Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

5.01.2019
sobota

Sfera nieracjonalna

5 stycznia 2019, sobota,

Witajcie wszyscy na ateistycznym blogu w 2019 roku.
Dobra zmiana zadbała, abyśmy się w ubiegłym roku nie nudzili. Tematów do dyskusji nie zabrakło, o czym świadczyły ubiegłoroczne teksty naszych autorów.
I tak odkładałem to moje pisanie z chwili na chwilę, bo jakże to pisać o rzeczach jakby nieaktualnych,  mało obecnych i mało istotnych w naszym życiu . A za takie zawsze uważałem przesądy czy zabobony.

Cóż, nie ma chyba człowieka, nawet bardzo racjonalnie myślącego, który się z nimi nie spotkał. Przesądy głoszone w naszym otoczeniu, czasami nawet przez osoby bardzo bliskie. Wszak rodzina to  najlepsze i najszybsze źródło informacji z otoczenia, w tym tych najbardziej absurdalnych.

Osobiście jestem na nie odporny. Przynajmniej ja tak uważam. Nie reaguję strachem na widok czarnego kota przebiegającego mi drogę. Nie boję się 13-go, szczególnie tego piątkowego. Dawno temu przestałem bać się beboka* czyhającego w ciemnościach na dzieci, czy też utopka* łapiącego za nogi wchodzących do nieznanej wody i topiącego nieostrożnych wątpiących. 
Na wszelki wypadek nie przechodzę pod rozstawioną drabiną. Nie z powodu przesądu. To już wynik  osobistego doświadczenia. Widziałem spadającego  z wrzaskiem elektryka, kiedy źle postawiona na betonowej posadzce drabina, wyśliznęła mu się spod nóg. W pierwszych chwili nawet wesoło to wyglądało.

Chociaż – przyznam się – w latach 70-ch ub. wieku stosowałem się do zasady nierobienia sobie zdjęć przed lotami. W środowisku chodziła opinia, że takie zdjęcie mogło być ostatnim zrobionym za życia pilota. Była to bujda, a prawda bardzo prozaiczna. Ówczesna, socjalistyczna władza dbała o to, aby obywatele nie robili sobie fotek w zbyt wielu miejscach. Starsi blogowicze pamiętają pewno tabliczki z przekreślonym na czerwono aparatem fotograficznym. Wisiały sobie licznie na rozmaitych budynkach (np. dworce kolejowe, urzędy, komisariaty itp.) czy obiektach np. mostach i wiaduktach, że o jednostkach wojskowych nie wspomnę. Według tej władzy, fotografia lotnicza mogła pomóc wrogom Ojczyzny. Pilnowano więc, aby piloci nie wozili ze sobą aparatów fotograficznych. Lipny przesąd posłużył władzy do walki z potencjalnym szpiegostwem. Mam także inny dowód na nieprawdziwość takiego przesądu. Gdzieś tam w domu mam archiwalny egzemplarz „Skrzydlatej Polski”, gdzie na okładce czasopisma widnieję w kabinie szybowca Bocian wraz z moim uczniem. To było zdjęcie przedlotowe. I chociaż minęło prawie 40 lat, ja nadal żyję. Uczeń ,chyba też. Czyli to nie działa.

Cóż więc  sprowokowało mnie do napisania o przesądach? Wszystko przez radiowe wywiady z prominentami naszego życia politycznego. Otóż, pod koniec lipca ubiegłego roku,  szef centrali OPZZ przyznał się na antenie, że jest przesądny. Zrobił to w wywiadzie dla ogólnopolskiej stacji radiowej. Patrzcie, taka związkowa szycha, a wierzy w przesądy. Co mają robić zwykli ludzie, gdy ich przedstawiciele nie są wolni mentalnie.
W końcu, to i nasz obecny prezydent  Andrzej D . skutecznie łapał padającego na posadzkę Pana Boga, zamkniętego w hostii. Prawda to czy przesąd?

Nie czas teraz na szczegółowe rozważania. Zjawiska nadprzyrodzone to nie moja specjalność. Chociaż, gdybym kiedyś uległ siostrze mego ojca i poszedł do seminarium duchownego, czułbym się wysoce kompetentny do wyrażenia swej opinii. Ale wtedy nie aktywizowałbym się tym blogu.
Jako człowiek racjonalny, traktuję przesądy jako ciekawostkę życia społecznego. Ale znam jeden taki przypadek, który mógł się zakończyć poważnymi konsekwencjami. Fakt, było to dawno temu, a konkretnie jakieś 90 lat temu. A dotknęło mojego dziadka Ludwika, o którym pisałem w tekście o wyzwoleniu Podlesia Śląskiego.

Dziadek Ludwik był górnikiem. Od 1911 roku pracował na dole w kopalni „Wujek”. Jeszcze przed Wielką Wojną ożenił się w Podlesiu Śląskim i tam zamieszkał, aż do śmierci w latach 70-ch. Do pracy najczęściej chodził na piechotę, korzystając z kolei na dystansie Piotrowice-kopalnia.  Przystanek w Podlesiu Śląskim otwarto w 1927 roku. Całe zdarzenie miało miejsce jeszcze za starej Polski, ale przed otwarciem owego przystanku kolejowego. Kolej przez Podlesie Śl. przeprowadziła jeszcze poprzednia (cesarsko-niemiecka) władza.

A wyglądało tak. Pewnego letniego dnia, po całym Podlesiu rozeszła się wiadomość, przekazywana z  kobiecych ust  do ust, iż w okolicy pojawił się diabeł polujący na ludzkie dusze. Stugębna plotka mówiła, iż objawia się nieostrożnym mieszkańcom na łąkach pomiędzy Podlesiem, a Piotrowicami. Robi to zawsze po północy. Pojawia się pod postacią białego konia. Podawano nawet przykłady, kiedy kilku nieostrożnych Podlesian z trudem uszło przed czarnym. A potem oni zaklinali się na wszystkie świętości, że tylko szybka modlitwa i sprawne nogi pozwoliły im powrócić cało do domu.

Dziadek Ludwik był już wtedy racjonalnym trzydziesto-kilku latkiem, ojcem rodziny. I wyśmiewał przestrogi swojej Maryjki, przynoszącej mu do domu kolejne nowiny o czarcich wyczynach.  Jego żona – moja babka ze strony mamy – wiedziała, iż jej mąż tymi łąkami wraca z kopalni do domu. Kiedy to była  popołudniowa zmiana, ten powrót przez puste łąki odbywał się już po północy. 

Długo nic się nie działo. Ale pewnej księżycowej nocy… .  Wracający nocą dziadek doszedł spokojnie do owych łąk. Do domu został jakiś kilometr z małym haczykiem. Nagle, jego uszu doszły dziwne dźwięki. Coś lub ktoś wyraźnie stąpał po łące. Stąpanie było nieregularne. Ale zdecydowanie zbliżało się od tyłu. Słychać było także jego oddech. Głośny  i  wyraźnie nieludzki. Mimo całego racjonalizmu, dziadek poczuł się nieswojo. W pierwszej chwili chciał to zlekceważyć.  Dźwięki były jednak bardzo realne.
Odwrócił się. Jakieś dziesięć metrów od niego stał koń. Biały. Patrzał na dziadka świecącymi oczami. Wypisz wymaluj – Kusy z babskich opowieści. Dziadek poczuł dziwny ucisk w gardle. Przecież takie coś nie istnieje. On nie wierzył w takie historie. Wyśmiewał głosicieli. A teraz?  Stoi przed nim nieprawdopodobne. Stoi, patrzy się na człowieka. I dyszy. I nie wygląda na marę. Czyżby jednak… ? Uczucie braku oddechu narastało.
Nagle zjawa ruszyła w stronę dziadka. Jednak nie był to zwyczajny krok, a jakiś dziwny podskok.
Mara miała krótko spętane przednie nogi. Dziadek wyraźnie widział pęta. Ki czort? Od kiedy to Kusy miałby polować na dusze ze spętanymi nogami? Biały koń zatrzymał się tuż przy dziadku. Na głowie miał jakąś kolorową ozdobę.
I wtedy dziadek go rozpoznał. Piękne zwierzę. Koń z cygańskiego taboru, którego już wcześniej zauważył, chodząc do pracy. Z taboru, który jakiś czas wcześniej, rozłożył się na czasowy pobyt  po drugiej stronie kolejowego nasypu. I wtedy zrozumiał. Cyganie na noc  wypuszczali swoje konie na Podleskie łąki. A plotka o czarcie polującym na ludzkie dusze, skutecznie chroniła je przed ingerencją miejscowych gospodarzy. Przyznacie jednak, iż człowiek o słabszym sercu,  przestraszony takim spotkaniem mógłby zejść z tego świata. Dla dziadka skończyło się chwilą przestrachu. Racjonalnego.

Dzisiaj takie spotkanie z diabłem i to w godzinie duchów jest niemożliwe. Bo prawdziwych Cyganów poruszających się po kraju konnymi taborami już nie ma. Dzisiaj owi Cyganie szaleją po Polsce i Europie furami wyposażonymi w setki koni – mechanicznych. I nie pasą ich skrycie na łąkach. Tych łąk także już nie ma. Zostały zabudowane luksusowymi domkami przez pazernych na wolne tereny deweloperów.
Pozostały jednak przesądy, co potwierdził w radiowym wywiadzie szef OPZZ.

Najlepszego  w 2019 roku.

zak1953

 
1) Przesąd – objaw czyjejś wiary w magiczne, nadprzyrodzone związki między zjawiskami , w fatalną moc słów; zabobon.
2) Zabobon – wiara w tajemnicze, nadprzyrodzone związki między zjawiskami , w magiczną moc słów, przesąd; wykonywanie praktyk magicznych wypływających z tej wiary, opartych na przekonaniu o ich skuteczności. (Słownik języka polskiego PWN 1981, tom III R-Ż, s.887)
*Bebok, utopek (utopiec) – postacie ze śląskich opowieści, służące do dyscyplinowania dzieci.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 347

Dodaj komentarz »
  1. Fajna historia z tym koniem 🙂
    Osobiście unikam przechodzenia pod drabinami i wszelkimi rusztowaniami oraz dźwigami z ładunkiem.

  2. Fajna historia. Ale „plotka… z kobiecych ust do ust.” Ciekawe, bo – czy kobiety są z natury skłonne do wiary w bzdety? Czy są po prostu naturalnymi „komunikatorami”, czyli lubią plotkować? I czy plotkować – czy w ogóle przekazywać wszelkie wiadomości, bez wyboru i bez krytycznej oceny? Internetu, jak rozumiem, wtedy nie było. Były kobiety?

  3. Jeszcze z poprzedniego wątku (trochę poodpowiadałam również tam)

    „Zamiast o oczach mówili o garbatych nosach…” Wujaszkowi się wszystko kojarzy jak Jasiowi. Jasiowi z d..ą, wujaszkowi z Żydem. Najlepiej białostockim. Z podmrugiwaniem do E-J. I broń boże, w żadnym wypadku nie nazywajmy tego antysemityzmem! 

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @basia.n

    Doczytałem do twojego pytania, dlaczego Tobermory nie pisze wstępniaków.
    Napisałem cztery, z tego zostałem zapamiętany jako znawca kontenerów 😎 Na razie wystarczy. Może mnie jeszcze kiedyś najdzie, ale najpierw odpocznę.

  6. Skłonność dawania wiary plotkom, przesądom, zabobonom nie wydaje mi się być uwarunkowana płciowo. To raczej przypadłość związana z poziomem wiedzy i możliwościami konfrontowania tej wiedzy z innymi źródłami, skłonność do magicznego myślenia wynikająca z zacofania i ciemnoty.
    Dawniej może bardziej dotyczyła kobiet, bo te miały mniejsze szanse na edukację i naukę racjonalnego myślenia.
    Na tym blogu oczywiście nie ma przesądów, bywa tylko trzymanie kciuków 😎 😀

  7. P.S. Jeśli chodzi o konkordat i zapis w Konstytucji, to ten zapis nie odnosi się do żadnej konkretnej umowy. Nie rozumiem, dlaczego akurat on miałby legalizować konkordat, który przepchnięto nielegalnie. Obecny konkordat między Polską i Watykanem jest nielegalny, a zatem niezobowiązujący – i tego należy się trzymać. I nawet piana na pysku Orteq(usia) nic tu nie zmieni.

  8. @Tobermory 5 stycznia o godz. 14:14

    „Księżyc zachodzi a Ziemia wschodzi
    Wszystko to wiemy – nic nam nie szkodzi
    Tylko gdy mysza piśnie na dachu
    Wtedy krzyczymy – z wielkiego strachu.
    Oj dana!”
    🙂

  9. Na marginesie
    5 stycznia o godz. 13:29
    No tak. Internetu wtedy nie było. Nawet telefony (i to na kablu) były rzadkością. A kobiety na ogół nie pracowały zawodowo, choć były mocno zajęte domem, bo w tamtych czasach na jednym czy dwojgu dzieci się nie kończyło. Babka Maryjka urodziła w sumie siedmioro dzieci; sześć dziewczyn i jednego synka. Miała co robić, a jednak czas na klachy znalazła.

  10. Tobermory
    5 stycznia o godz. 14:14
    Jeśli chodzi o wykształcenie, to na Śląsku, tak kobiety jak i mężczyźni kończyli szkoły powszechne jeszcze w czasach niemieckich. Analfabetyzm dotykał bardzo wąską grupę osób, nie nadającą się ówcześnie do edukacji. Natomiast kobiety miały więcej czasu na kontakty środowiskowe i wtedy dochodziło do wymiany informacji środowiskowych. Ale fakt, kobiety zawsze były bardziej podatne na kwestie mistyczne.

  11. Jaka piana, jaka piana. Pysk tez jako prywatna wlasnosc nie jest available do nieczystego szargania przez niedomyte zabobonne babsztyle.

    A zarzut nielegalnosci rzekomej polskiego konkordatu to wlasnie klasyczny zabobon. Czyli bezpodstawny przesad ateistyczny, obalany z dziecinna latwoscia przez katabasow. Tych ktorzy nauczyli sie sztuki nie tylko pisania ale rowniez i czytania konstytucji wielu skatolonych krajow.

    Zabobonnosc niedomytych babsztyli legendarna jest. Najwyrazniej genderem napietnowana

  12. Orteq(usiu) pracuje… na kolejne zbanowanie.
    Powodzenia! Ja po nim na pewno płakać nie będę.

  13. Orteq
    5 stycznia o godz. 15:08
    A fe. Przedostatnie zdanie racjonaliście nie przystoi. Czyżbyś nie spotkał niedomytych facetów? Potrafią być równie zabobonni.

  14. @zak 1953
    Dzisiaj takie spotkanie z diabłem i to w godzinie duchów jest niemożliwe.
    Eeee…tam. Pisze o tym Bocaccio. To wyganianie diabła…pyszne.
    PS. W odróżnieniu od „Gracza” , „Dekameron” przeczytałem od dechy do dechy.

  15. @zak1953 5 stycznia o godz. 14:51
    Ja tak właśnie myślałam – specyfika kobiet. Plotkowały nad darciem pierza, wychowywały dzieci, nawiązywały kontakty, tworzyły tkankę społeczną… I przy okazji powielały zabobony.
    Siedmioro dzieci i tylko jeden syn? Czyli siedem kobiet w rodzinie. Oj, te klachy 🙂

  16. @zak1953
    5 stycznia o godz. 14:51

    Przesądy i zabobonne zachowania nie są domeną wyłącznie analfabetów. Magiczne myślenie przytrafia się ludziom z doktoratami, a cenzus naukowy nie wyklucza np. wiary w skuteczność homeopatii 😎

  17. Zaku,

    A juz mi sie wydalo
    Ze to twoj zabobon gral jeszcze
    A to echo gralo

    Banowac! Banowac!
    I patrzec kogo by jeszcze

    Happy New Year to you all

  18. zezem
    5 stycznia o godz. 15:22
    A popatrz, kiedy to było? Czasy Renesansu chyba. Tyle, że dziesięć dni zamknięcia (w dobrym towarzystwie) nawet w obliczu zarazy, może być mobilizujące. Mój Dekameron w dwóch tomach z lat 70-ch ub. wieku spoczywa gdzieś w Niemczech w bibliotece mojej byłej sekretarki. Osobiście przeczytałem jej opowieść o przyprawianiu ogona. Zacna historia.

  19. Toby

    Homeopatia sie chyba zalapuje na fenomen zblizony do efektu placebo. A jako takowy momentalnie nabiera cech unaukowienia

  20. Na marginesie
    5 stycznia o godz. 15:25
    Nasze babki (a przynajmniej moje) utrzymywały życie towarzyskie z okolicą. Ale wg mojej wiedzy, wszystkie swoje dzieci robiły w cztery oczy, nie na klachach. Problem dziadka Ludwika i babki Maryjki był taki, że synek był dopiero piąty. Na szczęście dziadki na tym nie skończyli. Moja mama pokazała się jako szóste dziecię. Jak widać trzeba mieć trochę szczęścia w drodze na ten świat.

  21. Tobermory
    5 stycznia o godz. 14:02

    Cztery to i dużo i mało. Będę Cię jednak namawiała do pisania 🙂 Przypadkowo kliknęłam w twój nick i zobaczyłam….śliczną choinkę ze świeczkami 🙂
    Nic nie wspomniałeś o tym zdjęciu ! ( chyba,że ja to przeoczyłam) Czy mógłbyś pokazać choinkę w całosci – na zdjęciu jest jej część.

    P.S. Na tym blogu oczywiście nie ma przesądów, bywa tylko trzymanie kciuków – tak, czasami bywa – symbolicznie 🙂

  22. @Na marginesie, 13:46

    Ciekawy tekst pana Bendyka o nowej powiesci francuskiego pisarza Michela
    Houellebecqa „Sérotonine” (w sprzedazy od 4.01) – czekam w przyszlym tygodniu.
    Naklad juz teraz 320000 egz (ed. Flammarion)
    Juz teraz wywolala ksiazka Houellebecqa maly skandal a za przyczyna glownego bohatera tej powiesci Florent-Claude Labrouste (podaje z dziennkiem Le Figaro), ktory podobnie jak autor ksiazki jest z wyksztalcenia inzynierem rolnym. Otoz bohater nazywa miejscowosc Niort (zachodnia Francja) „najbrzydszym miejscem, ktore widzial”. Lokkalne pismo rozpetalo debate w zwzizku z powyzszym i nazwala autora, ze
    przedstawia „paryskie spjrzenie” a jednoczesnie burmistrz miasta Niort zaprosil.
    Houellebecqa do siebie, by mogl „odkryc bogactwa miasta”.
    To miasto juz 7 lat temu bylo ofiara podobnej opinii kanalu tv France-2.
    Jest niezly film z pisarzem „The Kidnapping of Michel Houellebecq” a takze niemiecka produkcja rez. Oskara Roehlera wedlug powiesci Houllebecqa „Czastki elementarne”

    PS jutro ide na projekcje filmu japonskiego „Shoplifters” rez. Hirokazu Kore-eda, nagrodzony Zlota Palma z Cannes. „Cold War” odebralem bez wiekszego entuzjazmu, natomiast oczekuje na nominowany do Golden Globe „Beautiful Boy”, Felixa van Groeningena (o nim w GW dzisiejszej)

  23. Najpierw pomyślałam, że u mnie w domu nie wierzyło się w przesądy, ale… przecież jak była burza i rozlegał się blisko grzmot,to mama się żegnała. Więc przesądy były 🙂

  24. W nawiazaniu do tematu czorta taka historie slyszalem.

    We wsi Zalesie niedaleko Limanowej jeden z mieszkancow znalazl ksiege w skrzyni zakopanej na polu. On te ksiege zabral do domu na gorce pod lasem. Ludzka ciekawosc go nawiedzila wiec pozna pora nocna zabral sie do czytania. Ksiega taka dosyc w czarnej okladce. Chlop czyta, ale sam nie wie co czyta. Jakies slowa, ktorych nie rozumie. Wtem cos gruchnelo w sieni jakby kto lancuchem rzucil o podloge. Po chwili drzwi sie otwieraja i do izby wchodzi dwoch gosci na czarno ubranych. Nic nie mowia tylko chyc do niego i lapac go chca. On sie im wyrwal I do okna. Jak tak skikal przez to okno to jeszcze zauwazyl ze czarni zamiast butow kopytka mieli. Po ciemku przez pola boso po kamieniach z gory do wsi na dol lecial. Jak juz dolecial to rabanu narobil ludziska pobudzil a te sie dziwili co sie takiego stalo bo chlop trzasl sie i blady byl jakby samego diabla zobaczyl. Nastepnego dnia poszla procesja na gorke z ksiedzem specjalista od takich spraw. On te ksiege zabral i podobno do Watykanu odeslal gdzie one takie rzeczy w loszku pod kluczem trzymaja.

  25. Owo niedomyte nieplakanie po zbanowanych nickach przypomnialo mi niezapomniana @404

    Wolanie o jej zbanowanie bylo nieustajaco niedomyte. Az sie znudzio samej (nie)zainteresowanej. Wiec sobie chyba postal.

    Noo chyba ze czegos nie dostrzeglem posrod arkanow sztuki

  26. zak1953
    5 stycznia o godz. 15:41
    Mój Dekameron w dwóch tomach z lat 70-ch ub. wieku spoczywa gdzieś w Niemczech w bibliotece mojej byłej sekretarki
    Spojrzałem na moje wydanie. 1957. Bardzo porządnie wydane. Robota introligatorska na
    piątkę z plusem. Ryciny z czasów Bocaccia.
    Kupiłem jakiś czas będąc przejazdem w K-cach, na Młyńskiej, od przygodnego wystawcy (kiermasz).

  27. Orteq
    5 stycznia o godz. 15:32
    „Banowac! Banowac!
    I patrzec kogo by jeszcze”

    Oj, że tam coś Ci się kiedyś zdażyło, już nie uogólniaj, że tak tu banują z łapanki. Trzeba (a i można) się zasłużyć.

  28. @zak
    Oczywiście przesądy zwalczamy, a jakże, ale w mojej wsi powoływano w pocie czoła na nowo postać mazurskiego kłobuka, w formie letniej inscenizacji. To było dla re-kreacji dawnych wierzeń i obrzędów, a także dla podnoszenia atrakcyjności turystycznej, no i też ku integracji mieszkańców czynione.
    Ha, wędrując kiedyś „z buta” do miejscowości gminnej widziałem w polach palące się ognisko, gdzie nikt normalnie nie przebywa i nie pali, a za to owo tajemnicze ognisko – jak się później dowiedziałem – bywa widywane. Czuję się, jako napływowiec, wyróżniony, poniekąd zaliczony do ludności mazurskiej, przez działające w ramtejszych polach nieznane siły.

  29. @Orteq
    5 stycznia o godz. 16:04

    Chyba czegoś nie dostrzegłeś.
    Niektóre skompromitowane i samozbanowane nicki wracają czasem jakby nigdy nic, tyle że w nowym wcieleniu 😉

  30. zezem
    5 stycznia o godz. 15:22

    . To wyganianie diabła…pyszne.
    PS. W odróżnieniu od „Gracza” , „Dekameron” przeczytałem od dechy do dechy.

    Ja też przeczytałem i doceniałem wypędzenie diabła, ale zdecydowanie bardziej mnie zaskoczyło, gdy „piekło” ustami dziewczyny się domagało wyganiania diabła, a biedny mnich już nie miał sił.

  31. „A mało to razy niemowlę zostawione na progu znajdowano z gębą wysmarowaną jaskółczym gównem albo, co gorsza, juchą dziewicy, co snadnie dziewicą być przestała? Czyjaż to była robota, jeśli nie dybukowych dzieci, co z racji przeciwieństwa do aniołków zwano niebożętami? Te urwisy różki miały tak niewielkie, że bawiąc się z ludzkimi dziećmi w ciuciubabkę, albo też w szukanie ciemnej kiszki, wydawały się do człowieczych podobne – te same miały płowe włoski, te same buźki niewinne i radosne, a różków znać nie było pod czuprynką. Gorzej bywało jeno, jak się któremu pięta cała pokazała, a na niej rosnące kopyto… oj, wrzask niósł się po wsi. Niebożęta! Niebożęta! Dybucze dzieci! – krzyczała dziatwa, zmykając do chat. A dybuczki śmigały wtedy do boru, matki szukając po ciemnych matecznikach i kwiląc jak pisklę myszołowa…”

  32. basia.n
    5 stycznia o godz. 15:58
    Te gromnice i różańce w oknach, były kiedyś mocno powszechne. I to na sporych obszarach. Sam, jako dziecko byłem świadkiem takiej akcji w domu murowanym i wyposażonym w odgromniki. A jednak dodatkowe wspomaganie (tym razem duchowe) zostało wykorzystane. Myślę, że przeszliśmy sporą drogę mentalną w relatywnie krótkim czasie trzech, może czterech pokoleń.

  33. Nie analizowałem definicji zabobonu, ale sądzę, że każda wiara w skuteczność modlitwy jest takim zabobonem, zakorzenionym w każdym „ateiście”. Jak to wygląda u mnie? Niby jestem człowiekiem racjonalnym, nie mam złudzeń, że czary mary procedur religijnych są bzdurami, ale czasem wychodzi coś z dalekiego dzieciństwa, które mnie zastanawia – nad potęgą wpojonych zasad czy poglądów. Wzrastałem w czasie, gdy na moje miasto spadały alianckie bomby i niemieckie fragmenty szrapneli antylotniczej artylerii, gdy na każdym kroku groziła śmierć znienacka. Odłamek pocisku gwizdnął mi koło ucha, gdy patrzyłem na amerykańskie samoloty, które nad nami wypuszczały bomby – było je widać w pierwszej sekundzie potem tylko słychać, bo leciały kilka km do celu.
    Głupio jakoś stanąć nieprzygotowanym przed „Panem”. Siedząc w kryjówce koło szkoły i kościoła usłyszałem radę naszego katechety: Jeśli gwałtownie zbliży się niebezpieczeństwo śmierci, to wystarczy wypowiedzieć lub nawet pomyśleć króciutką modlitwę, a raczej prośbę do Jezusa. Wypowiedź zawierała 3 słowa i miały dać to oczyszczenie przed śmiercią, równoważne całej procedurze z olejkami, modłami i wiatykiem przy udziale księdza. Tak mi się to wgryzło w pamięć, ze czasem w chwilach grozy je sobie pomyślałem, nawet niedawno temu. Była to czynność automatyczna i bezwiedna i pewnie bez udziału pewnych części mózgu a wywołane nagłym stresem.

  34. Antonius
    5 stycznia o godz. 17:04
    A czegóż chcieć od mnicha korzonkami karmionego? Prawdziwi egzorcyści to na ogół dobrze odpasieni księża diecezjalni byli. I o dziwo, również obecnie. Czyli diabły wracają w społeczeństwo z nową akcją duchową.
    A z Dekamerona i tak wynika, że najważniejsze jest posiadanie umiejętności słownego nawijania, dzięki której cwaniak może wiele zyskać.

  35. Tobermory!
    W swym barwnym opisie, chyba bardzo starym, nie uwzględniłeś bruzdy, opisanej przez profesora teologii (in vitro).

  36. @Antonius
    5 stycznia o godz. 17:31

    To słynny Stoßgebet precatio iaculatoria czyli akt strzelisty do wyrzucenia z siebie w razie wielkiego strachu, coś w stylu „Jezu ufam tobie” albo bachowskie „Soli Deo Gloria”.

  37. @Antonius
    5 stycznia o godz. 17:35

    Zacytowałem fragment Trylogii szalbierskiej T. Łysiaka z roku 2008.

  38. Różaniec lepszy od odgromnika?

    To sprawa wiary! Franklin niby się znał na piorunach, a trafił go szlag mimo odgromnika. Ja raz przeżyłem zgrozę. Całą noc waliły pioruny w moją szkołę, bo był to najwyższy budynek we wsi – po kościele. Usnąłem przy otwartym oknie i miałem w pokoju kilkucentymetrową warstwę wody, a pioruny rozgrzewały druty odgromnika przy oknie. Leżałem jak truśka aż do końca burzy, bo co kilka sekund pierdyknęło w szkołę. Nie było pożaru, ale jeden z piorunów rozwalił wędzarnię na strychu w drobny mak.
    Wtedy jednak nie wspomagałem strachu modlitwą, ale nie wylazłem z łóżka, bo wierzę…ale w tak zwane napięcie krokowe – spadek potencjału od źródła do uziemienia. Fachowcy radzą wtedy oddalić się, skacząc na jednej nodze, to pewniejsze niż modlitwa. Sa jednak lepsze metody zachowawcze. Podczas nalotów mój kolega był spokojny – powiedział, że bomba nie trafi na ich dom, bo matka namazała dom denaturatem. Zgłębiłem temat, bo chciałem z tego skorzystać i się okazało, że ten denaturat to woda święcona tylko w butelce po denaturacie. Zrezygnowałem z tej osłony, choć… była skuteczna!!! Gdy siedzieliśmy w naszej piwnicy to przy każdym wybuchu bomby siostra siknęła mi na plecy naszym denaturatem, tj. woda święconą… i pomogło!

  39. Tobermory

    Chyba miałeś tego samego katechetę, bo u mnie było tak:
    „Mein Jesus, Barmherzigkit”!

  40. @Antonius
    5 stycznia o godz. 17:57

    Parę lat temu dowiedziałem się o dylemacie proboszcza jednej z helweckich parafii: zakładać piorunochron na wieży miejscowego kościoła, czy nie zakładać? Założę, znaczy, nie ufam Panu. Nie założę – strzeli piorun i będą koszty remontu albo i wielki pożar. Dotąd jakoś nie strzelił, więc ufano Panu. Jednakowoż kiedy w świeżo i sporym kosztem odnowioną wieżę faktycznie strzelił grom i spowodował straty na 300 tys. CHF, księżulo przypomniał sobie przysłowie: Strzeżonego Pan Bóg strzeże – i czym prędzej kazał zainstalować odgromnik. Od tego czasu ma spokój.

  41. @zak1953 5 stycznia o godz. 15:49

    Pojęłam – ale ja nie w tym kierunku. Mnie chodzi o to, że skoro klachy to była domena kobiet, a tu siedem kobiet w jednym domu… no sam rozumiesz. Klachy musiały być. Rzeczywiście, miałeś szczęście, że rodzice na pięciorgu nie poprzestali ;/

  42. @ozzy 5 stycznia o godz. 15:58

    Zaraz zobaczę tego Bendyka. Houellebecqa wypróbowałam na jednej książce – chyba jednej z pierwszych. Był tam zamach w tajskim kurorcie i zblazowany, osierocony Francuz. Zagłada „naszej” cywilizacji to był zawsze popularny temat, nawet w czasach niejakiego Joshuy, który – jak przekonująco argumentuje Bart Ehrman – był prorokiem apokaliptycznym. Fakt, że głosił koniec świata za dwa lata, a przynajmniej jeszcze za własnego żywota. Chyba nawet sam w to wierzył.

    Od tej pory… ale ja nie o tym. Wczytałam się nieco głębiej w Nialla Fergussona („The General Degeneration”) i zwracam honor – bo nie chodzi mu tylko o to, że Stany i cały Zachód zwalnia i leniwieje, a Chiny (podobno) pędzą. Chodzi mu o to, że świat zachodni potrzebuje mniej – a nie więcej – regulacji, bo przepisy i prawo w obecnym kształcie hamują rozwój gospodarki. Jak można tę prostą tezę rozciągnąć na 150 stron – to już jest tajemnica Fergussona. Udało mu się.

    Jednak wszelkie ubolewania nad upadkiem Zachodu jestem skłonna traktować ze szczyptą soli. Bo jednak model gospodarki, jakim się szczyci Singapur, Indie i Chiny – to nic innego, jak powielanie zachodnich wzorców. Chodzi nie tylko o gospodarkę, bo jednak nawet bezwzględni dyktatorzy usiłują dziś udawać demokratów.

    Jak napisał ironicznie Yuval Harari, „wojownicy” państwa islamskiego gdy bohatersko włamali się do banku i znaleźli tam sterty portretów znienawidzonego przywódcy opatrzonych symbolami i sloganami wielkiego obrzydliwego szatańskiego imperium nie urządzili konflagracji owych wstrętnych zadrukowanych papierków. Zielona pecunia im raczej nie śmierdziała… i w tym upatruję nadzieję na brak upadku zachodniej kultury.
    🙂

  43. @MajsterKlepka 5 stycznia o godz. 16:03

    U Terry’ego Pratchetta była cała biblioteka ksiąg, które należało przykuć łańcuchami – bo miały zęby i gryzły, czy coś w tym rodzaju. No i był jeszcze Harry Potter… nie wiedzieć czemu znienawidzony przez kiecunów 😉

  44. @Szary Kot 5 stycznia o godz. 16:31

    Zdarzyło mu się już dwa razy, raz nie mógł z nim wydzierżyć świętej cierpliwości redaktor Kowalczyk, a innym razem Tanaka zaordynował mały urlopik. Za każdym O. płakał, że jest niewinną ofiarą „hunwejbinów”.

  45. @Antonius 5 stycznia o godz. 17:57

    Na jednej nodze – jak najbardziej! Niedawno obejrzałam cykl wykładów o ekstremalnych zjawiskach pogodowych. Zapamiętałam mgliście, że podczas burzy szanse przeżycia daje zmniejszenie powierzchni kontaktu z ziemią.

  46. Dobry wieczór. Wiosna, panie Zielonka. Fotkowane dziś 5.01.2019r. Dobranoc, czy pchły na noc.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6643090672549026466?authkey=CMyD6svfyu7QFQ

  47. Antonius
    5 stycznia o godz. 17:31
    Taka modlitwa profilaktyczno-dziękczynna musiała być skuteczna. Bo wielu o niej wspominało, kiedy cało wyszli z zagrożenia. „Moi” Podlesianie także o niej wspominali, po spotkaniu z Kusym w końskim przebraniu. Stąd były owe domowe dyskusje z babką Maryjką, z lekka zatrwożoną o los swego wracającego po nocach męża. Nigdy zaś nie usłyszałem o zmarłym skutecznie modlącym się przed taką dramatyczną śmiercią. Coś w tym musi być. Nawet na sąsiednim blogu red. Dziadul wspomina o głosie jaki słyszał w trakcie pogrzebu Kazimierza Kutza. I nie był w stanie określić co to był za głos.

  48. marginesko,
    przy napięciu krokowym nie tyle chodzi o wielkość kontaktu, a rozstaw nóg. Jeśli np. urwie się przewód wysokiego napięcia i nie wyłącza natychmiast prądu w rozdzielni, to w miejscu końca urwanego kabla bywa wysokie napięcie względem poprawnego uziemienia i wytwarza się spadek potencjału, tez między nogami. Jeśli ten jest za duży, to prąd może przepływać miedzy nogami, nie powiem przez jakie części ciała – bezpłodność zagwarantowana.

    Nie pamiętam, jakie napięcie jest miedzy przewodami linii wysokiego napięcia, w ZSRR były to setki kV. Linia typowa do naszej dzielnicy ma 40 kV do transformatora. Byłem kiedyś w elektrowni Wałbrzyskiej, gdzie generator dawał 9 kV. Prąd odprowadzało się ślicznie pomalowanymi szynami. Widziałem zdjęcie faceta, który spadł na te szyny.
    Przypomniał mi się stary dowcip: Idzie babunia przez ulicę, na której jeżdżą tramwaje. Pyta policjanta: „Panie władzo, czy jest bezpiecznie, jeśli stanę na szynach tramwajowych”? Policjant orzekł: „Bezpiecznie, jeśli pani nie dotknie drugą nogą tego przewodu u góry”!
    To dowcip, a ja ledwie przeżyłem podobną sytuację.
    Zima, chlapa i stary francuski trolejbus w Wałbrzychu. Przy wsiadaniu dostałem takiego kopa, że odleciałem daleko. Widać trolejbus był kiepski, lub deszcz ze śniegiem spowodowały upływ, bo oczywiście nie sięgałem przemoczonymi butami drutów. Nie jestem van Dame.
    Ptaki to świetnie wiedzą siedzą na jednym drucie linii wysokiego napięcia i sobie śpiewają. Kondory mogłyby mieć kłopoty, gdyby skrzydłami dotknęły dwóch przewodów.

  49. zak1953
    Dziadul mógł usłyszec – „ty ciulu” od samego Kutza. Pisałeś kiedyś, ze pisał głupoty na jego temat. Ja tego nie czytałem, bo nie nam abonamentu gazety.

  50. Antonius
    5 stycznia o godz. 20:46
    Praktycy zawsze proponowali ludziom znajdującym się w takiej strefie zagrożenia energetycznego wysokim napięciem, poruszanie się drobnymi kroczkami, na zasadzie szurania nogami, bez odrywania stóp od ziemi. W takim przypadku można uniknąć porażenia prądem. Ale ile osób myśli w momencie zagrożenia?

  51. Tobermory
    5 stycznia o godz. 17:44
    Antonius
    5 stycznia o godz. 17:57

    Różaniec lepszy od odgromnika?

    W okresie szkolnym byłam z rodzicami na wakacjach w Dziwnówku.Pewnego dnia wybraliśmy się pieszo szosą do znajomych w Dziwnowie. Ponieważ było pochmurno ,parno i zanosiło się na deszcz,po paru godzinach postanowiliśmy wracać.Akurat skończyły się ostatnie zabudowania Dziwnowa,kiedy nagle odezwaly się grzmoty,bardzo szybko zbliżające się w naszym kierunku. Po obu stronach szosy były lasy, bez zabudowań. Po lewej stronie za lasem morze… Ojciec powiedział,że nie wolno się nam zatrzymać, musimy szybko iść naprzód i odmawiać „kto się w opiekę”. Rodzice modlili się pół szeptem,a ja nie potrafiłam.
    Regularne ostrze trzaski piorunów uderzających w pobliżu,mobilizowały do szybkiego marszu. Myślę,że „odgromnikiem” było morze,bo właśnie największe wyładowania słychać było po lewej stronie.Przy samym Dziwnówku rozpoczęła się nagła ulewa,ale byliśmy już w pobliżu domu.Z perspektywy czasu myślę,że mieliśmy ogromne szczęście, że nic się nam nie stało.

  52. @basia.n – 21:33

    Gdy ludzie sobie pobrzydna nawzajem jak nie przyrownujac psy pomiedzy soba, to Pambuzka najsampierw pioruny zesyla, tytulem ostrzezenia. Wtedy zaczyna sie nasze dreptanie malymi kroczkami czy nogami szuranie.

    Czasem pobrzydniecie sie znacznie pogorszy i ludzie zaczynaja nienawidziec psow a psy, nie daj Pambozia, panludzi. Co nawet chyba i Krawacikowi sie przytrafia okazyjnie gdy tak od niektorych ludzi umyka..

    To wtedy, w tej ekstremalnej sytuacji PanWszechmocny – Allmighty w obcych jenzykach, co dodaje na ukojenie wbocka – moze wrzucic Przyspieszenie. Arka Noego zwane.

    Czy niniejszy blog doszedl juz do poziomu Przyspieszenia na miare Arki Noego, w stanie pobrzydniecia sobie nawzajem? Sadzac po nieustajacym czepiactwie niektorych nieprowokowanych niedomytych, mogl juz dojsc do tego poziomu.

    Czas wiec nadszedl juz na formowanie par z mysla o zachowaniu gatunkow nickowych. Rozumie sie, ze nie bedzie zadnego plakania gdy niektore z tych gatunkow slag trafi w procesie naprawiania tego wirtualnego padolu.

    Tak nam dopomoz Ten Tego

  53. basia.n
    5 stycznia o godz. 21:33

    Może otrzymałaś wówczas talent muzyczny, ponieważ występowało napięcie twórcze i generowały się wokół Ciebie prądy artystyczne?
    Mi by tam raczej puściły cewki.

  54. Orteq
    5 stycznia o godz. 22:20

    Myślę,że nigdy nie jest tak źle, aby nie mogło być gorzej – odpukać we wszystkie niemalowane drzewa 🙂 🙂
    I zawsze może być przecież lepiej.
    Ale z pewnością nie z pomocą Ten Tego 🙂
    Zdrowiejesz powoli ?

  55. @zak1953,

    świetny tekst, gratuluję.

    Każdej wiosny moja Matka pilnowała żebyśmy nosili przy sobie garść monet w kieszeni. Chodziło o to, żeby po usłyszeniu kukułki zadzwonić tymi monetami. Miało to gwarantować zasobność kieszeni na cały rok. Przy czym liczyło się tylko pierwsze kukanie, jakie usłyszało się danej wiosny.
    Dzisiaj, za każdym razem kiedy słyszę kukanie kukułki, uśmiecham się na wspomnienie tamtych dni.
    I żałuje, że nigdy nie zapytałem skąd ten przesąd.

  56. Szary Kot
    5 stycznia o godz. 22:33

    Nie – w czasie tej burzy miałam 13 lat. A zaczęłam grać w szóstym roku życia 🙂
    To chyba jakaś swoista cecha, bo ja nie wpadam w panikę w trudnych sytuacjach.

  57. Zdrowieje, z naciskiem na powoli, droga basiu.n.

    To ‚powoli’ odbieram bardzo pozytywnie. Stwarza ono bowiem pewna nadzieje na to, ze wyraźnie namierzenie mnie przez Najwyzsze Sily Zdrowia zaowocuje najwyrazniej zamierzonym przez NSZ rezultatem raczej pozniej niz wczesniej. Tym zyjemy na dzien dzisiejszy i jutrzejszy. Bo jutro Wigilia u Putina julianskiego.

    Jeszcze istnieje nadzieja i na Pierwszy Dzien Swiat prawoslawnych. Pazywiom, pakuszajem. A jak nie to nie pakuszajem

  58. basia.n
    5 stycznia o godz. 22:39

    Szczęściara… ja musiałem czekać do 4 klasy, czyli zacząłem trochę przed 10 urodzinami. Pianino było kupione niewiele wcześniej specjalnie na tę okazję, ale dobierałem się czasami do klawiatury podczas wizyt u rodziny. To były inne czasy. Żadnego YT, nuty najbliżej do kupienia w Warszawie lub pewnie w Kielcach. Również w moim mieście nie było możliwości kontynuowania nauki po I stopniu. Teraz jest wszystko, to nadrabiamy. Czekam aż się ręka zrehabilituje. Będzie dobrze.

    Jeszcze o zabobonach: my (tzn. ja i stado rodzinne) nadal nosimy łuski z wigilijnego karpia w portfelach. Strach pomyśleć, jak wyglądałyby nasze finanse gdyby nie to!

  59. Szary Kot
    5 stycznia o godz. 16:31

    „Oj, że tam coś Ci się kiedyś zdażyło, już nie uogólniaj, że tak tu banują z łapanki. Trzeba (a i można) się zasłużyć.

    Ja nie tyle o samym banowaniu mowilem co raczej o zmuszaniu Gospodarzy blogow do takiego kroku. Obaj bowiem sie przyznawali bez bicia, ze to naciski Drogich Wspolblogowiczow sa decydujace w momencie podejmowania drastycznego kroku banowania kogos.

    Dawanie ostrzezen czy innych upomnien jest mniej drastycznym krokiem. Co nastepuje najczesciej niekoniecznie pod wplywem akcji – tak tak – hunwejbinskich.

    Bez hunwejbinow Mao nie moglby przeprowadzic swojej niezwykle pozytecznej, i sobie tylko potrzebnej, Rewolucji Kulturalnej.

    Cos w rodzaju czystki w TVP czy w innych mediach panstwowych po wyborach 2015. Bez hunwejbinow pisoidalnych byloby to nie do przeprowadzenia. A tak to mamy dzisiaj nirwana pisiana i jest git

  60. Orteq
    5 stycznia o godz. 22:47

    Nie szkodzi, że powoli – ważne, że posuwa się naprzód. A ponieważ stosujesz się do wszystkich zaleceń lekarskich, to jest więcej niż nadzieja 🙂
    Jutro będą świętować w cerkwiach,śpiewając basem Gospody pomyłuj .Jak nie tu , to tam – zawsze te zabobony i przesądy 🙂

  61. Odpowiedzi na @ 19:10 nie bedzie, mam nadzieje. Nie karmic hunwejbina!

  62. Orteq
    5 stycznia o godz. 23:06

    To się nazywa wrażliwość na nastroje społeczne.

  63. Szary Kot
    5 stycznia o godz. 22:51

    Tak – można powiedzieć, że z racji miejsca zamieszkania – szczęściara. Chociaż w pierwszym roku nauki,nie miałam jeszcze instrumentu w domu. Mama chodziła ze mną codziennie ćwiczyć do znajomych. W roku następnym było już własne pianino. Ale sam fakt, że w mieście są dwie szkoły st. I, dwie st.II i konserwatorium – daje możliwości kontynuowania nauki. Zręką czekaj cierpliwie. Lepiej poczekać dłużej i być pewnym, że nie sforsujesz ścięgien.

    Ponieważ wspomniałeś o łuskach z karpia,przyznam szeptem,że kilka lat temu zaczęłam patrzeć trochę nieufnie na czarne koty 🙂 Ale o tym sza !

  64. basia.n – @23:11

    Gospody pomyłuj to raczej u naszych braci rezunow niekatolickich. Katolickie rezuny swoje juz obeszly, dwa tydodnie temu i majo spokoj. A ortodoksy ukrainskie wlasnie zafundowaly sobie autokefalie. Czyli od Moskwy niezaleznosc pelna.

    Niczym kacapstwo polskie dawno temu. Slowo ‚kacapstwo’ robi tu za term of endearment

    U nasz, putinowcow wiernych, masz Gospodi pomiłuj. Skad u kagiebowca ta cerkiewnosc ni stad ni zwad? Nic tylko o skaptowanie popow sie rozchodzi. A jak by to Szary Kot ujal – wrażliwość na nastroje społeczne

  65. Orteq
    5 stycznia o godz. 23:25

    Rydzyk już ma autokefalię. A raczej – autofekalię.

  66. Tobermory
    5 stycznia o godz. 16:54

    „Chyba czegoś nie dostrzegłeś. Niektóre skompromitowane i samozbanowane nicki wracają czasem jakby nigdy nic, tyle że w nowym wcieleniu ”

    Choc nie jestem na 100 procent pewien tego ‚samozbanowania’ nicku @404, to oddam ci slusznego iz moglem nie odnotowac jego powrotu w nowym wcieleniu.

    Albo zlekcewazylem koniecznosc owego odnotowania. Liczac na to, ze niezawodna E-J downunderowa cos tam pisnie w tOmacie. Ona dobra jest w dociekliwosci przy rozroznianiu stylow bazgrania blogowego https://s.w.org/images/core/emoji/2.3/svg/1f609.svg

  67. @Szary Kot 5 stycznia o godz. 23:17

    Żadna tam wrażliwość spoleczna – w pierwszym przypadku red. Kowalczyk całkiem z własnej inicjatywy miał go dość. W drugim przypadku O. zaczął bluzgać niecenzuralnymi wyzwiskami. Naturalnie, że on ci przedstawi to inaczej – to kompulsywny konfabulator, który łże bez mrugnięcia okiem. Ale co ja ci będę opowiadać – przecież to wszystko jest do sprawdzenia. Wszystkie jego cuchnące wypociny nadal wiszą w archiwum „Polityki”.

  68. A jeśli jeszcze ktoś nie wierzy w nadprodukcję wielkookich dzieciuntek – to proszę bardzo.

    https://www.newsweek.pl/swiat/egipt-boom-demograficzny-gorszy-niz-terroryzm-panstwa-islamskiego/q0nc09j

  69. Abp Slawoj Glodz nie daje ludziom spokoju. Niczym ta na N

    https://www.youtube.com/watch?v=cCBVPKxi2mE

    ‚Dziennikarka Elzbieta Turlej przyjrzala sie majatkowi kaplana i informuje o jego ogromie: ponad 4 miliony zlotych i jeszcze plus. Kaplan wzbogacil sie w latach 90-tych’

    On napewno podzieli sie tym majatkiem z biedota jego wsi Bobrowka. Bo nie jest to wies specjalnie bogata. Ot kilkanascie chalup i tylez bezrobotnych. Plus rodzina klechy, z przyleglosciami. Tylko czy ci bezrobotni znajda zatrudnienie u nowego dziedzica/abpa? Byc moze tak, czesciowo.

    Albowiem, o bogactwie hierarchy mało się mówi w jego rodzinnej wsi. Wszystko przez to, że kapłan zatrudnia niepracujacych mieszkańców, którzy wolą nie szerzyć na jego temat plotek. Także fakt, że rodzina arcybiskupa, która mieszka w Bobrówce, ma wpływ na życie we wsi. I na to, ze o zbytkach kapłana mało się mówi.

    O tej na N w ogole nie powinno sie mowic. Bazgrac tym bardziej.

    Te cuchnace wypociny

  70. Szary Kot
    5 stycznia o godz. 23:40

    „Rydzyk już ma autokefalię. A raczej – autofekalię.”

    Czyli co? Cuchnace wypociny i to nie w archiwum „Polityki”? A moze tam tez? W dodatku do Torunia i innych swietych miejsc?

  71. Red. Kowalczyk całkiem z własnej inicjatywy miał dość bezpodstawnego czepiactwa jednej takiej. Wszystko do sprawdzenia w rzeczonym archiwum

    Jego tymczasowe zbanowanie nicku na O. bylo w odpowiedzi na domaganie sie tego zbanowania przez pare innych nickow. Nick na N. rej wodzil w owym domaganiu sie.

    Sumienie musi zadreczac po traumie. Niczym prezesa po traumie Smolenskiej. Pozostalo atakowanie. Bezrozumne, na oslep. Oczywisty symptom socjopatii. Polaczonej z psychopatia.

    Zal nieszczesnikow

  72. Na marginesie
    6 stycznia o godz. 0:09

    No właśnie. I tak jest nadal w wielu krajach, a w dodatku aspiracje rosną. Nie o to chodzi, żeby innym bronić, samemu żyjąc względnie dostatnio. Ale po prostu granice gdzieś są. I nawet jeśli Ziemia pomieści i 100 mld Homo nibytosapiensów, to nadal – gdzieś granica jest, a poza tym: po co? A przy dzisiejszym tempie przyrostu to nawet te 100 mld będzie już niedługo.
    Co do dzieciuntek, to przyznaję, że miałem lekki łopot serca i podobne skojarzenia jak @wujaszek, ale nie lubię łapać za słowa, wolę meritum i założenie dobrej woli. Czasem ląduję po naiwnej stronie, ale to mój wybór.

  73. Orteq
    6 stycznia o godz. 0:16

    Świętych miejsc, he, he… tumanisz, ale mnie nie przestraszysz.

  74. @Szary Kot 6 stycznia o godz. 0:33

    Co do dzieciuntek – skojarzenia są, oczywiście, wysnute z indywidualnych doświadczeń. W tym przypadku – z wszędobylskich kampanii ogłoszeniowych NGOsów – obatelu, daj pieniądze dla Afryki! Nieodmiennie na zdjęciu figuruje wielkookie śliczne dzieciuntko, które wzruszająco patrzy w oczy i które można zasponsorować za kilka dolarów comiesięcznej daniny z porywu serca.

    Rzeczywistość wygląda nieco inaczej – pieniądze nigdy nie są przekazywane na konto jednego dziecka tylko na jakiś rozmyty projekt (powiedzmy studnia dla wsi) i NGOsy wcale tego nie ukrywają. Ale ta studnia dla wsi to też jest tylko pic na wodę, bo z każdego dolara przekazanego na konto organizacji na realną pomoc idzie może 5 centów. Resztę pochłaniają tzw. koszty własne – dokładnie tak, jak to wyglada w Caritasie.

    Poza tym przecież kampania reklamowa też nie jest za darmo – te zdjęcia wielkookich dzieciuntek zamieszczane za krocie w wielkonakładowych pismach finansuje potencjalny fundator z własnej kieszeni. Poza tym nawet jeśli NGO zbuduje gdzieś przypadkiem studnię, to jest całkiem możliwe, że przyjdą w nocy uzbrojeni „bojownicy” i zamordują tych, którzy ośmielają się z niej korzystać. Takie są realia niestabilnych, źle rządzonych obszarów. Poza tym pomoc NGOsów jest przekleństwem dla krajów, w których się zadomowiły, bo rujnuje lokalną gospodarkę.

    To jest cały instytucjonalny konglomerat, który bazuje na zdjęciach „głodnych” dzieci. Charytatywna pornografia – taki jest kontekst tego mojego skojarzenia. A jeśli chodzi o „pomoc” dla Afryki – zachodnia pomoc wyrządza więcej szkody niż pożytku. Niestety.

  75. Redaktor Kowalczyk pisal, ze do jego decyzji porzucenia blogu przyczynila sie tez osoba, ktorej zreszta powiedzial to bezposrednio i ktora coraz piekniej tu bryluje.
    @Orteg, juz od lat nie stosuje sie metod wychowawczych: Ortegusiu, jak bedziesz niegrzeczny i bedziesz sypal po oczetach piaseczek to mamusia cie zabierze z piaskownicy. Oj boj sie Boga @Ortegusiu, co to bedzie co to bedzie.
    A tak powaznie to polecam film „On the basis of sex”, ktory wlasnie wszedl na ekrany Zamiast slowa sex powinno byc gender, ale to i w Ameryce nie zrobiloby dobrego wrazenia. Film jest o tym jak obecna ikona amerykanskiego Sadu Najwyzszego bedac mloda adwokatka walczy przez wszystkie szczeble o rowne prawa dla obywateli, niezaleznie od gender, znaczy sie plci. I tu niespodzianka, to jedna z jej pierwszych wielkich spraw i walczy o rowne prawa dla mezczyzny. Ciekawe jest zobaczyc jak dziala i tworzy sie amerykanskie prawo precedensowe.
    Och, wlasnie wykryto jej (ikonie) trzeciego w zyciu raka, trzymaj sie wspaniala Ruth Bader Ginsburg.

  76. P.S. A kiedy już organizacja charytatywna ma twój adres i numer karty kredytowej – to nie opędzisz się od osobistych wyłudzeń. Coraz namiętniejszych, coraz bardziej wzruszających, coraz lepiej sprofilowanych pod twoim kątem. Aha, i jeszcze właściciele kart kredytowych często potrącają bajońskie sumy z przekazów kartą na cele pomocowe. Po huraganie na Haiti te praktyki zostały ujawnione – bo w tym przypadku ten proceder był wyjątkowo obrzydliwy. Jedni sypią groszem, dla innych business as usual. Bo działalność charytatywna to też jest… biznes. Niestety.

  77. Niesamowita rzecz: stalem sie autorem swojego wlasnego prawa!

    REDUCTIO AD PREZESUM (PRAWO ORTEQA)

    „Podczas przeciągających się dyskusji o pierdolach w internecine, prawdopodobieństwo przyrównania czegoś lub kogoś do pisizmu bądź do prezesa dąży do 1”

    Wyjasnienie

    W niektorych środowiskach utarło się, iż ten, kto spośród użytkowników dyskutujących na dowolny temat za pośrednictwem ICT ( technologii informacyjnych i komunikacyjnych, information and communication technologies) pierwszy użyje tego porównania, automatycznie przegrywa spór. Przestrzeganie reguły reductio ad Prezesum ma na celu zapobieganie konfliktom, lecz niesie ze sobą jeszcze jedną korzyść. Pozwala na uniknięcie zaangażowania w rozstrzyganie sporów zewnętrznych arbitrów w postaci powołanych do tego instytucji cyber władzy. Prawo reductio ad Prezesum nie funkcjonuje uniwersalnie w internecine. Ma ono żartobliwy charakter i nie we wszystkich środowiskach jest znane. W lokalnym, ateistycznym kontekście kulturowym, powinno być przepisane w wariancie reductio ad komuchum..

    ‚W żadnym wypadku nie jest ono jednak wynalazkiem cyberkultury, lecz stanowi przetworzenie Schopenhauerowskiego argumentu ad hominem. Jego wystąpienie w sporze filozof z Gdańska uznał za koniec rozgrywki, dodając jednak, że w praktyce retorycznej dnia codziennego nie toczy się sporów w uczciwy sposób’.

    Ps. Szary Kocie. Czy wciaz tumanie? A jak jest z przestraszaniem?
    Ps. Zyto, a po co ty tumanisz? Przeciez zniechecenie sie red. Kowalczyka swoim blogie jesli juz nastapilo z powodu blogowicza jednego czy drugiego to NA PEWNO nie z powodu jednego wybranego nicku na O. Tam zniesmaczenie bylo dosyc spore w odniesieniu do innych upierdliwcow niby dyskutujacych. Nick O. to byl maly pikus. Wszystko jest do sprawdzenia w Przemoznym Archiwum

  78. @zyta2003 6 stycznia o godz. 1:08

    Ty jesteś jeszcze jedną osobą rzekomo „prześladowaną” na tym blogu – i nieustannie deklarującą swoją dezaprobatę dla poglądów ateistów. Chodzi, rzecz jasna, o poglądy które istnieją tylko w twojej wyobraźni. Tak to w skrócie wygląda, moja droga.

  79. Na marginesie
    6 stycznia o godz. 1:04

    10/10. Prawdziwa przemiana, postęp, czy jak tam zwać, musi być w głowach. Edukacja, nauka odnoszenia korzyści z współpracy zamiast z zabrania drugiemu, odebranie wyciągniętym z d… bajędom wpływu na postępowanie… takie tam znowu utopije. Eech, nie ma jak zbawiać świat z fotela w środku nocy. Over and out…

  80. Przed laty nienawidzilam z calego serca pewna osobe. W apogeum tego uczucia bylam w Nowym Orleanie, gdzie calkiem dobrze kwitnie kult woodoo. Oczywiscie znalazlam stosowne, mozna rzec profesjonalne miejsce, gdzie dostalam akcesoria jak laleczka, szpilki, broszurke z zakleciami, chyba przekleciami i instrukcja.
    Niedlugo potem bylam w jednym z poludniowoamerykanskich krajow. Tam wszedzie katolicyzm jest pomieszany ze starymi wierzeniami indianskimi, wiara w nature, w sily nadprzyrodzone i wszelakie duchy. Jednego dnia mielismy przewodnika nativ, ktory byl tak sugestywny w opowiadaniach o roznych cudach niewidach, ze zapytalam sie go czy zna kogos kto umie zaklinac. Jak najbardziej, chociaz to moze byc niebezpieczne. No to pojechalismy poznym wieczorem do starego Indianina z plemienia Keczua. Zapytal, czy mam wlosa, lub chociaz cos innego nalezacego do tej osoby. Nic nie mialam, i tak pospiewal, podymil ale powiedzial, ze nie gwarantuje efektu.
    Przeciez nie wierzylam ani na milimetr ani w jedno ani w drugie, ale dawalo to upust mojej nienawisci. Najwiekszy upust daje jednak czas, dzieki ktoremu wszystkie uczucia plowieja.

  81. @ namarginesie, wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

  82. @zyta2003 6 stycznia o godz. 1:43

    Taka nienawiść chyba najbardziej niszczy ciebie. Ja nie jestem skłonna do konwencjonalnych współczuć, ale chyba nigdy w życiu nie zdecydowałabym się na rytuał, który mógłby kogoś realnie skrzywdzić. Chociaż nie wierzę w skuteczność vodoo, ale tym bardziej. Brr. Zadziwiasz mnie. No bo żeby aż tak?
    Mocne uczucia.

  83. @zyta2003 6 stycznia o godz. 1:56
    Dziękuję, nawzajem 🙂

  84. @na marginesie. Nienawisc nie niszczy mnie, jestem z wiekiem coraz bardziej zadowolona z zycia, doceniam jego urode nawet pod panowaniem i tu se kazdy moze wymienic co chce…
    Jedni sie rodza z laska wiary, inni z laska bycia dobrym. A mnie raczej nic nie dano, wiec zawsze tlumaczylam mezowi, ktory byl dobry i mial mnostwo innych zalet z tego wynikajacych, ze po prostu ma taki talent. A ja ile musze sie sama napilnowac, zeby byc przyzwoitym, sprawiedliwym, nie miec uprzedzen itd. i czasem dac donacje, nie tylko na Owsiaka, nie podejrzewajac kazdego innego o oszustwo.

  85. Gwoli scislosci, przypomnijmy co sie odbywalo na blogu „Listy Ateisty” tuz przed ogloszeniem jego zamkniecia przez Pana Gospodarza

    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2016/08/18/juz-wiadomo-dlaczego-aukcja-w-janowie-nie-byla-sukcesem/#comment-464056

    Jacek Kowalczyk, 22 sierpnia o godz. 9:44
    ‚Czy może Pan zmienić miejsce objawiania swoich prawd i bezcennych uwag? Jakoś mi Pan nie pasuje… Jest tyle innych blogów w kraju i okolicach. Po co się Pan tu męczy i czyta tych wszystkich nierozgarniętych z Polityki, nie lepiej napawać się głębią Ziemkiewicza, Zaremby, braci Karnowskich czy Sakiewicza? Bez odbioru, JK ‚

    Bylo to skierowane do AF z DownUnder

  86. Na ten ping Gospodarza gosc z DownUnder odpowiedzial w pewnym momencie pongiem takim

    AF, 22 sierpnia o godz. 13:31
    ‚Spiesze Pan Kowalczyka uspokoic jak architekt poloniste… Przedawnienie w wypadku przestępstw korupcyjnych i innych poważnych jest to 10–15 lat. ….Nie moge sie doczekac az sie „panska cierpliwosc” na skutek mojej przewidywalnosci wyczerpie.
    Uprzejmie prosze w ramach Panskiej prycypialnosci mnie zbanowac…’

    Nastepny ping pana JK to sama wielkodusznosc. Wyliczona drobiazgowo

    Jacek Kowalczyk, 22 sierpnia o godz. 14:09
    ‚ „Uprzejmie prosze w ramach Panskiej prycypialnosci mnie zbanowac”.
    Bije się Pan o zdobycie odznaki „Zbanowany przez Kowalczyka”? Na razie zdobyli ją tylko ci ciężko naznaczeni przez los i własną osobowość. Aspiruje Pan? Ludzie kulturalni nie wchodzą, gdzie ich nie zapraszają.’

    itd itp itd pinpongowe wiele jeszcze razy. Az wszedl Orteq, z podsumowaniem

    Orteq, 22 sierpnia o godz. 23:53
    ‚ Ale sie POrobilo jak mnie nie bylo. Gospodarz: „Jest Pan tu zbędny, razem ze swoim tropicielstwem i uczciwością drugiej próby (w pierwszej były, jak sam Pan przyznał, łapówki)”. AF: „Z dyskusji merytorycznej próbuje się zrobić pyskowke z magla.”
    No nie ma rady. Istny magiel. Bezbanowanowy’

    Nastepny, ostatni wpis autorski pana Kowalczyka pojawil sie dnia 30.08.2016 we wtorek i nosil zlowrogi tytul:

    „I to by było na tyle” – Jacek Kowalczyk

    I tak to doszlismy do konkluzji:

    Za bezproduktywny ping pong AF z JK, dokonany z ogromnym wysikiem oraz ze strata czasu oraz bajtow, tuz przed ogloszeniem upadku bloga przez Gospodarza, ta na N obwinila za ten upadek nick Orteq. I jak tu nie kochac takiej? Lub nie bronic przed banowaniem?

    Bo nick Orteq bronil te na N przed banowaniem kilkakrotnie.

    PS. AF zostal w koncu zbanowany. Na dzien dzisiejszy wciaz musimy sie uciekac do inicjalow wesolka z Antypodow. No bo inaczej cyber moderator unicztozy cala misterna robote z dziedziny research!

  87. Z serii dobrych DLA NASZ wiadomosci

    https://russia-insider.com/sites/insider/files/kE7vaZ0.jpg

    z natychmiastowym urealnieniem pomnikarskim

    http://images.huffingtonpost.com/2016-08-22-1471874158-469661-CqJsQHhXEAEHKJq1-thumb.jpg

    Ze Najlepszemu Prezydentowi Wszechczasow nie wystawiono takiego pomnika jak Donaldowi to syf i poruta

  88. Wedle linkowanego poniżej artykułu, powołującego się na GUS, agnostyków i ateistów jest w Polsce tylk 3,1%!!! 91,9% to sfera nieracjonalna. Biorąc pod uwagę jak polskie dzieciątka kształci się w Szkółkach niedzielnych, to i tak dobrze. Jako byłemu belfrowi po przeczytaniu opadły mi ręce i klatka z piersiami. Bo za moich nauczycielskich czasów schyłkowego PRLu indoktrynacja ograniczała się jednak do pochodu 1-o majowego, akademii z okazji rocznicy rewolucji bratniej i pindylenia o Szopenie na 1 godz. lekcyjnej tygodniowo tzw. „propedeutyki”, podczas której, o ile nie było wizytacji, najczęściej zapodawałem młodziakom różne zajmujące informacje, nie mające z ww. nic wspólnego. Albo pozwalałem odrabiać zadania z innych przedmiotów.

  89. Nie ma wątpliwości co do tego, że jest nas na świecie za dużo. NAS. Tylko kto ma prawo decydować o czyimś prawie do życia? Przypadek miejsca urodzenia?
    Miałem i mam wielkie pretensje do krk za niemoralną walkę z antykoncepcją, szczególnie w krajach biednych. Wojtyle, w roli dobrego papy JPII, wadziły prezerwatywy w Afryce jako środek zabezpieczający przed AIDS, ale milczał na temat brygad śmierci w Ameryce Południowej, które strzelały nocami do bezdomnych dzieci.
    Przyrost naturalny należy bezwzględnie ograniczyć. To jest tykająca bomba demograficzna. Jestem zwolennikiem antykoncepcji, aborcji i eutanazji.
    Ale nie daję sobie prawa do decydowania o tym kto ma prawo żyć, a kto nie. Kto ma umrzeć z głodu na oczach sytych i zadowolonych.
    Dopóki nie uporamy się, my mieszkańcy ziemi z problemem nadmiernego przyrostu naturalnego, miarą człowieczeństwa będzie solidarność z umierającymi z głodu. Takie jest moje zdanie w tej sprawie.
    Za uprawnione uznałbym pytanie: dlaczego to staremu @wujaszkowi należą się kosztowne procedury medyczne? Dlaczego tych pieniędzy nie dać głodującym dzieciom?
    Uprzedzając ewentualne pytania. Od ponad dwudziesty lat nasza rodzina utrzymuje czwórkę dzieci w Afryce. Jedno dziecko się usamodzielnia, w to miejsce przychodzi następne. Mamy zdjęcia tych dzieci, listy i rysunki od nich. Widzimy jak rosną, rozwijają się, pracują, zakładają własne rodziny.
    Wierzę, że „nikt nie jest samotną wyspą”. Tak mnie wychował mój PPSowski Ojciec. Moje serce bije po lewej stronie.

  90. wujaszek wania
    6 stycznia o godz. 9:41

    Dlatego też trafia mnie cholera, gdy wzmianka o problemie demograficznym spotyka się zaraz z wyzwiskami typu „morderca”, „sam się zredukuj”, itp. Tak czy inaczej, za jakiś czas mnie nie będzie, a dzieci mam dwójkę, a nie dwunastkę.
    Jeszcze gorzej jest z demagogicznymi wywodami o dzieciach, które mogły były być (pardon) wyskrobane, ale wyrosły na geniuszy. Na to należy odpowiadać pytaniem: ilu ludzi NIE MA na świecie?
    Z tą adopcją to mam nadzieję, że to nie mydlenie oczu (Twoich). Obawiam się jednak o stosunek pomocy do kosztów tego systemu. Także, że wieczne otrzymywanie pomocy na dłuższą metę krzywdzi.
    Ale i polskie dzieci (i nie rylko dzieci) bywały w historii adresatami pomocy.

  91. @ zak1953

    Zgrabna i malwoniczo bajeczna opowieść o nieracjonalności, z małym portrecikiem życia w tle. To lubię. 🙂

    Pewnego letniego dnia, po całym Podlesiu rozeszła się wiadomość, przekazywana z kobiecych ust do ust, iż w okolicy pojawił się diabeł polujący na ludzkie dusze. Stugębna plotka mówiła, iż objawia się nieostrożnym mieszkańcom na łąkach pomiędzy Podlesiem, a Piotrowicami. Robi to zawsze po północy. Pojawia się pod postacią białego konia. Podawano nawet przykłady, kiedy kilku nieostrożnych Podlesian z trudem uszło przed czarnym. A potem oni zaklinali się na wszystkie świętości, że tylko szybka modlitwa i sprawne nogi pozwoliły im powrócić cało do domu.

    Stugębna, a raczej miliardgębna plotka głosi, że dyabeł ubiera się na czarno i pod takąż postacią się ukazuje. Wystarczy zajrzeć do zbioru bajek, czarnego rozpozna się po czarnym niezawodnie. Jak kto ma bajki schowane w piwnicy, to sobie zajrzy do jakiegoś westernu z Johnem Waynem albo irkiem Douglasem – i w ogóle dowolnego: ten dobry jest na jasno, a co najmnniej jasno, miło i w ogóle fajnie mu z oczu patrzy i ma większy szacunek do pań, które w westernach zawsze są bardzo ponętne, a mnie to ciągle, nieracjonalnie zastanawiało: skąd się na Dzikim Zachodzie brały takie tabuny ślicznych, należycie przyrodniczo wyposażonych, z zadbanymi ząbkami, jasną cerą i manierami pań, w dodatku nieustannych panienek (wzdychajacych do słusznego kowboja), rzadko wdów, a nigdy żon sakramentalnych które sakramentalnemu mężowi westernowemu odbija dobry kowboj?
    Niegrzecznu zaś typ westernowy głównie jest na czarno. Czarna kamizela, czarne buty i portki; czarny kapelusz z szerokim, cienistym rondem, gęba zarośnięta, uzębienie niekompletne, ale w kły wyposażone, spluwający co raz ludziom pod nogi, spode łba rzucający złe i czarne spojrzenie. I nic tylko by kradł, gwałcił, zabijał i uciekał w krzaki.
    Słowem – coś ten bały czarny zły na nocnych łąkach miał jakąś taką delikatność w sobie i trzeba się było chyba postarać, żeby za złego czarnego wziąć tego białego.

    Taki biały czarny nieracjonalny pełni wśród ludzi racjonalną rolę. A nawet czarny czarny: wyzwala emocje, porządkuje je, nadaje im sens, uspokaja wewnętrznie – co wydaje się paradoksalne, a nie jest, bo wyjaśnia: a nie mowiłam/mówiłem ?! I od razu czujemy od tego racjonlną rację, oraz mamy szacunek w otoczeniu. Za pomocą czarnego oswajamy swoje lęki, ale też zabijamy nudę. Życie znojne jst, życie przewidywalne jest, nic się nie dzieje, jak w polskim filmie. To trzeba coś wymyślić, nawet niekoniecznie od początku do końca racjonalnie wyprodukować bajędę. Pozór, powód, coś ktoś zauważył, usłyszał, zobaczył w dziwnym świetle – i już umysł pracuje, dopowiada, pogłębia, dodaje malunki wzięte z własnej głębi i jest ta stugębna, wystraszająca, czasem przerażająca i równocześnie podniecająca plotka.
    Nasz nieracjonalność jest w sumie racjonalna. I ona nas wypełnia znacznie bardziej niż racjonalność. Gdybyśmy byli wyłącznie racjonalni, nie żylibyśmy. Nasza nieracjonalność jest podstawą życia i stąd jej racjonalność.

  92. Kilka słów o „dobroczynności” organizacji, udających pomoc dla krajów afrykańskich. Osobiście nie udzielam się w różnych akcjach pomocy bliżej nieznanym człowiekowatym, ale raczej nie z powodów ideologicznych. Nie wierzę w uczciwość działaczy instytucji takich jak Caritas itp.. Wiele lat temu słuchałem wywiadu z aktorem K. H Boehmem, znanym jako cesarz Franciszek Józef z Sissi. Wówczas za szczyt biedoty uchodziła Erytrea i okolice. W Niemczech działały różne organizacje, zbierające fundusze na pomoc tym zagłodzonym dzieciom. On też działał bardzo intensywnie. W ramach zbliżenia ras ożenił się z Erytrejką (młodą i nawet ładną). Powiedział sam, że ze 100 marek jedynie 10 fenigów dojdzie do celu i tak konkretne dobra z transportów są przeważnie przejęte przez zbrojne bandy rabusiów. Nie sądzę, aby się cokolwiek w Afryce zmieniło. Pomoc zewnętrzna wzmacnia tylko bandy, walczące z wszystkimi, mordujące i gwałcące co popadnie.
    Nawet piraci sobie radzą, biorą sowite okupy za pojmanych marynarzy, a armatorom musi się to też opłacić. Gdy mój wnuk zaczął jeździć po oceanach na kontenerowcach to środek ciężkości napadów był w okolicy Erytrei. Francuzi walczyli z piratami, wysyłając w ten rejon okręty wojenne, a armator brytyjski umieszczał na statkach żołnierzy. Wnuk przez kilka lat przebywał na Oceanie Indyjskim z antyterrorystami na pokładzie.
    Po jakimś czasie wycwanili się murzyni z Nigerii i do dziś grasują w okolicy Lagos, jednak sytuacja jest inna niż na wschodniej flance Afryki. Rząd Nigerii nie pozwala na umieszczenie uzbrojonej ochrony na statkach handlowych. Mogą wynająć eskortę okrętu wojennego, który im towarzyszy do 50 mil od brzegu. Na początku to działało, ale się piraci wycwanili i biorą zakładników, zamiast całych statków nieco dalej, gdy okręt już wraca do bazy. Dla śmiechu napadli ostatnio na statek pod nosem wojskowych, już daleko od brzegu morza, na rzece, blisko Onne, gdzie do statku wnuka dołączała uprzednio kanonierka.

    W Nigerii wszyscy „biorą”, tylko ryby nie. Rząd się wyżywi i piraci też. Jeśli kapitan nie daje łapówki, bo armator już nie pozwala, to nakładają kary za nieistniejące przewinienia i to wychodzi drogo. Nie uznali np. książeczki żeglarskiej wnuka – rzekomo sfałszowana! Nie wiem, jak się armator wykupił. Teraz wnuk kursuje między Miami i Santo Domingo i co niedzielę jest w Miami. To bardzo niedobry termin, bo czas wolny ma tylko wtedy, gdy sklepy są zamknięte, tylko burdele czynne. Nawet z nami nie gada, tylko w 2 portach Dominikany urządzamy sesje Messengera.

  93. zak1953
    5 stycznia o godz. 14:44

    Babka Maryjka urodziła w sumie siedmioro dzieci; sześć dziewczyn i jednego synka. Miała co robić, a jednak czas na klachy znalazła.

    Zapewne właśnie dlatego. Nielekkie, pełne trosk i jednostajne w przewidywalności i także pewnie troche samotne (kobieta siedzi w domu, mężczyzna między ludźmi) życie trzeba sobie ubarwić, wzruszyć.

  94. @ Orteq

    Dałbyś już spokój chwaleniem się cudzymi osiągnięciami w dręczeniu bloga. Masz i własne. Tymi sie nie chwalisz. I dobrze, niech zostaną w przeszłości i nie rzutują na teraźniejszość. Jak dobrze, to bądź na tyle dobry, byś dobrze służył blogowi, czym się chwaliłeś werbalnie, a nie służyłeś realnie, więc udałeś się na odpowiednie zorganizowane wywczasy.
    Skup się na jasnej stronie siebie. Dla bloga może z tego być pożytek, a nawet dla Ciebie.

  95. Tanako,

    a mnie w westernach dziwiło co innego. Fakt, że dziewczyny są śliczne, mnie nie dziwi, ale ich nieskazitelny czysty ubiór i w domyśle – piękny, czysty zapach. Jak może to być realne w tym wałęsaniu się tygodniami w kurzu i deszczu bez pralek automatycznych Boscha (ze suszarką)???
    O zapachu kowbojów po obligatoryjnej fasolce po bretońsku – raczej cassoulet – wolę nie wspomnieć.

  96. Antonius
    6 stycznia o godz. 12:00

    Ale właśnie na ową śliczność składa się i czystość ubioru, co oznacza czystość duszy oraz odpowiedniego dziewictwa. Chociaż, jak sobie pomyslę o takiej Claudii Cardinale, co to śliczną, czystą i pachnącą przybyła na lichą pustynię w celu rozpoczęcia małżeńskiego pożycia z rudym małżonkiem, acz solidnym, bo ojcującym porządnie dwojgu dzieciom, co to ich wszystkich spluwający czarny Fonda pozabijał tooooo… no pyszna ta Claudia-półdziewica była, a była z przybytku, w którym nawet półdziewicą być dosyć trudno, a nawet wcale się nie da. A taka śliczna, czysta na ciele, pachnąca na duszy i cerze panna w fachowo wypranych strojach i starannie urządzonej fryzurze!

  97. Tanaka

    Pięknie opisałeś mój ulubiony film, choć wspomniałeś głównie o czarnym bohaterze + białym, choć rudym, a te pośrednie kolory (Harmonica i Nevada)?
    Poza tym nie wiem, czy dobrze policzyłeś dziatwę? Mam wrażenie, że było dwóch chłopców. Tego mniejszego Henry osobiście…
    CC była faktycznie śliczna!

  98. zak1953
    Jak zwykle świetny wstępniak! Temat „podejrzany” dla racjonalistów, którym zdarza się czasem otrzeć o coś, co nie jest tak po prostu wytłumaczalne, ale tym bardziej jakby rajcujący.
    Kiedyś, pisząc w swoim wstępniaku o dołującym katolickim wychowaniu, wspomniałam o tym, jak moja arcy pobożna babcia straszyła mnie, że jeśli często będę się gapiła w lustro (z próżności? ja wtedy sześcio, siedmiolatka?), to diabła zobaczę. Trochę się bałam na początku, a potem nawet nie mogłam się doczekać z ciekawości. I nic.
    Chyba jednak poczułam kiedyś na plecach dreszczyk emocji, doznając czegoś dziwnego.
    Uczyłyśmy się z koleżanką do matury. Miałam u niej nocować i jej tata, żeby nas trochę przewietrzyć i oderwać od książek zrobił nam małą wycieczkę do podmiejskiego lasu. Wracając, zatrzymaliśmy się, na moją prośbę, przy starym prawosławnym cmentarzu, bo mnie zaintrygował. Ojciec koleżanki czekał na nas w samochodzie, a my zerwałyśmy (na tym cmentarzu) jakieś wczesnojesienne osty i inne badyle, które wstawiłyśmy potem do wielkiego dzbana-siwaka stojącego w niewielkim holu. Obudził nas w nocy huk. Wybiegłyśmy z jej na pokoju na hol. Dzban był rozbity na drobne części. Ten hałas słyszeli również jej rodzice w sypialni obok. Nikt z nas nie powiedział tego głośno, ale mieliśmy wszyscy, absurdalne wydawało się, wrażenie ze tego zielska z cmentarza NIE WOLNO było ruszać.

  99. Szary Kot
    6 stycznia o godz. 10:52

    Z tą adopcją to mam nadzieję, że to nie mydlenie oczu (Twoich).

    Nigdy nie da się na sto procent niczego wykluczyć.
    Podchodzę do tego na zasadzie, którą nazwałeś „naiwną stroną”. Wolę wyjść na głupiego i naiwnego niż bezdusznego.
    Znam i rozumiem wszystkie zastrzeżenia związane z kosztami i demoralizacją. Nie udaję, że ich nie ma.
    Ale ostateczną decyzję podejmuję stając „sam na sam” z dzieckiem głodnym. Bo na czym polega wina dziecka konającego z głodu? To jest sprawa mojego wyboru.
    Taki wybór przychodzi mi tym łatwiej, że utrzymanie czwórki dzieci w Afryce kosztuje mnie mniej więcej tyle, co utrzymanie dwóch kotów w Polsce.
    Jeżeli ktoś mnie oszukuje, to trudno. Wolę dać się oszukać niż zaniechać pomocy, kiedy mogę jej udzielić.

    Jeszcze gorzej jest z demagogicznymi wywodami o dzieciach, które mogły były być (pardon) wyskrobane, ale wyrosły na geniuszy.

    Znam te historyjki. Zwłaszcza o Beethovenie. „Właśnie zamordowałeś Beethovena!” Odpowiadam wtedy: a może Hitlera?
    To jest podły szantaż emocjonalny. Praktykowany szczególnie przez miłośników zygoty, których mało obchodzi los narodzonych.
    Nie robi to na mnie żadnego wrażenia.
    Dla mnie ważniejsi są narodzeni.

    Ale i polskie dzieci (i nie rylko dzieci) bywały w historii adresatami pomocy.

    Ja bezpośrednio po wojnie czekałem, jak na zbawienie, na paczki od „cioci unry”. Poznałem wtedy co to głód. To nie jest dla mnie pojęcie abstrakcyjne.
    Moje dzieci w czasie stanu wojennego. Nie głodowały. Ale podpaski higieniczne, niedostępne w sprzedaży, zaoszczędziły córce licznych upokorzeń. Buty, z których dorastające dzieciaki wyrastały w ekspresowym tempie były wybawieniem.
    Ta pomoc ratowała poczucie naszej godności. Nikogo z nas nie zdemoralizowała.

    Jestem bezradny i bezsilny wobec problemów demograficznych. Robię tyle ile mogę.

  100. Antonius
    6 stycznia o godz. 13:24

    No to naści – Claudia i panowie. Plus muzyka taka, że aższsz…

    https://www.youtube.com/watch?v=-mMd6D1Gw1g

    Zdaje mi się, że w filmie była dwójka dzieci tego, co to z Claudią i zginął: chłopak i dziewczynka. I taki sam los ich spotkał, gdy wredny Fonda zza krzaka strzelał ze swoimi bandziorami.
    Claudia – fenomenalna. A taka Sophia, choćby w filmie „Matka i córka”. Co to nie western makaroniczny co prawda, ale Sophia to Sophia wszędzie.

    Obiło mi się o uszy, pewnie w związku z tym, że Ennio Morricone (a właściwie Morrrrrrrrrrrrriconeee – bo tak sam Ennnnnnioo wymawia) się w RMF Classic pojawia z pozdrowieniami dla słuchaczy, że miał propozycje przeniesienia się do Hollywood, ale nie chciał. Tam nie mógłby tworzyć.
    Bodaj wczoraj też, na tej samej antenie, prowadzący przypomniał żartobliwie serio wypowiedź Wojciecha Kilara (gorącego wyznawcy bozi, notabene), który na pytanie jak to jest, że tworz taką piękną muzykę, odparł: do tego trzeba mieszkać w Katowicach!
    Tak, tak, te kwaśne deszcze, dym i pylica w płucach – i przepis na wspaniałą muzykę gotowy? Może jeszcze ten nocny koń na lące z cyganem w tle?

    Aha, bo Claudia w filmie ma też ślicznie zadbane paluszki. Palce lizać, mniam!

  101. mag
    6 stycznia o godz. 13:35

    NIE WOLNO! Historia człowieka, to historia tego, że NIE WOLNO!
    Nie wolno o czymś/kimś wspominać, nie wolno czegoś dotykać, nie wolno czegoś robić (gapić się z próżności w lustro!). Nie wolno wymawiać jakiegoś słowa, bo jak się wypowie, to świat się zawali, albo wypowiadający szczeźnie w ogniu.
    Dziewczynkom nie wolno się zadawać z chłopakami, a jak się która zadaje, to wszycy ją pokazują palcami – pod kierunkiem rodziców, oczywiście – jako tą złą, upadłą. A niektóre dziewczynki tego „upadku” potrafią skrycie zazdrościć.

    NIE WOLNO było zebrać ziela z cmentarza prawosławnego, bo…?
    Bo to nieprawidłowy cmentarz, niekatolicki, leżą tam obcy nam ludzie, nie wyznający bozi tak jak trzeba, a trzeba wyłącznie tak, jak my, katolicy wyznajemy. Oni są podejrzani, oni są źli, jak się z nimi wejdzie w kontakt – nawet za pomocą ziela (cóż za siła zła!) – to sie NA PEWNO coś złego stanie. I stało się! Było to ostrzeżenie Wszechmogącego: nie ważcie się!

  102. @@Antonius, Tanaka
    A Brigitte Bardot? Dla mnie jako dziewczynki około trzynastoletniej najwyżej (później już byłam na to „za stara” w swoim pojęciu) wklejającej do specjalnego zeszytu fotosy aktorek, pracowicie wycinane z tygodników „Film” i „Ekran”, była zdecydowanie number one.
    W mojej ówczesnej, „małoletniej” estetyce niekoniecznie Marylin Monroe czy Elizabeth Taylor były kanonami urody.
    Obok BB także CC, czyli Claudia Cardinale. Dla mnie to były ikony.

  103. Matko moja, nie chcę być niewiarygodna. Uczyłyśmy się nie do matury, bo to na pewno była jesień, ale chyba do jakiejś ważnej klasówki.
    @Tanaka
    Nieważne, czy to był akurat cmentarz prawosławny. Odczułyśmy TO z moją koleżanką, jak zakłócenie zmarłym spokoju i przywołanie nas do porządku.

  104. mag
    6 stycznia o godz. 14:27

    Zdaje się, że Bardotka też zagrała w westernie.
    BB to sprawa oczywista! Toż to ona odkryła dla kina i w ogóle naturalność i niewinność erotyczną. Że aż parowało!
    I z tym swoim emploi zupełnie zdominowała Europę.
    Jakoś tak ze smutkiem sobie myślę, że później jej losy zaczęły się toczyć dosyć dziwnymi drogami, mam natomiast dla niej mnóstwo uznania za empatię wobec zwierząt i walkę o ich prawa.
    Ciekawa jest pewna symetryczność, choć różna w skali: tam BB, tu VV, czyli Violetta Villas, która też nie mogła się odnaleźć, przeżyła osobiste dramaty, wreszci trafiła do okolic jakie znała z dzieciństwa – Lewina Kłodzkiego i tam, na niewielkim kawałku terenu – taka skala polskiej sławy w świecie show biznesu – zamknęła się z tłumem psów i chyba też innych zwierzaków.
    BB opowiadała kiedyś, ze wzruszeniem, o swoich pięknych latach nad morzem z ukochanym – Jean-Louisem Trintignantem.

  105. mag
    6 stycznia o godz. 14:35

    Nwet jak się natężę, to trudno mi sobie wyobrazić, by dwa płoche dziewczątka były zdolne popełnić taką zbrodnię: zakłócić spokój zmarłych.
    Stawiam na coś innego: zmarli płci męskiej byli bardzo zadowoleni z waszego kicania po cmentarzu. Chyba, że obok leżały ich stare, brzydkie i zołzowate żony. To może te straszne baby ten dzban i trach?!

  106. Tanaka
    Kto wie? Może to te zołzy prawosławne?
    Ale, Tanaczaku, podobno jest taki zabobon, że jak się coś weźmie/ukradnie z terenu cmentarza, to potem „straszy”.

  107. Na cmentarzu kwiatów łan.
    Ja mam w domu taki dzban.
    Ruszmy wiec wród mogił w tan –
    Na cóż zmarłym? To nam dan
    Na cmentarzu kwiatów łan,
    Pójdzie w dzban!

    Noc. W ciemności kwiatów pęk.
    Nagle brzdęk –
    To znak:

    Nie wam one, nie w dzban!
    Dobrze wam, dobrze wam, dobrze wam tak.

  108. mag
    Nie znam klasycznego westernu z BB. Może masz na myśli „Viva Maria”, gdzie BB odkryła zainteresowanie seksem? Grała też Jeanne Moreau, też ślicznotka. Brały udział w rewolucji meksykańskiej jako terrorystki. Już jako dziecko nosiła bomby dla tatusia. Ale może mieszam obrazy z kilku filmów?
    Odnośnie BB mam jednak pewien niedosyt. Zawsze chwalono jej piękny biust, a ja jej nigdy nie widziałem topless!

  109. Nawet nie wiedziałam, że ukochanym BB był (m.in.) Jean-Lois Trintignant.
    Akurat jego kojarzę sobie automatycznie w parze z Anouk Aimee w kultowym ongiś filmie „Kobieta i mężczyzna” ze słynną ścieżką dźwiękową. Pamiętam, że urwałyśmy się z dziewczynami z „wojska” (były i takie zajęcia na polonistyce UW ), by pójść na ten film.
    https://www.youtube.com/watch?v=ROmlh6J7T0k

  110. mag
    6 stycznia o godz. 16:02

    podobno jest taki zabobon, że jak się coś weźmie/ukradnie z terenu cmentarza, to potem „straszy”.

    Ze zabobon to, owszem, jest. Jeszcze tak nie było, żeby tak było, żeby na cmentarzach katolik nie okradał katolika ze wszystkiego: wieńce, wiązanki, szarfy, kwiatki posadzone, znicze, krzyże, litery, nawet całe nagrobki kradną.
    To jakby tak za każdym razem miało straszyć, to by cała Polska była zastraszona. Chyba jest coś na rzeczy, bo jest zastraszona, tym co ukradł Księżyc. I na cmentarzach też kradł?
    I dlatego Anna Jantar śpiewała: tyle strachu w całym mieście…, popatrz! Albo jakoś podobnie.

  111. Antonius
    6 stycznia o godz. 16:22

    To mogła być „Viva Maria”. A topless? A w „I Bóg stworzył kobietę”? Nie ma aby toplesa?

  112. Antonius
    Tak, chyba chodzi i Tanace, i mnie o „Viva Maria”.
    Niedawno oglądałam na którymś kanale TV. Śliczności!
    Też niedawno widziałam „Windą na szafot” (po raz pierwszy, bo byłam dzieckiem, gdy film wszedł na ekrany, ale czy i w Polsce?) z Jeanne Moreau. Genialny film, wspaniała i piękna Ona w roli Felice.

  113. Tanaka
    Miała toplesa.

  114. To ja może dla zmiany klimatu od „duchów” przejdę do realu bardzo aktualnego.
    Kolejna edycja WOŚP tuż, tuż, więc tradycyjnie do ataku ruszają rozmaite duże i małe pieski obszczekujące i szarpiące za nogawki Jurka Owsiaka. Niejaki Jan Herman, bloger Salonu24 robi to nie po raz pierwszy. Tym razem pod tytułem „Owsiak jest symbolem transformacyjnego zła w Polsce. ”
    Gwoli sprawiedliwości, na tym samym portalu znajduję taki oto sumienny zapis na temat WOŚP.
    https://www.salon24.pl/u/kserkses0517/923646,wielka-orkiestra-swiatecznej-pomocy-nagie-fakty

  115. mag
    6 stycznia o godz. 16:34

    Kurka wodna, brakuje mi takich dobrych filmów z takimi aktorami i klimatem noir, którego jestem wyznawcą.
    Właśnie łazi mi po głowie Delon łażący po nocnych spelunach, w ktorych grają jazz, trzeszczą trąbki, a i dziwni faceci i piękne kobiety snują sie niespiesznie w tle.
    Bardzo mi się podoba filmowe „Sin city”, które bardzo nawiązuje do tych klimatów i do tego ma mocny rys komiksowy, co się razem świetnie łączy.

  116. mag
    6 stycznia o godz. 17:11

    O ile pamiętam, pionierem w spluwaniu na Owsiaka był nasz milusiński – cardinallo Glemp Józef. fakt, spluwał tak spod zasłoniętej buźki, następcy plują z jawnej paszczy.
    Całkiem świeżo, na najbliższe granie Orkiestry i Owsiaka w całości splunął twórca Gadu-Gadu Łukasz Foltyn o Jurku Owsiaku. „Największy szkodnik służby zdrowia i chorujących” – cyt. za wp.pl

    Jaki to liryczny kraj – Polska !

  117. Tanka
    A mnie się – kurka wodna – jazz skojarzył z mnóstwem rzeczy po lekturze świetnie napisanej biografii „Komeda. Osobiste życie jazzu” autorstwa Magdaleny Grzebałtowskiej. Właśnie skończyłam czytać i odpukać, ale roi mi się już w głowie wstępniak na bazie. Kiedy się wyroi, się zobaczy. Na razie jestem pod wielkim wrażeniem wielkiej legendy i opowieści o kolorowych ptakach w szarym peerelu (nie tylko zresztą jazzmanach).
    P.S O Fołtynie już nie chciałam wspominać, bo to tylko splunąć, a propos spluwania.

  118. @Tanaka, @mag

    A słuchaliście takiego opluwania na żywo? Mi się zdarzyło. Na pozór normalni ludzie tak nagle zaczynają: że rząd powinien, a nie Owsiak, że na to płacimy podatki, żeby służba zdrowia funkcjonowała, a nie żeby ją O. utrzymywał, i że O. nie może wyręczać rządu. No i panie ile to on lodów ukręci. I że telewizja państwowa prywatną imprezę dlaczego niby ma transmitować. Aha, i jeszcze że młodzież zmusza się do pracy przy tym i się ta młodzież męczy, a O. się tuczy. I tak się to sączy.

  119. Szary Kot
    6 stycznia, g.17:58
    Zacytowany przez Ciebie schemat wypowiedzi ustnych i pisemnych znam na pamięć, bo to trwa – do diabla i anioła razem wziętych – już 26 lat!
    No i co im zrobisz, tym wszystkich oszczercom, oszołomom, podłym zazdrośnikom i wszystkim innym skur…?! Nic.
    Fundacja Owsiaka była tysiąc razy prześwietlana przez rozmaite służby fiskalne itp., opukiwana i jest CZYSTA.
    Antyowsiakowcy nigdy jednak nie dadzą za wygraną, bo to kategoria ludzi, nie wiem, czy tylko w Polsce występująca, którzy oplują z zamiarem zniszczenia wszystko, co ludzi łączy ponad przeciętne standardy, przynosząc ponad przeciętne sukcesy, a przy okazji zasłużoną sławę tym, którzy potrafili – tak jak Owsiak – zorganizować i ponad ćwierć wieku prowadzić tak niesamowita akcję.

  120. Szary Kot
    6 stycznia o godz. 17:58

    Oczywiście, że słuchałem na żywo, bo nad Wisłą nie da się nie usłyszeć. Natomiast zbiorowo nie na okoliczność Jurka Owsiaka akurat, choć indywidualnie jak najbardziej.
    Co zresztą nie ma większego znaczenia, bo duża część opluwaczy niespecjalnie jest zainteresowana na kogo pluje, ważne, żeby było wyplute.
    Tzw. argumentacja też podobna, niezależnie od celu: że lody kręcą, że zmuszają, że ryją, na krwawicy tuczą, że jak mają to skądś mają (Kaczyńskim jadą), a jak skądś to wiadomo skąd itd itp.

  121. Z innej beczki.
    Przeczytałem właśnie (pierwsza strona Wikipedii), że 1 stycznia 2019 prawa miejskie otrzymało 10 miejscowości. Z tego 7 w województwie świętokrzyskim. Cóż to za manna, do jasnej Andżeliki?

  122. Bardzo ciekawa rozmowa z brytyjskim filozofem, lekarzem, pisarzem Raymondem Tallis
    https://vod.tvp.pl/video/chuligan-literacki,raymond-tallis,40545061
    o etyce świeckiej, sekularyzacji, nieantagonistycznym ateizmie. O możliwości odtwarzania przez ateizm tych samych problemów, jakie tworzą religie poprzez tworzenie własnych kultów.
    I ta cudna marynarka!

  123. @wujaszek wania
    6 stycznia o godz. 21:40
    Nie da się oglądać – add block trzeba wyłączyć a jak wyłączę to i owszem mogę oglądnąć reklamy bo potem „materiał jest niedostępny w twoim kraju”.

  124. Ci którzy krytykują działanie Owsiaka i jego fundacji to zwyczajni durnie, którym żal tych paru złotych i swoje skąpstwo usiłują ubrać w ideologię.
    A większość znanych mi krajów rozwiniętych, mających funkcjonujące w miarę gładko szkolnictwo, służbę zdrowia i inne, opiera się na donacjach z fundacji charytatywnych i pracy woluntariuszy.

  125. Ewa-Joanna
    6 stycznia o godz. 21:49

    szkoda 🙁

  126. Czy jakaś petycja była skuteczna?

  127. Ewa-Joanna
    6 stycznia o godz. 21:54

    Skąpstwo to postawa bierna. Ci co opluwają Owsiaka i Orkiestrę to są zawzięte, czynne typy. Owszem, jest to w sumie durnota, ale bardziej jako oczekiwany skutek : byliby szczęśliwi, gdyby Orkiestra zniknęła z powierzchni ziemi.
    Wśród przyczyn widzę raczej zawiść, poczucie nicości, potrzebę zemsty nawet za niezwiązane z Owsiakiem krzywdy, lęk o jakąś prawdę, która jest katastroficzna, a Owsiak jest emanacją jakiegoś głębokiego zła, nienawiść do jego uśmiechu, luzu, życzliwości, świetnego kontaktu z artystami, młodzieżą i ludźmi w ogóle, czy zazdrość o konkurencję, która lepiej sobie radzi.

  128. Szary Kot
    6 stycznia o godz. 19:56
    Jakaż tam manna? Podatki miejskie są zazwyczaj wyższe od tych nakładanych na rejony wiejskie. Może zbyt wielu mieszczuchów uciekło na wieś, podnosząc tym samym próg, umożliwiający uznanie miejscowości za miasteczko? Takie swoiste wpadnięcie z deszczu pod rynnę.

  129. Ewa-Joanna
    6 stycznia o godz. 21:54
    A może to są ludzie służalczy, uniżenie wykonujący polecenia patronów, którym np. nie wypada głośno i publicznie krytykować działalności charytatywnej innych osób, bo sami czerpią z tego źródła? Był czas, gdy niektórzy hierarchowie Kk negatywnie wypowiadali się o Owsiaku i jego Orkiestrze. Ich słowa bezkrytycznie powtarzali proboszczowie. Ale nagle zaczęto pokazywać konkrety Owsiaka, którymi nie mógł wykazać się kościelny Caritas, przejadający w postaci kosztów stałych działania, znacznie więcej darowanych pieniędzy, aniżeli WOŚP czy niektóre prywatne fundacje pomocowe. Pozostają świeccy, formalnie nie przyznający się do poleceniodawców.

  130. mag
    6 stycznia o godz. 13:35
    Też uwielbiam takie susze roślinne w wazonach. Być może wasz „wiecheć” był zbyt wysoki i zbyt wilgotny, a więc ciężki. Takie rośliny w suchej atmosferze pomieszczeń zaczynają się skręcać, powodując przemieszczenie środka ciężkości i wywrotka dzbana z jego rozbiciem gotowe. Ja suszę takie roślinki w stanie zawieszonym przez dłuższy czas (czyli kwiatem do dołu), dzięki czemu wysychają, pozostając prostymi. Ale to tylko moja racjonalizująca zdarzenie sugestia.

  131. Tanaka
    6 stycznia o godz. 11:43
    Ładnie to określiłeś; dawniejszy mężczyzna pracujący „mężczyzna między ludźmi”. Czyli dzieciaki wypadają z kategorii ludzkiej. Bo kobieta otoczona wianuszkiem dzieci, którymi się zajmuje w domu, już między ludźmi nie jest? Cóż, bachory potrafią dać innym taką wyćwikę, że tracą wszelkie ludzkie przymioty. Nawet moja babka, kiedy z kuzynem daliśmy jej popalić, potrafiła nawrzucać nam od podciepów. Chociaż była osobą kochającą i stale zatroskaną o wnuków. Ale nas wtedy rozpierała dziecięca energia i nie myśleliśmy jeszcze w kategoriach krzywdy jaką można uczynić bliskiemu.

  132. Jeśli tu jest sfera nieracjonalna, to dobrze trafiłem.

    W związku ze zdumiewającym skazaniem Jerzego Urbana za znany z „Nie” wizerunek zdumionego Jezusa nie będę oryginalny i wyrażę zdumienie podobne zdumieniu onego Jezusa. Otóż polski sąd zniżył się do bardzo, uważam, niskiego poziomu intelektualnego i religijnego sześciu urażonych katolików, których uraziło to, że domniemany Jezus na Urbanowym wizerunku się zdumiewał. Owych sześciu katolików i sąd jakby nie wiedzieli z Nowego Testamentu, że Jezus był nie tylko bogiem, ale i człowiekiem ze wszystkimi właściwościami człowieka (wprawdzie wszystkich człowieczych właściwości Jezusa nikt nie zna – na przykład nie wiadomo, czy miał poczucie humoru i się śmiał – ale nie znamy też wszystkich właściwości samych siebie, żony, rodziców, znajomych, dzieci). Więc wiemy, że lubił wypić i sprzyjał pijącym, że współczuł, że obcesowo traktował własną matkę, że się smucił, że potrafił być absurdalnie mściwy (skazał drzewo figowe na uschnięcie za to, że nie miało zimą fig), że wpadał w złość (wypędzenie kupców ze świątyni), że bywał rozgoryczony (narzekał, że nie ma gdzie głowy złożyć, choć był o rzut beretem od rodzinnego Nazaretu), no i wiemy, że bywał ZASKOCZONY: „Kto mnie dotknął?” zapytał, kiedy kobieta dotknęła z tyłu jego szaty. Żeby więc mnie kto zabił nie zrozumiem ani przed zabiciem, ani po zabiciu, czego prześmiewczego mógł się ktoś dopatrzyć w ZDUMIENIU domniemanego Jezusa w gazetowym wizerunku. To, że ktoś mógł oskarżyć Jerzego Urbana, rozumiem, bo Jerzy Urban po to jest, żeby go oskarżać, ale że sąd zniżył się do poziomu oskarżających i prokuratury i też oskarżył, nie zrozumiem, bo taka jednomyślność jest dla mnie za skomplikowana. W związku z tym jestem tak samo jak Jezus zdumiony, że nadprokurator Zbigniew Ziobro nie wysłał listu gończego za obywatelem francuskim Jeanem Effelem na przykład, który namalował ogrom wizerunków Boga, aniołów, Adama, choć nie mógł mieć pojęcia jak oni wyglądają, więc na bank fałszował. W dodatku Bóg zabronił tworzenia wizerunków również tego, co w niebie, więc Effel powinien podwójnie beknąć. Nie szkodzi, że nie żyje – można pośmiertnie odznaczać, to można i karać.

    Proszę zerknąć, ile głupstw na temat Jezusa ludzie nawymyślali, a do tej pory chyba nikt, prócz Jerzego Urbana nie beknął. Liczę, że polskie państwo wyjdzie ze Strasburga z taką samą zwycięską miną jak Broszka, kiedy schodziła z ringu po przegranej walce 27 do 1.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6643498971721599969/6643498971632418562?authkey=CLGQrfXfyNTd7AE

  133. @zak1953
    6 stycznia o godz. 23:13

    Wszelkie „niesamowite” zdarzenia i zjawiska mają racjonalne wytłumaczenie, ale o wiele łatwiejsze i czasem nawet przyjemniejsze (ten dreszczyk) jest myślenie życzeniowe, kiedy spostrzeżenia odpowiadają przeżywanym uczuciom.

  134. wbocek
    6 stycznia o godz. 23:36
    Sąd pewno wyszedł z założenia: „nic co ludzkie, nie jest mi obce”. I dla towarzystwa wykazał się obskurantyzmem oraz skazał (a nie też oskarżył) rzeczonego Jerzego Urbana.

  135. Tobermory
    6 stycznia o godz. 23:37
    Wiadomo, liczy się pierwszy moment po zaskakującym zdarzeniu. Do tego dochodzi skojarzenie sobie miejsca pochodzenia roślinek.
    Cmentarze zawsze stanowiły swoiste tabu, jako miejsce, gdzie wszytko należy już tylko do zmarłych. Pamiętam opis sceny na cmentarzu w „Tomku Sawyerze” zakończonej zabójstwem. W literaturze spotkamy sporo takich scenek, dodatkowo zawsze rozgrywających się w ciemnościach, co nadaje dodatkowego smaczku opisom zdarzenia i miejsca. W bajkach dla dzieci coś takiego chyba też się przytrafiło.

  136. wbocek
    6 stycznia o godz. 23:36

    Co Ci powiem, to Ci powiem, ale Ci powiem, Pombocku, że też jestem Jezus. No, niech będzie, byłem. Jako późny ćwierćhippis i wyznawca strojow jezusowych noszonych tu i ówdzie przez jasnych ludzi, bardzo się na Jezuska chudym, acz sprężystym i lekkoatletycznie wysokim wzrostem nadawałem, oraz wygląd miałem akuratny – jak ten Jezusek mozaikowy w Rawennie. Oczy takie, że od razu miałem grono apostołek, zanim jeszcze ogłosiłem, żem Jezus.
    To się nazywa intuicja kobieca, a po kościelnemu – dar widzenia. I dlatego fundamentem Kościoła kat kobieta jest, a śmietankę spija facet.

    Sąd zaś wykazał się podpoziomem umysłowym, robiąc bezwładnie i bezmyślnie dokładnie to, co nazwałeś: dawajcie Urbana, to już do niego paragraf dopasujemy. Jest to oficjana polityka każdej z czterech władz polskich, w tym też władzy mediów. I, oczywiście, nadwładzy – biskupów.

  137. @Ewa-Joanna
    6 stycznia o godz. 21:49

    @wujaszek wania
    6 stycznia o godz. 21:40
    Nie da się oglądać

    Na YT jest kilka krótkich wywiadów/rozmów i długi wykład Consciousness: Neuromania & Darwinitis.
    Ma też stronkę w The Great Debate.

  138. Nie tak dawno dyskutowaliśmy o konflikcie bliskowschodnim, o którym jak stwierdziłam nie miałam zielonego pojęcia, poza tym jednym, że (chroniczny niedowiarek!) nie wierzę w wersję o zbrodniczym Izraelu i poczciwych, niewinnych Palestyńczykach.

    Otóż. Właśnie wyciągnęłam z czekającej sterty książkę „From Beirut to Jerusalem”, autor Thomas Friedman. Ma ona jedną wadę: pierwsze wydanie ujrzało światło dzienne w 1989 roku, a więc dość dawno. Poza tym jest, moim zdaniem, znakomita. Jest trochę historyczna (świetnie w pigułce zarysowana historia konfliktu) a trochę autobiograficzna (Friedman, interesujący się tym rejonem świata od liceum poprzez studia i kontakty osobiste, był korespondentem New York Timesa najpierw w Bejrucie, potem w Jerozolimie). Czyta się, bez przesady, z zapartym tchem.

    Przytoczę drobiażdżek: Bejrut w 1982 roku. Liban, w którym doszły do głosu konflikty religijno-etniczne, został w zasadzie częściowo skolonizowany przez palestyńskich „partyzantów”, których przedtem zbrojnie wyparto z Jordanii, którą to Jordanię też pragnęli skolonizować. Ich obecność w Jordanii i Libanie tłumaczy się chęcią osaczenia Izraela, początkowo z błogosławieństwem krajów ich goszczących – które wcześniej, w 1948 roku, zajęły skrawki terytorium przydzielonego przez Narody Zjednoczone państwu palestyńskiemu.

    Przypomnę, po wycofaniu się Brytyjczyków Palestyńczycy, wspomagani przez armie Jordanii, Egiptu, Syrii, Libanu, Arabii Saudyjskiej i Iraku, rozpoczęli wojnę w celu zajęcia zachodniej Palestyny, przydzielonej Izraelowi. Wschodnia Palestyna miała być państwem palestyńskim. W wyniku tej wojny Izraelczycy nie tylko utrzymali własne terytorium, ale zajęli część terytorium przydzielonego państwu palestyńskiemu.

    Pozostałe tereny przydzielone państwu palestyńskiemu zostały zajęte przez Jordanię i Egipt; Jordania zajęła Zachodni Brzeg, a Egipt strefę Gazy. Żadne z państw arabskich nie pozwoliło na utworzenie palestyńskiego rządu na okupowanych palestyńskich terytoriach. Jednak państwa ościenne nie miały nic przeciwko temu, żeby organizacje palestyńskie z ich terytorium atakowały Izrael, pomimo zawieszenia broni podpisanego z Izraelem przez każde z nich. W końcu owe organizacje tak narozrabiały w Jordanii, że zostały stamtąd wypędzone i ulokowały się w Libanie, skąd bez przeszkód ostrzeliwały Izrael.
    W roku 1982 Izrael dał odpór, wkraczając na terytorium Libanu i siejąc postrach wśród zadomowionych przy granicy Palestyńczyków.

    I tu zaczyna się historia biograficzna: Thomas Friedman wraca do domu, gdzie z balkonu mieszkania macha do niego przerażona służąca. Na podwórku siedzi rządkiem sina ze strachu palestyńska rodzina z dobytkiem wysypującym się z toreb i tatusiem uzbrojonym w granatnik. Uciekając przed izraelskim ostrzałem Palestyńczycy dotarli do Bejrutu i wdarli się do luksusowych apartamentów, w niektórych rozbijając granatnikami dwucalowe stalowe drzwi. No bo przecie uchodźcy muszą gdzieś znaleźć dach na głową, nieprawdaż?

    W mieszkaniu Friedmana służąca powiedziała uchodźcom, że tu mieszka ktoś bardzo ważny „z koneksjami”. W bejruckim żargonie „koneksje” mogły dotyczyć tylko osób, które zajmują się zabijaniem innych osób. Uchodźcy w końcu znaleźli inne lokum, ale Friedman z żoną postanowili przenieść się do hotelu. Miejscowy pracownik New York Timesa, Mohammed, zaproponował, że chwilowo zakwateruje dwoje ze swoich trzynaściorga dzieci w mieszkaniu Friedmanów. Pukającym szukającym lokum uchodźcom starsza córka miała mówić w najczystszym miejscowym dialekcie, że to mieszkanie jest już zarekwirowane – przez uchodźców.

    Rzecz kończy się tragedią, bo cały budynek zostaje wysadzony w powietrze. Giną w nim nie tylko dwie córki Mohammeda, ale też jego żona, która przyszła je odwiedzić. A przyczyna? Stwierdzono, że dwa klany palestyńskie, które zakotwiczyły się w budynku, pokłóciły się o jedno z mieszkań. Klan który przegrał, udał się do swojego (uwaga: swojego!) odłamu PLO i spowodował przyniesienie do budynku materiałów wybuchowych. Na kilka chwil przed odpaleniem lontu dowcipnisie ostrzegli członków swojego klanu, żeby uciekli. Wszyscy inni, uchodźcy i miejscowi, lokatorzy i nielegalni zajmowacze, zginęli pod gruzami. Dlaczego, po co? Bo to jest Bejrut – wyjaśnia Friedman.

    Czytam dalej. Ale już widzę, że ten „gnębiony” naród palestyński – to przyjemniaczki 🙂

  139. zak1953

    Zaku, z języka powstałem i w język się obrócę. Więc kiedy mówię, że sąd oskarżył, to dokładnie wiem, co moja kapusta wymyśliła i nikt nie ma prawa wchodzić w to, co tylko do niej należy. Ty zaś tylko powtarzasz wyuczone, czyli możesz być słusznym nauczycielem studentów prawa. Sąd podzielił domniemane (nie wierzę w żadne ich uczucia) uczucia oskarżających katołków oraz SAMODZIELNIE dorabiał do nich oskarżającą argumentację – czyli był współsprawcą oskarżenia. Mówię to sądowi prosto w ślip.

  140. @zak1953
    6 stycznia o godz. 23:25
    Co oznacza podciep? Bardzo mi się spodobało i dodałam do Słowniczka Wyrazów Wesołych.

  141. Bym się zdziwiła gdyby Żyd napisał coś dobrego o Palestyńczyku.

  142. pombocek
    7 stycznia o godz. 1:01
    Już kiedyś pisałem, że naukę języka polskiego wpajano mi na Śląsku m.in. linijką na sztorc po łapach. I tak mi już zostało. Taki odruch Pawłowa.
    Swoją drogą na podyplomówce w czasach PRL-u jeszcze, wybijano nam z głowy taką podwójną rolę sądu (mieli wcześniejsze doświadczenia z czymś podobnym).

  143. Bardzo bym się zdziwiła, gdyby Ewa-Joanna nie starała za wszelką cenę wyniuchać Żyda – choćby był na przykład Amerykaninem z Minnesoty.

  144. P.S. Dalej Friedman opisuje codzienność w Bejrucie, w którym życie od dawna przestało być bezpieczne, a teraz w dodatku jest otoczony i bombardowany przez Izraelczyków. Nie ma tu nic z Hobbesa – ludzie sobie radzą, wspólnota lokalna się umacnia, a więzy międzyludzkie się zacieśniają. W dodatku świeże wiktuały są dowożone wprost z Paryża. A pierwszy dopuszczony przez wojska okupacyjne transport towarów, który zawinął do portu w Tyrze (tak, tym biblijnym) może wiózł materiały budowlane, koniecznie potrzebne do odbudowy? Skądże znowu, on przywiózł magnetowidy. First things first 🙂

  145. Oooooo!!!!! @Na margineska przeczytała książkę! Która jest [….] znakomita. Ta pochwała znakomitości nie powinna dziwić, bo w typowy sposób dla tej blogowiczki, wszystko pasujące do jej Efektu potwierdzenia (Confirmation Bias) musi być znakomite!! No i oczywiście historyjka biograficzna świetnie do ww. efektu naszej zawsze jednostronnie racjonalnej milusi pasuje! I potwierdza jakie to przyjemniaczki te Palestyńczyki, w odróżnieniu oczywiście od syjonistycznych cywilizowanych kulturalnych humanitarystów.

    Skoro ona mogła, to ja też się pochwalę, bo przeczytałem dopiero co aż 2 książki i 1 broszurkę (!!), „w temacie” albo obok. A mianowicie:

    – John Lyons, Balcony Over Jerusalem (za jedyne 70 centów na Amazon’ie!)

    – Michael Luders Blowback: How the West f*cked up the Middle East (and why it was a bad idea). Zwięzły i przystępnie napisany pod szerokich odbiorców przegląd kwestii. W sam raz dla osób nie mających pojęcia o historii.

    – opublikowaną przez Jews for Justice in the Middle East broszurkę The Origin of the Palestine-Israel Conflict

    Czy Efekt Potwierdzenia mnie też dotyczy??? Ależ oczywiście! Tyle, że ja, w odróżnieniu od marginalnej milusi, po pierwsze świadomie z nim walczę, a po drugie wysłuchałem bardzo skrupulatnie i dogłębnie argumentów i relacji obu stron. Co skłoniło mnie, bym racjonalistycznie i humanitarystycznie stanął po stronie pokrzywdzownych.

  146. Źle Cię uczono języka, zaku, jeśli kantem linijki i jeśli zakładasz NA PIERWSZY RZUT OKA, że Twój przedmówca wie mniej od Ciebie. Twoja historia niczego nie wyjaśnia. Człowiek nie jest dodatkiem do języka.

    „Chodzi mi o to, aby język giętki

    Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:

    A czasem był jak piorun jasny, prędki,

    A czasem smutny jako pieśń stepowa,

    A czasem jako skarga nimfy miętki,

    A czasem piękny jak aniołów mowa…

    Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.

    Strofa być winna taktem, nie wędzidłem”.

  147. Przepraszam, zagapiony byłem – komar na ścianie – i nie napisałem powyżej adresu. Miał być taki:

    zak1953
    7 stycznia o godz. 2:28

  148. Tanaka
    6 stycznia o godz. 11:56

    „Dałbyś już spokój chwaleniem się cudzymi osiągnięciami w dręczeniu bloga. Masz i własne. Tymi sie nie chwalisz. I dobrze, niech zostaną w przeszłości i nie rzutują na teraźniejszość. Jak dobrze, to bądź na tyle dobry, byś dobrze służył blogowi, czym się chwaliłeś werbalnie, a nie służyłeś realnie, więc udałeś się na odpowiednie zorganizowane wywczasy. Skup się na jasnej stronie siebie. Dla bloga może z tego być pożytek, a nawet dla Ciebie.”

    Juz sie skupiam.

    Po wizycie u znajomych wracam do domu. I zaraz otrzymuje telefon od tego znajomego:

    – Sluchaj, po twoim wyjsciu stwierdzilismy, ze brakuje srebrnych lyzeczek.

    Oczywiscie, zaraz potem sie okazalo, ze lyzeczki sie znalazly. Ale ze niesmak pozostal to fakt

  149. zak1953
    7 stycznia o godz. 2:28

    W tej sprawie, zaczku, było coś sto razy ważniejszego niż język – już to mówiłem: sąd, który wydał wyrok skazujący Urbana, tym samym przyłączył się do grupki oskarżających debili odgrywających ciężką traumę z powodu obrazka w najpewniej nie czytanym przez nich piśmie. Usłyszeli od znajomych i rada w radę – postanowili się obrazić. Sąd swoim wyrokiem przyłączył się do oskarżenia. Tym samym wysłał w świat wiadomość potwierdzającą opinię PiS o polskich sądach.

  150. @Na marginesie
    7 stycznia o godz. 2:31
    Za wszelką cenę? Przesadzasz. Zwyczajna informacja ze zwyczajnej Wikipedii:
    Friedman is Jewish.[10] He attended Hebrew school five days a week until his Bar Mitzvah,[11] then St. Louis Park High School, where he wrote articles for his school’s newspaper.[12] He became enamored with Israel after a visit there in December 1968, and he spent all three of his high school summers living on Kibbutz HaHotrim, near Haifa.[13] He has characterized his high school years as „one big celebration of Israel’s victory in the Six-Day War.”

  151. E-J vs. Nm? Toz to jak Izraelczycy vs. Palestynczycy! Czy moze vice versa.

    Jak tak dalej pojdzie, nieustajacy od tysiecy lat konflikt zydowsko-arabski zostanie migiem rozwiazany na tym tutaj blogu.

    Ale! Komuz to przypadnie w udziale jechanie po odbior pokojowej nagrody Nobla? Tej zasluzonej, na koniec? Pewnie na Tanake bedzie bęc

  152. @Ewa-Joanna
    7 stycznia o godz. 6:43

    Nie przejmuj się tymi zarzutami o wyniuchiwaniu za wszelką cenę. To już tylko bardzo wyświechtany i zdewaluowany sposób kneblowania krytyki ….istycznych mitów i bajek.

    BTW. Książka „Balcony Over Jerusalem” powinna być interesująca dla adoptowanych kangurów, napisana przez australijskiego dziennikarza i dotycząca co nieco Australii.

    PS. Dla ułatwienia życia głosicielom oskarżeń o „anty” przyznaję otwarcie, że jestem żydożercą, na obiad dziś będzie Jewfish – Argyrosomus japonicus. Zaznaczam równocześnie, że nie mam nic przeciwko ludziom mówiącym językami semickimi, choć często krytykuję to co robią i w co wierzą!

  153. @Orteq
    7 stycznia o godz. 7:04

    Jak tak dalej pojdzie, nieustajacy od tysiecy lat konflikt zydowsko-arabski.

    Duuuuuuża przesada, konflikt tylko ok. 100 letni – od umowy Sykes-Picot 1916, deklaracji Balfour’a 1917 i brytyjskiego mandatu 1918-1919, a tak na dobre od 1948.

  154. Szczegolow sie czepiacie, Herstoryku @7:10. Don’t let the facts spoil a good story

    Abp Stanisław Gądecki w homilii z dnia bozonarodzeniowego tak sie wyzwierzyl, jednym zdaniem nadajac:

    – Proste postkomunistyczne zapędy są cząstką projektu, który papież Franciszek nazwał „kolonizacją ideologiczną”, polegającą na narzucaniu niemoralnych modeli i stylów życia, obcych tożsamości narodów, za pomocą czterech głównych idei:

    „różne formy rodziny”,
    „zdrowie i prawa seksualne i reprodukcyjne”,
    „całościowa edukacja o seksualności”, oraz
    „orientacja seksualna i tożsamość płciowa”.

    Wszyskie cztery bezecnosci ideowe zostaly ujete w cudzyslowy homiliowe. Rozchodzi sie, rzecz jasna, o obca dla nasz tożsamośc narodów. Skad papa Franek sie zaczal tak celnie wyznawac na naszej skansenowosci nadwislanskiej, mozna sie tylko domyslac. On to musial zrabowac z grobu naszego wlasnego JPII. No bo skad indziej.

    Bedzie go za to czekala kara piekielna. O czy moze zaswiadczyc nasza wlasna blogowa rabowniczka kwiatkow cmentarnych

  155. @Herstoryk
    7 stycznia o godz. 7:05
    Się nie przejmuję, ale nie lubię jak mi ktoś obszczywa nogawki.
    Etykietki mam w du.żym poważaniu, a nuworysze zawsze mnie śmieszyli.
    Już kiedyś raz powiedziałam i powtórzę: Jeżeli krytyka polityki zagranicznej państwa Izrael to antysemityzm, to jestem antysemitką.

  156. @Ewa-Joanna
    7 stycznia o godz. 1:17

    Podciep? Przypuszczam, że podrzutek
    Wydedukowałem od ciepać=rzucać

  157. Herstoryku,

    Tu masz cos z serii poczytam ci mamo

    – Historia konfliktu zydowsko-arabskiego zaczyna sie wątkiem starożytnym. Pismo Święte, zwane również Biblią, dostarcza wielu informacji na temat cywilizacji osiedlającej się na terenie południowo – wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego. Mowa tu o Żydach, którzy w wyniku wielu prześladowań, mających miejsce powielekroć na przestrzeni czasu docisnął na nich piętno. Wielokrotnie się buntowali i ostatecznie w II w n.e. zostali stłumieni . Konsekwencje tego możemy obserwować aż po dziś dzień. Mowa tu o rozproszeniu narodu żydowskiego po całym świecie. Nazywa się to diaspora.

    Ale ty swoja racje masz i ja ci jej odbieral nie bede. Tak jak nie bede odbieral E-J jej prawa do bycia antysemitka. Wedle jej wlasnej definicji antysemityzmu

  158. @Orteq
    7 stycznia o godz. 6:13

    A propos srebrnych łyżeczek.
    Wychodząc przed laty z przyjęcia u przyjaciół (niepolskich i nie w Polsce) zapytałem żartobliwie, czy policzyli srebra. Spojrzeli na mnie bez zrozumienia, więc im opowiedziałem o dawnym polskim obyczaju liczenia sztućców przed wyjściem gości. Rozbawiwszy ich tą anegdotą wyszedłem na ulicę, a tu w świetle latarni coś błyszczy w ręku mojego kilkuletniego dziecka – wachlarzyk z 5 srebrnych łyżeczek 😯
    Quelle confusion! 😳
    Zawróciłem natychmiast…

  159. W zwiazku z wartko toczaca sie dyskusjo blogowo, wezmy taki zlepek slowny na tapete

    ‚Bezinteresowne niezainteresowanie’

    Kiedy po raz pierwszy sie z tym zlepkiem slow zetknalem, odpuscilem sobie. Dzisiaj jednakze on mnie napadl ze wzmozona sila. Padlem wrecz.

    Bo okazuje sie, ze to jest, w sumie, przymiotnik. A jako takowy, podlega stopniowaniu. Taki, takiejszy, najtakiejszy. Prawie jak prawda Tischnera..

    Bezinteresowne niezainteresowanie stopniuje sie nastepujaco:

    1. Bezinteresowne niezainteresowanie [Np. antysemityzm]. „Who cares about it?”

    2. Zainteresowanie nieco interesowne. Interrasywne, powiedzmy [Np. tym samym antysemityzmem]. „Who the hell cares about antysemitysm?” „Show me who cares about it.”

    3. Zainteresowanie na in minus. [Wciaz pozostajac przy tym samym antysemityzmie.] „Don’t give a shit about it”

    Najwyzszym stopniem stopniowania zlepku ‚ Bezinteresowne niezainteresowanie’ jest „I hate it”. Hejterstwo, inaczej

    Jest to zatem stopniowanie przymiotnika w druga niz normalna strone. Tez ladnie wypada.

    Na tym tutaj blogu ta „ladnosc” sie objawiala, od czasu do czasu, napastliwoscia jednych nickow na drugich. Rzadziej napastliwoscia na Gospodarza blogu. Czy mialo to cos wspolnego z zamknieciem tej witryny w postaci jaka znalismy przez siedem lat trwania „Listy Ateisty” p. Kowalczyka?

    Moglo miec. Szczegolnie jesli mozna wierzyc ponizszemu cytatowi z ostatniego wpisu autorskiego pana red. Kowalczyka:

    „blog nie stał się (bo to jednak okazało się w polskich warunkach niemożliwe) enklawą ludzi krytycznie, ale i pozytywnie myślących, więc co i rusz popadał w uzależnienie od prostych emocji, zamieniał się w pole męczącej i żenującej młócki słownej, stawał się ofiarą nienawistników i obsesjonatów, którzy narzucali innym swój ton i swoje paranoje.”

    – co i rusz popadał w uzależnienie od prostych emocji,
    – zamieniał się w pole męczącej i żenującej młócki słownej,
    – stawał się ofiarą nienawistników i obsesjonatów, którzy narzucali innym swój ton i swoje paranoje.

    Az tak ladnie wtedy bywalo? Jesli tak ladnie to niektorzy z nas raczej nie dorosli do bloga w formie uksztaltowanej przez Tanake.

    Taka prawde niepodwazalna ja tu dostrzegam. I nic na to poradzic nie moge

  160. @Tobermory
    7 stycznia o godz. 7:44
    Też tak kojarzyłam, ale wolę się upewnić. 🙂

  161. A propos podciepów przypomniały mi się scenki z dzieciństwa, kiedy sąsiadka strofująca swoją liczną gromadkę (sześcioro) niesfornych dzieci wykrzykiwała pod ich adresem: bajstruki cholerne!
    bajstruk = bękart, nieślubne dziecko

    Najstarszego nazwała w nerwach nawet sk….synem 🙄
    Wszystkie chyba jednak były ślubne.

  162. Tobermory
    7 stycznia o godz. 7:44
    @Ewa-Joanna
    7 stycznia o godz. 1:17
    Słuszna konstatacja, chodzi o podrzutka. Nawet dzisiaj babcie informują sąsiadki, że są zajęte podrzuconymi im przez dzieci wnukami. Tyle, że ja już byłem wychowywany w absolutnie polskim środowisku, a babka nie mówiła, a godała (czyli używała śląskiego).

    Tobermory – wg badań zachodnich naukowców ok. 8% tzw. ślubnych dzieci pochodzi z „cudzego” łoża. Określenie ślubne wiązało się wyłącznie z faktem urodzenia dziecka w trakcie związku małżeńskiego. Oficjalny ojciec niekoniecznie musiał być biologicznym. Zresztą stosowane kiedyś badania dot. wykluczenia bądź potwierdzenia ojcostwa oparte na badaniu grup krwi, rzadko dawały pewny wynik. Ok. 80 % populacji ludzkiej posiada grupę krwi „A” i to powodowało ową możliwość „niewykluczenia” bycia ojcem, jeśli obaj panowie mieli tę grupę. Dopiero obecne badania DNA dają gwarancję rzetelnego wyniku. Tylko czasami – po co?

  163. @zak1953
    7 stycznia o godz. 10:35

    Według badań zachodnich naukowców liczba dzieci z cudzego łoża jest znacznie niższa, niż to podają kolportowane przez lata informacje. Okazuje się bowiem, że stanowi ona ok. 1 proc. badanych przypadków (Flandria, Katalonia, Niemcy – 0,9 proc, Włochy, RPA – 1,2 proc. )
    W trakcie poszukiwania dawców szpiku do przeszczepów w Niemczech stwierdzono, że spośród 971 zbadanych dzieci tylko 9 miało innych ojców niż podani w dokumentach.
    Informacje o 8 proc. biorą się z ekstrapolacji statystycznych na podstawie badań DNA na życzenie ojców podejrzewających, że ich ojcostwo może być rzekome.
    Na podstawie tych wyników wysnuto nawet teorie o potajemnym szukaniu przez matki ojców lepszych genetycznie i podrzucanie ich nieświadomym partnerom jako tzw. kukułczych dzieci.

  164. Tobermory
    7 stycznia o godz. 11:05
    Zaskoczyłeś mnie twymi danymi. Wspomniane 8% wychodziło w badaniach zachodnich (głównie amerykańskich) seksuologów prowadzących anonimowe badania na potężnej grupie osób (kobiet). I to są badania, których wyniki były ogłaszane jeszcze w latach 60 i 70 ub. wielu. Być może podane wyniki wcale się nie wykluczają? W końcu ilu ojców sprawdzało swoje podejrzenia? Pod tym względem informacje pozyskane bezpośrednio od kobiet (choć nie zweryfikowane badaniami DNA) wydają mi się pewniejsze. Tym bardziej, iż nie dotyczą one pierwszego dziecka, a dzieci w ogóle. Osobiście zawsze twierdziłem, że ojcem jest ten, który wychowuje dziecko, a nie konkretny (być może inny, aniżeli mąż) sprawca ciąży.

  165. @zak1953
    7 stycznia o godz. 10:35

    PS
    Dziecko urodzone w związku małżeńskim zostaje według przepisów prawa automatycznie dzieckiem męża matki. Jeśli inny mężczyzna uzna je za swoje, może dochodzić praw jedynie przed sądem. Mąż matki podejrzewający, że nie jest ojcem biologicznym, może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa w ciągu sześciu miesięcy od dnia, w którym dowiedział się o urodzeniu dziecka przez żonę.

    Badanie DNA może być wykonane jedynie na podstawie dobrowolności. W procedurze cywilnej nie przepisu, który zmusiłby stronę do wzięcia udziału w badaniu.

  166. @zak1953
    7 stycznia o godz. 11:36

    To jest właśnie ta bajka powielana od lat. Seksuolodzy i ich klientki jako pewne źródło?
    Znasz kobietę, która prowadząc aktywne życie seksualne potrafi ustalić z całą pewnością, którego dnia zaszła w ciążę?
    Tego nie potrafią nawet najnowsze metody naukowe, jeśli to nie było in vitro
    Badania DNA prowadzono także archeologicznie i też nie stwierdzono tak znacznego procentu niezgodności pokrewieństwa.
    Badanie grupy krwi może co najwyżej wykluczyć prawdopodobieństwo ojcostwa, badanie DNA może je w bardzo wysokim stopniu potwierdzić.

  167. Znalazłem amerykańskie dane z roku 1963

    W próbie liczącej 1417 przypadków (biali, Michigan) stwierdzono 1.4 proc. „kukułek”
    Wśród 523 czarnych (Michigan) – 10.1 proc.

    Kalifornia, biali, 6960 badanych – 2.7 proc. (dane z 1972 roku)
    Badano krew i inne markery.

  168. Niemieckie badania DNA (testy imigracyjne) wykazały niezgodności pokrewieństwa wśród irackich Kurdów w wysokości 1.6 proc. a wśród imigrantów z Nigerii – 8,3 proc.

  169. Tobermory
    7 stycznia o godz. 12:32

    Niezgodności są względem stanu deklarowanego, który w tym przypadku może być celowo zafałszowany.

  170. @Szary Kot
    7 stycznia o godz. 14:25

    W przypadku „rodzin” imigranckich z Afryki może być zafałszowany, zwłaszcza że wielu uchodźców celowo lub niechcący traci po drodze dokumenty, ale prawdopodobieństwo zabierania w długą i niebezpieczną drogę cudzych, małych dzieci jest raczej niewysokie.
    W Szwajcarii jest nawet specjalny termin na określenie takiej grupy – Sans-Papiers.

  171. PS
    Przypominam, że zawsze chodzi tu o badanie pokrewieństwa dziecko-ojciec. Teoretycznie można sobie wyobrazić sytuację, w której mężczyzna przyłącza się do samotnej matki z dziećmi i deklaruje się jako ich ojciec licząc na ewentualne korzyści z tego wynikające. Raczej chyba rzadka konstelacja. Prędzej ojciec daje nogę samopas, bez rodziny.

  172. @Herstoryk 7 stycznia o godz. 2:42

    Ooooo! Herstoryk połknął haczyk. Inaczej mówiąc, odezwały się nożyce. On (uwaga, uwaga!) stara się być… bezstronny. I dlatego „po wysłuchaniu argumentów obu stron” został skłoniony „bym racjonalistycznie i humanitarystycznie stanął po stronie pokrzywdzownych”. Jednak na razie jedynym „argumentem” są prztyczki pod adresem „milusiej” Namargineski.
    Tylko tak dalej, He-steryku. Tylko tak dalej…

    A realia w Bejrucie opisane w książce Thomasa Friedmana (no jasne, Żyda! On się z tym nawet wcale nie kryje)… nadal ciekawe. Tam nie ma żadnych „pokrzywdzonych”, tam jest po prostu bezprawie. Nie ma rządu, jest czterdzieści różnych policji, każda związana z innym ugrupowaniem, Palestyńczycy walczą z Palestyńczykami, nie mówiąc o tym, że każdy walczy z każdym. Zachodni dziennikarze są trzymani w szachu zastraszaniem i wzywaniem na dywanik, gdy napiszą coś nieprzyjaznego – ale gdzie tam nieprzyjaznego! Nie dosyć przyjaznego – o pokój miłujących Arabach. I to jeszcze zanim rozpoczęły się porwania i morderstwa dziennikarzy.

    Z drugiej strony podczas izraelskiej okupacji Friedman z innym dziennikarzami pobiegł sprawdzić (bo wszystko trzeba sprawdzać, gdy oficjalne źródła nie istnieją a „informatorzy” notorycznie kłamią) wiadomość, że z jakiejś libańskiej miejscowości Palestyńczycy wyparli Izraelczyków. Okazało się, że Izraelczycy zdobyli tę miejscowość, po czym się sami z niej wycofali, siedząc potem na pobliskim wzgórku. Z tego wzgórka zoczyli dziennikarzy, ostrzeliwali ich przez pomyłkę przez osiem godzin, po czym ich rozpoznali i ciupasem odstawili do… Izraela, bo tylko tak mogli zapewnić im bezpieczeństwo. Natychmiast w izraelskich mediach gruchnęła wieść, że izraelscy wojacy uratowali dziennikarzy. Jeden z nich, zapytany, jak się czuje po uratowaniu przez Izraelczyków odpowiedział: „Bardzo dobrze się poczułem gdy tylko przestali do nas strzelać”.

    Ach, ten Friedman. Nie dość, że Żyd, to w dodatku tendencyjny! I donosił do „żydowskiego” New York Timesa! A to dopiero. Zresztą opowiada, że już w szkole jakiś nie-żydowski kolega, bijąc innego nie-żydowskiego kolegę, wrzeszczał na niego „You dirty Dew!” – bo miał wadę wymowy. Ten kolega.

    W Bejrucie Friedmana o bycie Żydem nikt nie podejrzewał – bo Żyd w Bejrucie był praktycznie samobójcą, dlatego w Bejrucie w ogóle nie było Żydów. Wszyscy zawczasu uciekli. Muszę przyznać, że Tom Friedman na zdjęciu wygląda jak Arab. Jest ciemnoskóry, pełnowargi i wąsaty. Na pytania o narodowość odpowiadał, że jest stuprocentowym Amerykaninem. Na dalsze pytania wyjaśniał, że przodkowie pochodzili z Rumunii. Na tym zwykle pytania się kończyły, chociaż bliscy znajomi wiedzieli, kto zacz i chętnie szokowali tą rewelacją innych znajomych.

    A w Bejrucie… och w Bejrucie. Był jeden sklep spożywczy, który zawsze miał świeże produkty dowożone regularnie prosto z Paryża. Kiedyś do sklepu wszedł uzbrojony młodzian ze strzelbą i zażądał od kasjera całej kasy. Natychmiast otworzyły się trzy damskie torebki (marki Gucci, jak by się kto pytał), z każdej torebki wychynął srebrny pistolecik i atakiewicz został naszpikowany ołowiem, po czym damy spokojnie wróciły do napełniania swoich wózków wszelkim dobrem. Kto usunął trupa, Friedman nie informuje.

    Przy okazji: właśnie usłyszałam, że w kilkunastu stanach (zjednoczonych), w których zalegalizowano noszenie ukrytej broni palnej znacznie zmalała liczba napadów i okradzeń. Ciekawe dlaczego? Czyżby to był… deterrent?

  173. P.S. Każdy w Bejrucie wiedział doskonale, że o syryjskich machlojkach i Syryjczykach – ani mru mru!

    Bejrucki dowcip: okradziony dopada policjanta i woła:
    A Swiss stole my Syrian watch (Szwajcar ukradł mój syryjski zegarek)
    No chyba Syrian stole your Swiss watch? – poprawia go policjant.
    To pan powiedział! – zastrzega się okradziony.

  174. To już ostatnia rewelacja o Bejrucie, bo zajentyk i więcej nie doczytałak.

    Strzelaniny były na porządku dziennym na długo przed wkroczeniem (agresywnych???) Izraelczyków.
    Nowy dziennikarz w Bejrucie usłyszał strzały, rzucił się do okna i wrzasnął: „O rany! Tam jakiś facet strzela do kogoś z karabinu maszynowego. Ten karabin on przyciska do brzucha i pruje…”
    Na to Friedman: „Co cię to obchodzi? Strzela do ciebie? Nie. Strzela do mnie? Nie. Pisz artykuł!”

    Trupy i porwania na ulicach, sprawcy nigdy nieujawnieni, ale przy okazji… więzy międzyludzkie rozwijały się znakomicie. Nawet sąsiedzi spędzali wspólnie czas, a jak ktoś zdobył ogórki czy truskawki – to kupował od razu dla całej kamienicy.

    Znajomi Friedmana wyjechali i powierzyli swoją kolekcję cennych dywanów teściowej. Teściowa, aktywistka społeczna, trzymała te dywany na antresoli. Pewnego dnia stwierdziła, że wszystkie ukradziono. No i poszły w ruch kontakty. Międzyludzkie.

    Znajomy zgłosił się do szefa miejscowego złodziejskiego gangu i przemówił mu do sumienia: No jak mogłeś, ta kobieta jest aktywistką społeczną i pomaga ludziom! A ty ją okradłeś???!!!
    Bardzo przepraszam, powiedział zbrodzień, ja cię zaraz zaprowadzę do magazynu. Jak rozpoznasz te dywany, to je sobie zabierz.
    Magazyn był wypełniony po sufit kradzionymi dywanami, znajomy Friedmana zabrał swoje dywany – i (podobno) ani jednego dywanu więcej.
    A szef gangu tłumaczył mu przyjaźnie, że on kradnie bez względu na osoby… Nothing personal, you know. Ale przecież od swoich się nie kradnie…

  175. @Tobermory 7 stycznia o godz. 16:19

    Żydów się raczej po niczym nie poznaje. Zobacz zdjęcia:
    https://www.youtube.com/watch?v=W2tWX4DoSmc

    Co do Friedmana – też zobacz zdjęcie. On mi wygląda na sprzedawcę dywanów z Marakeszu.

  176. @Na marginesie
    7 stycznia o godz. 16:29

    No przecież pokazałem Friedmana w poprzednim komentarzu.
    Skoro typowy Arab = ciemnoskóry, pełnowargi i wąsaty

    to jak wygląda Żyd?

    Sama piszesz: „Muszę przyznać, że Tom Friedman na zdjęciu wygląda jak Arab”, a ja uznałem, że jak Rom z Rumunii albo Mławy…

  177. @Tobermory 7 stycznia o godz. 16:41
    W tym Bejrucie to musiał być całkiem dobry kamuflaż 🙂
    Zajentyk. Bye!

  178. Tobermory
    7 stycznia o godz. 7:44
    Interpretacja słuszna.
    Ciepać > rzucać
    Ni ciepaj sie > nie rzucaj się ;–)

  179. zak1953
    7 stycznia o godz. 2:28
    A kałamarze do szkoły i z powrotem noszono jeszcze?

  180. @zezem
    7 stycznia o godz. 17:15

    Widać coś tam zapamiętałem ze studenckich kontaktów ze Ślązaczką 😉
    Pamiętam kałamarze, bibułę i kleksy w zeszytach, stalówki i obsadki oraz temperówkę z żyletką, która nie łamała tak grafitu w ołówku jak te nowoczesne temperówki 🙁

  181. @zak1953
    „Starsi blogowicze pamiętają pewno tabliczki z przekreślonym na czerwono aparatem fotograficznym”.

    Młodsi takie mogą jeszcze zobaczyć w polskich (o w innych byłych demoludach) muzeach i innych instytucjach kultury, które strzegą skarbów.

  182. Na marginesie
    7 stycznia o godz. 16:29

    Widzę, że Żydów poznaje sie po płci żeńskiej; po tym, że Żydówki z zadowoleniem posługują sie bronią palną oraz bywają niekompletnie ubrane.
    Nie wiem, czy te Żydówki słuchały tej skocznej melodyjki, ale melodyjka znacząco poprawia humor żołnierski.

  183. @ zak1953
    5 stycznia o godz. 20:59

    Ale ile osób myśli w momencie zagrożenia?

    O, i to jest kluczowe pytanie. Co robi mózg, gdy zagrożenie jest tuż tuż/lada chwila. Jakie mechanizmy się uruchamiają nawet w racjonalnym mózgu? Można pomyśleć „niemożliwe”, gdy to coś narasta, a gdy wyskakuje zza rogu?

    Opowieści z dreszczykiem chyba mimo wszystko lubimy, podobnie jak wszystkie niezdrowe pokarmy, które spożywamy. Tak czy siak, czasami wątpimy w swój rozum, gdy się przyłapiemy, że nas opowieść wciąga.

  184. @Tobermory
    7 stycznia o godz. 11:05

    Tylko, że kiedyś pannom z brzuszkiem rodzice częściej szukali jakiegoś męża, aby nie było wstydu na wsi. Od czasu upowszechnienia antykoncepcji to już ostają tylko badana w Amazonii.

  185. bubekró
    7 stycznia o godz. 19:59

    Czyli jak zostałem starszym blogowiczem…

  186. A co do konia, to dość ciekawe (też w innych rejonach Ślaska), że znacznie częściej robił za diabła, niż rogate zwierzęta. Może jako wyrzut sumienia – skoro go do śmierci więziono w tych kopalniach.

  187. Dalej zrobiło się poważnie. W rozdziale „Hama Rules” Friedman objaśnia, na przykładzie syryjskiego miasta zrównanego z ziemią – i odbudowanego – przez Hafeza Assada, ówczesnego syryjskiego dyktatora, o co chodzi w polityce bliskowschodniej, gdzie ścierają się trzy tradycje – pustynna plemienna (nie wolno puścić płazem żadnej zniewagi), autokratyczna (to wiadomo) i państwowo-narodowa (narzucona przez „imperialistów”, ale stopniowo się przyjmująca).

    Nie chcę przynudzać, więc tylko zacytuję:
    „The liberal tradition in the West tries to impute to the behavior of the native or the underdog an idealist position which is not really there,” argues the Lebanese historian Kemal Salibi. (…) When it comes to thinking about Middle East politics, the American liberal mind is often chasing rainbows. They are living in the world of delusion.”
    The real genius of Hafez Assad and Saddam Hussein is their remarkable ability to move back and forth among all three political traditions of their region, effortlessly switching from tribal chief to brutal autocrat to modernizing President with the blink of an eye. They are always playing three-dimensional chess with the world, while Americans seem to know only how to play checkers – one plodding move at a time”
    “They always know that when push comes to shove, when the modern veneer of nation-statehood is stripped away, it all still comes to Hama Rules: Rule of die. One man triumphs, the others weep. The rest is just commentary. I am convinced that there is only one man in Israel Hafez Assad ever feared and that is Ariel Sharon, because Assad knew that Sharon, too, was ready to play by Hama Rules. Assad knew Sharon well; he saw him every morning when he looked in the mirror.”

    Od tej pory sporo się zmieniło – nie ma Assada, Saddama i Sharona. Amerykanie wkroczyli i namącili. Ale zasada „chasing rainbows” nadal dochodzi do głosu, nawet również na tym forum. Ciekawe!

  188. Tobermory
    7 stycznia o godz. 19:03
    (time of remeber)
    Były jeszcze jeszcze zeszyty z papieru drzewnego (bezdrzewny był niewiele lepszy) np. 16-sto kartkowe i bibułą(!). Jak się pisało piórem ze stalówką (po uprzednim dopuszczeniu w pisaniu ołówkiem) to niekiedy okropnie „zalewało” (czarna – lepiej, niebieska rozpacz). Onegdaj byłem dumny z zielonego atramentu f-my „Waterman’s”. Albo pierwsze wieczne pióro (na pompkę lub tłoczek).

  189. @Tanaka 7 stycznia o godz. 20:12

    Ta „melodyjka” to – oczywiście – marsz „praszczanie Slawianki” śpiewany po hebrajsku. Militarne tradycje, rozumiesz, wiesz. A dziewczyny – dzieci imigrantów z Rosji, Etiopii i skąd tam jeszcze. Mozaika etniczna, całkiem jak Kanada i Stany.

    To samo:
    https://www.youtube.com/watch?v=z1Rs7Yw3vUc

  190. Na marginesie
    7 stycznia o godz. 20:52
    Nikt jakoś słowem się nie zająknął, że tę melodię śpiewano w Polsce m.in. w „Zakazanych piosenkach”. Do tego bywała hitem ognisk harcerskich, gdzie druhny i druhowie zapiewali , aby wierzby im nie szumiały, o żalu co serce rwie i o tym jak to w partyzantce jest.
    Na jedną melodię tyle nacji złączonych w pieśni

  191. Na marginesie
    7 stycznia o godz. 20:52

    Dina Garipowa, choć nieduża, to jakaś wielka diwa jest. Już ją w różnych wersjach widziałem. W mundurku też.

  192. bubekró
    7 stycznia o godz. 19:59
    Ale taka tabliczka w muzeum już nie robi takiego wrażenia. Zaczyna wyglądać na element scenografii, a nie element realnego życia.Oderwano ją od kontekstu. Młody widz musiałby usłyszeć słowa odpowiedniego komentarza od kogoś bliskiego, będącego naturalnym autorytetem. Niestety, muzea polityzują się zbyt często (szczególnie w naszym sektorze Europy) i niektóre wystawy mają przez to wg mnie niewielką wiarygodność.

  193. zak1953
    7 stycznia o godz. 22:42

    Taka ta melodia duszoszypatielna, że się wszędzie wkręci. Ale nie miałem pojęcia, że wystąpiła w „Zakazanych piosenkach”. Dawno nie oglądałem.
    Chyba tak dawno jak „Ada, to nie wypada”. A puszczali ostatnio i ćwierćokiem coś podejrzałem, ,ale straciłem kontakt. Trzeba porządnie.

  194. zak1953
    7 stycznia o godz. 22:53

    Jak mówisz o tabliczce bez kontekstu i polityzacji, to mi się robi bolesna męka. W sprawie Muzem II Wojny. Z tą jeszcze słuszną wystawą. W sumie jakaś taka jak ta tabliczka z zakazem focenia.

  195. zezem
    7 stycznia o godz. 17:18
    Naukę w szkole podstawowej rozpocząłem w 1960 roku. Każda ławka miała otwór na kałamarz z atramentem. O jego wypełnienie dbał zawsze woźny szkolny. Tak, że nie musiałem nosić kałamarza ze sobą. Za to w domu miałem buteleczkę z atramentem, którą używałem jako kałamarza przy robieniu zadań domowych. Zresztą do dzisiaj używam w domu atramentu luzem. Mam nawet kilka obsadek i stalówek do pisania atramentem oraz tuszem. W okresie szkoły średniej przeszedłem kurs kreślarski i przez jakiś czas dorabiałem sobie kopiując rysunki techniczne oraz wykonując opisy do nich, dzięki ładnemu charakterowi pisma technicznego. To było raptem 50 lat temu. Całość narzędzi do rysowania i pisania technicznego mam jeszcze w domu, chociaż bardzo rzadko już ich używam. Drukarki komputerowe są szybsze i bardziej powtarzalne.

  196. bubekró
    7 stycznia o godz. 20:39
    Wbrew pozorom konia wyprowadzono z kopalń dosyć szybko po wprowadzeniu na dół prądu elektrycznego. Konie zostały zastąpione elektrowozami ciągnącymi więcej wagoników z węglem. Bezpośrednio w przodku użycie konia wymagało odpowiedniej wysokości chodników. Do tego w kopalniach bardzo szybko rozpoczęto wydobycie węgla metodą ścianową, co mocno zwiększyło wydobycie. A w tych ścianach raz dwa znalazły się coraz to nowe urządzenia techniczne (rynny przesypowe, taśmociągi, wreszcie kombajny węglowe czy wrębówki), które ułatwiały robotę ale i zwiększały wydobycie.

  197. @zak1953 7 stycznia o godz. 22:42
    Ano właśnie 🙂
    https://www.youtube.com/watch?v=o-wadsd77tI

  198. @zak1953
    7 stycznia o godz. 22:53

    Chodziło mi o te tabliczki na drzwiach wejściowych.

  199. Muszę sprostować, bo źle skopiowałam:
    „Hama Rule” to nie jest „rule of die” (reguła umierania?)
    tylko „rule or die” (czyli: rządź albo umrzyj) Ups.

  200. Na marginesie
    7 stycznia o godz. 23:17
    Nadal dobrze się słucha, chociaż wg obecnych reguł to ta pieśń chyba podlega dekomunizacji. Bo to i melodia ze wschodu i raczej śpiewano o partyzantce lewicującej, a nie twardo narodowej. I pomyśleć, ze kiedyś potrafiłem zaśpiewać wszystkie zwrotki tej pieśni. Na szczęście życie nie wymagało od nas bicia się z bronią w ręce. Kto wie jak długo jeszcze?

  201. Tabliczki zakazujące fotografowania wisiały na każdej stacji kolejowej, każdym moście, fabryce, koszarach i każdym innym obiekcie strategicznym 😎 Po tabliczce lub jej braku poznawało się znaczenie obiektu 😉
    Do rysunku technicznego służyły trudne do napełniania tuszem grafiony o zmiennej grubości kreski, później rapidografy (najlepiej Rotringa), szablony i redisówki do pisma, a kreśliło się na kalce technicznej lub na brystolu. Żmudna robota 🙄
    Pamiętam, że zeszyty 16-kartkowe w kratkę były niebieskie i miały na tylnej okładce tabliczkę mnożenia, którą musiałem znać przechodząc do drugiej klasy.

  202. Ooo, skursywiło mi się do samego końca 🙁 Chyba pora za późna. Dobranoc!

  203. zak1953
    7 stycznia o godz. 22:42

    „Nikt jakoś słowem się nie zająknął, że tę melodię śpiewano w Polsce m.in. w ‚Zakazanych piosenkach.’ ”

    Hola hola. Jak to się nie zająknął? A ten jakala to pies?
    https://passent.blog.polityka.pl/2016/01/17/dialog-poprzez-ponizanie/#comment-725844

    Albo ten, z dobawka
    https://passent.blog.polityka.pl/2016/01/17/dialog-poprzez-ponizanie/#comment-725860

    I jeszcze ilustracja, w oryginalnym jenzyku, od min. 4:30
    https://www.youtube.com/watch?v=TLW3UjfT_VA

    Oraz po Kitajsku
    https://www.youtube.com/watch?v=utjLQrDl1zI

    To sie te nasze wierzby rozszumiewaly miedzynarodowo. A wszystko bezczelnie zrabowane z obrzydliwego jenzyka kacapskiego w roku 1937.

    ‚Roman Ślęzak ukończył Seminarium Nauczycielskie w Rudniku n/Sanem. Do wybuchu II Wojny Światowej był nauczycielem muzyki w Szkole Podstawowej nr 3 w Nisku nad Sanem. W roku 1937 napisał dla elewów tekst do melodii carskiego kompozytora Agapkina. Ta melodia to marsz pt. ‚Pożegnanie Słowianki. Polski tekst Ślęzaka znany pt. ‚Rozszumiały się wierzby płaczące’ jest do dziś popularny.

    Tyle lat nieukaranej kradziezy. Tyle lat..

    Noo, chyba ze taka dobawke jeszcze przyjmiemy jako fakt niezbity

    „Do wojennych dziejów melodii Pożegnanie Słowianki ciekawy szczegół dorzucił były radziecki partyzant z Brygady Kapłuna Josif Romanowicz Deżurko. W liście opisuje przybycie brygad z błot poleskich w rejony nadbużańskie. Był marzec 1944 r. Nad Bugiem połączyli się z grupą I. N. Czornego, dotychczas działającą w lasach parczewskich i współdziałająca z partyzantami polskimi Armii Ludowej. Z największym zdumieniem usłyszeli wtedy Wierzby płaczące i w pierwszej chwili sądzili, że śpiewana piosenka jest po prostu ich, radzieckich partyzantów, w polskim tłumaczeniu. Oni również mieli swą pieśń napisaną do melodii marsza OsobaAgapkina pt. My syny bojewogo naroda:

    My syny bojewogo naroda,
    Bez swabody nie możem my żyt;
    I uszli my w liesa, na bołota,
    Cztoby Rodinie łuczsze służit;

    Wkrótce wyjaśniło się, że są to dwie różne pieśni, ale od tej pory słyszało się je często przy wieczornych ogniskach. Wraz z partyzantami radzieckimi śpiewali je: Słowak Misza Katan, Jugosłowianin Iwan Kljuczik, Ukrainiec Nikołaj Szczerbatiuk i Polak Jan Sażyński. „Były to pieśni – jak pisze Deżurko – przyjaźni i braterstwa”. Opisał ten fakt w gazecie „Polesskaja Prawda”.

    I tym sposobem nasza bezczelna kradziez ruskiego marszu ‚Praszczanije Slowianki’ i obrocenie go w polski o wiele wiecej niz marsz ‚Rozszumialy sie wierzby placzace’ zostaly obrocone w przyjazn i braterstwo. Kak czudziesno i priekrasno

  204. Przydarzyl sie bardzo smutny wypadek w Koszalinie, w tzw escape room. Ten escape room to taki system zabawy w zamknietym pokoju, z ktorego mozna wyjsc tylko przez zagadki. Wybuchl tam pozar i piec uwiezionych dziewczat ponioslo smierc. W Koszalinie zaloba, w calym kraju kontrole bezpieczenstwa w escape rooms.

    Pombocek pewnie tez w zalobie. Podwojnej. Wyrazy wspolczucia, wbocku. Podwojne

  205. A tymczasem w innych escape roomach – w kaka znaczy – idzie na ostro

    https://www.youtube.com/watch?v=5pHJo0CoKPU

    – Co ksiądz proboszcz myśli o naszym radnym w parafii?
    – Ten radny zmienił formację na Koalicję Obywatelską wrogą Bogu, Krzyżowi, Ewangelii i Kościołowi i pokazał to na bilbordach, gdzie kandydował w wyborach – powiedział ksiądz. – Oddasz głos na opozycję? Nie jesteś katolikiem

    Wściekli Polacy wyszli z kościoła! Ksiądz naprawdę powiedział to z ambony.

    Wyrazy wspolczucia dla wscieklych wychodzacych. Pojedyncze wyrazy. Jako ze nie ogloszono zadnej zaloby. Ani z ambony ani skadkolwiek indziej

  206. Yo! EmeritenGangsta.‎

    Ziemia się kręci, grawitacja wciąż działa, odchodzący na łono Abrahama bisqpi smażą się w piekle, woda z kranu leci, prąd w gniazdku jest, listy na blogu ludzie piszą, a więc nie jest źle z tą naszą wsiową de‎mokracją.

    A jak pojawią się problemy to Brothers gonna work it out.‎
    https://m.youtube.com/watch?v=KHxkPNx23Og

    Nie ogarniam wszystkich wpisów z braku czasu, ale bywam i czytam, a głos dałem bo wciąż słyszałem głosy- szepty, które mówiły abym go dał, skoro go mam. No to dałem. ‎

    Tanaka, wielkie gratsy za dźwiganie LA 3.0.
    Trzeba wierzyć w człowieka, koleś
    ;)‎

  207. Ewa-Joanna
    6 stycznia o godz. 22:13

    Czy jakaś petycja była skuteczna?

    Zależy co dla Ciebie jest skutecznością.
    Nie mam wątpliwości, że petycja Nowackiej nie spowoduje, że „od jutra” zostaną spełnione jej postulaty. I w tym sensie będzie to kolejna „nieskuteczna” petycja.
    Niemniej dla mnie jest to petycja skuteczna w takim sensie, że stanowi kolejny krok, który może nas przybliżać do osiągnięcia masy krytycznej, koniecznej do każdego istotnego przełomu. I dlatego ją podpisałem i jestem wdzięczny Nowackiej za to, co robi.
    Spotyka się ona z licznymi zarzutami. Chociażby na blogach Polityki. Szostkiewicz uważa, że to nie pora. Hartmann zarzuca jej grę nie fair i to, że zbyt mało żąda.
    Ja jestem zdania, że do tego samego celu mogą prowadzić różne drogi.
    Nowacka stosuje taktykę „noga w drzwi”. Jeżeli Hartmann woli taktykę „drzwiami w twarz”, to niech to robi, nikt mu nie broni.
    Podpisanie petycji to niewiele, ale więcej niż nic.
    Mówi się, że żeby zwyciężyło zło, wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.
    Wolę traktować różne działania, różnych ludzi jako komplementarne. Nawzajem wzmacniające się. Nie rozumiem rzucania się Nowackiej do gardła, szczególnie przez ateistów, dlatego, że to co robi, robi po swojemu.

  208. Ktos tu podal izraelskie wykonanie, ze slowami hebraiskimi, ‚Praszczanije Slowianki’
    Dajmy prawie ze oryginalne wykonanie rosyjskiej wersji.

    https://www.youtube.com/watch?v=CFHBnWDNVQw

    Mowie ‚prawie ze oryginalne’ dlatego, ze slowa do tej wersji napisał Władimir Łazariew, ktory tworzyl pozniej, po Wasylu Agapkinie. Ciekawe sa to slowa momentami..

    Agabkin napisal muzyke w roku 1912 i tam nie chodzilo jeszcze o zadne praszczanije Slowianki z I Wojny swiatowej. I-szo wojenna wersja nastapila pozniej i przerodzila sie w piesn bojowa Bialych po rewolucji pazdziernikowej.

    Lazariew zas poczytywany jest za autora wyzej przytoczonej wersji. Wersja ta zawiera zadziwiajace nastepujace slowa, wyspiewane w minucie 1:12-1:25 :

    Praszczaj Otczyzna
    Wspominaj Stalina

    Slow tych polskie napisy juz nam nie przyblizaja jednakze. Musi co polska cenzura czujnie zadzialala. No i dobrze

  209. W ostatnich dniach sporo rozmawiano na blogach o G. Friedmanie. Najpierw na EP, a potem na LA, rozglądnąłem się po Internecie. I co zobaczyłem?
    Friedman wielkim przyjacielem PiSu jest. „To świat chce zrobić z was faszystów” poklepuje prezesa pocieszająco po plecach mister Friedman:

    https://wiadomosci.wp.pl/george-friedman-swiat-chce-zrobic-z-was-faszystow-6224399276312705a

    „Jeszcze w pierwszej połowie XXI wieku Polska stanie się główną siłą w regionie” basuje mocarstwowym tęsknotom katobolszewi”

    https://www.rp.pl/Polska-2050/311079918-Friedman-Polska-Zrozumiec-przyszlosc.html

    Utwierdza w przekonaniu, że UE jest zła, Niemcy są źli. „Prawdziwy przyjaciel”.

    A mnie się przypomina stare przysłowie strzeż mnie Boże przed przyjaciółmi, bo z wrogami sam sobie poradzę.

    Strzeżcie wszystkie bogi i Bogi Polskę przed radami Friedmana.

  210. Przyblizmy izraelski watek historii melodii ‚Pozegnanie Slowianki’. Bo ktos te wersje tu przytoczyl jak objawienie jakie.

    Po wojnie żydowscy uchodźcy zawieźli partyzancką melodię ‚Proszczanije Slowianki’ do Palestyny. A ponieważ Izrael to kraj – w sensie mentalnym i kulturowym – w gruncie rzeczy słowiański – więc stała się tam niezwykle popularna. A gdy w roku 1948 wybuchła pierwsza wojna izraelsko-arabska napisano do niej słowa hebrajskie „Bin Gwulot” – „Między granicami”.

    Izraelską wojne o niepodległość wygrało wojsko izraelskie śpiewające hebrajską wersję piosenki Pożegnanie Słowianki/Rozszumiały się wierzby płaczące/Między granicami.

    Po upadku ZSRR rozważano wersję aby „Pożegnanie Słowianki” uczynić hymnem państwowym Rosji, na miejsce sowieckiego. Na szczescie, pomysłu tego zaniechano.

  211. Errata: Strzeżcie wszystkie bogi i Bogi Polskę przed radami Friedmana.

  212. Bo istnieje tylko jeden człowiek o nazwisku Friedman. Thomas czy George, jak zwał tak zwał, ale się strzeżcie.

    Nawet tu się już robi sfera nieracjonalna.

  213. @wujaszek wania
    Zacznę od końca – czytywałam kiedyś Friedmana z zaciekawieniem, nawet subskrybowałam. Ale to były kule w płot, taka druga Staniszkis.
    A petycje – moim zdaniem brak rezultatów zniechęca, bo to takie bezproduktywne zajęcie, tracisz zapał i energie i guzik z tego, adresaci olewają ciepłym piwem i nic się nie zmienia. Co wyszło z tych wszystkich petycji w sprawie kobiet, dostępu do aborcji itp?
    Tak mi się widzi, że te petycje nie wychodzą poza krąg zainteresowanych osób, a to za mało. Gdyby się tak udało poszerzyć dostępność to może i coś by z tego wyszło.

  214. … ale jako handlarz dywanami, to ten Friedman byłby w sam raz 😀

  215. Orteq
    8 stycznia o godz. 2:49

    I tak trzymaj! Się dowiedziałem tego owego. Historia ciekawa. Z wnioskiem, ale chyba został zapomniany. Na Kowno! Na Kreml!

  216. @Żorż Ponimirski
    Najlepszego w Nowym Roku dla Ciebie i Twoich kobiet. Jak tak panna Zosieńka-Belzebubek?
    Jeśli jeszcze nie znasz, to – komu jak komu- ale w szczególności Tobie gorąco polecam biografię „Komeda.Osobiste życie jazzu” świetnej Magdaleny Grzebałkowskiej.

  217. Żorż Ponimirski
    8 stycznia o godz. 9:20

    Joł!/i> Co i raz mi się ostatnio pojawiałeś w myślach: gdzieżeś jest, skoroś nie jest. No to bardziej bądź.
    Jak rośnie młoda ateistka?
    A że
    trzeba wierzyć w człowieka, koleś, to się wie!
    Od jakiegoś czasu bardzo poręczny w praktycznym zastosowaniu mam też inny monolog: siedzę, proszę pana w kinie, patrzę, patrzę na to i aż mi się chce wyjść z kina. I wychodzę!
    Bardzo praktyczne!
    No i taki cymesik: byliśmy ostatnio, z żoną, proszę pana, w hali Mirowskiej, gdzie ja miałem aparat Zorkę 5 – i zrobiłem kilka zdjęć.
    A to też bardzo praktyczne: na żądanie, raz można!

  218. mag
    8 stycznia o godz. 12:13

    Ooo, Maguś, to Ty mi powiedz: które bografie są dobrze napisane, a które – niedobrze. Bo taka jakaś moda, żeby pisać, ale mam podejrzenia, że z tymi autorkami (chyba same kobiety?) biografii, to różnie jest. Mówisz – z biografią Komedy dobrze?
    Do licha, a skąd to wiadomo, że co ważnego, ciekawego i na tzw. kanwie bardzo potrzebnego nie umkło?

  219. Ewa-Joanna
    8 stycznia o godz. 11:58

    … czytywałam kiedyś Friedmana z zaciekawieniem, nawet subskrybowałam. Ale to były kule w płot, taka druga Staniszkis.
    Na samo wspomnienie osiągnięć obywatelki czerwonoustej Staniszkis profesor to ja dostaję jakiejś trzęsiawki z podśmiechujką w jednym. Z uwzględnieniem akcentu na odpowiednią część wyrazu, którym się wyrażam.

  220. wujaszek wania
    8 stycznia o godz. 10:04

    Widzę to podobnie. Czyli po kościelnemu: środkami bogatymi i środkami ubogimi do celu!

  221. Tanaka
    8 stycznia o godz. 12:26

    jak diabeł skuteczny, to należy się od niego uczyć, a jak diabłu na imię, to ja mu nie będę pod ogon zaglądał 😉

  222. Ewa-Joanna
    8 stycznia o godz. 11:58

    czytywałam kiedyś Friedmana z zaciekawieniem, nawet subskrybowałam. Ale to były kule w płot, taka druga Staniszkis.

    Nie do wiary, bo on mi się też natychmiast skojarzył z ciocią Jadzią, brrr …

  223. @mag
    6 stycznia o godz. 17:57
    8 stycznia o godz. 12:13

    Mam opory przed czytaniem biografii. W przypadku „Komeda. Osobiste życie jazzu” świetnej Magdaleny Grzebałkowskiej sytuacja wygląda nieco inaczej. Zgadzam się z epitetem. Znać dobrą szkołę Małgorzaty Szejnert. Mam (niewątpliwą) przyjemność znać obie i byłem kilkakrotnie świadkiem procesu twórczego i ogromnej pracy wkładanej w tenże. Chętnie przekażę Magdzie Twoją (dosadną) opinię.

  224. Tobermory
    8 stycznia o godz. 12:02

    … ale jako handlarz dywanami, to ten Friedman byłby w sam raz

    latającymi? 😉

  225. Tanaka
    No nie żartuj, Tanaczku. Jasne, że biografia może być nudna jak flaki z olejem (popacz, całkiem ten kolokwializm wypadł z obiegu), czyli napisana solidnie względem faktów, ale bez pomysłu na całość, bez ogarnięcia „tematu” czyli jednak jakiejś próby interpretacji, do czego autor biografii ma prawo, moim zdaniem. Płeć nie ma tu nic do rzeczy.
    Śledzę ukazujące się biografie i czytam te, których bohaterowie mnie interesują, bo po prostu lubię, traktując je jako rodzaj literatury faktu.
    Moim zdaniem, obok Grzebałtowskiej (pisala m.in. o ks. Janie Twardowskim, o Beksińskich, ojcu i synu) wyróżnia się na przykład jako spec od biografii Andrzej Franaszek – znawca Milosza i Herberta (od frontu i od kuchni).
    Miewam także rozczarowania. Byłam nawet na wieczorze autorskim niejakiego Jana Olszaka, który napisał książkę „Jan Walc. biografia opozycjonisty”, bo Janek był moim kolegą ze studiów, a przez jakiś czas nawet przyjaźniliśmy się (ja również z jego żona, z mojego roku na polonistyce), więc tym bardziej ciekawa byłam, co pan Olszak wymodził. Napisał poprawną biografię człowieka, który był niesłychanie barwną i niekonwencjonalna postacią i któremu należałby się mniej konwencjonalny, a nawet nieco odleciany biograf.

  226. @Tanaka
    Prostuję błąd w nazwisku. Autor biografii Jana Walca nazywa się Olaszek.

  227. Qba
    8 stycznia o godz. 12:53

    Obiecałam w grudniu,że zrobię album zdjęć z Łodzi.
    Jest już – wprawdzie bez komentarza ( jeszcze) ale ponieważ dawno Cię nie było,więc podam link teraz 🙂

    Myślałam również,że będę mogła o tym zawiadomić Stachu39 – ale ostatnio się nie pojawia,co mnie martwi.

    Ja również mam opory przed czytaniem biografii. Jeśli chodzi o Komedę – wystarczają mi wiadomości ogólnie dostępne i znane. Ważne są dla mnie tylko jego nagrania…

    https://photos.app.goo.gl/HW4K7f7MhdNKV46a6

  228. @mag,

    a co sądzisz o książkach Mariusza Urbanka?

    Na gwiazdkę dostałem biografię Hanki Bielickiej „Umarłam ze śmiechu”, napisaną przez autora wielu jej monologów Zbigniewa Korpolewskiego.
    Nie polecam. Dłużyzny, ciągłe powtórzenia. Niemal umarłem z nudy. Autor znakomitych monologów wyraźnie nie radzi sobie z tematem. A szkoda.

  229. @wujaszek wania
    Ależ oczywiście, Mariusz Urbanek jest autorem znakomitych biografii. Ja wymieniłam akurat tych z nieco młodszego pokolenia.
    Mam w swojej prywatnej bibliotece co najmniej jego dwie książki: „Lwowska szkoła matematyczna” i „Tuwim. Wylękniony bluźnierca”

  230. Wybierającym się do Łodzi polecam klimatyczny Dom Gościnny Żydowskiej Gminy Wyznaniowej:
    http://linatorchim.pl/galeria-zdjec/
    w samym sercu miasta, niedrogi, z parkingiem dla gości, smacznymi śniadaniami.

  231. @mag,

    ja też wysoko sobie cenię Urbanka.

  232. wujaszek wania
    8 stycznia o godz. 12:44

    Tak jest, przy czym weteryniarz to by się nie zgodził, w kwestii niezaglądania pod ogon.
    Diabła najlepiej poznać za pomocą podglądania.

  233. basia.n
    8 stycznia o godz. 13:34

    Basia, no kurcze blade! Fura fot! 🙂
    Czuje się, że masz dryg do focenia. Mnóstwo ciekawych, ładnych, zadbanych, przechodzących w piękne, miejsc. Dla mnie, jako niełodzianina, trochę kłopotu: większość tych miejsc mówi mi tylko tyle, co widzę na focie, ale nie wiem co to, gdzie to, skąd to. Twoje komentarze bardzo by sie przydały.
    Brawo za kolekcję! 🙂

  234. basia.n
    Mnie też nie zastąpi słuchania Komedy czytanie jego biografii. A moja znajomość jego muzyki nie ogranicza się do kołysanki z „Rosemary’s baby” To dwie różne sprawy, które nie muszą być w kontrze. Nie chcesz czytać, nie czytaj.
    To tak jakbyś np. przeciwstawiała znajomość wierszy Miłosza czy Herberta i uczucia towarzyszące ich czytaniu chęci poznania pokrętnych kolei losu tych wybitnych poetów, próbie zrozumienia, co określiło ich poetycki image. Nie widzę w tym sprzeczności. Chcesz to czytasz wyłącznie wiersze, a reszta Cię nie interesuje.
    Pozdro

  235. wujaszek wania
    8 stycznia o godz. 13:49

    Znasz tak dobrze Łódź ??
    Ja byłam tam we wrześniu po długiej nieobecności i świadomie wybrałam w samym centrum B&B Hotel łódź centrum na Kościuszki 16. ( przy pasażu Rubinsteina)
    Jest nowoczesny, bardzo czysty i wszędzie jest blisko.
    Również polecam 🙂

  236. basia. n
    Twoja Łódź jest piękna!

  237. Tanaka
    8 stycznia o godz. 14:05

    Obiecałam,że zrobię komentarze i je zrobię – jeszcze w tym tygodniu 🙂
    Ale ponieważ Qba raz jest,a raz go nie ma,więc się pospieszyłam z wiadomością 🙂

  238. Tanaka
    8 stycznia o godz. 13:54

    weteryniarza słuchać musowo!

  239. basia.n
    8 stycznia o godz. 14:12

    Znasz tak dobrze Łódź ??

    To za dużo powiedziane.
    Bywam od czasu do czasu. Generalnie lubię zatrzymywać się w miejscach nietypowych. Linat Orchim polecili mi przyjaciele. Panuje tam niepowtarzalny klimat.

  240. @basia.n
    8 stycznia o godz. 14:15

    Po pierwsze – wspaniałe zdjęcia. Kilkanaście lat temu obwoziłem po Łodzi znajomych z Izraela, którzy szukali śladów przodków. To była inna Łódź i inne jej okolice.
    Po drugie – nawet jak mnie nie ma, to często jestem. Po prostu rzadko się odzywam. Ostatnio byłem dłuższy czas we wsi Zadupie Zupełne, gmina Odludzie, powiat Pustkowie. Było cicho, świetne powietrze i czysta woda. Czego wszystkim życzę.

  241. @AdaB 8 stycznia o godz. 11:55
    🙂 🙂 🙂

  242. mag
    8 stycznia o godz. 14:13

    Moja Łódź trochę ( ale tylko trochę) wypiękniała. Na mojej ulicy ( którą pokazałam w drugim szeregu zdjęć) zrobiłam również zdjęcia czegoś brzydkiego,co pamiętam od dawna…
    Nie umieścilam jednak w albumie,żeby cieszyć się tyk,co ładne :)Takich brzydkich fragmentow jest o wiele więcej niż tych ładnych. Ale faktem jest,że ulica Piotrkowska (jedna z najdłużych ulic handlowych w Europie) jest prawie w całości odrestaurowana ( zewnętrznie) Ale już jej boczne ulice…. pozostały takie,jak były. Stachu39 pisał,że są plany restaurowania dwóch bocznych ulic. To dobrze – ale i tak jeszcze bardzo niewiele. Byłam natomiast dumna i szczęśliwa,że moje Konserwatorium mieszczące się w dawnym mniejszym pałacu Poznańskiego – jest całkowicie wewnątrz odrestaurowane. Oczywiście z pieniędzy unijnych !

  243. @Tobermory 8 stycznia o godz. 12:02
    Tylko który? Wujaszkowi cuś się mąci.

  244. AdaB
    8 stycznia o godz. 11:55

    a wystarczyło uważnie przeczytać i byłoby jasne, że chodzi o G.

  245. THOMAS Friedman i GEORGE Friedman to dwie zupełnie różne osoby.

    Na tym blogu, o ile pamiętam, pisano ostatnio tylko o Thomasie Friedmanie, autorze książki „From Beirut to Jarusalem” którą czytam coraz bardziej zachwycona, bo czyta się ją znakomicie. Ewa-Joanna zgłosiła zastrzeżenie, że Friedman jest Żydem, od szkoły średniej w Minnesocie interesował się Izraelem, zatem rzekomo nie może być bezstronny w relacjonowaniu wielkich cierpień narodu palestyńskiego i straszliwej okrutności Izraela.

    Otóż może. THOMAS Friedman jest przede wszystkim dziennikarzem, jednym z pierwszych, którzy – z racji przebywania w Bejrucie – relacjonowali izraelską inwazję na Liban i późniejszą masakrę w dzielnicach Sabra i Szatila. To on przekonywał – bo był na miejscu i rozmawiał z izraelskim żołnierzem w chwili, gdy trwała ta masakra – że otaczający te dzielnice żołnierze izraelscy mogli łatwo – przez lornetkę – zobaczyć, co się działo w tych dzielnicach i jak rządowi chrześcijańscy siepacze bestialsko mordowali muzułmańskich mieszkańców, zresztą wcale nie tylko „uchodźców” czyli Palestyńczyków, bo 25 procent lepianek zajmowali przybyli z otaczających wiosek szyiccy Libańczycy, którzy stopniowo zastępowali wyprowadzających się stamtąd Palestyńczyków.

  246. @Na marginesie
    8 stycznia o godz. 15:21

    W zasadzie obaj, chociaż George dorobił się już aparycji agenta ubezpieczeniowego. Albo sprzedawcy samochodów 😉
    Nie kupiłbym od żadnego.

  247. Było dużo mowy o Stratforze (w sąsiedztwie), mógł się i George skojarzyć.

  248. Na marginesie
    8 stycznia o godz. 15:18, 15:58

    Dzięki 🙂

    Opinia typu „T. Friedman jest niewiarygodny bo to Żyd”, to przykład mentalnego spisienia, które niestety obserwuję na codzień z rosnącym przerażeniem. Każda krytyka pisu spotyka się z ripostą typu, ale to komuch, to syn komunistycznego prokuratora, to ubecka wdowa, to proniemiecki dziennikarz, to niepolak. Nikt nie dyskutuje z argumentami tylko gnoi przeciwnika, bo łatwiej. Co się z nami porobiło.

  249. A żeby nie być gołosłownym – THOMAS Friedman w swojej książce pisze tak:

    „I took Sabra and Shatila seriously as a blot on Israel and the Jewish people. Afterward, I was boiling with anger – anger which I worked out by reporting with all the skill I could muster on exactly what happened in those camps. The resulting article – an almost hour-by-hour reconstruction of the massacre- was published across four full pages of “The New Your Times” on September 26, 1982; it eventually won me a Pulitzer Prize for international reporting. I worked day and night on that story, barely sleeping between sessions at my typewriter. I was driven, I now realize, by two conflicting impulses. One part of me wanted to nail Begin and Sharon – to prove, beyond a shadow of doubt, that their army had been involved in a massacre in Beirut in the hope that this would help me get rid of them. I mistakenly thought at the time that they alone were the true culprits. Yet, another part of me was also looking for alibis – something that would prove Begin and Sharon innocent, something that would prove that the Israelis couldn’t have known what was happening. Although an “objective” journalist is not supposed to have such emotions, the truth is they made me a better reporter”

    “Poważnie traktowałem Sabrę i Shatilę jako plamę na Izraelu i narodzie żydowskim. Później kipiałem gniewem – gniewem, który przepracowałem, relacjonując jak mogłem najlepiej, dokładnie co działo się w tych obozach. Powstały artykuł – prawie godzina po godzinie rekonstrukcji masakry – został opublikowany na czterech pełnych stronach „The New Your Times” 26 września 1982; później przyznano mi za niego nagrodę Pulitzera w dziedzinie reportażu zagranicznego. Pracowałem dzień i noc nad tą historią, ledwo śpiąc między sesjami na mojej maszynie do pisania. Byłem napędzany, teraz sobie sprawę, przez dwa sprzeczne impulsy. Jedna część mnie chciała przygwoździć Begina i Sharona – aby udowodnić, bez cienia wątpliwości, że ich armia była zamieszana w masakrę w Bejrucie w nadziei, że to pomoże mi się ich pozbyć. Pomyłkowo myślałem wtedy, że tylko oni byli prawdziwymi winowajcami. Jednak inna część mnie również szukała alibi – czegoś, co udowodniłoby, że Begin i Sharon są niewinni, coś, co udowodniłoby, że Izraelczycy nie mogli wiedzieć, co się dzieje. Chociaż „obiektywny” dziennikarz nie powinien mieć takich emocji, prawda jest taka, że zrobiły ze mnie lepszego reportera ”

    Google Translate jest w tym wypadku beznadziejny, więc poprawiłam – ale tylko te najgorsze potknięcia.

  250. AdaB
    8 stycznia o godz. 16:14

    Każda krytyka pisu spotyka się z ripostą typu, ale to komuch, to syn komunistycznego prokuratora, to ubecka wdowa, to proniemiecki dziennikarz, to niepolak. Nikt nie dyskutuje z argumentami tylko gnoi przeciwnika, bo łatwiej. Co się z nami porobiło.

    Generalnie, nic się „z nami” nie porobiło, chociaż ciągle coś się robi, w sposób powolny, mozolny, nieco w przód, bardziej na boki i co raz – do tyłu. Czy możesz wskazać kto to są ci „my” spośród prawidłowych Polaków, co to umieli dyskutować z argumentami, a nawet zgadzać się z nimi i, w konsekwencji brać za swoje oraz realizować?

  251. basia.n
    8 stycznia o godz. 15:20

    Czy w tej kolekcji fot są jakieś pokazujące bryłę oraz wnętrza Twojego konserwatorium?

  252. @AdaB 8 stycznia o godz. 16:14

    No właśnie 🙂
    To co czytam u Friedmana o Libanie (tym Libanie sprzed 30 lat, ale zawsze) trochę mi przypomina to, co się dzieje w Polsce. Nagle ujawniają się plemienne odruchy i ludzie nienawidzą się nawzajem. W Libanie są tradycyjnie dominujący katolicy (z trochę inną liturgią, ale podlegli papieżowi w Rzymie), muzułmańscy Druzi, szyici i sunnici. Są również napływowi „uchodźcy” czyli Palestyńczycy ze swoim Arafatem. W tym wszystkim mąci Syria, a Izrael chce się pozbyć palestyńskich terrorystów tuż za swoją północną granicą. Ale przede wszystkim nagle tworzą się getta, każdy czuje potrzebę zdeklarowania się, że należy do jakiejś grupy i wszyscy walczą ze wszystkimi.

    Tylko że w Polsce w zasadzie nie ma istotnych różnic etnicznych… Ale jest instynktowne wyobrażenie, że ktoś inny jest „lewakiem”, „komuchem” czy czym tam jeszcze.

    Proces zawłaszczenia władzy przez jedną grupę i stopniowego skłócenia wszystkich jest chyba podobny.

    A tuż zaraz za granicą… no to wiadomo.

  253. @Tobermory 8 stycznia o godz. 16:02

    Mnie chodziło po prostu o to, że Thomas Friedman wygląda jak, moim zdaniem, typowy Arab. Chyba dlatego mógł żyć i pracować w Bejrucie – bo nikt go tam „na wygląd” nie podejrzewał o bycie nie-Arabem. On sam pisze, że był w zasadzie jedynym Żydem w Bejrucie – bo wszyscy inni wcześniej opuścili Liban. Taki wygląd – to był kamuflaż, panietentego 🙂

  254. @Tanaka 8 stycznia o godz. 16:35

    No przecież AdaB już wskazała konkretny komentarz – w stylu „nie ufam autorowi, bo to Żyd”. Dalej była już tylko ekstrapolacja.

  255. @Na marginesie
    8 stycznia o godz. 16:53

    A może się za słabo rozglądał i nie zauważył innych Żydów o typowo arabskiej urodzie? W końcu nawet w czasie najgorszych zniszczeń wojennych był Bejrut miastem ponadmilionowym.
    Libański pisarz Raschid al-Daif tak opisywał nastroje mieszkańców Bejrutu w czasie wojny:
    „Ta wojna, to nie była walka biednych przeciw bogatym, lecz biednych i bogatych przeciwko bogatym i biednym. Palestyńczycy walczyli między sobą, Syryjczycy wraz z Palestyńczykami przeciw chrześcijanom, potem z chrześcijanami przeciw Palestyńczykom. W końcu chrześcijanie między sobą i przeciwko druzom, wszyscy razem i przeciw wszystkim – kto miał coś z tego zrozumieć? (…) Na koniec śmialiśmy się z tych, którzy próbowali te stosunki analizować”

  256. Tanaka
    8 stycznia o godz. 16:35
    „Czy możesz wskazać kto to są ci „my” spośród prawidłowych Polaków, co to umieli dyskutować z argumentami, a nawet zgadzać się z nimi i, w konsekwencji brać za swoje oraz realizować?”

    Kiedyś potrafiliśmy dyskutować, bawet będąc anty-systemowi. W mojej rodzinie byli i partyjni i bezpartyjni, dyskusje bywały gorące, ale były merytoryczne. Partyjni usprawiedliwiali się realiami, bezpartyjni wypominali konkretne błędy, na koniec wszyscy zgodnie jedli i pili. Ja ze studiów pamiętam niekończące się nocne dyskusje o bogu i wierze (dobrze że nikt tego nie nagrywał, byłby wstyd). Nie powiem, że coś z tego wynikało konkretnego, ale rozmowa sama w sobie była pozytywem.
    Jeszcze chyba za AWSu i PO potrafiliśmy się spierać, o kasy chorych, o gimnazja czy o fundusze emerytalne.

    Może odlot się zaczął od smoleńska. Nie wiem, zajęta byłam, nie obserwowałam uważnie, ale teraz jest inaczej. Już się nie rozmawia. Teraz przeciwnik jest wrogiem. Usłyszysz: „nie próbuj mnie przekabacić. Ty jesteś (tu wstaw swoją identyfikację, która cię dyskwalifikuje jako uczciwego rozmówcę). Wszystko co mówisz jest kłamstwem, którym chcesz mnie zmanipulować”.

    Powiedzieć, że zawsze byliśmy kiepscy, to jednak nic nie powiedzieć. Bo coś się zmieniło.

  257. Tobermory
    8 stycznia o godz. 0:41
    Znaczenie obiektu.
    Na przykład mapy i ich dostępność dla zwykłego śmiertelnika i ich dokładność (skala).
    Francja, lata środkowego Gomułki. Kilku szczęśliwów rodem z PRL-u ma okazję zapoznać się z pracą w firmie zajmującej się poszukiwaniem złóż surowców mineralnych i ropy. Byli ogromnie zaskoczeni , gdy pokazano im szczegółowe mapy ich ojczyzny w skali 1:5000 czy jeszcze lepiej 1:2500….

  258. Jak długo żyję, zawsze napotykałem obok paru normalnie, trzeźwo i racjonalnie myślących Polaków jakieś betonowe łby, wietrzące spisek, zamach, manipulację wrażych sił, jak nie CIA, to ziomkostwa niemieckie albo wpływy moskiewskie etc.
    Ale dziś Polacy nie ufają już chyba nikomu, nie ma autorytetów, nawet papież i kler przestali budzić szacunek, wszędzie wyłazi korupcja, chciwość, zachłanność i prywata.
    Ryba psuje się od głowy 🙁

  259. @zezem
    8 stycznia o godz. 17:54

    Najdokładniejsze mapy Sudetów, z jakimi wtedy miałem do czynienia miały skalę 1:10 000 i były… poniemieckie.

  260. @Tobermory 8 stycznia o godz. 17:12

    Ale o której wojnie mowa? Tej z 1982-84? Bo przedtem i potem realia były jednak różne. A już amerykańska „misja pokojowa” była tragedią, bo życzliwi całemu światu i niesłychanie optymistyczni Amerykanie po prostu pojmowali swoją misję jako wsparcie i współpracę z rządem, nie rozumiejąc, że ten rząd jest uwikłany w etniczną przepychankę. Efektem była masakra w amerykańskiej bazie wojskowej, prawdopodobnie zaplanowana przez Iran – bo samobójczy kierowca ciężarówki wypełnionej TNT raczej sam by tego nie wykoncypował. No i szybciutkie wycofanie się z Libanu, bo nagle wszyscy byli przeciwko nim.

  261. @ Na marginesie
    8 stycznia o godz. 18:24

    Wojna domowa w Libanie 1975-1990

  262. Jeszcze jeden szczegół, który punktuję, przyznaję, wybiórczo, ale to jest coś, na co zwróciłam uwagę wcześniej, po przeczytaniu w Newsweeku reportażu Franceski Borri. Otóż palestynski rozmówca F. Borri twierdzi, że przywódcom palestyńskim (organizacje Fatah i Hamas, zwalczające się nawzajem, również zbrojnie) wcale nie chodzi o rozwiązanie konfliktu. Oni są bardziej zainteresowani jego trwaniem.

    Po takim dictum zostałam przywolana do porzadku przez Herstoryka, który zawołał, że Palestyńczykom jak najbardziej chodzi o jak najszybsze zakończenie konfliktu, bo… są słabsi od Izraelczyków.

    Thomas Friedman pisząc o postępowaniu Arafata jednak potwierdza, że Arafat „siedział na płocie” unikając wszelkich rozwiązań, a nawet jakichkolwiek konkretów. Miał okazję się wypowiedzieć, bo zaproszono go – terrorystę! – nawet do ONZ. Wszędzie ograniczał się do mglistych deklaracji, bo po pierwsze zależało mu na statusie gwiazdora, uwielbieniu Palestyńczyków i uwadze mediów, a po drugie chciał być symbolem walki o mitycznych proporcjach.

    Arafat (i T. Friedman cytuje wypowiedzi) w gruncie rzeczy wierzył, że Izrael to jeszcze jeden europejski „imperialista” i że po iluś tam latach się wycofa i zniknie, jak to zrobili Anglicy i Francuzi. Obsadzając Palestyńczyków w roli ofiar przekonywał ich również, że są niewinni. Wygodny myk. Skąd ja to znam? Zdradzeni o świcie?

    Thomas Friedman pisze o wystawie, jaką zorganizował Fatah po masakrze w obozach Sabra i Szatila. Wystawa zawierała makabryczne zdjęcia ofiar. Friedman twierdzi, że gdyby Arafat naprawdę chciał rozwiązania konfliktu, to zorganizowałby wystawę zdjęć osiedli izraelskich na Zachodnim Brzegu.

    Jednak przy takim podejściu (konfrontacja z rzeczywistoscia) należałoby w koncu coś konkretnego zrobić – albo negocjować, albo walczyć. Arafat nie chciał ani jednego, ani drugiego. Jemu chodziło o to, żeby konflikt trwał nierozwiązany – i stopniowo nabierał mitycznego charakteru. To jest logiczne – mit smoleński się kojarzy.

  263. @Tobermory 8 stycznia o godz. 18:34

    Ja mam wrażenie, że Thomas Friedman nie pisze o tym jako o jednej wojnie. Raczej o różnych fazach konfliktu. On był wtedy, że tak powiem, w centrum wydarzeń, zatem trochę za blisko na historyczne uogólnienia. Ale w zasadzie to by się chyba zgodził z opinią, którą cytujesz.

  264. @Na marginesie
    8 stycznia o godz. 18:53

    Autor, którego zacytowałem, uchodzący za jednego z najważniejszych współczesnych pisarzy piszących po arabsku, był profesorem języka arabskiego i literatury na uniwersytecie bejruckim w latach 1974-2008, letni semestr 1999 spędził jako profesor w Tuluzie.
    Miał więc czas wyrobić sobie zdystansowane spojrzenie na tę wojnę. W wydanej również po polsku książce „Kochany panie Kawabato” zawarł wątki autobiograficzne z okresu wojny w 1975.
    Kto skoczy do morza, znajdzie perłę, kto będzie siedział na brzegu, przyniesie tylko garść piasku
    (Rashid ad-Da’if)

  265. @Tobermory 8 stycznia o godz. 19:17

    Nie dość że wykształciuch, to jeszcze intelektualista i profesor literatury? Carramba!

    W dodatku jeszcze zwąchiwał się z zachodnim, imperialistycznym uniwersytetem… Ajajaj.

    P.S. Żartuję oczywiście. Ale wioskowy, pobożny ludek, „sól ziemi”, naszość w pigułce, to jeden z uczestników tego konfliktu i potencjalny element fermentu. W Libanie – szyici, w Turcji – prawdziwi szczerzy muzułmańscy patryjoci, w Syrii – podburzana przez mułłów isasowa biedota. W Polsce… No co, no co? Dojna zmiana?

  266. @Na marginesie
    8 stycznia o godz. 19:40

    Ten Libańczyk, urodzony w rodzinie chrześcijańskich maronitów, nie dosyć, że studiował w Bejrucie, to jeszcze i na Sorbonie 🙄
    I napisał książkę z Meryl Streep w tytule 😎

  267. Jeszcze nie tak dawno obnoszenie się z antysemityzmem było w Polsce obciachem, odkąd rządzi PIS – już nie.
    Jeśli dobrze pamiętam, swoiste tabu naruszył bodaj pisowski satyryk, Marcin Wolski, który rzucił coś dowcipnie na temat „parchów” w TVP1, na co prowadzący program nie zareagował.

  268. AdaB
    8 stycznia o godz. 17:44

    Kiedyś potrafiliśmy dyskutować, bawet będąc anty-systemowi. W mojej rodzinie byli i partyjni i bezpartyjni, dyskusje bywały gorące, ale były merytoryczne. Partyjni usprawiedliwiali się realiami, bezpartyjni wypominali konkretne błędy, na koniec wszyscy zgodnie jedli i pili.

    Podajesz przyklad na skalę rodziny, co stanowi jednak bardzo mikroskopijny fragment przestrzeni mentalnej Polaków.
    Inna rzecz, co to znaczy, że dyskusje bywały (jak bywały, to nie to samo co były, ale niech będzie, pomińmy) merytoryczne.
    Czasy o których – zdaje się – mówisz, były czasami dyskusji w sporym stopniu teoretycznych, co inaczej sytuowało relację polemistów.
    Zresztą, w rodzinach także się kłócono, o byle co i kłótnie całkiem niemerytoryczne były, są i będą trwać w najlepsze.

    Ja ze studiów pamiętam niekończące się nocne dyskusje o bogu i wierze (dobrze że nikt tego nie nagrywał, byłby wstyd). Nie powiem, że coś z tego wynikało konkretnego, ale rozmowa sama w sobie była pozytywem.

    Też pamiętam. Studia to dobry czas na zawzięte dyskutowanie, nawet merytoryczne. Z tym, że merytoryczna wiedza studenta jest bardziej teoretyczna, niż wzięta z życia. Ale jest zapał i świeżość. Później większość dyskutantów popada w otępienie, zniechęcenie, albo inne stany.

    Jeszcze chyba za AWSu i PO potrafiliśmy się spierać, o kasy chorych, o gimnazja czy o fundusze emerytalne.

    Nie dam głowy, że kilkanaście lat temu potrafiliśmy jeszcze się spierać merytorycznie i kto się z kim spierał merytorycznie, to jeszcze bardziej niepewne mi się wydaje. Nie lewica, bo lewicy było „mniej wolno”. A w takich arunkach trudno o swobodną i merytoryczną dyskusję, zaś AWS była słuszna. Jedynie słuszna.
    Ale, być może, jest w tym coś z trafności oceny.

    Może odlot się zaczął od smoleńska. Nie wiem, zajęta byłam, nie obserwowałam uważnie, ale teraz jest inaczej. Już się nie rozmawia. Teraz przeciwnik jest wrogiem. Usłyszysz: „nie próbuj mnie przekabacić. Ty jesteś (tu wstaw swoją identyfikację, która cię dyskwalifikuje jako uczciwego rozmówcę). Wszystko co mówisz jest kłamstwem, którym chcesz mnie zmanipulować”.

    W Smoleńsku nie nastąpił odlot, ale przylot, dolot i bum! Znaczy – upadek.
    Pozostawiają nieco na boku metaforyczność Smoleńska, z pewnością „Smoleńsk” bardzo silnie wpłynął, w dewastacyjnie i brutalnie złym kierunku, na bieg jakichkolwiek dyskusji w przestrzeni publicznej. Trzeba palcem ciągle pokazywać, kto jest tego sprawcą: prawica z Kaczyńskim na czele oraz Kościół kat.
    Ten regres nie wywołałby jednak większego echa gdyby „Smoleńsk” nie padł na podatny grunt – że znowu, na moment, wrócę do metafory. Gruntem tym jest nieustająca polska nędza mentalna i moralna.

    Powiedzieć, że zawsze byliśmy kiepscy, to jednak nic nie powiedzieć. Bo coś się zmieniło.
    Otóż nie: powiedzieć, że „zawsze byliśmy kiepscy”, to wyrazić istotę spraw polskich na przestrzeni kilkuset lat, z drobnymi wyjątkami. Ponieważ nie wyrażamy istoty rzeczy, ciągle wpadamy w pułapki mniemań o jakichś wyższych osiągnięciach, a następnie jesteśmy wielce zdziwieni, gdy rzeczywistość je sprowadza do parteru.

    Jeśli byliśmy dobrzy w merytorycznych dyskusjach za PRL-u (późnego?), a następnie się jeszcze wywindowaliśmy w umiejętności dyskutowania (czyż nie?) po 1989-tym, to skąd ta koszmarna zapaść w ostatnich latach? Kpinka: zabrakło Świętego Ojca Świętego, znanego miłośnika merytorycznych dyskusji?

    Jakoś tam byłbym skłonny do pewnego rodzaju akceptacji Twojego sądzenia, ale w drobnym zakresie.

  269. mag
    8 stycznia o godz. 19:50

    Maguś – inaczej. Ociachem antysemityzm był, ale wtedy, gdy nie rządził Kościół kat. Im więcej właził na powrót do głów i do oficjalnego państwa, tym antysemici-katolicy śmielej sobie poczynali. ktoś tam rzucił zapałkę (może ten wymieniony, może jakiś inny zapalczywiec – i na sprzyjającym gruncie, poszło!)

  270. O, to teraz jestem pisizm. OK.

  271. Tanaka
    8 stycznia, g.20:00
    Tanaczku, nie zgodzę się z Tobą tą razą. Akurat mam w „tym temacie” alergię na ten temat i odnotowuję rozmaite drgnięcia i wahnięcia.
    Kaka zawsze uprawiał mniej lub bardziej zakamuflowany antysemityzm, ale po 1989 dopiero sojusz PIS z kościołem lub kościoła z PIS, jak kto woli, wypuścił na dobre dżina z butelki. Zwłaszcza odkąd PIS zabiega nawet o kiboli-nazioli, którzy podejmowani są przez ojców Paulinów na Jasnej Górze jako wzorowi polscy patrioci.
    Tfu, tfu, tfu… Niniejszym wyjaśniam, że splunęłam z odrazą na to cale towarzystwo.

  272. Ewa-Joanna
    8 stycznia o godz. 22:26

    zgodna z Ciebie kobieta.
    Dobranoc 🙂

  273. @Na marginesie
    8 stycznia o godz. 19:40

    w Syrii – podburzana przez mułłów isasowa biedota.

    Milusia znowu się popisuje. Na marginalną wiedzą. Bo, co już tu kiedyś zapodałem, mułłowie – quasi kapłańska hierarchia uczonych w piśmie – są tylko w szyickim islamie. Syryjscy muzułmanie to w 75% Sunnici. Którzy mają na poziomie podstawowym wybieranych przez kongregację niezależnych od żadnej hierarchii kaznodziei meczetewych – imamów, a na wyższym poziomie niezrzeszonych uczonych w piśmie. Milusi dodatkowo kiełbasi się isas (??!) z ISIS, który, będący organizacją skrajnie fanatycznych sunnitów, nienawidzi, tępi i morduje Szyitów. Tych z mułłami.
    Należy podziękować za udowodnienie, że mała wiedza to niebezpieczna rzecz.

  274. @ Ewa-Joanna
    8 stycznia o godz. 22:26

    O, to teraz jestem pisizm. OK.

    No przecie wyznawcy …istycznego mitu bez przyklejania etykietek nie potrafią…..

    @Tobermory

    O Bliskim Wschodzie, islamiźmie, Libanie, itp. bardzo dobrze pisze Prof. Fawaz Gerges, libański chrześcijanin. Ale przecież amerykański Syjonista wie lepiej 😉

  275. Herstoryk @1:17

    Gdy antysemitka sie staje z przekonania pisizm
    Ogarnia me wszechwladny tumiwisizm
    Ale gdy ona nawraca sie na peoizm
    Tom ja wtedy jest czysty egoizm
    Powraca we mnie Miro, Zdzicho i Rycho, w kupie
    Co to maja wszystko i wszystkich w dupie.
    Takie sie wiec robi ze mnie polityczne wahadlo
    Wpadajace w jedno i to samo imadlo

  276. Oooo „libański chrześcijanin” to dopiero „bardzo dobrze pisze”. W przeciwieństwie do „amerykańskiego Syjonisty”. Bo mitomańscy He-sterycy „bez przyklejania etykietek nie potrafią”… Ale za to jak dobrze wyznają się na mułłach, to ochocho!

  277. Tanaka
    8 stycznia o godz. 12:03

    „I tak trzymaj! Się dowiedziałem tego owego. Historia ciekawa. Z wnioskiem, ale chyba został zapomniany. Na Kowno! Na Kreml!”

    No czymam siem jak mogie
    Jak nie za jedno to za drugo nogie
    Babciusi
    Bo ktos musi, you know
    A jak nie to, you know, – blow!

    Chyba wpadlem w chroniczna potrzebe rymow lwowsko-kowienskich. Na szczescie, nie kremlowskich.

    Pragne jednakze przypomniec (nie)zainteresowanym, ze Slezakowe podpieprzenie kacapom ichniego Proszczanija Slowianki i obrocenie tego skocznego ruskiego marsza w czysto polskie Rozszumialy Sie Wierzby Placzace, bardzo dobrze dla nas sie zakonczylo. Dzieki temu doszlo bowiem do braterstwa broni naszych armio-ludowych partyzantow z partyzantami radzieckimi! Rok byl 1944.

    To wlasnie wtedy z jednej strony powstawal PKWN, z drugiej powstawalo z kolan PW. Wszystko po pieciu latach okupacji hitlerowskiej. I pomimo ze i PKWN i PW powstawaly niby przeciwko temu samemu wrogowi, to jednak ten pierwszy powstaniec powstal jakby troche bardziej. No bo wzial i w zwyciezce sie obrocil.

    Podczas gdy ten drugi to you know. Jemu przypadl honorowy udzial w wypędzeniu przez Niemcow mieszkancow warszawy do podwarszawskich obozów przejściowych. Przede wszystkim do Dulagu 121 w Pruszkowie. Nie bylo zadnego bratania sie z armia radziecka, ktora juz juz miala zajmowac Warszawe, po wypedzieniu z niej hitlerowcow.

    PKWN, oparty na bratnich partyzantkach Armii Ludowej i Armii Czerwonej, na pelny glos zaczal spiewac piesn pt. Rozszumialy Sie Wierzby Placzace. Ukradziona przez Slezaka w 1937 roku z Proszczanija Slowianki z 1912 roku. I nikt nikomu nie wypominal tej kradziezy. Albowiem nastapilo, na koniec, braterstwo broni.

    Nie jestem zatem pewien, Tanako, czy twoja sugestia wniosku koncowego: ‚Na Kowno! Na Kreml!’, zwiazanego z ta kradzieza skocznego marsza, jest calkiem trafna.

    No bo to wszystko szczesliwie sie zakonczylo wnioskiem/zwycieskim wezwaniem: Na Berlin! Przypominanie przegranego wniosku: Na Kowno! Na Kreml! jest przypominaniem niesmaku pozostajacego po popelnieniu pomylki. Jak tej ze srebrnymi lyzeczkami, ktore chwilowo sie zagubily.

    Tobermory dobrze rozumie sprawe zaginietych lyzeczek. Bo on sam sie o nie otarl ale szczesliwie uniknal kompromitacji zanim doszlo do niesmaku.

    Szczesliwiec ten Tobermory. Jemu sie udalo. Mnie sie niezupelnie udalo. Ja w dalszym ciagu mam niesmak, udowodniwszy pewne ‚pomylki’ blogowe . Podczas gdy sprawcy mojego niesmaku dalej bryluja jakby nic sie nie stalo.

    Wiec ja dalej tak mam trzymac? No to czymam

    https://www.youtube.com/watch?v=TLW3UjfT_VA

    Od min. 4:34

    PS. Ta bryluje bez zadnego niesmaku. Jak ona to robi?

  278. @Na marginesie
    9 stycznia o godz. 3:49

    Oooo „libański chrześcijanin” to dopiero „bardzo dobrze pisze”. W przeciwieństwie do „amerykańskiego Syjonisty”. Bo mitomańscy He-sterycy „bez przyklejania etykietek nie potrafią”… Ale za to jak dobrze wyznają się na mułłach, to ochocho!

    Tak dla wyjaśnienia dla milusi – „libański chrześcijanin”, to stwierdzenie faktu – pochodzenia. Amerykański Syjonista to też fakt, dot. ideologii. Jedno i drugie żadna etykietka! Jeśli rozróżnienie zbyt trudne dla milusi, to współczuwam!

    Dobrze jest choć trochę wyznawać się na tym, o czym się pisze/mówi. Bo inaczej wychodzi się na ignoranta, błazna, lub propagandzistę.

  279. W Polsce nazwisko Friedman kojarzone jest w pierwszym rzędzie z, nieżyjącym już, ekonomistą Miltonem Friedmanem, za sprawą dyskusji wokół modelu gospodarki po transformacji ustrojowej. Następnie z Georgiem Friedmanem, ostatnio za sprawą wywiadu udzielonego pisowskiej „Do rzeczy”. Thomas Friedman jest praktycznie nieznany.
    Stąd moja pomyłka:

    wujaszek wania
    8 stycznia o godz. 10:15
    W ostatnich dniach sporo rozmawiano na blogach o G. Friedmanie. Najpierw na EP, a potem na LA, …

    Każdy mądry człowiek to zrozumie, errare humanum est. I nie będzie z tego robił sensacji. A tym bardziej odmawiał komukolwiek prawa do bycia racjonalnym.
    Nie reagowałbym specjalnie na złośliwość:

    AdaB
    8 stycznia o godz. 11:55
    Bo istnieje tylko jeden człowiek o nazwisku Friedman. Thomas czy George, jak zwał tak zwał, ale się strzeżcie.
    Nawet tu się już robi sfera nieracjonalna.

    Gdyby nie kolejny wpis:

    AdaB
    8 stycznia o godz. 16:14
    Opinia typu „T. Friedman jest niewiarygodny bo to Żyd”, to przykład mentalnego spisienia, które niestety obserwuję na codzień z rosnącym przerażeniem

    W tym momencie trudno milczeć. Faktycznie. Zero racjonalizmu. Zwykłe „obszczywanie nogawek” (copyright @Ewa – Joanna).
    Bo oto mamy komentarz:

    Ewa-Joanna
    7 stycznia o godz. 1:28
    Bym się zdziwiła gdyby Żyd napisał coś dobrego o Palestyńczyku.

    Który spotyka się z ripostą:

    Na marginesie
    7 stycznia o godz. 2:31
    Bardzo bym się zdziwiła, gdyby Ewa-Joanna nie starała za wszelką cenę wyniuchać Żyda

    I interpretacją:

    AdaB
    8 stycznia o godz. 16:14
    Opinia typu „T. Friedman jest niewiarygodny bo to Żyd”, to przykład mentalnego spisienia, które niestety obserwuję na codzień z rosnącym przerażeniem

    Czy @Ewa – Joanna napisała, że T. Friedman jest niewiarygodny bo to Żyd?
    Nic podobnego. Poddała w wątpliwość obiektywizm Żyda piszącego na temat Palestyńczyków. Czy wątpliwości @E – J są uzasadnione? Moim zdaniem w takim samym stopniu, jak ewentualne wątpliwości co do stopnia obiektywizmu Bośniaka piszącego o Serbach i odwrotnie. Czy nie byłoby rzeczą śmieszną, pomijając elegancję języka, pisać o wyniuchaniu Serba, bądź Bośniaka?
    Czytelnik ma prawo stawiać pytanie o to, kto jest autorem określonego przekazu. Zastanawiać się nad ewentualnymi poza merytorycznymi przesłankami wynikającymi z zadawnionych resentymentów. Bo autor zawsze jest w swoim dziele. Jest to naturalne i oczywiste. Wie o tym każdy racjonalny człowiek. I nie robi awantury z powodu próby określenia statusu osoby autora. Powinno to dotyczyć wszystkich nacji, jeżeli chcemy zachowywać się racjonalnie.
    To właśnie etykietowanie typu mentalne spisienie. Deprecjonowanie czyjegoś prawa do wyrażania własnych opinii poprzez określenia typu wyniuchać. Zmienianie znaczenia cudzych wypowiedzi, nadawanie słowom innych znaczeń jest typowe dla PiS. I wreszcie przypisywanie innym własnych nagannych zachowań to typowy przykład mentalnego spisienia.

    Typowy pisowski gambit: obszczywanie cudzych nogawek i obwinianie obszczywanego, że to on szczy!

    A „przyjaciół” typu George Friedman Polska powinna się strzec.

  280. @Tobermory
    8 stycznia o godz. 17:12

    Libański pisarz Raschid al-Daif tak opisywał nastroje mieszkańców Bejrutu w czasie wojny

    Rabih Alameddine napisał b. dobrą moim zdaniem i wartą polecenia powieść o Bejrucie wojny domowej, „An Unnecessary Woman”, przetłumaczoną na francuski jako „Les Vies de papier”.

  281. wujaszek wania
    9 stycznia o godz. 6:49

    Ależ jak najbardziej uzasadnione pytanie, zwłaszcza dla Polaka. Krytykujesz polski kościół? Trzeba sprawdzić czy nie jesteś Żydem. To przecież oczywiste. Krytykujesz polski rząd? Też możesz być Żydem albo i komuchem. Ważna sprawa, każdy by tak zrobił. To tylko zwykłe „poddanie w wątpliwość cudzego obiektywizmu”. Jak człowiek jest Żydem, to nie może być obiektywnie nikim innym, ani Amerykaninem, ani Polakiem, ani dziennikarzem, ani nawet zwykłym zatroskanym obywatelem. Trzeba sprawdzić do trzeciego pokolenia.

    Ale wy przecież jesteście kryształowi, a inni tylko wam obszczywają nogawki. Kryształowe nogawki, więc chyba nic im nie będzie. Nogawek nie szkoda, blogu szkoda.

  282. mag
    8 stycznia o godz. 23:12

    Chyba sie bardziej zgadzamy, niżbyśmy mieli się nie zgadzać. Sojusz pisoidów z Kościołem kat i odwrotnie, to nic innego jak sojusz wsobny: katolika z katolikiem. Tylko że katolik ten został wyprodukowany przez Kościół kat, a nie Kościół kat przez pisowca.
    Kościół kat od czasu jak się dorwał do władzy w starożytnym Rzymie, zaraz uzewnętrznił swoją antysemicką ścieklicę i od tamtej pory chorobę tą rozniósł na cały świat.
    W ślicznej krainie Wiślan i Polan oraz różnych takich, już od 1050 lat – jak uprzejmie się chwali nasz milusiński – zakaża tą wścieklicą miejscowych. Bez Kościoła kat nic by w ogóle o plugawym Żydzie nadwiślanin nie wiedział i nic do niego nie miał. A gdyby co miał, to tyle samo co do jakiegokolwiek sąsiada, albo krewnego w rodzinie.
    To Kościół kat ośmiela swojego wyznawcę katolika, do wywalania swojego antysemityzmu publicznie, to on pochwala czynnie lub biernie, to on moralnie usprawiedliwia, daje cichą zgodę, oczkiem mruga wicie-rozumicie, to on tworzy żyzną dla bakcyla glebę parafialną, środowiskową, narodową i on jest tarczą oraz opoką, nawet gdyby jakiś byle durnowaty urzędnik albo i policjant czy prokurator coś tam, ni z gruchy ni z pietruchy mieli przeciw, gadali, że to nieładnie, nie przystoi, że prawo mówi jakieś bzdety o równości ludzi i paluszkiem chcieli grozić.

  283. AdaB
    9 stycznia o godz. 8:50

    Jak człowiek jest Żydem, to nie może być obiektywnie nikim innym, ani Amerykaninem, ani Polakiem, ani dziennikarzem, ani nawet zwykłym zatroskanym obywatelem. Trzeba sprawdzić do trzeciego pokolenia.

    Kościoł kat sprawdza zawsze do ostatniego pokolenia. Czyli do Adama z Ewą.Co wynika z tej logiki: kto raz Żyd, po wsze pokolenia Żydem u prawidłowego biskupa zostaje, choćby był Eskimosem z Czadu który jest samurajem z Kioto. To Adolf Schicklgruber sprawdzał tylko do trzeciego. No i to niechlujstwo go zgubiło.

  284. Ucieczka 18-latki Rafah z Arabii Saudyjskiej ma też religijny podtekst „her lack of enthusiasm for islam” ( brak entuzjazmu do islamu ). No to pewnie się zaczyna rewolucja / ewolucja tam gdzie niedawno kobiety zaczęły prowadzić samochody.

    Saudi woman has left airport hotel, is under government protection
    Karą za apostazje jest śmierć wg Koranu.

  285. @Na marginesie

    pozdrawiam z zachodniego wybrzeza Szwecji —-lekki mroz, tuz ponad – 1 C.
    Dobry komantarz z 8.01, 18:50.
    Mowiac krotko: Arafat („niebrityj”- ros.) i jego caly OWP to byl kolos skorumpowany
    a w spadku duze pieniadze w bankach zagranicznych, z ktorych korzystali poniektorzy.
    Zreszta nigdy OWP nie byl grozny dla panstwa izraelskiego – zwykle chodzilo o rywalizacje pomiedzy grupa Arafata z jeg przeciwnikami. Wszyscy juz zapomnieli, ze
    w 1970 roku krol Jordanii wymordowal w czasie tzw. „czarnego wrzesnia” ponad
    30 000 Palestynczykow a dalej to juz pare lat pozniej Syryjczycy po wejsciu do Libanu zrobili podobnie z Palestynczykami , by z kolei razem z nimi mordowac Libanczykow.
    Dziwne, ze bylo cicho wowczas ze strony „ideologow” i moralistow zachodnioeuropejskich wobec rzezi Palestsynczykow.
    Kiedys szef MSZ francuskiego Claude Cheysson w RFI wyrazil swoj „gleboki szacunek dla rewolucji iranskiej” a takze podziw dla „niewatpliwego autorytetu jakim sie cieszyl prezydent Kadafi w swoim kraju oraz w sporej czesci swiata arabskiego i Afryki”.
    Ale to juz historia – magistra vitae.

    Pozdrawiam

    PS nie YTube jest ciekawe wystapienie red nacz GW w nowojorskim YIVO
    nt antysemityzmu w Polsce http://www.yivo.org (Adam Michnik discusses antisemitism
    in the 20 th century Poland

  286. wujaszek wania
    9 stycznia o godz. 6:49

    Wcinam się z boku, wujaszku, ale nie w konkretną treść, lecz w paskudne i powszechne zjawisko, które obserwuję od lat: powierzchowne odczytywanie wypowiedzi rozmówcy, niezgodne z jego intencjami, za to zgodne z popularnymi stereotypami. Nazywa się to potocznie „dorabianiem gęby”. Potępianie antysemityzmu jest słuszne, ale przeczulenie na tym tle prowadzi w skrajnych wypadkach do zidiocenia i potępiania człowieka za to tylko, że użył w wypowiedzi wyrazu „Żyd”. Dla mnie tacy przeczuleni są tak sam niestrawni jak antysemici. Przywiązanie ludu do hasłowych etykietek jest ogromne. Bo takie etykietki są poręczne, łatwe w użyciu i nie wymagają myślenia. Nieważne, czy w nich jest prawda czy kalumnia – ważne że biją po uszach, oczach. Dlatego pisowata część otumanionego narodu stała się szybko rozpoznawalna dzięki używanym przez nią w stosunku do niepisowatych etykietkom „ubek”, „komuch”, „konfident”, „TW”, „resortowe dzieci”, „zdrajca”, „wróg Polski” itp. Ale nie tylko pisowata. Kiedyś jedna z form komunikacji nazywała się „dyskusją”, „polemiką, „rozmową”, „sporem” – jakoś tak. Teraz jest o wiele łatwiejsze, nie wymagające żadnego przygotowania obrzucanie gotową amunicją, epitetami, czyli deprecjonowanie przeciwnika z wyłączonym myśleniem – bo w internecie i nie tylko do bijatyk taka komunikacja się sprowadza. Strony się do siebie upodabniają. „Rasista”, „ksenofob”, „antysemita”, „islamofob”, „populista” – to amunicja jasnej strony mocy. Równie pusta w środku i bezrefleksyjna jak „komuch”, „ubek”, „zdrajca”.

  287. wujaszek wania
    9 stycznia o godz. 6:49

    Oczywiście, kołtuństwo jest nie tylko w kołtunach. Tyle że w kołtunach bywa więcej, w niekołtunach – mniej. Poza tym niektóry niekołtun z przodu bywa faktycznie niekołtun, a z mniej widocznej strony wypisz wymaluj – paw. Język to świetnie narzędzie poznawania świata, ale równie świetne – jego fałszowania.

  288. AdaB
    9 stycznia o godz. 8:50

    …blogu szkoda.

    Stąd mój wpis 6:49

  289. wbocek
    9 stycznia o godz. 10:14

    miło jest widzieć, że nie wszyscy popadli w znieczulicę albo w przeczulicę.
    Ahoj, Żeglarzu 🙂

  290. wbocek
    9 stycznia o godz. 10:45

    każdy ma swoją „ciemną stronę”, która jest najbardziej widoczna wtedy, kiedy odwracamy się d… do ludzi 😉

  291. @wbocek
    9 stycznia o godz. 10:14

    Przywiązanie ludu do hasłowych etykietek jest ogromne. Bo takie etykietki są poręczne, łatwe w użyciu i nie wymagają myślenia.

    Racja, @wbocku, racja! Wtrącając się dodam, że nie wymagają też WIEDZY i FAKTÓW. Ba! Zaślepionym wyznawcom izmów, opartych w 99% na MITACH, wiedza i fakty brużdżą, a jedyną amunicja, która im pozostaje są etykietki i obsikiwanie nogawek.

  292. Bardzo się cieszę, że Doroczną specjalną nagrodę POLITYKI i tytuł Kreatora Kultury otrzymała KRYSTYNA JANDA za błyskotliwość, pracowitość oraz odwagę artystyczna i życiową.

    „Za wybitne kreacje teatralne i filmowe, od rozedrganej Agnieszki z „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy po wyciszoną bohaterkę „Zapisków z wygnania” według pamiętnika ofiary antysemickiej nagonki Marca ’68 Sabiny Baral, graną w założonym przez siebie Teatrze Polonia. Za trzymanie ręki na pulsie debaty publicznej i codzienne świadectwo, dawane na scenie, w kinie i w mediach, że trzeba i warto walczyć o wartości humanistyczne, bronić słabszych i chronić człowieczeństwo w każdych czasach, w których jest ono zagrożone. Także za poczucie humoru, bez którego trudno sobie wyobrazić i teatr, i życie”.

  293. Kilka di temu rozgorzała dyskusja na temat relacji żydowsko-palestyńskich. Próbując dołożyć mój pogląd na bazie własnych obserwacji napisałem długi tekst i to w edytorze zewnętrznym, jakby bezpieczniejszym dla inwalidów. Popełniłem jednak jakiś niewiadomy błąd i zeżarło mi 90 % tekstu. To mnie zniechęciło do powtórnego pisania. Skoro jednak nadal problem jest wałkowany to spróbuję się zmobilizować do odtworzenia „zrębów”.
    Obserwacje to termin trochę zastępczy, chodzi o obserwacje, ale nie losu biednych Palestyńczyków ani mordujących niewinne istoty Izraelczyków, a śledzenie sytuacji w Libanie w TV i innych mediach francuskich. Mieszkałem u osoby, żywo interesującej się tymi sprawami, więc z konieczności byłem „au courant”, jak mawiają Rosjanie. Zaczęło się od ostrej nagonki na Izrael w telewizji . Emitowano wywiad z chłopcem palestyńskim, którego żołnierze izraelscy pobili. Podniósł się ogromny krzyk – torturują niewinne dzieci, zbrodnia armii izraelskiej itp.. Błyskawicznie wzmógł się antysemityzm w mediach i zachowanie ludzi. Wkurzyło to „Francuzów” w jarmułkach i delegacja poszła do Mitteranda z zapowiedzią kłopotów w następnych wyborach… i nie tylko!
    Wtedy ukazała się druga część tego wywiadu:
    Chłopak mówi: „Leżałem sobie za krzakiem i bazooką rozwaliłem izraelski czołg. Allah akbar! Żołnierze mnie znaleźli i kazali pójść do domu”!.
    „A ja za następną bazookę i trach, rozwaliłem następny czołg. Allah akbar! Wtedy już mi wpieprzyli”!
    Po tej części wywiadu uspokoiła się nieco opinia publiczna we Francji.
    Mnie coś innego zastanawia. Słyszałem, że wszelka pomoc humanitarna dla narodu palestyńskiego jest przez Hamas wykorzystana do zakupu rakiet, którymi nękają Izrael, a nie na żywność dla głodujących. Umieszczenie wyrzutni rakietowych też bywa ciekawe, np. w meczetach czy innych niezbyt wojskowych budynkach. Z meczetami to nawet rozumiem. Wystrzelając rakietę ślą równocześnie modły do Allaha w jego Domu, to zwiększa ich celność, choć parasol i tak większość wyłapuje.

  294. mag
    9 stycznia o godz. 11:36

    No popatrz, a miałem wrażenie, jakby Janda już z 10 razy została specjalnie przez Politykę nagrodzona. Brawo dla Krystyny Jandy!

  295. Etykietki
    W moim rodzinnym domu była spora drewniana szkatułka z fotografiami rodziny bliższej i dalszej. W długie zimowe wieczory lubiłem je oglądać i wypytywać starszych, kogo przedstawiają. Taka rozrywka z czasów przedtelewizyjnych.
    Na jednym ze zdjęć z lat 50. jest pomost nad jakimś jeziorem, a na nim dwoje ludzi około trzydziestoletnich. Ona, w wąskiej ciemnej spódnicy i jasnej bluzce opinającej imponujący biust, usta pełne, włosy ciemne i puszyste, słowem – bardzo atrakcyjna i seksowna kobieta, siedzi z podwiniętymi, długimi nogami, wsparta na jednym boku, obok przystojny, młody mężczyzna, lekko nad nią pochylony – oboje uśmiechają się nie patrząc w obiektyw.
    – To Cezary, kuzyn twojej matki – mówi babcia. Ożenił się z Żydówką.
    Aha. Przechodzę do następnych zdjęć: lekarz, oficer, kolejarz, pielęgniarka, nauczycielka, rolnik, urzędnik etc. Poznaję imiona, nazwiska, koligacje, zawody, losy wojenne, choroby, liczbę dzieci… Cezary utrwala się mojej pamięci jako ten, który ożenił się z Żydówką. Podobnie jak wuj, który ożenił się z Ireną, a inny – z Krystyną.
    Lata później dotrze do mnie, że był wykładowcą na wyższej uczelni, ważnym urzędnikiem państwowym, dyplomatą…

  296. wbocek
    9 stycznia o godz. 10:14

    Mignął mi nagłówek tekstu w necie: Internet zniszczy nam mózgi!
    Nareszcie!
    Pustka dorabiania gęby za pomocą metek jest uniwersala, zauważalne jest jednak ciążenie ku takim pustym umysłom, które się starannie szkolą, by pustka w ich głowach była jak najdoskonalsza.
    Widzę też różnicę w ciężarze gatunkowym owej pustki. Jak prawica gada o kimś: „komuch”, „ubek”, „zdrajca”, „wróg Polski”, „wróg Kościoła” i tak dalej, to takimi pojęciami transportuje znaczenia głębokie, mroczne i krwawe. Komuchy, lewaki, ubeki, zdrajcy i wrogowie ojczyzny z Kościołem na czele – to są wszystko typy bandyckie, mordercy usmarowani we krwi niewinnych i czystych Polaków, co też znaczy, że to nie są Polacy, a z pewnością Ruscy, co najmniej z morderczego przekonania.

    Natomiast pustka z innej strony jest nierównie słabsza. Któż to bowiem jest „islamofob” czy „ksenofob”? Polak nadwiślański bardzo słabo kojarzy te pojęcia i jak nic, gdyby zrobić konkurs-zagadkę z odpowiedziami do wyboru, to przy pojęciu „ksenofob” człowiek nadwiślański zakreślił odpowiedź C: płyn do czyszczenia klozetu.
    A populista? Toż to całkiem miłe pojęcie. Jak disco-polo i inne pop-ularności, znane z tego, że są popularne. Słodycz. Nie mord, nie krew nie bandyccy wrogowie ojczyznokościoła.

  297. Antonius
    9 stycznia o godz. 11:48

    Hamas – wiele na to wskazuje, żyje w sporej części z haraczy wymuszanych na Palestyńczykach: chcesz (znośnie, w regionalnych warunkach) żyć – płać!
    Zdaje się, że dokładnie tak samo działa Hezbollah.

    Powątpiewam w to, by ktokolwiek posiadał obiektywną wiedzę o stosunkach w tamtym regionie świata. I to tworzy stan męki u postronnego obserwatora, który chciałby wreszcie mieć pojęcie o tym kto ma ile racji, kto się zachowuje jakoś bardziej po ludzku, a kto – przeciwnie. Stanąć po jednej stronie, to czuć przez skórę, że ponosi sie ogromne ryzyko bycia zmanipulowanym, czyli zrobionym w bambuko.

    Istnieje w sprawie konfliktu bliskowschodniego oczywista różnica między Żydami a Palestyńczykami. Izrael to państwo, z wszelkimi tego stanu rzeczy przywilejami i możliwościami. Palestyna nie istnieje jako państwo – z wszelkimi tego stanu słabościami i przeciwieństwem przywilejów. To koryguje, w sporym stopniu, bilans argumentów czy też pijaru stronników jednej, drugiej, czy pozostałych stron.

  298. Co są warte etykietki, zwłaszcza gdy posługują się nimi osoby ogarnięte jakąś manią, mogę odwołać się do przykładu niejakiego @Saldo mortale, buszującego nie w zbożu, ale po sąsiedzku u Passenta.
    Coś na ten temat wie @wbocek, który kiedyś wziął i nie wytrzymał i go pogonił. Oczywiście nieskutecznie, bo maniacy są jak bumerangi.
    Sorry, @wbocku, że się na Ciebie powołałam, ale chyba nie masz mi za złe.

  299. Wycofają religię ze szkół!
    Wśród komentarzy propozycje:
    Na geografii droga krzyżowa, a na chemii woda w wino 😎

  300. mag
    Gratulacje pani Jandzie.
    Osobiscie dwa fimy z nia w roli glownej, ktore utkwily w mojej pamieci : „Dyrygent”
    Wajdy i „Przesluchanie”Bugajskiego.
    Pozdrawiam

  301. Tanaka
    9 stycznia, g.12:04
    Nie wiem, dlaczego Ci to przyszło do głowy. Chyba że miał to być żarcik. Taki sobie.
    Janda nie jest rozpieszczana nawet przez tzw. warszawkę, a przez prawactwo i jego media wręcz znienawidzona.

  302. Tobe
    a na gimnastyce…nauka chodzenia po wodzie

  303. ozzy
    … na fizyce: podstawy latania/przenoszenia zmartwychwstałych do piekła, nieba i czyśćca
    … na matematyce: powrót do tradycji, czyli rachowanie, ile diabłów mieści się na czubku szpilki.

  304. mag
    cos z tradycji barona Munchausena i
    Harry Pottera.

  305. Tanaka
    9 stycznia o godz. 12:19

    Prawie wszystko na „tak”, Tanako, prócz tego, co „nie”. Powiadasz: „przy pojęciu „ksenofob” człowiek nadwiślański zakreślił odpowiedź C: płyn do czyszczenia klozetu”. Tylko że ja w tym miejscu nie mówiłem o Polaku nadwiślańskim, lecz o Polaku światowym – tym, jak się to mówi, „politytycznie poprawnym”, który będąc Polakiem wyższej intelektualnej kategorii tak samo bezmyślnie etykietuje niby niżej stojących „rasistami”, „ksenofobami”, „antysemitami”, „rusofobami”, „germanofobami” itp. Niedawno miałem rozmowę, w której musiałem wyłożyć kawę na ławę, że nie istnieją dla mnie żadne etykietki w rodzaju „lewaki”, „prawaki”. Jeśli jakoś gościa uważam, to chcę wiedzieć w rozmowie, jaką ma wiedzę o, dajmy na to, Morawieckim, a nie że go, jako zwolennik PiS, nazywa „fachowcem”. Chcę wiedzieć, czy obok domniemanej fachowości Morawieckiego widzi jego niefrasobliwe, bijące w oczy kłamstwa, smarkate wymądrzanie się i koniunkturalny patos wyrażający się na przykład w kompletnie szurniętym pomyśle rechrystianizacji Europy. Jeśli wymienionych zachowań Morawieckiego nie widzi, to jest dla mnie zwykłym durniem, a nie prawakiem. Ludzi używających etykiet – obojętne, z której strony politycznej – raczej unikam. Mnie jedna zamorska dama nazwała „rasistą” z powodu moich wątpliwości w sprawie nieuzgodnionego przez rząd z narodem – czyli niedemokratycznego – przyjmowania temu narodowi na garb tsunami imigrantów. Tym samym ujawniła właśnie popularne, hasłowe rozumienie pojęcia „rasizm”, czyli kompletne jego nierozumienie. A tym samym niechęć lub też nienawiść do mnie. Nie mogę się tym samym odwdzięczyć, bo się szykuję do sezonu i kleję nowy żagiel. Oczywiście, i teraz chodzę po wodzie przy względnej pogodzie, bo już kolejna zima jak lodu ni ma.

    Nawiasem mówiąc, Tanako, wpadłem na najpewniejszy sposób klejenia folii: zgrzewanie. Technika to zna od dawna, ale ja takiej techniki w chacie nie mam. Więc metodą prób i głupich błędów wpadłem na dodawanie z obu stron klejonej folii malutkich nakładek i przepalanie całości prymitywną, z końcówką w kształcie okrągłego pręta lutownicą. Nakładki są po to, by zwiększyć masę i tym samym moc sklejonego miejsca w folii. Po przepaleniu otworu utworzona jest wokół niego płynna masa. Błyskawicznie przyciskam to miejsce paznokciem – tak jak się zabija kleszcza – płynna folia się rozpłaszcza i trzyma jak skurczysyn. Na średnim wietrze już próbowałem. Dziś jest północno-wschodni sztorm w porywach do 9, ale nie mam czasu na próby.

  306. mag
    9 stycznia o godz. 12:47

    Mag, ja się wystraszyłem, że znów będziesz z tym obsesjonatem dialogować.

  307. Thomas Friedman, „amerykański Syjonista” jak go nazwał blogowy tropiciel… etykietek, przeniósł się w książce którą czytam, z Bejrutu do Jerozolimy. Jednak zanim to zrobił napisał coś ciekawego o Bejrucie, gdzie już nie ma rządu, a władzę sprawują… no w zasadzie uzbrojone milicje, czyli gangi. Te gangi reprezentują bardzo różne interesy, ale w pigułce to interes jest jeden: kasa, misiu, kasa. Do władzy w tych gangach dochodzą różne watażki – totalne beztalencia, no powiedzmy kosmetyczki prezesa i Misiewicze. Tworzy się swoista siatka powiązań.

    Friedman (Thomas!) rozmawia ze znajomym dyrektorem banku, który ma filię w małej miejscowości, którą kontroluje określona grupa (gang?). Dyrektor banku otrzymuje propozycję nie do odrzucenia: kierownik filii musi być zaakceptowany przez miejscowy gang. Potem – trzydzieści procent pracowników ma być z nadania owego gangu. Potem – konieczne będzie płacenie „za ochronę” – żeby przypadkiem się bankowi nic nie stało.

    Coś wam to przypomina? Bo mnie od razu się kojarzy PiSia propozycja pod adresem właściciela banku – zatrudniasz naszego człowieka, bo jak nie to… odkupimy twój bank za złotówkę. Ewenement? Chyba nie, bo przecież Solorz już wcześniej na to poszedł?

  308. @ozzy 9 stycznia o godz. 9:58

    Właśnie – to wszystko stopniowo do mnie dociera. Bo tyle słyszę o „udręczonym narodzie palestyńskim”, że chciałam wreszcie coś przeczytać, co pozwoliłoby mi zrozumieć tło konfliktu. Thomas Friedman pasuje mi tu doskonale, bo pisze jak rasowy, zawodowy dziennikarz (za to zresztą dostał Pulitzera). Wytykanie mu fascynacji Izraelem, jaką przejawiał w szkole średniej (jak to czyni Ewa-Joanna) jest dziecinadą. Ja w szkole średniej fascynowałam się… nie powiem.

    Z kolei lektury, które proponuje Herstoryk – człek zafascynowany kulturą arabską i nader skłonny do przyklejania etykietek – mogą być bardzo interesujące, ale ja nie mam czasu ani ochoty czytać ani powieści, ani wszystkiego na zadany temat, który w dodatku nie jest tym tematem, o który mi chodzi.

    Po pierwsze „narodem palestyńskim” pomiatają przede wszystkim Arabowie. Czy może raczej Arabowie wykorzystują ów „naród palestyński” w charakterze pałki, którą pragną Izraelowi przywalić. Kiedy w 1948 roku pięć państw ościennych zaatakowało Izrael, nie było wśród nich „narodu palestyńskiego”. Poza tym Palestyńczycy już mieli przydzielony obszar na własne państwo, podobnie jak Izrael. Po wojnie z Izraelem – którą przegrali – ten obszar owego państwa palestyńskiego został zajęty częściowo przez Izrael, ale również przez Egipt i Jordanię.

    Inaczej mówiąc, to państwa arabskie dokonały rozbioru państwa palestyńskiego. Od tej pory Palestyńczycy koczowali sobie tu i tam, tolerowani przez arabskich gospodarzy jako wygodny pretekst do atakowania Izraela. Mityczny wymiar tej ich „walce” nadał Arafat. Liban był bazą, gdzie usadowił się Arafat i jego uzbrojeni po zęby zwolennicy – co wyjaśnia izraelską okupację Libanu, udaną w tym sensie, że po niej rząd Gamaliela (chrześcijańska Falanga) pozbył się z kraju Arafata i jego ludu. Zawiedziony Arafat udał wtedy do… Grecji.

    Po drugie, Palestyńczycy są skłóceni, a ich przywódcom wcale nie zależy na zakończeniu konfliktu ani na tym, żeby ich naród przestał „cierpieć”. Palestyńczyków reprezentują co najmniej dwie organizacje (Fatah i Hamas), które zwalczają się wzajemnie i mają sprzeczne interesy. Jak można w takich warunkach z nimi rozmawiać? Albo narzucać im jakiekolwiek rozwiązania? Nie sposób. Strefę Gazy blokuje nie tylko Izrael, robi to również „przyjazny” Egipt. Arabski Egipt nie chce u siebie palestyńskich braci? Dlaczego? Czyżby dlatego, że są źródłem konfliktów i że są wśród nich terroryści?

    Po trzecie – na Bliskim Wschodzie krwawe rozprawianie się z przeciwnikami – nie tylko politycznymi – jest tradycyjnie na porządku dziennym. Syryjska Hama – która została zrównana z ziemią przez Hafeza Asada – bo tam kiełkowała rebelia przeciwko jego władzy – to dobry przykład. Hama została potem odbudowana, przez tego samego Hafeza Asada, i nawet kwitła jako nowe i nowoczesne miasto. A źródła tej rebelii w Hamie? Święta wojna. Hafes Asad był zbyt świecki i nie szanował islamskich religijnych autorytetów. Powodów do niezadowolenie było zapewne znacznie więcej, ale syryjski konflikt – który obecnie przybrał horrendalne rozmiary – to w zasadzie ten sam konflikt, konflikt dyktatora w zbyt świeckim i zbyt zachodnim stylu z narodem, który jest przywiązany do Islamu i tradycji. Ten sam konflikt doszedł do głosu w Turcji (te religijne, niewykształcone, antyzachodnie masy popierają Erdogana) i w Polsce, gdzie PiSokatolstwo odwołuje się do podobnych „wartości”. O to mi chodziło w ironicznym komentarzu skierowanym do Tobermory – który chyba zrozumiał, o co chodzi. Herstoryk nie zrozumiał – i przyczepił mi się do mułłów. Ale dyskusja na blogu wre 🙂

    Trzymaj się ciepło – ta twoja zima to jak z bajki!

  309. wbocek
    g.13:18
    No co Ty! Z nim już nikt nawet nie próbuje dialogować, co najwyżej bywa obiektem bezlitosnych żartów.
    Co słychać nad Jamnem i u Ciebie na balkonie w te dni i noce zimowe?

  310. @wbocek
    9 stycznia o godz. 13:16

    Jeśli kiedyś w twojej szlachetnej walce ze stereotypami, etykietkami etc. uda ci się pożegnać z obsesyjnie powtarzaną zbitką „tsunami imigrantów”, zacznę tę walkę traktować poważnie 😎 🙂

  311. @Tanaka 9 stycznia o godz. 12:32

    Ale dlaczego Palestyna nie istnieje jako państwo? Przecież miała przydzielone terytorium, podobnie jak Izrael, w 1948 roku. Palestyna istnieje obecnie jako mit i zagranie propagandowe. Uczciwszy różnice, istnieje tak jak Polska pod zaborami. Walka na wszystkich frontach, mistycyzm, kult cierpienia i nieustający sen o niepodległości. Gdy niepodległość staje się faktem – wychodzi na to, że suweren nie dorasta. Dlatego chyba Palestyńczycy nie będą mieli własnego państwa – będą bez końca domagać się współczucia i uskarżać się na zły Izrael.

  312. Na marginesie
    9 stycznia o godz. 13:27

    Podsumowałaś fakty bardzo sumiennie i trafnie. Ja dodam może jeszcze sprawę ogromnych pieniędzy płaconych Palestyńczykom teraz i wszystkie ubiegłe lata przez Europę i nie tylko,zadając pytanie – gdzie one się podziewały i podziewają.Od dawna nie słyszalam już pytania – gdzie są miliardy Arafata. A było one postawione w 2004 przez władze palestyńskie po śmierci Arafata.Firma detektywistyczna z USA na prośbę władz palestyńskich miała wytropić aktywa należące do zmarłego prezydenta Jasera Arafata, jego bliskich i współpracowników – twierdził wtedy „Arab News”.Decyzja o zaangażowaniu firmy detektywistycznej zapadła, gdy żona palestyńskiego przywódcy, Suha Arafat odmówiła informacji na temat tajnych funduszy, zarządzanych przez jej męża w imieniu władz palestyńskich.Według brytyjskiego „Observera”, odmówiła ona dopuszczenia przywódców palestyńskich do męża w szpitalu pod Paryżem, gdyż bała się, że mogą przekonać Arafata, by pozostawił całą fortunę władzom palestyńskim. Majątek Arafata szacuje się na 3-6,5 mld dolarów. Arafat miał też tajne konto osobiste, na które wpływało 80 mln dolarów rocznie. Zostało ono odkryte podczas audytu przeprowadzonego w latach 2002-2003 przez Unię Europejską. Ale o tym wszystkim przestało się pisać, a pieniądze z Europy nadal płyną i płyną… trafiając jedynie w ręce wojujących ze sobą organizacji.

  313. @Antonius 9 stycznia o godz. 11:48

    Friedman (Thomas!) opisuje podobną historię – starszy człowiek w Libanie opowiada, jak go strasznie skrzywdzono. Nie chodzi wcale o Izrael, chodzi o jakiś konkurencyjny klan. Popatrz – woła – bandyci zniszczyli mi dom. Bandyci! Ale mój syn – obejmuje ramieniem piętnastolatka – też walczył. I strzelał do nich. No tak – potwierdza z dumą chłopak – przybiegłem ze szkoły, zobaczyłem że biją naszych i chwyciłem za granatnik, a co!

    Komentarz: kiedy zaczniemy kochać nasze dzieci bardziej niż nienawidzimy naszych wrogów?

  314. Na marginesie
    9 stycznia o godz. 13:45

    Ale dlaczego Palestyna nie istnieje jako państwo? Przecież miała przydzielone terytorium, podobnie jak Izrael, w 1948 roku.
    Odpowiedź bardzo prosta – nie istnieje,ponieważ kraje arabskie nie zaakceptowaly tego faktu i w dzień po ogłoszeniu zaatakowały Izrael.

  315. @basia.n 9 stycznia o godz. 13:50

    Nie znałam tych szczegółów. Ale to logiczne – skoro pieniądze płyną, a Zachód współczuje w mediach – to po co mieliby rozwiązać ten konflikt?

  316. @basia.n 9 stycznia o godz. 13:55
    No więc właśnie 🙂

  317. ozzy
    9 stycznia, g.13:14
    Dokładnie!
    Ilekroć się odzywasz na blogu, mam w oczach i w pamięci różne moje szwedzkie wspomnienia, peregrynacje itp.
    Akurat przed chwilą „rozmawiałam” z moją siostrą, która mieszka od lat 70. w Sztokholmie, a teraz choruje na alzheimera. Piszę rozmawiałam w cudzysłowie, bo ona – na szczęście – jeszcze mnie rozpoznaje, gdy odbiera telefon, ale wszystko, co o niej wiem, to od ludzi, którzy się nią opiekują i od jej przyjaciółki.
    Opieka socjalna w Szwecji chyba nie ma sobie równych i przynajmniej wiadomo, na co idą wysokie podatki.
    Przepraszam, że wyskoczyłam z taką smutną prywatą, ale bywa że dzielimy się na tym blogu swoimi kłopotami/odreagowujemy je, co uważam za rzecz cenną.
    Pozdrawiam

  318. Na marginesie
    9 stycznia o godz. 13:55
    Bo to tak już jest ,że o takich faktach szybko przestaje się mowić i ……… przestają istnieć.

    Dziś z koleji usłyszałam w wiadomościach holenderskich o sankcjach nałożonych przez UE…………. Iranowi ( sic !)
    Najpierw zacytuję wiadomość po holendersku, potem przetłumaczę i skomentuję
    BRUSSEL – De Europese Unie stelt sancties in tegen Iran vanwege plannen van de geheime dienst van het islamitische land om aanslagen in Europa te plegen. Dat maakte de Deense minister van Buitenlandse Zaken Anders Samuelsen bekend tijdens overleg in Brussel.

    Unia Europejska ustanawia sankcje przeciw Iranowi w związku z planami zamachów w Europie przez służby bezpieczeństwa tego kraju .
    Chodzi tu o zamachy na obywateli Danii,Francji i innych krajów,ktorzy pochodzą z Iranu i są opozycjonistami rządu ayatollahów.W październiku w Danii dostał odwołany ambasador irański,ponieważ odkryto spisek na przywódcę związku Irańczyków. We Francji odkryto podobny spisek w okolicach Paryża. Więc w końcu odezwał się rząd holenderski,ktory ma dowody na udział Iranu w zamordowaniu w Holandii dwóch Irańczyków,ktorzy otrzymali przed laty azyl polityczny. Jeden byl zamordowany w 2015,a drugi w 2017.Obaj byli dzialaczami opozycji irańskiej na emigracji. I dopiero teraz mówi się o tym !
    Ale oczywiście polityczny uchodźca z Iranu prof. Afshin Elian – cały czas pisze o tym co dzieje się w Iranie ( mając kontakty z opozycją ) I teraz w końcu doszli w Unii do wniosku,że są jakieś granice poprawności politycznej.
    Szkoda,że tak późno – ale lepiej późno niż wcale.

  319. A tymczasem w Polsce :

    Policja wnioskuje o ukaranie Scheuring-Wielgus. Chodzi o akcję przeciwko pedofilii w Kościele
    Siemoniak o pomyśle Nowackiej: PO nie pójdzie na wojnę z Kościołem
    oraz
    Policja w Starogardzie Gdańskim wszczęła w środę dochodzenie, w którym ustalać będzie, kto znieważył pomnik Jana Pawła II stojący w centrum tego miasta, przy kościele św. Mateusza. Rzeźba została oblana czerwoną farbą.

  320. basia.n
    9 stycznia o godz. 15:15

    Czy znane jest stanowisko pomnika w sprawie znieważenia?
    Oprócz tego, że znane jest to, że stanowisko pomnika jest słoneczne, a otoczenie bardzo zadbane.

  321. Jeszcze na temat etykietek

    „Dyrekcja ma związane ręce. Stoi w rozkroku. Z religią jest tak, że katecheta dostaje od biskupa misję do nauczania w szkole. Katechetę zatrudnia dyrektor, ale to biskup wskazuje szkołę. Zwolnić takiego nauczyciela jest trudno, nawet mimo skarg rodziców. (…)

    To jest moja opinia, ale uważam, że to środowisko poczuło się bardzo mocne, kiedy wzmocniło się PiS. Od ponad roku widzę to wyraźnie. Kiedyś tego nie było, a dziś nie brakuje takich niby żartów, „a może lewacka koleżanka wypije z nami kawę”? Lewackie, lewaccy… To środowisko popierające PiS stało się głośne w pokoju nauczycielskim. Myślę, że nie tylko w mojej szkole.”

    https://natemat.pl/260137,katecheci-strasza-dzieci-nauczycielka-opowiada-o-lekcji-religii-w-szkole

  322. Tobermory
    9 stycznia o godz. 13:44

    Tobermorku, na początku STEROWANEJ przez handlarzy ludźmi inwazji muzułmanów na Europę, nie mając jeszcze swojego zdania o tych sprawach, pytałem na tym blogu o sprawy ciut poważniejsze niż subiektywna nazwa tej inwazji. Kołtuńskim zwyczajem same moje pytania wystarczyły, by mnie mieszać z błotem. Pytałem, żeby sobie uporządkować sprawy, skąd się wziął i czym jest motywowany moralny lub niby-moralny OBOWIĄZEK przyjmowania wielotysięcznych tłumów gości na stałe. Nie chodziło mi o ten konkretny wymyślony przez Makrelę, lecz w ogóle o masowe przemieszczania się nie z pustyni na pustynię, lecz z zamieszkałych państw do zamieszkałych państw. Czy ktoś słyszał, by w porządku plemiennym jedno plemię przychodziło do drugiego i oznajmiało, nie przewidując sprzeciwu: „Będziemy z wami żyć”? Tsunami muslimów to nie był zwykły, sezonowy ruch ludzi między państwami regulowany przepisami, lecz właśnie tsunami narodów – kompletnie nowe, sztucznie wywołane zjawisko, które ateiści usiłowali motywować m.in. wziętym ze Starego Testamentu moralnym nakazem przyjmowania przybysza. Nie widzieli różnicy między pojedynczym przybyszem z Biblii, a wielotysięcznymi tłumami ludzi o kompletnie obcej, a nawet w różnych odłamach wrogiej Europie kulturze. W Polsce mamy katolickiego Kościoła po dziurki w nosie, jeszcze potrzebne meczety tych, którzy miast tworzyć swój byt w swoim kraju, wybierają bez pytania przejście do obcych na gotowe. Musimy ich przyjąć, bo oni chcą? Takie moje myśli zrodziły się sporo później niż pytania. Pomijam bezczelne fałszowanie sprawy przez tzw. politycznie poprawnych i nazywanie wszystkich gości „uchodźcami”. Chodzi mi o samą zasadę akceptowania (i nie pytania, co dalej) takich MASOWYCH ruchów w celu szukania lepszego życia. Od dawna źle myślę o fanaberyjności ludzkiego gatunku, dlatego powiedziałbym takim szukającym: „Ja zrobiłem u siebie lepsze życie, to i ty rób u siebie jak potrafisz, a nie szukaj u mnie gotowego”. Po jakie licho są państwa, narody, strzeżone granice, inne rygory obowiązujące w niezawisłych społecznościach? Ale przede wszystkim jakim prawem garstka polityków decyduje o radykalnym odmienieniu życia milionów w ich państwach bez pytania tych milionów o zgodę? Z jakiego powodu ci, którzy nie chcą radykalnych zmian i cenią sobie swoje przyzwyczajenia i swoje stare śmieci, mają się podporządkowywać tym, którzy nie mają nic przeciwko zmianom? Jedni są lepsi , drudzy – gorsi? A czemu nie odwrotnie? To się nazywa „demokracja”, że poza wybraniem raz na ileś lat paru posłów nie mam w ważnych dla mojego życia sprawach nic do gadania?

    Ani mi w głowie szukać na blogach „Polityki”, zdominowanych przez emigrantów i stereotypy, rozumienia postawy „Swoich mam w chacie dość dość, a tu jeszcze gość”. Twój świat nie jest gorszy ani lepszy od mojego, ale mój też nie jest lepszy ani gorszy od twojego. Twój jest twój, mój jest mój – nie narzucajmy jeden drugiemu swoich światów, swoich typów i stereotypów. Natomiast pytam między kolejnymi chodzeniami po wodzie, kiedy nic mnie prócz chodzenia nie obchodzi, co to takiego demokracja. Pytam, bo nie wiem, nie widzę, ślepy jestem. Po prawdzie to raz pytam, raz nie pytam, zależy jaki nastrój. Bo w końcu co mi z jakiejkolwiek kracji tam, gdzie nie ma nic. Perspektywy, dajmy na to, Neferki, i moje to tak różne perspektywy, że lepiej cicho być.

  323. „Rodzina mnie zabije, bo ogłosiłam, że jestem ateistką”
    Teraz czekamy na decyzję Australii.

    http://wyborcza.pl/7,75399,24344656,saudyjka-w-bangkoku-dostala-status-uchodzcy-czeka-na-decyzje.html

  324. @wbocek 9 stycznia o godz. 16:58

    Podobno „tsunami muslimów” zaczęło się wtedy, gdy Putin otworzył syryjskie granice i pozwolił „muslimom” uciec z rozdartej wojną Syrii. Dlaczego zatem obwiniasz o to Merkel, a nie Putina?

  325. Zaprawdę dziwne to zbezczeszczenie pomnika polskiego papieża. Ale winni już zostali określeni przez ks. prof. Pawła Bortkiewicza.
    „– To jest próba tworzenia niszy pozbawionej całkowicie obecności Kościoła i chrześcijaństwa. Jest to konsekwencja tego procesu. Jeżeli spoglądamy na historyczne próby, w których dokonywano radykalnego rozdzielenia Kościoła i państwa, dezynfekcji życia publicznego z tego wirusa, jakim jest chrześcijaństwo (oczywiście mówię to bardzo cynicznie) to przekonywaliśmy się, że w takiej sterylnej niszy człowiek po prostu dziczeje. Pozbawiony Boga traci autentyczne człowieczeństwo i w takiej właśnie niszy zezwierzęcenia człowiek dopuszcza się przeróżnych aktów wandalizmu występujących przeciwko człowieczeństwu, przeciwko wartościom” – wskazuje ks. prof. Paweł Bortkiewicz.
    Oczywiście ks. profesor w ogóle nie wspomina o tolerowaniu w czasach pontyfikatu JP II rozmaitych zwyrodnialców w sutannach, szczególnie tych agresywnych seksualnie.
    Trzeba zaznaczyć, iż zarządca kościoła, na którego terenie stoi rzeczony pomnik, nie powiadomił władz o zdarzeniu, ani nie wniósł o ściganie sprawców. Dziwnym trafem policja podjęła działania śledcze sama z siebie, bez wniosku.
    Cóż, czasy takie, że może i dobrze, iż starogardzcy policjanci są tacy czujni i aktywni. Pytanie, czy w innych sprawach, które są im zgłaszane, są równie pryncypialni.
    Zdarzenie, choć nieprzyjemne, może mieć drugie dno. Bo w zasadzie służy odwracaniu uwagi od Kościoła jako instytucji nadmiernie korzystającej z wolności i pieniędzy podatkowych. Dzięki takiej akcji staje się „ofiarą” antyklerykalnej aktywności „wiadomych środowisk”, a nie oszustem dojącym wszystkich obywateli państwa, a nie tylko swoje owieczki.

  326. @Na marginesie
    9 stycznia o godz. 17:07

    „Putin otworzył syryjskie granice i pozwolił „muslimom” uciec z rozdartej wojną Syrii”

    Poważnie, Putin? Jakie granice i kiedy?

  327. zak1953
    9 stycznia o godz. 17:12

    Zaprawdę dziwne to zbezczeszczenie pomnika polskiego papieża. Ale winni już zostali określeni przez ks. prof. Pawła Bortkiewicza.
    „– To jest próba tworzenia niszy pozbawionej całkowicie obecności Kościoła i chrześcijaństwa. Jest to konsekwencja tego procesu.

    Tak jest! Ponieważ Polska cała, od Tatr po Bałtyk i z powrotem jest tak pozastwiana pomnikami katolickimi, z Lolkiem na czele, że nie ma żadnej niszy, to trzeba sobie ją zrobić. To racja higieny, tlenu i życia. A Kościół kat jest „za życiem”.
    Ksiądz Bortkiewicz Paweł profesor błogosławi życiu i zdrowiu, więc błogosławi niszom.

    Jeżeli spoglądamy na historyczne próby, w których dokonywano radykalnego rozdzielenia Kościoła i państwa, dezynfekcji życia publicznego z tego wirusa, jakim jest chrześcijaństwo (oczywiście mówię to bardzo cynicznie) to przekonywaliśmy się, że w takiej sterylnej niszy człowiek po prostu dziczeje. Pozbawiony Boga traci autentyczne człowieczeństwo i w takiej właśnie niszy zezwierzęcenia człowiek dopuszcza się przeróżnych aktów wandalizmu występujących przeciwko człowieczeństwu, przeciwko wartościom” – wskazuje ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

    Pozbawione chrześcijaństwa Indie, Chiny, Pakistan, Japonia, Afganistan, Iran, Indonezja, Malezja i w ogóle 4/5 ludności świata to są ludzie dzicy, prymitywni, zezwierzęceni, dopuszczający się przeróżnych aktów wandalizmu (np. przewracania koszy na śmieci i spluwania na chodnik, bo katolik nie przewraca, nie spluwa, a w ramach bonusu nawet nie zabija), występujący przeciwko człowieczeństwu i wartościom.

  328. Tobermory

    Słyszałam dziś w komunikacie pogody o wielkich opadach śniegu i groźbie lawin w Austrii . Czy podobnie jest u Ciebie?

  329. @basia.n
    9 stycznia o godz. 17:38

    Pada nieprzerwanie od ostatniej nocy. Zagrożenie lawinami w wyższych partiach gór rośnie, w mojej okolicy jest już znaczne, 3. stopień w 5-stopniowej skali. Na wschód, w stronę Austrii jest już 4.
    Dziś pierwszy raz tej zimy miałem w rękach łopatę.

  330. Tobermory

    Czy to znaczy ,że poruszasz się na śniegówkach ?

  331. Na marginesie
    9 stycznia o godz. 17:07

    Gówno mnie, Namarginesko, obchodzi wina – Merkel czy Putina. W przerwach między nieinteresowaniem się światowymi głupstwami pytam, czym jest w praktyce demokracja. A potem na szosie i to mam w nosie.

  332. @Tanaka
    9 stycznia o godz. 17:38

    Najbardziej dzicy to są chyba Czesi. Szczególnie ci yodowani.

  333. @basia.n
    9 stycznia o godz. 17:56

    Poruszałem się dziś na piechotę. Samochód ma, jak co roku o tej porze, opony zimowe. W rezerwie – łańcuchy. Zima mu nie straszna. Śnieg ma padać również przez kilka następnych dni, ale pod koniec tygodnia w dolinie raczej z deszczem lub deszcz. Wielkie ilości świeżego śniegu w górach spadły na gołe skały i trawiaste zbocza, z braku podkładu ze starszego śniegu mają słabą przyczepność do podłoża, stąd takie zagrożenie lawinowe.

  334. @wbocek
    9 stycznia o godz. 16:58

    Na temat: moje czysto prywatne doświadczenie z małym uogólnieniem.
    Za czasów PRL, po trzech latach ZOK (zakaz opuszczania kraju, również do krajów bratnich), udało mi się wyjechać i nie wrócić. Przeszedłem całą drogę emigranta (z nieważnym paszportem i bez różnych pozwoleń, praca „na czarno”, itd.). Wiele osób z Polski mnie odwiedzało celem pracy i handlu. Z czasem musiałem ograniczać liczbę rezydentów, bo mieszkanie miałem małe, a i pracodawca (uniwersytet) patrzył krzywo. Ale wieść gminna niosła informację, że jest meta i praca. A że nie byłem jedynym, który tak funkcjonował, „tsunami rosło w siłę”.
    Ale to były dawne czasy. Po „zjednoczeniu” Europy, emigracja europejska praktycznie ustała/została zalegalizowana. I szybko okazało się, że Europejczycy jako pracownicy są bardzo drodzy. Przemysł zaczął emigrować za tanią siłą roboczą, co oznaczało utratę dochodów z podatków. Aby temu zapobiec, zaczęto (za wiedzą i zgodą Unii) rekrutować spoza Unii siłę roboczą, której nie obowiązywały minimalne stawki godzinowe. Jak zwykle w gospodarce wolnorynkowej, nastąpiła socjalizacja strat i prywatyzacja zysków, czyli przedsiębiorca zarabiał, a koszty emigracji ponosili podatnicy. Do tego okazało się, że wielu emigrantów jest świetnie wykształconych. Można ich więc zatrudniać przy bardziej odpowiedzialnych pracach płacąc im znacznie mniej, niż tubylcom. Oczywiście takie informacje szybko się roznoszą tym bardziej, że powstawały (jak najbardziej legalne) biura rekrutacyjne. Ponieważ chętnych do emigracji było znacznie więcej, niż te biura mogły/chciały przyjąć, powstały nielegalne „biura rekrutacyjne”. I za odpowiednią opłatą przemycały (i przemycają) ludzi do Europy. Co z nimi robić? Trudna sprawa, jak długo działają oficjalne biura rekrutacyjne. Na ich zamknięcie na razie się nie zanosi, bo przemysł potrzebuje taniej siły roboczej. Mamy przecież kapitalizm i musimy produkować, aby sprzedawać, aby zarobić.

  335. @Qba
    9 stycznia o godz. 18:45

    Interesujące to twoje „uogólnienie”.
    Jako znawca z doświadczeniem wiesz może, jakie „oficjalne biura rekrutacyjne” rekrutują tysiące niepiśmiennych i nieznających żadnego obcego języka pastuchów z Erytrei, Afganistanu, Nigerii?
    Jaki przemysł w Europie potrzebuje takich pracowników?

  336. bubekró
    9 stycznia o godz. 17:59

    Najbardziej dzicy to są chyba Czesi. Szczególnie ci yodowani.

    Czech to w ogóle niepodobny do człowieka jest. Cham, ćwok, swołocz i woda na młyn odwetowców z Bonn! Aktualnie – z Berlina, co to nie chcą Polsce oddać 4 bilionów euro za wojnę drugą światową.
    Taki Czech to się z germanizatorem skumał i bez własnego państwa ze 400 lat bodaj wytrzymał – i żyje. A Polak, co sobie państwo sam rozwalił, to raptem 123 lata go nie miał, a od tych stu lat co to go ma niepodległe, to nic tylko jęczy i jęczy na modłę katolicką.

  337. @Tobermory 9 stycznia o godz. 17:32

    Nieważne, skoro pombocka i tak to „gówno obchodzi”.
    Ale wiedziałam, że zareagujesz na „Putina”. Niezawodnie 🙂

  338. @Qba 9 stycznia o godz. 18:45

    Pombocek przecież nikogo nie zatrudnia, a o „tsunami” w Niemczech wie z pierwszej ręki od kolegi Romcia, który mieszka w Niemczech i jak wszyscy imigranci krzywo patrzy na nowych imigrantów. Pombocek ufa ludziom, których zna od wielu lat.

    Jednak w Polsce poważnie zaczyna brakować rąk do pracy, zwłaszcza w budownictwie. Bo przecież przyrost naturalny mamy ujemny, w dodatku nikt tak naprawdę nie wie, ile osób wyjechało i pozostało za granicą. Teraz podobno Niemcy mają otworzyć swój rynek pracy dla Ukraińców, więc wielu Ukraińców z Polski wyjedzie na Zachód, zwłaszcza gdy pracodawcy zaczną im przymusowo pokazywać „Wołyń”. Kto będzie pracować? Oto jest pytanie.

    Poza tym nie wiem, dlaczego problem imigrantów nie dotarł nigdy wcześniej do świadomości ogółu w Europie. To znaczy dotarł dopiero gdy media pokazały tłumy na dworcu Keleti w Budapeszcie. Przecież Włosi od wielu lat wyławiają z morza dziesiątki lub setki osób dziennie. Dopóki to był problem Włoch, imigranci nikogo nie obchodzili. A potem nagle zalew Syryjczyków i burza w mediach. I nieszczęsne „herzlich wilkommen” Angeli Merkel.

  339. @Tobermory 9 stycznia o godz. 19:20

    „People here realize it’s not so difficult to integrate Syrians into German life,” says Volker Perthes, head of the German Institute for International and Security Affairs, a think tank that advises the German Parliament and government. „You get these statements from policymakers and business people that the majority are well-educated and well-trained.”

    https://www.npr.org/sections/parallels/2015/09/08/438630446/the-surge-of-refugees-in-europe-could-be-just-the-first-wave

  340. Na marginesie
    9 stycznia o godz. 19:42

    Tak jest, ale na pytanie: kto będzie pracować, odpowiedź znamy – nikt! Po co? Polska to kraj święty i to starczy za wszystko.
    Ale – fachową odpowiedź na pytanie dał niedawno redaktor Żakowski. W Polsce ma pracować Ukrainiec! Brzmi to ładnie i nawet przytomnie, ma jednak dno pod spodem puszki. Chyba zmajstruję o tym wstępniaka.

  341. Szanowni!

    Sfera nieracjonalna ma to do siebie, że się nie kończy. Stąd nie bardzo są powody nazywać nieracjonalność sferą. Nieracjonalność w butach to Józek, Marian i Marylka – w całości.
    Pora na odsłonę następnego aspektu nieracjonalności, która wylewa się metodą na wodotrysk.
    Zapraszam do lektury i dyskusji.

  342. @Na marginesie
    9 stycznia o godz. 19:31

    „wiedziałam, że zareagujesz na „Putina”. Niezawodnie”

    No proszę, mam jednak etykietkę.
    Dopraszam się więc dalszego ciągu, skoro zareagowałem.
    Dostanę odpowiedź na moje pytanie? Tak całkiem konkretnie?

    Od @Qby zapewne nie, ale to nie będzie niespodzianka.

  343. @Na marginesie
    9 stycznia o godz. 19:54

    Zamieściłaś cytat z 2015 roku. Jak się sprawdziło po 3 latach z tą „well educated majority”?