Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

25.12.2018
wtorek

Na dwa głosy: Święta ateistów i Opowieść wigilijna

25 grudnia 2018, wtorek,

Święta ateistów

 
Ze zdumieniem zauważyłam  już w połowie października czekoladowe figurynki Mikołaja i duże litery alfabetu w supermarkecie, przypominające o listopadowym przybyciu Sinterklaas no i o świętach. Komercyjna machina reklamowa rusza coraz wcześniej. W listopadzie pracuje już pełną parą. Dekoracje wystaw,oświetlenie ulic, natrętne reklamy no i nieznośnie wszechobecna świąteczna  muzyka, która prześladuje w każdym centrum handlowym. Zaczyna się odliczanie czasu, do grudnia,w którym w zatłoczonych sklepach  powinny padać rekordy wydawania pieniędzy na wszystko, co najczęściej jest niepotrzebne.

Przypominam sobie święta w domu rodzinnym,które oczywiście miały dla dziecka swój urok – bo choinka, prezenty, aromaty z kuchni.
Ale była druga strona medalu. Zapracowana mama w małej kuchni,ciągły pospiech, nerwowość, zniecierpliwienie i jakiś sprzeczki zmęczonych rodziców. Zawsze brakowało czasu, zawsze trzeba było jeszcze coś robić na ostatnią chwilę – bo przecież chodziło o 12 wigilijnych potraw!  (których jednak nikt do końca nie był w stanie spróbować,bo ileż można na raz zjeść ) Potem szybko mijały te dwa świąteczne dni, a do końca tygodnia zjadało się potrawy, których było o wiele za dużo i w sumie nie miało się już na nie ochoty.
Po nadmiernym ożywieniu przychodziło zmęczenie i ulga, że to już koniec. A to wszystko w imię bardzo naiwnej, starej legendy o gwieździe, stajence, żłobku i dziewicy, która urodziła syna…

W pewnym momencie w miarę dorastania postanowiłam sobie, że kiedyś we własnym domu wszystko będzie  wyglądało inaczej, bez gonitwy i zmęczenia. Udało mi się to zrealizować, ponieważ wyjechałam z Polski do kraju, w którym religia nie ma takiego wpływu na życie obywateli, jak w Polsce.
Oczywiście święta jako takie istnieją, patronuje im Kerstman, handel zarabia ile się tylko da, ale legenda o stajence jest obecna jedynie w bardzo nielicznych kościołach.

W kraju protestanckim nie obchodzi się wigilii,więc kobiety nie są zmuszone trzymać się tradycji organizowania wieczoru przeładowanego specjalnymi  potrawami. Nie ma jasełek w przedszkolach, nikt nie organizuje wigilii szkolnych. A wolne od pracy dni świąteczne nabrały od dawna świeckiego charakteru i dają możliwość  odpoczynku i spotkań w gronie rodzinnym lub przyjaciół. Odbywa się to często w restauracjach,co pozwala uniknąć gorączki przygotowywań kulinarnych. Otwarte teatry, sale koncertowe, kabarety, a w drugi dzień świąt nawet duże centra handlowe – oferują swoje usługi. W Holandii o wiele łatwiej jest przebrnąć przez ten czas, łatwiej też być ateistą.

Ale myślę, że i w Polsce można oderwać się od bardzo męczących tradycji świątecznych, szczególnie trudnych dla kobiet. Właśnie one mogą wiele zrobić w tym kierunku, stopniowo  wprowadzając w domach  zmiany i odchodząc od przymusowego rytuału, na korzyść odmiennego  organizowania tego czasu. Możliwości jest wiele.
Bo któż to w końcu powiedział, że koniecznie trzeba się spotykać przy rodzinnym stole właśnie w te dni ? Dlaczego trzeba sobie wtedy składać zdawkowe życzenia, brzmiące najczęściej płytko i nijako?Dlaczego kupować sobie wzajemnie jakieś drobiazgi, z którymi nie wiadomo co potem zrobić? Dlaczego objadać się i pić bez umiaru, a potem wsiadać do samochodów, powodując wiele wypadków.? Dlaczego zamiast przyjaźni i życzliwości tak często wybuchają wtedy rodzinne kłótnie… ??
Ci,którym zależy na tradycji świątecznej– niech ją sobie zachowają. Ale są inni, którzy chcieliby inaczej.
Niech więc wyzwolą się od tych męczących schematów – życzę im tego z całego serca.
Niech Wszystkim towarzyszy  prawdziwe ciepło i życzliwość, których  mamy  wokół tak mało.
 
basia.n
 
P.S. mam specjalne życzenia  dla kilku blogowiczów,których wymienię w kolejności alfabetycznej:
@ act,@Antonius,@Orteq,@Stachu39,@wujaszek wania,@wbocek
A dla Wszystkich mały muzyczny prezent

Vangelis – Mythodea Movment 6

* * *

Opowieść wigilijna : po drugiej stronie lustra

Wezwanie przyszło na wiosnę 1981. Od razu poczułem liczne dolegliwości, zwłaszcza w okolicy kręgosłupa. Nic lepszego nie udało mi się wymyślić. Dolegliwości zrobiły należyte wrażenie na komisji poborowej, po czym otrzymałem najwyższą kategorię zdrowotną oraz jednorazowy bilet do Kielc. W początkach maja zjawiłem się w Kieleckiej Brygadzie Łączności, aby odsłużyć swój przepisowy rok w służbie Ojczyzny. Było gorąco, dosłownie i w przenośni. Lato było piękne i słonce prażyło w czasie przemarszów z kompanijnego hotelowca do stołówki. Festiwal wolności nabierał przyspieszenia. Ze wschodu napływały pomrukiwania. W głowie obracałem pytanie, czy w czasie przysięgi wojskowej mam wymienić sojusz z Armią Czerwoną? Tak, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. W czasie przysięgi coś tam wymruczałem. Być może do dziś jestem sojusznikiem Rosji, na podobieństwo Antoniego Macierewicza?

Po trzymiesięcznym maszerowaniu, obsługiwaniu radiolinii, i składaniu kałasznikowa, nadeszło pytanie, w jaki sposób nie dać się wysłać do tak zwanego zielonego garnizonu? Mój ojciec wpadł na pomysł, wsiadł do samochodu, i w biurze przepustek Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Łączności w Zegrzu poprosił o rozmowę z zastępcą dowódcy do spraw kadrowych, którego nigdy wcześniej nie widział na oczy. Pan major wysłuchał pana profesora, po czym wysłał tak zwane „zapotrzebowanie” do brygady w Kielcach. Tym sposobem moja dalsza służba odbywała się w Zegrzu niedaleko rodzinnej Warszawy. Cała ta operacja nie spowodowała przekazania żadnych środków finansowych, co może się wydawać niepojęte z dzisiejszego punktu widzenia.

Praca, jak to praca. Była to pierwsza i ostatnia praca w mojej karierze, do której każdego dnia przychodziłem w krawacie i wyprasowanym garniturze. Pokazywałem przyszłym oficerom wojsk łączności, jak staczają się kulki po równi pochylej, jak się huśta wahadło, i pomagałem im zgłębiać tajniki elektromagnetyzmu. Robiłem dokładnie to, co młody fizyk robić powinien. Wczesnym popołudniem jechałem do Warszawy do domu, ubrany po cywilnemu.

Az w końcu przyszedł ten dzień. Wcześnie rano mama nastawiła radio na pełen regulator i tak się dowiedziałem. Stan wojenny? Co ja mam robić w takiej sytuacji? Od razu pojechałem na ulicę Mokotowską do siedziby regionu Mazowsze, żeby się czegoś dowiedzieć. ZOMO właśnie odjechało. Szyby wybite, w powietrzu gaz łzawiący, na ulicy sporo ludzi. Ktoś przytomny powiedział „chowamy sprzęt poligraficzny”. No, to do roboty. Pomagam wynosić, podjeżdżają samochody, wynosimy powielacze, samochody odjeżdżają w nieznanym kierunku. Po godzinie czy dwu zaczyna mi świtać, ze chyba właśnie robię coś bardzo głupiego. Jadę na Pragę, i po krótkim oczekiwaniu podążam do Zegrza autostopem. Wchodzę do jednostki, idę do budynku kompanii, i słyszę groźny tekst „Podchorąży, gdzie dotąd byliście, to jest dezercja, poniesiecie surowe konsekwencje nieobecności!”. Spokojnie odpowiadam: „Nie mogłem dojechać, spałem do południa, potem stałem i machałem na szosie, aż się ktoś zlitował.” (Mam pewność, ze sierżant nie ma pojęcia, co się dzieje za murami.) No, dobrze. Tu macie mundur polowy, tu macie karabin, tu jest trzydzieści sztuk ostrej amunicji. Odmaszerować.

Ciemno, mroźno, spokój, nic się nie dzieje. Na dziedzińcu stoi ażurowy maszt radiolinii. Wielki talerz anteny jest skierowany w kierunku Warszawy. Warczy generator prądotwórczy. Studentów Szkoły Oficerskiej gdzieś wywieziono. Na ich miejscach mieszka ROMO, czyli dojrzali mężczyźni, na oko czterdziestoletni, w niebieskawych polowych mundurach. Na ramionach naszywki „Milicja”. My podchorążowie patrzymy na nich w stołówce. Jedzą posiłki przy sąsiednich stolikach. Każdego dnia są wożeni autokarami gdzieś w kierunku Warszawy, gdzie podobno są jakieś strajki. Oficerowie polityczni coś nam o tych strajkach tłumaczą, ale nikt ich nie słucha, nawet oni sami.

W pokojach w naszym hotelowcu, tuz obok naszych pokojów, skoszarowani są pułkownicy, porucznicy, i zawodowi podoficerowie. Idąc korytarzem słyszę cichy szmer. Tutaj BBC, tam Głos Ameryki, a czasami nawet Wolna Europa. Wieczorami słuchają tego samego, co i ja. Też chcą wiedzieć, co się dzieje w kraju. Nikt nic nie zauważa, nikt nic nie słyszy. Nikt nie zadaje żadnych pytań. Nikt nie wie, co będzie dalej.
Patrole. Trzeba czymś zająć ten cały tłum wojskowych, którzy nie maja nic do robienia. Jest siarczysty mróz. Przemierzamy nasz szlak bojowy od bramy jednostki, na dół przez osiedle, aż nad brzeg jeziora, gdzie stoi garnizonowa kotłownia. Ogrzewa całą jednostkę. Wchodzimy do kotłowni całym patrolem: major, porucznik, sierżant albo plutonowy, podchorąży czyli ja, oraz ze dwu żołnierzy służby zasadniczej. Z całej grupy oni są najlepiej uzbrojeni. Mają po trzy pełne magazynki, a ja tylko jeden. O zawodowych wojskowych szkoda nawet gadać. Mają tylko pistolety. Wchodzimy do kotłowni i dowódca patrolu pyta „Pali się?” „Ano się pali” – odpowiadają palacze. „A dobrze się pali?” „A dobrze, nie można narzekać.” Chodzi o to, żeby zostać w cieple jak najdłużej. Po kilku minutach wychodzimy. Garnizonowa kotłownia jest najczujniej chronionym obiektem militarnym w Zegrzu. Tak było aż do nadejścia odwilży.

Most przez Bugo-Narew. Przy wjeździe na most rozstawiony został namiot albo może dwa. Koło namiotu krzyżaki zbite z desek i oplecione drutem kolczastym. Na wypadek, gdyby przyszło zablokować szosę, żeby nie mogły przejechać samochody. Koksownik, przy nim zmarznięci żołnierze. Skład podobny, jak na patrolu. Dość szybko nauczyłem się rozpalać koksownik i do dzisiaj wiem, że wcale nie jest łatwo utrzymać go w stanie rozżarzonym. Zimno jak diabli, i prawdę mówiąc nudno. „Teraz zatrzymujemy czerwone.” – rozkazuje dowódca przyczółka. Zbliża się czerwony samochód. Macham lizakiem, samochód się zatrzymuje, opuszcza się szyba. Nie muszę nawet prosić o dowód. Otwieram na stronie ze zdjęciem. Oddaję bez czytania nazwiska. Na pewno nie „Bujak”, a nawet jeśli tak, to na pewno nie ten. „Bagażnik poproszę.” Kierowca otwiera, w środku jakieś części. Może to części do powielacza? Ale skąd mam wiedzieć, jak jest zbudowany powielacz? Części do kałasznikowa poznałbym od razu, ale te wyglądają jakoś inaczej. Nie będę studiował konstrukcji tego urządzenia. A może w bagażniku jest bibuła? Na odprawie kazali szukać bibuły w bagażnikach. Rzeczywiście, leżą jakieś gazety. Ale skąd mam wiedzieć, czy to bibuła, jeżeli bibuły nam nie pokazano? Gdyby pokazano, to pewnie bym sobie przypomniał, że w moim pokoju w Warszawie mam tego ze dwadzieścia kilogramów. Mógłbym nawet trochę przywieźć dla podratowania statystyki. Ale jak tu szukać czegoś, co nawet nie wiadomo, jak wygląda? „Proszę zamknąć bagażnik” – instruuję kierowcę. „Nie ma niczego w bagażniku” – rzucam w stronę majora. „W porządku, niech jedzie” – mówi major, nie oddalając się od koksownika. Jest stanowczo za zimno na osobiste kontrolowanie.

Zbliża się wieczór wigilijny. Karpie przywieziono. Czekają w wiadrach i w miskach w koszarowym sklepiku. (W socjalizmie każdy większy zakład miał taki sklepik, i koszary też go miały.) Mało kto kupuje, bo żołnierze zawodowi nie idą na noc do domów. Cywilni pracownicy dydaktyczni są na przymusowym urlopie. Jest wczesne popołudnie. Mijam sklepik. Przed sklepikiem karpie. W środku nikogo poza sprzedawczynią. Przystojna, więc się do niej uśmiecham. Ona pyta z nadzieją: „Może pan coś kupi?”. Kupię, czemu nie. Ten, i ten, i może jeszcze ten. Przekładam karabin na drugie ramię, płacę, i wychodzę z dwiema plastikowymi torbami. W torbach karpie. Ruszają się, bo są jeszcze żywe.

W tył zwrot. Idę na mój wydział, pukam do biura dziekana. Proszę wejść. Obywatelu pułkowniku, mam problem. Problem się rusza, więc nie muszę więcej wyjaśniać. „Chciałbym zawieźć rodzinie.” Pułkownik blednie. „Podchorąży, nie macie przepustki.” Spokojnie mówię: „Mam. Nikt nam nie unieważnił. Widocznie zapomnieli.” „Ale nie macie ubrania cywilnego.” „Mam ubranie cywilne, bo przyjechałem po cywilnemu.” Cisza. „A co zrobicie z karabinem?” Na to ja, bez chwili namysłu i najzupełniej poważnie: „Zostawię pod łóżkiem w hotelowcu”.
To go przekonało. „Dajcie mi ten karabin, magazynek, i ładownicę.” Podałem, on wziął, i schował do szafy pancernej w tyle gabinetu. Zasalutowałem, odwróciłem się energicznie, i zza pleców usłyszałem cichy głos: „Nie dajcie się złapać, podchorąży.”
Po pól godzinie, po cywilnemu, z karpiami w torbach mknąłem autostopem w kierunku Warszawy. Saska Kępa, puk, puk. Rodzina w komplecie. Radość. Karpie poszły na patelnię. Kolacja wigilijna, jakby nie było stanu wojennego. Wcześnie rano znowu do Zegrza, znowu autostopem. Przepustka, jakby nigdy nic. Barani wzrok moich kolegów podchorążych w biurze przepustek przy bramie. Pól godziny później, w mundurze polowym, melduję się u pułkownika. „Obywatelu pułkowniku. Rodzina pozdrawia i dziękuje. Ja też bardzo panu dziękuję.” Spokojna odpowiedz pułkownika: „Tu macie karabin.”

Gdyby mnie złapano, to pułkownik mógł mieć nieprzyjemności. Nie mógłby się wyprzeć karabinu w swojej szafie. A jednak zaryzykował. Nie miał z tego nic, poza dobrym uczynkiem, który niech mu będzie zapisany w niebie. Chciałbym mu podziękować, ale po tylu latach nie pamiętam jego nazwiska.

Wszystkie opisane tu wydarzenia są prawdziwe. Nic nie zmyśliłem. Moja rodzina do dziś pamięta tę Wigilię stanu wojennego. A ja do dziś pamiętam, jak stałem przy koksowniku. Stałem, marzłem ja i koledzy, marzli także żołnierze służby zawodowej od majora do podoficera. Staliśmy tak solidarnie, choć nie można powiedzieć, że staliśmy z własnej woli. Nie zadawałem pytań ani im, ani sobie, po co było to stanie. Widocznie w wojsku tak musi być. Jedni każą stać, a drudzy stoją na mrozie. Może czekaliśmy na robotników z Żerania, którzy mieli przyjść piechotą i zdobyć przyczółek? A może zaatakować kotłownię kilofami? A może ukraść trochę wody z jeziora zamarzniętego na kość? Staliśmy tak i czekaliśmy przy moście nie wiadomo na co, a razem z nami czekało kilkaset tysięcy żołnierzy na innych mostach, stacjach kolejowych, lotniskach, tunelach, skrzyżowaniach, stacjach telewizyjnych, i zakładach pracy. Czekaliśmy na kogoś, kto nigdy nie przyszedł. Nikt nam nie powiedział, na kogo czekamy.
Wiele lat później zacząłem podejrzewać, że ten ktoś wtedy nie przyszedł właśnie dlatego, że myśmy na niego czekali.

narciarz2

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 332

Dodaj komentarz »
  1. basia.n
    Dla ateisty w Polsce święta także nie stanowią szczególnego problemu. Od dłuższego już czasu, to czas podobny do przedłużonych weekendów. Tyle, że wcześniej wysyłam do części rodziny kartki z życzeniami, przypominając im, że pamiętam o ich świętach i jeszcze funkcjonuję. Nie bawię się także w wielkie gotowanie i szykowanie świątecznych dań.
    Narciarz.2
    stan wojenny to był ciekawy okres. Moje ówczesne biuro projektów zostało jednostką zmilitaryzowaną i przez pewien okres trzeba było pełnić dyżury po godzinach pracy. Do tego w pierwszym okresie mieliśmy zablokowaną pracownię z urządzeniami powielającymi, typu xero i ozalidy. Trochę to nam blokowało pracę, ale dość szybko przekonaliśmy komisarza wojskowego, żeby ją uruchomić, bo przecież naszym produktem były właśnie papiery z projektami. Na szczęście nasz komisarz nie był ortodoksem i raz dwa działaliśmy jak wcześniej.

  2. basia.n

    Dziękuję, basiu, za sympatyczną, spokojną relację.

    „W Holandii o wiele łatwiej jest przebrnąć przez ten czas, łatwiej też być ateistą”.

    Dało mi do myślenia na spory kawałek nocy. W Polsce też nietrudno być ateistą, dokąd nie trafisz na Godek czy świętego ojca Terlika. Oczywiście, katolicy bywają różni – są ortodoksi i są cisi, stojący bardziej na ziemi niż w niebie, z którymi ateiście da się zgodnie żyć. Wyraźnie dobre doświadczenia mam natomiast z baptystamii i Świadkami Jehowy. U jednych i drugich nie zauważyłem ideistycznego wzburzenia przy niewiercy, natomiast jak najbardziej – może i natrętną, ale jakoś przecież grzeczną chęć ratowania go przed zagładą.

    „Ci,którym zależy na tradycji świątecznej– niech ją sobie zachowają. Ale są inni, którzy chcieliby inaczej”.
    „Niech więc wyzwolą się od tych męczących schematów – życzę im tego z całego serca.

    Brawo! Każdemu, co jego – cała życiowa mądrość. Pytanie: na ile i kiedy może być zwyczajną codziennością ta postawa w Polsce? Otóż sądzę, basiu, że w tym stuleciu tego nie doczekasz – dlatego musisz żyć lat 200. Albo więcej. Bo chrześcijaństwo może traci swój mesjański impet, ale inna religia właśnie go nabiera, niestety. Pewnie w jakiejś mierze tego doświadczasz.

  3. narciarz2

    „Wiele lat później zacząłem podejrzewać, że ten ktoś wtedy nie przyszedł właśnie dlatego, że myśmy na niego czekali”.

    Otóż właśnie, narciarzu – krótko i zawiązało. Przebarwiaczom, manipulatorom i pospolitym chamom. jak madama Pawłowicz, nie udało się zarządzić statystyką, żeby pokazywała mniej niż 51% uparcie akceptujących stan wojenny. Najobłudniejsza, najprymitywniejsza, najgorsza i najgłupsza w tysiącletnich dziejach Polski partia szarogęsi się właśnie dzięki tej zachowanej w wyniku stanu wojennego autonomiczności. Ale w końcu dobry Jahwe – a ja go dobrze znam – się wku.wi, cofnie czas, ci, co niby mieli nie wejść i nie wiadomo po co stali przy naszych granicach, „wejdą” i wtedy kto nie wie, na własne oczy zobaczy, gdzie się zgina dziób pingwina.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. narciarz2
    Zapamiętałam swój sen przedświąteczny w grudniu 1981. To był właściwie bardzo wyrazisty, kolorowy obraz. Widziany przeze ze mnie z tylu domu, gdzie był spory ogród.
    Śnieg błyszczący w słońcu (była wtedy piękna zimowa pogoda), a na śniegu krwawe ślady stóp, które urywały się przy płocie. Obudziłam się z krzykiem.
    Wiele lat musiało upłynąć, żebym pogodziła się z myślą, że gen. Jaruzelski może jednak miał rację (fifty/fifty, jak „powiadają” statystyki.)

  6. @basia.n
    Do Twojej listy „wyróżnionych” dodałabym jeszcze @Neferkę, biskupa @Tanakę, @Kostkę, @Ewę-Jaoannę i @Namargineskę.
    Muzyczny prezent jest piękny.

  7. zak1953
    25 grudnia o godz. 1:23

    Dla ateisty w Polsce święta także nie stanowią szczególnego problemu Miałam na myśli tę całą męczącą atmosferę ,która tygodniami wciska się w „normalne” życie.
    I może właśnie ateista nie daje się wmanipulować w gorączkę świateczną. Ale ci pozostali,którzy chcąc nie chcąc włączają się w ten nurt wszelkich przygotowań i obowiązków.? Myślę,że dla nich ten czas nie jest aż tak przyjemny. Niedawno wspominała o tym @Weronika – która chyba przedziera się właśnie przez „świąteczny gąszcz”.

  8. @mag
    25 grudnia o godz. 10:55

    Wszystkim ( bez wymieniania) życzyłam ciepła i życzliwości,a moje specjalne życzenia były skierowane do osób chorujących.
    Dla wszystkichprzygotowałam prezent pod choinkę:)

  9. Hosanna na wysokości a na Ziemi pokój ludziom dobrej woli!

    Mam moment dla siebie, zanim mnie znowu wciągnie rodzinny wir.
    Basiu,
    choinka stoi cała i zdrowa, maluch po pierwszych trzech zdecydowanych NIE! dał spokój bombkom i ozdobom, pokazuje je co najwyżej paluszkiem, lekko dotykając. Najniżej wiszącą świeczkę zdmuchnął kilka razy, a potem dopaliła się nie niepokojona. Bardziej niespokojni byli dorośli goście patrzący z pewną zgrozą na prawdziwe świeczki 😉
    Obeszło się bez płotów i zasieków, drewniana kolejka z czeskiego jarmarku okazała się największą atrakcją dla wszystkich 😀

    @Antonius
    mam dla ciebie niemieckie słowo złożone z 38 liter!
    Dostałem w prezencie Eierschalensollbruchstellenverursacher
    Wypróbowałem przy śniadaniu. Działa 😎

  10. Aha, w niedzielę w sklepie pojawiły się śledzie!

  11. wbocek
    25 grudnia o godz. 8:19

    Pytanie: na ile i kiedy może być zwyczajną codziennością ta postawa w Polsce?

    Wiem wbocku,że masz rację. Wszelkie przemiany w ludzkim myśleniu odbywają się bardzo wolno.Nie daje to niestety powodu do optymizmu.Dlatego każdy dom indywidualnie może być rodzajem bastionu ,broniącym własnych przekonań i zwiazanych z tym zwyczajów 🙂

  12. Tobermory
    25 grudnia o godz. 11:24

    Cieszę się,że masz moment dla siebie 🙂

    Maluszek zdaje egzamin z bombkami,to oznacza,że przyjmuje do wiadomości pewne zakazy.
    No i oczywiście ta drewniana kolejka zrobiła swoje 🙂
    A jak zacznie padać śnieg,to zaczną się inne atrakcje.
    Ty mowisz o śledziach z entuzjazmem,a mnie myśląc o nich cierpnie skóra na plecach . Ale każdy lubi to,co lubi 🙂
    Napisz,jak pojawi się śnieg.
    Po niedzielnym dlugotrwałym deszczu świeci pięknie słońce,więc będzie długi spacer 🙂

  13. Śnieg pojawił się wczoraj na wysokości 1300 mnpm. Na dole lało niemiłosiernie przez kilka dni, deficyt z lata został chyba wyrównany z nadwyżką, w nocy przyszedł mróz, a dziś od rana błękitne niebo i słoneczko jak na pocztówkach.
    Śledzie to już rarytas, ca 3.50 euro za dwa filety (150 g).
    Na wczorajszą kolację zrobiłem z nich tatara z szalotką i kiszonym ogórkiem. Miał większe wzięcie niż łosoś wędzony (dziki, kanadyjski).
    Maluszek zasmakował w blinach z kawiorem!

  14. Tobermory
    25 grudnia o godz. 11:56

    Bliny z kawiorem ??? Nigdy nie słyszalam o takim rarytasie.
    Skoro i ten tatar i bliny,to ile potraw w sumie było na stole ?
    Dwanaście ??? 🙂

  15. Qba
    24 grudnia o godz. 13:18

    Napisaleś wczoraj bardzo trafny jak zawsze ,świąteczny wierszyk. Bardzo cieszyłabym się,gdybyś wkleił go jeszcze raz tutaj. 🙂

  16. Smutna wiadomość – wczoraj zmarł Ryszard Marek Groński…

    Bardzo pięknie napisał o nim na swoim blogu red. Passent

  17. Nie lubię Świąt! Żadnych! Ani religijnych, ani ateistycznych. Są różne powody. Państwowe mi się rzadko kiedy dobrze kojarzyły, szczególnie pochody pierwszomajowe, choć zdarzały się scenki zabawne. W Opolu pochód formował się na ogół na najważniejszym placu, gdzie fachowcy ustalali kolejność zakładów. Osobiście znałem ten plac pod takimi nazwami: Kaiser Wilhelm – Platz, potem Platz der SA, logicznie od 1945 Plac Czerwonej Armii, a ostatnio Mikołaja Kopernika. Ten Kopernik miał pewnie związek z przeniesieniem rektoratu Uniwersytetu do budynku po starym szpitalu. Jak jeszcze pożyję trochę, to Kopernik ustąpi miejsca prezydentowi tysiąclecia. Stamtąd pochód ruszył na ulicę Krakowską (obecnie deptak dla pieszych), i długą ulicą wzdłuż torów aż do rozwiązania pochodu.

    Jest wyjątkowo piękna pogoda, słońce pali gapiów, wśród których stoi moja siostra z 3-letnią córeczką (naszą!) na rękach. Na mój widok dziecko ryczy: „Tatusiu, do kościoła”! „Pochód” się śmiał, ja nie za bardzo. Czasy raczej nie zachęcały do pójścia do kościoła, a ja – bezbożnik – nie chodziłem do wspomnianego. Biednemu dziecku się popier…, i pewnie myślała, że to Boże Ciało, choć do dziś nie wiem, którędy w Opolu chodzili wierni, w Kędzierzynie nawet pomagałem stroić jeden z ołtarzy, przydzielony naszej dzielnicy.
    Wspomniany pochód , a może inny, wzbudził u mnie negatywne uczucia do nowej rzeczywistości, bo wygłupił się narzucony nam przez Mateczkę reprezentant władzy, który na widok grupy wojskowej ryczał przez megafon” Witom polski wehrmaht”! Takiego kretyna władze wybrały dla zmylenia opinii publicznej, szczególnie zagranicznej. Widzicie, Ślązacy są u władzy w naszej ojczyźnie, a to był odpadek użytkowy niemieckiej partii komunistycznej, którego żaden autochton nie akceptował. Inteligencja polsko-sląska została odsunięta w cień, a oni działali dla Polski w Niemczech aż do wojny. Taka ich spotkała nagroda. To było jednak normalne w Polsce przedwojennej i nie zmieniło się w PRL . Korfanty wywalczył dla Polski ogromny potencjał gospodarczy wbrew woli ludu, który w plebiscycie się wypowiedział, a Korfanty liczył na wdzięczność Piłsudskiego – a wylądował w ciupie zamiast np. w ministerstwie.
    Może na tym koniec o świętach świeckich, przejdę do religijnych. Wszystko było normalnie i ok aż do grudnia 1945 – moja pierwsza pasterka polska. Przy wejściu do kościoła myślałem, że się uduszę, taki smród alkoholowy mnie przywitał oraz ryki koled. To było dla mnie nowe, bo u nas w domu nie było kropli alkoholu na wigilię i u sąsiadów podobnie. Była siemionka (zupa z konopi, nie ze lnu!), śledzie i makówki, a jeśli sytuacja na to pozwoliła – biała kiełbasa. Makówki w wanience do prania, śledzie w słojach 10-litrowych, bo żarłoczni byliśmy – nawet 10 osób, tylko najmłodszy nie rzucał się ponownie do makówek po powrocie z pasterki, bo miał kilka miesięcy. Umarł przed rokiem – z bólu – wyszły mu naraz wszystkie zęby, płakał jedną noc i był koniec, Uniknął więc naszej tułaczki pod koniec wojny. Choinka była zawsze z naszego lasu – self service- i obwieszona głównie jadalnymi ozdobami. Po kolacji i ewentualnym obejrzeniu prezentów dzieciątka zgaszono świece na choinie i światło i zaczął się rabunek ozdób, czyli ciastek i owoców. Gdy dzisiaj widzę stosy zabawek np. u prawnuków to mi ich żal. Nic ich już nie cieszy i nie wiedzą jak się bawić. W moim pierwszym życiu dzieciątko (koleżanka mamy z Berlina – zwana ciotką) przyniosło mi małe organki i w następnym roku zabawkę – walizeczka metalowa, nakręcana mechanicznie i chłopek, który najpierw biegał za walizką, a potem na nią wskoczył. Brat dostał armatę, lazł pod łóżko i strzelał. Pytajcie wnuków o listę zabawek „od dzieciątka” i spróbujcie porównać.

    Mijały lata, raczej nie chodziłem już na pasterkę, więc smrodu wódki uniknąłem. Ożeniłem się z „Galicjanką” i święta spędzaliśmy głównie u teściów. Tam po raz pierwszy (i ostatni) jadłem kutię. Nie dlatego, że mi nie smakowała (trochę za słodka), ale nikt nie chciał i teściowa więcej nie robiła.

    Z tradycjami jest tak, że rośnie się w jednej i ślady zostają do końca życia. Przy zderzeniu z innymi tradycjami jest kłopot, ja po prostu nie umiem się przemóc i wewnętrznie zaakceptować zmian. Nie znałem i nie cieszy mnie łamanie opłatkiem, czy jajkiem na Wielkanoc. Mnie to śmieszy – trudno! Od lat powinienem latać po mieszkaniu z opłatkiem jako „głowa rodziny” (teściowie nie żyją), ale jako osoba niepełnosprawna mam alibi – prawo gospodarza przejęła żona. Wczoraj po raz pierwszy przekazała to prawo zięciowi, to już przesada, ale się nie upominam o należne mi prawo. Bardzo lubiłem teściów i resztę rodziny żony, oni pewnie udawali, że też mnie zaakceptowali mimo moich korzeni, ale nie mogłem się przyzwyczaić do wylewnych form przywitania i żegnania – to była dla mnie tortura. Nie przypominam sobie żadnych czułości ze strony członków rodziny, gdy byłem dzieckiem i nie pragnąłem tego, choć byłem pewny ich miłości do mnie, szczególnie ze strony matki.
    Z bratem było różnie normalne stosunki mieliśmy po 50-ce, ale cały czas stawał w mojej obronie przed atakami innych dzieci, taka ”szorstka” przyjaźń. Przyczyna była banalna. Miał 2 lata, gdy się urodziłem i nie był już „samcem alfa”. Wziął pokrywkę od kanki do mleka i ostrym kantem rozciął mi łepetynę. Niestety przeżyłem! Może dlatego miewam kłopoty z mózgiem?

  18. Potrzeba urządzania raz na jakiś czas „czasu szczególnego” jest obecna we wszystkich kulturach. Wszędzie ludzie na co dzień zginają karku, wiążąc koniec z końcem, a święto – jakiej by nie było treści – powinno dawać moment wytchnienia od tego kołowrotu. Gorzej, jak samo staje się kołowrotem i udręką w imię gorączki zakupów. Właściciele biznesów handlowych liczą zyski, a szeregowi pracownicy nie mogą liczyć w ten „szczególny czas” na żaden urlop. Obserwuję to z pozycji kierowcy, mając już co prawda komfort freelancera w tej dziedzinie, korzystającego dodatkowo z podwyższonych świątecznych stawek. Dyskusje o niedzielnym zamykaniu sklepów, w których centralne miejsce zajmują udręczone kasjerki, przyjmuję kiwając głową z przekąsem. Żeby ów sklep otworzył się rano w poniedziałek (co normalne) czy w drugi dzień świąt, poprzedniej nocy pracuje piekarnia, do której właśnie cysterna przywiozła mąkę, załadowaną kilka godzin wcześniej. W nocy przyjechały do sklepu dostawy, a poprzedniego wieczoru cały tłum pracowników centrum dystrybucyjnego „pikował” towary na naczepy. Pracowali shunterzy, ochrona, despatch office, a także serwis oponiarski, bo ten czy ów złapał kapcia. W dużym supermarkecie nocna załoga jest nie mniej liczna od dziennej: przyjmują dostawę i rozkładają na półkach, sprzątają itd. Jedni cieszą się z nadgodzin, inni mają taki charakterystyczny pusty wzrok nocnej zmiany… (tu wiem o czym mówię, jest coś takiego)
    O ruchu lotniczym czy opiece medycznej nie chcę tu pisać, a tylko o tym, co znam naocznie i „nagrzbietnie”. Taki świat sobie urządziliśmy i nie ma od tego ucieczki. W tym świecie każdy musi sobie świętować po swojemu…

    A propos „drobiazgów, z którymi nie wiadomo, co zrobić”: znalazłem pod choinką grubawy tom gam i pasaży jazzowych. Oj, będzie co robić, bo widzę, że jest bardzo obfity.

    Narciarzu, szczere relacje z pierwszej ręki w świecie fake news to skarb – zwłaszcza dla kogoś, kto w ’81 jeszcze nawet nie zauważył braku Teleranka.
    Kłaniam się. Świętujta ludzie kto może!

  19. @Basia.n
    Dziekuje za życzenia i prezent muzyczny. Zgadzam sie z Tobą – wigilia to męczący dzień, dla mnie dawniej jeden z najgorszych. W patriarchalnej rodzinie mojej ówczesnej żony był nie do uniknięcia, zresztą mam wrażenie, że to kobiety brały na siebie ciężar obowiązków, gdyby sie zbuntowały mogłaby byc normalna kolacja + prezenty i ewentualnie jakaś kolenda. Z lat dziecięcych pamiętam wigilie u znajomych przyjaciół matki, w pewnym momencie jedna z pań zasiadała do pianina i chyba było wśród nocnej ciszy, ale w momencie wykonywania utworu zacinała sie w trakcie wykonywania utworu i z bratem zakładalismy sie, czy odegra w tym roku gładko , czy gdzieś sie zatnie. Nie jadam grzybów i i ryb, tak, że pierwsza potrawa wigilijna, która zjadałem to był zwykle kompot. Do tego oczekiwano ode mnie, że pozabijam karpie (to juz w małżeństwie), które pływały od dwóch dni w wannie. Nie lubię zabijać, nawet owadów (poza komarami).A atmosfera wigilijna była dla mnie zawsze sztuczna.
    Wczoraj w wąskim gronie rodzinnym :córka żony, wspólna i my przełamaliśmy sie opłatkiem, żona odczytała stosowny fragment św . Łukasza, była choinka, prezenty – trafione, barszcz czerwony z fasolą, kapusta, placki ziemniaczane ze śmietaną. Koty nie przemówiły ludzkim głosem, ale tez przemawiały, bo uważały,że dostały za mało kociego jedzenia.
    Zwykle preferowałem w okresie świątecznym wyjazd na narty do Bukowiny, niestety udało mi się to zrealizowac tylko 2 albo 3 razy.
    @Narciarz 2
    Bardzo mi sie podobał reportarz z życia żołnierza w stanie wojennym. Cóż, każdy wykonywał swoje obowiązki. W tym czasie miałem tez stałą przepustkę na wyjazd z miasta , bo dojeżdżałem z Łodzi do poradni w Łowiczu, chyba 2 X w tygodniu, dopóki starczyło mi benzyny.Pamiętam dwumetrowe wąwozy i zaspy śnieżne, mijanki, w samochodzie obowiązkowo łańcuchy i łopata. Kilka razy jechałem przez Zgierz, bo główna droga na Warszawę bywała nieprzejezdna. Może masz rację- dzięki takiej służbie ofiarnych żołnierzy przy koksownikach nie doszło do jakiegoś kolejnego powstania i nie weszli.
    @Act.
    Jezus jest postacią historyczną, był jednym z wielu proroków ze szkoły esseńskiej, których było wtedy dużo w Judei, jego nauki rozpowszechnił potem Paweł wśród diaspory żydowskiej i on jest jednym z twórców chrześcijaństwa jakie znamy, potem spisano ewangelie.Trzeba patrzeć na ówczesne czasy w kontekście historycznym, było powszechne oczekiwanie na mesjasza i przydano Jezusowi cech boskich. Ateistów wtedy nie było, może w Grecji jacyś byli wśród filozofów. Pozdrowienia.

  20. Prosiłbym o spację po przecinku.
    Co do reszty – jest OK.

  21. Dziś żona oświadczyła – jeśli dożyjemy następnej wigilii – to ona zastrajkuje i nie będzie jej urządzała. Była tak zmęczona, ze całą noc nie spała. Natychmiast przypomniałem sobie jeden z dowcipów o baronowej von Parneg, która była znana z różnych gaf.
    Przechadza się z koleżanką koło sklepów jubilerskich Amsterdamu i spodobało jej się jakieś cacko, ale nie kupiła. Powiedziała koleżance: „Wprawdzie mój mąż dał mi „plein pissoir”, ale to jednak przekracza mój „bidet”. Trochę pomieszała tę francuszczyznę, bo miało być „plein pouvoir”, a bidet to budget, ale idea była słuszna. Widać u mojej żony wreszcie ten „bidet” jest już przekroczony. Moglibyśmy gdzieś wyjechać, ale gdzie znajdę porządne łóżko?

  22. Stachu39
    25 grudnia o godz. 16:10

    Jezusologiem nie jestem, dlatego z całą nieodpowiedzialnością i nieśmiałością przypuszczam, że jakiś malutki, lokalny kaznodzieja Jezus mógł istnieć – na to wskazywałyby na przykład jego raczej nie wzorcowe i sprzeczne z głoszonym słowem stosunki rodzinne. Po co autorzy ewangelii mieliby wymyślać sytuację niezborną z ich przesłaniem, a przede wszystkim, czy by ich było intelektualnie na tak skomplikowaną psychologię osoby stać? Raczej więc z życia mogła ona być, nie z głowy.

    Ale dla mnie ateisty historyczność/niehistoryczność Jezusa-człowieka zawsze była ubocznym wątkiem, nie wartym większej uwagi. Nawet stuprocentowa pewność, że istniał kaznodzieja Jezus nie byłaby przecież dowodem na to, że był bogiem, lecz na to, że rzeczywiście istniał oszust, który się przedstawiał jako syn Boga. Chrześcijanie, bez względu na to, jakie były historyczne fakty, wiedzą swoje. Mnie interesowała domniemana, kupy się nie trzymająca boskość Jezusa, nie człowiekowatość

    Kiedy dawno temu słyszałem od znajomych katolików, że jest udowodnione, że Jezus istniał, i pytałem, co z tego wynika, dowiadywałem się, że z tego wynika, że naprawdę istniał.

  23. @basia.n
    25 grudnia o godz. 12:12

    Zacząłem przed południem, ale ten wir…
    Nie liczyłem potraw, bo nie wiem, jak się liczy cztery dania złożone z kilku składników każde. Czy np. barszcz z uszkami to jedna potrawa, czy dwie?
    Na początek był właśnie barszczyk z uszkami, potem rybna teryna na ciepło i sałata roszponka, a daniem głównym były bliny pszenno-gryczane z dodatkami (kwaśna śmietana, różne kawiory, łosoś wędzony, łosoś marynowany, tatar ze śledzia). Do tego szampan, białe wino i mrożona wódka.
    Na deser owoce, makowiec i ciasteczka.
    W sumie kuchnia fusion, bo towarzystwo międzynarodowe, a goście zawsze dbają o dostawę kawioru, roszponki i bukietu pięknych róż. Taka tradycja 😎
    Od kilkunastu lat dzielę się z nimi opłatkiem, który przysyła mi rodzina z Polski. Wytłumaczyłem, że to takie symboliczne podzielenie się chlebem, każdy odłamuje kawałeczek od innych i zjada, bez obściskiwań i życzeń, siedząc przy stole. Bardzo im się to spodobało i teraz musi być co roku ten „papier do jedzenia”. W tym roku był jednak „karton”, bo „papier” nie dotarł na czas, mimo zapewnień mojej siostry, że wysłała dwa tygodnie temu.
    Znalazłem w internecie przepis na opłatki (mąka i woda) rozgrzałem moje żelazko do wafli i… upiekłem. Wyszły ładne wafelki z różnymi wzorkami (herb konfederacji, kwiatki i coś tam jeszcze) ale jednak nieco grubawe (ca 0.5 mm) i z lekka pancerne, ale połamać się dały, a w smaku jak opłatek.
    Za to całkiem świeży, bo widziałem na YT, że biznes opłatkowy w Polsce zaczyna produkcję już w marcu 🙄
    Po opłatku wszyscy przy stole łapią się za ręce, podnoszą je do góry i chórem mówią „Smacznego” we wszystkich językach reprezentowanych przy stole. Raz było nawet po kameruńsku 😉
    Po kolacji były, na życzenie gości, kolędy (po angielsku i niemiecku) przy wtórze gitary i fletu.
    Z dzieciństwa pamiętam, że w dniu Wigilii w domu rodzinnym nie jadło się niczego od śniadania aż do pierwszej gwiazdki, może dlatego kolacja wigilijna była tak specjalna i wszystko miało nadzwyczajny smak. I to mi zostało, też głoduję do wigilijnego wieczora. Goście przybyli wygłodniali jak zwykle.

    W domu rodzinnym po domowej kameralnej Wigilii cała liczna rodzina (ojciec miał bodajże siedmioro rodzeństwa) spotykała się wraz z przychówkiem w domu dziadka na opłatku i drobnym poczęstunku, a potem o północy szło się na pasterkę. Tak jak Antonius pamiętam te alkoholowe wyziewy i baranie głosy przynapitych mężczyzn śpiewających głośno i odważnie jak nigdy w pozostałych dniach roku. I zapachy perfum i naftaliny z futer, pelis i ciężkich wełnianych płaszczy.
    Po powrocie do domu miało się niesamowity apetyt na wędliny, ćwikłę z chrzanem i sałatkę. A potem w ciemności słychać było szelest dyskretnie odwijanych z celofanu cukierków na choince. W okolicach Trzech Króli te papierki, nadal starannie zawinięte i pozorujące nienaruszoną zawartość, były już wszystkie puste 🙄
    W mojej tutejszej okolicy jest tradycja zapalania w wigilijny wieczór czerwono świecących zniczy na grobach bliskich. Podoba mi się bardziej niż ostentacyjna iluminacja polskich cmentarzy w zaduszki. Byłem wczoraj na lokalnym cmentarzu, nie biła od niego łuna, ale prawie na każdym grobie płonęło co najmniej jedno światełko.

  24. Tobermory
    25 grudnia o godz. 19:28

    Zapytałam o te potrawy oczywiście troszkę przekornie. Ale bardzo podobał mi się opis własnych zwyczajów w twoim domu. Bo właśnie to się powinno liczyć – prawdziwa radość z bycia razem przy wspólnym stole 🙂
    Podziwiam,że poradziłeś sobie z brakiem opłatka – ale ty jesteś „alleskunner” 🙂
    Czy bliny,które opisałeś są tradycyjną potrawą w Szwajcarii,czy może pochodzą z innego regionu? Bo ja chyba słyszałam kiedyś o rosyjskich blinach.

    Mam nadzieję,że kiedy maluch pójdzie spać,a dorośli usiądą przy domowych nalewkach,zapanuje błogi spokój i trochę odpoczniesz 🙂

  25. Antonius
    25 grudnia o godz. 18:06

    Ponieważ twoja żona ma wiele codziennych obowiązków,urządzanie wigilijnego wieczoru jest z pewnością bardzo męczące i obciążające. Z pewnością wyjazd na święta byłby dla was obojga bardzo dobrym wyjściem. Porządne łóżka można z pewnością znaleźć w dobrych hotelach.Można to sprawdzić dużo wcześniej 🙂

    Ale można również zamowić wszystkie dania w restauracji, wraz z dostarczeniem do domu. Może to byłoby wyjście z sytuacji .Bo najważniejsze będzie,aby żona nie była zmęczona 🙂

  26. @basia.n
    25 grudnia o godz. 20:45

    Bliny są jak najbardziej rosyjskie, dodatki do nich – klasyczne.
    W Szwajcarii raczej egzotyczne, choć niektórzy znają.
    Jeśli ktoś z tego już wysnuł moje sympatie dla Putina, to dodam jeszcze, że za szampana robił Crimea Sparkling Wine czyli krymski sekt 😎 Na usprawiedliwienie podam, że zarówno potrawą jak i trunkiem raczyli się już carowie 😀

    Maluch z rodzicami bawi od popołudnia u drugich dziadków, odległych o 60 km, ale na noc powróci. Tak całkiem spokoju jednak nie mam, bo nie wszystkich gości się jeszcze pozbyłem 😉 Chyba się jeszcze wybiorę po mleko, bo zabraknie na śniadanie. W odległości 1 km jest sklep czynny do 22 przez wszystkie dni w roku, tu się dba o turystów 😎

  27. Tobermory

    Gdy rok później już umiałem mówić po polsku, to zmodyfikowałem kolędę na „bydlęta śpiewają…”-reszta bez zmian.

  28. Tobermory
    25 grudnia o godz. 20:57

    Jeśli u ciebie goście wigilijni zostają na następne dni… to można tylko podziwiać twoją gościnność i cierpliwość 🙂
    No i wobec tego wybierz się po to mleko,skoro tak bardzo potrzebne jest na śniadanie 🙂

  29. basia.n
    Chyba skorzystamy z dobrych rad. Moja lepsza połowa jest nie tylko zmęczona, ale ma kłopoty z prawą ręką, czasem jej coś wylatuje z rąk i w nocy bardzo boli ja ręka mimo środków.
    Starość nie radość!

  30. Antonius
    25 grudnia o godz. 21:04

    Koniecznie pojedźcie ! Myślę,że może podróż do Niemiec miałaby sens. Wiem,że tam wlaśnie wiele hoteli urządza święta i robią to bardzo starannie. Holendrzy bardzo chętnie tam spędzają święta.
    Pozdrowienia dla żony,za to wigilijne zapracowanie.
    Ja nie byłam nigdy „keukenprinses”, chociaż uczciwie wywiązywałam się i wywiązuję ze swoich obowiązków domowych. Ale w przypadku świąt szukałam zawsze i szukam rozwiązań ,ktore dają mi możliwość przyjemnego spędzenia czasu,bez zmęczenia 🙂

  31. @Antonius

    Wspominasz kutię… U mnie w domu nigdy nie było, ale należała do żelaznego repertuaru na wigilijnym spotkaniu u dziadka. Chyba mi nawet smakowała, ale to było tak dawno… 🙁
    Zauważyłeś to 38-literowe słowo, które podałem o 11:24?
    Język niemiecki jest idealny do nazywania wszystkiego 😎

  32. basia.n
    25 grudnia o godz. 21:20

    Wpis-potpourri.
    „Keukenprinses” – jak to można o wszystkim pięknie powiedzieć 😉
    Czy ktoś tu jeszcze, poza mną, wielbi śledzie w oleju prawie ponad wszystko? (Prawie – bo są jeszcze ziemniaki z gulaszem.)
    A czy u kogoś jadało się na wigilię barszcz z fasolką? Czy to tylko moja rodzinna – a może świętokrzyska – specyfika? Barszcz czerwony, bardzo klarowny i wytrawny jak wino, pachnący suszonymi grzybami, a do tego drobna biała fasola…
    Gdyby ktoś z Sz.P. Ateistów jednak z jakichś przyczyn potrzebował kolęd, to bardzo polecam wykonanie Ochmana, dostępne na YT. Ładne aranżacje, żadne tam siejeje.
    Marek Groński – już od dawna nie pisał felietonów, ale czekałem na jego opowieści o przedwojennych artystach estrady. Szkoda…

  33. @Szary Kot
    25 grudnia o godz. 21:55

    No przecież te dwa fileciki, co mi się udało zdobyć, są w oleju 😎 Lubię je w tej postaci, ale do blinów posiekałem i dodałem szalotki i ogórka kiszonego plus świeżo mielony pieprz.
    Śledzie to dziś luksus, zwłaszcza tak daleko od morza.

  34. Jak już pisałam moja wigilia odbyła się w tym roku 2 dni wcześniej bo tak nam wszystkim wypadło wolne.
    Kiedyś jak dzieciaki były małe to celebrowaliśmy te wszystkie 12 potraw ( rany julek!) i opowieść o opłatku, który czasem był ( mama a wafel będzie?) a częściej go nie było.
    Z tego został nam zwyczaj zbierania się rodzinnego w tym dniu, uszka i barszcz, ryba w pomidorach i śledzie. Uszka są obowiązkowe, to spadek po teściowej, u mnie w domu były pierogi z grzybami. Niestety tu z grzybami problem więc są uszka i robię je raz do roku w dwóch wersjach -normalnej i bezglutenowej. Partnerzy moich dzieci bardzo ładnie umieją powiedzieć „uszki” bo też im smakują.
    Moje uszka nie są gotowane ale smażone w głębokim oleju i podawane na gorąco. I muszą być, bo to jest symbol polskiej wigilii dla moich dzieci.
    Australijski Chrissie jest w niewielkim stopniu kościołowy, w dużym stopniu rodzinny lub towarzyski – razem się coś tam zjada (na ogol szynkę i krewetki) i sporo przy tym pije piwa. No wiadomo, upał. Christmas to najgorętszy okres lata. Czyli również plaża i pikniki.
    My poszliśmy na ryby, co jest również tradycyjnym australijskim zajęciem.
    A dzisiaj w Boxing Day całe tłumy polecą do sklepów oddawać prezenty ( w tym dniu można bez paragonu) i załapać się na wyprzedaże bo to tradycyjny start. Ja unikam jak ognia, pewnie znów pójdę łapać rybę.

  35. Szary Kot
    25 grudnia o godz. 21:55

    Od śledzi trzymam się z daleka. Od ryb w większości też. Lubię jedynie dorsza po grecku,ktorego potrafię zdrobić tak,jak moja mama 🙂
    Barszczu z biała fasolką nie znam.

    A jeśli chodzi o muzykę – to lubię słuchać teraz takiego chóralnego wykonania 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=rhNO42fbFsc&t=292s

  36. Ewa-Joanna
    25 grudnia o godz. 22:20

    Kiedy żyje się poza granicami Polski, to wlaśnie pewne zwyczaje świąteczne stają się ogniwem łączącym przeszłość z teraźniejszością. U mnie taką potrawą jest kapusta z grzybami ( nie bigos) I wprawdzie w Holandii też grzybów nie ma,na szczęście są polskie sklepy i tam kupuję suszone grzyby. Ale uszek nigdy nie robiłam,tylko kapustę .
    Myślę,że spędzanie świąt na łowieniu ryb,lub na plaży ma swój urok. Więc wielu przyjemności na rybach 🙂

  37. wbocek
    25 grudnia o godz. 19:11

    Jezusologiem nie jestem, dlatego z całą nieodpowiedzialnością i nieśmiałością przypuszczam, że jakiś malutki, lokalny kaznodzieja Jezus mógł istnieć – na to wskazywałyby na przykład jego raczej nie wzorcowe i sprzeczne z głoszonym słowem stosunki rodzinne. Po co autorzy ewangelii mieliby wymyślać sytuację niezborną z ich przesłaniem, a przede wszystkim, czy by ich było intelektualnie na tak skomplikowaną psychologię osoby stać? Raczej więc z życia mogła ona być, nie z głowy.

    To mi się właśnie, w oparciu o racje psychologiczne i zwyczajną racjonalność wydaje mocno wątpliwe – że był jakiś konkretny, żywy i lokalny kazodzieja Jezus, którego żywot (chaotycznie i w sposób dziwaczny) przedstawiono.
    Nieznaczność drobnego kaznodziejki nie tworzy mocnego powodu, by wykonać ewidentnie ponadstandardowy wysiłek, by go sportretować.
    Druga rzecz jest taka, że w ogóle do portretowania onego wzięto się grubo po jego śmierci, portretowali go ci, co go w ogóle na oczy nie widzieli, wreszcie z tego portretowania, ,pełnego okropnego bałaganu, wylepiono cztery opowiastki dopiero na soborze trydenckim aż w czwartym wieku naszej ery.
    Tak się, ewidentnie, nie robi portretu żyjącemu. Nawet w dawnych, byle jakich czasach. Początek się tu z końcem w ogóle nie zgadza, a przedstawiana intencja i Prawda kłócą się z zasadami życia.
    O wiele poważniejsze są zupełnie inne wskazania: Jezusek to postać wyimaginowana, choć pewnie zlepiona z różnych istniejących. Postać, która miała przestawiać pewien ideał czegoś, nie wiadomo właściwie czego, bo wyjaśnienia chrześcijańskie są bardziej jeszcze dziwaczne i uzurpacyjne niż dzwactwo niebieskiej książeczki z przygodami Jezuska.

    Coś ta postać miała przedstawiać: opowiastkę o historii, że Żydzi skądś się wzięli, że Mojżesz, Egipt i plemiona sąsiednie, które elegancko wyrżnęli, więc chwała bohaterom i medal ze zbawieniem od bozi, że była powódź, więc po niej wiosłował Noe ze źwierzątkami egzotycznymi, jakie ten i ów zobaczył na lokalnym jarmarku, albo odnotował opowieści sensacyjne z mchu i paproci, że gdzieś za górami i lasami żyją takie zwierza, co mają szyje długie na sto kilometrów i jak stąd do Adelajdy i z powrotem. Słowem, była to bajka na temat historii, geografii, sportów, wojny i jak się fachowo morduje oraz korumpuje; jak prawidłowo nienawidzieć, trzmać się w kupie, mieć baby pod kontrolą, by nie rodziły bękartów, a jak by było podejrznie, to się babę zatłucze i spokój. Był to bajki na temat biznesów, mody, kulinariów oraz różnych takich, czyli książeczka zastępująca szkolne podręczniki, napisana w tonie sensacyjnym i na klęczkach, co budzi zainteresowanie czytelnicze.
    Już w starożytności kapowano, jak pisać, żeby mieć czytelników.

  38. basia.n
    25 grudnia o godz. 22:44

    I wprawdzie w Holandii też grzybów nie ma,…
    Basia, no jak nie ma, jak są?!
    Bardzo porządne: w słojach, w puszkach: małych, średnich, dużych dla klienta domowego, dla restauracji, dla przemysłu – prosto z farm i z fabryk. Wiem co mówię. Że sie tak wyrażę fachowo.

  39. Ewa-Joanna
    25 grudnia o godz. 22:20

    Uszka w barszczu jedzone na plaży w upale?
    Próbuję sobie wyobrazić, ile z klimatów nadwiślańskiego świętowania można utrzymać po drugiej stronie globusa, gdzie grawitacja działa odwrotnie – a właściwie to nad Wisłą działa odwrotnie – i jakoś niespecjalnie mi idzie.
    Bo jak o samej plaży mówisz, to mi idzie nadzwyczajnie, bo ja jestem diabeł morski albo jakoś tak, ale żeby barszcz i tak dalej, to już duża męka – żeby tak to sobie porządnie wyobrazić.
    Bardzo mnie ciekawi także to, jak Twoje dzieci mogą sobie, na podstawie uszek, wyobrazić symetrycznie – jak wyglada wigilijność nadwiślańska. I co one następnie zrobią dalej, co dzieciom swoim przekażą i kiedy wreszcie wszystko się przemiesza ze wszystkim i uszka okażą się eskimoskie, a płetwa z rekina zostanie wzięta za świętego polskiego karpia?

  40. Tanaka
    25 grudnia o godz. 22:56

    Są jedynie pieczarki.Surowe,w słojach ,puszkach 🙂

  41. @narciarz2
    Taki czas jak stan wojenny pokazuje wyraźnie z kim ma się do czynienia. O ile większość wojskowych w moim małym miasteczku garnizonowym była w porządku, to jednak trafiali się dranie.
    Pamiętam jak taki dureń z karabinem wparował do sklepu i zapowiedział kontrolę magazynku, bo na pewno ukrywamy towary. Gorliwość durnia oceniłam prawidłowo i głosem pełnym pewności siebie zażądałam „bumagi”, co go nieco z tropu zbiło i pozbawiło pewności. Zaczął się tłumaczyć obowiązkami, na to ja, że mi tu żaden dureń z karabinem po magazynie latał nie będzie bo ja wiem gdzie zadzwonić. Uciekł jak zmyty.
    Ale często najnowsze wieści z zagranicy pochodziły od oficerów.
    I rozmawialiśmy budując jakąś płaszczyznę zrozumienia i porozumienia.

  42. @Tanaka
    25 grudnia o godz. 23:04
    Oj biskupie wyobraźnie nie masz i zrozumienia dla inwencji 🙂
    Uszka nie są w barszczu – są osobno, bo jak frytki smażone nie gotowane. Barszcz na zimno i gra.
    Ale nie bój żaby – osobiście wolę zjadać w domu, bo piasek w jedzeniu mi zgrzyta a ostatnio wieje całkiem nieźle.
    Karpie tu robią za chwast i obowiązkiem jest, jak złapiesz – wyrzucić, broń boże nie wpuścić do wody z powrotem. Ale w sprzedaży nie ma. Jak dla mnie błotem śmierdzą i za słodkie są. Nie łapię.
    Dzieci? Dzieci niech robią własną tradycję świąteczną. Uszka im pewno zostaną, śledzie i karpia zastąpią pstrągiem i krewetkami i tyle tego. Wigilii w Australii nie ma to polski zwyczaj. A ponieważ nie istnieje w naszym życiu wątek religijny, to zostaje tylko wątek rodzinny wzajemnych spotkań.

  43. basia.n
    25 grudnia o godz. 23:09

    O, to, to właśnie!

  44. Tanaka
    25 grudnia o godz. 22:53

    „Jezusek to postać wyimaginowana, choć pewnie zlepiona z różnych istniejących”.

    Chętnie się zgodzę, Tanako, ze zlepkiem różnych istniejących, bo nie bardzo widzę uzasadnienia dla wymyślenia tak pokrętnych i złych relacji rodzinnych jednej konkretnej osoby. Wzięcie natomiast zlepków z konkretnych żyć – owszem, jest proste.

    Ja się za bardzo nad realnością Jezusa nie zastanawiałem, bo mi to niespecjalnie dla rozumienia religijnego oszustwa było potrzebne. Pomyślałem tylko, że mógł być taki gość. Poza tym w jakiejś historii Izraela wyczytałem dawno temu, że możliwe, że taki drobny kaznodziejczyna, stojący na czele jakiegoś buntu – był. Może dobrze, że uniósł się do nieba, bo gdyby tu został mając stale 33 lata, ładnie by mógł przez dwa tysiące lat namieszać ze swymi jakże zrozumiałymi skłonnościami do pań.

  45. Tanaka:cytuje ciebie:w kraju protestanckim nie obchodzi sie wigilii= totalna bzdura! Co ty na ten temat wiesz?

  46. Ewa-Joanna
    25 grudnia o godz. 23:22

    Wyobraźni ogólnej u mnie ci nadmiar, ale ze szczególną bywają trudności. Jak bowiem mam sobie wybrazić uszka smażone a la frytki, barszcz na zimno na plaży, gdy właśnie skończyłem delektację barszczem na ciepło z uszkami o wielkości jubilerskiej i smaku niebieńskim, od którego biskupstwo w ogóle mi nie przejdzie?
    Albo z kapustą pełną leśnych grzybów i aromatem na czternaście ulic, z fasolą białą mamut oraz fachowo czerwoną?
    Albo weźmy takie serniki czy makowce spod ręki mojej Pięknej, że ja bym się prędzej dał pokroić niż odmówić takiej ręcznej produkcji?

    W takich warunkach nawet najlepsza wyobraźnia szwankuje. To się nazywa praca w ekstremalnych warunkach i jest wynagradzna w gotowiźnie: tato, a piernika już próbowałeś?
    No, ja pierniczę – weź i nie spróbuj!
    Załamka. Albo całkiem odwrotnie. Sam już nie wiem. 🙂

  47. xpawelek
    25 grudnia o godz. 23:35

    Coś wiem: z fachowymi protestantami iluśkrotnie reformowanymi oraz różnymi podobnymi wigilii nie miałem, bo jej nie było. Natomiast były ze dwe msze dziennie, każda po jakieś półtorej godziny albo i więcej.
    Zwariowalibylibyście!

  48. @Wbocek, @Tanaka
    Nie będę się spierał, czy Jezus istniał, czy jest to postać zbiorcza. Natomiast chciałbym zwrócić uwagę na to ,że przedstawiał sie jako syn boży , w tym rozumieniu , że wszyscy ludzie sa synami bożymi. Przynajmniej tak to można interpretować. Później dorobiono ideologię i różne opowieści o duchu świętym , dziewictwie i pochodzeniu z rodu dawidowego poprzez Józefa.Religia nie musi być kompatybilna, czego nie rozumiesz to tajemnica wiary. Ale to chyba nie blog teologiczny. Wszedłem z tym, bo Act napisał, że nie będzie świętował urodzin człowieka, który się nie urodził. Urodził się napewno, przynajmniej w sposób symboliczny.

  49. @Wbocek
    Jak powiedziałem nie będę spierał, czy Jezus to postac historyczna . Natomiast trzeba spojrzeć na temat znając sytuację w Palestynie w tamtych czasach. Był to okres panowania rzymskiego i był bunt przeciwko temu, było wielu innych proroków, dwóch przeszło do historii – jeszcze św. Jan.
    Dlaczego wulgaryzujesz- ” drobny kaznodziejczyna” ?. Nie spieramy się tu prawdy wiary, tylko o fakty.

  50. Stachu39
    25 grudnia o godz. 23:42

    Stachu, niespecjalnie pod Twoim adresem, lecz z tego powodu, że dałeś bodziec. Blog jest ateistyczny, ale coraz częściej odnoszę wrażenie, że BYŁ ateistyczny. Nawet konkretni jegomoście zaczęli się nabijać, że ateiści maniakalnie zajmują się religią. Wcześniej sobie retorycznych pytań nie zadawałem, ale po tym nabijaniu się musiałem zadać. A czym się niby ateiści mieliby zajmować, jak nie religią – ateizmem? Jakież to, poza odrzuceniem istnienia bogów i nadprzyrodzoności, miałyby być ateistyczne treści, żeby się nimi aż zajmować. Nie widzę żadnych. Odrzucam bogów i coś takiego jak ateizm przestaje dla mnie istnieć. Jednak ateizm chrześcijański to jest pasjonackie grzebanie w religii. Głównie szukanie fałszów. Raczej nie z potrzeby ciągłego przekonywania się o nieistnieniu nadprzyrodzoności, by nie kusił powrót do religii, lecz z powodu bliskiej znajomości w młodych latach z religią i powstałej z czasem dość naturalnej potrzebie przyglądania się jej z innej, dojrzalszej perspektywy.

  51. Dwa świetnie napisane wstępniaki!

    Zacznę od basi. Kiedy zaczęłam skrobac mój niedokończony wstępniak /wpis to zaczynał się podobnie jak Twój – refleksją na temat komercjalizacji Świąt i wspomnieniem Świąt z dzieciństwa. Tylko końcowe wnioski nieco inne.

    Ale chcę zacząć najpierw od dygresji – kilkanaście lat temu znajomy z pracy, Anglik, zapytał mnie jakie są polskie trasycje świąteczne  (wielkanocne). Opisałam je pokrótce, dodając od razu, że sama już nie maluję jajek ani nie bawię się w śmigus-dyngus. Nie wiem czy była w moim głosie nutka żalu (nie sądzę ale może się mylę) bo mój znajomy popatrzył na mnie przeciągle i powiedział „Well…it’s never too late to have a happy childhood again”. Nigdy nie jest za późno, żeby mieć szczęśliwe dzieciństwo… 

    Moje Święta bywały różne. Prawie zawsze dzieciece oczekiwanie nieco rozmijalo się z rzeczywistością. Bo choinka najczęściej sztuczna a nie wymarzona żywa. Bo nigdy nie znalazł się pod nią szczeniaczek foksteriera  (choć raz była świnka morska, więc the next best thing 😉 ). Bo dziadkowie bywali na Święta rzadko a wręcz prawie nigdy. Bo mama terroryzowala siebie i nas świątecznymi przygotowaniami (mimo iż: a) rodzina nie była specjalnie religijna, b) najczęściej nie było gości z zewnątrz, więc nie było potrzeby szaleć z przesadnym sprzątaniem i gotowaniem) do tego stopnia, że do czasu kiedy zaświecila pierwsza gwiazdka wszyscy mieli siebie nawzajem dosyć i kończyli solidnie pokłoceni. Po czym padali przed telewizorem, żeby wypocząć…bo nie mieli siły na nic innego. Bo ojczym miał problem z piciem alkoholu  (dobra sesja przeradzala się czasem w kilkudniowy ciąg) więc pracowe „opłatki” często kończyły się nieciekawie, a ja i moja siostra oczekiwaliśmy w napięciu czy rodzice zdołają się w tym roku pogodzić przed Świętami czy też nie… I takie tam, wymieniać można długo – koniec końców, tak jak i @basia, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że kiedy dorosne moje Święta będą zupełnie inne.

    Były jednakże i dobre momenty – czytanie książek i zabawy w świetle choinkowych lampek, mróz skrzący się za oknem, zapachy ulubionych potraw… Dla mnie Gwiazdka zawsze była magicznym czasem, tylko dorośli nie umieli się w nią bawić jak należy. Gdziez te klimaty rodem z „Dzieci z Bullerbyn” czy „Opowieści o szczęśliwym chłopcu” (ciekawe kto zna to drugie?? 😉 )

    Z drugiej strony moja pierwsza Wigilia w Anglii, jeszcze w czasach studenckich, na którą polska gospodyni zaserwowala „fish and chips” (bo nie chciało jej się zawracać sobie głowy tradycjami) była ciężkim i niemiłym szokiem. Doszłam do wniosku, że jestem cienias przywiązany do tradycji  (przynajmniej od czasu do czasu) i takie obchodzenie Świąt też mi się nie podoba.

    Dziś nuce sobie za Timem Minchinem (ateistą i przesmiewca): I really like Christmas, it’s sentimental I know but I really like them: 

    https://youtu.be/CHRjx9L5Dno

    I tak jak Tim mam w nosie komercjalizacje i religijne aspekty bo oba ignoruje.

    Po prostu naprawdę lubię święta…Lubię gotować zupę z suszonych grzybów, które zbierałam latem, bigos i kompot z suszonych owoców. Śledzie i rybkę po grecku. Stoję sobie w kuchni, ze szklaneczka belgijskiego wiśniowego piwa lub czerwonego wina, merdam łyżką w rondlach, radio mruczy świąteczne koncerty, choinka pachnie, i jest mi dobrze. Czasem jest banda przyjaciół, a czasem za kimś lub za czymś się tęskni ale to i tak magiczny okres i wiem, że mój syn go uwielbia. Zbyt pracochłonne potrawy jak pierogi czy makowiec zastępujemy czasem „kupnymi”, jeśli ich przygotowanie miałoby zakłócic domowy mir. Potem pożeramy to wszystko ze smakiem, chodzimy na spacery i gramy w gry planszowe. Na Wigilii miewalismy rozmaitych „zbląkanych wędrowców” co w domu moich rodziców byłoby nie do pomyślenia.

    Słowem, nigdy nie jest za późno żeby zrobić sobie takie święta, jakie zawsze chciało się mieć w dzieciństwie. 😉 I niech się @Ateista spod poprzedniego wstępniaka nabija do woli, tyle jego.

    W Wigilię tego roku zamiast piec ciasta byliśmy na długim mroznym spacerze. Poprzestalismy na kupnej babie panettone  (która na stałe weszła do świątecznego menu) . Za ta wrażenia ze świetlistego dnia całe nasze, więc mogę się przynajmniej podzielić :

    https://photos.app.goo.gl/rJwZ3dF14Bz3T4dc9

    Pozdrawiam serdecznie! I tych co lubią tradycyjne święta i tych, co wręcz przeciwnie.

  52. Stachu39
    25 grudnia o godz. 23:59

    Stachu, ja mówię o Jezusie, nie o historii Palestyny, która mnie nie interesuje. W historii Izraela, którą czytałem, był wymieniony Jezus jako przypuszczalny drobny lokalny kaznodzieja i buntownik. Nazwałem go sobie „kaznodziejczyną”, a mógłbym nazwać dowolnie niedbale, jako że nikt dotąd pewnych dowodów istnienia kaznodziei Jezusa nie przedstawił. Więc mowa jest o człowieku hipotetycznym. Nie widzę nawet teoretycznej możliwości postponowania kogoś niestniejącego. Bo czlowiek hipotetyczny to – nieistniejący. Ja Ci nie odbieram, Stachu, woli szanowania kogoś nieistniejącego i nie ironizuję z tego powodu, więc i Ty mi zostaw do mojej wyłącznej dyspozycji mój osobisty stosunek do niebytu.

  53. @Tanaka
    Jakoś nie mam odwagi spróbować tutejszych grzybków, bo lubię swoją wątrobę. Jacyś próbowali i podobno po spożyciu można zobaczyć jednorożce. 🙂 Trochę kłamię, bo w zimniejszych partiach są maślaki i rydze, sama nawet mam torbę ususzonych maślaków, ale występują sporadycznie i tylko w niektórych miejscach. Za to jeszcze nie mają robaków.
    Sprowadzić prywatnie suszonych grzybów do Australii absolutnie się nie da, czasem można trafić sprowadzone z Włoch, ale ceny są koszmarnie wysokie i traci się zainteresowanie.
    Sernik też robię, bo to nie wymaga wielkiego wysiłku, makowiec odpada z dwóch powodów – moja niechęć do robienia i łakomstwo męża. A tu się jakoś bardzo łatwo tyje.
    Z tego powodu pączki też tylko raz robiłam. 🙂
    Złośliwie powiem, że wielu panów nie zachwycało by się jedzonkem na wigilię i święta, gdyby sami musieli je zrobić. Bo w wykonaniu pań wydaje się to takie łatwe. I proste.

  54. Oj i zapomniałam dodać, że moje najwcześniejsze wspomnienie wigilijno-świąteczne to wełniane rajtuzy w które mnie ubierali bo zimno. A one gryzły! To całą drogę do babci biegłam, żeby dotrzeć tam jak najszybciej i tuż za progiem ściągałam to paskudztwo z siebie.

  55. Kostka
    26 grudnia o godz. 0:16
    Cudny mroźny spacer !

    Właśnie o to chodzi,żeby zawsze wybierać. I cieszyć się tym,co się robi 🙂

  56. Stachu39
    25 grudnia o godz. 23:59

    I jeszcze drobiazg, Stachu. I Ty, i pani kruk uparcie zajmujecie się na tym blogu wychowywaniem paru uczestników, w tym mnie. Właśnie przed chwilą dałeś kolejną ilustrację. Tymczasem Wy sami nie rozumiecie – mimo wielokrotnych wyjaśnień – różnicy między ostentacyjnie lekceważącym traktowaniem przez ateistę tzw. osób boskich i wszelkich świętości w jego rozmowach o religii z żywymi wiernymi i w rozmowach na blogu ateistów. Dla was to jedno i to samo. Domagacie się od ateistów ugrzecznionego bez względu na okoliczności (może nawet w myślach?) stosunku do religii, którą oni mogą na przykład pogardzać. Psu na budę się zdało tłumaczenie, że my nie chodzimy do kościołów ani prywatnie do parafian, by wyrażać im prosto w oczy swój stosunek do ich wierzeń, które rządzą Polską, lecz rozmawiamy o tym w swojej muszelce między sobą. Natomiast oni potrafią wchodzić na blog opatrzony ostrzeżeniem, że tu same diabły i wytykać tym diabłom brak szacunku do religii, czyli robić coś głupszego niż pan biskup, który zjechał publicznie film „Kler”, choć go nie widział i widzieć nie zamierza. Słowem, dość powierzchowne jest Twoje i pani kruk rozumienie grzeczności i bardziej wygląda na obronę religii niż dobrych obyczajów. Więc możecie oboje – nie twierdzę na bank – nie rozumieć, że kiedy ktoś mi powie „Szczęść Boże”, a ja nie odpowiem, to raczej nie ja nie rozumiem, na czym polegają dobre obyczaje, lecz ten, który się do obcego bezceremonialnie zwraca w języku swojej religii.

  57. Stachu39
    25 grudnia o godz. 23:42

    Nie będę się spierał, czy Jezus istniał, czy jest to postać zbiorcza. Natomiast chciałbym zwrócić uwagę na to ,że przedstawiał sie jako syn boży , w tym rozumieniu , że wszyscy ludzie sa synami bożymi. Przynajmniej tak to można interpretować. Później dorobiono ideologię i różne opowieści o duchu świętym , dziewictwie i pochodzeniu z rodu dawidowego poprzez Józefa.Religia nie musi być kompatybilna, czego nie rozumiesz to tajemnica wiary. Ale to chyba nie blog teologiczny. Wszedłem z tym, bo Act napisał, że nie będzie świętował urodzin człowieka, który się nie urodził. Urodził się napewno, przynajmniej w sposób symboliczny.

    Stachu, nie bardzo wiem, czy mówisz serio, czy odwrotnie.
    Posadziłeś np. takie stwierdzenie: przedstawiał sie jako syn boży , w tym rozumieniu , że wszyscy ludzie sa synami bożymi. Przynajmniej tak to można interpretować.
    Co to znaczy: „w tym rozumieniu”? Kto wyprodukował „to rozumienie”? Ty osobiście, czy sąsiad spod czwórki, a może Kościół Boży – i który? Na jakiej podstawie?
    Jezus się nie przedstawiał jako „Syn Boży w rozumieniu takim, że wszyscy ludzie są synami bożymi” – gdzie to wyczytałeś i jak to wyciągnałeś z niebieskiej książeczki? Jezusek mial się za jednego, jedynego takiego, a ludność zwyklacka była synami bożymi w zupełnie nieprzystawalnym do pierwszego znaczeniu.

    Z całym tym „rozumieniem ewangelii to trzeba ostrożniej niż z jajkiem na szpilce: najmniejsze tchnienie już jest interpretacją a nie faktem, nie Prawdą, tylko antyprawdą, zdradą i za to daje się gardło. Nad Wisłą już nie, ale u sąsiadów – tak.

  58. Ewa-Joanna
    26 grudnia o godz. 0:29

    lubię swoją wątrobę.

    bardzo słusznie! Warszawa też da sie lubić!

  59. Ewa-Joanna
    26 grudnia o godz. 0:29

    Sprowadzić prywatnie suszonych grzybów do Australii absolutnie się nie da, czasem można trafić sprowadzone z Włoch, ale ceny są koszmarnie wysokie i traci się zainteresowanie.

    A czy się nie da także dlatego, że grzyby są zagrzybione? czyli nie wchodzą w grę reżimy fitosanitarne na granicy? Zdaje sie, że w niektórych krajach niemających grzybiarskich tradycji, uchodzą one za straszne nieszczęście i żródło okropnych epidemii.

    Sernik też robię, bo to nie wymaga wielkiego wysiłku, makowiec odpada z dwóch powodów – moja niechęć do robienia i łakomstwo męża. A tu się jakoś bardzo łatwo tyje.

    Kurcze, jakbyś tak jednak sernik z makowcem, to właściwie już duża część nadwiślańskości świąteczej była w Australii zaimplementowana. Na łakomstwo męża może jest sposób: w przerwach napychać go bułą. Dobrze napchany, bardziej doceni rzadkie dary Ziemi (nadwiślańskiej): makowiec powstały z geniuszu, acz zrodzony z niechęci. 🙂

    Złośliwie powiem, że wielu panów nie zachwycało by się jedzonkem na wigilię i święta, gdyby sami musieli je zrobić. Bo w wykonaniu pań wydaje się to takie łatwe. I proste.

    To ja Ci powiem, że kucharz ze mnie nie byle jaki, ale i tak nie dościgam moich pań, a do niektórych świętości kucharskich to nie jestem dopuszczany i musimy się z psem oddalić.
    Masz rację: znakomici panowie panie w rączki całują, panie zapieprzają, panowie też: wsuwają, popijają i długo trawią. I są zadowoleni. No, taka Polska.
    Panie są zadowolone zadowoleniem panów. Też taka Polska.

    Ja mam symetryczniej, a nawet usiłuję sie przeciwstawiać, walczyć, być dzielnym dekonstruktorem konieczności kulinarnych, ale słabo mi idzie, bo jestem w zdecydowanej mniejszości. Mówię półżartem, bo u mnie nie ma takiego wariactwa i takiej niewoli pań w woli świątecznych pańskości. A cały proces więcej ma z theatrum i dobrej zabawy niż z bolesnej męki.

  60. Nie moje ale fajne do obejrzenia.
    https://www.abc.net.au/news/2018-12-26/best-of-…-pic-of-the-week-2018/10622748

  61. @Tanaka
    26 grudnia o godz. 2:34
    Po tym jak się wygłupili z różnymi królikami, lisami, roślinami i rybkami które to się rozmnożyły i rozrosły niemożebnie, Australijczycy wpadli w odwrotną skrajność i NIC organicznego nie wolno. Importować można pod warunkiem oddania do kwarantanny i miania odpowiedniej argumentacji za. Na granicy zabiorą ci nawet brudne buty i nie ma zmiłuj.
    Kiedyś można było coś tam przemycić, ale przy zwiększonej liczbie chińskich podróżników i lepszej technice lepiej nie ryzykować.

    Co do kuchennych produkcji to ja czasem bywam szaleniec w kuchni i coś tam robię, ale niekoniecznie to musi być związane ze świętami.

  62. Święta przeszłe
    – To jazda tramwajem z choinką z Kleparza, to 2-godzinna kolejka po makowiec i sernik od Sherhardta, najlepszego cukiernika w Krakowie, w oficynie koło klubu „Pod Jaszczurami” w Rynku. To kolejne kolejki, po szynkę, po żywego karpia, którego trzeba było szybko donieść do domu, gdzie czekała na niego wanna z wodą. Potem trzeba było prosić sąsiada, żeby go zakatrupił, bo Mama nie miała serca sama to zrobić. Wszystko najpierw z Mamą, potem, gdy podrosłem już sam.
    – To niecierpliwe oczekiwanie na ubieranie choinki, czyli u nas do wigilijnego poranku,
    – To zapach igliwia, świątecznych ciast, gorących pieców kaflowych i pasty do podłogi w świeżo wysprzątanym mieszkaniu.
    – To jakaś dobra książka w prezencie od Mamy.
    – To kolędy i słuchowiska w radiu, a później filmy w telewizorku, biało czarne oczywiście.
    – To śmiertelne nudy w kościele podczas świątecznej mszy, a potem, gdy olałem religię, spory z Mamą o odmowę udziału w ww.
    – To coraz mniejsza z czasem gorączka świąteczna, bo Mama nie bardzo miała ani czas ani siły gotować, nie była też zbyt w tym dobra, ojciec był świetnym pichcielem (to po nim odziedziczyłem), ale go nie było, no więc z biegiem lat coraz więcej kupowało się w restauracjach i sklepach.

    Nigdy te święta nie były bardzo rodzinne, bo bliskich krewnych w pobliżu w zasadzie nie było, albo separowali się z przyczyn różnych, a dalsi woleli w święta trzymać się swego własnego domu.

    W nasze pierwsze po ślubie święta dałem czadu, bo wysłano mnie o 9-j rano po ww. karpia. Wracając ze stworzeniem (już nieżywym) do domu, napotoczyłem się w parczku na 2 kumpli z liceum, którzy, nie bacząc na zimno, rozpijali tam na ławce Jabcoka J23. No to przysiadłem się do nich na chwilę i nie mogłem przecież odmówić poczęstunku, a potem nie wypadało się nie dołożyć, no i tak jakoś zeszło, że do domu dotarłem z tym karpiem dopiero po 5-j, już po zmroku, w stanie bardzo mocno wskazującym na spożycie. Jak mnie przywitały Żona i Mama nie będę opisywał, nie jest to miłe wspomnienie… 😉

    A tak wogóle to przyjemne święta były tylko w dzieciństwie. Później zrobiły się burzliwe, bo do mojej Mamy nigdy nie dotarło, że dorosłem i chcę żyć po swojemu, a gdy się ożeniłem i musieliśmy ze względu na PRL-owskie problemy mieszkaniowe zamieszkać u niej kątem, doszedł do tego ostry syndrom teściowej.
    Dla żony święta, nawet te z dzieciństwa, są przykrym wspomnieniem, bo u niej w domu były od zawsze i zawsze z paskudnymi awanturami wywoływanymi przez teścia, który był dosyć wrednym typem.

    Szukając krakowskich wspomnień cukierniczych znalazłem to, z Australii, ale o mieście i słodyczach z mojego dzieciństwa i młodości Słodkie szaleństwo

    Święta dziesiejsze
    – To pełny luz. Odkąd syn dorósł przestaliśmy się wysilać na nawet minimalne przestrzeganie tradycji. Owszem, piecze się ciasto, ostatnio już tylko drożdżowy zawijany orzechowiec nadziany mieszaniną 5 rodzajów orzechów, Porta, jogurtu, z bakaliami, cynamonem i wanilią, wg. mojego przepisu. Czasami nadziewaną kurę, albo kaczkę. Albo dziczyznę marynowaną z rozmarynem, bazylią i tymiankiem. Na świąteczne lunch’e do domowego chlebka wędzony łosoś i szynka parmeńska z górnej półki, kaparki i marynowane grzybki produkcji putinowskiej. Flaszka lub dwie 7 – 8 letniego Syraha do popicia. I to wszystko, w umiarkowanych porcjach. Nie ma 12 potraw, nie ma kutii, nie ma karpia (żadne z nas nie przepada), nie ma makowca (nie chce nam się ucierać maku, a ten z puszki nam nie podchodzi – za dużo cukru i chemii) i wogóle nie chce nam się.
    – To rodzina w minimalnej dawce. Lunch świąteczny w domu rodziców synowej, z ich i naszymi, albo nawet w restauracji i tyle.
    – To metaforyczne leżenie pod gruszą na dowolnie wybranym boku i to co na świecie najświętsze – Święty Spokój.
    – To rozbawienie na smutno, od patrzenia na tłum ludzi ganiających z obłędem w oczach po sklepach, pchających kopiate wózki z zakupami, z których znaczna część, zarówno żywności jak i doopereli wyląduje wkrótce na śmietniku.
    – To odruch wymiotny wywołany przesytem reklam świątecznego konsumerystycznego szaleństwa.
    – To jeszcze silniejszy odruch wymiotny od hipokryckich bajdurzeń polityków, „celebrities” i duchowieństwa wszelkich odcieni o „popieraniu pokoju”, „dobrej woli”, „kochającym stwórcy”, itp.
    – To irytacja i przesyt wywołane płynącymi z każdego głośnika, wciąż i wszędzie kolędami a zwłaszcza „Jingle Bells”.
    – To znudzenie infantylnie cukierkowatymi filmami z holyłódu, po raz 100 serwowanymi przez TV.
    – To naśmiewanie się ze starych głupiutkich czarnobiałych komedii z TPM, itp. rezerwowanych na ten czas.
    – To zadowolenie, bo syn kupił nam w prezencie lepszej klasy głośniki do kompa i o wiele lepiej słucha mi się Dabke i Aleppo Songs syryjskiego kompozytora Kareem’a Roustom, dowodzące, że Wschód może się spotkać z Zachodem.

    Święta przyszłe
    – Aaaa, lepiej nie mówić……Ciemność widzę, ciemność, wogóle i w szczególe i pod każdym innym względem!

  63. @Ewa-Joanna
    26 grudnia o godz. 2:36

    Coś sknociłaś E-Jotko z tym linkiem. A wogóle to Wesołych i Najlepszego.

  64. @Tanaka
    26 grudnia o godz. 2:09

    Jezus się nie przedstawiał jako „Syn Boży w rozumieniu takim, że wszyscy ludzie są synami bożymi” – gdzie to wyczytałeś i jak to wyciągnałeś z niebieskiej książeczki? Jezusek mial się za jednego, jedynego takiego, a ludność zwyklacka była synami bożymi w zupełnie nieprzystawalnym do pierwszego znaczeniu.

    Wtrącę się herstorycznie. Otóż Tanako o Jeszu (Jezusie) NIC pewnego nie wiadomo. Najwcześniejsza wzmianka, to parę króciutkich zdań w kronice Józefa Flawiusza, z których pierwsza jest podejrzanej autentyczności (prawdopodobnie wstawiona przez chrześcijańskich kopistów), a druga wspomina „Jakuba, brata Jeszu zwanego Chrystem”. Wszystko inne to Ewangelie, które jako pisma religijne należy traktować z dużym sceptycyzmem.
    Spekulując ahistorycznie, jeśli Jeszu był rzeczywiście owocem nieślubnego seksu 13 latki Miriam z legionistą Panterą, to mimo wydania jej potem za mąż, był on bękartem i wyrzutkiem społecznym. Jeśli się zaakceptuje powyższe, jest zupełnie naturalne i prawdopodobne, że stał się kaznodzieją/rabinem ubogich, marginesu i podobnych sobie wyrzutków, i że głosząc ich równość twierdził, iż jest tak jak i oni synem bożym. Jest też wysoce prawdopodobne, że za samo głoszenie takich poglądów został przez Rzymian ukrzyżowany. Wszystko to można zawrzeć na jednej kartce papieru, plus niektóre przypowieści, mieszczące się w ramach prawdopodobieństwa. Cała reszta – Ewangelie, i co tam jeszcze, to baśnie i mity.
    @Stachu39 nic innego nie napisał, no więc się odczep 🙂 .

  65. @Herstoryk
    26 grudnia o godz. 9:35

    Te dwa zdania z kroniki Flaviusza,to rzeczywiście niezmiernie mało….
    Przy okazji pytanie – skąd pochodzi ta wzmianka o Miriam i legioniście Piterze? Bo to co dalej napisałeś byłoby bardziej niż logicznym wytłumaczeniem kolejnych wydarzeń.

  66. @Herstoryk
    26 grudnia o godz. 9:12
    To nie ja – samo się zrobiło! Ale jak zrobisz ctrl+C to działa.

  67. Herstoryk
    26 grudnia o godz. 9:35

    W imię ojca i takiego syna, pierwsze słyszę, Herstoryku, dzień dybry, takie rozumowanie w Twoim wydaniu, że Stachu nic innego nie zrobił niż Ty, tylko spekulując, powiedział o Jezusie, że „przedstawiał sie jako syn boży , w tym rozumieniu , że wszyscy ludzie sa synami bożymi”. Ty wyraźnie powiedziałeś, że spekulujesz, bo o nieewangelijnej historii Jezusa można WYŁĄCZNIE spekulować. A gdzie Stachu zasygnalizował, że SPEKULUJE o Jezusie jako o tak rozumianym synu bożym jak wszyscy ludzie? Aż mi się rzuciło wczoraj w oczy, skąd on taką tezę wytrzasnął. Po prostu powiedział i kropka. Więc kiedy radzisz Tanace, żeby się od Stacha odczepił, to mówisz jak chiromanta. Na to wygląda, że się nie upewniłeś, o którym Jezusie mówi Tanaka, o którym Stachu – o domniemanym historycznym, czy o równie domniemanym ewangelijnym. Bo Ty pospekulowałeś, wyraźnie ostrzegając, o domniemanym historycznym.

    A mnie to ruszyło, bo wielokrotnie różni towarzysze wytykali mi, że ewangelijny Jezus to je bajka, więc się głupstwami zajmuję. Słabo docierało do nich moje wyjaśnienie, że nie zajmuję się Jezusem historycznym, lecz ewangelijnym, czyli takim, jaki podany został do wierzenia ludowi pracującemu miast i wsi. W Kościele i w ludzie obowiązuje mit, a nie historia, która ludu w ogóle nie interesuje. A jam jest lud.

  68. Tanaka:nie kapuje twego poziomu intel.:moze bys wyrazil sie precyzyjnie!

  69. @basia.n
    26 grudnia o godz. 10:10

    skąd pochodzi ta wzmianka o Miriam i legioniście Piterze? Bo to co dalej napisałeś byłoby bardziej niż logicznym wytłumaczeniem kolejnych wydarzeń.

    Panterze. Z Talmudu i z odporu, jaki Origen dał dziełu „Słowo prawdziwe” Celsusa (grecki filozof z II w. NE) zawziętego wroga chrześcijaństwa, który zawarł w nim wszechstronną krytykę i demaskację nowej wiary. Celsus miał dostęp do wczesnych źródeł i relacji i użył ich do wypuszczenia gazu z mitów chrześcijańskich. „Słowo prawdziwe” było jednak z takim zapałem i zawziętością tępione i palone przez wyznawców, że wszystko co o nim wiadomo pochodzi z ww. odporu Origena. Może gdzieś kiedyś ktoś odkryje oryginał, choć to wątpliwe.

  70. Ni Swiat, ni choinki…ot, zwykle dni.
    A tym, ktorzy swietuja – wszystkiego dobrego.

  71. @wbocek
    26 grudnia o godz. 10:16

    @Stachu39 wielokrotnie deklarował, że wyznawcą nie jest. Jako nie wyznawca może tylko odnosić się do Jezuska śladowo historycznego. Ja, jako też nie-wyznawca i nie lud, ale herstoryk, czuję się w obowiązku go popierać i zgadzać z twierdzeniem, że Jeszu deklarował się jako „syn boży” w rozumieniu logicznym, a nie ewangelicznym. Czyli tylko jeden z też bożych dzieci – k..rw, bękartów, niewolników, itp, itd.

  72. Tobermory

    Eierschalensollbruchstellenverursacher

    Oczywiście zauważyłem i podziwiałem. Mam jednak pewne wątpliwości odnośnie poprawności tego zapisu a to w związku z niezrozumieniem tego wyrazu. Wytłumaczę o co mi chodzi i spróbuję usunąć jedną literę (oczywiście z żalem) i poprzestawię trochę składniki i wtedy miałoby to dla mnie sens, choć i tak nie posiadam wiedzy – kto lub co powoduje te złamania skorupy (może ruch jajek we wrzątku i walenie o ścianę garnka?).

    Zacznę od tego, ze według mnie trzeba usunąć jedno „l” z tego węża. Nie rozumiem bowiem pojęcia „Solleier”. „Soll” oznaca przymus, nakaz robienia czegoś, a nikt kurze nie kazał składać jajka. Gdybyś napisał „Soleier”, wtedy byłoby ok i przypomniało mi Wielkanocną tradycję z NR-W gotowania jajek w słonej wodzie z łupinami cebuli i wtedy te jajka mają dziwny wygląd, takie „marmurowe” .

    Moja córka wyszła za mąz za gościa wzrastającego w tradycji NR-W choć urodził się w Kędzierzynie. Dla niego co Wielkanoc gotujemy „Soleier”, a ma biedna córka faktycznie wymawia to tak paskudnie, jak Ty piszesz „Solleier”. Ja ją zawsze poprawiam, bo moje ucho muzyczne razi taka wymowa, typowa dla Aussiedlerów z Polski. Jest teraz Weihnachten i pamiętam różnicę w wymowie łacińskiego wyrazu „Deo” w wykonaniu dwóch kolejnych papieży – Wojtyły i Ratzingera. Moja córka wzoruje się na świętym JPII, co mnie razi w przypadku obywatela niemieckiego.
    Teraz moja próba poprawienia „tasiemca”. Soleierschalenbruchstellenverursacher,
    czyli ładnie po polsku :
    Ten (lub to) co powoduje miejsca złamań łupiny jajek, gotowanych w słonej wodzie (z łupinkami cebuli). Sole to saliny – takie coś związane z Wieliczką lub Camargue, gdzie produkuje się sól z morza..
    Tu barwnie opisałem produkcję tych Soleier, bo chyba polskiego rzeczownika nie ma. Nie mogę sobie również przypomnieć polskiego rzeczownika, odpowiadającego „Verursacher”, choć doskonale to rozumiem. Dla przykładu Jarosław K. jest tym „Verursacherem” wszystkich kłopotów Polski, ale jak to załatwić jednym wyrazem? Wymyśliłbym „spowodowacz”, ale czy Bralczyk się zgodzi?

  73. PS
    Do tradycji należy też dość skomplikowana konsumpcja tych jajek, ale oszczędzę wam opis. Odnośnie długich wyrazów już nieraz pisałem. W sferze mojej pracy zawodowej spotkałem w „biblii” speców od próżni wyraz urządzenia, które kupiliśmy w RFN za dewizy: Ultrahochvakuumdoppelglockenpumpstand.
    Gdybym był perfidny, to dołożyłbym jeszcze drugi tasiemiec, wymieniając składniki tego urządzenia – do ostatniej śrubki.
    Wspaniały jest skecz Malickiego „język niemiecki jest prosty”. Popełnił kilka błędów, ale całość jest znakomita i każdy, znający niemiecki, może mieć ucztę duchową. Polecam! Jest w YT.

  74. Herstoryk
    26 grudnia o godz. 11:14

    Czyli tylko domniemywasz, co miał na myśli Stachu. Ale Twój kategoryczny sąd: „Jako nie wyznawca może tylko odnosić się do Jezuska śladowo historycznego” ma podobną wartość logiczną, co opinia religiantów o uczniach Jezusa: „Byli prawdomówni, więc to, co wiemy od nich o Jezusie, jest prawdą”.

    Jestem niewyznawcą, a nawet wciąż krytycznym ateistą i równocześnie żywym zaprzeczeniem tego, co mówisz: nie tylko nie odnoszę się do „Jezuska śladowo historycznego”, ale w ogóle się nim nie interesuję. Podałem wyżej, że interesuje mnie podany narodom do wierzenia mit, a nie historyczne śledztwo we mgle.

  75. @Tanaka, @Wbocek
    Nie chcę tutaj wchodzić w dyskusje teologiczne i historyczne, musiałbym się przygotować. W wieku ok 16 lat doszedłem do wniosku, że tak zw. „hipoteza boga”, nie jest hipotezą naukową i uznałem się za ateistę z różnymi próbami późniejszymi definiowania mojej postawy. Nie znaczy to, że zagadnienia teologiczne, filozoficzne i historyczne przestały mnie interesować, w końcu do niedawna pracowałem jako psychiatra i ludzie wielokrotnie wyrażali swoje poglądy religijne czy filozoficzne wobec mnie, a ja jakoś musiałem się do nich odnieść, zachowując dystans ale nie ośmieszanie czy pogardę. Jeśli jest taka potrzeba , przygotuję obszerniejszy wpis ,

  76. Antonius
    26 grudnia o godz. 11:22

    Anotniusie, „Verursacher” – „sprawca” Ci nie pasuje?

  77. Stachu39
    26 grudnia o godz. 11:38

    Stachu, kiedyś, po sporach, zrewidowałem mój stosunek do Ciebie i Twojej postawy wobec wierzących, bo się puknąłem w głupi łeb, że miałeś do czynienia z żywymi, wrażliwymi ludźmi, a przede wszystkim byłeś jako lekarz po to, by ich wysłuchiwać, a nie toczyć z nimi spory. Ale Ty takie traktowanie wierzących przeniosłeś na nieterapeutyczne forum, gdzie wierzących nie ma – tu się w gronie ateistów rozmawia głównie krytycznie o sprawach okołoreligijnych i nie ma żadnego powodu, by się zastanawiać, czy nieobecnych i niezapraszanych wierzących to uraża czy nie. Tobermorek dawno temu zauważył, że wierzący zaglądają tu na własne ryzyko. Ostrzeżenie „Listy ateistów” wisi.

  78. PS2
    Wbocek – dziękuję za „sprawcę”! Faktycznie to jest to, ale starość …itd.
    Tobermory
    Zadałem Guglowi hasło „Soleier” i wypluł „jaja w solance”, podał przepis przyrządzania i konsumpcji. Sam nie jadłem, ale się przyglądałem

  79. Wboceku!
    Tak dla śmiechu w radosny dzień – prawie po świętach.
    Jest jednak subtelna różnica między wyrazami „sprawić” a „spowodować”, czyli ten „verursachen”. Sprawić można komuś lanie a spowodować lanie, raczej się nie mówi, choć do lania powód musi być, coś je spowodowało, np. rozbicie jajek (surowych). Wczoraj dowiedziałem się nowiny – nie tej z Betlejem. W Niemczech można kupić w supermarketach jaja ugotowane na twardo. Dla odróżnienia od surowych są kolorowe. Ciekawe, jakim kolorem oznaczają zbuki?.

  80. Antonius
    26 grudnia o godz. 12:12

    Kugel-gugel w ogóle jaja se robi.

  81. Stachu39
    26 grudnia o godz. 11:38

    Stachu, jak babcię moją, która dawno w niebie kocham – jakeś to zrobił, że w wieku lat 16 stwierdziłeś „nienaukowość hipotezy boga”? A minutę wcześniej to co to była za hipoteza?
    Widzę jedną drogę: minutę wcześniej w ogóle się nad sprawą nie zastanawiałeś.

    Bycie leekarzem, do tego psychiatrą tworzy wymagania zawodowe. W tym etyczne. Jasne więc jest dla przytomnego i przyzwoitego człowieka, że nie będzie się psychiatra zajmował w gabinecie wykpiwaniem wiary pacjenta w fantazmat.
    Powstaje jednak w takiej sytuacji inna kwestia psychiatryczna: skoro są – a są – takie fatazmaty które przeszkadzają być zdrowym na głowie, to czy nie bywa i tak, że fantazmaty wyznawane przez miłośnika niebieskiej książeczki, lub tego, co o niej gada proboszcz i co dopowiada sobie głowa wyznawcy, nie są przeszkodą w zdrowiu.
    Badacze odpowiadają na rzecz taką wskazując zasadność obaw i w konkretnych przypadkach dokładnie pokazują, jak wiara krzywi osobowość, koncentruje i wzmacnina fatalne, przeciwsobne zachowania dręczące i niszczące osobę przez lata, dekady i życie, lub też zachowania także przeciw innym – z podobnym skutkiem.

    Z tym się wprost wiąże kolejna kwestia o zasadniczej wadze: w imię wiary w fantazmaty, zasadniczo „dobra osoba” (jakkolwiek owo dobro się zdefiniuje) potrafi czynić zło, w dodatku o takim natężeniu, jakiego nigdy nie zrobi bez tego obciążenia fantazmatem, ale nie osiągnie takiego skoncentrowania zła nawet zasadniczo „zły człowiek”.
    Wiara potrafii usprawiedliwić – a co jeszcze potworniejsze – rozgrzeszyć i uświęcić! – każde zło, włącznie i szczególnie – ze złem bezgranicznym. W zwykłych, niewmotanych w fantazmaty wiary warunkach człowiek zachowa się jak inne zwierzęta: zawarczy, kły pokaże czy pięści, przegoni, ugryzie, może i zagryzie, ale nie zrobi tego systemowo i nie uczyni tego celem, sensem i świętą zasadą życia. Co wyzwawca potrafi i z czego jest dumny.

    Nie jest to sprawa wyjątków i zła dalekiego od innych. Zło codzienne i banalne wyznawcy dziala wedle takich samych reguł.
    Skąd takie stanowisko, a właściwie uroszczenie, że nie należy wykpiwać mroków wiary wyznawcy? Wyznawca, z istoty, nigdy nie jest soliterem w świecie i nie działa absolutnie wsobnie. Chrześcijanin ma za głowny obowiązek działac między ludźmi i ich na swoje fantazmaty przeflancowywać, co się ślicznie nazywa „ewangelizowaniem”. Gdy kto dotyka drugiego, sprawa robi się publiczna. Publicznie więc nie tylko można, ale i należy – wedle takiego samego obowiązku co gabinetowy obowiązek lekarza – reagować, żartować, wykpiwać, wyśmiewać. Można i na poważnie wyjasniać, oświecać. Poważny ateista chętnie to zrobi, czuje bowiem wagę publicznego zaangażowania i niesienia pomocy bliźniemu (sic!) Wyznawca zatruty swoim fantazmatem ma jednak ateistę za potwora, siebie zaś za istotę wyższą gatunkiem i świętością. Poważny stosunek ateisty do siebie weźmie za rzecz szatańską i plugawą. Jak tak – to tak: ośmieszać.

    Napisz o sprawie wstępniaka.

  82. Antonius
    26 grudnia o godz. 12:28

    Przepraszam, Antoniusie – „wbocku”, nie „wboceku”. I jeszcze jedno jajo: Jedno ze znaczeń wyrazu „sprawić” to to samo, co „spowodować”, ale są i inne znaczenia – właśnie jak „sprawić lanie”, „sprawić zawód”, „sprawić łaźnię”, „sprawić niespodziankę” czy ciut inne „sprawiać wrażenie”. Ale te znaczenia są i tak bardzo bliskie znaczeniu „spowodować”, „wzbudzić”, „wywołać”, „wytworzyć” i innych.

  83. @Antonius
    26 grudnia o godz. 11:22

    Nazwa, którą podałem, jest jak najbardziej prawidłowa. Gdybyś nakliknął na schowany pod nią link, zobaczyłbyś, że chodzi o urządzenie do „otwierania” jajek ugotowanych na miękko, a nawet twardo. Taki rodzaj gilotyny.
    Eierschalen = skorupki jajek
    Sollbruchstelle = przewidziane miejsce złamania (termin techniczny) miejsce perforacji (hier soll es brechen)
    Verursacher = sprawca

    Soleier (jaja w solance) nie mają skorupek.

  84. W kontekście dyskusji realności postaci Jezusa, co do której istnieje zgodność, że była wykreowana (na kanwie jakiejś zarodkowej postaci legendarnej lub realnej) z proroctw, oczekiwań oraz konkretnej sytuacji, z której koniecznie trzeba się wyzwolić – pierwotnie grzesznej, także opresyjnej – hellenistycznej, potem rzymskiej, warto rozpatrzyć mechanizm podobny. A mianowicie wyłanianie kolejnego Dalaj Lamy w skomplikowanej procedurze poszukiwanie jego kolejnego wcielenia.
    W hinduizmie istnieje podobna koncepcja do mesjasza – zstępowania bóstwa na ziemię w postaci ludzkiej.
    Pzdr, TJ

  85. @Antonius
    26 grudnia o godz. 12:28

    W mojej okolicy też można kupić kolorowe jaja na twardo, przez cały rok. Wbrew przypuszczeniom nie są to zleżałe świeże jaja, których nie udało się sprzedać na surowo.

  86. Tanaka
    26 grudnia o godz. 12:35

    Przeflancowuję z poprzedniego tematu list, z którym trochę się spóźniłem. Koresponduje z tym, co trafnie i obrazowo wyłożyłeś. To list mocnych katolików do mocnego ateisty. Ci mili katolicy nie wierzą, że można być tak potwornym zwierzem jak ateista i przez jakiś czas zarzucali mnie podobną korespondencją – może licząc na nawrócenie i punkty dla siebie na Sądzie Ostatecznym – aż mnie w końcu poniosło i odpaliłem bardzo grzeczny, pełen miłości bliźniego list, po którym nie dali znaku życia. Wielu w mesjańskiej Polsce może nie rozumieć bardzo niecywilizowanej, głębokiej nierówności: taki opublikowany list katolików do ateisty może być przyjęty przez wielu jako wykwit najwyższej kultury, cywilizacji i człowieczeństwa, a nie jako prostackie wtargnięcie religiantów w intymny świat ateisty, który właściwie nie ma prawa być człowiekiem – zwłaszcza wrażliwym, delikatnym i głęboko moralnym. Tylko oni są piękni. To jeden z przykładów, kiedy pod niby elegancką formą może się kryć brutalny bluzg, inwektywa, bezczelna ingerencja w cudzą intymność. Stachu widzi tylko jedną stronę.

    „Szanowny Panie Jurku, szczęść Boże. Święta Bożego Narodzenia to szczególny czas. Czas zadumy, wyciszenia się, czas nadziei i radości z tego, że rodzi się Jezus a wraz z nim, i dla nas, rodzi się nowy czas. Życzymy z całego serca, aby był on wypełniony zdrowiem, wewnętrznym optymizmem, odważnymi celami, które uda się zrealizować. Niechaj nie opuszcza Pana umiejętność pokonywania trudności i umiejętność cieszenia się z drobiazgów, których często nie zauważamy, a które składają się na szczęście. Zwyczajnie, niechaj z błogosławieństwem Bożej Dzieciny wypełni Pana ogromna radość Życia. Pięknych, radosnych, w pełni zdrowych i rodzinnych Świąt życzą …owie”.

  87. wbocek
    26 grudnia, g.13:29
    Mówiąc delikatnie, to po prostu bezczelność i całkowity brak empatii pod pozorami „miłości bliźniego”. Szczególnie ulubiony zwrot to owa „Boża Dziecina”, która Cię ubogaci choćby i wbrew Twojej woli.
    Zetknęłam się z takimi osobami, np. w postaci mojej kuzynki, znanej w rodzinie religiantki, która z maniackim uporem i chyba wewnętrznym przekonaniem sle mi podobne teksty i nic nie mogę na to poradzić. Moje milczenie jej nie zniechęca.

  88. @wbocek
    26 grudnia o godz. 10:16

    Herstoryk
    26 grudnia o godz. 9:35
    Na to wygląda, że się nie upewniłeś, o którym Jezusie mówi Tanaka, o którym Stachu – o domniemanym historycznym, czy o równie domniemanym ewangelijnym.

    Jestem zaszokowany, jak kapitan Renault z „Casablanca” hazardem w lokalu Rick’a, że napisałeś iż Jezus jest w takim samym stopniu domniemany historycznie, jak ewangelicznie. Dla niewyznawcy z odrobiną logiki i sceptycyzmu (nawet bez znajomościi historii) kaznodzieja i rabin wyrzutków społecznych i biedoty jest bez porównania mniej domniemany niż Jezus poczęty niepokalanie przez DŚ, chodzący po wodzie, czyniący cuda i zmartwychstały.

  89. Tobermory
    26 grudnia o godz. 12:42

    Ja widziałam zdjęcie tego urządzenia do otwierania jajek – dobrze pomyślane 🙂

    Oglądam w tv świetny film,ktory kiedyś widzialam w kinie – Buddenbrooks. Mogę nieźle wychwytywać slowa niemieckie,mając pod spodem holenderskie tłumaczenie .
    Widzialeś ten film ?

  90. Stachu39
    26 grudnia o godz. 11:38
    Jako jednostki ludzkie jesteśmy jednak społecznie wychowani, a przynajmniej skontaktowani z rozmaitymi dogmatami i twierdzeniami religijnymi. Tak przynajmniej było w czasach mojego dzieciństwa. Nasze otoczenie rodzinne, na ogół było jednak w jakiś sposób religijne. Większość mojej śląskiej rodziny praktykowała katolicyzm, reszta była protestantami. Nie pamiętam, aby ktoś deklarował się jako ateista, chociaż spotykałem krewniaków areligijnych. Jako mały synek, nie byłem dla nich partnerem do rozmów o istnieniu bądź nieistnieniu boga, ale jak gąbka chłonąłem wszystkie zasłyszane słowa, inne od narracji dziadka ze strony ojca (głęboko wierzący). I wychwycony przeze mnie rozdźwięk w wyznawaniu wiary i związanych z tym relacjach międzyludzkich, spowodował moje pytania i wątpliwości, które w miarę mego wzrastania starałem się jakoś rozwiązać. I na etapie szkoły podstawowej (akurat wycofano religię ze szkół) przyjąłem inny wariant światopoglądowy, wspierany dyskusjami z moim ojcem i gronem jego kilku znajomych.
    To jednak był dosyć długi proces, a nie jednorazowe i ostateczne olśnienie ateizmem.

  91. „Buddenbrooków” (2008) oglądałem jakiś czas temu w tv. Upadek rodziny nieźle zilustrowany, bez prozacu nie da się o tym myśleć 🙁
    Żartuję, ale tylko trochę.

  92. mag
    26 grudnia o godz. 13:55
    Jeśli chodzi o rodzinę, to nawet najcięższe przypadki dewocji traktuję jako swoisty dopust. W końcu rodziny sami sobie nie wybraliśmy. Stąd nawet jako ateista, wysyłam świąteczne życzenia do tej części familii, która je kultywuje. W imię rodzinnych więzi. Ale już nie religii.

  93. wbocek
    26 grudnia o godz. 13:29

    Właśnie w tym rzecz, Pombocku: to co cytujesz, to ukryta za gładkimi słówkami agresja wyznawcy wobec niewyznawcy.
    Osią tego cytatu jest uroszczenie: wyznwca jest lepszym człowiekiem niż niewyznawca, więc sie nad niewyznwcą „pochyla z troską”, „dobrze mu życzy”, „wychodzi do człowieka z miłością bliźniego”, poucza, przypomina, napomina, ostrzega, przywołuje do porządku.

    Cytatów takich nad samą tylko Wisłą krążą codziennie miliony. Ten jest lepszą maskirowką niż większość innych cytatów, które śmielej wywalają na ławę bezczelność. Jest to więc cytat „dla inteligentów”: łyknij, inteligencie, te gładkie i słodkawe słówka, a będziesz zadowolony.

    Nieustannie bawi mnie w takich cytatach ta słodkość bezczelności, choć bawi dlatego, że ją świetnie widzę i kapuję istotę. Bezczelność musi iść w parze z durnowatością – inaczej się nie da u wyznawcy. Oto demonstracja rzeczy:

    „Szanowny Panie Jurku, szczęść Boże. Święta Bożego Narodzenia to szczególny czas”
    Dla kogo szczególny, dla tego szczegolny, bo dla innego nieszczególny. Wyznawca już wie, co jest obowiązkiem odczuwania i wykonywania dowodzących szczególności czynności, wzorem psa Pawłowa. „Na sposób szczególny” miał wszystko nasz ulubieniec – Lolek kajakarski: na sposób Szczególny zasiadłem w kajaku. Za Lolkiem, a i przed Lolkiem wyznawcy mają Szczególnie.

    „Czas zadumy, wyciszenia się, czas nadziei i radości z tego, że rodzi się Jezus a wraz z nim, i dla nas, rodzi się nowy czas. ”
    Czas zadumy to jest dowolny czas w roku, dowolnego dnia i godziny. jak ktoś ma te zadumy, bo z tym to bardzo różnie jest. Po wyznawcy widać, że jego zaduma słabej jest jakości. I nic dziwnego: ma obowiązek dumać – na sposób szczególny! – ale słabo się orientuje nad czym dumać, co dumać, po co dumać i jakie z tego mają być skutki. Bez instrukcji dumania wyznawca jest neptek, a i z instrukcją – to samo albo i gorzej. Dumanie na rozkaz?! Widać tego skutki.

    „Życzymy z całego serca, aby był on wypełniony zdrowiem, wewnętrznym optymizmem, odważnymi celami, które uda się zrealizować.”
    Czy Jezusek demonstrował dumanie w sprawie zdrowia ludności palestyńskiej? Odpowiedź jest jasna podwójnie: nie! Raz, że zdrowie mało ważne, ważne „zbawienie wieczne”, dwa , że jego osobisty tatuś – ktory go wzorowo zdradził, o czym popełniłem wstępniaka – był największym mordercą w dziejach ludności światowej, ale Jezusek nie prowadził dumań w tej sprawie, a wręcz odwrotnie: z dobrodziejstwem inwentarza o tatusiu dobrze się wyrażał.
    Czy Jezusek dumał coś w sprawie „odważnych celów”? Ta sama odpowiedź: nein! Takimi „odważnymi celami” to się może zajmować jaki buddysta-tantrysta, psycholog czy terapeuta, ale – jak wiadomo z ust Kościoła kat – to są źli ludzie, joga zaś jest z piekła rodem.

    „Niechaj nie opuszcza Pana umiejętność pokonywania trudności i umiejętność cieszenia się z drobiazgów, których często nie zauważamy, a które składają się na szczęście. ”
    No, gadają jak niejezus. Jezus miałby gadać w jakiej ewangelii: ciesz się, chłopie, drobiazgami, a będziesz szczęśliwy? .
    Ale, jak pewnie Pombocku zauważyłeś, wyznawca udziela Ci swej łaski: dostrzega w Tobie czlowieka, chociażeś ateista: niechaj nie opuszczają Pamna umiejętność…" – znaczy, umiejętność masz nieopuszczoną. Jak nieopuszczona, to po kiego grzyba inngo niż pouczanie wyznawca do Ciebie apeluje, żeby nie opuszczała? A może nie do Ciebie apeluje, tylko do samej umiejętności: nie opuszczaj Pombocka? Dzidek, nie opuszczaj przewodu – w wykonaniu Kaliny Jędrusik u Starszych Panów mało nieskończenie więcej sensu, dowcipu i urody.
    Idiotyzm czystej wody, w parze z bezczelnym uroszczeniem i gadaniem do pustki.

    I tak dalej i temu podobne. Jak być wyznawcą, a nie być bezczelnym idiotą?

  94. Tobermory

    Nawet stary człowiek może się nauczyć czegoś nowego (choć z trudem). Mam wrażenie, że mamy w tym przypadku sytuację patową – obydwaj moglibyśmy mieć racje: Ty z tym fachowym urządzeniem, które każe jajku złamać się w określonym miejscu – „es soll da brechen, ob es wil oder nicht”, ja z moimi „jajami w solance „(jest oczywiście mowa o kurzych jajach) i wtedy mamy też długi i ładny wyraz.
    Urządzenie obejrzę. Może kupie? Miewam drobne kłopoty z jajkami na miękko.
    PS
    Soleier nie są gołe, gotuje je się w łupinach, ale konsumuje bez Schalen.

    Prost Neujahr! Po śląsku „Prosto do gnoja”, tak przynajmniej mnie uczono.

  95. Tobermory

    Z trudem znalazłem obrazek, ale nie mam pojęcia, jak to ma działać. Przeważnie trafiałem na majówkę.

  96. Tanaka
    26 grudnia o godz. 14:56

    „niechaj nie opuszczają Pana umiejętność…” – znaczy, umiejętność masz nieopuszczoną. Jak nieopuszczona, to po kiego grzyba inngo niż pouczanie wyznawca do Ciebie apeluje, żeby nie opuszczała? A może nie do Ciebie apeluje, tylko do samej umiejętności: nie opuszczaj Pombocka?”.

    To dla mnie jedno z najgłupszych zachowań człowiekowatych i to, czego sam staram się z siebie nie wydalać i unikać sytuacji, kiedy gromadne wydalanie jest odwieczną tradycją: koncert życzeń. Zwyczaj składania życzeń jest męczarnią polegającą na mniej lub bardziej nieporadnym szukaniu, co by tu powiedzieć. Lepiej szkoleni chcą się wyróżnić, więc zamiast tików w rodzaju „Wesołych świąt”, silą się na poezję z użyciem „Bożej Dzieciny”, „zadumy”, „cieszenia się z drobiazgów” i rodzenia się Jezusa po raz dwutysięczny – i wciąż, kuwa, z dziewicy.

    Rozmowy z bogami też byłyby męczarnią – bo jak z bogiem gadać, skoro on ani be, ani me, ani kukuryku? Więc zawiadowcy wiary wymyślili coś niemęczącego, pustego, nie angażującego kapusty: mantry, modlitwy. Są one odwiecznym powielaniem dwóch, że tak powiem, narracyjnych linii: proszenia i chwalenia. Tylko do tego sprowadzają się modlitwy nazywane głupio „rozmową z Bogiem”: wazeliniarstwo i „daj”. „Daj” może być dla takich jak ja wyrzutków w wariancie bezosobowym: „Niech ci się szczęści”, zamiast „Niech Bóg da ci szczęście”. Ale słusznie zauważasz, że nie bardzo wiadomo, do kogo jest taka mowa – do mnie, do Boga, do szczęścia? Otóż chyba nie jest ważne, co i jak się mówi i jak głupio – najczęściej się wszechmocnemu rozkazuje (np. „Daj mi łaskę”) – byle na kolanach. Choć do wszechwiedzącego w ogóle nie potrzeba mówić – mówienie jest negowaniem jego wszechwiedzy. Ale człowiekowaty nauczony mówić nabiera odruchu mówienia. Mówienie staje się jego głównym sposobem reagowania na świat i jedną z największych przyjemności. Każde życzeniowe mówienie, również święte, jest bełkotem. Tak mi dopomóż najgłówniejszy bełkot – Bóg.

  97. Herstoryk
    26 grudnia o godz. 14:15

    Herstoryku, nie zrozumiałeś, że interesującym mnie Jezusem wiary jezusowej jest wyłącznie Jezus dwóch miliardów człowiekowatych zrodzony przez dziewicę, a nie żaden inny???!!! Masz swoje zainteresowania, ja – swoje.

  98. @Antonius
    26 grudnia o godz. 16:54

    To idzie tak: Na czubek ugotowanego jajka umieszczonego w stosownym kieliszku nakłada się tę metalową kopułkę i trzymając urządzenie za małą kulkę na przeciwnym końcu podnosi się większą kulkę (przesuwa ją do małej kulki) i puszcza ją luzem. Uderzenie spadającej kulki w kopułkę powoduje okrągłe pęknięcie skorupki jajka dokładnie wzdłuż krawędzi kopułki (Sollbruchstelle). Przez zgrabne uchylenie urządzenia w bok uzyskujemy zdjęcie odciętej „czapeczki” i perfekcyjny otwór bez okruchów skorupki. Taka mała trepanacja 😉
    Dotąd otwierałem jajko odcinając czubek nożem. Wychodziło różnie. Stukanie łyżeczką w czubek jajka i odłupywanie skorupki po kawałku do uzyskania odpowiedniego otworu uchodzi za nieeleganckie 🙁

  99. Herstoryk
    26 grudnia o godz. 9:35

    Herstoryku,
    jest to miłe, że mnie uświadamiasz w sprawie wysokiej niepewności wiadomości o Jezusku albowiem sam o tym upewniam publiczność światową od początku działania na blogu. Nieraz też upewniam innych blogogospodarzy, bo potrafią się bardzo zakałapućkać i biorą się z tego różne trudności.

    Racja to, że zapisek Flawiusza bardzo jest niepewny jako źródło, oraz że ze źródłami w ogóle strasznie licho, zaś tzw. ewangeliści gorzej niż licho się sprawili.
    Natomiast co Stachu napisał, to napisał i Twoje spekulacje co do tego co tam mogło być z Jezuskiem-bękartem w sprawie hipotetycznego kaznodziejstwa nijak się do tego mają. Jezusek się od zwyklaków wyraźnie odróżniał i szlus. Równości w bożodziecinowości żadnej między Jezuskiem a tłumem nie było.

  100. wbocek
    26 grudnia o godz. 17:38

    Mnie też podziw bierze i grzeją mi się skarpetki na to, że są różni tacy, co im sie zdaje, że jest jakiś Jezusek słuszny, a zupełnie nie taki, jaki się jawi dwóm miliardom ludności światowej.
    Inna rzecz, że każdej z tych głów inaczej się jawi, są więc dwa miliardy Jezusków. A fachowcom od mniemań zdaje się, że jest jakiś jeden. Są to więc wielce zabawni ludzie i z pewnym zainteresowaniem trwającym jakieś 5 minut, chętnie zobaczyłbym ich w cyrku. I ile numer nie potrwa dłużej niż te 5 minut.

  101. @Tanaka
    Można Jezuska nie uznawać, nie lubić i nie chwalić, ale posłuchać „maluśkiego” po góralsku to dla mnie zawsze wielka przyjemność
    https://www.youtube.com/watch?v=LS23nVyEfKY

  102. Tobermory
    Gdzie można kupić tego tasiemca? Ja otwieram „nieelegancko”.

  103. Dzisiaj cudowny drugi dzien polskich swiat w Ameryce. Tzn brak juz swiat. Moi bliscy w wiekszosci juz dzis pracuja, a ja bez obowiazku napychania sie zjadlam niespiesznie troche salatki i bardzo duzo babki drozdzowej wielkanocnej z cytrynowa polewa. Nie ma nic lepszego jak taka moja buleczka z swietna kawusia. Niekoszernie tak jesc na te swieta? trudno. No to jeszcze jedna kawusie z kawalem bulki i lece do kina na film co to juz wszyscy widzieliscie. Graja go w normalnych kinach co jest wielkim sukcesem od czasow Idy.
    Wczoraj wyglosilam do zebranej w pelnym komplecie rodziny, ze mimo wiekszych i mniejszych raf moje zycie bylo i jest szczesliwe. Mam wspaniala, udana i rozrastajaca sie rodzine. Ona zapewnia mi wiele radosci, poczucie bezpieczenstwa, satysfakcje. Los sam od siebie obdarowal mnie nienagannym zdrowiem, a takze ciekawa swiata natura. Mimo tego, ze wczesnie owdowialam, ze nie zrealizowalam swoich ambicji reszta, ktora zostala mi dana to bardzo duzo. Kiedy wczoraj widzialam grupe moich wnukow na podlodze, w przedziale wiekowym 20+ i one digit, ktorzy zasmiewali sie grajac specjalnymi kartami w ukladanie jakis historii flirtowo- romansowych to jednak bylo mi smutno: szkoda Z……u, ze tego nie widzisz.

  104. Nie jest tak, że do tego,że jestem ateistą doszedłem w ciągu minuty, to był oczywiście proces, ale pamiętam, że w wieku ok. 16 lat za takiego sie uznałem.. Oczywiście „hipoteza boga” jest terminem późniejszym, wtedy tak tego nie formułowałem.
    Religie były początkowo sposobem wyjaśniania świata- jeśli obok uderzył piorun, to może jest jakiś bóg, który może takie rzeczy robić. Obecnie nauka wiele rzeczy wyjaśnia, cofa się w wyjaśnianiu do początków świata, ale czy wiemy wszystko?.
    Później religie stały sie formą kierowania społecznościami. Sama siła czasem nie wystarczy, trzeba dać pokarm duchowy i tak jest po części do dzisiaj.
    Czy religia jest fantazmatem – chorobą, jak powiedzmy antysemityzm ?. Czy jest potrzebą, która dotyczy większości ludzkości, dlaczego nie znika?
    Wymyśliłem tu kilka przyczyn:
    1. Potrzeba porządku : jest bóg, on nas stworzył, wszystko jest wyjasnione, on nad nami czuwa.Mówi jak mamy żyć.
    2. Potrzeba przeżyć mistycznych, przeżywania boga, zatopienia się w modlitwie. Nasz mózg ma takie potrzeby róznie wyrażone u róznych osób, tak nas ukształtowała ewolucja. Może zresztą taka potrzeba uzewnętrzniać się przez uwielbianie np. Stalina.
    3. Poczucie jak niewiele od nas zależy – choroby, wypadki, nieszczęścia – może jest jakis demiurg, który jakoś ma na to wpływ.
    4. Religie – w większości – noszą jakis przekaz humanistyczny : jest dekalog, należy kochać bliźniego. Jak wychodzi to praktyce, to inna sprawa. Religie wnoszą idee, często mocno powiązane emocjonalnie.
    5. Religie dają pocieszenie, także w chorobie.
    6. Szukanie piękna, miłości. Dla wielu ludzi wykreowana postać MB jest czymś takim. Cud urodzenia w żlobku boga, który zszedł na ziemię i stał sie jednym z nas a potem poniósł za nas śmierć jest piękna bajką, która przemawia. Ja też dostaję takie teksty jak wbocek. Nie traktuję ich jako formy nawracania ani agresji, po prostu jako formę pamięci.
    7. Tradycja – po co mamy zmieniać, co jest dane, sprawdzone zamiast krążyć w mroku niepewności.

    Tyle z siebie wymyśliłem na teraz, może ktoś przedtem dał więcej wyjaśnień i mądrzejszych. Nie traktuję
    tego jako nawracania, nie jestem osobą wierzącą. Zastanawiam się, jaką moc ma ateizm oddziaływania na ludzi. Traktuję to jako dyskusję. Siedzimy sobie w naszym ciepełku ateistycznym i uważamy sie za mądrzejszych od innych, bo znamy prawdę, że żadnego boga nie ma, a religie to samo zło ogłupiające ludzi i przynoszące nieszczęście oraz panowanie nad światem nieodpowiednich ludzi. Oczywiściście nie wyczerpałem tematu.

  105. @Stachu39. Na tym blogu nie mamy wątpliwości. Boga nie ma!!!. Starczy!.

  106. Wspomnienia swiateczne jednak nie sa jednolite. Mozna je podzielic na rodzialy, co innego wspominamy z dziecinstwa, to najczesciej robimy, co innego z czasow mlodosci, ale jeszcze nie prawdziwej doroslosci. Co innego, kiedy jako ciagle mlodzi mamy juz wlasne rodziny i wlasne zycie i zaczynaja sie dylematy ktorych rodzicow i tesciow itd nalezy obsluzyc wizyta, potem co innego kiedy sami przejmujemy ster organizowania tych spotkan rodzinnych i dziecko mowi, ze musi byc u tesciowej, szwagierki czy cokolwiek.. Czasami na emigracji jest lepiej, jest tego wszystkiego mniej. Zawsze kiedy czytam rozne historyjki zaczynajace sie: u mojej mamy gromadzilismy sie itd…. no dobra, dobra a do tesiowej to sie nie chodzilo, czy nie chodzi ? Ja niestety ze wstydem napisze, ze na swieta jezdzilismy w Polsce wylacznie do moich rodzicow. Tesciowa mieszkala na drugim koncu Polski i nie organizowala swiat, ale dlaczego przez wiele lat nie organizowalismy sami i nie zaprosili jej, tylko czmych do moich rodzicow, gdzie gromadzily sie i pozostale dorosle dzieci. Kto mial wieksza sile przebicia. Nigdy sie w stosownych latach nad tym sie nie zastanawialam.
    @ Kostka, bardzo mi sie podoba piosenka p. Tima Minchina o swietach. Bo to sa swieta w poszukiwaniu, ciepla, zwiazkow rodzinnych, zyczliwosci, usmiechu i radosci. W ten temat bardzo powaznie sie wpisuje tradycja przystolna, co roku mamy nowych gosci zagramanicznych przy stole i mozna sie posluzyc starymi opowiadaniami o tradycyjnych potrawach. W tym roku po raz kolejny wjechaly na stol potrawy n z kapusta wraz z komentarzem. Wnuki wybuchly smiechem, ze juz tyle razy to slyszaly i czy wiecej nie ma poza ta kapusta. No i zastanowilam sie. Ta ubozuchna kuchnia_ kapusta, grzyby, mak, kluski, olej wynika z ubostwa polskiej wsi. Jednak potrawy z kapusta lubia z dalekiej Azji, nawet kiedys wzruszona zachwytami obiecalam dziewczynie z Hong Hongu, ze bede jej raz na miesiac robic lazanki. Dwa miesiace rob ilam, Naszego czerwonego barszczu z innostrancow wlasciwie nikt nie trawi, rybe w galarecie tez tak sobie, wiec zawsze musi byc jakis seefood, najlepiej paella, ktorej ja nie wezme do ust. W tym roku z nowych gosci bylo dwoch wielce czarnych chlopakow z Teksasu. Oni wszystko jedli, ale czy ze smakiem, i tak kulturalnie sie odzywali: yes sir/ ma’am. Nawet przez telefon do rodzicow. Niestety strasznie im brakowalo, ze nie ma coca coli.
    Wszyscy narzekaja, ze sa tlumy zapominajac, ze sami swoja obecnoscia tez przyczyniaja sie do robienia tlumu. Narzeka sie tez na te idiotyczne zakupy. W przeogromnej wiekszosci rzeczywiscie niepotrzebne. No ale dzieki temu napedza sie gospodarke. Oj przydalby sie nowy wierszyk Tuwima, ze jedni zaprojektuja, drudzy wyprodukuja, zamawiajac materialy u kooperantow, trzeci wepchna na rynek, czwarci sprzedadza oglupialym klientom. No i zaraz wylania sie problem globalizacyjno-kapitalistyczny w postaci Amazonu, co za zeszly rok przejal 80% wszelakich zakupiow swiatecznych w USA, a mysle, ze niewiele mniej w takim UK. Potezny dzial gospodarki: sprzedaz internetowa i dostawa kwitnie, a co z reszta handlu bedzie? Jak tu spac po nocach. Tak nie cierpie Amazonu i tez tam robie zakupy.

  107. mag
    26 grudnia o godz. 19:39

    Można Jezuska nie uznawać, nie lubić i nie chwalić, ale posłuchać „maluśkiego” po góralsku to dla mnie zawsze wielka przyjemność

    Ja z tą góralszczyzną mam jakoś tak, że mnie coraz bardziej swędzi. Zapotrzebowanie na słodycze mi się wysyca w kierunku słodkości głębokich, samoistnych i zmacerowanych.
    Ta cała nasza góralskość tak się już, dawno zresztą, skomercjalizowała i zwyrodniała, że już słabo trawię, a za jaką chwilę w ogóle przestanę.
    Górale obsikali Podhale potwornościami tzw. architektury, ale co jeszcze gorsze – fundują koniom ciągnącym wylewające się z bryk masy ceprowskie rzeczywiste obozy śmierci. Za to bym górali obwiesił na jodłach.

  108. @Tanaka
    Oczywiście, że nie musisz trawić „góralszczyzny”, a ja mogę, bo lubię. Zwłaszcza tę nie całkiem skomercjalizowaną, z którą ongiś miałam do czynienia. W latach 80. w ramach festiwalów „Teatrów wsi polskiej”. Wtedy objawił się np. Karpiel Bułecka, chyba Jan. Potem inni, z tego rodu.
    Architektonicznie to Polska jest obsikana, albo lewą „góralszczyzną”, albo „dworkiem polskim” z kolumienkami na przodku albo paskudnymi wizerunkami JP2. Mam nadzieję, że koszmarki Lecha Kaczyńskiego (najpaskudniejszy chyba pomnik pary małżeńskiej stoi w Radomiu) nie zdążą „pokryć” całej Polski.

  109. Z Twittera c&p

    „Odwieczne” zasady KK
    354 pierwsza wzmianka o Bożym Narodzeniu
    325 „powstanie” Trójcy Świętej
    431 Maryja urodziła Boga
    543 Sobór ustanawia piekło
    649 Maryja zostaje dziewicą
    1439 Kościół otworzył czyściec
    1513 powołanie nieśmiertelnej duszy
    1950 (!) – Maryja Wniebowzięta”

    Wszystkiego Najlepszego!

  110. „Zastanawiam się, jaką moc ma ateizm oddziaływania na ludzi.”
    Żadnej. Teizm czy ateizm to postawy raczej emocjonalne, niż rozumowe. Boisz się, co się z tobą stanie, czy na pewno „potem” nic nie będzie? A może jednak będzie? No, to wierzysz, żeby się nie bać. Nieważne, w co wierzysz. W coś. A nie boisz się, bo nie ma strachu w tobie? No, to nie wierzysz w żadne coś, bo nie potrzebujesz. No, to jesteś niewierzący.

    Ani jednej, ani drugiej postawy nie da się wytłumaczyć ani do niech przekonać, bo wytłumaczenia nie docierają do emocji. Co tu można zrobić ze strachem? Pastylki? To już pewnie lepsza jest modlitwa, bo mniej niszczy wątrobę. Oddziałuje bezpośrednio tam, gdzie powinna, czyli na ośrodki emocji i strachu, w sposób delikatny z farmakologicznego punktu widzenia.

    Oprócz tego jest jeszcze „religia po polsku”, której najlepszym wyrazicielem jest arcybiskup Głódź. To jeszcze co innego. To są opowieści z półświatka.

    PS: Pozwoliłem sobie na wypowiedz dla zaznaczenia, ze jeszcze żyję, ale nie mam najmniejszej ochoty komentować tzw. „świąt”. Proszę nie przywiązywać nadmiernej wagi do tego, co napisałem. Ponownie odchodzę w internetowy niebyt.

  111. @Narciarz2
    Skomentowałeś lepiej niż ja moje wypociny.

  112. Dziękuję Paniom za miłe słowa i muzyczny upominek 🙂

    Święta traktuję tak, jak @Szary Kot i @Kostka.
    „Szczególny czas” przeznaczony dla bandy wewnętrznych dzieciaków, które mają właśnie czas, żeby się spotkać i dobrze bawić. Mnóstwo spotkań z rodziną i przyjaciółmi.
    Ignoruję demony komercji, kuchenno – porządkowego pracoholizmu i perfekcjonizmu.
    Z przymrużeniem oka traktuję mity o cudownościach. Tracę, na ten moment, alergię na kicz. I cieszę się choinkowymi ozdobami, światełkami, kartkami, świeczkami.
    W tym roku bolały nas brzuchy nie od przejedzenia, ale od śmiechu, który towarzyszył rozgrywkom dobble i halli galli
    https://www.youtube.com/watch?v=nhpLaiOYmqY
    https://www.youtube.com/watch?v=4ZOqEcdXoqo

    Oczywiście, nie od zawsze mieliśmy taki styl świętowania. Wypracowaliśmy go sobie przez lata. Ale dla dzieci, a zwłaszcza dla wnuków jest to już naturalny i oczywisty sposób spędzania świąt.
    Nie uciekamy od uniwersalnej symboliki jaką ze sobą niosą. Ale nie „kupujemy” interpretacyjnych gotowców. Mamy własne, wypływające z osobistych doświadczeń i przemyśleń.

    Żeby się nie przeanielić na amen w tym świątecznym okresie, umówiliśmy się z przyjaciółmi na dzisiejsze popołudnie na sesję voodoo. Znaczy się spotka się towarzystwo mocno rozpolitykowane 😉

  113. narciarz2
    27 grudnia o godz. 6:22

    Dobrze że pokazałeś się chociaż na chwilę 🙂
    Świąteczny temat został wyczerpany,pozostają tylko zapasy z lodówki do wyjadania 🙂
    I zbliżający się sylwestrowy bezsensowny łomot fajerwerkowy. Potem jeszcze tylko koncert z Wiednia ( nie słucham) , skoki narciarskie w Garmisch-Partenkirchen i będzie można będzie pozostawić za sobą te wszystkie „atrakcje” 🙂

  114. @@Konstancja, Tobermory
    Zleciłem córce zakup tasiemca. Zobaczymy, czy sobie poradzę. Jak się żona dowie, to dostanę OPR, bo to ona mi przygotowuje jajko do konsumpcji. Mamy tzw. „złote jajko”, które melodyjkami informuje o stanie jajka. To genialne, ale działa maksymalnie rok. Drogie jest tyle co „tasiemiec”. Dla mnie termin to bezpośrednio po trzecim kawałku pierwszej melodii, a na twardo rozbrzmiewa marsz tryumfalny z Aidy. Druga melodia to znana piosenka :
    Ich wollt ich waer ein Huhn, ich haett nicht viel zu tun, ich legte jeden Tag ein Ei und Sonntag auch mal zwei”.
    Dla mnie jajko jest wtedy za twarde, a żona czeka do Aidy.
    Wesołego po świętach!

  115. Szanowna basiu.n! Oraz pozostali Szanowni świętujacy!

    Atrakcje atrakcjami, świętowanie świętowaniem ale najwazniejszych porad sluchac trza

    http://oknotest.pl/images/obrazy-abc-art/obywatelu-nie-pieprz-bez-sensu.jpg

    A w co gramy na trzeci dzien świąt tak zeby i dzieci czegos sie nauczyly?

    http://s3.amazonaws.com/youthink/photos/1672/medium/skan3-640.jpg?1258815595

    I tak to do niektorych przemawiajo ateistyczne świątki. Wóda czy voodoo to dla dzieci najbardziej ugrzecznionych

  116. Orteq
    27 grudnia o godz. 11:46

    Nie ma to jak dobre porady i nauki 🙂
    A ja już myślalam,że i Ty dałeś się gdzieś wciągnąć w wir „wydarzeń” 🙂

  117. Przepraszam, „ś”, to tejot. Przypadkowo wpisało mi się do pola tekstowego „podpis” literka „ś” w miejsce „tejot”.
    TJ

  118. Odnośnie postaci Chrystusa, to na początku chrześcijaństwa chyba większość duchowieństwa była zwolennikami arianizmu, czyli uznawała, że nie było Trójcy Świętej, a Chrystus był stworzony przez Boga Ojca w momencie poczęcia (urodzenia), że Chrystus przedtem nie istniał.

    Mniejszość uznawała, coś bardziej złożonego i wymyślnego – Chrystus jako bóg nie mógł nie istnieć przed urodzeniem. Był zawsze jako trzecia osoba boska w Trójcy Świętej (trynitaryzm) – Bóg Ojciec, Bóg Syn, Duch Święty. Chrystus nie był stworzony, tylko się urodził. Co zatwierdzono w chrześcijaństwie po raz pierwszy na soborze „założycielskim” chrześcijaństwa państwowego w Nicei w 325 roku.

    Pamiętam dobrze, jak nasz proboszcz na naukach przedkomunijnych kładł to wszystko do głów chłopakom i dziewczynom około 10-letnim. Wszyscy musieli umieć na blachę „Wierzę w Boga” oraz także na blachę umieć odpowiadać co to jest Trójca Święta i inne teologiczne pytania. Oczywiście w tym wieku dziecko nie jest w stanie zrozumieć cokolwiek z tej koncepcji, więc kapłan ograniczał się do nauczania katechetycznego – pytanie/odpowiedź, pytanie/odpowiedź.

    Ale nie o tym niezrozumieniu chcę mówić. O tym, co przyświecało arianom, by odrzucić koncepcję Trójcy Św. wiecznie istniejącej oraz jakie, być może podświadomie przyjęte przesłanki spowodowały, że „antyarianie” przyjęli koncepcję, że Chrystus nie został stworzony przez Ojca, ale zawsze był, bo nie mogło być inaczej, bo Bóg jest wieczny, przedwieczny. Chrystus był zawsze w Trójcy Św, a objawił się ludziom poprze narodzenie.

    Otóż punktu widzenia szeroko ujmującego problem, to życie jest „wieczne”. Życie było zawsze, bo te 3,5, czy 3 mld lat temu, jak życie na Ziemi zaczęło pączkować, można uznać, że to jest wieczność.

    Zycie polega na reprodukcji, na samoreprodukcji oraz ewolucji. Ewolucja jest reakcją życia na otoczenie, jest przystosowywaniem się poszczególnych gałęzi życia do otoczenia. W krótkich geologicznie okresach czasu życie jest statyczne. Gatunki się nie zmieniają dostrzegalnie, ale zachodzi ciągła reprodukcja osobników, nowe pokolenia zastępują stare i są „takie same”.

    Narodzenie nie jest nowym początkiem życia, tylko wpuszczeniem w otoczenie próbki w postaci osobnika. Próbka ta będzie poddawana przez otoczenie surowym regułom segregacji, w których kryterium głównym jest pozostawienie po sobie jak najwięcej potomstwa, które pozostawi po sobie jak najwięcej potomstwa, itd. Jest to łańcuch reprodukcji, w którym kolejne ogniwa są ociupinkę lepiej przystosowane do warunków życia i rozmnażania się. W łańcuchu tym przenośnikiem informacji reprodukcyjnej jest DNA (głównie). DNA przenosi pokolenia w czasie.

    Ludzie są podobni do siebie (statystycznie, bo pewne różnice są, to wynika z z samej istoty ewolucji) bo każdy z nich ma podobny komplet genów. Ewolucja polega na tym, że każdy ma trochę inny komplet oraz w każdym człowieku przed zreprodukowaniem się może zajść jakaś drobniutka zmiana gdzieś tam w jednym miejscu DNA, która może polepszyć reprodukcyjność, może być neutralna, a może i pogorszyć, co zweryfikuje środowisko. W erze rozwiniętej cywilizacji ta zasad działa chyba słabo albo w ogóle, lecz to jest inna sprawa.

    Można w grubym przybliżeniu powiedzieć (kulturowo) za Kutzem, że jesteśmy paciorkami różańca. Co suponuje, ze istniejemy w tym różańcu, w DNA (w 23 x 2 chromosomach) i istnieliśmy na długo przed urodzeniem w naszych przodkach, ponieważ istniał genom ludzki w ludziach i ten genom ulega tylko przekazywaniu z pokolenia na pokolenie (ulegając przy tym drobnym zmianom).

    Stąd powstało teologiczne przypuszczenie, które miało (przypadkowo) troszkę podstaw w biologii ludzkiej – że Chrystus istniał zawsze, a na Ziemi pojawił się dlatego, ze się narodził jak każdy inny człowiek. Tylko jego „łańcuch DNA” z którego się wywodzi nie był ludzki, tylko boski (?).

    Implikacje zawarte w tej konstatacji są złożone do interpretacji teologicznej, a to z powodu tego że biblijna interpretacja życia zakłada, ze życie jest statyczne bo było raz na zawsze stworzone takie jakie widzimy. Nie ma w nim ewolucji, tylko zmiana pokoleń.

    Teologowie w obliczu takich zdarzeń jak urodzenie martwe, wady płodu, jak choroby nie wiadomo z czego się biorące, itd. zastosowali myślenie hurtowe i wszystkie te przejawy wrzucono do jednego worka z napisem „diabeł” i sprawa załatwiona.
    A jeszcze gorzej, to Allah tak chciał. No bo skoro tak jest, to Allah musiał tak chcieć. Oraz koncepcja kary bożej. A jak kara, to musiał być grzech. Itd.
    Koncepcje diabła, grzechu i kary Bożej okazały się być bardzo pożyteczne, bo łatały w teologii dużo dziur logicznych.
    Pzdr, TJ

  119. tejot
    27 grudnia o godz. 12:43

    Dodałbym, że taka genetyczna interpretacja jest możliwa tylko od jakichś 150 lat, a molekularna – może od 70. I nadal traktowana za podejrzaną przez większość ludzkości, która woli mętne opowieści o działaniu szatana na płaskiej ziemi, nad którą duch się unasza.

  120. Basia n.

    Czytam sobie znowu Twoje przemyślenia i obserwacje świąteczne i trakcie tego czytania widzę taką oto ważną rzecz: mama (gospodyni) krzątająca się w zbyt małej kuchni.
    Przypominają mi się w związku z tym własne wspomnienia oraz obrazki z… polskiego kina. Otóż w kinie polskim, zwłaszcza lat 60-tych i 70-tych często rzucał mi się w oczy obraz takiej zbyt małej kuchni, właściwie klitki. Jedno z typowych rozwiązań tamtych lat składało się z takiego rozwiązania, które nazwę „śluzą podawczą”: kuchenka była ta mała, a do tego „ślepa”, że o żadnym stole jadalnym w pomieszczeniu trudno było nawet pomyśleć, a i obrócić się trudno oraz brak miejsca odstawczego również awał się we znaki, więc projektanci wymyślili takie male okienko, by przez nie podawać kuchenne utensylia czy potrawy do pokoju przez ową dziurę w ścianie. No i doświetlala, choć od tyłu, więc to doświetlenie było dosyć rozpaczliwie symboliczne.
    Tą śluzę w ścianie można by nazwać bodaj „kultową”, bo „zagrała” w wielu filmach i z wieloma znanymi aktorami. Od ręki kojarzę np. Maję Komorowską, która – zdaje się – z niełysym jeszcze Fronczewskim miotała się po tym małym mieszkanku i mikrokuchni.

    Zgaduję, że takie mieszkania były/są na osiedlu „Za żelazną bramą” w Warszawie, ale i z pewnością w wielu innych miejscach oraz miastach. Być może się mylę co do nazwy osiedla, bom niewarszawiak, więc niech znawca miasta rzecz dopowie.

    Robienie świąt, z tradycyjnym nadwiślańsko-katolickim „full wypasem” musiało być full katorgą dla żon, matek, gospodyń i w ogóle kobiecego podgatunku człowieka. Ku pociesze jednak kobieta ma swoją Maryję – i jest zadowolona. Chociaż z czasem chyba coraz mniej.

    Dziękuję za fantastyczną Mythodeę 🙂

  121. basia.n
    27 grudnia o godz. 11:23
    narciarz2
    27 grudnia o godz. 6:22

    „Świąteczny temat został wyczerpany, pozostają tylko zapasy z lodówki do wyjadania ”

    Basiu, rozczarowujesz mnie w kwestii śledzi, ale powstrzymam mój kaznodziejski zapał i nie będę Cię nawracał. 😉 U mnie zostało jeszcze pół słoika. Na jutro!
    Co do koncertu z Wiednia to na ogół oglądam co najmniej część: pozwala mi to stwierdzić, że Ziemia nadal wiruje na swych zawiasach i że rok można skreślić z katalogu. Lubię też posłuchać orkiestry, która mogłaby swobodnie grać ten program jako zespół kameralny, kto by tam przed nią nie stał i czym by tam nie machał.

  122. tejot
    27 grudnia o godz. 12:43 E

    Kontynuując rozumowanie jake przedstawiasz o „wieczności” naszego istnienia, bo istniejemy w genach przodków, dochodzimy szybko do tego, że nie jesteśmy stąd, tylko z kosmosu. Tego jednak bozia nie przewdział i nawet najtężsi teologowie – Ojcowie Kościoła – nie. terz się strasznie męczą, co z tym zobić. Nadpapież Terlikowski ogłosił był jakiś czas temu, że spoko – jak kosmici będą chrześcijanami to on im poda rączkę, a jak nie będą chrześcinanami to on ich na katolików przeflancuje i będą zadowoleni.

    Ten „wiecznie istniejący” Jezusek był, używając fachowego języka Kościoła kat – „uprzednio przewidziany”. Czyli tatuś przewidzial wszystko co będzie co oczywiste – i już miał synka za pazuchą, by go posłać na śmierć w związku z załatwianiem swojej sprawy z ludźmi. Jest to zdradą ojca wobec dziecka, pisałem o tym w jednym ze wstępniaków.
    Tatuś przewidział synka; aktem przewidzenia już go zdradził. Synek musiał wykonać obowiązkową robotę do jakiej przewidział go tatuś.
    W związku z tym nie mógł zostać sławnym piłkarzem albo inżynierem.

  123. Tanaka
    27 grudnia o godz. 14:36

    Ta mała kuchnia była w starym budownictwie w centrum Łodzi. Myślę,że zanim rodzice tam zamieszkali wchodzilo się z klatki schodowej bezpośrednio do dużego pokoju. Ale tak,jak ja pamiętam to mieszkanie – było wejście do malego przedpokoju ,a z niego do maleńkiej kuchni i wejście do pierwszego pokoju. Następne były w amfiladzie.:)
    Fakt pozostaje faktem – gotować w takim pomieszczeniu wiele potraw,to prawdziwa męka 🙂

    Ponieważ ja nigdy na zapleczu nie miałam
    „swojej” Maryji,więc urządzałam to wszystko i urządzam zupełnie inaczej – dbając o wlasne zdrowie 🙂

  124. @narciarz2

    Wracam po przerwie, bo wir ateistycznych świąt odciągnąl mnie zanim zdążyłam skomentowac Twój wstępniak.

    Świetnie, żywo skreślone wspomnienie z drugiej strony! Gratuluję debiutu na LA3 i mam nadzieję, że jeszcze wrócisz z kolejnymi tekstami bo piszesz bardzo obrazowo. Zalew w Zegrzu, wraz z mostem mijałam za każdym razem jadąc z naszej nadnarwianskiej prowincji do Warszawy, więc łatwo mi zwizualizowac ten zmarzniety krajobraz. Choć wojskowe patrole z tamtego okresu oglądalam z pozycji „w nogach” przedniego siedzenia w „maluchu” (ach, te PRLowskie zasady bezpieczeństwa przewożenia nieletnich czy raczej ich brak 😉 ). Na przednim siedzeniu siedziała mama (nie wiem co okupowalo tylne, że nie mogłam się tam zmieścić) i przy kolejnych patrolach próbowała mnie przyduszac bliżej podłogi, żebym nie próbowala ćwierkac do żołnierzy. Żołnierze wyglądali zresztą na kompletnie znudzonych, tyle pamiętam, choć w rodzicach kolejne postoje wzbudzały nerwową reakcje. Jakoś to wszystko przeżylismy i ani rodzice ani dziadkowie nie wieszali psów na generale w późniejszych latach, jak to potem weszło w modę. Tamte Święta spędzilismy u dziadków w Łodzi, może dlatego że w kupie było raźniej. Biedne, szaro-bure lata ktore przyszły potem, z kolejkami, kartkami i uganianiem się za wszystkim zapamiętały mi się pojedynczymi obrazkami, a pomarańcze i czekolada do dziś kojarzą mi się ze świątecznym luksusem.

    Pozdrawiam serdecznie!

  125. Szary Kot
    27 grudnia o godz. 14:38

    Jeśli chodzi o śledzie i ryby ( prawie wszystkie) to ich specyficzny zapach odrzucal mnie od nich od dziecka.
    I tak pozostało.Więc kiedy w Holandii przychodzi sezon na tzw.Hollandse nieuwe i oni kupują w sklepie taką oczyszconą połówkę z cebulą i wkladają do ust na raz ,to aż mi się slabo robi na samą myśl. To samo mam zresztą ze wszystkimi owocami morza.Taka już moja uroda 🙂

    Jeśli chpdzi o koncert wiedeński,to zaglądam na chwilę,aby zobaczyć kto jest zaproszony jako gościnny dyrygent. Muszę Ci powiedzieć,ze Złotą Salę widziałam w tym roku w kwietniu.Będąc w Wiedniu 5 dni udało mi się być na koncercie,na ktorym grała Wiener Philharmoniker – w repertuarze Brahms i Dworzak. Fenomenalna akustyka ( taka jak w Amsterdamie) ale sala w rzeczywistości jest mniejsza niż na ekranie tv. Jest wyjątkowo male podium ,a odległość między nim,a pierwszym rzędem krzeseł prawie nie istnieje.Ja siedziałam na balkonie ,więc przestrzeni mi nie brakowało. Ale było to pewne rozczarowanie samą wielkością sali.

  126. na po świętach
    przecie to jest nasza… i Smoleń]
    https://www.youtube.com/watch?v=h9ZQElA1LjQ

  127. Szary Kot
    27 grudnia o godz. 14:38
    basia.n
    27 grudnia o godz. 11:23

    U nas świętowanie przeszło w fazę błogą a leniwa bo jeszcze nie wrócilismy do pracy. Więc nieśpiesznie podjadamy kończące się śledziki i inne specjały i lenimy się rozkosznie i na różne sposoby.
    Od jutra zmiana gości i świętujemy dalej, aż do szkockiego nowego roku, który po stronie na północ od Gretny obchodzi się z takim hukiem, że ustawowo wolny jest i 1 i 2 styczeń 😉

    A 6stego stycznia „Nutcracker” w wykonaniu St Petersburg Ballet, na który już się cieszymy jak zajączki! 🙂 A dopiero potem można wrócić do rutyny… 😉

  128. @wujaszek wania
    27 grudnia o godz. 10:28

    Słuszne słowa o wypracowaniu własnych tradycji, też doszlismy do takich wniosków dyskutując o tym w jaki sposób dorobilismy się świąt w obecnym kształcie w naszym domostwie.
    Też gramy w dobble, hałasujac przy tym co niemiara 😉 Tej drugiej gry nie znałam ale już widzę, że zapowiada się równie wesoło.

    Odkryłam, że kiedy gramy w dobble z obcokrajowcami to pomimo iż rozmawiamy między sobą po angielsku, kiedy towarzystwo w gorączce gry musi wykrzyknąc szybko nazwę obiektu na karcie, najczęściej zaczyna się odkrzykiwanie w językach ojczystych, ku skonfudowaniu przeciwników… Mała gra a cieszy. Poza tym mamy duży stos gier planszowych choć wciąż najbardziej popularni są „Osadnicy z Catanu”.

  129. Jak przeczytałem o awersji basi.n do wszelkich „owoców morza”, to sobie przypomniałem, że w czasie świąt nie tknąłem żadnego śledzika i natychmiast zażyczyłem sobie do sałatki jarzeniowej (kilkudniowej) śledzie i ze smakiem jadłem, bo nie uważam śledzi za owoce morza, których nie znoszę.. Ryby jadam umiarkowanie. Z dzieciństwa pamiętam hasło: „Jedzcie dorsze, gówno gorsze”! Chodziło o wędzone dorsze – wszechobecne, tanie i niedoceniane. Dziś to najdroższa ryba i lepsza od wszystkich mintajów czy nawet równie wodnistych morszczuków. Chętnie zjadłbym teraz wędzonego dorsza!

  130. Antonius
    27 grudnia o godz. 19:27

    Antoniusie dorsz to jedna z niewielu ryb,ktorą akceptuję. Przyrządzam go po grecku i bardzo mi smakuje. Dorsz wędzony też był smaczny 🙂

  131. Czy Bóg posyłał syna na inne planety?
    Tanaka
    27 grudnia o godz. 15:02
    tejot
    27 grudnia o godz. 12:43 E
    Kontynuując rozumowanie jake przedstawiasz o „wieczności” naszego istnienia, bo istniejemy w genach przodków, dochodzimy szybko do tego, że nie jesteśmy stąd, tylko z kosmosu. Tego jednak bozia nie przewdział i nawet najtężsi teologowie – Ojcowie Kościoła – nie. terz się strasznie męczą, co z tym zobić. Nadpapież Terlikowski ogłosił był jakiś czas temu, że spoko – jak kosmici będą chrześcijanami to on im poda rączkę, a jak nie będą chrześcinanami to on ich na katolików przeflancuje i będą zadowoleni.

    Mój komentarz
    W związku z Kosmosem w kwestii syna bożego powstaje znacznie poważniejszy problem niż dotyczący jego natury – ludzkiej, czy boskiej (co było przedmiotem sporu z arianami).

    Otóż, jak z Ewangelii wynika, 2000 lat temu Bóg ojciec posłał syna na Ziemię do ludzi. Co się działo z synem przez 3 – 3,5 miliarda lata, gdy życie na Ziemi ewoluowało, komplikowało się? Bóg ojciec czekał aż wyewoluuje człowiek? Przez te 3 – 3,5 miliarda lat? Ale Wszechświat jest znacznie starszy niż Ziemia – ma 14 mld lat. Tyle miliardów lat czekał ojciec by zesłać syna na Ziemię?
    A może w międzyczasie powstawały gdzieś planety takie jak Ziemia?

    Jeśli założymy, że Wszechświat jest jednakowy wszędzie, składa się z gwiazd różnej wielkości, to muszą zaistnieć układy planetarne, a jak istnieją takowe, to musiała zaistnieć gdzieś tam taka planeta jak Ziemia (nie jedna), o takiej wielkości, w odpowiedniej odległości od gwiazdy macierzystej, aby nie było na niej za gorąco ni za zimno, mieć atmosferę o odpowiednim składzie (zawierającą CO2, najpierw redukującą, potem utleniającą), mieć hydrosferę, odpowiedni skład chemiczny skorupy planetarnej, tektonikę płyt, wulkanizm, pole magnetyczne, itd. i musi powstać na niej życie z istotami podobnymi do ludzi.

    Czy na taką planetę Bóg ojciec (teoretycznie) powinien był posyłać syna? A jeśli tak, to w jakim celu? I jaką naturę powinien mieć posłany na taka planetę syn? Czy wystarczy tylko powiedzenie – słowo przyoblekło się w ciało? Czy coś więcej?
    Czy na takiej planecie byliby trynitarze i antytrynitarze oraz sobory powszechne zatwierdzające fakty nieoczywiste, które po zatwierdzeniu na soborze otrzymują naturę faktów (prawd) oczywistych, czyli dogmatów?
    Pzdr, TJ

  132. basia.n
    27 grudnia o godz. 15:16
    Szary Kot
    27 grudnia o godz. 14:38

    „… kiedy w Holandii przychodzi sezon na tzw.Hollandse nieuwe i oni kupują w sklepie taką oczyszconą połówkę z cebulą…”

    Muszę tam być!!! 🙂

    Kostka
    27 grudnia o godz. 15:48

    Moją uczelnię zamknęli na głucho na dwa tygodnie, więc wybrałem się dziś do Londynu po kochane pieniążki, bardzo dużym autem. Jutro takoż. Poodpoczywam w przyszłym tygodniu. Albo mnie znowu namówią… „easy job mate, you have to do it for me!”
    A grywasz w Dixita?

    tejot
    27 grudnia o godz. 20:07

    „Czy na takiej planecie byliby trynitarze i antytrynitarze oraz sobory powszechne…”

    Do Lema już niedaleko 🙂 🙂 🙂

  133. Umarł nie jaki Pieronek (84lata). Na TVN24 żałoba narodowa. Słucham ich(stację) od 19.00. Czy TVN już się dało kupić jak Krok?. Czy szanowni ATEIŚCI mogą dać odpór.

  134. Szary Kot
    27 grudnia o godz. 20:46

    Te śledzie są teraz 🙂
    Cztery połówki za 6:95 eu.

    W przyszłym tygodniu nie daj się na nic namowić! Odpoczywaj i ćwicz 🙂

  135. Kostka
    27 grudnia o godz. 15:48

    Kiedy tak się składa,że w okresie świątecznym ma się więcej wolnych dni – rzeczywiscie można dobrze wykorzystać ten czas na odpoczynek.
    Własna tradycja domowa jest bardzo ważna:)
    Świetnie,że masz bilety na Czajkowskiego. Napisz,proszę po przedstawieniu o wrażeniach

  136. bukraba
    g.21:07
    Też się nadziwić nie mogę nad tak wielką żałobą w TVN, choć przyznaję, że biskup Pieronek pozytywnie odbijał od kleszej czeredy, a zwłaszcza na tle epidiaskopów.

  137. tejot
    27 grudnia o godz. 20:07

    Możemy pogdybać, ale z teologią to już poważny konflikt.
    Bozia ma przestarzałe wiadomości: nie, że Wszechświat ma prawie 14 mld lat, ale pięć i pół tysiąca. Powstał o godzinie dziewiątej rano (żeby Olmajty mógl się najpierw wyspać).
    Olmajty nie przewidział Jezuska uprzednio czyli przed 14 miliardami lat, nie tyle dlatego, że Wszechświat ulepił 5,5 tysiąca lat temu, ale dlatego, że jest Przedwieczny. Jak Przedwieczny, to i przedwiecznie Jezuska przewidział.

    Znajc kiepską robotę bozi, w postaci Słowa Bożego które jest strasznie mętne, dziwaczne, niechlujne, humorsytyczne i krwawe, na dowolnej planecie na której mieszkańcy mają jego niebieską książeczkę, nie może bieg wypadków być inny jak tylko jeden: każdy kapuje po swojemu, czyli nic nie kapuje i wszyscy się ze sobą o prawidłowe kapowanie kłócą oraz mordują.

  138. bukraba
    27 grudnia o godz. 21:07

    Umarł nie jaki Pieronek (84lata). Na TVN24 żałoba narodowa. Słucham ich(stację) od 19.00. Czy TVN już się dało kupić jak Krok?. Czy szanowni ATEIŚCI mogą dać odpór.

    A nie jesteś aby ateista, w dodatku szanowny? Dawaj odpór, śmiało i należnie.

  139. Antonius
    27 grudnia o godz. 19:27

    W związku z pochówkiem brata mam dostarczyć państwowemu zakładowi pogrzebowemu mój akt urodzenia. Uważam to za logiczne. Żeby kogoś pochować, pierw muszę się urodzić. A skąd zakład ma wiedzieć, że się urodziłem, jak nie mam papierka. Na oko mi wierzą, ale muszę udowodnić – w końcu jesteśmy w cywilizowanej Polsce, a nie w dżungli na koniuszku świata.

    Antoniusie, 30 parę lat już nie jem i nie lubię gadać o jedzeniu, ale wziął mnie sentyment, kiedy powiedziałeś o jaśnie panu dorszu: „Dziś to najdroższa ryba i lepsza od wszystkich mintajów czy nawet równie wodnistych morszczuków”.

    Podejrzewam, że wątpię, Antoniusie. Fakt, że transformacja zrównała ceny ryb w Polsce ze światowymi i te śmieszne grosze, jakie myśmy brali za ryby, uganiając się za nimi w taką pogodę, że psa by nie wygonił, są już rozczulającym wspomnieniem. Ale jeśli teraz dorsz kosztuje, powiedzmy, 28 zł/kg, to taki od dawna u nas ceniony skarp (inne nazwy: „kamionka”, „turbot”) byłby chyba kilkakrotnie droższy. W ogóle flądrowate, do których należy skarp – inne u nas: stornia, zimnica, gładzica – są atrakcyjniejsze smakowo od dość suchego dorsza, tyle że takich, jakie łowiłem, nigdy w sklepach nie widziałem. Pytaliśmy z ciekawości babkę z Centrali Rybnej, do której odstawialiśmy ryby, gdzie się podziewają nasze tłuste kilowe, dwukilowe flądry, skoro nikt ich w sklepach ze świeczką nie znajdzie. Powiedziała, że wszystkie takie co do sztuki idą na eksport, a do naszych sklepów trafiają maleństwa oraz skóra i kości. Dlatego starszym Polakom flądry właśnie z płaskością i chudością się kojarzą. Jako ciekawostkę powiem, że największy skarp (turbot – choć rybacy mawiają: „torbut”) mojego wspólnika nie mieścił się w plastykowej skrzynce i miał ok. 8. kg. Moje największe to jakieś 2 -3 kg. Flądry byłby więc w handlu chyba sporo droższe od dorsza, pod warunkiem, że by w ogóle były – i to nie wyschnięte na wiór, ale w najlepszej kondycji. Basia też by poszerzyła repertuar, gdyby spróbowała mojej flądry po grecku. Ale już nie tłukę moich braci mniejszych. Fajtnąć i tak fajtnę, więc po co jeść.

  140. mag
    27 grudnia o godz. 21:43

    Pozytywna odstawalność Pieronka od reszty biskupów być może była, ale raczej nie było. Drobinek nie ma co liczyć, ważna jest substancja. W drogiazgach Pieronek bywał oględniejszy, w substancji – jak reszta.
    Ostatnio słuchałem-oglądałem jego wypowiedzi na temat pedofilii kleru: po wierzchu ciut znośniej (dla ofiar), pod spodem mętniactwo i krętactwo.

  141. Antonius
    27 grudnia o godz. 19:27

    Jestem wyznawcą dorsza. „owoce morza” wsuwam z różnym pożądaniem, bardzo lubię małże. Omułki (mule) są pyszne, a diablo sycące. Można pęknąć.

  142. tejot
    27 grudnia o godz. 20:07

    Zderzasz ze sobą dwa światopoglądy kompletnie nieprzystawalne: średniowieczny światopogląd religijny i nowoczesny światopogląd przyrodniczy. A potem z cyniczną i nieco małostkową intelektualnie uciechą tropisz absurdy wynikające z takiego zderzenia. Nie bardzo wiadomo kogo chciałbyś przekonać wykazaniem tych absurdów: tutaj sami przekonani, mogą Tobie tylko przyklasnąć i powtórzyć po raz setny czy tysięczny: tak, zaiste, jacyż owi religianci głupi, nie to co my, oświeceni. Babci uczęszczającej co dzień, a nawet dwa razy na dzień do parafialnego kościoła, a w przerwach wysłuchującej Radia Maryja, nie przekonasz choćbyś przytaczał najcelniejsze paradoksy o ewolucji, genotypie i mitochondriach. Dla niej zawsze będziesz tylko bezbożnikiem i zdrajcą narodu (jeśli nie Żydem), który chce zniszczenia polskości i wiary katolickiej.

    Jednak katolicyzm mimo wszystko jest znacznie bardziej elastyczny intelektualnie, niż Tobie się wydaje (od wieków kardynalnym błędem jego wrogów jest właśnie lekceważenie tej elastyczności). Kompleksową teorię ewolucji z Chrystusem jako jej centrum stworzył francuski zakonnik Telihard de Chardin. Z tym właśnie panem (gdyby jeszcze żył) mógłbyś szczegółowo podyskutować, co robił Jezus przez 3 miliardy lat ewolucji. Nie zagiąłbyś go nawet genetyką, mitochondriami ani galaktykami, wszystko to szczegółowo przeanalizował w swoich monumentalnych dziełach (są przetłumaczone na polski). Uprzedzając ewentualne zarzuty – nie chcę tu agitować na rzecz teorii Teilharda de Chardin, czy jest słuszna czy nie, czy jakiejś innej religijnej teorii ewolucji, podaję tylko przykład, że próby połączenia światopoglądu religijnego i naukowego były podejmowane. I jak ktoś podejmuje ten temat, to powinien jednak co nieco o tym wiedzieć.

  143. Wbocku – wyrazy współczucia z powodu śmierci brata.

  144. wbocek
    27 grudnia o godz. 21:57

    Toś mnie na przypominajki, Pombocku, wyciągnął.
    Możliwe, że „flądry” na polskim stole to były te mniejsze i chudsze, a większe szły na eksport – i dzięki temu flota rybacka była ongiś wielka, a dziś wielkie zero – ale dobrze też pamiętam słusznych rozmiarów i wielkości kulinarne owe flądry, kilku gatunków, i solidnie sycące. NIe umiem dokładnie powiedzieć jak ja wtedy oceniałem słuszność wielkości, ,ale powiem wedle takiej miary, że jedna ryba to było dla mnie za dużo. Byłem nastolatek, więc dużo nie jadłem, ale też i sporo z ryby zostawało, jeszcze niemal dla drugiej doroslej osoby.
    Może wsuwałem ryby ponadstandardowe, bom człowiek znad morza, ,ale też – ponoć – najlepsze ryby jechały na Śląsk, by prawidłowo odżywić górników dołowych i dzielnych hutników.
    Duże, bywało, że wielkie, bły „flądry” w barach plażowych, ale te pewnie pochodziły z indywidualnych zaciągów, a nie przemysłowych połowów.

    Dorsza właśnie z tą suchość, czystość i niską zawartość tłuszczu uwielbiam. No i „brak ości”, co w śledziu było niejaką niewygodą. Dorsz pachnie morzem, a nie mułem, jak karp, a to dla mnie dodatkowa zaleta.
    Dorsz był zresztą podstawowym pokarmem mnóstwa wyspiarzy Europy, od Islandczyków, przez Brytyjczyków, Irlandczyków, Norwegów poczynając, po ludność kontynentalną. „Fish and chips” to właśnie dorsz jako „fish”, a ziemniaki – rożnie przyrządzane – jako „chips”
    Dorsza mogę na okrągło. Śledź też dobry, ale nie w każdym wykonaniu. Jestem wyznawcą śledzia w śmietanie, albo w occie z cebulką. Mniam!

  145. Rogger77
    27 grudnia o godz. 22:10

    Dziękuję, Roggerze i się kłaniam.

  146. bukraba
    27 grudnia o godz. 21:07

    W Polsce niestety każde odejście duchownego będzie kwitowane żałobą. Jestem od tego wszystkiego daleko,ale zupełnie nie interesuje mnie kto między nimi był „lepszy” lub „gorszy”. Każdy ,kto siedzi w tej organizacji jest,jaki jest…

  147. Tanaka
    27 grudnia o godz. 22:13

    Gdybyś trafił na śledzia w oleju z ręki mojej żony, też byś, Tanako, pomniamał. Fakt, że większość wrażeń smakowych nie tyle zależy od sprawienia, ile od samego śledzia: gdzie się szlaja, w jakim towarzystwie, o jakiej porze, co żre na śniadania, czy bywa bliżej Murmańska, czy Gdańska, czy Atlantyku. Jezu, co ja się ich namordowałem w czasie gotowości do tarła! Po kolana w nieboszczykach chodziłem.

  148. Rogger napisał:
    Jednak katolicyzm mimo wszystko jest znacznie bardziej elastyczny intelektualnie, niż Tobie się wydaje (od wieków kardynalnym błędem jego wrogów jest właśnie lekceważenie tej elastyczności). Kompleksową teorię ewolucji z Chrystusem jako jej centrum stworzył francuski zakonnik Telihard de Chardin. Z tym właśnie panem (gdyby jeszcze żył) mógłbyś szczegółowo podyskutować, co robił Jezus przez 3 miliardy lat ewolucji. Nie zagiąłbyś go nawet genetyką, mitochondriami ani galaktykami, wszystko to szczegółowo przeanalizował w swoich monumentalnych dziełach (są przetłumaczone na polski). Uprzedzając ewentualne zarzuty – nie chcę tu agitować na rzecz teorii Teilharda de Chardin, czy jest słuszna czy nie, czy jakiejś innej religijnej teorii ewolucji, podaję tylko przykład, że próby połączenia światopoglądu religijnego i naukowego były podejmowane. I jak ktoś podejmuje ten temat, to powinien jednak co nieco o tym wiedzieć.

    Mój komentarz
    Nie komentowałem teorii Teilharda de Chardin, ani nie nawiązywałem do elastyczności intelektualnej (?) katolicyzmu.
    Z tą elastycznością zapoznawałem się w praktyce długo i wytrwale i nie wytrwałem w dojściu do konkluzji, do odpowiedzi na pytanie – jak ta elastyczność intelektualna mogłaby wykreować zgodność teorii (teologii) z rzeczywistością (fizykalną). Doszedłem do wniosku, ze nie może, to jest niemożliwe, jeśli mam traktować logikę jako zbiór reguł, które pozwalają weryfikować „elastyczność intelektualną” teologii.
    Pzdr, TJ

  149. To ja już wolę śledzie od teologii.
    W każdej postaci.

  150. wbocek
    27 grudnia o godz. 22:29

    Pombocku, ale coś mi się nie zgadza: jak się ma taką żonę od śledzia w oleju, to jak się to robi, że się trzydzieści lat nie je?
    Ponoć najlepsze są dorsze spod wraków. Nie wiem, bo nie łapałem spod, ale wiem, że te o których tak słyszałem, smakowały znakomicie.

  151. Ewa-Joanna
    27 grudnia o godz. 22:58

    To ja już wolę śledzie od teologii.
    W każdej postaci.

    Trzeba wsunąć śledzia, żeby mieć siłę do teologii.

  152. Rogger77
    27 grudnia o godz. 22:05

    W sprawie, żeby coś wiedzieć, to e Chardin był na marginesie Kościoła kat – i nie bez powodu. Elastyczność teologii nie jest elastyczna, tylko cyrkowa. W rozumieniu „robić sobie cyrk”. To ucieczka przed śmiesznością.

  153. Tanaka
    27 grudnia o godz. 23:00

    A może ani śledzie,ani teologia ??

  154. @E-J, @Tanaka

    „To ja już wolę śledzie od teologii. W każdej postaci.”

    Czy tego śledzia to wiadomo gdzie trzeba wsunąć żeby mieć siłę do teologii?

    Z elastycznością tOmatu sledzi jeden zapoznawał się w praktyce długo i wytrwale i nie wytrwał w dojściu do konkluzji, do odpowiedzi na pytanie – jak ta elastyczność intelektualna sledzi mogłaby wykreować zgodność teorii (teologii) z rzeczywistością (fizykalną). Doszedł on do wniosku, ze nie może, to jest niemożliwe, jeśli mamy traktować logikę jako zbiór reguł, które pozwalają weryfikować „elastyczność intelektualną” teologii.

    Tez wole sledzie, w kazdej postaci, E-J. Teologia tak jakosc oscią mi gardle staje. I stoi. Nie dopowiem juz jak co

    Nie jest to zadna ucieczka przed śmiesznością. Za pozno na ucieczke. A smiesznosc jakos tak kruchtą trąci

  155. Drogi Wbocku,
    ja w życiu nie widziałem prawdziwej flądry. Znam to pojęcie tylko z piosenki z czasów kolonii o skardze rybaka: „Tylko jeden mały dorsz schował się na łódki dno i się cieszy, że jest sam bez flądry”! Z tego wyciągnąłem wniosek, ze flądra jest rybą drapiezną. Mieszkam tak daleko od morza, że egzotyczne ryby bałtyckie nie docierają. Cena świeżego dorsza dochodzi u nas do 60 zł/kg,- przed chwilą zapytałem żonę, która raz kupiła dorsza, bo ja znam tylko wędzone i to dawno temu. Raczej mamy makrele. Był taki rok, gdy byłem zastępcą kierownika kolonii nad morzem i w jednym pokoju z wuefiarzem i kulturowym, a do wuefiarza baby stały w kolejce. Miał niesamowity „przerób”, ale miał czym!!!
    Przynosiły wędzone węgorze, cudo! Ja dostarczałem wódkę (sam nie piłem), ale się obżarłem tymi świeżo wędzonymi węgorzami – dosłownie i w przenośni – palce lizać. Teraz wystarczą mi śledzie.

  156. Tanaka

    Tanako, a jak się pali bez zaciągania? Tak się brzydzę jedzenia i gadania o jedzeniu, że jak żona podsunie – lubi tyrać, a zwłaszcza obsługiwać i co poradzisz – pożuję, pochwalę i…się nie zaciągam. Bobra nocka, rano wstać, mać.

  157. Tobermory

    Przed chwilą widziałam na muzycznej stacji tv przepiękny filmik zimowy,który moglbyć zrealizowany albo w Szwajcarii,lub w Austrii. Na tle muzyki Mozarta,która już czarowala kiedyś w filmie Out of Africa. Ten koncert klarnetowy ma w sobie tyle piękna,jak krajobrazy,którym towarzyszył. Wprawdzie na youtube nie ma tego filmiku z tv,ale ty masz te obrazy za oknem 🙂
    A więc niech zagra muzyka w znakomitym wykonaniu MartinaFrosta.

    https://www.youtube.com/watch?v=TFi-XESS-AU

  158. ozzy

    Mam dla Ciebie coś szwedzkiego. Ten sam znakomity klarnecista,ktorego link podałam z Mozartem ,gra również zupełnie inną muzykę,napisaną przez jego brata 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=6POa-fGzVXs

  159. basia.n
    27 grudnia o godz. 23:21

    Jest rozwiązanie – to:

    https://www.youtube.com/watch?v=3jzHke83iWM

  160. Orteq
    27 grudnia o godz. 23:24

    To jest ucieczka ruchomymi schodami. Pod prąd.

  161. @basia.n

    Dziekuje.
    Bracia Fröst bardzo muzykalni. Penderecki
    naoisal muzyke Martinowi.
    Pozdrawiam z polnocnej Szwecji.

  162. @basia.n
    27 grudnia o godz. 23:46

    Dziękuję! Bardzo lubię ten koncert. Ten młody Szwed gra na klarnecie jak na oboju, piękne legato.

  163. basia.n

    Jeśli to był opus 622 to rozumiem. Nie znam piękniejszego utworu Mozarta. Salieri był tak zazdrosny, gdy go us yszał, że przeklął Pana Boga, że dał Mozartowi taki talent, a nie jemu.

  164. Antonius
    28 grudnia o godz. 10:36

    Tak Antoniusie – to jest opus 622 🙂

    Ale myślę,ze Salieri móglby być rownie zazdrosny o Adagio z koncertu fortepianowego K.488
    Niech zagra Murray Perahia – dla mnie najpiękniejsze wykonanie 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=H0WxpumcLmU

  165. Myślę, że wiem, o który fragment chodzi, tylko zawsze zapominam czy to koncert 21 czy 23, nie mogę sobie zapamiętać, a całego Koechelverzeichnis na pamięć nie wykułem, dlatego 488 nic mi nie mówi, ale chodzi mi o drugi „Satz” z w/w koncertów fortepianowych, ale i tak najgłębsze wzruszenia mam przy 622.!

  166. Tobermory
    28 grudnia o godz. 9:30
    Tak – bardzo trafne skojarzenie z grą na oboju 🙂

    Przypomnialam sobie,że na półce mam przepiękną płytę z 2011 – Hans Holliger i Camerata Bern z Bachem. Niestety nie ma tego wykonania na youtube,więc mam dla ciebie inne ,ale też z Holligerem . Towarzyszy mu Academy of St. Martin-in-the fields

    https://www.youtube.com/watch?v=ODiVDEk5Cuk

  167. PS
    Ja stawiam na artystów, których słyszałem live, tzn. Rubinsteina, Aszkenazy’go i Zimermana, a ze skrzypków Menuhina. Dokładam jeszcze innych, m. in. Hajfetza, którego nie mogłem zobaczyć w sali koncertowej, ale lista „ulubionych” jest znacznie dłuższa. Z trębaczy Maurice Andre.

  168. ozzy
    28 grudnia o godz. 8:48

    Poszukam tego Pendereckiego,o którym wspomniałeś.

    Jesteś na północy Szwecji – a więc piękna biel i cisza…
    Dobrego wypoczynku 🙂

  169. PS – nte
    Niespodzianka!
    Po wklepaniu tekstu dopiero zauważyłem link, klikam i co widzę??? Napis – film niedostępny, ale podpis wyjaśnił mi, że to koncert 23, a nie 21.

  170. Antonius
    28 grudnia o godz. 11:25

    Chodzi o koncert no23 🙂 Ja Perahię słyszałam niejednokrotnie na żywo . Ale również Zimermana !
    Ostatnio dwa lata temu w Amsterdamie. Jak zawsze – po prostu wspaniały. Ale najbardziej zdumiewające,co słyszałam w życiu,to był ostatni niedzielny koncert wykonaniu Marthy Argerich.Tak wykonanego trzeciego koncertu Prokofiewa nie słyszałam ( nawet w jej wcześniejszym nagraniu)

  171. Ponieważ wspomnialeś o trębaczu – ciekawa jestem czy znasz panią grającą na trąbce o nazwisku Tine Thing Helseth ?
    Dla mnie jej wykonanie koncertu Haydna jest wyjątkowo piękne.

    https://www.youtube.com/watch?v=T_PZlj_js1E

  172. Tobermory

    Mam jeszcze coś – wspomniana powyżej Tine Thing Helseth z norweskim kobiecym ensamble.
    Panie spisują się doskonale 🙂
    Nagranie z BBC Proms

  173. Tobermory

    Przepraszam – za szybko wysłałam,bez wklejenia linku 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=8aefuitBfWc

  174. basiu!
    Ta pani jest rzeczywiście dobra – choć to dziwne, trąbka wymaga przecież dużej pojemności płuc, a ona prawie nie ma „owych”!
    Koncert mam w wykonaniu panów, albo M. A., albo Marsalisa. Pamiętam go, bo można pewien fragment uznać za melodię hymnu niemieckiego ( w drugiej części słychać jakby „Deutschland, Deutschland ueber alles”).

  175. Antonius
    28 grudnia o godz. 13:01

    Myślę,że Tine Helseth jest anatomicznym fenomenem 🙂
    Z malutką analogią pewnej frazy do hymnu niemieckiego masz rację.Haydn jest przecież też tworcą kwartetu,z ktorego hymn zostal wzięty w – z drugiej części kwartetu op.76 no.3″Kaiserquartett”.
    Ta część to piękny temat z wariacjami.
    Mam ładny link 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=QD1mAuM8iI0

  176. Przepraszam, że nieco zakłócę lekki nastrój międzyświąteczny, ale odniosę się jeszcze do śmierć bp Tadeusza Pieronka i podzielę myślami na tzw. kanwie.
    Sięgnęłam po krakowskie „Zdanie” (akurat miałam w domu, bo to dobre pismo i czasem kupuje) Przeczytałam obszerny wywiad z bp Pieronkiem, który otwiera „Zdanie”(nr 3-4) pt „Obecna władza traktuje religię i kościół instrumentalnie”. Niby nihil novi, ale przeczytać było warto. Tym bardziej, że to rozmowa trzech na jednego. Księdza biskupa wywiadują Edward Chudziński, Filip Ratkowski i Paweł Sękowski.
    Na koniec biskup powiada: „Kościół ma dwa tysiące lat i jakoś umiał się oczyszczać. Obecnie mamy w tej dziedzinie zastój, ale gdy sięgniemy do Starego Testamentu, to dowiemy się, że „naród wybrany” zawsze buntował się przeciw Bogu. Dziś Kościół katolicki jest „nowym Izraelem” i jego „naród” też czasem się buntuje. Ale wróci do właściwego łożyska.”
    Zaraz zaraz, „naród” (a raczej ta jego część wierząca) buntuje się chyba nie przeciw Bogu, ale przeciw Kościołowi, czyli instytucji, która utożsamia się z Bogiem od dwóch tysięcy lat i to jej grzech kardynalny.
    Ciągle słyszę o tych dwóch tysiącach lat, które mają jakoby zaświadczać o boskości Kościoła, że on wciąż trwa i trwa MIMO. Myślę, że jego „nadprzyrodzona” natura bierze się stąd, że jest to perfekcyjnie zorganizowana mafia z siedzibą w Watykanie, mająca swoje agendy w całym świecie, perfekcyjnie gromadząca majątek, bo to daje władzę i posłuch, posługujaca się perfekcyjną dyplomacja w razie zagrożenia (stosunki między Watykanem a hitlerowską Rzesza) a wreszcie manipulująca emocjami ludzi nękanych różnymi klęskami, pytaniami egzystencjalnymi, na które nie potrafią znaleźć odpowiedzi, lękających się śmierci i spragnionych owego „światełka w tunelu”, czegoś w rodzaju „obietnicy poranka”, że oto zbudzimy się w innym idealnym świecie, co wreszcie przyniesie nam ukojenie.
    No, niestety,abep Pieronek też wyżej d… nie podskoczył Jak i onegdaj prof.Józef Tchiszner, obaj niby hardzi i twardzi górale, „otwarci” kapłani. To tak jak z jajeczkiem częściowo nieświeżym albo byciem częściowo w ciąży. Po prostu się nie da. Ciekawe, jak długo jeszcze uda się ks. Lemańskiemu być trochę w ciąży, bo ks.Bonieckiemu to już wszyscy mogą skoczyć.
    Dlatego spośród księży/zakonników cenię tych , którzy już nimi nie są: byłego jezuitę Stanisława Obirka i byłego dominikanina Tadeusza Bartosia.

  177. basiu!
    Czy Twoja Tine nie jest przypadkiem rodaczką lub krewną Eddie Merxa? On też miał ponadnormatywną pojemność płuc. Niby płuc nie widać z zewnątrz, ale patrząc na kobietę można gdybać. Taka np. św. p. Montserrat Caballe miała czym śpiewać. Callas przed kuracją też. U panów podobnie. Znam tylko jeden wyjątek od reguły – mój ulubieniec, kurdupel mniejszy od prezesa a miał potężny głos. Gdy zaśpiewał strettę z Trubadura, to go natychmiast zatrudniono, ale karierę zrobił głównie w radiu – Josef Schmidt!!! W filmach i występach estradowych czyniono cuda, aby go „powiększyć”.

  178. Antonius
    28 grudnia o godz. 14:38

    Antoniusie wszystko jest możliwe z tymi powinowactwami 🙂

    Ale ja znam jeszcze jeden wyjątek od reguły – niemiecki bas-baryton Thomas Quasthoff. Urodzony w 1959 jest ofiarą zażywania przez matkę talidomidu.Urodził się więc jako kaleka . Ale ze wspaniałym glosem. Podam link Schuberta bez nagrania z obrazem ( jeśli będziesz chciał,pokażę rownież jego video)

    https://www.youtube.com/watch?v=6TQLw_6-nwE

  179. Dla nieobecnej Namargineski 🙂

    Pokazałaś jakiś czas temu link z małą czarodziejką skrzypiec z Singapuru – jedenastoletnią Chloe Chua.Szukając wiadomości o niej ,znalazłam trochę więcej nagrań. Dowiedzialam się,że wygrała w Genewie konkurs juniorów im. Menuhina,ale wygrała go ex equo z dziesięcioletnim Christianem Li z Melbourne . Więc ja powtórzę może jej link z gali koncertowej,a potem pokażę,jak ona gra z gitarzystą
    Piazolli Café 1930. To po prostu wzruszające.
    Ale chcę też,abyś zobaczyła również chłopca.
    Oboje są talentami z innej planety 🙂

    Zachęcam Wszystkich odwiedzających do wysłuchania jak grają te dzieci .

    https://www.youtube.com/watch?v=dacAUD8YhtA
    https://www.youtube.com/watch?v=z1_6EnZoSro

    https://www.youtube.com/watch?v=zOoylFns-bI

  180. Po raz stutysięczny otworzyły mi się oczy, że mieszkam w najdzikszym państwie świata. Podjeżdżam dziś karawanem z bratem w torbie do grobu, w którym już spoczywa trójka – ojciec, mama, najmłodszy brat – a przy grobie – siwa baba. Co jakaś siwa, kuwa, baba robi przy moim, kuwa, grobie, który sam robiłem?! Przyglądam się: A to żona najmłodszego brata.

    – A ty skąd tu? – mówię.

    Mówię, bo nikogo w sprawach pogrzebowych, odkąd to zależało tylko ode mnie, nie powiadamiałem i nikogo na pogrzeby nie zapraszałem – był tylko pracownik firmy pogrzebowej i ja – więc skąd ktoś wie?

    – W internecie przeczytałam.

    Oż jego taka owaka mać! Jakim prawem w światowym internecie, bez pytania mnie o zgodę – taka informacja?! W państwie, w którym jest ochrona osobowych danych, ktoś bez zgody rodziny wywala na internetową stronę informację, że wymieniony z imienia i nazwiska zmarł i że o godzinie takiej a takiej jest pogrzeb na nowym cmentarzu. Kuuuwa mać! Jakim dzikim prawem publikę o intymnej sprawie informujecie i mi w urządzanie pogrzebu się wpieprzacie?! Dupy sobie klepsydrami podcierajcie, ale własnymi, a nie w cudzą intymność się wpie..alać, świnie jedne! Świńska logika – niby ochrona danych osobowych i bezczelne ujawnianie tych danych przez państwo – wskazywałaby na piszący prawo na kolanie PiS. Ale tylko podejrzewam, bo nie wiem, kto spłodził RODO. Wiem tylko, że coraz bardziej nienawidzę to szkodliwe dla życia państwo. Zresztą kto spłodził, ten spłodził, ale jeszcze tyle papierów nie podpisałem i pierdzistołkowych korowodów nie natańcowałem z powodu kupki prochu, jaka została po człowieku. W dobie elektroniki była z powodu tej śmierci jedna jazda do Miastka i dwie jazdy – wczoraj i dziś – do Słupska. Czekają mnie jeszcze dwie. Pięć jazd kaleki z powodu jednej malutkiej śmierci. Sejm, rząd i cała ta rządząca banda niby służy obywatelowi. W związku z tym jest coraz feudalniej, coraz uciążliwiej i coraz głupiej. Dlatego albo wrócę do starego pomysłu i wyjadę w jedną stronę z pistoletem w morze (jak się uda na lewo kupić), albo, jeśli zechcą starego żylastego koguta, zaproponuję siebie jakiej akademii.

  181. wbocek
    28 grudnia o godz. 15:43

    Pombocku – to wszystko jest po prostu okropne !
    Ale teraz złap głęboki oddech,daj sercu trochę odpocząć !
    To bardzo potrzebne. Przesyłam mnóstwo ciepłych myśli

  182. @Tejot
    Zgadzam się z przedmówcami, że teologii z nauką nie da się połączyć i wszelkie spekulacje próbujące uelastycznić wyznania wiary są skazane na niepowodzenie lub śmieszność. Należy jednak pamietać, że uczeni wcześniejsi ,jak np Kopernik ,byli też ludźmi kościoła u musieli przekraczać bariery, kwestionować kwestie teologiczne. Nie wiem zresztą , czy inne religie jak np konfucjanizm nie są mnie ortodoksyjne w spotkaniu z nauką.
    Czy gdzieś indziej istnieje życie, a już szczególnie bardziej rozwinięte, żeby powstała tam religia? Być może , gdy ziemia zostanie już spalona przez słońce ,stworzone przez nas technologie przeniosą się na inną planetę czy do jakiejś czarnej dziury i powstaną tam bajki robotów.
    @Mag
    Szanuję poglądy osób wierzących, chociaż ich nie podzielam. W ramach wyznawanych poglądów można być bardziej przyzwoitym, tolerancyjnym, uczciwym lub mniej zakłamanym. I dlatego odróżniałbym zmarłego wczoraj biskupa Pieronka od np Rydzyka. Czasem jest to różnica klasy.

  183. @Wbocek
    Nie rozumiem, chciałeś mieć ten pogrzeb tylko dla siebie? Uważam, że prawo do posiadania wiadomości o czyjejś śmierci nie moze byc reglamentowane. Może brat miał jakichś przyjaciół czy znajomych, swoje życie Tobie nieznane?.

  184. Zmarl
    BP Amos Oz

    Ps mialem niegdys okazje rozmawiac z tym
    znakomitym izraelskim pisarzem.

  185. Umarł Amos Oz, kilka dni przedtem Groński, wszyscy w wieku 79 lat czyli moim.. Bardzo lubiłem Oza, mam kilka jego książek, jedną niedotyczaną do końca, spróje to nadrobić.

  186. ozzy
    28 grudnia o godz. 16:27

    Właśnie chciałam o tym do Ciebie napisać. Świetny pisarz .

  187. Stachu39
    28 grudnia o godz. 16:33

    Ja też bardzo lubię Oza.Jego książki czytalam w tłumaczeniu holenderskim. A teraz „odkryłam”źródło z tłumaczeniami na polski. Będę chciala przeczytać jeszcze raz właśnie po polsku.

  188. wbocek
    g.15:43
    Czym się. Radę sobie dasz, bo wyjścia nie masz. Pomyśl, ile osób Cię wspiera, na odległość, ale z serca i duszy, która w takich momentach się uaktywnia wbrew materii.
    Kraj jest jednak dziki, czego my tubylce wciąż na co dzień doświadczamy, a gdy towarzyszą nam współczujący i nic nie mogący pomóc koleżanki i koledzy z dalekich stron, przyznam, że to mnie żenuje, a nawet wkurza.
    Czy ja ciągle muszę się z czegoś tłumaczyć, za coś przepraszać? Reforma , czyli deforma oświaty do dupy, ochrona zdrowia takoż, wojska de facto nie mamy. Podobno gospodarka trzyma się nieźle, bo na fali ogólnoświatowej koniunktury nie udało się jej jeszcze zepsuć. Mam jednak wciąż nadzieję, że „wyzwolenie” dla kraju („odczadzenie” od PIS) przyjdzie z Wielkopolski, od solidnych, zawsze pozytywistycznie nastawionych Poznaniaków. Symboliczne i bardzo znamienne było zachowanie prezydenta Poznania, Jackowiaka, który nie był na mszy z udziałem licznych państwowych notabli na okoliczność 100-lecia powstania wielkopolskiego. Chciał wreszcie postawić tamę niezdrowym nawykom. Skoro mamy zapisany w Konstytucji rozdział Kościoła od Państwa, to ma byc przestrzegany.

  189. mag
    28 grudnia o godz. 16:49

    Dziękuję, mag, ale u mnie czegoś takiego jak przyłamanie – nie mówiąc o załamaniu – nie ma. Nastrój może bywać byle jaki – jak było w początkach opiekowania się mamą i bratem – ale i wtedy różne drobiazgi – np. promyk słonka, uśmiech mamy – mnie ucieszą. A kiedy są kłopoty, w pierwszym rzędzie kombinuję, jak se poradzić. Bywało w gorszych chwilach, kiedy mama miała demencyjne narywy, robiłem jej fotki i filmiki. Teraz wracam do minionego, montuję, przeżywam, cieszę się lub zapłaczę. Żona na przykład bardzo przeżyła i co chwila okropnie mi współczuła, kiedy przyszła ze szpitala wiadomość o śmierci brata. Dopiero musiałem jej wyjaśnić, że na przeżycia będę miał całe moje młode życie – na przykład na Jamnie – a teraz układam w myśli plan działania, bo wszystkie formalne sprawy w szpitalu, w sądzie, w MOPR, w zakładzie opiekuńczo-leczniczym, w zakładzie pogrzebowym mogę załatwić tylko ja – ostatni z rodziny i kurator brata. No i zbliżamy się powoli ku końcowi. Jeszcze tylko MOPR i ZOL. W mojej i brata sytuacji jego śmierć to dla mnie smutek, ale i ulga. O jego uldze – a kiepsko z nim było 8 miesięcy – nie mówię, bo nieistniejący człowiek nie jest człowiekiem i ulgi czuć nie może. Fantastyczny zakład opiekuńczy psychiatryczny – sam bym chciał trafić do tych dobrych ludzi – nie rezygnował z niego do ostatniej chwili, choć nie jest przystosowany do trzymania pacjentów poważnie chorych somatycznie. Wdzięczny im jestem bardzo. Wściekają mnie, mag, coraz bardziej chuligańskie i wariackie porządki w kraju. Ale skończy się koniunktura i wtedy dyletanci okażą się dyletantami, chuligani – chuliganami, łgarze – łgarzami. Może jeszcze trochę pożyjemy, mag, i ruszymy na ta woda. Ty – z przodu. Już prawie wiosna, dzień jest dłuższy o parę minut.

  190. Wbocku!
    Powiem jak nazwa starej gry planszowej: „Czowieku, nie irytuj się”! Nawet po niemiecku jest podobna nazwa: „Mensch, aergere dich nicht”!
    Internet to potęga i basta!!!
    Skąd ja wiem o śmierci Twojego brata? Czytam tylko LA, znaczitsa, sam puściłeś farbę. Szczegóły techniczne baba mogła zdobyć u fachowców, albo u fachowców od kremacji, albo od proboszcza, jeśli pogrzeb był religijnie zabarwiony.
    Mnie ktoś kiedyś powiedział coś nieładnego, ale prawdziwego, gdy kolega nie planował pójść na czyjś pogrzeb: „On na mój też nie przyjdzie”!
    To chyba oczywista oczywistość. Jestem już 16 lat bez kontaktu z moją uczelnią, kilku kolegów pochowano, na których pogrzebach byłbym chętnie, a nie mogę z powodów technicznych, zbyt duży kłopot dla opiekunki. Poinformowałem żonę, że nie życzę sobie zawiadomienia byłego zakładu pracy, ale czy mnie posłucha, jeśli ponad 60 lat robiła zawsze swoje? Pewnie wezwie też księdza, aby sąsiedzi jej nie wyklęli.

  191. Stachu39
    28 grudnia o godz. 16:25

    Wybacz, Stachu, ale trochę śmiesznie mówisz. Cóż to znaczy „pogrzeb tylko dla siebie” – pogrzeb to, dajmy na to, ciastko do podziału? Teoretyzujesz, a życie tego konkretnego człowieka nie było teorią, lecz bardzo ubogim, ale jednak życiem. Życiem tylko z najbliższymi. Bo po jedenastu latach chorowania na schizofrenię (w sumie chorował na nią 35 lat) zabił swoją żonę. Tym samym stracił dzieci, przyjaciół stracił wcześniej z powodu choroby, a opiekowali się nim wyłącznie mama, młodszy brat i na końcu ja. Świetną opiekę miał, kiedy prawie cztery lata tremu umieściłem go w zakładzie opiekuńczo-leczniczym psychiatrycznym. Takie gadki, Stachu, że „a może miał to, a może miał tamto” są puste jak wszystkie „a może”. To ja wiedziałem i wiem, co brat miał. Jedyny znajomy brata z dawnych lat, który zamienił czasem z bratem parę słów w czasie jego spacerów przed blokiem, jak się dowiedział, że brat wylądował w ZOL, powiedział mi, że obowiązkowo go odwiedzi. Brat czekał – to wiem, bo mi o tym napomykał – i w końcu zapomniał, aż wreszcie umarł bez odwiedzin.

    Uważaj sobie, Stachu, co chcesz. Różnimy się tyle, że ja Cię nie pouczam, a Ty – już kolejny mówisz kaznodziejsko, co Ty uważasz. A takie kazanie ZAWSZE jest swego rodzaju sugestią, że sugerujący wie lepiej niż adresat kazania. Tam, gdzie tylko na moją głowę wszystko spadło i ja przez cztery i pół roku odpowiadałem za dwójkę półprzytomnych ludzi, działam wedle własnego doświadczenia i uważania, nie – cudzego. W ogóle zresztą wedle własnego działam. Ty też. Tylko Twój język ciut inaczej.

  192. Wysłuchałem koncertu Chloe Chua i przypomniałem sobie zmagania skrzypcowe córki – od czwartego roku życia. Skończyła podstawową szkołę muzyczną… i przerzuciła się na gitarę. Gdy pan ją pytał: „Ewuniu, ćwiczyłaś dwudźwięki”? odpowiedziała, ze nie , bo nie dało się tego słuchać. Byłem tego samego zdania. Nie było z naszej strony namawiania lub fałszywych ambicji, ale kocham muzykę, nawet trochę grałem na pianinie. Gdy na spotkaniu tanecznym naszego roku akordeonista się upił, to próbowałem go obudzić, karmiąc go łyżeczką zmieloną kawą. Nie obudziło go, a byłby się udusił. Wziąłem więc akordeon i grałem. Towarzystwo może nawet nie zauważyło zmiany?
    Efekt był dla mnie żałosny – porwałem nowy krawat miechem akordeonu.

  193. Antonius

    To teraz koniecznie,ale to koniecznie posłuchaj jeszcze jak gra dziesięciolatek Christian LI. !

    https://www.youtube.com/watch?v=zOoylFns-bI

  194. @Wbocek
    Jesli mój wpis wyglądal moralizatorosko to przepraszam, jesli tak to odebrałeś. Szczegółów , ktore ujawniłes , nie znałem, to może zmieniać postac rzeczy. Sorry.

  195. Pochowaliśmy dzisiaj Kazimierza Kutza. A właściwie skrzyneczkę z jego prochami. Ceremonia była świecka. Z elementem religijnym. Było wiele osób, nawet jakiś wiceminister kultury, który odczytał pismo swego szefa co wydał lekką rączką 100 mln euro. Część pierwsza, absolutnie świecka odbyła się w pałacu Grudniowym, czyli katowickim Centrum Kultury im. Krystyny Bochenek. Można było wpisać się do księgi kondolencyjnej. Potem były pożegnania. Zarządzał dyrektor teatry „Korez” Mirosław Neinert. Listę znajdziecie na oficjalnych sprawozdaniach. Jedno z pożegnań lekko mnie załzawiło. Musiałem otrzeć pysk. Urna cały czas stała na katafalku w oficjalnej asyście. Potem przeszliśmy w kondukcie na nieodległy cmentarz przy ul. Sienkiewicza. Prowadził świecki mistrz ceremonii. Grała orkiestra górnicza. Asystowała kompania honorowa wojska Na cmentarzu ciasno było. I wtedy do głosu doszedł arcybiskup-senior Damian Zimoń wraz z ks. Brząkalikiem -proboszczem z Szopienic. Zdominowali świeckiego mistrza i poprowadzili religijne złożenie urny do grobu wraz modlitwą i krótkim kazaniem. Wojacy oddali trzykrotną salwę honorową. Orkiestra odegrała wszystkie zwrotki hymnu narodowego, a później również marsz pogrzebowy „jak dobrze mi w pozycji tej…”. I jeszcze coś. Kiedy urna została już złożona do grobu, ludzie zaczęli składać wieńce i wiązanki kwiatów. Dużo tego było. Dopchanie się do grobu było utrudnione. Sporo osób żałowało zmarłego.
    W Warszawie i na Śląsku niektórym ulżyło. Kazimierz Kutz już ich nie skrytykuje i nie podsumuje dosadnymi słowy.

  196. Stachu39
    28 grudnia o godz. 19:11

    Gro i bucy, Stachu, lubię się godzić.

  197. BP
    Amos Oz (1939-2018)

    „Niech dobra spuscizna po Nim nadal przemienia swiat”
    Twitter, Fania Oz-Salzberger, corka

    Ps dzieki @zakowi za relacje z pogrzebu Kazimierza Kutza.

  198. mag
    28 grudnia o godz. 13:48

    Maguś, z przyjemnością czytam Twoje trafne uwagi, sam dałem wyżej kilka kwaskowatych zdań w sprawie Pieronka, więcej dałem we wstępniaku sprzed miesięcy.
    Trafne to: Pieronek wyżej d. nie podskoczy. Był fynkcjonariuszem wysokiej rangi w Kościele kat, Kościół kat to była matka jego i żywicielka i jakkolwiek by próbował gadać, gadał ślepo, lub – i oraz – tak, by swoje mniemanie o sobie nad wyraz poczciwym wytworzyć i dopieścić.
    Kłamliwe jest i fałszywe twierdzenie, że Kościół kat przez te 2 tysiące lat sie „oczyszczał”. A ani jednej rzeczy się nie oczyścił. Nigdy. Jeśli cokolwiek się działo, to nie dlatego, że samo z wewnętrzego widzenia i umiejętności wartoświowania się brało, ale z tego, że brud, nędza, obrzydliwość, spotwonienie wywolywało takie skutki na zewnątrz, że ich konsekwencje wymuszały na Kościele kat zmiany, dostosowanie się, „oczyszczenie”. Proste i brutalne pytanie weryfikujące zdolność „oczyszczenia się”: czy Kościół kat „oczyścił się” z udziału w potworności wojen światowych XX wieku? Odpowiedź jest równie brutalnie oczywista: nie!
    Zaklepał, posypał cukrem-pudrem, coś bąknał, zwłaszcza to, co zawsze: co złego to nie my, to inni! Co mógł – zawzięcie spychał w milczenie i robi to dalej. Nie ma to nic wspólnego z „oczyszczaniem się”.
    Pieronek, w jednym z ostatnich wywiadów, u Lisa, przyznał, że pedofilia w Kościele kat była zawsze. Takich typów jak Pieronek należy uważnie słuchać. Są to bowiem typy kształcone, wygadane, obyte z mediami, więc kręcą, przeinaczają ile wlezie i więcej. Pieronek, delikatnie przyciskany przez Lisa, ogólnie przyznawał istnienie pedofilii w Kościele kat – prawie to bohaterstwo i lub boży krakowskich „otwartych katolików soborowych” za to go wielbi z pewnym gadatliwym redaktorem na czele – natycmiast jednak nędzę, podłość i zbrodnie konkretne – osób i przedsiębiorstwa, zamieniał na mowę wypraną z konkretu, w takim rodzaju: „mówi się”, „ukrywa się, w interesie osób popełniających czyn pedofilski” itd.
    Czyli nie „Kościół kat ukrywa”, ale „się ukrywa” – ktoś, nie wiadomo właściwie kto i lepiej o tym nie mówmy bliżej. „Ukrywa się w interesie osób…” – czyli jest sugestia, że to jakiś izolowany interes, wyłącznie tych niegrzecznych „osób”. Te osoby to członkowie kleru, księża, uświęceni sakramentem kapłaństwa, co czyni sprawę nadzwyczaj poważną, ale w kręcącym umyśle i kłamliwe świadectwo dającej buzi Pieronka to są „osoby”: Ździchu, Marian, Gienek. Odcięci od Kościoła.
    W skłamanym umyśle Pieronka pedofilia kleru nie jest immanentną cześcią Kościoła kat, nie jest problemem jego fundamentu, istnienia i constansem potworności przeciwludzkiej, ale to jakiś problemik osób i niemających źródła sił nic z istotą Kościoła kat nie mających wspólnego. Aseptycznie od niego odciętych.
    Pieronek był ślepy – to pewnik, pewnik ten nie zwalnia od odpowiedzialności, sam bowiem, własnowolnie, wlazł w tą firmę, własnowolnie umysł swój formatował do obłudnej, zakłamanej postaci, sam też innym umysły sobą zatruwał, krzywił i znieprawiał.
    To jego miły interes: jestem biskup, więc niczemu nie jestem winien. Jestem miły biskup, bo miło o sobie myślę: powiedziałem bowiem przed Lisem, że „pedofilia była od zawsze”. I starczy. w następnych zdaniach tak to zamotałem, zakręciłem i wyszorowałem, że na końcu Kościół kat jest „czysty”, bo i przeze mnie – Pieronka – oczyszczony.
    To jakieś osoby, to jakieś krycie. Coś, jakoś, jacyś, kiedyś. Nie: JA, Pieronek, biskup tego Kościoła kat, tej instytucji nędzy i zbrodni.

  199. mag
    28 grudnia o godz. 16:49

    Mam jednak wciąż nadzieję, że „wyzwolenie” dla kraju („odczadzenie” od PIS) przyjdzie z Wielkopolski, od solidnych, zawsze pozytywistycznie nastawionych Poznaniaków. Symboliczne i bardzo znamienne było zachowanie prezydenta Poznania, Jackowiaka, który nie był na mszy z udziałem licznych państwowych notabli na okoliczność 100-lecia powstania wielkopolskiego. Chciał wreszcie postawić tamę niezdrowym nawykom. Skoro mamy zapisany w Konstytucji rozdział Kościoła od Państwa, to ma byc przestrzegany.

    Nie śledziłem w szczegółach tego co w sprawie robił prezydent Poznania, zaś z Twojego zdania mam takie wrażenie, jakby Jaśkowiak się usunął na bok, a główne uroczystości – jak zawsze – ukradli biskupi i ich polityczne przydupasy.
    Czy tak było? Oby nie. Jaśkowiak, mam nadzieję, był w centrum istotnych i obywatelskich uroczystości. Tylko mówiąc „mam nadzieję”, może się wyrażam śmiesznie.
    @Konstancja może rzecz znać szczegółowo.

  200. Wędrując po internecie. Pierwszy raz to zobaczyłem. https://www.youtube.com/watch?v=x7ds49ImUYc

  201. basia.n
    28 grudnia o godz. 18:54

    Basia – u mnie, do Ciebie, sprawa taka. Bodaj z 10 lat temu, w PR II słuchałem długiej i fachowej audycji na temat muzycznych geniuszy. autorzy audycji mówili o dzieciach-geniuszach, które lat mając niemal jeszcze kilka, a góra dziesięć z drobnym okładem, już brylują na pokazach, festiwalach muzycznych i konkursach wysokiej rangi Już ich pełno w wywiadach, klipach, muzycznych filmach i masowym przemyśle sztuki. Geniusze ci zwyciężają, łykają nagrody w najpoważniejszych konkursach jak świeże czereśnie, laury i medale zgarniają taczkami i … gdy mają lat dwadzieścia – dwadzieścia kilka, znikają ze świateł jupiterów, afiszów konkursowych, masowego obiegu zachwytów. talenty się wypalają, zostają – dosłownie, tak to dyskutujący w audycji nazwali – zgliszcza (artystyczne, ale i często osobowościowe). Często kończy się to osobistymi dramatami, nawet tragediami: oto mistrz, geniusz, cud – mając na to nieskończoną ilość zaświadczeń, patentów i dowodów – okazuje się cudem mniemanym, geniuszem nadętym i mistrzem pozornym. Zostaje dziura, zgliszcza, katastrofa.
    W audycji podano wiele przykładów takich eksplozji geniuszu, talentu czy czegoś jeszcze, takich Supernowych, które się szybko zapadły do Czerwonego karła. Nie wspomnę nazwisk, wiele nic mi nie mówiło, bo to hermetyczny świat: skrzypków, pianistów,, ale ze 2-3 nazwiska były mi znajome.

    Sam miałem podejrzenia tego rodzaju, z zaciekaweniem więc słuchałem. Jest bowiem coś takiego jak produkcja geniuszy. dzieciaka poddaje się formatowaniu i wychodzi geniusz! Za kilka-kilkanaście lat nastąpi katastrofa, ,ale geniusz (i pewnie jego rodzina) o tym nic nie wie – wierzy, że jest geniusz. Mają absolutną biegłość w palcach, żadnego błędu nie popelnią na klawiaturze czy pedałach, każdą nutę, każde tempo wygrają idealnie, wszystko wytrzymają i zrobią to na najwyższym poziomie kondycji oraz elegancji, a nawet żywiołu. Mają grać jak Rubinstein? – proszę bardzo! Jak Askenazy? – jest Askenazy.., jak Pogorelić – walą Pogoreliciem, Martą Argerich i każdym innym.

    Specjalizują się w tym Japończycy, ale już chyba ustępują pola Koreańczykom i Chińczykom. Choć i w innych krajach też uprawia się taką działalność przemysłową.
    Moje pytanie do Ciebie jest takie: czy umiesz odróźnić geniusza od sformaowanego geniusza? Jak to zrobić? Czy wszyscy wpadamy jak śliwa w kompot i dopiero po czasie coś zaczynamy widzieć? Przecież te wszystkie światowe komisje konkursowe to nie tylko zgraja łapowkarzy, ale i świetni muzycy, znawcy i sędziowie. A dają się nabierać na dętych geniuszy.

  202. bukraba
    28 grudnia o godz. 22:02

    „Tey”:
    – znam człowieka, który powiedział, że możemy sobie drugą Japonię zrobić..!
    – tylko, żeby z tego druga Kambodża nie wyszła..!

    [publisia zanosi się śmiechem]

    A co ta publisia zrobiła: Japonię, czy Kambodżę? Odpowiedź – publisi – padła: pisoidy wyciągają Polskę z tej Kambodży, by (na tym poziomie pojęć) zrobić Polsce drugi Laos.

  203. Umarł Tadeusz Pieronek
    Oto Epitafium złożone z wypowiedzi zmarłego

    – O homoseksualizmie:
    „Akty homoseksualne są amoralne i przeciwko naturze, dlatego wykluczają z Królestwa Niebieskiego”
    „Orientacja to może być na Wschód albo na Zachód. Tymczasem normalnym się jest, albo nie”.
    „Czasami, jeżeli zachodzą szczególne okoliczności, odpowiedzialność za czyny homoseksualne może być nawet całkowicie zniesiona, jeżeli natomiast są to skłonności, które człowiek poprzez modlitwę i przy pomocy Bożej Łaski może opanować, wtedy dla takiej osoby nie ma usprawiedliwienia”.

    – O prawach kobiet:
    „W świecie role są podzielone, nie każdy może rodzić, bo go natura do tego nie uzdolniła, nie każdy też może być księdzem”
    „Aborcja ,,to zabójstwo i nie można tego inaczej nazwać”
    „Stanowisko kościoła jest od zawsze negatywne i nie widzę tu pola do dyskusji”

    – O Żydach:
    „Ale oni, Żydzi, mają dobrą prasę, ponieważ dysponują potężnymi środkami finansowymi, ogromną władzą i bezwarunkowym poparciem Stanów Zjednoczonych i to sprzyja swego rodzaju arogancji, którą uważam za nie do zniesienia”.

    – O pedofilii w kościele:
    „Nie róbcie z Kościoła siedliska pedofilii! Ataki przypominają minioną epokę komunizmu. Brak mi tylko jeszcze pokazowych procesów”
    „Nie ma podstaw prawnych do wypłacania przez Kościół odszkodowań ofiarom księży pedofilów”
    „Ale również arcybiskup pedofil powinien być szanowany, jeśli wszystkich ludzi mamy szanować, a nie linczować”.
    „Pedofilia była na świecie, jest i będzie. Papież zmagał się z o wiele większymi tematami”

    – O gender:
    „Dziecko genderowców nie rodzi się, ale jest przedmiotem produkcji. Polski rząd powinien sprzeciwiać się gender, a nie dawać opętać się tej chorej i niebezpiecznej ideologii”

    – O Izabeli Jarudze-Nowackiej:
    „To jest feministyczny beton, który się nie zmieni nawet pod wpływem kwasu solnego”

    – O prawie do umierania w godności:
    „ani nauka ani człowiek nie ma prawa decydować o eutanazji”
    „Cierpienie jest twórcze, trzeba je wykorzystywać do tego, aby pogłębić człowieczeństwo”

    – O kampanii na rzecz związków partnerskich:
    „Jest to kampania zmierzająca do tego, by każde wydarzenie, każde ludzkie postępowanie, nawet sprzeczne z powszechnym odczuciem moralności, usankcjonować i chronić. Czy fakty dokonane mogą być wyznacznikiem reguł moralnych? NIE!”

    – O in Vitro:
    „Pierwowzorem in vitro jest Frankenstein.”

    ps:
    Wreszcie ta bestia zamknęła gębę raz na zawsze.
    Który z nich następny?
    Oby jaknajszybciej.

    „Cywilizacja nie osiągnie doskonałości, póki ostatni kamień z ostatniego kościoła nie spadnie na ostatniego księdza i nie uwolni świata od tej hołoty”.
    /Umberto Eco – „Cmentarz w Pradze”./

  204. Oto jeszcze jedna wypowiedź bestii w sutannie Pieronka tak opłakiwanego przez prawie wszystkich Polaków:

    „Z homoseksualizmem jest trochę tak, jak z chorobą zakaźną. Nikt normalny nie będzie dyskryminował homoseksualistów, ale ze względu na swoje bezpieczeństwo będzie domagał się jakiś barier, pewnej izolacji. Myślę, że nauczyciel – jawny homoseksualista – po prostu nie spełnia podstawowego warunku wykonywania tego zawodu”
    – biskup Tadeusz Pieronek

  205. Do „mag”:
    Moim zdaniem przeceniasz postawę prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka jako zwolennika rozdziału kościoła i państwa.
    Wprawdzie na tej mszy nie był, ale chodził i chodzi na inne msze jak sam powiedział „żeby się pomodlić” i kler wspiera groszem nie tylko swoim, ale i podatniczym.
    Szkoda że prezydent Poznania nie jest ateistą.
    Nie byłoby wtedy problemu z rzeczywistym rozdziałem państwa i kościoła.

  206. M.Olejnik – przeorysza TVN, homofobka, antysemitka, antyfeministka i wierna córa kościoła zarządziła w mediach wielką żałobę.
    Pieronek to przecież jej ulubiony „gość” programu i wielki dla niej autorytet.
    ————
    Nota bene…
    Nie wszyscy wiedzą, że to Monika Olejnik (ksywa „przeorysza”) jest autorką pomysłu pochowania „prezydenta wszechczasów” – Kaczyńskiego na Wawelu…

    Otóż podczas programu TVN24 „Kropka nad i…” środa, 20 kwietnia 2011 roku były prezes TVP i bliski współpracownik Kaczyńskich – Urbański całkowicie zdemaskował Monikę Olejnik, publicznie potwierdzając fakt, że pogrzeb Lecha Kaczyńskiego na Wawelu to jej autorski pomysł.
    Urbański potwierdził także prokaczyńskie sympatie Olejnik opowiadając między innymi o sugestiach Kaczyńskiego w sprawie zatrudnienia jej w nagrodę w Telewizji Polskiej.

    W poniższym linku
    Urbański w 9 minucie i 40 sekundzie nagrania DRUGIEJ części
    programu mówi:
    „… ale ja bym zostawił WAWEL szczególnie, że TO NIE JAROSŁAW WYMYSLIŁ WAWEL, TYLKO PANI REDAKTOR…”
    Dalej, w ciągu około jednej minuty Urbański przypomina fakty, gdy Jarosław Kaczyński publicznie wyrażał zdziwienie , że Monika Olejnik jeszcze nie jest (w nagrodę) zatrudniona w TVP, gdzie miała by świetną oglądalność…
    Urbański publicznie zdemaskował fałsz i obłudę Moniki Olejnik,
    która w rzeczywistości była i jest pupilką Jarosława Kaczyńskiego i kleru.

    http://www.tvn24.pl/13604,1,kropka_nad_i.html

  207. Smierć Pieronka to doskonała okazja do ponownego zamieszczenia tekstu sprzed lat, w którym wszystkim „racjonalistom” i klerykałom płci obojga chciałbym uświadomić, że niezależnie czy mowa o Franciszku, B16, JP2, Sowie, Rydzyku, Bonieckim, Dziwiszu, Oko, Lemańskim, Tischnerze, Hoserze, Kaczkowskim, Małkowskim, Pieronku etc.
    – każdy klecha już przez samo to, że zostaje klechą, a więc zaprzysiężonym pracownikiem pedofilskiej, seksistowskiej, antysemickiej, homofobicznej, rasistowskiej, pasożytniczej, próżniaczej, oszukańczej i szkodliwej społecznie organizacji (kościoły różnych religii) sam się dyskwalifikuje w kategoriach wartości takich, jak uczciwość, wrażliwość, dobroć, prawdomówność i jeszcze wiele innych, a więc nie może i nie powinien być określany żadnym pozytywnym mianem.

    Nie ma uczciwych zakonnic, zakonników i księży, a także działających w ich imieniu katechetów i katechetek, gdyż sam fakt, że wszyscy oni z premedytacją oszustów wpajają dzieciom, młodzieży i tępym dorosłym swoje religijne bajki, bogacąc się kosztem biednych i naiwnych jest dowodem na ich nieuczciwość.
    Kler obłudnie, jedynie dla zysku, pasożytniczego nieróbstwa, wygodnictwa, egoizmu i manii wielkości pałęta się w sutannach i habitach po kraju i świecie z premedytacją uprawiając swój oszukańczy proceder.
    Czynem nagannym jest bowiem tworzenie przez tych oszustów atmosfery ciągłego strachu, poczucia winy i kary, co szczególnie szkodzi dziecięcej, wrażliwej i chłonnej psychice, pozostawiając w niej dozgonne ułomności, co udowadniają wierni kościołowi i religii.
    Taki proceder winien być kwalifikowany w świeckich społecznościach jako czyn oszukańczy i przestępczy, a więc identycznie jak pedofilia czyli psychiczny i fizyczny gwałt – zabroniony i karany.

    Moim zdaniem każdy klecha będzie zasługiwał na miano dobrego człowieka gdy zrzuci z siebie wraz sutanną całą swoja obłudę, przyzna, że świadomie i z premedytacją uprawiał religijne oszustwo szerząc biblijne bajki i wiarę w nieistniejącego boga oraz weźmie się za porządną, uczciwą pracę.
    Wtedy dopiero osobiście i własnoręcznie wypracuje pozytywną o sobie opinię.

  208. Tanaka
    28 grudnia o godz. 21:58
    nie uczestniczyłam, byłam w drodze. W necie można znaleźć m.in.to
    https://poznan.onet.pl/100-lecie-powstania-wielkopolskiego-jacek-jaskowiak-nie-wzial-udzialu-w-mszy-swietej/z4bsppv

    a takie cóś proponuje nam wojewoda (z PISu rzecz jasna)Koszmarek równy temu, co miałoby stanąć na terenacjh rekreacyjnych nad Maltą
    \http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,23842409,wojewoda-proponuje-obelisk-na-stulecie-niepodleglosci-ale-odslonic.html

    Rachel
    28 grudnia o godz. 23:09
    nie przeszkadza mi religijność lub jej brak u władz miasta czy jakiejkolwiek władzy czy tzw. VIP mających wpływ na innych. Irytuje raczej powierzchowne traktowanie religii, wyznania czy publiczne, nachalne wprost demonstracyjne epatowanie swoją religijnością.
    Rachel
    28 grudnia o godz. 22:52
    Właśnie te momenty z życia biskupa Pieronka chciałam przypomnieć. Były w jego życiu, w ostatnich latach, jeszcze inne odniesienia dot. powinności kobiet, dzieci itp.
    Może i on był najlepszym, najbardziej współczesnym i pojmującym zmiany zachodzące w społeczeństwie na tle pozostałych biskupów, ale to tym gorzej dla reszty. Samemu biskupowi też chwały nie przynosi tło i materiał porównawczy.
    A teraz znikam na kilka miesięcy.
    Pa!

  209. @Ateista
    28 grudnia o godz. 23:17
    Ament! 🙂
    Kiedyś założyłam stronę episkopat.com – co ja się naczytałam listów od zakonnic do Pieronka to ho ho. Szkoda, że nie wpadło mi do głupiego łba zarchiwizować co nieco.

  210. @konstancja
    28 grudnia o godz. 23:29
    Konstancjo dbaj o siebie i wróć do nas 🙂

  211. Rachel
    28 grudnia o godz. 23:09

    „Moim zdaniem przeceniasz postawę prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka jako zwolennika rozdziału kościoła i państwa… Szkoda że prezydent Poznania nie jest ateistą. Nie byłoby wtedy problemu z rzeczywistym rozdziałem państwa i kościoła.”

    Z szacunkiem, Droga Rachel, nabazgram co ponizej.

    Z tym przecenianiem bycia, lub nie bycia, ateista troche zesmy sie chyba zapedzili na tym blogu. Nie widze takiego przeceniania w innych krajach, na innych blogach czy gdziekolwiek indziej. Nie widze i szlus. Czyzby tylko dlatego ze mnie chce widziec?

    Rozdzial kosciola od panstwa jest praktykowany w POWAZNYCH krajach bez wiekszych problemow. Jest to czynione skutecznie i bez wiekszych durnot. Takich jak te czynione w priwislanskim kraju.

    Laczy sie to nawet z polsko-ateistycznym podejsciem do pogrzebow naszych bliskich. To co zaobserwowalem przy okazji opisu pogrzebu Brata przez drogiego wbocka, szczegolnie przy okazji jego wymiany zdan ze Stachem, czy z innymi nickami, nie napawa mnie duma narodowa.

    Tam may do czynienia z czysta uzurpacja praw zwiazanych z obowiazkiem GODNEGO pogrzebania Zmarlych. A godne pogrzebanie to takowe ktore spelnia przynajmniej dwie zasady:

    1. Okazac respekt dla zyczen Zmarlego, czy wrecz polecen, zwiazanych z pogrzebem,
    2. Okazac respekt, w miare mozliwosci realizowany, dla zyczen czlonkow rodziny Zmarlego.

    Jest losem wygranym na loterii przez grzebiacych jesli Zmarly pozegnal sie z tym swiatem bez zostawienia szczegolowych polecen zwiazanych z ostatnia posluga.

    Natomiast jest czystym NADUZYWANIEM uzurpowanych praw gdy zaczynamy narzucac swoje np. ateistyczne uprzedzenia, organizujac pogrzeb zmarlej osoby przy silowym wrecz wykluczaniu kogos z danej uroczystosci. Niewazne jak znikomej czy marnej.

    ‚Nie wszystek umre’ – warto o tym pamietac. Nie tylko po ateistycznemu

  212. „Non omnis moriar”

    Słowo pisane zamienia litery na dusze – to ja
    Słowo mówione dociera do Ciebie – to ciało Ci da
    Żyję tu po to, by życia dawało mi kolory wciąż
    Żyję tu po to, bo życie mi daje te powody do :

    1.
    Szukania siebie na padole łez
    Szczyty zdobyte na górze – to Ty
    Szczerze kochamy tu na dole też
    Szukamy tego bo możemy żyć
    W drodze do celu tu płynę – to ja
    Zycie tu goni to domino, cóż
    W drodze do celu tu płynę – to ja
    Lecę do celu tu pomimo burz!

    Słowo pisane zamienia litery na dusze – to ja
    Słowo mówione dociera do Ciebie – to ciało Ci da
    Pisze to po to, bo Tobie to daje nadzieje by żyć
    Pisze to po to, by słowa łapały marzenie, widzisz?

    Bo ta muzyka to terapia jest
    Bo ta muzyka to pompuje krew
    Bo ta muzyka to nadała sens
    Przenoszę Tobie te uczucia w niej
    Przenoszę Tobie te siłę – to ja
    Czasu nie mamy, My musimy iść
    Bo ta korona te kolca tu ma
    Pomimo bólu zaniesiemy krzyż!

    Ref.
    Pisze to po to by siłę Ci dać
    Liczę na Ciebie Ty siłę mi daj
    Liczę na Ciebie nie idę tu sam
    Liczę na siebie bo siłę tę mam
    Zostawię po sobie siebie tu Wam
    Bo ta muzyka to moja duma
    Krzyczę do Ciebie, że uda się Nam
    Uda się Nam!
    Uda się Nam!

    2.
    Słowo pisane zamienia litery na dusze – to ja
    Słowo mówione dociera do Ciebie – to ciało Ci da
    Kawałki duszy podane na tacy rodacy dla Was
    Bycie na lodzie, na glebie, na dole, to znaczy marazm

    Pokażę Tobie do życia tu chęć
    Pokażę Tobie tu zadany trud
    To co pokażę to natury zew
    Daję powody do tego by móc
    Lata niestety zabiera ten czas
    Dorosłe życie zaczyna tu bieg
    Wierze, że wiele zostanie po Nas
    Zostawię po sobie sylaby te

    Słowo pisane zamienia litery na dusze – to ja
    Słowo mówione dociera do Ciebie – to ciało Ci da
    Słowo po słowie, sylaba powala, zdobywa mury
    Słowo po słowie wyryte to życie na ciele tu mym

    Nowe, gotowe to rozdanie kart
    Sekundy, minuty, godziny mkną
    Czuję, że żyje, że życie to skarb
    Niedocenianie te lata to błąd
    Tego kosmosu te dzieci to My
    Gwiazda pokaże na niebie Ci szlak
    W końcu po sobie zostawimy pył
    Poszukiwana zapada cisza

    Ref.
    Pisze to po to by siłę Ci dać
    Liczę na Ciebie Ty siłę mi daj
    Liczę na Ciebie nie idę tu sam
    Liczę na siebie bo siłę tę mam
    Zostawię po sobie siebie tu Wam
    Bo ta muzyka to moja duma
    Krzyczę do Ciebie, że uda się Nam
    Uda się Nam!
    Uda się Nam!

    PS.
    ‚Ludzie odchodzą z tego świata, jednak nie niezauważenie. Przecież pozostanie w świecie żywych wspomnienie o nich, ich czynach, niekoniecznie zawsze wspaniałomyślnych. O ich myślach jak też dokonaniach, tez nie zawsze najwyzszego rzedu. Przetrwają one bowiem w pamięci potomnych i, gdy nadejdzie odpowiedni czas, ponownie ujrzą światło dnia.’

    A pojedynczy czy zbiorowi ateisci nie maja monopolu na zawlaszczanie pamieci o Zmarlych.

  213. Orteq
    29 grudnia o godz. 2:23

    Ortegu, wydumałeś sobie konstrukcję ze słów, w którą wetknąłeś takie dwa rodzynki: duma narodowa i obowiązek godnego pogrzebania zmarłych. Identycznie jak w wypadku Stacha jest to tylko Twoja konstrukcja, której możesz się trzymać lub nie – Twoja wola. Uzurpowałeś sobie wypowiadanie się w domniemanym interesie zmarłych, których już nie ma, więc nie ma też żadnych ich interesów. „Okazać respekt dla życzeń zmarłego”? Życzenia zmarłego zmarły razem ze zmarłym, więc, poza wyjątkami, nikt nie wie, jakie one były i czy były – można je dowolnie dopasować do życzeń grzebiącego. Więc na przykład księdzu Twardowskiemu, zamiast urządzić cichy skromny pogrzeb na cmentarzu, jak sobie wyraźnie życzył, sprawiono nie chciany przez niego prezent, umieszczając jego szczątki w Świątyni Próżności. Sukienkowy brat pana Małachowskiego urządził bratu ateiście katolicki pogrzeb. Kto dojdzie, czy zmarły się nawrócił i tego chciał? Czy tłumy ludzi z pisowatymi bonzami na czele, które towarzyszyły grzebaniu Szczypińskiej w Słupsku i sparaliżowana część miasta, to było jej życzenie za życia? Skoro przedstawiano ją jako bardzo skromną, a w swoim czasie nawet biedną, to mogę wątpić, czy była aż tak próżna i głupia, by sobie taką pyszność wyobrażać i jej sobie życzyć. Kiedy mag rzuciła na EP pytanie o zasługi Szczypińskiej z powodu jej honorowania jakąś blaszką, znany kleszcz wytknął jej nietakt, cytując, że o zmarłych tylko dobrze lub wcale – czyli jeden z najgłupszych aforyzmów ludzkości. Kiedy jechałem w Słupsku taksówką, stary taksówkarz sam zagadał o pogrzebie Szczypińskiej i aż podskoczył, jak doszło do zasług:
    – Jakie, kuwa, zasługi?! Kto tu słyszał o jakichś zasługach?!

    Opowieści o olewaniu życzeń zmarłych co do ich pochówku można ciągnąć długo, gdyby ktoś zechciał zbadać rzecz, ale na pewno krócej niż opowieści o braku jakichkolwiek życzeń. A brak życzeń oznacza pochówek zgodny z życzeniami grzebiącego, a nie zmarłego. Więc wymyśliłeś sobie, Ortegu, budowlę z wydumanych słów i na zdrowie. To Twoja prywatna konstrukcja, a ja nie jestem Ty, Ty nie jesteś ja. W tym wnikliwym wmyślaniu się w abstrakcyjne wole niezliczonych zmarłych znajdź jeszcze miejsce na wmyślanie się w wolę chowających. Na przykład ateistów, którzy mieliby rozmawiać z roszczeniowym katabasem, znosić jego pychę i się z nim upokarzająco targować. Ale to tylko mówię. W mojej sprawie, kiedy jestem jedynym zarządzającym, nie ma żadnego zmarłego (już nie istnieje) i nie ma jego woli. Pozwolisz, że będę się kierował swoją filozofią, a nie cudzą? Pochówek jest moją ściśle prywatną sprawą, a grób pozostanie w tym miejscu, w którym go zrobiłem własnoręcznie 24 lata temu, więc można śmiało przychodzić, oddawać cześć, spełniać albo nie spełniać wolę zmarłego, modlić się albo nie modlić, tańczyć, śpiewać, koziołki fikać i zapalać znicze. Kiedy zmarł najmłodszy brat, sąsiad, dobry człowiek, rozgadał i przyszła do mnie znajoma brata z pytaniem, kiedy pogrzeb, bo znajomi się składają na wieniec. Powiedziałem, że jeszcze nie wiem, ale nie życzę sobie nikogo na pogrzebie, a potem mogą sobie świętować przy grobie do woli, cmentarz jest dla wszystkich. Obraziła się. Była z miejscowych lokalsów, którzy wyciągali od brata najwięcej pieniędzy na chlanie. To była emerytura mamy i renta drugiego brata. Aż nasza mama i drugi brat okropnie z głodu schudli, o czym się dowiedziałem z paromiesięcznym opóźnieniem, kiedy ten brat zmarł przez alkohol, a ja musiałem alarmowo do nich jechać. Nikt z tych wzruszonych śmiercią fajnego fundatora nie był później na grobie – mówiła mi żona brata, która była z nim w słusznej separacji, a po jego śmierci bardzo pilnie chodzi na grób.

    Żywe życie jest ciut skomplikowańsze, Ortegu, od Twoich słownych konstrukcji, które są fruwaniem pod wymyślonymi chmurami albo i nad. Ale Twoje mniemania i Twoje życie to Twoja rzecz i zdrów bądź na tej drodze. Układajmy swe drogi, ścieżki, nie pretendując do tego, by je drugiemu układać. Bo inaczej po co i na co człek wymyślił tolerancję, wolność i takie tam?

  214. I juz sie okazuje jak prawdziwa jest prawda Horacego NON OMNIS MORIAR.

    W swiadomosci ponad 30 milionow wierzacych rodakow arcybiskup Pieronek ‚nie wszystek umarl’. I my, ateisci katokraju, dumnie zgrupowani na tym tutaj blogu, nic ale to nic na to nie poradzimy.

    Przechodzac do swiata zywych, to troche tak jak calkowicie przekonani o swojej slusznosci liberalowie amerykanscy nic ale to nic nie moga poradzic na wzrastajaca popularnosc prezydenta Fryzury. Jesli dojdzie do glosowania nad jego impiczmentem, po ukonstytuowaniu sie demokratycznej wiekszosci Kongresu 20 stycznia, to rednecks pro trumpiani nigdy nie dopuszcza do usuniecia tego prezydenta z urzedu przed uplywem jego kadencji

  215. Zaslugi zmarlych, wbocku, to rzecz wzgledna. Bo one rozne sie wydaja w roznych pamieciach.

    A tak w ogole to odpuskam, wbocku. Nie moj, curwa, kyrk, nie moje dinozaury

  216. Orteq
    29 grudnia o godz. 2:23

    Ortegu, w swojej czysto abstrakcyjnej elegii nie uwzględniłeś praktycznego drobiazgu: że w domniemanym tłumie ciężko zawiedzionych, którzy nie mogli wziąć udziału w pogrzebie, bo nikt ich nie powiadomił, są i niezawiedzeni, a nawet zadowoleni, że dowiadują się po wszystkim, że nie muszą się fatygować, przebierać, kwiatów kupować (czort wie dla kogo, bo przecież nie dla zmarłego), znicza, jechać, maszerować, kuśtykać o kulach itd.

    Z mamy piętnastu najlepszych koleżanek tylko dwie starsze panie w okolicy Wszystkich Świętych odwiedzają jej grób. I świetnie mnie zrozumiały, dlaczego chciałem przy chowaniu mamy być sam. Jestem z tymi paniami w bardzo dobrych stosunkach.

  217. @Ateista

    a ju lubie pania Monike Olejnik.
    Boze, uchowaj mnie od takich a t e i s t o w.

  218. Wczoraj TVP Historia pokazała film dokumentalny poświęcony twórczości Barei:
    https://www.filmweb.pl/film/Bareizm-1997-260544
    Warto obejrzeć.

  219. Przy podniesionym przeze mnie temacie pochówku zmarłych Orteg i Stachu39 zaprezentowali postawy podniosłe, patetyczne, zgodne z powszechną konwencją, która jest religijnego chowu. Boć patos ma ścisły związek z życiem zmarłych po ziemskim życiu, z bojaźnią przed nieznanym i z uroczystym traktowaniem nieboszczyków, co pewnie ma oznaczać pokorę, która będzie poczytana za zasługę, kiedy i ja się stanę nieboszczykiem. Patos bez widzenia życia po życiu nie ma racji bytu. Nieboszczyk jest materią po byłym człowieku – niczym więcej. Co może być patetycznego lub poetyckiego w ciele szykującym się do rozkładu? Niekoniecznie przez ateistę uświadamiane uzależnienie od religii lub świadoma/nieświadoma zgoda na trzymanie się konwencji – to może być. I chyba najczęściej JEST. Orteg, troszcząc się o stan ducha ludzi, którym ja swoją postawą uniemożliwiam udział w pogrzebie, kompletnie ignoruje mój stan ducha. Im należy się respekt, mnie – nie. Tymczasem żadna z tych postaw nie ma uniwersalnej, przez jakiegoś boga danej przewagi. Jedna jest powszechną konwencją, druga jest nieobcym społeczeństwu wyborem jednostki. Zwykle wesela się w Polsce robi huczne, z dużą liczbą gości. Ale czyż nie ma zrozumienia dla ludzi, którzy nie urządzają wesel, lecz zawierają związek małżeński z udziałem wyłącznie świadków lub nie zawierają wcale? Konwencje są w społecznościach konieczne, ale są bardziej konieczne i mniej konieczne. Im mniej niekoniecznych konwencji, tym bardziej „Ja drugoj takoj strany nie znaju, gdie tak wol’no dyszyt czełowiek”.

    A o tym, że zmarły człowiek jest pamięcią w żywym, nie musisz, Ortegu, przypominać, bo to już intymna działka.

  220. wbocek
    29 grudnia o godz. 8:04

    Mądrze napisałeś, Pombocku.
    Dziwaczność ludzką widać wyraziście i w tym, jak sobie człek kombinuje w cudzych sprawach tzw. ostatecznych, a dla zysku własnego:
    miły był fundator chlania, miło nam się go gotówki pozbawiało na chlanie, czym żeśmy się do śmierci fudatora przyczynili, więc jak już go nie ma, to teraz my będziemy – na jego grobie, koniecznie przy rodzinnych świadkach – demonstrować naszą troskę o nieżyjącego i za możność wyciagania z niego gotówki ładnie panu bogu podziękujemy:
    Kurna, równy gość żeś, Felek, był,
    i obyś teraz (w niebie) długo żył.

  221. konstancja
    28 grudnia o godz. 23:29

    Konstancjo, już wołam: wróć!

  222. ozzy
    29 grudnia o godz. 9:36

    a ju lubie pania Monike Olejnik.
    Boze, uchowaj mnie od takich a t e i s t o w.

    Aleś wyskoczył z apelem do bozi.
    Bozia nieustannie zajmuje się uchowywaniem wyznawców od ateistów. Dowolnego sortu. Bardzo dobry sposób na uchowywanie to jest wyrzynanie. Bardziej męczący i nie dając gwarancji sposób to jest przeflancowywanie ateisty na wyznawcę bozi. Lepiej jednak wyrzynać. Co też bozia z radością zlecał, osobiście praktykował i naradzał nożowników.

  223. Ewa-Joanna
    29 grudnia o godz. 1:04

    Ament!
    Kiedyś założyłam stronę episkopat.com – co ja się naczytałam listów od zakonnic do Pieronka to ho ho. Szkoda, że nie wpadło mi do głupiego łba zarchiwizować co nieco.

    No, ale czemu ament zrobiłaś, skoro założyłaś?
    Opowiadaj, co i jak.

  224. Tanaka:
    Twoja riposta, niestety, mija sie z adresatem.
    Mniej pisz a wiecej mysl, nim cokolwiek napiszesz.

  225. Jeszcze słowo na marginesie świątecznych zwyczajów:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Befana
    Jestem przekonany, że Włosi mają rację. Żaden Mikołaj, Gwiazdor czy inny Dziadek Mróz. Jaki facet miałby tyle cierpliwości do czytania listów od dzieciaków, kupowania, roznoszenia prezentów? Moim zdaniem taki facet nie istnieje. To musi być Befana.

  226. Tanaka
    29 grudnia o godz. 10:35

    Ano właśnie. Dlatego najbardziej się oddaję samotnemu bywaniu w przyrodzie, z dala od ludzkich teatrzyków. Wprawdzie tam też bywają teatrzyki – na przykład godowe tańce – ale żeby aż tak wszechobecne, świdrowate i wielopiętrowe jak u człowiekowatych, to raczej nie.

  227. „Jest losem wygranym na loterii przez grzebiacych jesli Zmarly pozegnal sie z tym swiatem bez zostawienia szczegolowych polecen zwiazanych z ostatnia posluga.”

    Szczegółowe polecenia uwalniają od podejmowania decyzji, zapobiegają konfliktom rodzinnym i trudnym dyskusjom, po prostu ułatwiają życie grzebiącym.
    Mieszkająca w Niemczech blisko stuletnia matka moich sąsiadów uregulowała już w firmie pogrzebowej wszelkie formalności i wydała dyspozycje w sprawie swojego pochówku, teraz swobodnie sobie podróżuje nie stresując rodziny.
    Jeśli nie wiem, jaką formę powrotu do natury preferował drogi nieobecny, ale jestem jedyną osobą obarczoną sprawą pogrzebu, to zrobię to wedle moich upodobań. Problem jest, kiedy rodzina jest większa i się wtrąci, a każdy wie lepiej… 🙄

  228. Tanaka
    29 grudnia o godz. 10:35

    „Mądrze napisałeś, Pombocku…miły był fundator chlania, miło nam się go gotówki pozbawiało na chlanie, czym żeśmy się do śmierci fudatora przyczynili…
    Kurna, równy gość żeś, Felek, był,
    i obyś teraz (w niebie) długo żył.”

    A jakby nie napisal to byloby jeszcze mundrzej.

    Czy my tu wciaz mamy do czynienia z podchmielem poswiatecznym? Bo ze nie z podchmieleniem popogrzebowym, to na mur wuda: nikogo na pogrzeb nie zawolano.

    Wesole jest zycie staruszka. Gdy zyje i gdy przestaje zyc

  229. „Twoja riposta, niestety, mija sie z adresatem. Mniej pisz a wiecej mysl, nim cokolwiek napiszesz.”

    Ta rada nie jednemu przypada

  230. Tobermory – 12:46

    „Jeśli nie wiem, jaką formę powrotu do natury preferował drogi nieobecny, ale jestem jedyną osobą obarczoną sprawą pogrzebu, to zrobię to wedle moich upodobań. Problem jest, kiedy rodzina jest większa i się wtrąci, a każdy wie lepiej… ”

    Szczegolnie gdy ten kazdy na slepo uwierzyl Horacemu

    Horacy – Oda III,30

    Stawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiży,
    Od królewskich piramid sięgający wyżej;
    Ani go deszcz trawiący, ani Akwilony
    Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony

    Szereg, ni czas lecący w wieczności otchłanie.
    Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie
    Poza grobem. Potomną sławą zawsze młody,
    Róść ja dopóty będę, dopóki na schody

    Kapitolu z westalką cichą kapłan kroczy.
    Gdzie z szumem się Aufidus rozhukany toczy,
    Gdzie Daunus w suchym kraju rządził polne ludy,
    Tam o mnie mówić będą, że ja, niski wprzódy,

    Na wyżyny się wzbiłem i żem przeniósł pierwszy
    Do narodu Italów rytm eolskich wierszy.
    Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie,
    I delfickim wawrzynem wieńcz mi włos radośnie.

    Upieram sie, Toby. Bez wiekszego wplywu nacisku ze strony filozofa to czyniac.

    Nie pozostawienie szczegolowych instrukcji majacym grzebac mnie jaki pogrzeb maja mi wyfasowac to ulatwienie sprawy dla np. ateisty grzebacza. Bo on to uczyni bez zwracania najmniejszej uwagi na mozliwosc, ze drogiego Zmarlego ktos inny jeszcze mogl pamietac. I np. ubzdurac sobie, ze

    On jednak nie wszystek przeminął i jeszcze niemało zostanie po nim do widzenia dla naszych wnuków.

    Ateisci powinni byc pozbawieni prawa do grzebania zmarlych. Szczegolnie ci chwalący sie, na kazdym kroku, tą swoją niewiarą w cos tam w cos tam

  231. Tanaka
    29 grudnia o godz. 10:42

    „Aleś wyskoczył z apelem do bozi. Bozia nieustannie zajmuje się uchowywaniem wyznawców od ateistów. Dowolnego sortu. Bardzo dobry sposób na uchowywanie to jest wyrzynanie. Bardziej męczący i nie dając gwarancji sposób to jest przeflancowywanie ateisty na wyznawcę bozi. Lepiej jednak wyrzynać. Co też bozia z radością zlecał, osobiście praktykował i naradzał nożowników.”

    Ks. Oko Opacznosci taka podsuwa wiedze alternatywna w tOmaci

    http://wyborcza.pl/1,75398,16844672,Ks__Oko__Ateisci_winni_najwiekszych_zbrodni_w_dziejach.html

    ‚Ateiści muszą odwoływać się do wypraw krzyżowych, żeby znaleźć argument przeciw wierzącym. A przecież największe zbrodnie w dziejach popełnili właśnie ateiści’

    Wez podyskutuj z takim. W szczegolnosci o pogrzebach ofiar owych najwiekszych zbrodni w dziejach

  232. @Orteq
    29 grudnia o godz. 14:00

    Sądzisz, że grzebacz nie-ateista daje gwarancję zwrócenia „uwagi na mozliwosc, ze drogiego Zmarlego ktos inny jeszcze mogl pamietac”? Że z pietyzmem zadba o rozwieszenie klepsydr, ogłoszenie w gazecie i stosowną oprawę kościelną?
    A może ten nie-ateista skupi się przede wszystkim na minimalizacji kosztów i zachodu związanego z przykrym obowiązkiem, szczególnie jeśli nie był ze zmarłym zbyt emocjonalnie związany?
    Czy w takiej sytuacji tylko nie-ateista sprawdziłby notes zmarłego z adresami przyjaciół, jego korespondencję i numery telefonów w komórce, aby mieć wyobrażenie o życiu socjalnym nieboszczyka i osobach, dla których był ważny za życia?
    Myślisz, że takie zaangażowanie jest cechą wyłącznie osób religijnych?
    Czy po prostu prowokujesz, bo ci nudno?

  233. bukraba
    26 grudnia o godz. 22:40
    @Stachu39. Na tym blogu nie mamy wątpliwości. Boga nie ma!!!. Starczy!.
    —————-

    Za to jest Swiety Mikolaj. Kiedys nawet rozmawialem z nim przez telefon…

  234. @orteq

    nielatwo jest przejac lutnie po Bekwarku.
    Wpadles w nastroj liryczny.

  235. @Tobe
    u nas tradycja funeralna prosta: spalic, wysypac do wody, wypic szampana, zagrac
    cos /np Led Zeppelin „Kashmir”

    PS u nas, czyli rodzinna

  236. Wracam niechętnie do kwestii pogrzebów, uważałem temat za wyczerpany. Jak pisałem zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór mózgu, dni moje są policzone , może jeszcze rok?, w jakiej formie? Z żoną rozmawiałem o pochówku, wydałem pewne dyspozycje, sugestie. Czy będą one dochowane ? Nie mam pojęcia, mnie nie będzie i to wszystko nie ma dla mnie specjalnego znaczenia. Pozostaje rodzina i ew, przyjaciele czy znajomi, otoczenie, sąsiedzi, miejsce pochówku, razem w przyszłości czy osobno (formalnie nie jestesmy małżeństwem, ale za takie uchodzimy). To wszystko problemy juz nie moje tylko tych , co pozostają.
    Non omnis moriar: chyba po pewnym czasie omnis, chyba, że jest się Horacym.

  237. @Rachel.
    Biskup Pieronek byl członkiem kościoła katolickiego i reprezentował jego doktryny, a jak mógł inaczej, dokonać apostazji? Czasem sie dystansował. Ludzie wierzą w różne rzeczy i mają do tego przynajmniej prawo, chyba że zaczniemy tępić religię jak w czasach stalinowskich, z niewielkim skutkiem, bo się odrodziła. Marzysz o powrocie do systemu totalitarnego, który narzuca każdemu jedyny słuszny pogląd ? Religianci są też przynajmniej w części opanowani misją misyjną, mnie to też przeszkadza, ale taką mamy demokracje liberalną i nic narazie lepszego nie wymyślono. Próbowałem ze dwa dni temu przedstawic swoje przemyślenia, dlaczego religie nie umierają mimo postepów nauki, ale nikt nie podjął polemiki. Takie jest poczucie wyższości tych, co wiedzą lepiej.

  238. @Konstancja
    Może jednak zmienisz zdanie? Niedobrze jest, jesli wszyscy mają na jeden temat jeden pogląd. Czasem trzeba wyostrzyć dyskusję.

  239. Taieri
    29 grudnia,g.14:49
    Ze św. Mikołajem bywało różnie. Otóż jako cztero, pięcioletnie dziecko miałam prawdziwe rozdwojenie jaźnie, bo poznałam Mikołajów dwóch.
    Pierwszy przyszedł w grudniu do mojego przedszkola prowadzonego przez siostry Zmartwychwstanki (było takie, o dziwo, w końcówce stalinizmu w mieście R.). Bardzo był poważny, surowy, z długą brodą, w wielkiej czapie na głowie i z potężnym pastorałem, którym postukiwał, nim zasiadł na fotelu-tronie. Na pytanie Mikołaja, czy byłam grzeczna, odpowiedziałam zgodnie z prawda, że nie zawsze. Okazało się, że warto być nonkonformistką, bo tylko mnie Mikołaj wziął na kolana i osobiście, a nie z wora dał czekoladę.
    Drugi Mikołaj nazywał się Dziadek Mróz i powitał nas, dzieci na choince noworocznej u mojego taty w pracy. Był wesoły, roześmiany, w czerwonej czapce z białym pomponem i w czerwonym kubraczku. Miał brodę, ale wydawał sie młody, bo tańczył z nami wokół choinki i o nic nie pytał przy rozdawaniu paczek. Podobał mi się bardziej, co z kolei nie bardzo podobało się mojej babci.

  240. Stachu39
    29 grudnia o godz. 16:11

    Stachu, głupio traktować Cię krytycznie, kiedy się wie, o Twoim stanie. Ale sam prowokujesz. Może Ci to potrzebne?

    „Ludzie wierzą w różne rzeczy i mają do tego przynajmniej prawo”

    A kto tu ich prawo do wierzenia w cokolwiek kwestionuje lub stara się odebrać, że musisz o nim przypominać? Niestety, nie pierwszy raz mylisz krytykę religii z bolszewicką walką z nią.

    „Marzysz o powrocie do systemu totalitarnego, który narzuca każdemu jedyny słuszny pogląd?”

    To tylko pytanie, ale nietrudno je odebrać jako niby-pytanie, w którym sugerujesz totalitarne zapędy rozmówcy. Niepiękne imputowanie przez pytanie. Poza tym niezależnie od wszystkich razem wziętych systemów totalitarnych słuszny pogląd na temat istnienia/nieistnienia bogów jest JEDEN. Podobnie jest z prawem Archimedesa.

    „Takie jest poczucie wyższości tych, co wiedzą lepiej.”

    Stachu, takie odzywki jak powyższe, to standard słabosilnych bogomilców, którzy tu się kiedyś przewijali konkretniej – światopoglądowego magla na bardzo nierzeczowym poziomie. Później ich zastąpiły obrończynie bogomilców pani kruk i 404, no i Ty. Od lat natomiast nie pojawił się żaden niby-poniżany bogomilec, który by twierdził, że jest poniżany. Może niech się sami bronią, jeśli uważają, że jest przed czym – po co ich wyręczać.

    To Ty, Stachu, wmawiasz jakieś poczucie wyższości, choć nie wiesz, czy ono rzeczywiście jest. Trzeba by wykonać poznawczą pracę, by stwierdzić jej obecność u konkretnego zawodnika, a nie tak sobie strzelać ogólnikami bez dowodów o ludziach, którzy operują racjonalnymi, nie biorącymi się ze ślepej wiary argumentami. Poczucie pewności siebie człowieka doświadczonego w poznawaniu jakiejś materii niekoniecznie jest automatycznie poczuciem wyższości. Doświadczonemu chirurgowi operującemu serce chyba nie musi towarzyszyć pyszne porównywanie się z poziomem wiedzy i umiejętności jego asystentów.

  241. Starchu,

    Konstancja, z tego co widac, chyba bierze sobie niewinny dluzszy urlop. Spoko zatem

  242. Od poczucia wyzszosci ateistow uchowaj nas Panie Naturo

  243. @Wbocek
    Poczucie wyższości mają również osoby religijne, tak jest ukształtowany nasz mózg, potrzebują jakichś pewników. Nie twierdzę , że religia jest neutralna, czasem jest zbrodnicza jak np w przypadku ISIS i trzeba sie przed tym bronić. Ale wielu ludzi chce żyć w świecie uporządkowanym, coś im powiedziano, zaindukowano i nie mają problemów z rewizją, tak wygodniej. Nie wchodzę na żadne portale konfesyjne czy propisowskie, siedzę sobie w mojej bańce ateistycznej na LA czy na FB i tak sobie czasem cos napiszę. Tu na LA czuję sie dobrze.

  244. @Stachu39
    29 grudnia o godz. 16:11

    Skoro nikt nie podjął polemiki, to może twoje przemyślenia nie zostały uznane za polemiczne?
    Niektórzy ludzie chodzą do znachorów i to im dobrze robi, inni stosują homeopatię i są przekonani, że dzięki temu mija im przeziębienie, złe samopoczucie, a nawet alergie, migreny i depresja. Podobnie działa też na niektórych ludzi (nie na wszystkich) placebo.
    Jak się ostatnio przypuszcza, skuteczność placebo zależy od genetycznej podatności organizmu na takie działanie mobilizujące organizm do naprawy. Jedne osoby łatwo ulegają sugestii, inne trudno lub wcale. Znam osoby, które niesłychanie łatwo mogę zniechęcić do spróbowania czegoś, co jest jak najbardziej świeże i dobre, ale drobna sugestia… i już czują podejrzany zapach, widzą zmienioną konsystencję lub nie taką barwę… I znam takie typy, których żadne nieapetyczne detale nie zniechęcą do spróbowania czegoś, co uznałem za niesłychanie smaczne 😉
    Z religiami i podatnością na nie jest podobnie.
    Nie da się tego łatwo badać w społeczeństwach, które poddawane są indoktrynacji religijnej od powijaków i odruchy magiczno-religijne mają wpojone (wytresowane) jak zwierzęta w cyrku, ale jak się dobrze przyjrzeć…
    Ból egzystencji związany ze świadomością nieuchronnej śmierci sprawia, że ludzie zaczynają szukać sensu swojego istnienia i środków do uśmierzenia pojawiających się lęków.
    Wynajdują pomocne do tego substancje – alkohol, zioła, grzybki, narkotyki…
    Religie też podsuwają rodzaj opium – nadzieję na życie po życiu, medytacje, modlitwy, uspakajające mantry i wizję wiecznej szczęśliwości…
    Mój organizm jakoś nie przyjmuje tego opium 🙄

  245. Orteq(usiu)
    29 grudnia, g.17:45
    Niech to szlag. Zeżarło mi cały „uczony” wywód do Ciebie na temat poczucia wyższości ateistów wobec osób wierzących i vice versa. Owa odwrotność istnieje i ma się dobrze.
    Postaram się w skrócie. Pamiętam moje rozmowy z mamą ,tzw. otwartą katoliczką (KIK itp), dla której byłam, z racji swojej niewiary, jakby człowiekiem niepełnym, kimś godnym ubolewania. Przyznam, że traktowałam ją z większą wyrozumiałością i tolerancją, ale w głębi duszy było mi jej żal, że jest taka …niemądra.
    Nie mogłam zrozumieć, jak można upatrywać sens życia na ziemi w nadziei na światłość wiekuistą , a na dodatek uważać, że inna religia, która też obiecuje odpowiednik jakiegoś tam raju w życiu po życiu jest niesłuszna w przeciwieństwie do „mojej”.
    Przedstawiłam, jak mogłam najprościej moje „duszne” rozważania, bo nawet nie wydaje mi się, by wymagały jakiejś około teologicznej oprawy, która rzeczy raczej zaciemnia niż oświetla.

  246. Stach39
    Doskonale wiesz, że niełatwo nam, koleżeństwu blogowemu, które wie, co jest grane, rozmawiać z tobą, jak gdyby nigdy nic.
    Skoro zdecydowałeś się nie ukrywać prawdy, to chcesz… z nami być, jak długo się da.
    Okej!
    Pisz o czym chcesz, wspominaj co chcesz, jeśli chcesz, zadawaj pytania, na które chciałbyś usłyszeć odpowiedź. Niekoniecznie takie z grubej rury – egzystencjalne. Może całkiem banalne.
    Jeśli mogę Ci coś zaproponować, gdy chodzi o lekturę, która może by cię wsparła, to polecam Marcina Wichy, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” (tegoroczna nagroda „Nike”).
    P.S. Czy pamiętasz park Kościuszki wczesną jesienią, gdy spadały dojrzale kasztany?

  247. Orteq
    29 grudnia o godz. 17:45

    Znów, Ortegu, się pomądrzę, bo po pogrzebie mam pewien psychiczny luz od długiej nerwówki przez 8 ostatnich miesięcy. Jeszcze wczoraj wieczorem – przed południem był pogrzeb – miałem drobny szok: odebrałem pismo z MOPR przyznające bratu po niemal 4. latach oczekiwania miejsce w państwowym domu opieki (dotychczas był w prywatnym zakładzie opiekuńczym psychiatrycznym dotowanym przez państwo).

    Powiedziałeś:

    „Od poczucia wyzszosci ateistow uchowaj nas Panie Naturo”.

    A czemu sam sobie nie pomożesz? Masz nawyk zwracania się do bogowości?

    Ale ja chciałem kolejny raz na tym blogu zauważyć, że nie ma czegoś takiego jak „ateiści”. Chyba że chodziłoby o jakieś stowarzyszenie ateistów, które miałoby ateistyczną ideologię i czymś wyraźnym się różniło od innych stowarzyszeń. Słownikowo rozumiany ateizm bowiem nie jest ideologią – jest tylko życiem bez wiary w bogów i w jakiekolwiek życie nadprzyrodzone. Ateiści zaś to nie żaden zbiór ni zbór, lecz rozproszeni pojedynczy osobnicy różniący się między sobą tak jak w ogóle ludzie się od siebie wzajem różnią.

    Nie powiesz chyba „Od poczucia wyższosci ludzi chodzących w spodniach uchowaj nas, Panie Naturo”? Bo o chodzących w spódnicach na pewno tak nie powiesz. Owszem, miałbyś rację, gdybyś mówił: „Od poczucia wyższosci bolszewików, faszystów, katolików, islamistów uchowaj nas, Panie Naturo”, bo to są ludzie świadomie podporządkowani ideologii, więc mają sporo wspólnych właściwości, z powodu których można ich nazwać jednym ogólnikiem. Ale jaki zbiór wspólnych postaw, poza odrzuceniem istnienia bogów, kryje się pod pojęciem „ateiści”?

  248. „wbockowi” dziękuję za solidarność ze mną w ocenach niektórych moich opinii.

    Stachu39 zastanawia się „dlaczego religie nie umierają mimo postepów nauki”.
    Moim zdaniem dlatego, że nadal postępy nauki docierają do znacznie mniejszej ilości ludzi niż religijna indoktrynacja uprawiana przez kler przeróżnych religi i rodziców.
    Większość ludzi religijnych jest słaba intelektualnie i dlatego nie jest w stanie uwolnić się od religijnego totalitaryzmu, co opóźnia lub wręcz uniemożliwia ten proces.

  249. Chwilka… policzyłam. W życiu byłam na 5 pogrzebach. Bo musiałam. Pierwszy to był pogrzeb babci. Ciotka, która mieszkając z babcią drzwi w drzwi nie chciała jej pożyczyć pralki bo zepsuje, rzucała sie na trumnę wyjąć coś w stylu „nie odchodź mamo” . Żenujące.
    Drugi i trzeci to były pogrzeby moich rodziców, właściwie pamiętam tylko zmęczenie, czwartyi to pogrzeb teścia adwentysty, gdzie stwierdziłam że ględzą oni tak samo jak księża. Zwyczaj wypowiadania sie rodziny jakoś mnie nie przekonuje.
    Piąty to pogrzeb mojego pracodawcy, suchy i szybki, tak jakby chyłkiem przeprowadzony, mimo starań domu pogrzebowego. Ale obojętny.
    A mój własny to będę miała w…
    „Oddałam się” się nauce, niech się studenci poszkolą na starej babie, potem mnie spalą a wysypać się kazałam do morza.

  250. wbocku,

    Ateistami mienia sie uczestnicy tego bloga. Ci ktorzy nie byli ateistami, wybyli stad. Nie bede sie zastanawial dlaczego wybyli. Bo jakas nie potrafie sie podniecic, w aktualnym momencie swojego marnego zywota, czyje poczucie wyzszosci jest wyzsze: ateistow nad wierzacymi czy vice versa.

    A w ogole to meczy mnie slowotok. Czyzby dlatego, ze meczacym zajeciem jest powtarzanie tego samego w kolko, w bardzo wielu slowach?

    Inna rzecz ze byly mogul prasowy, Conrad Black, fortune zgromadzil potezna, odkrywszy wynalazek wypowiadania opinii w siedmiu slowach zamiast we trzech. Nic tylko do tego samego musimy podazac i my. Ateistyczne pierdoly wirtualne wypowiadajace te same duby smalone

  251. mag
    29 grudnia o godz. 18:48

    „Niech to szlag. Zeżarło mi cały „uczony” wywód do Ciebie na temat poczucia wyższości ateistów wobec osób wierzących i vice versa. Owa odwrotność istnieje i ma się dobrze.”

    Szkoda ze zezarlo te uczonosc twoja. Bo mnie wciaz brakuje jakiegos ogniwa. Przy zdecydowanym nadmiarze, powiedzmy, arystyki. Gdzie indziej belkotem nazywanej.

    A istnienie odwrotnosci wyzszosci ateistow nad wierzacymi, i jego miewanie sie dobrze w Pomrocznej, to czy aby nie wynika ze statystyk ? 1% : 99% czy cos kolo tego?

  252. @Mag
    Książkę Wichy mam i przeczytałem.
    Park Kościuszki – była tam taka górka, po ktorej zbiegałem jako dziecko , po latach kiedyś tam poszedłem – była malutka, erozja ? Kwestia perspektywy po dorośnięciu? Dzisiaj z córką przeglądałem stare fotografie, bo powiedziała, ze nie wie ,jak wyglądała jej babcia (zmarła, gdy córka miała ok. roku), też wycieczka w przeszłość.
    Nie rozumiem, jaką prawdę mam ukrywać lub nie ukrywać, ja tylko zastanawiam sie jak zrozumiec ludzi inaczej myślących, nie jest to jakaś analiza naukowa , tylko takie wrzuty
    @Tobermory
    Może moje pytania nie są polemiczne i były już roztrząsane , co mi już raz wytknięto. Jestem tu od może 2 lat, wczesniej miałem znacznie więcej obowiązków i mniej czasu, teraz trochę sie nudzę i nastapiło pewne uzależnienie. Poważna literatura mnie męczy, za dużo wysiłku, kryminały nudzą. Może powinienem pisać pamiętnik?. Narazie zrobię sobie 3 dni odpoczynku.

  253. Orteq
    29 grudnia o godz. 22:07

    Ortegu, dzięki Bogu, już sporo lat słyszę, że męczą Cię słowotok i pierdoły. Widać lubisz, jak coś Cię męczy. Mogę Ci ze środka Jamna powiedzieć, że mówienie to nie tramwaj, który jest rzeczowy, logiczny i jedzie od A do B. Nie wiem, czy jako dzietny zauważyłeś, że dziecko, jak tylko się nauczy paru słów, wymawia je dla samej przyjemności mówienia. Siostrzenica żony, jak miała z półtora roczku, huśtała się w drzwiach na huśtawce i cały dzień powtarzała jedno słowo: „Jóóóziu”, „Jóóóziu”. Wiele z takiego dziecka jest w dorosłym, więc i stary koń mawia dla samej przyjemności mówienia, a nie tylko dlatego, że ma do powiedzenia coś ważkiego. I dziesiątki, setki razy powtarza to samo. Mój ojciec, kiedy opowiadał o łagrach, zaczynał od ostrzeżenia: „Mówiłem, ale jeszcze raz powiem”. Ty swoje „pierdoły też bez końca powtarzasz i mnie się zdarza, i księdzu proboszczowi…a nie wiem, czy wiesz jak nieprawdopodobnie gadatliwi potrafią być głuchoniemi. A już przy Twoich politycznych mantrach, jakbyś zarządzał osobiście światem, to nawet mój ojciec wysiada. On zresztą nie zarządzał – nazywał polityków „bandą złodziei” i żołnierzyków ołowianych nie przestawiał, opowiadał po raz 367. to samo, a wszyscy grzecznie słuchali. Ja Ci, Ortegu, broń Boże niczego nie wymawiam – mówię tylko, jak jest. Nikomu tematów nie wymawiam i nie zajzdroszcza – kiedy mnie coś nie ciekawi, to mnie nie ma. A jak ciekawi, to też mogę być gdzie indziej.

    Niewykluczone, że glob…tfu!…blog się może przejeść. Choćby z tego powodu, że z różnych powodów niewygodne jest paplanie, powiedzmy, w trzynastu. Najmądrzej się rozmawia w cztery oczy, jak się ma o czym. Ale i w cztery można umrzeć z nudów. Więc jednak może lepiej z samym sobą?

    Wcześniej czy później i tak się rozfruniemy – każdy w swoją stronę. Niektórzy z wiarusów blogu – nawet na swój pogrzeb.

  254. Ewa-Joanna
    29 grudnia o godz. 21:50
    W zasadzie, to fajnie jest zaliczyć tak małą ilość pogrzebów. Mniej żalu, smutku. Ja chyba także dochodzę do stanu, gdy ilość potencjalnych pożegnań może się już tylko zmniejszać. Pokolenie dziadków i rodziców już odeszło (z jednym wyjątkiem), nawet kuzynów już zaczęło trzebić (bo w większości starsi ode mnie). Jednak choćby tylko z powodu familijnego wychowania, czułbym się zobowiązany ich pożegnać. Szczególnie, że nie wywiało mnie ze Śląska w świat. Do tego nie odczuwam jeszcze żadnych problemów ze zdrowiem. Ani nie pożarłem się z nimi na poważnie. A przeżyłem sporo fantastycznych chwil, od czasów dziecięcych po wiek dorosły. Tak samo z rozmaitymi ludźmi z mojego otoczenia, którym coś zawdzięczam, czegoś mnie kiedyś przydatnego nauczyli. Fakt, mam wykaz takich znajomych, o których nawet nie wspomnę, nie powiem dobrego słowa. Najzwyczajniej oleję informację o ich śmierci. A oni postąpią podobnie ze mną. Ale w stosunku do familii i przyjaciół, jeśli będę w stanie, pójdę się pożegnać, albo choćby sprawdzić czy to prawda. W końcu przypadki fałszywego umierania się zdarzały.

  255. ozzy
    29 grudnia o godz. 15:30

    „nielatwo jest przejac lutnie po Bekwarku. Wpadles w nastroj liryczny.”

    Ani jedno ani drugie. Niczego po nikim przejmowac nie zamierzam. Moje przypomnienie o ‚Nie wszystek umre’ nie nawiazuje ani do tworcow starozytnych, sredniowiecznych czy nawet nowozytnych. Ani tez do liryki romantyzmu. ‚Non omnis moriar’ Horacego jest juz dzisiaj rozciagniete na WSZYSTKICH schodzacych z tego padola.

    Bo po KAZDYM zmarlym cos tam zostaje. Nie lzia wiec nikomu wrzucac ich do jamy grobowej bez dania szansy ewentualnym innym, ktorzy zmarlego znali i chca go pamietac w dniu jego smierci.

    Chyba ze czegos znowu nie wychwytuje. To wtedy izwiniajus

    PS. Tak wbocku, tak. W powtarzaniu pierdol dobrzy my som

  256. No cóż, ja (stara ateistka) te 12 potraw niestety kontynuuję i całą tę otoczkę świąteczną (choinka, prezenty, goście) również, ze względu na dorosłego syna (też ateista), który mieszka na drugiej półkuli, ale na święta regularnie wbija do dom i któregoś roku był niezmiernie rozczarowany z powodu braku choinki i kompletu żarcia, ponieważ byłam wtedy chora i mąż samodzielnie, po amatorsku przygotował święta. Usłyszałam wtedy od 32 letniego syna, że oh ta choinka ! oh ta atmosfera ! oh to cudne wspomnienia z dzieciństwa! itd. Okazało się to tak niezmiernie dla niego ważne, że teraz co roku dalej zmagam się z tym wszystkim, wyłącznie dla syna. Zero w tym bogów i religijności. Silne przywiązanie do tradycji ?
    Nawet jak syn był mały nie byłam już religijna, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem ateistką i święta jakiś nikły wymiar religijny chyba miały, ale to wieki temu się skończyło a wigilia z całym anturażem została do dzisiaj 🙂

  257. Orteq
    29 grudnia o godz. 23:24

    Oczywiście, Ortegu, aforyzm Horacego – podobnie jak wiele aforyzmów – jest patetycznym życzeniem, a nie stwierdzeniem faktu, z którego by wynikała jakaś przydatna nauka. Ot poezyjka na dobranoc dla egzaltowanych. Chyba we wszystkich zakątkach świata człowiekowate depczą po miliardach cieni zapomnianych przodków. Co ja mówię „po miliardach cieni”?! Nawet cienie wyparowały.

  258. Podarowanie tej książki przez Mikołaja potraktowałem jako żart. „Kwietniowa czarownica”, baśń, literatura „kobieca”. Befana sobie ze mnie zakpiła (?):
    http://wyborcza.pl/1,75517,961385.html
    Zacząłem czytać, z oporami, ze względu na szacunek dla darczyńców.
    Jestem mniej więcej w połowie książki.
    Nie będę udawał, że zachwyca mnie baśniowość. Nie znajduję nic specjalnie odkrywczego w warstwie psychologicznej.
    Wstrząsnęła mną warstwa dokumentalno – obyczajowa. Wstrząsnęła i natchnęła optymizmem. Jeżeli Szwedzi byli zdolni do takiego postępu, od skrajnego barbarzyństwa do humanizmu, w stosunku do osób niepełnosprawnych, to znaczy, że jest dla nas ludzi nadzieja.
    Jak zwał, tak zwał, ale niech się rodzi.

  259. W sprawie pogrzebu mamy trzy życzenia: ma być świecki, w miarę możności pogodny – koncentrujący się na tym co dobre w naszym życiu, ciała skremowane. Tak zapisaliśmy w, notarialnie poświadczonych, testamentach. Resztę pozostawiamy tym, na których ten obowiązek spadnie. Niech robią to, co uznają za stosowne.

  260. Rachel
    29 grudnia o godz. 21:13

    religijność ma niewiele wspólnego z wymiarem intelektualnym. To przede wszystkim sprawa emocji.

  261. @zak1953
    29 grudnia o godz. 23:08
    Moją rodzinę tak skutecznie przetrzebiła wojna, a jak nie przetrzebiła to rozniosła po świecie, że niewiele zostało, to i pogrzebów mało. A na inne nie chodzę bo i po co.

  262. Ewa-Joanna
    30 grudnia o godz. 0:10
    Tak podejrzewałem, ale nie odważyłem się pytać. Nie da się ukryć, że rodziny naszych dziadków zazwyczaj były liczne, bo śmiertelność dzieci była ogromna. Nie trzeba było wojny, aby rozmaite choroby, na które kiedyś nie było szczepionek, zasilały grobami miejscowe cmentarze. Wojny światowe zapewniły głównie mężczyznom możliwość poznania sporej części Europy i nie tylko. O dziwo, moja rodzina nie została tak dotknięta wojną, jakby to się mogło zdarzyć. Mieli trochę szczęścia. Ale tak zawsze bywa. Do tego nie rozrzuciło nas po świecie. Gdy byłem młody, chciałem się urwać w świat, ale ludowe polskie państwo nie dawało mi odpowiedniego dokumentu. A potem było już za późno, aby rzucić wszystko w diabły i zacząć wszystko od nowa. Może jednak trzeba było? Chociaż, nie wszędzie gdzie nas nie ma jest lepiej.

  263. wujaszek wania
    29 grudnia o godz. 23:45
    Masz świętą rację. Tyle, ze te religijne emocje mogą objawić się niezłym dorobkiem artystycznym. Wartym poznania nawet przez ateistów. Wojny pominę.

  264. Dla tych, których „męczy słowotok i pierdoły”:
    Definicja ateizmu jest bardzo prosta:
    – Ateizm jest opartym na racjonalizmie, logice i nauce poglądem zaprzeczającym istnieniu jakichkolwiek bogów, bóstw i sił nadprzyrodzonych.
    Ateizm nie jest wiarą w nieistnienie bogów.

  265. Orteq
    29 grudnia o godz. 23:24

    „Bo po KAZDYM zmarlym cos tam zostaje. Nie lzia wiec nikomu wrzucac ich do jamy grobowej bez dania szansy ewentualnym innym, ktorzy zmarlego znali i chca go pamietac w dniu jego smierci”.

    Oczywiście, będziesz, Ortegu, trzymać się tego powyżej jak pijany płotu i ani mi w głowie próbować Cię od płotu odczepiać. Mówię tylko, że wypowiadając te słowa reprezentujesz wyłącznie swój prywatny pogląd. Z tego, że może go podzielać parę miliardów człowiekowatych, nie wynika, że jesteś ich oficjalnym przedstawicielem. Pouczając świat, reprezentujesz wyłącznie siebie. Uzurpowanie sobie prawa do wypowiadania się za ludzkość to jedno z największych komunikacyjnych nieporozumień, występujących również na tym blogu. Choć zdarza się, że to tylko pozór uzurpowania, a faktycznie – bezrefleksyjne małpowanie zwyczaju mówienia w liczbie mnogiej: „Myślimy, lubimy, chcemy, nie chcemy, jesteśmy przekonani” itd. O wiele jaśniejsza, skromniejsza i bliższa prawdy jest forma „ja”. Kiedy więc mówisz: „Nie lzia wiec nikomu wrzucac ich do jamy grobowej bez dania szansy ewentualnym innym, ktorzy zmarlego znali i chca go pamietac w dniu jego smierci”, wypowiadasz w bezosobowej formie „Nie lzia” niby jakiś uniwersalny zakaz. Nie ma takiego zakazu – to tylko Ty, niewidoczny mikrob, bezpodstawnie ubierasz w uniwersalną postać pewien może i szeroko rozpowszechniony, ale tylko zwyczaj. Zwyczajów jest na świecie moc: Jest zwyczaj, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, jest zwyczaj dzielenia się opłatkiem, jest zwyczaj strząsania wspólnego kieliszka po wypiciu. A Ty ubzdurałeś sobie, że człowiek grzebiący bliskiego zmarłego ma obowiązek troszczyć się o stan ducha tłumu krewnych i znajomych zmarłego akurat w dniu pogrzebu. Troszcz się, Ortegu, wszechświatowa wyrocznio, jako i ja się o własne sprawy po swojemu troszczę.

  266. Szanowny@ wbocku
    Trzymaj sie mocno i niech Cie wszystkie bogi, bostwa, bozki maja w opiece.
    Czym bylby ten blog bez Twojej krzataniny?
    Proznoscia nad proznosciami.
    Zdroawia w miare i wszystkiego dobrego
    w 2019
    Ps niech wody jamnenskie beda Ci pociecha

  267. zak1953
    30 grudnia o godz. 0:40

    religijne emocje mogą objawić się niezłym dorobkiem artystycznym. Wartym poznania nawet przez ateistów.

    I oby tak zostało 🙂

  268. Ewa-Joanna
    29 grudnia o godz. 21:50

    „Oddałam się” się nauce, niech się studenci poszkolą

    Też tak chciałem, ale moja Lepsza Połowa zgłosiła veto. Co robić, skoro ponad pół wieku jesteśmy razem, to nie ma sensu kłócić się po śmierci 😉

  269. Ateista
    30 grudnia o godz. 5:41

    kamień spadł mi z serca.
    Czyli jednak bycie ateistą nie wymaga braku kindersztuby.

  270. ozzy
    30 grudnia o godz. 9:37

    Dziękuję, ozzy. I Tobie też się kłaniam. Niekoniecznie dlatego, że nowy rok za drzwiami czeka, ale dlatego, jak dobry człowiek mówi dobre słowo, to niemal odruchowo chce się to samo powiedzieć. Zdrowia i pogody ducha, ozzy.

  271. ozzy
    30 grudnia o godz. 9:37

    Ciekawostka, ozzy. Wszyscy moi najbliżsi poodchodzili, a ja widzę, jak cała czwórka stoi razem gdzieś w przestrzeni, gawędzi, i czuję się winny, że żyję.

  272. @wbocku,

    podobnie z moimi najblizszymi. Nie ma nikogo poza moimi dzieciakami/nastolatki.
    Takiego odczucia nie mam jak Ty. Ot, skonczyl sie zywot ziemski na tym lez padole. Koniec. Nic wiecej. I tak bylo i bedzie. Reszta to sentymenty i nostalgie.
    Dopoki wody jamnenskie slyszysz i trzcin
    szemranie – zyjesz.
    Gwiazdy sie rodza i umieraja.

  273. mag
    29 grudnia o godz. 18:48

    Orteq(usiu)
    29 grudnia, g.17:45
    Niech to szlag. Zeżarło mi cały „uczony” wywód do Ciebie na temat poczucia wyższości ateistów wobec osób wierzących i vice versa. Owa odwrotność istnieje i ma się dobrze.
    Postaram się w skrócie. Pamiętam moje rozmowy z mamą ,tzw. otwartą katoliczką (KIK itp), dla której byłam, z racji swojej niewiary, jakby człowiekiem niepełnym, kimś godnym ubolewania. Przyznam, że traktowałam ją z większą wyrozumiałością i tolerancją, ale w głębi duszy było mi jej żal, że jest taka …niemądra.
    Nie mogłam zrozumieć, jak można upatrywać sens życia na ziemi w nadziei na światłość wiekuistą , a na dodatek uważać, że inna religia, która też obiecuje odpowiednik jakiegoś tam raju w życiu po życiu jest niesłuszna w przeciwieństwie do „mojej”.
    Przedstawiłam, jak mogłam najprościej moje „duszne” rozważania, bo nawet nie wydaje mi się, by wymagały jakiejś około teologicznej oprawy, która rzeczy raczej zaciemnia niż oświetla.

    Maguś, rzecz przedstawiasz bardzo ciekawie.
    Nie całkiem zgaduję, po skrócie jaki tu zamieszczasz, na czym polega poczucie wyższości ateisty nad wyznawcą, bo przede wszystkim to „odwrotnie” przedstawiasz, na żywym przykładzie.

    Temat wyższości ateisty nad wyznawcą, niewątpliwie bardzo jest interesujący i warty przyłożenia lupy. Ale to raczej na osobną okoliczność. Zgłoszę teraz taką uwagę, że u wyznawcy standardem jest głębokie połączenie postawy wobec niewyznawcy z ocenną emocją. Samo bowiem istnienie niewyznawcy niesie ze sobą przekaz wzbudzający lęk: jak w ogóle to możliwe? Jak możliwy jest ktoś (czy to aby na pewno taki człowiek jak ja – wyznawca?), kto nie wierzy w bozię (do tego moją bozię!).
    Nie wierzyć w życie po życiu, wiekuiste szczęście, a wierzyć we własną marność i jednorazowość? Szaleństwo! Coś przeciwludzkiego i zdegenerowanego!
    Niewyznawca musi być odrzucany, wyznawca musi mieć sie ponad niego. Inaczej stanie przed fatalnym dla siebie pytaniem: to może z moja bozią coś jest nie tak? Może wierzę w dyrdymały? Oszukuję siebie i innych?
    Niewyznawca zaś nie musi tego, co wyzawca. Jest wolny, własnie przez to, że nie uwięziony w wierze i nie zaciśnięty w przymusach wiary przeciw jej brakowi. Może swobodnie spojrzeć i zobaczyć rozumem, jak traci siebie wyznawca. Taka ocena nie wynika z lęku ani paniki, bo nie ma jego źródła. Emocja w widzeniu rzeczy, jeśli jest, raczej będzie twórczo pozytywna, wyrażająca wolność: Jezu! 😀 Jak to dobrze , że nie męczę się wiarą w fantazmaty, które oddzielają mnie od siebie samego.

  274. Stachu39
    29 grudnia o godz. 16:11

    @Rachel.
    […] Marzysz o powrocie do systemu totalitarnego, który narzuca każdemu jedyny słuszny pogląd ?
    […] Próbowałem ze dwa dni temu przedstawic swoje przemyślenia, dlaczego religie nie umierają mimo postepów nauki, ale nikt nie podjął polemiki. Takie jest poczucie wyższości tych, co wiedzą lepiej.

    Stachu – jakeś tak zrobił, żeś tak zrobił, że stotalizowałeś własne stwierdzenie? Brak polemiki wobec Twoich objaśnień oznacza poczucie wyższości po stronie tego, co nie polemizował? Bo on wie lepiej niż Ty w swoich wyjasnieniach?
    Doprawdy, zakałapućkałeś się fantazyjnie.
    Dodam słowo, co do siebie: nie polemizowałem, bo czasu nie stało. Dowód to wyższości?
    Łojezu!

  275. ozzy
    30 grudnia o godz. 11:15

    Oczywiście, ozzy, wyobrażanie sobie życia po śmierci przez ateistę nie ma nic wspólnego z wiarą w takie życie. Wyobraźnia może nie mieć rozumowych ograniczeń i u mnie – nie ma. Mimo wiedzy o skończoności i chwilowości form życia, mam właściwie stałą wewnętrzną niezgodę na tę chwilowość. Po to człek rozwija się przez całe życie, staje się umysłowym bogaczem, znawcą, autorytetem, geniuszem lub po prostu dobrym człowiekiem rozsiewającym wokół uśmiechy i pogodę, żeby w pewnym momencie pach-trach – to wszystko przestaje istnieć? Tak się dzieje, ale ja to, kuwa, muszę zmienić. Jak fajtnę, poszukam jednak jakiejś centrali, która zarządza kosmosem i opie..olę, że co to za dziki pomysł, żeby powoływać do życia po to, by je za chwilę odebrać i ślad ma po nim zaginąć. O wiele ciekawiej byłoby, gdyby raz dane życie było takie jak jest, tylko – możliwością wędrowania w czasie w przód i w tył. Z możliwością naprawiania w przeszłości tego, co się zrobiło źle, z możliwością powracania do miłości z przeszłości i wymarzonych chwil. Ojej, ozzy, ślinka leci, czym się.

  276. @wbocku

    marzenia, marzenia…a w tym wlasnie rozwoju jest s e n s naszej egzystencji.Odchodzimy, by dac miejsce innym. Mowimy: adieu.
    Powrot do przeszlosci, przezycie raz jeszcze
    chwil , ktore juz poznalismy wydaje sie byc absurdem z punktu widzenia zdroworozsadkowego.. No, coz jestemy z natury irracjonalni a Naczelny Konstruktor, jak wszystko wskazuje, nsszej jest proweniencij.
    Szanowny Kolego, wody jemnenskie i trzciny a takze dobrzy ludzie niech Ci towarzysza

  277. Tanaka
    30 grudnia, g.11:27
    Właśnie to, że uważałam mamę za „niemądrą”, mówiąc najprościej, z racji jej wiary, jak ty powiadasz, w Jezuska i „żywot wiekuisty” poza realem, było rodzajem mojego poczucia wyższości jako osoby niewierzącej. Ona z kolei „bolala” nad moim odejściem od wiary (to nawet jej określenie – czasownik od jakże ekspresyjnej boleści), uważając, że w ten sposób staję się jakby człowiekiem „drugiego sortu” w sensie dziś używanym, który wyrzuca się poza nawias tego, co zwane jest Zbawieniem
    Nie wiem, Tanaczku, jak wyraziściej wytłumaczyć, że swoiste poczucie wyższości jest po obu stronach.
    Dziś podobny problem ma moja synowa ze swoja mamą, która na dodatek niesłychanie „intelektualizuje” swoja wiarę, udziela się w jakichś wspólnotach typu neokatechumenat. Na szczęście urwały się prowadzące donikąd rozmowy ze mną. Staramy się „temat” omijać.

  278. Wczoraj w Szkle Kontaktowym Panowie wymyślili novum – życzenia międzyświąteczne (wigilia – Nowy Rok). W takich ramach składam wszystkim blogowiczom LA życzenia pomyślności.
    Dziś, grzebiąc w Internecie, słuchałem narratora programu przyrodniczego, przy którym moja żona wreszcie usnęła, po zachwycaniu się małymi, dzikimi kotami. Te zwierzęta wykazują niesamowitą zdolność adaptacji do najtrudniejszych warunków życiowych.
    Koty występują na całym świecie, od Yukonu, najzimniejszego zakątka USA do Patagonii, czy w pustynnej Afryce, bo w Europie mają luksusy.
    Wszystkie żywe istoty mają implantowany przez przyrodę dwa przemożne pragnienia, które realizują z narażeniem życia, często wbrew instynktowi samozachowawczemu – tak jak młody górnik, o którym niedawno pisałem:
    „Żryć i pierd…ć”!
    Jak trudne jest to zadanie np. dla śnieżnego irbisa w Himalajach zrozumiałem, gdy słyszałem, że codziennie musi zaznaczyć ostro pachnącym moczem setki miejsc, aż natrafi na „uzupełnienie” znakami potencjalnej partnerki, a to wszystko po upolowanym śniadaniu, aby nie zdechną z powodu chuci.
    Człowiekowate też nie mają łatwego zadania, jak ten ciężko pracujący górnik. Musi się chodzić do szkoły, potem pracowćać i jeszcze flirtować. Gdy myślę o trudach kota w Himalajach, który setki razy na dobę musi… coś tam, jak ja po tabletce furosemidu, to mi go żal.
    Jak łatwe życie ma samiec ludzki po wymyśleniu portali randkowych!!! Podobnie mogą działać kobiety, a przy obecnym trendzie nie muszą nawet dużo…żreć (he, he – nie umiem korzystać z emotikonów na blogu).

  279. stachu39
    Ta górka w parku Kościuszki też wydaje mi się nie do poznaki malutka. A czy kojarzysz sobie tzw. Leśniczówkę, zamkniętą dla ludności lokalnej? Pamiętam, jak przechodziłam z innymi dzieciakami, odpowiednio chudymi, przez pręty w bramie. Dziś jest tam starannie utrzymany park, dostępny dla wszystkich.

  280. Z okazji zakonczenia roku ciekawy bylby Apel Poleglych w bojach na blogu LA. Kto polegl, kto leczy rany i jeszcze nie gotowy do powrotu na front, kto przeszedl do cywila, kogo powita ogien zaporowy, a kto jak to zombi zjawia sie, cos tam bredzi, (to ja). Szkoda tylko, ze nikt sie mnie nie boi.
    @Orteg Coraz smielej mowi sie o impeachmencie na okolicznosc Fryzury nr 45. Dzisiaj u F. Zakarii mowili o tym eksperci. Niestety przestepstwa sprzed zaprzysiezenia na prezydenta nie moga byc powodem. Kampania wyborcza ? Ewentualnie. Z czasow trwania prezydentury to chyba najgorsza jest ogolnie mowiac obstrukcja, czego przypadki polaczone z klamstwem sa do udowodnienia. A wogole wcale nie wiadomo, czy oplaca sie robic demokratom to widowisko. Zamienic na figure woskowo- ewangelikalna Penca? W tym samym programie wieloletni burmistrz miasta NY M. Bloomberg jasno powiedzial: moge kandydowac, czemu nie? Ja tez mowie mu, czemu nie? Ale co inni powiedza?
    Kiedys powiedzial Holoubek: To nie czas coraz szybciej biegnie. Po prostu Olimpiady odbywaja sie teraz co dwa lata. Wybory amerykanskiego prezydenta tez.

  281. 15-letnia Szwedka na konfrencji klimatycznej w Katowicach czyli jak robić bliźnim wodę z mózgu.
    PS. Dla tych co śledzili wydarzenia z zapartym tchem.
    https://samnytt.se/statstelevisionen-i-fake-news-offensiv-greta-thunberg-talade-infor-tomma-stolar-pa-klimatmotet/

  282. zyta2003
    30 grudnia o godz. 19:53

    Z okazji zakonczenia roku ciekawy bylby Apel Poleglych w bojach na blogu LA. Kto polegl, kto leczy rany i jeszcze nie gotowy do powrotu na front, kto przeszedl do cywila, kogo powita ogien zaporowy, a kto jak to zombi zjawia sie, cos tam bredzi,

    „Nie widzę przeciwskazań” jak mawiał naczelnik więzienia … 😉
    Pozdrawiam 🙂

  283. zyto droga,

    Rozumiem ze wybory prezydenckie co dwa lata w jurysdykcji za moja miedza to taka twoja jakby przenosnia. Zdobycie wiekszosci kongresowej w ubieglosiesiecznych wyborach polmetkowych owszem moze zarezultowac, po 20stycznia, ewentualnym impeachmentem prezydenta Fryzury45. Ale wcale nie musi! Rzecz w tym, ze Fryzura wciaz posiada, jak pies miche, swoja polowe elektoratu. I nikt mu tego raczej nie potrafi odebrac, jak na dzien dzisiejszy biorac.

    W tym miejscu osmiele sie ciebie poprosic o odniesienie sie do ‚wody z mozgu’ z postu zezem @20:20. Rozchodzi mi sie o to, ze nawet FoxNews donosil ostatnio, iz w globalne ocieplenie wierzy, owszem, az siedemdziesiat kilka procent demokratow.
    Ale! Republikanski podobny procent wynosi juz tylko mizerne 14-15.

    To stad sie bierze, jak sie domylic mozna, kwalifikowanie przemowienia 15-letniej Szwedki jako fake news. Czy zezem’owe robienie wody z mozgu. Czy ten rozziew pogladow twojego spoleczenstwa na temat dzisiaj NAJWAZNIEJSZEGO problem swiatowego moze czyms nieladnym zaowocowac jeszcze przed uplywem kadencji kolorowego Number 45?

    Zauwazylas moze poczucie humoru ww pod 22:37? Tys go do tego doprowadzila swoim postem. Chwala ci, zyto

  284. Chodzi oczywiście o Naczelnika Twardijewicza:

    Areszt Śledczy z Łodzi „zagrał” w wielu filmach. Był bardzo atrakcyjną i realistyczną scenografią. Najbardziej znanym filmem jest komedia Juliusza Machulskiego z 1984 roku „Vabank II czyli Riposta”. Pojawiły się tam barwne postacie: Naczelnika Twardijewicza „Ciężkiego Więzienia na Sikawie” grana przez Marka Walczewskiego, więźnia oszusta Gustawa Kramera (Leonarda Pietraszaka), Edwarda Sztyca (debiut filmowy łódzkiego aktora Bronisława Wrocławskiego) i jego partnerki Baronowej zagranej przez Beatę Tyszkiewicz. Scena uprowadzenia Naczelnika rozegrała się właśnie w rejonie bramy głównej Aresztu Śledczego w Łodzi.

    Czytaj więcej: https://dzienniklodzki.pl/areszt-sledczy-w-lodzi-konczy-50-lat-tu-rozgrywaly-sie-sceny-vabank-ii-zdjecia/ar/3596419

  285. Orteq
    30 grudnia o godz. 23:11

    Twoje poczucie humoru również jest mi bliskie 😉

  286. wbocku, ozzym podbudowany

    Pochwalam, podziwiajac jednoczesnie, twoje/wasze trwanie w bl/łogostanie. Nie jestem tylko do konca pewien czy dotyczy to obojga spraw, tj. zarowno ateizmu jak i grzebania bliskich wedle kazdegowidzimisie, cuzamen do kupy razem wzietych. Czy tez niekoniecznie do jednej kupy sprowadzonych.

    Zawsze bylem pelen podziwu dla wyobcowania sie z rzeczywistosci niektorych o(d)osobnikow ze skansenu priwislanskiego. Tego dotknietego katolstwem jak zaden inny kraj w swiecie. Kiedy jeszcze dostrzegam pelny tumiwisizm takowych, odnoszacy sie sie do ludzkich zwyczajow oraz przyjetych norm, moj podziw szybuje prosciutko w stratosfere.

    Oryginalnosc bowiem to jest to. Moze niezupelnie jak coca cola A.O. Ale bardzo blisko podazajaca za tym amerykanizmem.

    Trumpizm kwalifikuje sie jako takowa oryginalnosc. Dotychpor jeszcze niepraktykowana.

    Zyto, daj glos plizz. ww chyba czeka na to

  287. @zyta2003
    30 grudnia o godz. 19:53

    Coraz smielej mowi sie o impeachmencie na okolicznosc Fryzury nr 45.

    Jeśli decyzje o wycofaniu obrońców demokracji z Syrii i Afganistanu nie są fintami, to impeachment zrobił się o wiele bardziej prawdopodobny, bo Fryzura nadepnął na odciski wiadomemu kompleksowi, wiadomemu ogonowi co psem merda i generałom. A one mocniejsze bywają niż elektorat.

    Jeśli idzie o apel poległych LA, to ja jeszcze dycham i być może od czasu do czasu coś bąknę, ale rzadziej.

  288. „Panie Arcybiskupie Sławoju Leszku Głodziu, brzydzę się Panem i mam nadzieję, że i po Pana przyjdzie prawo i sprawiedliwość. Nie ta obiecana, święta, po śmierci, ale ta ziemska, normalna, dla ludzi” – stwierdza Adam Mazguła.

    https://natemat.pl/259191,pulkownik-adam-mazgula-krytykuje-arcybiskupa-slawoja-leszka-glodzia

  289. Herstoryku,

    Dychasz powiadasz? A byles na czyims celowniku?

    W sprawie wycofania wojsk amerykanskich z Syrii cos chyba do przodu drgnelo Fryzurze.
    Powoli zaczynaja go w tym popierac co poniektorzy. Owszem, republikanie na poczatek ale zawszec to cos.

    No i jeszcze Putin Fryzure w tym strategicznym posunieciu popiera. A to moze oznaczac poczatek drogi do pokoju prawdziwego, po siedmiu latach wojny, przez Imperium Szczesliwosci Niewyczerpanej wywolanej.

    Ten Number45. On jak nic prosto zmierza po odbior pokojowej nagrody Nobla.

    Takowa mu sie nalezy za sam fakt niewywolania zadnej wojny przez dwa pelne lata prezydentury. Niespotykane to zjawisko w hamerykanskiej szczesliwosci niewyczerpanej

  290. No dobrze

    Podany pod 3:35 link o pulkowniku Mazgule mobilizuje do akcji. Dajmy obszerniejsze wyjatki z listu pułkownika Adama Mazguły ktory dał odprawę abpowi Głódziowi

    ‚Panie Arcybiskupie Sławoju Leszku Głodziu,
    jestem pod wrażeniem Pańskiego wystąpienia podczas ostatniej pasterki w Oliwie. Gdybym nie znał realiów, pewnie poszedłbym za tymi słowami zatroskanego pasterza. Tyle było emocji, tak wiele troski tylko…, o co, Panie Arcybiskupie? O dobre imię Kościoła, o pomyślność wiernych czy może wyłącznie o interes hierarchów i kościelnych pedofili?

    Panie Arcybiskupie,
    znamy się dobrze i pewnie pamięta mnie Pan, jako oficera, z organizacji wizyty do ojczyzny Jana Pawła II…To mnie odmówił Pan poświecenia sztandaru jednostki, bo nie nadawałem odpowiedniej rangi Pańskiej świętości. Nie przeszkadzało to jednak Jego Świątobliwości w regularnym upijaniu się w Ośrodku Szkolenia Piechoty Górskiej „Jodła”, (który mnie gospodarczo podlegał) na Jamrozowej Polanie. Spotkaliśmy się na Monte Cassino, gdy pojechałem, by pokłonić się bohaterskim Karpatczykom. Przyjechałem na własny koszt, bowiem zabrakło dla mnie miejsca w oficjalnej delegacji, mimo że byłem dowódcą jednostki karpackiej, a delegacja liczyła kilkaset osób. Pamiętam, jak w Watykanie zamęczał Pan orkiestrę wojskową wielogodzinnym graniem dla zwrócenie na siebie uwagi. Spotkaliśmy się również w Iraku, biadolił Pan wtedy na brak zaangażowania żołnierzy w msze polowe, a oni jeździli w konwojach, narażając się na utratę zdrowia i życia, zamiast się modlić. Po apelu Jego Świątobliwości: „Nie zdejmujcie krzyża ze ściany naszej ojczyzny, to znak zbawienia. To znak naszej ojczyzny” – to ja oficjalnie odpisałem, że „symbolem mojej ojczyzny jest Orzeł Biały, a biskup jest symbolem pychy, kasy i flachy”…

    Arcybiskupie,
    nie będę jednak przypominał, kto współpracował z służbami bezpieczeństwa PRL, nie będę wypominał zdrady w Watykanie i niejasnych okoliczności powołania na biskupa polowego Wojska Polskiego oraz awansu z cywila na generała. Prasa regularnie ujawnia te fakty. Mnie interesuje żołnierski honor oficera i generała. Nie chodzi mi nawet o wiecznie pobrudzony mundur, na skutek ciągłego biesiadowania i załatwianie awansów wszystkim, którzy dostatecznie nisko zginali karki przed biskupem polowym.

    Opowiem jednak ciekawą historyjkę.
    Pewien zacny kapelan wojskowy nie czuł się dobrze w mundurze i chciał odejść do cywilnej parafii. Biskup polowy zgodził się: odejdziesz i dostaniesz dobrą parafię, jednak pod warunkiem. Kapelan zwrócił się do dowódcy o zaliczenie mu okresu nauki w seminarium duchownym oraz służby w Kościele do okresu służby wojskowej. Żaden dowódca w tym czasie nie odważyłby się nie wyrazić na to zgody, jak i na przydzielenie dużego wojskowego mieszkania służbowego. Zaraz, jak tylko zostało to załatwione, kapelan rozchorował się na serce i trafił do szpitala wojskowego. Parę dni później złożył wniosek o rentę do Wojskowej Komisji Lekarskiej. Komisja określiła, że kapelan utracił zdrowie w wojsku i przyznał mu rentę. Kapelan ten nigdy nie był na poligonie ani nie spał w okopie na mrozie, nie był na misji poza granicami kraju, ale komisja orzekła i nikt się nie odwoływał. Pozostało już tylko przesyłanie renty wojskowej, w związku ze służbą wojskową, na wskazane przez biskupa konto i można było spokojnie odejść z wojska i otrzymać ze zasługi bogatą parafię.

    Panie Arcybiskupie,
    ilu takich kapelanów do tej pory wspomaga Pana i ilu Pan tak ulokował?
    Ile takich wyłudzonych rent i emerytur wpływa z MON na Pańskie konto, oprócz Pańskiej nieprzyzwoitej emerytury generała dywizji ze wszystkimi możliwymi dodatkami za uciążliwość służby, mimo że głównie przy biesiadnym stole?

    Panie Arcybiskupie, dla mnie to Pan jest tą kanalią, o której wspominał wiadomy prezes z trybuny sejmowej i człowiekiem, którego dopadły wszystkie plagi grzechów głównych. Jest Pan przykładem zakłamania i pazerności. Człowiekiem, bo nigdy mi nie przejdzie przez usta, że generałem, bez honoru.

    To jest jednak sprawa Pańskich wiernych, ale to, jak Pan oszukuje bliźnich i państwo, to sprawa dla prokuratury (nazwiska i fakty do dyspozycji). Teraz ubliża Pan ludziom, szczuje, usprawiedliwia pedofilię w Kościele, gromadzi pałace i złote obrazy, z których kapie paragrafami karnymi, krwią i potem ofiar. Chce Pan narzucić swoje wymyślone prawo dla wszystkich Polaków, tylko nie dla siebie, bo tak Panu smakuje władza bez odpowiedzialności.

    Pan poucza innych, jak mają żyć? Co za podłość?

    Każdy, kto robiłby podobne rzeczy, dawno siedziałby w kryminale. Tymczasem arcybiskup poucza i grzmi butą, straszy siłą poparcia swoich owieczek?! Wykorzystuje słabość władz rządowych, samorządowych i zwykłych urzędasów, aby zdobywać grunt za przysłowiową złotówkę, dobra i przywileje dla siebie i swoich kolaborantów w kłamstwie, bo Panu się wszystko należy za służbę, komu?

    Panie Arcybiskupie Sławoju Leszku Głodziu, brzydzę się Panem i mam nadzieję, że i po Pana przyjdzie prawo i sprawiedliwość. Nie ta obiecana, święta, po śmierci, ale ta ziemska, normalna, dla ludzi. Bo chyba nie jest Pan Bogiem?

    Adam Mazguła’

    Arcybiskup musi teraz drżeć oraz trząść się pod sutanna ze strachu jak osika.

    Drżenie osiki trzeba rozumiec jako karę za to, że odmówiła ona pomocy świętej rodzinie uciekającej przed żołnierzami Heroda. Wedlug innych wierzeń, osiki to drzewa napiętnowane, trzęsące się ze zgrozy, odkąd na jednej z nich powiesił się zdradziecki Trzynasty apostoł

    https://vider.info/vid/+fnxc1m1

    Czy nie Judasz mu bylo?

  291. „Ojciec jest brutalem a matka dewotka. Stracila poczucie rzeczywistosci”

    – Ten teolog jest uroczy choc denerwujacy. Bylby idealny jakby nie byl kaplanem.
    – Gabriel jest ksiedzem?
    – Jezuita.

    Tak tak. Brutal i dewotka. Rezultat? Utrata poczucia rzeczywistosci. Skad my to znamy?

    Taa. Wszystko byloby ateiscie jasne gdyby nie ksiadz jezuita. No i jeszcze gdyby nie te pszczoly..

  292. „Brzydzę się panem, Sławoju Leszku Głodziu” – mocne słowa. W Bobrówce na „Judasza” doniesie siostrzenica Dobrodzieja. I Dobrodziej może nie dać takiemu Judaszowi roboty. Jedyna fucha w Bobrówce – to przecież upiększanie pałacu xiunca Dobrodzieja. Mieszczącego w odrapanej piwnicy przybytek pomocy niepełnosprawnym, co pozwala finansować go z państwowego funduszu pomocy. Z funduszu pomocy niepełnosprawnym oczywiście. Bo tak wygląda w Umęczonej symbioza tronu z ołtarzem.

    A kto pluje na Dobrodzieja – ten Judasz! JUDASZ!!! JUDASZ!!!!!

  293. Szanowni,
    Zgłaszam się do apelu jako Częściowo Poległy, albowiem w piątek w robocie p…m (czyt.: przyciąłem) sobie łapę drzwiami od naczepy. Dwa palce lewej ręki, nr 2 i 3, są pięknie opuchnięte i zapowiadają ciekawe doznania kolorystyczne w pierwszych dniach nowego roku. Trwałych uszkodzeń raczej nie ma. Okładam łapkę kapustą i czekam, aż szlachetne zdrowie wróci.
    Czy ekipa australijska mogłaby powiedzieć, jak zapowiada się nowy rok 2019? Warto?

  294. Szary Kot
    31 grudnia o godz. 17:18
    Pytanie rzeczywiście zasadne. Oni już wiedzą jak jest w 2019 roku. I formalnie są w stanie jeszcze wrócić do wcześniejszego roku lecąc do Ameryki. Ale czy zechcą? W Katowicach już słychać nadciągający front. Co i rusz jakieś wybuchy.

  295. zak1953
    31 grudnia o godz. 17:30

    Coś cisza. Miejmy nadzieję, że to oznacza, że dobrze się bawią pod Wieszakiem.

  296. A ja mam dla wszystkich świetny wierszyk z blogu zaprzyjaźnionego ateisty:)
    Udzielił mi pozwolenia zarówno podania linku jego blogu,jak skopiowania i wklejeniu jego wierszyka 🙂

    https://contra-pis.blogspot.com/

    Niebieski ekumenizm czyli pan Bóg oraz bóg Pan na zasłużonych emeryturach
    [Stary wiersz o nieprzestarzałym problemie]

    Dwaj staruszkowie spotkali się przypadkiem na peryferiach Nieba…
    Siedli na ławce między ligustrem a bukszpanem…
    Chwilę milczeli…
    Wreszcie jeden pomyślał, że trzeba…
    I tak się rozpoczęła rozmowa pana Boga z bogiem Panem…
    …że starość…
    …że cholerna beznadzieja…
    …ze niczego nie warto, skoro można wszystko…
    …że czasu jest zbyt wiele, kiedy Czasu nie ma…
    …że od tych hoszannah-evoe-hallalujah-vivat-heil-hurrah i da zdrawstwujet to już diabli biorą,
    bo jak długo można tego słuchać, jeśli dusze mają lizusować całą Wieczność?
    …że Allach jest to sekciarz i program ma głupi…
    że wcześniej – później na Europie się fanatyzm jego skrupi…
    …że anieliczki zatraciły resztę wstydu,
    a Końca Świata ani słychu ani widu…

    Na koniec pan Bóg rzekł do boga Pana – Niech pan, Panie, mnie posłucha.
    – Pan, Panie – muzyk! Niech pan, Panie, zagra coś ze słuchu i od ucha!
    Za pana czasów to się żyło… Czy pan, Panie, może?
    Ja pana, boże Panie, proszę…
    – Już się robi, panie Boże…
    Tylko… Jak przyjmą to pańscy wyznawcy tam… na Ziemi?…
    Bo to będzie muzycznie nieprawomyślne pogaństwo…
    Pan Bóg uśmiechnął się szelmowsko i szeroko…
    – A czort-że z nimi!
    Lub, jak to teraz mówią młodzi… – Kij im w oko!
    – Czniam na to ich faryzejskie drobnomieszczaństwo!
    Tu pan Bóg się obejrzał i zrobił gest Kozakiewicza…
    I zaiskrzyła bogu Panu „Ciocirla” pana Gheorghe Zamfira…
    I pan Bóg z uśmiechem przypomniał, jak wyczarował tęczę…
    I wspomniał z rozbawieniem, jak się niejaki Noe ululał moszczem winnym…
    A jeszcze wcześniej jak Adam złapał za ogon węża i sprał nim Ewę jak pejczem,
    a potem tak cisnął gadem, że ten pogubił nogi…
    A bóg Pan grał tymczasem o seksem zmęczonych Najadach,
    bajał o Heraklesie – słabym jak skrzydło ważki
    i o rojeniach trojańskich bystrookiego Homera opiewającego tchórzliwego Odyssa…

    I to trwało…i trwało…i trwało…
    Aż nastąpiła cisza…
    – Panie! – rzekł wreszcie pan Bóg – Stał się cud i Czas znów ucieka!
    Jeszcze w Niebieskim Domu Starców absencja nasza się wyda!
    Bo kim my tu jesteśmy?…
    – W sytuacjach ekstremalnych – rzekł bóg Pan – to ja udaję Greka…
    – A ja – zachichotał pan Bóg – gram nawróconego na rydzykowski katolicyzm Żyda…

  297. Szary Kot
    31 grudnia o godz. 17:18

    U mnie na takie obrażenia jest znakomita maść Arniflor (wyciąg z arniki) Szukaj jej ,lub czegoś podobnego. Zejdzie opuchlizna i ból mija o wiele szybciej. No i uważaj na ręce. Bo bardzo szybko będziesz musiał zrezygnować z grania !

  298. Szary Kot
    31 grudnia o godz. 18:33

    U mnie łomoczą ! Nienawidzę tego !

  299. Ateista
    31 grudnia o godz. 18:20

    Piękne życzenia 🙂

    Pomyślnego Nowego Roku 🙂

  300. No to… żebyśmy wszyscy doczekali. Następnego Nowego Roku.
    I spotkali się tu w komplecie. Mogą Państwo nawet kwękać, mnie nie przeszkadza!

  301. Na marginesie
    31 grudnia o godz. 19:10

    Dobrze,że jesteś:)

  302. basia.n
    31 grudnia o godz. 18:40

    To była pierwsza myśl w pierwszym ułamku sekundy, zanim jeszcze ból dobrze dotarł: co z graniem?
    Na szczęście nie ma złamania czy uszkodzeń stawów. Na razie ćwiczę gamy w tercjach prawą ręką, w ramach kompensacji, ale lewa już zaczyna być używalna.
    Na ogół dorabiam na chłodniach, na tzw. trunkingu, gdzie jest mniej pracy fizycznej. Nie ma obsługi wind ani dotykania się do towaru. Wada: głównie noce. A w tygodniu, poza sezonem polowym, za biurkiem.

    Szczęśliwego Kolejnego Roku!

  303. Szary Kot
    31 grudnia o godz. 19:30

    Daj jeszcze lewej odpocząć i wydobrzeć ! Bo teraz latwo o sforsowanie ścięgien. A to wtedy jest bardzo groźne.
    Bądź teraz cierpliwy.

    W nadchodzącym roku – troszkę mnie pracy i więcej odpoczynku i przyjemności 🙂

  304. @@@basia.n, pombocek, Szary Kot, Na marginesie
    „– W sytuacjach ekstremalnych – rzekł bóg Pan – to ja udaję Greka…
    – A ja – zachichotał pan Bóg – gram nawróconego na rydzykowski katolicyzm Żyda…”
    Dobre!
    Ale… z największą przyjemnością oddalę się w jakieś @wbockowe szuwary nadjemeńskie, gdzie od ludzi z daleka, a do boga wysoko.
    Kocie, spokojnie liż łapę, pomrukując od czasu do czasu, a zdrowie wróci.
    Serdeczności noworoczne wszystkim Wam, którzy jakoś tak ułożyliscie mi się w fajny wachlarzyk. Kurde, toż to rusycyzm @wbocku!
    Namarginesko, życzyłam Ci Świąt co już minęły, ale dopiero teraz w ogóle dajesz głos (chyba że coś przegapiłam), więc mam nadzieję, że wszystko u Ciebie dobrze.

  305. Pierwszy raz ze zmartfiona – nie umiem jeszcze – bedzie. Bedzie balagan okropny. Kocham Was wszystkich I wTym Roku Tez hehe
    Jerzy dopiero sie dowiedzialem – trzymaj sie myslami jestem z Toba. Los Ci nie szczedzi bolu. Basiu jestes za dobra dla mnie – myslalem ze sie rozplacze…I mnie 6 rano a trzeba jeszcze duzo wypic. Nie wiem za czyje grzechy.

  306. @Tanaczku
    Powyżej jest dla Ciebie – biskupa naszego, przywódcy ateistycznej trzódki specjalne noworoczne przesłanie. O szczęściu, co by go Ci nigdy nie zbrakło.
    Jest tam do wyboru ileś różnych interpretacji legendarnego utworu muzycznego na powyższy temat.

  307. A ja Tobie mag(us) zycze nevertheless. Z podlaskich sympatii wyplywajo te zyczenia.

    Usiaho najlepszaho!

  308. act
    31 grudnia o godz. 20:19

    Nie płacz,tylko weź się w garść i zmień coś generalnie ! 🙂

    Wiem,że jak się zatniesz,to porafisz 🙂

  309. A ja chciałabym najpierw złożyć serdeczne życzenia red. Jackowi Kowalczykowi i Tanace.
    Bez obydwu panów nie byłoby blogu ateistów 🙂
    A Wszystkim blogowiczom – pomyślnego roku !

  310. Nie martwcie sie ze dzis bedzie koniec swiata w Polsce – w Australia jest juz jutro. mag Twoje kobiece cieplo dociera tu z predkoscia nadswietlna.. cholera ucze sie interpunkcji. Orteq trzymaj fason I zdrowie.

  311. Basienko, bylbym nikim, gdyby nie ten moj osli upor. Jak Na zmartfionie dojechac do spodu bloga, Bo co sie tym kciukiem namacham. Reds Kowalczyk I Tanaka – nie mam slow, by wyrazic wdziecznosc, ze sa.

  312. Accie

    Fason czymam juz 7 tygodni. Ani stakanczyka! Wszystko z przymusu pooperacyjnego. I nic, zadnych ciagot.

    Przetestowalem siebie wielokrotnie, smakujac drinki mieszane dla gosci. Sobie mieszalem clementine italian soda z kranowka i nalog byl zdurnialy za kazdym razem.

    Wiek, do spolki z powazniejsza przypadloscia zdrowotna, cuda czynia takie ze bydleta klenkajo. Przynajmniej raz do roku to czyniac

  313. Accie

    Do spodu dojedziesz klikajac na dodaj komentarz gdy ci sie objawi takowy na wierzchu strony

  314. Aby sprawnie pisać na smarfonie potrzebujesz rodzaju długopisu z zakończeniem jak gumka( tym końcem dotyka się ławo liter) Ja zawsze mam to w torebce i z latwością piszę 🙂
    Można kupić w każdym salonie z telefonami.

  315. Orteq
    31 grudnia o godz. 21:16

    Mogę tylko powiedzieć – bravo !
    I trzymać kciuki za wszystko 🙂
    Niech w nadchodzącym roku zdrowie się poprawi !
    Bo humoru Ci nie brak 🙂

  316. Na marginesie & Wszyscy

    Fajnie z Wami i za to dziękuję.

  317. Basiu jeszcze tylko mi olowka w mojej torebce brakuje 🙂
    Ta tajemnica kobiecych torebek…

    Orteq , Ty jestes moj role model.

  318. mag
    31 grudnia o godz. 20:25
    basia.n
    31 grudnia o godz. 20:39
    act
    31 grudnia o godz. 20:56

    Dziękuję za dobre słowo na ten Nowy Rok! Jeśli kogoś pominałem, to z powodu, żem w pośpiechu, bo mnie salsa czeka. Bez szukania – też dziękuję.
    No i żeby sie fachowo odwdzięczyć robotą, zaraz puszczę nowego wstępniaka. Do czytania zapraszam, choć w tą noc to nie wiem kto czytać będzie, a kto – wprost przeciwnie.

  319. act
    31 grudnia o godz. 21:52
    Ołówek jest bardzo krótki. Można nosić w kieszeni 🙂
    A Orteq oczywiście niech świeci Ci przykładem 🙂

  320. Lece, zaraz moj sklep z likworem roztwieraja. Zapomnialem wczoraj podjac noworoczne szczere postanowienie poprawy… choc grzechy bliznim odpuscilem

  321. Przeprosiny wobec @nakatomi.
    Spędziła bowiem czas dłuższy w moderacji, a nie widziałem, że tam jest. Lepiej być naczelnikiem ciężkiego więzienia na Sikawie, niż moderatorem bloga.

  322. Tanaka san, czy to blog japonski?..::-)

    Nie pekaj, najlepszego w zdrowiu I w pracy dla nas.

  323. act
    31 grudnia o godz. 22:17

    Tanaka san, czy to blog japonski?..::-)

    Tak jest, to ta druga Japonia, co ją miał nad Wisła Wałęsa zbudować.

  324. Orteq nie masz ci u mnie zwierzchniego ‚dodaj komentarz’, kciuk boli – smartfon dopiero od wczoraj – juz trace cierpliwosc do onego…:-)

  325. Tanako, 3 x tak albo i 4
    :-):-):-):-)

  326. nakatomi
    29 grudnia o godz. 23:35

    Choinka i uszka bardziej łączą ludzi niż Jezusek?

  327. Accie, nie badz niedorajda.

    Okienko ‚Dodaj komentarz’ jest po prawej stronie liczby komentarzy, pewnie 331. Tuz pod wpisami, tuz pod podpisem „Narciarz 2”. Cyfra komentarzy chyba wciaz bedzie 331, moze 332. Kliknij na to okienko i momentalnie sie znajdziesz w okienku wpisywania swojego komentarza na samym dole strony.

    Good luck, God help and pass the ammunition>byleby nie byla w plynie. Bo wtedy to ho ho ho