Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

31.12.2018
poniedziałek

Co będzie

31 grudnia 2018, poniedziałek,

Rok 2018 okazał się kolejnym pasmem coraz dłuższych sukcesów dla Polski i jej mieszkańców.
Poznaje się to po wszystkim, a przed jaką chwilą oznajmił to Publiczności Narodowej pewien narciarz o nazwisku Duda: pięćset plus to sukces światowy!
Tak jak zaczął wyliczankę sukcesów światowych, tak i skończył, bo dokańczać nie trzeba: ustąpił reumatyzm i Polak wstał z kolan.

Kto wstał z kolan, zaraz poczuł się godnie oraz dosyć wygodnie. Rozejrzał się i dojrzał, to i owo. Zobaczmy co dojrzał, bo dobrze jest widzieć i wiedzieć. Zwłaszcza jak się jest nad Wisłą, bo tu widać wszystko odwrotnie.

* Gospodarka wstała z kolan, a nawet podskakuje i jest nadwyżka budżetowa – 10 miliardów Czyja to zasługa? To zasługa Tuska! Nie, nie nie przesłyszeliście się: to zasługa Tuska, a nawet PSL-u.
Powstanie gospodarki z kolan poznaje się po tym, że Morawiecki ogłosił, że straszna podwyżka cen prądu już od jutra, to wina Tuska i PSL-u. W związku z tak straszną winą Tuska, Morawiecki wraz z resztą pisoidów oraz narciarzem Dudą, brawurową robinsonadą w ostatniej chwili zablokowali tą śmiertelnie groźną podwyżkę.
Jak winą Tuska jest to, co pisoidy robią lub czego nie robią od ponad 3 lat, to zasługa Tuska jest nadwyżka w budżecie 2018. Serio: z kryzysu roku 2008 i lat następnych Polska wyszła w miarę obronną ręką.

* Przypisanie sobie zasługi nie propagandowej a realnej, wymaga głębokich zmian w strukturze gospodarki. I rzeczywiście – państwowotwórcze pisoidy ogłosiły, ustami nadwiślańskiego Bonda w broszce pt.„Szydło, Bełata Szydło…”, że Polska nie będzie dłużej państwem magazynów, hurtowni i montowni, a państwem kompleksowej produkcji, od A do Z. W związku z tym, nadwiślański James Bond w broszce wywalił Airbusa z jego podłym „caracalem” z Polski. Po czym sam został wywalony. Ale nie za wywalenie Airbusa, o nie. Raczej za broszkę. Dzisiaj, jak się kogo spyta co to takiego Szydło, odpowiedź jest jasna: „proszę jeszcze raz powtórzyć pytanie…”

* W tym samym czasie nadwiślański Tarzan Morawiecki ogłosił, że już za lat parę nad Wisła jeździć będzie milion rodzimych i katolickich aut elektrycznych. Im bliżej do owej daty tym bardziej aut nie ma. By coś jednak było, firma Autosan, która życie zawdzięcza państwowej kroplówce z nadwyżki budżetu, odebrana właśnie została Polskiej Grupie Zbrojeniowej – autobus wojenny to wybitna konieczność, i wciśnięta innej firmie żyjącej z kieszeni obywatela, co robi prąd w elektrowniach – PGE. Kto się zna na pakowaniu węgla będącego Polską Racją Stanu do pieca w elektrowni, ten się musi znać na tym samym co Toyota, Nissan i jeszcze parę firm nienadwiślańskich: jak się robi elektryczne auto. Od tej chwili Pan Jezus już się zbliża, już puka do mych drzwi. Pukanie się w czoło na takie przypadki nie pomaga.

* Ministerstwo Obrony Narodowej jest od obrony Polski. Albo jakoś tak, ale powtarzam to na odpowiedzialność Jana Hartmana, bo sam nie mogę dojść do tego, od czego jest to ministerstwo. Ono samo stara się iść zgadującemu na rękę, więc właśnie ogłosiło wypuszczenie w polską przestrzeń miejsko-wiejską jakichś stu trumien w typie sarkofagu a pod nazwą „ławka”, z muzyczką i słuszną pogadanką patriotyczną w środku oraz niepodległością. Na stulecie Niepodległości.
Ministerstwo to ma wielkie trudności nie tylko i nie tyle z wypracowaniem jakiejś zbornej strategii obronno-wojennej oraz niewyrzucaniem najlepszych oficerów, nie tylko i nie tyle z zakupem helikopterów transportowych, okrętów nad i podwodnych zwłaszcza oraz nierobieniem wypadków ze skutkiem śmiertelnym wśród pilotów MiG-ów 29, ale ma ogromną trudność z zakupem łopatki w typie saperki. A ostatnia trudność jest należycie symboliczna dla onego ministerstwa: czy ktoś tu ma łopatkę? Bo nie da się powiedzieć – rozum.

* Nieustające sukcesy pięćset plus w polskiej dyplomacji światowej są powszechnie znane, czego dowodzi to, że nikt się z Polską już nie liczy jako z poważnym partnerem, a znany nad Wisłą Władimir Putin złożył życzenia noworoczne „przywódcom światowym” z uwzględnieniem Mołdawii, Kuby i Słowenii, ale pominął narciarza Dudę.
Tu pominięcie działa z precyzją winy Tuska: im mniej Putin zwraca na nas uwagę, tym większe nasze światowe znaczenie oraz większa groźba dla jego zamiarów.

Lista ta jest długa, jej składowe nieźle znane. Wszystko to jednak właściwie są drobiazgi, gdy patrzy się na to w izolacji i kończy wzruszeniem ramion. Te wykwity znamionują głęboki proces: regresu państwa i Polaków. Jeszcze nieukształtowane poczucie podmiotowości i obowiązku z nim związanego, a już cofanie się do stanu przedobywatelskiego. Negowanie Konstytucji – jedynej spisanej umowy społecznej, wprowadzanie ustaw z nią sprzecznych i zachowań ją odrzucających, zamienianie Trybunału Konstytucyjnego w ciało wasalne, sądów w przesądy podległe władzy, norm w objawienia rządu odpowiedzialnego nie przed parlamentem i obywatelami a przed prostym posłem z ławy głęboko skrzywionym, to powrót nie do żadnego PRL-u, jak nieodważeni publicyści sądzą, ale do stanu uświęconego: pana i chama. Protoobywatel niewolnikiem władzy to cel dążenia pisoidów i biskupow w jednym. Reszta to tło sprawy.

Jest taki obraz Paula Gaugina: Skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy?

Źródło: wikipedia

Z tej triady pytań nie znamy odpowiedzi na dwa pierwsze. Nie chcemy ani wiedzieć, ani na wiedzę się zgodzić, chętnie zaś oddajemy się rojeniom. Nie znając dwóch odpowiedzi nie możemy ani nadać kierunku zmierzaniu, ani się zorientować dokąd właściwie zmierzamy.
Czy prosty poseł z ławy i jego rząd mówią Polakom dokąd zmierzamy? Słyszymy wyjaśnienia dokąd, na jakiej podstawie i co nam to zagwarantuje?
Od polityków czegoś się spodziewajmy, inaczej oni nas urządzą o niczym nie uprzedzając. Ale czy oni sami wiedzą – dokąd? Odpowiedź jest jasna: nie wiedzą, choć w swoich rojeniach są tego pewni. Nie wie też tego Polak: ani skąd się wziął, ani kim jest, ani o co mu chodzi, może poza jednym – żeby było lepiej. Na czym to „lepiej” polega?

Telewizja PiS nadaje taki program: Wielki Test o… O tym, co pisoidom pasuje. Rok 2019 jest rokiem wielkiego testu. Polak zdaje Wielki Test o sobie. Będą wybory do parlamentu, będą decyzje do podjęcia. W takim stanie przygotowania, a może raczej nieprzygotowania w jakim się znajduje, będzie zdawał. Czy widzi, słyszy, rozumie, docenia powagę tego co się dzieje i długofalowych skutków? Czy jest podmiotem, czy przedmiotem obróbki i uzależnienia od władzy, niewolnikiem w pisowskim państwie przeciwobywatelskim?
Okaże się, już znacznie poważniej – bo wytwory państwa pisoidów mamy przed oczami – kim jest Polak, i o co mu chodzi. Będzie zdawał z siebie. Czy to będzie matura, czy całkiem co innego, w nadchodzącym roku dowiemy się.

W związku z Nowym Rokiem czegoś sobie życzmy. Ja życzę kontaktu ze sztuką. I z rzeczywistością.

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 323

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo zajentyk jestem – WOSPowe aukcje mi się kończą, ale donoszę uprzejmie, że Nowy Rok przybył i jest jakby taki sam jak był poprzedni Nowy Rok.
    Wam życzę odporności i dobrego zdrowia a sobie – was.
    Niech Blog Ateistow trwa!
    🙂

  2. E- Jko fajnie, ze jestes tak blisko.
    Najlepszego we wszystkim.

    Upal w Canberze dopiero odpuszcza – ostatnie 2 tygodnie roku byly okropne.

  3. Dobrego Roku 2019

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Tanako, jak Ty to robisz…
    Dzieki za ten wpis i nastepne.

  6. @act
    He he, nie zauważyłam upałów. U mnie przyjemnie około 30 i bryza.
    Tylko Queensland! 🙂
    Trzym się rodaku.

  7. Będzie, co ma być 🙁
    2019 będzie gorszy od 2018, ale za to lepszy od 2020 😎
    Trzym się Blogu, trwaj i nie poddawaj, żeby było o czym i z kim pogadać za rok o tej porze 🙂

  8. Tanako,
    Mocno poszedłeś na ten hałaśliwy koniec roku. Pisać ciężko, bo co i rusz detonacje za oknem, podrywają z krzesła. Co nam władza zrobiła, już wiemy. Co będzie? Niedługo zobaczymy.
    Piszesz, że na dwa pytania zawarte w tytule obrazu Gaugina nie znamy odpowiedzi, na trzecie tak.
    A władza i jej biskupi zapewniają swe owieczki, że znają odpowiedź na całą triadę. I tak; skąd pochodzimy – ano z Edenu. Po drugie; jesteśmy istotami na podobieństwo boże. A trzecie; celem jest przecież życie wieczne, które oni z takim mozołem nam przybliżają.
    Moje wersja odpowiedzi na ostatnie może być niepokojąca – zmierzamy do wojny. A przynajmniej do takiego zaognienia sytuacji, iż będziemy czuć się dobrze, kiedy to do innych będą pukać o szóstej rano.
    Ale na razie – pomyślności na ten Nowy zbliżający się w tempie 60 sekund na minutę Rok 2019.
    Minut pozostało już niewiele. Poniżej trzydziestu.

  9. Wy Tam po Europach i Amerykach lulki palicie a u nasz juz 9 i pol godziny nowego roku sie zuzylo.

  10. O masz, nowy wpis. I nowa liczba komentarzy. Tanako! Ty w Sylwestra, tuz przed szampanem, wciaz charasz. I charasz. Podziw wyrazam

    Accie, nie badz niedorajda.

    Okienko ‚Dodaj komentarz’ jest po prawej stronie liczby komentarzy, pewnie 8 pod nowym wpisem. Tuz pod wpisami, tuz pod podpisem „Tanaka”. Cyfra komentarzy chyba wciaz bedzie 8, moze 9. Kliknij na to okienko i momentalnie sie znajdziesz w okienku wpisywania swojego komentarza na samym dole strony.

    Good luck, God help and pass the ammunition. Byleby nie byla ona w plynie. Bo wtedy to ho ho ho

  11. act
    31 grudnia o godz. 23:36
    I od ponad 5-ciu godzin macie już jasno. A nas czeka jeszcze minimum 8 godzin ciemności i wilgotnego chłodu, bo śniegu nie ma. Pomyślności

  12. Nie kasandrycz zaku1953 mily, bo I tak ciezko zyc.

    Dosiego.

  13. Tanako, szacun i do siego dla Ciebie i Trzódki!

  14. Ty mnie Orteq nie obrazaj. Znalazlem – dziala, dzienk. Jeszcze powiedz jak kopiowac adresatow wpisy. Ja juz dwa zmartfiony
    widze a kupil jeden.

  15. Witajcie w Nowym Roku

  16. U mnie w tv – transmisja pięknego fajerwerku na całą Holandię z Rotterdamu 🙂

    Tanaka – z mostu De Zwan 🙂

  17. Basiu, fajerwerki to sa w Sydney na tzw Wieszaku tam to dopiero oszaleli piromani.
    Widzialem raz na zywo. Dzis jak co roku w polskich wiadomosciach o 7:30 rano.

  18. Ja zobaczę rano u siebie. Ale moze u Ciebie pokażą holenderski. U nas organizuje miasto,bardzo staranie. Jest to wieloletnią tradycją,ze wlaśnie Nationale jest zawsze z Rotterdamu.

  19. Toby, gdzie Ty wynajdujesz te ikonografie – moja czytnosc cyryliki slaba ale ponial.

    Uklony I zycznia nie tylko noworoczne.

    Slucham wlasnie Milesa Davisa…zeby do konca nie oszalec Wszak podobno muzyka lagodzi…Wszystko przez Basie – ona potrafi nawrocic do rzeczy dobrych.
    Lubie Cie czytac…

  20. Szczęsliwego Nowego Roku, kochani! Znikam sobie na jakiś czas ale ściskam Was serdecznie i noworocznie, niech się Wam darzy i do siego, czy jakos tak 😉

    Zakończyliśmy stary rok przy akompaniamencie kobzy z murów zamku w Edynburgu i folkowej muzyki bo szkocka transmisja z Hogmanay jest bardzo specyficzna. Czas na nowe! 😉

    PS. @act – brawo accie drogi, że dorobiłes się okienka na świat. Tak trzymać i nie pękac, ja większość wpisów, łącznie z wstępniakami stukalam na telefonie 😉 Trzym się!

  21. Kostko fajnie Cie slyszec – najlepszego I w ogole. Trzymaj sie cieplo. Czy w Szkocji naprawde rzeki zrobione z whisky.,, tak mowia. Bo jak tak, to rzucam wszystko I biore samolot.

    PS. Gdzie. Nefcia?

  22. „Asz Dziennik” donosi o Dramacie żydomasonerii, obok wielu interesujących okołoświątecznych tekstów.
    A nowy rok? A niech go cholera….z czego mam się cieszyć??? Z tego, że mam stan kacowy z niewyspania, przez sąsiadów za których cierpię, bo to oni balowali całą noc, a ja próbowałem spać!! Czy z tego, że o rok starszy jestem?? Czy może z tego, że lepiej już było??

  23. „Ja zycze kontaktu ze sztuka i z rzeczywistością”

    Tanako Daragoj

    Czy ja cie odbieram loud and clear? Ty naprawde powiedziales to co widac slychac i czuc w naszem odwaznem gronie niedowiarkow? Ze najwieksza dla nasz sztukom jest kontakt z rzeczywistosciom?

    Ja ciebie gratuluje takiej szczyrosci w dzien imienin Sylwka. To jest dobra wrozba na rok wyborczy

  24. Za kilka minut wybuchnie Times Square. Bubbly czeka na czlowieka!

    Happy New Year!!!

  25. Sorry, nie domknąłem 🙁

  26. Tym, którzy jeszcze śpią i tym, którzy już dawno na nogach dedykuję radość o poranku już w 2019
    https://www.youtube.com/watch?v=iS5kQHp0iDU

  27. Tanaka
    Pięknieś podsumował miniony roczek, nie zostawiając na nim suchej nitki. Ale pomyśl sobie, poszczególni „Polcy i Polacy” miewali w owym czasie swoje osobiste radości, odnosili sukcesy, nie tylko odkochiwali się, ale i zakochiwali, rodziły im się upragnione dzieci. I tu jest pies pogrzebany. Niech nas ciepełko prywatności nie rozleniwi.
    Masz rację – trzeba zachować wzmożoną czujność, bo czeka nas Wielki Test. A sztuka z nami.

  28. @Orteq(usiu)
    Zdaranja i scascia w Kanadzie pachnącej żywicą. Chyba nie pomyliłam z Australią, gdzie mieszka Ewa -Joanna.
    @E-J
    Happy New Year!!!

  29. Tobermory
    Dokładnie ten sam filmik leciał od lat w szwedzkiej TV w Sylwestra (nie wiem, czy nadal), bo ludzie za nim przepadali. Widziałam go chyba trzy razy (bywając u siostry w święta BN).

  30. Tobermory
    1 stycznia o godz. 10:34
    Dzięki za życzenia, chociaż w Polsce to na ogół 100 lat się życzy. A Ty raptem 90 urodziny nam proponujesz. Ale niech Ci będzie. Kutz nie dożył 90-ki. Dwa miesiące mu zabrakło. To i tak więcej, aniżeli żyje przeciętny Polak (chłop) w kraju nad Wisłą.
    Najlepszego.

  31. Czy ktoś ostatnio widział @Nefcię?

  32. Ten przeszły, rok zapisze się na trwale ,jako czas pojawienia się, Konfa Bula Tora ,tysiąclecia.

  33. Tanako,
    zaczynasz wpis optymistycznie:
    Rok 2018 okazał się kolejnym pasmem coraz dłuższych sukcesów dla Polski i jej mieszkańców.
    Być może jest to stwierdzenie prawdziwe, są jednak pewne ograniczenia. Nie będę oceniał, czy ten rok był dla Polski „pasmem sukcesów”, bo nie bardzo wiem, co lub kto pełni honor bycia Polską (kwestia definicji), ale jestem „mieszkańcem” i jako taki mogę stwierdzić, że jeden z tych 40 milionów mieszkańców zaliczył tylko pasmo kłopotów i klęsk. Nie dostałem 500+ do mojej emerytury, zdrowie coraz bardziej szwankuje – do niebagatelnej liczby oficjalnie stwierdzonych chorób doszły nowe i z dnia na dzień stwierdzam, że jestem coraz słabszy fizycznie, bo ocena stanu psychicznego (taka autocenzura) nie jest sensowna do przeprowadzenia. Na niwie zawodowej zero osiągnięć, ale mnie nie martwi, że nawet nie rozumiem już własnych prac. W nowym zajęciu – pisarstwie – katastrofa – wydawca poszedł w wielką politykę i nie drukuje mojej trzeciej książki, takiego „testamentu politycznego” starego Ślązaka, a obiecał mi prezent na diamentowe gody, o których już zapomniałem. Może mam chociaż pasmo sukcesów życiu rodzinnym? Raczej trudno mi tak uważać. Pozornie nie do zdarcia małżonka coraz bardziej niedomaga zdrowotnie, a ma coraz więcej obowiązków. Oddałem auto wnuczce i nawet na zakupy nie ma z kim jechać, prawie wszystko pieszo lub autobusami musi wlec zaopatrzenie rodziny. Prace domowe i opieka nad moją mocno dojrzałą siostrą (94) przekraczają już jej możliwości. Moja biedna siostra potrafi nieźle dokuczyć w podzięce za pomoc. Boi się efektów piromańskich sąsiadów w sylwestra i zawsze spędza ten wieczór z nami. Jej demencja jest już katastrofalna, wykazuje jednak ciekawą cechę, chyba typową – kompletny zanik pamięci do spraw aktualnych, np. nie wie, że wypróżnienie dobrze byłoby załatwić w łazience, a nie w kuchni lub na korytarzu, a jeśli szczęśliwie zahaczy o łazienkę, to dobrze byłoby spłukać „urobek”, bo nie ma czym się chwalić.
    Są jednak dwa wyjątki, w których pamięć nie zawodzi:
    Pamięta najdrobniejsze szczegóły molestowania seksualnego przez wujka-sąsiada w dniu jej pierwszej komunii (raczej dawno) i drugie zdarzenie – przy dowolnym kontakcie z księdzem trzeba mu wręczyć pieniądze. Gdy żona ją wlekła do kościoła, to domagała się pieniędzy nie tylko na ofiarę, ale też „za” komunię! Tu widać ten przemożny wpływ indoktrynacji przez przedstawicieli kk od kołyski aż po grób – kasa i jeszcze raz kasa, tego dobry katolik nie ma prawa zapomnieć!.

  34. @zak1953
    1 stycznia o godz. 11:54

    Ten film cieszy się niezmienną popularnością od 1963 roku 😎 Zamieszczając go tutaj nie miałem na myśli życzenia komukolwiek dożycia zaledwie 90 lat. Właściwe przesłanie należy moim zdaniem rozumieć tak: Urodziny można świętować z przyjaciółmi nawet 25 lat po pochowaniu ostatniego z nich. Ważne jednak, aby procedura została zachowana – same procedure as every year 😎
    Wierny butler też może być pomocny 😉

  35. Antoniusie,
    Ty jestes Ktos , piszesz zawsze fascynujaco.
    Najlepsze zyczenia zdrowia skladam.

  36. Tobermory
    1 stycznia o godz. 10:34

    Znakomity humor angielski 🙂

    Nie znałam. Ale przeczytałam,że kiedyś filmik cieszył się również wielką popularnością i w Holandii. Nie dziwię się,że był lubiany w wielu krajach. świetnie,ze i Ty zakończyleś stary rok z same procedure as every year 🙂

    Czy goście zostali jeszcze na jeden tydzień ? Był śnieg i sanki i narty ?
    Dobrego następnego roku ,pełnego podróży i wrażeń 🙂

  37. Tobermory
    1 stycznia o godz. 13:14
    Kilku moich znajomych, których odprowadziłem w minionym roku na miejsce ostatniego spoczynku, cieszyłoby się ogromnie, gdyby dożyli wspomnianej 90-ki. Oni przeżyli raptem połowę stu lat. A żyli ciekawie i radośnie, jak większość lotników. To byli patrioci. Zaoszczędzili ZUS-owi wydatków.
    A film obejrzałem. Dzięki.

  38. @basia.n
    1 stycznia o godz. 13:28

    Goście spakowali się na 2 tygodnie. Hotel „Dziadkowie” ma magnetyczną moc 😎
    Były sanki, narty, spacery, place zabaw… I jeszcze nie koniec tych przyjemności. W nocy i następnych dniach ma napadać wreszcie trochę świeżego śniegu, ale przyjdzie też solidny mróz. Jeszcze sobie poużywamy.
    Dziękuję za dobre życzenia i odwzajemniam z serdecznością.

  39. Zdrowia i sił do wytrzymywania wszelkich niespodzianek, które ten rok niechybnie przyniesie, życzę oczywiście wszystkim bywalcom tego bloga. Może nawet i pośmiać się będzie z czego?

  40. Tobermory
    1 stycznia o godz. 13:36

    Przypuszczam,że hotel „Dziadkowie” bardzo lubi swoich świątecznych gości i cieszy się ich pobytem 🙂
    Dobrze mieć malucha trochę dłużej i uczestniczyć we wszystkich jego odkryciach i dokonaniach.To ogromna radość i przyjemność. A więc niech ten śnieg napada 🙂

  41. @Tobermory
    1 stycznia o godz. 10:34

    Oglądanie „Dinner for One”, z kieliszkim koniaku w ręku, to dla mnie coroczny, noworoczny rytuał. Ciekawostka – Freddy Frinton, grający coraz bardziej pijanego James’a był 100% abstynentem.

  42. @basia.n, @@@@
    Neujahrskonzert der Wiener Philharmoniker
    Widziałaś i słuchałaś ‚basiu.n’?
    Każdego roku niesłychane przeżycie.
    Pozdrowienia noworoczne!

  43. stasieku
    1 stycznia o godz. 14:21

    Oglądałam tylko trochę 🙂
    Jak dla mnie to na jeden raz trochę za dużo tej rodziny Straussów 🙂

    Pozdrawiam również !

  44. stasieku
    Neujahrskonzert der Wiener Philharmoniker
    To tak pięknie trąci myszką. Całkiem jak by się człowiek nagle obudził w CK. Ech…

  45. mag
    1 stycznia o godz. 14:39
    Droga Mag, Wiener Philharmoniker nie potrzebują cesarza Franciszka Józefa do wzbudzania podziwu. Po prostu, od dawna są bardzoooo doooobrzy. I co roku produkują się na całą Europę. A że nam łezka spadnie… ?

  46. zak1953
    Przecież wiem, drogi @zaku. A że mam skojarzenia z legendarnym Wiedniem z określonej epoki, z całym ówczesnym designem szeroko pojętym, to chyba zrozumiałe.

  47. mag
    1 stycznia o godz. 15:25
    Dlatego wielkich uniesień życzę…

  48. „W związku z Nowym Rokiem czegoś sobie życzmy. Ja życzę kontaktu ze sztuką. I z rzeczywistością.” Tanaka (całkowicie podzielam Twój ogląd naszej polskiej (nie)rzeczywistości)

    A jak to wygląda, ten życzeniowy „kontakt ze sztuką” to posłużę się przeniesieniem na to forum wpisu Gospodarza Polski Laickiej Krzysztofa Pieczyńskiego. Ciarki po plecach przechodzą na samą myśl.
    „Polska Laicka wyraża ubolewanie w związku ze zwolnieniem dyrektora Muzeum Narodowego Piotra Rypsona. Dobra zmiana wciska się do kultury. Naród bez wysokiej kultury, to naród, który zadowoli wyznaniowa chałtura. Następny krok to zastąpienie tożsamości istoty ludzkiej tożsamością Polaka-katolika-narodowca, a to jest stan przedrozbiorowy. Służąc Watykanowi Polacy już nie raz stracili niepodległość. Wyprowadzanie nas z Unii małymi krokami będzie początkiem rozbiorów.
    Wczoraj w Filharmonii Narodowej było wykonane oratorium Georga Fridricha Haendla Mesjasz. W kulminacyjnym momencie z chóralnym Alleluja znanym nie tylko melomanom, sala powstała. Na swoich miejscach pozostała mała grupa osób, które jeszcze nie zbzikowały. To sala koncertowa a nie kościół. Czy to oznacza, że za chwilę będziemy klękać w filharmonii. To jest szaleństwo. Krok po kroku, dzień po dniu kościół odbiera ludziom rozum.”
    To SZALEŃSTWO przybierać będzie na sile, tego się obawiam. Czy bezpodstawnie, to się obaczy. Prof.J.Hartman ma podobne zdanie.
    Z tego bagna może nas wyciągnąć jedynie , i tu większość nie podzieli mojego zdania, człowiek pokroju W.Putina, co nie znaczy że jestem zajadłym rusofilem.

    KOŚCIÓŁ ODEBRAŁ LUDZIOM ROZUM i to skutecznie.

  49. Zepsuł mi humor na cały rok. Proponuję samospalenie w proteście przed nadejściem czarnej przyszłości.
    Czy można żyć równolegle = z nienawiścią i pewnością siebie w sercu?
    Może jednak przetrwamy, czego szczególnie życzę Antoniusowi walczącemu z wielką pogodą ducha o trochę radości.

  50. W czasach końcowej szkoły średniej, kiedy z Sylwestra wracało się o 7 rano, nigdy nie oglądałem koncertu noworocznego, bo budziłem się około 15.
    W czasach studenckich był Sylwester w Tatrach i noworoczny kulig z Kościeliska do Doliny Chochołowskiej. Gazda troszczący się o konia zachęcał do zsiadania z sanek, po czym podcinał konika batem i ruszał z kopyta, a towarzystwo biegło pod górę wrzucając się nawzajem w puszyste zaspy. Powrót z górki był już na sankach.
    Później, już w Alpach, czas ten (noworoczne przed- i popołudnie) spędzałem przeważnie na sankach lub biegówkach, z rzadka tylko załapałem się na ten koncert. Pozostał mi sentyment do Marsza Radetzkiego,bo wiedziałem, że wreszcie koniec tych Straussów. O, jeszcze lubię „Tritsch tratsch polkę” i jak się trafi ta z kowadłem 😉

  51. Tanako Co będzie? Będzie tak samo albo i lepiej. Nie spodziewam się iluminacji tego narodu. Chyba, że wydarzy się COŚ. Tylko co – do tej pory pomimo różnych wtop Dobrozmieńców nie ma komu ich wykorzystać.

  52. Do wpisu Tanaki dodałbym rechrystiazację Europy oraz bijące serce.
    Wszystkim życzę naprawdę dobrej zmiany. Z felietonu Żakowskiego z GW wynika, że sprzątanie po PISie będzie ciężką pracą i niepopularną.

  53. Ja w przeszłości włączałam na trochę,aby nacieszyć się widokiem słynnej Złotej Sali i jej akustyką. Ale teraz,kiedy byłam już tam na”prawdziwym ” koncercie i słyszałam orkiestrę w pełnej krasie, wystarczyło mi dziś kilka minut tego noworocznego ewenementu.

  54. Tanaka

    Przeczytalam dziś bardzo ciekawy artykuł red. R.Walenciaka. Podejmuje podobny temat. Myślę,że ma wiele racji i analizuje bardzo trafnie (jak zwykle)

    https://fakty.interia.pl/opinie/walenciak/news-ta-ostatnia-zabawa,nId,2758946

  55. Szanowni!
    Pomiłujcie chwilę. Się dołączę, ale:
    A. po salsie i ruedzie ledwo stoję, a właściwie leżę
    B. po szampanie – wiadomo
    C. po winie – wiadomo do kwadratu
    D. po kawie – pufff!
    E. po tym i owym, co nie powiem, to już w ogóle.
    Wezmę i się wyprostuję oraz odprasuję. I zagadam ludzkim głosem. Jeszcze chwila, a Pan Jezus i tak się zbliża. On ciągle tak ma.

  56. Ja to wszystko znałem z fragmentarycznych opowieści, a tu jest skrót. Czy wujkowie to Rodzina?.https://www.youtube.com/embed/Ew6PCDzxPH4?autoplay=1

  57. Obok w „Polityce” wywiad z Yuvalem Harari. W sumie rekapitulacja książek, ale i tak ciekawy.

    O obłąkanych ambicjach religiantów:
    „Kiedy w 2011 roku ukazało się hebrajskie wydanie mojej książki „Sapiens”, izraelscy czytelnicy pytali, dlaczego prawie nie wspominam w niej o judaizmie. Prawda jest taka, że wpływ judaizmu na historię ludzkości jest minimalny. Jego główną spuścizną jest to, że zrodziło się z niego chrześcijaństwo. Zresztą większość pomysłów zawartych w żydowskiej Biblii było zapożyczonych z Mezopotamii albo z Egiptu. Ale i wpływ chrześcijaństwa nie powinien być przeceniany. Wiele się mówi o cywilizacji judeochrześcijańskiej, jakoby ta cywilizacja ofiarowała światu moralność. To absurd! Moralność istniała przed powstaniem monoteizmów. Łowcy i zbieracze mieli swoje zasady na dziesiątki tysięcy lat przed Abrahamem. Aborygeni z Australii wypracowali własną koncepcję etyczną, choć nigdy nie słyszeli o Jezusie ani Mojżeszu.
    Dziś wiemy, że zręby moralności wykształciły się miliony lat przed narodzinami ludzkości. Szympansy mają zasady postępowania, które ewolucja dostosowała pod kątem współpracy w grupie. Swoją drogą, o ile politeiści uznawali inne wierzenia za dopuszczalne, o tyle chrześcijaństwo było najbardziej nietolerancyjną i brutalną religią na świecie. Twierdzę po prostu, że ludzie wszystkich wyznań powinni na serio potraktować wezwanie do pokory głoszone przez religie.”

    O fake newsach (choc to niby nic nowego):
    „Nowością jest to, że obecnie można tworzyć fake newsy szyte na miarę. W czasach Stalina mieliśmy oficjalną linię propagandową, jedno wielkie kłamstwo dla wszystkich. Teraz mamy rosyjskich trolli i hakerów, którzy chcą zakłócić proces demokratyczny, np. w krajach takich jak Francja. Będą więc namierzać ludzi, którzy są sceptyczni w takich kwestiach jak imigracja, i pokazywać im fałszywe historie o imigrantach gwałcących Francuzki. I na odwrót – inna osoba, nastawiona życzliwie do imigrantów, może być karmiona fałszywymi opowieściami o neonazistach zabijających przybyszów. Te fake newsy żerują na naszych uprzedzeniach. Antidotum na to mogłoby być uświadamianie ludzi, że wszyscy mamy pewne uprzedzenia poznawcze.”

  58. Na marginesie
    1 stycznia o godz. 22:38
    fake news.
    Małą próbkę podałem pod poprzednim wpisem jak się muli w głowach.
    Poza tym nad tym pracują w pocie czoła nie tylko rosyjscy trolle lecz także obsypywani nagrodami dziennikarskimi „frontowi” reporterzy własnych czasopism.

  59. Aktywnym komentatorom i podczytującym kibicom LA życzę pięknego Nowego Roku.

  60. Ewa-Joanna
    31 grudnia o godz. 23:08
    @act
    He he, nie zauważyłam upałów. U mnie przyjemnie około 30 i bryza.
    ——————

    Nie boj…przyjdzie Penny;)

    PS: w pracy dzisiaj 42 stopnie. Nie, nie w Orstralii. Nieopodal…

  61. wpływ judaizmu na historię ludzkości jest minimalny

    Na świecie żyje około 14,5 mln wyznawców judaizm (0,21%), 1,6 mld wyznawców islamu (24,35%) i 2,3 mld wyznawców chrześcijaństwa (33,43%). Wszystkie te religie wywodzą się z judaizmu.
    Czy można zlekceważyć wpływ tej religii na 57,99% ludzkości?

    politeiści uznawali inne wierzenia za dopuszczalne

    To prawda, dopiero judaizm wprowadził pojęcie „narodu wybranego”, „jedynego boga”, pogardliwego stosunku do innego – „goj”. Jedynej „słusznej wiary”.
    Była to pierwsza religia wykluczająca. Można wręcz powiedzieć, że nacjonalistyczna, rasistowska.
    Za co Żydzi płacili i płacą prześladowaniami, a świat wojnami religijnymi.

    zręby moralności, …

    To prawda, że kształtowały się niezależnie od religii. Ale absurdem byłoby twierdzić, że trzy wielkie religie, wywodzące się ze Starego Testamentu miały „minimalny wpływ” na jej kształtowanie przez wieki.
    I że 57,99 % ludzkości ma na nią „minimalny wpływ”.

  62. Jedną z przepowiedni nt. tego co będzie jest „Spadamy w przepaść”. Może fejk, może Kassandra (oby nie!), może trochę tego pierwszego i trochę tego drugiego…… Z większą „Odrobiną optymizmu” pisze o tym Michał Rolecki w „Polityce”.

  63. @Taieri
    2 stycznia o godz. 9:50
    No nie wiem, Penny pomkła na spotkanie oceaniczne, może się wzmocni i wróci, nie mam nic przeciwko – sucho jak diabli a piździ, pst… wieje i tak.
    Kiwis?

  64. Ale wygodne cholery…
    https://twitter.com/MrMeMock/status/1079448894981828608/photo/1
    Z pytona taxi sobie zrobiły. 🙂

  65. Ewa-Joanna
    2 stycznia o godz. 10:25
    @Taieri
    2 stycznia o godz. 9:50
    No nie wiem, Penny pomkła na spotkanie oceaniczne, może się wzmocni i wróci, nie mam nic przeciwko – sucho jak diabli a piździ, pst… wieje i tak.
    Kiwis?
    —————
    Troszke na poludnie od Lombok Strait

  66. @Ewa – Joanna,

    po prostu inteligentne 😉

  67. @wujaszek wania
    2 stycznia o godz. 10:46
    Pyton też cwaniak – wie, że one trujące. Bo normalnie to by połknął.

  68. Na marginesie
    1 stycznia o godz. 22:38

    Nie ma jak wsparcie od autorytetu. Jak szary kot pisze po raz n-ty, że nasza dana przez bogów itp. moralność jest pochodzenia biologicznego, behawioralnego i kropka, to pies z kulawą nogą tego nie skomentuje 😉 Zaczynam lubić tego Yuvala. Oraz nalewam sobie DOBREJ herbaty.

  69. Najgroźniejszy dla brzegów, na szczęście u nas rzadki, sztorm północny. Dziś już trzeci dzień. Do 10, a na wschodnim Bałtyku do 11. Jutro będzie siadać, ale i tak będą wietrzne dni. Pokazuję fotki pstryknięte przed chwilą z kamerek w Mielnie, Sarbinowie, Darłowie, Rowach. Za młody jestem, żeby pod taki wiatr pedałować dla paru własnych fotek. Choć nie wykluczam, że kiedy się trafi 12, to nie wytrzymam i poroweruję – może tyłem do przodu, to będzie pod wiatr z wiatrem .

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6641846673416865537/6641846679634550962?authkey=CJvT3OW9goLm7QE

  70. act
    31 grudnia o godz. 23:02

    Tanako, jak Ty to robisz…
    Dzieki za ten wpis i nastepne.

    Trzeba wierzyć w człowieka, koleś – widzę, że sobie to w przód wziąłeś do serca. Bo jest też powiedziane: do serca przytul psa, weź na kolana kota…
    No i dobrze!

  71. zak1953
    31 grudnia o godz. 23:31

    Tanako,
    […] Piszesz, że na dwa pytania zawarte w tytule obrazu Gaugina nie znamy odpowiedzi, na trzecie tak.
    A władza i jej biskupi zapewniają swe owieczki, że znają odpowiedź na całą triadę. I tak; skąd pochodzimy – ano z Edenu. Po drugie; jesteśmy istotami na podobieństwo boże. A trzecie; celem jest przecież życie wieczne, które oni z takim mozołem nam przybliżają.

    Każdy wyzawca wie, że jest z Edenu, albo całkiem z czego innego. Wystarczy zapytać – skąd jesteś?, a zaraz się zaplącze w zeznaniach. Dowolny prosty eksperyment uliczny tego dowiedzie: skąd jesteś? – spod trójki!
    Osobliwej odpowiedzi na drugie pytanie z triady: kim jestem?, udzielił mój uczony kolega, przedstawiając taki ciąg kondycji własnej tożsamości: jestem katolikiem, człowiekiem, profesorem. Jak się jest najpierw katolikiem, a dopiero potem człowiekiem, to chyba faktycznie tak było, że bozia najpierw ulepił sobie katolika o imieniu Adam, dolepil mu katolicką żonę, a po chwili wyszło, co wyjść musiało: z takimi katolikami to tylko skaranie boskie i pogonić z Edenu trzeba!
    Bo, że a trzecie pytanie biskup z władzą znają odpowiedź, to wiadomo. tyle, że sami nie wiedzą: na czym polega przebywanie w „Domu Pana”, ani jak się tak dostać. Taka sama prosta sonda uliczna to potwierdza. A nawet zwykła obserwacja – biskupa i jego wyzawcy.
    Znowu więc wychodzi na to, że tak wiadomo, że aż nie wiadomo.

    Moje wersja odpowiedzi na ostatnie może być niepokojąca – zmierzamy do wojny. A przynajmniej do takiego zaognienia sytuacji, iż będziemy czuć się dobrze, kiedy to do innych będą pukać o szóstej rano.
    Jeśli masz na myśli kulturową wojnę domową, to ona już trwa. Źle, że wojna, a dobrze, ze trwa. Siły nie są równe, ale samo trwanie wojny wskazuje na istnienie co najmniej minimalnie koniecznej ilości przeciwników zamordystów do jej trwania.
    Polak bez wojny nie jest Polak.

  72. stasieku
    31 grudnia o godz. 23:44

    Alleluja i którędyś do przodu!

  73. Kostka
    1 stycznia o godz. 2:18

    Szczęsliwego Nowego Roku, kochani!

    Tak jest, ale jak już kochani, to wśród kochanych należy często bywać i co trzeba, pielęgnować. Inacej to sie robi tak, jak u Ireny Kwiatkowskiej ze Starszymi Panami: …i pokocha i polegnie!
    To Ty bądź Nie-podległa, a zwłaszcza niepoległa oraz odwrotnie, Kostko przenajszkocka. 🙂

  74. Orteq
    1 stycznia o godz. 3:46

    „Ja zycze kontaktu ze sztuka i z rzeczywistością”

    Tanako Daragoj
    Czy ja cie odbieram loud and clear? Ty naprawde powiedziales to co widac slychac i czuc w naszem odwaznem gronie niedowiarkow? Ze najwieksza dla nasz sztukom jest kontakt z rzeczywistosciom?

    Tak jest! Największa sztuka to kontakt z rzeczywistością. Oraz kulturą.

  75. wbocek
    2 stycznia o godz. 11:47

    Mocny obrazek. To kawał brzegu znowu morze zabierze.

  76. E-Jka przypomniala mi dawne zawolanie: pizdzi jak w Kieleckiem.
    Co jest w tych Kielcach, ze w jednej z piosenek Piwnicy przedstawione sa jako obraz ‚malomiasteczkowej brzydy’?
    Lewy, gdziez on, jest chyba z Kielc, a piosenka jest strasznie brutalna, by nie rzec wulgarna. Znacie?

  77. Jak ze zmartwiona wlepiac linki? W pracy czesto mam otwartych i 30 okien a tu, no jak?

  78. Tanako, no wierzy sie w tego ‚czlowieka’ ale juz nie w tamtego, a do serca wlasnie przytulam Krysie a na kolanach siedzi Zosia – to bardzo wzmacnia te wiare.

  79. Można dziś wyczytać w mediach i usłyszeć, że na Bałtyku jest cofka. Cofka przy północnym nie byle jakim sztormie, oczywiście, jest, ale nie na Bałtyku. Sztormy z kierunków północnych powodują podwyższenie poziomu morza na Bałtyku południowym i tym samym wdzieranie się wody morskiej do ujść rzek, kanałów, innych cieków, jak również ewentualne podniesienie – niespecjalnie duże – poziomu przymorskich jezior (dla życia w jeziorach taka cofka to samo życie). A więc cofka to spowodowane naporem morza zahamowanie lub osłabienie wypływu – a nawet cofanie się – wód śródlądowych do morza z równoczesnym podwyższeniem poziomu tych wód na jakimś odcinku.

    Pokazuję malutenieczką – dlatego obrazową – skromniutenieczką cofkę w kanale Jamneńskim sprzed wariackiego oblania tego kanału betonem. Przy takim sztormie jak na fotkach, czyli północno zachodni gdzieś 7 – 8, woda z morza nie miała żadnych szans dotarcia do jeziora, a motywowano potrzebę zbudowania wrót sztormowych koniecznością zabezpieczenia mierzei przed powodzią, której tu oko nie widziało i ucho nie słyszało. Do porządnego zasilenia jeziora wodą morską z tlenem potrzebny jest najmniej taki sztorm jak dziś. Tymczasem wrota mówią morzu „stop” i co im zrobisz. Liczę, że je wkrótce rozpie..olą. Sam bym wziął udział jako kwalifikowany operator łopaty. Młotem też potrafię życie przywracać.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6641867193609666385/6641867191557197170?authkey=CJCT7br1-onWHw

  80. Do szkockiego baru przychodzi gość i żąda od barmana: Scotch, the oldest you have!
    Barman sięga pod ladę i podaje ze słowami: 12-letni 😎

  81. Tobermory
    2 stycznia o godz. 13:30

    12-letni niestety się nie otwiera (:

  82. Tobermory
    2 stycznia o godz. 13:32

    Teraz tak 🙂 🙂

  83. @act 12:35

    Czasem piździ, czasem podmuchuje.

    A wiersz (piosenka) o Kielcach jest autorstwa Witkacego

  84. PS
    „Do przyjaciół gówniarzy”

  85. No nie gadaj paradoxsie mily (tu najlepsze zyczenia dla Ciebie!), to Witkacy!?
    Nie pomyslal bym – to byl wariat geniusz, albo odwrotnie, czasem mysle o jego samobojstwie w lesie…
    Uklony.

  86. Po mojej stronie Gór Świętokrzyskich mówili niektórzy: „Świętokrzyskie nie Kieleckie!” (z przecinkiem przed „nie” lub bez, rzecz nieustalona, bo w formie ustnej). Człowieki zawsze znajdą powód, żeby się od innych takich samych człowieków odróżnić. I lepszymi czuć. A piź…ło po obu stronach GŚ tak samo – czyli wcale nie jakoś szczególnie.

  87. Gombrowicz, ktory swietnie znal Witkacego I opisuje go jako wiecznego blazna zdazyl wyjechac doslownie w ostatniej chwili.
    Tragiczne dzieje literatury polskiej.
    Tej najlepszej. A tu jakas Tokarczuk (wiem , ze b. dobra) robi za objawienie. Wszystko sie w tej Polsce strasznie skundlilo.

  88. Kocie drogi, nie dasz wiary, jak potrafi pizdzic, w dzis cholernie upalnej, a jest 1:15 w nocy, Kanberze

  89. Basienko mila, dzis cale popoludnie (mam troche urlopu) z Jaco Pastoriusem (znasz muzyke i tragiczne zyciorys?) W mlodosci fascynacja tzw jazz fusion byla na rowni z progresywnym rockiem.
    Np. ‚Nubian Sundance’ w wykonaniu Weather Report to dla mnie arcydzielo tamtych lat. Nie umiem cholera wklepywac jeszcze linkow z telefonu.

  90. @Szary Kot 2 stycznia o godz. 11:23

    Ja po prostu uznałam, że powtarzania nigdy dość 🙂
    Dekalog ma może 3000 lat, a homo sapiens – jakieś 300 000.
    Poza tym zwierzęta… no przecież wiadomo.

    A Yuval jest ogólnie w porządku. Może dlatego nie lubią go… wujaszki.

  91. @act’cie równie sympatyczny.
    I dla Ciebie oraz pozostałych najserdeczniejsze oraz tego wszystkiego, czego i sobie bym życzył. Chociaż nie bardzo wiem, z jakiej okazji.

  92. PS
    Saksofon sopranowy odbiera mi rozum a zmysly doprowadza do szalenstwa. Znasz takie jazz–rockowe grupy z lat 70. jak Soft Machine czy Nucleus?

  93. act
    2 stycznia o godz. 15:16

    Żeby Cię nie wysuszyło za bardzo! 😉

  94. act
    2 stycznia o godz. 12:58

    Tanako, no wierzy sie w tego ‚czlowieka’ ale juz nie w tamtego, a do serca wlasnie przytulam Krysie a na kolanach siedzi Zosia – to bardzo wzmacnia te wiare.

    Jak się te Krysie z Zosiami na kolanach zgadzają, to wiarę w człowieka bardzo wzmacniają.

  95. Na marginesko, zyczenia najlepsze.

    Bez Twojego pryncypializmu , ostrego jak brzytwa i bezkompromisowego umyslu ten blog niebyl by tym, czym jest.

  96. Tanako niestrudzony, problem w tym, ze i Marysia zazdrosnie chce dolaczyc.
    Ja juz nie daje (dobrej) rady.

  97. wbocek
    2 stycznia o godz. 13:22

    Słusznie, Pombocku – cofka dotyczy wód wypływających do morza, czyli rzek, albo jezior odpływowych. Ale dotyczy też wód, o których mało kto myśli – gruntowych. Parcie wody morskiej wywołuje podniesienie się wody gruntowej, a przy niskim poziomie wysięki, albo efekty studni artezyjskiej.
    Takie zjawisko często jest zauważalne w portach i miejscach, gdzie zabudowa stoi blisko brzegu: morza, rzeki, kanału. A nawet całkiem daleko, to zależy od użyłowania wód podziemnych.
    Potrafi zalewać piwnice, wychodzić na powierzchnię i zatapiać obiekty na niej stojące, wpychać wodę do kanalizacji, do odpływów deszczowych i wszystkiego, w co się wepchnąć może.

  98. act
    2 stycznia o godz. 16:08

    Marysi sie tłumaczy, że owszem, jest trójca święta, ale większa od niej jest Czwórca.

  99. Kocie, mnie nigdy nie suszy (jak dzika po zoledziach). W tym moj alkoholowy problem.
    Wylizales juz lapke?

  100. Szary Kot
    2 stycznia o godz. 11:23

    Na marginesie
    1 stycznia o godz. 22:38

    i>Nie ma jak wsparcie od autorytetu. Jak szary kot pisze po raz n-ty, że nasza dana przez bogów itp. moralność jest pochodzenia biologicznego, behawioralnego i kropka, to pies z kulawą nogą tego nie skomentuje

    Nie bój nic. Komentowanie hula kędy chce, to i przyhula. Moralność niezupełnie jest „pochodzenia biologicznego”, natomiast moralne zachowania wykazują istoty całkiem sporo genetycznie odległe od człowieka (w bok i w dół), stąd też ludzka moralność jest niewielkim naddatkiem wobec tego, co przejęliśmy od naszych przodków i kuzynów.

  101. Paniom i Panom juz
    w Nowym Rok 2019
    wszystkiego dobrego

    Ps Yuval, @namarginesko, wspanialy.

  102. Tanako, za pare godziny zakoncze te bachanalia.
    Dzis, po ogromnych trudach i niemilosiernym stresie, zdobylem dach nad glowa.
    Ulga taka, ze nie wiem, gdzie strona lewa, gdzie prawa…a gdzie centrum.

  103. act
    2 stycznia o godz. 16:12

    Jakoś nadzwyczaj szybko paluszki wróciły do normalnych rozmiarów. Myślałem, że będzie znacznie gorzej. Cud?? No i kapusta, warzywo nad warzywa! 🙂 I oczywiście dezynfekowaliśmy z małżonką świątecznie zawartością szafeczki, w myśl hasła „Robota się sama nie zrobi”.
    Moja łapka to pikuś. Dobrze, że masz dach nad głową – tylko przy takim upale okna raczej trzymaj otwarte…

  104. Tanaka
    2 stycznia o godz. 16:16

    Podpinam się pod ten wycinek poglądów YH przedstawionych w takim skrócie przez Namargineskę, chociaż nie znam całości. Tylko że ostatnio naściągałem na Kundla jakichś przyrodniczo-ochroniarsko-rolniczych wymądrzań i mam kolejkę. Niemniej jednak przy takiej blogowej reklamie trza będzie Yuvala do kolejki wcisnąć.

  105. Tanaka
    2 stycznia o godz. 16:24

    Dzięki, Tanako. Dla mnie obecna sytuacja w Gdańsku to spora ciekawostka – bardzo się przyglądałem tym materiałom – bo jak powiedziałeś o wodach gruntowych, to przede wszystkim skojarzyłem z Żuławami i w ogóle z całym terenem Wisłoujścia. U nas takich sytuacji właściwie nie znam, choć kiedyś czytałem codzienną prasę i oglądałem tele-morele, to bym wiedział. A podwyższenie poziomu na Motławie – przecież w środku miasta – to niemal katastrofa. Mogę tylko pocieszyć, że do rana zelży może do 7., a potem w dzień jeszcze niżej.

  106. Tanaka
    2 stycznia o godz. 16:24

    Tanaczku, sztorm sztormem, ale jak przeczytałem w zapodanych przez Ciebie materiałach o falach na Bałtyku wysokości 7. metrów. od razu mi katar przeszedł i chciałem wiać z szóstego piętra na dziesiąte. Ale w porę sobie uzmysłowiłem, że to nie znawca pisał, ale dziennikarz, a jemu mógł powiedzieć kolejarz, a kolejarzowi – cukiernik.

  107. wbocek
    2 stycznia o godz. 17:04

    Oczywiście – Żuławy! Przy tym dobrze jest zrobić sobie drobne ćwiczenie umysłowe: co by było z Żuław, gdyby nie antychrysty katolickie – mennonici?
    Jak spojrzysz na mapę fizyczną, zobaczysz, że Gdynia leży właściwie w dolinie. A od strony morza jedyne wyższe punkty to Kamienna Góra i Oksywie. cały pas dolnego śródmieścia miasta i teren przemysłowo-portowy siedzą na dnie doliny. Stąd cofka potrafi się dać we znaki miastu.
    Gdańsk z kolei jest bardzo niski od strony rzek, czyli części żuławskiej i także dotyczy to samego miasta – zwłaszcza historycznego, oraz terenów nadwiślańskich, czyli przemysłowo-portowo-stoczniowych.

    Wyobraź sobie teraz taką sytuację: jest mocny sztorm N i leje deszcz. Cofka wywala studzienki burzowe deklami do góry, a i kanalizację sanitarną też potrafi.
    Funkcję burzową pełnią też różne naturalne cieki, zwykle jakoś skanalizowane, acz często niefachowo (co od lat jest poprawiane, a końca temu jeszcze nie ma). Dodaj do tego inny problem: masowego uszczelniania podłoża (betony, asfalty itd), bo nasza cywilizacja tak ma. Woda zaś nie ma jak wsiąkać w podłoże, zaś stoki wzgórz są albo gołe, albo też zabetonowane. Spływa więc, całą masą, w dół. Na ciekach brak odpowiedniej retencji, przekrojów spławnych, średnic przepustów, syfonów itd. Rury mają tak samo: za ciasne na dzisiejszą cywilizację.
    W dole zaś są piękne skrzyżowania, tramwaje, autobusy, biedronki, żabki, stonki, szpitale, urzędy biorowczyki i śliczne domeczki, a nawet i kościół imienia Noego. I toną. I orkiestra gra.

    Albo weźmy taki Hamburg, Kopenhagę, Rotterdam, Londyn, Belfast i rożne inne, z taką Wenecją, której coraz mniej – zaleje, panie, zaleje, jak tak dalej będzie. A będzie.

  108. wbocek
    2 stycznia o godz. 17:28

    Nie mam pewności, czy na Bałtyku są aż tak wysokie fale; Pombocek może większy znawca jest, natomiast Bałtyk jest groźny zwlaszcza przez ostrość fali i jej nierówną jazdę, która może mylić załogi statków. Dlatego cały Bałtyk jest na dnie starannie wyłożony zatopionymi statkami.
    A że dziennikarze rożne rzeczy gadają, to sprawa jasna.

  109. Czy „prezes” może odpowiadać za „wujków?.https://www.youtube.com/embed/Ew6PCDzxPH4?autoplay=1

  110. Tanaka
    2 stycznia o godz. 16:24

    A kiedy w wiki-miki piszą, że typowa sztormowa fala na Bałtyku ma 5 metrów, zaczynam wątpić we wszystko. Bo co to znaczy „typowa sztormowa”, kiedy najczęstsze sztormiki to, powiedzmy, siódemki, w których fala powyżej 3. metrów nie podskoczy?

  111. Tanaka
    2 stycznia o godz. 17:50

    Jasne, Tanako, że jest stroma i groźna. Tyle że ja jeździłem łupinkami – kutrami i łodziami, które się w tę krótką falę pięknie układają. Dlatego okropność jak lubię małe stateczki (różne holowniki; moi ulubieńcy kiedyś to były cudne holowniczki PRO „Tumak” i „Rosomak”), które muszą mieć kadłuby podobne do fali. Wialiśmy kiedyś kutrem „siedemnastką” z falą przed zapowiadaną ósemką (jeszcze jej nie było, ale koło siódemki – już tak. Więc na oko wiem, że fala, daleko na morzu, mogła mieć góra 2,5 metra. Dwukrotnie też wialiśmy łodzią mniej więcej na siódemce przed większym sztormem (alarmowo ściągaliśmy siatki do ostatniej, bo żal było zostawiać na poniewierkę). Z łodzi jeszcze łatwiej było ocenić wysokość fali, więc, powiedzmy, miała 2 metry. Może parę milimetrów więcej. A w wiki-miki czytam, że odnotowali na Bałtyku pojedynczą falę o wysokości 14 metrów. Jezuniu! Chyba Krysia Pawłowicz do morza na brzuch skoczyła.

  112. Herstoryk
    2 stycznia o godz. 10:16

    Bardzo dobry tekst.

  113. wbocek
    2 stycznia o godz. 18:23

    W wikimiki można znaleźć hasło, każdemu wedle upodobań językowych, fala wyjątkowa, rogue wave albo wołny-ubijcy. Może ta 14-metrowa to była właśnie taka?

  114. Polecam „Nowy-rok – barani skok” felieton Tyma w noworocznej „Polityce”. Rewelka!
    Jest to „wywiad” z domniemanym, świeżo powołanym wicepremierem z PIS. Koncertowym idiotą.

  115. Szary kot
    Pochodzisz, jak mi się zdaje, z rejonu Gór świętokrzyskich. Mniejsza po której stronie (tych gór). Może wreszcie od Ciebie się dowiem, które powiedzenia są prawidlowe:
    Czy „piździ jak w Kieleckiem”?
    Gdzie „latają siekierki”? W Kieleckiem czy Świętokrzyskiem?
    Będę wdzięczna
    Jak Twoja łapa?

  116. act
    Ty wiesz, że mam podobnie? Też nigdy mnie nie suszy.

  117. No widzisz magus, dochodzimy do tych samych rezultatow z roznych stron.

    Troche zal, ze nie dostrzegasz moich komplementow pod Twoim adresem, jestes ogolnie chyba Troche ‚roztrzepaniec’ w czytaniu wpisow eg. ja pytam ‚gdzie Nefcia?’ a za chwile Ty to samo, ja pytam Kota o lapke, za chwile Ty Tez. Troche to irytujace.
    Ale I tak kocham Ciebie.

  118. Chciałbym pokazać, jak człowiek trafił na psa, a pies – na człowieka. I jak się dogadują. Krawacik, który jest wolny jak maratończyk polny, gada krótko. Kiedy se wbije w pałę, żeby mnie do Jamna odprowadzić (a ma tam sporo panienek), to albo wcale nie gada, tylko na moje pokrzykiwania włącza szóstkę, albo się odwróci, szczeknie krótko „spadaj!” i też włącza szóstkę. Proszę zobaczyć.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6641634204193444354

  119. act
    2 stycznia o godz. 15:33

    Witaj w nowym roku 🙂
    Pytasz o Pastoriusa. Postać jest mi znana,ale akurat jazz fusion nie jest tym,czego słucham najchętniej 🙂
    Pytałeś też o rockowe grupy lat 70-tych – Soft Machine czy Nucleus. Nie znam ich 🙂
    Ale każdy ma swoje ulubienia. Bardzo ucieszyłam ,że znalazłeś dla siebie miejsce. Pytałeś jak wklejać linki. Jutro będę w salonie T-mobile,więc zapytam czy to jest możliwe na smartfonie. Jeśli tak – dowiem się jak to robić i Ci napiszę.
    Zapytałeś wcześniej o Nefer – ona tuż przed świętami napisała,że przez pewien nieokreślony czas nie będzie się pojawiać na blogu. Nie przeczytałeś już tego,bo wcześniej pożegnałeś się ostatnim wpisem 🙂

  120. Herstoryk
    2 stycznia o godz. 10:16
    Awaria reaktorów w Fukushimie to najgorsza katastrofa przemysłowa w historii ludzkości.
    albo
    Toksyny unoszą się w kolumnie wody, ponieważ koncern BP zatopił ropę dzięki Straży Wybrzeża USA
    Ten pierwszy cytat już mówi sporo o autorze z którym przeprowadzono wywiad.
    Co do toksyn unoszących się w kolumnie wody, chciałoby się poprosić o bliższy opis.
    Tu pytanie: czy autorowi jest znany „los” tysięcy ton ropy rozlanej podaczas awarii statku k. Wysp Szetlandzkich (lata 90-te)?
    Czy wiadomo też bliżej kto zasiada w gremiach IPCC?

  121. Teraz ja:
    gdzie jest Nefer przenajbrukselska?

  122. Tanaka
    2 stycznia o godz. 20:36

    Napiszę to samo dla Ciebie – odmeldowała się na czas nieokreślony.

  123. Tanaka
    Tak jest! Największa sztuka to kontakt z rzeczywistością. Oraz kulturą.

    Jeszcze wieksza sztuka to przezyc ten kontakt z rzeczywistoscia i fizycznie i psychicznie i nie zwariowac.

  124. Hej @mag
    O siekierkach nie słyszałem (ciupagi to inny region), ale scyzoryk mam, pomimo antynożowych przepisów w Wielkiej Brytanii. Zamiast korkociągu ma jedynie słuszny śrubokręt krzyżowy, w imię łojca, amen.
    Wedle piżdżenia to zawsze to powiedzenie wydawało mi się na wyrost. Mieszkam już chyba w jedenastym miejscu, a i najeździłem się sporo, aż zrozumiałem, że wiatry kieleckie plasują się na skali porównawczej w rejonie wiatrów łagodnych i pieszczących. (Mój niedawny pobyt w Dublinie mnie w tym utwierdził.) Kraj dzieciństwa odpływa, a w miarę odpływania klimat jego coraz łaskawszy, lata słoneczne, poziomkami i pomidorami obfite, wiosny w kwiatach, jesienie dla wypraw na grzyby stosowne, a zimy białośnieżne. Tam już nigdy nie piździ… może tyle, żeby latawiec… Eech…

  125. zezem
    2 stycznia o godz. 20:07
    @Herstoryk
    2 stycznia o godz. 10:16

    Przeczytałem ten wywiad. Jest parę przesadzonych twierdzeń (jak to z Fukushimą) i niezręcznych kalek z angielskiego (kolumna wody). W dzialke Scientific Reports pod wywiadem też są kwiatki. Ale przesłanie jest jasne, a jego prawdziwość nie zależy od tego, czy wzrost średniej globalnej temperatury wyniesie w roku takimtoatakim 2 czy 4 stopnie. Ważne jest to, że nie jesteśmy w stanie wdrożyć skutecznych działań ograniczających (a następnie całkowicie zatrzymujących) emisję CO2 i innych gazów cieplarnianych, a co dopiero działań skutecznie zapobiegających wzrostowi temperatury i stopieniu się lodów biegunowych. Rządy realizują paradygmat wzrostu gospodarczego, czyli alleluja i do przodu. O ograniczeniu przyrostu populacji nie mówi prawie nikt (http://populationmatters.org). Kolejne tereny są zajmowane pod zabudowę i przemysł, podczas gdy kilka wybranych „medialnych” gatunków chroni się wielkim nakładem środków. Znikanie lodu w Arktyce to… świetna okazja do wiercenia tam w poszukiwaniu kopalin. Itd.
    Prawie nie ma to znaczenia ile stopni, pytanie czy coś się z tym realnie robi?

  126. Szary Kot
    2 stycznia o godz. 20:43
    Ten wpis, sugeruje pierwsze objawy starzenia mentalnego. Taki mały powrót do domu rodzinnego (może i już bez rodziców). Szkoda tylko, że nasze zimy realnie coraz mniej śnieżne (chociaż ostatnio trochę posypało i ludzie sobie z tym słabo radzą).

  127. wbocek
    2 stycznia o godz. 19:29
    Dobry filmik. Cóż, masz w Krawaciku wyłącznie niezależnego przyjaciel. I to dosyć szorstkiego w obyciu.

  128. bukraba
    2 stycznia o godz. 17:57
    Niekoniecznie odpowiadać. Ale jednak o przodkach pamiętać, zanim pryncypialnie zaatakuje się innych z pozycji patriotycznych.
    Myślę, że prezes akurat pamięta, ale nie zawsze może się powstrzymać. Widać, że na ogół nie sięga wstecz dalej, aniżeli do czasów II wojny. A dla niego niebezpieczny okres to końcówka zaborów i Wielka Wojna, gdy jego bliscy wiernie służyli carowi – do końca.

  129. wbocek
    2 stycznia o godz. 19:29

    Krawacik to chłop jak sie patrzy: mały, dziarski i ma swój rozum oraz wolną wolę, w przeciwieństwie do nas. Jakeś go chciał odgonić, to miał w tej sprawie własne zdanie, a jak chciałeś dogonić, to on Ci pokazał, co ma z tylu. A wszystko kulturalnie, wielki z niegi przyjaciel.
    Na psie paluszki i poduszki to asfalt wydaje się znacznie za trwardy, a widzę że on zasuwa jak torpeda i to pewnie kilometrami. I po drodze odwiedzi każde gospodarstwo, wszędzie ma interesy i robotę patrolową do wykonania.
    Zuch!

  130. zak1953
    2 stycznia o godz. 22:36

    Nie zaprzeczam. Jak zacznę kupować sobie motocykl (choć na razie się nie zanosi), to powiedzcie mi coś.

  131. act

    jak już chałupę znalazłeś, coś ją miał wziąć i znaleźć, to teraz – rozumiem – siedzisz i wstępniaka produkujesz, na temat wielce zasadniczy?

  132. basia.n
    2 stycznia o godz. 20:38

    Wiem, że się odmeldowała, ale bierze mnie na wycie. To i wyję..!

  133. basia.n
    2 stycznia o godz. 20:38

    Żeby się wzięła i zameldowała.
    Taka prawda.

  134. Szary Kot
    2 stycznia o godz. 21:56

    A skąd wiadomość, że w sprawie Fukushimy autor nie ma racji?
    Odpowiedź na pytanie, „czy coś się z tym realnie robi?” – została udzielona. Zresztą w pytaniu jest odpowiedź, ukryta w czasowniku zwrotnym: się robi, to sie nie robi. Robić to ma, może, musi ktoś nazwany. Dzisiaj nie jesteśmy nawet na etapie „niech ktoś coś zrobi”.

  135. Tanaka
    2 stycznia o godz. 23:09

    Odpocznie i wróci 🙂

  136. MajsterKlepka
    2 stycznia o godz. 20:38

    Jeszcze wieksza sztuka to przezyc ten kontakt z rzeczywistoscia i fizycznie i psychicznie i nie zwariowac.

    Już bym powiedział: prawda! Ale się wziąłem i zastanowiłem. Bo pamiętam też, że nieraz trudno nie zwariować, jak się ma do czynieniem z kimś, kto nie ma kontaktu z rzeczywistością i do tego jeszcze – z kulturą.

  137. Szary Kot
    2 stycznia o godz. 21:56
    Wzmiankowany artykuł i jego rzetelność wzbudziła moje wątpliwości. Innych przykładów już nie przytaczałem.
    Niewątpliwie człowiek dewastuje swoje otoczenie (poza b.nielicznymi wyjątkami). Inna sprawa czy jego działalność tak dramatycznie wpływa na wzrost temperatury otoczenia.
    Jest szereg badań , które sceptycznie odnoszą się do tego typu
    ocen.
    Oglądałem swego czasu relację, gdzie reporter stojąc po kostki w wodzie na jednej z wysp płd. Pacyfiku dramatycznym głosem informował o skutkach podwyższania się poziomu wód w oceanach. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że owa wyspa
    ma „pecha” i jest usytuowana na płycie tektonicznej , która wsuwa się pod inną… Redakcji znanej stacji TV zwrócono na ten fakt uwagę. Sprostowania nie opublikowano…

  138. @Szary Kot
    2 stycznia o godz. 20:43
    Też mam scyzoryk w torebce i przez to o mało mnie nie aresztowali jak usiłowałam z tym wejść do budynku sądu. Terrorystka jakby.
    A to tylko skleroza była, ale i tak mam go w torebce. Bo lubię i już.
    I zapalniczkę też mam chociaż nie palę.
    Bo na wszelki wypadek i ksiądz coś tam ma . 🙂

  139. zezem
    2 stycznia o godz. 23:30

    Zagadnienie pt. czy i jak działalność ludzkości wpływa na klimat, przekracza możliwości rzetelnego wyrobienia sobie przez kogokolwiek (wliczając fachowca w jakiejś istotnej dla sprawy dziedzinie) opinii na podstawie tego czy owego tu i tam przeczytanego. Natomiast lepszą szansę na stanowisko w tej sprawie prawdopodobnie bardziej zbliżone do rzeczywistości ma zespół stosownych nauk (nie mylić z zespołem naukowców czy jakąkolwiek komisją) wraz ze swoimi procedurami ewaluacji wyników.
    IPCC zbiera i wyniki udostępnia wyniki badań, które się do tematyki klimatycznej odnoszą. I to jest dopiero ta „komisja”, która może podlegać wpływom. Jaki bias ma IPCC – w to nie wnikam. Ale nikt nic lepszego nie wymyślił.

    Tanaka
    2 stycznia o godz. 23:14
    Szary Kot
    2 stycznia o godz. 21:56

    „A skąd wiadomość, że w sprawie Fukushimy autor nie ma racji?”

    Licząc ofiary śmiertelne spowodowane Fukushimą do teraz, to były gorsze katastrofy, w tym Czarnobyl. O przyszłych skutkach autor może sobie gdybać jak i ja.
    Oczywiście nie mam na myśli tsunami, tylko same skutki awarii elektrowni.
    Z pytania sobie nie dworuj, stawiam je retorycznie, podzielając pesymizm owego dziennikarza. Mogę odpowiedzieć, co ja robię w tej sprawie. Ale właściwym zagadnieniem jest, czy przypadające na mnie koszty środowiskowe funkcjonowania w takiej cywilizacji, jaka mnie otacza, dają jakąkolwiek nadzieję. Bo najekologiczniej jest się utopić, natychmiast. Ale nie o to chodzi.

  140. zezem
    2 stycznia o godz. 23:30

    „Po jakimś czasie dowiedziałem się, że owa wyspa ma „pecha” i jest usytuowana na płycie tektonicznej , która wsuwa się pod inną…”
    Interpretacja zależy od Twojego nastawienia…
    GPS daje obecnie możliwości łatwego monitorowania ruchów tektonicznych. Ba, właściwe geodezyjne zakotwiczenie systemu na Ziemi uwzględnia ruch kontynentów. Sam korzystam w pracy na polu z urządzenia GPS dającego na bieżąco dokładność 2 cm w poziomie (fakt, w pionie gorzej). Takie sprawy, jak tonięcie wysp, są znane. Jeden dziennikarz nie wyrocznia, a bardziej prawdopodobna jest niewiedza niż manipulacja.

  141. Ewa-Joanna
    2 stycznia o godz. 23:48

    A wznosiłaś bodaj jakieś hasła? 😉

  142. @Szary Kot
    3 stycznia o godz. 0:32
    A gdzie tam! Cichutka byłam jak mysza!
    🙂

  143. @Tanaka
    2 stycznia o godz. 16:08
    @wbocek
    2 stycznia o godz. 17:04
    @Tanaka
    2 stycznia o godz. 17:46

    O tych cofkach i wodzie morskiej płynącej w tę i weftę oraz o zalewaniu miast…

    Albo weźmy taki Hamburg, Kopenhagę, Rotterdam, Londyn, Belfast i rożne inne, z taką Wenecją, której coraz mniej – zaleje, panie, zaleje, jak tak dalej będzie. A będzie.

    …..skojarzyło mi się z artykułem ”Skutki Globalnego Ocieplenia w Egipcie Albo Śmierć Na Nilu”. Jeśli to nie fejk ale Kassandra, problemy miast bogatej Europy to pikuś w porównaniu.

    @Na Marginesie
    @Szary Kot

    Harari zaś jest owszem niezły, zarówno w „Sapiens”, jak i w wywiadzie, ale po mojemu zbyt optymistyczny (choć i to ostrożnie).

    PS. @Szary Kocie – jaka ta Twa DOBRA herbata?? Bo ja mam skłonność do herbat (i koniaku).

  144. @Ewa-Joanna
    2 stycznia o godz. 23:48

    Też mam scyzoryk w torebce i przez to o mało mnie nie aresztowali

    Ja zapomniałem raz na lotnisku wsadzić ulubiony scyzoryk do bagażu przed nadaniem, no więc chcieli mi go skonfiskować i wyrzucić. Na szczęście było to w Jerewaniu, gdzie panowały jeszcze ludzkie układy. Gdy mnie cofnęli od bramki przez ten scyzoryk pognałem z powrotem do taśmociągu bagażowego, gdzie przez zasłonkę namówiłem pracowników, żeby znaleźli i podali mi mój plecak. Życzliwi ci Ormianie, znaleźli, podali, wsadziłem weń scyzoryk i po problemie.

    Żonie raz skonfiskowali obcinacz do paznokci, ale to było na zachodnim lotnisku. Jaki użytek miałoby takie coś dla ew. terrorysty wiedzą tylko mentalni od tzw. „bezpieczeństwa”. Tak ją to wpieniło, że choć powstrzymała się od wydawania okrzyków, burczała głośno o głupocie i paranoi.

  145. @Herstoryk
    3 stycznia o godz. 1:23
    Miałam 3 doskonałe pilniczki do paznokci, jeden oddałam córce, jeden mi przepadła więc ten trzeci jest pilnowany jak skarb jakiś, no co najmniej klejnoty korony 🙂
    I na lotnisku w Brisbane, kiedy byłam tylko osoba odprowadzająca wredna baba na bramce usiłowała mi go odebrać i WYRZUCIĆ! Mówię do niej, przetrzymaj ten pilniczek i oddasz mi go jak będę wychodzić. Nie! Wyrzuci małpa jedna.
    Ale nie ze mną te numery 🙂 Wydarłam jej ten pilniczek, pognałam przed budynek i schowałam go pod krzakiem. Wróciłam i triumfująco przelazłam przez te bramkę. Potem sobie ten pilniczek spod krzaczka zabrałam i tyle. Głupota nie ma granic niestety, bo co ja tym pilniczkiem mogłam nadziałać w poczekalni, to nie wiem. Tak samo jak tym scyzorykiem w sądzie…

  146. Herstoryk
    3 stycznia o godz. 1:08

    „…Śmierć na Nilu”
    Ano właśnie, to się dzieje. A najbardziej znamienne jest to zdanie dotyczące prognozy populacyjnej. Z 90 mln teraz do 140-160 mln w 2050. Nie wiem, jak oni tam mają z imigracją, może to jest główna przyczyna akurat w Egipcie, ale w ogóle w skali świata to jest jakieś przekleństwo… Plaga poniekąd najprostsza do zatrzymania wręcz natychmiast… A jednak się nie da…

    Ścisła odpowiedź w spr. herbaty: aktualnie ta Dobra to jest English Breakfast w żółtych ćwierćfuntowych (!) paczuszkach, pod którą podpisują się Tea HQ, Brew Tea Company, Manchester. Loose leaf, Assam plus Ceylon. Na co dzień jest Yorkshire w torebkach. Wodę mam niestety twardą, a butelkowanej nie będę kupować z uwagi na plastik.
    Dobranoc, bo zaszarokociłem dziś całe forum.

  147. @Ewa-Joanna
    3 stycznia o godz. 1:31

    Głupota nie ma granic niestety, bo co ja tym pilniczkiem mogłam nadziałać w poczekalni

    Jak to co!?! Sterroryzować podróżnych i obsługę, wymachując i pokrzykując allahuakbar 😉

    A tak na poważnie, skoro jest zagrożenie, choćby nawet 1000 razy mniejsze statystycznie niż np. na utonięcie w wannie, to trzeba przeciwdziałać, puszczono maszynę w ruch, służby muszą wykazać użyteczność, by politycy mogli się chwalić troską o „lud”, bezrobocie malało…..

  148. @Szary Kot
    3 stycznia o godz. 1:41

    Nie wiem, jak oni tam mają z imigracją, może to jest główna przyczyna akurat w Egipcie

    Żadna imigracja, milionowe masy nieczytatej biedoty, robiącej taśmowo dzieci, jak wszędzie w takich układach.

    Herbaty to ja kupuję przez sieć, prosto od krowy, z Chin znaczy się. Ulubione to Long Jing (Dragon Well) i Lapsang Suczong. A na codzień Ceylon BOP, z dodatkiem suszonych kwiatków pomarańczy, wychodzi coś podobnego do Earl Grey, ale po mojemu lepsze.

  149. Basiu, wierze, ze lepiej byc eklektycznym czy tez synkretycznym w smakach niz dogmatycznym. Muzyka tzw powazna juz w samej nazwie zawiera jakas nieznosna ‚pomposity’ , by nie rzec tyranie. Ja tez ja znam I kocham. Pytalem o Pastoriusa, bo to byl genialny muzyk ale I zywy czlowiek tragiczny ale i tworczy. Nie obwozony po swiatowych muzycznych scenach w poduszkach. Zginal w barze w glupiej bojce, lubil je prowokowac to prawda. Mnie Basienko interesuja zywi ludzie a nie dodatki do instrumentow
    Pisalem Ci juz, ze najwieksza wirtuozeria odtworcza juz nie robi na mnie takiego wrazenia. Ile mozna epatowac malpia zrecznoscia. W cyrku przynajmniej sprzedaja lody I wate cukrowa.

  150. Kocham Szopena na zawsze, co on wycierpial z pania Sand, Bog raczy tylko wiedziec, potrzebowal ten geniusz silnej kobiety, zwykle nie wychodzi na dobre taki alians. Slabi panowie wystrzegajcie sie sllnych kobiet katastrofa zapewniona.

  151. Szary Kot
    2 stycznia o godz. 11:23

    Nie ma jak wsparcie od autorytetu. Jak szary kot pisze po raz n-ty, że nasza dana przez bogów itp. moralność jest pochodzenia biologicznego, behawioralnego i kropka, to pies z kulawą nogą tego nie skomentuje

    Jeżeli potrzebujesz wsparcia autorytetu w dziedzinie biologicznego pochodzenia moralności, to polecam rzetelnego naukowca:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Frans_de_Waal
    De Waal zwraca uwagę, że moralność przestała być domeną jedynie filozofii, a zaczęła być coraz wnikliwiej analizowana przez ewolucjonistów, m.in. dzięki postępom neurobiologii – stwierdzono np. że dylematy moralne aktywizują obszary mózgu, które wykształciły się u gatunków starszych niż człowiek (nie tylko korę przedczołową). Przytacza przykład myszy, które intensywniej reagują na ból, jeżeli wcześniej widziały cierpienie innej myszy

    Szczególnie polecam jedną z ostatnich jego książek:

    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4823891/bonobo-i-ateista-w-poszukiwaniu-humanizmu-wsrod-naczelnych
    Jakie są ewolucyjne źródła moralności i religii? Gdzie można odnaleźć biologiczne fundamenty humanizmu? Czy ludzie potrzebują religii, by zachowywać się moralnie?

    Frans de Waal, światowej sławy prymatolog, kontynuuje biologiczne dociekania na temat ewolucyjnych źródeł mechanizmów społecznych i kulturowych. Tym razem sięga do badań nad zachowaniem zwierząt, by lepiej zrozumieć funkcję religii we współczesnym świecie.

    Szczególną uwagę de Waal poświęca bonobo, pokojowemu i empatycznemu gatunkowi małpy człekokształtnej, która pod względem zachowania być może najbardziej przypomina wspólnego przodka ludzi i ich najbliższych krewnych wśród naczelnych. Konfrontując ateistę z bonobo, de Waal przygląda się dyskusji na temat biologicznych podstaw moralności i religii oraz domniemanej wojnie między nauką i religią. Odrzuca dogmatyzm neoateistów. Sięga do bogatej tradycji humanizmu, by szukać odpowiedzi na pytanie o to, czego współczesny świat może się nauczyć od religii, nawet jeśli ostatecznie miałby ją odrzucić.

    Napisana świetnym językiem, doskonale udokumentowana badaniami.

    Niemniej jednak przy takiej blogowej reklamie trza będzie Yuvala do kolejki wcisnąć.

    Istotnie jest tu kilkoro admiratorów pana Harari. Ja od dawna wykazuję, że tezy, które ten pan usiłuje sprzedawać jako swoje własne, od lat funkcjonują w światowej nauce. Niektóre nawet ponad sto lat. Pan Harari być może jest zręcznym popularyzatorem nauki. Zręcznym, ale nie dość uczciwym skoro nie dość jasno podaje autorów przytaczanych poglądów.
    Pan Harari to taki Nikodem Dyzma nauki. Dlatego w Polsce nie jest wydawany przez żadne szanujące się wydawnictwo naukowe czy popularnonaukowe. Wydają go niszowe wydawnictwa harlekinów i przewodników turystycznych.
    Kiedy pan Harari zaczyna mówić własnym głosem, plecie androny w stylu wpływ judaizmu na historię ludzkości jest minimalny.

  152. Witam i…
    @ wujaszek wania
    „Pan Harari to taki Nikodem Dyzma nauki”…
    wydaja go „zadne szanujace sie wydawnictwa”.
    @wujaszku wanio, dlaczego marnujecie swoj talent na tym blogu?

  153. ozzy, a czy juz Ty ze wszystkimi rozmawiales, znales, kawe albo koniak piles? Twoj snobizm jest nie do wytrzymania!!! Znalem, spotkalem, wujek wujka spotkal, kogo, Kafke, Wittgenstena? albo i Cantora albo Goedla albo i tez Einsteina. Any connections to Tuwim, Slonimski, Schulz (moj ukonany pisarz) braci Lesman, mam dalej wymieniac? .
    Teraz powiedz ‚odpierdol sie’ , jak to robisz w takich razach. Lecz kompleksy gdzie indziej.
    Wyobraz sobie, ze Cie lubie, bo lubie…

  154. ozzy
    3 stycznia o godz. 8:31

    @wujaszku wanio, dlaczego marnujecie swoj talent na tym blogu?

    Może z miłosierdzia dla starego, zmarzniętego, zgorzkniałego białostockiego żyda, który nie potrafi sobie znaleźć miejsca na emigracji i biega po polskich blogach strzykając żółcią i jadem.
    To wersja humanistyczna 😉
    A może dlatego, że blog stanowi forum prezentacji własnych poglądów.
    Wersja egoistyczna 😉

    Jak widzisz, nie odsyłam Cię do Radia Erewań, mam dość odwagi, żeby odpowiadać wprost.
    Jeżeli jednak nie zadowoli Cię moja odpowiedź, to może Radio Erewań będzie jakimś rozwiązaniem 😉

  155. act
    3 stycznia o godz. 9:03

    okaż odrobinę miłosierdzia @ozzemu.
    Ty przynajmniej grzejesz się na antypodach. Masz odwagę pisać wprost o swoich problemach. Nie musisz sobie sztucznie dodawać wartości.
    A ten biedny @ozzy jest jednym wielkim kłębkiem frustracji, urazów, pretensji. Napompowuje swoje obolałe ego jak potrafi. A co napompuje to upuści razem z jadem. I tak w koło wojtek.
    Biedny, biedny @ozzy 😉

  156. Act

    Nie mam kompleksow, dobrze mi sie powodzi, komfort psychiczny i materialny…
    Wymienionych, Wielkich jak czytuje…moge tez dodac do Wittgensteina, otoz mialem przyjemnosc poznac niejakiego Henrika von Wrighta w Helsinkach…uczen Wielkiego Ludwiga.
    Ps do emerytury jeszcze mam czas , aha, do Pasoriusa dolacze jeszcze Johna McLauglina -ciagle koncertuje.
    A dzisiaj slucham, ja, „staruszek” moja ulubiona Robyn z albumu „Honey” – w pracy jestem.

  157. Ozzy nie chcialem Cie urazic, lubisz sie podpierac autorytetami, co mnie. troche zirytowalo. Mahavishnu John powiadasz, teraz to mozemy gadac godzinami. A znales grupe Johna pozniej Shahti?

  158. Czy to jak w tym kawale – Jestem na ty z dyrektorem… 🙂

  159. Ewa-Joanna
    3 stycznia o godz. 10:12

    woźny: zarządziliśmy … 😉

  160. E-Jko Twoje zaby (cane toads) juz obserwowano w oplotkach Kanbery. Nie mozesz ich utrzymac w swojem slynnem ogrodku?

  161. Do listy sukcesów podanej przez Tanakę można by dodać nadawanie właściwego profilu muzeom – Był kongres modlitewny, będzie stała kaplica?

  162. act

    znalem, oczywiscie…moim wielkim guru byl
    wowczas Frank Zappa – bylem na sztokholmskim koncercie. Muzyki slucham
    od gregorian chant az po Arcade Fire – jestem bardzo na biezaco, sledze pisma muzyczne i niektore prenumeruje np Mojo, Uncut. Moj syn 15 letni gra na gitarze od wielu lat – kocha The Beatles a z gitarzystow Jeffa Becka, BB Kinga, Joe Bonamassa.
    Moglbym pisac wiele, ale musze cos tam
    robic w pracy.
    Autorytety tak, nie byle jakie…z Polski np
    Tusk, Michnik, Balcerowicz, chociaz wielu juz odeszlo jak Kuron, Geremek, Jan Jozef Lipski.
    Taki jestem, a Schulza czytam , bliski mi lirycznie
    Tyle.

  163. ozzy, napisalbys cos o rodzinie Wittgensteinow. Tam bylo wielu braci tragicznych geniuszow pianistow etc…wiele samobojstw…co sie stalo, ze Ludwig tak wyszedl, jak wyszedl, pisalem dawno temu esej o Russellu
    o jego probie zamienienia matematyki w logiczne pryncypia. Legendarna porazka.
    Russell przygarnal Ludwiga I tak zaczal sie slynny okres filozofii analitycznej. Nie w kij pierdzial.
    Uklony

  164. @act
    3 stycznia o godz. 10:35
    Nadmiarem trzeba się z bliźnimi podzielić 🙂

  165. E-Jko dyjamentowa ty lepiej kochana trzymaj te smoki u siebie. Ja nie szewczyk dratewka.
    Cholera ciagle upaly w Act. Calusy.

  166. ozzy, Zappa. muzyk wielki a do dzis nie do konca rozpoznsny ani uznany, Mothers of Invention odkrylem w wieku lat 15. Zawsze mialem dziwny pociag do awangardy. Fajnie, ze masz synka muzyka. Powiedz mu, ze jest gosc, ktory uwielbia Becka.

  167. act
    3 stycznia o godz. 6:12

    Ja też jestem za eklektyzmem w smakach muzycznych 🙂
    Ale moje bardzo wczesne zainteresowania i praktyczne odkrywanie klasyki,wyznaczały pewien kierunek poznawania świata dźwięków i harmonii.A troszkę póżniej odkryłam jazz, z jego bogactwem harmonii i improwizacji.Więc bardzo długo muzyka,którą ja określam jako „muzykę środka” nie była dla mnie interesująca. Po prostu było to w pewnym sensie zbyt proste,zbyt toporne.
    Oczywiście w pewnym momencie i „środek” otworzył swoje drzwi dla mnie,chociażby gitarą Jeffa Becka i wielu innych 🙂
    Ale nie wystarczało mi czasu,na bardzo szczegółowe śledzenie nurtu „środka”.
    Wspomniałeś o wirtuozerii,która nie robi już na tobie wrażenia. Sama wiruozeria jest tylko niezbędnym środkiem potrzebnym do swobodnej interpretacji. Jeśli ktoś ograniczy się jedynie do niej,nie będzie w stanie stworzyć kreacji muzycznej,która wzruszy słuchacza – a przecież to o to chodzi w muzyce. O emocje i u wykonawcy i u odbiorcy:)
    Więc ci najwięksi artyści nie epatują wirtuozerią – wzruszają wykonaniem 🙂
    Wspomniałeś o historii Pastoriusa.Tak już jest ( niestety) że większość muzyków ( „nieklasycznych”) pozostawała pod wpływem alkoholu i narkotyków,co miało wpływ na ich życie i problemy.Napisałeś o Pastoriusie, ja wspomnę o Charlie Parkerze…
    Mówiąc o filmach i artystach – czy znasz film Bloody daughter nakręcony przez córkę Marthy Argerich? Znakomity portret kobiety,która jest artystką ( nie wirtuozem)

  168. wujaszek wania
    3 stycznia o godz. 8:14

    Harari ma nie tylko kilku admiratorów na tym blogu.
    W Holandii wszystkie książki Yuvala Harari są wydane, czytane i bardzo cenione.(wydane przez największe , poważne holenderskie wydawnictwo)
    Ostatnia której tytuł po holendersku brzmi:21 Lessen voor de 21ste eeuw znika tak jak poprzednie, bardzo szybko z półek księgarskich. Sapiens jest przetłumaczony w 40 krajach. W 2017 w lutym Homo Deus był uznany w Holandii za książkę miesiąca – a nie za Nikodema Dyzmę nauki…
    W kraju gdzie jest również ceniony i czytany Frans de Waal – wymieniony przez Ciebie…

    ***
    Słowa o starym, zmarzniętym , zgorzkniałym białostockim żydzie zapisują się w książce pod tytułem „Antysemici”.

  169. Basiu, trzy, slownie 3, posty do Ciebie mi wcielo, jutro, jak nie wyrzuce zmartfionego za okno
    Kocham i sciskam…bywaj dobra pani.

  170. basia.n
    3 stycznia o godz. 12:45

    a wiesz jaką popularnością cieszyli się i cieszą się „Mędrcy Syjonu”?
    Popularność nie jest żadnym kryterium wartości naukowej. W sztuce działa to podobnie.
    Ludzie dają się raz po raz omamić różnym manipulatorom. Nie tylko politycznym.
    „21 listów…”. Też wyszło po polsku.
    Nikt Ci nie broni zachwycać się panem Harari.
    Ja mam prawo do własnego zdania.

    @ozzy jest białostockim żydem na emigracji w zimnej Szwecji. Nigdy tego nie ukrywał i nie ukrywa. Wręcz przeciwnie. Jest też człowiekiem niemłodym, wyemigrował z Polski w okolicach marca ’68. A liczne dowody swoich frustracji i zgorzknienia daje na blogach dobre dziesięć lat. Podał sporo szczegółów ze swojego życia.
    Gdzie tu antysemityzm? Czyżbyś traktowała żydów jak ludzi specjalnej troski wymagających nadzwyczajnego traktowania?
    Do jakiej książeczki zapisujesz „nadwiślańskiego Polaka”?

  171. act
    3 stycznia o godz. 13:38

    Nie wyrzucaj niczego 🙂

    Współczuję wszystkim z antypodów tych upałów. Nienawidzę gorąca. Uważam,ze jesteście tam wszyscy bardzo dzielni,wytrzymując te temperatury. Trzymaj się !

  172. act

    ‚hektary” lektur o Ludwigu Wittgensteinie, coz ja moglbym dodac? Malcom, Ramsey i von Wright – ta trojka przychodzi na mysl. Moj kolega przekladal na szwedzki i pisal prace doktorska o nim na finskim uniw. w Åbo.
    Wittgenstein to rowniez ciekawe spojrzenia na matematyke w swietle filozofii, wyklady z Cambridge z lat 30, takze o zasadach matematyki z tejze filozoficznej petspektywy.
    Mozna by tu pisac wiele…w Polsce, jak sie nie myle, Tractatus byl w serii lektur filozoficznych w latach 60.

  173. wujku, wybacz, czemus sie tak uczepil ozzy’iego. Cos Ci zrobil?

  174. @wujaszek wania

    fake news o mnie…zajmij sie soba …nie pamietam tekstow z tamtych lat…ale
    jakbys z partytury Trybuny Ludu, Zolnierza Wolnosci. Wiesz lepiej…

  175. basia n.

    Basia, pytałem Cię o fachowe spojrzenie na totalnych geniuszów i wirtuozów mistrzowsko-koncertowych lat 8, 10, 14, ale nie wiem, czy odpowiedziałaś, a może ja coś przeoczyłem?

  176. basia.n
    3 stycznia o godz. 13:52

    Oni tam mają karę boską!
    Z tym, że cierpienie uszlachetnia oraz zbliża do Wszechmogącego. To może im się opłaci.

  177. Oba ‚Tractatusy’ znam ale jak sam Wittgenstein pisal, trzeba odrzucic drabine jak juz sie weszlo na dach (czego?, zrozumienia?)
    Do dzis mysle, a potem co, skakac na glowke? Pewnie tak, jak sie juz zrozumialo wszystko, to po co siedziec na dachu albo gdziekolwiek indziej.

  178. ozzy
    3 stycznia o godz. 14:04

    fake news o mnie…zajmij sie soba …nie pamietam tekstow z tamtych lat…ale
    jakbys z partytury Trybuny Ludu, Zolnierza Wolnosci. Wiesz lepiej…

    Cały @ozzy,cały on!
    Taka słaba pamięć, ale stare odruchy pozostały. Trybuna Ludu, Żołnierz Wolności … Radio Erewań ..
    Nie zapraszaj mnie do rozmowy, to nie będę z Tobą rozmawiał.

  179. act
    3 stycznia o godz. 14:00

    „Uczepił”? Ja? Przecież to @ozzy wezwał mnie do raportu (8:31) 😉

  180. Tanaka, Basia – jest dopiero 12 i minut 25 po polnocy a kurna jaki goronc, jezu gdzie jestes z zimnym piwem.

  181. wujaszek wania
    3 stycznia o godz. 13:50

    Wydaje mi się,że ujmujesz pewne rzeczy dość tendencyjnie.
    Ale oczywiście masz do tego prawo.Nie można jednak postawić znaku równości między manipulatorami,a Hararim.

    Jeśli chodzi o niego – ja się nie zachwycam, czytam z dużym zainteresowaniem. Tak,jak oglądałam wczoraj w holenderskiej tv znakomity program prowadzony przez Robberta Dijkgraffa ( profesor fizyki, od 2012 dyrektor Institute for Advanced Study in Princeton) Tematem była
    De Toekomst – Przyszłość. Program obejrzało 1,2 miljona widzów. Nie można powiedzieć o nim,że jest manipulatorem.
    Do programu zaprosił 4 wybitnych naukowców.
    To o czym mówiono ,co tłumaczono, jest zbieżne z tym, co pisze Harari.Trudno mowić tu o manipulacji.
    Ale Twoją rzeczą jest jak pewne rzeczy oceniasz.

    ***
    Na pytanie gdzie tu antysemityzm chyba najtrafniej odpowie artykuł prof. Hartmana https://hartman.blog.polityka.pl/2018/03/06/czy-jestes-antysemita/

    Mam nadzieję,że wyczerpaliśmy temat…

  182. act
    3 stycznia o godz. 14:26

    Ja mam tylko zimną wodę mineralną !!

  183. Tanaka
    3 stycznia o godz. 14:12

    Ja jeszcze nie odpowiedzialam – bo elaborat na ten temat się pisze 🙂 Ale oczywiście odpowiedź będzie 🙂

  184. Wujaszku, zajrzalem pod 8:31, mozna by rzec prawdziwa cnota krytyk sie nie boi ale Ty chyba toczysz boje z ozzym nie od dzis.

    Basiu dawaj ten dlugopisik, bo oslepne 🙂

  185. Wujaszek wania… nie jest w stanie znieść sukcesu?
    Cudzego oczywiście. A jeżeli światowy sukces odnosi ocalały z Holcaustu Żyd o polskich korzeniach… to już w ogóle. Częstochowa i Chmielnik – tam mieszkali jego krewni podczas gdy babka wyemigrowała do Izraela. Mógł być Polakiem…

  186. act
    3 stycznia o godz. 14:39

    Koniecznie idź jutro do sklepu z telefonami. Tam go kupisz.
    Wtedy łatwo się pisze. Szczególnie panowie,ktorzy mają większe palce .

  187. No I te wode mineralna tez przyjme z wdziecznoscia.

  188. act
    3 stycznia o godz. 14:43

    Bardzo chętnie podzieliłabym się nią z Tobą 🙂
    Wiesz co pomyślałam. Gdybym mieszkała w Australii,to uciekłabym do Islandii 🙂
    W Holandii da się żyć,chociaż kiedy przychodzi czasem upał ( na krótko) to jest uciążliwy,ze względu na dużą wilgotność powietrza.

  189. act
    3 stycznia o godz. 14:39

    Ty chyba toczysz boje z ozzym nie od dzis.

    – my. Toczymy. Jak zgred ze zgrdem 😉

  190. @act 3 stycznia o godz. 14:39

    On nie toczy z ozzym żadnych „bojów”. On dogryza ozzy’emu od momentu, gdy Ewa-Joanna ogłosiła wszem i wobec, że ozzy… no wiesz, wujaszku. Mrug, mrug. Wujaszek Ewie-Joannie chętnie odmrugnął. I od tej pory nie ustaje w wysiłkach, żeby wykazać, że Harari (którego wujaszek, oczywiście, nie czytał, bo jakże miałby czytać coś – na poziomie Harlequina?) to, panietentego (mrug, mrug) znamy się na takich!

  191. @wujaszek wania 3 stycznia o godz. 15:00
    Nie włączaj mnie, wujaszku, do swojego „my”.

  192. basia.n
    3 stycznia o godz. 14:29

    chwyt z „antysemityzmem” na mnie nie działa. Stary, zemszały, brzydko pachnie. Jestem odporny na takie numery.
    Jeżeli tak bardzo zależy Ci na drążeniu „izmów”, to zajmij się na przykład autorasizmem.

  193. Basienko przerotter-damska, co nie stawiasz spacji po przecinkach (ale nie tylko za to Cie kochamy) gdybym ja mieszkal w Holandii, to nikt, by mnie, nawet sila nie wyprowadzil z muzeow malarstwa.

  194. act 14:14
    i to jest samo clou ” rozumienia” Wittgensteina
    Zagadnienia matematycznofilozoficzne wedlug metody filozoficznej filozofa, czyli objektywna waznosc matematyki.Ale to chyba nie ten blog.

  195. @Na marginesie,

    wolałbym zostać zakonnicą w polskim klasztorze pod przeorem Głódziem niż włączyć Cię do czegokolwiek.
    Tak mi dopomóż Swarożycu 😉
    Na żadne Twoje insynuacje nie chce mi się odpowiadać. Bo i po co.

  196. act
    3 stycznia o godz. 15:07

    Ze spacjami po przecinku, rzeczywiście mam problemy 🙂
    W Holandii mógłbyś wykupić roczną museumkaart i wchodzić do muzeów codziennie za darmo 🙂 Oczywiście trzeba płacić za extra wystawy.

  197. wujaszek wania
    3 stycznia o godz. 15:04

    Potyczki słowne nie mają sensu.
    Darujmy je sobie…

  198. @wujaszek wania 3 stycznia o godz. 15:12
    Insynuacje? Dobra pamięć, nic poza tym.

  199. „Tanaka” /Masahiro,
    pamietam, jak mlodszy syn przywiozl pare lat temu z NYC wdzianko basballowe z takim
    napisem na placach, yankee

  200. basia.n

    kolezanka z pracy byla Amsterdamie na swietach, jedna Holenderka pracuje u nas w dziale finansowym Judith van der….z Utrechtu.

  201. @EnglishSpeaking

    Why We Believe in Gods – Andy Thomson – American Atheists 09

    Obejrzałem takie coś i uważam, że jest warte uwagi:
    „Dlaczego wierzymy w bogów” – o tym, że właściwie ewolucyjnie jesteśmy predestynowani do wierzenia w jakiegoś boga, a organizacje religijne/kościoły wykorzystują te nasze genetyczne mechanizmy, aby podtrzymywać przywiązanie i podporządkowanie do proponowanych wierzeń / teologii.

    Andy Thomson uważa, że wierzyć jest łatwiej (ewolucyjne przystosowanie) natomiast trzeba włożyć sporo pracy w to, aby racjonalnie pojmować rzeczywistość i dlatego pewnie taka jest struktura społeczeństw jaka jest.

    Polecam… chociaż to z 2009 roku, więc nie jest nowością.

  202. Szary Kot
    3 stycznia o godz. 0:30
    Od pewnego czasu informacje podawane w mediach dzielę na „dwa” albo i „cztery”. Od czasu do czasu pęka jakaś bańka informacyjna wcześniej podparta tzw. autorytetem , gorzej, autorytetami. Swego czasu przygotowując się do decydujących egzaminów korzystałem w miarę możliwości z kilku podręczników o ile temat był „gorący”. Zle na tym nie wychodziłem…
    GPS/2 cm. Dla mnie (tak,tak) zaskakujące, bo jak jadę samochodem , to dokładność jest 30-40m. Podobo rosyjski GLONASS jest lepszy.

  203. ozzy
    3 stycznia o godz. 15:48

    Holendrzy lubią kraje skandynawskie 🙂

    Masz dla syna pomieszczenie z dobrą izolacją dźwiękową do ćwiczenia ?

  204. zezem
    3 stycznia o godz. 17:09

    To jest GPS klasy geodezyjnej wspierany przez dodatkowe dane rozsyłane siecią komórkową. Jak by to wyjaśnić… Oprócz „klasycznego” odczytywania sygnału GPS, który użytkownikom cywilnym daje dokładność kilkumetrową, wykonuje dodatkowo „liczenie” grzbietów fali nośnej sygnału z satelity. Technika ta nazywa się Real Time Kinematics (RTK). W zależności od pogody i chwilowej konfiguracji satelitów dokładność może być lepsza niż 2 cm. Zwykły GPS jest za darmo, za RTK się na różne sposoby płaci.
    Jest jeszcze darmowy sygnał korekcyjny (nie RTK) z satelitów. W Europie nazywa się EGNOS, w Hameryce WAAS. Korzysta z niego wiele urządzeń turystycznych itd. Dokładność jest lepsza niż 1 metr, nawet ok. 30 cm, choć pogarsza się z pogodą itd., a dostęp do sygnału korekcyjnego pogarsza się z szerokością geograficzną, bo ten satelita jest geostacjonarny.

  205. act

    Byłam w sklepie z telefonami i zapytałam o możliwość wklejania linku. Jest to możliwe. Nauczyłam się i teraz robię próbę.

    https://youtu.be/KDJ6Wbzgy3E
    To koncert Brucha z Hilary Hahn. Jak jutro się pojawisz spróbuję Ci wytłumaczyć.

  206. basia n

    tak, wielu Holendrow spotkalem tutaj, swietnie znaja angielski i sa bardzo sympatyczni.
    Syn gra glosno, kiedy nie ma mnie w domu.
    Mozna podlaczyc sluchawki do wzmacniacza. Instrumenty sa drogie.
    Gra na Fender Strato, Fender Jazz Bas i Gretsch. Byl dwa lata temu w NYC i kupil akustyczna Epiphone /NY Guitar Centre/.
    Koledzy z tutejszej filharmonii z reguly kupuja instrumenty na aukcjach /skrzypce.

  207. Szary Kot
    3 stycznia o godz. 18:21
    Na uzupełnianie wiedzy nigdy nie za późno :–).
    Dziękuję za wskazówki!
    Tym nie mniej moje skromne doświadczenia z GPS-em są różne.
    M.in. „lądowanie” w gajach oliwkowych późną nocką w ciepłej, na szczęście, Andaluzji – dalsza jazda odbywała się wzorem przodków wg. księżyca i gwiazd ;–) lub kilkunastominutowe kompletne „błądzenie” sygnału w RP (warunki atmosferyczne b. dobre!).
    Zauważyłem ,że ostatnio smartfony są wyposażane w dwa czy nawet trzy systemy nawigacyjne.
    Moja uwaga, warto mieć starą i dokładną mapę i wiedzeć nawet przy dużych chmurach gdzie północ i południe… Tak na wszelki wypadek.

  208. Barbara Nowacka i jej Inicjatywa Polska, podobno we współpracy z Nowoczesną, 6 stycznia przedstawi na specjalnej konferencji prasowej swoją inicjatywę ustawodawczą na temat „rozdziału Kościoła od państwa…

    Oto fragmenty tekstu Prof. Jana Hartmana o inicjatywie B.Nowackiej, z którymi się zgadzam:

    „Drodzy politycy, zrozumcie, że nasz problem nie polega na tym, żeby ułożyć się jakoś na nowo z Kościołem, ale aby państwo i Kościół zostały rozdzielone! Rozdział oznacza ni mniej, ni więcej ROZDZIAŁ WŁADZ, a tymczasem rzecz w tym, aby Kościół nie miał w naszym kraju ŻADNEJ władzy.(…)
    Z lękiem czekam na bubel, jakim zapewne będzie propozycja Inicjatywy Polskiej. Cokolwiek to będzie, a nie będzie tam stanowczej obrony suwerenności Polski i odrzucenia upokarzającego konkordatu – będzie jedynie kolejnym hołdem i ustępstwem.(…)
    Naszym umiarem jest równość, a naszym patriotyzmem – obrona suwerenności Polski, a kto odmówi stawiania sprawy relacji państwo–Kościół na innej niż niepodległościowa płaszczyźnie, ten dowiedzie, że od myślenia niewolniczego jeszcze się nie uwolnił, a jego „patria” z pewnością nie w Warszawie ma stolicę.”
    … ale polecam przeczytać cały felieton.

    https://hartman.blog.polityka.pl/2019/01/02/rozdzial-kosciola-od-panstwa-jakas-kpina/

  209. Ateista
    3 stycznia o godz. 19:25

    Bardzo dobrze,że piszesz o tym tekście prof. Hartmana
    Czytałam i jestem tego samego zdania.

  210. W dyskusji u prof.J.Hartmana świetną moim zdaniem opinię zamieścił Sławczan
    cyt:
    „Nareszcie! Ktoś jasno wyraził także i mą opinię. Państwo polskie w stosunkach z klerem zachowuje się jakby paktowało z armią (nawet nie państwem!) obcego kraju, która sobie u nas kwateruje i na nas pasożytuje. Co gorsza ogromna większość naszych(?) urzędników i rządzących zachowuje się tak jakby brali żołd od tego pasożyta za nic mają prawo, którego przysięgali strzec.
    Dlatego mój pusty śmiech budzą wezwania do ,,obrony Konstytucji” i Trybunału Konstytucyjnego skoro od samego uchwalenia Konstytucji w 1997r (przy wściekłym sprzeciwie kleru katolickiego!!! i katofaszystowskiej prawicy) jest ona PERMANENTNIE łamana a owo łamanie było uprawomocniane orzeczeniami TK. Także zawarte w art. 48 ,,prawo do wychowywania dzieci przez rodziców zgodnie ze swoimi przekonaniami” (tak, tak wywalczone przez katolickich sługusów kleru!!! jako zabezpieczenie przed ewentualną opresją lewacką) jest mocno ograniczone ze względu na quasi katolicki charakter naszych szkół publicznych. Realizacja zagwarantowanych mi praw w Konstytucji odbywa się kosztem mojego dziecka (niedawno jako nieuczęszczające na lekcje indoktrynacji katolickiej dowiedziało się od kolegi, że zginie w piekle. Dla siedmiolatki jest to przeżycie dużego kalibru). Ale TK przed 2015r nie widział nic w tym zdrożnego.
    Nie wspomnę o takim śmiesznym wtręcie w Konstytucji – o realizacji ,,ideałów sprawiedliwości społecznej” – no chyba, że ową sprawiedliwość należy pojmować tak jak liberałowie, że ,,silniejszy ma prawo zeżreć słabszego”.
    Pani Nowacka wykazała się kompletną głupotą przystępując do kliki Schetyny – pachołków księżowskich, którzy NIE POPARLI (nawet PiS poparł!) obywatelskiego projektu jej autorstwa zmiany ustawy antyaborcyjnej. Przypominam, że PO to partia takich samych bigotów jak PiS a nawet gorszych bo PiS swoją budzącą grozę działalnością otwiera oczy naiwnym oraz dąży do legalizacji stanu faktycznego a PO w swej polityce wobec kleru NICZYM nie różniło się od PiSu a usypiało durniów, że ,,nie jest źle”. Było źle, na tyle, źle, że pan Rzepliński (nasz Katon ukochany!) został uhonorowany za swoje ,,uczciwe” orzecznictwo medalem z Watykanu. Drugi ,,obrońca Konstytucji” pan Zoll, przypominam, że wyrażał swoje opinie, że (rzekomo) kompromisowa ustawa antyaborcyjna nie jest w pełni zgodna z Konstytucją, gdyż nie w pełni zapewnia ochronę życia ,,nienarodzonych”. Pominę działalność pomniejszego pionka z PO – pana wiceministra-oblata Królikowskiego, którego dłubaninę intelektualną ujawniono a chciał zrobić pozaustawowo to samo co Ordo Iuris chce zrobić – uczciwie, z otwartą przyłbicą – drogą ustawy. I z takimi ludźmi pani Nowacka chce się układać? i jeszcze snuje projekty ,,rozdziałów” – chyba nowych rozdziałów w historii polskiej głupoty w stosunkach z klerem.”
    /Sławczan/

  211. basia.n
    3 stycznia o godz. 15:23

    Potyczki słowne nie mają sensu.

    Moim zdaniem wręcz przeciwnie.
    Wszelkie porozumienie, konsensus, wymiana myśli, inspiracja dokonują się w trakcie rozmów, potyczek słownych.
    Dwa warunki. Nie próbujemy kneblować adwersarzy etykietami typu „antysemita”. Nie „upupiamy” (po Gombrowiczowsku) w imię tak zwanej dobrej atmosfery typu „u cioci na imieninach”.

    Darujmy je sobie…

    W polskim Parlamencie już to zrobiono …

  212. “ Kościół od Państwa czy Państwo od Kościoła…? “

    Kościół należy oddzielić od Państwa i to na tym polega istnienie niezależnego światopoglądowo państwa świeckiego.
    Dzięki bowiem rządzącym pachołkom kk i kościół i kler wdarł się w każdą dziedzinę funkcjonowania państwa polskiego i w każdą dziedzinę życia polskiego społeczeństwa.
    Watykański kościół i kler jest obecny wszędzie, od prezydenckiej kaplicy, poprzez upstrzone krzyżami sciany i mury państwowych instytucji, urzędów, przedszkoli i szkół do uroczystości państwowych, miejskich, powiatowych i gminnych podczas których odprawia się religijne gusła jak choćby kropienie „święconą” wodą strażackich sikawek, policyjnych pałek, czołgów, samolotów, biur poselskich, kanalizacji i oczyszczalni ścieków, za co kościelny guślarz pobiera (w zależności od koloru kiecki) mnóstwo pieniędzy podatników.
    W Polsce natomiast od dawna już istnieje rozdział Państwa od Kościoła i kler tego rozdziału bardzo skrupulatnie pilnuje…
    Państwo jest oddzielone od Kościoła do tego stopnia, że na podstawie konkordatu nie ma ono żadnego
    prawa do kontroli kościelnych finansów, do opodatkowania kleru i jego biznesowej działalności oraz do traktowania tej przestępczej, pasożytniczej i pedofilskiej instytucji jak każdej innej zagranicznej firmy działającej na terenie obcego państwa według zasad i obowiązującego w Polsce prawa (podatki, kontrola, odpowiedzialność prawna i administracyjna).

    Moim zdaniem jedynym racjonalnym i skutecznym rozwiązaniem trapiących Polskę i Polaków problemów jest zerwanie sprzecznego z polską Konstytucją konkordatu.

    Do realizacji wszystkich pozytywnych zmian wystarczy dobrze zorganizowane i zarządzane przez mądrych i racjonalnie myślących ludzi – świeckie państwo i takich należy w wyborach samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich wybrać.

  213. Dobry felieton prof. Hartmana! Kościół nie jest równorzędnym partnerem Rzeczypospolitej. Powinien być traktowany jak każde NGO.

  214. Sypiącym w szprychy Barbary Nowackiej, z Hartmanem na czele:

    krytyk i eunuch z jednej są parafii,
    każdy wie jak,
    żaden nie potrafi

    Hartman miał swoje pięć minut, razem z Palikotem, teraz niech się nie wymądrza, albo niech pomoże Nowackiej.
    Jeszcze nie wiadomo co i jak chce zrobić Nowacka, ale już jest krytykowana.

  215. ozzy
    3 stycznia o godz. 19:02

    Widzę, że Twój syn traktuje grę na gitarze bardzo serio. Ale dla słuchu będzie lepiej,jeśli słuchawki będzie używał sporadycznie.Trzeba bardzo uważać z ilością decybeli !
    U mnie instrumenty są również drogie.

  216. W mojej poprzedniej opinii popełniłem błąd pisząc:
    „Moim zdaniem jedynym racjonalnym i skutecznym rozwiązaniem trapiących Polskę i Polaków problemów jest zerwanie sprzecznego z polską Konstytucją konkordatu.”
    Ten błąd chcę szybko naprawić.
    To zdanie powinno brzmieć następująco:
    „Moim zdaniem jedynym racjonalnym i skutecznym rozwiązaniem trapiących Polskę i Polaków problemów jest zerwanie sprzecznego z polskim prawem konkordatu.” ponieważ wpierw trzeba zmienić konstytucję opracowaną i uchwaloną w 1997 roku, którą pod dyktando kleru pisali i uchwalali jego lobbyści i w której nie ma ani słowa o świeckości państwa.
    Wręcz przeciwnie.
    Cytuję artykuł 25 Konstytucji RP w całości:
    „Art. 25.
    – Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione.
    – Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.
    – Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.
    – Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy.
    – Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a innymi kościołami oraz związkami wyznaniowymi określają ustawy uchwalone na podstawie umów zawartych przez Radę Ministrów z ich właściwymi przedstawicielami.”

    Przecież artykuł 25 Konstytucji RP w rzeczywistości uznaje konkordat i wynikające z jego zapisów uzależnienia Państwa od kościoła.
    Przepraszam za błąd.

  217. zezem
    3 stycznia o godz. 19:09

    Też uważam, że warto wiedzieć, gdzie się jest. Dokładność lokalizacji to jedno, a co innego – aktualność zawartej w urządzeniu mapy i zdarzające się błędy, a także jakość algorytmu, który nas prowadzi. Podczas moich weekendów pracuję ze zwykłą nawigacją, która nie wie, że moje auto ma np. 4.2m wysokości, 17m długości i do 44t masy. Proponuje więc nieraz skrócik przez osiedle… Niedawno próbowali wprowadzić zakaz korzystania z „osobowych” nawigacji w ciężarówkach. Kolejny cudowny sposób na poprawę bezpieczeństwa na drogach… Ja tam uważam, że kierowca (każdy!) powinien posiadać funkcjonujące szare komórki, a nikt, kto się raz zestawem wpakował, gdzie nie trzeba, nie będzie tego doświadczenia chciał powtarzać. Pot płynie po plecach, resztki futra się jeżą i bardzo chciałoby się być akurat gdzie indziej. W każdym razie nawigacja bardzo przydatna rzecz, ale proponuję korzystanie z niej wyłącznie w trybie mapy i to nie obracanej w kierunku jazdy, tylko stale zorientowanej na północ. Raz-dwa uczysz się układu dróg.

  218. basia.n
    3 stycznia o godz. 14:32

    łomatkoboskogładelupsko! To może od razu zrób wstępniaka?

  219. Tanaka
    3 stycznia o godz. 21:25

    Nie, nie zrobię 🙂 🙂

  220. basia.n
    3 stycznia o godz. 21:32

    No i weź tu, człowieku, sam tyraj. Aż dech zapira.

  221. Tanaka
    3 stycznia o godz. 21:36

    A dlaczego Tobermory nie pisze wstępniakow ??
    No dlaczego ??

  222. Ateista
    3 stycznia o godz. 19:25

    Czytałem, mam kilka uwag; chyba zamieszczę i tam i tu. Tą myśl Hartmana, że Kościół kat nie powinien mieć żadnej władzy, należy skorygować: żadnej publiczno-państwowej.
    Brak jakiejkolwiek władzy w rękach Kościoła kat nie jest możliwy: włada on umysłami, ciałami, zachowaniami milionów wyznawców i sporej ilości niewyznawców, oraz ich porfelami i – to wlaśnie tej władzy publiczno-państwej należy słusznie Kościoł kat pozbawić – (w znacznym zakresie) finansami państwa. Włada nimi w sposób katurowy, skryty, spiskowy, czyli przeciw standardom zarowno ustawowej rachunkowości publicznej, jak i zasadzie przejrzystości.
    Władzy publiczno-prywatnej należy Kościół kat stopniowo pozbawiać – więc u nie całkiem się zgodzę z myślą Jana Hartmana, choć – tu się zgodzę – nie może to być formalna dyskryminacja wyłącznie z powodu takiego, że Kościół kat stnieje.
    Powinna natomiast być formalna dyskryminacja Kościoła kat wszędzie tam, gdzie przestępstwa wobec polskiego prawa sa popełniane przez człnków kleru z pomocą, inspiracją, judzeniem, współuczestnictwem, współsprawstwem Kościoła kat. Jest to sytuacja wprost z Kodeksu Karnego.
    Oczywistym przykładem konieczności takiej dyskryminacji Kościoła kat jest zbrodnia pedofilii kleru. Kościół jako organizacja jest jej w wybitnym, recydywnym od 2 tysięcy lat współsprawcą.

  223. Szary Kot
    3 stycznia o godz. 20:52
    Navi. Korzystam na zasadzie powiedzonka „trust, but verify”.
    Co do 44t – oglądałem parę miesięcy temu za Wielką Wodą owe powozy. Co mnie interesowało, nieco intrygowało to wyposażenie tylnej części kabin (b. charakterystyczne) dla kierowców jeżdżących na dłuuugich dystansach. Niestety nie miałem okazji zoczyć od środka.

  224. Ateista
    3 stycznia o godz. 20:41
    Ten dodatek do konstytucji uznający formę konkordatową z Kk. został wprowadzony dopiero w konstytucji z 1997 roku. Trzeba jednak przypomnieć, iż to w czasach rządów generała Jaruzelskiego władze PRL zabiegały już o podpisanie konkordatu. Ówczesne władze liczyły, że w ten sposób kupią sobie dodatkową przychylność w relacjach ze społeczeństwem. Tyle, że kościelna hierarchia grała na zwłokę, być może licząc na ugranie jeszcze czegoś więcej, chociaż i tak była mocno do przodu w porównaniu z krajami zachodniej Europy czy USA.
    Dzisiaj problem polega na tym, że decyzją Kiszczaka i kierownictwa ówczesnego MSWiA wszystkie bieżące dokumenty operacyjne SB dotyczące Kościoła zostały w ogromnej większości skutecznie zniszczone. Wyczyszczono w ten sposób oblicze Kościoła i jego aparatu instytucjonalnego.

  225. bukraba
    3 stycznia o godz. 20:56
    A jak ty myślałeś, po co wbocek non stop jeździł w okolice kanału? Sprawdzał, czy mu ktoś małego arsenału nie podbiera. A tu taki kłopot. Sztorm ujawnił zapas na czarną godzinę.

  226. @Szary Kot
    Kiedyś w górach, na samym początku tu pobytu, zobaczyłam jak wysoko pełznie taka świetlna gąsiennica ( nie wiem czemu spell check poprawia mi na gosiewska, tfu!) i nie wiedziałam co to jest. Potem się dowiedziałam, zobaczyłam i zakochałam. Trucks i road trains – uwielbiam. 🙂

  227. Tanaka
    3 stycznia o godz. 21:49

    pełna zgoda, poza wyjątkami nieadekwatnego słownictwa:

    Powinna natomiast być formalna dyskryminacja Kościoła kat wszędzie tam, gdzie przestępstwa wobec polskiego prawa sa popełniane przez człnków kleru z pomocą, inspiracją, judzeniem, współuczestnictwem, współsprawstwem Kościoła kat. Jest to sytuacja wprost z Kodeksu Karnego.
    Oczywistym przykładem konieczności takiej dyskryminacji Kościoła kat jest zbrodnia pedofilii kleru. Kościół jako organizacja jest jej w wybitnym, recydywnym od 2 tysięcy lat współsprawcą.

    Nie chodzi przecież o żadną dyskryminację, ale o przywrócenie równości wobec prawa. Najwyższa pora, żeby krk odpowiadał za swoje zbrodnie tak, jak każdy inny podmiot. O zaprzestanie traktowania krk jako instytucji stojącej ponad prawem RP.
    O cofnięcie niczym nieuzasadnionych i szkodliwych dla społeczeństwa przywilejów bezkarności.

  228. wujaszek wania
    3 stycznia o godz. 23:21

    Tak, równości, ale osiągnie się ją wskutek dyskryminowania, czyli ciągłego wyróżniania i traktowania Kościoła kat jako organizację z istoty podejrzaną, czekającą tylko na chwilę nieuwagi opinii publicznej, w ukryciu tworzącej warunki do oślepiania tak poczucia moralności jak i wymiaru sprawiedliwości, by popełniać występki, przestępstwa, zbrodnie.

  229. Ewa-Joanna
    3 stycznia o godz. 23:03

    Trzeba przyznać, że niosą pewien urok i romantyzm, także nasze o wiele skromniejsze europejskie. I przyjemnie się to prowadzi – dobra widoczność z wysoka, na ogół bogate wyposażenie, skrzynie biegów prawie wyłącznie automatyczne, programowane tempomaty, radary itede.
    W Europie tylko kilka krajów pozwala na więcej niż 1 przyczepę i nigdy czymś takim nie jeździłem. Jeśli będę się tym zajmował jeszcze za parę lat, może zdarzy mi się prowadzić wirtualne pociągi (platoons), z kierowcą tylko w pierwszej maszynie. To taka koncepcja przejściowa, zanim będą całkiem autonomiczne. Ale ja mam również inne plany…
    Na zakończenie tego nie mającego nic z ateizmem offtopiku (Tanako, cmokam w pierścień i obiecuję poprawę!) dodam tylko, że dzisiejsze ciągniki rolnicze są jeszcze bardziej fascynujące, a na pewno znacznie bardziej skomplikowane.

    Ale, my tu gadu-gadu, a Chińczyki (nie wszystkie) na Księżyc poleciały i trzymają się tam mocno!

  230. zak1953
    3 stycznia o godz. 22:58

    To wyczyszczenie archiwów państwa z materiałów o Kościele kat jest bodaj najgorszą rzeczą, jaką zrobił sypiący się PRL i wczesna jej następczyni. Nie mamy przez to pełnego, a wyłącznie fałszywy obraz. I na tym fałszywym jedzie Kościół kat, ukrywając swoje zbrodnie, i każe sobie słono za fałszywkę płacić.

  231. Ewa-Joanna
    3 stycznia o godz. 23:13
    Oglądając to, pomyślałem o pomysłodawcach napędu z silnikiem elektrycznym. Wiele rzeczy będą jeszcze weryfikowane przez realia i prawa fizyki.

  232. Ewa-Joanna
    3 stycznia o godz. 23:13
    Robi wrażenie. I w Australii łatwiej czymś takim się poruszać. Ale moim zdaniem część takich nietypowych ładunków można by transportować przy użyciu sterowców. Szybciej, dalej, bez problemów z infrastrukturą transportową. Czyli sumarycznie również taniej. Ale chyba jeszcze trochę poczekamy, chociaż jakieś prace trwają.

  233. Szary Kot
    3 stycznia o godz. 23:43
    Ale, my tu gadu-gadu, a Chińczyki (nie wszystkie) na Księżyc poleciały i trzymają się tam mocno!
    Fakt. W Europie gadu-gadu ,a przyszłość chyba na Wschodzie. Jakby nie tego nie oceniać…

  234. Tanaka
    3 stycznia o godz. 23:44
    To nie były archiwa, tylko materiały bieżące, a więc najaktualniejsze. Materiał archiwalny, to już historyczny staroć, mało przydatny do potrzeb bieżącej polityki państwa. Te materiały bieżące zlikwidowano 30 lat temu. I dotyczyły osób, które przez te wszystkie lata „wolności” usadowiły się w rozmaitych instytucjach państwa. Jak myślisz, dlaczego post-solidaruchy nie zabrały się za generałów? Dopiero po śmierci próbują działać niby honorowo. Nasze polskie państwo, to niestety ale jeden wielki kant, któremu daleko do kryteriów państwa prawa (tak jak to rozumieją np. w Skandynawii).

  235. zezem
    3 stycznia o godz. 23:48
    Myślę, że potencjałem gospodarczym Chiny doścignęły USA (a może i już przeskoczyły, tyle, że zdecydowanie taniej sprzedają). W końcu mają chyba 1,7 mld ludzi. I co rusz pokazują światu co potrafią.
    Rzecz w tym, iż każdy człowiek korzystający z papierowego dolara, w sztuczny sposób wspiera gospodarkę USA.

  236. Czytał ktoś Eugeniusza Dębskiego Moherfucker?? Bo nie wiem czy warto.
    Swego czasu przeczytałem coś z jego cyklu o Hondelyku i nie było najgorsze….

  237. @Herstoryk
    Tak. Ale, jeśli masz zamiar, to powinieneś zacząć od Hell-P a skończyć na Russian Imposible. Moherfucker jest częścią środkową.
    Czy zachęcać? Nie mam pojęcia To jest zupełnie inna literatura niż Hondełyk. Taka trochę w stylu Lovercrafta. Tyle że w Petersburgu.

  238. PS
    i współcześnie

  239. @Herstoryk

    Dopiero teraz zajrzałem pod link i zobaczyłem.

  240. zak1953
    3 stycznia o godz. 23:55

    OK, racja, miałem na myśli wszelkie materiały, nazywając je archiwalnymi, ale ich część w bieżącym użyciu ma swoją klasyfikację.

  241. zezem
    3 stycznia o godz. 23:48

    „Kraje rozwinięte” są rozwinite, czyli mają prawie wszystko. Jak się tyle ma, to nie wiadomo co się ma i co z tym zrobić, więc się syty kręci w kółko. Chiny nie są rozwinięte, a są na mocnym kursie do takiego statusu i są ciągle głodne. Pędzą. Europa oraz Ameryka Północna nie pędzi, a raczej depcze, a może i kręci się w miejscu.
    Ten co goni, może przegonić, a gonieni dopiero po czasie się zorientują, że są przegonieni.

  242. @paradox57
    4 stycznia o godz. 8:00

    Dzięki! Może się zbiorę i skądś ściągnę. Szkoda, że tylko „Tropem Xameleona” jest elektroniczne, byłoby mniej zachodu.

  243. @Herstoryk 9:22

    Do kupienia. Ale to cykl o Owenie Yeatsie
    https://www.empik.com/ebooki,3501,s?q=d%C4%99bski%20eugeniusz&qtype=basicForm&ac=true

    Myślę, że gdybyś poszukał na chomiku… Jest tu, zdaje się, ktoś, kto używa. Tak mi się obiło o oczy.

  244. @paradox57
    4 stycznia o godz. 8:07

    Mogę zacząć od Yeats’a. Jeszcze raz dzięk!

  245. Addendum do wspomnianego wcześniej „Lecimy w przepaść”, https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/12/31/co-bedzie/#comment-555690
    Porażka biopaliw, albo, w oryginale, Palm Oil Was Supposed to Save The Planet, dowodzące jasno, że dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło, zwłaszcza gdy są połączone z głupotą.

  246. Pamiętacie może, że Tanaka zatytułował swój wpis „Co będzie”, ale nie zaopatrzył jednoznacznie definiującym znakiem te dwa słowa. Czy to było oznajmienie naszej przyszłości wróżbity lub futurologa, czy takie „co będzie? – czyli 3 pytajne, a nie liczebnicze, jak mawiał Rapaport w „Sęku”?
    „Quoi qu’il en soit”, jak mawiali starożytni Rosjanie – problem jest otwarty. Nie czuje się na siłach do formułowania przypuszczeń konkretnych. Wystarczy mi pewność, że będzie mi gorzej, a na temat losów Polski i reszty świata nie mam ani zdania, ani wpływu, bo teoretycznie powinienem mieć taki wpływa na własny los, zgodnie z mądrością „kurskiego” ludu, że każdy jest kowalem… czegoś tam. Kuję i kuję od połowy grudnia (internetowo i telefonicznie) mój los i mógłbym już być ekspertem w temacie. Planuję w tym trendzie zakup obrotowego łóżka, zastanawiam się nad wyborem (tu też mam wpływ, choć nieco limitowany wysokością emerytury). Najlepsze – brytyjskie i amerykańskie kosztują tyle co mały samochód (>30000 PLN po przeliczeniu kilogramów lub funtów i dolarów), przecież a priori dostępny w przyzwoitej emeryturze polskiego profesora. Według reklamy zaoszczędza się w kosztach opieki około 27000 funtów rocznie!!! O tyle mniej mógłbym płacić żonie za opiekę – warte pomyślenia!

    Nie dostałem jeszcze faktury za lata od 2003 roku. Chyba muszę poprosić prezesa NBP o etat asystenta (około 60 000 PLN miesięcznie) wtedy może nazbieram, a NBP zyskałoby na zatrudnieniu osoby niepełnosprawnej – są jakieś ulgi podatkowe. Opuściłbym nawet wymogi o kilka procent, bo jednak ani wiekiem, ani rozmiarem biustonosza pewnie nie sprostam tak łatwo obowiązkom aktualnych asystentek. Są dobre fuchy u nowej władzy, gdzie szanse mężczyzn są duże, ale młodych!.

    Są też tańsze podróbki łóżka obrotowego niewiadomego pochodzenia, z materacem około 13000 PLN – już trochę bliżej mojej emeryturze (czynnik 5) .
    Niestety nie ma szans na testowanie, trzeba kupić kota w worku, a tego się boję.
    Na temat – co będzie z tym zakupem łóżka i resztą moich i cudzych problemów w Nowym Roku odpowiem krótko: „Nie mam pojęcia”!

  247. Herstoryk
    4 stycznia o godz. 10:58

    Zawsze byłem zdania, że skórka nie warta wyprawki, chyba że z olejów odpadowych.
    Poniżej parę liczb dla zainteresowanych wydajnością tych procesów, na podstawie rzepaku.
    Jak się komuś nie chce czytać, to zreasumuję, że (zdaniem autorów) w polskich warunkach 30-hektarowe gospodarstwo, zużywające rocznie 120 l diesla na 1 ha uprawy, potrzebuje 4 ha rzepaku żeby być samowystarczalne pod względem paliwa na uprawę. Czyli 12% gruntów na samo paliwo do traktora! (z moją uwagą, że wprawdzie przyjęte 120l/ha to dużo za dużo).

    http://www.farmer.pl/energia/biodiesel-zrob-to-sam,695.html

    Od tego należy odliczyć koszty energetyczne uprawy, nie tylko w postaci paliwa, ale też środków ochrony i nawozów, zużycia maszyn, oraz transportu i dystrybucji gotowego paliwa. Po internalizacji tych kosztów (w sensie śladu węglowego) to się kupy nie trzyma, choć może być lokalnie opłacalne.
    A jak się dorzuci straty ekologiczne w tropikach po przeniesieniu tam produkcji i zwiększoną emisję CO2 z wycinki lasów pod uprawę i z węgla zawartego w glebie, to już w ogóle masakra.

  248. @Szary Kot 4 stycznia o godz. 13:45

    No właśnie. Zalety rozwiązań rzekomo ratujących planetę są często dość problematyczne. „Ekologiczne” paliwa to w praktyce spalanie żywności i dalsze bezwzględne powiększanie areału upraw kosztem lasów. „Ekologiczne” elektrownie wiatrowe to masakra ptaków. Toksyczne odpady z „czystych” elektrowni jądrowych pozostaną toksyczne przez dziesiątki tysięcy lat. „Ekologiczna” izolacja przewodów np. w samochodach kończy się tym, że jadalne przewody chętnie konsumują gryzonie.

    Elektryczne samochody? Masakra. Bo przecież wymagają dodatkowej produkcji energii, a ta z kolei… Poza tym w razie jakiejkolwiek stłuczki są przeraźliwie niebezpieczne.

    A w skali mikro – sklepy „rezygnują” z plastikowych toreb, czyli przestają rozdawać je za darmo. Zamiast tego sprzedają je za bezcen – ale ten bezcen i tak oznacza pięcio- czy dziesięciokrotny zysk dla sklepu. Jednak warunkiem wywiezienia śmieci jest zapakowanie ich do… plastikowego worka. I jak ja mam z tych worków zrezygnować?

    Yuval Harari ma całkowitą rację: rozwiązania ratujące planetę muszą być kompleksowe, czyli globalne. O tym, że musiałyby być sensowne już nawet nie warto wspominać…

  249. zak1953
    Mam nadzieję, że @ Koleżeństwo wybaczy mi przeklejenie na LA mojego wpisu u prof. Hartmana, adresowanego do niejakiej @Racheli, ale i pośrednio do Ciebie. Zanim On raczy mnie zmoderować minie doba albo i więcej, a tempus „fugituje”, jak mawiali starożytni.
    @Rachela
    Popieram to, że popierasz zacytowane opinie z internetu.
    W ten sposób myśli bardzo wielu potencjalnych… właśnie czego „potencjalnych”? Wyborców? Na kogo/co mają skutecznie zagłosować, by kk odsunąć od kasy i wpływów? By wreszcie kk znal swoje miejsce w szeregu, czyli przy ołtarzu w kościele, a nie jako instytucja wpływająca na stanowienie prawa w RP, wręcz wymuszająca rozwiązania zgodne z „ideologią” krk.
    Nie podoba mi się to, że prof. Hartman chociaż, jak zwykle, stawia słuszną diagnozę ( o to nie trudno), Barbarę Nowacką, która myśli pragmatycznie, przeciwstawia romantycznemu Biedroniowi, bo ten choć ma „słuszną racje”, sam nie wygra. Zandberg, z kolei, w ogóle nie ma politycznego wyczucia, jakby nie wyrósł z jakichś neomarksistowsko-leninowskich mrzonek.
    W swoim czasie prof. Hartman słusznie postawił na Palikota, ale niestety, obaj panowie, przegięli np. z happeningami, mało popularnymi w „katolickiej”, pruderyjnej na pokaz i pełnej hipokryzji Polsce. Sztuczny fallus pokazany w Sejmie – zgroza, ale chamskie, ordynarne i pełne nienawiści wykrzykniki „profesor” Pawłowicz pod adresem swoich politycznych przeciwników są w porzo.
    Poza tym, Palikot, naprawdę mądry, inteligentny facet cierpiał, moim zdaniem, na rodzaj ADHD. Tryskał pomysłami, łapał dziesięć srok za ogon i nie nadążał z realizacją.

  250. @mag 4 stycznia o godz. 15:50

    Masz „suszną rację” w kwestii Palikota. Fakt, że zaczynał karierę polityczną od publikacji „Ozonu” do spółki z xiuncem, którego nazwiska nie pomnę, nie dodaje mu wiarygodności. Palikot się miotał. Jednak był również ofiarą zmasowanej nagonki. Pluli na niego wcale nie tylko sutannici i ich przydupasy. Pluło na niego wszystko co żyło – bo dla PO i innych partii był konkurencją. A dla kiecunów Palikot miał rogi i zapach siarki – i w ten sposób go traktowali, zapluwając się z nienawiści i wywlekając jego nazwisko gdzie popadnie.

  251. @Tanaka 4 stycznia o godz. 8:26

    Właśnie się przymierzam do książki Nialla Fergussona “The Great Degeneration”, wyciągniętej ze sterty czekającej na przeczytanie. Główna teza: cywilizacja Zachodu doszła do ściany. Argument: no bo na Zachodzie gospodarka już nie rośnie, a w krajach „na dorobku” rośnie jak na drożdżach. Takie na przykład Chiny, popacz popacz… Chinom urosło! Indiom tyż!!! Łomatkoscurkom! Tyle Fergusson.

    Owszem, ale wszystko zależy od tego, jaką miarą mierzymy rozwój. No bo jeśli zaczynało się od zera, to „rozwój” może nawet być dwucyfrowy – ale jak się ten rozwój ma do poziomu gospodarki? Można się rozwijać w oszałamiającym tempie, pozostając nadal na poziomie bliskim zeru.

  252. P.S. A poza tym warto pamiętać, że „rozwój” w krajach azjatyckich jest w dużej mierze dziełem zachodnich kapitalistów, którzy „wyemigrowali” miejsca pracy.

  253. Na marginesie
    4 stycznia o godz. 16:19

    I jeszcze jedno pytanie jest: czy musi być ten rozwój w kapitalistycznym sensie, mierzony PKB i „nagrzaniem” gospodarki? Inaczej: jakiego rozwoju chcemy? Jakiego modelu dla przyszłości?

  254. @Szary Kot 4 stycznia o godz. 17:12

    Zgodnie z przyjętym modelem – to musowo musi 
    A na tym modelu opiera się przecież szereg karier.
    I nikt, kto zrobił taką karierę nie przyzna, że model jest w dużej mierze wzięty z sufitu.

    Ekonomia w aktualnym wydaniu przypomina czarną magię – bo jest, panietentego, tajemnicza i szalenie skomplikowana! Jednak jest tajemnicą poliszynela, że globalnych procesów gospodarczych nikt nie tylko nie kontroluje, ale i nie ogarnia.

    A przede wszystkim – jak pogodzić aspiracje sytych społeczeństw i tych społeczeństw, które nagle bardzo ale to bardzo chcą być syte? A miarą sytości są obecnie co najmniej dwa samochody na rodzinę. A dla bardziej ambitnych – własny odrzutowiec. Ile paliwa wymaga międzykontynentalny lot jednego krezusa? Co to pomoże, że jakiś szaraczek szlachetnie zrezygnuje z wakacji na antypodach? Przecież samolot bez szaraczka i tak poleci. A głodujące masy na tych antypodach modlą się do Allaha o tych turystów. Coś tu nie gra.

    Można, rzecz jasna, pomagać tym „słabszym” krajom. Tyle tylko, że owa pomoc zwykle rujnuje miejscową gospodarkę, chociaż zapewnia wygodne życie pracownikom zachodnich NGOsów. „Szlachetna” zbiórka używanej odzieży przez parafie kończy się sprzedażą owej odzieży na targach w Afryce – gdzie lokalni drobni przedsiębiorcy nie są w stanie konkurować z zalewem taniego zagranicznego chłamu. A to tylko drobny przykład globalnego bezsensu.

  255. Na marginesie
    4 stycznia o godz. 15:48

    Zabawię się zatem w naiwną wersję Yuvala Harari, zanim go przeczytam. Taka utopija. Krytykujcie ile wlezie.
    Otóż trza:

    1. Doprowadzić do zatrzymania przyrostu, a następnie do spadku populacji. (jak żyć, panie premierze? – krótko!)
    2. Zastąpić spalanie węgla i węglowodorów odnawialnymi źródłami energii. (mam jednakże takie pokrętełko na ścianie z napisem British Gas)
    3. Zaprzestać wojen i zbrojeń. (ba!)
    4. Model gospodarczy oparty na rozpędzonym cyklu produkcji i konsumpcji zastąpić jakimś bardziej sensownym i zrównoważonym. (właśnie kupiłem sobie łyżwy, nówki, bo będę jeździł, a jakże!)
    5. Wydłużyć cykl użytkowania produktów (wzorem jest polska armia i T72), a wszystkie produkty projektować z myślą o łatwości poddania ich recyklingowi. (T72 to chyba ideał)
    6. Jak najbardziej ograniczyć emisję toksycznych substancji do środowiska, zarówno z produkcji, jak i z innej działalności, w tym rolnictwa.
    7. Ograniczyć zapotrzebowanie na transport przez promowanie produktów wytwarzanych bliżej. (powiedział ten, co namiętnie pija dalekowschodnią herbatę, siedząc w Wielkiej Brytanii)
    8. Zatrzymać zajmowanie kolejnych terenów, przede wszystkim najcenniejszych przyrodniczo; utworzyć prawdziwie funkcjonującą i rozległą sieć rezerwatów.

  256. P.S. A nakarmienie głodujących wielookich dzieciuntek w krajach tzw. trzeciego świata kończy się zwykle eksplozją demograficzną, po czym jest jeszcze więcej wielkookich dzieciuntek chwytających za serce żądaniem papu. Od kogo? Oczywiście od Zachodu. Od przebrzydłego amerykańskiego imperialisty! I błędne koło się zamyka. Z trzaskiem.

  257. @Szary Kot 4 stycznia o godz. 17:53

    To są sensowne założenia, tyle tylko, że raczej niewykonalne. Wydłużenie cyklu użytkowania produktów? To już było. Obecnie cała gospodarka opiera się na czymś wręcz przeciwnym, co się nazywa (bodajże) planned obsolescence. Moja lodówka po babci ma 60 lat i nadal świetnie działa. Eko-entuzjaści rozsyłają za nią listy gończe, twierdząc, że strasznie pożera prunt, czyli lepstrykę! Być może. Ale lodówka kupiona dzisiaj będzie działać najwyżej przez 10 lat. Są duże szanse, że po pięciu będzie uznana za przestarzałą.

    Ile kosztuje złomowanie tych wszystkich gratów? Moja suszarka do włosów, która wytrzymała dwa lata, jest nie do naprawienia. Przepalił się w niej drucik, ale ten drucik jest wmontowany w podzespół, który to moduł jest niewymienialny i nienaprawialny. „Rozwój” wymaga, żeby co dwa lata kupować nową suszarkę do włosów. Co ze starą. Oczywiście na śmietnik.

    Zajmowanie terenów… jak powstrzymać? Przymusowo wysterylizować homo sapiens? Jak wytłumaczyć wieśniakowi, który ma dziesięć gąb do wyżywienia, a jego pole pustoszą słonie, że nie należy zabijać słoni? Jak utrzymać przy życiu słonie, które z powodu suszy muszą wędrować, ale drogę przecinają im autostrady? Jak uratować ptaki, które nie mają gdzie się gnieździć i nie mają co jeść, bo owady wyginęły albo stały się trujące?

    Może wszyscy zostańmy Jainami?

  258. O rany aleście po tematach poskakali i to jakich wielkich. 🙂
    Zacznę od końca –
    @Na marginesie – 4 stycznia o godz. 18:00
    Z eksplozją masz rację, bo tak działa jamniczek: pojeść i popier…, ewentualnie dać w mordę. Oczywiste.
    Mniej oczywiste są powody owego życzliwego dawania papu. Otóż wcale nie chodzi o dobro owych dziatek wielkookich, ale zwyczajne o dobro własne. Jak mi kiedyś powiedział jeden minister sporego państwa w Europie: deklarujemy pewną sumę pieniędzy na pomoc dla afrykańskich głodomorów. I za tę sumę kupujemy w naszym kraju coś, co i tak tutaj musiało by zostać wyrzucone z różnych powodów i wysyłamy. Nasza gospodarka zyskuje, nasza opinia zyskuje i owe głodomory zyskują. Same zyski! 🙂
    Tak to mniej więcej było.
    *
    Popieram całkowicie nierealne postulaty Szarego Kota. 🙂
    *
    Ale głownie zainteresował mnie pomysł pani Nowackiej rozdziału państwa od kościoła. Jak to ładnie brzmi!
    Ale jak to zrobić?
    Uchwalamy – rozdzielamy się! I co? Ksiądz nie wepcha się z kropidłem na uroczystość gminną, a wójt nie poleci do kościoła?
    Nic się nie zmieni, bo trzeba by zmienić „naród” 🙂
    To po co strzępić język?

  259. A poza tym bloger Hartman profesorem jest na uczelni nie na blogu. Ech ta polska tytułomania!

  260. https://wiadomosci.wp.pl/projekt-dot-rozdzialu-kosciola-od-panstwa-barbara-nowacka-zdradza-szczegoly-6334482300700801v?fbclid=IwAR3tufSld_4P1trE5zQaFSYOBYD7X3vCd1h8H4tT0ecQqXxUxuZQaflKUOU

    Wysłuchałam tego krótkiego wywiadu z B.Nowacką, w którym proponuje ona żeby kler finansował katechetki i katechetów ogłupiających dzieci religijnymi bajkami w publicznych szkołach.
    Wniosek: B.Nowacka jest zwolenniczką fizycznego i psychicznego gwałcenia dzieci w przedszkolach i szkołach przez pedofilski kler.
    Nowacka nic nie wspomina o wyrzuceniu religii i kleru z państwowych placówek oświatowych.

    Odnośnie konkordatu: B.Nowacka jest za renegocjacją tego cyrografu zamiast domagać się natychmiastowego jego zerwania.
    Paniusia Nowacka jest taką polityczką, że nawet nie wie, że konkordat już dawno powinien być zerwany ponieważ został nielegalnie uchwalony, podpisany i ratyfikowany przez religijnych bigotów takich jak Wałęsa, Suchocka, Skubiszewski i Kwaśniewski.

    „Konkordat został zawarty nielegalnie i jako taki nie powinien obowiązywać.
    Zawarł go w 1993 r. rząd Hanny Suchockiej pozbawiony demokratycznej legitymacji do sprawowania władzy i za to ta baba powinna siedzieć za kratami (przecież w maju 1993 r. Sejm uchwalił wotum nieufności wobec jej gabinetu). Przewodniczącym zespołu negocjacyjnego ze strony Stolicy Apostolskiej był abp Kowalczyk, który nie miał żadnego upoważnienia do zawarcia tej umowy.

    Zgodnie z konstytucją ratyfikacja konkordatu, w której Polska zrzeka się części swojej suwerenności, wymaga większości aż 308 głosów w Sejmie i 68 w Senacie. Koalicja konkordatowa dysponowała zaś 249 głosami w Sejmie i 58 w Senacie. Wobec powyższego Kwaśniewski przytupując AWS z częścią UW uznali konkordat za zwykły pakt międzynarodowy. Ratyfikacja tego poniżenia nastąpiła z rażącym naruszeniem Konstytucji RP. Jednym zdaniem jest on po trzykroć nieważny. W 1998 r. Podpisania konkordatu chciało wg OBOP tylko 19 procent Polaków, a więc zdanie 81% obywateli władza miała w głębokim ….. poważaniu.
    Ktoś za to powinien potężnie beknąć, a umowę konkordatową należy zgodnie z prawem unieważnić.
    Rząd Suchockiej był wtedy rozwiązany i nie miał prawa podpisywać tego cyrografu”

    Ps:
    Największym i niewybaczalnym jednak błędem B.Nowackiej jest to, że przyłączyła się do sekty religijnej PO, która niczym przecież nie różni się od sekty religijnej PiS.

  261. Zerwanie nielegalnie uchwalonego i wprowadzonego w życie wiernopoddańczego obcemu i wrogiemu Polsce państwu Watykan konkordatu to jeden z warunków istnienia suwerennego i demokratycznego państwa świeckiego.

    Moim zdaniem bez zerwania konkordatu
    – nie da się unieważnić ustaw okołokonkordatowych,
    – nie da się raz na zawsze wywalić religii i kleru z państwowch przedszkoli, szkół i uczelni,
    – nie da się zaprzestać finansowania kościoła i kleru z budżetu państwa,
    – nie da się nawet oczyścić ścian i murów państwowych i publicznych instytucji upstrzonych religijnymi symbolami,
    – nie da się odkrzyżować Polski,
    – nie da się utworzyć świeckiego państwa,
    bo nie da się skutecznie oddzielić kościoła od państwa i na codzień tego rozdziału przestrzegać.

  262. @Rachel, Ateista
    Przyklaskuję obiema ręcami. Konkordat został przeszmuglowany nielegalnie.
    I tego należy się trzymać!

  263. Ewa-Joanna
    4 stycznia o godz. 18:2 napisałaś:

    „A poza tym bloger Hartman profesorem jest na uczelni nie na blogu.
    Ech ta polska tytułomania!”
    Również jestem przeciwny tytułomanii, ale prof.J.Hartman nie jest tylko profesorem na uczelni.
    fragment życiorysu:
    „W roku 2008 uzyskałem tytuł profesora nauk humanistycznych w zakresie filozofii (recenzenci w przewodzie: prof. A. Chmielewski, prof. Z. Czarnecki, prof. J. Lipiec, prof. A. Szahaj, prof. W. Tyburski).”
    http://www.iphils.uj.edu.pl/~j.hartman/cvpl.php

  264. Na marginesie
    4 stycznia o godz. 15:48

    No właśnie. Zalety rozwiązań rzekomo ratujących planetę są często dość problematyczne. „Ekologiczne” paliwa to w praktyce spalanie żywności i dalsze bezwzględne powiększanie areału upraw kosztem lasów.
    „Ekologiczne paliwa” to – przecież – nie tylko „spalanie żywności” (nie całkiem złapałem co masz na myśli mówiąc o „żywności”). W użytku są np. elektrownie spalające słomę. Owszem – produkcja słomy też jest skutkiem spalania paliw i wytwarzaania CO2 oraz innych toksyn, ale też jest produktem ubocznym produkcji zbóż. Słoma, sama z siebie i o ile nie jest produkowana dodatkowo, specjalnie jako paliwo do elektrowni, nie powiększa śladu atmosferycznego CO2. Zaś profil spalin jest mniej toksyczny i agresywny niż przy spalaniu węgla.
    Lasy trzebimy głównie z innych powodów. Trzebienie jest jednak faktem, brutalnym i bardzo źle wpływającym na równowagę ekologiczną planety.

    „Ekologiczne” elektrownie wiatrowe to masakra ptaków.
    Niezupełnie. Ptaki nie latają „wszędzie po równo” i nie jest tak, że w metrze sześciennym powierza z dowolnego punktu Ziemi znajdzie się zawsze taka sama zawartość ptaka. Jest sporo miejsc, w których ptaki znajdą się bardzo rzadko, a jeśli się znajdą, to takie osobniki, które nie będą w poważnym konflikcie ze śmigami wiatraka.
    Teoretycznie, zanim się uzyska pozwolenie na budowę wiatraka, należy dokładnie zbadać tą sprawę i budować tylko tam, gdzie ryzyko dla ptaków jest minimalne.
    Dobre miejsca do budowy wiatraków z turbinami energetycznymi to są duże akweny wodne, zwłaszcza morza. Na Bałtyku jest sporo takich obszarów gdzie stoją i pracują wiatraki, podobnie jest też na Morzu Czarnym. Jeden z bardzo dużych projektów zaopatrzenia Wielkiej Brytanii w czystą energię elektryczną (co było skojarzone z Olimpiadą), został zrealizowany własnie na Morzu Czarnym.

    Toksyczne odpady z „czystych” elektrowni jądrowych pozostaną toksyczne przez dziesiątki tysięcy lat.
    Owszem, odpady z elektrowni atomowych nie są czyste. Natomiast sama produkcja energii elektrycznej ma walor czystości. Kwestią do technicznego opanowania jest to by odpady nuklearne mogły być bezpieczne izolowane od środowiska na okres potrzebny do odpowiedniego poziomu rozpadu. Odpadów tych są śladowe ilości wobec odpadów z elektrowni węglowych. Żużel z elektowni, o ile nie jest odpowiednio wypalony, jest radioakywny. Z takiego żużla zbudowano w Polsce więcej niż setki tysięcy domów (robili to „inwestorzy indywidualni” ) i do dziś domy te są zamieszkiwane. Skutki dla zdrowia mieszkańców są złe.

    „Ekologiczna” izolacja przewodów np. w samochodach kończy się tym, że jadalne przewody chętnie konsumują gryzonie.
    To mi nie wygląda na problem globalny, a problem niewpuszczania szczura pod maskę auta.

    Elektryczne samochody? Masakra. Bo przecież wymagają dodatkowej produkcji energii, a ta z kolei… Poza tym w razie jakiejkolwiek stłuczki są przeraźliwie niebezpieczne.
    Nie wiem, czy w razie stłuczki są „przeraźliwie niebezpieczne”, natomiast takie obawy dotyczyły aut napędzanych na wodór. Owszem – auta elektryczne wymagają dodatkowej produkcji energii (nie dziś jeszcze, bo ich ilość jest śladowa wobec aut sumarycznie, więc i śladowa jest ilość dodatkowej energii potrzebnej do ich napędzania, a poza tym auto elektryczne można zasilić z panelu fotowoltaicznego pompy ciepła, czy ogródkowego wiatraczka – nad takimi rozwiązaniami prace trwają i dają skutki, choć to ciągle margines. Ale też margines postulowany jako mainstream w rozwiązywaniu problem globalnie.

    A w skali mikro – sklepy „rezygnują” z plastikowych toreb, czyli przestają rozdawać je za darmo. Zamiast tego sprzedają je za bezcen – ale ten bezcen i tak oznacza pięcio- czy dziesięciokrotny zysk dla sklepu. Jednak warunkiem wywiezienia śmieci jest zapakowanie ich do… plastikowego worka. I jak ja mam z tych worków zrezygnować?
    Mnie się udaje, po części, rezygnować z worków. Moje ekologicznie bardzo świadome dziecko zaopatrzyło mnie w torbę wielokrotnego użytku. No to używam, w dodatku wielokrotnie.
    Fakt – jednak na razie problem toreb plastikowych (butelek, folii itd) nie został rozwiązany, ani chyba w ogóle poważnie ruszony. Skupiamy sie nie na zmniejszaniu ilości produkcji tychże, a na segregacji. Co ma pewne, choć częściowe, zalety: torba plastikowa nie trafi do żoładka żółwia, delfina, wieloryba, dorsza, więc coś zostanie oszczędzone czy uratowane. To, oczywiście, hipotetyczny cel, bo i z tym ciągle marnie. Jest to jednak niegłupi kierunek działań.

    Yuval Harari ma całkowitą rację: rozwiązania ratujące planetę muszą być kompleksowe, czyli globalne. O tym, że musiałyby być sensowne już nawet nie warto wspominać…
    Oczywiście, że ma rację! Dodam uwagę osobistą: właściwie całe życie zajmuję się kompleksowością i widzę, jakie to beznadziejne (prawie) ludzka skłonność do niekompleksowości, a chaotyczności, przypadkowości, deptania w drugim kroku tego, co się zbudowało w pierwszym jest realnie herbem człowieka jako gatunku.

  265. Na marginesie
    4 stycznia o godz. 20:07

    Nie wczytałem się we wpisy Racheli i Ateisty, natomiast mety się zgodzę, że konkordat nie tyle nawet został przeszmuglowany, ale załatwiony metoda na Azję Tuchajbejowicza: wbity Polakom w gardła i przepuszczony na wylot. To była gangsterka na rympał, w świetle dnia, ale Poak tak jest zatruty tzw. Kościołem który jest kat, swoja katolickością i był zatruty Lolkiem, że rozboju na rympał w południe w ogóle nie chciał widzieć.

  266. @Ateista
    4 stycznia o godz. 20:37
    No to i co z tego?
    Nie neguję jego dorobku naukowego jakikolwiek jest, neguję tytułowanie blogera profesorem, bo to napuszone i głupie.
    No i o ile pamiętam, to jest to jednak tytuł nadawany, zdobycz naukowa to docent habilitowany czy jakoś tak.

  267. „Ekologiczna” izolacja przewodów np. w samochodach kończy się tym, że jadalne przewody chętnie konsumują gryzonie.
    To mi nie wygląda na problem globalny, a problem niewpuszczania szczura pod maskę auta.

    He he, mnie tez usiłowali mechanicy te myszy pod maską wpasować do rachunku, ale kiedy usłyszałam tę samą śpiewkę serwowana innym klientom, zrobiłam taką awanturę, że im chyba te myszy zaginęły na wieki.

  268. Tanaka
    4 stycznia o godz. 20:58

    Konkordat mam za sprawę tak młodziutką jak rzadziutka bródka osiemnastolatka. Liczenie więc, że wyrzucenie tego papierka do pojemnika z makulaturą cokolwiek zmieni równie dorosło wygląda jak osiemnastolatek z bródką. Ileż było tych sratów-tatów-konkordatów, jak nie dwa, a ile wieków katolicki turkuć podjadek w ziemi Polan siedzi bez papierka? Sam dałem się uwieść tej antykonkordatowej gadce, dokąd przypadkiem, dłubiąc przy mieczosterze, nie puknąłem młotkiem w łysy łeb, co mi uzmysłowiło, że czas dojrzewać. Dojrzałem i spadłem, i sam z siebie się teraz śmieję. Pewnie, że konkordat jest potrzebny jak zużyta gazeta w radziecka toaleta, ale nie przydawajmy mu większej wagi niż ma papier. Dał nam przykład Jar Kaczyński, jak zwyciężać mamy: W dudzie papiery mamy mieć, bo Kościół jest nie w papierach.

  269. Rachel
    4 stycznia o godz. 19:36

    Technicznie rzecz biorąc masz rację z Barbarą Nowacką – zamiast proponować finansowanie indoktrynacji, która ma cechy gwałtu psychicznego, a może nim wprost bywa, mogłaby raczej głośno domagać się zerwania konkordatu, bądź uznania go za niebyły. Przez takie działanie jakoś dowiązuje się do „otwartych katolików” i „ateistycznych katolikow”.
    Nowacka jednak ma zamiar znaleźć się w Sejmie – i dobrze. Jeśli nie ma być, bądź nie da się zrobić rewolucji francuskiej, to Nowacka w Sejmie powinna się znaleźć, a droga do tego prowadzi łagodniejszymi, bardziej strawnymi dla wyborcy, zachowaniami.
    Ale potrzeba też tła wyborczego, czyli głośnego i stałego działania takich, co stawiają sprawy jednoznacznie, stanowczo i mocno: Kościół kat wsadzić do kruchty i zaryglować drzwi, a teren zaminować i tylko jedna ścieżka dojścia dla wyznawców. Niech się wsobnie obsługują, nie na koszt Polski.
    Dokładnie taki jst modus operandii samego Kościoła kat: ludność katolicka, czyli tłuszcza, głośno się tego i owego domaga, a następnie biskupi dostrzegają w tłuszczy emanację Jezuska i się nad nim troskliwie pochylają, wydając z siebie głos urbi et orbi.

  270. @ Pombocek 04.01.2019 o 22:04

    Oczywiście, Kościół kat jest nie w papierach. Papiery jednak mają swoja moc. Sama konstytucja to też papier. Ale i jedyna powszechna umowa społeczna. Będąca czegoś wyrazem i coś wywierająca. Papiery w dużym stopniu urządzają nam życie, a bez papieru rybak w morze też nie popłynie. Patent musi mieć, choć na dziko też ten i ów spróbują.
    Brak konkordatu to brak prawnego powodu, uzasadnienia, nawisu skalnego co grozi, a pod groźba gną się karki i klana tych, co to wstali z kolan.
    Brak konkordatu to też brak widomego znaku, symbolu, a te właśnie działają jak Kościół kat – niepapierowo – rządów właściciela Polski na Polaku i Polsce.
    Więcej jestem skłonny uznawać znaczenie nieposiadania, a w tym przypadku, wywalenia konkordatu, ddla możności wolnego kształtowania spraw ludzkich , niż sądzenia, że olanie jego istnienia i działania zapewni taki sam dobry stan rzeczy jak jego nieistnienie.

  271. Ateista
    4 stycznia o godz. 19:43

    Owszem. Jednak dobrze jest korzystać z każdej dostępnej drogi, ktora wiedzie do państwa i człowieka wolnego, a nie stawiać wszystko na uwalenie konkordatu, zwłaszcza przed wszystkim innym.

  272. Tanaka
    4 stycznia o godz. 22:18

    Nie mówię, Tanako, o olewaniu konkordatu z tego powodu, że olewanie coś zapewni, lecz z tego powodu, że są o wiele ważniejsze sprawy, jak na przykład rozliczenie Komisji Majątkowej, pokazanie rozliczenia Polakom, jak Jarek tablet pokazywał, i zlikwidowania raz na jutro finansowania Kościołów.

  273. @na marginesie
    Elektryczne samochody? Masakra.
    @Tanaka
    Nie wiem, czy w razie stłuczki są „przeraźliwie niebezpieczne”, natomiast takie obawy dotyczyły aut napędzanych na wodór.
    W jednym i drugim jest fifty/fifty prawdy.
    Napęd samochodów energią elektryczną z baterii np. litowo-kobaltowych jest faktycznie problematyczny (zasięg, punkty poboru, ekologia).
    Samochody zasilane energią pochodzącą z (ciekłego!) wodoru stanowią problem gdyż tu zbiornik musi być zrobiony ze specjalnego stopu wytrzymującego niebywałe ciśnienie i b. niską tempertaurę.
    Od kliku lat jest jednak znana metoda (jest już instalacja na skale techniczną) aby wodór „ujarzmić” i potem go czystej postaci użyć do tzw. baterii paliwowej (fuel-cell) w reakcji elektrochemicznej z tlenem czego rezulatem jest powstanie wody jako odpadu. Nośnikiem i elementem wiążącym wodór jest dwubenzylotoluen. Substancja zakwalifikowana jako nietrująca, niepalna. Wg. ocen do tankowania DBT można użyć istniejącą strukturę stacji paliwowych. Co ciekawe DBT po „wypuszczeniu” z niego wodoru można użyć ponownie do wiązania tego gazu.
    Przyszłość pokaże w którym kierunku pójdzie motoryzacja.

  274. Powyższa dyskusja potwierdza tylko jedno. Państwo polskie wymaga naprawy. Tylko w jakiej wersji – rządzącego PiS-u, opozycyjnej PO, a może racjonalizmu pozbawionego religijnych odniesień? Jest co robić. Bo w bieżącym roku szykujemy się do wyborów – krajowych i europejskich. To od głosów ludzi, którzy zmobilizują się i pójdą głosować, będą zależeć wyniki. A w efekcie nasze przyszłe bytowanie w tym kraju.

  275. Tanaka
    4 stycznia o godz. 20:58
    @Na marginesie
    4 stycznia o godz. 15:48

    Dołożę swoje trzy grosze do Twoich, Tanako, uwag.

    Słoma, owszem, zdaje się odpadem, ale są powody, żeby jej nie spalać. Po pierwsze, sama do pieca nie idzie. Jej zebranie z pola wymaga dodatkowych operacji rolniczych, a zatem 1) ponoszone są nakłady w formie paliwa, pracy maszyn i czasu, 2) dodatkowo ugniatana jest gleba, co może być dużym problemem. Powód nr 3) to wartość nawozowa słomy, w postaci przeliczenia na składniki nawozowe oraz na próchnicę glebową – wprawdzie rynkowo wartość ta jest nieduża, bo słoma ma mało składników nawozowych, ale często przewyższa jej cenę jako opału (w zależności od chwilowej konfiguracji cen składników nawozowych oraz samej słomy). Alternatywa: mieszanie rozdrobnionej słomy z glebą w trakcie wykonywania uprawek pod następny zasiew. Większość kombajnów wyposażona jest w rozdrabniacze do słomy – tzn. zamiast wypadać zwyczajnie na pole, słoma jest rozdrabniana i intensywnie rozrzucana za kombajnem, w jednym i tym samym przejeździe co zbiór, kosztem dwóch czy trzech dodatkowych litrów paliwa na hektar. Ma to pewne wady uprawowe, ale nie będę wnikał w szczegóły. Poza tym, słoma jest potrzebna na ściółkę dla krów, podłoża pieczarkarskie itd, więc trochę jej zebrać trzeba, ale niekoniecznie palić.
    Natomiast są odpady z produkcji drzewnej czy inne tego rodzaju, które mogą być opałem.

    Do elektrowni wiatrowych mam głównie zastrzeżenia krajobrazowe. Mają takie rozmiary, że nie da się ich schować. Ilość produkowanej energii w przeliczeniu na hektar zapaskudzonego krajobrazu jest nikła. Owszem, Dania czy Holandia mają z nich sumarycznie sporo energii, ale gdzie kijem rzucisz, tam się coś kręci. Podobnie jak Pombocek, ja ich zwyczajnie nie lubię.

    Jeśli chodzi o elektrownie atomowe, to moim zdaniem jest to bardzo sensowne rozwiązanie pod względem technologicznym. Dają furę energii przy małej zajętości terenu i z komparatywnie małej ilości wydobywanych na ich potrzeby kopalin. Są dostępne technologie atomówek, które produkowałyby wielokrotnie (100-1000?) razy więcej energii z masy wtykanego do nich paliwa (tzn. znacznie dokładniej wykorzystujące paliwo jądrowe niż obecnie stosowane konstrukcje). Co do bezpieczeństwa to zwracam uwagę, że z 3 dużych wypadków jeden był z głupoty, drugi od tsunami, a ten najmniej znany i najstarszy – Three Mile Island – nie spowodował żadnych ofiar. Wadą jest to, że atomówki, wymagając koszmarnych nakładów kapitału, konserwują „tradycyjny” model produkcji energii, podczas gdy pojawiające się nowe technologie energii odnawialnych dają nadzieję na model rozproszony, prosumencki, który może „wstrząsnąć światem”. (albo i nie??…)
    A może wielkie elektrownie słonczne tam gdzie naprawdę porządnie świeci słoneczko?

    Z samochodami są dwa problemy: kwestia globalnej redukcji ich „śladu węglowego” oraz lokalnej redukcji zanieczyszczeń. Elektryczne są świetne w tym drugim, ale globalnie energię produkować trzeba. Albo naładować akumulatory, albo dostarczyć wodór do ogniw paliwowych (mogą być nie tylko na wodór, ale tu już wracamy do węglowodorów, gazu itp.). Ilekroć dziennikarze snują wizję wodoru jako źródła enerii przyszłości, dostaję siniaków od tarzania się ze śmiechu, bo wolnego wodoru jako źródła energii pierwotnej na Ziemi nie ma, a rzadko który o tym mówi. Energia pierwotna jest na Ziemi z dwóch rzeczy: ze Słońca i z pierwiastków promieniotwórczych w skorupie, płaszczu i majtkach Ziemi. Kuniec, krupka. Pierwszą wykorzystuje się bezpośrednio bądź jako energię wiatru i wody, oraz w postaci węgla, węglowodorów i biomasy. Drugą wykorzystuje się bezpośrednio lub w postaci ciepła z odwiertów itp. Reszta pomysłów, w tym wodór, jest tylko sposobem na magazynowanie energii. Wodór nadaje się do aut elektrycznych z ogniwami paliwowymi lub z odpowiednim silnikiem spalinowym.
    Auta elektryczne z akumulatorami to problem produkcji odpowiedniej ilości akumulatorów, dostępu do rzadkich pierwiastków, chyba że nowe technologie to rozwiążą.

    Z resztą się zgadzam.

  276. wbocek
    4 stycznia o godz. 22:38

    Rozliczenie tzw. komisji majątkowej to, wprost, sprawa związana z isnieniem konkordatu. Pod jego świętymi auspicjami, rozliczenie komisji wyglada mi na mrzonkę.

  277. zezem
    4 stycznia o godz. 22:43

    No właśnie przyszłość pokazuje, że motoryzacja nie idzie w żadną stronę, bo czasu a przyszłość to już, właściwie, nie mamy. Nawet niewodorowe, a klasyczne rozwiązania bateryjne, cigle są marginesem w motoyzacji i tylko w kilku bodaj krajach (Norwegia przykładem) margines ten coraz bliżej ma go głownego nurtu.
    Wpływ motoryzacji norweskiej na motoryzację globalną jest jednak jakiś taki, że nie wiem, czy jakiś.

  278. zak1953
    4 stycznia o godz. 22:55 E

    O tym, mniej więcej, napisałem. Się dowiemy na tej wyborczej klasówce, a raczej – maturze, kto jesteśmy jako tzw. nacja: szmondaki czy coś lepszego.

  279. Tanaka
    4 stycznia o godz. 23:43

    Tanako, lecę spać, bo jutro większa podróż, więc dwa słowa. Nie przejmuję się szczegółami, bo mnie nie interesują, więc mówię jak pisowaty: erdolę konkordat i konstytucję – są ważniejsze papierki: kodeksy. Wedle tych kodeksów sprawdzam to, co uważam za wątki kryminalne wedle prawa mojego państwa. Żadne konkordaty w to prawo włazić nie mogą. Darowanie Kościołowi za złotówkę publicznych dóbr, do czego żadna władza nie ma prawa i czego nie dotyczą żadne konkordaty, to tylko malutki przykład, że umową z namiestnikami Pana Boga można się podetrzeć. Branocka.

  280. Szary Kot
    4 stycznia o godz. 23:03

    Widzę, że na sprawę słomy patrzysz bardziej jak fachowy rolnik, ale rzecz nie w rolnictwie, a efekcje cieplarnianym i całym konglomeratem problemów sumujących się do zjawiska samobójczego niszczenia Ziemi przez człowieka.
    Ugniatanie gleby przez maszyny, związane ze zbieraniem słomy, to owszem, problem (jako ugniatanie miękkiej, wymagającej niewzrusznia gleby w ogóle), o kilka szczebli drobniejszy, choć będący cząstką problemu całościowego.
    Odpady drzewne też się wykorzystuje do spalania, tylko zauważ równolegość kłopotu: maszyny rozjeżdżaja lasy, a deforestacja wykańcza glebę, życie związane z glebą, tworzy warunki do jej wypłukiwania i ogałacania ogromnych połaci terenu.

    Wracając na wyższy poziom – martwienie się nieestetycznym wyglądem wiatraków w krajobrazie to swoisty przywilej pięknoduchów, którzy mają śliczną możliwość, zapodaną przez królową swojego króla, co go później pozbawiono głowy: jak ktoś nie ma chleba, niech wsuwa ciastka.

    Ja jestem wybitny esteta i mam wybitne wymagania krajobrazowe i wybitnie bardziej mnie w krajobrazie oburza istnienie takiej „zakopianki” – szosy rozwalającej krajobraz (jak większość szos, mostów, wiaduktów, węzłów itd itp w ogóle), a nawet samo istnienie Zakopanego w obecnym kształcie przyprawia mnie o estetyczną ścieklicę.
    Krzywienie się na wiatraki, wobec skali problemu jaki mamy, uważam za nie dość poważne. Inna rzecz, że wiatraki można stawiać w wielu przypadkach w mniej psujących cuda krajobrazu miejscach a i same wiatraki może mogą wyglądać nieco neutralniej, nad czym różni esteci pracują. To TAKŻE odpowiedzialność państw: prowadzenie sensownej polityki pod tym względem.
    Wiatraki to jedno z rozwiązań, zapewne najlepsze będą rozwiązania skojarzone, w tym i wzrost wykorzystania technik przerwarzania innych rodzaów energii w energie wykorzystywalne przez czlowieka: energię Słońca energię ruchu wód, energię geotermalną i inne.

  281. wbocek
    4 stycznia o godz. 23:57

    No toż właśnie darowanie za złotówkę, albo za nula to działanie stricte zgodne z konkordatem i jego tumorowym zagnieżdżeniem się w mózgach darowaczy jeszcze zanim konkordat formalnie został podpisany.
    No to kobranocka na lecenie na większą podroż.

  282. Tanaka
    5 stycznia o godz. 0:06

    Chodziło mi o to, że zabieranie słomy z pola ma lub miewa wyższy ślad węglowy niż jej zostawianie.
    Za spalaniem odpadów drzewnych jestem wtedy, gdy są to naprawdę odpady z produkcji innych potrzebnych rzeczy (np. ambon czy klęczników) i nic lepszego się z nimi nie zrobi. Sama myśl o wycinaniu lasów na opał mrozi mnie do rdzenia pacierzowego.
    Wiatraki kontra upieczenie się – wybieram wiatraki.
    Bedzie na dziś – dobranoc!

  283. Tanaka, 4 stycznia o godz. 22:20
    „dobrze jest korzystać z każdej dostępnej drogi, ktora wiedzie do państwa i człowieka wolnego, a nie stawiać wszystko na uwalenie konkordatu, zwłaszcza przed wszystkim innym.”
    wbocek, 4 stycznia o godz. 22:38
    „Nie mówię, Tanako, o olewaniu konkordatu z tego powodu, że olewanie coś zapewni, lecz z tego powodu, że są o wiele ważniejsze sprawy, jak na przykład rozliczenie Komisji Majątkowej, pokazanie rozliczenia Polakom, jak Jarek tablet pokazywał, i zlikwidowania raz na jutro finansowania Kościołów.”

    Cos mi sie wydaje, ze zapominacie, panowie, czym konkordat jest i jaka ma historie w SWIECIE.

    Tak jest, w swiecie. Bo historia konkordatow ani sie w Polsce zaczela ani na Polsce, tym owszem mocarstwie katolickim dzisiaj, sie nie skonczy.

    Przelotny rzut okiem na historie konkordatowa

    Poczynajac od
    – tzw. Konkordatu z Londynu papieza Paschalis II z Anglia króla Henryk I z 1 sierpnia 1107,

    poprzez
    – Konkordat wschowski papy Klemensa XII z Rzeczpospolita Obojga Narodów króla August III Sasa popuszczaj pasa z 10 lipca 1737,

    poprzez
    – Konkordat papci Piusa IX z Rosja – cara/cesarza Mikołaja I z 3 sierpnia 1847,

    i znowu poprzez
    – Konkordat z Rzecząpospolitą Polską papieza Piusa XI z Polska z 10 lutego 1925,

    oraz poprzez
    – Konkordat tego samego Piusa XI z Litwa z 4 czerwca 1927,

    i koniecznie poprzez
    – Reichskonkordat Hitlera z Piusem XI i III Rzesza z 20 lipca 1933,

    az do obecnie obowiazujacego nas
    – Konkordatu z Rzecząpospolitą Polską polskiego papieza Jana Paweła II z RP III z dnia 28 lipca 1993, potwierdzonego tzw. wejsciem w zycie dnia 25 kwietnia 1998,

    no i az do najwazniejszego
    – Porozumienia Podstawowego z Państwem Izrael naszego wlasnego Jana Paweła II z Izraelem z dnia 30 grudnia 1993, potwierdzonego tzw. data wejscia w zycie 10 marca 1994.

    Do wyzej wymienionych osmiu konkordatow dodac nalezy przynajmniej ok. 50-tki innych, z innymi krajami zawartymi przez Stolice Apostolska, pardą, panstwem Watykan.

    I wy, drodzy panowie oraz towarzysze walki, chcecie samotrzec obalic niemal tysiacletnia historie trwania tej zamordystycznej instytucji na swiecie? Oraz podleglosci Watykanowi konkordatowych krajow?

    Come on!

    PS. No dobrze juz dobrze. Rozmumiem iz obaj byscie woleli by nasza Pomroczna Umeczona olala te konkordatowe bzdziny i wziela sie za rzadzenie krajem tak jakby byl on od nikogo niezalezna jurysdykcja w swiecie. Pytanie tylko sie natenczas cisnie na umysl pomrocznie umeczony: to po jaki ciul, uwazacie, Watykan narzucal ponad 50 krajom owe wasalne w naturze konkordaty srampisdaty? No po jaki ciul?

  284. Ale ogolnie oraz cuzamen do kupy brawszy zagadnienie na tapete, mnie osobiscie siem podobuje to ze dwa golodubce biora sie za wyzwalanie naszego skatolonego kraju spod obcego panoszenia sie czarnej dyktatury.

    Mniej mi sie tylko podobuje gdy w odpowiedzi na te powstanczosc naszych bunczucznych buntownikow, katabasy niezmiennie od tysiaca lat powtarzaja: prochem jestes i w proch sie obrocisz

  285. Ewa-Joanna
    4 stycznia o godz. 21:05

    „neguję tytułowanie blogera profesorem, bo to napuszone i głupie. No i o ile pamiętam, to jest to jednak tytuł nadawany, zdobycz naukowa to docent habilitowany czy jakoś tak.”

    To moze wroc do mowienia: plose pana panie psorze. Bedzie mniej napuszone..

    O ile wiem, tytuly profesorskie: profesor nadzwyczajny, profesor zwyczajny owszem sa nadawane ale przez najwyzsze wladze panstwowe.

    ‚Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej w oparciu o wniosek Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów nadaje tytuły profesorskie pracownikom nauki i sztuki oraz nauczycielom akademickim. Decyzję o nadaniu tytułu profesora Prezydent RP podejmuje w formie postanowienia, wcześniej kontrasygnowanego przez Prezesa Rady Ministrów. Indywidualne akty nadające przedmiotowy tytuł, profesorowie odbierają z rąk Prezydenta.’

    Ta profesorska tytulomania o chyba niezupelnie takie sobie kij pier.zial dziadek

  286. @20:07

    ” Konkordat został przeszmuglowany nielegalnie. I tego należy się trzymać!”

    No to podejdz do tego plota i sie trzymaj.

    Czy @ateista dotarl do zrodel ‚nielegalnosci’ polskiego konkordatu? Bo ten szmugiel to slabo przylega do jezyka konstytucji RP

  287. Orteq
    5 stycznia o godz. 2:40
    Jest takie powiedzenie; co było a nie jest nie pisze się w rejestr. A ono bardzo dobrze odnosi się do Kościoła rzymsko-katolickiego. Przypominasz – i dobrze – historię działań tej instytucji, ze wskazaniem roli jaka odgrywała w przeszłości. Z konieczności to wywód krótki i wybiórczy. A przez to wysoce niepełny. Inaczej to wyglądało tysiąc lat temu, inaczej obecnie. Właśnie przebyta przez Kościół droga inaczej wygląda dla jego struktury (czyli duchowieństwa), a inaczej dla ludzi obecnie zapełniających świat, szczególnie zaś chrześcijańską, choć nie do końca katolicką Europę. Dobrze to widać na przykładzie oficjalnej historii Polski. Trzeba pamiętać, iż w czasach przed formalnym chrztem księcia wielkopolskiego Mieszka (?), Kościół stał po stronie agresorów, którzy dokonywali podbojów ziem tzw. pogańskich. Niby w imię krzewienia wiary (a przecież mieszkańcy tych ziem mieli własne wierzenia i cały szereg bóstw). Faktycznym celem każdego zdobywcy było zdobycie nowych bogactw i ekonomiczna eksploatacja podbitych ziem. Religia była tylko moralną przykrywką dla zbrodniczych podbojów. A Kościół ułatwiał te podboje logistycznie. Piśmienni duchowni, skutecznie pomagali zdobywcom przekazując niezbędne informacje, w sposób niedostępny dla rządzących analfabetów. Fakt, Kościół odegrał pewną rolę w edukacji, ale ówcześnie, głównie na swoje własne potrzeby. Państwo kościelne świadczyło usługi rządzącym, mając z tego określone przychody i korzyści. Kościół jako państwo przez wieki prowadził swoją politykę, której efekty znamy, głównie dzięki instytucji znanej jako święta inkwizycja. A przestał istnieć zupełnie niedawno. Obecny Watykan, formalnie przestał odgrywać role przypisane państwom jako podmiotom polityki międzynarodowej. I to jest podstawowy czynnik zmieniający relacje międzynarodowe. A jednak jest nadal podmiotem prawa międzynarodowego, chociaż żadna inna religia takiej roli nie odgrywa. Religie istnieją, chociaż nie odgrywają takiej roli instytucjonalnej. Islam, hinduizm, buddyzm, judaizm, odgrywają rolę w życiu społeczności. Ale nie mają swego władcy, podobnego do katolickiego papieża. Są raczej traktowane jak międzynarodowe stowarzyszenia bądź organizacje, ale nie jak państwo. Trzeba pamiętać, iż obywatelstwo Watykanu posiada bardzo wąska grupa osób. Duchowni krajowi, są obywatelami państw urodzenia, bądź naturalizacji. I nie powinny im przysługiwać prawa exterytorialności z jakimi faktycznie mamy do czynienia w przypadku tego kościoła. Rozwiązaniem byłaby autokefalia poszczególnych kościołów terytorialnych. I pełne podporządkowanie prawu państwowemu, miejsca sprawowania kultu. I tyle na ten moment.

  288. @Na marginesie
    4 stycznia o godz. 15:48

    elektrownie wiatrowe to masakra ptaków

    @Szary Kot
    4 stycznia o godz. 23:03

    Do elektrowni wiatrowych mam głównie zastrzeżenia krajobrazowe.

    @Na margineska pochyla się nad ptakami, @Kotu i @wbockowi wiatraki brużdżą estetycznie.

    Prawda, turbiny wiatrowe katrupią ptaszęta setkami tysięcy rocznie. Ale! Skrzydlaki wymierają w piorunującym tempie nie od tego, ale z powodu powodowanego przez chemię rolniczą krachu populacji owadów oraz niszczenia habitatu (środowiska życia) – Pesticides Have Led to a ‘Catastrophic’ Decline in France’s Bird Populations i Forty Percent of the World’s Bird Populations Are in Decline.
    Tak więc to nie turbiny są głównym problemem i podnoszenie o nie przesadnego wrzasku to temat zastępczy.
    Co zaś do kwestii krajobrazowych, w dzisiejszym świecie dziewiczych, nietkniętych krajobrazów nie ma, nawet na biegunach, czy na dnie oceanów. Uważam więc, że należy zgodzić się z @Tanaką, 5 stycznia o godz. 0:06, że taka krytyka to NIMBY (Not in My Backyard) pięknoduchów. Mnie też o wiele bardziej niż wiatraki przeszkadzają instalacje przemysłowe z kominami, odkrywki, 6-pasmowe autostrady, itp. Nawet jeśli są nie na moim ale na cudzym podwórku, nawet w Chinach. Bo prędzej czy później, w taki czy inny sposób, smród do mnie też dojdzie.

    PS 1. Konkordat z przydatkami, bez względu na swą legalność prawną, będzie obowiązywał dokąd Suweren nie wymusi wypowiedzenia. Kiedy?? Nie wstrzymuję oddechu, bo się uduszę, ale nigdy nie wiadomo.

    PS 2. Dla relaksakcji z powodu powyższego polecam coś z epoki „Harmonii Sfer”, Follia na skrzypce, klawikord i viola da gamba…..

    I się wyłączam na łykend.

  289. @zak1953, @7:38

    ‚Duchowni krajowi, są obywatelami państw urodzenia, bądź naturalizacji. I nie powinny im przysługiwać prawa exterytorialności z jakimi faktycznie mamy do czynienia w przypadku tego kościoła. Rozwiązaniem byłaby autokefalia poszczególnych kościołów terytorialnych.’

    No ale mamy konkordat, Zaku! Ten zas, jak twierdza czarni, jest w pelni zgodny z konstytucja RP!

    https://pretremarc.wordpress.com/2013/05/18/czy-konkordat-jest-naruszeniem-konstytucji-rp/

    Artykuł 25
    1.Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione.
    2.Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.
    3.Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.
    4.Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy.
    5.Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a innymi kościołami oraz związkami wyznaniowymi określają ustawy uchwalone na podstawie umów zawartych przez Radę Ministrów z ich właściwymi przedstawicielami.

    Z powyzszego widać, ze ‚fakt możliwości zawarcia porozumienia między Stolicą Apostolską a Państwem Polskim jest wpisany jako określający dobro, którym jest RP. A wiec, konkordat jest gwarantowany Konstytucją RP. Gdyby tak nie było wówczas Konstytucja byłaby zaprzeczeniem samej siebie.’ Co sukienkowcy rzucaja w twarz nam, antykonkordowcom od siedmiu bolesci.

    Mierze sily na mozliwosci a nie na zamiary. Albowiem, Verum elevans hominem. Ad maiora natus sum.

    Bom ja do wyzszych rzeczy zem zrodzon jest. Liczac, rzecz jasna, po mojemu.

  290. „Nasze Lasy
    1 stycznia o 13:41 ·
    #Pilne!
    W całej Polsce zarządzono skoordynowane, zmasowane i wielkoobszarowe polowania. Pretekstem walka z ASF! Po spotkaniu 28 grudnia w Ministerstwie Środowiska trwa ożywiona wymiana „pilnych” pism między Ministerstwem, PZŁ i Głównym Lekarzem Weterynarii.
    Koła łowieckie otrzymują wiadomość SMS o treści:

    „Minister Środowiska w celu walki z ASF wskazuje na pilną potrzebę organizacji wielkoobszarowych polowań zbiorowych na dziki jak i potrzebę synchronizacji działań kół łowieckich dzierżawiących sąsiadujące ze sobą obwody na terenie całej Polski. Zobowiązuję Zarządy Kół Łowieckich (wszystkie) do zorganizowania polowań zbiorowych na dziki w dniach 12-13,19-20,26-27.01.2019r. W dniu 2 stycznia 2019 nakazuję powiadomić Urzędy Gmin i Nadleśnictwa o planowanych polowaniach. Szczegóły tego tematu zostaną przekazane w pierwszych dniach stycznia. ”

    Pierwsze polowania mogą odbyć się bezprawnie, bo nie zostanie dotrzymany dwutygodniowy termin powiadomienia z wyprzedzeniem o polowaniu.
    Tymczasem naukowcy krytykują tego typu krwawe akcje jako nieskuteczne, kosztowne i nazywają je po prostu masakrami bez sensu http://magazynkaszuby.pl/…/haniebna-masakra-dzikow-nieskut…/
    Wszystko wskazuje na to, że nowy rok rozpoczniemy właśnie taką bezsensowną masakrą dzikich zwierząt w lasach”.

    Czyli niewykluczone, że nawet na wąziutkiej mierzei ustawi się wzdłuż szosy granda-banda z armatami i już po moim znajomym Kaziku. W 2011 wracajęcy lasem z lasu drogą, którą kiedyś sam robiłem, przejeżdżałem obok ustawionych wzdłuż drogi jegomościów. Jak zapytałem jednego, co to za uroczystość, usłyszałem: „Ich kann nicht polnisch”. A ten, jako ostatni, stał jakieś 80 metrów od gęstej od spalin szosy na Mielno, Kołobrzeg. Polowanie w środku miasta! Tylko patrzeć jak ludziki z dzikami się pomylą. Ale dzików też żal.

    Śmieszą mnie wiatraki, konkordaty, sraty-taty, panele, wodory i motory. I szukanie nowych – tfu!tfu! – żródeł. Bo szukanie nowych to kolejna prolongata starego końca świata, i kolejna, kolejna. Najgłupsza i najszkodliwsza z małp na szukanie samej siebie w zawiesistej gęstwinie swego rozumu nie wpadnie. Jednostki, owszem – wpadły, pokazując, że można. Ale wpadły już dawno temu – np. niejaki Sokrat, Jezus (jako pomysł skromnego życia) – i przepadły. Któż z setek milionów wyznawców Jezusa naśladuje swego mistrza i na ciężkim kacu nie siada za kółkiem i wyżywa się na figowym drzewie, zamiast na żonie, dziecku, i nie bredzi jak potłuczony: „Panie, daj” i „Kto tam, Panie, ma za dużo”.

  291. Herstoryk @7:40

    „Konkordat z przydatkami, bez względu na swą legalność prawną, będzie obowiązywał dokąd Suweren nie wymusi wypowiedzenia. Kiedy?? Nie wstrzymuję oddechu, bo się uduszę, ale nigdy nie wiadomo.”

    A moze znasz, Herstoryku, precedens z przeszlosci takowego wypowiedzenia konkordatu? Podobno inne wypowiedzenie, namely to pn. apostazja, gdzies sie kiedys komus przytrafilo. Nie wiadomo tylko z jakim skutkiem.

    ‚Raz zdobytej wladzy nigdy nie oddamy’. Czy to nie ta sama bajka?

  292. Herstoryk
    5 stycznia o godz. 7:40

    PS 1. Konkordat z przydatkami, bez względu na swą legalność prawną, będzie obowiązywał dokąd Suweren nie wymusi wypowiedzenia. Kiedy?? Nie wstrzymuję oddechu, bo się uduszę, ale nigdy nie wiadomo.

    Jak wiadomo objeżdża kraj wzdłuż i w szerz Nadzieja Polskiej Polityki z pytaniem: a czegóż to szanowni państwo (Suweren) oczekują od partii, Kocham Polskę, której powstanie ogłoszę w lutym?
    Państwo odpowiadają. Złote Dziecko Polityki zapisuje ich życzenia na tablicy. Z tego koncertu życzeń ma się wyłonić program partii nadziei dla zawiedzionych i sfrustrowanych.
    Program, jak na razie, jest trzymany w tajemnicy, żeby nie zepsuć Wielkiego Entre. Ale wiadomo, tajemnice są po to, żeby o nich naszeptywać z wypiekami na buźkach.
    I tak wiewiórki doniosły, że Nadzieja dla Polski nie zamierza się wadzić z kościołem!
    Nie było takiego życzenia. Nie ma i nie będzie wadzenia się z PiS. Jest i będzie próba osłabienia PO, a tym samym wzmocnienia PiS.

    Gdyby ePiSkopaty czytały LA i nie pękły ze śmiechu, to powinny na rękach nosić tutejszych fundamentalistów. Chuchać na nich i dmuchać, małmazją poić, puchy pod tyłki ścielić. Wszak od dawna wiadomo, że nic tak sprawie nie szkodzi, każdej, jak nadgorliwość, która, zawsze, jest gorsza od sabotażu.
    Dopóki czuwa nad ortodoksją Rada Jedynych Prawomyślnych Ateistów, dopóty ePiSkopaty mogą spać spokojnie w swoich pałacach. Nic im nie grozi.
    Prawomyślni zatupią każdą realną próbę zmiany. Oni znają tylko jeden scenariusz. Hitchcocka. I nic to, że życie to nie film.
    Tacy z nich reżyserzy zmian, jak z koziej d… rajzetasze 😉

  293. O dzikach Lukaszenki prawisz, wbocku? To one az do ciebie juz zawedrowaly?

    https://www.youtube.com/watch?v=1KIkoewkvSs

    ‚U nas pytaja: czy mozna pomoc w tej straszliwej wiedzy jakiej nie bylo u nas od czasow faszyzmu, ktory pamietamy’

    Prawo Godwina znow wskrzeszone

    https://histmag.org/Do-czego-sluzy-Hitler-Prawo-Godwina-i-potoczna-wiedza-historyczna-7470

  294. wujaszek wania
    5 stycznia o godz. 8:58

    Może Ty się, wujaszku, przy sobocie po robocie nie wygłupiaj i chodź ze mną po jeziorze pochodzić. Co Ty z jakiejś szopki gadaczy-paplaczy centrum sterowania stosunkami robisz. Wstydź się, żeby aż tak w końcu tygodnia miarę tracić. To co będzie na początku?

  295. nakarmienie głodujących wielookich dzieciuntek w krajach tzw. trzeciego świata kończy się zwykle eksplozją demograficzną, po czym jest jeszcze więcej wielkookich dzieciuntek chwytających za serce żądaniem papu. Od kogo? Oczywiście od Zachodu. Od przebrzydłego amerykańskiego imperialisty! I błędne koło się zamyka. Z trzaskiem.

    Ci, którzy przyglądali się biernie Holocaustowi zamiast o oczach mówili o garbatych nosach. Zamiast o „dzieciuntkach” mówili o „żydziątkach”. Przestrzegali przed zalewem demograficznym, przed wyzyskiem ekonomicznym. Oburzali się na oczekiwanie pomocy od pogardzany gojów.

    Albo się jest człowiekiem, albo …

  296. wbocek
    5 stycznia o godz. 9:15

    po jeziorze chętnie pochodzę wirtualnie, bo jeszcze konowały nie wypuszczają mnie poza próg domu.
    Co do tracenia miary: „skoro wlazłeś miedzy wrony …”.
    Pozdrawiam i o zdrowie pytam. Którego to zdrowia winszuję Ci serdecznie.

  297. Orteq
    5 stycznia o godz. 9:05

    O dzikach Łukaszenki na moim przyjeziornym przymorzu nie wiem, Ortegu, nic a nic, bo tu wiele dzików w kapturach chodzi. Ale po tym, jak się wczoraj wieczorem spalił w Koszalinie jakiś rozrywkowy room z pięcioma piętnastolatkami, może się coś wyjaśni. Leta w świat.

  298. wujaszek wania
    5 stycznia o godz. 9:23

    Ale jak mówisz, wujaszku „jeszcze nie wypuszczają”, to widać wszystko na dobrej drodze. Cieszę się, bo zawsze cieszenie lepsze jak zmartwienie.

  299. W kwestii ekologii, prognozowania przyszłości świata pocieszam się tym, że czasem najbardziej nawet racjonalne, podbudowane empirią, przepowiednie nie sprawdzają się.
    Jedną z najbardziej znanych i efektownych była przepowiednia upadku Paryża, z podaniem najprawdopodobniejszej daty, pod … końskimi odchodami, związanym ze spodziewanym, wyliczonym wzrostem powozów konnych.
    Do kolapsu nie doszło, ponieważ powozy konne zostały wyparte przez samochody. I tak Paryż ocalał na kolejne lata.
    Nie należny wpadać w nastroje katastroficzne, ale też nie powinno się lekceważyć przestróg mądrych ludzi. Na przykład, spośród tych którzy już odeszli, Neila Postmana, który wydał, między innymi, bardzo ważne książki, w latach 80. i 90. u.w.) „Technopol. Tryumf techniki nad kulturą”, „Zabawić się na śmierć”. Postman popada momentami w przesadę, ale generalnie zwraca uwagę na sprawy niezwykle istotne. Na uwagę zasługuje też B. Barber i jego „Dżihad kontra McŚwiat” (lata 90.). Jest też cała lista żyjących współcześnie.
    Niestety historia uczy jednego. Tego, że „jeszcze niczego nikogo nie nauczyła”. A nam się ciągle marzą technologiczne sztuczne raje (W. Welsch).

  300. wbocek
    5 stycznia o godz. 9:39

    widać wszystko na dobrej drodze.

    Jak najbardziej. Jestem produktem kultury wytworów do wielokrotnego użytku 😉
    Potrzebna cierpliwość. Jak mawiali starożytni Słowianie langsam, langsam …

  301. „Żużel z elekt(r)owni, o ile nie jest odpowiednio wypalony, jest radioak(t)ywny”
    Nie wiedziałem, że istnieje taki prosty sposób na pozbycie się radioaktywnych izotopów z węgla (i innych materiałów?) – odpowiednie wypalenie. Posłać z dymem i problem znika. Znaczy dołącza do oparów rtęci z tegoż węgla?

    Samochody elektryczne mogą być bardzo niebezpieczne w razie wypadku, kiedy uszkodzenie instalacji elektrycznej (napięcie 400-600 V) nie spowoduje automatycznego wyłączenia baterii lub ratownicy nie wiedzą, gdzie jest główny wyłącznik. Albo w ogóle nie wiedzą, że mają do czynienia z samochodem o napędzie elektrycznym. Zdarzyły się już przypadki porażenia ratowników, a także śmierci kierowcy, kiedy nie było jak sprawdzić na czas, czy karoseria jest pod napięciem. Strażacy w niektórych krajach zostali już wyposażeni w odpowiednie rękawice i sprzęt ochrony osobistej.
    To w razie zwykłej kraksy. Jeszcze większy problem powstaje, jeśli taki samochód płonie, zwłaszcza gdy zapalą się baterie.

    Przewody oraz izolacje kabli z niektórych tworzyw sztucznych w samochodach spalinowych przyciągają niektóre zwierzęta, zwłaszcza kunę domową, od dziesięcioleci. Nie wiadomo, czy problemem jest ich zapach, czy bardziej konsystencja, ale zwierzątka te czują magiczny pociąg do samochodowych „wnętrzności”, zwłaszcza jeszcze ciepłych.
    W moim samochodzie znajdowałem pod maską, na bloku silnika, kawałki suchego chleba, a nawet spory kawał skóry od boczku 😎 Kable jednak były całe. Podczas gdy sąsiadowi coś przegryzło przewody hamulcowe, ale nie przyniosło żadnego poczęstunku w rewanżu 🙁
    Firmy ubezpieczeniowe w mojej okolicy pokrywają w ramach autokasko szkody tego rodzaju (Marderschaden) np. naprawa przegrzanego silnika z powodu przegryzionego przewodu od chłodnicy.

  302. Szary Kot
    5 stycznia o godz. 0:29

    Tanaka
    5 stycznia o godz. 0:06
    Chodziło mi o to, że zabieranie słomy z pola ma lub miewa wyższy ślad węglowy niż jej zostawianie.

    Pewnie tak, ale mówię to z brakiem komfortu pewności. Jakakolwiek czynność wymagaąca udziału energii zostawia ślad węglowy. Chłop chodzi po polu i rozgarnia słomę, peta ma w gębie i od peta jest ślad węglowy oraz tumor w płucach. Może to i dobrze, bo jak płuc czyste to też zostawiają ślad węglowy. A w słomie żyje jakiś zwierz i on też ślad węglowy zostawi.
    O maszynach rolniczych wiadomo: każde zapuszczenie silnika – i już klęska ekologiczna.
    Rzecz w bilansie całkowitym, choć konfiguracje miejscowe i struktury zanieczyszczeń także mają niebagatelne znaczenie: jak użycie słomy jako paliwa może wpłynąć na skład tego, co wywalamy do środowiska? Przy danym poziomie produkcji energii, zmiana struktury paliwowej na korzyść słomy w miejsce węgla pownna dać wynik pozytywny z punktu widzenia środowiska. I właśnie o to chodzi.

    Za spalaniem odpadów drzewnych jestem wtedy, gdy są to naprawdę odpady z produkcji innych potrzebnych rzeczy (np. ambon czy klęczników) i nic lepszego się z nimi nie zrobi. Sama myśl o wycinaniu lasów na opał mrozi mnie do rdzenia pacierzowego.
    Wiatraki kontra upieczenie się – wybieram wiatraki.

    Tak jest – ambony i klęczniki przerabiamy, ,ale na co? Na czystą energię? Widzę dwie trudności: wyroby owe są świadkami bolesnej męki ludności pod Kościolem kat, a drewno tym jadem nasiąka, więc czystej energii z tego nie będzie. No i ambona wielce jest nasycona lakiermi, bejcami, politurami, klejami, farbami, krótko mówiąc – chemią. Spalanie tego na chwałę środowiska byłoby jak Polska Racja Stanu: paleniem oponami w piecach.

    Bedzie na dziś – dobranoc!
    Noooo, jak dobranoc, to – za @Pombockiem – cińdoberek!

  303. Tanaka
    4 stycznia o godz. 23:47
    Norwegia a motoryzacja.
    Norwegowie mogą sobie pozwolić , tak długo jak będą surowce do produkcji obecnych
    akumulatorów, na jazdę tanim prądem. Elektryczność „płynie” im z gór i to w całym kraju. Czego nie można powiedzieć o RP…
    Co do „wiatraków” i obecnych źródeł foto-elektrycznych – owszem ,ale nie na skalę nazwijmy globalną. Warto zwrócić uwagę ,że każdy „wiatrak” wymaga konserwacji, przeglądu… Podobnie z panelami foto-elektr. Nie wspomnę o tzw. wydajności. Używa się też pojęcia”gęstość energii” np. ile z jednego litra benzyny otrzyma się kWh (ca. 10).

  304. Orteq
    5 stycznia o godz. 2:40

    Nic nie powiem jako Pombocek, a powiem jako ja.
    Po jaki ciul Watykan robił sobie konkordaty z rożnymi państwami? Zapewne po ciul ciulowaty. A mało to podobnie ciulowatych państw jak Polska? Konkordat konkordatowi nierówny, zawartości tych wszystkich konkordatów z pewnością nie są identycznie wasalne jak w polskim przypadku, który składa się z wyłącznej listy obowiązków państwa polskiego wobec Kościoła kat i z całkowitego braku obowiązków równoważnych ze strony owego kat.

    Żebym to ja mial nie pamiętać o tym, że Kościół kat podpisał z IIIRzeszą śliczny konkordacik, to pamiętam, bom i o tym nieraz wspominał. Podobnie jak o innych faszystowskich konkordacikach ślicznie jezuskowego Kościoła kat.

  305. zezem
    5 stycznia o godz. 10:35

    Wszystko to racja z tą konserwacją, ale nie pamiętam, by czegoś nie trzeba było konserwować. Mam taką sąsiadkę – bardzo zakonserwowaną.
    Pamiętajmy o punkcie odniesienia: sumie zagrożeń niszczących Ziemię. W ramach tej sumy jest jakaś suma czynności konserwacyjnych.
    Osiągnięcia Norwegów w dziedzinie czystszej energii są godne uznania, ale też mają cień: Norwegowie doszli do swoich osiągnięć w dużej mierze z zysków ze sprzedaży ropy. Tym niemniej idą ewidentnie ciekawą drogą, a nie idą z równą konsekwencją inni.

  306. wbocek
    5 stycznia o godz. 8:29

    Najgłupsza i najszkodliwsza z małp na szukanie samej siebie w zawiesistej gęstwinie swego rozumu nie wpadnie. Jednostki, owszem – wpadły, pokazując, że można. Ale wpadły już dawno temu – np. niejaki Sokrat, Jezus (jako pomysł skromnego życia) – i przepadły. Któż z setek milionów wyznawców Jezusa naśladuje swego mistrza i na ciężkim kacu nie siada za kółkiem i wyżywa się na figowym drzewie, zamiast na żonie, dziecku, i nie bredzi jak potłuczony: „Panie, daj” i „Kto tam, Panie, ma za dużo”.

    Generalnie to, Pombocku, racja, z tym, że taka bardziej filozoficzna. Praktyczna racja, to coś przytomnego zrobić z tym, co fo filozoficznego nazywania człowieka „najgłupszą i najszkodliwszą” z małp skłania.
    W sprawie fiozofowania z małpą i nazywania rzeczy, widzę spory kłopot: brak języka i brak pojęć.
    Małpy otóż są w takim porównaniu nierównie, niedościgle przytomniejsze od człowieka, porównianie więc wielkiego dewastatora z małpami mata małpy w niezapracowaną podłość, idiotyzm i wszelkie nędze z moralnymi włącznie. Trzeba by mieć na to inne słowo, ale z tym innym słowem – kłopot.
    Do czego złego można porównać szaleńczą działalność, która – znowu kłopot z językiem – wcale nie jest szaleńcza, bo nie jest odstępstwem od dobrej normy, a jest normą właśnie i odstępstwem (może) był Jezusek, do pewnego stopnia poććiwy, choć w ogóle nie wiadomo, czy istniejący oraz czy gadał to co gadał w niebieskiej książeczce, a właściwie to wiadomo – że nie to i nie tak gadał?

  307. Słuchałem wczoraj radia i było akurat o Norwegii i elektrycznych autach. Jak łatwo tam się przyjęły w przeciwieństwie na przykład do mojej Konfederacji, gdzie idzie im jak z kamienia.
    Norwegia, jako bogaty (dzięki złożom ropy i gazu) kraj mogła sobie pozwolić na kosztowne forsowanie jednego rodzaju napędu samochodów, mianowicie aut elekrycznych. Kosztowne forsowanie to zniesienie akcyzy na zakup i zwolnienie z podatku drogowego, zniesienie opłat za wjazd do centrów miast, darmowe parkingi, darmowe ładowanie. Wielki sukces indywidualnej komunikacji elektrycznej ma swoje negatywne strony – zapchane pasy autobusowe, zapchane centra miast, brak parkingów, większe obciążenie lokalnych budżetów na utrzymanie rozległej sieci dróg…
    Ostatnio rozważa się uwolnienie od opłat za wjazd do centrum i wpuszczanie na pas autobusowy jedynie aut elektrycznych z… pasażerem.
    Słuchając tak dojechałem do parkingu przy autostradzie do Lozanny. Z 10 stanowisk do (darmowego) ładowania tesli było 10 wolnych. Gdy odjeżdżałem kwadrans później, jedno zostało zajęte.

  308. O korzyściach z elektrowni atomowych.
    Mieszkam w kraju, gdzie takich elektrowni jest 5. Trzy z nich należą do najstarszych w Europie i dobiegają pięćdziesiątki. Ich ewentualna likwidacja będzie kosztowała więcej niż ich budowa. Najpierw wyłączenie i czekanie (z obsługą, ale bez produkcji prądu) ca 5 lat na „ostudzenie” pozwalające na demontaż, który potrwa 15-20 lat. Później bezpieczna utylizacja skażonych radioaktywnie elementów.
    Od ponad 40 lat trwa poszukiwanie miejsca, gdzie będzie można zagrzebać na zawsze te wszystkie odpady i skażone elementy.
    Na jeden megawat energii wytworzonej rocznie przez elektrownię jądrową przypada ilość promieniowania radioaktywnego (krótko- i długotrwałego) równa temu, które zostało uwolnione przez bombę zrzuconą na Hiroszimę.
    Czas połowicznego rozpadu plutonu 239 to ponad 24 tys. lat.
    Od katastrofy w Czernobylu rozpadła się dopiero połowa uwolnionych wtedy radioaktywnych izotopów cezu.
    Problem z pozbyciem się odpadów radioaktywnych nie jest nowy, ale zaostrzył się od czasu zakazu zatapiania ich w oceanach.
    Kiedy budowano reaktor w Żarnowcu, to była mowa o schowaniu odpadów w poniemieckich bunkrach w Międzyrzeczu. Teraz wiemy z doświadczeń niemieckich, że nawet umieszczenie ich w głębokich i uważanych za stabilne pokładach soli może być problemowe.

  309. Szanowni!
    Coś mi się zdaje, że do tego co będzie warto będzie powrócić, teraz jednak pora na nowy wpis, o racjonalno-nieracjonalnym, zanurzonym w ciekawych aspektach polskiej kultury.
    Zapraszam do czytania i komentowania w imieniu autora wstępniaka – zaka1953

  310. @Tanaka 4 stycznia o godz. 20:58

    „Ekologiczne paliwa” to – przecież – nie tylko „spalanie żywności” (nie całkiem złapałem co masz na myśli mówiąc o „żywności”).
    Mam na myśli biopaliwa jako alternatywę dla benzyny. Rzepak zużyty jako napęd nie trafi do kuchni. A dodatkowy areał pod uprawy… reszta oczywista.

    „Ekologiczna” izolacja przewodów np. w samochodach kończy się tym, że jadalne przewody chętnie konsumują gryzonie.
    To mi nie wygląda na problem globalny, a problem niewpuszczania szczura pod maskę auta.
    Gryzonie w moich realiach to nie szczury, tylko wiewiórki. Są wszędzie, żrą wszystko i nikt ich nie tępi. A nie sposób uniknąć okazjonalnego parkowania pod chmurką. Są jeszcze skunksy i szopy-pracze, też gryzonie, też głodne i też bezczelne.

    W sumie chodziło mi po prostu o kretyńskie alternatywy dla produktów ropopochodnych i beznadziejne rozwiązania w tej dziedzinie 🙂

  311. @wujaszek wania 5 stycznia o godz. 9:19

    nakarmienie głodujących wielookich dzieciuntek w krajach tzw. trzeciego świata kończy się zwykle eksplozją demograficzną, po czym jest jeszcze więcej wielkookich dzieciuntek chwytających za serce żądaniem papu. Od kogo? Oczywiście od Zachodu. Od przebrzydłego amerykańskiego imperialisty! I błędne koło się zamyka. Z trzaskiem.

    Ci, którzy przyglądali się biernie Holocaustowi zamiast o oczach mówili o garbatych nosach. Zamiast o „dzieciuntkach” mówili o „żydziątkach”. Przestrzegali przed zalewem demograficznym, przed wyzyskiem ekonomicznym. Oburzali się na oczekiwanie pomocy od pogardzany gojów.
    Albo się jest człowiekiem, albo …

    Albo świnią, czyli wujaszkiem.
    Co wynikło z twoich powyższych insynuacji.

  312. @Tobermory 5 stycznia o godz. 10:13
    No więc właśnie!

  313. @Tobermory 5 stycznia o godz. 11:33
    No więc właśnie!!!

  314. Tanaka
    5 stycznia o godz. 11:02

    Wróciłem z podróży, która z racji kilku mżawek była mniejsza niż planowana.

    Tanako, nie rewidujmy słów o istnieniu/nieistnieniu Jezuska, skoro wiemy to samo, zaś akurat fizyczne istnienie nie ma znaczenia, skoro jest postać. O człowiekowatych małpach mówiłem z powodu „małpowania”, które akurat u nich jest dowodem inteligencji, u sapiensów – może być dowodem jej braku.

  315. Na marginesie
    5 stycznia o godz. 12:48

    @Tanaka 4 stycznia o godz. 20:58
    W sumie chodziło mi po prostu o kretyńskie alternatywy dla produktów ropopochodnych i beznadziejne rozwiązania w tej dziedzinie

    Oczywiście, nie brak kretyńskich alternatyw. Powody są zrozumiałe: te alternatywy są zwykle pochodzenia komercyjnego. Wymyśla je przedsiębiorca. Nie patrzy więc na problem globalnie, jego metoda ma mu sie opłacić w ramach jego ograniczonego biznesu.
    Nie znaczy to, że tylko niebiznesowe podejście może dać dobry skutek. Zapewne nie da. Kierunek działania dający szansę powodzenia widzę w wykorzyystaniu kompetencji i możliwości wszystkich typów organizacji i obywateli. Ale i to jest dosyć pesymistyczne, bo żeby osiągnąć powszechny consensus trzeba się wznieść na wyższy poziom człowiekowatości.

  316. wbocek
    5 stycznia o godz. 14:48
    partykularny powód użycia małpowatości człowieka jest jasny, tym niemniej problem z należytym słowem dla substancjalnej szajby człowieka trwa.

  317. Orteq
    5 stycznia o godz. 3:33
    Ewa-Joanna
    4 stycznia o godz. 21:05

    Już się kiedyś przyznałem, ze już nie panuję nad całą dyskusją na blogu LA. Nie dość, że wszyscy jesteście tacy mądrzy i obeznani w tym, co się na świecie dzieje, to wasza wiedza wzbudza u mnie poczucie niższości intelektualnej, a to prowadzi do niepotrzebnej frustracji. Przelatuję więc okiem ostatnie komentarze i przeważnie nie mam pojęcia o tym, o czym dyskutujecie, czasem rozumiem o co chodzi, ale niczego mądrzejszego nie powiem od tego co już powiedzieliście. Chcąc się jednak wykazać choć odrobiną aktywności, łapię jakiś drobiazg, gdy mi się wydaje, że wiem więcej lub lepiej o co chodzi. Tym razem natrafiłem na mojego konika – tytuł naukowy i stopnie naukowe oraz nazwy stanowisk pracowników naukowo-dydaktycznych. Interesowałem się wszelkimi zmianami ustawowymi, oraz czasem idiotycznymi nazwami, używanymi przez władze szkół wyższych. Od kilu lat przestałem czytać odpowiednich ustaw, ale pamiętam z grubsza, jak jest poprawnie. W zasadzie zmieniły się niektóre procedury uzyskania stopni naukowych. Odnośnie tytułu profesora i jego nadania praktycznie nic się nie zmieniło od czasów, gdy byłem czynny zawodowo. Zdecydowanemu polepszeniu uległa procedura uzyskania stopnia naukowego doktora habilitowanego – z procesu kapturowego przeszła w absolutnie jawną procedure, to jest dobrodziejstwo! Pewnie i tak mogą się zdarzyć przegięcia, ale wszystko można sprawdzić w Internecie, od treści rozprawy i treści recenzji do ostatniego głosowania. To oczywiście jest i pozostanie tajne i tak tez powinno być.
    Pamiętam, jak wyglądają awanse naukowe we Francji. Osoba zainteresowana dostarcza znanemu jej recenzentowi wszelkie materiały do oceny i zna wynik tej recenzji. Awans zależy już od władz ichniego odpowiednika naszej PAN i/lub władz CNRS, takiej instytucji naukowej. Problem w tym, że trzeba w odpowiednim momencie wskoczyć do pociągu „awansowego”. Jeśli się to przegapi, to niezwykle trudno go dogonić. Awansują młodsi, a „staruszka” zostawiają na ściernisko. U nas zresztą sytuacja jest identyczna. Wyjaśnię to na przykładzie moim i mojego najbliższego współpracownika.
    Z nazwami stopni, tytułów i stanowisk jest bałagan i rozumiem, ze ludzie spoza środowiska mają z tym kłopoty, ale nie rozumiem braku znajomości prawa u władz uczelni. Wyłożę (po belfersku) krótko jak było kiedyś, jak za moich czasów i nieco, jak jest dzisiaj („posiadam wiedzę” od córki, która próbuje się wdrapać na ten pociąg).
    Po śląsku można by powiedzieć, że „stoi na tritbrecie”, ale ma daleko do wagonu z szynkami, gdzie siedzą grubasy (Tuwim – Lokomotywa).
    Polecam wydanie Lokomotywy po śląsku!
    Gdy mój promotor był młody to został „docentem” we Lwowie. Był to stopień naukowy i mogło być nazwą stanowiska. Stopień docenta był praktycznie taki jak obecnie dr hab. – upoważniał do samodzielnej pracy naukowej i kierowania zespołami naukowymi oraz do dydaktyki w uczelni. Nie wiem jak było z dalszymi awansami i nie zapytam profesora, bo umarł (miał 101 lat).
    Gdy ja zacząłem się interesować awansem naukowym (blisko 10 lat za późno z powodu meandrów życiowych) musiałem ostro ganiać za pociągiem, ale dogoniłem go zupełnie wyczerpany i nie doszedłem do wagonu restauracyjnego, gdzie serwują tytuły. Po prostu zabrakło mi ochoty na dalszą gonitwę i trochę nie miałem szczęścia. Udało mi się uzyskać w procesie kapturowym stopień naukowy doktora habilitowanego (do dziś nie znam nazwisk superrecenzentów, ani treści ich recenzji, ale byli łaskawi, chwała Bogu albo partii). Kolega nie miał takiego szczęścia.
    Pan minister powołał mnie na docenta w uczelni – to było stanowisko, nie stopień naukowy. Ta nazwa uległa lekkiej
    profanacji i deprecjacji w pewnym marcu, gdy zatrudniono na takim stanowisku ludzi bez habilitacji, ale miłych PZPR – tak jak dziś, gdy kiepscy magistrowie prawa zajmują najwyższe stanowiska prawnicze, eliminując z gry profesorów. Docenci „marcowi” raczej nie awansowali naukowo i po dalszych zmianach ustawy mogli trwać na stanowisku do emerytury. Ambitni mogli oczywiście ganiać za pociągiem, szczególnie wtedy, gdy mieli szybki samochód obok trasy pociągu – np. pracę dla narodu we WRONie.

    Docentom z habilitacją ustawa zagwarantowała stanowiska profesora nadzwyczajnego bez konkursu. Tak się stałem profesorem nadzwyczajnym – bez tytułu profesora, tylko na stanowisku. Pod tym względem mógłbym podać ręce pani Pawłowicz i panu Lechowi K. – gdyby mnie spotkał przed Smoleńskiem. Trochę wcześniej były dwa tytuły profesorskie, nadzw. i zw.. Nie nadawano nowych tytułów profesora zwyczajnego lub z innym przymiotnikami, ale zasłużeni mogli się z tytułem prof. zw. obnosić do śmierci, nowych nie przybywa i jest tylko jeden tytuł profesora. Procedura została – ściskanie rączki prezydenta. Pojawili się więc w uczelniach profesorowie z tytułem i/lub bez tytułu na stanowiskach profesora nadzwyczajnego, bo profesorowie na stanowisku prof. zw. muszą mieć tytuł. Ustawa nie dyskryminowała tych dwóch typów profesorów nadzwyczajnych i wymyślono nielegalny twór „profesor uczelniany”. Idiotyzm polega na tym, że profesorowie z tytułem są przeważnie uczelnianymi, choć mogą być zatrudnieni np. w burdelach z powodu wysokości zarobków – no i innych możliwości. W Anglii bywają na zmywaku i nikt nie protestuje.
    Konkluzja: NAZWANIE TAKICH OSÓB JAK JA LUB PANIĄ KRYSTYNĘ PROFESORAMI jest formą grzecznościową, ale nie jest błędem, tylko jest niefortunne. Jest tak w wielu zawodach. Nawet na emeryturze nazywa się zawiadowce stacji „Panem Zawiadowcą”.
    Tu taki dowcip:
    Pewna starsza pani, była prostytutka, gniewała się, gdy dzieci za nią wołały „ku…”. „Przecież od dawna się tym nie zajmuję i jestem porządna”, powiedziała do znajomego kolejarza. Wtedy zawiadowca ją pocieszył: „Ja też już wiele lat nie jestem zawiadowcą a i tak do mnie tak mówią”!
    Mnie zawsze śmieszy, gdy sympatyczny proboszcz Sandomierski (Don Matteo) się przedstawia, zaczynaj ac od wyrazu „ksiądz” przed nazwiskiem To przecież ani stopień naukowy, ani stanowisko lub szlachectwo!

    Tu uwaga dla Tobermory:
    Mój znajomy, były oficer francuskich wojsk okupacyjnych w Niemczech bywał tam zapraszany przez towarzystwo i jedna pani się zawsze przedstawiała: „Hochspannungsingenieurwitwe”!
    (Wdowa po inżynierze o specjalności – wysokie napięcie)

    Jeszcze kilka uwag o karierze naukowej i „pociągu”. Gdy ja dogoniłem pociąg, mogłem na stanowisku profesora „nic nie robić” do 70-ki. Obecnie ustawodawca skrócił termin jak PiS dla sędziów. Mój kolega zbyt wolno gonił „króliczka” i już się nie dochrapał stanowiska i poszedł 5 lat wcześniej na emeryturę niż ja, a dr haba może kazać napisać na nagrobku. Chcąc obecnie pozostać dłużej w zawodzie, trzeba i konkursu na stanowisko profesora nadzwyczajnego i tytułu (droga ciernista mojej córki, oby doszła!).