzialem Romeo i Juliet. Troche pozniej, ta sama muzyka z pantomima Teatru Tomaszewskiego. Jeszcze w Polsce, poczatek 70(???). I tak mam Prokofjev. Konserthuset i Göteborg przyznam bylem drugi raz dopiero. W Stockholm bylo mnie blizej. Pierwszy 2017, tu zanim Jul. Messiah, najlepszy co slyszalem. Kiedys chyba napisalem, jak wrazenie pierwszego sluchania mozna zmienic.

    Prokofjev tez zmienil. Moze nie jakbym chcial, ale pozniej o to…

    Wiesz Basia, zawsze pierwsze rzedy. Prace nog ogladac skrzypaczek i wiolonczelistek na instrumencie. Tym razem Pierwsza Klasyczna. Shani bez partytury, bez pulpitu. Tylko podium. Lewa reka, prawa noga i prawa noga Basia. Prawa noga. Lewa noga, jedyny w miare staly punkt na podium. Na calym podium. W stylu powiedzial ujezdzania dziki kon. Mysle orkiestra byla tez zaskoczona. Chociaz nie konie, a jak to dobre. Widzialem usmiechy i uwagi miedzy. Bardzo ten klasyczny byl dynamiczny. Podobno Prokofjev by dowcipny. Moze to taki uklon do dowcipu. A w drugim, violinowym pierwszym, praktycznie bez dyrygentury. To byla Hilary co orkiestre prowadzila. Shani bardziej sluchal co prowadzil. To bylo dobre Basia. Mysle wszyscy lubili. Stojace brawa, orkiestra smyczkami i tupaniem. Tak wyszedl Prokofjev razy cztery. Shani przy fortepianie, akompaniator, a Hahn obok krotki fragment.

    A ta Piata, znaczy czwarta, Shani nowy element wprowadzil. W parterze batuta podium borowal. Trzy czy cztery razy dziure chcial zrobic. Oczywiscie rece i prawa noga tez pracowaly. Ja blisko bylem. Spocony byl bardziej co ja w dojo. Karajan wersje uwazalem za najlepsza. Kto wie Basia? Shani gorsza nie byla, nawet z dziurami na podium. Taka japonska elegancja prostota i wyrazem. Mnie pasuje. I te zmiany „wlasnych” wykonan. Przekonywujace. Byc moze caly koncert bedzie do wysluchania. Wszystkie wykonania Radiosymfonikow sa nagrywane. To tez.

    Aaa, znaczenie Prokofjeva dla mnie…

    Znow pierwszy raz, pierwszy. Dostalem kosza od dwoch kobiet naraz. Dziesiatki razy zdarzalo mnie od jednej. Od dwu naraz nigdy. I prosze… Obie obloznie zachorowaly i gwaltownie bardzo. Stalem na dworcu jak idiota. Pewnie jestem. Ten sam pociag mialy przybyc. A ja homo erectus, ale idiota. Wczoraj, pozniej Elena list wystosowala. Poetycka prosa o milosci, wzajemnym szacunku i takie podobne. Jakoscia szwedzkiego bylem zaskoczony. Chcialem cos z Lermotov odpowiedziec, ale az taki romantyczny nie jestem. Literaturoznawca znaczy. Zwyczajnym textem szwedzkim, „bedziemy trzymac kontakt” odpowiedzialem, acz dluzszym. Co tu rozumiane jest, nie bedziemy elektrykami. Moja tez odpowiedziala, po chorobie. Szuka mieszkania w pobliskim miasteczku, 17km od wsi. Virtualnie chwilowo. Ma pare adresow i zaproponowala objazd, przeglad. Szwedzka odpowiedz, pochorobowa. A ja?Co mam nie objezdzac?

    Prokofjev Basia, moja misterna konstrukcje do katastrofy doprowadzil. Tyle wrazen z sobotniego koncertu. Wrocilem do domu ciemna noca. Koty zadowolone, choc w Gborg nie byly.

    Pzdr Seleukos

  122. wbocek
    26 lutego o godz. 20:56

    Oczywiście! A gdzieżby tam o meritum i fałszowaniu miało być? To taka niemożność fundamentalna, jak u kleru.

  123. Tanaka,
    tylko bym się powtarzała – kościoły są tu skromne, ludzie nie obnoszą się ze swoją wiarą i nikogo nie obchodzi, kto w co czy kogo wierzy.
    Ja w ogóle tu kościoła nie zauważam. Nie ma pompy, zadęcia, żadnych takich. Ani pomników świętych na każdym kroku. No i w polityce kościół nie ma nic do gadania, nawet anglikański, którego zwierzchnikiem jest Elżbieta II, nominalnie także nasza królowa.
    I już wspominałam o religii – są szkoły publiczne, gdzie nie ma religii, są szkoły katolickie, ale religia tam jest wykładana na zasadzie – uczymy o wszystkich głównych religiach (bez sekt). Posyłasz tam dziecko, część twoich podatków idzie na te szkoły. Dzieci z tych szkół często wychodzą ateistami, chociaż żadnymi statystykami podeprzeć się nie mogę, tylko ze znanych mi przykładów, koledzy i koleżanki mojego syna (sporo znam). Ja sobie uświadomiłam, że w ogóle nie znam nikogo z jego otoczenia (ludzie około 40-tki), kto by należał do jakiegoś kościoła. Ten temat w rozmowach w ogóle nie istnieje. I jak już wspominałam, tutejsze kościoły też pustoszeją, zwłaszcza na prowincji – i są sprzedawane, przerabiane na domy prywatne albo jakieś instytucje.
    Religijność nienachalna, niewidoczna, nie ma tłumów walących na niedzielną sumę, przed cmentarzami nie ma targowisk z kwiatami, lampkami etc. Teraz zaczęłam się bardziej sprawie przyglądać, odkąd czytam tego bloga. Wygląda na to, że w Kanadzie nie dyskutuje się na ten temat, a jeśli, to w ramach kongregacji.
    Skandale bywają, ale dawno już nie słyszałam o żadnym – i w ogóle mało o tym słychać. Myślę, że nie dlatego, że są zamiatane pod dywan – tutaj jeśli coś się dzieje, to na skalę kraju i robi się z tego SPRAWĘ. kk zapisał się paskudnie w ubiegłym wieku w stosunku do ludności rdzennej (native people) i jeszcze do dzisiaj jest to wypominane jasno i dobitnie. No i tyle z moich obserwacji – wszak nie jestem żadnym badaczem. „Na oko” po prostu widzę tę ogromną dominację kk w Polsce, tego tutaj nie ma.

  124. @Panowie

    Jako (nie)znawca literatury, ale boski zawsze i chwilowo przy klawiaturze. Pozwole sobie przetlumaczyc fragment “Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate”. Otoz…

    „Porzuccie (bez)nadzieje, ktorzy wchodzicie”

    dobranoc Seleuk

  125. @seleuk|os|
    Co prawda nie pan, ale swoje powiem – to zostało przetłumaczone już dość dawno i całkiem zgrabnie:
    Porzućcie wszelka nadzieję, wy którzy tu wchodzicie.
    Stanisławski chyba.

  126. @Tanaka 26 lutego o godz. 20:32
    🙂 🙂 🙂

  127. Ewa-Joanna
    26 lutego o godz. 21:40
    Dziekuje E-J. To tlumaczenie tez znam. W ogole to zdanie orginalne mozna na trzy przetlumaczyc sposoby. Tak uwazam i wszystkie trzy pasujace. Czytajacy moze wybrac.
    pzdr S

  128. Alicja-Irena
    26 lutego o godz. 21:30

    No dobrze, tylko gdzie ta głęboka duchowość i pogłębiona religijność o której wspomniałaś na zasadzie kontrastu między Kościołem kat nad Wisłą a Kościołem kat nad Potomakiem?
    Nic takiego w opisie nie widzę, a raczej widzę nudę, nudę i dłubanie w nosie. To z pogłębionej religijności kościoły są zamykane, a głębia duchowości tak działa, że za diabła się nie można zorientować, czy w ogóle ktoś wierzy w jakąś bozię?
    Jedno, co mi wygląda na porządny konkret, to brak Jezusków na każdym zakręcie drogi, brak Nadjezuska świebodzińskiego jak Spiny Norman, brak Świętego Ojca Świętego z plastiku co sto metrów i krzyża w domu, zagrodzie, szkole, urzędzie gminy, siedzibie partii rządzącej, szpitalu, telewizji państwowopartyjnej, Dowództwie Rodzajów Wojsk, okręcie podwodnym, no i Sejmie.

    Chyba całkiem inaczej nazywasz rzeczy, cechy i objawy. Wtedy to by się zaczęło zgadzać.

  129. Na marginesie
    26 lutego o godz. 21:45

    Że Pan Jezus już się zbliża?

  130. TamtenZbyszek
    26 lutego o godz. 19:51

    Zbyt dobrze na blogu się (jeszcze) nie znamy więc trudno mi było odpowiedzieć trafiając w sedno.

    No niestety, rozdział może i zajmie lata – ale przyznasz obiektywnie że 10 lat temu nie do pomyślenia były artykuły w prasie o Jankowskim pedofilu, obalenie jego pomnika, publikowanie książek (w czerwcu biografia Jankowskiego bez upiększeń), tłumy walące na film Kler (i sam film Kler jako taki) coraz liczniejsze głosy dot. rozwiązania konkordatu – a co mnie zaskoczyło, grillowanie wysłannika episkopatu w tvn (Kropka nad i, chyba wczoraj) Coś się z m i e n i a.

    Irlandia też była katolickim zaściankiem a proszę jaka rewolucja. W 1988 nikt nie myślał że ZSRR za kilka lat przestanie istnieć. KK oczywiście istnieć nie przestanie – ale wystarczy że zostanie zamknięty do kruchty gdzie jego miejsce. Bez dostępu do polityki i środków przekazu. Czy rozwiązanie konkordatu można załatwić uchwałą sejmową? (nie wiem) Ale wniosek z mojego powyższego przydługiego przewodu myślowego taki że może pójdzie szybciej niż się spodziewamy (co już wcześniej bywało) Przestajemy chodzić koło kościoła na paluszkach.

    Piszesz przez następne lata będę żyć w kraju uzurpującym sobie miano postępowego, a funkcjonującego jak w średniowieczu. Fałsz rządzących powołujących się publicznie na kościelny rytuał, premier który zrobił majątek na giełdzie a oddający Polskę pod opiekę matki boskiej a tfu na psa urok, PiS ma wygrać? Poczekajmy do października. Polityczny anty-pis przestał się (tak mi się zdaje) obnosić z ołtarzem bo wie że podrażni myślących wyborców.

    Co do młodzieży, nie wiem. Średni przekrój mentalności społeczeństwa. Jedni podatni na indoktrynację, inni nie. Trudno mi dywagować.

    Co można zrobić? Nie tylko demonstracje czy pisanie komentarzy na blogu albo petycje w internecie. Ale najbardziej skuteczne może być znalezienie adresu biura posła w swoim okręgu, emaila i bombardowanie owego emailami nt kk aż mu zbrzydnie i się zastanowi że kościelna droga nie przysparza wyborców. To też sposób, nawet z domu nie trzeba wychodzić.

    Możesz napisać wstępniaka tutaj na ten temat. Kiedyś wyjechałam ze wstępniakiem że „nie idę ze święconką” wiesz ile miał udostępnień na fb? Ponad 900 (przyjmijmy że każdy z ponad 900 udostępniających ma 100 znajomych którzy przeczytali). Blog jest czytany i też zatacza kręgi.

    A więc „w górę serca” drogi Zbyszku 🙂

  131. seleuk|os|
    26 lutego o godz. 21:04

    Seleuk – bardzo ucieszyły mnieTwoje koncertowe wrażenia
    Wiesz, że Shani, to szef-dyrygent orkiestry w Rotterdamie. Muszę Ci powiedzieć, że jestem na każdym koncercie, który on prowadzi. On w tym sezonie zmienił poziom orkiestry.
    Ci ludzie grają z pełnym zaangażowaniem i o 100% lepiej.
    I to jest jego zasługa. A sami muzycy w wywiadach stwierdzają, że jego silna osobowość , nieprawdopodobny talent i ta ogromna energia powodują, że oni są nim zafascynowani.
    On dyryguje zawsze bez partytury!
    Zauważyłeś coś bardzo ważnego – jak on wspaniale akompaniował Hilary.Ja ją słyszałam w Utrechcie z francuską orkiestrą i to był ten odwieczny problem.
    Brak równowagi między solistą i orkiestrą. Ja słyszałam we wrześniu, jak Shani zaakompaniował w Beethovenie pianiście Barenbooimowi.
    To było TO. I tak zrobił to u Ciebie. Solistka dyktowała czego chce 🙂 Ale on jest przecież sam rownież świetnym pianistą, więc doskonale wie, jaka musi być proporcja brzmieniowa między solistą i orkiestrą.

    Szkoda tylko, że siadasz zawsze w pierwszych rzędach. Wszystko brzmi o wiele lepiej w połowie sali, albo na balkonie.
    A jesli chodzi o Twoje rozczarowanie….
    No cóż – zaryzykowałeś. I jesteś bogatszy o jedno doświadczenie więcej 🙂
    Może jednak nie ma tego złego, co na dobre nie wychodzi.
    Perspektywa 17 km, to już coś 🙂

  132. wbocek
    26 lutego o godz. 17:02
    wbocek
    26 lutego o godz. 20:08

    🙁 🙁 🙁

  133. Nefer
    26 lutego o godz. 21:55
    Czy rozwiązanie konkordatu można załatwić uchwałą sejmową? (nie wiem)

    O konkordacie (między innymi) pisała po sąsiedzku Ewa Siedlecka:

    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1781964,1,swiecka-polska.read

    „Można wypowiedzieć konkordat jednostronnie, ale wtedy trzeba udowodnić, że druga strona go złamała.”

    „Wypowiedzenie konkordatu powoduje stan sprzeczny z konstytucją, która konkordat przewiduje. ”

    „Ani konstytucja, ani konkordat nie wymagają finansowania religii przez państwo. ”

    „Trybunał – oprócz wolności religii – powoływał się także na konstytucyjną zasadę „przyjaznego współdziałania” państwa i kościołów „dla dobra człowieka i dobra wspólnego” (art. 25 konstytucji). I to może być gwóźdź do trumny prób odebrania tego, co Kościół wywalczył sobie od państwa nie na podstawie konkordatu – czyli większości przywilejów.”

    „Dr Borecki: – Państwo jest w okowach „przyjaznego rozdziału” i „współdziałania”. Z nich wywodzi się zasada bilateralności, czyli wprowadzania wszelkich zmian na zasadzie porozumienia.”

    W konstytucji zapisano zamiast „neutralności” państwa „bezstronność” w sprawach religii i światopoglądu. Prof. Łętowska: – Szkoda, że tak postąpiono. „Neutralność” to ogólna postawa oznaczająca równy dystans. „Bezstronność” przejawia się raczej w konkretnych decyzjach.

  134. basia.n
    26 lutego o godz. 22:02
    Ja nie wiem Basia. Ta proporcja solista/orkirstra. W studio nagrane, da sterowac. Na zywo Basia mysle musi byc wiele prob. Zanim koncert. Nie zeby grali, to umieja. Solista musi uznac wielkosc orkiestry. Orkiestra wielkosc solisty. Teraz jakby nie ma czasu. kalendar wystepow. Takie wzajemne uznanie, mysle wymaga czasu. Nie tylko przyjechac i zagrac. jeszcze trudniej, jak trzy indywidualnosci. Mysle ten „brak dyrygentury” kiedy Hilary grala, jest takie uznanie.
    pzdr Basia, Seleukos

  135. @Tanaka 26 lutego o godz. 21:49

    O „głębokiej i duchowej religijności” kaka w Kanadzie 😀

    Umęczona – to owszem, ciężka patologia. Ale jak to jest w Kanadzie – to ja też wiem. Z autopsji. Znam tu osoby „głęboko i duchowo” religijne. W dodatku piastujące odpowiedzialne funkcje w kato-szkolnictwie finansowanym z podatków „wiernych”. Nie opiszę, bo rzecz jest nie do opisania. Poza tym po co psuć ludziom apetyt? Wystarczy, że ja mam na ich widok odruch wymiotny.

    Poza tym sama istota religii jest ta sama. Dokładnie tak samo wygląda ogłupianie i tak samo wygląda pchanie się na rympał do rządzenia. Kaka tak samo w Kanadzie, jak i w Polsce pragnie zdelegalizować np. aborcję i antykoncepcję. Osoby typu Mary Wagner mają po prostu mniejszy zasięg niż Jaja Smrodek. A co do wpływu na rządzących – Jean Chretien, praktykujący katolik przy władzy, był tak samo szantażowany przez kaka-wierchuszkę (albo zarządzisz po naszej myśli, albo ekskomunika!) jak papa Hoser to robił w Umęczonej. Nie ma różnicy między ambicjami kaka w różnych krajach, jest tylko pewna różnica w realnych możliwościach i zasięgu działania.

  136. @izabella 26 lutego o godz. 22:12
    Wiesz co? To może lepiej złamać konkordat, a wtedy może kaka go zerwie – w ramach odwetu? 🙂

  137. A poważniej: diabeł tkwi w szczegółach. Każda ustawa (czy umowa typu konkordat) obrasta z czasem przepisami wykonawczymi. Bo to chyba przepisy wykonawcze wymagają np. finansowania religii? Czy jest to tylko i po prostu praktyka – zblatowanie władz i czołobitność? Nie wiem dokładnie, ale może znajdzie się ktoś mądry.

  138. @Na marginesie
    26 lutego o godz. 22:20
    Dokładnie! Oni nigdy nie odpuszczają tylko czasem nie mają możliwości.
    W Australii to samo, pchają pazury gdzie się tylko da. Ostatnio płacz, bo liczba niewierzących rośnie, że trzeba wprowadzić klauzule dyskryminacji wierzących. To wylazło po referendum na temat małżeństw jednopłciowych i konsekwencji, kiedy okazało się, że zgodnie z tutejszym prawem biznesy nie mogą odmówić wykonania pewnych usług jak na przykład zrobienia tortu ślubnego dla pary gejów.
    I w obu krajach posiedzenia parlamentu zaczynają się od modlitwy…

  139. @Na marginesie
    26 lutego o godz. 22:20

    Głęboka religijność, a w szczególności bardzo głęboka, jest wtedy, gdy się w tej głębokości sięga dna. A gdy się sięgnie, to trzeba znowu nalać. Albo się zanurzyć (odnowić krzty). Najpierw się zanurza na krzcie, a potem z wykorzystaniem spirytusa na pierzu. Przy skubaniu pierza spirytus zamienia się kolorystycznie w stronę fioletu biskupiego. Enter.

  140. izabella
    26 lutego o godz. 22:12

    O, dzięki serdeczne. Zaglądam tam czasami ale nieregularnie.

    Odgrzałam sobie przed chwilą z puszki FpF (Kołodko) i Kropkę (Balcerowicz)

    Kołodko jak zwykle kontrowersyjny i miałam za złe bo wydawało mi się że kit wciska, natomiast Balcerowicz niezwykle jasno, logicznie i w punkt – bardzo mi się jego wypowiedzi podobały, wysłuchałam z wielką przyjemnością.

    (w obu przypadkach o rozdawnictwie PiSu i koniunkturze gospodarczej)

    Na marginesie
    26 lutego o godz. 22:27

    One nie takie gupie niestety.

  141. @izabella

    Przypomniałaś mi prof. Łętowską. A to mi przypomniało taksówkarza słuchającego w radio pani profesor. Od taksówkarzy „się zaczyna” a ostatnio żaden z którym losowo jechałam nie był wyznawcą PiSu. Z jednym życzyliśmy sobie przy rozstaniu szybkiego sczeźnięcia ww. partii.

  142. @Ewa-Joanna 26 lutego o godz. 23:10

    Tak! To wzmożenie się trochę rozmywa z powodu konkurencji, bo są dość silne inne odłamy chrześcijaństwa. Ale w obliczu widma ateizacji kaka umie sprzymierzyć się nawet z muzułmanami – tak jak w przypadku fatwy wydanej na Salmana Rushdiego.

  143. @bubekró 26 lutego o godz. 23:11
    Na tę głęboką religijność (z zanurzeniem!) czasem pomaga wiadro zimnej wody 😉

  144. @Na marginesie
    26 lutego o godz. 23:23

    Nawet ze Spagettim się sprzymierzy. Apage, mąka pszeniczna!

  145. @Na marginesie
    26 lutego o godz. 23:26

    Albo wejście w rwący nurt odpowiedniej literatury.

  146. Tanaka
    26 lutego o godz. 21:48
    Źle się wyraziłam – chodzi mi o to, że tutaj jeśli ktoś ma potrzebę przynależeć do jakiegoś kościoła, to robi to dla siebie, a nie na pokaz czy dla jakiejś korzyści, albo dlatego, że Kryśka i Ziutek z sąsiedztwa chodzi do kościoła, albo teściowa domaga się, że musi być lub kościelny…
    O, przy okazji – nie ma też szaleństwa komunii, ślubu i tak dalej. Myślę, że to jest właśnie „potrzeba duszy” i poważne traktowanie religii i mam szacunek do takiego podejścia. A w Polsce nie wierzę, że tyle rzeczywiście „wierzy”. No i polski kościół to rzeczywiście patologia, inaczej na to nie mogę spojrzeć.
    Na marginesie – przesadzasz na pewno, że nie ma różnicy, no ale możemy się różnić w naszych opiniach. Ja uważam, że przepaść.
    Przecież obserwuję to niemal 38 lat i ślepa ani głucha nie jestem, widzę, jak to się w obu krajach odbywa. I popatrz, jak różnie to odbieramy. Mamy prawo do różnej oceny.

  147. @Alicja-Irena
    26 lutego o godz. 23:35

    Bez wmawiania człowiekowi, że jest baranem (owcą), taka potrzeba sama z siebie się nie pojawi.

  148. @Alicja-Irena 26 lutego o godz. 23:35
    Here are my two cents on the matter. Strictly speaking they are not worth a dime, but hey – we are conversing 🙂 Nie rozważyłbym problemu religii w kategoriach „potrzeby duszy” – to śliski grunt szczególnie na tym forum 🙂 – i spojrzał na to jako na „all encompassing human condition”. Problem jest złożony i badany od dziesięcioleci. Dlaczego w pewnych krajach procent ateistów jest większy niż w innych? Korelację (although need to remember correlation does not imply causation) z zamożnością społeczeństwa wykazją wyniki badań w tym artykule.

  149. Nefer
    26 lutego o godz. 23:13

    Kołodko może i kontrowersyjny, bo też szuka, od dawa zresztą, rozwiązań problemów, które stworzył kapitalizm, zwłaszcza dziki, a taki rządzi w 4/5 świata a może i więcej. W dziedzinie poszukiwania ma bardzo duży dorobek oraz szerokie uznanie, zwłaszcza za polską granicą.
    Balcerowicz ma inaczej: wielbi czysty kapitalizm, którego, ze świecą zresztą, szukać. Najbardziej zaś wielbi siebie samego. Jak coś mówi, to najbardziej mówi do siebie. Choć i Kołodce należy przyznać trochę punktów w tej dziedzinie.

  150. Alicja-Irena
    26 lutego o godz. 23:35

    Mówimy o katolicyzmie. Jak działa w Kanadzie mormon, protestant poczwórnie reformowany, zielonoświątkowiec czu jehowita, to rzecz uboczna, choć to sami chrześcijanie. Inna jeszcze rzecz, jak w Kanadzie dziła mahometanin i cała reszta tych co nie wiedzą co to prawdziwa religia, bowiem prawdziwa to wyłącznie katolicyzm (prawa autorskie do tej prawdziwości, duet: Wojtyła-Ratzinger, ale oni tylko powtarzali, więc patent u tzw. św. Pawła, bo Jezusek słabo się w tym orientuje)

    Katolik ma kanon. Kanon nakazuje mu wszedzie działać tak samo: od urodzenia chrzcić, czyli już znakować metką opresji, a następnie wykonywać wszelkie procedury zniewolenia. Stąd i w Kanadzie istota nie może być inna, bo bez istoty nie ma katolika. Myli mu się i nie ma pojęcia, czy on, katolik, jest katolik, czy może luteranin, protestant, kalwin, starowierca, młodowierca, jehowita, zielonoświątkowiec albo mormon. Żeby mu się nie myliło, musi pilnować procedur więziennych.

    Pewne przejawy zewętrzne o ktorych wspominasz, że mniej ich widać itd, to drobiazgi i politura katolika bardziej ulizanego na wierzchu w państwie wieloreligijnym. Istota jest taka sama wszędzie, czego dowodem jest i to, że wszędzie równo kler gwałci dzieci i jest z tego bardzo zadowolony. Z wierzchu cicho i gładko – tak się zdaje ludności – pod spodem się gwałci.
    Czyż zanim masowe gwałty katolickie nie wyszły na jaw w USA, Kanadzie, Australii i innych wieloreligijnych krajach nie było takiego przekonania, że jest cicho, spokój, błogo i nikt nikomu w religię nie zagląda, bo każda grzeczna i prywatna?
    No i istota mojego pytania o autentyzm, głębię katolickiej wiary co jest głębsza i prawdziwsza u kanadyjskiego katolika – pozostaje, choć przyznajesz, że źle się wyraziłaś, co nie dziwi. Nie da się bowiem stwierdzić, że wiara katolika w Kanadzie jest głębsza, prawdziwsza i tak dalej, wobec wiary katolika nad Wisłą. Łatwo natomiast sądzić po pozorach: tej gładkości i anonimowości o jakiej mówisz.
    Sądzenie wedle pozorów jest sądem pozornym co do istoty, jaką jest trafność sądu.

  151. @Szary Kot
    26 lutego o godz. 14:04
    Dzięki za link. Niestety bardzo słabo chodzi, są przerwy i nie da się tego słuchać 🙂

    Myślę, że ma sens podawanie linków do interesujących danych. Po pomaga to zapoznać sie z interesującymi video/audio w tym morzu chłamu z którym mamy do czynienia.

  152. bubekró
    26 lutego o godz. 23:50

    Bez wmawiania człowiekowi, że jest baranem (owcą), taka potrzeba sama z siebie się nie pojawi

    Mylisz się, ona się pojawiła „sama z siebie” czyli na drodze ewolucji:

    http://wyborcza.pl/1,75400,19742480,swiete-drzewa-szympansow.html
    https://www.focus.pl/artykul/do-kogo-modla-sie-malpy?page=1

    Problem tkwi w zupełnie innym miejscu.
    W tym, że „sama z siebie” nie zniknie, dopóki nie znajdą się inne sposoby zaspakajania tych konkretnych potrzeb, które się za nią kryją.
    A to jest kwestia długotrwałej i mądrej edukacji.

  153. Tanaka
    27 lutego o godz. 8:25

    Dokładnie TAK!

  154. À propos dyskusji na temat „głębokości katolicyzmu” w naszym kraju.
    Sprawdziłem synonimy słowa „głęboko”. Jest tego na pęczki:

    https://synonim.net/synonim/g%C5%82%C4%99boko

    Dwie grupy wydały mi się warte uwagi.

    głęboko: « w odniesieniu do czegoś nieograniczonego »
    bardzo, bez granic, bez miary, bezgranicznie, bezmiernie, beznadziejnie, mocno, nad podziw, nad wyraz, nader, nadzwyczajnie, niebywale, niemiłosiernie, niemożliwie, nieograniczenie, niepomiernie, nieprawdopodobnie, nieprzytomnie, niesamowicie, nieskończenie, niesłychanie, niezmiernie, niezwykle, obłędnie, ogromnie, przeogromnie, szalenie, wielce,

    W takim rozumieniu słowa, polski katolicyzm jest niepomiernie głęboki i ma szansę na jeszcze większe pogłębienie.
    Bo jeżeli Biedroń, deklarujący wolę oddzielenia państwa od kościoła, posługuje się katolickimi kalkami: „odnowić oblicze tej ziemi”. Woli słowo miłość od słowa obywatelskość. To pokazuje że katolickość jest nieograniczona.

    Jeżeli jednak przyjrzymy się drugiej grupie znaczeniowej.

    głęboko: « w odniesieniu do myślenia nad czymś na różne sposoby »
    całościowo, dociekliwie, dogłębnie, gruntownie, niepowierzchownie, przenikliwie, starannie, wnikliwie, wszechstronnie, wyczerpująco

    To polski katolicyzm wcale głęboki nie jest.

    Rodzi się, w mojej wyobraźni, obraz człowieka, którego organizm przeniknięty jest, w sposób nieograniczony, materią na tyle niedookreśloną, że trudno poddającą się jakimkolwiek zabiegom chirurgicznym.

    Niepogłębiony katolicyzm tkwi głęboko w psychicznej podświadomości całego społeczeństwa 😉

  155. W Australii proces stulecia – kardynał Pell został uznany winnym i odmówiono mu poręczenia, dzisiejszą noc i następne spędzi w pierdlu. Oczywiście niewinnie posądzony będzie się odwoływał, tak że wysokość wyroku poznamy po rozprawie odwoławczej. Niech siedzi w tym pierdlu do końca życia za to co zrobił tym dzieciakom i za krycie kolesiów którzy wykorzystywali dzieci.

  156. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 12:50

    W końcu jakaś pozytywna wiadomość odnośnie tych przestępców. Brawo Australia 🙂
    To w Polsce nie mogloby się zdarzyć.
    Chronią nawet pomnik pedofila !

  157. Tanaka:co jest z homo ks.Jankowskiego?W dokumentach SB niema sladu!

  158. @@Tanaka, wujaszek wania
    Głęboki katolicyzm? Toż to oksymoron w odniesieniu do polskiego katolicyzmu. Chyba że za „głębię” uznać potężny, głęboko zakorzeniony w naszym ludzie wymiar praktyczny/użytkowy tak pojmowanej wiary, na ogół przestrzegany, bo taka tradycja, zgodna z wolą przodków itd., bo na wypadek, gdyby czekało nas „życie po życiu” lepiej spełniać warunki osoby wierzącej). Składa się na to skrupulatne dopełnianie kolejnych sakramentów (od chrztu po ostatnie namaszczenie) które mają swój bogaty, widowiskowy ceremoniał, zarówno w wymiarze kościelnym, jak i świeckim. Ślub cywilny przecież kościelnego nie przebije. Ach, ta piękna suknia panny młodej, zapach kadzideł i całe bogactwo ołtarza, księżych szat…

  159. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 12:50

    W poniedziałek przeczytałam świetny artykuł – w związku z „rodzimym” pedofilem. Wart przeczytania

    https://fakty.interia.pl/opinie/walenciak/news-lemingi-i-strusie,nId,2854390

  160. wujaszek wania, 27 lutego o godz. 10:33
    do
    bubekró, 26 lutego o godz. 23:50
    „Problem tkwi w zupełnie innym miejscu. W tym, że „sama z siebie” nie zniknie, dopóki nie znajdą się inne sposoby zaspakajania tych konkretnych potrzeb, które się za nią kryją. A to jest kwestia długotrwałej i mądrej edukacji.”

    Problem tkwi w zupelnie innym miejscu.

    W Skandynavii (ok 20milionow ludzi) katechese zakonczono wkrotce po 1850latach. Katechesa byla pierwsza forma nauki (2,3lata) zanim nauka pisania, rachunkow. W 5,6 letniej szkole. Zastapiono nowoczesnymi przedmiotami od poczatku. Typ biologia(higiena), matematyka, fizyka, gimnastyka etc od poczatku powszchnej szkoly. Oczywiscie rowniez pisania. O tego czasu minelo ponad 150lat. Wiara nie zniknela. 20% Skandynawow jest wierzacych. Wiekszosc protestanci. 50% Skandynawow placi „podatek koscielny”.

    Problem tkwi w zupelnie innym miejscu.

    Wlasciwa odpowiedz na wiekszosc pytan jest „nie wiem”. Ta odpowiedz, daje szanse dowiedziec. Jezeli jest zainteresowanie. Odpowiedz „wiem” bo tak mowi moja wiara, jest odpowiedz zawsze bledna. Problem ktory rozwiazano, byl nie „skonczyc” z wiara. To jest niemozliwe. Problem rozwiazano, odbierajac „wierze” praktycznie mozliwosc odpowiedzi „wiem” na kazde pytanie. Odbierajac „wierze” ekonomie. Skandynawskie zwiazki religijne, nie roznia praktycznie od innych zwiazkow zainteresowan. Mozna nawet powiedziec sa lobbystami. Nie wiecej co vegetarianie czy zwiazki konsumenckie. Zwiazki religijne od Panstw rozdzielone nie sa. Panstwo ma kontrole na wszystkimi. Przedewszystkim ekonomiczna kontrole. Rozdzielona od Panstw to sa ambasady innych panstw, nie koscioly. Kosciol Szwecji sklada corocznie taka sama deklaracje dochody/wydatki co moje solectwo. Obowiazkowo.

    Tu jest dokument, ktory dokladnie opisuje jak, niestety tylko po szw. Zwiazki religijne (registrerade trossamfund) sa na drugim miejscu, moj zwiazek terytorialny (samfällighetsföreningar) na trzecim. Strona druga. Wszedzie gdzie pieniadze sa srodkiem dzialalnosci, jest obowiazek sprawozdawczosci, rewizji i uzyskania tzw „wolnosci od odpowiedzialnosci” (ansvarsfrihet). Inaczej pudlo (pierdel i klucz do jeziora) albo finasowe kary. Wszystkie osoby prawne. Slowo wszystkie po szw znaczy wszystkie.
    http://www.bfn.se/upload/sv/informationsmaterial/informationsskrifter/bokforingsskyldig-ideell-kons.pdf

    Tu jest dokument, obowiazkowy do Urzedu Podatkowego, Kosciola Szwecji za rok 2017. Obrot pieniedzy roczny 47miliardy Skr. Tabelki pieniezne na koncu. Przedtem wypowiedz niezaleznych revisorow (ksiegowych certyfikowanych). Niestety wszystko po szw, ale ladne do ogladania. To jest dokument publiczny. Tak jak moje „soltysowe” sprawozdanie z finansow. Moje, nie takie ladne, same tabelki.
    https://www.svenskakyrkan.se/filer/Årsredovisning_2017.pdf

    Resultaträkning (str 38), Balansräkning (str 39), Kassaflödesanalys (str 41) i Revisionsberättelse (str 61).

    To wszystko (wszystko po szw) znaczy malo problemow. Z pedofilia, przedsiebiorstwami „szara strefa”, lapowkarstwo „co laska”, televizja „antykoncepcyjna, antyaborcyjna”, wyborami do zgromadzen politycznych etc, etc, etc. Ludzie koloratkowi, ktorzy odpowiedz na pytania maja w „wierze” klaniaja pierwsi, nawet biskupy.

    Pzdr Seleuk

  161. basia.n
    g.13:18
    To jest powalające! Dowody nie są dowodami, jeśli dotyczą kleru, tego samego co z filmu pod tym samym tytułem, który wali prawdą po oczach.
    Zdumiewające jest „iście” w zaparte, również w przypadku świeckich, czego przykładem jest @xpawełek, broniący bezrefleksyjnie księży pedofilów.

  162. mag:jestes tak prymitywny ,ze wierzysz w to co napisal 1 dziennikarz , a reszta powtorzyla!Ile masz lat? 12?

  163. seleuk.pomyliles sie = nie w Skandynawii!Pisz dokladnie , bo piszacy tu antykoscielni potakiwacze niewiele wiedza o tym o czym pisza!

  164. When the shadows of this life have gone
    I’ll fly away
    Like a bird from these prison walls I’ll fly
    I’ll fly away…

    Adieu, Stachu39…
    https://www.youtube.com/watch?v=N0QQ8XespqM

  165. @Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 12:50

    Franciszek to dopiero ma pecha 🙄 Co sobie dobierze pomocnika lub doradcę, to skandal.
    A teraz jeszcze zgryz z tym Pellem. Zdegraduje kardynała – powiedzą, że uznał winę przed ostatecznym wyrokiem sądu.
    Nie zareaguje – powiedzą, że lekceważy ofiary molestowania…

  166. @Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 12:50
    George Pell – zapamiętałem go z debaty z Dawkinsem gdzie jako protoplastę człowieka podał neandertalczyka, czym rozśmieszył Dawkinsa. To jest jakiś przełom.

  167. @wujaszek wania
    27 lutego o godz. 10:33

    No, ale tak to się samo z siebie wszystko pojawia. Nawet pchły u kota i walizka z pieniędzmi u rabusia ;p

    @Tanaka
    27 lutego o godz. 8:45

    Mąka [ta niedobra] chyba na mnie spadła. Przeczytałem „Katolik ma karon”.

  168. bubekró
    27 lutego o godz. 16:42

    widzisz różnicę pomiędzy samo z siebie a „samo z siebie”?

  169. Wiara czyni cuda.

    20lat dawno, mial byc Armageddon i Ragnarök. Razem oba. Nawet lodowki i swiatla drogowe mialy zbiesic. Koleje stanac i spasc samoloty. Takie rzeczy, i podobne wiele. Taka wiara. Ja wtedy bylem ksiadz PycioMiekkiego. Lazikowalem po roznych przybytkach, kreslilem znaki prawa reka i mowilem pax vobiscum. W eleganckiej odziezy. Czasem pismo dluzsze zostawialem. Jak nawracac grzesznicy maja, co nie jest sprawa prosta. Za te lazikowanie i pisma, oplate bralem na wysokosci i w wysokosci…

    Mialem w tym czasie przyjaciolke/partnerke. Ona byla ksiedza tutejsza (diakonissa). Chciala proboszcza (kyrkoherde) zostac. Kreslic znaki reka i mumlac rzeczy pozarozumowe. W dosc eleganckiej odziezy. Pobierac oplaty z wysokosci i w wysokosci… Circaebaut 1/3 moich. W kazdym razie chronic ludnosc probostwa przed armageddonami ragnarökowymi. Co udalo jej. Ludnosc okoliczna nie podlega wyzej wymienionym zjawiskom. W kazdym razie zaden samolot w okolicy nie spadl blizszej ni dalszej. A inaczej jakbybylo?

    Wiara czyni cuda

    pzdr Seleuk

  170. @wujaszek wania
    27 lutego o godz. 16:47

    Tak, widzę. Przepraszam za niedodanie cudzysłowu. Tak „samo z siebie” mi wyszło ;p

  171. Chciałam spytać, co tu właściwie robi od pewnego czasu niejaki @xpawełek? Jak ocenić jego moce intelektualne i wszelkie inne, skoro pisze do mnie tak:
    „mag:jestes tak prymitywny ,ze wierzysz w to co napisal 1 dziennikarz , a reszta powtorzyla!Ile masz lat? 12?”
    (pisownia oryginalna).

  172. @mag
    27 lutego o godz. 17:12

    Najlepiej ocenić pollexem 🙂

  173. zetus1
    27 lutego o godz. 10:23

    Dobrą opcją jest słuchanie na zmartwionie przy pomocy aplikacji: BBC IPlayer Radio lub BBC Sounds. Tej drugiej jeszcze nie próbowałem, jest to jeszcze nowość i BBC zachęca do przesiadki. Poza UK mogą być ograniczenia w użyciu opcji „Download”. Ale generalnie odkąd używam „apki”, radio ma nowy wymiar – to je to! Mogę nawet pójść do łóżka z prezenterką „Farming Today” – co dzień inną!

  174. mag
    27 lutego o godz. 17:12

    Jak Ty pytasz, mag, to ja Ci ten. On bardzo pokazowo odreagowuje kompleksy. To kleszcz i wściekły pies równocześnie. Ty, niestety, jesteś za bardzo dziennikarska, żeby tak uszkodzonego dzieciaka nie zauważać, więc może cierpisz, mówiąc, że nie cierpisz. Ja bym takich niczego poza powarkiwaniem nie wnoszących wyrzucał po paru ich próbach bez ostrzeżenia – tak jak się wyprasza z domu – a właściwie nawet nie zaprasza – zasmradzających atmosferę gości. Blog to jest kawiarenka, w której się spotykają ludzie, by znośnie pobyć razem, a nie by bąki puszczać, szturchać się i warczeć. Pokłócić się, owszem, można, ale O COŚ, o jakiś problem, mnie wtedy mało interesują ostre słowa, kiedy widzę, że gość ma coś do powiedzenia, a nie włazi frustracje z siebie wyrzucić. Blog nie ma obywatelskiego posłannictwa i obowiązków takich, jakie ma pełnoprawne medium, więc nie każda menda ma tu jakieś obywatelskie prawa w rodzaju nieograniczonej wolności słowa, jak sobie ubzdurał np. Orteg. TWA ma decydować i regulamin, a nie ubzdurana, nieograniczona i właściwie nie istniejąca tolerancja. Jakiż masochista chciałby się spotykać z dziadostwem na towarzyskiej stopie u siebie w domu, w kawiarni czy bok w bok na plaży? Tu nie publiczny śmietnik, żeby każdy frustrat swobodnie właził denaturat chlać i ludzi zaczepiać.

    Nic nie pomogą ostrzeżenia na kształtowaną przez całe życie osobowość. Pomoże wyłącznie grzeczne skreślenie zawodnika. Z ewentualnym najgroźniejszym przekleństwem mojej mamy: „Idź ty do dupy śpiewać”. Oczywiście, jest też inny – może skuteczny, nie miałem okazji sprawdzić – sposób, ale wymagający jedności: przemilczeć. Tyle że nie poznałem otwartego blogu z aż taką jednością.

  175. mag:ty nawet uwierzysz ,ze ks.J. zyl w 1613, pod warunkiem ze napisal to lewicowy dziennikarz! Czy rzeczywiscie jestes tak prymitywny zes nie zauwazyl ze sie milczy o tym homo! No pwiedz ile masz lat: pytam dlatego bo mlodzi ciagle wierza w slowo pisane i sa dziwnie pewni tego co czytaja , albo chca czytac:to dotyczy ciebie !
    Sam , w co nie wierzysz , nie jestem ani homo , ani katolikiem ! I nim nie bede!

  176. wbocek: w jakim chleiwe nauczono cie takiego tupetu? Przeczytaj twoje wypociny na tam blogu z 22.02! Calkiem no…..Rzygac sie chce czytajac twoje wypociny! Lecz sie chlopie , jak zes mlody!

  177. We are not amused :/

  178. Co do xpawełka – to ja popieram.
    Nic sensownego jeszcze nie powiedział.
    I z każdym nowym komentarzem maleją szanse, że to zrobi.
    Po co zaśmiecać?

  179. Z ostatniej chwili.

    Rozbiorka elektrowni jadrowej w Kjeller (Norwegia) bedzie duzo drozsza jak zakladano w budget (NRK). Przyczyna jest. Znaleziono dwa „nowe”, albo staronowe reaktory. To teraz sa cztery do rozbiorki.

    Reaktory Nora i Jeep1 zaczely produkcje w latach 60, wedlug wtedy regul. A pozniej zostaly zapomniane. Nils Morten Huseby, CEO Instytut Techniki Energetycznej, nie moze wyjasnic, jak mozna nie zauwazyc dwoch reaktorow.
    „- Nie umiem tego wyjasnic. One [reaktory] sa dosc duze”

    hmmm… Seleukos

  180. Czy leci z nami Izabella? Albo na przykład zakałużnik? Bo jeśli tak, to ja się zapytowywuję, czy znacie serial p.t. „Numbers”. Ostatnio zaczął mi się trochę podobać. Jest to jeden ze standardowych tworów kryminalno-specjalistycznych – jest tego sporo. W każdym odcinku jest zagadka kryminalna, a we wszystkich jest osobnik wyposażony w unikalną wiedzę lub talent – według mnie byle tylko nie supernaturalny, bo są granice wygłupu. No więc na przykład „Mentalist” jest obdarzony wyją-tkową przenikliwością, w serialu „Bones” kobieta-antropolog zna się na kościach (ale jest trochę autystyczna), a w rzeczonym serialu „Numbers” rozwiązywaczem zagadek jest matematyk. W każdym odcinku jest coś na temat teorii prawdopodobieństwa. A ja bym chciała się dowiedzieć, czy to filmowo-matematyczne mumbo-jumbo ma rzeczywiście jakikolwiek sens. Tak z ciekawości.
    Dziękuję za uwagę 🙂

  181. A ja jeszcze o norweskim znalezisku. Jest foto tych „zgubionych”
    https://en.wikipedia.org/wiki/Institute_for_Energy_Technology
    pzdr S

  182. @seleuk|os| 27 lutego o godz. 18:53
    To się nazywa wybiórcza ślepota 😉

  183. @wbocek
    Przypuszczam, że @Tanaka nie miał czasu, by zajrzeć dzisiaj na blog. W końcu nie trzymamy go tutaj na smyczy (tfu, tfu!). Gospodarza?!
    Mam nadzieję, że spuści @xpawełka z woda, na co ów osobnik w pełni zasługuje, biorąc pod uwagę jego specyficzne emploi.

  184. „Przycisnieta” Tereska chce Brexit przedluzyc (data)
    https://www.independent.co.uk/news/uk/politics/brexit-vote-theresa-may-delay-article-50-no-deal-eu-talks-a8797531.html
    Na marginesie
    27 lutego o godz. 19:10
    – Dlaczego dwoch Norwegow trzeba zmienic zarowke?
    – Jeden trzyma zarowke, drugi kreci drabine.
    pzdr Seleukos

  185. @Na marginesie
    27 lutego o godz. 18:55

    Z tego typu opowieści całkiem niezły (aczkolwiek hollywódzki) był film „21” – chodzi oczywiście o matematyczne anegdoty i probabilistykę, a nie o kwestie kryminalne.

  186. mag (27 lutego o godz. 19:14)
    @wbocek,
    OLAĆ TROLLA!!! Nic tak nie boli jak olanie, z wyrzucania tylko satysfakcja „uciśnionego”.

  187. „Trump is a conman, he is a racist and he is a cheat.”
    „He ran to make his brand great, not to make his country great…”

    Co wy tam za kałużą wyprawiacie? Wraca człowiek z zakupów, a tu teatr telewizji…

  188. Na marginesie
    27 lutego o godz. 18:55

    Nie znam tego serialu niestety 🙁
    Ale patrzam że amazon ma tego całe 6 sezonów. Który odcinek byś poleciła, żeby się zorientować o co chodzi? A może pamiętasz to matematyczne mambo-jumbo, to zweryfikujemy 🙂

  189. @Na marginesie 27 lutego o godz. 18:55
    A ja bym chciała się dowiedzieć, czy to filmowo-matematyczne mumbo-jumbo ma rzeczywiście jakikolwiek sens.

    @izabella 27 lutego o godz. 19:34
    Nie znam tego serialu niestety

    Podobnie i u mnie. Bardzo mało oglądam telewizję.

    https://www.maa.org/external_archive/devlin/devlin_02_05.html

    bonus:

    https://www.theguardian.com/film/2016/apr/06/mathematics-movies-the-man-who-knew-infinity

  190. Wolfram Research, The Math Team Behind NUMB3RS.

    http://numb3rs.wolfram.com/513/

  191. Alicja-Irena
    27 lutego o godz. 19:31

    Alicjo, chyba nie rozumiesz. Olanie pewnie byłoby skuteczne, ale nigdy na żadnym blogu nie zauważyłem zgodnej w tym względzie postawy wszystkich. A trollowi wystarczy jeden, którego się będzie czepiać. Pijawka też nie potrzebuje czterdziestu końskich nóg – wystarczy jedna na rok, żeby żyć.

    Ale pies z nim tańcował. Już na początku smutnego wpisu o Stachu chciałem się odnieść do tego, co pięknie powiedziała mag i co nie wiem skąd, ale kojarzy mi się z Tobą. I się odniosłem. Dwa razy. Raz mi wcięło, a raz sam przez demencję sobie wciąłem: zamiast kliknąć „Opublikuj”, kliknąłem na górze krzyżyk „Zamknij”. A chodzi o „Nie wszystek umrzesz”. Jak się zmobilizuję, spróbuję napisać jeszcze raz do Was obu – chociaż w skrócie.

  192. mag
    27 lutego o godz. 19:14

    Mag, bardzo się przejąłem Twoim pięknym wpisem do Stacha. Jak dam radę, spróbuję trzeci raz o tym nie umarciu po śmierci, którym żyję od paru lat, a które nie ma nic wspólnego z religią ani z „Jak trwoga, to – do Boga” wystraszonego ateisty, do Ciebie i Alicji napisać.

  193. @mag 27 lutego, 17:12
    @xpawelek wchodzi tu, żeby bronić domniemania niewinności ks.Jankowskiego, póki sąd nie udowodni win prałata. Niedawno przedstawiłam @xpawelkowi moje stanowisko w sprawie usunięcia pomnika Jankowskiego, na które zareagowałaś z aprobatą. @xpawelek odpowiedział mi, że piszę “dyrdymały” i zapytał czy “sprawdziłam” zasadność oskarżeń o pedofilię. Tobie zarzuca dziecinną łatwowierność, zdawanie się na to, co pisze o Jankowskim prasa.

    @wbocek 18:15
    @xpawelek jest niewątpliwie agresywny ale też chodzi mu o COŚ. Piszesz: “Pokłócić się, owszem, można, ale O COŚ, o jakiś problem, mnie wtedy mało interesują ostre słowa…” @xpawelek ma zatem prawo się tu żołądkować. Członek TWA (“TWA ma decydować..”) wygłasza zasadę, która mu na to pozwala.
    Spotkanie z @xpawelkiem nie było dla mnie przyjemnością ale jeszcze mniej przyjemne są ostatnie spotkania z Tobą. Obrzucając @xpawelka obelgami nie widzisz konieczności odniesienia się do jego meritum. Zaspokajasz tylko własną potrzebę słownego znęcania się nad w końcu rzadko obecnym, jak dotąd, nickiem, sam biadoląc, że np. ode mnie nie dostajesz odpowiedzi ad meritum. Masz najwyraźniej trudności z dostrzeżeniem w czym leży meritum drugiej strony.
    Wczoraj nie przyszłoby mi do głowy, że stanę w obronie @xpawelka. Ty ustaliłeś regułę, która do jego obrony zobowiązuje.

  194. „Wandalom za obrazę uczuć religijnych oraz dewastację obiektów o szczególnym znaczeniu dla kultury, grozi 10 lat więzienia.”

    https://wiadomosci.wp.pl/zdewastowali-kaplice-rozancowe-w-panewnikach-policja-publikuje-wizerunek-6354045258303105a

    Ile to tam jest za gwałt – 2 lata w zawiasach?

  195. @Szary Kot 27 lutego o godz. 19:34
    We are draining the swamp 🙂

  196. Kruk :przeczytaj dzisiejszy Onet_Wiadomosci:Cenckiewicz=ks. Jankowski byl….! Zlapiesz sie za glowe:czulem ze tak bedzie ! Jeszcze jedno , czego piszacy tu potakiwacze nie przyjma do wiadomosci: nie jestem , nie bylem i nie bede katolikiem!Gdybym tym polinteligentom napisal dlaczego i tak by nie kapneli tego !
    Od 60 lat czytam Polityke i dopiero pozniej kapnalem dlaczego istnieja tak zacieci krytycy krk: poprostu mozna pisac bzdury ktore nikt nie potrafi sprawdzic !Ku mjemu zdziwieniu , Polityka zamienia sie coraz bardziej w pisemko sluzace tej klienteli Szkoda!

  197. @izabella, zza kałuży, bubekró (jeśli kogoś pominęłam, to przepraszam)
    Dzięki za błyskawiczny odzew w sprawie „Numbers”!

    Ten zalinkowany artykuł rzeczywiście wiele wyjaśnia. Ja oglądam teraz ciurkiem całkowicie wyrwany z kontekstu trzeci sezon, nabyty second-hand za bezcen na płytach DVD. Podoba mi się nie tyle mumbo-jumbo, co odjechane postacie dwóch facetów zwariowanych na punkcie matematyki i fizyki. Naturalnie jest również na podorędziu silna grupa pod wezwaniem, która nosi kamizelki z napisem FBI, a poza tym świetnie biega, strzela, dedukuje i podsłuchuje i przesłuchuje, a w wolnych chwilach uprawia seks – nieodmiennie przerywany dzwonkiem telefonu.

    Przykładowa zagadka kryminalna: chłopak typuje na wyścigach konnych i wygrywa trzydzieści razy z rzędu. Potem zostaje zasztyletowany i jest trup, ale z martwej ręki wypada mu notes z tajemniczymi wyliczeniami. Kędzierzawy matematyk (brat agenta FBI, więc rodzina) ogląda notes i dedukuje. Potem coś im z tego wynika. Albo tropią parę seryjnych morderców, przewidując ich kolejne poczynania na podstawie (hi hi!!!) teorii prawdopodobieństwa. Sympatyczne, nie powiem. Dla laika.

  198. @bubekró 27 lutego o godz. 20:59
    Ja pamiętam historię faceta, który rzucił butelką z farbą w pancerną szybę, która oddziela częstochowski bohomaz od gawiedzi. Motywacją był czysto religijny wstręt do wizerunków (drugie przykazanie Dekalogu, całkowicie zignorowane przez kaka). Nie zniszczył obiektu kultu, więc zamknięto go (chyba) za obrazoburczą myślozbrodnię, czyli zamiar. Skończył bezterminowo w zakładzie psychiatrycznym, przymusowo faszerowany lekami, po których zmarniał, posmutniał i skurczył się w sobie. Paulini z jakichś powodów nie życzyli sobie rozprawy, więc człowieka uprzątnięto, żeby przypadkiem nie kłuł w oczy. Brr.

  199. @wbocek 27 lutego o godz. 19:56

    Pombocku, masz słusznego. Olania trolla nie sposób wyegzekwować (jak zresztą widać na załączonym obrazku), a poza tym dla trolla żaden odzew nie jest konieczny. Ignorowany też będzie bluzgał, w dodatku jeszcze koszmarną polszczyzną. Horror.

  200. @seleuk|os|27 lutego o godz. 19:17
    🙂 🙂 🙂
    To Norwedzy dla Szwedów są jak w Polsce mieszkańcy Wąchocka?

  201. kruk
    27 lutego o godz. 20:24

    Obelgi to wyrazy nic nie znaczące, których w rozmowach nie używam. Jeśli ktoś odnosi wrażenie, że jest inaczej, to jego rzecz. Staram się używać wyrazów adekwatnych do człowieka i sytuacji: zachowującego się na poziomie smarka nazywam „smarkiem”, „gówniarzem”. Złośliwca czepiającego się jak kleszcz i wyłącznie poszczekującego na innych, a nie zwyczajnie rozmawiającego na blogu, nazywam „kleszczem”, „wściekłym psem”, bo cenię sformułowania nie tylko adekwatne, ale i dobitne. Nic one nie mają wspólnego z pustymi obelgami. Ciebie przecież nie nazywam ani „kleszczem”, ani „wściekłym psem”, ani, tym bardziej, „suką”, bo to by faktycznie były puste obelgi. Ale z całą odpowiedzialnością nazywam Cię „kołtunką”, bo imputujesz, rozumujesz na poziomie magla, przekręcasz cudze wypowiedzi na swój strój i nigdy się do tego nie przyznajesz, nawet jak Ci wykażą czarno na białym, że fałszujesz. Ot, taka pisowata pani Dulska na eleganckiej kiedyś kanapie. Powiedziałem jasno, że przekręciłaś wypowiedź Tobermorka, a Ty, zamiast to sprawdzić i się zwyczajnie przyznać, znów kręcisz jak pan Piekarski.

    Człowiek myślowo zdyscyplinowany mówi o tym, co widzi i słyszy, a nie o tym co mu się zdaje. Więc nie plecie jak Ty o mojej potrzebie znęcania się, bo żadnej z moich – ani czyichkolwiek potrzeb jako właściwości niewidzialnej – poza tymi, o których otwarcie mówiłem, znać nie możesz. Nie możesz, ale pleciesz – stąd mam Cię za człowieka myślowo nieporadnego, niedojrzałego. Nie znasz elementarza racjonalnej komunikacji, za to masz ambicję – dlatego rozmowa z Tobą jest pusta i z reguły – NIE O MERITUM. Twoje zaś krętactwa powodują, że mam Cię w dodatku za człowieka fałszywego.

    Poza tym nie ja tu ustalam zasady – czytaj komentarze innych, nie zakochuj się tylko we mnie – więc nie na podstawie moich słów xpawelek coś może lub nie może. Kolejny idiotyzm mi wciskasz, jakbym tu się szarogęsił jak kaczka na drabince.

  202. @Na marginesie
    27 lutego o godz. 21:34

    Jemu też proponowali dyszkę.

  203. xpawelek
    27 lutego o godz. 21:01

    „Gdybym tym polinteligentom napisal dlaczego i tak by nie kapneli tego !”

    Ale wtranżalasz się i piszesz, choć i tak nie kapną. Narkoman? Alkoholik? Lewa noga rwie do przodu, prawa – do tyłu?

  204. Wyrzucić.

    Czyta ktoś Wyborcza w papierze? 🙂
    Mam te prenumeratę i szczerze mówiąc nie ma tam co czytać, dzień w dzień te same artykuły, przestarzałe newsy i plazdrony z zachętą do płacenia ( jak się nie zaloguję) ale moim zdaniem nie ma za co płacić. To znaczy nie ma tam nic, czego nie byłoby gdzie indziej. Jedyny zysk to to, że nie ma reklam. A ja adblocka nie wyłączę. Ot i dylemat mam – co czytać?

  205. @Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 23:12

    A wystarczy radio wyłączyć,
    W kąt odłożyć codzienną prasę,
    Na ostatni pociąg nie zdążyć
    I mieć wreszcie czasu całą masę,

    By spokojnie usiąść pod palmą,
    Która może być gruszą w ogrodzie.
    Bo czyż ruszać dokądkolwiek warto,
    Gdy podróże tak bardzo są w modzie?

    Gdy maleńką naszą planetkę
    Traktujemy jak mrówki mrowisko:
    Mamy pociąg, auto, awionetkę
    I jest wszędzie tak okropnie blisko.

    Niechaj nikt nas pod gruszą nie budzi,
    Niechaj nikt na nas w biurze nie czeka.
    Coraz więcej wokół nas jest ludzi,
    Coraz mniej jest wśród ludzi człowieka

  206. @wbocek
    “Powiedziałem jasno, że przekręciłaś wypowiedź Tobermorka, a Ty, zamiast to sprawdzić i się zwyczajnie przyznać, znów kręcisz jak pan Piekarski”.
    Powiedziałeś to, co było jasne dla Ciebie, niekoniecznie dla innych. O traktowaniu “religiantów” było tyle gadania, że aby dochodzić swoich racji, trzeba by było zrobić przegląd nie wiadomo ilu wpisów wstecz. Dlatego tak beztrosko możesz rzucać oskarżenia o przekręcanie. Poza tym jest różnica między tym, co ktoś uważa, że mówi i tym, jak rozumieją to odbiorcy – tego nie potrafisz przyjąć do wiadomości.
    Nie masz nic przeciwko “słowom ostrym” (cóż za słodki eufemizm w odniesieniu do Twoich
    pyskówek), kiedy ma się “COŚ” do powiedzenia. Istny majstersztyk w wybielaniu własnego chamstwa. Krygujesz się, że nie Ty jeden ustanawiasz tu reguły, ale wiesz na pewniaka na co sam możesz sobie pozwolić w imieniu występowania o “coś” i na co nie może sobie pozwolić ktoś inny.
    “…mam Cię w dodatku za człowieka fałszywego”.
    Mogę się odwdzięczyć identyczną opinią o Tobie. Chcesz przekonać (chyba sam siebie) o swojej dobroci i uczciwości, kajasz się, robisz rachunki sumienia, piszesz panegiryki na cześć kobiet, żeby i tak wracać ustawicznie do wymyślania ludziom pod byle pretekstem a nawet i bez niego. Nie mogę znać Twojej potrzeby znęcania się nad kim Ci podpadnie? Toż widać ją po Twoich zgryźliwych, agresywnych komentarzach, które sa wrecz Twoim znakiem rozpoznawczym. W moich oczach jesteś zwykłym nienawistnikiem.
    Powiedziawszy co o sobie nawzajem myślymy, powinniśmy się teraz ostrożnie omijać. Przynajmniej ja mam taki zamiar.

  207. @kruk. „Umyslni mi doniesli”, ze mieszkasz w Meksyku. Wprawdzie juz po „festiwalu” filmu „Roma”, ale chcialam sie spytac czy ten film byl i jest ogladany w Meksyku i jakie sa o nim tam opinie?
    Ja tez mam swoja na jego temat. Refleksyjny, nowatorski. Jednak mysle, ze gdyby nie ogromne pieniadze Netflixu na jego wypromowanie, to mialby duzo trudniej przebic sie wsrod innych rownie dobrych, poruszajacych filmow.
    @ contrarian. Bez badan intuicyjnie czujemy, ze im wiekszy dobrobyt tym mniejsza religijnosc. Poniewaz niestety ciagle ogromna ilosc ludzi na swiecie zyje ubogo czy w nedzy to trzeba sie pogodzic z tym, ze religia jest jak mowil Marks… Dodam, jak zwykle, ze religia to cos wiecej niz polski kk, a nawet cale chrzescijanstwo.
    Wlasnie czytam ksiazke popularnego angielskiego pisarza – podroznika Colina Thubron: „Gora w Tybecie – Pielgrzymka na Swiety Szczyt”. A tam wsrod rozlicznmych refleksji, wspomnien, opisow wedrowki widac oczywistosc: im ubozsi ludzie, im trudniejsze maja warunki zycia, tym sa bardziej wplatani w najrozniejsze kulty religijne.

  208. kruk
    28 lutego o godz. 0:26

    Łże, kręci, karalnie narusza dobra osobiste konkretnego blogowicza, a jak ją przyłapiesz, nie będzie robić „przeglądu nie wiadomo ilu wpisów wstecz”. Czy nazwanie takiej dulskiej krętaczki „kołtunką” to nie za mało?

  209. zyta2003 28 lutego o godz. 1:26

    Parę lat temu trekkowałem i wspinałem się trochę w Tybecie po nepalskiej stronie. Scenka rodzajowa, która mi utknęła w pamięci jest nastepujaca. Otóz, podczas naszego trekkingu z Lukla do EBC zatrzymaliśmy się na dzień aklimatyzacyjny w położonym na 11.2k stop Namche Bazaar. Relatywnie to perełka tego regionu ze sklepami, gdzie mozna zrobic zakupy, i oczywiscie świątyniami. Podczas tego dodatkowego dnia wczesnym rankiem wybralem sie porobic zdjecia. Klucząc tarasami wykutymi w zboczu w pewnym momencie dotarłem do klasztoru przed którym ustawione były młynki modlitewne. Z przeciwka, w moja strone szedl (moze szla?) mnich kręcąc te młynki prawa ręką. Na mlynki, i na mnie zresztą tez, nie zwracał uwagi, bo w prawej ręce trzymał komórkę w którą bacznie – jakby cale jego jestestwo od tego zależało – się wpatrywał.
    Nie pamiętam kto mówił, ze oprócz zamożności potrzebny jest też pluralizm światopoglądowy. I chyba był cytowany trzeci warunek.
    Co do „Romy” to widzialem go. Ciekawy film z dobra muzyka no i o czymś. Mocno podszyty problemami społecznym, które wcale się nie zestarzały. W stylu narracji cofnięty do lat może 70-tych. Ale ja czułem dłuuuużyzny. Pewnie wiesz gdzie, bo w końcu ile razy można pokazywać sprzątanie po psie 🙂

  210. Sprostowanie do mojego powyżej wpisu. Oczywiście nie chcę sugerować, że ten mnich miał dwie prawe ręce. Komórkę trzymał w lewej ręce.

  211. Na marginesie
    27 lutego o godz. 21:44
    To byl standartowy. Dunczyk tak o Szwedach. Szwed o Norwegach. Norweg o Islandczykach. Nie znam Na_marginesie, standartowy dowcip Niemca o Dunczykach. Nie znam standartowy dowcip Islandczykow. Moja Niedobraczka ma przyjaciolke islandzka. Na urodzinach probowalem wypytac. Kompletne niezrozumienie. Inaczej dosc rozgarnieta. Przyjalem roboczo hipoteze o Eskimosach. Choc na temat sag staroislandzkich wiedze tez fragmentaryczna miala. Ja myslalem, w mojej niewiedzy, w szkolach islandczykow ucza podstaw. Ale nie.

    Taki wachocki stereotyp(y) Na_marginesie. Wiadomosc o reaktorach, wpadla mnie przypadkiem. Najwyzsza klasa absurdu.

    Pzdr Seleuk

  212. Qba
    27 lutego o godz. 23:36

    Jak to niewiele trzeba: wystarczy czasem przeczytać wiersz i już ustępuje wewnętrzne rozedrganie i poprawia się nastrój 😉 Myślę, że jeszcze bardziej się poprawi po zjedzeniu pączka lub dwóch 😀 Wszak dziś Uroczystość Świętego Pączka (dla niewierzących: Tłusty Czwartek)
    Pozdrawiam

  213. kruk, 28 lutego o godz. 0:26

    Masz absolutnie slusznego i bezdyskusyjnego. Co daje latwo udowodnic. Rozumienie text, na obszarze ekran/czytelnik jest. Na obszarze klawiarura/ekran tylko (proto)text jest. Nieobrobiony. Skonczony ale nieobrobiony. Cytat Tobermory nie pamietam. Watpie, czy Tobermory kontext tez pamieta. Niemniej dowod latwo przeprowadzic.

    1. „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate”. Ateisci niekrzszczeni, zboki/obiboki, agnostycy, bohaterowie opowiesci malojesusowych etc, etc… Jest napisane i zrozumiane na bramie.

    2. „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate”. Religianci, pisiaki rydzykowe, pijacy/czepiacy jesuskawego oplotka etc, etc… Jest napisane i zrozumiane na bramie LA3.

    3. „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate”. Szukajac intelektualnych wzwodow, w przewijaniu toaletowym papierem etc, etc… Jest napisane, zrozumiane na bramie.

    Do ktorej grupy Czytelniczko/ku zaliczasz? Ty? Tak „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate”, zrozumiesz, przetlumaczysz. Ale to nie koniec dowodu.

    Kruk, pozostale Panie Atrakcyjne bloga. Wezcie mnie przemoca, gwaltem w krzaki zaciagnijcie…

    W krzakach kolczastych poszczujcie aligatorami. Ja Wam wtedy czwarte tlumaczenie/rozumienie cytat „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate” dam, napisze. Reszte dowodu.

    Ale chwilowo tylko pozdrawiam, Seleukos

  214. Może by jeszcze jedno tłumaczenie:
    Porzućcie wszelka nadzieję wy, którzy tu wchodzicie bo raz wlazłszy i wpadnąwszy trudno się wyzwolić z uzależnienia.
    Ale niektórym lepiej idzie jojczenie.

  215. seleuk|os|
    28 lutego o godz. 7:15
    Islandia to raczej Wikingowie ze Skandynawii 😉
    Eskimosi to ludy północy ogólnie, ale w Kanadzie wielkie no-no, obraźliwe, mówi się teraz Innuits (Innuici). Znam kilku prawdziwych Islandczyków z Islandii (bywałam) i oni sobie życzą Wikingów, nie Eskimosów.
    Dzień dobry ogółowi 🙂
    Ja jeszcze nie poszłam spać 😯

  216. Qba
    27 lutego o godz. 23:36

    Gdy maleńką naszą planetkę
    Traktujemy jak mrówki mrowisko:
    Mamy pociąg, auto, awionetkę
    I jest wszędzie tak okropnie blisko.

    * * *

    wierszyk instruktażowy (na tzw. kanwie): jak odnaleźć człowieka

    ludziów jak mrówków! – rzecze pani
    na Giewoncie
    co w japonkach się wspięła do grani
    ze Stefonciem

    siędę ja zadem w mrowisko
    bo tak wszędzie jest blisko
    żeby odnaleźć człowieka.
    Stefan, już na mnie nie czekaj,
    to wszystko!

  217. @Qba
    27 lutego o godz. 23:36
    Dzięki za fajny wierszyk. Sobie mogę siedzieć pod palmą, bo gruszy nie mam, ale ileż można? 🙂 I komary gryzą…

  218. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 12:50
    W Australii proces stulecia – kardynał Pell został uznany winnym i odmówiono mu poręczenia, dzisiejszą noc i następne spędzi w pierdlu. Oczywiście niewinnie posądzony będzie się odwoływał, tak że wysokość wyroku poznamy po rozprawie odwoławczej.
    ——————

    Sprawa jest nieco dziwna. W pierwszej rozprawie w zeszłym roku jury stosunkiem głosów 10:2 uznało Pella za niewinnego. W drugiej rozprawie inne już jury uznało go stosunkiem głosów 12:0 za winnego. Na podstawie tego samego materiału dowodowwego czyli zeznań JEDNEJ osoby.

    Miscarriage of justice? Nie byłby to pierwszy raz, przypomina się sprawa Lindy Chamberlain…

  219. Alicja-Irena
    28 lutego o godz. 9:09
    Tych Eskimosow mam tylko za zbiorcza nazwe. Zadnej Eskimoski (Inuitki) w zyciu nie spotkalem, czego serdecznie zaluje. Ale kto wie… Przyszlosc przed nami, wszystkimi.

    pzdr Seleuk. Musze spadac, koniec przekomarzankowania

  220. @Taieri
    28 lutego o godz. 9:24
    A nie było to za ukrywanie przestępstw pedofilii? Mam wrażenie, że właśnie za to został uniewinniony, ale upierać się nie będę.

  221. Ewa-Joanna
    28 lutego o godz. 9:27

    Nie. Ten wyrok jest za molestowanie chórzystów w zakrystii katedry w Melbourne. W 1996 roku.
    Warto zapoznać się dokładniej ze sprawą bo wydaje się być dość kontrowersyjna. Nie tyle zresztą ze względu na osobę podsądnego co raczej na materiał dowodowy i sposób jego wykorzystania.

  222. Stentor
    28 lutego o godz. 8:47

    Chcę pączka 🙁 ale jako zagraniczna nie zdążę po pracy do polskiego sklepu (było iść rano ale strasznie się grzebałam) i będzie wylizane do czysta (jak w zeszłym roku) Uroczystość Świętego Pączka przejdzie mi koło nosa. Chlip. Kilka lat temu sama robiłam faworki ale dziś wieczorem nie mam czasu.

    Jak ubierają się wyznawcy Świętego Pączka? Zapewne w obszerne luźne szaty coby skutki konsumpcji ukryć?

  223. Wy tu o d Maryni a ludzie maja prawdziwe problemy…

    http://www.forum.opolshe.ru/viewtopic.php?p=193617&sid=43f883a35e30096b4d543fc3ac86cf6d

    sam nie wiem, jak tam trafiłem, ale radochy dużo z poczytania jak to polscy urzędnicy robią innym co tobie niemiłe (z prespektywy imigranta w innym kraju) 😉

  224. Zadałem sobie nieco trudu i poszukałem:

    Tobermory
    20 listopada o godz. 22:29

    @Stachu39

    Cieszę się, że czujesz się na tyle dobrze, żeby napisać tyle o sobie, ale że jesteś też kabareciarz, to nie wiedziałem
    Z tym „powiewem świeżego powietrza” wprawiłeś mnie w taki sam nastrój, jak wizja Antoniusa udekorowanego przez gęsięta. Dziękuję
    Na temat apeli o tolerancję i poszanowanie osób religijnych wizytujących krytycznie ten tu blog ateistów wypowiedziałem się wielokrotnie i zdania nie zmieniam:

    Lasciate ogni speranza voi ch’entrate

    Kto tu wchodzi przeczytawszy szyld tego blogu, czyni to na własne ryzyko

    kruk
    21 listopada o godz. 1:17

    „Zawsze uderzała mnie asymetria reakcji na różne posty. Jednych łapie się za byle słowo, innym odpuszcza się język wulgarny i agresywny. Widzę w tym podział na “swoich” i “obcych”, z którym parę osób nawet się nie kryje. Vide “lasciate ogni speranza voi ch’entrate” z upodobaniem powtarzane przez @Tobermory’ego. Tym razem słowom “porzućcie wszelką nadzieję którzy tu
    wchodzicie” wzmiankowany nick dał znaczenie: “obcy” nie mają po co tu wchodzić. Jak się z
    samozwańczymi autorytetami bloga nie zgadzasz, nie masz po co tu włazić. Częste powtarzanie się tego motywu nie mogło ujść Twojej uwadze.”

    Tobermory
    21 listopada o godz. 10:05

    @kruk
    21 listopada o godz. 1:17

    „Poważnie, powtarzam się tak bardzo? Możesz mi przypomnieć, ile razy? Bo mnie się zdawało, że ten złowieszczy napis z bramy piekieł cytuję co najwyżej drugi raz.
    Zaprawdę powiadam wam, każdy wchodzi tu na własne ryzyko. Żeby nie było reklamacji ze strony religijnych, że tu się obraża ich uczucia, szczególnie gdy wchodzą w nadziei potwierdzenia swojej moralnej wyższości, te nadzieje mogą okazać się płone.
    To nie jest równoznaczne z zakazem wstępu dla „obcych”.

    Widzę teraz, że moje słowa:
    wypowiedziałem się wielokrotnie i zdania nie zmieniam:
    Lasciate ogni speranza voi ch’entrate

    zostały wzięte literalnie 🙁
    Tymczasem nie znaczą one, że wielokrotnie zamieszczałem ten cytat z Dantego, lecz że wypowiedziałem się w jego sensie jak wyżej: każdy wchodzi tu na własne ryzyko

    I czasem wyskakuje jak oparzony, czasem wpada jak śliwka w kompot, czasem zagnieżdża się, zapuszcza korzenie i kwitnie, a czasem pozycjonuje się w roli drzazgi w d… i jątrzy, aby wzbudzić choć trochę zainteresowania i utwierdzić się, że istnieje, skoro produkty jego „myślówy” ukazują się czarno na białym w „Polityce” 😎

  225. Tobermory
    28 lutego o godz. 11:39

    Podziwiam Twoją cierpliwość w wyjaśnianiu ….

    Ponieważ zadałeś sobie sporo trudu,aby odnaleźć fragmenty potrzebnego tekstu, ja go sobie skopiowałam i jeśli będzie kiedyś jeszcze trzeba to ja będę wklejać cytując Ciebie .
    Wyjaśnienie bardzo trafne, jak zwykle 🙂

    ps.1 piękne Adieu dla Stacha
    ps.2 jest jeszcze śnieg, czy zagląda przedwiośnie ?

  226. @basia.n
    28 lutego o godz. 11:52

    Śniegu w górach nie brakuje, choć to już 3 tygodnie (!) suchej i słonecznej pogody, ale w dolinie kwitną krokusy, przylaszczki, przebiśniegi i kurzy się pyłek z leszczyny.
    Nie ma czasu na pogaduszki, bo tempus fugit i co chwilę pojawia się coś pilnego, a tu pora na porządki wiosenne w ogrodzie i w ogóle 🙄
    Jutro ma wreszcie spaść trochę deszczu, ale wieczorem znowu weekendowi goście itd. I jeszcze deklaracja podatkowa do wypełnienia 🙄

  227. Tobermory
    28 lutego o godz. 12:24

    Ponieważ w dolinie kwitną te piękności. To podziel się trochę. Ja pokazałam polfer z polderu i krokusy ! ( widzialeś ? )

  228. errata – folder z polderu

  229. @wbocek
    Pisząc do mnie 27 lutego o g.20:01, powołujesz się na mój post z g.19:14, w którym jakoby pięknie żegnam się ze Stachem. Musiałaś pomylić datę. To było na pewno nieco wcześniej.
    A dziś, skoro mamy tłusty czwartek, to chcę Cię poczęstować. Wolisz pączki z lukrem, czy posypane cukrem pudrem? Od Bliklego, a może Gajewskiego? Albo od Sowy? Ta ostatnia, to bydgoska firma, której gwiazda rozbłysła w Warszawie na dobre.
    A w ogóle pączki wzięły się u nas z Krakowa.
    http://www.radiokrakow.pl/wiadomosci/krakow/tlusty-czwartek-pod-wawelem-to-nie-tylko-paczki-i-chrust-to-takze-babski-comber/
    Pewnie znasz tę legendę, ale nie szkoda przypomnieć.
    Smacznego!
    Mam w planie jednego pączka, no dwa w porywach.

  230. @basia.n
    28 lutego o godz. 12:29

    Takie pod wieczór, bardzo nastrojowe? Widziałem.
    Nie mam czasu na wrzucanie zdjęć, ale może wieczorem coś pokombinuję.

  231. basia.n
    28 lutego o godz. 11:52

    Bełkot miłości skrywający byle jaką przemoc.
    Witkacy

  232. Nefer
    28 lutego o godz. 10:25

    Ależ,ależ – wiadomo, że co się odwlecze… świętować można codziennie, nawet należy 😉
    Co do szat Wyznawców – zaleca się powłóczyste, obszerne, coś w podobie chórzystek gospel 😀 Ja preferuję z konfiturą z róży. Normalnie nie biorę tego nadzienia do ust, ale przy święcie… Smacznego Tobie i zainteresowanym!

  233. No i masz, @basiu.n życzliwe podsumowanie 😉
    Gdyby ta przemoc była choć kwalifikowana, prawda?

  234. Domowe pączki z powidłami albo galaretką malinową mają pod sobą wszystkie „kupne” 😎
    Tak mi się nostalgicznie przypomniały z dzieciństwa…

  235. Tobermory
    28 lutego o godz. 13:10

    Lepiej uraczyć się wspomnieniem pączków z dzieciństwa 🙂

  236. Stentor
    28 lutego o godz. 13:09

    Lepsza róża niż budyń, pfe.

    W Polszcze nadrobię, będę od soboty. Wzajemnie 🙂

  237. Tobermory
    A ja najbardziej lubiłam smażone (w głębokim tłuszczu) przez mamę ciemnobrązowe pączki z konfiturą z róży w środku i posypane po wierzchu cukrem pudrem.
    Moje już nie były takie udane, choć bliscy je chwalili. Ale to jest tak, jak z proustowską magdalenką. Nic nie dorówna TAMTEMU smakowi.

  238. Jeszcze może dwa słowa do Tanaki – Gospodarza i Autora wstępniaka:

    Poniewczasie zrobiło mi się głupio, jako że swój artykuł poświęciłeś Stachowi39, a ja tu sprowokowałem w może zbyt żartobliwy sposób dyskusję o tłustym czwartku i pączkach. Być może Ty i część uczestników jesteście tym nieco urażeni, przecież wstępniak był w poważnym tonie. Pocieszam się jedynie tym, że Stach w pierwszych wpisach został wspomniany jak należy. Jeśli moje późniejsze komentarze kogoś dotknęły – przepraszam.

  239. Stentor
    28 lutego o godz. 14:04

    Nie pękaj nowy. To jest blog marynistyczny czyli w 80% o Maryni.

    #TeamPączkizLukrem

    PS Sądzę że Stachu nie miałby nic „na przeciwko” a może i wolałby być uczczony pączkiem. W górę pączki, wznosiiiiiiimy je do paaaanaaaaa

  240. Stentor
    28 lutego o godz. 14:04

    Z całą pewnością nikt nie poczuł się tematem, ktory podjąłeś urażony. Czas przesuwa się naprzód, jest czas na smutek i na radość. One przecież bez przerwy przeplatają się ze sobą.

  241. @@ nefer, basia.n

    Dzięki za pocieszenie strapionego. Od razu pączek mi lepiej smakuje, czego wszystkim życzę.

  242. Stentor
    28 lutego o godz. 14:04

    Powyżej już panie, od combra krakowskiego, wyjaśniły: nijakiej poruty w pączkach, pod Stachem39 nie ma.
    Uhonorowaliśmy go, jak sądzę, należycie i do tego poruszająco w niejednym wpisie, teraz zaś kompaniją, z jego pewnym na sposób fantastyczy udziałem, oddajemy się figlikom świętego Pączka w komży: z polewy albo posypki, jak ko uważa.
    Jak zaintonowała Neferka: w górę pączki, wznosimy je do paaaanaaa. Do pani, do pana, do tamtej pani też i nawet do tego pana co się nie ogolił od rana.
    Niech żyje święty w przewodzie słusznie zniknięty!

  243. Nefer
    28 lutego o godz. 14:30

    Opisywali to antropolodzy, badający ludy Pacyfiku, możliwe że też nasz Malinowski: zjadacze ludzkich mózgów z któregoś z plemion zarażali się chorobą, która je atakowała i sami popadali obłęd.
    Ludziarnia, nieco praktyczniej, ograniczyłaby się do podrobów. Równocześnie można zauważyć, że kto się żywi mózgami, może szybko popaść w anemię. Takie jałowe często się zdarzają.
    Pączki w górę!

  244. mag
    28 lutego o godz. 12:35

    Mag, niczego nie pomyliłem, tyle że jako adres wziąłem Twój wpis najbliższy, a nie ten przedmiotowy.

    Nie obchodzę niczego, a pączki mogę wsuwać na okrągło bez względu na pory dnia i roku. Ale żona jest tradycjonalistka więc już rano zapowiedziała, że będą kupne. Kupne, nie kupne, najważniejsze, żeby było osiem, a nie dwa. Tylko dla mnie, bo ona pilnie obserwuje swoje 49 kilo, żeby się nie spaść. Najwyżej ode mnie weźmie pół.

    Co do tego, mag, czy wolę z lukrem czy posypane pudrem, to nie rozumiem Twojego okrucieństwa, że mi tak żałujesz. Wolę równocześnie z lukrem, miodem, pudrem i do drugiej ręki – dwulitrowe lody z Biedronki. Z okazji nieobchodzonego przeze mnie święta mogą być dwa, czyli razem cztery litry. Christos woskries.

  245. @seleuk(os) 29 lutego, 8:59
    Nie mam widoków na zapędzenie Cię w krzaki kolczaste i postraszenie aligatorami a jednocześnie zjada mnie ciekawość Twojej czwartej interpretacji cytatu Dantego. Jak Cię zachęcić do jej ujawnienia?

  246. wbocek
    Przepraszam, ale zrobiło mi się od tych słodkości niedobrze. Zjadłam jeden ogromny pączek i padłam.
    Christos woskries, ale jeszcze nie teraz!

  247. Christos zaraz będzie woskries bo w Belgii supermarkety pełne jajek z czekolady już od tygodnia. Jakoś wcześniej na wiosnę przyleciał czy co

  248. Jeszcze, chaotycznie, ale o pączkach, póki mamy tłusty czwartek.
    Pączki wynaleźli Holendrzy w XVI wieku. Kulki smażone w oleju nazwali ?olykoek”, czyli – olejowe ciasto.

    Jeden pączek to w przybliżeniu 350 kalorii. By je zrzucić, trzeba np. przez 40 minut pedałować na rowerze.

    Najsłynniejsze polskie pączki robi „Blikle”. Antoni Wiesław Blikle, jeden z członków rodziny Blikle, w tłusty czwartek w co tysięczny pączek wkładał w XIX wieku złotą rublówkę, tzw. świnkę. Dawniej w pączkowe nadzienie wtykano migdał lub orzecha – temu komu przytrafił się taki okaz miało się podobno w życiu poszczęścić.

    Pamiętam jak pan Antoni Blikle przyjeżdżał osobiście, tłusty czwartek do Klubu Ubab w słynnym żeńskim akademiku na Kicu z wieeeelką paką pączków.

  249. @Tobermory 28 lutego, 11:39
    Doceniam Twój wysiłek w odszukaniu dawnej dyskusji. Nie wiem natomiast czy sam potwierdzasz czy przeczysz mojej interpretacji Twojego cytatu.

    “Widzę teraz, że moje słowa:
    wypowiedziałem się wielokrotnie i zdania nie zmieniam:
    Lasciate ogni speranza voi ch’entrate
    zostały wzięte literalnie
    Tymczasem nie znaczą one, że wielokrotnie zamieszczałem ten cytat z Dantego, lecz że
    wypowiedziałem się w jego sensie jak wyżej: każdy wchodzi tu na własne ryzyko”.

    Tak jak ja to widzę, tymi słowami potwierdzasz związek między wchodzeniem na własne ryzyko i “porzuceniem wszelkiej nadziei”. Nie chciałeś natomiast, jak rozumiem, zgodzić się z podziałem na swoich i obcych. Na marginesie zauważ, że wielokrotność powtórzeń czy tez jej brak jest bez znaczenia w obecnym sporze: “wypowiedziałem się w jego (cytatu) sensie jak wyżej: każdy wchodzi tu na własne ryzyko”. To jest dla mnie jednoznaczne.

  250. @kruk
    28 lutego o godz. 16:44

    Nie rozumiem podziału na „swoich i obcych”.
    Każdy znaczy każdy, everyone, chaque, tutti, todo el mundo…

  251. @zyta2003 28 lutego, 1:26
    Widziałam film “Roma” i bardzo mi się podobał mimo pewnych dłużyzn. Postacie i tło wydarzeń są autentyczne. Jak bardzo, świadczy reakcja na ten film mojej córki, która opuściła Meksyk 11 lat temu. Otóż wywołał on u niej uczucie “homesickness”. Tak to wyraziła, bo w odpowiednik tego słowa w innych językach nie oddaje siły tego uczucia.
    Film jest, w moim odczuciu hołdem dla prostych, skromnych dziewczyn niedoceniających własnej wartości, i jednocześnie wyśmianiem machismo. Wiele mówiąca i zarazem zabawna jest scena ćwiczeń sztuki wojennej – oszaleli z żądzy walki komiczni machos oraz ich równie komiczny guru. Pokazana jest w niej bezradność młodzieńców w wykonaniu zadanego im ćwiczenia i łatwość, z jaką to ćwiczenie wykonuje skromna dziewczyna o słabym ego. Jest to bardzo symboliczne.
    Tło wydarzeń jest mi dobrze znane (pomijając sceny zamieszek i strzelaniny). Hałaśliwe ulice pełne sprzedawców najprzeróżniejszych gadżetów, żołnierzyki trenowane w maszerowaniu, bębnieniu i graniu na trąbkach. Tacy właśnie ćwiczyli pod moimi oknami na samym początku mojego pobytu tutaj. Na filmie fałszujące trąbki bardzo mnie rozczuliły. Sceny na porodówce pokrywały się z tym, czego sama doświadczyłam. Pani Agata Passent dopatrzyła się w nich nieczułości dla kobiet, natomiast ja patrzyłam na nie przez pryzmat własnych doświadczeń, które były pozytywne.
    Z pierwszych rozmów ze znajomymi dowiedziałam się, że nie podobała im się fabuła filmu. Jeszcze
    nie zbadałam dlaczego.

  252. @Tobermory 17:04
    Dziękuję za dopowiedzenie.

  253. @Nefer
    28 lutego o godz. 13:55

    Kisielistka!

  254. Ach, ten kretynizm rozdrapywania każdego słowa…

    W tłustym sosie meksykańskich jurnych wspomnień.
    Wiadomo – Meksyk zawsze był cacy, natomiast „krzywda” ze strony blogu aż trzeszczy. I odbija się bez przerwy zakrakaną czkawką. Na zdrówko!

    P.S. Tobermory, ty myślisz, że rozsądne objaśnienia do kogoś dotrą?
    Przecież to jasne, że starsza pani ma swój świat. Cokolwiek powiesz, będzie przekręcone i niezwłocznie wykorzystane przeciwko tobie.

  255. bubekró
    28 lutego o godz. 17:40

    Różystka! I migdałoorzechistka.

  256. @Contrarian 28 lutego, 3:37
    “… oprócz zamożności potrzebny jest też pluralizm światopoglądowy”.
    To łatwo zaobserwować. Na świecie jest masa ludzi bogatych całkowicie zamkniętych na idee spoza własnego zaścianka. W Europie wzrost zamożności następował wraz z szerzeniem się idei Oświecenia, więc trudno powiedzieć, co bardziej zaważyło na laicyzacji społeczeństw. Ja bym stawiała raczej na pluralizm światopoglądowy. Bieda jako zjawisko sprzyjające religijności ma o tyle znaczenie, że wiąże się z odcięciem od edukacji.

  257. No ale skoro już przypominamy… to rzeczona zapodała, że totalnie nie może znieść Tanaki, ale Tanaka nie powinien tracić nadziei, bo może jeszcze kiedyś napisze coś, co zasłuży na przychylną ocenę krytykantki. Dlatego nie trać nadziei, Tanako! Chociaż na razie grillowany jest Tobermory.

    Aha, w dodatku nie krytykujmy kaka! Bo zbyt otwarta krytyka mogłaby wzbudzić „podejrzenie”, że krytykant ma do kaka stosunek (ach, apage satanas!) emocjonalny!

    Ja tylko przypominam te kwiatuszki… chociaż nie wnikam, co rzeczona „miała na myśli” publikując podobne treści. Ja z góry wiem, że z myśleniem jest u niej krucho.

  258. Dzieki Tobermory, jak Basia, kontext przypomnienie DAlighieri. Przeoczon mnie. Kopiowal nie bede. Sam mnie, zaliczam do grupy 2 i 4 (niewymienionej) porannie. Ale nizej. Mamwatpliwosc, jak iloczyn zbioru 2 i 4 w moim wypadku, proporcionalny jest.

    Na Twoja ciekawosc Kruk. Wiekszosc kobiet, jednostkowo mnie a statystycznie Pan Atrakcyjnych, ma zawsze w sobie i zawsze przy sobie COS, co sklania mnie…

    4. „lascia ogni speranza, io che vado là”, gdyby nawet „crokodilis ante portas”, a w krzakach kolczastych, pilnowaly wymienionego Przybytku (Cosia).

    Pani Moja, z wizyta pojawila, zmusza mnie mieszkania zapoznawac, bezWatpliwosci malointeresujace. Aktualnie w kuchni. Ry(p)ke przywiozla, nie Zlota. Znaczy Jednozyczeniowa ry(p)ke (pl chyba miecznik???). Trudnolapalna nieprawdopodobnie, mnie wsiowemu. Plasterkowana poprzecznie, zaczem rusztowana bedac, daje spelnienie wieczorowych pora oczekiwan. Jest bezoscista, tlustoCzwartkowa, jakby nie ogladal.

    Czekam z tesknota podatkowa deklaracje. Poborca tutejszy, podatkowy, odpis mnie daje, za nadwyzki energetyczno/dachowe. Poza sprzedaza. Co pozwoli mnie, wykonczyc najdokladniej, excelkowanie kosztow zalozenia energetycznego na Excelku. Do dnia dzisiejszego wykonalem skomplikowane piec arkuszy metoda LCOE, powiazanych. Ktore to, zprezentuje na soltysa wyborach, dla obnizki kosztow energi wsiowej, wspolnie marnotrawionej (znaczy grupowo). Poza innymi prezentami.

    We zwiazku takimi faktami, @Wszystek Blogosfere pozdrawiam, udajac na majsterkowanie dodatkow do jednoZyczeniowej Ry(p)ki,

    Seleukos

  259. Wy tu o d Maryni a w Chicago właśnie do drugiej tury wyborów na burmistrza miasta przeszły DWIE CZARNE W TYM JEDNA LESBA!!!

    To dopiero będzie koniec cywilizacji białego człowieka…

    …jedna czarna jest mało czarna, taka kawa_z_mlekiem_czarna, może dlatego, że już nieco starszawa i siwiejąca czarna, zęby zjadła na (raczej lokalnej) polityce…

    …a druga jest poczwórna_kawa_jak_siekiera_czarna, od tej pierwszej młodsza chociaż już nie młódka, pierwsze co zrobiła po przejściu do drugiej tury to podziękowała swojej ŻONIE…

    … starszawa pewnie będzie chciała wykorzystać te dżendery młodszej rywalki, chociaż sama też ma za uszami rozwód, po 44 latach małżeństwa… no ale przynajmniej z chłopem…

    …nie mam pojęcia po co te baby pchają się rządzić Chicago, miastem prawie-że-bankrutem… i to tak kompletnym bankrutem, że nawet ŻYD PRAWDZIWY I TO JESZCZE IZRAELSKI PATRIOTA nie dał sobie rady i po dwóch kadencjach poddał się i zrezygnował…

    … skoro ŻYD BANKOWIEC – FINASISTA, który forsę zbierał dla Clintona, u Obamy był szefem personelu Białego Domu, były kongresman i nie dał rady wyprowadzic finansów Chicago na prostą to czy której z tych dwóch to się uda?

    No, uff, juz bardziej rasistowsko-antysemickiego wpisu nie mogłem napisać, odmeldowuję się zatem z poczuciem!

  260. @zza kałuży 28 lutego o godz. 18:43
    😀 😀 😀

  261. zza kałuży
    28 lutego o godz. 18:43
    Być może gdzie „ŻYD PRAWDZIWY I TO JESZCZE IZRAELSKI PATRIOTA nie dał sobie rady”, to może „DWIE CZARNE W TYM JEDNA LESBA” dadzą radę? 😉
    W myśl – gdzie diabeł nie może…

  262. Bo w końcu ile razy można powtarzać: to nie jest blog przeznaczony dla religiantów. Tak samo, jak blogi np. „Gościa Niedzielnego” nie są przeznaczone dla ateistów. Ateista wkraczający na skatolone blogi ryzykuje bycie urażonym (i nazwanym, na przykład „workiem skórno-mięśniowym”). O urażeniu porażającą głupotą religianckich „treści” już nie wspominam.

    Charakter miejsca jest z góry określony, wchodzi się na własne ryzyko. Podobnie rzecz wygląda na blogu ateistów. Martwienie się o to, czy przypadkiem nie urazi się religianta, który wiedziony sadomaso-perwersją zabłądzi na ten blog nie jest tu priorytetem. I raczej nigdy nie będzie (eat your heart out, rozkrakana kneblowiczko!).

    Ile razy można międlić rzecz do znudzenia i dociekać, o co naprawdę chodziło z cytatem z Dantego? I czy przypadkiem ktoś tu kogoś nie chce „dzielić”? Jasne, zaprośmy religiantów i publikujmy (jak niedawno Orteq) rozkrochmalone modlitewki. Żeby poczuli się jak w domciu. Lub kościółku.

  263. Nie występuję w obronie Tobermorka, lecz blogu i języka polskiego, z którego kolejna zamorska uchodźczyni robi prywatne narzędzie komunikacji, uchwalając sama ze sobą nową semantykę i wmawiając Tobermorkowi z podpórką „Tak jak ja to widzę”, że potwierdza związek między „wchodzeniem na własne ryzyko” i „porzuceniem wszelkiej nadziei”. Wcześniej też użyła podpórki:

    „Trawestujesz znaczenie, jakie nadawał temu cytatowi @Tobermory? O ile dobrze go zrozumiałam nadzieję na grzeczne traktowanie na blogu mieli porzucić “religianci””. Nie pofatygowała się, by sprawdzić, czy go dobrze zrozumiała – wmawia mu własne zamorskie rozumienie.

    Na szczęście język polski nie rządzi się zamorskimi regułami, lecz tutejszymi i funkcjonuje niezależnie od tego, czy uchodźczyni z Polski dobrze zrozumiała, czy niedobrze. Jeśli dla niej „wchodzić na własne ryzyko” w odniesieniu do religiantów to to samo, co „porzucić nadzieję” (na grzeczne traktowanie na blogu”), to jej dwa słonie na uszy nadepnęły – każdy po pięć razy. Tobermorek słoniowaty semantycznie i w ogóle językowo nie jest, ale jest grzeczniejszy ode mnie, więc przypisywanie mu obietnicy, że religianci nie będą na blogu traktowani grzecznie, jest kolejną u tej madamy (to już grube dziesiątki) insynuacją i przypisywaniem zdrowemu własnej brzydkiej choroby.

    Nansen na własne ryzykoskonstruował statek, który miał być odporny na zgniecienie przez lód i na własne ryzykopozostał na nim z załogą, kiedy woda wokół zamarzała. Ale nie tylko nie porzucił wszelkiej nadziei, lecz właśnie z nadzieją robił tak niebezpieczny eksperyment. I wygrał.

    Amundsen szedł do bieguna południowego na własne ryzyko nie z czym innym niż z nadzieją. Bez niej bieguna by nie zdobył.

    Można dawać tysiące przykładów, że konstrukcja „robić coś na własne ryzyko” nie ma nawet cienia semantycznego związku z konstrukcją „porzucić wszelką nadzieję”. Znalezienie takiego związku świadczy, mimo nadepniętych uszu odkrywczyni, o bezkompromisowości, ambicji i odwadze. Może więc dzięki tej pionierce wpływów przyjdzie zza mórz do Polski lepszy język polski niż tutejszy.

    Ale to w dalekiej przyszłości, na razie co da głos dama – to plama.

  264. @Tobermory 17:26
    Przy obieraniu ziemniaków na obiad naszła mnie myśl o Twoim “każdym” (które to słowo ja bym przetłumaczyła na anybody, qui que ce soit, quien sea, qualcuno). Dlaczego “każdy” miałby lasciare ogni speranza wchodząc na ten blog? Przyznasz, że to może intrygować. Może coś o tym dopowiesz?
    PS Ufam, że nie będziesz mi miał za złe podanie innego tlumaczenia. Oboje lubimy się grzebać w sprawach językowych.

  265. Na marginesie
    28 lutego o godz. 17:50

    Onaż nie traci nadziei, że będzie wyrzucona. Nasz milusiński, ten od kajaków, też miał mnóstwo nadziei. I jak mu się spełniło!

  266. wbocek
    28 lutego o godz. 19:09

    Że religianci, to też. Podobnie: seryjni producenci fałszywego świadectwa, seryjni kłamcy i krętacze. Jezusek też miał seryjnie: nie znosił faryzeuszy.

  267. @wbocek 19:09
    Spóźniłeś się ze swoimi popisami językowca (jak sam się określasz). @Na Marginesie sprawę wyjaśniła nie pozostawiając cienia wątpliwości. Prawidłową interpretacją jest nr2 podane przez @seleuk(os)a o 8:59.

  268. @ kruk

    Mam niegościnne pytanie z innej beczki – czy podążasz po świecie – z Wrocławia?

  269. @kruk 28 lutego o godz. 20:09

    Łżesz – bo nie ma tu żadnej „prawidłowej” interpretacji.
    Ani tym bardziej mój komentarz nie wyjaśni ci „raz na zawsze” co miał – lub nie miał „na myśli” Tobermory.

    Nikt nie uprawia tu na blogu kato-chezy.
    „Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia”

    P.S. Pombocek ma słusznego w kwestii damy i plamy.

  270. kruk
    28 lutego o godz. 20:09

    Ciemnomorska kołtunko w kropki bordo, jak zwykle trafiasz ze swoim krętactwem nie w płot, lecz w stodołę sto kilometrów stąd. Nie interesowały i nie interesują mnie Twoje interpretacje, lecz zareagowałem na bezczelne imputowanie niegrzecznego Z GÓRY traktowania religiantów na blogu. Ale nade wszystko przyciągnął mnie gwałt na języku polskim w dopatrywaniu się związku przyczynowego między konstrukcjami, które mają się znaczeniowo do siebie jak duch do duchówki. Umiejętność posługiwania się językiem ma nawet analfabeta. Od praktycznej umiejętności do wiedzy o języku masz o wiele dalej niż stąd do stodoły, więc pleć na zdrowie, ale nie ze mną.

  271. @Gekko 28 lutego, 21:12
    Jeżeli mnie pytasz czy pochodzę z Wrocławia, odpowiedź jest nie. Czy mogę zapytać Cię pozagościnnie dlaczego Cię to interesuje?

  272. @Nefer
    Nie tylko jajka ale i koszmarne zające. Pełno tego, dobrze że nie śpiewają jingle bells.

  273. ….aaaa bym zapomniał, czy ja tu nadmieniałem, że ostatnio tytuł guberantora stanu Illinois, za ponad 170 milionów dolarów kupił sobie tłusty i obleśnie chytry na pieniądze Żyd Pritzker?

    … jak można odzyskać albo i zarobić na stanowisku gubernatora które się kupiło za 170 melonów?

    …Illinois to taki mniejszo-średni kraj w Europie, ludzi mniej niż w Polsce ale GDP sporo większe…

    …grubas Pritzker odziedziczył fortuę po rodzicach (hotele Hyatt) i podobno jest teraz wart ociupinkę więcej od Trumpa…

    …jak się ma 3.2 mld majątku to wydanie 170 mln wyglada podobnie jak 5 złotych z banknotu 100 złotowego…

    …grubasa znielubiłem jak przeczytałem, że w jednym ze swoich domów, kupionych jak lokata i jako bufor od strony sąsiadów, gdzie nie mieszkał, kazał powyrywać z iluśtam łazienek sedesy…

    …po co? No bo niezamieszkana nieruchomość bez sedesów nie nadaje się do zamieszkania i wpada w inny przedział podatkowy…

    …tłusta żydziuga śpiąca na miliardach zaoszczędziła w ten sposób kilkaset tysi na podatkach od rezydencji straszącej dziurami po wymontowanych muszlach sedesowych…

    …czy te bogate Żydy majom rozum?! Czy une już syćkie powaryjowały?! Czy jeim nikt nie pedzioł, że jak siem wyda to byndzie na idiote wyglądał??!!

    …no i sie wydało i wyglada na gupka i za 170 melonów wykupił cały czas antenowy w Illinois przez pół roku chyba no i sobie gubernatorstwo kupił…

    Kaczor z tymi srebnymy weżowcamy to przy żydowskim grubasie jest krynica uczciwości!

  274. @zza kałuży
    1 marca o godz. 0:12
    …po co? No bo niezamieszkana nieruchomość bez sedesów nie nadaje się do zamieszkania i wpada w inny przedział podatkowy…

    No przepraszam, jak jest zgodne z przepisami to o co się czepiać?

  275. @Ewa-Joanna 1 marca o godz. 0:48
    No przepraszam, jak jest zgodne z przepisami to o co się czepiać?

    Ja sie nie znam, ale aby wymontowanie 5 sedesów obniżało wartość domu do celów podatkowych z 6.3mln do 1.1mln to chyba coś tam musiało być niekoszerne…

    …i na tej podstawie zwrócił się do miasta o zwrot nadpłaconego podatku na łączną sumę ponad 330 tys. …

    https://www.npr.org/2018/10/03/654201077/illinois-gov-candidate-removed-mansions-toilets-to-dodge-taxes-report-finds

  276. 1 sedes za 1 milion … czy ja wiem, chyba że były z litej platyny…

  277. @Gekko
    Może powinnam była dodać, że nie studiowałam we Wrocławiu i nie znam żadnego tamtejszego środowiska.

  278. Kiedyś marzyła mi się taka strona internetowa, taki portal, gdzie lokalsi publikowaliby właśnie takie kwiatki o swoich lokalnych
    politykach
    bogaczach
    księżach
    prawnikach
    lekarzach
    inżynierach
    pisarzach
    dziennikarzach
    aktorach
    gangsterach
    pięknościach znaczy misskach
    wojskowych
    itd
    w różnych kategoriach

    Jestem głęboko przekonany, że szybko by się okazało, iż bardzo podobne kwiatki dzieją się we wszystkich krajach, państwach/miastach świata i że ciężko przelicytować jakąś zebrana na tym portalu durnotę np. policjantowi w Sydney, przyłapanemu na smażeniu żywej żaby na kuchence stojącej na tylnym siedzeniu jego auta wskutek czego spłonęło np. 40 innych samochodów na policyjnym parkingu bo np. jakiś francuski albo brazylijski policjant 2 lata wcześniej przez nieostrożność spalił 130 aut u siebie….

    Może taka strona dałaby tzw. publiczności skalę porównawczą, o która normalnie czyli „na codzień” tak trudno w naszym życiu…
    …taka żywa księga Guinnessa ludzkiej głupoty…

  279. A to pamietasz:

    By Stephen Dinan – The Washington Times – Tuesday, July 10, 2018

    A top Republican senator wants to know how the Pentagon ended up paying $10,000 for an airplane toilet seat cover.

    Sen. Chuck Grassley, Iowa Republican, sent a letter last month after DefenseOne,com reported on the C-5 toilet covers, which can be 3D printed for $300, but which the Defense Department had been planning to pay out $10,000 for.

    “It seems to me that there is no way to justify a $10,000 price tag for a toilet seat lid. It’s just not credible,” Mr. Grassley said, asking the department’s inspector general to investigate.

    In the DefenseOne piece Will Roper, an Air Force assistant secretary involved in acquisitions, described the $10,000 price tag.

    He said while the actual cost of the toilet cover is relatively low, it’s not something a manufacturer regularly produces. So the company ends up halting other production to make the cover, and the government ends up paying the costs of lost production.

    ****************************************************

    Czyli Pentagon zapłacił 10 tysiecy dolarów za pokrywę sedesu.

    Nie za sam sedes, nie za deskę sedesową.
    Za samą pokrywę sedesu.

    Bo fabryka, która robi pokrywy sedesu do samolotu wojskowego musiała wstrzymać normalną produkcję na ich fabrycznej linii aby zrobić tę pokrywę i policzyła Pentagonowi za straconą w czasie robienia pokrywy produkcję. 😉

  280. @zza kałuży
    1 marca o godz. 1:13
    Też się nie znam, ale podejrzewam, że nie on jeden się załapał i dlatego właśnie wymyślono taki myk podatkowy. To coś podobnego jak negative gearing – szaraczek nawet jak skorzysta to kosztuje to niewiele i pożrą to koszty inwestowania ale tuzy unikają płacenia podatku i za ten niepłacony podatek nabywają następne dobra. Wszystko zależy od wielkości.
    Ale to, że im wszystkim odbija i to ostro to masz rację, nie tylko waszym ale wielu innym też, tracą kontakt z rzeczywistością.
    I jak myślisz, wybiorą durnie Trumpa na następną kadencję?

  281. No sorry, nie doczytałam tego z 1:27 i powtórzyłam.
    Ale taka strona to byłby smaczek. 🙂 Tylko co z ewentualnymi oskarżeniami o… ( tu wstawić różne)?

  282. Przypomniało mi się, że w Grecji prawo stanowi, że jak dom jest niewykończony, to nie płaci się podatku, jak za wykończony dom, tylko znacznie niżej. Powiedzieli mi to Grecy-przyjaciele, których zapytałam, czy to z okazji kryzysu (wtedy) nie dobudowuje się następnego piętra, tylko w górę sterczą elementy uzbrojenia.
    A nie – to po to, żeby uniknąć płacenia normalnych podatków, popularna rzecz, powiedzieli. Faktycznie, od tego czasu zwracałam na to uwagę i sporo takich domów zauważyłam. Kto udowodni, że nie masz zamiaru za rok dobudować piętra?
    Tajemnica poliszynela zresztą. Na przykład ten budynek po lewej…
    https://photos.app.goo.gl/U9m9TFo9CoW35SAu7

  283. polak @zza kaluzy 0:12

    wytaplaj sie w tej kaluzy, bowiem nic ci nie zostalo

  284. Alicja-Irena
    1 marca o godz. 2:11

    Skoro o Grecji: było to w czasie albo tuż przed kryzysem, albo w jego wczesnej fazie. Rząd postanowił zweryfikować stan nieruchomości. Zaczęto robić dokumentację fotograficzną z powietrza. Okazało się, że w bardzo wielu miejscach 1/4 – 1/3 nieruchomości które istnieją w rzeczywistości, nie istnieje w dokumentach. Mowa tu nie o jakichś pojedynczych miejscach, ale danych pochodzących z pomiarów dużej skali. Co nie istnieje w dokumentach, w ogóle nie istnienie: dokument przewyższa rzeczywistość. Jak nie ma w papierach, nie płaci się podatku. Ani od własności, ani od obrotu, ani od wykorzystania.
    O tym nie było w materiale ktory czytałem, ale to nie koniec sprawy. Do nieistniejących, ale pracujących nieruchomości, podłączony jest nieistniejący prąd, nieistniejąca woda, odbierane są nieistniejące ścieki.
    Razem – niezła część kryzysu w Grecji. Który jest nieustniejący, podobnie jak nie istnieja te nieruchomości które istnieją i sieci co tak istnieją, że nie istnieją.

  285. kruk
    28 lutego o godz. 23:43

    Oczywiście powinienem wyjaśnić czemu pytam – a bo mi się Twoje peregrynacje skojarzyły (mylnie) z kimś, kogo znam.
    Pozdrawiam, dużo zdrowia i siły życzę 😉

  286. zza kałuży
    1 marca o godz. 1:27

    Kiedyś marzyła mi się taka strona internetowa, taki portal, gdzie lokalsi publikowaliby właśnie takie kwiatki o swoich lokalnych

    Jestem za 🙂

  287. Płynąc statkiem po Nilu widzi się wzdłuż brzegów tysiące nowych domów, z których wystają w górę pręty zbrojeniowe.
    Wygląda to okropnie. Ale taka niedokończona budowa daje szansę na dobudowę kolejnego piętra dla następnych pokoleń.
    Ma to też wpływ na płacenie podatków.

  288. Jak w Gr mieszkalem, mialem wielu greckich znajomych. Czy mam dzis nie wiem. Grecy sa bardzo przyjemni towarzysko. Wesela, knajpy, plaze etc. Wszedzie masz przyjaciol. Do momentu…

    Moment jest zaczac rozmawiac o Grecji. Ja mieszkalem w czasie szalejacego kryzysu. teraz jest pelzajacy. A przedtem miesiacami, jak pracowalem jeszcze. Na proste pytanie moje (szwedzkie) „- dlaczego Ministerstwo Informacji, majace ok 400zatrudnionych osob, zatrudnia 600 pelnoetatowych sprzataczek?” odpowiedz (grecka) jest „nie znam warunkow lokalnych”. To jest absolutna prawda. Ta odpowiedz, udzielil mnie dyr dep tego ministerstwa. On rowniez dal mnie raz odpowiedz na kwestie kryzysu. Powaznie. To powazny czlowiek, w moim wieku. On mnie powiedzial, caly swiat powinien placic podatek Grekom, za zdobycze cywilizacyjne co swiat korzysta. Tu wymienil liste, ktora ja wielopunktowo skrytykowalem. Wtedy dowiedzialem ze nic nie wiem.

    Przypomnialo mnie wtedy moi bracia. W Polsce. Oni mnie opowiadali dlaczego w Szw jest krysys (ok 2005-2006). Ja nie bardzo krysys widzialem, probowalem czasem cos wyjasnic. Wtedy dowiadywalem. „Ja nie znam warunkow lokalnych [szwedzkich]” lub „nic nie wiem”. Moj mlodszy brat byl raz w Szwecji pozniej, na moim weselu.

    Potem z Grecji wrocilem do siebie. To jest takie miejsce co znam lokalne warunki i cos wiem, ale tylko troche. I malych kotow z samochodow nie wyrzucaja i nie strzelaja do murzynow jak chca pieniadze za zbieranie truskawek. Ostatni raz bylem w Gr na chrzcinach, jednego malego Kanadyjczyka. Na Peloponezie. Trzy dni. To byl wnuk mojego greckokanadyjskiego znajomego. Spotkalem tez jedna am przyjaciolke ktora tez mieszkala w Grecji i Szwecji. Ona tez na chrzsciny przyleciala. Czasem cos piszemy do siebie. Chyba juz nigdy nie zobaczymy.

    I tak nie zostalem lewantynskim piratem, co bylo moj cel zyciowy.

    Pzdr Seleukos

  289. @Gekko

    Widziałam wczoraj Biedronia w FpF. Dobryjezuanaszpanie

  290. Nefer
    1 marca o godz. 9:21

    Skomentowałem na EP.
    Na wieki wieków.

  291. Gekko
    1 marca o godz. 9:25

    A czy jest co komentować?
    Znaczy się ten Biedroniowy słowotok wart jest tego?

  292. ozzy
    1 marca o godz. 7:50

    Spokojnie, @ozzy, przecież @zakałużnik robi zgrywę, inaczej mówiąc, ciągnie łacha.

  293. gekko
    1 marca, g.9:25
    Na do widzenia mówi się zpanembogiem.

  294. …akurat, ciagnie łacha… a kto dzieci katolickiej polonii z Jackowa porywa na macę?!

    NO KTO??!!

  295. zza kałuży
    1 marca o godz. 13:58

    gender?

  296. zza kałuży
    1 marca o godz. 13:58

    …Wiadomo KTO! 😉

  297. @Gekko 1 marca, 8:44
    Dziekuję za życzliwość.

  298. @Szary kot,
    czy Jackowo(?) lezy w Chicago czy tez w NYC. Moi kuzyni mieszkaja w Chicago Gold Coast. Czesto slysze o jakims Jackowie a nie wiem nic konkretnego. W Chicago tez jest moj ulubiony klub muzyczny Buddy Guy
    Legends /blues/

  299. @Wujaszek Wania 1 marca, 8:51
    Pręty zbrojeniowe wystające latami z niedokończonych budowli to chyba charakterystyka wielu obszarów tego biedniejszego świata. W Meksyku nazywają je “varillas de la esperanza” (prętami nadziei). Budowę domu zaczyna się mając nieco pieniędzy i licząc na to, że znajdą się – kiedyś, jakoś – dodatkowe na dokończenie. Szczególnie w biednych dzielnicach, powstających na dziko, mnóstwo domów stoi długo bez okien, otwory na okna robią przygnębiające wrażenie oczodołów w czaszce.
    Nawet przedsiębiorcy wpadają w pułapkę nadmiernego optymizmu. W moim mieście, w dzielnicy shopping malls, stoją dwa szkielety czegoś, co w zamiarze miało chyba być galerią dla butików i biurowcem. Czasem powodem przestojów bywają zatargi prawne.
    Dlatego kiedyś pisałam, że lecąc nad Polską przy dobrej widoczności (a później lądując) czuję się w innym świecie, czyli w Europie. Po Meksyku uderza porządek urbanistyczny.
    Ale to byłby obraz jednostronny, bo w miastach meksykańskich jest też dużo uroczych miejsc. Przedwczoraj miałam spotkanie mojego babskiego magielka (powiew świeżości po blogowym maglu) w starym domostwie w tradycyjnym kastylijskim stylu, przerobionym na restaurację. Ostatnio coraz więcej widać takich miejsc – starych i nowych. Centrum i okolice przybierają powoli wygląd wielkomiejski.

  300. wujaszek wania
    1 marca o godz. 8:51
    Owszem, ja też widziałam podobnie „niewykończone budowle) w krajach Ameryki Pd. i Środkowej na przykład. Ale rzuciło mi się to w oczy w Grecji i nasi znajomi Grecy tak nam właśnie wytłumaczyli. Nie mam powodu myśleć, że chachmęcili, bo po co. Tym bardziej, że w znakomitej większości były to spore domy i jakoś nie pasowało, żeby mury piąć do góry 😉

  301. @kruk 1 marca o godz. 16:04

    przedwczoraj miałam spotkanie mojego babskiego magielka (powiew świeżości po blogowym maglu)

    Nie ma żadnego obowiązku zakrakiwania akurat tego blogu. Może lepiej byłoby się ograniczyć do własnego „babskiego magielka” aka lokalnego TWA? Logiczne przecież.

  302. ozzy
    1 marca o godz. 15:20

    W Chicago. Kiedyś Chicago było drugim na świecie miastem pod względem liczby mieszkających Polaków, po Warszawie.

  303. To jest link do Petrotallasa (KamienneMorze), wies co spotkalem Jesus. Co pare razy na blogu pisalem. On byl miejscowy pasterz owiec. Wynajmowalem tam krotko „dom” (???) od jednej miejscowej. W tej wsi, jak tam bylem trzy, cztery domy byly zbudowane z pozwoleniem na budowe. Reszta „domow” nie spelniala podstawowy gr warunek. Dzialka budowlana musi byc min jeden „stramata”. W prefektura Kranidi stramata, to bylo ca 900 m2 wtedy. Dzis nie wiem. Wies po lewej, morze po prawej. Latem jest wszysto spalone, nie ma zieleni.

    https://www.google.se/maps/@37.3382933,23.1848317,3a,60y,90t/data=!3m6!1e1!3m4!1sUmQGS9QIbc4X-0TsZhvUAg!2e0!7i13312!8i6656

    Domy bez pozwolenia, nie budowane „polepione” z najrozniejszych resztek, dzikie,ciagnely elektrycznosc od sasiadow „ze slupa”, bez licznika. Wode dowozono beczka, raz dzien z Ermioni. Kazdy mogl do kubla/pojemnika nabrac. Moja gospodyni byla tak biedna, nie mogla mnie zrobic obiad/kolacje. Jezdzilem do knajp w Ermioni. Na sniadanie piekla mnie placki, troche oliwek i sera owczego. Takie kanapki, podlewane oliwa, ale pachnaca. We wsi nie bylo taberna. Szczyt gr biedy. I nie bylo ludzi w srednim wieku. Tylko staruszki i malenkie dzieci.

    Film „Grek Zorba” ale okolo 2010. Moze dzis troche lepiej, moze kiedy jeszcze pojade pomieszkac, moze Jesus jeszcze zyje, wedrowac ze mna i owcami. No i cuda bedziemy robic.

    Pzdr Seleukos

  304. „Poles in Chicago constituted the largest ethnically Polish population outside Warsaw before 1918 when Poland reemerged as an independent state. The city is one of the most important Polish diaspora centers in the 21st century,[11] and every Labor Day weekend the city celebrates at the Taste of Polonia Festival in Jefferson Park.[12] The Southwest Side is home to the largest concentration of Górals (Carpathian highlanders) outside Europe; it is the location of the Polish Highlanders Alliance of North America.
    (…) Polish people have been prevalent from the city’s early history, but the largest waves of immigration were in the late 19th and early 20th centuries; they have been influential in the economic and social development of Chicago. Today Poles in Chicago make up the largest ethnic Polish population of any city outside Poland. This is one of the most important centers of Polonia. The Taste of Polonia Festival in Jefferson Park celebrates Polish culture annually on Labor Day weekend.[12] The Southwest Side is home to the largest concentration of Gorals (Carpathian highlanders) outside Europe. The southwest side is also the location of the Polish Highlanders Alliance of North America. Many Polish churches are found in Chicago, built in the Polish Cathedral style of architecture. Some can be seen from the Kennedy Expressway, other roadways, and public transportation routes, as well as from the neighborhood streets.”
    Irish: (201,836)
    German: (200,392)
    Polish: (179,868)
    Italian: (96,599)
    English: (60,307)
    (wikipedia: Demographic of Chicago)

  305. Polacy przyjeżdżający do Chicago historycznie osiedlali się przy swoich ośrodkach kultu, czyli przy synagogach. Najbiższa okolica takiej synagogi dostawała nazwę od jej patrona.
    I tak helenowo to była okolica synagogi św. Heleny.
    Trójcowo – synagogi św. Trójcy.
    Jackowo – synagogi św. Jacka.

    Zresztą co ja będę wypisywał, skoro inni już to zrobili:

    http://www.chicagopolishtriangle.com/neighborhoods/

  306. @ seleuk|os|1 marca o godz. 19:20

    Michael Lewis w książce „Bumerang” – o realiach krachu w roku 2008 – pisze o różnych krajach Europy i poświęca Grecji osobny rozdział. Samowolki budowlane to jedno, gospodarcze machinacje ichniego kaka – to jeszcze jedno. Ale przede wszystkim bieda, którą opisujesz, jest w Grecji połączona z monstrualnym bałaganem i marnotrawstwem, na każdym szczeblu. Przecież zmarnowano gigantyczne kwoty na pakiety socjalne i rozdawnictwo. Lewis spotkał się z greckim urzędnikiem podatkowym, który chciał poważnie traktować swoją pracę i w końcu musiał z niej zrezygnować – bo przeszkadzał wszystkim!

    Last but not least – Grecy nie ufają sobie nawzajem. Każdy Grek z góry zakłada, że krajan chce go oszukać. Stąd totalne niezrozumienie np. z Niemcami, którzy z kolei zakładają, że kontrahent czy partner biznesowy jest uczciwy. Stąd również błąd, jaki popełniono przyjmując Grecję do UE – bo nikt nie sprawdził, czy naprawdę spełnia warunki. A że spełniała na papierze – to oczywiste. Kreatywna buchalteria… bez pokrycia w realu.

  307. @Na marginesie 1 marca o godz. 20:01

    Otóż to. Grecja jest najlepszym przykładem tego, co się dzieje jak się daje samodzielną kartę kredytową bratu na podstawie dotychczasowej historii kredytowej jego siostry.

    Brat – utracjusz nagle oczom nie wierzy, bo widzi, że jego limit na nowej karcie skacze do wysokości jego rocznych zarobków, (a jego własna karta była tylko debetowa), a oprocentowanie jest 5 razy niższe od tego, które dotychczas musiał płacić.

    Jakie sa tego skutki nikomu tłumaczyć nie trzeba.

    Siostra to Niemcy a brat to Grecja.

  308. Chyba najbardziej podoba mi się – Kantowo :/

  309. Na marginesie
    1 marca o godz. 20:01

    Wszystko zgadza, poza jedno. Nie przyjecie do EU tylko do strefa €uro. Ja mysle, ulubiony sport Grekow, oszukiwac, doprowadzili do extremalnego sportu. Oszukiwac sam siebie. W Gr nic nie funkcionuje „normalnie”. Jezeli komu przyjezdnemu, jak mnie, wydaje jak co robic, to trzeba dokladnie odwrotnie. Wtedy moze cos bedzie. Ale w druga strone… Co to znaczy „normalnie”? Ja nie moglem mieszkac w Gr. choc mialem do bankomatu 100m. Musialem stamtad uciec, do mojej „normalnosci”. Ale tesknie Na_marginesie, za „moja” Grecja. Moja Gr jest pic wino jak ksiezyc nad Sunion. Lazikowac po marmurowych kupach kamieni, co ktos kiedys poukladal, slazgac na kamiennej drodze w Ermione co zbudowano 2000lat dawno i dzis jest jak lod sliskawka. Z jednej miski jest baranine z rzeznikami z Omonia i ricina zapijac. Dziwczyny zaczepiac, najczesciej bez powodzenia, o trzeciej rano na plazowym przyjeciu. To jest „moja Grecja” Na_marginesie. Ale ma oczywiscie swoje drugie strony, mniej przyjemne.

    I jeszce jedna rzecz. Morze, 20stopni cieple w grudniu/styczniu.

    pzdr Seleukos

  310. Aha Na_marginesie. Jak mieszkalem w Oropos prefekturze, to wynajmowalismy dom 2km od to miejsce co podobno Agamemnon pod Troje wystartowal. Czy to nie dobre miejsce czas spedzac?
    pzdr S

  311. A na polnoc od Rodos jest wyspa/skala. Simi. Po zachodniej stronie zatoka, w zatoce boje, stale. Wplywasz i czeka na ciebie pomocnik knajpiarza. On cumuje on porzadek robi na okrecie. A ty prosta droga do knajpy, gdzie stol czeka gotowy. Jak nie masz wlasnej stepki, mozna wziac taxowke z Rodos. Tam na boi mozna stac tygodniami. Trudno wyjsc w morze na powrot.

    S.

  312. https://natemat.pl/265515,glinski-chce-wyjasnien-od-msn-chodzi-o-wystawe-strachy
    Znakomity jest ten „minister od sztuki”. Ciekawe, czym jeszcze się popisze?

  313. @Basiu, obiecana relacja z Lądka.
    No więc byłem wczoraj w Barbican Hall i podobało mi się bardzo, zwłaszcza że już zacząłem zapominać, jak brzmi dobra orkiestra na żywo. (Butów nie musieliśmy otrzepywać ze słomy, bo uprzednio zwiedziliśmy najnowocześniejszą szklarnię badawczą na świecie, gdzie słomy niet.) Shani jest niezwykle sympatyczny i widać, że ma bardzo dobry kontakt z orkiestrą. Dyryguje żywiołowo, zamaszyście, ale największe wrażenie sprawił na mnie w wolnych fragmentach, kiedy jego kontrola nad orkiestrą była wręcz magiczna.
    Simon Trpceski grał wariacje nt. Paganiniego i było to bardzo dobre, radosne i swobodne wykonanie. Na bis zagrali z Shanim na cztery ręce Taniec Wróżki Cukrowej. W braku podstawki, nuty położyli sobie płasko na ramie fortepianu. Ku uciesze widowni usiedli na jednym wspólnym stołku (Sharing is caring! – skomentował Trpceski).
    „Pietruszka” na żywo 100 razy lepsza niż z jutuba, barwność orkiestry jest nie do przekazania przez żaden sprzęt. Repryza pierwszego tematu grana przez samo drewno to była jakaś magia! Zresztą nie co dzień ogląda się na jednej scenie naraz dwie dyplomowane harfistki, specjalistę-czelistę (czelnika?), gościa, który wie, z której strony dmuchać w kontrafagot, a nawet operatora z uprawnieniami na bęben o średnicy powyżej 50 cm. Strawiński poszalał.
    Były też dodatkowe atrakcje w postaci podziwiania architektury Barbican Estate od środka (znałem z zewnątrz) oraz dotarcia na miejsce zwykłym samochodem (bywałem w okolicy, owszem, ale Bardzo Dużym Autem z Dobrą Widocznością z Góry).

  314. kruk
    1 marca o godz. 16:04

    dzięki za informacje.
    Nie byłem nigdy w Ameryce Południowej i pewnie już nie będę. Z tym większym zainteresowaniem czytam to, co piszesz.
    Cieszę się, że tu jesteś.
    Niektóre komentarze należy po prostu przewijać.
    Pozdrawiam 🙂

  315. Alicja-Irena
    1 marca o godz. 17:28

    w Egipcie jest to praktycznie nagminne. Kiedy jest się w mieście to tak tego nie widać, bo przecież nie chodzi się cały czas z zadartą głową.
    Ale płynąc przez tydzień Nilem widać to doskonale. Robi to dość upiorne wrażenie.
    I nie są to wcale żadne bida domki.

  316. Szary Kocie,
    uściślij – w Lądku (Zdroju)? Czy w Londynie? Bo na Londyn „piszą” Londek i wtedy wszystko jasne 😉
    Aczkolwiek Lądek Zdrój piękniejszy, nie mówiąc o okolicach 🙂

  317. Alicja-Irena
    1 marca o godz. 23:01

    Do Zdroju mam za daleko. Więc musiał to być ten tłoczny, gigantyczny, niepojęty Londyn. Choć woda z Tamizy raczej nie leczy.

  318. W Twoim Londynie będę przelotem w przyszłym tygodniu i z powrotem za jakiś czas. Przelatywałam sporo, ale po Londynie połaziłam tylko raz, mniej więcej o tej porze roku, w drodze do Johannesburga.
    HA! Sprawdziłam datę – dokładnie 10 lat temu, co do dnia!
    Miałam cały dzień i wykorzystałam go, łażąc per pedes po centrum. Dzień był dość słoneczny (!) i dla mnie nowina, więc było ciekawie i żal, że tylko tyle. Wtedy wyszedł też pierwszy numer magazynu Jamie Oliviera, zakupiłam na dalszy, długi lot.
    https://photos.app.goo.gl/ED3YH5SxFa614JjP9

  319. P.S.Ja do Lądka Zdroju mam jeszcze dalej, niż Ty, ale bywam co roku, bo blisko moich dawnych terenów, które odwiedzam.
    Poza tym Londyn mi się podobał, jak każde wielkie miasto, które tylko zwiedzam i nie mieszkam 😉
    Jestem zdecydowanie człowiek małomiasteczkowy, a nawet mniej, gdzieś na obrzeżach, na szczęście prawie całe życie miałam (i mam) szczęście mieszkać na uboczu, poza paroma latami we Wrocławiu – blisko centrum, ale ciągle w zacisznym zakątku.

  320. @Wujaszek Wania 1 marca, 22:46
    Lubię poznawać ludzi, ich poglądy, okoliczności życiowe. Stąd atrakcja tego i paru innych blogów. Być anonimem w sieci i komunikować się z innymi anonimami jest szczególnym doświadczeniem. Odgaduje sie osobowości nieznanych osób, obserwuje dynamike grup – to zajęcie zajmujące, a sieć daje temu większy zakres niż życie w realu.
    Kiedy jeszcze pracowałam, brałam udział w grupach ćwiczeniowych prowadzonych przez psychologów. Debatowało się na różne tematy. Na koniec jednego seansu prowadząca psycholożka poprosiła, żeby każde z nas powiedziało jakie nowe pozytywne cechy kolegów ujawniły mu się w czasie dyskusji. Wtedy stwierdziłam, że o każdym i każdej mogłam coś powiedzieć. Ograniczyłam się,
    zgodnie z instrukcją, do cech pozytywnych. Zarazem przysłuchiwałam się odpowiedziom pozostałych osób i mogłam dowiedzieć się jeszcze więcej o obecnych na sali. Większość nie wiedziała co powiedzieć i wygłaszała bełkotliwe ogólniki w stylu przyjętym na oficjalnych uroczystościach. Widziałam dwie tego przyczyny. Pierwszą był lęk przed urażeniem kolegów, bo Meksykanie są bardzo kurtuazyjni i unikają jak ognia starć na stopie towarzyskiej. Drugą był prawdopodobnie brak uwagi, niektórzy musieli być obecni na tym spotkaniu tylko ciałem. W każdym razie z odpowiedziami był ogólny klops.
    Blogi anonimów znoszą ograniczenia w wyrażaniu zdania o bliźnich. Niczym nie mitygowana
    szczerość obejmuje cały wachlarz zachowań – od kąśliwych uwag po wpadanie w trans nienawiści i lżenia, nawet bez szczególnych powodów. Jest to dodatkową wartością poznawczą. W realu takiej wiedzy o tym, co ludziom w siedzi w głowach i na wątrobie, nie można uzyskać. Po pewnej jednak jej dawce przechodzi się do przewijania. A między przewijaniem są posty, które czyta się z przyjemnością.
    Też pozdrawiam.

  321. @Na Marginesie 1 marca, 17:36
    Ty z kolei nie masz żadnego obowiązku czytania moich postów, tymczasem żadnego nie omijasz. Jakieś upodobanie do samoudręki?

  322. kruk,
    przepraszam, że przepraszam, ale chyba nikt na blogu, żadnym, nie lubi analizowania osobowości i tak dalej…ja zakładam, że po prostu chcemy sobie pogadać. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że cokolwiek będzie zapisane w sieci, zostanie tam 🙂
    Nie ma co analizować, zawracać wszystkim cztery litery, niech sobie ludzie gadają, jak chcą i o czym chcą.
    Dobranoc.

  323. @kruk 2 marca o godz. 2:42

    Oczywiście że nie mam obowiązku czytania żadnych treści na tym blogu. Czytam bo chcę. Czytam w zasadzie wszystkie komentarze, niektóre tylko nieco mniej uważnie. W przeciwieństwie do ciebie nie zgłaszam wiecznych zastrzeżeń do Gospodarza, charakteru tego blogu ani treści czy formy większości wyrażanych tu opinii. Nie wyrażam się o blogu z pogardą. Ogólnie rzecz biorąc formuła blogu mi się podoba, nawet jeżeli czasem dochodzi tu do ostrych starć.

    Ponieważ forum jest publiczne i całkowicie dostępne dla wszystkich, publikowanie komentarzy z równoczesnym zachęcaniem do ich nieczytania mija się z celem. Jeśli nie pragniesz, aby cię czytano i komentowano – nie publikuj.

  324. Alicja-Irena, 2 marca o godz. 3:47
    Na temat analizowania zachowan innych i powodow.

    Kiedys na blogu, zapresentowalas A-I serie foto z Kirabati. To bylo na poczatku, jak pojawilas na blogu. Foto jak foto, palmy palmiane. Jedno foto bylo, pokoj hotelowy(???), kamienna sciana szczytowa, po prawej stronie (lewej foto) kotara firanka (chyba niebieskozielona). I lozko dwuosobowe. Mialem wrazenie, jakby lozko bylo pochylone w strone kotary, 10-15 stopni. Brak nozek po stronie kotary(?). Mam pytanie. Czy to blad foto (typ paralaxa)/moje widzenie (typ oczekiwanie?) czy tak bylo? Jak bylo, to dlaczego? Moje pytanie jest takiego, co czesto sypia na przechylonych tak lozkach, albo wiecej. Z gory za odp dziekuje. Moze Kiribatczycy spia na pochylonych lozkach, to chetnie dowiem dlaczego. Na wyspe, eventualnie pochylonych lozek, nie wybieram.

    Pzdr Seleukos

  325. kruk
    2 marca o godz. 2:26

    mnie również w czasie podróży w równym stopniu co przyroda, zabytki interesują ludzie. To jak reagują, o czym rozmawiają, czym się interesują.
    Najbardziej uprzejmych, życzliwych, skłonnych do pomocy spotykałem w Australii, Nowej Zelandii. Najbardziej opryskliwych, nieuprzejmych w Rosji, Bułgarii.
    Choć może to wynikać z tego, że spotykałem się z nimi jedynie w hotelach, sklepach, etc.. Być może na gruncie prywatnym byliby inni.
    Nigdzie, po transformacji ustrojowej, nie zetknąłem się z taką arogancją i opryskliwością, jak podczas odpraw na przejściach granicznych w Izraelu. Ale już ludzie spotykani, na przykład w kawiarniach w Jerozolimie, byli otwarci, przyjaźni, chętni do rozmowy.
    Za to w Otorohanga w zachodniej części Wyspy Północnej Nowej Zelandii, spotkaliśmy niezwykle apodyktycznego taksówkarza. Dowiedzieliśmy się później, że nabrał takiego poczucia ważności po tym, jak ukazał się na jego temat film w Discovery. A opowiadał nam o tym właściciel motelu, przeuroczy człowiek, z pochodzenia Holender, który „uciekł” ze swojego kraju przed „sztywniactwem i nadmiarem reguł”.
    Myślę, że w Polsce ludzie ciągle jeszcze mają problemy z mówieniem sobie miłych rzeczy i z przyjmowaniem komplementów.
    Czy łatwo Ci było odnaleźć się pośród Meksykanów?

  326. Alicja-Irena
    2 marca o godz. 3:47

    chyba nikt na blogu, żadnym, nie lubi analizowania osobowości i tak dalej

    Różnie z tym bywa.
    Najchętniej zajmują się cudzą „osobowością” przewrażliwieni na własnym punkcie.
    Uwielbiają niemal znęcać się nad najdrobniejszymi potknięciami innych. Nic nie jest w stanie powstrzymać ich przed wyzwiskami, inwektywami. Opluskwianiem, obszczywaniem nogawek. Niektórzy robią to wprost, z nieukrywaną agresją. Inni, z miną niewiniątek zagrzewają ich do boju zza węgła. Notują w kajecikach „przewiny”, żeby łatwiej je było przywołać w przyszłych wojenkach. Może nawet podkreślają wężykiem dla dodania znaczenia 😉

    Blogowa inkwizycja czuwa.
    Najgorzej mają ci, którzy narażą się ateistycznym zelotom, blogowej inkwizycji.
    W okropny sposób został tu przyjęty @stachu39.
    On to przetrzymał, w czym, jak sądzę, pomogło mu jego wieloletnie doświadczenie pracy w szpitalu psychiatrycznym. Miał zawodowy dystans do ekstremalnych zachowań. Nie wszyscy są w tym równie biegli.

    ja zakładam, że po prostu chcemy sobie pogadać.

    Masz rację.
    Dyskusja powinna się toczyć na argumenty merytoryczne. Bez wycieczek ad personam. Niestety tak nie jest. Często różnice zdań traktowane są jako atak na osobę, z którą się nie zgadzamy.
    Ponawiane są próby zglajszachtowania, poprzez zarzucanie „religianctwa”. Które to „religianctwo” traktowane jest niczym „odchylenie trockistowskie” w bolszewickiej propagandzie. Kwalifikuje do odstrzału.
    Wiele ciekawych osób, mających coś do powiedzenia, poza klepaniem mantr wojujących ateistów, wolało odejść.

    Jednym słowem nie ma na blogu niczego, czego nie byłoby w realu 😉

  327. A z rzeczy naprawdę ważnych:

    https://portretymiast.blog.polityka.pl/2019/03/01/gdanskie-wybory/?nocheck=1#comments

    4 czerwca jestem w Gdańsku.

  328. @kruk
    2 marca o godz. 2:26
    W sieci ludzie nie są anonimowi, są po prostu nieprawdziwi, prezentując się tak jak chcieliby być postrzegani, ale niekoniecznie jest to prawdą.

  329. @wujaszek wania
    2 marca o godz. 10:26
    Blogowa inkwizycja czuwa.
    Najgorzej mają ci, którzy narażą się ateistycznym zelotom, blogowej inkwizycji.
    W okropny sposób został tu przyjęty @stachu39.
    On to przetrzymał, w czym, jak sądzę, pomogło mu jego wieloletnie doświadczenie pracy w szpitalu psychiatrycznym.

    Oj, oj , oj! Nie przesadzasz?
    Stachu zwyczajnie wyjaśnił swoje stanowisko, nie obrażał się i nie nadymał godnościom osobistom, tylko swoje stanowisko obronił udzielając wyjaśnień.
    Nie podkreślał, że pewnie go zbanują, nie spekulował kiedy go zbanują i nie liczył kto jest w TWA a kto hunwejbinem.
    I nie musiał podkreślać jaki to on jest szlachetny, tolerancyjny i otwarty na wszelką inność.

  330. wujaszek wania
    2 marca o godz. 10:26

    Wujaszku, dzień doberek. Przed wylotem na wody i lądy.

    Ty, oczywiście, nie pozbędziesz się swojej napastliwości, mówiąc OGÓLNIKAMI o napastliwości innych. Od samego początku skrzywiłeś myśl Alicji, mówiąc nie o tym, co ona:

    „Najchętniej zajmują się cudzą „osobowością” przewrażliwieni na własnym punkcie”.

    Na jakiej podstawie wyciągnąłeś wniosek, że ona w wypowiedzi „chyba nikt na blogu, żadnym, nie lubi analizowania osobowości” miała na myśli analizujących, a nie analizowanych?

    Gdybyś śledził dokładnie konkretne spory, starał się dojść, kto zaczyna (kto zaczyna, tego wina), komu pierwszemu puszczają nerwy itp., byłbyś w innym miejscu niż jesteś. Ani razu nie zabrałeś głosu merytorycznie w sporze, nie przyjrzałeś się stronom, więc takie ogólniki na temat konkretnych zachowań nie tylko mają zerową wartość poznawczą i ocenną, ale i mogą być krzywdzące dla jednej ze stron. Kiedy ktoś mówi: „Pogódźcie się”, „Dajcie se po jednym i – do roboty”, „Nie kłóćcie się”, nie wchodzi w niczyje racje, nie widzi, kto jest krzywdzący, kto pokrzywdzony, czyli nie widzi nic, wypowiada pustą mantrę o zgodzie – mówi do kołków w płocie, nie do żywych ludzi. Lepiej więc, żeby nic nie mówił.

    Poza tym, z grzeczności lub z niewiedzy nie mówisz o oczywistościach – że nie jesteśmy równi. Bodaj najwięcej nieporozumień bierze się stąd, że nie ma dwóch na świecie będących w tym samym miejscu osobniczego rozwoju. Twoje ogólniki są rodem z myślenia religianckiego – że „Bóg dał rozum i wolną wolę”. Wszystkim jednakowo. Więc jeśli mamy to samo, wystarczy tylko chcieć, żeby była zgoda, a Bóg wtedy rękę poda. „Wystarczy chcieć” jest jedną z głupszych myśli człowiekowatych – tak jakby chcenie było aktem woli i wyboru dokonanego przez rozum. Takie chcenie na polecenie. Puk-puk (to pukanie w czółko).

    Stary chwat pruje w świat.

  331. Ewa-Joanna
    2 marca o godz. 10:47

    Brawo, Ewo-J! Australia jest bliżej ziemi niż cokolwiek. Wygląda na to, że to tu się chodzi do góry nogami, a nie tam.

  332. seleuk|os|
    2 marca o godz. 5:06
    To nie błąd foto, ani ja nie skopałam łóżka – takie było. To był też jedyny „hilton” na wyspie Kiritimati (Christmas Island). Nie wybrałam się tam po wygody, a po to, żeby odwiedzić wyspę, maleńką kropkę na Pacyfiku, gdzie jest miejscowość pod nazwą Poland. Od lat planowałam, że tam kiedyś zajrzę, nie jechałam w ciemno, wiedziałam mniej więcej, co mogę oczekiwać. Będąc w Polsce zakupiłam specjalnie flagę polską, ot tak, z kraju do miejscowości. Historię wyspy i miejscowości Poland można wyczytać na wiki.
    Kiribatczycy niekoniecznie śpią na łóżkach i niekoniecznie mają domy w takim znaczeniu, jak ogólnie się myśli:
    https://photos.app.goo.gl/SydHCY59rJmJng4R7
    Jest to wyspa mniej więcej 200km na północ od równika, więc wystarczy taka chatka, jak powyżej. A w tej mojej chatce ze złamanym łóżkiem była klimatyzacja i jak któregoś dnia padła na kilka godzin, to zrozumiałam, co to znaczy mieć albo nie mieć w takim klimacie.
    Od razu się tłumaczę, dlaczego kościół, flaga pod stopy Matki Boskiej i tak dalej – otóż innych miejsc, gdzie można było trafić na ślady polskości tam nie ma, tylko ten kościół. A mnie obojętne było, czy to kościół czy nie, mnie po prostu to ciekawiło. Długo, zanim obejrzałam poniższe:
    https://www.youtube.com/watch?v=ZPHX3j8AbEU
    Mam mało zdjęć z tej wyprawy, bo nie umiem włazić ludziom do domów (akurat łatwo byłoby…) ewentualnie prosić o zrobienie malowniczej grupy…znajome dziewczyny z obsługi motelu nie miały nic przeciwko. A sama wyspa jako taka jest dość nudna krajobrazowo – płasko, palmy (nic innego nie urośnie), ocean naokoło i tyle. Jest to biedniutka wyspa, więc „hilton” jest, jaki jest, byłam na to przygotowana. Samolot w drodze z Honolulu na Fiji zatrzymuje się tam raz w tygodniu (wtorek!), więc tydzień pobytu miałam zapewniony i tak sobie ułożyłam tę wielką wyprawę.
    Z doświadczenia wiem, że im biedniejszy kraj/wyspa, tym drożej, ten „hilton” to prawie stówa (australijska) na dobę. Wszystko, ale to wszystko trzeba tam zaimportować, bo nic tam oprócz plm kokosowych nie urośnie – to jest wyspa koralowa, gleby jako takiej tam nie ma. Problem jest też ze słodką wodą, ale mieszkańcy sobie radzą. Problem jest ze wszystkim, tak na dobrą sprawę, kpt.Cook o tym nie pomyślał, że zasiedlając wyspy atolu Kiribati nie uszczęśliwia tych ludzi. No ale jest jak jest. Kiritimati miała „okazję” stać się bazą amerykańską, ale odmówiła. Są pozostałości lotniska wojskowego na południu wyspy (nie byłam tam). W pobliżu były próby z bronią jądrową, podobnie jak na atolu Bikini – o tym mało wiadomo, nie porusza się też tematu, że amerykanie nie raczyli ostrzec mieszkańców ani ich ewakuować. Dlatego na wzmiankę o amerykanach mieszkańcy sznurują usta.
    Tyle o tym, chociaż mogłabym długo 😉

  333. wbocek
    2 marca o godz. 11:08

    dzińdoberekwiosennowodnywbocku 🙂

    co do tego, co kto komu, jak on jemu:

    Od samego początku skrzywiłeś myśl Alicji, mówiąc nie o tym, co ona:

    to widzisz Waść, my tu nie zeznajemy w prokuraturze pod przysięgą.
    I każdy ma prawo, jeszcze (?) snuć swoje uwagi, spostrzeżenia na kanwie i do.
    Napisałem to, do czego zainspirował mnie wpis Alicji.

    Co do napastliwości, to nie jestem w stanie Ci sprostać. Ale też nie mam na to najmniejszej ochoty. Bo kiedy czytam takie Twoje wpisy:

    wbocek
    28 lutego o godz. 21:54

    kruk
    28 lutego o godz. 20:09

    Ciemnomorska kołtunko w kropki bordo, jak zwykle trafiasz ze swoim krętactwem nie w płot, lecz w stodołę sto kilometrów stąd

    To natychmiast je przewijam, żeby mi szczęki z zawiasów nie powypadały na skutek wieeelkiego zieeeewania. Z nudów. Bo tak się w tych swoich kwiecistych elaboratach powtarzasz, że nie da się tego czytać bez ziewania.
    Toteż może i znajdują się tam, między inwektywami, jakieś perły intelektu, ale za starym żeby mi się chciało wysilać oczy w ich poszukiwaniu.

    Przyjaznych wiatrów życzę 🙂
    Ja zajmę się ogrodem

  334. Ewa-Joanna
    2 marca o godz. 10:56

    czy wolno tu jeszcze mieć własne zdanie?

    Staszek zachował się wzorowo. Mądrze i wspaniałomyślnie.
    A jak go przyjął blog można sprawdzić.
    W Internecie nic nie ginie 😉

  335. @wujaszek wania
    2 marca o godz. 11:32
    Wolno. Ja zawsze mam.
    Blog??? Jesteś pewien? Czy może brak ci odwagi, żeby powiedzieć kto i dlatego uogólniasz i batożysz wszystkich?
    Chyba jednak ten ałreol masz na bakier.

  336. @Alicja-Irena
    2 marca o godz. 11:23
    Australijska mennica w Perth wybija kolekcjonerskie monety dla większości kraików Oceanii.
    https://www.downies.com/2016-5-coins-from-the-crypt-silver-proof-4-coin-set

  337. Ewa-Joanna
    2 marca o godz. 12:54

    ałreol oddałem na przetop, coby było z czego kule odlać, „w razie Niemca”.
    A może wypożyczyłem Sbafcy Narodu. Nie pamiętam.

    Nie mam niestety podręcznej z kobiałką, która by mi granaty, tfu, poręczne cytata donosiła.

    Zgoda, nie „Blog???”, tylko niektórzy blogowicze. Niestety na tyle głośni, i …. , że …
    Ale dlaczego masz się za batożoną? Czyżbyś się poczuwała do? 😉

    A krokusy w ogrodzie szaleją!

  338. Ewa-Joanna
    2 marca o godz. 13:13

    Iście anglosaski dystans. W Polsce idą tylko króle, święte, ewentualnie co słuszniejszy artysta.

  339. @wujaszek wania
    2 marca o godz. 13:16
    Ująłeś nas wszystkich jako „blog”, więc nie odwracaj tego kota.
    Dobranoc.

  340. wujaszek wania
    2 marca o godz. 13:16

    U mię w akwarium nieoczekiwanie rozmnożył się glonojad (Ancistrus, czyli bristlenose). Nie wiem, czy to też z powodu przedwiośnia. Jak kiedyś próbowałem je rozmnażać, to ni hu-hu, a teraz samo się zrobiło. Taki, panie, zen.
    Poza tym, masz słusznego. Generalnie. Bo zawsze jak się dobrze pojeździ po cytatach, to każdemu się coś wydłubie. Tylko czy o to chodzi?

  341. @wujaszek wania
    2 marca o godz. 10:26

    Co rozumiesz przez:
    „W okropny sposób został tu przyjęty @stachu39.”?

    Nie wiem, czy zauważyłeś, ale Stachu39 zaczął bywać na tym blogu sporo przed tobą, bo co najmniej od lipca 2016 i tak go tu ciągnęło, że ostatni komentarz zamieścił na kilka dni przed śmiercią, a także uznał za stosowne, żebyśmy zostali o Jego odejściu poinformowani.
    Na czym więc, według ciebie, polegał ten „okropny sposób” przyjęcia Stacha na tym blogu?
    Insynuacje, aluzje, smrodki moralne…
    Może lepiej konkretnie?

  342. Tobermory
    2 marca o godz. 13:51

    Stachu zintensyfikował bywanie na blogu od jesieni zeszłego roku. „W okropny sposób” to za dużo powiedziane, ale zebrał bęcki od Wbocka i Namargineski. Aluzje do („rzekomego”) bycia psychiatrą były poniżej pasa. Ale potem się poukładało. To mój odbiór sytuacji.

  343. @Szary Kot
    2 marca o godz. 14:08

    Ja tę dyskusję pamiętam. Nie można jej jednak nazywać „przyjęciem”, bo Stachu nie był w niej blogowym nowicjuszem, a swoimi reakcjami też nie ułatwiał uzyskania porozumienia. Później wszystkim trochę zelżało, ciśnienie opadło i się poukładało. Nikt też (również sam Stachu) nie wiedział o grożącej mu (trwającej już?) poważnej chorobie, przez perspektywę której patrzymy teraz wstecz i być może żałujemy niektórych słów lub zachowań.

  344. @Ewa-Joanna 2 marca, 10:47
    Ja bym tak nie uogólniała. W sieci spotyka się zarówno ludzi szczerych jak i pozerów.

  345. @Szary Kot, Tobermory

    Stachu z początku powtarzał do znudzenia, że należy szanować ludzkie fochy, w tym (a może przede przede wszystkim) religianctwo, z tego względu, że ono głęboko w ludziach tkwi. Parafrazuję. Potem, ni stąd, ni zowąd, zapodał, że jest… psychiatrą, czym wywołał zrozumiałe rozbawienie kilku osób, mnie w tej liczbie. A ja w celu sprawdzenia kompetencji zadałam kilka pytań na temat „leczenia” homoseksualizmu, na które Stachu odpowiedział… nie wiem, czy ktoś pamięta, jak niezręcznie.

    Chyba niewielu z was pamięta wyjątkowo paskudny komentarz Gekko, który zasugerował, że psychiatra Stachu znalazł się na blogu po to, żeby zdiagnozować pozostałych uczestników. W sumie nie ma sensu sobie zarzucać, że potraktowaliśmy Stacha tak czy siak. Blog reaguje na teksty, nie na osoby, a teksty Stacha były nieco egzotyczne, przynajmniej dla mnie. Nie spotykam w realu takich osób. Później wynikło, że Stachu był psychiatrą specjalizującym się poniekąd w psycho(patologii?) kleru. On zawodowo chciał ten kler „rozumieć”, ja nie muszę. I nikt nie musi, jeśli nie jest… zawodowcem.

  346. @Szary Kot 2 marca, 14:08 i @Tobermory 14:41
    Poddawanie w wątpliwość kwalifikacji zawodowych @Stachu39 było jedną z najpaskudniejszych rzeczy, jakie wydarzyły się na blogu. Nie wszyscy oczywiście spierający się wtedy ze Stachem byli równie agresywni i obelżywi. Odprężenie nastąpiło, bo niektórzy z nas bronili wtedy stanowiska Stachu i wytworzyła się pewna równowaga. Jasne, że nie myśli się o niczyjej śmierci w czasie sporu.
    Ale to nie jedyny przypadek obrażania Stachu. Pomiętam, że moderator bloga zarzucił mu kiedyś braki w wykształceniu podstawowym (ja wtedy zareagowałam oburzeniem). Takich przykładów dołowania Stachu i innych osób znalazłoby się więcej, gdyby przejrzeć wstępniaki i komentarze z ostatnich dwóch lat. Nie jestem jednak entuzjastką takich porachunków, szkoda na nie czasu.
    Nasuwa mi się natomiast pytanie dlaczego @Tanaka nie opublikował całego listu córki Stachu po Jego śmierci, tak jak zrobil to red.Kowalczyk z listem syna @anumlika. Mogę być nadmiernie podejrzliwa ale to przemilczenie mnie intryguje.

  347. Dodam, że wyznania w rodzaju „czy wiecie, kto ja jestem?!” na anonimowym forum nieodmiennie wywołują moją wesołość, bo w necie teoretycznie przecież każdy może być każdym. Ani pozycja zawodowa, ani wykształcenie, nie zapewniają tu automatycznie autorytetu. Mamy na blogu kilkoro ekspertów w różnych dziedzinach – ale oni po prostu wykazali się wiedzą, a nie tylko deklaracjami, kim są.

    Pamiętacie „wyznanie” Roggera, gdzie to on przecie studiował był? No właśnie. Stachu chyba po prostu szczerze i naiwnie się ujawnił, ale nie wziął pod uwagę kontekstu – na forum takim jak to szczerość i naiwność nie są koniecznie dobrą monetą. Do tego dochodzi również kontekst kulturowy – wielkopańska maniera przywiązana do stanowiska. Bo ja w realu jestem półbogiem, zatem na blogu…

    Pamiętam uwagę redaktora Kowalczyka pod moim adresem, gdy zażartowałam sobie z Gekko. Redektor Kowalczyk zakrzyknął, że nie powinnam, bo przecież nie wiem, kim ten Gekko jest realu. Z tego wynikło, że on wie, i że ten Gekko jest gdzieś jakąś szychą? Ale ja nie wiem. I nie muszę wiedzieć. A fakt, że Gekko jest być może gdzieś tam wysoko postawiony nie dowodzi, że może tu na blogu traktować ludzi w taki sam sposób, w jaki traktuje (być może w Polsce) swoich podwładnych. Jak się zachowywał – niektórzy pamiętają.

    I TU jest kontekst naszej reakcji na rewelację Stacha, że jest psychiatrą.

  348. kruk
    2 marca o godz. 15:42

    Co do listu, to zapewne był krótką informacją skierowaną do Tanaki, którą on nam przekazał swoimi słowami, a niekoniecznie wymagającą publikacji. Nie szukajmy drugiego dna.

  349. @kruk 2 marca o godz. 15:42

    Mogę być nadmiernie podejrzliwa ale to przemilczenie mnie intryguje

    Jesteś nie tylko „nadmiernie podejrzliwa”. Jątrzysz. Zresztą jątrzysz od początku swojej tu na blogu obecności. Co zresztą wielokrotnie ci wytykano.

  350. @Alicja-Irena 2 marca, 3:47
    Ludzi na blogu i w realu analizuję wyłącznie na własny użytek. Obserwacja i wyciąganie wniosków jest chyba zajęciem normalnym człowieka myślącego. Unikam natomiast raczenia rozmówców uwagami ad personam, choć ostatnio zostałam do tego bardzo agresywnie sprowokowana. Uważam, jak Ty, że blog jest miejscem do rozmów a odgadywanie osobowości nicków poprzez analizę ich postów nie musi być nieżyczliwe, często wręcz przeciwnie.

  351. @kruk 2 marca o godz. 16:12

    Unikam natomiast raczenia rozmówców uwagami ad personam, choć ostatnio zostałam do tego bardzo agresywnie sprowokowana.

    O święta niewinności! Sprowokowana???? Bo dekolt był za duży?

  352. @Szary Kot 16:05
    Możesz mieć rację a ja mogę być przewrażliwiona. @Tanaka zacytował parę zdań z listu córki @Stachu i zastanowiło mnie wtedy dlaczego nie podał go w całości, bo przecież mogły w nim być ciekawe rzeczy o @Stachu, których nie znamy. Ale, jak powiadasz, może w tym nie być drugiego dna.

  353. kruk
    1 marca o godz. 15:18

    Proszę bardzo.
    Te reminiscencje, które wzbudziłaś, dotyczą także kogoś szlachetnego i przyzwoitego, niszczonego z tego powodu kłamstwami i intrygami tak, że uciekł aż do Meksyku.
    Są i blogom bliższe miejsca detoksu, raz jeszcze pozdrawiam. 😉

  354. @kruk 2 marca o godz. 16:20

    A gdyby nawet było drugie dno – to i tak niczego nie zmienia.
    Decyzja o tym, co upublicznić, należy do Tanaki. Causa finita.

  355. @Gekko 2 marca o godz. 16:23

    „Szlachetny, przyzwoity i… niszczony???”

    No to koniec. Rozśmieszyłeś mnie. Wymiękam.

  356. kruk
    2 marca o godz. 16:20

    Z Twoją świdrowatą wyobraźnią nie przyszła Ci do głowy rzecz najprostsza: że może list był do Tanaki, nie do całego blogu.

  357. Po przeczytaniu wierszy Grydzewski (prawdziwe nazwisko Grycendler) powiedział Braunnowi (prawdziwe nazwisko Braunstein):
    – Bardzo dobre! Broniewski … też dobre! A jak on się naprawdę nazywa?

    Mariusz Urbanek Broniewski. Miłość, wódka, polityka

    Ostatnio dużo czasu spędzam z Broniewskim i Gałczyńskim. Nie można wykluczyć, że któryś z nich oddał mój ałreol do lombardu, bo zabrakło forsy na wódkę 😉

    Póki nie odzyskam ałreola posiedzę sobie z Kotami (szarymi, rudymi, czarnymi…) na przyzbie 😉

    A Gekko, i inne, jakkolwiek by się nie nazywały, pozdrawiam serdecznie 🙂

  358. @kruk
    2 marca o godz. 16:20

    „@Tanaka zacytował parę zdań z listu córki @Stachu i zastanowiło mnie wtedy dlaczego nie podał go w całości, bo przecież mogły w nim być ciekawe rzeczy o @Stachu, których nie znamy.”

    Jakich rzeczy o Stachu jesteś tak ciekawa, że chciałabyś aż zajrzeć do cudzej prywatnej korespondencji?

  359. @kruk

    Skoro jesteś obecna, chciałbym Ci zadać pytanie o życie codzienne w Meksyku. Trochę w nawiązaniu do @wujaszka (9.37), ale chodziło mi to po głowie od jakiegoś czasu. Kontekst mojego pytania jest taki, że Meksyk nie ma dobrej prasy, i nawet przyjmując, że media wywlekają wszelki negatyw, katastrofizm i kryminał, a fakt płynięcia z kranu ciepłej wody nie wchodzi na nagłówki, to doniesienia malują obraz kraju, gdzie masowość morderstw politycznych i kryminalnych (narkotykowych!) jest wielka, a działalność publiczna jest nie mniej ryzykowna, niż rozkręcanie granatów. Jak to wygląda od środka? Co ludzie na to? I jak rozkłada się poziom życia?

  360. Tobermory
    2 marca o godz. 14:41

    być może żałujemy niektórych słów lub zachowań.

    Proponuję ograniczyć się do tego. I obchodzić się uważniej z innymi bywalcami Bloga.

  361. Insynuacje, aluzje, smrodki moralne…

  362. @kruk

    podpisuję się pod pytaniami @Szarego Kota

  363. Szary Kot
    1 marca o godz. 22:30

    Bardzo ucieszyła mnie Twoja relacja z koncertu 🙂
    Wiesz – Shani jako dyrygent ma w sobie ten ogromnie rzadki dar przekazywania orkiestrze swojej interpretacji w taki sposób, aby uzyskać maksymalny efekt.
    Jest to z pewnością sprawa szczególnej osobowości, która sprawia ,że inni idą za nim. To jest dane bardzo niewielu.
    Rozmawiałam o nim z muzykami z orkiestry w Rotterdamie.
    Są nim zafascynowani. I grają w tym sezonie10x lepiej niż kiedykolwiek. Nie bez powodu Shani jest też teraz stałym gościnnym dyrygentem Wiedeńczyków. ( jednej z najlepszych orkiestr na świecie).
    Słusznie zauważyleś, jakie subtelne dźwięki potrafi wydobyć z orkiestry. A jego styl dyrygowania jest bardzo skuteczny i mimo wszystko, bez przesady. Widziałam wielu dyrygentów używających nadmiernych gestów, mimiki i nie prowadziło to do spodziewanego efektu. To, co robi Shani, ma swój sens – osiąga to, co chce 🙂

    Miałeś duże szczęście ze Strawińskim „na żywo „. Ja od wczoraj mam folder z repertuarem na nowy sezon.
    Shani zagra między innymi Święto Wiosny !! i już zaczęłam czekać. Będzie też druga Mahlera i piąta Brucknera.
    A Rachmaninow w dobrym wykonaniu daje zawsze dużo przyjemności.
    Przez zaczęciem nowego sezonu sprawdzę jego agendę koncertową. Może znów będzie blisko Ciebie. Może ze Strawińskim znów.
    Mówiąc o Święcie – przed dobrych kilku laty była z nim w Rotterdamie na gościnnych występach amsterdamska RCO z Riccardo Chailly. Ten utwór wywołuje zawsze pewne napiecie w orkiestrze,ze względu na niebywały stopień trudności dla zespołu. Na koncercie byli oczywiście obecni członkowie orkiestry z Rotterdamu. Słyszalam dwóch muzykow rozmawiających o Strawińskim. Jeden z nich powiedział – ” jak to dobrze było dziś słuchać, zamiast grać i pocić się ze strachu”.

    Mówiąc o tańcu Wróżki Cukrowej. Ja słyszalam w wykonaniu okazjonalnego duo Argerich -Shani, po koncercie Prokofiewa ktory słyszałeś. Wiesz, miałam rację wtedy – ten koncert już jest niedostępny na youtube.

    ps. dużo cierpliwości w ćwiczeniu , a rezultaty zjawią się z pewnością 🙂

  364. @Wujaszek Wania, 2 marca, 9:37
    Znaleźć się wśród Meksykanów nie przyszło mi z trudem choć nie od razu mogłam ich w pełni rozumieć. Przyjechawszy do Meksyku mówiłam swobodnie po hiszpańsku, co ułatwiało sprawę. Prawie natychmiast zaczęłam pracę i z tego powodu mogłam mieć bliższy kontakt z ludźmi. Przez cały okres pracy chętnie podchodzili oni do mnie indywidualnie, wypytywali o Polskę, starali się mnie poznać. Ze swojej strony dużo dowiadywałam się o nich. Nie uniknęłam kilku faux pas, bo nie od razu pojmowałam to, co oni chętnie nazywają swoją idiosynkrazją. Jednak mi to wybaczano. W cztery oczy ludzie ci sporo o sobie mówili, więc stopniowo odkrywałam ich szczególne wrażliwości. Teraz, po 40 latach, jestem tak przesiąknięta meksykańskim sposobem bycia, że wróciwszy do Polski
    musiałabym się przystosowywać na nowo.

  365. Tobermory
    2 marca o godz. 16:40

    Myślę, że Gospodarz blogu ma pełną swobodę do podawania wszelkich wiadomości , w sposób jaki sam uznaje za właściwy.
    I oczywiście korespondencja jaką otrzymał – była korespondencją prywatną. W jaki sposób korzysta się z niej, decyduje jedynie adresat. A innym nic do tego…

  366. Tysiąc wierszy o sadzeniu grochu, ani tysiąc wierszy o machaniu smyczkiem … bla, bla, bla …

  367. @Tobermory 16:40
    Jeżeli córka @Stachu zastrzegła sobie prywatność, to oczywiście nie mam prawa domagać się ujawnienia jej listu. Z tych paru jej zdań zacytowanych przez @Tanakę dowiedziałam się, że umarł spokojnie, pogodzony ze śmiercią. Może mówił o sobie coś, z czym mógłby (chciałby?) się z nami podzielić. O jakiś akt oskarżenia Go nie podejrzewam, bo Jego ostatnie słowa na blogu były dla wszystkich przyjazne.

  368. Ewa-Joanna
    2 marca o godz. 13:13
    Mam jeszcze z pół kilo tego żelaza – zapomniałam zostawić na wyspie, a w „kantorku” wymieniają jedynie papiery. To na wypadek, gdyby mi się zachciało kiedyś do Australii 😉

  369. kruk
    2 marca o godz. 17:01

    do pewnego stopnia potrafię to zrozumieć.
    Mając kulturowe zaplecze „kresów”, musiałem się odnaleźć w kulturowym miksie „ziem wyzyskanych”, a potem w jeszcze innych środowiskach.
    Znajomość języka i możliwość pracy z pewnością ułatwiają asymilację.
    Ja też nie mam teraz łatwo w odnajdywaniu się wśród ludzi z kresów. Szczególnie z powodu ich przywiązania do krk.
    Jeżeli będziesz miała na to ochotę, napisz więcej na ten temat.

  370. kruk
    2 marca o godz. 17:14

    O jakiś akt oskarżenia Go nie podejrzewam, bo Jego ostatnie słowa na blogu były dla wszystkich przyjazne.

    W pewnym momencie pisał, że Blog stanowi dla Niego duże wsparcie w chorobie.
    To były piękne słowa.
    Przy wszystkich wadach i niedoskonałościach, pokazuje to, że Blog jest dużą wartością dla wielu osób.
    Dobrze byłoby to docenić, nie wymuszając „jednomyślności”.

  371. @Szary Kot 16:41
    Nie mogę w tej chwili zająć się panoramicznym obrazem Meksyku. Powiem Ci tylko, że to, co donosi prasa jest tylko wycinkiem rzeczywistości. Miliony ludzi, wśród nich ja, prowadzą normalne życie, troski i radości są takie jak wszędzie. Są miejsca, gdzie życie może być koszmarne, ale tego się nie widzi tkwiąc wśród klasy średniej. Obok mojego osiedla jest jeszcze tzw. pueblo, czyli wioska, którą wchłonęło miasto. Chodzimy tam z mężem na targ po owoce i widzimy ludzi uśmiechniętych, życzliwych. Pueblo wygląda biednie ale w tym kraju skromny styl życia może iść w parze z niezłymi dochodami. Ludzie lubią tu imprezować i puszczać fajerwerki. Meksykanie należą do najszczęśliwszych narodów świata.
    Może przyszłe tematy dadzą mi okazję do opowiedzenia więcej.

  372. wujaszek wania
    2 marca o godz. 17:26
    kruk
    2 marca o godz. 17:14

    Poruszenie tej kwestii odebrałem również w inny sposób: jako wyraz pewnej demokratyczności tego bloga, na pewno większej, niż np. EP. W tym sensie, że tam jest Znane Nazwisko i reszta. Nie wiem, kim jest w realu Tanaka i nic mu w ten sposób nie odbieram, ale tu jest bardziej na zasadzie: panie kerowniku, zimno jest, czego tak zimno, palicie wy tam w ogóle?

  373. Alicja-Irena 2 marca o godz. 11:23

    Bardzo dziekuje za obszerne wyjasnienie. Dosc mnie intrygowalo. Potem foto zabralas a mialem zamiar zrobic print na papier. Pomoca geometrii wykreslnej zobaczyc co za blad. Z perspektywy(foto) mozna odtworzyc wymiary. Tyle mojego idiotycznego pytania.

    Bez licytacji A-I. Widzialem wielopokoleniowe rodziny, co caly rok mieszkaja na trawniku(???). Jedyny dobytek mieli w wozku supermarket. Jak padalo, przykrywali siebie pod pokrowce PVC, wozek byl za maszt plachty. Mnie to uniemozliwia zwiedzanie „exotyki”. W Anatolii widzialem raz przypadkiem taka biede, co nie umiem opisac. Musialem zjechac z szosy. W Anatolii krawezniki sa metr wysokie. To jak dziura i moske na horyzoncie, trzeba zjechac na polna droge do moske. Nastepna moze 20km dalej. Przestalem jezdzic z plnEuropy.

    Nie wiem A-I, moze to jest rozwiazanie:

    https://www.technologyreview.com/s/612924/bill-gates-explains-why-we-should-all-be-optimists/

    Ja kupuje kozy albo osiol w/do Afryka..

    pzdr i dziekuje, Seleukos

  374. wujaszek wania
    2 marca o godz. 16:38
    Znakomita biografia i polecam wszystkie inne, które wyszły spod pióra Mariusza Urbanka, na przykład „Waldorff. Ostatni baron peerelu” oraz „Brzechwa.Nie dla dzieci”.

  375. kruk
    2 marca o godz. 17:36

    Dziękuję!

    basia.n
    2 marca o godz. 16:54

    Właśnie to robię 🙂

  376. Kruk,
    u nas tylko negatywy się słyszy o Meksyku, bo sporo Kanadyjczyków jeździ zimą do Meksyku, zwykle do tych turystycznych miejscowości i zdarzało się, że zostali okradzeni, zdarzyły się też jakieś morderstwa.
    Ja byłam w Meksyku tylko raz (1986) i wspominam to bardzo ciepło (u nas był grudzień, zima – niczego!). Pojechaliśmy samochodem, wjazd od Nuevo Laredo, obraliśmy kierunek na Monterrey i tak kolebaliśmy się, w zamiarze mając Veracruz, ale dotarliśmy tylko do Tampico.
    Z powodu paskudnej jakości benzyny (niby jakość, najpierwsza, ale…) musieliśmy zawrócić, bo samochód rzęził okrutnie, a była to nowiutka (ale już lekutko przejechana) honda civic. Zaraz za granicą po zatankowaniu wskoczyła na swoje tory. W Tampico mieszkaliśmy w hotelu na rynku..około północy (a była to Wigilia) rozległ się stukot szpilek (tak tam elegantki chodzą w szpilkach jak w Polsce!) i innych butów, całe miasto zdążało na pasterkę. Poszliśmy i my. Było uroczyście, a nasz sześciolatek uzbierał wór cukierków, z czego wnioskuję, że to taki zwyczaj, dzieci na pasterce dostają cukierki.
    Poza tym cóż powiedzieć, szalenie sympatyczni ludzie, a my wzbudzaliśmy zainteresowanie, bo tam się raczej nie widuje turystów „na piechotę samochodem”. Przynajmniej myśmy nie widzieli. Mój mąż pamięta, że w Monterrey zatrzymaliśmy się przy jakimś banku, żeby wymienić pieniądze. Ale, jak w dawnych latach bywało w Polsce, przy wejściu warowali cinkciarze i zaproponowali lepszą wymianę. Chłop zostawił mnie i dziecko, a sam udał się z cinkciarzami w ciemny zaułek, aby dokonać stosownej wymiany.
    I dokonał. Teraz wspominając ten fakt dziwi się, że tak bez zastanowienia poszedł…To nie było w centrum, tylko gdzieś na obrzeżach miasta, więc można było deliberować, iść czy nie, ale widocznie nie czuł żadnego zagrożenia. Podobał mi się ten Meksyk „off the road”, chociaż bieda aż piszczała tu i tam, było egzotycznie.
    Acha, i lokalni chłopcy za kilka zielonych pilnowali nam samochodu na parkingu całą noc – sami zaproponowali 😉 

  377. kruk
    2 marca o godz. 15:42

    Nasuwa mi się natomiast pytanie dlaczego @Tanaka nie opublikował całego listu córki Stachu po Jego śmierci, tak jak zrobil to red.Kowalczyk z listem syna @anumlika. Mogę być nadmiernie podejrzliwa ale to przemilczenie mnie intryguje.

    Nie istnieje żaden „list córki Stacha” do blogowiczów. Co było do przekazania, dokładnie zostało przekazane.

    Zdecydowanie wystarczy Twoich pomówień, insynuacji, krętactw i złej woli, które nadzwyczaj licznymi i obfitymi nawrotami wzmożeń na blog wrzucasz. Ośmieliłaś się jeszcze postać Stacha i jego córki wmanewrować w swoje jadowite produkcje.
    Faktycznie: nadmierność podejrzliwości w Tobie kipi. To się nazywa zła wola.

    Nie jestem jednak entuzjastką takich porachunków, szkoda na nie czasu.

    Jesteś zawziętą entuzjastką porachunków, co obłudnie skrywasz.
    @ Pombocek, z nadzwyczajną kurtuacją, nazywa Cię kołtunem, dokładnie uzasadniając powody.

    „Nasuwające się pytanie”, dopełnione tezą o istnieniu listu do blogowiczów, teza o „przemilczeniu” przeze mnie jego treści, a więc jakiegoś haniebnego odmówienia córce Stacha wypowiedzenia tego, czego sobie życzyła w tak specjalnej sytuacji, wraz z wynikającą z tego tezą, że „przemilczałem” – bo z pewnością powiedziała coś dla mnie czy kogoś jeszcze, niewygodnego – to przykłady Twoich stałych metod zachowania na blogu, w jednym i krótkim wpisie.
    Kopy Twoich innych pomówień, krętactw i kłamstw, których historia sięga daleko wstecz, są na blogu pieniście obecne.

    moderator bloga zarzucił mu kiedyś braki w wykształceniu podstawowym (ja wtedy zareagowałam oburzeniem).

    „Moderator” nic nie zarzucił, tylko stwierdził fakt: masz ewidentne braki – co do wiedzy, co do postawy wobec faktów, co do zasady nieuprawiania notorycznych wredności. Twoje oburzenie jest zaś skutkiem ujawnienia Twojej obłudy. Samo w sobie jest obłudne.

    Udajesz się, na własną usilną prośbę, na przyzwoity urlop w celu poratowania blogowego zdrowia. Mam życzenie nie widzieć Cię z powrotem wcześniej, aż Ci się zdrowie odpowiednio poprawi i wrócisz pozytywnie odmieniona, ku wielkiej radości bloga.

  378. Gekko
    2 marca o godz. 16:23
    …że uciekł aż do Meksyku.
    …ale w końcu wrócił…

  379. wujaszek wania
    2 marca o godz. 11:32
    czy wolno tu jeszcze mieć własne zdanie?
    Oto jest pytanie.
    Łaska pańska na pstrym koniu jeździ.
    W Internecie nic nie ginie
    To fakt.

  380. Tanaka
    2 marca o godz. 18:09

    Niestety, pod politurą zobaczyłem nieuleczalną, jadowitą zaczepność, choć pewnie widzianą przez damę w lustrze nie jako jadowitość, lecz dążenie do prawdy – takie właśnie kołtuńskie jak z tym listem. Po prostu trafiła, biedna, nie w swoju tariełku. Cześć jej dobremu samopoczuciu.

    Żyję w wiośnie, Tanako, a dziś na przystani – lód (rano było minus 4). Przystań jest płytka, więc woda szybko się nagrzewa i szybko chłodzi. Czyli robiłem dziś za lodołamacz. Przy moim końcowym nabrzeżu, gdzie spuszczam okręt, była wąziutka rynna bez lodu. Wychodziłem tak, że prawą ręką odpychałem się od nabrzeża, a lewą tłukłem wiosłem lód. No i się z bożą pomocą wyszło. Gorzej było z powrotem z powodu niedużego, ale jednak wiatru. Musiałem trochę potłuc lodu, żeby się odwrócić i wchodzić do mojego porciku rufą, trzymając się nabrzeża. Dobrze, że nie zapomniałem przez zimę, gdzie dziób, gdzie rufa.

    Jezioro, oczywiście nie było zamarznięte. Sprawdzałem wodę. Niestety, za ciepła, żeby zaczynać zimowe kąpiele. I tak może przepękam do drewnianej koszulki, udając, że się bardzo do tych zimowych kąpieli palę. Jak to Wałęsa mówił? Chciałem, ale mi nie dali?

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6663848522056686417/6663848520734144210?authkey=CKz9nPS7_rXqeA

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6663855694166430914

  381. Stopy wody pod kilem, wbocku 😉

  382. wbocek
    2 marca o godz. 19:15

    Patrząc na to szkło lodowe, zdaje mi się, że dałbyś radę i bez tłuczenia wiosłem. Mocna jazda w przód i łamiesz lód pod sobą, acz przy obrocie już pewnie bez łamania wiosłem się nie da – za mała energia kinetyczna.
    Przyjemnie chrzęści 🙂

    Patrząc z kolei na filmik zastanowiło mnie, co robisz z całym uzbrojeniem okrętu. Rozumiem – kadłub w ććinach, ale co z masztem, żaglami, co z kapokiem i resztą drobnicy?
    Polak-katolik wszystko ukradnie – mój sąsiad właśnie, prewencyjnie, wykopał dziś naręcza wypuszczających się spod ziemi tulipanów. Od lat mu kradną, a on ciągle wierzył w czlowieka, koleś. Aż dziś stracił wiarę w katolika i postanowił tulipany zabrać do skrzynek na balkonie.
    U bosmana trzymasz, bo chyba z tym majdanem nie rowerujesz w te i we wte?
    Właśnie, jak prawidłowo pisać: we wte, czy wewte? Nos mówi: we wte, skoro:w te, ale wewta mi się całkiem podoba, przez ciągłość wyrazu ma jakąś akuratną urodę.

  383. Alicja-Irena
    2 marca o godz. 20:05

    Stopy wody pod kilem, wbocku

    O – i to się nadaje do prasy!, jak powtarzał kelner: już ryją pod Mierzeją Wiślaną, żeby była akurat stopa wody pod kilem tych okrętów floty wojennej, co to będą z przerycia do Ruskich strzelać. A jak bozia da, to może jakiś kilowaty stateczek przez rozrycie przejdzie.

  384. Tanaka
    2 marca o godz. 20:09

    Tanako, zewnętrzny złodziej ma utrudnioną sprawę, bo nie bardzo jest co kraść. Worki po nawozach, leszczynowy kij w roli masztu, rurki pcv, kapok własnej roboty z twardego styropianiu? Nadgryzione z obu stron przez uderzenia wiosło? Wprawdzie zapasowe mam cenniejsze, ale żeby do okrętu w ćcinowym garażu dojść, trzeba mieć gołe nogi po sam tyłek lub rybackie gumiaki. Przez dwa lata miałem pokrowiec przykrywający tylko kokpit, przez to kwitnące ćciny tak mi brudziły okręt, że odechciało mi się myć i zrobiłem z worków po nawozach pokrowiec na cały okręt. Dziś go wypróbowałem – gro i bucy. Tylko zapomniałem fotkę pstryknąć.

    Wszystko trzymam w okręcie. Zimą jest przewrócony do góry dudą na lądzie, w sezonie – w wodnym garażu w ćcinach.

    W tym miejscu prywaciarz, do którego należy teren sąsiadujący z przystanią WOPR, zamierza zrobić prywatną przystań. Na razie ogrodził teren na lądzie. Słyszałem, że załatwia papierki i idzie mu jak po grudzie. A ja garażuję właściwie na jego terenie. W tamtym roku z nim gadałem. Pozwolił spokojnie garażować, nawet z pewnym uznaniem dla mojej nietypowej samoróbki.

    Tanako, „w te i we w te” jest żartem, nie wiem, czy nie powstałym z takiego żartowania: „we w środę”, „we w czwartek”.

  385. Alicja-Irena
    2 marca o godz. 20:05

    Dziękuję, Alicjo. Dałbym Ci kilo krówek, bo kupiłem dwa, ale dopiero myślę o teleportele. Sądzę, że jak doczekam szczęśliwie drewnianej koszulki, będę się teleportować do znudzenia. Co najmniej parę milionów lat.

  386. Alicja-Irena
    2 marca o godz. 20:05

    Ojej, Alicjo, o najważniejszym zapomniałem. Marynarze i łodziarze mówią: „Kilo stopy pod wodą”. Może by bardziej pasowało do Mierzei.

  387. Tanaka
    2 marca o godz. 20:09

    Tanako, nie mogłem brać jak lodołamacz, bo z przodu miałem opuszczony miecz. Z góry łatwo było lód łamać, ale nie jestem pewien, czy poziomo prędzej delikatny miecz by wytrzymał, czy prędzej delikatny lód.

  388. Moja ulubiona łajba…obecnie zmierza ku wybrzeżom Portugalii, wracając z Rejsu Stulecia. Powtórka z Lizbony 🙂
    https://photos.app.goo.gl/eW3rNJUaeVR39LCs5

  389. 37°13’47.34″N
    Szerokość geograficzna

    28°20’46.38″W
    Długość geograficzna

    9.1 kn (mile morskie)
    Prędkość względem dna

  390. Właściwie to jest Rejs Niepodległości – dookoła świata. Powrót do portu macierzystego w Gdyni przewidziany jest na koniec marca.
    Nie udało mi się zamustrować, to trakcja dla młodzieży, a nie emerytek 🙁

  391. Alicja-Irena
    2 marca o godz. 21:38

    Pokład całkiem równy, przeszkód dla emerytek nie widać, widać natomiast liczne pomoce naukowe: sznury do pilnowania, by emerytka nie fiknęła, oraz szalupę, by w razie potrzeby – fiknęła do środka. 🙂

  392. wbocek
    2 marca o godz. 21:22

    Aaaaa.., właśnie! Lodołamacz ma dziób podcięty, Twój okręt ma odwrotnie: róg długi, cętkowany, kręty. I delikatny jak pupa putta.

  393. Tanaka,
    emerytka śmigała po wantach niejeden raz, dałaby radę! Ten pokład nie jest tak prosto wypoziomowany, jak się zdaje, schodzi lekko, bardzo lekko ku środkowi fregaty. Co do roboty, to jako płatny VIP jedynie nadzorowałam brasowanie i te inne sprawy. Moja znajoma, młódka, też płacąca za rejs, chciała być z młodzieżą i uczestniczyć w zajęciach, wachta wypada jedna (4 godziny) na dobę, ale zazwyczaj intensywna. Emocje są, kiedy rozpoczynają się regaty, w klasie Daru jest siostrzany Mir i zawsze zaciekle walczą – raz wygrywa jeden, raz drugi, a w mniejszej klasie zazwyczaj Fryderyk Chopin.
    Ech, bywało…
    Tylko na ten rejs szczególny zabierano przede wszystkim młodzież z Uniwersytetu Morskiego w Gdyni (dawniej Akademia Morska), a jeśli chodzi o gości, to jest tam kilka kajut i tym razem różni ważniacy dojnej zmiany się do tego dorwali 👿 Ciekawa jestem, kto za nich płacił…
    A niech ta, ja już się powoziłam kilka razy Darem, to „daruję”. Za dojnej zmiany zmieniło się wszystko, tylko bosmanowie zostali jeszcze, a cała załoga stała z kapitanem włącznie została wymieniona. Poza tym szokiem dla mnie była wiadomość, że zamustrowano na stałe kapelana, bo „młodzież prosiła”, oni są bardzo religijni…no i kapelan urządza im msze pod pokładem, wyobraźcie sobie. Bardzo wątpię, czy młodzież jest aż tak religijna, być może ten rocznik, ale podobnych „tryndów” w ubiegłych latach nie zauważyłam. Młodzież zachowywała się całkiem młodzieżowo i nie wierzę w ich nadmierną religijność. Oni tam mają co robić, zwłaszcza na wachtach i kiedy fregata sunie pod żaglami.

  394. Alicja-Irena
    2 marca o godz. 22:57

    Pokład równy, a czy zgadza się z poziomicą, to inna sprawa. Musi być spływ. W zasadzie – na wodę. Ale są też przypadki niewodne. Więc spływ i do tego jest.
    Ta młodzież to ma jakoś nierówno. Najpierw była Szkoła Morska, potem Wyższa Szkoła Morska, dalej Akademia Morska teraz ten Uniwersytet. To jak obywatel ma na imię?

    Czyli, że kapitan z załogą jest teraz kapitanem odpowiednio dobrze dojącym? Też bym chętnie wpadł w szok na wiadomość, że żaglowiec ma etatowego kapelana. Nawet przez chwilę się spróbowałem poszokować, ale jakoś mi słabo poszło. Załóż najgorszą, najbardziej absurdalną, najbardziej chorą wersję czegokolwiek, dojna zmiana pisoidów z biskupami wszystko to pobije i człowiekowi głupio, że nie umie sobie wyobrazić odpowiednio okazałej korupcji.
    Tyko czemu msze pod pokładem, skoro katolik ma przykaz, żeby dawać świadectwo? Pod pokładem mało widać.

  395. @Alicja-Irena
    Czuje się pasję jak się ciebie czyta piszącą o Darze.
    To musiało być piękne przeżycie, chociaż mi wystarczy czytanie. 🙂
    Widziałam replikę statku kapitana Cooka i jak sobie wyobraziłam, że oni na tej łupince przez te oceany, to dreszcz mnie przeszedł.
    https://www.abc.net.au/news/image/2668398-3×2-700×467.jpg
    https://www.abc.net.au/news/image/10677136-3×2-700×467.jpg
    Mieli silne parcie na szwendanie, prawie jak ponbocek! 🙂

  396. Ja pływałam za czasów znakomitego kapitana żeglugi wielkiej, Artura Króla, onego czasu najmłodszego komendanta (bo w czasie rejsu to komendant). Bodaj w drugim moim rejsie obchodziliśmy jego czterdziestkę. Ja tak z boku obserwowałam…bardzo profesjonalny i jak trzeba było, to młodzież pogonił, był surowy i wymagający. Ale chodziło o to, żeby młodzież czegoś nauczyć, przede wszystkim dyscypliny i pracy zespołowej. Na statku nie można niczego zostawić przypadkowi. Dla mnie wspaniała przygoda. I jak się dowiedziałam, każdy może popłynąć Darem, oczywiście za odpowiednią opłatą. Ja wybierałam 2-tygodniowe wyprawy od portu do portu, który mi pasował. Nie zdążyłam zrobić z Lizbony do Kadyksu 🙁
    Czemu pod pokładem te msze? Bo tam jest sporo miejsca, a pokład dosyć mały na to, żeby ściągnąć wszystkich, którzy mają (muszą?) w tych nabożeństwach uczestniczyć.
    http://pl2018.org/
    Artur Król wykładał też na Akademii Morskiej nawigację, a tak w ogóle to miał dwa doktoraty. Dar Młodzieży to była jego perełka i marzenie życia. Pożegnaliśmy się w Lizbonie, jak się okazało – na zawsze. Znakomity człowiek.

  397. @A-I
    zobaczyłam tego w fioletowej kiecce i od razu mi się odechciało oglądać dalej. Brrr!

  398. @ wujaszek wania

    2 marca o godz. 17:09
    Tysiąc wierszy o sadzeniu grochu, ani tysiąc wierszy o machaniu smyczkiem … bla, bla, bla …
    2 marca o godz. 17:26
    Dobrze byłoby to docenić, nie wymuszając „jednomyślności”.

    To jak to rozumieć? Dla mnie są to wypowiedzi sprzeczne, bo z jednej strony nie podoba ci się machanie smyczkiem bla bla bla a z drugiej zarzucasz wymuszanie jednomyślności.
    Z obu wypowiedzi mogę wywnioskować, że jedynie tobie odpowiadająca jednomyślność jest akceptowalna. Bo jeżeli uważasz, że się mylę, to podaj mi choć jeden przykład wymuszania jednomyślności.

  399. Ewa-Joanna
    3 marca o godz. 0:03
    Masz rację, to była wspaniała przygoda. Namówiła mnie na to „wariactwo” moja nieżyjąca już przyjaciółka ze Szczecina, pisarka Monika Szwaja. Ona się już z nimi woziła wcześniej i była zaprzyjaźniona, ale mnie długo namawiać nie musiała. Każdy z was zakochałby się w Białej Fregacie, a już zwłaszcza, jak sunie pod żaglami, których w porcie się nie stawia, bo manewry cumowania lub wyjścia w morze są zbyt skomplikowane. No i zwłaszcza, jak się w nocy człowiek wyłoży na pokładzie pod żaglami…Fantastyczna sprawa. Odbyłam tylko 3 takie rejsy 🙁
    Poznałam wspaniałych ludzi z załogi, teraz rozpoznałam zaledwie dwóch bosmanów (na obecnym rejsie), nie ma starej ferajny 🙁
    Nie jest to tania zabawa, 150euro/doba, ale warta każdych pieniędzy, dla mnie dochodzi „dolot” i „odlot” do portu, bom zza Wielkiej Kałuży. Raz spotkałam na rejsie małżeństwo polsko-amerykańskie (młodzi ludzie), którzy wylicytowali 2 tygodnie na Darze Młodzieży w licytacji WOŚP. Byli zachwyceni i też biegali po wantach 🙂
    Jak kogoś interesuje…dużo tego, opisy z boku. Temperatura nie schodziła poniżej +42c
    To był mój przedostatni rejs, ale bardzo ulubiony, że tak powiem. Tam też pożegnałam się z Komendantem Arturem Królem 🙁
    https://photos.app.goo.gl/Jth4h9VrJexiGsBc6

  400. Dziennik pokładowy…jak nie zadziała, to za jakiś czas będzie działał, nie działa, kiedy Jerz bawi sie w wireless, a to psiakość łykend…
    Za chwilę będę na Teneryfie i miałam taką nadzieję, że jak Dar płynąć w tamtą, zawitał, to tak będzie wracał, ale z rozkładu jazdy się nie zanosi. 🙁 Trudno, uchaha, trudno… 🙁
    Od razu zaznaczam, że dziennik pokładowy jest nudny, ale pisałam go dla siebie. Kogo ciekawi tez ten świat i dołączone przeze mnie fotki, zapraszam.
    http://aalicja.dyns.cx/news/Dziennik_pokladowy.Dar-2011.html

  401. Ewa-Joanna
    3 marca o godz. 0:25
    Mnie to zwisa i powiewa, za „moich czasów” nie było tych kościelnych na Darze. Cokolwiek jest teraz – też to nie jest już moja łajba, ale słowo Ci daję, że kiedy pływałam (2011-2013) nigdy tam nie było żadnych takich kościelnych.
    https://www.youtube.com/watch?v=1vWnc-ALSGo

  402. @E-J zapytała tu kogoś jakie szanse na ponowne wybranie na prezydenta tej amerykańskiej kanali. No to użyje to jako pretekst i pochwałę sie, że dzisiaj byłam a wiecu ka dydata demokratów z poprzednich wyborów Berniego Sandersa. Jeśli ktoś może wygrać w końcowej rozgrywce z obecnym prezydentem to właśnie on. Praktycznie sami młodzi byli sami młodzi, a on mówi jak Lenin w 1917 i to wzbudza entuzjazm o tych co są rozentuzjomowani. U innych nie wzbudza bo strasza, ze chce wprowadzic socjalizm taki jak na Kubie i w Wenezueli. Największy kłopot ze taki stary. Niby w dobrej formie, ale każdego dnia może coś się wydarzyc.
    @szary kot, tzw. sąsiedni blog ma zupełnie nie wtracajacego się do dyskusji autora wiec nie ma żadnej presji autorytetu, o której wspominasz.
    Nierzadko jest on okladany za przeszłość , która dla mnie jest przyzwoita a dla wielu piszących nie. Ale on nie podejmuje dyskusji . Taka wybrał formule.

  403. Alicja-Irena

    Mnie urzekła, Alicjo, Twoja fascynacja, „Dar” znacznie mniej. Jako marynarz w duchu z bożego naznaczenia mam do statków stosunek rzeczowy i tylko dwa razy w życiu byłem na nich jako pasażer na godzinnych przejażdżkach, a nie jako etatowy członek załogi. Nie cierpię być zbędnym dodatkiem do statku – muszę mieć etatową funkcję…tfu!…musiałem. Na statku muszę być u siebie, a nie jako gość.

    Nigdy nie chciałem być żeglarzem. Współczesne żeglarstwo odbierałem i odbieram jako atrapę zawodu, choć, oczywiście morze jest naturalnym morzem bez względu na to, czy pływa po nim atrapa czy zawodowiec. Owszem, w młodości bardzo mocno przeżywałem żeglowanie w epoce odkrywców, ale wtedy żeglarstwo było zawodem. Napatrzyłem się z bliska na parę naszych żaglowców z „Darem Pomorza” na pierwszym miejscu, na żaglowce z całego świata w relacjach z regat i starczy. Natomiast bardzo uważam ludzi z taką jak Twoja pasją. Nie tylko dlatego, że ta pasja jest mi bliska, ale głównie dlatego, że pasjonaci to ludzie z biglem i charakterem.

    Więc z uważania dla Twojej pasji Alicjo miałbym uwagę metodyczną. To moja prywatna uwaga nie pretendująca do uniwersalności, ale wzięta przecież nie z powietrza.

    Od pewnego czasu zaczęło się na blogu dzielenie się fotkowymi dokonaniami. Piękna sprawa. Z drobnym zastrzeżeniem. Otóż nie raz i nie pięć pojawiały się uwagi co do nadmiernej długości tekstów, którymi sam czasem grzeszę. Te uwagi są sensowne z tego powodu, że blog to nie uniwersytet ani kościół do słuchania kazań, lecz miejsce do gadania. Lepiej przedstawić krótko jeden problem, który przyciągnie uwagę i zachęci do wypowiedzi, niż dziesięć problemów w jednym długim spiczu, w czasie którego można się zniechęcić do czytania, a może nawet zasnąć. Podobnie, sądzę, jest z fotkami. Na kilku fotkach można się skupić i przeżyć, kilkadziesiąt – raczej tylko przelecieć lotem błyskawicy. Lub zrezygnować z obfitości w połowie. Rozumiem szczere intencje autora – czym chata bogata – podzielenia się bogactwem swoich przeżyć, ale odbiorca i tak tych przeżyć nie przeżyje – może się skupić i przeżyć wybrane ciekawostki czy problemy. Uważam więc, że autor powinien przemyśleć i przygotować pokaz, a nie rzucać jak leci. Ja tak mam, że z dużą ciekawością przyglądam się skromnym ilościowo materiałom, w których są jakieś myśli i które można przeżyć, a nie przelecieć. Ale mówię tylko o sobie. Jeśli ktoś ma inaczej – też będzie zbawiony. Tak mi dopomóż bóg Neptun i Prozerpina jego.

    Alicjo, zasługą Twoją jest, że odkryłaś mi, że pisowata zaraza włazła nawet tam, gdzie ją odbieram jak okropnie obrzydliwy wrzód na dudzie, nawet kiedy wrzód ma na imię Agata. Brrr, ależ to potrafi zbrzydzić choćby na czas oglądania fotek całą okołomorską estetykę. A jeszcze ta fioletowa persona non grata brzuchata. Dokładnie podzielam odczucia Ewy-Joanny.

    W sumie było co oglądać. Dziękuję, marynarko Alicjo.

  404. Ewa-Joanna
    3 marca o godz. 0:39

    Naprawdę nie potrafisz rozróżnić pomiędzy różnorodnością tematów, a jednomyślnością poglądów i opinii?

    podaj mi choć jeden przykład wymuszania jednomyślności.

    Proszę uprzejmie:

    Tanaka
    2 marca o godz. 18:09

    Tylko stosu brak :devil:

  405. Tanaka
    2 marca o godz. 18:09

    Kto walczy z potworami, powinien się strzec, by walka nie uczyniła go jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć w ciebie.
    Friedrich Wilhelm Nietzsche

    Stanowczo zbyt długo walczysz z zamordystami z Krk, biskupie @Tanako 🙁

  406. Alicja-Irena, 3 marca o godz. 2:04

    Bylem w Stockholm na jeden z polskich pelnorejowych (full-rigged), w porcie, kiedy moje dzieci byly male. Chyba Dar Mlodziezy, nie pamietam, druga polowa 80ych. W Norwegii sa dwa pelnorejowe. Christian Radich i Sørlandet. Statsraad Lehmkuhl jest bark. Najczesciej wszystkie biora udzial w The Tall Ships Races. Ktory widzialas (dziennik ???) trudno zgadnac.

    https://www.bing.com/images/search?q=Christian+Radich&FORM=HDRSC2

    https://www.bing.com/images/search?q=s%c3%b8rlandet+ship&qpvt=s%c3%b8rlandet+ship&FORM=IGRE

    https://www.bing.com/images/search?q=statsraad+lehmkuhl+tall+ship&qpvt=statsraad+lehmkuhl+tall+ship&FORM=IGRE

    Ja 2001, Stavanger-W.Owcze-Stavanger, starboard side, before the mast, with godspeed on

    https://www.radich.no/en/

    Gwarantowane, rejs bez xiundzow. Wg starych skand obserwacji, wyrzucenie za burte takiego, zwiaksza szybkosc znacznie. Wystrzegaja gagatki tego, wykazujac brak empatii dla pozostalej zalogi. Oczywiscie dzis potwierdzone badaniami modelowymi w basenach i modelami matematycznymi. Szybkosc kadluba wypornosciowego jest 1,34x(Lwl^1/2), co znaczy dwa kadluby tej samej dlugosci, bez xunca jest szybszy, bo lzejszy. Dziwne jest, nie obejmuje mniszek. Duzo miejsca jest na badania, nawet noblowskie, chocby alternatywne. W tej sprawie.

    pzdr Seleukos, przy kaffce

  407. Przy drugiej kaffce

    To byl powod dlaczego jeden Krzysiek malo nie „zgubil” Hameryki. Tyle mial talatajstwa czarnego na pokladach, plynal, plynal, plynal i nie mogl doplynac. Zamiast kolejno za burte.

    pzdr S

  408. wujaszek wania
    3 marca o godz. 7:28

    To gdzie to wymuszanie jednomyślności? Człowieku, Ty tak samo jak tak dama: wskazujesz jakiś adres, a Ty blogowy TWA się domyślaj, kto i co tam mieszka. Kiedy stawiasz zarzut, przedstaw zarzut i materiał, który niby ma go dokumentować z TWOJĄ interpretacją, a nie wykręcaj się adresem, bo interpretacje mogą być różne. Robisz to samo, co robiła rzeczona i 404: kopiowały wpis, który im się WYDAWAŁ dowodem, wklejały i szlus – ani jednego własnego słowa interpretacji.

    Poza tym niesamodzielne z Ciebie intelektualnie dziecko, skoro się cytatami podpierasz, w dodatku ni przypiął, ni wypiął, jak chodzi o kaliber sprawy. Sam z kolei, jako nieustający – podobnie jak rzeczona i 404 – co rusz mający za złe, a mimo to masochistycznie tu bywający, też podpadasz pod swój cytat jako walczący z potworem Tanaką. Wielu bywa tu okazjonalnie krytycznych, ale może mów wyraźnie i otwarcie, czyją opinię wyrażasz słowami: „Stanowczo zbyt długo walczysz z zamordystami z Krk, biskupie @Tanako”. Bo na pewno nie moją. Może zapomniałeś, że to blog ateistów. Mnie tematów ateistycznych, czyli krytycznych w sprawach religii i Kościoła, brakuje, a nie że ich za dużo. Właśnie dla nich odkryłem sobie ten blog.

  409. @wujaszek wania
    3 marca o godz. 7:28
    Dałam sobie czas na przemyślenie tego postu Tanaki, bo w pierwszym kopie pomyślałam, że może się zapędził.
    Jednak NIE i miał wszelkie prawo uczynić tak jak uczynił. Od długiego już czasu k..k obrzuca Tanakę różnego rodzaju pomówieniami, zarzutami i czyni to przy byle okazji. Sama przyznała się, że Tanaki nie lubi, więc na zasadzie kto chce psa uderzyć to kij znajdzie, ogryza go i ogryza z zapałem godnym lepszej sprawy. Jest małostkowa i złośliwa, często stosując dość podłe zagrania, jak choćby w tym ostatnim przypadku.
    Czym jej mowa różni się od pisowskiej mowy – trawy? Tylko większą finezją wyrazu, ale przekaz jest podobny.
    Ty, widzę coraz wyraźniej, hołubić zaczynasz podobne zachowanie szukając koalicjantów i usiłując tworzyć grupy opozycyjne do Tanaki.
    To nie tak.
    Jeżeli oburzasz się na coś co spotkało ciebie, jeżeli czujesz się urażony, to daj takie same prawo innym.
    Tanaka długo był cierpliwy, bo on dba o blog. Ale blog istnieje dzięki Tanace, bo to on odpowiada przed Polityką za treści tu publikowane.
    Weźmiesz tę odpowiedzialność na siebie?
    K..k może na blog wrócić jak przemyśli swoje podejście, nikt jej tego prawa nie odbiera.

  410. Ewa-Joanna
    3 marca o godz. 0:03

    Racja! Do plywania w dawnych czasach takimi żaglówkami po oceanach trzeba było mieć nielichą odwagę. Bez całej elektroniki a ze zwykłym kompasem i ustalaniem pozycji wedle gwiazd. Bez meteo, radarów, radia, nawigacji satelitarej, echosondy i całej reszty. Choć i dziś pływanie w takiej korupce na sztormowym oceanie to też dla niestrachliwych.
    Inna rzecz, że Cooka napędzała też żądza zysku i pewnie obowiązek królewski, nie tylko czysta pasja poznania.

  411. @Tanaka
    3 marca o godz. 8:40
    I co mu z tego przyszło? Zjedli go w końcu i tyle. A teraz biedne dzieci w Australii muszą się o tym uczyć. 🙂

  412. Ewa-Joanna
    3 marca o godz. 8:43

    Wrzuciłem oko do wiki, a tam o Jamesie Cook’u takie smakowite podsumowanie:
    „Sporządzone przez Cooka mapy zmieniły wyobrażenie o zarysach lądów i mórz. Doniosłe znaczenie miało również stwierdzenie możliwości kolonizacji Australii„. [podkr. moje]
    Jak to słodko brzmi: doniosłość znaczenia możliwości kolonizacji !

    Czy w ogóle możemy sobie wyobrazić świat, ktory nie zostałby skolonizowany przez parę europejskich krajów, które na tym zrobiły zawrotne kariery, a ich klasy posiadające dorobiły się gigantycznych bogactw na skolonizowanych?
    James Cook był drobnym bidokiem, dzięki armii, ściślej – Admiralicji, szybko piął się w górę. Miał wielkie zasługi!
    I taki przewrotny finał: skończył w garnku, z panierką! Czy nie wystawiono już o nim jakiejś porządnej opery?

    jako dziecię szkolne, w klasie bodaj siódmej, zostałem fachowym kucharzem. dzięki przedmiotowi ZPT, co pewnie pamiętasz: Zajęcia Praktyczo-Techniczne. Pani od ZPT wyuczyła zgraję piłkarzy tajników sztuki kucharskiej – za pomocą smażenia śledzia, a klasowe specjalistki od grania w gumę wyuczyła używania śrubokręta. Koedukacja, rownouprawnienie i socjalistyczna Ojczyzna!
    To czy w Australii dzieci uczą się smażyć Jamesa Cooka?

  413. Tanaka

    Tanako, wyrzuć z łaski swojej wpis powyżej tego, bo tamten się skursywił nie wiem nawet jak. więc rezygnuję całkiem z kursywy – wystarczą cudzysłowy.

    wbocek
    3 marca o godz. 9:51
    wujaszek wania
    3 marca o godz. 7:28

    Jeszcze o ostatniej sprawie. Pisze bohaterka wpisu Tanaki z wczoraj o godz. 18.09:

    „Nasuwa mi się natomiast pytanie dlaczego @Tanaka nie opublikował całego listu córki Stachu po Jego śmierci, tak jak zrobil to red.Kowalczyk z listem syna @anumlika”.

    Tanaka odpowiada: „Nie istnieje żaden „list córki Stacha” do blogowiczów”.

    A ja dopowiem: Z całej treści wpisu syna anumlika Mateusza wynika jasno, że był przeznaczony do publikacji. Oto początek jego wpisu: „Mam zaszczyt pisać w miejscu, w którym mój tata (…)”. Poza tym, syn anumlika w tekście zwraca się wprost do uczestników blogu.

    Rzeczona jest po prostu leniem gadającym z głowy i niechlujem niefrasobliwie traktującym nawet rzeczy dokumentarne, których nie raczy sprawdzić przed napisaniem o nich, kiedy się na nie powołuje. A jej krętacze interpretacje i imputowania to wręcz specjalność zakładu. Czasem bywały to karalne naruszania dóbr osobistych. Jej ostatnie takie generalne (nie mówię o jej infantylnych syczeniach pod Tanaki i moim adresem): „O ile dobrze go zrozumiałam nadzieję na grzeczne traktowanie na blogu mieli porzucić “religianci”.

    Wyobraź sobie prywatną firmę, o której jakaś wścieklica pisze taką insynuację. Jak więc miałby odebrać takie słowa autor, gospodarz, dyspozytor blogu i ateistyczni jego uczestnicy – że tu się odbywa jakiś zamknięty lub co najmniej niechętny dla gości sabat ateistycznych czarownic, a nie otwarta ateistyczna krytyka Kościoła i religii?

    Niedaleko od niej się ulokowałeś, bo nie od dziś zauważyłem Twoje ogólnikowe krytyki nie poparte żadną analizą konkretnych krytykowanych wpisów. Na poziomie ogólników można się przekomarzać do uchachanej śmierci. No poziomie konkretów – też, kiedy jest różnica w znajomości tematu i umiejętności myślenia oraz zła wola, ale wtedy bystry obserwator łatwo zauważy, która strona wie, o czym mówi, a która sprzeciwia się dla samego sprzeciwu, bo coś sobie na początku ubzdurała i jej bytność na blogu polega na stałym eksploatowaniu tych ubzdurań.

  414. chyba intuicja, przeczucie? Rzadko zaglądam tu zaglądam a okazuje się w chwilach ważnych, czasem przełomowych (tak było w czasie niebezpieczeństwa likwidacji blogu), teraz znajduję smutną wieść o śmierci @Stachu39. Darzyłam człowieka piszącego pod tym nickiem sympatią, mimo że tylko raz lub dwa wymieniliśmy między sobą opinie i nie jestem do końca pewna czy zgadzaliśmy się w temacie. Czytałam także kilka Jego komentarzy z przyjemnością jaką znajdujemy obcując z osobą wysokiej klasy. Wiem że śmierć oznaczała jednocześnie koniec cierpienia w tym duchowego ,ale myślę że wyrażę uczucia wszystkich którzy go znali – chciałbym, chcielibyśmy żeby ciągle pisał tu swoje komentarze.

  415. żabka konająca
    3 marca o godz. 10:03

    Choroba Stacha zjawiła się nagle, jesienią, pewnymi objawami, zauważonymi na blogu. Postawiono bardzo szybko diagnozę.Kiedy o niej napisał, wydawało się, że może jednak zostanie z nami dłużej.Stało się niestety inaczej…
    Ogromna szkoda…

  416. wujaszek wania
    3 marca o godz. 7:31

    Tanaka
    2 marca o godz. 18:09

    „Kto walczy z potworami, powinien się strzec, by walka nie uczyniła go jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć w ciebie.”
    Friedrich Wilhelm Nietzsche

    Stanowczo zbyt długo walczysz z zamordystami z Krk, biskupie @Tanako

    * * *

    Z podziękowaniem za sugestię, czy też ostrzeżenie przed potworami.
    Teraz będzie trudniej, uważaj:
    Jak masz sprawę, powiedz o sprawie. Myślami z własnej głowy. Za które sam bierzesz odpowiedzialność i wystawiasz je na ogląd, oklaski, ziewanie lub krytykę.
    Coś mówisz – zgaduję – o sprawie nie bez znaczenia, skoro już mówisz. Podpierasz się jednak cytatem, który jest świetny. Tak świetny jak każdy inny świetny i słuszny cytat, jak i każde przysłowie, co jest mądrością ludu.
    Najlepsze jest przysłowie góralskie: bedzie pogoda, abo i nie bedzie. Zawsze działa!

    Cytacik też dobry i ma tą zaletę, że jest obrotowy. Działa tak samo wobec wygłaszającego. Mówisz: Stanowczo zbyt długo walczysz z zamordystami z Krk, biskupie @Tanako
    Znasz się więc na tym ile jest za krótko, akuratnie długo, a ile z długo i do tego stanowczo. Znasz się i na tym, kiedy jest walka, a kiedy jej nie ma. Znaczy, sam się mianowałeś biskupem.

    Teraz, uważaj, będzie jeszcze trudniej:
    Ja mam bardziej luksusowo. Nie musialem sam się na biskupa awansować, a zostałem awansowany. Rozumiesz, to jak u tych ślicznych pierwszych chrześcijan: głosowali i wybierali sobie sami biskupa.
    Pierwsi chrześcijanie, ci śliczni i apetyczni, do których Kościół kat ciągle tęskni i chciałby powrócić do tamtych stosunków, więc tak bardzo chce, że mu sie za diabła nie udaje – się skończyli. A skończyli się wtedy, gdy się biskupi sami zaczęli wybierać, olewając ludność chrześcijańską.
    Bardzo więc zgrabną demonstracyjkę tu wykonałeś, jak działa biskup Kościoła kat.
    I dałeś drugą demonstracyjkę: że cytacik o potworach jest obrotowy, jak każdy śliczny cytacik.

    Gdybyś zaś poważnej mówił i z własnej powaznej głowy, bez pudła doszedłbyś i do tego, że aby móc żyć w niejakiej demokracji i niejakiej, półmniemanej wolności od Kościoła kat, musieli być jacyś tacy, co spędzili miliony i miliardy roboczogodzin na myśleniu, badaniu, odkrywaniu istoty religii; istnienia i działania zamordystów Kościoła kat. I – obowiązkowym – działaniu, by zamordyzm mógł sie kiedyś skończyć.

    Tak działa biskup Kościoła kat: skrywa się za cytacikami. Brak mu bowiem myśli własnych, autentycznych i poważnych i brak mu odwagi. Dlatego jest biskupem.

  417. żabka konająca
    3 marca o godz. 10:03

    Oczywiście, szkoda, że życie Stacha się skończyło i szkoda, że już go na blogu nie ma.
    Mówisz, że nie jesteś pewna, czy się „zgadzaliście w temacie”. To wrażenie na blogu szersze. Bowiem taka niepewności co do zgody dotyczyła tego, czy Stachu wyrażał własne przemyślenia i przekonania co do istoty religii i jej oddziaływania na człowieka, czy też mówił jako psychiatra, co nie jest tożsame. Psychiatra ma bowiem zadanie: łagodzić, pocieszać, dawać ulgę pacjentowi. Ta dwoistość dawała na blogu pewien asumpt do nieporozumień, tego, co nazywasz „niepewnością zgadzania się w temacie”. Z czasem, to i owo bardziej się klarowało, choć pewnie długo jeszcze – i z poznawczym pożytkiem – byłoby co wyjaśniać, badać, klarować.
    I z tego punktu widzenia szkoda, że Stacha już nie ma, bowiem kwestie na głębszych poziomach, włącznie z medycznymi i psychiatryczymi, są kotwicowiskami religii.

  418. Pamiętam – może niedokładnie – taką opinię jednego z blogowiczów – @Tanaka odbiera nam możliwość napisania czegoś rozsądnego…
    To było dawno, a obecnie widzę jak łatwo stracić ludzki szacunek przez stronniczość, subiektywizm a może zwykły brak zdolności działania w zespole. Nie posądzam @Tanaki o złe intencje ponieważ poznałam go jako człowieka mądrego i prostolinijnego, teraz myślę że redagowanie i czuwanie nad całością LA przerosło go. Być może uwikłany jest w byłe przyjaźnie stąd przedkładanie interesów wybranych osób nad innych. Smutne jest miejsce do którego doszłam czytając kiedy @Tanaka ruga i jak podejrzewam skazuje na niebyt jedną z koleżanek, akurat jej komentarze opisujące Meksyk wydały mi się ciekawe a opinie o tamtejszej ludności pokrywały się z moim podziwem dla radości życia Latynosów. Mam nadzieje że źle odczytałam zamiary gospodarza blogu i że @kruk będzie jeszcze komentować.
    Tanaka, muszę to napisać – bardzo złe wrażenie robi twoje osobiste zaangażowanie się w spory pomiędzy blogowiczami, brak obiektywizmu, niegodne roli którą tu pełnisz. Szkoda tym bardziej, że akurat wcześniej wspominano zmarłego kolegę, który za życia na pewno nie pochwalał takiej formy dialogu pomiędzy dorosłymi ludźmi.

  419. zapomniałam dodać – dobranoc, co oznacza że nie będę teraz odpowiadać na ewentualne odpowiedzi.

  420. @Tanaka
    3 marca o godz. 9:36

    W Australii chyba w nikłym stopniu naucza się historii. Nie pamiętam, kto mi tę informację sprzedał, ale temu bym się nie dziwił. „Skąd pochodzimy?” Japończycy sobie z tym dają radę, ale ich historia – od czasów, gdy byli odrzutkami – jest znacznie dłuższa.

  421. seleuk|os|
    3 marca o godz. 7:38
    Christian Radich i Sorlandet – moje ulubione (szczególnie Christian!), są dość charaktrystyczne, oczywiście byłam na pokładach obu, bo uczestnicy Tall Ship Races mają specjalne przepustki i w portach mogą się szlajać po wszystkich pokładach bez wystawania w kolejkach i tak dalej.

  422. @bubekró
    3 marca o godz. 11:20
    Historia Australii zaczyna się od kapitana Cooka.

  423. @żabka konająca
    3 marca o godz. 11:07

    I po co tworzysz następne mity?

  424. Zdumiewa mnie, że wykształceni ludzi nie mają pojęcia o tym, że są jakieś cywilizowane reguły rozmawiania, na przykład: nie paplanie ogólnikami, które są nieweryfikowalne, lecz stawianie konkretnych, udokumentowanych zarzutów, nie snucie własnych, tendencyjnych domysłów, lecz rzeczowe wnioskowanie z faktów w krytykowanej wypowiedzi lub wypowiedziach, prezentowanie krytykowanych fragmentów i wskazywanie, co w nich jest niesłusznego zdaniem krytyka.

    Właśnie zaprodukowała się kolejna zamorska z pustymi ogólnikami w obronie zbanowanej:

    „Smutne jest miejsce do którego doszłam czytając kiedy @Tanaka ruga i jak podejrzewam skazuje na niebyt jedną z koleżanek, akurat jej komentarze opisujące Meksyk wydały mi się ciekawe a opinie o tamtejszej ludności pokrywały się z moim podziwem dla radości życia Latynosów”.

    Opisy Meksyku były powodem zbanowania???!!! Może wypadałoby się pierw nauczyć mówić, nim się zacznie w jednym zdaniu umieszczać nie mające ze sobą nic wspólnego treści. Oczywiście, zamorska dama ma do powiedzenia same ogólniki i ani słowa o krętactwach, kłamstw, insynuacjach, imputowaniach, które były przyczyną zbanowania. Zresztą sama na tym blogu była identyczną jak zbanowana niezmordowaną recenzentką.

    Popatrzmy dokładniej na jej powyższy wpis.

    „Nie posądzam @Tanaki o złe intencje”

    A oto jak konkretnie wygląda jej nieposądzanie:

    „widzę jak łatwo stracić ludzki szacunek przez stronniczość, subiektywizm a może zwykły brak zdolności działania w zespole”

    „myślę że redagowanie i czuwanie nad całością LA przerosło go

    „Być może uwikłany jest w byłe przyjaźnie stąd przedkładanie interesów wybranych osób nad innych.

    „Tanaka, muszę to napisać – bardzo złe wrażenie robi twoje osobiste zaangażowanie się w spory pomiędzy blogowiczami, brak obiektywizmu, niegodne roli którą tu pełnisz”

    Mało tego – na koniec ta zamorska recenzentka w swoim nieposądzaniu nie omieszkała podeprzeć się w swojej recenzji zmarłym. Oto słowo zamorskie i kołtuńskie.

  425. @Ewa-Joanna
    3 marca o godz. 12:13

    A potem jest wielka dziura 🙂

  426. @bubekró
    3 marca o godz. 12:38
    A potem był angielski pierdel.

  427. bubekró
    3 marca o godz. 11:20
    Ewa-Joanna
    3 marca o godz. 12:13

    Może dlatego Australijczyk to ma klawe życie?
    Taka historia Polski – tysiąc i pięćdziesiąt lat. I sama męka, a słońca mało.

  428. wbocek
    3 marca o godz. 12:25

    Odpowiedziałbym onej @żabce, kiedyś chętnie tu bywającej, pytając o konkret jej zarzutów i może też grzecznie zapytując o to dlaczego daje fałszywe świadectwo imputując mi – i blogowi – związek miedzy opowiastkami o Meksyku pomawiaczki @kruk, a moim wpisem jednoznacznie opisującym powody reakcji?

    Ale nie odpowiem, ponieważ @żabka konająca już skonała, oświadczając dobranoc i że nie odpowie na reakcję. Co mnie nie dziwi – nic innego nie zdoła odpowiedzieć niż dalej krętaczyć i pomawiać.
    Sama o sobie dała świadectwo, a Ty rzecz ująłeś trafnie, dzięki czemu sam się mogę zająć tym, co jest do zrobienia: nowym wstępniakiem.

  429. Tanaka
    Pewnie nie potrzebujesz wsparcia,ale co tam.Nie wydaje mi się, aby Tanaka stracił czyjkolwiek szacunek. Być może niektórzy od dawna* mieli za złe*_cokolwiek zrobił, było nie tak.
    Absolutnie nic go nie przerosło, świetnie czuwa nad całością i jest obiektywny.Interesy wybranych osób?A gdzie to widać?
    Osobiste zaangażowanie w spory?Cóż, trudno przejść obojętnie wobec takich insynuacji?Czy niepopieranie niemądrych opinii jest przedkładaniem czyichkolwiek interesów?
    A poza tym bardzo lubię całe TWA.I co ja na to poradzę ? (czymkolwiek jest)
    wbocku, nie krzycz na mnie bojam się Ciebie.

  430. Szanowni!

    Stachu39 pozostanie na blogu, jest jego częścią. Żegnając się z nim, przechodzimy do tego, co się zbliża, całkiem jak Pan Jezus, tylko on się nie może zbliżyć w tym zbliżaniu: nowego wstępniaka.
    Właśnie odbyła się rzecz poważna: światowa konferencja papieża Franciszka o konieczności zwalczenia pedofili w Kościele kat. On na poważnie, to i blog na poważnie.
    Zapraszam do czytania i dyskutowania.

  431. zuzanna51
    3 marca o godz. 13:31

    A nie bojasz się być od tego zaliczona do fantazmatycznego TWA?
    A tak ogólnie, bądź pochwalona i (częściej) blogowstąpiona.