Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

13.12.2018
czwartek

Świętujmy rocznice!

13 grudnia 2018, czwartek,

Polacy to jednak dziwny naród. Są objawy, świadczące o tym, że nie różnimy się pod pewnymi względami od innych narodów Europy – „kochamy” sąsiadów! Tak jak Francuzi Anglików i Niemców. Dalsze geograficznie narody są miłe dla naszego serca, stąd hasło o bratankach z Orbanami, albo sentyment do Francuzów. Polska szlachta nawet głównie rozmawiała po francusku. Z oczywistych względów Polacy, kochający Węgrów, nie mówili po węgiersku, bo to jednak za trudny język.

Jest jeszcze coś wspólnego wszystkim narodom – kochają świętować wszelkie rocznice ciekawych zdarzeń, mających związek z ich historią. Dla przykładu Anglicy i Francuzi upamiętniają wydarzenia historyczne, sławiące ich naród, a więc zwycięstwa, a jedynie Polacy świętują porażki!!!
To jest ta istotna różnica między Polakami i w/w narodami Europy.

Na ten fakt zwróciłem uwagę w Paryżu, zauważając dziwne dla mnie nazwy stacji metra – mnóstwo nazw miast dalekich od Francji. Pytałem kolegę i on mi wytłumaczył, że chodzi o bitwy Francuzów (głownie Napoleona) z innymi narodami. Z głupia frant zapytałem, dlaczego nie widzę stacji Waterloo? Odpowiedział prosto – szukaj tej nazwy w Londynie! Przypomniałem sobie natychmiast film „Waterloo bridge” – smutną historię z czasów wojny.

Wracajmy do Polski! Jakie rocznice obchodzimy namiętnie i często? Przegrane powstania! Ulice i place „bohaterów” powstania – wzniecanego bezmyślnie i zakończonego okrutnie. Jedyną jaskółką normalności były obchody setnej rocznicy uzyskania niepodległości, wreszcie świętowanie zwycięstwa. Może jeszcze można zaliczyć do pozytywów obchody rocznicy bitwy warszawskiej. Czy jednak w tych przypadkach widać duże zasługi bohaterstwa narodu? Wątpliwe! Niepodległość podarowały Polsce obce narody, a nawet przepędzenie bolszewików było podobno zasługą latającej nad polem bitwy Matki Boskiej (świadectwo abp Hosera!). Przy takiej pomocy nawet palcem nie trzeba było machać ani szabelką, a radzieccy padali jak muchy.

Po tym wstępie dochodzę do zasadniczego tematu: Jak zakwalifikować bardzo bliską rocznicę ważnego dla Polaków wydarzenia – 13-go grudnia?
Czy będziemy świętować jak zwykle klęskę narodu, czy wzorem innych narodów mówiąc o zwycięstwie? Może nie generała nad narodem, a rozumu ludzkiego nad pychą i głupotą przywódców „panny S”? Sądzę, że nawet po tylu latach i śmierci generała zdania są podzielone, na co też wskazują niektóre sondaże. Pewnie wszyscy ateiści blogowi są świadkami tak bliskiej historii i mają określone zdanie. Ci co realnie ucierpieli (jak Jarosław K., zlekceważony przez generała brakiem internowania?) bluźnią na temat generała, a inni (jak np. ja) z biegiem lat zmienili pogląd na celowość proklamowania stanu wojennego. Według Wałęsy byłyby plusy ujemne i dodatnie i ja te ostatnie doceniłem, choć nie od razu. Pamiętam bardzo dobrze sytuację społeczno-polityczno-ekonomiczną przed 13-tym grudnia.

Podobno młodzież określiła tragiczne kroki generała – zablokował Internet, a poza tym w Carrefourach był tylko ocet! Była kompletna degrengolada gospodarcza, w całej Polsce tylko strajki, a Wałęsa jeździł po kraju i judził – mówiąc przewrotnie, ze strajki gasi – dolewaniem paliwa do ognia. Straszył generała „siłową konfrontacją” z władzą, ujawniając, że sam dobierze moment tej konfrontacji. Pamiętam, że w Opolu S. już planowała, kto z kim będzie walczył na barykadach. Może to i było tylko śmieszne, bo nie było czym walczyć, ale ludzie się bali, bo zginąć można przez przypadek.
Generał wyciągał rękę do zgody, aż zatrzeszczała niebezpiecznie w stawie barkowym, ale na wszelki wypadek drukował w Moskwie ogłoszenia o stanie wojennym.
Wybrał jednak sam moment „konfrontacji”, bardzo ostrą zimę i późniejszy rozpaczliwy okrzyk „zima wasza, wiosna nasza” był tylko pustym dźwiękiem. Plułem w kierunku telewizora na widok zielonych ludków – nie za blisko, bo nasz aparat nie miał wycieraczek. Podobno w Grecji były takie telewizory, a z wycieraczek korzystano, gdy pokazał się ichni generał.
Kląłem na niepotrzebne w moim mniemaniu ograniczenia, ale to było prawie wszystko. Dałem odpór władzy tylko w ten sposób, że nie zabierałem więcej „pachołków Jaruzelskiego” autostopem, gdy z Opola jechałem na południe (mijając czołg, postawiony na rogatkach miasta) i żołnierze wybierali się na urlop z pobliskiej jednostki. Na tym moje bohaterstwo się skończyło.

Wiem, że nie wszystkim wiodło się tak dobrze jak mnie (i prezesowi). Opowiadała mi aktywistka Solidarności o pobycie w obozie w Gołdapi, gdzie „dżentelmeni” gnębili kobiety, korzystając z okazji. Wiele bezeceństw działo się, gdy podli ludzie wykorzystywali sytuację do celów prywatnych. Nie było jednak rozlewu krwi jak na Węgrzech i możliwy był okrągły stół, przy którym nie lała się krew a najwyżej piwo, przynoszone w ramach obowiązku przez pewnego Jarka (to słowa Walesy o historycznej roli prezesa). Nie dziwię się, że spalił jego kukłę po tak wysokiej ocenie zasług!

Wówczas nikt nie był w stanie przewidzieć, czy bratnie narody nie przyjdą z pomocą jak Polacy Czechom, a Mongołowie w Budapeszcie. Teraz mądrale pieprzą, że Moskwa nie myślała o pomocy, a bracia z DDR już grzali silniki czołgów, czekając na odpowiedni moment, który nie nadszedł tylko dzięki generałowi.
Nie umiem ocenić strat gospodarczych spowodowanych stanem wojennym, ale intuicja – i obserwacja skutków przemiany politycznej przekonują mnie, iż nie są porównywalne z późniejszymi stratami. Kradzież majątku narodowego na potęgę i wyprzedaż za symboliczne złotówki dochodowych instytucji zamiast kiepskich – to już dzieło „powojennych” władców Polski.

Wprost niebotyczne uwłaszczanie partyjne widzimy obecnie. Spełniła się prośba prezydenta – „ojczyznę dojną, racz nam…itd.”. Nikt tych miliardów, a może bilionów nie wróci społeczeństwu, tylko garstka „prima-sortu” jest zaspokojona do śmierci. To się jej należy, krzyczała pewna przekupka. Inna dołączyła inteligentne nad miarę dzieci do grona profitujących z dojonego mleka.
Straty w ludziach, które można powiązać ze stanem wojennym to podobno około 100 osób. Nie pamiętam czasu trwania stanu w. (i nie chce mi się pytać Gugla), ale ludzi, którzy z głupoty zginęli w tym czasie na drogach to tysiące. Najbardziej podkreślony fakt to kilka górników kopalni Wujek. Przez machlojki władz spółek węglowych w „wolnej” Polsce, jak nagminne fałszowanie zawartości metanu, ginie często dużo więcej górników, a pod willami prezesów spółek nie widać rok rocznie pikiet i nie słychać wrzasków jak pod domem generała.

Stan wojenny został wykorzystany przez wiele osób do celów prywatnych, ale na to generał ne miał wpływu, podli ludzie są w każdym narodzie.
Z mojego podwórka to zabawne było uzyskanie tytułu profesora przez osobę, która nie spełniała wszystkich wymogów ustawowych, a złośliwi mówili, że fruwała razem z WRON-ą i to jej pomogło. Znacie ten skrót? Ja pamiętam, ale nie powiem (jak prezes).
Wykorzystano stan wojenny np. do usuwania niewygodnych ludzi z ciekawszych posad, a nawet z byle jakich, jak próba wygryzienia aktywistek Solidarności z posad nauczycielskich, gdzie faktycznie politykowały. U nas do tego nie doszło, bo i wśród partyjnych zdarzali się przyzwoici ludzie (nie tacy jak prokurator , wrzeszczący „precz z komuną”, ale on to wrzeszczał dopiero po wielu latach, raczej nie podczas stanu wojennego). Wtedy zbierał odznaczenia za wierną służbę.

A co zrobili aktywiści Solidarności po przemianie? Obsadzali natychmiast ważne stanowiska niekompetentnymi ludźmi, ale swoimi. Nowy kurator wykazywał pewne predyspozycje – miał inteligentną żonę i księdza w rodzinie – więcej „grzechów” nie pamiętam, a znałem go dobrze i nawet jego żonę, bo była moja studentką. O jego osiągnięciach „naukowych” krążyły legendy.
Osiągnięcia na stanowisku kuratora przemilczę, to w jego interesie.
Wykazywał np. bardzo wysokie morale (może dzięki księdzu w rodzinie?). Jednym z pierwszych zarządzeń był zakaz zatrudnienia emerytów w szkole – ma być miejsce dla młodych! Tylko przyklasnąć tak mądrej i uczciwej inicjatywie. Gdy wylano go ze stołka to co zrobił natychmiast? Zabiegał, jako emeryt, o dodatkowe zatrudnienie w szkole żony.

Summa summarum, zrozumiałem i usprawiedliwiłem generała i podobało mi się jego oświadczenie, że postąpiłby analogicznie i przeprosił naród za swoje i cudze winy.
Porozumienie z Wałęsą było niemożliwe z powodu jego potwornej pychy, o głupocie nawet nie wspomnę. Jak wysokiej kultury to człowiek, pokazał przy pyskówce z prezesem w sądzie. On wówczas był już tak wielki, że tylko przez lornetkę widział czubki butów i nie słuchał przyjaciół, którzy byli mu życzliwi mimo jego braku kindersztuby. Czytałem kiedyś raport służb, co i ile konsumował w odosobnieniu, np. hektolitry wódki – taka dieta zostawiła pewnie ślady do dziś.

Antonius

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 679

Dodaj komentarz »
  1. Trzynasty grudnia 1981 pamiętam doskonale. Siedzieliśmy z żoną w poczekalni na lotnisku we Frankfurcie, słuchając płynącego z naszego tranzystorka obwieszczenia p. generała. O stanie wojennym nie mam zdania, nie było mnie. O jego skutkach właściwie też nie, choć uważam, że często wylewano po jego zakończeniu dziecko z kąpielą. Co zaś do rewolucji to najczęściej przewodzą im idealiści, a na stołkach zasiadają potem oportuniści.
    Rocznic polityczno-historycznych nie świętuję, najwyżej o nich przypominam i to z reguły obrazoburczo, z odbrązawianiem. Za co mnie okazjonalnie spotykają baty.
    Rocznice osobiste owszem czczę. Armeńskim koniaczkiem.

  2. @Antonius

    !!!!!!
    Jak zwykle.

  3. juz od rana na śniadanie otrzymujemy we wszystkich stacjach radiowych informację o 37 rocznicy ogłoszenia stanu wojennego.
    Moje dziecko znów się zestarzało.
    Antoniusie! dziękuję Ci za inne spojrzenie na te rocznicę. I wynikające z tego faktu inne zdarzenia.
    Nie bardzo pamiętam, jak przeżyłam te dwa lata w stanie wojennym; lata 80-85 to czarna dziura w mojej pamięci. Małe dzieci, choroba bliskich…. A przecież toczyło się życie!
    Nie rejestrowałam, co się wówczas działo. Pamiętam,kiedyś wieczorem, właściwie w nocy, zasiadłam przed czarno białym telewizorem i w tle widziałam dwóch ubranych w wojskowe mundury dziennikarzy (Tumanowicz?) czytających o nadmiarach sera topionego spółdzielni mleczarskiej gdzieś w Polsce i zamianie tegóż towaru na węgiel lub papier. Taka ówczesna gazeta z ogłoszeniami, kupię, sprzedam, wynajmę, zamienię. Ale zdziwiona byłam, że telewizja się czymś takim zajmuje…czy jeszcze to ktoś pamięta?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A Frasyniuk ma dziś rozprawę w sądzie.

    Doskonały wstępniak Antoniusie, prawdziwy skarb z Ciebie dla LA.

  6. @Antonius

    Świetny tekst 😎
    Na Boże Narodzenie 1981 dostałem z Polski życzenia świąteczno-noworoczne pisane na pocztówkach bez kopert. Na kartkach widniał prostokątny stempel OCENZUROWANO.

  7. @Nefer

    Przypomniało mi się, że ty chyba rozumiesz po „holendersku”? Ten wczorajszy referat „HOE DE BERGEN IN ZWITSERLAND KWAMEN” wygłoszony na kongresie „Niziny i psyche” jest też w tym (lub podobnym) języku. Może też się uśmiechniesz.
    Franz Hohler jest świetnym autorem kabaretowym
    https://www.youtube.com/watch?v=7pmw21SbAeQ

  8. 13 grudnia 1981 bylem obserwatorem z dala.

    Ps Jak powstaly gory w Szwajcarii?
    Pyta Franz H.

  9. Tobermory
    13 grudnia o godz. 10:24

    Po holendersku trochę, lepiej mi idzie z belgijskim, natomiast szwajcarski leży niestety 😉

    Dziękuję, bedę zobaczać z domu późnym wieczorem bo teraz nielzja. Tytuł rozumiem bez słownika.

  10. Antoniusie,
    dobrze, że poruszyłeś ten temat. Mam a właściwie miałam podobne odczucia – najpierw złość, potem niechęć a potem rozwaga i opamiętanie. Dziś podziękowałabym generałowi za interwencję i zapobieżenie wojnie domowej.
    I tak sobie myślę – kto podgrzewał nastroje i kto popychał nas ku przepaści wzajemnego mordowania się.

  11. @Nefer
    13 grudnia o godz. 11:05

    To jest tylko do słuchania. Autor tłumaczy symultanicznie na niemiecki 🙂 Dla Szwajcarów i Niemców zabawne są też same słowa holenderskie, coś jak niektóre czeskie dla Polaków.

  12. @Antonius

    Znakomicie napisane – jak zawsze !

  13. @ozzy
    13 grudnia o godz. 10:59

    Franz H. nie pyta, jak powstały, bo one już były gotowe (w Holandii). On się pyta, skąd się wzięły w Szwajcarii.

  14. … albo w jaki sposób dotarły

  15. @Antonius
    Bardzo podoba mi się, co napisałeś. Ja po latach i po ocenie obecnej sytuacji też zmieniłem moją ocenę stanu wojennego. Emocje opadły. W stanie wojennym jeździłem normalnie do pracy, miałem przepustkę i kartki na benzynę. Przez dwa dni na Piotrkowskiej były demonstracje i polewanie wodą. Koledzy chodzili , ja nie. Inni prowadzili działalność wydawniczą, masowe karykatury generała i Urbana.

  16. Tobermory
    13 grudnia o godz. 11:20

    Wprawdzie nie mnie polecileś Franza Hohlera – ale posłuchałam,pękając ze śmiechu 🙂 🙂
    (oj trudno było wspinać się w klompach….)

    Pomogę więc zaraz trochę Neferce,ale zrobię to pod poprzednim wstępniakiem,aby tutaj nie odchodzić od nowego i ważnego tematu.

  17. Kochanieńcy, znikam do (możliwe że bardzo) późnego wieczora, ukłony

  18. Tobermory
    13 grudnia o godz. 11:24

    To powiem jednak tutaj. Otóż mądry Szwajcar Benedykt Matter wymyślił sposób ,jak te góry przenieść od Holendrów ( ktorzy ich nie chcieli,marząc o płaskim terenie i uprawie tulipanów)
    Zgodnie z twierdzeniem,że wiara czyni cuda – postanowiono,że Holendrzy i Szwajcarzy będą się modlić przez ustalony wspólnie caly dzień o cud. No i pod koniec dnia stało się… Góry jedna po drugiej zaczęły się przenosić do płaskiej wtedy Szwajcarii 🙂
    A na pamiątkę tego niezwyklego cudu jedna z gór zostala nazwana… Matterhorn 🙂 🙂

    ps. dodam,że tulipany z kolei pochodzą ze Szwajcarii. Wyslano je w ramach wymiany. Więc każdy ma teraz to,o czym marzył 🙂

  19. Rozumiem ze byla Wyzsza Potrzeba dokonania obecnego wstepniaka

    ‚Do zainaugurowanej przez IPN akcji „Ofiarom stanu wojennego. Zapał Światło wolności” dołącza Kościół katolicki w Polsce.’

    https://misericors.org/13-grudnia-2018-37-rocznica-wprowadzenia-stanu-wojennego-dzien-modlitw-za-ofiary-stanu-wojennego/

    Brawo Antoniusie!

  20. Tobermory
    13 grudnia o godz. 11:22

    Zacznę teraz pytać Holendrów czy wiedzą skąd pochodzą tulipany 🙂

  21. Generalnie generał obronił siebie a naród od rozlewu krwi i na tym osiągnięcie generała się skończyło.Zapóźnienie technologiczne naszej gospodarki(krajów RWPG) było już tak duże,że nie było szans na uzdrowienie sytuacji.Kraj zbankrutował.Wartość firm,PGR spadła i wykupywano je za przysłowiową złotówkę.Sam byłem świadkiem nawet brałem udział w sprzedaży(ze strony Skarbu Państwa) PGRów i mimo,że były tam niejednokrotnie ogromne „przewałki” to wyszło to wszystkim na dobre.Ci to kupili już nie mogli sobie „tyłka podcierać” kimś innym czy zwalać na władzę .Dawali sobie radę albo tonęli.Zdecydowana większość dała radę i teraz są to kwitnące gospodarstwa rolne i większości z pracownikami po byłych PGRach(na tamten czas)ale żal za PGRami pozostał.Nie wszyscy pracownicy byłych PGRów zostali zatrudnieni a ci co zostali musieli skosztować dyscypliny pracy.Zrezygnować z odzywek typu”panie kierowniku bo się zwolnię!”.Okoliczni rolnicy,ktorzy prowadzili gospodarstwa rodzinne też mieli problem bo głównym ich zmartwieniem było brak mozliwości kupowania kradzionego paliwa a niejednokrotnie płodów rolnych.Oni też kochali PRGry.
    I tak oto powstał lud tzw.ciemny.Ożywił się ten lud gdy SLD doszło do władzy.Lud myślał,że coś dostanie ale w kasie nic nie było.to i lud się wkurzył ale czekał cierpliwie i się doczekał.Lud prlowski żyje i czeka na jeszcze ani stan wojenny ani Solidarność nie dała mu rady.

  22. Tobermory
    13 grudnia o godz. 11:24

    Aneks

    Napisałam o powiedzeniu,że wiara czyni cuda,ale dokładnie chodziło o jeszcze inne stare powiedzenie: „wiara przenosi góry”. Więc pomodlili się właśnie o to,ze skutkiem 🙂

  23. Z dzisiejszych komentarzy pod informacjami o rocznicy stanu wojennego:

    ryslew2061 2 godziny temu Oceniono 12 razy 8
    Na melodię JANEK WIŚNIEWSKI PADŁ:

    hłopcy z Targówka i ze Śródmieścia
    pomnijcie Jarka co stan ten przespał
    Ludzi łapali w ludzi strzelali
    Jarek Kaczyński spał!

    Gdy w telewizji brak teleranka
    gdy na górników czeka łapanka
    W wygodnym łożu na Żoliborzu
    Jarek Kaczyński spał!

    Jeden zraniony drugi zabity
    krew się polała grudniowym świtem
    A tam w łóżeczku na poduszeczce
    Jarek Kaczyński spał!

    Gdy w kinie Moskwa film o Wietnamie
    Jarosław woli czekać przy mamie
    Na prawym boku w ciepłym półmroku
    Jarek Kaczyński spał!

    Już Kuroń leży na styropianie
    bo go pobili zomowskie dranie
    Drżą robotnicy a ten w szlafmycy
    Jarek Kaczyński spał!

    Nie płaczcie dzieci płakać nie warto
    w męskiej piżmie z różową kokardą
    Za chleb i WOLNOŚĆ i „nową Polskę”
    Jarek Kaczyński spał!

  24. Ewa-Joanna
    13 grudnia o godz. 11:10

    I tak sobie myślę – kto podgrzewał nastroje i kto popychał nas ku przepaści wzajemnego mordowania się.

    Ja wiem, ale nie powiem (jak prezes)!
    Pamiętam obietnicę „Mędrca Europy” o siłowej konfrontacji z władzą. Przejął się biedaczek własną wielkością i zamierzał sam wykończyć komunizm, bez pieniędzy na żołnierzy „przeklętych” na żołdzie, ani armii zaprzyjaźnionych USA – powtórka powstania warszawskiego – chciejstwo bez pokrycia w zasobach do walki. Krewcy górnicy Wujka mieli pewnie w pamięci te buńczuczne zapowiedzi walki i potraktowali je poważnie. Już pisałem jakie gorączkowe były plany Solidarności tych walk na barykadach. W Opolu wygralibyśmy z pewnością konfrontację z X Sudecką Dywizją Pancerną, bo my na barykady mieliśmy meble z uczelni i piasek ze skrzynek ppoz, żaden czołg nie był nam groźny. Piszę tu o „nas”, a zapomniałem, że wcale nie byłem członkiem panny S., ale tylko miłośnikiem. Proponowano mi miejsce na barykadzie obok rektora, najgorszej szui pseudokomunistycznej, którą spotkałem w życiu, ale był członkiem S. i dlatego m.in. nie przystąpiłem do tego ruchu społecznego, który przerodził się w farsę związku zawodowego, a obecnie w podporę „DOBREJ ZMIANY”.
    Sądzę, że o smutnych, przykrych lub tragicznych skutkach restrykcji stanu wojennego, każdy z nas ma inne zdanie czy doświadczenie. Powiem po śląsku „moja chatka z kraja”. Nie byłem szykanowany za zwykłe pyskowanie, generał miał poważniejszych wrogów. Denerwowały mnie oczywiście ograniczenia, ale każdy starał się je jakoś ominąć.
    Taki przykład: Moja siostra wszystkie święta spędzała z nami, ale z Gliwic do Opola nie można było jechać pociągiem bez zezwolenia. Pracowała w Instytucie Onkologii i wzięła od szefa zaświadczenie, że musi jechać do „doktora” G. do Opola. Wprawdzie moja specjalność nie wiązała się ściśle z medycyną, tylko trochę – „fizyka PLAZMY” – to brzmi medyczno, bo plazmy w człowieku mnogo.
    Miałem poważniejszy problem zawodowy – miałem zaplanowany półroczny staż naukowy w Obserwatorium Paryskim, a wyjazdy zagraniczne były prawie niemożliwe. Moje ministerstwo okazało łaskę i wydało mi paszport i zgodę na wyjazd wiosną – która miała być „naszą”. Byłem zaskoczony, bo moja opinia polityczna była raczej kiepska u władz lokalnych, ale nie tragiczna – był tylko brak zaufania dzięki należności do zakamuflowanej opcji. Wyjazd był do Francji, a nie do RFN, poza tym był to kolejny, to może zaważyło. Przynależność do w/w opcji miał zaletę, nigdy nie proponowano mi „współpracy”, więc nie musiałem się zeszmacić, jak znani naukowcy i księża, którzy paszporty mieli też „służbowe” jak ja, ale pewnie z jakimś dodatkowym znaczkiem. Na wiosnę pojechałem do Paryża, a nawet przewiozłem tajną pocztę, ale prywatną.

    Drugi przykład omijania restrykcji, jeśli było się po właściwej stronie umownej barykady. Syn kolegi miał narzeczoną we Francji, ale ojciec był „poprawny politycznie”. Ojciec panny był okulistą, więc syn kolegi zauważył u siebie niebezpieczne zmiany, które wymagały szybkiej interwencji. Ja tylko przewiozłem liścik do panny, a tatuś załatwił resztę. Syn zrobił karierę menedżerską i może chwalić taki stan wojenny. Ożenił się, już rozwiódł, ale zrobił światową karierę menedżerską dzięki swojej inteligencji i generałowi (pośrednio, bo tatuś był „porządny” politycznie).
    Mój udział w jego karierze był niewielki – kontakt z okulistą, ratującym mu wzrok, resztę zdobył ciężką pracą. Był nawet krótko szefem LOT’u, ale miewał lepsze fuchy międzynarodowe. Pewnie nie narzeka na generała.

  25. Nowy stan wojenny. Choc nie u nas

    https://www.wnp.pl/parlamentarny/swiat/stan-wojenny-na-ukrainie-mieszkancy-mowia-ze-zyja-tak-czwarty-rok,35429.html

    ‚Ukraina ogłosiła stan wojenny po niedzielnym ataku rosyjskich służb granicznych, które ostrzelały trzy ukraińskie okręty w pobliżu Cieśniny Kerczeńskiej, łączącej Morze Czarne z Morzem Azowskim.’

    Zagrozenie nastapilo jakby zza granicy a Poroszenko buch! swoich rezunow w leb. Nie dowierza swoim czy co?

    ‚Stan wojenny na Ukrainie, wprowadzony po ataku Rosji na okręty ukraińskiej marynarki wojennej, zaczął obowiązywać w środę. Ale mieszkańcy obwodów nim objętych mówią, że „żyją tak czwarty rok”; według nich nie wpłynął on w żaden sposób na ich codzienność.’

    Na przyszlosc, eda mieli co swietowac. Oraz wstepniaki pisac. Czy u Ukraincow znajdzie sie choc jeden Antonius do tego celu?

  26. Szary Kot
    13 grudnia o godz. 9:47

    „To jest właśnie dostrzeganie szklanki pustawej. Szklanka pełnawa wygląda tak: ktoś tym szefem być musi, Tereska była poddana głosowaniu i je wygrała, EOT. Wygrała wcale nie o włos, a w każdym razie wyżej, niż wynik referendum brexitowego, co to jest „głosem ludu” i „has to be delivered”. Oczywiście głosowanie dealu w parlamencie to inna sprawa.”

    Ja napisalem, pod 9:47, o ‚honorze’. Brytyjskim do tego.

    Chodzi o to ze jesli przywodca partii w kulturze albionskiej utraci zaufanie ponad jednej trzeciej czlonkow swojej partii, jej/jego dni sa policzone. Obowiazuje honorowe poddanie sie pod glosowanie nad wyborem nowego przywodcy. Tereska tego nie uczynila. Ona udaje, ze zwyciestwo 200:117 to bardzo zdrowa przewaga I moze dalej rzadzic jakby nic sie nie stalo. A stalo sie duzo: jej wlasna partia mocno sie podzielila.

    Tez EOT. Za przypomnienie tematu spod poprzedniego wpisu przepraszam

  27. … wyprzedaż za symboliczne złotówki dochodowych instytucji zamiast kiepskich …

    Co prawda nie jestem zbyt oblatany w handlu instytucjami ale logika i czas spędzony na tym padole podpowiadają mi, że te kiepskie się zapewne gorzej sprzedają i to nawet za symboliczną złotówkę. Być może właśnie dlatego, po upadku Muru w Berlinie, bogata RFN rozdawała odziedziczone po NRD instytucje za symboliczną Markę dorzucając (niekiedy pod stołem, niekiedy całkiem jawnie) ciężkie miliardy z tzw. „opłaty solidarnościowej” (Solidaritatszuschlag).

    A co do generała, to nic go nie usprawiedliwia. Ani wtedy, ani dziś. Co prawda stan wojenny przeżywałem wyłącznie oczyma rodziny w Polsce ale z jego skutkami miałem wątpliwą przyjemność zapoznać się w roku 1985. Krótko bo krótko, ale nawet te niespełna pół roku wystarczyło do podjęcia życiowej i nieodwracalnej decyzji. I nie chodzi mi absolutnie o wszechobecną nędzę, o ten królujący na półkach ocet i produkty czekoladopodobne ale o stan umysłów Rodaków. To ta powszechna beznadzieja i mniej lub bardziej skrywaną nienawiść na ulicach. Tego generałowi wybaczyć nie tylko nie chcę ale i nie potrafię. Tym bardziej, że to co general zasiał 13 grudnia, zbieramy niestety do dzisiaj.

    Ukłony z Wiednia

  28. @basia.n
    13 grudnia o godz. 12:20

    Przepraszam, że nie pomyślałem od razu o tobie, ale jestem taki zalatany i rozkojarzony, że pamiętałem tylko nicki widziane „na świeżo”.
    Cieszę się, że ci się ta opowiastka spodobała. Ja ją bardzo lubię. Słyszałem pierwszy raz dawno temu, a teraz znalazłem na YT. Innym ulubionym utworem jest ten:
    https://www.youtube.com/watch?v=DQi0lsUs8J4
    Autor nazywa go opowiastką po berneńsku, ale co najmniej 95 proc. słów wymyślił sam, nie występują w żadnym dialekcie 🙂 Może też spodoba się Stachowi osłuchanemu z tą mową?
    Treści nie podejmuję się przetłumaczyć, choć sensu można się z grubsza domyślić.
    Nagranie jest amatorskie, trochę niespokojną ręką, ale widać artystę i jego mimikę. Franz H. notabene gra na wiolonczeli. Nie w tym „numerze”, ale często, i śpiewa do tego. Teksty miewa bardzo krytyczne. Pisze też fajne rzeczy dla dzieci.

  29. A kim był ten kurator,który miał księdza w rodzie? To już tyle lat,choć ten dzień pamiętam dokładnie.

  30. zak1953
    g.12:30
    Świetna ballada a la dziadowska. Rozumiem, że napisał ją tzw. Gall Anonim

  31. Chris Niedenthal, autor legendarnego zdjęcia kina Moskwa (już nieistniejącego) z wielka reklamą/ bilbordem filmu „Czas Apokalipsy” na pierwszym planie oraz z opancerzonym scottem w tle – nie odpuszcza.
    Od 20 lat ma obywatelstwo polskie i jako Polak drugiego sortu z wyboru martwi się o przybrana ojczyznę pod rządami PIS.
    http://viva.pl/kultura/sztuka/slynny-fotograf-chris-niedenthal-znow-dokumentuje-sytuacje-polityczna-114181-r1/

  32. Lubicz56
    13 grudnia o godz. 13:00

    Dobra, jestem w porównaniu do większości załogi forum g8wniarzem, generała na nisko ustawionym telewizorze oglądałem nie musząc się schylać. Ale powiem tak: zarzucanie WJ (całej?) odpowiedzialności za stan umysłów w 1985, a także za sytuację dzisiejszą, to grube nieporozumienie. Również nędza, którą widziałeś w ’85, nie zaczęła się dopiero nagle w grudniu ’81.

  33. Oto rzeczone zdjęcie, ku przypomnieniu i dla celów dydaktycznych wobec młodej generacji.
    https://m.fotoblogia.pl/86c2dd4d82fe55886a84337da9025bbe,750,470,0,0.jpg

  34. Beam me up, Scotty 😎

  35. Pozwole przypomniec tutaj przewrót majowy – zbrojny zamach stanu w Polsce dokonany w dniach 12–15 maja 1926, w Warszawie przez marsz. Józefa Piłsudskiego, w czasie którego zabitych zostało 379 osób, a około 1000 osób zostało rannych.
    Obecnie Pilsudski jest bohaterem narodowym….

  36. @Lubicz56
    13 grudnia o godz. 13:00

    „To ta powszechna beznadzieja i mniej lub bardziej skrywaną nienawiść na ulicach” pojawiła się w stanie wojennym?
    I skrupiła na Generale? A dlaczego nie na tych, którzy parli do konfrontacji, ślepi na światowe uwarunkowania polityczne w tamtych czasach? Przecież dopiero w 1989 dojrzała sytuacja umożliwiająca realne zmiany w naszej części kontynentu.
    Zdrajca Kukliński poinformował Amerykanów o generalskich planach, a oni ani nie ostrzegli Solidarności, ani Wałęsy, ba, odetchnęli z ulgą na wieść o stanie wojennym.
    Żadnych pretensji w tym kierunku?

  37. Lubicz56
    13 grudnia o godz. 13:00

    „A co do generała, to nic go nie usprawiedliwia.”

    „to co general zasiał 13 grudnia, zbieramy niestety do dzisiaj”.

    Nie wiem, co WY zbieracie i kto WY jako MY jesteście, ja niczego nie zbieram. Wcześniej – lata 57 – 61 – zdarzało mi się, jak jeździłem po Polsce autostopem, zebrać z chłopskiego pola jedną brukiew lub z pegeerowskiego – ze dwie kolby kukurydzy. Poza tym wiem, że, owszem, jest jakieś zbieranie, ale nie z tak malutkiego w historii kraju epizodu jak króciuteńki stan wojenny.

    Od czasu wygrania wyborów mocą niespełna 19% głosujących przez PiS, a nawet ciut wcześniej, miewałem sporo ostatecznych rozstań z polską damą z Niemiec, która mówiła jak Ty, tylko znacznie gorzej. Jak Ty – ponieważ niczego nie widzi historycznie, wszystko – statycznie: „Jakiegoś mnie, Panie Boże stworzył, takiego mnie masz”. A więc morderca Tusk, świnia z Chetynia, bandyta Kiszczakjaruzelski, zdrajca Wałęsa, zbawca Kaczyński itd. A bandyci nie mogą tworzyć dobra – wyłącznie zło. Tak ją urabia PiSkowata propaganda, a innej nie zna i znać nie chce, bo wie że każda inna kłamie. Tylko nie Kaczyński czy Morawiecki albo Broszka.

    Podobnie Ty nie widzisz niczego innego niż to, czego się nauczyłeś i to, co lubisz widzieć, czyli: wszechobecna nędza, królujący na półkach ocet i produkty czekoladopodobne. Ale gdzie by Ci tam chodziło o ocet! Chodzi o stan umysłów Rodaków – o powszechną beznadzieję i mniej lub bardziej skrywaną nienawiść na ulicach.

    Owszem, był ocet lub nic (produktów czekoladopodobnych obok octu nie pamiętam, bo byłby to luksus, natomiast wiem, że we współczesnej potępiającej stan wojenny mowie te produkty się zagnieździły jako symbol ówczesności). Ale nie ośmieliłbym się mówić na to „nędza”, skoro wszyscy mieli żywnościowe kartki. Nędza, owszem, była w dziedzinie alkoholu i papierosów. Ale i tu Polacy wykazali się fantastyczną inicjatywą, przywożąc na przykład z wytwórni papierosów kilometry „sportów” – paliłem na przykład dwudziestocentymetrowe, które sam ciąłem z metra, to wiem. Natomiast beznadzieja i nienawiść na ulicach to raczej Twoja twórczość, świadcząca o tym, że nie znasz mentalności Polaków, którzy z dnia na dzień zaczęli na przykład tworzyć hodowlane zespoły (trzeba było dniami i nocami pilnować) i hodować w ogródkach kury i świnie. Nie wiesz, że odbywało się ZWYCZAJNE – inne niż na Zachodzie – ale nie żadne beznadziejne i pełne nienawiści życie. Polska była względnie czysta, działały służby, działał transport, choć komunikacja między miastami była w początkach utrudniona, było porządnie, BEZPIECZNIE, zwyczajnie się pracowało, uczyło, żyło. Największym utrudnieniem było dla nas to, że kiedy była gówniana pogoda, rzucaliśmy robotę i szliśmy do pobliskiej knajpy, trzeba było do każdej setki brać oddzielny obiad. Rzadko kelnerka dała się namówić na dwie setki do jednego obiadu, przez co wracaliśmy z roboty prawie trzeźwi. A Ty mówisz: „nienawiść”. Dupa nie nienawiść, niedosyt – to tak.

    No a co do tego, że NIC generała NIE USPRAWIEDLIWIA, to może dowiedz się, że o wiele bardziej Cię nie usprawiedliwia używanie bezosobowej formy „nic nie usprawiedliwia”. Najsłuszniejsze i najbezpieczniejsze jest mówienie i reprezentowanie wyłącznie siebie. Gdybyś powiedział: „Nie widzę dla generała żadnego usprawiedliwienia”, przynajmniej mówiłbyś uczciwie i poczciwie w imieniu własnym, a nie jak demiurg na drabince.

  38. Wbocek,
    Potwierdzam i się zgadzam nawet ze sobą, jak Tomaszewski!

  39. Antonius
    13 grudnia o godz. 18:07

    A ja tylko, Antoniusie, mogę powtórzyć za Tobą, że ze mną było identycznie: najpierw się człowiek wściekł, potem – niekończące się kpiny z WRONy, a każdy następny dzień to oswajanie się i coraz bardziej zwyczajność. A i wojsko się wycofywało w stronę koszar. Ze mnie dosyć zawzięty niepolityk, więc potem mało mnie ta niby wojna obchodziła. Zniesienie stanu wojennego to nawet nie była u mnie ulga ani radość, bo już od dawna stan był, ale jakby go nie było. A później, oczywiście, coraz bardziej szczegółowe rozumienie uwarunkowań i postawy „Solidarności”, która swoją napastliwością i prymitywizmem – jak słaby (władza) ustępuje, to z nim nie gadać, tylko lać – wywołała stan wojenny. Nie żaden stan wojenny był problemem, lecz chuligańska część „Solidarności”, która sama siebie za tamten czas na pewno nie rozliczy.

    Czytałem list Breżniewa do polskich towarzyszy. Chyba tylko raz był opublikowany i zniknął na wieki. Może ci odważni, co tak parli do konfrontacji, a po 89. bez końca jadą na stan wojenny go nie czytali. Lub wolą nie pamiętać. Ja też już nie pamiętam – pamiętam tylko złość i grozę.

  40. Doczytałem do:

    a nawet przepędzenie bolszewików było podobno zasługą latającej nad polem bitwy Matki Boskiej (świadectwo abp Hosera!). Przy takiej pomocy nawet palcem nie trzeba było machać ani szabelką, a radzieccy padali jak muchy.

    Związek Radziecki powstał pod koniec 1922 roku. A zatem technicznie pod Warszawą w roku 1920-tym jeszcze „radzieckich” być nie mogło.

    To taka moja upierdliwość, wracam do lektury.

  41. Nie było jednak rozlewu krwi jak na Węgrzech
    Węgry to złe porównanie. Wegry to atak z zwewnątrz, to napad Armii Radzieckiej, nie węgierskiej.

    Lepsze porównanie to zamach majowy. Który o ile dobrze pamiętam, kosztował 4 razy tyle ofiar co stan wojenny. Zgodznie z liczbą zabitych Piłsudski jest 4 razy gorszy od Jaruzelskiego. Odebrać mu tytuł marszałka. Zdegradować!

  42. Lepszym porównaniem byłoby także napisanie, że „nie było rozlewu krwi tak jak” w Rumunii. Kiedyś pracowałem z inżynierem pochodzącym z Timiszoary i opowiadał mi on co się tam działo, z perspektywy zwykłego mieszkańca miasta.

  43. Pełna zgoda ze stwierdzeniem, że Polacy to dziwny naród. Najlepszym tego dowodem jest poparcie dla PiS.
    W dniu dyskusji Miodowicz – Wałęsa, miałem okazję rozmawiać z uczestnikiem negocjacji Solidarności w Stoczni Gdańskiej. Rozmówca był uczestnik rozmów strony rządowej, wojewoda Gdańska. Wyraziłem swoje zaniepokojenie o wynik dyskusji. Usłyszałem odpowiedź: Wałęsa zniszczy Miodowicza. I miał rację.
    Stwierdził także, iż w czasie negocjacji Wałęsa podejmował wielokrotnie decyzje, które umożliwiały dalsze negocjacje.
    Mam opory słuchać wynurzeń byłego prezydenta, ale to dzięki niemu wojska sowieckie opuściły Polskę, a jego odejście od protokołu rozmów z prezydentem Clintonem ułatwiło nam wejście do NATO.

  44. Szary Kot

    Dziękuję, Szary Kocie, oraz Wam, Myszy, za pamięć. No i żeby Ci kawa czy herbata kołkiem w gardle stanęła, jak Ty mnie nazywasz „hardym”.

    Powiem Ci mniej więcej jak Orteg, kiedy mówił, że nikogo nie zaczepia, to właśnie jego zaczepiają bez powodu, a on zawsze ma przy sobie gałązkę oliwną. Ale jak powiedział o tych szesnastu, czy ilu operacjach, pomyślałem o nim po chrześcijańsku. I gdyby myśl mogła uzdrawiać, to od mojej już jest zdrów. No więc, Kocie, hardość trochę nie po mojemu mi się kojarzy. Impulsywność – to bliżej. A hardego gościa, owszem, spotkałem, widziałem, nawet niosłem.

    Przez dwa sezony grzewcze szuflowaliśmy z kumplem koks w szpitalu MSW przy placu Trzebnickim we Wrocławiu. I dobrze żyliśmy z pielęgniarkami. Tak dobrze, że czasem w nocy nas zapraszały na spirt z kawą (nie odwrotnie!!!). Co było w zamian – nie pamiętam. No i raz jedna przyszła z prośbą, czy byśmy nie przenieśli jednego, bo nie ma kto. Poszliśmy. Za parawanem leżał były człowiek. Znosiliśmy go po schodach z drugiego piętra. Ja szedłem pierwszy, więc gość się zsunął na noszach, oparł się o moje plecy i wygodnie sobie jechał, a ja trochę myślałem o życiu. Jak wracaliśmy z kostnicy, pielęgniarka Ania opowiadała, jaki z niego był wściekły zawodnik – do wszystkich i o wszystko miał pretensje. Na koniec nakrzyczał i napluł na cały nasz gatunek, reprezentowany właśnie przez panią Anię, i odszedł. To był dopiero, Kocie, hardy gość.

  45. @ Antonius
    Wstępniak ciekawy, ale w mojej pamięci ten okres zarejestrował się nieco inaczej. W miesiącach przed 13 grudnia 1981 zła sytuacja gospodarcza stawała się krytycznie zła. System gospodarki centralnie sterowanej dramatycznie obnażył swą niewydolność. Powszechny deficyt wszystkiego. Praktycznie za wszystkim (poza chlebem i octem) upodlające kolejki. Strajki, dezorganizacja. I władza, która swej władzy była gotowa bronić za każdą (czuję, że dziś władza czuje podobnie) cenę. Wtedy nie było jeszcze „historycznego okienka” zewnętrznego oraz wystarczająco utrwalonej beznadziei rynkowo-wolnościowej, aby mógł nastąpić pomyślny zwrot w kierunku rynku i wolności. Jaruzelski nie był bohaterem. Ale romantycznym głupcem też nie był. Na pomnik nie zasługuje. Postać jednak dość tragiczna.

  46. @antonius – ciekawe! Rzeczywiście Polacy jakoś nie szczycą się zwycięstwami, natomiast lubią bez końca przeżywać narodowe cierpiętnictwo. Przy okazji warto wypunktować, że przy takiej czy innej koniunkturze często rwą się do waaadzy dokładnie ci sami Piotrowicze, najpierw w PZPR, potem we władzach Solidarności, a potem… a awangardzie dojnej zmiany?

  47. Nie umiem ocenić strat gospodarczych spowodowanych stanem wojennym,
    Stan wojenny to tylko półtora roku. Niekompetencja gospodarcza ekipy Jaruzelskiego skutkowała straconą dekadą.

    I czymś dużo, dużo ważniejszym – zabiciem, zatłuczeniem sierpniowego entuzjazmu.
    Zomowską pałką, esbeckimi prowokacjami i oszczerstwami oraz straszeniem regularnym wojskiem.

    Dla mnie to najważniejsze polityczno-państwowo-socjologiczne doświadczenie. Z bliska zobaczyłem, że da się zgnoić cały kraj i że nikt żadnego powstania nie zrobi i na wronę z gołymi pięściami się nie rzuci. Że lwia większość, łącznie ze mną, zajmie się krzątaniem wokół własnych spraw a nie żadną walką o wolność.

  48. 100 osób. Nie pamiętam czasu trwania stanu w. (i nie chce mi się pytać Gugla), ale ludzi, którzy z głupoty zginęli w tym czasie na drogach to tysiące. Najbardziej podkreślony fakt to kilka górników kopalni Wujek. Przez machlojki władz spółek węglowych

    Bo nie o same liczby ofiar tu chodzi ale o intencje zabójców.

    9/11 to ok. 3tys zabitych, czyli tyle, ile wtedy miesięcznie ginęło na amerykańskich drogach. Miesiąc w miesiąc, przez dekady. Dwanaście najnelewenów rocznie i nikt bombowców na fabryki GM ani Forda nie wysyłał.

    Bo terroryści celowo chcieli zabić a kierowca tylko przypadkowoto zrobił. Nie chciał.

    Machlojki szefów spółek węglowych maja na celu „tylko” wzbogacenie się, a nie zabicie górnika. A ze jedno odbywa się – koniec końców – skutkiem drugiego to już insza inszość.

  49. Przy okazji tych narodowych sporów: „Newsweek” ostatnio zaczął seryjnie publikować artykuły o historii Polski.

    Ostatnio widziałam „Sekret wyspy węży” Marii Grzywacz – rzecz o polskich obozach koncentracyjnych we Francji i Szkocji (np. Cerizay i wyspa Bute). Otóż po klęsce wrześniowej gen. Władysław Sikorski został premierem polskiego rządu na obczyźnie i zamiast „zagospodarować” żołnierzy, którzy zbiegli na Zachód pozamykał ich w obozach koncentracyjnych właśnie. Chciał po prostu spacyfikować Piłsudczyków, którzy stali mu kością w gardle, a to z powodu osunięcia Sikorskiego przez Piłsudskiego od czynnej służby w II Rzeczpospolitej. Inaczej mówiąc – w chwili, gdy Polska znikała z mapy, doszły do głosu osobiste animozje.

    Był też artykuł o wyborach do parlamentu w 1935 roku – masowe matactwa wyborcze były wtedy na porządku dziennym, bo przecież „nasi” musieli wygrać.

    Wniosek: Polacy zawsze byli skłóceni i nienawidzili się nawzajem. Kto wymyślił te bzdety o jakiejś rzekomej narodowej jedności?

    Jest jeszcze jeden artykuł Marii Grzywacz – „Piekło kobiet w II RP”. „Lekarz i historyk medycyny Tadeusz Brzeziński wyciągnął (…) wniosek, że w okresie międzywojennym na 100 porodów odbywało się 58-59 poronień. Jak wynikało z szacunków badaczy, nawet 50 proc. Aborcji w II RP kończyło się śmiercią kobiety.” O tym, że wszystkie aborcje były nielegalne – o tym nawet nie warto przypominać… Gdy w 1932 roku złagodzono ustawą przepisy dotyczące aborcji (uwzględniając sytuacje, gdy matka nie mogła wychować dziecka z powodu trudnej sytuacji życiowej) ten zapis zniknął w tajemniczy sposób, gdy w sprawę wmieszali się „nasi okupanci” spod znaku kaka.

  50. Summa summarum, zrozumiałem i usprawiedliwiłem generała i podobało mi się jego oświadczenie, że postąpiłby analogicznie i przeprosił naród za swoje i cudze winy.

    Ciekawe, że polski lepszy sort nie obwinia gen. Jaruzelskiego jeszcze za 10 tysięcy zabitych chińskich studentów i solidaryzujacych się z nimi żołnierzy.

    Za wikipedią w artykule o „Protestach na placu Tian’anmen w 1989”

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Protesty_na_placu_Tian%E2%80%99anmen_w_1989

    Nowy sekretarz generalny KPCh Zhao Ziyang gotów był do rozmów, lecz w KPCh wygrała popierana przez najbardziej ortodoksyjnych polityków opcja siłowego rozwiązania sprawy. Na wniosek premiera Li Penga rozwiązanie takie poparł także faktyczny przywódca ówczesnych Chin Deng Xiaoping, który 25 maja potępił protesty jako antysocjalistyczne i powołując się na przykład Polski stwierdził że ustępstwa wiodą do dalszych ustępstw.

  51. Nie w temacie czyli z cyklu uprasza się nie zwracać uwagi

    Źle, źle się żyje z rzeczonym sensorem, jak człowiek ma silny przymus faux pas „nie zauważać”, „nie rozumieć” i na dodatek tego nie okazywać. Już wyartykułowanie tegoż powyżej jest nietaktem ale trudno, skoro dusi nie do wytrzymania.

    Uprasza się nie zwracać uwagi

    /zajentyk/

  52. „Kultura” w podwojnym numarze (1/412 – 2/413) z 1981 zamiescila artykul Krzysztofa Pomiana, polskiego filozofa, historyka i eseisty, zatytulowany krotko: 13 grudnia 1981.
    Chcialbym przytoczyc fragment, ktory Pomian mowi o programie „zsowietyzowanych” generalow
    ” Czy general Jaruzelski tego wlasnie pragnal? Pytanie bez znaczenia. Albo jest on czlowiekiem niezdolnym do przewidzenia skutkow wlasnych czynow, albo musial sie liczyc z tym, ze pucz wojskowy, gdy raz sie zacznie, ma wlasne prawa i przeinacza dobre checi organizatorow, ktore brukuje pieklo. Ze ekstremisci w partii, w wojsku, w bezpieczenstwie i w milicji zrobia wszystko, by wykorzystac uzyskana wreszcie pelnie wladzy. By bezlitosnie rozprawic sie w przeciwnikami. By stworzyc sytuacje, ktora by sie mogla zdawac nieodwracalna. By przyrabac Polske do prokurustowego loza systemu sowieckiego w jego odmianie najobrzydliwszej i najkrwawszej. I tym glownie
    rozniacej sie od stalinowskiego pierwowzoru, ze oslaniajacej swe zbrodnie retoryka „narodowa”. Opiewaniem poslusznego robotnika, ucielesnienia cnot patriarchalnych,
    i matki wieloródki. Zwalczaniem zgnilkow inteligenckich i innych kosmopolitow i syjonistow.Narod dostanie w podarunku rogatywke. Ale przedtem amputuje mu sie
    mozg” (s.15). – tekst datowany 22 grudnia 1981.

    Slawomir Mrozek opublikowal „List do cudzoziemcow” (zamieszczony z pewnymi skrotami w New York Herald Tribune)
    „Uzycie wojska nie jest zwalczaniem kryzysu, ale wprost przeciwnie: jest proba kontyuowania przyczyn kryzysu, czyli proba obrony i zachowania monopolu komunistycznej wladzy w Polsce.Ten monopol, ta wladza – nigdy nie byla w Polsce prawomocna, to znaczy – nigdy nie wybrana wolna wola spoleczenstwa i narodu polskiego.”
    ——
    Poeta Leszek Szaruga tak komentowal:

    RACJA

    mowia: zwyciezyla
    polska racja stanu
    wojennego
    ——

    Jacek Kaczmarski, Swiadectwo
    https://www.youtube.com/watch?v=cThFP8tJvOc

  53. Porozumienie z Wałęsą było niemożliwe z powodu jego potwornej pychy, o głupocie nawet nie wspomnę.

    Lepsza byłaby Solidarność Walcząca z Morawieckim(imi)?

    Ja nie mówię po niemiecku ale mój ś.p. wujek który mówił płynnie, kiedyś skomentował krytykanctwo wykształcenia i kindersztuby Wałęsy tymi słowami:

    Acht und achtzig Professoren – Vaterland, du bist verloren!

    Poszukałem teraz w googlu, aby nie popełnić błędu i podobno w całości brzmi to tak:

    Dreimal 100 Advokaten – Vaterland, du bist verraten; acht und achtzig Professoren – Vaterland, du bist verloren!

    http://nrdblog.cmosnet.eu/2014/05/acht-und-achtzig-professoren/#axzz5ZajrLSul

    Dokładnie odpowiada to mojemu zrozumieniu istotności roli Wałęsy. Świetnie wykształceni i o nienagannych manierach polscy naukowcy i inetelektualiści przepierdzieli w stołek cały PRL cudownie dostosowując sie do socjalistycznej foremki.

    Jeszcze mnie zachęcano do pracy w tzw. Instytucie perspektywą „zdyscyplinowanego, szybkiego doktoratu”. Cztery lata (niewolniczej pracy na konto promotora – mój dopisek) i albo pan się broni albo won z Instytutu, tutaj nie ma wiecznych studentów, a potem rekomendacja naszego dyrektora i wyjeżdża pan na wykłady na zachód, kilka lat i odkłada pan na dom w Polsce.
    Jeden warunek – musi pan wrócić, bo jak pan zostanie to zasra pan następnym możliwość wyjazdu i może być pan pewien, że nasz szef użyje swoich kontaktów aby pana spalić w kilku dobrych miejscach pracy na zachodzie.

    Zmykałem ja szybko, przy pierwszej możliwości z tej panowskiej atmosferki promocji i dyrektorskiej rekomendacji.
    Wałęsa pokazał, jak była skuteczność polskich Professoren und Dozenten.

  54. @otu 13 grudnia o godz. 15:47
    Pozwole przypomniec tutaj przewrót majowy
    Otóż to.

  55. @mag 13 grudnia o godz. 14:54
    z opancerzonym scottem w tle

    @mag bójtysiemboganazarenskiego, LWP miało jeździć angielskojęzycznymi sCoTTami? 😉

    SKOT (Střední Kolový Obrněný Transportér) to produkt braterskiej, polsko-czechosłowackej współpracy!

    https://pl.wikipedia.org/wiki/SKOT

    Myślałem że takie rzeczy to nawet najbardziej kobiece kobiety wiedzą i w środku nocy wybudzone recytuja bez pudła…

  56. Welcome back, zza kaluzy. Jak te 10 lat szybko minely

  57. @zza kaluzy

    Tak, rzeczywiscie, mial racje panski Wujek
    Acht und achtzig Professoren – Vaterland, du bist verloren!

    ———————-

    Ps: Prezydenta Walese darze sympatia do dzisiaj

  58. wbocek
    13 grudnia o godz. 19:11

    ‚Powiem Ci mniej więcej jak Orteg, kiedy mówił, że nikogo nie zaczepia, to właśnie jego zaczepiają bez powodu, a on zawsze ma przy sobie gałązkę oliwną. Ale jak powiedział o tych szesnastu, czy ilu operacjach, pomyślałem o nim po chrześcijańsku. I gdyby myśl mogła uzdrawiać, to od mojej już jest zdrów.’

    Dwoch operacjach, trzecia w zawieszeniu.

    Moja mysl o twoich, wbocku, ostatnich przejsciach rodzinnych, raczej nie z chrzescijanstwa wyplywa. Ona sie rodzi, niczym nieistniejacy Bog posrod truchlejacej mocy, ze zwyczajnego odczucia ludzkosci do drugiego czlowieka.

    Zycze wytrwalosci tobie a cierpiacym czlonkom rodziny ulgi w cierpieniach

  59. @Orteq 13 grudnia o godz. 20:29
    dupa

  60. 😉

  61. @Antonius

    Przeczytałem na razie tylko dwa akapity za nazwami ulic, ale żeby nie zapomnieć:

    Chyba tylko w Polsce oprócz ul. Ofiar Katynia jest też (są?) ul. Bohaterów Katynia

    Niektórzy nawet się zastanawiają, kim są ci bohaterowie.

  62. zza kaluzy, 20:07

    ‚ Świetnie wykształceni i o nienagannych manierach polscy naukowcy i inetelektualiści przepierdzieli w stołek cały PRL cudownie dostosowując sie do socjalistycznej foremki.’

    Jak to dobrze miec ogromnie pozytywne wspomnienia. Szczegolnie o pierdzeniu

  63. Nefer

    Neferko, najszerzej rozumiana cywilizacja jako przedmiot fotoutrwalania dla mnie nie istnieje – nie szukam w naturze człowieka ani jego myśli. Oczywiście, to tylko ogólne nastawienie, a nie nieprzekraczalny dogmat. Tyle że o tej porze trudno w naturze o widoki-uroki i nawet o widoczność. Zwłaszcza dla byle zmartwiona. Zamiast kolorów, bywa teraz światłość. Na przykład zachodząca. 500+ razy mówiłem, że nie jestem i nie chcę być fachowcem od fotek. Fotka jest dla mnie tylko przypomnieniem chwili, dziania się, życia. Patrzę na fotkę i widzę mojego zmarłego wspólnika rybaka, świetnego matrosa i kumpla na morzu, który został nadprofesorem leczenia od ręki i się wykończył. Jego właśnie spotykam na fotce, bo w miejscu, skąd widać w oddali rząd oświetlonych zachodzącym słonkiem drzew, myśli o nim mnie dopadły. Aż postałem z pięć minut i żeśmy powspominali.

    „Trwaj chwilo” niekoniecznie dlatego, żeś piękna. Cóż jest – lub raczej było – pięknego w spotykających cię na wjeździe do wioski zapachach gnoju i dymu z palącego się drewna? No właśnie. Ale zdarza mi zawrócić i jeszcze raz do takiej wioski wjechać.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6634551767662153537/6634551773885751538?authkey=CNmZy5e5-46wGw

  64. Szanowny „zza bajora”!
    Bardzo się ciesze, ze jednak ktoś przeczytał mój tekst. Nie oczekuję tego, ze każdy na tym blogu będzie się zgadzał ze mną. Oczekiwałem nawet ataków.
    Pierwsze primo: Dlaczego nie piszę „zza kałuży”? Po zdradzie Ślązaków przez „ciula” o nazwisku Kałuża, nie używam tego wyrazu. Mówię o bagnie, a na ocean nie wypada, stąd łagodniejsze określenie. Dziś jestem już zmęczony, ale jutro skomentuję Twoje komentarze.

  65. Orteq
    13 grudnia o godz. 20:39

    Dziękuję, Ortegu, i posyłam do Ciebie to samo kurierską pocztą.
    Dlatego kurierską, bo ta poczta, z której korzystam to, jak na Polskę, niesamowita prędkość i niezawodność – Poczta Polska przy niej to stara purchawa w pampersach.

    Przykład.

    Wysłałem bratu do Widzina koło Słupska, czyli 70 parę kilometrów od Koszalina – jak był jeszcze w formie i umiał obsługiwać komórkę – paczkę do zakładu opiekuńczego. Zwykle potwierdzał otrzymanie paczki, a tu nic. Na drugi dzień poszedłem na tę kurierską pocztę. Pani błyskawicznie sprawdziła w komputrze.
    – Ojej – mówi – najmocniej przepraszam – pańska paczka jest w Przemyślu. Ale niech pan się nie martwi, jutro będzie w Widzinie.
    I tak było.

    Czy który wierny klient Poczty Polskiej to zrozumie? Paczka wysłana dziś z jednego pokoju do drugiego pojechała z Koszalina do Warszawy – taki wariacki wymóg państwa wobec prywatnej firmy – z Warszawy trafiła przez pomyłkę do Przemyśla, a z Przemyśla już jest pojutrze u adresata w drugim pokoju. Czyli wyjątkowy, z wielką pomyłką, rajd przez całą Polskę i z powrotem trwał tyle, ile trwa rutynowy bieg przesyłki w Poczcie Polskiej. Dlatego, Ortegu, prywatną, kurierską pocztą Ci wysyłam zdrowie.

  66. wbocek
    13 grudnia o godz. 19:11

    Rzeczywiście wodę na herbatę to mam hardą, co jako fan tego napoju stwierdzam z żalem. Moje Danio margaritatus też wolałyby pływać w miękkiej, ale cóż, przywykły. W tej akurat sprawie tutejsze Blogowisko nic nie może zrobić, ale myślę, tak tylko sobie czasem rozważam, że może się tak zdarzyć, że być może Blogowisko będzie mogło coś zrobić poza (jakże miłym!) wietrzeniem ozorów. W razie gdyby potrzeby zbiegły się z chęciami.
    Pozdrawiam,
    Sz.K.

  67. Miło być w tak światłym towarzystwie. Bo to i fizyk plazmy, i były pracownik PANu. W takim towarzystwie chciałbym zadać pytanie. W 1981 tzw. sojusznicy technicznie byli gotowi do interwencji. Niektórzy podobno bardzo chcieli, ale tzw. główny sojusznik bardzo się ociągał. Myśmy w tym czasie bawili się granatem, na przykład wysyłając „posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej”. (Mowię „my” kolektywnie, choć mojego podpisu tam nie ma. Ale pochwalałem to posunięcie.) Po latach przyszło mi do głowy, ze jeśli ktoś się bawi granatem, to powinien wiedzieć, gdzie jest zawleczka. Głupotą jest zakładanie, ze granat w ogóle nie ma zawleczki, choć na oko wygląda jak prawdziwy. Czy Panie i Panowie moglibyście skomentować, gdzie w owym czasie była zawleczka tego granatu? Jak blisko byliśmy tego, żeby ją wyciągnąć? Jakie działania „strony społecznej” i/albo „strony rządowej” byłyby zapalnikiem wkroczu? Czy w ogóle była taka granica, której nie należało przekraczać? A jeśli była, to gdzie była owa granica?

    Pytam najzupełniej poważnie. Ciekaw jestem, czy od tego czasu żeśmy coś przemyśleli, zrozumieli, albo zanalizowali. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, czy wówczas postępowaliśmy głupio i ryzykownie, prowokując katastrofę? A może wręcz przeciwnie: żadnego ryzyka katastrofy w ogóle nie było?

    Szczerze przyznam, ze najbardziej liczę na mądre i przemyślane odpowiedzi fizyków, bo sam jestem fizykiem i mam szacunek dla moich kolegów w zawodzie.

  68. Antonius napisał
    cyt:
    “Osiągnięcia na stanowisku kuratora przemilczę, to w jego interesie.
    Wykazywał np. bardzo wysokie morale (może dzięki księdzu w rodzinie?).”
    Ale z ciebie żartowniś – kiądz i wysokie morale to przecież oksymoron.

    Zgadzam się natomiast w ocenie potwornej pychy i głupoty Wałęsy.
    Intelektualne zero, homofob i antysemita Wałęsa to taki sam pasożyt jak kler z jego osobistym spowiednikiem i przyjacielem rodziny pedofilem Jankowskim na czele i inni politycy.

    ps:
    Ciekawa jestem ile razy Jankowski brał dzieci Wałęsów na kolana i przytulał ich serduszka do swojego.

  69. Antoniusie, moje uznanie za wstępniaka!

    W sprawie Generała Jaruzelskiego jestem nierewizjonista. Zdania nie musiałem zmieniać, rewidować, czy przeflancowywać. Natomiast lekko mi się wzmocniło, choć i pierwej było jasne i klarowne: Generał to jedna z kilku ściśle największych w najlepszości Polaków w historii. Nie jestem pewien, czy Piłsudski się z nim równa.
    Piłsudski ma, owszem, wielką zasługę, choć nie wyłączną, w pojawieniu się Polski na mapach po 123 latach niebytu marnym jednak był wojskowym, żadnym marszałkiem, a ledwo Piłsudski stał się Piłsudskim, już wyskoczył z tramwaju i został dyktatorem. Bezpośrednio obciąża go zamach majowy, czyli rozwalenie pierwocin Polski i utopienie jej we krwi. Oficjalnie dlatego, że ta kilkuletnia Polska była do dupy. Jak coś jest do dupy, to się robi krwawą łaźnię.
    Polska sanacyjna Piłsudskiego i postpiłsudskiego urządzała regularne krwawe łaźnie: a to robotnikom, a to chłopom, a to mniejszościom narodwym, a to mniejszościom religijnym. Naszym dzisiejszym politycznym milusińskim – a milusińskim dlatego, że usiłujemy Rosji wsadzić patyk w oko, z wykorzystaniem tychże milusińskich Ukraińców – Polska urządziła trzy wielkie pogromy, oraz rożne mniejsze. Palono wsie i miasteczka w których mieszkali Ukraińcy, bito ich i zabijano, podpalano cerkwie. Spalono w ten sposób około 200 cerkwi, a przy tym ludność często ptzymuszano do przejścia albo do unitów, albo wprost do katolików.
    Ci Ukraińcy to byli mieszkańcy Polski. Obywatele Rzeczpospolitej – według dzisiejszej terminologii, a wedle ówczesnych zwyczajów – podludzie, bo zamieszkiwacze terenów które Polska skolonizowała.
    O przedwojennym antysemityzmie wiemy nierównie więcej, więc nie będę rzeczy bliżej omawiał, poza zasygnalizowaniem.

    Przejdę do Generała.
    Mam jednoznaczne uznanie dla niego za to, że wychodząc z domu ziemiańskiego (choć skromnego) umiał dostrzec nędzę, katastrofę i krańcową niesprawiedliwość stosunków w Polsce, oraz generalnych stosunków nierówności i niesprawiedliwości, stając się człowiekem lewicy, co ówcześnie nazywano, powiedzmy, komunizmem.

    Mam dla niego wielkie uznanie za skrajnie ciężkie doświadczenia w trakcie wojny, na tak zwanej Syberii,, które ledwo przeżył, będąc raptem kilkunastolatkiem i to przeżył, jak należałoby powiedzieć „godnie”. Umiał też świetnie odróżniać głownego i najrealniejszego wroga – Niemców, od znacznie słabszego, nie wroga, a może przeciwnika – Związek Radziecki, co i tak jest chyba zbyt poważnym terminem.

    Generał, zanim został generałem, zaczynał od młodego podoficera i poszedł na realną, najbrutalniejszą z wojen nie tylko XX wieku, czyli na Front Wschodni. Front Zachodni, to przy Wschodnim były niemal wczasy. Poszedł w najstraszniejszą z wojen, by walczyć. Spóźnił się, co było zwykłym przypadkiem, do armii Andersa. Armia ta, miast walczyć, wyniosła się na długo na Bliski Wschód, zaś jej żołnierze, zwłaszcza oficerowie – wedle brytyjskuch raportów inspekcyjnych – byli gnuśni, wsteczni w wiedzy o wojnie i leniwi w nauce. Ominęli najgorszą wojnę, by wziąć udział w drobiazgu: bitwie pod Monte Cassino. Owszem, ofiary poniosła krwawe, ale też drobne wobec liczny calkowitej i po części krawość ta była skutkiem nienależytego przygotowania się do wojny.
    Wojciech Jaruzelski zaś przeszedł najkrwawszą drogę, będąc do tego oficerem zwiadu. Zwiad zaś to taki rodzaj wojska, w ktorym trup ściele się nadzwyczaj gęsto, a odwagę, rozwagę i rozum wojenny trzeba mieć największe. Wojna nie oszczędziła mu ani śmierci najbliższych przyjaciół w walce, ani ran.
    Generał doskonale rozumiał, co to takiego wojna, poznał jej najpotworniejszą odmianę. I przeżył. Tu należna uwaga: za haniebną gównianość mam, gdy kto gada, że „był na wojnie z Jaruzelskim”.

    Będąc generałem w LWP znany był z nietypowego, bo bardzo troskliwego stosunku do żołnierzy. Przypominał w tym Konstantego Rokossowskiego, który nie posyłał swoich żołnierzy na darmową śmierć, przed czym nie wahał się z kolei Żukow. Mam oczywiste powody przypuszczać, że właśnie na rodaku – marszałku Rokossowskim Jaruzelski się wzorował. Ale też było to coś więcej: nie naśladowanie, a własny stosunek do ludzi i miara wartości.

    Przejdę do czasu, gdy objął w Polsce stery rządów.
    Polskim idiotom nic to nie mówi, bo też idoci odwracają się od wiedzy i widzenia rzeczy takimi jakimi są, podobnie jak ci oficerowie armii Andersa na pustyni: Generał odpowiadał za państwo. Za Polskę – za państwo. Za ludzi, za Polaków. Taka była konfiguracja spraw. Szaleństwo nieodpowiedzialności „Solidarności” było rozwalaniem Polski od środka: im bardziej rozwalona gospodarka, tym lepiej, a tym więcej władza, czyli Jaruzelski mają dać! Dać z niczego, bo w 1981 już mało kto chciał cokolwiek robić i w czymkolwiek się przyczyniać do gospodarczego istnienia państwa oraz do istnienia politycznego. Za wszystko odpowiedzialność ponosił Generał Jaruzelski. Wszystkie jęzory pluły na niego, a nie na jakichkolwiek innych przedstawicieli władzy państwowej włacznie z gen. Kiszczakiem, który, owszem, był znany, ale daleko za Generałem.

    W sprawie tego, czy „wejdą czy nie wejdą”, sytuacja była absolutnie jasna: wejdą. Rzecz była wyłącznie w tym, w którym momencie to zrobią. O konsekwencjach wejścia nie będę mówił detalicznie, skwituję więc krótko: krwawa wojna domowa, Budapeszt razy – no, ile – dziesięć?
    Ci, co gadają, że „nie weszliby”, a Generał sam wybrał wojnę „z narodem”, to nie tylko idioci nic o polityce, świecie i regułach wiedzący, ale i ohydni kłamcy.
    Stan wojenny, zaprojektowany i wykonany przez Generała jako najwyższego dowódcę i sternika państwa, był majstersztykiem. Każda śmierć jest nieskończenie bolesna i tragiczna, jednak ta skromna, śladowa wręcz ilość ofiar przy tak gigantycznej skali i ryzykach operacji to tyle co nic.
    O mistrzostwie świata Generała w zaplanowaniu i przeprowadzeniu takiej operacji, uczyli później – i z pewnością uczą i dziś – w najlepszych akademiach wojskowych świata, oraz w najlepszych szkołach biznesu. Była to bowiem – także! – gigantyczna operacja strategiczna, a strategia to najważniejsza kompetencja każdego menedżera wysokiego stopnia, prezesa korporacji, przewodniczącego rządzącej partii (nie mówię o Polsce pn. III RP, co jest absolutnym zaprzeczeniem strategicznych umiejętności, też dlatego, że stan wojenny wraz z Generałem, miast być obiektem starannej nauki, jest obiektem nienawiści) i każdego prezydenta państwa, które jest poważne (przykład niejakiego Dudy jest tak samo krańcowo odwrotnym przykladem).

    Przygotowując i realizując stan wojenny, Generał miał doskonałą świadomość wielkości ryzyk, ktore były skrajne. I wiedział doskonale, jaki los go czeka, z własnej ręki, gdyby ta operacja okazała się katastrofą dla Polski. Nie ma żadnego polityka i dowódcy wojskowego w Polsce, który znalazłby się w takiej sytuacji. Nawet skądinąd dobrzy generałowie, którzy zresztą zostali wywaleni z wojska przez Macierewicza i są dalej wywalani przez płaszczaka, pardon – Błaszczaka, nie dorastają Generałowi do pięt i do niczego. Po częsci dlatego nie dorastają, że mogą się cieszyć luzactwem zupelnie innych, piaskownicowych czasów niż czas Generała.
    Czynić jakiekolwiek porównania powagi, poziomu odpowiedzialność, honoru, kompetencji czy doświadczenia, mądrości i roztropności – pomiędzy Generałem a politykami i partyjniakami rządzącymi Polską dziś, ale i w skali uniwersalnej – to czynność chora z istoty.

    Jasne jest, że wraz z koncem epoki Edwarda Gierka, Polska, coraz szybciej, popadała w niedoczas i coraz bardziej odstawała od Zachodu, który goniła z dosyć niezłym skutkiem, choć mocno nierównym za Gierka i nie dość dobrze ufundowanym na kompetencjach Polaków o zbyt dobrotliwym i niedoorganizowanym systemie, oraz jeszcze odczuwającej skutki wojny, których nie odczuwał Zachód pędzący do przodu pełną parą.
    Czas „Solidarności”, trafnie nazywany, choć często bez rozumienia istotnego sensu powiedzenia – „festiwalem Solidarności”, właściwie wszystko wyjaśnia: im więcej igrzysk i rozróby, tym gorzej dla Generała w ciemnych okularach. Nie – tym gorzej dla Polski i Polaków.

    To, czego w Polsce nikt, nigdy, od tysiąca pięćdziesięciu lat nie zrobił i nie zrobi – a zrobił Generał – to było przeproszenie, przepraszanie, nieustanny proces przepraszania Polski i każdego Polaka za to co zrobił i nie zrobił, a jeszcze bardziej za to, co niedorośli, niepoważni Polacy, niepojmujący ani czasów, ani państwa ani siebie – robili i czego nie robili. Generał, przepraszając za siebie, przepraszał jeszcze bardziej Polaków za ich chałowatość. Co jest miarą rożnicy między Generałem a standardowym Polakiem.

    Nieprzystawalność Generała i jazgoczącego, nienawistnego oraz bohatersko będącego „na wojnie z Jaruzelskim” Polaka polega na tym, że Generał działał w rzeczywistości. Polak walczący z Jaruzelskim działał we śnie, w fantazmacie, co tworzy niemające niemal punktów stycznych światy. I fantazmatyczny Polak robi to dalej.
    „Państwo teoretyczne” – którego najmroczniej wybitną realizacją są pisoidy z nikim na czele, ktory się nazywa Kaczyński, jest tego – kolejną! – manifestacją. Panstwo to nie zależy od siebie samego, ale od konfiguracji czynników i sił przede wszystkim zewnętrznych. Nie jest też zdolne do działania w rzeczywistości, w której działają nie tylko ościenne państwa, ale i duża część Europy, oraz różne pozaeuropejskie kraje. Za to płaci się cenę. W każdej dziedzinie.

  70. Narciarzu, chocby nawet 2-gi. Jak milo znowu od ciebie uslyszec. A juz na temat SW to sam mniod.

    Zamiast odpowiedzi na twoje pytanie – bo na takowa mozna sie porwac dopiero po zastanowieniu sie a to wymaga wysilku – ja zapytam upierdliwie: czys ty czasem nie spedzil Stanu W. w koszarach? I tam informowano was, rekrutow przymusowych, o poslaniu S do narodow Europy wschodniej? Jesli tak to musialo byc w ramach padgatowki propagandowej. Az dziw ze prawde wam wciskano w tych ramach. Tak mi cos sie obija po skroniach, bez ladu i skladu.

    Serdecznosci, Narciarzu

  71. Zanim przejdę do czytania Tanaki, to chciałabym wedle tego octu…
    Jak każdy mit ma się świetnie i co roku świetniej, najświetniej u tych co go widzieli z daleka i ze słyszenia.
    Za to nie widzieli i nie słyszeli o nałożonych na Polskę sankcjach gospodarczych, o idiotycznych strajkach dla jaj bo jak inaczej nazwać strajk połowy przedsiębiorstw w regionie z powodu zwolnienia z pracy notorycznego moczymordy i o powszechnym złodziejstwie niejako usankcjonowanym oporem przed „komuną”.

  72. Tanaka

    ‚Generał to jedna z kilku ściśle największych w najlepszości Polaków w historii. Nie jestem pewien, czy Piłsudski się z nim równa.’

    Jak narazie, rowna sie bardziej: Pilsudski wszedzie, na rogach ulic, placach i na samym Wawelu, Jaruzelski tylko na cmentarzu powazkowskim, choc wojskowym.

    Migawka z pogrzebu Jaruzelskiego

    ‚Przy akompaniamencie krzyków i gwizdów pochowano w Warszawie generała Wojciecha Jaruzelskiego. Na cmentarzu wojskowym na Powązkach zebrało się około dwóch tysięcy ludzi, w większości sprzeciwiających się pochowaniu byłego prezydenta w tym miejscu. Mieli ze sobą transparenty „Cześć i chwała ofiarom generała” i „Zdrajca won pod Kreml”. Gdy kondukt ruszył sprzed domu pogrzebowego, rozległy się gwizdy, syreny, okrzyki i odtworzone z magnetofonu radzieckie pieśni wojenne. Na cmentarzu byli też zwolennicy Jaruzelskiego z transparentami „Generale żegnamy. Chwała i honor. Bezrobotni” i „Komuno wróć”. Przemowienie wyglosil Aleksander Kwasniewski’

    I pogrzeb Pilsudskiego

    https://historia.org.pl/2011/05/16/hitler-na-pogrzebie-pilsudskiego-delegacje-zagraniczne-na-uroczystosciach-17-i-18-maja-1935-r/

  73. Brawo, E-J

    O sankjach na Polske nalozonych po wybuchu SW jakos cichawo. Moze dlatego, ze byly to sankcje na pol gwizdka?

  74. Ortequ: kłaniam się uprzejmie. Masz racje, bylem „wcielony”. Ale nie mieszkałem w koszarach, bo od jesieni 1981 bylem młodym asystentem na wydziale fizyki, matematyki, i czegoś tam jeszcze w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Łączności w Zegrzu. Zajmowałem się Pracownia Fizyczna dla przyszłych oficerów, czyli studentów tejże szkoły. Równie pochyle, wahadła, prosta elektrotechnika, itp. Była to pierwsza i ostatnia moja praca, w której każdego dnia nosiłem garnitur i krawat, co prawda koloru zgniło-zielonego. O godzinie mniej więcej czwartej po południo ubierałem się po cywilnemu, wsiadałem w pociąg elektryczny w kierunku Dworca Wileńskiego, po czym nocowałem w domu. Soboty i niedziele wolne, chyba, ze akurat miałem służbę na biurze przepustek. W sumie była to praca lekka, przyjemna, i mało obciążająca. Indoktrynacji sobie nie przypominam. Zawodowi oficerowie i podoficerowie traktowali nas jak innych pracowników, czyli jak to w pracy. Zapamiętałem ich jako normalnych ludzi na normalnym poziomie. Byli także wykładowcy cywilni. Na przykład cywil wykładał matematykę.

  75. Długi dzień był.

    wbocek
    13 grudnia o godz. 20:49

    Hej, pombocku, rozumiem. I podobają mi się, nastrojowe, i kolory piękne. Dziękuję. Może nawet pomoże żeby mi rysowanie wróciło, kto wie.

    ***

    Ja z tych co to nie mieli Teleranka. Kiedyś oczywiście nienawidziłam Jaruzela. A jak zmądrzałam (miejmy nadzieję) to teraz mam jedynie głębokie współczucie. Chętnie zaprzyjaźniłabym się z jego córką, mam do niej poważanie.

    Pamiętam że nie rozumiałam co to stan wojenny. Że wojna, taka jak w telewizji pokazywali? Że do szkoły nie wolno i co teraz będzie? A wieczór wcześniej głuchy telefon, myśleliśmy że awaria…

  76. @Orteq
    To nie świadczy o człowieku ale o głupocie wielu Polaków.
    U mojej babci na komódce stało popiersie Piłsudskiego, nawet przez jakiś czas myślałam, że to mój dziadek. Babcia bardzo go szanowała za walkę z bolszewikami, bo po przeżyciu rewolucji miała o bolszewikach bardzo niedobre zdanie.

  77. Tanaka
    13 grudnia o godz. 21:23

    Dziękuję, Tanako, za tę, dla mnie może wieńczącą wszystkie tamte sprawy, bo już za dużo, opowieść o człowieku wielkim, wielokaratowym. Z drugiej strony widzę, że może to ostatni, co tak poloneza wodził, więc mam pokusę, by z nim właśnie skonfrontować polską małość – tę, co wiesza na nim psy, używając nie własnych żywych myśli, analiz, faktów, lecz zasłyszanych epitetów, bluzgów, hasłowych inwektyw, domysłów, imputowań. Ta przykrość, że sam jestem za mały i nie potrafię. Tobie podsuwam myśl o wielkim wodzu małych ludzi. I fakt, że aż się prosi zestawienie z Piłsudskim. Bardzo po mojej myśli je rozstrzygasz.

  78. W mieszkaniu pod 1-ką mieszka stary Nowak. Alkoholik, dawno temu po pijaku zatłukł własną żonę, odsiedział 20 lat i wyszedł na wolność. Teraz też pije, ale jakby mniej. Pewnie forsy mu nie starcza na takie chlanie jak dawniej.

    Pod 2-ką mieszka córka Nowaka z mężem, Jaruzelskim.

    Zwykle żyja zgodnie, ale co jakiś czas dojdzie tam do głośniejszej kłótni.
    Wtedy Nowak wychodzi z mieszkania, idzie pod sąsiednie drzwi i wali w nie pięściami wrzeszcząc:
    -Cicho tam do jasnej k**wy nędzy, albo się zaraz uspokoicie albo ja was uspokoję!

    Jaruzelski jest dwa razy młodszy od Nowaka, ale jakiś taki delikatny, powiedzieć można że wymoczkowaty i boi się teścia – pijaka.

    Któregoś razu jak Jaruzelska nieco w kłótni głos podniosła to ją Jaruzelski pięścią w twarz zdzielił, zęba wybił, drugiego ukruszył, dołożył z lewej i baba teraz ma tam fioletowe oko.

    – Milcz głupia pindo, biję cię dla twojego własnego dobra, ku**o jedna, milcz bo jak ciebie twój tatuś usłyszy to zrobi z nami obojgiem to samo co kiedyś z twoja matką!

  79. Tanako, udał ci się panegiryk o Jaruzelskim. Przypisałeś mu mnóstwo intencji i czynów, które trudno rozpoznać i przyrównałeś go wywyższająco do Piłsudskiego, co tym bardziej uczyniło z Piłsudskiego kreaturę głupią, też politycznie i po co się ona przydarzyła Polsce.
    Pzdr, TJ

  80. @zza kałuży
    13 grudnia o godz. 22:39
    Paskudne to co napisałeś.

  81. Ja się nie pytałem o Jaruzelskiego, tylko o ocenę naszych własnych rozterek: Czy to jest granat, czy pomarańcza? Czy w środku jest trotyl, czy tylko szambo? Czy ten guzik to jest zawleczka, czy może raczej symbol falliczny? Czy wyrwać tę zawleczkę już, czy dopiero za chwilę? Nacisnąć, czy pociągnąć?

    Jeśli mi się coś tutaj kojarzy, to nie Piłsudski, tylko lot do Smoleńska i frazy „możecie próbować”, „zmieścicie się śmiało”. W tym kierunku szły moje pytania. Czy my wtedy próbowaliśmy się zmieścić, nurkując we mgle przy pełnej prędkości? A może była dobra pogoda i wszystko było świetnie widać i nie było żadnego ryzyka?

    Ale szanowni dyskutanci wola o personalach: wielki, niewielki, taki sobie. Moim zdaniem to jest mniej ważny temat, choć jak gdyby łatwiejszy do przedyskutowania.

  82. @Ewa-Joanna 13 grudnia o godz. 23:02
    Paskudne to co napisałeś.

    Eee tam, zaraz paskudne… najważniejsze, że się Jaruzelska zamkła i przez kilka następnych lat głosu nie podnosiła.

    Zresztą wszystko jest względne. Przypatrz się lepiej jak to uspokajanie żony dla jej własnego dobra wyglądało u latynosów. Np. w argentyńskich albo w chilijskich rodzinach.
    Może to te hiszpańskie geny? Bo w hiszpańskiej rodzinie to się tak uspokajali, że teraz pod każdym kamieniem ktoś z rodziny tam leży.

    Ja myślę, ze w porównaniu z tymi hiszpańsko-chilijsko-argentyńskimi rodzinnymi kłótniami to z Jaruzelskiego był prawdziwy dżentelmen.
    Patrz wpis @Tanaki, z którym się w pełni zgadzam.

    Nie musiało u Jaruzelskich być tak źle, bo w końcu zaraz po tej kłótni trójki dzieciaków się dorobili. Dzisiaj niby się ludzie tak nie kłócą ale dzieciaków jak nie było tak nie ma.

  83. @narciarz2
    Ale poniekąd odpowiedź dostałeś – dla jednych była to pomarańcza dla innych granat.
    Dla mnie granat.

  84. @narciarz2
    Odpowiedź jest dziecinnie prosta. Ani wtedy ani teraz nie było i nie ma żadnych „my” czy „nas”.
    Tak jak pisze @Ewa-Joanna 13 grudnia o godz. 23:17 dla jednych to a dla innych co innego. Solidarność i Solidarność Walcząca. Wałęsa i Morawiecki. Gwiazda i Frasyniuk. Po stronie rządowej też był beton i np. Rakowski. Byli księża jak Popiełuszko i jak chowający broń zabraną sierżantowi Karosowi ks. Zych. Ale także apelujący o umiarkowanie prymas Glemp i okragłostołowi księża.

    Dzisiaj masz oszołoma Morawieckiego syna oszołoma Morawieckiego, masz Macierewicza z religia smoleńską (jakie są lessons learned z tej katastrofy? żadne, bo to nie była katastrofa tylko zamach! – patrz rządowy lot z Londynu), masz debilny kult nie-żołnierzy wyklętych (na co liczących? na III wojnę!!! tra la la la hop sa sa!), masz plucie na Niemców i zrównywanie ich z hitlerowcami (bo w Niemczech i tak nikt nas nie słyszy i to na biznes żadnego wpływu nie ma! hop sa sa! tra la la!) masz ciagłe plucie na Rosję i ciągłe obwinianie o zamach (Ameryka nas obroni! tra la la hop sa sa!) masz całkowita podległość Kościołowi i np. marnowanie czasu szkolnych dzieci na katechezę (1 z 13 lat nauki odpada na katechezę! tra la la! hop sa sa! Nauczyciele biologii, chemii i fizyki muszą składać sobie etat z pracy w 3-4 liceach i widzieć 400 uczniów. To świetnie wpływa na jakość nauczania! Hop sa sa! tra la la!)

    Ja tak mogę długo.

    My som dobrzy a wy jezdeście złe.

    Jak my zdobyńdziemy waaadze to waszych wypier**limy i wsadzimy swoich. Hop sa sa! Tra la la!

  85. zza kałuży
    13 grudnia o godz. 22:39

    Tylko ten teść przypadkiem był niedźwiedziem. W paru okolicznych mieszkaniach wcześniej narozrabiał, mężów za mordę wziął, a żony i córki przy okazji przeleciał. Zapowiadał, że u Jaruzelskich zrobi to samo.

  86. @Szary Kot 13 grudnia o godz. 23:59
    Tylko ten teść przypadkiem był niedźwiedziem.

    Racja.
    Tym łatwiej bita w gębę Jaruzelska zrozumiała argumenty męża.

    Poza tym tak jak pisałem, u Fernandezów i Gonzalezów jeszcze gorsze burdy były.

  87. Temat stanu wojennego – jest podobny kwestii Powstania Warszawskiego. Racjonalnie patrząc Powstanie Warszawskie było totalną klęską, kretynizmem militarnym świadczącym o kretyństwie dowódców AK etc. Inni podnoszą argumenty z dziedziny metafizyki czy parapsychologii nieomal…Dyskusja jak ateisty z katolikiem o ,,obecności Jezusa w Eucharystii” dla katolika jest oczywistą oczywistością a dla ateisty absurdem najwyższego lotu: stawanie się pszennego podpłomyka ciałem i krwią osobnika/żydowskiego sekciarza/ społecznego wichrzyciela zabitego 2000lat temu.
    Byłem dzieckiem wtedy, brak teleranka nie spowodował u mnie traumy wymagającej pomocy psychologów, pamiętam stres rodziców i ulgędziadka, że jednak wojny nie będzie…Po czasie gdy słyszałem porównania Jaruzelskiego do…kiedyś Pinocheta (dziś to okrutna zniewga dla chilijskiego rycerza) a dziś? Stalin? I to z ust osobników młodszych ode mnie…Nawet ten co ,,spał do południa” jakoś ucichł…

  88. Tanako mam temat na wstępniaka. Jak technicznie to wykonać by go wysłać…

  89. @Antonius

    Niemal nikt mnie nie wkurwil ostatnio jak Ty, tym wstepniakiem.

    Nie mam zadnego sentymentu do Lecha Walesy, co mi nie przeszkadza w rozumieniu i uznaniu roli jaka odegral w odejsciu Umeczonej od dyktatury „socjalistycznej”.

    Poruszyles wiele watkow i zagadnien, niemniej skupie sie na jednym… Mianowicie, zadam Tobie konkretne pytanie, ktore jest takie:

    Ile konkretnie i dokladnie hektolitrow wodki wypil Walesa, gdy byl przetrzymywany w odosobnieniu?

    Ile sie pytam hektolitrow wodki, wypil Walesa?

    1?
    2?
    3?
    4?
    5?

    przypomne, ze hektolitr = 100 litrow

    No wiec ile hektolitrow?

    Bo Twoje stwierdzenie, ze wypil „hoktolitry” wodki, sugeruje, ze wypil wiecej niz jeden hektolitr, czyli wiecej niz 100 litrow wodki…

    @Antoniusie

    Z zainteresowaniem zwykle czytam Twoje posty, a z jeszcze wiekszym zaintertesowaniem wstepniaki Twojego autorstwa.

    .

    Tym razem sprawiles mi zawod niewymowny! #########

    Twoj wstepniak jest zwyczajnie do dupy…., bo jest wyrazem jakis Twoich frustracji, czy innych zawiedzionych nadzieji.

    Walesa nie byl i nie jest „swiety”. Jest zwyczajnie jak kazdy z nas ludzi, czowiekiem z wadami i z niedoskonalosciami. Ale choc wadliwy i nie doskonaly, zdolal dokonac wydawaoby sie niemozliwego.

    I wiedzac o jego wadach i niedoskonalosciach, zwyczajnie nalezy docenic i uznac i oddac mu szacunek za to co dokonal i osiagnal dla nas wszystkich.

    Jesli tego nie umiesz, to niech Cie wszyscy diabli wezma i zabiora tam, gdzie jest miejsce dla takich pokretow niewdziecznych i bezrozumnych jak Ty sie pokazales w tym pozalowania godnym wstepniaku!

    Pozdrowka
    ~l.

  90. zza kałuży
    13 grudnia o godz. 20:43

    „@Orteq 13 grudnia o godz. 20:29
    dupa”

    A czyja? Maryni Zawsze Dziewicy? Czy prezydenta Adriana Du.y?

    Innych dup nie pamietam

  91. @lonefather
    14 grudnia o godz. 0:52
    Lonek a nie wpadło ci do głowy, że w państwie rządzonym przez robotników i chłopów TYLKO ROBOTNIK mógł być na czele żeby było jak trzeba? A kto mu stał za plecami to już inna bajka. Jedno chcę podkreślić – żaden pieprzony intelygent nie miał szans nawet gdyby chciał. Podsunięcie Wałęsy było majstersztykiem politycznym.
    Co potem nawyrabiał to inna bajka.
    Na temat hektolitrów się nie wypowiem, ale tu kiedyś ktoś pisał o licentia poetica.

  92. Nie wiedzialam I natychmiast padam na kolana “
    Miło być w tak światłym towarzystwie. Bo to i fizyk plazmy, i były pracownik PANu”
    Ja nawet matury nie zdawalam. Mam tylko jedno pytanie: co wy eksperci robicie dzien I noc na blogu zamiast rozwiazywac problemy tego swiata?”
    Teraz poleca kamienie I patelnie. Powodzenia.

  93. Ewa-Joanna
    14 grudnia o godz. 1:00

    E-Jotko,
    Niejedno mi do glowy przychodzilo i przychodzi, co w niczym nie zmienia prostej konstatacji, ze Walesa z wszystkimi swoimi wadami, by tym ktory przeprowadzil Polske i Polakow bezkrwawo z dyktatury „komunistycznej”, do „demokracji”…

    Mam, centralnie, w zadku, czy on byl robol, czy inteligent. Za to mam centralnie w pamieci i w szacunku to, ze to wlasnie on, Walesa Lech, zdolal tego dokonac.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Nazywam „zdziecinnieniem” ta wlasciwosc Polakow, ktora od zasluzonych dla ojczyzny, wymaga „czystosci” absolutnej. A jak cokolwiek jest wbrew, to sponiewierac i wyuonaczyc…….

    GLUPOTA Polska …, jakby sie kto pytal.

    Pozdrowka
    ~l.

  94. @Orca
    14 grudnia o godz. 1:04
    Nie bój…. to emeryci 🙂

  95. Ewa-Joanna

    🙂

  96. @Antonius, @Ewa-Joanna, J.Pieczul, @Tanaka – przeczytałam całość, zgadzam się z Wasza opinią. Musiałam o tym napisać z uwagi na zalew literatury cierpiętniczo- męczeńskiej w różnych odsłonach z okazji rocznicy.
    Moje osobiste odczucie na widok generała W.Jaruzelskiego w trakcie historycznej już przemowy do narodu, było b.osobiste – ten człowiek cierpi.

  97. Ewa-Joanna
    14 grudnia o godz. 1:00

    A poza wszystkim to „wyonacas” znaczenia, bo podstawiasz propagandowe rzadzenie przez „robotnikow i chlopow”, w miejsce faktycznego rzadzenia przez aparatczykow z PZPR…

    Pozdrowka
    ~l.

  98. Slawczan
    14 grudnia o godz. 0:39

    Pytanie:

    Kleska totalna (zgoda), ale CZEGO ??????

    Pozdrowka
    ~l.

  99. „aparatczykow z PZPR”. Rządzenie krajem, województwem, powiatem, zawsze jest zadaniem i domeną „aparatczyka”, czyli zawodowca. Nie dziwimy się, ze polska drużyna piłkarska ma zawodowego trenera. Godzimy się z tym, ze trener godziwie zarabia, choć drużyna wyniki ma takie sobie. A ile osób liczy ta drużyna? Ilu ma etatowych pracowników, poza piłkarzami? I to jest OK. Ale jeśli kraj ma kadrę zarządzająca, to mówimy „aparatczycy”, co jest epitetem. Fajniej pewnie byłoby, gdyby krajem rządził Himilsbach.

  100. @Slawczan
    14 grudnia o godz. 0:41
    Tanaka na pewno się z tobą skontaktuje. Jak wstanie 🙂

  101. @lonefather
    14 grudnia o godz. 1:44
    Nie wyonacam, jestem do bólu realistką. Nie wszyscy partyjni na szczeblach wysokich byli durniami i zaślepionymi propagandą kretynami. Wielu uważało, że należy zmienić system, usprawnić na ile się da w ISTNIEJĄCEJ rzeczywistości politycznej.

  102. Ciągle brakuje odpowiedzi na pytanie: Co byłoby *dla Rosjan* prowokacją nie do zniesienia? Jak daleko byliśmy „my Polacy” od przekroczenia czerwonej linii, której przekroczenie by spowodowało radziecką interwencję?

    Pytanie jest oparte na założeniu, ze Rosjanie w swoim rozumieniu myśleli i działali racjonalnie. Dalszym założeniem jest, ze taka czerwona linia istniała i ze była jasno zdefiniowana w ich rozumieniu. Czy my wtedy rozumieliśmy ich rozumienie? Czy my wiedzieliśmy, w którym miejscu kończy się reformowanie kraju, a zaczyna się lot w kierunku brzozy? Czy ktoś potrafi teraz, po latach, jasno nakreślić tę czerwoną linię i wytłumaczyć, dlaczego przebiegała tak, a nie inaczej?

    Pytanie jest ważne także dziś. Jeśli nie potrafimy wytłumaczyć, gdzie wtedy była czerwona linia, to czy aby wiemy, gdzie ona przebiega dzisiaj, czego dotyczy, i jakie mogą być konsekwencje jej przekroczenia.

  103. narciarz2
    14 grudnia o godz. 2:08

    Ale pierdzielisz, czyli pleciesz „trzy po trzy”…

    Nie chcemi sie rozkminiac „aparatczyka”, ale z pewnoscia malo kiedy „aparatczyk” byl fachowcem od czegos innego, niz bycie „swoim”, „naszym”, w ostatecznosci „kuzynem Pana Witka….” (nie obrazajac Pana Witka i jego kuzynow)

    Pozdrowka
    ~l.

  104. Lonefather:
    Twoja oczywista oczywistość jest słuszna aż do bólu, czyli jest raczej sloganem niż analizą. Pozdrawiam.

  105. Z daty i godziny Twojego wpisu wnoszę, ze trzynasty grudnia się zakończył. Wśród ofiar nie było Polaków, jeśli nie liczyć Mazowieckiego spalonego pośmiertnie przez Międlara.

  106. narciarz2
    13 grudnia o godz. 21:52

    „kłaniam się uprzejmie. Masz racje, bylem „wcielony”. Ale nie mieszkałem w koszarach”

    Zdaje sie zes nalezal juz do pochorazych rezerwy, bedac asystentem na wydziale fizyki, Narciarzu. Wcielenia zas dokonano, jak sie domyslam, z okazji planowanego Stanu Wojennego.

    Zwal tak czy inaczej, jedno jest pewne, jak sie wydaje: przypadlo ci w udziale historycznym bycie mlodo oficerskim ‚miesem armatnim’ Generala. Na szczescie dla wszystkich, wam kazac nie strzelano. Ani na dziala wstepowac. Wszystko dzieki doskonalej padgatowce, wylacznie POKOJOWEJ, pomino nazwy, przez WRONE przeprowadzonej.

    Bo na pokojowosc przeobrazen ustrojowych postawil papiez Wojtyla. Uzyskujac wspolprace zarowno Gorbaczowa jak i Reagana.

    Bolek Walesa oscylowal na peryferiach tego wszystkiego. Na szczescie, i jego udalo sie odciagnac od targania po szczekach. Jednym slowem, plan zadzialal.

    Ze to ludzie pozapominali ze byl takowy. Caly mieszczacy sie w doktrynie ktora pozniej nazwano ‚Doktryna Franka Sinatry’.

    http://zbadane.pl/nauki-spoleczne/stosunki-miedzynarodowe/doktryna-sinatry

    ‚Termin „Doktryna Sinatry” został ukuty 25 października 1989 przez rzecznika Ministerstwa Spraw Zagranicznych ZSRR, Giennadija Gierasimowa. Był on gościem popularnego amerykańskiego programu telewizyjnego Good Morning America. Tematem rozmowy było przemówienie wygłoszone dwa dni wcześniej przez radzieckiego Ministra Spraw Zagranicznych Edwarda Szewardnadze, który powiedział, że ZSRR respektuje wolność wyboru wszystkich państw, przy czym w szczególności wymienił państwa Układu Warszawskiego.

    Doktryna Sinatry to żartobliwa nazwa, oznaczała liberalizację polityki sowieckiej względem państw Układu Warszawskiego w okresie pierestrojki Michaiła Gorbaczowa.’

  107. Powyzszy post jest pewna odpowiedzia na twoje, Narciarzu, pytanie o przekraczanie czerwonej linii

  108. W 1981 roku wciaz dzialala doktryna Brezniewa. Caka oparta na mieczach. Czekano wiec na nastepce dyktatora CCCP, ktory mial je przekuc na lemiesze. Az doczekano sie Gorbaczowa.

    The rest is history

  109. @Narciarz 2, @E-J

    Cos sobie przypominam, iz lonek sie chwalil iz jest wyrozniony przez nature dotknieciem przez Zespol Aspergera

    https://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/psychiatria/zespol-aspergera-objawy-rozpoznanie-i-metody-terapii-zespolu-aspergera-aa-1mx7-kSbN-aYhf.html

    ‚Zespół Aspergera, inaczej syndrom Aspergera (i – niepoprawnie – choroba Aspergera), to łagodne zaburzenie ze spektrum autyzmu, którego podstawowym objawem są trudności w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji międzyludzkich. Zespół Aspergera jest stosunkowo nową jednostką diagnostyczną’

    Zatem, lonek do niedawna nie wiedzial, ze jest upierdliwcem. Dzieki postepom diagnostycznym, dowiedzial sie ze jest autysta. Czyli, takim zupelnie niegroznym village idiot, po naszemu.

    Miejcie nad nim zmilowanie

  110. Orteq:
    no tak, ale jestem uparty. Powtarzam pytanie. Jest lato, a potem jesień 1981. Czołgi są gotowe. Scenariusze są przećwiczone. Dyplomatyczne oświadczenia zostały wygłoszone. Rosjanie mogą interweniować. Czekają na obiecane akcje Generała. Generał się nie spieszy do drastycznego posunięcia, i trudno mu się dziwić. Próbuje się porozumieć z Solidarnością i Kościołem. (Zaraz tu się pewnie odezwą głosy, ze oszukiwał. Może tak, może nie, ale w każdym razie jeszcze nie wydaje rozkazu.) Solidarność się zbiera do swojego Zjazdu. Pytanie: czy jest coś, czego Solidarność absolutnie nie powinna robić, pod groźbą rosyjskiej interwencji? Jeśli tak, to co? Gdzie jest ta czerwona linia, której „S” nie powinna przekraczać? Jak blisko tej linii (jeśli ona istnieje) znajduje się „S” latem i jesienią 1981?

    Widze, ze moje pytanie albo nie zostało zrozumiane, albo wciąż jest zbyt trudne. Jeśli to drugie, to jak to świadczy o naszej zdolności do analizowania sytuacji geopolitycznej, w jakiej Polska znajduje się już od trzystu lat?

  111. „Zdaje sie zes nalezal juz do pochorazych rezerwy, bedac asystentem na wydziale fizyki, Narciarzu. Wcielenia zas dokonano, jak sie domyslam, z okazji planowanego Stanu Wojennego.”

    Ani trochę. Wezwanie dostałem wiosna 1981, i stawiłem się w jednostce w Kielcach w maju 1981 pomimo wykrycia u siebie licznych dolegliwości, które mi zresztą trochę ułatwiały życie w mundurze. (Na przykład, bylem odpowiedzialny za dystrybucje kanapek, gdy koledzy maszerowali na poligon. Kręgosłup.) Po trzech miesiącach w Kielcach, w Zegrzu odsługiwałem pozostałe mi dziewięć. Wszystko zgodnie z harmonogramem. Ludowe Wojsko Polskie nie wyróżniło mnie niczym specjalnym.

  112. Narciarz 2, @4:00, 4:06

    Twoje pytanie zostalo w pelni zrozumiane, Narciarzu.

    Masz pelna racje jesli chodzi o slabosc znajomosc przez „S” limitow owczesnych, w szczegolnosci tych zwiazanych z miedzynarodowa czerwona linia. A jesli te znajomosc ktos mial to i tak oszolomi owczesni wybierali droge ignorowania geopolitycznych uwarunkowan. Nowa, polsko-papieska woda sodowa, uderzyla do glow mocno.

    Ale! Ten nowy ‚Polski Czynnik w Watykanie’ oszolomem nie byl. I on czul sie odpowiedzialny za utrzymywanie sytuacji pod kontrola.

    To ze doniesienia amerykanskiego szpiega Kuklinskiego o przygotowywaniu stanu wojennego przez Jaruzelskiego zostaly calkowicie zignorowane, nastapilo dopiero po kilkukrotnych naradach pomiedzy Waszyngtonem i Watykanem. Potem lagodnosc sankcji przeciwko stanowojennej PRL byla wynikiem wplywu Wojtyly na cala sprawe.

    Zadziornosc „S” byla w pelni kontrolowana az do umocnienia sie przewrotu 89. Jaruzelski byl prezydentem nowej, post-PRLowskiej Polski przez wiekszosc 1990 roku.

    PS. Stan wojenny zaczeto przygotowywac jeszcze w 1980 roku. Czyli wiosenne wezwanie w 1981 roku dotarlo do ciebie w sam czas. Zeby tylko ta nasza upierdliwosc w tOmacie, Narciarzu, nie zostala zdiagnozowana jako Zespol Aspergera

  113. @narciarz2 14 grudnia o godz. 2:18
    Pytanie jest ważne także dziś. Jeśli nie potrafimy wytłumaczyć, gdzie wtedy była czerwona linia, to czy aby wiemy, gdzie ona przebiega dzisiaj, czego dotyczy, i jakie mogą być konsekwencje jej przekroczenia.

    Nie zgadzam się, takie stawianie sprawy jest ahistoryczne.

    W tej grze udział bierze DWÓCH PARTNERÓW. A całość odbywa się NA OSI CZASU I W PRZESTRZENI. Jest wielowymiarowe.

    Nie wiem, jak ty grasz w szachy, ale gdybyś grał dużo gorzej ode mnie to bym się odważył zastosować przeciwko tobie takie zagrania/pułapki, jakich nigdy nie użyłbym przeciwko komuś o dużo większej sile gry.
    Z silniejszym przeciwnikiem byłoby to samobójstwo, ze słabym przeciwnikiem bardzo duża szansa na danie mu szewskiego mata.

    W dużym uproszczeniu, gra się tak jak przeciwnik pozwala.

    Gospodarka (i tzw. „cała reszta”) ZSRR pod koniec lat 80-tych i na początku lat 90-tych osiagnęła stan domku z kart, stan zapaści, ciężkiego zawału, i ich możliwości zarówno kreowania rzeczywistości jak i reagowania na cudze decyzje były kompletnie inne zarówno od dzisiejszych jak i od tych z lat 60-tych czy 70-tych. Rosja/ZSRR/Rosja jest molochem i z ich perspektywy sprawy Polskie/europejskie to tylko wycinek bólu głowy. Pozycja/potęga Chin, Indii, Iranu, reszty azjatyckiego podbrzusza, sytuacja na Bliskim Wschodzie, itd. zmianiały się w czasie i inaczej ważyła na ich decyzjach. Wojna w Afganistanie miała swoje stadia, tak jak dzisiaj wojna w Syrii, tyle tylko, że była dla nich nieporównywalnie większym ciężarem. Itd., itp.

    Polska to dla Rosji i Rosjan mały pikuś. Ogromną większość z nich to co się dzieje / działo w Polsce nic nie obchodzi. Przywódcom/gensekom czy jak ich tam zwać rozmieszczenie wojsk amerykańskich (NATO) i polityka / cele USA w danym okresie obchodziły milion razy bardziej od tego, co się tam dzieje w Polsce.
    Dzisiaj, kiedy u władzy jest tam jakaś mieszanina wojskowych, kagiebowców, byłych i aktualnych, oraz oligarchów z pewnością bardziej ich obchodzą możliwości bogacenia się aniżeli kiedyś. Co nie znaczy, że na ruchy USA na terenie, który uważają za swoje podwórko nie będą reagować. Czasami nawet z użyciem wojska, jak w Gruzji czy na Krymie.

    Dzisiaj Polska może na swoim terenie miec wojska NATO i wojska USA ale też – jak to widzimy na codzień – są granice. Granice, których nawet Amerykanie przestrzegają. Tzw. „stałe” bazy. „Stałe” rozmieszczenie jednostek wojskowych. Mówia oni o „rotacyjnych” dyslokacjach. Czyli nawet Amerykanie nie chcą drażnić misia.

    No ale każdy, w tym Rosjanie wiedzą, że muszą zgodzic się na natowskie wojska w Polsce bo nie mają zębów aby je stamtąd wyrzucić. Gospodarka Rosji w porównaniu z USA, już nie mówiąc o sumie USA + kraje NATO, to karzełek. Z ledwością konserwują te elementy wojska, które im zostały po ZSRR. Modernizacja idzie im jak po grudzie i dotyczy tylko niektórych rodzajów sił zbrojnych.

    Oczywiście z naddatkiem wystaczyłoby to na taką Polskę, ale już nie mają najmniejszych szans z USA ani z NATO. I oni to wiedzą.

    Kończąc – w 1980 roku zaproszenie do Polski amerykańskich wojsk skończyłoby się pewnie otwartym konfliktem z ZSRR. Ale oczywiście nigdy by się nie wydarzyło, bo Amerykanie wtedy by się nigdy na wejście do Polski nie zdecydowali.

    Dzisiaj amerykańskie wojska sa w Polsce i Rosja na razie przełyka ten fakt bo musi. Putin pewnie liczy, że „kiedyś tam” pewnie wskutek jakiegoś cudu, potęga gospodarcza a co za tym idzie i wojskowa Rosji wróci do poziomu ZSRR z czasów najwiekszej grozy no i wtedy to on pogoni USA z Polszy.

    Lekcje z przeszłości na temat położenia czerwonej linii wtykania rosyjskiemu misiowi patyka w oko są dzisiaj bezużyteczne, bo dzisiejszy miś jest cieniem tego sprzed 37 lat.

    Linia ta leży „gdzieś”, ale to nie polski patyk wścieknie misia. Przynajmniej tak długo jak długo w Polsce nie pojawi się debil podobny do Saakaszwilego i fizycznie nie najedzie Rosji.

  114. Zobaczymy czy i jak Rosja będzie używała broni gazowej po ukończeniu Nord Stream 2, oczywiście wobec Ukrainy. To nam dużo wyjaśni. No i dalsze losy samej Ukrainy, w szerszym sensie.

    Z tym, że nawet po wchłonięciu przez Rosję Ukrainy następnym jej celem w Europie będą, ale nie muszą, państwa Pribałtyki a nie Polska.

  115. „po wchłonięciu przez Rosję Ukrainy następnym jej celem w Europie będą, ale nie muszą, państwa Pribałtyki a nie Polska.”

    Tak się możemy pocieszać. Ale prawdopodobnie to będzie celem, co będzie w danym momencie najsłabsze i najbardziej gotowe do konsumpcji. Tym czymś może być Polska, jeśli jad pająka ja wystarczająco rozłoży i strawi od wewnątrz. Tym jadem jest PiS, Kaczyński, Macierewicz, Rydzyk, Kościół Katolicki, i rozmaici inni rosyjscy agenci. Trawienie Polski od wewnątrz postępuje nad podziw sprawnie, przy podziwu godnej obojętności i ślepocie tzw. suwerena. To się Putinowi udaje znakomicie. USA bronią się o wiele sprawniej. W Polsce jak na razie nie toczy się żadne śledztwo w sprawie agentury na najwyższych szczeblach, która jest widoczna gołym okiem. W ten sposób całkiem niedługo Włodzimierz Wielki może osiągnąć podobny sukces, jak Katarzyna Wielka. Przypomnę, ze Katarzyna nie podbiła Polski zbrojnie, ale ja zaanektowała w zasadzie pokojowo. Włodzimierz Wielki postępuje podobnie, i jak na razie z sukcesem. Polacy sami rozwalili swoje instytucje państwowe, pozbawili się zarządzania w armii, i w ponad pięćdziesięciu procentach proszą o jeszcze więcej PiSu. To jest marzenie Rosjan, którzy w całkiem pokojowy sposób znowu przesuną granice imperium do Odry z wielka pomocą i czynnym współudziałem Polaków.

    Kiedyś się okaże to, co oczywiste, ze Macierewicz i Rydzyk byli oficerami KGB. Znowu trzeba będzie zwalać pomniki.

  116. @narciarz2 14 grudnia o godz. 5:33
    To jest marzenie Rosjan, którzy w całkiem pokojowy sposób znowu przesuną granice imperium do Odry z wielka pomocą i czynnym współudziałem Polaków.

    Nie stanie się tak, jeżeli „Polacy” mnie posłuchają. Ja tu sobie wyrobiłem opinię jako zwolennik granicy na Wiśle. 😉

    Dzisiejsza Polska dzieli się na część lewobrzeżną i na prawobrzeżną. To co po lewej dzieli się na 2-3 landy i błaga Niemców o adopcję. Jako NRD – bis.

    A to co po prawej nazywa się Wolska, jest katolickim państwem narodu polskiego, być może nawet jak chce Grzegorz Braun królestwem, a w każdym razie intronizuje Chrystusa na króla, wypędza wszystkich nieczystych rasowo i rozpoczyna walkę o Kresy.

    Ja jestem z Wrocka, wiec mnie taki scenariusz pasuje. Nie wiem tylko jak uzyskać na pismie zapewnienie od Niemców, że mnie wraz z innymi Polakami nie będą rozstrzeliwać… no i że dadzą mi trochę czasu na naukę niemieckiego.

    Ze swojej strony deklaruję, że już od jutra przestanę używać odwrotność Ohma i zastąpię go siemensem. 😉

  117. Lone 0:52

    Zgadzam sie z Toba w sprawie p.prezydenta Walesy.
    Emeryci wiedza lepiej.
    Pozdrawiam w drodze do pracy

  118. @Tanaka
    13 grudnia o godz. 21:23

    !!!!!!!!!!

  119. Ewa-Joanna
    14 grudnia o godz. 2:13

    Owszem, zgadzam sie ze nie wszyscy byli kretynami. Niemniej sam system byl do tego stopnia skretynialy, ze niezdolny do racjonalnosci, bo gdyby wszedl w opcje racjonalnosci to sam sobie by zalatwil.

    Sam z siebie nie wszedl. Doszedl do sciany w 1989 roku i oddal wladze, co potwierdza, ze troche racjonalnych aparatczykow bylo. Gdyby ich nie bylo, to zamiast oddania wladzy pokojowego, bylaby jatka.

    Pozdrowka
    ~l.

  120. spirytus – 2 but.
    – wódka 289 but.
    – wino 158 but.
    – winiak i koniak 59 but.
    – szampan 239 but.
    – piwo 1115 but

    Skonsumował podobno Wałęsa sam lub w towarzystwie podczas internowania, które trwało 11 miesięcy i dwa dni.

    „Zachowały się listy spożytego alkoholu, gdzie podsumowano wszystkie dostawy z okresu internowania. Z tych raportów wynika np., że w czasie ostatnich czterech miesięcy internowania wypijał dziennie (być może z małą pomocą gości) około dwóch butelek szampana, trzy wódki, dwa wina i jeszcze kilka piw. To oczywiście nieprawda.
    Można podejrzewać, że dużą część tego prawdopodobnie wypili albo wynieśli funkcjonariusze BOR. To nie jest tak, że nie pił alkoholu – czasami pił sam, czasami z gośćmi. Natomiast nie był ciągle pijany i zamroczony”

    Zaświadcza dr Tomasz Kozłowski – badacz dziejów najnowszych, pracownik Biura Badań Historycznych IPN, współautor (z Grzegorzem Majchrzakiem) książki „Kryptonim 333. Internowanie Lecha Wałęsy w raportach funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu”

  121. @8:06

    Rzeczywiscie, post Tanaki pod 21:23 zasluguje na bardzo duzo wykrzyknikow. Czyli, dodatnich plusow. Ja sie tam dopatrzylem tylko jednego plusu ujemnego:

    Tanaka nabazgral‚ ze ‚Generał to jedna z kilku ściśle największych w najlepszości Polaków w historii. Nie jestem pewien, czy Piłsudski się z nim równa.’

    Moim skromnym zdaniem, Pilsudski jak narazie rowna sie BARDZIEJ z Jaruzelskim, w naszej rzeczywistosci dzisiejszej. Wyrazilem to slowamy nastepujacymy:

    – Pilsudski figuruje dzisiaj wszedzie: na rogach ulic, na placach i na samym Wawelu. Jaruzelski natomiast tylko na cmentarzu powazkowskim, choc wojskowym.

    Jakze roznie potraktowano obu tych wojskowych przywodcow Polski, przywracajacych niepodlegly byt swojemu krajowi po dlugim latach podleglosci obcym, w jednym i tym samym wieku XX-m, potraktowano po ich smierci. I to juz w dniu ich pogrzebow!

    https://historia.org.pl/2011/05/16/hitler-na-pogrzebie-pilsudskiego-delegacje-zagraniczne-na-uroczystosciach-17-i-18-maja-1935-r/

    https://polskatimes.pl/pogrzeb-jaruzelskiego-protesty-i-przepychanki-zwolennikow-i-przeciwnikow-generala-zdjecia-video/ar/3455873

    Dzien i noc, mozna rzec. Ot, taka sprawiedliwosc dziejowa mamy dzisiaj. Czy beda protesty i przepychanki na pogrzebie -tfu tfu – prezesa?

    Raczej nie zanosi sie na to. Ziobro upilnuje!

  122. zza kałuży
    13 grudnia o godz. 23:38

    Mój komentarz
    Takie myślenie, które wybiłeś przyśpiewka „tralala”, było obecne w 1980 roku wśród duzej części solidarnościowców. Tam p..a jest, nam się udało, bo ja wiem możecie spróbować, Alleluja i do przodu,

    Kaczyńscy nie mieli wtedy zdania, co dalej robimy, bo skąd mieli go nabyć. Lech miał światopogląd, lecz był on podległy mentalności brata, tak jak to jest w angielskim serialu o pani Bucket, dokładnie tak. Brat był na etapie uczenia się, krystalizowania światopoglądu.

    Jarosław poszukiwał światopoglądu takiego, który byłby najbardziej efektywny i który byłby mocno osadzony w lękach, patriotycznych tradycjach i sile podejrzeń, by było adekwatnie z paranoidalnym składnikiem świadomości zbiorowej. Światopoglądem, którybył oparty na emocjach i wydawał się najłatwiejszy do instrumentalnego wykorzystania, do ustawiania, podpuszczania, mobilizowania ludzi. Światopoglądem , który byłby solidnie zakorzeniony w mentalności dużej części obywateli Umęczonej, której solidnymi składnikami było – jesteśmy otoczeni, hurra i do przodu, oni coś knują, biją naszych, brońmy się, szatan atakuje, itd.

    Taki światopogląd Jarosław złożył sobie w głowie jako ugruntowany, w przyszłości przydatny, gdzieś w okresie przełomu 1990 i próbował go zagospodarowywać politycznie, realnie, gdy wspiął się pociągając za sobą brata do kancelarii prezydenta Wałęsy. Wtedy to pod szyldem przyspieszenia Jarosław chciał przemycić za pomocą, jak mu się wydawało – medium w postaci robotnika Wałęsy – swoją koncepcję wyniszczenia wrogów niepodległości, demokracji, obcych nieprzystających do naszej kultury, mentalności, patriotyzmu, itd.

    Skończyło się na tym, że Wałęsa zaczął coś podejrzewać, zauważył to Wachowski i obaj bracia polecieli na zbitą twarz, nie za koncepcję, nie za ideologię, lecz za próby (liczne) manipulowania państwem (w wykonaniu Jarosława) poprzez Wałęsę.

    Kończę wątek o Jarosławie.
    Zza kałuży. Podzielam w większości twoją ocenę stanu umysłów, konfiguracji sił oraz wielokierunkowości zamiarów i działań w państwie przed stanem wojennym.
    Pzdr, TJ

  123. @zza kałuży
    13 grudnia o godz. 19:27
    Bo nie o same liczby ofiar tu chodzi ale o intencje zabójców.
    9/11 to ok. 3tys zabitych, czyli tyle, ile wtedy miesięcznie ginęło na amerykańskich drogach. Miesiąc w miesiąc, przez dekady. Dwanaście najnelewenów rocznie i nikt bombowców na fabryki GM ani Forda nie wysyłał.
    Bo terroryści celowo chcieli zabić a kierowca tylko przypadkowoto zrobił. Nie chciał.

    No to ja tu o intencjach – otóż w USA zginęło w strzelaninach w zeszłym roku blisko 40 tysięcy ludzi, czyli ok. 3,3 tys miesięcznie Gun Deaths in USA. Biorąc pod uwagę, że żeby kogoś zastrzelić trzeba intencjonalnie broń/spluwę wyciągnąć, wycelować i nacisnąć spust, o wiele bardziej pasowałoby Amerykanom bombardować nie Iraq/Syrię/Libię/Jemen/Afganistan/Somalię, itp. ale siedzibę National Rifle Association i wytwórnie broni palnej. Trudno jednak wymagać od oligarchii, by bombardowała źródła swych zysków i wpływów.

  124. @Tanaka
    13 grudnia o godz. 21:23

    Nie jestem pewien, czy Piłsudski się z nim równa.
    Piłsudski ma, owszem, wielką zasługę, choć nie wyłączną, w pojawieniu się Polski na mapach po 123 latach niebytu marnym jednak był wojskowym, żadnym marszałkiem, a ledwo Piłsudski stał się Piłsudskim, już wyskoczył z tramwaju i został dyktatorem. Bezpośrednio obciąża go zamach majowy, czyli rozwalenie pierwocin Polski i utopienie jej we krwi. Oficjalnie dlatego, że ta kilkuletnia Polska była do dupy. Jak coś jest do dupy, to się robi krwawą łaźnię.
    Polska sanacyjna Piłsudskiego i postpiłsudskiego urządzała regularne krwawe łaźnie: […] Polska urządziła trzy wielkie pogromy, oraz rożne mniejsze. Palono wsie i miasteczka w których mieszkali Ukraińcy, bito ich i zabijano, podpalano cerkwie. Spalono w ten sposób około 200 cerkwi, a przy tym ludność często ptzymuszano do przejścia albo do unitów, albo wprost do katolików.

    Zgadzam się, ale i nie zgadzam. Zgadzam, że Piłsudski Naczelnym Wodzem był marnym, i że był dyktatorem. Polskę jednak na mapę przywrócili w równym stopniu endek Dmowski i chadek Paderewski, których wersalska dyplomacja odegrała wielką rolę.
    Dalej, uważam że Zamach Majowy (przy serdecznym odżałowaniu ofiar) był potrzebny i mógł być korzystny. Ustrój przyjęty w marcu 1921, wzorowany na francuskiej proporcjonalnej parlamentokracji (słabo wydolnej nawet nad Sekwaną), pasował do młodziutkiej, posklejanej z kawałków, wielonarodowej, semi-feudalnej Polski jak przysłowiowa pięść do nosa, albo (parafrazując „Słoneczko”) jak siodło do krowy. Największymi grzechami Piłsudskiego był nie zamach, ale wybory „brzeskie” i realizowanie przez podległą mu „sanację” polityki ND-cji – szykanowania i prześladowania mniejszości narodowych, zamiast dogadania się z nimi, co, biorąc pod uwagę jedyną możliwą sowiecką alternatywę, było moim zdaniem w jakimś stopniu realne. To ironia losu, że Piłsudski, gorący zwolennik odrodzenia „Międzymorza” pod przewodem Polski i tolerancji religinej firmował endecką „polonizację” Kresów i bogo-ojczyźnianą podległość Kk. Dla utrzymania władzy i przypodobania się prymitywnie klero-szowinistycznemu polskiemu suwerenowi sprzedał swoje przekonania, choć był ponoć osobiście nieprzekupny, uczciwy i raczej skromny, w odróżnieniu od dzisiejszych „wodzusiów”.
    Jaruzelski? Za mało o nim wiem i za wcześnie na ocenę. Jeśli postawiono mu moskiewskie ultimatum żądające zaprowadzenia porządku, albo zostanie zaprowadzony z zewnątrz i/lub wiedział że zachowanie Solidarności i zamęt w kraju prowadzą do katastrofy, był swego rodzaju bohaterem wyklętym. Jeśli działał dla utrzymania „wadzy” siły przewodniej, był wiadomo kim. A może, jak to zwykle bywa w realnym świecie, trochę tym, trochę tamtym.

  125. @narciarz2
    14 grudnia o godz. 2:08
    Ale jeśli kraj ma kadrę zarządzająca, to mówimy „aparatczycy”, co jest epitetem. Fajniej pewnie byłoby, gdyby krajem rządził Himilsbach.

    Ależ nie jesteśmy w tym odosobnienie: Berlusconi, Trump, Chavez … ( Tymiński )
    Wyborcy nie interesują się doświadczeniem, czy umiejętnościami politycznymi, tylko wyglądem, „gadką”, tym czy chcielibyśmy pójść z gościem na piwo. To nie są ważne cechy na kadencję tylko na kampanię wyborczą. Ale tak to się porobiło i pogłębia się.

    Miło widzieć, bo zapamiętałem sobie ten nick przed wieloma laty na EP. A nawet spojrzałem, wtedy, na narciarskie zdjęcia 🙂

  126. Herstoryk
    14 grudnia o godz. 11:24

    „Jeśli działał dla utrzymania „wadzy” siły przewodniej, był wiadomo kim”.

    Historia i polityka to nie moja bajka, Herstoryku, ale byłem przy tym, o czym mówisz. Podejrzewanie po gigantycznym wotum nieufności narodu wobec władzy (nie używam wszechobecnej, manierycznej „wadzy” ani tym bardziei „waaadzy”) w roku 1980 o chęć utrzymania władzy dla samej władzy i o kontynuowanie skompromitowanego ustroju akurat Jaruzelskiego uważam za raczej nietrafne. Prędzej sądziłbym, że z premedytacją – podobnie jak Gomułka w pierwszym okresie – wybrał rolę bezpiecznika między nami a ZSRR. To w tamtych uwarunkowaniach milion razy bardziej patriotyczna rola niż wcześniej oczekiwanie bandytów wyklętych, których się teraz święci, na III wojnę światową.

  127. lonefather
    14 grudnia o godz. 0:52

    Szanowny „samotny ojcze”! Moja angielszczyzna jest marna, byłem szkolony w języku żabojadów od 5-tej klasy szkoły podstawowej, po sześciu klasach niemieckich, więc niestety słabo władam angielskim. Mam jednak nadzieję, że nie obrażam Sz. Pana tą niezdarną próbą tłumaczenia nicku (casus – „Panie Marszałku kochany”- i po emeryturze!).
    Pisząc tekst, który Cie tak wkur… to spodziewałem się ataków. Nie uważam jednak, ze moje poglądy są rezultatem „frustracji, czy innych zawiedzionych nadzieji”.
    Po władzach polskiego państwa nie spodziewałem się niczego dobrego dla mnie od momentu zetknięcia się z jej lokalną „odnogą” w roku pańskim 1945 i ustawami z tego okresu. Na szczęście nie musiałem swego zdania zmienić aż do dziś – ba! -zwłaszcza dziś!
    Chciałem je zmienić w chwili, gdy generał stanął na czele państwa, bo nie obserwowałem u niego chęci wzbogacenia się kosztem narodu. Był to okres względnej wolności prasy i różne rzeczy były opisywane szczegółowo, m.in. historia Łańska, jedynego miejsca, gdzie ludzie podkradali się cichcem do miejsc karmienia zwierzyny, a nie zwierzęta do śmietników ludzi. Niegodziwości w działaniu tego miejsca rozrywki VIPów były niesamowite. Sądziłem, że generał to ukróci, a jednym z pierwszych jego zarządzeń było zwiększenie budżetu Łańska. To trochę podkopało moje pozytywne zdanie o nim, ale dużo później doceniłem jego klasę, o czym zresztą pisałem.
    Z Wałęsem było inaczej. Nie interesował mnie w chwili powstania Solidarności, bo byłem zajęty dorabianiem na obczyźnie, a potem moje o nim zdanie znajdowało się na równi pochyłej z tendencją obniżania – do dziś. Mam tyle konkretnych obserwacji i „posiadam wiedzę” o jego wyczynach za granicą m.in. od świadków jego wygłupów, że określenie „Mędrzec Europy” jest znakomitą kpiną.
    Dam jeden przykład:
    Podczas jego pobytu w Niemczech miało miejsce spotkanie z dziennikarzami NRW i mój siostrzeniec poprosił go o autograf (chyba na swojej karykaturze, albo książce – nie pamiętam). Nadmienił przy tym, że ma już z podobnego spotkania książkę Gorbaczowa z autografem. Wtedy W. nie wytrzymał i wrzeszczał w stylu „Gorbaczow to … (coś brzydkiego) – to ja sam obaliłem komunizm w całej Europie”! Co sobie dziennikarze pomyśleli , tego nie wiem.
    Gdy inny „Mędrzec E.” nie chciał się z nim spotkać, to Wałęsa oświadczył, że tamten Mędrzec się go boi, bo on (W) jest za inteligentny. Trudno mi było w to uwierzyć.
    Problem hektolitrów:
    Czytałem w Internecie sprawozdanie służb specjalnych o artykułach żywnościowych i używkach, dostarczanych Wałęsie podczas całego pobytu – chyba w Arłamowie? Liczby były porażające, ale dokładnie nie pamiętam. Może to sprawozdanie jest jeszcze w chmurze? Nie interesowało mnie na tyle, aby je skopiować na dysk. Być może wyraz „hektolitry” to licentia poetica , ale niezbyt przesadzona. Osobiście przyznaję się do hektolitrów wina podczas 3 lat pobytu (łącznie) u szczodrego gospodarza. Zapytaj Lewego, na ile ocenia swoją konsumpcję roczną.
    Teraz komentarze do poszczególnych zdań:

    Tym razem sprawiles mi zawod niewymowny! #########
    Przykro mi!
    Twoj wstepniak jest zwyczajnie do dupy…., bo jest wyrazem jakis Twoich frustracji, czy innych zawiedzionych nadzieji.
    Może być do dupy, ale nie są prawdziwe powody, które podajesz (to już napisałem).
    Walesa nie byl i nie jest „swiety”.
    Z tym masz rację! Święty człowiek nie oszukałby państwa o pół miliona dolarów podatku.
    Jesli tego nie umiesz, to niech Cie wszyscy diabli wezma i zabiora tam, gdzie jest miejsce dla takich pokretow niewdziecznych i bezrozumnych jak Ty sie pokazales w tym pozalowania godnym wstepniaku!
    Niech mnie wezmą, zrobią to i tak kiedyś, ale zdradź mi dokąd mają mnie brać? W piekło nie wierzę.

  128. lonefather
    14 grudnia o godz. 0:52

    @Antonius
    Niemal nikt mnie nie wkurwil ostatnio jak Ty, tym wstepniakiem.

    Lonek, co Cię, kurna, ugryzło, że takim sposobem napadasz na Antoniusa??
    Nie w ten sposób, masz uwagi krytyczne, to je wyraź krytycznie, nie metodą na wkurw z grubej rury .

  129. @narciarz2
    13 grudnia o godz. 21:18

    Co do tego granatu, to wtedy kiedy został ogłoszony stan wojenny, skłaniałem się do poglądu, że W.J. musiał zrobić to co zrobił. Nie sadzę, żeby były dokumenty pozwalające jednoznacznie ten dylemat rozstrzygnąć. „Odezwę do narodów Europy wschodniej” uważałem wtedy za nieodpowiedzialne przegięcie. Inaczej nie można było tego odczytać jak wezwanie krajów Europy wschodniej do buntu. Solidarność wtedy „na fali” była zaczepna i chciała wejść w konflikt, bo głównym celem było obalenie komuny za wszelką cenę. Nie wyobrażałem sobie, żeby można było wyłuskać wtedy Polskę z komunizmu, kiedy wokoło byliśmy otoczeni przez „sojuszników” z Układu Warszawskiego (z dużym kontyngentem wojsk radzieckich w NRD). NRD i Czechosłowacja pewnie chętnie by nam „pomogły” ( Czechy pewnie by się zrewanżowały za ’68 )
    Wracając do metafory: grant był odbezpieczony, a W.J. zabezpieczył go przed wybuchem. Pamiętam audycję w radiu BBC po wprowadzeniu SW gdzie Alistair Cook zastanawiał się czy Jaruzelski to patriota czy marionetka ( stooge )

  130. @zetus1
    14 grudnia o godz. 12:38
    Solidarność wtedy „na fali” była zaczepna i chciała wejść w konflikt, bo głównym celem było obalenie komuny za wszelką cenę.
    Będąc prawie w środku poważę się na stwierdzenie, że nie chodziło o obalenie komuny ale o rozróbę. Komuna miała być, tylko lepsza dla nas, a rozróba pokazać naszą siłę. Co mnie nieco zniechęciło, bo chociaż tez nie chciałam obalenia komuny, to rozróba połączona z rozlewem krwi mnie nie rajcowała.

  131. wbocek
    13 grudnia o godz. 17:33

    No cóż, gdy w 1985 wróciłem po blisko 7 latach z Węgier do Polski (nie z własnej woli, żeby nie było wątpliwości), to dla mnie, to co zobaczyłem, to była NĘDZA. Ale nie o nią chodzi, bo ze wszystkim, nawet z nędzą można się zaaranżować. Dla mnie najgorszy był widok warszawskiej ulicy, jakże inny od tego, który zachowałem w pamięci. Szare, wypełnione złamanymi, szepczącymi i patrzącymi spode łba ludźmi. Po jakże barwnym i wesołym Budapeszcie to był dla mnie szok. Tak jakbym został żywcem przeniesiony w jakiś zupełnie inny, “Przenicowany Świat“.

    Oczywiście ocena faktów historycznych a w szczególności konkretnych postaci jest z natury rzeczy subiektywna i nigdy do końca, ani prawdziwa, ani ostateczna. Umówmy się więc zatem, że dla MNIE Jaruzelski, był i jest, postacią antypatyczną i tragiczną zarazem. Tragiczną, bo jeśli nawet nie osądziła go urzędowa sprawiedliwość, to zrobiła to za nią (lub jest w trakcie) historia, zbiorowa świadomość Polaków a być może nawet własne sumienie. Najboleśniejsza z bolesnych kar. A dlaczego antypatyczną, to już wyjaśniłem ale jeszcze raz podkreślę. Ukradł mi coś bardzo dla mnie cennego a ja takich ludzi nie lubię.

    Kłaniam się

  132. @Antonius
    14 grudnia o godz. 12:31

    To sprawozdanie zamieściłem dziś rano tutaj:
    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/12/13/swietujmy-rocznice/#comment-554314

    Na nocne ataki znającego się na hektolitrach nie ma sensu zwracać uwagi. Późna pora i promile plus porywczy charakter niczego dobrego nie produkują 🙁

  133. Antonius
    14 grudnia o godz. 12:31

    Anoniusie, Twoje wiedza, skromność i równowaga są tak odległe od tego, co pokazał lonek, że, moim zdaniem, chyba warto tę odległość zachować.

    Identycznie jak Ty traktowałem Wałęsę po strajkach. Bo czas strajków, układania się z władzą przed podpisaniem porozumień to były chwile dla całej Polski dramatyczne, a Wałęsa ucieleśniał nadzieję. Nie miały znaczenia jego prostactwo ani bufonada, znaczenie miały jego zdecydowanie, niezłomność, robotnicza twardość. Był bojownikiem słusznej sprawy. Kiedy startował do prezydentury, uważałem, że mu puściły ambicjonalne hamulce, bo jego historyczna rola była już spełniona. Był i pozostał na wieki wieków symbolem zwycięskiej, bezkrwawej walki z totalitarnym porządkiem, a nie jakimś pospolitym, kłótliwym prezydentem. Jest żywym pomnikiem – głównym współsprawcą kawałka dumnej historii Polski. Niewiele Polska ma chwil dumnych, zwycięskich. Ale to mnie średnio już interesuje.

  134. Lubicz56
    14 grudnia o godz. 12:50

    Cóż, na wkus i cwiet towriszczej niet. Sporządziliśmy protokół rozbieżności i idziemy na piwo, a każdy ma, co mu w duszy gra. Zwłaszcza przeszłość, o którą boje uważam za paranoję. Ot, powiedzieli, co wiedzieli i – aby do niedzieli, co nie dzieli. Chyba że dzieli.

  135. Szary Kot
    13 grudnia o godz. 14:56

    Nędza, nędzy nierówna a poza tym, nędza ma szersze znaczeni niż tylko materialne. Ale zostawmy. Powiedzmy (tak z czasowej, dzisiejszej perspektywy), że tę „nędzę“, którą znałem i z którą byłem zaaranżowany do tego stopnia, że nie byłem jej nawet świadomy, podczas mojej nieobecności, generał wymienił na „nędzę“ zupełnie innego, nowego formatu.

    Kłaniam się

  136. wbocek
    14 grudnia o godz. 13:09

    No to rozumiem jako godne podsumowanie a pol litra i sestra brzmi zawsze zachęcająco 🙂

    Miłego weekendu!

  137. @lonefather

    Tak dla rozrywki. Zrób rachunki na podstawie spisu, który Tobermory tez znalazł – i nie zgubił, jak ja!!! Połącz i uśrednij, a potem przypomnij sobie definicje hektolitra. Czy naprawdę byłem zbyt daleki w ocenie spożycia napojów alkoholowych bohatera panny S?

    spirytus – 2 but.
    – wódka 289 but.
    – wino 158 but.
    – winiak i koniak 59 but.
    – szampan 239 but.
    – piwo 1115 but

    Skonsumował podobno Wałęsa sam lub w towarzystwie podczas internowania, które trwało 11 miesięcy i dwa dni.

    Mogę złośliwie powiedzieć, że teraz rozumiem, iż napisał wiernopoddańczy list do generała.

  138. @wbocek 13:02

    Bardzo uczciwy mini-portret p.prezydenta Walesy w Twoim tekscie.
    Pozdrawiam

  139. No tak.Jak taki głupek i pijak mógł zostać prezydentem skoro obok było tyle mądrych,szkolonych i uczonych.Straszne. I co mu zrobicie?

  140. Tobermory miał onegdaj rację – jednak wróciłem na LA. Co prawda przez przypadek, szukając informacji o Lewym, który podobno stał się mocno prawym, jak napisał ktoś na sąsiednim blogu. I natrafiłem na dyskusję dotyczącą zawierzenia prezydenta Chojniaka.
    Gorącym patriotą Piotrkowa jestem od czwartego roku i jednego miesiąca życia, kiedy to wywieziono mnie z ohydnej Warszawy do tego miasta. Część wpisów jego dotycząca opierała się na wyobrażeniach i nie odpowiada rzeczywistości.

    A teraz dyskusja o stanie wojennym zatrzymała mnie na nieco dłużej. Chciałbym przypomnieć komentatorom o istnieniu następującego zjawiska:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_Wojsk_Radzieckich_w_Niemczech
    i zapytać.

    1. Czy możliwe było przejęcie władzy w Polsce przez siły do bólu wrogie ZSRR, co byłoby równoznaczne ze śmiertelnym zagrożeniem tyłów największego zgrupowania pancernego świata a w szczególności jego linii zaopatrzeniowych?

    2. Czy to Wałęsa wyprowadził wojska:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Północna_Grupa_Wojsk
    stanowiące niewielki pryszcz w porównaniu do ich zachodniego odpowiednika? Czy też był to raczej wynik uprzednio przeprowadzonej ewakuacji Zachodniej Grupy, którą stacjonujące na terenie Polski wojska zabezpieczały i po jej zakończeniu stały się niepotrzebne?

  141. Szczerze mówiąc, nigdy nie czytałem regulaminu blogów Polityki, tylko obserwowałem, co inni robili i starałem się dopasować do ogółu. Jedna z niepisanych „reguł” jest taka, że w przypadku 3-cyfrowej liczby komentarzy do wstępniaka rozkwita radosna twórczość na dowolne tematy, z pyskówkami włącznie. Nikt już nie czyta i nie pamięta treści wstępniaka. Mnie się to podoba i chętnie korzystam z takiej swobody wypowiedzi na forum ludzi zdecydowanie lepiej poinformowanych w polityce niż ja. Nie piszę „mądrzejszych”, choć wielu podziwiam i za wiedzę i za sposób jej prezentowania. Ja byłem „ścisłowcem” i pisałem wyłącznie teksty naukowe, gdzie każde słowo ma swoje znaczenie. Prace naukowe pisałem głównie po angielsku, choć nigdy nie uczyłem się legalnie tego języka. Podłapałem jako dzieciak co nieco od starszego rodzeństwa, wzbogaciłem w strefie amerykańskiej w Austrii, gdy pomagałem okupantom porozumiewać się z ludnością cywilną. Potem wszystko zapomniałem. Dopiero czytanie publikacji odświeżyło mój „angielski”, gramatyka jest zbliżona do niemieckiej, a w takich pracach można korzystać z stereotypów w literaturze, tylko trzeba je rozumnie dostosować. Jako turysta w USA i Kanadzie nie miałem kłopotów, ale płynnej rozmowy nie potrafię prowadzić.
    „Pisarzem” stałem się z nudów po dwóch udarach krwotocznych, siedząc w wózku. Na blogach udzielam się, ale coraz mi trudniej z powodu pogorszenia się wzroku. Napisanie kilku stron i poprawianie zajmuje mi kilka godzin, dlatego w zasadzie nie biorę udziału w pyskówkach, choć je bardzo lubię. Nie panuję też nad całością komentarzy, choć po moim wstępniaku czuję się zobowiązany do reagowania na uwagi – takie jak @lonefathera, bo gdy mnie ktoś pochwali, to nie wypada odpowiedzieć, bo tak jak Tomaszewski, często się zgadzam z własnym zdaniem – choć nie zawsze!
    Właśnie przy ocenie roli Wałęsy w przemianie społeczno-politycznej Polski na przełomie wieków mam zgryz, nie bardzo potrafię powiedzieć, co o niej sądzić. Czy był tym tajnym współpracownikiem i jak był postrzegany przez władze. Po spisie używek – i kilogramach szynki – jego internowanie miało charakter pobytu w spa hotelu Gołębiewski. Dlaczego był tak hołubiony? Odpowiedź może być łatwiejsza po odpowiedzeniu na inne pytanie: Kto najwięcej skorzystał na przemianie? Czy tylko tacy spryciarze solidarnościowi jak Morawieccy?
    A jak pomagała peerelowska nomenklatura? Wielu pseudokomunistów nakradła już miliony, a nie mogli się tym bogactwem pochwalić. Tym bardziej zależało na kapitalistycznym świętym prawie własności niż robotnikom i taki Bolek to była woda na ich młyn. Można nim gardzić, ale swoje zrobi. Dziwnym trafem zgubiły się wszystkie kompromitujące dokumenty, gdy prezydent W. „wypożyczył” je z IPN. Marzyły im się bale i blichtr, a w komunie nie wypadało.
    Są i inne grupy, którym idea kapitalizmu była miła. Każda rewolucja, a tym była ta przemiana, przypomina mieszanie w szambie – najgorsze gówna wypływają na wierzch.
    Zainteresowani odpowiedzią na to uniwersalne pytanie „cui bono” powinni przeglądać listy najbogatszych Polaków. Mnie zaskoczył fakt, że taki kiepski młody historyk mógł w krótkim czasie „legalnie”(?) odłożyć na gorsze czasy kilkadziesiąt milionów. To w PRL byłoby bardzo i to bardzo trudne. Przekonali się o tym naprawdę wybitni działacze gospodarczy, zarabiający legalnie duże pieniądze. Ponadto cwani i odważni ludzie mieli szanse wzbogacenia się – prawie uczciwie, np. szanuję Frasyniuka, który do tej grupy należy. Komu naprawdę najlepiej się przysłużył Wałęsa, trudno mi orzec, sam jakby tez trochę uszczknął z tego kołacza i odpoczynek i leczenie w USA mu się należy, jak psu buda. Ma wybujałe ego i wszystkiego dokonał niby sam. Tak naprawdę miał szczęście, że otaczali go ludzie mądrzy, ale ich nie posłuchał, gdy mu odradzali prezydenturę. Wtedy pokazał, że jego największa umiejętność to burzenie wszystkiego. Tę cechę przejęli niektórzy pomocnicy – nazwisk nie wymienię.
    Na zewnątrz W. jest poznawalny jako wielki człowiek, tego nie należy burzyć. Jeśli ktoś ma garbatą córkę, to próbuje kunsztem krawcowej ukryć ułomność, rodzina o tym wie, ale po co obcy ludzie mają się pastwić nad biednym dziewczęciem?

  142. hetajr 14 grudnia o godz. 15:05
    Ach, jak ja kocham Piotrków – znakiem tego wciskam blogowiczom pseudo-motywy zawierzenia z ryjem? Ślepa miłość poniekąd zgubną jest.

  143. @lonefather
    Ty chyba s uma saszoł, by aż tak mocno dowalić @Antoniusowi za jego „niepoprawny” wstępniak.
    Wałęsa jest i pozostanie ikoną sierpnia „80 i Solidarności tej pierwszej, a nie obecnej, gdzie pierwsze skrzypce gra „zawodowiec” związku zawodowego posługującego się tym samym logo i rzekomą ciągłością.
    Polecam przeczytać wpis @wbocka z g. 13:02. Moim zdaniem jest trafiony w punkt, czyli 100/100.

  144. „Na dzień dzisiejszy nie mamy materii co do powołania komisji” – padłam ze śmiechu. Oczywiście ze względu na styl wypowiedzi, bo treść tego dictum jest tragiczna, choć bez niespodzianek.

    https://natemat.pl/257911,glodz-skomentowal-sprawe-ksiedza-jankowskiego-nie-ma-podstaw-do-komisji

    Tak „spierdalaj” kraje, jak materii (nie) staje?

  145. @Antonius
    14 grudnia o godz. 15:34

    Każda rewolucja, a tym była ta przemiana, przypomina mieszanie w szambie…
    Powiem więcej – każda rewolucja jest burzeniem. A kto łatwo burzy? Ten, kto nie budował, a chce posiadać już zbudowane. Bo rewolucja jest zmianą własności. Nawet, jeżeli głosi „własność ludu”.
    Czy Wałęsa został burzycielem celowo (przez kogoś wybrany, szkolony, popierany) czy przez przypadek – nie wiem i nie interesujuje mnie to. Był we właściwym czasie, na właściwym miejscu i zachował się właściwie.
    Problemem jest tylko to, co było potem. Cała inteligencja wykazała się albo brakiem wiedzy historycznej (wzorcowych rewolucji było wszak dosyć w Europie) albo zbyt małym poparciem, by uhonorować Wałęsę inaczej, niż prezydenturą. Być może główną rolę w takim rozwoju sytuacji odegrał jednak kk, uzurpujący sobie prawo stanowienia zasad moralnych, które stosował (jak zawsze) do wszystkich oprócz siebie i rozciągał je na wszelkie przejawy życia społeczno-politycznego i to od poczęcia (czyli od zapłodnienia lub od ewangelizacji). A ponieważ „największy Polak” czyli niejaki Wojtyła popierał Wałęsę, to nie można mu było odmówić. Być może, bez takiego nachalnego wtrącania się, historia Polski potoczyłaby się inaczej. Kontynuując przemiany zapoczątkowane przez Jaruzelskiego, mogłaby być krajem bardzo różnych, sznujących się nawzajem, kultur. I byłaby na pewno dużo silniejsza gosapodarczo i politycznie. I być może miałbym w Polsce ciągle jeszcze własne przedsiębiorstwo i czułbym się Polakiem.

  146. Na marginesie
    14 grudnia o godz. 15:49

    Nie odpowiem ci tak jak by to należało aby nie dokładać pracy Tanace z moderowaniem komentarza.

  147. Ach, te pokłady durnoty drzemiące w mediach…

    Rozumowanie na pozór bezbłędne: wigilia to przecie religianckie świnto! I każdy sołtys o tym wi.
    A w tej Warszawie, panietentego, to na wigilii im xiunc przeszkadza i modlitwa. Zgroza, panietentego w biały dzień! No bo jakże to, panietentego, wigilia w urzędzie – a xiunca niet?

    https://natemat.pl/257901,wigilia-bez-aspektow-religijnych-tego-chcieli-warszawscy-radni

  148. @hetajr 14 grudnia o godz. 16:34
    Brak odpowiedzi jest odpowiedzią. Co do tego, co by „należało” to chyba raczej nie tobie o tym wyrokować. Ewidentny brak kwalifikacji…

  149. @Qba 14 grudnia o godz. 16:33
    No więc właśnie.

  150. hetajr 14 grudnia o godz. 15:05
    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/12/13/swietujmy-rocznice/#comment-554334

    Otóż to! Dokładnie tutaj był granat. Gdyby „S” przejęła władzę „leżącą na ulicy”, co zapowiadała niedwuznacznie z powodu „rozsypania się komuny”, to Rosjanie by stanęli przed prostym pytaniem: czy pozwalamy na i akceptujemy „odcięcie tyłów największego zgrupowania pancernego świata a w szczególności jego linii zaopatrzeniowych?” (Cytuje hetjara.) Pal sześc zaopatrzenie, bo to można by dostarczać przez Czechosłowację. Jednak akceptacja „odcięcia tyłów” byłaby deklaracją polityczną wobec Zachodu: „Nie będziemy się bić za utrzymanie NRD”. Czyli danie Niemcom wolnej reki. Co wtedy robią Niemcy? To samo, co w roku 1990, gdy naprawdę dostali wolna rękę. Co to oznacza? Demontaż Jałty w 1982 roku. Na to nie było zgody ze strony kierownictwa ZSRR, które jasno i wielokrotnie to mówiło.

    „S” swoimi działaniami podprowadziła Rosjan do granicy tego pytania. Odpowiedzią Rosji mogło być tylko „albo, albo”. Kto tego nie rozumie, ten nic nie rozumie.

    Dziękuję hetjar! Dokładnie o to mi chodziło, gdy pytałem o zapalnik.

  151. „Od czasow Bieruta nikt nie powiedzial tylu slow o patriotyzmie, co Jaruzelski, i od
    czasow Bieruta nikt nie posadzil tylu ludzi do wiezienia”

    (Adam Michnik, Z dziejow honoru w Polsce. Instytut Literacki, Paryz 1985, s. 18)

  152. narciarz2
    14 grudnia o godz. 16:55

    Zgadza się. O bezpieczeństwie wojsk radzieckich w NRD i zapewnieniu z nimi łączności wzmiankuje też sam Jaruzelski w swoich wyjaśnieniach przed sądem.

  153. @narciarz2 14 grudnia o godz. 16:55

    Marci Shore pisząc o Czechosłowacji punktuje fakt, który dotyczy wszystkich byłych demoludów: „rewolucyjna” opozycja była nieźle zaprawiona w bojach prowadzących do osłabienia (czy wręcz rozwalenia) systemu. Z kolei gdy już nagle i niespodziewanie okazało się, że mogą rządzić… opozycja antysystemowa zbaraniała. Oni nie byli przygotowani do takich zadań. Chyba dlatego tak się miotali i marzyli o rozwiązaniach „siłowych”.

    Pamiętam jakąś cytowaną wypowiedź Yadosława, że (przecież) rządzić można tylko bazując na byłych aparatczykach, czyli ludziach, którzy się „znają” na rządzeniu. Obecnie, 30 lat później, nadal (chyba) nadal nie wykształciła się grupa, która mogłaby jakoś sensownie pokierować krajem. PiS – to rzecz jasna dno dna, ale inni?

    A w słabym państwie uwłaszcza się kaka. I właśnie kaka zależy na słabym państwie. Ujawniony tajny list nuncjusza Migliore do szefuńcia (Benia z Hitlerjugend) nie pozostawia co do tego złudzeń – rząd nam podskoczy, uruchomimy rydza i zatrzęsiemy łajbą, a co! „Nasi okupanci”…

  154. narciarz2
    14 grudnia o godz. 16:55

    Pal sześc zaopatrzenie, bo to można by dostarczać przez Czechosłowację.

    Liczy się przepustowość linii zaopatrzenia a ta byłaby nieporównywalna, nawet po uwzględnieniu dróg: lotniczej i morskiej. Armia może walczyć w okrążeniu pod warunkiem otrzymywania odpowiedniego zaopatrzenia.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Diemiańskiem

    Przy niedostatecznym w stosunku do potrzeb kapituluje (Stalingrad) lub drepce w miejscu (Afrika Korps). O tym wiedzą wszyscy stratedzy, nawet ci gorsi od ówczesnych radzieckich.

  155. @Herstoryk 14 grudnia o godz. 10:39
    No to ja tu o intencjach – otóż w USA zginęło w strzelaninach w zeszłym roku blisko 40 tysięcy ludzi, (…) Biorąc pod uwagę, że żeby kogoś zastrzelić trzeba intencjonalnie broń/spluwę wyciągnąć, wycelować i nacisnąć spust, o wiele bardziej pasowałoby Amerykanom bombardować nie Iraq/Syrię/Libię/Jemen/Afganistan/Somalię, itp. ale siedzibę National Rifle Association i wytwórnie broni palnej.

    I tak i nie.
    60% z tych prawie 40 tys. zgonów to były samobójstwa. Z których przynajmniej część to były decyzje podjęte tylko dlatego, że legalna eutanazja jeszcze nie jest dostępna w gabinecie lekarskim.

    Znowu inne osoby, gdyby broni nie było, pewnie by skoczyły z jakiegoś mostu czy dachu albo pod pociąg. Rozbiły się samochodem, połknęły kilogramy pastylek, itp. Nie wiem, pewnie posiadanie pistoletu w jakimś stopniu ułatwia podjęcie decyzji, być może przedwcześnie, być może bez broni nie byłoby iluśtam samobójstw, pytanie czy aż tak wielu? Nie wiem.

    Trudno jednak wymagać od oligarchii, by bombardowała źródła swych zysków i wpływów.
    Z drugiej strony najczęściej owymi oligarchami bywają starszawi, biali mężczyźni. Czyli typowi amerykańscy samobójcy… 😉

  156. Odległość od wstępniaka jest już chyba wystarczająca na taką wrzutkę (nawiązującą jednakże do tematu, który mielił się niedawno):

    https://noizz.pl/design/najbrzydszy-budynek-w-warszawie-czarny-kot-zostanie-zburzony/8pkrkv2

  157. 1. Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych, wynikająca z ratyfikowanej przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej wolności związkowych.
    2. Zagwarantowanie prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkującym i osobom wspomagającym.
    3. Przestrzegać zagwarantowaną w Konstytucji PRL wolność słowa, druku, publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.
    4. a) przywrócić do poprzednich praw: – ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976, – studentów wydalonych z uczelni za przekonania,
    b) zwolnić wszystkich więźniów politycznych (w tym Edmunda Zadrożyńskiego, Jana Kozłowskiego, Marka Kozłowskiego),
    c) znieść represje za przekonania.
    5. Podać w środkach masowego przekazu informację o utworzeniu Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego oraz publikować jego żądania.
    6. Podjąć realne działania mające na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej poprzez:
    a) podawanie do publicznej wiadomości pełnej informacji o sytuacji społeczno-gospodarczej,
    b) umożliwienie wszystkim środowiskom i warstwom społecznym uczestniczenie w dyskusji nad programem reform.
    7. Wypłacić wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku wynagrodzenie za okres strajku jak za urlop wypoczynkowy z funduszu CRZZ.
    8. Podnieść wynagrodzenie zasadnicze każdego pracownika o 2000 zł na miesiąc jako rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen.
    9. Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza.
    10. Realizować pełne zaopatrzenie rynku wewnętrznego w artykuły żywnościowe, a eksportować tylko i wyłącznie nadwyżki.
    11. Wprowadzić na mięso i przetwory kartki – bony żywnościowe (do czasu opanowania sytuacji na rynku).
    12. Znieść ceny komercyjne i sprzedaż za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym.
    13. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnej sprzedaży itp.
    14. Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 50 lat, a dla mężczyzn do lat 55 lub [zaliczyć] przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 lat dla mężczyzn bez względu na wiek.
    15. Zrównać renty i emerytury starego portfela do poziomu aktualnie wypłacanych.
    16. Poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym.
    17. Zapewnić odpowiednią liczbę miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących.
    18. Wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres trzech lat na wychowanie dziecka.
    19. Skrócić czas oczekiwania na mieszkanie.
    20. Podnieść diety z 40 zł do 100 zł i dodatek za rozłąkę.
    21. Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ciągłym i systemie 4-brygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy.

    **************************************************

    A co by szkodziło dopisanie numeru 22 o tym, że Polska pozostanie członkiem Układu Warszawskiego i że nie ma zamiaru zmieniać żadnych wynikających z tego zobowiązań?

  158. @Qba 14 grudnia o godz. 16:33
    Kontynuując przemiany zapoczątkowane przez Jaruzelskiego

    Na boga, jakie „przemiany”???

    Cała sprawa w tym, że Jaruzelski był tylko sprawnym żołdakiem bez żadnego planu ani bez ludzi, którzy mogli mu podsunąć jakiś sensowny plan „przemian” ekonomicznych.

    Pierszą taka jaskółką był plan Wilczka, ale to był już koniec 1988 roku.

    Stan wojenny Jaruzelskiego w ekonomicznym sensie kosztował Polskę stracona dekadę. Za tytułem książki.

    Plus psychiczny nokaut.

  159. @Szary Kot
    14 grudnia, g.18:24
    Nie tak dawno pisałam chyba na tym blogu o „Czarnym Kocie”, który jest do rozbiórki, głównie z uwagi na niesłychaną wprost brzydotę, ale także samowolkę w rozbudowie tego monstrum (kolejno dobudowywane wieżyczki i inne pierniczki).
    Decyzja o rozbiórce zapadła chyba rok temu, może pół i nie dzieje się nic.
    Mówią „na mieście”, a wiem od taksówkarza, gdy przejeżdżaliśmy obok, że właścicielką tego cuda jest żona jakiegoś mafioza na Warszawę i okolice, albo w ogóle nie wiadomo skąd. Tak czy owak, Czarny Kot straszy 24h.

  160. A propos Wigilii:
    Mam pytanie, po której stronie talerza kładziemy telefon?

  161. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 18:36
    A to było fajne jak bajka!

  162. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 18:36

    (…) dopisanie numeru 22 o tym, że Polska pozostanie członkiem Układu Warszawskiego i że nie ma zamiaru zmieniać żadnych wynikających z tego zobowiązań

    Od sierpnia 1981 r. uważam, że to powinien być jeden z postulatów, najlepiej 1. A po cichu należało robić swoje. Ale na to byliśmy „za mądrzy”. Rozsądku nie wystarczyło nawet na neutralność. Nienawiść do ZSRR a więc i do UW, musiała być wyrażana głośno i wszędzie.

  163. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 18:44

    Na boga, jakie „przemiany”???

    A jakie przemiany masz na myśli? Plan Balcerowicza?

  164. @zza kałuży 14 grudnia o godz. 18:19

    Ja nie wiem, jak w juesach, ale w Kanadzie incydent “z udziałem broni palnej” rejestruje się na przykład wtedy, gdy ktoś komuś przywalił półmiskiem, ale w domu znajduje się broń palna. I nic nie szkodzi, że owa broń była zamknięta na cztery spusty i w ogóle nie figurowała w incydencie. Poza tym nagminnie unika się informowania, że broń użyta np. w zamachach była zdobyta nielegalnie. Dlatego rytualnie tłucze się po głowach legalnych, odpowiedzialnych i całkowicie niewinnych właścicieli broni palnej – bo są widoczni. O likwidacji nielegalnego handlu bronią cicho sza.

    Niedawno jakiś psychicznie chory Mahmud zaczął strzelać do ludzi w Toronto. Media podały, że policja oświadczyła (półgębkiem!), że „być może” broń nabyto nielegalnie. Pełna bzdura, bo przy zamachowcu znaleziono dokumenty. Policja w ciągu pół sekundy mogła sprawdzić, że nie miał pozwolenia. Ale ujawnienie tej oczywistości przekraczało jak widać możliwości środków masowego. Z legalnymi posiadaczami broni to jak z tymi mądrymi w piosence Okudżawy – obrywają po głowach, bo ich widać.

  165. mag
    14 grudnia o godz. 18:44
    Odgrażają się, że już-już będą rozbierać, w lutym. Pożywiom, uwidim.

    Tobermory
    14 grudnia o godz. 18:50
    🙂 🙂 🙂

  166. Postulaty grudniowe zza kałuży:

    1. Ujawnić wszystkie bieżące finanse kościoła katolickiego w Polsce, łącznie z przychodami i wydatkami wszystkich zgromadzeń zakonnych i wszystkich parafii. Wprowadzić obowiązek prowadzenia kas fiskalnych.

    2. Zobowiązać wszystkich proboszczów, biskupów i kardynałów do ujawnienia swojego stanu posiadania i do corocznego publikowania deklaracji majatkowych.

    3. Powołać niezależną komisję w celu inwentaryzacji całego majatku kościoła katolickiego w Polsce, w tym kont bankowych w bankach krajowych i zagranicznych, samochodów, nieruchomości, dzieł sztuki, kosztowności.

    4. Ujawnić wszystkie dzieci katolickiego kleru wobec których najprawdopodobniej kler ten posiada zobowiazania alimentacyjne i zapewnić wypłatę owych zobowiązań z funduszy kościelnych

    5. Wprowadzić finansowanie kościoła katolickiego z dobrowolnej deklaracji podatkowej wiernych. W tym finansowanie lekcji religii w szkołach.

    6. Każdy proboszcz, biskup i kardynał będzie zobowiazany do złożenia przysiegi na wierność państwu polskiemu składanej przed wojewodą.

    7. Finansami parafii zarządza rada parafialna wybierana przez samych parafian a nie poprzez mianowanie kandydatów przez proboszcza. Proboszcz nie ma prawa podważania decyzji tej rady, gdyż dysponuje tylko jednym głosem, o ile jest jej członkiem.

    itd., itp

    Pytanie:

    Ilu z dzisiejszych przedstawicieli kleru byłoby gotowych na spełnienie tych postulatów?

    Wiecej czy mniej od członków komitetów partyjnych PZPR w 1980 patrzących na postulaty sierpniowe?

  167. Orteq
    13 grudnia o godz. 21:46

    Tanaka

    ‚Generał to jedna z kilku ściśle największych w najlepszości Polaków w historii. Nie jestem pewien, czy Piłsudski się z nim równa.’

    Jak narazie, rowna sie bardziej: Pilsudski wszedzie, na rogach ulic, placach i na samym Wawelu, Jaruzelski tylko na cmentarzu powazkowskim, choc wojskowym.

    Migawka z pogrzebu Jaruzelskiego

    Nie całkiem kapuję, co mi wyjaśniasz, ilość pomników Piłsudskiego przedstawia ilość, a czy przedstawia coś więcej niż pustkę środka to nie jest pewne. Pewne jest modelowo to, że nadilość pomników Lolka przedstawia próżnię wysokiej próby. Zaś wrzaski na pogrzebie Generała, owszem – dobrze ilustrują, co wyżej powiedziałem.
    W załączonym linku jest pyszna informacja: oto na pogrzebie Piłsudskiego zjawia sie poważna delegacja Niemiec, z Goeringiem na czele, która to delegacja dobrze wiedziała o tym, że niedługo już Polski nie będzie, wraz z jej Piłsudskim.

  168. Tobermory
    Na czas wigilii telefon kładziemy na wspólnym talerzu (na telefony), ogólnie dostępnym (może być od serwisu). Każdy zna swoją melodyjkę, więc odbierze wiadomość/życzenia raczej w porę i bez pomyłki.
    Talerz możemy ustroić jedliną.

  169. Wnioski, wnioski, wnioski!

    Mądrzejsi o doświadczenia przejścia od socjalizmu do kapitalizmu jak należy zorganizować pokojowe przejście od rządów kleru do rządów świeckiego państwa?

    Czy jakaś zalegalizowana forma uwłaszczenia się kleru na kościelnym majątku, podobna do mniej czy bardziej legalnego uwłaszczenia się nomenklatury partyjnej, wojskowej i esbeckiej bedzie konieczna?

  170. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 19:12

    Postulaty grudniowe zza kałuży:
    (…)
    Pytanie:
    Ilu z dzisiejszych przedstawicieli kleru byłoby gotowych na spełnienie tych postulatów?

    Jest pytanie, jest odpowiedź: wszyscy!
    Józef kardynał Glemp, znany członek kleu oraz prymas, dobry znajomy Generała Jaruzelskiego, jakoś w połowie lat 90-tych złożył oświadczenie woli: pora, żeby finanse Kościoła kat były jawne!
    No bo wiemy: wcześniej nie było pory. Jakby byy jawne, to by Generał rzucił okiem na finanse Glempa kardynała Józefa prymasa i wiedziałby co i jak, a miał nie wiedzieć.
    A Glemp, że Polska wolna pobłogosław Panie, więc finanse mają być jawne.
    No i trzeba powiedzieć tak: a kuku!
    Żeby nie powiedzieć gorzej. Że Polska ciągle niewolna, albo, że Generał wiecznie żywy, albo jeszcze coś innego. Albo, już na sam koniec, że Kościół kat robi z Polską i jej Polakiem to, co zawsze, co przedstawił za pomocą pięści z rączką nasz olimpijski mistrz Kozakiewicz.

  171. @mag 14 grudnia o godz. 19:20
    Tobermory
    Na czas wigilii telefon kładziemy na wspólnym talerzu (na telefony)

    Podczas spotkań u pani Mosbacher w jej nowojorskim apartamencie obowiazywała zasada niewnoszenia żadnych elektronicznych gadżetów.
    Inaczej żaden z obecnych tam vipów niczego interesującego by się tam nie odważył powiedzieć.

  172. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 19:24

    Skoro mowa o uwłaszczaniu się, to widzę bardzo dobre, pożyteczne i likwidujące malkontenctwo Polaka rozwiązanie: uwłaszczenie się Polaka na Kościele kat. Czyli co moje, do mnie wraca.
    Czyż nie jest to bardzo miłe i pożyteczne, słuszne i zbawienne?

  173. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 18:44

    „{Na boga, jakie „przemiany”???”

    Nieśmiałe. „Co nie jest zabronione, jest dozwolone”, Wilczek, no i Marszałek, którego PGR – jako jedyny w Polsce – funkcjonuje do dziś i nigdy – również w czasach PRL – nie przynosił strat, a krowy muzyki słuchają.

    Takie przemiany, na jakie było stać ludzi ukształtowanych w ustroju tzw. społecznej własności środków produkcji. Jeśli sobie wyobrażasz, że w tamtym czasie nagle wzięliby się z kapelusza nowocześnie menażerowie, to nie myliłbyś się tylko w stosunku do jednego – do pana Marszałka. A ja wiedziałem jeszcze o dwóch – jednego poznałem osobiście – jemu podobnych co do wiedzy i temperamentu, ale jednak mniejszego kalibru.

    Jaruzelski był żołnierzem i człowiekiem dużego intelektualnego i moralnego kalibru, nie menażerem. I miał swoje życiowe 5 minut w stanie wojennym. Podobnie jak Wałęsa w stanie przed-wojennym. Nie pomawiam Ciebie, ale nie brak takich, co wytykają robotnikowi Wałęsie, że był robotnikiem, a nie profesorem wszechnauk, a żołnierzowi Jaruzelskiemu – że był żołnierzem, a nie znawcą urządzania kapitalistycznego państwa po pierwszej w dziejach tak nagłej i radykalnej transformacji.

  174. @hetajr 14 grudnia o godz. 18:57

    Od sierpnia 1981 r. uważam, że to powinien być jeden z postulatów, najlepiej 1. A po cichu należało robić swoje.

    No i zaraz miałbyś etykietkę i podejrzenie bycia przywiezionym w motorówce esbeckim agentem.
    Gwiazda z Walentynowicz i Morawieckim oraz resztą tej spółki dobrali by ci się do tyłka tak bardzo umierali z ochoty pójścia na barykady antysowieckiego powstania.

    To, że udało się nam przejść wzglednie suchą nogą do niepodległości jest w moim pojęciu cudem.
    Splotem tylu fantastycznie pozytywnych dla ludności Polski przypadków, że chyba tylko odzyskanie niepodległości w 1918 może się z tym równać.

    Pastwienie się nad Wałęsą czy nad Jaruzelskim to strata czasu.
    Jedni, jak @Tanaka, będą wypisywali Jaruzelskiemu panegiryki, inni, jak ja, będą woleli spuścić zasłonę milczenia nad tą, pewnie jakoś tam tragiczną postacią. Podobnie jak chciałbym spuścić zasłonę milczenia nad pułkownikiem Kuklińskim.
    Dzisiaj to chyba już admirałem lotnictwa Kuklińskim.
    W Chicago w Muzeum Polskim dzieci ze szkół polonijnych na koszt polskiego podatnika katolicki syn profesora-oszołoma Szaniawskiego i dlatego mający na nazwisko Frąckiewicz będzie obuczał o admirale lotnictwa Kuklińskim.

    A ja sobie myślę, czy te pisdzielskie debile całkiem nie myślą?

    Frąckiewicz zrobił sobie biznes i zawód z bycia kustoszem muzeum swojego ojca oszołoma i admirała Kuklińskiego.

    Ale propagowanie Kuklińskiego jako wzorca???

    A co jeżeli teraz w poslim sztabie pracuje jakis oficer, który przyjął do serca ideały i wzroce Kuklińskiego i zamiast kierować się przysięgą wojskową będzie kierował się swoim sumieniem?

    I dojdzie do wniosku, że według niego polityka aktualnych władz jest szkodliwa dla Polski? I że on, ten oficer, wręcz powinien, wzorem Kuklińskiego, pójść w zupełnie innym kierunku i zacząć pracowac dla służb szpiegowskich całkiem innego państwa?

  175. @Tanaka 14 grudnia o godz. 19:38
    Polaka rozwiązanie: uwłaszczenie się Polaka na Kościele kat. Czyli co moje, do mnie wraca.

    No i wydało się. Jesteś lewakiem i globalistą finansowanym przez Sorosa. Ściągaj spodnie do inspekcji.

  176. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 19:54

    Mam pewną praktykę w ściąganiu spodni, ale tylko przed paniami.

  177. @wbocek 14 grudnia o godz. 19:45
    Toż ja własnie napisałem o reformie Wilczka jako o pierwszej jaskółce czegoś, co mógłbym okreslić słwoem „przemiany”. Nie jestem ekonomistą, może wcześniej było coś jeszcze, ale nie zapamiętałem.
    Zapamiętałem nie tylko petryfikację PRLu ale jeszcze pogorszenie się warunków pracy, bo do zwykłych idiotyzmów socjalistycznej gospodarki Jaruzeski wrzucił garść kamieni w postaci wojskowych następców/zastępców we wszystkich przedsiębiorstwach i instytucjach i te swoje na pól gwizdka jaruzelskie czystki, także po linii partyjnej. ja nawet nie oceniam tego pod wzgledem kompetencji nowych ludzi, ale tylko jako element szerzący chaos.

    Wiedzy na ten temat nie czerpię z własnych obserwacji bo byłem jeszcze za młody ale z opowiadań ojca, mającego dużo znajomych zarówno jako cywilni pracownicy wojska, (w sztabie ŚOWu) średniego szczebla kierownicy w dużym zjednoczeniu („Unitra”) oraz, poprzez rodzinę, tzw, prywatna inicjatywę. (dystrybucja na Polskę wyrobów niemieckiej i szwedzkiej firmy).

  178. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 19:12

    I do tego postulat wprowadzający czyli preambulny, że Rzeczpospolita Polska jest państwem wyznaniowym, w którym siłą przewodnią (w eleganckim czarnym kolorze) jest, był i będzie KK, na wieki wieków, ament!

  179. @Na marginesie 14 grudnia o godz. 17:49
    Ujawniony tajny list nuncjusza Migliore do szefuńcia (Benia z Hitlerjugend) nie pozostawia co do tego złudzeń – rząd nam podskoczy, uruchomimy rydza i zatrzęsiemy łajbą, a co! „Nasi okupanci”…

    *************************************************

    za portalem Wirtualna Polska:

    Ujawniono list nuncjusza w Polsce do Watykanu ws. o. Tadeusza Rydzyka.

    List nuncjusza apostolskiego w Polsce arcybiskupa Celestino Migliore do watykańskiego sekretarza stanu kardynała Tarcisio Bertone na temat ojca Tadeusza Rydzyka ujawniono w wydanej we Włoszech książce „Jego Świątobliwość” Gianluigiego Nuzziego.

    Głośne dzieło włoskiego dziennikarza o podtytule „Tajne dokumenty Benedykta XVI” powstało na podstawie poufnej korespondencji kościelnych hierarchów, która w ostatnich miesiącach wyciekła do mediów zza Spiżowej Bramy.

    Ujawniony w książce list abpa Migliore do watykańskiego kardynała dotyczy wydarzeń z czerwca 2011 roku. Polski MSZ wystosował wtedy do Watykanu notę w związku z wypowiedzią ojca Rydzyka w Brukseli, że w Polsce panuje totalitaryzm. Jak podał MSZ w nocie, rząd polski zaprotestował przeciwko „osłabianiu wizerunku Polski i szkodzeniu mu za granicą” oraz prosił Stolicę Apostolską, której podlegają zakony w Kościele Katolickim, o „podjęcie działań, które zapobiegną tego typu działaniom w przyszłości”.

    28 czerwca, trzy dni po wystosowaniu noty, nuncjusz apostolski w Warszawie w liście napisał, że odwiedził polskiego wiceministra spraw zagranicznych Jana Borkowskiego, który rozmawiał z nim na ten temat. Abp Migliore podkreślił: „Z ewidentnym zakłopotaniem powiedział on, że nie oczekuje ode mnie natychmiastowej odpowiedzi, ale byłby wdzięczny za jakiś przydatny element, o którym mógłby poinformować ministra”.

    „Dodał następnie, że nota wywołała w kraju debatę, która może zaostrzyć klimat kampanii wyborczej. Oczywiste wydaje mi się to, co rozmówca potwierdził na zakończenie rozmowy, a mianowicie że – choć późno – minister zdaje sobie sprawę z tego, iż podjął krok pospieszny i nieproporcjonalny, który może obrócić się przeciwko niemu w wymiarze politycznym, w przebiegu kampanii wyborczej” – stwierdził abp Migliore w liście do kardynała Bertone.

    Podkreślił, że „nie można ‚zabronić’ żadnemu obywatelowi, nawet duchownemu, posiadania opinii politycznych bądź prowadzenia działalności, którą wysoce pobieżnie, niesprawiedliwie i sprzecznie z interesami społeczeństwa określa się jako biznesową”. Brak noty z watykańskiego biura prasowego w tej sprawie uzasadnił troską „właśnie o to, by Polska uniknęła kompromitacji w momencie, gdy przejmuje europejską prezydencję”.

    „Zanotowałem u rozmówcy wielką wolę i pośpiech, by incydent uznać za zamknięty, także w perspektywie klimatu kampanii wyborczej. Zapewniłem go, że Stolica Apostolska nie ma zamiaru podejmować wyzwania rzuconego w nocie, na wysłanie której nie pozwoliłaby sobie nawet Kuba czy Sudan” – podkreślił nuncjusz apostolski. Zapewnił następnie: „Dlatego w stosunkach dwustronnych gotowi jesteśmy przewrócić kartę. Jeden krok już uczyniliśmy, przekonując Rydzyka, by się wytłumaczył i przeprosił, i gwarantujemy, że będziemy czuwać”.

    List zawiera dalej słowa abpa Migliore: „Nie będą mogli (polskie władze – przyp. red.) się łudzić: jeśli przeciągną strunę i sprowokują ojca Rydzyka (który nie ugiął się przed notą, ale wobec prośby nuncjusza i towarzyszącego mu miejscowego biskupa – przyp. red.), igrają z ‚lwem’, który podbije stawkę”.

    „W tym momencie nie będą mogli prosić Stolicy Apostolskiej o ugaszenie ognia, który sami podsycają. Biorąc pod uwagę podejmowane przez ministerstwo spraw zagranicznych środki zaradcze oraz ‚pro bono pacis’ (dla dobra pokoju – przyp. red.) Kościoła w Polsce, sugerowałbym nieśmiało, że stosowne byłoby udzielić na tę notę odpowiedzi ustnej” – ocenił nuncjusz apostolski w liście do sekretarza stanu.

    Na początku lipca minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział dziennikarzom w Rzymie, że sprawę noty w sprawie polskiego redemptorysty uważa za zamkniętą.

  180. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 20:21

    Mój komentarz
    Zdumiewająca arogancja oraz protekcjonalność nuncjusza. Dorze że sprawa ujrzała światło dzienne.
    Pzdr, TJ

  181. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 20:06

    Ja natomiast staram się mówić o tym, czego doświadczyłem, znacznie rzadziej – o tym, o czym czytałem lub słyszałem. Ale już skończyłem o przeszłości publicznej, bo to nie bardzo moja działka. Jeśli coś mnie z przeszłości interesuje jako obserwatora paugomałpiej komunikacji, to nie to, jaka ona była – bo wiem – lecz to, jak się o niej teraz mówi. To jest dopiero targowisko zajobów, obsesji, uprzedzeń, przekłamań, przeinaczeń, sajensfikszen i pierdykszen. Czasem aż na środku jeziora tłumię śmiech, żeby nie straszyć ryb, kiedy sobie przypomnę, jak mnie jedna pisowata Maria nazwała „konfidentem”, „ubekiem”, „targowiczaninem”, „zdrajcą”, „bolszewikiem”, „komuchem”. A kiedy nazywała całą polską armię w stanie wojennym – niemal 400 tys. żołnierzy, w tym parę setek setek tysięcy ze służby zasadniczej – „bandytami”, a ja jej próbowałem uzmysłowić, że oni nie byli nasłani przez radzieckich, lecz byli to synowie Polski, nasi żołnierze, zwykli ludzie – nazwała mnie też „bandytą”. Normalnie pęknę z podziwu, co to z człowiekowatymi kaczkowate potrafią zrobić.

  182. Motto:
    „W koncu niewolnik gotow jest panu byc w d z i e c z n y, ze wolno mu
    sluzyc” (Henryk Elzenberg)

    W dniu 10.06.1970 skreślony z ewidencji oficerów rezerwy na skutek wyjazdu do Izraela na pobyt stały. Rozkazem personalnym nr 045 z dnia 26.03.1971 podpisanym przez gen. broni Wojciecha Jaruzelskiego został pozbawiony stopnia oficerskiego „z powodu braku wartości moralnych” i zdegradowany do stopnia szeregowca.

  183. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 19:12
    To nie przejdzie.
    Za młodu mówiliśmy : nie da rady, oba samce.

  184. zza kałuży, 14 grudnia o godz. 19:52

    Ja wiem, że to było niemożliwe. Teraz nawet bardziej wiem niż wtedy. Ale do 13 grudnia nie traciłem nadziei, że Solidarność mimo wszystko nawiąże kontakty i podejmie rozmowy z „radzieckimi”.

    W mojej firmie wojskowi poniżej naczelnego dyrektora nie schodzili. Ja pracowałem w pionie jednego z zastępców i poza budynkiem dyrekcji a więc na żywo widziałem najwyżej kaprala na patrolu w mieście.

  185. @Antonius
    Interesująca retrospekcja. Podobne reagowałem w 1981r. Przyczyny bardziej prozaiczne, bo 13 grudnia mieszał moje plany na przyszłość. Stosunkowo szybko doceniłem posunięcie generała.
    Mówi się ,że Piłsudski ocalił w 1920r. RP. Myślę ,że drugim na skalę dziejów najnowszych jest Wojchiech Jaruzelski.
    Niestety 2-gi prezydent po 1989r. nie grzeszy rozwagą.

  186. aneks: 20:59
    powyzsza ocena generala, ktory powrocil na lono Kosciola, nie dotyczyla oczywiscie
    Henryka Elzenberga !887-1967) filozofa i aforysty

  187. @zza kałuży 14 grudnia o godz. 20:21
    Dzięki za przypomnienie szczegółów. Bo ja zajentyk jednak bez przestanku…
    Energizer, absolutely nothing runs faster… czy jakos tak :/

    @tejot 14 grudnia o godz. 20:35
    To już poniekąd stare dzieje, ale ile takich listów podaje się do wiadomości publicznej? Liczy się cynizm, bezwzględność i bezprzykładna arogancja. One stanowią constans w polityce Watykanu.

  188. Do treści 21 sierpniowych postulatów trzeba było napisać postulat 22, o tym, że nie chcemy wychodzic z Układu warszawskiego, tak jak wyżej pisałem.

    I jako wyjaśnienie o co nam chodzi, dopisać:

    „celem przemian o jakie chodzi ruchowi „Solidarność” nie jest rozbijanie ani podważanie sojuszy wosjkowych czy politycznych, nie jest ich celem podważanie przewodniej roli partii ale raczej przeprowadzenie w Polsce reform ekonomicznych dokładnie kopiujących reformy przeprowadzone w ChRL w latach 1990 – 2018. Chcemy w Polsce powielić chiński model niezwykłego sukcesu gospodarczego z lat 1990 – 2018.” 😉 😉

  189. @Nefer
    Chwaliłem się”Graczem” ,ale przebrnąć nie mogę. Może bym zrozumiał, gdybym grał w ruletkę. A tak, opisy nudnawe typu: kto z kim i czasami nie wiadomo dlaczego.

  190. zezem
    14 grudnia o godz. 21:14

    Ja mam zawsze kilka dni między jedną książką a drugą. Chyba następna to „Zabójcza biel” JK Rowling, w sam raz do tramwaju.

    Próbowałam dzisiaj polukrować pierniczki i wyszło ładnie, nadaję się do grupy starszaków w przedszkolu mniej więcej.

    @mag, Tobermory

    <a href='https://scontent-bru2-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/48112641_2099140020211636_127763105118683136_n.jpg?_nc_cat=1&_nc_ht=scontent-bru2-1.xx&oh=8e2088c291f936c2fee14e7dc21f604b&oe=5CA553BD&quot; Coś takiego? (link) tylko że to nie wigilia

  191. link też zepsułam, one of those days :/

  192. Chciałbym przywołać jedną rzecz u pana Jaruzelskiego na tle innych polskich panów na politycznym świeczniku, zwłaszcza po roku 89. Nie wiem, czy to była u niego świadomie przyjęta postawa, czy „Jak trwoga, to do Boga”. Bez względu na to jednak, z jakich powodów pan Jaruzelski przywołał w ostatnich swoich chwilach księdza, wcześniej nigdy, sprawując wysokie i najwyższe funkcje w państwie, nie tylko nie uczestniczył w kościelnych rytuałach, nie klękał, nie cmokał w pierścień, nie chwytał świętych placków w locie i w ogóle nie otwierał swego wnętrza – był takim, jakim człowiek władzy w niewyznaniowym państwie być powinien.

  193. Nefer
    14 grudnia, g.21:30
    Wyszło cudnie z tymi telefonami, ale czy to aby nie ustawka?

  194. Na marginesie listu Monsignore nuncjusza: Polacy ciągle muszą wstawać z kolan, bo nie potrafią po prostu stać w pozycji wyprostowanej. Gdyby potrafili, to Monsignore by inaczej śpiewał.

    Tu mi się przypomina zasłyszana opinia, ze podobno Rosjanie mieli ogromny szacunek dla Jaruzelskiego już po jego odejściu. Dla człowieka, który w 1981 zapobiegł interwencji, zaś w 1989 dał im pokojowego łupnia, od którego rozsypało się ich imperium. (Czasowo, jak się zdaje.) WJ nie musiał z niczego wstawać. Jego sojusznicy / przeciwnicy (niepotrz. skreślić) potrafili to docenić.

    Do tej listy należy także dopisać Karola Wojtyłę. On także do końca szanował swojego przeciwnika i jednocześnie partnera. Co poddaję pod rozwagę szanownym dyskutantom.

  195. „z jakich powodów pan Jaruzelski przywołał w ostatnich swoich chwilach księdza”

    Być może miał taką potrzebę. A być może taką miał kalkulację. Po tym akcie jakoś nie wypada pastwić się nad jego zwłokami, które zresztą na wszelki wypadek kazał spalić. Pierwszym posunięciem postawił barykadę świątobliwym hienom cmentarnym, zaś drugim uniemożliwił ipeenowskie wykopki, w których ta szmatława instytucja szargała by jego szczątki w rzekomym celu ustalenia tego czy owego.

  196. wbocek
    14 grudnia o godz. 21:41

    Powiedziałeś o czymś ważnym. Nie sądzę, że była to „trwoga, więc do Boga”, o Generał calym życiem zaświadczył, że jest nietrwożliwy, co najmniej. Ale nie w tym nawet rzecz. Mógłby sobie być, w ostatnich dniach życia, „trwożliwy”. Zapracował na taki drobny luksusik. To była jego sprawa prywatna. Nie robił z tego ceremonii, nie ogłaszał, że zeszła z bozi na niego „łaska pańska” i „przejrzał na oczy”, bo całe życie był ślepy.
    Ja mam wysokie wymagania wobec ludzi państwa w takich sprawach, tzn. oczekuję od nich, by mieli kręgosłup światopoglądowy, dbali o świecokość państwa, a nie jego religijność katolicką, oraz by mieli jedną, znaną w szczegółach twarz Nie maski, nie gęby, które co chwila krzywią inaczej, zależnie od interesu, durnoty, czy cynizmu. Nic mi natomiast nie przeszkadza i nic mi do tego, gdy ktoś kto jest na krawędzi życia, zmówi paciorek, wyspowiada się, albo odwrotnie, nie robiąc z tego widowska-dziwowiska i „dowodu na istnienie bozi”.
    Generał zrobił to o czym wspominasz, na rachunek prywatnego życia. I zrobił to skromnie.
    Robiąc to i robiąc tak, dał kolejne świadectwo tego, jak bardzo się różnił in plus od motłochu polityczno-państwowo-biskupiego jaki nas otacza i sobą oblepia.

  197. Ryszard Krynicki
    ODWAGA POTANIALA

    Odwaga potaniala?
    Nie trzeba zbyt wiele rozumu,
    by nie miec odwagi.

    ——
    Janusz Głowacki: Wałęsa jak Mojżesz, Interia TV 2012
    https://www.youtube.com/watch?v=6sgYfo6nMJU

  198. wbocek
    Trochę inne czasy byli i polskie pany rządzące w PRL nie musiały chodzić pod rękę ani ze zwykłymi plebanami, ani z epidiaskopami. Inna sprawa, że w życiu prywatnym jakoś się z nimi dogadywali (chrzcili dzieci, posyłali do komunii itp), natomiast katolicki pochówek generała oraz jego wcześniejsze „pojednanie z bogiem”, to może był powrót do korzeni. Do tradycji katolickiej rodziny szlacheckiej oraz nauk pobieranych w gimnazjum księży Marianów na warszawskich Bielanach. I tak oto życie generała zatoczyło koło.
    Zobaczyłam, nim wysłałam swój, wpis @Tanaki, pod którego zakończeniem (wpisu, nie Tanaki) podpisuję się oburęcznie.

  199. narciarz2
    14 grudnia o godz. 21:49

    Prosiłbym Cię, narciarzu, byś cytując, nie zniekształcał zamierzonej przez autora treści.

    Ja w swojej wypowiedzi „Bez względu na to jednak, z jakich powodów pan Jaruzelski przywołał w ostatnich swoich chwilach księdza” wyraźnie daję do zrozumienia, że nie interesują mnie ani powody ani samo przywołanie księdza.

    Ty, wycinając zubożony o parę ważnych słów fragment – „z jakich powodów pan Jaruzelski przywołał w ostatnich swoich chwilach księdza” – może niechcąco, ale tak przekrawasz moją wypowiedź, jakby mnie interesowały właśnie powody przywołania księdza.

  200. Tanaka
    14 grudnia o godz. 21:55

    Co za przykrość, Tanako, że znów się, kuwa, rozumiemy. Żeby się, kuwa, chociaż raz poprztykać…

  201. @zezem

    A poza tym, zanim znowu coś zepsuję, jak nie możesz to zostaw, szkoda czasu. Kiedyś honornie czytałam gnioty do końca ale przestałam.

  202. wbocek
    14 grudnia o godz. 22:13

    tak całkiem źle nie jest. Ze trzy lata temu mnie ochrzaniłeś. Chyba, bo może było odwrotnie i nie pamiętam o co chodziło. 😀

  203. PM Ryszard Reiff

    Chce tu przypomniec niezyjacego juz Ryszarda Reiffa(1923-2007), czlonka Rady Panstwa, ktory 13 grudnia 1981 jako j e d y n y z 14 obecnych na posiedzeniu jej czlonkow
    sprzeciwil sie zatwierdzeniu uchwaly o wprowadzeniu stanu wojennego i dekretu o stanie
    wojennym, za co zostal odwolany ze stanowiska.

  204. @narciarz2 14 grudnia o godz. 21:44
    podobno Rosjanie mieli ogromny szacunek dla Jaruzelskiego już po jego odejściu.
    To jest bardzo prawdopodobne, zważywszy na ciągle żywy w ZSRR i w Rosji kult Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Jaruzelski miał frontowe doświadczenie w tej wojnie, więc dla Rosjan był częścią ich historii.
    Żeby nie wiem jak chcieli go określić „polskim panem” to w żaden sposób nie mogli o nim powiedzieć „polski faszysta”, a jak wiemy to ostatnie im bardzo łatwo na jezyk przychodzi.

    Zresztą podobnie myślą wszyscy żołnierze, patrz fragment artykułu Marka Świerczyńskiego:

    Zademonstrować chcieli też coś więcej. Z C-17 jako pierwszy wyskoczył amerykański dwugwiazdkowy generał Richard Clarke, odchodzący wtedy dowódca 82. Dywizji. Chodziło o pokazanie, że prawdziwi dowódcy nie mówią żołnierzom „naprzód”, a „za mną” – hasło to wówczas promowane było również u nas przez niektórych generałów. Gen. Clarke jako pierwszy wyszedł ze strefy zrzutu do wojskowych VIP-ów obserwujących desant z trybuny. Kiedy z samolotów CASA wyskoczyli polscy spadochroniarze z krakowskiej 6. brygady, gen. Mark Milley miał zapytać, który z nich to ich dowodzący generał i kiedy przyjdzie na trybunę, bo chciał mu uścisnąć rękę. Wtedy zapanowała konsternacja, bo z tyłu odezwał się mianowany niedawno przez Antoniego Macierewicza dowódca brygady powietrznodesantowej gen. Grzegorz Hałupka, oficer Żandarmerii Wojskowej bez doświadczenia desantowego. Milley przyjął sytuację do wiadomości, ale – według relacji świadków – nie chciał rozmawiać z pseudospadochroniarzem.

  205. Tanaka
    14 grudnia o godz. 22:18

    Też nie pamiętam, jak było. Ale jak było, tak było, jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.Dlatego pani Passent chyba nie bardzo rozumie, co mówi, kiedy mówi, że „jakoś to nie będzie”. W tym sęk, że jakoś to na pewno będzie, bo nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.

  206. Wbocek: „może niechcąco”.

    Niechcący. Przepraszam.

  207. ozzy:
    „sprzeciwil sie zatwierdzeniu uchwaly o wprowadzeniu stanu wojennego”.
    A zaraz potem się z tego sprzeciwu wycofał, i to na piśmie. Nie oceniam ani jednego, ani drugiego. Jednak przywołując wydarzenia historyczne, warto by może przywoływać je ściśle. Zeby nie wyglądać jak pan poseł Mularczyk, który kciukiem zasłaniał słowo „nie” i twierdził, ze dokument mówi „tak”.

  208. wbocek
    14 grudnia o godz. 22:31

    Nie dam głowy, że to Koziołek Matołek, ale do jego fikołkowatości to znakomicie pasuje: jeszcze tak nie było, żeby tak było żeby jakoś nie było. Agata Passent faktycznie coś przeoczyła. Może miała na myśli to, że nie będzie „jakoś”, ale jakoś konkretnie i do tego prawidłowo, ale jeszcze tak nie było, żeby tak było żeby jakoś nie było. I tylko to mamy.

  209. Wojskowy Jaruzelski miał zadanie do wykonania. Podszedł do niego jak wojskowy, czyli z wykorzystaniem czynnika zaskoczenia. Przedszkole działań wojskowego.

    Jak już miał (prawie) wszystkich solidaruchów pozamykanych to powinien potrzymać ich ze dwa miesiące, aby im sie dobrze utrwaliło, że siedzą w kiciu bo on MOŻE ich pozamykac w kiciu.

    Ale po tych czasie powinien zorganizować coś wspólnego z nimi, coś na kształt Ruchu Ocalenia Narodowego czy cóś takiego, wyciagnąć rękę do porozumienia i zaoferować współpracę w koniecznych reformach.

    Puścić im film o reformie Balcerowicza, o 2-3 milionach emigrantów, o bezrobociu, o wielkiej inflacji, o denominacji, o wyprzedarzy i upadku zakładów pracy, o wymieraniu narodu, zadłużeniu, itd.

    Być może taka wyciągnieta do zgody ręka, z oczywistej pozycji siły, w połączeniu z kolorowym, nasyconym szczegółami polskiej historii z nadchodzących 30-40 lat przekonałaby internowanych do współpracy?

    Tylko co jest/było bardziej realne; wyciągnięcie ręki po 2 miesiącach zamiast kontynuacji jaruzelskiej, intelektualnie jałowej zamrażarki gospodarczo-społecznej przez 9 lat czy nakręcenie tego filmu? 😉

  210. narciarz2
    14 grudnia o godz. 22:37

    No i Ci muszę na dobranoc podziękować. Rzadkość u mnie, ale się zdarza – nie dziękowanie, ale błąd: oczywiście, że NIECHCĄCY. Dziękuję.

  211. wyprzedarz czy wyprzedaż?

    czas kończyć tę pisaninę

  212. Tanaka
    14 grudnia o godz. 22:57

    „Szwejk”, Tanako. Ale nie pamiętam, w którym miejscu. Takie książki powinny być redagowane jak Biblia Świadków Jehowy – z długą alfabetyczną listą użytych słów i lietuczich słowieczek. Bobra nocka. Jutro chodzenie po wodzie, jak przez noc nie stwardnieje.

  213. zza:
    „Ale po tych czasie powinien zorganizować coś wspólnego z nimi, coś na kształt Ruchu Ocalenia Narodowego czy cóś takiego, wyciagnąć rękę do porozumienia i zaoferować współpracę w koniecznych reformach.”

    Ależ próbował. Może nie po dwu miesiącach, może po dłuższym czasie. Wyciągał, proponował, itp. Ale ta wyciągnięta ręka (jeśli to była ręka) została odtrącona. I najzupełniej słusznie. Ludzie wsadzeni i potem łaskawie wypuszczeni nie mogli i nie powinni przyjmować propozycji współpracy od tego, kto ich wsadził i łaskawie puścił. Ci, całkiem zdaje się liczni, którzy te propozycje przyjęli, stracili twarz i przestali się liczyć. I tak być powinno. Proces pojednania stal się możliwy w 1989 roku po bardzo dużych ustępstwach Jaruzelskiego. Moim zdaniem to prawie cud, ze do pojednania w ogóle doszło.

  214. @narciarz2 14 grudnia o godz. 23:28
    Moim zdaniem to prawie cud, ze do pojednania w ogóle doszło.
    No i tutaj pełna zgoda.

  215. Tanaka napisał o generale Jaruzelskim mnóstwo dobrego i dużo w tym prawdy, ale
    generał miał też swoje strony ujemne jak na przykład poparcie dla kościoła i kleru.
    W.Jaruzelski jest kolejnym przykładem potwierdzającym fakt, że ci nazywani przez religiantów „komuniści” to w większości kryptokatolicy, dzięki którym kk w PRL miał się bardzo dobrze.
    Warto przypomnieć, że Jaruzelski w 2006 roku zeznawał w procesie beatyfikacyjnym Wojtyły świadcząc na rzecz „świętości” JP2…
    Zeznawał nie tylko jako wierny kościołowi katolickiemu parafianin, ale przede wszystkim jako były prezdent RP.

    Moim zdaniem gross pezetpeerowców, a potem eseldowców było i jest homofobiczne, seksistowskie i prokościelne.
    Jednym z ostatnich tego dowodów jest wystawienie do wyborów samorządowych katolickiej homofobki Moniki Jaruzelskiej,
    córki generała, który był krypto-katolikiem do samej śmierci.

    Lewica z założenia powinna składać się z ludzi reprezentujących światopogląd materialistyczny.
    Dlatego obowiązkiem programowym lewicy powinno być uświadamianie ludziom racjonalnej prawdy, a nie tolerowanie religijnej degeneracji i mentalnego zacofania.
    Monika Jaruzelska to homofobka, antyfeministka, lobbystka kościoła i kleru, kobieta popierająca nacjonalizm.
    Jej poglądy uniemożliwią pozytywne zmiany, które powinny być wprowadzone w Polsce po obaleniu rządów prawicy.
    Jaruzelska to druga Ogórek.
    https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/monika-jaruzelska-szokuje-zwolennicy-sld/vyypv7h

    ps:
    Do Antonius
    znów zgadzam się i popieram twoją opinię o Wałęsie.

  216. SOS!!!

    Znalazłam właśnie w swojej poczcie maila od anonimowego hakera, który mnie szantażuje, grożąc rozesłaniem stron, które przeglądam, jeżeli w ciągu 50 godzin nie wyślę 320$ w bitcoinach. Mail jest adresowany do Recipients.
    Chodzi rzecz jasna o pornografię.
    O to akurat nie muszę się martwić ponieważ nie odwiedzam tego typu stron, więc nie ma czego rozsyłać.
    Ale nie mam pojęcia czy ten ktoś nie może mi narobić szkód w komputerze.
    Nie wiem co powinnam robić. Nigdy się z czymś takim nie spotkałam.
    Czy ktoś może spotkał się z podobną sytuacją i wie, jak należy się zachować?

  217. Czy mi się wydaje czy ktoś tu się przebrał w nowego nicka bo zapachniało znajomo :/

    PS Weronika to nie do ciebie. I nie wiem jak pomóc, załączników żadnych nie otwieraj.

  218. Weronika
    14 grudnia o godz. 23:49

    Olej.
    Ja tam ciągle oglądam jakieś strony pornograficzne. Weźmy taką pis.org.pl, albo jakoś tak.

  219. zza kałuży
    14 grudnia o godz. 23:09

    Coraz trudniej znaleźć nad Wisłą niewariata.

  220. Lubię Monikę Jaruzelską, sue me.

    Tanaka, fuj 😛

  221. Weronika

    Weroniko, nie chcę doradzać, będąc zieloną komputerową małpą i nie znając ewentualnych skutków doradztwa. Takich szantaży nie miewałem, alewszelkich innych rzeczy mi nieznanych po prostu nie otwieram – od razu do kosza i natychmiast usuwam z kosza. Jeśli to zrobisz milcząco, może nie rozumiejąc osochozi, nie będzie chciałsię mścić. Mała kwota, jakiej żąda, może świadczyć, że to smark – po prostu próbuje, maca. Ewentualnie od razu zgłosić na policję.

    Mam często reklamowych natrętów w zmartwionie. Nigdy nie odbieram i nie oddzwaniam – od razu usuwam.

  222. „Znalazłam właśnie w swojej poczcie maila od anonimowego hakera”
    1. Posłać do spamu.
    2. Spam się powinien zapytać, czy dodać do czarnej listy. Oczywiście tak.
    2a. Jeśli czarna lista jest niezależna od spamu, to zrobić „2” ręcznie.
    3. Otworzyć spam i wywalić ze spamu.

    Ogólnie: nigdy nie otwierać załączników od nieznanych osób, a ze znanymi tez ostrożnie. Ustawić opcje, żeby załączniki się nie otwierały automatycznie, włączając w to obrazki. Jeśli powyższe zalecenia są mało zrozumiale, to poprosić o pomoc wnuka koleżanki. Im młodszy, tym lepiej zrozumie, o co chodzi.

  223. pombocek
    15 grudnia o godz. 0:05
    O ile mnie pamięć nie myli, pływałeś Waść kiedyś po Odrze. Tutaj mam taki obrazeczek z rejonu górnej Odry. Mam nadzieję, ze link się wyświetli: https://www.facebook.com/lotybalonem/photos/pcb.10156134587708348/10156134587363348/?type=3&theater
    To z piątkowego latania balonem na zachód od Katowic, gdzie zmuszeni byliśmy się przebazować z uwagi na strefę zakazu lotów – 50 km wokół COP24.
    Pozdrawiam

  224. @Weronika
    14 grudnia o godz. 23:49

    1. Zlekceważ. Albo, naśladując Arthur’a Wellesley, księcia (Duke) Wellingtona, odpowiedz „publish and be damned”. Nie otwieraj załączników – patrz @narciarz2.
    2. Upewnij się, że masz aktywny i na bieżąco program ochrony przed wirusami.
    3. Ściągnij sobie darmowy programik Malwarebytes Adwcleaner i użyj go do wyczyszczenia blaszaka.

  225. @Weronika 14 grudnia o godz. 23:49
    Olej i raczej nie odpowiadaj – takie maile do „recipients” z reguły rozsyła bot, identyczne do wielu odbiorców i w ciemno. Jeśli odpowiesz, to właściciel bota będzie wiedział, że adres jest prawdziwy i aktualny. I wtedy możesz się spodziewać większej liczby tego rodzaju maili.

  226. @Weronika 14 grudnia o godz. 23:49
    Ale nie mam pojęcia czy ten ktoś nie może mi narobić szkód w komputerze.

    Przeczytałem wszystkie dobre rady jakich ci do tej pory udzielono i mogę tylko niewiele dodać.

    Skoro pytasz się jakoś tak w czasie przyszłym to zakładam, ze jeszcze się nic nie stało.

    A zatem sugeruję natychmiastowe zrobienie kopii danych, czyli tego, co uważasz za wartościowe a masz zmagazynowane na tym kompie.
    Zresztą robienie kopii powinno być normalną, stałą praktyką.

    Kopię zrób na innym kompie, na przenośnym dysku, na pamięci typu flash (w Polsce chyba się o tym mówi „klucz”). Wreszcie gdzieś w chmurze.

    Rada o poproszenie o pomoc młodszego (o pokolenie albo o dwa) gagatka też nie jest zła. Program antywirusowy, VPN, używanie różnych komputerów, jednego do surfowania po necie, drugiego, rzadko i tylko na chwilę podłączanego do netu, do pracy, nastepnego do magazynowania, etc. Regularne robienie kopii.

  227. zak1953
    15 grudnia o godz. 0:29

    W imię ojca i syna z okolic Kędzierzyna, dzień dobry, zaku. Na Górnej Odrze z Wrocławia do Koźla lub do Gliwic bywałem rzadko – więcej na trasie Wrocław – Szczecin. A poza tym to stare dzieje, więc nie rozpoznam miejsc, zwłaszcza z balonu. Ale samo wiszenie między ziemią a niebem w balonie to cud nad cudy. Tyle że nie dla mnie z racji okropności wysokości. Wolę patrzeć na fotki. Bo takie z wysokości, powiedzmy, do stu metrów dają lepsze rozpoznanie nawet dobrze znanego terenu. Dlatego byłem zauroczony, kiedy znalazłem w internecie fotki okolic kanału Jamneńskiego robione chyba z drona. Wyobrażam sobie nawet, że większą uciechą jest oglądanie z lotu ptaka znanego terenu niż nieznanego.

  228. zak1953
    15 grudnia o godz. 0:29

    I, mimo smogu, coś widać.

  229. Weronika
    14 grudnia o godz. 23:49
    Warto mieć zainstalowany program antywirusowy + firewall. Aktualizować codziennie! Dobre programy mają m.in. zabezpieczenia przed virusami-szantażystami!
    Od czasu do czasu zmieniać kod do własnej skrzynki (i nie za prosty w nazwie)
    Maili od nieznanych nadawców absolutnie nie otwierać – od razu do kosza.

  230. wbocek
    15 grudnia o godz. 8:06

    Malarskość i graficzność ziemi widziana z góry potrafi oszołomić. I do tego te szczegóły! Jak to mówią albo śpiewają: widok znajoooomyyy teeeeeennnn..!

  231. Tanaka
    15 grudnia o godz. 8:13
    Smog, smogiem. A konferencja na temat zmian klimatu i CO2 to inna nieco para kaloszy.
    Uczestnikom konferencji w Katowicach zadałbym pytanie czy wskazał na pewne zjawisko.
    Otóż w miejscowości Rewal (zachodnio-pomorskie) stoi (jeszcze?) tuż nad brzegiem Bałytku ściana kościóka. To ślady po miejscowości, która kiedyś stała tam (przed stu i więcej laty). Miejscowość dawno pod wodą. Jak wytłumaczyć ten fenomen, gdyż np. 150 lat temu nie było tak dużego uprzemysłowienia i spalin na matce-Ziemi?

  232. @@@

    Dziękuję bardzo za wszystkie rady 🙂
    Mam aktywny program antywirusowy. Mail od szantażysty od razu wylądował w spamie.
    Wszystkie załączniki otwieram ręcznie. Nie klikam na nieznane linki od nieznanych nadawców.
    Przegrywam najważniejsze dane na dysk zewnętrzny.
    Niemniej z jednej strony kompletnie zbaraniałam, bo pierwszy raz spotkałam się z szantażem. Z drugiej strony trochę mnie to rozbawiło, bo, poza tym rodzajem pornografii, którą ogląda @Tanaka, żadnej innej nie oglądałam. A tu mi ktoś pisze, że jestem zboczona, że obserwuje mnie od sierpnia. Gdyby mnie naprawdę obserwował, to by wiedział co oglądam.
    Intuicja podpowiadał mi żeby to olać, ale wolałam dmuchać na zimne.
    Jeszcze raz dziękuję za wsparcie.

  233. Mail od szantażysty wygląda tak:

    Anonymous Hackers [hacked5@hacker.com]
    pt.14.12.2018 21:42
    Recipients

    Mam dla ciebie zle wiesci.

    20/08/2018 – w tym dniu wlamalem sie do twojego systemu operacyjnego i uzyskalem pelny dostep do twojego konta!

    Nie ma sensu zmieniac hasla, moje zlosliwe oprogramowanie przechwytuje je za kazdym razem.

    Jak bylo:
    W oprogramowaniu routera, do którego byles podlaczony w tym dniu, istniala luka.
    Najpierw zhakowalem
    ten router i umiescilem na nim mój zlosliwy kod.
    Kiedy wszedles do Internetu, mój trojan zostal zainstalowany w systemie operacyjnym twojego urzadzenia.

    Potem zrobilem pelny zrzut dysku (mam cala ksiazke adresowa, historie przegladania stron, wszystkie pliki, numery telefonów i adresy wszystkich twoich kontaktów).

    Miesiac temu chcialem
    zablokowac Twoje urzadzenie i poprosic o niewielka kwote, aby odblokowac.
    Ale patrzylem na strony, które regularnie odwiedzasz, i doszedlem do wielkiej radosci z twoich ulubionych zasobów.
    Mówie o witrynach dla doroslych.

    Chce powiedziec – jestes wielkim, wielkim zboczencem. Masz nieokielznana fantazje !!!

    Potem przyszedl mi do glowy
    pewien pomysl.
    Zrobilem zrzut ekranu z intymnej strony, na której dobrze sie bawisz (wiesz o co chodzi, prawda?).

    Potem zrobilem zrzut ekranu z twoimi radosciami (za pomoca kamery twojego urzadzenia) i polaczylem wszystko razem.

    Okazalo sie pieknie, nie watp.

    Jestem gleboko przekonany, ze nie chcialbys pokazac tych zdjec swoim krewnym, znajomym lub wspólpracownikom.
    Mysle, ze 320 $ to bardzo mala kwota za moje milczenie.
    Poza tym spedzilem duzo czasu nad toba!

    Akceptuje
    pieniadze tylko w bitcoinach.
    Mój portfel BTC:
    15oncc9bJ6ku7AkLBvaAhv9SqcVioJmeSe
    wiesz, jak uzupelnic portfel Bitcoin? W dowolnej wyszukiwarce napisz „jak przeslac pieniadze do portfela btc”.

    To latwiejsze niz wyslanie pieniedzy na karte kredytowa!

    W przypadku platnosci masz troche wiecej niz dwa dni (dokladnie 50 godzin).

    Nie martw sie, zegar zacznie sie w momencie, gdy otworzysz ten list. Tak, tak … juz sie zaczelo!

    Po dokonaniu platnosci mój wirus i
    brudne zdjecia automatycznie ulegna samozniszczeniu.
    Opowiadanie, jesli nie otrzymam okreslonej kwoty od ciebie, twoje urzadzenie zostanie zablokowane, a wszystkie twoje kontakty otrzymaja zdjecia z twoimi „radosciami”.

    Chce, zebys byl ostrozny.
    – Nie próbuj znalezc i zniszczyc
    mojego wirusa! (Wszystkie twoje dane sa juz przeslane na serwer zdalny)
    – Rózne sluzby bezpieczenstwa ci nie pomoga; formatowanie dysku lub niszczenie urzadzenia równiez nie pomoze, poniewaz dane sa juz na serwerze zdalnym.

    P.S. Gwarantuje ci, ze nie bede ci przeszkadzal po wyplacie, poniewaz nie jestes moja jedyna ofiara.
    To jest kodeks hakerski.

    Wzruszające są zapewnienia o kodeksie hakerskim 😉

  234. zezem
    15 grudnia o godz. 8:20

    Zaden fenomen w tym Rewalu. Zwykla erozja, ktora byla, jest i bedzie dopuki bedzie slonce (erozja sloneczna), temperatura (zmiany), woda, wiatr.

    Pozdrowka
    ~l.

  235. 15 grudnia o godz. 8:26
    Weronika

    Haker zdradza swoją lipnosc. To nie haker6, tylko ministrant.

  236. narciarz2
    14 grudnia o godz. 23:28

    ” Proces pojednania stal się możliwy w 1989 roku po bardzo dużych ustępstwach Jaruzelskiego. Moim zdaniem to prawie cud, ze do pojednania w ogóle doszło.”

    DO zadnego pojednania nie doszlo.
    Jedyne do czego doszlo to do dogadania sie

    A dogadanie sie, tez nie bylo zadnym cudem, bo doszlo do niego w sytuacji, gdy PZPR doszedl do skraju przepasci i na dodatek utracil sterowalnosc krajem i spoleczenstwem. Po prostu nie mieli juz niczego, poza twardym wzieciem „za morde”, ktore w owczesnej sytuacji tez by niczego nie dalo, bo spoleczenstwo juz umialo sie obronc. Na dodatek „Zachod” tez juz z nimi przestal sie ukladac, a na kraj byly nalozone sankcje. W tej sytuacji jedyna mozliwoscia bylo wlasnie dogadanie sie i douszczenie do wladzy kogos, z kim „Zachod” sie ulozyc zechce i odkreci kurek…

    Taki gambit byl, ze nie bylo innej opcji, niz sie dogadac.

    A o tym, ze nie bylo mowy o „pojednaniu” swiadczy chocby to jak „alergicznie” sie w Umeczonej reaguje na lewicowosc.

    Pozdrowka
    ~l.

  237. Weronika
    15 grudnia o godz. 8:26

    Absolutnie nie odpowiadaj na tego maila.

  238. zezem
    15 grudnia o godz. 8:20

    W Rewalu/Trzęsaczu brzeg jest wysoki, klifowy, pamiątka po działalności lodowca. Od paru tysięcy lat ogryza go morze (dokonuje abrazji), tak jak tysiące kilometrów różnych klifów na całym świecie.
    A to się przypadkiem już do końca nie zwaliło? Mam wrażenie, że pisali, że już po ptokach, czyli po ścianie.

  239. wbocek
    15 grudnia o godz. 8:06
    Rozpoznanie jak najbardziej prawidłowe. To rzeczywiście Odra ze śluzą w Koźlu i okolice w stronę Kózek (na płd/zach) od centrów handlowych Kędzierzyna-Koźla. Dzisiaj bez problemu można spotkać wiele ślicznych fotek wykonanych przy pomocy drona ale takie osobiste oglądanie daje o wiele więcej wrażeń, bo wszystko na ziemi reaguje na lecący aerostat.

  240. zezem
    15 grudnia o godz. 8:20

    Są zjawiska naturalne i są nienaturalne. Nienaturalnym zjawiskiem jest homo sapiens sapiens. O czym w Katowicach mówił Sir David Attenborough.

  241. zak1953
    15 grudnia o godz. 11:15

    Jak Ty ładnie mówisz: lecący aerostat.
    A Fruwająca Maryja to co, hę?

  242. Tanaka
    15 grudnia o godz. 10:21

    Szary Kot
    15 grudnia o godz. 10:35

    rano skontaktowałam się jeszcze z panem, który serwisuje nasze komputery.
    Potwierdził, że miejsce maila jest w koszu.
    Co zrobiwszy, zakasałam rękawy i zabrałam się za mieszanie christamasowego bigosu.

  243. Szary Kot
    15 grudnia o godz. 10:41

    Ściana stoi i się nie boi – otoczenie tak poumacniane, że nawet ja bym mocniej kołkami i młotem nie potrafił. Wybierałem się do Trzęsacza już dwa lata i furt nie mogłem na takie wiatry trafić, żeby były w plecy tam i potem z powrotem, bo mój rower jest bardzo wrażliwy na wiatr w pysk. Potem się znów kolano rozsypało. A mam tam fest kawałek drogi: 45 km do Kołobrzegu ścieżkami rowerowymi przy morzu – szlak R10 dookoła Bałtyku, Nadmorski Szlak Hanzeatycki – i ok. 40 km z Kołobrzegu do Trzęsacza. W jeden dzień 170 km to już nie dla mnie, w dwa dni – prędzej, tyle że w czasie postępującej cywilizacji, czyli dziczenia obyczajów, waham się przed nocowaniem w pojedynkę pod chmurką. Nie te czasy, co pod koniec 50-tych lat i 60-te, kiedy jeździłem autostopem. Chciało się spać, to się przy szosie owijałem pałatką i se spałem.

    Obrazek z internetu

    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/ad/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82ek_i_pla%C5%BCa_w_Trz%C4%99saczu_-_widok_z_pomostu_-_panoramio.jpg

  244. wbocek
    14 grudnia o godz. 20:59

    Ja natomiast staram się mówić o tym, czego doświadczyłem, znacznie rzadziej – o tym, o czym czytałem lub słyszałem.

    Ja tez tak mam! Moje obserwacje – mieszkańca dalekiej prowincji – muszą się różnic od wspomnień np. Warszawiaków, a co dopiero ludzi „zza byle czego”, których stan wojenny zastał, gdy jako obywatele zniewolonego narodu mogli podziwiać cuda kapitalistycznego zachodu, co nie wszystkim było dane. Niektórzy czynili to w nagrodę za wierną służbę, inni z łaski władz ze stu dolarami w kieszeni – raz na dwa lata. Wspólne mieli jedno – nie mogli wrócić natychmiast do Polski, aby walczyć z generałem i zginąć dla narodu. Przed takim bohaterstwem ochronił ich generał, zamykając granicę. Urządzali się lepiej lub gorzej w wolnych krajach i mieli czas na refleksje. Poznałem kilku takich pół roku potniej, gdy i mnie się udało wyrwać z Polski psim swędem (na półroczny staż), z którego jedyny raz wracałem sam, bo żona nie dostała paszportu. Na granicy w Zgorzelcu Enerdowcy tak mnie przetrzepali w komorze celnej i przeglądali każdą kartkę, że polscy celnicy nawet nie wzięli ode mnie piwa, bo im było żal rodaka, gnębionego pzrez „przyjaciół” zza – nie Odry a Nysy. Nie miałem „bibuły”, chyba, ze za taką uznać katalog Otto z wszelkimi dobrami kapitalistycznymi, co mogło być uznane za prowokację – podburzanie nastrojów. Skutki miałem nawet w rodzinie, bo wnuczek natychmiast zażyczył sobie zakupu samochodu z łódką (ponad 50 DM). Dostał go rok później, a może za dwa?

    A kiedy nazywała całą polską armię w stanie wojennym – niemal 400 tys. żołnierzy, w tym parę setek setek tysięcy ze służby zasadniczej – „bandytami”, a ja jej próbowałem uzmysłowić, że oni nie byli nasłani przez radzieckich, lecz byli to synowie Polski, nasi żołnierze, zwykli ludzie – nazwała mnie też „bandytą”.

    Piszesz, że jakaś Maria Cię tak obdarzyła inwektywami. Nie widziałem tego, może to było w mojej przerwie blogowej. W pierwszych miesiącach stanu wojennego patrzyłem bykiem na „pachołków Jaruzelskiego”, którzy na rozkaz generała nas ograniczali i nie brałem ich autostopem, przejeżdżając obok czołgu na rogatkach Opola. Była to głupota z mojej strony, bo w tym czołgu nieraz miał służbę mój siostrzeniec, który od stycznia miał opuścić wojsko i generał przedłużył mu okres służby.

    Mam inny problem z generałem, ale nie ze stanem wojennym, a ostatnimi chwilami życia generała. Jakoś nie wierzę, aby osobiście wezwał księdza. Może to uczyniła żona, która mu nawet nie życzyła ostatnich przyjemności w życiu starego mężczyzny – kontaktu z przedstawicielkami odmiennej płci. Zgodnie z polskim powiedzonkiem satyryka – „Nie da ci ojciec, nie da ci matka.. ja dodałbym „ani żona” i dalej już aż do wyrazu „sąsiadka”. Nie dała żona i jeszcze roztrąbiła, fe! Może dlatego wezwała księdza, a czy się spowiadał, czy bluźnił na klechę, tego nikt nie wie, jeśli próba wciskania sakramentu pokuty odbyła się zgodnie z procedurą, tj. w obecności 3 elementów – grzesznik, ksiądz i Pan Bóg (jeśli potrójny to się rachunek nie zgadza). Powiem jak na rysunkach w dawnym czasopiśmie „fotografa przy tym nie było”.

  245. zak1953
    Szkoda, że fotografowałeś Koźle, a nie Kędzierzyn. Widzę to po mostach na Odrze. Naszą rzeką jest Kłodnica. Ujście do Odry jest zaraz za brzegiem fotografii.

  246. zak1953
    15 grudnia o godz. 11:15

    Zaku, zazdraszczam Ci ze wszystkich sił tej zdolności aerostatowania, którą masz chyba od Boga, bo od kogo jeszcze. Czyż ptaki same z siebie stają się ptakami? Oto słowo Pańskie. A jak śluza to nic, tylko Kłodnica, czyli pierwsza od Koźla na kanale Gliwickim. Strasznie głęboka. Majaczy mi się różnica poziomów koło 10 metrów. Jak pływałem po szkole na barce holowanej na trasie Wrocław – Szczecin, śluzowi nie mieli obowiązku zrzucać cum, kiedy barka była na dole, musiałem więc zostawać na górze, jak się barka opuszczała, zrzucać cumę i złazić po ścianie po drabince. Ale gdziebym tam na drabinki patrzył: skakałem na wungiel. Ale z dziesięciu metrów…Na szczęście ani razu wtedy nie jechaliśmy w górę od Wrocławia. Lecieć to bym się może odważył, tylko bałbym się, że nie wceluję w barkę.

  247. Tanaka
    15 grudnia o godz. 8:13
    Takie ograniczanie widoczności to przede wszystkim efekt obecności pary wodnej w powietrzu. Im jej więcej tym bardziej zmniejsza widzialność. A w niższych temperaturach nasycenie osiąga się bardzo szybko (wczoraj temperatura przy ziemi oscylowała w granicach 0-0,8 stopnia C.). Do tego cząsteczki pyłów łatwo wiążą się parą wodną, zwiększając efekt zmętnienia powietrza. Wczorajsze widzialności sięgały miejscami nawet 30 km, czyli nie było źle. Natomiast bardzo zróżnicowane były wysokości podstaw chmur; od 200 do 1000 m nad gruntem. Te niższe były pojedynczymi kłakami fractusa, natomiast górę tworzył jednolity stratus.

  248. zak1953
    15 grudnia o godz. 11:15

    Oj, zaku, miałem dodać pewien epizod sprzed śluzy Kłodnica właśnie i zapomniałem. W 1977 pojechałem z Koszalina do Wrocławia po wspomnienia. Przyjąłem się do roboty w Żegludze na Odrze i pojechaliśmy bizonem do Koźla. Nie było kontenerów z węglem w dół, to pojechaliśmy kanałem Gliwickim do Gliwic. Ale pierw żeśmy popili. Spotkało się w knajpie trochę chłopaków po szkole – świetnie poznawałem młodszych kolegów, a oni mnie – a kierownikiem rejonu był kolega z mojej klasy, ale on był już bonza, więc nie z nami. W każdym razie był mocny powód, żeby mocno popić. Tak się stało.

    Wróciliśmy w środku nocy wężykiem na bizona – a staliśmy właśnie pod śluzą „Kłodnica” i kapitan od razu chciał jechać nach Gleiwitz. Byłem z wszystkich czterech najtrzeźwiejszy. Stanąłem na schodkach wychodzących na pokład i powiedziałem, że niech ktoś tylko zechce wyjść, bez ostrzeżenia walę. Do dziś pamiętam przenikliwie mój strach: pijana załoga, przed nami pieruńsko wysoka śluza. Zresztą wysoka- niewysoka, wpaść między burtę a ścianę można i w niewysokiej, a jeden młodszy kolega już w pierwszym roku pracy po szkole stracił dłoń przy cumowaniu: jakoś się wsunęła między luźną cumę a pachołek, a statek przy śluzowaniu cały czas chodzi od prądu wody, cuma się zacisnęła i ucięła dłoń jak skalpel. Sporo było wypadków. Opowieści na całą noc na postoju.

    W każdym razie do kolegów chyba dotarła moja determinacja i wszyscy poszli grzecznie spać.

  249. Tanaka
    15 grudnia o godz. 11:19
    Logik od razu by mnie poprawił, ze takie urządzenie jak balon (aerostat) nie leci, a unosi się (lub wisi) w powietrzu, co byłoby zgodne z prawdą. Bo efekt lotu wynika z siły wiatru przesuwającego to urządzenie, zgodnie z chwilowym jego kierunkiem.
    Co do Maryji. Leciało już ze mną sporo Maryjek w różnym wieku ale żadna dotąd nie fruwała solo, więc nie miałem tak transcendentnych przeżyć, aby móc cokolwiek na ten temat powiedzieć, a nawet napisać.

  250. Tanaka
    14 grudnia o godz. 19:15

    „Orteq: Jak narazie, rowna sie bardziej: Pilsudski wszedzie, na rogach ulic, placach i na samym Wawelu, Jaruzelski tylko na cmentarzu powazkowskim, choc wojskowym.
    Tanaka: Nie całkiem kapuję, co mi wyjaśniasz, ilość pomników Piłsudskiego przedstawia ilość, a czy przedstawia coś więcej niż pustkę środka to nie jest pewne”

    Pustka nie pustka a legendy Odrodziciela oraz Naczelnika Panstwa Ziuka do dzisiaj nikt powazny nie probuje powaznie podwazac. Szczegolnie przy pomocy prob porownywania Go do Generala.

    Czy na przyklad istnieje jakas ilosc, jesli juz mowimy o ilosciach, ludzi w RP IV-XXIV ktora by sie odwazala pisac ‚General’, odnoszacy sie do Jaruzela, z duzego gie?

    Ja sie odwazam, szanujac wiekszych ode mnie Niezywych. Ale Antonius juz na przyklad – nie odwaza sie. Wali we wstepniaku ‚general’ z malej litery, pomimo tego ze oddaje mu tam spory szacunek i czesc. Pewnie dlatego, ze nawet sam Antonius nie potrafil otwarcie napisac, ze gdyby nie akcja Generala 13-go grudnia 81, do POKOJOWEGO Annus Mirabilis 89 raczej by nie doszlo.

    Bo w 81-szym Wielki Elektryk nawolywal do targania po szczekach. A takie nawolywanie, za panowania Doktryny Brezniewa, po pokoju z pewnoscia nie zmierzalo. Albowiem do powolania do zycia Doktryny Franka Sinatry, i do ponownego odrodzenia Niepodleglej na nowo Polski, brakowalo lat rowno siedmiu.

    Chudych bo chudych ale ich brakowalo wowczas. To dzieki Generalowi udalo sie nam doczekac tego drugiego odrodzenia Polski w tym samym stuleciu. Znowu bez przelewu polskiej krwi!

    Ale co ja tam bede sie powtarzal na dobrze znany temat. Szczegolnie jesli i ty i Antonius i narciarz 2, oraz inni na tym niewiernym blogu, walkuja go w nieskonczonosc. Elokwentniej ode mnie to czyniac.

    Napisales jeszcze Tanako:

    „W załączonym linku jest pyszna informacja: oto na pogrzebie Piłsudskiego zjawia sie poważna delegacja Niemiec, z Goeringiem na czele, która to delegacja dobrze wiedziała o tym, że niedługo już Polski nie będzie, wraz z jej Piłsudskim.”

    Ta delegacja musiala zapewne tez dobrze wiedziec, w 1935-m, ze zbliza sie wielkimi krokami pakt Ribbentrop-Molotow cztery lata pozniej. A bez tego paktu podobno by nie doszlo do rozpoczecia marszu Drang Nach Osten 1-go wrzesnia. Zapowiedzianego czarno na bialym w „Mein Kampf” w 1925-tym. Tak sadza niektorzy nasi historycy z IPN.

  251. Szary Kot
    15 grudnia o godz. 10:41
    Scianę w Rewalu oglądałem w połowie lat 50-tych ub. wieku i bodaj 4-5 lat temu. Jak pisałem , morze (nasze morze…) źre tamtą stronę wybrzeża od wieluset lat…

  252. Weronika
    15 grudnia o godz. 11:22

    Co zrobiwszy, zakasałam rękawy i zabrałam się za mieszanie christamasowego bigosu.

    I o to chodzi i o to chodzi!
    A Neferka ma trzy blachy pierniczków.
    Będzie co ma być, w tej sytuacji przyrodniczej?

  253. Nefer
    Też lubię i cenię Monikę Jaruzelską za to jaka jest mimo i dlatego, że miała za ojca generała w czarnych okularach. Czytałaś może jej książkę „Towarzyszka panienka”? Tytułu drugiej nie pamiętam.
    Porównywanie jej z Madzią Ogórek jest mocno nietrafione i dla pani Moniki obraźliwe.

  254. Tanaka
    Ja mam przed sobą produkcję plus minus 80 uszek z grzybami. Mój robi śledzie w oleju i na szczęście to wszystko, czego wymagają od nas dziecka i wnuki w Polsce.
    Brukselskie przylatują w same święta. Też nie trzeba się będzie aż tak spinać. Kaczka piecze się sama.
    Właśnie minął półmetek (pierwszej serii) moich seansów akupunktury.
    Uczucia mam mnięszane, ale to dopiero początek.
    Przesympatyczna, mongolska pani doktór powiedziała mi dzisiaj czystą polszczyzną i z ledwie wyczuwalnym akcentem- „wiara góry przenosi”.
    Jak myślisz, to dobrze, czy marnie rokuje?

  255. Towarzyszka panienka pogrzebowa

    http://d.polskatimes.pl/k/r/1/1e/b0/53887362e5f2b_o.jpg?34705

    wystawila Ojcu pomnik jak nalezy. Warty szacunkowo od 4,5 tys. do 9 tys. złotych

    https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/monika-jaruzelska-spelnila-dana-obietnice-wystawila-ojcu-nagrobek/7tw19ql#slajd-2

    Moga z tego kiedys byc profity. Polityczne

  256. Orteq
    15 grudnia o godz. 12:49

    Piszę Generał, przez „wielkie gie”, bo piszę co uważam. A Antonius też pisze co uważa i uważa co widać. Co mi sie podoba. Wszak jesteśmu tu wyznawcy Lolka i jego niebiesiej książeczki, a tam jest ślicza i pocieszna historyjka Szawełka-Pawełka. Znaczy – można był mieć Generała za gie, a się potem walnąć słupem w głowę albo dokonać ewolucji za pomocą Darwina i przejrzeć na umyśle. Nie jest źle.

    Oprócz tego, że Wałęsa gadał o „targaniu po szczękach” to inni gadali konkretniej i – że się tak wyrażę – ostatecznie: a na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści. Był taki znany działacz S ze Szczecina, ktory przestał mi być znany, co przewodził specom od szykowania gałęzi dla komunistów. Były też szkolenia partyzancko-terrorystyczne, zbieranie broni, ćwiczenie w jej użyciu przeciw komunistom, szykowanie taktyki wojny domowej.
    Dalej to już nie ma co mówić, bo co wynika z tego, jak ćwiczenia przechodzą do praktycznego wykorzystania, to wiadomo z jakichś trzystu wojen domowych od 1945-go.
    Kończąc ten wątek: żeby był możliwy rok 1989, musiał być Wojciech Jaruzelski.

    Goering prawie na pewno wiedział już w 1935, że Polska zniknie z mapy – co wynikało z samego Mein Hampf, ale i z biegnących przygotowań, oraz pewnie wiedział, że w tym celu będzie potrzebny traktat z ZSRR. Był najbliższy współpracownikiem Hitlera.
    Natomiast czy wiedzieli bardziej standardowi generałowie z delegacji III Rzeszy na pogrzebie Piłsudskiego – nie wiem, ze wskazaniem na raczej nie. Nie wtedy jeszcze. Projektowanie traktatu zabezpieczającego III Rzeszę od ZSRR to sprawa strategii politycznej na tym etapie, a to musiało być ściśle tajne w tym czasie i przynależne wyłącznie samemu Hitlerowi oraz wąskiemu gronu współpracowników. Generalicja Reichswery musiała się o tym dowiedzieć i wziąć udział w odpowiednim zakresie współtworzenia dopiero na późnym etapie, gdy konieczne były szczegółowe rozstrzygnięcia planistyczne w zakresie wojskowym, a nie politycznym.
    Jednak zniknięcie Polski było przesądzone od czasu Mein Kampf i dojścia Hitlera do władzy.

  257. Dzieki, Tanako. Wpadamy sobie w slowo. Zeby nie powiedziec w krok. Ten zmierzajacy ku Swietlanej. To w odroznieniu od Pomrocznej. My juz tak potrafimy.

    Mnie szlo i wciaz idzie o to, ze niezlomni historycy nasi, dzisiaj pod finansowym patronatem IPN-u uplasowani przez rzadzaca partie, wciaz sie upieraja przy wersji jednej i tej samej wersji historii. Ze drugiej swiatowej nigdy by nie bylo jakby Stalin nie zmusil Hitlera do paktu z 27 sierpnia 1939-go. Tak jakby to nie Mein Kampf zapowiadala parcie na wschod tylko pakt Ribbentrop-Molotow to dopiero uczynil.

    Przypominam niektorym, ze Drang Nach Osten to niemieckie parcie na Moskwe i dalej. Polska byla tylko zawada po drodze

  258. Ja, Tanako, pisze o Jaruzelskim General, z duzego gie, glownie z szacunku dla zmarlych. Tak jakos mi sie uwaza. Choc szacunku dla tego co on uczynil tez sporo posiadam.

    Ja nawet nie potrafie sie zdobyc na krytyke jego powrotu do kosciola, pod koniec zycia. Ostatecznie, ziemianinem z pochodzenia byl. Zubozalym, do tego. Ci bez kaka raczej nie przechodzili zycia az do samiutkiego konca

  259. Ciekawe ze pomnik ojcu wystawiony przez towarzyszke panienke nie zawiera zadnych znakow religijnosci

    https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/Qf8ktkpTURBXy80ZjYzYjc0MDE1NGIxYjc0NGMxMzk4MWMyZmJkY2YzNC5qcGeSlQLNA8AAwsOVAgDNA8DCww

    Znicze i christmasowy snieg nie sa dzielem corki Generala

  260. • Orteq
    15 grudnia o godz. 12:49

    Ortequ kochany, (to wzorem pewnego posła),
    Napisalem kiedyś, że unikam potyczek słownych, ale nie tylko z Orteqem. Jeśli czytasz oprócz wstępniaka tez moje komentarze, to wiesz dlaczego – przyczyny techniczno-zdrowotne. Tym niemniej chciałbym skomentować kilka Twoich zdań:

    Ja sie odwazam, szanujac wiekszych ode mnie Niezywych. Ale Antonius juz na przyklad – nie odwaza sie. Wali we wstepniaku ‚general’ z malej litery, pomimo tego ze oddaje mu tam spory szacunek i czesc. Pewnie dlatego, ze nawet sam Antonius nie potrafil otwarcie napisac, ze gdyby nie akcja Generala 13-go grudnia 81, do POKOJOWEGO Annus Mirabilis 89 raczej by nie doszlo.
    Szczegolnie jesli i ty i Antonius i narciarz 2, oraz inni na tym niewiernym blogu, walkuja go w nieskonczonosc. Elokwentniej ode mnie to czyniac.

    Nawet mi na myśl mi nie przyszło, że pisząc wyraz „generał” z malutkim „g” wyrażam jakikolwiek stosunek osobisty do danej osoby. Tak mi kazała wspaniała polonistka dawno temu. Niezwykle ją szanowałem i mile wspominam, a wyraz „polonistka” piszę na ogół z małym „p”. Nie wiedziałem, że duże „G” wymaga odwagi. W moim nazwisku tak piszę bez zastanowienia, automatycznie, choć nie uważam, że to z powodu dużego EGO. Chyba potrafiłbym otwarcie napisać oczywistą oczywistość, że dalszy ciąg działalności GGG-enerała umożliwił bezkrwawą przemianę, ale tekst byłby jeszcze dłuższy.

    A bez tego paktu podobno by nie doszlo do rozpoczecia marszu Drang Nach Osten 1-go wrzesnia. Zapowiedzianego czarno na bialym w „Mein Kampf” w 1925-tym. Tak sadza niektorzy nasi historycy z IPN.

    Teraz żałuję, ze nie czytałem drugiej części „Mein Kampf”. Wszyscy świetnie znają treść tej knigi, a ja nie mam pojęcia, znam tylko pewnie fałszowany życiorys wodza.

  261. @zezem 15 grudnia o godz. 8:13

    A ja tylko dorzucę mimochodem, że mail z wirusem może być od znanego nadawcy. Bo zdarza się, że program hakerski przejmuje cudze pliki adresowe. Wtedy rozsyła do wszystkich adresów skradzionych z listy (w tym do ciebie) mail z bardzo miłym pozdrowieniem i (zwykle!) z linkiem, w który mail każe ci kliknąć, żeby… nie wiem po co, bo jakoś nigdy nie kliknęłam. Ale trefne maile od znajomych mi się zdarzały. Bo wirus nie wybiera, a ktoś znajomy też jest w stanie nie uważać i się podłożyć, nawet całkiem gupio.

  262. @Antonius 15 grudnia o godz. 14:55

    „Dyskusje” z Ortequiem zwykle przypominają wdepnięcie w… muł. On tym razem jeszcze nie osiągnął szczytowej formy w zakresie trollowania, ale najpewniej jest to tylko kwestia czasu. Jak już nachalnie podszczypując pokłóci wszystkich ze wszystkimi to będzie z siebie bardzo dumny i tryumfalnie ogłosi koniec bloga – który rzekomo jest do d. Już tak było – i znów tak będzie. To nic nowego.

  263. Antonius
    15 grudnia o godz. 14:55

    Antoniusie, świetnie wiesz, że nie musisz się tłumaczyć z małej litery. Nie mówię tego przeciw Ortegowi, mówię przeciw niepotrzebnym wzmożeniom konfrontacyjnym. Duża litera w wyrazie pospolitym tylko MOŻE wyrażać osobisty stosunek piszącego do nazwanej osoby. Traktowanie tego jak wszechobowiązującej zasady jest nieuprawnione. W konkretnym wypadku napisanie „generał” (o Jaruzelskim) nie oznacza żadnego stosunku, więc i lekceważenia, jest emocjonalnie neutralne.

    Znany jest wszechobecny, pospolity wyraz „bóg”, który w odniesieniu do boga w religiach monoteistycznych pisze się zwyczajowo dużą literą: „Bóg”. Bo taki bóg w monoteistycznej religii jest jeden (ale, cholera jasna, w chrześcijaństwie – w trzech osobach, i co z tym zrobić? Nie wiem, nic nie robię, bo jeszcze trzech w jednym nie widziałem, jak zobaczę, to coś zrobię – najpewniej zwieję ze strachu). Ale jak ktoś ma wszystkich bogów w jednym miejscu z tyłu, nikt go nie zmusi do nobilitowania akurat jednego z tysięcy dużą literą. To samo z generałami, kapralami, policją, ministrami, a nawet papieżami.

  264. @Antonius 15 grudnia o godz. 11:44

    W wezwanie xiunca do generała Jaruzelskiego na łożu śmierci przez żonę lub inną osobę z rodziny – chętnie uwierzę. Monika Jaruzelska pisze, że została ochrzczona przez babcię w tajemnicy przed rodzicami, a zwłaszcza przed ojcem i oczywiście jak najbardziej wbrew rodzicom. Joseph Campbell, religioznawca pośmiertnie zaanektowany przez kaka, miał piękną żonę – tancerkę i religiantkę. I kto wezwał kiecuna? Wniosek prosty.

    Twój zaczepiacz notoryczny Orteq napisał kiedyś, że nie życzy sobie, żeby po jego śmierci ktokolwiek pamiętał, że swoj „nędzny żywot” przeżył jako ateista. Jego żona jest, jak łatwo się domyślić (nawet gdyby o tym nie pisał na blogu) religijna w kierunku baptyzmu czy czegoś tam. Dzieci wozili regularnie do szkółki niedzielnej.

    A na koniec – nasz znajomy, który niedawno zmarł zbyt wcześnie na galopujące ALS i który zawsze o religii wyrażał się z lekceważeniem, po śmierci został zakładnikiem dość młodej wdowy – zajadłej religiantki. Ona nie tylko sprowadziła xiunca zazaz gdy tylko wyzionął ducha, ale zawłaszczyła jego pamięć, opowiadając licznie zgromadzonym na stypie (człowiek był popularny) jak to to małżonek „się nawrócił” i jaki to jest dla niej cud.

    W dodatku nie zadowoliła się zniesmaczeniem rodziny i znajomych przez zaanektowanie mikrofonu (który z zasady jest przeznaczony dla wszystkich, którzy chcieliby podzielić się wspomnieniami o zmarłym) ale teraz publikuje filmiki w internecie, nadal opowiadając przeraźliwe bzdety o rzekomym „cudownym nawróceniu” małżonka. Ta kobieta to skrajny przypadek „apostołki”, która w tej chwili chyba raczej nadaje się do leczenia psychiatrycznego – ale mechanizm w każdym przypadku jest ten sam. Kochana żona…

  265. Na marginesie
    „W wezwanie xiunca do generała Jaruzelskiego na łożu śmierci przez żonę lub inną osobę z rodziny – chętnie uwierzę. Monika Jaruzelska pisze, że została ochrzczona przez babcię w tajemnicy przed rodzicami, a zwłaszcza przed ojcem i oczywiście jak najbardziej wbrew rodzicom. Joseph Campbell, religioznawca pośmiertnie zaanektowany przez kaka, miał piękną żonę – tancerkę i religiantkę. I kto wezwał kiecuna? Wniosek prosty”
    Przypuszczam, że tak było, jak domniemywasz. Z małżonki generała był kawał mściwej zołzy, czego córka nie przemilcza.
    Swoją drogą, wyobrażam sobie (odrobina empatii wystarczy), jak paskudnie mogła się czuć „towarzyszka panienka”, gdy papcio ogłosił stan wojenny. Imaginujesz sobie ten ostracyzm ze strony nastoletnich rówieśników? Choćby w szkole? Jakoś musiała się z tym uporać. Ale i nie wszyscy przyjaciele ją wtedy opuścili.

  266. Orteq
    15 grudnia o godz. 14:00

    Mnie szlo i wciaz idzie o to, ze niezlomni historycy nasi, dzisiaj pod finansowym patronatem IPN-u uplasowani przez rzadzaca partie, wciaz sie upieraja przy wersji jednej i tej samej wersji historii. Ze drugiej swiatowej nigdy by nie bylo jakby Stalin nie zmusil Hitlera do paktu z 27 sierpnia 1939-go. Tak jakby to nie Mein Kampf zapowiadala parcie na wschod tylko pakt Ribbentrop-Molotow to dopiero uczynil.

    Przeszłość, czyli historia, to za trudna dziedzina poznania dla historyka. Na ogół. Skoro coś jest historią, to znaczy, że „to było”, a jak coś było, to „my wiemy co było”. Tak działają historycy-idioci. Czyli IPN i mnóstwo innych.
    Historia ma mnóstwo obszarów partykularnych. Ilu jest dobych historyków gospodarczych? Śladowa ilość. Bo do pojmowania zjawisk gospodarczych trzeba dużo wiedzieć o samej gospodarce. Powinno się więc być ekonomistą, menedżerem inwestycyjnym, inżynierem czy planistą odpowiedzialnym za infrastrukturalną osnowę gospodarki, mieć w dorobku rolę ministra gospodarki czy kogoś podobnego. O gospodarce Polski międzywojennej miał wiedzę Minister Kwiatkowski i znacznie lepiej od historyka mógł o niej mówić. Historyk to rejestrator, zwykle niewiele, lub nic nie kapujący z tego, co rejestruje, a rejestruje to, co mu pasuje do głowy, lub celu: np. wsadzenia Generała za kraty. Wtedy tak będzie kombinował, żeby mu wyszlo na to, że Ruscy wcale nie mieli wejść, bo po co by mieli.
    Zresztą, historia to bardziej zajęcie dla psychologów, psychiatrów i badaczy głębi ludzkiej psyche. Tam siedzą namiętności, frustracje, lęki, podniety motywujące najsilniej do działania lub jego zaniechania, co tak samo tworzy historię jak aktywne działanie. Historyk powinien być badaczem głębi umysłu, a nie jest. Zarówno Hitler jak i Stalin są wzorcowymi przykładami postaci, do których trzeba przyłozyć miarę tego rodzaju, a nie pitolić o tym ile dywizji miał Hitler, ile Stalin, gdzie je ustawili, ile rowów przeciwczołgowych wykopali, ile min zagrzebali w ziemi i tak dalej.
    Z takiej wiedzy nie wynika żadna wiedza o historii i o człowieku, który jest jej podmiotem, oraz powinien być podmiotem badania historyka. On tyczasem zajmuje się pierdołami powierzchowności i nic nie pojmuje.

    Być polskim historykiem to już w ogóle niemożność. Z taką historią jaką mamy, trzeba klamać ile wlezie, kręcić i przeflancowywać rzeczy na odwyrtkę. Inaczej jest bardzo niemiło i nie ma wielkich powodów do radochy z własnej historii, a są wielkie do wielkiego wstydu i hańby.
    Na takie uczucia wobec siebie się nie zgadzamy. To inni nas nieustannie hańbili, my siebie ani innych – nigdy!

  267. Orteq
    15 grudnia o godz. 14:22

    To bardzo znaczące. Nie ma „ś.p.”, tlko jest zwykła, ludzka pamięć. Nie ma jezuskowego krzyża, a pomniczek wystawiła córka – „potajemnie ochrzczna” i jedyne jego dziecko, które ojciec kochał, choć mało miał dla dziecka czasu. Taką miał służbę i może był nieskorym, bo pozbawionym przez życie umiejętości rozdawania czulości człowiekem.

  268. Antonius
    15 grudnia o godz. 14:55

    Antoniusie, nic sie nie turbuj – jak mówi ktoś („turbuj”), ale nie wiem kto.
    W kraju, w ktorym ludność żyje fantazmatycznymi emocjami na temat swojej historii i tożsamości dojść do tego, że Generał, ten „bandyta nasłany przez Moskwę”, był w istocie postacią z rodzaju takiego, jak to sam opisałeś, to niebanalne spojrzenie i ocena człowieka z własną głową. Mądre i grubo ponad mierzwę falującej prostackości polskiego oceanu, bo nie morza, które międzynarodowe.
    ta polska obrzydliwość, bez której Polak nie ma tożsamości, dała znać i na pogrzebie Generała – o czym wspomina @Orteq – gdy Prawdziwi Polacy zarządzili modlitwę „za ofiary generała”.
    Tenże generał, walczył o Polskę i za Polskę. By Hitler nie zrealizował swojego Generalplan Ost (przez wielkie GIE): wymordowania w ciągu 8 lat 85% Polaków. Hans Frank – sumienny urzędnik i wykonawca, miał znakomite sukcesy w dziedzinie realizacji planu, acz wydajność byla nieco za niska. Brakło rąk do roboty, bo ręce były zajęte na Froncie Wschodnim. Brak zajęcia, lub zajęcia mniej zajmujące dałyby, z mocą pewności, właściwy skutek i Generalplan Ost zostałby zrealizowany pewne przed terminem. Może jako prezent urodzinowy dla wodza.

    Generał Jaruzelski, wtedy młodszy oficer, przyłożył swoje ręce, rozum, odwagę i życie do tego, by tak się nie stało. Nie ma nad Wisłą jednak Prawdziwych Polaków, którzy modliliby się, lub nie, ale dawali wyraz wielkiego, bo należnego Generałowi szacunku za to, że do ocalenia Polaków jako nacji i ocalenia państwa ówże się przyczynił. Gdyby Kościół kat nie był jaki jest, ale inny być nie może, co dla nas jasne, byby się modlił za ocalonych przez Generała, byłby wyrażał mu nieustającą i wawelskiej rangi dozgodnną wdzięczność, bo przecież Kościół kat „miłuje życie”, no i Polskę – jak gada. A ratowaniem życia Polaków i państwa Generał się zajmował całe swoje – życie.
    Fakt – kosztem życia Niemców. Ale to już odpowiedzialność bozi.

  269. Nie zabierałam głosu na temat stanu wojennego, bo mnie wtedy w Polsce nie było. Dla mnie SW to wspomnienie osobistej tragedii i wysyłanie paczek, czasem twardej waluty, rodzinie i znajomym.
    Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam posty wszystkich, którzy SW przeżyli w kraju. Bardzo ciekawe dla mnie były rozważania o “czerwonej linii”. Niejeden z Was inaczej widział ten okres na bieżąco, niż ocenia go dzisiaj. Śledząc wydarzenia w zachodniej prasie kiedyś i mając teraz możliwość spojrzenia wstecz, też zrewidowałam niektóre moje poglądy.
    @wbocku, blisko mi do Twojej oceny głównych dramatis personae tego okresu – Wałęsy i Jaruzelskiego. Zgadzam się z @agrycolą w jego ocenie sytuacji gospodarczej przed nastaniem SW i też uważam, że Jaruzelski był postacią tragiczną.
    W lutym 2016r. przypadkiem przyleciałam do kraju akurat na czas, żeby wziąć udział w marszu KOD w obronie Wałęsy.

  270. Tanaka
    15 grudnia o godz. 16:19

    Otóż właśnie. Nigdy nie miałem serca do historii, bo była dla mnie co najwyżej pustą opowieścią o zdarzeniach, nie o człowieku. Mój bliski kolega po ekonomice transportu morskiego w Sopocie i pracowaniu przez całe prawie zawodowe życie jako szef teatru poezji, potem dyrektor domu kultury, skończył uniwersytet trzeciego wieku o specjalności historia (teraz studiuje germanistykę) i bardzo fachowo mi wyjaśnia, że jestem matoł, bo miałem matołowatych nauczycieli historii. Ja mu na to, że od tych samych nauczycieli wyszli pasjonaci historii, a znakiem tego jestem matoł-samorodek, a nie od nauczycieli. Bo interesuje mnie trochę, a nie interesuje – bardzo wiele. Skoro się nie ma wiedzy o żywym człowieku w minionych dziejach i mieć nie będzie, to się opowiada baśnie z tysiąca jednej nocy, a ja z baśni wyrosłem. Zabawa w przestawianie – również na blogu – ołowianych czy plastykowych żołnierzyków, gadanie o tym, co powiedział Trump i jak zareagował Putin – to dla mnie przelewanie z pustego w próżne. I nawet mnie kiedyś zdumiewało, że można się pasjonować czymś, co nie ma najmniejszego związku ze mną. Potem dowiedziałem się, że moje przejmowanie się losem ziemi po zgaśnięciu słońca też nie ma związku ze mną. Tym samym sam znalazłem kolejne potwierdzenie, że jestem matoł. A moje prywatne, matolskie wyjaśnienie zainteresowania ludzi historią i polityką wygląda tak: to zajęcie dla ludzi w kapciach. Siedzi sobie zainteresowany, kiwa palcem w kapciu i zarządza światem. Nie musi się wysilać, wymyślać, szukać tematów w pustej kapuście, bo wszystko jest podane na talerzu w obfitości – wystarczy włączyć tele-morele, otworzyć gazetę i komentować. Dla każdego coś znanego. Siedź na dupie i wybieraj. I zarządzaj, i rób z tym, co chcesz. Cokolwiek powiesz, może być prawdopodobne, bo nie wiesz, jak było i jak jest tam, gdzie cię nie ma, i się nie dowiesz. A jak się zejdzie kilku takich kapciowych – weźmy, na blogu – jest intelektualna burza, umordowanie po łokcie i samo życie. Potem siusiu, smoczek i spać. Do następnego.

    Nic nie mówię przeciw. Mówię tylko, dlaczego chodzę po wodzie.

    Jak Chrystus chodził, fotografa nie było. Choć tylko ociupinka wiary – i mógł być. Więc czemu nie było, jak ze mną zawsze jest? To dla mnie są ciekawe sprawy.

  271. @hetajr 13 grudnia, 0:53
    Przeczytałam sporą część komentarzy pod artykułem o uroczystości zawierzenia w Piotrkowie, do ktorego podałeś link. Jeżeli te komentarze są reprezentatywne dla znaczącej części mieszkańców Piotrkowa, to moja umiarkowanie optymistyczna ocena polskich wyborców nie jest oderwana od rzeczywistości. Dziękuję za tę informację.

  272. kruk
    15 grudnia o godz. 18:07

    Jesteś, kruku, i jam jest, więc dopiero teraz. Dziękuję.

    Nie jestem pewien, czy było nielubienie Ciebie, czy jednak nielubienie – nie wiem jak trwałe – tego, o co oskarżałaś paru tutejszych ateistów. A oskarżałaś o prześladowanie – tak tego nie nazwałaś, ja tak dla skrótu nazywam – wierzących. Absurdalnie oskarżałaś, bo tu wierzących nie ma i nikt ich nie zaprasza. Jeśli wchodzą pojedyncze sztuki, to na własne ryzyko, jak powiedział Tobermorek. Inaczej mówiąc, kruku, żeby było prześladowanie, musi być ofiara. Trochę niepoważnie wygląda, kiedy ateistka występuje w obronie nieistniejącego. W dodatku ma pretensje, że ateiści w swoim ateistycznym kółku mówią jak ateiści.

    Broń Boże, nie mówię tak, żeby coś zaczynać. Mam Cię za człeka bardzo zrównoważonego i ze skłonnością do staromodnej sprawiedliwości. Więc bardziej do uważania niż do prztykania się. Od dziecka mnie ciągnęło do kobiet, jak się to mówi, poważnych.

  273. Tobermory
    13 grudnia o godz. 10:24

    Dopiero teraz posłuchałam, fajne 🙂 dodatkowo się ucieszyłam że jednak rozumiem
    natte voeten in de klompen hi hi

  274. @mag

    Czytałam obie książki, druga słabsza, chyba na kolanie pisana. Ale autorkę polubiłam, porównywanie jej do Ogórek to jakieś żałosne nieporozumienie.

  275. @mag 15 grudnia o godz. 16:10

    Swoją drogą, wyobrażam sobie (odrobina empatii wystarczy), jak paskudnie mogła się czuć „towarzyszka panienka”, gdy papcio ogłosił stan wojenny.

    Jak paskudnie mogła czuć się – to chyba nawet nie trzeba sobie wyobrażać, bo ona sama to opisuje we wspomnieniach? Pamiętam mgliście, bo czytałam dość dawno. Monika Jaruzelska jest niegłupią kobietą, ale razi mnie u niej dość agresywne wypytywanie (już bardzo starego) ojca o stosunki rodzinne i w szczególności jak mu się tam układało z matką. I ujawnianie tych szczegółów publicznie. W ramach empatii czy czegoś tam jeszcze – ja bym takie wyznania jednak trochę stonowała. Nawet za cenę braku dziennikarskich laurów.

  276. P.S. Nie wyznaję żadnego kultu „Generała” – i przysrywanie się Ortequa do Antoniusa o wielkie/małe litery uważam za prymitywny idiotyzm. Z drugiej strony wrzaski pod oknami, wleczenie starego człowieka po sądach i małpie zachowanie na pogrzebie są, moim zdaniem, poniżej dna. W sumie nie bardzo rozumiem to emocjonalne wzmożenie, które przebija z większości wypowiedzi. Ani kreowanie Jaruzelskiego na herosa, ani opluwanie go – po tylu latach – nie są mi bliskie. Nie sądzę, żeby zasługiwał na jakieś specjalne względy, ale przetrwałej traumy – zwłaszcza u ludzi, którzy nie przeżyli traumy stanu wojennego – też nie rozumiem. Jeszcze jedna polska zagadka…

  277. Jacek Kuron pisal w liscie z Bialoleki, luty 1982

    „W przewidywaniu najgorszego trzeba juz dzis robic wszystko co mozna, aby uswiadomic kierownictwu ZSRR, ze przy odrobinie dobrej woli z ich strony porozumienie narodowe Polakow – nawet bez udzialu obecnych wladz PRL – nie naruszy ich militarnych interesow, a dla ekonomicznych bedzie niezwykle korzystne. Natomiast interwencja zbrojna w Polsce bedzie ostatnim aktem ZSRR”

    —-W spolecznstwie polskim istniala wowczas powszechna swiadomosc tego, ze
    wybuch nie rozwiazuje zadnego ze stojacych przed nim problemow, a wrecz przeciwnie – stwarzal ogromne zagrozenie zarowno uzycia w najbardziej brutalnej
    formie sil wewnetrznych, jak i interwencji z zewnatrz.

    ——General Jaruzelski kojarzy mi sie z tym, ktory podpisywal rozkazy pozbawiajace
    stopnia wojskowego wielu polskich oficerow, ktorzy po marcu 1968 byli zmuszeni opuscic Kraj – znalem paru z nich (jeden nawet przeszedl szlak bojowy az do Berlina)
    Generalowie Jaruzelski, Kufel, Szlachcic, Korczynski…i inni.

    PS Polecam interesujace wspomnienia generala Tadeusza Pióro, ktory zasluguje na
    sczegolna pamiec w odroznieniu od powyzszych wymienionych.

  278. @Na marginesie, 19:53

    „Nie sądzę, żeby zasługiwał na jakieś specjalne względy, ale przetrwałej traumy – zwłaszcza u ludzi, którzy nie przeżyli traumy stanu wojennego – też nie rozumiem. Jeszcze jedna polska zagadka…”

    Lepszego komentarza nie znalazlem.

  279. Antonius
    15 grudnia o godz. 14:55

    „Ortequ kochany, (to wzorem pewnego posła), Napisalem kiedyś, że unikam potyczek słownych, ale nie tylko z Orteqem. Jeśli czytasz oprócz wstępniaka tez moje komentarze, to wiesz dlaczego – przyczyny techniczno-zdrowotne.”

    A ja ani pomyslalem o potyczkach z toba. Ja chcialem po prostu podkreslic pozytywna wymowe twojego wpisu o Generale, tym z malego gie napisanego. Poniewaz i ja i Tanaka piszemy ten stopien wojskowy najnowszego odrodziciela niepodleglej Polski z gie duzego, jakos zachcialo mi sie zwrocic uwage na te roznice. Bez najmniejszych potekstow, oczywiscie.

    Owszem, rozumiem, ze ta pani spod 15:08 zupelnie co innego ci sugeruje. Bo to i obowiazkowe wdepnięcie w muł, jesli sie dyskutuje z nickiem Orteq. I jego szczytowa forme w zakresie trollowania. Jak rowniez jego nachalne podszczypywanie i skłócanie wszystkich ze wszystkimi. Az do osiagniecia bardzo dumnej dumy i poczucia tryumfu po ogłoszeniu konca bloga. Jesli nie swiata wrecz.

    Przypomne na koniec, ze takie blogowe na rzucanie obfitym guanem na wybrane nicki jest czasem zadziwiajaco skuteczne. Niektorzy bowiem bezwiednie cos zapamietuja z takich napasci, bez najmniejszego powodu raptem dokonanych. I dla bezpieczenstwa zaczynaja unikac napadnietej ofiary-nicka. Co napastniczke szczegolnie rajcuje, jak to demonstruje dosyc czesto. Moderatora blogowego zeby zapewne bola z tego powodu za kazdym razem. No bo ma byc wysoka jakosc bloga

    Nie zebym tu, bron cie panie bocku, sugerowal ze i tobie sie to przytrafilo. Co to to nie. Zamiast takowego sugerowania ja ci z calej sily swojego ogranu tykajacego – niedomagajacego akuratnie, po dwoch niedawnych operacjach – zycze znikniecia wzgledow zdrowotnych. Tych limitujacych twoj pelny udzial na blogu. Szczegolnie pod wlasnym wstepniakiem.

    Wstepniak zas twoj najwyzszego sortu jest. Szapka moja az do ziemni bach

  280. Musze cos sprostowac

    Poprawniej byloby chyba napisac o Generale ‚wspolodrodziciel znow niepodleglej Polski’. Bez JP II, Gorbiego oraz ‚S’ on sam z siebie samotnym ‚odrodzicielem’ by nie zostal raczej. Co sobie wytykam, nikomu niczego nie przysrywajac oczywiscie. To w nawiazaniu do @19:53.

    Tez cie pozdrawiam, golabku pokoju ty moj

  281. Na marginesie
    15 grudnia o godz. 19:53

    „Nie wyznaję żadnego kultu „Generała”

    „nie bardzo rozumiem to emocjonalne wzmożenie, które przebija z większości wypowiedzi”.

    <b."Ani kreowanie Jaruzelskiego na herosa"

    „Nie sądzę, żeby zasługiwał na jakieś specjalne względy”

    Nie prościej było nic nie mówić, skoro nic nie powiedziałaś? „Kult”, „heros”, „jakieś specjalne względy”. Sama sobie wymyślasz tezy-słówka i sama z nimi tańczysz, nie bardzo się oglądając na ich związek z wypowiedziami, na które reagujesz. Ci niezaczadzeni i refleksyjni, którzy przeżyli stan wojenny jako dorośli, mają w głowach konkrety. A głównie mam na myśli samodzielnie myślące, niepolityczne zwierzęta, które przeszły ewolucję – od żywiołowego potępienia stanu wojennego do uprzytomnienia sobie wszystkich składowych ówczesnej sytuacji i zaakceptowania tego stanu post factum. To postawy najbardziej obiektywne, bo bezinteresowne politycznie. Z daleka widać, że nie masz tamtego doświadczenia, ale dajesz oceniający głos. Wzmożenie/niewzmożenie to raczej prywatna i nie do komentowania rzecz.

  282. wbocek
    15 grudnia o godz. 18:21

    I tak mi – na kanwie, jak to mówią – wpadł do głowy, czyli do niczego, temat na wstępniaka: jak było, że tak bylo, że był Jaruzelski.
    Kapci w ogóle nie używam, to dla kapciowych, więc albo boso, albo w ostrogach, więc może napiszę niebieską książeczkę na stron dwa tysiące, albo smsowo krótko: skąd-dlaczego-na co. Fantazmat polski ma strukturę kryształu, a trzeba, tak mówią – krótko i na temat. Bo szkoła podstawowa nie działa i dlatego te paciorki „za ofiary”, zamiast za co innego i bez paciorków a z głową.
    Co mnie,, oprócz Jezuska, który był lekkomyślny dla człowieka swego i nie zrobił sobie słitfoci, nie mniej interesuje.

  283. Tanaka, @16:19

    „Historyk powinien być badaczem głębi umysłu, a nie jest. Zarówno Hitler jak i Stalin są wzorcowymi przykładami postaci, do których trzeba przyłozyć miarę tego rodzaju, a nie pitolić o tym ile dywizji miał Hitler, ile Stalin… Z takiej wiedzy nie wynika żadna wiedza o historii i o człowieku, który jest jej podmiotem, oraz powinien być podmiotem badania historyka…

    Z taką historią jaką mamy, trzeba klamać ile wlezie, kręcić i przeflancowywać rzeczy na odwyrtkę. Inaczej jest bardzo niemiło i nie ma wielkich powodów do radochy z własnej historii, a są wielkie do wielkiego wstydu i hańby. Na takie uczucia wobec siebie się nie zgadzamy. To inni nas nieustannie hańbili, my siebie ani innych – nigdy!”

    Znowus celnie sie wstrzelil.

    Zapytam jednakze o drobna rzecz.

    Co historyk polski czyni z faktami historycznymi? Uczyniwszy czlowieka JEDYNYM podmiotem swoich badan. Czy przypadkiem PRZEDMIOTY tych badan, czyli fakty historyczne, nie ustepuja miejsca, w tym zabiegu historyka, wysokiej i jedynej podmiotowosci badan – czlowiekowi?

    Takie niewinne zapytanie, Tanako

  284. Moj ulubiony publicysta Leopold Unger pisal w paryskiej „Kulturze” 3/1982

    „Bonn poszlo dalej. Kreowalo Jaruzelskiego na cos w rodzaju szekspirowskiego bohatera, oddajacego siebie w darze narodowi. Nie powiedzieli tylko, ze tak juz sie przedstawial w innym kontekscie okupacyjnym niejaki Pétain. Wniosek z tego niechciany (?) w Bonn,
    ze Jaruzelski jest takim Polakiem, jak Pétain byl Francuzem”

    PS mowi sie o Pinochecie, ale gdyby wowczas zima 1981 roku byly wybory w Chile, to
    dykkator Chile zdobyl przynajmniej 50% glosow…. a Jaruzelski?

  285. ozzy, 20:07

    „‚przetrwałej traumy – zwłaszcza u ludzi, którzy nie przeżyli traumy stanu wojennego – też nie rozumiem. Jeszcze jedna polska zagadka…’ Lepszego komentarza nie znalazlem.”

    Rzeczywiscie, celny komentarz. Choc poprzedzony pewnym ‚przysrywaniem sie’ do Generala. No ale autorka celnego komentarza jest tylko soba..

  286. ozzy @21:02

    Nie wiem ile procent glosow zdobylby w stanie wojennym Jaruzelski. Wiem tylko, ze po uplynieciu tego Stanu spoleczna aprobata dla decyzji z 13 grudnia dochodzila, o ile dobrze pamietam, do ponad piecdziesieciu procent

  287. @ozzy 15 grudnia o godz. 21:02
    Jaruzelski jest takim Polakiem, jak Pétain byl Francuzem

    Na pierwszy rzut oka dobre, ale jednak nie bardzo.

    Zanim coś napiszę chcę podkreślić że zupełnie rozumiem zjawisko Petaina i Vichy i wczesnej kapitulacji Francji w 1940-tym w świetle I wojny światowej.

    Jak już usunąłem najważniejsze, wracając do porównania, to Jaruzelski i LWP i opór Polaków przez możliwym drugim Afganistanem w Polsce byłby czystym szaleństwem. Żadnych szans, tylko jedna wielka jatka. Jeszcze gorzej niż wszystkie poprzednie powstania. Armia Radziecka była z lewej, z prawej, z południa, oraz była wewnątrz, i to w wielu garnizonach.

    Francja, oczywiście kosztem ogromnych zniszczeń materialnych i wielkich strat w ludziach, mogła się bronić w 1940-tym o wiele dłużej. Nie zapomniajmy o ich flocie i o ich koloniach. Ale nawet część europejska mogła walczyć o wiele dłużej i być może nie bez szans na stabilizację frontu.

    Ducha zabrakło, no ale to już patrz punkt pierwszy.

  288. Orteq
    15 grudnia o godz. 20:51

    „Czy przypadkiem PRZEDMIOTY tych badan, czyli fakty historyczne, nie ustepuja miejsca, w tym zabiegu historyka, wysokiej i jedynej podmiotowosci badan – czlowiekowi?”.

    To ja, nieproszony, też odpowiem na to pytanie-niepytanie. Nie ustępują. Historyk musiałby być równie doświadczonym życiowo i myślowo psychologiem i równie zainteresowanym pojedynczym człowiekiem, jak historią. Nie mam dużego czytelniczego doświadczenia w sprawach historycznych, ale kiedyś czytywałem regularnie w „Faktach i Mitach” wywody niejakiego prawiczkowego historyka Palli, więc się naocznie przekonałem – zresztą cały czas transformacji to pokazuje – że historycy potrafią nosić tak różnokolorowe okulary i być takimi stronniczymi tumanami, że potem taki niedowidzący jak ja w ogóle nic nie widzi.

  289. Orteq
    15 grudnia o godz. 21:09

    Albo mi się, Ortegu, majaczy, albo nie majaczy – bo widzę przez mgłę również poparcie ponad 60%.

  290. Ozzy napisał:
    „General Jaruzelski kojarzy mi sie z tym, ktory podpisywal rozkazy pozbawiajace
    stopnia wojskowego wielu polskich oficerow, ktorzy po marcu 1968 byli zmuszeni opuscic Kraj – znalem paru z nich (jeden nawet przeszedl szlak bojowy az do Berlina)
    Generalowie Jaruzelski, Kufel, Szlachcic, Korczynski…i inni.”

    Mój komentarz
    Akcja czyszczenia wojska z Żydów przeprowadzona została sprawnie (jakie kryteria rozpoznawania przyjęto kto jest Żydem w tej akcji – nie wiadomo) i dokładnie przez Jaruzelskiego.
    O czym to świadczy?
    Moim zdaniem ta akcja, wybitnie nie wojskowa, świadczy o tym, ze generał potrafił być w zależności od chwili, od układu sił, skrajnym oportunistą.
    Czyn ten rzuca dużo światła na jego i podejmowane później posunięcia i intencje.
    Pzdr, TJ

  291. Skad wyczytano ze SW nie byl trauma? A stad

    https://natemat.pl/42797,stan-wojenny-nie-byl-trauma-trzy-powody-dla-ktorych-polacy-rozgrzeszaja-generala-jaruzelskiego

    „Kaczyński dzieli mocniej niż Jaruzelski”

  292. tejot:

    Jestes jednym z niewielu, ktorego z przyjemnoscia czytam i oczekuje na komentarz.

  293. wbocek, @21:21

    Mnie o 60 procentach spolecznego poparcia dla SW sie nie chcialo zamajaczyc. O 51% – jak najbardziej.

    Gugiel sie nie spisal zapewne

  294. Orteq
    15 grudnia o godz. 20:51

    Nie widzę, poza człowiekiem, innych podmiotów badania historyka. Człowiek to jedyny podmiot, fakty historii zaś są przemiotami badania.
    Z faktu, że człowiek jest podmiotem wynika i to, że bada się działanie podmiotu, czyli fakty historii.
    Kto bada podmiot nie badając przedmotowych faktów historii, nie bada podmiotu, a udaje.
    Kto bada tylko przedmiotu, niewiele, zgoła nic nie rozumie na temat podmiotu. I tak też, nierozumnie, przedstawiani są i Hitler i Stalin i większa część historii.
    Dlaczego małe dzieciątko boże zostało Hitlerem? Na to niemal żaden historyk nie odpowiada, bo też nic nie kapuje z człowieka. Opisuje, że był na I wojnie, że został podtruty gazem, że chciał byc malarzem, że łaził po piwiarniach,że szukał kumpli, że został wodzem i inne powierzchowności przestawia, zawzięcie się przy tym kłócąc z innym histrykiem, dla którego mało ważne jest to, że lubił piwo, a ważniejsze to, że piwiarnie miały miłe wnętrza.

  295. @wbocek 15 grudnia o godz. 20:41

    Nie prościej było nic nie mówić, skoro nic nie powiedziałaś? „Kult”, „heros”, „jakieś specjalne względy”. Sama sobie wymyślasz tezy-słówka i sama z nimi tańczysz, nie bardzo się oglądając na ich związek z wypowiedziami, na które reagujesz.

    Ty czytałeś komentarz @Tanaki z 13 grudnia o godz. 21:23? 😉

  296. Orteq
    15 grudnia o godz. 21:33

    Chyba to ja jestem większy od Ciebie alzheimer. Przypomniałem sobie, że najczęściej było właśnie w okolicach 50% i zwykle to była większość badanych akceptująca stan wojenny. Zawziętym raczej nie przychodzi do głowy powyobrażać sobie, co by było, gdyby było. A człowiek na miejscu Jaruzelskiego MUSIAŁ. Znajomy oficer, który w roku 1956 był słuchaczem WAT, mówił mi, że słuchacze na wypadek wypadku byli gotowi wystąpić przeciw radzieckim. Więc co mówić o roku 1981, kiedy nie pojedyncze zakłady i miasta były przeciw władzy, ale grube miliony. Byłaby masakra. Na szczęście dzięki Jaruzelskiemu możemy sobie teraz spokojnie, pod pierzynką o tym pogdybać.

  297. zza kaluzy:

    Wowczas w Polsce na przelomie 1981/82 nie bylo zadna pociecha, ze interwencja
    ZSRR moglaby byc ostatnim aktem ZSRR. Wiemy bowiem, ze imperia targane
    ogromnymi wewnetrznymi konfliktami, ktore nekaly kryzysy i zagrozone od zewnatrz
    wielokrotnie uciekaly w agresje. Szybko wowczas i bez wzgledu na koszta zwiekszano
    potencjal militarny, konsolidowano masy spoleczne wokol wladzy, odwracano uwage spolecznestwo od jego tragicznego polozenia.
    Taka byla z pewnoscia perspektywa wowczas.

  298. ozzy
    15 grudnia o godz. 21:02

    Moj ulubiony publicysta Leopold Unger pisal w paryskiej „Kulturze” 3/1982
    Pewnie się mniej znam na Ungerze niż Ty, znam się jednak nieco na tym, że paryska Kultura, mówiąc, czy robiąc różne sensowne rzeczy, fantazjowała też ile wlezie i więcej. Jej kontakt z realem politycznym, społecznym czy gospodarczym bywał luźny i bajeczny. Cenię sobie generalnie Giedroycia i jego różne przytomności przeciw nieprzytomnościom nadwiślańskim, lecz i on miał fantastę w sobie, który oczy miał zasnute fantazjami o celach swoistch i Polsce mniemanej.
    Przytomnie brzmi – tak to się przestawia – jego teza, że Polsce potrzebna Ukraina, bo oddala Rosję od Polski.
    Przy bliższym oglądzie, rzecz blednie. Dla Polski może to miłe, ze Rosja jest daleko tylko wtedy Ukraina robi za bufor dla Polski. Komu się podoba rola bufora nie wiem, a wiem, że mnie się nie podoba być buforem cudzej sprawy.
    Buforem zresztą była sama Polska i jęczała, że była. Ukrainiec miałby nie jęczeć. Dla komfortu Polski.
    Pominął też Giedroyć to, że Ukraina to była polska kolonia. Jak ma się przyjaźnić, w dodatku nie ze swobodnego i szczerego ku sobie uczucia, ale przeciw sąsiadowi, czyli nieszczerze, Ukrainiec-niewolnik z panem-Polakiem, to nie wiem, czy Giedryć wiedział. jakoś się przez tysiąc lat pan z chamem nie dawał racy przyjaźnić, a tu proszę: przyjaźć polsko-ukraińska przeciw Rosji.
    Polska buduje Ukrainę, nawet nie zbudowawszy siebie. Mały buduje dużego. Czyli symfonia fantastyczna na dwa cymbały.
    Rzeczywistość taka, że nie taka, jaka miała być: Ukrainiec nie wyznaje Polaka, a Polak Ukraińca, choć obaj – tak mówią – mają wojnę z Rosją.

    „Bonn poszlo dalej. Kreowalo Jaruzelskiego na cos w rodzaju szekspirowskiego bohatera, oddajacego siebie w darze narodowi. Nie powiedzieli tylko, ze tak juz sie przedstawial w innym kontekscie okupacyjnym niejaki Pétain. Wniosek z tego niechciany (?) w Bonn,
    ze Jaruzelski jest takim Polakiem, jak Pétain byl Francuzem”

    Użyłeś zwrotu retorycznego o dosyć egzotycznym sensie. Oto bliski nieznany (Jaruzelski) miałby być poznany za pomocą porównania do dalekiego nieznanego (Petaine’a).
    Mógłbyć to jakoś rozplątać i objaśnić, bo to dla mnie niejasne?

    PS mowi sie o Pinochecie, ale gdyby wowczas zima 1981 roku byly wybory w Chile, to dykkator Chile zdobyl przynajmniej 50% glosow…. a Jaruzelski?

    Tego tym bardziej nie łapię: co ma Jaruzelski do Pinocheta i co Polska do Chile, w dodatku zimową porą?

  299. @wbocek 15 grudnia o godz. 20:41

    Z daleka widać, że nie masz tamtego doświadczenia, ale dajesz oceniający głos. Wzmożenie/niewzmożenie to raczej prywatna i nie do komentowania rzecz.

    Przede wszystkim nie masz pojęcia, co przeżyłam, ale „dajesz oceniający głos”. Skoro sprawa „nie do komentowania” – nie komentuj.

  300. @ozzy 15 grudnia o godz. 20:07

    Dla mnie to oczywiste – ale zaraz posypią się gromy 🙂
    To taka polska specyfika – że moja racja musi być najmojsza.

  301. Tanaka:

    „Kultura” /Instytut Literacki, Paryz to nie tylko Jerzy Giedroyc
    a jak piszesz, ze jej kontakt z „realem politycznym, spolecznym czy gospodarczym
    bywal luzny bajeczny”? Coz mam Ci odpowiedziec? „Fantazjowala tez ile wlezie i wiecej”?

    PS
    Na odpowiedz jeszcze za wczesnie (jak odpisywala „adeptom” poezji Wislawa Szymborska w „Poczcie literackiej”.

  302. @Na marginesie

    „tak trzymac”, jak mawial red nacz GW

  303. zza kałuży
    15 grudnia o godz. 21:42

    Jak śmiesznie pytasz, to Ci śmiesznie odpowiem. Pokaż mi w bardzo rzeczowym przywołaniu FAKTÓW przez Tanakę, choćby ślad jakiegoś „herosa”, „kultu” i „jakichś specjalnych względów”. Takie nieprzystające do tamtej napiętej rzeczywistości słowa może wyprodukować tylko człowiek albo wtedy niedojrzały, albo świadomie czyniący sposób bycia ze swego splendid isolation i patrzący z tak wysoka, że mało co widzi. Tanaka widzi tamtą rzeczywistość i ja ją widzę. Nie bardzo warto gadać z tymi, którzy znają tamtą rzeczywistość tylko ze słów o niej i tworzą sobie różne fantazmaty, o których wzmiankuje Tanaka.

    „Nieprzystawalność Generała i jazgoczącego, nienawistnego oraz bohatersko będącego „na wojnie z Jaruzelskim” Polaka polega na tym, że Generał działał w rzeczywistości. Polak walczący z Jaruzelskim działał we śnie, w fantazmacie, co tworzy niemające niemal punktów stycznych światy. I fantazmatyczny Polak robi to dalej”.

  304. Na marginesie
    15 grudnia o godz. 22:04

    Pierwsza jesteś do fałszowania. Nie powiedziałem o JAKIEJŚ SPRAWIE nie do komentowania, lecz o tym, że wzmożenie/niewzmożenie jest rzeczą prywatną i nie do komentowania. I żadnych wzmożeń nie komentuję – zauważam sądy, nie wzmożenia. Więc Twoje „nie komentuj” jest ni przypiął, ni wypiął.

  305. @tejot 15 grudnia o godz. 21:23

    No więc właśnie – Jaruzelski po prostu kierował się swoiście pojętą racją stanu. Przypisywanie mu jakichś szlachetnych motywów albo jednoznaczne piętnowanie jest w obu przypadkach projekcją własnych wyobrażeń.

  306. @wbocek 15 grudnia o godz. 22:21

    Więc skoro twierdzisz, że komentować nie należy, to z jakiej racji komentujesz moje niewzmożenie, w dodatku imputując mi coś co rzekomo przeżyłam, a ty (hi hi!) wyczuwasz? Logiki trochę by się przydało. Jeżeli sądzisz, że nie należy – nie komentuj. Czy może postulat „niekomentowania” miałby akurat ciebie nie dotyczyć?

  307. ozzy
    15 grudnia o godz. 22:09

    Paryska Kultura to nie tylko Giedroyć i tak też napisałem: robiła to i sio.
    Ale jak cóż masz odpowiedzieć, o łatwo możesz, a zapytałem: co ma Jaruzelski do Pinocheta a Polska do Chile?
    No i mógłbyś i to, jak się ma Kultura-Giedroyć do „na zielonej Ukrainie”.

  308. @wbocek 15 grudnia o godz. 22:13

    słownik języka polskiego

    panegiryk

    uroczysty tekst pochwalny, sławiący konkretną osobę, czyn; utwór często pełen przesadzonego zachwytu

  309. A pombocek jak zwykle własną piersią broni Tanaki, przy czym (jak zwykle) pojawia się pytanie – przed czym? Zakałużnik ma rację, Tanaka napisał panegiryk dla Generała. To jego perspektywa i ma do niej prawo. Ale pombocek, broniąc Tanaki, odbiera innym (mnie na przykład) prawo do własnej oceny wydarzeń historycznych i przy okazji do oceny ocen. Przy okazji deklaruje, że „wyczuwa” że ja rzekomo jakoś nie tak odbieram polski stan wojenny. Dodajmy jeszcze, że pombocek nie ma pojęcia, czy i jak przeżyłam ten stan wojenny, ani kim jestem ani ile mam lat. On tylko sobie coś wyczuwa i rzuca się na ratunek – ot tak, na wszelki wypadek. Cały on.

  310. @wbocek a jak chcesz sie szczypać na pojedyncze słówka to akurat w tym przypadku nie ze mną. Tu nie sala sądowa gdzie rozstrzygamy prawa patentowe.

    Ja się mogę uśmiechnąć na takie gloryfikowanie Jaruzelskiego (po angielsku jest na to fajny zwrot: „nakładaj grubo”, lay it on thick), ale sobie skopiowałem tekst @Tanaki jako ściągę do użycia w przyszłości przeciwko komuś, kto z kolei będzie za bardzo (w moim subiektywnym pojęciu) napadał na generała.
    @Tanaka przesadza, ale doskonale wiem, że masa ludzi przesadza z oceną generała w drugą stronę. I wtedy argumenty @Tanaki mogą się przydać. 😉

  311. @lonefather
    To nie erozja o której piszesz.

  312. @Tanaka 15 grudnia o godz. 22:34

    Jeszcze caudillo Franco można by tu dorzucić – on też ma swoich entuzjastów i nienawistników. Oczywiście rządził autokratycznie o wiele dłużej niż Jaruzelski i ma na sumieniu o wiele więcej ofiar. W kategoriach skali trudno ich porównywać. Ale Franco też utorował drogę do zmiany rządów – to on sprowadził do kraju Juana Carlosa. Tyle tylko, że Franco zmarł przy władzy – więc nikt się nad nim za życia nie znęcał. Nie zdążyli.

  313. Na marginesie
    15 grudnia o godz. 22:33

    Jesteś większy czepiak od niegdysiejszego Ortega. Skoro tak jesteś niekumata, wytłumaczę jak krowie na rowie: wzmożenie/niewzmożenie to inaczej „emocjonalność”, która dla poważnego człowieka nie jest przedmiotem żadnej uwagi, więc i komentowania. A Ty wyraz „komentowanie” sobie dowolnie rozszerzasz na inne użycia i pieprzysz jak Piekarski o moim komentowaniu Twojego niewzmożenia. Ot takie kaczkowate odwracanie kota ogonem do granic absurdu, aż mu się w końcu urwie. Nie ma mnie.

  314. zza kałuży
    15 grudnia o godz. 22:42

    O, to Ty mi weź i napisz gdzie przesadzam.

  315. Na marginesie
    15 grudnia o godz. 22:29
    Tow.”Wiesław” też mówił o polskiej racji stanu. Dotyczyło to, nazwijmy w podtekście, Ziem Zachodnich i stacjonujących tam wojsk bratniej armii. Co miał na myśli to można sobie dopowiedzieć gdy się przypomni rozmowy 4+2 po upadku NRD i mało zauważonej wizyty Helmuth’a Kohl’a u Georg’a Bush’a sen.

  316. Matko moja,
    Znowu się wszyscy się kłócą. Wymiękam.
    Dobranoc z Państwem.

  317. Na marginesie
    15 grudnia o godz. 22:42

    To się nazywa „imputowanie”, od czego jesteś specjalistką i co Ci wytknąłem od pierwszych Twoich występów na blogu. Rozumienie siebie samego to wysoka szkoła jazdy, dla wielu – za wysoka.

  318. @wbocek
    Nie bardzo warto gadać z tymi, którzy znają tamtą rzeczywistość tylko ze słów o niej i tworzą sobie różne fantazmaty, o których wzmiankuje Tanaka.

    Stan wojenny widziałem juz z perspektywy młodego, ale już dorosłego człowieka.
    2 zatrzymania podczas demonstracji ulicznych, jedno przeszukanie mieszkania, kilka wezwań do SB na rozmowy, propozycja współpracy, próba przekupstwa. Rozprawy sądowe.
    Udział w 2 uczelnianych strajkach, drobna pomoc w zbudowaniu łączności (radiowej i telewizyjnej) niezależnej od milicyjnych i wojskowych zagłuszarek.
    Przewóz (tylko 2-3 razy) papieru do drukarni.
    Przewóż przez granicę 1 plecaka nielegalnych w Polsce wydawnictw, głównie miniaturowych książek, ze Sztokholmu do Gdańska, przekazanie ich komuś dalej.
    Przekazywanie dalej (kolegom z NZS) treści rozmów z kilkoma znajomymi ojca, pracownikami cywilnymi wojska, ilustrujących panujące w tym środowisku poglady. Podobnie przekazywanie rozmów z mamą starszego brata mojego najlepszego kumpla, wtedy zmobilizowanego żołnierza, ilustrujacych nastroje w jego jednostce.

    Więcej grzechów nie pamiętam.

  319. Wysila sie jedna, pod 19:53

    „Ani kreowanie Jaruzelskiego na herosa, ani opluwanie go – po tylu latach – nie są mi bliskie. Nie sądzę, żeby zasługiwał na jakieś specjalne względy”

    No i pewnie, komu potrzebne sa jakies tam wzgledy. A w szczegolnosci – nie umarlakowi!

    Ten umarlak nieszczesny zapobiegl rozjechaniu Pomrocznej czolgami w 81, czyniac to wrecz samotrzec. (Spoko, jezykoznawcy; znam ci ja, znam pulapke jezykowa, zwiazana z PRAWIDLOWYM uzywaniem tego archaicznego pologizmu). Stalo sie to za szczytu trwania Doktryny Brezniewa. Tej obowiazujacej podczas Budaoeszt 56 i Praga 68.

    Narciarzu! Znudzilo ci sie juz przypominanie rodakom najnowszych, i najoczywistszych faktow historycznych? Nie przejmuj sie tylko tanakowa, a i pombockowa chyba tez, sofistyka zwiazana z rozroznieniem podmiotow od przedmiotow polskich rozwazan ipeenowsko-historycznych

  320. @wbocek 15 grudnia o godz. 22:48

    Nic podobnego! „Wzmożenie” to wcale niekoniecznie „emocjonalność”. Nie rozumiem, dlaczego wzmożenie lub emocjonalność miałyby nie być „przedmiotem uwagi” nawet całkiem poważnego człowieka. A przede wszystkim – jeśli tak sądzisz i przy okazji postulujesz niekomentowanie, to po co komentujesz? Może się wyśpij albo co? Tanaka sobie da radę, nie bój nic 😉

  321. Na marginesie
    15 grudnia o godz. 22:48

    jestem niewielkim entuzjastą porównywania, zwłaszcza wtedy, gdy różnice położenia, kultury, czasu, waunków, mentalności są duże i niewielkie są pola wspólne zbiorów.
    Przykład Franco jest nieco bliższy, a Chile to już daleka egzotyka. Bywają dylematy wspólne, czy podobne, ale im dalej tym częściej są w tym pozory, a sploty warunków, pomimo powierzchownych podobieństw silnie rożne.
    Franco był faszystą, rozwalił Republikę, z pomocą Kościola kat i przyjaciół z Berlina. Nie brał bezpośredniego udziału w wojnie, nie walczył na froncie, kraju nie wyzwalał, bo ci co byli wrogami Jaruzelskiego byli przyjaciółmi Franco, zaś rozwalił tych, których Generał miał za przyjaciół – w tym rozwalał i „Czwartaków” którzy (chyba wszyscy) zostali uhonorowani przez demokatyczną już Hiszpanię. Jaruzelskiego zaś z honorami i atencją przyjmował król Carlos, jego wojskowi zaś uczyli się od wojskowych Generała jak się przeprowadza taką strategiczną i skuteczna operację.

  322. @zezem 15 grudnia o godz. 22:53

    No dobrze – ale co z tego wynika? Chcesz powiedzieć, że Wiesław nie rozumiał ówczesnej racji stanu czy że skompromitował samo pojęcie racji stanu?

  323. mag
    15 grudnia o godz. 22:54

    Matko moja,
    Znowu się wszyscy się kłócą. Wymiękam.

    Maguś, co tam sie kłócą – temat taki to raz, a dwa, że ja się ze sobą nie kłócę, ani nawet z kimś. Odchodzi gadanie. A jak ktoś z kimś, to tak to jest. Widzę tu sporo więcej treści niż jej braku. W takim temacie to niezły wynik.

  324. @mag 15 grudnia o godz. 22:54

    Dlaczego wymiękasz? Właśnie zrobiło się ciekawie.
    Tylko że ja niestety też coś muszę całkiem gdzie indziej.
    Shit happens…

  325. @Na marginesie
    Ziemie Zachodnie były pod „tymaczasową administracją polską” czego w polskich szkołach wówczas nie uczono, a co wiedzieli politycy. A jak jest w polityce to inny przykład, może nie bezpośrednio na temat. Otóż sojusznicy ówczesnych Niemiec Zach. zapewniali ,że oni jak najbardziej są za zjednoczonymi Niemcami, DDR to parszywy wrzód na zdrowym ciele Europy. Tym nie mniej jak zanosiło się ,że obie republiki mogą się połączyć, zaczęły się gorączkowe poszukiwania w temacie „samostanowienia” Niemiec (Mitterand, Thatcher) i nieoczekiwana wizyta Mitterand’a we wcześniej posponowanym NRD (w tym czasie walił się mur w Berlinie). Tutaj też dodano ,że obecne granice w Europie są nienaruszalne.
    Pewne rzeczy są do znalezienia w necie (jeszcze).
    Dodam senior Bush „tłumaczył” to ówczesnemu kanclerzowi N.

  326. Jaruzelski…Zdrajca? Patriota? Kunktator? Bohater? Karierowicz? Realista? A może po prostu produkt swoich czasów i uwarunkowań? Czy Jaruzelski z 1989 roku to Jaruzelski z roku 1981? Lub 1968? Nie wspominając o 1945? Postać z obrazu Grottgera czy Hieronima Boscha?

    Noc z 12 na 13 grudnia 1981 roku spędziłem w pociągu z Warszawy do Szczecina jadąc na statek, który stał w remoncie na stoczni Gryfia. Wiadomość o stanie wojennym – już w Szczecinie, na stoczni, była wielkim szokiem. A Jaruzelski stał się wtedy dla mnie uosobieniem najwyższego zła. Polskę opuściłem, na zawsze, 16 stycznia 1982. Dziś, z perspektywy blisko 40 lat, oceniam tak tamte wydarzenia jak i rolę Jaruzelskiego zupełnie inaczej niż wtedy. Jaruzelski był w grudniu 1981 kierownikiem państwa, państwa o charakterze jedynym jaki wówczas był możliwy. W obliczu rozpadu owego państwa nie miał większego wyboru, musiał podjąć decyzje które podjął by to państwo ratować, bo było to po prostu jego zas….m obowiązkiem. A alternatywa była zwyczajnie niewyobrażalna…

  327. Lubicz56
    13 grudnia o godz. 13:00

    To ta powszechna beznadzieja i mniej lub bardziej skrywaną nienawiść na ulicach. Tego generałowi wybaczyć nie tylko nie chcę ale i nie potrafię. Tym bardziej, że to co general zasiał 13 grudnia, zbieramy niestety do dzisiaj.
    Ukłony z Wiednia

    No, jak z Wiednia, to się człowiek wyraża precyzyjnie: to ci sialim przez tysiąc lat, to i zbieramy niestety do dzisiaj.

  328. Taieri
    15 grudnia o godz. 23:32

    Celnie to ująłeś: zas… obowiązkiem!

  329. Taieri/Tanaka

    Zasr..y obowiazek zdarza sie wtedy gdy shit happens. Ta od czepiania sie bez dajracji znowu ma slusznego

  330. Przeczytałam właśnie bardzo przyjemną wiadomość:

    „Zakończyła się gala wręczania Europejskich Nagród Filmowych. To był wieczór polskiego kina! Film Pawła Pawlikowskiego „Zimna wojna” otrzymał nagrody w najważniejszych kategoriach – film roku, najlepszy reżyser, najlepszy scenariusz i najlepsza aktorka. Obraz wyróżniono również za najlepszy montaż. Ceremonia odbyła się w sobotę, 15 grudnia, wieczorem w Sewilli, w Hiszpanii.”

  331. Quiz dla wszystko wiedzacych. Sa tu tacy?

    http://www.msn.com/pl-pl/styl-zycia/quizy/z%c5%82o-quiz-wiedzy-og%c3%b3lnej/ar-BBGKhQ8?ocid=ientp#page=21

    „Zimnej wojny” nie podlaczyli. Bo Pawlikowski to zadne ci tam trywia quizowe

  332. basia n

    Nie jestem entuzjasta tego obrazu ale grstuluje tylu wyroznien.
    Ogladatm teraz film „Roma”, rez. Alfonso Cuaron.
    W styczniu koncertuje u nas Piotr Anderszewski.

    Pozdr.

  333. Tanaka napisał:

    „Pominął też Giedroyć to, że Ukraina to była polska kolonia. Jak ma się przyjaźnić, w dodatku nie ze swobodnego i szczerego ku sobie uczucia, ale przeciw sąsiadowi, czyli nieszczerze, Ukrainiec-niewolnik z panem-Polakiem, to nie wiem, czy Giedryć wiedział. jakoś się przez tysiąc lat pan z chamem nie dawał racy przyjaźnić, a tu proszę: przyjaźć polsko-ukraińska przeciw Rosji.
    Polska buduje Ukrainę, nawet nie zbudowawszy siebie. Mały buduje dużego. Czyli symfonia fantastyczna na dwa cymbały.
    Rzeczywistość taka, że nie taka, jaka miała być: Ukrainiec nie wyznaje Polaka, a Polak Ukraińca, choć obaj – tak mówią – mają wojnę z Rosją.”

    Mój komentarz
    Giedrojć nie pomijał historycznych zaszłości z Ukraina.
    Giedrojć nie ponaglał, że trzeba kochać Ukrainę lub przyjaźnić się z nią przeciwko(?) Rosji.
    Giedrojć nie nazywał Ukrainy buforem.
    Po czwarte Polska nie jest w wojnie z Rosją.
    Pzdr, TJ

  334. ozzy
    16 grudnia o godz. 0:24

    Ja widziałam film we wrześniu w Polsce i podobał mi się – rozumiem jednak każde odmienne zdanie .Ale po dwóch dniach obejrzałam Kamerdynera. Ten obraz zrobil na mnie ogromne wrażenie. Szkoda,że ukazał się tuż przed Klerem,bo ukrył się w jego cieniu. A zasłużył z pewnością na uwagę i tematyką i gra aktorów.
    U Ciebie w styczniu P.Anderszewski,a u mnie już za tydzień w przyszłą niedzielę wielkie dwa koncerty – Shani jako pianista i dyrygent z Bachem, a potem Martha Argerich z Prokofiewem.Prawdziwe muzyczne święto.

    Pozdrawiam również 🙂

  335. wbocek, @22:55

    „Rozumienie siebie samego to wysoka szkoła jazdy, dla wielu – za wysoka.”

    Jeszcze raz – az do znudzenia – przypominam o istnieniu Wyzszej Szkoly Konnej Jazdy Na Capach. Istnieje ona w Polsce i tylko dla niewielu jest za wysoka. Nawet w przedmiocie rozumienia siebie samego

  336. Tejot:
    Juz w niedziele, czyli dzien pierwszy
    Pozdrawiam nocna pora

  337. Orteq
    16 grudnia o godz. 0:22

    Jak się czujesz? Bardzo chcialabym,abyś to ,co trudne miał już za sobą i mógł rozpocząć rekonwalescencję.

    Pozdr.

  338. ozzy
    16 grudnia o godz. 0:46

    Kończysz oglądać film ? Napisz,proszę coś o nim jutro.

  339. basia n
    Rzeczywiscie same wspanialosci.
    „Poklosie”bylo tym fimem, ktory zakotwiczyl sie w duszy mojej.
    Rozmawialem niedawno z kolega, ktory
    Kieslowskiego tlumaczyl Dekalog na ekranach a ktory wyznal mi, ze Kieslowski
    nie zrobil wiekdzego wrazenia na nim.
    Osobiscie tylko ” Krotki film o zabijaniu” zapamitalem bardziej.
    Ok dobrej nocy.

  340. @wbocek 15 grudnia, 22:13
    Muszę zgodzić się z @zza kałuży co do panegiryku @Tanaki i przy okazji wyrazić moje wrażenie, że Ty pewnych rzeczy nie chcesz zauważać. Z jakich powodów, nie zgadnę. Proszę przeczytaj uważnie fragment wpisu z 13 grudnia, o 21:23.
    „Generał, zanim został generałem, zaczynał od młodego podoficera i poszedł na realną, najbrutalniejszą z wojen nie tylko XX wieku, czyli na Front Wschodni. Front Zachodni, to przy Wschodnim były niemal wczasy. Poszedł w najstraszniejszą z wojen, by walczyć. Spóźnił się, co było zwykłym przypadkiem, do armii Andersa. Armia ta, miast walczyć, wyniosła się na długo na Bliski Wschód, zaś jej żołnierze, zwłaszcza oficerowie – wedle brytyjskuch raportów inspekcyjnych – byli
    gnuśni, wsteczni w wiedzy o wojnie i leniwi w nauce. Ominęli najgorszą wojnę, by wziąć udział w drobiazgu: bitwie pod Monte Cassino. Owszem, ofiary poniosła krwawe, ale też drobne wobec liczny calkowitej i po części krawość ta była skutkiem nienależytego przygotowania się do wojny.
    Wojciech Jaruzelski zaś przeszedł najkrwawszą drogę, będąc do tego oficerem zwiadu. Zwiad zaś to taki rodzaj wojska, w ktorym trup ściele się nadzwyczaj gęsto, a odwagę, rozwagę i rozum wojenny trzeba mieć największe. Wojna nie oszczędziła mu ani śmierci najbliższych przyjaciół w walce, ani ran. Generał doskonale rozumiał, co to takiego wojna, poznał jej najpotworniejszą odmianę. I przeżył”.
    Czyli walcząc u boku ZSSR było się z mety większym bohaterem niż walcząc razem z naszymi zachodnimi aliantami. Więcej – ci walczący na Zachodzie byli “gnuśni, wsteczni w wiedzy o wojnie i leniwi w nauce”.
    Ciekawe kto takie łachudry wyselekcjonował, żeby sobie poszli walczyć u boku aliantów? Jaruzelski jest bohaterskim wyzwolicielem, bo szedł do Polski od wschodu. Że nie uczynił tego z wyboru, tylko tak mu się zdarzyło, bohaterstwa mu nie ujmuje.
    Nie pomniejszam zasług żołnierzy, którzy bili się z Niemcami na wschodzie, ale robienie z nich
    większych bohaterów od tych, którzy utworzyli Armię Andersa, to przedziwny sposób interpretacji historii. Nie dziwię się, że @zza kałuży wpisał ten post @Tanaki do swojego archiwum.

  341. ozzy
    16 grudnia o godz. 0:54

    Pokłosie widziałam w ubiegłym roku i mnie również utkwił bardzo głęboko w pamięci.
    A Kieślowski nie jest rownież moim ulibieńcem.

    Dobranoc

  342. Orteq
    15 grudnia o godz. 22:57

    Cholera, już spałem, ale mi się stan wojenny przyśnił – jak z kumplem wieźliśmy na skromnym gazie dwie połówki wieprza z Jamna. Wypiliśmy pod świeżynkę raptem dwie połówki w trzech minus kierowca, więc co to był za gaz. Na brak futru w stanie wojennym ani razu nie narzekałem, na brak woltów – owszem. Zdarzało się cienkie piwo, którego trzeba było wypić z 5 butelek za przedwojenną jedną, a cysto cerwono kapslowano była pożądaną, rzadko widzianą rzadkością.

    Piszesz, Ortegu: „Stalo sie to za szczytu trwania Doktryny Brezniewa”. To zapobieżenie rozjechaniu nas czołgami. Jeszcze raz wspomnę, że nie tylko doktryna trwała, ale i sam Breżniew dał głos ostrzegającym listem, który został u nas opublikowany – tylko zdążyłem przeczytać i z łamów znikł.

    Cała ta solidarnościowo-kościółkowa hołota może sobie po 89. roku odważnie pleść, co ślina na język przyniesie. Żaden taki pajac nie próbuje się postawić w tej sytuacji w roli odpowiedzialnego za państwo, tylko uparcie trzyma się pomysłu, że by „nie weszli”. Obawa, że „wejdą” to też był tylko pomysł. Ale jak miał się zachować odpowiedzialny gospodarz – uniknąć własnym wyprzedzającym działaniem wariantu „wejdą”, czy machnąć ręką „E tam, może nie wejdą” i czekać, co będzie? Ja też pewnej majowej nocy w porcie gliwickim, jak zobaczyłem pijanego łodziarza, który wpadł do basenu i nie bardzo sobie dawał rady, mogłem machnąć ręką i powiedzieć: „E tam, może nie utonie”.

    A przecież groźne było nie tylko to, że „wejdą”, ale i sytuacja w kraju – mnożące się wariackie strajki. To było coś jak czekanie bandytów, zwanych teraz „żołnierzami wyklętymi”, na trzecią wojnę światową, kiedy jeszcze się dobrze nie skończyła druga. Urwicy dostawałem, jak słyszałem te debilne gadki. Dopiero pod koniec życia mi przeszło. Ale skoro się obudziłem, to nie całkiem widać przeszło.

  343. 16 grudnia 1981 roku był czwartym dniem stanu wojennego. Na ten dzień miałem wyznaczone badania EEG w poradni neurologicznej Szpitala Specjalistycznego w katowickim Ochojcu. Były niezbędnym elementem potwierdzającym dobry stan zdrowia pilotów samolotowych. Ponieważ Główny Ośrodek Badań Lotniczo-Lekarskich we Wrocławiu nie posiadał ówcześnie aparatury EEG, każdy pilot we własnym zakresie musiał dostarczyć wyniki stosownego badania swego mózgu. Termin mojego badania przypadł akurat na 16 grudnia na godz. 12:15. Już wcześniej załatwiłem sobie w pracy zwolnienie na ten dzień. I chociaż moje biuro projektów zostało decyzją władz jednostką zmilitaryzowaną, nie miałem problemu z załatwieniem wolnego.
    Do szpitala pojechałem autobusem WPK. Jego normalna trasa przebiegała wtedy m.in. ulicą Wincentego Pola, a jeden z przystanków mieścił się tuż przed głównym wejściem do kopalni „Wujek”. Tym razem autobus nie skręcił w stronę kopalni, której załoga strajkowała od początku stanu wojennego. Mimo wszystko, z autobusu było widać, że kopalnia została otoczona przez wojsko i milicję. Dzień wcześniej przez Katowice przejechała kolumna czołgów i gąsienicowych BWP, kierując się w stronę „Wujka”. Manifestacja siły robiła wrażenie. Do tego nad miastem pokazały się latające czołgi, czyli śmigłowce bojowe MI-24. Nie były głośne, ale świst łopat ich wirników wywoływał ciarki na plecach.
    W szpitalnej poradni zgłosiłem się ponad pół godziny przed czasem. Wypełniłem otrzymaną dokumentację i czekałem na swoją kolejkę. Wreszcie zostałem wywołany. I wtedy zadzwonił telefon. Po jego odebraniu, pani doktor poinformowała wszystkich obecnych w przychodni, że mają sytuację alarmową i wszystkie badania zostają przełożone na inny termin, o którym pacjenci mieli zostać powiadomieni pisemnie. Wszyscy lekarze i pielęgniarki udali się na oddział, a poradnia po jej opuszczeniu została zamknięta.
    Kiedy wychodziłem ze szpitala, pod główne wejście podjeżdżały pierwsze karetki z rannymi z kopalni „Wujek”. Przywożono rannych górników oraz milicjantów.
    Ta rocznica siłowego odblokowywania kopalni budzi we mnie refleksje. Zawsze mowa jest o bohaterskich górnikach, którzy stracili swoje życie w starciu z funkcjonariuszami MO. O ofiarach ze strony milicyjnej nikt nie wspomina. A przecież były. I to poważne. Bo według dzisiejszej narracji służyli nie temu państwu co trzeba. A ja myślę, że zwyczajnie urodzili się nie w porę.
    Obecna władza mówi wyłącznie o opresyjnej milicji czasów PRL, a ani się nie zająknie o międzywojennej policji, która wielokrotnie w czasach II RP strzelała z długiej broni do polskich obywateli strajkujących w różnych miejscach ówczesnej Polski. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że sporo osób pamięta jeszcze PRL, a II Rzeczpospolitą już naprawdę bardzo nieliczni. A może te przyczyny leżą w relacjach pańskiej II RP i „chamskiego” z rodowodu PRL-u?

  344. kruk
    16 grudnia o godz. 0:57

    To dla mnie za szczegółowa sprawa, kruku, za mały jestem, by zbierać głos. I nie ma potrzeby – Tanaka da se radę. Ja natomiast nie od dziś, ale od jakich 50. lat wiem, że można liczyć na wnikliwe czytanie cudzych, wnikliwie pisanych tekstów, tylko ludzi wnikliwych, którzy są taką samą rzadkością jak ludzie mądrzy. Na blogu dziesiątki razy obserwowałem powierzchowny odbiór prowadzący nieuchronnie do konfliktów, które im więcej było wyjaśnień, tym bardziej się pogłębiały. Być może niekoniecznie są to przypadkowe spory o szczegóły, lecz trwalszy kulturowy rozdział. Spotykają się ludzie, którzy nie powinni się spotykać, rozmawiają tacy, którzy nie powinni ze sobą rozmawiać.

  345. Nie było mnie, a tu dyskusja rośnie żywiołowa! Po przejrzeniu dorzucam swe kilka groszy na tematy interesujące (mnie!)

    @Antonius
    15 grudnia o godz. 11:44

    […] a co dopiero ludzi „zza byle czego”, których stan wojenny zastał, gdy jako obywatele zniewolonego narodu mogli podziwiać cuda kapitalistycznego zachodu, co nie wszystkim było dane. Niektórzy czynili to w nagrodę za wierną służbę, inni z łaski władz ze stu dolarami w kieszeni – raz na dwa lata.

    Wypraszam sobie! 😉 Ja mogłem podziwiać, 2-krotnie, ani za wierną służbę, ani z łaski władz. Pierwszy raz gdy w samym koniuszku gierkowskiego „dobrybytu” załapałem się na 2 tyg. wycieczkę Almaturu, bo byłem członkiem ZSP, drugi, z żoną w 1981 właśnie, za ździebko zielonych pracowicie uskładanych, a głównie za te sprezentowane przez zagranicznych kuzynów z okazji ślubu. Miłośnicy podróży od gardła sobie odejmowali, żeby kilka setek z tych polskich 3 tysięcy wymienić pod Pewexem na parę dolców, u zprzyjaźnionego z SB waluciarza i wpłacić na konto „B”.

  346. kruk
    16 grudnia o godz. 0:57

    Kiedy mówisz, kruku, że ja pewnych rzeczy nie chcę zauważać, to wiesz coś o mnie lepiej ode mnie. „Nie zauważać” i „Nie chcieć zauważać” to dwie różne rzeczy, a ja na pewno jestem mniej precyzyjny niż wtedy, kiedy podkuwałem jedną pchłę. Ale zauważam na przykład, że mówisz o tekście Tanaki, ale nie bardzo się fatygujesz, żeby wyraźnie oddzielić to, co mówi od siebie Tanaka, od tego, czego nie mówi od siebie.

    Piszesz na przykład:

    „Czyli walcząc u boku ZSSR było się z mety większym bohaterem niż walcząc razem z naszymi zachodnimi aliantami. Więcej – ci walczący na Zachodzie byli “gnuśni, wsteczni w wiedzy o wojnie i leniwi w nauce”.

    Komu przypisujesz te sądy?

  347. @Tanaka
    15 grudnia o godz. 16:19

    Długaśna (wybaczta!), zanudzająca krytyka i obrona!

    Przeszłość, czyli historia, to za trudna dziedzina poznania dla historyka. […] Zresztą, historia to bardziej zajęcie dla psychologów, psychiatrów i badaczy głębi ludzkiej psyche. Tam siedzą namiętności, frustracje, lęki, podniety motywujące najsilniej do działania lub jego zaniechania, co tak samo tworzy historię jak aktywne działanie. Historyk powinien być badaczem głębi umysłu, a nie jest. Zarówno Hitler jak i Stalin są wzorcowymi przykładami postaci, do których trzeba przyłozyć miarę tego rodzaju, a nie pitolić o tym ile dywizji miał Hitler, ile Stalin, gdzie je ustawili, ile rowów przeciwczołgowych wykopali, ile min zagrzebali w ziemi i tak dalej.

    Za trudna?!?? Eeeeeee!!!
    Od badania głębi umysłu są psycholodzy i psychiatrzy!! Jaka była po mojemu rola osobowości i umysłu Hitlera i Stalina wyszczególnię poniżej.

    Z takiej wiedzy nie wynika żadna wiedza o historii i o człowieku, który jest jej podmiotem, oraz powinien być podmiotem badania historyka. On tyczasem zajmuje się pierdołami powierzchowności i nic nie pojmuje.

    Powierzchowne nonsensy i generalizacja! Patrz niżej!

    @wbocek
    15 grudnia o godz. 18:21

    Otóż właśnie. Nigdy nie miałem serca do historii, bo była dla mnie co najwyżej pustą opowieścią o zdarzeniach, nie o człowieku. Mój bliski […] bardzo fachowo mi wyjaśnia, że jestem matoł, bo miałem matołowatych nauczycieli historii. Ja mu na to, że od tych samych nauczycieli wyszli pasjonaci historii, a znakiem tego jestem matoł-samorodek, a nie od nauczycieli.

    Znajomy ma rację!! Z mojego doświadczenia, zarówno jako ucznia, jak i nauczyciela wynika, że pasjonaci stają się nimi często wbrew nauczycielom, a nie dzięki nim, i dotyczy to nie tylko historii. Tak przy okazji, muszę się pochwalić, że na moje lekcje przychodzili czasem uczniowie na zwolnieniu lekarskim. Widać udało mi się serwować im wystarczająco fascynującą mieszankę informacji nt. procesów historycznych, faktów w rodzaju dywizji Hitlera i Stalina, oraz mało znanych zakulisowych sensacji o luminarzach i ich często skandalicznych numerach.

    […] Zabawa w przestawianie – również na blogu – ołowianych czy plastykowych żołnierzyków, gadanie o tym, co powiedział Trump i jak zareagował Putin – to dla mnie przelewanie z pustego w próżne. I nawet mnie kiedyś zdumiewało, że można się pasjonować czymś, co nie ma najmniejszego związku ze mną.

    Nie obraź się @wbocku, ale dowodzi to pewnej ignorancji. Patrz niżej!

    […] A moje prywatne, matolskie wyjaśnienie zainteresowania ludzi historią i polityką wygląda tak: to zajęcie dla ludzi w kapciach. Siedzi sobie zainteresowany, kiwa palcem w kapciu i zarządza światem. Nie musi się wysilać, wymyślać, szukać tematów w pustej kapuście, bo wszystko jest podane na talerzu w obfitości – wystarczy włączyć tele-morele, otworzyć gazetę i komentować.

    Bardzo niepochlebny NONSENS!

    Przejechaliście się szanowni panowie @tanak i @wbocek po historykach i historii, słowami i sposobem świadczących, że macie na ten temat bardzo powierzchowną wiedzę.

    Ale kolei.
    1. Historia jako nauka bada procesy społeczne w oparciu o wydarzenia, środowisko gospodarcze i społeczne oraz osobowości ważnych i mniej ważnych aktorów tych wydarzeń. Nie jest nauką ścisłą, bo wiedza o przeszłości jest z natury rzeczy niekompletna. Sprowadzanie jej do statystyk i recytacji dat świadczy o braku zrozumienia czym jest profesjonalna analiza historyczna. Liczby, daty i fakty gromadzą i zapisują kronikarze, pamiętnikarze i archiwiści. Historycy te informacje oceniają, weryfikują i na ich podstawie modelują jakieś przybliżenie dawnej rzeczywistości i prawidłowości ww. procesów. Nie są odpowiedzialni za to jak historia jest używana/wykorzystywana przez politykierów i mitotwórców, czy uczona w szkołach

    2. Na temat znaczenia i wpływu osobowości oraz głębi umysłów Hitlera, Stalina, Napoleona, Nerona, itp. na historię, historycy toczą spory od zawsze. Istnieją w tej dziedzinie liczne szkoły naukowe i mody, zmieniające się pod wpływem dominujących w danej chwili paradygmatów i klimatu społecznego.

    3. Wydarzenia historyczne i losy/zachowania czołowych aktorów mają wielki wpływ na losy jednostek, co jest jednak często przegapiane. Nawet historyczny laik może łatwo dostrzec, że np. fakt przedwczesnej i bezpotomnej śmierci Jadwigi Andegaweńskiej zmienił bieg historii, a zatem i wszystkich mieszkańców Europy Środkowej. Jak to ujął wybitny francuski historyk Marc Bloch, dzień dzisiejszy jest tylko ostatnią klatką filmu jakim jest historia i zrozumienie tego co się dzieje dziś jest niemożliwe bez znajomości tego co wydarzyło się wcześniej. „Historia magistra vitae” nie jest pustym przysłowiem!

    4. Historykom zawodowym nikt niczego na talerzu nie podaje! Muszą się solidnie nabiedzić, żeby coś sensownego poskładać do kupy, próbując odcedzić i ocenić co istotne z mętnej powodzi często wątpliwej wartości faktów i interpretacji.

    5. Pierdoły powierzchowności serwują i propagują politycy i agitatorzy, mamiąc masy ignorantów „historiami” wybiórczo, pokrętnie, bez kontekstu i powierzchownie wyłowionymi z historii.

    Aneks – bajka niesłusznie całkowicie zapomnianego poety, bajkopisarza, satyryka, lewicowca, Żyda, polskiego patrioty, Benedykta Hertza (1872 – 1952), o wpływie i znaczeniu jednostek na społeczeństwo.

    DOWÓDCA
    Porwany prądem strumyka,
    Korek, co butle zatyka,
    niby wódz, dosiadłszy fali,
    wierzchem wali
    coraz dalej
    z miną pułkownika.

    Mknie, mknie, płynie raźno, żwawo,
    własną się upaja sławą,
    co wyniosła go tak snadnie,
    i fizyki wielbi prawo,
    że nie grzęźnie głazem na dnie,
    lecz treścią swego tworzywa,
    chociaż upadnie,
    jak geniusz, nad tłum wypływa…..
    Vivant korek i oliwa!

    – Za mną wody! Jak naprościej!
    Droga ma – szlak konieczności!
    Kędy pomknę, strumień ze mną,
    chociaż przyszłość zda się ciemną,
    lecz opierać się daremno,
    więc precz wątpliwości!
    Dokąd wiodę, tam powiodę.
    Wierzmy w zapał, siły młode
    i – w wodę.

    Jak gdyby śladem komendy,
    Rwie struga tędy, owędy….
    Wtem cóż to?….Wódz bez pamięci
    jak fryga w miejscu się kręci?

    To wir, nie bacząc na względy
    należne jego potencji,
    porwał nasz korek i wkrótce
    na brzeg wyrzucił dowódcę.

    1908 r.

  348. wbocek:
    „Zawziętym raczej nie przychodzi do głowy powyobrażać sobie, co by było, gdyby było. A człowiek na miejscu Jaruzelskiego MUSIAŁ.”

    No właśnie. Dyskutujemy i gdybamy, a przecież dowód został przeprowadzony, choć w mniejszej skali. Był taki oficer, który miał obowiązek powyobrażać sobie, co by było, gdyby było. Ale zamiast wyobrażać sobie, działał zgodnie z doktryna „zmieścisz się śmiało”. A także „nam się udało, możecie próbować”. A potem eksperci badali brzozę.

    Jeśli ktoś działa zgodnie z doktryną „zmieścisz się śmiało”, to potem robi z siebie bohatera, jeśli się zmieści. Albo inni robią z niego bohatera, jeśli się nie zmieści. A przecież w obydwu tych przypadkach to tylko idiota. Natomiast ktoś, kto działa rozważnie i ostrożnie, w Polsce zostaje zdrajcą Ojczyzny. Zaś idioci buczą na jego pogrzebie.

  349. … a tymczasem posłanka Scheuring-Wielgus tak pisze o swoim spotkaniu opłatkowym w Sejmie RP z kardynałem Nyczem
    cyt:
    „Złożyliśmy sobie z księdzem kardynałem Nyczem życzenia świąteczne. Ja też życzyłam księdzu kardynałowi żeby 2019 był przełomowy jeśli chodzi o walkę z pedofilią w kościele. Żeby powstała komisja, która zbada skalę zjawiska i żeby winni byli karani. I zaprosiłam ks kardynała na 7 stycznia, gdy w sejmie będziemy przedstawiać zaktualizowaną mapę pedofilii w polskim kościele. Przekazałam też kopię listu do episkopatu, w którym wskazuję jak bardzo kuria Gdańska mija się z prawdą w sprawie ks. Jankowskiego”
    https://photos.app.goo.gl/myBihPnUDzrw4cFs9

    Moim zdaniem jest to kolejna kompromitacja niewolnicy kościoła posłanki Scheuring-Wielgus.
    Zwracanie się o cokolwiek do przedstawiciela pedofilskiej, oszukańczej i przestępczej organizacji jaką jest kościół katolicki
    jest poniżającym dowodem uznania hegemonii i władzy watykańczyków w Polsce.
    Zapraszanie klechy do udziału w pracach Sejmu jest niedopuszczalnym gestem tej rzekomo zwolenniczki państwa świeckiego i rozdziału państwa od kościoła.
    Moim zdaniem nie ma żadnej potrzeby dialogu z przestępcami w sutannach i w habitach, których działalność powinna być oceniana jedynie przez aparat sprawiedliwości i niezależne sądy.

    Ta pani wybiera się także do Watykanu pogadać z papieżem…
    Ten zamiar pani Scheuring-Wielgus kompromituje ją i jej zwolenników.
    Zwracanie się do głównego watykańskiego pasożyta ze skargą na jego podwładnych i z prośbą o pomoc to poniżające uznanie władzy watykańskiego kleru w Polsce i objaw kompromitującej niemocy państwa i zindoktrynowanego religijnie społeczeństwa.
    Wstyd i hańba zanosić prośby do wroga i okupanta Polski.

  350. Książkę „Towarzyszka panienka” miałem w reku, ale tylko przejrzałem. Zapamiętałem z niej, a może z wywiadów Moniki J., ze jej mama słuchała Wolnej Europy, jej tata nie, bo dostawał streszczenia, zaś jej ówczesny chłopak przychodził do jej domu z opornikiem, którego nie zdejmował w czasie wizyty.

    A jeszcze zapamiętałem, ze Monika jeździła do Chałup na plażę nudystów. Była córką dyktatora, wiec chodziła za nią obstawa (i słusznie). Książka nie wyjaśnia, jaki strój zakładała obstawa na plaży. A może nie doczytałem. Tak mi się roi we wspomnieniach. Doczytam przy najbliższej wizycie w Warszawie.

  351. Ateista:
    „Zwracanie się do głównego watykańskiego pasożyta ze skargą na jego podwładnych i z prośbą o pomoc…”
    To zdanie kłóci się z cytowanym tekstem posłanki, który mówi coś zupełnie innego.

  352. Na marginesie 15 grudnia o godz. 22:29
    „No więc właśnie – Jaruzelski po prostu kierował się swoiście pojętą racją stanu. Przypisywanie mu jakichś szlachetnych motywów albo jednoznaczne piętnowanie jest w obu przypadkach projekcją własnych wyobrażeń.”

    Wielkie, piękne, i głębokie. Polityk, a zwłaszcza szef państwa, ma obowiązek kierować się racją stanu. (Fraza „swoiście pojętą” zapewne oznacza, ze Na Marginesie wie lepiej od Generała, jaka ta racja powinna była być. Szkoda, ze Na marginesie nie powstrzymał się przed tym sformułowaniem.) Polityk, a zwłaszcza mąż stanu, nie powinien być rozliczany ze szlachetnych motywów, bo tymi piekło jest brukowane.

    Polityk powinien być rozliczany arytmetycznie: „zostawił minus zastał”. (Zastał drewnianą, zostawił murowaną => wielki.) Przy czym „zastał” oznacza moment przyjęcia odpowiedzialności, zaś „zostawił” oznacza moment jej oddania. No, wiec Jaruzelski zastał Polskę niesuwerenną, zaś zostawił już omalże suwerenną. Następca tylko zerwał owoce, które zostały wyhodowane za panowania Jaruzelskiego i z jego znacznym udziałem.

    Proste? Proste. Łatwe do przyjęcia? Trudne. Trzeba mieć trochę charakteru, żeby to stwierdzać bez pokasływania.

  353. „Narciarzu! Znudzilo ci sie juz przypominanie rodakom najnowszych, i najoczywistszych faktow historycznych?”

    Po takiej inwokacji nie pozostaje mi nic innego, niż przypomnieć mój gniot na ten temat. Uprzedzam, ze rozgadany.
    https://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2008/12/13/13-grudnia-roku-pamietnego/#comment-101237

  354. Ateista @ 6:38

    „jJest to kolejna kompromitacja niewolnicy kościoła posłanki Scheuring-Wielgus. Zwracanie się o cokolwiek do przedstawiciela pedofilskiej, oszukańczej i przestępczej organizacji jaką jest kościół katolicki jest poniżającym dowodem uznania hegemonii i władzy watykańczyków w Polsce. Zapraszanie klechy do udziału w pracach Sejmu jest niedopuszczalnym gestem tej rzekomo zwolenniczki państwa świeckiego i rozdziału państwa od kościoła…nie ma żadnej potrzeby dialogu z przestępcami w sutannach i w habitach, których działalność powinna być oceniana jedynie przez aparat sprawiedliwości i niezależne sądy. ”

    Czy nie zbyt ostro oceniasz te lewicowa ateistke? Zdeklarowana jako taka od sporej juz liczby lat?

    W jej ostatnich posunieciach trzeba przede wszystkim dostrzec swiadectwo iz pani ta REALNIE podchodzi do rzeczywistosci polskiej. Tej ktora wynika z 95-cio procentowego ukatolicenia spoleczenstwa.

    Twoje pobozne – he he – zyczenia iz działalność ludzi w sutannach powinna być oceniana jedynie przez aparat sprawiedliwości i niezależne sądy, tego realizmu nie wykazuja. Jako ze przez ponad tysiac lat historii kosciola na Ziemiach polskich nie doprowadzono do tego idealistycznego oceniania postepkow duchownych przez sady. Za duzo bylo i duchownych i wiernych zeby liczyc na skutecznosc dzialania systemu sprawiedliwosci przeciwko ksiezowskim odchyleniom od normalnosci.

    Posłanka Scheuring-Wielgusnie nie wyglada mi na niewolnice kościoła, probujac cos robic. A ze liczy sie z liczbowa rzeczywistoscia katolickiego spoleczenstwa czyniac co czyni, swiadczy tylko o jej rozwadze.

    O twojej rozwadze i dostrzeganiu realiow niewiele swiadczy. Ja tiebia bardzo sorry

  355. Herstoryk
    16 grudnia o godz. 3:47

    Herstoryku, masz swoje racje, ja mam swoje. I Twoje, i moje – subiektywne. Nie pretenduję do obiektywnego widzenia historii – winowat, może tego nie uwypukliłem – lecz mówię, czym jest ona DLA MNIE. Bardzo rzadko interesowały mnie zdarzenia, w których brało udział więcej niż dwóch człowiekowatych (np. stan wojenny – interesował bo dział się ze mną i nie był do uczenia się z książek). dużych spraw ludzkich po prostu nie ogarniam, dlatego wpatruję się chętniej w szczegóły i szczególiczeczki życia.

    Niepotrzebnie wyważasz, Herstoryku, w stosunku do mnie otwarte drzwi, skoro powiedziałem bez kokieterii, że jestem matołem. Dla uwyraźnienia tego dodam, że nawet gdybym nim nie chciał być, to nie da rady. Jeden z głównych powodów: gówniana pamięć. Nawet nie próbowałem zdiagnozować, jaka konkretnie – gówniana i tyle. Dawno temu dawałem tu ilustrację.

    Uczyłem się otóż daty Nocy św. Bartłomieja. Nie powiem, ile się uczyłem, bo nie pamiętam. Po roku, może po dwóch, a może nie wiem, po ilu, nauczyłem się na bank, że była w roku 15…i dalej nie pamiętałem. po następnych nie pamiętam, ilu latach zapamiętałem, że 157…i dalej, zabij mnie do dziś nie pomniu. A przecież historia to przede wszystkim pamięć. Bo gdyby rozumowanie – to byłoby co innego. Ale jakie rozumowanie, skoro nie pamiętasz, kiedy coś było, z jakiego powodu i po co.

    Więc widzisz, Herstoryku, dożyłem w całości do mego wieku bez historii, z jakąś jej ogólnością w kapuście składającą się ze strzępów. I nie narzekam, choć bywa, że się wstydzę. Przypuszczam, że i Ty nie narzekasz na brak zainteresowania szczegółami konstrukcji mostów, po których przejeżdżasz, chodzisz. A w czasach, kiedy byłem młodszy i siłą młodości bardziej towarzyski, miałem znajomych filologów, którzy nieznajomością fizyki i spraw technicznych – np. kranów, blaszaka (mimo kursów), odkurzacza, żelazka, w ogóle domowej elektryki – się chlubili, byli ponad materię. Ja się nieznajomością historii nie chlubię – tylko informuję i raczej mam ją za przypadłość. Ale że nie chciałem wiecznie chodzić ze spuszczoną głową, to mówię, jak jest. Może to czasem wyglądać na krytyczną ocenę tego, co ludzkość nazywa „historią”. Ano może. Zwłaszcza po tym, kiedy np. raz usłyszałem przy piwie od czterech historyków lub amatorów historyków cztery wersje tego samego, aż wybuchła między nimi awantura. Na blogu zresztą co rusz wybucha. I to nie tylko z powodu nieznajomości historii, ale z powodu na przykład atawizmów lub nieznajomości elementarnych zasad komunikacji przy równoczesnym używaniu tak fantastycznego narzędzia komunikacji jak internet.

    Jakoś miałem zakończyć, ale zapomniałem jak.

  356. Narciarzu @7:12

    Dzieki za przywolanie swojego komentarza sprzed dokladnie 10-ciu laty. Napisales u Szostkiewicza wtedy:

    „zmiany na taka skale, jaka wydarzyla sie na przelomie lat ’80 i ’90 ubieglego stulecia, na ogol dokonywaly sie po wielkich wojnach okupionych milionami ofiar. Jest prawdziwym historycznym ewenementem, ze rozpad sowieckiego imperium dokonal sie bez rozlewu krwi. Zmiana ukladu sil w Europie, jaka sie wtedy dokonala, faktycznie oznaczala koniec II Wojny Swiatowej i koniec sowieckiej dominacji nad Europa Wschodnia. Majac to na uwadze, mozna z niewielka tylko przesada powiedziec, ze z wojskowego punktu widzenia najwieksza w historii wojna zostala zakonczona przez armie skladajaca sie z tylko jednego zolnierza, ktorym byl general Jaruzelski. ”

    Dopiero po takim przypomnieniu zrozumialem znaczenie skromnego napisu na pomniku Generala, dokonanego 6 lat po twoim poscie na blogu u Szostkiewicza:

    „Wojciech Jaruzelski. Zolnierz”

    Monika Jaruzelska, corka swojego ojca, musiala zapamietac ten twoj post. No bo skad inaczej by powstal tak niby skromny a naprawde tak wielki napis?

    https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/J-hktkpTURBXy83OWQyNzA2ZDNkNzc1N2Q0MDU3OTY1ZGMyMjBmNjE3ZC5qcGeRkwIAzQHk

    Zostales wiec pisatielem istorii, Narciarzu. I to w kamieniu. Nikt wiec ci juz tego nie odbierze. Az do czasu zburzenia tego skromniczka pomniczka

  357. Orteq
    16 grudnia o godz. 7:24

    Mnie też, Ortegu, potraktowałeś kubełkiem zimnej wody, za co dziękuję. Byłem zdania, że wnoszenie zażaleń na zachowania podwładnych do ich szefa jest absurdem w sytuacji Krk, który jest firmą najbardziej zamkniętą dla niepowołanych. Ale to jest jedna z sytuacji, gdzie nie chodzi o logikę i jakieś – niechby i słuszne – zasady, lecz o skuteczność. Ta kobieta jednak stara się otworzyć to, co zamknięte. Mówi głośno, może na cały świat. Może nie da się tego wyciszyć. Patrzę trochę spode łba, ale może zaakceptuję.

  358. @Tanaka 15 grudnia o godz. 22:50
    O, to Ty mi weź i napisz gdzie przesadzam.
    Spróbuję, poniżej cz1.

    **********************************************

    Tanaka 13 grudnia o godz. 21:23
    (…)
    Przejdę do Generała.
    Mam jednoznaczne uznanie dla niego za to, że wychodząc z domu ziemiańskiego (choć skromnego) umiał dostrzec nędzę, katastrofę i krańcową niesprawiedliwość stosunków w Polsce, oraz generalnych stosunków nierówności i niesprawiedliwości, stając się człowiekem lewicy, co ówcześnie nazywano, powiedzmy, komunizmem.

    Albo zwykłym oportunistą. To później, bo wcześniej, jeszcze w ZSRR, sam stałbym się żyrafą, byle się tylko stamtąd wydostać. Tak więc nie zarzucam WJ żadnego oportunizmu podczas pobytu na nieludziej ziemi, tylko dopuszczam taką myśl co do jego późniejszych wyborów życiowych, już w PRL. Np. całkiem pięknie mu się awansowało po linii partyjnej. Zapewne partyjne awanse przyjmował z obrzydzeniem i wręcz trzeba było go krępować i siłą mu je do gardła wpychać. Przełykał zaś je wyłącznie dla chwały Ojczyzny.

    Mam dla niego wielkie uznanie za skrajnie ciężkie doświadczenia w trakcie wojny, na tak zwanej Syberii,, które ledwo przeżył, będąc raptem kilkunastolatkiem i to przeżył, jak należałoby powiedzieć „godnie”.

    Porządność, jest to dopiero
    Na skali zasług – zero.
    Zasługi się liczą, niektóre,
    Od porządności w górę.
    Gdy tytuł, zaszczyt lub władza
    Samą porządność nagradza
    Kto bez tej nagrody chodzi,
    Jasne, że kurwa lub złodziej.

    Umiał też świetnie odróżniać głownego i najrealniejszego wroga – Niemców, od znacznie słabszego, nie wroga, a może przeciwnika – Związek Radziecki, co i tak jest chyba zbyt poważnym terminem.

    Jasne, że miał właściwą proporcję wrogów. Ale trochę więcej sceptycyzmu wobec ZSRR w spadku po własnym dziadku i po ojcu by się moim zdaniem przydało.

    Generał, zanim został generałem, zaczynał od młodego podoficera i poszedł na realną, najbrutalniejszą z wojen nie tylko XX wieku, czyli na Front Wschodni.

    Jak ktoś pisze Front Wschodni, (nb. pierwszy raz w życiu widzę to-to napisane wielkimi literami), to zaraz wywołuje u mnie obrazy zaśnieżonych okopów pod Moskwą, Stalingradem czy Leningradem, gdzie w trzaskające mrozy odbywały się tytaniczne zapasy decydujące o losach świata. A jeżeli nie śniegi i mrozy to obrazy pól pod Kurskiem gdzie tysiące czołgów i dział masakrowało sie nawzajem w największej pancernej bitwie świata.

    Przypomnijmy zatem, że WJ nie było ani pod Moskwą, ani pod Stalingradem, ani pod Leningradem, ani pod Kurskiem. On swój szlak bojowy zaczął niedaleko rzeki Wisły, to by było jakoś w Polsce, gdzie jak wiadomo zarówno śniegi jak i mrozy bywają nieco lżejsze niż w sowietach oraz gdzie, geograficznie wprawdzie rzeczywiście był to „front wschodni” ale dramatyzm walk od dawna nie był już dyktowany wiszącym w powietrzu pytaniem „kto kogo?” tylko pytaniem o szybkość przesuwania się radzieckiego walca.

    Front Zachodni, to przy Wschodnim były niemal wczasy. Poszedł w najstraszniejszą z wojen, by walczyć. Spóźnił się, co było zwykłym przypadkiem, do armii Andersa. Armia ta, miast walczyć, wyniosła się na długo na Bliski Wschód,

    Chcesz powiedzieć, że armia ta powinna w całości „zbiec do Mandżurii”?

    zaś jej żołnierze, zwłaszcza oficerowie – wedle brytyjskuch raportów inspekcyjnych – byli gnuśni, wsteczni w wiedzy o wojnie i leniwi w nauce.

    Możesz przypomnieć @Tanaka, z jaką lokatą nieleniwy w nauce WJ ukończył szkołę w Riazaniu? Skutkiem nie lenienia się zostając promowanym na jaki stopień?

    Wojciech Jaruzelski zaś przeszedł najkrwawszą drogę, będąc do tego oficerem zwiadu. Zwiad zaś to taki rodzaj wojska, w ktorym trup ściele się nadzwyczaj gęsto, a odwagę, rozwagę i rozum wojenny trzeba mieć największe. Wojna nie oszczędziła mu ani śmierci najbliższych przyjaciół w walce, ani ran.

    Szczególnie w armii, która zdaje się szczególnie umiłowała razwiedku bojem i która znana była z pogardy dla życia swoich żołnierzy. Chcę powiedzieć, że miliony żołnierzy zginęły tak więc wychwalanie bohaterstwa tego, który przeżył jest takie sobie. Weterani zwykli mówić, że „najdzielniejsi z nas zginęli” a nie, że „skoro przeżyliśmy to znaczy, że my byliśmy najlepsi”.

    Generał doskonale rozumiał, co to takiego wojna, poznał jej najpotworniejszą odmianę. I przeżył. Tu należna uwaga: za haniebną gównianość mam, gdy kto gada, że „był na wojnie z Jaruzelskim”.
    Będąc generałem w LWP znany był z nietypowego, bo bardzo troskliwego stosunku do żołnierzy. Przypominał w tym Konstantego Rokossowskiego, który nie posyłał swoich żołnierzy na darmową śmierć, przed czym nie wahał się z kolei Żukow. Mam oczywiste powody przypuszczać, że właśnie na rodaku – marszałku Rokossowskim Jaruzelski się wzorował. Ale też było to coś więcej: nie naśladowanie, a własny stosunek do ludzi i miara wartości.

    Dodajmy jeszcze, że był służbistą i kładł wielki nacisk na dyscyplinę. Czy ja wiem, czy to są akurat najcenniejsze cechy u dowódcy.

    Przejdę do czasu, gdy objął w Polsce stery rządów.
    Polskim idiotom nic to nie mówi, bo też idoci odwracają się od wiedzy i widzenia rzeczy takimi jakimi są, podobnie jak ci oficerowie armii Andersa na pustyni: Generał odpowiadał za państwo. Za Polskę – za państwo.

    Acha, teraz juz rozumiem. Kaczyński odpowiada teraz za państwo. Za Polskę. I dlatego podejmuje takie a nie inne decyzje. Pod strasznym ciśnieniem odpowiedzialności za Kraj.
    Obaj, Kaczyński i WJ nie mają/nie mieli się kogo poradzić. Podzielić tą odpowiedzialnością. Lud jak wiadomo był i jest ciemny i zapytany o zdanie same durnoty odpowie. Zostaje tylko jedno; dyktatura. Oświecona, wiadomo, ale jednak dyktatura. Dla dobra ciemnego ludu.

    Za ludzi, za Polaków. Taka była konfiguracja spraw. Szaleństwo nieodpowiedzialności „Solidarności” było rozwalaniem Polski od środka: im bardziej rozwalona gospodarka, tym lepiej, a tym więcej władza, czyli Jaruzelski mają dać! Dać z niczego, bo w 1981 już mało kto chciał cokolwiek robić i w czymkolwiek się przyczyniać do gospodarczego istnienia państwa oraz do istnienia politycznego. Za wszystko odpowiedzialność ponosił Generał Jaruzelski. Wszystkie jęzory pluły na niego, a nie na jakichkolwiek innych przedstawicieli władzy państwowej włacznie z gen. Kiszczakiem, który, owszem, był znany, ale daleko za Generałem.

    I tak oto od forsowania Wisły i od zdobywania Wału Pomorskiego przeskoczyliśmy do roku 1981-go.
    Wyważone i odpowiedzialne strzelanie do szaleńczo nieodpowiedzialnych robotników w Gdańsku roku 1970-go jakoś tak zagubiło się nam po drodze. Zapewne z panegirycznego rozpędu. Biedaczek minister obrony narodowej był podczas najważniejszych narad jak ta bezwolna mucha na ścianie pokoju. Obecna ale milcząca i niepodejmująca żadnych decyzji ani nie rekomendująca niczego ani nie przekonująca do niczego. Ot, milcząca mucha na ścianie. A taki bohater wojenny, taki odważny, taki nieleniący się jak ci andersowcy, taki szacunek do życia ludzkiego posiadający. Taki czuły na nierówności i niesprawiedliwości, taki nietypowo troskliwy!

    cz2 pewnie jutro bo na razie głowa spada na poduszkę.

  359. basia.n
    16 grudnia o godz. 0:51

    „Jak się czujesz? Bardzo chcialabym, abyś to , co trudne miał już za sobą i mógł rozpocząć rekonwalescencję.”

    Czuje sie znacznie lepiej, basiu.n, dziekuje. Szwy zdjete, bol prawie ustapil.

    Rzeczywiscie wypisujac tu rozne dyrdymaly nie sprawiam wrazenia takiego chorego, ktory JUZ rozpoczal rekonwalescencje. Przepraszam za ten nierozsadek moj

  360. zza kałuży
    16 grudnia o godz. 8:32

    Dosłownie z każdego życiorysu – również z Twojego wielodzietnego i mojego bezdzietnego – można zrobić panegiryk i można zrobić paszkwil. Wystarczy tylko użyć specjalnej wagi i stosownie do niej CHCIEĆ. Właściwie – najpierw chcieć.

  361. wbocek
    16 grudnia o godz. 8:28

    „Mnie też, Ortegu, potraktowałeś kubełkiem zimnej wody, za co dziękuję”

    Eee tam, zaraz kubelkiem. A nie kropidelkiem czasem? Za pokropek zas raczej sie nie dziekuje. Jesli juz co to stowka do lapy katabasa i po sprawie.

    Jak znajde czas to moze sie cofne do wczesnieszych wypowiedzi i moze cos znajde istotniejszego do skomentowania. Napewno nie z zamiarem polewania kubelkiem jednakze!

  362. Orteq
    16 grudnia o godz. 8:50

    Kuwa, jak dziękuję, to masz przyjmować, a nie grymasić.

    Chirurga miałeś na poziomie? No jeśli rekonwalescencja bez problemów, to pewnie tak. Oby drobnymi kroczkami ku lepszemu. Mnie czeka operacja zastawki. Nie wiem tylko – przed śmiercią czy po.

  363. wbocek
    16 grudnia o godz. 1:09

    „Cała ta solidarnościowo-kościółkowa hołota może sobie po 89. roku odważnie pleść, co ślina na język przyniesie. Żaden taki pajac nie próbuje się postawić w tej sytuacji w roli odpowiedzialnego za państwo, tylko uparcie trzyma się pomysłu, że by „nie weszli”. Obawa, że „wejdą” to też był tylko pomysł.”

    Pomysl ten jednakze wynikal z czegos wciaz konkretnie istniejacego w 81, przez ciebie samego wspomnianego: z Doktryny Brezniewa.

    A konkretnie to z tego o czym tyle razy pisal Narciarz: za Odra staly dywizje enerdowsko-sowieckie. W ordynku jak najbradziej szczesliwe, serca im bily w zgodny ton.

    No bo jeszcze daleko bylo do nowej doktryny Sinatry. Wynikajacej z tonow pierestrojki i glasnosti.

    Na dalsze dyrdymaly duchu mi brak

  364. RATUNKU święta!!!
    Usłyszałoby Wielkie Ucho Wielkiego Brata, gdyby je podłączyć do myśli polskich kobiet.
    Po uwarzeniu christmasowego bigosu wyszłam z kuchni. Kobieta i 3 x K. I udałam się …, nie, nie. Żaden kościół, żadne kindery. Udałam się na leżankę do pani k osmetyczki. A potem oddałam się w fachowe ręce pani k oafiurzystki. W sumie spędziłam w bjuty salonie ponad trzy godziny. I nasłuchałam się. Generalnie panie uciekłyby przed tym „rodzinnym, szczęśliwym” czasem na bezludną wyspę.
    A może ktoś napisałby zgrabny wstępniak na temat christmasowego terroru?

  365. Wczoraj Kuba Wątły, na zakończenie swojego programu, powiedział, że krk kosztuje nas rocznie 19 miliardów. Jest to suma tak abstrakcyjna, że trudno się do niej odnieść.
    Ale kiedy powiedział, że przekłada się to na dwa wypasione ambulansy dziennie to mną naprawdę zatrzęsło.

  366. wbocku, @9:06

    Chirurga mialem doswiadczonego, 17 lat praktyki i doskonala opinie. Ale i on sie poddal, po 4 i pol godziny operacji nr. 2, nie znalazszly wszystkiego czego szukal. Wiec wyrzucil tylko co znalazl, zaszyl. Bo dluzej moje tykadlo odmawialo posluszenstwa. Co ja znam z jego opowiesci pooperacyjnych. Oraz z MRI, tez pooperacyjnego. Pokazujacego to czego on szukal. Tyle ze tak usytuowanego, ze dotrzec tam nie idzie, w pooperacyjnym rozrzucie wnetrznosci. Jak przyjdzie nastepny atak, bedzie dopiero wtedy cial. Takie perspektywy, panimajesz.

    Zycze ci przyjaznej zastawki. Moze jednak przed kurtyną, hę?

  367. Qba
    16 grudnia o godz. 9:34

    czy Marian Załucki była kobietą? 😉

  368. @Herstoryk
    @narciarz2
    @@@

    W szkole średniej nauczał mnie historii niewątpliwie dobry fachowiec. W czasach głębokiego PRL przedstawiał nam historię Katynia tak, jak oficjalnie wygląda dzisiaj. Niestety, nie wynikało to u niego z „rozsądku”, a z zacietrzewienia i negacji wszystkiego, co niezgodne z jego poglądami. Na szczęście dla niego, było to jeszcze przed 1968 rokiem, kiedy liczyła się (często) głównie fachowość. Do historii nie przekonał mnie, a wręcz przeciwnie – uświadomił mi łatwość manipulacji przeszłością.
    Wyjechałem (uciekłem) z PRL przed Solidarnością. Stan wojenny oglądałem zza „żelaznej kurtyny”. Mając kontakt z innymi Polakami za granicą, w tym z co bardziej prominentnymi dysydentami, miałem kłopoty z identyfikowaniem się z ich wszechobecnym zacietrzewieniem. Pamiętam np. wystąpienie J. Kuronia (latem 1981 roku) przed dosyć liczną publicznością w Bonn. Wykazał się daleko idącą indolencją i brakiem fundamentalnej wiedzy z zakresu ekonomii i nauk społecznych. Że nie było to tylko moje indywidualne odczucie świadczy fakt gremialnego opuszczania sali w trakcie jego wystąpienia.
    Po roku 1989 mogłem przyjechać do Polski. Bywałem często, nawet założyłem własną firmę.
    Tyle wstępu. Teraz wnioski.
    Zarówno w czasach PRL, jak i po zmianie ustroju, w moim odczuciu Polacy:
    – nienawidzą swego kraju,
    – mają pretensje do wszystkich,
    – są przekonani, że im się należy z racji urodzenia,
    – uwielbiają pastwić się nad słabszymi,
    – okłamują wszystkich, a najbardziej siebie.
    Oczywiście te cechy można przypisać każdej nacji, jednak w Polsce są one bardzo „popularne”, by nie napisać „modne”.
    I oczywiście jest mnóstwo dziedzin, w których Polacy osiągnęli i osiągają wiele na światowym poziomie. Jednak są to na ogół „wyczyny” indywidualne, często wbrew „życzliwemu” otoczeniu. Z powyższego wynikałoby, że jako jednostki jesteśmy statystycznie przeciętni, a jako społeczność/naród – do d..y. Najświeższy przykład – sukcesy Pawlikowskiego deprecjonowane przez znaczną część społeczeństwa.
    Kwintesencją polskości może być też popularne powiedzenie „uczciwy, czyli głupi”. Od kiedy pamiętam, a historia wskazuje na wielowiekową tradycję, Polską rządzili i rządzą ludzie, którzy na pewno nie powinni tego czynić, bo albo są wyjątkowo nieudolni albo chcą ją tylko wydoić/sprzedać. Za to wszyscy oni odmieniają przez przypadki ojczyznę, wierność tradycji, honor, obowiązek i – oczywiście – jakiegoś boga, na którego powołują się w każdej możliwej i niemożliwej sytuacji.

    Nasuwa się pytanie, czy tacy „przywódcy” są reprezentatywni dla całego społeczeństwa polskiego? Jeżeli tak, to trzeba się z tym pogodzić. Albo wyjechać. Jeżeli nie, to warto się zastanowić dlaczego wybieramy nie tylko nie najlepszych, ale nawet nie przeciętnych ale (prawie) najgorszych. Czy to jakiś zbiorowy masochizm? Czy to pokuta narzucona przez katolicyzm?
    Wydaje mi się, że chodzi tu o narzucaną przez wieki wiarę w hierarchię, tak społeczną (szlacheckie pochodzenie), jak i kościelną. Mamy już od pokolenia demokrację, a wybrane demokratycznie rządy ciągle traktujemy jak absolutnych władców ponad (doczesnym) prawem. Czyli zachodzi konieczność radykalnej zmiany nauczania i wychowania. A do tego nie dopuści kk. Cóż zatem robić Panie Boże?

  369. Herstoryk
    16 grudnia o godz. 3:47

    Mój komentarz
    Herstoryk, no właśnie. Historia bada procesy społeczne. Przede wszystkim. Rola jednostek w tych procesach, to niewyczerpany temat.
    Pzdr, TJ

  370. @wbocek
    16 grudnia o godz. 8:16

    Bardzo rzadko interesowały mnie zdarzenia, w których brało udział więcej niż dwóch człowiekowatych (np. stan wojenny – interesował bo dział się ze mną i nie był do uczenia się z książek). dużych spraw ludzkich po prostu nie ogarniam, dlatego wpatruję się chętniej w szczegóły i szczególiczeczki życia.
    Niepotrzebnie wyważasz, Herstoryku, w stosunku do mnie otwarte drzwi, skoro powiedziałem bez kokieterii, że jestem matołem. […] Jeden z głównych powodów: gówniana pamięć. Nawet nie próbowałem zdiagnozować, jaka konkretnie – gówniana i tyle. Dawno temu dawałem tu ilustrację.

    @Wbocku zacny! Brak drygu do zapamiętywania abstrakcyjnych informacji to nie żadne matołectwo. Jedni tak mają, że zapamiętują, inni nie, za to są np. ekspertami żeglugi, w czym nie pomagają żadne daty. Moja żona też do dat nie ma pamięci, a do polityki i historii specjalnego zainteresowania, co nie przeszkadza, że jest mądrzejsza ode mnie. Zresztą Historia to nie papuzie recytowanie dat (o czym b. wielu nauczycieli zapomina z wygodnictwa lub głupoty), ale używanie ich do tworzenia łańcuchów przyczynowo-skutkowych. Co można też robić wspomagając się kartką, albo ostatnio Internetem. Kłotnie i spory historyków wynikają z faktu, że Historia to nie nauka ścisła i wszystko można różnorako interpretować. Najlepsi historycy starają sie po buddyjsku nie mieć prywatnej opinii, ale odwoływać się do natury i układu społecznego wtedy.

    PS. Mostu zaprojektować nie umiem, logarytmów nie byłem w stanie pojąć nigdy, czyli też matoł jestem, ale naprawiam bez problemów krany, odkurzacze i co tam jeszcze, a w wolnych chwilach zabawiam się odnawianiem antycznych mebli.

  371. narciarz2
    16 grudnia o godz. 7:12

    „Narciarzu! Znudzilo ci sie juz przypominanie rodakom najnowszych, i najoczywistszych faktow historycznych?”

    Po takiej inwokacji nie pozostaje mi nic innego, niż przypomnieć mój gniot na ten temat. Uprzedzam, ze rozgadany.
    https://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2008/12/13/13-grudnia-roku-pamietnego/#comment-101237

    To jest bardzo dobry tekst! Właściwie, to zmarnowałeś wstępniaka, więc się czuj ochrzaniony 🙂
    Ten tekst jest świetną osnową do dyskusji na temat, do polemik, zgody czy krytyki, a przy tym dobrze wyraża Twój stosunek do sprawy, sięga po różne aspekty i ciekawie prowadzi linie argumentcyjne. Jest pełen, a nie pusty.

    GW i Polityka popełniły błąd, odmawiając tej publikacji. Ze względu na treść i sposób narracji tekst się do publikacji całkowicie nadawał. Być może drobne korekty stylistyczne, czy interpunkcyjne byłyby na miejscu, ale to zwykła praktyka u każdego wydawcy. Nie w tym więc rzecz.

    Brawo narciarzu! Za narciarstwo – też!

  372. @Qba
    16 grudnia o godz. 9:51

    Polską rządzili i rządzą ludzie, którzy na pewno nie powinni tego czynić, bo albo są wyjątkowo nieudolni albo chcą ją tylko wydoić/sprzedać. Za to wszyscy oni odmieniają przez przypadki ojczyznę, wierność tradycji, honor, obowiązek i – oczywiście – jakiegoś boga, na którego powołują się w każdej możliwej i niemożliwej sytuacji.
    Nasuwa się pytanie, czy tacy „przywódcy” są reprezentatywni dla całego społeczeństwa polskiego? Jeżeli tak, to trzeba się z tym pogodzić.

    Wielu wybitniejszym ode mnie wychodzi, że prawie zawsze rządzą ci co powinni i są reprezentatywni dla znacznej części, o ile nie większości, społeczeństwa.
    Mnie od dawna wychodzi, że społeczeństwa mają elity i przywódców na które zasługują. Czyli w wielkim skrócie i uproszczeniu, USA zasługiwały/zasługują na G.W. Bush’a i Trump’a, Francja na Macron’a, Rosja na Stalina, a Polska na Piłsudskiego, Jaruzelskiego, no i Rydzyka z Kaczyńskim.

  373. A propos kopalni Wujek o której wspomniał zak1953…

    Kilka late temu będąc w Katowicach jechałem nieopodal tej kopalni autobusem miejskim. Był prawie pusty; było w nim dwóch młodych chłopców, którzy jak wynikało z ich dość głośnej rozmowy jechali do tej kopalni złożyć podania o pracę. W pewnej chwili jeden z nich rzekł do drugiego: „(…)zobacz jaka śmieszna nazwa(…)” – chodziło o ulicę Dziewięciu z Wujka. Chyba nie potrzeba komentarza…

  374. @narciarz2
    16 grudnia o godz. 7:12

    Po takiej inwokacji nie pozostaje mi nic innego, niż przypomnieć mój gniot na ten temat. Uprzedzam, ze rozgadany.
    https://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2008/12/13/13-grudnia-roku-pamietnego/#comment-101237

    Nie kryguj się z tym „gniotem”. @Tanaka 16 grudnia o godz. 10:33 ma rację. Rzeczowy, dobrze napisany i sensowny tekst!

  375. Herstoryk
    16 grudnia o godz. 11:00

    no jak się kryguję, jak autora wziąłem i ochrzaniłem ?! No, taki gniot, że ten, no…

  376. Herstoryk
    16 grudnia o godz. 11:00

    Tfu! zanim przeczytałem, napisałem. Wygumkowuję, ale tak, że widać.

  377. Orteq
    16 grudnia o godz. 9:26

    No kurde, Ortegu, nie dość, że lekarz lekarzowi nierówny, to jeszcze organizmy i choroby są nierówne – bądź mądry i tnij równo. Można powiedzieć, że widzę to i współprzeżywam. Bo ja, mając artroskopię, byłem do połowy znieczulony i oglądałem robotę chirurga na żywo na ekranie. Jego asystent się zachwiał, jak zobaczył to samo, co ja i powiedział, że czegoś takiego jeszcze nie widział. To był efekt mojego liczenia na samoleczenie ruchem. Liczyłem ze sześć lat, kuśtykając, do czego się przyzwyczaiłem, ale w pewnym momencie mnie unieruchomił pieruński ból. Wyszło, że byłem zupa wołowa i nie wszystko da się ruchem. W środku kolano wyglądało jak zapomniany strych: pajęczyny, zdechłe pająki, wyssane muchy, zdechłe myszy, nietoperze, no cuda. Powoli dochodzę do siebie, jeżdżę na rowerze – to już cud i więcej bym nie potrzebował. No ale jeszcze to serce. Co pół roku dostaję prolongatę. Może dociągnę do drewnianej koszulki bez uśmiercania Bogu ducha winnego barana?

    Kurde, Ortegu, ale Ty jesteś w samym środku tej podróży z przesiadkami, czyli chyba się nie da bez reisefieber żyć. Ale najważniejsze, żeby dojechać. Nie umiem życzyć, ale Ci bardzo mocno tego życzę. Taką samą marnością z felerami jestem.

  378. zza kałuży
    16 grudnia o godz. 8:32
    @Tanaka 15 grudnia o godz. 22:50
    O, to Ty mi weź i napisz gdzie przesadzam.
    Spróbuję, poniżej cz1.

    **********************************************

    Tanaka 13 grudnia o godz. 21:23
    (…)
    Przejdę do Generała.
    Mam jednoznaczne uznanie dla niego za to, że wychodząc z domu ziemiańskiego (choć skromnego) umiał dostrzec nędzę, katastrofę i krańcową niesprawiedliwość stosunków w Polsce, oraz generalnych stosunków nierówności i niesprawiedliwości, stając się człowiekem lewicy, co ówcześnie nazywano, powiedzmy, komunizmem.

    Albo zwykłym oportunistą. To później, bo wcześniej, jeszcze w ZSRR, sam stałbym się żyrafą, byle się tylko stamtąd wydostać. Tak więc nie zarzucam WJ żadnego oportunizmu podczas pobytu na nieludziej ziemi, tylko dopuszczam taką myśl co do jego późniejszych wyborów życiowych, już w PRL.

    Mój komentarz
    Każdy chyba stałby się żyrafą, by się stamtąd wydostać.
    Miałem okazję rozmawiać nie raz ze świadkami, którzy stamtąd się wydostali do armii, jak Jaruzelski, a jeden z tych świadków w tym samym czasie uczył się w szkole oficerskiej w Riazaniu. Co by nie mówić, to w opinii tego gościa nie było w nich takich mocno górnoszlachetnych intencji, ani żołnierstwa we krwi, jak się dzisiaj przypisuje tym bądź co bądź twardym i zmuszonym do główkowania ludziom, tym, którym się udało, ale z drugiej strony kto nic nie robi, to nie może liczyć na to, że się uda.

    Zauważę też, że po latach, gdy wszystko się ustało i wykrystalizowało w tej wspominanej przeszłości, można powiedzieć na jedno na pytanie – ile wśród nich było przekonanych komunistów. -Może ciut więcej ile w reszcie społeczeństwa, w zależności od nastroju, sytuacji i preferencji zwierzchników. Czy byli oportuniści? Byli. A dlaczego miałoby takich nie być?
    Pzdr, TJ

  379. Herstoryk
    16 grudnia o godz. 10:29

    No to moje uznanie, Herstoryku. Nie za to, że mnie tłumaczysz, lecz za widzenie i spokojne uwzględnianie niedoskonałości człowieka i niejednorodności. W sumie za filozoficzny – przepraszam za staromodne słowo – dystans – do siebie, otoczenia i nawet do historii.

  380. Herstoryk
    16 grudnia o godz. 1:54

    Wypraszam sobie! Ja mogłem podziwiać, 2-krotnie, ani za wierną służbę, ani z łaski władz. Pierwszy raz gdy w samym koniuszku gierkowskiego „dobrybytu” załapałem się na 2 tyg. wycieczkę Almaturu, bo byłem członkiem ZSP, drugi, z żoną w 1981 właśnie, za ździebko zielonych pracowicie uskładanych, a głównie za te sprezentowane przez zagranicznych kuzynów z okazji ślubu. Miłośnicy podróży od gardła sobie odejmowali, żeby kilka setek z tych polskich 3 tysięcy wymienić pod Pewexem na parę dolców, u zprzyjaźnionego z SB waluciarza i wpłacić na konto „B”.

    Herstoryku!
    Przepraszam, że w ferworze walki o tekst nie wymieniłem wszystkich szczęśliwców, pasących oczy bogactwem kapitalizmu w trudnych czasach. Wymieniłem główne nurty, modne w moim otoczeniu. Ja byłem raczej singlem, bo ani konfident jak prof. Wolszczan i biskup X. Zawdzięczałem ten fakt brakowi zaufania do przedstawiciela zakamuflowanej opcji, a do „kolegów” naukowców, a tym bardziej księży, władza miała zaufanie. Odmowa współpracy np. u naszego biskupa skutkowała brakiem możliwości wykazania się w Watykanie – stąd biskup Nossol nie otrzymał kapelusza kardynalskiego, choć zasłużył nań bardziej niż inni polscy hierarchowie.
    We Francji zaoszczędziłem tyle, że mogłem wspomóc przyjaciół i żonie zwiedzanie Europy, np. powrót do domu z Paryża przez Rzym!. Mnie nie wypadało starać się o tych 100 dolców, ale żona je wykupiła i przekazała przyjaciółce, a 200 $ + pomoc z mojej strony umożliwiły jej wspaniałe wczasy na Lazurowym Wybrzeżu. Mieszkaliśmy w trójkę za darmo w pokojach gościnnych Obserwatorium w Marsylii i robili wycieczki. Zupełnie inną kategorią byli ludzie, mający dobrych krewnych za granicą. W mojej rodzinie nie chodziło o wyjazdy, choć brat i szwagier z tego korzystali, ale u nas o ciuchy. Kilka dni przed urodzeniem drugiej córki (a może po?) przyszła paczka od siostry z kompletem wyrobów firmy Penaten do pielęgnacji niemowląt i ubranko do chrztu, a obie córki paradowały w ciuchach jak z żurnala, nowych lub od starszej kuzynki. Wielu Ślązaków tak miało. Ta ciuchowa epopeja miała miejsce przed moim pierwszym wyjazdem za granicę, gdy dewizy widziałem tylko w zachodnich filmach.

  381. tejot:

    Wladza komunistyczna nigdy nie dzialala i nie mogla dzialac na korzysc spolecznstwa
    jej podporzadkowanego, nigdy by nie podpisala umow, by ich przestrzegac – przestalaby wowczas byc soba, co rownaloby sie jej swiadomemu samobojstwu. Jakiekoleik by nie byly ustepstwa na przstrzeni tamtych dziesiatek lat, zarowno wobec wlasnych spoleczenstw jak i swiata zewnetrznego, mialy na celu jej obrone i przygotowanie pozycji dla odzyskania tego co utracila na skutek powyzszego.
    Tak tez postepowal general Jaruzelski – bronil wladzy, by niszczyc dorobek spoleczenstwa (autentyczna podmiotowosc spoleczna)

    Pozdrawiam niedzielnie

    PS nie wiem, czy znasz swietna humoreske Slawomira Mrozka „Pogadanki z historii
    najnowszej”? Jak malpa (dar narodu braterskiego) zostala mimo woli ….generalem.

  382. Czy Jaruzelski przewidział Gorbaczowa

    W artykule narciarza powtarza się ahistoryczna teza, że Jaruzelski podejmując się przywództwa (formalnego) stanu wojennego w perspektywie pzrewidywal, w zamiarze dalekim miał usamodzielnienie się Polski, wyjście spod skrzydeł ZSRR, „zdradę” Rosji.

    Otóż gdyby nie procesy, które trwały w ZSRR i które doprowadziły do uznania potrzeby zmian i to uznanie przerodziło się w głasność i pieriestrojkę Gorbaczowa, itd., to intencje przypisywane tu Jaruzelskiemu nie miałyby nic do rzeczy. Zostałoby tak jak było i dalsze doskonalenie ustroju socjalistycznego mogło by trwać i trwać.
    Chyba, ze założymy, że ekipa stanu wojennego, to byli jasnowidze i wiedzieli, ze na razie, dla przetrzymania wprowadzimy stan wojenny, a jak TO nastąpi, to pójdziemy w wolne w 1/3 wybory i w demokrację.
    Pzdr, TJ

  383. @Orteq
    16 grudnia o godz. 8:36
    To dobrze,to cieszę się,że rekonwalescencja „na teraz” przebiega pomyślnie. Za rezultat trzeciej operacji w przyszłości ,już teraz mocno trzymam kciuki.

    @wbocek
    16 grudnia o godz. 11:06
    A Ty wbocku bardzo uważaj teraz w końcu na siebie i rób tylko to,na co lekarz pozwoli. Bez swoich „wynalazków ” terapeutycznych !! Wtedy wszystko powoli dojdzie do normy. Za ciebie trzymam kciuki również 🙂

  384. wbocek
    16 grudnia o godz. 11:06

    Zastawki to teraz wymieniają rutynowo, ciach, wymienił, zaszył, następny. W dodatku można mieć wedle upodobań religijnych wołową lub wieprzową, albo – dla wegan – z materiałów syntetycznych.
    Ojciec mój żył z takim tytanowym elementem ponad ćwierć wieku i na rowerze też śmigał aż miło.

  385. basia.n
    16 grudnia o godz. 11:47

    Fajnie Cię widzieć i móc zameldować, że film o Richterze obejrzany (na raty, ale do końca). Richter ujął mnie cudownym, subtelnym a figlarskim poczuciem humoru. Opowieści o zbyt wielu fortepianach do wyboru w USA , albo jak zagrał na pogrzebie Judiny „Rachmaninowa, rzecz jasna”, albo „gdybym nie wiedział, to sam nie rozpoznałbym, kto grał którąś część” – cymes!
    No i zamiast zajmować się robotą, choćby poodkurzać – regularnie siadam i gram, z wizją systematycznego rozwoju… Takie skutki forumowych opowieści.

  386. basia, Szary Kot

    Bogu wszechmocnemu lekarzowi i znachorowi niech będą dzięki, i rozsiewaczu epidemii, najwyższemu pielęgniarzu ludzkich serc i lęków, temu, który zsyła tsunami i opiekuje się nami, nad wszystko umiłowanemu, choć w niczym nie pojmowanemu, temu ogniu gorejącemu i tamaryszku dziękuję ze serce i za wadę serca i za socjalistyczną kiełbasę zwyczajną w papierze, która zniknęła i nie wróci, i wam dziękuję Towarzyszko i Towarzyszu. Chyba nikogo nie pominąłem.

  387. @Herstoryk
    16 grudnia o godz. 10:36

    A mnie wychodzi, że to taki skrót mocno upraszczający.
    Wychodząc od drugiej strony, czyli od kandydata na rządzącego stwierdzam, że nigdy (a przynajmnie niezwykle rzadko) zostaje nim ktoś, kto jest rzeczywistym (nie tylko wyuczonym) fachowcem w jakiejś dziedzinie. Po prostu taki nie chce zamienić pola, które od lat uprawia na nieznane pole minowe.

    Któż zatem „czycha” na taki urząd? Według mnie większość kandydatów dycyduje się pod wpływem najbliższego otoczenia (tak samo, jak wybierany jest zawód dla młodych przez rodzinę i znajomych). Ci kandydaci dają się dowolnie uformować i jest to opcja „łagodna”, bowiem stoi za takim „rządzącym” dosyć duża (na ogół) grupa interesów.

    Rzadko występuje przypadek kandydata „z nudów”, jak np. Trump. Charakteryzuje się on nie przykładaniem większej wagi do sprawowanej funkcji niż do uczestnictwa w spotkaniach klubu golfowego.

    Gorzej jest z nawiedzonymi, jak np. Kaczyński, bo coraz bardziej utwierdzają się w swym mniemaniu i w wysokiej samoocenie. Takiego „geniusza” otaczają głównie osobniki, żywiące się odpadkami z pańskiego stołu. Państwo i związane z nim sprawy mają bardzo głęboko w d..e.

    Pomijając możliwość czekania setki lat na właściwego człowieka, pozostaje obywatelom próba „wychodowania” kandydatów na rządzących, czyli specjalne szkoły i kursy. Ponieważ trudno jest uczyć czegoś, co zna się głównie teoretycznie, więc lepiej, by uczyło ich bardzo wielu różnych specjalistów. Takie próby były i są czynione w różnych krajach z różnym efektem.

    Może warto więc zastanowić się nad ukróceniem rozpasania rządzących i sprowadzeniem kierowania państwem do zwykłego urzędu. Czyli:
    – rząd to nie przywilej i nagroda, ale zwykła praca urzędnicza, tak też wynagradzana,
    – każde postępowanie rządzącego podlega prawu, które musi być egzekwowane – im wyższy urząd, tym bardziej,
    – każdy urząd jest absolutnie transparentny; nie ma czegoś takiego, jak tajemnica handlowa czy jakakolwiek inna; w końcu chodzi o własność obywateli więc nie można przed nimi zatajać, co się z tą własnością wyrabia.

    W ten sposób można by doprowadzić do sytuacji, gdy rządzić się po prostu nie opłaca, czyli mogliby to w końcu robić uczciwi.

  388. @Taieri
    „Kilka late temu będąc w Katowicach jechałem nieopodal tej kopalni autobusem miejskim. Był prawie pusty; było w nim dwóch młodych chłopców, którzy jak wynikało z ich dość głośnej rozmowy jechali do tej kopalni złożyć podania o pracę. W pewnej chwili jeden z nich rzekł do drugiego: „(…)zobacz jaka śmieszna nazwa(…)” – chodziło o ulicę Dziewięciu z Wujka. Chyba nie potrzeba komentarza…”.
    Nie potrzeba, ale zatkało mnie.
    Wiadomo, że jesteś „wyjechany” z Polski w w styczniu 1982 i po 40 latach inaczej oceniasz generała WJ. Ja nie wyjechałam, a wręcz wróciłam, choć jeszcze trwał stan wojenny (rok później) i bez problemu dostałabym azyl, ale z perspektywy czasu oceniam go podobnie. Ten człowiek niósł w sobie dramat przez całe życie.
    Kiedyś, po przeczytaniu dużego wywiadu z nim (kurcze nie pamiętam, gdzie był zamieszczony, może to była jego „spowiedź” przed Teresą Torańską), uświadomiłam sobie, że o kolejach jego losu decydowała w niemałym stopniu mentalność prymusa. Ten „syn pułku” zawsze otrzymywał najwyższe noty, błyskawicznie robiąc karierę wojskową. Doskonale zdawał sobie sprawę, w jakiej sytuacji znalazła się Polska po „wygranej” wojnie. Wiedział, że nie ma dla Polski innej drogi niż konieczność „urządzenia się w czarnej doopie”. A on jako prymus potrafi zrobić to najlepiej. I chyba miał rację. Jak mało kto zdawał sobie sprawę z realnej sytuacji politycznej i gospodarczej Polski, mając dostęp do różnych źródeł informacji i dość odwagi, by podjąć decyzję, której i dziś nie potrafi mu wybaczyć około połowa Polaków. Zresztą najnowszych danych nie znam.

  389. Szary Kot
    16 grudnia o godz. 12:03

    Bardzo ,bardzo się cieszę,że obejrzałeś Enigmę 🙂
    Ja wracam do tego dokumentu co pewien czas ( mam na dysku) Potrzebne mi są te wszystkie jego opowiadania.
    Wracam też wtedy do słuchania jego cd. z sonatami Schuberta. Jest na nim ta sonata,ktorej fragmentem kończy się film – dla mnie wykonanie jedyne w swoim rodzaju.
    No i do jego Bacha Das wohltemperierte Klavier

    Z Twego regularnego siadania i grania – jestem bardzo dumna 🙂 Dam Ci wobec tego pewną wskazówkę. Napierw cicho śpiewaj frazę. A potem graj ją wolno,naśladując sposób w jaki zaśpiewałeś.To bardzo pomaga prawdziwie zrozumieć tekst muzyczny. Bo zauważ,że kiedy zaśpiewasz ,nie zrobisz tego „mechanicznie”.Dobrze jest zacząć to robić na najprostszych utworach. Np. ze zbioru Łatwe utwory Bacha ( a nawet Dawne tańce i melodie) Ponieważ nie stawiają wielkich wymagań technicznych – można zacząć prawdziwie muzykować . A technikę ciągnąć w górę na etiudach 🙂 Przy ułożeniu pewnego planu – postępy gwarantowane 🙂
    No i oczywiście pytaj,jeśli to będzie potrzebne.

  390. mag
    16 grudnia o godz. 13:23

    … uświadomiłam sobie, że o kolejach jego losu decydowała w niemałym stopniu mentalność prymusa. Ten „syn pułku” zawsze otrzymywał najwyższe noty, błyskawicznie robiąc karierę wojskową.

    „Mentalność prymusa”, owszem, raczej jednak w takim znaczeniu, że jak „coś robisz, rób to dobrze”, niż w taki, by ciagle sie komuś przypodobywać, garnąć do siebie świecidełka i być „klasowym kujonem”.
    Taka droga zawsze niesie ze sobą ryzyko, które działa automatycznie: jak się wejdzie na szczyt, to się za wszystko odpowiada, włącznie z tym, na co się nie ma wpływu. A zwrot sytuacji zewnętrznej (poza możnością skutecznego kontrolowania, co nie znaczy tylko „zagranicznej”, bo tak samo wewnątrzkrajowej) może spowodować nieplanowany skutek: nagle zostaje się „dyktatorem”.

    Doskonale zdawał sobie sprawę, w jakiej sytuacji znalazła się Polska po „wygranej” wojnie. Wiedział, że nie ma dla Polski innej drogi niż konieczność „urządzenia się w czarnej doopie”.

    Co do „czarnej doopy”, to się nie zgadzam. Co mianowicie było w tym czarnego i na czym polegała ta doopa? jaka była czerń wobec stanu spraw polskich dnia 31 sierpnia 1939 roku?
    Nie jest rzeczą trudną zrobić rozsądne porównanie: „winien” i „ma”. PRL nie wyjdzie na tym jako czarna doopa.

    1. poziom życia
    2. zdrowie publiczne
    3. ubezpieczenia społeczne
    4. edukacja i jej dostępność. Stopień wykształcenia, zdolnoć do przełożenia wykształcenia na działanie państwa
    5. relacje społeczne
    6. relacje narodowościowe
    7. struktura gospodarcza
    8. innowacyjność gospodarki
    9. infrastruktura. Kluczowe inwestycje w tej sferze konstytuujące podloże pod sprawne działanie państwa, w tym tranport wewnętrzny i handel zagraniczny.
    10. obszary (geograficzne, społecze) wykluczenia i nierówności społeczne. Bieda i eksport biedy za granicę.
    11. bezpieczeństwo granic państwa. sojusze gospodarczo-polityczne i ich pewność.
    12. bezpieczeńswo wewnętrzne
    13. bezrobocie i struktura zawodowa pracujących wobec konieczności rozwojowych państwa
    14. zależność ekonomiczna i gospodarcza państwa od stron zewnętrznych
    15. wolność gospodarcza, dostępność pieniądza, kredytu, warunki i bezpieczeństwo spłaty.

    Można tą listę rozszerzyć o jeszze ileś znaczących pozycji. te 15 punktów jednak wystarczy, by ogarnąć większość spraw państwa.
    Jaki będzie bilans?
    Mój wychodzi wraźnie na korzyść PRL-u.
    Więc, jak wygląda czarna doopa?

    A on jako prymus potrafi zrobić to najlepiej. I chyba miał rację. Jak mało kto zdawał sobie sprawę z realnej sytuacji politycznej i gospodarczej Polski, mając dostęp do różnych źródeł informacji i dość odwagi, by podjąć decyzję, której i dziś nie potrafi mu wybaczyć około połowa Polaków.

    Tak i właśnie. Miał wiedzę, a wiedza ta potrafi zmrozić nawet bohatera. W tym także osobistej odwagi nie może Jaruzelskiemu wybaczyć ta część Polaków, co do dziś wspominają swoje bohaterstwo „na wojnie z Jaruzelskim”, część zaś to ludzie pozbawieni wyobraźni, choć taką samą wyobraźnię mogą sobie ćwiczyć na gruncie rodzinnym czy biznesowym.
    Zdaje się że – ktoś wyżej podawał namiary na wyniki świeżych badań – około połowy Polaków akceptuje , czy też popiera san wojenny Generała, a odsetek przeciwników, z wcześnejszych około 45% zmniejsza się do jakiejś 1/3.
    Badania zresztą są sprawą w tle. Nie są istotą rzeczy. Były nią realne możliwości, związania strategiczne, przeświadczenia i fantazje oraz czynnik dobrej/złej woli. U każdej ze stron.

  391. basia.n
    16 grudnia o godz. 13:31

    Dziękuję za rady – szczególnie że są zbieżne z tym, co mam zaplanowane. 😉
    W tej chwili odświeżam całego „łatwego” Bacha oraz podjąłem się opracować „na gotowo” wszystkie Inwencje dwugłosowe. Większość znam, ale kilka dopiero rozczytuję, a wszystkie układam na nowo z prawidłowym palcowaniem. Z etiud będzie Berens. Do tego jeszcze trochę ćwiczeń technicznych (Berens na lewą rękę). Mam też Hanona (na Kundlu). Nie przesadzam z tymi ćwiczeniami, ale zastosowane w umiarkowanej ilości są OK. Taki aerobik.
    Poza tym trochę DWK 1, Mozarta itp. oraz akompaniament do wyczynów synka. Saksofon Grade 3 zdał (zdaliśmy) with distinction! W marcu robi(my) klarnet Grade 5 i też będę mu przygrywał.

  392. Szary Kot
    16 grudnia o godz. 14:41

    No właśnie – to prawidłowe palcowanie !
    Opowiem Ci wobec tego zabawną historię. Otóż na mojej uliczce ,parę domów dalej mieszka dziewczyna,która ćwiczyła zawzięcie jakąś sonatinę Clementiego.Kiedy czasem przechodziłam pod oknami ( mieszka na parterze) slyszałam ,że potykała się zawsze w tych samych miejscach.
    Zaczęło mnie to po prostu denerwować.Pomyślałam,że dzieje się to oczywiście ze względu na złe palcowanie. I pewnego dnia…… zadzwoniłam do drzwi 🙂 Przedstawilam sięi wyłumaczyłam swoją obecność,proponując pomoc w rozwiązaniu problemu. Oczywiście błędy wynikały z faktu,że w pewnym momencie ” brakowało” palca. Zapisałam nad nutami poprawne palcowanie i pomogło natychmiast 🙂
    Więc Twoja praca nad tym jest bardzo celowa 🙂
    No i „aerobic” jest bardzo potrzebny – tam można na pewnych schematach popracować nad szybkością. Ale gam i pasaży (w różnych kombinacjach) nic nie zastąpi 🙂

  393. basia.n
    16 grudnia o godz. 15:07

    Oczywiście gamy i pasaże też! Ale na razie idę się przejść, póki dzień.

  394. Tanaka
    16 grudnia, g.14:28
    Ależ zgadzam się co do tych 15 punktów składających się na pozytywny bilans PRL. Oprócz tego były jednak sprawy nie do zaakceptowania. Przewodnia rola partii i brak wolnych wyborów, cenzura, paszporty, jeśli się takowy otrzymało, do zwrotu itp. itd.
    Na miły bóg, przecież nie będę wymieniać tysiąca powodów, dla których mieliśmy kolejne daty – słupy milowe, które nas dzieliły od demokracji i wolnego rynku (1956, 1968, 1970 itd.)
    Tym bardziej źle mi się żyje ze świadomością, jak łatwo można spieprzyć to, co się osiągnęło i narazić się na come back z wszystkimi tego konsekwencjami, czyli na zamach na Polskę, czyli Budapeszt w Warszawie, do czego już niewiele nam brakuje.

  395. @zak1953 16 grudnia o godz. 1:20

    To jest jedna z najciekawszych relacji o stanie wojennym, jakie czytałam.

  396. @Ateista 16 grudnia o godz. 6:38

    Brawo! Ja też nie rozumiem idei „spotkań opłatkowych” z udziałem kleru, zwłaszcza w Sejmie. Nie podoba mi się ton poufałości, jaki przebija z relacji posłanki. A informacje o spedofileniu kaka mogła posłanka przesłać Nyczowi listem poleconym. Przy okazji też otwartym – bo warto było go opublikować.

    Opiniami Orteqa się nie przejmuj – Orteq to osobisty znajomy Głódzia. Chodzili razem do szkoły w Sokółce gdzieś na Kresach Wschodnich. Byt określa świadomość, rozumiesz wiesz. Biskup herbu „spierdalaj” nadal miłuje rodzinne strony i chętnie tam powraca. Co dotyczy również Orteqa.

    Podobieństwa na tym się nie kończą… ale tu już ugryzę się w język. Chociaż, rzecz jasna, chodzi tylko o informacje ujawnione publicznie i dostępne na tym blogu.

    Piszesz ostro, ale sensownie. Nie daj się zakrzyczeć. Powodzenia!

  397. @narciarz2 16 grudnia o godz. 7:04

    Dziękuję za słowa uznania – ale „wielkie? Piękne?? Głębokie???” Moim zdaniem raczej oczywiste – jeśli się patrzy trochę z dystansu i bez specjalnego zaangażowania. Tego braku zaangażowania nie ma w twoim tekście, który linkujeszz – który wydaje mi się bardzo emocjonalny i nawet może odrobinę egzaltowany. Oczywiście, masz do tego prawo, skoro tak to odczuwasz.

    Co do mojego sformułowania „swoiście pojętą” – wyczytujesz z niego zbyt wiele. Nie chodzi wcale o to, że ja „wiem lepiej”, chodzi o to, że generał Jaruzelski kierował się własną, subiektywną oceną sytuacji. „Racja stanu” raczej nigdy nie jest rzeczą doskonale obiektywną.

    Aha, w kwestii formalnej. Ja jestem ona, nie on. Chociaż „gender neutral” nick wybrałam celowo 🙂

  398. Co do przejawów heroizmu na froncie wschodnim – jest taka piosenka Wysockiego o bohaterach. Ci, którzy przeżyli wojnę – jak wynika z tej piosenki – to byli średniacy, ani odważni ani tchórzliwi. Kalkulatorzy.

    A było tak dlatego, że ci którzy w boju rwali się wpieriod ginęli z ręki wroga. Ci, którzy zbytnio zostawali w tyle, ginęli od kul własnych towarzyszy – do tego służyły osławione „zagraditielnyje otriady”.

    Wysocki troszeczkę podśmiewa się z tych przetrwałych „gierojów” z piersiami pełnymi odznaczeń – ale jednak realizmu trudno mu odmówić. Tak było…

    Nie pamiętam tytułu tej piosenki, ale jeśli ktoś przypomni, będę wdzięczna.

  399. Na marginesie
    Różne rzeczy zapamiętało się ze stanu wojennego, nieraz są to rzeczy/sprawy/obrazy jakby obok, ale osobiste i głęboko przeżyte.
    16 grudnia (moja redakcja była zawieszona, więc miałam „wolne”) pojechałam do Radomia, żeby zobaczyć się z mamą, która mieszkała sama, telefony nie działały i chciałam się z nią umówić co do świąt BN, które planowałyśmy spędzać razem.
    To był ostatni dzień, kiedy można było poruszać się po kraju bez przepustki. Atmosfera w pociągu była ciężka. Ludzie raczej milczeli, co jakiś czas przechodzili umundurowani SOK-iści z psami. Ustaliłyśmy z mamą, że załatwi sobie przepustkę i przyjedzie jak najprędzej. Tego samego dnia wracałam do Warszawy. Trafił mi się , na szczęście, fajny współpasażer, plus minus mój rówieśnik, którego stan wojenny zaskoczył w Polsce, ale chyba od roku mieszkał już w Wielkiej Brytanii. Pocieszaliśmy się nawzajem, ale i prawie płakali (wymieniając skąpe informacje o internowanych, dogadując się co do wspólnych znajomych) a ponieważ on zostawił samochód pod dworcem, podwiózł mnie do domu.
    Jechaliśmy chyba ul. Andersa, wtedy jeszcze nazywała się Nowotki, gdy uświadomiliśmy sobie, ze w oknach mijanych domów, paliły się świece. Już w domu dowiedziałam się, że w kopalni Wujek zginęli górnicy i wielu było rannych.

  400. @wbocek 16 grudnia, 1:54
    Część mojego zdania, które cytujesz, jest cytatem za @Tanaką. Nie wmawiam @Tanace sądów, których nie wyraził. Nie wiem jak można nie wyczytać z jego panegiryku, że bohaterem było się na froncie wschodnim, natomiast zasługi żołnierzy Armii Andersa są mierne, żeby nie powiedzieć śmiechu warte. Cóż bowiem sugerują słwowa, że byli oni “gnuśni, wsteczni w wiedzy o wojnie i leniwi w nauce”? Jakiż kontrast z człowiekiem, który przeżył prawdziwą wojnę!
    @zza kałuży (17:24) dobrze wypunktował wszystkie fantazyjne i w oczywisty sposób stronnicze tezy @Tanaki na temat Jaruzelskiego.
    Zupełnie nie rozumiem co chcesz powiedzieć wysuwając tezę, że niektórzy ludzie nie powinni się ze
    sobą spotykać i ze sobą rozmawiać. Do czego zatem służy blog? Przyznam jednak, że zdarza mi się tracić ochotę do rozmowy, kiedy jedna ze stron zaprzecza temu, co zostało wyraźnie powiedziane.

  401. mag
    16 grudnia o godz. 16:06

    Ależ zgadzam się co do tych 15 punktów składających się na pozytywny bilans PRL. Oprócz tego były jednak sprawy nie do zaakceptowania.

    Sprawy nie do zaakceptowania były, to oczywistość, pytanie tylko – dla kogo? dla ludności do zaakceptowania było właściwie, prawie, niemal – wszystko. Dla Kuronia, Modzelewskiego, Michnika i jeszcze – solidnej – ale wciąż garści – były rzeczynie do zaakceptowania, albo nic nie było do zaakceptowania.
    Ludności ówczesnej mało co przeszkadzał limit 110 dolarów raz na 2 lata, paszporty do zdania a wydanie po obejrzeniu sobie kandydata, uciążliwość partii, karierowiczostwo ciemniaków, kumoterstwo i tak dalej – lud sam taki, a jak się nie podoba to tylko to, że nie „my” stosujemy nepotyzm, a „oni”. Banda Łysego zamiast bandy Rudego. Nawet ścieżki zdrowia były dla ludu do zaakceptowania. Lud, za Polski przedwojennej takie ścieżki zdrowia dostawał, że powojenne ty był Ciechocinek. A w międzyczasie, za wojny, to już takie ścieżki zdrowia dostał, że te późniejsze to były wczasy w „Kasprowym” w Zakopanem.

    Co jest i dziś – w roku 2018 – dla ludu polskiego do zaakceptowania? Widać: pisoidy ze swoją degeneracją, kara śmierci – lud w większości ją akceptuje i jak pisoidy zarządzą – będzie. Tortury śledcze też zaakceptuje większość ludności nadwiślańskiej. Nie zaakceptuje zaś uchodźcy, a za PRL-u zaakceptowała Greków, Koreańczyków, Wietnamczyków. Może dlatego, że władza nie pytała. Trzeba było dzieci, sieroty i dorosłych spod wietnamskiej wojny przywieźć, to były przywiezione. Trzeba było przyjąć Greków spod czarnych pułkowników – to zostali przyjęci.
    Kto dziś mówi, że nie do przyjęcia były te wszystkie nędze II RP? Łykamy ją całą, hołubimy, pomniki jej stawiamy i mamy ją za „tożsamość”. Tako rzecze oficjalne państwo, obieg, gadka i tak ma ludność.

    Lepiej się widzi i rozumie sprawy nie na zasadzie frontalnej opozycji: było do przyjęcia – nie było do przyjęcia, ale na zasadzie wyceniania obszarów, czy dziedzin – tak jak w punktach pokazałem: czego było więcej/mniej, w jakim stopniu i na ile blisko krawędzi.

  402. Tanaka
    16 grudnia o godz. 10:33
    Wpis @narciarza2 dobry, interesujący.
    Co do publikowania niektórych wpisów na tzw. łamach
    mogę powiedzieć : łaska pańska na pstrym koniu jeździ lub pewien sposób rozumienia demokracji – moja demokracja jest lepsza od twojej.

  403. W historii alternatywnej armia Andersa idzie na front wschodni, a ponieważ to byli wojskowi a nie młodziki to nie potrzebują żadnego szkolenia wojskowego. Krótkie zapoznanie z radzieckim sprzętem, strukturą dowodzenia i łączności i marsz na front. Tam „z buta”, czyli w ciągu następnego roku ginie ich w walkach ze 30-40 tys.
    Drugie tyle, czyli 30-40 tys. to są trupy członków ich rodzin, którzy umieraja z chorób i głodu.

    To by były plusy ujemne.

    A plusy dodatnie?

    W końcu dochodzą do granic (przed/czy powojennej) Polski i ofiarą własnej krwi zarabiają na szacunek nawet takiego bandyty jak Stalin, nie mówiąc o jego generałach i partyjnych bonzach.

    Zapobiega to drugiej fali zsyłek Polaków na Sybir z 44-go roku, daje AK-owcom sposobność i miejsce do kontunuacji walki z Niemcami, („prawdziwe polskie wojsko”) i zapobiega mordom AK-owców. Powstanie Warszawskie wybucha w pełnej współpracy strategicznej i taktycznej zarówno z dowódzwtem Armii Czerwonej jak i rządem londyńskim, 1-sza Brygada spadochronowa ląduje w Kampinosie i Warszawa jest wzięta z marszu.
    Zamiast blisko 200 tys. trupów w Warszawie ginie powiedzmy „tylko” 20-30 tys.

    Front staje za a nie przed Wisłą.

    No i najważniejsze – powojenna Polska staje się drugą Finlandią czy Austrią (długoletnie stacjonowanie Armii Czerwonej) a nie PRLem.

    Fajnie pomarzyć… 😉

  404. eraz jest przechył w drugą stronę. Źle widziani się chłopacy od Berlinga, którzy walczyli pod Lenino czy o Wal Pomorski,a także zawiesili polską flagę w Berlinie na Bramie Brandenburskiej
    Na szczęście zwykli ludzie mają więcej rozumu niż historycy z IPN. Warszawiacy obronili ulicę Armii Ludowej, którą wojewoda (niezgodnie zresztą z prawem, bo to nie jego broszka) przemianował na – nie zgadniecie! – oczywiście Lecha Kaczyńskiego.

  405. Weronika
    16 grudnia o godz. 9:21

    RATUNKU święta!!!
    Usłyszałoby Wielkie Ucho Wielkiego Brata, gdyby je podłączyć do myśli polskich kobiet. […]
    A może ktoś napisałby zgrabny wstępniak na temat christmasowego terroru?

    Tak jest, ratunku!
    Ale gdzie jest ten krasnoludek, co by siadł i napisał? Siądź i napisz. Będzie zgrabnie.

  406. Zżarło mi połowę tekstu. Pierwsza mówiła o „niesłusznych” po wojnie i jeszcze dość długo chłopakach od Andersa. Walczyli jako alianci na różnych frontach, ale nie im przypadło wyzwalać Polskę. Dla mnie takim tragicznym symbolem jest bój o Monte Cassino. W tej strasznej jatce zginęli głownie młodzi ludzie, którym udało się wyrwać z „nieludzkiej ziemi”, ale i tak nie mieliby dokąd wracać, bo pochodzili z Kresów wschodnich i chyba nawet wiedzieli, że Zachód ich poświęcił.

  407. Bardzo serdecznie i szczerze życzę zdrowia i wyzdrowienia Orteq’uowi i wszystkim innym osobom z problemami zdrowotnymi na tym blogu. Trzymajcie się! Nie dawajcie się! Wiele zdrowia nie tylko z okazji Świat! Nie pisze, których i jakich: Hanuka, Boże Narodzenie, albo otwarcie stoków narciarskich. Każdy świętuje to, na co ma ochotę. Zdrowia!

  408. i o ile to nie było czytelne w moim poprzednim marzycieslkim komentarzu, Stalin i radzieccy sami sobie są winni umiarkowanej ochocie andersowców do umierania na przedpolach Moskwy.

    Nie trzeba było mordować 20 tys. oficerów i policjantów w Katyniu i innych miejscach. Gdyby ci ludzie zostali potraktowani „jak ludzie”, czyli jak normalni jeńcy, gdyby oni mogli stanowić kadrę nowej, wschodniej armii polskiej, wtedy istniałaby szansa na historyczną zmianę stosunków polsko-radzieckich.

    Sam bandyta Stalin (i spółka) swoimi morderstwami zatruł tę polsko-radziecką przyszłość. To nie „pańska, katolicka Polska” tutaj coś zawiniła.

  409. Wymienię jeszcze jedno osiągniecie PRL. Mialem w klasie kolegę o nazwisku Szapiro. Nigdy mi nawet do głowy nie przyszło, ze on jest jakiś inny i ze mogłoby z tego coś wynikać. Dobrze kopal piłkę i dlatego był popularny i szanowany. Oprócz tego, łebski i inteligentny, ale to akurat było powszechne w mojej szkole na Saskiej Kępie w Warszawie. Mielismy także kolegę Zorana Li, pol-Koreanczyka. (Juz nie żyje.) Wyróżniał się wyglądem. Mial taka azjatycka twarz. I znowu: żadnych problemów, żadnych resentymentów.

    Ja wiem, ze Marzec, ze czystki, itp. Ale w moim otoczeniu nigdy czegoś takiego nie było. To było jednak osiągniecie. A druga sprawa: niektórzy po lekcjach chadzali na religie w kierunku najbliższego kościoła. Nic mnie to nie obchodziło. Szli i wracali. Zwłaszcza koleżanki. Nic im ta religia nie przeszkadzała w zdejmowaniu staników na prywatkach. Normalny kraj, taki jaki być powinien. Bez kościelnej mordy.

  410. Jeszcze pare uwag o stanie wojennym

    Partia nigdy nie byla lojalnym partnerem NSZZ „Solidarnosc”, ani tez narodu. Juz od samego powstania „Solidarnosci” militaryzacja byla imenentna skladowa kalendarza
    Jaruzelskiego i jego kasty. Trzeba przypomniec, ze w lutym 1981 r a wtedy to Jaruzelski zostal nominowany premierem PRL militaryzacja zaczela nabierac tempa. Trzeba bylo wiele czasu, by te wszystkie dekrety sformulowac, listy przedsiebiorstw zmilitaryzowanych, przygotowac nominacje komisarzy i milicje, skonstruowac plan dyslokacji.
    Jakies pare miesiecy przed wprowadzeniem stanu wojennego byli mianowani szefowie grup operacyjnych – rzekomo w celu „niesienia pomocy ludnosci” a pozniej byli po 13 grudnia komisarzami wosjkowymi tych samych miejscowosci.
    Apele PZPR po marcu 1981 o dialog a tymczasem gotowe byly juz listy internowanych. Zjazd partii wolal o demokracje, Jaruzelski drukowal ZSSR afisze z
    ogloszeniami o stanie wojennym – przypominam, ze nazywano je pozniej „Bekenntmachungami”. Pozniej „historyczne” spotkanie Jaruzelskiego, prymasa i Walesy w sprawie porozumienia narodowego. Juz wtedy data puczu byla gotowa.

    ——Rozmowka polsko-polska, Slawomir Mrozek
    /fragment/

    A. – A wiec twierdzi pan, ze wybil mi pan zeby i dobil nerki dla mojego dobra?
    B. – Tak. Ktos musial pana pobic, gdybym tego nie zrobil ja, zrobilby kto inny. Pan wie, kto. Ale on uszkodzilby pana znacznie bardziej. Nie tylko wybilby panu zeby i odbil nerki, ale rowniez zlamalby panu obojczyk, wyrwal paznokcie i wybil oko. A wiec zamiast mnie nienawidziec, powinien pan mi dziekowac.
    A. – To znaczy, nie dlatego mnie pan okaleczyl, ze pan mnie nie lubi?
    B. – Ja pana chcialem uchronic przed jeszcze wiekszym zlem.

  411. Nic im ta religia nie przeszkadzała w zdejmowaniu staników na prywatkach.

    Ile razy słyszę takie rzeczy tyle razy pluję sobie w brodę, że nigdy nie trafiłem na prywatkę ze zdejmowaniem stanika. Nawet jednego!
    Może dlatego, że każdą wolną chwilę w moim okresie prywatkowym spędziłem leżąc w środku drewnianej Omegi i skrobiąc ją pracowicie ręczną skrobaczką ze starego lakieru.

    A „kobieta” kojarzyła mi się z koleżanką, siedzącą nieopodal na zydelku i pracowcie, ręcznie, szyjącą poprute w porzednim sezonie bawełniane żagle. Spróbowałbym ja namawiać do ściagania stanika to by mi tak pagajem przez łeb przyłożyła, że mój szkielet do dzisiaj by w tym forpiku Omegi leżał…

    Z drugiej strony… a może powinienem zaryzykować?
    Może by ściagnęła?

    No i teraz do końca życia już nie będę wiedział.

    A niech cię kule biją, @narciarzu2!

  412. ozzy
    16 grudnia o godz. 11:43

    „Wladza komunistyczna nigdy nie dzialala i nie mogla dzialac na korzysc spolecznstwa jej podporzadkowanego
    Tak tez postepowal general Jaruzelski – bronil wladzy, by niszczyc dorobek spoleczenstwa”

    Odbudowa Polski po wojnie, odbudowa przemysłu, zasiedlanie Ziem Odzyskanych, przydzielanie pańskiej ziemi prywatnym rolnikom, bezpłatna opieka lekarska (przy dzisiejszym rozumieniu „bezpłatności”), bezpłatne kształcenie, odwszawienie Polski, higienistki i dentyści w szkołach, elektryfikacja kraju, budowa nowej floty, która później rozwinęła się nieprzytomnie, brak długów w czasie rządów Gomułki – to było wykalkulowane działanie władzy (nie komunistycznej, bo czegoś takiego nie było!!! Chciałbyś, bęcwale ozzy, żebym Cię nazywał „mormonem” czy „amiszem”) na niekorzyść społeczeństwa?!

    Idź ty, obsesjonacie, do dupy śpiewać ze swoimi obsesjami i swoim tropicielstwem. Nie jesteś tak samo szkodliwy jak PiS, ale to ten kierunek. Problemem namber uan w Polsce jest teraźniejszość i codzienność, a nie Jaruzelski, nie stan wojenny, nie nieistniejący w Polsce komunizm, nie byłe wojny, nie PiS, nie „Solidarność”, nie Wschód, nie Zachód – kuwa, prawie nic z tych rzeczy, o jakich jest mądrzenie się na blogach. Żeby wiedzieć, co jest w Polsce number uan, trzeba go mieć w mięśniach i kościach, na tyłku od siedzenia w przychodniach, w nerwach od załatwiania spraw w urzędach, od wariackiego szokowania dzieci rozerwanymi płodami przez katolskich durniów (świadomie mówię o katolskich durniach, a nie o katolikach), od tumanienia ludzi przez lata sztucznymi problemami jak katastrofa smoleńska czy „wina Tuska” i „wystarczy nie kraść”, od coraz częstszego liczenia pieniędzy przy ciągłych podwyżkach, czy starczy – chociaż niewielu żyje zbliżającą się finansową katastrofą państwa. Nie chce mi się więcej wyliczać.

    Powiem tylko, że, owszem, powiedziałem parę słów o tym, co myślę o paru sprawach odległych, ale na co dzień postrzegam ludzi nie z tego powodu, JAK mówią o Jaruzelskim, o stanie wojennym, o stanie Balcerowicza, o POPiSie, o Kaczaku, wierzą, czy nie wierzą w Boga itd, lecz z tego powodu, czy mają w bloku szczekającego psa, czy prowadzają dużego psa na smyczy i w kagańcu, czy po nim sprzątają, czy słuchają w bloku lub w blaszaku muzyki dum-dum na cztery fajerki, czy palą w oknie i strząsają popiół na mój parapet, czy zalewają mój balkon, podlewając swoje kwiaty, czy wytrzepują swoje szmaty przez okno albo i wyrzucają śmieci, bo i to się gdzieniegdzie zdarza, czy zamykają drzwi do piwnicy na klucz, parkują blaszaka na chodniku, choć tani płatny parking stoi pusty, czy wdzierają się, zwłaszcza po nocach, ze swoimi hałasami w cudze życie – jest tego od metra, czym na co dzień żyje ten i tamten. Ja jeszcze chodzę po wodzie i pedałuję, ale nie ma o czym gadać, bo to nie masowy number uan: o tej porze na jeziorze jestem sam, a pedalarze tabunami zimą też nie jeżdżą.

  413. Będąc młodym synem pracowników naukowych warszawskich uczelni (oboje bezpartyjni) bylem z rodzicami w NRD, Rumunii, i Bułgarii. (Obchodziły mnie wtedy wyłącznie plaże i pływanie na materacu dmuchanym.) Będąc na studiach, bylem dwa razy w ZSRR i do dziś pamiętam wspaniałych ludzi. Bylem na wakacjach w Szwecji, Danii, i Anglii. Za pieniądze, które sam zarobiłem sprzątaniem. Nikt mi nie pomagał, nie przymuszał, nie proponował, nic nie podpisywałem. Bylem wolny, bo czułem się wolny. Czułem się obywatelem Europy, choć wakacje wolałem spędzać na Mazurach.

    Ale to wymaga przygotowania. Nauczyłem się rosyjskiego na tyle, aby się swobodnie porozumiewać w ZSRR. Nauczyłem się angielskiego na tyle, aby swobodnie porozumieć się w Szwecji, Danii, i oczywiście w Anglii.

    W czasie pobytu w Szwecji nauczyłem się trzymać z daleka od Polaków. I tak mi zostało do dziś. Jak najdalej od Polonii. No, chyba ze się z kimś polubimy pomimo tego, ze jesteśmy Polakami. Wtedy co innego.

  414. Daję słowo honoru, że pisząc

    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/12/13/swietujmy-rocznice/#comment-554272

    nie ściągałem z Mrożka!

    Normalnie, jak to mówią angielskojęzyczni, great minds think alike… 😉

  415. kruk
    16 grudnia o godz. 16:55

    Niepotrzebnie wyjaśniasz. Napisałaś tak, że łatwo odebrać słowa zacytowane przez Tanakę jako jego własne. Ja w takich zawinionych przeze mnie sytuacjach mówię: „Zupa wołowa ze mnie, pardą” i sprawa przestaje istnieć.

  416. @narciarz2
    16 grudnia o godz. 18:06

    W czasie pobytu w Szwecji nauczyłem się trzymać z daleka od Polaków. I tak mi zostało do dziś. Jak najdalej od Polonii. No, chyba ze się z kimś polubimy pomimo tego, ze jesteśmy Polakami. Wtedy co innego.

    Dotyczy nie Szwecji, a Polaków i sprawdza się również w innych krajach. Też tak miałem i mam.

  417. basia n:

    ogladalem wczoraj film, o ktorym wspomnielem: „Roma”, w rezyserii Alfonso Cuarón ( ten sam ktory byl tworca „Gravity” i dystopii o przyszlej Wielkiej Brytanii „Children of Men”. Tym razem meksykanski rezyser powraca do lat 70 swojego dziecinstwa. Czarno-bialymajstersztyk, portret rodziny mieszczanskiej widziany przez mloda pomoc domowa, ktorej korzenie byly w rdzennej ludnosci. Historia, przyroda i kultura to wszystko sie zmienia i odchodzi wraz z ekspansja hipernowoczesnego miasta. Jest to takze hold kobietom, czesto samotnym i pozostawionym, wykorzystywanym na rozny sposob a jednoczesnie silnym – niezaleznie od kryzysow rodzinnych czy spolecznych.

    / „Roma” to czesc miasta Mexico City/

  418. zza kaluzy:
    „spędziłem leżąc w środku drewnianej Omegi i skrobiąc ją pracowicie ręczną skrobaczką ze starego lakieru”
    O, ja tez. Zarówno Omegi jak tez Finna, a potem 420. Ale prywatki były off-season. To było wtedy, gdy Niedzwiedzki po raz pierwszy puścił przez radio „Dark Side Of The Moon” i tzw. wszyscy nagrali. To była znakomita przytulanka. Stanik przeszkadza w przytulaniu, co koleżanki wymyśliły same jak tzw. jeden mąż. Kobiety same wiedzą, ze stanik trzeba zdejmować w tzw. właściwych okolicznościach. Widziałem to zilustrowane w knajpie „Sloppy Joe”, w której bywał Hemingway. Cała knajpa jest obwieszona stanikami, podobno pozostawionymi na miejscu przez klientki. Opowieść być może przesadzona, ale staniki jak najbardziej prawdziwe.

    Mam nadzieję, ze Na Marginesie odpuści mi ten krotki esej. Kiedyś tak myślałem, ale dziś zmądrzałem i nigdy bym ani tak nie powiedział, ani nie napisał. Dzis są inne czasy i nie wolno czynić żadnych niewłaściwych uwag.

  419. wbocek
    16 grudnia o godz. 18:06

    Mój komentarz
    Wbocku, to o czym piszesz – strzepywanie popiołu na twój balkon, głośna muzyka do rana, bo tak nam się chce, blaszaki parkujące nie tam gdzie należy, ale tam gdzie nam się chce, traktowanie roweru jako dziwactwa na drodze, itd., to nie jest wina ustroju. To skromny kapitał społeczny jaki mamy w Umęczonej, a akumulacja zachodzi bardzo powoli.
    Pzdr, TJ

  420. Podaję link do Listu otwartego szefowej fundacji „Wolność od religii”:
    https://www.wolnoscodreligii.pl/wp/list-otwarty-w-sprawie-wigilii-klasowych/?fbclid=IwAR2Q_JrKuQjutb7SFl7AEeJyZcwSLqeZEygrjWX65iRwfvVIqmLKME9HXn0
    Proszę przeczytajcie i oceńcie.

    Poniżej cytuję jedną z opinii na ten temat, którą znalazłam w internecie i którą popieram:

    „Ten list otwarty “ateistki” D.Wójcik powoduje u mnie – ateistki odruchy wymiotne.
    Pani Dorota ubolewa, że dzieci polskich „ateistów” nie mogą uczestniczyć w religijnych gusłach w państwowej szkole i nie ma nic przeciwko „wigilii” w szkołach tylko wolałaby, żeby podczas takich „wigilii” nie było kolęd i andruta.
    „Ateistka” Wójcik NIE WIERZY w boga choć prawdziwy ateista WIE, że żadnego boga nigdy nie było i nie ma.
    Przypominam pani Wójcik, że Ateizm to nie jest wiara lub religia w której się w bozię wierzy lub nie.
    Pogańskie wierzenia to też były i są religie.
    Proszę nie wymyślać jakichś ateistycznych świąt w rodzaju „darwinaliów” podczas których „ateiści” wzorem religiantów będą zżerać „ciało Darwina”.
    W Polsce proszę pani Wójcik nie było i nie ma demokracji. W Polsce jest teokracja i religijny totalitaryzm, a pani ubolewa, że pani dziecko i dzieci innych „ateistów” nie mogą wziąć udziału w szkolnej „wigilii”.

    Zamiast pisać upokarzające i kompromitujące panią i Fundację listy do różnych katolików Fundacja powinna słać listy do rządzących w sprawie usunięcia raz na zawsze religii i kleru z państwowych przedszkoli, szkół i uczelni oraz o oddzielenie kościoła od państwa.
    Dobrze, że nie przyszło pani do głowy napisać jeszcze Listu do biskupów i do papieża czyli do okupantów Polski, bo mieliby niezły ubaw.

    ps:
    Czy naprawdę nie ma w Fundacji Wolność od Religii kogoś, kto zacznie działać zgodnie z jej nazwą i nie pozwoli na kompromitujące „liściki” i „odezwy” takie jak list otwarty pani D.Wójcik?”

  421. zacny @wbocku

    przyznaja Ci racje ale nie do konca. Zgadzam sie z wymienionym dobrodziejstwami
    wladzy(?) ludowej ( moi rozni domownicy lub nie – utrwalali te wladze a to z TT-ka za pasem a to z skryptami instruktorow partyjnych) ale historia przesilen w PRL – Poznan 56, Marzec 68, Wybrzeze 70….stan wojenny potwierdza tylko moje enuncjacje.
    Powiada sie, ze „Polacy przesadzaja”. To jest mit.
    Tak, problemem jest „terazniejszosc i codziennosc” . Prawda. Dowiaduje sie o tym bardzo rzeczowo od Ciebie. Reszta jest historia.
    Z powazaniem.

  422. kruk
    16 grudnia o godz. 16:55

    „Zupełnie nie rozumiem co chcesz powiedzieć wysuwając tezę, że niektórzy ludzie nie powinni się ze sobą spotykać i ze sobą rozmawiać”.

    Tak to, niestety, jest, że człowiek widzi i nie zauważa. Spotykasz tu na blogu – i może na innych – ludzi wobec siebie wzajem niekompatybilnych, traktujących jeden drugiego ZAWSZE konfrontacyjnie i powiadasz, że nie rozumiesz, co chcę powiedzieć. Jak nie rozumiesz, to trudno. Jest tysiąc powodów powstawania konfliktów: różnice w wykształceniu, różnice w umiejętności myślenia, różnice w temperamentach, w poziomie agresywności, we wrażliwości, w życiowych doświadczeniach, w opanowaniu języka, w preferencjach, w poczuciu humoru, w empatii… Plum.

  423. tejot 16 grudnia o godz. 11:43
    „Czy Jaruzelski przewidział Gorbaczowa”
    Wypadałoby zapytać Generała. W braku tej możliwości, odpowiem za niego. Gorbaczowa nie przewidział, ale być może słyszał coś o Konstytucji 3 Maja i może rozumiał, do czego prowadzi pospiech w słusznej sprawie, ale w niesprzyjających okolicznościach. Gdyby autorzy Konstytucji trochę poczekali, to by doczekali zmiany na tronie Rosji, która mogla być korzystna dla Polski albo wręcz przeciwnie. Gdyby była korzystna, to jazda. Gdyby wręcz przeciwnie, to trzeba było dalej czekać.

    Generał był oczytany, co przyznają nawet jego wrogowie. Swoje widział. Wiedział, co może niedźwiedź. Wiedział, ze trzeba czekać na sen zimowy niedźwiedzia. Poza tym osobiście znal wierchuszkę ZSRR i sam mógł ocenić jej perspektywy zdrowotne. Wiedział, ze jakaś zmiana być musi, bo tak zawyrokowała Pani Bozia. W tym sensie jak najbardziej przewidział, choć niekoniecznie wiedział, kogo. Jak się okazało, przewidział trafnie. Kiedy na Kremlu nastąpiła Dobra Zmiana, to on był przygotowany, aby ją wykorzystać w interesie Polski.

  424. @Qba 18:15

    to „trzymanie sie z dala” nie ma wyroznika narodowego

  425. @tejot 16 grudnia o godz. 18:24
    To skromny kapitał społeczny jaki mamy w Umęczonej, a akumulacja zachodzi bardzo powoli.

    Kontekstualność.

    Kto wie, czy to nie najważniejsze słowo, którego nauczyłem się na emigracji.
    USA jest niskokontekstualnym krajem.
    Polska jest wysokokontekstualnym.

    W Polsce ja wiem o co tobie biega. Gdy opowiadasz żart, gdy plujesz na ziemię, gdy śmiecisz, gdy się modlisz, gdy robisz cokolwiek. Spłeczęństwo jest homogeniczne. Rasowo, narodowo, religijnie, historycznie, z pochodzenia, (klasa społeczna), no pod każdym względem.

    Można całkiem dobrze żyć – bez przepisów prawa. Bez regulacji.

    W USA całkiem przeciwnie. Tam nie ma wspólnego niczego i dlatego te rolę musi przejąć i pełnić prawo.

    Żart.
    Ciekaw jestem jak @wbocek zareagowałby na wizytę u niego w domu, z pretensjami i z groźbą słonej finansowej kary, przedstawiciela komieteu blokowego. Mającego za złe niewłaściwy kolor, na jaki @wbocek zeszłej soboty pomalował barierki na swoim balkonie.

    – Bo przecież regulamin naszej spółdzielni mieszkaniowej WYRAŹNIE MÓWI, że barierki w budynku 3F wolno malować tylko farbą „ciemny brąz numer 1290-bc456/2009, do kupienia w sklepie „Home depot”.

    A nie na jakiś rudy kolor, który psuje jednolitą szatę plastyczną frontu naszego bloku i potencjalnie może obniżyć odsprzedażną wartość naszych mieszkań!

    -Zresztą z panem, panie @wbocek od zawsze są problemy, bo na balkonie trzyma pan rower, co jest zakazane w regulaminie, powiesił pan tam karmnik dla ptaków, co też jest zakazane, oraz od czasu do czasu suszy pan tam na sznurku jakieś ubrania. Ja, jako przedstawiciel zarządu spółdzielni, już nie raz odbierałem skargi na pana za to wizualne zaśmiecanie wyglądu naszego bloku o numerze 3F.

    No i okna w kuchni wymienił pan na okna plastikowe o zupełnie innym typie niż rekomendowany przez walne zebranie spółdzielców!
    Okna w pańskiej kuchni mają dodatkowy lufcik, jakiego nie ma żadne inne okno w bloku! A poza tym są w jakimś jasno-beżowym kolorze, zamiast w jasno-kremowym, jak wszystkie pozostałe!

    Ciekaw jestem jak @wbocek zareagowałby na wizytę policjanta u niego w domu, jako własciciela domku na przedmiesciach, który to policjant miałby do @wbocka pretensje za liczbę samochodów zaparkowanych na @wbocka prywatnym podjeździe do garażu.

    -Bo w naszym miasteczku przepisy wyraxnie mówią, ze na podjeździe do garażu może byc zaparkowany tylko jeden samochód! A u pana są teraz 4 auta.

    Że co? Aaaa, to znajmi przyjechali na urodziny? A o której sobie pojadą i kiedy liczba samochodów na podjeździe wróci do stanu regulowanego przepisami?
    – Jeszcze dzisiaj wieczorem? Aha, to nie ma sprawy, dziękuję za współpracę, do widzenia panu!

  426. ozzy
    16 grudnia o godz. 18:35

    No to ja Cię muszę mocno przeprosić, ozzy, za ostre słowo. Przepraszam skłonem do ziemi, bo już powoli wracam do wczorajszej gibkości. Niby nie żyję historią ani polityką, ale, bywa, mnie poniesie. A przecież nawet kiedy z kimś bywam niekompatybilny, to nie aż tak, bym czego złego dla człowieka chciał. Najwyżej on – sobie, ja – sobie. Możemy nawet chusteczkami na pożegnanie se pomachać. Oj, zapomniałem, że teraz są jakieś papierowe smarkatki, więc nawet machać nie ma jak.

  427. @Rachel

    czym sie rozni „prawdziwy ateista” od „nieprawdziwego”?
    Nie podpadam pod w/w indeksacje. Musze jedynie placic podatki i umrzec.

  428. Przeczytałem ten List otwarty z podanego przez Rachel linku i uważam, że pani Dorota Wójcik jest typową reprezentantką grupy ludzi, których ja określam mianem „umiarkowanych wierzących” czyli polskich „ateistów”

    Polski „ateista” bowiem charakteryzuje się tym, że:
    – uważa, bezmyślnie powtarzając za wierzącymi, że niektóre religie niosą pozytywne wartości mimo, że cały postępowy świat zgodnie uważa je za cywilizacje zła i śmierci,
    – chętnie negocjuje z religiantami prawo do istnienia w Polsce ateizmu do tego stopnia, że wkrótce w polskich kościołach pojawią się specjalne sektory z ławkami dla …”ateistów”,
    – celebruje religijne gusła i obrzędy zapominając o tym, że absurdem jest świętowanie czegoś, co nie istniało i nie istnieje,
    – twierdzi, że ateista nie powinien głośno wyrażać swoich poglądów, bo wtedy obraża uczucia religijne wierzących,
    – często solidarnie popiera i łączy się z pedofilskim klerem i ludźmi wiary w antysemityzmie, homofobii, seksizmie, hipokryzji i wielu podobnych, wspólnych cechach, nie widząc w tym niczego złego,
    – nie przeszkadza mu/jej agresywne demonstrowanie wiary i publiczna natarczywość religii i ich kościołów podczas, gdy propagowanie racjonalizmu i naukowego światopoglądu potrafi nazwać „ateistycznym moheryzmem”,
    – nie przeszkadzają mu/jej ani ściany państwowych urzędów i instytucji upstrzone krzyżami, ani religijna indoktrynacja czyli ogłupianie oraz gwałcenie psychiczne i fizyczne dzieci i młodzieży w państwowych przedszkolach i szkołach oraz posyła swoje dzieci na lekcje religii i religijne gusła,
    – chętnie finansuje istnienie każdej religii i pasożytniczy dobrobyt kleru,
    – nie widzi różnicy między rozdziałem „państwa od kościoła”, a „kościoła od państwa” i jest mu wszystko jedno, że jedno określenie czyli rozdział państwa od kościoła jest stosowane w praktyce, a drugie nie,
    – tasiemcowe „wykłady, tyrady i homilie” katolickich emisariuszy i religijnych propagandziarzy zaśmiecających ateistyczne fora i grupy traktuje jako cyt: „konstruktywną i niezwykle cenną dyskusję potrzebną do wypracowania koniecznych, wspólnych kompromisów”, oburzając się jednocześnie na racjonalne i dawno udowodnione oceny każdej religii, jako szkodliwego społecznie narzędzia władzy totalitarnej,
    – nie twierdzi, że żaden „bóg” nie istnieje, ale, że „nie wierzy w Boga” i się cieszy, że „nie jest sam”, a niektórzy nawet sądzą, że „ateiści są boscy”, nie zastanawiając się nawet, że to uwłaczające ateistom porównanie bowiem urojony „bóg” katolików to przecież okrutny, zły, wredny, żądny krwi i ofiar dyktator i oprawca, a Ateiści przecież tacy nie są.

    PS:
    Tacy „ateiści” odwlekają w niewiadomą i coraz dalszą przyszłość istnienie w Polsce państwa świeckiego…
    a Christopher Hitchens w grobie się przewraca słysząc z ich ust słowa o szacunku dla religii i tolerancji dla religiantów czyli ludzi nie potrafiących logicznie myśleć.
    Swoją opinię odnoszę do 90% Polaków podających się za ateistów.

    PS2:
    “Na marginesie” dziękuję za słowa poparcia i życzenia, które z serdecznością odwzajemniam.

  429. @wbocku,

    nie obrazam sie, zwlaszcza na Ciebie ( bylby to grzech kardynalny),

    trzymaj sie mocno i nie daj sie falom (jakimkolwiek)

  430. ozzy
    16 grudnia o godz. 18:18

    Dziękuję za recenzję filmu 🙂 Poszukałam od razu możliwości obejrzenia u siebie. Będzie od 3 stycznia w specjalnym kinie Jednocześnie dowiedzialam się,że będzie można zobaczyć film rownież w tv „na żądanie”,ale w gazecie wyraźnie zachęcają do obejrzenia w kinie,aby nic nie stracić z jego piękna. Więc po prostu pójdę do kina 🙂

  431. Qba
    16 grudnia o godz. 18:15
    @narciarz2
    16 grudnia o godz. 18:06

    Ja też bardzo „trzymam się z dala” 🙂

  432. narciarz2
    16 grudnia o godz. 18:40
    Generał był oczytany, co przyznają nawet jego wrogowie. Swoje widział. Wiedział, co może niedźwiedź. Wiedział, ze trzeba czekać na sen zimowy niedźwiedzia. Poza tym osobiście znal wierchuszkę ZSRR i sam mógł ocenić jej perspektywy zdrowotne. Wiedział, ze jakaś zmiana być musi, bo tak zawyrokowała Pani Bozia. W tym sensie jak najbardziej przewidział, choć niekoniecznie wiedział, kogo. Jak się okazało, przewidział trafnie. Kiedy na Kremlu nastąpiła Dobra Zmiana, to on był przygotowany, aby ją wykorzystać w interesie Polski.

    Mój komentarz
    Jednym słowem generał stanem wojennym przygotował świadomie, przewidująco, profetycznie grunt pod nowy testament.
    Z taka tezą trudno dyskutować, bo zawiera ta teza w sobie potencjał jasnowidzenia u generała – człowieka, który cała swoją działalnością w PRL dawał dowody, że jest człowiekiem absolutnie trzymającym się ziemi i tych warunków i parametrów, które go ukształtowały, z którymi udanie współpracował przez kilkadziesiąt lat.
    Stał się, co niektórzy mu przypisują z dużą przesadą, Konradem Wallenrodem przez przypadek.

    Przypominam, że w ZSRR w republikami azjatyckimi rządzili z ramienia KPZR lokalni pierwsi sekretarze tej partii i że w momencie gdy warunki się zmieniły równie dobrze zostali prezydentami swoich republik. Czy i ile zamiarów bycia suwerennymi prezydentami swoich niepodległych republik można im przypisać np. w 1981 roku?
    Pzdr, TJ

  433. zza kałuży
    16 grudnia o godz. 18:44

    Zdaje się, zzakłużku, że raczyłeś z cywilizowanego świata zaglądnąć do dżungli Białowieskiej i zobaczyłeś dzikusów.

    Spółdzielcze rygory mieszkaniowe w mojej spółdzielni, w której mieszkam lat 47 nie różnią się specjalnie od wymienionych przez Ciebie. Różnice są w egzekwowaniu. To dotyczy całej Polski. Niedawno obok dwukilometrowego odcinka polnej płytówki ekspresowo zbudowano piękną ścieżkę rowerową. Jadę pierwszy raz po dwóch miesiącach rehabilitacji, zdumiewam się i się cieszę. Patrzę: z naprzeciwka jedzie ścieżką rowerową blaszak. Pewnie. Po co ma jechać po tarce, jak może po gładkim. Od razu było dla mnie jasne, że długo ta ścieżka, będąca skrótem i łącznikiem między dwiema wioskami, nie pożyje. Dziś jadę mostem i patrzę na podobną ścieżkę rowerową zbudowaną obok płytówki prowadzącej do ogródków: Cała zasyfiona glinianym błotem przez blaszaki, którym o wiele wygodniej jechać nową ścieżką rowerową niż płytówką.
    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6635655335104927441/6635655337836483938?authkey=COu-6bbokfSPPw

    Na fotce za balustradami mostu widać nawet w oddali blaszaka na gorącym uczynku.

    Kiedy zaczęto gadać o homo sovietikusie, tylko się uśmichłem. Jaki tam sovietikus po malutkim pryszczyku, jakim w życiu narodu i jego obyczajach było 45 lat. To sovietiki o mentalności niewolnego chłopa nauczyły Polaków szlachtoszaraczkowej anarchii, „Pan wiesz, kto ja jestem”, „Ty nie wiesz, z kim zadzierasz”, „A mnie tam koło wuja lata”?!

  434. „Problemem namber uan w Polsce jest teraźniejszość i codzienność”
    Problemo uno to zlikwidowanie skrobanek. No, chyba, ze chodzi o dziecko księdza. Wtedy ewentualnie zostanie uczyniony cichy wyjątek.

    Zakonnice modlą się m.in. za posłów i sędziów TK. „By nie bali się chronić życia dzieci”
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24283731,zakonnice-modla-sie-m-in-za-poslow-i-sedziow-tk-by-nie-bali.html

  435. Ateista
    16 grudnia o godz. 18:51

    Zawsze podpisuję się oburącz pod tym,co piszesz na temat ateizmu 🙂

  436. zza kałuży
    16 grudnia o godz. 18:44

    Jeszcze drobiażdżek, zzakałużku, o naszej Polsce nie żadnej tam sovietikusowatej, lecz dumnej, szlacheckiej.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6635661452044812930?authkey=CKChjp6l29a4Lw

    Takich obrazków mógłbym na poczekaniu znaleźć w swoich pendrajwach ze trzydzieści. Ot, zwyczajnie pstrykniętych, bo przecież tego nie kolekcjonuję. Mogę jeszcze powiedzieć, o polskości, że piękna akcja „Sprzątanie świata”, w której biorą udział szkoły, kończy się u nas tym, że plastykowe wory z plastykowymi śmieciami, zostawianymi głównie przez dorosłych, leżą w wielu zapomnianych miejscach długimi miesiącami i latami. Zwierzaki te worki rozrywają, rozrzucają śmieci, szukając pożywienia, wiatr też roznosi śmieci i po jakimś czasie świat po sprzątaniu wygląda jak przed sprzątaniem, tylko gorzej, bo do starych niewywiezionych kup śmieci dochodzą nowe kupy. Niech będzie uwielbiony polski lud w swoich aniołach i w swoich świętych.

  437. „Stał się, co niektórzy mu przypisują z dużą przesadą, Konradem Wallenrodem przez przypadek.”
    Generał był oportunistą.

    Słowo oportunizm po polsku ma wydźwięk bardzo negatywny. My wszyscy Polacy jesteśmy bohaterami, latamy na wrotach od stodoły, i nie ustępujemy przed byle brzozą. Oportunizm to nie nasza rzecz. My gardzimy oportunizmem.

    W normalnym kraju wyraz „opportunity” oznacza „sposobność”. „Opportunity” to jest coś, co należy wykorzystać, gdy się pojawi. Nalezy umieć ja zauważyć i wyszukać, a po wyszukaniu wykorzystać dla dobra swojego i swojej organizacji, swojego kraju, województwa, albo powiatu. Tak myślą Amerykanie, światli Europejczycy, i w ogóle światli ludzie.

    Generał nie był Konradem Wallenrodem. On był znakomicie wykształconym żołnierzem, menedżerem, organizatorem, i politykiem. Był nowoczesnym Europejczykiem w stopniu rzadko spotykanym w Polsce. Potrafił dostrzec i wykorzystać sposobności.

    On jest dziś znienawidzony nie za to, co zrobił, ale za to, jaki był. Podczas jego prezydentury i potem wyszło Szydło z worka. Jak to powiedział o nim Małachowski, okazał się Guliwerem wśród liliputów. Tego właśnie liliputy nie potrafią mu wybaczyć. Nie tylko zresztą jemu – prawie każdy polski mąż stanu jest traktowany mniej więcej podobnie.

    Jak to napisał Gałczyński, kiedy Osiełek Porfirion zreperował Polakom piecyk, to Polacy go pobili. Nic nowego pod słońcem. Polska tak ma. Jaruzelski, Walesa, Tusk, i cala plejada oświeconych Europejczyków może się spodziewać łomotu od Polaków.

  438. wbocek
    16 grudnia o godz. 19:20

    Mój komentarz
    Tak jest. To nie homo sovieticus. Homo sovieticusa, to tylko kapka była. To kilka wieków albo i więcej tradycji, w której kształtował się tzw. charakter narodowy (kod społeczno-kulturowy) nadwiślańczykow, zawiślanczyków, zabugowców, podolan, chełmian, pzredgórzan i zagórzan.
    Pzdr, TJ

  439. narciarz2
    16 grudnia o godz. 19:54

    Mój komentarz
    Nie zgadzam się, ze generał w 1981 roku przewidział.
    Zgadzam się, generał po czasie – w 1989 zauważył sposobność i poszedł na ryzyko by być w nurcie wydarzeń.
    Pzdr, TJ

  440. zza kałuży
    16 grudnia o godz. 8:32

    @Tanaka 15 grudnia o godz. 22:50
    O, to Ty mi weź i napisz gdzie przesadzam.
    Spróbuję, poniżej cz1.
    **********************************************

    Tanaka 13 grudnia o godz. 21:23
    (…)

    Przejdę do Generała.
    Mam jednoznaczne uznanie dla niego za to, że wychodząc z domu ziemiańskiego (choć skromnego) umiał dostrzec nędzę, katastrofę i krańcową niesprawiedliwość stosunków w Polsce, oraz generalnych stosunków nierówności i niesprawiedliwości, stając się człowiekem lewicy, co ówcześnie nazywano, powiedzmy, komunizmem.

    Albo zwykłym oportunistą. To później, bo wcześniej, jeszcze w ZSRR, sam stałbym się żyrafą, byle się tylko stamtąd wydostać. Tak więc nie zarzucam WJ żadnego oportunizmu podczas pobytu na nieludziej ziemi, tylko dopuszczam taką myśl co do jego późniejszych wyborów życiowych, już w PRL. Np. całkiem pięknie mu się awansowało po linii partyjnej. ”

    *
    Pospieszyłeś się z rozpoczęciem polemiki mającej w pierwszym zdaniu „oportunistę”. To ustawia klimat rozmowy, a późniejsze zastrzeżenie, że „to później” to kwiatek do kożucha.
    „Nieludzka ziemia” to nie był Związek Radziecki jako taki, ale jego określone geograficznie miejsca i określone sposoby traktowania ludzi. Nie wszystko i nie wszędzie.
    „Dopuść myśl” wtedy, gdy jest dopuszczalna i spuszczalna na papier. Co to znaczy „całkiem pięknie mu się awansowało po linii partyjnej”?

    Jaruzelski był żołnierzem, z wielkim realnym doświadczeniem wojennym i dowódczym. „Linia partyjna” nie jest potrzebna ludziom kompetentnym, żeby być kompetentnymi. Prędzej jest odwrotnie: partia – mając mrowie niekompetentnych, musi mieć i kompetentnych, minimum tyle, żeby się całe państwo nie zawaliło. Obejrzyj sobie pisoidów: postawili państwo polskie na krawędzi zapaści, a nie zapada się tylko dlatego, że ten i ów kompetentny zapieprza. To są rudymenta.

    * * * * *

    „Zapewne partyjne awanse przyjmował z obrzydzeniem i wręcz trzeba było go krępować i siłą mu je do gardła wpychać. Przełykał zaś je wyłącznie dla chwały Ojczyzny.”

    *
    Bardzo możliwe, że tak było – że z obrzydzeniem. Żołnierza kompetentnego może obrzydzać awans nadany przez osobę niekompetentną. Owszem, przełykają „dla chwały Ojczyzny”. Robią tak w każdej armii świata.
    Oprócz złośliwości i lepienia potwierdzenia pierwej przyjętej tezy, że „albo zwykłym oportunistą.” – („przełykał”) – tworzysz pusty gmach słowny.

    * * * * *

    „Mam dla niego wielkie uznanie za skrajnie ciężkie doświadczenia w trakcie wojny, na tak zwanej Syberii,, które ledwo przeżył, będąc raptem kilkunastolatkiem i to przeżył, jak należałoby powiedzieć „godnie”.

    Porządność, jest to dopiero
    Na skali zasług – zero.
    Zasługi się liczą, niektóre,
    Od porządności w górę.
    Gdy tytuł, zaszczyt lub władza
    Samą porządność nagradza
    Kto bez tej nagrody chodzi,
    Jasne, że kurwa lub złodziej.”

    *
    Co chcesz tym wierszykiem wyrazić prócz kpiny?
    Jeśli to że porządność to pryszcz, to samej porządności wśród ludzi na tyle mało, że za to medal się należy. Innych cnót jeszcze mniej. Napisałem o przeżytej przez młodego Jaruzelskiego Syberii, na której cierpiał na ślepotę śnieżną i do końca życia miał nadwrażliwość na światło. Śmieszne? Ledwo tą Syberię przeżył, o czym wiadomo. Godnie przeżył, mógł jakoś inaczej, próbować sobie (i rodzinie) ulżyć szukając okazji do jakiejś kariery w ramach systemu. Nic ten wierszyk nie wyraża w tej sprawie, a wyraża jakieś pomówienie.

    * * * * *

    „Umiał też świetnie odróżniać głownego i najrealniejszego wroga – Niemców, od znacznie słabszego, nie wroga, a może przeciwnika – Związek Radziecki, co i tak jest chyba zbyt poważnym terminem.

    Jasne, że miał właściwą proporcję wrogów. Ale trochę więcej sceptycyzmu wobec ZSRR w spadku po własnym dziadku i po ojcu by się moim zdaniem przydało.”

    *
    Przekonuje Cię własna dziecinna mowa? Powiedz Jaruzelskiemu, albo jego córce: przydałoby ci się! Mógłbyś usłyszeć odpowiedź: tobie by się przydało – więcej wiedzy i rozumu i skromności w orzekaniu o tym, co mi by się przydało!

    * * * * *

    „Generał, zanim został generałem, zaczynał od młodego podoficera i poszedł na realną, najbrutalniejszą z wojen nie tylko XX wieku, czyli na Front Wschodni.

    Jak ktoś pisze Front Wschodni, (nb. pierwszy raz w życiu widzę to-to napisane wielkimi literami), to zaraz wywołuje u mnie obrazy zaśnieżonych okopów pod Moskwą, Stalingradem czy Leningradem, gdzie w trzaskające mrozy odbywały się tytaniczne zapasy decydujące o losach świata. A jeżeli nie śniegi i mrozy to obrazy pól pod Kurskiem gdzie tysiące czołgów i dział masakrowało sie nawzajem w największej pancernej bitwie świata. „

    *
    Front Wschodni jako pojęcie może sobie być z dużych liter. Nie pierwszy raz to widzę. A jak komu pasuje – z małych. Co do istoty: front ten był na wschodzie Europy, oraz miał taką konfigurację cech, jakiej nie miały inne fronty. A że Tobie się to kojarzy śnieżne i z czterech konkretnych miejsc, a nie wszystkich miejsc we wszystkich porach roku – to mnie dosyć dziwi. Robisz w ten sposób wygodny wyimek z całości, żeby coś przylepić Jaruzelskiemu.

    * * * * *

    „Przypomnijmy zatem, że WJ nie było ani pod Moskwą, ani pod Stalingradem, ani pod Leningradem, ani pod Kurskiem. On swój szlak bojowy zaczął niedaleko rzeki Wisły, to by było jakoś w Polsce, gdzie jak wiadomo zarówno śniegi jak i mrozy bywają nieco lżejsze niż w sowietach oraz gdzie, geograficznie wprawdzie rzeczywiście był to „front wschodni” ale dramatyzm walk od dawna nie był już dyktowany wiszącym w powietrzu pytaniem „kto kogo?” tylko pytaniem o szybkość przesuwania się radzieckiego walca. „

    *
    Chcąc, za wszelką cenę jakoś oblepić Jaruzelskiego, wziąłeś się za liche słowa. Nie, nie walczył pod Moskwą, bo zanim Hitler napadł na ZSRR, Jaruzelski został wywieziony na Syberię i walczył tam o przeżycie.

    Udałeś się też w krainę żartu niskiej próby. Mina przerabiająca człowieka na flaki i pocisk przerabiający na farfocle nie zajmuje się „wiszącym w powietrzu pytaniem kto kogo”. Żołnierz Jaruzelski miał z podrobami ludzkimi ciągle do czynienia co sobie o szybkości walca myślał to nie jesteś zorientowany. Wypisujesz jednak nieprzystające do osobistej sytuacji zołnierza bzdury.

    Wspomniałeś jednak o „radzieckim walcu” i prędkości jego posuwania się w tym trafnie, acz niechcąco, że być częścią walca to nieduża przyjemność, a wielkie ryzyko. Po obu jego stronach. Żołnierz Jaruzelski był w zwiadzie, konnym, w służbie, w której trup ściele się nadzwyczaj gęsto, a kryć nie ma się za kim.
    Robisz coś, od czego mnie się też coś robi: niedobrze. Snujesz fantasmagoryczne, pełne lekceważenia spekulacje na temat wojny i przeżyć konkretnego człowieka, by jego realne życie zamienić we własne spekulacje mające go zdyskredytować.

    * * * * *

    „Front Zachodni, to przy Wschodnim były niemal wczasy. Poszedł w najstraszniejszą z wojen, by walczyć. Spóźnił się, co było zwykłym przypadkiem, do armii Andersa. Armia ta, miast walczyć, wyniosła się na długo na Bliski Wschód,
    Chcesz powiedzieć, że armia ta powinna w całości „zbiec do Mandżurii”? „

    Weź i odnieś się do sprawy, zamiast suponować co bym chciał powiedzieć, gdybym chciał. Do meritum, kolego @zza kałuży! Front z prawej i front z lewej – i mówisz na temat.

    * * * * *

    „…zaś jej żołnierze, zwłaszcza oficerowie – wedle brytyjskich raportów inspekcyjnych – byli gnuśni, wsteczni w wiedzy o wojnie i leniwi w nauce.

    Możesz przypomnieć @Tanaka, z jaką lokatą nieleniwy w nauce WJ ukończył szkołę w Riazaniu? Skutkiem nie lenienia się zostając promowanym na jaki stopień? „

    Pokłóć się z brytyjskimi oficerami, którzy sporządzali takie raporty na temat oficerów Armii Andersa. Możesz zrobić porównanie: pilność w nauce żołnierza Jaruzelskiego i poziom jego nielenistwa/lenistwa wobec punktu odniesienia, a pilność oficerów od Andersa na Bliskim Wschodzie i skutki obu typów w wojnie. Jakie masz wyniki i co z tego wynika dla żołnierza Jaruzelskiego na froncie?

    Musiałeś w tych supozycjach i ledwie ukrytych pomówieniach pominąć wojskową opinię o Jaruzelskim, o jego ponadprzeciętnych zdolnościach, wybitnej odwadze, zdolnościach dowódczych i operacyjnych oraz powierzanych mu obowiązkach, za realne kompetencje w wojnie.

    * * * * *

    „Wojciech Jaruzelski zaś przeszedł najkrwawszą drogę, będąc do tego oficerem zwiadu. Zwiad zaś to taki rodzaj wojska, w ktorym trup ściele się nadzwyczaj gęsto, a odwagę, rozwagę i rozum wojenny trzeba mieć największe. Wojna nie oszczędziła mu ani śmierci najbliższych przyjaciół w walce, ani ran.

    Szczególnie w armii, która zdaje się szczególnie umiłowała razwiedku bojem i która znana była z pogardy dla życia swoich żołnierzy. Chcę powiedzieć, że miliony żołnierzy zginęły tak więc wychwalanie bohaterstwa tego, który przeżył jest takie sobie. Weterani zwykli mówić, że „najdzielniejsi z nas zginęli” a nie, że „skoro przeżyliśmy to znaczy, że my byliśmy najlepsi”. „

    *
    Tu pleciesz ostro, od rzeczy i cynicznie, sięgając po pomówienia. Bajdurzysz o jakichś legendach, a może i faktach kogoś dotyczących, a innych nie. mowa jest jednak o konkretnym człowieku – Jaruzelskim. Takim gadaniem robisz propagandę i oblepiasz osobę pomówieniami, żeby Ci się to zgodziło z tezą i oświadczeniem z pierwszego zdania. To bardzo marne.

    Weterani mówią, co mówią – jak to mówią. Dzielność nie oznacza śmierci w boju, a przeżycie nie dowodzi jej braku.
    A skoro o dzielności mowa, to kobiety są często dzielniejsze od mężczyzn. Z musu, w jakim je mężczyźni umieścili. Te głodne kawałki o weteranach – które mają zdyskredytować żołnierza Jaruzelskiego, powinieneś był sobie darować.

    * * * * *

    „Generał doskonale rozumiał, co to takiego wojna, poznał jej najpotworniejszą odmianę. I przeżył. Tu należna uwaga: za haniebną gównianość mam, gdy kto gada, że „był na wojnie z Jaruzelskim”.
    Będąc generałem w LWP znany był z nietypowego, bo bardzo troskliwego stosunku do żołnierzy. Przypominał w tym Konstantego Rokossowskiego, który nie posyłał swoich żołnierzy na darmową śmierć, przed czym nie wahał się z kolei Żukow. Mam oczywiste powody przypuszczać, że właśnie na rodaku – marszałku Rokossowskim Jaruzelski się wzorował. Ale też było to coś więcej: nie naśladowanie, a własny stosunek do ludzi i miara wartości.

    Dodajmy jeszcze, że był służbistą i kładł wielki nacisk na dyscyplinę. Czy ja wiem, czy to są akurat najcenniejsze cechy u dowódcy.”

    *
    Faktycznie – nic nie wiesz. Kto nic nie wie, siedzi cicho i się pilnie uczy. Może być w Riazaniu albo na pustyni. Byle się wyuczył.
    Używasz chwytu retorycznego, który jest nędzny: „dodajmy jeszcze.. był służbistą!” Cóż za dyskredytacja dla wojskowego! Był służbistą w walce, zapewne: liczył kule świszczące mu koło głowy i robił skrzętne notatki. Ale może w czasie pokoju „bycie służbistą” to jakaś straszna wada u żołnierza. Większość żołnierzy każdej armii kwalifikuje się do karnego zwolnienia do cywila. Powód: nadmiar służbistów!
    Widzę, że specjalnie znasz się na „służbistości” Jaruzelskiego – w czasie wojny i w sztabie, chociaż „ czy ja wiem”. Jak zgrabnie umiesz się wyrazić, by pomówić.

    * * * * *

    „Przejdę do czasu, gdy objął w Polsce stery rządów.
    Polskim idiotom nic to nie mówi, bo też idoci odwracają się od wiedzy i widzenia rzeczy takimi jakimi są, podobnie jak ci oficerowie armii Andersa na pustyni: Generał odpowiadał za państwo. Za Polskę – za państwo.

    Acha, teraz juz rozumiem. Kaczyński odpowiada teraz za państwo. Za Polskę. I dlatego podejmuje takie a nie inne decyzje. Pod strasznym ciśnieniem odpowiedzialności za Kraj.
    Obaj, Kaczyński i WJ nie mają/nie mieli się kogo poradzić. Podzielić tą odpowiedzialnością. Lud jak wiadomo był i jest ciemny i zapytany o zdanie same durnoty odpowie. Zostaje tylko jedno; dyktatura. Oświecona, wiadomo, ale jednak dyktatura. Dla dobra ciemnego ludu. „

    *
    Jesteś drastycznie niepoinformowany i nierozumiejący: Kaczyński nie odpowiada za państwo. Kaczyński jest prosty poseł. Za państwo odpowiada ten, co zostanie złapany.

    * * * * *

    „Za ludzi, za Polaków. Taka była konfiguracja spraw. Szaleństwo nieodpowiedzialności „Solidarności” było rozwalaniem Polski od środka: im bardziej rozwalona gospodarka, tym lepiej, a tym więcej władza, czyli Jaruzelski mają dać! Dać z niczego, bo w 1981 już mało kto chciał cokolwiek robić i w czymkolwiek się przyczyniać do gospodarczego istnienia państwa oraz do istnienia politycznego. Za wszystko odpowiedzialność ponosił Generał Jaruzelski. Wszystkie jęzory pluły na niego, a nie na jakichkolwiek innych przedstawicieli władzy państwowej włacznie z gen. Kiszczakiem, który, owszem, był znany, ale daleko za Generałem.

    I tak oto od forsowania Wisły i od zdobywania Wału Pomorskiego przeskoczyliśmy do roku 1981-go.
    Wyważone i odpowiedzialne strzelanie do szaleńczo nieodpowiedzialnych robotników w Gdańsku roku 1970-go jakoś tak zagubiło się nam po drodze. Zapewne z panegirycznego rozpędu. Biedaczek minister obrony narodowej był podczas najważniejszych narad jak ta bezwolna mucha na ścianie pokoju. Obecna ale milcząca i niepodejmująca żadnych decyzji ani nie rekomendująca niczego ani nie przekonująca do niczego. Ot, milcząca mucha na ścianie. A taki bohater wojenny, taki odważny, taki nieleniący się jak ci andersowcy, taki szacunek do życia ludzkiego posiadający. Taki czuły na nierówności i niesprawiedliwości, taki nietypowo troskliwy!”

    *
    Ja o latach 80-tych, Ty nie na temat: o 1970-tym.
    Generał Jaruzelski był częścią systemu i to go obciąża, jak obciąża każdego kto w nim był mając wpływ na cokolwiek. Jego obciąża to ponadprzeciętnie, ponieważ ponadprzeciętną pozycję w systemie zajmował. I to jest jego brzemię, które nosił do końca życia i za które każdego z osobna i wszystkich łącznie – przepraszał. Przez tysiąc lat z okładem istnienia Polski, nikt inny nie miał ani honoru, ani powagi pokutnej by to robić.
    Ale nie, to niemożliwe – trzymając się klimatu Twojej narracji odwracającej rzeczy – na pewno było wielu takich, co za swoje błędy i winy nie tylko przepraszali, ale i robili wiele albo wszystko, by to naprawić, skompensować, zadośćuczynić. Teraz robisz długą listę takich zawodników, a blog czyta.

    Reszta Twoich girland słownej piany nijak się ma do sprawy, a wszystko ma do produkowania emocjonalnych supozycji, nieuprawnionych, zabarwionych złośliwością lub negatywną wolą skojarzeń, pomówień, sklejania osobistego życia Jaruzelskiego z mitami, bajdurzeniami czy faktami nie jego dotyczącymi.

    * * * * *

    „cz2 pewnie jutro bo na razie głowa spada na poduszkę.”

    *
    Słabo Ci poszła próba pierwsza, w istocie – bardzo źle, bo pełna jest niewiedzy i nierozumności, złej woli i manifestacji złego słowa. Nie wyszło Ci z wierszykiem, o tej porządności. Przeczytaj jeszcze raz puentę, a się zmartwisz. To, co napisałeś, porządne nie było.
    Postaraj się z tą częścią drugą znacznie rzetelnej, na temat, mądrzej, bez ściem i pomówień. Może co z tego będzie. Jestem sceptyczny optymista.
    Żebyś Ty umiał dokonać poważnie syntetycznego spojrzenia na biografię człowieka, to Ty nie umiesz.

  441. Ateista
    16 grudnia o godz. 18:51

    Przykro mi to mówić, bo czasem mawiasz jak trzeźwy ateista. Tym razem mówisz jak nietrzeźwy. Wybacz moją wyuczoną i wyćwiczoną wrażliwość na słowo.

    Czasem zaczynam czytanie od końca. No i wyczytałem: „Swoją opinię odnoszę do 90% Polaków podających się za ateistów”.

    To pusty, dość często używany w codzienności propagandowy chwyt. Jeśli się masz za ateistę, czyli racjonalistę, to używając tak kłamliwego argumentu zachowujesz się jak pisowaty ideista. Bo czyżbyś przebadał 100% polskich ateistów? Po co Ci te kłamstwa? Takim pospolitym chwytem używanym przez domorsłych demagogów dla wzmocnienia pustych słów sam sobie odbierasz wiarygodność.

    Gdybyś był racjonalnym ateistą, nie użyłbyś zbiorczej nazwy „polski ateista” dla nazwania niezidentyfikowanej zbiorowości, bo takiego zwierzęcia w Polsce ni w naturze nie ma. Jestem ateistą i nic mnie nie łączy z żadną ateistyczną zbiorowością o nazwie „polski ateista” – nawet na tym blogu. Ja jestem ja.

    Zacząłeś swoją wyliczankę tym: „Polski „ateista” bowiem charakteryzuje się tym, że:”.

    Nie on się charakteryzuje, bo nie istnieje – charakteryzujesz się Ty. Tym, że sobie oną niby-charakterystykę żmudnie wymyśliłeś. Nawet wiem, jak. Odwiecznym maglowym sposobem. Usłyszałeś na przykład na tym blogu pretensje pani kruk, że paru tutejszych ateistów nie szanuje wierzących, wyraża się o nich obraźliwie. I zrobiłeś z tego jednego głosu niby pogląd dziewięćdziesięciu procent tzw. polskich ateistów, których zdaniem „ateista nie powinien głośno wyrażać swoich poglądów, bo wtedy obraża uczucia religijne wierzących”.

    Wybacz, ale jeśli ktoś kogoś obraża, to Ty. Tyle że coś takiego jak „polski ateista” nie istnieje, więc nikogo nie obrażasz. Ot, gaworzysz sobie jak zbuntowane dziecko.

  442. narciarz2
    16 grudnia o godz. 19:54

    Przywołujesz Aleksandra Małachowskiego. Postać opozycji i postać niezależną w rozumie. Przywołujesz jego mądre słowa o Generale – Guliwer wśród liliputów. Małachowski dużo wiedział o życiu i znał miarę rzeczy. Co go różniło od tych liliputów, ponad których też wyrastał.

    Z pewnością wiesz też, że Aleksander Małachowski był JEDYNYM politykiem z poza SLD, który publicznie, w Sejmie, przeprosił premiera Oleksego, za zrobienie go – przez podłe pomówienie – przez ministra Milczanowskiego i Wałęsę ruskiego agenta. Spotkała go za tą uczciwość i odwagę w kraju nędznych ludzi fala nienawiści.

    Oportunizm, co celnie zauważasz, znaczy umiejętność wykorzystywania możliwości. Co może być w złym lub dobrym celu wykorzystane, jednak Jaruzelskiemu Prawdziwy Polak przypisuje wyłącznie najgorsze cele i metody. Zaś co do żołnierza – żołnierz jest od tego, żeby był oportunistą. Ma słuchać przełożonych, zagryźć wargi i rozkaz wykonać wbrew sobie a „dla chwały Ojczyzny” jak niecelny temu kontekst nadał @zza kałuży – i ma wykorzystywać okazje oraz wszelkie możliwości, by wykonać rozkaz oraz uzyskać dobry skutek. Właśnie dla chwały. Nie własnej, a Ojczyzny.

  443. Nie z każdym wpisem warto polemizować…

  444. tejot
    16 grudnia o godz. 19:17

    narciarz2
    16 grudnia o godz. 18:40
    Generał był oczytany, co przyznają nawet jego wrogowie. Swoje widział. Wiedział, co może niedźwiedź. Wiedział, ze trzeba czekać na sen zimowy niedźwiedzia. Poza tym osobiście znal wierchuszkę ZSRR i sam mógł ocenić jej perspektywy zdrowotne. Wiedział, ze jakaś zmiana być musi, bo tak zawyrokowała Pani Bozia. W tym sensie jak najbardziej przewidział, choć niekoniecznie wiedział, kogo. Jak się okazało, przewidział trafnie. Kiedy na Kremlu nastąpiła Dobra Zmiana, to on był przygotowany, aby ją wykorzystać w interesie Polski.

    Mój komentarz
    Jednym słowem generał stanem wojennym przygotował świadomie, przewidująco, profetycznie grunt pod nowy testament.
    Z taka tezą trudno dyskutować, bo zawiera ta teza w sobie potencjał jasnowidzenia u generała – człowieka, który cała swoją działalnością w PRL dawał dowody, że jest człowiekiem absolutnie trzymającym się ziemi i tych warunków i parametrów, które go ukształtowały, z którymi udanie współpracował przez kilkadziesiąt lat.
    Stał się, co niektórzy mu przypisują z dużą przesadą, Konradem Wallenrodem przez przypadek.

    Przypominam, że w ZSRR w republikami azjatyckimi rządzili z ramienia KPZR lokalni pierwsi sekretarze tej partii i że w momencie gdy warunki się zmieniły równie dobrze zostali prezydentami swoich republik. Czy i ile zamiarów bycia suwerennymi prezydentami swoich niepodległych republik można im przypisać np. w 1981 roku?
    Pzdr, TJ

    * * *

    Tejocie – odfrunąłeś.
    Związek wodzów poszczególnych byłych republik radzieckich z Jaruzelskim anno 1981 – 85, czyli do czasu pojawienia się Gorbaczowa niewątpliwie istnieje, ale jest na tyle słaby, że przywoływanie tu tych sekretarzy, wodzów i prezydentów w kontekście polskim to własnie fruwanie poza rzeczywistością.

    Tak, Generał był człowiekiem rzeczywistości, nie fantazmatów i trzymał się ziemi. Poniewaz się trzymał, rozumiał, co jest niemożliwe, a co daje szanse i można się podjąć ich wykorzystania w sposób uzadaniający podjęcie tego ryzyka. Wątpliwe jest, by którykolwiek z polityków, oraz i zwłaszcza tzw. „znawców”, czyli nadwiślańskich sowietologów doradzająch dowolnej stronie, miał tak obszerną i realistyczną wiedzę i rozumienie rzeczywistości postrzeganej z perspektywy Moskwy.
    Jasnowidzenie nie ma tu nic do rzeczy.

  445. Ateista
    16 grudnia o godz. 18:51

    Bardzo obszernie i trafnie rzecz opisałeś.
    Dwie uwagi.
    Bodaj najczęstsze jest to, że katolicki ateista nadwiślański sam sobie zakłada knebel, sam się zniewala, bo mówiąc czy czyniąc w ateistycznej sprawie, obraziłby katolika z jego uczuciami. Sam uczuć nie posiada i się do tego – może mimowolnie – przyznaje. Jego można obrażać, na to się chętnie zgadza i trzyma w tej sprawie sztamę z katolikem, który mu chętnie urąga.
    Katolicki ateista nadwiślański często mówi, że „nie otrzymał łaski wiary”, lub łaska ta wyblakła. Innymi słowy: chętnie by łaskę przyjął i jest mu dosyć przykro, że łaski wiary on nie otrzymał, a jego koledzy – tak. Czuje się dyskryminowany. Wobec powyższego – z własnego wyboru.

  446. Żołnierz przysięga służbę ojczyźnie. Podobnie przysięgają posłowie, ministrowie, i prezydenci. Ale słowa potaniały, jak widzimy na przykładzie obecnej generacji polityków. W przypadku polityków i mężów stanu, może warto by wypracować jakieś ilościowe kryteria oprócz zaklęć opartych na przekonaniach? Jedno już zaproponowałem: „oddał minus zastał”. Można dodać także następne: „ile wziął dla siebie i najbliższych”. Można porównać, ile się nachapał Jaruzelski albo Kiszczak, z tym ile się nachapał Kaczyński oraz inni „nam się po prostu należało”.

    Jeśli idzie o Kaczyńskiego, to on dla siebie nie wziął prawie nic, poza Telegrafem, Srebrną, i cala siatką dziwacznych lepkich interesów. O Kościele ćwierkają wróble na dachu. O komunistycznych poprzednikach krążą legendy, jak to oni się uwłaszczyli, choć podobno twarde dane tego nie potwierdzają. Ale w narodzie jest wiara, jak to komuniści rozkradli Polskę. To jest prawdopodobnie jedyna wiara, która jednoczy Polaków.

  447. Na marginesie
    16 grudnia o godz. 16:17
    To co napisałem, jest tylko częścią tego co wiem o kopalni. Niestety, ta moja wiedza nie jest do końca zgodna z tym, co obecnie mówi się i pisze o tragedii „Wujka”. Jeśli ktoś śledził niedawne wydarzenia, to wie, że kilka dni przed rocznicą zmarł jeden z organizatorów strajku na tej kopalni – Jerzy Wartak. To był jedyny uczestnik tego zdarzenia, który przed laty pojednał się z Generałem. Co spotkało się z ostracyzmem ze strony jego związkowych kolegów. Nie będę się o nim rozpisywał. Wystarczy wpisać w google jego nazwisko i znajdzie się więcej informacji o nim. Osobiście nie zgadzam się z niektórymi opisami tego co się wydarzyło na kopalni przed tragedią. Mam swoją wersję opartą na słowach brata mojej mamy, który wtedy jeszcze pracował na ‚Wujku” i przeżył tam cały strajk. Niektórzy związkowcy nie powinni chwalić się organizacją tego strajku i jego przebiegiem. Bo spora część winy za śmierć dziewiątki, obciąża ich sumienia. Ale dzisiaj są inne czasy i władza. Dla niej wygodniejsza jest „prawda” o jedynej winie organizatorów stanu wojennego.

  448. Tanaka napisał:
    Tejocie – odfrunąłeś.
    Związek wodzów poszczególnych byłych republik radzieckich z Jaruzelskim anno 1981 – 85, czyli do czasu pojawienia się Gorbaczowa niewątpliwie istnieje, ale jest na tyle słaby, że przywoływanie tu tych sekretarzy, wodzów i prezydentów w kontekście polskim to własnie fruwanie poza rzeczywistością.
    Tak, Generał był człowiekiem rzeczywistości, nie fantazmatów i trzymał się ziemi. Poniewaz się trzymał, rozumiał, co jest niemożliwe, a co daje szanse i można się podjąć ich wykorzystania w sposób uzadaniający podjęcie tego ryzyka. Wątpliwe jest, by którykolwiek z polityków, oraz i zwłaszcza tzw. „znawców”, czyli nadwiślańskich sowietologów doradzająch dowolnej stronie, miał tak obszerną i realistyczną wiedzę i rozumienie rzeczywistości postrzeganej z perspektywy Moskwy.
    Jasnowidzenie nie ma tu nic do rzeczy.

    Mój komentarz
    Generał Jaruzelski ani ktokolwiek inny nie mógł przewidzieć w 1981 roku co będzie w 1989 roku, ponieważ nie był jasnowidzem, tylko typowym funkcjonariuszem. Kwestia na ile partyjnym funkcjonariuszem, na ile wojskowym, jest do dyskusji. To było nierozłączne na takim stanowisku.

    Analogia jaka zachodzi między I sekretarzami KPZR w republikach radzieckich, którzy gdy nastała okazja, przekształcili się na prezydentów tych republik, nie świadczy o ich jasnowidzeniu, czy długotrwałym oczekiwaniu na okazję. Po prostu okazja się zdarzyła, to z niej skorzystali i długie lata sprawowali.

    W Polsce ten model transformacji nie przeszedł. Z wielu względów, ale jednym z nich było to, że bieg wypadków w ZSRR i w całym obozie socjalistycznym gwałtownie przyspieszył, czego nie był w stanie zaabsorbować system, który cechował się przystosowaniem do długotrwałej stabilności, System był niezdolny do zdynamizowania się, do szybkiej reakcji na swoją korzyść.
    Pzdr, TJ

  449. Ależ dyskusje a ja zajentyk i zajentyk :/

  450. Święta tuż, tuż, wiele serc się otwiera, ale niektóre są zamykane przez strażników polskości w katolicyzmie jako jedynej słusznej opcji w państwie rządzonym przez PIS.
    Piosenkarka i autorka tekstów Natalia Przybysz nie okazała się godna reprezentowania świątecznej „szlachetnej paczki”.
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1775656,1,prawica-nie-chce-natalii-przybysz-na-koncercie-szlachetnej-paczki.read

  451. Konkluzja:
    Degradujac oficerow LWP po marcu 68
    „z powodu wartosci moralnych” …skad ten
    eufemizm?.
    Moj znajomy oficer – „wyjechany” mial dosyc tego skur….nstwa.

  452. @Nefer
    16 grudnia o godz. 21:51
    Tez zajentyk.
    No właśnie – udało się przeczytać, ale już pisać nie ma kiedy.
    A tyle ciekawych spraw się pojawiło!

  453. mag
    16 grudnia o godz. 22:32

    Nie mam pojęcia czy ta „świąteczna paczka ” nie jest tą samą o ktorej czytałam kiedyś bardzo negatywny artykuł.(akcja miala być przeciwwagą do inicjatywy Owsiaka) Na czele stał jakiś okropny duchowny dyktator,o którym napisano ostry tekst . Czy to chodzi o tę organizację?
    Tak,czy owak – straszna hipokryzja.

  454. @ozzy
    16 grudnia o godz. 22:33
    Joz trzeci raz o tym piszesz. A jak postępują inne kraje? Czy emigrując zachowujesz prawo do stopnia oficerskiego i emerytury wojskowej?

  455. ozzy
    16 grudnia o godz. 22:33

    To nie powinno się nigdy zdarzyć !

  456. zak1953 16 grudnia o godz. 21:41
    „Osobiście nie zgadzam się z niektórymi opisami tego co się wydarzyło na kopalni przed tragedią. Mam swoją wersję opartą na słowach brata mojej mamy, który wtedy jeszcze pracował na „Wujku” i przeżył tam cały strajk.”
    Moze opisz, co wiesz, z oczywistym zaznaczeniem, ze ta wersja pochodzi od jednego obserwatora? Nie musisz ujawniać nazwiska. Dlaczego ciągle mamy polegać na prawdzie wygodniejszej dla obecnej władzy?

    Moim zdaniem, prawdziwa prawda wygląda jak trup z szafy z oficjalnych opisów. Młodzi napaleni ludzie myśleli, ze wygrają „bitwę z Jaruzelem” przy pomocy śrub i kilofów. Ktos ich zachęcał, ktoś im pomagał się organizować (podobno ksiądz), ktoś im podpowiadał, ze bron zdobywa się na wrogu. Ktos im mówił „zmieścisz się śmiało”. Nawet, jeśli sami to wymyślili, to zabrakło głosu rozsądku. Warto by opublikować taki opis.

  457. Ewa-Joanna
    16 grudnia o godz. 22:33

    Mnie się nawet przeczytać po bożemu nie udaje

  458. Tak nawiasem, pilot Jaka-40, który zachęcał pilotów Tupolewa do lądowania i pośrednio przyczynił się do śmierci 96 osób, chodzi luzem w glorii bohatera. To jest przykład „prawdy wygodniejszej dla obecnej władzy”. Jest jakiś wspólny rys w tych dwu przypadkach.

  459. „przeczytać po bożemu”?
    Włącz Dark Side Of The Moon.

  460. @narciarz2
    16 grudnia o godz18:18
    Odbiegając na moment od poważnych spraw chciałabym wrócić do twojej wypowiedzi : To było wtedy, gdy Niedzwiedzki po raz pierwszy puścił przez radio „Dark Side Of The Moon” i tzw. wszyscy nagrali.
    Wydawalo mi się,że słyszałam kiedyś w jubileuszowej audycji w Trójce,że to Piotr Kaczkowski zaprezentował jako pierwszy w Polsce The Dark Side of the Moon,już w miesiąc po jej ukazaniu się. (więc w 1973r.) A Niedźwiecki przyszedł na Myśliwiecką w 1982r. Może chodziło Ci o fakt,że Marek zagrał tę płytę po raz pierwszy w swojej audycji,ale nie jako polską premierę ?
    Z przyjemnością czytam Twoje wypowiedzi .
    Ja również chcialabym zachęcić zaka1953 do opisania relacji uczestnika strajku w kopalni Wujek.

  461. narciarz2
    16 grudnia o godz. 23:02

    Właśnie znalazłam coś specjalnego dla Ciebie 🙂

    https://www.dailymotion.com/video/xz9ahy

  462. Basiu.N
    Moze Piotr Kaczkowski. To nagranie mam ciągle w uszach. W piątej minucie „Us and Them”, zaraz po wejściu saksofonu, coś się na moment zepsuło w studiu Trojki i zamiast muzyki rozległo się głośne „szzzz”. Moze sekunda. Słuchając tego utworu zawsze czekam na „szzz”, które dla mnie stało się po prostu częścią tej kompozycji. Pisząc ten tekst włączyłem TDSOTM i odsłuchałem odpowiedni kawałek. Po tylu latach mogę wskazać miejsce w utworze, gdzie powinno być „szzz”, omalże do sekundy. (A poza tym nie mam słuchu i z trudem potrafię zidentyfikować najbardziej znane utwory muzyki klasycznej, której ciągle słucham…)

    To nagranie z „szzz” chodziło na wszystkie prywatki, było kopiowane z taśmy na taśmę przy pomocy magnetofonów ZK-120, no i w ogóle było nie do zastąpienia. Obawiam się, ze zaginęło w pomroce dziejów i pewnie już nikt nie ma tej taśmy. Ale pamięć przetrwała.

  463. Nefer
    16 grudnia o godz. 21:51

    Ależ dyskusje a ja zajentyk i zajentyk :/

    To ile wywrotek pierniczków wyprodukowałaś?

  464. narciarz2
    16 grudnia o godz. 23:32

    No i na tym polega wartość artysty, że wie, gdzie ma zrobić takie „szzz”!
    Tylko kto to „szzz” uskutecznił? to copyrights, tantiemy, no i moda. Razem – miliony i pomnik na Giewoncie.

  465. Tanaka
    16 grudnia o godz. 23:32

    E, nie. Tylko a to to a to tamto a wczoraj to, link dałam ale nikt nie zauważył

    https://photos.app.goo.gl/frtLeUcuNeE3R8836

  466. narciarz2
    16 grudnia o godz. 23:32
    Zaraz włączę „Us and Them” i zwrócę uwagę na tę piątą minutę.:)
    A tu dla wszystkich – bo warto posłuchać.
    https://www.youtube.com/watch?v=nDbeqj-1XOo

  467. Nefer
    16 grudnia o godz. 23:42

    Ja zauważylam i widzialam Bruggen i śliczne rzeźby lodowe,ale już było późno ,więc nic nie napisałam.:)

    A teraz weszłam znów i widzę śliczne ,małe ptaki.
    Na lotnisku ?? na którym ?

  468. @Nefer
    16 grudnia o godz. 23:42
    Ja zauważyłam, tylko nie zdążyłam skomentować. Zajentyk przeszkodził. 🙂

  469. A w ogóle to @narciarz też robi piękne zdjęcia 🙂

  470. Ewa-Joanna
    16 grudnia o godz. 23:56

    A gdzie je widzialaś ?
    Czy bardzo jest gorąco teraz u Ciebie ?

  471. basia.n
    16 grudnia o godz. 23:55

    Lotnisko jest u mnie w ogrodzie, gorzej niż Heathrow

    Ewa-Joanna
    16 grudnia o godz. 23:56

    No właśnie, miałam sobie film wieczorem obejrzeć w spokoju ducha ale się za późno zrobiło:(

  472. A zmarzłam wczoraj na kość :/ na jarmarku taki ścisk że przejść nie można, Brugia zapchana turystami po kokardę

  473. Nefer
    16 grudnia o godz. 23:59

    Teraz rozumiem 🙂

    A u mnie na balkonie nie pojawiły się małe ptaki,tylko zaczęły przylatywać sroki do karmniczka. Więc go zabrałam . Miał być dla sikorek!

  474. Nefer
    17 grudnia o godz. 0:02

    Gdzie są prezentowane te rzeźby? Ja bylam tam w ubiegłym roku ,ale wczesną,kolorową jesienią 🙂
    A czy udalo Ci się pojechać do Kolonii ? Jeśli nie,to teraz lepiej jest jednak tam nie jechać. Za dużo ludzi.

  475. @Nefer
    Już ja widzę moje kakadu na tym lotnisku – disaster! 🙂

    @basia.n
    Narciarza znam z innych blogów i cieszę się, że zawitał tutaj bo to fajny uczestnik dyskusji. Na pewno i linkę do zdjęć nam poda.
    U mnie tylko 27 więc znośnie, chociaż kropi jeszcze ta resztka cyklonu. Będzie cieplej jak zwykle w Christmas time.

  476. basia.n
    17 grudnia o godz. 0:07

    Zaraz przy dworcu kolejowym.
    Nie, w końcu nie pojechałam, będzie na inny raz. W planowany weekend lało jak z cebra i był porywisty wiatr.

    Jeszcze tylko dwa razy do pracy i wolne do stycznia.

    Tymczasem dobranoc państwu 🙂

  477. narciarz2
    16 grudnia o godz. 17:39

    Bardzo serdecznie i szczerze dziekuje za zyczenia zdrowia i wyzdrowienia, Narciarzu. No i tobie życzę zdrowia, nawet jesli je w pelni wciaz posiadasz.

    ‚Każdy świętuje to, na co ma ochotę’, powiadasz. Masz na mysli, zdaje sie, blog ateistow. A ten to tylko ucieczka od codziennosci katolskiej Pomrocznej Zamglonej.

    https://opolczykpl.wordpress.com/2015/04/28/dzien-pamieci-ofiar-chrystianizacji-slowian-a-katodebilne-owieczki-podnosza-ich-durne-lby-i-becza-wnieboglosy/

    ‚Dzień Pamięci Ofiar chrystianizacji Słowian. A katodebilne owieczki podnoszą ich durne łby i beczą wniebogłosy…’

    Gdzie indziej znow masz podnoszenie lbow i beczenie z innego nieco powodu

    https://www.timescolonist.com/news/local/victoria-councillor-s-christmas-objections-seen-as-divisive-1.23527691

    ‚By noon Monday, the Times Colonist had received 80 letters to the editor, none in favour of the review of Christmas decorations. CFAX radio’s noon talk-show lines lit up as well. And Twitter blew up with feeds depicting Isitt as the Grinch and Scrooge.’

    A tak latwo mozna wszystkich pogodzic. Wystarczyloby zaczac swietowac Dzien Doopy Maryni Zawsze Dziewicy..

  478. Ja robię piękne zdjęcia?
    Mam nadzieje, ze poniższe strony da się otworzyć. Bardzo proszę o informacje, czy się udało. Ten straszny wujek Google…
    https://get.google.com/albumarchive/114265498326158308616?source=pwa

  479. Nefer
    16 grudnia o godz. 23:42

    Fantastyczne! czarodziejskie, coś dla przedszkolaka, czyli dla mnie. Światła pewnie były różnobarwne, ale ciekawi mnie to, jakie efekty dodatkowe były przy załamywaniu się go wewnątrz tych kapitalnych figur.

    Bo jak ja coś przegapię z Twoich linków, to potem się wstydzę i naciągam beret głeboko na oczy.

  480. narciarz2
    17 grudnia o godz. 0:37

    Strony udało się otworzyć. Zdjęcia bardzo ciekawe.
    Już odkryłam,że klikając w każde z nich,otwiera się cały album 🙂
    Zawsze bylo mi żal,że zimowe sporty były dla mnie tabu. Tak już jest,jak gra się na instrumencie 🙂
    Trzeba wtedy zawody narciarskie oglądać w tv.

  481. narciarz2
    17 grudnia o godz. 0:37

    A teraz oglądam filmiki – Skiing photos.
    Cwiczenie skoków,zawody….
    Podziwiam 🙂

  482. basia.n: „Tak już jest,jak gra się na instrumencie”
    Na instrumencie? W Polsce?
    Zajrzyj proszę do noworocznego albumu 2009. Trzecie, piąte zdjęcie, i wiele następnych. Znasz osobnika? Nagroda publiczności na konkursie Chopinowskim dla amatorów. Zaczął na poważnie grac grubo po czterdziestce. Tez rzucił narty z tego powodu. Calkiem sporo jeździliśmy w Szczyrku i na Kasprowym.

  483. Na fali szumnych imprez w zwiazku z 100 leciem odzyskania niepodleglosci
    Polski, pewne przypomnienie o obywatelkach nowoodrodzego panstwa polskiego.

    Prawie nikt nie wie, jak to juz w listopadzie 1918 dekretem podpisanym przez Jozefa Pilsudskiego – Naczelnika Panstwa jeszcze nawet nie napisanego oficjalnie –
    wszyscy obywatele, a wiec i obywatelki, uzyskali czynne i bierne prawa
    wyborcze, po ukonczeniu 21 lat. Jak z tym wtedy bylo w Europie, wstyd pytac.

    Nie smiem tez pytac Tanaki czy General, zostawszy pierwszym prezydentem na nowo odrodzonej w 1989 roku niepodleglej Polski, odznaczyl sie podpisaniem jakiegos podobnie rewolucyjnego dekretu.

    Nie moge sobie przypomniec czy istniala jakas grupa ludzi w Polsce po Peerelowskiej ktora potrzebowala uwolnienia od ciemnoty i zacofania. Tak jak kobiety tego potrzebowaly pol wieku wczesniej.

    Kobiety byly wiec juz uwolnione od zacofania ciemnogrodzkiego. Zydzi przez dwadziescia lat zdazyli powyjezdzac (procz Adaska) do Izraela. Kto wiec jeszcze mogl pozostac Generalowi do uszczesliwienia?

    Zdaje sie ze i w tej sprawie Jaruzel mial przechlapane. To stad zapewne sie wzial ten skromny nagrobek, przez corke Monike wystawiony:

    ‚Wojciech Jaruzelski, Zolnierz’

  484. narciarz2
    17 grudnia o godz. 1:29
    Już późno,ale zajrzalam jeszcze do noworocznego albumu.
    Nie mam pojęcia kim jest ten mężczyzna na zdjęciach – nie mieszkam w Polsce od dawna.W którym roku otrzymał nagrodę publiczności ?
    Na instrumencie zaczęłam grać od dziecka ,aż do końca studiów w konserwatorium 🙂 ( narty byly więc nierealne od początku) Potem wyjechałam z Polski i mieszkam w Holandii.Tu nawet nie żal mi gór,bo jak uświadomił niedawno Tobermory, góry holenderskie cudem przeniosły się do Szwajcarii 🙂 Rekompensuję to rowerem .

    A teraz już dobranoc !

  485. Znacząca rocznica, o której cicho, co jednak nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę kto Polską rządzi i wybiórczą pamięć historyczną oraz nastawienie „Suwerena” – 96 lat od zamordowania pierwszego polskiego prezydenta, Gabriela Narutowicza. Uroczystość przed Zachętą

  486. basia.n, cytuję: ” Został laureatem nagrody publiczności na II Międzynarodowym Konkursie Towarzystwa im. Fryderyka Chopina w Warszawie dla Pianistów Amatorów w roku 2012.”
    Występuje w Warszawie w Swiecie Muzyki na rogu Świętokrzyskiej i Krakowskiego Przedmieścia, oraz w Salonie Chopina na Smolnej 14.
    http://cojestgrane24.wyborcza.pl/cjg24/Warszawa/1,30,82164,Chopin-Salon–Stefan-Walczykiewicz.html

    Dobranoc!

  487. @

    Od kilku dni, na blogu, przeważają wypowiedzi grzeczne.
    Jest to – tradycyjne u ateistów – wzmożenie przedświąteczne,
    Bo co by nie powiedzieć odnośnie wierzeń i wróżb,
    Język polski posiada dziwne słówko „a nuż”.

  488. @Qba
    16 grudnia o godz. 12:45

    A mnie wychodzi, że to taki skrót mocno upraszczający.
    Wychodząc od drugiej strony, czyli od kandydata na rządzącego stwierdzam, że nigdy (a przynajmnie niezwykle rzadko) zostaje nim ktoś, kto jest rzeczywistym (nie tylko wyuczonym) fachowcem w jakiejś dziedzinie. […]
    Któż zatem „czycha” na taki urząd? Według mnie większość kandydatów dycyduje się pod wpływem najbliższego otoczenia (tak samo, jak wybierany jest zawód dla młodych przez rodzinę i znajomych). Ci kandydaci dają się dowolnie uformować i jest to opcja „łagodna”, bowiem stoi za takim „rządzącym” dosyć duża (na ogół) grupa interesów.
    Rzadko występuje przypadek kandydata „z nudów”, jak np. Trump. […]
    Gorzej jest z nawiedzonymi, jak np. Kaczyński, bo coraz bardziej utwierdzają się w swym mniemaniu i w wysokiej samoocenie. Takiego „geniusza” otaczają głównie osobniki, żywiące się odpadkami z pańskiego stołu. Państwo i związane z nim sprawy mają bardzo głęboko w d..e.

    Że upraszczający, to oczywiste. Nie da się ani w jednym zdaniu, ani w jednym artykule, ani w jednej książce, ani nawet w wielu, oddać pełnej kompleksowości społecznego mechanizmu wyboru/zdobycia przywództwa.
    Stwierdzenie, że „każde społeczeństwo wyłania elity/przywódców na jakich zasługuje” jest skrajnie uproszczoną negacją negacji roli determinizmu, głoszonej np. przez Y.Hariri, który twierdzi że historią rządzi przypadek. Nie całkiem ma rację, bo determinizm odgrywa sporą rolę. Owszem sukcesem jakiejś elity/ugrupowania/przywódcy rządzi przypadek, liczba opcji jest spora, jednak szanse na wypłynięcie mają głównie ci, których ideologia, poglądy, zachowanie, ambicje i osobowość najlepiej pasują do oczekiwań społecznych, do sytuacji i do interesów miejscowej oligarchii czy też dominującej grupy interesów specjalnych (w rodzaju Kk, lobby militarno-przemysłowego, syjonistycznego, itp.), czy też masy zbuntowanych peonów. Stalin, Hitler, Kaczyński, Trump, itd. zostają zakceptowani przez wystarczająco liczny odłam społeczeństwa, by, przy obojętności i/lub ignoracji i/lub niezdecydowaniu i/lub zastraszeniu reszty, zdobyć dominującą pozycję. Która, biorąc pod uwagę, że najlepsze predyspozycje do sukcesu w polityce (i w biznesie) mają socjo/psychopaci, dla których dodatkowo cel ich mito/ideologii uświęca środki, może prowadzić do dyktatury/tyranii. Fachowość w jakiejś dziedzinie nie jest w karierze politycznej potrzebna, ba może być przeszkodą, bo jest przeszkodą dla oportunistycznej giętkości i mętności wypowiedzi i obietnic.

  489. PS. Jaką wartość ma fachowość w polskich klimatach politycznych dowodzi los Gabriela Narutowicza, o którym wspomniałem wyżej.

  490. @Herstoryk
    17 grudnia o godz. 7:28

    Dzięki za wyjaśnienia. Wydaje mi się, że pominąłeś jeden ważki aspekt. Chodzi mi o – bardzo ogólnie ujętą – reklamę. Z mojego doświadczenia przedsiębiorcy wynika, że sprzedawca/handlowiec nie ma prawa znać się na sprzedawanym towarze, a już na pewno nie powinien być jego twórcą. To ostatnie ma sens wyłacznie w sprzedaży jednostkowej bądź usług. Sprzedaż masowa wymaga znajomości wyłącznie pozytywów oferowanego towaru tak, by sprzedawca nie miał najmniejszych wątpliwości. Wtedy ma szansę być szczerym, a szczerość nie wymaga aktorstwa więc będzie wiarygodny.
    To samo dotyczy wszelkich oferowanych towarów, a więc również np. książek czy filmów. W dobie globalizacji czyli realnych szans na sprzedaż rzeczywiście masową, opłaca się inwestować ogromne sumy w reklamę, bo jest szansa, że zwrócą się wielokrotnie. Tak właśnie działa np. Harry Potter. Chodzi o rozbudzenie zapotrzebowania, przy czym jest ono w większości przypadków wirtualne, czyli pójście za stadem, za modą. Bo skoro wszyscy…, to coś w tym musi być.
    To samo dotyczy polityki. Jest to świetna alternatywa do powszechnej przemocy – przynajmniej w początkowej fazie. Wystarczy przytłoczyć potencjalnego wyborcę masą jakichkolwiek informacji, by mieć szansę na jego głos. Ważne jest przy tym, by zalew informacji był tak szybki, by odbiorca nie miał czasu na ich analizę. To może być kilka takich samych zdań wypowiadanych w różnym porządku. Taką właśnie taktykę stosuje np. kk – od ponad 1000 lat mówi to samo i nikt już się nad tym nie zastanawia. Wierzy. I o to chodzi. I nawet nie dlatego, że wyborca rzeczywiście wierzy, ale próbuje sam siebie przekonać, że może tym razem…, że może a nuż… Świetnie pasują tu kampanie wyborcze USA.
    W świetle powyższego, stosunkowo mało istotnym elementem kampanii wyborczej jest sam kandydat. Musi on spełniać jedynie kryteria tego, kto kampanię opłaca – vide Duda/Kaczyński. Jak zauważyłeś, jakakolwiek fachowość byłaby tu co najmniej przeszkodą.
    Obecna sytuacja w Polsce to – według mnie – późny feudalizm/wczesny kapitalizm. Liczy się tylko zabór dóbr wszelakich. Mało przyjemne ale – jak odrę – trzeba przejść.

  491. Herstoryk
    17 grudnia o godz. 7:28
    Że upraszczający, to oczywiste. Nie da się ani w jednym zdaniu, ani w jednym artykule, ani w jednej książce, ani nawet w wielu, oddać pełnej kompleksowości społecznego mechanizmu wyboru/zdobycia przywództwa.
    Stwierdzenie, że „każde społeczeństwo wyłania elity/przywódców na jakich zasługuje” jest skrajnie uproszczoną negacją negacji roli determinizmu, głoszonej np. przez Y.Hariri, który twierdzi że historią rządzi przypadek. Nie całkiem ma rację, bo determinizm odgrywa sporą rolę. Owszem sukcesem jakiejś elity/ugrupowania/przywódcy rządzi przypadek, liczba opcji jest spora, jednak szanse na wypłynięcie mają głównie ci, których ideologia, poglądy, zachowanie, ambicje i osobowość najlepiej pasują do oczekiwań społecznych,

    Herstoryk
    17 grudnia o godz. 7:43
    PS. Jaką wartość ma fachowość w polskich klimatach politycznych dowodzi los Gabriela Narutowicza, o którym wspomniałem wyżej.

    Mój komentarz

    Herstoryk, podzielam twoje argumenty.
    Podejście skrajnie upraszczające do społecznych mechanizmów wyłaniania przywódców prowadzi do zadawania pytań pod odpowiedzi i udzielania odpowiedzi pod pytania.
    Na przykład – dlaczego demokracja nie działa? Ma być jak zapowiadano, a nie jest. Jacyś szatani są znów czynni.

    A politycy, którzy chcą być wybrani starają s e celować swoimi pytaniami w elektorat. Zapytują elektorat – czy chcecie zrównania płac z Unią Europejską, czy chcecie być nadal w Europie, czy Iksiński z PBZ kłamie, czy chcecie żyć bezpiecznie i w pewności jutra?
    I sami sobie odpowiadają – płace będą szły w górę, będziemy w Europie, my jesteśmy Europą i nikt nam tego nie wydrze, Iksiński z PBZ kłamie, my zawsze spełniamy przyrzeczenia, zapewniamy bezpieczeństwo i pewność jutra. Itd.

    Po trzecie polityk, to nie absolwent politologii. Polityki można się nauczyć teoretycznie, lecz to jest tylko cząstka umiejętności. Polityka, to jest praktyka i to z natury rzeczy za każdym razem inna – inna partia, inna kadencja, inny układ sił, inne hasła, inne oczekiwania ludzi, inne uwarunkowania ekonomiczne, kryzysy społeczne, finansowe, itd.

    Poza tym nie można się nauczyć tego, co politykowi jest najbardziej przydatne – umiejętności przewodzenia, a w demokracji dochodzi do tego umiejętność godzenia racji, umiejętność przekonywania, zjednywania ludzi, mobilizacji do działania w obranym kierunku.
    Pzdr, TJ

  492. @@mag, Na marginesie
    Z tym respektowaniem tzw. „ostatniej woli” małżonka może być przecież tak jak z wieloma „wolami” podczas długiego pożycia (to też fajny wyraz, godny interpretacji). U mnie sprawa jest prosta – nie mam żadnej ostatniej, ani przedostatniej woli, żona zrobi co zechce. Będzie pewnie typowo – „farorz” powie -” nasz brat Antonius juz kłóci się z szefem Hadesu o ciepły kącik przy oknie, aby mógł w przyszłości zobaczyć anielicę Emilię, która z nim wytrzymała ponad 60 lat, ale miała już naprawdę dość”!
    Znajomi pokiwają głowami na potwierdzenie jego słów …
    i się rozejdą do domów. Rodzina może zorganizować stypę i mogą się urżnąć zawartością mej bogatej piwniczki. Potem wyrzucą moje książki – nieliczne własne i niemiecką bibliotekę i po sprzątaniu sprzedadzą na Allegro moje łóżko rehabilitacyjne i tylko raz w roku pójdą na bliski cmentarz usuwać chwasty z grobu. Ot – normalka! Chociaż może i nie normalka w rodzinie i u bliskich znajomych czy powinowatych, gdzie wdowy prawie codziennie zaczynają dzień od odwiedzenia małżonka, aby stwierdzić, czy przypadkiem nie flirtuje z sąsiednim grobem. Na to moja żona nie będzie miała czasu, bo opiekuje się moją starszą siostrą i powadzi dom dzieciom i z doskoku bawi prawnuków.

    A tak tylko jako dowcip, bo poprzednie uwagi są śmiertelnie(!!!) poważne, jak to było z „wolami” od roku 1955 – życzyłem sobie zawsze filiżankę kawy z tej strony ciastka, którą żona zlekceważyła. W kwizie zgodności nie mielibyśmy szans.

  493. Herstoryk
    17 grudnia o godz. 2:44

    Znacząca rocznica, o której cicho, co jednak nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę kto Polską rządzi i wybiórczą pamięć historyczną oraz nastawienie „Suwerena” – 96 lat od zamordowania pierwszego polskiego prezydenta, Gabriela Narutowicza. Uroczystość przed Zachętą

    Standardowa, dumna, w istocie pełna pychy gadka Polaka brzmiała (pamiętam to ze szkoły, pewnie dalej brzmi): Polacy, w przeciwieństwie do innych narodów, nie mordowali swoich królów!
    Tu następują brawa, kwiaty, medale i premie, oraz honor, tożsamość i żądania pod adresem tych narodów, co mordowały: szanujcie Polaka, klękajcie przed ni, róbcie co każe i płaćcie!

    Morderstwo (polskiej, katolickiej prawicy!) na Gabrielu Narutowiczu temu przeczy.
    Przeczy temu też morderstwo na ostatnim polskim królu, tym, co przeciw szalonym Polakom usiłował powstrzymać ostateczny upadek, chorego już od paru wieków państwa – Stanisławie Auguście Poniatowskim, przerobionym na milusińskiego „króla Stasia”, ze smoczkiem w buzi.
    Mord został wykonany, acz zamordowany jakoś przeżył. Mordowali Prawdziwi Polacy, wyżył dzięki temu, że nie dobił króla Kozak, a miał dobić.
    Na Prawdziwego Polaka-Katolika w jednym, na jego „tożsamość”, na jego Prawdę i Prawdziwą Historię prosto z zakładu lecznictwa zamkniętego, w którym zabrakło kłódki i IPN-u to mam womitację i nakopanie – jak w wojsku mówią – do dupy.

  494. Nefer
    16 grudnia o godz. 23:42

    Zauważył, obejrzał i nawet w duszy powiedział „Bóg zapłać”.

    narciarz2
    17 grudnia o godz. 1:29
    „Znasz osobnika? Nagroda publiczności na konkursie Chopinowskim dla amatorów. Zaczął na poważnie grac grubo po czterdziestce.”

    Piszcie tak dalej, a mnie potem z pracy wyleją. Ja mam stos artykułów do przeczytania. A i żona w końcu przez łeb przyłoży i ścierkę do kurzu wręczy.

  495. basia.n
    16 grudnia, g.22:41
    Przez pomyłkę odpowiedź na Twój wpis zamieściłam na blogu Passenta.
    Teraz przeklejam tu, gdzie jej miejsce.

    „Świąteczna paczka”, jak sama nazwa wskazuje, jest po prostu akcją charytatywną na okoliczność świąt BN. W żadnej mierze nie konkuruje z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, która ma całkiem inne zadania. PIS tępi wszelkie akcje społeczne, które wymykają się spod kontroli Centrali, bo tylko PIS, odkąd niepodzielnie rządzi, robi ludziom dobrze.
    Nie sądzę, by akurat ks.Jacek Stryczek był takim satrapą jako pomysłodawca i nadzorca realizowanego z powodzeniem projektu, jak jest przedstawiany w mediach reżimowych.
    Jeśli na tę akcję, o której mowa, ważną i skuteczną oraz księdza Stryczka, który ją cały czas pilotuje, napada tzw. prawica, zazdrosna o wszystko, co dzieje się poza jej wpływem i zasięgiem działania, to zyskuję prawie pewność, że „szlachetna paczka” jest jednak w porzo.

  496. @ mag
    17 grudnia o godz. 12:36
    @basia.n
    16 grudnia, g.22:41

    Przykro mi, ale (pomijając ich niewątpliwy pożytek) charytatywne akcje okazjonalne (szczególnie świąteczno-katolickie) uważam za szczyty obłudy. Wpisują się świetnie w tradycję wina-spowiedź-odpuszczenie. Interesujący problem psychiczny: raz w roku rusza mnie sumienie i daję na biednych. A w pozostałe dni roku nie mam sumienia? A może tak jestem zajęty pomnażaniem własnych dóbr, że nie mam czasu na pomoc biednym?

  497. Szary kot

    To ja Cię jeszcze zdopinguję nagraniem
    znajomego narciarza2 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=TDlpJhfdGOI

  498. @Antonius
    Ja mam tylko jedną ostatnią wolę – chcę być spopielona i najlepiej rozsypana nad zakolem Narwii. Mój syn wie gdzie, ale jeśli ma to być kłopot, niech odpuści. Nie uważam, by to był pretensjonalny pomysł. A zresztą, co mnie jako już nieboszczkę może obchodzić, kto sobie co pomyśli?
    Na mnie, jeszcze jako dziecku, makabryczne wrażenie robiły wyryte stosownie napisy na grobie małżonków, które należało tylko uzupełnić o daty śmierci.
    A poza tym – carpe diem!

  499. Qba
    17 grudnia o godz. 12:44

    Ja zapytalam @mag o tę „świąteczną paczkę”,bo przypomnialam sobie,że jakiś czas temu czytalam bardzo negatywną publikację związaną z organizowaniem akcji przez jakiegoś księdza i chcialam się dowiedzieć,czy to wlaśnie o to chodzi. Ponieważ @mag podała tu nazwisko Jacka Stryczka – poszukalam w necie i okazuje się,że chodzilo mi właśnie o tą osobę. Ponieważ na temat stosowanego przez niego mobbingu wypowiadały się osoby z nim pracujące – nie mam powodów,aby im nie wierzyć.
    Mam natomiast wszelkie powody,aby nie ufać w żadne słowo wypowiadane przez jakiegokolwiek duchownego !
    Kiedy zobaczyłam video,na ktorym ten osobnik ubrał się w koszulkę z nadrukiem plakatu filmu Kler i wyglasza swoją mowę obronną,to mówi samo za siebie.
    On i te wszystkie „niewinnie” oskarżane ofiary – to przecież nagonka na kk ! Pokażę link,aby każdy mógł zobaczyć.

    https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/ksiadz-stryczek-oskarzany-o-mobbing,869947.html

    Jeśli chodzi o sam pomysł akcji – z pewnością masz trochę racji,ale czasem dla potrzebujących jest „lepszy rydz niż nic”. Więc organizowanie zbiórek w czasie kiedy ludzie są bardziej skłonni do otwarcia portmonetek – ma swój sens.
    W końcu słuszny cel uświęca środki 🙂

    Myślę,że chyba jesteś również przeciwnikiem wręczania kwiatów na dzień kobiet 🙂
    Ale znów powiem – lepiej raz na rok,niż wcale 🙂

    ps. o albumie pamiętam,ala najpierw muszę jeszcze zrobić coś innego .

  500. @mag
    17 grudnia o godz. 12:36

    Wprawdzie na ten temat napisałam już do Qby,ale powtórzę,ponieważ to Ty podałaś mi nazwisko duchownego.
    Trochę zdumialy mnie Twoje słowa :Jeśli na tę akcję, o której mowa, ważną i skuteczną oraz księdza Stryczka, który ją cały czas pilotuje, napada tzw. prawica, zazdrosna o wszystko, co dzieje się poza jej wpływem i zasięgiem działania, to zyskuję prawie pewność, że „szlachetna paczka” jest jednak w porzo.
    Sugerują one , że to prawica czyli PiS napada na tę akcję.
    A przecież ta organizacja nigdy nie napada na kk,a wprost przeciwnie.Więc twoja konkluzja nie jest chyba trafna.
    Wiadomości o zakulisowych sprawach tej”paczki” są podawane przez niezależne źródła

  501. Qba
    17 grudnia, g.12:44
    Oczywiście można uznać, że każda okazjonalna dobroczynność służy głównie polepszeniu samopoczucia darczyńcy i zalatuje obłudą.
    Wychodząc z takiego założenia, można także „zaatakować” doroczną wielką akcję Owsiaka. A przecież WOŚP to już instytucja, nie mająca sobie równych. Im Owsiak jest bardziej obrzydzany przez kk i PIS, tym ludzie deklarują wyższe kwoty wrzucane do puszek. I rzeczywiście je wrzucają, bo co roku zbiórka przekracza kolejne rekordy.
    A obdarowani „szlachetną paczką” naprawdę się z niej cieszą i tyle. O to przecież chodzi w tej inicjatywie charytatywnej.
    Do regularnej pomocy socjalnej są przecież powołane konkretne wyspecjalizowane służby oraz instytucje. To, czy działają sprawnie i uczciwie, zależy od bardzo wielu czynników. Głównie jednak „kasy” i rozsądnego nią dysponowania.
    No ale to odrębny temat. Niekiedy bulwersujący. Temu, że w PRL było bardzo mało katolickich placówek opiekuńczo-wychowawczych zawdzięczamy mniej… przypadków pedofilii, czyli po prostu mniej ofiar w porównaniu do wiodącej w niechlubnej statystyce Irlandii czy Hiszpanii (?).

  502. @basia n.

    Byłem, obejrzałem, wysłuchałem.
    Wystawa Balthusa oblężona. Nie było „Lekcji gitary”, ale była owa kontrowersyjna „Tereska” z MoMA, pokazująca skrawek białej bielizny 🙄 Było dużo obrazów z lat 1920-30.
    Następna wystawa (od lutego) Picasso i jego niebieski okres.
    Wieczorny koncert, a właściwie rodzaj nabożeństwa anglikańskiego z kolędami, czytaniem, muzyką i poczęstunkiem na koniec (ciasto, grzane wino, gorący poncz owocowy) dla kilkuset osób, wprawił mnie w dobry nastrój, bo chór śpiewał pięknie, a wnuczek nie był najgłośniejszym dzieckiem w kościele 😉 Po każdym czytaniu ogłaszał wprawdzie donośnie: ameen! ale śpiewu słuchał w skupieniu.
    W programie:
    Alma Redemptoris Mater (Palestrina), Magnificat in D Major (Brewer) tradycyjne angielskie melodie adwentowe śpiewane wraz z kongregacją, a na koniec „Adeste fideles” (O come, all ye faithful) – hymn bożonarodzeniowy, który jako pierwszy opublikował angielski kompozytor John Francis Wade w XVIII w.
    Dziś rano dowiedziałem się, że na koncercie obecni byli również opiekujący się wnukiem podczas czwartkowych prób owi angielscy przyjaciele, o których tu już wspomniałem. Ja ich nie zauważyłem w tym tłumie i mroku, bo całą moją uwagę zaprzątało pilnowanie, aby mały nie postrącał bombek z wielkiej choinki. Oni zaś nie podeszli, niepewni, czy ich rozpoznam 🙄 Ach, te angielskie maniery 😉
    Podobno byli nieco zazdrośni o te dwie godziny z maluszkiem…

  503. @basia.n
    17 grudnia, g.13:25
    Nie będę księdza od „szlachetnej paczki” bronić jak niepodległości, bo za dużo w jego sprawie sprzecznych opinii. Zresztą tak już jest w naszej Umęczonej, że każdy, kto podejmie się jakiejś społecznej działalności, czegoś, co nie mieści się w strukturach zaklepanych przez władze, czy dotychczasowych wyobrażeniach większości statystycznej Polaków, automatycznie staje się podejrzany. „A po co to robi, a co z tego ma i kto za tym stoi”.
    Papierkiem lakmusowym,wręcz modelowym jest ponad dwudziestoletnia już historia WOŚP.

  504. Tobermory
    17 grudnia o godz. 13:35

    Bardzo się cieszę ,że udało Ci się i zobaczyć i usłyszeć 🙂
    Tak to już jest,że na ciekawych wystawach bywają tłumy publiczności.
    Ponieważ wspomnialeś o słynnej lekcji – ja widzialam ją na niewielkiej,ale bardzo interseującej wystawie w Amsterdamie ,zorganizowanej z różnych zbiorów prywatnych ( między innymi był Vermeer z kolekcji królowej angielskiej)
    Obecny był wtedy również ten Bahltus 🙂
    Lubię Picassa z okresu niebieskiego i różowego. A Ty ?
    Zabawne i wzruszające jest to maluchowe ameen 🙂
    A fakt ,że słuchał śpiewu ze skupieniem może dać dobry początek,do dalszego słuchania. Wiesz,kiedy będziesz mial go znów u siebie pod opieką, nastawiaj jakąś muzykę w tle.
    Chóralną, renesans twojego ansamble, Mozarta – to będzie pozostawało w uchu i świadomości 🙂
    Anglicy musieli bardzo polubić wnuka,skoro poczuli się trochę zadrośni. A Ty napracowaleś się solidnie,pilnujac jego zapędy w kierunku bombek. Na razie chwilę odpoczniesz,ale przecież maluch pojawi się znów na święta. 🙂

  505. Chyba już nadszedł czas, aby Tanaka zmienił wstępniak, i tak nikt już nie pamięta jego treści – z autorem włącznie. Gdy go pisałem niedawno temu, to wiedziałem, iż moje poglądy natrafią na ostrą krytykę, bo każdy Polak ma inne wspomnienia z tego okresu. Faktycznie stało się tak jak przewidywałem, jednak nieco zaskoczyła mnie opinia, krótka i żołnierska, blogowicza zza dużej wody, że wstępniak jest do dupy. Pokornie przyjąłem tę opinię, ale po zastanowieniu się zacząłem wątpić w jej stuprocentową trafność. Nie znam oczywiście reguł, jakie powinien spełniać wstępniak, mogę tylko gdybać. Znalazłem kilka cech , które według mnie powinny charakteryzować poprawny wstępniak:
    1) Jest dobrze, jeśli jest aktualny. Umieszczony 13. grudnia spełnia ten warunek.
    2) Powinien pobudzić dyskusję – chyba to uczynił.
    3) W miarę możności nie powinien nikogo obrażać. Starałem się to uczynić, ale widać z miernym skutkiem.
    4) Powinien być krótki. Tu niestety dałem plamę. Jako „pisarz” na starość mam pewną cechę, której nie miałem niestety jako młody mężczyzna – nie umiem krótko pierdo..ć!
    4) Powinien się cechować poprawną polszczyzną. Starałem się, ale trudno mi ocenić własny twór.
    5) Edytorsko powinien być jasny i poprawny. (Uwaga jak wyżej)
    6) Nie powinien zawierać ewidentnych kłamstw.

    Biorąc powyższe pod uwagę, uważam ocenę kolegi blogowicza za nie wystarczająco uzasadnioną. Tym niemniej jestem mu wdzięczny za ocenę, może to świadczyć o tym, że zajrzał do wstępniaka?

  506. @basia.n
    17 grudnia o godz. 14:09

    Mojego wnuka nie da się nie polubić 😀
    Właśnie się zastanawiam, jak zabezpieczyć przed nim domową choinkę, trzeba będzie szczególnie uważać przy świeczkach.

    Picasso bleu et rose (lubię) jest aktualnie do obejrzenia w d’Orsay, niestety nie dałem rady i już do 6. stycznia nie zdążę 🙁

  507. PS
    „nastawiaj jakąś muzykę w tle”
    On sam mi nastawił 🙄 Rodzice poszli na próbę, a on po prostu włączył odtwarzacz CD i zrobił głośniej. Gypsy Kings śpiewali „Volare”, a mały podrygiwał do taktu 😉 Musiałem się przyłączyć.

  508. Tobermory
    17 grudnia o godz. 14:43

    Rzeczywiście nie da się go nie lubić za taką inwencję (i nie tylko)Zdradź,proszę tajemnicę i powiedz jak ma na imię .
    Zabezpieczenie choinki chyba jedynie jakąś barierką ??
    No i zadziwileś mnie faktem,że umieszczasz na choince świeczki. Myślalam,że już nikt tego nie robi.

    Jeśli chodzi o wystawę w d”Orsay,ja łatwo mogłabym zdążyć,( thalys z Rotterdamu do Paryża jest co godzinę)
    ale w obecnym czasie po prostu obawiam się – tam wciąż nie jest spokojnie.

  509. Antonius
    17 grudnia o godz. 14:32

    Antoniusie – napisałeś jak zawsze świetny wstępniak!
    Z każdego twego tekstu dowiaduję się bardzo wiele.
    Dyskusje,osobiste spostrzeżenia blogowiczów były rownież
    bardzo interesujące.
    A blogowicz zza wody po prostu głupio i nietaktownie wyskoczył jak filip z konopii.( szkoda…)
    Ja z niecierpliwością czekam na Twój następny tekst.

    Pozdrowienia i podziękowania 🙂

    ps.z pewnością obserwowaleś UK championschip i zwycięstwo ulubionego zawodnika ?

  510. @ Ewa-Joanna
    14 grudnia o godz. 12:48

    Komuna miała być, tylko lepsza dla nas, a rozróba pokazać naszą siłę. Co mnie nieco zniechęciło, bo chociaż tez nie chciałam obalenia komuny, to rozróba połączona z rozlewem krwi mnie nie rajcowała.

    Ja nie byłem w środku i w związku z tym dziękuje za przybliżenie tematu. Podejrzewam, że było tam pewne bezhołowie i pewnie jakiejś linii strategicznej nie było. Było pewnie sporo entuzjastów, którzy od zaraz chcieli „wszystko”.

  511. @Antonius 17 grudnia o godz. 11:00

    Ja rozumiem argument, że zmarłemu jest wszystko jedno, a o pogrzebie męża z reguły decyduje małżonka. Natomiast mierzi mnie niezmiernie wykorzystanie zmarłych przez religiantów w celach, ehem, reklamowych. Poza tym nie chodzi tylko o pogrzeb, chodzi również o ostatnie chwile, gdy zupełnie bezradnego już człowieka zmusza się do uczestniczenia w szopce z udziałem xiuncuff.

    Poza tym w przypadku, który dotknął nas osobiście – żona zmarłego wykorzystała go po prostu do uwiarygodnienia swoich własnych fantazji. Przedstawienie, które urządziła przy mikrofonie po mszy żałobnej (bo oczywiście musiała być msza, z xiuncem bredzącym coś o „powrocie na łono” i „zobowiązaniu chrztu”) zniesmaczyło i oburzyło wiele osób. I nie mówię już o przyjaciołach, ale przede wszystkim o rodzinie. Brat zmarłego po tej farsie dość długo nie mógł się uspokoić.

    Poza tym małżonka na tym nie poprzestała i teraz bawi się produkcją religianckich filmideł, w których ona jest główną bohaterką, a jej zmarły mąż – rekwizytem i żałosnym „argumentem” na rzecz wiadomej opcji z ryjem. To jest kompletne przekreślenie jego życia i wszystkiego, kim był naprawdę ten jej mąż. W imię – czego? Wygodnego łgarstwa? Dlatego właśnie tak mnie to oburza.

  512. @zetus1 17 grudnia o godz. 15:11

    Ja myślę, że w pewnych warunkach po prostu ujawniają się bardzo silne społeczne emocje. Po „wybuchu Solidarności” pękła tama i nagle zaczęto mówić głośno o tym wszystkim, co przedtem blokowała cenzura. Zdaje się, że wołano „prawdy jak chleba” – czy jakoś tak.

    Podobnie zresztą miała się rzecz z Powstaniem Warszawskim. Bo głupota nieodpowiedzialnych przywódców – to jedno. A drugie – to fakt, że sytuacja „dojrzała” do wybuchu. Oczywiście konsekwencje takich wybuchów są tragiczne, ale chyba bywają okolicznosci, w których emocje „ludu” muszą się wyszumieć, bo „lud” nagle czuje, ze doszedł do ściany. Czy tak czuje słusznie czy nie – to kwestia otwarta.

    I jeszcze jedno: relacje po wyborach wygranych przez PiS świadczą o czymś podobnym – wśród kleru. Radosne ożywienie na ulicach i dużo uszczęśliwionych, biegających sutann. Wiadoma ambitna instytucja przeżyła swoją chwilę upojenia… Mam jednak nadzieję, że drogo za to zapłaci.

    Każdy karnawał ma swoją cenę, niestety!

  513. @basia.n 17 grudnia o godz. 14:59

    Basiu, ja myślę, że dopytywanie się o imiona na publicznym anonimowym forum to jednak przesada…

    Z całym szacunkiem 🙂

  514. @Herstoryk 17 grudnia, 2:44
    O rocznicy zamordowania prezydenta Narutowicza pisała również GW: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,24284308,96-rocznica-zabojstwa-prezydenta-gabriela-narutowicza.html. Jest tam informacja, że oprócz przedstawicieli lewicy na uroczystości byli również obecni przedstawiciele władz Warszawy, o czym nie napomyka Strajk.eu. Smutne oczywiście i wstyd, że nie było nikogo z pozostałych partii opozycyjnych. Ale niepełna informacja Strajku.eu znowu skłoniła mnie do poszukania kto jest wydawcą tego portalu. Znowu, kliknąwszy na “kim jesteśmy” dostałam odpowiedź, że nie ma takiej strony. Poszukałam więcej i oto, co znalazłam:
    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,24284308,96-rocznica-zabojstwa-prezydenta-
    gabriela-narutowicza.html – to link na portalu Strajk.eu. Proszę, zwróć uwagę na komentarze czytelników.

  515. Kliknęłam na drugi podany przeze mnie link i wyszedł mi “error”. Podaję jeszcze raz:
    https://strajk.eu/wyborcza-prostuje-klamstwa-na-temat-strajk-eu/

  516. @Herstoryk
    Jeszcze jeden link odnośnie Strajk.eu: http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20407703,sprostowanie.html
    Komentujący, który twierdzi, że sprostowanie było wysłane przez redakcję Strajk.eu, a GW musiała je opublikować, ma rację.
    Może Cię irytować mój upór w sprawie tego portalu, uważam jednak, że powinniśmy wiedzieć kogo czytamy.

  517. Antonius
    17 grudnia o godz. 14:32

    Chyba już nadszedł czas, aby Tanaka zmienił wstępniak,…

    Antoniusie! Sprawa taka, że czasy albo nadchodzą, albo nie nadchodzą. Czasem gospodarz musi popchnąć kolanem. W te, albo wewte.

    Dajta spokój! zawołał pewien Kaszub i wychylił. Ja mu wierzę. Czyli: napisałeś świetnego wstępniaka, ludność miejscowa chwali, a jak panie chwalą, to sam wiesz, co robić: klęknąć i zrobić dziękczynienie oraz całą resztę.
    A jak kto nie chwali to sprawy są trzy:
    A. ma dobry powód do niechwalenia
    B. ma kiepski powód do niechwalenia.
    C. nie ma go.

    Może co przegapiłem, wtedy pokaż mi palcem, ale nie trafiłem na niechwalczy komentarz z cyklu A. Trafiłem na niechwalczy z cyklu B, a że i ja tam byłem zaadresowany, to od siebie powiedzałem, com powiedział, żeby było A.
    Co do C. to nie wiem, może kto wie, gdzie jest Robert P.?

    Twoje fachowe 6 punktów widzę tak: najważniejsze – nie nakłamać ile wlezie, a co najwyżej ciut, niechcąco i nieświadomie. No ale jak niechcąco i nieświadomie, to to nie jest kłamstwo, a nieprawda. Nieprawdy też nie mówimy, ale wiemy, że prawda o nieprawdy różni się wyłącznie drobnym słówkiem na „gie”: prowda – tys prowda – g. prowda.
    Dobrze,, żeby wstępniak zaciekawiał i pobudzał do dyskusji, a czy ma być na aktualny światowy temat, to może tak, ale bez ciśnienia. Obrażać konkretnie i po nazwisku też nie powinien, ale kto to wie, co kogo obraża, szczególnie nad Wisłą? Poza tym, że wszystko obraża „wartości chrześcijańskie”.
    Język też masz bardzo akuratny, jestem wyznawcą Twojego subtelnego humoru.
    Więc żeby dłużej nie panegirykować powiem: Antoniusie, jesteś na kursie i na ścieżce! Ty piszesz, ja wstawiam, panie czarują, panowie to co trzeba, słychać oklaski, bo w innych pomieszczeniach pracowniczych to słychać okluski – i roznoszą kawor. Grognard – podaj szampana!
    I ogólnie jest dobrze!

  518. Tanaka 17 grudnia o godz. 16:27
    Chyba już nadszedł czas, aby Tanaka zmienił wstępniak,…

    Ja mogę napisać wstępniak pod tytułem „Moja Wigilia stanu wojennego w Ludowym Wojsku Polskim”. Obserwacje i refleksje. Akurat zbliża się rocznica.

  519. Tanaka
    17 grudnia o godz. 16:27

    O to to. Wstępniak jest bardzo dobry (i niech se wisi) argumentacja, logika, polszczyzna, Antoniusie nie wydziwiaj 😉 nie ze wszystkim się muszę zgadzać ale to przecież nie stanowi żeby docenić. Powtarzam że Antonius to skarb na LA i powinien pisać jak najwięcej.

    Wedle zdjęć, dzięki Tanaka i Szary Kocie.

    Światło się nie załamywało nijak bo za lodowymi panelami były jakoweś instalacje i pulsowało, migało, leciało a tłok był straszny, co się naczekałam żeby mi nikt w kadr nie właził to moje. Najciekawszy był lód przeźroczysty, były też korytarze jak w iglo i schody na pomost, zjeżdżalnia i ice bar. Ale nie takie to wszystko znowu cudo też.

    Kiedy ten zajentyk się skończy :/

  520. narciarz2
    17 grudnia o godz. 16:43

    Trzask, prask i pisz!

  521. basia.n
    Dzis w okolicy 0.00 oglądałem z nagrania końcówkę Scotish Open, a wcześniejsze turnieje też . Nie chcąc zbytnio ograniczyć żonę i prawnuków, nagrywam turnieje i oglądam fragmenty. Jeszcze nie oglądałem maksa HIGGINSA – OBEJRZĘ JUTRO.

  522. Nefer
    17 grudnia o godz. 16:48

    Jakoś to światło się załamywało, takie ono w końcu połamane jest. Że się naczekałaś, by Ci w kadr nie właziło, to się domyślam: męka panska – tak bardziej po czesku. Żeby było.
    No i się domyślam, że tak nie bardzo całkiem ładne to też były, ale i te pierwszoklaśne to też i gały widzą.

  523. @basia.n
    17 grudnia o godz. 14:59

    Świeczki na choince to tradycja i… dreszczyk emocji 😉 Zajmie się czy nie zajmie? Nigdy się nie zajęła, ale w okolicach Nowego Roku stawiam w pobliżu konewkę z wodą.
    Choinka jest zawsze bardzo świeża, tegoroczna zostanie wycięta w zaprzyjaźnionym lesie w najbliższy czwartek. Ponadto stoi w stojaku z wodą. Pali się wybuchowo dopiero wiosną, po solidnym wysuszeniu. Właściwie to się paliła, bo od kiedy dostajemy taką z bio-lasu, to po rozebraniu gałęzie dostają zaprzyjaźnione rumaki. Podobno bardzo lubią pogryzać sobie jedlinę.
    Kiedy byłem mały, w domu na choince zawsze były świeczki. Trochę zazdrościłem innym dzieciom, że mają elektryczne, a nawet kolorowe światełka na swoich drzewkach, a my tylko zwyczajne świeczki. Potem, na swoim, kontynuowałem tę tradycję, bo elektryczne mieli wszyscy i to już było zwyczajne i nudne. Któregoś roku jednak jechałem do Polski na święta, a gospodarstwo domowe zostawiłem pod opieką przyjaciół z Niemiec. Przygotowałem im też choinkę i powiedziałem, gdzie trzymam zapasowe świeczki, jak się wypalą te, co na choince.
    – Świeczki???! Nigdy w życiu! Nie chcemy pożaru!
    Ale jak to, choinka bez światełek? Poleciałem do sklepu i kupiłem instalację. I teraz są dwa rodzaje iluminacji. W pochmurny dzień świecą się elektryczne, a wieczorem – świeczki. Dobrze wysezonowane nie kapią i spalają się do ostatka.

  524. @narciarz2

    Dark Side of the Force może być zamiast?

    A to się Tanaka ucieszy z nowego autora:)

    znikam, śpiewając eeeeej, uuuuchniem

  525. narciarz2
    17 grudnia o godz. 16:43

    Ta pani ma rację! [Nefer 17 grudnia o godz. 16:54]

  526. Tanaka 17 grudnia o godz. 16:50
    Trzask, prask i pisz!
    OK. Zajmie mi dzień – dwa. Wersje wstępną opublikuje na moim FB. (Cicho, sza. Ja mam stronę na FB, ale jest ona nieznana szerszej publiczności, a szczególnie bliskiej rodzinie.)

  527. Tanaka
    17 grudnia o godz. 16:53

    (z trzęsącego autobusu) no ono się nie zdanżało załamywać i tej wersji się będę trzymać 😉

  528. A na poważnie to była kakofonia dźwięków, pulsujących świateł i tłumy ludzi (wszystko czego tygrysy bardzo nie lubią bo męczy) bynajmniej nie sprzyjające obserwacji załamań czegokolwiek więc dogłębnie nie obserwowałam rzeczonych załamań w takich warunkach, czatując na znośny kadr.

  529. Nefer
    17 grudnia o godz. 17:18

    No, ale wiesz, co powiedział stary Kaszub na tą okoliczność?

  530. @Tanaka

    Nie? Szybko bo zaraz wysiadam z autobusu i będzie że uchniem do 22.00

  531. Slawczan
    14 grudnia o godz. 0:41

    Tanako mam temat na wstępniaka. Jak technicznie to wykonać by go wysłać…

    Zajrzyj do poczty. Wyslałem Ci namiar już 14-go. I cicho. Może w spamie albo reklamie?

  532. Nefer
    17 grudnia o godz. 17:41

    dajta spokój!

  533. @Nefer 17 grudnia o godz. 16:48

    Antoniusie nie wydziwiaj
    Pragnę ci zakomunikować, że moim zdaniem to nie Antonius tym razem, ehem „wydziwił”.

  534. @narciarz2 17 grudnia o godz. 16:43
    W Ludowym Wojsku Polskim? Oj, będzie się działo…

  535. @basia.n
    17 grudnia o godz. 13:14
    @mag
    17 grudnia o godz. 13:33

    Mnie chodziło i chodzi o akcje dobroczynne z okazji świąt kościelnych. Czyli jednorazowe „pokuty” podobnie, jak post przedświąteczny.
    Owsiak i jego Orkiestra to zupełnie inna bajka. Wyniki jego działania nie są przejadane na kolację przez obdarowańca lecz służą latami bardzo wielu.
    Co do dawania kwiatów ciętych z jakiejkolwiek okazji – jestem absolutnie przeciwny. To jest składanie ofiar z żywych istot, mało tego, specjalnie chodowanych na tę okazję. Bardzo humanitarne. Oczywiście trudno porównać roślinę do człowieka czy zwierzęcia ofiarnego ale rytuał i idea jest ta sama. Do niedawna byłem nawet nieco przeciwny roślinom w mieszkaniach (kocham naturę w naturze). Aliści w obliczu wszechogarniającego świat smogu muszę przeprosić naturę i wpuścić ją do domu.
    Generalnie na przykładzie urodzin: wolę obchodzić nieurodziny. Wypadają znacznie częściej.
    Problem prezentów okazjonalnych (do takich zaliczam również kwiaty) rozwiązałem obdarowując znajomych rękodziełem bądź tym, co mnie się podoba. Bo, nawet znając oficjalny gust obdarowańca, głupio jakoś pytać tydzień wcześniej ” a takie już masz?”. Jeżeli jest on miłośnikiem np. nagrań określonego fortepianisty, to spokojnie mogę założyć, że ma wszystkie jego nagrania. A jeśli nie ma, to ja raczej brakującego nie zdobędę, bo nie mam znajomości w tych kręgach. Natomiast dając coś rzeczywiście od siebnie, obdarowaniec wie, że to szczere i dobre. A jak nie wie, to pies …

  536. Na marginesie
    17 grudnia o godz. 17:55

    A ja mam ostatnio za dużo cukru w cukrze 🙂

    zajentyk

  537. Antonius
    17 grudnia o godz. 14:32

    (przelotem)
    Antoniusie, wstępniak jest bardzo dobry. Obie postaci, które są jego osią, są złożone i trudne do jednoznacznej oceny, a wydarzenia niedawne (jeszcze), więc emocje grają – chociaż skala tego grania emocji na tym forum jest i tak nieporównywalna z tzw. szeroką populacją.

  538. Qba
    17 grudnia, g.18:17
    Jeśli wczytać się z dużą uwagą w Twoje uwagi na temat obdarowywania kogokolwiek z takiej lub innej okazji, rozmaitych nietrafionych i niechcianych prezentów, a już – nie daj bóg – ofiarowania kwiatów ciętych, bo one wszak cierpią (choć mniej niż doniczkowe, wg Ciebie), łatwo dojść do wniosku, że każdy dar jest ryzykowny, bo zamiast ucieszyć, może zasmucić.
    Myślę, że tak radykalne poglądy w kwestii jakichkolwiek podarunków, również wbrew, a nawet przeciw, prowadzi na jakieś dziwaczne manowce.
    Jedno wiem na pewno, z upływem lat, a także pewnej zmiany obyczajów, coraz mniej zależy mi na celebrowaniu własnych urodzin czy imienin. Właściwie przestałam je obchodzić. Jest mi jednak miło, gdy ktoś pamięta i zadzwoni z życzeniami. No, ale to w końcu tylko moje prywatne odczucia.

  539. @Qba 17 grudnia o godz. 18:17
    🙂 🙂 🙂

  540. @Qba
    17 grudnia o godz. 18:17

    Pisząc o dobrym celu,miałam na myśli właśnie akcję Owsiaka,a nie te kościelne.

    A na kwiaty zaczęłam w pewnym momencie patrzeć trochę podobnie jak Ty. Mam w domu rośliny zielone i jedną piękną białą orchideę. Ale kwiatów ciętych nie kupuję,a na łąkach sama ich nie zrywam 🙂

  541. Antonius
    17 grudnia o godz. 14:32

    Z opóźnieniem (więc cała dyskusja już mi, patataj, odjechała i wszystko co było do powiedzenia zostało powiedziane). Więc tylko dołączę się do zachwytów nad wstępniakiem na ważny i poważny temat, napisanym tak lekko, ze swadą i poczuciem humoru – Antoniusie, lubię Twój styl!

    Sama wspomnień z tamtego okresu nie mam zbyt wyraźnych (też ledwo dosięgalam do telewizora a brak Teleranka w ogóle mi nie zapadł w pamięć więc chyba nie mam z tego powodu traumy). Tym bardziej z ciekawościa poczytałam wspomnienia innych, zwłaszcza @zaka53 i @mag. Zapamiętał mi się wyraźny niepokój dorosłych i podróż do Łodzi (rodzice postanowili mnie zdeponowac u dziadków na jakiś czas) podczas której co i rusz zatrzymywały nas jakieś patrole a ja miałam przykazane siedziec cicho i nie zagadywać do żołnierzy. Potem lata, kiedy po wszystko stało się w dzikich kolejkach i pod żadnym pozorem nie wolno było zgubić kartek, kiedy zostało się wysłanym na zakupy. Babcia, która w kolejce po mięso stawała w środku nocy. Produkty czekoladopodobne… 😉 Z dziecinnej perspektywy pamięta się zupełnie inne rzeczy niż z dorosłej. Ani rodzice ani dziadkowie nie wieszali potem psów na generale, chyba byli świadomi alternatywy. Traktowali tamten okres czasu jako coś, nad czym należy przejść do porządku dziennego i przestać rozpamietywac. Nigdy nie mieli zamiłowania do martyrologii ani tragicznych rocznic. 

    Pozdrawiam serdecznie i idę łapac pociąg w północne strony, przynajmniej wreszcie nadrobie zaległości…

  542. Tobermory
    17 grudnia o godz. 16:53

    Jako dziecko miałam na choince i światełka i świece.
    W wigilię paliły się świeczki,a w następne dni światełka.
    Ale sama kupiłam w Holandii ładną sztuczną choinkę ,której też pozbyłam się w pewnym momencie,bo to ważne jest w sumie dla małych dzieci 🙂

  543. Jak przetrwac swiateczne tiu tiu tiu na blogu ateistow? Rece juz sobie wykrecam, nogi zalamuje a konceptu wciaz brak. A moze sprobowac tak?

    Amerykanie zblizaja sie – powoli bo powoli gdyz boli – do nieuchronnej konkluzji: Trump wygral wybory dzieki putinowym hackerom. To oni, w polaczeniu z przez putiniarzy sterowana kampania wyborcza obecnego prezydenta, przechylili szale glosow elektorskich na swoja korzysc. Bo POPULARNE wybory wygrala Hilary, kilkoma milionami glosow.

    Takie wyborcze cudo niewido hameryckie. Do pisdziackiego podobne. Tego dajacego PiS-owi 51% mandatow poselskich przy 37% glosow w wyborach zdobytych. Warto o tym pamietac, szykujac sie do ateickiej chuinki.

    Wracajac do zblizajacej sie konkluzji specjalnej komisji Muellera. Dwa lata juz dzialajacej. Jak ten czas zap..la. Nieublaganie.

    Biorac stan z na dzien dzisiejszy, glowne media hameryckie oglaszaja, iz Mueller ma skompletowane dowody na to, iz to Putin zafundowal Trumpowi wygrana w wyborach prezydenckich dwa lata temu. W zwiazku z tym powstaje pytanie, ktorego specjalna komisja kongresowa najwyrazniej boi sie otwarcie postawic:

    uczynil Putin te przysluge Amerykanom z przyjazni do nich? Czy z vice versa?

  544. Dla zainteresowanych pod chuinke

    Nominee
    Donald Trump Hillary Clinton

    Party
    Republican Democratic

    Home state
    New York New York

    Running mate
    Mike Pence Tim Kaine

    Electoral vote
    304 227

    States carried
    30 + ME-02 20 + DC

    Popular vote
    62,984,828 65,853,514

    Percentage
    46.1% 48.2%

  545. Zapodajmy wyborcze cudo niewido w dwoch cyfrach

    Trump zdobyl:
    49% glosow popularnych
    57% glosow elektorskich

    Dla porownania z cudem niewidem Pomrocznej Umeczonej

    PiS zdobyl:
    37% glosow w wyborach
    51% mandatow w Sejmie.

    Pytanie za 5 (w)rubli:

    Czy to na polskich wyborach w 2015 roku putinowscy macherzy trenowali, przygotowujac sie do amerykanskich wyborow za rok pozniej?

    O zadnej komisji Muellera nikt nie pomyslal nad Wisla

  546. @Orteq 17 grudnia, 19:46
    Czy Putin zrobił to z przyjaźni dla Amerykanów, czy z całkiem odwrotnych względów, to jedna sprawa. Druga to ta, że Putin mógł potem żałować pomocy Trumpowi. Hilary to jednak osoba poważna, można by było się z nią dogadywać. Jak gadać z Trumpem? Czytałam, chyba w GW, że wierchuszka Kremla już miała second thoughts w sprawie swojej interwencji. Teraz to pewnie plują sobie w brodę oczekując wyników dochodzenia Muellera.

  547. @Orteq 20:21
    Afera taśmowa jakieś podejrzenia nasuwa. W dodatku red.Piątek pisał ciekawe rzeczy o Macierewiczu. Może Kaczyński, podobnie jak Trump, nie miał nic przeciwko mieszaniu się Putina, byle tylko wygrać wybory? Wszystko to tylko hipotezy, ale może jeszcze dożyjemy wyjaśnienia afery taśmowej.

  548. Dlaczego rządowi PISowcy ścigają Gazetę Wyborczą?
    Miedzy innymi za następujący „antypaństwowy” wybryk Gazety:

    Po kolei

    1) 3 marca 2015 roku Andrzej Jakubiak, czyli ówczesny szef Komisji Nadzoru Finansowego, wysłał notatkę do premier Ewy Kopacz, marszałka Senatu, a także szefów CBA i ABW. Znalazły się w niej informacje na temat wyprowadzenia 65 mln zł z Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych, której prezesem był Grzegorz Bierecki, do spółki Biereckiego.
    KNF uznał, że środki te miały służyć ratowaniu Kas będących w trudnej sytuacji. Bierecki zlikwidował jednak wspomnianą fundację, a środki przeniósł do spółki założonej wraz z bratem.

    2) Notatkę od szefa KNF w sprawie wyprowadzenia 65 milionów zł z Fundacji do spółki Biereckiego do szefa CBA, tenże szef CBA w 2015 roku (za Tuska) miał przekazać wg prokuratury osobom nieuprawnionym.

    Zarzut jest wg Gazety następujący:

    „Śledztwo dotyczy „ujawnienia nie wcześniej niż 3 marca 2015 r. i nie później niż 9 marca 2015 r. treści pisma przewodniczącego KNF skierowanego m.in. do szefa CBA, poprzez przekazanie go osobom nieuprawnionym tj. o czyn z art. 266 par. 1 Kodeksu karnego”.

    3) Symptomatyczne jest to, że samą sprawę dotyczącą wyprowadzenia pieniędzy prokuratura umorzyła. Najwidoczniej pieniądze ze SKOKowej fundacji w wysokości 65 mln zł były przekazane do spółki Biereckiego „legalnie”.

    4) Na 18 grudnia 2018 roku do prokuratury w Warszawie wezwano byłego szefa CBA Pawła Wojtunika. – Będzie przesłuchany w sprawie ujawnienia listu Jakubiaka „osobom nieuprawnionym” – czytamy w gazecie. Sam list nie miał jednak klauzuli „tajne” lub chociaż „poufne”.

    Wygląda na to, ze obieg pieniędzy między SKOKami, fundacją, której szefował Bierecki i niezależnymi i samorządnymi spółkami, z których jedna jest współwłasnością pana B., to sprawa państwowa (?) i powinna być objęta tajemnicą strzeżoną przez prokuraturę.

    Facet przelewa 65 mln zł do swojej prywatnej spółki i nikt nie ma prawa wiedzieć cokolwiek o tej operacji. A to jest tylko jeden przelew, przy którym złapano za rękę finansistę.
    Teraz prokuratura, gdy sprawa jest już szeroko znana, usiłuję ją „utajnić”. Rychło w czas.
    Cóż za naiwność i panika w postępowaniu.
    Pzdr, TJ

  549. Proszę moderatora o skasowanie mojego komentarza:
    tejot
    17 grudnia o godz. 20:39
    TJ

  550. Antonius
    17 grudnia o godz. 14:32

    „nieco zaskoczyła mnie opinia, krótka i żołnierska, blogowicza zza dużej wody, że wstępniak jest do dupy. Pokornie przyjąłem tę opinię, ale po zastanowieniu się zacząłem wątpić w jej stuprocentową trafność.”

    Ja watpie jeszcze w TWOJA trafnosc jaka i czyja ta opinia byla, Antoniusie. Bo ja taka przypominam sobie metnie

    „@14 grudnia o godz. 0:52 @Antonius – Niemal nikt mnie nie wkurwil ostatnio jak Ty, tym wstepniakiem.”

    Ten co to napisal nie jest zza wielkiej wody tylko zza kanalka. I wcale nie nabazgral tego co nabazgral krotko i po zolniersku. On to napisal czystym jezykiem aspergerowca. Bo sam sie pochwalil byl kiedys tym zespolem, umiejscowionym przedziale autyzmu.

    Kilkoro nas zza wielkiej wody raczej pozytywnie sie wyrazalo o twoim wstepniaku. Noo chyba moj z kolei zespol, ten na alzh, zadzialal znowu. Wtedy bede musial wstukiwac sprostowanie

  551. Juz pisalam tu o coraz popularniejszym zwyczaju zbiorki pieniedzy przez tych ktorzy i tak mieliby zamiar wydac pare groszy dla solenizanta Podaje sie cel i sume docelowa, zawsze skromna. Cel zawsze oczywiscie szlachetny i publiczny. Zbiorke rlbi sie na FB czy instagramie. W Polsce wsrod uzytkkwnikow jest tez juz wielce popularne. Wplacalam w Polsce na dwa otwarte konta FB.
    Wiec niekoniecznie trzeba miec zlamane serce na okolicznosc otrzymania ulamanego kwiatka i bez FB mozna poprosic tych co maja obdarowac, ze bedzie skarbonka i zbierzemy na cieple buty dla ubogiej sasiadki, albo poprawienienagrobka babci.

  552. @Nefer
    @narciarz2

    Świetne zdjęcia, obejrzałam z przyjemnością.

  553. Szanowny Ortequ!
    Nie jestem mocny z geografii blogowej. Nie używam pojęcia „kałuża” z powodów śląsko-osobistych, a wielkości wody nie oceniam. Czasem widzę, po treści komentarza, czy chodzi o English Channel, który Francuzi ochrzcili rękawem(?), czy o USA i Kanadę, ale mi się to myli, bo nie zwracam na to uwagi. Po prostu nie wiem „who is chu.”! Aktualnie znam na pamięć trasę z Miami do Rio Haina i Puerto Plata, bo to trasa kontenerowca, na którym pływa mój wnuk. Reszta mnie nie bawi.

  554. @zyta2003
    17 grudnia o godz. 21:04

    Znam. I wiem, że świat się zmienia. Jednak moja zasada brzmi: chcesz komuś pomóc? Pomóż bezpośrednio. Wiem, to trudne, trzeba poświęcić czas, pomyśleć no i ujawnić się jako darczyńca. Ale pomaga. Zarówno obdarowanemu, jak i darczyńcy. I – co równie ważne – wiesz, że pomoc dotarła i w całości. Biorąc pod uwagę to, że największy polski darczyńca, czyli Caritas, oficjalnie przyznaje się do zużywania na własne potrzeby 70% darów …

  555. Kruk, @20:29, 20:39

    „Czy Putin zrobił to z przyjaźni dla Amerykanów, czy z całkiem odwrotnych względów, to jedna sprawa. Druga to ta, że Putin mógł potem żałować pomocy Trumpowi.”

    Uoj chyba nie koniecznie zalowac. Jesli tam szlo o przyjazn do Amerykanow na odwyrtke, to tylko duma powinna Wowe rozpierac dzisiaj.

    Tak idiotycznej oraz tak szkodliwej dla Ameryki, na dluzsza mete prezydentury, The Land Of The Free nigdy nie mial i raczej nigdy znowu miec nie bedzie.

    Jakas nauczka z tego wszystkiego, a glownie ta oparta na ustaleniach komisji Muellera, z pewnoscia zaistnieje. Juz powoli ja widac

    A to, że GW mogla podpuche robic o wierchuszce Kremla już majacej second thoughts w sprawie swojej interwencji, to czyjas zwyczajna fake news. Putina? Michnika? Obu naraz? Oni wcale sobie nie plują sobie w brodę, oczekując wyników dochodzenia Muellera. Oni sie ciesza. Bo to potwierdzi trafnosc ich zamierzen. Im sie udalo usadzic na tronie amerykanskiej prezydentury malpe z brzytwa. Dopoki ta malpa rozrabia glownie w zamorskiej klatce, w to Putinowi graj.

    Czy Kaczyński, podobnie jak Trump, nie miał nic przeciwko mieszaniu się Putina, byle tylko wygrać wybory? Nie wydaje mi sie, ze dożyjemy wyjaśnienia czegokolwiek w tej sprawie. Ewentualne wyjasnienie naszej afery taśmowej to nie to samo co ustalenia amerykanskiej komisji Muellera.

    Bo na pierwsze trudno liczyc, podczas gdy drugie juz w saku. Podobno

    PS. Serdecznosci, Antoniusie. To ten z Jackowa, mowisz? Alez on lagodny jak baranek bozy

  556. Wywiad z Jakubem Bierzyńskim w „Newsweeku”
    JB jest współzałożycielem agencji badań rynkowych SMG/KRC (dziś Millward Brown), przezesem domu mediowego OMD.

    Czytając mam odruch wymiotny, ale zacytuję:

    O JK i zwycięstwie PiS:
    „Doczekał się – ludzie zaczęli kupować jego produkt. Sam też dojrzał. Nauczył się wypełniać polecenia swoich sztabowców. Strategia była bardzo przemyślana. Za czasów Platformy gospodarka przez osiem lat wzrosła o jedną czwartą. To skok cywilizacyjny. I PiS uderzyło właśnie w tę najmocniejszą stronę przeciwnika. Właśnie tak się robi politykę. Byli zdyscyplinowani, bardzo profesjonalni w kampanii.”

    O badaniach ilościowych:
    „Ale zacznijmy od tego, że nikt nie wie, jakie naprawdę są wyniki poparcia. Sondaże w Polsce są obarczone ogromnym błędem. Próby, na których przeprowadza się u nas badania, są niereprezentatywne.” (…)
    „Próba jest skrzywiona? I fachowcy o tym wiedzą?”
    „Wiedzą, że jeśli opublikują surowe wyniki, jakie dostali od ankieterów, to nie będzie trzymało się kupy. Trzeba coś z tym zrobić. Jakoś to przemnożyć przez coś.”
    „Żarty?”
    „Nie. Proszę nie wierzyć badaniom, to jest pic na wodę. Każda sondażownia ma kilka twardych danych. Wiadomo, jakie były wyniki wyborów. Wiadomo, jakie było nasze badanie w dniu wyborów – czyli widać różnicę między tym, co wyszło z ankiet, a tym, co było rzeczywiście”
    „I co dalej?”
    „Siedzą mądre głowy i przeliczają. Wyniki surowe, z ankiet, zostają przeważone. Wagi wynikają z tzw. ogólnego przekonania.”
    „To po co komu takie badania?”
    „Po pierwsze, nie ma innych. Albo takie, albo żadne. Po drugie, one pokazują trendy. Nie wiadomo, czy PiS ma 30, czy 40 proc. Ale wiadomo, czy PiS rośnie, czy spada…”

    O UE:
    „Po stronie sympatyzującej z władzą widać sporo eurosceptycyzmu. Rafał Ziemkiewicz pisze, że skoro wzięliśmy już całą kasę, to po co nam Unia”
    „Jeśli opozycja byłaby mądra, wpis Ziemkiewicza byłby na sztandarach. Mówiliby o tym rano, w południe i wieczorem”.

    „Co ma robić opozycja?”
    „Najlepiej wymyślić jakąś teorię spiskową. Jest duży popyt na teorie spiskowe. Szczególnie po prawej stronie sceny. Jedna całkiem dobra leży na stole. Kto ściągnął nam na głowę Komisję Wenecką?”
    „Minister Waszczykowski?”
    „No właśnie! Arcydonosiciel! Ale dlaczego to zrobił? Po co doniósł na własny rząd? Czy sprzeniewierzył się „dobrej zmianie”? Czy zdradził Polskę? Czy spotkała go za to kara? Upomnienie choćby? Partyjna nagana? O tym się nie mówi, ale to oczywiste: PiS wie, że nie da rady wyprowadzić Polski z UE – robi więc wszystko, żeby UE wyrzuciła nas sama. Ziemkiewicz to wprost przyznaje”.
    „Trochę to absurdalne”.
    „Tyle że to nieważne. Rok temu opozycja przeprowadziła zamach stanu? Tak? Ale pucz się nie udał, prawda? Niby bzdura, ale lud PiS głęboko w to wierzy. Nie ma co się z tego śmiać. Jak widać wszystko da się sprzedać. Historia z donosem Waszczykowskiego ma parę zalet. Po pierwsze, jest wysoce prawdopodobna. Po drugie, obraca narzędzia propagandy przeciwnika przeciw ich autorom. Chodzi oczywiście o koncepcję „donosicieli na Polskę” i „zdrady w Brukseli”. To szansa, by przejść z obrony do ataku i zmusić przeciwnika, żeby to on się tłumaczył, a o skuteczności tłumaczenia się w polityce już rozmawialiśmy” (jest bezskuteczne). Poza tym proszę mi podać lepsze wyjaśnienie. Po co Waszczykowski doniósł? Dlaczego nie spotkała go za to żadna kara? Dlaczego?”

  557. @Na marginesie
    17 grudnia o godz. 22:45

    Nie daj się zwariować. To tylko jakieś gnojki biją się o resztki z pańskiego (katolickiego oczywiście,niewątpliwie) stołu.

    „A mnie najbardziej zwykłych, żal funkcjonariuszy…”

  558. Korale mecyje, ja tam lubię dostawać cięte kwiaty 😛

    dzięki Kostka, odzywaj no się częściej (że o wstępniaku jakimś nie wspomnę)

  559. @Nefer, 23:21
    A powiedz, ‘Nefer’, czy mogą one mieć drobne kwiatki, być różne, imprejonistyczne i takie trochę, albo wyłącznie polne mogą być?
    No i przydałoby się ich dużo…

    Tylko o kwiatkach przeczytałem, więc wybacz Najmilsza, że nie nawiążę do całości.
    Ukłony bardzo seksistowskie.
    Co to ma znaczyć – sam nie wiem.

  560. @Orteq 17 grudnia, 21:33
    “ Dopoki ta malpa rozrabia glownie w zamorskiej klatce, w to Putinowi graj”.
    Tyle, że małpie mogą niedługo przeszkodzić w rozrabianiu, a jak sprawa rosyjskiej interwencji w wyborach zostanie udowodniona i ujawniona, wyjdzie na to, że podwładni Putina spartaczyli robotę – nie wydaje Ci się? Interweniować ale zacierać ślady interwencji, to by była dobra robota. Partactwo rosyjskich służb już wcześniej wyszło na jaw w paru innych sprawach i Putinowi to nie pomogło. Jak będzie teraz – uwidim.

  561. Ewa-Joanna
    13 grudnia o godz. 22:20

    „To nie świadczy o człowieku ale o głupocie wielu Polaków. U mojej babci na komódce stało popiersie Piłsudskiego, nawet przez jakiś czas myślałam, że to mój dziadek. Babcia bardzo go szanowała za walkę z bolszewikami, bo po przeżyciu rewolucji miała o bolszewikach bardzo niedobre zdanie.”

    Rozumiem ze masz na mysli glupote wielu Polakow wielbiacych pierwszego tforce pierwszej niepodleglej z 1918, Dziadka Ziuka znaczy, i potepiajacych Generala. Wspol-tworce drugiej niezawislej. Tej z 1989 roku.

    Wydaje mi sie, ze mamy tu do czynienia z dziura w seku. Pilsudski zostal tworca panstwa polskiego, oraz jego Naczelnikiem, PRZED przelaniem polskiej krwi, powodujac smierc kilkaset rodakow podczas Przewrotu Majowego. Tego przewinienia wobec Narodu Dziadek dopuscil sie dopiero po siedmiu i pol latach wolnosci. A co zrobil Jaruzelski? On, jucha, przelal krew 9-ciu gornikow z ‚Wujka’ dokladnie 7 i pol roku PRZED Annus Mirabilis 89.

    https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/37-lat-temu-zginelo-9-gornikow-kopalni-wujek-tragedia-stanu-wojennego,892733.html

    Wyglada na to, ze zabicie wielu setek rodactwa PO pierwszym odzyskaniu niepodleglosci to zupelnie inna zbrodnia niz spowodowanie smierci dziewieciu PRZED ponownym jej zdobyciem.

    Czy to o tej glupocie wieku Polakow mowisz?

    PS. Zgoda z partactwem Putina, krukowianko. Raz kabiebista, zawsze kabiebista

  562. @Nefer
    17 grudnia o godz. 23:21

    Też lubię, a jak przez jakiś czas nie ma świeżej dostawy to potrafię sobie sama kupić i postawić na rozweselenie, zwłaszcza tulipany, żonkile albo słoneczniki 😉 A co.

    Zajętyk niemiłosiernie, dopiero dziś miałam czas skrobnac słów kilka, czekając na pociąg, a w pociągu nadrobić czytanie (czyli w przerwie między zajętyk a zajętyk). Rzucało jednak tym pociągiem tak wściekle, że nie dało się pisać. 😉 A teraz łypie sobie okiem z hotelu jak kiwa się na wietrze prom, którym mam przeprawiac się jutro na wyspę Mull i nie wiem czy cieszy mnie perspektywa jutrzejszej podróży… W górzystym interiorze był śnieg i to sporo (z tego co udało mi się wpatrzeć w ciemnościach) a na wybrzeżu deszcz horyzontalny i wiuga. Nie ma jak wyspiarski klimat…

    PS. Wstępniak taki tam już u biskupa Tanaki w składziku.
    PS2. Prywata (Bo zapomniałam na śmierć) a podesłać Ci ten „Lethal white”? 😉

  563. @Kostka

    Ilekroc slysze „Mull..” to nieodmiennie mam wciepe na … :

    https://www.youtube.com/watch?v=EH7I-WV0LZA

    Z molodziusienkim PaulemMcCartneyem.

    Pozdrowka
    ~l.

  564. Ach, ta moja nieustajaca wielbicielka. Antoniusa tym razem blagajaca o usluchanie jej i pogardzenie nickiem Orteq

    @15 grudnia o godz. 15:08
    ‚@Antonius… „Dyskusje” z Ortequiem zwykle przypominają wdepnięcie w… muł. On tym razem jeszcze nie osiągnął szczytowej formy w zakresie trollowania, ale najpewniej jest to tylko kwestia czasu. Jak już nachalnie podszczypując pokłóci wszystkich ze wszystkimi to będzie z siebie bardzo dumny i tryumfalnie ogłosi koniec bloga – który rzekomo jest do d. Już tak było – i znów tak będzie. To nic nowego. ‚

    @15 grudnia o godz. 15:34, do @Antoniusa z 15 grudnia o godz. 11:44
    ‚ Twój zaczepiacz notoryczny Orteq napisał kiedyś, że nie życzy sobie, żeby po jego śmierci ktokolwiek pamiętał, że swoj „nędzny żywot” przeżył jako ateista. Jego żona jest, jak łatwo się domyślić (nawet gdyby o tym nie pisał na blogu) religijna w kierunku baptyzmu czy czegoś tam. Dzieci wozili regularnie do szkółki niedzielnej.’

    Zaczepiacz notoryczny.. No no. W tak przerosnietym wyobrazeniu o nicku Orteq nawet pombocek/wbocek nie nadazal w sekundowaniu tej damie. Ani mag(us).
    Ba! Sam nick Orteq do piet jej w tym nie dorasta

    Same slodkosci christmasowe sle. Czepialsko to czyniac, of kors

  565. @lonefather
    18 grudnia o godz. 1:48

    Ale czad, zapomnialam jaki Paul był wtedy młody!

    Choć Mull Paula Mccartneya to tzw Mull of Kintyre czyli czubeczek półwyspu Kintyre poniżej mojego „Mulla” wyspy (tego od kolorowego miasteczka Tobermory. Piękne klimaty nonetheless!

    Pozdrawiam!

  566. Kruk, 18 grudnia o godz. 0:53

    ‚małpie mogą niedługo przeszkodzić w rozrabianiu, a jak sprawa rosyjskiej interwencji w wyborach zostanie udowodniona i ujawniona, wyjdzie na to, że podwładni Putina spartaczyli robotę – nie wydaje Ci się? Interweniować ale zacierać ślady interwencji, to by była dobra robota. Partactwo rosyjskich służb już wcześniej wyszło na jaw w paru innych sprawach i Putinowi to nie pomogło. Jak będzie teraz – uwidim. ‚

    Slady zatarto na tyle na ile byl mus. Czyli, zeby nie pokazano ich przed wyborami. Bo wtedy bylaby zimna dupa niedzwiedzia. Wiec dopiero po wyborach zaczelo cos tam, z wolna, wylazic w tej sprawie. Wszystko w worka propagandy anty-prezydenckiej juz. A nie anty-kandydackiej. Taki kisiel po obiedzie wiec. Nie wiadomo czy uda sie go skutecznie wcisnac w konsumpcje wszech amerykanska przed uplywem kadencji Trumpa.

    Natomiast partactwo rosyjskich służb, wcześniej wychodzace na jaw w paru innych sprawach, to chyba nieco inny deser rosyjski. Zamordowanie Litwinienki, Magnickiego, Politkowskiej, Niemcowa, ostatnio proba otrucia Skripalow – wszystkie te sprawy mogly byc zaplanowane na ich upublicznienie. Kagiebiscie moglo chodzic o zastraszenie przyszlych potencjalnych zdrajcow, czy tylko „zdrajcow”, Matuszki Rassiji.

    Moskwa slezam nie wierit’. A prodatielam – nikogda nie proszczajet

  567. To moje/nasze wozenie dzieci do szkolek niedzielnych. Pierwszego dziecka do katolickiej, nastepnych dwojga do protestanckiej. Anglikanskiej, zeby nie bylo niedopowiedzen. Wszystko z racji dwoch roznych matek, w roznych okolicznosciach mojego marnego zywota ateisty wystepujacych. Sluzylem po prostu za kierowce, w wiekszosci.

    Ale! To nasze wozenie dzieckow do szkolek niedzielnych zaowocowalo, jak do tychpor, pelnym, zaplanowanym przez mnie osobiscie, sukcesem. Cala trojka, teraz juz zreszta szostka, bo doszlusowali jeszcze partnerzy zyciowi, sa calkowitymi niewierzacymi!

    Nie wiem czy nazywaja siebie ateistami czy nie. Ja nie nazywam siebie ateista. Szczegolnie na pokaz jakis

  568. Weronika
    16 grudnia o godz. 9:21

    „A może ktoś napisałby zgrabny wstępniak na temat christmasowego terroru?”

    Wiktorio, Tys niepokonana a o ratunek wolasz?
    Jedyny terror christmasowy jaki odczuwam pochodzi z tego blogu.
    Pierniczki, bigosiki, uszka z grzybami (przerabialim to juz w poprzednich latach) – czegoz tu nie bedzie jeszcze przed grudnia dniem 24. gotowane, pieczone a nawet smazone (a i otwierane z marynowania albo i piklowania).
    Dla mnie te dni beda chyba dniami i nocami pod mostem, juz rozgladam sie za namiotem (takze za solidniejszym mieszkaniem).
    Most mnie nie straszny tylko te zapachy z blogu dochodzace tak mile a bolesc przynoszace tez NIE niemila, bo slodko nostalgiczna.
    Zyczac Wam wszystkiego najlepszego (cierpiacym szczegolnie zdrowia i pokoju ducha) pozegnam Was na jakis miesiac.
    Nie wypada mnie o umiarkowanie w jedzeniu i piciu (hehe) upraszac
    ale upraszam.

  569. Weroniko, myslalem ‚Weronika’ a wyszlas jako ‚Wiktoria’ – to wszystko przez ten bigos.

  570. Orteq
    18 grudnia o godz. 2:33
    Myślę że masz coś tam słusznego pisząc: Natomiast partactwo rosyjskich służb, wcześniej wychodzace na jaw w paru innych sprawach, to chyba nieco inny deser rosyjski. Zamordowanie Litwinienki, Magnickiego, Politkowskiej, Niemcowa, ostatnio proba otrucia Skripalow – wszystkie te sprawy mogly byc zaplanowane na ich upublicznienie. Kagiebiscie moglo chodzic o zastraszenie przyszlych potencjalnych zdrajcow, czy tylko „zdrajcow”, Matuszki Rassiji.
    Nie wydaje mi się, że upublicznienie pomocy Rosji w wyborze amerykańskiego prezydenta świadczy o partactwie rosyjskich służb, moim zdaniem to majstersztyk – pokazanie wszystkim, że prezydenta największego potentata demokracji wybrał kagiebista.

  571. Padlo takie zdanie. Ze strony mojej nieustajacej wielbicielki:

    ‚On (Orteq) tym razem jeszcze nie osiągnął szczytowej formy w zakresie trollowania, ale najpewniej jest to tylko kwestia czasu.’

    Poszukalem znaczenia slowa ‚trollowanie’

    1. Trollowanie (trolling) – antyspołeczne zachowanie charakterystyczne dla forów dyskusyjnych i innych miejsc w Internecie, w których prowadzi się dyskusje. Osoby uprawiające trollowanie nazywane są trollami. „Fronda” – jedna z najważniejszych polskich „fabryk trolli” – produkuje materiały precyzyjnie odpowiadające definicji paniki moralnej.

    No no. Fronda, panika moralna. Czyzby to do mnie czy o mnie? Zadecydowalem, ze chyba nie do mnie jednak. Wiec szukalem dalej

    2. Trollami są internauci, którzy mniej lub bardziej świadomie psują wizerunek rządu Prawa i Sprawiedliwości. Mówi się tu o samych politykach, którzy znajdują w ten sposób możliwość zaistnienia w przestrzeni publicznej, ale też i o anonimowych nickach.

    Tu juz troche cieplej. Ale czy ja naprawde wzialem sobie za swiadomy cel zycia PSUCIE wizerunku rządu Prawa i Sprawiedliwości? Poniewaz rozumiem, ze mówi się tu przede wszystkim o samych politykach, którzy znajdują w ten sposób możliwość zaistnienia w przestrzeni publicznej, wirtualnej dla odmiany, to oddycham troche swobodniej. Tylko ta anonimowosc nicku wciaz mnie zdradza jako trolla. Falszywie na dodatek.

    Chyba przyjdzie i mnie wyjsc z szafy. Za przykladem wbocka czy narciarza 2. No bo jak dlugo mozna byc frondysta, który mniej lub bardziej świadomie psuje wizerunek rządu Prawa i Sprawiedliwości? No jak dlugo mozna?

    PS. Dzieki za prawidlowe odczytanie moich zawilosci, E-J

  572. E-J @5:24

    „Nie wydaje mi się, że upublicznienie pomocy Rosji w wyborze amerykańskiego prezydenta świadczy o partactwie rosyjskich służb, moim zdaniem to majstersztyk – pokazanie wszystkim, że prezydenta największego potentata demokracji wybrał kagiebista”.

    To POKAZANIE swiatu KTO, naprawde, wybral najobrzydliwszego w historii prezydenta Najlepszego Imperium, jest jeszcze wazniejsze niz samo ‚wybranie’.

    Kagiebista odplacil, ze spora nawiazka, za wszystkie ponizenia i sankcje amerykanskie. Przez demokratow przeciwko niemu kierowane od przynajmniej czterech lat. Czyli od aneksacji Krymu

    Jest to drugie, ukryte dno tego samego majstersztyku

  573. Dzisiaj swietuje 75.
    Urodziny Keitha Richardsa

    Congrats

  574. @act
    18 grudnia o godz. 4:00

    Posiedź jeszcze chwilkę, poniuchaj i do wstępniaka się nastrój. Te gwiazdki, Jezuski, bombki, girlandy, świeczki, pierniczki, kolędy i tak dalej. Albo bez kolęd i Jezuska a z Markiem Knopflerem, z sernikiem ze skórką pomarańczy i rodzynkami. Mniam!

  575. Orteq
    18 grudnia o godz. 2:57

    Ale! To nasze wozenie dzieckow do szkolek niedzielnych zaowocowalo, jak do tychpor, pelnym, zaplanowanym przez mnie osobiscie, sukcesem. Cala trojka, teraz juz zreszta szostka, bo doszlusowali jeszcze partnerzy zyciowi, sa calkowitymi niewierzacymi!

    Czy to Twój Sukces nr 1, czy Sukces nr 2?

    https://www.youtube.com/watch?v=YBPWq0ZAyIo

  576. Byly wczesniejsze niz po aneksacji Krymu w 2014 roku, amerykanskie sankcje przeciwko Rosji i samemu Putinowi. One wynikaly z Magnitsky Act z 2012 roku. Bill Browder doprowadzil do jego uchwalenia w Senacie, w odwecie za smierc Magnickiego w rosyjskim wiezieniu w 6 lat wczesniej.

    https://www.nytimes.com/2018/07/16/world/europe/putin-bill-browder-magnitsky-investor.html
    (plus ciekawe komentarze pod artykulem)

    ‚Mr. Browder has devoted much of his life to seeking justice for Mr. Magnitsky. His campaigning led Congress to adopt the Sergei Magnitsky Rule of Law Accountability Act in 2012, which imposed visa sanctions on and froze the assets of those involved in Mr. Magnitsky’s detention. The legislation was the first time the United States had sanctioned Russia in 35 years’

    I przytup Billa Browdera. Namierzajacy bezposrednio samego Putina Aktem Magnitskyego dwa lata przed przylaczeniem Krymu z powrotem do Rosji

    ‚ „It’s a true affirmation of the fact that we’ve found Putin’s Achilles’ heel with the Magnitsky Act,” Mr. Browder said. “He’s basically lost it, emotionally, because his own money in the West is now being seized under that Magnitsky Act.” ‚

    Browder namierza Putina, Putin Browdera. Tak jakby tam rowny z rownym sie zmierzyl. Jak narazie, udalo sie nie dopuscic zeby Rosjanin zostal szefem swiatowego Interpolu.

    https://www.cbc.ca/news/politics/bill-browder-interpol-canada-committee-1.4915961

    Bo gdyby tak sie stalo, Browder mialby przerabane na mur kalasz.

    Strach jednakze myslec czym sie zakoncza wojny kagiegowcow swiatowych

  577. Niestety Tanako. Zalaczony przez ciebie Inkasent zostal skasowany z powodu ‚restrykcji licencyjnych w moim kraju’. Pozostaje mi chyba sukces nr. 2

  578. @act
    18 grudnia o godz. 4:00

    Przychodź koniecznie! U mnie symboliczny pusty talerz na stole będzie dla Ciebie 🙂
    I bombonierka życzeń 🙂

  579. Kostka
    18 grudnia o godz. 1:36

    Właśnie, ja też sama kupuję jak mi się zachce, albo w ogrodzie przycinam bukiety na stół.

    Też mam kołomyje nieustające. „Lethal white” już mam na czytniku i po polsku, z wypożyczalni, bo zdążyli przetłumaczyć. I zabieram się jak sójka za morze :/ w każdym razie dzięki 🙂

    Stęskniłam się za śniegiem

    stasieku
    18 grudnia o godz. 0:25

    Polne, ogrodowe, kwiaciarniane, obojętnie:)

  580. @ AllEnglishSpeaking

    Rachel Maddow nt. jak wyglądała działalność rosyjskich trolli w US w czase kampanii wyborczej i w czasie prezydentury DJT:
    Confuse, distract, and ulimately discourage

  581. Ist der Ruf erst ruiniert, lebt es sich ganz ungeniert
    (Wilhelm Busch/Bertolt Brecht?)

    Po opinii ruinacji żyć już możesz bez krępacji 😎
    (tłum. T.)
    Po utracie dobrego imienia nie musisz się już niczym krępować.
    Putin wie, że wszelkie zaprzeczanie i dementowanie nic mu nie da, bo jego zła opinia jest już niezależnie od faktów ustalona i ugruntowana. Nawet jeśli nie mieszał w amerykańskich wyborach, to jadąc na tej opinii może tanim kosztem wzbudzać zamieszanie w polityce światowej.

  582. Ortequ, piszesz:

    Poszukalem znaczenia slowa ‚trollowanie’

    Skoro Tobie wolno to i ja spróbowałem zapytać mojego dra Google i co znalazłem?
    Początek był nawet identyczny, ale tylko pierwsze dwa zdania. Potem Twój Google jest mądrzejszy od mojego. Podam w tym miejscu spis treści, aby móc dyskutować bardziej szczegółowo.

    Spis treści
    • 1 Etymologia
    • 2 Geneza zjawiska
    • 3 Charakterystyka zachowania internetowego trolla
    ◦ 3.1 Symptomy trollowania
    • 4 Obrona przed trollowaniem
    • 5 Dzieci Neostrady
    ◦ 5.1 Wyjaśnienie pojęcia
    ◦ 5.2 Etymologia określenia
    • 6 Nadużywanie terminu

    Usuwam zdania identyczne z początkiem mojej definicji i co pozostało?

    „Fronda” – jedna z najważniejszych polskich „fabryk trolli” – produkuje materiały precyzyjnie odpowiadające definicji paniki moralnej.
    No no. Fronda, panika moralna. Czyzby to do mnie czy o mnie? Zadecydowalem, ze chyba nie do mnie jednak. Wiec szukalem dalej
    2. Trollami są internauci, którzy mniej lub bardziej świadomie psują wizerunek rządu Prawa i Sprawiedliwości. Mówi się tu o samych politykach, którzy znajdują w ten sposób możliwość zaistnienia w przestrzeni publicznej, ale też i o anonimowych nickach.

    Szukam tej niebezpiecznej Frondy… i nie znajduję. Nie widzę tez związku trollowania ze szkalowaniem rządu „dojnej zmiany” (PiS). Według Twojej Wikipedii jestem trollem, bo czasem słabo chwalę obecny rząd, według mojej niekoniecznie. Czy obie definicje pasują do Ciebie, tego nie wiem, bo nie czytam zbyt uważnie Twoich komentarzy.
    Korzystaliśmy widocznie z różnych źródeł , a przypadkowa zgodność pierwszych zdań definicji jest wynikiem zrzynania od siebie autorów wpisów w Wikipedii. Pisza ją ludzie, a więc tendencyjnie i nie bez błędów.
    Kiedyś złapałem Wiki na kłamstwie odnośnie istnienia polskich partii w Republice Weimarskiej. Według Wiki nie było już polskich partii, a ja mam oryginalne kartki wyborcze listy polskiej (22) z ostatnich wyborów w marcu 1933 roku – po objęciu władzy przez Hitlera.

    Chciałbym się zająć dwom punktami – 4 i 6.

    Obrona przed trollowaniem

    Rozdział zaczyna się od dwóch znaków drogowych. Pierwszy jest dla „krajowców”: Nie karmić trolla.
    Drugi jest dla wszystkich za wodami:
    Please do not feed the trolls. Jest dopisek, ale nie umiem go odcyfrowywać, zbyt drobnym drukiem i na kiepskim tle. Brzmi po polsku tak:” jest to nieuprzejme i niepotrzebne”
    Ten „nasz” jest ładniejszy.

    Sentencja:
    Najskuteczniejszą obroną przed trollowaniem jest całkowite zignorowanie wszelkich zaczepek trolla, w momencie gdy się zorientujemy, że mamy z nim do czynienia.

    Nadużywanie terminu

    Termin troll bywa nadużywany na dyskusyjnych forach internetowych. Niektóre osoby mianem tym określają dyskutanta, który przedstawia zagadnienia dla kogoś niewygodne lub za trudne do merytorycznego, szerszego omówienia. Nie każda bowiem kontrowersyjna, poruszająca trudne zagadnienia i mogąca kogoś bulwersować wypowiedź jest formą trollingu.

    Proszę mi wybaczyć ten odskok do Wikipedii, ale każdy blogowicz może się zastanowić nad swoją postawą i pozostałych miłośników tego blogu przy klasyfikowaniu uczestników.
    Moim skromnym zdaniem nie ma wiele (lub prawie żadnego, zdecydowanego trolla na tym blogu). Pamiętam z innych blogów Polityki całe mnóstwo. Można oczywiście uznać moje zdanie za kontrowersyjne! Może ono być rezultatem faktu, że nie czytam wszystkich komentarzy.

  583. Tobermory

    Spróbuję zweryfikować powiedzonko, mam komplet Buscha w formacie A3 i większość w edycji Gutenberga na dysku. Optuję za W. Buschem, to jego styl. Ten fragment może być trudny do znalezienia, bo może być np. w św. Helenie, bo nie przypuszczam, aby był w zbiorze poezji „Kritik des Herzen”, skąd ja czerpię często bonmoty.

  584. Tobermory
    Wygląda na to, że skorzystałeś z wpisu: Wilhelm Busch, Angebliche Zitate. Tam mi się spodobało co innego:
    Altersballade
    …………………………….
    Wer dann die 80 überlebt,
    zielsicher nach der 90 strebt.
    Dort angelangt, zählt man geschwind,
    die Leute, die noch älter sind.

    Dla przykładu – moje dwie siostry- 90++

  585. @Antonius
    18 grudnia o godz. 12:08

    Ten cytat był przypisywany już różnym autorom. Obawiam się, że sam tego nie ustalisz.

    „Tatsächlich soll die Lebensweisheit vom Kabarettisten Werner Kroll um 1945 erstmals öffentlich vorgetragen worden sein. Es ist allerdings nie in gedruckter Form erschienen, so dass der Ursprung im Laufe der Zeit im Dunkel verschwunden ist.”

  586. @Antonius
    18 grudnia o godz. 12:28

    Ten „Spruch” jest mi znany od lat, bowiem spotykam go dość często. Po wpisaniu do gugla doszedłem do informacji powyżej. Stronę cytowaną przez ciebie otworzyłem na końcu i stwierdziłem, że wszystkie inne ją kopiują. Albo odwrotnie.