Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

21.11.2018
środa

Historia pewnej tablicy pamiątkowej

21 listopada 2018, środa,

Z mądrości ludowej można się dowiedzieć, że wszystko w historii kołem się toczy (nic nowego pod Słońcem). Z jednej strony historycy powinni być zadowoleni – mniej nowych zdarzeń – mniej pracy przy interpretacji faktów. Mogą jednak wystąpić trudności przy dywersyfikacji zdarzeń. Do takiego przekonania doszedłem, gdy czytałem kiedyś o problemach przy tworzeniu miejsca pamięci dla Wypędzonych (Berlin – Erika Steinbach) albo tablic pamiątkowych na Śląsku i stosunku ogółu Polaków i władz do pomysłu stawiania takich tablic i miejsca pamięci o niewłaściwych zdarzeniach i ludziach (hasło – nie stawia się pomników winnym).

W SILESII jest artykuł, z którego przytoczę cytat na temat „Krzyża Żelaznego”, symbolu, występującego na każdej tablicy poświęconej ofiarom tamtej wojny.
„W popularnej umysłowości symbol Krzyża Żelaznego kojarzy się we współczesnej Polsce z III Rzeszą i narodowym socjalizmem. Argumentu o pono takim charakterze tego symbolu używa się, między innymi, po to aby nie dopuszczać do rekonstrukcji starych i budowania nowych niemieckich pomników ku czci poległych w obydwu wojnach światowych z górnośląskich wiosek i miasteczek.
Ale fakty są takie, że początkowo pruskie wojskowe odznaczenie Krzyża Żelaznego zostało ustanowione w roku 1813 w Breslau (Wrocławiu), skąd wyruszyła zwycięska ofensywa koalicji antynapoleońskiej. W historiografii niemieckiej ofensywę tą zwie się wojną wyzwoleńczą (Befreiungskriege). Tak jak i broń na potrzeby tej wojny, również pierwsze Krzyże Żelazne odlano w hucie w Gleiwitz (Gliwicach). Zarówno tę broń, jak i krzyże transportowano do Breslau (Wrocławia) wodami Klodnitzer-Kanal (Kanału Kłodnickiego), oddanego do użytku w roku 1812.
… Rzecz też wiadoma, że odznaczenia Krzyża Żelaznego używano również w okresie III Rzeszy, co doprowadziło do jego likwidacji po roku 1945. Lecz krzyż ten, jako ważny symbol niemiecki, od roku 1956 jest symbolem Bundeswhery. A fakt, że pojawia się on na statkach, samolotach czy czołgach armii niemieckiej jakoś nie powoduje, żeby polscy żołnierze odmawiali uczestniczenia we wspólnych manewrach z niemieckimi kolegami.”

Chciałbym opowiedzieć historię pewnej tablicy pamiątkowej, która w małej miejscowości – wmurowana w zewnętrzną ścianę kaplicy – miała przypomnieć o ofiarach pierwszej wojny światowej. Pomysł powstał prawdopodobnie podczas wieczoru przy kręglach – podstawowym sporcie pokolenia rodziców. Nasza drużyna uzyskała wysokie notowania w skali kraju (Prus). Wykonawcą był z urzędu mój ojciec, ówczesny wójt (Gemeindevorsteher – naczelnik gminy?) wioski. Nazwiska poległych było łatwo ustalić, przecież wszyscy się znali, walczyli tak jak ojciec pod Verdun i w Karpatach. Z napisem nie było problemów, poza tym ojciec miał kolegę o zdolnościach poetyckich, który wierszami upiększał wszystkie uroczystości rodzinne i społeczne i m. in. też uroczystość poświecenia tablicy. Pisał wiersze w stylu Wilhelma Buscha. Dla nie obeznanych z twórczością Buscha (np. Max und Moritz?) podałbym jako referencję Mariana Załuckiego.

Tablicę wykonano wiosną 1933 roku i w połowie czerwca miało być jej poświęcenie. Hitlerowcy już urośli bardzo w siłę i mieszali się do wszystkich spraw – zażądali od ojca aby umieścić na tablicy swastyki obok żelaznego krzyża. Ojciec się nie zgodził. Powiedział, że jego polegli koledzy nie znali tego symbolu i nie dla niego oddali życie. W dniu 25. maja, podczas spotkania w gospodzie, poświęconego tablicy, obcy członkowie SA pobili ojca, a gdy uciekł to strzelali za nim, ale nie trafili. Przyszli więc do naszego domu „sfinalizować” zamierzenia. Matka zamknęła ojca w izbie i mimo żądania oprawców nie wydała im klucza. Skutkowało to tym, że jeden z tych zbrodniarzy uderzył matkę pistoletem w brzuch, gdzie ja się pomału szykowałem do przyjścia na świat. Ten ewenement miał nastąpić prawie podczas planowanej uroczystości. Jako powód egzekucji podali, że ojciec podobno gdzieś powiedział, że „SA to gówno!” Według mego dzisiejszego rozeznania miałby rację i nie miałbym pretensji do ojca, ale on tego nawet nie powiedział i ja mu wierzyłem. Na szczęście przyszedł nasz posterunkowy, wezwany telefonicznie przez matkę i udaremnił mordercze plany oprawców. Mój ojciec złożył zawiadomienia o dokonanym przestępstwie w odpowiednich urzędach miasta Kandrzin i Cosel (powiat), ale nikt nie odważył się ukarać członków SA – takie czasy! Tablica pozostała jednak politycznie „czysta” i poświęcenie się odbyło.

Nie pamiętam, co odczuwałem w mym prenatalnym stanie, zazwyczaj zapomina się o wszystkim przy brutalnym akcie rodzenia, ale na pewno odczułem przerażający strach matki i w ogóle nie chciałem wyjść na taki świat. Straciłem więc okazję do oglądania uroczystości „live” z perspektywy wózka dziecięcego. Po dwóch tygodniach jednak zdecydowałem się z trudem przyjść na świat i jakże miałem rację z tymi obiekcjami! Hitlerowcy rządzili już w pełni i przerabiali świat na swoją modłę. Dodatkowo straciłem „obywatelstwo” Kuźniczki, gdyż 3 dni przed urodzinami wioskę włączono do miasta Kandrzin i ojciec stracił fuchę „Gemeindevorsteher’a”, jedna katastrofa za drugą. Na cześć moich urodzin przyjaciel ojca napisał hymn, który pokazuje związek miedzy poświęceniem tablicy i moją istotą. Tekst jest w niemieckiej wersji tego tekstu.

Tyle na temat pojawienia się tablicy pamiątkowej w kapliczce św. Antoniego i perturbacji początkowych, ale na tym historia tablicy jeszcze długo się nie kończy. W pełnej chwale tablica królowała w niszy kaplicy 12 lat. Przeżyła Hitlera, bombardowania przez aliantów i wkroczenie Armii Czerwonej. Potem nadszedł okres, gdy jej los wisiał na włosku. Nowi gospodarze ze wschodu zniszczyli wszystkie pomniki, tablice czy mogiły „niekoszernych” powstańców (Freischärlerów) – pozostały tylko zdjęcia w albumie. Tablicę też zdemontowano i pękła przy tym na dwie części. Przed kompletnym zniszczeniem tablicę uratowała w tajemnicy moja siostra, zakopując elementy u nas w podwórzu, gdzie przeleżały 60 lat. Od niedawna jest znów w kaplicy, ale nie w należnej jej niszy na zewnątrz tylko pod ołtarzem, gdzie czeka na renowację i lepsze czasy.

Chciałbym jednak dodać pewną tragikomiczną informację. Moim zdaniem problem tablicy pamiątkowej, poświęconej ofiarom pierwszej wojny światowej w Kuźniczce właściwie rozwiązał się już sam! Kuschnitzka w roku 1933 była małą miejscowością, gdzie żyło kilkaset osób z niemowlakami łącznie. Podczas plebiscytu uprawnionych do glosowania było 214 osób w tym 173 urodzonych i mieszkających w tej miejscowości, a 35 powracających z „daleka” tylko na plebiscyt (dane z Encyklopedii Powstań Śląskich, Wydawnictwo Instytutu Śląskiego w Opolu, 1982).
Po roku 1945-tym, Kuźniczka jako dzielnica Kędzierzyna, była ogromnym placem budowy domków jednorodzinnych i liczba mieszkańców przekroczyła 1000 (dokładnie 1088 w dniu 31.12.2008 – dane z Biura Ewidencji Ludności). Starzy Kuschnitzkanie albo nie żyją, albo są ze swoimi dziećmi i wnukami w Niemczech. Aktualnie liczba „rdzennych” mieszkańców, którzy mogli kiedyś widzieć tablicę w niszy na zewnątrz kaplicy wynosi już poniżej 5 i zmniejsza się gwałtownie. Poza tym nie ma wśród nich rodzin o nazwiskach, przypominających nazwiska poległych ozdabiających tablicę. Powoduje to, rzecz jasna, że zainteresowanie ponownym umieszczeniem tablicy na zewnątrz kaplicy jest znikome.

Moja stara siostra, która uratowała tablicę od zniszczenia oraz umiarkowanie także ja, gdyż moje urodziny i przeżycia prenatalne są z nią związane, wykazujemy pewien związek emocjonalny, pewnie też dlatego, że nasz ojciec tę tablicę „stworzył” i prawie zginął z powodu zajęcia się nią. Nie zależy mi jednak na tym, aby tablica wróciła na swoje miejsce. Św. Antoni na pewno nie pogniewa się, że pod ołtarzem leży jakaś płyta, a mieszkańcom – szczególnie „nowym” nie kłują w oczy żelazne krzyże, choć nazwiska poległych (10 z 12) brzmią bardzo swojsko i mogłyby pochodzić z wojny wyzwoleńczej w latach czterdziestych u boku bratniej Armii Czerwonej! Było 13 poległych, ale przy demontaż i renowacji jednego nazwiska nie udało się odcyfrować.
Niechby wszystkie problemy polsko-niemieckie rozwiązywały się tak łatwo jak ten i bez ingerencji zarówno ludności jak i władz.

Postscriptum

Możliwe, ze moje zdanie na temat kompletnego braku zainteresowania tablicą mieszkańców Kuźniczki było „nadinterpretacją” – modne ostatnio określenie.
Grupa ludzi postanowiła umieścić tablicę na należnym jej miejsce: Najmłodszy ze „starych” mieszkańców Kuźniczki, pewien historyk amator, „nowy” Kuźniczkanin, którego nie znam i Radna Osiedla. Wyciągnięto tablicę z pod ołtarza św. Antoniego i naprawiono ją. Jeśli dojdzie do uroczystości poświęcenia lub powieszenia to tym razem na pewno tego nie przegapię i z perspektywy wózka dziecinnego dla staruszków – inwalidzkiego, zobaczę tym razem to co mi się nie udało 85 lat temu.

Meldunek z ostatniej chwili!!!

Podczas spotkania mieszkańców na temat historii Kuźniczki prelegent, wspomniany przeze mnie historyk – amator („prywatnie” doktor chemii) zachęcał do ponownego umieszczenia odnowionej tablicy w należnym jej miejscu, nie stwierdzono jednak specjalnego entuzjazmu dla tej idei u słuchaczy, ale nie było też głośnych protestów. Przypadkowo siedzieliśmy około 15 metrów od niszy w kapliczce, gdzie kiedyś była umieszczona tablica, w pomieszczeniu Rady Osiedla, gdzie przed wojną był sklep kolonialny. Uczestnicy przedstawiali mieszankę najstarszych mieszkańców osiedla i nowo przybyłych, ale wszyscy wykazywali żywe zainteresowanie historią Kuźniczki, nie gwizdali i nie rzucali pomidorami itp.
Zostałem przywieziony przez żonę na spotkanie bezpośrednio po spożyciu kawy i ciastka i po dwugodzinnej prelekcji byłem zmuszone przez „siły wyższe” do szybkiego opuszczenia zebrania – natychmiast po oklaskach – i nie mogłem nawiązać kontaktu z grupą „lobbystów” na rzecz ponownego umieszczenia tablicy na kapliczce, dlatego też nie wiem czy ponowne umieszczenie tablicy będzie miało miejsce, czy św. Antoni odzyska pod ołtarz płytę kamienną, do której się już przyzwyczaił.

Postdeadline message

Święty Antoni odzyskał tablice pod ołtarz i tam pozostanie do końca świata – lub dłużej!

Antonius

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 732

Dodaj komentarz »
  1. @Znam podobne historie. Ta skończyła sie do pewnego stopnia szczęśliwie. Koło Bolimowa (łowickie) jest wspólny cmentarz żołnierzy wszystkich armii,którzy walczyli tam w I wojnie w tej bitwie, nie słyszałem o bezczeszczeniu, są tam składane, co jakiś kwiaty. Dobrze,że ojciec obronił się przed tymi swastykami, chociaz za to zapłacił .Cieszę się,że jestes znowu na blogu.
    Pozdrowienia.

  2. Dziekuję wszystkim, ktorzy zabrali głos, w sprawie mojego wpisu z poprzedniego dnia, pochwalili lub zganili. Na ten temat nie będe się wiecej wypowiadał, bo usłyszałem,że się powtarzam. Jeśli ktoś ma osobiste pytanie, chętnie odpowiem.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Na marginesie: Wilhelm Busch ma w poezji polskiej bliższego odpowiednika -Aleksandra Fredrę.

  5. Weronika
    21 listopada o godz. 12:00

    rzuciłem okiem, ale tylko tyle: czy to stanowisko TP, czy tylko przytoczona opinia, bądź wynik cudzej ankiety?
    Wiedźmin ponad Wojtyłą ?!
    Szał w trampkach, jak powiedział Kopernik.
    No i dobrze!

  6. popan
    21 listopada o godz. 12:04

    Zrób z tego namarginesu wstępniaka. Jest w tym potencjał.

  7. Stachu39
    21 listopada o godz. 11:58

    Nie przedłużając dyskusji spod poprzedniego wstępniaka: Twój długi wpis był bardzo dobry. Pomyśl o pytaniach i kwestiach które do Ciebie zaadresowałem, jestem ciekaw odpowiedzi. Bez nadmiernego pośpiechu.

  8. Pamiątkowe tablice poświęcone poległym w wojnach parafianom bądź mieszkańcom miejscowości były czymś normalnym i często spotykanym na Śląsku. Lokowane najczęściej w kościołach miały być przypomnieniem ludzi, którzy oddali życie w służbie państwa, a jednocześnie swoistą prośbą o modlitwę za ich dusze, bądź tylko zastanowienie nad losem pojedynczego człowieka. Obecnie spotkać je można najczęściej tylko w starych kościołach pobudowanych jeszcze przed I wojną bądź tuz po niej. Później wskutek zmiany sytuacji państwowej i politycznej, nowe upamiętnienia nie powstawały. Przyznam się, iż nie spotkałem jeszcze tablicy poświęconej mieszkańcom-ofiarom II wojny. W przypadku całego Śląska zadbała o to nowa władza, ludowa z nazwy ale obca miejscowej tradycji. Takie tablice nie mogły powstać, bo przypominały o poprzednich mieszkańcach i odrębnej od polskiej narracji historii tych ziem. Podobnie stało się z cmentarzami. Przeznaczono im niepamięć.

  9. @popan
    Chyba nie zgodzę się na to porównanie. Podobieństwo stylu jest i bogactwo słów np. w „królewnie, która nadobna była tylko zanadto…itd. To przypomina Ritze ratze voller Tuecke …Maxa i Moritza, ale fragment Polaka w Paryżu Załuckiego jest lepszy „co spojrzę na cizię, już po dewizie”.
    Ponadto Busch pisał też frywolne historie jak np. o Świętej Helenie, ale mniej „erotycznej” od królewny P. u Fredry. Bryla zabawna historia, gdy pewna katolicka szkoła dla dziewcząt kupiła św. Helenę do biblioteki sugerując się tytułem. Zgorszenie kompletne.
    Nie chcę poszerzyć tematu, może prywatnie – mailem podyskutujemy? Jestem fanem Buscha. Ze stypendium kupiłem komplet Buscha , gdy NRD wydało album po wygaśnięciu praw spadkobierców i niektórymi wierszami zachwycam się do dziś i nawet korzystam na dwujęzycznych forach.

  10. @Antonius

    Bardzo ciekawie opisałeś historię owej tablicy.
    We Francji w każdym miasteczku i wsi jest obelisk poświęcony mieszkańcom, którzy zginęli w I wojnie światowej jako żołnierze i oficerowie.
    Większość tych obelisków ma też listę zabitych na frontach II wojny. Na ogół o wiele krótszą.
    Takie obeliski (z obu wojen) widziałem też w wielu miejscach w Nowej Zelandii. Na jednej z przełęczy jest miejsce upamiętnienia dedykowane Nowozelandczykom – brytyjskim poddanym, którzy tysiącami maszerowali przez góry do punktów zbornych, skąd wysyłano ich na wojnę w dalekiej Europie. Widziałem też w wellingtońskim muzeum wstrząsającą wystawę poświęconą Gallipoli.

  11. @Antonius

    Nie wiem, czy znasz ten dowcip, zabawny tylko po niemiecku, niestety, ale opowiem ci, może się spodoba 😉

    Professor fragt Studentin
    – Was bedeutet a priori?
    – ??? Keine Ahnung 🙁
    – Von vornherein – podpowiada Professor
    – Ah so? Dann weiss ich jetzt auch, was heisst a propos (phon. a pro po) 😎

  12. Przepraszam że jeszcze nie na temat ale między mieszaniem w garnkach a lekcjami i praniosprzątaniem chwilowo nie mam czasu wstępniaka przeczytać.

    Natomiast to jest za dobre żeby się nie podzielić 🙂

  13. @Antonius
    Wspomniał już o tym @Tobermory, więc potwierdzam, że nie tylko we Francji, lecz również w Belgii wszędzie są takie tablice lub obeliski, najczęściej dotyczące obu wojen. Przy czym liczba poległych podczas I wś jest zawsze nieporównywalnie dłuższa. Straszliwa, wyniszczająca wojna pozycyjna w okopach (plus gaz) zebrała tam ogromne żniwo.
    Opowieść o przedwojennej historii Kuźniczek fascynująca z uwagi choćby na rolę, jaką spełniłeś – „prenatalnego świadka”.

  14. Antoniusie, wspaniały, ciekawy wstępniak i doskonale napisany. Dawno tak dobrego nie czytałam, gratuluję.
    Resztę sobie przemyślę i jak coś powiem to już powiem 😉

    psst, Tobermory, dzięki.

  15. @Tanaka
    Może coś napisze o Wojtyle, ale musze sie do tego przygotować

  16. @Weronika 21 listopada o godz. 12:00

    Ciekawe, czym Wojtyła się różni od Wiedźmina? Przecież Człowiek, który został Talerzem, czyli obficie upomnikowany mieszkaniec masowej wyobraźni, jest równie fikcyjną postacią, jak Wiedźmin. Jedyna różnica polega na tym, że bohater pod tytułem Wojtyła ma jakiś odpowiednik w rzeczywiście istniejącej postaci. Napisałam i już się zastanawiam – a czy Wiedźmin na pewno nie ma?

  17. @antonius – ciekawa historia. Jednostkowa, ale przecież emblematyczna. Historia „narodu” – narodów raczej – to chyba coś w rodzaju kopalni? A może po prostu śmietnik? Z całym szacunkiem.

    Szkoda, że owe procesy dziejowe niezawodnie tratują zwyczajnych ludzi…

    „Ach gdybyż narodów na świecie nie było,
    Jak nam by się wtedy wspaniale tu żyło.
    Dla dobra człowieka, dla szczęścia ludzkości
    Złączonej w potężnym uścisku miłości
    Aż z trzaskiem pękałyby kości.”

  18. @Nefer, Tobermory
    Ta Elżunia…
    🙂

  19. Atoniusie, świetna historia, bardzo zgrabnie napisana, z elementami tragikomicznymi w narracji, choć nie w faktach.
    Opisujesz miejsce bogate w uwikłania historyczne, nieoczywiste, trudne do rozwikłania dla postronnego i przypadkowego uczestnika, oraz rozgrywające się na wielu poziomach.
    Tak się często dzieje w obszarach granicznych – i nie mam tu na myśli jedynie granicy państwowej, ale wszelkie obszary i stany graniczne, krawędziowe.
    Z jednej strony jest czego zazdrościć: było bogato i gęsto w wydarzenia, a materialny tego zapis będzie obfity, o ile jakaś wojna go nie unicestwi, a zapis niematerialny, w głowach ludzi, przekazie jest jeszcze obfitszy.
    Ze strony drugiej, wielu, może większość, wolałaby mieć wspomnienia z okolic znacznie spokojniejszych, niewymagających fundowania tablic poległym sąsiadom i drżenia o jej całość wobec kolejnych zakrętów historii. Życzenie „obyś żył w ciekawych czasach” miewa w sobie więcej z przekleństwa niż dobrego życzenia, zwłaszcza gdy mówi to ciężko doświadczony takimi czasami.

    Twoja opowieść o upamiętnianiu poległych sąsiadów przypomina mi moje rózne wałęsania sie po nieznacznych, bocznych i zaściankowych kątach Francji, w których odnaleźć można wiele, bardzo osobistych, wręcz intymnych zapisów zdarzeń z czasów Wielkej Wojny. Mam trochę takich odkryć zarejestrowanych, jak mi się uda z archiwum wydłubać, pokażę. Jedno z nich, bardzo mnie poruszających, to coś takiego: na murze domu, od Wielkiej Wojny nieodmalowywanego i nienaprawianego (już ponad 100 lat) przymocowana jest mała, drewniana ramka. W niej papierowy arkusik, na arkusiku spis imion, nazwisk dat i miejsc śmierci kilku, może kilkunastu miejscowych młodych mężczyzn. Ponad nazwiskami miejsce na ceramiczną muszelkę, na której jest fotofraficzny konterfekt owego mężczyzny.
    Czas zrobił swoje: szybka chroniąca wnętrze ramy pękła, przepadły ze dwa, może trzy wizerunki utrwalone na ceramice, jakieś zacieki, naderwania, pobrudzenia. Dziś już ramka zapomniana, pewnie nie żye nikt z fundatorów, młodsi, znający rzecz z opowieści rodzinnych i oglądania ramki na murze dawno już wyjechali, nikt się miejscem nie zajmuje, budynek w miarę spory, ale na uboczu ubocznego miejsca. Nikt też jednak szkody żadnej nie robi, każdy kto miejsce mijał czy się zatrzymał, zadumał, postanowił spróbować wejść w tą obramowaną historię, jak ja – zachował je takim, jakim zastał. Żadnego wandalizmu.

    Może to właśnie więcej mówi o miejscu i stosunku ludzi do innych oraz samej historii, niż coś oczywistego, okazałego, odtrąbionego.

  20. Zaintrygował mnie komentarz tejota:

    tejot 21 listopada o godz. 10:39
    Wczytując się w lektury traktujące o impresjonistach i post- zacząłem się zastanawiać, kto rozpętał nowoczesność w świecie, jaki był wpływ impresjonistów na zmianę myślenia nie tylko o sztuce, lecz o świecie całym, na porzucenie sztywnych form i schematów w tym myśleniu. Czy artyści byli prekursorami rewolucji, np. społecznej, przez stawianie pytań, rozsiewanie ciekawości, niepokoju intelektualnego, prowokacje artystyczne, które wywołują twórcze echo w społeczeństwie?

    Masz dużo racji – ale ujmujesz to zjawisko z jednej strony. Artyści też nie istnieją w próżni – artystyczna wizja jest produktem określonego miejsca i czasu. Bardziej adekwatnym opisem byłoby sprzężenie zwrotne między historią idei, rozwojem nauk ścisłych i kierunkami w sztuce. Najbardziej łopatologicznym przykładem jest oczywiście futuryzm – który w ramach sztuki nie wywołał zbyt wielu okrzyków zachwytu. Jednak istnieją związki o wiele bardziej subtelne. Ostatnio chyba coś widziałam u Marci Shore, ale nie jestem w stanie sobie tego teraz dokładnie przypomnieć. Marci Shore zajmuje się historią idei i pisała, mam wrażenie, o naukach ścisłych – jak ich rozwój wpływa właśnie na historię idei.

    W ogóle przecież istnieje coś takiego, jak ogólny klimat epoki – wiek XIX był wiekiem klasyfikacji – sklasyfikowano dosłownie wszystko, poczynając od gatunków roślin i zwierząt, a kończąc na „rodzinach” języków. Postmodernizm ma tendencję do rozmywania granic i widzenia zjawisk w postaci kontinuum. Jak do tego pasuje np. impresjonizm w sztuce? Czy był efektem, czy prekursorem? Trudno powiedzieć.

    Ale o związkach np. nauk ścisłych ze sztuką (bo rozwój nauk ścisłych wpływa na sposób widzenia świata) albo z historią i naukami społecznymi można by napisać coś ciekawego. Może ktoś się podejmie?

  21. Artyści mają znikomy wpływ na bieg wypadków, ale o wiele większy na bieg idei.
    Impresjonizm w malarstwie, to był rewolucja. Zerwanie (nie całkowite), ze starymi schematami, ze sztywnością myślenia o rzeczywistości i przedstawiania jej w sztuce. Impresjonizm był w pewnym sensie prądem demokratyzującym, był wyjściem z ekskluzywności, wejściem w zwyczajność, codzienność, porzucenie ograniczeń kolorystycznych, rozszerzenie palety, uznanie dla eksperymentu, swoboda tematyczna.
    Także, co jest ciekawe, impresjoniści jako pierwsi artyści bez żenady korzystali z najnowszej wtedy techniki – fotografii, wykorzystywali jej naturalność, dosłowność do oddania wizerunkowego sceny i dodawali do niej swoje doznania.
    Byli prekursorami nowoczesności. Chyba.
    Pzdr, TJ

  22. 21 listopada o godz. 13:27
    Nefer

    Dobre, dobre!
    Inna sprawa z Karolem. Właśnie miał 70 urodziny. Przy mamusi i w jej cieniu, niespełniony i wiecznie terminujacy kandydat. Całkiem uschnie. Bidok. Ta Camilla już chyba z niego soki wyssala. Trochę smutne trochę wesołe

  23. Pierwotna wersja historii tej tablicy pamiątkowej była przeznaczona dla czytelników Silesii, dlatego napisałem ją w dwu wersjach językowych. Myślałem, ze jest w archiwum Silesii, ale część dawna archiwum została zniszczona przez hakera – patriotę. Było nawet zabawnie – jeśli ktoś próbował wejść na stronę Silesii to go przekierowano do reklamy produkcji beczek do piwa, poza tym wciąż dochodziły nowe fakty – do ostatecznego rozwiązania. Poległa tablica jak wiele historycznych obiektów dzięki niezrozumiałemu dla mnie pędzie władz po II wojnie, aby wszelkie znaki o 700 lat mojej ojczyzny wymazać z pamięci ludzi starych i nie poinformować o historii tych ziem ludzi młodych. Tak się dzieje jeszcze teraz, a zaraz po wojnie to była mania! Kazano likwidować makatki , filiżanki , jeśli nie były patriotycznie polskie , czyli ponad 700-letnie. Nie było Opolskiego Śląska przez 700 lat i dopiero Kulturtraegerzy ze wschodu wskrzesili kulturę i polskość na tej ziemi. To piszę, korzystając z dobrego przykładu, Mateuszka-kłamczuszka. Nie było oporu z naszej strony, bo nikt nam nie pomagał, ale drobne objawy niezgody się pojawiały nawet w mojej rodzinie. Jedna siostra uratowała tablicę przed zagładą, druga nie wykonała polecenia usunięcia szyldu z zawodem ojca, tylko zamalowała szyld na czarno i straszy jeszcze dziś tym kirem.
    Jako jaskółkę, która podobno niezbyt zwiastuje wiosny, mogę uznać fakt, że wydano edytorsko znakomitą książkę wspomnianego przeze mnie amatora-historyka, pt. „Kędzierzyńskie opowieści o historii dawnego Kandrzina”, Alfonsa Rataja, który rozdział poświęcił mojej Kuźniczce. Wiem, że to lokowanie produktu, ale naprawdę produktu, który warto nabyć i skonsumować.

  24. @Antonius
    Bardzo mnie wzruszył Twój wstępniak, bo napisany barwnym, pięknym językiem i co więcej, opisuje świat którego już nie ma. Więc tym bardziej wywołuje nostalgię. Wojna zniszczyła spokojne rodzinne życie w małych miasteczkach, ale chyba jeszcze bardziej zniszczyła je nowoczesność. Znam podobne miasteczka gdzie zostali już tyko starzy ludzie i młodzi nieudacznicy. Kiedyś można było żyć w jednym miasteczku, w wielopokoleniowych rodzinach, dziadkowie, masa wujków, ciotek i pociotek, kuzynostwa, rodzeństwa. Znając wszystkich sąsiadów. Spotykając się przy wspólnych pracach i zabawach. A teraz wszystkich wywiało w świat za pracą, za nauką. Może dlatego sprzeciw wobec nowoczesności przybiera na sile, bo ta nowoczesność przestaje się ludziom podobać. Tylko właśnie, kto kontroluje postęp.

    Harari (ale nie tylko) trochę o tym pisze, że ludzie się boją co przyniesie postęp, ale nikt nie czuje się za ten postęp odpowiedzialny. On jest jakoś poza nami. Żadna jednostka nie ma na niego wpływu, ani polityk, ani naukowiec, ani artysta. Próby zatrzymania go to jak rzucanie się pod koła pociągu.
    Tak mogło być zawsze, więc odpowiedź na pytanie tejota „kto miał wpływ na bieg wypadków” może być taka sama, wszyscy i nikt. To jakieś sprzężenie zwrotne, symbioza między społeczeństwem, naukowcami i artystami (bo w końcu to rodzina/społeczeństwo stworzyło im wszystkim warunki, wyedukowało, zainspirowało). Czyli kultura. Stworzyliśmy kulturę która determinuje postęp. A natura stworzyła Frankensteina. Czekam na ten wstępniak o postępie.

    Może Antonius by się podjął 🙂
    Przypominasz mi szacowny Antoniusie mojego fizyka z liceum, który operował łaciną i greką. Dyskutował z nami o muzyce poważnej. Poprawiał błędy językowe uczniów. Takich nauczycieli też już nie ma. Co myśmy narobili 🙁

  25. Jeszcze o Śląsku i akceptacji jego burzliwej historii. Parę lat temu wydano wreszcie, po latach, polską wersję XIX-wiecznej „Historii Gliwic” Benno Nietschego, dawnego mieszkańca miasta, i to nawet nie historyka, ale nauczyciela. Miałam okazję tę książkę obejrzeć, jest pięknie wydana, poszerzona o zdjęcia, aż chciałoby się ją mieć na własność (ale nakład niestety wyczerpany).

    Cytat z wydawnictwa:
    „Po 1945 r. dzieło gliwickiego nauczyciela skazano na zapomnienie. Większość egzemplarzy książki została zniszczona bądź zaginęła podczas wojennej zawieruchy. Te, które przetrwały, w następnych miesiącach przekazano na makulaturę bądź spopielono, w ramach tzw. akcji repolonizacyjnej. Pojedyncze woluminy zachowały się w nielicznych bibliotekach naukowych. W Polsce Ludowej starano się pisać dzieje Gliwic w ten sposób, jakby opracowanie Nietschego nigdy nie istniało. Tylko nieliczni przywoływali je w przypisach i odnośnikach. Zgodnie z obowiązującą wówczas wykładnią dziejów niemiecki historyk nie miał prawa pisać o Gliwicach, a jeśli już tak się stało, że cokolwiek napisał, to polski historyk nie powinien z jego ustaleń korzystać. Przynajmniej oficjalnie.”

    Więcej szczegółów tutaj:
    http://www.muzeum.gliwice.pl/historia-miasta-gliwice-2/

    Z książki dowiedziałam się że nazwa miasta pochodzi od „chlewni”.

  26. @izabella
    21 listopada o godz. 17:51

    Na temat etymologii nazwy Gliwice wyczytałem w leksykonie uniwersytetu w Oldenburgu:

    Es gibt mehrere Theorien bezüglich der Herkunft des Stadtnamens. „Gleiwitz” wird entweder mit dem im mittelalterlichen Schlesien gebräuchlichen Eigennamen „Gliw” bzw. „Gliwa” oder mit der slawischen Bezeichnung „gliw” für einen sumpfigen, feuchten Boden in Verbindung gebracht.

    Znaczy, albo od nazwy własnej „Gliw”, „Gliwa” ze średniowiecznego Śląska, lub od słowiańskiego „gliw” oznaczającego okolicę bagnistą i wilgotną.
    Może „chlew” (chliw) też od tego?

    Gliwienie, gliwieć, zgliwiały – terminy do dziś obecne w polszczyźnie. Odnoszą się na ogół do białego sera (twarogu), który pod wpływem drobnoustrojów psuje się w charakterystyczny sposób: zaczyna cuchnąć i zmieniać w żółtawą, mazistą masę. Bardzo smaczny po usmażeniu i dodaniu kminku 😎

  27. Prawo Godwina mówi o tym, że im gorętsza i dłuższa dyskusja, tym bardziej prawdopodobne jest, że ludzie zaczną się wyzywać od zwolenników Hitlera.

    Prawo Tanaki mówi o tym, że im dłużej trwa blog ateistów i więcej jest w nim komentarzy, tym bardziej prawdopodobne jest, że pojawi się wstępniak o poświęcaniu krzyży.

    A jeżeli chodzi o te poniemieckie relikty, to na południe od KK w Dziergowicach taki monument stoi do dziś.

  28. @Tobermory
    21 listopada o godz. 18:09

    Taki ser to jest kejza/kyjza

  29. @Antonius 21 listopada o godz. 17:20

    Takie historie warto zapisywać i pamiętać – dla mnie np. historia Śląska w ogóle do tej pory nie istniała. Wiem, że moja rodzina z jednej strony pochodzi z Zagłębia – to byli dość zamożni i dobrze wykształceni mieszczanie. Po wojnie znaleźli się za granicą. Nie wiem, kim byli etnicznie – poza niemiecko brzmiącym nazwiskiem – chociaż takie nazwisko łatwo spolszczyć. Mówili tylko po polsku. Ja się nigdy nie interesowałam rodzinnymi historiami, bo (niestety!) nudziły mnie do łez. W przypadku twoim i zaka1953 – to jest cała kopalnia historii pamiętanych i opowiadanych właśnie w rodzinie.

  30. Disclaimer: wstępniak zaka niczym nie ustępował, przepraszam za duch klatki schodowej :/

  31. Pięknie opowiedziana historia z pierwszej ręki – cóż może być lepszego. Jako (z urodzenia) prawidłowy Świętokrzyszczak, w dodatku urodzony długo po tym, jak stanowiący ze 30% ludności mojego miasta Żydzi zostali wymordowani do ostatniego, o takich pograniczno-narodowościowych zawirowaniach mogę tylko poczytać – a skoro mogę, to dziękuję.
    Dopiero wraz z moją drugą, późniejszą „małą ojczyzną” – bo za taką uważam pewną wieś na Mazurach – otrzymałem tego rodzaju kontekst historyczny. We wsi (jak w wielu innych, choćby po drugiej stronie jeziora) stoi pomnik z nazwiskami poległych w IWŚ. Raczej nigdy nie był opatrzony swastyką. Pomnik jest zadbany i nikt go nie dewastuje. Nazwiska na nim w większości nie przypominają typowo niemieckich, a niektóre po zmianie pisowni nie zwracałyby uwagi wśród nazwisk dzisiejszych gospodarzy.
    Tylko 2 osoby we wsi miały tamtejsze przedwojenne korzenie, z nich nadal żyje jeden gospodarz. Grób drugiej osoby odwiedzamy rodzinnie na uroczym, dość zadbanym cmentarzyku, położonym wśród pól, gdzie leżą również dawni właściciele mojego gospodarstwa.
    Tak, we wsi są już tylko starzy w drugim pokoleniu „napływowi tutejsi”, a młodzi, co nie wyjechali, uważani są lub uważają się za nieudaczników. Jest taki, który uważa , że wyjechał jedną nogą; dzieci na wszelkie wypadek chowa pod skrzydłami królowej (tej, co może się ruszyć w dowolnym kierunku).
    Pozdrawiam wszystkich.

  32. bubekró
    21 listopada o godz. 18:16

    Taaa… Pieknie opowiedziana historia. Prawo Godwina, Prawo Tanaki. Taaa…

    Prawo polityki mowi o tym, historie pieknie opowiadane koncza tak:
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1772348,1,pis-przejmuje-sejmik-slaski-wystarczylo-przekupic-kaluze.read?src=mt

    Osobiscie trzymam promien patriotyczny ~70km

    pzdr Seleukos

  33. Nefer
    21 listopada o godz. 13:27
    Obrazek obejrzałem i zastanowił mnie krótki komentarz @Tobermory – „dobry”. Przecież tam podłoga jest podobna jak na pewnym obrazie Vermeer’a ;–)
    Co do wyboru co pierwsze : wolna wola ( film ma cechy dokumentu)

    @basia.n
    Tytuł filmu „Touching the Void”.
    Moja propozycja , nie czytać w necie treści czy recenzji, wypożyczyć i obejrzeć

  34. Historia pewnej tablicy pamiątkowej
    Historia pewnej mogiły.
    Rok 1945 , niemal koniec wojny. Na plażę pewnej miejscowości
    (przed wojną tereny polskie) morze wyrzuca zwłoki żołnierza Wehrmachtu. Miejscowi chowają ciało tuż za wydmami w pobliskim lesie. Grób jest pielęgnowany do dzisiaj.

  35. @zezem
    21 listopada o godz. 20:28

    Pomyślałem o tym samym 😉 Dobry ze względu na kontekst czyli stosowny tekst. I nie był propozycją do pokoju muzycznego 🙂

  36. izabella
    21 listopada o godz. 17:30
    Takich nauczycieli też już nie ma. Co myśmy narobili
    Z tym „myśmy” nie zgadzam się. Ja na pewno nie ,a i Ty chyba też nie. To jest taki trend. Poziom ogólnych wymagań jest niski,a niekiedy katastrofalny. Dlaczego? O tym można sporo pisać,ale to „inna bajka”.

  37. @zezem 21 listopada o godz. 20:28

    Ten?
    https://www.youtube.com/watch?v=G4LD9vQ3Fjs

  38. @basia.n

    W kwestii chleba: dobry w smaku, pod względem urody ustępuje poprzednikowi. Przy następnym muszę wziąć pod uwagę, że grubo mielona mąka razowa trudniej rośnie, może dodam słodu lub melasy. Albo miodu.

  39. @Tobermory
    Z tą podłogą u Vermeer’a jest to dla mnie oczywista oczywistość, że jest to chciane ,aby co poniektórzy mieli uwagę rozproszoną ;–). Nawet nie wiem czy nie jest to tematem jakiejś pracy doktorskiej :–).

  40. seleuk|os|
    21 listopada o godz. 20:21

    Ale numer…
    Kartkę wyborczą się wrzuca, ale jak ją wydłubać z powrotem?

  41. @na marginesie.
    Tak, ten. Warto obejrzeć na większym ekranie. Z filiżanką (!) dobrej herbaty w ręku.

  42. A propos gotowania, u nas jutro Thanksgiving czyli Święto Dziękczynienia.
    Lecieć nam się nie chce do rodziny (dzisiaj najgorszy dzień w roku na latanie), a nikt nas lokalnie nie zaprosił 🙁 więc trza gotować. W tym roku będzie po wegańsku.

    Za gotowaniem to ja tak średnio przepadam, eh 🙁

  43. @Antonius

    Może najpierw o wstępniaku – mnie również sprawy historii Śląska są bardzo mało znane,więc jestem wdzięczna i Tobie i zakowi 1953 za dzielenie się kawałkiem autentycznej historii tamtego regionu. To bardzo cenne.

  44. @izabella
    21 listopada o godz. 21:01

    Za 3 tygodnie przybędzie z wizytą wegańska siostrzenica z wegańską 2-latką. Z (lacto-ovo)wegetarianami nie mam problemu, bo mam w najbliższej rodzinie, ale z weganizmu trzeba się będzie podszkolić. Jako nastolatka uwielbiała sery i karmiliśmy ją fondue do wypęku, aż jej obrzydło. Teraz to nie wiem – warzywa, owoce, mleko podobno ma być migdałowe… 🙄 Mam nadzieję, że lubią po indyjsku lub chińsku. Jedna znajoma ma bardzo wegańską córkę, nie uznającą nawet miodu, bo to wyzysk pszczół 🙄
    Podobno są też tacy, co nie jedzą niczego, co żyjąc rzucało cień 😎

  45. @zezem
    21 listopada o godz. 20:28

    Film znalazlam wlaśnie na chomikuj i pobieram na dysk.
    Zastosuję się do Twojej sugestii i obejrzę bez czytania czegokolwiek o filmie.

  46. basia.n
    21 listopada o godz. 21:14
    Będę ciekawy wrażeń i opinii.

  47. Tobermory
    21 listopada o godz. 20:43

    Skoro chleb był dobry w smaku, to jego wygląd jest mniej ważny. Najchętniej zjadłabym taką kromkę z dobrym serem.
    A obraz do pokoju muzycznego wybrałeś trafnie 🙂

  48. To wy sobie tu wymieniajcie później opinio-spojlery :/

  49. zezem
    21 listopada o godz. 21:23

    Oczywiście napiszę .

  50. Tobermory
    21 listopada o godz. 21:11

    U nas mleko migdałowe (i sojowe, i z konopi, ryżu, i z pięć innych rodzajów) jest tak upowszechnione jak zwykłe. Stoi w lodówce, ma krótką ważności (nie jak to w pudełkach z konserwantami, co może stać pół roku). Zamiast śmietany, orzechy cashew. Zamiast sera, tofu.
    Miód tylko od tych, co się dzielą sprawiedliwie z pszczołami a nie kradną im wszystkiego i zostawiają cukier. Warzywa, squashe zwłaszcza, soczewica, ciecierzyca, fasole, avocado, komosa (po naszemu quinoa, ma dużo białka). Da się wyżyć.
    Ja mam tyko problem z mlekiem do kawy, bardzo ciężko jest je czymś zastąpić 🙁

    O cieniu nie słyszałam. Kiedyś na konferencji siedziałam obok kobiety której córka robiła i sprzedawała krakersy z insektami. Insekty to przyszłość. Czy one rzucają cień? 😀

  51. Orlen płaci Polska wstaje z kolan.Kolejny z Narodu Wielkich Polaków znakomity szofer Kubica udowodni światu ,że Polak to brzmi dumnie .Polska jest krajem wyjątkowym i to miejsce w F1 nam się poprostu należało . Nie liczą się koszty mamy pękać z dumy. Na lądzie w powietrzu i wodzie w kosmosie i pod ziemią zawsze Bóg Honor Ojczyzna
    Mam łzy w oczach..

  52. @Tobermory
    Jeśli prawdziwa weganka, to nie zje żadnego produktu mlecznego. Więc mleko kokosowe, kasze, ostatnio moja żona gotuje dla córki weganki ciecierzycę, rzepę, fasolę. Przygowywanie potraw wegańskich jest dość pracochłonne, bo są tam takie przepisy : ugotuj rzepę albo cos podobnego, zlej pierwszą wodę, ugotuj osobno coś tam innego, dodaj itd.
    Syn moich przyjaciół dostał się pod panowanie takiej weganki, maja dwoje dzieci, chowają się zdrowo, długo były karmione piersią. Dużo oliwy jako tłuszczu.

  53. @Tobermory
    Zapomniałem o tofu i soji. Czasem jedzą jajka.

  54. Na marginesie
    21 listopada o godz. 15:25

    Ciekawe, czym Wojtyła się różni od Wiedźmina?

    Należy zapytać wojtyłologa albo wiedźminologa 😉

  55. Tobermory,
    To proste: marcheweczka rach-ciach-ciach, porek i selerek trach… do tego kartofelek, pomidorek, pieczareczki, trochę wódeczki, znaczy miało być wody, i już zupka bul bul. Jak bez wody, to na blachę, z oliwką, jako zapiekaneczka. Na drugi dzionek powtóreczka. Aż wyjadą.

  56. @izabella
    21 listopada o godz. 21:31

    Czy insekty rzucają cień?
    Te nocne pewnie nie. Zwłaszcza w bezksiężycowe noce.
    Z tym cieniem to pewnie żart, ale znam osobę, która nie zje niczego, co może jej spojrzeć prosto w oczy. Nie wiem, czy je płastugi 🙄
    Lubię i jadam wszystko, co wymieniłaś, a bez mleka mogę przeżyć, bo pijam herbatę z cytryną, a z kaw co najwyżej espresso.
    Przypomina mi się „My Fat Greek Wedding” 😉

    Toula Portokalos: Ian is a vegetarian. He doesn’t eat meat.

    Aunt Voula: He don’t eat no meat?

    Toula Portokalos: No, he doesn’t eat meat.

    Aunt Voula: WHAT DO YOU MEAN HE DON’T EAT NO MEAT?

    [the room goes silent]

    Aunt Voula: Oh that’s ok, That’s ok, I make lamb!

  57. Dziękuję wszystkim za dobre rady. Wykorzystam chętnie.

  58. Antoniusie więcej, więcej, więcej! Proszę 🙂

  59. Mieszkańcy Wysp Wielkanocnych domagają się od Brytyjczyków zwrotu jednej z rzeźb, którą uważają za swojego przodka.
    Podobno ponad połowa Brytyjczyków jest zdania, że wszystkie zagrabione dobra powinny zostać zwrócone ich prawowitym właścicielom.
    Grecy domagają się zwrotu swoich narodowych skarbów już ponad dwieście lat.
    Ciekawy temat. Jak to się modnie mówi, rozwojowy.

  60. 48 Komentarzy i żadnych inwektyw wobec w spółplemieńców. Nie wierzę własnym zmysłom. Pojawią się i obrzucą Was błotem, ale Wy się na to godzicie, komentując ich „wypociny”. ANTONIUSIE!!!. Życzę sobie dalszych części, a może nawet wspomnień. Haimat jest najważniejszy.

  61. zezem
    21 listopada o godz. 20:28

    Taki typ humoru to mój ulubiony 🙂 może i akurat jemu też przypadło do gustu.
    Książka najpierw.

    nadrabiam blogowe zaległości, Jezus, co to o tym Orlenie *oczy jak talerze*

  62. @izabella
    Jedna taka (nieistotne) mówiła, że trzeba poeksperymentować z mlekiem sojowym różnych firm, bo nie wszystkie są takie same. I podobno da się pić.

  63. @Weronika
    21 listopada o godz. 21:50
    Aborygeni też. Pozabierali im umarlaków.

  64. @Stachu39
    21 listopada o godz. 21:35

    To dziecko też długo wysysało swoją matkę, chyba z półtora roku, jeśli nie dłużej. Widziałem je ostatnio, jak miało 8 miesięcy, a matka była już chuda jak anorektyczna szczapa 🙁 Swoim rodzicom zapowiedziała (ta siostrzenica), że jak dadzą dziecku mięso, to przestanie ich odwiedzać. Ojciec dziecka jednak jest podobno mięsożerny.
    Jakoś to przeżyjemy 🙂

  65. Tobermory
    21 listopada o godz. 21:11

    Grzyby dodają smaku umami (poza tym sos sojowy, wędzona papryka), więc jako grzybiarz na pewno sprokurujesz coś rewelacyjnego.
    Chociaż z grzybami też niewiadomo, to przecież nie rośliny, ta chityna w komórkach, ni pies ni wydra.
    Ale cienia nie rzucają bo są za nisko.

  66. @Izabella
    O insektach nie słyszałem, są jednak teorie, ze gdy zeszlismy z drzew to robaki rózne, były podstawa pozywienia, jesli nie udało sie zjeść czegoś grubszego.Z różnych reportaży o tubylcach Amazonii wynika,że tam rozmaite larwy są szczególnie pożądane. Kto pamieta film Mondo Cane ?tam tez serwowali turystom jakieś robaki, może dżdżownice, chyba jeszcze żywe. Podobno Chińczyk zje wszystko. W oblężonym Leningradzie pierwsze zostały zjedzone psy i koty.

  67. @izabella
    21 listopada o godz. 21:55

    „Ale cienia nie rzucają bo są za nisko.”
    A pytałaś krasnoludki? 🙄

  68. @Antonius
    Dołączam sie do wezwania Burkraby.

  69. @Stachu39
    21 listopada o godz. 21:58

    Podobno nawet niedojedzone przez drapieżniki resztki ich ofiar. A jak im raz wpadło do ognia i ładnie zapachniało, to zagustowali w grillowaniu 😉

  70. Ewa-Joanna
    21 listopada o godz. 21:52

    Aborygeni też. Pozabierali im umarlaków
    To dla nich może być bardzo poważna sprawa.
    Wygląda na to, że odkąd Waszczyczowski (?) pasował Brytyjczyków na głównych przyjaciół pisolandu, mają niefart.

  71. Podobno Chińczyk zje wszystko, co nie jest szybsze od niego 😉

  72. W prawie rodzinie, po zmianie wiary, podrośniętego niemowlaka postanowiono wychować na wegetarianina. Dobrze szło, tylko jakoś głośno, bo dzieciak ( 10 miesięcy) darł mordę całe noce a i w dzień było niewiele lepiej. Zasugerowałam, że pewnie głodne, ale spotkałam się ze stanowczym odporem. Nie moje.
    Aż razu pewnego jedliśmy wspólny obiad i nieszczęsny wegetarianin siedząc na wysokim stołeczku musiał zadowolić się jakimś jogurcikiem podczas gdy inni zajadali udka. I tego było za wiele, Niedoszły wegetarianin, korzystając z nieuwagi otoczenia, złapał udko w garść, wpił w nie zęby i nie było mocnych żeby mu to zabrać.
    Stwierdzili, że wola boska i zaczęli normalnie karmić. I o dziwo, przestało ryczeć po nocach. 🙂

  73. Ejże kochani, każdy zje wszystko, zależy od natężenia głodu. Żabie udka nie wzięły się z dobrobytu.

  74. @izabella

    Będzie wegański indyk? 😉

  75. Nefer
    21 listopada o godz. 22:14

    tofurkey 😉

  76. @Weronika
    21 listopada o godz. 21:44

    To dwie odmienne konwencje fantasy

  77. Dobra wiadomość!
    Olga Tokarczuk otrzymała właśnie (wyprzedzając Noaha Harari) szwajcarską nagrodę (50 tys. franków) za „Księgi Jakubowe”.

  78. izabella
    21 listopada o godz. 22:19

    brawo 😀 😀 😀

  79. Żeby nie było że to ja:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Tofurkey

    Ale ja nie mam potrzeby żeby moje warzywka wyglądały jak mięsko 😀

  80. izabella
    21 listopada o godz. 22:23

    Nie ważne czyje co je 😉 no właśnie kupuję często gęsto produkty wegetariańskie (chociaż nie zrzeszona) i dlaczego one wyglądają jak mięso? Po co?
    Na ten przykład mam veggie nuggets na jutro w lodówce.

  81. Nefer
    21 listopada o godz. 22:27
    i dlaczego one wyglądają jak mięso? Po co?

    Może żeby dzieci nie łapały za cudze udka?
    Jakby dali dziecku „veggie nugget” zamiast jogurtu, to do tej pory byłoby vegetarian 😐

  82. Tobermory
    21 listopada o godz. 21:46
    Przypomina mi się „My Fat Greek Wedding”

    Też się przy tym uśmiałam. Przy okazji że przypomniałeś, znalazłam na amazonie film „Student”, ale idzie jak po grudzie. Syn jak syn, ale ta matka 🙄
    Czy ten film to satyra? Bo zbyt straszne na prawdę. Jeszcze bardzo mi się podobał rosyjski film Lewiatan. Z tego samego roku co Ida. Piękny i straszny.

  83. bubekró
    21 listopada o godz. 18:16
    „A jeżeli chodzi o te poniemieckie relikty, to na południe od KK w Dziergowicach taki monument stoi do dziś.”
    Mój komentarz: Osobiście mówię o zabytku śląskim, a nie poniemieckim, bowiem jego miejscem powstania i usytuowania była ziemia śląska. Czy obecność napisów niemieckich określa narodowość lub etniczność jego twórców? Nie. Taki napis podkreśla wyłącznie oficjalny język rządzących. A Śląskiem rządzili Morawianie, Piastowie, Czesi, Habsburgowie i wreszcie Prusacy. Czy używanie w Polsce łaciny na rozmaitych obiektach średniowiecznych, zmienia ich polskość? Nie. Mówi tylko o powszechności łaciny, przyniesionej do Polski przez duchowieństwo. Na dodatek od czasów królów z dynastii andegaweńskiej polskojęzycznych władców na tronie krakowskim było co kot napłakał. Ale akurat w przypadku Śląska, obecność języka niemieckiego, uważana jest za coś złego, dyskredytującego Ślązaków i ich elity.

  84. @izabella
    21 listopada o godz. 22:34

    Ja ten film oglądałem w sporym napięciu, choć z mieszanymi uczuciami. Bo to dzieło oparte na niemieckiej sztuce teatralnej, ale na rosyjskim gruncie wydaje się nabierać szczególnie prawdziwych rysów. Główny aktor jest moim zdaniem świetny i przekonujący. Mógłby, występując w telewizji jako charyzmatyczny bojownik na rzecz cerkwi, zrobić karierę większą niż nasz Terlik z betonu.

  85. A nie sądzicie, że z udawaniem mięsa jest podobnie jak z udawaniem pierwszej komunii u ateistów?

  86. Dalem kilka krotkich komentarzy pod poprzednim wstepniakiem,

    tejotowi, Tanace, zetusowi1 i paradoxowi 57.
    Kto przeczyta ten traba. A kto nie, jeszcze wieksza.

  87. @Tobermory

    Mam pytanie: czy będziesz głosował w sprawie rogów?
    Czy u was jest obowiązek głosowania?

  88. @Ewa-Joanna
    21 listopada o godz. 22:13

    Podobnie jak owoce morza.

  89. @Nefer
    21 listopada o godz. 23:23

    W moim kantonie nie ma obowiązku głosowania. W niektórych jest, ale nie wiem, czy egzekwowany.
    Już zagłosowałem. Jestem ZA. Zawsze byłem przeciwny takiemu okaleczaniu krów.

  90. @zak1953
    21 listopada o godz. 22:34

    Symbolika jest jak najbardziej odnosząca się do dominującego państwa, a nie do tego, co lokalne. Żelazny krzyż (a o tym jest bieżący wątek) czy pruski orzeł to nie są symbole lokalne bądź regionalne. O języku (tym razem) nic nie pisałem.

  91. Zresztą, zachwycanie się tym co lokalne, to pierwszy krok do czczenia i świętowania, co się kończy albo faktycznym świętowaniem albo jakimś pogmatwanym synkretyzmem na miarę tego, o czym pisze Ewa-Joanna
    21 listopada o godz. 22:53

  92. Tobermory
    21 listopada o godz. 22:19

    Pewnie, ze dobra.
    Tylko ci Helweci skapi jacys sa.

    Napisalbys Toby cos o Nabokovie, o jego 16, ostatnich latach w Montreux.
    Ten pisarz intryguje mnie nieustannie: pisal w 4 jezykach.
    Milosz pisal o nim, zazrosnie chyba, (parafrazuje) ‚nieludzki talent’.
    Zazdroscil mu, jestem pewien, talentu do pisania w mnogich jezykach.
    Pisania genialnego.
    Na motylkach Nabokova sie nie znam ale lubie motylki.

  93. Tobermory
    21 listopada o godz. 23:32

    Dziękuję. Widziałam dzisiaj reportaż w tv, zaciekawiło mnie i przejęło zgrozą. Niepotrzebne głupie okrucieństwo.

  94. Antoniusie, tys jedyny. Taka wrzute dac na temat dla wielu – co ja mowie, dla wiekszosci! – nieznany. Swietnie napisana wrzuta, na dodatek.

    Mam pytanie. Czy wiedzialbys moze dlaczego nowe hitlerowskie SA chcialo sie dokleic ze swastyka, w 1933 roku, skoro tablica upamietniala tych co zgineli w niemieckiej wojnie, przez nich przegranej z kretesem? Szczegolnie w sytuacji gdy te wojne przegrali z powodu durnej decyzji Kaizera wznowienia atakow na U-boaty zaopatrujace Francuzow i Anglikowamerykanskie. Przeciez tam nie potrzeba bylo geniusza zeby wyglowkowac iz Amerykanie z cala pewnoscia przystapia do wojny przeciwko Kaizerowi. Po takim wznowieniu agresywnosci antyamerykanskiej, lamiacym wczesniejsza umowe o zaprzestaniu atakow na flote nie-wojenna tylko handlowa.

    No i Amerykanie przystapili do wojny, 6 kwietnia 1917 roku. Czyli juz po rewolucji lutowej w Rosji i pol roku przed rewolucja pazdziernikowa. Ktora ostatecznie zadecydowala o tym, iz Rosja wycofala sie z wojny z Niemcami. Zostawiajac wolne pole na froncie wschodnim.

    Gdyby nie amerykanskie przystapienie do koalicji antykaizerowskiej, SPROWOKOWANE bezmyslna decyzja U-boatowa Niemcow, kto to wie jakby ta wojna by sie byla potoczyla. Kto to wie.

    Mogloby bowiem byc tak, ze prusko-austriackie sily, ‚odmlodzone’ dzieki zanikowi frontu wschodniego, odnioslyby zwyciestwo nad Franko-Anglikami. Walczacymi wciaz bez oficjalnego sojusznika amerykanskiego. I twoja, Antoniusie tablica pamietkowa, upamietnialaby prusko-slaskich zolnierzy zwycieskich. A nie przekletych kleska 11.11.1918.

    Ci zolnierze przekleci. Oni zawsze jakos potrafia byc wyprodukowani podczas roznych wojen. Szczegolnie tych prowadzonych przez naczelne dowodctwo wykazujace spore braki pomiedzy uszami

  95. bubekró
    21 listopada o godz. 23:35
    To tylko taka drobna reakcja na „poniemiecki relikt” na ziemi śląskiej. Nic więcej.

  96. Tobermory
    21 listopada o godz. 22:05

    „Podobno Chińczyk zje wszystko, co nie jest szybsze od niego ”

    Czy ‚zje’ to eufemizm od ‚przeleci’?
    No bo jak nie szybsze…

    Czy Tanaka dba o PC?

  97. Nefer
    21 listopada o godz. 13:27

    „Przepraszam że jeszcze nie na temat ale między mieszaniem w garnkach…”

    Ach, sciereczka mala w Twej kuchni byc…

  98. @Antonius
    Podałeś wcześniej, że napisałeś dwie książki , znalazłem je, ale przez zaniechanie, czy inne okolicznosci nie sprowadziłem ich.(masz nazwisko na G,?) teraz nie mogę tych ksiażek odszukać.W wydawnicwie Silesia.? wtedy odnalazłem po tytule. Mógłbys przypomnieć?

  99. Antonius opisal starania o umieszczenie tablicy upamietniajacej ok. tuzina Slazako-Niemcow poleglych w „Wielkiej Wojnie” *). Tak nazywano, przez dluzszy czas, te najbzdurniejsza z wojen. Pozniej przechrzczona na Pierwsza Wojne Swiatowa.

    Numer ‚Pierwsza Wojna Swiatowa’ nalezal sie WWI nadzwyczajnie. Albowiem, bez niej, tej pierwszej i jedynej, nie byloby Drugiej Wojny Swiatowej. Dwadziescia lat pozniej nastepujacej. Inaczej byc nie moglo.

    Great War, Wielka Wojna 1914-1918, dala poczatek nie jednemu idiotyzmowi w najnowszej historii ludzkosci. Poczynajac od ok. 20 milionow ofiar smiertelnych samej „Great” wojny a konczac na ofiarach wciaz jeszcze ponoszonych, w jej rezultacie.

    Jak chociazby ta ostatnia moze niedoszla ofiara zebrania ws. tablicy w Kuzniczkach. Czyli Antoniusie naszym wlasnym, cierpiacym na wozku inwalidzkim w wieku lat 85.

    Jak doszlo do az tak bezmyslnego kataklizmu? Oto jak doszlo. Ale o tem bedzie potem.
    Bo z tego co czytam w zrodlach mnie dostepnych, scenariusz wylania sie na nastepny film-epopeje
    __________________________
    *) w kapliczce Sw. Antoniego – czy napewno w Kuzniczkach? – ta tablica podobno zaistniala. No i niech bedzie chwala poleglemu tuzinowi Slazakow z tamtad. Choc oni polegli za sprawe antypolska. Noszac, podobno, polsko-slazackie brzmiace nazwiska.
    Wciaz poszukuje czegosc co sie mialo nazywac ‚polskosc’ w 1933 roku? Naprawde? No ale co ja tam wiem

  100. @Antonius
    Gratuluję wstępniaka. Dla mnie takie wspomnienia są Historią, o wiele bardziej prawdziwą i przemawiająca do serca, niż poczynania wielkich tego świata czy wbijanie do głowy daty takiego czy innego „ważnego” wydarzenia.
    Zamieszczam tłumaczenie wyjątku z książki żony, o życiu w małej wioszczynie na krakowsko-kieleckiej prowincji, na temat żołnierzy wyklętych:

    „Niedaleko od naszej szkoły, na granicy pól i lasu był samotny grób żołnierza II wojny światowej. Przechodziliśmy tamtędy wiele razy w drodze po grzyby i jagody dla naszych nauczycieli, podczas tzw. „lekcji przyrody”. Grób był niewielkim kopczykiem ziemi, zarośniętym trawą i chwastami, z prymitywnym krzyżem zbitym po amatorsku z desek. Na kopczyku leżał zardzewiały hełm wojskowy, jedyna identyfikacja pochowanego. Miejscowi nie dbali o ten grób, bo mówiono że leży w nim niemiecki żołnierz. Hełm był rzeczywiście niemieckiego wzoru. Nienawiść do Niemców, sycona gorzkimi wspomnieniami wojny i okupacji rozciągała się niestety także na umarłych. My, dzieci, żegnaliśmy się zawsze przechodząc tamtędy, a nawet czasami modliliśmy się za duszę pochowanego, kimkolwiek on był, ale miejscowa opinia publiczna uważała go wciąż za wroga, niezasługującego na pamięć. Mimo to, jeden tylko raz, tuż przed Zaduszkami, nauczyciele zaprowadzili tam całą szkołę, by grób trochę uporządkować. Wypieliliśmy kopczyk i udekorowaliśmy go szyszkami, gałązkami jałowca i żołędźmi. Zapaliliśmy kilka przyniesionych świeczek i spróbowaliśmy zachować przez minutę ciszę, by uczcić śmierć po prostu innego człowieka. Byliśmy trochę zawstydzeni, bo kilku chłopaków nie potrafiło wytrzymać nawet tak krótko bez rozpychania się i chichrania. Bez względu na to jakim człowiekiem był ten żołnierz, upływ czasu nie wymazał grzechu jego niemieckiego pochodzenia, szkoła została ostro skrytykowana za dbałość o jego grób i już nigdy nie było powtórki.”

  101. W latach 30-tych na Slasku parcie na polskosc bylo raczej slabe. Wiec nie oszukujmy sie

  102. @Ewa-Joanna
    21 listopada o godz. 22:53

    A nie sądzicie, że z udawaniem mięsa jest podobnie jak z udawaniem pierwszej komunii u ateistów?

    Ja trochę sądzę. Panu bogu świeczkę i diabłu ogarek?? 😉

    W temacie gotowania wegańskiego, zapodałem raz znajomej z siłowni przepis na mój fantazyjny deserek czekoladowy na mleku kokosowym. Jej psiapsiółka weganka, co akurat była w pobliżu zerknęła, zakrzyknęła radośnie, że przepis jest wegański i kazała sobie kopię. A ja nawet o tym nie wiedziałem, jako że jestem mięso i jajko-żercą (umiarkowanym), a na mleku kokosowym, bo nie toleruję laktozy.

  103. W latach dzisiejszych, parcie na POLSKA OBIEKTYWNOSC, jest jeszcze slabsze. Wiec OSZUKUJMY sie.

  104. Czy uda sie NAM przypisac wygranie II WS NASZym bohaterskim bohaterom?

    O Pierwszej Wojnie Swiatowej niech wypowiedza sie fachowcy. II WS to drugie zagadnienie

  105. Istnieje podejrzenie, graniczace z pewna pewnoscia , iz ten blog zostal zahajczekowany. Mnie to nie dotyczy. Bom ja z innego wymiaru

  106. Polskosc w hitlerowskich Niemcach 1933?

  107. – Orteq
    22 listopada o godz. 6:31
    W latach 30 ub. wieku parcie na polskość wśród przyjezdnych Polaków było silne. Bo mieli silne parcie na dobrze płatne stanowiska administracyjne. Ślązacy o polskich przekonaniach wskutek tego silnego parcia przyjezdnych tracili swoją wiarę w uczciwą, przyjazną Polskę.
    – Orteq
    22 listopada o godz. 6:52
    Nie uda się.
    -Orteq
    22 listopada o godz. 6:55
    Tak, była. I wbrew pozorom miała się w 1933 roku całkiem dobrze.

  108. Widzę Orteq, że się rozkręcasz.

  109. Orteq
    22 listopada o godz. 6:27
    Bluźnisz.

  110. @zak1953 wczoraj 22:34

    Gdyby się przyjrzeć naszym obecnym ulicom miejskim, można by było dojść od wniosku, że mieszkamy głównie w Anglii bądź Ameryce. Sądząc po tablicach reklamowych i witrynach.
    Przy tylu tak głośnych patriotach.

  111. @Tobermory 23:32

    W sprawie dekornizacji. Czy u was jest przymus? A jeśli jest, to skąd ok. 30% rogatych krów?
    Z tego, co zrozumiałem referendum dotyczy nie tyle zakazu, co wprowadzenia opłat dla tych hodowców, którzy się powstrzymają przed dokonywaniem tych zabiegów.
    A tak zrozumiałem, bo tak to przedstawiono. 190 (CHF?) za każdą oszczędzoną sztukę.

  112. @act 22:27

    Odpisałem pod poprzednim, chociem trąba.

  113. W niemieckiej tradycji Żelazny Krzyż ma miejsce podobne jak u nas Virtuti Militari.

  114. (test, żeby znowu stary nick się nie pojawił)

  115. Pod wstępniakiem jest mój nick, więc czułem się zobowiązany do przeczytania większości komentarzy i chciałbym odpowiedzieć na niektóre z nich. Nie jestem przekonany o tym, że ta historyjka nadaje się jako osnowa do szerokiej, głębokiej i do tego mądrej dyskusji. Gdy to kiedyś pisałem dla czytelników Silesii były akurat żywe dyskusje i nawet haniebne ataki władz Opolszczyzny na wszelkie relikty przeszłości …”tej Ziemi…”, jak powiedziałby pewien święty człowiek. Od pierwszych chwil przybycia do nas Mateczki Polski (to raczej macocha w typowym stylu) zaczęła się nagonka i trwa do dziś. Jeszcze niedawno zamordowano burmistrza Zdzieszowic po intensywnych atakach i groźbach światłych posłów opolskich, rzekomo reprezentujących interesy śląskiego ludu. Było hejtu co niemiara.
    Pisałem w moim okresie inwalidztwa wiele tekstów, m.in. felieton pt. „Specyficzne traktowanie autochtonów przez Kulturtraegerów” (z różnych stron świata). Taki tekst nadawałby się do dyskusji i kontrowersji, a nie to skromne opowiadanie z mojego życia 85+ (bo nawet przed urodzeniem). Ja wiem, dlaczego zniszczono wszelkie świadectwa historii Ślaska , to były przyczyny propagandowe mające wykazać, że tu nigdy nie było innej ludności niż polska. Tereny zostały przez Stalina przekazane pod „administrację” polską na pewien czas, a nie podarowane. Mentalność złodzieja, na którym czapka gore, spowodowała tę chamską i bezpardonową „repolonizację’’ – chodziło o stworzenie faktów dokonanych.. Czy nie widzicie identycznej metody w działaniu PiSu???
    Kilku autochtonów było trzeba hołubić dla opinii publicznej świata, a resztę zgnoić.
    W zasadzie dawno temu przestałem dyskutować z Orteq’em, ale pod moim wstępniakiem muszę. Wątpi w ogóle o polskości ludności śląskiej w roku 1933, a nie ma racji. Była nawet inteligencja polska. Doczekała się przyjścia wspomnianej Mateczki i powinna była zagrać pierwsze skrzypce w nowych władzach, bo cierpieli za polskość więcej niż żołnierze „przeklęci”, a nie mordowali nikogo. Nic z tego – odstawiono ich do lamusa historii i odpadki użytkowe KPD zostały oficjalnie naszymi reprezentantami dla pokazania polskości tych ziem. Niewiarygodne kpiny! To było nie tylko głupie, ale podłe. Kandydujący do ważnych gremiów z polskiej listy nie nadawali się do polskich władz, choć w Niemczech byli szanowani przez Republikę Weimarska i przeżyli faszyzm hitlerowski nie kryjąc swych poglądów.
    Taka polityka polskich władz była stosowana nawet wobec dzieci – przeżyłem to z kolegami na przełomie lat 40/50, gdy bez podania powodów usunięto z opolskich liceów ogólnokształcących masę autochtonów, aby, broń Boże, nie powstała nowa rodzima elita. Wiele lat później podobnie reagowała władza przy przyjęciu do pracy naukowej. Rektor z przekąsem oznajmił: „Rządzili nami żydzi, a teraz chcą Ślązacy”, a chodziło o przyjęcie najlepszego absolwenta studiów na etat asystenta! Wielka mi władza! Postanowiono przyjąć słabszego, ale swojego. Gdyby nie animozje między władcami uczelni – rektor, dziekan, sekretarz partii – to ten najlepszy student byłby gdzieś dobrym nauczycielem fizyki w liceum. Historia zakpiła z tych władców uczelni. Po latach ten niechciany „Niemiec” został uczciwie profesorem, a nawet rektorem uniwersytetu – właściwy człowiek na właściwym miejscu!!!
    O moich przygodach napiszę może później, zresztą już pisałem. Tu lokowanie produktu:
    Moje książki można nabyć, zamawiając je w wydawnictwie Oficyna śląska w Zabrzu, mailowo lub telefonicznie. Pytano mnie już kiedyś o źródło i podałem namiary. Wystarczy na stronie Oficyny np. poszukać w spisie pozycje zaczynające się od 1) „Wspomnienia śląskiego…” i 2) „Kręte ścieżki..c”.
    „Komentarz” przekracza chyba długość wstępniaka, więc skończę, ale przemyślę odpowiedź na konkretne uwagi, które skopiowałem na dysk (zak, Orteq,bubekro, Herstoryk i nni)..

  116. @paradox57
    22 listopada o godz. 8:04

    Nie ma przymusu. Jest wygoda i biznes. Bo krowy bez rogów potrzebują mniej miejsca, nie bodą gospodarza i siebie nawzajem, a w nowoczesnych oborach wolnostanowiskowych, gdzie poruszają się luzem, nie zahaczają się o konstrukcje przy żłobie.
    Nie da się przeforsować zakazu pozbawiania rogów, to przynajmniej próbuje motywować premią.
    Były już protesty konsumentów oburzonych, że na opakowaniach mleka, które w większości pochodzi od krów bez rogów, widnieje idylliczny obrazek rogatej krowy. Takie oszustwo. Opakowania dostosowano do rzeczywistości.
    Krowy z rogami można na szczęście jeszcze spotkać w górskich okolicach, gdzie gospodarka jest bardziej tradycyjna i sporo gospodarstw BIO. Jeśli więc ci chłopi dostaną trochę dodatkowego grosza, nikomu nie będzie żal.

  117. Antonius

    Przymierzałem się, Antoniusie, do czytania Twojej opowieści jak pies do jeża. Bo nauczyciele nie wszczepili mi w kapustę zainteresowania historią, a życie – zainteresowania polityką. Interesuje mnie żywe życie i konkretny żywy człowiek z krwi i kości, a nie życie pojęć, abstrakcyjnych zdarzeń, ich logika lub brak, układy, roszady, daty, sraty-taty. Oczywiście, nieboszczyk też jest dla mnie żywy, póki sam żyję.

    Wiedziałem jednak, że wcześniej czy później muszę się przemóc i przeczytać, bo Twoje słowo ma wagę i urodę. No więc przeczytałem i dziękuję, Antoniusie. Jestem bardzo odjechany i przejęty. Ten rejon to trochę wspomnienie wczesnej młodości. Kiedy po pierwszej klasie technikum jechaliśmy nowym nabytkiem szkoły – barką motorową „Westerplatte” do Gliwic kanałem Gliwickim zbudowanym przez Niemców tuż przed II wojną w miejscu kanału Kłodnickiego, o którym wspominasz. Po drodze stanęliśmy na noc w Kędzierzynie, wykąpaliśmy się w Odrze i odwiedziliśmy znany w okolicy jako turystyczna atrakcja bajkowy ogródek w jakimś prywatnym gospodarstwie. Po szkole wysłali mnie do pracy do rejonu Koźle i snułem się po kanale Gliwickim i górnej Odrze oraz do Szczecina na barce holowanej pod sternikiem ze znanego rodu łodziarzy Hońką. Potem, już pod czterdziestkę pojechałem tam po trochę wspomnień i znów się snułem tymi szlakami – tyle że już na pchaczu typu „Bizon” z zestawem kontenerów 1000 ton. Przeżyłem przy Twoim opowiadaniu losy ludzi tamtego czasu oraz o wiele młodsze własne pobyty w tych miejscach. Ale nie tylko w tych.

    Wróciłem dzięki Twojej opowieści do własnego dzieciństwa w Słupsku, gdzie zamieszkaliśmy w 1949 w jednopokojowym mieszkanku po trzech latach badziania się z mamą po Mazurach i oczekiwania na powrót ojca z radzieckich łagrów. Dlatego wróciłem przez Twoją opowieść do własnego dzieciństwa, bo od szóstego roku życia byłem bodaj przez cztery lata ministrantem w kościele Serca Jezusowego blisko miejskiego cmentarza. Bywałem tam nierzadko z pogrzebami. A nastrój cmentarza tak mnie, smarka, zauroczył, że łaziłem po nim nie tylko służbowo. Każdy rozumie, że większość grobów była niemiecka. Ale w starszej części cmentarza odkryłem zaskoczony groby z I wojny – żołnierzy włoskich i chyba francuskich. Za PRL powstała też duża kwatera, do dziś dobrze utrzymana, żołnierzy radzieckich walczących o Wał Pomorski.

    Wtedy chyba zalęgło się w mojej psychice rozumienie i przeżywanie tego, że śmierć równa wszystkich. Wtedy też składałem rączki i w samotności modliłem się nad grobami niemieckimi, włoskimi, francuskimi i, już nowszymi, polskimi i wyobrażałem sobie tych ludzi jako żyjących. Do dziś sobie wyobrażam, kiedy bywam na zaniedbanym cmentarzyku ewangelickim, czyli niemieckim, w Jamnie; na niemieckiej alejce zbudowanej z resztek tablic nagrobnych na cmentarzu miejskim w Koszalinie; na maleńkim cmentarzyku w miejscowości Obłęże urządzonym wspólnie przez polskich mieszkańców tej wsi i Niemców przyjeżdżających kiedyś do miejsc swego dzieciństwa i młodości; no i na wielu zaniedbanych cmentarzach niemieckich, których stan świadczy o tym, że śmierć nie wszystkich jednak równa, że to tylko ładne zdanie do powtarzania. A gdyby ganc rychtyk w pamięci żywych równała – ze światłym błogosławieństwem i ciągłym przypominaniem duchowego przewodnika polskich dusz, zwanego Kościołem katolickim, który od urodzenia POWSZECHNY przecież jest, nie – polski – to może byśmy w innym historycznym miejscu byli jako dzieci wszechmocnego Boga, który nam ku nauce mówi tak cichuteńko, że nie słychać. Nawet w kościele prędzej przy Podniesieniu muchę usłyszysz niż to: “Do mnie należy pomsta – ja oddam”.

  118. @Antonius
    Świetny komentarz. Spróbuję te książki zamówić pod wskazanym adresem.Są tematy trudne, które z czasem wyjaśnić, przypomnieć. Jeśli historia jest nauczycielką życia ??

  119. @Herstoryk
    22 listopada o godz. 6:36

    Te udawane są pewnie bardziej istotne dla „przesiadkowiczów” znających smak i wygląd prawdziwego mięsa i tęskniących za nim. Taka iluzja dla oczu i podniebienia. Wegetarianin czy weganin „z dziada pradziada” albo mający do dyspozycji i lubiący potrawy wegańskie z innych kręgów kulturowych, nie potrzebuje takich podpórek.
    Najtrudniej chyba jest, jak przy stole spotkają się mięsożercy z weganami oraz małe dziecko skonfrontowane z wyborem i kuszącymi zapachami. A wiadomo, że najbardziej pociąga to, co inni jedzą z apetytem.

    Zdradzisz mi ten przepis?

  120. Antonius

    Jeżuszmariat, Antoniusie, widzisz, co za pamięć! Na pierwszej szkolnej praktyce stanęliśmy na nockę koło ZDZIESZOWIC, a nie koło Kędzierzyna, jak napisałem.

  121. zak1953
    21 listopada o godz. 22:34
    Ale akurat w przypadku Śląska, obecność języka niemieckiego, uważana jest za coś złego, dyskredytującego Ślązaków i ich elity.
    Masz 100% racji, a może nawet więcej.

    • Orteq
    22 listopada o godz. 0:15

    Mam pytanie. Czy wiedzialbys moze dlaczego nowe hitlerowskie SA chcialo sie dokleic ze swastyka, w 1933 roku, skoro tablica upamietniala tych co zgineli w niemieckiej wojnie, przez nich przegranej z kretesem?
    Nie mam pojęcia! Wprawdzie byłem bardzo inteligentnym dzieckiem, ale przed urodzeniem nawet nie pisałem i na pewno nie mówiłem po hitlerowsku. Może nawet wpadło mi do ucha trochę polszczyzny, gdy sąsiadka rozmawiała z matką?
    Tak a propos! Oglądam czasem program pod tytułem: Kto wie takie rzeczy? Pytanie było takie: Czy dziecko w momencie urodzin… i 3 możliwości. Nikt nie zgadł poprawnej odpowiedzi – „rozpoznaje twarze w chwili przyjścia na świat?” Okazuje się, że tak według naukowców brytyjskich. Gdyby matka w tym momencie mnie urodziła, to poznałbym tego hultaja i mógłbym być świadkiem w ewentualnym procesie. To oczywiście bzdura, bo żaden sąd nie ukarałby tak wspaniałego SA-owca. Ziobro tez nie ukarze osób zamieszanych w aferę KNF, takie czasy, były wtedy i są jak w każdym totalitaryzmie..

    Orteq
    . Noszac, podobno, polsko-slazackie brzmiace nazwiska.
    Wciaz poszukuje czegosc co sie mialo nazywac ‚polskosc’ w 1933 roku? Naprawde? No ale co ja tam wiem

    I tu masz rację – nie wiesz, a ja wiem!
    Choćby moja sąsiadka (Frau Pawlik), która na ogół gadała po polsku, gdy policjant był daleko. Mnie to wkurzało, bo jej nie rozumiałem. Stara Slabonka do końca życia nie umiała po niemiecku i to tolerowano. Dziwnym trafem została jako pierwsza wysiedlona jako Niemka, bo gospodarstwo Słaboniów spodobało się przybyłemu z nikąd Polakowi. Tacy to Niemcy zostali wysiedleni.
    PS
    Wyrzuć wyraz „podobno” z twojego tekstu, jeśli chodzi o nazwiska poległych, bo się wkurzę, wyciągnę świętemu tablicę spod tyłka i zrobię sweetfocię moim smartfonem.

  122. Antonius
    22 listopada o godz. 10:40

    Uczę się od Ciebie historii Śląska. Pisz,proszę – pisz jak najwięcej ( oczywiście w miarę Twoich możliwości)
    Sposób przekazywania Twojej wiedzy jest ogromnie interesujący.
    Jestem Ci bardzo wdzięczna,że dzielisz się nią na blogu.
    Ja również ,tak jak Stachu39 poszukam Twoich książek.

    Ciepłe pozdrowienia 🙂

  123. @Tobermory 10:52

    Dzięki. Pytałem, bo od czasu do czasu wypływa sprawa dekornizacji. Pojawiają się i u nas zwolennicy tej metody, którzy próbują ją upowszechniać. Na szczęście, na razie bez specjalnego powodzenia. Chociaż nie jest wykluczone, że i ta moda może u nas zacząć się przebijać.

  124. @Antonius

    Przejmujące. Poza tym zwróciłeś uwagę na (@wbocek też) na szersze zjawisko. Stosunek naszych rodaków do zachowanych jeszcze tu i ówdzie pozostałości po cmentarzach innych niż katolickie wyznań. Nie chodzi jedynie o zacieranie śladów żołnierzy poległych w czasie I czy II wojny światowej. Ale generalnie o cmentarze.
    Kiedyś na blogu Bobika pisałem o tym, co wyrabiano z cmentarzem (cmentarzyskiem właściwie, żeby użyć właściwej nomenklatury) żydowskim w moim rodzinnym mieście. Najgorsze, że nie jest to jedyny, chociaż nawet jak panujące obyczaje, przypadek wyjątkowy.

  125. Korekta: „na panujące obyczaje”

  126. @paradox57
    22 listopada o godz. 12:05

    Widziałem w tv fragment reportażu z nowoczesnej, całkowicie skomputeryzowanej obory z krowami rasy holsztyńskiej. Nie wiem dokładnie z jakiego kraju, ale osoba informująca o szczegółach mówiła po angielsku. Krów było ponad tysiąc, wszystkie bez rogów, każda z turbo-wymieniem. Krowy były dojone trzy razy dziennie, do stanowisk dojarskich zaganiał je automat przesuwając stosowną kratę, po czym wracały by pojeść i odpocząć stojąc lub leżąc. Ich średnia życia – 4 lata, trzy wycielenia. Ruja sterowana hormonalnie. Długość życia oczywiście zależna od mleczności i kosztów utrzymania. Koszt paszy = 20 l mleka.
    Normalnie – żywe automaty do produkcji mleka, nie widzące słońca ani zielonej trawy. Po 4 latach zastępowane przez nową generację.
    W Szwajcarii obrońcy zwierząt wywalczyli przynajmniej obowiązek wypuszczania bydła na świeże powietrze, codziennie, o każdej porze roku. No i nie ma takich potwornych farm. Na Nowej Zelandii są. Od tysiąca krów mlecznych zaczyna się chyba próg opłacalności, ale tam nie ma subwencji ani żadnych dopłat bezpośrednich.

  127. @Tobermory 12:24

    Tak. Takie normy są przyjmowane w „nowoczesnym” systemie. 2,5 do 3 okresów laktacyjnych. Potem na rzeź. U nas bywa dłużej. No i aż tak licznych stad nie ma zbyt dużo. „Amerykanizacja” nie do końca nas dotknęła. W tym czasie krowa powinna wyprodukować tyle mleka, ile nie produkowała przez całe życie w normalnym tradycyjnym chowie. Plus traktowanie stada jako obiektu zainteresowania hodowców, weterynarzy i paszowców. Wyłączenie z produkcji pojedynczej sztuki jest rozpatrywane w kategoriach ekonomicznych. Taki postęp.

  128. Szukając tekstu na ewentualny wstępniak grudniowy napotkałem na starą wypowiedź Jarosława K.

    „Trzeba jasno powiedzieć i ja to już dzisiaj jasno mówię, że naszym celem jest repolonizacja polskich banków, repolonizacja polskich mediów „- powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w grudniu 2012.
    Teraz po prostu realizuje ten plan. Wiem, w jaki sposób postąpi z bankami – „odkupi” je za złotówkę od sztuki, jak Rosjanie Mistrale za dolara. Ale co się stanie z mediami – przejęcie zwane wrogim – bez złotówek?

    Wyraz „repolonizacja” źle mi się kojarzy i przypomina mi lata 40-te.

  129. @paradox57
    22 listopada o godz. 12:43

    Rozmawiam czasem z tutejszymi chłopami. Ich krowy, rogate, dożywają co najmniej 6-8 lat.
    https://photos.app.goo.gl/diTfERDkEKvAqV1v5

  130. Antonius
    22 listopada o godz. 12:58
    Szanowny, wtedy nie byliśmy repolonizowani, tylko polonizowani na siłę (by nie powiedzieć na chama). Polszczyzna, która nas obejmowała miała prawie wyłącznie post-rosyjskie korzenie. Gross elit II RP wywodziło się z dawnego zaboru rosyjskiego, które w bardzo minimalnym stopniu przyczyniły się do odzyskania państwowości Polski.

  131. Antonius
    22 listopada o godz. 11:25

    Mój komentarz
    Znam zakazy, tępienie gadania po niemiecku na ziemiach zastanych tylko z opowieści, ale były to bardzo świeże opowieści. Składając w całość ich fragmenty (a byłe tego dużo) oraz obserwując tuż po wojnie (od 5 lat po wojnie) jako dziecko mające jakąś tam świadomość, swoje otoczenie, mogę powiedzieć, że traktowanie wykluczające, odstręczające i odbierające prawa równościowe ludziom mówiącym słabo po polsku lub nawet wystarczająco dobrze a by się porozumieć, ale wypowiadającym słowa z silnym akcentem niemieckim lub z naleciałościami (intonacja, twardy akcent, wymowa końcówek, wtręty, zapożyczenia z niemieckiego).

    Zaraz po wojnie, w zależności od rejonu, pod czyim naczelnictwem był oraz wytycznych od przełożonych przeprowadzono brutalna selekcję ludzi wg nazwisk, stanowisk, które przedtem zajmowali, wg informacji od sąsiadów, na słuch, z kim się zadaje, co o nim mówią, jakie dokumenty tożsamości mieli, itd.
    Podzielono ludzi na sorty – lepszy i gorszy. Najgorszy sort zagoniono do pracy, w której traktowani byli często byle mściwie, w wyobraźni nadzorców symetrycznie do traktowania ludzi osadzonych w niemieckich obozach, czyli brutal;nie, bezwzględnie, często według swojego widzi mi się.
    W pojęciu nadzorców temu drugiemu i trzeciemu sortowi takie traktowanie się należało, bo tak trzeba, inaczej się nie nauczą.

    Ten ostry stan trwał dość długo i powoli został odpuszczony, w kilka lat zamieniony na zwykłe wykluczenie, o ile przedtem ci prześladowani nie zdążyli umrzeć z pomocą lub bez.

    O tych sprawach, to jak pamiętam, w kilka lat po wojnie (początek lat 50-tych) w ogóle się nie mówiło, a potem coś nieśmiało przebąkiwano.
    Bo to wydarzenia wstydliwe nie dające się racjonalnie uzasadnić, wiec po co je rozdrapywać.
    A sami poszkodowani też się nie wychylali. Bo po co rozgrzebywać. W tej konkretnej sytuacji nie ma to sensu, poza tym można się narazić na obstrukcję i inne bardziej dotkliwe przykrości.

    Tak mniej więcej pamiętam ten jeden aspekt traktowania miejscowych nazywanych autochtonami (to elegancka nazwa). Częściej o nich, poza oczami mówiono wtedy (zaraz po wojnie) – szwaby, szkopy. A szwab zaraz po wojnie, to synonim hitlerowca. A ten, który podpisał listę narodowościową, to zdrajca.

    To historia, dla dzisiejszego pokolenia odległe czasy nie warte głębszego zainteresowania. Pozostaje pytanie – czy teoretycznie mogło być inaczej. A jakby mogło być, to pod jakimi warunkami?
    Pzdr, TJ

  132. A propos znakowania ważnych miejsc przez nowe władze albo tych znaków usuwania, to przypomniało mi się, jak w czasie podróży przez Norwegię dotarłem do koła polarnego. Stał tam granitowy obelisk ustawiony przez Norwegów w 1937 roku. Pod napisem „Polarcirkel” i datą 1937 widniało jeszcze 19 i 40 rozdzielone najwyraźniej usuniętym symbolem. Znając nieco historię Norwegii pomyślałem, że był to pewnie hakenkreuz.
    I faktycznie znalazłem później na starych zdjęciach
    Pragmatyczni Norwegowie nie usunęli nawet cudzej daty, wystarczyło im odkuć swastykę.

  133. Tak wyglądało w 2003, kiedy tam byłem
    https://photos.app.goo.gl/fgA679DWzgq4yVeL8

    Widziałem jednak w necie (nowsze?) zdjęcia z odkutym 1940

  134. tejot
    22 listopada o godz. 13:41

    Pozostaje pytanie – czy teoretycznie mogło być inaczej. A jakby mogło być, to pod jakimi warunkami

    Uważam, że nie mogło być inaczej, albo tylko chwilowo, w niewielkim miejscu, raczej specyficznym, mogło być inaczej i to nie jakoś bardzo inaczej, niż dominujący sposób dzialania dookoła.
    Na to składa się wiele czynnków,w dużym stopniu obiektywnych, ale i specyficznych dla Polaków w tamtym czasie i w tamtym stanie.

    1. generalna ludzka dyspozycja, wzięta od naszych nieludzkich przodków: ostrożność, nieufość do „obcego”, czy tylko jakoś „innego”. Ten inny (z nas) może być „tylko” chory – i już spotka się z niechęcią, izolacją, odrzuceniem, albo zostanie zaatakowany.
    Wyostrzenie takich negatywistycznych zachowań gdy ktoś jest nie tylko inny, ale obcy, z innego plemienia, innej mowy, obyczaju, ubioru, sposobu rozumowania, ma obce nam cele, a wystarczy i to, ze my obcego podejrzewamy o obce i przeciwne nam cele – już w zupełności wystarczy, by kogoś źle traktować, agresywne, a przywołując powiedzenie o źródle atawistycznym – patrzeć na niego wilkiem.

    2. taka historia: poad 6 milionów Polaków (z granic Polski przedwojennej) zostało zabitych przez Niemców, a o wiele więcej doznało traum fizyczych i psychicznych. Rana nie była poddana starannej procedurze leczniczej, ani subtelnej rehabilitacji, musiała sama się wygoić, a środkiem do jej gojenia było mszczenie się, odgrywanie, poniżanie, utrudnianie życia oczywiście dawnych wrogów i morderców oraz tych, których przypisaliśmy do tej kategorii. Ktoś musiał być winny naszych cierpień i ktoś musiał za to zapłacić. Kto, definiowaliśmy my.

    3. Polacy byli bardzo biedni z pochodzenia – taka historia, świeżo dopiero i tylko formalnie zniesionego niewolnictwa pańszczyźnianego, bo realne stosunki wiejskie i małomiasteckowe w Polsce, zwłaszcza kresowej, niewiele się różniły od stosunkow pańszczyźnanych.
    Wyzwoleniec z niewoli nie był jednak zaopatrzony w procedurę leczniczą i nikt m nie oferował terapii psychoanalitycznej. Sam sobie musiał terapię zaordynować, by to przeżyć. Polegała ona na przykład na tym, by za cierpienia, w dodatku niezawinione, wielopokoleniowe, ktoś odpowiedział. Ten ktoś został palcem pokazany i ukarany.

    4. Poczucie gorszości, odmienności i wielkiej biedy nie sprzyja ani szlachetności uczuć, ani hojności ani sprawiedliwości. Jest walka o zasoby, o możność stanięcia na wyższym stopniu. W spoleczeństwach Europy, które były znacznie bogatsze niż Polacy, toretycznie, a poniekąd praktycznie (jednak czas III Rzeszy temu zaprzeczył) możliwa była większa sprawiedliwość, szczodrość, niższy próg lęku przez „obcym”, większa łatwość do przyjmowania ich między siebie i traktowania, powiedzmy mniej więcej, jak siebie samego, jak „naszych”.

    Wziąwszy to razem, szanse na nawet teoretycznie inny (lepszy, a przecież mógł byc i gorszy) przebieg zdarzeń były bardzo niewielkie, bliske zera i tylko chwilowo, bądź lokalnie było to jakoś lepsze.

  135. @Zak1953
    Chyba Ty pisałeś o biciu w szkole. U mnie to była praktyka powszechna. Tzw „łapy” . drewnianym piórkiem po otwratej dłoni. Smarowalismy ręce cebulą, bo podobno wtedy piórnik pęknie. Żaden nie pękł. Rodziece tez uważali to za coś normalnego. Katacheta ojciec Gaudenty (sic), ciągnął nas za uszy. Było i klęczenie z uniesionymi rękami ale bez grochu. Na mnie dokonano raz publicznej egzekucji, goła pupa, głowa pomiedzy kolana i 3 gumy. Byłem bardzo dumny,że nie płakałem. Babcia , ta wielkopolska ,opowiadała mi ,że u niej w szkole też bito za mówienie po Polsku. Było to w czasie Kulturkampfu, po odejściu Bismarcka podobno zelżało.
    W jednej z partyjnych gazet w Radomiu zamieszczono artykuł opisujący jak moja ulubiona nauczycielka znęca sie nad uczniami (tez dawała łapy ale raczej symbolicznie) Namówiłem dwóch kolegów i napisalismy list do konkurencyjnej gazety w protescie przeciwko szkalowaniu świetnej nauczycielki, byliśmy juz wtedy w szkole średniej. Po jakmś czasie znaleźlismy, krótką notatkę : Nasze inicjały, wasz list otrzymaliśmy.

  136. Stachu39
    22 listopada o godz. 14:48
    Dawno temu sformułowałem tezę, że każde społeczeństwo jest na tyle postępowe, na ile postępowi są młodzi ludzie wchodzący w dorosłe życie. Potem wraz z wiekiem stajemy się coraz bardziej konserwatywni i w efekcie mamy problem z akceptacją zachowań naszych dzieci. I to one są dalej nośnikiem postępu. Ale obecnie zauważyłem, iż ci młodzi ludzie w dużej mierze utracili przypisaną młodym wrażliwość i współczucie i są bardziej konserwatywni od swych rodziców, wychowanych w innych czasach. Bicie po łapkach pewno nie wróci, ale kierunku rozwoju społecznego już już nie jestem pewny. Prymat zyskuje „mieć” nad „być”.

  137. Tobermory
    22 listopada o godz. 14:15

    Tobermorku, to miejsce po znaku jest tak kute, że mi się tam widzi jakiś wizerunek (niewyraźnie, ale cóś jest). Czy czasem nie kuli tak, jak w jednej opowiastce o Leninie w której więzień napisał w celi na ścianie „LENIN”? Carska władza zobaczyła i natychmiast kazała dokładnie zamalować. Malarz zamalował, jadąc dokładnie pędzlem tylko po literach, więc napis stał się jeszcze wyraźniejszy. To władza kazała skuć napis. Skuli, ale też po literach, więc stał się wyraźniejszy do kwadratu.

    Ta carska władza o wymyślonej inteligencji kojarzy mi się teraz z jedną partią o inteligencji niewymyślonej.

  138. Antonius
    Swietny i wzruszający wstępniak.Jako tako znam mieszkańców śląska, myślę i o autochtonach i napływowych.Od 73-ego pracowałam i mieszkałam w miasteczku na opolszczyżnie . Miałam przyjaciół ,których rodziny mieszkały tam od zawsze.Po wojnie zostali, bo opolszczyzna była objęta chyba zakazem wysiedlania. Ludzie zostawali, bo byli przywiązani do swoich domów i gospodarstw.Czuli się głównie Ślązakami,a nie Polakami czy Niemcami. To prawda, nie mieli lekko.W szkołach średnich jeszcze do 88 roku nie można było uczyć się niemieckiego.Na WSP był lektorat chociaż przerażeni studenci bali się go jak ognia.W latach 70-tych wielu moich znajomych wyjechało do rodzin do NRF.Każdy miał tam jakąś ciotkę. Swoich domów i gospodarstw nie mogli sprzedać, musieli je zostawić.
    O sytuacji sprzed wojny i w czasie czytałam u H. H.Kirsta w książkach Wilki i Bóg śpi na Mazurach.Polecam, zwłaszcza Orteqowi Może nie będzie się tak wygłupiał.

  139. @wbocek
    22 listopada o godz. 15:11

    Dlatego też się domyśliłem, co to był za wizerunek 🙂

    Usłyszane w Szwecji:

    Dlaczego każdy mały Norweg ma przezroczyste pudełko na drugie śniadanie?
    Żeby na pierwszy rzut oka wiedział, czy idzie ze szkoły, czy do.

    Usłyszane w Norwegii:

    – Czego nie mają Norwedzy, a co mają Szwedzi?
    – Dobrych sąsiadów

  140. zuzanna51
    22 listopada o godz. 15:21
    Hans Helmut Kirst był mieszkańcem Prus Wschodnich, urodzonym i mieszkającym do II wojny pod Olsztynem. Po wojnie wylądował w Bawarii, gdzie stworzył prawie wszystkie swoje dzieła. A było tego sporo. Prawie wszystkie jego książki wydano w Polsce. Rzeczywiście, jego twórczość jest warta zapoznania się z nią. A czasy po 1945 roku do dzisiaj odbijają się w Polsce swoistą czkawką.

  141. Dla sprawiedliwości muszę powiedzieć, że na terenie mojej drugiej podstawówki, do której chodziłem w latach 1953 – 57 stał przy boisku niski budyneczek, w którym uczyły się niemieckie dzieci. O ile pamiętam, nie mieliśmy do nich żadnego stosunku – nie było ani sympatii, ani antypatii, zero kontaktów, bo nie mówiły po polsku. Przed wejściem do ich szkółki był niewielki zakątek Kłapouchego i tam one się bawiły na przerwach, pilnie wystrzegając się wchodzenia na nasze wielkie boisko.

    Przy ulicy Długosza, gdzie mieszkaliśmy w latach 1949 – 53 był i jest do dziś kościół ewangelicki. Za mojej bytności w niedziele przychodzili do kościoła sami Niemcy. Mogło ich być kilkudziesięciu. My gówniarzeria do nich też nie mieliśmy żadnego stosunku – byli dla nas obcy bez stosunków. Natomiast między sobą mówiliśmy na nich: „kocia wiara”. Tak im dopomóż Bóg. I nam gnojkom.

  142. Paradaoks57
    22 listopada, g.12:12
    Smutny był też los cmentarzy niemieckich opuszczonych przez bliskich, którzy wyjechali, a raczej zostali wysiedleni.
    Pamiętam taki cmentarzyk w Wielbarku na Mazurach, gdzie byłam na koloniach w tamtejszej szkole. Urywaliśmy się chłopacy i dziewczyny z obowiązkowego leżakowania po obiedzie (nawet dla 12-13-latów ) właśnie na pobliski cmentarz, gdzie rosło dużo leszczyny. To były niewinne wyprawy po orzeszki, odczytywanie niemieckich napisów i próby zgadywania, kto na co umarł i kim był za życia. Nazywaliśmy to zabawą w trumienki. Staraliśmy się nawet trochę porządkować te groby, dziewczyny przynosiły jakieś polne kwiatki. W miasteczku kupiliśmy małe okrągłe znicze, no i zapalaliśmy po uważaniu, głównie zmarłym młodo. Było to w latach 60. Znacznie później tu i ówdzie zaczęły się różne akcje szkolne w danej okolicy 1 listopada, dzięki którym wiele lub bardzo nie wiele (nie potrafię ocenić skali) cmentarzy jednak się zachowało. Również żydowskich. Ale i widziałam obejścia gospodarskie, czy boczne drogi „wybrukowane” macewami.

  143. Tanaka
    22 listopada o godz. 14:16

    Mój komentarz
    Twoje uzasadnienia są z puntu widzenia czystej biologii, powiedziałbym ostrzej – behawiorystyki – słuszne. To co siedzi w ludziach najgłębiej, to nie jest łatwe do neutralizacji, do przykrycia, a jak niektórzy wierzą i oczekują – do całkowitego wykorzenienia.
    Streszczę krótko moja odpowiedź na Twój głos w dyskusji – w postaci pytania – czyżby warstewka cywilizacji nas powlekająca była tak cieniutka?
    Pzdr, TJ

  144. zak1953
    Wszystkie wydane w Polsce książki Kirsta p
    rzeczytałam.Jako pierwszą 08/15.I przekonałam się, że Niemcy , nawet żołnierze-to też ludzie,a potwory zdarzają się wszędzie.W każdym społeczeństwie jest jakiś odsetek.Ale największe wrażenie zrobiły na mnie Wilki. Wiem, że to Mazury, ale historia przedwojenna i wojenna tyła chyba podobna. A relacja Antoniusa o odsłonięciu tablicy pasowałaby całkiem i do Wilków.

  145. mag
    Wmałej wiosce między Wałbrychem i Świdnicą, gdzie mieszkałam jakiś czas jest malutki niemiecki cmentarz. Rosły tam olbrzymie ilości przylaszczek i cebulic syberyjskich.Wiosną było pięknie . młodzież trochę go uporządkowała i naprawdę wygląda całkiem schludnie.

  146. mag
    22 listopada o godz. 15:44

    Mazury są szczególne z uwagi na całkowite zerwanie ciągłości życia przed i po wojnie. Zostały wymiecione przez Armię Czerwoną w okrutny sposób i zasiedlone stopniowo nową ludnością – głównie z Podlasia, Suwalszczyzny, a także z akcji Wisła. Paradoksalnie takie nowe rozdanie chyba zmniejszyło napięcia, w porównaniu np. z sytuacją Śląska. Po prostu nie było z kim być w konflikcie… Nie to, żebym był zwolennikiem czystek, ale tak się tam zdarzyło. Za to czy poziom gospodarczy Mazur obecnie przewyższa przedwojenny, to wątpię.
    Ulicę wybrukowaną poodwracanymi macewami pamiętam z rodzinnego miasta. Teraz jest asfalt, ale macewy nadal pod nim są.

  147. zuzanna51
    22 listopada o godz. 15:58

    Jeszcze jest Ernst Wiechert.

  148. Ale chyba nie całkiem. Jest bardzo popularny, przynajmniej u nas.Ten Kirst.I chyba łatwiejszy.

  149. I jeszcze jest Siegfried Lenz.

  150. zaku,

    Twoja uwaga z tą „re-polonizacją” jest słuszna. Podkreśliłem w książce, że u mnie nie było szans na „re-anie”, ale i tak w sumie miałem szczęście. Po krótkim okresie koledzy już nam tak nie dokuczali, mówiłem coraz lepiej po polsku i miałem wspaniałych nauczycieli, którzy nam pomagali w miarę swych sił – do matury włącznie. Niestety pamiętam skurw**la księdza i nauczycielkę śpiewu, która nas gnoiła moralnie, bo nawet bez przemocy fizycznej. To tylko ksiądz wychowywał katolicko nogą od krzesła po plecach, a pani wyła falsetem „Cześć Maryji…” – znienawidziłem tę zupełnie niewinną pieśń, natychmiast świdruje ona moje wewnętrzne ucho, gdy o tej pani myślę.

    zuzanno!
    Trochę naiwnie widzisz okres „błędów i wypaczeń” na Opolszczyźnie. Było trochę gorzej i wysiedlenia też bywały. Może kiedyś opiszę ciekawe losy mojej rodziny – bez wysiedlania i bez chęci dobrowolnego wyjazdu z naszej ojczyzny.

  151. A mnie się skojarzył jeszcze jeden poplątany międzynarodowy życiorys: Swietlana Geier, słynna niemiecka tłumaczka Dostojewskiego i bohaterka filmu „The Woman with the 5 Elephants”.

    Urodzona i wychowana w Sojuzie (ojciec, dość wysoko notowany –mieli daczę- padł ofiarą stalinowskich czystek), matka kładła nacisk na naukę niemieckiego, podczas okupacji Niemcy szukali tłumaczy, młodziutka Swietlana dostała u nich pracę. Po natarciu Armii Czerwonej wiedziały, że muszą uciekać, a Swietlana, jako ceniony pracownik, dostała rekomendację do studiowania i zatrudnienia w Reichu – nie bez trudności, bo przecież była Rosjanką!

    Film był dla mnie b. ciekawy, ale najbardziej zaintrygował mnie jeden fragment: stareńka już i bardzo sławna Swietlana Geier opowiada o sobie. Opowiada o tym, jak odprowadzała swoją najlepszą przyjaciółkę – Żydówkę na punkt zborny, skąd Żydzi mieli być przesiedleni „do nowych domów” (naprawdę w to wierzono). Podjeżdża samochodem pułkownik czy inna szycha, nie pamiętam nazwiska, nazwijmy go X. To on kieruje akcją wysiedlania.

    Pan X jest bardzo porządny i uprzejmy, potem to on zatrudnia Swietłanę jako tłumacza i jej matkę jako gosposię (wypowiedź matki: nie mamy z czego żyć, a u Niemców jest praca – jak się nie zgodzić???). Wychodzi na to, że pan X. jest dobroczyńcą Swietłany – i mordercą jej przyjaciółki.

    W filmie pada pytanie: jak to pogodzić? Jak według pani to było możliwe? Swietłana Geier trochę się zastanawia. A potem mówi miej więcej tak: wiesz, ten człowiek był po prostu wierny swojemu krajowi. On mógłby pójść do biura swojej wierchuszki i zrobić awanturę. Ale potem byłby skończony… I zawiesza głos.

    The Woman with the 5 Elephants
    http://eurochannel.com/en/The-Woman-With-the-5-Elephants-Vadim-Jendreyko-Germany.html

  152. Antonius
    Nie wiem dokładnie jak było. Pewnie dużo gorzej niż w opowieściach znajomych.

  153. W czasie mego krótkiego pobytu w Szwajcarii bestsellerami wśród pacjentów były ksiazki:
    1. So zaertlich war Suleyken .Masurische Geschichte. Zygfryda Lenza. Potem widziałem przetłumaczoną na polski,
    2. Mila 18.Leona Urisa. Czyli Miła 18, o warszawskim getcie.

  154. Szary kot
    22 listopada, g.16:18
    Nawet, jeśli nie wszystkich Mazurów autochtonów wymiotła Armia Czerwona, przyszedł czas, że wyjechali sami. Nowe władze traktowały ich nieufnie. Bardziej to dla nich byli Niemcy niż Polacy.
    Bywałam na wakacjach w podolsztyńskiej wsi Dywity, gdzie mieszkała rodzina mazurska zaprzyjaźniona z moim wujkiem. Przezacni, gościnni ludzie zgodnie pracujący w swoim dużym zasobnym gospodarstwie. Gdy podrosłam, rwałam się do pomocy przy w żniwach, a błękitnooki Janek żartował, że jak jeszcze podrosnę, to się ze mną ożeni i będę miała u niego jak królowa
    Kończyłam liceum, gdy się dowiedziałam, że cala rodzina wyjechała do Niemiec. Chyba jako jedna z ostatnich w okolicy. Wiem że w 1966 wyjechała też z doroslymi już dziećmi synowa mazurskiego poety i patrioty Michała Kajki. Nawet jeśli oni… Smutne to.

  155. zuzanna51
    22 listopada o godz. 16:04
    Wiosną 1983 roku spędziłem kilka tygodni na kursie instruktorskim dla pilotów samolotowych i szybowcowych, który Aeroklub PRL zorganizował w ośrodku na górze Jeżów koło Jeleniej Góry. Zawsze po zajęciach szwendałem się po okolicy aby obejrzeć rozmaite miejscowe formacje skalne oraz ewentualnie poszukać ametystów, które można było znaleźć w miejscach dawnych i funkcjonujących kamieniołomów. Pewnego dnia w trakcie takiego spaceru trafiłem na miejscowy cmentarz, do którego przylegał drugi, mniejszy i strasznie zaniedbany. Zacząłem chodzić i przyglądać się poszczególnym grobom. Większość grobów nie miała płyt głównych, chociaż resztki obramowań wskazywały, iż wcześniej tam były. Jedyna cała kamienna płyta nagrobna miała nietypowy, dużo mniejszy wymiar i być może to spowodowało, iż nie została ponownie „zagospodarowana” przez miejscowych, nowych mieszkańców. To był symboliczny grób młodego 23-letniego porucznika Wehrmachtu, który poległ pod Stalingradem. Jego rodzice nie mogąc liczyć na ściągnięcie ciała syna, wykonali taki symboliczny grób, aby mieć gdzie zapalić świeczkę w zaduszki. I to było jedyne miejsce, gdzie można było znaleźć informację o zmarłym. Ten porzucony, rozkradziony cmentarz, bardzo mnie wtedy zasmucił, bo akurat Kościół prowadził głośną akcję, gdzie domagano się szacunku dla polskich grobów pozostawionych na wschodzie. Ci ludzie, którzy nie potrafili zadbać o nekropolię byłych mieszkańców Dolnego Śląska, domagali się godnego traktowania grobów swych przodków pozostawionych w ZSRR.
    Niedawno latałem w tamtej okolicy, wożąc balonem pasażerów nad Jelenią Górą i okolicą ale nie miałem czasu odszukać tamtego miejsca. Być może po tym „poniemieckim” cmentarzu już nie zostało śladu. A może się mylę?

  156. Bo w sumie w obliczu wojny i zmiany granic to chyba jednak w dużej mierze przypadek decydował, po której stronie ideologicznej barykady lądował ten czy ów. A dzisiaj?

  157. Tobermory
    22 listopada o godz. 17:00
    „Der Überläufer” – niedawno wydana. Warta przeczytania.
    Pod koniec lat 60-tych z serii „Koliber” ukazało się szereg opowiadań zachodnio-niemeckich pisarzy (m.in.Böll, Grass, Lenz).

  158. Na marginesie
    22 listopada o godz. 19:48

    W każdej chwili dzieje się jakieś „dzisiaj”, dla każdego z nas. Ten się urodził, tej nie przyjęli do szkoły, ten wyjechał, ta dostała propozycję pracy w innym kraju – tak daleko od rodziny, przyjąć czy nie? – a jeszcze kto inny od rzemyczka do koniczka został szują (tylko troszkę przecież…), ale za to zrobił karierę. Po latach to wszystko wpisuje się w kontekst innych takich „dzisiajów” i zaczyna się szumnie nazywać historią. Którą w dodatku każdy widzi po swojemu, bo też ma swoje „dzisiaj”…

  159. zak1953
    22 listopada o godz. 19:30

    Wspomniałem wcześniej o cmentarzu ewangelickim w Jamnie. Zdewastowany, oczywiście, z kilkoma resztkami cenniejszych płyt niemieckich i jest parę powojennych grobów polskich (nie wiem, z jakiego powodu). Jest również duża pamiątkowa płyta.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6626764330780962145/6626764328766026386?authkey=CJK0lsf8lLOaxwE

    Ktoś nawet w ubiegłym roku zrobił symboliczny – bo tylko kawałek od strony wejścia – pleciony płotek z wikliny. Można powiedzieć, jest okruch życia i pamięci na tym cmentarzu. Ale jest na peryferiach Koszalina inny ewangelicki cmentarzyk, który obejrzałem dokładnie: zostały same betonowe podstawy i ani jednej tablicy granitowej bądź marmurowej, które miały jakąś użytkową wartość.

    Można powiedzieć: diabła są warte wszelkie patetyczne słowa. Prawda, panie proboszczu?

  160. Na marginesie
    22 listopada o godz. 17:37

    Czytając Twój wpis przypomniałam sobie genialnego rosyjskiego pianistę Światosława Richtera (1915-1997)
    Ojciec Niemiec,matka Rosjanka. Ojciec rozstrzelany jako szpieg w 1941r,zrehabilitowany w 1962r…
    A sam Richter powiedział,że Rosjanie zawsze traktowali go jak Niemca,a Niemcy jak Rosjanina.
    Bardzo długo nie dostawał wizy na koncerty zachód ponieważ władze mu nie ufały.
    W ostatnich latach życia Richtera powstał znakomity ,niezmiernie ciekawy dokument pt. Enigma,w którym pianista opowiada o swoim życiu
    Podam link – Richter opowiada oczywiście po rosyjsku,
    ale są napisy angielskie.

    https://www.youtube.com/watch?v=yfJVpjI3wJM

  161. mag
    22 listopada o godz. 18:59

    Byłabyś gospodynią, a to nie byle co. Może miałabyś własne bociany.
    Tak, wyjeżdżali i ci, którzy uciekli przed frontem, potem wrócili i jakoś się urządzali.
    Nasz wioskowy „chodzący zabytek” cieszy się szacunkiem, ale bardzo już schorowany. On nigdzie już nie wyjedzie…
    Na liście lektur mam jeszcze przedwojenną Emilię Sukertową, która działała na Działdowszczyźnie. Rzecz wprawdzie z odcieniem propagandowym, ale liczę na ciekawy opis obyczajów. Niestety musi poczekać z uwagi na nawał pracy.

  162. Zawsze mnie interesowały problemy z tożsamością, ludzi, którzy, z powodu różnych okoliczności musieli zmienić narodowość, zachować podwójną, zmienić język dzieciństwa. Przeczytałem kiedyś książkę Britty Wuttke : Homunculus z Tryptyku. Jest to historia osoby z Międzyzdrojów, rocznik40, która na skutek różnych okoliczności pozostaje w Szczecinie po wojnie. (Status Szczecina był przez pewien czas niepewny) Autorka w końcu zostaje w Polsce, napisała kilka książek, wyemigrowała do Niemiec, wróciła, praktykuje jako lekarz.
    Niedawno spotkałem pewną panią w moim wieku, która 3 lata temu dowiedziała się, że jest Żydówką, teraz uczy się zwyczajów żydowskich, obchodzenia świąt itd.
    Byłem też na spotkaniu autorskim Brygidy Helwig, która mieszka w Berlinie, pisze po polsku, pochodzi z jakiejś kolonii niemieckiej z okolic Bieszczad, uwięzienie ojca nie pozwoliło im opuścić Polski w czasie masowych deportacji, było o jej drodze do polskości.
    Jeszcze w latach pięćdziesiątych podróżowałem autostopem bez pieniędzy po Polsce. Wszędzie mnie przygarnęli. Spędziłem między innymi kilka tygodni w takiej stanicy wodnej nad Krutynią. Byli tam „autochtoni”, Niemcy, i potomkowie starowierców Ukty. Szef z bardzo polskim nazwiskiem, pochodzący z tych okolic, mówił świetną polszczyzną. Zona z tych rosyjskich starowierców, z rosyjskim nazwiskiem, z dzieckiem rozmawiali po niemiecku. Szykowali się do wyjazdu. Sprawdziłem potem – wyjechali. Obierałem kartofle, robiłem zakupy u okolicznych chłopów z Manfredem, kręciłem lody dla turystów z Eriką.Tych dwoje uważało się za Niemców, mieli spolszczoną pisownię nazwisk .Nie wątpię, że o decyzji o wyjeździe zadecydował panujący wtedy ustrój i prześladowanie „autochtonów” Tak w nawiasie – pierwotną ludnością w tych terenach była ludność pruska, stąd takie nazwiska niemieckie jak Instuneid. Chłopi z Mazowsza napłynęli później w ramach osadnictwa. Wychodziła tam wtedy gazeta niemiecko-języczna. Przy mnie rozmawiali zawsze po polsku. Gdy robiłem zakupy z Manfredem z u okolicznych rolników, to na ogół po niemiecku, czasem gwarą.
    Pisałem, że w akademiku mieszkałem z dwoma kolegami, pochodzili z sąsiednich miejscowości, ich wsie dzieliła rzeczka i jeden był Zagłębiakem a drugi Ślązakiem. Mówili podobnie . Ale znali tez godkę śląską. Zapamiętałem kawałek dowcipu : Je bana, na glajzach leżi czowiek, pizdnie go czy nie pizdnie.. puenty nie pamiętam.
    Na temat tożsamości polsko-żydowskiej napisano bardzo dużo, ale ten temat ciągle się pojawia na portalu FB „Życie żydowskie”
    Ciekawy jest dla mnie przypadek Jury Szwajcarskiej. Początkowo części kantonu berneńskiego, a po wywalczeniu niepodległości samodzielnego kantonu. Był to kanton niemiecko-języczny, który się zromanizowal. Przyjeżdża taki Jean-Claude Z’Baeren, łamie nogę na Rindbergu i nie można się z nim porozumieć po niemiecku. On nie ma problemu, jest Szwajcarem, są 4 jezyki państwowe i do tego dochodzi jeszcze jakiś Schwyzertuetsch, w każdym kantonie czy dolinie inny, nie zawsze zrozumiały dla tych , co używają innej odmiany tego dialektu. Podobno Welsze używają literackiej odmiany języka francuskiego
    Anegdota ; czym różni się berneńczyk od zurychczyka : Ten pierwszy to Baeaeaeaernbaeaern, ten drugi to Zueri zueri zeuri !
    Na sąsiednim blogu niedawno toczyła się dyskusja o noblistce Herthie Mueller. Niemki z Siedmiogrodu. Kraj ten odebrany Węgrom po pierwszej wojnie została przydzielona Rumunii. Przez pewien czas była jedynym samodzielnym państwem węgierskim, stąd Węgrzy czerpią swój folklor, bo nie z puszty. Była tam duża mniejszość niemiecka szwabska albo saksońska, podobnie w Banacie. Miasta były prawie całkiem niemieckie i nosiły takie nazwy jak Klausenburg – obecnie Kluz –Napoca. Akcja Frankensteina dzieje się właśnie w Transylwanii. Na południu mieszkali Wołosi z Władem Palownikiem – Drakulą, uważający się za potomków Daków, lud romano-języczny, prawosławny .Na wschodzie Mołdawianie, tez prawosławni. W Siedmiogrodzie u Wegrów i Niemców przeważał jako konfesja kościół ewangelicko-reformowany, byli też katolicy i po części muzułmańscy Skipetarzy czyli Albańczycy. W czasie wojny Niemców uznano za Reichsdeutschów i wcielono do Wehrmachtu, a potem na front. Tez pod Stalingrad. Po wojnie wysłano ich do obozów, poddano „reedukacji”, gospodarstwa, które uprawiali, potem złagodzono sankcje, ale i tak większość wyjechała. Nadal trwa intensywna romanizacja, buduje się pomniki, zmienia nazwy miejscowości, ale jakąś księgarenkę niemiecka można jeszcze zobaczyć. Siedmiogród oddziela od Wołoszczyzny pasmo Karpat. Po drugiej stronie inny świat. Widziałem furmankę ciągniętą przez woły w jarzmach . Chłop się wkurzył, gdy wszyscy wyciągnęli Komórki. Mołdawia , Bukowina Zakarpacka pełna starych kapliczek, maleńkich cerkwi z freskami na zewnątrz i wewnątrz. Ta część Mołdawii włączona do ZSRR po wojnie mocno zruszczona, są próby reanimacji języka mołdawskiego, zbliżonego do rumuńskiego, który też przechodzi swoistą deslowanizację. Wskoczyłem i z tego ni z owego na Rumunię, ale może to zostanie mi wybaczone, chociaż ma niewiele wspólnego z tym, co pisałem na początku.
    Wielu moich kolegów wyjechało w latach 80-ych do Niemiec za chlebem. Trzeba było znaleźć u siebie jakieś niemieckie korzenie i wtedy pozwalano wyjechać a Niemcy pomagali w zagospodarowaniu się.(u jednego mojego kolegi, to był podobno ojczym.) Ci , co wyjechali utrzymują jakieś więzi z krajem, ale ich dzieci mniejsze, mają tu jeszcze rodziny, przyjeżdżają na święta, pogrzeby, śluby. Jeden z moich kolegów – neurochirurg z ambicjami okazał się na miejscu dużo mniej ważny od swojej żony dentystki.

  163. basia.n
    22 listopada o godz. 20:29

    O, to zrobione przez Bruno Monsaingeona, tego co kręcił Goulda. Ale też musi poczekać j.w. Może za tydzień odrobię zaległości na jakiejś nocnej trasie. 🙂

  164. @zezem
    22 listopada o godz. 20:20

    Dzięki za info. Sprawdziłem w lokalnej bibliotece, jest książka i audiobook. Aktualnie na stanie.

  165. @basia.n

    Pod moim nickiem coś nowego, mały appetizer przed weekendem 😉

  166. Szary Kot
    22 listopada o godz. 20:44

    Tak – Bruno Monsaingeon 🙂

  167. Tobermory
    22 listopada o godz. 20:52

    Baaaaardzo się cieszę. Dziękuję 🙂

    A Ciebie zachęcam do obejrzenia dokumentu,ktorego link podalam Namarginesce

  168. Stachu39
    22 listopada o godz. 20:40
    Je bana, na glajzach leżi czowiek, pizdnie go czy nie pizdnie.
    Słuchałem w wykonaniu mojego kolegi opowieści „Wygnanie z Raju” (skuli tyj pierońskiej szlangi) – zrywaliśmy boki.
    Dowcipu o Rudzie Sląskiej nie opublikuję – panie by się b. rumieniły i nie tylko one.

  169. Tobermory
    22 listopada o godz. 20:52

    Wyglada smakowicie !. Wiesz nawet łosoś mnie nie odstraszył,a wręcz przeciwnie.Właśnie z powodu świeżego koperku. Dla mnie potrzebna jest jeszcze cytryna .

  170. Tobermory
    22 listopada o godz. 20:49
    Książka w czasach Adenauera niemal na indeksie.
    O Janoschu* chyba słyszałeś (Cholonek i inne opowisatki) -jak nie , to też polecam.
    *Horst Eckert ,pochodzi z Hindenburg’a (czyli dzisiejsze Zabrze), mieszka na Kanarach. 🙂

  171. @zezem
    22 listopada o godz. 21:05

    Janosch był swego czasu bardzo popularnym autorem książek dla dzieci, więc się trochę zainteresowałem.
    Oh, wie schön ist Panama 😉
    Nauczyłem się też mówić „Hammurch, Olmburch und Brehm” 😉

  172. Zacząłem oglądać tego Richtera i doszedłem do jego wyjazdu z Odessy do Moskwy. Opowiada bardzo zajmująco…

  173. wbocek
    22 listopada o godz. 20:24
    No, rzeczywiście przypomina historię spod Jeżowa. Ale ten pomnik daje już jakąś nadzieję pamięci o mieszkańcach. Choć i tak sprawa smuci.
    W samych Katowicach mieliśmy podobnie. Otóż w miejscu, gdzie zbudowano nowy gmach Biblioteki Śląskiej przy ulicy Damrota, wcześniej znajdował się cmentarz ewangelicki, na którym pochowano kiedyś założycieli miasta Katowice z 1865 roku. I co się po czasie okazało. Tylko na jego skromnej części przeprowadzono niezbędne ekshumacje szczątków, a sam obiekt pobudowano na tej ze szczątkami. Prawda wyszła przez przypadek. Kierownictwo biblioteki na części zielonej (prawie parkowej) ustawiło tablicę pamiątkową przypominającą spacerowiczom, iż znajdują się na starym cmentarzu, gdzie pod alejkami znajdują się jeszcze szczątki ludzkie.

  174. zak1953
    22 listopada o godz. 21:45

    Niedawno się dowiedziałam że pomnik żołnierzy radzieckich z placu Wolności jest w parku Kościuszki, myślałam że go zniszczyli.

  175. Tobermory
    22 listopada o godz. 21:37

    Wiedzialam,że Cię zainteresuje 🙂

    Muszę poszukać w necie drugiej części. ( ja mam to u siebie na dvd ) i wtedy podam link

  176. @Zezem
    Mogło mi się pomylić, gdzie to słyszałem.

  177. @Szary Kot
    22 listopada o godz. 16:18
    Na pewno masz rację w tym co piszesz o zasiedleniu Prus Wschodnich ludami z Podlasia i Suwalszczyzny, ale moja pamięć jest nieco inna – z tego co pamiętam, zasiedlenie było głownie przez przybyszów ze wschodu, takich Pawlaków a oni nie byli zbyt agresywni do osiadłych tam „Niemców”. Natomiast postrachem i dla jednych i dla drugich były bandy szabrowników z centralnej Polski i to z następującą po tym polityką wypędziło wielu Mazurów do Niemiec.
    Muszę bowiem powiedzieć, że według mojego pamiętania, ludność Wileńszczyzny nie miała tak wrogiego nastawienia do Niemców jak ludność Polski centralnej, dla nich bowiem przyjście Niemców było wyzwoleniem od terroru Rosjan. I jedni i drudzy gospodarowali na tych ziemiach, podczas gdy przybysze z „Polski” dewastowali je i eksploatowali ( bo przyjdą Niemcy i zabiorą) nie traktując ich jako swoich i budując domy „w Polsce”. Była wyraźna różnica między gospodarstwami Mazurów, Wileńszczuków a Polaków na niekorzyść tych ostatnich.

  178. Tobermory

    Już mam.Druga część:
    https://www.youtube.com/watch?v=1wKZPJ6pfSM

    Zakończenie ściska mnie za gardło…

  179. Nefer
    22 listopada o godz. 21:58
    Tak, to prawda. Pomnik ustawiono na cmentarzu żołnierzy AC. Ale wcześniej go odświeżono w zakładach w Gliwicach

  180. zak1953
    22 listopada o godz. 22:27

    Może znasz a może dopiero cię zainteresuje ta książka, ja nie czytałam natomiast śledzę ich profil na fb. Ciekawe zdjęcia, zmiany w mieście. Byłam w tym roku, znowu rynek zmieniony, nie podoba mi się. O tym pomniku dowiedziałam się z ich profilu właśnie. I ucieszyło mnie że stary dworzec jednak odżyje.

    https://sklep.architekci.pl/ulice-i-place-katowic.html

  181. Wychowalem sie na Warmii i Mazurach.
    W czasie podstawowki (3., 4. klasa) na przerwie powstal rejwach – chodzcie, chodzcie, zobaczymy!
    Polecielismy do pobliskiego parku debowego, gdzie zwyklismy grac w noge.
    A tu, tuz obok juz pokazny tlumek gawiedzi sie zebral – porzadkowano tam teren pod fundamenty nowego osrodka zdrowia.
    Nagie czaszki (wiele ich), resztki drewnianych trumien ale nigdy nie zapomne jak kilku miejscowych zdejmowalo medaliki (jeden pamietam do dzis, taki szmaragdowy) z tych truchel.
    Wszyscy widzieli z okolic a zaden z nauczycieli nawet nie zajaknal sie o tym zdarzeniu. Do dzis nie wiem, kto tam byl pochowany – duze cmentarzysko i nieuszanowane kosci. Moj przyjaciel z tej szkoly, dzis historyk, napewno wie, musze zapytac.- chyba wyparlismy to z pamieci.
    A dzis to sie przypomnialo.

  182. Porównałam sobie obie historie, tzn, sposób ich przedstawienia w mediach polskich
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,24197544,amerykanski-misjonarz-zginal-z-rak-tubylcow-na-zakazanej-wyspie.html#a=167&c=154&s=BoxNewsLink
    i australijskich
    https://www.abc.net.au/news/2018-11-23/north-sentinel-island-struggle-to-recover-john-chau-body/10547088
    nawet ciekawe porównanie.
    I teraz Indie mają kłopot bo to obywatel amerykański. A pan prezydęt może wysłać marines do odzyskania ciała. 🙂

  183. Ewa-Joanna
    22 listopada o godz. 22:09

    Rzeczywiście byłem nieprecyzyjny, mając bowiem na myśli również przesiedleńców zza nowej wschodniej granicy napisałem tylko o Podlasiu i Suwalszczyźnie. Wikipedia podaje Podole i Wileńszczyznę, potwierdzając to, co napisałaś. Moja wersja ma oparcie w rozeznaniu wśród sąsiadów – „skąd czyje ojce przybyły”. Zapewne obie są prawdziwe. Jedna moja sąsiadka jest z Rzeszowskiego (ale Polka, nie z akcji Wisła). Z akcji Wisła jest cała sąsiednia wieś. Z kolei jak parę lat temu skrzyknął się aktyw z szerszej okolicy stowarzyszenie zakładać, to prawie wszyscy na sali byli napływowi z Warszawy, niektórzy już nieźle zasiedziali wprawdzie, ale jednak. To akurat bardzo znamienne i wcale nie wesołe.

  184. @Szary Kot
    22 listopada o godz. 23:13
    To chyba różnica jednego pokolenia 🙂
    Ja piszę o tym co sama pamiętam z lat 50 tych i z opowiadań rodziny.

  185. Tobermory
    21 listopada o godz. 13:10
    Takie obeliski (z obu wojen) widziałem też w wielu miejscach w Nowej Zelandii
    ————–
    Te obeliski zwane „cenotaph” są w zasadzie wszędzie, nawet w najmniejszych miejscowościach. Są także tablice pamiątkowe na budynkach większych firm z nazwiskami poległych pracowników. Bez wyjątku bardzo zadbane. I nie ma w tym nic dziwnego…
    Podczas II wojny światowej zginęlo 11928 żołnierzy nowozelandzkich na ogólną liczbę ok 140 tys. biorących udział w tej wojnie. Dla porównania straty polskie wyniosły, w zależności od źródła, od 123 178 do 147 256.

  186. @ Tobermory
    22 listopada o godz. 11:23

    Zdradzisz mi ten przepis?

    Pewnie! Ale że moim zdaniem blog to nie miejsce na kulinaria, napisz linijkę na herstoryk@onet.eu, to wyślę prywatnie.

  187. Nefer
    22 listopada o godz. 22:39
    Tak, znam tę i nie tylko. Znam także osobiście wydawcę. To młodszy brat mojego podwórkowego i klasowego kolegi. Absolwent Wydziału Nauk Społecznych U.Śl. z doktoratem sprzed kilku lat. Zrobił całą serię książek. Osobiście mam „Kopalnie i huty Katowic”. Bardzo dobrze opracowana. Zanim ją kupiłem, myślałem że wiem wszystko o takich zakładach w mieście. Przekonałem się, że tak nie jest. Bardzo rzetelne wydawnictwa. Mają tylko jedną wadę – nie są tanie.

  188. @Tanaka
    22 listopada o godz. 14:16

    Uważam, że nie mogło być inaczej, albo tylko chwilowo, w niewielkim miejscu, raczej specyficznym, mogło być inaczej i to nie jakoś bardzo inaczej, niż dominujący sposób dzialania dookoła.
    Na to składa się wiele czynnków,w dużym stopniu obiektywnych, ale i specyficznych dla Polaków w tamtym czasie i w tamtym stanie.
    1. generalna ludzka dyspozycja, wzięta od naszych nieludzkich przodków: ostrożność, nieufość do „obcego”, czy tylko jakoś „innego”. [….] Wyostrzenie takich negatywistycznych zachowań gdy ktoś jest nie tylko inny, ale obcy, [….] już w zupełności wystarczy, by kogoś źle traktować, agresywne, a przywołując powiedzenie o źródle atawistycznym – patrzeć na niego wilkiem. 2. […]

    Racja! Ale w swej liście pominąłeś „izmy”, które bardzo często są podstawowym pretekstem do wynajdowania „obcości” i ideologiczną „nadbudową” dla atawistycznego lęku przed „innymi”.
    Oraz ignorancję, pozwalającą mieszać w głowach różnym „guru”, robiącym karierę na straszeniu tymi „obcymi”, czego mieliśmy tutaj przykład w niedawnej dyskusji/sporze.

    I tu nasuwa mi się interesujące pytanie, dla psychologów być może (@Stachu39?) – czy ten lęk jest źródłem niektórych „izmów”, czy one go tylko umacniają i nadają mu ideową treść (patrz niżej).

    Wszyscy moi przodkowie mieszkali w Galicji Wschodniej (przynajmniej przez ostatnie 250 lat), gdzie żyła, na ogół zgodnie, choć najczęściej oddzielnie, mieszanina kilku grup etnicznych/wyznaniowych (bo w większości, jeszcze do niedawna nie narodowości) wyznających co najmniej 4 religie. Dokąd, stosunkowo niedawno, pod wpływem „izmów” skoczyli sobie do gardeł.
    Jest super interesująca książka o tamtych stronach „Po Galicji”, napisana przez Austriaka, Martina Pollacka, slawisty, polonisty, tłumacza, odznaczonego za propagowanie polskiej kultury, syna SS-mana, zbrodniarza wojennego.

  189. @Herstoryk 23 listopada, 1:16
    “…czy ten lęk jest źródłem niektórych „izmów”, czy one go tylko umacniają i nadają mu ideową treść…“
    Nie będąc psychologiem pomyślałam sobie, że możliwe jest jedno i drugie. Wrodzony lęk przed obcymi jest żródłem nacjonalizmu, izolacjonizmu. Natomiast fundamentalizm religijny czy ideologiczny pogłębia istniejące lęki, wskazując jednocześnie kto jest wrogiem winnym wszelkiego zła. Manipulowanie lękiem daje władzę. Na manipulowaniu lękiem wypływa pewien gatunek polityków i różni żądni władzy nad ludźmi guru.
    Ale powstają też ”izmy“ wynikające z potrzeby uporządkowania sobie wizji świata. Te tyczą tylko sfery intelektualnej i grożą jedynie zacietrzewieniem w wyznawanych poglądach.
    Ciekawa jestem co myślisz o takim spojrzeniu na sprawę.

  190. @Antonius
    Bardzo ciekawe i dające do myślenia jest Twoje opowiadanie. Nie dziw, że wywołało szeroki odzew.

  191. Tu jest odpowiedz bolesnie zwiezla i punktowa, z powodu przerwy w sledzeniu blogowosci, na wypowiedzi Zaka, 7:22 i in., oraz Antoniusa 11:25. Oraz o wiele wiency

    Uprasza sie uprzejmie o pamietanie CZYM byla tzw. Great War 1914-1918 w historii swiata. Pozniej nazwana I Wojna Swiatowa

    Bo byla ona – w jezyku historykow nie smarujacych faktow historycznych guanem pseudonibyhistocznym – zaczynem do NAJWIEKSZEGO kataklizmu dziejowego w dziejach ludzkosci.

    Bez WWI nie byloby takich wydarzen historycznych, dla nas na poczatku dobrych a potem zupelnie paskudnych, takich jak:

    -utworzenie Legionow Pilsudskiego
    -rewolucji, lutowej i pazdziernikowej, 1917, w zaborczej Rosji
    -wycofania sie Rosji z GREAT wojny, wynegocjowanego przy obalaniu caratu przez Lenina
    -odzyskanie niepodleglosci Polski juz w dniu zakonczenia tej wojny: 11.11.1918
    -wojen 1918-1921, ustalajacych SWIATOWE granice. Nie do obrony w tamtym czasie
    -przewrot Majowy, konczacy, praktycznie, DEMOKRACJE w Polsce
    -dojscie Hitlera do wladzy, 1933
    -podpalenie Reichstagu, tez 1933
    -kristalnajgt1938
    -Monachium i zajecie Pragi
    -pakt Ribbentrop-Molotow
    – WW II
    -I to co wydarzylo po 1 wrzesnia 1939 roku.
    -I to ze UK,wraz Francja, przystapilly do wojny antyhitlerowskiej
    -I to co sie wydarzylo 17 wrzesnia 1939

    Nie wszyscy wiedza, ze II WS pozpoczela sie, wedle statystyk SWIATOWYCH, w dniu 1 wrzesnia 39. Nie w dniu 17 wrzesnia

    O reszcie zamilczmy, w danym momencie.

    PODSUMOWANIE

    Upamietnianie POLSKO-jezycznych ofiar Pierwszej Wojny Swiatowej, na tablicy pamiatkowej w tych Kuzniczkach Antoniusa,, jest zadaniem szczytnym. Pytanie tylko takie powstaje:

    JAKA MY MAMY ODNIESC Z TEGO LEKCJE?

    Antonoiusie! Ja ciebie very sorry. Ale ty barking the very wrong tree!

  192. Orteq
    23 listopada o godz. 4:43

    Żadną, wesołkowaty rzepie. Nie istnieje w języku polskim „ODNOSZENIE/ODNIESIENIE LEKCJI” – dlatego i ty żadnych lekcji ze swego czepiactwa „nie odnosisz”.

  193. @zak1953, @Nefer
    Skoro mowa o historii to może nie jest znana taka ciekawostka.
    Część koncernu w skrócie: „Giesche” w okresie międzywojennym została sprzedana towarzystwu : „Silesian American Corporation”, któremu przewodził Prescott Bush , ojciec Bush’a seniora.
    W 1941 r.(!) Niemcy usiłowały ponownie odkupić udziały od Amerykanów…

    Wieczorową porą warto wybrać się do Giszowca.

  194. errata: Nikiszowca!

  195. Historia to symbole. Czasami , dzielem dziwnego przypadku , pozostaja na wieki blednie interpretowane.Szczegolnie w Polsce czesto temu przypadkowi czynnie pomagano.Tak tez symbolem maszerujacego Wehrmachtu stala sie w Polsce bynajmniej nie wyprodukowana na potrzeby nazistow ” Piesn Horsta Wessela ” ale niewinna , kilkaset lat stara piosenka studencka opowiadajaca o rozterkach studenta zwiazanych z wyborem zakupu wina czy wody i problemach z zaplata za nie. Przy Zelaznym Krzyzu czy tez napisie Gott mit uns rowniez ” zapomniano ” o genezie ich powstania.
    No dobrze . Coz jednak powiedziec gdy tego typu „historyczne myslenie ” nakazuje ledwie pare lat temu zabrzanskim decydentom podjac decyzje o dewastacji kilkuset lat starego napisu nad wejsciem do sztolni Kopalni Luiza ?
    Decyzje ugruntowana troska o , jak sie wyrazono , falszywe zrozumienie i falszywa interpretacje ?
    A chodzilo tu jedynie o pradawne pozdrowienie slskich gornikow : Glueck Auf !

  196. zezem
    23 listopada o godz. 6:13
    Władze PRL wykupiły amerykańskie akcje koncernu „Giesche”, płacąc równocześnie rządowi amerykańskiemu odszkodowania za znacjonalizowane po II wojnie mienie obywateli amerykańskich. Wraz z zapłatą Polska otrzymała cały pakiet owych akcji, które przez dłuższy czas przechowywano w ówczesnym Ministerstwie Finansów. Po latach, kiedy zdecydowano o likwidacji tych akcji (po wcześniejszym ich unieważnieniu) zamiast dopilnować ich komisyjnego zniszczenia, jakiś pracownik puścił je w obieg kolekcjonerski, bo druki były naprawdę ładne. Po przemianach 1989 roku kilka osób zorientowało się, iż druki (nie opieczętowane stemplem „nieważne”) mogą stać się źródłem sporych pieniędzy. Na podstawie zebranych akcji starali się przejąć sporą część obecnych Katowic, a w zasadzie finansowy ekwiwalent jej wartości. Jak widać Polak potrafi – najpierw olać swoje obowiązki służbowe oraz próbować zarobić na nieważnych papierach.

  197. W tej dyskusji między innymi o Mazurach nikt nie wspomniał o ksiazce Wańkowicza :Na tropach Smętka, wydanej jeszcze przed wojną, ktora miała duzy wpływ na spostrzeganie Mazur po przegranym plebiscycie.

  198. @
    NAJNOWSI BARBARZYŃCY

    Fragment:
    „Alt right” to zwycięstwo internetowego forum nad panelem dyskusyjnym, piwnicy nad salonem, mema nad uczonym wstępniakiem w drukowanej prasie. Alt-prawica to zwycięstwo wszystkiego, co uchodziło za barbarzyństwo, nad wszystkim, co uchodziło za normalne. Oczywiście, to co normalne definiowane jest społecznie, można więc zdefiniować to na nowo. To się właśnie dzieje. Alt-prawica to dziecko dwóch cech liberalnego świata. Po pierwsze wszystko można w nim zanegować. Jednocześnie, w tym samym świecie, większość ludzi do niedawna miała hamulce powstrzymujące ich przed tym. Aż pojawili się altrightowcy i spróbowali.

  199. @wbocek
    21 listopada o godz. 6:02

    Umieściłem to w poprzednim wątku już po jego odstawieniu na bok więc wklejam to tutaj, żeby ktoś przeczytał.

    Bywam tu na Waszym blogu od niedawna i nadal się ostrożnie wypowiadam, bo trzeba trochę towarzystwo poznać, żeby wiedzieć kto zacz. Niektórzy wchodzą z przytupem i to raczej nie jest dobre. Zauważyłem, że teraz wiele piszecie o zachowaniach dopuszczalnych i nie dopuszczalnych (wypowiedziach raczej).

    Początkowo, wydawało mi się to stratą czasu, ale chyba tak nie jest biorąc pod uwagę to, że ten blog działa raczej jak klub angielski, gdzie określony jest profil uczestników i stranger jest oglądany z zainteresowaniem, ale i z pewną podejrzliwością. Nie wiem czy pisanie o netykiecie ma sens bo i tak ci, którzy ją łamią nie zapoznają się z jej regułami, a inni nie czytając przestrzegają.

    Zauważyłem, że na blogach formują się stronnictwa i jakieś ugrupowania w konkretnych sprawach, a nawet w przypadku konfliktu, niektórzy domagają się wsparcia z powodu wcześniejszych porozumień (merytorycznych), co nie pomaga w merytoryczności dialogu ( bo wtedy chodzi o to kto mówi a, nie co mówi)
    Pozdr.

  200. Taieri
    22 listopada o godz. 23:38

    Te obeliski zwane „cenotaph” są w zasadzie wszędzie, nawet w najmniejszych miejscowościach. Są także tablice pamiątkowe na budynkach większych firm z nazwiskami poległych pracowników. Bez wyjątku bardzo zadbane. I nie ma w tym nic dziwnego…

    Kilka lat temu spędziliśmy z mężem ponad dwa miesiące w Nowej Zelandii. Wędrowaliśmy po obu wyspach. I widzieliśmy to.
    Być może powinniśmy się wstydzić swojej reakcji, ale byliśmy tymi widokami bardzo zaskoczeni.
    Sądzę, że to kwestia europocentrycznego oglądu świata. Do czasu nowozelandzkiej wyprawy Wielka Wojna kojarzyła nam się głównie z Europą. Trochę z USA i Kanadą. Tak odległego kraju jak Nowa Zelandia w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Na szczęście do czasu.

    Gdybym miała teraz wybierać swoje miejsce na świecie, to byłaby to właśnie Nowa Zelandia. Ze względu na jej zniewalające piękno. I ze względu na wyjątkową życzliwość ludzi.
    Pozdrawiam 🙂

  201. Co sie kryje za plecami boga. Szef albo jest nierozgarniety jak Skunks, albo wie i aprobuje figle swoich urzednikow, albo szef po prostu nie istnieje.
    Ale jego pracownicy istnieja i to jak ! Prosze, oto oni !
    https://ruchofiarksiezy.org/

  202. @Zetus1
    Dobre spostrzeżenie.

  203. zetus1
    23 listopada o godz. 10:08

    Myślę, że najlepsze efekty daje naturalność wypowiedzi i brak fumów.
    Są tu blogowicze znający się nieźle na tym i owym, oraz gupa mocnych fachowców w sprawach ateistyczno-religijnych i kajakarskich, pod kątem tego co nam świeci, oraz wyznawania Jeziora Jamna.
    Jeśli uchwyciłeś tą subtelność z podwójnością jeziorną 🙂

    Rozglądaj się i wchodź dalej. Jest tu sporo miejsca w sali plenarnej oraz kulurach tematycznych, kameralne stoliki oraz w niektóre weekend popijamy seczego.

  204. @zetus1
    23 listopada o godz. 10:08

    Powściągliwość to piękna cecha i na ogół wychodzi na zdrowie.
    Poobserwuj, poniuchaj, a zobaczysz, że tutejsze maniery odbiegają znacznie od młócki cepami na EP. Do koterii, jeśli takie zidentyfikujesz, nie musisz się dołączać.

    Dowiedziałem się właśnie, że rodzice mojego niespełna półtorarocznego wnuczka oddali go wczoraj wieczorem pod opiekę parze swoich homoseksualnych przyjaciół, po czym spokojnie udali się na próbę chóru.
    I wiecie, co ci opiekunowie mu pokazali?
    Teletubbies! 😀

  205. PS
    Obaj opiekunowie są Anglikami.

  206. PeterPaul
    23 listopada o godz. 8:33
    Tak tez symbolem maszerujacego Wehrmachtu stala sie w Polsce bynajmniej nie wyprodukowana na potrzeby nazistow ” Piesn Horsta Wessela ” ale niewinna , kilkaset lat stara piosenka studencka opowiadajaca o rozterkach studenta zwiazanych z wyborem zakupu wina czy wody i problemach z zaplata za nie…..
    Coz jednak powiedziec gdy tego typu „historyczne myslenie ” nakazuje ledwie pare lat temu zabrzanskim decydentom podjac decyzje o dewastacji kilkuset lat starego napisu nad wejsciem do sztolni Kopalni Luiza ?

    Wygląda, że chodzi Ci o „Ein Heller und ein Batzen,,,” z powodu heili, heilo, heila? Była tez druga, znamienna – „Erika”, czyli „Auf der Heide…”. To faktycznie stare pieśni marszowe, ale się kojarzą moim rówieśnikom, jak mnie „Maskwa maja…”, bo codziennie dochodziła z boiska przy porannych marszach „braci”.. Gdy je czasem wyciągam z YT, to zamykam okna! Nie chcę zrazić sąsiadów.
    Co do „Glück auf”, to pozostało moim kuzynom w Hesji. Nie wiem, gdzie jest kopalnia Luiza, ale zwiedzałem „Ludwiga”, bo pracował tam całe Życie ujek, który oficjalnie był stryjem.

    • Orteq
    23 listopada o godz. 4:43
    Wspomniałem, że od dawna nie dyskutuję z Orteqem, ale teraz muszę. Wymienia długa listę nieszczęść, będących rezultatem I Wojny, choć nie ja jestem odpowiedzialny za jej wybuch, nawet nie mój ojciec!
    Zapomniał o innych konsekwencjach tej wojny – pozytywnych! Polska odzyskała państwowość, potem zaanektowała Górny Śląsk. To pestka w życiu Orteqa, ale nie w moim. Gdyby nie plebiscyt, moja matka nie wróciłaby z Aachen i nie „porodziłaby” syna Antoniusa i kogo mógłby męczyć Orteq na tym blogu???
    A czy jego rodzice spotkaliby się? Niech to przemyśli. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, mówią mądrzy Polacy.
    A poza tym, drogi Ortequ, parafrazując twoje wtręty obcojęzyczne – nie siusiam pod niewłaściwym drzewem.

  207. @Tobermory,
    Nie rozumiem. Martwi Cię to, że są homoseksualistami czy to, że są Anglikami?

  208. @Weronika
    23 listopada o godz. 12:11

    Nic mnie nie martwi. Znam ich osobiście. A dziecku dobrze służy kontakt z wieloma językami.
    Nie wiem, czy poznałaś stanowisko pewnej byłej polskiej rzeczniczki praw dziecka (sic!), która chciała zlecić ekspertyzę psychologiczną w sprawie propagandy homoseksualnej ukrytej w Teletubisiach 🙂
    Tak mi się skojarzyło, a panowie pewnie nawet nie wiedzą, co w Polsce jest kojarzone z tym programem. Rodzice wnuka też nie wiedzą i nie będę ich uświadamiać 😎

  209. Tobermory
    23 listopada o godz. 11:52

    Tradycje muzykowania przekazane następnemu pokoleniu 🙂

    Ważne,że rodzice znaleźli opiekunów,którym z pełnym zaufaniem mogą powierzyć maluszka. Kiedy będzie starszy pewnie dobierze się do wszystich Twoich instrumentow 🙂

  210. Tobermory
    23 listopada o godz. 12:33

    nie, nic nie wiem na temat Telebisiów.
    Nadal nie rozumiem o co chodzi w Twojej informacji. Przecież żyjemy w zglobalizowanym świecie. A tu chyba spotykają się ludzie otwarci na świat. Więc co to za news, że geje, że Anglicy?
    Ale oczywiście nie muszę wszystkiego rozumieć 😉

  211. Antonius
    23 listopada o godz. 12:06
    Kopalnia Królowa Luiza miała swoją siedzibę w Zabrzu. Obecnie miejsce to jest bardziej znane jako Sztolnia Królowa Luiza. W czasach PRL nie było dostępne z uwagi na lokalizację na terenie funkcjonującego zakładu górniczego. Po zamknięciu wielu kopalń pozostałości po części z nich zostały udostępnione w ramach Szlaku Zabytków Techniki. Kopalnia Luiza podobnie jak kopalnia Guido dotyczą wydobycia węgla kamiennego. Jeżeli chodzi o górnictwo rud metali, to obecnie dostępne są obiekty w Tarnowskich Górach; Kopalnia Zabytkowa oraz Sztolnia Czarnego Pstrąga. Naprawdę warte odwiedzenia.

  212. @Weronika
    23 listopada o godz. 12:42

    Nie jestem dobry w tłumaczeniu żartów 🙁
    Swego czasu był śmiech nawet w zagranicznych mediach, a dziennikarze zadawali pytania rzecznikowi komisji europejskiej.
    Mnie się ta historia przypomniała, kiedy ausgerechnet…
    Że Anglicy, dodałem na ich usprawiedliwienie. Nie znają polskich mediów. Na szczęście.

  213. Weronika
    23 listopada o godz. 12:42
    Mój ty boże! Kobieto gdzie Ty żyjesz? Przecież dla normalnego katolika to jest nie do przyjęcia, aby geje (nie użyję nazwy zazwyczaj stosowanej, choć przypomnę, iż występują w rowerach) opiekowali się czyimiś normalnymi dziećmi. Ba, są potępiani w czambuł i odmawia im się prawa do zawarcia związku małżeńskiego. A już największy szok w polskim społeczeństwie katolickim budzą informacje o planach adopcji dzieci przez pary homoseksualne.

  214. Antoniusie @12:06

    Szacun nalezny skladam. I przypominam, ze jest ten szacun skladany rowniez z okazji swietnego wstepniaka. I rowniez jeszcze dlatego, ze wstepniak jest na temat poruszany niezupelnie codziennie.

    Chodzi o placz po ofiarach Wielkiej Wojny, zlozonych przez tych ktorzy te wojne, i wszystko co po niej nastapilo, spowodowali. Nie wiedzac wcale o tym. Nie chodzi o pomylonego na rozumie Gawrilo Principa, zabojce arcyksiecia Ferdynanda. Ten akurat cos tam moze i wiedzial, gdyz po dokonaniu zabojstwa probowal sie sam zastrzelic..

    Powody, dla ktorych placz po tych ofiarach wojennych PRZEGRANEJ strony jest nielatwy, sa zlozone i wielokrotnie byly wyluszczane na setkach tysiecy stron w calutkim bozym i nie bozym swiecie. Jedno wydaje sie byc pewnym:

    skladanie holdow tym ktorzy zgineli po ZLEJ stronie NAJGORSZEJ z wojen nie wydaje sie byc najwlasciwszym postepowaniem. Juz chocby dlatego, ze hitlerowska SA chciala tez swoja swastyke przykleic do tych holdow, jak sam zes zapodal.

    Chodzi o to, ze postepowanie takie moze wygladac jak szczekanie na niewlasciwe drzewo. No dobrze, niech bedzie jak siusianie.

    Pozdrawiam nieustajaco

  215. Herstoryk
    23 listopada o godz. 1:16
    Ale w swej liście pominąłeś „izmy”, które bardzo często są podstawowym pretekstem do wynajdowania „obcości” i ideologiczną „nadbudową” dla atawistycznego lęku przed „innymi”.
    Oraz ignorancję, pozwalającą mieszać w głowach różnym „guru”, robiącym karierę na straszeniu tymi „obcymi”, czego mieliśmy tutaj przykład w niedawnej dyskusji/sporze.

    I tu nasuwa mi się interesujące pytanie, dla psychologów być może (@Stachu39?) – czy ten lęk jest źródłem niektórych „izmów”, czy one go tylko umacniają i nadają mu ideową treść 

    Mój komentarz
    Lęki, ignorancja, ból istnienia, duch czasu, itp. w sprzyjających warunkach wchodzą w sposób naturalny w interakcję ze wszelkimi izmami. Tworzy się sprzężenie zwrotne – izmy (idee) oddziałują na lęki, lęki oddziałują na izmy. Kwestią do rozpatrzenia jest to, czy będzie to sprzężenie dodatnie ”samowzmacniające” się, czy nie.

    W procesach społecznych zderzanie się idei z instynktami (lękami) zachodzi zwykle bezszelestnie, w miarę gładko, mało kolizyjnie, lecz jeśli warunki stają się ekstremalne lub napięcie tego sprzężenia staje się krytyczne, nie do wytrzymania, to może zajść błyskawiczne (w skali historycznej) wzmożenie prowadzące do ekstremalnych działań.

    Na ogół czynniki te działają w społeczeństwie powolutku, niezaburzająco, analogicznie do współdziałania hormonalnego tarczycy z przysadką i podwzgórzem, gdzie utrzymuje się stan równowagi – każdy z organów wydziela hormonów tyle ile trzeba.
    Pzdr, TJ

  216. Stinky Winky z czerwoną torebką 🙂

    zak1953
    23 listopada o godz. 12:54

    Tylko może nie wystraszaj niechcący (!) nowej pani bo ja sarkazm rozumiem ale nowej uczestniczce może się przykro zrobić?

  217. Temu od czepiactwa tez pozdrowienia skladam. A co mi tam

  218. Ja zrozumiałam że Tobermory jest wręcz dumny (zachwycony?) ze swoich dzieci (w sprawie opieki nad wnuczkiem, ale nie tylko, rzecz jasna)

  219. Orteq 13:27

    Czemu upamiętnianie ofiar wojny nazywasz składaniem hołdu? Czemu uważasz, że płacz po poległych jest niewskazany, czy naganny? Tylko dlatego, że ktoś (bo nie oni) o tym zadecydował? Jedynym powodem ma być to, że walczyli po stronie „słusznie” przegranej? Odmawiasz ich współmieszkańcom prawa do upamiętnienia w takiej formie, w jakiej sobie zażyczyli?

  220. zetus1
    23 listopada o godz. 10:08

    Ja na nowych patrzę z zainteresowaniem i życzliwością. A potem samo wychodzi w praniu co ma wyjść.

  221. zuzanna51
    22 listopada o godz. 15:21, oraz 15:58

    „O sytuacji sprzed wojny i w czasie czytałam u H. H.Kirsta w książkach Wilki i Bóg śpi na Mazurach.Polecam, zwłaszcza Orteqowi Może nie będzie się tak wygłupiał.”

    O Mazurach akurat jeszcze sie nie powyglupialem. Nie wywoluj „Wilka” !

  222. paradox57
    23 listopada o godz. 13:41

    „Czemu upamiętnianie ofiar wojny nazywasz składaniem hołdu?”

    Ot chocby dlatego, ze skladania holdu tym co polegli po stronie niemieckiej w I WS domagali sie chlopcy z hitlerowskiej SA.

    A tak w ogole to sprawa zlozona jest. Dlatego pewnie obchody Stulecia 11.11.18 to glownie zlozenie holdow tym wszystkim ktorzy polegli w „slusznej” sprawie. Cokolwiek to oznacza

  223. @Nefer
    23 listopada o godz. 13:41

    Zaraz tam zachwyt 🙂 To i owo mogliby ci roztargnieni bałaganiarze ulepszyć. Ile ja się naszukałem ich rzeczy, które u mnie rzekomo zapomnieli, a potem znajdowali we własnym mieszkaniu, bagażu, samochodzie… 🙄
    Ale co do socjalizacji i kręgu towarzyskiego oraz zaangażowania społecznego, nie mam zastrzeżeń. Chociaż co i raz podrzucają mi swoich couch surferów 🙄

  224. Mój kot ma tę metodę opanowaną do perfekcji.

  225. Tobermory
    23 listopada o godz. 11:52

    Przy okazji tej próby chóru. Czy mają jakiś określony repertuarowy kierunek ,czy raczej bardzo zróżnicowany?

    A mówiąc o opiekunach – jedyne czego obawiałabym się,to roztrzepanego bałaganiarstwa 🙂

  226. Tobermory
    23 listopada o godz. 14:15

    Ten z kapelusza ?

  227. Tobermory
    23 listopada o godz. 14:07

    Dobra, dobra 😉

    Ja się puszę moim, lat 11: pokazałam mu ten żart z królową Elżbietą. Myślę sobie że a) musi wiedzieć kto to b) przeczytać i zrozumieć po angielsku (a nie uczony tylko z powietrza złapał) c) skojarzyć z szachami znając reguły.

    Młody zobaczył i…

    – HAHAHAHAHAHA 😀

    (chełpię się jak Kmicic straszliwie)

  228. tejot
    22 listopada o godz. 15:45

    Streszczę krótko moja odpowiedź na Twój głos w dyskusji – w postaci pytania – czyżby warstewka cywilizacji nas powlekająca była tak cieniutka?

    Można sobie dyskutować o tym, na ile warstewka cywilizacji jest cieniutka, bo są i tacy, co im się zdaje, że to gruby plaster kiełbasy jest.

    Instrumentarium poznawcze pomocne w dyskusji jest takie, że mamy trójkąt (piramidę) potrzeb ludzkich sformułowaną przez Maslowa. Potrzeby fizjologiczne są jego podstawą, innymi słowy – one rządzą. Tuż nad nimi jest warstwa konieczości zapewnienia sobie bezpieczeństwa – obie bezpośrednio i z surową mocą stosują się do czasów okołowojennych: muszę mieć co zjeść i muszę usunąć się spod lecących bomb, albo kul. A o reszcie będę myślał gdy osiągnę pewien komfort.
    Przeciwnie zrobił bohater roku, bohater tysiąclecia, świata, Galaktyki, Wszechświata i całej reszty – Kaczyński Lech. Który pojechał do Gruzji kulom się nie kłaniać. A następnie spadł.

    Inny element poznania mający zastosowanie do badania odpowiedzi w sprawie grubości warstwy cywilizacji na człowieku jest taki, że najwyższą formą cywilizacji, o bezpośrednim zastosowaniu wojennym – tu Absolutnie wojnie przeciwnym – jest rzymska religia katolicka. Która nieustannie gada o niezbędności pokoju, o miłości bliźniego i o dziecku poczętym, które źle się poczyna w czas wojenny – vide wyznanie Antoniusa o ciosie w brzuch zadanym mamie autora, gdy Antonius był poczęty.
    Skutek tej warstwy cywilizacyjnej jest taki, że I wojna światowa i II wojna światowa toczone były niemal wyłącznie przez chrześcijan, z wybitnym uwzględnieniem katolików. I nie ma żadnych śladów wskazujących na ich wybitną pokojowość wojenną, jest zaś wybitny nadmiar śladów wskazujących na wybitną wojowniczość i morderczość intencji oraz praktycznych działań katolików, od samej góry: bozi, przez papieża Piusa XII, kler po standardowych katolików parafialnych.

    Na najwyższym piętrze piramidy Maslowa jest potrzeba samorealizacji. Tu się mieści np. potrzeba uprawiania sztuki. To prowadzi do intrygującego pytania o naszą cywilizowaność: czy orkiestra grajaca w Auschwitz była wyrazem potrzeby uprawiania sztuki ponad potrzebę przeżycia? Na ile służyło to samym grającym, na ile może obsłudze SS – chyba bardzo wrażliwej na sztukę, a na ile było to wprowadzanie w stan ułudy świeżo przybyłych pasażerów transportów specjalnych, zorganizowanych przez skromnego człowieka i oddanego patriotę – Eichmanna? Który, co wysoce możliwe, poza godzinami pracy bardzo lubił nastawić patefon.

    Jak też wiadomo, bardzo cywilizowanym człowiekiem był dowódca obozu koncentracyjnego Rudolf Höß . Miał silną potrzebę samorealizacji, w pracy bardzo się starał i wykazywał wzorową fachowość z elementami twórczymi, a w domu jego potrzeba samorealizacji sięgała jeszcze wyższych poziomów, podobnie jak domowników – żony i gromadki dzieci: ładnie urządzone wnętrza, wyśmienita kuchnia, muzyka, dużej urody ogródek i tak dalej. No i Rudolf Höß był chrześcijaninem – do kompletu wyższych potrzeb i religijnej przewagi wyznawcy nad niewyznawcami.

    Zdaje się więc, że plaster cywilizacji na surowych odruchach człowieka niespecjalnie jest gruby ani tłusty. Pytanie, czy nie cieńszy, co najmniej w pewnych aspektach, od cywilizacji naszych kuzynów – bonobo, mających wybitne skłonności do życzliwości, przyjaźni, altruizmu, czerpania radości z życia, cieszenia się przyjemnościami cielesnymi i rozwiązywania konfliktów za pomocą seksu, czego zabrania religia katolicka i prawie każda inna, przez co jest tak, że bobobo nie mordują się na okrągło i właściwie niemal wcale, a człowiek na okrągło to robi gadając, że drugiego miłuje, nad czym króluje papież.
    Nic dziwnego, bo ma takiego bozię: wyznawcę mordowania. Bonobo nie mają takiego bozi, więc stosują metodę na hippisa: make love not war. I dobrze im idzie.

  229. zak1953
    23 listopada o godz. 12:54

    Mój ty boże! Kobieto gdzie Ty żyjesz? Przecież dla normalnego katolika…

    Sorry, myślałam, że jesteśmy na blogu ateistów. Ot, taka oaza …
    Nie chce mi się zajmować bredniami. Każdego dnia zalewa mnie katolicyzm zewsząd. Po co miałabym jeszcze szukać tego w Internecie?
    Zwabiły mnie tu bardzo ciekawe teksty.
    Pomyliłam adres?

  230. Nie na temat pytanie – czy ktoś oglądał/ogląda serial TV „Belfer”? Wart obejrzenia, czy szkoda czasu?

  231. No i właśnie :/

  232. Zniszczone cmentarze poprzedników.
    A jeszcze wyraźniej nie tyle chronologicznych poprzedników, ale pokonanych wrogów.
    Przecież one były niszczone od początku świata. A nawet jeżeli nie celowo niszczone to zaniedbywane. Dzisiaj w USA ropociągi się buduje przez cmentarzyska czy miejsca kultu Indian. Kościol katolicki niszczyl pozostalości nazywanych pogańskimi kultur. Kaplani egipscy wycinali ślady po Echnatonie (? o ile dobrze zapamiętałem z dzieciństwa), groby rozkopywano niekoniecznie z nienawiści, czasami tylko z chęci zysku.
    Nie chce mi się dalej o tym pisać.

  233. Weronika
    23 listopada o godz. 14:41

    Z całą pewnością adresu nie pomyliłaś:)
    Natrafiłaś jedynie na nieco sarkastyczną odpowiedź…

    Ale przekonasz się,że warto było tu przyjść i warto zostać 🙂

  234. @Tanaka
    23 listopada o godz. 14:36

    Wykształceni kulturalni cywilizowani inteligenci Hoess, Eichman, etc. i sam naczelny darwinista, niedowarzony hodowca drobiu Himmler po pierwsze potrafili wyśmienicie oddzielić kwestie zawodowe od rodzinnych, po prostu nie przynosili pracy do domu. Po drugie wyznawali święcie i głęboko w swój „izm”, który zastąpił im religię. Po trzecie, na mocy tego „izmu” wierzyli, że robią dobrze czyszcząc i poprawiając „naród” i gatunek ludzki, a przełamywanie moralnych oporów przed zabijaniem bezbronnych uważali za poświęcenie dla lepszej sprawy (Himmler mdlał na widok krwi!).
    Tak jak wielu przed nimi i wielu po nich.
    A za nimi drobniejsi gorliwcy od walenia kobiet w ciąży w brzuch.

    Co świadczy o tym, że cywilizowani kuturalni i wykształceni z „izmem” mogą być o wiele bardziej niebezpieczni niż np. „Mack the Knife”, czy opryszki z pałką w ciemnym zaułku.

  235. Kevin Dutton strikes again 🙂
    Wywiad w Newsweeku.

    Co gwarantuje, według Duttona, sukces psychopatycznym politykom?

    „Okazało się, że każdą wypowiedź można sformułować tak, aby sprowadzała się do trzech fundamentalnych podziałów, na które ludzki mózg reaguje bardzo żywiołowo. Pierwszy, najbardziej prymitywny, to „walcz albo uciekaj”. To on zapewnił nam przetrwanie i nadal się w nas odzywa, gdy staniemy oko w oko z jakimś zagrożeniem. Nawet sztucznie wykreowanym. Drugi, późniejszy, ale też bardzo stary podział to „my kontra oni”. Ukonstytuował się, gdy ludzie łączyli się w plemiona. Do nich dochodzi trzeci, najmłodszy „dobro kontra zło”. Wykorzystanie wszystkich trzech w jednej wypowiedzi gwarantuje spektakularny sukces.”

    Więcej tu:
    https://www.newsweek.pl/wiedza/psychopata-i-noworodek-zrobia-z-toba-wszystko-co-chca/ln9tkqe

  236. Na skrzyżowaniu, a właściwie to w pobliżu, na południe od skrzyżowania ulic Hallera i Grabiszyńskiej, na rogu, jest położony ładny parczek. Idąc na południe, przechodzący w większy park. We wczesno-nastoletnim dzieciństwie było to moje ulubione miejsce rajdowania na składaku. Tak właśnie, rajdowałem. Szczegółnie podobało mi się tam na jesieni, gdy alejki parku były gęsto pokryte mokrymi liśćmi, liśćmi, na których można było szczególne efektowne „branie wiraży” wyczyniać. Sto razy się tam na skrzyżowaniach scieżek wyłożyłem, sto razy w ostanim momencie udało mi się nie wywrócić, a także nie powyginać rowerowych rafek (ani swojego mądrego łba) na wystających spod lisci i trawy kamiennych i betonowych blokach. Wieczorem, gdy już było ciemno, wtedy nie było tam prawie żadnych latarni, gdy siąpiła mżawka, leżały liście, nic a nic nie było widać połamanych nagrobków ani resztek ocembrowań starych studni, wtedy właśnie, oświetlając sobie drogę lampką na prądnicę, jadąc w 100% na pamięć i modląc się o dużą dawkę szczęścia, to dopiero był zastrzyk adrenaliny!
    Jakoś nigdy się o te kamienne pozostałości starego cmentarza nie rozkwasiłem… 😉 A ile się narajdowałem, to moje!

    Tyle właśnie z problemu braku szacunku do starych, opuszczonych grobów docierało do łebka 12-13 latka.

    Dalej na południe, już po środku tego samego parku, naprzeciwko działającego wtedy, tak samo jak i teraz, Cmentarza Grabiszyńskiego, w parku istniała kwatera całkiem dobrze zachowanych nagrobków. Piszę „kwatera”, bo rzeczywiście była wyraźnie oddzielona od reszty parku wysokimi tujami (? ja się słabo znam na drzewach, więc jak pisze „tuje” to mogły to być równie dobrze topole jak i każde inne drzewo 😉 ), nagrobków było tam bardzo dużo, dobrze zachowanych, no i z całkiem sporym pomnikiem pośrodku. Tam nigdy nie jeździłem rowerem, tam było by to niestosowne. Ignorowałem to miejsce. Park słuzył do zabawy, jak tor motocrossowy a ten fragment odstawał swoim nastrojem no i go omijałem. Do czasu liceum, gdy drużynowy kiedyś zakomunikował, że będziemy porządkować groby włoskich żołnierzy, jeńców wojennych z czasów I-szej wojny światowej. Usłyszałem o tym na stanicy żeglarskiej położonej na drugim końcu miasta bo na Biskupinie. Dopiero po dojechaniu na miejsce palnąłem się w czoło ze zdziwienia, że musiano mnie przywieżć w pobliże domu z drugiego końca miasta abym dowiedział się wokoło jakich grobów od kilku (10?) lat regularnie jeździłem na rowerze.
    Płyty nagrobne odskrobalismy z mchu i z brudu, odnowiliśmy napisy, uprzątneli ścieżki.
    W jakis czas potem podobnie sprzątaliśmy Cmentarz Oficerów Radzieckich przy ul. (wtedy ) Armii Radzieckiej.

    Tyle właśnie z problemu braku szacunku do starych, opuszczonych grobów docierało do łebka 17-18 latka.

    Idąc jeszcze dalej na południe, ciągle tym samym parkiem, dochodzimy w końcu do małego wzgórza, wzgórza, które zostało usypane po wojnie z gruzów miejskich ale przebudowane/uformowane i uporządkowane już całkowicie za mojej pamięci. Nie rozgadując się za dużo na temat tego miejsca, kiedyś poświeciłem cały dzień aby je obejść i przeczytać nazwiska na wszystkich płytach nagrobnych. W taki oto sposób znalazłem grób komandora Stefana Frankowskiego, dowódcy Morskiej Obrony Wybrzeża we wrześniu 1939 roku. Miałem wtedy przeczytane już prawie wszystkie wydane w Polsce książki marynistyczne, a w szczególności dotyczące wojen na morzu w tym II wojny a jednak w pierwszej chwili nie wiedziałem w jaki sposób trafił na ten cmentarz.
    Trzeba było doczytać! 😉

    Tyle właśnie z problemu braku szacunku do starych, opuszczonych grobów docierało do łebka 20+ latka.

  237. @basia.n
    23 listopada o godz. 14:19

    Tak, ten z kapelusza, ale i jego poprzednicy byli w tym znakomici 🙂

    Co do opiekunów, to nie oni są bałaganiarzami, tylko rodzice mojego wnuka.

    @Weronika

    Uśmiechnij się 🙂

  238. I have a bad feeling about this (uprasza się nie zwracać uwagi)

  239. Herstoryk
    23 listopada o godz. 15:00

    Czy potrafili „wyśmienicie oddzielać” – to wcale niepewna sprawa. kto się angażuje, nie bardzo oddziela. A zaangażowanych, wręcz pasjonacko i z twórczym podejściem, było mnóstwo. Trzeba zajrzeć w głowy.

    Co do izmów: są one osadzone na atawizmach. „Izm” nie musiał wcale zastępować religii, a religia też jest izmem: katolicyzm, protestantyzm i tak dalej.

  240. Tobermory
    23 listopada o godz. 15:26

    Wobec tego rodzice mają artystyczną naturę,ale również pełne ręce roboty z tym małolatem . Więc może się z tym wszystkim jeszcze nie ogarniają. 🙂

  241. Wszystkie trzy cmentarze na mapie googla:

    http://tinypic.com/view.php?pic=34zakg8&s=9

  242. Weronika
    23 listopada o godz. 14:41 Edit →

    zak1953
    23 listopada o godz. 12:54

    Mój ty boże! Kobieto gdzie Ty żyjesz? Przecież dla normalnego katolika…

    Sorry, myślałam, że jesteśmy na blogu ateistów. Ot, taka oaza …
    Nie chce mi się zajmować bredniami. Każdego dnia zalewa mnie katolicyzm zewsząd. Po co miałabym jeszcze szukać tego w Internecie?
    Zwabiły mnie tu bardzo ciekawe teksty.
    Pomyliłam adres?

    Skoro Cię „każdego dnia katolicyzm zalewa zewsząd”, to tym lepiej wiesz, że zalewają ci prawidłowi katolicy wścieklicą przeciwomoseksualną. @Tobermory się pochwalił, ale może go niedokładnie zrozumiałaś, stąc rozbieżność, na którą uwagę zwrócił @zak1953.
    Inna sprawa, że kolega zak się wyraził nie bardzo fachowo. Jak się kto wyrazi w rodzaju „mój ty bogu!” to zaraz jest zamieszanie i trzeba spowiedzi świętej. Znacznie lepiej się wyrazić „mój ty blogu!”. Wtedy wszystko jaśnieje i robi się prostsze.

    Tu katolicyzm nie zalewa.

  243. @Weronika

    Zanim się odmiesz, poznaj tutejszych. Słowo „bozia” nieraz jeszcze tu będzie padało, w różnych konfiguracjach. Tak „obrazoburczych”, że będzie powodowało kolejne fale wzmożenia godnościowego ze strony religianckich, którzy nas odwiedzają.

    I faktycznie, uśmiech nie zaszkodzi.

  244. Nieco dłuższa lektura, sam jestem jeszcze w połowie:

    The Military Cemetery as a Form of the Cult of the Fallen Soldier: The History of the Idea and Its Destruction on the Example of Austro-Hungarian Cemeteries in “Russian Poland”

    http://www.enrs.eu/ro/articles/1483-the-military-cemetery-as-a-form-of-the-cult-of-the-fallen-soldier-the-history-of-the-idea-and-its-destruction-on-the-example-of-austro-hungarian-cemeteries-in-russian-poland

  245. paradox57

    Jak długo przeciętnie żyją koty ?

  246. @Tanaka 23 listopada o godz. 15:31

    Ja też mam wrażenie, że nie o oddzielanie tu chodzi. W każdym „izmie” (a w religii przede wszystkim) chodzi o całościowe zaangażowanie człowieka. Dość wyraziście to sformułował ideolog faszyzmu Giovanni Genti

    „Państwo nie jest tylko władzą, która rządzi i kształtuje indywidualne wole za pomocą praw i wartości życia duchowego, ale jest także siłą, której wola dominuje także za granicą… Dla faszystów wszystko jest w Państwie i żadne indywiduum ani grupa nie może być poza państwem” Dla Faszyzmu, Państwo jest absolutne, natomiast indywidua czy grupy są tylko relatywne… Liberalizm odrzucił państwo w imię indywidualizmu; Faszyzm zapewnił prawo Państwa wyrażającego prawdziwą esencję indywiduum”.

    A w opinii któregoś z papieży „indywidualne sumienie jest aberracją” – czy jakoś tak.

  247. @basia.n
    23 listopada o godz. 14:19

    Repertuar? Podejrzewam, że znowu motety oraz stare angielskie carols bo to będzie koncert adwentowy. Może niebawem dostanę program. Obiecałem znowu opiekę nad wnuczkiem. Jak będzie spokojny, to obaj posłuchamy…

  248. @basia.n 15:45

    Gdzie? W jakich warunkach? Zależy od rasy, aktywności, diety.
    Na wolności niezbyt, w warunkach domowych mogę zaryzykować po naszych klientach, że około 15 lat nie będzie przesadą. Moja metrykalnie ma obecnie 13 lat, a sądząc po sercu, krążeniu, stanie uzębienia i ogólnej kondycji – jakieś 9. Jedyny problem to przewlekła niewydolność nerek, więc nie mam pojęcia, ile czasu dam radę ją utrzymać. Liczę na przynajmniej 3-4 lata. Zresztą od samego początku nerki miała zdeformowane. Ale, jak już wcześniej wspominałem – to kundel.

  249. „Tobermory się pochwalił…”???

    Tobermory się podzielił anegdotyczną historyjką z życia, które pełne jest różnych niespodzianek i zabawnych zbiegów okoliczności.

  250. Na marginesie
    23 listopada o godz. 15:46

    Odzielenie czynności i życiowych funkcji (rodzaju o których tu mowa) od siebie udaje się tylko psycho- i socjopatom. Reszta nie daje rady i ma to w sobie.
    Papieże to takie wesołki, że chcieliby wszystkiego odwrotnego naraz: że każdy ma sumienie, no bo ciągle o nim gadają i co to jest „człowiek bez sumienia”?, no ale i nie może mieć tego sumienia, bo jak ma to ono może zrobić papieżowi psikusa i np. orzec coś takiego: „moje sumienie mówi mi, że papież jest łajdak, kler to są ludzie pokrzywieni jeden w drugiego, a cała ta religia to o kant stołu i ja to serdecznie czniam!”
    No i wychodzi aberracja. W każdym kierunku.
    I co zrobić, żeby papieżowi było dobrze, panie bobrze?

  251. Chyba się wybiorę do Kolonii pociągiem, tak na jeden dzień i powrót wieczorem, coś jeszcze oprócz katedry zdążę zobaczać? Dzięki za porady jeśli ktoś ma 🙂

  252. basia.n
    Sorry, że się wtrancam, ale koci temat zawsze mnie porusza.
    Koty żyją zdecydowanie ponad 10 lat, najczęściej kilkanaście , a nawet 20 z kawałkiem Koty kanapowe, bo wychodzącym zdarzają się przygody, które nieraz źle się kończą.
    Moja Stefka zaliczyła 18 wiosen, mimo że była kotem „wolnościowym”. A nieposkromiony Kapitan, który stale wdawał się w bójki, żył zaledwie 7 lat

  253. Tobermory
    23 listopada o godz. 15:48

    Jak dostaniesz program,to napisz,proszę.
    No i jak sobie radzisz z opieką ??

  254. @Tobermory 23 listopada o godz. 15:59

    Najgorzej jest, jak trzeba tłumaczyć dowcip. Zabawne skojarzenia nie działają, gdy ktoś po prostu nie ma zakodowanych tych skojarzeń. Niczego zresztą nie ujmując Weronice – przecież ona nie zna ani ciebie, ani nas.

  255. Nefer
    23 listopada o godz. 16:03

    Mam radę 🙂
    Jedź jak najwcześniej,aby od razu wychodząc z dworca zobaczyć katedrę. A potem świetne muzeum – Het Wallraf-Richartz-Museum.

  256. @paradox57
    23 listopada o godz. 15:59

    Wszystkie moje koty to kundle i przybłędy, a żyły po 16, 22 i 18 lat. Ale koty sąsiadów nie dożywały roku, bo jak głupie wybiegały spod żywopłotu na ulicę, nie dając automobilistom szansy na zahamowanie 🙁
    Ten, co żył ponad 22 lata, urodził się u mnie w domu z przybłąkanej matki, jedyny z dokładnie znaną datą urodzenia. Daty śmierci były łatwiejsze do ustalenia 🙁
    Badania zoologów uniwersyteckich nad kotami wiejskimi w Ementalu wykazały (w latach 80.) średnią życia 1,5 roku. Główna przyczyna zgonu – skoszenie 🙁 Kot czyhający na mysz w wysokiej trawie kuli się na odgłos zbliżającej kosiarki 🙁
    Poza tym choroby, którymi się nawzajem zarażają. Chłop mający w gospodarstwie kilka (do 10) kotów nie chodzi z nimi do weterynarza, gdy są chore, ani też nie wydaje pieniędzy na szczepienia. Jeść mają myszy, bo po to są.
    Nie wiem, czy badania powtarzano w późniejszych czasach.

  257. @Tanaka 23 listopada o godz. 16:02

    Chodzi o całościowe ukształtowanie człowieka (wyznawcy lub funkcjonariusza), któremu nawet nie przyjdzie do głowy, że „siła wyższa” może nie mieć racji. Nie bez powodu dyżurni religianci w necie piętnują „zgubny relatywizm”. Dla nich Prawda jest jedna, bez końca odmieniana przez przypadki i koniecznie –pisana wielką literą.

  258. paradox57
    23 listopada o godz. 15:59

    W dobrych warunkach domowych w Warszawie.
    Właścicielka ( moja przyjaciółka) napisala mi ,ze jej koty w grudniu będą miały 16 lat. A ja nie chcialam jej oczywiście postawić takiego pytania. Wiem,że nie chorują – ale wiek zawsze w pewnym momencie da znać o sobie.

  259. mag
    23 listopada o godz. 16:05

    Dziękuję za uzupełnienie. Widzę z Twego opisu ,oraz paradoxa57 i Tobermorego,że bywa to różnie. Ale mniej więcej już wiem 🙂

  260. @Tobermory 23 listopada, 14:15
    Takie zachowanie jest typowe dla wszystkich kotów sądząc po tych licznych, które miałam przyjemność bliżej poznać. Kot prosi zachowaniem o otworzenie mu drzwi, po czym zatrzymuje się na progu i długo macha ogonem, co u kota jest oznaka niezdecydowania. Skonsultować sie z kotem w sprawie brexitu jest mądrym pomysłem. W brytyjskiej opinii publicznej narastają wyraźnie second thoughts.
    Wrócę do tematu Twojego wpisu z 21 listopada, 10:05
    Cytując Twój ulubiony cytat (tak, tak powtarzałeś go więcej niż dwa razy) chciałam Cię sprowokować
    do wyjaśnienia jego sensu w kontekście, jaki w tamtym momencie zaistniał. A to dlatego, że wcześniej “lasciate ogni speranza” wstawiałeś w różnych konfiguracjach komentarzy, co mnie intrygowało. Dziękuję za wyjaśnienie, a było ono konieczne w zaistniałych okolicznościach. Dyskuja nie toczyła się bowiem wokół ludzi wierzących, tylko wokół tego jak traktują się nawzajem zadeklarowani ateiści.

  261. @Nefer

    Źródełko wody kolońskiej wewnątrz Kreissparkasse am Neumarkt – 1.2 km od katedry.

  262. paradox57
    23 listopada o godz. 16:28

    Coś jest nie tak z podanym liniem. Nie łączy. Próbowalam też link skopiować i wkleić,ale rownież nie działa.

  263. Ten link jest podejrzanie długi. Paradox, spróbuj nakliknąć na zdjęcie, potem na ikonkę „udostępnij”, a potem na „utwórz link”. Jak się utworzy – podaj tutaj.

  264. Tobermory
    23 listopada o godz. 16:28

    Wiele widzialam w Kolonii,bo bylam tam 8 lat temu z wizytą u rodziny około trzech tygodnie
    Przechodzilam wielokrotnie obok tej Kreissparkasse,ale o źródełku nic nie wiedziałam 🙂
    Ale miałam ogromne szczęście,bo zaraz po moim przyjeździe trafilam na ostatni letni koncert organowy w katedrze.
    Grał koncertmistrz – profesor kolońskiego konserwatorium. Organy w takiej przestrzeni i Planety Holsta,a na bis między innymi Toccata Widora z symfonii no5 na organy.
    Wow…

  265. @basia.n
    23 listopada o godz. 16:47

    To źródełko ma odlaną z brązu oprawę z 1935 roku czyli z czasów otwarcia tego banku, zbombardowanego później doszczętnie w 1944.
    Ja tam sobie nasączyłem chusteczkę… 😉

  266. @basia, Tobermory

    Dzięki.

    Pachnie chociaż? 🙂

  267. Tobermory

    Toccata brzmiała w Kolonii podobnie jak na tym nagraniu z Notre Dame

    https://www.youtube.com/watch?v=jtj300j129k

  268. Tobermory
    23 listopada o godz. 16:57

    Teraz ,skoro wiem – jeśli będę znow w Kolonii,wejdę do tego banku i rownież nasączę chusteczkę:)

    Posłuchaj Toccaty,bo warto

  269. A może będzie też ładny Christmas market…

  270. @kruk
    23 listopada o godz. 16:27

    Coś mi się zdaje, że my się nigdy nie zrozumiemy, choć wydawało mi się, że sprawę przedstawiłem jasno i wyraźnie.
    Jednakowoż chętnie się dowiem, ile razy rzeczywiście cytowałem „Lasciate…” i w jakim kontekście.
    I co jest w tym intrygującego? Przecież to popularna metafora, można jej użyć także żartobliwie. Aby nie było pretensji o bolesne wyzbycie się złudzeń, że tak bez ostrzeżenia 🙄

  271. @Nefer
    23 listopada o godz. 17:02

    Pachniała… To było wiele lat temu… Ale to źródełko nadal istnieje.

  272. Nefer
    23 listopada o godz. 17:09

    To zależy kiedy się wybierzesz.. Ale oczywiście oni zaczynają już na początku grudnia te jarmarki .
    Tylko uważaj na kieszonkowców 🙂

    Aha – muzeum w poniedziałki zamknięte.

  273. @basia.n @Tobermory

    Zgadza się. Nie to skopiowałem, co trzeba

    https://photos.app.goo.gl/9T3ShedUZgArvxqSA

    W ramach rekompensaty
    https://photos.app.goo.gl/qpgbdRCpZPF5n7Sq6

  274. Herstoryk
    23 listopada o godz. 15:00

    Mój komentarz
    Ja widzę problem zbrodni, znęcania się, nienawiści stosowanej także (nie jedynie!) w kontekście eksperymentów Milgrama (rażenie prądem nieposłusznych) i Zimbardo (eksperyment więzienny) pokazujących, że większość ludzi, gdy im się stworzy warunki, będzie skłonna do czynów znęcania się nad innymi, prześladowania, itp. Takie warunki powstają w różnych wojnach, zamieszkach, rewolucyjnych starciach, katastrofach ekologicznych, wojnach religijnych, itp.

    W Niemczech nazistowskich państwo stworzyło takie warunki, udzieliło ludziom za pomocą swojej ideologii i jej propagandowego wzmocnienia oraz poprzez przykłady swoich poczynań licencję, zezwolenie obywatelom na karanie, znęcanie się nad innymi, wykluczanie, na nienawiść w stosunku do szkodników i w końcu do wszelkich obcych określonych jako wrodzy.

    Duża część społeczeństwa uległa, czy to z powodu zastraszenia, czy z powodu chęci odegrania się – teraz mam swoją szansę, dokopię komu trzeba, czy zwyczajnie – z powodu chęci awansu poprzez wykazanie się przemocą.

    Warunki w III Rzeszy stworzone przez nazistów sprzyjały przemocy niemal równie efektywnie, jak eksperymenty psychologiczne Milgrama i Zimbardo.
    Zastrzegam się – nie zwalam wszystkiego na Milgrama i Zimbardo.
    Pzdr, TJ

  275. @Tobermory 16:13

    Niewiele się nie zmieniło jeśli chodzi o koty wolno żyjące. Doszedł większy ruch samochodowy. Inne przyczyny jak pasożyty, choroby plus wykładanie trucizn na gryzonie nie poprawiają sytuacji.

  276. PS
    Basia.n pytała o średnią. Z maksymalnymi, które podałeś jest tak właśnie. Koty 19-20-letnie nie są obecnie szczególnym ewenementem.

  277. paradox57
    23 listopada o godz. 17:39

    Już widziałam . Twoja kotka jest skośnooka 🙂
    Bardzo ucieszyła mnie piękna rekompensata !

  278. Przy okazji.
    W albumie jest zdjęcie czegoś, czego nie mogę zidentyfikować. To, na którym jest napis „Owady leśne”.

  279. @paradox57
    23 listopada o godz. 17:39

    Ładna bestyjka. Wiórki też niczego sobie 😎 Dzięki za pokazanie.

  280. Tobermory
    23 listopada o godz. 18:14

    Mowiąc o pokazywaniu. Chlebem powszednim już się nacieszylam ,to moze coś na bis??

  281. @paradox

    Też obejrzałam, fajne, pokazuj zdjęcia częściej 🙂

    Kochanieńcy, komu potrzebne dziś Polityka Cyfrowa w obniżonej cenie, właśnie się obłowiłam i mam dostęp do 2020 😀

  282. @Nefer 18:46

    Dzięki, ale jak tylko tak sobie cykam fotki. Nawet nie mam czasu, żeby je potem jakoś pogłaskać i zrzucam na dysk bez sortowania. Wyrzucam jedynie te, które na pierwszy rzut oka są nieudane.

  283. paradox57
    23 listopada o godz. 18:55

    Ja też tylko tak sobie, do szkół nie chodziłam. I też nie obrabiam ani nie sortuję bo by mnie cholera trafiła.

  284. Tak bez okazji, zmieniając temat, tom zadowolona z tych słuchaw niedawno nabytych, ale nie słucham muzyki w tramwaju czy autobusie, w głowie mocno mi pada deszcz i płynie woda (nie sodowa) i żadnego bla bla nie słyszę, żadnych silników, samochodów, ruchu ulicznego, gadaniny, no nic tylko leje:)

  285. Nefer
    23 listopada o godz. 19:05

    To może posłuchaj linku,który już podalam powyżej przy użyciu swoich słuchawek. Będzie jak w katedrze kolońskiej 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=jtj300j129k

  286. Antonius, @12:06

    „Wspomniałem, że od dawna nie dyskutuję z Orteqem, ale teraz muszę. ”

    Wcale nie musisz. Ani obrazac sie za nic nie musisz tez. Wyraznie bowiem napisalem, ze to ci co wymyslili i wyprodukowali Wielka Wojne 1914-18 spowodowali nastepujace po niej kataklizmy. Bedace niekwestiowanymi rezultatami tej najzbzurniejszej w pomysle, oraz najokrutniejszej wojny w historii ludzkosci.

    Jednym z tych rezultatow bylo odzyskanie Slaska w 38-m roku, przez na nowa utworzona, rowno 100 lat temu, Polske. Co mi wypominasz. No bo ja jakos zapomnialem wymienic toto. Podczas gdy ja po prostu ominalem ten niewygodny fakt. Bedacy jednym z glownych, oraz niekwestionowanych powodow napasci Hitlera na Polske 1 wrzesnia. Takie niewinne przeoczenie moje.

    Co mi przypomina inne ‚niewinne’ przeoczenie historyczne nasze. Chodzi o macewy zrabowane z zydowskich cmentarzy przez miejscowa ludnosc. Do budowy domow czy drog. Zostalo to wspomniane przez kilku blogowiczow przy okazji dyskusji nad Twoim wstepniakiem. Wczesniej jakos nie bylo do tego okazji

    Co warte przypomnienia w tej sprawie jest to 45-letnie calkowite milczenie nasze. Potrzeba bylo az cudzoziemca Charlesa Powersa do wywleczenia tego faktu na swiatlo dzienne po zawaleniu sie komuny w 89-m roku. Nie wczesniej. Bo wczesniej nikt nie zauwazal macew prominentnie figurujacych w np. fundamentach domow czy w brukowanych ulicach lub drogach wiejskich.

    Zauwazono dopiero ubytki w fundamentach po tym gdy pewien wesolek zajal sie, prywatnie, odtwarzaniem zniszczonego w czasie wojny cmentarza zydowskiego. I czyniac to w srodku lasu. Zeby nikt nie zobaczyl.. Amerykanim Charles Powers to zobaczyl literackim okiem. I opisal w stylu work of fiction

    https://ksiazki.wp.pl/na-pamiatke-lasu-6148745402640513c

    Kto, znajacy nieco jezyki, by przetlumaczyl angielski tytul ksiazki „In the memory of the forrest” na polski „Na pamiatke lasu”? Szczegolnie poznajac tresc ksiazki w miedzyczasie?

    Taki tytul wypacza tresc ksiazki tak, ze szkoda czytania bzdetu. Proszynski i Ska przetlumaczyl! I tak sie dzieje z wieloma tlumaczeniami sobie a muzom. Przeprowadzanych na hura po Annus Mirabilis. Takie tlumaczenia sie sprzedaja na poziomie ponizej dziesiec procent. „Na pamiatke lasu” sprzedalo sie ponizej poziomu pomylki statystycznej. Podczas gdy oddanie slowa prawdzie, w ksiazce zawartej – czyli co las ‚zapamietal’ z relacji polsko-zydowskich w czasie okupacji i po niej – zmieniloby przypuszczalnie sytuacje diametralnie.

    Niektorzy uwazaja, ze to Zydzi spowodowali obie wojny swiatowe. Na pamiatke lasu to zapewne czyniac..

  287. @ Weronika
    23 listopada o godz. 14:41
    Tak to jest jak wszyscy o czymś wiedzą, to nie widza powodu na tłumaczenie. Niby coś powiedzieli, ale nie do końca.
    Tobermory nawiązał złośliwie do wystąpienia jakiejś pisowskiej pani ważnej na temat tych teletubisiów. stwierdziła ona bowiem, że promują homoseksualizm i powinny być wycofane. A promują, bo jakiś teletubiś miał różową torebkę. I nawet zyskała poparcie ta kobieta, ale większy śmiech zabił temat propagowania homoseksualizmu w teletubisiach.

  288. @Nefer
    23 listopada o godz. 21:27
    Rany… co to?

  289. Twoja uwaga o ‚niedyskutowaniu z Orteqiem’, Antoniusie drogi, ogromnie cenna jest. Chodzi tu bowiem o walory poznawcze pewnych mechanizmow blogowych. Dzienks
    __________________________________________

    cd, odgrzewane, do poprzedniego wtretu o 20:53

    Nie powiem, żeby książka „In the Memory of the Forrest” była całkowitym gniotem. Ona nie jest gniotem. Pomimo tego, ze jest to PIERWSZA fikcja literacka dziennikarza C. T. Powersa. Który zmarł śmiercią TRAGICZNA przed ukazaniem się pracy jego życia w druku. Rok był 1997.

    Powers, Amerykanin bez żadnej etnicznosci w życiorysie, wygenerował w sobie fisia nt. Polski. Stalo się to w wyniku 5-letnego pobytu w W-wie na przełomie lat Annus Mirabilis (1986-1991). Byl on wtedy chief korespondentem na Europe Wschodnia dla „The Los Angeles Times”. Stad ta książka. Z powodu fisia polskiego powstała. Przetłumaczona, dość szybko, na język polski.

    I to tu znowu mamy do czynienia z NIECHLUJNYM tłumaczeniem w wydawnictwie Prószyński i S-ka. Szczególnie TYTUŁU książki. „In the Memory of the Forest”. Jak to można przetłumaczyć?

    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/102107/na-pamiatke-lasu

    „Na pamiątkę lasu” toto przetlumaczono. Wiec tak to ten tytuł został przekrecony na język polski. I pod takim tytułem została ta książka opublikowana w Polsce. Osiągnęła, rzecz jasna, ogromnie MIZERNY sukces wydawniczy. Klapa, tak naprawdę. Dlaczego, ktoś mógłby zapytać, taka klapa?

    Otóż wydaje się, ze ktoś tu czegoś nie zrozumiał, językowo tylko biorąc.

    „In the Memory of the Forest” to nie to samo co „In the Name of of the Forest”. Ani nie to samo co by bylo jakby przedrostka ‚the’ tam by nie bylo. ‚In memory’, podobnie jak ‚in the name’, może oznaczać ‚na pamiątkę’. Albo inaczej, ‚ku pamieci’ . Bo tak to np. brzmi podczas Komunii Świętej…

    Natomiast ‚In the Memory’ juz tego nie oznacza. Bo z przedrostkiem ‚the’ wkracza znaczenie ‚w pamięci’. Znaczenie ‚na pamiątkę’, czy ‚ku pamięci’, zostaje przekreślone tym przedrostkiem ‚the’.

    „In the Memory of the Forest” można zatem tylko przetłumaczyć na „W pamięci lasu”. Literacko biorąc, zapewne poprawniej by było „Co pozostało w pamięci lasu”. A nie „Ku pamięci lasu”. Bo to nie las trzeba tu pamiętać tylko to co pozostało W ‚PAMIĘCI’ polskiego lasu. A sporo pozostalo, po latach Holokaustu.

    Jednakze, wyglada na to, iz latwiej jest plakac nad Slazakami ktorzy zgineli w I WS niz nad Zydami ktorych zagazowano cwierc wieku pozniej. Wszystko bedace nastepstwem tej Wielkiej Wojny

    Takie to proste ze aż jęczy i kwiczy. Czy ktos widzi pewien dysonans poznawczy jesli chodzi o te tablice pamiatkowa Antoniusa?

    PS. Ja ciebie wciaz pozdrawiam, Antoniusie sorbonowski. Z pelnym szacunkiem to czyniac

    PS2. Te telebisie. Z czym to pic a czym zakonszac? Sanderem tu sobie pozwalam

  290. „Das Gedächtnis der Wälder” czyli Pamięć lasów, tak przetłumaczono na niemiecki.
    Tytuły nie muszą być tłumaczone dosłownie, powinny jednak uwzględniać specyfikę danego języka i wzbudzać zainteresowanie.
    Forest = las, bór, zagajnik, puszcza
    Forrest = Gump? 😉

  291. Nefer
    23 listopada o godz. 13:38
    Rzeczywiście @Weronika nie złapała mojego sarkazmu. Czyli mogę domniemywać, iż żyje gdzieś daleko od Polski i nie ma pojęcia o nastrojach betonowego elektoratu ojczulka dyrektora z Torunia oraz jego pomazańca prezesa Jarosława. Chyba muszę się przestać dziwić, iż niektórych dziwią reakcje na wpisy na blogu.

    Weronika
    23 listopada o godz. 14:41
    Nie spodziewałem się takiego zaskoczenia moim wpisem, który wydawał mi się absolutnie czytelny z punktu widzenia człowieka zamieszkałego w obecnej RP, kierowanej przez partię zbawcy Jarosława, czyli PiS. Ten mój bóg, to był taki drobny wtręt w stylu pojęcia „w tym sęk”.

  292. Ewa-Joanna
    23 listopada o godz. 21:45

    dziękuję za wyjaśnienie.
    Wyguglałam i nawet sobie coś mętnie na ten temat przypomniałam:
    https://www.wprost.pl/107223/Sowinska-sprawdzimy-czy-teletubisie-nie-promuja-homoseksualizmu
    To było już 11 lat temu.
    Biorąc pod uwagę ilość wariactw i skandali jaka nas każdego dnia zalewa, to jest to już prehistoria, o której trudno pamiętać.
    W każdym razie ja nie pamiętałam.

    Podobno każdego dnia dociera do nas tyle informacji, ile w Średniowieczu docierałoby do pojedynczego człowieka przez sto lat.
    Wychodzę z założenia, że mój mózg to nie śmietnik. I staram się nie przechowywać w nim niepotrzebnych durnot. Zwłaszcza przy ich bieżącej nadpodaży.

  293. Czy Tobermory cos zrozumial o tej ‚pamieci lasu’ polsko-zydowskiego? Lub inni? Co oni zrozumieli? Bom ja sam sie pogubil.

    Zydzi zyli na terenach pokrytych polskim lasem, najczesciej, przez wieki. Cos tam musialo pozostac w ‚pamieci’ tego polskiego lasu. Kryjacego detale eksterminacji Zydow dokonywanych przez Polakow w latach 1939-45. A moze i pozniej. Rozchodzi sie o pogromy powojenne. Kieleckie czy inne.

    Tak naprawde, to powinnismy sie wczolgac w nore mysia i tam pozostac

  294. Nefer
    23 listopada o godz. 21:27
    Uff. Masz rację, straszne. Ale to chyba dzieło tego samego artysty, który już kiedyś robił popiersie brata prezesa Jarosława. Bo tamten zimny Lech także był niepodobny do siebie. A może to efekt uwzględnienia przez artystę zmian pośmiertnych, jakie nas dotykają po zejściu?

  295. Zeby nie pozostawic zbyt wielu niedopowiedzen

    Ja Ciebie, Antoniusie, powazam dlatego zes mysliciel, i to WIEKOWY, jest. Ja Ciebie natomiast nie moge powzaac za Twoje uleganie NACISKOM w sprawie ignorowania pewnych nickow.

    Ze ty mnie ignorowales, to dla mnie fook. Ze ty ignorujesz inne wypowiedzi z Toba sie nie zgadzadzajce, to inne zagadnienie.

    Fook. If you read me. Zaloz okulary, jesli nie czytasz czarnego na bialym

  296. „Jednakze, wyglada na to, iz latwiej jest plakac nad Slazakami ktorzy zgineli w I WS niz nad Zydami ktorych zagazowano cwierc wieku pozniej. Wszystko bedace nastepstwem tej Wielkiej Wojny”

    Co ty kombinujesz, Orteq, jakieś piętrowe konstrukcje 🙄
    Sprawa jest oczywista. Ojciec Antoniusa chciał zachować dla potomnych nazwiska śląskich mieszkańców swojej miejscowości, którzy oddali życie na wojnie. Takie memento – przypomnienie, że wojna to przede wszystkim śmierć zwykłych ludzi. W nowej niemieckiej rzeczywistości robił to z narażeniem życia, nie tylko swojego zresztą.
    Po latach Antonius, osobiście i nawet prenatalnie zaangażowany w sprawę, szanujący swego ojca i jego wysiłek, pragnie zachować od zniszczenia i niebytu ten ślad, może ostatni materialny okruch pamięci. I mu się udało.

  297. zak1953
    23 listopada o godz. 22:01

    żyję w Polsce, co więcej robię za czarną owcę w arcykatolickiej rodzinie, w której są zakonnice i księża, prelegenci pogadanek w toruńskich mediach. Moja matka, 95 lat, wydaje tyle pieniędzy na msze w intencji mojego nawrócenia, że gdybym jej nie kupowała jedzenia, to pewnie by nie przeżyła.
    Zatem katolicyzmu mam na co dzień po kokardę.
    Jakoś nie mam ochoty mielić tego w Internecie. I może dlatego nie rozumiem po co na blogu ateistów zajmować się katolikami.
    Ale oczywiście szanuję Państwa prawo do dyskusji na dowolne tematy.

    Z przyjemnością się uśmiechnę, bo generalnie jestem pogodną optymistką 🙂

  298. @Weronika 23 listopada o godz. 22:05

    No tyle tylko, że w tym przypadku niepamiętanie tych „niepotrzebnych durnot” przeszkodziło ci zrozumieć żart. A żart był dobry 🙂

  299. Tanaka
    23 listopada o godz. 14:36

    Ten drobiazg, Tanako, że harmonia bonobasów jest w warunkach nie zmieniających się u nich od tysiącleci. Człowiek cywilizowany, który sobie liczy również parę tysiącleci, też ma harmonię, ale raczej jako marzenie, na przykład – o raju. Z pierwotnych marzeń – żeby, powiedzmy, dopaść robala i go żywcem zjeść – powstała kupa nowoczesnych abstrakcyjnych marzeń – o prawości, szlachetności, sprawiedliwości, równości, gościnności, przyjaźni i współpracy, cacy-cacy, buch po glacy. Wcale nie ostatnie lata pokazują (co najmniej od Malthusa się zaczęło niemarzycielskie myślenie), że na tych marzeniach daleko nie zajedzie, bo przyrastający z malthusowską prędkością ogromny tłum człowiekowatych JUŻ zagraża nie tylko wciąż niespełnionemu marzeniu o harmonii, ale i w ogóle życiu na ziemi. Marzycielskie wartości – jak miłość bliźniego – JUŻ muszą być czym prędzej wyrzucone za okno. Tymczasem marzycielskie ludy, żyjące może nie w harmonii, ale w jakimś luksusie, innych wartości (prócz biologicznych) niż wiecznie życzeniowe nie znają – więc one będą pierwszymi ofiarami jako fruwający w obłokach. Wystarczy, że zabraknie prądu. Katastrofy przeludnienia szczęśliwie nie dożyję, ale od dziesięcioleci się zastanawiałem, jak może ona konkretnie wyglądać. Z całą pewnością samo się przywróci prawo silniejszego – co od dawna pokazują katastroficzne filmy. Mamy zwiastun w postaci rządów Kaczki, który jest chyba bardzo delikatny w porównaniu z tym, co się nieuchronnie szykuje. A co się szykuje, mocniej pokazuje Tru…tru…no ten blondyn. W każdym razie, o mój miły Augustynie, Kaczka minie, bo jeszcze nie czas, ale doświadczenia, że można żyć bez cywilizacyjnej błonki, nie będą zapomniane. One zresztą nigdy nie były zapomniane, dlatego mówię, że cywilizacja to na ciele dwunożnego gatunku tylko błonka, którą zdmuchnie byle zefirek. A szykuje się tornado.

  300. Na marginesie, 22:19

    zdarza się 😉

  301. @Orteq
    23 listopada o godz. 22:07

    Jak długo będziesz jeszcze sondować, co kto zrozumiał o tej „pamięci lasu”, bo wygląda, że ty pojąłeś wszystko, a tutejsze głąby ani w ząb 🙄 Może to forum po prostu nie dorasta ci do pięt?
    Jestem zmieszany, ale nie wstrząśnięty 🙄

  302. Antoniusie:

    Podobuje mi sie, ogromnie, przestrzeganie zasady: niedyskutowanie z Orteqiem.

    Ja przestrzegam te zasade skrupulatnie. W ogole nie dyskutuje z tym przyglupem. Nie mam jednakze najmniejszego wplywu na to z kim dyskutuje Babciusia.

    Bo ona mysli, ze Orteq to ja. Takie bezrozumie babskie

    Zyj zdrow. Oraz jak najdluzej

  303. Drogi Antoniusie:

    Podobuje mi sie, ogromnie, przestrzeganie zasady: niedyskutowanie z Orteqiem.

    Ja przestrzegam te zasade skrupulatnie. W ogole nie dyskutuje z tym przyglupem. Nie mam jednakze najmniejszego wplywu na to z kim dyskutuje Babciusia.

    Bo ona mysli, ze Orteq to ja. Takie bezrozumie babskie

    Zyj zdrow. Oraz jak najdluzej

  304. @Tobermory 23 listopada o godz. 22:18

    Ja mam wrażenie, że Orteq dopiero się rozkręca.

  305. @Nefer
    23 listopada o godz. 21:27

    Wygląda trochę jak Kopernik, który właśnie usłyszał, że już nie jest na indeksie 😎

  306. Przechytrzylem moderatora? Usun powtorke zatem, drogi m.

    @Weronika

    Nie trac zbyt wiele czsu na niuanse

  307. Weronika
    23 listopada o godz. 22:18
    A cała prawa dotyczyła dwójki gejów, opiekunów do dzieci u naszego kolegi blogowicza. Przyznam się, w Polsce z czymś takim się nie spotkałem. Wyobrażam sobie jakie mogłyby być komentarze, gdyby jakieś młode małżeństwo pragnące wyrwać się wieczorem do lokalu bądź kina, gdyby wynajęli mnie – samotnego 65 latka – do opieki nad swoim małym dzieckiem. Taki opiekun musiałby być z pewnością jakimś pedofilem, a nie człowiekiem dorabiającym sobie na przeżycie. To moje zdanie, wynika właśnie z doświadczeń mieszkania w kraju, gdzie ponoć 95 % ludności to katolicy. Na dodatek wielokrotnie próbowano mnie nawracać na „jedyną prawdziwą wiarę”.

  308. Czy ktos wie, ze POZIOM ostatnich POSTOW – a i WPISOW tez – jest PONIZEJ wszelkich standardow? Niuanse wpisowe sa dla wesolkow POSTOWYCH. Jesli ktos rozumie roznice pomiedzy ostatnimi wpisami i potsami. Chyba mi sie cus pojebalos

  309. @Wiesz jak się odczula? I tak trafiłaś tu na dawki podprogowe. A kuracja może trwać 2-3 lata. Więc spokojnie. My normalnie stosujemy dawki terapeutyczne. Czasem tylko musimy zaaplikować bolus.

  310. @Orteq 22:47

    Od kiedy jesteś aż tak samokrytyczny?

  311. @paradox57 23 listopada o godz. 22:51
    Ano 🙂

  312. Od zawsze, paradoxie

  313. @Antonius, zak1953

    Jak doszło do chrystianizacji wyznawców Peruna:

    Na Peruna -> Do Pioruna -> ( Pieroniś / Jeroniś -> Pierzina / Jerzina) Jerona / Jeronie -> Jezderyna -> Jezderkusie -> Jezusicku -> O jeska (Łojezu) -> … -> Dżizaz Krajst

  314. @zak1953
    23 listopada o godz. 22:44

    Nie byłbym takim pesymistą. Młodzi zdesperowani, bez babysittera… Myślę, że nawet w Polsce mogliby się zwrócić do miłego starszego sąsiada, jeśli już go trochę znają. Instytucja przyszywanej babci lub dziadka nabiera coraz większej popularności. Przynajmniej w Niemczech…

  315. @zak1953

    Tylko nie zaczynaj oswajania sąsiadów przez częstowanie cukierkami ich dzieci 😎

  316. @Orteq 22:55

    Czy w związku z tym musisz to ogłaszać w tym miejscu? Nie lepiej zachować dla siebie?

  317. Ewa-Joanna
    23 listopada o godz. 21:46

    No jak to, nie poznałaś? Okulaaary moja droga 😉

    zak1953
    23 listopada o godz. 22:01

    Zdarza się, i to nawet dosyć często, w internetach. Z braku mimiki, zdani tylko na słowo bierzemy jak jest i dochodzi do nieporozumień, zwłaszcza jeśli nowa osoba nie wie „czym się je” wpisy kogoś kogo inni zdążyli poznać. Ja wiedziałam, Weronika nie i reakcja mnie nie zdziwiła.

    Przy okazji, Tobie i @zezem dziękuję za informacje o Katowicach, bo mi uciekło.

    A tablica cóż, zajęcia dawnego ZPT?

    Weronika
    23 listopada o godz. 22:18

    Temat katolików wraca tu jak bumerang niestety, aż mi się to jabłuszko przejadło (nawiązanie do wiersza Brzechwy)

    Tobermory
    23 listopada o godz. 22:32

    A nie jak Kościuszko co się zwymiotował (i odczuł radosną ulgę)?

    ***

    „W razie Niemca” jestem na kanapie obok 🙂

  318. Weronika
    23 listopada o godz. 22:18

    No to mamy męczenniczkę na stanie, i to pogodnie uśmiechniętą! Szach i mat, religianci! 😉

  319. Tobermory
    23 listopada o godz. 22:57
    Łatwo ci mówić, a właściwie pisać. To nie siedzisz w tym kraju, który pod wiadomym przewodem skręca w stronę katolickiego szariatu.

  320. @zak1953
    23 listopada o godz. 23:22
    Nie skręca. To już się dokonało.

  321. @23:15

    Pieprzysz. Jak zwykle zreszta. Zmadrzenie doradzane jest

  322. @Nefer
    23 listopada o godz. 23:53
    Oplułam klawiaturę. Nie należy pić kawy przy takich newsach.
    Ale to jest doskonały przykład dla zaka1953. Państwo polskie już dawno przestało być świeckie.
    A jak tych tam ubiją te wredne muzułmany? Bo oni jakoś nie lubieją naszego świętego ojca świętego.

  323. 23:54
    Czyżbym wyczuwał zazdrość?

  324. Toby, 22:26

    Rozumiem tylko to co jest do zrozumienia. Podczas gdy niektorzy nic nie rozumieja.

    Czy tobie sie zdarzylo, drogi Toby, zebys wylapal jakies nasze kleski wydawnicze spowodowane tlumaczeniami do dupy?

    Jesli natomiast mowisz o moich powtarzanych narzekaniach na ten temat, to masz jak najsluszniejszego slusznego. Bo ja tak juz mam ze narze-kam. Na bezmozgowie w szczegolnosci.

  325. Ewa-Joanna
    23 listopada o godz. 23:57
    Skoro jeszcze nie zostałem spalony na stosie, to jeszcze jest nadzieja, że religianci nie mają aż tak wielkiej siły, jak im się wydaje.
    Chociaż niepokój jest. Części niemieckich elit tez się kiedyś wydawało, że panują nad człowiekiem, który ogłosił się wodzem narodu i poprowadził ku przyszłości. U nas także jest podobny osobnik. Marzy o tytule zbawcy narodu. Podobieństw sytuacyjnych sporo.

  326. Wyczuwaj co ci pasuje

  327. @Orteq 23 listopada, 21:48
    W sprawie tłumaczenia “In the Memory of the Forrest”. Słowa “Na Pamiątkę Lasu” sugerują, że tłumacz nie zastanowił się nad tym, co przetłumaczył. “In the memory” znaczy co innego niż “in memory” – bardzo podoba mi się to doprecyzowanie z Twojej strony. Ale już sama treść książki narzucała inny tytuł po polsku. Dałeś ciekawy przykład tytułu pozostającego bez żadnego związku z treścią i zupełnie pozbawionego wyrazu.
    W innej sprawie. Choć trudno nie zgodzić się, że zagłada Żydów i pozostajace po niej ślady są rzeczą nieporównanie bardziej wstrząsającą niż kilka grobów żołnierzy, to wspomnienia o takich grobach są cenne. Przypominają zawiłą historię naszych ziem.

  328. Jesli zas chodzi o tlumaczenia do dupy. Szczegolnie dokonywane w post-komuszych wydawnictwach. Ot chociaz takich jak Proszynski i S-ka.

    Tam sie odbywaja wolnoamerykanki najorszego sortu. Jak Proszynski i S-ka potrafil zarabiac jakies pieniadze na tlumaczeniach, po przewrocie ’89, nikt nie pojmuje.

    Magiczna zasada byla ‚tylko nie kalka’. Czyli, nic nigdy nie wolno bylo tlumaczyc w taki sposob, zeby tlumaczenie bylo zbyt zblizone do oryginalu odcojezycznego. No bo to ‚kalka’. A ta nielzia.

    Wiesz cos na ten temat, Tobermory?

  329. Kruk, 0:15

    Pelny odbior

  330. @Nefer 23 listopada o godz. 23:53

    Ale co to za „relikwie”? Paznokcie, krew, uryna czy plwocina?

  331. Na marginesie
    24 listopada o godz. 0:29

    Nie starczyło mi zainteresowania żeby zgłębić temat.

  332. @Kruk, 0:15

    Doswiadczenia z kiepskimi tlumaczeniami na jezyk polski, po przewrocie ’89, mam spore. Nie dotycza one moich wlasnych problemow z tym zwiazanych.

    Doswiadczenia z grobami czy cmentarzami zydowskimi, i z macewami w podmorowkach wiejskich domow okolo PRL-owskich, mam troche bardziej osobiste.

    Nie zebym sam byl Zydem. Co to to nie. Mowie o tym, iz wiedza o tych sprawach w mojej rodzinie byla ZEROWA.

    Szesc milionow wspolobywateli wywieziono do gazu i nikt, w mojej rodzinie, tego nie zauwazyl. Procz obywatela Karskiego Jana. Nie pojmuje jak to bylo mozliwe. Naprawde nie pojmuje. Chyba wies byla za mala zeby cos zauwazyc. Nazywala sie Pierdulki. Czy jakos tak. E-J moze te nazwe znac..

    PS. Narod nie pojmujacy podstawowych zaszlosci historycznych z nim zwiazanych jest skazany na powtorke klesk takowego narodu

  333. W temacie „Pamięci lasów”, ruin, nagrobków, itp. tu jest interesujący artykuł dowodzący, że historia lubi kołem się toczyć, a ludzie są ludźmi zawsze i wszędzie – „Skutki Leśnego Pamięciobójstwa”

  334. @Nefer
    23 listopada o godz. 23:53

    No to dojdzie do spotkania Talibanu z Katolibanem 🙂

  335. @Herstoryk 23 listopada, 15:00
    “…cywilizowani, kulturalni i wykształceni z ”izmem“ mogą być bardziej niebezpieczni niż…opryszki z pałką w ciemnym zaułku”.
    Zgoda, taka jest siła oddziaływania ideologii na niektóre mózgi. Fanatyczne oddanie “sprawie” prowadzi do zbrodni. To jest co innego niż uleganie ogólnej atmosferze rozprzężenia i bezkarności, o której pisze @tejot (17:42). Zabijanie dla idei różnych odmian millenaryzmu przybiera rozmiary monstrualne w porównaniu do zabijania dla korzyści własnej. Ciekawe czym to tłumaczą psychologowie.

  336. @zak1953
    23 listopada o godz. 23:22

    kraju, który pod wiadomym przewodem skręca w stronę katolickiego szariatu

    Po belfersku sprostuję kwestię szariatu odsyłając do dawniejszego komentarza 22 października o godz. 11:13. I pedantycznie zaznaczając, że takie skręcenie oznaczałoby przyjęcie katolickiego prawa kanonicznego za podstawę systemu prawnego ww. kraju

  337. @Nefer 24 listopada o godz. 0:34

    A szkoda! Bo pytanie jest zasadne. Skoro kaka nakazuje „adorować” na klęczkach fragmenty tkanki, to dlaczego nie wypociny lub wymiociny?

  338. @Herstoryk 24 listopada o godz. 0:59

    Ależ prawo kanoniczne już jest w konflikcie z prawem państwowym, chociaż „czynniki” zawzięcie udają, że tak nie jest. Prawo kanoniczne chroni tajemnicę spowiedzi, nawet gdy prawo państwowe wymaga ujawnienia (na przykład przestępstwa). To tylko jeden, pierwszy z brzegu, przykład. I nawet nie belferski. Więc o czym ty właściwie?

  339. @Herstoryk 24 listopada o godz. 0:47

    Aha, rozumiem, że „nie należy się dziwić”, że biedni, uciskani Palestyńczycy podpalają lasy. Sama bym nigdy, przenigdy na to nie wpadła.

  340. to a propos czarnego piątku

  341. @Na marginesie
    24 listopada o godz. 1:04

    O tym, że jednak prawo kanoniczne nie jest jednak (jeszcze ?) w Polsce fundamentem systemu prawa państwowego, choć się wsącza. A szariat (fiqh) jest, w wielu krajach muzułmańskich.

  342. @konstancja 24 listopada o godz. 1:09

    Wydedukałam 🙂
    Ale Chiny… To ich produkcja jest podstawą istnienia Czarnego Piątku

  343. @ Na marginesie
    24 listopada o godz. 1:09

    @Herstoryk 24 listopada o godz. 0:47

    Aha, rozumiem, że „nie należy się dziwić”, że biedni, uciskani Palestyńczycy podpalają lasy. Sama bym nigdy, przenigdy na to nie wpadła.

    Linkując, chodziło mi nie o podpalenia, ale o lasy na domach, cmentarzach, itp. O czym pisał @Orteq i inni.

  344. @Herstoryk 24 listopada o godz. 1:11

    Doskonale, ale co chcesz przez to powiedzieć?
    Przecież byłeś w tych krajach muzułmańskich i bardzo ci się tam podobało.
    Zatem w Polsce… ???

  345. @Orteq 24 listopada, 0:44
    O obozach zagłady moja rodzina musiała dowiedzieć się dopiero po zakończeniu wojny. Natomiast byli świadkami mordowania Żydów tam, gdzie żyli. Moja babka opowiadała mi jak prowadzono do lasu młode żydowskie małżeństwo z córeczką. Dziewczynka niosła lalkę. Pamiętam, że właśnie ta lalka uprzytomniła mi potworność tego wydarzenia, bo sama bawiłam sie wtedy lalkami.

  346. @Na marginesie
    24 listopada o godz. 1:14

    Podobały mi się zabytki, sztuka, gościnność i (często) kuchnia. I to, że żyją tam ludzie jak ludzie.
    A chcę powiedzieć, że zacieranie pamięci o niewygodnych politycznie czy „izmowo” faktach jest stosowane zawsze i wszędzie, bez względu na wyznanie, narodowość czy „izm”.

  347. @Herstoryk 24 listopada o godz. 1:13

    Lasy na domach i cmentarzach? Chodzi ci o to, że ci wredni Izraelczycy sadzą lasy? A może nawet nawadniają pustynie? Szok!

  348. @Herstoryk 24 listopada o godz. 1:18

    Tak, pamiętam. Pisałeś, że publiczne egzekucje są obecnie niezbyt częste i tylko dla najgorszych przestępców – morderców itp. (ale chyba nie dla gwałcicieli?). Czy bluźnierców też zabija się publicznie? Poza tym kto decyduje o tym, czy delikwent rzeczywiście jest mordercą, skoro wymiar sprawiedliwości jest… taki, jaki jest? Ja czytałam gdzieś wypowiedź religijnego muzułmanina, który twierdził, że obcinanie kończyn za karę wcale nie jest niehumanitarne – bo są dostępne znakomite protezy.

  349. @Na marginesie
    24 listopada o godz. 1:14
    A ty nie możesz inaczej? Tylko podkładając komuś własną interpretację atakujesz jak ten nie przymierzając… ratlerek. Przecież ci Herstoryk wyjaśnił.
    A niektóre ataki antysemickie to nic innego jak próba zarobienia nieco bitcoin. I świetny przykład na osobowość psychopatyczną.
    https://www.abc.net.au/news/2018-11-23/us-israeli-man-sentenced-in-israel-over-global-bomb-threats/10547198

  350. @Herstoryk, ja rozumiem, że w tej dyskusji chodzi o zasadę szklanki do połowy pełnej (lub pustej). Ja się tak tylko po trosze z tobą droczę.

  351. @Ewa-Joanna 24 listopada o godz. 1:26

    A niektóre ataki antysemickie to nic innego jak próba zarobienia nieco bitcoin. I świetny przykład na osobowość psychopatyczną.

    Czy przez „niektóre ataki antysemickie” rozumiesz link podrzucony przez Herstoryka?

  352. Każdy ma swojego gryzia co go moli. Orteq przebija w dziedzinie translatoryki niektóre dawno otwarte drzwi i publikuje oczywiste oczywistości (no bo, panietentego, „in memory of the trees” to nie to samo co „in memory of trees”). A potem drąży, drąży i drąży, przy okazji usiłując nas zawstydzić. Bo co? Bo za słabo pamiętamy co sie dzialo przed naszym urodzeniem? Czy za mało doceniamy geniusz Orteqa?

    Herstoryk, jak zawsze, bije w dzwon w obronie uciśnionego ludu palestyńskiego. Ewa-Joanna urąga Namarginesce. Czy my jesteśmy wszyscy do bólu przewidywalni? Czy będziemy w kółko wałkować stale to samo?

    Konstancja podrzuciła temat zdziczałej konsumpcji. Może chwyci, kto wie? Mnie się na razie znudziło, zajrzę później.

    Albo seczego? Piątek przecie.

  353. @Na marginesie
    24 listopada o godz. 1:33
    Nie. Mój link.

  354. Ja urągam? No jej…

  355. I jaki piątek kiedy sobota 🙂

  356. @Na Marginesie
    Oczywistości @Orteqa nie są widać dla wszystkich oczywiste. @Orteqowi chodziło o “in memory” przeciwstawione “in the memory” – czyli istotną różnicę znaczenia. Nie chodziło o “trees” vs “the trees”. Ale co tam ścisłość cytowania kiedy celem jest o dyskwalifikacja osoby.

  357. @kruk
    24 listopada o godz. 2:11
    Masz rację, tylko Orteq te rewelacje znaczeniowe powtarza co jakiś czas przynajmniej od kilkunastu miesięcy, dokładnie te same i ile razy jeszcze mamy się zachwycać?

  358. @Ewa-Joanna
    Czy on jeden się powtarza? Przez lata istnienia blogu trudno obejść się bez międlenia tematów. Któż tu blyszczy ożywczą świeżoscią pomysłów, żeby zasłuzyć na zachwyt?

  359. @kruk
    Nie on jeden. Normalnie taktownie przemilczamy, ale on jeden domaga się uwagi sugerując nam durnotę i nierozumienie tak doniosłych odkryć translacji. Po raz kolejny.

  360. do @kruk nt. @E-J

    Po raz kolejny tez musimy przewijac durnoty antypodowe tej takiej jednej. Nic absolutnie nowego nie wnoszace. Noo, chyba ze bedzie cos o zwierzatkach tamtejszych. Bo tamtejsze zwierzatka sa takie jakby inaksze. Choc nie zawsze

    Tez ciagle powtarzanie tych samych pierdol. Tak jakbym siebie powielal. Nawet downunderowe narzekania na te powtorki sa takie jakby moje..

  361. Przypier.alanie sie do mojego nicku, przez te dame kangurza, czy przez innych wesolkow, jest tak stare jak ten wesolek po jeziorze chodzacy. Stare pierdoly ot co

  362. Odgrzejmy jeszcze to co wciaz do odgrzania jest dostepne. Czyli tytul ksiazki „In the Memory of the Forest” Charlesa T. Powersa.

    https://en.wikipedia.org/wiki/Charles_T._Powers

    Wydanej ponad 20 lat temu.

    Przetłumaczono te ksiazke, w polskiej firmie Proszynski i S-ka, pod tytulem „Na pamiątkę lasu”. Zamiast „W pamięci lasu”. Skąd to dziwactwo tłumaczeniowe? A z kruchty. Zle odczytanej, rzecz jasna.

    W kościelnym języku angielskim jest fraza używana na chrzcie, przy komunii „In the NAME of the Father, and of the Son, and of the Holy Spirit”. A wiec, ‚in the NAME’, a nie ‚in the MEMORY’. Po polsku ta fraza się rozciąga na dłuższą nieco kompilacje, zachowana w pamięci niektórych naszych tłumaczy: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego…Oto słowo Boże…To czyńcie na Moją pamiątkę”. I tak wyszło ‚Na pamiątkę lasu’. Zamiast w ‚W pamięci lasu’. Książka bowiem była o tym, co las mógł ‚zachować’ w ‚pamięci’. A nie o tym by czcić ‚pamięć’ lasu.

    Kruchciane wpadki polskich tłumaczy. W kraju gdzie jest, niby, oficjalny, konstytucyjny podobno, rozdział kościoła od państwa. Czy to do jakich wpadek dochodzi w islamskiej republice Iranu?

    Persjo, Ojczyzno moja, ty jesteś niezdrowie
    Ile i jak cie trzeba leczyć tego nam nikt nie powie.
    Noo, chyba ze powie .
    To wtedy bedzie jak zdrowie.
    Albo niezdrowie

  363. Prof. Grabowski z Ottawy w Kanadzie :

    ” Wybitny historyk Holocaustu prof. Jan Grabowski domaga się od fundacji Macieja Świrskiego przeprosin i zakupienia egzemplarzy jego książki o zbrodniach popełnianych przez Polaków na Żydach”

    http://wyborcza.pl/7,75398,24176189,prof-jan-grabowski-pozywa-redute-dobrego-imienia.html

    Tego jeszcze chyba nie bylo

  364. Pewnie sie powtorzylem z kims innym. Nic nowego pod sloncem ateistow

  365. Gdy mam zalinkowac zrodlo pochodzace z GW, zawsze najpierw szukam alternatywnego zrodla. Chybam antysemita ja jest. Czy inny zaprzaniec.

    Przepraszam za powyzej zapodany link. Nic lepszego nie znalazlem

  366. @Antonius

    Ciekawy, pięknie napisany wstępniak, dziękuję! Czy o tych aspektach historii (to samo pytanie chodzi mi po głowie w stosunku do poprzedniego wstępniaka) uczy się dzisiaj dzieciaki w szkole? Ktoś wie? Moje lata szkolne przypadły na przełom pomiędzy PRLem a tym co nastąpiło potem i z tego co przypominam sobie, to z lekcji historii  wynikało co najwyżej ze na Śląsku mieszkaja i mieszkali sami Polacy  (którzy nieco innaczej mówią i zajmują się wydobyciem węgla). Czegokolwiek na temat historii tych terenów dowiedziałam się dopiero jako osoba dorosła, całe lata po skończeniu szkół… Twoje i zaka historie rodzinne czytam zatem zawsze z niekłamaną przyjemnością. 

    Jest coś niezmiernie smutnego w wymazywaniu (lub próbach naginania) pamięci  o ludziach zamieszkujących dany teren. Dopiero niedawno dowiedzialam się, że był okres kiedy połowe populacji sennego miasteczka, w którym dorastałam stanowili Żydzi. Wstrząsnelo mną to potężnie bo nie został po tym żaden ślad  (gdzie w takim razie jest cmentarz jakikolwiek, albo miejsce po nim, przecież gdzieś ci mieszkancy musieli być chowani?). Kiedy byłam dzieciakiem lubilismy chodzić do pięknego zagajnika na nadnarwianskiej skarpie, w którym rosły dzikie (czy raczej zdziczale) bzy zrywać je na bukiety. Mówilo się o tym, „na ruski cmentarz” choć nie było tam ani śladu po grobach, tylko zieleń i słowiki wiosną. Władze miasta z czasem przeniosły bezceremonialnie na ten teren targowisko, niszcząc i bzy i resztki pamięci o tym co było pod nimi. Do dziś nie wiem co naprawdę tam było. Ani w szkole, ani na ulicy, ani w domu nie mówilo się o tym. Próbowałam znaleźć coś więcej na internecie na temat historii ludnosci mojej miesciny ale bez szans. Owszem, walki o most w czasie wojny opisane ze szczegółami aż do przesady. O mieszkańcach, którzy byli wcześniej ledwie wzmianka, a wszak byli jacys Żydzi, co to stanowili połowę populacji, musieli też być jacyś Rosjanie kiedyś, skoro są resztki carskich fortów… O historii właśnej wioski nie uczyliśmy się w szkole nic…. Może dlatego nie mam do mojego dzieciństwa „na wsi” takiego sentymentu jak wspomnienia niektórych komentatorów pod poprzednim wstępniakiem. Pomimo, iż tez biegałam z kanką po mleko, a po mojej ulicy lazily krowy, wlokac łańcuchy w drodze na pastwiska nad Narwia (bo choć teoretycznie mieszkałam w miasteczku to w co trzecim domostwie na mojej ulicy była jakaś żywina). Było coś duszacego w codziennym życiu w tych klimatach, każdy z nosem w swoich sprawach, chyba że z przerwą na obrabianie tyłka sąsiadom lub przyjezdnym, których nazywano zbiorowo „warszawiakami’. Poza tym moja chata z kraja, więc co mnie obchodzi co było przedtem, co będzie potem i co dzieje się za granicami gminy. Taka gmina. Przez długie lata wolałam uciekać do miejskich dziadków w Łodzi, którzy tez byli z prostego ludu pracujacego ale zamiast skrzyń z poduchami mieli spora biblioteczka i stosy płyt, a na ścianach zamiast jezusków  z sercem obrazki studentów pobliskiej szkoły plastycznej, którymi nieboraki dorabialy sobie do stypendium, jak mawiała moja babcia. Owszem, do dziś tęsknię za przyrodą z moich okolic, (bo koniec końców wyrosła ze mnie wiejska dziewoja) ale nie za wioskowymi klimatami i mentalnością , zwłaszcza za bezmyślnym niszczeniem śladów przeszłości. Miałam okazję obserwować takie niszczenie w latach po transformacji, kiedy zaczęły znikać kurpiowskie domy, stare lipy, skwerki założone przez poprzednia władze, dawne ośrodki PTTK. Można to wszystko było ratować ale po co, dziś z trudem czasem poznaje własne okolice, może nie powinnam się więc dziwić jak to możliwe że po niektórych grupach ludności nie pozostał u nas żaden ślad…

    Tym bardziej cieszy mnie, że tablicę Antoniusa udało się uratować i zachować!

    Chyba wracam spać, obudziły mnie puszczyki wywrzaskujace dokładnie przed moim oknem, a zaraz za nimi spiewajace od 4.30 rudziki…poglupialy te ptaki od pełni calkiem czy co.

  367. paradox57
    23 listopada o godz. 17:39

    Piękne zdjęcia robisz! A koniki polskie przypomniały mi pewne praktyki studenckie w Popielnie. Te z wiewiórem zdjęcia też super. U nas rudy wiewiór to raryt i jest pod ochroną bo szare je wygryzly. Więc jak zobaczymy gdzieś rudą to cieszymy się jak dzieci choć w warszawskich Łazienkach karmilismy to talatajstwo z ręki kiedyś 😉

  368. Herstoryk
    24 listopada o godz. 0:59
    Czyli jednak wychodzi na moje, bo niektórzy mnie poprawiali pisząc, iż już skręciliśmy, a ja tylko stwierdziłem, że skręcamy w stroną kato-szariatu. A to oznacza, że przyjęcie prawa kanonicznego, albo stosowne dostosowanie (przeróbka) istniejących praw z konstytucją na czele – jeszcze przed nami.

  369. @Na marginesie
    24 listopada o godz. 1:26

    Pisałeś, że publiczne egzekucje są obecnie niezbyt częste i tylko dla najgorszych przestępców – morderców itp. (ale chyba nie dla gwałcicieli?). Czy bluźnierców też zabija się publicznie? Poza tym kto decyduje o tym, czy delikwent rzeczywiście jest mordercą, skoro wymiar sprawiedliwości jest… taki, jaki jest? Ja czytałam gdzieś wypowiedź religijnego muzułmanina, który twierdził, że obcinanie kończyn za karę wcale nie jest niehumanitarne – bo są dostępne znakomite protezy.

    Za gwałt ze szczególnym okrucieństwem, zakończony morderstwem. Decydują sądy, które w sprawach karnych są w wielu krajach niewiele gorsze niż zachodnie.

    Czytałem sporo równie kretyńskich wypowiedzi rabinów, księży i mnichów buddyjskich. Mógłbym wyszukać i zapodać, ale po pierwsze mi się nie chce, a p drugie niczego nowego to nie wniesie. Aksjomat, zakładający mniej więcej stały odsetek głupków i oszołomów w całym gatunku nie wymaga dodatkowych dowodów, a wyszczególnianie jakieś pojedynczej grupy jest najczęściej propagandowym judzeniem.

    Zamiast czytać gdzieś (w domyśle senzacjonalizm) polecam przeczytanie jakiejś książki „w temacie” prawodawstwa islamskiego kiedyś i dziś, napisanej rzeczowo i obiektywnie przez fachowca (którym nie jestem), bez propagandowego „drugiego dna”. Właśnie skończyłem taką, popularno-naukową, może zdobędę się na recenzję, dla zachęcenia zainteresowanych-nieuprzedzonych.
    Jestem zdecydowanym przeciwnikiem kopania rowów, a zwolennikiem budowania mostów, co najlepiej robić szerząc informację a nie propagandę.

  370. A propos zdziczałej konsumpcji @Konstancji, powtórzę:
    Zglobalizowany kapitalizm przerobił znaczny odsetek OBYWATELI w KONSUMENTÓW

  371. @zak1953
    24 listopada o godz. 7:34
    To ja poprawiałam, bo tak uważam. Ale nie będę się upierać, mnie na szczęście nie dotyczy.
    Dla rozrywki, zdrowe dzieci chowanie..
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/10,114927,19478053,absurdalna-konferencja-w-sejmie-gender-i-okultyzm-w-e-podrecznikach.html

  372. @Ewa-Joanna
    24 listopada o godz. 9:20

    A słyszałem narzekania na poziom polskiego kabaretu 🙄

  373. Tanaka
    23 listopada o godz. 15:40

    tym lepiej wiesz, że zalewają ci prawidłowi katolicy wścieklicą przeciwomoseksualną

    zak1953
    23 listopada o godz. 22:44

    A cała prawa dotyczyła dwójki gejów, opiekunów do dzieci … Przyznam się, w Polsce z czymś takim się nie spotkałem

    Zbytnio upraszczacie sprawę Panowie.
    Na płaszczyźnie formalnej:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Penalizacja_kontakt%C3%B3w_homoseksualnych

    kontakty homoseksualne zwykle były karalne de facto lub de jure, poza np. Polską, która nigdy nie miała praw wymierzonych przeciw osobom homoseksualnym, poza okresem zaborów

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Sytuacja_prawna_i_spo%C5%82eczna_os%C3%B3b_LGBT_w_Stanach_Zjednoczonych

    Stany Zjednoczone zniosły penalizację kontaktów homoseksualnych we wszystkich stanach w 2003 roku.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Sytuacja_prawna_i_spo%C5%82eczna_os%C3%B3b_LGBT_w_Europie

    Wielka Brytania: legalizacja kontaktów homoseksualnych 1982, zakaz dyskryminacji 2005.
    Polska: legalizacja kontaktów homoseksualnych 1932 , zakaz dyskryminacji 2003

    http://wyborcza.pl/7,75399,20865509,brytyjski-rzad-masowo-ulaskawi-skazanych-za-akty-homoseksualne.html

    Jeszcze w połowie XX wieku w więzieniach Anglii i Walii kary za homoseksualizm odsiadywało ponad tysiąc osób.

    Jeżeli chodzi o moje osobiste doświadczenia, to widuję doniesienia medialne na temat „wścieklicy homofobicznej”. W mojej rodzinie raczej się te kwestie „omadla”, a i to dopiero od czasu wzmożenia religijnego w kraju.

    Owszem, spotkałam się z opieką par gejowskich nad nie swoimi dziećmi. W rodzinie i w pracy. W latach 70. i 80. Szwagier mojego brata jest gejem. Razem ze swoim przyjacielem bardzo często opiekował się moimi bratankami. Nikomu nie przychodziło do głowy, żeby robić z tego problem. Po prostu wujek i jego przyjaciel opiekowali się siostrzeńcami. Siostrzeńcy mają dzisiaj własnych synów i bardzo dobre relacje z wujkiem. Bo też jest to ciekawy człowiek.
    Inny przykład to przyjaźń jaką obserwowałam w pracy pomiędzy koleżanką samotnie wychowującą dziecko, a kolegą gejem. Kiedy koleżanka została sama z niepełnosprawnym dzieckiem, włączył się, razem z przyjacielem, w wychowanie i rehabilitację dziecka. Wszyscy w pracy o tym wiedzieli i nikomu nie przyszło do głowy, że może być w tym coś niewłaściwego. Wręcz przeciwnie. Byliśmy pełni uznania dla kolegi i podziwialiśmy tę przyjaźń.
    Wtedy widzieliśmy wujka, kolegę. Patrzyliśmy jakimi są ludźmi. Nie drążyliśmy tematu ich orientacji seksualnej. Przyjmowaliśmy ją do wiadomości.
    Generalnie nie drążyło się problematyki seksu. Co miało też swoje złe strony, jak potem pokazało odkrycie plagi pedofilii.

    Nie wiem jak to jest teraz na płaszczyźnie prywatnej. Nie mam takich kontaktów.

  374. Szary Kot
    23 listopada o godz. 23:22

    No to mamy męczenniczkę na stanie …

    Cierpiały przede wszystkim nasze dzieci. Rodzina „dyscyplinowała” nas metodą izolacji. Jedna z sióstr męża powiedziała wręcz, że nie życzy sobie kontaktów swoich dzieci z naszymi.
    Kiedy 10. – 12. letnia córka zapytała mnie, ze łzami w oczach, w czasie jednych ze świąt: „dlaczego my nie mamy rodziny?”, było mi naprawdę ciężko.

    Nie wiem czy dzisiaj, w tych realiach jakie mamy, nie postąpiłabym tak, jak profesor Hartmann posyłający córkę na religię.

  375. Jednym z większych osiągnięć polskiej translatoryki było ponowne przetłumaczenie „Kubusia Puchatka” (Winnie the Pooh) na „Fredzię Phi Phi”
    Na rzymskim uniwersytecie La Sapienza postała nawet praca naukowa na ten temat:
    The strange case of Kubuś Puchatek and Fredzia Phi-Phi Polish translations of Milne’s Winnie-the-Pooh

    A tak prywatnie to też spotykam różne kwiatki 😉
    Miałem tu taką polską znajomą po germanistyce we Wrocławiu, która (bardzo wysokiego mniemania o swojej znajomości języków) lubiła poprawiać moją wymowę.
    Raz jej opowiadam, że zastanawiam się nad kupnem komuś w prezencie perfum Anaïs Anaïs (mówię anais anais, z akcentem na i) a ona: ane ane! Po francusku ai=e!
    – Ale tam są dwie kropki nad i!
    – To nieistotne 😎
    Innym razem rozmawiamy o jakimś filmie i ja mówię: grał tam Szon (Sean) Connery.
    – Sin, Sin Connery. W angielskim ea=i 😎
    A ja słucham mediów i słyszę Szon
    https://www.youtube.com/watch?v=stq-Iu5bWsw
    Opadły mi ręce i się poddałem.

  376. @Tobermory
    ty jej nie słuchaj, bo jeszcze zgłupiejesz 🙂

  377. @Weronika
    24 listopada o godz. 9:33

    Nigdy bym nie tematyzował faktu, że moim wnukiem opiekują się dwaj geje, tak jak tutaj nikt tego nie podkreśla, gdyby nie ta anegdotyczna historia z Teletubisiami i polskimi skojarzeniami. A dowiedziałem się o tym w zupełnie innym kontekście. Otóż wnuczek wychowuje się w domu bez telewizora, a na widok słoneczka w Tubisiach, które ma twarz małego dziecka, próbował je poczęstować swoją butelką z wodą. I o tym mi opowiedziano.
    Ja tego programu nigdy nie oglądałem, bo w czasie, kiedy był popularny, nie było w domu takich małych dzieci. Znałem tylko absurdalną aferę z czerwoną torebeczką i zagrożeniem „promocją” 🙄 Aż musiałem sobie to słoneczko obejrzeć na YT… Przy okazji dowiedziałem się, że dziewczynka, której twarzy użyto do filmu, ma teraz bodajże 19 lat.

  378. Tobermory
    24 listopada o godz. 9:54
    Z tym i z dwoma kropkami masz oczywiście rację, z Szonem Connery też, ale ja mam inny problem z Szonami – Shaun Murphy-snookerzysta, też wymawiają szon. Podobnie z Anais jest z Thais w medytacjach Jules’a Masseneta. Moje francusko szkolone ucho brzydzi się tym eeeee (ai)w imionach tych dames.

  379. @zak1953

    „Opinię zak1953 polubiła i znielubiła dokładnie taka sama liczba czytelników „Wyborczej”.

    To o tobie? Trafiłeś na łamy GW w związku z Kubicą 😎

  380. bubekro,
    podoba mi się ta lista, ale u mnie poszczególne wyrazy mają różne znaczenia. Matka nie „pieroniła” na nikogo, , czyli nikogo nie przezwała, bo „ty pieronie” było pejoratywne. Jeronie i jerzina odpowiadały sytuacji zaskoczenia jak okrzyk „Mój Boże”, więc ściśle związane z Perunem. Z reszty możliwości nie korzystaliśmy.
    Może „Jeronie” zawierał element zniecierpliwienia.

  381. Tobermory
    24 listopada o godz. 10:10

    ja też nie znałem Teletubisiów. Dokładnie z tych samych powodów.
    O opiece gejów nad moimi bratankami też nie zastanawiałam się do tej pory w kategorii ich orientacji seksualnej. Poczułam się wywołana do odpowiedzi.
    Uważam, że wszystko, przynajmniej z mojego punktu widzenia, zostało między nami wyjaśnione i nie widzę potrzeby dalszego rozwijania tematu.

    Wzruszająca jest reakcja Twojego wnuka na twarz słoneczka na ekranie.
    Moje wnuki są już w wieku studenckim, ale przechowuję cenne wspomnienia z ich dzieciństwa.
    Pozdrawiam 🙂

  382. errata: nie znałam

  383. Tobermory
    23 listopada o godz. 22:18

    Pięknie to ująłeś, lepiej sam bym tego nie wyraził. Trzeba jednak przyznać, że pomógł mi Święty z Padwy (i Lizbony), który udziela azylu tablicy. Uważam, że jej tam dobrze!
    PS
    Chyba rozumiesz, ze unikam dysput z Orteqem.

  384. Weronika 24 listopada o godz. 9:45
    do
    Szary Kot 23 listopada o godz. 23:22

    Rowniez zostalem poddany ostracyzmowi rodzinnemu. Pochodze biologicznie ze 100% katolikow. Prawdopodobnie niektorzy 120%. Na szczescie / niestety (wybor zostawiam czytelnikowi) mieszkam w Szwecji. Dzieci moje brakow „polskosci” nie odczuwaja. Ceche polskosc, olewaja jak ja, cieplym moczem. Brak choroby nie mozna zalowac. Moje dzieci nie maja tez padaczki, zespolu Down, gruzlica i inne grozne choroby. Czego nie zaluja rowniez. Z empatia wyrazaja o posiadzaczach wyzej wymienionych przypadlosci.

    Profesor Hartman, posylajac corke na nauke religii katolickiej jest kolaborantem. Profesor Hartman, nie protestujac czynnie przeciw obecnosci kolegow na wydziale katolickim UJ jest tylko konformista. Chodzi mnie o ten kolega Hartmana co ma francuskie nazwisko i bruzde na czole.

    Pzdr Seleukos

  385. @Kostka 7:01

    Te akurat są z Florianki pod Zwierzyńcem.

  386. Tobermory
    24 listopada o godz. 10:37

    A jak brzmi ta opinia o Kubicy? ( nie mogę przeczytać calego artykułu,bo nie mam prenumeraty GW)
    Oglądam Formułę 1 ze względu na ogromny holenderski talent – Maxa Verstappen.

  387. @basia.n
    24 listopada o godz. 11:03

    Nie mam pojęcia, bo jej nie czytałem. Musiała być w jakimś wcześniejszym artykule, który pominąłem, bo Kubicą zajmuję się sporadycznie. Tak mi teraz mignęło. Prenumeratę mam na cały rok, a zdarza się, że nie mogę przeczytać jakiegoś artykułu np. w Wysokich Obcasach, bo jest dla… mających prenumeratę. To co ja mam?!

  388. kruk
    24 listopada o godz. 0:52
    @Herstoryk 23 listopada, 15:00
    “…cywilizowani, kulturalni i wykształceni z ”izmem“ mogą być bardziej niebezpieczni niż…opryszki z pałką w ciemnym zaułku”.
    Zgoda, taka jest siła oddziaływania ideologii na niektóre mózgi. Fanatyczne oddanie “sprawie” prowadzi do zbrodni. To jest co innego niż uleganie ogólnej atmosferze rozprzężenia i bezkarności, o której pisze @tejot (17:42)

    Mój komentarz
    Pisząc o zezwoleniu na prześladowanie ludzi, czy zabijanie, nie miałem na myśli ogólnej atmosfery rozprzężenia.
    Atmosfera rozprzężenia, a zabijanie z obowiązku, z polecenia, to dwie różne sprawy, chociaż pewne punkty styczne można znaleźć
    Pzdr, TJ

  389. Tobermory
    24 listopada o godz. 11:14

    Jakoś ciągle zwlekałam z prenumeratą GW, bo w sumie brak jest czasu na czytanie wszystkiego. Ale często jest to jednak potrzebne.
    Ja miałam w pewnym momencie problem z Polityką ,aby czytać artykuły z archiwum. Ale była to sprawa nowego hasła ogólnego do logowania się,ktore jakoś zostało zmienione po przedłużeniu prenumeraty. Po wyjaśnieniu, wszystko jest w porządku.
    Może w GW też jest coś podobnego ?

    Wychowanie dziecka bez tv – interesujące 🙂
    Tylko wnuk będzie kiedyś w przedszkolu zdumiony,kiedy usłyszy dzieci rozmawiające o programach tv. Ale to nie jest bardzo istotne.

  390. @basia.n
    24 listopada o godz. 11:30

    Mały ma dopiero półtora roku, zanim pójdzie do przedszkola, będzie pewnie na bieżąco 😉 I to raczej z komputerem niż tv. Znam sporo domów bez telewizora, gdzie ewentualne filmy ogląda się przez internet. A dzieci rozprawiają między sobą o jakichś grach. W każdym razie mój wnuczek bez problemu gramoli się na krzesło przy biurku i uruchamia mój komputer, który jest na stand by 🙄 Naciska po prostu największy klawisz na klawiaturze, a potem kręci pokrętłem w myszce. Jak zniknie z pola widzenia i jest cicho, to lecę sprawdzić, co właśnie odkrył 😉
    Nauczyłem się wreszcie blokować telefon (klawisz z kluczem, nie znałem), bo to ciekawsza zabawka niż jakieś klocki, pluszaki czy duplo 🙄
    Zdarzało mi się już wcześniej mieć pod opieką maluchy przyjaciół, to wiem, że najbardziej interesuje je wszystko, co ma światełka, lampki i przyciski wydające jakieś dźwięki 😎
    Nie chcę cię martwić, ale prognoza znowu zawiodła i jest błękitne niebo ze słoneczkiem 🙁 Zapędzają mnie do ogrodu.

  391. Szanowny blogowiczu o nicku Orteq!
    Mogę wyjawić , dlaczego unikam dysput i również dlaczego odstąpiłem od zasady. Faktycznie nie musiałem, ale odezwałem się, bo uważałem udział w dyskusji nad moim tekstem za moralny obowiązek. Nie jestem w stanie nawet przeczytać wszystkich komentarzy pod innymi wstępniakami, gdzie wybiórczo czytam, ale i pod moim nie mogę ani przeczytać, a tym bardziej reagować i pisać komentarze. Samo pisanie jest dla mnie wyzwaniem, bo mam istotne kłopoty np. ze znalezieniem kursora na ekranie. Czytam tekst do poprawy czcionką 18 i to jeszcze z trudem. Gdy piszę, nie patrzę na ekran i często przez pomyłkę kasuję cały tekst. Wtedy rezygnuję z bloga i włączam telewizor. Nie lubię zostawiać błędów różnego typu, a poprawianie tekstu z ogromną liczbą pomyłek jest żmudne i trudne, bo każda poprawka wymaga precyzyjnego pozycjonowania kursora, a ja tej cholery nie widzę! Taki jednostronicowy komentarz piszę przez długi czas i nie stać mnie na pyskówki. Ty piszesz bardzo dużo, bo pewnie masz łatwe pisanie i gdybym chciał reagować na każdy wpis to zatka się zupełnie mój „kanał informatyczny”.
    Nie twierdze, że piszesz wyłącznie głupoty, ale nie jestem w stanie docenić walorów twego toku myślenia. Z fragmentów widzę, że nie zawsze są przychylne, to mi nie przeszkadza, ale jesteś dość niechlujny jeśli chodzi o polszczyznę i to mnie razi. Może to efekt typowy dla neofity w tym języku? Przecież posługuję się nim dopiero siedemdziesiąt kilka lat. Nie cierpię też, gdy ktoś lekceważy czytelnika stylem SMSowym, bez polskich znaków diakrytycznych. Dlatego konsekwentnie nie czytam komentarzy seleuka, choć pewnie dużo tracę, bo pisze podobno mądrze. Ja każdy tekst poprawiam kilkakrotnie, manualnie i programem przed wklejaniem do bloga, tam jeszcze raz poprawiam i dopiero naciskam Enter i jeszcze są niedoróbki, a trwa to wszystko bardzo długo. Nie byłbym w stanie ripostować w rozsądnym czasie. Gdybyśmy mogli rozmawiać, to pewnie bym dyskutował, zawsze lubiłem szermierkę słowną, byłem nawet postrachem moich przełożonych, choć już i w tym już nie jestem taki jak dawniej.

  392. @Antonius
    24 listopada o godz. 10:29

    Takie niuanse jak szon i szoun są dla niewyszkolonego ucha chyba dość trudno uchwytne.
    Obejrzałem sobie kawałek tego Shauna Murphy. Nie wiedziałem, że snooker może być tak pasjonujący.
    Mój ulubiony Shaun, nawet na temat (pilnowania maluchów)
    https://www.youtube.com/watch?v=kbJRnxxkwrw

  393. @paradox57
    24 listopada o godz. 10:52

    A zatem z kolebki rasy poniekąd (jeśli dobrze pamiętam) 😉

    Bardzo lubię te myszate koniki, i owszem. W Popielnie jednym z obowiązków na praktykach było „objezdzanie” świeżych trzylatkow, wspominam je z sentymentem bo były łagodne i zrównoważone, nie wściekały się na nas za bardzo, choć przychodzily do nas niemal wprost z pastwiska. Za to obserwowanie „dzikich” stad było fascynujące. Nie jest to najbardziej widowiskowy rumak pod słońcem, taki szary wróbelek, ale gdybym chciała mieć konia na własność, to byłby to Konik. Małe, twarde i pełne charakteru.

    Jest ich też całkiem sporo i u nas w UK, gdzie wprzezone są w ochronę pewnych siedlisk i zajmują się zgryzaniem zbyt wysokiej roślinności w podmokłych rezerwatach bo wyrobiły sobie reputację rasy idealnej do tej roboty.

  394. Na marginesie
    24 listopada o godz. 1:11

    to była ilustracja do tego artykułu.
    ogólnie koszmar!
    https://noizz.pl/spoleczenstwo/black-friday-rozwadowska-praca-w-sortowniach-paczek-to-koszmar/3sdtmj7

  395. Tobermory
    24 listopada o godz. 12:07

    Mój też ulubiony. I nie tylko dla maluchów ;-). My zawsze zrywamy boki z tła przygód Shauna i ferajny, zabałaganionej farmy w Yorkshire. Łazilismy dużo po Dales więc z całą odpowiedzialnością potwierdzam, że zagrodowe klimaty zostały oddane wybornie, włącznie z farmerem, nawet pracowałam kiedys z jego sobowtórem, tyle że zamiast owiec miał bawoły.

  396. Tobermory
    24 listopada o godz. 12:01

    No cóż,kiedyś to słoneczko przestanie świecić ,przyjdzie śnieg i zasypie ogród . I już nie będzie wymówek 🙂 – chyba ,że opieka nad małolatem,ktory sam będzie okupował komputer.
    Ponieważ stwierdziłeś,że snooker może być pasjonujący,ogladając Murphy’ego – więc nie powstrzymam się przed „promocją” zawodnika ,uznanego za najwybitniejszego w historii snookera – Ronnie O’Sullivan.
    @Antonius też bardzo go bardzo lubi ,bo to prawdziwy mistrz . Podam dwa linki -pierwszy bardzo istotny,bo pokazuje pomocniczymi białymi liniami,jaką drogę powinna
    wykonać bila,aby osiągnąć swoj cel,a na drugim jego ostatnie maximum 147. Zachęcam do obejrzenia,jak wrocisz z ogrodu 🙂

  397. Tobermory
    24 listopada o godz. 12:01

    Za wcześnie nacisnęłam odpowiedź,zanim wkleilam linki ,a więc uzupełnienie 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=z7U3_9V0R2Y
    https://www.youtube.com/watch?v=yCqhdhOdS14

  398. Tobermory
    24 listopada o godz. 10:37
    Cóż, konsekwentnie trzymam się swego nicka i podpisuję nim we wszystkich komentarzach prasowych. Nie spodziewałem się, że jakiś redaktor weźmie pod uwagę komentarze i dokona analizy wpisów dotyczących ściganta Kubicy. Mojej dyscypliny na ogół nie komentują publicznie (szybowce, balony). Zresztą wyszedłem już z wieku, gdy człowiek pochuliganił sobie w powietrzu, pokazując innym co potrafi. Najzwyczajniej straciłem odwagę niezbędną do poruszania się na granicy bezpieczeństwa. Jak to kiedyś powiedział stary mistrz szybowcowy i pilot samolotowy Julian Ziobro przy ognisku po lotach p.poż.: „znałem wielu młodych i odważnych pilotów. Starego, odważnego nie znam żadnego” . Mam to samo. Lubię się podelektować widokami ziemi.
    Co prawda Robert Kubica stary jeszcze nie jest, ale swoje najlepsze lata do F1, moim zdanie ma za sobą. Chyba, że wysiadł mu instynkt samozachowawczy. A, o to go nie podejrzewam.

  399. Kostka
    24 listopada o godz. 12:48

    A czytałaś coś Henry’ego Brewisa?

  400. Weronika
    24 listopada o godz. 9:33
    Nastawienie społeczne może być gorsze od prawnej penalizacji określonych zachowań. To, że Polska nie miała takich przepisów, nie świadczy o tym, że nie prowadziła działań przeciwko środowiskom homoseksualnym. Ostatnio głośno było o akcji „Hiacynt”, jaką prowadzono w czasach Czesława Kiszczaka, jako ministra spraw wewnętrznych i administracji. Pan generał (jak to wojskowy na cywilnej funkcji) nieźle dokręcił śrubkę środowisku o nieheteroseksualnej opcji. Obecne nastawienie społeczne, szczególnie środowisk zdecydowanie religijnych, pokazuje, że dokonana zmiana jest niewielka. Być może tylko tak na pokaz. Aby Polski nie wytykano palcami. LGBT łatwo w Polsce nie ma. Przynajmniej ja sam, jako lesbijka, dostrzegam to wyraźnie.

  401. Tobermory
    23 listopada o godz. 11:52

    Przedni żart sytuacyjny z tymi Teletubisiami 🙂

    Przypomniala mi się sytuacja z tegorocznego lata kiedy odwiedził nas kumpel mżonka z partnerem  (którym, nota bene, było tak dobrze w słynącym z tolerancji do homoseksualistów kraju nad Wisłą, że wynieśli się do Skandynawii co bardzo sobie chwalą…).

    Siedzimy sobie w ogródku przed pubem, mżonek z kumplem poszli złożyc zamówienia na jadło, partner kumpla przeprosił mnie na chwilę i wstał, żeby poszukać toalety. „Młody, pokaż Bartkowi gdzie jest. I idź z nim od razu, żeby ci się za chwile nie przypomniało”. Nie lubię Młodego puszczac do publicznych męskich toalet samego, bo jeszcze strasznie młody, a na wizyty w babskiej jest juz za duży. Więc zawsze lepiej z ojcem albo którys z przyszywanych wujkow. Chłopcy wstali a do mnie po chwili dotarło jaką reakcję wywołałyby moje niefrasobliwe słowa u ludzi pokroju p Cejrowskiego, których w Wymeczonej nie brakuje. Oto wysłałam niewinne dziecię ośmioletnie do toalety z gejem. A moje dziecie pomnknelo chętnie bo nikt mu w szkole ani w domu nie wytłumaczyl że ci od tęczowej flagi to wszystko pedofile. Kiedy chłopcy wrocili Bartek popatrzył na mnie trochę smutno i powiedział, że jego własni siostrzency nie wiedzą, że wujek jest „inny” bo siostra zabroniła , żeby im to powiedzieć. Co mają dzieciaki rozgadac w szkole i być wytykane palcami że mają zboczenca w rodzinie…

  402. @Weronika
    24 listopada o godz. 9:33

    „Wielka Brytania: legalizacja kontaktów homoseksualnych 1982”

    Ta informacja nie jest do końca prawidłowa – związki homoseksualne w większości UK (Anglia i Walia) są legalne od 1967 roku (w zeszłym roku kampania medialna Gay Britania upamiętnila okrągła rocznicę tego wydarzenia). Owszem – data 1982 jest prawidłowa ale tylko w kontekście Irlandii Północnej. Pózno dolaczyla też Szkocja – w 1981 roku. Wszystkie części UK do tej pory nadrobily wcześniejsze grzechy i gejom żyje się tu nieporównywalnie lepiej niż w Polsce.

  403. Szary Kot
    24 listopada o godz. 13:25

    Nie czytałam choć znam niektóre ilustracje. Warto? Poczytalam i nim i wygląda obiecująco bardzo. Ja czytałam (po fachu poniekąd) Herriota, do którego mam ogromną sympatię tym bardziej, że pracowalam w jego okolicach.

  404. Kostka
    24 listopada o godz. 14:10

    Czytałem tylko jedno („Don’t laugh till he’s out of sight), ale widzę, że jest tego znacznie więcej. Śmiałem się do bólu brzucha, więc było warto. Natomiast być może mam szczególne wyczulenie na humor rolniczy z racji swojej historii życiowej. Wspólnota doświadczeń daje ten kluczyk…
    Brewis gospodarzył gdzieś na północ od Newcastle.

  405. @konstancja 24 listopada o godz. 12:37

    Black Friday – koszmar, to fakt. Ale rzecz jeszcze w tym, że ta „wyprzedaż” to w dużej mierze mit stworzony przez handlowców. Obniżki rzędu 40-70 procent wyglądają zachęcająco, ale cena wywoławcza (100 procent) w wielu wypadkach jest mitem, bo nikt za taką cenę nic nie sprzeda. Cena powisi przez kilka tygodni, po czym ogłosi się „obniżkę”, żeby przyciągnąć klientelę, bo przecież wszyscy czekają na te „obniżki”.

    Towary „made in China” można kupić w Chinach za bezcen (na przykład Ipod kosztuje tam jakieś 100 dolarów), a przewiezione przez ocean zyskują nagle 10-krotne przebicie. Kto na tym zarabia? Oczywiście pośrednik, bo nie koncowy nabywca.

    A konsumenci po prostu dają się wciągnąć w ten zakupowy kierat. Przy czym najbardziej zastanawiają mnie reklamy: prawie nikt nie reklamuje jakości, a tym bardziej (a fe!) trwałości, prawie wszystkie przekazy („biegnij do sklepu, ale już!”) dotyczą ceny i tylko ceny.

  406. @Tobermory, @Paradox
    Chwilowo powyżej wrócił temat kotów, i ja zwrócę się z pytaniem jak karmicie swoje koty, albo jak powinno się je karmić.Moje mają wyłożoną suchą karmę przez cały dzień, raczej nie dużo, bo jak długo jest wysypana i traci zapach ,nachalnie domagają sie czegoś innego. Rano i wieczorem otrzymują karmę z torebki. Najbardziej lubią Felixa.Zwykle po pół torebki na kota.Jak dam więcej nie wyliżą miski na glanc. Nie mają swoich misek. Te młodsze jedza szybciej i już zjedzą swoje odsuwają te starsze od ich misek. Starsze jedzą, dłużej się zastanawiają, czy to , co podałem jest dobre. Nie chcą zdecydowanie żadnych podrobów kurzych czy indyczych – serc, wątróbek Przepadają natomiast za nerkami wieprzowymi i sercami. Rozdrabniam im to w mikserze , gdy kroiłem na większe kawałki roznosiły po domu. Przy podawaniu są skoki na pół metra do góry.To, co zostało nie podane z miksera zamrażam i podaje po rozmrożeniu innym razem. Upolowane myszy czy inne gryzonie przynoszą do domu, czasem taka znajdzie się po czasie i po zapachu. Raz widziałem, jak jedna kotka jadła mysz. Zaczęła od pyska w całości myszy i tak w końcu wystawał z pyska kotki tylko koniec ogonka, potem to wszystko zwróciła. chuba to była tzw. plujka. Mieszkam na małej ślepej uliczce i tu ruch jest mały, obok jest główna ulica wsi i tam moje dwa koty zginęły pod samochodami, oba były czarne. Teraz się zrobiło zimno i niechętnie wychodzą z domu ale 3 ostatnie noce najmłodszy (ok.3lat) spędził poza domem mimo minusowych temperatur.

  407. @Ewa-Joanna 24 listopada o godz. 3:29

    Fenomen O. mnie trochę intryguje, a trochę drażni. Na razie doszłam do wniosku, że on chyba jest permanentnie po spożyciu. Obsesyjne czepianie i trzymanie się tematów, nagłe wylewne rozżalenia, agresywnośc (te litanie wyzwisk), rozchwianie emocjonalne… no i to trudne do określenia coś, co kiedyś nazwałaś przysrywaniem. Ty go znasz chyba najlepiej, bo jeszcze z innych blogów – które (podobno) się rozpadły przy jego czynnym współudziale.

  408. @Weronika – twoje spojrzenie na polskie sprawy jest o tyle ciekawe, że w nich tkwisz. Ja odbieram je wyrywkowo – przede wszystkim z doniesień o dziwactwach, które jak się wydaje powoli stają się normą.

    Na przykład wiadomość o eksporcie truchła Lolka, którym zostaną uroczyście obmacani polscy żołnierze w Afganistanie (będą musieli całować ten zewłok czy przed nim klęczeć?) to dla mnie mieszanka sensacji, horroru i groteski, która w pewnym sensie definiuje całą dzisiejszą rzeczywistość kraju, z którego wyjechałam i już go nie znam. Ty z kolei widzisz też codzienność, która nie cała jest wynaturzeniem, a z kolei niektóre wynaturzenia – przestają razić, gdy są codziennością.

  409. @Stach39 15:02

    Żeby nie lokować produktów.
    W tej chwili sytuacja nieco mi się skomplikowała ze względu na schorzenie. Więc zaistniała konieczność przestawienia koty na dietę nerkową. Gotową, komercyjną. Na szczęście są w tej chwili spore możliwości w tym zakresie. Dodatkowo, ponieważ dostępne są dodatki ograniczające wchłanianie fosforu i chroniące nerki, jakiś poziom życia zbliżony do czasu sprzed choroby mogę kotu zagwarantować. I od czasu do czasu dostaje kurze serca lub żołądki. Wątróbek w jakiejkolwiek postaci unikałem. Ze względu na dysfunkcję nerek bardzo źle ją tolerowała.

    Wcześniej zawsze dostawała karmy komercyjne: suche i „mokre” z puszki. Przy czym nie były to karmy, które są dostępne w każdym osiedlowym sklepiku czy hipermarkecie. Poza tym często świeże mięso (poza wołowiną) łącznie z rybami. Jako uzupełnienie biały ser i w miarę regularnie mleko (1,5%). To ostatnie mimo różnic w opiniach dot. akurat tego produktu. U niej nie wywoływało żadnych sensacji, szkodziło, lubiła, więc nie widziałem powodu, żeby nie piła.

    Co do ilości. Jeśli kupujesz karmy komercyjne, na opakowaniach są podane ilości, jakie kot powinien dostawać. Generalnie dla kogoś, kto ma doświadczenie z kotami, zna je dobrze, uzupełnia dietę pokarmem przygotowywanym we własnym zakresie, te dawki nie mają znaczenia. Sam wie, jakie zwyczaje pokarmowe mają jego zwierzęta.
    Moja zawsze dbała o linię i samodzielnie regulowała ilość i częstość przyjmowania pokarmu. Natomiast przyjąłem zasadę, że bez względu na to czy zjadła suche do końca czy nie, rano zawsze miała je wymieniane. Mokre dostawała w takiej ilości, że zawsze kończyła.
    I ważna sprawa. Mój kot jest czysto domowy, niewychodzący na dwór, więc koniecznością jest go „wybawić” do zmęczenia.

  410. PS
    Mięsa nie miksuję. Kroję na kawałki (nie za drobne). Nie ma lekko, musi popracować. Fakt, że wywleka je z miski, ale niezbyt daleko; woli zjadać z podłogi obok miski. To niewielka dolegliwość.

    Poprawka: „nie szkodziło”

  411. @Paradox
    Dziekuję za odpowiedź.
    Nie pomyślałem,że lokuję produkt.Chodziło mi o serca i nerki. Czy to zdrowe? Jeden kot miał mocznicę na skutek niedrożności cewki moczowej, podobno zdarza sie to kotom kastrowanym. Po tygodniowym pobycie w klinice wyzdrowiał. Zalecono mu potem specjalną karmę alkaliczną, znacznie droższą i trudniej dostepną, ale tak inne koty mu ją wyjadały, teraz je , to co reszta, ma sie dobrze, schudł , był otyły.

  412. @tejot 24 listopada, 11:16
    Przeczytałam jeszcze raz Twój wczorajszy komentarz (17:42). Rozumiem, że chodziło Ci właśnie o “punkty styczne” między mordowaniem motywowanym ideologicznie i zdziczeniem ogólnym, do którego ideologiczne zbrodnie prowadzą. Te “punkty styczne” są niezaprzeczalne.
    Dlatego tak niebezpieczna jest wszelka polityka oparta na ideologii, nawet kiedy nie dochodzi do zbrodni. Siłą rzeczy dzieli ludzi na myślących słusznie i niesłusznie, na prawych i łajdaków ( u nas “zdradzieckie mordy”). Ustawia jedne grupy przeciw innym, co jest zaprzeczeniem idei demokracji liberalnej i niszczeniem etosu obywatelskiego. @Herstoryk ma rację piętnując “izmy”.

  413. @paradox57
    24 listopada o godz. 15:21

    Dlaczego nie wołowina? Z powodu nerek?
    To jest dotąd jedyne mięso, które dawałem moim na surowo. No, czasem okrawki jagnięciny, cielęciny, świeża ryba… Innych mięs (wieprzowina, drób) nie daję na surowo.
    Kiedy otwierana jest lodówka i wyciągane z niej mięso, kot staje na tylnych łapach jak cyrkowiec. Uwielbia też sery, najchętniej twarde, ale dostaje tylko po troszeczkę, bo to sól i chyba za dużo białka. Z nabiału czasem trochę jogurtu, twarożku, bitej śmietany… Kot sąsiada szaleje na widok szparagów z puszki i muszą się z nim dzielić.
    A tak normalnie, to w rytmie posiłków rodziny czyli 4 razy dziennie karmiony jest najpierw kot – mokre z puszki lub saszetki, zmienny repertuar, bo wybrzydza. Małe porcje. Na noc miseczka z suchym dla seniorów, serwowana na balkonie. Kot sam się domaga tego rytuału i noce (kilka godzin) spędza na zewnątrz. Ma ocieplony i miękko wysłany wiklinowy kosz kupiony przed laty w Cepelii jako „buda dla psa”, kładkę na trawnik i się nie skarży. Wszystkie tak traktowaliśmy i żyły długo, żaden nigdy nie zamarzł 😉
    Jeśli śpi gdzieś niezauważony i nikt go nie wyrzucił o północy, to najpóźniej o 3 w nocy przychodzi budzić, delikatnie trącając nosem policzek, bo życzy sobie wyjść. Tyle że na starość zaczął używać kuwety w łazience. Czeka rano pod drzwiami ze ściśniętym pęcherzem i jako pierwsze leci sikać, a potem sobie znowu ewentualnie idzie na spacer 🙄 Przez 15 lat preferował toaletę pod chmurką, teraz się zrobił wygodny, także latem i w piękną pogodę.
    Mleka nie dostaje, pije tylko wodę, najchętniej kałużankę lub deszczówkę, którą zbieram dla orchidei. Mleko działa na niego przeczyszczająco, a on i tak nigdy nie robi takiej suchej, twardej kupy jakie widuję u kotów Młodych, którzy swoje dwa karmią tylko suchym żarciem. Podobno nie chcą nic świeżego ani mokrego, bo je dostali już tak przyzwyczajone. Te koty były bardzo nieufne i strachliwe, a pierwsi właściciele oddali je, bo jakoby nagle ktoś w rodzinie dostał alergii. Po 3 latach! Wyglądało raczej, że dziecko podrosło (15 lat), koty się znudziły i stały uciążliwe. Teraz te koty sypiają u nich w łóżku, tulą się do wnuka, kiedy śpi i nawet mnie już obwąchują z bliska i dają się pogłaskać, choć rzadko widują. Z domu nie wychodzą.
    Mój kot pakuje się gościom na kolana, nie boi się odkurzacza i z ciekawością ogląda z bliska psy, które widząc go odważą się przekroczyć nasze progi. Nie wszystkie są takie odważne 😉

  414. @Tobermory 16:21

    Bo to tak wygląda. Można zaserwować człowiekowi instrukcję obchodzenia się z kotem, traktowania go, ustalenia czym karmić, kiedy karmić, jak często. A potem przychodzi zderzenie z kotem i wszystkie te zalecenia można sobie o kant potłuc.
    Wołowiną nie karmiłem dlatego, że mnie się tak podobało tylko dlatego, że jej się tak nie podobało. Nie było dyskusji.

    Zorganizowaliśmy swojej gustowne wiklinowe spanie, miękko wyścielone. Postało tydzień nieużytkowane. Wolała (do tej pory woli) eksmitować moją żonę z fotela i tam się mościć. Ostatecznością jest wepchnięcie się obok niej lub na kolana. Noc przesypia z nami, w nogach.

    @Stachu39

    Nie wiem, co się wydarzyło z Twoim kotem w trakcie kastracji. Jeśli objawy, jak piszesz, ustąpiły samoistnie, to być może doszło do niedrożności w wyniku jakiegoś stanu zapalnego, który ustąpił po antybiotykoterapii. Niestety, nie mam wiedzy o tym, co z nim robiono w trakcie pobytu w klinice.
    Luźna uwaga. Jeśli kot miał taki problem i schudł, jak piszesz (pytanie czy schudnięcie było gwałtowne), za celowe widziałbym jednak uważną obserwację, może nawet okresowe badanie (moczu lub krwi). Chodzi o to czy nie pojawia się białkomocz. Koty są dosyć ciężkie w diagnozowaniu jedynie na podstawie obserwacji samego zachowania.

    Zajrzę nocką. Życie i obowiązki.

  415. @Tobermory
    Uzupełnienie.
    Deszczówka jest najlepsza. Albo woda w wiaderku po wytarciu podłogi.

  416. @Stachu39
    24 listopada o godz. 16:11

    Dawno temu mój kastrowany młody kot miał piasek w cewce i nie mógł sikać. Wyglądał dziwnie, więc wylądował na ostrym dyżurze w klinice, w niedzielę rano. Weterynarz wyjaśnił, że (podobnie jak u byków) ma ona u kocurów formę S i w tych zakolach może się gromadzić piasek. Kotki miewają raczej kamicę nerkową. Ten kocur żarł suche jedzenie bez gryzienia i chyba za mało pił. Wet przetkał go cewnikiem i zaordynował dietę niskobiałkową w drogich puszkach, a potem się uchytrzyliśmy i każdą porcję mokrego podlewaliśmy wodą. Aby się dobrać do mięsa, musiał pić.
    Kot wydobrzał, ale zanim zapłaciłem słony rachunek, przywlókł się do domu na trzech łapach. Znowu niedziela, znowu ostry dyżur, skomplikowane złamanie tylnej kości udowej, potrzebna operacja… Poskładali go, wydobrzał i pół roku później zniknął bez śladu 🙁 Był piękny, rudy, z lisią kitą, ufny, może się komuś spodobał. To był najkosztowniejszy i najkrócej obecny (1,5 roku) kot w moim życiu.

  417. @paradox57
    24 listopada o godz. 16:40

    A co do spania, to chyba łatwiej wyliczyć miejsca, które nie są do tego używane 😉 Jeden z moich uwielbiał skórzany pasek zapięty na klamrę i leżący na dywanie. Kółko miało średnicę może ze 20 cm, a kot mościł się w nim i zasypiał. Także różne małe koszyki, płaskie pudełka kartonowe, o wiele za małe, a jemu było wygodnie.

  418. Herstoryk
    24 listopada o godz. 0:59

    @zak1953
    23 listopada o godz. 23:22

    …kraju, który pod wiadomym przewodem skręca w stronę katolickiego szariatu

    Po belfersku sprostuję kwestię szariatu odsyłając do dawniejszego komentarza 22 października o godz. 11:13. I pedantycznie zaznaczając, że takie skręcenie oznaczałoby przyjęcie katolickiego prawa kanonicznego za podstawę systemu prawnego ww. kraju

    * * *

    Skręcanie jest faktem. Głośne oświadczenia Kościoła kat, że prawo kościelne i „nauczanie” („Prawo Boże”) powinny mieć prymat na prawem stanowionym, które jest z istoty kulawe, byle jakie, podrzędne, oraz ciche działania w tej mierze są faktami.
    Skręcanie jest procesem, natomiast finalny efekt skręcania miałby być właśnie taki: traktowanie wszelkich praw stanowionych – z Konstytucją włącznie – jako podrzędnych temu, co orzeka Kościół kat.

  419. Na marginesie
    24 listopada o godz. 15:21

    nie potrafię znaleźć słów na obsceniczność tak zwanego kultu relikwii. Brzydzę się tym.
    Zlinkowany artykuł pochodzi z lutego. Czas przeszły dokonany.
    Nie cierpię grzebania się w obscenach.

  420. zak1953
    24 listopada o godz. 13:28

    masz rację we wszystkim co piszesz.
    Ja ze swojej strony chciałam jedynie podkreślić, że rzeczywistość rzadko jest zero jedynkowa.
    Wskazałam na niuanse i światłocienie.

  421. seleuk|os|
    24 listopada o godz. 10:51

    120% katolika w katoliku? W naszych, męża i mojej, rodzinach w porywach nawet 200%
    Dzieci na co dzień nie odczuwały zbytnio ostracyzmu, bo mieliśmy szerokie grono przyjaciół. I wiele ciekawych zainteresowań. Żeglarstwo, chóralistyka, joga, turystyka. Dzięki temu miały dużą rodzinę zastępczą.
    Pytanie mojej córki padło na wszystkich świętych. Jest to dzień szczególny.
    Nie było lekko, ale myślę, że to był dobry rodzaj szczepionki na to, co jest dzisiaj.

    Co do Hartmanna, to nie znam motywów, którymi się kierował i wolę go nie osądzać. Kiedy w grę wchodzi cierpienie dzieci, nie jest łatwo być niezłomnym.

  422. @basia.n
    24 listopada o godz. 13:07

    Ten Ronnie to jakiś magik 😎

  423. W kwestii relikwii peregrynujących po Afganistanie nie podano ich kategorii, a są przecież trzy. Na przykład kajak JPII jest kategorii trzeciej, bo święty go dotykał i używał. Kąpielówki byłyby kategorii drugiej. Drzazga z d… ze śladami krwi świętego – kat. I.
    Kabaretowość polskiej armii ma dużą siłę rażenia, jest nadzieja, że wróg pęknie ze śmiechu. To już prawie jak ten śmiertelnie niebezpieczny The Funniest Joke of the World Monty Pythona.

  424. Weronika
    24 listopada o godz. 18:26

    seleuk|os|
    24 listopada o godz. 10:51

    Żeglarstwo, chóralistyka, joga, turystyka.
    Uprawianie jogi jest wpuszczaniem szatana do głowy oraz ciała .

  425. …ale turystyka (wysoko)górska zbliża do nieba 😎

  426. Weronika
    24 listopada o godz. 18:26

    Moje dzieci tez nie czuly ostracyzm. Tylko ja i moja pierwsza zona. „Przyjaciol” tez stracilismy, my, nie dzieci. Najrozsadniejsze w sytuacji wydawalo nam wtedy zostac wyzwolency. Zostalismy. Moj syn urodzil 10 lat pozniej. Swoja rodzine biologiczna polska spotkal jak mial ca 20 lat, pare godzin, bez entuzjazmu i kontynuacji.

    Ja Hartman nie sadze. Ja nie jestem sedzia. Ja nazywam rzeczy. Te nazwy, rzeczowniki, czasowniki co umiem.

    Jest co w zeglarstwie Weronika. Moze co znam tez w gory pojsc wysoko. Wszystkie inne zajecia zawsze przerwac mozna, na lunch pojsc jak ochota, Gra w pilke, praca jaka, marathon bieg. Zeglarstwo nie, zeby na lunch pojsc trzeba do portu dojsc najpierw, albo z gor zejsc. Jak szybko pogoda zmieni. W pilka nozna nie trzeba, mozna od razu.

    Tanaka. Ja joga nie uprawiam. Nie wiem. Ja „uprawiam” iaido, kendo, aikido, jak mnie okazja.

    Pzdr Seleukos

  427. Tobermory
    24 listopada o godz. 19:42

    Już dawno chciałam o to zapytać,ale zrobię teraz – na jakie wysokości wspianałeś się i wspinasz u siebie ?

    Oglądam właśnie polecony mi przez @zezem film „Czekając na Joe” i tylko mrówki chodzą mi z wrażenia po plecach !

  428. Tobermory
    24 listopada o godz. 19:05

    Kabaretowosc polskiej armii jest nic. Ja przeczytalem teraz Tobermory artykul o polskiej mar podwodnej. Kiedys napisalem o greckiej. Ta grecka kupila od Niemcow podwodne okrety co nie mogly zanurzac, (pod wode). Ten minister co ten zakup Nadzorowal/podpisal mial zone. Ona w ich domu instalowala karnisze do firanek z kutego zlota. Karatow nie pamietam. Teraz oba siedza w pudle greckim, ale okrety dalej nie moga zanurzac. Na tych okretach, kadra oficerow jest ksieza, grckoortodoksy,. U Grekow to mozliwe. To nie sa kapelanowie.

    Dlatego uwazam armia polska jest w drodze, ale jeszcze nie osiagnela stan bojowy smiesznosci. Moze za jaki czas. Jakby kto byl zainteresowany moge napisac o okretach.

    Pzdr Seleuk

  429. @basia.n
    24 listopada o godz. 20:14

    Niewysoko. Dawniej do 3700-3800 m, teraz 2500-2900, w porywach 3500.

  430. W Polityka przeczytalem Tobermory
    S

  431. Tobermory
    24 listopada o godz. 18:50

    Ronnie to genialny talent. Kiedy przed laty zobaczyłam właśnie jego grającego,zaczęłam śledzić snooker – ale najczęściej tylko jego występy. Nie będę tu pisać jego curriculum vitae,ale on dostał od ojca pierwszą cue już chyba w wieku około 3 lat. A własny stół do gry jako 8-latek.Wygrywał mistrzowstwo świata juniorów w Azji,
    a kiedy wrócił do domu,jego ojciec był aresztowany i skazany potem na 17 lat więzienia.( wyszedł na wolność w 2009) Miało to zasadniczy wpływ na wszystko ,co potem działo się w jego życiu.Kariera,ale nierówna gra, koledzy,alkohol,narkotyki – ups and downs,a w końcu depresja,odwyk w klinice i wspinaczka w górę. Uratowało go bieganie wielu kilometrow dziennie,które stało się jego pasją. No i znakomity psycholog,który pomaga mu do dziś.
    Wymaga zawsze nieprawdopodobnie wiele od siebie,prawie nigdy nie będąc zadowolony z własnej gry.Ale po wyjściu jego ojca na wolność,uspokoił się wewnętrznie i jest jednym z najstarszych grających zawodników ,a grającym wciąż na najwyżym poziomie 🙂

  432. Tobermory
    24 listopada o godz. 20:24

    To jest wysoko !

  433. @basia.n
    a może i @na marginesie

    Tak obecnie mniej więcej wygląda „mój” wąwóz z wysokości trzeciego piętra. Pierwsza fotka. Świerki i sosenki trochę podrosły.

    https://photos.app.goo.gl/Uk7fYMF3VorQck1WA

  434. Zanim zrobię nowe albumy, pod moim nickiem coś pasującego do tematu I wojna światowa. Pewnie już pokazywałem, ale liczę na krótką pamięć ewentualnie oglądających 😉

  435. paradox57
    24 listopada o godz. 20:50

    Dziękuję za wąwóz ! Mam coraz większą ochotę zobaczyć znów wszystko – ale przy odpowiedniej wiosennej pogodzie 🙂
    Po naszej pierwszej wymianie zdań na ten temat powędrowałam wszędzie przy pomocy street view. Widziałam duże zmiany 🙂

  436. No io no Paradox, na tym piatym obrazku (chyba) jeden z moich ulubionych wawozow. Mam nadzieje z mysl o mnie opublikowales.
    Pzdr SERDECZNIE Seleukos

  437. Na mnie te krzyzwe w Verdun byly jak ciaglosc naszej historii. Moze Wam kiedy nie pisalem, albo pisalem. Na Kerameikos, cmentarz antyczny w Atenach jest grob. Mlodego mezczyzny. Zginal w wojnie lamijskiej. Pewnie nawet nie wiecie co za wojna byla. Ale grob jest, miedzy wiele, podobnie do Verdun
    pzdr Seleukos

  438. Tobermory
    24 listopada o godz. 20:52

    Ja z całą pewnością nie widziałam. Bardzo dobrze,że pokazaleś te zdjęcia. Patrząc na cmentarz,przypomnialam sobie moją podróż do Oosterbeek na Airborn,gdzie spoczywają żołnierze kanadyjscy i polscy,polegli w bitwie o Arnheim oraz innych. Czy byłeś tam również ?

  439. Pomylilem Paradox wawozy calkowicie. To byl 13 ( trzynasty ) wawoz
    Spedzilem dzis dzien na pracy ciezkiej. jeden moj sasiad zakupil ode mnie ca 22-24 m3 drzewna brzozowego dobrze ususzonego. Ja pomagalem ladowac na przyczepe co transport odbywal. Sami rozumiecie Szacowna Blogosfera, taki wysilek nie moze zostac… Znaczy wzielismt troche seczego, ja moj sasiad i jego parobek. Trzy gagatki. Moj sasiad jedzie niedlugo, zanim Jul, do Tajlandia. On ma zamiar zaexportowac jedna tajlandzka. Ja zglosilem siebie jakby ta tajlandzka miala jaka kuzynke albo…

    Tak moze wyjsc, jak nadwyzka elektrycznej energii powstaje. Na dachu.

    pzdr seleukos
    .

  440. @seleuko(os)

    Doprawdy nie wiem, co fascynującego mogłeś zobaczyć w parze sępów. Ale jak sobie stryjenka życzy.
    Dobra, zgadłem – 14. W związku z tym specjalnie dla Ciebie chyba będę musiał odszukać treść rozkazu skierowanego do oficerów Suzdalskiego Pułku Muszkieterów. Tyle że musisz uzbroić się w cierpliwość. Do poniedziałku.

  441. paradox57
    24 listopada o godz. 21:35
    Paradox, ja jestem samurai. Mam cala cierpliwosc na swiecie.. Moge czekac. Paradox. ja spodziewm sien´bie, jestem oficerem Suzdalskiego Pulku. Ja moge domyslac, jak suzdalskiego pulku oficerowie, SZANOWALI ROZKAZY. Ja Paradox, rozkaz wydany z ust Najwyzszych, szanyje Najwyzszej.
    pzdr Seleukos

  442. paradox57
    24 listopada o godz. 21:35

    Ja myślę,że seleukos liczył od dołu do pięciu i chodziło mu o Micka Jaggera 🙂

  443. basia.n
    24 listopada o godz. 21:44

    do
    paradox57
    24 listopada o godz. 21:35
    Basia, jak Ty taka niedelikatna jestes, to ja wyjasnie. Delikatnie. To jest ta Jaskolka, co dupke wypieta ma do mnie obiecujaco. Obiecujaco Basia znaczy. Z ktorej strony bym nie doszedl jest obiecujaco.. mam duze nadzieje na tajlandzkie kuzynki.

    Ja rozumiem, na blogi katolickich (pruderyjnych) ateistow, i misogonow. taka postawa malo popularna. Chyba pojde spac. Na dzis mnie ok postawq moze byc obca. Ale co ja zrobie, jak ja tego prawidlowy jezyk nie umiem.

    pzdr seleukos i dobranoc Towrzystwo

  444. Jestem tak pijany, moge twierdzic. Wiekszosc Was ateisci, miala duze problem trafic mnie w relau. Wasze szcescie. Basia, Na marginesie, E-J, NeferNefer, moze Weronika ostatbio Nowa, moze Kruk (co watpi). Reszta miala duzynproblem mnie w realu. Dobrze webbb jest. Nie chcieli mnie spotkac w Realu. Ide spac, mam dosc dzis. Malompanow, by mnie panowie w Realu spotkali. Z powodzeniem.
    pzdr WSZYSTKICH Seleukos.

  445. Ide spac. Zapomnialem Konstancja. Tylkomchwile.

  446. @seleuk|os|
    Jeśli nie w Realu, to może w Ikei?

  447. @basia.n
    24 listopada o godz. 21:10

    Byłem w Arnhem w latach 80. Musiałem przecież zobaczyć ten słynny most. Na cmentarzu też byłem, ale jeśli mam zdjęcia, to na slajdach.
    Cmentarze z I wojny najbardziej jakoś mnie poruszyły w Wogezach (Alzacja), gdzie w walkach o jeden strategiczny pagór Hartmannswillerkopf zginęło 30 tys. żołnierzy niemieckich i francuskich, a dwa razy tyle zostało rannych. Szczyt przechodził z rąk do rąk cztery razy, nikt nie wygrał, a góra stała się symbolem bezsensu tej wojny. Na tabliczkach z nazwiskami dominuje wiek 18-20 lat. Do tej pory na zboczach wśród umocnionych okopów znajduje się jeszcze szczątki niezidentyfikowanych żołnierzy i stawia w tych miejscach symboliczny krzyż.

  448. A teraz wyobraźcie sobie front austriacko-włoski o długości ponad 600 km i na wysokości 2000-4000 m. Kto się wybierze na przełęcz Stilfserjoch (Passo dello Stelvio 2.757 m) może wędrując w górę oglądać resztki umocnień powyżej przełęczy, tuż u granic Szwajcarii, gdzie tysiące żołnierzy Konfederacji po swojej stronie (przełęcz Umbrail 2.503 m) od 1914 do 1918 demonstrowały gotowość do obrony. Austriacy w swoich okopach i Włosi po drugiej stronie ginęli głównie od lawin, z głodu i zimna, najmniej zaś od wrogiej kuli… Do dziś można na wysokości 3000 m natrafić na pozostałości zasieków, kawałki zardzewiałego żelastwa i fragmenty zmurszałych kości…

  449. Tobermory
    24 listopada o godz. 22:50

    Rozumiem,dlaczego ten pagór poruszyl Cię tak bardzo…
    Ja przed laty będąc w Jenie pojechałam poza miasto,aby odnaleźć miesce bitwy z czasu Napoleona. Rozległa przestrzeń i nic więcej. Żadnych krzyży,żadnych grobów. Ale w tej pustce i ciszy bitwa była obecna…
    A w Oosterbeek szukałam po prostu poległych Polaków.
    Widziałeś sam,jak Holendrzy dbają o ten cmentarz ( zresztą o inne również)

  450. @mag 24 listopada, 19:58
    Dziewice konsekrowane przypomniały mi pewien epizod z młodości w Warszawie. Bodajże w Boże Ciało, na Placu Zamkowym (jeszcze bez zamku) klęczały wśród tłumu dwie, może trzy staruszki w białych sukniach, przykryte namiotami z tiulu. Ani ja ani towarzyszący mi chłopak nie wiedzieliśmy co to za zjawisko.
    Poszukawszy w Google’u dowiaduję się, że dziewice konsekrowane poprzedziły zakony żeńskie w początkach chrześcijaństwa. Sobór Laterański w 1139r. konsekrowanie dziewic zawiesił. Jego odrodzenie nastąpiło w 1971r. Stan verginetki daje kobiecie możliwość służenia Kościołowi bez
    poddawania się dyscyplinie zakonnej. W Polsce konsekrowano 284 dziewice. Stan można opuścić prosząc biskupa o zezwolenie.
    Bywając w Polsce słyszałam coś o świeckich zakonnicach, to chyba właśnie te verginetki. Nadal nie wiem jednak kim były sędziwe panie w bieli na Placu Zamkowym i co manifestowały swoim ubiorem.

  451. @paradox57 24 listopada o godz. 20:50

    To jest ciekawie zrobione zdjęcie. Tego wąwozu 🙂

  452. @mag 24 listopada o godz. 19:58

    Co tu dużo mówić – różne są zboczenia!
    Boy by się uśmiał.

  453. Pytanie ogólne do blogowego towarzystwa: czy ktoś wie, co można zobaczyć i robić w Finlandii? Dlaczego w Finlandii proszę mnie nie pytać. Siła wyższa do Finlandii pragnie się udać.

  454. @Na marginesie
    25 listopada o godz. 2:31

    Jeśli podobał ci się program Adama Słodowego („Zrób to sam”), to coś podobnego mają w Helskinach. Zależy, jak długo tam będziesz (Open Tuesdays)

    https://helsinki.hacklab.fi/

  455. w Helsinkach

    grr

  456. Ewentualnie możesz odwiedzić pewne studio filmowe

    http://ironsky.net/contact/

  457. @Tanaka
    24 listopada o godz. 17:46
    @zak1953
    23 listopada o godz. 23:22
    Macie Panowie rację, wycofuję się (z lekka) rakiem, przesiąkanie prawa kanonicznego narasta, Wybrańcy Narodu, kiedy nie kopią się po nogach, nie przestają się o to starać – Klauzula sumienia. Salami kroi się po plasterku???

  458. @Tobermory
    24 listopada o godz. 23:11

    A teraz wyobraźcie sobie front austriacko-włoski o długości ponad 600 km i na wysokości 2000-4000 m.

    Brat mojej Babci walczył na tym froncie, wspomniałem o nim w Wstępniak ”Po rocznicy…”

  459. @ Na marginesie
    25 listopada o godz. 2:31

    Pytanie ogólne do blogowego towarzystwa: czy ktoś wie, co można zobaczyć i robić w Finlandii?

    W Helsinkach jest bardzo interesujący park/skansen na wyspie Seurasaari, bardziej nam się tam z żoną podobało niż na uważanej za największą atrakcję wyspie z fortecą Suomenlina. Muzeum Narodowe i Sobór Uspienski też są warte odwiedzenia. Na markecie w porcie (Kauppatori ) można tanio i nieźle zjeść, ale mewy są tam niesamowicie bezczelne, porywają jadło z talerzy przed nosem.
    Można się wybrać na dzień do miasteczka Porvoo, ale nie ma tam tak naprawdę nic specjalnie ciekawego poza gotyckim kościołem.

    Co do reszty kraju zajrzyj na tripadvisor.

  460. @koty
    Kocurski, który właśnie dochodzi do siebie po pozbawieniu kocurości jest bardzo wybredny. Ludzkiego jedzenia nie ruszy, puszkowego też nie, nawet tego najdroższego. Czasem łaskawie zje wieprzową mielonkę, ale wołowej już nie tknie. Chrupki też tylko wybiórczo jada. Dajemy mu na niedzielny obiad kurze szyje do gryzienia, są zalecane dla czyszczenia zębów, bardzo je lubi. Złapane w kompostowniku myszy zjada na dwa kłapnięcia. No i to co w nocy upoluje, odkąd nas zaadoptował skończyły się problemy ze szczurami.

  461. Facebook – FB („Twarzoksiazka”) ukrywa, oczernia i udaje straznika demokracji.
    W ubieglym tygodniu byla u nas z wizyta znana dziennikarka z New York Timesa
    Rebecca Corbett. To wlasnie ona zajmowala w dzienniku NYT Harvey Weinsteinem,
    Cambridge Analytica i ostatnio Facebookiem w zwiazku z rosyjskimi atakami na FB w
    wywieraniu wplywu na amerykanskie wybory prezydenckie.
    Odpowiedzialny za bezpiecznstwo FB Alex Stamos monitowal w swoich raportach do
    zarzadu FB o wzmozonej aktywnosci rosyjskiej na jednej z platorm FB. Zalozyciel FB
    Mark Zuckerberg i nr 2 „akwarium” (nazwa glownej siedziby w Menlo Park, gdzie
    Zuckerberg urzedej w oszkolonym pokoju) Sheryl Sandberg, ktorzy uprzednio dementowali te informacje, ktora Alex Stavos mial doskonale udokumentowana i
    nadal zajmowal sie sprawa bez wiedzy Zuckerberga i Sandberg.
    Facebook w tajemnicy powierzyl republikanskiemu PR-biurze, ktore zajmowalo sie
    oczernianiu krytykow FB. W tym czasie, kiedy FB „przeprosil” w kampanii reklamowej,
    oplacila firma, by obrzucac blotem tych, ktorzy publicznie krytykowali FB. Miliarder George Soros, ktory jest dosc czestym objektem atakow antysemickich roznych esktremistow na swiecie, byl jednym z celow atakow FB.
    Biuro – „akwarium” bylo pomyslane jako metafora otwartosci i nie wykluczania. W rzeczywistosci Facebook jest jedna najbardziej zamknieta i manipulacyjna instytucja w swiecie. Jest dziurawe jak sito a demokracje w swiecie ponosza koszty za te szkody.

    ___________

    @Na marginesie

    czesto bywam w Helsinkach (blisko od Sztokholmu) a najczesciej sa to wypady zwiazane z ekspozycjami w muzeum sztuki wspolczesnej „Kiasma” ( taki odpowiednik londynskiej Tate Modern)
    – jednym z najwiekszych wyadarzen artystycznych byla wystawa retrospektwna
    jednego z moich ulubionych artystow Josepha Beuysa (1921-1986) – byla tez w Tate.

  462. Znalezione w lamusie
    To dla osób dziwiących się „dziwnej” poprawce o przejęciu banków przez banki, czyli taki banko-kanibalizm

    „Trzeba jasno powiedzieć i ja to już dzisiaj jasno mówię, że naszym celem jest repolonizacja polskich banków, repolonizacja polskich mediów „- powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w grudniu 2012.
    Teraz po prostu realizuje ten plan. Wiem, w jaki sposób postąpi z bankami – „odkupi” je za złotówkę od sztuki, jak Rosjanie Mistrale za dolara. Ale co się stanie z mediami – przejęcie zwane wrogim – bez złotówek?

  463. Antoniusie, Prezes Polski jak zwykle popadł w pleonazmy wyrażając się o polskich bankach, że zamierza je polonizować.
    Nie dziwota, że Prezesowi tak łatwo udaje się udowadniać, ze czarne jest białe lub odwrotnie. On ma ucho, które przeszło nie zmienione przez szkołę podstawową, średnią (język polski, gramatyka, język obcy, gramatyka, zwracanie uwagi nauczycieli na poprawne budowanie zdań) oraz studia wyższe (język obcy, logika na wydziale prawa, pisanie prac semestralnych).
    Pzdr, TJ

  464. @Antonius,

    co się stanie z mediami?

    Dokładnie to:
    http://wyborcza.pl/7,75398,24207582,rzad-uderza-w-tvn-abw-w-domu-operatora-stacji-za-urodziny.html
    Z TVN może ten numer nie przejść z racji amerykańskich właścicieli. Ale innym pokazuje się wyraźnie, co ich czeka.
    Solorza już się „ułożył” z pisgangiem. Zatrudnił kogo trzeba w swoim banku, Polsat coraz bardziej przypomina kurwizję.

  465. @Weronika 25 listopada o godz. 13:17
    Przynajmniej nie bez echa…
    https://natemat.pl/255945,the-new-york-times-pisze-o-wizycie-abw-w-mieszkaniu-operatora-tvn

  466. @bubekró, Herstoryk, ozzy – chyba nikogo nie pominęłam?

    Dzięki za info o Finlandii. Nie wiedziałam, że z Helsinek do Sztokholmu jest tak blisko! Ten laser to mnie chyba nie ominie, bo mąż się bardzo zainteresował. A mewy kradnące jedzenie z talerza to ja koniecznie chcę zobaczyć. Bo na razie to nam tylko zwinna małpka o mały włos nie skradała czapki w Kostaryce. Na tej plaży, gdzie są śmierdzące iguany. Te wszystkie filmy z pięknym widokiem piaszczystych plaż nie przekazują woni – niedopatrzenie 🙂

  467. @Weronika 25 listopada o godz. 16:10
    O, zsynchronizowało nam się 🙂
    Co do minuty.

  468. Na marginesie
    25 listopada o godz. 15:49

    jeżeli mogę, to doradzam popłynąć ze Sztokholmu do Helsinek promem. Oczywiście za dnia. Uroda szkierów po prostu zapiera dech.

  469. Tak krok do przodu, dwa kroki wstecz.
    Ale że prą, to nie ma wątpliwości.

  470. @Weronika 25 listopada o godz. 16:13
    Mmmm. Koniecznie! „Szkiery” musiałam sobie wyguglować.
    To jednak lepiej zatrzymać się w Sztokholmie?

  471. Na marginesie
    25 listopada o godz. 16:18

    oczywiście, można się zatrzymać w Sztokholmie, który sam w sobie jest niezwykły i zrobić wycieczkę na szkiery:
    https://www.google.pl/search?q=szkiery+w+szwecji&sa=X&rlz=1C2GGRV_enPL769PL769&tbm=isch&tbo=u&source=univ&ved=2ahUKEwiN_ZCj6-_eAhVrLcAKHa5SB7sQsAR6BAgEEAE&biw=1067&bih=526
    odwiedzać ukochaną wyspę Bergmana Fårö.
    A do Helsinek nocnym promem lub samolotem.

  472. ozzy
    25 listopada o godz. 10:12
    Oj nie ladnie, nie ladnie.
    Wypadalo by podac, ze ten tekscik to wstepniak Petera Wolodarskiego (w kazdym razie duze jego fragmenty) z dzisiejszego Dagens Nyheter.
    Nawiasem mowiac, wstepniak Wolodarskiego spotkal sie z krytycznymi opiniami komentatorow, jak chocby:
    „Cały ten artykuł można by przepisać – wymien Facebook na DN. Szwedzka demokracja jest krzywdzona przez fałszywe i niskiej jakości raporty informacyjne DN.”

  473. @chuckb43 25 listopada o godz. 21:07
    Oj nie ladnie, nie ladnie. Wypadalo by podac, ze ten tekscik to wstepniak Petera Wolodarskiego (w kazdym razie duze jego fragmenty) z dzisiejszego Dagens Nyheter.

    Nie on pierwszy, nie on jeden. Niektórzy lubią sobie przetłumaczyć na polski całe strony z obcego języka i już. Początkowo mnie to wkurzało, ale teraz zmieniłem zdanie.
    Dlaczego to robimy? Dlaczego chcemy wydać się mądrzejści niż jesteśmy „tak z głowy” i nie podajemy źródeł?

    W roli ucznia – ściagamy dla lepszych stopni.
    W roli tzw. profesjonalisty – dla forsy.
    W roli blogowicza – dla podziwu blogosfery, który, z braku pieniężnego wynagrodzenia za komentarze, pełni na blogach rolę zastępczej waluty.

    Początkowo mnie to jeżyło, ale teraz biorę z dobrodziejstwem komentarza. Wpisy, które są szczególnie bogate w dane (na milę pachnące wikipedią czy jakimś specjalistycznym artykułem) a pozbawione źródeł, kilka razy sobie sprawdzę guglując takie teksty, czasami po polsku, czasami po angielsku i jak uzyskam potwierdzenie podejrzeń, oznaczam „w rozumie” ich autora i już nawet nie wypominam. Cieszę się, bo w lwiej wiekszości dowiaduje się czegoś ciekawego. A że ktos chce się wyadć troszeczkę lepszy niz jest bez ściągania? Na tym etapie zycia, na którym jest większość blogowiczów – jakie to ma znaczenie? 😉

    Odkąd zacząłem słuchać polonijnego, internetowego radia przestrzegając zasady: „zawsze nagrywaj to, czego słuchasz”, oświeciło mnie jak wiele z tego, co wygłaszają na antenie „osobowości radiowe” jest ściągane z nieidentyfikowanych przez nich/przez nie źródeł.

    Wystarczy wpisać w gugle fragment zdania i już widzimy jakie Polskie czasopismo leżało na stoliku z mikrofonem. Albo jaka strona internetowa była wtedy na ekranie kompa lub smartfona.

    Kilka razy nagrałem kazania w najbliższym polonijnym kościele i wprawdzie nie mogę powiedzieć, ze uzyskałem 100% trafienie, ale dosyć blisko było między słowami kazania a gotowcem z kazaniami na internecie. Sądzę, że moja próbka nie jest statystycznie znacząca oraz że (jeszcze i na razie) gotowce kazań nie zostały en masse zeskanowane i umieszczone na internecie.

    W każdym razie sam staram się zawsze podawać skąd biorę moje ciekawostki.

  474. @Ozzy, @Zza Kałuzy
    Przypuszczam, pan Zuckerberg ma jakies poglądy polityczne. Natomiast moje doświadzenia z FB śa takie, że to ja poprzez dobór znajomych, klikanie i ew. jakies komentarze czy obserwowanie dziennikarzy czy grup sam sobie tworzę środowisko. Algorytm FB pewnie śledzi kto jest mojim znajomym, podrzuca osoby, które mogę znać, bo sa znajomymi znajomych itd. Czasem wdaję sie w polemikę z jakimś pisiorem, ale jest to strata czasu, bo mówimy o innych faktach albo nadajemy im zupełnie inne znaczenie. Bardzo martwi mnie czasem,że nie potrafie oddzielić człowieka od jego poglądów,czasem chciałbym podyskutować. Mam tak z jednym przyjacielem. Albo jest tak: tych nie zaprosimy razem, albo tych tematów nie poruszamy i mówimy o pogodzie, chociaż i to może być temat niebezpieczny :Kolejny mit lewactwa został obalony, nie grozi nam katastrofa ekologiczna z powodu globalnego ocieplenia. Do tego dochodzą emocje. Wczoraj obejrałem fragment „w tyle wizji”, prowadzonej przez .Ogórek, niedoszłą prezydentkę. Siedzą tam ludzie na ławkach w koło takiej małej areny reprezentujący zapewne różne ugrupowania poprzebierani (nie wszyscy) w jakieś maciejówki a la Marszałek.Brakowało mi tylko powstańca styczniowego. Muszę przyznać,że p.O. naogół pozwalała się wypowiedziec do końca, kto miał mikrofon to mówił, przerywali inni, w tych maciejówkach. Dyskutowano o tym, że poprzedni rząd nie ukrócił kombinacji z VAT, a główny zarzut był taki,że mógł dać 500+ a nie dał.

  475. Czasem dyskutuję z moim telefonem. Podpowiadasz mi do pisanego tekstu nie te słowa, chciałem napisac o czymś innym. Po dwóch latach powinienes już wiedzieć, że jestem mężczyzną i nie włączaj podstępnie form żeńskich koniugowania.
    Dobranoc.

  476. @Stachu39 25 listopada o godz. 23:51
    Bardzo martwi mnie czasem,że nie potrafie oddzielić człowieka od jego poglądów,czasem chciałbym podyskutować.
    Zdanie zacząłeś w zrozumiały dla mnie sposób ale zakończyłeś powodem, który by mi nigdy do głowy nie przyszedł. Szczególnie w kontekście wspomnianej pani dr Ogórek. 😉

  477. @ Na marginesie
    25 listopada o godz. 15:49

    A mewy kradnące jedzenie z talerza to ja koniecznie chcę zobaczyć.

    Nie wiem tylko czy Kauppatori działa o tej porze roku, byliśmy tam w czerwcu napawając się pycha truskawkami, do wypęku.

  478. Intensywny facebukism wczorajszy ominal mnie. Jako nieposiadacz mialbym duzo dopowiedziec. Jako aspolecznosciowy jeszce wiecej. Dobrze czlowiek chociaz socialny. Dzis Stachu mnie zaskoczyles. Co psyk to psyk. Ze Ty Stach nie szukasz odwagi u Twojego telefona? Ja Stach z psykami to mam duze doswiadczenie. Wszystkie Moje (Elena nie) byly/sa psyki, albo psychiatrzy albo socionomy. Dowolne kombinacje i gromadzenie fakultety. Jedna byla nawet ksiedza plus cos jeszcze. Znaczy Stachu one wszystkie z ludzmi pracowaly i pracuja. To jest dokladnie tlumaczone z tutejszego. Na duzych obrotach i teoretycznych podstawach. Praca z ludzmi Stachu jest najtrudniejsza rzecz. Tak mowia Stachu tu, tak mowia. Na spotkanie mnie mialy akademickie przygotowanie. Bo ja ludz jestem, czuly na clitoris. Wszysto na kozetce rozciagne.

    Rozumiesz Stachu, moje pytanie teraz. Czy Ty Stach masz akademickie przygotowanie Twoj telefon odwage spotkac i miec stosunek? Majac tel Stachu, sluchajac nudny temat w tv, czy nie mozna do programu zadzwonic z dr Ogorek? Charakter dyskusji nadac, clitoris Ogorek? Czy Ty psyk bez kozetki jestes?

    Na marginesie. Musze rowniez przyznac Twoje pytanie mnie zaskoczylo. Co mozna robic w Finlandii? Odpowiem Tobie tak. Prawdopodobnie mozna robic to samo co i u Ciebie. Takie jest moje doswiadczenie. Z europejskich krajow. W kazdym mozna robic. Dlatego ja osobiscie zrezygnowalem. Dlaczego mialbym jezdzic, zeby robic to samo? Kompletnie idiotyczne nie? To ja teraz niedawno bylem na chrzcinie jednego malego kanadyjczyka w Grecji. Bo on nie chcial chrzcic w Szwecji. A przedtem pare lat we Florencji bylem, dwa tygodnie, u jednych Medyceuszkow, co probuja odtworzyc walke na dwie rece.

    A poza tym Na marginesie. Co ja inne bym robil w jakim innym kraju?

    A ogolnie na temat Brexit. Nalepsiejsze co czytalem ostatnio. Daje link „Ready to leave?”
    https://www.theguardian.com/uk-news/2018/nov/16/ready-to-leave-and-prince-charles-may-well-ask-the-queen-the-same-question

    Pzdr Seleukos

  479. @Zza Kałuży
    Chodzi mi o to,że mam znajomych- przyjaciół, o których wiem, że są bardzo dobrymi ludźmi, inteligentnymi o oczytanymi (czytają , co innego), z
    którymi spędzaliśmy wiele czasu wspólnie i tez na wiele tematów dyskutowaliśmy. Teraz trzeba uważać. Reduty sie umacniają, nie można się przyznać do błędu, zresztą takie usztywnienie postawy dotyczy zapewne mnie. Dochodzą emocje, oceny typu – jak można byc tak głupim. Lubię rozmawiać i dyskutować, ale jak wszyscy myśla tak samo, jest to trudne. Podam przykład – przekopanie Mierzeji Wiślanej ok. Elbląga uważam za dobry pomysł, szczególnie w świetle wczorajszych wydarzeń ok. Kercza.Nie jest to projekt, który by niósł straszliwe skutki ekologiczne, ale obecnie wciągniety na sztandary PIS-u i tego powodu wraży.
    Co do dr. Ogórek , to nie jestem jej fanem, pozwalała się wypowiedzieć przeciwnikom do końca, co odnotowałem z pewnym zdumieniem. To też przykład pewnego stereotypu – jest z kurwizji, to ma mnie bardziej denerwować niż np Olejnik.

  480. @Seleuk/os/
    Ta rozmowa z telefonem, to miał być dowcip. oczywiście trzeba rozmawiać z ludźmi,a ja próbowałem sie poskarżyć,że jest coraz trudniej.

  481. @tejot
    23 listopada o godz. 17:42

    Herstoryk
    Mój komentarz
    Ja widzę problem zbrodni, znęcania się, nienawiści stosowanej także (nie jedynie!) w kontekście eksperymentów Milgrama (rażenie prądem nieposłusznych) i Zimbardo (eksperyment więzienny) pokazujących, że większość ludzi, gdy im się stworzy warunki, będzie skłonna do czynów znęcania się nad innymi, prześladowania, itp. Takie warunki powstają w różnych wojnach, zamieszkach, rewolucyjnych starciach, katastrofach ekologicznych, wojnach religijnych, itp.[…] Zastrzegam się – nie zwalam wszystkiego na Milgrama i Zimbardo.
    Pzdr, TJ

    Odpowiadam (lepiej późno niż wcale). Kiedyś tam widziałem w TV coś
    o eksperymencie w szkole podstawowej, gdzie nauczycielka zadziwiająco szybko i skutecznie podszczuła dzieciaki z niebieskimi oczami na te z brązowymi, a potem to odwróciła. Stadna dyskryminacja następowała w obu przypadkach błyskawicznie.
    Mnie wychodzi z tego, że można zwalić tylko na to, że gatunek ma wrodzoną silną skłonność do takich nastawień i zachowań. I że niekoniecznie trzeba do ich wzbudzenia/wzmożenia wojen, zamieszek, itp., wystarczy umiejętne podjudzanie przy pomocy stereotypów, żeby wzeszło ziarno „izmów”, niszczenia tablic i grobów, leśnej niepamięci, a w skrajnych przypadkach pogromów i ludobójstwa.
    Muszę poszperać w sieci za tym eksperymentem i odświeżyć/uściślić wiedzę.
    Ukłony

  482. Stachu39
    26 listopada o godz. 5:30
    Wytlumacz mnie, dlaczego uwazasz kopanie piachu w Mierzeji bedzie dobre dla Elblaga? W swietle wydarzen w Krymie (,orze Azowskie). Wg mnie Stachu, kopanie piachu, zabierze pieniadze na bardziej nowoczesne pomysly. Co zrobic z zapyzialy region?

    Czy moglbys mnie wytlumaczyc? Zanim wybede?
    pzdr Seleuk

  483. @Seleuk.
    Do kopania piachu ustosunkuję się później. Chodziło mi o to,że Rosjanie zablokowali dostep do Morza Azowskiego Ukraińcom i to mogą zrobić to samow każdej chwili w ciesninie pilawskiej.
    Nie jestem psykiem kozetkowym. Pracowałem w duzych szpitalach psychiatrycznych, w tym na ostrych, mówiło sie „bujnych” oddziałach. Jestem powiedzmy tzw psykiem organicznym, co znaczy, ,że tzw dużych psychozach tzn w chorobie dwubiegunowej i schizofrenii podstawą leczenia są leki i resocjalizacja. Jeśli jest, to mozliwe, umożliwienie zatrudnienia dajacego satysfakcje i dochód. Oczywiście pewna osłona społeczna jest konieczna. Ale leki też.Czasem odsylam do psychoterapeuty. Do tak zwanej terapii glebinowej nie mam zbyt wiele zaufania, to luksus, na który stac bogatych ludzi. chociaz przyznaje, ze wniosla wiele idei. W stresie to raczej – tu i teraz, brief therapy. Z kierunków takich bardziej analitycznych to E.T. Erickson.

  484. @Stachu39 26 listopada o godz. 5:30
    Podam przykład – przekopanie Mierzeji Wiślanej ok. Elbląga uważam za dobry pomysł, szczególnie w świetle wczorajszych wydarzeń ok. Kercza.

    Ja jestem wielkim zwolennikiem wykopania podwodnego tunelu pod Mierzeją. Nie mam pojęcia dlaczego nikt o tym rozwiazaniu nie wspomina?! Tunel pod wodą nie zmieniłby wyglądu Mierzei na powierzchni a jednocześnie uniezależniłby port w Elblagu a wraz nim suwerenność Rzeczpospolitej od Rosji.

    I aktywizująco wpłynął na rozwój polskiego, 100% rodzimego przemysłu budowy podwodnych jachtów żaglowych. A także statków handlowych z możliwością zanurzania się.
    Pokazalibyśmy tym zarozumiałym Szwedom!
    Żaden z nich nie wpadł na pomysł podwodnego jachtu żaglowego. Bo to jałowe, depresyjne umysły północy, ot co.

    Na miejscu Kaczyńskiego ubrałbym się w kapielówki i zaraz wykopał pierwszą łopatkę plaży w miescu, w którym Pierwszy Polski Suwerenny Katolicki Tunel Podwodny Pod Mierzeją Wiślaną będzie miał swój początek.

    Czołem Wielkiej Polsce!

  485. Herstoryk
    26 listopada o godz. 5:47

    Herstoryku, oczywiście, jest się więcej wiedzącym, kiedy ma się wiedzę nie tylko z życia, ale i z naukowych eksperymentów, ale tak samo jest się więcej wiedzącym, kiedy ma się wiedzę nie tylko z naukowych eksperymentów, ale i z życia.

    Wiedza z życia to na przykład powstanie 10-milionowej „Solidarności”, sabaty smoleńskie na Krakowskim, marsze Niepodległości, Czarne marsze, błyskawiczne wyczarowanie wyłącznie słowami Rowu Mariańskiego między pisowatymi małpami a niepisowatymi, błyskawiczne wyczarowanie podziału między zwolennikami a przeciwnikami wykopania rowu w Mierzei Wiślanej, przepaść między myśliwymi a przeciwnikami mordowania zwierząt dla przyjemności, dziejowa niezgoda między robiącymi znak krzyża całą dłonią a żegnającymi się trzema palcami, pokojowe, ale jednak głębokie jak Rów Mariański różnice między zwolennikami czarnej herbaty a zwolennikami zielonej, śmieszne różnice między zwolennikami Jezusa a jego przeciwnikami, którzy zaistnieli śmiesznie, skoro Jezus zakazywał rozpowszechniania wiadomości o swoich cudach, wiedząc jako wszechwiedzący, że nikt jego zakazu nie będzie przestrzegał…można tak ciągnąć bez końca.

    Inaczej mówiąc, odbywa się ciągłe odkrywanie odkrytego: że jesteśmy zwierzęciem stadnym.

    Mówię to po to, Herstoryku, by pokazać, że nieobecna w szkolnictwie usystematyzowana nauka myślenia nie otwiera dzieciom własnych oczu i umysłów na świat, lecz najwyżej pokazuje go jako odkrycia cudzych oczu i umysłów. Nie szkodzi, że kompetentnych, ale jednak cudzych. Podczas gdy na początkowym etapie stawania się człowiekiem najbardziej rozwijające, ćwiczące raczkującą umiejętność myślenia i zachęcające do kolejnych odkryć byłyby odkrycia własne. Nieważne jakie, ważne, że własne. Może tak formatują dzieci przedszkola, ale na kolejnych etapach dzieci i młodzieży chowania naturalna ciekawość świata bywa zabijana – i przez średniowieczne szkolnictwo, i przez najbardziej wsteczne z nauczań: nauczanie religii.

    Ale ja tu tylko napomknąłem, Herstoryku, o pewnym niuansie-absurdziku polegającym nie na obecności religianctwa w początkowym nauczaniu, lecz na onieśmielaniu młodych umysłów, na hamowaniu własnej dociekliwości u dzieci sposobem ciągłego odwoływania się do zdobyczy nauki, do naukowych eksperymentów, do wskazywania, że tylko na tych podniebnych wysokościach jest rzeczywiste poznanie.

    Nie jestem pewien, czy jasno wyraziłem swoją myśl i czy czegoś nie poplątałem. Zasiadła ona we mnie chyba tuż po maturze, kiedy usłyszałem z podwórka chłopczyka sąsiadów, który mówił, że zrobi sobie łódkę i popłynie w świat oraz jego kpiącą matkę: „Oż ty głupi, ty głupi, ty zrobisz łódkę!”

  486. Stachu39
    26 listopada o godz. 6:34

    Stachu. Zamkniecie/otwarcie ciesniny pilawskiej, przez Rosjan, nic Elblag nie odmieni. Jak spal, tak bedzie spal. Rozwiazanie problemu zapyzialego (zapomnianego) regionu nie jest bocznikowanie ciesnina pilawska. Region dookola Elblag musi miec oferte dla swiata i byc atrakcyjny dla swiata. Wtedy port Elblag ma sens. Port Elblag ma sens rowniez zeby byla kolej do centralnej Polski, na poludnie. Elblag i region, moze byc rowniez sypialnia komfortowa dla Trojmiasta. Szybka kolej, 20min dostepu. W kazdym razie, projekt budowy portu w Elblag, jest rownie dobry jak port w… Gdziekolwiek indziej. Zabierze tylko pieniadze na rozwoj infrastruktury Gdansk. To jest program co port w Hamburg musi ucieszyc. Ja bym pieniazek szukal u hamburczykow, na rozwoj port Elblag. Oni z tego zysk beda mieli. Ja rowniez, na szczescie Stach uwazam, ten pomysl piach zasypie. Tak jak ta stepka do promu po drugiej stronie. W Szczecinie. Najbardziej nawet kretynskie pomysly Stach, musza miec reke i noge. Ekonomiczna. Inaczej kazdy pomysl piach zasypie.

    Nie jestem pewien, ale chyba ten Ericson, co wymieniles to psykoanalityk. Ja rozumiesz Stach, wszystkie psyki i pokrewne, co spotkalem, sa kognitywe. W Szwecji psykow analitykow po Freudzie nie ma. Wszystkie sa (praktycznie) kognitywe. Taki klimat. Zeby sukcesy mniec. Wdrazac do prac spolecznie uzytecznych. W jakims sensie, wszyscy sa chorzy, byle byli uzytecznie spolecznie chorzy.

    zza kałuży
    26 listopada o godz. 6:52

    Zza kaluzy. Jestes w grubym bledzie. Co do jachtow podwodnych a zaglowych. Daje link
    https://www.youtube.com/watch?v=x0qV04EcqOU
    a tu link od ca 1min
    https://www.youtube.com/watch?v=qKT2JdbTE98

    Pzdr Seleuk

  487. https://www.youtube.com/watch?v=DS1icEssOUM

    No i teraz sam już nie wiem, kim ja jestem… buuuuuu!

  488. O boże, zgubili kil!

  489. Moim ulubionym filmem na temat regat jest „Wind”.

  490. @seleuk|os| 26 listopada o godz. 7:59
    Najbardziej nawet kretynskie pomysly Stach, musza miec reke i noge. Ekonomiczna. Inaczej kazdy pomysl piach zasypie.

    A nie mówiłem?!
    Takie właśnie są straszliwe destrukcyjne skutki skandynawskiej diety na polskie piękne umysły.
    No tylko siąść i płakać.

    Żeby taki świetny pomysł nazwać „kretyńskim”!
    I jeszcze pouczać, że ekonomicznie to głupota!

    No ja nawet nie wiem, od czego tu zacząć, aby ten durny Szwed coś zrozumiał.

    A więc, panie Szwed, proszę usiąść w kucki na podłodze, będę wykładał, jak przedszkolakowi.

    Najważniejszym kryterium opłacalności danego pomysłu jest to, czy pomoże on nam wygrać następne wybory.
    I to jest najwazniejsze kryterium. A nie czy Elbląg-port uhandluje tyle, żeby inwestycję spłacić i jeszcze zarobić.

    Wybory!
    Zarówno te, które odbędą się za tydzień czy za miesiąc, jak i te za rok.
    Oczywiście że do czasu wyborów za miesiąc nic się nie uda zrobić oprócz filmu z wbijania łopaty w plażę. Ale też chodziło tylko o ten reklamowy filmik wyborczy! O nic więcej! I to był sukces!

    Do czasu wyborów za rok także nic konkretnego się nie uda zrobić (w sensie kopania), oprócz, tutaj przedszkolak niech sie skupi, niech się nie wierci i niech uważa, oprócz rozdania kilku miejscowym Misiewiczom oraz kilku miejscowym politykom, których właśnie chcemy przekupić, całkiem ładnych sumek. Inaczej mówiąc forsy. Albo kasy.

    Samego, prawdziwego przekopania nikt nie ma zamiaru robić!
    Chodzi tylko o:
    a/ ogłoszenie, ze jest nowy budżet do rozkradzenia (temu celowi służył filmik z plaży)
    b/ rozkradzenie owego budżetu, najlepiej w całości przed następnymi Ważnymi Wyborami.

    No, panie szwedzki przedszkolak, spocznij, wolno palić.

  491. zza kałuży
    26 listopada o godz. 8:40
    Ja rozumiem. Ja czasem pale ale tylko na koniec tygodnia. Pomaranczowy Agent. Ja rozumiem te przejscia z floty nadwodnej do podwodnej. Jest jeden zespol co flote nadwodna projektuje, obronnie. Wtedy flote podwodna wyrzucaja. Znaczy drugi zespol na urlop idzie. A potem byla zmiana. W ten sposob, dwa zespoly ludzi sa zaangazowane. Ciagle, a zadnego wydatku nie ma na material. Jest oszczednosc materialowa. I dwa plany co chwila modernizowane, bo potrzeba zmienia. Ja rozumiem Zza kaluzy, ale musze juz isc.
    pzdr Seleuk

  492. Pierwszy raz w życiu zobaczyłem i usłyszałem bestialstwo na morzu: staranowanie przez ruski okręt ukraińskiego holownika. Nie ma znaczenia, czy ten holownik był wojskowy, czy cywilny – był bezbronny. Rozkazy ruskiego dowódcy naprowadzające ruski okręt na holownik w celu uderzenia w burtę (najsłabsze miejsce) było chyba obliczone na zatopienie holownika, czyli z założenia bandyckie.

    Barbarzyńskie rozkazy :

    – Dawi jewo w prawo, bliad’! Piat’ liewo na bort, bliad’! Diesiat’ liewo na bort! Dawaj jewo, bliad!” Dawaaaj, bliad!”. Pierdut. Dowódca wydający rozkazy chyba, przepraszam, aż orgazmu dostawał z dzikiej, spienionej satysfakcji tuż przed uderzeniem.

    Parę lat wcześniej Rosjanie i Ukraińcy to byli nie tylko sojusznicy, ale wręcz bracia – byli jedno. Jak niewiele trzeba człowiekowi, by zrobić w tył zwrot. I jak niewiele trzeba, żeby zdmuchnięta została cieniutka błonka cywilizacji, kultury.

  493. @wbocek
    26 listopada o godz. 9:05

    Wydawało mi się dotąd, że rozkaz
    lewo na burt, prawo na burt = maksymalne wychylenie steru w prawo lub w lewo (powoduje silne hamowanie)

    A nie – świadome celowanie w cudzą burtę.
    Myliłem się?

  494. Tobermory
    26 listopada o godz. 9:37

    Myliłeś się, Tobermorku, ale ciut inaczej. Tam nie było komendy „prawo na bort’, lecz taka komenda-menda „dawi jewo prawo!”, czyli coś w rodzaju „bierz go z prawej” (dosł. „ciśnij – lub duś – go z prawej”). No i nie było hamowania. lecz ostre skręcanie w lewo do mocnego uderzenia. Jasne, że ostry skręt jest również hamowaniem, ale celem komendy „wstecz!” nie było uniknięcie zderzenia, lecz spowodowanie tą komendą niemal natychmiastowego skrętu w lewo w celu uderzenia. Gdyby dowódca chciał uniknąć uderzenia, miał na to kupę czasu i miejsca. Przypisaniem mu takiego zamiaru dopiero wtedy, kiedy był dwa milimetry od burty holownika ośmieszyło się sporo komentatorów-dyletantów.

  495. @wbocek
    26 listopada o godz. 9:05

    @wbocku zacny, nie zaperzaj się przedwcześnie!!! Co więcej, pokrzykiwanie „bestwialsto”, „bandyctwo” „zdmuchnięcie cieniutkiej błonki” brzmi mocno podobnie do krzykliwych nagłówków wzachodnich przekaziorach. Na razie jednak, poza ww. nagłówkami nie ma rzetelnej informacji o incydencie, a więc nie wiadmomo czy ukraińskie jednostki były na rosyjskich wodach terytorialnych, czy zostały ostrzeżone, itp, itd. No i te ruski dowódca i ruski okręt!? Po mojemu „ruski” zamiast rosyjski jest analogiczne do „Polaczek”. No i ironia losu – jeszcze niedawno Ruski i Rusin to był właśnie Ukrainiec!

  496. Politruk im do głowy nakładł, że Ukraińcy to zdrajcy, z amerykańskimi faszystami się spiknęli i że chcą natowskim pieskom na smyczy amerykańskich imperialistów służyć? Że ukraińska swołocz popełnia świętokradztwo, za judaszowe dolary (patrz Victoria Nuland) oddaje wrogom Ojczyzny tak obficie zlaną krwią bohaterskich obrońców Sewastopola ziemię. Że są spadkobiercami obrońców Sewastopola z XIX i z XX wieku, z czasów Wojny Ojczyźnianej.

    Dobrze, że torpedami nie staranowali…

  497. @AllEnglishSpeaking

    Media are not the enemy of the people. Despotisms are the enemy of the people. The free press is the despots enemy which makes the free press the guardian of democracy

    Media nie są wrogiem narodu. Despotyzmy są wrogami narodu. Wolna prasa jest wrogiem despotów co czyni z niej strażnika demokracji

    Sen. Jeff Flake complete remarks at 2018 RTCA Dinner

    P.S. Wystąpienie „renegata” z partii (zrezygnował ze startowania w ostatnich wyborach do senatu) republikańskiej na Corespondents’ Dinner jest znaczące. Może senator z Arizony pobudzi swoich kolegów z Senatu do samodzielności i myślenia. Kto wie ?

    Jak dotąd senatorowie wspierają Donalda Trumpa we wszystkim co robi. Nie bronili AG Sessionsa przed zwolnieniem, mimo, że to cieszący się dużym prestiżem konserwatywny senator partii republikańskiej z Alabamy. Ale podpadł prezydentowi, bo nie był prokuratorem Trumpa tylko starał się być prokuratorem ( w zgodzie z konstytucją) państwa prawa (wykluczył się z nadzoru nad śledztwem w sprawie współpracy sztabu Trumpa z rosyjskimi służbami podczas wyborów prezydenckich 2016 ). Obecny prezydent podobnie do naszych władz dzieli sędziów na tych wybranych przeze mnie ( tremendous judges) i tych innych np.: mianowanych przez Obamę ( bad, very bad, judges ). Co prawda Trump wymienił prokuratorów stanowych zaraz na początku kadencji, ale sędziów nie może wymienić, co trudno mu zdzierżyć. Więc stara się podważyć ich reputację w mediach. (Pamiętamy banery o polskich sędziach kradnących parówki lub śrubki w sklepach, więc to nic nowego). Psucie instytucji państwa nie jest naszą specjalnością.

  498. @Seleuk/os/
    Wyglupilem sie , pomylilem Miltona H.Ericksona ( o tego mi chodzilo) z innym psychoanalitykiem. Ten pierwszy chyba nic nie napisal, ale mial grono wiernych uczniów. Mial niekonwencjonalne metody leczenia, miedzy iinymi stosowal stosowal hipnoze, wydawanie róznych poleceñ – np parze malzenskiej kazal sie udac osobno jej na lysa gore, jemu do ogrodu botanicznego. Byl sparalizowany, jezdzil na wozku, zostawil szkole, byl troche taki guru.

    Jesli chodzi o te Mierzeje, to ja sie nie upieram, podalem tylko jako przyklad, ze jesli cos ew. moze byc dobre, nie nalezy odrzucac totalnie,bo to PIS wzial po swoje sztandary. Swego czasu czytalem duzo o projektach hydrologicznych, uzeglowaniu rzek, tworzeniu sieci zapor na Wisle. Kazdy taki projekt ma swoje dobre i zle strony. Tak samo wiatraki- trzeba je zbudowac, zurzyc tony stali, potem gdzies ten prad przechowywac – Dopoki nie uda sie dokonac zimnej fuzji mamy przechlapane.
    Jesli chcesz cos wiecej o Miltonie Ericksonie, to napisze wiecej,mam w domu kilka pozycji.

  499. Było już sporo dyskusji o (bez)sensowności przekopywania Mierzei i jedynym rzeczowym uzasadnieniem zdaje się być zrobienie na złość Rosjanom. Ekologicznie i ekonomicznie oznacza tylko szkody i koszty.

  500. A podczas wojny dorszowej, brytysko – islandzkiej, nie było taranowań albo chociaz zderzeń?

  501. Herstoryk
    26 listopada o godz. 10:14

    Nie rozumiesz mojej reakcji, Herstoryku. Dla mnie, człowieka z wody, nie istniały tu żadne przyczyny, lecz widziane i słyszane konkretne zachowania – okrętu i jego dowódcy. Z własnego doświadczenia znam z morza wyłącznie sytuacje ratowania, a nie napadania. Tu była bandycka napaść. Pokazywał to obraz, ale mocniej może – bardzo emocjonalne rozkazy dowódcy.

    „Ruski” zamiast „rosyjski” nie jest tym samym, co bardzo pogardliwe „Poliaczok”. „Ruski” jest tylko popularnym – nie pogardliwym – uproszczeniem wyrazu „rosyjski”. Bardziej pogardliwym jest ożywiony po transformacji „sowiet”, „sowiecki”, choć to tylko przyswojenie w oryginalnej postaci rosyjskiego wyrazu (podobnie jak np. „sputnik”. Ale był on używany u nas trochę na złość zamiast będącego tłumaczeniem z rosyjskiego „radziecki”. Do dziś wielu brzydzi się używać „radzieckości”, demonstrując tym samym własną kurduplowatość.

  502. Jestem jednakowoż przekonany, że „na bort” w komendzie „Diesiat’ liewo na bort!” nie oznacza „w jego (ich) burtę”.

  503. Aktualizacja.
    Po aneksji Krymu Cieśnina Kerczeńska jest w całości w obrębie rosyjskich wód terytorialnych. Dodatkowo, wejście jednostek wojennych na Morze Azowskie jest, na podstawie obowiązującego układu Rosja-Ukraina, dozwolone tylko za zgodą obu stron. Przy tym wszystkim wysłanie przez Kijów jednostek wojennych do Cieśniny może być tylko prowokacyjnym prztyczkiem, w celu „wzmożenia nastrojów” przed nadchodzącymi wyborami. Jest to drugi tego typu incydent, w pierwszym 23 września, Rosjanie nie dali się sprowokować – Russia Blocks Ukrainian Navy

  504. Tobermory
    26 listopada o godz. 9:37

    Jedną rzecz zrewidowałem, Tobermorku. Przyjrzałem się jeszcze raz dokładnie sytuacji i uznaję, że napaść ruskiego okrętu wprawdzie była bandycka, ale jednak nie z zamiarem zatopienia (gdyby chciał, to by zatopił; kadłub okrętu jest o wiele mocniejszy od kadłuba holownika). Uderzył wprawdzie w burtę, ale nie w najsłabsze miejsce, czyli w śródokręcie, lecz blisko dziobu i ze skosa, co znacznie osłabiło uderzenie.

  505. Tobermory
    26 listopada o godz. 10:38

    Możesz sobie być przekonany jak chcesz, Tobermorku. „Diesiat’ liewo na bort” jest komendą dla własnego okrętu. W tej konkretnej sytuacji oznaczało to skręt w kierunku atakowanego holownika.

  506. Tobermory
    26 listopada o godz. 10:38

    Pierwsza dobrze słyszalna komenda – powtarzana przez sternika – była: „Piat’ liewo na bort. Druga: „Diesiat’ liewo na bort” oznaczała jeszcze większy skręt w kierunku atakowanego. Trudno o jaśniejszą ilustrację zamiarów dowódcy okrętu.

  507. Wybaczta zanudzanie, to już pożegnalna salwa:

    Wedle mojego cynicznego rozeznania rozmyślna prowokacja Poroszenki. Który, gdyby Rosjanie nie zareagowali, mógłby się na plakatach chwalić, że dał „Ruskim” prztyczka w nos. Skoro zareagowali, może liczyć na wzmożenie wojennych nastrojów w kraju (jakże użyteczne przed wyborami) i trąbić na cały świat o „barbarzyństwie i bestialstwie” z poparciem Wielkiego Brata z Waszyngtonu i obsadzonego przez jego satelitów ONZu.

  508. Chińczycy taranuja Wietnamczyków:

    https://www.youtube.com/watch?v=xue1OI7lB2I

  509. @wbocek
    26 listopada o godz. 10:46

    Dziękuję za potwierdzenie. W komendach chodzi więc o własną burtę.
    Poza tym nie ma się tym incydentem co podniecać. Ukraińcy wiedzą, co robią posyłając opancerzone kutry w rosyjską strefę, aby prowokować Putina.
    Stan wojenny, jeśli Poroszenko go wprowadzi, umożliwi mu odwołanie nadchodzących wyborów prezydenckich, w których ma słabe szanse na ponowny wybór.

  510. Turcy i Grecy, nie wiem kto kogo

    https://www.youtube.com/watch?v=159UzGFzdQk

  511. Tobermory
    26 listopada o godz. 10:56

    Ten drobiazg, Tobermorku, że mnie, zwięrzęcia niepolitycznego, w tej konkretnej sytuacji nie interesowało (i nie interesuje) nic poza samą sytuacją. Lete na woda. Rano minus dwa stopnie, więc jeszcze nie zamarznięte. Franek, wio!

  512. @Herstoryk & @@@

    nie zanudzacie. Czytam z wielkim zainteresowaniem. Staram się wyrobić sobie zdanie w temacie, o którym nie mam zielonego pojęcia.
    Przycupnęłam z boku i czytam, co mądrzejsi mają do powiedzenia.

  513. U mnie krowy przegrały z tymi, którzy uwierzyli, że usuwanie rogów jest dla ich dobra 🙁

  514. Tobermory

    Oglądałam znów wczoraj ostatnie zdjęcia pod twoim nickiem
    i pojawiło się pytanie – jaki gotycki kościół jest na zdjęciu
    no 23 ( licząc od góry) Na zdjęciu no7 jest oczywiście katedra z Reims,ale ten następny ze strzelistymi wieżami ? Gdzie on jest ?

  515. @basia.n
    26 listopada o godz. 12:18

    To jest bazylika Notre-Dame de l’Épine w malutkim miasteczku w Szampanii, na trasie pielgrzymiej do Santiago di Compostela. Od 20 lat znajduje się na liście UNESCO.
    To jest tzw. gotyk płomienisty. Bardzo mi się podobała.
    Znalazłem ciekawy opis tego obiektu
    https://sekulada.com/lepine-bazylika-notre-dame/
    Sam trafiłem tam po prostu po drodze.

  516. @Tobermory 11:58

    Nie dano szansy krowom, żeby się wypowiedziały. I podejrzewam, że propozycja upadła głosami głównie tych, którzy uważają, że mleko bierze się z lodówki.

  517. Stachu39
    26 listopada o godz. 5:30

    Lubię rozmawiać i dyskutować, ale jak wszyscy myśla tak samo, jest to trudne. przekopanie Mierzeji Wiślanej ok. Elbląga uważam za dobry pomysł, szczególnie w świetle wczorajszych wydarzeń ok. Kercza. Nie jest to projekt, który by niósł straszliwe skutki ekologiczne, ale obecnie wciągniety na sztandary PIS-u i tego powodu wraży.

    W zasadzie – tak. Znaczy: trudne. Jak tak wszyscy to samo zdanie mają. Tylko kto ma jakie zdanie i na czym oparte, poza tym, że mało kto ma swoje zdanie, w dodatku na czymś porządnym oparte.
    Mówisz: „ Nie jest to projekt, który by niósł straszliwe skutki ekologiczne” . Owszem , niesie. Dlatego też wykluczone zostało finansowanie tego projektu przez UE, ponieważ w drastyczny sposób pojekt narusza obszary Natura 2000 i politykę ekologiczną ich dotyczącą. Po prostu projekt przekopu Mierzei polega na zlekceważeniu dyrektyw środowiskowych UE, wypracowanej polskiej polityki ochrony środowiska, naszego (i tak drobnego) udziału w próbach mitygacji nadciągającej katastrofy klimatycznej, ponieważ głównym motywem zamiaru przekopania Mierzei jest polityka. I to nie żadna międzypaństwowa, a wewnętrzna.

    Z pewnością jest Ci wiadome, bo to jest świeża, głośna i zrozumiała dla laika rzecz: dyrektorka Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku wydała stanowczo negatywną opinię o raporcie środowiskowym przedstawionym przez Urząd Morski w Gdyni. Miała – zdaje się – 49 krytycznych uwag. Ale przede wszystkim krytycznie odniosła się do jakości dokumentu jako całości. Mówiąc potoczniej: otrzymała bezczelny szajs do oceny, a właściwie – zatwierdzenia bez mrugnięcia okiem. Bezczelny, bo popychany politycznie. Inaczej taki szajs nie miałby ani prawa ani możliwości w ogóle powstać, ponieważ zanim taki szajs powstanie, muszą zostać wykonane opracowania bazowe, pod którymi konkretni specjaliści się podpisują. Nie ma takich odważnych, którzy się podpiszą, jeśli nie wiedzą, że wyższa instancja będzie przepchać projekt na płaszczyźnie politycznej. Wtedy mogą na tym zyskać. Urząd Morski w Gdyni jest instytucją państwową, kariera urzędników zależy od premiera.

    Dwa tygodnie po wydaniu krytycznej opinii środowiskowej, dyrektorka RDOŚ została wywalona z pracy. Po wywaleniu dyrektorki, RDOŚ przestał mieć krytyczną opinię.

    Interesy polityczne się zmieniają, w dodatku szybko i żałośnie, ale skutki pozostają.

    Już w trakcie działań zmierzających do realizacji przekopu dodano do projektu arcyważny powód: bezpieczeństwo narodowe! Przez kanał będą bowiem pływać polskie okręty wojenne, co zwiększy bezpieczeństwo Polski i będzie dla Rosji sygnałem, że jesteśmy potęgą i basta, a oni mogą nam skoczyć tam, gdzie odpowiedni pan może pana majstra w dupę pocałować.
    Kto ma choćby harcerskie pojęcie o obronności ten wie, że podniesienie bezpieczeństwa narodowego na wyższy poziom za pomocą operowania floty wojennej w przekopie jest obniżeniem obronności narodowej, w istocie – bezapelacyjną likwidacją smętnych resztek tzw. marynarki wojennej. Nie wiem, czy jesteś harcerz, więc w kilku zdaniach wyjaśniam: przekop jest kanałem. W kanale można się poruszać wyłącznie w jednym kierunku, ściśle pilnując kursu. Każde z niego zejście oznacza wejście na mieliznę. I koniec wojennego pływania a nieszczęście dla nardu: ratujcie teraz flotę z mielizny. Więcej: przekop wyposażony jest w śluzę. Śluza bum! I dumna flota jest uwięziona na kanale. To samo z samym kanałem: okręt wojenny, albo statek handlowy – bum! I koniec jazdy, w każdą stronę. Czyli koniec polskiej marynarki wojennej, która i dziś jest realnie nieżywa, a żyje jak Śpiący Rycerze w Tatrach: w bajce.

    O zasadności technicznej oraz ekonomiczno-gospodarczej tego przekopu nie będę tu pisał, już sporo razy się wypowiadałem. Z drugiej strony Elbląga jest Kanał Elbląski. Jego znaczenie gospodarcze, już bardzo dawno temu, w istocie niejako wbudowane w inwestycję, było minimalne, a po chwili – żadne. Został sentyment – do pewnego stopnia – zastosowanie turystyczne, jako najwybitniejszy tego rodzaju kanał w Europie. Tylko, że turystyka nie zapewnia zysków Kanałowi, bo jego utrzymanie oraz eksploatacja są zbyt kosztowne jak na ochotę do płacenia przez turystów wielokrotnie większej ceny za bilety.

    Porównanie z mostem kerczeńskim jest trafne, tylko że odwrotnie: w przypadku przekopu Mierzei Polacy sami sobie robią kuku. Całość opiera się o apriorycznej niechęci do Rosji, wręcz skrywanej nienawiści, która jest brana za polską rację stanu.
    Miło jest podyskutować, a nawet mieć podobne zdanie, a może zwłaszcza gdy się dochodzi do podobnego zdania, gdy się opiera o przytomne przesłanki.

  518. Tobermory
    26 listopada o godz. 12:30

    Zwróciła moją uwagę,bo ja najbardziej lubię ten strzelisty ,płomienisty gotyk. Dlatego lubię zewnętrznie katedrę w Kolonii,chociaż jej mury są niestety takie ciemne. No i nie ma swoich oryginalnych witraży. A Notre-Dame de l’Épine,ktora jest na zdjęciu ma dla mnie wszystkie najpiękniejsze cechy gotyku.

  519. basia.n
    26 listopada o godz. 12:56

    A bo gotyk to w ogóle jest architektoniczno-konsrukcyjnie szczytowym osiągnięciem ludzkości wśród klasycznych stylów. W dodatku przed epoką matematyczno-fizyczną. Były to genialne osiągnięcia intuicji tworców. Fakt, że często opłacane katastrofami budowlanymi, co pomagało architekto wyostrzać intuicję, a ofiarom – mieć błyskawiczną zasługę w błyskawiczne podróży do nieba.
    A czarność to się – ogólnie rzecz biorąc – z brudu bierze. Taki ćwierćgotyk, pt. Pałac Kultury i Nauki w Warszawie jest obecnie szorowany. Do pierwotnej białości (prawie, niech będzie, że jasności).

  520. @Tanaka
    Dziéki za wyjasnienia. Tym tematem sie nie zajmowalem. Podalem jako przyklad. Nie bede sie upieral.

  521. Herstoryk
    26 listopada o godz. 5:47
    @tejot
    23 listopada o godz. 17:42
    Odpowiadam (lepiej późno niż wcale). Kiedyś tam widziałem w TV coś
    o eksperymencie w szkole podstawowej, gdzie nauczycielka zadziwiająco szybko i skutecznie podszczuła dzieciaki z niebieskimi oczami na te z brązowymi, a potem to odwróciła. Stadna dyskryminacja następowała w obu przypadkach błyskawicznie.
    Mnie wychodzi z tego, że można zwalić tylko na to, że gatunek ma wrodzoną silną skłonność do takich nastawień i zachowań. I że niekoniecznie trzeba do ich wzbudzenia/wzmożenia wojen, zamieszek, itp., wystarczy umiejętne podjudzanie przy pomocy stereotypów, żeby wzeszło ziarno „izmów”, niszczenia tablic i grobów, leśnej niepamięci, a w skrajnych przypadkach pogromów i ludobójstwa.

    Mój komentarz
    Też tak myślę, ze niekoniecznie trzeba wszczynać wojnę by nastawić jednych przeciwko drugim.
    Wystarczy podkręcenie nastrojów, szczucie, pokazanie wroga, dzielenie na gorszych i lepszych wytworzenie potrzeby wykluczenia tych gorszych, itd. Dalszą pracę wykonują instynkty.

    Gdzieś tak dwa lata temu, gdy PiSowcy w objęli rządy i po pół roku tworzenia atmosfery totalnego patriotyzmu, reklamowania żołnierzy wyklętych, jechania na patriotyczno modlitewnych miesięcznicach, zacząłem spotykać w miejscowej przestrzeni publicznej grupę, w której mężczyźni byli ubrani w koszulki z olbrzymimi orłami. Dziwne, że koszulki były czarne. Idąc wśród ludzi, np. w markecie, głośno się zachowywali, kurwowali, nie ustępowali w przejściach słabszym, komentowali zachowania innych, itd. Takiej grupy nigdy nie spotkałem na tym terenie, a tu nagle pstryk i wyjrzała na światło dzienne – pewność siebie, bezczelność, szukanie zaczepek, itd.

    To było zjawisko wywołane przez podgrzewanie atmosfery przez PiSowskich kombatantów. Takie grupki próbowały brylować na gromadzeniach publicznych, rocznicowych i nierocznicowych. Ich cechą było i jest widoczne pragnienie rzucania się w oczy, zaznaczenia swojej odrębności, lepszości w postaci turbopatriotyzmu, pokazania siły i zdecydowania, itd.

    Dopiero w tym roku dowiedziałem się, ze coroczne marsze niepodległości w Warszawie organizowały partie neofaszystowskie typu ONR i że one dostały od PiSowców prawo organizowania tych marszów jako zgromadzeń cyklicznych, czyli dostali to prawo na zawsze, bo tak mówi znowelizowana przez PiS ustawa o zgromadzeniach.
    Nie dziwię się że urosły tym grupom skrzydła i próbują na miarę swoich możliwości panoszyć się w przestrzeni publicznej, A za tym idzie hejt, szczucie, wykluczanie i w sprzyjających warunkach może się to rozlewać szerzej.
    Pzdr, TJ

  522. Tanaka
    26 listopada o godz. 13:06

    I niech szorują PKiN,niech wygląda ładnie 🙂
    Mnie on nie tylko nie przeszkadza, ale stanowi ważną część krajobrazową Warszawy,jaką zawsze pamiętam. Nigdy nie odnosilam wrażenia,że jest wyjątkowo brzydki. Wysiadając z pociągu na dworcu Centralnym – tak szybko można było się znaleźć w jednym z teatrów 🙂

  523. Wczoraj późnym wieczorem obejrzałem sobie fantastyczną inscenizację „Włoszki w Algierze” Rossiniego w Salzburgu.
    https://www.youtube.com/watch?v=lxTK2cMGVNU
    Seksowna Cecilia Bartoli i Ildar Abdrazakow jako mafia boss z wielkim brzuchem i prawie cały czas w bieliźnie…

  524. Putin popsuł szyki Poroszence i odblokował Kercz. Pewnie się przeląkł twardego stanowiska polskiego MSZ 😎

  525. @Herstoryk 26 listopada o godz. 5:02

    Ale kto mówi o „tej porze roku”? Przecież nie ja!
    Truskawki zanonotowalam.

  526. Tobermory
    26 listopada o godz. 12:30

    To jest bazylika Notre-Dame de l’Épine w malutkim miasteczku w Szampanii, na trasie pielgrzymiej do Santiago di Compostela. Od 20 lat znajduje się na liście UNESCO.

    Nie chce mi się szukać w piwnicy Starych atlasów samochodowych, ale dobrze pamiętam po drodze z Metz do Paryża kombinacją N3 i N33 mała mieścinę, kilka domów i potężny kościół, w którym są nawet ślady bytności JPII. Czy to było l’Epine ? Zmyliła mnie ta Compostella -gdzie Krym, a gdzie Rzym?

  527. basia.n
    26 listopada o godz. 13:30

    Basia, a czytałaś mojego wstępniaka na temat Pałacu? Pytam, bo nie wiem, czy wtedy byłaś już na blogu. Sprawa Pałacu była ślicznie zilustrowana kartami pocztowymi (kiedyś dbano o takie rzeczy) z kolekcji @Konstancji, która została w ten sposób moim wspólnikiem we wstępniaku 🙂

  528. @Tanaka 26 listopada o godz. 14:54

    Może przypomnij link?
    P.S. Ja to tak w ramach podlizywania 🙂

  529. 23 listopada o godz. 22:21
    Przepraszam, Pombocku, że dopiero teraz odpowiadam.

    Nad ludzką cywilizacją pęcznieją trzy – co najmniej – kluczowe problemy:
    1. ciągle niezaspokojone minimalne, konieczne i uzasadnione warunki życia jakiejś połowy, albo więcej, ludzkiej populacji: my chcemy żyć na takim poziomie jak Niemiec, mieszkaniec Zimbabwe, albo Filipińczyk chce żyć na takim poziomie jak my, chociaż o Polsce nie słyszał. A może coś słyszał, gdy nasz milusiński – Święty Ojciec Święty urządzał obwoźne demonstracje i groził tymże paluszkiem oraz piekłem, jak nie będą się mnożyć, jak będą robić sobie zabawy w aborcje, jak będą używać kondomów, jak się baby będą buntować, że są gwałcone, jak dzieciaki – też i tak dalej i tak dalej. I że „Ziemia wszystkich wyżywi”, bo – jak wiadomo z Kościoła kat: jak Bozia dał dzieci to da i na dzieci.
    Krótko mówiąc: żeby wszyscy (prawie?) żyli w znośnych i tak zwanych godziwych warunkach – trzeba nam z 5 razy więcej konsumpcji wszystkiego, niż dziś mamy. A może ze 20 razy więcej, bo co to za życie, jak ktoś żyje za dolara dziennie? Chce mieć ze 20 dolarów, jak nic.

    2. Skutek konsumpcji jest taki, że już działa efekt cieplarniany, ale to dopiero jego początki. Zanim (hipotetycznie i cudotwwórczo) będzie lepiej, będzie długo gorzej. A jak będzie gorzej, to będzie od tego jeszcze gorzej.

    3. Człowiek nie umie funkcjonować zgodnie i w miarę bezkonfliktowo, a dystrybucja zgody jest nierówna: bogaci nie muszą i nie chcą się z biednymi zgadzać – z nich przecież żyją, a nie ma odwrotności by mówić o równości, więc muszą ich prasować i mordować. Prasowanie bardzo dobrze wychodzi za pomocą religii: milcz, cierp, władza i bogactwo zawsze ma rację – a będziesz miał zasługę w niebie.
    Religia odcięła człowieka od siebie samego, produkując człowieka sztucznego, pozbawionego wewnętrznej prawdy, zgody z sobą i z sąsiadami. A jak to jest ważne i pożyteczne – pokazują i bonobo i inni nasi kuzyni, delfiny i wiele innych gatunków. Pomimo istnienia antagonizmów (zjedz lub będziesz zjedzony, co jednak dotyczy tylko części świat przyrody i bywa fakultatywne bo i altruizm w tym świecie istnieje), przyroda dąży do równowagi, czyli pierwotnej moralności: żyj i daj żyć innym. Nawet bardzo sympatycznie, o czym właśnie bonobo, delfiny i inni kuzyni nas uczą, z czego skorzystać nie chcemy. Równowagę zaś – od bardzo dawna – niszczy człowiek.

  530. @zetus1 26 listopada, 10:15
    Dla mnie zatrważające jest podobieństwo tego, co się dzieje w Stanach i w Polsce. Pęd do niszczenia demokracji i państwa prawa ma tu i tam ma nieco inne podłoże, ale manifestuje się niemal identycznie. Interes jednej partii jest stawiany ponad interesem państwa.
    Jest szansa, że Polskę zdyscyplinuje Unia Europejska. Co może zdyscyplinować Trumpa i popierających go republikanów? Z jednej strony mamy opór demokratów, z drugiej – fatalne polityczne i gospodarcze skutki, jakie musi mieć polityka prezydenta. Zanim demokratom uda się w taki czy inny sposób zdyskredytować Trumpa w oczach jego wyborców, zanim bodaj część GOP
    uprzytomni sobie zagrożenie stabilności i bezpieczeństwa kraju sprokurowane własnym partyjniactwem, cały wspaniały system checks & balances będzie ulegał degeneracji. Okropna perspektywa!

  531. @seleuk|os|26 listopada o godz. 5:03

    Dlaczego mialbym jezdzic, zeby robic to samo? Kompletnie idiotyczne nie?

    Oczywiście, skoro tak stawiasz sprawę. Jednak nawet „to samo” w innym kraju wygląda zupełnie inaczej. Chyba że podróżujesz z wycieczką mieszkańców Stanów – oni nawet w Hiszpanii jedzą przypiekany Wonder-chleb „z waty” i piją lurowatą cieniutką kawę – jak w McDonaldzie. A hotel się stara, żeby wszędzie mieli jak w domu 🙂

    Jednak normalnie widoki, zapachy, smaki – gdzie indziej nie są te same. I o to chodzi. Finlandia jest pomysłem męża, stąd mój chwilowy popłoch. Nie lubię krajów, gdzie nie rozumiem języka. Ale pojadę. Warto dodać, że do tej pory zawsze wybierałam ja, z wyjątkiem przypadku, gdy on – w trybie natychmiastowym – wybrał Polskę, w ramach rodzinnej psychologii, bo zdecydował, że ja chyba zatęskniłam.

  532. @Antonius
    26 listopada o godz. 14:46

    Napisałem przecie, że w Szampanii, niedaleko Reims, a z drugiej strony – Verdun i Metz. Do Santiago di Compostela wiodą liczne drogi pielgrzymkowe.

  533. @Na marginesie
    26 listopada o godz. 16:07

    W Finlandii najbardziej mi się podoba Laponia, Helsinki i sauna. Oraz filmy Aki Kaurismäki 😎

  534. basia.n
    26 listopada o godz. 13:30
    I niech szorują PKiN,niech wygląda ładnie

    Na marginesie
    26 listopada o godz. 15:03
    Może przypomnij link?
    P.S. Ja to tak w ramach podlizywania

    Ale jest powiedziane: podlizywaczom mówimy nasze NEIN! A nawet: NIET!
    Ale jest też powiedziane min niet!
    Znaczy – można!

    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2017/12/06/palac-kultura-i-mroczna-natura/
    6.12.2017
    środa
    Pałac, kultura i mroczna natura

  535. wbocek
    26 listopada o godz. 9:05

    Pierwszy raz w życiu zobaczyłem i usłyszałem bestialstwo na morzu: staranowanie przez ruski okręt ukraińskiego holownika. Nie ma znaczenia, czy ten holownik był wojskowy, czy cywilny – był bezbronny.

    O ile się rozeznaję, Pombocku, niezupełnie masz rację: „holownik” jeśli jest na stanie marynarki wojennej (lub tylko realizujący funkcje wojskowe) – a ten, wedle informacji samych Ukraińców jest (chyba nawet „opancerzony”) – to jest okrętem wojennym i jest przeciwnikiem w konflikcie choćby był nieuzbrojony w aktywne środki walki.

    Holownik ten obsługiwał ukraińskie pływające platformy artyleryjskie (zapewne przebudowane barki, lub klasyczne platformy pływające typu stoczniowego). Jeśli je holował (czy w ogóle obsługiwał), to był częścią zespołu bojowego, zapewniającego takiej platformie bojowe zdolności. A to czyni go jednoznacznie stroną w takich działaniach i uzsadnionym obiektem możliwego ataku.

  536. @Herstoryk
    26 listopada o godz. 10:41

    Nie podpowiadaj, bo za rok Antoni katapultuje do obwodu kaliningradzkiego drzwi ze stodoły.

  537. Panowie Tanaka i Herstoryk dokladnie wyjasnili niepotrzebe zajmowania ciesnina pilawskokerczenska, wodami okalajacymi wody i architektura dodatkowa tych okolic. Nic tu dodac, poza moze charakterystycznoklasycznym: „za ciesnine pilawskokerczenska umierac nie bedziemy”.

    Co inne, kobiety w samej bieliznie wystepujace (Tobermory). Tu sprawa warta przynajmniej zastanowic.

    Na marginesie
    26 listopada o godz. 16:07

    Z ang w zadnym skand nie bedziesz miala problem. Ani czarna kawa. Farbowana wode mozna oczywiscie dostac, jak kto chce. W Helsinkach jest duzo butikow ze skand design, jak kto lubi. W szkierach mieszkalem od 84roku do 2002. W Björkvik, Ingarö. Ten kosciol co pisalem o slubie rano jest ten
    https://www.bing.com/images/search?q=Ingar%c3%b6&qpvt=Ingar%c3%b6&FORM=IGRE

    Na 4 foto jest Brzozowa Zatoka, a na prawo klub zeglarski (przystan).

    Ja nie wiem Na marginesie co Wy lubicie. Najpiekniejsza czesc Finlandi jest Wielka Saimen. To jest jedno z najwiekszych jezior w Europie. Karelia. A szkiery wszystkie, najlepiej mozna zobaczyc z jachtu, czy wioslujac. Ale trzeba umiec. W Stockholmskim arch na wyspie Fjärdlång jest dom/schronisko turystyczne, mozna pare dni pomieszkac. Dojechac Vaxholms statkiem. To takie co kursuja miedzy wyspami, ze srodka Sztokholm.
    https://www.bing.com/images/search?q=Fj%c3%a4rdl%c3%a5ng&qpvt=Fj%c3%a4rdl%c3%a5ng&FORM=IGRE

    W Helsinkach tez jest archipelag. Vart zobaczyc, sa promy caly dzien, caly rok. Ja jestem zeglarz Na marginesie. A knajpy w Helsinkach sa tak blisko siebie, nie trzeba wychodzic z jednej do drugiej, zeby kawal miasta zwiedzic. Finowie Na marginesie jest zabawowy narod. Weekend. Wszyscy siedza w knajpie.
    Pzdr Seleuk

  538. Na marginesie
    26 listopada o godz. 16:07

    Nie lubię krajów, gdzie nie rozumiem języka. Ale pojadę.

    W Finlandii tak bardzo się języka nie rozumie, że można się całkowiecie odstresować, odprężyć i dzięki temu docenić urodę Finlandii jako takiej.

    Nic sie nie trzeba wysilać, że się coś z języka skapuje. Cała energia na cieszenie się krajem. To jest odpowiedź na pytanie – co tam można robić i co tam ciekawego.

  539. Tanaka
    26 listopada o godz. 16:35

    Tanako, moja prywatna racja jest stuprocentowa. Nie ma dla mnie znaczenia, że holownik czy kajak marynarki wojennej nazywa się „okręt”, więc z bandyckiego punktu widzenia można go atakować. Jest nieuzbrojony i nie był żadnym zagrożeniem dla mocarstwa. Fizyczne zaatakowanie takiego państwowego obiektu – przez państwowych marynarzy, którzy parę lat temu byli z marynarzami ukraińskimi po imieniu i się dobrze znają – choćby on przekroczył jakąś strefę, mam za barbarzyństwo. Obudź mnie za 1000 lat – powiem to samo. Ruskim przydarzyło się już zestrzelenie samolotu pasażerskiego regularnego rejsu (z pasażerami!!!) z powodu przekroczenia – lub domniemanego przekroczenia jakiejś zafajdanej strefy. Nie interesują mnie żadne wymyślone procedury, lecz wyłącznie koniec najgłupszego, najszkodliwszego i najdzikszego w dziejach ziemi gatunku. W tym momencie chciałbym, żeby istniał Bóg, który by się walnął w pierś i powiedział.

    – Przepraszam, to kówno nie jest na moje podobieństwo. Pomyliłem się, jest sto razy gorsze ode mnie. Niech je szlag trafi. Szlag, chodź tu!

  540. Niestety, pochodzić se mogę palcem po mapie, a nie po Jamnie. Zamarznięte. W nocy było minus dwa stopnie, ale w cieniu mróz utrzymał się cały dzień. No i nie tylko w cieniu, bo jednak mimo słonecznego dnia cienka warstwa lodu się utrzymała, a ja nie jestem lodołamacz. Trudno, włażę do gawry. Dobranoc.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6628173269169471297/6628173267823454306?authkey=CMqmjf6ii_O3Ew

  541. Hmmm… Probowalem znalezc foto do Wielka saimen po pl i wyszla jakas bzdura. To jest Wielka Saimen
    https://www.bing.com/images/search?q=%2bStora+Saimen&FORM=RCIR
    pzdr S.

  542. @seleuk|os|

    Com obiecał w sobotę, to czynię. Specjalnie dla Ciebie. Pozostałych uprasza się czytać na własną odpowiedzialność.

    *Rozkaz wydany 20 sierpnia 1807 roku dla oficerów Suzdalskiego Pułku Muszkieterskiego.*

    Tekst rozkazu

    „W związku z zaproszeniem na bal, który wydaje polski książę Sanguszko, rozkazuję oficerom być ubranym w nowy mundur galowy.

    Na bal do polskiego księcia zjawić się dokładnie o 8 godzinie wieczorem.

    Po przybyciu sprawdzić swój mundur, aby nie było widoczne gołe ciało w miejscach kuszących.

    Po wejściu do sali na podłogę nie smarkać, a do tego mieć przy sobie czyste chustki.

    Na ścianach salonów sprośnych napisów nie pisać i kuszących części ludzkiego ciała nie rysować.

    Po zjawieniu się polskich kobiet, prowadzić siebie najbardziej skromnie. Tyłkiem do twarzy kobiet nie odwracać się, podczas rozmowy z pięknymi szlachciankami rąk w kieszeniach nie trzymać i swego członka nie ruszać.

    Podczas tańców nie podstawiać swoim damom nóg, aby te padały, na kolana sobie nie sadzić i za tyłki nie macać.

    W bufetach nie spijać się, nie spluwać po kątach i nie smarkać się przy pomocy palców.

    Podczas kolacji za stołem nieprzystojnych słów nie wymawiać i pod stołem obok siedzącym damom członków w ręce nie dawać. Po kolacji nie wychodzić srać na balkon, a korzystać z przeznaczonych do tego miejsc.

    Przy pożegnaniu ukłonić się trzykrotnie na francuski styl i w ogóle na balu prowadzić siebie dostojnie, jak to przystało dla rosyjskiego oficera.

    Podpisał
    Dowódca pułku, pułkownik Zorublow”

  543. Paradox
    Bardzo dziekuje za calkowita tresc rozkazu. Mnie duzo punktow podobalo ale ten szczegolnie.
    „Podczas kolacji za stołem nieprzystojnych słów nie wymawiać i pod stołem obok siedzącym damom członków w ręce nie dawać. „. W calosci ten rozkaz byl troche dlugi. Ciekawi mnie czy wszyscy oficerowie pulku suzdalskiego zapamietali w calosci. Jest jaka wzmianka o to Paradox?
    pzdr Seleuk

  544. @seleuk|os| 18:55

    Nic mi nie wiadomo, żeby byli ponownie zaproszeni do księcia Sanguszki, czy któregokolwiek innego.

  545. paradox57
    26 listopada o godz. 18:59
    „Nic mi nie wiadomo, żeby byli ponownie zaproszeni do księcia Sanguszki, czy któregokolwiek innego.”.

    Z ubolewaniem oba (chyba) mozemy stwierdzic. Ludzkie drogi rozchodza.

    pzdr Seleuk

  546. @seleuk|os| 19:05

    Może ich po prostu przeniesiono gdzie indziej. Imperium rosyjskie wielkie było i nieogarnione. Służba nie drużba.

  547. paradox57
    26 listopada o godz. 19:08
    To jest wysoko prawdopodobne. Przesuniecie sluzbowe. Ale czy tak waznych spotkan ze szlachciankami u Sanguszki innym pulkiem wypelnic nie dalo? Pulkow brakowalo?
    pzdr Seleuk

  548. Tak mnie bez zwiazku, dawania czlonka pod stolem szlachciankom, przypomnialo. Film Apokalipse Now ma scene co jest wycieta z ostatecznej wersji. Nie wiem czemu. To bylo jak doblyneli do tych francuskich osadnikow. Plantacji kauczuku. Tam co prawda tylko jeden oficer byl przy stole. I nie suzdalskiego pulku, amerykanski.
    pzdr Seleuk

  549. wbocek
    26 listopada o godz. 18:03

    Pombocku, prywatne racje są (chyba?) zawsze stuprocentowe.
    W tej sprawie prywatność racji ma niewielkie znaczenie.

  550. Relacja z ladowania na marsie na zywo na kanale NASA:

    https://www.space.com/42488-insight-mars-lander-mission-full-coverage.html?utm_source=notification

    Teraz okolo 2 minut

    Pozdrowka
    ~l.

  551. Stan wyjatkowy na Ukrainie – komentarz Dmitrija Gordona, 26.11

    https://www.youtube.com/watch?v=EHqJb0-TwXg (j.ros.)

  552. Gdy w 1918 roku rozpoczęto budowanie marynarki wojennej niepodległej Polski to nie było w niej oficerów i marynarzy, którzy nie byliby po imieniu i którzy nie znaliby się dobrze z marynarzami i oficerami marynarek trzech państw zaborczych.

    Zapewne dla tych ludzi wszelka myśl o jakimkolwiek konflikcie, boże broń związanym ze strzelaniem do wczorajszych kumpli z mesy była niedorzecznością.

    A ja myślałem że zajęcia wyrównawcze dla grupy „Muchomorków”, są organizowane w naszym przedszkolu w piątki po południu a nie w poniedziałki.

  553. Wygląda na to, że jedynie Ryszard Czarnecki i Witold Waszczykowski podzielają rosyjską tezę na temat prowokacji ukraińskiej.
    Światowa opinia ma na ten temat inne zdanie.

  554. Tanaka
    26 listopada o godz. 20:58

    Dobry wieczór, Tanako. Do innych racji nie pretenduję – brak zainteresowania i kompetencji. Wciąż się starzeję, chociem od dawna stary. Nawet mi się chwilami wydaje, że na ten świat to pomyłka, więc słuszniej było przespać życie. Inna rzecz, że takie nastroje to może zasługa najparywszej dla mnie pory roku – zimy.

  555. Pytania, pytania.

    Czy Ukraina działała na swoją rękę, mając na celu sprowokowanie takich a nie innych reakcji Rosjan w świetle nadchodzących wyborów?

    Czy była to tylko głupota? A jeżeli tak, to czy była to głupota lokalnego kamandira czy polecenie z Kijowa? Niekoniecznie motywowane diaboliczymi nadziejami na sprowokowanie Rosjan?

    No i jeszcze pozostaje kolejna wątpliwość, czyli jak bardzo ten incydent jest podobny do gruzińskiego debilizmu zakończonego bardzo szybko wpadnięciem w pazury dobrze przygotowanego na taki obrót wydarzeń misia?

    W przypadku Gruzji nie wiem, czy Gruzini przed atakiem mieli jakieś zachęcające ich gwarancje/zapewnienia/aluzje od przedstawicieli amerykańskiej administracji, dające im złudzenie nadziei na amerykańska pomoc. Być może jakieś tam słowa zinterpretowali całkowicie niewłaściwie, podobnie jak Saddam Hussein słowa amerykańskiej ambasador.

    The Administration’s message to Baghdad, articulated in public statements in Washington by senior policy makers and delivered directly to Mr. Hussein by the United States Ambassador, April C. Glaspie, was this: The United States was concerned about Iraq’s military buildup on its border with Kuwait, but did not intend to take sides in what it perceived as a no-win border dispute between Arab neighbors.
    In a meeting with Mr. Hussein in Baghdad on July 25, eight days before the invasion, Ms. Glaspie urged the Iraqi leader to settle his differences with Kuwait peacefully but added, ”We have no opinion on the Arab-Arab conflicts, like your border disagreement with Kuwait,” according to an Iraqi document described as a transcript of their conversation.

    za:
    https://www.nytimes.com/1990/09/23/world/confrontation-in-the-gulf-us-gave-iraq-little-reason-not-to-mount-kuwait-assault.html

    Czy Ukraińcy (podobnie do Gruzinów i podobnie do Saddama Husseina) także przypadkiem nie zinterpretowali jakichś amerykańskich słów lub zachowań napędzani swoim chciejstwem?

    Tam niedawno były manewry natowskich okretów, czyżby Ukraina poczuła się zbyt pewna siebie?

  556. Bezsennosc ma swoje przywileje:
    po odkryciu o 2 w nocy (do 4.) serialy dunskiego ‚1864: Denmark’s war’
    wczoraj o 3 w nocy (do 5.) odkrylem serial szwedzki: ‚Anno 1790’.
    Pamietacie moze, mam tylko telewizornie.
    To nie sa genialne rzeczy, choc swietnie napisane i odegrane, ale jak sie to oglada, kiedy spia normalni (i niezupelnie nienormalni) ludzie. A jak sie idzie do pracy po dwoch godzinach snu…hej ho.

    Zaczalem szkicowac ten moj ‚Ateizm a Idealizm’. Idzie jak po grudzie.
    (Niech Was cholera z tymi Waszymi wstepniakami.)
    Szukam nowego kwaterunku wiec rzecz oddam Tanace do ‚cenzury’ za jakis miesiac, ‚poltorej’. Przez 9 lat zylem w ekstremalnie toksycznym miejscu. Alkoholizm, handlarze narkotykami, byli wiezniowie, choroby psychiczne tak czeste, ze cud, ze sam nie zachorowalem przez ‚indukcje’.
    Zyczcie mi powodzenia, bo tylko Was mam, cholera.

  557. @act 26 listopada o godz. 22:38

    Zyczcie mi powodzenia, bo tylko Was mam, cholera.

    No, na mnie zawsze możesz liczyć:

    https://www.youtube.com/watch?v=E-0If8l_K3Y

  558. A jakie wesołe mogą być konsekwencje docierania się nowej pani ambasador USA w Warszawie z pisoidami! Czas na kupienie baaardzo dużego kubka popcornu! 😉

  559. @zza kałuży , nie powinieneś pytać . Ta stymulacja Gruzji , Ukrainy p-ko Rosji jest oczywistą oczywistością . Bądź dzielny , nie pytaj tyle . Stwierdzaj , bo to jasne jak słońce . Vicki Nuland to przyznała ! Bo inaczej zaczniesz słuchać jak @ozzy jakichś ukraińskich „mędrców” .
    Przeczytałem Wasz blog . Jakiś pan martwił się „brutalnym” stuknięciem burty o burtę przez okręty . Po stycznej zresztą .
    WOW ! Chamskie to ! Powinni przecież Ruscy zaczekać aż staranują i wysadzą im nowy most ! Chamy !

    Widziałem w tej wojnie nagminnie (!) rzeczy nie chamskie , a wręcz ludobójcze ! Np. stały obrazek sprzed lat – ukrskie haubice 152 mm ostrzeliwują stromotorowo widoczne w dali miasto – np. Donieck , i komentarz „demokratycznych” stacji ” siły zbrojne Ukrainy likwidują pozycje separatystów”

    Normalny człowiek powinien pozostać z otwartą gębą ( w reakcji na tę bezczelność ) jak żona Lota do końca życia !
    To były stałe obrazki !

    Polecany przez @ozzego gość mówi o Krymie i zielonych ludzikach . Strasznie brutalni byli ! Nikt nie zginął ! Głosowali ! Mogli – bo Krym był autonomiczny !

    A przecież można inaczej . Demokratycznie . Po zachodniemu . Jak w Jugosławii . Z Serbią . Można zasypać kraj bombami , zubożonym uranem i wybomabardować sobie jakąś enklawę – np Kosowo . Można potem mordercę z UCK zrobić premierem , a w enklawie wybudować największą w rejonie bazę – Bond Steel . Zdrówka życzę !

  560. Przypomniałem sobie o tym braku kompa w domu – to była piosenka Kaczmarskiego pt. „Oj, naiwny”.

  561. Zmarl Bernardo Bertolucci.
    Odwazny czlowiek i wielki artysta.

    Zapewne wszyscy pamietaja maslo w pupie Marii Schneider ale czy pamietacie jego ‚Konformiste’ albo ‚1900’?

  562. zza kałuży
    26 listopada o godz. 22:48

    „Przypomniałem sobie o tym braku kompa w domu – to była piosenka Kaczmarskiego pt. „Oj, naiwny”.

    Piosenke kojarze, nie kojarze kontekstu w jakim ja umieszczasz: ‚Are you talking to me?’

  563. Weronika
    26 listopada o godz. 21:57

    Wygląda na to, że jedynie Ryszard Czarnecki i Witold Waszczykowski podzielają rosyjską tezę na temat prowokacji ukraińskiej.
    Światowa opinia ma na ten temat inne zdanie.

    Ho, ho! Światowa opinia to dosyć skomplikowana sprawa.

  564. @act

    Well you’re the only one here
    —-
    Sorry, I couldn’t resist

  565. @zza kałuży 22:48

    Jan Kaczmarek. Zdecydowanie. Kabaret Elita z Wrocka..

    Jacek Kaczmarski to inna bajka.

  566. @act
    26 listopada o godz. 22:38

    Mówią, że jak się skupić, to robota lepiej idzie. Czy jak się skupisz o 10% bardziej na pisaniu wstępniaka, to o 10% ubędzie Ci innej męki? Tak sobie pogdybam, że warto sprawdzić, nawet poświęciwszy duński serial w środku nocy, a w moje południe.
    Pisanie wstępniaka to całkiem inna branża niż dookólni handlarze, alkoho oraz wszyscy pozostali. A jak napiszesz, to się może rozsmakujesz. Pisz, pomysł dobry, a i co się po drodze dobrze może zdarzyć.

  567. @paradox57 26 listopada o godz. 23:13
    Jan Kaczmarek.
    Oczywiście! Tak to jest jak się robi trzy rzeczy na raz.

  568. @@act – 22:38
    Na nas zawsze możesz liczyć – pocieszymy, przytulimy a na pewno opieprzymy 🙂

  569. @zza kałuży 23:21
    To nie był zarzut.

  570. Orca
    26 listopada o godz. 23:11

    „@act

    Well you’re the only one here
    —-
    Sorry, I couldn’t resist”

    Orco waszyngtonska (Seattle?) za malo tu Ciebie – pojawiasz sie i znikasz.

    ‚Well you’re the only one here’

    Przygana to czy complement?

  571. @act

    Powodzenia – tak. Ale i wytrwałości. Chociaż twardy z Ciebie zawodnik.

  572. zza kałuży
    26 listopada o godz. 22:23

    Sprawa Gruzji ma kilka znanych elementów. Gruzja bardzo się starała zostać członkiem NATO, Michiel Saaka (albo Sakaa, bo mi się przez Grigorija myli) – szwili to półamerykaniec, wspólne manewry, konsultanci i instruktorzy z USA w Tbilisi, zachęcające z tej strony gesty, słowem – już, już Gruzja się czuła, a Rosja – odwrotnie: że jest od Zatoki Fińskiej po Kaukaz dociskana do ściany. Może uralskiej, a może permafrost’u.
    Po rozpadzie ZSRR Rosja w strefie Morza Czarnego znalazła się w skrajnie niekorzystnej dla siebie sytuacji geostrategicznej, z niewielkim i slabo infrastrukturalnie wyposażonym kawalątkiem wybrzeża. Kilkukrotnie krótszym od wybrzeża państw NATO i również kilkukrotnie dłuższym wybrzeżem samej Ukrainy. Im bardziej Ukraina stosowała retorykę i działania przeciwne Rosji a przychylne UE i NATO, tym relatywnie coraz gorsza stawała się sytuacja Rosji.
    Taki stan jest nie do utrzymania w dłuższym czasie, co Rosja potwierdziła działaniem.

  573. Ewa-Joanna
    26 listopada o godz. 23:23

    Czy od opieprzania @actowi się poprawia? Bo niektórzy lubią.

  574. Ewa-Joanna
    26 listopada o godz. 23:23

    No bo jak wezme i przyjade to tego Brissy….:-)

  575. Tanaka
    26 listopada o godz. 23:13

    „@act
    26 listopada o godz. 22:38

    Mówią, że jak się skupić, to robota lepiej idzie.”

    W normalnych warunkach tak. W obecnych moich nie slysze wlasnych mysli.

  576. lonefather
    26 listopada o godz. 21:26

    Dzięki!

    jak postępy w sprawie co i owszem?

  577. @act

    Ani przygana, ani komplement — tylko odpowiedz na pytanie – cytat monologu :). Travis.

    You talkin’ to me…..
    Reszta monologu to kilka brzyćkich slow ktore mozna cytowac az w Polsce minie północ.

  578. Now we know:)

  579. @Orca 23:37

    Ściśle rzecz biorąc – po 23

  580. @Tanaka 23:29
    To możliwe. Jak się ma świat do góry nogami i młode nosi w torbach…

  581. @act 26 listopada, 22:38
    Oglądałam “Anno 1790”. Co mnie najbardziej uderzyło to surowość życia w Szwecji w tamtych czasach. Nie mogło być wtedy inaczej, ale dla nas, konsumpcjonistów, to niewyobrażalne. Główny bohater taki, jaki się dzisiejszym Szwedom musi podobać – rewolucyjny w myśleniu ale przeciwny przemocy. Grający go aktor jest pięknym okazem nordyckiej urody, bardzo też dla mnie przekonujący w swej roli.
    Nie mogę sobie wyobrazić jak trafiłeś w tak dziwne środowisko. Może kiedyś zechcesz nam to opowiedzieć. Teraz życzę Ci z całego serca powodzenia w wyrwaniu się z tej patologii.

  582. ozzy
    26 listopada o godz. 21:45

    Dimitrij Gordon stawia różne dziwaczne pytania i postulaty (czemu nie wprowadzono wiz z Rosją; czemu nie podjęto działań wojennych gdy pojawiły się na Krymie „zielone ludziki”, ale zadaje też i celne pytania: jaki normalny inwestor zechce włożyć pieniądze w gospodarkę takiego kraju, który nie kontroluje sam siebie? Czy gdy ostrzega, że tysiące i milony ludzi wyjeżdżają z Ukrainy, z powodu jej stanu.
    W sumie: troska komentatora jest poważna i szczera, jednak chyba nie bardzo się orientuje, co wynika z tego co mówi. A wynika to, że Ukraina albo w ogóle nie jest w stanie nic ze sobą zrobić, albo tak mało, że niewiele się to różni od niezdolności do zrobienia czegokolwiek.
    Nie zauważyłem żadnego atutu Ukrainy w tej wypowiedzi. Chyba sam komentator nie zauważył, że o tym nie powiedział.

  583. paradox57
    26 listopada o godz. 23:44

    Możesz mieć rację: jak się w normalnych warunkach potrzęsie, to z torby wypada. Klucze, portfel albo dziecko. Ale tam torba ma odwrotnie – trzeba trząść do góry, czyli antygrawitacyjnie. Tak samo jest nad Wisłą, tu grawitacja też działa przeciwnie: unosi do nieba.

  584. Paradox

    Czy po 23 blogowa cenzura śpi?

  585. Orca
    26 listopada o godz. 23:37

    You talkin’ to me…..
    Reszta monologu to kilka brzyćkich slow ktore mozna cytowac az w Polsce minie północ.

    tak jest, ale tylko do 01:00.

  586. Orca
    26 listopada o godz. 23:37

    Ach, nie zalapalem. ‚Taksowkarza’ ogladalem wieki temu.

    kruk
    26 listopada o godz. 23:45

    ‚Surowosc’ i ta surowosc skandynawskiego protestantyzmu!

    Kiedys za mlodu zaczytywalem sie Ibsenem i Strindbergiem – z kartek dramatow wialo chlodem….ale lubie.

    Dziekuje za dobre slowo.

  587. Tanaka
    26 listopada o godz. 23:32

    Qruca bomba! Wiem, pamietam, zarobiony jestem… Jutro wysle. SLOWO!

    Pozdrowka
    ~l.

  588. Tanaka
    26 listopada o godz. 23:55
    Orca
    26 listopada o godz. 23:37

    A nie 22 … wyznacza granice slow?

    Poza wszystkim to ograniczenia maja wylaczenie w postaci cytowania. Jak sie cytuje, jest sie zwolnionym od odpowiedzialnosci karnej. Tym bardziej cytowanie z kinowego arcydziela.

    Pozdrowka
    ~l.

  589. @Tanaka, paradox57
    Jak się nie da z torby wytrząść to opieprzyć trzeba i wtedy ten wstępniak wypadnie z tej torby do góry nogami!
    I co to będzie za piękny wstępniak!

  590. @act
    Mówisz, że bezsenność ma swoje przywileje. Czuję gorycz w tym zdaniu i doskonale ją rozumiem.
    Dobry neurolog może Cię z bezsenności wyciągnąć, a wtedy i alkoholizm będzie Ci łatwiej zwalczyć, bo to jest jedno błędne koło. Piszę to, żebyś wiedział, że wyobrażam sobie Twój stan i życzę Ci jak najlepiej.

  591. Ustawiajcie swoje zegarki wedlug wlasnego wyboru. Ja czekam na specjaliste od naprawy dachu I zabijam czas przegladajac ksiazke Brain Droppings ktorej autorem jest niezapomniany George Carlin.

    Oto jeden z cytatow – ani “przygana ani komplement” (to byl cytat)
    Teraz cytat by George Carlin: “In the United States, anybody can be president. That’s the problem”

    Czy to sie rowniez odnosi do innych krajow?

  592. lonefather
    27 listopada o godz. 0:04

    „Tanaka
    26 listopada o godz. 23:55
    Orca
    26 listopada o godz. 23:37

    A nie 22 … wyznacza granice slow?

    Poza wszystkim to ograniczenia maja wylaczenie w postaci cytowania. Jak sie cytuje, jest sie zwolnionym od odpowiedzialnosci karnej. Tym bardziej cytowanie z kinowego arcydziela.”

    Przypomnial mi sie wlasnie jeden z najbardziej przejmujacych monologow w historii filmu (moim skromnym zdaniem).
    W ‚Ostatnim tangu w Paryzu’ (zapomnijmy na chwile o tym masle)
    Brando rozpacza nad cialem zony. W pewnym momencie mowi: you fuc*ing cu*t…(zona popelnila samobojstwo).
    Sacrum i profanum, ogromny bol wyrazony obscenicznie (caly film o tym) – geniusz Bertolucciego.

  593. @act
    27 listopada o godz. 0:47

    Prosze nie prowokoj mnie wiecej…

    Nie chcem sie @Tanace narazac ponad potrzebe. A cytatow to ja moge wrzucic na bloga „od metra”…, ale po co? Ci co je znaja, to znaja, ci co nie znaja, to watpie zeby zrozumieli o co sie rozchodzi…

    Pozdrowka
    ~l.

  594. Orca
    27 listopada o godz. 0:15

    Przywiez dach do „Londka” to Ci naprawie.

    Pozdrowka
    ~l.

  595. Orca
    27 listopada o godz. 0:15

    Zeby nei bylo…, Lubie Orki…, sa madre, sa piekne i dlatego jak mi dach do „Londka” podrzucisz, to go wyreperuje, choc sie w czym innym specjalizowalem, to i do dachu mam caly czas fachmanow. (mam kontakty)

    Pozdrowka
    ~l.

  596. Lonefather

    Troche za daleko ale dzieki 🙂

  597. lonefather
    27 listopada o godz. 0:54

    @act
    27 listopada o godz. 0:47

    „Prosze nie prowokuj mnie wiecej… ” (‚u’ @act pinxit)

    Nie kryguj sie, dawaj te cytaty – przetestujem Naczelnego.

  598. @act

    Nie pamietam kiedy widzialam Last Tango. Zastanawialam sie nad kilkoma cytatami z filmow. You talking to me podobno przesladuje Mr de Niro w publicznych miejscach.

    Pomyslalam o cytacie “I’am walking here” w filmie Midnight cowboy kiedy Rizzo (?) przechdzi przez busy street w NYC. Te slowa to byl ad lib. Wiele lat pozniej w filmie Forrest Gump LT Dang (pisownia ?) chce przejechac na swoim wózku inwalidzkim przez ruchliwa ulice I krzyczy “I’am walking here”

  599. @act 27 listopada, 0:47
    Czy widziałeś “The Last Emperor” i “The Sheltering Sky” Bertolucci’ego? Szło to u mnie wiele lat temu, pozostało mi silne wrażenie.

  600. kruk
    27 listopada o godz. 1:19

    „@act 27 listopada, 0:47
    Czy widziałeś “The Last Emperor” i “The Sheltering Sky” Bertolucci’ego? ”

    Tak, widzialem te filmy.
    Polecam ‚1900’ z m.in. De Niro i Depardieu.
    Oryginalna wersja ponad 5 godzin – ‚obcieta’ ze 4.

    Orca
    27 listopada o godz. 1:13

    @act

    „Nie pamietam kiedy widzialam Last Tango.”

    Co mnie dziwi do dzis, to to, ze ‚Tango’ bylo wyswietlone w polskiej telewizji
    przed moim wyjazdem w ’86. Nie mam pojecia co wycieto (moze nic!).
    Nie znalem angielskiego ani w zab wtedy ale wykapowalismy z kolega, ze Brando, w chyba pierwszej scenie, patrzac w niebo wygrazal Bogu: „you fuc*ing God!”.

  601. Posluchalam muzyki z Last Tango… Zapomnialam ze kompozytorem jest Gato Barbieri! Miłe przypomnienie. Klasyk.

    Posluchalam rowniez “Everybody’s talking” z Midnight cowboy”. Rowniez klasyk.

  602. Muzyka Barbieri’ego w ‚Tango’ jest genialna. Niemilosiernie melancholijna ale i jakos przewidujaca (co nie jest sprzecznoscia) nadchodzaca katastrofe.

    „Everybody’s talking’ – pierwsze zwrotki oddaja dziwnie moja sytuacje i nastroj:

    ‚Everybody’s talking at me
    I don’t hear a word they’re saying
    Only the echoes of my mind

    People stopping, staring
    I can’t see their faces
    Only the shadows of their eyes

    I’m going where the sun keeps shining
    Through the pouring rain
    Going where the weather suits my clothes’


    Ty Orco juz tak nie znikaj na dlugo, co?
    Tkanka tego blogu cierpi, zapytaj Tanake.

  603. O znikaniu – “Przygana to czy complement?”

    Muzykia rowniez mi sie podoba. W Everybody’s talkin’ chyba wiele osob znajdzie coś z siebie.

  604. Orca
    27 listopada o godz. 4:28

    ‚O znikaniu – “Przygana to czy komplement?” ‚

    Prosba niesmiala.

  605. @act 27 listopada o godz. 4:07

    Ale zacytowane słowa piosenki moga też opisywać (po drobnej korekcie) bardzo ciężki stan zakochania!

    She’s talking to me
    I don’t hear a word she’s saying
    Only the echoes of my mind

    People stopping, staring
    I can’t see their faces
    Only the shadows of their eyes

    The only important is her face
    Indescribable
    Despite looking at her a moment ago

    I’m going where the sun keeps shining
    Through the pouring rain
    Going where the weather suits my clothes

    Meeting her there, in the rain
    Giving her my wallet, like this
    Catch the last taxi, you’ll find me later

    Who cares about money or passport
    I am losing you from my sight

  606. W temacie kościołów gotyckich, bardzo nam się podobała Św. Barbara w Kutnej Horze. Co prawda z zewnątrz przypomina trochę rusztowanie, ale te łuki oporowe są potrzebne ze względu na okna. Szklanych domów nie wymyślono wczoraj, ale dużo wcześniej. Mamy stamtąd bardzo przyjemne wspomnienia, trafiło nam się jak przysłowiowej kurze, bo w drugim dniu pobytu na dziedzińcu Włoskiego Dworu wystawiono „Pajace” i „Rycerskość Wieśniaczą” w wykonaniu pierwszorzędnych artystów z Opery Narodowej w Pradze.

  607. @wbocek
    26 listopada o godz. 18:03
    Tanaka
    26 listopada o godz. 16:35
    Nie ma dla mnie znaczenia, że holownik czy kajak marynarki wojennej nazywa się „okręt”, więc z bandyckiego punktu widzenia można go atakować. Jest nieuzbrojony i nie był żadnym zagrożeniem dla mocarstwa. […]zaatakowanie[….]choćby on przekroczył jakąś strefę, mam za barbarzyństwo. […] Ruskim przydarzyło się już zestrzelenie samolotu pasażerskiego regularnego rejsu (z pasażerami!!!) z powodu przekroczenia – lub domniemanego przekroczenia jakiejś zafajdanej strefy.

    A ja tu pedantycznie zauważę, że zestrzelenie malezyjskiego samolotu nad Ukrainą jest wciąż niewystarczająco wyjaśnione i stało się propagandowym pingpongiem pomiędzy Rosją a Zachodem. Najbardziej prawdopodobne jest, że to miejscowi rebelianci-entuzjaści odpalili rakietę z dostarczonej przez Rosję wyrzutni, ale na 100% bez rozkazu z Moskwy (dla której cała afera stała się dyplomatyczną i propagandową porażką), czy nawet z komendantury miejscowych „zielonych ludzików”.

    A tera, dla równowagi, o innym samolocie, Iran Air 655. 30 lat temu, podczas wojny Iraku z Iranem został zestrzelony nad Zatoką Perską przez amerykański krążownik rakietowy Vincennes. Jego kapitan, żądny chwały zapalony kowboj William C. Rogers III, dwukrotnie zlekceważył wtedy rozkazy dowództwa i wtargnął, bez domniemania, na zafajdane strefy najpierw wód terytorialnych Omanu, a potem Iranu, skąd nakazał odpalenie rakiety na lecący ustalonym korytarzem powietrznym pasażerski Airbus 300 z 290 osobami na pokładzie, z których nikt nie przeżył. Oficjalne śledztwo całkowicie wybieliło Rogers’a i jego załogę. Dopiero lata później wyszły na jaw kłamstwa i rozmyślnie przemilczane błędy oraz niekontrolowany wojenny zapał dzielnego kapitana, które doprowadziły do tragedii.

    Rosjanom, czy komukolwiek odpowiedzialnemu za Malezyjski Lot 317, odznaczeń nie przyznano, doświadczyli raczej, zgodnie z rosyjską tradycją losu „konce w wodu”.
    William C. Rogers III został nagrodzony przez Reagan’a orderem „Legion of Merit”, a jego załogę powitano jako bohaterów w porcie w San Diego. USA nigdy nie przeprosiły za incydent, choć wypłaciły 60 mln $$ odszkodowania.

  608. Zdrowie Manfreda, nie pamietam ktory raz pite, jeszcze jeden wstepniak… Droga Blogosfero, ile zdrowie Manfreda pic mozna? Ja z lekka znudzony nagle podmuch swiezosci poczulem. Empatia gleboka i zrozumienie do @act problemow i marynarzy azowskich.

    Ja rozumiem, picie zdrowia Manfreda jest malo kontrowersyjne. Zanim calkiem znudzony towarzystwo opuszcze… Ja rozumiem, moje proste pytania trudne sa w obliczeniach… Mialem nadzieje cos o odcisk ekologiczny Towarzystwa dowiedziec konkretnie. Odcisk ekologiczny, nie nalezy mylic z odcisk na duzym palcu w bucie, albo kolanie. Mialem tez inne proste pytania. Co z tego, co mialem?

    Kruk pragne wyjasnic. Film Anno 1790 jest ponury bo krecony w scenerii Skansen. Tu jest Kruk skansen w kazdym wiekszym miescie. W Örebro nazywa Wadköping. W Lidköping (kolo mnie) w ogole nie nazywa, a jest. Bez nazwy. Rozumiesz Kruk, w takich warunkach musza ponure filmy wychodzic. Ludnosc nadwislanska w tym czasie (1790) zyla calkowicie w czterokolumnowych dworkach i miala wesolo na 100%. I kompinowala Konstytucyje, czterokolumnowa. Dlatego filmy sa wesole. A teraz jeszce poprawilo i maja dworki minimum szesciokolumnowe. Z konstytucyja juz zatwierdzona. Tyle Kruk do Ciebie, zanim kompletnemu znudzeniu ulegne. Musze ostatnie proste pytanie zadac.

    Otoz…

    Jak ja przyjechalem do Szwecji 76, to tu bylo 8mln ludzi. A teraz niedawno wyszlo jest 10milionow. Znaczy przez czterdziesci lat przybylo 2miliony. Jak ja czytam statystyki (jak sa???) na temat ubytkow populacji nadwislanskiej, to jest ze w tym czasie ubylo (miedzy dwa a cztery). Nikt dokladnie nie wie. To wszystko, przybytek/ubytek w oba kraje wyszedl niezaleznie od zabarwienia rzadu. Znaczy rzady prawicowogornicowe czy dolnicowolewicowe na zjawisko demograficzne wplywu nie maja. Co jest przyczyna zatem? Ubytek ludnosci nadwislanskiej, ma parytet ubytka stalinowskohitlerowsko, w odpowiednim czasie. Ja rozumiem, ubytek ludnosci na skutek stracenia samolotu malezyjskiego jest znaczny. Zal i empatie wyrazac nalezy i za marynarzy azowskich i zdrowie Manfreda rowniez. Ale…

    Ja pytam. Proste pytanie. Jakie dzienne ubytki sa ludnosci nadwislanskiej? Czy nie wielkosci malezyjski samolot codziennie, dziennie. Nie nalezy empatii i zrozumienia? Albo nawet i jakie zapobiegactwo malezyjskosci lotniczej? Wielu tu martwi ziemskie przeludnienie. Gdzie przeludnienie tam przeludnienie Droga Blogosfero. Kraje malezyjskie przeludnione byc nie moga. Zawsze jaki samolot im na leb zleci.

    Moze Tanaka napisze jaki wstepniak, co mnie zaangazuje uczuciowo w przyszlosci. Nieustajace zdrowie Manfreda pije i

    pozdrawiam wszystkich, Seleukos

  609. Herstoryk
    27 listopada o godz. 6:29

    Tak jest, przy czym do kompletu dobrze jest dodać historię zestrzelenia koreańskiego boeinga nad Sachalinem.

  610. Herstoryk
    27 listopada o godz. 6:29

    No to i ja, Herstoryku, prawie pedantycznie zauważę – Ale to tylko wspomnienie mojego zaprzeszłego pedantyzmu do momentu, kiedy zauważyłem, że pedantyzm mną rządzi, a nie ja nim i go po trochu odwołałem – że miałem na myśli nie biedny samolot malezyjski, lecz równie biedny koreański z tak zamierzchłych czasów, że nic już poza samym faktem zestrzelenia nie pamiętam. No i nie szczegóły mnie tego, lecz łatwość naciskania spustu przez tych człowiekowatych, którzy mają pod ręką jakiś groźny spust. Sądzę, że bardzo ich kusi możliwość wcielenia się w moc ogromnej mocy mechanicznego demiurga. Kiedy słuchałem wielokrotnie dzikich komend ozdobionych jeszcze dzikszym, nieregulaminowym podbechtywaniem sternika przez dowódcę atakującego okrętu, nie chciało mi się wierzyć, że to robi dowódca, człowiek. Który jest synem, mężem, ojcem, może nawet wrażliwym opiekunem jakiegoś kotka, pieska. Ale cóż – ecce homo. Kurdupelek, prawie niewidoczny na wielkim, dudniącym basem motocyklu, mogącym unieść stu takich kurdupelków, to też taki homo. Dlatego widzę, nic z tego nie rozumiejąc, jak w wyobrażalnym czasie ginie najbardziej destrukcyjny w dziejach ziemi gatunek pod ciężarem własnego rozumu i własnej mocy. A z nim – niestety, niemal wszystko, co niewinnie sobie żyje. I absurdalnie cieszę się, że tak to świetnie natura urządziła, że nie masz demiurgów ponad nią.

  611. @seleuk|os| 27 listopada o godz. 7:55
    Jak ja przyjechalem do Szwecji 76, to tu bylo 8mln ludzi. A teraz niedawno wyszlo jest 10milionow. Znaczy przez czterdziesci lat przybylo 2miliony. Jak ja czytam statystyki (jak sa???) na temat ubytkow populacji nadwislanskiej, to jest ze w tym czasie ubylo (miedzy dwa a cztery). Nikt dokladnie nie wie.
    (…) Co jest przyczyna zatem?

    a. Emigracja zarobkowa
    b. Podwyższenie poziomu wykształcenia
    c. Zmiana priorytetów życiowych
    d. Ogromne trudności przechodzenia od socjalizmu do kapitalizmu

    Ubytek ludnosci nadwislanskiej, ma parytet ubytka stalinowskohitlerowsko, w odpowiednim czasie.
    Głupszej rzeczy dawno nie słyszałem. Chyba że w kościele, od księdza ubolewającego z ambony nad upadkiem potęgi Rzeczpospolitej skutkiem grzechu antykoncepcji. A i to ostatni raz takie teksty słyszałem za Gierka.
    Stalin z Hitlerem, razem z ich pomocnikami-ochotnikami rekrutujacymi się praktycznie z całej Europy, osiagnęli niezły sukces w mordowaniu Polaków.
    Emigracja czy decyzja o założeniu prezerwatywy albo o połknięciu pastylki nie jest żadnym morderstwem.
    Wyjazd Marii Skłodowskiej do Francji to był ubytek ludności polskiej poniesiony przez tradycyjnie najgęstsze skupisko tej ludności na świecie, czyli tereny Polski pod zaborami. Ale to nie było jej rostrzelanie. Instytut Radowy w Warszawie powstał dzięki niej i jej zdolności do pozyskiwania pomocy np. w USA.

    Wracając do w/w powodów to jasno widać, że aby porównywać spadki dzietności kobiet polskich i szwedzkich w czasie należałoby zestawić wykresy obrazujące poziom wykształcenia w Szwecji i w Polsce (podejrzewam za ostatnie 150 lat), % ludności zajmujący się rolnictwem (siła tradycji, dostęp do opieki lekarskiej, oświata), wpływy miejscowych kościołów, ilość wojen światowych niszczących kraj, % wymordowanej inteligencji, typ ustroju gospodarczego i jego zmiany w czasie, zdolność do samostanowienia, itd.

    Jakie dzienne ubytki sa ludnosci nadwislanskiej? Czy nie wielkosci malezyjski samolot codziennie, dziennie.
    Nie, nie jeden malezyjski samolot dziennie, codziennie.
    Trzy malezyjskie samoloty dziennie, codziennie.
    A nawet nieco więcej niż trzy, bo w Polsce umiera dziennie około 1000 osób.

    A tak na koniec tej rozmowy o dzietności to mam szczerą ochotę wysłać emaile do moich dzieciaków, że jest robota do zrobienia. Trzeba podskoczyć do Szwecji i zrobić kuku dziecku/dzieciakom niejakiego @seleuk|os|a.

    Bo on się przechwala, że ma wiecej dzieci niż ja.

    Jak by to wygladało?

    Po dwóch z moich chłopaków chwyciłoby za rękę każde z dzieci @seleuk|os|a i mocno przytrzymało. A dziewczyny by ich wysmarowały miodem a potem posypały mąką. A na koniec wsadziły po oskrobanej i umytej marchewce do gęby.

    Reszta moich dzieci w tym czasie robiłaby ładne zdjęcia i się z tego widowiska serdecznie śmiała.

    Napisałem to zgodnie z zasadą, że zamiast filozofować na tematy makro-globalno-światowe lepiej popatrzmy co nas blisko otacza.

  612. Errata„Legion of Merit” powiesił na Rogers’ie już Bush no 1. w 1990. Ten sam co dumnie głosił „Nigdy nie będę przepraszał za [to co robią] Stany Zjednoczone – i nie obchodzą mnie fakty!….”. Uczciwy polityk – nigdy rzeczywiście nie przepraszał.

    @wbocek
    27 listopada o godz. 9:52

    Masz @wbocku 100% racji w kwestii tych pokus.
    Tyle że, wedle obowiązującej i rozpowszechnianej wersji:
    – zarówno koreański 747 jak i ten malezyjski lot 317 zostały zestrzelone przez barbarzyńskich Sowietów czy „Ruskich” w bandyckim akcie bezprawia.
    – Strącenie irańskiego 655 było natomiast tragicznym zbiegiem okoliczności, za który wg. ww. wersji, nie ponoszą odpowiedzialności ani kapitan, ani załoga (działający jak stwierdzono oficjalnie 100% zgodnie z regulaminem i rozkazami), ani polityka demokratycznych, humanitarnych i miłujących pokój Stanów Zjednoczonych.

    Jak się to ma do incydentu krymskiego?? Hmmmm….jakoś mi deja vu majaczy….

  613. Herstoryk
    27 listopada o godz. 10:47

    Herstoryku, mam uważanie dla ludzi wiedzy, zwłaszcza historycznej, czyli wiedzy najpierw o faktach, potem – o interpretacjach. Sam jako słabopamięciowiec jestem upośledzony, więc po to również są historycy, żeby w razie potrzeby służyć pomocą. Ale w takich sprawach, o jakich mówimy, wystarczają mi ogólniki potwierdzające destrukcyjny wpływ człowiekowatych na własne gniazdo. Szczegółowe zaś i dla mnie ważne sprawy to na przykład, że jezioro jest zamarznięte. To po co mam jeździć na przystań? A jeździć muszę, bo przede mną długa rehabilitacja. A się, kuna, nie chce, kiedy nie ma innej motywacji. To właśnie wczoraj wymyśliłem, że będę pieskowi Krawacikowi pomagał w jego nielekkim i coraz bardziej głodnym życiu z panem moczypałą. Więc jeśli pogoda pozwoli, pojadę tam każdego dnia z jakimś obiadem. Wczoraj zostawiłem u pana parę kilogramowych psich kiełbas jeczmiennych trochę z mięsem dla Krawacika, ale potem w drodze powrotnej zwątpiłem, kto je zje – Krawacik czy jego skacowany pan. Więc niezależnie, co tam zostawię jako zapas, muszę każdego dnia jechać z czymś świeżym i dać Krawacikowi do rąk własnych. Taki jest cel na paskudny zimowy czas. Jak sobie pomyślę, jaki czas jest w tym samym momencie w Australii, to łza się w oku kręci, bo ostatni raz tam byłem ze Strzeleckim lub z Malinowskim – dokładnie nie pamiętam.

  614. wbocek
    27 listopada o godz. 11:35

    Pombocku, psia karma jest nie gorsza od kiełbas. Nie wiem jak Krawacik, bywają psy przedkładające „świeżą karmę”, ale wiele ma odwrotnie: wsuwają chrupki całe życie, są zadowolone i zdrowe przez lata. Zaleta psiej karmy jest taka, że moczypała mniej będzie do takiej karmy pałał. No i się szybko nie zepsuje. Też wygodna w dostawie.

  615. @wbocek
    27 listopada o godz. 11:35
    Trochę gorąco.

  616. @duende
    22 listopada o godz. 15:56

    „Trumpowski pełzający zamach stanu jest bliźniaczo podobny do nadwiślańskiech eksperymentów Prezesa. Atrybuty tego są znane – pogarda dla konstytucji, forsowanie własnego prostackiego ego, atakowanie niezależnych mediów, zamach na Supreme Court (włącznie z obecnie rozgrywającą się personalną pyskówką wymierzoną w Chief Justice Roberts.)”

    Trochę z opóźnieniem, ale dziękuję za dobre słowa. Rzeczywiście uważam, że sytuacja w Polsce jest jakby inspiracja dla DJT, i obserwowanie tego co dzieje się w US jest jakby komentarzem do tego co dzieje się u nas. ( W niszczeniu instytucji jesteśmy zdecydowanie dalej ) Zresztą, jeżeli popatrzy się na historię i pojawianie się w reżimów totalitarnych, to procedura jest przestrzegana, a poszczególne etapy nie zaskakują.

  617. Przepraszam to powyżej nie na ten blog : proszę usunąć jeżeli można.

  618. @act 26 listopada o godz. 22:38
    Zyczcie mi powodzenia, bo tylko Was mam, cholera.

    Wow! Zajentyk, ale zwróciłeś moją uwagę, więc dorzucę swoje trzy grosze. Oto one: Jeśli chcesz traktować blogowisko jak grupę wsparcia, to przede wszystkim nabądź komputer. Wtedy będziesz miał nas w domu i w zagrodzie, na wyciągnięcie ręki i klik. Tak mniemam.

    Poza tym pierwszy krok do rzucenia nałogu to unikanie okazji, miejsc, osób, okoliczności itp. w których ten nałóg realizujesz. Chatę zmieniłeś, co jest słuszne i zbawienne. Odczuwasz pustkę – blog zapewne pomoże. Ale poszukaj lokalnej AA – jest wszędzie. Zawsze to jakieś realne towarzystwo. Niepijące i czasami bardzo ciekawe. I nie są sektą, więc się do ciebie nie przykleją. Powodzenia!

  619. @Paradox
    Dopiero teraz przeczytalem rozkaz wydany z okazji wydania balu u Sanguszki
    W ub. roku w zatloczonym pociagu w Neapolu tez ktos wlozyl czlonka do reki mojej zonie. Uciekla szybko z tego miejsca, gdzie stala nie robiac halasu.

  620. @Stachu39 27 listopada o godz. 15:17

    W Neapolu? W zatłoczonym pociągu? Uciekła??? Ale w jaki sposób? Po głowach?

    Mnie w podwarszawskiej kolejce dojazdowej ktoś delikatnie włożył rękę gdzie nie trzeba. Tłok był taki, że wszyscy stali ściśnięci jak sardynki. O ucieczce nie można było nawet marzyć. A ja delikatnie chwyciłam tę błądzącą rękę i starannie przejechałam po niej paznokciem. Paznokietki mam jak szpilki. Ręka się szparko wycofała. Potem już można było wysiadać, uff!

  621. Tanaka
    27 listopada o godz. 11:53

    Mam trochę kłopot, Tanako, bo Krawacik pieskie żarcie już parę razy obwąchał, obsikał i poszedł w swoją stronę. Za pieskimi chrupkami nie przepada, natomiast z tego wszystkiego, co mu dotychczas dawałem, okropnie mu przypasowały wędzone kości. A kiedy są kruche żeberkowe, wpiernicza z takim przejęciem, że mu zazdroszczę. Przy okazji zrozumiałem, co mówił bodaj paradoxik – żeby nie rozdrabniać za bardzo twardej karmy i nie odbierać drapieżnikowi przyjemności mocowania się z ofiarą. Jak Krawacikowi dam większe porcje czegoś apetycznego, że sam bym zjadł, to kijem go od nich nie odgoni. Poza tym jako pies wolnościowy ma nawyk chowania pożywienia na zaś. Wczoraj dałem mu trochę za dużo, więc jak się najadł, zostawił resztę, bo za małe były kawałki, żeby z nimi latać. Stracił na tym – jak wróciliśmy z przystani, śladu po nich nie było: zeżarł jeden taki podbierak Igor. Drobne kawałki nie nadają się do chowania. Dziś pokroiłem na duże. Pojadł, a to, co było nadmiarem, wziął w zęby i poleciał do spiżarki. Coraz lepiej zaczynamy się rozumieć. On gada po swojemu, ja – po swojemu i ani razu żeśmy się nie pokłócili.

  622. @seleuk(os) 27 listopada, 7:53
    Nie napisałam o “Anno 1790”, że jest “ponury”. Napisałam, że pokazuje surowość życia w owych czasach w Szwecji, co uważam za zaletę serialu. Wierność historycznej prawdzie w filmach traktujących o czasach minionych jest dla mnie ich główną atrakcją. Nie widzę sensu przeciwstawiania “ponurej” Szwecji w 1790r. wesołemu krajowi nadwiślańskiemu w tym samym czasie. Ponurość i wesołość nic nie mają tu do rzeczy. W obydwu krajach musiały wspólistnieć zjawiska wesołe i ponure.

  623. @Na marginesie
    27 listopada o godz. 15:32

    To była prawidłowa reakcja zaszokowanej starszej damy.
    Młodsza (30-50 lat) by pewnie ścisnęła, szarpnęła, wbiła pazury, ażby dawca zawył i sam uciekł.

  624. @Tobermory 27 listopada o godz. 16:09

    No przecież mówię, że ucieczka w tych warunkach była niemożliwa 🙂

    Poza tym „dama” była wtedy nastolatką. Najbardziej szokujące było to, że pan macanek miał jak całkowicie obojętny wyraz pyska – bo cała rzecz odbywała się na wysokości… bioder. Wszelka gwałtowna reakcja byłaby odebrana przez współpasażerów jak publiczne wariactwo i zakłócenie porządku – bo macanek go przecież nie zakłócał! Dlatego nastolatka zareagowała spokojnie – i w sposób odpowiednio zakamuflowany. Szok pozostał…

  625. @seleuk(os) c.d.
    Pytasz o odcisk ekologiczny. Rzeczywiście trudno obliczyć własny (ja nie umiem), można się tylko starać ograniczać zakupy impulsywne i produkcję śmieci. Mamy w domu ogrzewanie, temperaturę ustawiamy na 17 stopni Celsjusza, czerpiąc znaczną część ciepła z paneli słonecznych. Z podróży samolotem nie mogę zrezygnować, bo dzieci są daleko.
    W “Anno 1790” Szwedzi zostawiali nikły odcisk ekologiczny – taką refleksję nasunąl mi natychmiast ten serial i nie ma to nic wspólnego z ponurością. Może nowoczesne technologie pozwolą do małych odcisków wrócić zanim nastąpi globalna katastrofa.
    Z rozważaniem na temat demografii pojechałeś sobie beztrosko. Podpisuję się pod komentarzem @zza kałuży, tylko Twoim dzieciom nie robiłabym żadnych psikusów.

  626. @Na marginesie
    27 listopada o godz. 16:30

    Miałem na myśli żonę Stacha.

  627. @Tobermory 27 listopada o godz. 17:03
    Aha, pojęłam 🙂
    Chociaż nadal mnie intryguje, jak można uciec w zatłoczonym pociągu.

  628. @Na marginesie
    27 listopada o godz. 16:30

    Ty zareagowałaś nadzwyczaj dzielnie, szok cię nie sparaliżował. Byłem raz świadkiem, jak w sklepie samoobsługowym (SAM przy pętli siódemki na Krzykach we Wrocławiu) klient stojący przede mną przy kasie rozchylił poły w kierunku kasjerki, a ta, fertyczna jejmość w średnim wieku, machnęła tylko ręką i krzyknęła na gościa: Zabieraj pan to, tu ludzie chleb kładą!
    Gość miał na sobie płaszcz, a pod nim nogawki na szelkach.
    Zanim pozostali klienci się zorientowali, uciekł.
    Potem usłyszałem, że bywał widywany w Parku Południowym.

  629. @Na marginesie
    27 listopada o godz. 17:17

    Pewnie na tyle był zatłoczony, że można się było odsunąć i przejść dalej. Włochy to nie Japonia albo metro nowojorskie 😉
    Jechałem kiedyś na korytarzu zatłoczonego pociągu z Wenecji do Mediolanu, było ciasno, ale dawało się przepchnąć np. do toalety.

  630. @wbocek i reszta

    Sam zobacz co „kajakowego” znalazlem. Spore, znaczy duze, ale mam nadzieje, ze sie uda Tobie i reszcie otworzyc i obejzec filmik o tym jak samemu zbudowac w jesie kajak majac noz, tasme klejaca i folie spozywcza…

    https://photos.app.goo.gl/F3e6FmVMtP1wDfR38

    Pozdrowka
    ~l.

  631. wbocek
    27 listopada o godz. 16:02

    Z psami urodzonymi na wolności bywa inaczej, co Krawacik demonstruje. Więc się z nim dogaduj, to się dogadasz. Moczypała pożera wędzone kości? Może tu jest luka w łańcuchu żywieniowym i nie zeżre?

    Miałem, dzieciakiem będąc, psa wziętego ze schroniska, właściwie psiaczka, bo rozmiau był drobnego. Urodzony na wolności, w domu nie wykazywał apetytu, miał go jednak na podwórku, gdy się dorwał do śmietnika.
    Inny mój pies był domowego chowu, ale kiedyś coś mu kliknęło w głowie i sobie przypomniał, że jest wilk: gdy na leśnym spacerze zobaczył ptaszka na gałęzi kłapnął i było po ptaszku. Od tamtej pory wolał krwiste.

  632. lonefather
    27 listopada o godz. 18:30

    Ojej, dziękuję, lonek! Wprawdzie to dla mnie bardzo ciekawa, nieprzydatna ciekawostka, ale i jeszcze coś. Zobaczyłem, że ta spożywcza folia, która poszła na poszycie, nie przepuszcza wody, choć nie jest klejona – samo jej przyleganie jest tak szczelne. Może mi się pomysł przydać. Gdyby ten filmik był parę tygodni wcześniej, nie wydałbym 160 zł na rybackie buty w celu dotarcia do mojego garażu w ćcinach – owinąłbym nogi folią i spokojnie bym lazł w pieruńsko zimnej wodzie. Pewnie bym wlazł i bez folii, ale to kosztowałoby długą rozgrzewkę i kilka krótkich wejść dla przyzwyczajenia organizmu do temperatury, a nie miałem na to czasu. Buty kupiłem i będą wisieć cały rok do następnej potrzeby. Albo i do końca moich dni, bo już mnie kusi, żeby tę folię wypróbować. Są, oczywiście, piankowe kombinezony, ale jak mam żagle za 3 zł, to czemu bym miał nie mieć butów za 1,50 zł. Dzięki, lonek.

  633. Tanaka
    27 listopada o godz. 19:37

    Tanako, wiedzę o psiakach zdobywam w praniu, bo nigdy nie miałem. Niby ogólnie coś wiem o ich inteligencji, ale co innego książka, co innego – zobaczyć na własne oczy, usłyszeć, dotknąć. Jestem zauroczony.

    Kości nie są moczypały – specjalnie je kupuję dla Krawacika. To są zwykłe zupne kości, tyle że jest na nich sporo mięsa, więc drapieżnik ma używanie. Wczoraj kupiłem 10 kilo jęczmiennych kiełbas, a dziś – kości i 3 kilo psich chrupków, tak że jak na wioskowego, wolnościowego psa długodystansowca (odprowadza mnie, galopując 2,5 km do Jamna, a potem w powrotnej drodze jeszcze obskakuje znajome panienki) będzie miał urozmaicone menu, a ja będę za darmo rehabilitację kolanową.

  634. Tanaka
    27 listopada o godz. 19:37

    Żle napisałem: „zwykle zupne kości”. Możesz sobie wyobrazić, że to wołowe gnaty, którymi niesłuszne pomniki prezydentów można rozpierdzielać. Nie – to żeberkowe, wędzone kości z mięsem, które Krawacik aż musi przysiąść, z takim ukontentowaniem fachowo obrabia.

  635. lonefather
    27 listopada o godz. 18:30

    bardzo dobre!

    Coś z rodzaju: jak być w Warszawie i to przeżyć.
    Pojazd wygląda mi na mocno wywrotny.

  636. wbocek
    27 listopada o godz. 20:10

    jak pozwolisz psu mówić, to on ci wyjaśni, że mu do pięt nie dorastasz. Ale jak Cię znam, to się tym ucieszysz.

  637. wbocek
    27 listopada o godz. 20:02

    Ja się nie znam, ale głośno myślę: kupujesz parę metrów folii bąbelkowej, owijasz nią nogi, okręcasz folią z filmu dla wzmożenia szczelności i chodzisz po ććinach, po Morzu Martwym oraz po Marsie.

  638. wbocek
    27 listopada o godz. 20:34

    Mój psistwór potwierdza: schabóweczki to je to! Zachowaj jeno proporcją w napychaniu go kościamy, bo trzeba będzie pieska udrażniać dynamitem.

  639. @Szary Kot
    27 listopada o godz. 21:25

    Dobre ostrzeżenie!

    Pombocku, kości dozować ostrożnie, to powinien być przysmak, a nie element stałej diety. Pies żre, bo mu ładnie pachnie, ale wieprzowe są ciężkostrawne.
    I w żadnym wypadku nie dawać kurczaczych i indyczych, ale to pewnie wiesz.

  640. Pakując nogi w jakiekolwiek folie i taśmy klejące trzeba zawsze mieć plan B: Jak to potem zdjąć 😎

  641. Szary Kot, Tobermory

    Dziękuję w imieniu wbocka i Krawacika, pilnie takich uwag słucham. Więc jeśli dzisiejszy kilogram wędzonych kości rozparceluję jako deser na cały tydzień, to może być? Bo wiem już, że z dotychczasowych to jego największy przysmak, choćby był nawet najedzony.

    Co do ptasich kości to dziękuję, też do niedawna nie wiedziałem, ale mnie żona pouczyła. Robię więc tak, że jak żona daje rosół z ptaka, to ja zwyczajnie oczyszczam kości z mięsa, mięso – do torby i w tajemnicy przed żoną, zamiast mnie, je je Krawcik aż mu się uszy trzęsą.

  642. Tanaka
    27 listopada o godz. 21:07

    Co do wywrotnosci to bym sie oparl na opinii @pombocka z uwagi na jego osobiste doswiadczenie kajakowe.

    Ja patrzac na ta samorobke na wodzie odnioslem dwa wrazenia. Pierwsze, ze jak na konstrukcje, ktora powstala, na oko, w 4 do 5 godzin, to jest ona nadzwyczajnie wydajna, czyli ma zdumiewajaca wypornosc i praktycznie plywa po powierzchni wody. Ciekawe jaka ma ta konstrukcja praktyczna wypornosc, czyli ile mozna do niej zaladowac, bez uszkadzania jej. Drugie wrazenie bylo takie, ze chybotliwosc, na ktora zwracasz uwage, wynika z niewielkiego zanurzenia. Wlasciwie to mi jeszcze trzecia rzecz sie na mysl nasunela, mianowicie ewidentnie widoczna nadsterownosc, ale i ona ma jak mysle swoje zrodlo w braku kilu i w niewielkim zanurzeniu.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Zachorowalem i „ledwo zyje”, wiec sam wiesz i rozumiesz, ze sie wywiaze ciut pozniej, bo nie jestem w stanie sie na niczym skupic.

  643. Tobermory
    27 listopada o godz. 21:51

    Co do folii, Tobermorku, to zanim kupiłem rybackie buty (z pianki, leciutkie), zrobiłem dwie pary wąskich foliowych worków, które miały posłużyć jako buty jednorazowego użytku – tylko do wyprowadzenia okrętu z garażu z powodu pieruńsko zimna woda. Ale gdybym kiedy stosował tę przylepną spożywczą folię, to, oczywiście, na spodnie, więc i ze zdjęciem nie byłoby kłopotu. Od kwietnia do listopada lazę w wodę bez spodni i bez folii.

  644. wbocek
    27 listopada o godz. 22:22

    Z tymi drobiowymi koscmi jest tak, ze pies moze je jesc, jesli sie wytnie dluga czesc pomiedzy „glowkami” kosci. Czyli praktycznie calosc kosci z ptaka, za wyjatkiem „dlugich” czesci. Ja zwyczajnie po obiedzie bralem sekator kuchenny i obcinalem glowki, kilka kostek, pare minut, zadna wielka robota, a nie wyrzucalem tych dobrych odzywczych glowek. Bo poza tymi dlugimi czesciami, ktore moga i zwykle pekaja w ” szpilki”, cala reszta kosci jak najbardziej sie dla psow nadaje.

    Pozdrowka
    ~l.

  645. lonefather
    27 listopada o godz. 22:30

    Dzięki, lonek. Przypomniałem sobie, że jak mi żona powiedziała o tych piszczałkowatych kościach, to doszedłem do wniosku, że na bank mogę dawać na przykład szyjki. A te cienkie żebrowe ucinałem i dawałem kręgosłup. Podpowiedziałeś mi o tych główkach – tak będę robił, bo do tej pory całość wyrzucałem.

  646. @wbocek
    27 listopada o godz. 22:22

    Lepiej na dwa tygodnie albo i dłużej. Kości tylko surowe. Pieczone, smażone lub gotowane stają się niestrawnym „cementem”.
    Kości jako takie (bez mięsa i ścięgien) nie mają wartości odżywczej, poza ewentualnym szpikiem w środku. No i jeszcze mogą stanąć w gardle, więc jak dasz Krawacikowi kość, to trochę przy nim pobądź dla pewności.

  647. lonefather
    27 listopada o godz. 22:24

    Ta konstrukcja jest nadzwyczajnie pomysłowa, prosta i szybka oraz „z niczego”, co mi się razem bardzo podoba.
    rzez jednak w tym, że z powodu nadzwyczajnej lekkości, pojemności oraz okrągłego przekroju, jej wywrotność musi być duża. Dodatkowo sytuację pogarsza wysoka wolna burta, co w razie wiatru jest dodatkowo niebezpieczne.
    Folia na dole nie pęka pewnie dlatego, że jest jej kilka warstw i nie jest naciskana punktowo, a powierzchniowo.
    Na takiej samej zasadzie konstrukcyjnej można by oprzeć zrobienie bocznego pływaka – i już całość dużo zyska na stabilizacji, a zrobienie z ukladu podwójnego potrójnego, czyli katamaranu, zapewni całkowitą stabilność.

    Ten film powinni obejrzeć decydenci w MON. Dzięki takiej szybkiej i taniej metodzie można odrodzić Polską Marynarkę Wojenną, która nie istnieje. Przypuszczam, że z folii, patyków i taśmy klejącej wszytko można zrobić nawet okręt podwodny.

    Jak jesteś nie do życia, to ja Ci życzę, żebyś wrócił do życia, w dodatku fikający i tryskający tym co trzeba. Na blogu, tym blogu wyrażamy się fachowo, więc fachowo można powiedzieć: rezurekcja. No dobra nowina. Bądź zdrów i chodź po wodzie. Pombocek sprawdzi, czy to prawda.

  648. wbocek
    27 listopada o godz. 22:40

    Zebrowe sa super, bo jest na nich mnostwo blon i chrzastek. Ja praktycznie wyrzucalem tylko 4 dlugie kawalki z nog, bo te dlugie ze skrzydel to kroilem na mniejsze sekatorem, wiec psu sie dostawal caly szkielet bez 4 kawalkow. No i jak mielem psa to nigdy sie szkielet nie gotowal do konca, tak zeby na nim zostalo …

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Goraczka mnie lapie, mlody juz spi i na mnie pora. Dobranoc.

  649. Tobermory
    27 listopada o godz. 22:42

    Na wszelki wypadek przed podaniem kość uwiązać na sznurku?… (porównaj: Hodża Nasreddin i bardzo maciupeńka filiżanka)
    A tygodniowy przydział kości oczywiście zależy od wielkości psa. Na moje oko kilo na dwa tygodnie to dla psinki, ale może @paradox da jakieś wytyczne?

  650. Wyodrębnianie genomu,
    histopatologia,
    interdyscyplinarność jako synkretyzm,
    to dzisiejsze hity EP.
    Pzdr, TJ

  651. Przepraszam, proszę moderatora o skasowanie z LA mojego komentarza:
    tejot
    27 listopada o godz. 23:45
    TJ

  652. @Szary Kot
    27 listopada o godz. 23:37

    O ile pamiętam ze zdjęć pombocka, Krawacik to niewielki kundelek.
    Z tym sznurkiem to ja z dzieciństwa pamiętam jakieś niedozwolone eksperymenty 🙄

  653. @konstancja
    27 listopada o godz. 23:52

    W średniowieczu to przynajmniej można było sobie kupić odpust.

  654. Niedawno ktoś mnie pytał, czy film „(M)uczenik („Student”) to satyra.
    https://bi.im-g.pl/im/0a/18/17/z24218890V,Ulotka-znaleziona-pod-pomnikiem-Kanta-w-Kaliningra.jpg

    W Królewcu zniszczono pomnik i grób Kanta, a na ulotkach widnieje wezwanie do studentów „odżegnania się prawosławnym krzyżem od imienia wrogiego Niemca, którego naród przyniósł tak wiele nieszczęścia”

  655. To jest Krawacik, Ja wracałem od panienek, a on wracał do chaty…Coś popieprzyłem…Ja wracałem z chodzenia po wodzie, a on wracał od panienek. Jedna jego specjalność to maratony, druga – panienki. Kapnąłem się, że świetnie to łączy. Galopuje przede mną z Łabusza, gdzie mieszka, do Jamna, po drodze skręca do zaprzyjaźnionych domów i nie ma go dwa, trzy dni. Albo i tydzień. Czasem wraca pogryziony, ale na drugi dzień znów leci. Twardy zawodnik. Dobranocka.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6620412234760585634

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6620412234760585634

  656. Alzheimer, jego mać – niepotrzebnie wtykłem dwa razy to samo.

  657. Na marginesie
    27 listopada o godz. 14:06

    Porad ci u mnie dostatek, ale i te przyjmuję jako wróżbę zwycięstwa.

    Droga namarginesko, przerobilem wszystko, co sie dalo przerobic:
    AA meetings, detoxies, counsellings, wizyty u psychiatrow na zadanie moich szefow etc. – z innej beczki mnogie zatrzymania na policji na noc, przerozne upokorzenia w pracy i poza.
    W tzw. miedzyczasie z braku srodkow na lepsze zycie wyladowalem na 9 lat w miejscu, ktore tu troche opisalem. A i z tego przekletego miejsca musze sie do konca grudnia wyprowadzic. To, ze zachowalem resztki ‚sanity’ zawdzieczam po trosze i temu blogowi, bo tu chyba w wiekszosci ludzie sa normalni 🙂 a na pewno inspirujacy. I tylko w tym sensie jest ten blog ‚grupę wsparcia’ dla mnie.
    Za dobre rady zawsze dziekuje ale ja ich juz ie szukam.

    Pozdrawiam

  658. …ale ja ich juz nie szukam.

  659. Czy ktoś rozumie o co chodzi Biedroniowi?
    W ubiegłym tygodniu mówił w telewizorze, że w maju będzie się starał o mandat europosła, a jesienią o mandat do Parlamentu RP.
    Wczoraj zrezygnował z mandatu radnego, o który starał się, z sukcesem, w październiku.
    Mam takie dziwne wrażenie jakby polityka pomyliła mu się z grą komputerową, w której chodzi o zaliczanie kolejnych poziomów.
    W co gra Biedroń?

  660. Weronika
    28 listopada o godz. 9:23

    On z pewnością rozumie. Gorzej z innymi.

  661. wbocek
    28 listopada o godz. 0:30

    Ten Krawacik to Torpeda Jamneńska i król szos oraz krzaków.

  662. Tanaka
    28 listopada o godz. 10:30

    On z pewnością rozumie. Gorzej z innymi.

    Czy chcesz powiedzieć, że tworzy elitarną partię na 3% (dotacje). A zagrożony ich utratą poda rękę (pani Zawisza z Razem odmówiła podania ręki Czarzastemu) dotychczasowemu „wrogowi”?

  663. Tanaka
    27 listopada o godz. 23:13

    Boczne plywaki to dobry pomysl, ale moze byc problem z polaczeniem… choc nie to nie problem, bo wytarczy dorobic dwa okragle plywaki o mniejszej srednicy i dolaczyc po bokach, co w przekroju wygladaloby tak oOo i mamy pelna stabilizacje z niewywrotnoscia na dodatek.

    Co do militarnego wykorzystania, to fantazja podpowiada nieskonczene wiele rozwiazan, tak wiele, ze je zostawmy na boku, poza jedna wlasciwoscia, o ktorej nie wolno zapomniec, mianowicie niewykrywalnoscia przez radary.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Juz ciut lepiej, ale jeszcze jeden dzien lub dwa, zeby bylo calkiem lepiej.

  664. @act 28 listopada o godz. 4:05
    Droga namarginesko, przerobilem wszystko, co sie dalo przerobic: (…) Za dobre rady zawsze dziekuje ale ja ich juz nie szukam.

    W takim razie jestem w domu. Ja mam dużą praktykę w udzielaniu rad (głównie swoim dzieciom, ale nie tylko), których nikt nie szuka. Wprawdzie nie tak wielką jak moja mama, no ale stremit’sa nada.

    Czy próbowałeś przykościelne miejsca terapii alkoholowej?
    Na tzw. polonii chicagowskiej są takie miejsca, bo klientów jest dużo i problem w oczywisty dla każdego istnieje. Powiedziałbym, że nawet najbardziej zakłamane (w wielu innych sprawach) polonijne tzw. dziennikarstwo nie udaje, że ogranicza się on do śpiących na chodnikach i przy śmietnikach bumów. Powiedzenie „Ameryka jest dla byka” jest dobra kwintesencją sytuacji bardzo stresującej, konfrontującej (zawsze) szalenie duże ambicje i nadzieje przyjezdnych z rzeczywistością rynku pracy, z własnym zdrowiem, z indywidualną odpornoscia psychiczną, szczęściem trafienia na mocnego psychicznie i lojalnego małżonka, samotnością w razie jego braku, kłopotami z asymilacją, nie tylko językową, bo dla mających szkoły to pikuś. Często z obsunięciem się na skali zawodowej, przynajmniej na samym początku.

    Jeżeli będziesz miał szczęście, to trafisz na łebskiego księdza/brata/siostrę zakonną, których zupełnie nie będzie ochodził twój taki czy inny stosunek do wiary. Znam takiego, który żartował, że pomagając ateiście obstawia obie strony zakładu Pascala, więc jest wielki cwaniak.

    Skoro przerobileś wszystko, co sie dalo przerobić no ale nie wymieniasz przykościelnych instytucji, to czas na moja specjalność, czyli na rady „out of the box”. 😉

    Każdemu w twojej sytuacji, polskiego pochodzenia, inteligentowi, „z praktyką”, radziłbym zajrzenie do polonijnych, przykościelnych grup wsparcia. Z jednego powodu – mają (niestety) ogromne doświadczenie i widzieli już wszystkich. Łącznie z zapitym lekarzem z Polski z ilomaś tam specjalnościami, którego przygniótł stres nostryfikacji, zarabiania na siebie, na naukę i na rodzinę w Polsce, który znalazł się dosłwnie na ulicy, bez dokumentów, bez grosza i z butelką w ręce.
    Koniec był pozytywny, odchwycili go, zmotywowali, wyrobili i zapłacili za nowe dokumenty, kupili bilet do Polski, teraz wrócił do zawodu, (zdaje się tez mu w Polsce łatwo nie było z tym powrotem do zawodu), żyje i wrócił do normalności.

    W podbramkowej sytuacji i mając niewiele pozostałych opcji – poszukałbym także polonijnego, przykościelnego kąta.

    No krótko mówiąc, w d*pie mam, że piszę to na blogu ateistów. G*wno obchodzi mnie ubarwienie kota, ważne aby myszy łapał. 😉

    Powodzenia!!!

  665. Weronika
    28 listopada o godz. 10:58

    Nie wiem, więc nie powiem co chcę powiedzieć. Na razie Biedroń musi popracować osobiście albo z niewielką pomoca przyjaciół. Jak już sformułuje coś przytomnego i poważnego to coś powiem. Bo może nie zbuduje, ale czas upłynie, to też będzie podstawa bo coś powiedzieć.

  666. lonefather
    28 listopada o godz. 11:44

    Okręt tej wielkości jest parę razy mniejszy od bałtyckiej fali, tak czy siak radar go nie złapie.
    Polską Marynarkę widzę ogromną! Bo mniejszą od fali.

    W sprawie zdrowia, widzę, jesteś na kursie i na ścieżce. No i dobrze. Ale ląduj z widocznością.

  667. Tanaka

    Zgasili mnie chłopaki tą szkodliwością kości dla psa. Ale przecież nie dla psa kiełbasa, to co innego? Chociaż i kiełbasę dawałem. Ale ten twardziocha woli żeberkową kość. Kurde, lecę i mu dam, bo już wczoraj przygotowałem – przecież sam nie zjem. Nie tylko dlatego, że zębów brak.

  668. @wbocek
    28 listopada o godz. 12:11

    Pombocku, przejąłeś się rolą opiekuna na poważnie i odpowiedzialnie? To dobrze, lepiej dmuchać na zimne, bo jeśli Krawacikowi coś zaszkodzi, będziesz myślał, że to przez ciebie. A tak, dozując oszczędnie wszelkie smakołyki, masz spokojne sumienie. Pies wygląda (na twoim filmie) na dobrze odżywionego i w świetnej kondycji, czego i tobie życzę. Pewnie wiesz, że kontakt człowieka z przyjazną zwierzyną obniża mu ciśnienie i przysparza endorfin, same korzyści zatem 😎

  669. @pombocek 12:11

    Dopiero teraz zacząłem czytać. Generalnie to oni mają słusznego z tymi kośćmi. Co za dużo to niezdrowo. A koprostaza u każdego to niezbyt miłe zjawisko i czasem scyzorykiem trzeba się dobierać (z tym dynamitem to przesada, często wystarczy mentoparafinol albo zwykły olej, ewentualnie lewatywa).
    Ale ja bym nie był aż tak restrykcyjny. Krawacik jest, jak piszesz maratończyk, wybiegany jak się patrzy. Żaden z niego kanapowiec, czy nawet pies ogrodzeniowy. Więc i pasaż powinien mieć w porządku. Krakowskim targiem. Zmniejsz trochę ilość i częstotliwość (powiedzmy o 30%). Żeberka mają bardziej gąbczastą strukturę, to i łatwiejsze są do strawienia. Głowy kości też są w porządku. Woda ad libitum. Problem, jaki mogą spowodować to ten, że kał będzie twardy i suchy.

    I raczej świeże niż wędzone czy gotowane.

    Nie będę Cię namawiał do szukania Krawacikowych wychodków.

  670. PS
    Wiek może stanąć na przeszkodzie (Krawacika, nie Twój). Ze starszymi trzeba ostrożniej. Wnoszę jednak, że na razie i stomatologicznie daje sobie radę.

  671. @zza kałuży, @act
    27 listopada o godz. 5:17

    MIDNIGHT COWBOY
    Nie lepiej posłuchać w oryginale ?

    Everybody’s talking at me
    I don’t hear a word they’re saying
    Only the echoes of my mind

    Właśnie tak jest na blogu 🙂

  672. Pombocek
    Zajrzyj jeszcze raz na blog Passenta. Rozliczasz się tam z żabką, która wciąż nie może skonać, a mnie wciąż (od lat) prześladuje niejaki @Saldo mortale (wcześniej ET) na sposób świadczący o klasycznym stalkingu, czy jak to zwał.
    Atakuje mnie nawet wtedy, gdy w ogóle nie pojawiam się na tym blogu przez dłuższy czas.
    Czy jest jakiś sposób na obsesjonata, który regularnie narusza moje dobra osobiste?
    Ufff! Powinnam to olac, ale to nie takie proste.

  673. @zetus1
    28 listopada o godz. 14:40

    Dzięki za przypomnienie. Swego czasu wywarł na mnie ten film+song niezatarte wrażenie. Autor zdjęć Adam Holender żyje jeszcze, a od „szwenkowania” przy „Czterech pancernych” doszedł do paru fajnych filmów amerykańskich. Podobał mi się też Smoke z Harveyem Kaitelem. Ale mnie się podobają chyba wszystkie filmy z tym aktorem…

  674. @zetus1 28 listopada o godz. 14:40
    Nie lepiej posłuchać w oryginale ?
    Jeżeli chodzi o słowa piosenek traktujące o podobnych sprawach, to mnie najszybciej do głowy przychodzi:

    „The Windmills of Your Mind”

    https://www.youtube.com/watch?v=WEhS9Y9HYjU

    Może dlatego, że przerabialiśmy jej tekst na lektoracie na I roku… a prowadząca zajęcia była baardzo atrakcyjna. 😉

    <