Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

4.12.2018
wtorek

Konkurencja czyli grzech zasadniczy

4 grudnia 2018, wtorek,

Dominującym obecnie na świecie systemem ekonomicznym jest gospodarka rynkowa. Jego cechą jest naczelna i uniwersalna rola pieniądza, jako ekwiwalentu dóbr wszelakich. Oczywistym jest zatem, że posiadanie pieniędzy jest korzystne. Za pieniądze można bowiem nabyć nie tylko rzeczy materialne ale również zdrowie, bezpieczeństwo i władzę. Zdobywanie pieniędzy jest co prawda regulowane szeregiem praw, jednak praktycznie obowiązuje jedna zasada – nie daj się złapać. A poza tym, za pieniądze można kupić również prawo. Jak każdy bowiem system, tak i ten jest mało odporny na ludzi. Ponieważ – jak było do przewidzenia – pieniądz szybko stracił pokrycie w dobrach materialnych, wprowadzono pokrycie w niematerialnych, nazywanych ogólnie pracą. Tak pieniądz stał się abstraktem mogącym przyjmować dowolną wartość.

Ponieważ apetyty rządzących są zawsze większe, niż obywatele mogą czy chcą wypracować, wymyślono tzw. zadłużenie wewnętrzne i teraz państwa żyją na kredyt „przyznawany” przez obywateli. Utrzymanie takiego stanu rzeczy jest stosunkowo proste, bowiem od kołyski każdy wie, że może chcieć i nawet mieć. Z wiekiem dowiaduje się o istnieniu haczyka w postaci ceny, którą trzeba zapłacić. Czyli potrzebne są pieniądze. A jak jest popyt, to i cena się trzyma. Mamy więc sytuację nieograniczonego popytu i mocno ograniczonej podaży.

Zadowalającym stabilizatorem zaistniałej sytuacji dystrybucyjnej okazała się być ucywilizowana, czyli odpowiadająca aktualnemu stanowi cywilizacji, konkurencja. Obejmuje ona zarówno oferentów wszelkich produktów i usług, jak i ich potencjalnych nabywców. Istotne jest przy tym, że oferenci potrzebują nabywców, a nabywcy są równocześnie pracownikami oferentów. Ci pierwsi rywalizują głównie dowolnie intensywną reklamą. Ci drudzy usiłują być bardziej przydatni niż inni pracownicy. Tu konkurencja obejmuje wszelkie dyscypliny: kto szybciej, kto silniej, kto dalej, kto dłużej, kto więcej wie, kto więcej zje… W wielu dziedzinach gospodarki, nauki, kultury głównym celem pracy stała się konkurencja pomiędzy współpracownikami. A ponieważ praca ta jest wynagradzana, zadłużenie wewnętrzne rośnie coraz szybciej. Oczywiście tylko nieliczni są w stanie podołać konkurencji z najlepszymi. A co z resztą? Ależ to bardzo proste. Oni konkurują w dyscyplinie „mieć”, która jest w gospodarce rynkowej najważniejsza.

Mamy zatem sytuację, w której chlubimy się wyjątkowymi osiągnięciami w absolutnie abstrakcyjnych i nienaturalnych dziedzinach, nie mających nic wspólnego z podstawowymi działaniami związanymi z zapewnieniem ciągłości cywilizacyjnej. Chyba, że zaliczymy do nich umiejętność szczególnego odbicia piłki, posiadanie aktualnie najszybszego samochodu lub uzyskanie tytułu profesora, prezesa, rektora czy kardynała. Interesujące jest przy tym, że im bardziej abstrakcyjne działanie, tym lepsze wynagrodzenie i wyższa nagroda.

Konkurencja, jak wiele powszechnych działalności cywilizacyjnych, bazuje na mitach i kłamstwach. Tutaj podstawowym mitem jest „uczciwa walka”. A przecież „uczciwość” w walce wprowadzona została nie ze względu na walczących, a na widzów. Po prostu walka powinna trwać tak długo, by można było na niej zarobić.
Konkurencja prowadzi często do zamierzonego celu, jednak zawsze „po trupach” i bardzo kosztownie. I to bez względu na to, czy rywalizują szeregowi pracownicy, szefowie placówek, prezesi koncernów czy głowy państw. Konkurencja jest bowiem zaprzeczeniem współpracy: zabija inicjatywę, tłamsi radość tworzenia, niszczy wspólnoty, zadowala się bylejakością i nie toleruje lepszych rozwiązań. I najważniejsze – konkurencja jest matką wszelkich tyranii.

Podstawą konkurencji jest system ocen. Jedyny znany mi wynik egzaminu bez ocen, to prawo jazdy. Czyli albo umiesz prowadzić, albo nie. Ale już np. chirurg może być „trójkowy” albo „piątkowy”. Dlaczego? Nie wiem. Jednak znając system kształcenia nie zapytam operującego mnie lekarza o notę na egzaminie. Zauważmy przy tym, że kryteria oceniania ustalane są bez uwzględniania indywidualnych możliwości konkurujących. W ten sposób dyskryminacja zalegalizowana została jako obiektywność.

Z ocenami spotykamy się od najwcześniejszego dzieciństwa. Jest to indoktrynacja nierozłącznie związana z tym, co dziś nazywamy cywilizacją i postępem. Na szczęście człowiek – wbrew powszechnemu mniemaniu – nie jest z natury stworzeniem stadnym. Wręcz przeciwnie, wyposażony uniwersalnie nadaje się świetnie do samodzielnego bytu. I głównie dlatego daje sobie (jakoś) radę w coraz tłumniejszej cywilizacji, wykonując przez większą część życia czynności zwane potocznie „pracą”, których – w najlepszym razie – nie rozumie. I w większości przypadków – nie lubi.

Jeżeli nawet otoczenie dziecka nie wywiera bezpośredniego wpływu na wybór przez niego „zawodowej drogi życia”, to niezwykle rzadko zdarza się osobnik idący naprawdę własną drogą. Obwołujemy go geniuszem zapominając, że większość z nas mogłaby dokonać w życiu znacznie więcej, gdyby nie presja środowiska. Zauważcie, że osoby wykonujące swój zawód i zachowujące przy tym nieukrywaną radość życia, to właśnie szczęśliwcy, którym się udało. Spotkałem takich. Można im zazdrościć. Oraz wszystkim korzystającym z ich pracy. Jeżeli to jeszcze jest „praca”.

Upowszechniliśmy dostęp do szkół i prawie każdy może uzyskać jakiś dyplom. Zgodnie z „postępem” przestało to już wystarczać i należy mieć kilka dyplomów. Cóż one potwierdzają? Że uczyliśmy się teorii, które nawet teoretycznie nie zbliżają się do rzeczywistości. W praktyce liczą się koneksje, znajomości i bezczelność. Ta ostatnia ma się coraz lepiej, bowiem obsadzanie (beztrosko tworzonych) stanowisk kierowniczych przez całkowicie niekompetentne osoby stało się dziś powszechne.

Konkurencja wewnątrzgatunkowa przesłoniła nam (kurczący się coraz szybciej) świat. Wciąż wydaje się nam, że przyszłość ma przyszłość, bowiem o największym problemie naszej cywilizacji jeszcze nie mówimy głośno. Mianowicie, że jest nas już teraz dużo za dużo. Mamy co prawda co jeść, co na grzbiet włożyć i jakiś dach nad głową, jednak liczba konfliktów zbrojnych (na razie lokalnych) rośnie z roku na rok. Dewastacja środowiska osiągnęła poziom znacznie przekraczający możliwość samonaprawy w realnym czasie kilku naszych pokoleń. A przy tym żyjemy coraz dłużej, a eksperci gospodarczy domagają się wzrostu populacji, by zapewnić wypłatę naszych emerytur.

Na zmiany łagodne i stopniowe nie ma już czasu. Zresztą one nigdy w naszej cywilizacji nie trwały dostatecznie długo, by przynieść oczekiwany efekt. Zmiany gwałtowne i radykalne są zwykle niszczące i bardzo ryzykowne. Zwłaszcza w dobie broni nuklearnych. Co zatem możemy zrobić?
 

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 393

Dodaj komentarz »
  1. Reklama radiowa w polonijnym radio, w przypadku już ustabilizowanego biznesu i jego forsiatego właściciela wyglada jak towarzyska rozmowa. Taki półgodzinny infomercial. Biznesman, zwykle chodzi o sprzedaż ubezpieczeń, rozliczanie podatków albo doradztwo finansowe, przez pierwsze 15 minut omawia aktualne wydarzenia polityczne. Trump jest kochany, lewactwo jest głupie i parszywe.

    Potem stopniowo przechodzi do rzeczy praktycznych, czyli zaczyna mówić o oferowanych przez siebie usługach. A przez ostatnie 5 minut kupionej w radio pół godziny leci jak wariat i trajkocze swoje numery telefonów, godziny otwarcia biura i daty, które są granicznymi okresami, oznaczającymi wygaśnięcie jakiejś tam możliwosci rozliczenia czegoś czy zwrócenia się do władz miasteczka czy przedmieścia lub powiatu o obniżenie podatku od nieruchomosci.

    @Qba robi tak samo. Najpierw długi wstep teoretyczny (przyznaję bez bicia, ale odpadam) a na sam koniec że środowisklo jest zagrożone i że ludzie są winni i że już jest na wszystko za późno.

    @Qba, zapomniałeś podać telefon kontaktowy, adres i godziny otwarcia buira.

  2. @Qba
    “A ponieważ praca ta ( tj.praca konkurujących ze sobą pracowników) jest wynagradzana, zadłużenie wewnętrzne rośnie coraz szybciej”.
    Ciekawa teza – dług publiczny rośnie dlatego, że rosną płace?

  3. Doczytałem wstępniak Qby do tego miejsca, cytuję:
    „Na szczęście człowiek – wbrew powszechnemu mniemaniu – nie jest z natury stworzeniem stadnym. Wręcz przeciwnie, wyposażony uniwersalnie nadaje się świetnie do samodzielnego bytu. ”
    Pzdr, TJ

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Qba
    “Konkurencja jest bowiem zaprzeczeniem współpracy: zabija inicjatywę, tłamsi radość tworzenia, niszczy wspólnoty, zadowala się bylejakością i nie toleruje lepszych rozwiązań. I najważniejsze – konkurencja jest matką wszelkich tyranii”.
    Z tego “tłamszenia” mamy podróże kosmiczne, coraz potężniejsze komputery, telefony komórkowe z dostępem do internetu, chmurę, dzięki której możemy sobie przekazywać ulubioną muzykę, sztuczną inteligencję…. To ma być ta bylejakość?
    Na domysły w czym mogą przejawiać się “wszelkie tyranie”, których matką ma być konkurencja, nie starcza mi wyobraźni.
    Ale z wnioskiem ogólnym się zgadzam. Złowieszcza konkurencja doprowadziła do takiego przedłużenia życia ludzkiego, a wskutek tego również przyrostu naturalnego, i takiego poziomu konsumpcji – wszystko w wyniku “zabijania inicjatywy” i “tłamszenia” – że nasza planeta już tego nie wytrzymuje.

  6. @Qba – następnym razem zmień broń. Odłóż dubeltówkę a weź sztucer. I to najlepiej taki z lunetą.
    Wolę mały, dobrze zdefiniowany cel. Z dubeltówki śruciny walą wszystko i wszystkich po oczach.

  7. Nie chodzi o to, żeby coś [jednorazowo] zrobić, tylko coś zacząć robić inaczej, np. przejść z biegu do spaceru. Albo sprawdzić czy w Katowicach da się wywiesić w Teorii duży banner [skoro zgromadzenia odpadają], ale wtedy konsekwentnie trzeba ciągnąć to dalej, aby nie poprzestawać na jednorazowym świecie Ludwika Słońce.

  8. @kruk
    4 grudnia o godz. 20:18

    Wykazujesz się daleko idącym nierozumieniem czytanego. Twój komentarz ma się nijak do cytowanego. Spróbuj czytać każde słowo w zdaniu i nie podkładać zapamiętanych schematów. Właśnie przeciw takiemu schematycznemu myśleniu próbuję walczyć. Oczywiście z marnym skutkiem.

    @kruk
    4 grudnia o godz. 20:57

    Urągasz inteligencji człowieczej. Wszystko, co cytujesz jako osiągnięcia ludzkości, to tylko mniej lub bardziej przypadkowy wynik bezmyślnej walki konkurencyjnej. Słyszałaś o (wielokrotnie udowodnionym) stwierdzeniu, że ludzkość zawsze wybiera rozwiązania najgorsze ze wszystkich oferowanych? Spróbuj zastanowić się, dlaczego tak jest.

  9. @zza kałuży
    4 grudnia o godz. 21:27

    Sztucerem trafisz co najwyżej jakiś skutek. Dubeltówka ma nieco większą szansę trafienia (oczywiście przypadkiem) również przyczyny. Korzystając z Twej metafory, staram sie strzelać z bardzo wielu dubeltówek. Mam cichą nadzieję, że wywołany tym chaos wymusi odejście od schematów myślowych.

  10. Nie dorastam, przepraszam 🙁

    @zezem

    Mam tę książkę, już dawno kupiłam i czeka, chwilowo na krwawe zbrodnie nie mam chęci. Bardzo mi się podoba aktualna, serdeczne dzięki.
    Co do komputerów, kiedyś miałam wrażenie że to ja decyduję co i jak, teraz żadnej kontroli, sterowanie zewnętrzne :/

  11. Ciekawy wstępniak o tresurze. Bo, czytając od razu miałem skojarzenia z przysposobieniem owczarka niemieckiego, którego podarowałem kiedyś mamie na urodziny. Śliczny, ciemno-wilczasty. Miał dziewięć tygodni kiedy trafił w społeczność ludzką. I jak każde dziecko od razu trafił w serce tego, który rządził w domu. Prosto od drzwi popędził do jedynego, który siedział w fotelu i radośnie się z nim przywitał. W ten sposób kupił sobie jego przychylność. I choć mama została jego właścicielką i najczęściej wychodziła z nim na spacery, to ojciec był tym, który chwalił się jego umiejętnościami i możliwościami. A te jego umiejętności i możliwości były stopniowo rozwijane. Najpierw w ramach tresury nauczono go rozpoznawać swoje miejsce w grupie. I pozbawiano ewentualnej agresji, aby grupa czuła się dobrze i bezpiecznie. Dopiero na późniejszym etapie uczono go ponownie agresji, ale już takiej korzystnej dla grupy – agresji kierowanej, na rozkaz i w określonym kierunku. To jest moje pierwsze skojarzenie.
    Drugie jest takie, że konkurencja wewnątrzgatunkowa, zawsze nam ludziom towarzyszyła. Ci co potrafili coś osiągnąć, wytworzyć i zgromadzić, byli wykorzystywani przez tych, którym łatwiej było najechać i ograbić sąsiadów, aby zdobyć majątek i środki do lepszego życia. Cudze dobro zawsze było bodźcem do rozwoju zbójeckiej grupy zwanej władzą oraz prowadzenia wojen i podbojów, aby chwalić swymi możliwościami i bogactwem.

  12. Konkurencja czyli walka o byt i modernizację i postęp.
    Czy człowiek nie lubi pracy? Znam wielu ludzi, którzy autentycznie lubią swoją pracę czy to stolarz, czy informatyk i znam takich, co się żadną pracą w życiu nie zbrzydzili, chyba że pracą nazwiemy dbanie o dom, zaczynanie kolejnych studiów.
    Czy jest nas za dużo (ludzi na świecie)? pewnie tak, ale nie zaczynałbym od siebie. Czy znowu skończy sie katastrofą.?

  13. @Stachu39
    4 grudnia o godz. 22:05

    Wydawało mi się, że dosyć wyraźnie napisałem o „pracy” większości, jako o czynności wykonywanej dla pieniędzy oraz o nielicznych, wykonujacych swój ulubiony zawód. Dla mnie dobry szewc był zawsze więcej wart, niż przeciętny profesor.

  14. @tejot
    4 grudnia o godz. 20:18

    Jeżeli jesteś przyzwyczajony do tłumu, to nie znaczy, że samotnie nie byłbyś sprawniejszy i efektywniejszy. Tzw. podział pracy czyni z nas ograniczone (w sensie wąskiej specjalizacji) automaty, choć jedynym elementem odróżniającym nas (chyba pozytywnie) od innych gatunków jest nasz rozum, dzięki któremu możemy tak wiele, a wykorzystujemy go głównie do dopasowania się do tłumu.

  15. Qba
    4 grudnia o godz. 22:33

    Mój komentarz
    Człowiek jest zwierzęciem stadnym dlatego, że poszczególni osobnicy są w stanie wykonywać różne czynności, oraz ze względu na współpracę w grupie, regulowaną hierarchię (organizację stada) utrzymującą spójność grupy i przyczyniającą się do skuteczności w postępowaniu, porozumiewaniem się w grupie oraz zwyczajami zapewniającymi w danych warunkach skuteczność działania, itd.
    Dzięki temu że człowiek przeszedł przez fazę pierwotną stadną (bardzo długotrwałą), wytworzyła się kultura, w tym techniki wytwórcze, a nastepnie cywilizacja.
    Pzdr, TJ

  16. @tejot
    4 grudnia o godz. 22:51

    Brzmi prawie, jak wyznanie wiary.
    Napisałeś o hierarchii utrzymujacej spójność grupy. Nie dodałeś, że ta grupa jest potrzebna hierarchii, a nie na odwrót. I to hierarchia decyduje o działaniu grupy i (prawie) nigdy nie jest to działanie w interesie członków grupy. Grupa istnieje i działa na rzecz hierarchii. W grupie każdy wykonuje działanie narzucone. Jedyne dopuszczalne zadowolenie z wykonywania narzuconej czynności jest związane z „dobrem” grupy (patriotyzm). Każde inne traktowane jest jako anarchia, zboczenie, itp., bo może prowadzić do rozwalenia grupy czyli zniszczenia hierarchii. A bez hierarchii nie ma kariery czyli członkowie grupy mogliby rozwinąć się indywidualnie – o zgrozo!
    Ale i tak się czasem zdarza. Wtedy hierarchia wkracza i anektuje osiągnięcia krnabrnej jednostki i albo podaje się jako autor, a przynajmniej współautor sukcesu albo dzieło jest niszczone bez względu na jego wartość dla grupy (znam z autopsji).
    A wszystko dlatego, że hierarchię tworzą (prawie) zawsze najgorsi członkowie grupy. Ich jedyną szansą jest utrzymanie hierarchii (poprzez forsowanie konkurencji).

  17. @Qba 4 grudnia o godz. 21:49
    Mam cichą nadzieję, że wywołany tym chaos wymusi odejście od schematów myślowych.

    Spóźniłes się. Nobla juz za to przyznano. zamiast wstępnika dałbys link i po sprawie:

    https://www.researchgate.net/publication/287888950_Racjonalnosc_konflikty_i_teoria_gier_w_zyciu_i_pracy_Roberta_J_Aumanna_Nagroda_imienia_Nobla_w_dziedzinie_ekonomii_2005/download

  18. Qba
    4 grudnia o godz. 23:16
    @tejot
    4 grudnia o godz. 22:51

    Brzmi prawie, jak wyznanie wiary.
    Napisałeś o hierarchii utrzymujacej spójność grupy. Nie dodałeś, że ta grupa jest potrzebna hierarchii, a nie na odwrót. I to hierarchia decyduje o działaniu grupy i (prawie) nigdy nie jest to działanie w interesie członków grupy. Grupa istnieje i działa na rzecz hierarchii. W grupie każdy wykonuje działanie narzucone. Jedyne dopuszczalne zadowolenie z wykonywania narzuconej czynności jest związane z „dobrem” grupy (patriotyzm).

    Mój komentarz
    Qba , pisałem o współpracy w stadzie, grupie, a nie w społeczeństwie.

    Twoja teza mówiąca o tym, ze grupa jest potrzebna hierarchii, anie na odwrót, wydaje mi się metafizyczna, utworzona na zasadzie inwersji.
    Można dowolną relację odwrócić i orzec, że ta odwrócona jest słuszniejsza, np. człowiek nie potrzebuje przyjaźni, to przyjaźń potrzebuje człowieka.
    Pzdr, TJ

  19. Po co ja zlazlem ze stolu operacyjnego? No po co? Tylko po to ze poodsylac swoje poronione dyplomy z kilku placowek wyzszego nauczania?

    Ze wstepniaka:

    „Mamy więc sytuację nieograniczonego popytu i mocno ograniczonej podaży.”

    O inflacji ani slowa. A zeby to wciornosci.

    Wracam do placowki operujacej. Moze o rozum zahacza przez pomylke?

    Dzieki za, Qba

  20. Hmm. Nie da się ukryć, że lubię Qbę. A tekst rzeczywiście nazywa po imieniu niektóre – nazwijmy to – bolączki cywilizacji. Rzeczywiście, pogoń za pieniądzem – jako źródłem dóbr wszelakich – pochłania zwykle zbyt wiele uwagi, a sposobem zdobycia dużych pieniędzy nie jest – w wielu wypadkach – ani uczciwa praca, ani działalność przynosząca ludzkości jakiś wymierny pożytek. Jest nią popularność, która często wynika po prostu z umiejętności (przy)podobania się lub ustawienia się w życiu.

    A zatem zabieganie o sympatię tłumów? W ten sposób traci się jednak coś istotnego, co jednak trudno określić. Jakąś cząstkę swojego prawdziwego „ja”. Tylko które moje „ja” jest prawdziwe? Istotnie, konkurencja zabija współdziałanie – chociaż często je generuje – bo „my” jako grupa przeciwko innej grupie?

    Moim zdaniem chodzi po prostu o to, że nie można jednoznacznie oceniać rzeczy zjawisk jako „dobrych” czy „złych”. Zbiorowość (podobno) stworzyła cywilizację – a konkretniej (jak twierdzi Yuval Harari) stworzyły ją współdzielone mity, to znaczy wyimaginowane byty istniejące w głowach homo sapiens i podtrzymywane wspólną wiarą. Jednym z takich bytów są – pieniądze właśnie. Bez nich ani rusz, ale sposób, w jaki mamona rządzi światem jest rzeczywiście odrażający.

    Tylko znowu – mamona to czy chciwość? Winien jest pieniądz – czy usterka homo sapiens? Yuval Harari spędza dwie godziny dziennie na medytacji zmierzającej do poznania samego siebie. Ponadto miesiąc lub dwa w roku poświęca całkowicie tej medytacji. Dzięki temu napisał trzy bestsellery, które reszta homo sapiensów kupuje jak świeże bułeczki. Twierdzy przy tym, że bez medytacji (a więc poznania siebie) nie byłby w stanie tych książek napisać. No i bądź tu człowieku mądry – odcięcie się od stada homo sapiens prowadzi w efekcie do sukcesu… rynkowego? Czy mądrości?

  21. W skrócie, o czym zaczął pisać @zak1953 4 grudnia o godz. 22:01, człowiek działa racjonalnie, czyli zgodnie z teorią w grupach na tyle licznych, na ile działaja w nich zrozumiałe i mozliwe do zaobserwowania dla tego człowieka procesy sprzężenia zwrotnego. Prościej – nagrody i kary. W relatywnie małej grupie, w której interakcje z tymi samymi ludźmi są powtarzalne i to z dostateczną częstością, z godnie z teorią ludzie wybierają współpracę. Rodzina, wioska, sąsiedzi, podwórko, miasteczko, plemię, naród, zakład pracy, firma. W zależności od skali dokonywanego porównania, zmienia się tez skala i rodzaj kooperacji, ale jej grupowość, zogniskowanie na znajomej, swojej grupie ciągle istnieje. Gdzieś natężenie tej „grupowości”, „swojackości” w umownej odległosci od centrum grupy zanika i tam pojawia się konkurencja a potem wrogość.

    Oczywięcie, że byłoby najlepiej aby wszyscy na całym świecie ze wszystkimi współpracowali.

    No ale w tzw. „życiu” od pewnego momentu zwiazki z innymi potencjalnymi kooperantami stają się zbyt słabe aby przeważyć naszą skłonność do pójścia na skróty i do wybrania strategii „a może się uda go wykiwać” i samemu chapnąć wszystko dla siebie.

    W małej grupie, (rodzinie, wiosce, plemieniu) taki egoizm byłby niezawodnie i szybko ukarany, a więc zachowanie takie byłoby mocno tępione i wykorzenione. Gdy wzrasta dystans pomiedzy oddziałującymi ze sobą osobnikami/grupami, pewność i szybkość „kary” bardzo sie obniżaja no i pokusa egoistycznego działania bardzo wzrasta.

  22. @kruk

    Nie daj sie hucpie. Szczegolnie tej na pokaz, ze wstepniaka i z @21.44.

    Nie jestem zbyt ciekaw ale zapytam Qbe:

    dyplomem z jakiej placowki wyzszej szkoly konnej jazdy na capach podparte sa te unaukawiane wywody dzisiejsze?

  23. zza kałuży
    4 grudnia o godz. 23:47
    W skrócie, o czym zaczął pisać @zak1953 4 grudnia o godz. 22:01, człowiek działa racjonalnie

    Błąd, błąd, błąd! Człowiek nie działa racjonalnie. Myślałam, że mit o racjonalnym zachowaniu homo sapiens już dawno został obalony? Nie żebym rzeczywiście chciała podważać twiedzenie, że człowiek niekiedy działa racjonalnie. Chciałam po prostu sparodiować ścieżki, jakimi przebiega dotychczasowa krytyka tekstu Qby 🙂

  24. Orteq dał głos – jako blogowe chamidło. Nihil novi sub sole.
    Wnioski?

  25. Ze wstepniaka

    „znając system kształcenia nie zapytam operującego mnie lekarza o notę na egzaminie. Zauważmy przy tym, że kryteria oceniania ustalane są bez uwzględniania indywidualnych możliwości konkurujących. W ten sposób dyskryminacja zalegalizowana została jako obiektywność.”

    Czyli, cos dla mnie, na dzisiejsza miare uszytego. Nie zapytalem operujacego mnie 10 dni temu lekarza o note na egzaminie i rezultat widac golym okiem: bedzie trzecia juz, operacja.

    Ten Qba. On nie tylko wszystko wie. On rowniez wszystko przewiduje. Nawet na odleglosc.

    Gratuluje, Qbo .

    Tej na N nie gratuluje. Po co podkrecac byle kogo?

  26. @0:00

    „blogowe chamidło”

    Czy to obniza jakosci bloga? Bo wstepniak ogromnie podwyzszyl te jakosc

  27. Qba,
    W swojej wymianie z @tejotem zupełnie zapominasz o biologicznej podstawie zachowania człowieka. Zasady moralne są zakorzenione w wykształconych ewolucyjnie wzorcach zachowania. Człowiek reprezentuje ciekawą mieszaninę zachowań konkurujących oraz kooperujących aż po altruistyczne, a każdy osobnik gra w tę mieszankę strategii trochę inaczej, przy czym – w zależności od wychowania, tła kulturowego itd. mniej lub bardziej świadomie, a także bardziej lub mniej zdając sobie sprawę z odpowiedzialności za swoje czyny. Nic innego nie ma. Tylko biologia – tyle że u człowieka jest to skomplikowane i wyposażone w całą tę nadbudowę kultury i zdobyczy materialnych.
    Oglądani oczyma np. wszołów albo termitów bylibyśmy zapewne okropnym społeczeństwem. Bo wszoły mają inne zasady postępowania, dla nas nie do przyjęcia. (Nie sugeruję, że wszoły coś kapują z ludzkości.)
    Natomiast podoba mi się to, co – na ile dobrze rozumiem – piszesz we wstępniaku o konkurencji: że nie może być bożyszczem.
    Konkurencja to łyżeczka soli, a współpraca to gar potrawy. Nie odwrotnie.

  28. @tejot
    4 grudnia o godz. 19:16

    Tanaka
    4 grudnia o godz. 17:56
    4 grudnia o godz. 15:26
    Tejot

    Tejocie, niestety poszedłes na duże skróty i zrobiłeś uproszczenia,

    Mój komentarz
    Jazgoczący ratlerek i pies łańcuchowy – to są skróty i uproszczenia.
    Pzdr, TJ

    Jeszcze do dyskusji pod porzednim wstępniakiem – reprezentowanie rzeczywistości przez słowa, malarstwo, muzykę, itp. itd. jest zawsze jej skrótem i uproszczeniem.
    Użyłem „ratlerka” bo najlepiej symbolizuje coś, co produkuje hałas mocno nieproporcjonalny do swego rozmiaru i swych możliwości.
    Na zakończenie powtórzę, bo jak się zdaje, poprzednio nie dotarło:
    Jak narazie, NATO i EU oferują najlepsze rozwiązanie dla Polski. Członkostwo NIE WYMAGA jednak nadgorliwości w bezustannym wbijaniu szpilek Rosji, w nadgorliwym służalstwie wobec USA i w nadgorliwym szerzeniu/rozdmuchiwaniu strachu i nienawiści do Rosji w społeczeństwie. Bo wszystko to może kiedyś w przyszłości odbić się paskudną czkawką (skrót i uproszczenie!), gdy/o ile zmienią się światowe układy. USA są podupadającym hegemonem, a ich parasol nad Europą, zwłaszcza tą marginalną Centralną i Wschodnią nie jest wieczny.

  29. Co zaś do konkurencji, postępu, „za dużo”, itp, itd, to prof. Drożdż z krakowskiego Instytutu Fizyki Jądrowej przepowiada Hiperkrach. Który może być wynikiem niekontrolowanej miłości gatunku do pieniędzy i rozbuchanej ponad wszelką miarę konkurencji.

  30. PS. Jeszcze co do uproszczenia – uprościłem za bardzo nazywając Polskę ratlerkiem, co może wyglądać patronizująco pogardliwie. Powinienem był napisać „ratlerkowa polityka polskiego rządu i elit”, bo do tego się problem sprowadza.

  31. Konkurencja jest motorem rozwoju organizmów – pewnie sie Panu/Pani obiło o uszy nazwisko Darwin.
    Konkurencja eliminuje słabsze sztuki w sposób dosyc brutalny.
    Rozumiem P/P frustrację brutalną rzeczywistoscia ale konkurencja jest fundamentalnym kamieniem życia i gra „fair” nie obowiazuje.

  32. astra, 4:53

    Wstepniak jest o konkurencji pomiedzy pracownikami, czesto wspolpracownikami. Nie jest on, jak sie wydaje, o konkurencji rynkowej.

    Jak konkurencja i współpraca wpływają na osiągnięcia ludzi w pracy? Z dwoch trzecich badań przeprowadzonych w latach 1924-1980 wynikało, że współpraca daje lepsze rezultaty, niż konkurencja, a w jednej trzeciej nie znaleziono statystycznie istotnej różnicy w osiągnięciach. Napisal o tym w 1986 roku amerykański psycholog Alfie Kohn w książce „No contest: The Case Against Competition” („Bez rywalizacji: Sprawa przeciwko konkurencji”).

    W USA rządził Ronald Reagan, a w Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Wolnorynkowy kapitalizm, którego integralną częścią jest konkurencja, święcił triumfy. Pokazanie, że rywalizacja może także szkodzić wymagało nie lada intelektualnej odwagi. Kohn pisze, że po napisaniu tej książki regularnie był wyzywany na spotkaniach z czytelnikami od komunistów..

    Czasy te dawno minely jednakze. Dzisiaj nikt juz nie wspomina o konkurencji pomiedzy pracownikami. Zwiazki zawodowe by mialy cos zapewne do powiedzenia gdyby ktos znowu zaczal wprowadzac reaganomics. Nawet Trump chyba nie bedzie probowal tej powtorki.

    To tyle mnie zdarzylo sie wyczytac z wstepniaka Qby. O konkurencji rynkowej za duzo w nim nie wyczytalem. Pewnie narkoza wciaz dziala

  33. Zwracam sie z prosba do pana moderatora o poblazliwe podejscie do personalnej napasci, pod 0:00, na nick Orteq. („Orteq dał głos – jako blogowe chamidło. Nihil novi sub sole. Wnioski?”)

    Dla mnie ta napasc nie jest niczym nowym. Gdyby banowanie zan weszlo w rachube, przypominam delikatnie, ze bede przeciwko. Taki jest moj wniosek

  34. @Na marginesie
    4 grudnia o godz. 23:59

    Według mnie racjonalność działania człowieka wymaga sprecyzowania kryterium oceny. Podobnie, jak pojęcia dobra czy zła. Człowiek może działać racjonalnie z punktu widzenia swych najbliższych, a zupełnie przeciwnie z punktu widzenia społeczeństwa (mamy tu mnóstwo przykładów w każdym rządzie, nawet najbardziej demokratycznym).

  35. @Szary Kot
    5 grudnia o godz. 0:18

    Nie zapomniałem …o biologicznej podstawie zachowania człowieka…. Biologia, a właściwie fizjologia (w naszym przypadku) determinuje wiele naszych zachowań. Oczywiście zgadzam sie z Darwinem co do roli konkurencji w ewolucji. Jednak człowiek ze swoim mózgiem przekroczył dotychczasowe granice działania ewolucji. Posiadł możliwość działania nieracjonalnego z jej punktu widzenia. Po prostu zaburzył jej przebieg. Trochę tak, jakby w podwórkowych walkach na pięści człowiek użył kastetu i zaczął nagle wygrywać z silniejszymi. I zdominował inne gatunki.
    Mógłby – dzięki swemu mózgowi – skierować ewolucję na „wyższe” tory. Jednak nie możemy od zadeklarowanego żołnierza wymagać, by po walce był aniołem, więc musimy się liczyć z jego agresją również w czasach pokoju. A, że żołnierz ma przewagę nad cywilem, więc „wojna” jest nieodłacznym składnikiem naszej cywilizacji. Nie jest przy tym istotne z kim i o co. Liczy się wojna jako taka. I ma największy budżet i ona determinuje rozwój techniki i technologii. To, czym się dziś chwalimy, to odpadki z „gier wojennych”. Oczywiście zdarzają się wynalazki czysto cywilne. Ale te ciekawsze i tak są natychmiast anektowane przez „wojskowych”. Nie pomaga nawet „cywilny” minister obrony. W wielu przypadkach jest jeszcze gorszy, bo „nie wąchał prochu” i nie wie czym to pachnie, czyli wojnę zna tylko z filmu i gier komputerowych.

  36. @Herstoryk
    5 grudnia o godz. 0:30

    Działania polskich „polityków” w stosunku do USA, Rosji i EU świetnie wpisują się w lokalną „dworską” konkurencję, zwalającą strategię na „wodza”. Nikt z nich nie patrzy ponad brzegiem talerza. Wszelkie działania podporządkowane są konkurencji z innymi „dworzanami”. Wiara w „wielkość wodza” przesłania im wszelkie realia. A, że są wierzący, to tym bardziej sie nie boją. Bo przecież ksiądz im odpuszcza, a bóg nad nimi czuwa…

  37. @Qba

    Konkurencja jest bowiem zaprzeczeniem współpracy: zabija inicjatywę, tłamsi radość tworzenia, niszczy wspólnoty, zadowala się bylejakością i nie toleruje lepszych rozwiązań. I najważniejsze – konkurencja jest matką wszelkich tyranii.

    Nauka mówi na ten temat coś całkowicie przeciwnego.
    Epokowe dzieło: Johan Huizinga (1872 – 1945) „Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury” (1938), liczy sobie 80 lat.
    Roger Caillois (1913 – 1978), zmarł 40 lat temu, w książce „Żywioł i ład” wskazuje na cztery podstawowe typy zabawy: agon, alea, mimicry, illinx.
    Agon (grecki – współzawodnictwo), to gry i zabawy oparte na wyłonieniu zwycięzcy. Uczestnicy mają identyczne szanse na początku zabawy. Zobowiązani są do przestrzegania określonych reguł. O wygranej decydują umiejętności zawodników. Tej zasady nie unieważnia skłonność do oszustw. Przykłady agon: wszelkie wyścigi, mocowanie się, lekkoatletyka, boks, szermierka, piłka nożna, bilard, warcaby, szachy, w ogóle wszelkie zawody sportowe, wybory, rankingi.

    Wracając do Johan Huizinga współzawodnictwo, konkurencja jest źródłem kultury. Na co znakomicie zwróciła uwagę @kruk 20:18, 20:57.

  38. Qba

    Na szczęście człowiek – wbrew powszechnemu mniemaniu – nie jest z natury stworzeniem stadnym. Wręcz przeciwnie, wyposażony uniwersalnie nadaje się świetnie do samodzielnego bytu.

    Nie chodzi o „powszechne mniemanie”, ale o dane naukowe.
    Nie bez powodu banicja, ostracyzm należały i należą do najdotkliwszych kar dyscyplinujących członków społeczności. Ewolucyjne uwarunkowania stadności biorą się z niemożności przetrwania na sawannach poza stadem. Kulturowe z konieczności kooperacji przy pracach polowych, obronie przed żywiołami i innymi plemionami. Psychologiczne z konieczności zaspokojenia podstawowych potrzeb: przynależności, akceptacji, wsparcia.
    Człowiek „nadaje się do samodzielnego bytu”, ale żeby to było możliwe musi najpierw uporać się z całą chmara lęków. Lękiem przed rozpadem (uraz narodzin), lękiem przed samotnością (uraz oddzielenia), lękami przed utratą akceptacji i miłości (zaburzenia rozwoju, brak dojrzałości). Lęki egzystencjalne: przed brakiem sensu, brakiem więzi, zależnością, śmiercią.
    Zdaniem filozofów powinniśmy dążyć do „dojrzałej samotności”. Ulubiony filozof Wojtyły, Buber, uważa, że „człowiek może spotkać samego siebie tylko w lodowatych mrokach samotności”.
    Kreatywne wykorzystanie samotności odnajdujemy w religiach: „wyjście na pustynię”, w rytuałach przejścia plemionach indiańskich: samotne radzenie sobie w odosobnieniu przed uznaniem za wojownika, praktykowaniu duchowości, dbaniu o samorozwój: medytacja, terapia Mority, Prison Inside (Korea Południowa).

    Dla zdrowia, fizycznego i psychicznego, potrzebne jest zarówno „stado”, jak i kreatywna samotność. We właściwych proporcjach.

  39. My tu gadu gadu o tym i o tamtym podczas gdy dezaprobatę dla konkurencji wsrod pracownikow wyraził zmarły w 1993 r. William Edwards Deming, wybitny amerykański ekspert od zarządzania, uważany za ojca japońskiego cudu gospodarczego.

    „Sytuacja, że pracownicy jednej firmy konkurują ze sobą jest nieuczciwa i destruktywna. Nie stać nas na ten nonsens. Musimy razem pracować nad rozwiązaniem problemów. A roczne oceny efektów pracy, premie i bonusy nie dadzą się pogodzić z drużynową pracą. Co zabiera radość z pracy? Chęć zostania numerem jeden”

    Kruk nie napisala o tym. Az Weronika dopiero, pod 8:56, sie wstrzelila kompromisem.

    Ze starutenkie to rewelacje? Widac nikomu to nie przeszkadza. Qbie najmniej przeszkadza

  40. Niezłe, niezłe: „Mamy więc sytuację nieograniczonego popytu i mocno ograniczonej podaży.”. To ja proponuję przejść się po polskich sadach i popatrzeć na mrożone jabłka na drzewach. Dzisiaj! Nikt nie chciał kupić a ceny w rowie melioracyjnym. A jak tego widoku nie starczy to proponuję wiadro zimnej wody. Dobre na mróz i rozum rozgrzewa.

  41. Orteq
    5 grudnia o godz. 9:12

    japońskie firmy funkcjonują na prawach „stada” konkurującego z innym „stadem” 😉

  42. Weronika
    5 grudnia o godz. 9:31

    Konkurencja stada ze stadem jak najbardziej. Natomiast konkurencja pracownikow ze soba wewnatrz tego samego stada to juz inny rozdzial. Jesli nie inna ksiazka.

    Wciaz ani slowa o konkurencji czysto RYNKOWEJ. Bo taka tez istnieje i nie ma za wiele wspolnego z konkurencja pracownikow. Zaparlo sie cos, po trudnym wstepniaku?

  43. Mam nieśmiałą prośbę, raz jeden.

    Kto nie lubi takich rzeczy proszę niech przewija bez komentarza i nie pogniewam się jeśli Tanaka wpis usunie. Tylko że mi serdecznie szkoda i może zrobilibyśmy komuś prezent. Nie, nie znam, nie mam żadnych powiązań.

    informacja tutaj

    link

  44. Na marginesie
    4 grudnia o godz. 23:59

    W kwestii racjonalności. Warto przypomnieć kilka oczywistych oczywistości.
    Poznanie nie ma charakteru reprodukcyjnego. Ma charakter konstrukcyjny.
    Przełomowa była, w tym zakresie, publikacja Jerome S. Brunera (1915 – 2016) „Beyond the Information Given” (1973) („Poza dostarczone informacje”)
    Kolejną przełomową pracą było wydanie „Actual Minds, Possible Worlds”. (1986). W której wyjaśnia funkcjonowania w oparciu o mity kulturowe. Te dwa dzieła zawierają w zasadzie wszystko, co dziś wiemy, na temat istoty ludzkiego poznania. Nic nowego od tamtej pory nie powiedziano. Co najwyżej rozwijano, i bardzo dobrze, tezy Brunera.
    Na temat błędu kartezjańskiego – racjonalność – wypisano morze atramentu.
    Myślę, że myli się racjonalność z ekonomią zachowanie. Opisuje to zasadza skąpca poznawczego, której stosowanie nie ma nic wspólnego z racjonalnością. Nastawione jest na oszczędzanie energii potrzebnej do poznania.

  45. Orteq
    5 grudnia o godz. 9:51

    życie nie ma konstrukcji cepa, i chwała mu za to 😉

  46. @Nefer, zrobione.
    @Orteg, tylko podziwiac Twoja sile ducha. Zycze powrotu do zdrowia, czyli udanej trzeciej operacji. A swoja droga operacje chirurgiczne to wspanialy przyklad wspolpracy w tym konkurencyjnym swiecie.

  47. @Weronika
    5 grudnia o godz. 8:30

    Wiedza nasza chyba się poszerza.
    … gry i zabawy oparte na wyłonieniu zwycięzcy. Uczestnicy mają identyczne szanse na początku zabawy…
    Nie ma czegoś takiego, jak równe szanse. To po prostu fizycznie nie jest możliwe. Każdy z nas jest nieco inaczej zbudowany i nieco inaczej wychowany. Wystarczy więc znajomość reguł gry oraz dokładna charakterystyka zawodników, by z dużym prawdopodobieństwem wytypować zwycięzcę. Na tym m.in. polegają zakłady w wyścigach konnych – wygrywa ten, kto ma „dojście” do danych konia i dżokeja.
    Wyniki wspólnych działań są najlepsze wtedy, gdy popieramy ideę z racjonalnego przekonania (nie wiary!). Do tego potrzebna jest pełna wiedza o projekcie. Działamy wtedy świadomi projektu (jego wad i zalet) i jesteśmy w stanie proponować zmiany. I pracujemy dobrze!

    @Weronika
    5 grudnia o godz. 8:56

    Nie bez powodu banicja, ostracyzm należały i należą do najdotkliwszych kar dyscyplinujących członków społeczności.
    Wybacz, ale to tylko kwestia lokalnej kultury. Społeczności hierarchiczne działają w kierunku wmówienia członkom ich zależności od plemienia. Z pozoru wydaje się, że osobnik wychowany z telefonem komórkowym, internetem i komunikacja miejska zginie, gdy będzie tego pozbawiony. Pewnie tak będzie w przypadku większości, bowiem „technika sztucznych ułatwień” nie sprzyja rozwojowi samodzielnego myślenia. Ale to nie znaczy, że każdy z nas nie może samodzielnie egzystować. Zwróć prosze uwagę na różnicę pomiędzy „samotnie” i „samodzielnie”.

  48. @Vera
    5 grudnia o godz. 9:22

    Wydaje mi się, że dosyć wyraźnie pisałem o pieniądzach, jako ekwiwalencie wszystkiego. Pieniądza dotyczyło stwierdzenie o popycie i podaży.

  49. zyta2003
    5 grudnia o godz. 10:33

    Serdeczne dzięki ❤

  50. Nefer
    5 grudnia o godz. 10:06

    Rzecz wyjątkowa, ale w ważnej sprawie. Może dodaj zdanie wyjasniające w czym rzecz, zamiast suchego linku. Zdanie przeniosę do Twojego wpisu powyżej i bedzie komplet, a wpis z wyjaśnieniem wykasuję. skoro już miałbym coś wyrzucac.

  51. @Weronika
    5 grudnia o godz. 10:22

    Rozumiem, że zakładasz, iż jakiekolwiek istnienie (szczególnie jakiejś myśli czy idei) zachodzi dopiero po jej publikacji. Czy nie pomyślałaś, że publikacja jest (w najlepszym wypadku) kompilacją dokonań/przemyśleń wielu innych osób w bardzo – nieraz – długim okresie czasu? Większość ludzi myślących woli myśleć niż pisać. Maszyny latające, żarówki, komputery były i są wymyślane na bieżąco przez bardzo wielu ludzi. Ale większość z nich nie ma szans zaistnienia w konkurencyjnym społeczeństwie. Ich „wynalazki” albo są kradzione albo znikają. Dlatego rozwój naszej cywilizacji jest przeraźliwie powolny i w przypadkowym kierunku, który pomaga tylko bardzo lokalnie i bardzo małej grupie.

  52. Qba
    5 grudnia o godz. 10:40

    Wiedza nasza chyba się poszerza

    Dzięki czemu możemy tezy mistrza Huizinga poprzeć najnowszymi ustaleniami na temat edutainment.

    „Nie bez powodu banicja, ostracyzm należały i należą do najdotkliwszych kar dyscyplinujących członków społeczności.”

    Wybacz, ale to tylko kwestia lokalnej kultury.

    Czyżby pierwsza dychotomia Fromma: rozdarcie człowieka między kulturą a naturą została unieważniona? Poproszę o źródła.

    Zwróć prosze uwagę na różnicę pomiędzy „samotnie” i „samodzielnie”.

    Jak definiujesz te pojęcia?

  53. Qba
    5 grudnia o godz. 10:51

    Rozumiem, że zakładasz, iż jakiekolwiek istnienie (szczególnie jakiejś myśli czy idei) zachodzi dopiero po jej publikacji

    Źle rozumiesz!

  54. @Nefer
    5 grudnia o godz. 10:06
    @Tanaka
    5 grudnia o godz. 10:47

    Przykład z linku dobrze ilustruje konkurencyjne społeczeństwo. Pani Ewelina powinna mieć tylko problem fizjologiczny – choroba może dotknąć każdego i (na razie) nie każdą można wyleczyć. Natomiast problem psychiczny wynikający z „innego” wyglądu wynika z kretyńskiej konkurencyjności społeczeństwa (podobnie, jak i wszelkie dyskryminacje rasowe).
    Pamiętam rysunek z „Punch’a” z lat sześćdziesiątych: autostrada i droga dojazdowa do niej, przy drodze domek z tabliczką „Ostatni psychiatra przed autopstradą”.

  55. Tanaka
    5 grudnia o godz. 10:47

    priv

  56. @Weronika
    5 grudnia o godz. 11:01

    Już pisałem tu, że kiedyś nie było szkół, internetu, instrukcji i każdy musiał myśleć przy każdej pracy. Rozwój narzędzi dokonuje się na poziomie bezpośredniej pracy i wymaga samodzielnego myślenia ponad schematami, naukami i dogmatami. Dlatego żaden fachowiec nie obawia się ostracyzmu. Są przecież inne społeczności z inną lokalną kulturą, a każda potrzebuje fachowca. Tak było i jest, choć nadprodukcja osobników rodzaju ludzkiego niewątpliwie zwiększa konkurencję – sztucznie, bowiem stopień komplikacji techniki utrudnia ocenę fachowości niefachowcom.
    Samotność, to dobrowolne lub wymuszone odizolowanie (fizyczne i/lub psychiczne) od innych członków społeczności.
    Samodzielność, to wypracowana umiejętność radzenia sobie bez pomocy innych członków społeczności.

  57. Qba
    5 grudnia o godz. 11:22

    nie da się rozegrać meczu piłki nożnej dorzucając co chwilę kolejną piłkę. Z dyskusją jest podobnie. Wrzucanie kolejnych wątków jedynie ją zapętla i zaciemnia.
    Odniosłam się do dwóch Twoich tez: roli konkurencyjności (8:30) i „stadności” człowieka (8:56). Ty podrzucasz kolejne „piłki”. Sorry, ale nie mam ochoty i nie widzę żadnego sensu, żeby za nimi biegać.
    Twoje tezy (11:08) nie znajdują żadnego potwierdzenia w wiedzy socjologicznej. Z punktu widzenia socjologii są całkowicie błędne.

    Samotność i samodzielność. Oczekiwania samodzielności w samotności, w dzisiejszym technologicznie złożonym świecie, jest tym samym co walka o suwerenność w erze globalizacji. Mrzonki, myślenie życzeniowe.

  58. Qba, ciekawy wstępniak. Odniosę się do kilku ważnych stwierdzeń.

    Konkurencja, jak wiele powszechnych działalności cywilizacyjnych, bazuje na mitach i kłamstwach. Tutaj podstawowym mitem jest „uczciwa walka”. A przecież „uczciwość” w walce wprowadzona została nie ze względu na walczących, a na widzów.

    Uczciwość w ogóle nie istnieje w warunkach konkurencyjnych, natomiast jeśli o niej wspominasz, to dobrze jest zauwazyć, że po pierwsze – w warunkach cywilizacji jaką wypracowaliśmy (nie wszędzie, a tu i tam) dążenie do „uczciwej walki”, czy też „równych szans” istnieje także i u walczących. Znasz tą formułę: „win-win”, jest ona niezłą ilustracją korzyści i dla widza i dla walczącego zawodnika. „uczciwa walka” jest też postulatem prawa, zawartego i w Kodeksie Cywillnym i w prawie gospodarczym, np. w postaci prawa zamówień publicznych, które reguluje, cywilizuje i zbliża do „uczciwej walki” zachowania stron. Tak „wojownika, jak i „widza” – czyli władzę publiczną i standardowego konsumenta, do którego dobry skutek walki ma trafić.

    Konkurencja prowadzi często do zamierzonego celu, jednak zawsze „po trupach” i bardzo kosztownie. […] Konkurencja jest bowiem zaprzeczeniem współpracy: zabija inicjatywę, tłamsi radość tworzenia, niszczy wspólnoty, zadowala się bylejakością i nie toleruje lepszych rozwiązań. I najważniejsze – konkurencja jest matką wszelkich tyranii.

    Konkurencja, w warunkach złożonego środowiska, zawiera w sobie także elementy współpracy, często bardzo rozległe. To bardzo częsty przypadek, gdy konkurenci zawiązują konsorcja, wchodzą w alianse i robią różne concordy.
    Niekoniecznie tłamsi inicjatywę, bo potrafi działać także wyzwalając ją. Wątpliwe jest także generalizowanie, że „nie toleruje lepszych rozwiązań”. Lepsze rozwiązania muszą się pojawiać, by dochodziło do przełomów, choćby na nieduża skalę i w zwykłych warunkach konkurencji rynkowej. Prosty przykład: organizacja ogłasza przetarg w formule „zaprojektuj i zbuduj”. O ile budowa może być działaniem banalnym i silnie zestandaryzowanym, preferującym zachowania „gorsze” (jak najniższa jakość, byle spełniała podstawowe kryteria zamawiającego), to element „zaprojektuj” może (nie musi – z tym też bywają poważne problemy), ale ta alternatywa – MOŻE – bywa niezwykle silnym komponentem całości projektu – mającym charakter nawet wybitnie tworczy i przełomowy właśnie.
    Zgoda natomiast, że generalną zasadą w banalnym środowisku gospodarczym jest preferowanie znanych, starych, sprawdzonych (pytanie co oznacza owo „sprawdzony”?), tanich rozwiązań, które będą stosowane aż do mortum usrantum.
    Jednak, żeby mortum usrantum mogło być ogólną zasadą, konieczne są przełomy tworcze, co brzmi paradoksalnie, ale ten związek jest faktem.

    Podstawą konkurencji jest system ocen. Jedyny znany mi wynik egzaminu bez ocen, to prawo jazdy.

    „Małżeństwo z miłości” jest o wiele rozleglejszym przykładem. 🙂

    Z ocenami spotykamy się od najwcześniejszego dzieciństwa. Jest to indoktrynacja nierozłącznie związana z tym, co dziś nazywamy cywilizacją i postępem. Na szczęście człowiek – wbrew powszechnemu mniemaniu – nie jest z natury stworzeniem stadnym. Wręcz przeciwnie, wyposażony uniwersalnie nadaje się świetnie do samodzielnego bytu. I głównie dlatego daje sobie (jakoś) radę w coraz tłumniejszej cywilizacji, wykonując przez większą część życia czynności zwane potocznie „pracą”, których – w najlepszym razie – nie rozumie. I w większości przypadków – nie lubi.

    Owszem – dzieci od kołyski już formatujemy do kształtu oczekiwanego przez cywilizację, a w jej ramach, lub czasem poza – przez tatusia z udziałem mamusi. Głupi i uprzedzony oraz dawno już sformatowany tatuś, z durnowatą i tak samo sformatowaną mamusią, rodzina dalsza sąsiedzi, podwórko, szkoła i cała reszta z 2-3 latka, który z konfiguracji urodzeniowej jest geniuszem, robią durnowaty produkt konsumencki. Dobre wyjątki to rzadkość.
    „Człowiek z natury nie jest stworzeniem stadnym”? Nic podobnego: człowiek JEST zwierzęciem stadnym, zdolnym przy tym do – okresowego – życia poza stadem. Nasza stadność wprost wynika z naszego pochodzenia: od naszych stadnych kuzynów. Nasza cywilizacja żąda stadności (w tym długiego początku życia w stadzie, by się przygotować do potencjalnej niestadności, która z reguły też jest stadna – życie w związku z innymi), wywołując jednocześnie samotność, która także – w wielkiej mierze – ma charakter stadny. Można miesiącami i latami siedzieć w piwnicy (jest się „samotnym indywidualistą”), wystarczy jednak, że będziesz przez smartfona zamawiać produkty i już się stajesz stadny, nie przestając być samotnym.

    Konkurencja wewnątrzgatunkowa przesłoniła nam (kurczący się coraz szybciej) świat. Wciąż wydaje się nam, że przyszłość ma przyszłość, bowiem o największym problemie naszej cywilizacji jeszcze nie mówimy głośno. Mianowicie, że jest nas już teraz dużo za dużo.

    Niezupełnie: na konferencjach ludnościowych w Kioto, w Kairze i w wielu innych miejscach oraz gremiach (chyba też w Klubie Rzymskim) od dawna o tym się mówi. Wielki program ograniczania przyrostu naturalnego realizowano w Chinach („jedno dziecko”) czy w Indiach (sterylizacja) – choć w obu przypadkach z różnymi negatywnymi skutkami ubocznymi. Problem klimatyczny i rosnące poczucie zagrożenia z tego wynikającego (a problem klimatu jest pochodną problemu ludnościowego) to kolejny objaw „mówienia głośno”.
    Zgoda co do tego, że parametry gospodarki rynkowej i elementy cywilizacji tak sobie ustawiliśmy, że napędzają koło mnożenia się ludzi, bo człowiek to konsument. Zachodzi tu więc sprzeczność między paradygmatami gospodarczymi i po części cywilizacyjnymi a możliwością dalszego istnienia cywilizacji w warunkach wzrostu satysfakcji z życia. Wartości niematerialne są coraz silniej zagrożone przez materialne nastawienie: masz MIEĆ, nie musisz BYĆ (w rozumieniu jakościowym – masz być konsumentem i to wystarczy).
    Wielkim przeciwnikiem ograniczania wzrostu ilości ludzi są religie, zwłaszcza monoteistyczne. Z tego punktu widzenia są one – wprost – wrogiem człowieka.

    Na zmiany łagodne i stopniowe nie ma już czasu. Zresztą one nigdy w naszej cywilizacji nie trwały dostatecznie długo, by przynieść oczekiwany efekt. Zmiany gwałtowne i radykalne są zwykle niszczące i bardzo ryzykowne. Zwłaszcza w dobie broni nuklearnych. Co zatem możemy zrobić?

    Co zatem wynika z konkluzji: „Na zmiany łagodne i stopniowe nie ma już czasu”? Stawiasz taką -mocną! – tezę, ale natychmiast uciekasz od dania własnej odpowiedzi stawiając pytanie: „Co zatem możemy zrobić?” Sądzę, że takie postawienie wymaga także odpowiedzi, bo inaczej jest to tylko rozłożenie rąk na koniec wywodu wieszczącego katastrofę. Odpowiedź może być szkicem, wskazaniem kierunków, zasugerowaniem parametrów czy opisem „milestones” (niezbyt zgrabnie po polsku: („kamieni milowych”) jakie powinniśmy osiągnąć, coś jednak powinieneś w tej sprawie powiedzieć. A zatem?
     

  59. Na marginesie
    4 grudnia o godz. 23:42

    Zbiorowość (podobno) stworzyła cywilizację – a konkretniej (jak twierdzi Yuval Harari) stworzyły ją współdzielone mity, to znaczy wyimaginowane byty istniejące w głowach homo sapiens i podtrzymywane wspólną wiarą. Jednym z takich bytów są – pieniądze właśnie. Bez nich ani rusz, ale sposób, w jaki mamona rządzi światem jest rzeczywiście odrażający.

    Mój komentarz
    Pieniądz nie jest mitem, jest dobrem pożądanym. Pieniądz jest medium służącym do wymiany dóbr.

    Pieniądz papierowy jest świadectwem prawa do nabywania. Każdy banknot, to świadectwo prawa do nabycia dóbr. Pieniądz ma ściśle określoną (na bieżąco) wartość.
    Mit ma wartość wyobrażoną, a wartość ta jest kształtowana wiarą. Czynnik niepoliczalny.

    Za pośrednictwem pieniądza pożądane są dobra, ponieważ pieniądz daje się wymienić na dobra. A dobra są to zasoby. Lepiej mieć więcej zasobów niż mniej, bo pierwotnie dla ludzi więcej zasobów oznaczało więcej bezpieczeństwa.

    Pieniądz nie jest źródłem, bo medium z definicji nie jest źródłem, jest środkiem, lecz metaforycznie można nazwać go źródłem.
    Pieniądz jako środek pożądany jest traktowany i przedstawiany jako bodziec, jako atrybut (bierny i aktywny) żądzy,a wiec kulturowo jest traktowany jako źródło (nieszczęść, demoralizacji, skrzywienia rozwoju, itd.), co jest po części prawdą, bo pieniądz to pojęcie bardzo szerokie, fundamentalne w funkcjonowaniu społeczeństwa, mające wiele silnych i wyraźnych aspektów obejmujących, wpływających i regulujących działanie jednostek i społeczeństwa.

    Pieniądz papierowy jest świadectwem nabywczym, sam w sobie jako przedmiot nie ma wartości. Jego wartość polega wyłącznie na umownym prawie wymienności.

    Pieniądz kruszcowy również nie ma wartości sam w sobie, ma wartość również umowną, jako kruszec, który jest ceniony, bo jest rzadki, trudny do pozyskania, ładny, można z niego robić biżuterię i jest niezniszczalny (złoto).

    Pieniądze komputerowe są jeszcze bardziej abstrakcyjne, ale są nośnikami (elektronicznymi) umownego prawa do wymienności na inne wartości. Umowa nie jest gwarantowana przez państwo, ale jest uznawana, przyjmowana jako coś w rodzaju umowy społecznej internautów, która ma konkretną formę przystąpienia (konto internetowe, sposób wymiany, itd.).
    Pieniądz komputerowy jest najbardziej abstrakcyjny, ma wartość również tylko umowną, a umowa ta jest zawarta jako uznaniowa (przez internautów) i działa, ponieważ internauci tworzą zapotrzebowanie na wymianę, a tym samym jakiś rodzaj rynku.
    Dla mnie jest to absurdalne, ale tak jest. Ten pieniądz ma wartość, jest pożądany przez niektórych i można w jakiś sposób za niego nabywać dobra i usługi.
    Pzdr, TJ

  60. @Tanaka
    5 grudnia o godz. 11:49

    Dzięki za rzeczową analizę. Ponieważ wszystko się ze sobą zazębia („zaprojektuj i zbuduj” trudno rozpatrywać niezależnie, bo projekt determinuje w znacznym stopniu sposób budowy, a więc i koszty), przejdę do niższego poziomu.
    Twierdzę, iż człowiek posiada znaczną część mózgu, która w chwili narodzin jest pusta. Zawiera jedynie prosty program rejestracyjny. Wszystko inne – charakter, wiedza, umiejętności, itd., itp. zdobywane są w procesie dorastania. Pamiętam oczywiście o uwarunkowaniach fizjologicznych i ich różnorodności. Chodzi mi jednak o potencjalną możliwość nabycia umiejetności poruszania się w dowolnej kulturze. A także w wielu kulturach. Głównym ograniczeniem jest krótki czas nauki determinowany długością życia oraz „powolnością” nauki. W pierwszym okresie po narodzinach uczymy się wszak przede wszystkim panować nad własnym ciałem i najbliższym otoczeniem. W tym okresie też wchłaniamy lokalną kulturę (bardzo szeroko pojętą) otoczenia.
    Z powyższego wynika, iż możemy prawie dowolnie wychować człowieka – na księdza, żołnierza, urzędnika, dworzanina, itd. Jednej rzeczy nie możemy wymusić – samodzielności. Możemy natomiast pozwolić, by się rozwinęła. Czyli nie podsuwać dziecku gotowców, a jedynie środki i możliwości. Rozwiniemy w ten sposób nawyk myślenia zawsze i wszędzie oraz poczucie bezpieczeństwa bazujące na doświadczeniu. Oczywiście takim osobnikiem jest trudno sterować. Nie nadaje się on na dworzanina czy urzędnika. Ale czy społeczeństwo musi być shierarchizowane? Czy potrzebne są te wszystkie urzędy? Przecież zajmują się one głównie zarządzaniem wymyślonych problemów.

    Konkurencja wymusza przyjmowanie rozwiązań gorszych, bowiem zakłada istnienie nagrody. Kryterium nie jest zatem jakośc rozwiązania, a zdobycie nagrody. Oczywistym jest więc dążenie do niej drogą najszybszą i najtańszą. A współpraca, o której wspominasz, to nic innego jak odstąpienie kawałeczka nagrody za pomoc.
    Co do przerostu (nadmiernego przyrostu) ludności, to pisałem już kiedyś, iż ludzie samodzielni mają znacznie mniej dzieci.

    Pisałem też kiedyś, co można zrobić.
    1. Natychmiast zlikwidować wszelką tajemnicę spraw wspólnych (społecznych, państwowych, itd.), ponieważ jako współwłaściciele mamy prawo wiedzieć. Dzięki temu ukrócona zostanie korupcja, a wspólne środki wydawane będą znacznie efektywniej. Ponieważ wszyscy bedą wszystko wiedzieć (ciągle chodzi o wspólne sprawy), zatem szybko okaże się, że połowa inwestycji jest niepotrzebna, a reszta jest 17 razy tańsza. I nagle znajdzie się ekonomiczny sposób rozdzielenia nadwyżek wśród (na prawdę) potrzebujących.
    2. W szkołach uczyć podstaw języka (czytanie, pisanie) oraz matematyki w powiązaniu z codziennym życiem. Podobnie z resztą przedmiotów. Żadnego bezmyślnego wkuwania na pamięć. I żadnych ocen. Taka szkoła powinna trwać nie dłużej, niż 6 lat.
    3. Rozwinąć wszelkiego rodzaju kursy/szkoły umiejętnościowe, których zakończeniem będzie realizacja praktycznego projektu. I żadnych ocen – albo umiesz, albo nie. W ten sposób zdobędziemy armię twórców w najbardziej kreatywnym wieku ok. 18 lat. Po co komu ogólnokształcące studia wyższe (bo wszystkie takie są)?
    4. Rządy powinny zajmować się jedynie wprowadzaniem i egzekwowaniem stosowania ogólnych reguł (na podobieństwo kodeksu drogowego).

    Oczywiście powyższe wymaga wiary w człowieka, a nie w boga, ideę czy paragraf. W najnowszej historii świata wiele jest przykładów powyższych działań. Większość skończyła się przez „życzliwych”, „wiedzących lepiej” oraz wyznawców „fundamentalnych dzieł”.

  61. @Weronika
    5 grudnia o godz. 11:41

    Nie da się analizować jednego wycinka życia bez uwzględniania całości, bo nie jesteśmy systemem izolowanym.

  62. Qba
    5 grudnia o godz. 12:42

    „Pisałem też kiedyś, co można zrobić….”
    Niestety nie do wprowadzenia przy 99% społeczeństwa, które sobie nie wyobraża państwa bez instytucji kradnącej pieniądze tym którzy coś potrafią i się im chce, żeby przekazać je swoim rodzinom i poplecznikom oraz tym którym się nie chce.

  63. Qba
    5 grudnia o godz. 12:42

    Twierdzę, iż człowiek posiada znaczną część mózgu, która w chwili narodzin jest pusta. Zawiera jedynie prosty program rejestracyjny. 

    Mój komentarz
    Qba, co ty wypisujesz o pustym mózgu?
    Człowiek w chwili narodzin ma głowę wypełnioną mózgiem. Ta głowa jest mała, to i mózg jest mały.
    Osobnik rośnie, głowa rośnie i mózg rośnie, a zarazem tworzą się w nim w procesie wychowania nowe połączenia, rosną różne ośrodki, człowiek się uczy, nabywa wiedzy, mózg to wszystko przyjmuje i się komplikuje.

    Jeśli chodzi o termin „program rejestracyjny”, to ten program zawarty jest w genotypie i jest realizowany podczas wzrastania, rozwoju osobniczego, jest realizowany we współpracy z otoczeniem.
    Człowiek nie nauczony mowy do pewnego wieku nie nauczy się jej nigdy. W rozwijającym się mózgu jest potencjał mowy. Lecz mózg nie poddany odpowiednim bodźcom na określonym etapie rozwoju nie będzie w stanie wykształcić ośrodka mowy, wypełnić go „treścią”.

    Mowa jest medium zapewniającym szeroki kontakt z otoczeniem, pozwalającym współpracować wszechstronnie mózgowi z otoczeniem, zapewniającym jego prawidłowy rozwój, rozwój różnych umiejętności.

    Człowiek jest jedynym gatunkiem, który ma bardzo długie dzieciństwo. Właśnie po to, by ten program zarejestrowany w genach mógł w pełni się zrealizować, a nie jest to program bezpośrednio wykonawczy, tylko program zawierający zbiór założeń, które w tym rozwoju od dziecka do dorosłego wypełniany jest treścią poprzez komunikację z otoczeniem i uzyskiwanie zwrotnych bodźców pobudzających rozwój.
    Pdr, TJ

  64. Tymczasem Rydzyk zakłada partię żeby wejść do PE, Biedroń otworzył sklep z tshirtami i kubkami…

  65. Godzina wesołego odpowiadania na @Qby 5 grudnia o godz. 12:42 poszło się bujać w internecie.

    No cóż, bywa. Podziekowanie dla Pana Informatyka – Skończonego Debila.

    Ale to moze i lepiej, bo w mniejszej ilości słów napisze @Qbie, ze po pierwsze z jego słów wynika, iz nigdy nie był ojcem a po drugie, że nie ma pojęcia o stanie wiedzy na temat co jest ważniejsze, nature czy nurture? Czyli geny czy wychowanie? Jego pomysły na temat wychowania i nauczania (te jego praktyczne 6 pierwszych klas) są prawie całkowicie kulą w płot.

  66. A PO CO konkurencja?Zaspokoić swoje ego ,brzuch ,hedonizm i takie tam np. lepsze życie dla bliskich.A w sporcie?Kiedyś dla sławy i narodu ,teraz dla kasy.Czy konkurencja nie pozwoliła na poznawanie i podbój globu ,a teraz kosmosu?GDY UCZCIWA KONKURENCJA PRZEGRYWA Z PODŁĄ MAMY WAR.A ta brudna zaczyna się w szkole.Gdy pani zabrania uczniowi podglądać i służyć pomocą w czasie klasówki.Bo dziecko raczej jest bezkonkurencyjne w swojej dobroci i naiwno ści.

  67. @tejot
    5 grudnia o godz. 13:33

    W zasadzie nie napisałeś nic innego, niż ja.
    Jeśli chodzi o termin „program rejestracyjny”, to ten program zawarty jest w genotypie i jest realizowany podczas wzrastania, rozwoju osobniczego, jest realizowany we współpracy z otoczeniem.
    Nie mam pojęcia, gdzie ten program jest zapisany. Wiemy jedynie, że funkcjonuje, bo człowiek się uczy. Być może mają go też zwierzęta (przynajmniej te bliższe nam), jednak brak wolnej „mocy przerobowej” w mózgu nie pozwala im na wiele.
    Co do nauki mowy w pewnym wieku – to nie jest kwestia mózgu ale możliwości kształtowania ciała. Coś w rodzaju treningu, również innych czynności trudno sie nauczyć w późnym wieku.
    Co do długości dzieciństwa, to ewolucja nie rozróżnia przyczyny i skutku – po prostu bez długiego dzieciństwa nasz mózg nie ma sensu.

  68. @tejot 5 grudnia o godz. 12:05

    Pieniądz nie jest mitem, jest dobrem pożądanym. Pieniądz jest medium służącym do wymiany dóbr.
    I dalej:
    Pieniądz papierowy jest świadectwem nabywczym, sam w sobie jako przedmiot nie ma wartości. Jego wartość polega wyłącznie na umownym prawie wymienności.

    Korci mnie, żeby powtórzyć komentarz Qby:
    W zasadzie nie napisałeś nic innego, niż ja.

    Oczywiście, rozwinąłeś i rozbudowałeś myśl Harari i ubrałeś ją w nieco inne sformułowania. Chwała ci za to. Jednak meritum pozostaje to samo: „wartość” pieniądza jest całkowicie iluzoryczna, opierając się tylko na wierze ludzkiej zbiorowości. Ta „wartość” to po prostu współdzielony mit, efemeryda. Dlatego Harari zalicza pieniądze do tworów (bytów?) zwanych religiami.

  69. Nefer
    4 grudnia o godz. 21:52
    Książka ,która czeka.Czytałem już dawno, tym nie mniej godna uwagi, bo opisuje fakty autentyczne, sam autor poznał przestępców.Film zrobiony w konwencji czarno-białej i też dobry!
    Ale przedtem proszę (kolejność 😉 ) o tych dwóch co w Andy poszli…

  70. @Qba 5 grudnia o godz. 15:17

    Nauka języka to mix natury i kultury. Człowiek się rodzi z potencjalną umiejętnością analizy aktów językowych, które do niego docierają z otoczenia. Jednak po to, żeby móc analizować, ludzkie dziecko musi być „zanurzone” w języku. Inaczej mówiąc, musi mieć co analizować. Z tego co słyszy wysnuwa sobie reguły gramatyczne, często błędnie (np. liczba mnoga – zwierzęta, zatem liczba pojedyncza -zwierzęcie), ale zwykle bardzo skutecznie.

    Znamienny jest fakt, że konkretny język (chiński, polski, wietnamski) nie gra roli. Potencjał w mózgu niemowlęcia dotyczy każdego języka. Można to nazwać pustką, można nazwać potencjalną umiejętnością. Oba określenia są równie nieprecyzyjne i częściowo prawdziwe.

    Co do długiego dzieciństwa – wynika z faktu, że dziecko rodzi się niedonoszone, czyli całkowicie nieprzygotowane do życia – w porównaniu np. z małą antylopą, która po urodzeniu prawie wstaje na nogi i biegnie za matką – po czym dalej się uczy, oczywiście. Ciąża u homo sapiens powinna w zasadzie trwać o wiele dłużej – ale wtedy human baby nie przeszłoby przez kanał rodny. Szerokość kanału jest ograniczona pionową pozycją ciała.

  71. Qba
    4 grudnia o godz. 21:44
    ludzkość zawsze wybiera rozwiązania najgorsze ze wszystkich oferowanych? Spróbuj zastanowić się, dlaczego tak jest.
    Moje pytania:
    a) jakie to rozwiązania oferowano ludzkości / 1 – 2 przykłady/?
    b) i kto je oferował?

  72. Na marginesie
    5 grudnia o godz. 15:35

    „wartość” pieniądza jest całkowicie iluzoryczna, opierając się tylko na wierze ludzkiej zbiorowości.

    Wartość pieniądza nie jest oparta na wierze, ale na umowie społecznej. I nie może być religią. Religią może być jedynie stosunek do pieniądza.
    Mit jest społecznie podzielanym opisem i rozumieniem rzeczywistości. Nie może nim być pieniądz.

  73. Poprawka: prawie od razu wstaje na nogi…

  74. @Weronika 5 grudnia o godz. 15:53

    To zależy, co rozumiesz przez „mit”. Słowo „mit” ma kilka znaczeń, w dodatku jeszcze może mieć dodatkowe znaczenia metaforyczne. Ja go używam w znaczeniu „efemeryda” a nie w znaczeniu uświęconej historii (czyli mitu) np. o odkupieńczym zmartwychwstaniu. Podobnie Harari używa słowa „religia”, odróżniając religię od duchowości i rozciągając to pojęcie na takie zjawiska jak pieniądz czy Microsoft.

  75. @zezem 5 grudnia o godz. 15:50
    Równanie w dół?

  76. @Weronika 5 grudnia o godz. 15:53

    Wartość pieniądza nie jest oparta na wierze, ale na umowie społecznej.
    A czy owa umowa społeczna nie jest oparta na wierze… w wartość pieniądza?
    Jak go zwał, tak go zwał. Gdyby jednak nagle wszyscy przestali wierzyć w wartości pieniądza, to jego wartość równałaby się zeru.

  77. Szybki wniosek z dotychczasowej dyskusji: słowa są źródłem nieporozumień. Co do zachęty do nieszablonowego myślenia… Qba, chyba jednak osiągnąłeś cel 🙂

  78. Na marginesie
    5 grudnia o godz. 15:35

    Mój komentarz
    Moim zdaniem Harrari idzie daleko nazywając pieniądz mitem.
    Można nazwać także pieniądz złudzeniem, mirażem, itd., ponieważ nie przynosi szczęścia, choć ludzie go pożądają by być szczęśliwymi.

    Pod słowem „pieniądz” kryje się bardzo rozgałęzione znaczenie, w zasadzie wiele znaczeń. Pieniądz, to waluta, czyli nośnik wartości zadekretowany w danym państwie jako natywny, miejscowy.

    Pieniądz, to rozproszony w społeczeństwie zbiór świadectw uprawniających do nabywania dóbr i usług. Świadectwa te tworzą zbiorowe medium, ponieważ jest ich dużo (aż do nasycenia), są powszechne i nieustannie krążą wśród ludzi, służą jednocześnie za ekwiwalent wartości oraz środek wymiany (kupna i sprzedaży).

    Pieniądz to także środek tezauryzacji. W dużym uproszczeniu jakaś pula pieniędzy w jednym miejscu zebrana, to kapitał – coś, co potencjalnie może służyć do budowania, burzenia, pomnażania, akcji, kontrakcji, szkolenia, najmowania, zjednywania, reklamowania, itd.
    Sam kapitał poprzez jego posiadanie nie daje szczęścia, choć zaspokaja pewne egoistyczne potrzeby ludzi.

    Pieniądz, od pojedynczego banknotu poczynając, to jest prawo do nabycia dóbr, do opłacania usług, przysług, a jeśli tego jest dużo, to do przyciągania ludzi i zdobywania władzy nad nimi. W tym sensie pieniądz daje władzę.

    W tym sensie pieniądz przyjmuje postać mitu dla innych, nie posiadających, ponieważ oni widzą konkretne konsekwencje posiadania pieniądza – władzę, wpływy, wspaniałość otoczenia ruchomego i nieruchomego posiadacza pieniedzy, prestiż z posiadania różnych dóbr, ludzi najmowanych za pieniądze, ludzi ciągnących do takiego posiadacza, by coś uszczknąć, itd.

    Posiadanie pieniądza i wiążąca się z tym władza nabywania (także władza nabywania władzy, jeśli posiadacz kapitału nie brzydzi się takim procederem, a warunki na to pozwalają), niepisane przywileje, prestiż, wszystko to przyczyniło się do powstania archetypu kulturowego. Bogacenie się, to archetyp kulturowy (jeśli można je tak nazwać) pewnie tak stary jak cywilizacja.

    A np. u pewnych ludów samo posiadanie, niekoniecznie pieniądza (kapitału), lecz wielu krów lub skromniej – dużego brzucha i nalanej twarzy też kształtowało prestiż takiej jednostki, bo było synonimem powodzenia, dostatku, a tym samym wzmacniało pozycję społeczną jednostki.
    Pzdr, TJ

  79. @Na marginesie
    5 grudnia o godz. 15:48

    Prawdać to, ale … Pisząc o „pustej” części mózgu miałem na umyśle możliwość zapełnienia jej dowolnym „programem”. To może być np. komunikacja gwizdami na palcach u nóg albo mnożenie do 100.000. Stąd ta uniwersalność człowieka i możliwość dostosowania się kolejnych pokoleń do zmiennych warunków.

  80. @zezem
    5 grudnia o godz. 15:50

    Przepraszam za brak precyzji. Pod hasłem „ludzkość” rozumiem tu tak dużą grupę ludzi, by miała wpływ na zachowanie np. rynku. Przykładowo, ze wszystkich oferowanych systemów wideo, ludzkość wybrała ewidentnie najgorszy. Był po prostu najtańszy.

  81. @Orteq 5 grudnia, 9:51
    Piszesz, że brak Ci konkurencji rynkowej. Tymczasem pierwszym zdaniem wstępniaka jest: “Dominującym na świecie systemem jest gospodarka rynkowa”. To nasunęło mi myśl, że chodzi o konkurencję rynkową między producentami dóbr. Potem jednak pojęcie konkurencji zostało wyniesione na taki poziom abstrakcji, że każdy zrozumiał je w kontekście swoich zainteresowań. Autor w dodatku wmieszał w swój tekst tyle spraw szczegółowych (np. ocena kwalifikacji lekarzy, kwestia długu publicznego) i tyle twierdzeń natury ogólnej (np. człowiek nie jest stworzeniem stadnym), że trudno się w tekście połapać. Teza tytułowa, czyli zło abstrakcyjnej konkurencji, tonie w niepowiązanych ze sobą uwagach. To, skromnym zdaniem autora, ma przełamywać “schematy
    myślowe”. @Qba ma jednak nikłe nadzieje na wywołanie takiego skutku. Cóż, musimy to przyjąć z pokorą.

  82. @tejot
    5 grudnia o godz. 16:36

    A jak wygląda porównanie pojęć „boga” i „pieniądza”?
    Oba stały się z czasem wszechpotężne i wszechobecne. I oba bazują na jakiejś umowie: pomodlisz się, to bóg Cię uleczy; zapłacisz, to lekarz Cię uleczy. W obu przypadkach – być może.

  83. @Weronika 5 grudnia, 15:53
    Całkowita zgoda. Warto streścić historię pieniądza. Początkowo było nim dobro łatwo wymienialne na inne dobra. W starożytności było takim bydło (kto nie zna powiedzenia “pecunia non olet”?), potem tę rolę przejęły kruszce mające wartość użytkową, w offlagach rolę pieniądza pełniły papierosy. Do lat 70. ubiegłego wieku emisja pieniądza papierowego opierała się na zasobach złota. Nixon w 1971r. zawiesił wymienialność pieniądza papierowego na złoto, wywołując szok na rynkach finansowych. Miało to ogromny wpływ na późniejsze kształtowanie się kursów walutowych.
    Odejście od tzw. gold standard miało uzasadnienie ekonomiczne. Koronnym argumentem była zmienna podaż złota, co mogło odbijać się w niepożądanych wahaniach aktywności gospodarczej, zależnej od ilości pieniadza w obiegu. Jak wiadomo podaż pieniądza, regulowana przez banki centralne, jest narzędziem kontrolowania inflacji i wahań kursów walutowych. Ograniczane podażą
    złota banki centralne byłyby skrępowane w spełnianiu swojego zadania.
    Dziś więc mamy głównie pieniądz wirtualny, następcę papierowego. Jest on technicznym środkiem wymiany dóbr i gromadzenia oszczędności. Nazywanie pieniądza mitem jest niedorzecznością. Wprawdzie nie odpowiada on dzisiaj żadnemu dobru użytkowemu, ale jest podstawowym elementem
    funkcjonowania gospodarki. Jego wartość, jak słusznie mówisz, jest wynikiem umowy społecznej, a najważniejszą klauzulą tej umowy jest, że emisja pieniądza nie może być nieograniczona. W
    przeciwnym przypadku mielibyśmy niepohamowaną inflację unicestwiajaca oszczednosci, pieniądz wirtualny straciłby swoją funkcję środka wymiany i przeszlibyśmy do wymiany bezpośredniej – dobro/usluga za inne dobra/usługi. Ma to właśnie miejsce w Wenezueli.

  84. Jutro, pojutrze (6,7 grudzien) w gwiazdozbiorze Orion mozna zobaczyc koniec zywota supergwiazdy AlfaOrionis (Betelgeuse). Rozblysk (???). Gwiazda jest ok 20x silniejsza jak Slonce. Prawie cale paliwo wodorowe wypalila. Co znaczy bedzie czerwony olbrzym. Daje link do opisu jak znalezc, gdyby kto mial czas popatrzec. Proces moze zajac chwilke czasu.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Gwiazdozbiór_Oriona

    Pare lat temu, Qba napisal wstepniak o kreatywnosci (nie pamietam tytul). Jako jeden z komentatorow, napisalem pare uwag. Czulem upowazniony, pracowalem wiekszosc zycia w branzy uznawanej za kreatywna. Moje uwagi byla lista jak prowadzi projekty MikroMiekki. 10pkt, regul. Oczywiscie zdaje sprawe nie wszyscy uwazaja MikroMiekki za firme kreatywna. I ludzi tam pracujacych. Szczegolnie ci co problemy maja z Win10 nie uwazaja. Ja oczywiscie do nich nie naleze. Qba uwazal, takie reguly maja zastosowanie w projektowaniu silnikow spalinowych (dokladna odpowiedz Qba byla). Wiecej nie komentowalem. Nie wiem w jakiej kreatywnej branzy Ty Qba jestes/byles czynny zawodowao. W kazdym razie MikroMiekki wrocil na pierwsza pozycje (wielkosc gieldowa, w pieniadzach). Okreslanie wartosci czegokolwiek bez pieniedzy jest rzcza malomozliwa. Ostatnio slyszalem o Czerwonych Khmerach (bezpienieznych) projekt nieudany. Rowniez ludzie ktorych projekty nie znajduja odbiorcow uwazaja za niesprawiedliwe (krzywdzace) okreslanie wartosci w pieniadzach. Maja calkowite prawo tak uwazac. Ty Qba tez. Dobrze tylko, nie maja prawo zadne, decydowac o uwazaniu (grzechach) innych. Rowniez Ty Qba.

    Pzdr Seleukos

  85. Qba
    5 grudnia o godz. 12:42

    Qba, mówisz:

    „Ponieważ wszystko się ze sobą zazębia („zaprojektuj i zbuduj” trudno rozpatrywać niezależnie, bo projekt determinuje w znacznym stopniu sposób budowy, a więc i koszty), przejdę do niższego poziomu.”

    Projekt, owszem, determinuje – w różnym stopniu – sposób budowy (niewielkim, średnim, wielkim), ale po pierwsze:
    * jest z istoty aktem twórczym (i podlega – często, na ogół) prawom autorskim, a zbudowanie projektu (zwykle) nie jest już jak twórczym aktem, tylko jego wykonaniem
    * projekt ma inny cel niż jego wybudowanie: ma odpowiedzieć na inne pytanie: co (za problem przed nami), jak (rozwiązać problem).

    Wykonanie projektu albo nie odpowiada w ogóle na pytanie „jak”, albo skupia się na odpowiedzi „jak wybudować projekt”, a nie jak rozwiązać problem” przed którym stanął projektant.
    Oczywiście, projektant (w warunkach modelowego ideału) powinien umieć przełożyć projekt na wykonanie, to jednak nie jest tożsame z odpowiedzią na „co” i „jak” przed jakim staje projektant. Może też być tak – i zwykle jest – że dopiero wykonawca tego co zostało zaprojektowane sam sobie odpowiada na pytanie „jak” zbudować to, co wymyślił projektant. Takie działanie bywa niedoskonałe (niemal zawsze jest), nie oznacza to jednak, że zawsze jest złe, ponieważ nie zawsze jest możliwe i nie zawsze potrzebne precyzyjne udzielenie odpowiedzi na to jak zbudować coś, co jest odpowiedzią na wyzwanie projektowe.

    Z tego, że „znaczna część mózgu w chwili narodzin jest pusta” niekoniecznie wynika to, że możemy „prawie dowolnie wychować człowieka – na księdza, żołnierza, urzędnika, dworzanina, itd. „ To hipoteza, mająca liczne objawy realne, ale dyspozycje mózgu (i fizys) stają na przeszkodzie dowolności kształtowania. Nie ma jednakowych szans na wychowanie kardynała lub mistrza sportu, Hawkinga lub Kaczyńskiego.
    „Jednej rzeczy nie możemy wymusić – samodzielności.” Owszem: możemy wymusić samodzielność funkcjonalną, ale nie osobowościową. Zakładam, że właśnie o tej drugiej mówisz, a nie o samodzielności w ogóle.
    „Możemy natomiast pozwolić, by się [samodzielność] rozwinęła. Czyli nie podsuwać dziecku gotowców, a jedynie środki i możliwości. Rozwiniemy w ten sposób nawyk myślenia zawsze i wszędzie oraz poczucie bezpieczeństwa bazujące na doświadczeniu.”

    Nie każdy potrzebuje i nie każdy chce takiej samej samodzielności. Są osoby wybierające większą zależność, są i takie (niewiele) wybierające i osiągające wysoką samodzielność (osobowościową). Jedną z ważnych przyczyn wybierania większej zależności nie jest „głupota” (choć „głupota” u ludzi dominuje), ale wbudowany w nas odruch i potrzeby stadne oraz społeczne: chcemy być jak inni, chcemy być zgodni, chcemy maksymalnie niskiego poziomu stresu związanego z byciem samodzielnym. Nie jest to z definicji złe, a przede wszystkim jest to nam dane, więc obiektywne.
    „Gotowce” dziecku trzeba także pokazywać – rozumiane jako pewne wzory. Musi mieć dziecko punkt odniesienia. Ale równocześnie musi być przekazany inny sygnał, taki jaki mamy w motto na blogu – masz prawo, masz właściwie obowiązek kwestionowania gotowców i wzorów! Sprawdzaj, co one są warte! Dopiero krytyczne sprawdzanie weryfikuje moc gotowca czy wzoru, a ponadto mówi, kiedy wzór się zużywa. W danej chwili może być bowiem dobry, ale z upływem czasu i zmianą konfiguracji warunków może tracić swoja trafność i stawać się przeszkodą. A to trzeba rozpoznać i odrzucić.
    Gotowce mają też aspekt wychowawczy: są sygnałem, że jesteśmy włączeni do danej społeczności. A to ma kapitalne znaczenie dla rozwijającego się umysłu. Sygnał przeciwny dewastuje umysł i tym bardziej nie wychowa się człowieka na „dowolny sposób”.

    „Natychmiast zlikwidować wszelką tajemnicę spraw wspólnych (społecznych, państwowych, itd.), ponieważ jako współwłaściciele mamy prawo wiedzieć. Dzięki temu ukrócona zostanie korupcja, a wspólne środki wydawane będą znacznie efektywniej. Ponieważ wszyscy bedą wszystko wiedzieć (ciągle chodzi o wspólne sprawy), zatem szybko okaże się, że połowa inwestycji jest niepotrzebna, a reszta jest 17 razy tańsza. I nagle znajdzie się ekonomiczny sposób rozdzielenia nadwyżek wśród (na prawdę) potrzebujących.”

    „Tajemnica spraw wspólnych” ma różne poziomy: w Szwecji jest jej znacznie mniej niż w Polsce. Polska bowiem jest krajem żyjącym z tajemnic. Nie chodzi przy tym o żadne tajemnice wojskowe czy biznesowe, ale zasadę, że kto zna tajemnicę, ma władzę nad nieznającym. Jest to system niewolniczy, a Polska – co powtarzam – jest społeczeństwem żyjącym w półniewoli (niewyzwolonej psyche) pańszczyźnianej i niewoli religijnej.
    Nie tylko połowa inwestycji będzie niepotrzebna, ale i połowa ludzi. Co z nimi zrobić? Zaoszczędzone środki przekazać dwa razy większej ilości „naprawdę potrzebujących”? To wywołuje szereg kolejnych pytań i wątpliwości, ale nie od dziś jest to dostrzegane i dyskutowane. Na razie bez wpływu na stan rzeczy choć pewne – drobne – przyczynki są zauważalne: skracanie tygodnia pracy, czas na odpoczynek „w godzinach służbowych”, takie konfigurowanie środowiska pracy, by w jak największym stopniu miała aspekty indywidualne, a nawet twórcze oraz zapewniała margines swobody, możliwość brana dziecka do pracy i tak dalej. Są to ciągle tylko eksperymenty i przyczynki, ale też są śladem dostrzegania problemów.

    „W szkołach uczyć podstaw języka (czytanie, pisanie) oraz matematyki w powiązaniu z codziennym życiem. Podobnie z resztą przedmiotów. Żadnego bezmyślnego wkuwania na pamięć. I żadnych ocen. Taka szkoła powinna trwać nie dłużej, niż 6 lat.”

    Tak się też – powiedzmy, w sposób w miarę zbliżony – dzieje w szkołach w rożnych (niewielu) krajów, np. Finlandii, czy Nowej Zelandii (chyba) Nie w Polsce, a przyczyny tego że nie – wyżej.

    „Po co komu ogólnokształcące studia wyższe (bo wszystkie takie są)?”
    Po to, by umieć elastyczniej, szerzej, swobodniej myśleć, w mniejszym stopniu poprzez sprofilowanie. Jeśli (to założenie, a nie teza) szkoły tak potrafią kształcić (powinny) – to znakomicie!

  86. Powtarzam pytanie: na czym opiera się umowa społeczna, jeśli nie na zbiorowej wierze w jej skuteczność? W tym sensie pieniądz jest zjawiskiem tego samego typu, co religia. Dlatego Harari zalicza pieniądze i religię (razem z Microsoftem) do tego samego typu zjawisk – abstrakcyjnych fantazmatów, które istnieją w świadomości określonej ludzkiej zbiorowości i są przez tę zbiorowość solidarnie podtrzymywane. Harari nie nazywa pieniądza mitem, to ja użyłam tego określenia. A sążniste rozważanie tego, czy pieniądz jest złoty, papierowy czy wirtualny i jak się ma do „niepohamowanej inflacji” i Wenezueli – to, wyrażając się najdelikatniej, inna kwestia.

  87. @Qba 5 grudnia o godz. 16:57
    To jest (poważnie!) nieszablonowe ujęcie.
    Nie przyszłoby mi do głowy, ale podoba mi się.

  88. @Tanaka 5 grudnia o godz. 18:38

    Co do postulatu Qby w zakresie ograniczenia do minimum nauki szkolnej – to rzeczywiście jest coś na rzeczy, bo obecnie wiedza i umiejętności nabyte w szkole są – w chwili ukończenia szkoły – już i tak bezużyteczne na rynku pracy, nawet jeśli program szkolny uwzględnia aktualne potrzeby tego rynku.

    Z kolei umiejętność permanentnego (i samodzielnego) uczenia się – to cenna umiejętność, bo w najbliższej przyszłości wyuczony zawód trzeba będzie zmieniać co najmniej dwa-trzy razy w życiu. Warto zauważyć, że tak pojęta „użyteczność” zawodowa czyni z ludzi automaty, przeciwko czemu prędzej czy później homo sapiens się zbuntuje. Mam nadzieję 🙂

  89. Na marginesie
    5 grudnia o godz. 18:58

    Ograniczanie do minimm nauki szkolnej to fatalny pomysł! Ograniczać trzeba to, co zamula młode umysły, więzi je, wycina z młodziaka siłę twórczą i głód poznania. Kto ma żywy, giętki, swobodny i pasjonacki umysł nie tylko nada się do każdej pracy, ale do wszystkiego. Tego się jednak nie uczy, nie wdraża, nie kszałtuje i nie wspomaga.

  90. Weronika
    5 grudnia o godz. 10:23

    „życie nie ma konstrukcji cepa, i chwała mu za to”

    No to chwala. I jeszcze klonica.

    Jesli konkurencja rynkowa – cenowa, glownie – zostanie rozciagnieta na konkurencje POMIEDZY PRACOWNIKAMI tej samej organizacji, to z czy mamy tu do czynienia? Nie z reaganomics czasem?

    Przeciwko reaganomics w konkurencyjnosci pracownikow wystapili niektorzy odwazni. Ot chocby tacy jak Alfie Kohn w 1986 roku. Co sie zdarzylo u szczytu triumfu reaganomics. Co bylo wielka odwaga. Ani slowa o tym pod obecnym wpisem. Syndrom cepa to? Czy klonicy moze?

    Dyskutujemy tu o zeszlorocznym sniegu. Podczas gdy tegorocznego sniegu mamy ci pod dostatkiem. Pod Trumpem trwajac.

    Konkurencja pomiedzy pracownikami. Znaczy, walka w ‚rodzinie’ pracowniczej w imie wyzszych zdobyczy ustrojowych. Ideal taki.

    Czyli, przezytek przezuty i wypluty. Nie calkiem rozny od idealu Pawlika Morozowa z Gierasimowki. Tamtemu tez chodzilo o ideal rodziny. Ojciec go podobno zatlukl za donosicielstwo na wlasnego rodziciela-kulaka.

    Nie ma to jak zaatakowanie zeszlorocznego sniegu. Cepem najlepiej. Ewentualnie, klonica

  91. zyta2003
    5 grudnia o godz. 10:33

    „tylko podziwiac Twoja sile ducha. Zycze powrotu do zdrowia, czyli udanej trzeciej operacji. A swoja droga operacje chirurgiczne to wspanialy przyklad wspolpracy w tym konkurencyjnym swiecie.”

    To z nudow, wysoka zyto. Uziemiony jestem pooperacyjnie wiec probuje sie jakosc rozerwac na kawalki.

    Ze wspolpracy podczas operacyjnej niewiele wyszlo gdyz okazla sie za trudna dla zgromadzonych wspolpracownikow. Cos tam jednak znaleziono i usunieto. Nastepne podejscie nastapi gdy nadejdzie nastepny atak. Usrany los Jasia Muzykanta

  92. kruk
    5 grudnia o godz. 17:46
    Z tym „pecunia non olet” to chyba trochę inaczej jest. To nie jest śmierdzący pieniądz z bydła, tylko wiązano to z podatkiem od toalet. Drugi wariant był podobny, gdyż chodziło o opodatkowanie zbierania moczu na potrzeby rzymskich garbarzy właśnie przez obsługę toalet publicznych. Mówi się o Wespazjanie, jako przyczynie powstania powiedzenia. To taki drobiazg.
    Pozdrawiam.

  93. zezem
    5 grudnia o godz. 15:39

    Nie ma obaw, Andy są na liście:) tymczasem delektuję się aktualną, będzie mi szkoda jak się skończy bo lubię taki styl pisania, w dodatku tak żywe obrazy jakby się tam było

  94. @Tanaka
    5 grudnia o godz. 18:38

    Każde wychowanie i każda szkoła kształtuje młodego osobnika. Odsetek tych, którzy idą mimo wszystko swoją drogą jest znikomy, a ich społeczna akceptacja w sensie wykorzystania ich zdolności – jeszcze mniejsza. Stąd moja idea ograniczenia podstawowego nauczania do minimum, celem wyzwolenia/wymuszenia maksymalnej samodzielności. Jak na razie nie mamy możliwości badania predyspozycji małego dziecka, szczególnie umysłowych. Dajmy mu więc szansę, by samo wybrało swoją drogę.
    A podsuwanie dziecku gotowców nie jest dobre. Jako przykłady ma ich przecież pełno dookoła, bo świat składa się z gotowców.

    Jeżeli społeczeństwo wytwarza dostatecznie dużo dóbr, by starczyło dla wszystkich, to można każdemu przyznać solidną podstawę. Sądzę, że oszczędności z likwidacji wszelkich organizacji pomocowych byłyby większe. A większość ludzi z chwilą, gdy przestaną się martwić o byt doczesny, zacznie działać kreatywnie. Stanowić to będzie nielada kłopot, by ta kreację właściwie ocenić i skanalizować.

    Jestem jednak przeciwko szkołom wyższym. To strata czasu i pieniędzy. Te „naukowe” instytuty rozrosły się w korporacje zdobywania grantów i powielania publikacji. Jeżeli nauczymy młodego człowieka uczenia się, to wystarczy. Wszelka wiedza jest dziś dostępna wszędzie i zawsze. Każdy może się więc douczyć, gdy zajdzie taka potrzeba zewnętrzna lub wewnętrzna.

  95. @Tanaka 5 grudnia o godz. 19:25

    Ale do takiego podejścia muszą być przygotowani również nauczyciele. Jak to rozegrać, czy jest czterdzieścioro dzieci w klasie, przeładowany program i brak sal lekcyjnych – bo do budynku wtłoczona za dużo dzieci? Nawet stworzenie atmosfery luzu psychicznego – który sprzyja zapamiętywaniu – jest w tych warunkach marzeniem ściętej głowy. Dziecko musi siedzieć nieruchomo, nie wychylać się i nie sprawiać kłopotów. Rozwijanie zainteresowań? A jedzie mi tu czołg?

    Niedawno wstrząsnęła mną – opisana w Newsweeku – historia z Wągrowca, maleńkiej miejscowości pod Poznaniem. Dziewięciolatka, po przeniesieniu do szkoły-molocha, zaczęła się skarżyć, że dzieci jej dokuczają. Potem skarżono się na nią, bo podobno groziła dzieciom, że przyniesie nóż do szkoły i wszystkich pozabija. W końcu wezwano policję i nasłano na rodzinę dziewczynki jakieś karne kontrole. A ją samą zamknięto w zakładzie psychiatrycznym. Dziewięcioletnie dziecko!

    Matka opowiada, że córka jest teraz całkowicie obojętna, a pod wpływem podawanych leków ciągle chce jej się spać. Kiedy płacze, dostaje zastrzyk. A w ogóle to mówi „będzie, co będzie”. Dziewięciolatka! A dyrektor szkoły w Wągrowcu jest bardzo z siebie zadowolony. I mówi dziennikarce, że mieli już podobne przypadki i po dobraniu odpowiednich prochów wszystko będzie „cacy”.

    Tak wygląda „wychowanie” – tresura i farmakologia. Nóż się w kieszeni otwiera. Matka dziewczynki – z wypowiedzi – wygląda na osobę całkowicie bierną – współczuje córce, ale nic nie robi w jej obronie. Nawet sama zawiozła ją do tego karceru psychiatrycznego – bo się „bała, że policja zabierze dziecko siłą”. Głupota, bezradność, brak inwencji? A co do szkoły – to przecież horror w biały dzień. I dom wariatow.

  96. @Na marginesie
    5 grudnia o godz. 19:54

    Nawet, jeżeli to pojedynczy przypadek, to i tak za dużo. Obawiam się jednak, że ich jest znacznie więcej. Tak, jak przemocy w rodzinie, pedofilii w kościele i złodziei w rządzie.

  97. kruk
    5 grudnia o godz. 16:51

    „Teza tytułowa, czyli zło abstrakcyjnej konkurencji, tonie w niepowiązanych ze sobą uwagach. To, skromnym zdaniem autora, ma przełamywać “schematy myślowe”. @Qba ma jednak nikłe nadzieje na wywołanie takiego skutku. Cóż, musimy to przyjąć z pokorą.”

    kruku.

    Autor wstepniaka pozwolil sobie na odgrzanie polewki z przed 30 lat. Nawarzonej przez trzezwowyslacych oponentow reaganomics. Tych ktorzy ujrzeli ZLO w rozciaganiu zdrowego konceptu konkurencji rynkowo-cenowej na konkurencje miedzypracownicza. Dzisiaj ten problem zostal odlozony ad acta.

    Nikt nie zawraca juz sobie glowy koniecznoscia konkurencji miedzypracowniczej. Wiec walka z ta niby wszechwladna konkurencja to blogowa walka z wiatrakami.

    Troche jak wczesniejsze blogowe wymuszenie oddawania holdu poleglym w latach 1914-18 bojownikom Kaizera o polskobrzmiacych nazwiskach. Nikt nie wie po co to na co to

  98. Bez konkurencji to już było, każdemu, oprócz tych równiejszycch, równo czyli gwno.
    I czy się stoi czy leży, się należy.
    Skutki znamy.

  99. Qba
    5 grudnia o godz. 16:50
    System video. Nie wiem czy „ludzkość” miała tu coś do gadania.
    Systemy „Beta” i „2000” co prawda jakościowo (sterowanie, długość nagrania) lepsze od VHS,ale poległy z uwagi na koszty i w pewnych wypadkach problemy z serwisem /naprawa, konserwacja/.
    Przeciętny obywatel patrzy na cenę. Jak się przekona ,że kupił bubel zwróci uwagę na jakość o ile ta będzie mu zaproponowana.

  100. Co rzucę okiem to lepszy kwiatek.

    @Tanaka 5 grudnia o godz. 19:25
    Kto ma żywy, giętki, swobodny i pasjonacki umysł nie tylko nada się do każdej pracy, ale do wszystkiego. Tego się jednak nie uczy, nie wdraża, nie kszałtuje i nie wspomaga.

    Elita pisze na elitarnym blogu dla elity o elitarnych problemach.

    Tak, społeczeństwo i jego systemy edukacji powinny umieć wyławiać możliwie wszystkie talenty i dopomagać w maksymalizacji ich potencjału.

    Tak się jednek składa, że średniaków jest masa a geniuszy mało. Ktoś musi wykonywać nudne, powtarzalne prace. Swobodny i pasjonacki umysł swobodnie i pasjonacko podejdzie do sztywnych i nudnych procedur zachowania czystości w produkcji masła i @Tanaka dostanie sraczki. Skutkiem tej kreatywności, znaczy się.
    Swobodny i pasjonacko nastawiony do przepisów o ruchu drogowym pojedzie pod prąd, wężykiem i przechylając swoją ciężarówkę – cysternę tak, aby jechała na kołach tylko z jednej strony i @Tanakę zamieni się we frytki. O ile coś z niego zostanie.
    Praca milionów ludzi musi być zrutynizowana, ujeta w sztywne przepisy, regulaminy, procedury itd. Inaczej piloci będa wyłączać wyjące alarmy i szukać ziemi po omacku. Swobodnie i pasjonacko.

    Acha, jeżeli zlikwidujemy te wszystkie nudne i powtarzalne i ujete w sztywne gorsety prace i damy je automatom to kształcenie ludzi od razu lepiej skoncentrujmy na malowaniu, wyszywaniu, rzeźbie, kompozycji, fotografii, poezji, hodowaniu drzewek bonsai i puchatych króliczków.
    Bo od wszystkiego praktycznego będą maszyny.
    Tak oto doszlismy do @Qbowego postulaty praktycznego kształcenia.

    Czy jedzie z nami sanitariusz?!

  101. Nefer
    5 grudnia o godz. 19:48
    Zaczynam czytać „Gracz” Dostojewskiego – czekał ponad 25 lat, leżąc ukryty na regale były momenty (ha,ha), że go szukałem…
    Sama książka bardzo bogato opatrzona przypisami o autorze i bohaterach opowieści.
    Z morskich , propozycja, może epos/cykl: „Horatio Hornblower” (epoka napoleońska – coś koło tego ). Czyta(ło) się bardzo dobrze.

  102. Niektore kraje afrykanskie i azjatyckie skrocily nauke do trzech lat. Hmmm…

    Ja rozumiem potrzebe bycia org myslicielem (mysliwym) Sa jednak granice orginalnosci i mysliwstwa. A w ogole to czy potrzebujemy umiec czytac? To ze nauka pisania jest zbedna, mamy niezliczone dowody. Czy umiec czytac jest niezbedne?

    pzdr Seleukos i bierze za pisanie skomplikowanego protokolu. Z cala pewnoscia ,stwierdzic musze, protokolu nie mozna napisac po szesciu latach nauki, trzeba min siedem (nauki????)

  103. Natychmiast zlikwidować wszelką tajemnicę spraw wspólnych (społecznych, państwowych, itd.), ponieważ jako współwłaściciele mamy prawo wiedzieć. Dzięki temu ukrócona zostanie korupcja, a wspólne środki wydawane będą znacznie efektywniej. Ponieważ wszyscy bedą wszystko wiedzieć itd.

    Jezu o czym on gada?!

    Co zlikwidować? Jakie tajemnice??!!!

    W społeczeństwie, w którym infinitezymalnie mały procent rozumie zapis prostej reakcji chemicznej?!!
    Umie rozwiązać proste równanie?!!!
    Równaie, furda arytmetyka, nie pojmuje tramwajowego rozkładu jazdy. Prostej notatki w gazecie.
    Jakie tajemnice?!

    Ludziom, milionom ludzi, można dać wszystko zapisane po polsku, od a do z. Wszystkie „tajemnice”. Procesu technologicznego, opis zasady działania, wszystko jedno. Nic nie pojmą, bo języka nie znają! Wszystkie tajniki pracy telewizora czy telefonu mogę napisać, niczego nie ukryć a i tak i tak gie zrozumieją.

    Włanej mamie musiałem tłumaczyć, że „patent” to jest ujawnienie informacji a nie jej zatajenie. Kłóciła się ze mną, w ręce trzymając mój dyplom za otrzymanie patentu, ze patent to jest tajemnica. To jest sposób na to, aby konkurencja nie dowiedziała sie w czym rzecz.
    Bardzo się obraziła jak w końcu jej zapytałem kto dostał patent, którego dyplom trzyma w ręce – ona czy ja?

  104. zza kałuży
    5 grudnia o godz. 20:31
    infinitezymalnie mały procent…
    Samochody marki „Infiniti” widzałem – noble carosse.
    Pojęcia jak wyżej nie znałem.
    Tak, człowiek się ciągle uczy.

  105. Qba napisał:
    „Jeżeli społeczeństwo wytwarza dostatecznie dużo dóbr, by starczyło dla wszystkich, to można każdemu przyznać solidną podstawę. Sądzę, że oszczędności z likwidacji wszelkich organizacji pomocowych byłyby większe. A większość ludzi z chwilą, gdy przestaną się martwić o byt doczesny, zacznie działać kreatywnie. Stanowić to będzie nielada kłopot, by ta kreację właściwie ocenić i skanalizować.”

    Mój komentarz
    Qba, twoje idee są bardzo podobne do anarchistycznych bujań w obłokach. Należy człowieka uwolnić od przymusu, opresji uczenia się pod kontrolą i człowiek zacznie sam z siebie być kreatywny i samodzielny. Mam przy tym zastrzeżenie, które poczynił @tanaka.

    Co oznacza samodzielność – że ktoś pójdzie do lasu i przetrwa 7 dni, albo i więcej? Przecież ten ktoś nie pójdzie tam goły i głupi. Będzie nosił ubranie na sobie wykonane przez innych, przeczyta przedtem zalecenia o przetrwaniu zgromadzone przez innych, będzie się posługiwał narzędziami wykonanymi przez innych, itd.

    Że ktoś będzie myślał samodzielnie, bo w oddzielnym pokoju i bez kontaktu z innymi?
    Pzdr, TJ

  106. Następna rewelacja
    2. W szkołach uczyć podstaw języka (czytanie, pisanie) oraz matematyki w powiązaniu z codziennym życiem. Podobnie z resztą przedmiotów.

    Czy ty @Qba miałeś dzieci?
    Czy ty wiesz, że definicja dziecka to jest „stwór, który zadaje sto milionów pytań”?

    Zaczynając od milionowego powtórzenia jednego pytania, czyli „dlaczego”?

    Jak ty chcesz – bez ograniczania rozwoju dziecka, o która to swobodę tak ci podobno chodzi – jak ty chcesz przestać odpowiadać na te pytania?

    Które już po trzeciej sekundzie opuszczaja sferę „praktyczności” i strzelaja w kosmos.

    Ty miałeś do czynienia z małym dzieckiem, które pół dnia spędza zafascynowane wymyślaniem i nazywanie coraz wiekszych liczb?
    Kompletnie zaczarowane swoja zdolnością do tworzenia – przez dopisywanie kolejnego zera – 10x większych potworów.
    A potem chodzi i wkuwa – bez żadnegp praktycznego zastosowania – nazwy tych potworów.

    Mój kolega w podstawówce – bo w liceum już to umiał – wyuczył się jakieśs nieprzytomnej ilości łacińskich nazw. Głównie systematyki roślin. Po co? Na co? Sprawiało mu to przyjemność!

    Ja się nauczyłem rosyjskiego bo chciałem umieć grać w szachy. Praktyczny powód? Jedna z moich córek – francuskiego (nie miała w szkole), bo „wydał się jej ładny”. Od wielu lat pracuje w angielskim ale francuski jest jedynym, z którego ma oficjalne ceryfikaty.
    Po co? Na co? Teraz uczy się japońskiego. Bo jest zafascynowana tym krajem. Praktyczne? raczej nie, była tam, pracowała, coś nie wyszło w zaczepieniu się na uczelni, wróciła, chyba ten rozdział – zawodowo – ma zamkniety. Ale się uczy. Waląc bambusowym kijem w tym ich teatrze aikido.

    @Qba, sensowny progrom kształcenia to nie jest „praktyczność” dla wszystkich ani „kreatywność” dla wszystkich bo skończy się to przekonywaniem wszystkich dzieci do picia tranu albo jedzenia szpinaku. I do zalet gry na skrzypcach.

    Cały witz aby kształcenie zindywidualizować i najlepeij wykrywać to, do czego mały człowieczek ma dryg. Troszeczkę trzeba pocisnąć, to prawda, ale nie jak pruski belfer tylko po to, aby odkryć te – genertycznie wbudowane – talenty i skłonności.

    Recepty „dla wszystkich” są bez sensu. Polskiego można uczyć, ale na 3-4 poziomach. Tak samo jak biologii i matematyki. Według różnego programu, o róznej zawartości i różnym stopniu trudności.

    W sytuacji polskiej szkoły, gdy nauczyciel ma do obsługi kilkaset dzieci w kilku szkołach – kompletnie nie do zrobienia.

  107. Jezu o czym on gada? Czy rozwiazanie zagadnienia z dziedziny matematyki dyskretnej znaczy trzeba zdjac obuwie i skarpety (niedyskretnie udyskretnic)? Dziesiec palcow nie wystarcza? Trzeba dziesiec dodatkowych niedyskretnie dodac?

    Jakkolwiek mam wesolo musze jednak zaczac ten nudny protolol.

    pzdr S

  108. @tejot
    5 grudnia o godz. 20:48

    Mam wrażenie, że bardzo boisz się samodzielności.

  109. Umowa społeczna – wiara czy zaufanie. Jedno i drugie
    Na marginesie
    5 grudnia o godz. 18:45
    Powtarzam pytanie: na czym opiera się umowa społeczna, jeśli nie na zbiorowej wierze w jej skuteczność?

    Mój komentarz
    Wiara jako oparcie dla umowy społecznej, to jest tylko część oparcia i to mniejsza. Wiara, to jest coś bardziej zasadniczego, bezwzględnego, coś zbliżonego do przymusu wewnętrznego skłaniającego do działań także nieracjonalnych i tylko nią motywowanych.

    Ja bym powiedział, ze zaufanie, poleganie na czymś konkretnym gra tu większą rolę oraz jest ściśle związane z kontrolą, obserwacją skutków działania umowy społecznej. Jeżeli te skutki są powtarzalne, przewidywalne i pozytywne (statystycznie), to zaufanie trwa. Umowa funkcjonuje jakoś tam.

    Potocznie się mówi, że jest to wiara. Ale potocznie się też mówi – czy wierzysz w zamach, czy wierzysz politykom, czy wierzysz w ewolucję biologiczną, w globalne ocieplenie.
    Wszystko zależy od tego jak zdefiniujemy znaczenie słowa „wiara”. Na ogół definicje znaczeń są bliskoznaczne do innych dotyczących pokrewnych słów.
    To jest siła języka i jego słabość. Język jest precyzyjny i jednocześnie plastyczny, zawiera wiele zastępników, synonimów, wyrażeń bliskoznacznych różniących się nieco od siebie i przydatnych w cieniowaniu problemu, w opisaniu wszelkich jego niuansów.
    Pzdr, TJ

  110. zza kałuży
    5 grudnia o godz. 20:21

    Co rzucę okiem to lepszy kwiatek.

    @Tanaka 5 grudnia o godz. 19:25
    Kto ma żywy, giętki, swobodny i pasjonacki umysł nie tylko nada się do każdej pracy, ale do wszystkiego. Tego się jednak nie uczy, nie wdraża, nie kszałtuje i nie wspomaga.

    Elita pisze na elitarnym blogu dla elity o elitarnych problemach.

    Tak, społeczeństwo i jego systemy edukacji powinny umieć wyławiać możliwie wszystkie talenty i dopomagać w maksymalizacji ich potencjału.

    Tak się jednek składa, że średniaków jest masa a geniuszy mało. Ktoś musi wykonywać nudne, powtarzalne prace. Swobodny i pasjonacki umysł swobodnie i pasjonacko podejdzie do sztywnych i nudnych procedur zachowania czystości w produkcji masła i @Tanaka dostanie sraczki. Skutkiem tej kreatywności, znaczy się.

    Jeśli Ci sie nie podoba ani postulat konieczności twórczego rozwoju dziecka znany od jakichś stu lat, wiedza o psychologicznych potrzebach i potencjałach tegoż oraz nie interesują Cię skutki braku takiego ksztaltowania młodych, to gratuluję plecenia, o czym nie masz pojecia.

    Geniuszów jest mało nie dlatego, że się nie rodzą częściej, tylko z zupelnie innego powodu. Inna ilość geniuszy niż standardowa i inna struktura rozwojowa społeczeństw daje inne rezultaty niż w układzie stanndardowym i znanym od mnóstwa stuleci.
    Twoja teza w sprawie konieczności masła jest tezą osoby stojącej do przodu a patrzącej wstecz. To tak w sprawie co lepszych kwiatków. Normalnie bierzesz i produkujesz rozkoszny bukiet, a dałeś zdwiędłą kalarepę.

  111. @tejot
    5 grudnia o godz. 21:14

    Jednostki samodzielne mają – z racji swej samodzielności – większe doświadczenie życiowe i zawodowe, zatem również większą powściągliwość w ferowaniu wyroków i większą odpowiedzialność, bo znają cenę wy/tworzenia. Jak (prawie) każdy, oceniają innych według siebie, zatem dają innym (w tym rządzącym) większy kredyt zaufania. Ale też ich wybór jest rozsądniejszy. Dlatego społeczności złożone głównie z jednostek samodzielnych są stabilne ale elastyczne.
    Czy wiara odgrywa tu jakąś rolę? Jeżeli, to uboczną.
    W społecznościach złożonych z jednostek niesamodzielnych, główna rolę odgrywa wiara. Stabilność takich społeczności zależy od determinacji dyktatora, są mało elastyczne, a ewentualne zmiany gwałtowne i niszczące.
    Dlatego uważam, że wychowanie tylko w rodzinie jest błędem. Każde dziecko powinno znać możliwie dużo „obcych”, dużo innych dzieci, powinno zmieniać przedszkola i szkoły, czyli oswoić się z obcymi ludźmi, zwyczajami, prawami oraz językami. Tym chętnie będzie wracać do rodziny ale też opuszczać ją bez dramatów. Będzie trzeźwo patrzeć na życie i raczej nie potrzebować wiary. I będzie w stanie pomagać innym.

  112. Qba, ja o wierze i zaufaniu dla umowy społecznej, a ty o samodzielności.
    Pzdr, TJ

  113. Bush senior należał do Kościoła episkopalnego:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_Episkopalny_w_Stanach_Zjednoczonych

    którego papieżem jest Kaśka, była katoliczka:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Katharine_Jefferts_Schori

  114. Zacząłem pisać bardzo poważny komentarz. Nagle w edytorze mi się skasował. Co to za edytor, syf. Nie można cofnąć. Do dupy. Nie wiem czy uda mi się cokolwiek odtworzyć.
    Pozdrawiam (dotyczył „wymyślono tzw. zadłużenie wewnętrzne” – to „zadłużenie” jest taką błahostką na tle problemów w artykule wstępnym)

  115. @tejot
    5 grudnia o godz. 22:15

    Ależ dokładnie o tym pisałem. Z uzasadnieniem.

  116. @Tanaka 5 grudnia o godz. 22:08
    To co ty postulujesz dobre jest jako program dla żłobka, przedszkola i dla okresu wczesnoszkolnego, powiedzmy klas 0 – 3, może 4.
    Nauka poprzez zabawę i kreatywne cuda – niewidy.
    Ale potem same dzieci zaczynają dostrzegać, że Andrzej jest od wszystkich lepszy z wuefu a Marzenka ze śpiewu. Moja znajoma Marzenka akurat była najlepsza ze wszystkiego, włącznie ze śpiewem, bo zwykłą podstawówke łączyła ze szkołą muzyczną. I w obu szkołach innych ocen niż „5” oraz „wzorowe” nie widziała. Nigdy i z niczego. Grześ był najlepszy z wuefu i koniec kropka. Mogłeś wyłazić ze skóry a i tak i tak Grześ biegał szybciej, skakał wyżej i rzucał dalej.

    Czyli geny. Plus rodzice, czyli środowisko domu, tzw. kapitał kulturowy rodziny plus tej rodziny zamożność plus ochota do przekazania tego dzieciom, co tez takie oczywiste zawsze nie jest.

    Jak chcesz równać loteryjne geny? Nie można, natura była niesprawiedliwa. Jak chcesz równać tak samo loteryjne szczęście bycia „z dobrego domu”?
    Zabierzesz dzieci z „gorszych” domów do frebla? jeszcze wcześniej? Miałoby sens, dobry nauczyciel, ciepły posiłek, serdeczność wychowawców, tyle tylko, ze to czysty komunizm. Kto ci się na to zgodzi?

    I dlatego kontunuacja twoich idealizmów – poza okres własnej spostrzegwaczości młodych ludzi – tylko doprowadzi do konfliktów.
    Możesz wprowadzać mundurki, możesz skoszarować dzieci w internatach, wszystko jedno – nierówności wyjdą i będą tak oczywiste, że wspołne kształcenie stanie okrucieństwem zarówno dla tych lotniejszych jak i tych z drugiego końca.

    Moim zdaniem nie ma alternatywy dla różnicowania poziomów nauczania, a w tym różnicowania poziomów abstrakcji i koncentrowania się na rodzajach zawodów pozostających w intelektualnym zasięgu danej grupy młodzieży.

    Tak, zawsze trzeba stawiać wymagania/oczekiwania nieco wyższe niż aktualne możliwości, wszyscy oglądaliśmy film „Stand and Deliver”, ale nawet na końcu tego filmu masz podane liczby dzieciaków, które zdały ten koledżowy egzamin. Kilkadziesiąt osób w roku. Czyli pewnie z 10-15% absolwentów w danym roku.
    I to jest ten możliwy do osiągnięcia cel. Przed opisanym w filmie nauczycielm – pasjonatem te kilkadziesiąt osób sie marnowało. On jest uratował i wdrożył system ratowania. Ale nawet i on nie doprowadził 100% czy 50% do tego poziomu.

  117. Qba
    5 grudnia o godz. 19:51

    „Jestem jednak przeciwko szkołom wyższym. To strata czasu i pieniędzy. Te „naukowe” instytuty rozrosły się w korporacje zdobywania grantów i powielania publikacji.”

    Jednakże jak porządnie rozboli Cię ząb, to będziesz cieszył się, że te najczęściej dla szerszej publiczności bezimienne tłumy w tysięcznych instytutach wykonały swoją pracę, dzięki której dostaniesz zastrzyk przeciwbólowy, fachowiec zrobi co trza, a po wszystkim weźmiesz właściwy antybiotyk w odpowiedniej dawce. Zamiast psiego moczu.

  118. @Szary Kot 5 grudnia o godz. 22:56

    Pozwolisz, że ci zaaplikuję piasek w tryby? Praca lekarza to coraz częściej po prostu wzięcie pod uwagę wyników badań (które docierają do rąk lekarza już z gotową interpretacją wygenerowaną dla wygody na tym samym blankiecie) i wybranie odpowiedniego leku (wystarczy się posłużyć internetową ściągą). Niepotrzebny jest fachowiec, wystarczy wiedza. AI zrobi to wszystko lepiej, szybciej i w zasadzie bezbłędnie. Ja wiem, to jest futuristic horror story 🙂

  119. @zak1953 5 grudnia, 19:43
    Nie znałam tej anegdoty, dziękuję za przytoczenie. Chodziło mi o to, że słowo “pecunia”, czyli pieniądz, wywodzi się z “pecu” znaczącym bydło, stado. Nie chcę sugerować, że znam łacinę. Tej etymologii słowa “pecunia” człowiek się dowiaduje z historii gospodarczej.

  120. @tejot 5 grudnia o godz. 21:14

    Zgadzam się w zupełności, że język jest nieprecyzyjny. Nieprecyzyjne (ale twórcze) jest również myślenie skojarzeniowe. Takie na przykład, które kojarzy religię z pieniądzem i robi z tych dwóch rzeczy jedną kategorię, w dodatku zasilając ją szeregiem powszechnie znanych instytucji.

    Ale tworzenie abstrakcyjnych kategorii jest notorycznie arbitralne – „Women, Fire and Dangerous Things” to jedna kategoria w języku dyirbal. I tytuł książki, którą napisał dawno temu George Lakoff, zwracając uwagę na metaforyczność języka i arbitralność tworzenia kategorii, najlepiej widoczną właśnie w lingwistycznych badaniach porównawczych. Ale w ramach jednego języka też.

    Ciekawe, bo przecież porozumienie z komputerem wymaga ścisłej precyzji, ale w relacjach międzyludzkich język jest „fuzzy”. Do tego dochodzi cała sfera pozajęzykowa, czyli uwarunkowania kulturowe, emocje, podteksty… Cud, że możemy się w ogóle porozumieć 🙂

  121. @tejot 5 grudnia, 21:14
    Pomyślałam dokładnie to samo. Pan Harari myli wiarę z zaufaniem. Nie ma czegoś takiego jak wiara w pieniądz. Jest zaufanie albo brak zaufania do pieniądza, jedno i drugie wynikające z obserwowania faktów, a nie żadnej wiary. Przyczyny jednego i drugiego są dobrze udokumentowane w historii gospodarczej. Jeżeli bank centralny odpowiedzialnie reguluje ilośc pieniądza w obiegu, utrzymuje się zaufanie do danej waluty. Kiedy natomiast zwiększa emisję pieniądza bez ograniczeń, pieniądz traci wartość i zaufanie do waluty pryska. Ten drugi przypadek ma miejsce, kiedy bank zwiększa dowolnie emisję pieniądza dla finansowania wydatków rządowych. Dlatego mamy w UE konstytucyjnie zagwarantowaną autonomię banków centralnych, zjawisko analogiczne do niezawisłości sądów.
    Pan Harari w swoich hipersyntezach ulatuje z pieniądzem w sferę metafizyki.

  122. Na marginesie
    5 grudnia o godz. 23:34

    Ale tę wiedzę wcześniej ktoś wytworzył. Qba akurat pisał o instytutach i uczelniach i do tego konkretnie się odniosłem.
    Robot-lekarz… to już było u Lema, bodajże w „Fiasku”. I zaczyna coraz bardziej być realnością.
    Dobrej nocy, u mnie pora lądować.

  123. Ja tylko tak z doskoku i nie wiem, czy na temat.
    Tekst angielski:

    Why a team of champions doesn’t necessarily make a champion team.

    http://www.leadershipevolution.com.au/Why-a-team-of-champions-doesn-t-necessarily-make-a-champion-team-pg22479.html

  124. @Orteq 5 grudnia, 19:58
    Dziękuję za wyjaśnienie.

  125. Ewolucja biologiczne bazuje na konkurencji, czyli „grzechu zasadniczym”.

    „Paszkwil na ewolucję” S.Lema w „Summa technologiae” jest jednak zdecydowanie zabawniejszy niz powyzszy artykul 🙁

    Przedstawianie wszystkich niedociagniec naszej cywilizacji jako wyniku konkurencji (i to indywidualnj!) jest jak „wiara w garbate aniolki”. Tak samo jak wiara w homo economicus, czy ze sytuacja „win win” jest zawsze mozliwa i osiagalna, ze czlowiek zawsze postepuje racjonalnie itd. itp.

    A nawet jezeli by tak bylo w sredniej statystycznej, to nasza cywilizacja (a nawet najmniejsza wiocha) jest zdecydowanie czyms innym niz liniowa suma ich przedstawicieli. Tu polecam ksiazke: Philip Ball „Masa krytyczna”.

  126. zza kałuży
    5 grudnia o godz. 22:54

    „To co ty postulujesz dobre jest jako program dla żłobka, przedszkola i dla okresu wczesnoszkolnego, powiedzmy klas 0 – 3, może 4. Nauka poprzez zabawę i kreatywne cuda – niewidy.”

    O to to

    Jest rok 1987, trwa reaganowskie nasilenie na rozciaganie dobrodziejstw konkurencji rynkowej na wszystkie dziedziny zycia. Z ksztalceniem dziedzi wlacznie. Na co sie wtedy zdywaja niektorzy odwazni? Oto na co

    https://www.alfiekohn.org/article/case-competition/

    ‚Pomyśl przez chwilę o celach, jakie masz dla swoich dzieci. Istnieje duża szansa, że rozwiną oni zdrowe poczucie własnej wartości, zaakceptują siebie jako dobrych ludzi. Chcesz, aby odniosły sukces, aby osiągnąć doskonałość, do jakiej są zdolne. Chcesz, aby miały pełne miłości i wsparcia relacje. I chcesz, żeby się dobrze bawili. To są świetne cele. Ale konkurencja nie tylko nie jest konieczna do ich osiągnięcia – faktycznie je podkopuje.’

    Ten aktualny wstepniak jest brilliant. Po prostu brilliant. Az tak bowiem dojrzal po uplywie ponad trzech dziesiatkow lat od czasu gdy temat zaistnial. I zaraz potem padl. No ale nam wciaz wolno kopac zdechla szkape.

    Niektore blogi maja swoje upodobania. Wszystko dzieki intelektualidlom blogowym zapewne

  127. kruk, 0:42

    „Dziękuję za wyjaśnienie.”

    No probs.

    Ze pomimo moich ‚wyjasnien’ dyskusja na temat istnienia konkurencji rynkowej wsrod np. dzieci wciaz trwa, poczytuje sobie za moje prywatne zwyciestwo. Taki ze mnie jakby sp. George Herbert Walker Bush troche:

    „People say I am indecisive. I don’t know about that”
    (Ludzie mówią, że jestem niezdecydowany. Nie jestem tego pewien)

  128. Sp. prezydent George H.W. Bush jest grzebany z honorami od kilku juz dni. Jest to doskonala okazja do przypomnienia jakim poczuciem humoru On sie wykazywal w swoim dlugim zyciu. Wiec synowie, i inni, przypominaja

    Podczas pra-wyborow w 1980 roku, rywalizujac z Reaganem, tak sie wyrazil o reaganomics konkurenta:

    – Its a ridicule of voodoo economics.

    Co zaowocowalo tym, iz Reagan, pokonawszy Busha w prawyborach, wybral go na kandydata na wiceprezydenta. W dwojke pokonali Cartera i Mondale bez najmniejszej czkawki. I zabrali sie za wcielanie voodoo reaganomics przez cale dwie kadencje.

    Wciskanie konkurencji rynkowej we wszystkie dziedziny zycia zaczelo docierac do poziomu pierwszoklasistow

  129. @Szary Kot
    5 grudnia o godz. 22:56

    Wybacz, ale nie byłem w stanie wszystkiego doprecyzować w tak krótkim takście.
    Pisząc o wyższych szkołach miałem na umyśle ich akrtualną formę – szkoła jako taka. Za mojej młodości istniały technika i szkoły zawodowe. Miałem szczęście uczęszczać do technikum. Dobrego technikum. Mimo, iż nie poszedłem dalej w tym kierunku, to zdobyte tam umiejętności praktyczne przydają mi się do dziś. To po prostu określony sposób podejścia do problemu – automatyczne szukanie rozwiązania najpierw samemu.
    Podobnie powinno być ze szkołą wyższą. Medycyna była zawsze wyjątkiem (dziś coraz mniej) i miała od pierwszego roku kontakt z rzeczywistością (prosektorium). Niestety, poza tym kierunkiem, reszta jest na ogół teoretycznym obszarem izolowanym. W rezulatacie otrzymujemy całą masę „fachowców” od i do niczego.
    Moim postulatem jest tworzenie instytutów/kursów (jak zwał, tak zwał) państwowych/prywatnych, które w ścisłej współpracy z różnymi firmami/instytucjami danej branży kształcą realnych fachowców. Teorii można nauczyć się w domu ale praktyki nie. W trakcie nauki (około 2 lat) delikwent musiałby pracować (nie odbywać praktykę) w kilku różnych działach.
    Powyższe bazuje m.in. na własnym doświadczeniu. W młodym wieku uczymy się na prawdę błyskawicznie, o czym po latach zapominamy, przez co kształtujemy studia według naszych (staruszków) możliwości pojmowania.

  130. @mały fizyk
    6 grudnia o godz. 0:51

    Chyba przesadzasz.
    Po pierwsze, nigdy bym nie śmiał zbliżyć sie do poziomu St. Lema.
    Po drugie, nie oceniam ewolucji, a jedynie odnoszę się do świadomego (mam nadzieję) działania ludzkości, czyli np. wyboru systemu gospodarczego.
    Po trzecie, skoro udaje z kodeksem ruchu drogowego, to dlaczego nie ma udać się z innymi obszarami współżycia społecznego? Wystarczy pomyśleć samodzielnie czyli zrozumieć, że bardziej opłaca się budować, niż burzyć. I o to głównie mi chodzi – by „homo” zaczął być w końcu „sapiens”.

  131. @Qba 6 grudnia o godz. 5:54
    Podobnie powinno być ze szkołą wyższą. Medycyna była zawsze wyjątkiem (dziś coraz mniej) i miała od pierwszego roku kontakt z rzeczywistością (prosektorium). Niestety, poza tym kierunkiem, reszta jest na ogół teoretycznym obszarem izolowanym. W rezulatacie otrzymujemy całą masę „fachowców” od i do niczego.
    Moim postulatem jest tworzenie instytutów/kursów (jak zwał, tak zwał) państwowych/prywatnych, które w ścisłej współpracy z różnymi firmami/instytucjami danej branży kształcą realnych fachowców. Teorii można nauczyć się w domu ale praktyki nie. W trakcie nauki (około 2 lat) delikwent musiałby pracować (nie odbywać praktykę) w kilku różnych działach.

    Tak podobno działała Szkoła Wawelberga i Rotwanda.

    Powyższe bazuje m.in. na własnym doświadczeniu.
    Pełna zgoda co do celowosci istnienia takich szkół. Na podstawie obserwacji różych nastawień do nauki moich dzieci.

    W młodym wieku uczymy się na prawdę błyskawicznie, o czym po latach zapominamy, przez co kształtujemy studia według naszych (staruszków) możliwości pojmowania.
    Znowu zgoda, najpewniej w taki sposób zaprojektowany tradycyjny tok studiów, czyli najpierw odsiewamy na teorii a dopiero potem dopuszczamy do praktyki.

    Moja korekta.

    Po pierwsze odsiać na teorii jest taniej. Do praktyki potrzebne są dużo droższe od sal wykładowych laboratoria albo/oraz dostęp do aktualnego zakładu produkcyjnego. Gdzie czas zajmowania przez uczniów wyposażenia oraz konsumpcja czasu pracowników-instruktorów jest/są bardzo drogie.

    Po drugie znowu ten sam problem, zapomnijmy o urawniłowce. Dla jednych uczniów/studentów podejście teoretyczne (czyli tradycyjne) będzie lepsze a dla innych podejście bardziej praktyczne. Jedni będą woleli mieszać teorię z praktyką inni będą preferowali tradycyjną metodę.

    A zatem zgadzając się, że brakuje dzisiaj w Polsce szkół typu Wawelberga i Rotwanda, jestem za różnorodnością podejścia. zachowajmy tradycyjne politechniki a tylko dodajmy do ich oferty te zaczynające od praktyki i uczące teorii gdy praktyka wymusza pytania o teorię.

  132. Nadzieja, że po „praktycznych” szkołach nie będzie już całej masy „fachowców” od i do niczego jest naiwnością. Jak ktoś chce to może dokładnie spieprzyć materiał zarówno za pomocą ręcznego pilnika jak i maszyny CNC, drukarki 3D czy błędnie napisanego oprogramowania układu scalonego.

  133. @zza kałuży
    6 grudnia o godz. 6:28

    Jak ktoś chce to może dokładnie spieprzyć materiał zarówno za pomocą ręcznego pilnika jak i maszyny CNC, drukarki 3D czy błędnie napisanego oprogramowania układu scalonego.

    Problem leży w Twoim stwierdzeniu „Jak ktoś chce…”
    Zakładasz złą wolę i uzurpujesz sobie prawo oceny a priori. W praktyce występuje przewaga Twego sposobu podejścia do bliźnich wśród wszelakich decydentów. Potwierdza to moje spostrzeżenia dotyczące niesamodzielności takich osób. Jest to próba obrony (każdy się boi ale niesamodzielni bardziej) przez nakaz/zakaz, czyli tłamszenie samodzielnego myślenia.
    Samodzielny osobnik nie pcha się na stanowisko kierownicze, bo nie jet mu ono do życia/działania potrzebne, a wręcz przeszkadza.

  134. mały fizyk
    6 grudnia o godz. 0:51

    „Przedstawianie wszystkich niedociagniec naszej cywilizacji jako wyniku konkurencji (i to indywidualnj!) jest jak wiara w garbate aniolki”

    Oto jak problem konkurencji innej nieco niz cenowo-rynkowa jest widziany w swiecie patrzacym na sprawe odrobine inaczej niz na garbate aniolki:

    ‚Konkurencja to każda sytuacja, w której sukces jednej osoby zależy od niepowodzenia innej. Innymi słowy, podczas rywalizacji dwie lub więcej partii dąży do celu, który nie może zostać osiągnięty przez wszystkich. Nazywa to „wzajemnie wykluczającym się osiągnięciem celu”. (MEGA – ‚mutually exclusive goal attainment’).

    Jedno miejsce, w którym konkurencja nie może istnieć, siedzi w nas. Dążenie do polepszenia własnej pozycji jest sprawą indywidualną, a nie interaktywną; nie obejmuje ona MEGA. Oczywiście niektórzy ludzie nie mogą sobie wyobrazić pchania się bez możliwości „wygranej” lub groźby „przegranej”, ale to wcale nie oznacza, że cała motywacja zależy od konkurencyjnych ram. W całej historii niezliczone duże i małe osiągnięcia zostały osiągnięte po prostu z pragnienia jednostki, by robić to lepiej bez myśli o pobiciu innych. Takiego dążenia do mistrzostwa nie można mylić z konkurencją.’

  135. PS. Ktoś musiał temu durniowi Morawieckiemu zarekomendować na stanowisko szefa KNF człowieka, wobec którego toczy się śledztwo. Sam go znalazł? Nie poinformowali go o czymś takim?

  136. @Qba 6 grudnia o godz. 7:11
    Jest to próba obrony (każdy się boi ale niesamodzielni bardziej) przez nakaz/zakaz, czyli tłamszenie samodzielnego myślenia.
    Nie dostrzegasz, że ja popieram twój pomysł zamiany miejscami teorii i praktyki w kolejnosci nauki. Ja tylko jestem przeciwny zmienianiu całości systemu edukacji na ten sposób. Teraz jest selekcja za pomocą teorii i ja przynajmniej podałem powód, dla którego tak się robi – koszta.

    Ale przecież ja także chciałbym dodania szkół „praktycznych” do istniejącego wyboru.

    Chcesz zaczynać od praktyki – proszę bardzo, ale ktoś to musi sfinansować. Nawet napisanie edukacyjnych symulatorów różnych maszyn, mechanizmów czy procesów i zbudowanie klasy-laboratorium komputerowego, w oczywisty sposób tańsze od rzeczywistego zakładu produkcyjnego, też będzie kosztować więcej od sali wykładowej i kartki papieru.

    Szukaj sponsora albo pukaj do wielkich firm, którym zależy na przygotowaniu kadry „pod siebie”.

  137. @Qba, @zza kałuży

    Z codziennej obserwacji tego, co się u nas dzieje. Stworzono taki system, w którym odsiewanie na jakimkolwiek etapie (wyższe studia) jest „nieracjonalne” z ekonomicznego punktu widzenia. Liczy się doraźny cel w postaci dostania dotacji na człowieka. Nikt nie liczy kosztów przepychania przez cały okres studiów ludzi, którzy powinni być odsiani już na etapie rekrutacji. Pierwszy rok powinien być jedynie kolejnym etapem tej selekcji, a nie ewentualnie pierwszym.
    Stworzono warunki, w których na pierwszy rok przyjmuje się nadmierną w stosunku do warunków liczbę studentów bez możliwości ich znacznej redukcji niechby nawet po pierwszym roku. Z jednoczesnym wyeliminowaniem mechanizmów, które powodowałyby presję na polepszanie kształcenia. Na dydaktykę przeznacza się co roku coraz mniej pieniędzy, a nauczyciele akademiccy rozliczani są głównie z efektów pracy naukowej ocenianej ilością publikacji zamieszczanych w wysoko notowanych czasopismach. Efekty działalności dydaktycznej stanowią znikomy udział przy ocenie.

    Zresztą ten „grzech” został nam sprokurowany przez Giertycha jako ministra edukacji. Za jego czasów obniżono próg zdawalności matury do 30%. Co pokutuje do dzisiaj. I wyeliminowano jakąkolwiek możliwość weryfikacji kandydatów na studia wymagające szczególnych predyspozycji czy umiejętności.

  138. @zza kałuży
    6 grudnia o godz. 8:31
    @paradox57
    6 grudnia o godz. 8:45

    Skoro już mamy państwo dysponujace budżetem w postaci naszych podatków i wrzeszczące o patriotyźmie, miłości ojczyzny, itd., to właśnie państwo winno finansować nauczanie młodych. Ale zamiast bezsensownie wmawiać konieczność posiadania jak największej liczby dyplomów, powinno nauczać kokretnych umiejętności: jako najważniejszej – jak sią uczyć. Nauczanie teorii usunąłbym całkowicie z nauczania ponadpodstawowego. Naukowcy będą mieć więcej czasu na pisanie porządnych podręczników. Natomiast rozwinąłbym nauczanie praktyczne – wszelkiego rodzaju laboratoria, warsztaty, itd.
    Dygresja: Dawno temu odwiedziła moją uczelnię grupa studentów z USA. Okazało się, że w teorii bijemy ich na głowę. Ale wściekłem się, gdy powiedzieli mi, że mieli kursy pisania na maszynie.
    Nie mam nic przeciwko współpracy państwa i przemysłu w nauczaniu. Byłby to dobry bodziec dla koncernów (ze względu na łatwość selekcji podczas pracy/praktyki uczących się) do zatrudniania młodych również we własnych działach rozwojowych.
    Generalnie, trzeba w końcu „odczarować” dyplom, jako przepustkę do kariery.

  139. @Qba 9:02

    Generalnie, trzeba w końcu „odczarować” dyplom, jako przepustkę do kariery.

    Tu i ówdzie tak się dzieje. Mojego młodego przy zatrudnieniu nikt o dyplom nie pytał (ma dwa – w dodatku, gdyby dobrze się temu przyjrzeć, niezupełnie zgodne z tym, co obecnie robi. Chociaż…).

  140. @Qba 6 grudnia o godz. 9:02
    Dygresja: Dawno temu odwiedziła moją uczelnię grupa studentów z USA. Okazało się, że w teorii bijemy ich na głowę.

    Co byś @Qba powiedział, gdybym ja napisał:

    „Dawno temu odwiedziła moją uczelnię grupa studentów z Europy. Okazało się, że w teorii bijemy ich na głowę.”

    USA to jest organizm bardziej porównywalny z całą Europą aniżeli z Polską. Jak chcesz porównywać z Polską to zmień powiększenie i zawęż pole widzenia do pojedynczego stanu. I to raczej takiego średnio-małego.

    Czy to byli studenci z tzw. „dobrej uczelni” czy z czegoś w rodzaju studium pomaturalnego? Bo wiesz, w USA jest cała masa i jednych i drugich.

    Ale wściekłem się, gdy powiedzieli mi, że mieli kursy pisania na maszynie.
    To rzeczywiscie musiało być bardzo dawno temu. Dzisiaj każdy uczeń kończący szkołę średnią pisze na klawiaturze na ślepo i bardzo szybko. Zapomniał ręcznego pisania (tzw. cursive) ale on się z klawiaturą urodził. Na studiach nikt nikomu takich kursów nie robi.

    Ja z zazdrością zobaczyłem, że na dwóch stanowych uniwersytetach kursy inżynierskie na poziomie bakałarza zawierają projektowanie eksperymentu naukowego, tzw. DOE. Bez tej – jak najbardziej praktycznej umiejetności – nie ma dzisiaj możliwości aby pracować gdzieś jako inżynier, a nawet dobry technik.

  141. paradox57
    6 grudnia o godz. 9:21

    (po kawie ale nie całkiem przytomnie)

    A może przywrócić rangę dyplomu jako wyróżnika za faktycznie ciężką pracę umysłową i zdobycie gruntownej wiedzy. Oraz (przywrócić) prestiż pracy nauczyciela.

    Niby z jakiej racji dyplom uczelni ma być lekceważony, coś tu na głowie stoi.

    (nie smagać rózeczką, uprasza się)

  142. @Nefer 9:29

    Chętnie. Ale najpierw przywróćmy właściwą rangę maturze. Oraz wprowadźmy rzetelny system rekrutacji na wyższe studia. Wiesz, jak nas trzęsło, kiedy jeszcze stosunkowo niedawno prowadzono coś w rodzaju rozmów kwalifikacyjnych z kandydatami (już po zniesieniu egzaminów wstępnych) i na pytanie o powód wyboru takiego właśnie kierunku słyszeliśmy: bo ja kocham zwierzęta. Co to ma być? Eliminacje do miss polonia? Albo prezentacja jakichś zboczeń?
    Teraz nawet tego już nie ma. Ot, konkurs świadectw. A potem i tak część najlepszych odpada, bo jednocześnie składali papiery na medycynę.

    Nie wiem, jak to było z lekceważeniem dyplomu mojego młodego, informację o nim zamieścił w CV. Być może przyjęli fakt do wiadomości, natomiast w rozmowie liczyły się umiejętności. Natomiast my, przy przyjmowaniu na pierwszy rok polegać musimy jedynie na papierze. Nawet nie widzimy tych ludzi.

  143. @Nefer

    PS. No i może jeszcze to, że jako student lingwistyki pracował z tymi ludźmi lektorząc w angielskim.

  144. @zza kałuży
    6 grudnia o godz. 9:28

    Znowu mnie inaczej zrozumiałeś. Mnie chodziło o to, że oni mieli praktyczne umiejętności (w latach 60-tych PC-ty jeszcze nie istniały), a my jakieś dziwne teorie. Ale taka była wtedy różnica – Polska była teoretycznie bogata, a USA praktycznie.

  145. @paradox57
    6 grudnia o godz. 9:45

    !

  146. paradox57
    6 grudnia o godz. 9:45

    Czyli praca od podstaw a madame Zalewska nie pomaga :/

  147. @Nefer 10:50
    Nie chcę przeceniać roli madamy Zalewskiej. Mnie się zdaje, że ona ma g. do powiedzenia. A to co robi, robi najlepiej jak potrafi. Problem w tym, że głos decydujący jest w zupełnie innym ośrodku. Natomiast psucie i tak nie najlepszego systemu oświaty zaczęło się dużo wcześniej. Teraz rozwinęli dodatkowo aspekt religiancko-ideologiczny.

  148. @Qba
    6 grudnia o godz. 6:04

    Czlowiek jest jaki jest. A jaki jest nadal do konca nie wiadomo. Jedyne co jest jako tako pewne, to to ze nie ma (i chyba nie bedzie) prostego modelu czlowieka. A drugie na co juz Lem wskazal, to wplyw biologi na „sapiens”. Ciekawe, czy sie od tego mozna oderwac i za ile (setek?) lat.

    To samo dnosi sie do wszystkiego co czlowiek tworzy. A wiec do spolecznosci, panstw, gospodarki, cywilizacji… Tu tez mamy prostych modeli i teorii bez liku. Co o nich mysle? Zawsze lepszy rydz niz nic. Czasem sie nawet sprawdzaja. Ale generalnie do budowy lepszego wiata sie nie nadaja, bo sa w moich oczach za proste.

    PS 1. Komletnie nie rozumie tego stwierdzenia: „Dążenie do polepszenia własnej pozycji jest sprawą indywidualną, a nie interaktywną”.

    Bo:
    – polepszyc pozycje wzgledem czego/kogo?
    – pozycje definiuje sie przez porownanie czyli interakcje, ale chyba nie sam z soba?

    PS 2. „Takiego dążenia do mistrzostwa nie można mylić z konkurencją.” Na pewno istnieje bezinteresowne darzenie do mistrzostwa. Ale to nie jest chyba dominujaca cecha czlowieka. I nie widze mozliwosci, aby sie nia stala.

  149. @kruk
    5 grudnia o godz. 17:46

    […] W starożytności było takim bydło (kto nie zna powiedzenia “pecunia non olet”?), potem tę rolę przejęły kruszce mające wartość użytkową[….]. Do lat 70. ubiegłego wieku emisja pieniądza papierowego opierała się na zasobach złota. Nixon w 1971r. zawiesił wymienialność pieniądza papierowego na złoto, wywołując szok na rynkach finansowych. […]Odejście od tzw. gold standard miało uzasadnienie ekonomiczne. Koronnym argumentem była zmienna podaż złota

    Kilka zastrzeżeń i poprawek. „Pecunia non olet” wywodzi się z anegdoty o opodatkowaniu przez cesarza Wespezjana sików (moczu), które były cennym środkiem chemicznym. Gdy syn cesarza Tytus odniósł się z obrzydzeniem, Wespezjan podsunął mu pod nos monety i zapytał czy śmierdzą.

    Kruszce nie miały wartości użytkowej tylko symboliczną, jako środek wymiany.

    Standard złota (gold standard, pełne pokrycie pieniądza papierowego w złocie) porzucono po I Wojnie Światowej, bo jej koszty, czyli zaciągniete na wojowanie kredyty, były niemożliwe do pokrycia/spłacenia przy oparciu emisji o kruszce. Standard złota stwarzał problemy już wcześniej, gdyż powolny wzrost zasobów kruszcu był hamulcem rozwoju gospodarczego w epoce przemysłowej a pełna wymienialność faworyzowała kraje uprzemysłowione nad surowcowymi.

    Częsciowe pokrycie w złocie utrzymało się do 1968 r. Załamał się wtedy system finansów międzynarodowych oparty na porozumieniu z Bretton Woods (1944), zakładający powiązanie z ceną złota dolara USA, uznanego za międzynarodową walutę rozliczeniową. Przyczyną było praktyczne bankructwo USA, wywołane wojną wietnamską, ukryte przez rezerwową rolę dolara. Nixon zawiesił porozumienie w 1971 r., a oficjalnie z Bretton Woods zrezygnowano w 1973. Zaczęła się era płynnych kursów walutowych, która wkrótce przerodziła się (wyrodziła się ?) w epokę pieniądza fiducjarnego, którą mamy dziś. Wartość walut oparta jest na popycie/podaży pieniądza, czyli na zadłużeniu. W znacznym uproszczeniu – banki emisyjne przydzielają co roku bankom komercyjnym jakąś pulę na pożyczki. Wszystkie sumy pożyczone ich klientom są księgowane jako aktywa banku. Popyt na pieniądz (czyli na te pożyczki) jest regulowany stopami procentowymi. Ponieważ „wytworzony” przez pożyczanie pieniądz jest oparty na aktywach pożyczkobiorców, jego wartość może być złudzeniem opartym na rynkowej wartości tych aktywów – nieruchomościach, akcjach, itp.

    Pieniądz zatem nie jest dziś mitem, ale bańką mydlaną, która może pęknąć, jak w 2008. Konsumerystyczne szaleństwo ostatnich dziesięcioleci jest jej efektem.

  150. @Tanaka
    Bardzo ciekawa dyskusja, dużo przegapiłem. Ja jednak w innej sprawie, napisałem mały felieton, chce go przesłac do oceny, ale nie wiem na jaki adres.

  151. Qba

    Dzień dobry, Qbo. Nie ma mnie, ale z Twojego powodu, przeczytawszy ze słabym zrozumieniem, wpadłem dla kapitalnej dla mnie rzeczy, co do której się nie różnimy. Chodzi o więcej praktyki w szkoleniu. Praktyka to znacznie mocniejszy impuls poznawczy niż teoria. A mówię jako szkolony technik do szkolonego technika. Po moim wrocławskim technikum – które powraca do życia poi 12. latach nieistnienia – koledzy stanowią armię cenionych łodziarzy w Niemczech i w Holandii. Plus absolwenci z Nakła i z Koźla. Po ukończeniu technikum miałem w książeczce żeglarskiej 3 miesiące praktyki na barkach szkolnych i 7 miesięcy – indywidualnej praktyki w przedsiębiorstwach żeglugowych – w sumie 10 miesięcy. Kiedy szedłem na studia po pracy na barkach i łopatą w melioracji, byłem, jak na humanistykę, dosyć życiowo wybrakowa…tfu!…wypraktykowany. Dlatego moja końcówka życia nie jest już książkowa. Chwatit. Kiedyś trza przecież wykorzystać to, co się umie i się wie, a nie do usłanej śmierci z nosem w cudzych myślach siedzieć. Dlatego ostatnio konstruuję obrotowy miecz, który równocześnie będzie sterem.

    To, co pokazuję na fotkach – falochron naprzeciwko ujścia kanału Jamneńskiego – nawet nieszkoleni na wodzie ludzie ze Sląska (Ślunzoków w mojej szkole było sporo) oceniają jako katastrofalne utopienie pieniędzy w wodzie i w piasku. A wielu patrzących i praktycznie myślących, choć też nieszkolonych miejscowych – tak samo. Wielokrotnie mówiłem o sprawie. Niech ona tym razem będzie najbardziej ilustratywną ilustracją teoretycznego rozmachu za 18 milionów złotych. Który się zdał psu na budę – bo jednym z głównych zadań tego falochronu było zapobieganie zapiaszczaniu ujścia kanału. Jak gabinetowe dumanie się sprawdza w praktyce, pokazują fotki. Sztormy przez ten falochron zapiaszczają ujście jeszcze bardziej.

    Od zawsze kanał był piaskiem korkowany. 18 milionów kosztowało, żeby nic się nie zmieniło. Dwa lata temu zimą sztormy napchały piasku do kanału ze sto metrów, prawie pod sztormowe wrota – sto metrów można było chodzić po kanale suchą nogą. Tym razem (fotki są z minionego lata) sztormy najpierw zrobiły z piasku naprzeciwko kanału półwysep imienia JPII, potem ten półwysep się zamknął i powstała mierzejka imienia JPII. Którą po staremu musiała rozkopywać koparka, żeby woda schodziła, bo by jezioro podeszło pod Koszalin. Dobrze choć, że na świecie, prócz teoretyków, są łopaty. I koparki.

    Fotki wyszperałem w internecie. Bardzo choruję na brak małego – do przewożenia na rowerze samolotu lub doczepianych do roweru skrzydeł, z którego to letadła pstrykałbym różności, bo z wysokości krecika różności jednak inaczej wyglądają niż z poważnej wysokości. Głównie z powodu tych nowych dla mnie samego fotek jeszcze raz wracam do kanału. Żeby pokazać trochę pierwotnej urody tych stron, które szalony Norweg chce zapaskudzić jakimiś wieżowcami, marinami, może nawet kasynami. Są też dwie fotki, na których widać dwa duże, blisko siebie położone jeziora: Jamno (2200 ha) i mniejsze (1700 ha) Bukowskie. Kombinowałem przejechać z jednego na drugie morzem (Bukowskie, oczywiście, też ma połączenie z morzem – kanałem Szczuczym; mianownik: Szczuczy), ale na razie z paru powodów nie wyszło. Może przyszłym latem wyjdzie. Albo i tej zimy.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6631805070725686673/6631805073931757698?authkey=CPWSmqH-6Li6ygE

  152. Stachu39
    6 grudnia o godz. 11:19

    Zajrzyj gdzie trzeba i wszystko będzie jasne 🙂

  153. Na marginesie
    5 grudnia o godz. 23:49
    Na marginesie
    5 grudnia o godz. 23:49
    @tejot 5 grudnia o godz. 21:14

    Zgadzam się w zupełności, że język jest nieprecyzyjny. Nieprecyzyjne (ale twórcze) jest również myślenie skojarzeniowe. Takie na przykład, które kojarzy religię z pieniądzem i robi z tych dwóch rzeczy jedną kategorię, w dodatku zasilając ją szeregiem powszechnie znanych instytucji.

    Ale tworzenie abstrakcyjnych kategorii jest notorycznie arbitralne – „Women, Fire and Dangerous Things” to jedna kategoria w języku dyirbal.

    Mój komentarz
    Tak jest, język (każdy język ludzki) ma wiele słabości, które wykorzystują demagodzy, populiści i zaprzańcy koślawiąc znaczenia, tworząc parszywe skojarzenia, itd. Każde słowo jest jakoś wieloznaczne, wiele słów wieloznaczność zawdzięcza (zawdzięcza, cóż to znowu za słowo) używaniu ich w metaforach. Np. chłód, to zimne otoczenie jak również odczucie zimna, a także chłód w oczach, chłodne przyjęcie, dziś chłodek na dworze, itd.

    Język jest żywy, ewoluuje. W krótkim okresie jest to słabo dostrzegalne i tak jak ewolucja biologiczna, ewolucja języka jest obserwowalna przez cofanie się w czasie. W ewolucji biologicznej powiedzmy o milion lat (są nieliczne wyjątki, takie jak motyle siadające na korze drzew w rejonach z duża emisją pyłów), w ewolucji języka niekiedy wystarczy kilkadziesiąt lat by słowo nabrało nowy odcień znaczeniowy lub nawet wyszło z użycia.

    Ewolucja języka oraz semantyka, to problem dla prawników. Ujawnia się on często przy rozpatrywaniu podstawowego aktu prawnego – konstytucji, który powinien być napisany językiem ścisłym, jednoznacznym prawnie, a nieuczciwi politycy dla swoich korzyści interpretują ten język potocznie, naginają, wykoślawiają znaczenia prostych, jednoznacznych zdań, wprost palą głupa przy wyjaśnieniach.
    Dlatego działanie konstytucji, jej wydźwięk oparte jest na rozpatrywaniu stosunku praktycznego działania prawa zapisanego w ustawach do paragrafów konstytucji ujmujących problemy ogólnie, na ich interpretowaniu przez Trybunał Konstytucyjny, co daje wykładnię, ujednolica rozumienie konstytucji. W niektórych krajach konstytucja jest usprawniana poprawkami.

    W interpretowaniu konstytucji gra rolę litera prawa oraz duch prawa. Duch prawa może mieć niejedno oblicze (znów metafora). Można go przy złej woli tak przedstawić i to operując tymi samymi (niby) narzędziami analitycznymi, jak uczciwi prawnicy, że będzie nie do poznania. Co możemy obserwować w Teatrze Dobrej Zmiany.

    Język jest giętki, z ruchomymi (nastawnymi) znaczeniami, by lepiej nim można było obmacywać rzeczywistość. Z drugiej strony w sprawach wymagających bezpośrednich interpretacji typu tak/nie takie podejście nie zawsze jest możliwe i powstaje konflikt miedzy wieloznacznością języka i potrzebą jednoznaczności.
    Takie konflikty są zredukowane prawie do zera w językach komputerowych. Nie należy oczekiwać, ze ludzi kiedykolwiek przyjmą taki język jako swój.
    Pzdr, TJ

  154. Jezusicku, jak człowiek czyta do 2 rano a o 6 wstaje to tego :/

    pombocku dałbyś co do rysowania bo mi ostatnio nie idzie i bojam się kredek bo mi samo dziadostwo wychodziło *podkowa ogólna*

  155. wbocek
    6 grudnia o godz. 11:30

    Ppmbocku, kapitalnie ilustracyjna fota! Brzeg morski, przesmyk i jezioro świetnie się prezentują, ale i dobrze się ilustruje problem z tym falochronem, co miał chronić a nie chroni.
    Czy ja dobrze kojarzę, że ten falochron to półfalochron i nie stanowi pełnej ściany od dna do szczytu a stoi na palach?
    Stan widoczny na focie odcina kanał od morza ale i daje szansę na przejscie plażą, suchą nogą, bez moczenia się w kanale, albo szukaniu mostu w głębi foty. No i widzę wycięty kawał lasu nadmorskiego, który jest – zasadniczo rzecz biorąc – chroniony przez Urząd Morski, bo las stabilizuje podłoże, ożywia je botanicznie i przyrodniczo w ogóle, oraz zapobiega łatwemu przemieszczaniu się mas piasku w głąb lądu. A tu proszę – wychlastany las i świecąca piachem golizna.

    Eksperymentacja z mieczosterem będzie ciekawa. Jak będziesz kręcił okrętem w przechyle, gdy ster stanie, powiedzmy, 45 stopni do osi ? Bo coś mi się zdaje, że wtedy mieczowa funkcja miecza słaba będzie. Ale teoretyzuję, gadam z głowy, czyli z niczego.

  156. Nefer
    6 grudnia o godz. 11:47

    A ta fota co to ją Pombocek właśnie wziął i wrzucił, się nie nada? Kompozycyjna jest. No, fakt – pastele schnąć nie powinny. Wołają o robotę.

  157. „… za pieniądze można kupić również prawo. ” napisał całkiem prawdziwie Qba

    Nie będę się wdawać w jałowe, jakby nie patrzeć, dyskusje o tym „Co robić” jak mawiał klasyk, bo jest tu ciekawych wpisów co niemiara, ale żadnego „przepisu” na ZMIANĘ. Tak wszystko „nasiąknięte ” jest kasą, że bez niej ani rusz. To, co jest przedmiotem dyskusji obecnie, było jej przedmiotem i przed tysiącami lat ale jak widać „nihil novi sub sole”. A może zmiana jest niepotrzebna?, to po co tworzyć sztuczne problemy, niech będzie jak jest od tysięcy lat, aż któregoś pięknego dnia, roku nie wiem którego, to wszystko pierdyknie i zmiana „zainstaluje” się sama. Dopiero będzie ciekawie.
    Że, przypomnę znamienne zdanie:
    „RÓWNOŚĆ WOBEC PRAWA BEZ RÓWNOŚCI POSIADANIA JEST BEZUŻYTECZNA”
    Diodor Sycylijczyk (ok.80-ok.20 p.n.e.)
    Więc, ni mniej ni więcej tak bywa, jeśli tak być musi ,to kto ma kasą może praktycznie wszystko, mówiąc oględnie i skrótowo. Jedynie problem na przyszłość, czy tak być powinno?
    Prof. W. Sedlak o naszej przyszłości napisał tak:

    „Czeka nas renesans człowieczeństwa albo wielka zagłada. Będzie to dziwny renesans, bo pozbawiony historycznego ideału. Będzie on całkowicie oryginalny, bo nie mamy czego naśladować z minionych epok. Nie było dotychczas ideału godnego naśladowania. Sedlak wiedział, że w całej historii ludzkości nie było dotychczas ideału godnego naśladowania, że renesans ludzkości jednak będzie, ale będzie dziwny. Jego alternatywą może być tylko wielka zagłada. Na razie intensywnie pracujemy na tę zagładę. Dla renesansu człowieczeństwa nie robione jest nic.”

    Dlaczego nie robione jest nic? , bo „umeblowanie gów” jest nie takie jakim być powinno do zmian, które nazwał Sedlak „renesansem człowieczeństwa”.
    To dotyczy wszystkich ,łącznie z piszącym ten tekst.

    Rabi Uri daje taką receptę na uzdrowienie ludzkości :

    „Dusza moja jest chora – poskarżył się rabbi Uri i jego ulubiony uczeń Icyk Magid wzdrygnął się.
    – Czasy są chore, dlatego dusze chorują- zaprzeczył nauczycielowi Icyk.- Trzeba rebe leczyć czasy.
    – Trzeba leczyć siebie- cicho powiedział rabbi Uri.
    – Boże sprawiedliwy, iluż ich było tych lekarzy czasów, iluż ich przeszło po ziemi ? I czym się to wszystko skończyło ? Kajdanami, szafotem, obłędem. Nie, nie da się uleczyć czasów.
    Każdy musi leczyć siebie, MOŻE dopiero wtedy ozdrowieją czasy”.

    (Grigorij Kannowicz, „Łzy i modlitwa głupców”, Książka i Wiedza, Warszawa 1985r.).

    Pozdrawiam

  158. @mały fizyk
    6 grudnia o godz. 11:11

    Rozumiem, że PS1 i PS2 nie do mnie. Nie przypominam sobie użycia takich sformułowań.

  159. @wbocek
    6 grudnia o godz. 11:30

    No tak. Za PRL-u mieliśmy często ubaw/zmartwienie obserwując „wielkie budowy socjalizmu”. Obecnie poziom indolencji decydentów jest chyba nawet większy. A system szkolnictwa gwarantuje „postęp” w tej dziedzinie.

    Jest nas tak dużo, że straciliśmy na wartości. Zwykłe prawo rynku.

  160. A moze by tak przystac na swiat (zmieniajacy sie, rozwijajacy, czy zwijajacy – co kto woli), w ktorym stosuje sie fusion. Zdaje to naogol egzamin w wykorzystaniu kuchni etnicznych i chyba zdaje egzamin we wspolczesnym swiecie . Wszak wszyscy pieja nad rozwojem ogromnych Chin, czy chociazby malusienkiego Singapuru. Autorytaryzm w najczystszej postaci zezwala tam na konkurencje, czy podporzadkowanie sie w zespole…. juz sama nie wiem.
    Stwierdzenie, ze wszelaki postep w srodowisku konkurencji jest przypadkowy chociaz mozliwy jest jak najbardziej sluszne – z punktu widzenia ateisty. Wszak tylko przeciwnicy ewolucji mowia, ze z tego zlomu na smietniku to sie A-380 samo nie zlozy.
    Replika zaczynajaca sie od slow: „Wykazujesz sie daleko idacym niezrozumieniem czytanego, i zaraz w kolejnym poscie: „Uragasz inteligencji czlowieczej” jest nowatorskich, czy tak dyskutuja w Polsce nie tylko, pod budka z piwem? Tam chuyba lepiej brzmi: Ty chamie” Co sadzisz @Orteg?
    @Tanaka zalaczony przez Nefer link wyjasnia wszystko. Mozna dorzucic grosza na peruke dla nieszczesliwej mlodej kobiety, albo nie. Ale tez mozna dywagowac, czy slusznie, bo moze oszukuje, a tyle dzieci w Jemenie np. albo tez mozna wykorzystac jej nieszczescie do udowodnienia tezy, ze konkurencja jest zguba ludzkosci.
    Tzw. crowdfunding, rowniez i w Polsce jest juz bardzo popularny i zachecam do niego niezaleznie od ustalenia jak zgubna jest konkurencja.

  161. @Stachu39, poniewaz dyskusja juz zaczela schodzic z glownego toru to i ja z niego zjade. @Orca zamiesila tu informacje o kolejnych stanach w USA, ktore zaaprobowaly legalnosc marihuany. Zastosowanie jej w lecznictwie jako srodek przeciwbolowy, pobudzajacy apetyt osob wycienczonych choroba, czy w chorobach neurologicznych nie podlega dyskusji. Co do reszty, jaka jest Twoja opinia i czy wogole mozna juz miec opinie? Nie mam watpliwosci, ze nie mozna karac wiezieniem za posiadanie dwoch gramow, tego miekkiego narkotyku, ale jesli palenie tytoniu okazalo sie jednak nie tyle elegnackie, wyzwolone, ale i szkodliwe, czy mozemy tylko piac z radosci nad wyzwoleniem marihuanowym?
    Nie mowiac o wstydliwej sprawie rynkowej. Okazalo sie, ze legalna marihuana to jeszcze lepszy biznes niz przemysl tytoniowy, ktory tylko w USA, a moze i w Europie lekko podupada.

  162. @Orteq
    6 grudnia o godz. 7:29

    Komletnie nie rozumie tego stwierdzenia: „Dążenie do polepszenia własnej pozycji jest sprawą indywidualną, a nie interaktywną”.

    Bo:
    – polepszyc pozycje wzgledem czego/kogo?
    – pozycje definiuje sie przez porownanie czyli interakcje, ale chyba nie sam z soba?

    „Takiego dążenia do mistrzostwa nie można mylić z konkurencją.”
    Na pewno istnieje bezinteresowne darzenie do mistrzostwa. Ale to nie jest chyba dominujaca cecha czlowieka. I nie widze mozliwosci, aby sie nia stala.

  163. @Qba
    6 grudnia o godz. 13:16

    Sorry! Poszlo niechcacy „rzutem na tasme” 🙁

  164. zza kałuży
    5 grudnia o godz. 22:54

    Nie dopasowujemy człowieka do kręcenia masła, tylko odwrotnie. Chyba, że ma być co było i co jeszcze jest. Jak na czlowieka to niewiele i śmiesznie, ale może taka śmieszność temu i owemu wystarcza.

  165. zyta2003
    6 grudnia o godz. 13:43

    Link wyjaśnia, ale bez krótkiego opisu jest lakoniczny, łatwo więc przejść mimo. Może dlatego mikra reakcja. Neferka zdecydowała jak wyżej i jest jak widać.

  166. Tanaka
    6 grudnia o godz. 14:29

    Bo nie chciałam się nachalnie prosić. A mimo wszystko chciałabym pomóc tej pani, Mikołaj jest, a ona prosi o niewiele, mały gest a można czyjeś życie odmienić na lepsze.

    straszny sucker ze mnie

  167. zyta2003
    6 grudnia o godz. 13:43

    Choroba, brak włosów to jedno, drugie wydaje mi się to, że kobieta ma depresję z tego powodu, czyje się brzydka, naznaczona w widomy sposób przez chorobę i odsunięta, co peruka miałaby zniwelować.
    Niezależnie od peruki, mam taką myśl na boku, nie ma ona jednak zastępować sensu używania peruki, że jednym ze sposobów na depresję jest zobaczenie atutu w braku.
    To się łatwo mówi, chociaż jeszcze łatwiej nic nie mówić i nic nie myśleć, ale to także potrafi działać.
    Swego czasu Sinead O’Connor goliła się na łyso, nie z tego powodu co potrzebująca Polka, rzecz jednak w wyrazie: wyglądała świetnie, świeżo i sexy. Któraś z polskich aktorek całkiem niedawno, z powodu bodaj wylewu, miała trepanację czaszki i musiała być ogolona. I świetnie wyglądała – mówię o wyrazie estetycznym i emocji spektatora, a nie o dzianiu się w głowie owej aktorki, choć myślę sobie, że pozytywny odbiór bardzo może pomóc na to co sie u osoby w głowie dzieje.
    Chusta, kaszkiet, beret albo głowa pomalowana na żarówkę albo waypoint – można sporo wymyśleć w sprawie, żeby było dobrze.
    Takie widoki się zdarzają, z mojej perspektywy jest to ok, a nawet więcej. Więcej różnorodności i więcej wolności.

  168. Nefer
    6 grudnia o godz. 14:35

    Tanaka
    6 grudnia o godz. 14:29
    straszny sucker ze mnie

    Tak zasadniczo to Ty jesteś proaniołek.
    Bo że co straszne, to nic nie wiem 🙂

  169. Tanaka
    6 grudnia o godz. 15:39

    O matko, nie cukruj bo wejdę pod stół :/

  170. Tanaka
    6 grudnia o godz. 11:48

    Tanako, właśnie wróciłem z karmienia Krawacika (spotkał mnie między Jamnem a Łabuszem, bo lata na dziewczynki, więc miałem mniej jechania w tę psią pogodę) i Ci mówię.

    Falochron jest na palach. Próbowałem przepłynąć pod wodą, ale akurat była mało przejrzysta, więc nie ryzykowałem. W pal bym kapustą palnął abo co. Ale w każdy,m razie jest pionierski, jak informowali. Co tylko pośrednio potwierdza, że w takim razie i teoretyczny. Chyba żaden z projektantów nie skończył technikum jak my z Qbą.
    Na moje oko te pale tworzą liczne dysze, przez które przepływ wody i piasku – zwłaszcza przy sztormach z kierunków północnych – jest o wiele większy niż kiedy falochronu nie było. No i ten piasek się odkłada między falochronem a brzegiem. Zwłaszcza okropnie lubi korkować kanał. O wiele bardziej niż wtedy, jak falochronu nie było.

    Ta niedogodność, że wtedy, kiedy można dokonać mnóstwa obserwacji – bo sztormów dostatek – czyli jesienią, dla rowerowca jechanie w psią pogodę – obojętne z której strony patrzeć to 45 km – słaba przyjemność. Bo jest tu jeszcze jedna dysza, którą tworzą cały falochron i brzeg. Przy prądach bardziej zachodnich lub wschodnich piasek przemieszcza się tą dyszą ostrzej wzdłuż brzegu. Mam nawet filmik, kiedy przy zachodnim sztormie za cholerę nie mogę płynąć pod ten prąd. Niby jednym z zadań falochronu było umożliwienie odkładania się piasku wzdłuż brzegu, żeby morze wydm nie zabierało. Na ile to funkcjonuje, za bardzo się nie przyglądałem zajęty obserwowaniem wciąż nowych wysp, półwyspów i mierzejek imienia JPII. Jest jedno miejsce rzeczywiście zagrożone. Zabezpieczono je głazami, ale morze nie takie kamyczki potrafi przesuwać. Może w sobotę się przyglądnę.

    Przestałem, Tanako, się przejmować ewentualnymi wywrotkami. Świetnie się rozumieliśmy z okrętem do tej pory, to liczę, że i dalej tak będzie. Najlepsze na niewywracanie się jest puszczanie w grotu łopot. Przy większym wietrze zawsze więc mam sznurki w palcach. Myślałem też o dwóch mieczach po obu burtach. Jak jednym bym sterował, drugi robiłby za miecz. Ale na starość nie szukam pracy, tylko optymalnych rozwiązań. Jeśli się uda zrobić miecz z laminatu (w chacie nie mogę, żona by od zapachu umarła, no i sąsiedzi, a weź znajdź potrzebną temperaturę) tej zimy, to jeszcze tej zimy wypróbuję, jak lodu nie będzie – może starczy jeden. Ja tej wywrotności, Tanako, więc i zwrotności, i świetnego ślizgu nie bardzo chcę tracić jakimiś dodatkowymi oporami.

  171. Tanaka
    6 grudnia o godz. 14:41

    Zgadzam się z Twoim poglądem na sprawę. Na anonimowe apele w necie o zbiórkę pieniędzy patrzę z dużą nieufnością,wiedząc jak często ludzie oszukują w ten sposób.Natomiast chętnie zawsze pomagam konkretnym osobom.Pomyślalam również,że po przejściu bardzo poważnej choroby skóry – noszenie peruki nie jest zdrowym rozwiązaniem. Może spowodować dalszy ciąg choroby.
    Oczywiście bardzo dobrym rozwiązaniem sa okrycia głowy,które wymieniłeś. Ja obserwuję w Holandii pewne pozytywne zjawisko wśród młodych muzułmanek. Otóż są takie,które noszą tradycyjne nakrycie glowy w sposób bardzo atrakcyjny. Robiąc rodzaj trubana,w kolorze dobrze dobranym do ubioru. Muszę przyznać,że wyglądają świetnie – dlatego zawsze podchodzę ,mówiąc im jak ładnie wyglądają. Są zawsze bardzo zadowolone. A ja zachęcam je,aby propagowaly ten sposób noszenia nakrycia głowy 🙂
    A więc i wspomniana Polka mogłaby właśnie w ten sposób się ubierać. Bo może pomalowana głowa to byłoby nieco za dużo.Na to trzeba odwagi wewnętrznej i artystycznego zacięcia 🙂

  172. Nefer
    6 grudnia o godz. 14:35

    Bardzo dobrze rozumiem Twoj serdeczny odruch.
    Ja mając parę negatywnych doświadczeń po swoich spontanicznych reakcjach – nabrałam dystansu do pewnych sytuacji. Ale fakt,że kierujesz się współczuciem ,jest tak cenne w dzisiejszym świecie pełnym kłów i pazurów 🙂

  173. @Herstoryk 6 grudnia, 11:18
    Odpowiem w punktach.
    1. Skąd wzięło się powiedzenie “pecunia non olet” napisał już @zak1953. Przytoczyłam je, przyznaję, niezręcznie, bo chodziło mi o etymologię słowa “pecunia”, które wywodzi się z “pecu” znaczącego bydło. To w związku z tym, że funkcję pieniądza pełniło kiedyś bydło.
    2. Nie zgadzam się, że kruszce miały tylko wartość symboliczną. Służyły do wyrobu różnych rzeczy, a rolę pieniądza pełniły dzięki swojej rzadkości. Pod koniec ubiegłego wieku zdarzyło się wyprzedawanie monet meksykańskich na złom, bo cena zawartego w nim metalu przekraczała ich nominalną wartość. Zapewne nie jedyny przypadek w historii.
    2. W sprawie systemu gold standard nie chciałam się rozpisywać szczegółowo, bo nie było to istotne w dyskusji o “wierze” w pieniądz. Ścisły gold standard upadł w czasie pierwszej wojny światowej, jego resztki trwały do 1971r.
    3. Podaż pieniądza oparta jest na zadłużeniu – tak to ujmujesz. Ściślejsze byłoby twierdzenie, że podaż pieniądza oparta jest na systemie rezerw frakcjonarnych, co znaczy, że ilość pieniądza w
    obiegu jest większa niż obowiązująca banki stopa rezerw. Rezerwa bankowa jest sumą pieniędzy, której bank nie może użyć do udzielania kredytu. System rezerw frakcjonarnych wymyślili bankierzy włoscy gdzieś w 14w., odkrywając, że mogą udzielać kredytów przekraczających powierzone im depozyty złota, bo małe było prawdopodobieństwo, że wszyscy depozytariusze zgłoszą sie po swoje pieniądze jednocześnie. Jeżeli coś takiego się zdarzało, bank upadał.
    To działa do dzisiaj. System bankowy może tworzyć pieniądz poprzez udzielanie kredytów ponad swoje rezerwy dlatego, że depozytariusze ufają bankom. Gdyby to zufanie zostało podważone, ludzie rzuciliby się do bankomatów po gotówkę.
    Fakt, że system bankowy tworzy pieniądz przez udzielanie kredytów, nie znaczy, że pieniądz jest bańką mydlaną. Pojedyncze banki mogą upadać przez nadmiernie ryzykowne pożyczki. W tym
    rzeczywiście ujawnia się związek miedzy sferą finansów i aktywami przedsiębiorstw. Jednak cały system bankowy nadal fukcjonuje dzięki regulowaniu emisji pieniądza przez banki centralne.
    Oczywiście system nie jest niezawodny. Kryzys 2008r. pokazał, że ryzykowne operacje wielkich
    banków moga spowodować reakcję łańcuchową i doprowadzić do krachu totalnego (stąd sprzeciw wobec banków too big to fail). Dzisiaj jest dużo obaw o zawalenie się międzynarodowego systemu
    bankowego, m.in. dlatego, że Rezerwa Federalna USA wpompowała w gospodarkę światową ogromna ilość dolarów celem uniknięcia zapaści gospodarczej po 2008r. Nietety rozwój gospodarki i finansów nie jest linearny.

  174. Qba
    6 grudnia o godz. 13:27

    Qbo, indolencja indolencją, ale Unia to przede wszystkim kasa do wzięcia. Na mój homosovietikusowy rozum ta właśnie kasa okropnie kusi. Kusiła i przy kanale Jamneńskim – jest przecież afera, w której nie wiem, co robi poseł Gawłowski, ale jest pod lupą. Czy Unia potrafi daną Polsce kontrolować? Podejrzewam, że taki tam się jeszcze nie urodził. Ale afery, polityka i inne mądrowania to nie moja działka.

  175. Nefer
    6 grudnia o godz. 16:14

    😀 😀 😀

  176. Nefer
    6 grudnia o godz. 15:59

    O matko, nie cukruj bo wejdę pod stół :/

    Pod stołem świat się przedstawia ciekawie.
    Proaniołka wyprodukuję na choinkę. Trochę cukru będzie, z lukru na proaniołku szczegółowości, a w pierniku substancjalnym szczypta soli i różne korzenności.
    Będziesz nieprzecukrzona.

  177. wbocek
    6 grudnia o godz. 16:01

    Czli dobrze pamiętałem Twoje zeznania w sprawie falochronu z czasu tuż pobudowlanego, gdy z falochronu chciałeś skakać, tracąc głowę, a straciłeś majtki. Albo jakoś tak. Ewentualnie – odwrotnie. Czyli – pale.
    Jak konstrukcja na palach, to być nie może inaczej, że między nimi rośnie ciśnienie wody, a przy silnym parciu tworzy takie dysze, że siły nie ma i materiał denny musi się przemieszczać z wielką energią w kierunku brzegu. Czyli już jest odwrotnie od hipotetycznego celu stawiania falochronu.
    Wnoszę też, że nie było zrobionych badań hydrodynamicznych. Taka konstrukcja na odległość wonieje mi amatorszczyzną, co powinno było być odrzucone przez Urząd Morski. Jak widać – nie było.
    Już o tym pisałem, pachnie mi to tym, czym i Tobie pachnie – skręceniem pieniędzy. Czyli zupełnie innym celem realnym, zamaskowanym celem mniemanym.

    W sprawie mieczosteru, ciekawi mnie praktyczność żeglugi przy obróceniu miecza w zakręcie, gdy się zmienia kurs na mocnym wietrze. Przy wietrze z półrufy może to i zadziałać, nawet jako hamulec, przy kursie bardziej z burty zdaje mi się, że może z tego być fikołek. Mając taki okręt i taką wodę, chyba bym poeksperymentował, bo mnie takie badania kuszą.
    Te Twój pomysł z dwoma sterami przy burtach to mi bardzo przypomina to, o czym wcześniej dyskutowaliśmy, w wersji holenderskiej albo malezyjskiej.

  178. basia.n
    6 grudnia o godz. 16:04

    Wydało mi się – co nieco o podobnych sprawach wiem z książeczki i z życia – że główna moc jest w osobie, nie w peruce. Ośmielenie, zachęcenie, przekonanie, otworzenie oczu na to, że można tą moc z siebie wydobyć i pójść dalej niz peruka, w takim kierunku nawet jak żarówka czy waypoint-główka (czemu nie, właściwie?) to najmocniejsza w dobrym skutku metoda.
    Możesz mieć rację z tym, że peruka niekoniecznie będzie optymalna biorąc pod uwagę naturę choroby. Być może skóra potrzebuje odpowiednio swobodnego kontaktu z powietrzem, a nie noszenia stale czapki, czym jest peruka.

    Podoba mi się ta naturalniej większa swoboda ubioru i obyczaju w Holandii.

  179. @Tanaka 6 grudnia o godz. 14:26

    Nie dopasowujemy człowieka do kręcenia masła, tylko odwrotnie. Chyba, że ma być co było i co jeszcze jest. Jak na czlowieka to niewiele i śmiesznie, ale może taka śmieszność temu i owemu wystarcza.

    Nie za bardzo rozumiem, ale to mniejsza.

    W idealnym świecie, odpowiadając i tobie i @Qbie, to edukacja ma Wielkie Pieniądze.

    Większe niż kompleksy:

    a/ militarno-przemysłowy,
    b/ policyjno-sądowniczo-więzienniczy,
    c/ marketingowo-ogłoszeniowo-sprzedawczy,
    d/ farmaceutyczny,
    e/ sportu zawodowego

    W takim świecie możliwe są wszystkie pomysły mające na celu indywidualizację, specjalizację i dopieszczalizację każdego młodego umysłu, nie mylić z penitencjariuszem.

    Tak więc razem z @Qbą musicie panowie zacząć od zmiany ludzkich priorytetów. Mniej na resorty siłowe a więcej na edukację. Bo bez góry pieniędzy sie nie uda. Siłaczki nie dadzą rady.

    Zresztą i tak i tak to niedługo budżety państw zjedzą jak nie zbrojenia i więzienia to wydatki na leczenie. Znowu edukacja na końcu, bo ludzie bardziej boja się „zagranicznego wroga”, potem „przestępcy” a potem „choroby”.
    Braku rozumu nie boi się nikt, bo każdy uważa, ze jest mądry taki jaki jest.

  180. wbocek
    6 grudnia o godz. 16:50
    Qba
    6 grudnia o godz. 13:27
    Qbo, indolencja indolencją, ale Unia to przede wszystkim kasa do wzięcia. Na mój homosovietikusowy rozum ta właśnie kasa okropnie kusi. Kusiła i przy kanale Jamneńskim – jest przecież afera, w której nie wiem, co robi poseł Gawłowski, ale jest pod lupą.

    Mój komentarz
    Pieniądze idą z Unii, są także dokładki z budżetu państwa i samorządów.
    Reguła jest taka – jeśli są duże pieniądze do zainwestowania, wiadomo, że jest zaplanowana inwestycja, pieniądze muszą być wydane według planu na tę inwestycję, to wiadomo, że znajda się tacy, którzy będą się czaić na tę zapowiedzianą kasę, jak nie na miliony, to chociaż na setki tysięcy, tj. tyle ile da się jakoś zamazać, porozkładać jako wydatki na to, czy tamto lub po prostu wejść w kosztorys, który jest zawyżony i wyprowadzić jakąś sumę po „zrealizowaniu” kosztorysu.

    Tego nie da się skontrolować drobiazgowo w takim państwie jak Umęczona, ponieważ po pierwsze jest to państw słabo prawne, po drugie w tym państwie zawsze się znajdą ludzie, którzy są przekonani o tym, że tak czy inaczej im się należy, a jak nie chcą dać po dobremu, to my sobie damy radę.

    Stąd powstały i rozeszły się od pani premier Powiatowej dwa powiedzonka – „im się należały te pieniądze” oraz „damy radę”.

    Państwo nie jest w stanie upilnować wszystkich. Ale powinno być w stanie zminimalizować lewe odpływy kasy do znośnego poziomu.
    Państwo stoi przed takim samym zadaniem jak jego organ – policja. Służba ta nie jest w stanie zlikwidować złodziejstwa i innych ”wypaczeń”, ale powinna być zdolna do zminimalizowania przestępczości i utrzymywania jej na poziomie do przyjęcia
    Pzdr, TJ

  181. Tanaka, Ty nie rób ze mnie piernika 😛

  182. mały fizyk
    6 grudnia o godz. 14:01

    „Komletnie nie rozumie tego stwierdzenia: „Dążenie do polepszenia własnej pozycji jest sprawą indywidualną, a nie interaktywną”.

    Ja tez nie rozumiem tego przytoczonego przeze mnie cytatu z 1987 roku. Zostal zas ten cytat przytoczony w jednym celu: zeby przypomniec skad zostal zaczerpniety pomysl na obecny wstepniak.

    Słowotok i bełkot. Trzydziesci lat po przeminieciu tematu. Wszystko na poziomie intelektualidłów.

    To ostatnie w odróznieniu od chamidłów

  183. Z calego slowotoku na dzisiaj zadany temat jedno mozna wybrac jako warte przytoczenia z przed dwudziestu lat:

    ‚W całej historii rozwoju ludzkosci niezliczone duże i małe osiągnięcia zostały osiągnięte po prostu z pragnienia jednostki, by robić to lepiej bez myśli o pobiciu innych. Takiego dążenia do mistrzostwa nie można mylić z konkurencją.’

    – George Catlin, March 1998 issue of Share International

    http://www.shareintl.org/archives/cooperation/co_nocontest.htm

    Wszystko juz bylo zatem. Nawet kopanie zdechlego walacha

  184. Tanaka
    6 grudnia o godz. 17:24

    Tanako, przypominam sobie przez starczą mgłę, że cały ten projekt zrąbali od góry do dołu naukowcy z politechniki gdańskiej. Ale później kilka razy próbowałem szukać tej informacji w internecie i nie znalazłem. W maju brałem udział trochę z boku w proteście przeciwko już gotowym od dwóch latach wrotom sztormowym. Słyszę, że Gróbarczyk coś mówił o przebudowaniu wrót To jest największa bolączka żeglarzy, którzy mieli mieć kanał ze śluzą na morze. Falochronem mniej się interesują, choć nawet jak powstanie taki kanał – był w pierwotnych planach, ale przez aferę się na razie rypnął – przez ten falochron żeglarze będą musieli wozić ze sobą dużo łopat i przekopywać się na morze jak kiedyś rybacy w Rowach, choć tam przecież nie byle jaka rzeka płynie przez port (Łupawa). Mój okręt w razie potrzeby przeciągnę na rurach, które najpierw miały być bocznymi pływakami.

    Prowizoryczny mieczoster boczny już wypróbowałem: to był ucięty kawałek drewnianego wiosła, który trzymałem w rękach. Przy większej prędkości nie bardzo mogłem go utrzymać. Ale działał! Pióro wiosła było nieźle zagłębione pionowo, więc do sterowania potrzebne było niewielkie jego wychylenie w lewo czy w prawo. A porządnie zrobiony będzie sztywny i będę sterował jednym palcem. Tak więc zadziała również przeciw przewrotce. Poza tym przecież przy większych wiatrach balastuję. Nie tak, że tylko stopy w butach zostają na okręcie, a mnie nie ma, ale wystarcza. Mówiłem: okręt mnie rozumie, ja – jego.

  185. Tanaka

    Tanako, mówiłeś o jednej fotce kanału, a tam jest 13 – i kanału i okolicy.

  186. Tanaka

    Tanako, przy większym wietrze zwrot robię wyłącznie, wypuszczając grot kompletnie w łopot. No i przecież to kajak, nie lotniskowiec, więc se pomagam wiosłem. Dopiero kiedy się ustawię, powoli ściągam szot.

  187. ???????

    „Jak każdy bowiem system, tak i ten jest mało odporny na ludzi. Ponieważ – jak było do przewidzenia – pieniądz szybko stracił pokrycie w dobrach materialnych, wprowadzono pokrycie w niematerialnych, nazywanych ogólnie pracą. Tak pieniądz stał się abstraktem mogącym przyjmować dowolną wartość.”

    Odporny system na ludzi to byl przez lat wiele w PRL…oczywiscie do czasu.Kiedys Hilary Minc jako przewodniczacy Panstwowej Komisji PLanowania Gospodarczego
    mowil, ze „mamy nowy ustroj spoleczno.gospodarczy, wydajniejszy i skuteczniejszy dla kierowania ekonomika niz ustroj trustow i karteli.
    Jak „powszechne mniemanie” tak bylo tez z „niewyrobionym klasowo” spolecznstwu wyjasniano wowczas ten cud gopodarczy (powojenny), ze wzrost produkcji prowadzi do wzrostu bochenka dochodu spoleczznego. A juz dalej, czyli krok naprzod: gdy ow bochenek dochodu osiagnie takie rozmiary, ze dzielic go bedzie mozna juz nie wedle pracy, lecz stosownych do potrzeb, nastepuje przejscie od socjalizmu do komunizmu.
    Jak bylo dalej to obecni forumowicze wiedza doskonale (czesc chyba z wlasnych doswiadczen). Okres Planu 6.letniego, kiedy place realne wzrosly tylko 0.66% a dochod realny inteligencji na poczatku lat 60. byl wciaz o 1/4 nizszy niz w 1937.
    Rok 1981: papierosy, buty, wiekszosc wowczas towarow spozywczych sprzedawano znow, jak w pierwszych latach po wojnie, na kartki.
    Drozdze byly do kitu a „bochenek” nie urosl.
    Statystyki z roku 1980 podawaly, ze Polska ma tylu magistrow co USA, trzy razy wiecej niz wwowczas w RFN i poltora raza wiecej niz we Francji. Oczywiscie, byly to dane zludne. Wiekszosc tych magistrow i inzynierow byla skutecznie ograniczana przez centralistyczna strukture i politrukow przemyslu. Kiedy te tnedencje nasilaly sie dezyzje istotne dla gospodarki zapadaly w kregu kilkunastu badz kilkudziesieciu osob a sytuacja nie byla by lepsza gdyby wszyscy pracownicy posiadali dyplomy.
    Amoralnosc panstwa siegnela zenitu a szacunek do pracy i wartosc pracy ulegly zniszczeniu.
    Agonie przedluzano o lat kilka przemawiajac do ludzi palkami.
    —————-
    „Zauważmy przy tym, że kryteria oceniania ustalane są bez uwzględniania indywidualnych możliwości konkurujących. W ten sposób dyskryminacja zalegalizowana została jako obiektywność.”

    O co tu chodzi?

    Ni jestem w stanie „stlamsic” tego tekstu. Niebawem rozmowa w TV z laureatem Nobla
    w ekonomii – Paulem Romerem o wplywach innowacji na wzrost gopodarczy. Ciekawy jestem, czy napomknie o:
    „Jestem jednak przeciwko szkołom wyższym. To strata czasu i pieniędzy. Te „naukowe” instytuty rozrosły się w korporacje zdobywania grantów i powielania publikacji.”

    ***
    Prof. Kolakowski mowil o niemoznosci zaprowadzenia „nudy doskonalej”, bowiem na przeszkodzie sa osobliwosci natury ludzkiej, zycie spoleczne a takze przyroda.

  188. Wszystko na poziomie intelektuadłów.

  189. „Braku rozumu nie boi się nikt, bo każdy uważa, ze jest mądry taki jaki jest.”
    – napisał „zza kałuży”

    Jak to pięknie współgra ze zdaniem Ericha Fromma:
    „Patrząc z zewnątrz jesteśmy bandą szaleńców, których właściwie należałoby izolować, ale kto kogo ma izolować, skoro wszyscy są szaleni, a każdy uważa swoje szaleństwo za normę”.
    Zamieniono rozum na szaleństwo i mamy tak jak jest. „Banda szaleńców” myśli ,że jest „bandą mędrców” a problemów mamy z tego tytułu bez liku.
    Wbrew pozorom, jest się czego bać! Bo jak mówi stare porzekadło , „lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć”.
    U nas w Polsce b.dobrze ujął to nie kto inny jak ks.prof.J Tischner;
    „…po dokonanych obróbkach Polska nie jest polska – polska moralność jest faryzejskim przekrętem moralności, myśl polska jest pospolitą bezmyślnością, polska wiara – polską dewocją, a polski katolicyzm – sektą, którą z nicości do bytu powołała schorowana wyobraźnia”.
    Oto Polska właśnie!

  190. @ozzy

    Święto Świateł – więc Chag Chanuka Sameach 🙂

  191. @ozzy

    O niemoznosci zaprowadzenia nudy doskonalej pisali i mowili ogromna ilosc razow rowniez inni oto jak:

    – Aby przetrwać, potrzebujemy konkurencji.
    – Życie jest nudne bez konkurencji.
    – To konkurencja daje nam sens w życiu.

    ‚Konkurencja nie jest po prostu czymś, co się robi, jest istotą istnienia. Wyobrażenie sobie świata bez konkurencji daje sie przewidzieć jedynie poprzez wzrost cen, spadek wydajności i ogólny upadek porządku moralnego. Niektórzy naprawdę wierzą, że przestalibyśmy istnieć, gdyby nie konkurencja.’

    Wszystko w ramach zadanej na blogu pracy domowej na dzien dzisiejszy. Uprasza sie o odnotowanie tego faktu

  192. @ozzy
    6 grudnia o godz. 19:54

    Zauważmy przy tym, że kryteria oceniania ustalane są bez uwzględniania indywidualnych możliwości konkurujących. W ten sposób dyskryminacja zalegalizowana została jako obiektywność.

    Chodzi po prostu o to, że kryterium np. „czas przebiegnięcia 100 m tu i teraz” nie uwzględnia kondycji, predyspozycji, itd. biegnących. Biorę przy tym pod uwagę jedynie tych najlepszych czyli wyselekcjonowanych. Wystarczą dokładniejsze badania przed biegiem, by jednoznacznie wytypować zwycięzcę. Jeżeli pomimo to bieg się odbywa, to ze względu na płacącą publiczność czyli zysk organizatorów. Czy już jest jasne, dlaczego międzynarodowe organizacje sportowe są bogate? To był przykład na wykorzystywanie konkurencji w „uczciwej walce”.

  193. basia.n

    dzieki za pamiec – ostatnia 8 swiece zapala sie 9 grudnia (1 tevet)

    PS placki ziemniaczane (latkes) i gra dreideln ( hebr.sevivon)
    ———————
    Pamieci Georga H.W. Busha – ponizej gra dreidel
    https://www.youtube.com/watch?v=4_ht9FMGXZQ

  194. @Optymatyk

    niegdys Artur Sandauer powiedzial, ze: „odwaga staniala, rozum pozdrozal”
    a gdzies tam na poczatku lat 70. Janusz Glowacki skomentowal to tak:
    „Nic bledniejszego. Braku rozumu na szczescie nie odczuwamy”

    PS by poznac osobowosc Artura Sandauera nalezy siegnac po auto-dokumant tego autora”Bez taryfy ulgowej”, Warszawa 1959, Czytelnik., ktora genialny Henryk Bereza tak ocenial: „wazne sa w niej przypisy i to nie wszystkie”

  195. zyta2003
    6 grudnia o godz. 13:43

    „A moze by tak przystac na swiat (zmieniajacy sie, rozwijajacy, czy zwijajacy – co kto woli), w ktorym stosuje sie fusion. Zdaje to naogol egzamin w wykorzystaniu kuchni etnicznych i chyba zdaje egzamin we wspolczesnym swiecie… Replika zaczynajaca sie od slow: „Wykazujesz sie daleko idacym niezrozumieniem czytanego, i zaraz w kolejnym poscie: „Uragasz inteligencji czlowieczej” jest nowatorskich, czy tak dyskutuja w Polsce nie tylko, pod budka z piwem? Tam chuyba lepiej brzmi: Ty chamie” Co sadzisz @Orteg?”

    Przepraszam zyto, ze nie zauwazylem twojego pytania wczesniej. Otumanienie pooperacyjne najwyrazniej wciaz trwa

    Sadze ze odzywki z pod budki z piwem sa mozliwe rowniez pod wpisami na tematy dawno temu przeminiete oraz zapomniane.

    Temat pt. ‚Konkurencja czyli grzech zasadniczy’ zaistnial podczas drugiej kadencji Reagana i zaraz potem zostal zapomniany. Stalo sie tak z powodu ustania presji na wciskanie reaganomics w dzidziny zycia inne niz te zwiazane z wolnym rynkiem.

    Po nastaniu trzeciej kadencji republikanskiego prezydenta w 1989 roku, Georga H.W. Busha tym razem, temat konkurowania ze soba dzieci szkolnych zostal calkowicie zmazany z lam prasowych i nie tylko. Doszlo wtedy do przechylu w druga strone.

    Otoz okazalo sie raptem, ze niekoszernym juz jest codzienne podkreslanie w klasach szkolnych kto zajmuje pierwsze miejsce w klasie a kto nastepne. Doszlo do tego, ze w najnizszych klasach szkol podstawowych w niektorych jurysdykcjach odstapiono od wystawiania ocen. Wystarczylo promowanie wszystkich uczniow do nastepnej klasy!

    Twoj pomysl na stosowanie fusion pochwalam

  196. @Qba 6 grudnia o godz. 20:39
    Zauważmy przy tym, że kryteria oceniania ustalane są bez uwzględniania indywidualnych możliwości konkurujących. W ten sposób dyskryminacja zalegalizowana została jako obiektywność.

    Pierwsza dyskryminacja została zalegalizowana przez biologię. W skrócie – przez geny. No ale jak ktoś opowiada banialuki o przychodzeniu na świat z mózgiem jak czysta kartka to trudno. Żyj sobie w przeświadczeniu, że z każdego można zrobić wszystko jak z grudki plasteliny. Że tylko wychowanie a geny to nic.

    Chodzi po prostu o to, że kryterium np. „czas przebiegnięcia 100 m tu i teraz” nie uwzględnia kondycji, predyspozycji, itd. biegnących. Biorę przy tym pod uwagę jedynie tych najlepszych czyli wyselekcjonowanych. Wystarczą dokładniejsze badania przed biegiem, by jednoznacznie wytypować zwycięzcę.
    Oglądałeś kiedykolwiek zgubienie pałeczki w biegu sztafetowym?
    Dyskwalifikację przez falstart?
    Aktualnego mistrza świata czy olimpijskiego, który przegrał?

    Jeżeli pomimo to bieg się odbywa, to ze względu na płacącą publiczność czyli zysk organizatorów.
    Sportowcy są niewolnikami? Ty więcej zarabiasz od wyczynowych sportowców? Gratulacje.

    Czy już jest jasne, dlaczego międzynarodowe organizacje sportowe są bogate? To był przykład na wykorzystywanie konkurencji w „uczciwej walce”.
    Ktos wykręca ręce widzom kupujacym bilety na zawody? Ktoś przykłada pistolet do głowy zmuszając do ogladania reklam w telewizorze?

  197. A Sp. George H.W. Bush, prezydent ktory sknczyl z wciskaniem konkurencji do klas lekcyjnych i nie tylko, zostal w koncu zlozony na wieczny odpoczynek. Czesc jego pamieci.

    Wspomnisz cos o Nim, zyto?

  198. Takie wspomnienie o sp. prezydencie Bushu:

    W wyborach 1988 r. wielu demokratów uznało, że Bush będzie łatwym łupem. Był człowiekiem „urodzonym ze srebrną stopą w ustach”, jak teksańska Ann Richards jibowala na konwencji Demokratów w Atlancie.

    Urodzenie sie ze ‚srebrna stopa w ustach’ to troche co innego niz ‚being born with the silver spoon in his mouth’. Ale nie za wiele innego, jak sie okazalo. Jego braki elokwencyjne wcale Mu nie przeszkadzily w uzyskaniu tytulu „Pierwszy Prezydent USA Dzentelman z Krwi i Kosci”

  199. @kruk
    6 grudnia o godz. 16:17

    Fakt, że system bankowy tworzy pieniądz przez udzielanie kredytów, nie znaczy, że pieniądz jest bańką mydlaną.

    Racja, uprościłem za bardzo i nie wyraziłem się jasno. Chodziło mi o to, że po pierwsze, frakcjonarność wychyliła się o wiele za daleko, po drugie, że to aktywa takie jak nieruchomości czy instrumenty giełdowe, na których opiera się pokrycie tego nadmiernie frakcjonarnego pieniądza mogą być (i bywają) bańką mydlaną.
    Wedle niektórych ekonomistów, obecna sytuacja jest bardziej mydlana niż w 2008, właśnie przez quantitative easing.
    Jedną z ponurych przepowiedni głosi prof. Drożdż, o czym wspomniałem w wcześniejszym komentarzu, albo, po angielsku It’s time for a hyper-crash

    Pozdrawiam

  200. Mnie się bardzo podobała pomoc Busha seniora w nawiązaniu biznesowych kontaktów z takim low cost country jak Polandia.
    Wychowankowie Busha seniora, jako szefa CIA, skorzystali z informacji zawartych w kolorowym i błyszczącym prospekcie reklamowym, krzyczącym wielkimi literami:

    Poland as a low cost country is now open for business!
    Let’s explore all opportunities!
    Let’s talk!
    Our specialty is (conveniently hidden from public scrutiny) water boarding and all other ways of torturing!
    We have plenty experience from soviet times!
    Graduated from soviet academies at the top of the class!
    We are a BYOB facility!
    Bring Your Own Bastards!
    Low fees!
    Cash only!

    Oficer CIA dzwoni do polskiego odpowiednika i zagaja;
    -Suchaj Staszek, my złapaliśmy takiego terrorystę i wiemy że on lubi małe dziewczynki.
    -?
    -No bo ja Staszek byłem u ciebie w domu i wiem, ze ty masz taką fajną córeczkę.
    -?
    -No wiesz, jakbyś ty kazał twojej córeczce pójść do łóżka z tym terrorystą to ona by mogła jego wypytać o terrorystyczne plany i zapobieglibyśmy następnemu atakowi.
    -John, ale dlaczego ty do mnie z tym dzwonisz? Przecież ty też masz małą, sliczną córeczkę i sam mógłbyś ją podsunąć temu terroryście.
    -No co ty Staszek, zwariowałeś? Z własnej córki mam kurwę robić?!

    God bless former CIA boss, let him rest in peace.

  201. Niemowlęta wyjęli z inkubatorów i rzucili na zimną podłogę aby tam umarły!

    (Ci brzydcy Irakijczycy oczywiście. Uprasza się nie mylić z nikim innym!)

    https://www.youtube.com/watch?v=Vu8CCJTJCQk

  202. @zza kałuży
    6 grudnia o godz. 17:53

    Tak więc razem z @Qbą musicie panowie zacząć od zmiany ludzkich priorytetów. Mniej na resorty siłowe a więcej na edukację. Bo bez góry pieniędzy sie nie uda. Siłaczki nie dadzą rady.
    Zresztą i tak i tak to niedługo budżety państw zjedzą jak nie zbrojenia i więzienia to wydatki na leczenie. Znowu edukacja na końcu, bo ludzie bardziej boja się „zagranicznego wroga”, potem „przestępcy” a potem „choroby”.
    Braku rozumu nie boi się nikt, bo każdy uważa, ze jest mądry taki jaki jest.

    Próby zmiany ludzkich priorytetów były przerabiane już tyle razy – przez Zoroastra, Buddę, Jeszu ibn Pantera (Jezusa), Muhammada, Marksa i mrowie pomniejszych entuzjastów. Wiadomo jak i czym się te próby kończyły, zawsze, wszędzie. Udają się tylko jednostkowo, społecznie i długoterminowo NIGDY. Czyli jesteśmy skazani na to co mamy, no chyba, że biologia gatunku się zmieni.
    Co zaś do rozumu, to tylko pewni siebie głupcy uważają, że są już wystarczająco mądrzy. Ktoś tam kiedyś powiedział, że „pewność siebie jest bliska głupoty”.

  203. Ambasadorka USA w Iraku pani April Glaspie z całej mocy wypełniała zalecenia prezydenta Busha seniora i w najostrzejszych słowach zniechęcała Saddama do agresji na Kuwejt.

    Nie mamy zdania co do waszych wewnątrzarabskich konfliktów, jak w przypadku granicznych nieporozumień z Kuwejtem

    Professors John Mearsheimer and Stephen Walt write in the January/February 2003 edition of Foreign Policy that Saddam approached the U.S. to find out how it would react to an invasion into Kuwait. Along with Glaspie’s comment that „[W]e have no opinion on the Arab–Arab conflicts, like your border disagreement with Kuwait’, the U.S. State Department had earlier told Saddam that Washington had ‚no special defense or security commitments to Kuwait.’ The United States may not have intended to give Iraq a green light, but that is effectively what it did.”[13]

  204. @Orteq
    7 grudnia o godz. 0:11

    Takie wspomnienie o sp. prezydencie Bushu:

    […] Jego braki elokwencyjne wcale Mu nie przeszkadzily w uzyskaniu tytulu „Pierwszy Prezydent USA Dzentelman z Krwi i Kosci”

    W polityce, zwłaszcza na wysokich stołkach, od dawna nie ma dżentelmenów. Są tylko mniejsze lub większe (najczęściej większe) sk..syny!!

    Jak słusznie zauważa @zza kałuży w odniesieniu do H.G. Bush’a, który mógł być trochę mniejszym, ale zawsze!

  205. Widze, zza kaluzy, ze jesli pochowano czlowieka wiec juz NajwyzszyCzas odstapic od zasady ‚o umarlych tylko dobrze’. No to lu

    Moze ten Sp. Prezydent George H.W. Bush i byl prezydentem dzentelmanem. Ale chyba nie zawsze i nie do konca!

    https://www.vox.com/2018/12/1/17274466/eight-women-george-hw-bush-touching-inappropriately-metoo-legacy

    „8 kobiet twierdzi, że George H.W. Bush obmacywal je. Ich twierdzenia zasługują na zapamiętanie, gdy oceniamy jego spuściznę.”

    Nic nie bede mowic o niemowlakach rzucanych na ziemnie.

    Herstoryku! Ty tez swoja racje posiadasz

  206. @Herstoryk 7 grudnia, 0:25
    Przeczytałam obydwa teksty, wczoraj polski, dzisiaj angielski. Perspektywa rzeczywiście mrożąca krew w żyłach, a jeszcze zbiega się z nasileniem zmian klimatycznych. Znalazłam jednak w tych tekstach dwa powody do pewnej pociechy.
    Po pierwsze prof. Drożdż nie wyklucza, że znajomość wykrytych przez niego prawidłowości może przyczynić się do zmian jakościowych na rynkach finansowych, co zapobiegłoby totalnej katastrofie. Coraz głębsze rozumienie interakcji polityki pieniężnej z zachowaniem podmiotów gospodarczych dawało do tej pory szanse manewru w dziedzinie finansów.
    Po drugie miło wiedzieć, że Instytut Fizyki Jądrowej PAN i sam prof. Drożdż mieliby w tym zasługi.
    Już sam fakt, że obliczenia IFJ trafiły do Science Magazine, podnosi na duchu polską obywatelkę zgnębioną głupotą rządu swojego kraju.
    Z tymi zmianami jakościowymi oczywiście nic nie wiadomo, bo finanse tak się skomplikowały, że nikt tego w pełni nie ogarnia. Alan Greenspan (prezes FED w latach 1987-2006) przyznał swego czasu ze skruchą, że nie pomyślał, iż instytucje finansowe mogą działać wbrew swoim własnym długofalowym interesom. Pozostaje tylko wiara w zaistnienie mechanizmów dostosowawczych.

  207. @Herstoryk

    Tu masz cos na temat Trump versus Bush

    https://www.vox.com/2018/12/1/18120958/george-hw-bush-donald-trump-respects

    ‚Bush Sr., był szczery w swojej pogardzie dla Trumpa i Trumpizmu. W książce na temat prezydencji Busha, The Last Republicans, Mark Updegrove zacytował Busha Sr. jako mówiącego: „Nie lubię Trumpa. Niewiele o nim wiem, ale wiem, że to bufon i krętacz. I nie jestem zbyt podekscytowany tym, że jest przywódcą.

    Updergrove ujawnił także, że Bush Senior, republikanin, nie poparł kandydatury Trumpa w wyborach w 2016 roku i głosował za Demokratą Hillary Clinton. Jak powiedział Updegrove w rozmowie z CNN Jamie Gangel: „To ma sens. Donald Trump jest tym wszystkim czym rodzina Bushów nie jest.”

  208. @Orteq 7 grudnia o godz. 1:34
    Mleczko przykazywał: nie pieprz bez sensu. Nie porównuj zachowań zdziecinniałego dziadka nad grobem z cynicznymi zagrywkami wojennej propagandy. Bush senior tak samo jak Powell nie wahali się publice robić wodę z mózgu aby doprowadzić do wojny.

  209. zza kałuży
    7 grudnia o godz. 2:21

    Nie pieprz bez sensu to bron obosieczna. Dokladnie tak jak Mleczko zamierzyl

    Woda z mozgu robiona publice SWIATOWEJ przez Powella dotyczyla wojny z Irakiem w 2003 i byla robiona do spolki z Bushem Dabja. Nie z Bushem Seniorem.

    Ze prezydenci robia wode z mozgu elektoratu w kampaniach wyborczych, to prawda. Ciebie to nie musi dotyczyc.

    Noo chyba ze prowadzisz jakas kampanie. Pieprzenie bez sensu jednakze nawet wtedy nie jest doradzane

  210. Przypominam delikatnie, iz odstapienia od zasady ‚o umarlych tylko dobrze’ nie ja pierwszy dokonalem. Stalo sie to pod 1:14. Ja sprobowalem z tego zazartowac, wspominajac obmacywanie..

    https://www.vox.com/2018/12/1/17274466/eight-women-george-hw-bush-touching-inappropriately-metoo-legacy

    Another woman, whose father was in the CIA, said she was 16 when her parents took her to an intelligence event in Texas and was looking forward to meeting the former president, until he groped her.

    “My initial reaction was absolute horror. I was really, really confused,” Roslyn Corrigan told Time about an encounter she said happened when she was 16 and Bush was 79. “The first thing I did was look at my mom and, while he was still standing there, I didn’t say anything. What does a teenager say to the ex-president of the United States? Like, ‘Hey dude, you shouldn’t have touched me like that?’”

    Bush was entrusted with power. As we assess his contributions, it’s worth remembering he chose to use that power against half of us.

    PS. Niekwestionowanym osiagnieciem na arenie miedzynarodowej prezydenta Busha Seniora bylo popedzenie Saddama z Kuwejtu. Nie za wielu sie przyczepia dzisiaj do motywow podjecia decyzji o podjeciu Operation Desert Storm w 1991 roku. Nie pamietam co wtedy robil Powell

  211. „To ma sens. Donald Trump jest tym wszystkim czym rodzina Bushów nie jest.”

    Komus sie moze wydac, ze powyzsza wypowiedz jest na korzysc Trumpa. No bo jak odwracac kota ogonem to odwracac

  212. @Orteq 7 grudnia o godz. 2:36
    Woda z mozgu robiona publice SWIATOWEJ przez Powella dotyczyla wojny z Irakiem w 2003 i byla robiona do spolki z Bushem Dabja. Nie z Bushem Seniorem.

    Tobie trzeba przypominać, że każdy z Bushów miał swoją własną iracka wojnę.

    Bush senior kłamał o inkubatorach i tym swoim inkubatorowym przerażeniem mobilizował Amerykę.

    Busz junior łgać do ONZ posłał Powella.

  213. A ty nie porównuj zachowania goniącego w piętkę dziadka z byciem prowojennym bydlakiem.

  214. Pochwalam probe odwracania kota ogonem. Moze kogos oglupisz.

    Ale nie licz na za duzo. Pomieszania dwoch prezydentow Bushow, i dwoch wojen irackich, nie ja dokonalem.

    Z nazwaniem drugiego Busha prowojennym bydlakiem nie mam najmniejszego problemu. Co dodaje, dla jasnosci sprawy, dlatego ze w II wojnie w Zatoce Perskiej w 2003 roku uczestniczyl rowniez nasz drogi polski kraj. 180 polskich zolnierzy zgromadzonych w:
    – ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki”,
    – grupa GROM, i
    – pododdział usuwania skażeń chemicznych z 4 Pułku Chemicznego w Brodnicy.

    Niby nie za duzo ale jednak poparcie. Dla prowojennego bydlaka

  215. Zginelo w tej wojnie 28 Polakow

  216. 28 zabitych to 17% strat, z partycypujacych 180 zonierzy polskich. Tak wysokich strat nie poniosl w owej wojnie nikt.

    Polska rzadzil wowczas, od dwoch lat, premier Leszek Miller wraz z koalicja lewicowa

  217. To jest blog który jak rzadko który przypomina mi, abym wrócił tu najszybciej za 10 lat. Miłej nocy @Orteq.

  218. A tobie milego exitu, zza kaluzy. Szkoda troche.

  219. @zza kałuży
    6 grudnia o godz. 23:48

    Może jednak spróbuj popatrzeć nieco ponad brzegiem talerza. Tym bardziej, że wydaje się on być dosyć płaski.

  220. A oto co o prezydentach USA piszą na Globalresearch All US Presidents, Living and Dead, Are War Criminals

  221. Ajajaj, coś się pokiełbasiło z linkiem. Poprawka:
    All US Presidents, Living and Dead, Are War Criminals

  222. Herstoryk
    7 grudnia o godz. 1:13

    Próby zmiany ludzkich priorytetów były przerabiane już tyle razy…..

    AMEN!

    „pewność siebie jest bliska głupoty”
    Tylko bliska?

  223. Na marginesie
    5 grudnia o godz. 16:00

    To zależy, co rozumiesz przez „mit”.

    Posługuję się, za klasykiem M. Eliade (1907 – 1986), funkcjonalną definicją mitu. Według niego podstawową funkcją mitu jest przywoływanie modeli wszelkich ceremonii i wszystkich znaczących działań ludzkich zarówno żywienia, jak i małżeństwa, pracy, edukacji, sztuki lub mądrości.
    Czyli mitem jest każda teistyczna i nieteistyczna opowieść, narracja dostarczająca modeli znaczących działań ludzkich.

    Ja go używam w znaczeniu „efemeryda”

    Nie spotkałam w literaturze fachowej takiego określenia. Co to znaczy?

    Podobnie Harari używa słowa „religia”, odróżniając religię od duchowości i rozciągając to pojęcie na takie zjawiska jak pieniądz czy Microsoft.

    Naprawdę nie rozumiem dlaczego powołujesz się na Harari’ego. Przecież on wyważa otwarte drzwi. To, że religia nie jest tym samym co duchowość jest oczywistą oczywistością. Ale mit też nie jest religią. Nie ważne jaką. Religia, każda, oprócz mitu potrzebuje, równie mocno, rytuału. Bez niego nie istnieje.
    To, że wszystko może stać się mitem doskonale opisał, dawno temu, Roland Barthes (1915 – 1980) Mythologies, éd. Seuil, 1957, Mitologie codzienności.
    Owszem pieniądz czy Microsoft może być obiektem kultu. Można wokół pieniądza zbudować religię, ale pieniądz sam w sobie nie jest religią. Żeby nim był, trzeba mu nadać odpowiednie znaczenie.

    Bardzo ciekawie jest to, co pisze René Berger (1915 – 2009) na temat telewizji jako zrekonstruowanego mitu i mitologicznego uczestnictwa widzów w jej przekazach. W tym upatruje powodów, dla których wypiera ona, niestety skutecznie, słowo pisane. ( La téléfission, alerte à la télévision, 1976, Téléovision, le nouveau Golem, 1991)

  224. @Herstoryk, 10:32

    Z twojego linku tyle wyczytalem nt. ‚global predation’ dokonanego przez Busha Seniora:

    Former White House denizens Obama, Clinton and Carter also lauded the life and works of their accomplice in global predation, as did the son-of-a-Bush, George W., the under-achiever who wound up out-doing his daddy in mass murder…
    Whatever the human cost, it is “worth it,” as Clinton’s former Secretary of State, Madeleine Albright said of the half a million Iraqi children that died as a result of U.S. sanctions and the bombing of Iraqi infrastructure – carnage begun by Daddy Bush…

    Ciekawa rzecza jest, ze nikt nie wypomina dzisiaj swiezo pochowanemu Sp. Prezydentowi Bushowi wojny pt. Desert Storm z 1991 roku jako mass murder przez niego dokonany. Wrecz przeciwnie, przypomina sie namolnie, iz byla to wojna KONIECZNA, tyle ze ‚niedokonczona’. No bo powieszenia Sadamma dokonano dopiero po drugiej wojnie przeciwko Irakowi. Tego powieszenia ktore zaaranzowal synalek Sp. Seniora, George Dabja kilkanascie lat pozniej

  225. W ogole to oczekiwanie na jakies bicie sie w piersi przez krolow, prezydentow czy innych watazkow ktorzy dokonali masowych morderstw, wywolujac i prowadzac nieludzkie wojny, nie jest zbyt konstruktywnym zajeciem. A o ich karaniu za takie przestepstwa, za ich zycia w szczegolnosci, to i wspominac szkoda.

    Wystarczy pomyslec o Hitlerze czy Stalinie

  226. Weronika
    7 grudnia o godz. 12:11

    Naprawdę nie rozumiem dlaczego powołujesz się na Harari’ego. Przecież on wyważa otwarte drzwi. To, że religia nie jest tym samym co duchowość jest oczywistą oczywistością.

    To że religia to nie to samo co duchowość wcale nie jest oczywistą oczywistością dla więcej niż garstki i dlatego ciągle należy to wyjaśniać.
    Tzw otwarci katolicy miewają coś takiego w sobie, że potrafią nawet przyznać, że poza ich religią możliwa jest jakaś duchowość. Z założenia – licha, ale łaskę przyznania, że coś w tym rodzaju może być, potrafią zademonstrować.
    Na czym polega duchowość katolicka można się na przykład dowiedzieć z bardzo fachowej i bardzo opasłej – z tysiąc stron będzie albo i więcej – książeczki pt. „Duchowość franciszkańska”.
    Religia definiuje co jest duchowością, sobie ją przypisuje i określa co jest prawidłowe. Reszta to byle co i same nieprawidłowości. Gdyby bowiem niekatolickie (powiedzmy miłosiernie – niechrześcijańskie) duchowości były równie dobre, to równie dobrze byłoby być niekatolikiem zamiast wyznawcą bozi. A nawet lepiej, bo katolicyzm zawiera takie dziwactwa, uroszczenia i wymusza takie skrzywienia, których w swobodnej duchowości – co do zasady – nie ma.

    Religia, każda, oprócz mitu potrzebuje, równie mocno, rytuału. Bez niego nie istnieje.

    Oczywiście! Ale oprócz tego wymaga dokładnych prawd, przepisów, procedur – i co najważniejsze – strażników i kar . Bez tego też nie istnieje.

  227. Tanaka
    7 grudnia o godz. 12:54

    To że religia to nie to samo co duchowość wcale nie jest oczywistą oczywistością dla więcej niż garstki i dlatego ciągle należy to wyjaśniać.
    Tzw otwarci katolicy miewają coś takiego w sobie, że potrafią nawet przyznać, że poza ich religią możliwa jest jakaś duchowość

    Czyli jednak pomyliłam adres? 😉
    Blog LA zajmuje się reedukacją katolików?
    Sorry, już pisałam, że mnie to nie interesuje, nudzi, że katolików mam po kokardę w realu. Nie po to wchodzę na LA, żeby się zajmować katolikami.

  228. @Weronika 7 grudnia o godz. 13:04

    Nie po to wchodzę na LA, żeby się zajmować katolikami.
    A po co wchodzisz? Tak z ciekawości czystej 🙂

  229. Zakałużniku, ja cię lubię. Nie uciekaj. Orteq jest jaki był zawsze – ludzie się nie zmieniają. Z czasem albo zostanie zbanowany, albo rozwali również ten blog. Byłaby szkoda.

  230. @Weronika 7 grudnia o godz. 12:11

    Nie spotkałam w literaturze fachowej takiego określenia. Co to znaczy?
    Służę uprzejmie. Według polskiej Wiki:
    Efemeryda – w znaczeniu ogólnym istota, rzecz lub zjawisko przemijające szybko i bez śladu
    Ja posłużyłam się tym terminem niefachowo. Jeśli koniecznie szukasz odniesień do literatury fachowej – to nie Eliade, tylko Joseph Campbell by się przydał. Chodzi o drugie znaczenie według Wiki (a fictitious or imaginary person or thing, czyli osoba lub rzecz fikcyjna lub instniejąca tylko w wyobraźni.

    „1. a traditional story, especially one concerning the early history of a people or explaining some natural or social phenomenon, and typically involving supernatural beings or events.

    o traditional stories or legends collectively.
    „the heroes of Greek myth”
    2. 2.
    a widely held but false belief or idea.
    „he wants to dispel the myth that sea kayaking is too risky or too strenuous”
    o a misrepresentation of the truth.
    „attacking the party’s irresponsible myths about privatization”
    o a fictitious or imaginary person or thing.
    o an exaggerated or idealized conception of a person or thing.”

    Ale ja to już przecież objaśniałam kilkakrotnie, może tylko (pardon!) niefachowo?

    Naprawdę nie rozumiem dlaczego powołujesz się na Harari’ego. Przecież on wyważa otwarte drzwi. To, że religia nie jest tym samym co duchowość jest oczywistą oczywistością. Ale mit też nie jest religią. Nie ważne jaką. Religia, każda, oprócz mitu potrzebuje, równie mocno, rytuału. Bez niego nie istnieje.

    Oryginalność ujęcia Harari nie polega na tym, że odróżnia religię od duchowości tylko na tym, że twierdzi, że religia w ogóle nie ma nic wspólnego z duchowością. Religia – to według niego zjawisko tego samego typu, co pieniądze i Microsoft. Wspólny mianownik – one wszystkie istnieją tylko dzięki zbiorowej wierze w ich istnienie. Skoro to jest „wyważanie otwartych drzwi” – to skąd na blogu ta ożywiona dyskusja?

  231. Na marginesie
    7 grudnia o godz. 14:23

    „Nie po to wchodzę na LA, żeby się zajmować katolikami.”
    A po co wchodzisz?

    Żeby pobyć w przestrzeni wolnej od katolicyzmu.
    Czy LA zostały mentalnie skolonizowane przez katolików? 😉

  232. Na marginesie
    7 grudnia o godz. 15:06

    Campbell kiepsko się rymuje z efemerydą. On szukał tego co stałe i wspólne.
    Zasadnicze przekonanie jakie żywił Campbell to pogląd, że wszelka duchowość jest poszukiwaniem tej samej podstawowej, nieznanej siły, z której wszystko się wywodzi, w której wszystko obecnie istnieje i do której wszystko wróci. … Zgodnie z tym Campbell uważał, że religie świata są różnorodnymi kulturowo odmienionymi „maskami” tych samych, zasadniczych, transcendentnych prawd. Wszystkie religie, w tym chrześcijaństwo i buddyzm, mogą podnieść świadomość każdego ponad i poza dualistyczną koncepcję rzeczywistości – poza idee „przeciwstawnych par”, takich jak istnienie i nieistnienie czy dobrze i źle.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Joseph_Campbell#Pot%C4%99ga_mitu

    Skoro to jest „wyważanie otwartych drzwi” – to skąd na blogu ta ożywiona dyskusja?

    Nie zauważyłam na blogu żadnej ożywionej dyskusji na temat pana Harari.

  233. Na marginesie
    5 grudnia o godz. 16:00
    Podobnie Harari używa słowa „religia”, odróżniając religię od duchowości i rozciągając to pojęcie na takie zjawiska jak pieniądz czy Microsoft.

    Na marginesie
    7 grudnia o godz. 15:06
    Oryginalność ujęcia Harari nie polega na tym, że odróżnia religię od duchowości tylko na tym, że twierdzi, że religia w ogóle nie ma nic wspólnego z duchowością. Religia – to według niego zjawisko tego samego typu, co pieniądze i Microsoft. Wspólny mianownik – one wszystkie istnieją tylko dzięki zbiorowej wierze w ich istnienie.

    Mój komentarz
    Sądzę że Harari zbyt dowolnie interpretuje łącznie zjawiska takie jak religia, pieniądz, Microsoft.
    Jak się uprzeć, to można połączyć dziesiątkami skojarzeń te fenomeny, ale czy to będzie dociekanie istoty rzeczy, analiza problemu,, czy raczej burza w mózgu.

    Sprawdziłem jeszcze raz, czy Microsoft istnieje, czy to tylko wiara w istnienie Microsoftu. A może dla Harari jedno i drugie istnieje – Microsoft jako przedsiębiorstwo i Microsoft jako obiekt podziwu, kultu, wiary w nadprzyrodzony sukces?
    Sprawdziłem. Okazuje się, ze można zamówić wyrób Microsoftu w postaci jakiegoś Windows 10, zapłacić za niego, przeczytać instrukcje, zrozumieć zastrzeżenia i użytkować.

    Nic z religii. Micorosoft w swoim kontakcie z użytkownikiem Windows nie używa nakazów, zakazów, nie prosi o wsparcie duchowe modlitwa, czy medytacją, nie mówi, że on wie najlepiej, nie grozi karami za odstępstwo, itd.
    Zatem ile jest religii w Microsofcie i religijności w użytkownikach produktów Microsoftu?

    Można odlać posąg z kruszcu, nazwać go bogiem pieniądza i składać kwiaty przed nim. Czy to będzie religia? Czy środek wymiany funkcjonujący (ściśle techniczne działanie) nieustannie w społeczeństwach, ma cechy religii?

    Czy jeśli ktoś powie -koleś trzeba wierzyć w człowieka – to jest to religijne wyznanie?
    Jeśli ktoś zapowie – wierzę tylko w pieniądz – to będzie wyznanie religianta?
    Czy jeśli ksiądz ogłosi z ambony zbiórkę pieniędzy na kościół, to będzie religia? Religia w religii?
    Pzdr, TJ

  234. @Herstoryk 7 grudnia, 10:31
    Kiedy czytam tak kategoryczne oceny – w tym przypadku prezydentów USA – z miejsca ciekawi mnie źródło informacji. O źródle linku, który podajesz, można się dowiedzieć następujących rzeczy: https://en.wikipedia.org/wiki/Michel_Chossudovsky
    Rzetelnej opinii krytycznej od takiej persony trudno się spodziewać. Jestem otwarta na krytykę, ale czarno-biała wizja świata połączona z teoriami konspiracji to nie dla mnie.
    Przyznam, że zaskakuje mnie powoływanie się na takie źródła z Twojej strony, bo nieraz wyrażałeś poglądy bardzo wyważone. Czy Twoja niechęć do Ameryki to tłumaczy?

  235. ozzy
    Mam pytanie świąteczne, jak to w grudniu.
    Czy w Szwecji nadal 13 grudnia obchodzi się „Świętą Łucję”?
    Ubrane na biało dziewczynki idą w orszaku z zapalonymi świecami. Wiem, że święto pochodzi z Włoch, ale dlaczego i jak się zaadoptowało w Szwecji?
    Nie chcę polegać tylko na googlach.
    Pozdro

  236. @Weronika, 7 grudnia, 15:28
    “Czy LA zostały mentalnie skolonizowane przez katolików?”
    Powiedziałabym raczej, że przez mesjaszy ateizmu. Istnienie religii jest dla nich nieustannym powodem mentalnego rozdrażnienia.

  237. Na temat @7 grudnia o godz. 14:28

    „Zakałużniku, ja cię lubię. Nie uciekaj. Orteq jest jaki był zawsze – ludzie się nie zmieniają. Z czasem albo zostanie zbanowany, albo rozwali również ten blog. Byłaby szkoda.”

    Ja zas rowniez TEGO intelektuadla zawsze bede bronil przed zbanowaniem. Nie zeby moderator/gospodarz juz sie tam rwal do banowania wrednych wesolkow za nazywanie nielubianych nickow np. chamidlami. Bez najmniejszego powodu to czyniac. Bo ja bym bronil kazdego przed zbanowaniem Tak juz mam.

    Zzakaluznika troche mi szkoda jednakze. Ponawyklocal sie z autorem obecnego wstepniaka i sobie poszedl. A przeciez nawet nie przegral z Qba! On tylko nie mogl przejsc do porzadku dziennego nad szczucznoscia tematu wpisu. Tematu dawno temu zapomnianego w swiecie

  238. kruk
    7 grudnia o godz. 16:03

    „Kiedy czytam tak kategoryczne oceny – w tym przypadku prezydentów USA – z miejsca ciekawi mnie źródło informacji. O źródle linku, który podajesz, można się dowiedzieć następujących rzeczy: https://en.wikipedia.org/wiki/Michel_Chossudovsky.
    Rzetelnej opinii krytycznej od takiej persony trudno się spodziewać.”

    Zestawienia amerykanskich prezydentow nie dokonal sam Chosudowski tylko inny, niezalezny autor. Sprawa wojen wywolywanych w swiecie, szczegolnie przez Amerykanskich prezydentow, jest tematem ogolnoswiatowym. Jest to temat bardzo BOLACY dla wielu UCZCIWYCH ludzi. Wlacznie z takimi ktorzy potrafili dostrzec iz sp. George H.W. Bush niekoniecznie byl NAJGORSZYM z wymienionych prezydentow wywolywaczem wojen czy masowym morderca.

    Zacytowany przez Herstoryka Glen Ford z Black Agenda Report tak wlasnie ujal zagadnienie w artykule zacytowanym na stronie Chosudowskiego

    https://blackagendareport.com/all-us-presidents-living-and-dead-are-war-criminals

  239. Weronika.

    Ten blog jest blog ateistow katolickich. Nigdy bym nie przypuscil, cos takie moze istniec. Ale moze, wyobraz sobie. Pare lat temu przekonalem. Tu malo kto w bozie, mzimu, jezusmaryje wierzy ale… Cos w tym jest Weronika. Tak ateista katolicki uwaza. Cos w tym jest. Najchetniej ateisci katoliccy zajmuja logika. To nie ma nic ze Stanfort logika oczywiscie, ale sto wpisow potrafia ze „zdrowego chlopskiego roztropkowania” a kazde slowo na 29, 5 znaczen rozebrac i podobne.

    Nie chce wiecej pisac, ale mnie tez znudzilo w koncu. Ile mozna Weronika…

    pzdr Seleukos

  240. @Weronika, seleukos

    Rozwalanie blogu? Tylko patrzec a zostaniecie dokladnie o to posadzeni

  241. @Mag

    oczywiscie, bez zmian – swieta Lucja, obchodzi se 13 grudnia, Jest to razem z adwentem wprowadzenie do Swiat (Jul dagen). Relatywnie dosc mloda tradycja i od lat 20. coraz bardziej popularne swieto posrod ludu – wczesniej fetowano ten dzien w sferach wyzszych XVII-XVIII wiek – odwoluje sie do legendy o sw.Lucji z Syrakuz na Sycylli, ktora poniosla smierc meczenska za wiare, zdradzona przez narzeczonego, ktorego nie chciala poslubic. Ponadto najdluzsza noc (wowczas byl inny kalendarz). W zachodniej Szwecji nazywa sie 13 grudnia „mala wigilia Swiat” albo „dluga noca Lucji”.
    To chyba tyle.

  242. Orteq
    7 grudnia o godz. 16:56

    Interesujące źródło.
    Dysponuję wyliczeniami opiewającymi na 20 milionów ofiar wojen i konfliktów za które odpowiadają USA po II wojnie światowej, tu cytuje się przedział nawet do 30 milionów.

  243. seleuk|os|
    7 grudnia o godz. 16:57

    Weronika.

    Ten blog jest blog ateistow katolickich.

    W ramach wolności można być ateistą, albo można być ateistą katolickim.
    Jakieś 35 tysięcy ateistów katolickich którzy są katolikami oraz odwrotnie, to kler katolicki nadwiślański. 36 milionów katolików to katoliccy ateiści będący katolikami.
    Tymczasem Pan Jezus już się zbliża.

  244. @Weronika 7 grudnia o godz. 15:34

    Notka o Campbellu z Wikipedii, którą cytujesz, nie ma w ogóle nic wspólnego z pojęciem mitu. Nigdy nie pisałam, że Campbell ma cokolwiek wspólnego z efemerydą. Chodzi o definicję efemerydy (rzecz ulotna), której, jak twierdziłaś wcale nie znasz (bo nie występuje w literaturze naukowej????) Chodzi również o definicję mitu w drugim znaczeniu które cytuję (fikcja, produkt wyobraźni), a nie w pierwszym (mit wg Mircea Eliade), które jak twierdzisz, jest jedynym, które znasz.

  245. @Tanaka 7 grudnia o godz. 17:53

    Każda dyskusja z nowym uczestnikiem blogu wydaje się krążyć wokół definicji „prawidłowego” ateisty. I licytacji, kto jest bardziej ateistyczny. Według niektórych blogowiczów ateista to ktoś, kto całkowicie ignoruje religianctwo (nawet w warunkach, gdy religianci notorycznie zawłaszczają współdzieloną przestrzeń). Według innych – ateista to ktoś, kto szanuje religiantów i nigdy, przenigdy nie naśmiewa się z religii.

  246. @tejot 7 grudnia o godz. 16:03

    Sądzę że Harari zbyt dowolnie interpretuje łącznie zjawiska takie jak religia, pieniądz, Microsoft.

    Ależ ja wcale się nie dziwię, że tak sądzisz! Oczywiście, że można znaleźć i wymienić istotne różnice między religią a Microsoftem. Jednak Harari koncentruje się na podobieństwach. Jego teza jest prowokacyjna, ale nie pozbawiona logiki. No bo jeśli religię uznamy tylko za instytucję (to znaczy odłączymy od duchowości) to tworzenie kategorii obejmującej religię, pieniądze i Microsoft staje się o wiele łatwiejsze. Jako zabawa intelektualna – w sam raz.

  247. Na marginesie
    7 grudnia o godz. 18:10

    Tak jest. Od początku istnienia bloga zjawiają się tu różni mili blogowicze i stawiaja żądania – jaki ma być prawidłowy ateista. Po czym często czują się osobiście obrażeni, że ateista nie taki, jak sobie życzą.
    Mamy też takich ślicznych blogowiczów, co orzekają, że ateista nie może żyć bez ewangelizowania wyznawcy na ateistę. Jest to ślicznie i pocieszne: blog LA nie znajduje się na stronie episkopatu Polski, na stronie arcybiskupa Głodzia, Hosera czy Michalika, ani też na stronie dowolnej parafii rzymskokatolickiej, albo pod Gościem Niedzielnym i małżeństwem Terlikowskich wraz z dzieciątkami. Trzeba TU przyleźć, by doznać bolesnej męki ewangelizacyjnej od ateisty, bo ateista z LA nie ewangelizuje na ateizm TAM.
    Co jest ciekawym przypadkiem psychiatrycznym: głębokim masochizmem eklezjogennym (GME). Ale też masowym, bo Polska to w ogóle zakład specjalnej troski, a pozbawiony porządnego lecznictwa. Nie może to wszak dziwić: wyznawca ma cierpieć – im więcej tym lepiej – ma z tego zasługę w niebie – i jest zadowolony.

    Ateista ma się nie zajmować wyznawcą nadwiślańskim – tak brzmi żądanie różnych miłych takich. I ma co taki co chce – ateista nie zajmuje się wyznawcą, natomiast wyznawca zajmuje się ateistą. Obsikał ateiście całą Polskę adekwatnymi pomnikami, dokonał poświęcenia wojskowego wszystkich granic, w ogóle nieustannie zajmuje się wyznawca ateistą tak, że ten spokojnie nie może zjeść kanapki z serem i wypić kawy. Wyznawca gwałci ateiście dzieci oraz stawia sobie za to pomniki – o czym się ostatnio dowiadujemy za pomocą prałata Jankowskiego.
    No to w tak szczególnych okolicznościach przyrody ateista też coś musi zrobić. Żeby nie było obsikane i zgwałcone oraz można było wreszcie zjeść bez nerw i nie wdychać katolickiego smogu, który zabija.

  248. Tanaka
    7 grudnia o godz. 19:14

    Szanpan mógłbyś powiesić to jako credo w „O nas”

  249. @Tanaka 7 grudnia o godz. 19:14
    10/10!

  250. A moze by tak kogo zbanowac za domaganie sie tego i owego na blogu?

  251. Bede przeciw

  252. Tanaka 7 grudnia o godz. 19:14
    do
    Na marginesie 7 grudnia o godz. 18:10

    „… w ogóle nieustannie zajmuje się wyznawca ateistą tak, że ten spokojnie nie może zjeść kanapki z serem i wypić kawy. Wyznawca gwałci ateiście dzieci oraz stawia sobie za to pomniki – o czym się ostatnio dowiadujemy za pomocą prałata Jankowskiego.”

    Musze niezgodzic. Co zrobic jak musze niezgodzic? Otoz twierdze ateista jest calkowicie pozbawiony tych i innych niedogodnosci. Zaden xundz czy pralat mu dzieci nie ciupcia. Czas ma na kanapki i kawe. Wlasnie zjadlem wieczornie z pate po prowansalsku (nie serem) i inne zalety. Ateism calkowicie chroni przed takimi i podobnymi wypadkami. Calkowicie. Ateism bezprzymiotnikowy.

    Ale nie ateism katolicki. „Jestem ateistka ale posylam dzieci na religie”. ??? No to co chcesz dobra kobicino? Xundz ma pelne prawo ciupciac twoje maloletnie ateistyczniatka. Od tego jest. Ciupciac ciebie i potomstwo. A ty bzdur nie wypisuj. Jestem ateistka… I narzekasz na inne niedogodnosci. Kanapki w spokoju z pate nie mozesz spozyc. Bo na suszony wafelek za duzo dajesz. Zostan ateistka bezprzymiotnikowa.

    Musze niezgodzic Tanaka. Jasne?

    Pzdr Seleuk

  253. Musze isc spac, bo mnie sasiedzi jutro beda mordowac. Od same rano. Chcialem znalezc ten link, ile kosztuje ten ateistycznokatolicki suszony wafelek, ale nie znalazlem. W kazdym razie duzo kosztuje. Dobrze ateisci katoliccy dorzucaja do ceny. Inaczej prawidlowi wyznawcy nie mieli by lekko. Dobrze… Trzeba blizniemu pomagac.

    Dobranoc Seleukos

  254. seleuk|os|
    7 grudnia o godz. 20:23

    Ja się też ze sobą zgadzam, z Tobą się zgadzam i nie zgadzam. Ateista bezprzymiotnikowy a czas na gryzienie w spokoju kanapki i popijanie kawą, ale musi patrzeć przez okno, żeby mu jego miasta nie ukradł katolik. Gimna darmo (za 1% wartości rynkowej, czyli z dokładnościa 99%) daje darmo grunty gminne biskupowi jego proboszczowi i wyznawcom. To się nazywa w nieukradzionym języku kradzieżą. Ateisty nikt nie pyta czy wolno mu ukraść kawał miasta w którym mieszka, więc nie może zjeść spokojnie ani popić, ani tym bardziej się upić, bo ukradną. Gminę, wieś, miasto, Polskę. Kościół ka się na Polsce uwłaszczył doskonale lepiej niż jakakolwiek inna nomenklatura.
    Kradne, sika i obsrywa wszystko.
    Nikt ateisty nie pyta, czy „da na Kościół kat”, bo da – zabierze mu polskie państwo, wytnie kieszeń z portflem i przeflancuje na Kościół kat. Za pomocą rozbójnictwa, za pomocą prawa – co jest gorszym jeszcze rozbójnictwem, za pomocą specustawy niewolniczej pt. Konkordat ze Stolicą Apostolską”, za pomocą obyczaju, tradycji, szantażu, odruchu niewolnika Pawłowa i plucia.

    W Szwecji też wyznawcy kradną ateistom Szwecję, wycinają portfele z portek, wysysają pieniądze z kont, nazywają ich „Szwedami najgorszego sortu”, gwałcą prawem niewolniczym wobec Watykanu, obsikują kraj wzdłuż, wszerz i po granicach, a okradany ateista szwedzki siedzi sobie, patrzy na to i spokojnie wsuwa bułę i popija kawą?

  255. Niezalezny liberalny szwedzki „Dagens Nyheter” w artykule odredakcyjnym (s.2)
    7.12. 2018
    „Georg Soros jest przykladem, ktory Unia Europejska powinna bronic”.

    Amerykanski finansista i miliarder, filantrop Georg Soros jest ulubionym obiektem
    atakow nacjonalistycznych. Dzieje sie to na Wegrzech a takze i w Polsce. Soros zalozycielfundacji Open Society /Karl Popper, „otwarte spoleczenstwo”/ przekazal na jej rzecz juz 32 miliardow dolarow. Pieniadze sa uzywane, by wspomagac osoby i inicjatywy, ktorych celem jest praca na rzecz praw czlowieka, otwartego spolecznstwa i wolnej prasy.
    Jego wrogowie twierdza, ze „wlasciwym celem” Georga Sorosa jest „zalanie” Wegier
    i Europy „przybyszami z Afryki”. Przedstawiaja wiele teorii konspiracyjnych. Antysemityzm jest czescia skladowa teorii.
    Premier Wegier Viktor Orbán jest przeciwnikiem imigrantow i zdeklarowanym wrogiem
    liberalnej demokracji. Ostatnim wrogim aktem premiera bylo usuniecie z Budapesztu
    Srodkowoeuropejskiego uniwersytetu, zalozonego i finansowanego przez Sorosa.
    Rektor uniwerysytetu Michael Ignatieff tak komentowal: ” Razace przestepstwo przeciwko wolnosci akademickiej. Mroczny dzien dla Europy i Wegier”

  256. seleuk|os|
    7 grudnia o godz. 16:57

    🙂 🙂 🙂

  257. Orteq
    7 grudnia o godz. 17:13

    znaczy się pora na ewakuację?

  258. „Jedyny znany mi wynik egzaminu bez ocen, to prawo jazdy. Czyli albo umiesz prowadzić, albo nie.”

    Albo umiesz prowadzić dobrze, albo powodujesz kolizje. Oceną są mandaty.

    „Na szczęście człowiek – wbrew powszechnemu mniemaniu – nie jest z natury stworzeniem stadnym. Wręcz przeciwnie, wyposażony uniwersalnie nadaje się świetnie do samodzielnego bytu”

    Tak jest. Tylko powinien pamiętać, że żyjąc samodzielnie na łonie natury powinien mieć oczy dookoła głowy, nawet jeśli mu się zdaje, że zna dobrze zasady takiego życia np. wśród niedźwiedzi grizzly. Jak się niedawno przekonało amerykańskie młode małżeństwo z niemowlęciem. Matka i dziecko zgryzione przez niedźwiedzia, niedźwiedź ustrzelony (to uniwersalne wyposażenie?) przez ojca.

    A jak się kończy samodzielny byt z dala od stada, przekonałem się właśnie bardzo drastycznie w przypadku znajomej rodziny, gdzie preferujący samotność i nieodpowiadanie na telefony i SMS-y wujek został znaleziony po tygodniu leżenia w stanie nieżywym w kuchni, gdzie sobie szykował kolację 🙁

  259. Nefer
    7 grudnia o godz. 19:28

    Rety,, a myślałem, że się tak ścichapęk przemknę mimo z tym kościółkowym gadaniem, gdy będziesz zajętyk, dajmy – pilnowaniem co się na lotnisku dzieje. Bo ja tam, co raz, oko wrzucam.
    Ale mi nie wyszło, może że podłoga trzeszczała?
    Ale Tobie wyszło, bo i fakt – możnaby dać to, po niejakiej obróbce, do rubryki „O nas”. Następna robota, koleżanko robotnico. Od traktora co zdobędzie wiosnę?

  260. Weronika
    7 grudnia o godz. 21:17

    znaczy się pora na ewakuację?

    Ale o co się rozchodzi? Że komary rypią?

  261. Weronika
    7 grudnia o godz. 13:04

    Ateizm jako stan umysłu wynikający z życia bez bogów od narodzin to stan tak naturalny, że aż niezauważalny – jak świadomość, że się jest Indianinem, kiedy dookoła – sami Indianie. Ateizm bez istnienia obok wiary w bogów jest niedefiniowalny. A żyjemy w mesjańskiej Polsce, gdzie niemal każdy ateista był chrzczony i komunijne placki jadł. Kto nie rozumie – jak seleukos czy Weronika – racji istnienia LA – to tylko ich prywatne nierozumienie i nic więcej. Jeśli szydzicie, obywatele selekos I Weroniko, i kpicie, to – priwiet, Gogol’ – sami z siebie kpicie. Jaką rację istnienia miałoby Stowarzyszenie Niepijących? i o czym by rozmawiało na spotkaniach – o niepiciu? Jaką miałoby rację istnienia i o czym by rozmawiało Stowarzyszenie Niepływających – o niepływaniu? Ateizm rozumiany jako życie bez bogów OD URODZENIA, bez innego otoczenia byłby tak samo nieuświadamialny I niezauważalny jak oddychanie. W jednorodnym środowisku ludzi żyjących bez bogów nie powstałby blog ateistów, bo samo pojęcie “ateizm” by nie istniało.

    Sądzę, że w mesjańskiej Polsce niewielu jest ateistów urodzonych w rodzinach ateistycznych. Sam miałem tylko jednego takiego znajomego. Ateiści z odzysku mają więc za sobą katolickie dzieciństwo i jakiś kawałek młodości. Ci ateiści, których dochodzenie do ateizmu i umacnianie się w nim było. oprócz żywiołowego obojętnienia na niedoświadczane nadprzyrodzoności, efektem własnych intelektualnych analiz, mogą nie kończyć tych analiz z chwilą twardego stwierdzenia: “Boga nie ma”. Podobnie pasjonat piłki nożnej nie kończy rozmów o piłce nożnej z chwilą, kiedy sam przestanie grać. Analizowanie chrześcijaństwa, jego głównego żródła – Biblii – oraz tego , co ma jakikolwiek związek z tą religią i Kościołem
    staje się potrzebą, nawykiem i umysłową rozrywką. Taki właśnie analityk – pan Jacek Kowalczyk – wymyślił blog ateistów. Znalazło się paru, którym rzecz się spodobała. Dzięki temu blog miał okres intensywnego umysłowego życia – właśnie dzięki rozmowom – najogólniej mówiąc – o religii. Powtórzę: nie ma ateizmu bez teosa I religii. Katolicyzm to tylko szczególna działka. I nie ma niczego niezwykłego w rozliczaniu się ateisty z własną religijną przeszłością lub – w wypadku starego niereformowalnego ateisty – znajdowania wypróbowanej przyjemności w odkrywaniu kolejnych absurdów, sprzeczności, nielogiczności, kłamstw, fantazji i wciąż nowych dowodów niesistnienia Boga w księdze o jego istnieniu.

    Ja tu trafiłem właśnie z tego powodu, że blog się nazywa “Listy Ateistów” (bo liczyłem na ateistyczne rozmowy o religii), a nie “Listy Politykierów” , “Izba Szalonyuch Naukowców”, “Salon Czytaczy” czy jakoś inaczej. Nie mam pretensji do politykujących czy gadających o czymkolwiek (choć w początkach po cichu miewałem, ale się oduczyłem miewać) – po prostu nie biorę udziału w tym, co mnie nie interesuje.

    Kiedy więc na pytanie “A po co wchodzisz” (na blog ateistów) odpowiadasz: “Żeby pobyć w przestrzeni wolnej od katolicyzmu”, wygląda to tak, jakbyś chadzała na stadion piłkarski, żeby pobyć w przestrzeni wolnej od piłki nożnej. Identycznie powierzchownie się wypowiada od początku na tym blogu seleukos, dla którego moje sformułowanie “chrześcijański ateista” służy wyłącznie do wykpiwania. Ale to jego prywatna własność.

  262. sorry, miało być zagryzione nie zgryzione 🙁

  263. Harari awansował na blogowego guru?
    Hmm…

  264. Na marginesie
    7 grudnia o godz. 18:06

    Notka o Campbellu z Wikipedii, którą cytujesz, nie ma w ogóle nic wspólnego z pojęciem mitu.

    Dlatego, że nie występuje w niej słowo „mit”?

    Nigdy nie pisałam, że Campbell ma cokolwiek wspólnego z efemerydą.

    Pisałaś, że definiujesz mit jako „efemerydę” i że bliższe jest Ci rozumienie mitu na wzór Campbella. Stwierdziłam jedynie, że to się nie rymuje.

    Chodzi o definicję efemerydy (rzecz ulotna), której, jak twierdziłaś wcale nie znasz (bo nie występuje w literaturze naukowej????)

    Twierdziłaś, że dla Ciebie mit jest „efemerydą”. Takie rozumienie mitu nie jest znane w literaturze przedmiotu. Nie twierdziłam, że nie znam definicji słowa „efemeryda”.

    Chodzi również o definicję mitu w drugim znaczeniu które cytuję (fikcja, produkt wyobraźni),

    To, że coś jest produktem wyobraźni, nie oznacza, że jest fikcją w sensie ontologicznym. Może być bytem realnym. Dotyczy to szczególnie sztuki.

    a nie w pierwszym (mit wg Mircea Eliade), które jak twierdzisz, jest jedynym, które znasz

    Nigdy czegoś takiego nie napisałam. Napisałam, że w dyskusji, którą prowadzimy posługuję się funkcjonalną definicją Eliade.

    Proponuję na tym zakończyć dyskusję na temat mitu.

  265. Na marginesie
    7 grudnia o godz. 19:35

    @Tanaka 7 grudnia o godz. 19:14
    10/10!

    A nawet Rudy 102!

  266. Tobermory
    7 grudnia o godz. 21:23

    Harari awansował na blogowego guru?

    Dla kogo guru, dla tego guru 😉

  267. kruk
    7 grudnia o godz. 16:18

    Powiedziałabym raczej, że przez mesjaszy ateizmu. Istnienie religii jest dla nich nieustannym powodem mentalnego rozdrażnienia

    Rozdrażnienie jestem w stanie zrozumieć. Szczególnie w Polsce, gdzie katolicyzm wpychany jest wszędzie, jak żarcie tuczonym gęsiom.
    Ale nieustannych rozmów o religii już nie rozumiem.
    Rodzaj masochizmu?

  268. wbocek
    7 grudnia o godz. 21:21

    Dodam jeszcze, Pombocku, do tego co rzekłeś i ja wcześniej takoż, że całkiem niezła jest intelektualna rozrywka, a nawet i cyrkowa rozrywka z tego, co wyrabia biskup ze swoim katolikiem. Dobrze jest móc zrobić dowcip w mrocznej, a mniemanej powagi pustego i fałszywego gadania tychże. Dobrze jest bezpretensjnalnie móc się uśmiać w kułak z tego widowiska w którym jeden drugiego kopie z klaunowskiego buta w tyłek, a kopany sprawdza, czy to deszczyk rosi lub też manna z nieba sypie i robi przy tym fiołka. Dziś sztuka cyrkowa jest w zaniku, a szkoda, mamy więc nieustające widowiska, dziwowiska i popisy w wykonaniu kleru i ich różnych prawidłowych wyznawców.
    Śmiech to zdrowie, nawet gdy z takich popisów, przypomina też czasy podwórka, co dobrze robi na cerę.
    No i taka rzecz: trzeba, to konieczność, dobrze się hultajom przyglądać. zwykle bowiem kłamią, oszukują i mamią na rympał i za dnia, ale bywa, że robią to misterniej, w nocy i dobrze się maskują. Trzeba to umieć zobaczyć, z maskirowki wysupłać i ogłosić. To też rozrywkowe, ale i obowiązkowe – dla się także – oraz całkiem pożyteczne.

  269. Tanaka
    7 grudnia o godz. 17:53

    Jakieś 35 tysięcy ateistów katolickich którzy są katolikami oraz odwrotnie, to kler katolicki nadwiślański.

    Dla mnie większość kleru to szamani.

  270. @Weronika, 21:17 – „znaczy się pora na ewakuację?”
    @Tanaka, 21:21 – „Ale o co się rozchodzi? Że komary rypią?”

    Slowo ‚ewakuacja’ wyglada na fikcje literacka. Podczas gdy ‚komary rypią’ gdyz jest mroz i jest snieg a my w żyto a my w żyto

  271. @Tanaka, 21:21

    komary rypią?

    a żebyś wiedział, obudziły się cholery (sorry, taki mamy klimat) i kąsają, krew piją

  272. @Weronika 7 grudnia o godz. 21:32

    Proponuję na tym zakończyć dyskusję na temat mitu.

    Jaką znowu „dyskusję na temat mitu”? Na temat mitu nie było żadnej dyskusji.

    Nie zrozumiałaś, otrzymałaś wyjaśnienie. Skoro dalej nie rozumiałaś, otrzymałaś następne wyjaśnienie.

    Rozumiem, że nie życzysz sobie dalszych wyjaśnień. Skoro sobie nie życzysz, to nie pytaj!

  273. @Weronika 7 grudnia o godz. 21:47

    Dla mnie większość kleru to szamani.
    No jasne, ale dlaczego tylko “większość”?

  274. @Tobermory 7 grudnia o godz. 21:23

    Harari nie jest żadnym guru, ale myśli po swojemu i pisze inteligentne książki.
    Ciekawa jestem, ile uczestniczek dyskusji o „panu Harari” te książki czytało 🙂

  275. Weronika
    7 grudnia o godz. 21:47

    Dla mnie większość kleru to szamani.

    Kler to NIE szamani.
    Nie myl potoczności słowa „szaman” z jego istotą. Członek kleru nie istnieje poza swoją organizacją, przez swoją organizację jest namaszczany i kontrolowany, a jego autorytet jest URZĘDOWY. Pochodzący z firmy. Urzędnika można błyskawicznie posunąć, schować, wywalić, odebrać mu autorytet, uczynić NIKIM.

    Szaman jest niezależny, a jego autorytet pochodzi z wewnatrz i nie podlega urzędowi. Jest, lub może być o wiele wyższej próby niż autorytet i cała możność członka kleru.
    Pod względem wartościowania jest odwrotnie: szaman to o wiele wyższa i lepsza ranga niż członek kleru.

    Kler to nie szamani, to kler, czyli byle co.

  276. O mrozie, sniegu i komarach pod 21:51 bylo przywolaniem w pamieci zaszlosci opowiadanym rzez Ojca o roku 1944. Oto co On sobie zakarbowal z tego roku:

    I mroz
    I snieg
    komary kąsają
    A my w żyto
    a my w żyto

    Tam o walki tzw. Zolnierzy Wykletych szlo. Mroz, snieg, komary oraz żyto w jedno sie zlewaly. Taki byl wowczas porzadek rzeczy. Poteheranski juz. Ale przedjaltanski jeszcze. Po Jalcie zreszta niewiele sie zmienilo. Wyklecia Zolnierzy Wykletych dokonywal nie kto inny tylko Prymas Tysiaclecia.

    „Za cenę nauki religii w szkołach i zachowania Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Stefan Wyszyński musiał potępić antykomunistyczne podziemie, tzw. żołnierzy wyklętych i uznać Ziemie Odzyskane (nazwa ta stosowana była przez propagandę PRL-u, a kwestia tymczasowości przypisania do polskiej hierarchii Kościoła katolickiego ziem włączonych do Polski po 1945 roku pozostawała ważną kwestią polityczną).”

    http://www.edulandia.pl/edukacja/1,124766,6633927,Kardynal_Stefan_Wyszynski.html#ixzz3VX0heqUF

    Zolnierze Wykleci zostali wykleci przez Prymasa Tysiaclecia nie za zaden tam psi ciul. Bo z tego wyklecia do dzisiaj mamy ziemie tzw. Odzyskane z tego odzysku. I religie w szkolach. Oraz KUL. Takie czasy byli.

    Hej! Jak tak dobrze pomyslec to Zolnierze tzw. Wykleci sa odpowiedzialni za cala dzisiejsza III/IV Rzeczpospolita. Z jej wszystkimi granicami. I z calym dobrodziejstwem inwentarza zywego i niezywego.

    To dlatego znowu hucznie bedziemy swietowali Dzien Zolnierzy Wykletych 1-go bodajze marca

  277. @wbocek 7 grudnia o godz. 21:21

    Ja po prostu czytam wszystko, ale niektóre teksty pobieżnie. I z góry zakładam, że nie wszystko na blogu będzie mnie interesować. Religia (jako swoiste curiosum, które zalewa Umęczoną swoim groteskowym idiotyzmem) mnie akurat śmieszy i przeraża. A już niektóre „normatywne” wysiłki rodzimych religiantów i ich rzeczników – czasami wręcz mnie fascynują. Na zasadzie cielęcia z dwiema głowami 😉

  278. Uwaga pewnego blogowicza na temet powyzej poruszony

    ‚Pewnie dla uratowania koscioła „nasz” bohaterski kardynał również utworzył w swej pobożnej instytucji tajną siatkę agentów współpracujących z bezpieką. Zaprawdę powiadam ci, Wyszyński był czcigodniejszym bohaterem narodowym niz Karol Wojtyła.’

  279. Rowniez za czasow kardynalstwa Karola Wojtyly dzialy sie smieszne klocki uzbecko-koscielne. Czy mozna je zwalac na Kosciol, tylko i wylacznie? Z tego co wiem, na dzien dzisiejszy posiadamy pewien consensus w tej sprawie:

    WTEDY TAKIE CZASY BYLI.

    Zadne prawo zadnego kraju nie pozwala na skazanie kogokolwiek za to, ze osobnik stal sie sie ‚winnym’ dlatego iz do tej ‚winy’ zostal fizycznie i psychicznie przymuszony. To tak z tego co mi wiadomo. Co sie dzialo w RZECZYWISTOSCI np. stalinowskiej lat 30-tych, pewnie bedzie zaprzeczeniem tej zasady ‚prawa naturalnego’. No ale takowe nie stosuje sie do KaKa.

    Wiec, katoliku jeden z drugim, you can walk free today

  280. Tanaka
    7 grudnia o godz. 21:44

    Mnie akurat mniej interesowały praktyki szamanów, więcej – źródło religijnej ideologii, inaczej mówiąc: bardziej – język i treści biblijnej prezentacji nieistniejącego Boga niż praktyki pasterzy i owiec. Ale dotknąłem własnym rękami i oczami tego, co potrafi wyprawiać ta banda oszustów, kiedy się opiekowałem mamą i musiałem z konieczności grzebać w jej papierach – i aż mnie pod sufit z wściekłości uniosło. Dzieliłem się na blogu apelami pieprzonego z naukową nazwą instytutu srutututu Piotra Skargi z Krakowa i Ty mi uzmysłowiłeś, że to osławiony naciągacz. Nigdy się już nie dowiem, ile mama tym łachudrom od moralności ze szczerego, oszukanego serca wysłała, za co dostała trochę koralików i parę obrazków. Domyślałem się tylko z treści, że kontakt był nienowy, a troska o mamy zdrowie i za każdym razem załączony przekaz na „20 zł, 30 zł, 50 zł, 100 zł albo i więcej” oraz życzenia błogosławieństwa Matki Bożej – świadczyły o pewnej zażyłości, taka ich owaka mać. Po tym zacząłem się bardziej przyglądać pasterskim i owczym praktykom. Ale tylko w mediach, bo już nie byłem takim jak kiedyś masochistą, żeby infantylnych kazań po kościołach dla wiedzy o wrogu wysłuchiwać. Choć zdarzało się, kiedy rybaczyłem w Gąskach, wypić trochę piwa z księdzem, którego gadki o świecie były niemal kompletnie trzeźwą odwrotnością tego, co kiedyś mi skręcało kiszki w czasie kazań.

  281. Odgrzejmy jeszcze i to

    https://bezuzyteczna.pl/kard-stanislaw-dziwisz-swieci-205757

    Gabriel Marcinkowski:

    W imię ojca , i syna , i ducha świętego Enter.

  282. Na marginesie
    7 grudnia o godz. 22:31

    Otóż to, Namarginesko. Patrzysz sobie jak na kuriozum i nie mówisz: „nie je wazne, cyje co je, wazne to je, co je moje”. Albo w innej, powszechnej w Polsce dziecinnej wersji: „Nie rozumiem, jak można…”. Przez to patrzę w Ciebie jak w obraz Matki Boskiej.

  283. Tanaka
    7 grudnia o godz. 22:27

    No właśnie. Nieraz o szamanach z uważaniem wspominaliśmy. Wszechstronni przewodnicy życiowej wędrówki plemiennego człowieka. Choć doszło chyba nie tak dawno szydercze znaczenie jako kościelnego oszusta. Szaman, w odróżnieniu od czarnych wyłudzaczy, przede wszystkim był członkom plemienia pomocny.

  284. wbocek
    7 grudnia o godz. 23:06

    Szaman był terapeutą, w dosłownie dzisiejszym tego słowa znaczeniu, był też pierwowzorem dzisiejszego lekarza.
    Znane stanowisko tradycyjnej medycyny chińskiej, którego ciągle nie kapuje i nie stosuje medycyna naukowa świata zachodniego: nie choruje wyłącznie ciało, ale zawsze cały człowiek, z duszą – to jest istota szamaństwa.
    Kler nie leczy ani ciała ani duszy, a wyłącznie mami i poraża.

  285. Orteq
    7 grudnia o godz. 22:52

    To jest wersja rozrywkowa.
    Jest wersja bardziej korzenna: przybyłem, pokropiłem, skorumpowałem. Może być na końcu – enter.

  286. @Tobermory
    7 grudnia o godz. 21:19

    Oczywiście miałem na umyśle egzaminy na prawo jazdy takie, jak np. w Niemczech. Nie jest łatwo zdać.
    Osobiście robiłem prawo jazdy w PRL w latach 60-tych. Obowiązkowa liczba godzin jazdy z instruktorem wynosiła 8 (słownie: osiem). Jeździłem syrenką i żukiem. Było to znośne, bo liczba aut na km kwadratowy była malutka.

    Co do życia samodzielnego – można być samodzielnym w lesie ale również w dżungli cywilizacji. A wypadki chodzą po ludziach – ludzie po wypadkach nie zawsze.

    Generalnie chodzi mi o to, że przypisujemy „władzy”, choćby nie wiem jak demokratycznej, jakiś rodzaj boskości. A to przecież zwykli urzędnicy. Mało tego – dostają sztab pomocników, mnóstwo sprzętu i jeszcze praktycznie całkowitą bezkarność. Przecież to królestwo. Prawie boskie. Jak długo nie zmienimy ich praktycznej odpowiedzialności za czyny i słowa, tak długo będziemy „poddanymi”. I sytuacja będzie eskalować, bo rządy będą coraz głupsze (czyli coraz bezczelniejsze) i wszelka „polityka” dotyczyć będzie wyłącznie tu i teraz, czyli „ja muszę zarobić”.
    Prognoza: Lokalne burze, globalne ocipienie (to nie literówka), wzrost poziomu wód i brak wody, nadmiar energii i jej podrożenie, nadmiar pieniędzy i ich brak, nadmiar ludzi i brak rąk do pracy i wysyp religii.

  287. wbocek
    7 grudnia o godz. 23:06

    szaman był członkom plemienia pomocny, często był plemiennym mędrcem. Sam sobie zapracowywał na zaufanie i autorytet, nie miał żadnego swojego biskupa ani patentu urzędowego na szamanienie. Sam też mógł własny autorytet zniweczyć złym działaniem. Odpowiedzialność była u niego osobista i całkowita.
    To szamana całkowicie różni od członka kleru.

  288. @

    Kiedyś (za czasów PRL), przed seansem filmowym była Kronika Filmowa. A często też film krótkometrażowy. Komu to przeszkadzało? Dziś mamy kretyńskie reklamy zachęcające do konsumpcji. I oferujące również coś na przeczyszczenie.
    „Pora umierać”?

  289. Tanaka
    7 grudnia o godz. 23:31
    Mam wrażenie, że uprościłeś nieco istotę szamaństwa. On nie robił sam siebie szamanem. Był wybierany z własnej społeczności i latami szkolony przez swego mistrza, którym był zawsze inny, starszy szaman. Fakt, swym zachowaniem i konkretnymi zachowaniami musiał walczyć o utrzymanie swej pozycji w plemieniu bądź grupie.
    Po naszemu – sam sobie księdzem, biskupem i papieżem w jednym.

  290. @zak1953
    7 grudnia o godz. 23:39

    Obawiam się, że Twoje dywagacje bazują na literaturze.
    Z naszego punktu widzenia wydaje się to realne i prawdopodobne ale czy tak rzeczywiście było? Czy w ogóle byli szamani? Może byli „uzdrowiciele”, czyli pierwowzór lekarzy?
    A że w każdym społeczeństwie zdarzają się „politycy”, to i szamani się zdarzyli. Może jako urząd plemienny? Taki ówczesny minister zdrowia?

  291. Qba
    7 grudnia o godz. 23:36

    Kiedyś (za czasów PRL), przed seansem filmowym była Kronika Filmowa. A często też film krótkometrażowy. Komu to przeszkadzało?

    Nam to przeszkadzało. Za pomocą Wałęsy, czyli agenta Bolka obaliliśmy o kino i tą PKF. Teraz mamy co mamy i jesteśmy zadowoleni.
    Co nie?

  292. zak1953
    7 grudnia o godz. 23:39

    Mam wrażenie, że uprościłeś nieco istotę szamaństwa. On nie robił sam siebie szamanem. Był wybierany z własnej społeczności i latami szkolony przez swego mistrza, którym był zawsze inny, starszy szaman.

    Sposoby dochodzenia do pozycji szamana mogły być różne, bo mówimy o różnych czasach kontynentach, plemionach. To wtórne wobec istoty, jaką reprezentował i tego, co go różni od członka kleru.

  293. Tanaka
    7 grudnia o godz. 23:22

    „To jest wersja rozrywkowa. Jest wersja bardziej korzenna: przybyłem, pokropiłem, skorumpowałem. Może być na końcu – enter.”

    Wszystko sie zgadza procz jednego: Dziwisz poswiecal nowy przybytek. Na zaproszenie jego tworcow to czyniac. A wtedy obowiazuje rytual wymamrotania pewnych slow, podczas kropienia kropidlem. Za te slowa wlasnie, i za pokropek, zapraszajacy uiszczaja dosyc sowita oplate.

    Ze on sobie mogl jeszcze co innego wymamrotac? Pewnie ze mogl. Tyle ze zaplacone mial za co innego

  294. @Orteq 7 grudnia, 16:56
    Szukając informacji o “Black Agenda Report” trafiłam na stronę “Media Bias/Fact Check”. Strona ta przypisuje różne media następującym kategoriom: left bias, left-center bias, least bias, right-center bias, right bias. Czyli chodzi o ukierunkowaną tendencyjność. “Black Agenda Report” został zakwalifikowany jako tendencyjny lewicowo. Oto charakterystyka tej odmiany mediów:
    https://mediabiasfactcheck.com/left/
    “These media sources are moderately to strongly biased toward liberal causes through story selection and/or political affiliation. They may utilize strong loaded words (wording that attempts to influence an audience by using appeal to emotion or stereotypes), publish misleading reports and
    omit reporting of information that may damage liberal causes. Some sources in this category may be untrustworthy”.
    Ten sam portal umieścił Wikipedię wśród “least biased”, czyli źródeł najmniej tendencyjnych. Bądź tu mądry.

  295. Kruk @2:28

    „Black Agenda Report” został zakwalifikowany jako tendencyjny lewicowo.”

    Zgadza sie. Dodajmy tu jeszcze, ze jest to jednostka medialna amerykanskiej lewicy murzynskiej. Czy to przekresla BAR jako jednostke medialna?

    Jako jeszcze jedno uzupelnienie nalezy dodac, ze artykul Glena Forda z BAR o amerykanskich prezydentach bedacych, wszyscy bez wyjatku, ‚masowymi mordercami’ na skale swiatowa, traktuje zarowno republikanskich jak i demokratycznych prezydentow jednakowo. A ze z zalozenia ma czarny lewicowy tzw. bias, mnie za bardzo nie przeszkadza.

    Tendencyjnosc z prawa czy z lewa? Who cares. Wazna jest informacja nt. 20-30 milionow ofiar w swiecie, jakie padly w wyniku wojen przeprowadzonych przez amerykanskich prezydentow od czasu II WS.

    Tanaka o tym poswiadczyl pod 17:47. A jemu, jako zdecydowanemu ateiscie, mozna wierzyc w ciemno. Ba. W czarno nawet!

  296. Warto w tym miejscu przytoczyc KLEPSYDRE Sp. Georga H.W. Busha, wysmazona przez BAR w dzien po oficjalnym, ostatecznym pogrzebie. Czyli dzisiaj

    https://blackagendareport.com/if-theres-hell-below-thats-where-hell-go-bar-obituary-george-hw-bush

    Przytoczny kawalek tej klepsydry BAR

    ‚George HW Bush był prezydentem jednego kadencji, który popełnił zwykłą liczbę okrucieństw w kraju i na świecie. Na nowo wypromował żądnego krwi Dicka Cheneya, który był szefem sztabu Geralda Forda w Pentagonie, i mianował kontrowersyjnego Clarence Thomasa do Sądu Najwyższego.

    Zaatakował Panamę, gdzie siły amerykańskie dowodzone przez Colina Powella starły z powierzni Ziemi całą czarną dzielnicę, zabijając dziesiątki tysięcy cywilów tylko po to aby zapobiec niewygodnym protestom przeciwko okupacji amerykanskiej. Jimmy Carter wynegocjował amerykańskie bazy w Arabii Saudyjskiej, a Bush wypełnił je setkami tysięcy żołnierzy, artylerii, pancerzy i samolotów, planując inwazję na Irak w 1991 roku. Miliony Irakijczyków zginęły od inwazji Bushów, kolejne miliony zostały uchodźcami. Od tego czasu nawet jeden tydzień nie minął bez amerykanskiego zbombardowania takiego czy innego miejsca w tym nieszczęsnym kraju.

    Jednym z ostatnich działań Busha w grudniu 1992 r., gdy był kiepskim lame duck prezydentem, było wylądowanie kontyngentu US Marines w Somalii. Uczynil to po to aby powstrzymać ten kraj przed utworzeniem jednolitego rządu, który może nie odpowiadać wujowi Samowi. Ponad Ćwierć wieku później siły amerykańskie nadal znajdują się w Somalii a kraj jest w rozsypce’

  297. Qba
    7 grudnia o godz. 23:52
    Oczywiście, europejskie szamaństwo to bardzo odległa plemienna przeszłość. Dzisiaj, to już tylko Ameryka i to południowa. No i jakieś 100 lat temu Mongolia oraz ludy syberyjskie. Reszta będzie tylko miejscową odmianą Cepelii na potrzeby turystów spragnionych odmiany.

  298. @zak1953
    8 grudnia o godz. 5:57

    „Dzisiaj, to już tylko Ameryka i to południowa”
    A co z Afryką?

  299. Tanaka
    7 grudnia o godz. 21:02

    Musze przyznac Tanaka nie znam zaden ateista szwedzki (osobiscie). Kiedys dalem tlumaczenie badan duzych, na temat religijnosci Szwedow. Jak sam dobrze pamietam, ca 20% jest „religijni”. 80% jak ja, agnostycy. Ateisty nie znam zaden. Ci religijni dziela oczywiscie na rozne sekty. Najwieksza jest luteranskoaugsburska. Duzo jest tez takich co „wierza” ale niezdefiniowany zbor. Taka „duchowosc” typ „cos w tym jest, ale co?”. Stach napisal mnie kiedys, agnostyk to taki wyznawca bez odwagi. Dobrze mnie rozsmieszyl. Dobrze nie musze na jego umiejetnosciach (wiedzy) psychologicznej polegac. Jak taka sama jak ateism/agnostycysm.

    Jezeli chodzi o pieniadze, to koscioly w Szwecji utrzymuja z opodatkowania. 1% dochodu rocznego (z deklaracji podatkowej). W tym jest 0,26% fundusz pogrzebowy (placa wszyscy). Reszta, tylko wyznawcy, placa reszte do wlasciwego wyznania (kosciola). To znaczy 0,74% taxowany dochod. Koscioly w Szwecji (wszystkie) zbyt bogate nie sa. Maja duze personalne koszty (opodatkowane jak kazdy zawod). Przy malej ilosci wyznawcow, musza ratowac ekonomie, sprzedaz obiektow. Akcje bazarowe etc. Moja okolica jest bardzo „koscielna”. Utrzymanie tego wiele kosztuje. Wiernych nie ma. Moj najblizszy kosciol, pare kilometrow, ratuje kase przed bankructwem, wynajmujac kosciol (zbud 1100, „odnowiona” trzystuletnia hala, dobra akustyka) na przedstawienia muzyczne. Rozne typ. Ja jestem bardzo chetny sluchacz. Bez problemu place bilet. Kosciol ma rowniez organy. Poniewaz sa akurat zabytkowe te koscioly, to panstwo pomaga (typ Fundusz Ochrony Zabytkow???). To jest Kinne-Kleva kosciol. Ten drugi najblizszy (Husaby), pisalem kiedys, najstarszy kamienny szwedzki. Oba sa na foto tu:
    https://www.bing.com/images/search?q=kinne-kleva+kyrka&qpvt=kinne-kleva+kyrka&FORM=IGRE
    Wszystkie na odleglosc spaceru od mnie. Text o kosciol w KinneKleva niestety tylko po szwedzku. Tam jest spis inventariow. Jest rzezba (brzoza) z 1100, przerobiona 1400 na Anna sama Trzecia. Pare innych rzeczy. Muzyka, chor, przedstawienie z takich dekoracjacj jest bardzo sugestywne.
    https://sv.wikipedia.org/wiki/Kinne-Kleva_kyrka

    Na marginesie 7 grudnia o godz. 22:23
    do
    @Tobermory 7 grudnia o godz. 21:23

    Nie jestem uczestniczka. Byc moze dlatego nie pisalem. Trudno, uczestnik… Homo Deus przeczytalem (z rek @lonefather) calosciowo. Czytam rowniez teraz fragmentarycznie. Autor jest niewatpliwie blyskotliwy w argumentacji. To slabosc i sila. Szczegolna tesknota do nowszych produkcji YN Harari nie przejawiam.

    Wbocek 7 grudnia o godz. 21:21
    do
    Weronika 7 grudnia o godz. 13:04

    Wydawalo mnie Pombocku, bylismy umowieni. Wzajemnie nie komentowac. Masz ochote zmienic? Ateism Pombocku to nic innego jak higiena. Nic wspolne z pilkarskimi zawodami. Sam uwage zwrociles, LA3 jest jak kawiarenka, nie stadion. Ja czasem wchodze tu, oczekiwalbym innych rownie higenicznych. Nie sikaja na podloge, nie smarkaja w obrus. Bielizne zmieniaja przed przyjsciem i sa wykapani. Nic wiecej, ateisci. Ludzie higieniczni. Niehigieniczni uniemozliwiaja picie kawy i ciastko.

    Roznimy siebie Pombocku zasadniczo. Najlatwiej wytlumaczyc zeglarstwem. Ty ciagle przerabiasz okret i ja ciagle moje okrety. Ja pierwsze co robie szukam czy ktos tak nie zrobil. Wyobraz sobie Pombocek, zawsze znajduje. Ty Pombocku, wymyslasz sam. Sprawia przyjemnosc, wywazanie otwartych drzwi. Ok, tez OK. Ale przeniesione do wtracania KK w polityke nie jest OK. Inni juz wymyslili co z tym zrobic i jak. Na wlasny maly rozumek nie ma potrzeby wymyslac.

    W dalszym ciagu proponuje Pombocku trzymac. Ty i ja wzajemnie nie komentujemy siebie. Tak trudno? Paluszki Ciebie swedza?

    Pzdr Seleuk

  300. @Tanaka
    @wbocek

    macie rację broniąc dobrego imienia szamanów.
    Użyłam tego słowa, w odniesieniu do kleru, w pejoratywnym tego słowa znaczeniu. Mea culpa!

  301. Orteq
    8 grudnia o godz. 1:37

    „To jest wersja rozrywkowa. Jest wersja bardziej korzenna: przybyłem, pokropiłem, skorumpowałem. Może być na końcu – enter.”

    Wszystko sie zgadza procz jednego: Dziwisz poswiecal nowy przybytek. Na zaproszenie jego tworcow to czyniac.

    To też się zgadza: Zdziwisz produkuje klimat wicie-rozumicie wy nas zaprosicie, ten co ma zapraszać zaprasza, opłatę upfront uiszcza oraz inne korzyści zabezpiecza, zaproszony przybywa, kropi, rączki umywa – co złego to nie ja, i wszyscy są zadowoleni.
    Nawet takie zaproszenie pod tytułem „samo z siebie” nie jest samo z siebie. Jak to mówią za prezesem bolącego kolana mord zdradzieckich: jak ktoś ma zapraszać, to skądś to ma. I ma rację.
    Jak się kto urodzi wśród takiej przyrody, to tak ma.

  302. @seleuk|os|
    8 grudnia o godz. 8:03

    Pozwolę sobie wtrącić moje trzy grosze do Twego wpisu do Pombocka na temat „wyważania otwartych drzwi”. Głównie dlatego, że również preferuję własne rozwiązania. Prawdopodobnie jest to cecha, którą za młodu wpojono nam w technikach. Dobrych technikach.

    Ponieważ z Twego wpisu wynika, że nie pochwalasz takiego postępowania, a nawet lekko nim gardzisz, spróbuję wyjaśnić mój punkt widzenia.

    Po pierwsze, każde rozwiązanie samodzielne rozszerza moje umiejętności i zmniejsza obawy przed otaczającą rzeczywistością.

    Po drugie, każdy może się omylić. Również ci, którzy rzeczone drzwi już otwierali. Znane są liczne przypadki powielania błędów, które popełnili pierwsi otwierający.

    Po trzecie, otwierając drzwi wielokrotnie czyniłem to w nieco inny sposób, co kilka razy doprowadziło do ciekawych rozwiązań. Poza tym, często zachodzi wręcz konieczność modyfikacji znanej metody, a przeróbki są zawsze gorsze od oryginału.

    Po czwarte, korzystając ze znanej metody otwarcia drzwi, zamykam sobie drogę do interesujących rozwiązań.
    Tu dam przykład. Budując „komputer” czyli układ elektroniczny na bazie mikroprocesora muszę napisać dla niego program, realizujący założoną funkcję. Mogę skorzystać z otwartych drzwi i napisać program w jednym z wyższych języków, typu C++ czy python, zawierających mnóstwo gotowych procedur. Czasem nawet tak czynię, gdy funkcja jest mało wymagająca pod względem mocy obliczeniowej i pamięci. Jednak poważniejsze zadania programuję na poziomie języka maszynowego (nawet nie asemblera), ponieważ tylko wtedy mogę w pełni wykorzystać procesor. Szczególnie, gdy funkcja musi działać w ostrym reżimie czasowym.

    Po piąte, takie podejście stosuję zawsze, niezależnie od tego, czy czynię coś prywatnie dla cioci Józi czy też zawodowo dla płacącego klienta.

    Po szóste, takie podejście nazywam – „rozumiem”, bowiem muszę poznać i zrozumieć proces, który chcę zrealizować. Preferowane przez Ciebie podejście korzystania z otwartych drzwi nazywam – „wiem”. Różnica pomiędzy nimi jest zasadnicza: ja sobie dam radę prawie zawsze i prawie ze wszystkim. Ty skazany jesteś na dostęp do informacji i gotowców.

    To by było na tyle. Nie oceniam i nie wartościuję powyższych rozwiązań. Każdy czyni, jak mu pasuje. I dobrze mu tak.

  303. Tobermory
    8 grudnia o godz. 7:27
    W Afryce Murzyni są obecnie tak zdominowani przez europejczyków i chińczyków, że to dla mnie także Cepeliada. Tak jak my nie mamy już prawdziwych Cyganów, tak i oni już nie mają prawdziwych szamanów.

  304. seleuk|os|
    8 grudnia o godz. 8:03

    Przepraszam, seleuku, nie Ty mnie interesowałeś, lecz problem. Ty byłeś tylko tym, który wykpił moje pojęcie „chrześcijański ateista”, nie pokazując choćby jednym tikiem, że rozumie, co autor chciał powiedzieć, ale się z nim nie zgadza. Ja wiem, co mówię, a Ty swój chaos i nierozumienie ubierasz w kilometrową epistołę, w której apiać pouczasz, że „Na wlasny maly rozumek nie ma potrzeby wymyslac”. Widać nie rozumiesz na swój duży rozumek, że to słowa przedszkolanki do przedszkolaka.

    Nie pamiętam, bym się na cokolwiek z Tobą umawiał, ale to może demencja.

  305. Qba
    8 grudnia o godz. 10:36

    Szapka bach za mądrą całość, Qbo, a zwłaszcza za dwa ostatnie zdania.

  306. Qba
    8 grudnia o godz. 10:36
    @seleuk|os|
    8 grudnia o godz. 8:03
    Mogę skorzystać z otwartych drzwi i napisać program w jednym z wyższych języków, typu C++ czy python, zawierających mnóstwo gotowych procedur. Czasem nawet tak czynię, gdy funkcja jest mało wymagająca pod względem mocy obliczeniowej i pamięci. Jednak poważniejsze zadania programuję na poziomie języka maszynowego (nawet nie asemblera), ponieważ tylko wtedy mogę w pełni wykorzystać procesor. Szczególnie, gdy funkcja musi działać w ostrym reżimie czasowym.

    Po szóste, takie podejście nazywam – „rozumiem”, bowiem muszę poznać i zrozumieć proces, który chcę zrealizować. Preferowane przez Ciebie podejście korzystania z otwartych drzwi nazywam – „wiem”. Różnica pomiędzy nimi jest zasadnicza: ja sobie dam radę prawie zawsze i prawie ze wszystkim. Ty skazany jesteś na dostęp do informacji i gotowców.

    Mój komentarz
    Odnośnie „wiem”, do czego przypisujesz niesamodzielność, korzystanie z gotowców oraz „rozumiem”, co przedstawiasz jako samodzielność, kreatywność.
    „Wiem” na twoim przykładzie, to programowanie np. w C+, mniej w assemblerze, a „rozumiem”, to programowanie w języku maszynowym.

    Qba, zarówno języka C+ jak i maszynowego wpierw musiałeś się nauczyć, czyli przed nauczeniem nie byłeś „wiem” i nie byłeś „rozumiem”.

    Faktem jest, ze w językach częściej używanych są dostarczane gotowe rozwiązania, a w języku maszynowym raczej nie. Lecz to wynika nie z „wiem”, czy „rozumiem”, a z tego, że np. język C+ jest szerzej znany i dużo częściej wykorzystywany przez programistów niż język maszynowy.

    Qba, kolegi córka po ukończeniu studiów załapała się przypadkowo na jakiejś praktyce, czy stażu na programowanie działania różnych przedmiotów użytkowych, zabawki, pralki, kuchenki elektryczne, wyłączniki timery, itd. Tak jej się to spodobało, ze pozostała w tym. Co nie oznacza, że ona jest „rozumiem”, czy „wiem”. Ona to szybko załapała i stwierdziła sama na sobie, że to jej pasuje, że staje się szybko biegła w tym.

    Jej rodziciel, mój dobry kolega, to bystry gość, potrafi naprawić „wszystko”, tylko przedtem musi trochę pogłówkować. Ale do takich rzeczy jak komputer (umie uruchomić), czy nauka programowania – nie ma głowy i już. Może to uprzedzenie, może co innego, ale nie ma ochoty na naukę w tym kierunku.

    Słusznie pisze zza kałuży. Co masz w sobie, to masz, innych rzeczy nie przeskoczysz, ale to co masz, to warto rozwijać. Od tego powinni być nauczyciele, a nie tylko samodzielność.
    Pzdr, TJ

  307. Weronika
    8 grudnia o godz. 8:03

    I mnie się zdarza, Weroniko, używać wyrazu „szaman” w odniesieniu do katabasów – użyłem w komentarzu do Tanaki. To nie roztargnienie, lecz świadome, choć tu akurat mało refleksyjne przyjęcie dość powszechnego znaczenia oceniającego. Też meakulpuję i postanawiam się, psia jego mać, poprawić. Już lepszy „katabas”, kiedy człek chce zaznaczyć krytyczny stosunek do oszustów.

  308. @tejot
    8 grudnia o godz. 12:21

    Co masz w sobie, to masz, innych rzeczy nie przeskoczysz, ale to co masz, to warto rozwijać. Od tego powinni być nauczyciele, a nie tylko samodzielność.

    I tak całe życie? A może jednak kiedyś osiągniesz taki poziom, że mógłbyś nauczać nauczycieli? Chyba, że całkowicie zadowala Cię rola odtwórcy.
    Mnie pasjonuje przesuwanie granic moich możliwości. Samodzielnie.

  309. @Tanaka
    Oczywiście dołączam do wzorcowych ateistek @@ Namargineski i Neferki chwalących Cię za wczorajszy wpis z g.19:14.
    Bardzo podobał mi się zwłaszcza „katolicki smog, który zabija.”
    Otóż w kwestii tego smogu myślę sobie, że smoka trzeba pokonać jego bronią. Nie podsyłać nienasyconemu żarłokowi kolejnych apetycznych dziewic , tym bardziej konsekrowanych, a wprost przeciwnie. Same niestrawne berety moherowe w rodzaju madamy Sobeckiej lub Pawłowicz oraz świętojebliwych meżczyzn, takich jak Terlikowski czy Jurek. Niech się nażre do rozpuku.
    Kolejna faza pozbywania się smoga smoczego. to działanie na jego wrażliwość empatyczną, a raczej jej brak i – ogólnie rzecz biorąc – zmysły. W przestrzeni publicznej, w której smog bez pardonu się przemieszcza, należy obsikiwać niezliczone, wymuszone obiekty kultu, a pomniki – rozbierac.. Ewentualnie można utworzyć ku przestrodze, na wzór muzeum soc w Kozłówku, muzeum smoków/smogów katolickich

  310. wbocek
    8 grudnia, g.12:36
    Zdecydowanie jestem za „katabasem”. Szaman by ich (czyli katabasów) na swój sposób nobilitował.
    Przy okazji dziękuję Ci, przyjacielu, za komentarz w mojej sprawie na blogu Passenta. Nie jestem tam osamotniona, bo ludzie reagują prawidłowo na brzydkie wyczyny @SM i doradzają po prostu olewanie.
    Sama o tym wiem i nie mam zamiaru rezygnować z komentowania na En passent z powodu jednego upierdliwego świra.
    P.S.
    Czy morze już wróciło na plaże? Jakoś tak pomyślało mi się przed chwilą o prof. Bartoszewskim, który zawsze zimą pojawiał się w Sopocie (dobrze mu się tam pisało).
    Pamiętam kadr z filmu dokumentalnego o nim, gdy idzie plażą, morze szumi, a pogoda jest raczej paskudna.

  311. O katolickim smogu mówiła w poniedziałek Manuela Gretkowska u Kuby Wątłego (03:06):
    http://www.superstacja.tv/program/krzywe-zwierciadlo-manuela-gretkowska,6828309/

  312. Do
    Qba i wbocek (data + czas)
    odpowiedz (podanie)

    Pozostawiam Panom rozpatrzenie granic miedzy pojeciami ”wiem”, ”rozumiem”, ”kreatywnosc” ,”myslenie” i podobne abstrakty przy projektowaniu (projektach). Indywidualnym i zespolowym. Rzeczy dowolne i jakiekolwiek inne. Nie czuje jezykowo kompetentny co Panowie sa kompetentni. W ogole kompetentny, porownujac do ktorego z Panow nie jestem. Nauczycieli. Konkurujac zgrzeszyl(???) zasadniczo. Proponuje w dalszym ciagu nie zwracac do mnie, nie powolywac, nie cytowac, nie wymieniac, nie wykazywac gruba blednosc, nieznajomosc lokalnych warunkow inne niedostatki wszelakie co mam etc, etc. Dosc proste, nawet przedszkolankom. Roztropnym przedszkolankom choc lista dluga. Ufff. Ja z moich niedostatkow jestem b zadowolony. Pielegnuje i zbieram jak kamyki szlachetnoprzezroczyste. https://www.youtube.com/watch?v=AzzxW1wc-xU

    Krotko, bez epistol. W kawiarni, nigdy nie dosiadl do stolika zajmowanego przez ktory z Panow. Gdybym ja siedzial, a ktory z Panow doszedl spragniony pytajac ”-Wolne miejsce?” wskazujaco krzeslo. Odpowiedzial, ”-Niestety, zajete” pijac dalej kawe. A noge na to wolne/zajete krzeslo kladac. Nawet na dwa krzesla, a jedna noga, bym polozyl.

    Ze takie proste rzeczy a trzeba pisemne podanie.

    Podpisane Seleukos

  313. Tanaka

    Biję się, Tanako, w pierś, bo ze starczą premedytacją przekłamałem na niekorzyść adresata treść świetnie wypełnionego przekazu pieniężnego przysłanego mojej mamie – jednego z nieznanej mi bliżej liczby – przez instytut Piotra Skargi w Krakowie, w którym wystarczy tylko wstawić kwotę, dołączyć ją i wysłać. Napisałem, że tam pisało: „20 zł, 30 zł, 50 zł, 100 zł albo i więcej”. Świnia jestem – aż tak prostacko nie pisało, w końcu to instytut, nie kanciapa. Pisało: „20 zł, 30 zł, 50 zł, 100 zł lub inną kwotę”.

    Zagadka pod wezwaniem: O jakiej kwocie egzaltowana owieczka pomyśli po tej wyliczance zakończonej setką?

    Czyż nie jest to przykład nieobecnego w polskim wyzwolonym rządownictwie myślenia przyszłościowego, z wyobraźnią?

  314. mag
    8 grudnia o godz. 13:24

    Cześć, mag i wieczór dobry. Przesyłam z mieleńskiej kamerki dzisiejszy stan plaży. W życiu byś się nie domyśliła, że na tej fotce jest sztorm do dziewiątki. A jest, choć nic na to nie wskazuje. A nie wskazuje, bo wiatr jest południowy zachód, czyli skosem od brzegu. Gdybyśmy pojechali na Szwecję okrętem większym od mojego, to byśmy dostali – przepraszam – w dudę na trzech, powiedzmy, kilometrach tak, że odechciało by się nam jechać i wrócilibyśmy, jak to mówią smarki, z buta. Ze mną szłabyś sobie spokojnie, bo chodzę po wodzie. Choć jeszcze po takich kocich łbach niepewnie, bo trochę kuśtykam.

    No i żeby Ci się zrobiło cieplej w zimie, posyłam letni filmik z eksperymentu, którego celem było sprawdzenie, czy dam radę wleźć na okręt po wywrotce. Sama zobacz, czy dam.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6632640672422619682?authkey=CKvvkbzysIGkdw

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6632010056238829938

  315. Pomboeck, o stylu koscilenego zachecania:
    „Napisałem, że tam pisało: „20 zł, 30 zł, 50 zł, 100 zł albo i więcej”. Świnia jestem – aż tak prostacko nie pisało, w końcu to instytut, nie kanciapa. Pisało: „20 zł, 30 zł, 50 zł, 100 zł lub inną kwotę”.

    Mój komentarz
    Dobre. Fraza „inna kwota” bardzo dobrze ilustruje udawaną delikatność, obłudę i fałszywą skromność kościelnych naciągaczy wystawiających ręce po wdowi grosz.
    Pzdr, T

  316. @Orteq 8 grudnia, 3:56
    Mnie absolutnie nie przeszkadza, że BAR to akurat lewica murzyńska. Niepokoi mnie tylko, że kategoria mediów, do której został zaliczony, winna bywa “misleading reports”, czyli wprowadzania czytelnika/słuchacza w bład.
    Sama oglądam chętnie CNN, umieszczony też w kategorii tendencyjnej lewicowo. Oczywiście lewicowość należy rozumieć po amerykańsku. Program CNN jest pod tym względem różnorodny – GPS Fareeda Zakarii wydaje mi się bardzo wyważony. Chris Cuomo, prowadzący Prime Time jest głównie oskarżycielem Trumpa, co mnie się akurat podoba, chociaż widzę jego stronniczość.
    Wśród pism centrolewicowych znalazłam m.in.:
    BBC, Bloomberg, New York Times, Politico, The Guardian, Time, Washington Post. To są, w moim odczuciu, źródła wiarygodne. To samo pisze o nich Media Bias/Fact Checking.
    Jak mogę to podsumować? Skrajne oceny są dla mnie podejrzane. Czy prezydenci USA są porównywalni do Hitlera? Nawet przyjmując do wiadomości fakt, że ich polityka, a zwłaszcza działania wojenne, kosztują życie milionów ludzi, to przecież zawsze jest jakaś druga strona konfliktu, bynajmniej nie bez winy. Nie próbuję niczego usprawiedliwiać, po prostu taki jest ten paskudny świat.

  317. Weronika
    8 grudnia o godz. 13:28

    Słowo „smog” pada tam dwukrotnie. Ale nie w takim brzmieniu jak moje i w znacznie słabszym znaczeniu.

  318. wbocek
    8 grudnia o godz. 16:11

    Pombocku, Ty się nie bij, tylko zauważ pomidora. Ta wyliczanka to gra w katolickiego pomidora. Znasz tą zabawę: powtarzasz tyle razy słowo „pomidor”, że na pytanie niezwiązane z pomidorem też odpowiesz „pomidor”.
    Wyliczanka (nie przypadkowych, ani malejących liczb, a rosnących) jest po to, żebyś, po odczytaniu „sto złotych” już miał w głowie wdrukowane, że „inna kwota”, to – co najmniej – 150 złotych, ponieważ poprzednia przed setką, to było złotych pięćdziesiąt. Jeszcze lepiej, jak sobie zafiksujesz zasadę wzrostu: dać więcej niż sto, więc dwieście, pięćset, tysiąc – to bedą „godne kwoty”. Albo sto. Tysięcy. A czemu nie, jak tak?

  319. kruk
    8 grudnia o godz. 16:59

    Stawiam tezę, że lewicowość to stan normalny. Inaczej mówiąc, wnioskiwanie oparte o fakty i logikę prowadzi do wniosków uznawanych na rynku idei za lewicowe.
    Z tym, że cognitive bias (od którego nikt nie jest wolny) wpływa i na dobór faktów, i na użytą logikę.

  320. wbocek
    8 grudnia o godz. 16:29

    Jak tak pod okrętem nurkowałes dzisiaj, to i dobrze. A jak w lipcu, to też. Dobrze jest bowiem nurkować i dobrze — pod okrętem.

  321. Szary Kot
    8 grudnia o godz. 17:47

    Lewicowość to stan przyrodniczy: współpraca, życzliwość, dzielenie się, wolność to jej zasady.

  322. Tanaka
    8 grudnia o godz. 17:49

    To lato, oczywiście, Tanaczku. Musiałem sprawdzić, co będę mógł zrobić, kiedy fajtnę zimą. Wyszło, że nic, jeśli nie mam czerpaka. Tak to sobie wziąłem do serca, że po dwóch latach, czyli w tym roku, kupiłem plastykowe wiadro i teraz jestem pod ochroną. Nie miałem tylko głowy, kiedy mi się na sicher zepsuło kolano, żeby potrenować wylewanie wody z okrętu na głębokim. Zimą się nie zdecyduję, bo coraz bardziej niezdecydowany jestem, ale gdzieś w kwietniu, maju sprawdzę na bank. Chyba że zimą woda się pode mną załamie i będę, chciał nie chciał, musiał zimą.

  323. wbocek
    8 grudnia o godz. 18:02

    O, to, tot! – mówiła moja babcia, która jednak chyba żadnych wpłat na Kościół kat nie robiła.
    Dobrze, że mi zwróciłeś uwagę na panoramy falochronu i mierzei z drona robione, bo faktycznie, nie jedna, a kilkanaście było i każda bardzo smakowita fotograficznie oraz informacyjnie porządna.

  324. Tanaka
    8 grudnia o godz. 17:47

    No więc da się powiedzieć, że czarne głupie są? Tylko nie wiem, czy „mądry” to to samo, co „chytry”. Bo o chytrym mówią, że dwa razy traci. A ja za bardzo takich powiedzonek nie mam za mądrości. Wystarczy rzucić jednym okiem na czarnego – na przykład sekundę temu na prałata Jankowskiego w nieodłącznym mercu – by się dowiedzieć, czy dwa razy stracił, czy raz, czy może wcale.

  325. Tanaka
    8 grudnia o godz. 17:42

    Słowo „smog” pada tam dwukrotnie. Ale nie w takim brzmieniu jak moje i w znacznie słabszym znaczeniu.

    piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii ….. piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii …. piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii … rzekłaby Manuela, a ja bym …

  326. @wbocek
    8 grudnia, g.16:29
    Chętnie się z Tobą przelecę na ta woda, ale chyba z pierwszej foty, bo na drugiej jesteś goły i wesoły, co wskazuje na porę letnią.
    Piszesz o sztormie około 9, a mi się przypomniało „10 w skali Beauforta” i Krzysztof Klenczon. Ech słuchało się i tańczyło na prywatkach…
    https://www.youtube.com/watch?v=g4lIHjJ0YOY
    Kurcze, się wzruszyłam.

  327. kruk
    8 grudnia o godz. 16:59

    „Skrajne oceny są dla mnie podejrzane. Czy prezydenci USA są porównywalni do Hitlera? Nawet przyjmując do wiadomości fakt, że ich polityka, a zwłaszcza działania wojenne, kosztują życie milionów ludzi, to przecież zawsze jest jakaś druga strona konfliktu, bynajmniej nie bez winy. Nie próbuję niczego usprawiedliwiać, po prostu taki jest ten paskudny świat.”

    Prownywanie czegos do nazistow/Hitlera zostalo awansowane, ok. 30 lat temu do statusu Prawa: Prawa Godwina

    http://wyborcza.pl/7,75399,22230828,po-zamieszkach-w-charlottesville-mike-godwin-zawiesza-prawo.html

    ‚Godwin zwracał uwagę na niebezpieczeństwo trywializacji zbrodni nazistowskich. Jeżeli aborcję porówna się do obozów koncentracyjnych, czy naprawdę dalej prowadzimy dyskusję opartą na merytorycznych argumentach?

    Po zamieszkach w Charlottesville jednakze Godwin zawiesił prawo swojego imienia. Napisał na Twitterze: „Ze wszech miar porównujcie tych głupków do nazistów. Bez ustanku. Jestem z wami”.

    Jak sie to wszystko ma do masowych morderstw wojennych amerykanskich prezydentow? A no moze tak, ze jednak wiekszosc wojen w swiecie po drugiej wojnie swiatowej byla spowodowana przez Amerykanow. A w USA rzadzi prezydent. Bez niego nie moze rozpoczac sie zadna wojna przez Ameryke akurat wzniecana. Bez najmniejszego zastanawiania sie nad ofiarami smiertelnymi wsrod np. niczemu niewinnych cywilow

    Proste to jak lufa kalasza

  328. Orteq
    8 grudnia o godz. 22:10

    Nie aż takie proste, bo brak próby zerowej. Nie można zakładać, że gdyby USA zachowywały się powściągliwie i nie grzebały innym po podwórkach, to panowałaby szczęśliwość ogólna i białe gołąbki fruwające.

  329. @Orteq 8 grudnia, 22:10
    A nie były to czasem proxy wars?
    https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_proxy_wars

  330. Szary Kocie,

    Alez nie o szczęśliwość ogólna i białe gołąbki fruwające sie rozchodzi.

    Tu idzie o oskarzenie amerykanskich prezydentow o spowodowanie tylu wojen w swiecie, w ostatnich 70 latach, ze doliczono sie 30 do 40 milionow ofiar smiertelnych. Czy tych ofiar nie byloby gdyby tych wojen Amerykanie nie wzniecali na podworkach innych? Pewnie by jakies tam byly. Ale nie az tyle milionow.

    Rozwazania na temat golabkow fruwajacych pozostawiam prawdziwszym ode mnie polyannom

  331. Tak jest, szanowna kruk. Czesto szlo, w powojennych czasach, o wojne zastepcza. Prowadzona przez maluczkich w imieniu Wielkich Braci. Dwoch ich, czy trzech czasem.

    Szcunek wielomilionowych trupow wojennych, dokonany w ostatnich dniach na okolicznosc smierci Busha Seniora, dotyczy WSZYSTKICH wojen, do ktorych zaistnienia doprowadzili glownie Amerykanie. Proxy war czy nie proxy, amekanscy powojenni prezydenci pelnili w tych wojnach sile sprawcza.

    Tak to zostalo ocenione. I to wcale nie przez mnie!

  332. Orteq
    8 grudnia o godz. 23:33

    Zgadzam się ogólnie co do odpowiedzialności, ale upieram się, że nie wiemy, jak ten rachunek wyglądałby bez USA lub przy ich innej postawie. Różne miejsca na świecie spływały krwią jeszcze zanim usłyszano o Stanach. W dodatku jeśli chodzi o stosunek do swoich obywateli, to tylko porównaj Stany i różne satrapie.

  333. Tak, tak i w ogóle.

    Tanaka, przez ciebie to mi teraz ino pierniki w głowie :/

  334. Nefer
    9 grudnia o godz. 0:07

    O, Tanako, zły chłopczyku
    bo problemów mam bez liku
    przez cię piernik mam ja w głowie
    no i co ja teraz zrobię?

    Mąka wszędzie, ciasto wszędzie
    co to będzie, co to będzie?
    gałkę ścieram, goździk tłukę
    ale czy się ja nauczę?

    Cukier sypię, imbir daję
    ile w ciasto poszło jajek?
    no a miodu ile trzeba?
    ech, pomodlę się do nieba…

    Teraz wszystko uwałkować
    i pieczenia dopilnować
    powycinać w różne kształty
    na tym smak – i dowcip – wsparty

    Taka prawda o piernikach
    Ten Tanaka mi nawtykał..!

  335. @Szary Kot 8 grudnia, 17:47
    Twoją tezę rozumiem tak, że znajomość faktów – zagrożenie klimatyczne, nadmierna rozpiętość dochodów, przeludnienie planety – prowadzi do idei uznawanych za lewicowe. Żeby ratować planetę i zapobiegać wojnom i krwawym rewolucjom musimy zdobyć się na współpracę w ramach wspólnot narodowych i między nimi. Jest ten diabelski cognitive bias, który skazuje nas na dobór globalnych i drobnych faktów pod nasze tezy i grozi skręceniem na manowce.
    Ale jest też coś innego, a mianowicie problem konkretnych, skutecznych rozwiązań. W lewicowym spektrum poglądów są ciągle obecne pomysły polityczne wielokrotnie wypróbowane z miernym lub wręcz fatalnym skutkiem. Takie się często odradzają w niedojrzałych demokracjach. Tymczasem
    prosta dychotomia wyzyskiwacze – wyzyskiwani dzisiaj nie istnieje, jest natomiast gmatwanina interesów różnych grup. Są oczywiście wśród nich grupy szczególnie upośledzone i grupy szczególnie uprzywilejowane, ale sprzeczne mogą być interesy ludzi należących do tej samej warstwy społecznej. W Polsce mamy np. konflikt między górnikami i resztą społeczeństwa, w którego interesie jest odejście od paliw kopalnych.
    Osiągnąć w tej sytuacji konsensus dla koniecznych zmian wymaga nie lada pomysłowości. Prosta redystrybucja dochodów, o którą tradycyjnie walczyła lewica, niewiele rozwiązuje. Trzeba ogromną ilość ludzi przekonać do poświęceń. Do pogodzenia się np. z rosnącymi cenami benzyny, co napotyka
    wściekły opór, nie tylko we Francji. Ogólnie chodzi nie tylko o mniejszą rozpiętość w dochodach ale przede wszystkim odejście od dzisiejszego stylu życia. Jak sobie ludzie deklarujący się lewicowcami z tym poradzą, nie wiem.

  336. @Orteq 8 grudnia, 23:48
    Nie zdejmując odpowiedzialności z Amerykanów, zdania co do tego, kto “głównie” przyczynił się do różnych wojen, zawsze będą podzielone. A już przydzielanie konkretnych ilości trupów wojującym stronom wydaje mi się wysoce spekulatywne.

  337. … a tymczasem….
    Posłanka J.Scheuring-Wielgus wybiera się do Watykanu pogadać z papieżem…

    Moim zdaniem ten zamiar pani Scheuring-Wielgus kompromituje ją i jej zwolenników.
    Zwracanie się do głównego watykańskiego pasożyta ze skargą na jego podwładnych i z prośbą o pomoc to poniżające uznanie władzy watykańskiego kleru w Polsce i objaw kompromitującej niemocy państwa i zindoktrynowanego religijnie społeczeństwa.
    Wstyd i hańba zanosić prośby do wroga i okupanta Polski.

    Pani Scheuring-Wielgus i jej zwolennikom chciałbym uświadomić następujące fakty:
    naczelny pasożyt z Watykanu doskonale wie co dzieje się w klerykalnej Polsce, popiera cały kler z Rydzykiem i biskupami na czele ponieważ z Polski do Watykanu płynie rzeka kasy.
    Polacy myślą, że Franek to taki dobry „papa” a tymczasem należy pamiętać, że
    w marcu 2013 roku kardynałowie czyli oszuści, złodzieje, pedofile, pasożyty, homofoby, seksiści, antysemici i okrutnicy, zwolennicy bicia kobiet, dzieci i zabijania innych zwierząt wybrali na konklawe Franka – jednego spośród siebie, w identycznym od wieków celu – utrzymania swojego pasożytniczego próżniactwa i dobrobytu, a ta cała szopka z „dobrym papieżem” jest ukartowaną częścią całego planu, który owocuje podporządkowaniem Watykanowi całych narodów i ich państwowych struktur jak na przykład Polski.

    Franek identycznie jak JP2 czy B16 chce zapędzić naiwniaków z ich kasą i poparciem do kościołów.
    To za sprawą polityków lobbystów kościoła, prokościelnych mediów i uprawianej tam manipulacji tworzy się nieprawdziwy wizerunek papieża, którym zachwyca się nawiedzone i łatwowierne społeczeństwo.
    Przecież faktycznie stanowisko kk potępiające np. gejów, in vitro, antykoncepcję i aborcję pozostaje bez zmian, a niedawno Franek i jego świta oraz wszyscy podwładni potępili Irlandczyków za poparcie LGBT w ogólnonarodowym referendum jak również za referendum w sprawie aborcji.
    Ten „pop” niedawno podpisał w Watykanie rozporządzenie w którym zaleca biskupom ukrywanie pedofilów w sutannach i w habitach przed organami sprawiedliwości identycznie jak sami to praktykują od lat właśnie w Watykanie.
    http://www.tvn24.pl/…/watykan-biskupi-nie-maja…
    oraz
    http://www.patheos.com/…/pope-francis-continues-to…/

    ps:
    Pani posłance i feministce chciałbym przypomnieć o zakutaniu łepetyny jakąś szmatą bo kobicina może nie zostać dopuszczona przed oblicze „pierwszego po bogu” i co gorsze do obślinienia „pierścienia rybaka”.

    https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/79778/Scheuring-Wielgus-jedzie-do-papieza-Pokaze-mape-koscielnej-pedofilii.html

  338. … i jeszcze szczególik w sprawie pedofila w sutannie Jankowskiego:

    Warto przypomnieć, że oprócz wymienionych w GW katomatołów, którzy bywali na pedofilskiej plebanii Jankowskiego był także kolejny dobroczyńca kleru ówczesny premier rządu RP Leszek Miller, który w październiku 2002 roku „polecił wojewodzie pomorskiemu, by przyznał ks. Henrykowi Jankowskiemu koncesję na wydobycie bursztynu potrzebnego do budowy gigantycznego ołtarza.”
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,1100289.html

    ps:
    To było kolejne potwierdzenie opinii, że w Polsce nawet rządzący nią „lewicowcy” tacy jak L.Miller, A.Kwaśniewski, J.Oleksy, W.Cimoszewicz i ich partyjni koledzy i koleżanki okazali się kryptokatolikami, którzy swoją władzę sprawowali wspólnie z klerem i dla wspólnego z nim pasożytniczego nieróbstwa, bezkarności, bogactwa i dobrobytu.
    Konkordat, komisja majątkowa, fundusz kościelny, finansowanie religii i kleru oraz wiele innych „dzieł” to także robota katolików z SLD.

  339. @Konstancja
    Śliczne jest to miasteczko, dziękuję za pokazanie. Przy tym dowiaduję się, że jest wynikiem współpracy całego Dzierżoniowa. Może to zalążek nowej kultury tak nam potrzebnej?

  340. Szary Kot
    9 grudnia o godz. 0:06

    „Zgadzam się ogólnie co do odpowiedzialności, ale upieram się, że nie wiemy, jak ten rachunek wyglądałby bez USA lub przy ich innej postawie. Różne miejsca na świecie spływały krwią jeszcze zanim usłyszano o Stanach. W dodatku jeśli chodzi o stosunek do swoich obywateli, to tylko porównaj Stany i różne satrapie.”

    W szacowaniu ofiar w wojnach przeprowadzonych w ostatnich siedmiu dziesiatkach lat w swiecie, skupiano sie glownie na tych wojnach, i ich ofiarach smiertelnych, ktore zdarzyly sie z przyczyn amerykanskich. Stosunek wladz do wlasnych obywateli nie byl tu przedmiotem badan. Choc moze powinien byl byc.

  341. kruk
    9 grudnia o godz. 1:19

    „Nie zdejmując odpowiedzialności z Amerykanów, zdania co do tego, kto “głównie” przyczynił się do różnych wojen, zawsze będą podzielone. A już przydzielanie konkretnych ilości trupów wojującym stronom wydaje mi się wysoce spekulatywne.”

    Jest w tym spora doza spekulatywnosci, fakt. Jednakze faktem niezaprzeczalnym jest i to, ze Amerykanie upierali sie przy stosowaniu ogromnych sil i srodkow ludobojczych, pomimo oczywistego braku POPARCIA sil lokalnych. Ich cele byly czysto imperialne. Nic dobrego nie przynoszace populacjom przeciwko ktorym te wojny toczono.

    Wystarczy pomyslec o Wietnamie

  342. Cytat z Wiki ws. wojny wietnamskiej:

    „4 sierpnia 1964 roku Maddox i Turner Joy ponownie patrolowały wody międzynarodowe u wybrzeży Wietnamu Północnego. Wobec sygnałów radarowych Maddoxa o ataku torpedowym obie jednostki rozpoczęły intensywny ostrzał celów widocznych na radarze i manewry w celu uniknięcia trafień przez torpedy. Powojenne ustalenia (m.in. komisji senackiej USA) niezbicie dowiodły, że nie było ponownego ataku na okręt Maddox. Incydent z 4 sierpnia był albo pomyłką obsługujących radar marynarzy, albo świadomą mistyfikacją administracji prezydenta i CIA, mającą usprawiedliwić bombardowanie północnowietnamskich portów, co nastąpiło następnego dnia o świcie.

    Okoliczności ataku były niejasne. Lyndon Johnson skomentował to w słowach do podsekretarza stanu George’a Balla: „ci marynarze chyba strzelali do latających ryb”. Niemniej 7 sierpnia Senat USA zatwierdził rezolucję w sprawie Zatoki Tonkińskiej, która dawała pozwolenie prezydentowi Johnsonowi na eskalację działań zbrojnych przeciw Wietnamowi Północnemu. Wyniki głosowania w Kongresie – 416 za, nikt się nie wstrzymał i nikt nie był przeciw. W Senacie za głosowało 88 senatorów, a 2 było przeciw”

    Jest to cytat ilustrujacy jak prezydent Lyndon Johnson sprowokowal rzucenie NA CALEGO Ameryki w wir wojny wietnamskiej w 1964 roku. Same straty ludności cywilnej sięgały 2 milionów zabitych.

    Ofiary smiertelne tej wojny zostaly szacunkowo wlaczone do statystyki 20-30 milionowej

  343. @kruk

    Jeszcze taka ciekawostka w sprawie wspomnianych przez ciebie wojen tzw. proxy wars. Wsrod wojen takowych, wyszczegolnionych w linku przez ciebie przytoczonym

    https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_proxy_wars

    figuruje Wojna Wietnamska, 1953-74.

    Nazwana ona tam zostala Drugą Wojną Indochińską co jest przyjetym terminem. Jednakze, po przytoczeniu jej na liscie wojen tzw. zastepczych, wsrod sprawcow/uczestnikow tej wojny po stronie Combat 1, wymieniono takie kraje:

    North Vietnam
    Provisional Revolutionary Government of the Republic of South Vietnam
    Viet Cong Laos Pathet Lao
    National United Front of Kampuchea: CPKbanner.svg Khmer Rouge
    Khmer Rumdo
    Khmer Việt Minh
    Flag of the People’s Republic of Kampuchea.svg Khmer Issarak
    China

    Zwiazek Sowiecki, razem z Poland, jest wymieniony dopiero pod ‚Supported by’, ponizej pierwszej osemki krajow bezposrednio bioracych udzial w wojnie wietnamskiej.

    Przechodzac do rubryki Combat 2, sprawczej strony przeciwnej znaczy, taka otrzymujemy liste:

    South Vietnam
    United States
    Laos
    Kingdom of Cambodia (1967–1970)
    Khmer Republic (1970–1975)

    Stany Zjednoczone braly wiec BEZPOSREDNI udzial w wojnie proxy, podczas gdy glowny oponent Amerykanow w tej wojnie, Zw. Radziecki, skrywal sie za kims. Chinami moze?

    To taka ciekawostka o wojnie wietnamskiej, bedacej proxy war, wojna zastepcza. USA nie mial kto zastapic, w wystarczajacej sile, w tej wojnie. Wiec przystapily do niej bezposrednio, uzywajac do tego prowokacji prezydenta Johnsona w 1964 roku.

    Dziesiec lat poznie wojne te Ameryka z kretesem przegrala.

  344. @kruk
    @Orteg

    bardzo ciekawa jest Wasza dyskusja.
    Niewiele wiem na temat proxy wars i z tym większym zainteresowaniem czytam to, co piszecie.
    Przypomniało mi się takie powiedzenie: „zwycięzców nikt nie pyta o to, czy mieli rację”. Jak na razie USA chyba do przegranych nie należy.

  345. Czy i na ile to, co się w tej chwili dzieje na ulicach Paryża można uznać za hybrydową proxy war Trumpa i Putina z Unią Europejską?

  346. Ateista
    9 grudnia o godz. 1:37

    po odcedzeniu wzmożeniowej piany i wyciszeniu ideologicznej zadyszki pozostaje proste pytanie: co jest najważniejsze?
    I chyba każdy przytomny i przyzwoity człowiek nie ma wątpliwości, że najważniejsza jest walka z pedofilią.
    Kto ma, może mieć realny wpływ na lokalny kler?
    Jedynie papież. I na niego należy wywierać naciski. Nie rezygnując równocześnie z nacisków na państwowe instytucje. Na polityków w roku wyborczym nie ma co liczyć.

    Panie posłanka Scheuring – Wielgus i dziennikarka Agata Diduszko-Zyglewska pojadą z upoważnienia fundacji „Nie lękajcie się” do papieża, bo ważne są dla nich dzieci a nie ideologia.

    Pan @Ateista woli toczyć ideologiczną pianę i smagać je niewybredną ironią.
    Żałosne!
    I pewnie nie byłoby warte uwagi, gdyby nie to, że w jakieś mierze reprezentuje „samczy” punkt widzenia: „moje, choćby po trupach, musi być na wierzchu”. Ambicje ponad wartościami.
    Panów, którzy potrafią odróżnić ziarno od plewy, z góry przepraszam.

  347. @Weronika
    9 grudnia o godz. 9:18

    „Kto ma, może mieć realny wpływ na lokalny kler?”

    Skąd papież ma zasięgnąć informacji, na który konkretnie „lokalny kler” ma wpłynąć, aby przestał pedofilić?
    Panie posłanki jadą z „mapą pedofilii” czyli stwierdzonymi dowodami i uzasadnionymi donosami i listą nazwisk czy z apelem do papieża, aby ogólnie „wpłynął”?

    Jeśli chcą apelować w sprawie konkretnych księży, to na pewno dostaną zapewnienie (o ile dotrą przed samo oblicze) papieża, że będzie się modlił i poinformuje stosownych biskupów, wdroży procedury itd.
    Czy w ramach pomocy natychmiastowej można liczyć na lokalne społeczeństwo, którego dzieci są krzywdzone? Czy parafianie kochający swego proboszcza nie będą protestować, że z powodu paru zdeprawowanych dzieciaków lgnących do sutanny odbiera się im wspaniałego duszpasterza, który tak pięknie odremontował kościół i plebanię, że teraz inne parafie im zazdroszczą?

    Wycieczka do Rzymu jest OK, ale chodzenie po prośbie do papieża („Rozmawialiśmy już z osobą, która nas tam wprowadzi”) ma być bardziej skuteczne niż zrobienie rabanu i publikacji owej „mapy pedofilii w Polsce” na cały świat?
    Nie mówiąc już o poniżającym dla polityków charakterze tej wyprawy do Sancta Sedes
    Jadą jako katolickie owieczki z błaganiem do głównego bacy, coby juhasów nieco zmitygował?

  348. Ateista
    9 grudnia o godz. 1:41

    Parafrazując niebieską książeczkę, ktora mówi o Żydów wyjściu z Egiptu – chociaż mieli tam dobrze – nadwiślańscy lewicowcy „wyszli z domu Kościoła, wyszli z domu niewoli”. Znaczy, postniewolnicy to są, cierpią na sydrom zagubionych na pustyni Żydów, którzy 40 lat musieli być po nie włóczeni, żeby niewolnictwa w sobie zapomnieli, a i tak nie zapomnieli, bo się na wszystkich dookoła mścili i mordowali ich jak – ponoć – Egipcjanie ich.
    No to się i Kwaśniewski z Millerem nie wyuczyli jeszcze porządnie niebycia niewolnikiem i coś w nich ciągle kołatało. Zresztą, każdy ochrzczony jest katolik. Na zawsze i niezmywalnie. Dlatego i ochrzczony ateista to ateista katolicki więc @seleukos jest zadowolony.
    Fakt: ta pielgrzymka Millera do Jankowskiego i nakazanie wojewodzie, by udzielił mu koncesji na wydobycie bursztynu to było grube przegięcie, idotyzm, rzecz ohydna, ca co Miller tak mi podpadł, że już nie odpadł z podpadnięcia.
    Była to całkowita polityczna niekonieczność, po prostu zbędność, co u polityka jest ciężkim grzechem.

  349. @Tobermory
    9 grudnia o godz. 10:17

    Można by napisać „święta prawda”, co ma tutaj właściwe znaczenie.
    Generalnie: szef jest odpowiedzialny za podwładnych i instytucję, którą kieruje. Jeżeli afery pedofilskie kk w USA i innych krajach nie spowodowały żadnych zmian, to jedyny sens miałaby wycieczka do Watykanu z karabinami. Wszystko inne potwierdza jedynie głębokość indoktrynacji „owieczek”. Pomimo, że jest to tragiczne, trzeba stwierdzić, że jest również żałosne.

  350. Weronika
    9 grudnia o godz. 9:18

    po odcedzeniu wzmożeniowej piany i wyciszeniu ideologicznej zadyszki pozostaje proste pytanie: co jest najważniejsze?
    I chyba każdy przytomny i przyzwoity człowiek nie ma wątpliwości, że najważniejsza jest walka z pedofilią.

    Każdy przytomny człowiek, a nawet przyzwoity nie ma wątpliwości, że najwaźniejsza jest walka ze źródłami pedofilii w Kościele kat.

    Źródłem pedofilii jest istnienie Kościoła kat. Jest to bowiem organizacja katalizująca tego rodzaju chore skłonności, przyciągająca do siebie pedofilów z siłą magnesów w Wielkim Zderzaczu Hadronów i stwarzająca cieplarniane, idealne warunki do praktykowania pedofilii, rozgrzeszania z niej, nagradzania i grzania się w ciepełku świętości w ramach swojej pedofilności.

    Walka z objawami pedofilstwa jest, owszem, bardzo ważna, ale nigdy nie będzie skuteczna. Co wynika z natury choroby. Będzie tylko usilniej skrywana.
    Ma to jednak o tyle dobry skutek, choć bardzo rozwlekły i niedziałający czysto, że walka z pedofilią w sumie osłabia Kościół kat, w którym pedofilów jak mrówków. Gdziekolwiek się grupowo zjawią w tak zwane „imię pańskie” tam można pokazać palcem i palec zawsze na jakiegoś pedofila trafi.
    Dobrze przy tym pamiętać, że zbrodniarz pedofil sam jest ofiarą. To nieszczęśliwy człowiek, choc wielii z nich popadło – właśnie w Kościele i za jeg pomocą – w zbrodnię pedofilii. Demontaż domu w ktorym tak świetnie się czują i tak cynicznie korzystają z jego świętej marki, którą sami współtworzą, pozbawi ich głównej możności pedofilenia, przez co bardziej wyeksponuje na leczenie.

  351. Weronika
    9 grudnia o godz. 9:18

    Można milion razy dawać znać na blogu, że program pożera teksty, a programowcy – w żyto, w żyto. Napisałem do Ciebie tekst i mi wcięło.
    Więc tylko krótko. Kompletnie bezpodstawnie przypisałaś @Ateiście, że „reprezentuje „samczy” punkt widzenia: „moje, choćby po trupach, musi być na wierzchu”. Bezpodstawnie, bo żeby dojrzeć takie reprezentowanie, trzeba mieć trochę materiału, tu: obfitego sporu, z którego taki punkt dałoby się odczytać. Tymczasem jedyną blogowiczką, która zabrała głos po jego wpisach byłaś Ty. Wedle Twojej logiki, można by więc Twoje widzenie nazwać „samiczym”, czyli charakteryzującym się życzeniowością i wiarą w cuda: „on tak sądzi, więc i większość mężczyzn”.

    Krótko.

    Kościelna patologia pod światłymi rządami papieży istnieje tyle czasu, ile Kościół rzymski – 1700 lat. Można odnieść wrażenie, że w miarę rozwoju cywilizacyjnego jest coraz obfitsza i może bezczelniejsza. Tymczasem „samice”, kierując się nie „samczą” przecież logiką, kombinują poskarżyć się na patologię najwyższemu kierownikowi onej patologii…

  352. @Tanaka
    9 grudnia o godz. 10:33

    Jako genetyczny bezwiarowiec nie mogę sobie wyobrazić takiego uzależnienia. Nie neguję, ale wyobrazić sobie nie mogę. Cały czas dopasowuję do tych zachowań warunki jak najbardziej doczesne, czyli bogactwo. Kk był i jest bardzo bogaty materialnie. Aliści posiada jeszcze inne bogactwo – informacje. Ze wszystkich krajów (tzw. misjonarze), ze wszystkich miejsc, od wszystkich ludzi (spowiedź). I – tak sobie myślę – to jest ten główny haczyk, na którym wszyscy prominenci dyndają. Niezależnie od opcji czy pochodzenia. Nawet, jeżeli jest to prawda tischnerowska, to mit archiwów Watykanu funkcjonuje. To jest prawdziwe widmo krążące nad światem.

  353. @kruk
    7 grudnia o godz. 16:03
    8 grudnia o godz. 2:28
    8 grudnia o godz. 16:59

    @Herstoryk 7 grudnia, 10:31
    Kiedy czytam tak kategoryczne oceny […] Przyznam, że zaskakuje mnie powoływanie się na takie źródła z Twojej strony, bo nieraz wyrażałeś poglądy bardzo wyważone. Czy Twoja niechęć do Ameryki to tłumaczy? […]
    Szukając informacji o “Black Agenda Report” trafiłam na stronę “Media Bias/Fact Check”. Strona ta przypisuje różne media następującym kategoriom: left bias, left-center bias, least bias, right-center bias, right bias. Czyli chodzi o ukierunkowaną tendencyjność. “Black Agenda Report” został zakwalifikowany jako tendencyjny lewicowo.”[…]
    Sama oglądam chętnie CNN, umieszczony też w kategorii tendencyjnej lewicowo. […]
    BBC, Bloomberg, New York Times, Politico, The Guardian, Time, Washington Post. To są, w moim odczuciu, źródła wiarygodne. To samo pisze o nich Media Bias/Fact Checking.

    Odpowiadam po kolei. Niechęć żywię nie do Ameryki jako takiej, ale do imperialnej brudnej polityki USA i hipokryzji w którą jest ubierana.

    Chossudovsky – traktuję jego teksty ostrożnie, właśnie ze względu na spiskologię. Muszę przy tym zauważyć, że trąbienie o ciemnych powiązaniach i wpływach elit finansowych, przemysłowo-militarnych, urzędniczych i medialnych (czyli w skrócie i uproszczeniu 1%) na polityków i politykę niekoniecznie nią jest. Prezydent Eisenhower spiskologiem na pewno nie był. Chossudovsky może przesadzać, co nie znaczy, że kłamie czy zmyśla.

    Wszystkie wymienione media (CNN, itp.) są od dawna mniej lub bardziej korporacyjne. Oznacza to dla mnie, że są, z natury rzeczy stronnicze. Są w znacznym stopniu własnością ww. 1%, a więc po pierwsze muszą trzymać się w wytyczonych przez ten 1% granicach, a po drugie nie drażnić zbytnio „wadzy”. Czyli po mojemu, są wszystkie mniej lub bardziej prawicowe.

    Jak mogę to podsumować? Skrajne oceny są dla mnie podejrzane. Czy prezydenci USA są porównywalni do Hitlera? Nawet przyjmując do wiadomości fakt, że ich polityka, a zwłaszcza działania wojenne, kosztują życie milionów ludzi, to przecież zawsze jest jakaś druga strona konfliktu, bynajmniej nie bez winy. Nie próbuję niczego usprawiedliwiać, po prostu taki jest ten paskudny świat.

    Jeśli potraktujemy przywódców państwowych i system polityczny, który ich wyłonił jako spektrum, Hitler (wraz ze Stalinem i kilkoma pomniejszymi tyranami) był na jego najskrajnieszym skraju. Prezydenci USA są w tym gdzieś w centrum, ale nie tak daleko na lewo, żeby wykluczyć podobieństwo wielu decyzji politycznych, za które byli/są odpowiedzialni, do motywacji i akcji powiedzmy Hitlera.

    Próba zwalenia części winy na drugą stronę konfliktu to (nie obraź się) sofistyka czystej wody. Wina prawie w całości powinna zawsze spadać na agresora a tym w historii najnowszej zawsze były/są Stany Zjedoczone, od Korei do Syrii.

    Podsumowując, próbując wypracować sobie jakąś wyważoną opinię, sprawdzam media niezależne w rodzaju „Strajk”, antiwar.com, „Black Agenda”, itp., oraz Al Jazeera i RT.

    Pozdrawiam

  354. A tera przyziemnie: na obiad kotleciki z kurzych piersi, pod Viernes Mencia 2014 (nie takie dobre jak Gaba do Xil 2012) ale o parę szczebelków powyżej bezpretensjonalnych (cheap and cheerful), mój mus czekoladowy i herbatka Dragon Well Long Jing. A dla Kocurskiego surowa kurza szyjka.
    W końcu to niedziela, a po nas choćby potop 😉 !

    Mniej przyziemnie, pisałem kiedyś że jestem zwolennikiem budowy mostów – no więc wklepuję linka do persko-europejskiej syntezy fortepianowej Fuzja. Może się komuś spodoba…..

  355. Qba
    9 grudnia o godz. 10:49

    Nie całkiem jestem pewien Twojej myśli w odpowiedzi na moją: wyjaśnienie zachowania Millera i jego grupy miałoby być w bogactwie Kościoła kat i jego informacyjnych zasobach?
    Owszem, tak, po części, jest, ,ale to sporo za mało na pełną odpowiedź. Główny jej filar nie w sile materialnej się znajduje, bo ta siła jest wyrobem pochodnym wobec czego innego: siły mamienia, produkowania bajęd i duchowych cukierków, oraz dyscyplinowania, korumpowania, straszenia, rozliczania, przerażania i karania.

  356. Tanaka
    9 grudnia o godz. 0:49

    Hej, fajne 🙂

    Gdzie te niegdysiejsze śniegi co to wesoło bywało na blogu. Widzi mi się że coś ostatnio siadło niestety, jakoś tak napuszenie się robi czy sierioznie że się człowiekowi odechciewa :/

    konstancja
    9 grudnia o godz. 1:46

    Bardzo fajny pomysł 🙂 całe miasto robiło piernikowe miasto, sympatyczne

    Moja kolej choinkę ubierać (ubierać?? stroić?)

  357. wbocek
    9 grudnia o godz. 10:48

    To, że posłanka Scheuring-Wielgus chce się na kler poskarżyć papieżowi oznacza, że ona sama albo wyznaje mity, podania i klechdy katolickie – co jest właściwie pewnikiem, albo też robi to cynicznie – dla popisu.
    Drugi przypadek oceniam jako mniej prawdopodobny od pierwszego, bo pierwszy dotyczy niemal każdego, a Kościół kat sam się bardzo stara, by tą bajędę o sobie samym kultywować w głowach wyznawców powtarzaniem w kółko: Kościoł kat jest święty, tylko czasem ktoś w nim zgrzeszy.
    Jest dokladnie odwrotnie: grzechów po kokardę, a świętości – żadnej.

  358. konstancja
    9 grudnia o godz. 1:46

    Bardzo fajna sprawa, jakoś to wypatrzyła?
    Jeno mi ludności miejscowej wśród tych pierników brakuje, domy same, ale ciemne, ulice puste i nawet w kościele z piernika nie siedzą, bo i tam ciemno.
    Ale w pomyśle jest potencjał. 🙂

  359. Nefer
    9 grudnia o godz. 11:18

    Ja tam mogę pofiglować wierszokleceniem. Tak mi się zdaje, że dla uczczenia urodzenia i okoliczności choinkowych Jezuska to i owo można porymować.
    A że jakby mniej, to i po części może dlatego, że ubyło nam @anumlika. Który był jednym z bardzo niezłych wierszowyzwalaczy i rymoproducentów.
    No i trzeba by się rozsiąść wokół jednego ogniska.

  360. @Tanaka
    9 grudnia o godz. 0:49

    Co ma piernik do wiatraka,
    Czego chcesz od nieboraka?
    Wiatrak tylko mąkę miele
    W świątek, piątek. A w niedzielę
    Biegniem wszyscy do kościoła,
    Bo tam ksiądz o kasę woła.
    Spierniczały mocno klecha,
    Więc z kazania jest uciecha,
    Choć ogólnie już słabuje
    Jeszcze wszystkich obmacuje.
    Kiedyś była nawet chryja,
    Gdy za dupę złapał stryja
    I nie uszło mu na sucho,
    Bo mu stryj przydzwonił w ucho.
    No i stryj, w ramach pokuty,
    Musiał księdzu kupić buty.
    Teraz wie już każde ciele,
    Komu wiatrak mąkę miele.

  361. Qba
    9 grudnia o godz. 12:46

    Super 😀

  362. Skoro od czasow II wojny swiatowej prezydenci amerykanscy sa odpowiedzialni za smierc 20-30 milionow ludzi na swiecie to obecnie panujacy prezydent jest gwiazda pierwszej wielkosci. Jego kartoteka morderstw wojennych to jakis ulamek procenta w porownaniu z poprzednikami. Az sie dziwie, ze tego nie podnosza milosnicy nr45.

  363. Nefer
    9 grudnia o godz. 11:18

    Właśnie. Jak tak dalej będzie, to napiszę o podstawianiu naczepy pod rampę. Poważna groźba. A teraz idę na basen, bo się zasiedziałem jak piernik.

  364. Ooo, chyba mi się coś nie zamknęło 🙁

  365. Szary Kot
    9 grudnia o godz. 13:15

    Wszyscy się czegoś pochowali i nuda. Dawaj o tej rampie 😉

  366. PS
    Projekt architektoniczny – mój własny 😎

    O rampie też chętnie poczytam.

  367. Qba
    9 grudnia o godz. 12:46

    😀 😀 😀

  368. Szanowni!

    Czas idzie taki, że wiadomo co. I ten, no, odpowiedni nastrój. A że się tu nieco wierszoklectwa zrobiło, a Neferka się wyraziła, to taka propozycja: niech ten i ów się nastroi, nakręci i wyfasuje, żeby przy piernikach z choinki, które Neferka pasjonacko już rychtuje, wierszoklectwo odchodziło oraz figle należyte. Co będzie WIDOMYM ZNAKIEM, że i ateista ma co trzeba w poszanowaniu.

    A w międzyczasie, trzeba gonić reczywistość która skrzeczy i ucieka. No, to gonię. Zapraszam do czytania następnego wstępniaka i do komentowania.

  369. Tobermory
    9 grudnia o godz. 13:47

    Świetny ten domek:)

  370. Nefer
    9 grudnia o godz. 11:18
    możesz odziać choinkę.Wszyscy będą zachwyceni-i ubierający, i strojący…
    Tanaka
    9 grudnia o godz. 11:24
    drugie oczęta wypatrzyły…
    Tobermory
    9 grudnia o godz. 13:47
    być Twoją inspiracją…zaszczyt dla mnie…. do usług (czy damie wypada?)

  371. Qba
    9 grudnia o godz. 12:46
    🙂 😉 🙂

  372. Odgrzeje temat sprzed kilku tygodni, bo dopiero dzisiaj do mnie dotarl artykul. O ksiedzu Jankowskim. Jaki byl kazdy widzi i widzial. Mnie interesuje druga strona medalu. Nie ma cienia watpliwosci, ze o sklonnosciach ksiedza wiedzieli wszyscy intelektualisci opozycjonisci z czasow pierwszej Solidarnosci. Jednak wybrali mniejsze zlo dla dobra ruchu, ojczyzny, swiata i swojego. I wisieli na nim i pielgrzymowali do niego. Wszak ksiadz umial zalatwic najwieksze pieniadze i wplywy na zachodzie. A na powaznie jest jedno usprawiedliwienie: Te kilkadziesiat lat temu pedofilia jako zlo nie byla modna, tez wsrod tuzow polskiego intelektu. Przeciez byla, jest i bedzie. Pomysl, ze dziecko ma swoje prawa dopiero zaczal sie rodzic.
    Potem jednak ksiadz wychodzil z mody z wielu wzgledow, najmniej z powodu j.w. co nie przeszkadzalo, ze chrzcil syna Michnika. Czytam, ze na poczatku tego wieku pedofilia ksiedza oparla sie o sad, bez rezultatu, ale tez media nie ciagnely specjalnie tematu. Nie wiem, jaka partia wtedy rzadzila w Polsce. Kazda wyciszylaby temat. Takie byly wtedy klimaty. Wiec dlaczego wszystko sprowadza sie do: a co na to kosciol. Gdzie indziej nie czekano na to co kosciol, tylko skutecznie na pelna skale zajeli sie tym ludzie spoza kosciola. I dopiero wtedy poszlo.
    Teraz dwie kobitki udaja sie do Watykanu z owym tematem. I juz omal wszyscy je krytykuja, nic nowego

  373. Wielokrotnie probowalam tu wspominac, ze po przeciwnej stronie ateizmu stoi nie tylko polski kosciol katolicki, ale troche wiecej. Bezskutecznie. I dopiero @Weronika trafnie sformulowala – ateizm katolicki. Teraz wiem, ze moje oczekiwania na rozszerzenie tematu nie bylo sluszne.

  374. zyta2003
    9 grudnia o godz. 14:27

    Wiec dlaczego wszystko sprowadza sie do: a co na to kosciol.

    Nie tylko kościół, ale i pełno parafian. bronią Jankowskiego, nie tylko zresztą jego: to wszystko źli ludzie, wiadomo na czyim pasku! To wrogowie Kościoła kat tak gadają, żeby biednym księżom krzywdę zrobić i Kościół święty rozbić! Nie damy!
    No to dają dzieci gwałcić.
    I są zadowoleni: wiara ojców tsyma się mocno.

  375. @Weronika 9 grudnia o godz. 9:18

    Zawyłam ze śmiechu!
    „po odcedzeniu wzmożeniowej piany i wyciszeniu ideologicznej zadyszki” być może Weronika zechce zapoznać się z historią raportu sędziego Ryana, który to raport został zlecony przez rząd irlandzki. Następnie raport, liczący o ile pamiętam ok. 900 stron, został z ukłonem podarowany papieżowi.

    Papieżem wtedy był (chyba) Benio z Hitlerjugend. Benio podrapał się w zafrasowane czółko, pokiwał głową (ho, ho, tak, tak!) i schował raport do archiwum. Udawanie, że papież czegoś o pedofilii w kaka nie wiedział (lub nie wie) jest zwyczajną rozbrajającą naiwnością. Nazwiska sutannowych pedofili są od początku doskonale znane przełożonym – od proboszcza go papieża.

    Ale Weronika zapewne „woli toczyć ideologiczną pianę i smagać Ateistę niewybredną ironią.”

    Zabawne to. Niewiedza na temat historii i działań kaka jest w narodzie doprawdy żenująca.

  376. @@@

    taaa, najlepiej nic nie robić, a pedofilia skończy się od samego wzmożenia moralnego LA.

    zyta2003
    9 grudnia o godz. 14:27

    Teraz dwie kobitki udaja sie do Watykanu z owym tematem. I juz omal wszyscy je krytykuja, nic nowego

    Ano, krytykują. Bo to im pozwala nic nie robić, poza nieustannym biciem tej samej piany, i wierzyć we własną niepokalaność. Taka ateistyczna wersja wiecznego dziewictwa.
    Wspomniane panie nie boją się „pokalać”. Dla dobra dzieci.

  377. Na marginesie
    9 grudnia o godz. 15:02

    Zawyłam ze śmiechu!

    Nie przeszkadzaj sobie. Wyj dalej.
    Mnie to ganz pomada. Dalszej części Twoich wynurzeń nie czytałam, bo z zasady nie interesuje mnie kontakt z wyjcami, poza ZOO 😉

  378. @Qba 9 grudnia o godz. 12:46

    No właśnie! Jednak ktoś wydobył jeszcze jedno znaczenie słowa piernik. Ja przeczytałam wczoraj w nocy uwagę kruka o „nowej kulturze” (piernikowej?) i od razu pomyślałam o czymś, co niedawno przeczytałam w gazecie. Mianowicie, za kilka(naście?) lat 70 procent polskiego społeczeństwa będzie miało powyżej 65 lat. Kultura piernikowa – jak w sam raz!

  379. @Weronika 9 grudnia o godz. 15:09

    Nie przeszkadzam sobie! Ale trudno nie zauważyć, że po „po odcedzeniu wzmożeniowej piany i wyciszeniu ideologicznej zadyszki” z twojego komentarza nic nie zostaje.

  380. Ach, ta „wzożeniowa piana” w połączeniu z „ideologiczną zadyszką”!
    Weronika doprawdy wnosi na forum świeży powiew!

  381. A jak skarżono się do Lolka na wybryki Petza – to papież dopiero zadziałał, że aż hej!
    A jaki był skuteczny… LOL

  382. Biedny Franio jest niedoinformowany!
    Biskupa Pella też zatrudnił ot tak sobie.

    Hi hi hi. A nawet hehehehe.

  383. @Tobermory 9 grudnia o godz. 10:17

    Dopiero teraz doczytalem. No więc właśnie!
    Ale naiwni jednak nigdy nie zmądrzeją.

  384. wbocek
    9 grudnia o godz. 10:48

    zauważ @wbocku, że z góry przeprosiłam panów, którym obcy jest samczy punkt widzenia.
    Pozwalam sobie pozostać przy własnym zdaniu, bo uwiarygadnia go gross historii zwierząt niesłusznie nazywanych homo sapiens.
    To kobiety rodzą, karmią, pocieszają, opiekują się.
    Panowie dużo łatwiej kierują się własnymi ambicjami. Wywołują wojny, powodują zniszczenia.
    I powiem Ci, jak czekista czekiście, że mam tam, „gdzie może pan pana majstra pocałować”, wszystkie antykakaobsesje.
    Jako matka jestem całym sercem z tymi, które szukają wszelkich możliwości ukrócenia pedofilii.
    Niepokalane antykakowe dziewictwo zwisa mi i powiewa.

  385. @Tanaka 9 grudnia o godz. 10:47

    Yes, yes, yes! Kaka jest niereformowalny.
    Stwierdzają to zresztą bez ogródek przede wszystkim sami sutannici.

  386. @Weronika 9 grudnia o godz. 15:22

    Panowie dużo łatwiej kierują się własnymi ambicjami. Wywołują wojny, powodują zniszczenia.

    O, to dla mnie prawdziwa rewelacja! Panowie wywołują wojny? I powodują zniszczenia? Aha, aha.

    Miło przeczytać komentarz tak pozbawiony „wzmożeniowej piany” i całkiem wolny od „ideologicznej zadyszki”!

  387. Doczytałam do końca – i widzę, że w kwestii komentarzy Weroniki przebijam na blogu już dawno otwarte drzwi. Zatem miłej niedzieli! Wracam do zajentyk.

  388. Tanaka
    9 grudnia o godz. 11:20

    Z dwiema mądrymi damami, które dziś dały popis „samiczych” (wzorem jednej z nich posługuję się w przymiotniku odwrotnością „samczości”) rozumowań, nic nie zamierzam, bo za gupi jezdem: wyślesz zielone, wróci czerwone. Więc tylko drobiażdżek.

    Wiec dlaczego wszystko sprowadza sie do: a co na to kosciol. Gdzie indziej nie czekano na to co kosciol, tylko skutecznie na pelna skale zajeli sie tym ludzie spoza kosciola. I dopiero wtedy poszlo.

    Teraz dwie kobitki udaja sie do Watykanu z owym tematem. I juz omal wszyscy je krytykuja, nic nowego

    U tej damy lewa część języka potrafi mówić: „niech żyje!”, a prawa: „precz!”. W efekcie dwie wykluczające się wzajem rzeczy mówi jeden i ten sam język. To mądrość boska, bo Bóg potrafi wszystko.

    Nic nie wiem o tym, by wszystko się sprowadzało do tego, „co na to kościół”, ale ślepy na oczy i uszy może zobaczyć, że akapit pochwalający NIEOGLĄDANIE SIĘ na Kościół mało pasuje do akapitu pochwalającego OGLĄDANIE SIĘ na Kościół. Boć Watykan to chyba Kościół.

    Blogowe myślicielki świetnie wiedzą, że blog jest po to, by COŚ ROBIĆ – na przykład przerabiać tu taśmowo pedofilów na karmelki – a nie tylko pleść. Same jednak plotą. Owszem, ogromnie mądrze z ogromną damską mocą. Głównie o innych blogowiczach, bo o czym jeszcze, jak nic innego nie ma. Co można pleść o kimś, kogo się nie zna? Bardzo dużo, jak ma się wyobraźnię. Albo jak nie człowiek przemawia, tylko przez niego – ŚWIĘTY DUCH.

    O Jezu, aleśmy się, awruk, dorobili! Toż to może nie samoistne myślicielki, tylko tych samych dwóch aniołów, którymi pombocek się posłużył przed rozpieprzeniem tego…no…unygo moc grzesznego miasta! Wiejemy, Tanako, gdzie pieprz!

  389. Na marginesie
    9 grudnia o godz. 15:17

    Biedny Franio jest niedoinformowany!
    Biskupa Pella też zatrudnił ot tak sobie.

    Obaj są biedni, bo mają do siebie daleko: jeden z Argentyny, drugi z Australii. cały ocean odległości! To jak się mają ku sobie skłonić i szczerze pogaworzyć?