Pora na Świętego

Episkopat nadwiślański właśnie oświadczył, że się bardzo przejął pedofilstwem i się za ofiary pomodli oraz nic nie będzie ukrywał. Wezwał też konsekrowanych pedofilów, żeby się ujawnili, oraz że to ich prywatna odpowiedzialność. Co by znaczyło, że jak się nie ujawnią, to dalej biskupi będą niezorientowani, nieodpowiedzialni i niewiele da się zrobić, choć wszystko robią i widać, że są spoceni.
No i niech płacą sami.

Na co ofiary gwałcenia przez członków kleru oświadczyły, że to są kolejne kpiny z nich i ich bólu. I tak się dalej dzieją katolickie dzieje.

* * *

Film „Kler” obejrzały już miliony. Bije rekordy frekwencyjne. Jeśli nie jest tylko wentylem, prostym odreagowaniem po którym zbiorowość wróci do stanu poprzedniej homeostazy w bezmyślności, to może osiągnąć coś innego: uruchomić lawinę, która rozwali katolicki system przemocy, odrażającej zbrodni pedofilskiej, nieskończonej obłudy i zdrady dzieci przez ich najbliższych, którzy odrzucają dziecko i jego cierpienie na rzecz oparów religijnej trucizny.

Tysiące ludzi płakało na seansie, wychodziło wstrząśniętych z kina, długo nie mogło dojść do siebie. Bo też w ogóle nie powinni dojść do poprzednich siebie. Pojawiło się mnóstwo wywiadów, relacji, artykułów, dyskusji. I co, w jakim punkcie jesteśmy?

Chyba wzrosło poczucie potrzeby i konieczności mówienia o zbrodniach, zbrodniarzach i ofiarach. Podniosła się śmiałość krytyki. Obniża się publiczna tolerancja dla krycia bandytów i zwiększa gotowość służb wymiaru sprawiedliwości do działania rzetelniejszego i nienaginającego lub omijającego prawa na korzyść zbrodniarzy i ich patronów. Nawet pomimo ich podporządkowania partii zespawanej z Kościołem.
Wszystko to mogło i powinno było dziać się już dawno, dawno temu. W Ameryce zaczęło, choć niedawno i nie samo z siebie. Ale nie, nie w Polsce. Nie z tymi ludźmi, nie z tymi ludźmi Kościoła. Było zaprzeczanie, niezliczone kłamstwa, zdrada ofiar. Trwała cisza.

Cisza się skończyła. Czyżby?
Zauważyliście, że trwa w najlepsze? Że nikt nie pyta o Najważniejszego? Najwłaściwszego i Najadekwatniejszego? Że nikt nie pyta o Świętego Ojca Świętego Jana Pawła Drugiego?

Dlaczego, ach dlaczego? Czy wiesz, kolego?

Skoro nikt nie pyta, to ja zapytam. Zanim jednak zapytam o partykularia, zadam pytanie o esencję: co z tą „Prawdą, która was wyzwoli”?

Pytam o rolę tego giganta, tego tytana moralności, myśli, wrażliwości i wiedzy o wszystkim, będącą ślepotą na to co wyprawiała jego własna organizacja, której przez dziesięciolecia był najwybitniejszym przedstawicielem, kierownikiem, wykładowcą, wreszcie nieustającym papieżem i za życia świętym.

Pytam o watykański nakaz milczenia ofiar, pod surową kościelną groźbą, wystawiony przez jego poprzednika na tronie papieża i konsekwentnie stosowany przez cały czas rządów Wojtyły jako biskupa i jako papieża.

Pytam o Jana Pawła II tak bardzo w zgrozie przejętego używaniem kondomów, a tak drastycznie nieprzejętego gwałceniem dzieci bożych przez tak masowo licznych członków jego – Świętego! – Kościoła katolickiego. Skoro o to pytam, to zapytam o jego wyparcie się siebie: realnego, osieroconego dziecka, na rzecz dziecka fantastycznego – synka Matki Bożej – i o jego, z tego wzięte (za)wołanie: Totus Tuus! Które to wyparcie zamknęło go na realne cierpienia innych dzieci bożych, zadawane systematycznie przez tabuny współbraci w kapłaństwie, a otworzyło na publicznie telewizyjne głaskanie tysięcy dzieciątek po główkach. By następnie zwrócić takie dzieci najbliższym i najzaufańszym, którzy dziecko zgwałcą i zdradzą.

Pytam o rolę papieża w takim zgarnianiu kandydatów na członków kleru, w takim ich formatowaniu w parafiach, seminariach, katolickich środowiskach i pod okiem biskupa, które krzywi, kryje i sprzyja masowej pedofilii. Pedofilii będącej endemiczną zbrodnią uprawianą w Kościele katolickim od jego zarania do dziś.

Pytam dlaczego wypierał się wiedzy: choć wiedział to ją odrzucał.

Pytam o tysiące spotkań z dziesiątkami tysięcy i milionami ludzi, wśród których tysiące i tysiące to były zgwałcone dzieci, zgwałceni dorośli, ich rodziny i ci co ich zdradzili – odrzucając prawdę wyznań dziecka na rzecz decyzji o stanięciu po stronie konsekrowanego potwora i jego współbrata w zbrodni – Kościoła. Pytam o tysiące konsekrowanych gwałcicieli, z którymi wymieniał serdeczności i ściskał się w braterstwie moralnym i kapłańskim.

Pytam o jego totalną odpowiedzialność jako totalnego przywódcy i posiadacza totalnej Prawdy. Tej co to wyzwala.

Pytam o jego uroszczenia do świętości Kościoła kat. i osobistego uroszczenia do przewagi moralnej nad innymi – co miał za powód do pouczania, oskarżania i rozliczania innych, gdy tysiące jego podwładnych, w tym najwyżej postawionych, systematycznie gwałciło dzieci.

Pytam o to, dlaczego jest współproducentem rzeczywistości którą pokazuje ”Kler”. O jego totalny wpływ na polski episkopat, na biskupów, których przez 27 lat mianował i który sformatował do tak odrażającej zawartości jaka się nieustannie z biskupow wydobywa.

Pytam o to, co pokazują tysiące zeznań i wyznań ofiar, setki relacji psychologów, lekarzy, bliskich; setki książek i może najważniejsze – badanie konstytucji psychologicznej członków kleru: skrzywień, wyparć, wewnętrznych zaprzeczeń, tkwienia w dewastującej sprzeczności, rozpaczy i zakłamaniu – jak się do tego ma, po kolei: Lolek, Wojtyła, subtelny poeta i natchniony moralnie aktor, proboszcz, spowiednik, szafarz sakramentów, wykładowca, nauczyciel, wychowawca i wzór dla młodzieży; biskup, papież, Ojciec Święty – na każdym etapie stykający się z poświęconymi pedofilami i na każdym etapie odpychający tą wiedzę od siebie?

Wzywam do odpowiedzi tych wygadanych na co dzień wyznawców – obrońców świętości wrzeszczących, że niekatolicy ich prześladują, tych „otwartych publicystów”, stawiaczy pomników, dziekanów papieskich wydziałów teologicznych na każdym państwowym uniwersytecie, tabuny teologów moralnych i kierowników Instytutu jego Myśli. Skąd ta cisza? Dlaczego milczycie?

Pytam wyznawców relikwii papieskich: tych co sobie schowali nitkę sznurowadła ze świętego buta i tych co gipsowy odlew śladu tego buta na błoniach traktują z drżącą czcią; tych co trzymają pod szkiełkiem w domowej kapliczce papierową chusteczkę której dotknął Święty. Pytam tych, co przechowują z nabożeństwem włos Świętego. Zadaję pytanie tym, co prowadzą rodziny i sąsiadów między skały i pokazują z dumą palcem: tu GO widziałem!
Pytam tych łowców kropli potu Świętego i szafarzy ampułek z jego krwią oraz jej konsumentów – dlaczego siedzicie cicho?

Ciszej nad tą trumną? Jak jest interes, to się innych Świętym poraża, Świętym się Polskę nadmuchuje, przed złymi biedaka broni, ale teraz się go chowa głęboko i nikt nic o nim nie słyszał, choć stoi się pod pomnikiem i mieszka w cieniu katedry jego imienia, dzieci zaś śle do szkoły pod wezwaniem Świętego?

Gdzieście się podziali ci, co się do niego frenetycznie przyznawaliście i nadal to robicie, gdy wam wygodnie? Będzie, jak zawsze z Bogiem: co złego, to nie ja? Czy też wreszcie zrobicie to, czego żądał codziennie ten dziś nieobecny: stańcie w Prawdzie, ona was wyzwoli?
To co dotąd robicie, to jest zaparcie się tego, którego mieliście za ojca, przewodnika, wzór i za Świętego. Ta cisza to świadectwo i znak katolika.

W koszmarze zła jest jednak pewien pozytyw. Właśnie ta cisza! Ta zawzięta cisza, jakiej strzegą katolicy jest ciszą znikania Świętego, znikania Wojtyły i Jana Pawła II.
Nie mam złudzeń, że nastąpi jakaś poważna dyskusja o roli Wojtyły w tej zbrodni katolickiej. Polak nie da rady, temat zbyt bolesny dla rachunku sumienia. Cicho siedzą ci otwarci katoliccy publicyści i dalej cicho będą siedzieć. Cicho siedzą sami biskupi i dalej tak będzie. Siedzi cicho Instytut Myśli Jana Pawła II i standardowy parafianin. Jan Paweł II rdzewieje, sypie się i zanika. Pomniki jeszcze postoją, coraz bardziej obsrywane przez ptaki, bo coraz bardziej nudne, męczące i puste – jak puste są w środku te pomniki i największy Jezus świata – jest ich szorowanie.

Będzie to kiepska droga, bo „stanąć w Prawdzie” to najważniejsza rzecz dla katolika zanim stanie przez obliczem Wszechmogącego, ale w danych warunkach – jedyna. Wyzwolenie z trucizny – nie tyle przyjdzie, ale się przywlecze. Nie będzie skutkiem namiętnej i głębokiej w odwadze dyskusji, ale zamilczenia. Kulawe to będzie, ale czy na cokolwiek niekulawego zdobył się Polak i do tego katolik? Będzie jeszcze używanie imienia Świętego do wojny, a poza tym już nic ze Świętym nie będzie.

To, że nic nie będzie, jednak będzie, już jest: wymownym świadectwem katolika o sobie i świadectwem o Świętym.

Tanaka