Głodno i do wiosny daleko

Przeczytałam wywiad z p. dr hab. Gdulą (współzałożyciel partii Wiosna), w niedawnej Polityce. I mnie dusi. Szanowny panie Gdula, zakładam, że czytelnicy Polityki to osoby obyte w świecie, mające wyrobiony światopogląd. Przykro patrzeć na serwowane tezy, chyba nieprzemyślane.

Poniżej fragmenty, z moim kąśliwym, przyznaję, komentarzem. Fragmenty mogą nie być po kolei.

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1782454,1,rozmowa-z-socjologiem-dr-hab-maciejem-gdula-wspolzalozycielem-i-autorem-nazwy-partii-wiosna.read

—-

Gdula: Nie wystarczy być na nie. Musi być jakieś tak. I Biedroń owo tak oferuje. Jest nastawiony na współpracę. Jeśli jako społeczeństwo chcemy się zmierzyć z największymi problemami współczesności, sprostać wyzwaniom ekonomicznym czy ekologicznym, to musimy ze sobą współpracować.

Ja: Odkrycie Ameryki w puszce. A w dodatku Biedroń oferuje tak. Co Pan rozumie poprzez „Jeśli jako społeczeństwo chcemy się zmierzyć z największymi problemami współczesności” doprawdy uważa Pan, że w dzisiejszej Polsce a) stanowimy społeczeństwo i b) rzeczone społeczeństwo „chce” się zmierzyć z „największymi problemami współczesności”? (jakimi? Bo, zadmę górnolotnie, Ojczyzna wzywa, a nie jakoweś problemy współczesności) Bardzo się cieszę, że Biedroń jest nastawiony na współpracę, może będzie koalicja z PO (o ile ta wejdzie do Sejmu rzecz jasna).

—-

Gdula: Możemy przecież na nowo pomyśleć o relacjach między nami. To jest pociągające w Biedroniu, a nie to, że dobrze mówi i wygląda.

Ja: Pociągające w Biedroniu jest to, że możemy przecież pomyśleć o relacjach między nami. Czy Pan słyszy co Pan pisze?

—-

Polityka: Jego aparycji nie lekceważyłabym. Jest przeciwieństwem standardowego polskiego polityka. Biedroń jest po prostu ładny.

Gdula: Biedroń jest świetny w występach publicznych i kontakcie z ludźmi, ale przekonuje do siebie nie dlatego, że jest perfekcjonistą i nie popełnia najmniejszych błędów. Jego siłą jest nowa energia i pomysł na Polskę.

Ja: Odpowiedź nie na temat panie dr hab. Owszem, Biedroń jest przystojny. Podziwiam ten ładny wtręt o perfekcjonizmie (no to jest perfekcjonistą i nie popełnia a mimo to nie dlatego przekonuje? Tak, wyzłośliwiam się)

A „jego siłą jest nowa energia i pomysł na Polskę.” Rozczuliłam się, naprawdę.

—-

Gdula: Pamiętam rozmowę (w ramach innych badań) z rolniczką na Mazurach, pytaliśmy o niejedzenie mięsa. Spodziewaliśmy się, że nam tu zaraz pojedzie z obroną schabowego, polskości itd. A ona: no tak, są tacy, co nie jedzą mięsa, może ja też nie powinnam, to byłabym trochę chudsza.

Ja: Panie dr hab., z takim uprzedzeniem i nastawieniem „spodziewaliśmy się”, „pojedzie” „nam tu” podchodzicie do ludzi i badań socjologicznych? Oooo. Ciekawa rzecz z socjologami w dzisiejszych czasach, jakoś wyczucia brak (temu co w ministry poszedł też, a pewna pani Jadwiga nie popisuje się lotnością). Nie wiem, czy dociera do Pana wielopoziomowa niestosowność powyższego cytatu. Ale Biedroń oferuje tak, może rolniczka (i pozostali) na was zagłosuje.

—-

Gdula: W obecnej kulturze, w szczególności w Polsce, ale też w innych krajach Zachodu, gdzie autorytarni liderzy mają duży posłuch, rzeczywiście jest coraz mniej miejsca dla tzw. zwykłych ludzi, czyli pracowników fizycznych. Wszyscy mają być fajnymi, wykształconymi, mobilnymi jednostkami, a nie zawsze są. Kurczy się obszar dla wartości wyznawanych przez wielu ludzi, dla ich sposobu życia – wystarczy spojrzeć choćby na reklamy.

Ja: Gdzież to ach gdzież w tych innych krajach Zachodu autorytarni liderzy mają duży posłuch? We Włoszech może? Bo Węgier do Zachodu nie zaliczę (debatable anyway). A poza tym? Płytkie generalizacje (jakież to są te „wartości wyznawane przez wielu ludzi”? Jakich, katolików, muzułmanów, protestantów, liberałów, demokratów, nacjonalistów, populistów, ateistów) w reklamowym sosie. Wyrównał Pan te „inne kraje Zachodu” do jednego poziomu i stawia tezę o dużym posłuchu. Przy okazji, a) widział Pan kiedyś „zwykłego człowieka”? Bo jakoś nikt, ale to nikt, przypuszczam, się za takiego nie uważa b) pracownikiem fizycznym może być Ukrainka z tytułami wyższych uczelni albo student Polak na zmywaku. Znowu brak wrażliwości.

Czy Kaczyński w Polsce ma rzeczywiście duży posłuch? Bo ja widzę obrzydłe karierowiczostwo w najbliższym i nieco dalszym otoczeniu, i duży opór społeczny (protesty przeciw miesięcznicom i obrona sądów chociażby) Gdyby miał taki posłuch to małe miasta ok. 20 000 mieszkańców nie dałyby PiSowi batów w ostatnich wyborach samorządowych.

—-

Gdula: W całej zachodniej Europie elity zupełnie urwały się reszcie. Żyją według innych reguł. Mają wystarczające zasoby, by nie przejmować się standardem publicznej edukacji czy ochrony zdrowia. Tymczasem żyjemy po rewolucji francuskiej, wszyscy jesteśmy równi, wszyscy jesteśmy obywatelami.

Ja: (odgłos uderzenia czołem o biurko) Co za kocopoły Pan opowiada.

—-

Gdula: Widzę tu do pewnego stopnia konflikt między nowymi a starymi elitami. Nowa sfera publiczna jest o wiele bardziej gorąca, szybka. Kiedyś partia to była ideologia, struktura, tożsamość, historia, a dzisiaj – kogo przyciągnie Kaczyński, a kogo przekona Biedroń. Tak się po prostu dzieje. Z tym koniem nie można się kopać.

Ja: jw. To partia to nie jest już ideologia? Nie? PiS to nie spójny przekaz (nawet dnia), struktura i tożsamość, elektorat? Mogę być w mylnym błędzie. Ta gorąca i szybka sfera publiczna (cokolwiek to jest) chyba myśli. Chyba. Przecież chodzi (jeśli chodzi) na wybory i wybiera. Pozostaje do dyskusji czy Kaczyński aktualnie może kogokolwiek przyciągnąć poza zabetonowanym elektoratem jaki ma. Co to te nowe elity, mógłby Pan szerzej? Mogłabym tak dalej przez pół godziny, panie dr hab.

—-

Gdula: Biedroń działa przez rozbudzenie nadziei i budowanie relacji między ludźmi.

Ja: (serduszka w oczach)

—-

Gdula: Mam wrażenie, że gdybym nie wszedł do polityki, byłoby to nie fair. Miałem spory wpływ na przekaz partii i na jej program. Jeżeli wierzę we współpracę, to muszę wierzyć też we współpracę z Biedroniem.

Ja: Krygujemy się, krygujemy. I „muszę wierzyć” brzmi jakby Pan sam siebie zapewniał.

Przykro czytać w „Polityce” taką zawartość papierka po cukierku, trochę Pan targetu chyba nie docenił. Ślizganie się po banałach, nowomowa z naukowym zadęciem, pustosłowie, generalizacje, sorry, not sorry.

—-

Jestem pełna podziwu dla dr hab. Zastanawiam się też nad sobą, czy a) już jestem tak cyniczna, że ładny Biedroń wraz z dr hab. do mnie nie trafia b) czy przypadkiem dr hab. nie wstawia głodnych kawałków a może ja nie dorastam do ww. głębi?

Pozostaję elektoratem nieprzekonanym.

Nefer