Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

28.11.2018
środa

Pora na Świętego

28 listopada 2018, środa,

Episkopat nadwiślański właśnie oświadczył, że się bardzo przejął pedofilstwem i się za ofiary pomodli oraz nic nie będzie ukrywał. Wezwał też konsekrowanych pedofilów, żeby się ujawnili, oraz że to ich prywatna odpowiedzialność. Co by znaczyło, że jak się nie ujawnią, to dalej biskupi będą niezorientowani, nieodpowiedzialni i niewiele da się zrobić, choć wszystko robią i widać, że są spoceni.
No i niech płacą sami.

Na co ofiary gwałcenia przez członków kleru oświadczyły, że to są kolejne kpiny z nich i ich bólu. I tak się dalej dzieją katolickie dzieje.

* * *

Film „Kler” obejrzały już miliony. Bije rekordy frekwencyjne. Jeśli nie jest tylko wentylem, prostym odreagowaniem po którym zbiorowość wróci do stanu poprzedniej homeostazy w bezmyślności, to może osiągnąć coś innego: uruchomić lawinę, która rozwali katolicki system przemocy, odrażającej zbrodni pedofilskiej, nieskończonej obłudy i zdrady dzieci przez ich najbliższych, którzy odrzucają dziecko i jego cierpienie na rzecz oparów religijnej trucizny.

Tysiące ludzi płakało na seansie, wychodziło wstrząśniętych z kina, długo nie mogło dojść do siebie. Bo też w ogóle nie powinni dojść do poprzednich siebie. Pojawiło się mnóstwo wywiadów, relacji, artykułów, dyskusji. I co, w jakim punkcie jesteśmy?

Chyba wzrosło poczucie potrzeby i konieczności mówienia o zbrodniach, zbrodniarzach i ofiarach. Podniosła się śmiałość krytyki. Obniża się publiczna tolerancja dla krycia bandytów i zwiększa gotowość służb wymiaru sprawiedliwości do działania rzetelniejszego i nienaginającego lub omijającego prawa na korzyść zbrodniarzy i ich patronów. Nawet pomimo ich podporządkowania partii zespawanej z Kościołem.
Wszystko to mogło i powinno było dziać się już dawno, dawno temu. W Ameryce zaczęło, choć niedawno i nie samo z siebie. Ale nie, nie w Polsce. Nie z tymi ludźmi, nie z tymi ludźmi Kościoła. Było zaprzeczanie, niezliczone kłamstwa, zdrada ofiar. Trwała cisza.

Cisza się skończyła. Czyżby?
Zauważyliście, że trwa w najlepsze? Że nikt nie pyta o Najważniejszego? Najwłaściwszego i Najadekwatniejszego? Że nikt nie pyta o Świętego Ojca Świętego Jana Pawła Drugiego?

Dlaczego, ach dlaczego? Czy wiesz, kolego?

Skoro nikt nie pyta, to ja zapytam. Zanim jednak zapytam o partykularia, zadam pytanie o esencję: co z tą „Prawdą, która was wyzwoli”?

Pytam o rolę tego giganta, tego tytana moralności, myśli, wrażliwości i wiedzy o wszystkim, będącą ślepotą na to co wyprawiała jego własna organizacja, której przez dziesięciolecia był najwybitniejszym przedstawicielem, kierownikiem, wykładowcą, wreszcie nieustającym papieżem i za życia świętym.

Pytam o watykański nakaz milczenia ofiar, pod surową kościelną groźbą, wystawiony przez jego poprzednika na tronie papieża i konsekwentnie stosowany przez cały czas rządów Wojtyły jako biskupa i jako papieża.

Pytam o Jana Pawła II tak bardzo w zgrozie przejętego używaniem kondomów, a tak drastycznie nieprzejętego gwałceniem dzieci bożych przez tak masowo licznych członków jego – Świętego! – Kościoła katolickiego. Skoro o to pytam, to zapytam o jego wyparcie się siebie: realnego, osieroconego dziecka, na rzecz dziecka fantastycznego – synka Matki Bożej – i o jego, z tego wzięte (za)wołanie: Totus Tuus! Które to wyparcie zamknęło go na realne cierpienia innych dzieci bożych, zadawane systematycznie przez tabuny współbraci w kapłaństwie, a otworzyło na publicznie telewizyjne głaskanie tysięcy dzieciątek po główkach. By następnie zwrócić takie dzieci najbliższym i najzaufańszym, którzy dziecko zgwałcą i zdradzą.

Pytam o rolę papieża w takim zgarnianiu kandydatów na członków kleru, w takim ich formatowaniu w parafiach, seminariach, katolickich środowiskach i pod okiem biskupa, które krzywi, kryje i sprzyja masowej pedofilii. Pedofilii będącej endemiczną zbrodnią uprawianą w Kościele katolickim od jego zarania do dziś.

Pytam dlaczego wypierał się wiedzy: choć wiedział to ją odrzucał.

Pytam o tysiące spotkań z dziesiątkami tysięcy i milionami ludzi, wśród których tysiące i tysiące to były zgwałcone dzieci, zgwałceni dorośli, ich rodziny i ci co ich zdradzili – odrzucając prawdę wyznań dziecka na rzecz decyzji o stanięciu po stronie konsekrowanego potwora i jego współbrata w zbrodni – Kościoła. Pytam o tysiące konsekrowanych gwałcicieli, z którymi wymieniał serdeczności i ściskał się w braterstwie moralnym i kapłańskim.

Pytam o jego totalną odpowiedzialność jako totalnego przywódcy i posiadacza totalnej Prawdy. Tej co to wyzwala.

Pytam o jego uroszczenia do świętości Kościoła kat. i osobistego uroszczenia do przewagi moralnej nad innymi – co miał za powód do pouczania, oskarżania i rozliczania innych, gdy tysiące jego podwładnych, w tym najwyżej postawionych, systematycznie gwałciło dzieci.

Pytam o to, dlaczego jest współproducentem rzeczywistości którą pokazuje ”Kler”. O jego totalny wpływ na polski episkopat, na biskupów, których przez 27 lat mianował i który sformatował do tak odrażającej zawartości jaka się nieustannie z biskupow wydobywa.

Pytam o to, co pokazują tysiące zeznań i wyznań ofiar, setki relacji psychologów, lekarzy, bliskich; setki książek i może najważniejsze – badanie konstytucji psychologicznej członków kleru: skrzywień, wyparć, wewnętrznych zaprzeczeń, tkwienia w dewastującej sprzeczności, rozpaczy i zakłamaniu – jak się do tego ma, po kolei: Lolek, Wojtyła, subtelny poeta i natchniony moralnie aktor, proboszcz, spowiednik, szafarz sakramentów, wykładowca, nauczyciel, wychowawca i wzór dla młodzieży; biskup, papież, Ojciec Święty – na każdym etapie stykający się z poświęconymi pedofilami i na każdym etapie odpychający tą wiedzę od siebie?

Wzywam do odpowiedzi tych wygadanych na co dzień wyznawców – obrońców świętości wrzeszczących, że niekatolicy ich prześladują, tych „otwartych publicystów”, stawiaczy pomników, dziekanów papieskich wydziałów teologicznych na każdym państwowym uniwersytecie, tabuny teologów moralnych i kierowników Instytutu jego Myśli. Skąd ta cisza? Dlaczego milczycie?

Pytam wyznawców relikwii papieskich: tych co sobie schowali nitkę sznurowadła ze świętego buta i tych co gipsowy odlew śladu tego buta na błoniach traktują z drżącą czcią; tych co trzymają pod szkiełkiem w domowej kapliczce papierową chusteczkę której dotknął Święty. Pytam tych, co przechowują z nabożeństwem włos Świętego. Zadaję pytanie tym, co prowadzą rodziny i sąsiadów między skały i pokazują z dumą palcem: tu GO widziałem!
Pytam tych łowców kropli potu Świętego i szafarzy ampułek z jego krwią oraz jej konsumentów – dlaczego siedzicie cicho?

Ciszej nad tą trumną? Jak jest interes, to się innych Świętym poraża, Świętym się Polskę nadmuchuje, przed złymi biedaka broni, ale teraz się go chowa głęboko i nikt nic o nim nie słyszał, choć stoi się pod pomnikiem i mieszka w cieniu katedry jego imienia, dzieci zaś śle do szkoły pod wezwaniem Świętego?

Gdzieście się podziali ci, co się do niego frenetycznie przyznawaliście i nadal to robicie, gdy wam wygodnie? Będzie, jak zawsze z Bogiem: co złego, to nie ja? Czy też wreszcie zrobicie to, czego żądał codziennie ten dziś nieobecny: stańcie w Prawdzie, ona was wyzwoli?
To co dotąd robicie, to jest zaparcie się tego, którego mieliście za ojca, przewodnika, wzór i za Świętego. Ta cisza to świadectwo i znak katolika.

W koszmarze zła jest jednak pewien pozytyw. Właśnie ta cisza! Ta zawzięta cisza, jakiej strzegą katolicy jest ciszą znikania Świętego, znikania Wojtyły i Jana Pawła II.
Nie mam złudzeń, że nastąpi jakaś poważna dyskusja o roli Wojtyły w tej zbrodni katolickiej. Polak nie da rady, temat zbyt bolesny dla rachunku sumienia. Cicho siedzą ci otwarci katoliccy publicyści i dalej cicho będą siedzieć. Cicho siedzą sami biskupi i dalej tak będzie. Siedzi cicho Instytut Myśli Jana Pawła II i standardowy parafianin. Jan Paweł II rdzewieje, sypie się i zanika. Pomniki jeszcze postoją, coraz bardziej obsrywane przez ptaki, bo coraz bardziej nudne, męczące i puste – jak puste są w środku te pomniki i największy Jezus świata – jest ich szorowanie.

Będzie to kiepska droga, bo „stanąć w Prawdzie” to najważniejsza rzecz dla katolika zanim stanie przez obliczem Wszechmogącego, ale w danych warunkach – jedyna. Wyzwolenie z trucizny – nie tyle przyjdzie, ale się przywlecze. Nie będzie skutkiem namiętnej i głębokiej w odwadze dyskusji, ale zamilczenia. Kulawe to będzie, ale czy na cokolwiek niekulawego zdobył się Polak i do tego katolik? Będzie jeszcze używanie imienia Świętego do wojny, a poza tym już nic ze Świętym nie będzie.

To, że nic nie będzie, jednak będzie, już jest: wymownym świadectwem katolika o sobie i świadectwem o Świętym.

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 533

Dodaj komentarz »
  1. Powiedz mi, kogo czcisz, a powiem ci, kim jesteś.
    Cała Polska czci hipokrytę i jawnego rzecznika pedofili…

  2. @Nefer 28 listopada o godz. 17:58
    Czy Austro-Węgry miały flotę bądź marynarkę? Bo coś pisałeś o marynarzach z trzech zaborów no i teraz nie wiem.
    Miała, miała. Wprawdzie nigdy nie łapała się do pierwszej 5 najpotężniejszych flot świata ale z perspektywy nowopowstającej Polski i tak i tak była to potega.

    Pierwszym szefem powstającej Polskiej Marynarki Wojennej, wprawdzie tylko na chwilkę, został kmdr Bogumił Nowotny, właśnie z floty Austro-Węgier.

  3. @Nefer 28 listopada o godz. 17:58
    Jak mi juz zadajesz takie przyjemne pytania, to otwórz proszę któreś z wydań „Weyers Taschenbuch der Kriegsflotten” (wstukaj sobie w obrazki gugla to zobaczysz, jak wygladają stroniczki tej książeczki) i wyobraź sobie nastoletnich wariatów, którzy pokazywali sobie w szkole (z odległości klasy) sylwetki okrętów z tego albumu i żądali identyfikacji. 😉
    Kiedyś umiałbym podać nie tylko nazwę typu ale i konkretny okręt z serii, bo miały indywidualne modyfikacje… no wariactwo czystej wody.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Czystej wody… to chyba nomen omen.

  6. 28 listopada o godz. 18:27

    @wbocek. Karmij Krawacika żeberkami. To jedyny rodzaj mięsa, które nie można nastrzyknąć wodą z fosforanami. Tam gdzie, czasami je kupuję, cena waha się od 21 do 24 zł/kg., a schab bez kości mogę kupić za 8,99. Krawacik wie co jest zdrowsze. Życzę zdrowia i wytrwałości w rehabilitacji.

  7. Wow, Tanako. Mocno i szeroko poszedłeś. Na poruszonych przez ciebie wątkach można by napisać doktorat, a potem jeszcze zrobić habilitację z historii tego jednego świętego oraz uczestnika światowej polityki ostatnich dwóch dekad XX wieku i przełomu tysiącleci.
    Chwilowo muszę sobie te wszystkie elementy trochę poukładać i przemyśleć, aby nie zrobić z komentarza trudno zrozumiałej mieszanki.
    Tym niemniej jedna uwaga na początek. Wojtyła był nieodrodnym synem tej instytucji, która przez wieki wytworzyła własne reguły poruszania się w otaczającym świecie i reagowania na rozmaite wydarzenia. I dlatego jako papież postępował tak jak głowa każdego sporego państwa (chociaż Watykan akurat jest tym najmniejszym) i uważał, że własnych świństw się nie krytykuje. Bo kościelne świntuchy, to jednak własne świntuchy, generalnie służący swojej instytucji, a czasami nawet bardziej oddani, bo mający świadomość wartości wsparcia szefów Kk.

  8. Dorzucam wątek

    https://oko.press/ksiadz-pedofil-biskup-dziuba/

    ctrl+f i znajdźcie Hosera

  9. bubekró
    28 listopada o godz. 20:56
    Taka praktyka przenoszenia podpadniętego księdza była regułą we wszystkich diecezjach w Polsce. Nie od dzisiaj wszak wiadomo, że Kościół jest najlepiej poinformowaną instytucją. Schemat organizacyjny tej instytucji sprzyja sprawnemu i szybkiemu przesyłowi informacji w pionie, a powszechna, choć indywidualna spowiedź pozyskiwaniu informacji. Teoretycznie mamy do czynienia z tajemnicą spowiedzi. Ale informacja na temat osób trzecich pozyskana w trakcie tego aktu, już niekoniecznie musiała być rygorystycznie pilnowana. I w praktyce tak się przydarzało, że informacje wiernych były źródłem interesujących sygnałów dla kurii.

  10. @zak1953
    28 listopada o godz. 21:16

    Ciekawe, czy konfesjonały mają już niezbędne szumidła, gdyby koś chciał rutynowo podsłuchiwać i utrwalać.

  11. bukraba
    28 listopada o godz. 20:03

    Dziękuję, bukrabo. Czytałem i odpowiedziałem na poprzednim.

  12. bubekró
    28 listopada o godz. 21:19
    Myślę, że nie. Oni są bardzo oszczędni, a zabezpieczenie licznych konfesjonałów skutkowałoby zbyt wielkimi wydatkami. Prędzej podejrzewałbym, że niektórzy proboszczowie sami mogą rejestrować swoich penitentów.
    Dla służb lepszym źródłem jest plebania, gdzie zawsze istnieje możliwość omawiania przez księży co ciekawszych nowinek przyniesionych przez wiernych, a także decyzji szefostwa czyli oczekiwań kurialnych od parafii.

  13. zza kałuży
    28 listopada o godz. 19:30

    Ah, zo. Dzięki. Ja na Borchardtcie wychowana ale jakoś mi nie utkwiło.

    ***

    Te konfesjonały to może jakoweś potwierdzenie (w temacie wstępniaka) że JPII trzyma się w Polszcze mocno. Ale. Obejrzałam dziś w tvn24 Fakty, był reportaż o tym księdzu karcącym wójta za start z listy KO, były tu podawane linki do artykułów o tym jak ludzie wyszli z mszy. Otóż wypowiadali się mieszkańcy tej małej wsi – „karygodne” „propaganda polityczna” „kościół nie jest od polityki” Mieszkańcy wsi, nie miastowi, nie „światowi”. Natchnęło mnie nadzieją że skoro oni w takiej wioszczynie protestują to jednak coś dotarło pod strzechy. Domagają się zresztą odwołania księdza z parafii.

  14. A wstępniak jak J’Accuse…!

    Zwabi tych co wezwani do odpowiedzi czy nie, tak się zastanawiam.

  15. Dobre pytania, spróbuj je zadać jakiemuś wierzącemu czy nawet quasi wierzącemu, życzę powodzenia.

  16. @zak1953
    28 listopada o godz. 21:36

    Można sprawdzić – najlepiej w okolicy Sarumanowej wieży, gdzie spowiadają pielgrzymów. Kiedyś mieli takie wychodki poza budynkami, ale w obrębie murów. To podobno miejsce bardziej naszpikowane elektroniką śledzącą niż centrum Katowic przed COP24, ale nie wiem, jak z szumiącą. Pewnie dla bezpieczeństwa wystrzelenia jakiejś racy zaszumiają sygnał radiowy, który mógłby ją odpalić.

  17. @Nefer
    28 listopada o godz. 21:44

    Aż takiej rewolucji bym na wsi nie wietrzył. Wiesz jak się dobiera ludzi do tego, by coś powiedzieli przed kamerą 😉 Czasami, jak się nikogo nie znajdzie, to chociaż jakiś gość zza sklepu może wyjdzie i coś wygarnie. W przypadku tej wsi pewnie było inaczej, bo to sołtysa (mimo wszystko) obcy zaatakował.

  18. Tanaka

    Za mała moja głowa, Tanako, na Twoje imponujące analizy, a jeszcze bardziej mnie nie stać na jeszcze bardziej imponujące Twoje syntezy. Powiem więc tylko słowami Jakuba, kierując je równocześnie do tych, którzy wymyślili spowiedź w pociągach i wiele jeszcze kleszcze cudnych rzeczy wymyślą. Mówił otóż Jakub:

    „Dlatego wyznawajcie jedni drugim swe grzechy i módlcie się jedni za drugich, abyście zostali uzdrowieni”.

    Jakże pouczające to słowa: „jedni drugim”. Nie jest powiedzone: „wierni kapłanom” ani „kapłani kapłanom”, ani „kapłani biskupom”, ani „biskupi papieżowi”, ani „papież klerykowi” – jest powiedzone „jedni drugim”. Oto Słowo Boga.

    Więc zróbcie, wierni, jak wierny – cholera nie pamiętam, czy w „Przygodach dobrego wojaka Szwejka”, czy w „Opowiastkach filozoficznych” Woltera – który po wyspowiadaniu się złapał spowiednika za wszarz i wrzasnął: „A teraz ty przede mną się spowiadaj!”. Może taki powrót do Słowa Bożego, od którego Kościół rzymski oddalił się dalej niż od księżyca i gwiazdy betlejemskiej razem wziętych, uzdrowiłby, jak mówi Słowo, jednych i drugich, jako że wszyscy są chorzy.

  19. Pytania mocne ale i konieczne. Jest wśród nich również pytanie o naszą uczciwość i odwagę. Trzeba było Tanaki żeby je usłyszeć? Tu uprzedzę moje myśli o Nas jako społeczności i o wybaczenie proszę wszystkich którzy uważają że na przynależność do owej społeczności nie zasługują.
    Jesteśmy społeczeństwem pogrążonym w morzu hipokryzji. Niestety. Sąsiad blogowy, Jan Dziadul właśnie o tym pisał w swoich ostatnich przemyśleniach. Komentatorzy pochylili się z troską nad śląską mową, załamanywano ręce nad czystością języka, zwłaszcza w publicznym obiegu. I tylko jedno nie zostało tknięte. Pozwolę sobie przytoczyć istotny fragment: „Polak potrafi” , żeby tylko nie kraść a jedynie buchnąć, capnąć, podprowadzić, gwizdnąć, zakosić…”. Żadne wyrażenie nie zmieni wszak jednego: kradzież jest kradzieżą. Molestowanie ,zwłaszcza nieletnich, jest przestępstwem, a udawanie że nic się nie dzieje i przenoszenie z parafii do parafii przestępców w sutannach jest jest jeszcze większym przestępstwem. Cóż, obawiam się że JPII zrobił „nieco” krzywdy kościołowi w Polsce i nadejdzie kiedyś dzień zapłaty, a jeśli Kościół Katolicki ma Boże podstawy to obroni się sam bez pomocy tych wszystkich pseudo obrońców niby atakowanej wiary i kościoła

  20. @wbocek
    28 listopada o godz. 22:05

    Ale po tym jednorazowym uzdrawianiu znowu będzie 2 tys. lat chorowania.

  21. bubekró
    28 listopada o godz. 22:03

    Przecie nie mówię o rewolucji tylko o tym że może coś dotarło pod strzechy. Może i się dobiera a może nie, były dwie starsze panie i pan. A wójt bardzo młody i wygadany.
    Party pooper 😉

  22. Tanako ty wkraczasz do pieczary kleszej nieprawości z miotaczem ognia piekielnego moralnego oburzenia a ja ci odpowiem opinią mojej małżonki po obejrzeniu filmu ,,Kler”: DO KLĘDY SIĘ USPOKOI. Ot i co.
    Jakoś na twarzach nie ujrzałem wstrząsu moralnego. Raczej dla większości był to tylko akt obcowania z ,,pornografią” – akurat tym razem antyklerykalną, napędzany na dodatek owczym pędem. Na ,,Greya” też poszły tłumy, co poniektóry(a) kupił(a) sobie może i pejczyk i kajdanki z futerkiem. I tyle.
    Nie słychać o fali apostazji, masowym wypisywaniu dzieci z religii. Życie ,,na Tej Ziemi” toczy się zwykłym rytmem. Chrzciny, komunie, ślubiki jak z żurnala…
    Tylko i wyłącznie obciążenie ludożerki podatkiem na rzecz Kościoła (jak w Niemczech)
    może ich nieco otrząsnąć. Na szczęście czarnosukienkowi zabezpieczyli się i żerują na budżecie państwa a ten jak wiadomo zawiera pieniądze z podatków (czyli niczyje) i pieniądze rządu. Co.prawda opłaty za usługi powodują zgrzytanie czasami zębami ale to tylko kilka razy w życiu więc jakoś da się tą traumę przepracować…Może lenistwo spwoduje, że nie będą uczęszczać na co niedzielne gusła, może cynizm sprawi, że przestaną zjadać popłomyki ale…nadal będą należeć. No przeca w coś wierzyć trza. Tak uczyli ojce nasze

  23. @Nefer 28 listopada o godz. 17:58
    zza kałuży
    28 listopada o godz. 19:30

    Austro-Węgry miały całkiem pokaźną flotę, morską i rzeczną. Morską, bo Morza Czarnego i Adriatyku sięgały, a rzeczną to na przykład na Dunaju. A że Dunaj to wielka rzeka, głęboka oraz, zwłaszcza w dolnych odcinkach rozległa, to i flota rzeczna nie bardzo była różna od morskiej: zanurzenie, tonarz, wymiary – solidne.
    Swoją drogą, Polska przedwojenna też miała flotę rzeczną. Pływała i po Wiśle i po Prypeci, Dniestrze, chyba Niemnie i Bugu też. Z tym, że to były małe jednostki, największa w okolicy 25 metrów.

  24. @Nefer 28 listopada o godz. 21:44

    Ah, zo. Dzięki. Ja na Borchardtcie wychowana ale jakoś mi nie utkwiło.

    A kto w „Kolebce Nawigatorów” pisał o kpt. Antonim Ledóchowskim?
    On przecież też z austro-węgierskiej. marynarki.

  25. zza kałuży
    28 listopada o godz. 22:40

    No niby tak ale nie utkwiło 🙁

    siadł i wstydził się (do siebie)

  26. zak1953
    28 listopada o godz. 20:10

    Doktorat? Na każdym akapicie tego co napisałem można zrobić niejeden.
    To jest iście szaleńczy, w tym kontekście lepiej pasowałoby słowo: szatański, kontrast: taki genialny geniusz, tytaniczny tytan, tak wszystkowidzący dookoła kuli ziemskiej i wszystkowiedzący dookoła głowy, a takie skutki !

  27. 28 listopada o godz. 20:56

    Nasz milusiński, Hoser, jest chyba wszędzie.

  28. zza kałuży
    28 listopada o godz. 11:55

    Dalem kilka komentarzy do Twojego wpisu pod poprzednim wstepniakiem. Zajrzyj, jesli laska.
    Toby’iemu tez ale on juz wie.

  29. bubekró
    28 listopada o godz. 22:11

    Dawno temu wyobraziłem sobie, że religie z całą pewnością nie mogą być gwałtownie odwołane, lecz będą co najwyżej powoli zanikać, zmniejszać swoje wpływy, tracić wyznawców i wreszcie znajdować swoje skromne miejsce w społecznościach. Jako ateista, nie widzę dla siebie innej roli niż spokojne mówienie – na przykład w LA lub krótkimi wpisami na innych forach – o tym, skąd wiem, że człowiek stworzył Boga, do czego Kościołowi, jako pasożytniczej instytucji sprzedającej kota w worku, są potrzebni wierni – i w tym guście. Nikogo nie nawracam – mówię tylko o tym, do czego własną kapustą doszedłem. Kto nie chce, niech nie słucha.

  30. @act
    28 listopada o godz. 22:49

    Z serca życzę powodzenia, uściski

  31. Slawczan
    28 listopada o godz. 22:30
    No tak, zostaliśmy w większości wychowani na konformistów. I dlatego ludzie, którzy w niemowlęctwie zostali ochrzczeni, a potem przeszli edukację religijną do bierzmowania włącznie, nie sprzeciwiają się udziałowi swych dzieci w szkolnej katechezie, choć wg wielu utraciła ona swoisty mistycyzm. Ot, jeszcze jeden urzędowy przedmiot wpisany do świeckiego świadectwa szkolnego. Polska wieś i małomiasteczkowi są utrwalani przez swych pasterzy w ideologii Polaka-katolika, która utrwala ich tożsamość. A oni im wierzą. Tę wiarę przecież przyjmuje się na słowo – proboszcza bądź wikarego.

  32. Tanaka
    28 listopada o godz. 22:40

    Mieliśmy, Tanako, jeszcze pińską marynarkę wojenną.

  33. Nefer
    28 listopada o godz. 21:07

    W pociągach to się uwijały albo kanary, albo obnośni handlarze piwem. Obnośny handlarz sakramentem spowiedzi w jakiś specyficzny sposób mi się podoba w perwersji. Może mieć ze sobą włosy ze Świętej Głowy, buteleczki ze Świętym Oddechem (butelki bezzwrotne, trzeba wysiadać na najbliższym), puzderka z Uśmiechem Świętego, lusterka na które Było Popatrzone z obrazkiem Świętego na odwrocie (Roger Moore?, eee.., nie ten, niestety) i różne takie.

  34. Jest,Tanako,taki jeden,który mógłby wiele,a może bardzo wiele,powiedzieć jak to było za JP2.
    Jakoś nikt nie pyta Dziwisza,szafarza świętej krwi,o jego udziale w tym ohydnym procederze.
    Przecież nikt przytomny nie uwierzy,że nie wiedział co się dzieje.Wiedział!Nie przeszkadza mu to brylować w TV i pieprzyć o świętośći Wojtyły i jego „nauczaniu”.
    A biskupi program w tym temacie:badamy,przepraszamy,nie płacimy!A jeśli już to w ich walucie-zdrowaśkach.

  35. Tanaka
    28 listopada o godz. 22:40

    Ajajaj, Tanako, przegapiłem, zupa wołowa. Wspomniałeś o Prypeci, a to przecież obszar działania floty pińskiej.

  36. Dla doprecyzowania. Pisząc o o uczestnictwie w seansie pornogafii mam na myśli sytauacje podobną do podyktowanego jakimś atawizmem gromadzenia się tłumów na miejscu wypadku.

  37. Nefer
    28 listopada o godz. 21:44

    Być może gdzie indziej są ziemie piękniejsze.., jak śpiewała pewna piosenkarka i różni piosenkarze, ale z tego, że w jakiejś wsi wyszli z kościoła z powodu politycznej agitacji proboszcza ten, no, może – coś, kiedyś, będzie.
    Już jest, bo sam fakt jest czymś więcej niż stan rzeczy przed faktem. Ale faktów takich trzeba wiele, bardzo wiele, w wielu miejscach i konsekwentnych. Oraz dotykających istoty rzeczy: cóż z tego, że trochę ludzi wyjdzie z kościoła z powodu polit-agitki, jak nie wyjdą z innych powodó, ,znacznie poważniejszych. Bo przecież – dla przykładu – pedofilenie dzieci przez kler jest nierównie poważniejsze niż agitka. A nie wychodzili, stawali po stronie pedofila, przeciw własnym dzieciom.
    Dlatego – pora.

    Pamiętasz też pewnie sprawę ks. Lemańskiego i jego szefa – Hosera. Parafianie chcieli bronić prostego księdza, nawet jakieś objawy tego były, ,ale co z tego: Hoser i tak zrobił co chciał z Lemańskim, wypieprzył go z parafii, pozbawił prawa pełnienia czynności kapłańskich, a am Lemański był przez dłuższy czas na krawędzi załamania, a może poza nią i w biedzie, na utrzymaniu krewnych i przyjaciela.

  38. @Brokoz
    28 listopada o godz. 22:56
    Bardzo dobrze Ci podpowiada Twoja intuicja. Ktoś wysłał panów Gila i Wesołowskiego na Dominikanę. Akurat właśnie TAM?
    A jakoś nie wierzę by w tak totalitarnej instutucji nie wiedziano nic o upodobaniach tych panów…

  39. Tanaka
    28 listopada o godz. 22:55

    Tanako, te pociągowe spowiedzi to świetna droga do samoośmieszania się katabasów i Kościoła. Jak leżałem w szpitalu po wypadku, przyłaził wprawdzie katabas, ale spotykało go milczenie owiec – był jakimś obcym ciałem, czymś wstydliwym. Kiedy się tak byczyłem niepotrzebnie (mógłbym tak sami się byczyć w domu, gdyby wypożyczano łóżka z wieszakami) na wieszaku półtora miesiąca, trafił się w ośmioosobowej sali tylko jeden piszczący na widok siostry z zastrzykami dupek, przy którym pasożyt w sukience parą razy przysiadł jako spowiednik.

  40. Tanaka
    28 listopada o godz. 22:55

    Ale kto na kolei wpadł na ten szatański (kaszelek) pomysł? Jak oni się tam wkręcili, kto, co, w czyjejże to głowie itd :/

  41. @Slawczan 28 listopada o godz. 23:07

    Ależ oczywiście, że wiedziano! Jest chyba nawet na ten temat artykuł Artura Domosławskiego w archiwum „Polityki”. Józef Pedofil Wesołowski spędził „na misjach” całe bogobojne życie – bo taka była polityka kaka-władzy. Określone skłonności – doskonale znane przełożonym – przekładały się na taką właśnie „karierę”.

  42. Przy okazji warto przypomnieć

    ile nas kosztuje kaka

  43. Nefer
    28 listopada o godz. 21:48

    A wstępniak jak J’Accuse…!
    Zwabi tych co wezwani do odpowiedzi czy nie, tak się zastanawiam.

    J’Accuse..! powinno brzmieć szeroko i stale.
    Sądzę, że będzie tak: ten i ów przeczyta i może się zastanowi. Zastanowienie się, choć w jakiejś cząstce podniesionych przeze mnie elementów składowych sprawy może się brać z prostoty pytań: jak w ogóle możliwe jest to, by być tak blisko, tak często, tak wiele razy tuż obok pedofilów, wśród pedofilów, mieć tak wielu z nich za kolegów („współbraci w świętym kapłaństwie”) i przyjaciół także; być obok i wsród tylu ofiar i tylu zdrajców – i nic??? Nic nie wiedziałem, nic nie słyszałem, nic nie wiem, nikt nic mi nie powiedział ?! To przecież przepis na idiotę, Wojtyła idiotą nie był.

    Odpowiedzi natomiast nie tylko się nie spodziewam, bo po prostu jej nie będzie, co zaznaczyłem we wstępniaku. Nie ze strony tych, co najwięcej na Wojtyle skorzystali, choć to oni właśnie moralnie są zobowiązani do odpowiedzi. I nie chodzi o to, że pewnie nie przeczytają co napisałem. Rzecz w tym własnie, że tak skorzystali, że tak skomercjalizowali Wojtyłę, ale przecież Wojtyła sam siebie skomercjalizował i sobie zaprzeczył. NIe będzie też dlatego, że Polak chodzi po świecie bez gaci: jedyne postaci współczesnej Polski traktowane obwoźnie, jak peregrynująca po miastach i wsiach Madonna Jasnogórska, to Wałęsa i Wojtyła. Wałęsa, wiadomo – został okrzyknięty „Bolkiem”, a dekonstrukcja jedynego – Wojtyły, wyssa z Polaka tlen i mózg, zamieniając w próżnię i sieroctwo zupełne.
    Wrezcie, Polak jest organicznie niezdoolny do wejrzenia w siebie i rzetelnego rozliczenia się ze sobą i swoją przeszłością. Sama widzisz ak to działa: PRL to była czarna dziura, nic oprócz zorganizowanej państwej zbrodni i Gułagu dla 40 milionów. Polska historia była wspaniała, jesteśmy Przedmurzem, a Polak wygrał II Wojnę Światową. Każdy Polak mieszkał w pałacu, a co najmniej w wygodnym dworze modrzwiowym, z czterokolumnowym portykiem, gankiem i facjatą, okoloną krzewami wonnych róż. Dziś zaś Polak gra na nosie Putinowi, bo potęga jest i basta! Jak zawsze – basta!

    W państwie teoretycznym, czyli wśród ludzi teoretycznych, nic nie da się realnie i na poważnie.
    No i dlatego.

  44. wbocek
    28 listopada o godz. 22:53

    Oczywiście! Pińsk jest na Prypeci, o niej wspomniałem.

  45. Tanako.
    Prawdę, która ma wyzwolić, głosi kolejny, drugi już po JPII „ojciec święty” Franciszek z dalekiej Argentyny. Dla kościelnych, tych niepolskich, JP II nie ustala już polityki całej instytucji. I obecnie kręcący polityką kurii rzymskiej, mają inne pryncypia swej aktywności. Handlowo, można by powiedzieć, że Polska nie jest preferowanym kierunkiem promocji instytucji znad Tybru.
    A JP II jest już tylko jednym z byłych wybrańców „ducha świętego”, który wyniósł ich na ten stolec. Pamiętamy jednak, mocno polityczne tło jego wyboru. Zostało chyba wystarczająco dobrze opisane, więc nie ma co go przypominać. Dla Watykańczyków JP II nie był chyba tym najwybitniejszym papieżem. Był najbardziej rozpolitykowanym, prowadzącym anty-lewicową krucjatę. I to zarówno w stosunku do bloku państw socjalistycznych, jak i własnych księży-robotników, przejętych nędzą własnych wiernych, szczególnie tych z Ameryki bananowej.
    Przeciętnemu polskiemu wiernemu musiała wystarczyć duma z posiadania Polaka-papieża. I kilku bon-motów o „Solidarności”, oraz „tej ziemi”, z której i on się wywodził. Realna znajomość jego nauczania była i jest żenująco niska, co może dziwić jeśli przyjrzymy się oficjalnym objawom jego kultu w Polsce. Wychodzi na to, że wystarczała im sama duma z obsadzenia Watykanu, krakowskim arcybiskupem, wykładowcą katolickiej uczelni, człowiekiem porozumiewającym się z innymi w kilku językach.
    Od prowadzenia polityki misyjnej i nauki kościoła, Wojtyła miał swoich ludzi, na bieżąco analizujących i przetwarzających wszelkie napływające do Rzymu informacje.
    Jako numer jeden, to on nominował nowych biskupów i powoływał kardynałów. W przypadku Polski sam dokonywał wyboru, spośród swoich znajomych z czasów pracy w Krakowie i na KUL-u. W końcu zdołał w miarę dobrze poznać swoje polskie środowisko. W stosunku do innych krajów, zazwyczaj opierał się ma opiniach rzymskich kurialistów. Warto przy tym zauważyć, iż wielu Polaków zostało przez niego obdarzonych purpurą i skierowanych do pracy za granicą. To jego tworem był m.in. bp Hoser, który kontrowersyjnie zapisał się w historii. Albo bp Wesołowski. Podstawowym wymogiem ze strony papy Jana Pawła II był antykomunizm, czyli niezgoda na tolerowanie myśli lewicowej. Reszta to furda. Cdn.

  46. Slawczan
    28 listopada o godz. 22:30

    Mówię to od lat: Kościół kat, już dawno temu (służył temu i konkordat) uwłaszczył sie na Polsce. W 1944 chłop uwłaszczony został przez władzę ludową na panu, na chłopie zaś uwłaszczył się Kościół kat. Złożony z panów, choć to (dziś) z pochodzenia chłopi biedniejsi od myszy. Gdzie się można utuczyć, tam trzeba poleźć.
    Napisałem „chyba” (się zmienia), choć w wersji roboczej tekstu miałem: chyba-jeśli-może. Zmniejszyłem więc wątpliwość. Jeśli do kolędy się uspokoi, to będzie oznaczać pierwszą alternatywę, o której napisałem: powrót do homeostazy w idiotyzmie, który jest niczym innym, jak ciągle żywą niewolniczością. Będzie to znaczyło, że Polak nie potrzebuje żadnej godności, żadnego „wstania z kolan”, uczciwości i podobnych pierdół, bo wystarczą pozory: psoidy nie załatwili „powstania z kolan”, tylko o tym gadają, ksiądz z biskupem i Wojtyłą eksploatują prostego wyznawcę, ale mu gadają o bozi, aniołach i zbawieniu, a on to kupuje i płaci, płaci i daje się ujeżdżać, okłamywać, okradać. I z prawdy i z godności i z pieniędzy.
    Stawiam na to – co powiedziałem – że tzw wolność od draństw religii nie przyjdzie ani w formie rewolucji, ani innego aktu. Będzie się długo wlekła, pełzła, czołgała się i przylezie bardzo umazana. Trudna do poznania i niekoniecznie wizualnie sexy. Będzie to wolność przez zaniechanie, a nie czynne i świadome działanie: Wojtyła się rozlezie, rozsypie i zardzewieje. Z pustoty i upływu czasu, a nie dlatego, że zostanie publicznie zdekonstruowany i powszechnie zostanie to uznane.

  47. Nefer
    28 listopada o godz. 23:16

    Tanaka
    28 listopada o godz. 22:55
    Ale kto na kolei wpadł na ten szatański (kaszelek) pomysł? Jak oni się tam wkręcili, kto, co, w czyjejże to głowie itd :/

    Spółki PKP (jest ich cały worek), to są spółki skarbu państwa. A kto obsadził wszelkie decyzyjne stanowiska oraz połowę niedecyzyjnych w takich spółkach – wiesz. Są też spółki samorządowe (koleje regionalne), a tam gdzie rządzą pisoidy – zasada taka sama. tam gdzie rządzi PO i PSL – niewiele lepsza, choć przy uważnym ogladzie jakieś różnice in plus – może – dałoby się zauważyć.
    Wiemy też, że władza z Kościołem są zespawane w jedno. Czegóż więcej trzeba? Nawet wśród wielu niepisoidów? Choroba jest zakaźna i rozchodzi się błyskawicznie. NIe tylko drogą kropelkową czy inhalacyjną, ale także intuicyjną i demoralizacyjną. Taka ta choroba.

  48. @zak1953 28 listopada o godz. 23:44

    „Realna znajomość jego nauczania” – to chyba raczej dziedzina dość mgławicowa? Zostawił tony słowotoku, z którego trudno byłoby wydobyć jakąkolwiek sensowną myśl. Inaczej mówiąc, myśli Wojtyły ogień nie strawi – za dużo w nich wody. On nigdy nie był wybitnym myślicielem.

    Nie był też żadnym administratorem – kiedyś w gronie najbliższych współpracowników zastanawiał się głośno, jak „oni” rozegrają skandal z bankiem watykańskim, śmiejąc się beztrosko. Od problemów uciekał – podczas Soboru, będąc w komisji ds. rodziny zwykle nie pojawiał się wcale, gdy głosowano nad czymś kontrowersyjnym.

    On po prostu nigdy niczego nie zrobił, co mogłoby zagrozić jego własnej karierze. Gdy w PRL-u aresztowano jego protektora, wyjechał na urlop. Okupację przeżył pracując w Solvayu jak u Pana Boga za piecem, ale kłamliwych informacji w życiorysie, że działał w jakimś ruchu oporu – ani on, ani Watykan nigdy nie zdementował. W sumie to był człowiek – nic. Chociaż na pewno niezły aktor.

  49. @act

    Jesli kiedys przyjedziesz do Pacific Northwest wysle Ciebie na High Divide Trail – 19 mil. Gory, z gory I pod gore. 2-3 dni. Lub szlak wzdluz Olympic Coast od Neah Bay do Kalaloch. 100 mil plus. Po plazy, czasami trzeba sie wspinac po skalach aby uniknac high tide. Tide schedule absolutely required in your backpack. 7 dni lub dluzej w zaleznosci od tide.

    Oba szlaki przejdziesz sam! Pitna woda I jedzenie wedlug wlasnego planu.

  50. zak1953
    28 listopada o godz. 23:44

    Wojtyła był idealnym papieżem dla kurialistów, bo tak bardzo fruwał w obłokach – w przenośni i dosłownie – że w ogóle Kurią Rzymską się nie zajmował. Nie zajmował się jednak także dlatego, że świetnie wiedział, że Kuria to piekło. Dla niego – Święte, bo Kościół kat jest Święty. A że to piekło wiedział świetnie z najoczywistszego powodu: uczestniczył w Soborze Watykańskim II, który był zupełnie wyjątkowym wydarzeniem w historii tej strasznej instytycji: z powodu ucieczki świata do przodu, Watykan został sam z tym swoim piekłem, co go zmusiło do próby zbliżenia się do świata. Wojtyła wiedział. I dlatego też nie chciał wejść do tego piekła, które robiło wszystko, by V. II zanegować. Sam Wojtyła też do tego rękę przyłożył.
    Nie chciał jednak siedzieć na wulkanie, a że jego osobiste kompulsje i kompensacje zranionego dziecka działały bardzo silnie, latał po całym świecie mniemając, że siebie samego dogoni. I nie dogonił, bo poleciał nie w tym kierunku. Jako zranione dziecko byłby bowiem po stronie ofiar gwałów kleru. Ale stał po stronie gwałcicieli i sam się do gwałtów przyczyniał. Zdradził autentyczne dziecko w sobie, zdradził Lolka. Wybrał fantazmaty zamiast rzeczywistości. Choć o dzieciach nieustannie gadał. To jednak u zdrajcy standard, takie nieustanne gadanie. Tak samo jak u gwałciciela-pedofila udawana troska o dziecko.

  51. @Tanaka
    28 listopada o godz. 23:57
    No cóż kłania się stary Marks i ,,Religia to opium dla ludu”…

  52. Na marginesie
    29 listopada o godz. 0:06

    Chociaż na pewno niezły aktor.

    O aktorstwie Wojtyły czytałem w panegirykach i takich produkcjach słownych słyszalem, oraz boleśnie marnych filmidłach z cyklu: Karol co został papieżem, papież co został Lolkiem i Lolek co został nosorożcem . NIe widziałem Wojtyły na scenie.
    Natomiast poczytałem trochę jego produkcji literacko-poezyjnych i obejrzałem jakieś adaptacje sceniczne. Nein, nein, nie są to dowody na znaczniejszy talent onego. Natomiast dowodem są, na aprioryczne usilności tego wyznawcy Przenajświętszej Panienki.

  53. Slawczan
    29 listopada o godz. 0:19

    Marks użył tego sformułowania w szerszym znaczeniu, ale niewątpliwie, jak w książce Hitchensa – religia zatruwa wszystko.

  54. @Tanaka 29 listopada o godz. 0:24
    Nie na scenie, tylko w życiu – dobrze grał ulubieńca tłumów 🙂
    A jak głęboko i spektakularnie się zamyślał…

  55. A jak się wypinał, całując asfalt na lotniskach…

  56. A już dzieciątka to musowo łapał na ręce…
    I zakładał sombrero. I robił miny do młodzieży.

  57. Nefer
    28 listopada o godz. 21:48
    „A wstępniak jak J’Accuse…!”

    Wyprzedzilas mnie Nefciu!

    Mam nadzieje, ze Tanaka nie bedzie musial uciekac do Anglii jak Zola.
    (Pukam w niemalowane.)

  58. wbocek
    28 listopada o godz. 23:09

    Tanako, te pociągowe spowiedzi to świetna droga do samoośmieszania się katabasów i Kościoła.

    I niech się tak dalej ośmieszają.
    Inna rzecz, że członek kleru na liście płac publicznego szpitala to złodziejstwo usankcjonowane umową lenną z Watykanem, a kolej nie jest przedsiębiorstwem kościelnym, tylko publiczną spółką prawa handlowego należącą do niekościelnej wspólnoty samorządowej lub do niekościelnego (hipotetycznie) państwa polskiego.

    W dziedzinie ośmieszania wiele jeszcze można zrobić. Nie widzę powodu, skoro są takie objawy, by nie było księdza obsługującego publikę w teatrze, kinie, albo żeby nie dyżurował na stacjach benzynowych. Mogliby też łazić po galeriach handlowych i zaczepiać przechodniów: u spowiedzi byłeś ?? A w niedziele (handlowe) rozliczać z odbębnienia mszy świętej. Mogliby też latać na co atracyjniejsze wyjazdy zaraniczne jako opiekunowie duchowi, tak jak za PRL-u na ciekawe wycieczki zagraniczne jechali opiekunowie z SB.

    Czytałem już jakiś czas temu, że jest aplikacja na smartfony. Możesz się wyspowiadać klikając. Każdy klecha i każdy w ogóle może zaś sobie kupić prawidłowe i atrakcyjnie słownie kazanie na dowolny temat. Klecha niie musi się już męczyć udając przed sobą i wyznawcami, że mówi z siebie czyli z niczego, wystarczy jak przeczyta z laptopa albo smartfona, czyli z czegoś. Za kilka dych można kazanie kupić. Byle jakie chyba za 20 zeta, a takie bardziej wycacane za więcej.
    Idiotyzmy, odczłowieczenia tych wszystkich prób dogonienia świata są takie szajbnięte, że aż nieraz śmieszne do rozpuku.

  59. Na marginesie
    29 listopada o godz. 0:27

    @Tanaka 29 listopada o godz. 0:24
    Nie na scenie, tylko w życiu – dobrze grał ulubieńca tłumów

    Namarginesko, bój się bloga i wypluj te słowa: w jakim „życiu” ?? Te wiece, zloty gwiaździste, celebracje fantazmatów i oderwania od życia, jego zaprzeczanie, manifestowanie słuszności zamiast wolności i autentyczności miałyby być „życiem”???
    A że dobrze, ba – świetnie mu to wychodziło, to i racja. Trzeba już tak naprawdę głęboko żyć tymi nieprawdziwościami i sprzecznościami, by z taką swobodą i pewną dezynwolturą je przedstawiać; tak, w tym był dobry nadzwyczajnie.

  60. @Tanaka 29 listopada o godz. 0:48
    On podobno „żył” tylko od wojażu do wojażu.
    Nawet się w kurii rzymskiej z niego naśmiewali, że jest od uzależniony od tej wyjazdowej adoracji.

  61. Nefer
    28 listopada o godz. 22:51

    No jak Ty zyczysz, to chyba nie mam wyjscia.
    Sciskam tez mocno.

  62. @Na marginesie
    28 listopada o godz. 16:36

    Pod poprzednim wstępniakiem Na Margineska znów się czepia Palestyny, cytując Francesc’ę Borri:

    Mamy Hamas, który nie rozmawia z Izraelem – tłumaczy – i mamy Fatah, który czeka na społeczność międzynarodową, by podjęła rozmowy.

    Miałem się już na ten temat nie wypowiadać, ale belferski odruch i rozdrażnienie o wykręcanie przysłowiowego kota zwyciężyło. Ale będzie krótko:
    Palestyńczycy (i Fatah i Hamas) chcą rozmawiać z Izraelem. Izrael nie chce rozmawiać z Palestyńczykami. Bo ma
    a.) w ręku wszystkie atuty – militarny, propagandowy, polityczno-poprawnościowy, hasbarowy, itp. i dlatego nie musi choć fałszywie udaje (że chce);
    b.) nie ma Palestyńczykom nic do zaofiarowania – rozwiązanie 2-państwowe jest już od dawna nierealne i niemożliwe choć deklaratywnie, nieszczerze i hipokrycko światowi „przywódcy” wciąż je popierają.

    Tak więc „rozmawianie” jest jałowe i bezsensowne bo interesy obu stron są tak sprzeczne, że brak wspólnego gruntu i nie ma o czym rozmawiać. Syjonistyczna propaganda wciąż uporczywie i do niedawna 95% (ostatnio jakby jednak mniej) skutecznie zwalała i zwala całą winę za „nie rozmawianie” na stronę palestyńską. Która nawet gdy „porozmawiała” w Oslo, wyszła na tym jak Zabłocki na mydle. I siedzi w ślepym zaułku (limbo) Sen o powrocie, walka o przetrwanie.

  63. @Tobermory
    28 listopada o godz. 16:38

    @Na marginesie
    28 listopada o godz. 16:22
    Przepis daje prywatnie wynalazca. Ja nie mam upoważnienia.

    Nie ma na przepis @copyright, masz upoważnienie na podanie dalej 🙂 PS. Jeśli za słodko, można dodać mniej cukru.

  64. Wstępniak @Tanako to samo sedno.
    Polacy wierzą, bo tak im wpojono, poza tym Wojtyła to jedyny polski aktor od stuleci w czołowej roli na światowej scenie. Dla zbolałego narodu z gigantycznymi kompleksami to Kodeina nie do odrzucenia!
    Poza tym ludzie potrzebują wierzyć, a gdy już uwierzą i uwielbią, odrzucają każdą krytykę ich świętego/idola, bez względu na to jak uzasadnioną i prawdziwą. Czy to Wojtyła, czy Hirsi Ali, czy Zipolla z Dekamerona!

  65. Orca
    29 listopada o godz. 0:16

    Ty mnie chyba chcesz wykonczyc Orco.
    To nawet piwka nie?
    Od samego pomyslu zakrecilo mi sie w glowie i o malo nie spadlem z krzesla przy biurku.

  66. A dawno mówiłam : wieszajmy krzyże! Wszędzie! I żądajmy kapliczek, najlepiej na najbardziej upierdliwych miejscach.
    Krzyże w sraczykach ( w każdej kabince!), krzyże w knajpach i na kioskach, krzyże w autobusach i tramwajach, krzyże na ulicy i przed każdym obowiązkowy pad na kolanko i znak prus paprus referendus duptus dla podkreślenia świętości.
    To tak między klepaniem w schabowe a siekaniem sałatki warzywnej…

  67. @Herstoryk 29 listopada o godz. 1:24

    Się nie kryguj, tylko zamieść! Ale koniecznie z zastrzezeniem praw autorskich.
    Bo efekty tego deseru są, jak widzieliśmy, imponujące 🙂

  68. @act
    29 listopada o godz. 1:29

    🙂

    Mozesz zabrac co chcesz. Wszystko bedziesz niosl na plecach. Piwem mozesz podzielic sie z niedzwiedziami. One lubia cukier.

    Decyzja jest Twoja. 🙂

  69. Orca
    29 listopada o godz. 2:30

    No, jak piwo pozwalasz to chyba przylece…tylko musze wpierw wytrzezwiec.
    No ale jak to ‚Oba szlaki przejdziesz sam!’ – ja bez ludzi nie bardzo.
    Ty mnie chyba w jakis self-directed ‚boot camp’ chcesz wpedzic.

  70. Self-directed, misdirected – nazwij jak chcesz

  71. Doczytałem na razie do połowy wstępniak @Tanaki. Przyszło mi do głowy, że moze i mam pomysł na odpowiedź. Przynajmniej na razie.

    Car dobry tylko bojarzy źli.

    Tylko raz byłem w ZSRR, wtedy już chwiejącym się mocno, bo za Gorbaczowa, i pod kremlowskim murem wiązanka świeżych kwiatów leżała tylko przy nagrobnej płycie Stalina.
    (przepraszam tych, którzy czytają to po raz enty)
    Za przewodnika miałem moskwiankę, czyli kobietę, i całe szczęście, bo bez niej sam bym nie zauważył, że te wszystkie inne bukiety kwiatów na innych grobach – były plastikowe. Jak mi kobieta pokazała świeże kwiaty, to już sam byłem w stanie „odkryć” powód, – wszystkim innym „kwiaty” zaniósł urzędnik, pracownik. Stalinowi kwiaty znosili zwykli ludzie, starsze osoby, ale z niewątpliwej wdzięczności.

    Ten sam mechanizm z uwielbieniem dla Wojtyły?

    Ktoś w końcu musi być dobry, inaczej cały świat staje się podły, życie nie warte trudów, a moja młodość – do śmieci.
    Nu jak tak swoje życie wyrzucić do śmieci? A?

  72. A po pozytywnej stronie zawsze przyjemnie pierś wypiąć po należne ordery, skoro „nasz” został uhonorowany. Małysz, Lewandowski, jak Kubica wygra to też masa kierowców w Polsce lepiej pomyśli o swoich umiejętnościach za kółkiem, nasz papież to tak, jakby „cały swiat” wybrał właśnie mnie. Zauważył, docenił, podwyższył.

    Krytyka papieża staje sie wtedy osobistym atakiem na tego, kto poczuł dume z jego wyboru.

  73. @Na marginesie
    29 listopada o godz. 2:00

    @Herstoryk 29 listopada o godz. 1:24

    Się nie kryguj, tylko zamieść! Ale koniecznie z zastrzezeniem praw autorskich.
    Bo efekty tego deseru są, jak widzieliśmy, imponujące

    Nie kryguję się, w życiu! Wolałbym nie wklejać tutaj, bo ostro nie na temat, a ja mam skłonności pedantyczne. No chyba, że @Tanaka-gospodarz wyrazi zgodę. Efektów u siebie nie zauważyłem 🙁 , niestety….

  74. @wbocek
    28 listopada o godz. 22:05

    @Tanaka
    Powiem więc tylko słowami Jakuba, kierując je równocześnie do tych, którzy wymyślili spowiedź w pociągach i wiele jeszcze kleszcze cudnych rzeczy wymyślą. Mówił otóż Jakub:
    „Dlatego wyznawajcie jedni drugim swe grzechy i módlcie się jedni za drugich, abyście zostali uzdrowieni”.
    Jakże pouczające to słowa: „jedni drugim”. Nie jest powiedzone: „wierni kapłanom” ani „kapłani kapłanom”, ani „kapłani biskupom”, ani „biskupi papieżowi”, ani „papież klerykowi” – jest powiedzone „jedni drugim”. Oto Słowo Boga.[…] Może taki powrót do Słowa Bożego, od którego Kościół rzymski oddalił się dalej niż od księżyca i gwiazdy betlejemskiej razem wziętych…

    Ja się tu wtrącam zacny wbocku, aby zauważyć, że skutki wyspowiadania się przeciętnego Polaka np. sąsiadowi, wysadziły by porządek społeczny w powietrze w 2 dni, z wielkim hukiem. Pomysł idealistyczny, ale wysoce niepraktyczny!

    Co zaś do powrotu do słowa bożego to właśnie skończyłem czytać ”Shariah” (o której wspomniałem tu kiedyś. Polecam wszystkim zainteresowanym wiedzą o islamie z rzetelnych i obiektywnych źródeł, zamiast nagłówków, Hirsi Ali i YT). Otóż wyszło mi z niej, że klasyczne prawo islamskie było o niebo lepsze niż prawodawstwo europejskie przed Oświeceniem, jeśli idzie o prawa kobiet, dzieci i ubogich. Od tego czasu prawo zachodnie zrobiło spory postęp. Islamskie (a raczej islamistyczne, to nie to samo) mocno się cofnęło, zamiast wracać do „słowa bożego” i wzorców klasycznych wyrodziło się w jadowicie upolitycznione wersje integrystyczne, sprzeczne lub nielegalne z punktu widzenia klasycznych interpretacji i praktyk, zwłaszcza w dziedzinie kar „hudud”, apostazji, rozwodów i wykroczeń seksualnych. O co rwą włosy islamscy uczeni w piśmie i poinformowani umiarkowani wyznawcy.

    Ostateczny wniosek jest taki, że wszystkie religie mają idealistyczne, mające być podstawą moralności, sprawiedliwości i harmonii społecznej fundamenty. Na nich po dodaniu tradycji i praktyk plemiennych, naturalnych ludzkich skłonności oraz polityki buduje się jednak mniej lub bardziej paskudne więzienia, albo nawet obozy koncentracyjne. Bez różnicy czy to buddyzm, judaizm, chrześcijaństwo czy islam.

  75. zza kałuży
    29 listopada o godz. 3:26
    „Car dobry tylko bojarzy źli.”
    Poruszasz ciekawy aspekt ludzkiego sposobu myślenia. „Gdybyż tylko Adolf Hitler wiedział jak zachowują się jego podwładni”. A przecież wódz zawsze musiał być tym najsilniejszym i najbardziej zdecydowanym, kreślącym i wymuszającym na podwładnych i zwykłych obywatelach linię postępowania.

  76. Janowi Pawłowi Papli zacząłem się przypatrywać i przysłuchiwać w czasie jego pierwszej wizyty w Polsce w 1979 r. Krócej to trwało niż wizyta, bo szybko się stało dla mnie jasne, że przyjechał prowincjonalny aktorzyna osiemnastej kategorii, przy którym ten, który go jakoby posłał – Bóg – zmalał jakby go wcale nie było. A kiedy w oklaskiwanych jak w teatrze (religiancka nowość!) przemówieniach był przez JPII przywoływany, zawsze był na tle papieża, a nie odwrotnie. Bóg na tle JPII. Bóg nie jako cel, lecz jako pretekst do czczenia, mdlenia z zachwytu, podziwiania, szczytowania z powodu JPII. Czymś sobie ten JPII zasłużył, że Bóg był przy nim niczym? Oczywiście! Był Polakiem. Na najwyższym religianckim stolcu. No i milion razy ważniejszym od Gierka Polakiem z racji swej niekomuchowatości, był światowym, legalnym, nie do ruszenia przeciwnikiem tego, co było w Polsce. Był instytucją, a przy tym udającym zwykłego człowieka, swojaka. W tym sęk, że faktycznie BYŁ zwykłym człowiekiem. Najzwyklejszym. Grzesznikiem, który przyjmował pokłony, hołdy, własne pomniki, uwielbienie tłumów i ani razu nie powiedział: „Bóg jest Bogiem, jemu cześć oddawajcie, nie mnie. Nie przychodźcie więcej na ten plac, bo przychodzicie do mnie, a ja jestem niczym, marnym pyłkiem”. Tak odgrywał modlitewne skupienie na oczach milionów, że nie mogłem na to patrzeć i w końcu wyłączyłem tele-morele w czasie pierwszej wizyty i celowo, na oglądanie JPII, włączyłem dopiero, kiedy mu książka na trumnie powiewała.

    Kiedyś skopiowałem modlitwę jego życia doradzoną mu ponoć przez rodzonego ojca, którą miał odmawiać co dzień przez całe życie. Ta modlitwa jest jednym z niezliczonych dowodów nieistnienia wszechwiedzącego Boga, do którego pyłek marny, a zarazem odwrotność pyłku, czyli niemal sobowtór Boga – człowiek – mówi, jakby onże Bóg był ślepy, nie kumaty i nic nie mogący, skoro przez całe życie trzeba go furt prosić o to samo i bez skutku.

    „Duchu Święty, proszę Cię o dar mądrości do lepszego poznawania Ciebie i Twoich doskonałości Bożych,
    o dar rozumu do lepszego zrozumienia ducha tajemnic wiary świętej,
    o dar umiejętności, abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary,
    o dar rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady i u Ciebie ją zawsze znajdował,
    o dar męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać,
    o dar pobożności, abym zawsze służył Twojemu Majestatowi z synowską miłością,
    o dar bojaźni Bożej, abym lękał się grzechu,
    który Ciebie, o Boże, obraża.
    Amen”.

    Proszę zauważyć, że w tej modlitwie nie ma nic o sprawach ziemskich, ino jeden wielki strumień wazeliny. To po to Bóg tę ziemię z człowiekiem na samym czubku stworzył, by była marnością niewartą jednego słowa? W czym więc się wyrażała ziemska wielkość JPII – że umiał pleść o niczym i jeździć na nartach? Tyle to i byle dudek potrafi.

  77. Herstoryk
    29 listopada o godz. 7:03

    Owszem. Identyczne były losy komunizmu: plany – dobre, lecz wykonanie – gówniane. Człowiek się składa tyleż z marzeń, co z krwi i kości.

  78. zak1953
    28 listopada o godz. 23:44

    podzielam Twoją opinię

  79. Na marginesie
    29 listopada o godz. 0:06

    On nigdy nie był wybitnym myślicielem.

    Tuż po śmierci Wojtyły, były już, jezuita Stanisław Obirek udzielił wywiadu belgijskiej gazecie Le Soir. Za co dostał zakaz wypowiadania się do mediów

    https://www.tygodnikprzeglad.pl/czym-zawinil-ks-obirek/

    W Polsce najbardziej nagłośnione było porównanie „Ojca Świętego” do proboszcza:

    Papież, który jest proboszczem świata, zachowywał się trochę jak proboszcz, który nie lubi nieporządku w swojej parafii, a jego najbliżsi współpracownicy muszą być zdyscyplinowani. (-).

    Wywołało to powszechne oburzenie.
    Dlaczego?

    Chociaż na pewno niezły aktor

    Nie wiem jakim był aktorem. Na pewno był znakomitym manipulatorem, pijarowcem, spin doktorem. W czym z pewnością pomagało mu, z jednej strony przygotowanie aktorskie, z drugiej instytucjonalna pamięć i doświadczenie krk w praniu mózgów.

  80. zza kałuży
    29 listopada o godz. 3:26

    Ktoś w końcu musi być dobry, inaczej cały świat staje się podły, życie nie warte trudów, a moja młodość – do śmieci.
    Nu jak tak swoje życie wyrzucić do śmieci? A?

    Ludwik Stomma pisał przed laty w Polityce o tym, jak polska ekipa TV robiąca reportaż w małym miasteczku w RFN, w latach 70. została opluta przez Niemkę, starszą, nobliwie wyglądającą panią. Pani usłyszawszy polską mowę, rzuciła im wiązanką w stylu Hitlerjugend.
    Niestety, wszyscy podlegają tym samym prawom ewolucji, socjologii, psychologii. Polacy, Niemcy, Żydzi, Amerykanie, Francuzi. Niektórzy, a i to okresowo, fundują sobie cieniuteńką powłoczkę cywilizacyjno – kulturową, która znika w momentach realnego zagrożenia bytu.

  81. Na marginesie
    29 listopada o godz. 1:12

    @Tanaka 29 listopada o godz. 0:48
    On podobno „żył” tylko od wojażu do wojażu.
    Nawet się w kurii rzymskiej z niego naśmiewali, że jest od uzależniony od tej wyjazdowej adoracji.

    To nie tylko bardzo możliwe, ale niemal na pewno dokladnie tak bylo.
    Wojtyła urządzał „pielgrzymki” jedną po drugiej, nieraz odwiedzając po kilka państw za jednym zamachem.
    Kto chce się do tego przygotować rzetelnie, ma furę roboty. Kto lubi wojaże walacyjne, rozkłada przewodniki i je studiuje, sięga po następne źródła informacji, rozkłada mapy, sprawdza na forach, pyta znajmych, planuje wybór miejsc i atrakcji, często liczy czas – co zobaczę rano, co po posiłku w południe, a co zdążę przed nocą, co zaś zamykają wcześniej.
    Wojtyła z pewnością szykował się do każdego nawiedzenia bardzo starannie. Ta staranność była bardzo specyficzna, tu jednak idzie mi o sumę roboty przygotowawczej, a następnie sumę wysiłku włożonego w samo nawiedzenie. Chłop się narobił.
    Jak wiemy, uwielbiał to. Zapewne napędzała go atrakcyjność takich wypraw sama w sobie, bo jak punktem startowym jest biedna, zapyziała miejscowość przedwojennego biednego kraju – Polski, to móc fruwać najlepszym odrzutowcem Alitalii po całym świecie, mieć ogromną świtę pomagierów, załatwiaczy, nieustająco być bohaterem dosłownej telenoweli, ze wszystkimi telwizjami świata przepychającymi się wzajemnie w walce o najlepsze miesce do filmowania, widzieć te miliony podekscytowane aktorem – MNĄ! – dostające spazmów przewielbiających, klękających, płaczących, śpiewających mu ulubioną „Barkę”, to takie coś nie może nie działać narkotycznie.
    Jak się doda do tego potrzebę wypierania z siebie siebie autentycznego, małego dzieciaka, kóremu wszyscy dookoła szybko pomarli, a mamusia ze swoją szybką śmiercią zapewne zostawiła najgłębszą i niewyleczalną traumę (czemu się trudno dziwić), on zaś ten brak i ten ból przerobił sobie na zachwyty i uwielbienia dla fantazmatu o matce – Maryji Wieczniedziewicy i jej dzieciątka – Jezuska, w którego postać wczuł się i wcielił głęboko.
    I tak się obwoził z tą mamusią-Maryją i samym sobą jako jej synkiem Jezusem, a miliony mu klaskały, hołdowały i wielbiły.
    Jemu się od tego zaczęło zdawać, że zna się na realnych problemach ludzi, mial w tej sprawie misję od zmarłego wcześnie tatusia, czyl bozi, żeby ludziom wciskać wszelkie swoje słuszności w sprawie tego jak mają żyć, opieprzać ich za bak wykonywania owych słuszności, grozić im za to i znowu napominać. Frajda, radocha, troska, a raczej tak zwana troska – nieustające. Nieustające zastępowanie siebie sobą wykreowanym.
    I nie trzeba wracać do domu, by się dowiedzieć że nieposprzątane, nieuprane, że się kłócą, kradną, sprzeniewierzają, dzieci gwałcą. Kontrast między fantazjami a realem zbyt przykry. Real trzeba odrzucić, niech się kto inny tym zajmuje. No i Kuria się zajmowała, oraz była z tego zadowolona.

  82. @Herstoryk
    29 listopada o godz. 1:24

    Pisząc: „nie mam upoważnienia” kierowałem się twoim zastrzeżeniem (niechęcią) zajmowania łamów blogu „ostro nie na temat”. Jeśli już, to wklej sam, bo to twój autorski deser.
    Absolutnie nie był za słodki, więc to raczej nie cukier tak mnie chwilowo oświecił 😎
    Pisząc, że po słodkim na czczo muszę zakąsić konkretem nie miałem na myśli „zbyt słodki”. Tak już mam.

  83. Herstoryk
    29 listopada o godz. 1:25

    Wstępniak @Tanako to samo sedno.
    Polacy wierzą, bo tak im wpojono, poza tym Wojtyła to jedyny polski aktor od stuleci w czołowej roli na światowej scenie.

    Nie sądzę, nie ma też poważnych przeslanek, że Polacy akurat do światowej – nie klasy, ale zasięgu scenicznego – postaci aktorskiej tęsknili. Że on aktor nie myśleli. Ale że NASZ CZŁOWIEK w Rio, w Bogocie, w Meksyku, na Manhattanie, w Kairze, w Jerozolimie, w Kapsztadzie, w Sydney, Tokio i wszędzie indziej. Jak ON tam, to MY też tam jak JEMU klaszczą, to NAM klaszczą. Taka psychologiczna projekcja.

    Dla zbolałego narodu z gigantycznymi kompleksami to Kodeina nie do odrzucenia!

    Z tym „narodem”, to bym operował ostrożniej. Najpierw to było leczenie gigatycznych kompleksów niewolnika pańszczyźnianego. Taki pan, co pogłaskał, docenił słowem, przytulił i dał dyplomik watykański do rączki – taki znachor – leczy (choć w wielkiej mierze pozornie, cóż się bowiem stało, jak Wojtyła „odszedł do domu Ojca”? – znowu jazda w dół i pisoidy rządzą wskutek nawrotu depresji i kompleksów) a lud to chłonie jak gąbka.

    Poza tym ludzie potrzebują wierzyć, a gdy już uwierzą i uwielbią, odrzucają każdą krytykę ich świętego/idola, bez względu na to jak uzasadnioną i prawdziwą. Czy to Wojtyła, czy Hirsi Ali, czy Zipolla z Dekamerona!

    Wierzyć potrzebują chorzy, na te nieszczęścia, traumy i kompleksy schowane głęboko w nieświadomej, zbiorowej i indywidualnej psyche. To jest – w Europie – ściśle polski przypadek, bo znacznie mniej – zachodni.

  84. @Weronika
    29 listopada o godz. 9:38

    Najbardziej obraźliwe było chyba nazwanie JPII „prostackim wikarym z Niegowici”, za co jeden ksiądz wytoczył proces „Trybunie” i wygrał. Sprawa oparła się o Sąd Najwyższy, który kazał przeprosić, ale nie zasądził żądanych 100 tys. zł na Caritas.
    ” Wyrok przyjąłem z radością i modlitewnym podziękowaniem” – ucieszył się ksiądz, który w odpowiedzi na nagłośnienie zbrodni w Jedwabnem został też współzałożycielem Komitetu Dobrego Imienia Polski.

  85. @Tobermory
    29 listopada o godz. 10:29

    A niech, zamiast rozdzielać Wojtyłę na czworo, ale żeby nie było na mnie 🙂

    Ekstra Deser/Budyń Czekoladowy

    Składniki (na 4 porcje):
    3 łyżki z lekka kopiate holenderskiego kakao;
    3 z lekka kopiate łyżki najdrobniejszej mąki ryżowej;
    1,5 łyżki skrobi pszenicznej (proszek budyniowy);
    1/3 łyżeczki zmielonego cynamonu;
    60 – 80 g cukru palmowego;
    szczypta czili;
    szczypta soli;
    4 łyżeczki rodzynek;
    4 łyżeczki likieru czekoladowo-miętowego;
    ½ strąka wanilii lub ½ łyżeczki naturalnej esencji waniliowej;
    300 ml mleka kokosowego;
    200 ml wody;
    2 łyżki słodkiego porta lub sherry;
    4 łyżeczki kandyzowanej żurawiny;
    4 gałązki świeżej mięty.

    Przygotowanie:
    Kilka godzin przed przyrządzeniem rozdzielić rodzynki do 4 miseczek, zalać likierem, żeby napęczniały.
    W dużym garczku wymieszać starannie obie mąki i kakao, tak żeby nie było grudek.
    Zalać częścią mleka z wodą, wymieszać starannie, aż będzie gładkie.
    Resztę mleka podgrzać mieszając, z cukrem palmowym, cynamonem, strąkiem wanilii, szczyptą soli i czili, do zagotowania. Wyjąć strąk wanilii (o ile), odstawić z ognia, szybkim ruchem wlać mieszankę mąki i kakao, starannie wymieszać, gotować na małym gazie, mieszając przez kilka (4 – 6) minut. Gdy zgęstnieje zestawić z ognia, wlać mieszając 2 łyżki porta lub sherry (i esencje waniliową, jeśli zamiast strąka), rozlać do miseczek z rodzynkami. Gdy trochę przestygnie przybrać żurawiną i odstawić do wystudzenia.

    Nie zamrażać w lodówce, trzymać i podawać w temperaturze pokojowej. Przed podaniem przybrać posiekaną świeżą miętą.

    Deser jest pycha, a ponadto nie szkodzi osobom cierpiącym na lactose intolerance, jak autor powyższego.

    Komu się nie chce mieszać mąki z kakao, może użyć dobrej klasy kupnego czekoladowego proszku budyniowego, np. Ruff.
    Z mąki ryżowej wychodzi bardziej mus niż budyń, nie ścina się w klajster jak ten z torebki.
    Wbrew pozorom, można upichcić w 20 minut.
    Mało słodki, ale proporcje składników można zmieniać wedle indywidualnego smaku.

  86. Tanako!
    Dzięki za wstępniaka i późniejsze uzupełnienia. W tej materii, którą przedstawiłeś, moje poglądy są identyczne. Kłopoty zdrowotne nie pozwalają mi na ślęczenie przy komputerze, i pisanie obszernych komentarzy, przypomnę więc tylko, że już dawno na którymś z blogów POLITYKI wyraziłem pogląd, że my Polacy mieliśmy wyjątkowego pecha z tego powodu, iż jeden z nas Polaków został papieżem.
    A przecież papież to herszt kk.
    Pozdrawiam

  87. @Sławczan
    W oryginale:Religia to opium ludu”.Niby mała różnica a ma znaczenie.Czyni to opium czymś „wsobnym”,a nie podawanym czy narzucanym.

  88. Tanaka
    Rozłożyłeś precyzyjnie na czynniki pierwsze JP2, zadając wiele istotnych pytań retorycznych. Pogłębionej refleksji na pewno nie sprzyjała histeria ludyczna po jego śmierci, ani pospieszna beatyfikacja. Nota bene kult świętych jest dla mnie przejawem pogaństwa w ramach religii katolickiej, prawosławnej i unickiej.
    Dlaczego świętymi nie zostają ludzie świeccy, jeśli na to zasługują wedle wszelkich kanonów etycznych?
    Powołam się na przykład Janusza Korczaka, który powinien być ogłoszony świętym za tzw. całokształt , a zostaje nim Maksymilian Kolbe, zaciekły antysemita przed wojną, tym bardziej szkodliwy, ze poprzez swoje wydawnictwa zaszczepiał młodym nienawiść do Żydów. Poświęcił swoje życie dla uratowania współwięźnia. I to cala jego wielka zasługa na miarę świętej osoby.
    Ileż było takich poświęceń wśród uczestników konspiracji podczas okupacji hitlerowskiej? Młodzi ludzie, którzy niewiele zdążyli „nagrzeszyć” w swoim krótkim życiu, dla ratowania swoich koleżanek i kolegów dawali się zakatować przez Gestapo, byle nie wydać swoich koleżanek i kolegów z podziemnej AK, czy innej organizacji.
    Episkopat nadwiślański jest twardy jak skamielina w uporczywym trwaniu w przeprosinach i nieustającej modlitwie jako JEDYNEJ reakcji na zbrodnie pedofilii wciąż zamiatane pod dywan.
    Mafia ta stoi na straży swojego majątku, więc odżegnuje się od zadośćuczynienia ofiarom w postaci odszkodowań, zamiast iść śladem kościołów w Irlandii czy USA.
    Ta niesłychana pazerność, obłuda i cynizm polskiego kk wcześniej, czy później (chyba jednak wcześniej) doprowadzi do jego marginalizacji.
    Kościoły pustoszeją, a tymczasem klechy w Warszawie twierdzą, ze potrzebna jest budowa bodaj 9 nowych kościołów, bo miasto się rozrasta przestrzennie i ludnościowo.

  89. @mag
    29 listopada o godz. 12:40

    Jak już wielokrotnie wspominałem, nie znam się na wierze. Nie mogę się jednak zgodzić z przejmowaniem „na wiarę” stwierdzeń kk. Chodzi mi o pisanie słowa „kościół” z dużej litery w odniesieniu do katolickiego, bo – jak stwierdził Wojtyła, to jedyny kościół, a reszta to związki wyznaniowe. Osobiście nie przyjmuję takiej demagogii.

    Druga sprawa to niejaki Kolbe. Jak zauważyłaś, był on ostro wojującym antysemitą – nawet wybrał się do USA, by głosić swoją „prawdę”. I któż miałby uwierzyć, że ten typ dobrowolnie oddał życie za innego więźnia? Jedynym świadectwem tego „czynu” jest oświadczenie KK, czyli Kłamstwo Katolickie. Bardziej prawdopodobne jest, iż Kolbe został zaciukany przez współwięźniów za donosicielstwo i znęcanie się nad słabszymi. Taka katolicka wersja miłości bliźniego. Ale nadawał się jako przeciwwaga Korczaka.
    Wobec koszmaru Holokaustu jakoś niezręcznie było poddawać w wątpliwość twierdzenie Wojtyły. Takie były czasy, że wierzono wierzącym.

  90. @Herstoryk 29 listopada o godz. 7:03

    Oczywiście, islamska Hiszpania była oazą pokoju, dobrobytu i tolerancji w porównaniu z katolicką Hiszpanią po Rekonkwiście. Pod panowaniem islamskich władców kwitła nauka, kultura i dolce vita – zobacz Alhambrę i Alcazar w Sewilli – chociaż to szczątki. Odkrycie arabskich księgozbiorów w Toledo było bodźcem do zaistnienia Odrodzenia w Europie – bo to mahometanie przechowali dla potomności pisma antyku. A biblioteka w Toledo wcale nie była jedyną ani największą czy najbardziej znaną w świecie arabskim. Ale to są znane sprawy – Ameryki tu nie odkrywasz. Dzisiejszy Islam (np. w Turcji) jest religią ludzi niedowartościowanych kulturowo. I to przeważnie niedowartościowanych nie bez powodu.

  91. @Herstoryk
    29 listopada o godz. 11:35

    Jaka mąka ryżowa? No niech mnie Czarny Królik pogryzie. Buddyń czekkoladowy jadamy pałeczkami bynajmniej nie dlatego, że jest robiony na bazie ryżowej zaprawy. To ceremonialna potrawa ku czci Wielkiego Ziemniaka. Ile razy mam przedstawiać najważniejsze wersety ze Śniętej Księgi? Co jest na początku?

    1 Zanim początek nastąpił, był już Wielki Ziemniak.
    2 Lecz Wielki Ziemniak skruszył się i rozpadł i nastąpił początek oraz wielkie Buuu
    3 A było to pierwsze Buuu: radosne
    4 W momencie rozpadu jego jedność przestała być jednością.
    5 Jedność rozdzieliła się na formę, która wiele postaci zaraz przybrała oraz treść, która stała się jednolitą Mąką Ziemniaczaną.
    6 Forma jednak chciała powrócić do kształtu Ziemniaka, lecz treść rozsypała się i utworzyła przestrzeń.
    7 Forma zaś uzyskała kształt Beretu.

  92. @Brokoz
    29 listopada o godz. 12:32

    Zgadza się. Lud jest wtedy nie tylko ludem w sobie, ale ludem dla siebie. A właściwie to nie jest, bo właśnie to opium przeszkadza w trzeźwym patrzeniu na świat i na siebie. Można powiedzieć, że jest ludem dla opium.

  93. @bubekró
    29 listopada o godz. 14:03

    Obawiam się, że cytujesz Śniętą Księgę Genezy Kisielu 🙁

  94. @bubekró 14:03

    Nie lubię kisielu. Lubię jałowcową zarówno w stałej, jak i płynnej postaci.

  95. @Tobermory
    29 listopada o godz. 14:06

    Śnięta Księga zawiera genezę wszystkiego, w tym również, na nieszczęście, Kisielu. Jest rozwinięciem Proroctwa, które spłynęło… mniejsza o to w jakich okolicznościach… na wyznawców Buddynizmu Czekkoladowego.

  96. @mag 29 listopada o godz. 12:40
    Link @konstancji o „kościołach pilnie potrzebnych” przeszedł bez echa, więc dobrze, że go przypomniałaś. Mnie rozbawiło w tym wywiadzie – wywiadzie z xiuncem – kilka spraw. Podobno budowy nowych kościołów domagają się mieszkańcy nowych osiedli, pukając w tej sprawie do kurii. A wywiadowany xiunc przedstawia sprawę tak, jakby kościół był nieodzownym elementem miejskiej infrastruktury – jak sklep spożywczy, szkoła, przedszkole, przychodnia lekarska… Twierdzi, że kościół może pełnić „pożyteczną” rolę osiedlowego domu kultury – co jest bzdurą, bo w takim razie dlaczego nie wybudować po prostu domu kultury? Twierdzi dalej, że byłoby ślicznie budując szkołę zbudować tuż obok kościół – bo wtedy może być wspólny parking, wykorzystywany przez szkołę w dni robocze, a przez kościół w weekendy – kolejna bzdura. Bo kto powiedział, że pomieszczenia szkolne – i szkolny parking – nie mogą być wykorzystywane również w weekendy? To kuriewne parcie na zawłaszczanie szkół natchnęło xiunca. A przede wszystkim – budowa kościoła to sprawa „wiernych” – dlatego wyłudza się „datki” na ten cel od wszystkich mieszkańców – bo przecież wszyscy muszą być katolikami, prawda? Wybudowany kościół wcale nie jest własnością owych „wiernych” – należy do kaka, ale „wierni” i państwo i tak muszą łożyć na obowiązkowe upiększenia i remonty. A działkę pod kościół – za symboliczną złotówkę – musi wyasygnować miasto. Nasi okupanci – powiedzialby Boy.

  97. Czy Wojtylomania przeminie?. Pewnie powoli tak, pomniki zostana. Bedzie coraz mniej osob, ktore widzialy go na zywo. teraz mamy inny styl w kosciele – Rydzykowo- Glodziowy.
    1.Papiez jako glowa kosciola strzeze jego doktryny religijnej, to juz nie sprawa ateistow. jednym moze sie jeden kosciol podobac, jako otwarty czy”” progresywny, idacy bardziej z duchem czasu, innym bardziej mistyczny. Pamietajmy, ze nawet te „niby humanitarne koscioly tez rodza fanatykow.
    2. Byl szefem panstwa. Tu trzeba dyplomacji, konformizmu. Byc moze nie wszystko mu sie podobalo w kurii, czy gdzie indziej. Skandale wyszly pozniej.
    3. Mial poczucie misji, wydawalo mu sie, ze moze wiele zmienic w swiecie i KK. Mysle, ze jego dzialania z tego wlasnie wynikaly. Prawdopodobnie to lubil, te pielgrzymki ,zachwyt tlumow.Mysle, ze wiele zrobil, rozbudzil poboznosc, pojednal kosciol z zydami.Na gruncie polskim uswiadomil komunistycznym wladzom, jak sa slabi, po pierwszej pielgrzymce. By© moze bez papieza nie byloby roku 1989 i gdyby nie jego jednak wsparcie dla Unii, nie bylibysmy w UE.
    4. Dla Polakow byl tez symbolem docenienia przez swiat, ktory opowiadal polish jokes, Polaka i stad taka duma narodowa.
    5.Niewatpliwie mial charm. Znalem wiele osob, partyjnych i niewierzacych, ktore stracily dla niego glowe.
    Potrafil zejsc z tronu, pokazac sie w oknie, pokazac jezyk, pojsc na wyprawe gorska na noagach, albo zalozyc narty, innym wychodzi z tego parodia, a nim sie zachwycali. Doszedl jeszcze zamach, wybaczenie
    Budzil tez emocje negatywne.
    6. Co z tego pozostalo? Obecnie kazdy ma wykladnie nauk pawlowych wlasna i tak bedzie. Bedzie jak Koscioszko, ktory patrzy na nas z nieba,ale niewiele osob wie o nim duzo, tylko symbole.

  98. @Act
    Skorzystaj z propozycji Orki. I bez piwka.Jesli cos chcemy zmienic, to bez kompromisow.

  99. @Qba 29 listopada o godz. 13:15

    Witaj nareszcie! No, taka wersja domniemanej „ofiary” świntego Kolbego nawet mnie nie przyszła do głowy. Podoba mi się! Ja myślałam, że może po prostu przygniotło go sumienie i zwykła rozpacz, gdy zobaczył, jak go traktuje reżim, którym do spółki z kaka tak się zachwycał. A wściekłym antysemitą i fanatykiem z pewnością był.

  100. @Na marginesie
    29 listopada o godz. 14:18

    „Link @konstancji o „kościołach pilnie potrzebnych” przeszedł bez echa”

    Jedno małe echo było.
    Napisałem, że fundując kościół w średniowieczu można było przynajmniej uzyskać odpust. A dziś? Podatki, składki i datki, a nawet korony niebieskiej już nie obiecują 🙁

  101. @Qba

    Porywasz się na burzenie legendy, a tymczasem jeszcze nie tak dawno „naoczni świadkowie” twierdzili, że Kolbe był tak święty, że nie tylko nie uległ śmierci głodowej (przeżył wszystkich współwięźniów w bunkrze) i dopiero drugi zastrzyk fenolu go uśmiercił, ale i dwie próby spalenia go w piecu krematoryjnym też się nie powiodły. Płomienie nie imały się po prostu świętego ciała i w końcu zdjęto go z rusztu i pogrzebano w ziemi, tylko nikt nie wie gdzie 😎
    Gdyby go teraz wygrzebać, to jak złoty pociąg, tyle relikwii do spieniężenia…

  102. @Na Marginesie
    Kolbe poszedl do bunkra za innego wieznia. Moze to byl akt takiej eutanazji. Byl zdecydowanie antysemicki, ale to bylo przed Holocaustem. Antysemityzm taki „nowoczesny” to wykwit XIX wieku, podobne zjawisko mozna obserwowac w stosunku do uchodzcow obecnie. Wielu endekow zachowalo sie w czasie wojny przyzwoicie.Nie bronie tu endecji, nacjonalizm niezaleznie, jak on sie przejawia, jest dla mnie nie do przyjecia. Kolbe zalozyl misje w Japonii, tutaj w Teresinie, gdzie mieszkam zalozyl klasztor i miedzy innymi ochotnicza straz pozarna zlozona z braciszkow, szkole. Czy jest swiety? To kwestia perspektywy – czy ktos uwaza, ze sa osoby swiete i siedza po prawicy itd

  103. @Weronika 29 listopada o godz. 9:38

    Jeśli chodzi o Polaków i byłych xiuncuff, to krytycznie o Wojtyle pisze również Tadeusz Bartoś („Jan Paweł II, analiza krytyczna”). Jeden z rozdziałów nosi tytuł „Iluzja dialogu”. Iluzja właśnie. Wojtyła był nieprzejednanym autokratą, który był głuchy na wszystkie głosy nie tylko sprzeciwu, ale wyrażające odmienne opinie. Jak tłamsił sprzeciw, może świadczyć potraktowanie biskupów holenderskich – których wizja katolicyzmu była trochę odmienna. Po prostu wezwał ich do siebie, zamknął i nie wypuścił, dopóki mu się nie podporządkowali. Chodziło wtedy o pieniądze – których Wojtyła potrzebował. To on zakneblował teologów, czyli ludzi, którzy mogli mieć coś do powiedzenia na temat doktryny (dialog), po prostu likwidując odpowiednią kongregację. To on wypromował Opus Dei, organizację, która jest niezależna od lokalnych struktur kaka i ma całkiem wyraźne ambicje polityczne, a przy tym wymaga absolutnego podporządkowania od swoich członków.

    Dla zainteresowanych tym tematem – jest jeszcze – i wydana nawet po polsku – książka „Śluby milczenia. Nadużywanie władzy za pontyfikatu Jana Pawła II”, Jason Berry i Gerald Renner.

  104. @Qba
    Sa swiadectwa, ze poszedl do bunkra za innego czlowieka, ktory przezyl Oswiecim.

  105. Tobermory
    To ja się „porwałam na burzenie legendy”. Qba tylko pociągnął temat Kolbego. Pragnę zauważyć.

  106. @Stachu39 29 listopada o godz. 14:49

    To jest nie tyle kwestia perspektywy, co polityki. Jeśli w kaka jest potrzeba – to człowiek się znajdzie. A odpowiednie podrasowanie mu życiorysu – to żadna sztuka dla kaka-speców od propagandy. Antysemityzm i nienawiść szerzona przez Kolbego w kościelnych piśmidłach (takich jak „Gość Niedzielny” czy „Rycerz Niepokalanej”, które w olbrzymich nakładach, również za darmo, trafiały pod strzechy) to dla „świntości” żaden problem, raczej zaleta.

    Kolbe po prostu był oddanym synem kaka. A że fanatyk – to tym lepiej! Proces urzędowego „uświęcania” kieruje się specyficznymi regułami. Przekonał się o tym Christopher Hitchens, którego zaproszono do zeznań w procesie osławionej wiedźmy z Kalkuty. Gdy opowiadał o nieludzkich warunkach w umieralniach, skąpieniu środków przeciwbólowych i „dezynfekcji” igieł pod kranem, a przy tym o kulcie cierpienia (bo chory „powinien” cierpieć dla Chrystusa) to tylko dostarczał argumentów „za” – bo to były dowody na bezkompromisowość mateczki i jej bezgraniczne oddanie kaka.

    Pieniądze, które płynęły do niej strumieniem, zamiast na „dzieła” według intencji ofiarodawców, szły na konta i watykańską biurokrację – co dobitnie świadczyło o „świntości” obłąkanej mateczki.

  107. @Stachu39 29 listopada o godz. 15:12

    Oczywiście, że „są świadectwa”. Jest świadectwo pani Terlikowskiej, że ją panbozia wyleczył z bezpłodności! Cud prawdziwy, krakowiacy i górale! Gdy jej brutalnie przypomniano o leczeniu udrożnienia jajowodów, jakiemu się poddała z towarzyszeniem modłów, odrzekła skromnie: „Ale ja wolę wierzyć, że pomogła modlitwa”.

    Taka jest wartość tych sprokurowanych „świadectw”.

  108. @Tobermory 29 listopada o godz. 14:23

    A rzeczywiście, teraz sobie przypomniam. Herstoryk podał przepis na mus (dziękujemy!), więc zaraz muszę sobie zaaplikować. Może pomoże?

  109. Tobermory
    29 listopada o godz. 10:43

    jakoś umknęło to mojej uwadze. Kiedy miała miejsce awantura o „wikarego”?

  110. @Tobermory 29 listopada o godz. 14:34

    Malcolm Gladwell (chyba w książce “What the Dog Saw”, ale nie pomnę) pisze o tym, jak się zmienia opowiadana historia w miarę powtarzania. Podobno etapy owej transformacji można nawet sklasyfikować, bo sa te same. Oczywiście chodzi to o zwykłą historię (fakt: pewien zagranicznik chodził po wsi i o coś pytał, potem historia ulega fantastycznym przeobrażeniom) a nie o historię podsycaną fanatyzmem religijnym. Co to tych ostatnich – „How Jesus Became God” Barta Ehrmana jest znakomitym studium powstawania religianckiej bajki.

  111. @Weronika
    29 listopada o godz. 15:28

    Lata 2002-2004

  112. @Na marginesie
    Nie jestem wielbicielem Kolbego, czytalem Rycerza Niepokalanej jako dziecko, bo mialem dewocyjnych sasiadow i juz wtedy mnie odrzucalo, pamietam taka opowiesc, ze jakis typ pozabijal dzieci,ale potem sie pomodlil i one zmartwychstaly, matka potem zabronila mi to czytac.
    Byc moze to prawda, potrzebny byl jakis chrzescijanski Korczak. Palkarzy, numerus clausus uwazam za hanbe II Rp.

  113. @Na marginesie,

    nie wiem jak było z Kolbe.
    Wiem natomiast, że Zofia Kossak – Szczucka była przed wojną zdeklarowaną antysemitką i nigdy tego nie ukrywała.
    A w czasie wojny działała aktywnie w Żegocie. Uważała, że ratowanie Żydów jest jej chrześcijańskim obowiązkiem.
    Człowiek zagadką i paradoksem wielkim jest!

  114. @mag
    29 listopada o godz. 15:17

    Ale to nie ty poważyłaś się na takie słowa:

    „Bardziej prawdopodobne jest, iż Kolbe został zaciukany przez współwięźniów za donosicielstwo i znęcanie się nad słabszymi”

  115. @Stachu39
    29 listopada o godz. 15:12

    Świadectwo kościoła katolickiego jest tylko i wyłącznie świadectwem wiary. Nie nadaje się do niczego poza tą sektą.
    Jeżeli ta sekta w XXI wieku przyjmuje dowody świętości swych prezesów w postaci cudownych „uzdrowień”, to jest to – owszem – świadectwo, ale … (dowolne brzydkie słowo).

  116. @Tanaka 29 listopada o godz. 10:24

    „Real trzeba odrzucić”. Drobny fakt – ale znamienny. Lolek wojażował po świecie, słowotokując o prawach pracowników, podczas gdy świeccy pracownicy Watykanu nie mogli się doprosić ludzkich warunków pracy – on nie miał do nich ani głowy, ani czasu.

  117. mag

    Mag, w ten fest sztormowy dzień przesyłam Ci parę nieogrodowych jabłek. Wiatr jest południowy, więc morze uciekło pod Szwecję, a jechałem do Krawacika bez pedałowania – tak mnie niosło. Gorzej z powrotem. Nawet najniższy bieg nie pomagał, chwilami musiałem złazić z siodełka i próbować iść. Szutisz? 7 -8 w porywach 9. Dobranocka. Christos woskries.
    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6629290183082913202?authkey=CMjs2Jvb3t-KrAE

  118. @Weronika 29 listopada o godz. 15:36

    Ja rozumiem zmiany poglądów i meandry „chrześcijańskiej” mentalności – ale Zofia Kossak-Szczucka nie miała przecież pretensji do świętości. Czy kaka musiał kanonizować antysemitę? Oczywiście nie musiał. Antysemityzm nie był przeszkodą, to wszystko. Podobnie jak nie były przeszkodą okrucieństwo i głupota mateczki Teresy. Kreacja „świętych” kieruje się własnymi prawami.

  119. @Tobermory
    29 listopada o godz. 15:38

    Po pierwsze, nie jest wcale pewne, że Kolbe trafił do Oświęcimia, a jeżeli trafił, to jako więzień. Równie dobrze mógł być tam kapo. Bardziej by to odpowiadało jego poglądom. Czytałem gdzieś (niestety, nie pamiętam gdzie, bo było to dość dawno), że przed IIWŚ Kolbe brał czynny udział w bojówkach antysemickich.
    Czy znasz wielu księży kk, którzy trafili do KZ?
    Jeżeli poświęcenie Kolbego w Oświęcimiu byłoby prawdą, to kk udostępniłby wszystkie dowody całemu światu. Jakoś jednak tego nie uczynił. Ogłosił jedynie „wyniki” własnych badań.

  120. @Qba 29 listopada o godz. 15:41

    I dokładnie tak samo wygląda „prawda” historii zawartych w Nowym Testamencie. Łącznie z historią o rzekomym zmartwychwstaniu.

  121. @Weronika
    29 listopada o godz. 15:36

    Wszystko, co czytałem o działalności Zofii Kossak–Szczuckiej jest dalekie od entuzjazmu. Niewątpliwie zrobiła wiele i należy jej się za to odpowiednie miejsce w historii. Natomiast powody jej działania … Czytając między wierszami można się domyśleć, że była wściekłą urzędniczką, trzymającą się rozpaczliwie litery prawa. Wyszło na dobre i to jest ważne.

  122. mag

    Pomyślałem, mag, że mogłabyś nie uwierzyć, że morze uciekło pod Szwecję, więc pstrykłem fotki z mieleńskiej kamerki. Sama zobacz, co się dzieje. Jeszcze trochę południowych sztormów, a posunę do Szwecji rowerem. Takiej sytuacji jeszcze nie widziałem.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6629296050530563585/6629296049794789954?authkey=CIGi246LoofkZQ

  123. Na marginesie
    29 listopada o godz. 15:47

    mnie generalnie biznes produkcji „świętych” mocno powiewa.
    Sądzę, ale nie mam na to żadnych dowodów, że Kolbe nadał się jako próba „przykrycia” antysemityzmu w krk.

  124. @act – ja nie idealizuję AA i nie kwestionuję tego, że niepijący alkoholicy mogą snuć stale te same nudne opowieści. Niepijący alkoholicy bardzo lubią opowiadać o swoich dawnych alkoholowych doświadczeniach i w ogóle wspominać to i owo. Mnie chodzi bardziej o zestaw prostych zasad, które mogą ci wpoić ludzie z AA, a które chociaż łopatologiczne, są skuteczne. Na wypadek, gdybyś jednak zapragnął przestać pić – bo na razie sam pomysł cię przeraża.

    Oprócz zmiany okoliczności życiowych i unikania określonych bodźców – jest np. hasło „tylko na dziś”. Dzisiaj nie piję – a co będzie jutro jest na razie dla mnie nieistotne. Jedyne co mam w głowie to to, że dzisiaj jestem trzeźwy. A jutro – znowu bedzie nowe dzisiaj… Proste, ale wcale niegłupie. Takich drobnych wskazówek jest więcej – ja niestety niewiele o tym wiem.

  125. Qba
    29 listopada o godz. 15:54

    bo to generalnie była pani mocno poplątana. Miałam trochę więcej informacji na jej temat. Z jedną jej powinowatą chodziłam do szkoły.

  126. @Qba
    29 listopada o godz. 15:49

    Znam tylko oficjalną legendę wpajaną przez księży i misjonarzy wszystkim dzieciom w moich czasach. Nazwisko „Gajowniczek” i Kolbe kołacze mi się w najdawniejszych zakątkach pamięci na równi z Lumumbą, Czombe, Kasavubu, Chruszczowem, Kennedym, Hupką i Czają…
    Dopiero sporo później dowiedziałem się, kim był w ogóle Kolbe, zanim umarł męczeńską śmiercią, że był jednym z wybitnie aktywnych antysemitów i wydawcą antysemickich pism. Usłyszałem też o Niepokalanowie, który zaczął mi się źle kojarzyć…

  127. @act

    Mam za sobą jeden nałóg. Dziś mogę tak o nim powiedzieć. Wtedy czyniłem, to co czyniłem, bo chciałem. Przestałem bez żadnego wpływu zewnętrznego czy wewnętrznego, bo chciałem przestać. Przy czym to „chciałem” przyszło dopiero po – nagłej i niespodziewanej – decyzji o przestaniu. A decyzja była (chyba) całkowicie nieuzasadniona. Ot, niedziela jak niedziela, miłe przedpołudnie, coś by warto zrobić. I tak jakoś wyszło. A jak już raz przestałem, to poszło. Ja zapomniałem po pół roku. Mój organizm po pięciu latach. Do dziś mnie zupełnie nie ciągnie. Jest mi obojętne.
    Innymi słowy – spróbuj się zaskoczyć.

  128. @Weronika 29 listopada o godz. 16:04

    A mnie interesuje mechanizm tworzenia iluzji wbrew faktom. Religia jest tego znakomitym przykładem.

    Aha, Yuval Harari ma bardzo specyficzne podejście do religii. Oddziela ją (oczywiście!) od duchowości, ale twierdzi, że np. Microsoft i pieniądze to też religie – bo to są wirtualne byty, które istnieją tylko dzięki współdzielonej mentalnej rzeczywistości. A skoro istnieją w umysłach – to są realne i nawet funkcjonują jako fundament wspólnych działań – które z kolei są podstawą cywilizacji.

    Ale napisał (w najnowszej książce) również coś równie oczywistego – i równie oryginalnego. O tym, że religia ustępuje dzisiaj na kilku polach, które tradycyjnie były jej domeną – w dziedzinie stosunków społecznych, ekonomii, medycyny… to znaczy, dzisiejsze „religijne” poglądy na te sprawy biorą się stąd, że przywódcy religijni po prostu przyjmują jakiś pogląd pozareligijny i wyszukują dla niego sprokurowane „uzasadnienie” w „świętych” księgach.

    Jako przykład takiego zjawiska cytuje Harari odrzucenie faktów o globalnym ociepleniu przez ewangelików w Stanach i kaznodziejstwo papieża Franciszka, który twierdzi, że ochrona środowiska obowiązuje katolika – bo wynika z Biblii (sic!). Dwa przeciwstawne poglądy, wysnute (wyciągnięte za uszy) z tej samej Niebieskiej Książeczki.

    Jednak w przeciwieństwie do innych dziedzin, religia ma dziś zasadnicze znaczenie dla formowania i umacniania tożsamości – w tym jest silna. I na tym polega realne niebezpieczeństwo. Tyle Harari.

  129. @Qba
    29 listopada o godz. 16:16

    Przepraszam za dociekliwość, ale czy to był nałóg chodzenia na niedzielną sumę?
    Tak mi się skojarzyło z powodu niedzieli 🙂

  130. @Tobermory
    29 listopada o godz. 16:21

    Wspominałem już kiedyś, że wiara ominęła mnie całkowicie. Mój nałóg był prozaiczny, popularny i legalny. Ale nałóg.

  131. Rada miasta oficjalnie zawierzyła Piotrków Trybunalski Niepokalanemu Sercu Maryi, Królowej Polski.
    Ksiądz obecny na sesji poinstruował rajców, że zawierzać można też konkretne sprawy. Im więcej detali, tym skuteczniejsze interwencje Najświętszej Panienki.
    Wolna jest jeszcze Niepokalana Macica, Wątroba, Nerki, Płuca i inne pomniejsze podroby.

  132. Mój stary przyjaciel z Polski wyszedł z alkoholizmu przy pomocy AA we Wrocławiu. Nie pije już od ponad dekady, mieszka od kilku lat w Anglii, ale zmienił się nie do poznania i zaczął filozofować. Po rozmowie z nim mam zawsze ochotę się napić 🙁

  133. @Qba
    29 listopada o godz. 16:31

    Wiem. Żartowałem. Na sumie można popatrzeć na panienki, nie trzeba być wierzącym 😉

  134. @Tobermory
    Mialem kilku przyjaciol alkoholikow. Do pewnego czasu potrafili by© blyskotliwi na trzezwo i po alkoholu, chyba po alkoholu nawet bardziej, niestety wszyscy juz nie zyja, lacznie z moim bratem.

  135. @Stachu39
    29 listopada o godz. 17:18

    Ten mój przyjaciel nigdy nie był błyskotliwy, ale był fajnym kumplem do chodzenia po górach i wspinaczki. Znał się na wielu sprawach technicznych i przy tym mógłby zostać. Mieliśmy naprawdę wystarczająco o czym gadać. Bez popijania. Przez parę lat się nie widywaliśmy, potem opowiedział mi o swoim alkoholiźmie, ale właśnie z niego wychodził przy pomocy AA. Opowiedział mi też o zerwaniu licznych swoich kontaktów, które uznał za szkodliwe dla siebie. Dla mnie i jeszcze jednego starego kumpla zrobił wyjątek, bo mu podobno nie szkodzimy, a nawet wręcz przeciwnie. Nigdy nie byliśmy kompanami od kieliszka.
    Kiedy teraz zaczyna truć na jakieś zawiłe tematy, to po prostu słucham, a on się cieszy, bo innych to podobno nie interesuje. Mnie też nie, ale mu tego nie mówię. Doszedłem do wniosku, że wystarcza mu monolog i moje zdanie wcale dla niego nie jest istotne…

  136. @Tobermory
    Byli alkoholicy moga byc organiczni. Lata picia niszcza mozg.Poza tym sa dumni, ze nie pija. AA zawiera elementy religijne i tez tworzy sie rodzaj sekty. Czasami widac to na spotkaniach grupy AA, gdy powtarzaja sie.
    Nie pracowalem nigdy w poradni odwykowej, alkoholizm znam glownie ze szpitala,deliria, zespoly abstynencyjne, polineuropatia. Prywatnych pacjentow z problemem alkoholowym kierowalem raczej do profesjonalistow. W czasie studiow bylem raczej osobnikiem rozrywkowym. Pamietam spotkanie na jakiejs imprezie, gdy zona kolegi z akademika spytala sie mojej owczesnej zony – jak ci sie udalo, oczywiscie zdarzalo mi sie upic, ale moglbym powiedziec, ze czlowiek tez sie uczy ile moze, jesli ktos da mu jakis sygnal , to zauwazy. To tez kwestia metabolizmu, tolerancji etc.

  137. Stachu39
    29 listopada o godz. 17:18
    @Tobermory
    Mialem kilku przyjaciol alkoholikow. Do pewnego czasu potrafili by© blyskotliwi na trzezwo i po alkoholu, chyba po alkoholu nawet bardziej, niestety wszyscy juz nie zyja,

    Mój komentarz
    Sądzę, że mało prawdopodobnym jest przy współczesnej kulturze, zwyczaju picia, nie mieć wśród przyjaciół lub znajomych lub w szerokiej rodzinie alkoholików. To i ja miałem. Duża część przedwcześnie zeszła z tego świata. Postaci alkoholizmu są różne – od popularnej formy – „lubi wypić” lub „często zagląda do kieliszka” do „nie przepuści żadnej okazji”, „moczymordka”, „drobny pijaczek”, „pijus”, „ochlapus”, oraz (taka nazwa również funkcjonuje) – degenerat (jeden z moich kolegów nazywał tak jakiegoś swojego kuzyna szwagra, bo ten więcej pił od tego kolegi i często popadał w trzydniówki, a mój kolega nigdy, on zawsze wiedział gdzie jest i gdzie pójść na klina by dobrze się dzień zaczął.
    Jak długo żyję, to ze ściśniętym sercem obserwowałem jak nałóg niszczył moich rówieśników, porządnych superzdolnych ludzi, którym niczego nie trzeba było tłumaczyć dwa razy, pojmowali w lot, wnioskowali błyskawicznie, potrafili każda sprawę złożyć razem, ogarnąć, wyciągnąć wnioski, zorganizować, itd.
    Nałóg nie niszczył tych ludzi od razu, jak choroba zakaźna. To zawsze był proces długotrwały, u większości działo się to kilkadziesiąt lat – stopniowe gaśniecie człowieka w człowieku, brnięcie w bezradność, poddawanie się i na końcu niemal rynsztok, po długich latach. To było straszne patrzeć, jak kolega, którego znam od chłopaka, bystry, towarzyski, dowcipny, empatyczny daje podstawy do podejrzeń po 10 latach, ze coś z nim jest nie tak, po 20 latach pewność, po 30 latach bezradność – nie da rady, już nie wyjdzie z tego, itd.
    Pzdr, TJ

  138. @act

    z krainy, gdzie życie nawet bez picia jest do góry nogami.

    Nic dotąd nie mówiłem, acktu, bo temat jest obezwładniający i właściwie nikt poza banałami nic mądrego z siebie nie wydusi. Moje doświadczenie jest ponure z tego powodu, że na dzień dzisiejszy zebrałaby się kompania moich znajomych i parę osób bliskich, które z powodu alkoholu czwórkami do nieba szli i doszli. Zaczęło się od kolegi, świetnego chirurga, potem naukowiec humanista, potem trochę ciotecznego i stryjecznego rodzeństwa, jeden po drugim starsi koledzy, z którymi lubiłem pracować w melioracji, dziesięciu, których odjeżdżanie obserwowałem przez okno, kiedy odwiedzałem w Słupsku mamę.

    Naprzeciwko jej okien po drugiej stronie ulicy był sklep czynny od szóstej rano. Już przed szóstą przychodziło dwóch, trzech z rzeczonych dziesięciu, ustawiali się przy sklepie i głowy zaczynały im pracować: w lewo, w prawo, w lewo, w prawo – coś jak wycieraczki w blaszaku. Szybko się kapnąłem, że to wypatrywanie, czy któryś z im podobnych kumpli nie idzie z kasą. Prawie zawsze ktoś się trafiał. Wielkim dla nich ratunkiem był emerytowany wojskowy z niezłą chyba emeryturą, bo jak tylko się pojawiał, było jasne, że chce wypić, więc i oni się załapią. Ale bywało i tak, że przychodził, dawał im kasę, a sam wracał do domu. Obserwowałem to przez jakieś 10 lat. Jeszcze za życia mamy wykruszyli się kolejno wszyscy prócz tego wojskowego, którego widziałem w dobrej formie, kiedy się zacząłem w 2014 opiekować mamą i bratem po nagłej śmierci mojego najmłodszego brata – też z alkoholem w tle.

    W Koszalinie koło jednego sklepu otoczonego straganami z różnorodnym handlem, gdzie sam robiłem nierzadko zakupy, też jakoś egzystowało z pół plutonu takich, bo mogli zarobić na parę jaboli, pomagając przy rozładunku/załadunku towaru. Znałem ich z widzenia oraz przez paru moich znajomków, którzy mnie czasem zaczepiali, czy nie mam 50 groszy albo złotówki, albo dwóch. Zwykle mniej niż dyszki nie dawałem, więc byłem witany z szerokim uśmiechem. Od lat nie widzę ani jednego. Paru bliżej znajomych wiem, że na pewno zmarło, więc chyba to samo z resztą. To samo robili.

    No mówię – nazbierałoby się tych ludzi – niechcianych, niepotrzebnych, powyrzucanych z domów przez rodziny, choć bywali i tacy, co sami honorowo odeszli – zmierzających szparko ku nieuchronnemu końcowi. Nie wiem, czy mieli tego świadomość, bo kiedy ich widywałem przelotnie, zwykle byli zajęci rozmową, a ja się zastanawiałem, o czym można rozmawiać, kiedy człek już niezdolny i niechętny do żadnych sensownych zajęć. A przecież gadali – słyszałem na własne uszy – czasem nawet z zapałem, jakby mieli wielkie plany, możliwości i chęci, tylko tu na chwilkę przycupnęli, żeby pogadać, zaraz lecą dalej. Faktycznie wszyscy poodlatywali. Również Waldi, który siedząc na murku grywał w szachy i wszystkich ogrywał.

    Przejeżdżam często tymi miejscami i widuję na pustych ławkach tych byłych ludzi. Coraz więcej na starość takich widywań, przypominania, smętków, melancholii.

    W wiosce, gdzie mam podopiecznego Krawacika, jego opiekun dziś miał dostać stałą zapomogę z pomocy społecznej. Już od rana zebrało się u niego u niego czterech – stała stawka to pięciu, więcej takich ciężkoalkoholowych w wiosce nie ma – i czekali przy paru nalewkach (współczesny odpowiednik jaboli, kosztuje bodaj 4,50 zł, czasem kupuję panu Krawacika). Pytali rutynowo, czy coś przywiozłem.
    – Za każdym razem mam przywozić?! – mówię – Bank odmawia kredytu. – Poza tym wpadniecie w alkoholizm i będzie na mnie.

    Ja jeszcze gdzieś lecę, ale oni, biedacy, już na ścieżce. Myślę, co będzie z Krawacikiem. Ma koło dziewięciu lat. Żona mówi, że jakby co, weźmiemy do siebie. Nigdy nie mieliśmy zwierzaków, ale ona jest ze wsi, od ojca, dla którego każdy zwierzak był jak człowiek. Ja jestem w domu przyzwyczajony do samotności i nie wyobrażam sobie takich sublokatorów. Poza tym czy taki wolny pies jak Krawacik, któremu aż uszy furkoczą, jak mnie wyprzeda, bo musi prowadzić peleton, pożyłby w mieście w bloku na szóstym piętrze dłużej niż jego pan? Zobaczy się, co będzie, jeszcze widzę sporo włóczykijowania przed sobą.

    Drobiazg na koniec, actku.

    Kiedy piłem i paliłem, wielokrotnie analizowałem palenie i picie. Uznałem – nie uogólniam, bo różnie ludzie mogą być skonstruowani – że w moim organizmie nie ma żadnych uzależnień biologicznych, chemicznych i jakichkolwiek im podobnych. Moje palenie i picie jest tylko nawykiem – psychiczną potrzebą i dążeniem do jej zaspokajania. Ale w jakim celu? Doszedłem, że palenie nie ma dla mnie żadnego, że tak powiem, wiodącego celu (wszystkie szczegółowe celiki – o kant, to tylko diabła warte psychologizowanie i utrudnianie pozbycia się durnoty) – jest przyzwyczajeniem i niczym więcej. Więc taka durnota ma mną rządzić? Miałem sporo doświadczeń z samym sobą, więc rzucenie palenia to była jedna decyzja i szlus. Po 30. latach palenia nie palę 18 lat.

    Z rzucaniem picia było ciut inaczej. Od dziecka żyłem sportowo i nie cierpiałem pijaków i palaczy. Zacząłem pić z grzeczności w wieku 22 lat. Do czasu, aż też mniej więcej po trzydziestu paru latach popijania zdałem sobie mocno sprawę z celu mojego picia. Bo w odróżnieniu od palenia, w piciu był wyraźny cel: zintensyfikowanie przyjemnych przeżyć. Zwyczajna codzienność była za uboga – alkohol stał się pożądanym ubarwiaczem, wzmacniaczem przeżyć. Byłem zwyczajnym pijącym Polakiem: raz na cztery dni, na pięć, raz na tydzień przy sobocie w robocie, ale zdarzały się i dwudniówki, i trzydniówki. Kiedy uzmysłowiłem sobie, z jakiego powodu piję – że te odloty od zwyczajności nieodmiennie się kończą lądowaniem w zwyczajności, która się staje przez porównanie ze światem złudzeń coraz bardziej zwyczajna i ponura, tak mnie to wariackie kupowanie sobie sztucznych światów, zamiast korzystania z niezliczonych bogactw świata realnego zbrzydziło, że kiedy myśl już na dobre się zadomowiła, decyzja była w jednej sekundzie. Czyli nie piję też prawie 18. Nie piję, bo nie chcę i się stanów sztucznego ożywienia, głupawych lotów wyobraźni brzydzę. Na niewielkim zjeździe absolwentów nawigacyjnej i mechanicznej klas mojego rocznika w 2008. wypiłem trzy kieliszki, żeby się za bardzo nie różnić, ale następnego dnia uznałem, że to nie było potrzebne, bo przecież nie po spotkaliśmy się po 45. latach, żeby sobie popić. I nie popiliśmy. Sto razy więcej było ciekawego gadania i słuchania niż picia.

  139. @pombocek
    Dzięki, wbocku, za piękne jabłka, a uciekające morze – niesamowite!
    Goni je wiatr południowy?

  140. mag
    29 listopada o godz. 21:38

    Czyściutki południowy, mag. Trwa już sporo dni, dlatego tak nam spadło. Dobrze, że chociaż majtki mamy z mocnymi gumkami. Dobra nocka, mag.

  141. wartość myśli JPII (bliżej mi nie znanej) nie może być chyba dalece wyższa od wartości jego (znanej mi na tyle, na ile udało sie ją strawić) twórczości literackiej. Przecież nawet w Polsce nie udało sie wprowadzic papieskiej twórczosci dramatycznej do stałego repertuaru teatrów – pies z kulawą nogą nie chciał tego oglądać.

  142. @Stachu39 29 listopada o godz. 19:55
    @Tobermory
    Byli alkoholicy moga byc organiczni
    Organiczni??? Czy ograniczeni?

  143. Kaczmarski opisał te klimaty w Rosji.

    „List z Moskwy” po pierestrojce:

    Jak już pewnie wiesz nie ma tu co pić
    Wyobrażasz sobie, jak nas wszystkich trzęsie
    Bez znieczulenia jak tu można żyć?
    – Wola każdy zmysł, każdy nerw i mięsień

    Zniknęli ze stołków krewni i druzja
    Więc teraz już nic się tu załatwić nie da
    Mówić wolno wszystko, ale co to da:
    Gadanie na trzeźwo, gdy nie ma co sprzedać!

    Dalej w piosence też jest ciekawie. Ale już nie na temat 🙂

  144. @anglista 29 listopada o godz. 21:54

    Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem
    Nie przepłyniesz tamtędy jak ptak
    Będziesz (coś tam i coś tam) coraz głębiej i głębiej
    Aż nie zdołasz już odkleić duszy od dna

    To ze „skarbnicy” lolkowej poezji. Moim zdaniem czyste grafomaństwo.
    Ale co ja tam wiem 🙂

  145. Sprostowanie – bo wyguglowalam:

    Da­le­kie wy­brze­ża ci­szy za­czy­na­ją się tuż za pro­giem
    Nie prze­fru­niesz tam­tę­dy jak ptak.
    Mu­sisz sta­nąć i pa­trzeć co­raz głę­biej i głę­biej,
    aż nie zdo­łasz już od­chy­lić du­szy od dna.

    Nadal, delikatnie mowiac, takie sobie.

  146. Na marginesie
    29 listopada o godz. 16:06

    Wiesz duzo.

    Nienawidzilem, jak przyjezdzali na te spotkania AA samochodami, z rodzinami.
    A potem opowiadali jakie to domy pokupowali, jakie prace podostawali.
    Powiedzialem sobie, pierdole hipokryzje, co wy kurna wiecie o piciu hehe.
    Nigdy nikomu niczego nie zazdroscilem ale jak ja kurwa nie znosze hipokryzji.
    Zebyz tylko alkohol – stracilem circa AUS $500,000, wszystkie moje oszczednosci (gambling) ale postanowilem ‚zaczac na nowo’. I zaczne.
    Uparty osiol jestem.
    Naprawde doceniam Wasze rady i troski Ty, Stachu, Qba, wbocek, Toby, Nefcia mila, kruk i Orca przemile i inni. – juz nic nie bedzie o moim piciu. Dosyc.

  147. wbocek
    28 listopada o godz. 22:05

    Więc zróbcie, wierni, jak wierny – cholera nie pamiętam, czy w „Przygodach dobrego wojaka Szwejka”, czy w „Opowiastkach filozoficznych” Woltera – który po wyspowiadaniu się złapał spowiednika za wszarz i wrzasnął: „A teraz ty przede mną się spowiadaj!”. Może taki powrót do Słowa Bożego, od którego Kościół rzymski oddalił się dalej niż od księżyca i gwiazdy betlejemskiej razem wziętych, uzdrowiłby, jak mówi Słowo, jednych i drugich, jako że wszyscy są chorzy.

    Pombocku – chory chorego z chorego Słowa Bożego nie uzdrowi. Słowo bowiem – jak wiemy z licznych na jego temat tu rozmów, oraz z tysiąca innych dobrych głów, samo chore. Zdrowe gadałoby prosto, jasno, dla wszystkich tak samo, co jak ustaliliśmy, najlepiej by zrobiło siedząc w środku głowy każdego narodzonego, a nawet poczętego. Każda książeczka, każdy język, każdy skryba i jej interpretator tylko pogłębiają skrzywienie. Nawet gdyby prostowali, byłoby nie lepiej, a gorzej: prostować Słowo? To czemu było krzywe?

    Z tym spowiadaniem się sobie nawzajem, to ja widzę sprawę po chrześcijańsku. Znaczy to bowiem tyle, żebyśmy wobec siebie byli szczerzy. I to jest ta spowiedź i tak to rozumie ten, co rozumie „co naprawdę mówi ewangelia”. Ale, że nikt nie rozumie, to nikt nie rozumie tak, a odwrotnie: że proboszczowi trzeba się spowiadać. Co się niby nazywa spowiedzią przed bozią za pośrednictwem proboszcza.

    No i zrobiłeś mi smak na powrót do lektury Szwejka, najprostszego z nas wszystkich i będącego ponad Słowem tego, co nie umiał gadać prosto. I do lektury Woltera – też.

  148. Na marginesie
    29 listopada o godz. 16:06

    „Mnie chodzi bardziej o zestaw prostych zasad, które mogą ci wpoić ludzie z AA”
    Jakie zasady Droga?
    Wypic kawe, zagryzc ciasteczkami i pogadac ze znajomkami przy papierosie (99% z nich pali) i utwierdzic sie w przekonaniu, ze sie jest spelnionym i dumnym: zobacz tyle pilem a teraz zobacz. Spotkalem w ‚detoxach’ ludzi, ktorzy trzesli sie ciezko przez 3 dni – to jest dopiero choroba, sprobuj ich ogolic, bo pielegniarki prosily. Ogolilem i pokaleczylem nieszczesnika.
    Jestem od 3 do 4 litrow wina dziennie (plus 2 butle whisky w weekendy)
    Taka sytuacja.

    Toby, obejrzalem ostatnie 2 odcinki ‚1864: Denmark’s War’ – upieralbym sie ciagle, ze jest to niemale osiagniecie tylko dunskiej kinomatografii.

  149. niemale osiagniecie nie tylko dunskiej kinomatografii.

  150. @act
    29 listopada o godz. 22:37

    A weź i zrób tak:
    1. nie pijesz
    2. juz nic nie bedzie o moim piciu. Dosyc.
    Ta kolejność dosyć mi sie podoba, ale zanim całkiem do p. 2 przejdziesz, to zrób fachowy meldunek na blogu: 1 wykonane, przechodzę do 2.

  151. @Na Marginesie
    Organiczni tzn taki slang. Organiczne uszkodzenie mozgu. Przewlekly niedobor witaminy B1, czeste urazy, niedozywienie, napady padaczki. Np teraz w leczeniu ostrego zespolu abstynencyjnego najwazniejsze jest podanie ViT B1 i elektrolitow, nie glukozy, bo zabiera B1, czasami to decyduje, czy wyjdzie z tego Korsakow, czyli Psychoza Korsakowa charakteryzujaca sie znacznymi zaburzeniami pamieci swiezej oraz objawami neurologicznymi.

  152. Brokoz
    28 listopada o godz. 22:56

    Jest,Tanako,taki jeden,który mógłby wiele,a może bardzo wiele,powiedzieć jak to było za JP2.
    Jakoś nikt nie pyta Dziwisza,szafarza świętej krwi,o jego udziale w tym ohydnym procederze.
    Przecież nikt przytomny nie uwierzy,że nie wiedział co się dzieje.Wiedział!Nie przeszkadza mu to brylować w TV i pieprzyć o świętośći Wojtyły i jego „nauczaniu”.
    A biskupi program w tym temacie:badamy,przepraszamy,nie płacimy!A jeśli już to w ich walucie-zdrowaśkach.

    Zauważyłeś może, że w oficjalnych biogramach biskupów niemal nic nie ma o ich dzieciństwie? Tylko suchość: urodził się – tu data i miejsce. Do szkoły podstawowej uczęszczał – lata i miejsce. Święcenia kapłańskie uzyskał – i dopiero od tego miejsca zaczyna nam się toczyć tok.

    Wojtła postawił między dzieckiem w sobie a sobą dorosłym postawił pancerną płytę: swoją konsekrowaność. To samo zrobił Dziwisz i niemal ściśle cała reszta członków kleru. Oni wiedzieli, widzieli, dostawali mnóstwo sygnałów i oczywistych faktów. Ale odwracali się od tego. Bo to sięgało do ich osobistych bólów, nigdy nie wyleczonych, choć niekoniecznie wynikaących z fizycznego gwałtu, a niemal zawsze z gwałtu psychicznego. Niekoniecznie wprost związanego z seksualnością, ale wszelkiego rodzaju przemoca w rodzinie i jej otoczeniu. A jest ich nieskończona ilość, tyle ilu ludzi.
    Wszysct wiedzieli, wyszcy się tego wyparli, więc wszyscy zdradzili ofiary.

  153. wbocek
    29 listopada o godz. 21:22

    Zdazylem przeczytac tylko 2 pierwsze akapity Widze, ze bedzie co czytac i przemyslec. Lece znowu na spotkanie w pracy. Moze dzis odpowiem.

    Jerzy, stracilem szesciu przyjaciol w ciagu ostatnich 5, 6 lat – i to mlodszych ode mnie.
    Dziekuje, ze sie potrudziles napisac. Przeczytam i odpowiem..

  154. @act 29 listopada o godz. 22:37
    No to zacznij od teraz. Powodzenia! Bez hipokryzji 😉

  155. Tanaka
    29 listopada o godz. 23:07

    Nie masz litosci (lece na te nasiadowke).

  156. @act 29 listopada o godz. 23:03

    Jeśli przestaniesz, to tak samo będziesz dumny, jak tamci 🙂
    A zasady – jest chyba nawet jakaś książka tego Billa, co założył AA.
    Oczywiście, ten cały ich spirytualizm to głupota.
    Ale np. zasada „tylko na dziś” jest całkiem sensowna.

    No to dobra, koniec tematu. Jak chcesz.

  157. @act
    29 listopada o godz. 23:24

    Ale mam życzenie !

  158. @ wbocek
    29 listopada o godz. 15:59

    Pomyślałem, mag, że mogłabyś nie uwierzyć, że morze uciekło pod Szwecję

    Na tej tajlandzkiej wysepce z bioluminescencją odpływy były 3m. Rybackie łódki stały wtedy na piachu 50m od wody, a my łaziliśmy po dnie suchą nogą…..

  159. Na marginesie
    29 listopada o godz. 23:24

    „@act 29 listopada o godz. 23:03

    ” A zasady – jest chyba nawet jakaś książka tego Billa, co założył AA.”

    Na-ma ta ksiazka (tez niebieska) zawiera od cholery madrosci (i opisow prawdziwych ludzkich zmagan)
    W moich okolo 15 detox’ach czytalem ja za kazdym razem.
    Prawdziwa biblia, ktora pomogla milionom.
    Namarginesko, jestem weteranem – sam musze sobie napisac taka Ksiege Madrosci.

  160. @act

    Napisałeś dziś wcześniej:

    ale postanowiłem ‚zacząc na nowo’. I zacznę.
    Uparty osioł jestem

    A więc trzymam kciuki za ten upór. Za fakt,że chcesz.
    Bądź uparty aż do sukcesu !

  161. Spędziłem wieczór na oglądaniu kolejnego duńskiego serialu „Herrens veje” (Ride Upon the Storm), co Polacy przetłumaczyli na „Jeźdźcy burzy”. TV arte pokazała dziś trzy pierwsze odcinki pod tytułem „Die Wege des Herrn” czyli (Niezbadane są) Drogi Pana.
    Rzecz dzieje się w Kopenhadze, w rodzinie duchownych, która w ciągu 250 lat wydała z siebie kolejne pokolenia pastorów. Ojciec – dziekan i przegrany (wygrywa kontrkandydatka) kandydat na biskupa jest tzw. kwartalnym alkoholikiem, od czasu do czasu wpada w ciąg i znika na parę dni z domu i pracy. Dwaj synowie: jeden jest też pastorem, ściąga na swoje kazania tłumy, ale w ramach służby wojskowej zostaje wysłany do Iraku jako duszpasterz duńskiego kontyngentu… Drugi syn pisząc pracę dyplomową dokonuje plagiatu, co zostaje wykryte, poza tym sypia z partnerką swojego najlepszego przyjaciela i wspólnika w interesach…
    Więcej szczegółów nie zdradzę, ale jest ciekawie.
    Może już ktoś z szanownego grona oglądał?

  162. @act
    29 listopada o godz. 23:03

    Mnie się „1864” też podobał, za pierwszym razem. Obejrzałem wszystkie odcinki. Jednak gdy go niedawno powtórzono, to już mnie te miłosne tarapaty bohaterów nudziły, a bardziej zainteresował zarys tła historycznego, który uznałem za niewystarczający. Nie chciałem cię wcale zniechęcać.

  163. basia.n
    30 listopada o godz. 0:58

    Droga Basiu, dziekuje serdecznie!

    Wyjasniam wszem i wobec na tym blogu:
    Jakos tak wyszlo (‚A’), ze zgadalo sie, zupelnie przypadkowo, bez zadnych intencji z mojej strony, o tej mojej dolegliwosci.
    Potem z ‚A’ wyszlo ‚B’.
    No ale jak ‚B’, to czemu nie powiedziec ‚C’….
    A jak ‚C’ …myslami juz bylem przy ‚Y’greku. a do ‚Z’ przeciez niedaleko.
    Nie, nie pojde do ‚Z’, bylby to zupelny ekshibicjonizm.
    Bylyby to szczegoly, o ktorych nikt nie chcialby widziec.

    Za miesiac bede (mam nadzieje) gadal innym jezykiem.

  164. nikt nie chcialby wiedziec.

  165. Tobermory
    30 listopada o godz. 1:09

    Bardzo mi zawsze żal dobrych filmów na arte – moje rozumienie niemieckiego jest niestety niewystarczające.

    Tv holenderska jest beznadziejna. Ale czasem oglądam francuską stację TV5 Monde – ponieważ dają tłumaczenia holenderskie.A jaka jest telewizja szwajcarska ?

  166. @act
    30 listopada o godz. 1:19

    Pisz co chcesz i jak chcesz – jeśli to ma pomóc chociaż trochę!

  167. Brat mojego ojca, żołnierz frontowy, porucznik u Berlinga, niedługo po wojnie w pijanym widzie przygwoździł równie pijanego ruskiego oficera widłami do drzwi stodoły. Nie znam motywów ani kto był winien całej awanturze, ale tamten chyba przeżył, sprawę jakoś załagodzono, jednak stryja zdegradowano i wyrzucono z wojska. Chyba był nawet krótko w więzieniu. Nie pożył potem długo, zachorował na serce, do tego doszedł alkoholizm… Pamiętam jego pogrzeb, pierwszy, w którym świadomie uczestniczyłem jako dziecko, może 5-letnie…

  168. @basia.n
    30 listopada o godz. 1:22

    TV szwajcarska jest OK, ta państwowa SRF. Nie ma (prawie) reklam, są dobre programy publicystyczne. sporo dobrych filmów o późnej porze, dobre seriale. Płacimy wszyscy obowiązkowe roczne składki tzw. koncesję na radio i tv w wysokości ok. 460 Fr, a oni mają misję, z której się starają wywiązać. Osobno płaci się dostawcom programów czyli sieciom kablowym.
    Prywatnych kanałów (także niemieckich) praktycznie nie oglądam, bo mnie irytują ciągłe reklamy, a poza tym mam za mało czasu.

  169. Tobermory
    30 listopada o godz. 1:37

    Gdyby nie kanały muzyczne,dawno zrezygnowałabym z tv,bo w zasadzie nie ma prawie nigdy dobrych filmów, seriale beznadziejne. Ale Holendrzy są niestety mało wybredni ,więc nikt nie domaga się zmian. Więc serwują
    trociny.

  170. Tobermory
    29 listopada o godz. 16:43

    „Mój stary przyjaciel z Polski wyszedł z alkoholizmu przy pomocy AA we Wrocławiu. Nie pije już od ponad dekady, mieszka od kilku lat w Anglii, ale zmienił się nie do poznania i zaczął filozofować. Po rozmowie z nim mam zawsze ochotę się napić ”

    Wlasnie tego sie boje, niech Cie diabli Toby.
    Przysiegam, nigdy nie bede neofita ani innym prozelita.
    Chociaz doceniam instytucje tzw. sponsorow w kulturze alkoholicznego zdrowienia.
    To sa ludzie niezwykli, o anielskiej cierpliwosci ale i prawdziwi ‚pain in the ass’
    kiedy masz ‚relapse’ (nawrot nalogu).

  171. @basia.n
    30 listopada o godz. 1:45

    Nie wiem, jakie seriale lubisz.
    Mnie się podobali np. „The Sopranos”, ” Lilyhammer”, „Dexter”, „Six Feet Under”, „Breaking Bad”, „House of Cards”, „Mad Men”, „Twin Peaks”, „Malcolm in the Middle”, „The Big Bang Theory”, ” The Simpsons” itp.
    Wszystkie pokazywała lub pokazuje tv SRF.

  172. Tobermory
    30 listopada o godz. 1:14

    Tlo historyczne nie bylo (dla mnie) az tak istotne (ja nawet nie wiedzialem uprzednio o tej wojnie), pokazano absurdalnosc i okrucienstwo wojny i jej wplyw na zycie tych, ktorzy przezyli.
    Pokazano to swietnie na wielkim plotnie czy fresku.
    Jestem dosc uczulony na filmowe dialogi – tu byly po mistrzowsku napisane, bez intelektualych fajerwerkow ale zawsze ‚w punkt’.
    To tylko moja opinia.

  173. @@act
    30 listopada o godz. 1:54

    Weź ty najpierw wyjdź z nałogu, potem się będziesz martwić, jak działasz na innych 😎
    Mój AA-kumpel molestuje mnie swoją filozofią z rzadka i tylko telefonicznie lub skajpowo, więc moja skarga nie była bolesna 😎 Mnie się zdaje, że ludzie skłonni do nałogów, pozbywszy się jednego muszą mieć jakiś zastępczy.
    Najmniej wkurzający dla otoczenia moim zdaniem jest jogging albo maratony.

  174. @act
    30 listopada o godz. 2:05

    I słusznie. Za pierwszym razem miałem tak samo. A o tej wojnie dowiedziałem się też z serialu. Potem sobie poczytałem o tej całej historii…

  175. Tobermory
    30 listopada o godz. 2:12

    Mnie zas doprowadzaja do szalu ludzie, ktorzy chca zyc wiecznie – ‚nigdy nie pilem’, nigdy nie palilem’, wypowiedziane z poczuciem nieznosnej wyzszosci – mysle w duchu ‚a czy chociaz zdrowo poruc…..s, a jesli tak, to ile razy, 2, 3?’.
    To chyba jakas skaza mojego characteru ale zawsze brzydzila mnie taka ‚higienicznosc’. Tak samo jak ‚tight asses’, skapcy (co pewnie idzie w parze) – uciekam od takich ludzi.

  176. Herstoryk
    30 listopada o godz. 0:22

    Ojej, Herstoryku! Niby ucieczka to ucieczka – każda tak samo wygląda. Ale jak różne przyczyny między Bałtykiem a Tajlandią. Tam przyczyną ucieczki są regularne pływy: w różnych miejscach morze może uciekać tak, że go nie widać. W Bałtyku też są księżycowe pływy, ale dla oka niewidoczne, bo raptem centymetrowej wartości. Obecne odejście Bałtyku od nas do Szwecji to efekt wyłącznie wiatrów, bez związku z księżycem. Powiedziałem mag, że to efekt wielodniowych południowych wiatrów. Ale nie jestem jednak tego pewien, kiedy się zastanowiłem. Te wiatry trwają długo i ja sobie z własnego rybaczenia aż tak długo trwających południowych wiatrów nie przypominam – teraz jest jakaś anomalia, bo one mają trwać jeszcze z półtora tygodnia. Jesień to u nas wyraźna dominacja wiatrów zachodnich, a tu, panie, bursztyn suchą nogą można zbierać tam, gdzie fachowcy włazili z długimi kaszorkami w piersiówach po pas. Sam jestem więc ciekaw – i będę wiedział na bank dziś, jutro – czy wczorajsze cofnięcie się wody jest względnie trwałym efektem dłuższego wiania słabych wiatrów południowych, czy też tylko wczorajszego (dziś jeszcze trochę potrzyma) silnego południowego sztormu o sile w porywach do 9. „Klimat się, panie, zmienia, ziemia się spłaszcza, jeszcze jeden sputnik, łubudu i koniec”.

  177. Przypadek? Coś dla zwolenników teorii spiskowych. Czytam powolutku o bolesnych doświadczeniach @acta, a przy okazji zerkam w pocztę, którą dostarczono mi na pracownianą skrzynkę pocztową. I co mam na samej górze?

    „Leczenie uzależnienia od alkoholu bez wiedzy pacjenta”.
    Za jedyne 159 zł w ramach promocji. Nawet tanio jak na likwidację pociągu, co głosi załączona ulotka. Nie posiada smaku ani zapachu a od wódy odstręcza.

  178. Wbocek
    Religia nie musi odchodzić powoli. Po roku 1794 Francuzi zrobili czysty stół z religią. Gilotyny cięły równo i jaśniepanów i klechów. Do czysta. I religia znikła z kraju. Co ciekawe, nikt za nią nie tęsknił. A kiedy po 1815 resztki czarnych wracały, nikt na nich nie czekał, powrót religii był trudny i nie całkowicie dobrowolny. Osobiście uważam, że ciekawa praca na ten temat zrobiłaby więcej dobrego niż narzekania, których powoli nikt nie czyta i się tylko przyzwyczaja. Sorry, Tanako.

  179. @Vera
    30 listopada o godz. 8:24

    Po roku 1794 Francuzi zrobili czysty stół z religią.

    Muszę sprostować herstorycznie! Religia wróciła do Francji bardzo mocno, najpierw z Konkordatem Napoleona w 1801, a dalej z Restauracją Burbonów. Wpływy kościoła trochę zmalały po Rewolucji Lipcowej, pod rządami Orleanów, jeszcze bardziej za II Cesarstwa, aż wreszcie odcięto ją od państwowego w III Republice, w procesie zaczętym w 1877, przez sekularyzację szpitali i fundacji dobroczynnych, dalej przez usunięcie religii ze szkół państwowych i w końcu, w 1905 r. przez dekret o separacji kościołą i państwa. Wpływy kleru nawet po tym wszystkim były jednak dosyć spore zwłaszcza na prowincji. Ale z gallijską lekkością – ksiądz Ponosse jest w sumie sympatyczną postacią 🙂 „Skandal w Clochemerle”.

  180. Tanaka
    28 listopada o godz. 22:40
    Swoją drogą, Polska przedwojenna też miała flotę rzeczną. Pływała i po Wiśle i po Prypeci, Dniestrze, chyba Niemnie i Bugu też. Z tym, że to były małe jednostki, największa w okolicy 25 metrów.
    ——————-
    Niezupełnie. Był sobie taki wiślany parostatek, który po wojnie nazywał się o ile pamiętam Pstrowski. Miał ponad 60 metrów długości. Także i Świerczewski był dużo dłuższy. Ten ostatni jeszcze w latach 1970-tych pływał z Warszawy do Gdańska i nazad. W Gdańsku stawał na Wartce, koło Kubickiego. Pięknie utrzymany bocznokołowiec…
    Monitory typu „Wilno” z Flotylli Pińskiej miały 35 metrów długości, a „Admirał Sierpinek” 45 metrów.

  181. basia.n
    30 listopada o godz. 1:45

    Telewizja to w ogóle przereklamowany wynalazek. Człowiek sobie żył radośnie na podwórku, o odpowiedniej porze wszyscy pędzili do domów obejrzeć Klossa i na ulicach roiło się pusto. I na co to wyszło? Że nie możesz kupić tylko tych kanałów, które się nadają do oglądania, a musisz jakiś pakiet, w którym 85% stacji to chłam i bolesna męka.

    Wśród tej bolesnej męki jest TVP. Nawet rozszyfrowanie akronimu do pełnej postaci – Telewizja PiS – nie pomaga: od bardzo już dawna tak nędzniała, że przestałem ją w pewnym momencie poznawać. Za logotypem kryje się zupełnie inna treść. Żołądkowa.

  182. Na marginesie
    29 listopada o godz. 16:20

    A mnie interesuje mechanizm tworzenia iluzji wbrew faktom. Religia jest tego znakomitym przykładem.
    Aha, Yuval Harari ma bardzo specyficzne podejście do religii. Oddziela ją (oczywiście!) od duchowości, ale twierdzi, że np. Microsoft i pieniądze to też religie – bo to są wirtualne byty, które istnieją tylko dzięki współdzielonej mentalnej rzeczywistości. A skoro istnieją w umysłach – to są realne i nawet funkcjonują jako fundament wspólnych działań – które z kolei są podstawą cywilizacji.

    Pojęcie „niewidzialnej religii” jako pierwszy wprowadził socjolog niemiecki, jugosłowiańskiego pochodzenia, Thomas Luckman: Niewidzialna religia. Problem religii w nowoczesnym społeczeństwie (The Invisible Religion. The Problem of Religion in Modern Society, 1967, wyd. pol. Kraków 1996,
    Pisał, że okres sekularyzacji jest przeszłością, że nastała
    epoka „ponownego zaczarowywania” czy „religii postmodernistycznej”,
    w której sacrum nie tyle znika, ile przemieszcza się w społecznej rzeczywistości, wykraczając poza sferę zdominowaną przez wielkie zinstytucjonalizowane religie, czy mówiąc szerzej wymyka się spoza panowania organizacji religijnych.
    Najlepiej opisaną „niewidzialną religią” jest piłka nożna. Badania nad tym fenomenem zaczęły się w drugiej połowie lat 60. ubiegłego wieku.

    https://repozytorium.umk.pl/bitstream/handle/item/1884/Kibice_studia_Antonowicz_wrzesinski_2.pdf

    Warto przeczytać ten tekst również po to, żeby zrozumieć dlaczego Krk tak bardzo zblatował się z kibolstwem.
    Wersja krótsza i łatwiejsza:

    https://www.wprost.pl/tygodnik/61945/Religia-futbolu.html

    Jednak w przeciwieństwie do innych dziedzin, religia ma dziś zasadnicze znaczenie dla formowania i umacniania tożsamości – w tym jest silna. I na tym polega realne niebezpieczeństwo. Tyle Harari.

    Miała, ma i będzie miała. Jak dotąd nikt nie zdiagnozował tego trafniej od Fromma, który w latach 40. opisał potrzebę posiadania układu orientacji i oddania.

  183. Taieri
    30 listopada o godz. 8:45

    Owszem, po rzekach pływały i dłuższe statki, tylko że Pstrowski, czy Świerczewski to nie była flota wojenna, a statki pasażerskie. Pstrowskiego nie widziałem (chyba), a Świerczewskiego pamiętam. Piękna jednostka!
    Któryś z tych cudów był miejscem akcji filmu „Rejs”, może właśnie Świerczewski.
    Co do rzecznych monitorów – dzięki za dodanie informacji, faktycznie byly też jednostki większe, choć niewiele. Wielkość ma wadę – na nieregulowanych rzekach może się okazać fatalna w manewrowaniu, choć wadą – teoretyczną – jest nośność.
    „Admirał Sierpinek” miał na wyposażeniu 3 ckm-y (przy tej wielkości mógłby chyba mieć i działko, powiedzmy 30 mm, ale przy tym był i duży, i bardzo powolny i niskomanewrowy. A przy tym pewnie nieopancerzony. Podatny przez to na miny, a w poważniejszej walce bardziej nadawał się na ofiarę niż drapieżnika. Zasięg operacyjny zaś miał silnie ograniczony.
    Finał jego żywota pod polską banderą wynikł właściwie z tych cech: załoga musiała go zatopić, bo nie mógł pływać – stan wody był tak niski. Ale zatopienie na tak płytkiej wodzie, to właściwie żadne zatopienie. Łatwo go z wody opróżnić i przywrócić do służby. Tylko po co? Żeby za jakąś chwilę znowu zatapiać, bo się na rzekę nie nada ?
    Tym niemniej, historia polskiej floty monitorów śródlądowych jest i ciekawa i mało znana.

  184. Weronika
    30 listopada o godz. 8:54

    Dajesz ciekawe uwagi. Kibolstwo to zjawisko globalne, tak jest – Kościół kat sie z nim blatuje, ale mamy coś arcypolskiego i z tego trzeba być dumnym, bo mało z czego można w to stulecie Niepodległości być dumnym: religię smoleńską.
    Pyszna jest, słuszna i zbawienna. Cała polska i niech żyje smoleńska Polska!

  185. Herstoryk
    30 listopada o godz. 8:41

    Właściwie cały XIX wiek we Francji to był długi, bolesny proces wyzwalania się z okowów religii, pełen gwałtowych ataków i wojennych kampanii (już nie w postaci rzezi, jak wcześniej) prowadzonych przez Kościół kat.
    Do dziś jednak można znaleźć ślady, może nawet więcej, niepełego wyzwolenia, choć świeckość państwa i stosunków we Fancji należy zapewne do najlepszych przykładów w Europie.

  186. @act
    29 listopada o godz. 22:37

    juz nic nie bedzie o moim piciu. Dosyc.

    To byłby dobry punkt wyjścia do trzeźwienia …

    @act
    29 listopada o godz. 23:03

    Gdybyś w swoim postanowieniu potrafił wytrwać choć pól godziny.

    Niestety:

    @act
    29 listopada o godz. 23:24

    Nie masz litosci (lece na te nasiadowke

    Oszukujesz sam siebie. A Blogowiczów wciągasz w swoją „grę”.

    „Gra”? Eric Berne „W co grają ludzie”.

    To jest mój pierwszy i ostatni komentarz na temat Twojego problemu manifestującego się w formie choroby alkoholowej.

    Życzę powodzenia :)

  187. Vera
    30 listopada o godz. 8:24

    Co masz na myśli z tym „czystym stołem”?
    Bo religia, nawet od gilotyny, nie zniknęła. Zresztą gilotyna to takie narzędzie, od którego religia tym bardziej nie chce zniknąć. Chyba, że się wytnie wyznawców, dosłownie, do ostatniego. Ale i wtedy rzecz niepewna co do czystego skutku, bo ścinający nieraz bywają wyznawcami.

  188. Tanaka
    30 listopada o godz. 9:12

    Kościół kat sie z nim blatuje, ale mamy coś arcypolskiego

    To jest fragment większego zjawiska. W teologii krk istnieje taka zasada: przejąć i przewyższyć. Na tej zasadzie przejmowano stare „pogańskie” rytuały i przerabiano, „przewyższano” na uświęcone kościelne. Na przykład wielkanocne jajka.
    „Wkład” polski polega na „zawracaniu Wisły kijem”. Czytaj: głupocie i ślepocie.

  189. @act
    30 listopada o godz. 2:37

    Wybacz, actku, mówiłem już, że nie wiem, co mówić, ale powiem. Już raz się w nocy przymierzałem, nawet zacząłem, a tu, bracie, anioł stróż:
    – Jak masz powiedzieć głupio, lepiej nie mów nic.
    No i nie powiedziałem. A teraz znów mnie wzięło, żeby powiedzieć, bo okropność, jak ważna się stała dla mnie Twoja sprawa. Jakbyś był mój brat. Do którego przyjechałem alarmowo w piątek, załatwiłem leczenie, zgodził się jednym cichym słowem „tak” (był kompletnie załamany, cały dzień przesiedział w kuchni), ucieszyłem się aż pod sufit i musiałem lecieć do Koszalina przygotować się do zastąpienia go w opiekowaniu się mamą i bratem, i w poniedziałek wrócić. Tego samego dnia po 23. dostałem telefon od sąsiada (drugi brat schizofrenik nie umiał zadzwonić), że Krzysiek zmarł. Do dziś mnie męczy, że mogłem go dobić dobrym słowem i opiekuńczą postawą. A nawet jak dzwoniłem przy nim do żony, głos mi się załamał i zrobiło się mokro. Krzysiek może się spodziewał wymówek, jobów – byliśmy zimny wychów – a tu sama troska. Może z tego powodu coś w nim pękło. Sam się do niego mimowolnie przyczyniłem

    No więc, actku, u pana Hartmana jeden zawodnik wypowiedział nierzadko spotykaną u rozgadanych religiantów myśl: „Jak się zabierze ludziom wiarę, to co w jej miejsce?”. Nie wiem, jak można zabrać wiarę, czyli myśl, ale zażartować można. Więc zażartowałem: „Jak wytnie się zawodnikowi wrzód na dupie, to co w to miejsce?”.

    Przy Twojej sprawie, actku, pół nocy się zastanawiałem, czy pytanie „Co w to miejsce?” jest czy nie jest zasadne. Czy wystarczy się skupić na pozbyciu się wrzodu, czy jet potrzebna – lub przynajmniej przydałaby się – alternatywa pozytywna. Czegoś się pozbywam, ale równocześnie do czegoś zmierzam. Ale może być wystarczająco silna sama myśl o pozbyciu się wrzodu. A zmierzam po prostu do wolności od. Sam w sobie to nie byle jaki cel, niepotrzebne zastępcze.

    Myślę o Tobie, actku, ale mówię o sobie, o swojej drodze. Odstawienie niepotrzebnych potrzeb w samym wykonaniu nie było dla mnie problemem. Najpierw zgłębiałem psychologię tych potrzeb. Na przykład jadąc rowerem do pracy, zastanawiałem się na pustej szosie, po jaką cholerę spalam w drodze trzy papierosy. Wyszło że po żadną. Po prostu kiedyś zapaliłem w czasie jazdy pierwszy raz. Z tego się zrobiła potrzeba zapalenia drugiego, trzeciego – sam sobie, dureń, własnoręcznie zrobiłem nawyk, automatyzm. Więc jeśli to tylko psychologia, to tak samo psychologią mogę się tego pozbyć. Przecież nie kopcę bez przerwy jak parowiec (parowiec zresztą też nie kopci bez przerwy). A przerwy między kolejnymi fajkami są przecież znacznie dłuższe niż palenie jednej fajki. Czyli ja palący również NIE PALĘ, jestem równocześnie NIEPALĄCY. To po cholerę sięgam bezmyślnie po następnego? Właśnie dlatego, że – bezmyślnie. A jak się będę kontrolował i nie sięgnę, to co się stanie? Nic. A kiedy znów się zechce? To drugie nic. Nie sięgnięcie po następnego nie wymaga wielkiej mocy – wystarczy myśl odwrócić w drugą stronę.

    I z takich analiz, actku, w czasie rowerowania szosą zrobiła się synteza i dojrzałem do decyzji. Najpierw rzuciłem palenie, bo ono było bardziej dokuczliwe dla mnie, dla domu i groźne dla zdrowia niż picie – piło się raz na jakiś czas, a z fajkami dochodziłem do trzech paczek dziennie. Tylko przez kilka dni odczuwałem nie za mocną pokusę. Gdzieś po tygodniu uznałem, że już jest mały sukcesik i szkoda byłoby go stracić. Jeden sukcesik dawał zachętę do kolejnego. Po paru tygodniach byłem nowy człowiek i znów miałem 25 lat jako zawodnik nie potrzebujący żadnych dopingów, głupich nawyków i urozmaiceń.

    Liczę, actku, że jako gość bardzo trzeźwo i racjonalnie myślący nie pomyślisz, że powiedziałem powyższe dla chwalenia się. Dawać Ci żadnych porad nie zamierzam, a przejąłem się Twoją sprawą, więc żeby nie być natrętnym mogłem tylko powiedzieć, jak ze mną było. To, co zrobiłem, zrobiłem dla siebie, nie dla chwalenia się. No i w jakimś stopniu dla żony. Też była dymochłon, ale rzuciła, bo jej lekarz kazał. Ciężko znosiła to, że ja w swoim pokoju palę. Wprawdzie uszczelniałem drzwi możliwie najdokładniej i żyłem przez okrągły rok przy otwartym oknie, ale niepalący, który rzucił palenie jest wrażliwy jak pies i cierpi. Teraz sam jestem taki jak ona i przejeżdżam w pobliżu palących na wstrzymanym oddechu.

    To, co było między nami nie byle jaką przyczyną niezgody, brzydoty i dyskomfortu przestało istnieć. Choćby z tego powodu warto byłoby się zaprzeć. A ja nie musiałem się specjalnie zapierać. Niewielkim wysiłkiem powstało wiele – wstyd powiedzieć – dobrego.

    Niewiele będę gadał, actku, ale Ci w myślach będę towarzyszył. Dość szybko się kapnąłem, że jesteś wrażliwy, bardzo racjonalny i twardy gość.

  190. Vera
    30 listopada o godz. 8:24

    Przepraszam, Vero, ale żaden konkretny przykład nie jest ilustracją, że można tak samo zrobić gdzie indziej. Każdy człowiek to inne geny, inna historia, inne uwarunkowania. To samo ze zbiorowościami. Ucinanie głów – choć była to dzicz i barbarzyństwo – dobrze zrobiło dla późniejszego państwa do dziś znanego z gilotyny i z ateistyczności. W państwie znanym z sierpa i młota też było coś w rodzaju ucinania głów i religia była prześladowana, ale skutek jest może nie odwrotny do tego we Francji, ale współczesna Rosja bardziej jest znana z państwowych uroczystości z udziałem brodatych popów niż z oczywistego jeszcze do niedawna bolszewickiego i komunistycznego ateizmu.

  191. Weronika
    30 listopada o godz. 8:54
    Warto przeczytać ten tekst również po to, żeby zrozumieć dlaczego Krk tak bardzo zblatował się z kibolstwem.

    Jednak w przeciwieństwie do innych dziedzin, religia ma dziś zasadnicze znaczenie dla formowania i umacniania tożsamości – w tym jest silna. I na tym polega realne niebezpieczeństwo. Tyle Harari.

    Miała, ma i będzie miała. Jak dotąd nikt nie zdiagnozował tego trafniej od Fromma, który w latach 40. opisał potrzebę posiadania układu orientacji i oddania.

    Mój komentarz
    Moim zdaniem układ orientacji nie musi być jeden, ale jeden musi być dominujący.

    Np. wiara w dra Kwaśniewskiego, ze jego dieta uzdrawia, uwalnia, odtruwa, itd.
    Np. układ odniesienia kibica, który smaruje na płotach i murach „Legia pany” oraz prześladuje kibiców innych klubów (gdy jest w grupie). Nie żartuję, całkiem poważnie sądzę, że są to układy, podukłady odniesienia, orientacji, coś czego należy się trzymać, a potwierdzeniem tego trzymania się jest wrogość kibiców (wyznawców) Legii do kibiców (wyznawców) Gwardii, czy Wisły.
    Nacjonalizm jest takim samym układem odniesienia i orientacji. Nasz? To choć tu i działaj z nami. Obcy? W…laj.

    Stawiam pytanie. Skoro w społeczeństwach jest zapotrzebowanie na taki układ układ odniesienia, to takie układy powstają, są kreowane, czy zapożyczane, to co w taki razie jest układem odniesienia w Chinach lub w Japonii? Pisma Konfucjusza i innych filozofów rodzimych, kodeks Bushido, instytucja państwa?

    W ZSRR taki punkt odniesienia formowali rewolucjoniści w postaci mieszanki laicyzmu i marksizmu-leninizmu, chociaż Marks nie zajmował się etyką ani zbiorem zasad mówiących jak żyć ani układem odniesienia, zajmował się wyłącznie krytyczną interpretacja kapitalizmu i coś niecoś pisał o remediach.
    Lenin zajmował się wyłącznie rewolucją, procesami społecznymi. Jedyny Dzierżyński promował swój kodeks uczciwego czekisty. O Makarence należy wspomnieć, lecz jego pedagogika powstała na gwałtowne zapotrzebowanie na likwidację lub złagodzenie problemu bezprizornych.
    Tradycje w ZSRR odrzucono jako niepotrzebne i niebezpieczne (częściowo słusznie), lecz na ich miejsce nic spójnego nie powstało.

    Nacjonalizm, który teraz w Europie jest forsowany, a w Umęczonej tak ni to ni owo, nie jest samodzielnym układem odniesienia, ponieważ w podpiera się silnie religią, wręcz jest symbiotyczny z nią.
    Nacjonalizm nazistowski z początku był wrogi religii, lecz wodzowie szybko dostrzegli, że to jest nierealne i ograniczyli się do tolerowania i gestów wrogich wobec nieposłusznych nacjonalizmowi funkcjonariuszy kościołów (z wyjątkiem Świadków Jehowy, których przeznaczono do likwidacji).

    Ciekawa jest w Chinach nieoficjalna nietolerancja dla wszelkich wyznań chrześcijańskich, które próbują tam misji. Być może są traktowane przez funkcjonariuszy państwowych jako konkurencyjne dla tradycyjnego chińskiego układu odniesienia. Ale jaki jest ten układ?
    Pzdr, TJ

  192. tejot
    30 listopada o godz. 10:51

    Ciekawa jest w Chinach nieoficjalna nietolerancja dla wszelkich wyznań chrześcijańskich, które próbują tam misji. Być może są traktowane przez funkcjonariuszy państwowych jako konkurencyjne dla tradycyjnego chińskiego układu odniesienia. Ale jaki jest ten układ?

    Myślę,że dyktatura każdej władzy jest chińskim układem odniesienia .Panujące wcześniej religie takie jak buddyzm,taoism i inne – nie odgrywały roli w sprawowaniu władzy ,skupionej zawsze w rękach tego,kto był silniejszy.

  193. Coś dla lubiących łamigłówki.
    Jakiś czas temu Orteq pienił się z powodu przetłumaczenia tytułu książki i narzekał na jakość tłumaczeń w pewnym wydawnictwie. Ja też mam coś w swojej dziedzinie. Co roku organizowane są zjazdy PSLWMZ, których efektem są między innymi materiały, zawierające streszczenia wygłaszanych referatów. Dla ułatwienia odbioru materiały prelegentów zagranicznych publikowane są w wersji angielskiej i w tłumaczeniu na język polski. W tegorocznych rzucił się w oczy pewien kwiatek. Referat zatytułowany:
    „I have a sick patient wit normal test results: what do i do now?”

    Pytanie jest proste: jak byście to sobie przetłumaczyli na język polski?
    Niezbyt skomplikowane, czyż nie? A co z tym mogła zrobić tłumaczka?
    Uprzedzam, przy próbach odgadnięcia drugiej części nie można myśleć schematycznie, a włączyć wyobraźnię. Mnóstwo wyobraźni.

    „Prawidłowe” rozwiązanie podam potem, jeśli ktoś wyrazi zainteresowanie.

  194. Korekta: „with”

  195. @paradox57
    30 listopada o godz. 11:36

    Trudno sobie wyobrazić, co potrafi wymyślić tłumaczka, ale pewnie nas zaskoczysz.
    Normalnie po mojemu, to by było:

    Mam chorego pacjenta z normalnymi wynikami testów (badań). Co mam teraz zrobić?

  196. @Tobermory 11:47

    Normalnie to by było za łatwo. Ale tłumaczka nie za to wzięła kasę za tłumaczenie, żeby było normalnie. Inwencja.
    Pokombinuj.

  197. Tanaka
    29 listopada o godz. 23:18
    tak samo opisywało się dzieciństwo i wczesne młode lata działaczy ruchu robotniczego i społecznego w czasach PRL, różnych ZMS, ZMW i innych organizacji.
    Kto od kogo zerżnął (skopiował) wzorzec?
    Dzisiejszym członkom różnych partii i partyjek dodaje się, że od wczesnych lat angażowali się w sprawy demokracji (starszym); młodsi będę mówili o umacnianiu i pogłębianiu demokracji i sprawiedliwości społecznej.
    Zawsze zastanawiałam się, jak długo można pogłębiać przyjaźń, socjalizm i inne -izmy i kiedy wreszcie pojawi się dno…
    Wciąż pogłębiamy i umacniamy…

  198. @paradox57
    30 listopada o godz. 11:52

    Ja się poddaję, bo nic mi nie przychodzi do głowy. I nie mam już deseru wg herstoryka 🙁

  199. basia.n
    30 listopada o godz. 11:19
    tejot
    30 listopada o godz. 10:51

    Ciekawa jest w Chinach nieoficjalna nietolerancja dla wszelkich wyznań chrześcijańskich, które próbują tam misji. Być może są traktowane przez funkcjonariuszy państwowych jako konkurencyjne dla tradycyjnego chińskiego układu odniesienia. Ale jaki jest ten układ?

    Myślę,że dyktatura każdej władzy jest chińskim układem odniesienia .Panujące wcześniej religie takie jak buddyzm,taoism i inne

    Mój komentarz
    W Chinach państwo, czyli władza plus społeczeństwo, jest najważniejsze.
    Układem odniesienia nie musi być dyktatura, lecz harmonia (troszkę nie pasujące tu słowo) w stosunkach obywatel – mądry władca. Harmonia oparta na hierarchii cnót, zasad i celów, innym dla poddanych, innym dla władcy, lecz dużo stycznych punktów mających ze sobą by zaszło zgodne, przewidywalne współdziałanie rządzący-rządzony.

    W zasadzie buddyzm, to bardziej filozofia niż religia. I nie jest to teologia.
    A konfucjanizm?
    Pzdr, TJ

  200. tejot
    30 listopada o godz. 12:30

    Masz rację – buddyzm z pewnością jest bardziej filozofią niż religią. A konfucjanizm również. Wyraźnie wypowiada się też na temat budowania idealnego społeczeństwa,pod warunkiem przestrzegania obowiązków wynikających z hierarchii społecznej.

  201. @konstancja 11:58

    Chyba bez końca. Pogłębiać się będzie do samego jądra. O ile będzie jeszcze zauważalne.

  202. paradox57
    30 listopada o godz. 11:52

    Nie daj się prosić i podaj tłumaczenie 🙂

  203. konstancja
    30 listopada o godz. 11:58

    Pogłębiać można w nieskończoność. Przede wszystkim wtedy, gdy to jest sztuczne, wynikające z przyjętego zadania do wykonania, z jakiegoś ideowego/ideoligicznego musu: tak ma być!
    Dno – w przypadku katolicyzmu – osiągnięto już wtedy, gdy się wszystko zaczynało. Ponieważ w przypadku takiej sztuczności to się szybko dzieje. Tempo dochodzenia do dna w socjalizmie jest podobne jak w katolicyzmie – i odwrotnie. A ile do dna się dochodziło, nietrudno oszacować: 1945-56. Wtedy osiągnięto dno, po czym usiłowano sie od niego obić. Co się trochę udało, a trochę nie udało. Człowiek się za mało nadawał do skutecznego odbicia, chociaż miał dobre hasło: od każdego wedle jego możliwości, każdemu wedle jego potrzeb.
    Prawda, że śliczne hasło? Bardzo jezuskowe, który z pewnościa nie tylko by się podpisał, ale się po prostu wziął i podpisał. Bo jak ktoś w ogóle kapuje „co naprawdę mówi ewangelia”, to ona wlaśnie to mówi.

    Tak więc „pierwsi chrześcijanie”, po jakichś dwunastu latach już byl na dnie.
    Z tym, że z tymi dwumastoma latami to ja sobie tak trochę optymistycznie zażartowałem. Bo jak spojrzeć na tych jezuskowych dwunastu apostołów, to oni ciągle byli na dnie i z niego się nie unieśli. W ogóle kiepsko byli zorientowani, o co Jezuskowi chodzi. On sam też nie bardzo. Więc i dno osiąga się znacznie szybciej niż w 12 lat, bo u Jezuska to trwało ze 3 lata. Albo mniej. A dno i tak było od razu.

  204. @basia.n, @Tobermory

    Mój chory zdrowy pacjent – normatywne wyniki u pacjentów symptomatycznych – co powinienem zrobić?

    Nie zmyślam. Zresztą jaki zdrowy na umyśle weterynarz byłby w stanie coś takiego wyprodukować?

  205. tejot
    30 listopada o godz. 10:51

    układ, system orientacji i oddania nie jest tożsamy z układem odniesienia.
    Na ten drugi składają się pierwsze informacje jakie mamy na temat kogoś czy czegoś. Informacje te pełnią w umyśle rolę wzorca, a informacje sprzeczne uruchamiają mechanizm dysonansu poznawczego.
    Układ orientacji i oddania (nie można rozdzielać obu członów) to teistyczne i nieteistyczne systemy myśli, które starają się dać człowiekowi odpowiedź na pytanie o znaczenie tego, co go otacza o rzeczywisty sens jego egzystencji. Uruchamiają nasze zaangażowanie.

    Czyli układ odniesienia ma związek ze sposobem opisu rzeczywistości.
    A układ (system) orientacji i oddania z wyjaśnianiem jej sensu. Ze sposobu rozumienia sensu wynika „oddanie”, czyli to w co się w życiu angażujemy.

    Jeden i drugi jest wynikiem procesów ewolucyjnych i kulturowo – cywilizacyjnych.
    Uniwersalny w układzie orientacji i oddania jest sam fakt jego istnienia. Ramy. Zdaniem Fromma wynikająca z rozdarcia człowieka pomiędzy naturą a kulturą. Treścią wypełnia go konkretna kultura.

  206. @paradox57
    30 listopada o godz. 13:26

    Wow! Tak się konstruuje poważne tytuły referatów 😎
    Taki tytuł to już prawie połowa dysertacji, a nie jakieś fiu bździu po angielsku 🙄

  207. Piotrków Trybunalski po raz drugi został powierzony oficjalnie, mocą uchwały radnych, opiece już nie jednej Matki Boskiej, ale dwóch.
    Poziom absurdu zawsze można przekroczyć, co stało się normą w Polsce pisowskiej, czyli… nigdzie (Ionesco się kłania?)
    https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/radni-z-piotrkowa-trybunalskiego-powierzyli-miasto-matce-boskiej/r1fjmx0

  208. @mag
    30 listopada o godz. 13:52

    Pisałem wczoraj o tym, ale przeszło bez echa.
    Takie newsy już nie szokują.
    Mieszkańcy Piotrkowa otrzymają Najświętszą Panienkę w pakiecie z podwyżką podatku od nieruchomości. Na pewno się już cieszą 😀

  209. mag
    30 listopada o godz. 13:52

    Tego nam trzeba jeszcze więcej: pisoidy, do spóły z biskupami,niech zohydzą wszystkie rodzaje Matek Boskich do wymiotów nawet u najtępszych wyznawców. Zdrowienie nie za pomocą subtelnej pigułeczki, a za pomocą ciężkich wymiotów to należna Polakowi metoda lecznicza. Wzruszenie pamięcią gnojowicy za pańszczyźnianych czasów odpowiada wzruszeniu czynnością zawierzenia.

    Oczywiście, zawierzenie podwójne da zauważalne skutki w porównianiu z zawierzeniem pojedyńczym, które – jak widać po kolejnym zawierzeniu – okazało się za słabe. Maryja – jak nic – znowu, jak w 1920-ym wyfrunie z garażu i będzie odstawiać pokazy lotnicze, przerażając opozycję, pedała Biedronia, Unię Europejską i Tuska z Wehrmachtu, żeby nad Wisłę nie wrócił.

  210. Tobermory
    30 listopada o godz. 14:09

    Przeczytałam wczoraj tę wiadomość,którą wpisałeś,ale czasem po prostu brak słów. Opadają ręce i odechciewa się komentowania. Wydaje mi się,że Polska jest jedynym krajem w Europie z tymi zapędami poddawania się pod opiekę i koronowania . Kiedy rozmawiam o tym w Holandii,to znajomi najpierw otwierają szeroko oczy ze zdumienia,a potem wybuchają śmiechem…

  211. @basia.n
    30 listopada o godz. 14:19

    Nie ubolewam nad brakiem echa, ale po komentarzu @mag zacząłem być ciekawy, kto jeszcze odkryje wczorajszego newsa 😉

  212. wbocek
    30 listopada o godz. 10:02

    Do dziś mnie męczy, że mogłem go dobić dobrym słowem i opiekuńczą postawą. A nawet jak dzwoniłem przy nim do żony, głos mi się załamał i zrobiło się mokro. Krzysiek może się spodziewał wymówek, jobów – byliśmy zimny wychów – a tu sama troska. Może z tego powodu coś w nim pękło. Sam się do niego mimowolnie przyczyniłem

    Jeśli się do czegoś przyczyniłeś, to do tego, że brat wreszcie usłyszał dobre słowa i poczuł Twoją troskę. Jeśli w tym miałoby być cokolwiek złego i jakiś dobicie, to zimny wychów będzie tym, co się ludziom w ogóle należy, a ciepło jest do tego, co pan możesz pana majstra w dupę pocałować.
    A jeśli z tego ciepłego miałoby w nim coś pęknąć – co nie jest niemożliwe, acz mocno spekulatywne – to rzekłbym, że i dobrze> Móc – i na to wlaśnie może czekał, by rzecz się dopełniła – poczuć od bliskiego ciepło – najlepsza to rzecz gdy się pojawia napis: koniec. I tak dobrze bliską osobę pożegnać, nie zaś, jak życie całe, zimnym wychowem.

  213. Zagadka:
    gdzie jest czwartek przed środą?

  214. Tobermory
    @Tanaka zareagował na mój, powiedzmy, spóźniony(?) komentarz o Piotrkowie normalnie, a ty mnie obgadujesz (o, znowu nie zauważyła).
    To są twoje „niewinne” zaczepki z zakrętasem, na zasadzie szczypa.
    Lepiej się z tym czujesz? Ja gorzej. Może więc daj mi spokój i nie śledź moich komentarzy.
    Masz szerokie pole do popisu, niekoniecznie moim kosztem. Każdemu można coś zarzucić , tylko dlaczego akurat mnie i po co?

  215. @mag
    30 listopada o godz. 14:54

    Masz uczulenie?
    Ja niczego nie śledzę, czytam po prostu po kolei.
    Nie tak dawno miałaś pretensje, że nie reaguję na twoje komentarze. Jak zareaguję, też niedobrze 🙁

  216. @Weronika
    30 listopada o godz. 14:37

    W słowniku?

  217. Tobermory
    30 listopada o godz. 15:05

    brawo! Zgadłeś!
    Gratulacje i Uścisk Dłoni Prezesa 😉

  218. @act 30 listopada o godz. 2:37

    Mnie zas doprowadzaja do szalu ludzie, ktorzy chca zyc wiecznie – ‚nigdy nie pilem’, nigdy nie palilem’, wypowiedziane z poczuciem nieznosnej wyzszosci – mysle w duchu ‚a czy chociaz zdrowo poruc…..s, a jesli tak, to ile razy, 2, 3?’.
    To chyba jakas skaza mojego characteru ale zawsze brzydzila mnie taka ‚higienicznosc’. Tak samo jak ‚tight asses’, skapcy (co pewnie idzie w parze) – uciekam od takich ludzi.

    Z samego rana rozśmieszył mnie twój komentarz. Podatność na działanie alkoholu czy nikotyny – to kwestia chemii, czyli metabolizmu. Niektórym alkohol „dobrze robi”, innym nie. I podobno tych innych jest ewolucyjnie coraz więcej – gdzieś czytałam coś niedawno na ten temat.

    Jest teoria, że kiedyś dawno homo sapiens miał przewagę nad innymi naczelnymi, bo mógł bez szkody dla siebie jeść sfermentowane owoce – taka mutacja genetyczna. Ale z drugiej strony np. słonie uwielbiają piwo. O świniach już nie wspomnę – bo są nam genetycznie bardzo bliskie. Też, jeśli mogą, upijają się na wesoło.

    Ja nie mam wcale skłonności do alkoholu, co nie jest żadną „higienicznością” tylko faktem. Alkohol po prostu nigdy nie zapewnił mi żadnych przyjemnych doznań, więc mnie nie pociąga. Podobnie jak palenie, chociaż nie mogę stwierdzić, że „nigdy nie paliłam”, bo całkiem poważnie próbowałam w szczenięcych latach. Rzuciłam z czystej rozpaczy po paru tygodniach – bo nadal nie rozumiałam, co ludzie w tym widzą.

    Co do tych innych spraw – bywa różnie, ale to raczej nie ma związku z reakcją organizmu na alkohol czy nikotynę. Geny nie mają „moralności”. Od jakich ludzi uciekasz – to inna kwestia i twój wybór. Ja bym na twoim miejscu szukała w realu raczej ludzi, których w ogóle „nie ciągnie” do kieliszka – po prostu dlatego, że są dla ciebie bezpieczniejsi. Ale każdy ma własne kryteria, knock yourself out! Twoje życie, twoja sprawa, co z nim zrobisz 🙂

  219. @Tobermory, Herstoryk – przepraszam za prywatę, ale co to jest ten trzeci składnik? Skrobia pszeniczna, czyli proszek budyniowy? Czy to jest po prostu budyń o jakimś określonym smaku? I czy ten cukier akurat musi być palmowy?

    Nie dla mnie, Panowie, nie dla mnie – w ogóle nie przepadam za kokosowym smakiem – ale mężowi to by chyba smakowało. A ja, niestety, już chyba nigdy nie zmądrzeję 😉

  220. @Weronika 30 listopada o godz. 8:54

    Przeleciałam na razie pobieżnie. Że zjawisko się wymyka ramom instytucjonalnym – to chyba prawda. Tomasz Stawiszyński pisał coś kilka lat temu o „religiach jednoosobowych”, mając na myśli, rzecz jasna, coś w rodzaju duchowości, a nie „religię” tak jak ją rozumie Harari. Z drugiej strony szukanie sfery odniesienia szerszej niż jednostkowy byt i roztopienie się i potwierdzenie we „wspólnocie” jest zawsze kuszące. Chyba Daniel Dennett pisał gdzieś o tym, że religie (sensu stricto), które drastycznie obniżają wymagania wobec wyznawców, szybko ich tracą. Jest to logiczne, bo poświęcenie przywiązuje. Cenimy to, co nas wiele kosztowało. Tak rodzi się fanatyzm, aż do samozniszczenia – lub zniszczenia „wrogów”.

    Doczytam potem. Ale to jest ciekawe.

  221. @stasieku
    28 listopada o godz. 17:20
    It Never Rains In Southern California

    Hymn wszystkich emigrantów, którym się nie powiodło:

    „Powiedz rodzinie w domu, że prawie mi się udało,
    Mam oferty, ale nie wiem którą wybrać.
    Proszę, nie mów im jak naprawdę mi tu idzie
    Nie mów im jak to wygląda.
    Potrzebuję trochę czasu.”

    Will you tell the folks back home I nearly made it
    Had offers but don’t know which one to take
    Please don’t tell ’em how you found me
    Don’t tell ’em how you found me
    Gimme a break, give me a break

    Takie niby łzawe, ale i tak działa. Przynajmniej na mnie. Szczególnie po tych wielkich pożarach w Californii, za które DJT przypisał odpowiedzialność zarządzającym lasami (management) i polecił im brać przykład z Finlandii, gdzie grabią w lasach „podłogę” (floor)

  222. Tanaka
    30 listopada o godz. 14:36

    Dzięki, Tanako. Właśnie wróciłem pod wiatr od Krawacika. Podsunąłeś myśl, że może odszedł w eustresie, trochę ukojony. Co u nas było wielką rzadkością, prawie wcale nie było.

  223. @Na marginesie
    30 listopada o godz. 15:34

    U mnie się to nazywa Epifin (Dr. Oetker). To jest skrobia z pszenicy. Możesz q ostateczności użyć mąki pszennej.
    Cukier palmowy nie jest taki słodki jak inne cukry. Można zastąpić cukrem trzcinowym np. mascobado. Dać nieco mniej niż w przepisie. Można ewentualnie dosłodzić wedle gustu.
    Ku mojemu zaskoczeniu, a także osoby, na której deser testowałem, deklarującej nielubienie niczego kokosowego, nie poznać, że jest z mleka kokosowego.
    Ja zagotowałem część tego mleka z wodą i wanilią, i zamiast wlewać do niego papkę mączno-kakaową, wlałem wrzące mleko do papki, mieszając przy tym trzepaczką. Wydało mi się procedurą łatwiejszą do przeprowadzenia. Reszta jak w przepisie.

    PS. Ten deser smakuje też prosto z lodówki. Musiałem przechować porcję przez trzy dni, to schłodziłem. I to od tej zimnej tak mi się onegdaj rozjaśniło 😎

  224. @paradox57 30 listopada o godz. 13:26

    To wygląda mi na produkt Google Translate.
    Żywy człowiek by tego nie wymyślił 😀

  225. Tobermory
    Coś jest na rzeczy. Obydwoje mamy uczulenie. I dobrze o tym wiesz.

  226. @Na marginesie
    30 listopada o godz. 16:01

    Google tłumaczy całkiem zwyczajnie i nawet bez błędów.
    Produkt spod klawiatury tłumaczki to wyższa szkoła pompowania i nadymki naukowej po polsku 😉

  227. @Tobermory 30 listopada o godz. 15:59
    Dzięks!

  228. @mag
    30 listopada o godz. 16:07

    OK. Obiecuję omijać i nie reagować. Wyjdzie nam obojgu na zdrowie.

  229. @zetus1 30 listopada o godz. 15:50
    Ale ten przekład trzech ostatnich wierszy mi się nie zgadza ani rusz.

  230. @Na marginesie
    30 listopada o godz. 16:09

    PS
    Papkę mączno-kakaowo-mleczną rozrobiłem od razu w sporym garnku, więc potem nie było problemu z dalszym gotowaniem.
    Na koniec miałem dwa garnki do zmywania, trzepaczkę i łyżkę.
    Miarki do płynów nie używałem, bo zużyłem całe opakowanie mleczka (0,5 l) zwiększając stosownie ilość pozostałych składników.

  231. P.S. Google Translate tłumaczy „Give me a break” jako „Daj mi spokój”. Hi hi.
    Chociaż z drugiej strony – to jest naprawdę idiom – wytrych.

  232. @Tobermory 30 listopada o godz. 16:18
    Prostota w kuchni – rzecz genialna!

  233. @Na marginesie
    30 listopada o godz. 16:16
    Ale ten przekład trzech ostatnich wierszy mi się nie zgadza ani rusz.

    Nie chciałem być dosłowny, to tekst piosenki i tak jak z poezją trzeba raczej oddać nastrój niż być zgodnym z oryginałem, 1 do 1
    Jeżeli ci nie odpowiada „give a try and show us your take”

  234. Czym się różni Historyk od Herstoryka. Historyk napisałby „według moich źródeł”. A Herstoryk pisze, że skoryguje bo nie musi wiedzieć, że różne źródła mogą podawać różne, nawet sprzeczne wersje wydarzeń.
    A co do dekretu Napoleona to dzisiaj każde dziecko wie, że jest po to żeby ustalać ceny marchewki w promocji marketu (według moich źródeł).

  235. @Na marginesie 16:01

    Widzę, że Tobermory mnie ubiegł. Mimo to dodam od siebie, że chyba tłumacz Google nie jest aż tak pokręcony.

  236. PS
    Rzeczywiście, wujek gugiel wyraża się prosto. Na razie tylko przekartkowałem zawartość po tytułach. Trzeba będzie się chyba zagłębić, żeby pogłębić.

  237. Przy okazji. Wyguglowaliśmy tę tłumaczkę. No, no, można by rzec. Tylko po co zabiera się za fachowe tłumaczenia weterynaryjne. Nie lepiej by jej było pozostać przy swojej roli? Tłumaczki dialogów do filmów?

  238. basia.n
    30 listopada o godz. 14:19
    Tobermory
    30 listopada o godz. 14:09

    Przeczytałam wczoraj tę wiadomość,którą wpisałeś,ale czasem po prostu brak słów. Opadają ręce i odechciewa się komentowania. Wydaje mi się,że Polska jest jedynym krajem w Europie z tymi zapędami poddawania się pod opiekę i koronowania .

    Mój komentarz
    Polska jest krajem ludzi różnych, ale w dużej części społeczeństwa infantylnych, społecznie niedojrzałych w stosunku do dzisiejszych wyzwań i powiedzmy zachodniej normy patrzenia na świat.

    Polski świat jest ciągle jeszcze zapełniony fantazmatami, świętymi panienkami opiekującymi się ludnością w licznych sanktuariach, podstępnym szataństwem przebierającym się w coraz to nowe stroje oraz bohaterskimi politycznymi szwoleżerami, którzy rzucają się na wroga bez namysłu, niosą na sztandarach nowe prawo, odważnie łamią szatańską konstytucję, przywracają nam godność, podnoszą z kolan, wyzwalają od genderskich opresji, umacniają ducha narodu, itd.

    To jest coś w rodzaju romantyzmu naiwnego. Naiwnego, bo nieadekwatnego do pozycji, jaką chcą się chwalić w Europie krajanie i agresywnego, a jednocześnie płaczliwego, cierpiętniczego i triumfalistycznego gdy zamienia porażkę w moralne zwycięstwo.
    Do umacniania tego romantyzmu służy cały sztafaż ideologiczny PiSowców i dalszej prawicy oraz zbiór symboli, takich totemów narodowych, ikon, których nie można tknąć, wyrazić się, przejść obojętnie obok nie zdejmując czapki, bo to jest cały system, o którym pisze:

    Weronika
    30 listopada o godz. 13:37
    tejot
    30 listopada o godz. 10:51

    układ, system orientacji i oddania nie jest tożsamy z układem odniesienia.
    Na ten drugi składają się pierwsze informacje jakie mamy na temat kogoś czy czegoś. Informacje te pełnią w umyśle rolę wzorca, a informacje sprzeczne uruchamiają mechanizm dysonansu poznawczego.
    Układ orientacji i oddania (nie można rozdzielać obu członów) to teistyczne i nieteistyczne systemy myśli, które starają się dać człowiekowi odpowiedź na pytanie o znaczenie tego, co go otacza o rzeczywisty sens jego egzystencji. Uruchamiają nasze zaangażowanie.”

    Czyli układ odniesienia oraz system orientacji i oddania, jakie w polskiej kulturze trwały przez wieki i przetrwały do teraz, choć w bardzo nadwątlonej formie.
    Pzdr, TJ

  239. @Na marginesie
    30 listopada o godz. 16:25

    Pełna zgoda. W jadalni również. Taki nóż to sztuciec uniwersalny i nie musi być jakiś tam szwajcarski. Ma końcówkę do nakłuwania, co się przydaje przy otwieraniu wina i do nadziewania, krawędź tnącą oraz powierzchnię płaską, którą nawet niezbyt gęstą zupę można spożywać.

  240. Tobermory
    30 listopada o godz. 15:04
    @mag
    30 listopada o godz. 14:54
    Masz uczulenie?
    Ja niczego nie śledzę, czytam po prostu po kolei.
    Podziwiam. :–)

  241. Weronika
    30 listopada o godz. 14:37
    Odpowiadam – tak z biodra. Na Oceanie Spokojnym.

  242. tejot
    30 listopada o godz. 12:30
    Może nie bezpośrednio ,ale jednak na temat.
    North Andaman Island – ok 70 km², 100-150 mieszkańców (szacunek). Miejscowi właśnie niedawno ubili misjonarza ,przedtem 2 innych nieszczęśników. Wzbraniają się przed jakomkolwiek kontaktem ze światem zewnętrznym. Czynią to od b. dawna.
    Jak prześledzić histrorię misji z sąsiedztwa i los rdzennych mieszkańców to trudno odmówić tu logiki.

  243. @zetus1 30 listopada o godz. 16:37

    Jeśli sam tłumaczyłeś – to no comment i szapka bach!
    Oczywiście, że nie musi być dosłownie.

  244. @zezem 30 listopada o godz. 19:18

    Już chyba ktoś to tutaj skomentował, przy okazji przytaczając dwa różne linki.

    Jeden – polski – rozczulał się nad losem niedoszłego „misjonarza”.

    Drugi – niepolski – zwracał uwagę, że mieszkańcy tej wyspy są nieodporni na choroby, które zapewne przywlecze im każdy przybysz z zewnątrz. W tej wersji „misjonarz” był nieodpowiedzialnym obłąkańcem i potencjalnym zabójcą.

    Chyba cytował to Herstoryk, ale nie pomnę. Nie jadłam jeszcze tego musu czekoladowego!

  245. @bubekró 30 listopada o godz. 18:41

    Dobrze, że w necie nie słychać, bo wrzasłam ze śmiechu 🙂

  246. Dobry wieczór państwu

    Nigdy się nie dowiemy czy misjonarz był smaczny czy nie

  247. zezem
    30 listopada o godz. 19:18
    tejot
    30 listopada o godz. 12:30
    Może nie bezpośrednio ,ale jednak na temat.
    North Andaman Island – ok 70 km², 100-150 mieszkańców (szacunek). Miejscowi właśnie niedawno ubili misjonarza ,przedtem 2 innych nieszczęśników. Wzbraniają się przed jakomkolwiek kontaktem ze światem zewnętrznym. Czynią to od b. dawna.
    Jak prześledzić histrorię misji z sąsiedztwa i los rdzennych mieszkańców to trudno odmówić tu logiki.

    Mój komentarz
    Problem misjonarza na Andamanach.
    Po jaką cholerę się tam pchał?

    Problem polskiego katolicyzmu
    Coraz bardziej andamański – oddzielny, izolujący się oraz ciągnący część kultury w tę izolację, jako że wyznawców ma mnogość, a z tego duża część, to trzymający się starych form.
    Pzdr, TJ

  248. tejot
    30 listopada o godz. 18:13

    Czyli układ odniesienia oraz system orientacji i oddania, jakie w polskiej kulturze trwały przez wieki i przetrwały do teraz, choć w bardzo nadwątlonej formie.

    Nie rozumiem …

  249. zezem
    30 listopada o godz. 19:08

    w słowniku,
    @Tobermory odpowiedział o godz. 15:05
    Przyznam Ci się, że ja też miałam pomysły geograficzne 😉

  250. Weronika
    30 listopada o godz. 20:19
    tejot
    30 listopada o godz. 18:13

    Czyli układ odniesienia oraz system orientacji i oddania, jakie w polskiej kulturze trwały przez wieki i przetrwały do teraz, choć w bardzo nadwątlonej formie.

    Nie rozumiem …

    Mój komentarz
    Być może ja nie zrozumiałem twojego referowania poglądów Fromma. Gdybyś mogła jeszcze raz?
    Pzdr, TJ

  251. Przyniesione z blogu Szostkiewicza, komentarz do spowiedzi w pociągach:
    Wojciech Maziarski podniósł poprzeczkę nonsensu i zaproponował, by na stacjach Orlenu można było skorzystać z ostatniego namaszczenia.
    Dla mnie cudo.
    A może by tak wykazać się wielkodusznością i poszukać potencjalnych miejsc do udzielania pozostałych sakramentów?

  252. tejot
    30 listopada o godz. 20:28

    może doprecyzujesz co dla Ciebie nie jest jasne

  253. @Weronika 30 listopada o godz. 20:31
    Może komunikant serwowany w McDonaldzie? Z keczupem???

  254. @Nefer 30 listopada o godz. 20:01
    Ani jakie krętki blade w sobie zawierał…

  255. Weronika
    30 listopada o godz. 20:33
    tejot
    30 listopada o godz. 20:28
    może doprecyzujesz co dla Ciebie nie jest jasne

    Mój komentarz
    Sądzę, że Twoja kwintesencja poglądów Fromma jest jasna.
    Pzdr, TJ

  256. Nefer
    30 listopada o godz. 20:01

    Dobry wieczór państwu

    Nooo, jak tak, to ja też, że dobry wieczór!

    Nigdy się nie dowiemy czy misjonarz był smaczny czy nie

    Ja tam wierzę w człowieka, koleś, więc sądzę, że nietrudno się dowiedzieć w sprawie smaczności:
    A.
    jak sięgnę myślą wstecz na moich misjonarzy, to wszyscy byli niesmaczni. To skąd by się mieli brać ci smaczni?
    B.
    biskupi gadają takie niesmaczne rzeczy, a robią takie, że już nie powiem jakie, to chyba są niesmaczni raczej niż smaczni?
    C.
    natomiast jak kto lubi tłuste i golonkę, to biskupi wszyscy są smaczni.

  257. Na marginesie
    30 listopada o godz. 20:58

    Jak ugotowali to może nie zaszkodziło.

    ***

    Nie wiedzieć czemu rozmyślałam ostatnio jak to jako ośmiolatka czy młodsza chodziłam na religię. I pamiętam wyraźnie – jak usłyszałam że Bóg swojego syna wydał na śmierć na krzyżu i karał wszystkich surowo na prawo i lewo to pomyślałam ze zgrozą że okrutnik. No ale kościelny walec i tak mnie potem rozjechał, ech te wspomnienia.

    ***

    Andrzejki dzisiaj 🙂

  258. A ktoś kliknął w ten dobry wieczór? Tak się zapytywuję :/

  259. @Weronika
    30 listopada o godz. 20:31

    Namaszczać duchem (spirytusem) można tylko, gdy jest on w stanie skroplonym.

    Chrzcić można w konkurencyjnej stacji benzynowej.

    Zaślubiny, wiadomo, w Kołobrzegu.

  260. @Nefer
    30 listopada o godz. 21:07

    Ja. Z Saramonowiczem w samochodzie może być interesująco 😉

  261. @Nefer
    30 listopada o godz. 21:07

    W urlu jest jakieś bru2-1.xx

    Dwie brunetki z blondynem, czy odwrotnie? Nie klikam, bo nie wiem, czy będę mógł to potem wyłączyć.

  262. Bierzmowania udzielał za darmo woźny mojej podstawówki, i to już przed dekadami. Miotłą brzozową 😎

  263. @Tobermory
    30 listopada o godz. 21:15

    Skoro pamiętasz, to nie na darmo :p Czy to był krewny lubianego woźnego Tkaczuka, którego imię i nazwisko zdobi nawet piramidy?

  264. Kochanieńcy, wrócę jak skończę oglądać Blues Brothers, uwielbiam ich 🙂

  265. Weronika
    30 listopada o godz. 20:22
    Słownik to jedno. Mnie kołatało w głowie , co kiedyś uczono w szkołach.
    Tu mały wykład z Wikipedii:
    Na niektórych wyspach leżących na Oceanie Spokojnym na wschód od południka 180° (tj. na półkuli zachodniej), jak Tokelau czy Tonga związki polityczno-ekonomiczne z państwami wschodniej półkuli (Australia, Nowa Zelandia) spowodowały zaadoptowanie niestandardowych stref, jak UTC+14:00, które poprzez przesunięcie o 24 godzin w przód względem standardowych dla tych długości stref typu UTC-10:00, zapewniają spójność daty z tymi krajami (jednocześnie powstaje jednak różnica nawet 26 godzin między tymi wyspami a podobnie położonymi terytoriami, w których te strefy nie funkcjonują).

  266. @zezem
    30 listopada o godz. 21:35

    Tylko to zdanie nie ma przypisu… I jeszcze wprowadzone przez zdeklarowanego brytofila https://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Strefa_czasowa&diff=prev&oldid=34767458

    No nie wiem, nie wiem.

  267. Nefer
    30 listopada o godz. 21:28
    Kochanieńcy, wrócę jak skończę oglądać Blues Brothers, uwielbiam ich
    Film z niezapomnianym Beloushi czy też amerykański musical (miałem okazję obejrzeć)?

  268. @Nefer
    30 listopada o godz. 21:28

    Tylko kask załóż, bo jak się pomylą i nie w te stronę rzucą puszką z niedopitym piwem, to przez ekran przeleci i nawet siostry miłosierdzia nie pomogą.

  269. Tobermory

    Kilka dni temu napisałeś,że słyszałeś Włoszkę w Algierze Rossiniego z Cecylią Bartolli nagranie z Salzburga.
    Pomyślałam wtedy,że Bartolli ma wymarzony głos do ról Rossiniego. Znalazłam na youtube parę scen z tego przedstawienia z Salzburga.Świetna,pełna humoru inscenizacja 🙂 Więc dla przypomnienia dwa linki.
    Jaka stacja telewizyjna nadała tę operę ?

    https://www.youtube.com/watch?v=D1qlrob_yek
    https://www.youtube.com/watch?v=z0MANdqqzFI

  270. bubekró
    30 listopada o godz. 21:43
    Brytofil czy nie, ale gdzieś czwartek podąża za środą… ;–)

  271. Nefer
    30 listopada o godz. 21:06

    A kliknął. Przewiduję pewną niedogodność intermodalną: grzeszyć w aucie, by się spowiadać w pociągu? Można wpaść pod pociąg pomiędzy, albo utknąć na przejeździe.
    Czytałe gdzieś o tym i wyżej zeznałem, że lat temu już kilka powstała (?) aplikacja spowiednicza na smartfona. To chyba lepiej i niekolizyjnie: grzeszyć w aucie i się do smartfona przylepionego do szyby na bieżąco spowiadać.
    A o tej porze roku jest niebagatelna zaleta: człowieka nie podwieje, jak się będzie z auta do pociągu przemieszczał.

    A że andrzejki to taka sprawa, że właśnie skończyłem gadać z pewnym solenizantem. Wśród gadań dostal osobistą mowę wiązaną i był bardzo zadowolony.

  272. Czołem! Daję piątkowy znak życia po wyczerpującym tygodniu. Do mieszanki mniej i bardziej poważnych tematów forumowych dorzucam dzisiejszy ranking click-baitów z Onetu, w której to dziedzinie prowadzę amatorskie obserwacje.
    W kategorii „Społeczeństwo” dzisiejszy wybór to „Jak tatuują się Polacy (infografika)”. W kategorii „Gazy pod ciśnieniem” wyróżnił się dziś tytuł „Koło zapasowe to przeżytek? Niekoniecznie”.
    Grand Prix wędruje dziś zdecydowanie do następującego linku: „Tego nie wiesz o przechowywaniu pasków do spodni”. Stay tuned.

  273. Rozmowa na dobranoc
    – Czy pani wie ,że 70% LUDZI NIE ROZUMIE ROZKŁADU JAZDY NA PRZYSTANKU AUTOBUSOWYM? To o czym my mówimy?
    – Może trzeba lepiej edukować?
    – Ludu nie da się wyedukować! Genetyki pani nie zmieni!
    Wyedukowany idiota jest gorszy od niewyedukowanego idioty!
    – Dlaczego?
    – Bo myśli ,że nie jest idiotą!

  274. Nefer
    30 listopada o godz. 21:28

    Też jestem wyznawca. Czy nie powinniśmy założyć na blogu Jake & Elwood Church?

  275. @zezem
    30 listopada o godz. 21:49

    Po każdym czwartku jest jakaś środa, tylko trzeba trochę poczekać. A jak się komuś spieszy, to zależnie od środka transportu – im bliżej bieguna, tym wolniejsze tempo, aby przemaszerować/przejechać/przelecieć na zachód z czwartku do środy.

    A jak sobie taki satelita leci ze wschodu na zachód równo ze słoneczkiem, to z przodu ma czwartek, a z tyłu ma środę. I zawsze ten czwartek jest przed środą.

  276. wbocek
    30 listopada o godz. 15:54

    Tak sobie myślę, że takie coś, w takiej chwili, wśród takiego niedomiaru, było ponad zwykłą proporcję. Więc tym lepiej i cenniej.

  277. bubekró
    30 listopada o godz. 22:06

    A jak taki satelita leci poprzecznie, to ma równocześnie środę i czwartek.

  278. Szary Kot
    30 listopada o godz. 22:00

    Dobra, bo czegoś nie wiem o paskach od portek. Podejrzewam, że jeszcze więcej nie wiem o przechowywaniu gumek od kalesonów. Onet uzmysłowi?

  279. @Tanaka
    30 listopada o godz. 22:12

    Ale tylko w przypadku, gdy satelita jest punktem. Jeśli ma, jak natura dała, przód i tył, to przód zawsze jest przed tyłem. Byleby się tylko nie wychylał za bardzo przed promienie słoneczne i nie zostawał z tyłu za świtaniem.

    Ewentualnie na tym Pacyfiku można się tak na materacu położyć, że przód będzie się mieć w czwartku, a tył w środzie. Czyli, jak powiedział zezem, wszystko zależy od ułożenia bioder na tym materacu.

  280. @basia.n
    30 listopada o godz. 21:48

    To było na arte. Późną nocą, do 1:45 🙄 Ale było warto.

  281. Tanaka
    30 listopada o godz. 22:14

    Cierpliwie poczekajmy. Tam pracuje taki zespół specjalistów, że i za gumki od bielizny się wezmą, raczej prędzej niż później. O czym nie omieszkam donieść.

  282. Słowo na poniedziałek* (dla tych, co na Dalekim Wschodzie):

    5A w owe dni Beretycy zaczęli oddawać hołd Czarnemu Królikowi.
    2 I powiedziane zostało, tym którzy cześć mu oddawali:
    3 Czarny Królik zabija bez mrugnięcia okiem, i to wcale nie dlatego, że nie ma powiek.
    4 I wyrżnie wszystkich w pień. A jak nie ma pnia, to w ścianę.
    5 I pochwycili oni Czarnego Królika, i złapali go za nogi, skołowali i ukwadracili.
    6 I Królika musiało to boleć.

    „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”
    podpisano A. B. Strugaccy

  283. @tejot 30 listopada o godz. 10:51
    Stawiam pytanie. Skoro w społeczeństwach jest zapotrzebowanie na taki układ układ odniesienia, to takie układy powstają, są kreowane, czy zapożyczane, to co w taki razie jest układem odniesienia w Chinach lub w Japonii? Pisma Konfucjusza i innych filozofów rodzimych, kodeks Bushido, instytucja państwa?

    Moja częściowa próba odpowiedzi: kult osób starszych, szczególnie ojca, w każdym razie po linii męskiej, ale zdanie babci i teściowej zawsze waży 10x tyle co wnuczki i synowej. W pracy – kult zwierzchnika. Ogólnie; szacunek dla autorytetów, posunięty do kultu.
    Skutkiem – ciężkim wykroczeniem jest naruszenie czyjejś „twarzy”.
    Najszybszą i najskuteczniejszą droga do zniszczenia swojej kariery jest obnażenie głupoty/niekompetencji zwierzchnika, swojego albo tylko wyższego rangą.

    Myślałem, że w przypadku pracy ze zamerykanizowanymi Chińczykami ta reguła nie obowiązuje. Duży błąd.

    Tradycje w ZSRR odrzucono jako niepotrzebne i niebezpieczne (częściowo słusznie), lecz na ich miejsce nic spójnego nie powstało.
    Kult żołnierza Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

  284. Przewodniczka – moskwianka zaprowadziła mnie na Plac Czerwony i pokazała dwie kolejki; jedną do Mauzoleum Lenina a drugą do Grobu Nieznanego Żołnierza.

    Ponieważ znowu (podobnie jak z tymi sztucznymi kwiatami na grobach radzieckich oficjeli) nie wykazałem się zbytnią spostrzegawczością, po chwili mojego gapienia się na obie kolejki zapytała, jakie widzę różnice?

    Odpowiedziałem, że chyba nie, tu i tam masa ludzi, długie kolejki, jedyne, co mnie zaskoczyło, to stosunkowo duża ilość nowożeńców w obu kolejkach. Pary ubrane jak do ślubu, ze ślubnymi bukietami, czekające w jednej i w drugiej kolejce.

    Moja przewodniczka uśmiechnęła się i wyjasniła, o co jej chodzi.
    – No bo tutaj różnic gołym okiem się nie zobaczy.
    – Wierzący po ślubie idą złożyć swój bukiet ślubny Leninowi a niewierzący zanoszą go na Grób Nieznanego Żołnierza…

  285. No już, bo nie oglądałam od początku (od Freedom Arethy)

    Tanaka
    30 listopada o godz. 21:03

    Tłuste i golonkę, bez wódki nie rozbieriosz.

    Co do Andrzejów istnieje podejrzenie że rezydent wcześnie zaczął, popisując się bełkocząco na TT czy czymś tam. Coś tam coś tam.

    No oczywiście, jestem gorącą wyznawczynią Blues Brothers:)

    Tobermory
    30 listopada o godz. 21:13

    A to musiałabym się bardziej przyjrzeć 😉

    bubekró
    30 listopada o godz. 21:15

    Spokojnie. Tylko Saramonowicz, co prawda grzeszący w samochodzie.

    zezem
    30 listopada o godz. 21:45

    Z Johnem Belushi, ulubiony film.

    Dziękuję za polecenie „Okrutnego morza” świetnie mi się czyta. Właśnie ich buja na morzu podczas pierwszego konwoju.

  286. bubekró
    30 listopada o godz. 21:45

    Patrz, przypomniało mi się „tylko się nie pomyl i nas, Pawlaków…”

  287. Tobermory
    30 listopada o godz. 22:28
    Wiem,ze było warto – te dwa linki powiedziały mi wszystko.Mam prośbę – jeśli zauważysz podobny program muzyczny,napisz o tym.Pora nie ma znaczenia – mogę zawsze nagrać. Masz rownież stację mezzo ?

  288. Panowie się gremialnie zajęli magistrem profesorem na sąsiednim blogu. Jeszcze trochę i będziecie mnie szukać na dziesiątym dziobowym Enterprise :/

  289. Tanaka
    30 listopada o godz. 9:07

    Któryś z tych cudów był miejscem akcji filmu „Rejs”, może właśnie Świerczewski.
    ——————

    Dzierżyński. Tak dziwacznie statki wiślane w owych czasach nazywano. Czyli dawna Halka. 61 metrów długości i niecałe 6 szerokości. W 1975 roku zatonął w porcie żerańskim:(

  290. Nefer
    30 listopada o godz. 23:23

    Nawet nie skapłem, że Ty tego co nie powiem możesz mieć w ten dzień na myśli. No bo i skąd, skoro on Duda i na tym koniec?

    A w sprawie lotniska, to te co skaczą i fruwają mają taki wypas, że jak nic – spadają.
    U mnie miały podobnie, ale nie aż tak. Jak łykały, to sypały, a jak sypały, to mi na wiosnę łany zbóż powyrastały z donic z clematisami pod spodem.

  291. Taieri
    1 grudnia o godz. 0:12

    Racja! teraz złapałem myślą tego Dzierżyńskiego. Wiesz, co mu było, że zatonął, w takim dobrym roku, co to Polak żył dostatniej?

  292. Nefer
    30 listopada o godz. 23:44

    Patrz, przypomniało mi się „tylko się nie pomyl i nas, Pawlaków…”

    Hahahah! Dlatego jestem wyznawca polskiego kina! Co trzeba, to tam jest!

  293. Nefer
    1 grudnia o godz. 0:10

    Nocno-poranne kino?

  294. @ Na marginesie
    30 listopada o godz. 15:34

    @Tobermory, Herstoryk – przepraszam za prywatę, ale co to jest ten trzeci składnik? Skrobia pszeniczna, czyli proszek budyniowy?

    Ha! Broniłem się przed zaśmiecaniem ateistycznego forum kulinariami ;).

    U mnie skrobia pszeniczna sprzedawana jako „corn flour” ale. terminologia jest różna w różnych miejscach świata. Jeśli proszek budyniowy, to nie-smakowy, ale to może być mąka ziemniaczana, a z nią nie próbowałem.
    Najlepszy jest czysty cukier palmowy, ale może być i nierafinowany zamiast. Smak kokosowy z mleka i cukru palmowego jest tylko pomniejszym instrumentem orkiestry smakowej, wspierającym pierwsze skrzypce – czekoladę.

  295. @Tanaka

    To jest mini Heathrow, starty, lądowania… i to jeszcze nie wszystkie gatunki. Trochę nieostre bo przez szybę i z daleka. W dwa trzy dni wszystko zeżarte.

    Ja jestem nocny marek, bywało do drugiej oglądać a o szóstej czydzieści w nocy wstawać do pracy, oj bolało.

    I nie latały puszki (upominam kolegę bubekró) ale tulipany, butelki znaczy się.

  296. @ Vera
    30 listopada o godz. 16:51

    A Herstoryk pisze, że skoryguje bo nie musi wiedzieć, że różne źródła mogą podawać różne, nawet sprzeczne wersje wydarzeń.
    A co do dekretu Napoleona to dzisiaj każde dziecko wie, że jest po to żeby ustalać ceny marchewki w promocji marketu (według moich źródeł).

    W tym akurat przypadku korygowałem fakty a nie wersje! Każde dziecko nie wysiliło się przeczytać starannie! Napisałem Konkordat a nie Kodeks. Bo chodzi o Konkordat podpisany w 1801 r. przez Napoleona z Piusem VII, regulujący status kościoła we Francji i przywracający mu znaczną część przedrewolucyjnych wpływów i przywilejów. Chodziło oczywiście o umocnienie przy pomocy religii władzy świeżej daty władcy nad katolickim społeczeństwem.

  297. Książka, film, książka, film, co będzie teraz lepsze, meeeeeeee

  298. @konstancja
    @paradox57

    Wy tu o „umacnianiu i pogłębianiu”, a tymczasem, po mojemu, najważniejsze jest to, że rośnie i nabrzmiewa Paradoks Fermiego!

  299. @zza kałuży
    1 grudnia o godz. 2:06

    Mocarstwa odpuszczają hegemonię z hukiem lub z jękiem (with a bang or a whimper). Biorąc pod uwagę kowbojską naturę USA i skłonność do strzelania wpierw a zadawania pytań potem, obawiam się mocno, że huk jest o wiele bardziej prawdopodobny niż jęk.

  300. Tanaka
    1 grudnia o godz. 0:27

    Racja! teraz złapałem myślą tego Dzierżyńskiego. Wiesz, co mu było, że zatonął, w takim dobrym roku, co to Polak żył dostatniej?
    ———————

    Chyba minął urodzaj na parowce. Najpierw PRS przestał je klasyfikować, a potem chyba poumierały śmiercią naturalną. Po prostu nie były już nikomu potrzebne. Szkoda…

  301. Taieri
    1 grudnia o godz. 8:09

    Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zawyć z tęsknoty.

    „Dzierżyńskiego” znam, oczywiście, z widzenia. Na „Świerczewskim” spaliśmy jako szkolna kompania tłukąca przed Gomułką defiladowym krokiem na 1 Maja.

    Pływałem tylko na jednym parowcu: na „Pannie Wodnej” – cztery miesiące w kotłowni i w maszynie na ostatniej, pomaturalnej praktyce. Chodziliśmy regularnymi kursami na Hel, trochęśmy się szwendali z wycieczkami (Sopot, Gdańsk po porcie, Władysławowo). Była przerobiona na mazut. Fotka pokazuje, rzecz jasna, węglową „Pannę”.

    No i dwa parowe holowniki z Odry: jeden z kilku dwukominowców „Karkonosze” i jednokominowy „Kędzierzyn”. Były jeszcze kupione po wojnie „duże holendry” – tak się mówiło – typu „Jarowid” poza tym pełno mniejszych, których aż dudę ściska, że mając smienę, nie uwieczniłem. Wtedy to była taka zwyczajność, że aż mało ciekawa.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6629931073430745617/6629931073705539474?authkey=CL3fgLH_yJGXFw

  302. Nie wiem dlaczego youtube podsunął mi do oglądania właśnie to wideo. Pewnie z amerykańskiego masochizmu chciał mi przypomnieć, jak bardzo Ameryka różni się od idealnej Szwecji.

    Straszna baba, która ok 30 sekundy filmu przyjechała się pieklić jest (a właściwie była, bo skutkiem jej zachowania wylali ją z roboty), jednym z tzw. komisarzy Zarządu Portu Nowego Jorku i New Jersey, czyli ciała nadzorującego całą infrastrukture komunikacyjną tego monstrum. Drogi, tunele, lotniska no i oczywiście porty.

    Filmik pokazuje wzorowe zachowanie policjantów (święci ludzie, z drugiej strony jakby mnie kamerka nagrywała to też bym pewnie trzymał język na wodzy 😉 ) oraz wysokiego urzędnika próbujacego zastraszyć ich za pomocą „czy pan wie kto ja jestem?”

    https://www.youtube.com/watch?v=Y5zx1xzzi7k

  303. Czy to się da dobrze na polski przetłumaczyć?

    Do you know who I think I am?

  304. Nefer
    1 grudnia o godz. 9:42

    zwykło się to tłumaczyć: „czy wiesz kto cię myśli”?
    Czy poprawnie? Nie wiem.

  305. Czy ktoś wie jakie są procedury:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24221723,malzenstwo-z-walbrzycha-nie-przyjelo-medalu-od-andrzeja-dudy.html
    Czy wyimaginowana głowa państwa może znienacka, nieproszona napaść ze swoim medalem na każde małżeństwo?
    Pytam, bo lada moment i nam się może to przydarzyć. Wolałabym się zabezpieczyć na okoliczność …

  306. Taieri
    1 grudnia o godz. 8:09

    Nie udało mi się znaleźć ani Świerczewskiego, ani „Dzierżyńskiego”, ale trafiłem na „Traugutta” – też z Żeglugi Warszawskiej i może ten sam typ, co „Świerczewski”.

    Poza tym znalazłem „Trygława” – jednego z parowych „dużych holendrów” na Odrze. Tu – w śluzie Brzeg Dolny – ostatniej przy jeździe w dół Odry do Szczecina.

    No i „Malbork” – parowy tylnokołowiec. Parowce były bowiem bocznokołowe, tylnokołowe i śrubowe. „Duże holendry” były śrubowe.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6629944020964796769/6629944019546084914?authkey=CP3Bjae1l8S80QE

  307. wbocek
    1 grudnia o godz. 9:18
    piękna ta Panna, ale dwa kominy w pełni pracują. Dziś to nie eko.

    A wracając do codzienności i zwyczajności lat wcześniejszych- cóż, chyba wszyscy myśleliśmy, że to element stały naszego życia i zdążymy je uwiecznić, nawet smieną. A tymczasem, cichaczem ta zwyczajność odeszła w siną dal, nawet nie machając ręką na pożegnanie.
    Na szczęście byli i tacy, którzy tę zwyczajność i powszedniość zarejestrowały…dla potomnych. Bo jak teraz pokazać dziecku, co to parostatek, parowiec czy inna zwyczajność?

  308. zza kałuży
    1 grudnia o godz. 2:06

    dzięki za link do ciekawego artykułu.
    Przeczytałam z uwagą. Główne tezy podzielam. W Chinach byłam miesiąc. Co do kilku szczegółowych tez, to bym jednak dyskutowała. Z racji na, mimo wszystko, niedostateczne uwzględnienie różnic kulturowych.
    Na przykład teza o dogadywaniu się wolnego rynku z autorytaryzmem. Nie można przenosić doświadczeń chińskich na grunt zachodni 1:1. Problem tkwi w podstawowej różnicy w zakresie kształtowania tożsamości. Wschód to wielotysięczna tradycja definiowania siebie jako członka wspólnoty, identyfikacją z grupą. Zachód stawia na indywidualizm, różnice a nawet opozycję wobec grupy. To skutkuje zasadniczą różnicą postaw i zachowań.

  309. Już grudzień????

  310. wbocek
    1 grudnia o godz. 9:58

    Nie udało mi się znaleźć ani Świerczewskiego, ani „Dzierżyńskiego”, ale trafiłem na „Traugutta” – też z Żeglugi Warszawskiej i może ten sam typ, co „Świerczewski”.
    ———————

    One wszystkie były do siebie bardzo podobne. Najlepiej pamiętam Świerczewskiego. Widywałem go w Gdańsku chyba jeszcze w 1977 roku. Panna Wodna już wtedy stała na Ołowiance w bardzo opłakanym stanie. Szkoda że żaden nie przetrwał, chociaż jest podobno w Kazimierzu Dolnym stary tylnokołowiec, który nadal pływa. Sam nigdy nie pływałem na parowcach, ale mam do nich sentyment.

  311. wbocek
    1 grudnia o godz. 9:18

    Łojezuskujamneński! – Pombocku, miałeś smienę i nie sfociłeś tego cudu? Przecież jak się ma aparat, to się foci: byliśmy z żoną w Hali Mirowskiej, gdzie ja miałem aparat zorkę 5 i zrobiłem kilka zdjęć – to a propos Dzierżyńskiego”.
    A że ten holender musiał mieć dwa kominy , skoro się nazywał „Karkonosze”, to jasne: Śnieżka i Śnieżnik. Obwiązkowa para. Ten drugi co prawda nieco z boku Karkonoszy, ale nic nie szkodzi.

  312. Nefer
    1 grudnia o godz. 10:12

    Tęsknię za zapachem świeżych pomidorów. 😉

  313. konstancja
    1 grudnia o godz. 10:02

    A co pływało po Warcie?

  314. Tanaka
    1 grudnia o godz. 10:50

    Tanako, byłem taki głupi, że fociłem nas na „Świerczewskim”, dziewczynki, które zwiedzały statek, fale, kiedy pływałem „Panną”, a statki zdawały mi się taką zwyczajnością, że chyba nawet parowe będą zawsze – najwyżej będą na mazut, nie na wungiel. Więc po co pstrykać, jak zawsze będą. Ot durnia kawał.

    Duży holender „Trygław” to ten z wąskim szerokim kominem – to była ich cecha charakterystyczna. Właściwie nawet nie wiem jak powiedzieć: z szerokim kominem czy długim. W każdym razie był on wydłużony w osi statku. Nie wiem, z jakiego powodu. Miał dwie maszyny i chyba dwa kotły, więc może w szerokim kominie mieściły się dwa odprowadzenia spalin.

  315. Taieri
    1 grudnia o godz. 8:09

    Chyba minął urodzaj na parowce. Najpierw PRS przestał je klasyfikować, a potem chyba poumierały śmiercią naturalną. Po prostu nie były już nikomu potrzebne. Szkoda…

    Szkoda. Jeśli PRS przestał klasyfikować, to był do tego powód, a to mnie właśnie interesuje. Zbyt małe zapotrzebowanie ze strony turystów? Zakłady pracy nie wysyłały w rejs? Warunki bytowe zbyt prymitywne już jak na środkowego Gierka? Obsługa zbyt wymagająca, maszyneria wypracowana, brak części zamiennych, drogie zamienniki (odlewane specjalnie na okoliczność pojedyńczego zastosowania)? Warunki nawigacyjne na Wiśle/Odrze zbyt niekorzystne? Kojarzę jakieś lato, gdy dziesiątki barek utknęły na Wiśle z powodu zbyt niskiego stanu wody (latem), a lato to sezon dla takich statków.
    Może wszystko razem, czyli takie generalne wymieranie gatunków.
    Miałem okazje się gapić i podziwiać, ale w porcie i za dzieciaka. Za mało i za krótko. Ech, szkoda.

  316. wbocek
    1 grudnia o godz. 11:00

    Może ten wydłużony osiowo kształt komina z powodu takiego, że tak wymyślił okrętowy architekt. Nie wiem czy wiesz, że na PG była (jest?) katedra architektury okrętowej. Architektura okretowa to, od dawna zresztą, spora branża i było na na architektów okrętowych za PRL-u duże zapotrzebanie, bo stoczniowcy uwijali się na kilka zmian i produkowali statek za statkiem jak kiełbasy, czyli jak Chruszczow atomowe rakiety.
    No, ale zrobiliśmy sobie wolność, więc i wolność od polskiej produkcji okrętowej. W każdym razie od tamtej skali i zasięgu. A dziś tak branża to odlot, wystarczy popatrzeć na pływające miasta, albo luksusowe jachty żaglowe i motorowe.

  317. @Nefer
    1 grudnia o godz. 9:42

    „Czy Pani wie, kim ja jestem?”, a te think to sobie już słuchacz/czytelnik dopowie w myślach.

  318. @@Taieri, wbocek
    Mogę powiedzieć, że jestem weteranką przemieszczania się po Wiśle statkami: Pstrowski, Dzierżyński oraz Bałtyk. Ten ostatni był największy i najbardziej „luksusowy”. Otóż moja starsza siostra była kaowcem na tych statkach Wiślanej Żeglugi Śródlądowej (czy jakoś tak), które oferowały tygodniowe wczasy pracownicze. Zaliczyłam razem z nią kilka takich rejsów z Warszawy do Gdańska i z powrotem. Klimaty i realia były dokładnie takie, jak w „Rejsie” Piwowskiego. Dla mnie, wówczas małolaty, były to niezapomniane wakacje. Co się napatrzyłam i nasłuchałam, to moje. Pamiętam, że miałam poczucie absurdu, bo wokół mnie działa się groteska. Zrozumie to każdy, kto oglądał film Piwowskiego.
    Zatrzymywaliśmy się w Płocku, Włocławku, Toruniu, Grudziądzu, Elblągu (z wypadem pociągiem do Malborka), no i w Gdańsku, gdzie cumowaliśmy na dwa dni. Oczywiście w programie – zwiedzanie zabytków, a na statku gry i zabawy ludu polskiego, łącznie z ożywioną konsumpcją alkoholi , głównie wódki (gdy płynęli górnicy, szły jej całe skrzynki). Na każdym turnusie obowiązkowo był bal gałganiarzy i wybory miss. Raz nawet ja zostałam miską jako „dojrzała” piętnastolatka.

  319. @ zza kałuży
    1 grudnia o godz. 9:28

    wysokiego urzędnika próbujacego zastraszyć ich za pomocą „czy pan wie kto ja jestem?”

    Słyszałem świetną anegdotę o podobnym przypadku, nie pomnę szczegółów, ale działo się na jakimś lotnisku przy odprawie celnej i celniczka, w odpowiedzi na pytanie „czy pani wie kto ja jestem?” zakrzyknęła gromko na całą halę, że jest tu osoba z amnezją i czy ktoś może udzielić pomocy w indentyfikacji i medycznej. Czy to prawda i jeśli jak się to skończyło, nie wiem, ale sposób świetny!

  320. paradox57
    1 grudnia o godz. 11:05

    Spojrzałem i aż mną zatrzęsło. Co za idiotyzm! z fantastycznego statku, cudu na wodzie, zostawiono kilka kości, wszystko bez żadnego kontekstu, bez zadnego pokazania co to, czego częścią to było, jak działało, jak wyglądała reszta, jak się to miało do Wsły, do ludzi na tym cudzie pływającej, do historii. Ale za to dookoła obsadzone ślaczkami z krzaczków (tuje i jałowce), żeby było „ślicznie” i odpowiednio cmentarnie.
    Jak cała Polska długa i szeroka – taka nieustanna moda, a właściwie mus cmentarny, „tu leży partyzant”, czyli bolesna męka zamiast radosnej dumy, albo przynajmniej rzetelnie oppracowanego i frapująco wyeksponowanego obiektu naszej historii i jakiegoś kawałka tzw. tożsamości Polaka: tak było! Pamiętasz, Katz?
    Zwykle mnie w takich okolicznościach przyrody bierze jakaś ścieklica na taką ślaczkową tępotę cmentarną, mimo, że kapuję jej pochodzenie.

  321. Raz jeden płynąłem parostatkiem po Wiśle w Krakowie. Pamiętam z tego 3 obrazki (miałem chyba 3 – 4 lata) – zdechłą świnię płynącą tuż za burtą, na grzbiecie, z 4-ma łapami w górze, maszynownię, do której zaglądałem przez uchyloną z lekka klapę z kilkoma szklanymi okrągłymi świetlikami i piaszczystą łachę/plażę tuż pod Wawelem gdzie opalali się i kąpali ludzie, nieświadomi ww. świni. Tu artykuł z fotami Upadek techniki Krakowa

  322. mag
    1 grudnia o godz. 11:16

    Coś tak przez skorę czułem, Maguś, żeś wybitna postać: miss żeglugi wiślanej! Szapką bacham!

  323. @Tanaka

    A co powiesz na takie?

    Początkowo planowano, by instalacja miała postać fontanny, gdzie koła zostałyby umocowane nad betonowym basenem z wodą, która omywałaby je, kaskadowo spływając na łopatki.

    To by dopiero była wścieklica.

  324. paradox57
    1 grudnia o godz. 11:29

    No właśnie, ten kontekst! Tu kości parostatku, obok krzyż powstańczy, a niżej – łódki na przedwojennym brzegu miasteczka!

  325. paradox57
    1 grudnia o godz. 11:33

    Oto Polska właśnie! I ścieklica trzaśnie!

  326. Herstoryk
    1 grudnia o godz. 11:28

    Obszerny i ciekawie brzmiący materiał. Dzięki, chętnie poczytam.

  327. Tanaka

    Skoro tak się rozkręciło w sprawach szuwarowo-bagiennych, to Ci dołożę, Tanako, świadectwo czegoś, o czym niedawno napomknąłeś. Nie pamiętam, w jaki taki przypadkowy sposób onże znaczek znalazł się u mnie na pendrajwie. Może kolega, który parę lat temu zbierał materiał do książki o flotylli pińskiej mi podesłał.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6629975362078641346?authkey=CJ_Gk5Ssh_yPEw

  328. paradox57
    1 grudnia o godz. 11:33

    I parę krasnoludków w marynarskich mundurkach, żeby było żywo i naturalnie.

  329. paradox57
    1 grudnia o godz. 11:33

    Dla naturalności mogłyby sikać do fontanny.

  330. @pombocek 12:02

    W takim razie dla urozmaicenia powinno znaleźć się miejsce dla sierotki Marysi.

  331. @wbocek

    A na te krasnoludki mógłby sikać jeleń, który się urwał z rykowiska.

    Nie mówiąc już o sikających aniołkach i ministrancie. Ale to tylko, gdyby fontanna była na gruntach KryptoKisielistów (KK)

  332. paradox57
    1 grudnia o godz. 12:07

    Jakoś nie widzę, paradoxiku, sierotki Marysi sikającej razem z krasnoludkami.

  333. Tanaka
    1 grudnia o godz. 10:52

    we w witaminy przebogatych 🙂

  334. Tanaka
    1 grudnia o godz. 10:53
    jako dziecko woziłam się Dziwożoną, Tak się zwała i wielu poznaniaków ja pamięta.
    tu link:
    https://pl-pl.facebook.com/311541185639349/photos/kto%C5%9B-z-was-pami%C4%99ta-chlub%C4%99-bia%C5%82ej-floty-z-poznania-zdj%C4%99cie-statku-dziwo%C5%BCona-p%C5%82yn%C4%85/388698731256927/

    Następne stateczki z tą nazwą pływały po Warcie- kopie jej, ale chyba tylko z nazwy. Dziś pływają po Warcie trzy, latem płynęłam Bajką. Wczesną jesienią w stronę Starołęki, która dziś wyglada oczywiście zupełnie inaczej, niż na zdjęciu z Dziwożoną.
    Mamy także tramwaj wodny z kilkoma (chyba 9) przystankami na trasie.

  335. Krasnoludki (w marynarskich ubrankach) sikają do mleka, ministranci do chrzcielnicy, a pisuary sikają w pisuary, bo to ich naturalne środowisko.

  336. kilka zdjęć stateczków wycieczkowych po Warcie. Nawet jest jakiś parostatek z kołowym napędem (niech świadomi technicznie sprostują moją wodno-łódkową terminologię)
    https://www.google.pl/search?q=dziwo%C5%BCona+statek+pozna%C5%84&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=2ahUKEwjd4725xP7eAhXk_CoKHUBwDWkQsAR6BAgFEAE&cshid=1543664164132000

  337. Otwiera się szerokie pole dla grup rekonstrukcyjnych.

  338. W sprawie „świętego” świętego polskiego naprawdę trudno mi się wypowiedzieć. Gdy jako, tylko lekko „poświęcony”, został wybrany papieżem, to chyba pierwszy raz o nim słyszałem. Moja rodzina zawdzięcza mu chwile radości i dumy mojego teścia, który się bardzo ucieszył tym awansem w hierarchii kościoła katolickiego – przecież wyżej już nie można! U mnie wzbudził na początku sympatię, ale później raczył śmieszył tym szałem „pielgrzymowania” na całym bożym świecie, w końcu zniesmaczył tym całowaniem brudnej Ziemi . Mógł to zrobić raz, jako patriotyczny gest w Polsce, ale poza tym było żenujące jak choroba filipińska u innych ważnych osób. Nie przypuszczałem, aby mógł wyjść ze swej skóry, stanąć obok i zrewolucjonizować skostniały aparat kościoła. Tak też się stało! Brnął dalej bez konkretnych prób „unormalnienia” uświęconych kanonów, które przez wieki ugruntowały potęgę i bogactwo kościoła jako instytucji niezwykle dochodowej dzięki typowej spowiedzi (wspaniałe źródło informacji) i celibatowi (niemożliwości legalnego wzbogacenia się rodzin kapłańskich). Szczytne cele celibatu, sformułowane przez hierarchię i uzasadnienie spowiedzi według znanej modły słowami samego guru (Jezusa) są żałosne i bardzo mało wiarygodne. Ewangelicy odeszli od tych zabytków i zupełnie dobrze sobie radzą. Nie znam konkretnych liczb, ale wszystko na to wskazuje, że może tam być mniej dewiacji seksualnej, może nawet pedofilii, bo żony pastorów lepiej popilnują kapłanów niż sporadyczne kochanki księży katolickich. Byłem pewny, że niedoszły święty nie zreformuje kościoła, ale nie miałem o to pretensji, był w swoim stylu konsekwentny, choć nie we wszystkim. Nie akceptował metod nowoczesnej medycyny, jeśli mu etycznie nie pasowały, ale korzystał z innych osiągnięć tej medycyny, nie zostawiając sprawy zdrowia swemu szefowi, który mu choroby i kule pistoletowe przysłał, bo przecież nic nie dzieje się bez woli Boga. Jest podobno silniejszy od diabła, w co jednak większość kapłanów nie wierzy i straszą owieczki mocą diabła.
    Tyle o człowieku, Karolu W. (ze użyję skrótu prokuratorskiego), ale co z tą świętością? Ja uważam cały humbug z milionami świętych (samych Antonich znam pięciu w kalendarzu) za idiotyzm, szczególnie te cuda, które tę świętość jakby dokumentują. W historii było tych świętych kupa, nawet byli zabawni. Tu jako przykład przypomnę bardzo obrazowy okaz – Szymona Słupnika. Nie znam jego historii z legend oficjalnych, ale z utworu, śpiewanego przez Chyłę o pochodzie świętych. To nie ta znana na świecie wersja o „The Saints…i dalej marching in…” tylko polska „ a na samym końcu Szymon Słupnik z dużym słupem w dupie???”! Gdy słyszę balladę Chyły to moja wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach i naprawdę widzę to wydarzenie.
    Tyle o świętych w ogóle – paranoja, skrzyżowana z naiwnością i głupotą. Są ludzie, których sposób życia wzbudza szacunek i można próbować ich naśladować, nie potrzeba ich przerobić na istoty o właściwościach prawie boskich i się do nich modlić. Jakoś nie wierze, że modlitwa do mojego patrona pomogła w odnalezieniu czegokolwiek zgubionego, nawet cnoty, którą dziewczyna zgubiła na między (a może pod?) w znanej mojemu pokoleniu piosence o św. Antonim (jest trochę przedwojenna i młodzież jej pewnie nie zna). Ja też zapomniałem kto ją śpiewał (Ada Sari?), a to już wstyd, choć dźwięczy mi w uchu ten śliczny głos, wołający mojego patrona o „re-deflorację”.
    O życiu JPII słyszałem tyle plotek nieprawdopodobnych, że nic nie potrafię powiedzieć (moja fryzjerka przypisuje mu wiele kochanek i dzieci i powołuje się na źródła). W zasadzie nawet nie miałem żalu za skostniały zestaw poglądów, ten typ tak miał i jeśli sam wierzył w to co mówił i czynił, to go nie potępiam.
    Taki jestem marny ateista, ze popieram małego wielkiego króla Fryderyka, którego motto życiowe było takie:
    „Jeder soll nach seiner facon selig werden.”
    Był przyjacielem Voltaira i pewnie ateistą, ale nie narzucał wiary swym protestanckim poddanym. Nawet pozwalał na budowę katolickiego kościoła, postawił jednak warunek. Było to przy śniadaniu i odwrócił filiżankę i powiedział: „Tak ma wyglądać”! Można oglądać ten kościół w Berlinie, zakrystia jest w uchu tej filiżanki.

  339. @Tanaka

    Zobacz lotnisko. Nowi pasażerowie dolecieli.

  340. Nefer
    1 grudnia o godz. 10:12

    Ano, i pomidory addio, a w dodatku ja dziś ustawiam choinkę. Może letki falstart, ale to dla wyrównania za lata, w których choinka bywała na ostatnią chwilę. Dzieci się ucieszą.
    No i akurat mam czas, a kto wie, co będzie potem. Wieczorem zasuwam do Szkocji, tym razem z masłem. Już ze sześć tygodni nie jeździłem dużym, obym jeszcze pamiętał jak się fajerę trzymie.

  341. @@Nefer, Tanaka
    Ogarnął mnie mglisty melancholii woal.

  342. Szary Kot
    1 grudnia o godz. 13:32

    W Polsce zawsze ubierałyśmy z mamą choinkę we wiliją. A tu zagranicznie w pierwszy weekend po Mikołaju, dla mnie za wcześnie ale skoro wszedłeś między wrony :/

  343. Nefer
    1 grudnia o godz. 13:39

    Ale przynajmniej nie w listopadzie. To już by było grubo za grubo.
    Obiekt uchwycony w stojak, śmigam na strych po bombki. Będą również wyroby własne zawiśnięte, gwiazdki itp. Ateizm czy nie, choinka cieszy.

  344. Szary Kot
    1 grudnia o godz. 13:58

    Gwiazdki papierowe? Pan z Łodzi pochodzisz?
    Pewnie że cieszy, też lubię.

  345. @mag
    1 grudnia o godz. 12:40

    Ministranci sikają do chrzcielnicy i sypią Marysię… do kadzidła, tylko potem mówią, że to krasnoludki nasypały.

  346. Nefer
    1 grudnia o godz. 14:01

    Jesteśmy rodziną nomadyczną, więc reprezentujemy tzw. ekolektyzm, klekotyzm, czy jak tam się to nazywa. Gwiazdki nam się podobają, no to ciach, ciach i naciachane!
    Wcale mi się ten nomadyzm nie zapowiadał, bo pierwsze 19 lat życia spędziłem statecznie w jednym (najbardziej świętokrzyskim) mieście.

  347. mag
    1 grudnia o godz. 13:38

    I u mnie melanchlik, mag. chyba że ktoś na dudę klapnie, bo do teraz gołoledź czymie.

    Melduję też, że ucieknięcie morza pod Szwecję, nie było skutkiem długotrwałych południowych wiatrów, bo były za słabe. Dopiero niemal trzydniowy sztorm południowy ją pogonił. Ale już wraca. Zerknij na fotki z mieleńskiej kamerki. Tam, gdzie dopiero co ludzie chodzili suchą nogą, można jeszcze chodzić, ale już nogą mokrą. Czym sie.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6630009359224478929/6630009360984206882?authkey=CKjAvvD8sfrPIQ

  348. konstancja
    1 grudnia o godz. 12:52

    Z przyjemnością pooglądałem Twoje stateczki, konstancjo. Dziękowanko.

    Tyle że humorystycznie wyglądają podpisy pod współczesnymi pasażerkami – np. typu „Aldona”; po całej Polsce poszedł ten typ – „Parowce jak dzikie bestie”. Tych dzikich bestii policzyłem na dwóch palcach jednej ręki.

  349. @Herstoryk 1 grudnia o godz. 0:31

    Dzięki! Już mam „zabezpieczoną jasność”. Wyguglowane: skrobia pszenna jest znana w kuchni azjatyckiej i zrobiła się popularna w Europie. W Hameryce dopiero się pojawiła, ale jest na fali, bo zawiera mało glutenu (a bezgluten robi karierę, również wśród osób, które świetnie tolerują gluten, ale pod wpływem przestrzegania modnej bezglutenowej diety przestają go tolerować, co powiększa rzesze bezglutenowców). Ja w mojej głuszy czegoś takiego w normalnym sklepie nie znajdę, po prostu muszę odbyć pielgrzymkę do jakiegoś azjatyckiego supermarketu. Żaden problem, to po prostu wymaga czasu. Sto lat niemałe – jak mawiał mój dziadek 🙂

  350. @Nefer
    U Ciebie ruch o jakim w Radomiu tylko mogą pomarzyć.

  351. @zza kałuży
    Ten artykuł o Chinach wczoraj w nocy – bardzo ciekawy.
    A dyskusja jeszcze bardziej.

  352. Ktoś się skarżył, że wróbli mało. Teraz już wiadomo dlaczego. Wszystkie wyniosły się do Neferki.

  353. paradox57
    1 grudnia o godz. 14:55

    Przed chwilą była straszna szpacza awantura na pięć dziobów. A jeśli chodzi o wróbelki, no bo ja mam krzaki w ogrodzie 🙂

    PiS Ci Radom zmieni na dobre, nie wałnujsja 🙂

  354. @Weronika 1 grudnia o godz. 10:03

    Przeprowadzono eksperyment wśród osób z Azji i z krajów Zachodu. Pokazano im obrazek przedstawiający scenę z akwarium. Azjaci widzieli na nim zbiorowisko ryb, osoby z Zachodu – jedną dużą rybę na tle mniejszych. Co podobno miałoby dowodzić, że tę samą rzeczywistość postrzega się inaczej pod wpływem różnic kulturowych.

    Z drugiej strony właśnie kultura azjatycka, która nie pozwala np. podważać autorytetów była przyczyną katastrof samolotów – gdy pierwszy pilot zrobił oczywisty błąd, a drugi pilot nie umiał wrzasnąć: „co robisz idioto?” tylko grzeczniutko sugerował, że być może… Po tej tragicznej historii szkolenie azjatyckich pilotów uległo zasadniczej zmianie.

    Chodzi mi o to, że obie te kultury będą musiały się jednak ze sobą zetknąć. I w tym zetknięciu może nieco zmodyfikować?

  355. @Nefer 15:05

    Na większe, to pewne.

  356. PS. Mała katastrofa to nie katastrofa. Wielka katastrofa to dopiero piękna katastrofa.

  357. Co wy, kochani, z tymi pomidorami? „Addio pomidory” to było dawno, teraz świeże pomidory są w obiegu przez cały rok, nawet jeśli muszą dojechać z Kaliforni. Albo ze szklarni. Hydroponiczne też bywają. A specyficzny ostry zapach pomidorowych krzaczków to ja nie wiedzieć czemu bardzo lubię.

  358. @bubekro
    1 grudnia, g.14:24
    A potem plebany plotą, jak Piekarski na mękach.

  359. Czy leci z nami Tobermory? A nawet jeśli nie, to –mus (czekoladowy) czy nie mus– zagadka jest dla wszystkich chętnych. Alzheimerom na pohybel.

    1. Klitka z ofermą – 8 liter
    2. Trakcina w parczynie – 8 liter
    3. Zmieszany wbije w ziemię – 4 litery
    4. Z tupetem przy siniaku – 8 liter

    Dobrej zabawy!

  360. Zrobiłam trzyminutowy film przyrodniczy ale się mieli bo ciężki i czekam aż przejdzie :/ o ile :/

  361. Paradox57
    Pan z Radomia pochodzisz?
    (pytam nie bez kozery)

  362. @mag 1 grudnia o godz. 15:23
    Ale kadzidło nawet bez marychy ma właściwości odurzające. Ja – gdy mnie jeszcze pędzono do kościoła – nigdy nie mogłam znieść tego smrodu. Całkiem dosłownie robiło mi się niedobrze. Potem dopiero przeczytałam, co tkwi w tych ziołach. Opium dla ludu…

  363. Na marginesie
    1 grudnia o godz. 15:26

    4. Grzywacz?

  364. Na marginesie
    1 grudnia o godz. 15:31

    Też mi się słabo robiło, musiałam wychodzić

  365. 3. Oczy?

  366. @Szary Kot 1 grudnia o godz. 15:33
    Nie. Ale ja tym razem specjalnie wybrałam twarde orzechy. Pomyśl o innych znaczeniach słowa „tupet” (tupecik) i slangowym znaczeniu słowa „siniak”.

  367. @Szary Kot 1 grudnia o godz. 15:35
    Trafiony, zatopiony! Dostajesz talon na balon 😀

  368. Nefer
    1 grudnia o godz. 13:39

    Nie wiem,jak u Ciebie – ale u mnie w Holandii nie choinka jest teraz ważna,a przybycie Sinterklaas 5 grudnia. Po ulicach ganiają Zwarte Pieten rozdając pepernooten, w centrach handlowych słychać piosenki o Sinterklaas.
    Przyjemna,ożywiona atmosfera dla dzieci,ale dorośli lubią to święto również .

  369. 1. Kanciapa?

  370. @Nefer 1 grudnia o godz. 15:35
    O rany, ja też! I wtedy jeszcze nie rozumiałam, co jest „ze mną” nie w porządku. Że może jaki zły duch mnie opętał i zmusza mnie do rejterady ze świątyni?
    🙂

  371. basia.n
    1 grudnia o godz. 15:37

    Dokładnie to samo. Ale wielkie głupie halo że Zwarte Pieten nie mogą być zwarte bo to „obraża”.

  372. @Szary Kot 1 grudnia o godz. 15:38
    Bingo!

  373. @mag 15:31

    Z Mazowsza, ale po przeciwnej stronie Warszawy. A teraz to z Lublina. Od dawna z Lublina. Mnie by było bliżej do Modlina, gdybym nie był z Lublina. I do Pułtuska.

  374. Na marginesie
    1 grudnia o godz. 15:40

    Pacz, a ja się o „złego” nie podejrzewałam (jakoś mi do głowy nie przyszło) tylko się po cichu cieszyłam że skoro tak to idę do domu 🙂

  375. @basia, Nefer – Zwarte Pieten? Kiedyś w Kanadzie zwrócono mi uwagę, że nie zamawia się „black coffee”, tylko „clear coffee”. Ciekawe jednak, że słowo „white” na razie nie jest na indeksie.

  376. Na marginesie
    1 grudnia15:31
    Ja się nawet kiedyś wyrzygałam w kościele (dzecięciem będac) od tych opiumów kadzidlanych.

  377. Film przyrodniczy nie chce przejść 🙁

  378. @Nefer 1 grudnia o godz. 15:44

    Nie, ten „zły duch” to tylko żart po fakcie. Ale ten sposób myślenia (nie chcesz całować brudnego krucyfiksu – jesteś opętany. Nie pójdziesz, córko do kościoła, bo xiunc cię zgwałcił – a właśnie że pójdziesz, zarazo! Bo jak nie to won z domu) naprawdę funkcjonuje. Niestety, to ostatnie to nie żart.

  379. Ufff…. idę na pomidorową, może pomoże jak ów deser. A 2. drożynka?

  380. @mag 1 grudnia o godz. 15:51
    O kurczę, szkoda że mnie to nie przyszło do głowy 🙂

  381. Na marginesie
    1 grudnia o godz. 15:46

    Bo wygląda na to że wobec białych można być rasistą bezkarnie. A z drugiej strony „poprawność” posunięta do absolutnego absurdu. Czytałam kiedyś że jakiś Afrykanin obraził się za Murzyna, aż mu wytłumaczono że tak samo obraźliwe jak Azjata (czyli wcale)

  382. @Szary Kot 1 grudnia o godz. 15:53
    Nie, ale prawie. Ścieżynka. Zaliczamy!

  383. Nefer
    1 grudnia o godz. 15:40

    To wszystko rozpętała jakaś idiotyczna senator w Stanach, au mnie podchwyciła pewna pani,której „kariera” telewizyjna się skończyła i poszukała w ten sposób „rozgłosu”.
    To i śmieszne i żałosne.Ale jak nagle maluszkom trzeba wytłumaczyć,ze w tv Zwarte Pieten nie są czarne.
    Tylko……… u nas na ulicach wszystko zostało tak samo.
    I na wystawach też :)))
    Bo przecież nie ma żadnej oficjalnej ustawy zabraniajacej.
    Tv musi się podlizywać i być politycznie korekt,ale cała reszta i tak ma swoją własną tradycję 🙂

  384. @Szary Kot – podpowiem: „siniak” to slangowe określenie człowieka łysego. Pierwsza litera P, ostatnia Z.

  385. basia.n
    1 grudnia o godz. 15:55

    Do Belgii te idiotyzmy przyszły od was niestety. Teraz Zwarte Pieten mają mieć usmolone twarze i szlus. Jak jest nie wiem, zobaczę w najbliższych dniach 😉

  386. a propos aktualnego tematu:
    http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24228999,biskupi-przenosili-ksiedza-pedofila-z-parafii-do-parafii.html#a=190&c=8000

    poza tym długi wywiad z Józefem Henem. Polecam ( to kryptoreklama?)

  387. paradox57
    1 grudnia o godz. 15:13

    Właściwie to nie zdążą, niecały rok im został, ament.

  388. Na marginesie
    1 grudnia o godz. 15:46

    Właśnie od tego przewrażliwionego „black” ,”zwart” robi mi się tak niedobrze,jak od kościelnego kadzidła!

    A całe zło przyszło do Holandii i naszych Pitów z Ameryki 🙂
    Bo ta senator,o ktorej już wspomnialam, jakoś dowiedziała się o ladnej tradycji – św. Mikołaj i mnóstwo figlarnych Piotrusiów, roznoszących dzieciom słodycze do wystawionych bucików. Myślę,że ta senator ( ciemna – nie czarna) postanowiła się czymś wykazać i zaczęła trąbić,że w Holandii jest rasizm,bo…
    Podchwyciła holenderska idiotka, a poprawni politycznie zaczęli przytakiwać – skutek,zmiana w tv.
    Jedyna pociecha,że na ulicach i tak pozostało wszystko tak samo 🙂

  389. 4. Perukarz zapewne? Nie znałem tego znaczenia siniaka. Dla mnie siniak to bruise i Columba oenas.

  390. @Szary Kot 1 grudnia o godz. 16:07

    Tak! Ja też nie znałam, więc nie zgadłam. Dopiero jak upublicznili rozwiązanie…

    Szerokiej drogi z tym masłem!
    Ja na razie idę szukać pszennej skrobi 😉

  391. @basia.n 1 grudnia o godz. 16:04

    Jeszcze tylko (już w drzwiach) dopowiem: w Kanadzie pewien obywatel chciał umieścić swoje nazwisko na tablicach rejestracyjnych auta. Odmówiono mu tej przyjemności. Odwołał się do sądu. Sąd przyznał mu rację, ale i tak potem przegrał w wyższej instancji. Ostatecznie odmowiono mu przywileju ozdobienia samochodu własnym nazwiskiem! Ten pan nazywa się Grabber.

  392. Na marginesie
    1 grudnia o godz. 16:18

    Dzięki za zagadki! Zajrzę na pauzie.

  393. Nie, to nie żart.
    W imię ojca i syna! Niech się święci msza św. w wagonie kolejowym.
    Pora, by zawitać z „posługą” np. do agencji towarzyskich.
    https://wiadomosci.wp.pl/ksieza-przerobili-wagon-pociagu-na-kaplice-odprawili-msze-swieta-6322895025841793a

  394. Paradox57
    Przepraszam, że przynudzam, ale która jest dla Ciebie „przeciwna” strona Warszawy. Względem czego? Jeśli na południe, to właśnie w kierunku Radomia, czyli jadąc na Kraków.

  395. @Szary kocie
    Skoro szedłeś na pomidorówkę, to przypomniało mi się, jak dopiero co przygarnięta kotka, dziś piękna Dżezi, wtedy zabidzona znajdka, wskoczyła na kuchenkę i zaczęła chłeptać z garnka zupę pomidorową (na szczęście wystygniętą).
    Dziś je wyłącznie kocie „mokre” i „suche”, a zupełnie ją nie kręci ludzkie jedzenie, a nawet – o dziwo – surowe mięsko czy ryby.

    Nie wiem, co by powiedział @paradox57

  396. @mag 17:38
    Przeciwna do Radomia, czyli na północ od Warszawy. Bo o Radom pytałaś. Zresztą kilka razy o tym pisałem tu na blogu.

    17:47
    Co bym powiedział? Że to bardzo dobrze, że ją nie kręci ludzkie jedzenie. Bo różnym ludziom przychodzą do głowy takie pomysły, że to co dobre dla nich, dobre dla kotów. Nie widzę problemu w tym, że nie chce jeść surowego mięsa. Nie chce to nie. Komercyjne są dobrze zbilansowane. I jeśli u Dżezi nie wywołują niepożądanych skutków (zdarza się), to starczy.
    Chociaż gdyby chciała, to też nic złego by się nie działo. Byle nie było przyprawiane do smaku dla ludzi. Moja z niesmakiem odchodziła od wołowiny. Dziwny kot, jak na mój gust.

  397. paradox57
    No to i moja Dżezi jest dziwna z tym nielubieniem wołowiny. Nie mówiąc o surowej wątróbce, za którą przepadają brukselskie koty moich dzieci.
    Czy ta północ to okolice Wyszkowa, Pułtuska?
    Ja jeżdżę na działkę jeszcze het, dalej na północ, jak się Kurpie zaczynają, nad Narew.

  398. @Weronika 1 grudnia o godz. 10:03
    Wschód to wielotysięczna tradycja definiowania siebie jako członka wspólnoty, identyfikacją z grupą. Zachód stawia na indywidualizm, różnice (…). To skutkuje zasadniczą różnicą postaw i zachowań.

    Ja bym to opisał przez analogię do monoganiczności.

    Chiny to jedno małżeństwo po grób.

    USA (bo nie wiem, jak reszta „zachodu”) to seria kilku czy kilkunastu życiowych monogamiczności. Tzn. oczekuje się od ciebie lojalności wobec aktualnej szkoły, uniwersytetu, miejsca zamieszkania czy miejsca pracy.

    Różne w różnych zawodach są lokalne definicje tej monogamiczności i tak np. ludzie z IT czy AI znani są z bardzo częstego skakania z kwiatka na kwiatek, do takiego stopnia, ze u nich chyba pojęcie lojalności zatraciło sens. A więc czysty indywidualizm, któremu często-gęsto granice trzeba narzucać środkami prawnymi. (zabieranie ze sobą sekretów firmowych przy zmianie miejsca pracy)
    Ale w innych zawodach jeszcze tak nie jest.

    Identyfikacja ze swoją uczelnią, z jej drużyną sportową, a wcześniej ze szkołą średnią, z lokalną drużyną (powiedzmy że miejsca zamieszkania), z kumplami z wojska, wreszcie z miejscem pracy. To ostatnie wprawdzie mija, odchodzi wraz z generacją baby boomers, razem z zakładowymi planami emerytalnymi.

    a nawet opozycję wobec grupy
    Tak, bo dość powszechne jest przekonanie, że aby dostać znaczącą podwyżkę musisz zmienić miejsce pracy. 😉

    Ale póki jesteś członkiem zespołu w swoim miejscu pracy zbytnie podskakiwanie, pokazywanie rogów i wierzganie nie jest mile widziane. Nawet od tzw. indywidualnych kontrybutorów oczekuje się, że będą „graczami zespołowymi”. Primadonny raczej nie są tolerowane.

    Czyli o ile znam Stany to opisałbym bym je jako archipelag wspólnot połączonych mostkami indywidualnych przeskoków.

    Trochę nie wierzę w Chiny jako jedną wielką wspołnotę.

  399. -miczności…

  400. @mag

    Dobrze. Byłem mało precyzyjny. Północny zachód. Czyli Płońsk. Ale tak, można powiedzieć, że blisko do Pułtuska. Ale to już czasy minione. Bywam tam jedynie okazjonalnie, przy okazji ewentualnych wykopalisk archeologicznych w samym mieście lub bliższych czy dalszych okolicach. Dawno nie byłem. 8 lat.

  401. wbocek
    1 grudnia o godz. 12:00

    Pombocku, kurcze blade, ta odznka raz, że sama z siebie ciekawa i chyba rzadka, bo to przecież niszowa rzecz w przedwojniu, dwa, że pewnie cenna dla kolekcjonera. Swoją drogą jestem ciekaw, czy wielu jest wyznawców rzecznej floty, bo po wojnie to już ani jej śladu (chyba?) nie było. A może sie mylę i była jakaś śródlądowa marynarka, choćby na dwóch rzekach, albo tylko Odrze?

  402. konstancja
    1 grudnia o godz. 12:40

    Dziękuję 🙂
    To mnie bardzo ciekawi: na jakim odcinku Warta była porządnie ureguowana? Były w ogóle takie? Bo do tego potrzebne są i spiętrzenia, by woda miała stałą (+-) głębokość i wiarygodną żeglowność. Chodziły te statki do Odry czy tylko lokalnie, na odcinku poznańskim?
    Tramwaj wodny w Poznaniu mnie nieco zaskoczył, a to fajna sprawa. Czy działa realnie jako wspomagnie transportu miejskiego, czy to tylko sezonowa atrakcja turystyczna?

  403. Paradox@57
    Do Pułtuska mam ok. 30 km z mojego siedliska nad Narwią, więc jestem w tym ślicznym miasteczku raz w roku na wycieczce. Oczywiście latem.

  404. mag
    1 grudnia o godz. 17:20

    Nie, to nie żart.
    W imię ojca i syna! Niech się święci msza św. w wagonie kolejowym.
    Pora, by zawitać z „posługą” np. do agencji towarzyskich.

    To nie żart, ale myślę, że dobrze jest na to spojrzeć nieco inaczej. Nie ma w tym bowiem wariactwa ani szajby. Ten obrazek, takie zachowania, akcje, „posługi” obrazują bowiem jak daleko i głęboko można się skrzywić umysłowo włażąc a ściezkę „kościelnej służby”.
    Ten obrazek jest żałośnie śmieszny, ale oni o tym nie mają pojęcia, zdaje im się coś zupełnie odwrotnego: tą żałosność skrzywienia biorą za swoje szczytowe osiągnięcia w kontakcie z bozią, wyraz swojej miłości do Jezuska, oddania i najgłębszej tożsamości. Jest w tym także inny wyraz – bezmyślnego odruchu stadnego. Wagon jest pełen, a zupełnie pusty.

  405. @Nefer
    1 grudnia o godz. 9:42

    Czy pan wie, za kogo ja siebie uważam?!

  406. Cornflour (UK) = corn starch (USA) = Maizena (D) = skrobia kukurydziana
    Corn = kukurydza
    Podobno dawniej w Australii robiono „cornflour” z pszenicy

    Skrobię kukurydzianą można spotkać m.in. w zasypce dla niemowląt, pudrowanych kondomach i… airbagach

  407. Tanaka
    1 grudnia o godz. 21:24

    Nie było rzecznego marwoja po wojnie, Tanako. Wiem tylko, że oprócz Flotylli Pińskiej (nie w kij dmuchał – było tam chyba koło setki różnego rodzaju okrętów) przez parę lat istniała równolegle Flotylla Wiślana z bazą w Toruniu – zlikwidowana i przyłączona do Pińskiej w połowie lat dwudziestych. Za wiele o tych flotach nie wiem, bo się nie interesowałem, poopowiadał trochę o nich młodszy kolega po mojej szkole, pasjonat historii, który szykował o nich książkę (nie wiem, czy wyszykował, bo straciłem kontakt).

  408. mag
    1 grudnia o godz. 23:30
    po Twoim zdjęciu nie dziwi mnie to, co własnie powyżej podesłałam.

  409. Tanaka
    1 grudnia o godz. 21:37
    Warta uregulowana jest tylko w granicach miasta, między skrajnymi mostami na południu i na północy. Żegluga odbywa sie tylko przy określonym stanie wód, nie mamy żadnego spiętrzenia (zbiornik w Jeziorsku?), ale teraz stateczki są płaskodenne i niewiele im wody potrzeba, bo od lat mamy problemy z wodą, z opadami. Stepowiejemy z powodu kopalń odkrywkowych.
    Tramwaje wodne są raczej atrakcją, choć mają regularny rozkład jazd. Tylko od wiosny do jesieni. Nie jest to wsparcie dla komunikacji miejskiej.

  410. konstancja
    2 grudnia o godz. 0:11

    Zainteresowałaś mnie, konstancjo, zdaniem „teraz stateczki są płaskodenne i niewiele im wody potrzeba” (na rzekach zawsze były i są TYLKO płaskodenne – nie mówię o łódkach, lecz o statkach). Od tego się zaczęło i trochę polatałem po temacie „Wielka Pętla Wielkopolski”. Dla nas w szkole i po szkole był to temat nieznany, bo Warta dla żeglugi towarowej kończyła się w Gorzowie, dalej barki jechały Notecią do Bydgoszczy lub przez Bydgoszcz – na Wisłę. Ta Pętla miałaby ogromną wartość turystyczną – rzek tam dostatek – gdyby nie brak kasy i w związku z tym – fantazji. Bo fachowców nie brakuje – np. absolwent mojej szkoły, kapitan najstarszego w świecie lodołamacza (będzie miał koło 130 lat i jest statkiem muzealnym) „Kuna” Jerzy Hopfer.

    Poczytałem o poznańskich stateczkach i zachwyciłem się „Jagienką” – jednym z dwóch w Polsce bocznokołowców motorowych.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6630255570855691986

    I dopiero przy „Jagience” rozjaśniło mi się, czemu mówisz, że „teraz stateczki są płaskodenne”. Cieków u Was na Pętli nie brakuje, ale wody w nich bywa mało. „Jagienka” to był sposób właśnie na małą wodę. Statki kołowe – bocznokołowce i tylnokołowce – mają lub mogą mieć w porównaniu ze statkami śrubowymi mniejsze zanurzenie (pędnikowi łopatkowemu wystarczy ze 30 cm wody, by poruszał statek, śruba musi być jednak trochę głębiej). Więc pewnie na Wasze wody budowano stateczki tak samo płaskodenne jak na wszystkie inne rzeki (na jeziorach mazurskich pływałem na statkach niepłaskodennych o zanurzeniu powyżej 1,5 metra), ale o mniejszym zanurzeniu. A kołowiec może mieć jeszcze mniejsze od mniejszego. Dlatego takie bocznokołowce – lub tylnokołowce – to świetne rozwiązanie rekreacyjne i turystyczne dla ojczyzny Polan.

  411. Kiedyś podobała mi się amerykańska wersja telewizyjnego serialu „Biuro”.

    Ogladając zdjęcie numer 4 poniższej galerii przysżło mi do głowy, że oto aktorzy polskiej wresji stoją przede mną w komplecie:

    https://archiwum-archiwummw.wp.mil.pl/pl/4_3.html

    Tytuł serialu będzie brzmiał „W Archiwum Marwoju”

  412. Potrzebujemy kilkunastoosobowe archiwum aby dokumentować ceremonie wcielania do służby tuzinów wyprodukowanych w Wolsce okrętów. Sie rozumi samo przez sie.
    A żony i dziewczyny marynarzy przecież gdzieś muszą pracować…

    Na innych zdjęciach w galerii ceremonia za ceremonią, przemówienie za przemówieniem, wojskowe życie płynie wartko. Serce rośnie!

    A nowoczesnych okrętów nie warto mieć, bo i tak i tak je jakiś tankowiec zatopi. Jak tym durnym Norwegom. Wybudowali głupi piękny okręcik i teraz patrzą na nowoczesny wrak na dnie. Na całe szczęście my jesteśmy dużo mądrzejsi.

    Ta młoda w miniówie z archiwum może być.

  413. konstancja
    2 grudnia o godz. 0:11

    Konstancjo, o ile pamiętam, ciągle trwa spór pomiędzy mieszkańcami (rolnikami) z jednej strony, a zarządami kopalń – z drugiej o to, czy stepowienie sporych obszarów Wielkopolski od bezpośredniej okolicy kopalń poczynając aż po znacznie dalsze okolice, wynika z ich istnienia i eksploatacji – co twierdzą mieszkańcy – czy nie, co twierdzą zarządy, które mają właściwość boską: co złego, to nie my!
    Czy to nie m.in. o Gopło chodziło? – i jego dramatyczny spadek poziomu wody – wskutek, albo nie wskutek.
    Zdaje mi się, że to straszna szkoda i jakiś karygodny niedorozwój – mieć rzekę w mieście i nie móc z niej w pełni korzystać, zwłaszcza turystycznie i rekreacyjnie, bo era towarowego wykorzystania już pewnie nie do przywrócenia. Owszem, tzw. naturalność biegu, która jest pozornie naturalna, ma swoje walory: „ładnie wygląda”, ptaszki mieszkają w ććinie, rybki pluskają w niegłębinie i tak dalej, ale na sporej rzece żal braku rozwinięcia tych cech cywilizacyjnych, jako i dowodem cywilizacji jest samo nadrzeczne miasto.
    Ale niech tam – niech cokolwiek działa i pływa, aby pływało i działało.

  414. zza kałuży
    2 grudnia o godz. 7:40

    Całą stronę ogląda się na smutno: bida, nędza, pustka. Dokumentacja foto obchodów …lecia MarWoj – nic tylko się rozpłakać: obrazki defiladowe w łaski samerunków, trąb i ładnego spacerowania z prawa w lewo i odwrotnie – obfitujące, a obrazki okrętowe -żenujące i nic tylko pod wódkę.

  415. Tanaka
    2 grudnia o godz. 9:05

    Bardzo lubiłem patrzeć na okręty, choć jeszcze bardziej na holowniki, a najbardziej – na holowniczki. Takie jak nieistniejące już stateczki PRO „Rosomak” i „Tumak”. Te małe chciał nie chciał muszą się układać w falę – stąd i ich piękna linia falopodobna.

    Ale marynarkę wojenną najchętniej bym widział kajakową. Uzbrojoną w białe róże i ewentualnie kolorowe parasolki w razie by padało. Cała taka flota, powiedzmy, sto tysięcy kajaków. Morskich, a nie tam.

    Jedzie do nas z wrogą wizytą jakiś „Admirał Uszakow”. A Polska – sru mu naprzeciw dwadzieścia tysięcy kajaków z transparentami: „Witamy, witamy, prosiemy!”. I co – zaatakowałby takich? Aż taki to by nie był, żeby kajaki atakować. Ruskie to wrażliwe dusze: pogadaliby z nami, wypili, zakąsili cebulą i zaskoczeni wróciliby pokojowym zygzakiem do chaty. Opowiadań by było co niemiara, jaka ta Polska niby kurwa (Żyrinowski), a przecież przyjemna.

  416. mag
    2 grudnia o godz. 11:00

    Mój komentarz
    Jarosława Ka nie było na urodzinach Radia Maryja. On bardzo niechętnie wchodzi z w kontakt z Ojcem Dyrektorem i vice-versa. Oni doskonale widzą, że dla dwóch cwaniaków nie ma miejsca w jednym kościele.

    Wykorzystuje to jak może premier, który w modlitwie do Najświętszej Panienki ładnie i pokornie składa do niej prośbę. Oto modlitwa premiera w formie tweetu:

    „Matko Boska Nieustającej Pomocy, to jest moja wielka prośba, wielkie zawołanie: Miej w opiece naród cały. Również tych, którzy nie kochają Polski aż tak mocno jeszcze póki co, tak jak my tutaj, tak jak cała Rodzina Radia Maryja

    Modlitwa ta zawiera trawestację powiedzenia Prezesa streszczającego jego podstawową ideę polityczną – podział ludzi w Polsce i podział świata. Lepszy sort w Polsce, to MY (w przypadku modlitwy Morawieckiego, to on sam i inni uczestnicy obchodu urodzin), gorszy sort, to ONI.
    Oraz drugi podział – Polska, to MY, świat zewnętrzny, to ONI. To jest sedno idei Prezesa sprytnie wpasowanej w mentalność prawdziwych Polaków.

    To jest modlitwa nie do Najświętszej Panienki. To są dwa komunikaty, jeden dla Ojca Dyrektora, drugi dla Prezesa wszystkich Polaków – dobrych i złych.

    a) dla ojdyra – rozumiemy się, wspieram ciebie, chcę nadal współdziałać z tobą, ufam tobie, będziemy ręka w rękę

    b) dla Prezesa – wiem, że droga jest ci idea Polski zjednoczonej, ale póki co rzeczywistość jest taka, ze mamy gorszy i lepszy sort, będziemy pracować nad tym, by gorszy sort przemienić w lepszy sort, a Najświętsza Panienka nam w tym pomoże.

    Co ta modlitwa oznaczać może dla Prezesa? Dla jedynego przywódcy oznacza jedno – zarysowujący się podział władzy w państwie, co Prezes powinien zdusić w zarodku, a nie robi tego, bo w sytuacji zaplątywania się we własne sznurówki nie jest to łatwe zadanie do wykonania.
    Pzdr, TJ

  417. Zaczynam mieć wrażenie że kk w Polsce to jak ZSRR któremu partia przewodnia nieustannie się podlizuje.

    Ale bardzo dobrze, niech kk osiąga kolejny szczyt absurdu aż do całkowitego obrzydzenia, są na dobrej drodze.

    Tobermory
    1 grudnia o godz. 22:31

    Rozmyślałam i

    Do you know who I am – Czy pan wie kim ja jestem

    Do you know who I think I am – Czy pan wie kim sądzę że jestem (takie nieobrobione) / czy pan wie za kogo się uważam

    Mimo wszystko tej skrótowej angielskiej ironii jakoś się nie da dosłownie wtłoczyć (albo jestem w mylnym błędzie)

  418. @Nefer
    2 grudnia o godz. 13:21

    Ta angielska ironia bardzo mi się podoba i bawi mnie nawet po polsku, ale może ja mam wystarczający dystans do polszczyzny.
    Wydaje mi się, że po polsku rzadziej się spotyka: Czy pan wie, kim ja jestem? Bo istnieje ryzyko otrzymania jakiejś bezczelnej, deprecjonującej odpowiedzi i konieczności udowadniania, że nie Elegantem z Mosiny lub Pierdołą z Gądek 😉
    Ja odpowiadam tonem pełnym szacunku: wójtem z Zapurdki?

    Częściej gość się nadyma, wypina pierś i mówi: Pan nie wie, kto ja jestem! I to jest równoważne z „Pan nie wie, za kogo ja siebie uważam” 😎
    Nie wiem, ale zaraz się dowiem 😉

  419. tejot
    2 grudnia, g.13:10
    Właśnie zastanawiam się, dlaczego Prezes schował się do szafy.
    Musi coś knuje, ale co?

  420. wbocek
    2 grudnia o godz. 6:38
    miałam taką nadzieję, ze sprostujesz to, co ja skrzywiłam. Cieszę się,bo nie każdy zaglądał do Wiki, sama przypomniałam sobie przy okazji szukania informacji o pływających jednostkach warcianych.

    Tanaka
    Chodzi o Gopło- bardzo obniżył się poziom wód w tym jeziorze, ale i wielu okolicznych. Być może działa tu system naczyń połączonych, ale obniżenie poziomu wód dotyczy jezior położonych w pobliżu kopalni. Moe w innych rejonach także-nic na ten temat nie wiem, nie śledziłam.
    Na ten temat sporo było i w Polityce i w innych źródłach-dla poznaniaków jest to istotny problem. Sporo jest protestów przeciw próbie zawłaszczania przez kopalnie PAT (Pątnów Adamów Turów) sąsiednich terenów, Wszyscy skarżą się na brak rekultywacji terenów pokopalnianych pomimo płacenia sporych kwot za korzystanie ze środowiska. Nie wiadomo, w czyich kieszeniach lądują te sumy.

  421. @Nefer
    2 grudnia, g.13:21
    W dzisiejszej Rosji prawosławie święci triumfy (tak jak u nas kk) i jest za Putinem, a on za cerkwią. Całkiem jak za carskiej mateczki Rasiji.
    Wiadomo, że sojusz kościoła z tronem ma wielowiekowe tradycje, ale w zachodniej demokracji (my do niej jednak nie należymy) już nie.
    Ile przyjdzie nam czekać, by „dogonić” Zachód w tej materii? Na razie cofamy się coraz bardziej, że aż strach ogarnia, co dalej? Kiedy przeczytałam o mszy w pociągu Intercity, spowiedzi i komunii na korytarzu (?) musiałam się uszczypnąć, nie dowierzając własnym oczom.

  422. mag
    2 grudnia o godz. 13:57

    A gdziezby on tam knujący miał być, skoro to chodzące dobro? W szafę wlazł, bo smog mu niedobrze robi na płucka i subtelną cerę na rączkach, co to jeszcze tzw. siatki z zakupami nie trzymały.
    No i dużo się modli, a w szafie spokój.

  423. (zajentyk, ciastka piecze)

  424. @All English Speaking
    Bardzo interesujący Colbert Report. Polecam
    Very Legal, Very Cool, And Very Interesting To Mueller

    P.S. W U.S. dzieje się bardzo dużo i bardzo niekorzystnie dla DJT. Mając pewne podstawy co do sytuacji politycznej w US, ten program jest doskonałym sposobem na szybkie i przyjemne zapoznanie sie z rozwojem sytuacji.

    W skrócie powiem, że deal miedzy kandydatem na prezydenta a najważniejszym człowiekiem w Rosji można przedstawic tak: US za mieszkanie na szczycie Trump Tower ($50 mln ) 🙂 Podobno.

    Dla bardzie dociekliwych jest Rachel Maddow (bez satyry):
    ,https://www.youtube.com/watch?v=fy1INiv-nJQ

  425. @Tanaka
    Ty wierzysz, ze Prezes się modli w szafie? Skądże!
    Ten stary cynik zgrywa się na katolika, na dodatek praktykującego, bo mu się to politycznie opłaca. Każdą miesięcznicę zaczynał od mszy w kościele na Krakowskim na zasadzie rytuału pod publiczkę religiancką, która tuż po wyjściu z mszy syciła się nienawiścią do „gorszego sortu”. Wykrzywione złością gęby tych katoli – prawdziwych patriotów mam „uchwycone” w moim smartfonie.
    Nadal twierdzę, że ten gnom przebrzydły cóś kąpinuje , skoro nie pojawił się nawet na 27 rocznicy Radia Maryja. Oj, chyba mu Rydzyk pogrozi paluchem.

  426. w przerwie, bo mi jeszcze jedna blacha została

    Tobermory
    2 grudnia o godz. 13:51

    Cóż dodać, kiwam głową potakująco.

    mag
    2 grudnia o godz. 14:14

    Widzę inaczej, tam cerkiew chodzi na pasku Putina, nie to co u nas. To wisienka na torcie, przykrywka dla ludu, wyobrażasz sobie żeby Putin odstawiał szopki z modlitwami jak Morawiecki bo cerkiew się na niego krzywo spojrzy przy wyborach? Ha ha i ha.

    I jeszcze (według mnie), gnom nie pojechał bo dwa grzyby w barszcz za dużo. Pisowcy nie wiedzieliby komu się bardziej kłaniać, Rydzykowi czy jemu. Rydzyk mu pogrozi jak kasy nie dostanie, nie za brak obecności. A gnom jest nieupychalny przy wyborach do PE. Czyli szafa.

  427. Nefer
    2 grudnia, g.17:31
    Nie wiem dokładnie, jakie szopki odstawia Putin, ale widziałam reportaż z cyklu Ewa Ewart, że jednak odstawia (modli się, żegna, robi „niedźwiedzia” z najwyższym hierarchą prawosławnym itp.).
    Co do nieobecności g
    Gnoma u Rydzyka, to nie wiem. Może jednak Prezes mu podskoczył świadomie. Chyba znowu chodzi m.in. o prawo do aborcji. Epidiaskopy, niezależnie od Rydzyka, są atakowane, że projekt całkowitego zakazu aborcji (pomysłu nawiedzonej Kai Godek) jest schowany w szufladzie, bo PIS z Gnomem na czele boją się „czarnych parasolek”.
    A propos tych ostatnich. Ich słynny protest jest finałem paradokumentalnego filmu „Siłaczki” o naszych feministkach, który obejrzałam (prapremiera w kinie Muranów) dokładnie 28 listopada, czyli w 100. rocznicę podpisania przez Marszałka Piłsudskiego ustawy o przyznaniu praw wyborczych kobietom, zarówno czynnych, jak i biernych.
    P.S.
    Mm nadzieję, ze suweren, przetarłszy nieco oczy, jednak nie zagłosuje na PIS w wyborach do Europarlamentu. Wyobrażasz sobie Brochę na brukselskich salonach?
    PS.2 Jakie ciasteczka upiekłaś?

  428. mag
    2 grudnia o godz. 18:12

    No nie wiada co gnom i dlaczego.

    Pozostaje wierzyć właśnie że suweren nie napuści pisowców do EP bo unia nie przetrwa jak ją dobrze zmienią. Nie wyobrażam sobie powiatowej i reszty orłów sokołów w tzw. ławach. Wstydu nie mają, plują na UE ale sowite pensje jakoś im nie przeszkadzają :/

    ***

    Półkruche gwiazdki posypane cukrem, jeszcze ciepłe 🙂

    Jeden talerzyk odkładam ad acta to znaczy dla @acta, jak przyjdzie to sobie zje.

  429. Nefer
    2 grudnia o godz. 18:32

    Uprasza się o demonstrację oczną zadanych ciasteczek, a nie, że się nawet powąchać nie da i że zajentyk.

  430. mag
    2 grudnia o godz. 16:21

    @Tanaka
    Ty wierzysz, ze Prezes się modli w szafie? Skądże!

    No, może w szafie to on się zachowuje niegrzecznie?

    Ten stary cynik zgrywa się na katolika, na dodatek praktykującego, bo mu się to politycznie opłaca.

    Nie ma, że się zgrywa, tylko każden jeden taki jest katolik.
    Od kiedy to tylko niezgrywający się to by miał być katolik?
    Trza brać takich jacy są i nie grymasić. Innych nie ma.

  431. zza kałuży
    2 grudnia o godz. 17:56

    Świetny namiar!

  432. Nefer
    2 grudnia o godz. 19:17

    Cud-ocna chrupliwość. Mniam-mniam!

    To mi daje do myślenia: jak się zbiorę i w sobie zawezmę, to dam foty spierniczałe a dowcipne. Aktualne i przeszłe, a przeszłość lepsza bywa niż przyszłość. W przypadku pierników. Bo poza tym to nie jest takie jasne.

  433. Tanaka
    2 grudnia o godz. 19:40

    A pewnie że pokaż.

    Co tak cicho, każdy siedzi i patrzy aż kto drugi napisze? I nawet nikt się nie kłóci? Jiżiszmarie :/

  434. Nefer
    2 grudnia o godz. 22:41

    Ja tam jednym okiem oglądam „Filomenę”, a drugim i trzecim – pracuję, tylko czwarte mam na blog.
    No dobra, wezmę się w sobie i zrobię co należy. Będzie świąteczna, ateistyczna galeria pierników.

  435. Ciastka ciastkami i piernikami, tak sobie dumam, przedawkowałam Star Trek, czytać mi się nie chce, no to zajrzałam na EP, zajrzałam na fb, wszędzie Matołusz jako kaznodzieja, rząd się kiwa przed księdzem.

    Czy ten Morawiecki w ogóle myśli co będzie za 20 lat? Przecież chyba jeszcze mógłby mieć tyle kariery politycznej, oni wszyscy zachowują się jakby PiS miał (tfu na psa urok) rządzić następne pół wieku. A jak Jadosław kopnie w kalendarz to się rozlezie. I wtedy te filmiki z maRyja podstawią mu pod nos, z mysiej dziury nie będą mogli wyjrzeć żeby im tych mądrości nie wypomniano (mam nadzieję). Albo jestem naiwna jak dziecię we mgle i Matołuszek osiądzie wygodnie na ciepłej posadce w jakimś banku bądź za granicą z milionami na koncie i z miedzianym czołem. Żeby tylko podczas sprzątania po PiSie nie zapomniano i nie zbagatelizowano Trybunału Stanu :/

    Już mniej niż rok do wyborów…

  436. @mag; @Nefer
    druga Beata, też wice, a na wet pełnomocnik ds imigrantów i uchodźców, czyli p.Kempa też tam się wybiera. Dwie Beaty w Europarlamencie to zbyt wiele. Juz jest i Beata Gosiewska, co prawda, wiewiórki podpowiadają, ze jeden raz wystarczy i już wdowa pocieszona mimo braku 5 mln od społeczeństwa, ale ogólnie Beaty robią nam…wstyd.

    Nie głosować, niech siedzą w Sycowie lub w swoim Brzesku. Jedna i druga powiatowa, ale jedna bardziej…

  437. ach, ciasteczka mniam, mniam…apetyczne. W prodiżu nie upiekę, a piekarnika nie mam.

  438. Weronika
    30 listopada o godz. 9:24

    „Gdybyś w swoim postanowieniu potrafił wytrwać choć pól godziny.

    Niestety:

    @act
    29 listopada o godz. 23:24

    Nie masz litosci (lece na te nasiadowke)

    Oszukujesz sam siebie. A Blogowiczów wciągasz w swoją „grę”.”

    Weroniko, gwoli wyjasnienia (dopiero teraz nadrabiam czytanie wpisow): te ‚nasiadowki’ to codzienne spotkania (‚meetingi’) mojego zespolu IT.
    Jakims cudem jeszcze pracuje. Nie prowadze zadnej ‚gry’ – nie badz zbyt pochopna w sadach.

    Za zyczenia dziekuje.

  439. konstancja
    2 grudnia o godz. 23:29

    Czyli najgorszy szrot. Już widzę jak miałyby obradować, ani be ani me ani kukuryku, za wysoka liga na te krętactwa. Przekupa z babą z mięsnego, taki poziom.

  440. Nefer
    2 grudnia o godz. 23:11

    Bo przy oglądaniu StarTreka trzeba mieć przy sobie licznig Geigera.
    Politycy są krótkowzroczni, choć są dalekowzroczni. Ich dalekość w krótkości polega na tym, że TERAZ trzeba się nachapać. Bo potem nie wiadomo. Po to są wszyskie spółki publiczne, po to są dotacje i cała reszta oraz działalność ciemna, pozaprawna i bezprawna.

    Morawieckiemu szkoda się nie stanie. Zrobił, po robocie w rządzie będzie robił w jakimś instytucie imienia Największego Polaka od Czasu Jezuska, będzie wykładał co należy i czoła jego nie zmąci żadna myśl, że twarz stracił. Jak się siedzi w pewnym otoczeniu, nie posiada się takich myśli.
    Chyba, żeby dostał Trybunał Stanu, ale to też tylko hipotetycznie po buzi go uderzy. Bo jak się straciło twarz, to nie ma w co uderzać. No i czyj ten TS będzie? Tych, co teraz nie rządzą. Czyli tych, co zabili brata i mordy zdradzieckie. Czyli… wiadomo co.

  441. mag et al.
    2 grudnia o godz. 11:00

    Ciekawe, czy on naprawdę tak ma, ten nasz słodkopierdzący premierek. To raczej kolejny pokaz cynizmu i zamydlania. Skoczyła mi adrenalina, jak znalazł na noc na autostradzie.
    Jeszcze 250km, a na naczepie makabra – półtusze wołowe zwisają rzędami na hakach. 16 ton. Brrr.

  442. Nefer
    2 grudnia o godz. 18:32

    Niedobra kusicielko.

  443. @act
    2 grudnia o godz. 23:48

    To ja ci tu talerzyk pod nos a ty mi tak? Oddawaj 🙂

  444. @Szary Kot
    2 grudnia o godz. 23:46

    A u mnie zapachniało wołowiną z grilla. Obejrzałem dziś na arte Belmondo z Delonem jak podpalali wołowe półtusze w wielkiej chłodni marsylskiej. Elegancja-Francja w garniturach, z kanisterkami w rękach czyli „Borsalino”
    Film zachycuje prostředí Marseille v roce 1930, kdy osud svede dohromady dva drobné podvodníky v souboji o ženu.

  445. @konstancja
    2 grudnia o godz. 14:05

    Chodzi o Gopło- bardzo obniżył się poziom wód w tym jeziorze, ale i wielu okolicznych. Być może działa tu system naczyń połączonych, ale obniżenie poziomu wód dotyczy jezior położonych w pobliżu kopalni.

    Obniża się w całej, szeroko rozumianej okolicy:
    „Płytsze rzeki”.

    Ale co tam, business as usual. Kupuj, żryj, pij więcej Suwerenie, święta już za 3 tyg, szarpnij się na „luksus” i „przepych”. Gdyby cię niepokoiło, że pogoda wariuje, rzeki i jeziora wysychają, robaczki i inne takie zdychają, to politycy i księża Cię pocieszą, że pic i fotomontaż, głoszony przez lewaków, dżenderystów i przekupnych uczeńców, dla wyciągnięcia Twojej kasy i zahamowania WZROSTU.

  446. Padł mi internet na laptopie a na tablecie ciężko się dziobie, znakiem tego zostaje mi czytanie bo restartu to mi się na noc nie chce robić :/

  447. Nefer
    2 grudnia o godz. 23:51

    Kto daje i zabiera ten sie w piekle poniewiera.
    Po naszemu: Indian giver.

  448. Ot popadła w kałabanię 🙁

  449. Nefer
    2 grudnia o godz. 23:51

    @act
    2 grudnia o godz. 23:48
    To ja ci tu talerzyk pod nos a ty mi tak? Oddawaj

    Daj mu jeszcze chwilę poniuchać. A potem zabrać.

  450. Tanaka
    3 grudnia o godz. 0:39

    Tys gorszy Neferki!

  451. Mniejsza o ciastka, w temacie wstawania z kolan niezły artykulik, z niezłym komentarzem – „Wizyta starszej pani”

  452. A tatko Rydzyk chce młodzież wychowywać 300 tysiącami „dzieła” o. Pirożyńskiego, „Kształtowanie (!!!) charakteru”

  453. mag
    30 listopada o godz. 13:52

    „Poziom absurdu zawsze można przekroczyć, co stało się normą w Polsce pisowskiej, czyli… nigdzie (Ionesco się kłania?)”

    Klania sie takze Alfred Jarry (‚Krol Ubu’) – „Rzecz dzieje się w Polsce, czyli nigdzie….”.
    Czasem bywam pedantyczny.

  454. @act
    Oczywiście masz rację. Sorry

  455. @act
    Co do Ionesco przyznam, że byłam zaskoczona następującą informacją:
    Adaptacje operowe i libretta
    Mistrz (Le Maître, 1962), muzyka Germaine Tailleferre (Les Six)
    Maksymilian Kolbe (Maximilien Kolbe, 1988), muzyka Dominique Probst

  456. 3 grudnia o godz. 0:43. Act

    Kazden jeden gorszy Neferki. A ja do tego gorszy mojej lepszej. No i Polak najgorszego softu.
    Taka prawda.

  457. @Herstoryk 3 grudnia, 5:36
    Czy mógłbyś napisać co wiesz o portalu Strajk.eu, który określa się sam jako “strona startowa polskiej lewicy”. “Wizyta starszej pani” jest ciekawym artykułem i trudno nie zgodzić się z prezentowaną w nim oceną rządu PiS.
    Wśród celnej krytyki uwagę moją przykuło jedno szczególne zdanie:
    “Tymczasem tam, gdzie lewica postanowiła w jednym szeregu z liberałami rozpocząć karierę psa łańcuchowego USA, tam resztkami antyimperializmu karmi się wiadomo co”.
    “Pies łańcuchowy USA” – z czym to się nam, pamiętającym język Trybuny Ludu, kojarzy? Co to za
    lewica, która chce obalić rządy PiSu bez wchodzenia w koalicję z resztą opozycji? W artykule ubolewa się nad tym, że skrajna prawica przejmuje walkę z imperializmem, która to walka jest przecież zadaniem lewicy. Zarysowuje się ciekawy sojusz ideowy. Czyżby chodziło tu o zakwestionowanie przynależności Polski do NATO? Jakoś dziwnie ten język prowadzi do Putina.

  458. Zajrzałam do obszernego artykułu o Wenezueli na portalu Strajk.eu.
    https://strajk.eu/wenezuela-reformy-w-cieniu-grozb/
    Misja tego portalu jest dla mnie oczywista. Polska lewica, a jakże!

  459. Nie mogłam sobie darować i szukałam informacji o portalu Strajk.eu. Znalazłam dane osobowe wydawców, nic mi nie mówiące. Kliknęłam na “kim jesteśmy” i oto jaką dostałam odpowiedź:
    “Wygląda na to, że nie możemy odnaleźc tej strony…”

  460. kruk
    3 grudnia o godz. 15:50

    Też się gapiłem dłuższą chwilę na to zdanie, próbując zrozumieć – resztkami umysłu pozostałymi po dwóch z rzędu nocnych szychtach – jaki za tym się kryje pozytywny program. Wygląda mi to albo na dopasowywanie jakichś teoretycznych, przebrzmiałych haseł do stanu na rok 2018 (in what case nie ma się czym przejmować). Albo… Bo kto z największym zacięciem walczył z imperializmem, przy okazji uszczęśliwiając miliony mieszkańców bliskiej zagranicy?

    Z innej beczki… Wpadła mi w ręce w czarity szopie książka „Play it again” Alana Rusbridgera, byłego naczelnego „Guardiana”, będąca reportażem z jego zmagań amatorsko pianistycznych w dojrzałym wieku (gryzie balladę op. 23 Chopina). Ze śmiechu wyplułem wątrobę na dywan przeczytawszy następującą złotą myśl:
    „Jestem świetnym pianistą. Jedyny problem to taki, że nie umiem dobrze grać.”

  461. Duda jest słodki. Podobno w każdym z nas drzemie nieprzemijające dziecko.
    Aż milo popatrzeć, jak Dudusia cieszą zabawki, które zawdzięcza prezydenturze. W Poznaniu nie tylko robił sobie selfie z konikiem, ale i pokręcił „na sucho” kierownicą w wypasionym traktorze.Ostatnio „przebrał” się za górala (surducik z parzenicą), goszcząc sekretarza NATO.
    Za chwilę pewnie wybierze się na narty i tak mu zejdzie czas do wiosny.
    No, czyż nie jest słodki?

  462. Miałam powyższy (z g.16:37) tekścik o Dudzie wkleić na blog prof. Hartmana. Ale i tu może być a propos.

  463. Jak to było z tym leninowskim sznurem? Czy ja dobrze pamiętam słowa Lenina o głupocie kapitalistów, którzy mieli być skłonni sprzedać bolszewickiej Rosji sznur, na którym będzie można ich powiesić?

    Jak ta historia kołem się toczy…

    https://news.sky.com/story/russian-security-service-and-space-agency-in-conflict-over-private-us-satellites-11558159

    Okazuje się, że FSB (spadkobierca KGB, NKWD i CzeKa) boi się, że planowane wystrzelenie 21 amerykańskich satelitów może po pierwsze uniemożliwić FSB kontrolę dostępu do internetu w Rosji a po drugie może dopomóc Amerykanom w szpiegowaniu terytorium Rosji.

    Kłopot w tym, że przedsiębiorstwo, które ma owe satelity wystrzelić czyli Roskosmos, jest „samodzielne i samorządne” 😉 i bardzo potrzebuje gotówki, czyli bardzo mu się podoba wart ponad 1 mld zielonych kontrakt na wystrzelenie Amerykanom satelitów.

    I kto tu komu z ochotą sprzeda sznur na którym…. Włodzimierz Uljanowicz w mauzoleum się przewraca!

  464. @Szary Kot 3 grudnia, 16:32
    Typowy anglosaski żart. Słyszałam tyle podobnych, że już mnie nie śmieszą. Ale też żyję na tym świecie nieco dłużej od Ciebie. W youtubie sprawdziłam, że chodzi o balladę Chopina, która jednej Japonce, a zdaje się, że i wielu innym osobom, zmieniła życie. Usłyszałam tę wiadomość w kanale film&arts. Żeby porywać się na balladę op.23, ten człowiek musi jednak umieć trochę grać, pewnie się kryguje.

  465. Szary Kot
    3 grudnia o godz. 16:32
    Próbować tę balladę może każdy,kto ma pewne przygotowanie – ale legnie od piątej minuty 🙂
    Oczywiście dowcipe stwierdzenie – kiedy utwór testuje umiejętności 🙂
    Przy okazji – jedno z piękniejszych wykonań
    https://www.youtube.com/watch?v=Ce8p0VcTbuA

  466. kruk
    3 grudnia o godz. 19:59

    Wiesz, chyba podobnie jak z rolniczym humorem Henry’ego Brewisa, trafiło u mnie na czułą strunę.

  467. @Szary Kot 3 grudnia, 20:33
    Masz ciekawe zainteresowania. Nic nie wiedziałam o Henry’m Brewisie i jego rolniczym humorze. Szukałam cytatów tego, jak się dowiaduję, popularnego autora. Bez skutku. Może coś podrzucisz?

  468. zza kałuży
    28 listopada o godz. 19:53
    wyobraź sobie nastoletnich wariatów, którzy pokazywali sobie w szkole (z odległości klasy) sylwetki okrętów z tego albumu i żądali identyfikacji.
    Hmmm… Podobne zainteresowania. Z tym ,że ja rysowałem owe sylwetki, kolega odgadywał. I to „bez pudła”.

  469. Nefer
    28 listopada o godz. 21:07
    Oglądałem pokropienie przez duchownego stacji benzynowej.
    Idea bardzo dobra. Jeździć tylko na „poświęconej” benzynie.

  470. zza kałuży
    3 grudnia o godz. 18:26
    Czyżby Amerykanie nie mieli własnego serwisu w tym względzie?
    Dziwne.

  471. Nefer
    3 grudnia o godz. 0:26
    Z tym padniąciem interentu to chyba zasługa systemu W10. Zdarza mi się dosyć często.

  472. Nefer
    2 grudnia o godz. 23:11
    1. Słuchałem (przypadkowo!) p. Morawieckiego przez radio.
    Intonacja tak specyficzna ,że myślałem iż to archiwalne
    nagranie przmówienia tow. „Wiesława”.
    2. Obejrzałem filmową adaptację „Egipcjanina S.” (1954). W roli
    Nefer-Nefer aktorka polskiego pochodzenia (prywatnie
    b.b. bujne życie).

  473. kruk
    3 grudnia o godz. 21:30

    Chyba niestety nie pozostaje mi nic innego, jak tylko odesłać Cię do jakiejś księgarni internetowej. Bardziej polecam książki, niż wierszyki czy rysunki. Sam jego książkę („Don’t laugh till he’s out of sight”) miałem tylko w formie papierowej, od farmera, u którego prowadzę badania. Ma ich więcej, ale pożyczę za następną wizytą.
    „Don’t laugh…” przypomina mi moje zmagania z gospodarstwem w Polsce – a podejrzewam, że jako „townie” widzę to ostrzej, niż osoby wychowane na wsi. Wizja rolnictwa jako zajęcia, od którego kategorycznie należy trzymać się jak najdalej, a jednocześnie losu, który jest (wybrańcom, he, he) przeznaczony…

  474. zezem
    3 grudnia o godz. 21:38

    Domyślam się, że Ruskie wystrzeliwują taniej.

  475. mag
    3 grudnia o godz. 10:43

    Tez nie wiedzialem o tym libretto do ‚Maksymiliana Kolbe’.

    Co do ‚Mistrza’ polska wiki niedokladna.
    Pod ‚List of compositions by Germaine Tailleferre’ znajdziesz:
    1959 Le maître, chamber opera (French text by Eugène Ionesco)

  476. @zezem 3 grudnia o godz. 21:38
    Czyżby Amerykanie nie mieli własnego serwisu w tym względzie?
    Mają, mają… tylko, ze do ostatniej awarii podczas startu Sojuza rosyjski serwis miał zdecydowanie najlepszą kombinację ceny i niezawodności. Amerykanie umieją liczyć.
    Dalej jest najbardziej niezawodny ale podwyższenie stawek ubezpieczeniowych czyni, przynajmniej następne kilka startów, dużo mniej zyskownymi dla Roskosmosu. Dzisiejszy sukces z pewnością wpłynie na obniżenie stawek i polepszenie zyskowności.

    Wszystkie dostępne na internecie wypowiedzi ludzi z NASA, w tym jak jeden mąż – astronautów, wystawiają Sojuzowi celującą laurkę jako najbezpieczniejszemu i najbardziej niezawodnemu z aktualnie dostępnych systemów transportowych do i z orbity.

  477. @act
    Bardzo jestem ciekawa, co Ionesco mógł zrobić „na kanwie” M. Kolbego. Gdzie to sprawdzić? Masz pomysł?

  478. mag
    3 grudnia o godz. 23:03

    Znalazlem to:
    https://www.youtube.com/watch?v=_9lDGqWdI-8

  479. @mag 3 grudnia, 23:03
    Możesz znaleźć nieco informacji po angielsku wpisując do Google’a “ionesco maksymilian kolbe”.

  480. Google przeszukał blog pani Szwarcman na okoliczność „ionesco” i znalazł tylko to:

    Pożegnanie? | Co w duszy gra
    https://szwarcman.blog.polityka.pl/2011/06/06/pozegnanie/
    Jun 6, 2011 – Waćpanna za młoda, ale ja jeszcze pamiętam „Kochany Panie Ionesco”. Tam wszystko było cacy, ale pamiętam o ekspedientce. Że wchodzisz …

    Jak zostać niemieckim (czyt. nowoczesnym) reżyserem | Co w duszy gra
    https://szwarcman.blog.polityka.pl/…/jak-zostac-niemieckim-czyt-n…
    Dec 5, 2007 – Ionesco zazdrosci. Publika wali drzwiami i oknami. A na pustyni wieje. (Naturalna sceneria burzy piaskowej) Syreny zastepuje Feniks.

    Kremer od Bacha do Piazzolli | Co w duszy gra
    https://szwarcman.blog.polityka.pl/…/kremer-od-bacha-do-piazzolli…
    Jul 28, 2013 – … podręczny Słowniczek Postępowego Reżysera. A ten jest jak ta zupka z „Kochany Panie Ionesco”, co to „już wczoraj była przedwczorajsza”.

    Muzyka dawna: orka na ugorze | Co w duszy gra
    https://szwarcman.blog.polityka.pl/…/muzyka-dawna-orka-na-ugor…
    Feb 2, 2011 – … z najgroźniejszych zjawisk społecznych i psychologicznych. Świetnie pokazał to Ionesco w Nosorożcu. Wielka rola Świderskiego. Stanisław

    a na okoliczność „kolbe” tylko jeden wpis:

    Jeszcze raz dokoła (Chopka) | Co w duszy gra
    https://szwarcman.blog.polityka.pl/…/jeszcze-raz-dokola-chopka/
    Dec 22, 2010 – Będzie za to rokiem Św. Maksymiliana Kolbego (ze Zduńskiej Woli gdzie ma swoje malutkie muzeum) i Marii Curie-Skłodowskiej (z Warszawy …

  481. Tanaka,
    Gratuluję przejmującego wpisu.

    P.s.
    Reakcją na podobnie dramatyczne wezwania (m. in . filmu Kler) do życia w Prawdzie, była w Sopocie kastracja tegoż filmu z gorszącej sceny w przeciągu jednego tygodnia od dnia jego premiery.
    Tak wyglądało symboliczne umycia sobie rąk i twarzy przez wiernych w akcie skruchy
    – za, bądź co bądź, współwinę.

  482. @Mag.
    Ja też go miałem za dzieciaka, Adriana czy jak mu tak. Ale pomyślałem , że strategia jest głębsza. On wie , że nikt z LA na niego nie zagłosuje, a będzie chyba chaciał startować ponownie, jesli mu pozwolą. Ale on podoba sie innym Maliniakom, modli sie żarliwie, łapie hostię, robi selfie z koniem, jest taki , jak oni i dlatego schodzi z poważnego poziomu piepsząc o wyimaginowanej Unii, czy o żarówkach. Olśniło mnie,że te wpadki są świadome. Podobnie prawdopodobnie jak Trumpa. Być może udaje tylko pisowca, a jest jakimś Wallenrodem. Chociaż, jak twierdził dzisiaj w TVN prof Krzemiński , ideologia, słownictwo, przesiąkają stopniowo do tych, którzy jeszcze początkowo się potrafili zaznaczyć jakiś dystans.
    Artykuł o Chinach bardzo ciekawy. Dodam tylko,że w Chinach też były wojny domowe, powstania, hunwejbenizacja.
    Zacząłem oglądać nowy serial Netfliksa – 1983 – narazie zdaje się tylko w Polsce dostępny. Takie political fiction. Narazie ciekawe.

  483. @Szary Kot 3 grudnia, 21:49
    Rolnictwo z punktu widzenia “townie” przypomniało mi dwie powieści Marcela Pagnola traktujące tę sprawę. W tlumaczeniu na angielski “Jean de Florette” i “Manon of the Springs”. Zostały sfilmowane w 1986r. pod wspólnym tytułem “The Water of the Hills”. Rzecz właśnie o pewnym townie zabierającym się inteligentnie za rolnictwo, ku zawiści miejscowych paysans. Wspaniała lektura. Film podobno też bardzo dobry, ale nie widziałam. Jeżeli Cię temat rolnika z powołania pasjonuje, bardzo polecam.

  484. wbocek
    29 listopada o godz. 21:22
    wbocek
    30 listopada o godz. 10:02

    Drogi Jerzy, dziekuje serdecznie za te wpisy, tak gleboko osobiste i naznaczone empatia.
    Na takim poziomie szczerosci moglbym odpowiedziec tylko prywatnie, bo nie chce juz zameczac innych blogowiczow moimi problemami.
    Twoje wpisy wydrukowalem i spozieram na nie w domu jako pewnego rodzaju memento.

    Trzymaj sie zdrowo.

  485. @Stachu39 3 grudnia, 23:47
    Serial “1983” już jest dostępny w szerokim świecie i nawet z dubbingiem po angielsku. Zaczęłam oglądać ale jakoś mnie nie wciąga.

  486. kruk
    4 grudnia o godz. 0:31

    Te filmy widzialem wiele razy…goraco polecam.

  487. Nefer
    1 grudnia o godz. 9:42

    Dosc zabawne jest tez, gdy np. barman czy sklepikarz zamiast ‚What can I do for you?’ (‚Co moge dla pani/pana zrobic?’) pyta ‚What can I do you for?’ (‚W co moge pania/pana wrobic?’) – ‚wrobic’ w sensie ‚oszwindlowac’, ‚oszukac’.

  488. @Kruk
    Obejrzałem na razie 3 odcinki, pomysł mi się podoba, jest dużo takich lokalnych smaczko, polskich dla kogoś kto w latach osiemdziesiątych przebywał w Polsce. Scenariusz napisany przez Amerykanina.

  489. mag
    3 grudnia o godz. 23:03

    Ionesco i Maksymilian Kolbe?
    Teatr groteski i absurdu.

  490. zza kałuży
    3 grudnia o godz. 23:37

    No to skąd się wziął ten Kolbe u Ionesco?

  491. Rosa91b
    3 grudnia o godz. 23:43

    Dzięki.
    Wierni wykastrowali „Kler”???
    Znaczy dystrybutor? Kiniarz? Przecież nie reżyser. Wykastrowanie jest złamaniem prawa autorskiego, sprawa poważna także formalnie.
    Ale jak wykastrowali, to – tak czy inaczej – dają świadectwo o sobie. O współwinie odrzucającej udział w winie. Czyli jak u bozi: co złego to nie ja. Taka bozia to i tacy jej wyznawcy.
    Ale za mało się na blogu pokazujesz. Bywaj częściej. Jak psiak?

  492. zezem
    3 grudnia o godz. 21:36

    Link z kropidłem to chyba mag podawała.

    Od czasu jak musiałam zrobić update z win8 do 10 mam ciągle kłopoty (blue screen of death, loop restart, sterowniki – mam już program wyszukujący i aktualizujący, musiałam zainwestować) :/ a internet to mi ostatnio często siada, wkurzające.

    I na szcżęście w tutejszym radio nie mam okazji natknąć się na rzeczonych. Chociaż wczoraj rezydent zrobił „headlines” w tv tym swoim węglem z okazji ratowania klimatu.

    Bynajmniej żaden z niego Wallenrod jak pisze Stachu, zwyczajnie prosto głupi cymbał.

    A na koniec, mam szczerą nadzieję że autor nie zatopi Compass Rose bo już się przywiązałam do załogi (ale pewnie zatopi jak znam życie)

  493. kruk
    4 grudnia o godz. 0:31
    @act
    4 grudnia o godz. 0:39

    Dzięki, rozejrzę się za tym. A może za parę lat sami coś z mżonką napiszemy?…

  494. Nefer
    4 grudnia o godz. 9:46
    I na szcżęście w tutejszym radio nie mam okazji natknąć się na rzeczonych. Chociaż wczoraj rezydent zrobił „headlines” w tv tym swoim węglem z okazji ratowania klimatu.

    Bynajmniej żaden z niego Wallenrod jak pisze Stachu, zwyczajnie prosto głupi cymbał.

    Mój komentarz
    Jego wpadki nie są zamierzone jako wpadki, one wynikają z jego emocjonalnej reaktywności, z kodu PiSowskiego, który przyjął do siebie i stara się wiernie realizować (bo przecież dzięki niemu został prezydentem) oraz z niskiej inteligencji społecznej. Jest to inteligencja szablonowa, demonstracyjna, podążająca, społecznościowo-chrześcijańska w rozumieniu np. ks. Pirożyńskiego.

    Poza tym nie jest to głupi facet w sensie podołania testom, lecz planowe postępowanie, honor, twarz, itd, u niego mało się liczą. To jest facet raczej doraźny, przymilny, robiący wrażenie dziecięco uczciwego. Poza tym jest to gość z dużym ładunkiem wsobności oraz labilny mimo demonstrowanej buńczuczności.
    Pzdr, TJ

  495. @kruk
    3 grudnia o godz. 15:50

    @Herstoryk 3 grudnia, 5:36
    Czy mógłbyś napisać co wiesz o portalu Strajk.eu, który określa się sam jako “strona startowa polskiej lewicy”. “Wizyta starszej pani” jest ciekawym artykułem i trudno nie zgodzić się z prezentowaną w nim oceną rządu PiS.
    Wśród celnej krytyki uwagę moją przykuło jedno szczególne zdanie:
    “Tymczasem tam, gdzie lewica postanowiła w jednym szeregu z liberałami rozpocząć karierę psa łańcuchowego USA, tam resztkami antyimperializmu karmi się wiadomo co”.
    “Pies łańcuchowy USA” – z czym to się nam, pamiętającym język Trybuny Ludu, kojarzy? Co to za
    lewica, która chce obalić rządy PiSu bez wchodzenia w koalicję z resztą opozycji? W artykule ubolewa się nad tym, że skrajna prawica przejmuje walkę z imperializmem, która to walka jest przecież zadaniem lewicy. Zarysowuje się ciekawy sojusz ideowy. Czyżby chodziło tu o zakwestionowanie przynależności Polski do NATO? Jakoś dziwnie ten język prowadzi do Putina.

    3 grudnia o godz. 16:04
    Zajrzałam do obszernego artykułu o Wenezueli na portalu Strajk.eu.
    https://strajk.eu/wenezuela-reformy-w-cieniu-grozb/
    Misja tego portalu jest dla mnie oczywista. Polska lewica, a jakże!

    3 grudnia o godz. 16:26
    Nie mogłam sobie darować i szukałam informacji o portalu Strajk.eu. Znalazłam dane osobowe wydawców, nic mi nie mówiące. Kliknęłam na “kim jesteśmy” i oto jaką dostałam odpowiedź:
    “Wygląda na to, że nie możemy odnaleźc tej strony…”

    W odpowiedzi na powyższe referacik, ale nie na temat ateistyczny, bo o polityce międzynarodowej głównie.
    O portalu „Strajk” wiem tyle, że publikuje interesujące na ogół artykuły, pisane z lewicowo-marksistowskiego punku widzenia. Z czym mi jest czasami po drodze. „Strajk” jest po mojemu próbą powrotu do tradycyjnej narracji lewicowej, z którą obecne partie pod szyldem „lewica” wzięły rozwód w epoce thatcherowsko-reaganowej, rzucając się w ramiona neo-liberalizmu „z ludzką twarzą”, który właśnie bankrutuje jako ideologia. Podobne do „Strajku” nastawienie ma np. w Wlk. Brytanii lewica Corbyn’owskiego skrzydła Partii Pracy. Sojusz takich ugrupowań z ksenofobiczną, narodową, faszyzującą prawicą jest po mojemu mało prawdopobny w obecnej sytuacji.

    Artykuł „Wizyta starszej Pani” jest moim zdaniem trafny, choć uważam, że epitet „pies łańcuchowy” jest problematyczny nie tyle ze względu na podobieństwo do „Trybuny Ludu”, ale bo jest nonsensem! Pies łańcuchowy to stworzenie z zębami, mogące być groźne! Polska w swej rusofobii i wyskakiwaniu przed orkiestrę z ujadaniem na Rosję groźna na pewno nie jest, bliższa jest raczej piskliwie jazgocącemu ratlerkowi. Jaka jednak jest użyteczność takiej psiny w osaczaniu niedźwiedzia?
    Co do koalicji ”Strajk”-opodobnej lewicy z resztą opozycji, to, biorąc pod uwagę jaka ta reszta jest, prawdziwej lewicy może być z nią naprawdę nie po drodze. Nikt w tej opozycji nie kwestionuje bowiem w najmniejszym stopniu służalczo-wasalnie-entuzjastycznego podkładania się Waszyngtonowi i szerzonej przez polskich polityków i media rusofobii.
    Kwestionowanie ww. służalczości niekoniecznie jednak oznacza rzucenie się w ramiona Putina. Sugeruje raczej, jak uważam, rozważenie polityki bardziej niezależnej od NATO, a zwłaszcza od hegemonicznego imperium – USA i przystopowanie wyskakiwania przed orkiestrę w potępianiu i krytykowaniu Rosji.
    Nie rozumiem zupełnie strachu przed/fascynacji ww. Putinem. Realistycznie rzecz biorąc, to polityk na jakiego Rosja zasługuje, tak samo jak USA zasługują na Trump’a, a Polska na kaczego wodzusia. Putin jest po prostu o wiele bardziej od tych dwóch skuteczny, przynajmniej na gruncie wewnętrznym i w bliskiej zagranicy (np. Ukrainie). Amerykańska nagonka na Rosję, sankcje, oskarżenia o agresję, są prawie całkowicie demagogiczną propagandą, usprawiedliwiającą kordonowanie i próby gospodarczego tłamszenia silnego gracza na arenie międzynarodowej, prowadzącego politykę niezależną i sprzeczną z amerykańską hegemonią. Stanom Zjednoczonym nie przeszkadza tak naprawdę rosyjska oligarchiczna demokracja sterowana, która jest z natury rzeczy toporną, brutalną i nieupiększoną wersją tego co mają w domu. Wadzi im natomiast kontrowanie ich imperialnej polityki globalnej.

    Nie wiem na tyle o boliwariańskim socjaliźmie Chavez’a i Maduro by osądzać w jakim stopniu jest źródłem problemów Wenezueli a w jakim stopniu można za nie winić USA, które ostatnimi laty zaczęły intensywnie re-wasalizować Amerykę Łacińską. Nie ulega jednak dla mnie wątpliwości, że polityka i mieszanie Stanów Zjednoczonych ma w nich jakiś udział. Co zaś do artykułu, uważam, że prawdziwa lewica ma prawo i powinna prezentować punkt widzenia, odmienny od głoszonego powszechnie przez zaprzedanych Waszyngtonowi polityków i media, oskarżających reżym wenezuelski o wszystkie możliwe grzechy, jest zatem zgodny z misją ww. lewicy. Polskiej i jakiejkolwiek.

    W sprawie „nie odnajdywania” strony „Kim jesteśmy” powiadomiłem redakcję.

    Pozdr.

  496. tejot
    4 grudnia o godz. 10:44

    Pięknie napisałeś ale sam fakt że wynika to „z kodu PiSowskiego, który przyjął do siebie i stara się wiernie realizować” znaczy (w zawężonym sensie) głupi i (w szerszym) interesowny. I bez honoru. Ręki nie podam.

  497. Rusofobia, to pojecie raczej psychologiczne, jak nie psychiatryczne. Herstoryk użył tego terminu w celu scharakteryzowania polskiej polityki.

    Herstoryk napisał:
    Polska w swej rusofobii i wyskakiwaniu przed orkiestrę z ujadaniem na Rosję groźna na pewno nie jest, bliższa jest raczej piskliwie jazgocącemu ratlerkowi. Jaka jednak jest użyteczność takiej psiny w osaczaniu niedźwiedzia?”

    Używanie tego rodzaju pojęć w kontekście politycznym jest sposobem na wyrobienie totalnego uprzedzenia u czytelników, naznaczenie, zaewidencjonowanie Polski jako wroga Rosji i zdyskredytowanie jakiejkolwiek krytyki działań oligarchicznej ekipy Putina wykraczających poza Rosję.

    Herstoryk przedstawia swoje generalne zlecenia dla Polski:

    „Kwestionowanie ww. służalczości niekoniecznie jednak oznacza rzucenie się w ramiona Putina. Sugeruje raczej, jak uważam, rozważenie polityki bardziej niezależnej od NATO, a zwłaszcza od hegemonicznego imperium – USA i przystopowanie wyskakiwania przed orkiestrę w potępianiu i krytykowaniu Rosji.”

    Zalecenie to, to typowa wstawka w propagandowych referatach.

    a) Polska „psem łańcuchowym”. Polska służalcza”.
    b) Polska jako członek NATO ma prowadzić politykę „bardziej niezależną od NATO” (co by to mogło oznaczać?)
    c) nie należy krytykować Rosji, bo to jest wyskakiwanie przed orkiestrę.

    Czy można być członkiem NATO i być niezależnym od NATO?

    Gdzie jest ta orkiestra przed którą Polska wyskakuje i dlaczego Polska z jednej strony ma być niezależna od NATO, a z drugiej nie wyskakiwać przed orkiestrę?

    Czym Polska jest – ratlerkiem swobodnie obszczekującym Rosję, czy psem łańcuchowym uwiązanym w NATO?
    Pzdr, TJ

  498. Nefer
    4 grudnia o godz. 11:37
    tejot
    4 grudnia o godz. 10:44

    Pięknie napisałeś ale sam fakt że wynika to „z kodu PiSowskiego, który przyjął do siebie i stara się wiernie realizować” znaczy (w zawężonym sensie) głupi i (w szerszym) interesowny. I bez honoru. Ręki nie podam.

    Mój komentarz Zgadzam się, w tym kontekście PAD jest głupi (oraz dodatkowo zaczadzony stanowiskiem), niezdolny do przewidzenia dokąd to prowadzi.
    Pzdr, TJ

  499. @Tejot
    Pewnie to wszystko prawda, co napisałeś o PAD, dodałbym jeszcze kod Rydzykowy, o którym mówił wczoraj prof Krzemiński i który być może, jest już bardziej dominujący wśród pisiarzy, albo ma większy wpływ na ich działania, stąd te wypowiedzi o niezależności od NATO itp.
    Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że on gra głupszego niż jest w rzeczywistości.

  500. Stachu39
    4 grudnia o godz. 12:17

    Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że on gra głupszego niż jest w rzeczywistości.

    I przez trzy lata tak się pilnował że nic się (mądrzejszego) nie wymskło, nawet niechcący? Niemożliwe.

  501. Stachu39
    4 grudnia o godz. 12:17
    @Tejot
    Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że on gra głupszego niż jest w rzeczywistości.

    Mój komentarz
    Ja również odnoszę takie wrażenie. On trochę dorabia siebie pod publiczkę, pod słupki, a że wychodzi z tego wizerunek głupka u spostrzegawczych, to jest równoważony w jego elektoracie przez wizerunek szczerego, poczciwego swojaka.
    PAD ma słupki popularności dość dobre, co świadczy o dość dobrym odbiorze jego osoby w elektoracie.
    Pzdr, TJ

  502. @tejot
    4 grudnia o godz. 11:57

    Rusofobia, to pojecie raczej psychologiczne, jak nie psychiatryczne. Herstoryk użył tego terminu w celu scharakteryzowania polskiej polityki.

    Pytania:
    Rusofobia Jak inaczej nazwać to co głosi sekta smoleńskich psycholi, z mniejszą intensywnością cała reszta PISu i spory odsetek PO (=centrum), żerując na uprzedzeniach historycznych, żołnierzach wyklętych, itp, itd. ?

    służalczość wobec USA Jak inaczej nazwać polską politykę wobec hegemona?

    czy można być członkiem NATO czy podnoszenie takiego hałasu i jazgotu przez polski rząd (patrz niżej) i żebranie o amerykańską obecność wojskową są niezbędnymi warunkami tego członkostwa?

    wyskakiwanie przed orkierstrę Jak inaczej nazwać szybkość reackji, ton i retorykę polskiego rządu i mediów, wobec każdego wydarzenia z udziałem Rosji na forum międzynarodowym, w porównaniu z bardziej powściągliwym zachowaniem np. Niemiec i Francji, które mogą sobie o wiele lepiej pozwolić na podskakiwanie do niedźwiedzia?

    krytyka oligarchicznej ekipy Putina Amerykańska oligarchia jest przecież tylko bardziej ogładzona, robi swoje w białych rękawiczkach, a nie nagą pięścią i dysponuje najlepszą w świecie maszyną propagandową, Jak należy zatem podchodzić do amerykańskiej polityki zagranicznej, sterowanej przez amerykańską oligarchię i w jej interesach – 30 letniej katastrofy dla prawa międzynarodowego, organizacji ponadnarodowych i świata wogóle ?

  503. Takiego durnia jak PAD nie da się grać dłużej niż trwa przeciętny spektakl teatralny. Nawet najlepszy aktor musi kiedyś odpocząć i zrzucić maskę. Ten gość się całkowicie identyfikuje z rolą i niczego nie udaje.

  504. Nazywanie Polski w kontekście polityki międzynarodowej jazgocącym ratlerkim oraz przeciwstawianie temu jazgotowi pozycji, masy i postury niedźwiedzia, to nieustająco stosowany chwyt propagandowy podszyty moralizatorstwem, wskazujący na rażącą głupotę szczekającego. Oto cytat z herstoryka:

    „Pies łańcuchowy to stworzenie z zębami, mogące być groźne! Polska w swej rusofobii i wyskakiwaniu przed orkiestrę z ujadaniem na Rosję groźna na pewno nie jest, bliższa jest raczej piskliwie jazgocącemu ratlerkowi. Jaka jednak jest użyteczność takiej psiny w osaczaniu niedźwiedzia?”

    Ten sposób argumentacji (przeciwstawienie ratlerka i niedźwiedzia) jest pośrednim uznaniem oraz przekonywaniem innych do uznania mocarstwowego aspektu polityki Rosji.
    Traktowanie Polski z pewną dozą rubasznej pogardliwości. Bo cóż z takim ratlerkiem przyjdzi si zrobić, jak go nie uciszyć.
    Pzdr, TJ

  505. @Herstoryk 4 grudnia, 13:16
    Uwagi @tejota (11:57) uważam za zasadne. Natomiast co wynika z Twojego porównywania oligarchii amerykańskiej z oligarchią rosyjską? Jaką to ma być wskazówką dla polskiej polityki? Jest faktem, że kraje postkomunistyczne dobrowolnie weszły pod parasol ochronny NATO, bo doświadczyły dobrodziejstw imperializmu ZSSR i nie chcą jego kontynuacji pod ekipą Putina.
    Bezsensowną postawę dzisiejszych rządów przypisujesz niesłusznie całej Polsce. Za poprzednich rządów były starania o dobre stosunki z Rosją, a ich pogorszenie nie jest winą wyłącznie polskiej strony.
    Co do Wenezueli, to klęska gospodarcza wywołana przez nieodpowiedzialnych populistów
    destabilizuje ten kraj i grozi destabilizacją całego regionu. Trudno, żeby pozostałe kraje Ameryki Łacińskiej i również USA na to nie reagowały. W ubiegłą sobotę zaprzysiężony został nowy prezydent Meksyku, trącący niestety myszką mesjasz lewicy. Wśród zaproszonych na ceremonię był Nicolas Maduro. Wywołało to takie oburzenie, że manifestanci uniemożliwili mu przejazd z hotelu do Izby Deputowanych. W Meksyku jest ogromna potrzeba naprawy państwa, pójścia na lewo w kierunku wyrównywania szans. Tego się nie osiąga rozkładając gospodarkę i dużo ludzi to rozumie. Strajk.eu
    rozpisuje się natomiast o tym, jak to Maduro walczy dzielnie z katastrofą gospodarczą. To są kpiny.

  506. Można się obrażać za porównanie do ratlerka (brytan mniej by raził?) ale nie zmieni to obrazu sytuacji widzianej z zewnątrz. Ratlerków nie uwiązuje się na łańcuchu, puszcza raczej wolno po posesji, ale one szybko zaczynają dygotać. Nie doszedłem nigdy, czy to z zimna, podniecenia, czy strachu.

  507. @tejot 4 grudnia, 15:26
    “Ratlerek i niedźwiedź”. Utrafiłeś w sedno tego porównania.

  508. Tobermory
    4 grudnia o godz. 15:50
    Można się obrażać za porównanie do ratlerka (brytan mniej by raził?) ale nie zmieni to obrazu sytuacji widzianej z zewnątrz.

    Mój komentarz
    Tobermory, kto się obraża za porównanie do ratlerka?
    Druga część powyższego zdania, to sugestia rzetelności opisu (obrazu) „sytuacji widzianej z zewnątrz”.
    Pzdr, TJ

  509. @Tobermory 15:50
    Przecież wcale nie chodzi o obrażanie się, tylko wykazanie co sugeruje przeciwstawianie ratlerka niedźwiedziowi – widoczną pozycję mocarstwową Rosji. Może trzeba się przed nią ugiąć zamiast szukać sojuszników w NATO?

  510. Duże wrażenie zrobił na mnie tekst „Dziecięce buciki pod pomnikiem prałata Jankowskiego”. Odkąd temat pedofilii w kk przestał być w Polsce tabu, co i rusz wychodzą na jaw takie mroczne sprawki, jakie kryły się np. za fasadą księdza łączonego dotąd z „Solidarnością”, którą wspierał.
    Szybko zresztą prałat z Gdańska dał się poznać głównie jako sybaryta, arbiter elegantiarum, gdy chodzi o modę w kręgach kleru. Pamiętam, że „wydał” swoje wino, na którego etykiecie widniał jego wizerunek wskazujący na bogatego gentlemana w szacie stylizowanej na ksieżą.
    Widziałam to wino tylko raz (jeszcze za życia prałata) w Delikatesach na placu Wilsona (Żoliborz).
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24241164,dzieciece-buciki-pod-pomnikiem-ks-henryka-jankowskiego-jest.html
    P.S.
    Z przyjemnością donoszę, że red. Tomasz Siekielski zebrał już ponad 80 proc. kwoty potrzebnej na nakręcenie dokumentu „Kler”.

  511. Tobermory
    4 grudnia o godz. 15:50
    Z moich obserwacji wynika , że do trzęsienia się ratlerkowi nie jest potrzebny niedźwiedź, wystarczy średniej wielkości spokojny z charakteru pies.

  512. 4 grudnia o godz. 15:26
    Tejot

    Tejocie, niestety poszedłes na duże skróty i zrobiłeś uproszczenia, co bardzo splyca Twoja argumentację.

  513. 4 grudnia o godz. 16:15
    Mag

    Prałat Jankowski okazał się monstrum.
    Urban wielokrotnie opisywał jego pedofilskie wyczyny już ponad 20 lat temu. Wszyscy biskupi lokalni wiedzieli co robi, nic – jak to oni – z tym nie zrobili.
    Wstrząsnęła mną historia 16 latki która, będąc w ciąży z Jankowski, chyba po gwalcie, została najpierw pobita przez ojca (nie za Jankowskiego bynajmniej, ale za „kurestwo”), po czym rzuciła się z okna i zabiła.
    A to dalece niejedyny przypadek. Aż mną trzęsie ze scieklicy

  514. Nefer
    4 grudnia o godz. 9:46
    Mam JESZCZE i W7… I pracuje bez „czkawki” od lat. Przyczyna, jak przypuszczam jest dosyć prosta. Chłopaki z Redmond dłubią tam rzadko czyli tylko konieczne updates – niedługo ten system idzie w nirwanę… W-10: nieustająca potrzeba uszczęśliwiania odbiorcy.
    Co do lektur… Czy już czytałaś ” Z zimną krwią”? (Truman Capote). O ile nie, to też bym polecił. Jest też film – dobry!

  515. „sugestia rzetelności opisu (obrazu) „sytuacji widzianej z zewnątrz”

    @tejot

    Co rozumiesz przez „rzetelność opisu”?
    Musisz mieć oficjalne oświadczenie z pieczątką czy zaakceptujesz subiektywne wrażenie? 😉

  516. @zezem
    4 grudnia o godz. 17:53

    Otóż ja widuję jednego ratlerka solo, bez innych psów i on też się trzęsie 🙁 Chyba nie na mój widok? 🙄 Z właścicielką wdaję się w przyjazne rozmowy, psa staram się nie zauważać, aby zmniejszyć jego stres, ale on i tak dygocze, lato czy zima 🙁

  517. zza kałuży
    3 grudnia o godz. 22:04
    No proszę. Przyznam ,że pytanie było nieco podchwytliwe.
    Coś mi się wydaje ,że Ruscy jeszcze coś tam mają na podorędziu tylko chwalić się nie chcą.
    Swego czasu czytałem wypowiedź jakiegoś fachowca dotyczącą systemu katapultujących w samolotach wojskowych. Twierdził ,że rosyjskie są b. dobre.

  518. @zezem 4 grudnia o godz. 18:20
    Swego czasu czytałem wypowiedź jakiegoś fachowca dotyczącą systemu katapultujących w samolotach wojskowych. Twierdził ,że rosyjskie są b. dobre.

    Oryginalne czy po remoncie w polskich zakładach?

    https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/fotel-pulapka-w-samolocie-mig-29-czym-grozi-brak-modernizacji-armii,887509.html

  519. Tanaka
    4 grudnia o godz. 17:56
    4 grudnia o godz. 15:26
    Tejot

    Tejocie, niestety poszedłes na duże skróty i zrobiłeś uproszczenia,

    Mój komentarz
    Jazgoczący ratlerek i pies łańcuchowy – to są skróty i uproszczenia.
    Pzdr, TJ

  520. @tejot’cie, czy przyszło ci kiedyś do głowy napisanie książki – wywiadu z kilkoma emerytowanymi pilotami amerykańskiego Air Force One na temat czy na kanwie katastrofy smoleńskiej?
    Poczynając od (niedoszłego) lotu do Tibilisi? Albo od katastrofy w Mierosławcu?

    Plus porównanie standardów szkoleń, procedur, zwyczajów, aktualnego życia w tym zawodzie, stosunku prezydentów do pilotów (czy pan wie kto ja jestem?), problemów jaki wywołało w tym ekosystemie polecenie dowiezienia prezydenta do Iraku w czasie trwania działań wojennych.
    Porównanie tego, czyje lotnictwo panowało wtedy w rejonie w powietrzu, etc.

    Jeden problem jaki widzę, to cena czasu tych pilotów. Na internecie można sobie wygóglać, że większośc z nich ma wynajęte agencje a te życzą sobie od 10 tys. dolarów za wystąpienie. Czyli nie za bardzo pewnie mają czas na długie wywiady i konwersacje, ale mogę się mylić…

  521. zza kałuży
    4 grudnia o godz. 18:33
    Czytałem aż do : „Zakłady odmawiają komentarza”.
    Nie ma co komentować.

  522. Szanowni!

    Święty ma to do siebie, że ma się dobrze, jest przecież tam gdzie chciał, a problemy zostawił pod spodem. Ale my też jesteśmy tam gdzie chcemy, albo wprost przeciwnie. W tej sprawie głos zabiera w formie wstępniaka – Qba. Na koniec stawia zasadnicze pytanie, które świetnie pasuje do tematu dnia dzisiejszego i każdego następnego: problemu z klimatem.
    Zapraszam w imieniu autora do czytania i komentowania.

  523. Tobermory
    4 grudnia o godz. 18:15
    psa staram się nie zauważać, aby zmniejszyć jego stres, ale on i tak dygocze, lato czy zima
    Litewskim naukowcom należy zawdzięczać zbadanie tego zjawiska, jest to rodzaj psychozy często występującej nie tylko u ratlerków. Jest to: „sralis mazgalis duptas referentas”