Dwie Wieże. Ciśnień

Ciągle jest licho, ale robi się coraz ciekawiej. Temperatura wzrasta i ciśnienie rośnie.

Dzieci zwykle bardzo ciągnie do odwiedzania ogrodów zoologicznych. Z dorosłymi jest podobnie. To też dzieci, tylko trochę większe w rozmiarze. Wielu – całkiem zdziecinniałych. Taki ogród to ogród marzeń: co chwilę odkrycia, pełna egzotyka świata zwierząt, a dziecko się ze zwierzęciem świetnie rozumie. Różnice są mocno niepewne.
Ogród dziwów wywołuje mnóstwo fantastycznych doznań i napełnia radością spotkania z naszymi kuzynami w ewolucji oraz daje poczucie poznania, które uruchamia w nas pasje do zgłębiania tajemnic świata. Zwykle jednak wśród tych radości trafiamy w takie miejsce, które nas zasmuca, szokuje i odpycha: jakieś nadęte, krzywo patrzące lub mające odruch sieroctwa zwierzę, osowiałe albo przeciwnie – ciągle agresywnie miota się w żelaznej klatce. Ciasnej, ciemnej i brudnej. Mało kto ma dla niego współczucie, większość się go boi i podejrzewa, że słusznie siedzi w tej żelaznej izolatce.

I oto mamy demonstrację takiej postaci w klatce. Długo krążyliśmy po różnych ścieżkach, ale w końcu zabrnęliśmy do mrocznego kąta i widzimy to exemplum. Postać dobrotliwa, a złośliwa. Serdeczna niby, a mściwa. Rączkę podająca, a nienawistna. Postać mikra, a strasznie nadęta, schowana w krzakach, a trzęsąca wszystkim. Postać niby skromna, a pełna pychy. Taka prawdomówna, że bez pomówień dnia nie wytrzyma. Poczciwa, a chytra. Miły dziadzio, a zestarzały kawaler co w głowę niezawodnie zdzieli. Strateg co planuje 5 ruchów do przodu, które okazują się ruchami do tyłu.
Państwowiec, co się dla Ojczyzny darmo poświęca, bo przecież byłby wziętym warszawskim radcą prawnym. Jest dowód – ma doktorat!

W tych swoich zapiekłościach, nienawiściach, ślepocie i zamordyzmie – smutny w sumie, żałosny i śmieszny na sposób gorzki. Mniemany Napoleon, którym nigdy nie zostanie, mniemany zbawca ojczyzny, który sobą kazi i ośmiesza tak pojęcie zbawcy jak i tą swoją ojczyznę. Miota się, macha pulchnymi rączkami i nóżkami i spluwa, a widać, że nie wewnętrzne życie nim powoduje, a wiatry, których ciśnienie tak z niego uchodzi.

* * *

W „taśmach Kaczyńskiego”, które się dopiero zaczynają rozwijać, wiele można znaleźć i jest co analizować, a przede wszystkim, można zobaczyć wyłaniający się całkiem nieźle obraz całej tej nędznej postaci, jej zasad, rozumowania, środowiska mentalnego i moralnego w jakim się tapla oraz horyzontów.
Wiele jest już i więcej jeszcze będzie na temat komentarzy oraz interesujących opinii. Pozostawiając pewnie na później szersze uwagi, chcę tu się skupić na kilku wybranych aspektach tego, czego się z taśm dowiadujemy, choć niekoniecznie wprost.

Sama idea tych dwóch wielkich wież jest odstręczająco próżna: pomnik i maus-oleum jednocześnie, dwóch braci zlepionych w jedno oraz machina do zarabiania wielkich pieniędzy niby z daleka od polityki i w czystym biznesie, a wśród mętów i realnie po to, by móc obchodzić prawo i pieniądze te w sprawach politycznych móc wykorzystywać. Hipokryzja czystej wody. I na ten pomnik hipokryzji cała Warszawa, codziennie, ma się patrzeć. I w cieniu jego przebywać. Niech się zaziębi i złapie bakcyla od chorego.

Bardzo ciekawe pod względem administracyjnym, architektonicznym, wreszcie i w perspektywie karnoprawnej jest to, że inwestycja Srebrna ma określone parametry: składa się z dwóch wież mających 190 metrów wysokości. Jest projekt obiektu – w każdym razie taki termin się pojawia, widzimy wizualizację kształtu, rozczłonkowania brył, proporcje, pewne detale i wysokości. Z tego już można wyprowadzić wnioski następne: tyle i i tyle kondygnacji, każda kondygnacja ma tyle i tyle metrów powierzchni zarabiającej, tu będą parkingi i będzie określona ilość miejsc przeliczona na powierzchnię zarabiającą. Razem – tyle metrów kwadratowych w budynku. I już można sobie liczyć pieniądze: tyle wydamy, a taką kasę będziemy mieć w postaci zysku. A więc mnóstwo przesądzeń, od których świecą się nam z pożądania oczka. Trump Tower niby w Ameryce, ale co tam za biznesy, Trump to blady Rysiek – Warszawa i Srebrna to prawdziwe życie!
Trump jest cieniem siebie – co widzimy, zaś prawdziwy Trump to Kaczyński. Wiecznie żywy w dodatku dzięki Srebrnej, bo Trump to już trup. No, za chwilę. Teraz Ameryka będzie usiłowała skusić Polskę dwoma miliardami dolarów na założenie polskiej bazy wojskowej w USA, Kaczyński będzie siedział za wielkim biurkiem Zbawcy Narodu, zaś Trump będzie dookoła biurka skakał i się bardzo łasił do Zbawcy.

I wszystko już bardzo ślicznie, ale jest kłopot: inwestycja na Srebrnej nie ma nawet „wuzetki”, nie mówiąc o pozwoleniu na budowę. Co to takiego „wuzetka”? Jak to co – ciastko! Nawet znacznie lepsze od takiego z cukierni. Ciastko na miarę 300 milionów euro na te dwie wieże, a następnie tłuste zyski. Wuzetka to bowiem zestaw parametrów techniczno-architektonicznych, wymogów i uwarunkowań dla inwestycji. Wuzetki robi się wtedy, gdy nie ma miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, czyli popularnie mówiąc – planów urbanistycznych. Plany takie powinny być, bo są one – co do zasady – przejrzystym i demokratycznie sformułowanym dokumentem, publicznie przedyskutowanym i publicznie dostępnym dla każdego. W istocie stanowią zapis polityki materialnego rozwoju miasta. Powinny być spójne między sobą oraz obejmować duże tereny – najlepiej całe miasto, co pozwala mieszkańcom zobaczyć Warszawę w szerokiej perspektywie rozwoju i w długiej perspektywie czasowej. To zaś pozwala warszawiakom mieć wpływ na kształt i sens własnego miasta. Pozwala to każdemu przełożyć politykę rozwoju miasta na własne życie. Zobaczyć siebie w mieście, ocenić, na ile mi się to podoba, gdzie widzę problemy i wyprowadzić wnioski dla własnego życia. Wartość takich spójnych planów jest trudna do przecenienia.

Wuzetka zaś, to dokument dotyczący wyłącznie danego miejsca inwestycyjnego i danego inwestora, w tym przypadku projektu „Srebrna”. Sporządza się ją wtedy, gdy nie ma planu urbanistycznego. Czyli: nie wiadomo co wynika z planu bo go nie ma, więc tworzy się zapisy partykularne, dotyczące wyłącznie jednego punktu w mieście. Ryzyko, że konkretne zapisy w wuzetce powstaną pod dyktando inwestora jest poważne. Praktyka w Polsce jest nieraz taka – i jest to niezwykle naganne oraz fatalne – że celowo nie robi się planów miejscowych właśnie po to by móc mieć wolną rękę we wpisywaniu do wuzetki tego, co się miło dla zainteresowanych skończy.

Zatem – nie ma nawet wuzetki, ale już wiadomo, jakie są różne parametry Dwóch Wież. Dlaczego akurat 190 metrów? Nie 220, nie 160, nie 90 albo nie siedem pięter? Skąd wiadomo, że będą mogły być dwie wieże, a nie trzy, albo jedna, nie prostokątne a okrągłe i tak dalej? Skąd wiadomo, że urząd miasta stołecznego wydając wuzetkę na coś takiego właśnie się zgodzi? Że takie kształty, taka wysokość i inne parametry zabudowy zostaną zaakceptowane przez środowisko urbanistów i architektów Warszawy – wrażliwe na jej kształt przestrzenny, krajobraz, relacje pomiędzy znaczącymi elementami krajobrazu urbanistycznego, funkcjonalność, pojemności i tak dalej?

Oczywiście, można próbować antycypować, można sięgać do różnych opracowań, partykularnych zaleceń, wizji, ogólnego studium miasta, ale to wszystko osobno i razem to nie jest wiążąca inwestora wuzetka. Dopiero ona ma moc formalną i jest podstawą do sporządzenia wszystkich szczegółowych projektów oraz uzyskania pozwolenia na budowę.

Tymczasem Kaczyński stwierdza coś takiego, że jak nie wygramy wyborów w Warszawie, to tej inwestycji nie zbudujemy. Innymi słowy, sugeruje niemal bez możliwości jakiejkolwiek innej interpretacji, że jak PiS (czyli „nie byle jaki Jaki” – używając patentu słownego prof. Woleńskiego) wygra wybory, to choćby ten projekt Srebrnej był w niezgodzie z zasadami, wymaganiami koniecznymi i racjonalnymi; działającymi dotąd uchwałami Rady Miasta – czyli prawem lokalnym; z opiniami urbanistów, środowiska architektów, opiniami mieszkańców, obliczeniami, analizami i praktyką, w tym dobrymi praktykami kształtowania miasta, to się zrobi, wymusi wszystko, by było to i tak, jak w rozmowach na taśmach Kaczyńskiego jest przedstawiane. Albo jeszcze bardziej.
Czy to jest cokolwiek innego niż korupcja moralna i korupcja materialna w najczystszej postaci?

Widać teraz wyraziście, jak ważne jest to, że PiS ze swoim Jakim nie wygrali wyborów w Warszawie. Równolegle coraz ciekawsze są wydarzenia w komisji reprywatyzayjnej Jakiego. Z przesłuchania świadka – prawnika związanego z prywatyzajcą, wyłania się mocno zbieżny z wymową taśm obraz środowiska PiSu. Zaś na ile Trzaskowski okaże się dobrym gospodarzem miasta, to jeszcze inna sprawa.

Nie mniej interesująca jest rola prezesa „unarodowionego” banku Pekao SA. Bank, nie mając formalnie pojęcia o inwestycji, bo z braku wuzetki, ale i innych dokumentów – w tym studium wykonalności (ekonomicznej) inwestycji, a do studium konieczna jest wiedza o ustalonych w wuzetce wymaganiach i warunkach – już deklaruje finansowanie fantazyjnej inwestycji, w dodatku na niespotykanie korzystnych, dla niespotykanie niedoświadczonego inwestora, warunkach.

Pierwsza reakcja pisoidów na taśmy była taka, że pokazują one Kaczyńskiego w znakomitym, wzorcowym wręcz świetle. Nie słychać, by używał brzydkich wyrazów, nie unosi się gniewem, nie namawia do łamania prawa. Zapewne na tych taśmach, a jak można się spodziewać będą kolejne, nie będzie słychać jak Kaczyński przeklina i jak się unosi, bo on na to za ciężki. Co do całej reszty mroczności – to sprawa dokładniejszego wniknięcia w sens tego co mówi i jak mówi.
Przede wszystkim zaś widać z mocą to, że taśmy całkowicie zaprzeczają wszystkiemu czym on i jego janczary od lat karmią Polaków. Już to bystrzy obserwatorzy zauważyli – mafijność w pełnej krasie. Po to trzeba unarodowić wszystko, obsadzić wszystko swojakami i aparatczykami, po to zlepić przedsiębiorstwa rynkowe z rządem, rząd z partią, partię z Narodem, a Kościół kat. sam już lgnie i do takiego Narodu i do takiej partii; partię zaś z fundacjami, te zaś z interesami, by było to, co się z taśm Kaczyńskiego wyłania.

To „wstawanie z kolan” jest sloganem wyłącznie po to w nieskończoność powtarzanym, by rzucić suwerena na kolana w państwie przez PiS ukradzionym. Taką Polskę na dekady szykuje, sił nie szczędząc i darmo – Kaczyński Jarosław. Niech ciśnienie rośnie i niech rozsadzi Kaczyńskiego z jego pisoidami i ich Polską.

Tanaka