Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

16.11.2018
piątek

Po rocznicy stulecia polskiej niepodległości

16 listopada 2018, piątek,

Spokojnie, bez patriotycznych podniet, przeżyłem rocznicowe uniesienia części naszego społeczeństwa. Polską rocznicę odzyskania państwowości, po sprokurowanych sobie przez polskie elity Rzeczpospolitej szlacheckiej 123 latach zaborów, spędziłem przy książce i porządkowaniu rodzinnych papierów.

A trochę się tego nazbierało. Coraz mniej osób, więcej drobiazgów, jakie po nich zostały. I wszystkie budzą liczne wspomnienia oraz rozmaite, często kontrowersyjne ich oceny.
Przy okazji ostatniej Centurii, fetowanej głównie w dawnym Królestwie Polskim, pomyślałem również o udziale niektórych członków mojej rodziny w fenomenie odzyskania przez Polskę swej państwowości. Moi śląscy przodkowie przyczynili się mimowolnie, do minionej właśnie rocznicy. A także kolejnych setnic, jakie wkrótce przed nami.
Bo to już niedługo, na tapetę wróci wielkopolska irredenta przeciwko niemieckiej zrewoltowanej republice, powstającej na gruzach przegranego Cesarstwa Wilhelma II. A wkrótce potem kolejne trzy setnice wojen górnośląskich, zwanych enigmatycznie powstaniami. I wszystko z jakimś ich udziałem.

Ale wróćmy do 11 listopada. To ponoć ważna ówcześnie w Warszawie data. Tyle, że u mnie – na Górnym Śląsku – nic się z nią ważnego nie wiązało. Nie było żadnej niepodległości. Ba, nawet wielkiej radości, o jakiej piszą warszawscy kronikarze, nie było.
11 listopada 1918 roku mój dziadek Paul był nadal niemieckim żołnierzem, służącym na  froncie niemiecko-rosyjskim gdzieś w Kurlandii (obecne pogranicze łotewsko-estońskie). Nie był żołnierzem zrewoltowanym, chociaż prawie cały okres wielkiej wojny spędził w mundurze. A w ostatnim jej roku często głodował i przeżywał problemy aprowizacyjne. Żołnierze Wilhelma II, chociaż wojsko było oczkiem w głowie cesarza, często nie dojadali i nie mieli czym walczyć. O sytuacji niemieckich cywilów nie ma nawet co pisać.

Pamiętam wspomnienia dziadka Paula o organizacji połowów ryb, aby tylko mieć co wrzucić do garnka, bo służby kwatermistrzowskie, nie dowiozły żywności. Na szczęście Rosja została wcześniej pokonana i na formalnej linii frontu nie dochodziło do potyczek. Żołnierze mieli czas, aby szwendać się po okolicy i organizować sobie coś do zjedzenia. Na szczęście Kurlandia miała liczne lasy i jeziora. Dla zaradnych raj. Jagody, grzyby i inne dobra z lasów, uratowały niejednego wojaka. Największym problemem było znalezienie całej, nadającej się do pływania łodzi oraz pochowanych w rozmaitych skrytkach sieci. Za to ile radości sprawiały złowione szczupaki, liny czy sumy. Dzięki nim można było jakoś dotrwać do formalnego zakończenia wojny. A potem wrócić do domów.
A w niemieckich domach było wtedy jeszcze gorzej, aniżeli na frontach. Bo, chociaż nikt do ludzi nie strzelał, to głód panował większy, aniżeli w okopach. I niewiele pomagały grządki warzywne czy próby hodowli rozmaitych zwierząt w przydomowych komórkach. Głód był powszechny, rozdzielany prawie po równo przez cesarską administrację w społeczeństwie.
Do tego telegramy z informacjami o poległych żołnierzach, które trafiały do rodzin, także nie podnosiły morale zdyscyplinowanej ludności.
Końcówka wojny, to także liczne zgony wynędzniałych, zagłodzonych cywilów – żon i dzieci – będących na frontach żołnierzy.
Dzisiaj, wiemy już, że owe zgony na zapleczu, wynikły z powodu epidemii grypy hiszpanki, która zebrała ogromne żniwo w żołnierskich domach. Ale wtedy mało kto słyszał o śmiertelnej grypie, pustoszącej Europę.

Ludzie nie mieli w owym czasie powodów do wielkiej radości. O abdykacji cesarza, a nawet o podpisanym zawieszeniu broni, mało kto wiedział. Informacje o ważnych wydarzeniach rozchodziły się stosunkowo wolno, głównie pocztą pantoflową.
A jednak – 11 listopada 1918 roku – był i dla moich śląskich dziadków ważną datą.
Koniec wojny oznaczał możliwość powrotu do domu. Ten, zabrał jednak sporo czasu.
Dziadek Paul wrócił na Śląsk pod Pszczynę, gdzie czekała żona oraz ponad-trzyletnia córka. Jego pierworodny, sześcioletni syn Teofil nie doczekał powrotu ojca do domu. Został pochowany miesiąc przed powrotem swego taty z wojny. Był jedną z ofiar wycieńczającego głodu i hiszpanki.
Była końcówka 1918 roku na Górnym Śląsku. Tuż za nieodległą wschodnią granicą państwa, trwał rozruch nowej Polski, która właśnie odzyskała swą niepodległą państwowość.

zak1953

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 694

Dodaj komentarz »
  1. @zak1953

    To, co piszesz koresponduje, do pewnego stopnia, z esejem Andrzeja Ledera:
    Niepodległość w prezencie i symboliczna pustka 1918 roku

    https://www.evernote.com/shard/s9/sh/fec02fec-1791-4c90-b845-5c673d1114c9/d8a4ab306072be81

    Znamienna jest końcówka jego wywodu:

    W Polsce 1918 rok oznaczał coś w rodzaju „a jednak mieliśmy rację…”. Ostatecznie sto pięćdziesiąt lat buntowania się (części) narodu szlacheckiego doprowadziło do przywrócenia państwa. Atoli wielu uznało, że jest to racja narodu, który odzyskał niepodległość, by móc w spokoju kontynuować formę egzystencji dawnej Rzeczypospolitej, nieopatrznie i chwilowo przerwaną w XVIII wieku przez państwa zaborcze. Zwolennicy tego myślenia jakby nie zauważyli wielkiej emancypacyjnej epopei ludu, która przetoczyła się przez Europę i Polskę w XIX stuleciu, nie zauważyli też jej strasznego finału, który doprowadził do paroksyzmu przemysłowych wojen. Pozostali w swoim śnie, z którego nie obudziła ich nawet katastrofa okresu zaczynającego się po 1939 roku. We śnie, w którym możemy pozostać niewinni, w którym cały świat może się palić, „byle polska wieś spokojna…”. Często pozostają w nim do dzisiaj.

    Cały tekst zasługuje na staranną analizę.

  2. Zak1953
    Napisałeś:”na tapetę wróci…”Przepraszam Zaku,ale jeśli wróci ,to na tapet.To taki stolik przy którym
    `prowadzono rozmowy.A temat rozmowy „leżał” na tapecie.To qui pro quo jest powszechne.Czytałem i słyszałem nawet profesorskie „tapety”.
    A Twoje teksty zawsze czytam z zainteresowaniem i przyjemnością.Pozdrawiam.

  3. wujaszek wania
    16 listopada o godz. 21:40
    Nie znam przywołanego przez ciebie tekstu. Z pewnością do niego zajrzę. Tyle, że moja ocena nie będzie odosobniona na Śląsku. Śląsk, w tym ten Górny, który w 1922 roku znalazł się w polskich granicach, miał zupełnie inne doświadczenia ze swą szlachtą, aniżeli to co było na wschód od Brynicy. Śląscy chłopi i robotnicy przemysłowi byli jednak inaczej traktowani przez swoje elity. I wyraźnie tę inność odczuwali, mając kontaktu z rdzenną ludnością polską.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Brokoz
    16 listopada o godz. 22:00
    Widać to taka moja wpadka w stylu; „w tym sęk..”. Dzięki za uwagę. Postaram sobie to zakonotować we łbie.

  6. Pięknie i przejmująco napisany wstępniak, dobrze że wróciłeś, zaku. Rozmyślałam byłam gdzie to pombocek, zak i paradox ale wszyscy w komplecie, jeszcze tylko Qba;)

  7. Bardzo lubię takie osobiste wstępniaki, dzięki zak 🙂
    Bo pokój, niepodległość to takie puste słowa, nie stoi za nimi człowiek.

  8. A ty @paradoksie mnie nie strasz sądami, bo ja nie z bojaźliwych.
    Jeżeli facet, który nazywa się tak jak zgłaszasz był na stanowisku decydenckim w czasie, o którym pisałam jest ten sam, to moja opinia o nim pozostaje bez zmian.
    Ja zapomniałam obecnie jego nazwisko.
    Znasz go, to się ciesz, że do grona znajomków możesz profesorka zaliczyć.
    Ja takich nie potrzebuję.
    Co do przekrętów. Jeżeli ktoś jest na etacie, a prace są prowadzone w klinice, na klinicznych pacjentach…. to klinika powinna dostawać za nie pieniądze, a nie prywatka. Zamknięcie super wyposarzonych przy ogromnym udziale Unii (niedawno) dwóch podług szpitala klinicznego z powodu braku pieniędzy na pensje kilku pielęgniarek…
    w tym kontekście o pomstę do nieba woła. Zwłaszcza jak się patrzy na stłoczonych pacjentów na użytkowanych podłogach.

    A jeśli chodzi o ustalanie szczegółowe badań i na czym one polegały/polegają…
    to tutaj ani miejsce, ani sens o tym się rozpisywać.
    Chyba że ktoś chce po oczach czytaczom dać, impnując swoją wiedzą w temacie.
    Mnie akurat na tym nie zależy.
    Jęśli chodzi o ciebie, to wolna droga.

    To, co pisałam poznałam osobiście i bardzo mnie wzburzyło.
    Kombinatorstwo i marnotrastwo zawsze na mnie tak wpływa.
    Są prawdopodobnie jakieś kruczki prawne, żeby to co obrzydliwe nie zaliczać do przestępstwa i pozwalać takim kombinatorom świetnie prosperować.

    A na blogu ciesz się, że znalazłeś życzliwą duszyczkę, z którą o płci rzeczonego możecie dywagować. Albo o języku polskim.

    To tele w temacie, który cię poruszył

  9. Jeszcze mała rada. Za friko!

    Spróbuj czasem coś konstruktywnego, interesującego od siebie samego machnąć.
    Bo jak nie o sposobie robienia nalewek, to czepianie się łydek innych… co by się wypromować.

    Tą razą i tą radą naprawdę kończę debatę z Tobą.

  10. „D-Day 1944. Omaha and Utah Beaches.” Wydawnictwo The History Channel Club”, 2005, str. 102.

    (problemy trapiące broniące się jednostki niemieckie)
    „Boniąca plaży Utah 709 dywizja piechoty jest wyraźnym tych problemów przykładem. (…) W czerwcu 1944 trzy z jej 11 batalionów piechoty składały się z byłych jeńców z Armii Czerwonej. Żołnierze dwóch z nich rekrutowali się z różnych jednostek AC a ten trzeci był obsadzony wyłącznie Gruzinami.
    Dywizja została jeszcze bardziej osłabiona przez dodanie bardzo wysokiego procentu rekrutów pochodzących z Volkliste III, w większości Polaków z przygranicznych terenów włączonych do Niemiec po 1939. Dowódca dywizji zauważył później, że ich bitewna niezawodność była wątpliwa i że nie oczekiwał on, iż wschodnie bataliony będą „twardo walczyć gdy przyjdzie co do czego”.
    Żołnierze niemieccy wtej dywizji byli znacząco starsi (niż w innych jednostkach – mój przypisek) i średnia ich wieku wynosiła 36 lat.
    Wprawzie liczebność dywizji była relatywnie wysoka, ale na 12320 żołnierzy Gruzinów było 333 a jeńców z Armii Czerwonej było 1784.
    (autor nie podaje liczby Polaków – przyp. mój).

    Dalej nastepuje opis jeszcze innej słabości dywizji, czyli jak groch z kapustą pomieszanego wyposażenia jednostki w sprzęt produkcji czesko-francusko-radziecko-niemieckiej.

    a z nich

  11. „a z nich” sie przypałętało

  12. „D-Day 1944. Omaha and Utah Beaches.” Wydawnictwo The History Channel Club”, 2005, str. 150.

    „Niemieckie działania obronne w dniu „D” były pasywne i pozbawione powodzenia. Osławiony Wał Atlantycki został w tym rejonie (sektor Utah) przełamany w ciągu godziny i to z niewielimi stratami. Waleczność jednostek niemieckich była, czego można się było spodziewać, bardzo różna. Niektóre jednostki, jak GR.1057 wzdłuż Merderet, atakowały i uporczywie oraz z bardzo zdolnie broniły się. Dużo (innych) jednostek, po okrążeniu ich przez spadochroniarzy, nawet gdy były od nich liczniejsze, poddawało się.
    Szczególnie dotyczyło to jednostek obsadzonych przez polskich rekrutów i radzieckich jeńców.”

  13. @404
    16 listopada o godz. 23:11
    Jak można upiec chleb mając piec i piekarza a nie mając mąki, soli i zakwasu?
    Pytanie retoryczne.
    Czasem się zastanów nad tym co piszesz. Nie znam sytuacji w tym szpitalu, ale z tego co napisałaś ty i paradox wnioskuję, że problem nie leży w gestii owego „pana profesorka” ale w sposobie finansowania placówki.

  14. @zak1953
    Cieszę się, że wróciłeś i to od razu z tak ciekawym tekstem. Nie wszyscy mamy dokładne wspomnienia o losach naszych dziadków w czasie pierwszej wojny, o dokumentach nie mówiąc. Twój opis nędzy żołnierzy i cywilów pod koniec wojny przypomniał mi incydent wielokrotnie opowiadany przez moją babkę. Mój dziadek służył w wojsku austriackim i był jeńcem wojennym u Rosjan. Ciężka praca w niewoli spowodowała trwałą szkodę na jego zdrowiu, chociaż Rosjan jako ludzi wspominał dobrze. Kiedy po wojnie stanął u płotu swojego domu, jego rodzona matka go nie poznała i wybiegła z chlebem myśląc, że to żebrak.
    Przypomniałam sobie również co mówil mój ojciec o filmie “Śmierć Prezydenta” z ’77r. Uważał, że film wiernie przedstawiał naszą powojenną biedę. Ale też tkwi mi w głowie opowiadanie mojej babki o tym, jak ludzie na ulicy padali sobie w ramiona, kiedy ogłoszona została nasza niepodległość.

  15. @izabella 16 listopada, 18:15
    Nie spodziewałam się takiej odsieczy. Dziękuję.

  16. @Tobermory 16 listopada, 18:21
    Powiadasz “paniczyk”. Moim zdaniem paniczyk jest raczej odpowiednikiem panienki. Oba słowa kojarzą się ze spojrzeniem ludu na dwór szlachecki: pan, pani, panicz, panienka. Paniczyk to tylko nieletni panicz. W tym rzecz, że nie ma męskiego odpowiednika “paniusi”. Jak myślisz – o czym to świadczy?
    godz.18:26
    Możesz mnie niezawodnie rozanielić nowym zdjęciem Twojego kota.

  17. A o czym ty, @404? Choc nie dziwie sie za bardzo zakonczeniem „debaty” z rzeczonym

  18. @kruk
    17 listopada o godz. 1:01
    W moim odczuciu paniczyk jest pogardliwe, panicz – obiektywne. Ale interpretacja zawsze zależy od indywidualnych cech interpretującego. Stąd chyba tyle nieporozumień.

  19. @404

    Czy masz jakies wejscia do informacji co sie stalo z Billem Browderem? Tym ktory doprowadzil do uchwalenia tzw. Magnitski Act w USA?

    Rok byl 2012. Dobawki czy poprawki do tego FEDERALNEGO PRAWA US nastepowaly pozniej.

    Bill Browder jest miliarderem. ‚Dorobil sie’ na transformacji Jelcynowskiej Rosji w Amerykanskie Eldorado dla tzw. „inwestorow”. Wiesz cos na ten temat, @404? Daje polski link. Slabo adekwatny do powagi tematu, o czym uprzedzam rzetelnie

    http://www.billbrowder.com/sergei-magnitsky

    Mowa jest o sprawach ktorych MY, niewinni niczemu ateisci, nie znamy.

    Forget it, then. Chcialem powiedziec: pasadudz

  20. @Ewa-Joanna
    Zgadzam się, paniczyk może brzmieć lekceważąco albo pogardliwie w określonym kontekście. Może więc jest odpowiednikiem paniusi. Jest drobna różnica – paniczyk jest raczej kimś młodym, a paniusi nie można przypisać wieku. Ale to chyba nieistotne.

  21. @Ewa-Joanna
    17 listopada o godz. 0:06

    Czasem się zastanów nad tym co piszesz.
    Nie znam sytuacji w tym szpitalu, ale z tego co napisałaś ty i paradox wnioskuję, że problem nie leży w gestii owego „pana profesorka” ale w sposobie finansowania placówki
    .

    W przeciwieństwie do Ciebie, ja dość mocno w swoim czasie zapoznałam się z sytuacją i dlatego wiem co piszę.
    To rozstrzyganie posługując się specyficznym symetryzmem nie ma tu najmniejszego sensu.
    Bo co wnosi opinia symetrysty, który sam przyznaje, że nic o sytuacji nie wie.
    A bazuje na z jednej strony opowiadaniu kogoś, kto poświęcił czas przyglądając się z bliska, a z drugiej strony nieudolna obrona wystepuje czegoś, co dla uczciwego człowieka do obrony nie jest.

  22. @Orteq

    To była moja reakcja na łapanie mnie za łydki pod poprzednim tematem


    Co do Browdera nic ostatnio o nim nie słyszałam.
    Jakiś czas temu wysłuchałam rozmowę z nim (chyba?), która była w związku z tłumaczeniem, że z Rosjanami Trump Junior i zięć starego spotkali się w sprawie adopcji dzieci z Rosji. Sprawa o tyle się łączyła, że po ogłoszeniu Magnicky act… Rosja zakazała adopcji ich dzieci do Ameryki.
    Ale może był to ktoś inny w tej rozmowie.
    Napewno jednak osoba instrumentalnie związana z powstaniem tego actu
    Dzisiaj głowy nie dam za to.

    Tak wiele oszołomstwa się dzieje, że człowiek nie nadąża.

  23. @Orteq

    Dobrze, że podałeś link na temat Sergieja Magnitskiego.
    Zamordowali człowieka mądrego i uczciwego, bo stał im na drodze do okradania państwa.
    Pozwalam sobie poniżej zacytować fragment, który moim zdaniem jakoś podsumowuje jego i to jak myslał.

    Teraz w Polsce pokazał się wierzchołek góry lodowej z przekrętami bankowymi.
    Premier Morawieki, obecny prezes Narodowego Banku Polskiego,
    prezes (stanowisko ministerialne) Narodowej Komisji Finansowej… to trio, znane że trzymali się razem, popierali wzajemnie,….. a teraz wychodzą na jaw cuchnące obrazki.
    Badaniem sprawy zajmują się osoby, którym zależy na umniejszeniu problemu i zamieceniem go pod dywan.
    Nasuwają się skojarzenia ze sprawą, którą wspomniałeś.
    To tak, jak złodziej uciekając, krzyczy: łapać złodzieja.

    ***
    Sergei believed in the law.

    …. He knew right from wrong and he was willing to stand up for the things he believed in. When Sergei discovered that senior Interior Ministry officers had stolen the investment companies of his client, the Hermitage Fund, and then went on to rob the Russian treasury of 5.4 billion rubles ($230 million), the proper course of action was obvious to him. Sergei immediately decided to testify against those corrupt officials.

    There are those who ask why Sergei put himself at risk by defending Hermitage and testifying against dangerous people. He did it because it was the right thing to do, because he believed in the rule of law in Russia and because he was disgusted with public officials who would abuse the powers of their office to harm the people they should be serving.

    Sergei gave his testimony against the Interior Ministry officials, and just over a month later those same officers arrested him and threw him in detention. There, they subjected Sergei to torturous and ultimately deadly conditions in an attempt to get Sergei to withdraw his testimony and instead incriminate himself and his client, Hermitage…..

    http://www.billbrowder.com/sergei-magnitsky

  24. A przewodnczącym komisji senackiej do spraw finansów jest też swój człowiek.
    Współzałożyciel SKOKÓW i manipulant propisowski.

  25. A przewodnczącym komisji senackiej do spraw finansów jest też swój człowiek.
    Współzałożyciel S K O K Ó W i manipulant propisowski.

  26. A przewodnczącym komisji senackiej do spraw finansów jest też człowiek ścisle związany z obecną wierchurzką.
    Współzałożyciel SKOKÓW i manipulant
    Rzeczy nie mają się dobrze

  27. @Orteq

    Wysłałam do Ciebie post o godz. 3:36
    i czeka na moderację.
    Potem parę innych razy próbowałam coś innego napisać … z podobnym efektem
    Chiba chwilowo nie pogadamy

    To kolejna próba

  28. nic nie przechodzi przez moderację.
    O co chodzi?
    o co chodzi?

  29. Moje wpisy nie przechodzą
    Czy ja powinnam wiedzieć dlaczego?

  30. co cenzura u mnie znalazła niebezpiecznego?
    takie niewinne pytanko

  31. hop hop!!
    jest tam kto?

  32. @404
    17 listopada o godz. 2:52
    No cóż, łatwo jest rzucać oskarżenia. Powodzenia.

  33. @kruk
    17 listopada o godz. 2:01
    Dla starszego capa może być „panisko” na ten przykład, ja używam bardziej opisowych określeń, na przykład „hrabia Szczydomiski”.

  34. Ja najpierw o przodkach i niepodległości, a potem zupełnie z innej beczki.
    Otóż dziadek, podporucznik artylerii fortecznej w armii Najjaśniejszego Pana, w listopadzie 1918 wraz z grupą oficerów CK Armii poddawał Twierdzę Kraków Brygadierowi Bolesławowi Roji z III Brygady Legionów. Mam gdzieś dziadkowy meldunek z tego aktu, wraz z prośbą o przyjęcie w szeregi Wojska Polskiego. Odszedł do rezerwy w 1926 roku. Zmobilizowany w 1939 skończył w katyńskim lasku, „ – Подпоручик в отставке. По состоянию на апрель 1940 г. содержался в Козельском лагере военнопленных, 19-21.04.1940* направлен в распоряжение начальника УНКВД по Смоленской обл. (список-предписание № 036/1 от 16.04.1940), [расстрелян в период 20-22.04.1940*]”.

    O tym co i jak się działo w Krakowie w październiku/listopadzie 1918 nie wiem z tradycji rodzinnej. Dziadka znać nie mogłem, Babcia nie interesowała się polityką, Mama była niemowlakiem.

    @kruk
    17 listopada o godz. 0:39
    Brat Babci był porucznikiem artylerii ciężkiej w austriackiej armii, najpierw na froncie rosyjskim, potem włoskim, gdzie warunki były okropne. Na dodatek dostał się na kilka miesięcy do niewoli włoskiej, gdzie jeńców podle traktowano. Jedno i drugie wykończyło mu zdrowie do tego stopnia, że po paru latach spensjonowano go z wojska polskiego, do którego wstąpił w 1918-m, i zmarł w 1924 w wieku 33 lat.

    A teraz z innej beczki. Przyznam się, że mam czasami dość rozdzielania narodowego włosa na czworo, przezbywania się kto jest prawdziwym ateistą, tępienia rzekomych religiantów, a wreszcie uszczypków i pyskówek. Mam wtedy nieprzepartą ochotę na tematyczny skok w bok. Jak właśnie teraz:

    Napatoczyłem się niedawno na fantastyczne zdjęcia i filmik bioluminescencji u wybrzeży Walii – Bioluminscent Plankton.
    Mieliśmy z ukochaną (żoną, żeby sobie ktoś nie pomyślał) okazję widzieć ją w realu. Koczowaliśmy przez parę dni na plaży niezamieszkanej wysepki Koh Poda w Zatoce Phang Nga w Tajlandii. Niezamieszkanej z wyjątkiem kilku bud miejscowych rybaków, gdzie sypiali gdy im się nie opłacało przerywać połowów. My, wraz z grupą kilku podobnych włóczęgów, nocowaliśmy pod gołym niebem, na piachu u podnóży stromego klifu. W środku nocy zbudziły nas kraby, które zaczęły po nas łazić i szczypać w odsłonięte miejsca, by sprawdzić, czy przypadkiem nie nadajemy się do jedzenia. Początkowa złość na stworzenia szybko nam przeszła, gdyż zobaczyliśmy dzięki nim spektakl bioluminescencji na obmywających plażę falach, toczka w toczkę jak w filmiku na linkowanej stronce (choć kamieni do wody nie rzucaliśmy). Wysepka była 10km od brzegu, noc bez żadnych sztucznych świateł ciemna jak diabli więc iluminacja zapierała dech piesiach, tak że zapomnieliśmy o spaniu. Nie miałem jak tego sfilmować czy sfotografować, cyfrówki już wtedy były, ale jeszcze mało zaawansowane, a nie miałem nocnego filmu do analogowej kamery.
    Potem pojechaliśmy do parku narodowego Khao Sok, gdzie z kolei dały nam się we znaki tropikalne pijawki, które podczas wędrówek po dżungli trzeba było przypalać zapalniczką, żeby się od człowieka odczepiły. Cała podróż była do Tajlandii zupełnie innej niż w broszurach biur podróży. Ale to inna herstoria….

  35. Modlitwa paradoxalna

    Szczyp mnie i gryz mnie,
    okaleczaj widelcem.
    Pozostaly sztuciec przedluz.
    Dwa metry.
    Wysypke daj mnie,
    trudnodostepna paznogciem.
    Sasiadki ciasto,
    dwukrotnie na tydzien,
    do zakalca doprowadz,
    kiedy zakalec spozywam.
    Szczotke dozebna, na klozetowa podzamien.
    I odwrotnie.
    Slonce wstrzymaj,
    abyzeby Lisc ladowanie,
    wydatkiem konczylo powaznym.
    Kazde.
    Ryby do oscistego stanu,
    doprowadz wszystek.
    Nawet losos, salmonowym wyrokiem.
    Sufit obniz,
    do krasnala poziomu.
    Porcelane stolowa,
    na skorupe stolowa zamien,
    w calosci.
    Ucho na kubku kawy,
    umiesc w kawie,
    we srodku.
    Myszom daj zagle moje,
    na potrawe.
    Kotom moim groszek daj,
    na potrawe.
    Osol cukier,
    sol ocukrz,
    karkowke na galaretke owocowom.,
    przemien.
    Na kazdy krawat,
    gordyjski supelek,
    zawiaz.
    Kazdy but zrob dwa numery za maly.
    Prawy.
    Lewy, powieksz dwa numery.
    Ubranie szarpaj,
    czlonki moje szarpaj.
    Zaden czlonek nie pomin.
    Inne mam prosby,
    ktorych nie wymienie,
    bo pornograficzne.
    Bywaja.
    Ale…

    Ale od infantylismu, ustrzez mnie jesusmaryja…

  36. izabella, Neferka, Namargineska, mag, Tobermory

    Dziękuję za pamięć i przysięgam pod Bogiem

    Ja wbocek biorę Ciebie, izabello, Neferko, Namarginesko, mag, Tobermorku z przymrużeniem oka za żonę. Czy Ty mnie bierzesz, wiedzieć nie mogę, nie jestem chiromanta. Ślubuję Ci wierność, bo coś na ślubie trzeba ślubować, a jeden czy drugi skocek wbocek jest właśnie dla wierności. Poza tym się zobaczy. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny (ślepy widzi, że doskonałość jest w trójcy, nie w dwójcy, i na starość raźniej).

  37. @Herstoryk,

    czy oglądałeś debatę „Niepodległość, wolność, przyszłość” zorganizowaną przez TVN24 i Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku?
    Żadnego dzielenia włosa na czworo.
    Profesjonalizm, wiedza, kultura. Po prostu uczta intelektualna.
    Polecam każdemu:

    https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/stulecie-odzyskania-niepodleglosci-debata-tvn24-i-ecs,879161.html

    Wprowadzenie do dyskusji wygłosił prof. Timothy Snyder – amerykański historyk i analityk, profesor Uniwersytetu Yale, znawca historii Europy Środkowej i Wschodniej. W debacie wzięli udział prof. Włodzimierz Borodziej – historyk z Uniwersytetu Warszawskiego specjalizujący się w historii najnowszej, przewodniczący komitetu naukowego Domu Historii Europejskiej w Brukseli, dr Dominika Kozłowska – publicystka i filozof, redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, współpracowniczka Instytutu Myśli Józefa Tischnera, oraz Adam Zamoyski – brytyjski historyk i publicysta polskiego pochodzenia, autor bestselerów książkowych, który wykłada w Anglii, Europie i Stanach Zjednoczonych.
    Moderacja Katarzyna Kolenda-Zaleska i Jacek Stawiski.

    Obejrzałem transmisję na żywo i powtórkę. I pewnie obejrzę za jakiś czas raz jeszcze, bo warto.

  38. @404, 3:04

    Taka wstawka obcojezyczna (sorry, pAmbocku – nie chwatajet wriemia pierowodit):

    „27 lipca 2017 r. Browder złożył zeznania przed Komisją Sądowniczą Senatu USA w sprawie domniemanej ingerencji Rosji w wyborach prezydenckich USA w 2016 r. W związku z ustawą o rejestracji cudzoziemców (FARA) i Fusion GPS. Ta ostatnia jest opozycyjną firmą badawczą z siedzibą w Waszyngtonie, która zleciła byłemu pracownikowi MI6 Christopherowi Steele zebrać informacje o związkach Donalda Trumpa z Rosją. Przesłuchanie zostało ustalone w celu zbadania odrębnej pracy firmy nad sprawą prawną związaną z Ustawą Magnitskiego. Bezpośrednio omówił prezydenta Rosji Władimira Putina. Browser zeznał, że prezydent Putin jest „największym oligarchą w Rosji i najbogatszym człowiekiem na świecie”, budując fortunę grożąc rosyjskim oligarchom i uzyskując 50-procentowy spadek zysków… In December 2017, Browder was tried in absentia and convicted of tax evasion and deliberate bankruptcy by a Russian court, receiving a sentence of nine years of imprisonment ”

    Wiec, droga @Fourofourko, pytanie na dzisiaj jest nie o sieroty rosyjskie pozbawione szansy przez Putina. Choc to pytanie powinno byc najwazniejsze ze wszystkich. Tu sie rozchodzi o to, czy Putin wciaz zezwala Browderowi Billowi zyc zyciem wciaz zywym w UK. Czy tez, swoim zwyczajem, postawil juz Browdera w szeregu zyc in absentia. if you know hat I mean. Znowu ja tiebia sorry, pAnie wbAcku. If you get my drift. Jeszcze raz izwiniajus za impertynencje jenzykowom.

    Uwielbiam jenzykowe impertynencje. Ze wszystkich stron wrzucane na ten blog, jesli tak. Pomimo widocznej zasciankowosci

  39. Seleukos – 7:32

    Ja tiebia przepraszaju za uzycie slowa zasciankowosc. Ono ciebie nie dotyczy. Tforz, Sele, tforz

  40. @wujaszek wania
    17 listopada o godz. 8:59

    @Herstoryk,
    czy oglądałeś debatę „Niepodległość, wolność, przyszłość” zorganizowaną przez TVN24 i Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku?
    Żadnego dzielenia włosa na czworo.

    Miałem na myśli dzielenie tu, na blogu. A debatę chętnie obejrzę.

  41. W zainteresowanych kregach podejrzewa sie, ze Amerykanin Bill Browder, PRYWATNY oponent Putina, zostal ‚sprzatniety’ przez Putina ostatnio.

    @404 – czy mozesz sie udzielic w tOmacie?

    Browder to INSTYTUCJA. A te nie odchodza bez jakiekolwiek pierdniecia

  42. zak1953
    16 listopada o godz. 22:01

    Leder właśnie nawiązuje do różnorodności doświadczeń. Stąd tytuł jego eseju
    Niepodległość w prezencie i symboliczna pustka 1918 roku
    Bo bardzo trudno ustalić jakiś jeden wspólny symbol czy zestaw symboli dla całej Polski w jej obecnym kształcie.

    Rodzina mojej teściowej pochodzi z Wielkopolski. W tej rodzinie żywe są tradycje Powstania Wielkopolskiego. Brali w nim aktywny udział. Korzenie mojej matki to galicyjskie „dobra”. Dziadek brał udział w wojnie rosyjsko – japońskiej. Ojciec to pepeesowiec związany z Daszyńskim.
    Ja sam na leżę do kategorii „lewaków i leberałów”.
    Jeden tygiel.

    Dwudziestolecie to nawał problemów logistycznych. Jak pozszywać trzy odmiennie dotychczas funkcjonujące fragmenty w jedną spójną całość?
    Potem wojna, czasy stalinowskiego terroru, odbudowa i uprzemysławianie kraju, walka z analfabetyzmem. Wielka transformacja, wychodzenia z długów, wchodzenie do NATO i UE. Otwarcie granic, chęć dorobienia się, dogonienia Zachodu. Światowy kryzys finansowy. Jednym słowem, nie za wiele czasu na spokojne budowanie wspólnoty mieli ludzie najbardziej aktywni.

    Kiedy już osiągnęliśmy jako taki poziom dobrobytu i bezpieczeństwa okazało się, że w tym czasie, kiedy jedni je wypracowywali, inni meblowali głowy. Ci inni to Kaczyński & co i krk.
    I znowu się podzieliło. Tym razem na dwie części.
    I jak to zszyć?
    „Oni” nie maja wątpliwości. Chcą „nas” skolonizować”.
    I zrobią to jeżeli sami nie zadbamy o „swój kawałek podłogi”.

    Uważam, że coś dobrego i ważnego wydarzyło się 10 listopada w Łodzi na Igrzyskach Niepodległości. Organizatorem był Leszek Jażdżewski, blogowy sąsiad. Warto słuchać, co ma do powiedzenia.
    Podobają mi się jego propozycje.

  43. Ewa-Joanna
    16 listopada o godz. 22:36

    Bo pokój, niepodległość to takie puste słowa, nie stoi za nimi człowiek.

    Czy nie za dużym skrótem poleciałaś?
    Powiedz Kurdom, Syryjczykom, Palestyńczykom, etc.. że „pokój i niepodległość to puste słowa”.
    Jasne, że nie powiesz. Jesteś na to zbyt mądra i zbyt wrażliwa.

    Rozumiem o co Ci chodzi. Łatwiej sobie uzmysłowić sens, smak, wartość pokoju i niepodległości egzemplifikując je konkretnym ludzkim losem. Ale jak wyglądałby los tych ludzi bez pokoju i niepodległości.

    „Pokój”, „niepodległość”, to nie są puste słowa. To konkretne ramy, w które wpisują się losy konkretnych ludzi. Kształtując je w przeróżny sposób. Inaczej w Kambodży Czerwonych Kmerów (unicestwili jedną czwartą ludności). Inaczej w Holandii.

    Łatwiej, prościej i przyjemniej operować na konkretach. Stąd większa słabość do narracji artystycznej niż opracowań naukowych. To zrozumiałe. Ale mimo wszystko nie należy lekceważyć pojęć ogólnych.
    To ważne zawłaszcza teraz, kiedy trumfy święcą fakenewsy. Kiedy usiłuje się, niestety z dużym powodzeniem, zmieniać znaczenie pojęć.

  44. Herstoryk
    17 listopada o godz. 9:18

    Miałem na myśli dzielenie tu, na blogu.

    Wiem. Mam tak samo. Dlatego zaproponowałem odskocznię.

    A debatę chętnie obejrzę.

    A ja chętnie o niej podyskutuję.

  45. W ramach dzielenia włosa na czworo

    paniusia (ang. lady) – kobieta raczej młoda, starannie ubrana, często z pretensjami, wyniosła
    Zwracanie się do kobiety per paniusiu nigdy nie jest impertynencją, to forma przymilna i grzeczna (= łaskawa pani, madame)
    „Paniusiu łaskawa, proszę o wsparcie. Trzy dni nic nie jadłem”
    „Paniusiu, powróżyć?”

    „Pani Cooper Oakley podpatrzyła pewnego razu elementalę naszej wielce czcigodnej siostry H. P. B.
    O, fe! Precz z tym! Pfuiteufel! Nie trza patrzeć, paniusiu, nie trza, kiedy dama pokazuje swoją elementalę.”

    ( O, fie! Out on’t! Pfuiteufel! You naughtn’t to look, missus, so you naughtn’t when a lady’s ashowing of her elemental.)
    (Ulisses)

    Panicz (ang. youn master) –
    1. (iron.) młody elegancki mężczyzna przyzwyczajony do wygodnego życia
    2. niedorosły syn w szlacheckiej (zamożnej) rodzinie

    Paniczyk – zdrobnienie panicza, z lekkim odcieniem pejoratywnym

    Panisko – w odniesieniu do osoby wysoko postawionej, majętnej lub w czymś znakomitej
    persona, figura, prominent, znakomitość, szycha, osobistość, oligarcha, arcymistrz

    1. Traktorzysta wykonujący usługi w terenie czuł się jak prawdziwe panisko.
    2. Przystaliśmy do siebie z panem starostą tak, że żaden stolarz futrowania lepiej nie połączy. Dobre panisko…
    (Potop)
    3. Szela mówi – Rżnijcie chłopy pomaleńku, bo to było dobre panisko.

  46. errata
    Panicz (young master)

  47. @izabella,

    czy miałaś okazję zobaczyć mecenasa Bogusława Majczyna, który reprezentował wczoraj pisowską władzę, nie mylić z Polską (!), przed TSUE?
    Całkiem rozwalił mój podział na fryzjerczyków i budynie. Trzeba będzie wprowadzić trzeci podzbiór 😉
    Uff, ile się człowiek nie namęczy zanim świętym zostanie 😆

  48. zak1953
    Twoje opowiadanie jest wzruszające i bardzo ciekawe.Jesteś polakiem z tej części dzisiejszej Polski gdzie niepodległość wg. kryteriów dzisiejszej rządzącej zmiany liczy się dopiero od 1989 roku.Twój opis jak dla mnie niema barwy narodowej choć wynika z niego,że jesteś polakiem.Opisałeś obrazowo koniec obłędnej wojny.Wydawałoby się,że ludzie mogliby mieć dość ale nie zaraz była II Wojna Światowa jeszcze gorsza.Z tego wynika prawie pewność,że następna będzie jeszcze gorsza.”Władza,władza ponad wszystko”.

  49. 11 listopada widziałem w telewizji młodą kobietę, która postanowiła uczcić 100. lecie w bardzo oryginalny sposób.
    Namówiła sąsiadów do wspólnego posadzenia 100 jabłonek. Starych, zanikających odmian jak na przykład papierówki.
    Sąsiadom pomysł tak się spodobał, że postanowili to kontynuować.

    Bardzo mi odpowiada niemiecki podział na „małą” i „dużą” ojczyznę. Heimat i Vaterland. Mała ojczyzna zachęca nas do sadzenia jabłonek. Dużej zdarza się wysyłanie nas na wojny.

  50. @Kruk
    Nie sledziłem dokładnie tej debaty o szpitalach, wiec może napiszę, to co juz bylo napisane. Leki sa badane w róznych fazach : na zwierzetach, ochotnikach, potem w szerszych kohortach, gdzie opisuje sie działania, skuteczność, powikłania itd. Ktos musi to robić poza godzinami pracy, jest to praca wyangradzana, zwykle szef dzieli sie z pracownikami. Czwarta faza to już lużniejsze badania, głównie obserwuje sie objawy uboczne, czy powikłania, z tego tez trzeba prowadzic ankiety, potem spisać. Często jest to tylko pretekst firmy, żeby przekazać darmową porcję leków, które wprowadza na firma na rynek, w nadziei, że lekarze będą potem przepisywali ten lek ambulatoryjne, bo sie oswoja z nazwą (na rynku jest mnóstwo leków o tym samym składzie pod róznymi nazwami)

    Zamknięcie oddziału to nie tylko koszt wynagradzania personelu (poza tym są pewne minima zatrudnienia personelu fachowego i poniżej ich oddział nie może byc czynny) Koszty oddziału to także koszty leków, badań, jedzenia (zwykle firma zewnetrzna) – za to wszystko sie płaci, tak że dobrze funkcjonujący oddział szpitala przynosi szpitalowi straty.

  51. @zak
    Tez miałem dziadkow w róznych armiach. Monte Cassino bronili m. innym wcieleni do Wehrmachtu Polacy ze Sląska, którzy po dostaniu sie do niewoli byli ponownie wcielani do armii Andersa. Czytałem wspomniena jakiegos andersowca – przygladano im sie nieufnie. Z czasów ostatniej wojny pamietam Niemców (żołnierzy) posługujących sie dobrą polszczyzną, zresztą trudno mi ocenic, czy była dobra, byłem dzieckiem.

  52. wujaszek wania
    17 listopada o godz. 11:10
    @izabella,

    czy miałaś okazję zobaczyć mecenasa Bogusława Majczyna, który reprezentował wczoraj pisowską władzę, nie mylić z Polską (!), przed TSUE?
    Całkiem rozwalił mój podział na fryzjerczyków i budynie. Trzeba Trzeba będzie wprowadzić trzeci podzbiór

    Mój komentarz
    Logika PiSowska, to wmawianie komu trzeba, w tym przypadku Trybunałowi Sprawiedliwości UE, że czarne jest białe. Generalnie logika ta polega na paleniu głupa.
    Trybunał o tym, ze decyzja o zabezpieczeniu polskiej ustawy u SN oznacza powrót do stanu sprzed PiSowskiej nowelizacji ustawy o SN, a polski przedstawiciel ni z gruszki ni z pietruszki mówi przed TSUE, że w Polsce sędziowie nie są przypisani do stanowiska.
    I gadaj tu z takim prawnikiem.

    Co robisz chłopie? -Dół sobie kopie. Daleko do Lublina? -Twarda glina.
    Pzdr, TJ

  53. @404 16 listopada o godz. 23:11

    Jednak kanalia z Ciebie. Bo anonimowa. I kłamliwa,, co zresztą było już dawno wykazane.

  54. @Tanaka
    Dlaczego moje posty są blokowane?

  55. tejot
    17 listopada o godz. 11:47

    Generalnie logika ta polega na paleniu głupa.

    Wymarzony do tej roli.

  56. @404,

    przykro mi … 🙁

  57. @stachu39 11:30

    Po pierwsze, nie było żadnej debaty o szpitalach, tylko stek kalumni i oskarżeń pod adresem dyrektora Kliniki Pulmonologii ze strony @404. Ż

    Po drugie, oddział nie został zamknięty. Wyłączono z użytkowania dwa piętra nowo wyremontowanej kliniki. Z powodów finansowych. I z tych samych powodów zwolniono część personelu. Takie minimalizowanie strat.

    Faktem natomiast jest, że co i raz dochodzi do zamykania całych oddziałów w szpitalach, a pacjenci są przekierowywani do innych jednostek, nieraz odległych o kilkadziesiąt kilometrów.

    Ale co ja będę Ci takie rzeczy tłumaczył, skoro wszyscy mieszkający tu cały czas mamy z tym do czynienia. Podobnie jak z rzeczywistą sytuacją, w której chorzy leżą nie w salach, tylko na łóżkach wystawionych na korytarzu. Wcale nie po jakiejś katastrofie.
    A leżą tam, żeby zaspokoić widzimisię ordynatora czy dyrektora kliniki. Tak mu się podoba i szlus.

  58. A w Ameryce zachęcają polonusów do jechania do Polski na leczenie… ale w prywatnych klinikach.

    http://www.polskieradio.com/turystyka-medyczna.aspx

  59. @zza kałuży 13:14

    Z punktu widzenia Amerykanina może to być atrakcyjne… również cenowo.

  60. Za amerykańskiego pacjenta nie płaci NFZ.

  61. @wujaszek wania. Kliknelam na link z debaty, nawet na trzech urzadzeniach. Niestety nie po raz pierwszy glos mi sie nie otworzyl, a szkoda, tez z ciekawostkowych wzgledow _ chcialam uslyszec ja T. Snyder mowi po polsku. No to se poczytalam ta dyskusje. Najbardziej utkwilo mi przytoczne przeslanie ks. Tischnera, ze ze nie sztuka korzystac z wolnosci przeciwko czemus, ale sztuka korzystac z wolnosci kreatywnej. No i wogole, zadnych nawalanek na Polske, tak ze poczulam sie dumna, zwlaszcza, ze amerykanski historyk mowil o nas z sympatia.
    Z braku czasu tylko przelatuje tu dyskusje, chyba nawet nie zawsze „wylapujac” moje imie. Zreszta gdy widze jaki sie zebral kopiec wpisow to odpuszczam, chociaz zawsze wielkosc tego kopca mi imponuje.
    Moi antenaci pochodza z Podkarpacia, czyli Galicji. Chyba nie mam wolnosciowych tradycji w rodzinie, moi dziadkowie jako osoby potrzebne w sluzbach cywilnych ( zawiadowca stacji i nauczyciel techniczny – co nie bylo popularne) nie zostali powolani do stosownego wojska. ( hm, ale gdyby zostali powolani, to w ktorej armii walczyliby o Polske?) Babka wychowala sie we Wiedniu, gdzie jej przeszlo 20 lat starszy brat wysoki urzednik kolei zelaznych przygarnal swoja malutka siostre-sierote, a potem szybciutko wydal za maz na galicyjskie zad….e. Nie wiem jak wszyscy oni przyjeli owa niepodleglosc. Pamietam jedynie, ze moja babcia mowila przedziwnymi jezykami Slowian Poludniowych. A jak przyjal ta niepodleglosc prosty lud wiejski, czy nawet proletariat?
    No, troche zrehabilitowal sie moj ojciec, ktory sluzyl w Armii Andersa, ale nie z sybirskiego zaciagu, tylko poprzez kilka obozow internowanych w Rumunii, Grecji, czy co tam jeszcze. Bral udzial w najwazniejszych bitwach w Afryce, oczywiscie pod Monte Cassino itd. Zakonczyl w stopniu kapitana artylerii i takie dosyc odznaczenia posiada, ale jako jedyny mezczyzna zabral je po smierci moj brat. I dobrze. Mimo posiadania dobrego wyksztalcenia technicznego ojciec nie wybral emigracji. Wrocil do kraju z Anglii spedzajac najpierw troche dni w areszcie wydobywczym, a potem „zaszyl” sie na Ziemiach Odzyskanych i mial mniej wiecej spokoj. O wojnie prawie nic nie mowil, jego szlak bojowy wyszperali mu pracownicy i zrobili piekna tablice pamiatkowa, ktora ojciec skwitowal, o jest jeden blad, ale byl chyba wzruszony. Tablica ta w ksztalcie tarczy wisi u mojej corki. Odwiedzajacym ja Amerykanom wpycha przy tej tgarczy troche wiedzy o hostorii Polski. Na ile skutecznie, nie wiem.
    Czytajac Wasze i nie tylko Wasze wspomnienia znow powtarzam: To cud, ze ze zlepku ludzi wychowanych w zupelnie roznych panstwowosciach, chodzacych do szkol zaborcy, czesto juz wielce ulomnie znajacych jezyk polski itd w ciagu 20 lat udalo sie stworzyc panstwo obywateli, ktorzy dzielniej walczyli na wielu frontach o swoja wolnosc niz podziwiane przez nas kraje, ktore nigdy wolnosci nie utracily.

  62. Zaku!
    To co opowiadasz o dziadku mógłbym opowiadać o moim ojcu i jego kolegach w armii cesarza Wilhelma. Jako 18-latek leżał w błocie pod Verdun, oglądając sławną górę o nazwie „L’homme mort” i czekał na kolejne wezwanie do ataku. Ranny został odtransportowany na tyły i po wyleczeniu znalazł się w Karpatach. Zdrowie wykończyła dyzenteria, której skutki odczuwał do końca życia.
    W chwili, gdy Polska odzyskała państwowość był już w domu i próbował jakoś przeżyć, co mu się widać udało. Ożenił się z matką, córką wielkiej patriotki polskiej, ale lekko zniemczonej przez wykształcenie i pracę w Berlinie i Akwizgranie. Powróciła na swoje nieszczęście na plebiscyt i uległa czarowi ojca i została… choć miała bilet powrotny do Aachen i piękną karierę zawodową zapewnioną, po kształceniu medycznym u sławnych profesorów Biera i Sauerbrucha, gdzie w Westsanatorium m.in. pielęgnowała członków rodziny cesarskiej.

    Mała dygresja: Wiele lat później jej prawie najmłodszy syn (to ja!) mieszkał w willi jej wielkich nauczycieli w Poczdamie przy ulicy nazwanej nazwiskami tych lekarzy. Byłem tam z grupą studentów na „praktyce wakacyjnej”, a a willa należała w NRD do uczelni , z którą dokonywaliśmy wymiany studentów.
    O wojnie i swoich przeżyciach ojciec opowiadał rzadko, raczej tylko o Francji. Po plebiscycie Opolszczyzna została w Prusach, ani to zmartwienie dla moich rodziców, nie było pewnie tez euforii z powodu pojawienia się Polski na mapach, bo plebiscyt wyraźnie wygrała „zakamuflowana opcja niemiecka” w okolicy mojej miejscowości. Studiowałem wyniki plebiscytu z takiej grubej książki, którą ktoś podarował żonie z okazji Dnia Nauczyciela – „Encyklopedia powstań śląskich”.
    Jeszcze dobitniej wyrazili się mieszkańcy mojej miejscowości w ostatnich wyborach Republiki Weimarskiej – lista polska (Polenliste ) uzyskała we wszystkich kategoriach – od lokalnych do prowincjalnych …dokładnie zero głosów, fe!!! Czy w takim otoczeniu mogłem wyrastać na polskiego patriotę? (pytanie retoryczne).
    Były niby elementy sprzyjające pomimo takiej opinii ogółu mieszkańców. Ze strony matki – wspaniale. Idąc do szkoły nie znała żadnego niemieckiego słowa (u mnie dokładnie to samo… tylko odwrotnie!). Proszę nie mylić tego z retoryką Wałęsy, już raczej Tomaszewskiego (często zgadza się z własnym zdaniem). Chodzi mi o różne języki ojczyste – matki i mojego.
    Z kolei ojciec był jedynym mieszkańcem miasta (w 1945 roku), który umiał czytać i pisać po polsku. Umiejętności tej nabył samodzielnie z polskiego elementarza z XIX wieku, który mi pomógł po wojnie przy pierwszym kontakcie z prawdziwą polszczyzną, bo po śląsku matka klachała ze sąsiadką.
    Tym niemniej nie mam wiele do powiedzenia na temat patriotyzmu i dlatego nie komentowałem poprzedniego wstępniaka. O czasach, w których odrodziła się polska państwowość też nie wiem za dużo, a nie ma już świadków wydarzeń, których mógłbym o to zapytać. O kłopotach małżeństwa i rodziny wielodzietnej podczas światowego kryzysu wiem więcej z opowiadań świadków, ale moja pamięć już sięga końca kryzysu i rozkwitu gospodarki, przygotowującej kraj do wojny i w/w aż do końca, który bardzo dobrze pamiętam i wielokrotnie opisałem w moich książkach i w Internecie, ale to już nie ma związku z dziadkiem Paulem.

    PS
    jest jednak coś co się wiąże z Paulem. W niewielkiej wiosce zginęło kilkanaście młodych Ślązaków walczących dla cesarza. Mieszkańcy postanowili upamiętnić ich zgon tablicą pamiątkową. Umieszczono tablicę w specjalnej niszy kapliczki. Przyszło „wyzwolenie” w 1945 roku i nowi władcy zerwali tablicę i połamali. Był to nawet polityczny błąd , bo wśród kilkunastu nazwisk tylko dwa brzmiały niemiecko, reszta to piękne polskie „miona”. Można było to wykorzystać propagandowo i podkreślić , że ci bohaterowie są ogniwem łańcucha Ślązaków, którzy zachowali polskość przez 700 lat brutalne (?) germanizacji!!!
    Nie był to jednak koniec historii tej tablicy, ledwie początek, pierwszych 12 lat, a końca historii jeszcze nie ma!
    Dość długą i ciekawą historię tej tablicy opisałem w Silesii w obu językach i ewentualnie zainteresowani znajdą ją w archiwach Silesii.

  63. @zyta2003 13:28

    Autochtonicznie mogę Ci powiedzieć, że T. Snyder mówi po polsku świetnie.

  64. @Zyta2003

    Dziwi mnie tylko jedno , iż Twoi dziadkowie nie zostali powołani do wojska Najjaśniejszego Pana, którego praskie muchy obesrały. Mój teść był zwykłym chłopcem, synem gospodarza, a walczył dla Franciszka Józefa, bo był jego poddanym. Pewnie były inne powody braku poboru Twoich protoplastów.

  65. Dwaj panowie w łódce historii (nie licząc psa):

    wasze opowieści o historii, z okolic czasów „niepodległości”, obu wojen i lokalnych konfliktow, a w przestrzeni sięgających od Francji po Kulandię, uważam za niezwykle ciekawe, frapujące, świaczące i – przez bezpośredniość – bardzo żywe.
    @Zaku – świetny wstępniak, moje uznanie. I nie odpuszczaj, bo wziąłeś i zniknąłeś na czas jakiś. A czas taki, że trzeba odwrotnie i wstępniaki też pisać. 🙂

    @Antoniusie, do Ciebie mam i taką sprawę: ponieważ piszesz o wojennych doświadczenia bliskiej Ci osoby, z I wojny, z Verdun, to rad bym bardzo zobaczyć Twojego wstępniaka na temat. Widzę bowiem od dawna, że I wojna jest w nadwiślańskiej kulturze i jej narracji właściwie nieobecna. Jakby jej wcale nie było. A przecież długo była największym wydarzeniem XX wieku – zwana wtedy Wielką Wojną, była koroną czasów sięgających głęboko w XIX wiek, oraz była zarzewiem kolejnej wojny, która już okazała się II wojną światową.
    Wszelkie polskie bolączki, boleści, prawdziwe i mniemane rachunki krzywd brane są nad Wisłą z czasu II wojny. Co jest zupełnym dziwactwem, fałszem oraz idiotycznym spłyceniem rzeczy. To co piszesz o tablicy upamiętniającej tych bardzo nielicznych wyznawców polskości na ziemiach plebiscytowych, jak i Twoja historia rodzinna świetnie pokazuje owe zawiłości, niejednoznaczności, trudność z łatwym hurraoptymizmem z powodu „stulecia niepodległości”, oraz mnogość splotów życia w perspektywie historycznej.

    Verdun, choć i podobnie z bitwą nad Sommą, to zwornikowa część Wielkiej Wojny. Obrona/zdobwanie wielkiego, podziemnego fortu jest swoistym symbolem tamtego czasu i pewnym początkiem tego, co się zebrało do nadwiślańskiej „niepodledłości”.
    Nie mam żadnych rodzinnych związków z bitwą pod Verdun, ale jako wyznawca żywej historii konfliktów, byłem, widziałem, gapiłem się z zewnątrz i spod ziemi. Wrażnia bardzo silne i trwałe. Fracja zaś bardzo silnie pamięta o tamtej wojnie i jej skutkach. Mnogość wielkich, średnich i małych cmetarzyków, groby żołnierzy właściwie z całego świata, bo i dużych oddziałow żołnierzy z Australii, Nowej Zelandii, którzy bili się i ginęli w wojnie, którą łatwo mogliby uznać za nie swoją, ale i żołnierzy z Arabii czy Afryki. Mnóstwo śladów, pamiątek, blizn, w tym i w dużych, sławnych miastach, jak choćby Arras. Największa eksplozja sprokurowana ręką człowieka przed erą atomową: 460 ton materiału wybuchowego rozerwało ziemię i ludzi niespecjalnie gorzej niż ładunek nuklearny.
    A ta historia, wprost czy pośrednio, w której mieli udział Twoi bliscy, przekłada się na historię (zapominaną, zapomnianą, nierozumianą, lekceważoną, wypartą) świata nad Wisłą.
    Napisz o tym wstępniaka.

    Mając taką sprawę do @Antoniusa, mam też, podobną, do @Zaka1953: panowie, napiszcie wstępniaki.

  66. wujaszek wania
    16 listopada o godz. 21:40
    @zak1953
    To, co piszesz koresponduje, do pewnego stopnia, z esejem Andrzeja Ledera:
    Niepodległość w prezencie i symboliczna pustka 1918 roku
    https://www.evernote.com/shard/s9/sh/fec02fec-1791-4c90-b845-5c673d1114c9/d8a4ab306072be81
    Znamienna jest końcówka jego wywodu:

    Mój komentarz

    Przeczytałem esej Ledera i odniosłem wrażenie, że Ledera w wielu miejscach ponosi wyobraźnia.
    Np. cytat dotyczący stosunku arystokratycznych dowódców do swych żołnierzy na frontach I Wojny Światowej.

    „I oto nagle całe to bydło znalazło się – stłoczone i przerażone – pod ich rozkazami! Cóż za mściwa rozkosz: wysyłać ich na druty, pod ogień karabinów maszynowych, obserwować, jak rozrywają ich miny i pociski artyleryjskie! Dopiero ten kontekst pozwala zrozumieć absurdalny upór, z jakim arystokratyczne sztaby latami mordowały swoje ludy, przy okazji unicestwiając etos największego konkurenta – mieszczaństwa.”

    Ledera esej o I wojnie światowej która przeorała świadomość ludzi w krajach zachodnich utechnicznieniem bojów, sprawną organizacja mobilizacji żołnierzy, bezsensowną masowością zabijania możliwą dzięki technice, jest bardzo nierówny.
    Jest mieszanką pamiętnikarskich wrażeń, analizy socjologicznej wojny, poszukiwaniem pokrewieństwa procesów społecznych z nauką Freuda, objaśnianiem dziejów poprzez okołomarksistowskie szkiełko i oko.

    Co do uzyskania przez Polskę niepodległości fuksem i za friko, to Leder ma jakieś 20 % racji, bowiem bez warunków wytworzonych przez klęskę państw zaborczych w I Wojnie nie byłoby o co się bić ani starać, bo dla większości otoczenia dawnej Polski było chyba oczywistym, że istnienie Polski, to nie jest pilna, pierwszoplanowa konieczność.

    Jeśliby nie było chętnych do wykorzystania sytuacji po I Wojnie na rzecz reaktywacji państwa polskiego, takiego jak to w dzisiejszej nomenklaturze by się powiedziało – okna niepodległościowego, to sprawa polska w sposób naturalny by upadła w stadium początkowym.

    Leder argumentuje, że do walki zbrojnej o niepodległość nie było wielu ochotników (kilkanaście tysięcy w legionach Piłsudskiego). Legiony były sformowane jako polskie oddziały pod ogólnym dowództwem austriackim.

    W każdym razie Polska niepodległa w 1918 roku, to był twór rozczłapany, posklejany na prędce, z ludnością w dużej części zmieszaną mozaikowo, ze świadomością wypełnioną różnorakimi niedostatkami i wątpliwościami, w znaczącej części obojętną, z doświadczeniami funkcjonowania – jak Leder podkreśla – bardziej folwarcznymi niż przemysłowymi, z prawem poszatkowanym na 3 zabory, z nikłym szacunkiem ludności dla prawa, z kadrą z łapanki, z administracją pożal się Boże, itd.
    Pzdr, TJ

  67. Szanowny Tanako!
    Muszę Cię rozczarować. Nie mogę wiele napisać o wspomnieniach ojca, bo już prawie niczego nie pamiętam poza wspomnianymi skutkami choroby układu pokarmowego, które nie były raczej miłe dla otoczenia i samego kaprala cesarza Wilhelma.

    Poza tym sytuację mojego mózgu najlepiej opisuje fragment bardzo znanego wiersza Fryderyka Schillera pt. „Pieśń o dzwonie”. Każdy uczeń niemieckiej szkoły musiał znać całość lub fragmenty (jak u nas „Litwo, ojczyzno moja”). Niektóre fragmenty służyły nawet satyrykom na wiele dowcipów, które ja też uwielbiałem. Fragment, który cytuję, mógłby dziś dotyczyć miliona Kalifornijczyków, bo dotyczy rodziny, której wszystko spłonęło. Szukałem u Gugla tłumaczenia na język polski, ale nie znalazłem.
    Leergebrannt
    Ist die Stätte,
    Wilder Stürme rauhes Bette,
    In den öden Fensterhöhlen
    Wohnt das Grauen,
    Und des Himmels Wolken schauen
    Hoch hinein.
    Einen Blick
    Nach den Grabe
    Seiner Habe
    Sendet noch der Mensch zurück –
    Greift fröhlich dann zum Wanderstabe.
    Was Feuers Wut ihm auch geraubt,
    Ein süßer Trost ist ihm geblieben,
    Er zählt die Haupter seiner Lieben,
    Und sieh! ihm fehlt kein teures Haupt.

    Mój komentarz (zamiast nieudolnego tłumaczenia poezji):
    Pierwsze 3 linijki opisują stan mojego umysłu- kompletnie wypalone miejsce, igraszka dzikich huraganów (burz?) – nie pamiętam tylko czy chodzi o gonitwę myśli, czy pojawiające się (lub nie) wspomnienia.
    Dalej opisuje, że ofiara pożogi idzie wesoły w świat, ciesząc się tym, że nikt z rodziny nie zginął – tu znów aluzja kalifornijska. Ostatnia linijka została w naszej rodzinie lekko zmodyfikowana, bo w oryginale wyglądało tak:
    Er zählt die Haupter seiner Lieben,
    Und sieh! ihm fehlt kein teures Haupt.
    Po polsku: On liczy głowy swoich bliskich i popatrz – żadnej nie brakuje.
    U nas wyglądało to tak: „Und sieh! Statt sechse sind es sieben!”
    „i popatrz, miast sześć jest ich siedem!” (tych głów)
    To była aluzja do moich urodzin – byłem siódmym dzieckiem. Nie było jedynie pożaru przed moimi urodzinami tylko kłopoty ojca z oprawcami bojówki w brunatnych mundurach, którzy chcieli zabić ojca z przyczyn politycznych. SA Hitlera to coś jak Wojska Obrony Terytorialnej naszego wodza z Nowogrodzkiej, cele SA pana Adolfa były zbieżne z celami WOT – inwigilacja potencjalnej opozycji i eliminowanie zagrożeń dla wodza z likwidacją zagrożeń włącznie (to nas czeka).

  68. @Tobermory 17 listopada o godz. 10:52
    Do kolekcji – jeszcze jedno znaczenie słowa „Panisko”.
    Tym razem obelżywe. A wniosek z tego taki, że znaczenia jednak są płynne.
    A jeśli ktoś zza oceanu w dodatku słabo zna język „ojczysty” i ma niezachwiane przekonanie, że go zna… to sam rozumiesz.

    Narody, ech, narody…

    „Był Polak co winem częstował Litwina
    Że wynikł stąd spór pewnie wina to wina
    Ścierały się srogo
    I Orzeł i Pogoń
    W wyzwiskach „Panisko”, „Boćwina”
    Quo vadis? zapytałby strony Winicjusz
    Polaka z Litwinem nie łączy dziś nic już
    Patriota naciera
    Bo Litwin się spiera
    Że wieszcz nasz się zwał Mickiewiczius

    (…)
    Ład nowy na świecie różowi się zorzą
    Narody, narody, narody się mnożą
    Że jeden za drugim za sprawę pokoju
    Strącają kajdany powstają do boju
    Nieprędko się chyba położą.”

  69. @tejot 17 listopada o godz. 15:48

    Że “Ledera w wielu miejscach ponosi wyobraźnia” – ciekawe, bo moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu tego eseju było identyczne.

    Ale tego rodzaju przerysowany sposób narracji historycznej wiąże się chyba z ogólnym zachodnim (nie polskim, nie!) trendem uatrakcyjniania historii. Nie mówię o beletrystyce historycznej. Mówię o opasłych tomiszczach autorstwa np. Adama Zamoyskiego, które są dopracowane, udokumentowane, przemyślane i… bardzo atrakcyjne dla czytelnika. Widziałam w necie wywiad z Adamem Zamoyskim, który prowadziła (z towarzyszeniem jakiegoś pana) Agata Passent.

    Zamoyski argumentował na rzecz atrakcyjności opowiadania historii (twierdząc, że to brytyjska tradycja), Agata Passent… no cóż, powiedziała coś bardzo zabawnego w stylu emblematycznej blondynki. Niestety, nie jestem w stanie go teraz „na szybko” znaleźć. Pech.

  70. Tożsamość narodowa jest kwestią wyboru i okloliczności.miałem wujka, męża ciotki, który se takiej kolonii niemieckiej na Mazowszu,twierdził, że od czasów saskich. jezykiem domowym był niemiecki, ewangelicy. W 20 roku wstapił ochotniczo do wojska, ale jak twierdził, nie brał udziału w walkach, bo nie dostał karabinu i wojna sie skończyła. Został polonistą. W 1939 dostał sie do oflagu, gdzie spędził całą wojnę, były tam silne naciski na podpisanie volkslisty.Miał typowe niemieckie imie nie dające sie właściwie spolszczyć i nazwisko z umlautem (pisane oe) Po wojnie nadal nauczal polskiego w szkole, ale pytano, co ten Niemiec tu robi.

    W Łodzi, Wielkopolsce przed wojna istaniała duża mniejszośc niemiecka, Polaków wysiedlano do GG, miedzy innymi moją wielkopolską część rodziny, część pewnie równiez z obawy przed wysiedleniem deklarowała narodowośc niemiecką.Po wojnie umieszczono ich w obozie na Sikawie, gdzie była duża śmiertelność. Po rozwiązaniu obozu częśc została w Polsce, część wyjechała do Niemiec, głównie NRD.Do Łodzi sprowadzano równiez osadników z Bukowiny, krajów nadbałtyckich.
    Miałem takich pacjentow po tej Sikawie, ale również z byłych takich kolonii niemieckich. Spotkałem równiez takich , co wyjechali, zachowali na ogól język polski, chociaz ich dzieci czy wnuki raczej nie.

  71. @Tejot, @ Na Marginesie.
    Andrzej Leder . Prześniona rewolucja.Ćwiczenie z logiki historycznej. Wyd Krytyka Polityczna.

  72. @Żak – jak zwykle bardzo ciekawa rodzinna historia. I dobrze napisana. Więcej takich!

  73. @Pombocku – „więc lub mnie lub mnie nie lub, więc raczej już mnie lub, ty możesz mieć nas wielu, ja ciebie aż po grób!” Jednak chętnie się tobą podzielę z wymienionym fraucymerem (czyżby harem???!) 🙂

  74. @Stachu39 17 listopada o godz. 16:11

    Po raz kolejny przytaczam dane z książki Adama Zamoyskiego o wojnie polsko-bolszewickiej (tytułu nie pomnę, ale łatwo znaleźć). Otóż. Gdy tuż po 1.wojnie przeprowadzono ankietę wśród ludności Europy Wschodniej – po to, żeby ułatwić ustalanie granic – to większość w ogóle nie wiedziała, jakiej jest narodowości! Identyfikatorem była wieś lub miasteczko, wykonywany zawód i religia.

    A z kolei w książce o epoce romantycznej („Święte szaleństwo”) Zamoyski pisze o zrywach wolnościowych i o tym, jak idea tak pojętej wolności torowała sobie drogę z wielkimi oporami i była często narzucana z zewnatrz. Polscy „bojownicy o wolność” grasowali wtedy po całej Europie, wszędzie próbując wzniecać… aspiracje. Czy jakoś tak. Kształtowanie się idei i zbiorowych ambicji to rzecz bardzo ciekawa.

  75. Na marginesie
    17 listopada o godz. 16:10
    @tejot 17 listopada o godz. 15:48

    Że “Ledera w wielu miejscach ponosi wyobraźnia” – ciekawe, bo moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu tego eseju było identyczne.

    Mój komentarz
    Nie mam nic przeciwko. Jestem zwolennikiem opowiadania o historii w sposób barwny, atrakcyjny, zaciekawiający. Miałem tylko, co do Ledera, zastrzeżenia za zbyt częste wycieczki w stronę wyobraźni oraz przerost interpretacyjności nad faktami. Ze się tak wyrażę.
    Pzdr, TJ

  76. @zak

    Jak „kamyczek” z mozajki sa takie, jak Twoje wspomnienia. I co ciekawe, ten Twoj „kamyczek” pasuje do kilku roznych mozajek, osobistych losow rodziny, losow wspolnych i powiazania tych losow z losami kraju i wplywu losow kraju na losy rodzin i ludzi pojedynczych. Dzieki wielkie za danie wgladu.

    Mozajki skladaja sie jak wiadomo z tysiacy, czy milionow „kamyczkow” wspomnien. Twoje wspomnienie wywolalo moje wspomnienia Slaska. Bo choc nie mam slaskich korzeni, to mam w pamieci, slaski epizod w dziecinstwie. Splot okolicznosci byl taki, ze smialo moglby posluzyc za scenariusz i wygladal tak: Mialem 3 lata, a moja mlodsza siostra zachorowala na cos tak powaznego (nie pamietam co), ze rodzice zdecydowali, ze najlepiej bedzie wyslac mnie gdzies daleko od domu na jakies dwa miesiace, tylko ze juz nie zyli dziadkowie i nie mieli gdzie i wtedy ich przyjaciel, pochodzacy z opolszczyzny, zaproponowal im ze mnie zabierze do swojej rodziny mieszkajacej gdzies we wsi na Slasku Opolskim. Czy sie rodzice dlugo, czy krotko zastanawiali, to nie wiem, w kazdym razie skonczylo sie na tym, ze w wieku 3 lat trafilem na dwa miesiace do niemieckiej, wiejskiej, czyli czytaj tradycyjnej rodziny i byl to rok 1958, 40 lat od odzyskania niepodleglosci i 13 lat po zakonczeniu WWII…

    60 lat zatarlo niemal wszystko w mojej pamieci, wiec zadnej wielkiej relacji nie przedstawie, ale i to co sie ostalo, to ostalo sie dlatego, ze wywarlo tak wielkie wrazenie na 3-latku, ze uplywajacy czas nie zdolal tego z pamieci wymazac.

    Oto co pamietam:

    1) Jezyk. Przyjaciel rodzicow mowil po polsku, ale jego rodzina chyba mowila wylacznie po niemiecku. Chyba przez kilka dni mialem pomoc w tlumaczeniu, a potem najwyrazniej sam sobie radzilem. Na poziomie 3-latka oczywiscie, ale sobie poradzilem, bo po dwuch miesiacach, gdy wrocilem do domu musialem sie na nowo nauczyc polskiego, bo jak rodzice wspominali, wolalem mowic do nich po niemiecku jeszcze przez kilka miesiecy.

    2) Dom, posilki, spanie. Dom byl murowany, a najwiekszym pomieszczeniem byla kuchnia, w ktorej sie gotowalo, jadlo przy dlugim stole, przebywalo i raz na tydzien kapalo dzieci w wielkiej balii. Ile bylo dzieci poza mna nie pamietam, ale co najmniej 5 i pamietam jak spac chodzilismy, wszystkie dzieci w jednym lozku, pod jedna koldra. Co jedlismy nie pamietam, pamietam za to, ze przy stole siedzielismy wedlug wzrostu, czyli najmniejsze dzieci na koncu stolu. Pamietam to tak dobrze, bo pamietam swoja „walke” o „lepsze miejsce”, to znaczy jak sie wyprezalem przy mierzeniu, zeby wykazac ze jestem wyzszy i dume, ze wywalczylem lepsze miejsce. Z posilkow pamietam jeszcze wspolnie odmawiana modlitwe przed jedzeniem, a to pamietam, bo u mnie w domu tego nie bylo.

    3) Zniwa. Zniwa pamietam, bo to bylo najwieksze przedsiewziecie w jakim, w calym swoim zyciu uczestniczylem. Pamietam wstawanie, gdy jeszcze bylo ciemno i pospieszne sniadania. Potem bylo zaprzeganie krow do wozu. Krowy, a nie konie, nie mieli koni, a woz byl drabiniasty i na pole jechalismy siedzac na wozie z nogami zwisajacymi pomiedzy „szczeblami” i dyndajacymi sie tuz nad droga. Do dzis mam w pamieci, ze wystarczylo sie tylko ciut przechylic w jedna strone, zeby ta noga ziemi dotykac i zostawiac slad na piasku.

    4) Sciernisko. Kosiarze kosili kosami, a kobiety ktore snopy wiazaly caly czas odganialy dzieci, zeby sie kosiarzom pod kosy nie dostaly. Wszyscy byli boso, co pamietam poprzez bolesnosc chodzenia golymi stopami po sciernisku. Mialem sandalki, ale chcialem jak wszyscy byc na bosaka, wiec je sciagalem i pomimo ukluc tez na bosaka chodzilem. Na styliskach kos byly zamontowane polkola obciagniete plotnem, na ktorych odkladal sie i zatrzymywal pokos, ktory w kolejnym ruchu zostawal rowna kupka do zebrania w snopek. Chyba musialo mnie to niezwykle zajmowac, moze wrecz fascynowac, bo jak zamkne oczy to „widze” siebie 3-letniego, jak zza plecow kobiet sledze ruch kos i staram sie wypatrzec jak ostrza scinaja zboze i wlasnie te smigajace tuz nad ziemia i czasem blyskajace „zajaczkami” slonecznymi ostrza mam wciaz w pamieci, z reszta przywolanego obrazka.

    5) Zabawy. Zabaw w domu nie pamietam. Moze w domu dzieci mialy zabronione bawienie sie, a moze te domowe obrazy zabaw nie ostaly sie czasowi. Za to pamietam zabawy w czasie zniw. Duzo ich nie bylo, choc moze byc ze nie pamietam, ale pamietam poludniowe „wyprawy” do strumienia i budowanie tam, ktorych nigdy nie udawalo sie dokonczyc, bo trzeba bylo wracac do pracy, a nastepnego dnia trzeba bylo budowe tamy zaczynac od nowa. Jeszcze zabawe w berka na tym swierzym sciernisku pamietam, bo jako najmniej przyzwyczajony do biegania na bosaka bylem tego nieprzyzwyczajenia stala ofiara, ktora kazdy latwo doscignie i kotra nikogo nie jest w stanie dogonic.

    6) Czy wykonywalem jakies prace? Nie wiem, nie pamietam, mozliwe, ze tak, ale jesli wykonywalem, to chyba jakos tam musialy byc naturalne, lub wynikac z dzieciecego nasadownictwa doroslych, bo niczego nie pamietam jako pracy.

    W podsumowaniu chce dodac pare uwag, ktore sa uwagami mnie doroslego, bo nie mogly byc przez dziecko sformulowane. Njawazniejsze wydaje sie byc to, ze musialo mi tam byc zwyczajnie dobrze, bo tak wiele zapamietalem i czas nie zdolal zatrzec tych zapamietanych obrazow. Co do rodziny niemieckiej, u ktorej spedzilem lato 1958 roku, to nosi ona francuskie nazwisko i pochodzi od hugenotow, ktorzy uciekli do Prus po nocy Sw Bartlomieja. Przyjaciel moich rodzicow zrobil doktorat z matematyki na UW, a po 1968 roku wyemigrowal z cala swoja rodzina do Niemiec Zachodnich.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Watpiacym, czy mozna pamietac, jak ja pamietam to co przezylem majac 3 lata, odpowiadam – mozna…

  77. @tejot 17 listopada o godz. 16:40

    Ja też nie mam nic przeciw. Książki Adama Zamoyskiego pochłaniam i pożeram. Zalinkowany esej Ledera też się „dobrze czyta”. W sumie potwierdza postmodernistyczną tezę, że każda narracja jest z zasady tendencyjna, a obiektywizm – to taka gwiazdka przewodnia na horyzoncie. Niedościgniony ideał. Po prostu w tekście Ledera widać to nieco lepiej niż w wielu innych (czy np. reportaże Kapuścińskiego to jeszcze dziennikarstwo – czy już fantazja? I jak ocenić „prawdziwość”, która może być bardziej prawdziwa – albo bardziej skrótowo reprezentatywna – niż rzeczywiste fakty?). Czy esej Ledera to historia, czy osobista refleksja o historii?

    Podobnie (chociaż to przykład z innej beczki) pochłaniam książki Barta Ehrmana o historii badań biblijnych i rozwoju religii katolickiej. Ehrman jest całkiem normalnym wykładowcą akademickim, który pisze dla wąskiego grona specjalistów, ale również – z ogromnym powodzeniem – dla tzw. ogółu czytelników. Łączy fachowość z atrakcyjnością, nic przy tym nie ujmując fachowości.

    W sumie – granice tradycyjnych gatunków chyba niekiedy stają się płynne, co niekoniecznie jest mankamentem. Jaki jest, na przykład, „gatunek” książek Harari?

    Literatura nie jest – i chyba nigdy nie była – wiernym obrazem jakiejkolwiek „rzeczywistości”. Nie tylko powieść, ale też esej historyczny jest wizją autora – idealnie rzecz biorąc opartą na źródłach, a przy tym bardziej lub mniej sugestywną. Ale że tak pojęta literatura kształtuje świadomość indywidualną i zbiorową – pod tym twierdzeniem się podpiszę. Ręcami obiema.

  78. @lonefather 17 listopada o godz. 16:48

    Musiałeś chyba często “odnawiać” te wspomnienia, to znaczy wyciągać z archiwum pamięci i obracać w rękach, po czym znowu odsyłać do archiwum. Przy każdym takim oglądzie wspomnienia ulegają nieznacznej modyfikacji – jak otwierane wielokrotnie pliki jpeg. Tyle psychologia.

    W sumie twoje wspomnienia są bardzo ciekawe – ja mam podobne z wakacji u rodziny na wsi, gdzie jednak byłam poniekąd wydelikaconym, miastowym pieszczoszkiem, traktowanym nieco inaczej niż (podobno) zahartowane wiejskie dzieci. Jednak wspomnienia obejmują szereg pobytów, gdy byłam sporo starsza niż trzylatek i nie ma w nich elementu wielonarodowości. Gwara – tak.

  79. Na marginesie
    17 listopada o godz. 17:16

    Najwyrazniej zapomnialas, ze mam Aspergera. Nie ma „odnawiania”, cos zapamietane, jest zapamietane. Moze wyblaknac, moga zniknac jakies detale, ale co zapamietane, jest pamietane, jak zostalo zapisane. Np. mam niejasne „obrazki” ze swiatlem w roli glownej, ale nie pamietam, czy to byly lampy naftowe, czy swiece. „Kula swiatla” trzymanego w reku i wydobywajaca z mroku jakies osoby, a za jej granicami niewyrazne sylwetki mebli, czy zarysy obrazkow na scianach. Nie pamietam dokladnie, wiec wyzej nie wspomnialem,bo czas za duzo ztarl. Nic nie dodam, bo choc teoretycznie umialbym, to praktycznie musialbym wykonac niewyobrazalnie duzy wysilek, zeby opowiedziec to co pamietam splecione z „dopiwedzianym”. Jasli juz nastapily jakies „modyfikacje”, to tylko redukujace ilosc detali w „obrazie” …

    Pamietam, ze w zbozu byly jakies kwiaty, ale jakie to nie pamietam, wiec nic o nich nie wspominam. Probowalem sie dowiedziec od rodzicow w ostatnie wakacje, jak sie nazywala ta wies w opolskim, ale okazalo sie ze za pozno sie zapytalem, bo oboje nie byli w stanie sobie przypomniec.

    Pozdrowka
    ~l.

  80. 32. wujaszek wania
    17 listopada o godz. 9:36
    Nie miałem jeszcze okazji przesłuchać materiału, do którego dałeś mi link. Zrobię to z pewnością, bo interesują mnie te kwestie. Osobiście jestem zwolennikiem tezy, że mieszkańcy Królestwa Polskiego czyli dawnego zaboru rosyjskiego otrzymali niepodległość w prezencie. A wywalczyli ją dla nich oprócz Niemców i Austriaków: Ślązacy, Wielkopolanie, Polacy z Galicji i narody Austro-Węgier. Polscy szlachcice służący w armii rosyjskiej jako oficerowie i nawet generałowie wiernie służyli carowi do końca, próbując utrzymać jego władzę. Gdyby car nie upadł prawdopodobnie wolnej Polski by nie było. Bo zwycięski car by nie pozwolił. A Francuzi, którzy tak przyczynili się do końcowego sukcesu wolnej Polski, wspierając swego sojusznika cara nie dopuściliby do istnienia polskiej błękitnej armii oraz nie wsparli jakiegokolwiek Polaka bąkającego u nich o niepodległości Polski. Można powiedzieć, że część z dzisiejszych super-patriotów winna przyjrzeć się aktywności swych przodków w czasach I wojny. Szczególnie dotyczy to tych pochodzących z dawnego zaboru rosyjskiego. Ich przodkowie wg obecnych ocen działali na rzecz utrzymania carskiego panowania nad ziemiami polskimi. Jak się wydaje problem ten dotyka m.in. obecnego prezesa partii rządzącej i kilku znaczących osób z jego otoczenia (ale to temat na odrębną dysputę).

  81. Na marginesie
    17 listopada o godz. 17:16

    A co do „odnawiania” to go zwyczajnie nie bylo. Chyba dzis po raz pierwszy w zyciu o tym co pamietam, opowiedzialem. Bylo co innego. Bylo porownywanie do tego pamietanego, gdy stykalem sie z czyms podobnym. Ale i to bylo zwykle konstatacja, ze juz to znam i jedyna rzecza jakiej nigdy wiecej nie zobaczylem, to woz w krowy zaprzegniety.

    Pozdrowka
    ~l.

  82. zak1953
    17 listopada o godz. 17:44

    Zapewne niechcacy, lub z niewiedzy, obraziles bardzo wielu mieszkancow Kongresowki, ktorzy walnie (na polu bitwy) rzyczynili sie do odzyskania niepodleglosci. W tym tez kilku czlonkow mojej rodziny obraziles…

    Wybaczam, bo jak wyzej napisalem, mysle ze niechcacy, lub z niewiedzy, obraziles.

    Pozdrowka
    ~l.

  83. prospector
    17 listopada o godz. 11:19
    Jestem rdzennym Ślązakiem wychowanym w stuprocentowo polskim otoczeniu. Moi przodkowie stali się obywatelami polskimi w czerwcu 1922 roku wraz z przejęciem części Górnego Śląska przez Polskę. Moje domowe wychowanie było wypadkową rodzinnych doświadczeń z tym państwem w obu formach, czyli II RP oraz PRL-em. Jako dzieciak oraz młody człowiek czułem się polskim patriotą. Teraz jestem wyłącznie lojalnym obywatelem. Lojalnym ale krytycznym, bacznie obserwującym i rejestrującym liczne świństewka obecnych polskich elit politycznych. Co do przyszłej ewentualnej wojny, to nie będzie ona przypominała tego co znamy z opisów historycznych. Ale to również temat do odrębnego rozważania.

  84. lonefather
    17 listopada o godz. 17:53
    Nie jest moim zamiarem kogokolwiek obrażać. W takiej dyskusji stosujemy (niestety) pewne uogólnienia, dotyczące określonych gup społecznych. Tym niemniej, warto spojrzeć na dane, z których wynika ilu Polaków służyło carowi w jego armii jako oficerowie oraz generałowie. Myślę, że nikt ich do tego nie zmuszał. Według mnie to skutek pewnej tradycji obowiązującej w środowisku szlacheckim, a dotyczącej możliwych form realizacji się przez szlacheckie dzieci; panowie ziemscy, żołnierze, duchowni. Oraz wolne ptaki realizujące się w szeroko rozumianej sztuce oraz naukach wyzwolonych, na które mogli sobie pozwolić jako potomkowie środowisk posiadających (cokolwiek by to określenie znaczyło). Na wszelki wypadek przepraszam oburzonych. Ale może takie oburzenie stanie się źródłem rozszerzonej dyskusji o czasach dawno minionych, a dotykających naszych przodków sprzed kilku pokoleń.

  85. zak1953
    17 listopada o godz. 18:24

    Alez wiem, ze Twoim zamiarem z pewnoscia nei bylo obrazenie kogokolwiek. Niemniej powtorze, ze albo z niewiedzy, czy z nieuwagi …

    Widzisz, Polacy z roznych zaborow sluzyli, pracowali dla krajow, w ktorych sie znalezli. Taki lajf jest i tyle. Jakas ich czesc sie wynaradawiala, inni pozostali odporni na wynarodowienie i jak sie pojawila szanasa na oddzyskanie niepodleglosci, to sie w jej odzyskiwanie wlaczyli. I to wlaczenie sie polaczylo to co na 123 lata zostalo rozdzielone.

    Odwazanie kto, ilu, co, to jest dzielenie, czyli odwrotnosc laczenia, czego skutkiem jest moja reakcja sprzeciwu, ktora moze nas jeszcze bardziej oddalic, ale mamnadzieje, ze nad tym zapanujemy, chocby w imie jednosci nad roznicami.

    Pozdrowka
    ~l.

  86. Stachu39 – 17 listopada o godz. 11:38
    Moi dziadkowie to pokolenie dwóch ostatnich dekad XIX wieku. Tata rocznik 1926, mama 1932 należeli do najmłodszych w rodzinach. Większość mojego kuzynostwa to ludzie z czasów 1938-1947. Na młodszych ode mnie wystarczy jedna ręka. Z przykrością muszę to powiedzieć, że tylko dwóch moich wujów służyło w kampanii wrześniowej 1939 roku w polskiej armii. A i tak trafili potem ze stalagu w szeregi Wehrmachtu (bez własnej woli i inicjatywy) z zaliczeniem polskiego stopnia wojskowego, wyższego aniżeli szeregowy. Obaj urodzeni na Śląsku w czasach cesarskich, dwujęzyczni; śląszczyzna oraz b.dobry niemiecki. W tamtych czasach to wystarczyło rządzącym. Nie mieli skrupułów w powołaniu do służby wyszkolonych i ostrzelanych w walce żołnierzy.

  87. tejot
    17 listopada o godz. 15:48

    mam dokładnie takie same zastrzeżenia do Ledera. Razi mnie to, co zacytowałeś, przypisywanie dowódcom paskudnych motywów. Jestem sceptyczny co do odwoływania się do Freuda. Jeżeli już chce się odwoływać do koncepcji psychodynamicznych, to są lepsi jej przedstawiciele.
    Mimo to uważam esej za wart poznania. „Podarowana niepodległość”, niezależnie od stopnia podarowania, nie jest wielkim odkryciem. Wiadomo, bez rozpadu imperiów nie tylko Polska nie odzyskałaby niepodległości.
    Dużo bardziej ciekawe wydają mi się fragmenty dotyczące pustki symbolicznej. Pustki, której konsekwencje ponosimy dzisiaj w sposób szczególnie dotkliwy.

  88. @Lone

    w zbozu byly blekitne c h a b r y (Cyanus segetum).

    ——————–
    Circuit des Yeux perform „Fantasize The Scene”
    https://www.youtube.com/watch?v=or8Iq6EMzcg

    Bylem na koncercie 15.11/Stockholm, klub Fasching

    Haley Fohr – vocal + trojka muzykow:bas/synt, drums,ait violin.
    (brzmi jak Nico albo Diamanda Galas. genre: folk, blues, goth, psychedelia) – duzo utworow z ub.rocznego albumu „Reaching for Indigo”

  89. zak1953
    17 listopada o godz. 17:44

    tak, mieszkańcom różnych regionów niepodległość została „podarowana” w różnym stopniu. Leder docenia wysiłki Wielkopolan. Nie rozumiem dlaczego pomija wkład Ślązaków.

  90. Jakieś 25 lat temu na Śląsku Cieszyńskim ludzie pytani o narodowość mówili, że są „od tela”. Czyli stąd.
    Jak jest w tej chwili? Nie wiem. Nie byłem tam już bardzo dawno.

  91. Może kogoś zainteresuje „Mały rocznik statystyczny 1939”:

    http://istmat.info/files/uploads/51382/maly_rocznik_statystyczny_1939.pdf

  92. lonefather
    17 listopada o godz. 18:37
    Przypomnę jednak że Śląsk nie był obszarem zaborowym. Nasza historia toczyła się odrębnie, acz po sąsiedzku z Polską jeszcze przed czasem Władysława I zwanego Łokietkiem. I ja oceniam wydarzenia w Polsce z tej właśnie perspektywy. Wydaje mi się, że mam do tego prawo, chociaż sam urodziłem się już w ramach państwa polskiego funkcjonującego na ziemi górnośląskiej w 1953 roku. I to nie jest kwestia dzielenia obywateli polskich ale zachowania prawdy historycznej, z którą nasze państwo ma określone problemy. I zamiast rzetelnej historii raczy nas polityką historyczną, zgodną ponoć z polską racją stanu. Czy zgodną także z twoją wiedzą i doświadczeniami? Ja jestem otwarty na każdy przekaz, tyle że bez ideologicznego przymusu.

  93. @wujaszek wania 17 listopada o godz. 18:51
    Jakieś 25 lat temu na Śląsku Cieszyńskim ludzie pytani o narodowość mówili, że są „od tela”. Czyli stąd.

    Great minds think alike! 😉

    Własnie zakończyłem dosyc dokładne przeglądanie „Małego rocznika statystycznego 1939” szukając w nim danych ludnościowych , a szczególnie odniesienia się do „tutejszych”.

    Byłem na sto procent pewien, że to właśnie w tym roczniku będąc w liceum po raz pierwszy w życiu z wielkim zdziwieniem przeczytałem o tych jakichś (i dla mnie wtedy kompletnie niezrozumiałych) „tutejszych”. Napisałeś o Śląsku Cieszyńskim, a moja pamięć umiejscowiała tutejszych raczej gdzieś w okolicach Stanisławowa…

    W każdym razie w roczniku nie znalazłem żadnej wzminaki o tutejszych.

    Następnym podejrzanym będzie zatem przedwojenny „Mały Atlas Geograficzny” Romera. W Polsce miałem obie książeczki, a więc jak nie w roczniku to w atlasie! 😉

    Zobaczymy, czy jest gdzieś w formacie pdf.

  94. ozzy
    17 listopada o godz. 18:42

    Z pewnoscia masz rcje. Ja sie oparlem pokusie napisania o chabrach, bo nie pamietam z tamtego lata, ze to byly chabry, nie mowiac o tym, ze jako 3-latek nie znalem jeszcze ze chabry nazywaja sie chabry…

    Pozdrowka
    ~l.

    ps thx za muze zapodana, juz plytke na Amazonie zamowilem, wiec wiecej poslucham.

  95. zak1953
    17 listopada o godz. 18:54

    Jakos strasznie ciezko sie dzis z Toba gada…

    Jedna rzecza byly zabory, druga wlaczenie sie Slaska i Slazakow w odzyskiwanie niepodleglosci, 3-y Powstania Slaskie. Moze to glupie, ale „od urodzenia” mieszkalem przy ul Powstancow Slaskich i jak sie cokolwiek w swiecie zaczalem orientowac, to glupio mi bylo nie wiedziec nic o tych Slaskich Powstaniach …

    Pozdrowka
    ~l.

  96. https://pl.wikipedia.org/wiki/Helena_Romer-Ochenkowska

    Wybrana twórczość:

    dramat Karylla czyli miłość patriotyczna (1904)
    powieść Majaki (1911)
    zbiór nowel Swoi ludzie (1922)
    dramat Wesele na Wileńszczyźnie (1929)
    zbiór nowel Tutejsi (1931)
    dramat Rok 1863 na Litwie (1934)

    http://www.kpbc.ukw.edu.pl/Content/194790/Magazyn_263_07_HD_008.pdf

  97. zza kałuży
    17 listopada o godz. 18:52

    Interesujące, bardzo. Ale nie jestem pewien wiarygodności rocznika. Wedle mojej wiedzy, ostatni – pełny – rocznik powstał za rok 1938, a wydany w 1939. Mam go gdzieś w zbiorach, ale po paru roszadach bibliotecznych, straciłem z nim bezpośredni kontakt 🙁

    Ten, za 1939 rok, nie mógł przecież objąć całego roku, a wątpię też w półroczność danych. Tego nie da się ta szybko zebrać, opracować i wydrukować. Coś mi tu nie pasuje, ale – tak czy inaczej – rzecz jest bardzo ciekawa.

  98. lonefather
    17 listopada o godz. 19:13

    Jakos strasznie ciezko sie dzis z Toba gada…

    Bo Twoje stwierdzenie, że kolega obraża pamięć Twoich przodków to była ciężka artyleria. Chyba nawet forteczna.

  99. Na marginesie
    17 listopada o godz. 16:22

    Namarginesko, z racji już obecnego zimna (przymrozki) w Twoje spracowane ręce – owoce ciepłego lasu dla całego haremu. Spracowane, bo chyba nie powiesz, że w Twojej checzy wszystko robi chłop, a Ty leżysz, ćmisz fajkę, czytasz w dymie gazetę i naukowe bajki. Pewnie robisz i czytasz, czytasz i robisz, więc odsapnij sobi.

    Nie jestem aż taki szyszka, żeby jagody zrywać razem z jagodnikiem i z drzewami, ale był czas, kiedy mama nie mogła już jeździć na jagody/grzyby, więc rowerując z miasta K do miasta S, zrywałem trochę lasu i jej przywoziłem. W sumie zerwałem parę ędyliardów razy mniej niż rozdeptuje leśna maszyneria. Leśnicy, owszem, sadzą las i leczą – wiem, bo żem 12 latek zapiertego – ale też są jego największymi szkodnikami.

    W moich stronach rzadkością jest gołąbek zielonawy, który pokazuję. A pokazuję, bo to smakowa szlachta wśród 150. gatunków gołąbków. W ogóle jak ktoś chce jeść zimą grzyby o smaku grzybów, to nic, tylko wekować na słodko, bez żadnych przypraw gołąbki czyli surojadki. I potem szykować tak, jak się szykuje świeże. Szczęść Boże w komorze i dobranocka.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6624887065586071409/6624887065688455362?authkey=CMDP59T3ltTNQA

  100. Tanaka
    17 listopada o godz. 19:35

    Owszem tak, ale ze od razu „forteczna”? Z tym sie nei moge zgodzic, bo napisalem o swoim osobistym odczuciu powstalym w reakcji na slowa @zaka o ludziach z Kongresowki i ich wkladzie w odzyskanie niepodleglosci. Jestem potomkiem walczacych o niepodleglosc mieszkancow zaboru Rosyjskiego i az tyle wystarcza do czucia sie obrazonym stwierdzeniem o kolaboracji.

    Zreszta napisalem @zakowi, ze uwazam jego opinie za wynikajaca albo z nieuwagi, albo z niewiedzy i ze wybaczam, jako nie intencjonalne obrazenie pamieci.

    Pozdrowka
    ~l.

  101. @Tanaka 17 listopada o godz. 19:32
    Interesujące, bardzo. Ale nie jestem pewien wiarygodności rocznika. (…) Ten, za 1939 rok, nie mógł przecież objąć całego roku, a wątpię też w półroczność danych. Tego nie da się ta szybko zebrać, opracować i wydrukować. Coś mi tu nie pasuje, (…)

    Do głowy by mi nawet nie przyszło oczekiwać danych z tytułowego roku jakiegoś rocznika… przecież tego sie nie da zrobić, a przynajmniej nigdy się nie dawało w epokach drukowanej książki.

  102. U mnie na chabry mówiło się bławatki. Poza tym w zbożu rosły jeszcze maki i kąkole, a na obrzeżach rumianek, powoje, ślaz i kwitnąca niebiesko cykoria podróżnik.

    Posądzanie autora wstępniaka (bardzo ciekawy!) o nieuwagę lub niewiedzę jest obraźliwe. Każdy ma prawo do swojego punktu widzenia.

    Stosunek francuskich dowódców do prostych żołnierzy był przede wszystkim arogancki. Wysyłanie tysięcy na pewną śmierć nie sprawiało im może przyjemności, ale nie przyprawiało też o ból głowy. Rozstrzeliwanie za drobne niesubordynacje było na porządku dziennym i miało motywować pozostałych żołnierzy do ślepego posłuszeństwa.
    Jednym z lepszych filmów ilustrujących I wojnę są „Ścieżki chwały” (Paths of Glory) z 1957 roku w reżyserii Stanleya Kubricka. Może ktoś oglądał? Bywa przypominany przez telewizję. Świetna rola Kirka Douglasa (col. Dax)

    Odzyskanie niepodległości w 1918 nie zostało wywalczone zbrojnie przez Polaków, którzy w wojnie brali udział po wszystkich stronach frontu, jednakże w interesie obcych armii.
    To był naprawdę prezent od historii, korzystny zbieg okoliczności, a najważniejszym przełomem była rewolucja w Rosji…

  103. Antonius – 17 listopada o godz. 13:33,
    Profesorze,
    Dzieje moich przodków związane były z ziemią raciborską i pszczyńską. Dziadek Paul, zawsze zdrobniale wołany Paulek, (rocznik 1887) początek swej służby (wrzesień 1914) zaliczył na zachodzie. Służył w oddziale pionierów, co na nasze przekłada się chyba na saperów. Trafił także pod Verdun, gdzie w początkowej, acz krwawej już jej fazie, został ranny w rękę (jako jego pierwszy wnuk kontynuator nazwiska, w czasie częstych u niego pobytów, miałem okazję oglądać ranę na ręce i rozpytywać o jej przyczyny). Po wyleczeniu rany i koniecznej rekonwalescencji, dziadek nie wrócił do Francji lecz został wysłany na front wschodni, do walki przeciwko Rosji. W Kurlandii doczekał się szczęśliwie końca wojny. O dziwo, z wojny wrócili żywo także jego trzej młodsi bracia. Dziadek do końca życia był człowiekiem bardzo wierzącym. Ba, ta jego wiara w boską opatrzność, ocierała się o dewocję. Podejrzewam, że źródła tej wielkiej wiary, miały swe miejsce właśnie pod Verdun, gdzie dziadek stracił wielu swych ówczesnych przyjaciół. Dziadek Paweł z zawodu był murarzem. Po wojnie powrócił do swego zawodu. Jego żona, jak większość Ślązaczek tamtego czasu, prowadziła mu dom i zajmowała się wychowywaniem dosyć licznej czelodki. Wraz z tą ostrzelaną w wojnie trójką zaangażował się w powstania na rzecz Polski. Tyle, że o tym etapie swego życia już nie chciał rozmawiać. A późniejsze wydarzenia około-powstańcze, już w państwie polskim spowodowały trwały podział między braćmi. Przyczyn podziału nigdy nie doszedłem. Ani starsze rodzeństwo ojca, ani ich dzieci nie byli w stanie określić przyczyn takiego stanu. Pozostały wyłącznie przypuszczenia.
    Tyle, że podobne zdarzenia spotkałem w wielu innych śląskich rodzinach. Z rozmaitych wypowiedzi mogłem wywnioskować, iż przyczyna leżała po stronie rozbijackich działań wojewody śląskiego Grażyńskiego (Kurzydło), który podzielił i zantagonizował środowiska śląskie.

  104. wujaszek wania
    17 listopada o godz. 18:42
    tejot
    17 listopada o godz. 15:48
    „Podarowana niepodległość”, niezależnie od stopnia podarowania, nie jest wielkim odkryciem. Wiadomo, bez rozpadu imperiów nie tylko Polska nie odzyskałaby niepodległości.
    Dużo bardziej ciekawe wydają mi się fragmenty dotyczące pustki symbolicznej. Pustki, której konsekwencje ponosimy dzisiaj w sposób szczególnie dotkliwy.

    Mój komentarz
    Zgadzam się. Esej wart dyskusji.
    Pustka symboliczna, to ciekawe pojęcie, w stylu Ledera zdefiniowane.
    Uważam, że Leder pisząc o przemianach w świadomości Europejczyków zaszłych w czasie IWW i po wojnie (przemiany w świadomości potrzebują minimum czasu), pisze o kodzie społeczno-kulturowym w różnych krajach, który doznał głębokich bodźców w podstawowe jego elementy i rozpoczął przyspieszoną ewolucję, lecz nie u wszystkich, w kierunku – co zrobić i czy jest to możliwe by spory nie były bezładne, zabarwione nienawiścią, obciążone, nadmiernie motywowane interesem nie naszym, tylko tych, który skupili w swoich rękach władzę.
    Na tym pytaniu ewolucja utknęła, nie zdążyła, bo pojawił się następny bodziec, jeszcze straszniejszy – II WW.
    Leder słusznie zauważa, ze w Umęczonej ewolucja mentalności była tak powolna przedtem, że opóźniła się o kilkadziesiąt, a może i więcej lat, utknęła w fantazmatach, w bezradności wobec wyzwań świata idącego szybko do przodu i z tym stanem mentalności trzeba było wznawiać niepodległość. Nie było łatwo.
    Nie mówiąc o tym, że ta mentalność całkiem nie zanikła, trwa do dzisiaj i przysparza Umęczonej mnóstwo kłopotów, o których nosiciele tej mentalności starają się mówić – a o co chodzi, jest dobrze, jesteśmy aktywni, uznani, wielokierunkowi, wielu w Europie nam zazdrości, że jesteśmy w niej wyspą wolności (słowa głównego nosiciela tej mentalności)
    Pzdr, TJ

  105. lonefather
    17 listopada o godz. 19:13
    Podejrzewam, że w polskich przyjezdnych rodzinach powstania śląskie były lepiej, rozreklamowane, aniżeli w śląskich. Bo powstania śląskie są elementem polskiej narracji dokumentującej przynależność tej ziemi do Polski. Obecnie spotykam polskich historyków inaczej opisujących tamte wydarzenia i używających do ich określenia pojęcia wojna domowa. Sami zaangażowani w nie Ślązacy często założyli szlaban na ten etap ich życia. Nie rozmawiali o nich ze swymi dziećmi, ani wnukami. Osobiście składam mozaikę z rozmaitych wypowiedzi poszczególnych członków rodziny, aby pojąć istotę tamtego czasu. W dniach 15-16 listopada br. w muzeum w Gliwicach odbyła się polsko-niemiecka konferencja naukowa poświęcona rokowi 1918 na Śląsku i jego następstwom. Chciałem się załapać na nią, ale miejsc starczyło tylko dla referentów z IPN, uniwersytetów; Śląskiego, Wrocławskiego, Opolskiego i z Niemiec oraz tłumaczy. Niektóre tytuły referatów brzmiały bardzo obiecująco. Ważne, że o tych kwestiach zaczyna się wspólnie rozmawiać oraz oceniać.

  106. Wracajac do tematu wstepniaka zaka1953, takie podsumowanie Lawrie McFarlane’a.

    https://www.timescolonist.com/opinion/columnists/lawrie-mcfarlane-three-points-of-light-at-end-of-great-war-1.23493700

    Ogolniejsze lecz nie mniej minorowe :

    ‚Prawie każda wojna toczona od 1918 r. zawdzięcza swoje początki ideologiom NIENAWISCI zrodzonym przez te wojnę. Izraelskie osadnictwo na Bliskim Wschodzie dokonalo reszty i pograzyło w nieustajacej do dzis wojnie i tak już niestabilny region. Krótko mówiąc, jest to najciemniejszy z obrazów jakie pozostawila po sobie WWI.’

    Mowimy o wojnie zakonczonej 11 listopada 1918 roku. W dniu do dzisiaj celebrowanym w Polsce jako Swieto Niepodleglosci

    Uff! Rzeke ci ja na temat naszej kilkunastoletniej niby-niepodleglosci. Podobno 100-letniej juz. Jaki nie-Polak w swiecie, bedacy jakims cudem przy zdrowych zmyslach dzisiaj, moze celebrowac owo poronione zwyciestwo 11.11.18? Koniecznie o godzinie 11, znaczy sie, to czyniac?

    No ale jesli mozna celebrowac 10.04.10 jako jakies zwyciestwo, to 11.11.18 tym bardziej. Ostatecznie, zwyciestwo pochlaniajace 96 tylko POLSKICH ofiar powinno ustapic pierwszenstwa zwyciestwu pochlaniajacemu dziesiatki milionow ROZNO narodowych ofiar.

    Prawo wagi cyfr ofiar tu wkracza. A ofiary – czyli ryby z catch and release program – glosu, jak wiadomo nie maja.

  107. Jakis czas temu obiecalem @basi.n jesienny album. Dlugo mi zeszlo z roznych powodow, ale pierwsza czesc GRZYBY gotowa i nizej link do niej. Grzyby sa ladne. Grzyby sa fotogeniczne. I dlatego grzybom osobny albumik …

    https://photos.app.goo.gl/sXjixmwaYdWeiimZA

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Jadalnych moze ze 3, reszta inne, dla ich urody, czy ksztaltow, lub kolorow sfocone. Zeby nie bylo, to zdradze, ze w polowie pazdziernika to glownie maslaki i pare kan, za to w listopadzie wysyp podgrzybkow taki, ze w niecale dwie godziny znalezlismy ponad 60 podgrzybkow i przerwalismy zbieranie, bo juz mielismy az za duzo.

  108. zak1953
    17 listopada o godz. 20:22

    Ciezka sprawa z tymi rodzinnymi mozajkami. Od 60 lat sie mecze, zeby z ojca wyciagnac cos wiecej poza tym, ze walczyl w Powstaniu Warszawskim od poczatku do konca. I juz od dawna nawet nie probuje wyciagac. Pewnie jest to ten sam psychologiczny mechanizm, o ktorym wspominasz. Ja go nazywam, ze sie nie opowiada o czyms co sie uznaje/ocenia za blad, lub inne zlo…

    Pomijajac interpretacje z polityki historycznej wynikajace, i mam na mysli obie, czyli polska i niemiecka, to gdyby nie bylo powodow, nie byloby az trzech powstan. Byly, wiec musialy byc dostatecznie silne powody i dostatecznie licznie podzielane, ze trzy razy Slazacy chwytali za bron z intencja przylaczenia sie do Polski z niebytu powstajacej. Bo ludzie bez powodu zycia nie rzucaja na szale losu bezrozumnie. Rzucali, a to oznacza ze mieli powody wazne, zeby to zrobic.

    Pozdrowka
    ~l.

  109. Antonius
    17 listopada o godz. 15:52

    Szanowny Tanako!
    Muszę Cię rozczarować.

    Antoniusie.
    Skoro oznajmiłeś, że mnie musisz rozczarować, to wziąłem i siadłem, koło kaloryfera (tam cisza i spokój), żeby to rozczarowanie poczuć. Siedziałem, siedziałem, nawet się napiąłem, no, żeby poczuć, ale nic z tego. Żadnego rozczarowania nie doznałem.
    W końcu kazali mi sie wynosić zza tego kaloryfera, bo pies zaczął po domownikach chodzić i dawać zatroskane znaki, że chyba mam jakieś umysłowe trudności.
    Wygląda mi na to, że jest to przyrodniczo niemożliwe, żebyś mnie miał czymś rozczarować.

    Poza tym sytuację mojego mózgu najlepiej opisuje fragment bardzo znanego wiersza Fryderyka Schillera pt. „Pieśń o dzwonie”.

    O ile ja się znam na dzwonach, to one są symbolem czegoś poważnego, rozległego i ponadbanalnego. W społeczności potrzebnego i wyjątkowo starannie, oraz ze szlachetnego stopu wykonanego.
    Skoro jesteś jak dzwon, to bardzo dobrze. Nic nie szkodzi, że nie pamiętasz przygód wojennych ojca pod Verdun. Cokolwiek podobnego, cokolwiek pamiętasz i zdołasz opisać będzie jak ten dzwon. Nieważne więc, że nie o Verdun, cokolwiek napiszesz, będzie tu na blogu dobre.

  110. Po rocznicy stulecia polskiej niepodległości
    Sląskie losy.
    ………………………………………………………………………..
    Wrzesień 1939. Wielkie Hajduki. 10-letni Jurek/Jörg wraz z rodzicami ucieka wraz z rodzicami przed nacierającymi wojskami niemieckimi. Podczas nalotu na pociąg ginie jego matka i młodsza siostra.
    Rok 1944. Jörg jest adeptem szybownictwa (okolice Bismarckhütte) – pierwszy krok do przyszłej Luftwaffe do czego nie dochodzi (8.05.1945).
    W późnych latach 40-tych jest skazany na wysoką grzywnę za używanie języka niemieckiego w miejscu publicznym (na ulicy).
    Jerzy pozostaje do końca życia jako mieszkaniec Chorzowa-Batorego pracując w Zakładach Azotowych (Ch-M) mimo ,że mógłby wyjechać do Niemiec.

  111. @@Tobermory, Na marginesie

    Pozdrowienie za wczorajsze, i kieliszeczek ale nie powiem czego bo mnie paradox rozjedzie 🙂

    Fraucymer, bardzo fajne słowo:)

  112. lonefather
    17 listopada o godz. 19:47

    Ale gdzie tu miejsce na uczucia obrażenia, skoro @zak1953 mówił ogólnie, a nie partykularnie? Ogólność nie tyle oznacza każdego po kolei, ale daje pewien rys obrazu, stan zjawiska.

  113. wbocek
    17 listopada o godz. 19:42

    Pobocku, te wrzosy to po prostu wścieklica. kolorów.
    Niedawno nasadziłem podobne w ogrodzie. Też mam wścieklicę. Nawet sąsiadka klęka i się modli. Że takie śliczne.
    Te owoce to jeszcze bardziej wściekle piękne i pyszne. Też posadziłem, ale z tydzień temu – półdzikie maliny. Na wiosnę dowiem się, co dalej.
    Zasadziłem też różne krzewy winorośli. Już mi się zaczyna zdawać, że ujście Wisły to ujście Garonny. Jak pod Bordeaux.
    Jak będzie co ma być, będzie z tego seczego.

  114. zza kałuży
    17 listopada o godz. 19:03

    O „tutejszych” były dane w którymś z przedwojennych roczników statystycznych. Może w tym za 1938 rok. Kojarzę, że brak określonej narodowości, a określenie „tutejszy” deklarowało wtedy około 800.000 do miliona mieszkańców Polski. Pokazuje, kapitalnie, te realia Edward Redliński w „Konopielce”.
    Tutejsi: ich błota, bagna, rzeka, kawał lasu, jakieś pole. I tyle, więcej świata nie znali i się nie interesowali. Tak było od zawsze.

  115. cd do 21:09

    ‚Catch and release’, termin odnoszacy sie oryginalnie do ryb – ‚zlap i wypusc’ – nabral nowego znaczenia wraz z nastaniem prezydentury Trumpa. Zacytujmy:

    Under Donald Trump, Donald Trump, as a presidential candidate in 2016, said that „Under my administration, anyone who illegally crosses the border will be detained until they are removed out of our country and back to the country from which they came.”[16] As president, Trump has blamed „liberal Democrats” for what he called „laws like Catch & Release”; in fact, the phrase refers to a „collection of policies, court precedents, executive actions and federal statutes spanning more than 20 years, cobbled together throughout Democratic and Republican administrations.”

    I uzupelnienie:

    In February 2017, Secretary of Homeland Security John Kelly, pursuant to executive orders by Trump, ordered an end to so-called „catch-and-release” policies.[17] However, by June 2017, thousands of people apprehended by U.S. authorities were still released from detention while they await immigration hearings, in part due to limited spaces available in immigration detention and legal limits on who may be detained and for how long. For example, a court ruling prohibits detaining women and children for more than 21 days.

    Catch and release program, czyli ‚zlap i wypusc’, do wedkarzy skierowany program sporo lat temu, znalazl zastosowanie w polityce emigracyjnej. Co @404 na to?

  116. Jan Rojewski w Polityce:McCartney … [w] swoim liście powołuje się na przyjaciół z organizacji PETA (People for the Ethical Treatment of Animals) – największej na świecie organizacji walczącej o prawa zwierząt, którzy mieli polecić Kukiza jako „miłośnika zwierząt, ale także lidera, który docenia fakt, że siła sztuki może pomóc w kształtowaniu społeczeństwa”

    Z tej okazji dwa utwory o „sile sztuki”

    Maggie Mae
    https://www.dailymotion.com/video/x3bbieb

    oraz Across the Universe
    https://www.youtube.com/watch?v=OTQcJx7xqAc

  117. W przeciwienstwie do innych wesolkow, ja uwazam @404 za zrodlo wcale niekiepskich informacji nt. US. Szarzuj, @404!

  118. Nefer
    17 listopada o godz. 21:45
    Ku mojemu pewnemu zaskoczeniu przed kilkoma dniami na jednym z ragałów dostrzegłem (po dłuższym czasie) pierwsze krajowe wydanie książki Mika Waltari…
    Pozdrowienia od Egipcjanina Sinhue ;–)

  119. @zak1953

    Mój pradziadek po 1918 zaczął klepać biedę, bo go wyrzucili z cechu. Problemy ze szprechaniem po polsku.

  120. Tanaka
    17 listopada o godz. 21:45

    Bo ogolnosc nie wyroznia i wszystkich w ogolnosci do jednego wora laduje i jedna etykietka okresla. Dlatego.

    Pozdrowka
    ~l.

  121. @Tanaka,

    dzisiaj o godzinie 11:59 miał miejsce wpis, w którym jego autor nazwał jedną z komentatorek kanalią.
    Zakładam, że umknęło to Twojej uwadze. Może się zdarzyć.
    Nie wyobrażam sobie, że mógłbyś, jako moderator, to zaakceptować. Gdyby tak było, co wykluczam, należałoby się spodziewać „zdradzieckich mord” i generalnie klimatu rodem z „dobrej zmiany”.
    Przykre jest też to, że kolejny „dżentelmen” natychmiast wystąpił w roli damskiego boksera wobec znieważonej komentatorce.

  122. errata: komentatorki

  123. zak1953
    17 listopada o godz. 17:44
    Szczególnie dotyczy to tych pochodzących z dawnego zaboru rosyjskiego. Ich przodkowie wg obecnych ocen działali na rzecz utrzymania carskiego panowania nad ziemiami polskimi…
    Ze szczegółami to trzeba niekiedy ostrożnie.
    Jeden z moich przodków po rozbiciu oddziału przez Moskali (XIXw) zwiewał do Drezna. Inni (Kongresówka) chyba byli pierwowzorami tego co nazywa się pozytywizmem*.
    *-kierunek przeze mnie ceniony.

  124. lonefather
    17 listopada o godz. 21:23
    Czasami szukamy daleko czegoś, co mamy pod ręką. Piszemy o trzech powstaniach. O strzelaniu niemieckiej policji do ludzi. W Niemczech tamtych czasów, w wielu miejscach Niemiec, ludzie strajkowali, dochodziło do otwartych walk. Nikt tego nie nazywa powstaniem. Mam w domu wydawnictwo Instytutu Śląskiego w Opolu z 1982 roku. Nazywa się: „Encyklopedia powstań śląskich”. Już na pierwszej stronie dotyczącej litery „A” na sześć biogramów powstańców śląskich, cztery dotyczą nie-Ślązaków, ludzi urodzonych i wychowanych w: Krakowie, Lwowie, Ostrowie Wielkopolskim i znowu Lwowie. I takich ludzi, którzy przyjechali organizować i walczyć w powstaniach tzw. śląskich” jest multum. To kilka tysięcy nazwisk, legioniści, żołnierze służący w carskiej armii w czasie I wojny itp.itd. Tylko to opracowanie publikujące życiorysy tych „powstańców” podważa śląską inspirację tamtych działań. Owszem, Ślązacy wzięli udział w walkach o przyłączenie Śląska do Polski. Ale walczyli też po drugiej i trzeciej stronie. Trzeba pamiętać, że byliśmy po stronie przegranej. Formalnie nie pokonanej militarnie ale jednak przegranej, gdzie miejscami rozgrywała się rewolucja, a co najmniej rewolta zbuntowanej ludności i żołnierzy niemieckich, mających dosyć jatek i bezsensu ponad 4 lat wojny. Młoda Polska mogła wydawać się dobrym, racjonalnym rozwiązaniem trudności. A goła, uboga pańsko-rolnicza Polska potrzebowała przemysłu, którego nie zbudowali jej ziemianie, inteligenci czy rosyjscy zarządcy.
    Myślę, że w odpowiednim czasie wrócimy do tego tematu. Pozdrawiam

  125. zezem
    17 listopada o godz. 22:41
    Masz rację, przecież powstania listopadowe i styczniowe nie wzięły się znikąd. Część mieszkańców Królestwa Polskiego nie godziła się na rosyjskie panowanie na swej ziemi. I okazywali na różne sposoby swą niezgodę. Ale była także grupa i to niemała, której carskie panowanie wcale nie przeszkadzało. Pamiętam moje zaskoczenie, kiedy w czasie szkolnej wycieczki do Warszawy, w kościele na Krakowskim Przedmieściu (wejście po schodach) znalazłem pamiątkowy wpis dedykowany Polakowi ze znanej rodziny opisujący jego zasługi dla zaborcy jako tajnemu carskiemu radcy dworu. Ot, taki mały drobiazg. Szukając opisów wojennych walk, można znaleźć liczne nazwiska polskich oficerów i generałów dzielnie walczących w rosyjskiej armii przeciwko oddziałom niemieckim i austriackim. Tak było. I to wcale nie oznacza, że uważam wszystkich Polaków z Królestwa za zdrajców swej ojczyzny. W każdym kraju znajdziemy ludzi szukających swego miejsca, w sposób, który nie wszystkim się podoba. Także znam Ślązaków, którzy ochotniczo ubrali w czasie II wojny niemieckie uniformy. I to niekoniecznie Wehrmachtu ale SS.
    Ale dosyć, myślę, że tę chwilę wystarczy.

  126. bubekró
    17 listopada o godz. 22:21
    Chyba nie był jedyny z takim problemem. A co powiesz o wolnej III RP? Także takie kwiatki można znaleźć.

  127. zak1953
    17 listopada o godz. 22:49

    Na swoje szczescie nei jestem „docent”. wiec nie bede teoryzowal na temat, ktorego nei znam detalicznie. Na teraz wiec tylko dorzuce wrazenie jakie odnioslem na Gorze sw. Anny. Tak, zarejestrowalem liczne „polskie” nazwiska, ale zarejestrowalem tez „slaskie” i „polskie” z niemieckimi imionami. W sumie typowa i zrozumiala mieszanka, ktora nazywam przygraniczna, gdzie sie ludzie i wplywy kulturalne mieszaja.

    Wspominana przez ciebie sytuacja z terenu Niemiec, z licznymi zamieszkami na roznym tle, sadze ze moze byc znakomicie wykozystywana do podciagniecia pod ta kategorie Powstan Slaskich i „utopienia ich” w ogolnosci zamieszkowej. Oceniam to jako uproszczenie fatalne, bo zaklamujace bardziej zlozona rzeczywistosc. Jak ona na Slasku wygladala dokladnie to nie wiem, ale sadze, ze musiala wygladac dosc podobnie do sytuacji w Wielkopolsce. O tym jaka polityke prowadzila Rzesza pod rzadami Bismarcka wiem wcale nei od strony Polskiej, ale od strony Niemieckiej mojej rodziny. W 1/4 jestem niemieckiego pochodzenia w pamietanej czesci rodzinnej historii, bo co bylo wczesniej niz w XIX wieku to sie nie zachowalo. Rodzina dziadka ze strony mamy, pochodzila z Westfalii. Dali sie namowic na „interes zycia” czyli zamiane 14 hektarowego gospodarstwa na trzykrotnie wieksze w ramach akcji kolonizacyjnej HaKaTy w Wielkopolsce. Ale chyba zbyt dlugo sie decydowali, bo gdy zalatwili zdanie panstwu farmy w Westfalii, przybyli z calym dobytkiem do obozu przejsciowego na Pomorzu, farmy od reki nie dostali… Czekali nadaremno chyba ze dwa lata, az przyszlo wybawienie w postaci agentow hrabiego Zamojskiego, ktor poszukiwal wykwalifikowanych rolniczo osadnikow do parcelowanego wlasnie majatku. Tym razem, wykonczeni dwoma latami oczekiwania, nei zwlekali i od reki dana szanse chwycili. I nie tylko chwycili, ale z wdziecznosci stali sie Polakami.

    Choc opowiedzialem do momentu stania sie Polakami, to istotne w tym „kamyczku” jest to, ze Niemcy bismarckowskie prowadzily konsekwentna polityke na swoich pograniczach, polityke wynaradawiania tych ziem, przez zastepowanie ludnosci Polskiej, lub o silnych polskich korzeniach i powiazaniach kulturowych, ludnoscia calkowicie Niemiecka. Taka polityke prowadzili w Wielkopolsce i sadze, ze na Slasku tez.

    I to wlasnie ta polityka byla podlozem glownym Powstan Slaskich.

    Pozdrowka
    ~l.

  128. zak1953
    17 listopada o godz. 22:49

    Dopowiedzenie.

    TAki splot polityczno, ekonomiczno, narodowosciowy … rozumiesz?

    Nie bylo jednego czynnika, nie bylo jednego powodu i z pewnoscia nei bylo „milosci do wolnej Polski”, ktora dopiero powstawala. Byla za to nienawisc, strach, obawa i wszystko wiazace sie Niemcami i panstwem niemieckim… i jego polityka wobec Slazakow. Wiec gdy sie pojawila alternatywa „polska”, to i zaczela sie walka o przylaczenia Slaska do Polski .

    Pozdrowka
    ~l.

  129. W 1963 roku wcielono mnie do batalionu sanitarnego na 2 miesiące, miałem szkolic sanitariuszy, w Opolu.Razem ze mna wcielono też innych starszych lekarzy z Krapkowic i innych opolskich miejscowiści. Słuzylismy tam, a na koniec była popijawa, na której wybuchła awantura, że ślązacy nie są uważani za Polaków.
    W akademiku mieszkałem z dwoma kolegami, obaj byli z sasiednich wsi, gdzieś koło Bobrownik, ale jeden był Slązakiem a drugi Zagłębiakiem, bo ich wsie dzieliła rzeczka.Obaj mówili podobnie z mocnym śląskim akcentem i np o ojcu mówili (oni ) są chorzy.
    @Lonefather
    Bardzo ciekawe sa te swoje wspomnienia z pobytu na wsi. Nie wiem, co ja pamietam z wieku 3lat, ale w Twoim przypadku jest bardzo to mozliwe, bo to była zmiana otoczenia i możesz ulokować ja dość dokładnie czasie, do tego raczej przyjemne. Naturalnie na takie wspomnienia nakłada sie to, co potem sie usłyszy, co zobaczy chocby na filmie.
    Ciekawe,że Ruch Autonomii Śląska się wyciszył. może ze wzgledu na panujący u nas hurrapatriotyzm jest nękany. W państwie PISu nie ma zrozumienia dla regionalizmów.

  130. zezem
    17 listopada o godz. 22:19

    Wzajemnie, z podziękowaniem 🙂

  131. Mój pradziadek, jak to mi mama opowiadała, dał nogę z zaboru rosyjskiego i był wcielony do wojsk austriackich bo u ruskich nie chciał służyć. Nawet mam zdjęcie.

  132. Stachu39
    18 listopada o godz. 0:09

    Zycie z syndromem Aspergera nie jest latwe, ale w moim wypadku pamiec i pamietanie w jakiejs mierze wynagradzaja niedogodnosci. Niemniej juz @namarginesce wyjasnilem, ze nie ma „dokladania” do pamietanego, jest nieco znikania, ale je wiaze raczej nie tyle z sama pamiecia, co z wiekiem i odbiorem otoczenia jakiego doswiadcza trzylatek.

    Pozdrowka
    ~l.

  133. Moj urodzony w 1897 roku w Westfalii dziadek, ktory w wieku 10 lat stal sie Polakiem, jeszcze „za cara”, zaciagnal sie w Wilnie do polskiego wojska. Trafil do Trzeciego Pulku Szwolezerow, do plutonu lacznosci. Szybko awansowal na wojnie bolszewickiej i juz po roku zostal wachmistrzem dowodzacym tym plutonem. Zdjecia z 1919 roku przedstawiaja go w mundurze z szamerowaniami i w wysokim czako/u (jak poprawnie?), a rok pozniej juz w mundurze polskim z „maciejowka” na glowie, taka jaka znajdujemy na glowie Pilsudskiego.

    Pozdrowka
    ~l.

  134. @Tobermory
    17 listopada o godz. 19:56

    Film „Paths of Glory” oglądałem już dosyć dawno temu, dzięki za przypomnienie, muszę sobie ściągnąć dla odświeżenia.

    Uczciwych filmów o wojnie jest raczej niewiele, dominuje „wojnografia”, obecnie głównie holyłudzka i ramboidalna, kiedyś tam „4 pancerni”, itp.

    O francuskiej wielkiej wojnie czytałem w A Very Long Engagement, francuski oryginał Un Long Dimanche De Fiançailles. Książka dobra, polecam.
    Francuzi zrobili z niej film, ale zdecydowanie mi się nie spodobał, poza (oczywiście) śliczną Audrey Tatou w roli Mathilde – płycizna i romans.
    No i oczywiście „Na Zachodzie bez zmian” Remarque’a z perspektywy niemieckiej.

    Tak sobie czytam te komentarze o wojennych losach przodków, wspominam własne historie rodzinne oraz filmy i książki w rodzaju powyższych i nie mogę się nadziwić głupocie gatunku, który, mimo doświadczeń osobistych i powszechnie dostępnej informacji czym jest zbrodnia wojen, komu służą i kto je prowokuje, wciąż daje się bezmyślnie namawiać do wojowania i zabijania.
    Tak przy okazji, w poprzednich pokoleniach miałem sporo oficerów zawodowych, od podporucznika do generała, a więc gdy mnie po studiach wysyłano do SORu (Szkoła Oficerów Rezerwy) byłem do armii pozytywnie nastawiony. Wyszedłem po roku jako zadeklarowany pacyfista i anty-militarysta.

  135. @wujaszek wania
    Napisałam tak:Bardzo lubię takie osobiste wstępniaki, dzięki zak
    Bo pokój, niepodległość to takie puste słowa, nie stoi za nimi człowiek.

    Dotyczyło tylko i wyłącznie wpisu @zaka, może źle zrozumiałeś rozciągając to na wsie czasy, ale ja jestem prosta dziewczyna i dzielenie włosa na czworo zostawiam innym.
    To wylatywanie z Kurdami i Syryjczykami było trochę na wyrost.
    Moja warszawska babka, która została na czas wojny z rocznym synkiem i bez środków do życia raczej miała w nosie ową wolność i niepodległość. Nie wiem co sobie myślał dziadek bo nie wrócił z tej wojny, żeby o tym opowiedzieć.
    *
    I tak off topic, nawiązując do donosu na paradoxa – jak ładnie nazwać osobę rzucającą bezpodstawne kalumnie i oskarżenia na kogoś?
    Co jest akceptowalne a co nie? 🙂

  136. @Herstoryk 18 listopada, 1:09
    Mówiąc o filmach. Dziwi mnie, że nikt nie wspomniał filmu “Za Króla i Ojczyznę” (King and Country), z 1964r. Reżyseria – Joseph Losey. W rolach głównych – Tom Courtenay i Dirk Bogarde. To najbardziej wstrząsający film o pierwszej wojnie, jaki widziałam.

  137. @Ewa – Joanna,

    nie wynikało to jasno z Twojego wpisu, że chodzi tylko o tę konkretna sytuację. Jeżeli mój wpis Cię obraża, to oczywiście przepraszam.

    Donosu??? ciekawe 😯

    Język polski jest dostatecznie bogaty, żeby można było wyrazić dezaprobatę bez sięgania do repertuaru prezesa Kaczyńskiego. Jeżeli takie słownictwo jest tu akceptowane, to nie pozostaje mi nic innego jak przyjąć to do wiadomości.

  138. @wujaszek wania
    Dlaczego zaraz obraża? Wyprostowałam nieporozumienie i tyle.
    I zadałam pytanie na które nie odpowiedziałeś wykręcając się Kaczyńskim. Ta drobna różnica między Kaczyńskim a paradoxem leży moim zdaniem w zasadności użycia (reakcja na bezpodstawne kalumnie), natomiast nie widzę zbyt wielkiej różnicy między Kaczyńskim a 404 (użycie bezpodstawnych kalumnii dla własnych celów).
    Ale każdemu wolno mieć własną ocenę.

  139. Obejrzałem superwizjer w TVN, sprawa dotyczy zabójstwa (porwania) młodego dziennikarza Jarosława Zientary z Poznania zleconego prawdopodobnie przez ówczesnego milionera , szefa Elektromisu Świtalskiego ( w programie Ś). W tle sprawy przejawia się zacieranie śladów i współpraca z ówczesnym UOP. Rok 1992, czas rozwoju gangsterskich spółek, rozwiniętych przez byłych ubeków i chronionych przez tych, ktorzy zostali na służbie. W tle sprawa Macieja Zalewskiego, bliskiego wspłopracownika Glapińskiego skazanego później za uprzedzenie Art B.
    W sprawie KNF obecnie śledztwo osobiscie będzie dozorował Ziobro, skazany w sprawie Garlickiego, i Kamiński równiez skazany i ułaskawiony przez Andrzejka.Oraz premier , który kłamie i też ma nakazy sądowe odszczekiwania kłamstw.Sam Ziobro tez dążył do zemsty na lekarzach, którzy wg niego zastosowali nieopowiednie procedury i przyczynili sie do śmierci ojca, potem nękał biegłych, ktorych opinia mu sie nie podobała. W tym przypadku tez dziwna opieszałośc służb, ktore pozwoliły głównemu podejrzanemu wyczyścić biurko.
    Pytanie – czy dojdzie do wyjaśnienia sprawy przez organy ścigania. Ciągle liczę na kontrolę Unii. Po polexicie (polowyju) hulaj dusza. TVN to na szczęście akipital amerykański, ale nie wszedzie dociera.
    @lonefather
    Jak pisałem,nie kwestionuję, ze to wszystko pamietasz i tak ładnie opisałeś. Pamięć ma jednak swoje pułapki. Sa to często tzw wyspy pamieciowe. Mnie niedawno przekonano, że opisując jakies zdarzenie, ktorego miałem być świadkiem konfabuluję, bo mnie w tym miejscu i czasie nie bylo, choc byłem przekonany o tym.

  140. Niedawno ktos powiedział w telewizji,że Polsce Jagiellońskiej, czyli w okresie jej największej potęgi na Wawelu używano języka, który bardziej przypominał dzisiejszy białoruski niz obecny polski, miasta były zamieszkane głównie przez Niemców, sprawy narodowościowe nie były tak wazne, było otwarcie na Zachód i Wschód.
    Sprawa okreslania narodowości jest dośc nowa. Nie wiem ,czy Longin Podbipięta znał język litewski, może tak mówił z chłopami. Do podniesienia świadomości przyczyniła sie akcja germanizacyjna w Prusach (hakata), w byłym państwie carów rusyfikacyjna, przymus wzmacnia opór, no jeszcze wyznawana religia.Przez wiele lat ludzie z Podlasia czy obecnej Bialorusi określali sie jako tutejsi.
    Prawdą jest, że za zaborów Polacy robili kariery wojskowe w Austrii czy Rosji. Oficerem rosyjskim był Traugutt, dopóki nie przystąpił do powstania.

  141. Tak sie rozpisałem, bo nie mogę spać.

  142. Ewa-Joanna
    18 listopada o godz. 4:17

    brzydko się bawisz.
    Najpierw nazywasz sprzeciw wobec okazywania jawnej pogardy i używaniu obelg donosem.
    Czy Ty popełniłaś donos domagając się nie tak dawno usunięcia wiersza, który uznałaś za rasistowski?
    Teraz stawiasz kolejny zarzut, zamazując istotę rzeczy: używanie języka pogardy i nienawiści.

    Tak, wolno mieć swoje zdanie. Tobie, mnie i każdemu innemu na tym blogu.

  143. @Stachu39, 7:29

    Jerzy Buzek

  144. @wujaszek wania
    A dlaczego nie sprzeciwiłeś się oszczerstwom i oskarżeniom bez pokrycia rzucanym przez 404?
    To ty brzydko bawisz się w kolesiostwo.
    Wiersz nie osoba. Co proponowałeś Tanace? Żeby wyciął wypowiedź paradoxa a tym samym „uprawomocnił” paskudną wypowiedz 404?

    Tu masz cytat:Oddział pulmonologii został uposażony za unijne super nowocześnie,
    ale profesorek, który tam królował, zamknął całe wielkie piętro na LATA.
    Dlaczego? bo doszedł do wniosku, że nie będzie płacił kilku dodatkowym pielęgniarkom. Protesty lekarzy, pacjentów nic nie pomagały.
    A profesorek będąc na etacie w tej placówce brał do kieszeni grubą forsę od firm farmaceutycznych za „badania” skuteczności ich leków. Badania te polegały na statystycznych danych pacjentów, którym je podawano. W placówce państwowej, a on do swojej kieszeni. A pieniędzy na pielęgniarki NIET!
    W końcu zwolnił też strażnika nocnego (12 zł za godzine), więc cały oddział był zamykany o 22:00 i otwierany o 8:00

    Odpowiedź paradoxa: https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/11/11/polak-patryjota/#comment-551450
    I pytanie: I czy odważyłabyś się wystąpić z tego rodzaju oskarżeniami otwarcie, pod własnym imieniem i nazwiskiem.
    Oraz odpowiedź: „Jeżeli facet, który nazywa się tak jak zgłaszasz był na stanowisku decydenckim w czasie, o którym pisałam jest ten sam, to moja opinia o nim pozostaje bez zmian.
    Ja zapomniałam obecnie jego nazwisko.
    Znasz go, to się ciesz, że do grona znajomków możesz profesorka zaliczyć.”
    To nie pogarda i lekceważenie prawda? To rzetelna ocena sytuacji w krajowym lecznictwie.
    Komu ty usiłujesz mydlić oczy wujaszku?

  145. lonefather 17 listopada o godz. 23:31
    Twój przypadek idealnie pokazuje, jak często oficjalny przekaz państwowy rozmija się z doświadczeniem indywidualnym poszczególnych osób i ich rodzin. Państwo lub autokratyczny władca zawsze chcą być pokazywane od tej lepszej (często nieprawdziwej) strony. Nazywa się to racją stanu. Gloryfikujemy czasami ludzi absolutnie na to nie zasługujących. Ale dzięki temu często zdejmujemy z siebie odium zbrodniarzy, ludzi zdolnych do podbijania i rabowania innych w imię realizowania polityki naszej społeczności. Wierzący czytają swoje Pismo święte pełne opisów podbojów, zabójstw i rabunków. I nie wyciągają z tego żadnych wniosków. Przyjmują te opisy jako coś normalnego. Kiedyś już pisałem, że gdyby na Śląsku nie zbudowano przemysłowego zagłębia z licznymi kopalniami, hutami i innymi specjalistycznym zakładami, Polska nie spojrzałaby na nas łasym okiem. Tzw. powstania byłyby ludowymi ruchawkami zrewoltowanej ludności (jakie spotykamy również w historii Polski). Ale był przemysł, jakiego nowe państwo nie miało. Więc wyzwolono nas narodowo (tak informują nas napisy na pomnikach poświęconych poległym powstańcom), a nie zdobyto za frico potężnego majątku. Czy zastanawiałeś się co robił Napoleon podbijając prawie całą Europę i i nie tylko? Kradł, rabował, gwałcił i zabijał. W imię realizacji swej idei. Przy okazji posadził członków swojej rodziny na różnych tronach (bo czasy były jeszcze monarchiczne). A Polacy traktują go jako męża opatrznościowego śpieszącego Polsce z ratunkiem (a jednak kiedy tutaj dotarł nie odtworzył Polski w utraconym przez szlachtę kształcie). Czym charakteryzowały się rządy starożytnych satrapów albo muzułmańskich Osmanów? O czym mówi nam historia Chin? A jednak w myśleniu pomijamy przeszłość z jej doświadczeniem i dajemy się zwodzić bieżącej narracji osobników, którzy marzą o władzy bez konieczności mozolnej, rzetelnej pracy w celu zdobycia swojej kromki chleba. Bo zawsze znajdują takich, co zastąpią ich w czynieniu rozmaitych świństw w imię głosicieli. I nie słuchamy kasandrycznych głosów, ostrzegających przed skutkami działań.

  146. @Ewa – Joanna, 1:52

    jak ładnie nazwać osobę rzucającą bezpodstawne kalumnie i oskarżenia na kogoś?
    Co jest akceptowane a co nie

    OK, przyjmuję za dobrą monetę, że z racji długiej emigracji naprawdę pytasz o kwestie czysto językowe.
    Zaznaczam, że absolutnie nie wchodzę w meritum sporu miedzy adwersarzami. Nie śledziłem go i nie mam zamiaru tego robić.

    Jeżeli mamy solidne podstawy do uznania, że ktoś faktycznie oczernia bezpodstawnie, można użyć słowa: oszczerca.
    Nie wiem czy jest to „ładne”, ale z pewnością adekwatne.

    Słowo kanalia znaczy tyle co: gnida, menda, padalec, szuja, szumowina.

    O ile „oszczerca” odnosi się do prawdopodobnego zachowania, czynów drugiej osoby. O tyle „kanalia” jest słowem dehumanizującym tę osobę.
    Jest to słowo ze słownika faszystów, nazistów, rasistów.

    Sądzę, że to wszystko mogłaś sobie sprawdzić sama w Internecie, gdybyś chciała.
    Na pytanie co jest akceptowane a co nie potrafisz sobie odpowiedzieć sama.

  147. Przekonanie o doskonałości własnej pamięci bywa złudne, ale jak się kto uprze…
    Mnie zafascynował niskopodwoziowy wóz drabiniasty, z którego trzylatek mógł w trakcie jazdy (odpowiednio się wychyliwszy) rysować nogami po piachu. Mam taki wóz(ek) z lat 50. ale i on ma dno (siedzenie) na wysokości co najmniej 30 cm.
    Wozy mojego dziadka i wujka miały koła o średnicy około 1 metra, a dno zaczynalo się powyżej 3/4 tej średnicy. Jako 7-8-latek byłem na taki wóz podsadzany przez rosłych dorosłych, pamiętam jak dziś 😉
    Pamiętam też żniwa i podrapane nogi (mimo butów), bo ściernisko drapało powyżej kostek, a już młócenie przy pomocy poniemieckiej młockarni napędzanej niesamowitą lokomobilą, to było wrażenie niezatarte. Ten straszny hałas, kurz, uwijający się ludzie, sapiąca maszyna i fascynujący parciany pas transmisyjny, od którego ciągle mnie ktoś odpędzał….

  148. Zabawa w kolesiowstwo to co innego niz hunwejbinstwo. Mydlenie oczu to jeszcze inna zabawa. Choc wszystko razem wziete cuzamem smierdzi ta sama kupa.

    Waniajet to wszystko niepieknie, trzeba przyznac. A ten na te, jako cenzor, musi znowu zostac ta na ka. Niezbyt wdzieczna funkcja, k sozaleniju

  149. PS. Słowo „kanalia” należy też do słownika marginesu społecznego, środowisk patologii społecznej.
    Ale chyba pracownika wyższej uczelni nie zaliczymy do społecznego marginesu.

  150. Dookołą tyle cudów, a Wy się przezbywacie o słówka 😉 Cuda

    @ Stachu39
    18 listopada o godz. 7:29

    Niedawno ktos powiedział w telewizji,że Polsce Jagiellońskiej, czyli w okresie jej największej potęgi na Wawelu używano języka, który bardziej przypominał dzisiejszy białoruski.

    Zaledwie 750 polski i rosyjski były mało różniącymi się od siebie dialektami. Dzisiejszemu Polakowi byłoby równie trudno rozmawiać z przodkiem sprzed 400 lat, jak z Czechem czy Kroatem.

  151. 750 lat temu 😳

  152. „Słowo kanalia znaczy tyle co…” człowiek podły, nikczemny.

    Podawanie synonimów może ułatwić zrozumienie tym, którzy mają inny zasób słów, ale wybór najobelżywszych świadczy też o intencjach wybierającego.
    Oszczerca to też człowiek nikczemny i podły.
    A fakt, że jakieś słowa zostały już nadużyte przez prezesa, nie zmienia ich znaczenia.

  153. Herstoryk
    18 listopada o godz. 9:08

    Dookołą tyle cudów, a Wy się przezbywacie o słówka

    „o słówka”?

    https://wiesci24.pl/2018/09/11/kopali-by-wyrazic-niezadowolenie-skandaliczne-uzasadnienie-umorzenia-w-sprawie-premocy/

    Można kopać fizycznie i symbolicznie

  154. Nawiazujac do wpisu Zaka, powtorzmy co powiedzieli madrzejsi od nas o WWI:

    ‚Prawie wszystkie wojny toczone od 1918 r. do dzis zawdzięczaja swoje początki ideologiom NIENAWISCI zrodzonym przez pierwsza wojnę swiatowa. Izraelskie osadnictwo na Bliskim Wschodzie dokonalo reszty i pograzyło w nieustajacej do dzis wojnie i tak już niestabilny region. Krótko mówiąc, jest to najciemniejszy z obrazów jakie pozostawila po sobie WWI.’

    Mowimy o wojnie zakonczonej 11 listopada 1918 roku. W dniu do dzisiaj celebrowanym w Polsce jako Swieto Niepodleglosci

    No ale jesli mozna celebrowac 10.04.10 jako jakies zwyciestwo, to 11.11.18 tym bardziej mozna. Ostatecznie, zwyciestwo pochlaniajace 96 tylko POLSKICH ofiar smiertelnych powinno ustapic pierwszenstwa zwyciestwu pochlaniajacemu dziesiatki milionow ROZNO narodowych trupow.

    Prawo wagi cyfr ofiar tu wkracza. A ofiary – czyli ryby z catch and release program, w odniesieniu do immigrantow ostatnich – glosu, jak wiadomo nie maja.

    https://www.youtube.com/watch?v=AVaiHJc9ayY

    Czterysta osob dziennie. Wygonic! – powiada Trump. Dlaczego nasi blogowicze amerykanscy nie wspominaja o ty? Ja nie znaju. Czyzby dlatego, ze zwiazek WW I i dzisiejszejszego emigracyjnego runu na granice USA nie jest latwy do dostrzezenia?

  155. @wujaszek wania
    Myślałam, że wiem co to znaczy, ale sprawdziłam
    Słownik PWN – człowiek podły, nikczemny
    Wikisłownik -osoba podła, niegodziwa
    synonimy- drań, łajdak, łachudra, łotr, nikczemnik, nędznik, podlec
    Możesz podać źródło twoich definicji? (gnida, menda, padalec, szuja, szumowina)
    Pachnie mi to bowiem albo manipulacją, albo niezrozumieniem. Znaczenia bywają regionalne, sama na tym blogu zostałam antysemitką z powodu użycia słowa „parszywy”, może pamiętasz.

  156. „Polska kanalia ma źródłosłów w łacińskim psie (canis). Z łaciny pies wędrował poprzez włoski (cane), gdzie przekształcił się w hołotę, motłoch (canaglia) i w tej postaci wkroczył do francuszczyzny (canaille). Z Paryża był już tylko krok do Polski. Naszym wkładem jest przeniesienie jego znaczenia na pojedynczą osobę.”

    Margines i patologia nauczyły się stosować wyrazy obce?
    Budujące. Elegantszy język podnosi kulturę narodu 😎

    Notabene, cynik i cynizm mają podobny źródłosłów. Dobrze, że prezes ich jeszcze nie spopularyzował.

  157. @Ewa-Joanna
    18 listopada o godz. 9:53

    „Możesz podać źródło twoich definicji?”

    Jak ktoś sięgnie do własnego słownictwa… 🙄

  158. Spotegowanie rozbieznosci jakosci zycia pomiedzy USA i reszta swiata nasililo sie po WW I i trwa do dzis. Czy George Soros zdazy odwrocic ten trend zanim go kalendarz, czy inni nazisci, dopadna?

  159. @wujaszek wania 17 listopada o godz. 22:36

    @Szanowny
    Serdeczne podziękowania za troskę o moje dobre samopoczucie jako dżentelmena. Nie mam zamiaru przekonywać Cię, że sympatyczny ze nie gościu, bo nie ma to żadnego znaczenia.
    Jak również nie będę Cię namawiał, żebyś się cofnął do pierwszego wpisu @404, jak i mojej odpowiedzi na niego – bo to pewnie bezsensowne. A moja taka, a nie inna reakcja, która wywołała Twoje oburzenie była spowodowana nie czym innym, jak jej reakcją na mój wpis.

    Kto ma oczy, ten widzi.

    Przyznam się, że już po jej pierwszym wpisie pod palce cisnęło mi się zdecydowanie więcej niepochlebnych określeń pod jej adresem. Doceń więc raczej mój umiar. To, że @404 notorycznie kłamie i przekręca, to żadna nowość, o czym możesz sam się przekonać na bieżącym przykładzie. O ile zechcesz w miarę uważnie przeczytać to, co zasugerowałem. Raz wystarczy.

    PS. Tanaka widzi wszystko, więc się tak bardzo nie martw. Z pewnością podejmie stosowną decyzję. Albo i nie.

  160. Jeżeli ktoś ma potrzebę i podstawy powiedzenia komuś, że postępuje „nikczemnie”, „podle”, to te słowa w zupełności wystarczą.
    Nie ma powodu sięgania po dehumanizującą „kanalię”.
    Z jednym wyjątkiem: całkowitego rozregulowania wiadomych sensorów.

    Na tym kończę. Róbcie Państwo to, co uważacie za stosowne.

  161. @wujaszek wania 10:14

    Masz słuszną rację. Mógłbym przytoczyć zylion określeń. Tylko po co, skoro to jedno znakomicie ją charakteryzuje? A skoroś znalazł dodatkowe źródło dla takich, które mnie w głowie nie zaświtały, to cóż. Tym lepiej. Precyzyjna charakterystyka kogoś jest tym bardziej cenna.

  162. @Herstoryk
    Tak wiem,że języki ewuluują, czasem z powodów ideologicznych jak np dzisiaj serbski chce sie odróznić od chorwackiego i podobnie. Jezykiem pisemnym Wielkiego Ksiestwa Litewskiego byl ruski pisany cyrylicą. Kiedyś podobno mieliśmy wspólny język z germanami zanim wylonil sie praslowiański. Woje Mieszka tez sie pewnie jakos przekrzykiwali z wojami Brzetysława czy innego Czecha, bo juz dokładnie nie pamietam, kto z kim walczyl.

  163. paradox57
    18 listopada o godz. 10:11

    przykre, że bijesz się w cudzą pierś i „spowiadasz” z cudzych „grzechów”.
    Nie interesują mnie Twoje spory z @404 ani z kimkolwiek innym.
    Odnoszę się jedynie do użycia przez Ciebie paskudnego słowa: kanalia wobec swojej rozmówczyni.

    Mam Cię za faceta miłego, dowcipnego, o szerokiej wiedzy, któremu puściły nerwy.
    Każdemu może się to zdarzyć.
    Klasę człowieka poznać po tym, jak z takich sytuacji wychodzi.

    I teraz naprawdę kończę. Nie mam nic więcej do dodania.

  164. Znalazł się arbiter elegantiarum 🙂

  165. @wujaszek wania
    18 listopada o godz. 9:45

    Można kopać fizycznie i symbolicznie

    Hmmm, Anglicy uczą dzieci, że „sticks and stones can break my bones, but names will harm me” (Kije i kamienie mogą połamać mi kości, ale wyzwiska mi nie zaszkodzą). Uważam to za sensowne i rozsądne podejście.

  166. A cholera, przedobrzyłem z tym piwem, „but names will NEVER harm me” znowu 😳

  167. Stachu39
    18 listopada o godz. 10:19

    Jesli sie „przekrzykiwali”, to byli to woje niczyi, bo to byl okres bezkrolewia w Umeczonej.

    Z Germanami mamy tylko wspolne korzenie indoeuropejskie, a i te mamy tylko czesciowo, bo jezyki praslowianskie powstaly z wymieszania sie jezyka protobaltyjskiego i ktoryms z jezykow turkomanskich.

    Pozdrowka
    ~l.

  168. @wujaszek wania 10:24

    Żadne nerwy mi nie puściły. Zrobiłem to na zimno, z rozmysłem, z pełną świadomością znaczenia słowa. I tego wobec kogo je stosuję. Gdyby mi puściły, to ho, ho. Wierz mi, że słownictwo marginesu i patologii obce mi nie jest. Mimo tego gdzie pracuję, a może z tego powodu. Z różnymi ludźmi mamy do czynienia w gabinecie i w terenie.

    A co do bicia. Wiesz, a może nie wiesz jak to jest. Piersi w moim przekonaniu nie służą do bicia. Niczyje.

    PS. Naprawdę mógłbyś sobie podarować te umoralniające gadki i próby odwoływania się do mojej wrażliwości i klasy. To taka psychologia dla upośledzonych.

  169. Bardzo ciekawa rozmowa o brexicie wczoraj w TVN. Wynika z niej miedzy innymi,że deczyzje o tym fakcie brytyjczycy podjęli , bo nadal uważaja sie za imperium. Skutki będą żałosne.

    PS.Miałem ciekawe doswiadczenie : spałem i cos śniłem, w pewnym momencie zacząłem leciec w dół w jakiejś zimnej przestrzeni bez przyspieszenia oczekując twardego zderzewnia z podlożem, ktorego nie było, pomyślałem, że umieram i tak to własnie wygląda, bo jak sie nosi w głowie guz, to może byc to w każdej chwili. Ale po chwili sie obudziłem i jak widac jeszcze piszę. O takich doznaniach podczas reanimacji napisano dużo, tylko zwykle tam się leci do góry i obserwuje sie z gory jak tam ci na dole sie męczą.

  170. Tobermory
    18 listopada o godz. 8:32

    Dosc poprawnie rozumujesz, ale masz problem z pamiecia, bo zapomniales w swoich rozwazaniach o koleinach, oraz o wygieciu pomiedzy osiami.

    ~l.

  171. hop, hop, @Orteq i @wujaszek wania!
    Jest koleżanka która płacze na blogu obok, prosi o pocieszenie – ja osobiście jestem bardzo nieodporna na ludzką krzywdę.

  172. @Lonefather
    Z turkomańskich – potwierdzam, bo babcia nazywała mnie i brata „baszybuzuki”

  173. zdążyłam jeszcze przeczytać tu zdanie: „… Piersi (..) nie służą do bicia …” To jest bardzo intrygujące i chyba się wgłębię w lekturę.

  174. zak1953
    18 listopada o godz. 8:29

    Ales mieszanine historyczna upichcil, od Chinczyka do Osmana z dodatkiem Napoleona, co zaskutkowalo tym, zes zapomnial o Karolu Marksie i socjalizmie, ktorzy mieli wiekszy wklad w „wyzwolenie” Slaska niz Napoleon z Chinczykami i Osmanem na dokladke.

    Gdybys uwzglednil to co napisalem o moim wetfalskim dziadku, ktory sie w Polaka i polskiego patryjote przeksztalcil w pare lat, i dodal do tego Powstanie Wielkopolskie, o ktorym nie napisalem, bo sadzilem, ze wiesz o jedynym udanym polskim powstaniu, to sam zadalbys sobie pytanie, czy na Slasku nie bylo podobnych do Wielkopolski nastrojow.

    A co do pomyslu na podstepna, chciwa przemyslu i agresywna Polske w 1918 roku, to jest on tak smieszny, ze nie wiem, zwlaszcza jak sie wezmie pod uwage dziesiatki listow Korfantego do Sejmu i wladz Polski z blaganiami o pomoc.

    Pozdrowka i milego dobrego dnia
    ~l.

  175. Polskie polne drogi
    Koleiny? A to możliwe…
    Wychowałem się na Ziemi Lubuskiej. Głębokich kolein na piaszczystych drogach nie było, ale w zagłębieniach (teren morenowy) zdarzały się po deszczu wielkie kałuże. Do jednej takiej spadliśmy z moim kuzynem, gdy bez zgody wuja po kryjomy dosiedliśmy się z tyłu wozu na wystający drąg (nie wiem, jak się ta część nazywała) i jechaliśmy ukryci za deskami i ładunkiem, trzymając się wozu i siebie nawzajem. Wuj wiózł obornik na pole. Kiedy koło podskoczyło na kamieniu, jazda się skończyła. Wuj nieświadomy zdarzenia pojechał dalej bez oglądania się za siebie, a my, mokrzy i ubłoceni zastanawialiśmy się, jak to wyjaśnimy ciotce. Mieliśmy na to sporo czasu, bo do domu było co najmniej półtora kilometra…

  176. @Tobermory 11:15

    Dyszel?
    U mnie na Mazowszu to był dlugi drąg biegnący pod całą długością wozu i nieco wystający z tyłu.

  177. Tobermory
    18 listopada o godz. 8:32
    Przekonanie o doskonałości własnej pamięci bywa złudne, ale jak się kto uprze…
    Święta racja!

    Pamiętam też żniwa i podrapane nogi (mimo butów), bo ściernisko drapało powyżej kostek, a już młócenie przy pomocy poniemieckiej młockarni napędzanej niesamowitą lokomobilą, to było wrażenie niezatarte. Ten straszny hałas, kurz, uwijający się ludzie, sapiąca maszyna i fascynujący parciany pas transmisyjny, od którego ciągle mnie ktoś odpędzał….

    Drogi Tobermory!
    Tymi uwagami pobudziłeś jakiś zakątek mojego mózgu i z głębi pamięci wylazło co nieco z tym związane. Po pierwsze, znam takie żniwa z poniemieckimi maszynami u teścia, choć napęd był inny – sprawny, ale niewykorzystany kierat dla napędu „wołowego” lub konnego i silnik elektryczny. Nie cierpię kurzu i resztek zboża za koszulą, wybrałem zawsze cięższą, ale czystszą robotę – noszenie worków na strych.
    Tyle o własnych doświadczeniach!
    Teraz opis wydarzenia związanego z lokomobilem, udającym parowóz, tylko bez kół . Takie coś widziałem w PGR w miejscu mojej pierwszej pracy jako wiejski nauczyciel. Obserwacja tego dziwadła była dla mnie bardzo niebezpieczna, choć nigdy się nie zbliżyłem do tego monstrum.
    Pewnego dnia zostałem przez inspektora wezwany do Opola. Wsiadam w autobus i jazda. Wczesny ranek, cisza w autobusie, ludzie śpiący, ale jeden zaczął opowiadać dowcip po śląsku a propos lokomobilu, obok którego przejeżdżaliśmy (jego pamięć zadziałała) i opowiada:.
    „Pewien niezbyt rozgarnięty chłopak się ożenił. Po nocy synowa przychodzi do teściowej ze skargą:”Mutter, on nic ze mną nie robi, choć się bardzo staram”!
    Matka bierze chłopaka i pokazuje mu, jak kogut sobie radzi z kurami. Na drugi dzień znów skarga: „Mutter, on się na mnie położył, machał rękami i krzyczał kikiriki”!
    Matka podchodzi z nim do młócącego lokomobilu i mu pokazuje te ruchy, niezbędne do satysfakcji. Chłopak był chętny, ale miał problem: „Mutter, takie tam i nazad to bych już poradził, ALE JAK TE JAJCA DO TAKIEGO SZWUNGU DOSTAĆ”?(POKAZAŁ RĘKAMI RUCH OBROTOWY). Nie miałem problemu z wyobrażaniem sobie tej sytuacji, ale było gorzej z kierowcą autobusu. Tak go to wzburzyło, że po gwałtownym ruchu kierownicy tylko cudem uniknął wpadania do rowu, uniknęliśmy śmierci dzięki lokomobilowi i własnej wyobraźni.

  178. Tobermory
    Ten drąg to „pałęz”!

  179. wgłębiłam się. Właściwie po bardzo pobieżnym czytaniu nie znajduję niczego kontrowersyjnego, ale to może moje przyjazne widzenie świata. Niech się święci 1-szy maja!

  180. @Antonius
    18 listopada o godz. 11:20

    🙂
    U mnie lokomobila była rodzaju żeńskiego.
    To jest wspomnienie z bardzo wczesnego dzieciństwa. Później był też silnik elektryczny z równie niebezpiecznym pasem transmisyjnym. Pamiętam jeszcze ważenie worków ze zbożem na wadze dziesiętnej, bo na koniec dziadek ważył też swoje wnuki.
    Oświetlenie elektryczne pamiętam „od zawsze”, ale w domu była też lampa naftowa i żelazko na duszę, czasem używane, gdy nie było prądu na całej ulicy albo „zabrakło fazy” jak mawiał ojciec. Pamiętam, że czasem wchodził na słup przy pomocy słupołazów i coś tam majstrował, aby tę fazę przywrócić. Zazdrościłem mu tych wspinaczek i w późniejszych czasach rekompensowałem sobie wspinaniem w górach 😉

  181. Tanako!
    Zwracałem uwagę na 3 pierwsze linijki, nawet je przetłumaczyłem:
    Pierwsze 3 linijki opisują stan mojego umysłu- kompletnie wypalone miejsce, igraszka dzikich huraganów (burz?)
    Miałem drobny kłopot z wyrazem „Stuerme” – liczba mnoga od Sturm. Splamiłem honor zajrzeniem do słownika, bo ten huragan mi nie pasował, Dodałem więc burzę, a słownik mnie załatwił – podał faktycznie „burzę”, ale też „sztorm”, bardzo podobny do szturmu, bo tak się wymawia ten niemiecki wyraz, nawet ma podwójne znaczenie – silny wiatr i atak na wroga.

  182. paradox57
    18 listopada o godz. 11:19

    Cieszę się, paradoxiku, że w starczym oczyszczaniu się z pamięci zostają jeszcze jakieś resztki. Ten długi drąg łączący przednie koła z tylnymi, służący również zmienianiu długości wozu, nazywał się w moim wilniuckim i nie tylko środowisku na tzw. Ziemiach Odzyskanych „zworą”. Ale pewnie w różnych częściach Polski nazwy mogły być różne. „Dyszel” to, oczywiście, drąg sterujący wozem, połączony z przednimi kołami. Konie były połączone z dyszlem „naszelnikiem” i tym właśnie naszelnikiem pociągały drąg – i tym samym wóz – w lewo, w prawo.

  183. @wbocek
    18 listopada o godz. 11:40

    Mnie się przypomina raczej „rozwora”. Ten drąg wystawał czasem na tyle, że mieściliśmy się na nim we dwóch 8-9 -latków. Wuj nie lubił, kiedy to robiliśmy, ale czasem nie zauważył.
    Dyszel był oczywiście z przodu i był wyjmowany.

  184. Stachu39
    18 listopada o godz. 10:55

    Chyba dwa lata temu Cezary Owczarek wywiadowal z jakims profesorem jezykoznawca, nazwiska nei pamietam, na temat udzialu badan jezykoznawczych jako dyscypliny pomocniczej w badaniach historycznych, poprzez ustalanie mozliwosci, lub eliminowanie niemozliwosci zdazen z uwzglednieniem tempa zmian w jezyku. Uffff….

    Chodzi o to, ze tempo zmian, czyli powstawanie nowych slow, czy przeksztalcanie sie starych, zmiana znaczen, jest mniej wiecej stale, dzieki czemu daje sie okreslic czas w jakim nastapilo rozdzielenie sie grup ludnosciowych.

    Mnie nie tyle sama metoda zainteresowala, co jej efekty, czyli co jezykoznawcy dorzucaja do historii Polski. Po pierwsze to jezyki slowianskie sa jednymi z „najmlodszych”, a z cala pewnoscia najmlodszymi z jezykow europejskich, bo powstaly jako grupa jezykowa niecale 1800 lat temu z miksu jezykow ludow baltyjskich z jakims szczepem z grupy jezykow turkomanskich. Nasi przywedrowali w dorzecza Wisly i Odry okolo 600 r.n.e…, czyli oddzielili sie od reszty okolo 1400 lat temu.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Szukam tej audycji, ale to zmudna robota z przewijaniem wstecz, do czego zmusza niepamietanie nazwiska znakomitego jezykoznawcy…

  185. @wbocek 11:40

    Tak, nie mogę nie przyznać Ci racji. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że zwykle bardziej interesowało nas to co na wozie, niż to co pod wozem.
    Swoją drogą, nie pomyślało mi się. Bo i jaki sens miałoby zakładanie długiego sztywnego elementu w taki sposób, jak to napisałem. Skoro wóz musiał skręcać?

    Jedyny pożytek z mojego wpisu to taki, że nieco Cię ucieszyłem.

  186. wbocek
    18 listopada o godz. 11:40

    Jak sie Tobie podobaja grzyby, ktore sfocilem jesiennie? Ja znam nazwy tych jadalnych, ale nawet jak nie znam nazw innych to i tak sa tak ladne, ze hej.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Drag laczacy osie to oczywiscie rozwora, od rozwierania, lub zwierania, czyli regulowania odleglosci pomiedzy osiami.

  187. @pombocek

    Nic nie piszesz o swoim kolanie (chyba że coś mnie ominęło z powodu czasowej nieobecności mojej w tym miejscu). Domniemywam, że skoroś znowu zaczął chadzać po wodzie, jego stan uległ znaczącej poprawie? Mam nadzieję, że obyło się bez kolejnych interwencji w jego wnętrze.

  188. lonefather
    18 listopada o godz. 11:11
    Niektórzy mówią o tym – dialektyka. A to zwyczajny ruch. I jeśli dotkniemy jednego wątku okazuje się, że i o innych należałoby wspomnieć. Ale chcąc to zrobić musielibyśmy je natychmiast rozwinąć, a to już co najmniej wykład się robi albo szeroka dyskusja. Może lepiej by było, gdybyśmy pozostali w Afryce na drzewach? Wszystko byłoby łatwiejsze. Ale warunki nam się zmieniły i teraz to my (ludzie) ustalamy reguły dla całej Ziemi (albo je łamiemy). Tyle, że wszystkim nie musimy się przejmować. Wielu moich znajomych, żyje tylko chwilą i mają gdzieś przeszłość, a czasami – odnoszę wrażenie – i przyszłość. Co do potrzeby śląskiego przemysłu dla Polski, to przekonał mnie o racji takiej tezy m.in. obecny prezes IPN Szarek treścią swej książki „Rok 1920… „. Może nawiążę do niej kiedyś, jeśli zdecyduję się napisać o powstaniach śląskich. W końcu Setnice kolejnych zrywów już niedługo. Pozdrawiam niedzielnie

  189. @wbocek

    Zebys nie musial przewijac i szukac:

    https://photos.app.goo.gl/sXjixmwaYdWeiimZA

    Pozdrowka
    ~l.

  190. zak1953
    17 listopada o godz. 22:49

    Trzeba pamiętać, że byliśmy po stronie przegranej. Formalnie nie pokonanej militarnie 

    Mój komentarz
    Rozumiem, że tą stroną przegrana były Niemcy wraz z i pozostałymi państwami centralnymi.

    Otóż Niemcy formalnie i militarnie przegrały wojnę na froncie zachodnim (na froncie wschodnim od pokoju brzeskiego nie było wojny). Niemcy cesarskie zostały pokonane. A rozruchy, zamieszki, bunty, to jest inna sprawa.
    Pzdr, TJ

  191. zak1953
    18 listopada o godz. 12:02

    Bardzo nieufnie podchodze do kazdej „produkcji” ideolo pochodzacej ze zrodel „narodowej” mysli patryjotycznej. Nie przecze, ze slaski przemysl, bardzo by sie przydal Polsce, ale…, ale chocby sie przydal, to sama Polska byla na zbyt delikatnej pozycji, zeby sie stawiac i rozpychac.

    Zreszta ja nie o tym i nie na to wskazywalem, tylko na nastroje lokalnej polskiej, lub slowianskiej ludnosci, jesli wolisz. Nastroje wywolane niemiecka polityka wynarodawiania terenow przygranicznych. Bo sadze, ze miala ta polityka wynarodowiania o wiele wiekszy wplyw na nastroje miejscowych, niz jakakolwiek polska dywersja. Tak sadze, bo polityka niemiecka dotyczyla calosci, a polscy dywersanci trafiali do neilicznych.

    Pozdrowka
    ~l.

  192. Tobermory
    18 listopada o godz. 11:47

    I masz rację, Tobermorku, że Ci się przypomina. Dokładnie to samo było przed chwilą ze mną przy naprawianiu butów żony. Siedzę i majaczy mi się, że starszy o kilka lat ode mnie cioteczny brat – w pięćdziesiątych latach mając 9 – 10 lat chodził za pługiem i robił wszystkie polne roboty – mówił jednak „rozwora”. Mając ciut większe od niego językowe doświadczenie, sądzę, że to był po prostu wariant artykulacyjny głównego wyrazu „zwora”. W konstrukcjach językowych rządzi m.in. prawo ekonomizacji środków, a w wymowie dochodzi do tego – nie wiem, na ile konsekwentnie, bo nie badałem sprawy – wybieranie łatwiejszych w wymowie postaci. „Rozwora” niby jest dłuższa o jedną sylabę, ale, że tak powiem, pełniejsza w wymowie i łatwiejsza, jako że w wyrazie „zwora” jest na początku zbitka spółgłosek, niby nie trudnych do wymówienia, ale jednak sprawiających wrażenie urwanego, niepełnego wyrazu. Nie wiem, czy to słuszne rozumowanie. Bo z kolei semantycznie wyraz „rozwora” byłby słuszniejszy, jako że ten drąg bardziej służył rozwieraniu/wydłużaniu wozu, a zwieranie /skracanie było tylko przywróceniem stałej pozycji.

  193. lonefather
    18 listopada o godz. 12:05

    Dziękuję. lonek. Rzuciłem tylko okiem, ciut później dokładniej się przypatrzę i dam głos.

  194. @wbocek
    18 listopada o godz. 12:26

    A wiesz, pombocku, przy okazji przypomniało mi się, że mój dziadek ze strony ojca nie przepadał za swoją bratową, gadatliwą i gderliwą i mawiał o niej czasem, że skrzypi jak stara rozwora 🙄

  195. Tobermory1
    Zazdrościłeś ojcu „szukania fazy” na słupie. Ja byłem zmuszony przez nieodpowiedzialnego współmieszkańca do częstego szukania fazy, ale nie na słupie, a na korytarzu. Gość pracował w Zakładzie Energetycznym i miał prąd za darmo. Naładował więc mieszkanie urządzeniami eklektycznymi bez umiaru i wywalał nam korki główne, ale nie zawsze na wszystkich trzech fazach. Wtedy ratowałem się nielegalnymi przełączeniami w tablicy rozdzielczej na korytarzu. Były 3 mieszkania na piętrze i z uprzejmości zawsze przełączałem sąsiadom. Pewnego razu jesteśmy na jakimś jublu, wracamy wieczorem i już w przedpokoju zauważyłem niezwykle silne świecenie żarówki. Biegam do kuchni, a lodówka wydziela parę i bucha ciepłem. Od razu wiedziałem, że ktoś przełączył na napięcie miedzyfazowe, dużo wyższe, bo pomylił fazę z zerem. Był to sąsiad, też fizyk, ale widac słabszego wykształcenia. U sąsiadów popsuły się tylko żarówki a mnie lodówka. Było to dawno, lodówka absorpcyjna, dziś już takich nie ma – popsuł się termosyfon. Odkręciłem wszystkie fałszywe połączenia, ale durna sąsiadka – ta trzecia mieszkanka – wszystkie kłopoty w kilku latach zwalała na sprawcę. Kolega chciał dobrze, ale nie wyszło.

  196. @Lonefather
    Nie jestem językoznawcą, nawet nie znam dobrze żadnego obcego języka. Z teorią mutacji zapoznałem sie,i nie wiem czy jest to jakaś pożyczka z biologii jak mem Dennetta. Na rozdzielanie sie języków może wpływać bardzo wiele czynników – warunki geograficzne, rozmaite tabu, konkurencyjność plemion, mieszkanie w jednym dużych scentralizowanych państw. W Ameryce w ciągu ok.10 tys lat po zasiedleniu powstało bardzo wiele grup językowych całkowicie różnych, sa teorie, ze zasiedlenie miało miejsce wczesniej. Indianie na prerii posługiwali sie w kontantach z innymi plemionami językiem migowym (też język) Zreszta nie wiadomo z jakimi językami juz tam przyszli.

  197. Antonius
    18 listopada o godz. 11:36

    Tanako!
    Zwracałem uwagę na 3 pierwsze linijki, nawet je przetłumaczyłem:
    Pierwsze 3 linijki opisują stan mojego umysłu- kompletnie wypalone miejsce, igraszka dzikich huraganów (burz?)

    W zasadzie masz rację, Antoniusie. Ale to nie przeszkadza temu, żeby to nie była specjalna racja, bo dzwon jest dzwon. I szlus. Spiż, dźwięk, czystość i uroczystość. I dlatego też, gdy Twoje wpisy czytam, słyszę ten dżwięk wzięty ze spiżu i mam uroczystość. No, niech będzie nieco kolokwialnej: mam przyjemność i frajdę.
    Może być?

  198. baszybuzuki znam z domu 🙂

  199. paradox57
    18 listopada o godz. 12:01

    Dziękuję, paradoxiku. Z kolanem o tyle lepiej, że tylko chwilami w nocy uniemożliwiający spanie, ćmiący, chociaż lekki ból. Ale niebo a ziemia w porównaniu ze stanem sprzed zabiegu. Postęp wyglądał tak, że przed zabiegiem odważyłem się jechać trzysta metrów do kardiologa po zaświadczenie w sprawie znieczulenia. Pedałowałem zdrową prawą nogą, a chora lewa mi powiewała. Tak mnie to ucieszyło, że jeszcze przed zabiegiem jeżdżę, że chciałem z zabiegu zrezygnować. Ale resztki rozumu zwyciężyły. Gdzieś dwa tygodnie po zabiegu znów wsiadłem. Nie dało rady zginać nogi, więc tak samo szagałem prawą („Kto tam szagajet prawoj?!” – Majakowski). Parę razy po jakieś dwa kilometry, potem do lasu 9 km. potem na przystań w jedną stronę 10 czyli razem 20, potem tak się rozbisurmaniłem, że pojechałem dookoła Jamnika 45 km. Nie od razu mogłem operowaną nogę postawić na pedale, musiałem zaczynać od postawienia pięty – i tak piętą pedałowałem. W miarę jeżdżenia powoli przesuwałem stopę na pedale do przodu. Na razie doszedłem prawie do pedałowania śródstopiem. Wyprost już mam w normie – o sztywno wyprostowanych w kolanach nogach z powrotem mogę obie dłonie kłaść rozczapierzone na podłodze przed stopami, a nawet tak samo rozczapierzone – za stopami, no i głową kolan dotknąć. Zmierzam do wkładania głowy między kolana, żebym mógł się witać ze znajomymi tyłem, ale przecież twarzą do nich, a nie tam. Dłużej trzeba będzie popracować nad zginaniem. Liczę, że do drewnianej koszulki wskoczę o własnych siłach. Nie mogę liczyć na żonę, bo on, biedna, waży mniej niż 50, a ja – 85. Jezu, ale się rozklekotałem, wracam do butów.

  200. @pombocek 12:48

    Powiedziałbym: stary wariat, ale nie wiem, co bardziej by Cię ubodło. Poza tym, jeśli Ci służy i poprawia fizyczność oraz psychicznośc, to niech ta. Ważne, że ku zdrowieniu.

    PS
    Co na to Twój ortopeda? Chyba że nie do końca mu się zwierzasz.

  201. wujaszek wania
    17 listopada o godz. 22:36

    @Tanaka,
    dzisiaj o godzinie 11:59 miał miejsce wpis, w którym jego autor nazwał jedną z komentatorek kanalią.
    Zakładam, że umknęło to Twojej uwadze. Może się zdarzyć.
    Nie wyobrażam sobie, że mógłbyś, jako moderator, to zaakceptować. Gdyby tak było, co wykluczam, należałoby się spodziewać „zdradzieckich mord” i generalnie klimatu rodem z „dobrej zmiany”.
    Przykre jest też to, że kolejny „dżentelmen” natychmiast wystąpił w roli damskiego boksera wobec znieważonej komentatorce.

    Skoro sprawę masz za tak poważną, to z równą powagą jej się przyglądasz.
    Źródło sprawy bardzo łatwo ustalić. @404 wyprodukowała wpis zawierający nadzwyczaj śmiałe stwierdzenia pod adresem konkretnego lekarza, kóre są oskarżeniami z gatunku kryminalnego. @Paradox zadał producentce wpisu kilka pytań weryfikacyjnych, m.in. o to, czy ma pojęcie, jak funkcjonują placówki służby zdrowa, jak są finansowane, co to takiego „nadwykonanie” (a owo nadwykonanie usług medycznych jest endemiczną i nieuleczalną chorobą polskiego zdrowia: są chorzy, szpitale leczą, ale nie dostają zwrotu z budżetu, więc popadają w długi. Długi rosną, nieopłaceni są dostawcy szpitali, rośnie i pogłębia się kryzys gospodarczy i społeczny, wierzyciele żądają – słusznie! – zapłaty, z odsetkami. Długi są umarzane (kto płaci za „umarzanie” powinieneś być zorientowany). I natychmiast po umorzeniu ten sam ciąg technologiczny zaczyna się od początku.

    @Paradox zadał pytania oskarżycielce „profesorka”, który zamknął piętro szpitala – (a nawet dwa, jak uściśla sam @Paradox) wyremontowanego za pieniądze UE , bo miał takie antyludzkie widzimisię: nie chciał zapłacić pielęgniarkom. Na pytania oskarżycielka nie odpowiedziała. Nie chciała lub nie potrafiła odnieść się do faktów związanych z tego rodzaju sytuacjami, ani też odpowiedzieć na zadane jej pytania które sprawę uszczegóławiały. Nie wycofała się jednak z ostrych i swobodnie rzuconych oskarżeń. Tym samym jej oskarżenia zamieniły się w pomówienia. W następnych wpisach produkowała rożne krętactwa. Nie skorzystała z żadnej możliwości późniejszego odniesienia się do kwestii postawionych w sprawie przez @Paradoxa, choć wielokrotnie czyniła na blogu wpisy.

    Widzę, że – apelując do mnie, nie dość sam zająłeś się sprawą, a przerzucanie należnej roboty własnej na barki gospodarza, nie należy do robót eleganckich i jest „niedowykonaniem”. Zajmowanie się powierzchownością: „on się brzydko wyraził”, bez sięgnięcia do powodów wyrażenia i skonstatowania trafności jego użycia, też jest „niedowykonaniem” – i to sporego rozmiaru. Rzeczom należy dać odpowiedni wyraz. Kto tak nie robi, niedobrze robi. Jak trzeba, to trzeba i słowo „dupa” musi paść. Łączenie słowa użytego przez @Paradoxa, jego kontekstu i uzasadnienia, z takim samym słowem użytym przez Kaczyńskiego, z jego kontekstem i uzasadnieniem, to jest nadużycie, @wujaszku. Fałszywe świadectwo.

    @404 ma obfitą kartotekę stosowanych pomówień, krętactw i fałszywych świadectw. Tkwi w tym po uszy i czuje się luksusowo. Konstatuję, że stanąłeś bliżej producentki pomówienia niż istoty sprawy i trafnie przywołanych przez @Paradoxa faktów oraz zadanych pytań, na które nie było odpowiedzi, a i sam się do tego nie odniosłeś.

    Konstatuję też to, że chociaż spór/kłótnia trwała pod poprzednim wstępniakiem i tam powinna była znaleźć swój finał – i znalazłaby zapewne, gdyby @404 robiła co należało zrobić: poważnie i rzetelnie odnieść się do wpisu @Paradoxa. @404 postanowiła jednak przenieść swoje zachowania pod niniejszy wstępniak, ni z gruchy niż pietruchy, jako siódma „komentatorka” tekstu @zaka1953, w ogóle nań nie reagując – co jest więcej niż nietaktem wobec autora wstępniaka – a zaczynając od słow:
    404 16 listopada o godz. 23:11 „A ty @paradoksie mnie nie strasz sądami, bo ja nie z bojaźliwych.”.
    Postanowiła zamulić i zaśmiecić nową kartę, z nowym wstępniakiem, swoimi, niezałatwionymi – z jej woli – sprawami spod poprzedniego wstępniaka. Wbrew zasadzie bloga, wbrew moim przypomnieniom tej zasady: dodawajcie wartości, nie odbierajcie.
    Czytelnicy nowego wstępniaka mają mieć możność zajmowania się nowym tematem, a nie przywlekanymi sprawami blogowiczki, która swoje niecnoty i niskości postanawia wszystkim znowu zrzucić na głowę.
    Powinieneś był i to uwzględnić , zanim się wziąłeś za produkcję apelu do mnie i oświadczeniem, czego sobie „nie wyobrażasz”.

    @404 zbiera, gromadzi i zmierza do tego, by tamę przerwać. Czuje się o tym – znowu – poinformowana.

  202. Śnieg zaczął u mnie padać. Sypie całkiem konkretnie.

  203. @żabka konająca,

    dziękuję za informacje.
    Kopiuję wpis @404 z blogu red. Passenta

    404
    18 listopada o godz. 10:13

    @soczki 2
    @zetus1

    Czy któryś z panów zechciałby zrobić mi przysługę i powiedzieć w moim imieniu, ze niestety nie mogę odpowiedzieć dla @O r t e q a,
    ani podziękować @wujaszkowi wani…
    ponieważ moje posty od 17 listopada o godz. 3:36 są blokowane przez m….cję.
    Tutaj próbowałam dwa wdrukować, ale niestety z podobnym efektem.
    Wiem, że nie zostałam zbanowana, bo tu i ówdzie pojawia się mój nick w wypowiedziach innych, więc inna forma zamykania ust tu ma miejsce.
    Nawet posty typu: co się dzieje? czy: hop, hop!
    spotykają się z tym samym potraktowaniem.

    Nie zależy mi szczególnie na wystepowaniu tam, chociaż pojawia się tam kilka osób, które lubię.

  204. @wujaszek wania 13:03

    W jakim celu? Czyli po co właściwie?

  205. Tanaka
    18 listopada o godz. 12:58

    dziękuję za odpowiedź, choć stwierdzam z przykrością, że jest nie na temat.
    Nie zajmowałem się sporem pomiędzy blogowiczami. Nie mam też zamiaru uczestniczyć w sądzie kapturowym nad kimś, kto przez niektórych jest tu nie lubiany. Kapturowym, jeżeli faktycznie @404 nie jest tu wpuszczana.
    Prosiłem jedynie o zajęcie stanowiska w kwestii używania na blogu dehumanizujących określeń typu kanalia.
    Nie wypowiedziałeś się w tej sprawie i to też jest odpowiedź.

  206. @paradox57
    18 listopada o godz. 12:59

    A u mnie słońce, słońce, słońce, czasami mgła, ale nad nią też słońce. „Niedowykonanie” tegorocznych opadów ewidentne i notoryczne 🙁

  207. paradox57
    18 listopada o godz. 10:40

    „psychologia dla upośledzonych”?
    „Upośledzonymi” też pogardzasz?
    Sądziłem, że rozmawiamy o komunikacji, kulturze i etyce. Międzyludzkiej.
    Niech Ci będzie. Skoro mnie tak bardzo do tego namawiasz, zrewiduję moją opinię na Twój temat.

  208. W nawiązaniu do wstępniaka Zaka1953 napiszę, ze przebywałem bardzo długo (od dziecka) na tzw. pograniczu (otoczenie moje szkolne, to Zygfryd, Paul, Winfried, Willibald, Norbert, Gizella, Gertruda, itd.) i zapoznałem się z losami ludzi, nazwijmy ich autochtonami, choć to nazwa nieco deprecjonująca, ich mentalnością, ich kodem społeczno-kulturowym. Kod ten był odmienny w pewnych aspektach, biorąc pod uwagę statystyczna przeciętną, od kodu k-s ludności napływowej. I dość szybko doszedłem do generalnej konkluzji, że są to tacy sami ludzie jak inni. Ale odkrycie, co nie?
    Pzdr, TJ

  209. @wujaszek wania 13:20

    Za Wańkowiczem: „ja Ci radzę, rób jak chcesz”. Twoja opinia, twoja rewizja.
    Skoro masz życzenie skupiać się jedynie na rzeczy ostatniej, bez wnikania w podłoże. To bardzo wygodne. Tylko po co w ogóle zabierałeś głos w tej sprawie? Skoro ani historia, ani podłoże Cię nie interesują?

    Ja mogę napisać tylko jedno. Gdyby na kolokwium student, przed którym postawiłem zwierzę, na podstawie ostatniego objawu postawił rozpoznanie, bez wnikania w pierwotne przyczyny, historię choroby, jej przebieg, warunki, w jakim żyje (jednym słowem, bez przeprowadzenia porządnego wywiadu)… Otóż gdyby trafił mi się taki student, bez najmniejszego wahania wywaliłbym go na zbitą twarz z gabinetu z zaleceniem douczenia się standardów postępowania.

    Cóż, nie jesteś moim studentem, co stwierdzam bez ubolewania.

    PS. Pogardzam? Bynajmniej. Niespecjalnie tylko przepadam, jeśli ktoś mnie traktuje jak upośledzonego.

  210. Tanaka

    Tanako, wiesz co ? Nie wiesz. A ja – wiem. I to tak wiem, że musiałem buty żony odłożyć na potem. Dawno temu pytałeś mnie. co to za takie liczne ciemne plamki wzdłuż brzegów żagla od strony masztu i bomu. Wyjaśniłem, że to były taśmy przyklejające krawędzi żagla do żagla, żeby powstała rura, w którą wsuwam maszt lub bom (to zamiast ruchomych pierścieni przymocowanych do żagla lub nieruchomych do masztu (segarsy). Długo – parę lat – szukałem mądrzejszego sposobu klejenia zawiniętej krawędzi. Niestety, moich foliowych worków po nawozach nie chciały kleić żadne kleje, a wypróbowałem około 20. Również znane laski pcv były za słabe, mimo że klejone na gorąco (z tego też powodu żmudna robota, bo trzeba bardzo uważać, żeby nie przepalić żagla). W końcu zamknąłem sprawę oczkami – jak te przy butach. W końcu po kolanowym zabiegu, kiwając palcem w kapciu jako domowy pasożyt, zacząłem kleić żagiel na zapas. Miałem wcześniej kupiony i wypróbowany klej silikonowy (pytałem parę dni temu w sklepie, czy klej silikonowy i silikon to to samo – usłyszałem, że nie), który był do kitu. Ale do kitu okazał się dlatego, że od lewej strony się do niego zabrałem, zamiast od prawej. Zwykły silkon potrzebuje, powiedzmy, 30. minut do uzyskania optymalnej właściwości, więc ja tak samo potraktowałem silikonowy klej. To był błąd. Ale nie wiedziałem, że błąd, dokąd przypadkiem się nie dowiedziałem. Otóż strzeliło mi do głowy, żeby skleić kawałek folii i zostawić do jutra. Jutro patrzę: a ja sklejonej folii końmi nie rozerwę! Ajajaj, co za radość workowatego Kolumba!

    Tak człowiek Lorenza trafił na psa, a ja trafiłem na klej.

  211. tejot
    18 listopada o godz. 12:13
    Do 11 listopada 1918 żaden obcy żołnierz (z wyjątkiem jeńców) nie postawił swej nogi na terytorium Cesarstwa Niemieckiego. Pokój brzeski był układem lokalnym, korzystnym dla obu stron. Ale to nie oznaczało, że wojny nie ma. Wystarczyłby upadek bolszewików i Rosja mogłaby wrócić do wojny. Nadal trzeba było trzymać wojska na linii demarkacyjnej. Gdyby nie było zagrożenia powrotu Rosji do wojny, strony deklaracji z listopada 1916 roku, mogły przekazać Radzie Regencyjnej rządy nad Polską już w 1917 roku i wycofać swych żołnierzy na zachód, aby pokonać aliantów na kontynencie. A bunty wewnętrzne już od dłuższego czasu były problemem władzy cesarskiej w Niemczech. W połączeniu z brakami materiałowymi przyczyniły się do decyzji o podpisaniu rozejmu, będącego ostatecznie kapitulacją.

    tejot
    18 listopada o godz. 13:24
    Zdemaskowałeś nas. Niczym się nie różnimy od innych społeczności. No, może poza jednym – wasz menel, to u nas jednak elwer albo buks.

  212. Żniwa.Jako dziecko czasem uczestniczyłem, bo nasza gosposia zbierała mnie czasem do swojej rodziny na wsi. Mnie dawali wiązanie snopków, do dzisiaj umiem zrobic powrósło.Nie nauczyłem sie nigdy kosic trawy, najwyżej jakies chwasty, to z epoki, gdy nie było kosiarek.

  213. tejot
    18 listopada o godz. 13:24
    I jeszcze jedno. Po wielu latach odkryłem, że moi kuzynostwo których wołałem jako Traudka, Margot czy Werner w dowodach osobistych mieli zapisane imiona; Krystyna, Małgorzata, Jan. A urodzona w 1940 roku w Opolu kuzynka Alicja, przy okazji niedawnej, acz obowiązkowej wymiany dowodu osobistego została objechana przez urzędniczkę za podawanie danych niezgodnych z metryką, znajdującą się w Opolu. Okazało się, iż obecni urzędnicy w ogóle nie mają pojęcia o akcji obowiązkowej polonizacji imion i nazwisk, jaka była prowadzona w czasach PRL-u. Państwa jakby nie patrzeć – polskiego. Pozdrawiam

  214. wujaszek wania
    18 listopada o godz. 13:08 Edit →

    dziękuję za odpowiedź, choć stwierdzam z przykrością, że jest nie na temat.
    Nie zajmowałem się sporem pomiędzy blogowiczami. Nie mam też zamiaru uczestniczyć w sądzie kapturowym nad kimś, kto przez niektórych jest tu nie lubiany. Kapturowym, jeżeli faktycznie @404 nie jest tu wpuszczana.
    Prosiłem jedynie o zajęcie stanowiska w kwestii używania na blogu dehumanizujących określeń typu kanalia.
    Nie wypowiedziałeś się w tej sprawie i to też jest odpowiedź.

    Owszem, nie na temat jest Twoja wypowiedź, do której się odniosłem, a co kontynuujesz. Dostałeś odpowiedź należycie obszerną, zaś co sobie z niej wyciągasz do konkluzji, że „się nie wypowiedziałem”, co owszem – jest w odpowiedzi zawarte – to widać: tak sobie to przekładasz, żeby problem zastąpić jego powierzchownością. Co dodatkowo zilustrował @Paradox, przykladem z gabinetu uczelnianego.
    Wyjaśnień i ilustracji starczy. Dostałeś co Ci się należało, nie dałeś tego od siebie, co należne było.

  215. zak1953
    18 listopada o godz. 13:50
    tejot
    18 listopada o godz. 12:13
    Do 11 listopada 1918 żaden obcy żołnierz (z wyjątkiem jeńców) nie postawił swej nogi na terytorium Cesarstwa Niemieckiego.

    Mój komentarz
    Stwierdzenie, że żaden obcy żołnierz nie postawił nogi na terytorium Cesarstwa Niemieckiego, traktuję jako sposób dowodzenia poprzez argument poboczny.

    Niemcy (państwa centralne) przegrały militarnie (w dużej mierze dzięki pomocy USA dla Ententy (w 2018 już bez Rosji), a Cesarstwo Niemieckie poprosiło o pokój.
    Cesarstwu Niemieckiemu, potem Republice Weimarskiej jako stronie przegranej warunki pokoju (najpierw rozejmu, ostatecznie traktatu wersalskiego) zostały podyktowane przez zwycięzców.
    Pzdr, TJ

  216. @zak1953
    18 listopada o godz. 14:05

    No, popatrz! A kiedy moi rodzice (na Ziemiach Odzyskanych) chcieli nadać mojej młodszej siostrze na drugie imię Adela (po kresowej babce z Dębskich), urzędnik stanu cywilnego oświadczył, że nie ma takiego imienia i zapisał zgodnie z wykazem polskich imion: Adelajda 😎

  217. Stachu39
    18 listopada o godz. 14:04

    A ja kosiłam trawę kosą jak miałam może 9 lat? I krowę na łańcuchu do obory z pastwiska, krowa 10 razy większa ode mnie bo wtedy miałam z 8 lat. Hej to były wakacje na wsi – ale nie u rodziny. U takiej staruszki, pani Gospodyni. Nigdy tego nie zapomnę.

    Hej, łózka z piernatami, święte obrazy, piec na polana, malowane skrzynie, strych, stodoła, obora, studnia w ogrodzie, malwy przy płocie, gdybym miała kiedyś znaleźć się w raju to dokładnie tak ma wyglądać 🙂

  218. wbocek
    18 listopada o godz. 13:41

    Pombocku, pamiętam sprawę, te ciemne plamki i moje pytanie – co to i do czego. Widze, że jesteś sobodny odkrywca i pasję masz ponadszewską do odkrywania świata substancji klejących. Więc i but zony musi poczekać.
    Co mi sie podoba i już rzecz widzę w odpowiednim kontekście. Gdzieś niedaleko mnie, jest taki obiekt z pokaźnym szyldem: „Świat spawalnictwa”. Nie ma, a powinien przy tym być – wykrzyknik.
    Nic się nie martw i sobie pomyśl, jaki jesteś błyskawiczny odkrywca: cała NASA ze dwa lata biedziła się nad tym, żeby wynaleźć sposób klejenia płytek krzemiankowych do kadłuba promu kosmicznego. I nic. każdy klej o kant tego co wiemy, potłuc. Wreszcie ktoś poszedł po rozum. Do głowy I zaszedł do sklepu budowlanego, nabył w nim klej do lepienia płytek w łazience. Przykleił nim płytki w promie kosmicznym i zadziałało.
    Sam widzisz: jesteś Absolutny w swojej odkrywczości i NASA, z ponem buckiem odpadają w przedbiegach.

  219. Wiem też, że o ile w szkołach średnich na zachodzie Polski uczono niemieckiego, to moja śląska koleżanka ze studiów miała w ogólniaku francuski.
    Poznałem trochę jej śląską rodzinę włącznie z babką z domu Müller, która uważała, że córka wychodząc za górnika (sztygara) popełniła mezalians, bo przecież starał się o nią zamożny sklepikarz. Ojciec koleżanki w 1939 służył w polskim wojsku i był internowany w Rumunii. Mówił o tym bardzo niechętnie, w przeciwieństwie do krewnych ze strony matki, którzy służyli w armii niemieckiej. Widziałem liczne zdjęcia ze ślubów i uroczystości rodzinnych z tamtego czasu. W tle wisiały flagi i banery ze swastyką, a wśród osób na zdjęciach nie brakowało mężczyzn w czarnych uniformach ze stosowną opaską.
    Granica była tuż tuż (okolica Gliwice – Rybnik) a rodzina rozsiana po obu stronach. Był onkel Wiluś, Paul, Joerg etc.

    W mojej kresowej rodzinie dziadek służył w carskiej armii na wojnie japońskiej, jego syn przeszedł szlak bojowy z Sielc do Przyczółka Czerniakowskiego (opowiadałem już o tym), inny krewny wyszedł z Andersem do Iranu i walczył pod Monte Cassino, gdzie został ranny (wyleciał na minie), leczono go rok w angielskich szpitalach i w Anglii też spędził resztę życia.
    Moja babcia nie zmieniając miejsca zamieszkania zmieniała tylko epoki: za cara, za sanacji, za Sowietów, za Niemca…
    Zawsze mówiła świetnie po polsku (obok rosyjskiego, ukraińskiego, a nawet czeskiego – taka tam była mieszanina na tych Kresach), moi rodzice też, ale nie słyszałem nigdy szczególnego zacięcia patriotycznego, nie nauczyli mnie też nienawiści do żadnego narodu. O Piłsudskim wypowiadano się bez nabożeństwa, a niekiedy nawet nad wyraz krytycznie.

  220. (muzycznie) kupiłam sobie straszliwe słuchawy Bose i właśnie słucham Dziadka do orzechów na oba uszy, The Prince and the Sugar-Plum Fairy (w tej chwili)

  221. Nefer
    18 listopada o godz. 14:41

    A ja kosiłam trawę kosą jak miałam może 9 lat? I krowę na łańcuchu do obory z pastwiska, krowa 10 razy większa ode mnie bo wtedy miałam z 8 lat. Hej to były wakacje na wsi – ale nie u rodziny. U takiej staruszki, pani Gospodyni. Nigdy tego nie zapomnę.

    Hej, łózka z piernatami, święte obrazy, piec na polana, malowane skrzynie, strych, stodoła, obora, studnia w ogrodzie, malwy przy płocie, gdybym miała kiedyś znaleźć się w raju to dokładnie tak ma wyglądać

    Jak śpiewało Mazowsze: Ukochany kraj, umiłowany kraj… Po czym trzasnęło mazura na tle boeinga sławiącego dumną polską niepodległość za pomocą dumnie niezrabnych, ale szczerze polskich folii przylepionych na burcie.
    A Anna German, jak to ona, dodawała arcyśpiewnie: Być może, gdzie indziej… lecz sercu jest droższa piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza.
    Na co się włączył ten, co miał tatusia któren tak wyśpiewał: Na głowie kwietny ma wianek
    W ręku zielony badylek
    A przed nią bieży baranek
    A nad nią lata motylek

    Bo ja też: że malwy, że pluskanie, i cielaczek mały i sarenka Basia oraz orzeł krążący i komin dymiący. A cymbał, oczywiście, brzmiący.

    No i jak tu nie być Polakiem. Eskimosie – i ty zostań!

  222. Tanaka
    18 listopada o godz. 14:54

    Ale co to niby ma być
    🙂

  223. @Nefer
    18 listopada o godz. 14:41

    U mojego dziadka i jego drugiej żony też tak było. Drewniane kufry z bielizną, na łóżku kapa, a na niej stos poduch coraz mniejszych. Na podłodze i ścianach kobierce i kilimy, obok dziczych skór, jak w trylogii jakiejś. Lubiłem siedzieć na kufrze przy ciepłym kaflowym piecu i słuchać, jak dorośli rozprawiają przy stole na temat planowanej spółdzielni produkcyjnej, za którą agitował powszechnie dotąd szanowany znajomy. I odgrażanie, że do żadnego kołchozu „imieniem Proszę Pana” (agitator zwracał się do rozmówców zawsze w ten sposób) nie przystąpi. I nie przystąpił.
    I jeszcze pamiętam murowany piec chlebowy w sadku i starego konia z „unry”, i dużo, dużo rzeczy…

  224. paradox57
    18 listopada o godz. 13:38

    Tanaka
    18 listopada o godz. 14:15

    pozostaję przy swoim zdaniu.
    Niezależnie od wcześniejszych nieporozumień, użycie dehumanizującego słowa kanalia wobec adwersarza jest zachowaniem niegodnym.

  225. Nefer
    18 listopada o godz. 14:57

    No, że ślicznie !

  226. wujaszek wania
    18 listopada o godz. 15:07

    Niegodne to jest rzucać oskarżenia pod adresem konkretnego lekarza, olewać podawane fakty i zadawane w sprawie pytania, by doprowadzić oskarżenia do formy pomówienia.
    To już było, kilka razy, wyjaśnione. Nie przyjmujesz tego do wiadomości, co odnotowuję. I sprawy wystarczy. Dalej to będzie zamulanie bloga.

  227. Pompujmy się tą „dehumanizacją”, aż się wszystkim utrwali 😉

    Tylko głupiec i kanalia lekceważy genitalia,
    bo najbardziej jest dziś modne reklamować części rodne.
    (Stanisław Lem)

    No, dobrze (…) ale jaką masz gwarancję, że ta kanalia dotrzyma?
    – Dał mi słowo honoru uczciwego człowieka – uśmiechnął się Dowmunt.
    (Ostatnia Brygada – Dołęga-Mostowicz)

  228. wujaszek wania
    18 listopada o godz. 15:20

    @404,

    przykro mi z powodu tego, w jaki sposób zostałaś potraktowana na LA.
    Nie wiem czy i kiedy mój komentarz pojawi się na tym blogu ponieważ dopiero teraz próbuje się tu logować, więc z pewnością będę czekał na moderację.

    Twój komentarz czeka na moderację.

  229. Mściwa harpia (czy to też dehumanizuje?) właśnie obrabia ten blog u Passenta łżąc jak najęta. I wciąż ma czelność dobijać się do tego forum.

  230. @Tanaka,

    masz rację, jakiekolwiek rzucanie nieuzasadnionych oskarżeń jest zachowaniem niegodnym. Ale nazywanie kogokolwiek kanalią to coś znacznie gorszego.

    I faktycznie kończmy to „zamulanie” nie tylko bloga, ale umysłów i sumień.

  231. @Nefer
    Zanim się dostało krowę do pasienia, trzeba bylo przejść etap gęsi.

  232. @Tanaka
    Od mniej więcej 68r do ankiety z rubryką „narodowość” wpisywałem” Papuas”, pani w kadrach się usmiechała i przyjmowała. potem te rubryki znikły.

  233. To „zasługuje” na powtórzenie:
    „Ja opisałam pewien szpital w Lublinie, który z autopsji poznałam… negatywnie.
    Wtedy pewien czepialski weterynarz, co od początku mojego pojawiania się na tamtym blogu… rzuca się do moich łydek …. tym razem też nie zawiódł i potępił mnie za stronniczość i takie tam.
    Odpowiedziałam, a ponieważ poczułam się znużona jego czepialstwem, więc grzecznie stwierdziłam, że to moja ostatnia z nim konwersacja.
    To się wziął obraził i nazwał mnie: kanalią i jeszcze jakoś tam w tym stylu.”
    Całość tu, bo jest tego więcej: https://passent.blog.polityka.pl/2018/11/16/skok-na-bank/#comment-831322

    Całkiem zgodnie z definicją Słownika PWN …

  234. zak1953
    18 listopada o godz. 13:50
    tejot
    18 listopada o godz. 13:24
    Zdemaskowałeś nas. Niczym się nie różnimy od innych społeczności.

    Mój komentarz
    Nie dzieliłem na My i Wy
    Pzsdr, TJ

  235. @Tobe

    lubie Twoje opowiesci rodzinne w stylu Wankowicza.
    U mnie byli sami utrwalacze – wladzy ludowej. Ktos tam inny doszedl az do Berlina – oficer artylerii. A pzoniej wszyscy szli z pochodem. Takie byly klimaty, takie byly nastroje mentalne. Byl to okres „postepowosci”, a komune wszyscy uwielbiali – od Ameryki (o nie, chyba nie McCarthy) az po Francje.
    Czy ktos wowczas byl madrzejszy od czasu?
    Pozdr.

  236. Ja tylko raz w życiu dostałem krowę do pilnowania, ale się nie wykazałem 🙁 Krowa miała długi łańcuch, który miał jej chyba sugerować, że jest przypięta i ma się paść w jednym miejscu (na trawiastym przydrożnym rowie). Ledwie mnie tam z nią zostawiono, ruszyła w stronę domu, a ja za nią usiłując przydepnąć ten łańcuch, bez wrażenia na krowie.
    Opowiadano mi potem, że krowa szła rycząc, a ja za nią – zanosząc się jeszcze głośniejszym płaczem 😳

    Gęsi bałem się bardziej niż krowy 🙁 I jednego indora też 🙁

  237. Tobermory
    18 listopada o godz. 15:27

    Przeczytałam dopiero teraz aktualny ,świetnie napisany wstępniak zaka 1953 i jak to zwykle bywa, podążyłam
    w ślad za wpisami. Ze zdumieniem natrafiłam na wątek,który ,jak się okazało miał swój początek pod wpisem poprzednim.Ja też zajrzałam na blog sąsiedni i muszę stwierdzić,że nawet nie byłam zdumiona tego rodzaju komentarzem. Bo to już kiedyś się również zdarzyło – kiedy red.Kowalczyk udzielił tej blogowiczce oficjalnego ostrzeżenia.( na samym począrku jej pojawienia się tutaj) Wtedy w EP pojawił się wpis obrabiający cały blog LA z redaktorem na czele.
    Teraz zdarzyło się to znów. Myślę,że jeśli każdy zainteresowany z tego blogu, przeczyta w EP”wyjaśnienie” ostatnich wydarzeń – stwierdzi jednoznacznie,że blogowiczka mówiąc oględnie – zmienia prawdę i wykręca kota ogonem…
    No cóż,bywa i tak…

  238. Tobermory
    18 listopada o godz. 15:05

    Hej, wspomnienia. Moje najpiękniejsze wakacje. Był jeszcze zamykany na klucz przed dzieciami, nigdy nieużywany, pokój „dla gości” ze stołem, kapami na łóżku właśnie, kobiercami na podłodze, koronkowymi serweteczkami tu i tam i nie wolno się było tam bawić (bardzo się chciało, bardzo) a już nie daj Boże skakać po łóżkach. Nie było skór, to była wiejska chałupa, chyba bardziej prosta niż dom który opisałeś. Spać się spało w kuchni na drewnianych łożach, niedaleko pieca do gotowania. A drewniana sławojka z serduszkiem koło obory na podwórku. Jak się wychodziło na podwórko to wszystkie kury leciały bo myślały że jedzenie będzie sypane…

    Tanaka
    18 listopada o godz. 15:10

    A. Bo ja tylko, jak przeczytałam niedawno, jestem „dostatecznie inteligentna” 🙁

    (przy okazji, tego zawodzenia o baranku z motylkiem nienawidzę jak cholery, zęby bolą)

    Stachu39
    18 listopada o godz. 15:30

    Gęsi pani Gospodyni nie miała albo nie pamiętam, ale raczej nie. Krowa Krasula była łagodna i dlatego mi pozwoliła ją na łańcuchu prowadzać (byłam przeszczęśliwa i czułam się wyróżniona że to miesckie dziecko a może) druga krowa Mećka była niebezpieczna i wariatka.
    Moja mama tańczyła oberka z panią Gospodynią (prostą wiejską staruszką) bo leciały w Lecie z Radiem.

    No i z domu wyniosłam

    Oberek to dobry taniec
    Kto nie tańczy ten za…..aniec
    A kto tańczy i nie tupie
    tego wszyscy mają w …

    …w nosie 🙂

  239. @Tobermory
    18 listopada o godz. 15:40
    Raz w życiu, a miałam wtedy lat pewnie 4-5 dali mi do pilnowania 4 gęsi. A one do mnie sssss i sobie poszły nie zważając na moje rozpaczliwe „wracajcie!”. Doszły do kanału i popłynęły. I już nikt ich nie widział…

  240. @wujaszek wania 15:07

    Nieporozumień? To paradne.
    Pozostawaj sobie, gdzie chcesz.

  241. @Ewa-Joanna 15:34

    To zdecydowanie nie zasługuje na uwagę. Nie mówiąc już o przytaczaniu/

    @basia.n 15:45

    A bo to pierwszy raz?

    Z przyjemniejszych. Wywiesiłem dziś pojemnik z pokruszonymi orzechami laskowymi i ziarnami słonecznika na balkonie. Ku wielkiej ekscytacji mojej koty. Co mnie mocno cieszy. Nie z powodu ziaren, tylko sikorek, które zaczęły korzystać ze spiżarni. Głównie bogatki i modraszki. Na razie niezbyt licznie, ale to dopiero początek. I gil przed południ8em zaleciał skorzystać z jarzębiny, której nie obłupiły w tym roku kwiczoły. I jeszcze niewielkie stadko raniuszków. Jak to one. Nahałasowały i odfrunęły. Pewnie nic ciekawego w moim sąsiedztwie nie znalazły.

  242. moze nie na temat – ale…
    ___

    Pozary w Kaliforni to najlepszy przyklad na przyszlosc, ktora po drodze dogania czlowieka.
    Zapewne wiekszosc z Was zna powiesc (z kanonu literatury swiatowej) „Grona gniewu” (Grapes of Wrath, 1939) w ktorej autor opisuje tzw. „Dust bowl” kryzys z lat 30. w Stanach Zjednoczonych, kiedy to susza i erozja wiatrowa zniszczyla wiele ziem uprawnych w zachodnio-srodkowych stanach Ameryki. Ponad dwa miliony zmuszone bylo opuscic swoje domostwa.
    Ta katastrofa przyrodnicza miala miejsce razem z glebokim ekonomicznym kryzysem.
    Glowny bohater Steinbecka Tom Joad wraz z rodzina ucieka do Kaliforni. Tam miala byc praca, odpowiedni klimat i wystarczylo tylko wyciagnac reke, by zerwac pomarancze.
    Dalej w koncowej scenie „Grona gniewu” nastaja ulewne deszcze, skrajna sytuacja
    do poczatkowej sceny suszy. Deszcz niczym biblijny potop. Potezny niczym sztorm piaskowej burzy. Woda podnosi sie, nie ma prawie konca, strumienie wody draza ziemie i zmieniaja w potezne bloto, zatapiaja siedliska biedoty. Zdesperowani ludzie
    proboja budowac tamy. Wszystko na nic.
    Powiesc Steinbecka z konca lat 30 wyraznie kresli tragiczny obraz naszej cywilizacji, ktora zywioly przyrody wycinaja ksztalty, chociaz czasami wydaje nam sie, albo udajemy, ze tak nie jest.
    Scena koncowa, trudno ja zapomniec, kobieta ktorej umarlo niemowle, karmi mlekiem z swej piersi wychudzonego, mocno glodnego starca.
    Wspolczucie i solidarnosc – nawet w tak tragicznej scenerii.
    A „gniew” wobec tych, ktorzy chca te ludzka nadzieje odebrac.

  243. paradox57
    18 listopada o godz. 16:06

    Przedziwna sprawa z tym balkonowym dokarmianiem.Przez kilka lat wywieszałam zarówno pokruszone orzeszki,jak specjalne kulki tłuszczu w siatce i zjawiały się i bogatki i modraszki.( udało mi się nawet zrobić kiedyś parę zdjęć) A w ubiegym roku nie przyleciały. Nie mam pojęcia dlaczego. Również u mnie robi się zimno,więc jutro kupię w sklepie pokarm dla maych gości. Może się zjawią 🙂

  244. @Nefer 18 listopada o godz. 14:41

    Marudzisz, bo krowy z pastwiska same bez prowadzenia szły do obory! Te łańcuchy wlokące się po ziemi pamiętam jak dziś! A poza tym rękawy pełne mleka, bo przy dojeniu strzykało na wszystkie strony 😀
    I owoce prosto z drzewa (aaaach!)

  245. @basia.n 16:17

    U mnie nie było przerwy. Co prawda w ubiegłym roku jakby mniej, ale były. Może to kwestia takiej a nie innej zimy. W każdym razie po wywieszeniu zazwyczaj przez 2-3 dni nic się nie działo. A tymczasem dzisiaj już po 2 godzinach się zaczęło. Z kolei opowiadał mi znajomy, że w ubiegłym roku poszło mu 15 kg ziaren słonecznika. No, ale on mieszka w okolicy znacznie bardziej sprzyjającej ptactwu. Chociaż też w środku miasta.

    I cholera mnie bierze na ludzi, którzy wypuszczają luzem koty na dwór, żeby się szlajały od rana do wieczora. Chociaż lubię koty. Moja może się pogapić na ptactwo jedynie przez szybę. I tyle jej.

  246. Na marginesie
    18 listopada o godz. 16:19

    A guzik. Szła za mną, łańcuch miałam w ręku i się nie wlókł i tyla. I tej wersji się będę trzymać 😛 😉

  247. @Na marginesie 16:19

    Niedojrzały agrest popity mlekiem. Też aaach.

  248. @Ewa-Joanna
    18 listopada o godz. 15:53

    Uff, ale mnie pocieszyłaś 😉

    @Nefer
    18 listopada o godz. 15:52

    Dom dziadka był solidny poniemiecki, ale wewnątrz urządzony bardziej po kresowemu. Skóry dzicze, jelenie i lisie to były trofea znoszone do domu przez wujka myśliwego.
    Do impregnowania skórzanych butów zimowych rozgrzanym łojem używało się łapki zajęczej, a z jelenich rogów robiło guziki. Dla nas, wnuków, naturalne było wylegiwanie się na tych „futrach” i wdychanie zapachów skór, pasty do podłóg, dymu z dziadkowej fajki i aromatu piołunówki, którą popijał z listonoszem. W Zielone Święta dochodził jeszcze zapach tataraku rozłożonego na wypastowanej podłodze.
    Listonosz Franek (starszy gość w oficerkach) naraził mi się raz, kiedy na podwórku próbowałem celować z wiatrówki do butelki na płocie.
    – He, he, nie trafisz nawet w płot – zarechotał.
    – Nawet w pana trafię!
    – Taak? No to spróbuj, he, he 😀
    No to wygarnąłem z lufy trafiając go w cholewę. Loftka przeszła przez skórę oficerek i kalesony zostawiając czerwony ślad na nodze Franka, a ten od tego czasu już się ze mnie nie naśmiewał. Zameldował jednak ojcu i dostałem surowy zakaz dotykania wiatrówki pod jego nieobecność 🙁

  249. Stachu39
    18 listopada o godz. 15:33

    @Tanaka
    Od mniej więcej 68r do ankiety z rubryką „narodowość” wpisywałem” Papuas”, pani w kadrach się usmiechała i przyjmowała. potem te rubryki znikły.

    Jakoś, mgliście, kojarzę różne rubryczki „narodowościowe”. Niespecjalnie poświęcałem im uwagę, bo raz, że sprawa prawidłowej narodowości od dawna wydawała mi się nadmierna, choć rozumiem tych, co mają niezwykle ścisłe przywiązanie do swojego narodu i muszą ciągle o tym stanowczo, bohatersko lub cierpiętniczo świadczyć; dwa, że ogólnie to się zgadzam na Polaka. Moi przodkowie, licząc ze 3-4 pokolenia wstecz pochodzą z 6 różnych krajów i narodów, ale nie widzę przeszkód bym był ogólny Polak, a szczególny to po kawałku każdy z powyższych.

  250. paradox57
    18 listopada o godz. 16:25

    Mieszkam w mieście,ale jest tu w pobliżu dużo drzew i krzewów. Na wiosnę wcześnie rano budzi mnie właśnie śpiew modraszek. Najpierw zaczyna jakaś solistka,potem ktoś odpowiada w duecie ,a wkrótce słychać całą wiosenną kantatę. Zobaczymy,czy w tym roku skuszą się na moje smakołyki. A koty… nie budzą mego wielkiego entuzjazmu wlaśnie z powodu niebezpieczeństwa dla ptaków. Chociaż jeden ( ten ze zdjęcia Tobermory’ego) zdobył moją sympatię wyjątkową urodą.

  251. paradox57
    18 listopada o godz. 16:31

    Niedojrzały agrest popity mlekiem. Też aaach.

    Prawidłowo niedojrzały agrest popity mlekiem powinien wybuchać w żołądku.

  252. Na marginesie
    18 listopad o godz.16:19
    paradox57
    18 listopada o godz. 16:31

    Dla mnie aaach – to aromatyczne,leśne poziomki zbierane nad Wigrami.

  253. Na marginesie
    18 listopada o godz. 16:19

    @Nefer 18 listopada o godz. 14:41
    Marudzisz, bo krowy z pastwiska same bez prowadzenia szły do obory! Te łańcuchy wlokące się po ziemi pamiętam jak dziś! A poza tym rękawy pełne mleka, bo przy dojeniu strzykało na wszystkie strony
    I owoce prosto z drzewa (aaaach!)

    Nie wiem, czy krowy tak w ogóle mają, że same z pastwiska do domciu, ale swego czasu znałem pewnego dziadka, co z krową chodził na całodzienny spacer. Krowa jak pies, szła z nim, co jakiś czas przystając na brzegu drogi, albo krok-dwa schodząc w zielone skubała i dochodziła idącego niespiesznie dziadka. Obok krowy szedł psiak, co też szedł jak pies.
    I tak sobie ta trojka chodziła, co dzień: rano w świat, wieczorem do domu. Dziadek tak doszedł do przedostatniego dnia życia. Ostatniego położył się po śniadaniu i sobie umarł.

    Krowę doiłem, razy kilka. Jak mi się udał pierwszy strzyk, to poszedł w kalosza. Próbowałem też z kozą, ale z kiepskim skutkiem.

  254. @basia.n 16:35

    Na wiosnę to u mnie najwcześniej zaczyna podgrywać rudzik. A potem przez cały dzień to już co tylko może piłuje dzioba. Po tym, jak 4 lata temu na „moim” modrzewiu widziałem trzy młode wilgi, miałem nadzieję, że na stałe zagościły w okolicy. Ale nic z tego. W tym roku słyszałem je ze trzy razy i to wszystko. Za to jest kilka dzięciołów i dwie pary sójek. Fantastyczne.

  255. @ozzy 18 listopada o godz. 16:11

    „Grona gniewu” czytałam w szczenięcych latach i zapadły mi głęboko w pamięć. Ale okoliczności powstania „dust bowl” dotarły do mnie dopiero niedawno, gdy obejrzałam nagrany cykl wykładów pod tytułem „Extreme Weather” (czy jakoś tak). Ziemię w środkowych Stanach rozdawano osadnikom, którzy przybywali tam z nadzieją, że będą w stanie żyć i pracować jako rolnicy. Na miejscu okazywało się, że gleba była jak skała, w dodatku zarośnięta, więc po pierwsze karczowano drzewa, a po drugie wydano zalecenia, aby tę glebę – zaoraną – specjalnie rozdrabniać. Skutek wiadomy – piach unoszony wiatrem, błoto, erozja.

    O pustynnieniu kolejnych obszarów i upadku cywilizacji pisze obszernie Jared Diamond, przede wszystkim w książce „Collapse”. Również o współczesnych Stanach. Bardzo ciekawe.

    https://en.wikipedia.org/wiki/Collapse:_How_Societies_Choose_to_Fail_or_Succeed

  256. @Nefer 18 listopada o godz. 16:29

    “That’s my story and I am sticking to it” – nie masz pojęcia, jak często to słyszę 🙂

  257. Nefer
    18 listopada o godz. 15:52

    Tanaka
    18 listopada o godz. 15:10
    A. Bo ja tylko, jak przeczytałam niedawno, jestem „dostatecznie inteligentna”

    Czyli ten co wyprodukował taką ocenę spełnia kryteria z oberka. Jakby nie patrzeć to ten, no, nie powiem co bo jest napisane.

    (przy okazji, tego zawodzenia o baranku z motylkiem nienawidzę jak cholery, zęby bolą)
    no bo to takie miało być: taka landrynka, że syrop i dentysta.

  258. @Na marginesie 16:47

    Oglądałem dwa dokumenty. Pamięć mi podpowiada, że nosiły wspólny tytuł „Piaszczysta planeta”. Ale jak to z pamięcią. Kiedy próbuję guglować, to mi wyrzuca Diunę i Tatooine. Mniejsza z tym. Jeden był poświęcony Australii i pustynnieniu ogromnych obszarów wskutek działalności osadników przybyłych z Europy. Swoją drogą ciekawe zjawisko – pustynnienie kontynentu, który pewnie w 70% składa się głównie z pustyń i półpustyń. @Ejotko – nie grzmij. Ja się sporo z tego filmu dowiedziałem o mechanizmach i próbach zaradzenia temu problemowi podejmowanych przez współczesnych. Drugi natomiast był o tym samym w Chinach. I coraz częstszych i gwałtowniejszych burzach pyłowych nawiedzających Pekin, zarówno od zachodu, jak i od wschodu. I też o próbach ograniczania tego problemu.

  259. Niedojrzałe czereśnie (a może agrest?) popite wodą miały doprowadzić do eksplozji ślepej kiszki 😎 Tak nas straszono, kiedy kuzynka, wnuczka „starej rozwory”, miała atak wyrostka i go jej wycięli w powiatowym szpitalu. No to jedliśmy dalej, ale już z duszą na ramieniu. Nikomu więcej nic nie eksplodowało.
    A u tej stryjecznej babki znienawidziłem mleko prosto od krowy, a potem… ementalera. Do dziś mi przypomina zapachem ciepło tamtej obórki, w której stałem z kuzynem ze szklankami-musztardówkami w rękach czekając, aż babka nadoi prosto do tych szklanek i przypilnuje, abyśmy wszystko wypili. Prawie cappuccino to było, bez kawy, ale z perfekcyjną pianką 🙄
    Od tamtego czasu przełknę mleko tylko gorące albo bardzo zimne, najlepiej „zamaskowane” czekoladą, owocami lub lodami kawowymi, byle nie smakowało jak mleko 🙄

  260. paradox57
    18 listopada o godz. 16:45

    Kurna, to Ty masz ptaków jak mrówków. raniuszka raz widziałem na żywo i musiałem podjąć dramatyczną decyzję: chciałem i się nagapić i sfocić. Ale coś czułem, że jak polecę po aparat, to jak wrócę raniuszek będzie odfrunięty. Więc się gapiłem Nedługo, bo raniuszek zrobił, jak wiedziałem, że zrobi.
    Z sójką to miałem tak, że znalazłem ją zaplątaną w żyłkę, która była pewnie od latawca. Zacząłem ją odplątywać, ona najpierw się szarpała, ale po jakiejś chwili się uspokoiła. Wreszcie, półwolna, zwiała mi pod krzak, ale za jedną łapką wlokła jeszcze tą żyłkę. Jak sięgnąłem ręką pod tego krzaka, żeby ją do końca wyplątać, to mnie dziobem tak chwyciła między kciukiem a palcem wskazującym, czyli w najwrażliwsze miejsce dłoni, że z bólu aż podskoczyłem. To znacznie gorzej, niżby ścisnąć kombinerkami. Moze dałoby się porównać do specjalnych, ostrokrawędziastych cążków do obcinania paznokci.
    Skąd ona wiedziała, że to najwrażliwsze miejsce, nie mam pojęcia. A mogła mnie złapać za dowolny palec. Pewnie ćwiczyła sztukę walki wręcz Specnazu.
    Nic to, sójko – jak mówił Pan Michał, poruszając wąsikiem. I tak jestem wyznawcą ptactwa.

  261. @Tobermory

    Agrest w żołądku, dusza na ramieniu. Dobra recepta dla ateisty.

  262. @basia.n 18 listopada o godz. 16:43

    Ja poziomek z Polski w ogóle nie pamiętam. Teraz rosną mi wokół domu zamiast trawy w roli chwastu. Co roku sobie obiecuję, że tym razem je przydybię (jeśli się uda, to są bardzo smakowite), ale po pierwsze padają ofiarą koszenia trawy, po drugie lubi je wszystko co żyje (a żywego jest w okolicy co niemiara), a po trzecie nawet jeśli coś przetrwa, to zanim je dopadnę zwykle są już przejrzałe i smakują jak trociny, chociaż nadal pięknie wyglądają.

    Poza tym, jeśli ktoś w dzieciństwie nie nauczył się doceniać pewnych smaków, to już się nie nauczy – dlatego pokolenie wychowane w Kanadzie bardzo uprzejmie się wymawia od propozycji degustacji czegoś, co tam sobie dziko w trawie rośnie.

    Przypomina mi się opowieść pewnej Polki, która w Szwecji pracowała jako ogrodniczka – gdy znalazła w tym ogrodzie jakieś smakowite jagódki, to z radością zaczęła się nimi raczyć, po czym przybieżał do niej synek właścicieli, informując, że mamusia powiedziała, że jeśli pani z Polski jest głodna, to wcale nie musi wygrzebywać strawy z trawy – bo przecież w lodówce jest pizza…

    I to jest właśnie prawdziwy culture clash 🙂

  263. Ewa-Joanna
    18 listopada o godz. 15:34

    Spojrzałem. Donos, koncertowe kłamstwa oraz pomówienia. Nędzne to.

  264. @Tobermory 18 listopada o godz. 16:58

    Ale to mleko prosto od krowy właśnie wcale nie smakowało jak mleko! Mnie raczono „jeszcze ciepłym” i spienionym, przecedzonym po wydojeniu przez tetrę. Koniecznie musiałam je pić, bo podobno było „bardzo zdrowe”. Awersja do mleka jako takiego jakoś się we mnie nie zagnieździła, ale to „prosto od krowy” pamiętam jako wyraźnie jakieś inne.

  265. Mógłbym zaadresować wpis do wujaszka, ale sprawa jest większa niż wujaszek, 404, paradxik, blog i „Polityka”. Próbowałem ją sygnalizować parę razy jeszcze za pana Jacka. Chodzi o demonstrowanie wrażliwości na mocne, zwykle jednowyrazowe epitety widziane gołym okiem nawet przez ślepych – np. wyrazy madam 404, którą dotknęło nazwanie jej “kanalią”, choć sama bywa równie spontaniczna, nazywając innych “pokrakami”, “kretynką Agatą”, “bydłem”. I inne, które można mierzyć nie na sztuki, lecz w hektarach: „krowa”, „świnia”, „osioł”, „kleszcz”, „troll”, „cham”, „dureń”, „bydlak”, „prostak”, „łgarz”, „łajza”, „ubek”, „komuch”, „zdrajca”, „..uj”, „rura”, „kanalia”, „kij”. Obok tych bijących w oczy I uszy epitetów dobrze się mają, bo są niedostrzegane, epitety i inwektywy rozwinięte znacznie cięższego kalibru. Niedostrzegane, bo wyrażane w języku salonowym lub co najmniej poprawnym. Epitety proste – choćby najmocniejsze i najwulgarniejsze – są wysyłane i odbierane bezmyślnie. To słowne tiki, konwencje wyrażające emocje stron i nic właściwie, prócz umownego emocjonalnego ładunku, nie znaczące. Nie po to są, by coś nazywać, precyzować, lecz po to, by dowalić. Podobnę rolę spełniają gesty, np. gest Kozakiewicza czy zmałpowane, jak to w Polsce, pokazywanie środkowego palca. Im głupszy gość, tym więcej dla niego ważą nic nie ważące słowa i gesty.
    Natomiast to, co rzeczywiście waży, ma określone obraźliwe znaczenia i jest wyrażone neutralnym językiem – SĄDY – bywa niezauważone przez niezainteresowanych. Kiedy więc taki nieodpowiedzialny w słowie człowiek – np. madam 404 – pisze: “Serce boli patrzeć na to marnotrastwo. Ale przykłady tego marnotrastwa są wszędzie. Kiedyś pisałam o szpitalu klinicznym w Lublinie. Oddział pulmonologii został uposażony za unijne super nowocześnie, ale profesorek, który tam królował, zamknął całe wielkie piętro na LATA. Dlaczego? bo doszedł do wniosku, że nie będzie płacił kilku dodatkowym pielęgniarkom”, to jest to sformułowane w wiązanej mowie oskarżenie. Epitet “profesorek” daleki, oczywiście, jest od damskiej elegancji, ale milion razy cięższe i głupsze jest niby wyjaśnienie, które niczego nie wyjaśnia: “doszedł do wniosku, że nie będzie płacił kilku dodatkowym pielęgniarkom”. Doszedł do wniosku bez powodu. Doszedł i koniec gadki. To bardzo paskudna inwektywa rozwinięta. Dlatego paskudna, że jest gołosłownym oskarżeniem bez cienia argumentacji i dowodów. Łatwo ten szpital i tego profesora zidentyfikować – choć on nic o tym nie wie, więc nie może się bronić. Madam 404 jawi się jako pospolita, nieodpowiedzialna plotkara.

    Niestety, takie imputujące plotkarstwo to na blogach – również na tym – i w całej Polsce codzienność.

    To tyle o pustych epitetach i niepustych znaczeniowo inwektywach rozwiniętych. Można by jeszcze mówić o świadomym łganiu, nieświadomym lub świadomym przekręcaniu, manipulowaniu, niewłaściwym odczytywaniu, bezprawnym ubarwianiu lub upraszczaniu, bezprawnym domyślaniu się, paplaniu o tym, co by było, gdyby (Tanako, Ty rzeczywiście nienawidzisz WSZYSTKICH katolików jak Ci to wmawia na innym blogu madam plotkara 404?) itp. Czyli o niepięknych Polaków rozmowach prowadzonych nawet przyzwoitym językiem.

  266. @Tanaka 17:01
    Mam tak samo ja Ty. Jak raniuszki (widzę je koło siebie dwa razy w roku i nie wiem z jakiego powodu) przylatują, to stoję i się gapię, żeby się nagapić. Po aparat nawet się nie ruszam. Jak raz cyknąłem fotkę pojedynczej sztuki, która się zabłąkała, to do tej pory się wstydzę.
    I jeszcze czasem w drodze do pracy, na osiedlu domków, przez które przechodzę udaje mi się je zobaczyć.

    Fakt, mieszkam w takim miejscu, że ptaków a ptaków. I budek lęgowych nawieszanych. Jedyny szkopuł to ten, że część wąwozu zagospodarowano na potrzeby toru narciarskiego. Co oznacza regularne koszenie. A było tak pięknie. Wszystko kiedyś rosło sobie dziko, bujnie, kolorowo. Na stoku o ekspozycji południowej nawet kserotermów można by się było dopatrzyć. I te stada szczygłów jesienią żerujących na ostach i łopianach. Komu to przeszkadzało?

    Słowików też już nie ma. W tym roku na wiosnę słyszałem dwie sztuki. Przez tydzień. Potem umilkły.

  267. @pombocek 17:13

    Z jedną jedyną drobniutką uwagą. Z mojej strony nie było żadnej spontaniczności, co zresztą starałem się wyjaśnić @wujaszkowi wani.

  268. Na marginesie
    18 listopada o godz. 17:05

    Namarginesko, ja Ci wyżej posłałem nie tylko poziomki. Jak masz zdrowe kolana, żeby chodzić pod górę, to skocz.

  269. @paradox57 18 listopada o godz. 16:57

    Ja pamiętam mgliście, że niektóre wielkie pustynie są po prostu efektem globalnych rytmów pogodowych – obszary położone między łańcuchami górskimi nie mają szans, bo wiatry wieją z obydwu stron w kierunku gór, a cała dostępna w powietrzu wilgoć skrapla się tylko na zewnętrznych stokach – to sprawa natury, chociaż rabunkowa gospodarka też oczywiście odgrywa rolę. A pustynnienie Australii może wynikać np. z globalnych zmian cyrkulacji, na które sama Australia nie ma wpływu, chociaż ogólnie działalność człowieka – tak.

    Jednak w ogóle zrozumienie, w jaki sposób funkcjonuje ekosystem to stosunkowo nowa zdobycz homo sapiens. Radar znano już podczas 2. wojny, ale jego zastosowanie do przewidywania pogody odkryto niedawno i trochę przypadkiem. Rzecz jest ciekawa, bo z jednej strony coraz częstsze pogodowe katastrofy, a z drugiej – znakomity i prawie niezawodny współczesny system ostrzegania, którego nie było jeszcze kilkanaście lat temu.

    Ogólna wiedza o pogodzie jest konieczna do ostrzegania, skuteczne ostrzeganie może ratować życie i mienie, a zatem jest bodziec do finansowania badań – w kapitalizmie 🙂

  270. paradox57
    18 listopada o godz. 17:22

    Paradoxiku, dopiero mi uzmysłowiłeś, że to mogło być odebrane jako adresowane również do Ciebie. Nie było nawet cienia takiego zamiaru, bo przecież widziałem Twoją rzeczowość i damy paplackie wodolejstwo. Jest damą, która odpowiedzialnie używać słowa nie potrafi.. A reakcja rycerza staruszka…Cóż, szkoda, że tylko jeden wyraz zobaczył.

  271. @wbocek 18 listopada o godz. 17:25

    Pombocku, poziomki, maliny i czarne jagody – w towarzystwie pięknych wrzosów – nie uszły mojej uwadze. Ja tylko chwilowo zignorowałam je z prędkości, bo nie zdanżam! A przez żołądek do serca damy – to jest zawsze niezawodny myk! Dziękuję 😉

  272. @Na marginesie 17:30

    Ach tak. Ale już zasolenie ogromnych obszarów ziem australijskich było (zgodnie z tym co pokazali) efektem przeniesienia do Australii metod gospodarowania obowiązującego w Europie. Hodowanie ogromnych stad bydła, znacznie przekraczających „pojemność środowiska”. Nieprzewidywalność zmian (tam nie ma cykliczności pór roku jak w Europie), długotrwałe, latami trwające susze na przemian z długimi okresami intensywnych opadów. Miejscowa fauna a i Aborygeni mieli czas na przystosowanie się do nich. Europejczykom zdawało się, że trafili do raju (wiem, przerysowuję), z którego zasobów będą mogli korzystać w nieskończoność i się bogacić w nieskończoność. Hodowla bydła wymaga olbrzymich ilości wody. Artezyjskie zasoby Australii nie są niewyczerpane. A w tamtejszych warunkach krowy wyjadały nie tylko części nadziemne, ale i te podziemne, od których zależało przetrwanie i odnowienie się roślin.
    Pokazywali hodowcę, który podjął prace „naprawcze”. Polegające przede wszystkim na unieruchomieniu wierzchniej warstwy ziemi (o glebie trudno było mówić). Ograniczył liczebność hodowanego stada. Uczeni mu obliczyli, że może sobie pozwolić na stado liczące 3000 osobników. On trzyma 10% tego. Dodatkowo usypał wokół swoich działek mur (około metra wysokości), żeby dodatkowo zmniejszyć wywiewanie ziemi. Pierwsze efekty tych zabiegów już widać. Taka zielonba enklawa na tle wypalonej czerwonej ziemi.

  273. @pombocek 17:32

    Ależ nie. Odebrałem, jak sądzę właściwie. Nie chciałbym być tylko przez innego czytelnika posądzonym o nadmierne uleganie afektom, co już dało się wyczuć.

    I, oczywiście, mógłbym swoją opinię wyrazić bardziej opisowo i salonowo, zgodnie z oczekiwaniem rzeczonego, o czym też zresztą wcześniej pisałem. Tylko wiesz. Nie da się zrobić pieskowi zastrzyku, nie dziurawiąc mu skóry.

  274. Na marginesie
    18 listopada o godz. 17:34

    No to wyciągnęłaś mnie, Namarginesko, z przerębli, bo już szedłem, wzorem świętego Piotra, na dno. Dziękuję. Powiedziałbym „smacznego”, ale, kurde, nie wytrzymałem i zjadłem.

  275. @Na marginesie

    Jareda Diamonda jest przeklad na j.szwedzki
    „Collapse – How Societies Choose to Fail or Succeed” wydana tu w 2005
    ciekawa praca o przyczynach upadku wiekszych i mniejszych cywilizacji, autor wymienial przyczyny tego a jednoczesnie snul wlasne wizje nowych przyczyn. Ciekawy przyklad Wyspy Wielkanocnej. Jest tez krotkie video autora na temat powyzszej ksiazki.

    „Telefon komorkowy juz niebawem bedzie nasza nieodlaczna czescia. Jest to odrazajace. Az trudno mi oprzec sie temu uczucia, ktore takie straszne”
    (Jeniffer Egan)
    Amerykanska pisarka Jeniffer Eggan autorka hostorycznej powiesci „Manhattan Beach” o Ameryce lat 40. Nagrodzona Pulitzerem za ksiazke „A Visit From the Goon
    Squad” (2011) – szw. tytul „Huliganerna kommer på besök” (Chuligani w goscinie)
    I jeszcze pare slow Jennifer Egan: „Powrot epoki gangsterow w USA”
    „Wielu Amerykanow bylo calkiem nieswiadomych, zw istnieja ludzie dookola swiata, ktorzy nas nienawidza a czasami maja ku temu powody”

  276. lonefather
    17 listopada o godz. 21:10

    Dziękuję za spełnienie obietnicy. Jesienne grzyby – zapachniało nostalgią. To czego mi brak w Holandii,to lasów z ich bogctwem jagód i grzybów. Kiedy byłam w ubiegłym roku pod koniec września w Polsce – pojechałam specjalnie w miejsce bogate w lasy. A więc z radością zbierałam grzyby ,słuchając szumu drzew. Byłam tam również i w tym roku znów we wrześniu – ale tym razem było za gorąco i nie było nic – ani ślicznych muchomorów,ani jadalnych. Ty miałeś wiecej szczęścia,bo byłeś później. Przyszły deszcze i wyrosły grzyby. A ja pooglądałam je na Twoich zdjęciach.
    Dziękuję 🙂

  277. Na marginesie
    18 listopada o godz. 17:05

    Dla mnie te poziomki,ale również czarne jagody i jeżyny,to wspomnienie wielu wakacji z czasów szkolnych,na ktore jeździłam z rodzicami. Smak i aromat … 🙂

    Pokaż kiedyś na zdjęciach swój ogród. No i te jesienne kolory Kanady 🙂

  278. paradox57
    18 listopada o godz. 17:15

    Przeczytalam ten wpis jeszcze raz i chcę Cię o coś zapytać

    Czy wąwoz o którym wspomnialeś jest na LSM ???
    Jeśli tak ,to znam to miejsce bardzo,bardzo dobrze 🙂

  279. Agrest i porzeczki wyciąlem z powodu zarazy porzeczkowo wejmutkowej. Sosny wejmutki niestety tez padły. Nie pryskałem, bo poza nawozami nie uzywam żadnych środków chemicznych.
    Co do kotów – zgadzam się stanowią zagrożenie dla ptaków, szczególnie w okresie lęgowym. Ale przynoszą mi też myszy. Słowiki były, mam kilka gęstych i kolczastych żywopłotów tam koty chodza często nie chodzą najczęściej czatują przy kompoście. Gdy nie miałem kotów ,myszy przechodziły na zimę do garażu. Mysz kościelna – oczywiście biedna, to taka, ktora żywi się tym, co ludzie przyniosą do kościoła – łuszczący się naskórek.
    @ pombocek
    Dobrze Cie widzieć. Ten wpis powyżej bardzo dobry.

  280. @Tanaka
    Też uważam sie za Polaka. To było po Marcu. Przy nowym zatrudnianiu była taka ankieta z pytaniem o narodowość.Wpis Papuas – to był mój wyraz protestu.

  281. paradox57
    18 listopada o godz. 12:57

    Paradoxiku, pardą, dopiero teraz skoczyłem do góry i zobaczyłem Twój wpis z pytaniem. Otóż mój ortopeda jest twardziel (pewnie jak wszyscy chirurdzy) i kazał mi prostować nogę w kolanie tak, bym siedział na podłodze z wyprostowanymi nogami, a żona żeby mi na to operowane kolano siadała. Sam też ugniatał mi kolano dla ilustracji tak, że tylko się uśmiechałem z bólu. Wszystko mu mówię przez telefon, jak się prowadzę. Akceptuje. Sam zresztą, mimo siedemdziesiątki, bardzo sportowo żyje. Gdzieś za tydzień pojadę na kontrolę. Czuję jakąś komplikację z boczną łąkotką, bo zdarza się duży ból przy nagłym obciążeniu chorej nogi. Ale w sumie w tym, co najważniejsze, jest ciągła, małymi kroczkami, ale poprawa. Zresztą tyle mi pajęczyny, zdechłych myszy, nietoperzy z kolana powycinał, że dochodzenie do normy chyba potrwa parę ładnych miesięcy. Najważniejsze, że roweruję i jako już jedyny na Jamnie samotny biały żagiel, jamnikuję. Wzkięły się teraz wschodnie wiatry, więc będzie średnio wietrznie – w sam raz dla mnie – i dość chłodno.

  282. @Ozzy
    Telefon komórkowy juz jest naszą nieodłączną częścią.tak jak prąd czy auto.

  283. @Tobermory 18 listopada, 10:29
    “Znalazł się arbiter elegantiorum”.
    Czyżbyś się obawiał detronizacji? Chyba nie ma po temu powodu – w rozważaniach nad poprawnością, taktem, smakiem i różnymi ich sensorami jesteś nie do pobicia. Dobrze by Ci co prawda zrobił mały rachunek sumienia w tych sprawach, niemniej chętnie poczytam wszystko, co jeszcze zechcesz o tym napisać. Temat można rozwijać porównując wrażliwości związane np. z płcią, wiekiem, kręgiem kulturowym, rzecz nie do wyczerpania.

  284. Nefer
    18 listopada o godz. 14:52

    Muzycznie 🙂

    Ciekawa jestem czy Cukrowa wróżka ukazala się w calej krasie przez nowe słuchawki .
    Mam wobec tego mały „prezent”.
    Drugi link to taniec, o którym napisałam we wstępniaku:)

    https://www.youtube.com/watch?v=Wz_f9B4pPtg

    https://www.youtube.com/watch?v=SxkuzfzFAOY

  285. @Wujaszek Wania 18 listopada, 13:08
    Pozwolę sobie na krótkie zamulenie bloga, wracając do sprawy etykiety. W nawale słów, jakimi uraczył Cię @Tanaka (o 12:52) nie zauważyłeś, że dał Ci odpowiedź na pytanie jaki język jest na tym blogu dozwolony. “Rzeczom należy dać odpowiedni wyraz”. To dla @Tanaki i paru innych wręcz motto tego bloga, regularnie zresztą powtarzane. Odpowiedniość wyrazu i wysoką na nią tolerancję uczestników blogu można obserwować regularnie. Jak można przeciwstawić się odpowiedniości?

  286. Tobermory
    18 listopada o godz. 16:33

    Przeczytałam z przyjemnością.

    Mleko, yyy. „Nieprawdą jest jakoby” kto nie pije mleka ten nie rośnie. Strach co by było jakbym piła.

    Tanaka
    18 listopada o godz. 16:49

    Tyle mi z tego wierzenia w człowieka, koleś, wyszło.

    Mam różnych ptaszysków w ogrodzie, muszę zdjęć porobić.

  287. lonefather

    Szlag by jasny trafił, lonek! Stara historia: wcięło mi tekst, który do Ciebie napisałem względem grzybów. Więc teraz tylko w skrócie, bo mnie trzęsie na taką technikę i takich techników, którzy nie potrafią wprowadzić możliwości przywracania utraconego tekstu.

    Rozpoznałem 14 gatunków. Najprawdopodobniej jest wśród nich śmiertelnie trująca hełmówka obrzeżona – to piąty od góry w skrajnej prawej kolumnie. Nie mam pewności co do tego dużego pierwszego. Może to być któraś z monetek (mianownik: monetka), raczej niejadalna, jeśli w większych ilościach, pojedyncze – jadlem. Maleństw nie znam, bo się niespecjalnie interesowałem – za stary łeb, żeby poznawać ponad 5 tysięcy gatunków rosnących w Polsce. Znam tylko trochę jadalnych maleństw: trzy gatunki lakówki, parę gatunków kruchaweczek, parę malutkich czernidłaków (bo są i większe), jedną jadalną grzybówkę. W każdym razie jesień byłby paskudna, gdyby nie to, że jest piękna: kolory, obfitość jedzenia (jabłonie w tym roku zwariowały – taki urodzaj), grzyby, mnóstwo ptactwa, które jeszcze nie tak dawno wiało przed zimą, gdzie pieprz, a teraz zostaje.

  288. lonefather
    17 listopada o godz. 21:10

    Jak spojrzałem, to zaraz coś zjadłem. teraz mam dylemat, czy wylącznie jadalne. Ale wszystkie foty pyszne.

  289. wbocek
    18 listopada o godz. 18:27

    Wprawdzie odpowiedziałeś na pytanie paradoxa57,ale ja też chciałam zapytać o Twoją rekonwalescencję.Cieszę się,że powolutku wszystko posuwa się naprzód. Masz całą zimę na intensywne ćwiczenia,a na wiosnę…. wskoczysz znów na rower,opierając się bez problemow całą stopą na pedale bez bólu. Będzie dobrze,zobaczysz 🙂

  290. Nefer
    18 listopada o godz. 18:57

    Tanaka
    18 listopada o godz. 16:49
    Tyle mi z tego wierzenia w człowieka, koleś, wyszło.

    Koleś musi być! No i jest 🙂

    Mam różnych ptaszysków w ogrodzie, muszę zdjęć porobić.
    No to porób. (szyjesz, mały? No to szyj..!) 😀

  291. basia.n
    18 listopada o godz. 19:12

    wbocek
    18 listopada o godz. 18:27
    […] Będzie dobrze,zobaczysz

    Rety, Basia, to ja też się pomodlę! Niech Pombocek ma!

  292. @basia.n 18:14

    Rzeczywiście, na LSM. Ten mały, nie ten wielki dalej na Czubach.

  293. @pombocek 18:27

    Każdy powód, żeby wziąć żonę na kolana dobry, hę?

  294. @paradox57 18 listopada o godz. 19:20
    🙂 🙂 🙂

  295. Tobermory
    18 listopada o godz. 9:56
    Notabene, cynik i cynizm mają podobny źródłosłów*
    Mnie się kojarzy z cyną lub cynkiem. Nie wiem co gorsze…

    Na poważnie – wpis o „cane” ciekawy.
    Onegdaj był film włoski ( w pewnym sensie przejmujący) – „Mondo Cane”. Jego reżyser przy kręceniu następnego „skrewił” okropnie i od tego czasu zamilkł.

    *Niektóre pojęcia w tym względzie objaśnia mało znana „Encyklopedia Glogera”.

  296. @basia.n jeszcze raz 18:14

    Zaintrygowałaś mnie. Bardzo mnie zaintrygowałaś. Aż nie śmiem myśleć.

  297. kruk
    18 listopada o godz. 18:53

    Przepraszam, kruku, ale bredzisz jak Dulska, kiedy mówisz o tolerancji. Na co tolerancja – na wulgaryzmy, na nieumyte mięso, na kaszankę? Tak tu tego pełno? Bo ja raczej widzę Ciebie od pierwszych dni Twojego pobytu jako wypraną w proszku E przedszkolankę i czyścioszkę bez końca coś wytykającą. Wolę już rzucających jobami. A sama należysz, oczywiście nie wiedząc o tym, do ukrywających w grzecznym języku inwektywy rozwinięte, przekręcenia, imputowania i inne swobodne interpretowania i przekłamywania cudzych wypowiedzi. Parę miesięcy temu jeszcze bym Ci to publicznie wywiódł, teraz już mnie nudzisz, czyścioszko. Jak ktoś nie ma własnych treści, to właśnie tak jak Ty się przykrochmala do stylu wypowiedzi. Różnisz się od kaczki arbitralnie dzielącej ludzi na lepszy i gorszy sort? Nie sądzę. Zamiast widzieć różne osobowości, widzieć wartość w różnicach i głupio nie próbować wpływać na dorosłych, zachowujesz się, jakbyś kombinowała ostrzyc ludzi na jeden strój – pod rekruta. Zobaczyć ostre słowo, głośno wytknąć i tym sposobem budować w oczach innych własną nieskalaność, jest bardzo łatwo. Tyle że pod tym się kryje nieskalaność choinkowej bombki – kruchość i pustka.

  298. A ja myślałam, że tylko ja reaguję alergicznie na teksty kruka…
    🙂

  299. Nefer
    18 listopada o godz. 14:41
    A ja kosiłam trawę kosą jak miałam może 9 lat? I krowę na łańcuchu do obory z pastwiska, krowa 10 razy większa ode mnie bo wtedy miałam z 8 lat.
    Piękny wiek! Dla mnie było zaszczytem pasanie krów. No i ta jazda wozem zaprzegniętym w krowę, po kamienisto-mocno-wyboistej górskiej drodze po siano o 4.30 rano… W oczekiwaniu
    na zdarzenie wieczorem zasnąć nie mogłem.

  300. paradox57
    18 listopada o godz. 19:33

    Jana Sawy 🙂

  301. basia.n
    18 listopada o godz. 18:38

    Dziękuję, obejrzałam, posłuchałam. Chętnie poszłabym na przedstawienie…

  302. Tanaka
    18 listopada o godz. 19:15

    My się wszyscy musimy za Pombocka pomodlić – wtedy będzie z całą pewnością dobrze 🙂 🙂

  303. paradox57
    18 listopada o godz. 19:18

    Aneks – znam obydwa,ale lepiej ten duży 🙂

  304. @basia.n 19:44

    Czyli jednak duży, po drugiej stronie od Zana. A ja o małym przy Globusie. Ale ja nie o adresie, zupełnie nie o adresie. Tylko o tę nutkę sentymentu, którą wyczułem.

  305. @Tobermory
    W tle wisiały flagi i banery ze swastyką…
    Różnie to bywało. Znałem osobiście człowieka, swego czasu znana postać na Sląsku. W dniu powołania go do Wehrmachtu jego ojca wysłano do K.Z. Auschwitz. Ordnung muss sein. Takie czasy.

  306. Nefer
    18 listopada o godz. 19:44

    Myślę,że w okresie grudzień- styczeń będziesz miała z pewnością okazję. Bo wtedy i do Holandii przyjeżdża gościnnie balet rosyjski – zawsze z Dziadkiem. Może spróbuję Ci poszukać w necie .

  307. @basia.n

    PS
    Nie wiem jak dawnego okresu sięgają Twoje wspomnienia. Teraz nie poznałabyś tych miejsc, ani wąwozu, ani Jana Sawy, ani Zana. Wszystko się zmieniło. Tych dzikich chaszczów, które się pleniły od Filaretów do Wileńskiej już nie ma. Nawet wspomnienie po nich nie zostało. Zagospodarowane, zabudowane, bez ładu, składu i sensu. Każdy inwestor po swojemu.

  308. paradox57
    18 listopada o godz. 19:20

    Każdy powód, powiadasz, dobry? Szkoda, paradoxiku, że tak późno mówisz. Ajaj, co ja bym dał, żeby mieć dwadzieścia mniej. Bo mniej już bym nie chciał – nie cierpię smarkatości, również własnej.

  309. paradox57
    18 listopada o godz. 19:48

    Też zrozumiałam ,że Ty o małym 🙂
    Sentyment wyczuleś bardzo dobrze.
    Byłam tam krótko,ale z otwartych okien z widokiem na duży – słyszalam słowiki z sadów po drugiej stronie.
    No i jest jeszcze ul Plażowa 🙂

  310. @pombocek 19:52

    Kiedy wyszło tak późno. Nie z naszej winy. Bo czy dwadzieścia lat mniej szukałbyś powodu?

  311. paradox57
    18 listopada o godz. 19:53

    W tym roku byłam w Łodzi – bo to jest to”moje ” miejsce.
    Nie miałam już czasu,aby jechać dalej i zobaczyć wąwóz.
    Ale myslę,że zrobię to w następnym roku.
    Z pewnością wszystko wygląda inaczej,ale i tak dobrze znam drogę wszędzie 🙂

  312. basia.n
    18 listopada o godz. 19:12

    Dziękuję, basiu z gębą pełną miodu (to nie przenośnia, właśnie jem, świnia, rozmawiając i mlaszczę). Ale Ty nie żartuj z tą wiosną. Byłbym ten Jaś, co nie doczekał. Już jeżdżę prawie co dzień na przystań. Póki nie ma śniegu, skoczę jeszcze do Kołobrzegu pociągiem i wrócę ścieżką rowerową – bo jest taka od Łazów do Kołobrzegu i dalej – w tym od Mielna do Ustronia Morskiego jest to zwykła leśna gruntowa droga cudo. Cały szlak wchodzi w nadmorski międzynarodowy szlak rowerowy R10 dookoła Bałtyku o długości ok. 8 tysięcy km. Tych tysięcy już nie zrobię, bo nie jestem specjalnie zainteresowany innymi atrakcjami niż moja niemal rodzima przyroda. Ale na pewno będę miał co wspominać i oglądać na fotkach i filmikach w drewnianej koszulce.

  313. paradox57
    18 listopada o godz. 20:00

    Dwadzieścia lat mniej byłbym w sam raz młody, żeby się chciało, i w sam raz stary, żebym pamiętał, co i jak..

  314. kruk
    18 listopada o godz. 18:53

    Jak można przeciwstawić się odpowiedniości?

    Nie warto. Nie ma po co.
    Pozdrawiam 🙂

  315. wbocek
    18 listopada o godz. 20:12

    A ja bym jednak prosiła,zebyś tak za bardzo jeszcze nie jeździł.Bo jest ślisko i niepewnie. I strzeżonego blog strzeże!
    Zobaczysz,że w końcu wszystko się dobrze ułoży 🙂

  316. @basia, paradox – już chyba zgaduję, gdzie. Ale niespodzianka…
    Świat jest jednak całkiem malutki. Czasami.

  317. Na marginesie
    18 listopada o godz. 21:28

    Zgadujesz,bo Ty jesteś pani od zagadek 🙂

    To dobrze czasem bywa i malutki 🙂

  318. @basia.n 18 listopada o godz. 21:35
    My lips are sealed, język mnie nie swędzi 🙂

  319. Na marginesie
    18 listopada o godz. 21:54

    Właśnie tak myślę 🙂

    Ponieważ obserwowalam Twoją wymianę zdań z izabellą o książkach Yuvala Harari bardzo mnie to zainteresowało i mam na czytniku i Sapiens i Homo Deus. Wlaśnie zaczęłam czytać pierwszą z nich i wiem,że dziś poświęcę na to jeszcze przynajmniej parę godzin.A jutro dalej 🙂

  320. @wbocek

    Jerzy wspomniales o urodzaju jablek. Urodzaj wyglada w praktyce tak:

    https://photos.app.goo.gl/HLUa81LkzCU19SNB8

    Takich alej ze spadlymi jablkami widzialem dziesiatki. Smutny widok. Nie mialem najmniejszego oporu i zebralem kilka kilogramow, na jednym z drzewek zostawilem 20 zeta w torebce plastikowej. Sam na miejscu wlasciciela postawilbym tablice przy drodze z napisem: „SAM ZBIERZ, KASE WRZUC DO PUSZKI 1 torba = 5 ZL” sadze ze ludzie by zbierali i wiekszosc by placila… A moze jestem naiwny?

    Pozdrowka
    ~l.

  321. Ale magiel. Wypychanie „ciał obcych”.

  322. Mleko prosto od krowy ciepłe i z pianką to jedyne jakie piłam w dzieciństwie z apetytem. Bo ja byłam niejadek i nawet niewielki „kożuszek” w mleku powodował zwrot. Do dzisiaj nie znoszę zapachu gotowanego mleka.
    Ale raz byłam na wsi, sąsiadka mnie wzięła na wakacje do swojej rodziny, i tam odkryłam TO mleko 🙂 I był jeszcze taki dziwny zakalcowaty placek z kruszonką, leżał w stodole przykryty serwetą, dla mnie przepyszny. No i chleb pieczony w dużych prostokątnych blachach, cudowny i jedyny… I taki chleb albo ten placek z mlekiem to było to co tygrysy lubiły najbardziej, chociaż miejscowe dzieciaki zażerały się chlebem „ze spółdzielni”. Niestety wakacje się skończyły.

  323. @lonek
    Nie wiem jak w Polsce ludzie by płacili, ale pewnie tak. Tu takie przydrożne „stragany” z owocami, warzywami, miodem czy domowym dżemem są bardzo popularne. Zawsze mnie rozczulała ta miseczka z monetami, można było sobie resztę wydać z większej sumy jak się nie miało drobnych a dla farmera często jest to ta jakże potrzebna gotówka. Wejście na farmy jest bardziej zorganizowane, myślę że z powodu ewentualnych szkód jakie mogliby wyrządzić przypadkowi ludzie.

  324. Ewa-Joanna
    18 listopada o godz. 22:19

    Wiekszosc tych sadow nie jest ogrodzona. Kazdy moze zatrzymac samochod, wejsc, nazbierac … Sadownicy nie zbierali, bo cena skupu nie pokrylaby kosztow zbioru i dowozu do skupu. Ja z drzew nie zrywalem, tylko z ziemi zbieralem uwazajac na obite. Przez trzy dni obzeralismy sie jablkami przepysznymi.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Kiedys do@Kostki pisalem o budce telefonicznej British Telecom, na wybrzezu Kornwalii, gdzie stala miseczka z pieniedzmi. Z ciekawosci, bo byl aparat z korbka i bez tarczy, zadzwonilem i poprosilem o polaczenie z domem rodzicow w Warszawie. Po minucie z ojcem rozmawialem, a gdy odlozylem sluchawke telefon „zadzwonil” i operatorka powiedziala, ze sie nalezy bodaj £3.67 i zebym zostawil w miseczce… Wlozylem, reszte sobie sam wydalem. A telefon mial swoj numer, mozna bylo komus podac i przyjsc na umowiona godzine, zeby odebrac telefon… XXI wiek i dziala…

  325. @lonefather
    18 listopada o godz. 22:36
    Problem w tym, że ludzie są różne. Jeden wejdzie i nazbiera spadów, inny połamie gałęzie sięgając po te jabłka na najwyższej. U nas dodatkowo dochodzi jak przypuszczam możliwość wyłudzania odszkodowania za połamane albo obite coś tam.
    Świat byłby o niebo prostszy gdyby ludzie stosowali zasadę „nie rób drugiemu co tobie niemiłe”.

  326. lonefather
    18 listopada o godz. 22:09

    Pochodzę z biednej rodziny, więc dla mnie marnujący się urodzaj czegokolwiek to straszny widok. Sądziłem, że choćby na przykład świnie, krowy można by jabłkami paść, ale żona, rolniczka z rodziny, mi wyjaśniła, że zwierzaki za tym nie przepadają, bo jabłka wywołują nadkwaśność. U mnie odwrotnie – neutralizują. A przy tym z miliard ludzi na świecie głoduje. Przepadają natomiast za jabłkami niektóre ptaki, np. paszkoty, no i ja. Mamy swoje w ogrodzie, poza tym dzikie i półdzikie jabłonie o niespotykanych w handlu smakach też galancie obrodziły. Oto nędza cywilizacji wśród obfitości dóbr: nie ma co z tym zrobić, zgniją na ziemi. U nas jabłek nie opłaca się zbierać, nikt nie przyjdzie za grosze. A sprzedać za 15 groszy kilogram?

  327. lonefather
    18 listopada o godz. 22:09

    Oczywiście, lonek, że jesteś naiwny. Miejscowa smarkateria szybko by się połapała i taka miseczka byłaby wiecznie pusta. Zresztą nie tylko smarkateria. Chyba każda wioska ma paru swoich wiecznie niedopitych, a kasa w miseczce aż by się prosiła, żeby się nią zaopiekować.

  328. Nefer

    Szukałam w repertuarze u Ciebie,jednak niestety w tym sezonie Dziadka nie będzie.
    Jest jednak wyjście z sytuacji – podam link całości w jednym z najlepszych wykonań –
    From the Mariinsky Theatre in St Petersburg, December 2012 Valery Gergiev – conductor Vasily Vainonen – choreography Benjamin Tyrrell – stage and costumes Piotr Tchaikovsky – The Nutcracker .
    Dużo przyjemności 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=xtLoaMfinbU

  329. @wbocek 18 listopada, 19:33
    Wiedziałam że się przed takimi uwagami nie powstrzymasz. Gratuluję powrotu do formy i w pełni odwzajemniam uczucia.

  330. @basiu, a co sądzisz o tej skrzypaczce?
    https://www.youtube.com/watch?v=dacAUD8YhtA

  331. Na marginesie
    19 listopada o godz. 0:01

    Słucham ! I zaraz napiszę !

  332. @pombocek
    daj sobie spokój, przecież to głupie jest.

  333. Na marginesie
    19 listopada o godz. 0:01

    No więc nie mogę wyjść ze zdumienia. Dziewczynka jest po prostu genialna! Wspaniałe brzmienie skrzypiec – kryształowo czyste. Vivaldi zagrany w tempie w którym grają ci najsłynniejsi dorośli skrzypkowie. Ale to ,co zdumiewa najbardziej,to fakt,że to dziecko jedenastoletnie umie poprowadzić orkiestrę bez dyrygenta. Ona słucha , muzykuje razem i potrafi pociągnąć innych za sobą z pewnością i przekonaniem wielkich artystow. To nieprawdopodobne,a jednak prawdziwe. To jest po prostu druga Hilary Hahn. Dziękuję,że ją pokazałaś. I zachęcam gorąco WSZYSTKICH do posłuchania !!

  334. @basia

    Dziękuję, zapisałam sobie na inny dzień do obejrzenia.

    zezem
    18 listopada o godz. 19:43

    Ja też puchłam z dumy.

  335. @lonefather 18 listopada o godz. 22:36
    ps Kiedys do@Kostki pisalem o budce telefonicznej British Telecom, na wybrzezu Kornwalii, gdzie stala miseczka z pieniedzmi. (…) A telefon mial swoj numer, mozna bylo komus podac i przyjsc na umowiona godzine, zeby odebrac telefon… XXI wiek i dziala…

    Oczywiscie znasz historię tzw. „niebieskich pudełeczek”?
    Po amerykańsku „blue box” było wynalazkiem dużo wcześniejszym od „naszego” Stefka Woźniaka, ale mam wrażenie, ze to własnie Steve Woz jest na świecie najbardziej kojarzony z phone phreaking… sukces! Nasi tu byli!!!

  336. Na marginesie
    19 listopada o godz. 0:01

    To był konkurs juniorów,ale w najbliższych latach będzie startowała w jednym z najważniejszych – albo Bruksela ,albo Moskwa i z pewnością wygra w przedbiegach. Jest tylko jeden problem – nie może startować wcześniej niż 16-latka (takie są regulaminy)

  337. Na marginesie 18 listopada 21:28

    Miejsca łączą

  338. @Ewa-Joanna
    18 listopada o godz. 15:53

    Raz w życiu, a miałam wtedy lat pewnie 4-5 dali mi do pilnowania 4 gęsi. A one do mnie sssss i sobie poszły nie zważając na moje rozpaczliwe „wracajcie!”. Doszły do kanału i popłynęły. I już nikt ich nie widział…

    Sierotka Marysia?!?! 🙂

  339. @Herstoryk
    19 listopada o godz. 0:54
    Raczej pierdoła Ewusia 🙂
    Ale ja straszny mikrus byłam i te gęsi takie duże, prawie jak bawoły! I syczały.

  340. @paradox57
    18 listopada o godz. 16:57
    Oglądałem dwa dokumenty. Pamięć mi podpowiada, że nosiły wspólny tytuł „Piaszczysta planeta”.

    A oglądałeś The Age of Stupid lub, z polskim lektorem, Wiek głupoty ?

  341. zza kałuży
    19 listopada o godz. 0:28

    Tamta budka z Kornwalii byla zaskoczeniem bardziej z powodu kompletnego „znikniecia w pokrzywach wyzszych od niej. Ukazywala sie gdy wiatr powial, korbka pokrecilem bo sadzilem, ze juz wylaczona… Ale z budkami z miseczka na kase to sie pierwszy raz zetknalem w Londku, w 1974 roku na jednej z bocznych uliczek na Notting Hill. Gdy dwa lata pozniej znow przyjechalem, juz byl zainstalowany aparat pancerny na kase…

    Czyzby „nasi” to spowodowali?

    Pozdrowka
    ~l.

  342. No i dokument o energii, To the Ends of the Earth

  343. I krótki, ale interesujący Forget Shorter Showers.

  344. @wbocek
    Ucieszyłem się,gdy się pokazałeś, ale potem wróciłeś do formy wrednej. Mówie tu o tych paru zdaniach o Kruku. Znowu tworzenie sekty ateistycznej ze swoim guru i pochlebcami. Było dość fajnie, poczułem sie tu dobrze, mam bardzo dużo czasu, poczułem sie bezpieczmie, Były ciekawe dyskusje o Ślasku, odzyskaniu niepodleglości, wspomnienia I tu ostry atak na Kruk, ad personam, pouczający co można powiedziec i co jest tabu LA. Możesz byc z nami, ale nie wychylaj się, nie krytykuj, nie miej własnego zdania.Wszystko to gładko, bez użycia słowa , którego źródłosłów pochodzi od psa cane. Tak bardziej elegancko, znajdź swoje miejsce w szeregu, to Cie moze jeszcze chwilowo nie zbanujemy.Miałem już sie nie wtracac jak do poprzedniej pyskówce, ale ponieważ cierpię na bezsenność, to sie włączyłem.Zrobie sobie kilka dni urlopu od bloga i spróbuję jak wyglada abstynencja blogowa.
    Brak pozdrowień.

  345. @Stachu39
    19 listopada o godz. 2:17
    Nie odbieraj sobie przyjemności bywania i dyskutowania na blogu z powodu jednego ponbocka. On nie jest taki zły, czasem maruda, też go boli i też spać nie może. Omijaj, ale nie rezygnuj z bywania tutaj, masz wielu sympatyków.

  346. O pierwszej wojnie wiem tylko z literatury, „Na zachodzie bez zmian”, „Farewell to arms”. I parę filmów już wspomnianych. W rodzinie nigdy się o tej wojnie nie mówiło. Aż mi szkoda, ale już nie ma kogo zapytać.

    Byłam na koncercie w zeszły weekend o ogólnej tematyce „Muzyka początku XXw”. Spodziewałam się, że wojna będzie dość mocno obecna, choćby z powodu rocznicy. A taka tragedia nie mogła przecież nie zostawić śladów . Ale poza „Le Tombeau de Couperin” Ravela nie było nic na jej temat. A był jeszcze Szostakowicz, Stravinsky, Sibelius.
    Po powrocie aż zagoniłam zaprzyjaźnionego muzykologa do poszukiwań śladów pierwszej wojny w muzyce. Jego wniosek był taki że po wojnie muzycy uciekli w przeszłość. Świadomie lub nie. I trudno cokolwiek z wojną powiązać. Poza Szostakowiczem, który stał się (z konieczności) państwowym kompozytorem i piewcą rewolucji.
    Ciekawa jestem czy @basia ma na ten temat swoje przemyślenia.

    @zak1953
    Jak zawsze dajesz do myślenia swoimi historiami. Poza tym zazdroszczę Ci poczucia zakorzenienia i rodzinnej ciągłości. Już coraz mniej znam takich ludzi.

    A Polska to skomplikowany kraj. Nie zasłużyliśmy w 1918, nie zasłużyliśmy w 1989, więc może zasłużmy w 2019. Kolejnej okazji może nie być.

  347. Nadrabiam zaleglosci w czytaniu wpisow:

    seleuk|os|
    16 listopada o godz. 18:34

    „Tobermory
    16 listopada o godz. 18:26
    „Jeden porucznik, powiedzial, „im dluzej pilismy, tym bardziej trzezwi bylismy”.

    pzdr Seleuk, Panie i Panow o wysokim pragnieniu”

    Pijesz do mnie?
    Ja, przy okazji roznych ‚happy hours’ czy alkoholowych ‚specials’, zwyklem mawiac: im wiecej pijesz, tym wiecej zaoszczedzasz.

  348. @lonefather 19 listopada o godz. 1:16
    Gdy dwa lata pozniej znow przyjechalem, juz byl zainstalowany aparat pancerny na kase…Czyzby „nasi” to spowodowali?

    Widać, że wrosłem w miejscowa popkulturę bo mnie kojarzą się już tylko miejscowe historie:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Mojave_phone_booth

    https://en.wikipedia.org/wiki/Phreaking

  349. Nb. kiedyś we Wrocku, skutkiem jakiejś (na szczęście krótkotrwałej) awarii telefonicznej, mój domowy numer był błędnie łączony przy próbie dodzwonienia się na oddział położniczy pobliskiego szpitala.

    Ku absolutnemu przerażeniu mojej żony kilka razy odebrałem telefony od bardzo zdenerwowanych tatusiów dopytujących się „czy już?”.
    Z diabelskim błyskiem w oku informowałem ich, że tak, „już” i że sa szczęśliwymi ojcami bliźniaków. Czasami chłopczyków, czasami dziewczynek.
    Zupełnie nie wiem dlaczego w oczach mojej żony widziałem takie potępienie, jakbym popełniał zbrodnię stanu… 😉

  350. izabella
    19 listopada o godz. 3:46

    „O pierwszej wojnie wiem tylko z literatury, „Na zachodzie bez zmian”, „Farewell to arms”. I parę filmów już wspomnianych. ”

    Podam jako ciekawostke tylko – nie tak dawno widzialem film ‚A Time to Love and a Time to Die’ (1958) (zwanym czasami ‚All Quiet on the Eastern Front’) wedlug powiesci Remarque’a. On sam gra w tym filmie profesora, ktory pomaga ukrywac sie jednemu Zydowi (chyba swojemu bylemu studentowi).
    Polecam, to dobry, wciagajacy film z szokujacym zakonczeniem.

    Pzdr

  351. Niestety muszę opuścić Szanowne Towarzystwo.
    Proszę się nie cieszyć zbyt szybko – to do nieżyczliwych.
    Życzliwych proszę o trzymanie kciuków.
    Mam zaplanowany pobyt na oddziale kardiologicznym. Przyjemnie nie będzie, ale mam nadzieję, że skutecznie.
    Wszystkiego dobrego.

  352. @wujaszek wania
    19 listopada o godz. 6:21
    Trzym się dzielnie wujaszku i wracaj do nas. Czekamy! I kciukotrzymanie odpracowujemy. 🙂

  353. Czytając blogowe komentarze przypomniało mi się dawne już zastanowienie; kiedy to starożytne ale siermiężnie brzmiące słowo „chłop” zostało zastąpione uładzonym i wyedukowanie pretensjonalnym słowem „rolnik”? Mającym tę zaletę, że opisujacym zarówno biednego chłopa jak i np. takiego Benedykta Korczyńskiego.

    Chyba ostatnim miejscem, gdzie ten podział jest tak widoczny jest wymierające pokolenie chłopskiej polonii, gdzie nigdy-przenigdy nikt nie powie o sobie, że w Polsce był „chłopem”. Jeżeli już, to „rolnikiem” chociaż słyszałem też o byciu w Polsce, przez wyjazdem do Ameryki, „farmerem”. Oczywiście w rozmowie prowadzonej po polsku. 😉

  354. wujaszek wania
    19 listopada o godz. 6:21

    Szybkiego wyzdrowienia wujaszku!

  355. Stachu39, 19 listopada o godz. 2:17

    „@wbocek – Ucieszyłem się,gdy się pokazałeś, ale potem wróciłeś do formy wrednej. Mówie tu o tych paru zdaniach o Kruku.”

    Dobrze ze mowisz o tych paru zdaniach. Bo one wlasnie wyrazaja te wrednosc. Wymierzona w nicki nie nalezace do hunwejbinow z TWA*).”

    Ewa-Joanna, 19 listopada o godz. 3:18

    „@Stachu39, 19 listopada o godz. 2:17 – Nie odbieraj sobie przyjemności bywania i dyskutowania na blogu z powodu jednego ponbocka. On nie jest taki zły, czasem maruda, też go boli i też spać nie może. Omijaj, ale nie rezygnuj z bywania tutaj, masz wielu sympatyków.”

    Ci sympatycy dlugo miejsca nie zagrzeja na blogu banujacym nieblagonadioznych. Bez przyznania sie do takiej akcji. Fourofourko! – jestes tu niezbanowana czy nie?
    Nie znanie angielskiego spellingu literowego trzech cyfr twojego nicku – czteryzerocztery ich nie uratuje.

    Jedno tylko moge rzec, w takiej syruacji: trwaj. I na us motaj. Ten us twoj, ktory pewnie zostal ci przypisany w ramach wrednosci wspomnianej wrednosci pewnych osobnikow.
    ______________________________________________
    *) TWA. Skrot ten wcale nie oznacza ‚Towarzystwo Wzajemnej Adoracji’ na tym blogu. On tu oznacza: Tanaka jest LGBT. Niech sie teraz sprobuje obrazic za to

  356. @Wujaszek Wania
    W szpitalu powinno być WIFI, jeśli nie będziesz miał jakiegoś poważnego zabiegu, będziesz miał dużo wolnego czasu. Weź komputer, tablet i telefon to za mało. Walcz o izolatkę, albo pokój dwuosobowy.Życzę zdrowia i szybkiego powrotu do blogu.Zawsze cenię Twoje wpisy.

  357. Stachu39 – 7.03, Wujaszek Wania – 6:21

    Jam z wami. Z Wujaszkiem glownie. Ze Stachem39 jestem na 99%. Przetrwamy, Wujaszku? Bo 99% niezupelnie ciebie dotyczy. Choc niezupelnie wiem co jest wazne a co mniej wazne jest

  358. tejot
    18 listopada o godz. 15:37
    Oczywiście, że nie dzieliłeś, bo zdążyłeś odkryć, iż jesteśmy tacy jak inni, z podobnymi zaletami i wadami. A jedyne różnice, to nieco odmienna melodia wypowiedzi i czasami niezrozumiałe dla ludzi przyjezdnych słowa, szczególnie te techniczne.
    Życie udowodniło, że najgorsi są dla nas ludzie z najbliższego otoczenia, których znamy jak zły szeląg.

  359. @Orteq

    Właśnie sprawdziłam i moje bzdurne wpisy od godz. 3:36 do 17 listopada o godz. 12:53
    zostały pozytywnie zmoderowane.
    Chwilowo robię sobie (tak myslę) przerwę na tym blogu.
    A potem zobaczymy.
    Dzięki za wsio.
    Tymczasem nie daj się sprowokować,
    Zobaczę czy ten post się pojawi, czy będzie znowu w zamrażarce dobę trwał?

  360. @wujaszek wania

    Moje kciuki będą białe od trzymania za Ciebie.
    Wszystko musi być perfekt.
    Do usłyszenia z lepszym serduchem (fizycznie lepszym)

  361. @Stachu39

    Przykro mi że popsuliśmy Ci nastrój.
    Mam nadzieję, że to chwilowa sytuacja.
    Tymczasem serdeczne pozdrowienia

    Jestem pewna, że jesteś świetnym lekarzem, że nie wspomnę o innych sferach

  362. izabella
    19 listopada o godz. 3:46
    Kiedy się jest jednym z najmłodszych w rodzinie, to przede wszystkim słucha się opowieści starszych. Starsze kuzyneczki, którym byłem powierzany do nadzoru, zawsze bawiły się w dorosłych i wymieniały się domowymi historiami i ploteczkami, naśladując zachowania swych rodziców. Zaś dorośli opowiadali o zdarzeniach z przeszłości, abyśmy pamiętając o nich, unikali niebezpieczeństwa. A mały dzieciak chłonie te wszystkie opowieści i zachowania jak odkurzacz. A kiedy człowiek zostaje sam, to czasami utrzymuje kontakty z resztą rodziny. A przypomnienie wydarzeń sprzed lat, sprzyja utrwalaniu przeszłości, bo czasami dochodzą dodatkowe szczegóły. To jak rozszerzenie pamięci komputera poprzez podłączenie dodatkowych dysków pamięci.
    Pozdrawiam

  363. Jest tak jak myślałam. Łatwo jest rzucać oskarżeniami o banowanie, moderację, TWA, trudniej przyznać się do własnego błędu.
    Proszę porównać:
    404
    16 listopada o godz. 11:07
    404..
    19 listopada o godz. 7:39

  364. Czyli jak zwykle 🙄
    Wrzask na całą okolicę, kalumnie i mściwe obgadywanie, zamiast krytycznie spojrzeć na własne roztargnienie (eufemizm) i dyletantyzm.
    I+A+E=404
    cbdo

  365. Cała sprawa ma jednak pozytywne strony. Zawsze to przyjemniej, gdy „zbanowany” przez wrednych ateistów znajdzie pociechę w chórku innych zdyskwalifikowanych przez siebie samych „banitów” z LA. Już niezły klubik się tam skupił na EP 😉 A w chórku tak się fajnie upuszcza żółci.
    Na zdrowie!

  366. zza kałuży
    19 listopada o godz. 6:36

    Z terenów Polski, polskich, dawniej polskich wyjechało do Ameryk dobre parę milionów ludzi. Powiedzieć „wyjechało”, to wyrazić się turystycznie, z czego ludzie ci mogą być zadowoleni, skoro oni wyjeżdżali jako „farmerzy”, a co najmniej „rolnicy”.
    Chłopów nad Wisłą i Prypecią nie było. Właściwie to chyba nic nie było z tego, co było.

  367. Stachu39
    19 listopada o godz. 2:17

    No cóż, jeśli sądzisz, że taki czy inny charakter wypowiedzi do konkretnego użytkownika bierze się znikąd, to gratuluję spostrzegawczości. Ale prócz tego przydałaby się znajomość blogowej historii. A Ty w pokutującym tu od dawna stylu imputujesz jakieś ustawianie w szeregu przez towarzystwo wzajemnej adoracji. W ten sposób można zakwalifikować każdą krytykę. Skoro do tej pory nie zauważyłeś, że jest tu parę zamorskich dulskich dam, których dominującym sposobem bycia jest recenzowanie zachowań uczestników i pouczanie przedszkolaków, to chyba już nie zauważysz. Sam również wpadłeś tu z mieniem za złe od początku, że się tu źle traktuje wierzących. Ty mówiłeś z perspektywy zawodowego przyjaciela pacjentów i miałeś swoją rację, co sam po namyśle Ci przyznałem, choć najpierw się do Ciebie ustawiłem bokiem i patrzyłem spode łba . Ale, podobnie jak kruk, kompletnie nie dotarło do Ciebie, że pomyliłeś adres. To jest zgromadzenie ateistów z wyraźnym szyldem ateistów, a nie towarzystwo przyjaźni wszystkich ze wszystkimi. Tu się mówi we własnym ateistycznym gronie bez ograniczeń o wszystkim, co ma związek z religią.

    Na to wpadają jak filip z konopi kruk, blondynka, Stachu39 i odkrywają ciemniakom Amerykę – że wierzący – też człowiek. I snuje się ta rewelacja po blogu jak smród po gaciach, jakby tutejsi ateiści byli z innego świata, nie mieli znajomych, rodziny, byli ślepi i głusi. Tacy jak Wy nie umieją rozdzielić blogu i zewnętrznego świata i przenoszą w wyobraźni to, co tu słyszą, na pozablogową rzeczywistość. I mają za złe tutejszym ateistom, że postponują wierzących, jakby chodzili po ulicach, kościołach i darli mordy: “Raz krzyżem, raz młotem wierzącą hołotę!”. Tymczasem na przykład ja, poza kilkoma rozmowami w dalekiej przeszłości ze Świadkami Jehowy, nigdy nie rozmawiałem i nie rozmawiam z nikim o religii, jeśli nie liczyć blogu. Prócz paru wzmożonych, czyli pieprzniętych, i po religianckiej, i po ateistycznej stronie, w cywilnym świecie te sprawy na co dzień nie istnieją, niczym się – i wierzący, i ateiści – nie różnimy. A tu na blogu spotykają się sami swoi i się mniej lub bardziej szczegółowo rozumieją. Tu można sobie pozwolić na rozmowy bez głupich ograniczeń w rodzaju „Krytykujemy Kościół, ale nie ruszamy Boga”. Jeśli są jakiekolwiek ograniczenia, nie ma mowy o poznaniu. A jest tu trochę zawodników, których w pierwszym rzędzie interesuje poznanie, a nie abstrakcyjna grzeczność polegająca na nieruszaniu tego, co dla kogoś może być niemiłe. Nikt tu nie zaprasza wierzących, żeby słuchali tego, co dla nich niemiłe – sami wchodzą. I wychodzą obrażeni, zdegustowani, że LA to jakaś szajka. Nie zadadzą sobie pytania: „Co ja, biedny zajączek, zgubiłem u lisków i co tam chciałem znaleźć – miłość bliźniego, zrozumienie?

    Ten długi wstęp był po to, by powiedzieć, że jeśli ktoś wchodzi na blog ateistów, by mieć za złe, że tu się nie szanuje wierzących (w naszej nauce nie ma szanowania/nieszanowania – jest poznanie), to on nie tyle wchodzi z tym, co mówi, ile z tym, czego nie mówi i może nawet nie zdaje sobie sprawy: wchodzi nie w obronie dobrych manier – to tylko pretekst – które są ledwie cieniutkim nabłonkiem na ciele cywilizowanego gatunku, lecz wchodzi ze swoją milionletnią zaczepnością, ze swoją konfrontacyjnością, z lżejszą lub cięższą postacią cholernej wewnątrzgatunkowej agresji. I rżnie niezłomnego apostoła wysokiej kultury i najwyższego dobra do końca swej szlachetnej tu bytności.

    Potem idzie na inne blogi i obrabia dupę nieutulonym w żalu po nim. Cześć jego szlachetnej pamięci!

  368. wujaszek wania
    19 listopada o godz. 6:21

    Wyzdrowiej !

  369. izabella
    19 listopada o godz. 3:46

    […] Po powrocie aż zagoniłam zaprzyjaźnionego muzykologa do poszukiwań śladów pierwszej wojny w muzyce. Jego wniosek był taki że po wojnie muzycy uciekli w przeszłość. Świadomie lub nie. I trudno cokolwiek z wojną powiązać. Poza Szostakowiczem, który stał się (z konieczności) państwowym kompozytorem i piewcą rewolucji.
    Ciekawa jestem czy @basia ma na ten temat swoje przemyślenia.

    Bardzo ciekawa sprawa!
    Basia, mów co wiesz i sądzisz.

    A Polska to skomplikowany kraj. Nie zasłużyliśmy w 1918, nie zasłużyliśmy w 1989, więc może zasłużmy w 2019. Kolejnej okazji może nie być.

    Z tą komplikacją to jest jakoś tak, że skomplikowane w stopniu zwykłym komplikujemy do wysokiej potęgi. Żeby następnie jęczeć, że nikt takiego skomplikowania nie ma. To jęczenie potrzebne jest do tego, by sobie przypinać medale.
    Co do roku 1989, to jakieś zasługi dałoby się wydłubać. No, a przede wszystkim to nasz Święty Ojciec Święty obalił ZSRR, z niewielką pomocą Reagana. Tak mówią. No i mowią, że ten co go zamordowaliście mi brata pod Smoleńskiem też obalił co trzeba. Albo znacznie więcej. To musowe, że mamy zasługi.

  370. Gdybym ja tak dokumentnie obrobiła wszystkim cztery litery na sąsiednim blogu a potem się okazało że nikt mnie tu nie banował itd to ze wstydu bym się pod ziemię schowała.

    Uśmiałam się z (jakże prawdziwej) informacji że „wszyscy mieli gosposie” na wsi.

    @wujaszku

    Życzę zdrowia.

  371. No tak, inna przeglądarka, stary nick przy logowaniu, przeaszam szanpaństwo.

  372. Poleciałem pytać Google, a dokładniej jego Google Books Ngram Viewer.

    A tam patrzem i widzem i o oczu nie wierzem – nie ma wersji polskojęzycznej!

    Nie da się poszukać ani chłopa ani rolnika.

    No ale skoro całe 60 milionów Polaków (dane według PiS) obchodzi właśnie teraz stukrotnie stukrotna rocznicę wybicia się na, no to sobie myślę, sprawdzę jakie miało to wybicie odbicie w książkach.

    Wpisałem „Poland” w Englishową wersję i dostałem to-to:

    https://books.google.com/ngrams/graph?content=Poland&year_start=1800&year_end=2008&corpus=15&smoothing=0&share=&direct_url=t1%3B%2CPoland%3B%2Cc0

    Wpisałem „schlesien” w wersję Germanową:

    https://books.google.com/ngrams/graph?content=schlesien&year_start=1800&year_end=2008&corpus=20&smoothing=0&share=&direct_url=t1%3B%2Cschlesien%3B%2Cc0

  373. No właśnie, kiedy ktoś zeskanuje całe polskie pismiennictwo, książki, podręczniki, encyklopedie, lieraturę piękną, wiersze, czasopisma, no wszystko, czego wojny nie spaliły a deszcz ze śniegiem nie zbutwiał?
    I kiedy napisze taka rozpoznawarkę tekstów, coby byków nie robiła i akuratnie wszystkie wyrazy rozpoznawała, z tymi ę i ą i ś albo ć?

    To by była jakaś warta wspomnienia pamiątka po obchodach 100- lecia, coś przydatnego dla zachowania języka i w badaniach nad tym językiem i nad kulturą polską.

    A tak sam się muszę męczyć i wyszukiwarkę Adobe za każdym razem pytać o „chłopa” w kolejnej powieści Sienkiewicza i samemu wymyslać jakimi to też słowami ów Sienkiewicz mógł się posługiwać opisując rzeczonego chłopa?

    Tajemnicą dla mnie jest niezbadaną jak to się stało, że (według mojej pamięci) z sienkiewiczowego łajania chłopstwa najgorszymi z najgorszych przymiotnikami zdołał on wśród wspólczesnych sobie chłopów wykrzesać równie jak u potomków arystokracji i szlachty goracą miłość do Rzeczypospolitej…

  374. Herstoryk
    19 listopada o godz. 0:54

    @Ewa-Joanna
    18 listopada o godz. 15:53

    Raz w życiu, a miałam wtedy lat pewnie 4-5 dali mi do pilnowania 4 gęsi. A one do mnie sssss i sobie poszły nie zważając na moje rozpaczliwe „wracajcie!”. Doszły do kanału i popłynęły. I już nikt ich nie widział…

    Podczas wszystkich wakacji pilnowałem gęsi, od malutkich do dużych. Nigdy mnie nie opuściły – wręcz przeciwnie – gdy usnąłem na łące to malutkie usiadły a mnie i mnie straszliwie obesrały.

  375. NeferNefer
    19 listopada o godz. 9:59

    Aby zapaść się pod ziemię ze wstydu,trzeba posiadać to poczucie wstydu…
    Jest też jeszcze kwestia cywilnej odwagi – aby te kalumnie odwołać na tym innym blogu. Ale tam dopiero rozległ by się szyderczy śmiech. Więc lepiej było już o tym nie wspomnieć.

    Przy takich okazjach spada maska z twarzy i ukazuje się prawdziwe oblicze….

  376. @Nefer

    Gosposia, gospodyni… Kto by tam sobie śliczną główkę zaprzątał detalami 🙄
    Zawsze mi się przypomina pytanie jednej pani: To jak się prawidłowo mówi? Iran czy Irak?
    Ważne, żeby przyłożyć, przypomnieć „staruszkom”, że czas na spokornienie, bo kto inny już robi łokciami…

    @wujaszkowi wani życzę wyspanych lekarzy i pielęgniarek oraz dobrego obrotu spraw. Kciuków nie trzymam, bo nie jestem przesądny, ale różaniec albo inny amulet dobrze jest mieć ze sobą, aby życzenie „trzymaj się” nie zmuszało do łapania się za ucho 😉

    PS
    Dobrze, że to nie z powodu prostaty albo innego „elementalu” ten szpital. Arbiter elegantiarum nie zasługuje na takie wulgarności 😎

  377. @Antonius
    19 listopada o godz. 10:33

    Wizja małego gęsiarka wzruszyła mnie do łez 😆 😆 😆

  378. Dziewczyny, zostawcie już te łydki w spokoju. Niech będzie, że tylko ja jestem taki desperat.

    @wujaszkowi wani życzę, żeby miał szczęście nie trafić do kliniki w Lublinie i nie dostał się w ręce dyrektora, który okrada personel i fałszuje wyniki badań.

  379. I @Tobermory też. Jakoś musimy się dogadać, który z nas którą łydkę będzie podgryzał. Wybieraj pierwszy.

  380. Nefer
    19 listopada o godz. 10:03

    No tak, inna przeglądarka, stary nick przy logowaniu, przeaszam szanpaństwo.

    Ależ Nefer, że NeferNefer?
    No takie pochodzenie. Bo – na ten przykład – jak wskazuje Sienkiewicz i @zza kałuży – chłop polski to się wziął z farmera. Kresowego, czyli ukraińskiego. I jest zadowolony.
    A w sprawie obrabiania i zapadania (co brzmi prawie jak u Kory: falowanie i spadanie), no to niektórzy tak mają, że obrabiają, a się nie zapadają.
    Podsłuchałem ja raz krawcową, co obsługiwała matkę kolegi: na pani to się ta garsonka jakoś dziwnie marszczy…

  381. @paradox57
    19 listopada o godz. 10:58

    Wybierać między łydkami? Hmm…
    To ja już bym wolał los pastuszka Antoniusa 😎

  382. paradox57
    19 listopada o godz. 10:51

    No ale jak by się miał dostać, skoro zamknięte? Bo – wiadomo co.

  383. 404..
    19 listopada o godz. 7:39

    Chwilowo robię sobie (tak myslę) przerwę na tym blogu.

    Zrób sobie długą przerwę. Najzdrowiej: wieczny odpoczynek.
    Po tourne krajowym i zagranicznym, obficie wypełnionym krętactwami, kłamstwami, pomówieniami i donosami całkiem sobie na to zapracowałaś.

  384. zak1953
    19 listopada o godz. 7:37
    tejot
    18 listopada o godz. 15:37
    Oczywiście, że nie dzieliłeś, bo zdążyłeś odkryć, iż jesteśmy tacy jak inni, z podobnymi zaletami i wadami. A jedyne różnice, to nieco odmienna melodia wypowiedzi i czasami niezrozumiałe dla ludzi przyjezdnych słowa, szczególnie te techniczne.
    Życie udowodniło, że najgorsi są dla nas ludzie z najbliższego otoczenia, których znamy jak zły szeląg.

    Mój komentarz
    Zak53, o moim odkryciu ironizowałem. Jeśli od dziecka wzrastałem w otoczeniu Zygfrydów i Paulów (dwa najpopularniejsze imiona), to siłą rzeczy było to dla mnie naturalne otoczenie, normalni ludzie. Wszystkie typowe zachowania, triki, powiedzonka, odzywki, typowe reakcje siłą rzeczy przyswajałem i stosowałem się do nich. Jedyną przeszkodą mogły być reakcje i pouczenia dorosłych wskazujących na różnice, lecz to mnie nie spotykało, bowiem w szkole do której uczęszczałem, jedną z zasad podstawowych była równość, inkluzywność.
    Pzdr, TJ

  385. Tanaka 11:07

    A podłoga na korytarzu to pies?

  386. Paradox Tobermorego

    Piszecie o wzajemnym podgryzieniu łydek. Mam nadzieję, że to tylko metafora. Natychmiast wyskoczył z zakamarków pamięci epizod z moich pobytów w Paryżu. Dziennikarze zrobili test – prowokację na temat poczty. Nadawali otwarty telegram do Kinszasy o następującej treści. Postaram się dokładnie przetłumaczyć francuski tekst:
    „Bracie, twoja żona była bardzo smaczna. Zachowaj dla mnie jedno udo”!
    Panienka na poczcie bez zdziwienia wysłała telegram.

  387. Na podłodze można złapać wilka, a tego nikomu nie życzymy 😎

    Prószy lekki śnieżek, gęsta mgła spowiła świat, ale na solidne opady nadal nie ma co liczyć, od jutra znowu przejaśnienia i sucho 🙁

  388. @Antonius
    19 listopada o godz. 11:53

    Nie ma powodu do niepokoju, zapewniam.
    A co do po(d)gryzania, to nabrałem ochoty na udko, może być gęsie 😎

  389. Tak z ciekawości, widzę że uprzejma pani jakub twierdzi że była na tutejszym blogu „parę godzin”. Mam wrażenie że o wiele dłużej ale nie chce mi się szukać bo szkoda mi czasu.

    A teraz przepraszam za brak odpowiedzi szanownym, odniosę się dopiero późnym wieczorem.

    (szelest zanurzania się w papiery)

  390. @Nefer
    19 listopada o godz. 12:04

    Może podliczyła minuty, które jej zajęło pisanie, summa summarum? Choć sprawiała wrażenie niezbyt biegłej w obchodzeniu z klawiaturą…
    Czas się jednym dłuży, innym przelatuje piorunem, pamięć nie ta albo wypiera niektóre wspomnienia, ale to co jej zostało, utkwiło na dobre i będzie o tym wspominać jeszcze niejeden raz 😎 Podobnie jak i reszta „banitów”.

  391. Jakie gosposie? Chyba coś przegapiłam…

  392. Aby odejść na moment od tych łydek i udek 🙂
    Świetny artykuł red. R.Walenciaka na temat ostatniej polskiej afery – Wypadek przy pracy.

    https://fakty.interia.pl/opinie/walenciak/news-wypadek-przy-pracy,nId,2684638

  393. Antonius 11:53

    Podgryzanie owszem, wzajemne – zdecydowanie nie. Pisaliśmy o podgryzaniu damskich łydek. A nasze trudno byłoby za takowe uznać.

  394. U mnie znowu sypie. Tak bardziej delikatnie niż wczoraj, ale posypuje. 1 stopieniek na plusie.

  395. He he, u mnie sucho, łysy świeci, jutro 28 C. Mrówcy mówią będzie suche lato.

  396. tejot
    19 listopada o godz. 11:11
    I to co piszesz jest pocieszające. Bo jednak nadal są ludzie nazywający nas np. ukrytą opcją niemiecką domagających się kary za przypominanie o autonomii.
    A w czasach szkolnych zaliczyłem naukę języka polskiego metodą linijkową (opartą o nauki sławnego naukowca Pawłowa), gdzie za użycie szeroko rozumianej śląszczyzny otrzymywało się razy linijką na sztorc po łapkach. Miało to wyrobić odruch poprawnej polszczyzny.

  397. @Ewa-Joanna
    19 listopada o godz. 12:28

    Taki mały smakołyk z raptularza konfabulantki:

    „W ramach głównego tematu teraz tam prowadzonego, czyli jak to w/w osoby będąc u gosposi (każdy ją miał) na wsi… pasali gęsi i krowy.
    Oczywiście będąc w wieku bardzo młodziankowym. Ale pamięć ze szegółami nie ma żadnych problemów.”
    (pisownia oryginalna)

    Może ona po prostu jest zdezorientowana intelektualnie i ma problem z rozumieniem tego, co czyta lub co do niej mówią np. w tym szpitalu lubelskim. Jeśli do tego horror vacui nie pozwala na luki, to je sobie zapełnia wedle przez siebie wysnutych wizji o życiu i sprawach innych ludzi.

  398. A widzicie Ateisci!!!!
    Pomodlic dobra rzecz. Tylko trzeba wlasciwy jesusmaryja wybrac obiekt. Wychodzi mnie, glosno pomodlic paradoxalnie, to infantylism Ciebie opuszcza, jak zapalenie kiszki:
    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/11/16/po-rocznicy-stulecia-polskiej-niepodleglosci/#comment-551546
    No i wiare miec gleboka w kolesia jezusmaryji. Ale to wg Tanaka, to nie wiem calkiem.„Trza wierzyc w kolesia (lub kolesie), jesusmaryjo”.

    Najgorsza rzecz na swiecie jest infantylism. Niedorozwoj. Fizyczny da skorygowac.

    Brak mam stuletnich opowiesci, wspomnien pradziadek, planow prababkow, zauwazylem co nizej. Umyslowy nigdy. Tony textu blogowego i papierowego wypisano czemu Trump, Putin i inne miejscowe kacyki. Problemy doktoryzowano, badania statystyczne i… A to infantylism. Niedorozwinieci, nie widza, a potem po nogawkach sikaja. Zeby swoich jeszcze to ok. Po drugich tez sikaja i pretensje. Nikt niedorozwoju nie rozumie. Bija mnie. „Mudmysiem”, od zarazy, pomoru i niedorozwinietych… Reszte dam sam rade.

    Z czym wiaze nastepujace…

    Tylko Zamoyski dotknal problem Rocznicy Stulecia. Rocznica stulecia, jest Rocznica Braku. Do dzis brak, a Sto Lat przelecialo. Brak jest, mysl i metoda. Jak polityki podmiot, wypracowac moze, warunek dla wszystkich. Dla wszystkich, co polityka sa objeci przedmiotem. Jak wszyscy chca, zeby za 50lat bylo, albo 20. Ale wszyscy. No moze nie wszyscy, wystarczy 30milionow, nie procent 30 nigdy. Nie CEO Konferencji Episkopatu, udzielny oligarcha. Czy jeden inny, albo 42 egzemplarze innych. Przywodcow infantylnych, przewodzacych infantylnym. Niedorozwinieci wszystkich krajow, laczcie siebie.

    To jest rocznica Stulecia. Braku rozmowy. To jest rocznica dyktatow, takich, smakich, owakich. Tylko bylejakich, nigdy lepszych, zawsze bylejakich. Rocznica microTytanow, wielgachnych Krasnali ogrodkowych, matekPolek nieskazitelnych krolewn Sniezek literacko. Brak podmiotu. Wszyscy, 30. Na dokladke, ja osobiscie Seleukos, nie widze warunkow kiedykolwiek na taka rozmowe. Bo swiat globalny, stabilny nie jest. Szachista, caly czas co gra w niedoczasie. Taka rocznica. Sto lat brak rozmowy. Niedlugo(???) 150lat bedzie. W 2068 dalej ogrodkowe Krasnale debatowac beda. Wszystko debatowac, tylko nie brak przestrzeni dla wszystkich. Zamoyski dotknal i Snyder, ale nie wykladzie tylko odpowiedzi. Z lekka.

    „Mudmysiem”, ja sam chwilkowo zajentyk.

    Pzdr Seleukos

  399. @Tobermory
    19 listopada o godz. 13:17
    Dzięks, rzeczywiście rzadki przypadek. Choć jak myślę nieprzypadkowy, bo świetnie wpisuje się w całość narracji owej madamy.
    Idę spać 🙂

  400. Ewa-Joanna
    19 listopada o godz. 13:28

    […] świetnie wpisuje się w całość narracji owej madamy.
    Ale czy może być marmelady?

    Idę spać
    Przy 28 Celsjusza?
    Z tym prędzej sprawa gorsza powiedział Kot w Butach. I nie zasnął.

  401. basia.n
    19 listopada o godz. 12:31
    Tak, świetnie napisane. Robert Walenciak to bardzo dobry dziennikarz.

  402. @Wujaszek Wania 19 listopada, 6:21
    Jako osoba obeznana z oddziałem kardiologicznym czuję szczególną solidarność z ludźmi, którzy tam trafiają. Życzę Ci z całego mojego podleczonego serca, żeby Ci poszło równie szczęśliwie jak mnie.

  403. @all English speaking
    Wywiad z premier Serbi Ana Brnabić
    To rzeczywiście zaskakujące, zawsze uważałem Serbie za mizoginiczny kraj. Świat się zmienia.

    Po wywiadzie krótki fragment o AI malarzu artyście. Też ciekawe.

  404. seleuk(os)
    Aleś nam przyłożył.I niestety słusznie.

  405. @act 19 listopada, 6:17
    Czy widziałeś niemiecko-austriacki film “Das Attentat: Sarajevo 1914”, nakręcony na stuletnią rocznicę wybuchu pierwszej wojny? Moim zdaniem znakomity, oglądałam go trzy razy. Odsłania świat i ludzi, o których mało pamiętamy albo i nic nie wiemy. W nawale filmów “ramboidalnych” (określenie @Herstoryka) to istna perła.
    Niezwykły był ten fin de siècle zakończony wojną.

  406. izabella
    19 listopada o godz. 3:46

    […] Po powrocie aż zagoniłam zaprzyjaźnionego muzykologa do poszukiwań śladów pierwszej wojny w muzyce. Jego wniosek był taki że po wojnie muzycy uciekli w przeszłość. Świadomie lub nie. I trudno cokolwiek z wojną powiązać. Poza Szostakowiczem, który stał się
    (z konieczności) państwowym kompozytorem i piewcą rewolucji.

    Próbuję zastanowić się nad tą kwestią .Rzeczywiście śladów obecności I wojny w muzyce jest bardzo niewiele. Można jedynie snuć pewne swoje domysły – ale zawsze będą jedynie własnymi przemyśleniami.
    Wspomniałaś o „Le Tombeau de Couperin” Ravela. Tak – ta pięcioczęściowa kompozycja była zadedykowana pięciu przyjaciołom kompozytora,którzy zginęli w wojnie. Ale sam charakter Le Tombeau nie ma nic wspólnego z aktualnymi wydarzeniami ( jest w pewnym senscie stylizacją baroku)
    Ale Ravel napisał też później koncert fortepianowy na lewą rękę – specjalnie dla pianisty Paula Wittgensteina,który w czasie wojny stracił prawą rękę – to również ślad wojenny.
    Ale to rzeczywiście wszystko. Dlaczego ??

    Kompozytorzy to była zawsze bardzo szczególna grupa ludzka.Myślę,że najczęściej z głową w chmurach,pełną pomysłów dźwiękowych.Pozostawiali więc najczęściej codzienność ( nawet najtrudniejszą) gdzieś daleko za sobą,kiedy siadali za instrumentem.W sumie znam niewiele przykładów,gdzie wydarzenia polityczne zaznaczają się w muzyce. Jednym z nich jest unieważniona przez Beethovena dedykacja jego trzeciej symfonii Eroica dla Napoleona, po jego koronacji na cesarza. Jest też uwertura Czajkowskiego Rok 1812. No i może jeszcze dedykacja Antona Brucknera swojej symfonii no.8 – cesarzowi Franciszkowi Jozefowi I.
    O Ravelu już była mowa w związku z I Wojną. Ale jego dotknęły wydarzenia wojenne osobiście i zaznaczył to dedykacją.
    Jeśli chodzi o innych współczesnych wojnie – było ich więcej. Sibelius był w swojej Finlandii bardzo oddalony od europejskich wydarzeń,zajęty muzycznie sagami Kalevalii.
    Stravinsky burzył stary ład rytmiczno – harmoniczny swoimi baletami,mieszkając w czasie wojny w Morges w Szwajcarii. Był jeszcze również Bela Bartok,Richard Strauss ,ale również druga szkoła wiedeńska – Schönberg, Webern,Berg,Hindemith – tworząca nowy kierunek muzyczny dodekafonia. Szostakowicz urodził się w 1906r. W czasie wojny był jeszcze dzieckiem,więc jego historia jest późniejsza i zupełnie inna.
    Ale powracając do wniosku Twego znajomego że po wojnie muzycy uciekli w przeszłość nie wydaje mi się słuszny. Bo właśnie wtedy dynamicznie tworzyły się nowe kierunki muzyczne – a więc nie było sięgania w przeszłość. Był rozwój,wielki krok naprzód. Myślę ,że wojna nie dotknęła tych wielkich kompozytorów osobiście,nie byli z bliska skonfrontowani z jej okropnościami,niejako ich ominęła.Dlatego nie ma odbicia w ich twórczości.

  407. @wbocek 19 listopada, 9:09
    Aleś się rozpędził w ulubionym temacie! W swoim zapamiętaniu nie zauważyłeś, że tym razem nie chodziło o obrażanie wierzących, tylko o lżenie sobie nawzajem. Tego dotyczył wysoki próg tolerancji, o którym pisałam i który m. in. Ciebie charakteryzuje. Właściwie trudno było nie pojąć istoty sporu, ale jak się ma konika, to się na niego wsiada bez namysłu.

  408. @zetus1 15:46
    Widziałam ten wywiad i też byłam zdumiona i pełna uznania dla pani Barnabić. GPS Fareeda Zakarii to mój i męża ulubiony program.

  409. @zak1953 19 listopada, 13:10
    Należę do pokolenia, które pamięta bicie linijką w szkole podstawowej. Nigdy jednak nie byłam świadkiem bicia za używanie rodzimego języka. Takich rzeczy nie można zapomnieć i nie przestawać wypominać ku oświeceniu pewnego gatunku patriotów.

  410. Melduję, że mimo suchego lata zostało w Jamnie trochę wody. Dlatego mam po czym chodzić, więc chodzę co dzień. Dziś było trochę nierówno, ale chłopaki z Nazaretu nierówności lubią najbardziej.

    Wiatr był NO 7 w porywach 8. Na jeziorze w tym miejscu nie aż tyle i fala nie miała przestrzeni, żeby się fest rozbujać – brzeg za blisko od nawietrznej – jednak starczyło, żeby na czas robienia filmiku pogoniło mnie na Zieloną Górę. Inaczej mówiąc: jechałem tyłem do tyłu. Kto widzi za moim dziobem kilwater, rozumie, że wsteczny był rakietowy. Krótki filmik kosztował mnie potem z 15 minut wiosłowania pod falę i wiatr. Ale to też lubimy najbardziej.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6625585826225362642

  411. @pombocek 16:36

    Jak to ludzie mają różnie. Powiem jak to widzę. Ja przy tej 7. (8. w porywach) siadłbym sobie na brzegu na foteliku z kufelkiem piwa albo kielonkiem seczego i bym się gapił, jak chodzisz po wodzie. Nikt by mnie na wodę w takiej skorupie nie wygonił.

  412. Matko moja, jak to dobrze, że trochę mnie tu nie było i ominęły mnie potępieńcze swary nie tylko u nas, ale i te siedzące okrakiem na dwu blogach, A kysz, a kysz.
    Nie z takich tarapatów udawało się nam wygrzebać, więc jestem dobrej myśli i głoszę swoją mala dobrą nowinę. Chwalę na przykład szybkie i punktualne pociągi, którymi jechałam na Śląsk i z powrotem, piękne murale w Katowicach, w Tychach nowy basen i przy nim wielkiej urody kompleks rekreacyjny oraz nowe super centrum handlowe. Chwalę leśniczówkę niedaleko Tychów, lecz z daleka od szosy, gdzie mieszka łowczy (jest tylko jeden na cale nadleśnictwo) z łowczynią (rodzinka) ich trzy setery i dwie kozy. Generalnie podładowaliśmy sobie z Moim akumulatory.
    Pozdrawiam serdecznie Koleżeństwo, @wujaszkowi z całego serca życzę sercowej zdrowotności, @wbockowi coraz lepszego chodzenia, ale jeszcze nie po wodzie. Trochę też liczę na Waszą wzajemność, bo coś mnie tam nęka, jakby nawrót pewnej przykrej dolegliwości.
    Czymmy się!

  413. Nie wiem, czy blogowiczów interesuje rynek pracy w Umęczonej?
    Mnie ten artykuł zaciekawił. Bo tyle się mówi o „rynku pracownika” i pracodawcach z branży budowlanej podkupujących jeden drugiemu całe ekipy pracowników. Ale…

    https://www.newsweek.pl/biznes/brakuje-rak-do-pracy-to-w-glownej-mierze-wina-pracodawcow/fglr51t

    P.S. Tylko że obciążanie odpowiedzialnością pracodawców też należy jednak przyjąć ze szczyptą soli. Prywatni pracodawcy przy zdrowych zmysłach raczej nie będą – w obecnym klimacie – zbyt głęboko się angażować, inwestując w Polsce? Z kolei ci uczepieni obecnej władzy – to inszy sort.

  414. @mag 17:05
    Nie waham się powiedzieć w imieniu wszystkich, że wzajemność masz zagwarantowaną. Dolegliwości nas nachodzą ale jeszcze mijają, bądź dobrej myśli.
    To, co piszesz o wrażeniach z podróży, sprawia mi wielką przyjemność. To miły odskok od biadolenia i pomstowania na naszą rzeczywistość. Są widać jakieś jasne jej strony.

  415. @mag 19 listopada o godz. 17:05

    Ja też życzę dobrego serca (nomen omen!) wujaszkowi, ale niejaki niesmak mi pozostał. Serce mu tam na pewno jakoś naprawią, ale co do rozsądku i „umiaru”, który tak zalecał innym, to już chyba święty Boże nie pomoże… Ciekawe, że jednak u temperamentnej 404 jakoś się braku „umiaru” nie dopatrzył. Poza tym komentarz w stylu „jestem serdecznie chory, żałujcie mnie teraz!” zalatuje mi nieco szantażem emocjonalnym. Podobnie zresztą jak wczorajsze dictum Stacha39 – tak dobrze mi tu było, ale was znielubiłem, więc się wyłączam – a wy żałujcie – bo przecież (w domyśle) skrzywdziliście chorego człowieka!

    Życzę powrotu do zdrowia wszystkim chorym, ale chyba nie można wymagać od blogowiska, żeby było plastrem na wszelkie, w tym subiektywnie odczuwane, dolegliwości? Zwłaszcza, że te same osoby, które głośno domagają się bezwzględnej wolności wypowiedzi i (koniecznie!) różnorodności poglądów – no bo żeby ateiści się tu swobodnie wypowiadali, to przecie skandal! – równocześnie domagają się bezwzględnego poszanowania ich własnej wrażliwości, a zatem odmawiają owej wolności tym, których wypowiedzi ich mogą zranić.

  416. zak1953
    19 listopada o godz. 13:10
    tejot
    19 listopada o godz. 11:11
    I to co piszesz jest pocieszające. Bo jednak nadal są ludzie nazywający nas np. ukrytą opcją niemiecką domagających się kary za przypominanie o autonomii.

    Mój komentarz
    Zak1953, są tacy ludzie. Będą oni wynajdywać dziury w całym u każdego, którego uznają za obcego, częściowo obcego lub tylko innego, jakiegoś takiego dziwnego, dziwnie gadającego, on mi się nie podoba, itp.
    Będą studiować nazwiska i imiona, poszukiwać dziadków w Wermachcie, doszukiwać się zdrady narodowej, sprzeniewierzeń patriotycznych do trzech pokoleń wstecz, szukać wszystkiego, co tylko można przykleić jako skażenie obcością i zdradą do tych innych nielubianych z powodu inności ludzi.
    Ciekawe, że będący teraz przy władzy nie robią nic w tym kierunku (a wręcz przeciwnie) by takich szukających było coraz mniej.
    Pzdr, TJ

  417. kruk
    19 listopada o godz. 16:06

    Szanowna Recenzentko-Przedszkolanko-Babciu, rośnij zdrowo i żyj wiecznie, to może za sto lat zrozumiesz, dlaczego zacząłem od faktografii czyli Twojego czepiactwa w ubzduranej obronie ubzduranych wierzących (to Ty sobie wyimaginowałaś ludzi, których my jakoby psychicznie torturujemy tu na blogu) od pierwszych dni Twojej tu bytności. Czepiactwo jest czepiactwo niezależnie od tego, czy dotyczy obrony wierzących maltretowanych okrutnie przez tutejszych ateistów, czy języka, którym każdy żywy człowiek się posługuje po swojemu, czy też dotyczy tego, co Ty sobie ubzdurasz, przekłamując czytany tekst, z czego się stałaś znana.

    Na koniec tej przejmującej korespondencji Ci powiem, że ogromna część internetowych konfliktów między anonimami (od początku nie byłem tu anonimowy) to konflikty osobowości, a nie jakiejś merytoryki, która bywa tylko pretekstem. Na pewne usprawiedliwienie powiedziałbym, że czepiactwo jest niemal w każdym, bo ogłaszanie publiczności, że ktoś jest szkarada, że pobłądził, że nie rozumie, że jest głąb to trochę przyjemność i rozrywka. Bo jak wskazujący palec coś pokazuje, to słuszność jest w palcu. Jeśli pokazuje na głąba, to sam chyba nie jest głąb.

    Pardą, z racji nagle objawionych kłopotów nie ma mnie.

  418. @kruk 19 listopada o godz. 17:24

    A szkoda – bo powinnaś się wahać – zwłaszcza przy próbach wypowiadania się „w imieniu wszystkich”. Wszelkie wypowiadanie się w cudzym imieniu jest najzwyczajniej naruszeniem netykiety.

  419. @tejot 19 listopada o godz. 17:38

    Dwie koncepcje państwa (co jest podstawą zaliczenia do „swoich”– wyidealizowana narodowość czy po prostu obywatelstwo?), z których PiS doprowadza tę pierwszą do granic absurdu.

  420. Na marginesie
    19 listopada o godz. 17:40

    No i jak mam, Namarginesko, nie być tuż za Twoimi plecami, skoro sam chciałem jej to właśnie wytknąć. Oczywiście, że naruszyła netykietę i etykietę w ogóle, ale wzięło się to stąd, że myślowo nie dojrzała do rozumienia oczywistości, że nikt nie ma prawa mówić w czyimkolwiek imieniu (prócz własnego), jeśli nie ma do tego wyraźnego upoważnienia.

  421. @wbocek 19 listopada o godz. 17:56

    No więc właśnie. Podstawowy rozjazd – również na tym blogu – jest między podejściem normatywnym i deskryptywnym. Kruk operuje normatywnymi formułkami, które konsekwentnie pragnie narzucić wszystkim – a to niewiele się różni od dogmatyki kaka.

    Pombocku, miło jest mieć kogoś za plecami. W języku frontowym to się nazywa „zabezpieczeniem tyłów”. Wprawdzie nie jesteśmy na froncie, ale i tak skojarzył mi się Wysocki. Jest taka wojenna, patetyczna piosenka, którą aż wstyd przytaczać, bo jest właśnie – patetyczna. O lotnikach. Może ją znajdę, jak przestanę być jentykiem 🙂

  422. kruk
    19 listopada o godz. 16:31
    Dzisiaj, takie zachowania ciała pedagogicznego spotkałyby się z potępieniem. Ale w latach 60-ch ub.wieku to była norma. Nasi rodzice nawet nawet nie reagowali, bo sami w większości przeszli podobną szkołę. W liceum w Katowicach (lata 1968-72) jako klasa zbojkotowaliśmy kiedyś naszą nauczycielkę historii oraz geograficzkę, za odzywki w stosunku do naszego kolegi, który przez 10 lat edukacji szkolnej nie pozbył się godki. Wynikało to z tego, iż w szkole musiał mówić literacką polszczyzną, a w domu z rodzicami i rodzeństwem tylko godali. Ale nasza akcja dotarła w końcu do głów owych nauczycielek, zyskując po drodze wsparcie naszej dyrektorki, będącej jednocześnie aktywną polonistką, żoną znanego redaktora „Dziennika Zachodniego”. A dowcip polega na tym, iż oficjele zawsze podkreślali, że nasza godka to język polski. Jednak tej naszej polszczyzny nie akceptowali. Moi przodkowie zachowali ją przez wieki, kiedy na Śląsku językiem panujących był niemiecki, a wcześniej również czeski.

  423. tejot
    19 listopada o godz. 17:38
    Ja się takimi krytykantami nie przejmuję. W razie jakich problemów przypominam im książkę Ericha Remarque’a „Na zachodzie bez zmian”, gdzie drugim po narratorze bohaterem był niejaki Kaczyński, ojcujący na froncie młodym żołnierzom niemieckim.
    Do tego dokładam kanclerz Merkel, Wielkopolankę po dziadku. I często wystarcza.

  424. Na marginesie
    19 listopada o godz. 18:08

    Na chwilę pozbyłem się jednego kłopotu, następny przełożony na jutro, więc taki drobiazg: Kiedy jedna małpka operuje stereotypami, druga – własnym rękodziełem, jest to rozmowa ślepego z głuchym o kolorach i muzyce, więc szkoda zachodu. Jest jeszcze jeden rozpowszechniony stereotyp z dziedziny nieuprawnionego reprezentowania – przepraszanie, dziękowanie i inne „anie” w czyimkolwiek mieniu, w tym – w imieniu jakichkolwiek zbiorowości. Szlag mnie trafił, kiedy Kwaśniewski przepraszał – nie pamiętam, kogo: naród czy sejm – za PRL. Jakby polskie władze PRL sama sobie ten PRL wybrały. Skoro przepraszał gość 10 lat ode mnie młodszy, to ja powinienem na kolanach pełzać za to, że legitymizowałem ustrój, żyjąc w nim. A powinienem w proteście umrzeć zaraz po urodzeniu, bo manifest PKWN był parę miesięcy wcześniej, więc musiałem rozumieć, co się święci. Ale jeszcze bardziej powinienem umrzeć ze wstydu za to, że jak miałem trzy lata, mama kupiła mi kapiszonowy pistolecik, a ja nie poszedłem z nim do lasu.

  425. @Na marginesie
    Czy chodziło Ci o pieśń Wysockiego „O poległym lotniku”?
    Tylko to znalazłam, czyli podróbkę mistrza, ale niezłą.
    https://www.youtube.com/watch?v=QYG5rH1zzSc
    Wracając do sporów nie tyle merytorycznych, co rzekłabym – osobistych – kto się komu kim wydaje i czyja jest racja, męczy mnie to i wkurza.
    Naprawdę za dużo w tym wszystkim magla, „podręcznej” psychologii, a za mało zwykłej życzliwości, że skoro się tu spotykamy, to nie po to, by kruszyć kopie o różne bzdety , ale zakładając dobrą wolę, rozmawiać na pewnym luzie, a nie podejrzewać, że ktoś nas poucza i traktuje z góry.
    Najlepiej udają się nam wspomnienia z dzieciństwa czy młodości, opowieści o podróżach, najlepiej ilustrowanych pięknymi zdjęciami, wrażenia z filmów, lektur, słuchania muzyki itp. i w ogóle fajne rozmówki przy seczego albo i bez.
    Najgorzej – pryncypialne deklaracje ateistyczne, nawet jeśli są wyrażane tylko pobłażliwymi żartami z tzw. religijnych, gorzej gdy zmasowanymi atakami na zabłąkane nieateistyczne duszyczki. Gdzie ta tolerancja światłych ateistycznych umysłów?
    Co mi wadzi np. taki Roger77? Nie mam ochoty z nim rozmawiać i tyle.
    Przecież nie muszę się „odnieść”.
    Pozdrawiam Cię @Namarginesko i mam nadzieje, że potraktujesz moje uwagi życzliwie (boże broń, nie jako szantaż emocjonalny).

  426. Na marginesie
    19 listopada o godz. 17:36

    Wicepremier, Gliński Piotr, ustami swemi wygłosił to, co na blogu głoszą nieutulone pretensjonatki i pretensjonaci:
    Język, którym mówi się o PiS, ma wykluczać, unicestwiać, ma nas odczłowieczyć, delegitymizować, mamy być traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa. Ma wzbudzić do nas obrzydzenie.

    Wedle wyżej wymienionych, blog LA to miejsce, w którym prześladuje sie wyznawców. Nie widzę przeciwwskazań – oświadczył Marek Walczewski, jako naczelnik ciężkiego więzienia na Sikawie w filmie „Vabank”.
    Blog LA lojalnie informuje, że tu się roi od ateistów, a kto to taki ateista, od 300 lat wie każdy biskup i – skutkiem tego – każde polskie dziecię. Ateista gorszy nawet od masona, bo mason „w coś wierzy”, a ateista wierzy w wymianę żon i kopulację. W to zaś nie wierzy biskup i dlatego tak zazdrości, że donosi, a o donosicielstwie mowi VIII Przykazanie Boskie. No, tak mówią, że boskie: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”.
    Jak biskup mówi fałszywie – co innego to biedne dziecię boże umie? – to owca jego, no i dlatego Gliński Piotr, wicepremier.
    W przelożeniu na nasze, jakiś promil Polaka, czyli ateista, prześladuje 95% Polaka, czyli wyznawcę. Na blogu. Blog nie armata, do wyznawcy nie dofrunie i mu domu nie wywali do góry nogami, więc wyznawca przyłazi na blog by dać się poprześladować, powykpiwać, powydrwiwać, po czym głośno jęczy, że się z niego śmieją.
    Oto Wielka Tajemnica Wiary Że złoto i dolary to wiemy, a widać i to, że wyznawca to jest Wielki Masochista: zgłasza się na sesję, ale potem bardzo płacze.
    Jest na to proste antidotum: wyznawca przedstawia takie dowody na wyższość wyznawania niż ateicenia, że ateiście szczęka opada i z wrażenia jest niemowa. I przeflancowuje się na wyznawcę. Gorliwego neofitę.

  427. Zabezpieczanie tylow, w czasach brak-wojnia, nie-wojnia, bez-wojnia czy innego miedzy-wojnia, to posuniecie taktyczne. Wymagane w ramach maskirowki. Ta Nm. Ona czegos nie kojarzy. Albo moze kojarzy. Ale chyba nie

    No bo jesli jedyny tyl jaki posiadam to moj wlasny tylek – a tego nikt juz nie chce bo za stary – to trzeba zainicjowac taktyke ROZPRASZAJACA uwage przeciwnika. A nic tak nie rozprasza meskiej uwagi jak podsuniecie tej meskiej uwadze rozproszony temat: bardzo duza ilosc tylkow do zabezpieczenia.

    Stad sie wywodzi taktycznie uwarunkowany termin zimno-wojenny: zabezpieczanie tylow.

    Jest to termin dotyczacy wszystkich rodzajow plci. W tych czasach LGBT, ktore nam nastaly na chwale Jego. I na Jej chwale. Oraz na chwale Ono. Czy jeszcze inaczy. Krotko mowioncy: anything goes, wedle teorii kreacjonizmu. On, Ona. Oraz Goat.. Czy inna owca

    Wszystkie zycia, wytworzone podczas siedmiu dni tworzenia swiata – ok. 10% to LGBT tamtejsze – to boze stwory. Kto dal nam prawo skazywania na KARE SMIERCI homoseksuastow w, na przyklad, Iranie?

    W Tanganii, czy moze w Tanganice, homoseksualizm jest karany kara wiezienia minimum 30 lat zapuszkowania. Zas koszt zapuszkowania LGBT w tamtych krajach jest wciaz pokrywany przez rzad kolonizatora. A kolonizator tych krajow to Anglia, Francja, Ameryka, you name it.

    Ten dzisiejszy swiat to pole do zabawy. Nie dziwota, ze prezydenta Trumpo tak dobrze sie czuje, zabawiajac na tym polu.

    Jedyne co martwi to brak usmiechu. Dlaczego Trump stracil zdolnosc do usmiechu?

    PS. To ostatnie jest prawdziwym indykatorem tego co nastapi w pozostalych dwoch latach prezydentury IMPERATORA SWIATA. Chyba ze Putin go powstrzyma..

  428. mag
    19 listopada o godz. 19:57

    Racja. Wymiana argumentów, nawet ostra, powinna być odróżniana od pompowania ego.

  429. @mag – oczywiście – to jest kwestia wyważenia różnych punktów widzenia 🙂

    Nie, to nie jest ta piosenka, tylko ta:

    https://www.youtube.com/watch?v=w2f9rJvufZg&index=5&list=RD5U40-jsse90

    „I ja poproszu Boga, Ducha i Syna
    Sztob wypolnil wolju maju
    Pust wiecznyj moj drug zaszcziszczajet mnie spinu
    Kak w etom posledniem boju”

    В.С.Высоцкий 1968
    Песня летчика

    Их восемь – нас двое, – расклад перед боем
    Не наш, но мы будем играть!
    Сережа, держись! Нам не светит с тобою,
    Но козыри надо равнять.

    Я этот небесный квадрат не покину –
    Мне цифры сейчас не важны:
    Сегодня мой друг защищает мне спину,
    А значит – и шансы равны.

    Мне в хвост вышел „мессер”, но вот задымил он,
    Надсадно завыли винты, –
    Им даже не надо крестов на могилы –
    Сойдут и на крыльях кресты!

    Я – „Первый”, я – „Первый”, – они под тобою!
    Я вышел им наперерез!
    Сбей пламя, уйди в облака – я прикрою!
    В бою не бывает чудес.

    Сергей, ты горишь! Уповай, человече,
    Теперь на надежность строп!
    Нет, поздно – и мне вышел „мессер” навстречу, –
    Прощай, я приму его в лоб!..

    Я знаю – другие сведут с ними счеты, –
    Но, по облакам скользя,
    Взлетят наши души, как два самолета, –
    Ведь им друг без друга нельзя.

    Архангел нам скажет: „В раю будет туго!”
    Но только ворота – щелк, –
    Мы Бога попросим: „Впишите нас с другом
    В какой-нибудь ангельский полк!”

    И я попрошу Бога, Духа и Сына, –
    Чтоб выполнил волю мою:
    Пусть вечно мой друг защищает мне спину,
    Как в этом последнем бою!

    Мы крылья и стрелы попросим у Бога, –
    Ведь нужен им ангел-ас, –
    А если у них истребителей много –
    Пусть примут в хранители нас!

    Хранить – это дело почетное тоже, –
    Удачу нести на крыле
    Таким, как при жизни мы были с Сережей,
    И в воздухе и на земле.

    Sorry, zajentyk!

  430. Naród i obywatel – kilka myśli na temat państwa PiSowskiego
    Na marginesie
    19 listopada o godz. 17:46
    @tejot 19 listopada o godz. 17:38
    Dwie koncepcje państwa (co jest podstawą zaliczenia do „swoich”– wyidealizowana narodowość czy po prostu obywatelstwo?), z których PiS doprowadza tę pierwszą do granic absurdu.

    Mój komentarz
    Tak jest.

    PiS, jak większość partii w Umęczonej, jest nie tylko specyficzną polską partią, jest nie tylko zrzeszeniem które ma łączyć członków swoim programem, nastawieniem do państwa i społeczeństwa, ale jest zlepkiem ludzi różnych kategorii.
    Pierwsza, bardzo liczna, to ludzie bez poglądów, którzy przyjmują na pokaz, to co wymaga od nich partia.
    Druga, to ludzie z poglądami na państwo i prawo, ale bardzo mglistymi.
    Trzecia, to obywatele przyciągnięci do partii jakimiś bonusami, obietnicą wspólnoty, stanowiskami w państwie, itd.
    Osobną kategorią jest rdzeń partii, w PiSie jest to tzw. zakon.

    W PiSie dominującym kierunkiem jest nurt, jakby to nazwać – narodowo-socjalistyczny, czyli narodowo-wielkościowy w służbie Najjaśniejszej, który bardzo mało różni się od przedwojennej endecji. Ideologia, jaką wyznają przedstawiciele tego kierunku – endecjoniści, to kult państwa narodowego, państwa konstytuowanego przez naród i dla jego dobra, kierowanego przez ludzi upoważnionych.

    Pojęcie obywatelstwa takie, jakie jest komplementarne z demokracją przedstawicielską i państwem prawa jest obce tym endecjonistom, ponieważ obywatelstwo zakłada równe prawa dla wszystkich, te pisane i niepisane, a przecież w ideologii endecjonistycznej głównym celem, ideałem, symbolicznym świętym obiektem jest państwo narodowe.

    Nienarodowi obywatele (nieczyści narodowo lub zakwalifikowani do drugiego sortu) są przez endecjonistów uznawani jako prawni pobytowcy, jakby tacy ze stała kartą pobytu, mający wszelkie prawa, z wyjątkiem najważniejszego – prawa przynależności do wspólnoty narodowej, które może być nabyte tylko w sposób naturalny – przez urodzenie i ciąg przodków do trzech pokoleń wstecz, przy czym jeden przodek trefny, np. w trzecim pokoleniu (2^3=8, co oznacza 1/8 niewłaściwych genów, 1/8 niewłaściwej krwi) może unieważnić przynależność do narodu. Chyba, ze ten pechowy obywatel jest przydatny dla PiSu, to może zostać w każdej chwili uznany za właściwego – czystego narodowo.

    Obywatel polski i prawdziwy Polak, to dla PiSowskich teoretyków państwa i prawa jest to samo tylko z punktu widzenia oddychania, pracy, zarabiania pieniędzy, płacenia podatków i nominalnych praw wyborczych, lecz nie jest to samo w aspekcie przynależności do wspólnoty tworzącej państwo.
    Prawdziwy Polak integralnie, całym sobą, swoim urodzeniem, życiorysem i przeszłością genealogiczną należy do narodu, a obywatel należy do państwa. Taka to jest różnica. Subtelna, lecz istotna.
    Taka idea, to punkt wyjścia do podziału ludu na dwa sorty – lepszy i gorszy.
    Pzdr, TJ

  431. Na marginesie
    Dzięki za ten link, a ja mam też coś dla Ciebie „od Wysockiego”.
    https://www.youtube.com/watch?v=JP-eak_FQq0

  432. @Tanaka 19 listopada o godz. 20:03

    Ja w zasadzie nawet trochę rozumiem tych wyznawców. Mają poczucie, że świat im się wali i czepiają się „wiary” jak pijany płotu. Kaka-iluzja może przetrwać tylko drogą współ-dzielenia, utwierdzania się w iluzji i regularnym, chóralnym recytacjom – do których kaka przywiązuje wielką wagę. A włażenie na forum ateistów, żeby oberwać, przynosi im zapewne jakąś masochistyczną rozkosz.

    Nie rozumiem natomiast osób deklarujących się jako nie-wyznawcy, ale zaciekle prawa wyznawców do samooszukiwania. Wyznawanie religii per procura – i związana z tym agresja – jest zapętleniem, które przekracza moją zdolność pojmowania.

    „Bo ta głowa co być moja kręcić się za bardzo” 🙂

  433. @zak
    zainteresował mnie Twój tekst.
    W Wielkopolsce, mimo, że wygraliśmy powstanie i walnie przyczyniliśmy się do odzyskania niepodległości, też mamy złożone relacje z Polską centralną. A i chyba przez lata nie byliśmy ulubieńcami władz centralnych.
    Wśród wielu Wielkopolan żywe jest poczucie żalu i niesprawiedliwości.

  434. @basia.n 19 listopada o godz. 15:53
    Szostakowicz urodził się w 1906r. W czasie wojny był jeszcze dzieckiem,więc jego historia jest późniejsza i zupełnie inna. (…) Myślę ,że wojna nie dotknęła tych wielkich kompozytorów osobiście,nie byli z bliska skonfrontowani z jej okropnościami,niejako ich ominęła.Dlatego nie ma odbicia w ich twórczości.

    Najpierw zacząłem guglować z tego urodzeniowego klucza, troszkę uderzony brakiem Debussy’ego na liście wspomnianych kompozytorów.

    Achille-Claude Debussy 22 August 1862 – 25 March 1918 (za Wikipedią)

    pierwsze co wygóglowałem to ponizsza lista

    https://www.theguardian.com/culture/2014/nov/07/the-10-best-first-world-war-music

    niby popularne kawałki, ale właśnie Debussy znalazł się na niej z powodu „Noël des enfants qui n’ont plus de maisons”.

    This little-known song, written by Claude Debussy in 1915 when he was ill and depressed by news of war, is a piteous tale of homeless French children at Christmas whose houses have been ransacked and destroyed by the enemy. Papa is away at war, Mama is dead, the school has been burnt and the schoolmaster too. They have no toys, no wooden shoes and, worse than that, no bread. They pray for the little children of Poland, Serbia, Belgium, concluding “Grant victory to the children of France”. The song was part of Debussy’s final burst of creativity, before his death, aged 55, in 1918.

    No a drugim, mam wrażenie, ze ciekawym znaleziskiem jest wpis na blogu:

    https://blog.oup.com/2014/07/claude-debussy-and-the-great-war/

    Podczytałem też gdzieś, (ale już mi się zgubiło), o utworze, jaki napisał dla pianisty, który na wojnie stracił prawą rękę. Utwór został skomponowany na lewą rękę.

  435. @tejot 19 listopada o godz. 20:58

    Tak! A przy tym zarówno „naród”, jak i przynależność do owego opierają się na mitycznych (czy mitologizowanych) przesłankach. W przypadku obywatelstwa jest to po prostu akt prawny, zbyt konkretny i prozaiczny, żeby połechtać narodowo wzmożoną wyobraźnię 🙂

  436. zetus1
    19 listopada o godz. 15:46

    „@all English speaking
    Wywiad z premier Serbi Ana Brnabić
    Po wywiadzie krótki fragment o AI malarzu artyście. Też ciekawe.”

    Pewnie ciekawe ale gdzie one?

    kruk
    19 listopada o godz. 15:53

    „@act 19 listopada, 6:17
    Czy widziałeś niemiecko-austriacki film “Das Attentat: Sarajevo 1914”, ”

    Jezeli ten film to ‚Sarajevo’ to rzeczywiscie widzialem.
    Odkrylem ostatnio swietny serial dunski „1864: Denmark’s war” – ogladam po nocach. Dla mnie rewelacja.

    Nefer,
    czy Neferka raczy wytlumaczyc, dlaczego Belgia prowadzac 2:0 przegrala ostatecznie ze Szwajcaria 2:5 ?

  437. @mag 19 listopada o godz. 21:21
    Tyż pikne – ale nie o to mi biegało 🙂

  438. zza kałuży
    19 listopada o godz. 22:33

    basia.n juz wspomniala o Paulu Wittgensteinie (bratu slynnego Ludwiga)!

  439. Na marginesie
    19 listopada o godz. 21:55

    Są tacy, co się mają za wyzawców „oświeconych”, czy też „otwartych”. Wyznawca prawidłowy nie ma ze sobą kłopotu i jest prosty w obsłudze. A tacy „otwarci”, to są tak otwarci, że coś się ciągle z nich ulatnia i to jest skomplikowane. Sami nie mogą dojść ze sobą do zgody i pełno z nimi zamieszania.
    Są też tacy pretensjonaci do poprawności: każdemu po cukiereczku, ale ja chcę najwięcej. Jak nie dostanę, to się obrażę, naurągam, nakłamię i napiszę donos.
    Są też wyznawcy tolerancji. Tolerancja zajmuje sie tolerowaniem – co logiczne, a tolerowanie polega na znoszeniu kogoś, gdy nie można inaczej. Tolerancja to nie akceptacja, ani pełność współ-życia. I to widać: toleranci bardzo się pocą na blogu i wszędze indziej.

  440. Weronika
    19 listopada o godz. 22:11

    W Wielkopolsce, mimo, że wygraliśmy powstanie i walnie przyczyniliśmy się do odzyskania niepodległości, też mamy złożone relacje z Polską centralną. A i chyba przez lata nie byliśmy ulubieńcami władz centralnych.
    Wśród wielu Wielkopolan żywe jest poczucie żalu i niesprawiedliwości.

    Prawdopodobnie wszyscy w Polsce tak mają: Ślązacy mają poczucie żalu, Wielkopolanie, Kaszubi, Warmiacy i Mazurzy, Łemkowie, Kurpie i Podlasie też, warszawiacy, krakowiacy i górale, to chyba już nikt nie został. A jak został po wojnie jakiś nieusunięty Niemiec, to też ma pretensje.
    Co za kraj! A taki ukochany kraj, umiłowany kraj… – jak śpiewa zespół Mazowsze. Powołany po to, żeby wszyscy wszystkich lubili.

  441. Erratum:
    basia.n juz wspomniala o Paulu Wittgensteinie (bracie slynnego Ludwiga)!

  442. Na marginesie
    19 listopada, g.22:42
    A o co biegało, bo jakoś nie czaję?
    Na razie dobranoc, bo śpik mnie bierze po podróży.

  443. @ wujaszek wania, wracaj do zdrowia i na blog, ktory bardzo Cie potrzebuje.
    @ Stachu39 Piszesz, ze w Twoim ogrodzie wyginely jakies krzaki , bo czepila ich sie zaraza. Srodkow chemicznych nie uzywasz, z wyjatkiem stosowania nawozow. No to mam pytanie na malutka skale, czy choroba twoich krzakow nie rozprzestrzenila sie na krzaki sasiadow? I to samo na duza, ziemska skale – czy uwazasz, ze nie powinnismy uzywac srodkow chemicznych ratujacych rosliny przed chorobami?
    Wspominacie tu o kotach ,ktore posiadacie. Jak sie zorientowalam sa to koty wychodzace z domu. Czy sa one wykastrowane?

  444. Byłam dzisiaj na spotkaniu Klubu Obywatelskiego w PE, był Michał Boni, Ludwika i Henryk Wujcowie, Jan Lityński i Adam Michnik. Podbudowało mnie optymizmem, mimo wszystko. Na koniec szampan z okazji 100 lecia niepodległości Polski, mini obchody dla tych którym się nie udało inaczej. I jeszcze mam koszulkę z Konstytucją.
    Dużo wrażeń, udało mi się nawet parę słów zamienić, a panu Wujcowi wyrazić mój wielki szacunek.

  445. @act
    19 listopada o godz. 22:38

    Nie raczy (bo przeżywa spotkanie) niech się Tobermory męczy 😉

  446. zza kałuży
    19 listopada o godz. 22:33

    Masz oczywiscie rację wymieniając nazwisko Debussego i Noël des enfants qui n’ont plus de maisons.
    Tyle tylko,że to rzeczywiscie bardzo mało znana pieśń – co nie zmienia faktu,że została napisana i istnieje 🙂

    @act zauważył już wcześniej,że oczywiscie wspomniałam o koncercie na lewą rękę M. Ravela – właśnie napisanym dla P.Wittgensteina.
    Ale wiesz – chodziło w sumie o ten fakt,że w muzyce klasycznej tych śladów pierwszej wojny jest tak mało.
    I zawisło w przestrzeni pytanie – „dlaczego”, na które starałam się dać odpowiedź 🙂

  447. @Tanaka, do @404 „najlepiej udaj sie na wieczny odpoczynek”
    Jest to:
    1.
    2.
    3…..
    Jak w ankiecie, kazdy moze sobie wpisac co chce w tych punktach.
    @404, mysle, ze nie kazdy ma takie subtelne zyczenia dla Ciebie. Ja przynajmniej nie mam. Pozdrowienia.

  448. @Zyta
    1.Koty są kastrowane
    2 .Wyciąłem porzeczki, bo szkodziły sosnom wejmutkom. (tzn przenoszona przez nich zaraza, która im nie szkodziła w stopniu widocznym.
    @Na marginesie @Tanaka
    Do kwestii tolerancji odniosę sie później.
    @Tejot
    Gratuluję , tego co, co napisałes o PISie i endecji.

  449. @wbocek
    Odpowiem później. Ja już cos napisałe dłuższy tekst, ale mi wcięło

  450. basia.n
    19 listopada o godz. 15:53

    Chodziło chyba o to, że przed wojną wielu artystów sięgało do tradycji romantycznych (Mahler, Sibelius, Strauss). Po wojnie już nikomu „do radości” nie było, wzorców szukano raczej w baroku i neoklasycyzmie. Co nie oznacza, że czas stanął w miejscu, bo z tego „czerpania” wyszło jednak coś nowego i nowoczesnego.
    Więc oboje macie rację. Poza tym do Europy dotarł jazz i był ogromną inspiracją dla muzyków. Był to powiew muzycznej wolności.

  451. Nefer
    19 listopada o godz. 23:23

    Nie raczy (bo przeżywa spotkanie)

    Niech przeżywa!

  452. zyta2003
    19 listopada o godz. 23:36

    A to wpisz coś.

  453. @Nefer
    19 listopada o godz. 23:23
    @act

    Aż musiałem sprawdzić, o co wam chodzi 😳
    Mecz jakiś w Lucernie? Ja tego nigdy nie oglądam, wyników nie czytam, nie widziałem żadnych wiadomości… Mam się wstydzić? 🙁

  454. @mag 19 listopada o godz. 23:10

    Biegało o to, do czego dałam link poprzednio.
    Czy ty w ogóle czytasz blog? Dobranoc!

  455. @Tanaka 19 listopada o godz. 22:57

    Ale tak samo jest chyba w większości krajów? Jak mi w Sewilli objaśniano, dlaczego mieszkańców Toledo nazywa się „bolos” to mi ze zgrozy oczy wyszły na wierzch. Właściwie wszystkie kraje są zlepkami małych ojczyzn.

  456. izabella
    19 listopada o godz. 23:48

    Małe uzupełnienie 🙂 Jeśli chodzi o Mahlera,Straussa ,Sibeliusa (w jego pierwszym okresie twórczości) – to kompozytorzy końcowej fazy neoromantyzmu.Ale każdy z nich miał już w ostatnich utworach znamiona nowego języka muzycznego.
    10 symfonia Mahlera ( nieskończona) w jej pierwszej części ma już fragment z akordem skali dwunastotonowej. Strauss w operach Salome ,a potem Elektra poszedł w nową epokę .
    To stało się zanim wybuchła wojna. Zresztą dotyczy to rownież drugiej szkoły wiedeńskiej,o której pisałam. Zmiany po prostu się dokonywały,bo pewne formuły muzyczne epoki romantyzmu po prostu się wyczerpywały i kompozytorzy szukali nowych środkow wyrazu – na najprzeróżniejsze sposoby. Bo w końcu pewne kierunki zaczęły powstawać rownolegle. Ale wojna nie miała na to wpływu. Po prostu tworzyły się nowe języki muzyczne 🙂

  457. @@act
    19 listopada o godz. 22:38

    Serial „1864” oglądałem w mojej tv 3 lata temu. Podobał mi się, choć trochę przesadzono z historiami miłosnymi i drugim planem, za to tło historyczne, które doprowadziło do tej wojny nakreślono za słabo. Kiedy w ubiegłym roku powtórzono emisję, już mi się nie chciało oglądać drugi raz.

  458. @ Tobermory

    Mala prośba – czy możesz jeszcze raz pokazać szwajcarski rysunek wykonany przez F. Mendelssohna. Chcialam go odszukać na tej stronie,ale chyba go tam nie ma,albo ja źle zapamiętałam

    https://www.google.com/search?q=Mendelssohn+drawings&client=firefox-b-ab&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=2ahUKEwiI7rm2zeHeAhWBsqQKHWefAScQ7Al6BAgFEA0&biw=1138&bih=543

  459. @zyta2003 19 listopada, 23:36
    Już tak przyzwyczailiśmy się do “dawania rzeczy odpowiedniego wyrazu” w wydaniu @Tanaki, że nikt nie zreagował na jego serdeczne życzenie adresowane do @404: “Zrób sobie długą przerwę. Najzdrowiej: wieczny odpoczynek”. (19 listopada, 11:10)
    To istna perła netykiety, chyba bez precedensu wśród gospodarzy blogów Polityki, i po 22 godzinach dopiero Ty reagujesz. Za to ile oburzenia za wyrazy życzliwości dla @mag w imieniu wszystkich. Rzeczywiście był to z mojej strony błąd niewybaczalny. Jak mogłam nie pomyśleć, że tu nie każdy musi @mag dobrze życzyć?
    @Tanaka netykiety nie naruszył wypowiedziawszy się tylko we własnym imieniu, więc autorytety w dziedzinie netykiety milczą.

  460. Tobermory
    20 listopada o godz. 0:33

    Dziękuję. Teraz powtórnie spróbuję znaleźć ten rysunek wśród innych.

  461. Tanaka

    Przed jutrzejszą podróżą „Naschledanou”.

    Moje doświadczenie z człowiekiem, który co drugi oddech mówił o tolerancji, którą odmieniał przez dwa razy więcej przypadków niż ma język polski, jest takie, że jak się przed wyborami oczarował wielkokalibrowym przywódcą narodu i międzymorza Kaczką
    Jarosławem, tak mu sparaliżowało język, że od 2014 do dziś ani razu nie usłyszałem od niego wyrazu „tolerancja”. Nawet więcej: ani on, ani ja nie żyliśmy polityką, ale kiedy się zorientował, że jestem niewrażliwy na jego agitacyjne podchody, a odwrotną pocztą rzucam straszliwymi jobami na wszystko, co na kaczych łapach, przestał nawet mówić na mnie „Jurek” i mówi „Jerzy”. Coraz rzadziej mówi, bo prawie się nie widujemy.

    Trafił do mojej kolekcji ostentacyjnych czyścioszków – obecnych również na blogu – kąpanych w proszkach, od których biel się robi bielsza od bieli.

  462. basia.n
    20 listopada o godz. 0:22
    Zmiany po prostu się dokonywały,bo pewne formuły muzyczne epoki romantyzmu po prostu się wyczerpywały i kompozytorzy szukali nowych środkow wyrazu – na najprzeróżniejsze sposoby. Bo w końcu pewne kierunki zaczęły powstawać rownolegle. Ale wojna nie miała na to wpływu. Po prostu tworzyły się nowe języki muzyczne.

    Ja myślę że ilu muzykologów tyle teorii. A muzykolog od tego właśnie jest, żeby tłumaczyć zjawiska. Czasem słusznie, czasem nie. Ale pewnie nie wystarczy powiedzieć, zmiana zaszła bo wszystko się nieustannie zmienia.

  463. zyta2003
    19 listopada o godz. 23:36
    ” @Tanaka, do @404 „najlepiej udaj sie na wieczny odpoczynek” ”

    W odniesieniu do innego nicka, tego na O, ten na te moderator o nazwie Ta na ka napisal byl, 27 lipca tego roku:

    ” Tanaka, 27 lipca o godz. 20:58 – Komunikat: blogowicz Orteq udał sie pilnie na wczasy rehabilitacyjne w miejscu ustronnym. Pojechał autobusem. Na widok podróżnika nachylił się nad nim współpasażer: czy pan jest w ciąży? ”

    Potem, po uplywie DLUGIEJ karencji, pojawily sie, raptem, posty Orteqa, tego niby DLUGO podrozujacego autobusem, na tym blogu. M.in takie:

    „Orteq, 30 lipca o godz. 0:n , Tanako – 22:47, Jeszcze raz ja z toba w w cztery de. Zamiast w cztery oczy. Z racji twojej ‚moderacji’ wszystko sie dzieje. To gadanie w 4 de zamiast w cztery oczy. Docen moja szczodrobliwosc, please. Oraz moj tracony czas. Zgadzasz sie z tym piotrowiczowym jezdzeniem pani Gelsdorf po stolicach europejskich stolicach dworow? Niby w celach ‚targowickich’? Bo to o tym mowa. Przepraszam za wchodzenie w parade”.

    Rzecz szla o to, ze ten na te, nick Ta na ka, administrator bloga pana Kowalczyka z POLITYKI, czynil co chcial. Wrzucal, wyrzucal, poniewieral durnych wpisywaczy. Takich jak wpisywacz o nicku na O.
    Niepotrzebnie przepraszalem za cokolwiek. Bo powinno bylo obowiazywac:
    „Orteq, 30 lipca o godz. 0:53 – A tak w ogole to odpuskam. Twoj to blog. Nie moj”

    Blogowi nicka Ta na ka zycze samych sukcesow. Redaktor Kowalczyk chyba sie wypisal, ze stopki. Nie wiem czy to to pozytyw dla blogu. Czy vice versa. Pozytywnosc, oraz sympatia dla POLITYKI, pozostaje niezmieniona

  464. Blogowe banowanie administrowane przez moderatora bloga – Tanaka nick – jest NADUZYCIEM. Docenia sie BRAK stosowania tego naduzycia .

    A tak w ogole to – forget it. Mowa jest o pierdolach

  465. izabella
    20 listopada o godz. 1:04

    Myślę,że mogłabym o tym napisać o wiele więcej – ale w końcu nie jesteśmy na blogu muzycznym 🙂
    Więc nie będę wystawiać na próbę cierpliwości naszych blogowiczów. Ale zmiana zaszła,bo po prostu się systematycznie dokonywała. Tak było w każdej muzycznej epoce.Wszystko rzeczywiscie idzie naprzód ,rozwija się i po jakimś czasie zmienia kierunek.A jak się zmieniało i zmienia – analizują muzykolodzy.:)

  466. @zak1953 19 listopada, 18:19
    Sporo się w polskiej prasie czyta o statusie śląskiej godki – język regionalny czy gwara. W Wikipedii można poczytać o argumentach za i przeciw uznaniu śląskiego za język regionalny. Dla językoznawców to pasjonujący temat. Ciekawa jestem czy dla ludzi posługujących się godką jest to sprawa istotna. Oglądałam wiele lat temu film Lecha Majeskiego “Angelus”. Pamiętam, że dobrze rozumiałam język w nim używany, dodawał filmowi uroku.

  467. Tobermory
    20 listopada o godz. 0:08

    „@Nefer
    19 listopada o godz. 23:23
    @act
    Aż musiałem sprawdzić, o co wam chodzi
    Mecz jakiś w Lucernie? Ja tego nigdy nie oglądam, wyników nie czytam, nie widziałem żadnych wiadomości… Mam się wstydzić?”

    No pewnie, ze masz. Co to za chlop, Polak, co nie interesuje sie kopana 🙂

    Tobermory
    20 listopada o godz. 0:23
    „@@act
    19 listopada o godz. 22:38

    Serial „1864” oglądałem w mojej tv 3 lata temu.”

    Obejrzalem przez przypadek (o 2 w nocy, bo nie moglem zasnac) 2 odcinki tego serialu. Chyba 3. i 4. (z osmiu). Bardzo podobaly mi sie dialogi i dramat na wszystkich poziomach: ministerialnym, generalskim, zolnierskim, rodzinnym, romansowym etc.
    Obejrze pozostale odcinki z zainteresowaniem i kiedys caly serial.

  468. @basia.n
    20 listopada o godz. 0:43

    Ten obrazek był wystawiany w mojej okolicy z okazji 200. urodzin kompozytora. Materiały pochodziły ze zbiorów Staatsarchiv Berlin i Mendelssohn-Haus w Lipsku. To akwarela.

    W mojej okolicy bywał też jeden z najważniejszych niemieckich ekspresjonistów – August Macke. Byłem na wystawie z okazji 100-lecia jego śmierci. Zginął w Szampanii we wrześniu 1914. Miał 27 lat. Z frontu pisał listy pełne okropności i okrucieństwa wojny…
    Ten obraz pod tytułem „Pożegnanie” zostawił na sztalugach…
    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/32/August_Macke_001.jpg/986px-August_Macke_001.jpg

    Jego wcześniejsze obrazy odznaczają się czystą kolorystyką i nastrojem pełnym poezji
    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a6/August_Macke_011.jpg

  469. Toby

    August Macke i Franz Mark ida u mnie w parze – obaj zgineli w IWS.
    Kiedys wypytam Cie o Paula Klee 🙂

  470. Kołtuństwo w paru osobach automatycznie domyśliło się w słowach ich przeciwnika znaczenia najstraszniejszego. Domyślanie się szkaradzieństw u ludzi nielubianych to ulubione zajęcie anielic bielszych od bieli, które wzruszająco czysto i szlachetnie wypadają na tle moralnej brzydoty.

    Oto dwa przedmiotowe zdania: pierwsze – 404, drugie – Tanaki:

    „Chwilowo robię sobie (tak myslę) przerwę na tym blogu”.

    „Zrób sobie długą przerwę. Najzdrowiej: wieczny odpoczynek”.

    Zamorska madama nawet się nie pofatygowała, żeby wypowiedź Tanaki porządnie zacytować.

    Otóż trzeba mieć czarne myśli i bardzo złą wolę, czujne czyścioszki, by w słowach Tanaki „wieczny odpoczynek” w tej konkretnej sytuacji domyślać się czego innego niż wieczny odpoczynek od blogu.

  471. @@act
    20 listopada o godz. 1:52

    OK. U mnie też, ale Marc był starszy i zdążył zmalować trochę więcej 😉
    A tego konika to bym sobie powiesił na ścianie
    https://de.wikipedia.org/wiki/Franz_Marc#/media/File:Franz_Marc_Blaues_Pferd_1911.jpg

    Niebieski to męskość i duchowość, żółty – kobieca radość, czerwony – przemoc…
    https://www.pgm.de/engine/Shopware/Plugins/Local/Frontend/PgmImageWatermark/Cache/FM51_998x831.jpg

  472. basia.n
    20 listopada o godz. 1:25
    Myślę,że mogłabym o tym napisać o wiele więcej – ale w końcu nie jesteśmy na blogu muzycznym

    To dobrze, bo to już „not my cup of tea”, jak również „I’m out of my depth”. Ale wyobrażam sobie że o takie różnice można się pobić. Kiedyś przy okazji dłuższej rozmowy przedłożę Twoje argumenty koledze i zobaczymy co powie. Jeszcze anegdota, mój kolega skończył Eastman School of Music, która jest, ciągle jeszcze, najlepszą szkołą muzyczną w Stanach. I tam są dwa wydziały: „Music Theory” i „Musicology”, które są ze sobą w stanie wojny totalnej. O co, to laik jak ja nie jest w stanie zrozumieć. Zresztą może on jest teoretykiem muzyki, a nie muzykologiem, bo mi się ciągle myli.

    Można by przypuszczać, że w naukach ścisłych podobne konflikty nie byłyby możliwe, bo prawda jest weryfikowalna. Ale byłoby to błędne mniemanie. Przypomina mi się choćby konflikt między bayesjanistami i frequentystami, który objawiał się ostentacyjnym wychodzeniem z konferencji i seminariów, trzaskaniem drzwiami i nieodzywaniem się aż do śmierci. Albo taki logiczny problemik znany jako „Monty Hall”, w którym ludzie z doktoratami z matematyki i fizyki wyzywali się wzajemnie od idiotów.

    W „Why Buddhism is true”, autor wyjaśniał to jako atawizm, z czasów kiedy utrata prestiżu w grupie groziła śmiercią cywilną. Więc trza walczyć na śmierć i życie żeby wyszło na moje. 🙂

  473. Dla wszystkich bardzo chorych, mniej chorych i tylko zaniepokojonych, czyli Stachowi, wujaszkowi, pombockowi i mag: nie puszczajcie się.
    W żadnym wypadku. I śpijcie dobrze.

  474. No więc czy podejrzewanie innych o najgorsze instynkty i motywy to tylko pisowskie czy też aż polskie? No?

  475. Tobermory
    20 listopada o godz. 0:08

    Też nic nie wiedziałam.

    Dobrze że mnie nie widzicie, właśnie się obudziłam rozczochrana, miś panda (ten makijaż) i w domowem stroju. Bo z wrażenia po spotkaniu padłam na tablet nosem.

  476. Tobermory
    20 listopada o godz. 2:08

    Nooo, koniki Marca bardzo smaczne sa.

    Nefer
    20 listopada o godz. 2:37

    Tobermory
    20 listopada o godz. 0:08

    „Też nic nie wiedziałam.”

    Et tu, Nefer?

    „Dobrze że mnie nie widzicie, właśnie się obudziłam rozczochrana, miś panda (ten makijaż) i w domowem stroju. Bo z wrażenia po spotkaniu padłam na tablet nosem.”

    To ‚rubbing shoulders’ z notablami RP nie wyjdzie Ci na zdrowie, martwie sie.

  477. @Nefer 20 listopada o godz. 2:37
    Wirtual ma swoje zalety 🙂

  478. Orteqa znowu osaczają „hunwejbini”. Nihil novi sub sole…

    Ale ja też padam na nos.
    Dobraaaanoc!

  479. @act
    20 listopada o godz. 2:51

    E tam, raz na ruski rok. Za to gdzieś w 2009 natknęłam się niechcący na stołówce na pewnego niedorobionego prokuratora. Że też mu nie przydzwoniłam tacą ze wszystkim co na niej było, za przeszłe i podwójnie za przyszłe :/

  480. Nefer
    20 listopada o godz. 3:13

    Co tu duzo gadac, Nefer nasz czlowiek w Brukseli.

    Pzdr

  481. @act

    Ja tylko sprzątam. Oczywiście 🙂

  482. Ślady I-szej wojny w muzyce klasycznej, cd. Tu jest jeszcze dokładniej, niestety także, jak w przypadku poprzednio przywołanego blogu, po angielsku:

    http://www.classical-music.com/article/what-was-impact-world-war-one-music

  483. Leszek Czarnecki spędził w prokuraturze 12 godzin.
    Czy to jest zgodne z prawem? Czy nie ma charakteru tortur? Kto jest w stanie wytrzymać coś takiego? Czy przesłuchujący zmieniają się w międzyczasie? Przecież oni też nie są w stanie pracować efektywnie tyle godzin.
    Co na to wszystko prawo?

  484. @Nm, 3:04

    „Orteqa znowu osaczają „hunwejbini”. Nihil novi sub sole”

    Nie ma nic nowego ani pod słońcem ani pod gwiazdka wigilijna. Wszechobecna juz w supermarketach hamerykanskich

    Zgodnie z uaktualniona definicja hunwejbinstwa, osobnicy pn. hunwejbini to fanatyczni dzialacze radykalnego ruchu hejtersko-politycznego, którego członkowie, zwłaszcza podtatusiali fanatycy tego niby-ruchu, bezwzględnie zwalczają swoich przeciwników wszelkimi środkami. Termin zostal zapozyczony z ‚rewolucji’ niby-kulturalnej chinskiego Mao z lat 60-tych. Chodzi o slynne maoistowskie ruchy pozorowane

    Nicku ‚Orteq’ nie otaczaja hunwejbini. Za malo ich zeby otaczali cokolwiek.

    Nick ‚Orteq’ po prostu wadzi jakims nielicznym jednostkom. Bo pewnie zdarzylo mu sie wystapic w obronie innych atakowanych nickow. Takich jak nick @fourofour. Czy Stachu59. Albo @kruk. A moze nawet i wujaszka wani. @Nefer tez bym bronil jakby tego potrzebowala. Ona nie potrzebuje. Z czego sie ciesze, z ulga znaczna.

    A tak w w ogole to wracajmy do zadania NAprawiania jakosci bloga. Czolowego zadania administratora-moderatora

  485. @404

    Zakladam, ze nie poddajesz sie przeciwnosciom aktualnego losu. Bom ja z tobom do konca!

  486. Nie zapominam tez o @accie. Funkcjonujesz jakos o tej godzinie downunderowej bardzo?

    Mnie zdarza sie trzezwiec nad ranem

  487. Kurtuazyjne pozdrowienia dla E-J. Wiem ze nie spi

  488. izabella – 20 listopada o godz. 2:24
    „problemik znany jako „Monty Hall”, w którym ludzie z doktoratami z matematyki i fizyki wyzywali się wzajemnie od idiotów”.
    Tuż po zmianie 1990 roku pracowałem w firmie należącej do byłego szefa działu inwestycji wydziału zdrowia UW w Katowicach. Czasami opowiadał o znanych profesorach i doktorach medycyny, którzy wzajemnie obrzucali się rozmaitymi kalumniami. Nie było takiego wyzwiska jakiego by nie użyli. Myślę, że takie coś istnieje we wszystkich środowiskach. Z czasów studenckich pamiętam opowieści o dwóch osobach – profesorze i jego dwóch adiunktach-półgłówkach.
    Widać jako zwierzęta stadne mamy w sobie zakodowaną walkę o pozycję w stadzie. Właśnie w momencie pisania w radio TOK.fm leci audycja dotycząca mobbingu w pracy. A to tylko jeden z elementów takich wewnątrzgrupowych zachowań.

  489. Weronika
    20 listopada o godz. 8:09
    No nie, państwo prokuratorostwo pokazują swoje „oddanie sprawie” walki z przestępczością. A ponieważ prokuratura to służba, to nie ma tam czasu pracy. Tym bardziej, iż oni liczą, że przesłuchiwany może niespodziewanie „pęknąć”. A Z.Z. potrafi być wdzięczny za osiągnięcie założonego wyniku.
    Moim zdaniem, Polska nie jest państwem prawa, chociaż rządzący po 1989 roku mają usta pełne frazesów o praworządności i uczciwości. Walka z przestępczością i nieuczciwością to bardzo nośne hasła. Podobają się ciemnemu ludowi.

  490. Pod namową @Wujaszka (oby mu tykacz hulał do setki jak szwajcarski zegarek!) obejrzałem dyskusję Niepodległość Wolność Przyszłość w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku i przeczytałem wypowiedzi uczestników. Brak czasu i miejsca na drobiazgowe i szczegółowe jej skomentowanie, a więc odniosę się tylko krótko do niektórych punktów.

    Uważam tezę prof. Snyder’a o trzech rodzajach suwerenności za bardzo interesującą i trafną.

    Nie zgadzam się jednak z nazwaniem przez niego Polski międzywojennej „państwem narodowym”, w odróżnieniu od np. Anglii i Francji, które uważa za imperia. Anglia i Francja były państwami narodowymi – ale i właścielami imperiów kolonialnych. Moim zdaniem II RP była nie państwem narodowym, ale cieniem/widmem I-j RP (upadłego imperium), z jej mieszanką narodowości i wyznań, którą Piłsudski i piłsudczycy próbowali w napadzie chciejstwa wskrzesić, mimo drastycznie zmienionego paradygmatu, a endecy polonizować szykanami administracyjnymi.

    Jestem też zdania, że proklamowanie, że „historia jest jedna” za poważne uproszczenie. Historia nie jest nauką ścisłą, ale wachlarzem zbiorów faktów, informacji uznawanych za fakty, wielorakich i różnorakich „pamięci” (l.mn.) i, bardzo często mocno rozbieżnych, interpretacji. Jest więc raczej płynnym i dosyć „tęczowym” konsensusem na temat tego co jest iloczynem wszystkich ww. zbiorów, a nie jednoznacznym i udowodnionym twierdzeniem, że –272 C to zero absolutne (0 K).

    Prof. Zamoyski ma 100% rację co do rocznicy będącej tylko 100-leciem powrotu na mapę, co potwierdziła Dr. Kozłowska, mówiąc o rozdęciu jej przez „polski romantyzm” do wydarzenia szczególnego.

    Pochwalam realizm prof. Borodzieja i jego zaniepokojenie zagrożeniami ekologicznymi.

    W kwestii zaś przyszłości i zagrożenia pokoju w Europie, uważam że w dyskusji pominięto przysłowiowego słonia (elephant in the room) czyli problem, o którym się nie mówi, a mianowicie fakt, że Europa, zarówno jako UE jak i NATO jest w znacznym stopniu satelitą imperium USA i przedmiotem a nie podmiotem polityki międzynarodowej. Tak więc, może zostać wciągnięta wbrew własnym interesom do imperialnych rozgrywek Stanów Zjednoczonych z Rosją i Chinami o globalną dominację. Polska, jako członek EU i NATO (nie mówiąc już o „ośle trojańskim”), ma zatem w tym samym, lub nawet większym stopniu ograniczoną suwerenność na tym polu, poprzez swój serwilizm wobec Waszyngtonu.

    Na zakończenie stwierdzę, iż moim skromnym zdaniem Polska miała i ma szczególnego pecha najpierw w tym, że ominął ją rozwój własnego społeczeństwa narodowego i obywatelskiego w kluczowym XIX w., a następnie w tym, że po 1989 r. próbuje je budować w epoce postindustrialnej zglobalizowanej erozji tradycyjnych państw narodowych i demokracji przedstawicielskiej, która miała swój okres rozkwitu w epoce przemysłowej. Mimo to odniosła po 1918 fantastyczny sukces tworząc państwo i naród (jaki jest, ale jest).

    Mam nadzieję, że @Wujaszek wkrótce wróci, żeby mnie skrytykować 😉

    PS. Z przyjemnością oglądałem Sturha na balkonie Sukiennic z widokiem na Rynek i kościół św. Wojciecha….. ech, żal ściska za Krakowem młodości…..

  491. @ kruk
    19 listopada o godz. 15:53

    @act 19 listopada, 6:17
    Czy widziałeś niemiecko-austriacki film “Das Attentat: Sarajevo 1914”

    Dzięki za info! Coś o tym filmie kiedyś słyszałem, ale nie oglądałem i zapomniałem. Ściągnę i obejrzę!

  492. @zak1953 8:45

    I co z tymi adiunktami-półgłówkami? Wyrośli na jednego pełnego profesora?

  493. @Ewa-Joanna
    20 listopada o godz. 2:34

    No więc czy podejrzewanie innych o najgorsze instynkty i motywy to tylko pisowskie czy też aż polskie? No?

    Ogólnoludzkie, luba @E-J, ogólnoludzkie 🙁 . Tyle że, jak każdy chwast, kwitnie bujniej w niektórych warunkach i klimatach….

  494. @Weronika 8:09

    12-godzinne przesłuchanie to przecież drobiazg, albo dopiero przymiarka do starych dobrych tradycji. Myślę, że nie do końca jeszcze przyswoili sobie nauki, jakich niewątpliwie udziela im w dziedzinie prowadzenia przesłuchań zasłużony komunistyczny prokurator na P.

    Zajrzyj tu, żeby docenić łaskawość prokuratory z Katowic

    https://wiadomosci.wp.pl/stalinowskie-metody-przesluchan-6038697993278081g/2

  495. paradox57
    20 listopada o godz. 9:12
    Oczywiście. Wyrośli na dwóch pełnych, samodzielnych profesorów. I uczą młodych ludzi jak wyjść na człowieka.

  496. Herstoryk
    20 listopada o godz. 9:04

    Skąd w takim razie prof. Snyder, historyk przecież, wytrzasnął taką tezę, że Polska była wtedy państwem narodowym? Bo nie była.
    Też zgadzam się z tezą, że sto lat temu odbył się powrót na mapę, a nie „niepodległość”. Niepodległość nie jest aktem, ale wynikiem procesu. W skład tego procesu wchodzi wytwarzanie zdolności niepodległościowych, w tym politycznym gospodarczych, społecznych i wojskowych. Jest to byt w procesie stawania się. Proces podobny do ciąży niepodległość to urodzone dziecko, a zanim to nastąpiło, byt ów długo się kształtował.

  497. „jednoznacznym i udowodnionym twierdzeniem, że –272 C to zero absolutne (0 K).”
    Może to jakieś historyczne zero? Już nieaktualne.
    Mnie w szkole uczono, że 0°K = -273,15°C

  498. Weronika
    20 listopada o godz. 8:09

    Sporo, ale gdybym byl na jego miejscu wolalbym jednorazowo 12 godzin, niz dwa razy do Katowic jezdzic. Tak tez mozna na to spojzec. Nie uwazasz?

    Pozdrowka
    ~l.

  499. @ Tanaka
    20 listopada o godz. 9:53

    Herstoryk
    20 listopada o godz. 9:04
    Skąd w takim razie prof. Snyder, historyk przecież, wytrzasnął taką tezę, że Polska była wtedy państwem narodowym? Bo nie była.

    Nie wiem. Tym bardziej, że jest to moim zdaniem sprzeczne z tym co powiedział wcześniej „Większość obywateli międzywojennej Polski nie uważała się za część tego państwa. Z drugiej strony to państwo, zwłaszcza po roku 1935 otwarcie uważało znaczną część obywateli za obywateli drugiej klasy. Co więcej, twierdzenie, że państwa narodowego nie ma/nie było we „Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Portugalii” ma sens jedynie, jeśli się uzna, że imperia kolonialne nie są państwami narodowymi. Co moim zdaniem nie trzyma się kupy. Wszystko zależy od tego co prof. Snyder uważa za „państwo narodowe” i warto by może sprawdzić jego definicję ww.

  500. @Tobermory
    20 listopada o godz. 9:56

    Hej! Ja jestem historykiem, a nie fizykiem, czy jakimś tak od nauk ścisłych. Dla mnie i -272 i 273,15 to jest bardzo zimno 🙂

  501. Tobermory
    20 listopada o godz. 9:56
    Wydaje mi się, iż to już nie jest wielki problem. Dla to są temperatury absolutnego bezruchu, gdzie nic już byśmy nie zrobili. Chyba nawet byśmy się w proch nie rozpadli, bez względu na postępujący upływ czasu.
    Ale spoglądając na spekulacje astronomów i kosmologów, za kilka miliardów lat nasze słońce dokona na nas aktu totalnej kremacji.

  502. @zak1953 10:53

    Ale to, czy coś jeszcze jest w stanie drgnąć, a totalnie nie może się ruszyć może mieć kolosalne znaczenie. No, z tym kolosalnym to kolosalna przesada.

  503. Do 9:59

    Chyba do człowieka? Wyjść.

  504. @Herstoryk
    20 listopada o godz. 10:20

    😉 To tylko małe sprostowanie, ale widzę, że sam też popełniłem błąd, bo 0 K pisze się bez ° 😳

  505. Dobrze, dobrze, śmiejcie się Państwo. Śmiech to zdrowie 😉
    A ja pytam o czysto prawne uregulowania. Czy w polskim prawie dopuszcza się 12. godzinne przesłuchania?
    Czy leci z nami prawnik?

  506. @act
    19 listopada o godz. 22:38
    Albo popelniłem błąd przy linkowaniu, albo zostało to juz usuniete z YT i dlatego jest martwe. Pełne programy sa na YT krótko ( prawa autorskie )

  507. @Weronika 10:51

    Widać jest to dopuszczalne, skoro tak się toczyło. Cały czas był z nim Giertych. Sądzę, że gdyby coś było nie tak, pierwszy by zgłaszał zastrzeżenia. Tymczasem wczoraj wydawał jedynie komunikaty, że wszystko odbywa się sprawnie, spokojnie i nikt nikomu nie narusza praw.

    PS. Poza tym powinnaś wziąć pod uwagę inne względy, z powodu których mogło to trwać tak długo. Jak mawiają starożytni Rosjanie: wolno piszę, bo wolno czytam. Ktoś musiał protokołować. Materia była, jak się wydaje, obszerna. Potem świadek musiał to wszystko przeczytać (uważnie) i podpisać. Na każdej stronie. Musiało trwać. Nie wiemy, ile stron liczył protokół.

  508. @Weronika
    20 listopada o godz. 10:51

    W ogólnie dostępnych przepisach
    https://zamosc.po.gov.pl/zasady-i-przebieg-przesluchania,103.html
    nie ma nic na temat dopuszczalnego czasu trwania przesłuchania.
    Czarnecki zeznawał dobrowolnie i raczej w charakterze świadka, i chyba tych zeznań (jeszcze) na nim nie wymuszano. Jeśli dostał obiad, kawę, miał przerwy na odpoczynek i się nie skarży do mediów, to nie musimy jeszcze się nad nim litować 😉

  509. kruk
    20 listopada o godz. 0:33

    Mój krótki wpis do @404, do którego się odnosisz brzmi tak:

    Tanaka
    19 listopada o godz. 11:10
    404..
    19 listopada o godz. 7:39
    Chwilowo robię sobie (tak myslę) przerwę na tym blogu.
    Zrób sobie długą przerwę. Najzdrowiej: wieczny odpoczynek.
    Po tourne krajowym i zagranicznym, obficie wypełnionym krętactwami, kłamstwami, pomówieniami i donosami całkiem sobie na to zapracowałaś.

    * * *

    Całość, która moją reakcję wiąże z jej powodem, oraz zawiera uzasadnienie, potraktowałaś metodą rzeźnicką, obcinając kontekst, powód i uzasadnienie, zostawiając tylko środek: “Zrób sobie długą przerwę. Najzdrowiej: wieczny odpoczynek”. Wcześniej zaś zaopatrując w komentarz, który ma dodatkowo zakłamać moją wypowiedź: „… jego serdeczne życzenie adresowane do @404”

    Faktycznie – demonstrujesz netykietę i jesteś przyzwyczajona do dawania rzeczy słowa: krętactwa, przekłamania, oszustwa jakie czynisz i zła wola są u Ciebie obfite i ten zbiór rośnie. W ten sposób dorośniesz do tego, by wziąć urlop od bloga.

  510. Herstoryk
    20 listopada o godz. 10:17

    Definicja tego, co jest „państwem narodowym” to inna sprawa, cytujesz bowiem ze Snydera coś, co jest wewnętrznie sprzeczne. Historyk, z Yale, z taką swobodą oświadcza coś z czym się sam następnie sprzecza?

  511. @Tanaka
    20 listopada o godz. 11:35

    Sprzeczność może być problemem językowym. Może być skutkiem uproszczeń, nieuniknionych w pokazowej krótkiej dyskusji medialnej, która nie jest wykładem naukowym. Może być kwestią odmiennego rozumienia terminu „państwo narodowe”. Tak jak napisałem, warto by dla jasności podrążyć tą kwestię. Jeśli czas pozwoli, spróbuję.

  512. Jako ten, który wywołał obecny kryzysowy epizod przez użycie jednego słowa, zamiast wypisania obszernej epistoły, czuję nieodpartą potrzebę ponownego zabrania głosu w rzeczonej sprawie. Z góry uprzedzam co wrażliwszych – żadnej ekspiacji nie będzie.

    Zdarza się u nas czasem pacjent, u którego nie bardzo wiadomo co się dzieje. Taki z podklinicznymi objawami. Raz się pojawiają wyraźniej, raz ustępują. I ciężko zaordynować jakieś sensowne postępowanie terapeutyczne. Co wtedy się robi? Ano, zaostrza te objawy. Raz a dobrze. Więc jeśli akurat mnie przypadła rola stymulatora, to cóż… Nie będę z tego powodu cierpiał.

    A do ewentualnych zastrzeżeń pod moim adresem. Polecam takie pojęcie z mojej dziedziny: etiologia. Warto zawsze, wbrew temu co pisał @wujaszek wania, sięgnąć do początków i prześledzić przebieg. Wystarczy odrobina chęci.

  513. Herstoryk
    20 listopada o godz. 11:49

    Rzecz wydaje mi się znacząca, co najmniej z dwóch powodów:
    * dotyczy tego, czym była RP w początkach współczesnej niepodległości, na ile realnie, a na ile fantastycznie była.
    * niezależnie, czy dyskusja w gronie naukowców czy nienaukowców, naukowiec powinien się wyrażać precyzyjnie i jasno. Duża część słuchaczy (jeśli nie wszyscy) zapewne z tego powodu się na debacie zjawiła: by doprecyzować swoją wiedzę i rozjaśnić w głowach.
    Wśród naukowców nie trzeba pewnych rzeczy wyjaśniać, jest powszechna zgoda na definicje, pojęcia czy fakty, a nawet – choć to już wchodzi w zakres fakultatywności – interpretację faktów. Może mniej to dotyczy hisoryków – bo historia to nauka nieścisła jak sam stwierdzasz – ale publiczności nienaukowej tym bardziej należy pojęcia na których wykład się opiera, dostatecznie jasno i precyzyjnie wyłożyć.

  514. Wbocek
    Pombocku luby, odpuść sobie te zamorskie madamy, bo nie warto się ekscytować ich „drążeniami tematu” i poczuciem niesprawiedliwości, jakiej tu zaznały. Próbowałam nawet grzecznie je uspokoić, ale nie ogarniam całości, bo cały rozdęty konflikt należałoby prześledzić, a mi się zwyczajnie nie chce. Nie znoszę maglu, bo do tego się to sprowadza.
    Przecież na tym blogu jest chyba nawet przewaga „zagraniczników” i raczej nigdy nie dochodziło do dziwacznych sporów, pretensji itp.
    Wbocku, spytam cię jako człowieka blisko natury, jak widzisz pogodę w sensie będzie zima wkrótce, czy raczej ni to ni sio. Wolałabym to drugie.
    Serdeczności.

  515. @Tanaka
    20 listopada o godz. 13:09

    Mam zamiar przestudiować wykłady prof. Snyder’a (są na sieci) i ekstrakty jego publikacji, no i wysłać mu emaila z prośbą o wyjaśnienie możliwej sprzeczności. Jeśli coś znajdę, albo Snyder odpowie, wkleję.

  516. Padło tu wczoraj pytanie, czy @mag czyta blog. Otóż ja te wątpliwości też żywię i to od dłuższego czasu.
    Na pewno czyta swoje komentarze i sprawdza, czy zostały zauważone i docenione, ale reszta…
    Wybacz, mag, ale niektóre twoje komentarze kojarzą się z dzieckiem we mgle 🙁
    Widać, że nie nadążasz za aktualnym rozwojem sytuacji, a na dodatek ogłaszasz wszem i wobec, że wcale ci się nie chce. To jest OK, nikt nie musi, ale po co w takim razie włączasz się w konflikty, których nie ogarniasz? To naprawdę nie pomaga, co najwyżej podsyca przygasające ognisko.
    Pewnie zaraz się na mnie stosownie obrazisz, ale ja to przetrzymam 😎

  517. @Ewa-Joanna 20 listopada, 2:24
    Zaraz podejrzewanie o najgorsze instynkty i motywy! Nie można zwyczajnie zauważyć, że dobór słów w odprawianiu z bloga na “wieczny odpoczynek” jest wysoce niefortunny? Brak reakcji na taki styl jest zastanawiający choć dla mnie niezaskakujący. Precedensów nie trzeba długo szukać.

  518. Tobermory
    A jakże, czytałam komentarze. Również twoje, bardzo ostre pod adresem @404 i w ogóle rozmaite (również na blogu Passenta) różnych autorów zaplątanych w ten konflikt. Przewalanki, przepychanki itd, itp. Zauważ, że nie tylko ja się w nie nie angażuję, lecz różne miłe panie i mili panowie z LA.
    Mamy może trochę inny temperament. Nie rajcują nas lokalne wojenki i nie sądzę, by była to akurat cecha „pijanego dziecka we mgle”.
    To że ktoś pyta , czy czytam blog, nie jest chyba absolutnie kompromitującym mnie oskarżeniem. To tylko czyjeś pytanie (chyba @namargineski), które z lubością przytoczyłeś.
    Trochę wyjaśniłam moje niezaangażowanie w poście do pombocka (nieco wyżej) Z grubsza przecież wiem, o co poszło i jeśli na czymś mi zależało, to na łagodzeniu konfliktu, a nie dzieleniu włosa na czworo. Stąd moje niecierpliwe stwierdzenie o rozdętym konflikcie, który staje się nudny.
    Ale niech ci będzie, jak uważasz. Mnie nie ubędzie.
    Blog z Tobą

  519. @Tanaka 20 listopada, 11:31
    Znowu pogróżki banicji za obrazę majestatu? Jesteś niby gospodarzem bloga ale nie odmawiasz sobie udziału w nawalankach, jak to już zauważono. O ile wiem, nikt Ci nie dał immunitetu przed krytyką uczestników bloga. To bardzo wygodne – walić, samemu będąc nietykalnym, i eliminować przeciwników. Zapewne też, w Twoim rozumieniu, zapobiega psuciu bloga. Autorytetu biskupa niech nikt nie śmie podważać!

  520. Tobermory
    Acha, zapomniałam dodać , że u Passenta skrytykowałam @404 za jej akcję odwetową przeniesioną na tamten blog (skargi, żale, pomówienia itp), no ale nie masz obowiązku czytać pilnie komentarzy na en passancie.
    Poza tym nie bardzo mi się podoba, że wyznaczasz, co komu wolno (np. mi) a co nie i na jakich warunkach.

  521. @kruk
    20 listopada o godz. 15:40

    „Wieczny odpoczynek” kojarzy się niektórym jednoznacznie, ale to nie to samo, co „Wieczne odpoczywanie racz mu /jej dać, Panie”.
    Niefortunny dobór słów? Zdarza się niejednemu.
    A brak reakcji? Przecież zareagowałaś. Czy wszyscy muszą chórem i w czambuł?
    Zareagowałaś w porę na łgarstwa i oszczerstwa, które stały się zarzewiem ostatniego konfliktu?
    Może wystarczy skoncentrować się na temacie i wyrażać własne zdanie (jeśli się je ma), zamiast oceniać i recenzować reakcje lub ich brak u innych?
    I nie wypowiadać się w imieniu kolektywu (Nie waham się powiedzieć w imieniu wszystkich…)
    Może nie lubisz być pierwsza lub osamotniona w sądach, ale tym bardziej nie powinnaś mieć pretensji do innych. Odwagi!

  522. „nie ogarniam całości, bo cały rozdęty konflikt należałoby prześledzić, a mi się zwyczajnie nie chce.”

    Kto to napisał?

    A ja niczego nikomu nie wyznaczam. Zapytałem tylko, po co się mieszasz w sprawy, których nie ogarniasz? Było to pytanie retoryczne. Dalszych nie będzie.

  523. Tanaka
    Jako fanka tego blogu od lat, stwierdzam ze smutkiem, że czuję się tutaj coraz mniej komfortowo i odnoszę wrażenie, że coraz częściej wśród przyjaciół „psy zająca zjadają”.
    Coraz częściej przywoływane są do porządku osoby, które ośmielają się mieć trochę inne spojrzenie niż gremium „trzymające władzę” na blogu. Tak się, niestety, porobiło.
    Kiedyś nawet osoby niezbyt mile widziane były traktowane z większą dozą wyrozumiałości, a nie odsądzane od czci i wiary i wysyłane np. na wieczny odpoczynek. Przyznasz, mam nadzieję, że to było troche niezręczne stwierdzenie.
    Tanaczku, sorry, ale mi się to zdecydowanie nie podoba. Zawsze sądziłam, że jesteś otwartym, światłym umysłem, człowiekiem raczej lubiącym świat i ludzi, a teraz jawisz się jako, nie przymierzając, Katon.

  524. @mag 20 listopada, 16:03
    Oskarżają Cię tu o “podsycanie przygasającego ogniska” i zachowanie jak “dziecka we mgle”, bo nie włączyłaś się w konflikt i apelujesz o spokój i umiar w języku. To niewybaczalna krytyka tych, co się lubią włączać. Właściwie powinnaś być zadowolona, że traktują Cię jak dziecko, to przecież przejaw życzliwej wyrozumiałości. Inni mocniej za takie występki obrywają.

  525. Tobermory
    Kurde, a kto mi zabroni się mieszać, jeśli mam coś w tej sprawie do powiedzenia? Czy przypadkiem nie uzurpujesz sobie jednak jakichś nadzwyczajnych uprawnień?

  526. @mag
    20 listopada o godz. 16:44

    Nikt ci nie zabroni.
    Niczego sobie nie uzurpuję.
    Na mgłę w listopadzie nie ma rady 🙁

  527. Może by jakieś moratorium albo 24-godzinna przerwa dla wszystkich. Bo się zapętliliśmy jak mózg pozbawiony entropii.

  528. @mag 20 listopada o godz. 16:03

    Ja zapytałam nieco obcesowo – bo na blog wpadam zwykle jak po ogień. Też mam wrażenie (jak Tobermory), że ostatnio nie nadążasz z czytaniem blogu, również dlatego, że czasem wrzucasz linki, które kilka godzin wcześniej wrzucił ktoś inny. Nie jest to zresztą krytyka, po prostu stwierdzenie faktu. Na blogu chyba każdy szuka czego innego, jeden dokładności, inny serca, jeszcze inny samopotwierdzenia… ty chyba zawsze jesteś rzeczniczką serdeczności i wnosisz element artystycznego roztrzepania, który w realu bywa uroczy (Kora!), ale na blogu może zbijać z pantałyku 🙂

  529. @izabella 20 listopada o godz. 16:52

    Cisza w eterze to podobno rzecz okropna 🙂
    Ale w zasadzie czemu nie? Ja nie wykluczam.

    Moim zdaniem niektórzy mają problemy z przyswojeniem sobie faktu, że Tanaka jest obecnie GOSPODARZEM tego blogu, dokładnie takim jak red. Szostkiewicz na innym blogu „Polityki”.

    Kruk broniła jak lew (lwica?) redaktora Szostkiewicza przed rzekomymi zakusami niepobożnego Tobermory, który miał czelność podważać coś tam Redaktorowi. Jednak tutaj ta sama kruk bez przerwy mąci, kluczy i zgłasza protesty, wrzaskliwie kontestując decyzje Tanaki.

    Podobnie zresztą postępuje 404 przy akompaniamencie Orteqa. Orteq ostatnio nostalgicznie wzdychał do redaktora Kowalczyka – który to redaktor Kowalczyk również go wcześniej zbanował, bo nie dawało się z Ortequiem wytrzymać.

    Kochani, warunkiem istnienia blogu jest osoba i funkcja Gospodarza. Tanaka podjął się tej trudnej roli. Niektórzy (ja w tej liczbie) są mu po prostu za to wdzięczni. Inni… no właśnie.

  530. @Tobermory 20 listopada, 16:30
    Czy musiałam się zagłebiać w spór, który mnie nie interesował, i koniecznie wyrabiać sobie opinię w temacie? Z pierwotnego sporu wyrósł – jak powinieneś był dostrzec – spór wtórny o dopuszczalność słowa “kanalia” w odniesieniu do przeciwnika. Spór wtórny nabrał wielkiej dynamiki i zaangażował wiele osób. A spory wokół języka już mnie interesują. Dlatego pozwoliłam sobie zauważyć uderzający, jak dla mnie, brak reakcji na język brutalny, kiedy używają go “swoi”.
    Mogę Cię zapewnić, że już nigdy nie wypowiem się w imieniu innych, choćby przypisując im pozytywne uczucia. Widzę przecież, że to nie było odezwaniem niefortunnym, to był rażący faux pas.

  531. Gratulacje dla stanu Massachusetts I burmistrza miasta Northampton ktory jest pierwszym klientem pierwszego sklepu na Wschodnim Wybrzezu gdzie jest sprzedawana recreational marijuana.

  532. kruk
    20 listopada o godz. 16:10

    Co należy, zostało Ci wyjaśnione.
    Rola krytyczki Cię przerasta. Twoja rola to krętaczyć i kłamać. Oszustwem jest poobcinać moją krótką wypowiedź, pozbawić ją kontekstu, oraz wyjaśnienia sensu, zaopatrzyć w dodatkowo fałszujące wprowadzenie i przedstawić takie zabiegi jako „krytykę”. Fałszującą nieuczciwością jest udawać nieistnienie zatrutego źródła, którym jest wpis @404, jej kolejne wpisy, znamienne uniki oraz pełen krętactw donos.
    Psujesz blog. Masz w tym duży dorobek i go właśnie solidnie powiększyłaś.
    Jesteś o tym poinformowana, sama jesteś bystra więc kapujesz: kłamcom, krętaczom i oszustom zamyka się w pewnym momencie drzwi. Metodami jakimi się posługujesz, osiągniesz wreszcie wymarzony skutek.

  533. Orca
    20 listopada o godz. 17:08

    Gratulacje dla stanu Massachusetts I burmistrza miasta Northampton ktory jest pierwszym klientem pierwszego sklepu na Wschodnim Wybrzezu gdzie jest sprzedawana recreational marijuana.

    Jak on to zrobił – zaklepał sobie miejsce w kolejce, czy jakiś słup mu odstąpił?

  534. @Na marginesie
    20 listopada o godz. 17:06

    Szostkiewicz właśnie utrącił mój komentarz, skierowany do Very, której Sz. zarzucił ZMP-owską żarliwość

    @Vera
    19 listopada o godz. 18:13

    Sarkazm twojego komentarza najwyraźniej nie dotarł do adresata. Nie dosyć, że nie zrozumiał, to jeszcze każe ci się wstydzić.
    Współczuję, ale nie wypada tak godzić „ZMP-owskim” błotem w kryształowego opozycjonistę „od zawsze”…
    Wprawdzie to on zaczął, ale tym bardziej wiadomo, że miało być dotkliwie 😎

  535. Na marginesie
    20 listopada o godz. 17:06

    Kochani, warunkiem istnienia blogu jest osoba i funkcja Gospodarza. Tanaka podjął się tej trudnej roli. Niektórzy (ja w tej liczbie) są mu po prostu za to wdzięczni. Inni… no właśnie.

    No i wiesz, że za takie cóś to – jedna z drugą – madama ma Cię za straszną lizuskę?

  536. Tanaka,

    Nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie. Mozesz sam zapytac na stronie burmistrza.

  537. Tobermory
    20 listopada o godz. 17:16

    Zajrzałem. Vera pisze nieco niespójnie, nie ma jednak nic z żarliwości ZMP-owca.
    Swoją drogą, jak on to robi, ten gospodarz, że mu się Vera z ZMP kojarzy? Przecież mogłaby mu się z żarliwością biskupa skojarzyć, albo, tak z ostrożności – z żarliwością takiego zera jak Ziobro.

  538. @kruk 17:07

    To może tak. Jeśli wyrośnie Ci na ramieniu czyrak, trzeba go naciąć i ewakuować treść. To jest robota dla chirurga. Potem już od Ciebie zależy, co dalej z tym zrobisz. Możesz zostawić w spokoju nałożony opatrunek i spokojnie czekać aż zmiana zejdzie pozostawiając niewielką, nierzucającą się w oczy bliznę. Albo możesz w nim grzebać, rozdrapywać, mając pretensje do chirurga, że schrzanił ci wygląd nieskazitelnego do tej pory ramienia. Twój wybór.

    W dalszym ciągu polecam etiologię, bez nadziei, że cokolwiek to da. A gdybyś zechciała sięgnąć znacznie głębiej, do początków pobytu 404 w tym miejscu, z łatwością mogłabyś dostrzec, że źródłem konfliktów była ona. Przez jej kłamstwa, matactwa i przekręcanie faktów. I starczy.

  539. @@ Panowie Herstoryk, Tanaka.

    Byc moze nieumiejetnosc moja chwytania tak glebokich niuansow jak Wy. Byc moze moj brak fascynacji, jak Wy, tak glebokimi (pogladami) historykow co wykladaja… Gdzie wykladaja bo zapomnialem? I ksiazki pisza. Kto nie pisze?

    Nie zauwazylem sprzecznosci. Ale od tylu.

    Publicznosc zgromadzona, domaga zawsze komplementowania. Nie sadze aby publicznosc zgromadzona w Centrum Solidarnosci przypadkowa byla. Na pewno nie lapanka uliczna. Prawdopodobnie miejscowi i mniej miejscowi notable i tzw „smietana kulturotworcza” ev „kulturotworcze maslo”. Taka publicznosc wymaga przedewszystkim gustom schlebiania. Publicznosci. Drugi sort to w kazdym wypadku nie byl. To bylo pierwsze z czego wynika drugie.

    Na co ja uwage zwrocilem. Sluchajac. Snyder, Zamoyski. Trudno obu prominentnym, mowiac do rownie prominentnych, smietany kulturotworczej, skrytykowac realizacje projektu Niepodleglosc. Powiedziec „byliscie glupi”. Nie uchodzi, w tv programie na zywaca. I jeszcze ta data na zywca.

    Byc moze imperia brytyjskie i hiszpanskie narodowe nie byly. Nie mniej sa Igrzyska Wspolnoty i np graja w krykieta (ja nie gram), biorac medale. Jest rowniez pare pisarzy co czytalem, angielskojezycznych, w zadnym wypadku nie indyjskojezycznych czy suahilijezycznych. Co jest narod mozna zastanawiac, jednak przynaleznosc do jezykowego obszaru jest chyba jeden wyznacznik. No i krolowa jedna na znaczkach, co gubernatora wysyla jak sama nie ma czasu, czy „Britania” na stoczni.

    Z hiszpanskim narodowym imperium podobnie. Taki Vargas Llosa nie jest peruanskojezyczny markis? Czy Garcia Marquez kolombiansko- czy meksykanskojezyczny? Chyba oba dostali Cervantes nagrode, jak pamietam. Moze pomylilem. Ten Cervantes, to jednak byl imperialista, choc pomylone rzeczy pisywal.

    O francuskim narodowym nie wspomne wracajac do polskiego imperium. Ktore to do dzis probuja rozne „wielkosci” wskrzeszac. Ktore to wielkosci ja nazywam popluczyny po Gedroyciu. Nieszczesciem byla nie Paryska Kultura, dla wyjasnienia. Tylko brak, jak zwykle brak. Kultury londynskiej czy Kultury nowojorskiej. Rownolegle. Wskrzeszanie miedzywojenne, rownie „mocarstwowe”. Z bylejakim skutkim, co jest przyczyna ciaglych stuletnich problemow. Co napomkneli, wg mnie, panowie Snyder i Zamoyski. Chwala im za to. Nie na tyle jednak rozwijajac, zeby byc wygwizdani przez prominentna „kulturotworcza smietane”. Dzis nie ma kogo eliminowac z „narodu”, nie ma do kogo podczepic (no moze Trump). To jest potrzeba mocarstwowosc budowac „drugi sort” eliminujac

    Z calym szacunkiem do Panow. Tez bylbym ciekawy co Snyder odpowie na prywatny list. Jak odpowie.

    W temacie drugim co blog zajmuje jezykowo. Zdania jestem zdecydowanego. Infantylnych (niedorozwinietych) nalezy wykluczac. Jest to zadnie ktore ma Tanaka. Nie niewdzieczne, znaczy wdzieczne jest.

    Taka krotka wstawka, miedzy zajetyk, pzdr Seleukos

  540. zetus wrzucił to na EP, John Oliver o autorytaryzmach, nawet Polska została zauważona w osobie JK:
    https://www.youtube.com/watch?v=ximgPmJ9A5s
    A około 9:25, Lukasz Piebak, taki nam się trafił wiceminister sprawiedliwości, nic tylko się zachwycić:
    „wej ken enter we bilding, wej ken bi wer es gests, bat wej kenot werk wer es dżadżys bikos wej ar ritajerd”

    Ani fryzjerczyk ani budyń, łysa pała?

  541. Orca
    20 listopada o godz. 17:23

    Mayorowi Davidowi Narkewiczowi chwali się to, że nabył drogą kupna rekreacyjną marihuankę. Rozpręża to nieco naprężenie w sprawie nrkotyków w Stanach.
    Wziąłem i zajrzałem za podaną stronę pana Mayora. Pan Mayor człowiek przystojny, ale co innego zwróciło moją uwagę. Mianowicie takie coś, co uchodzi za triadę polityka i menedżera, swoistą świętą trójcę: misja-wizja-cele działania.
    Jest ‚mission’, która niestety nie rzedstawia żadnej misji przystojnego Mayora Davida Narkewicza, a stanowi opis jego funkcji i czynności. Nie od tego jest misja. Zaś opis tego co powyżej powinien się był znaleźć w punkcie ‚responsibilities’ , a nie ma, choć tam z kolei są pewne – mikre – slady tego, co powinno było być w misji.
    Nie ma „celów”, ale jest ‚community involvement’, które zawiera coś podobnego do tego, co zawiera ‚mission’, choć ‚mission’ ie zawiera tego co miałaby zawierać.
    Życzę panu Mayorowi pomyślnych skutków zażywania rekreacyjnej ‚marijuana’, na terenie całej ‚community’ oraz zauważam, że ta trochę nieprzytomna misja-wizja-cele są chyba jakimiś wczesnymi skutkami zażywania.

  542. izabella
    20 listopada o godz. 17:42

    Zajrzałem: dobre! takimi urządzeniami jak końcówka wiceministra, rozbijano kiedyś mury. I ta konfrontacja: krótka wklejka Kaczyńskiego ze śmiesznie autorytarną zaczeską na czółku vs dłuższy obrazek z I Prezes Gersdorf.
    Twoja transkrypcja oświadczenia tego ro rozbijania murów pomogła mi sie zorientować co on gada gdy tak gada. Rumiany gość.

  543. seleuk|os|
    20 listopada o godz. 17:37

    Herstoryk odrobił lekcję – obejrzał debatę w ECS. Ja nie, zdałem się na relację Herstoryka. Między zajętykowatościami może mi sie uda obejrzeć.
    Być może wyszedłem z błędnego, czyli własnego przeświadczenia, że publika może być zainteresowana pogłębieniem wiedzy, zamiast pogłębieniem zadowolenia. To drugie może zachodzić, a jak publika specjalnie dobrana, taka więcej niepodległościowa, to może zachodzić znacznie bardziej. Tak bardzo, że bardzo i niewiele więcej.
    Wtedy, faktycznie, ani Snyder, ani żaden inny rzeczowy gadacz, nie ma co rzeczowo gadać, tylko ma zadowalać. Pieścić i na uszko narodowe szeptać. Wtedy spełnia to, za co mu zapłacono, chociaż w umowie o tym mogło nic nie być. Wykładowca jest inteligent i sam rozumie, co i jak ma gadać.
    Z Giedroyciem sprawa ciekawa. Sweogo czasu dosyć uważnie wsłuchiwałem się w to, co mówił o Polsce i jej strategicznych koniecznościach. Coś się jednak pokićkało z tą Ukrainą, albo Ukraina nie czytała Giedroycia, a i u nas nie czytali, albo co. Bo wyszło na to, że nie tylko nie będzie jak wyfantazjował sobie Piłsudski: Ukraina buforem, ale trzeba chyba jakiegoś nowego bufora między Polską a Ukrainą i odwrotnie.
    Tak to bywa z buforami, jak ktoś sobie weźmie, że jakiś kraj i jego ludzie mają robić za bufor i bufora nie pyta, co on o tym sądzi.
    Chyba masz rację z tą Kulturą londyńską, nowojorską, szwajcarską, belgijską, meksykańsko-peruwiańską, japońską, maoryską i trynidadzko-tobagońską: byłaby się Polsce przydała, oprócz Kultury paryskiej.

  544. Na marginesie
    20 listopada o godz. 17:06

    Pozwolisz,że Cię zacytuję i podpiszę się oburącz – trafnych spostrzeżeń nigdy nie za wiele.

    Kochani, warunkiem istnienia blogu jest osoba i funkcja Gospodarza. Tanaka podjął się tej trudnej roli. Niektórzy (ja w tej liczbie) są mu po prostu za to wdzięczni. Inni… no właśnie.

  545. Tobermory
    20 listopada, g.16:52
    Oszczędź sobie wątpliwych dowcipów. Jako zodiakalny skorpion mam naturalną odporność na listopadowe mgły.
    Tobie życzę dobrej pogody w kantonie (nie wiem jakim) w Szwajcarii.

  546. Komuno, wróć !!!

    Po transformacji komunikacja autobusowa Koszalin – Miastko prawie znikła. Do mamy przebywającej w zakładzie opiekuńczym w Miastku jeździłem jedynym w ciągu dnia autobusem tam i wracałem jedynym z powrotem. Busów na tej fantastycznej krajobrazowo trasie (góry, lasy) nie ma. Uczący się w Koszalinie z tamtych stron mają wielkie kłopoty, zaś armii przemieszczających się pracujących nie ma.. Przed dwiema godzinami wróciłem ze szpitala w Miastku, bo kolejny raz wylądował tam brat, ale że wylądował pilnie i jest częściowo ubezwłasnowolniony, musiałem jako jego kurator trochę świstków podpisać. Nie mogłem jechać do Miastka autobusem, jakim jeszcze dwa lata temu jeździłem do mamy, bo już go nie ma. Do Miastka z Koszalina jest szosą 62 km. Mogłem jechać pociągiem z przesiadką w Słupsku 130 km i 130 z powrotem. Kolano do łażenia po dworcach, szpitalach, schodach się jeszcze nie nadaje. Pojechałem z Koszalina 62 km taksówką za 300 zł, żeby złożyć podpis. Sympatycznie było i wygodnie. Moja wizyta, z szukaniem oddziału, trwała 20 minut. A mogła trwać dwie – bez potrzeby jechania! – gdyby pieprzony PiS nie wyrzucił pani Streżyńskiej z ministerstwa cyfryzacji. W wieku komputerów wszystko z Koszalina można załatwić w Australii jednym palcem. Pardą – MOŻNA BYŁOBY. Gdyby nie to, że jesteśmy dziczyzna.

    I ta kołtuńska dziczyzna wszczyna debilny spór o użyty przez Tanakę wyrazy „wieczny odpoczynek”. Powiedziałem jeszcze przed Tanaką, co o tym sądzę. A sądzę to, co o niereformowalnym kołtuństwie sądzę zawsze. Żadna cholera nie pofatygowała się, żeby przyjąć sformułowanie w kontekście – tak jak to robi doświadczony czytelnik, a jeszcze bardziej musi robić krytyk – lecz rzuciły się piranie na wyizolowane z treści głupstwo, pokazując tym samym i brak znajomości czytelniczych zasad, i skrajną tendencyjność, i złą wolę, i kompleksy wobec najaktywniejszego na blogu, najciekawszego, najofiarniejszego, który się zdecydował ciągnąć blog Tanaki, któremu umysłowo do pięt nie dorastają. Nie miały, cholery jedne, śmiałości pomówić Tanaki wprost o podsunięcie innej kołtuńskiej babie pomysłu, żeby zrobiła sobie śmierć, bo może same czuły, że byłby to rażący dysproporcją w banalnym kontekście zgrzyt, a nawet grzmot, więc dobierały się do sformułowania ostrożnie, opłotkami, aluzjami – jak pies do jeża. Poszły za tym, co najprymitywniejsze i bijące w oczy jako tradycyjna zbitka wyrazów kojarzących się jednoznacznie: „Wieczne odpoczywanie” to inna nazwa śmierci. A „wieczny odpoczynek” i „wieczne odpoczywanie” to jeden pies. Nie miały harpie śmiałości powiedzieć Tanace wprost, że proponuje babie śmierć, bo same by trafiły na języki. Zresztą i tak trafiły jako misie o małym rozumku.

    „Chwilowo robię sobie (tak myslę) przerwę na tym blogu”.

    „Zrób sobie długą przerwę. Najzdrowiej: wieczny odpoczynek”.

    Po co chwilowa przerwa, jak może być stała, wieczna, wieczny odpoczynek od znienawidzonego blogu, od którego pleciuga nie umie się odczepić.

    Kto nie widzi w sformułowaniu Tanaki i w oczywistym kontekście tego samego, co jest w banalnych np. „Po co tu włazisz, jak ci tu źle”. „Nikt cię tu siłą nie trzyma” jest złośliwym, odwetowym jak Kaczyński umysłowym kurduplem. Tako rzecze pombocek.

  547. @basia.n
    Oczywiście, że @Tanaka jest naszym włodarzem blogowym, co na pewno jest niełatwą funkcją, ale to nie oznacza, że mamy przed nim klękać i mu czapkować.
    Jak każdy człowiek, może się mylić, błądzić, gdy chodzi o różne opinie i nie widzę powodu, by tego nie zauważać ( o ile ktoś, oprócz mnie, zauważa).
    @Tanakę traktuję wręcz jak brata wspólnej doli, bo znamy się długo i niejedną wiedliśmy rozmowę w necie (niekoniecznie na blogu).
    I na pewno życzę mu jak najlepiej w spełnianiu niewdzięcznej funkcji szefa LA.

  548. izabella
    20 listopada o godz. 2:24

    W nocy nie zdążylam już przeczytać Twego ostatniego wpisu.
    Wrocilam więc do niego teraz. Dobra anegdota,ale wiesz – zdziwily mnie Twoje słowa o tym,ze zarowno teoria muzyki ,jak muzykologia są na jednej uczelni. Bo kiedy w Polsce studiowałam w konserwatorium, u nas ( i w całym kraju) był jedynie wydział teorii muzyki ( zresztą bardzo rozbudowany)
    Natomiast muzykologia była na pewnych uniwersytetach.
    Przy systemie nauczania muzyki w Polsce – z całą pewnością większą wiedzę muzyczną otrzymywali studenci teorii muzyki.
    Ale teraz zajrzalam właśnie po informacje o Eastman School of Music i zobaczyłam,że jest tam i teoria muzyki i muzykologia. Na razie jest mi trudno dojść do tego,jakie wstępne wymagania są tam stawiane kandydatom. Ale to bardzo mnie interesuje,wiec będę szukała do skutku.
    W Holandii wygląda to podobnie :
    Musicology- Muziekwetenschap jest na uniwersytecie w Amsterdamie. Ale oczywiście w różnych krajach wygląda to różnie. 🙂
    Będę miała prośbę . Kiedy spotkasz swego znajomego muzykologa,zapytaj,proszę jakie wykształcenie muzyczne trzeba posiadać,aby zdawać np. do Eastman School of Music

  549. mag
    20 listopada o godz. 19:08

    Bardzo nie chciałam reagować na Twój wcześniejszy wpis,ale ponieważ napisałaś do mnie,więc odpowiem
    po prostu.
    Nikt tu nikomu nie czapkuje. Przyznanie komuś racji nie jest czapkowaniem. Natomiast to co napisałaś i sposób w jaki napisałaś jest pouczaniem. Jeśli tak bardzo tego chcialaś,to moglaś to zrobić na priv. Bez zupełnie zbędnej publiczności. Tymbardziej,że inni widzą to inaczej. Traktowanie jak brata nie upoważnia do publicznego pouczania. Myślę że najlepsze intencje to bardzo niewiele,skoro efekt jest odwrotny .

    A teraz w trakcie pisania do Ciebie ,przeczytalam ostatni wpis @wbocka i też się pod nim podpisuję.
    On zrozumiał słowa @Tanaki tak,jak większość z nas.

    Myslę @mag,że nie ma sensu rozciągać tego tematu jak gumę.

  550. @Tobermory
    20 listopada o godz. 1:40

    Dziękuję za informacje o akwareli i wystawie. Wspomniałeś o Erneście Macke. Widziałam wiele jego obrazów w różnych muzeach. W Kolonii,w Monachium,ale również tu w Holandii i w Wiedniu.Bardzo lubię te z czystymi kolorami.
    Ale rozumiem,skąd brała się zmiana.
    Dobrze,że przypomniałeś zarówno jego ostatni obraz,jak te inne. Ty wybrałbś sobie błękitnego konika.
    A ja gdybym mogła coś wybierać – najchętniej powiesiłabym u siebie na ścianie jeden z obrazów ulubionego Chagalla (nie umiem znaleźć linku ) A przy okazji chciałabym coś przypomnieć – mial przyjść deszcz, teraz już prószy śnieg… Więc może ukażą się jakieś nowości ??

  551. @mag
    20 listopada o godz. 18:51

    A gdzież ty tam, na Bloga, dostrzegłaś dowcip? 😯

  552. @basia.n
    20 listopada o godz. 19:47

    Miał przyjść deszcz – nie przyszedł.
    Zaczął prószyć śnieg – przestał 🙄
    Dziś był znowu piękny słoneczny dzień, zimny, ale do jazdy rowerem w rękawiczkach w sam raz. Zebrałem ostatnie pomidory, w ogrodzie jeszcze dużo roboty, ale weekend ma być deszczowy, przynajmniej trochę. Tymczasem zza gór wytoczył się księżyc, będzie zimna noc, do -4.

    Chagalla też lubię, a z obrazów Augusta Macke i Franza Marca wybrałbym też te wszystkie barwne i poetyckie.

    Ten bym sobie powiesił na ścianie naprzeciw stołu, przy którym jadam z rodziną i przyjaciółmi 🙂

  553. basia.n
    20 listopada o godz. 19:25

    Basia, myślę, że sprawa w ogóle, oraz związana z uwagą @mag jest prosta: nie spodziewam się żadnego czapkowania i mam alergię na lizusów. Spodziewam się za to krytyki, która mi dobrze robi na głowę oraz chyba nawet metabolizm. Nie spodziewam się natomiast krętactw, oszustw, kłamstw które ktoś tam ktoś tam nazwie „krytyką”. Nawet ci sami oszczercy, dawacze fałszywych świadectw i kołtuni tego nie lubia i takie typy mają skłonność wyprosić. Niech kłamią i kręcą gdzie indziej.

    Kontekst tego co napisałem był oczywisty: @404 narozrabiała, akcja była długa, Paradox wiele razy się do tego odnosił, ja też, wreszcie rzeczona wykonala wzorowej niskości donos na EP posługując się krętactwami i kłamstwami, po drodze coś bredząc o moderacji, az wreszcie wróciła dziewicą na blog, by złozyć oświadczenie o swojej łaskawości z fumów wziętej: (tak myślę), że – chwilowo [ach!] robię sobie przerwę na tym blogu.
    Moja odpowiedź była prosta jak pasanie gąsek: jak już sobie robisz przerwę, zrób dłuższą, najlepiej na zawsze.
    @kruk – madama o podobnej strukturze wewnętrznej i dorobku w niecnotach jak @404, jak powykręcała, jak pochlastała, jak w złej woli zafałszowała moją króciutką odpowiedź do @404 – widziałaś.

    @404 z pewnością spełni swoją zapowiedź z taką swobodą madamy rzuconą i zrobi sobie dostateczny odpoczynek od bloga, co już sporo raz robiła, gdy narozrabiała. Przeczekiwała, by za jakiś czas znowu wleźć półdziewicą, badź dziewicą konsystorską – jak zgryźliwe o takich pisał Boy.
    @404 ma zapowiedziane: zrobi sobie dłuzszy odpoczynek od bloga, cerę i zawartość głowy naprostuje i wtedy prosta sobie na blog gracko wróci, albo ja jej zrobię urlop. Pracownik przemęczony musi być na urlop wysłany, dla obustronnch korzyści.
    Te same zasady dotyczą @kruk: będzie blogowi urody dodawać – będzie dobrze. Będzie robić odwrotnie – będzie odwrotnie.
    Będzie więcej miejsca, ubędzie konieczność przewijania, albo reagowania i będzie to, co sobie cenię nierównie bardziej – a identycznie ma duża większość blogowiczow – ciekawie mówić o ciekawym, nowym i nieznanym, zagłębiać się w sprawy i je badać, dawać dobrą strawę rozumowi oraz mieć frajdę ze wzajemnego towarzystwa. Miłość i seks nie są tu obowiązkowe, obowiązkowy jest minimalny poziom pozbawiony cyklicznych, idących w zaparte oszczerstw, krętactw i całej reszty, czyli złej woli.

    Obie tak długo cierpią, że nie są ciągle zbanowane, w międzyczasie cyklicznie demonstrujac własną lichość. Maja swobodę, czyli wolności człowieka i obywatela: bardziej sobie cenić będą kombatanctwo: zostałyśmy wyproszone (nie, powiedzą: zbanowane!), czy też możliwość uczestniczenia w działaniu blogu, zostawiwszy swoje fumy, niskości, lichotę, kłamstwa, krętactwa i pomówienia w piwnicy. Po godzinach niech robią co uważają. Może to jest sexy, na mnie to nie działa.

  554. Najpierw parę słów o mnie. Dobiegam 80 . 39 to mój rocznik, a Stachu to fragment nazwiska. Jestem psychiatrą (Na Marginesie – psychiatra hi hi, będzie nas pouczał – taki komentarz chyba padł, gdy ujawniłem swój zawód wcześniej, nie cytuję dosłownie, bo nie chce mi się szukać.)
    Niedawno zdiagnozowano u mnie złośliwy guz mózgu – tu wyrażam wdzięczność dla @404, która zwróciła uwagę na jeden z moich wpisów, sugerując, że cos tam złego się dzieje ze mną, co skłoniło mnie do dalszej diagnostyki. Teraz po leczeniu paliatywnym funkcjonuję lepiej, ale to dość krótki okres, z czego zdaję sobie sprawę. Być może za pare dni, tygodni nie będę w stanie sformułować tekstu.
    Od ok 6 tygodni nie pracuję, co jest sytuacją całkiem nową w moim życiu. Nie mam prawie kontaktów z ludźmi poza członkami rodziny, którzy albo pracują do późna, albo się uczą. Czasem ktoś przyjedzie, przypuszczam, żeby się pożegnać. Prace w ogrodzie właściwe już zakończyłem. Stąd zaangażowanie w blog. Dotychczas po pracy, albo czytałem, albo oglądałem telewizję, zwykle jakiś serial. Teraz tez oglądam angażując się ,także emocjonalnie w House of Cards w Polsce.
    Dawniej w pracy – byliśmy młodsi- przynosiliśmy gazetki, wymienialiśmy się książkami, które przechowywała dla nas zaprzyjaźniona księgarka, spotykaliśmy się poza pracą.
    Jako późny rocznik rocznik przez wiele lat używałem komputera głównie jako maszyny do pisania, albo skrzynki pocztowej. Z internetem, blogami zetknąłem się znacznie później. Początkowo mnie mierził – hejtem, płytkością. Dopiero na LA spotkałem wyważone opinie , ludzi wykształconych, ciekawych. No i możliwość riposty, wypowiedzenia się do siebie zaraz, nie kiedy temat zaschnie.
    Zauważyłem jednak, że panuje tu nietolerancja dla innych poglądów nie dość „czystych” ateistycznie. Ale gdy wszyscy myślą taka samo nie jest ciekawie. Osoby mające inne poglądy są wytykane , pouczane, nazywane trollami. Zdziwienie, e ktoś ma takie a i nie poglądy religijne. (Na marginesie – to się nazywa brak empatii)
    Żyjemy w kraju z dominującą kulturą chrześcijańską, chociaż wypaczoną przez kler, powiedziałbym w sposób heretycki. Od dziecka uczymy się, że jest Bozia, jest aniołek stróż, trzeba się pomodlić przed pójściem spać potem inicjacja bardzo przeżywana w postaci pierwszej komunii Część młodych ludzi angażuje się religijnie przezywa ja mistycznie (jest taka potrzeba u niektórych) Drudzy zostają ateistami albo „agnostykami” Inni mają do religii stosunek obojętny –Może jest jakiś Bóg, 10 przykazań wskazuje nam drogę moralności trzeba pójść w niedzielę do kościoła ,ale mnie bardziej interesuje czy dziecko jest zdrowe, czy mam pracę, czy stać mnie na nowy samochód, w piekło, czy życie pozagrobowe na ogół nie wierzą i ten dysonans poznawczy im na ogół nie przeszkadza. Żyją w takim świecie półwiary i jest im z tym dobrze. Moja córka niedawno powiedziała mi,że jest niewierzącą chrześcijanką.(to ta , która wypisywałem z lekcji religii.
    Jak pisałem, mieszkam na wsi, jest to dość gęsto zabudowany konglomerat wsi. Sąsiedzi obok są dosyć religijni, słuchają radia Maryja, nie utrzymujemy bliższych relacji, ale się pozdrawiamy, czasem zagadamy o pogodzie. Nie przeszkadza im to, że nie widują mnie w kościele, że nie przyjmuje księdza na Kolendzie. Kiedyś zresztą przyjąłem, byłem akurta sam w domu i oświadczyłem, ze jestem ateistą. Ten zgłupiał chwilowo – nie wiedział, czy sie modlić czy pokropić dom. Co sąsiedzi mówią o mnie u siebie w domu – nie wiem. Ja ich tez nie zaczepiam, że słuchają ojca Rydzyka.
    Tu parę słów o to tolerancji. Dajmy ludziom żyć , jak chcą, dopóki nie utworzą państwa islamskiego albo narzucać swoje normy prawne. Oczywiście chcę państwa świeckiego, wyrzucenia religii ze szkół, ale nie wszyscy tego chcą, żyjemy w państwie demokratycznym, wybory są na razie wolne i chociaż demokracja ma swoje wady, to lepszego ustrju na razie nie wymyślono.
    W każdym razie jestem przeciwnikiem ośmieszania religii, happeningów w stylu Palikota czy Hartmana (oni mienia się filozofowami) . Budzi to reakcje nie zawsze pożądane, radykalizm wzmacnia inny radykalizm. Tolerancja to szacunek nie tylko dla innych poglądów ale także uczuć innych. Dlatego protestowałem przeciwko takim określeniom jak „kremówkowy Lolek”. Jeśli chcemy, żeby szanowano ateizm czy agnostycyzm – szanujmy innych. Przejście z wychowania religijnego i wiary w Boga, a potem odrzucenie tego wszystkiego to jest trudny i bolesny proces. Ciężka praca intelektualna i emocjonalna. Nie zachowujmy się jak hunwejbini czy pryszczaci zetempowcy z lat 50-tych.

    Trochę na inny temat. Ktoś tu wspomniał ironicznie ,że każdy miał gosposię, która zawoziła go do swojej rodziny na wsi. Tez tak napisałem, wiec opowiem historie p. Brońci. W 1944 r, po powstaniu znaleźliśmy się Radomiu, gdzie oferował nam gościnę samotny emerytowany wdowiec mieszkający ze swoja służącą p. Broncia. Zaraz po wojnie umarł i przekazał cały swój majątek jej, tzn dom, bo go utrzymywała w czasie okupacji handlując mięsem. Pani Broncia pochodziła z bardzo biednej wieloletniej rodziny i jak opowiadała była od 9 r.na służbie. Ukończyła 2 klasy, umiała czytać i pisać, chociaż źle widziała, miała bielmo na obu oczach, bo jaka opowiadała leczyli jej oczy okładając krowim łajnem w we wczesnym dzieciństwie. Po śmierci wdowca p. Broncia stała sie właścicielem domu, w którym nam nadal wynajmowała dwa pokoje. Oprócz tego gotowała, paliła w piecach, robiła pranie. Inni mężczyźni (ojciec, dziadek) też zaraz umarli, rok po roku. Moja matka, panienka ze stosunkowo zamożnego domu była całkowicie niezaradna, babcia zniedołężniała i jak dzisiaj oceniam w głębokiej depresji. Matka pewnie nie potrafiłaby napalić piecu w kuchni. Zreszta tam było zawsze pełno ludzi, bo p. Broncia wynajmowała łóżka w kuchni swojej rodzinie, był to okres intensywnej industrializacji, oraz uczniom „na stancji” Matka była księgową i ciągle miała jakieś bilanse, kwartalne albo roczne. Tak, ze wychowywała nas p.Broncia. nieraz dostaliśmy z bratem mokrą ścierką po plecach. Odwiedzaliśmy też jej rodzinę. Bieda tam była straszna, chaty lepianki, klepisko zamiast podłogi, do czyszczenia butów sadza z komina. Do kościoła szło się kilka kilometrów boso, buty zakładało się dopiero przed kościołem. Łowilismy tam raki, szło się w pole. Intresowała mnie później historia tej rodziny, wszyscy byli czarniawi, część miała mongodoidalne rysy, nazwisko podobne do przesłuchiwanego wczoraj bankiera. Przypuszczam, że byli potomkami jeńców tatarskich osadzonych kilkaset lat wcześniej po naszych wojnach z Tatarami.
    Moje wychowanie religijne: jeszcze w Warszawie mieszkałem z dwoma babciami – jedna wysiedloną z poznańskiego, dziadka zdążyli już rozstrzelać w październiku 39 jako zakładnika , osobę bardzo religijna, wręcz dewocyjną, i drugą wolnomyślicielką, wręcz komunizujacą ku zgorszeniu reszty rodziny .Po wojnie mężczyźni szybko wymarli i moim jakimś takim autorytetem był mąż ciotki Reinhold F. Z zawodu nauczyciel polonista, ale także po trochu filozof. Spędził cała wojnę w oflagu i tam był aktywny wśród filozofujących i komunizujących innych osadzonych, kilku z nich było znaczącymi postaciami w życiu publicznym po wojnie. Sam kariery nie zrobił, bo nie wstąpił do partii. Kiedyś dał do przeczytania projekt podręcznika propedeutyki filozofii, który wysłał na konkurs do ministerstwa oświaty. Książka nie przeszła.

    @wbocek twój wpis mnie wzburzył, ponieważ insynuujesz krytykowanej osobie intencje , określasz jej osobowość. Dla mnie jest to przekroczenie cienkiej czerwonej linii. Ocenia się zachowanie, poglądy a nie charakter. Można się różnić na wiele tematów na blogu np. na temat uchodźców ale można się różnić pięknie. Twoja odpowiedź dotyczy tylko obrony doktrynalnej blogu LA. Cóż, żyjemy nadal w (lekko) wolnym kraju, blog jest otwarty, każdy może napisać, co chce, można olewać głupie wpisy, nie wchodzić z nimi w dysputę.
    Mnie też zniesmaczyła wcześniejsza pyskówka
    @Zyta2003
    Bez środków ochrony roślin świat by się nie wyżywił. Stosuje się je masowo ze szkoda dla środowiska. W takim ogródku , jaki mam można stosować bardziej naturalne środki ochrony – pochodzenia roślinnego, mniej skuteczne, ogławiać zaatakowane przez mszyce pędy i spalić. Stosując na masowo skale środki ochrony roślin niszczymy owady i inne robaki, a potem ptaki. Ja nie wyrzucam nawet ślimaków, w tym roku miałem zatrzęsienie winniczków. Przykład sosny wejmutki jest to przykład śmiecenia ekologicznego. Jest to sosna z Kanady, bardzo ładna, pewnie ma tam tez swoje zarazy na które jest nieodporna. Poprzedni właściciel działki posadził je w pobliżu porzeczek. Porzeczkom ta zaraza specjalnie nie szkodzi ale wejmutkom tak. Wyciąłem porzeczki bez żalu, bo nikt nie chciał ich jeść.
    Uff ale się napisałem, ciekawe, czy ktoś to będzie w stanie przeczytać, może powinienem to jakoś podzielić.

  555. Tobermory
    20 listopada o godz. 20:22

    To niech już ten deszcz w końcu popada !
    Zebraleś jeszcze pomidory – ale czy to nie były już naturalne mrożonki?
    No i od razu zapytam – na jakim jeździsz rowerze w tych swoich górach ? ( zrób,proszę zdjęcie i pokaż)

    Przyznam,że ten obraz umieszczony naprzeciw stołu – to bardzo trafny wybór.
    A co powiesiłbyś w pokoju muzycznym?

  556. Chcialbym Wszystkich Szanowny zwrocic uwage na pewien nieistotny szczegol. Ja nie czytam, ogladam, debatuje miejsc tak przodujacych intelektualnie jak reszta. Ja jestem chlop gruboskorny i wyzsze intelektualne poziomy obce mnie sa. Na nizszych poziomach jednak…

    W Szwecji jest, w kazdym wydawnictwie pozycja ansvarig utgivare (dosl odpowiedzialny wydawca). W bylekakich ang jest pozycja publisher lub editor-in-chief. To jest taka osoba co jest odpowiedzialna za linie publikacji. Nie ten co pisze. To znaczy konkretnie. Jak ktos napisze (publicysta) ty chamie, ty dziwko albo podobne, to ten co cham i dziwka nie poczuwa moze podac do sadu, tego odpowiedzialnego. Nie tego co pisal. To jest bardzo wazne rozroznienie. To znaczy, taki np DTrump do sadu moze podac AG.Sulzberger, nigdy Ixsinski, co pisal ze Trump jest dziwka. Cos mnie wydaje, Szanowne Towarzystwo, choc miedzynarodowo oblatane, pomija ten istotny szczegol. W zasadach prawa prasowego polskiego, jak wiem, odpowiedzialny jest Ixinski (co pisze). Znaczy Ixinski do ciupy i odszkodowania. Moze myle, jestem w mylnym bledzie znaczy, bo na przodujacym poziomie textow nie czytam. Ale…

    Po jakiego diabla taka konstrukcja? Otoz taka konstrukcja, jest jedyna mozliwa zeby cokolwiek debatowac. Jak chwilke zastanowicie. Ja w zadnym wypadku, w zadnym, nie chce porownac AG. Sulzberger (przyklad) do Tanaka, ale…

    Problem ten wychodzil juz wielokrotnie. Jako chlop malospostrzegawczy chce zauwazyc. Prawdopodobnie dlatego DTrump ma problemy publikowac. On tez to nierozumie co jest „odpowiedzialny wydawca”. Musi twitrowac. Prosze Szanownych zwrocic uwage. Nazwanie kogos cham i dziwka nie uniemozliwia debaty. Dwa te slowa sa rownie uzytkowe jak swinta i dziewica.

    Odpowiedzialnych wydawcow szwedzkich (prasa, tv, webb) nie podaje, zeby ktos ich nie podal. Jestem przekonany (bez szukania) kazdy z Was bez trudu odnajdzie w lokalnych prenumeracjach.

    Pzdr Seleukos

  557. Stachu39
    20 listopada o godz. 20:31
    Ja przeczytalem Twoj wpis. Mam pytanie. Dlaczego napisales „agnostykami”? Cudzyslow.
    Gdybys odpowiedzial, szczerze zobowiazany
    pzdr Seleuk

  558. @basia.n
    20 listopada o godz. 20:36

    Ten mróz zapowiadany na dzisiejszą noc, będzie pierwszy. Pomidory jeszcze zupełnie jadalne i nie przemarznięte.
    Rower mam zwyczajny, solidny 25-letni country bike Cilo z ramą spawaną jeszcze w Helwecji, przerzutkami i osprzętowaniem Shimano, skórzanym siodełkiem i bagażnikami z przodu i z tyłu. Moja okolica ma sporo niezbyt stromych dróg i ścieżek,używam go też za granicą (Niemcy, Holandia, Polska, Włochy), a po „prawdziwych” górach chodzę pieszo.
    Ja się przywiązuję do przedmiotów, które długo wybierałem i kompletowałem, więc na razie nie mam planów zmiany roweru, a jeśli już, to za parę lat – na elektryczny 😉

  559. @Seleuk/os/
    Bo jak czasem kogoś przyciśniesz, to okazuje się, że jednak” może coś tam jest”. Jeśli nie Bóg, to jacyś kosmonauci, czy maszyny . Agnostyk to taki ateista z wątpliwościami, brakiem pelnej odwagi .

  560. Stachu39
    20 listopada o godz. 21:15
    Dziekuje za odp. Takiej def jeszcze nie slyszalem, brak odwagi. No, no…
    pzdr Seleuk

  561. Nie wiem, co się nawyrabiało, że straciłam „słuch” i źle interpretuję niektóre komentarze. Żle według części Koleżeństwa.
    Zawsze uważałam, że jeśli parę osób myśli podobnie (zwracając mi uwagę, że błądzę), to pewnie coś jest na rzeczy.
    Nie sądziłam jednak, że „zarobię” sporo złośliwości i utwierdzę się w przekonaniu, że szczerość nie popłaca. Jeśli idzie się „pod prąd”.
    Dobranoc

  562. Stachu39
    20 listopada o godz. 20:31
    Jestem pod wrażeniem tekstu. W zasadzie mógłbym się pod nim podpisać, bowiem wiele uwag jest zgodnych z moimi poglądami. Ale to chyba z uwagi na nasz wiek, chociaż jestem jednak o szkołę podstawową młodszy. Ale jak można przeczytać w kilku moich wpisach, większość moich kuzynów to osoby 70-80+. Stąd łatwiej mi zrozumieć osoby starsze i porozumieć się z nimi. Nie mam także problemów w kontaktach z młodymi, bo do niedawna każdego roku szkoliłem nastolatków pragnących zdobyć uprawnienia szybowcowe. Tyle, że w tym przypadku zdecydowanie wyczuwam dystans wiekowy pomiędzy nami oraz różnice w reakcjach na rozmaite sytuacje życiowe. Ale to normalne. Nasze otoczenie się zmienia, niekoniecznie we wszystkim na dobre. Zanim z kimś nawiążę bliższy kontakt, mam zwyczaj obserwowania jego zachowań, co może być czasami dla nich krępujące lub denerwujące. Ale staram się nie krytykować, ani pouczać. Co najwyżej swoim zachowaniem daję odczuć, iż nie pochwalam niektórych zachowań. W sytuacjach blogowych, zazwyczaj nie reaguję na zaczepki, ignorując późniejsze wpisy delikwenta. Bowiem uważam, że nie ma sensu podkręcać atmosfery, szczególnie na forum publicznym.
    Pozdrawiam i życzę zdrowia.

  563. Stachu39
    20 listopada o godz. 20:31

    Ja również przeczytałam Twój wpis. I muszę powiedzieć,że rozumiem Twój punkt widzenia,właśnie ze względu na zawód,który reprezentujesz.Inaczej nie mógłbyś go wykonywać 🙂
    Tam potrzebna jest ( między innymi) umiejętność obiektywnego, uważnego słuchania oraz ogromna umiejętność prowadzenia rozmowy.
    Więc nie dziwię się,że obserwując pewne wydarzenia, widzisz wszystko tak,a nie inaczej.
    Piszesz ciekawie. Przeczytałam z dużym zainteresowaniem.

  564. @Stachu39
    20 listopada o godz. 20:31
    Bardzo się cieszę, że napisałeś ten świetny tekst i nie poszedłeś na odpoczynek od bloga, bo i po co. 🙂

  565. Stachu39
    20 listopada o godz. 20:31

    Stach – odniosę się do tego, co piszesz o blogu ateizmie i kulturze nadwiślańskiej. Wpis dałeś długi, stąd inne kwestie pozostawię do następnego razu.

    Jesteś tu w miarę nową osobą, stąd pewnie nie znasz genezy i historii biegu blogowych dyskusji. W takim kontekście widzę Twoje na ten temat wypowiedzi, które uważam za niecelne i raczej konwencjonalne w warstwie poznawczej, niemające wyraźnego wkładu własnego namysłu, a będące jakąś poprawnością i odsuwaniem od siebie namysłu nad sprawami bardziej złożonymi i nielekkimi nieraz co do uwarunkowań, wniosków czy własnej roli osoby takie konwencjonalności wypowiadającej (mówię to u osobie modelowej, nie ściśle o Tobie).

    Oczekiwanie, że ateiści mają być grzeczni, żeby nie traktoano ich równorzędnie, to jest nie tylko konwencjonalność i bezwład sądu, to jest kpina. Wszyscy, nad Wisłą – ze względu na ściśle opartą o „chrześcijaństwo” (co jest już krętacwem), czyli w istocie katolicyzm rzymski – którzy są inni, inaczej myślą, inaczej definiują źródła wartości którymi się kierują: ateiści, masoni, cykliści, komuchy, brukselczycy, liberałowie, Cyganie, pedały, zboki, cioty, lesbijki, agenci wpływu, „pożyteczni idioci”, „dziadkowie z Wehrmachtu”, „opcja rosyjska” i cala reszta zdradzieckich mord i Polaków najgorszego sortu (nie: gorszego, a najgorszego – tak się dokładnie wyraził Duda i tak się dokładnie wyraził Kaczyński) – są właśnie tak traktowani: jako źli, najgorsi, z buta. Robi to Kościół kat – nie widzisz tego? Robią to Prawdziwi Polacy-katolicy, obecnie robi to całe oficjalne państwo polskie. Od ośmiu lat lżeni, przeklinani, ścigani i karani sią ci, co uważają, że pod Smoleńskiem doszło do katastrofy lotniczej (niezwykle obszernie, dokładnie i wiarygodnie zbadanej przez dwie komisje państwowe), a nie mordu na Kaczyńskim i przy tym reszcie paażerów i załodze, w wyniku zbrodniczej zmowy Tuska z Putinem. Lżeni, szarpani przez policję i stawiani przed prokuraturą są ci, co protestują przeciw kradzieży przestrzeni wspólnej (sic!), publicznej, przez katolickich nienawistników, zlepiających religię z polityką i nienawiścią w jedno.

    Jeśli sądzisz, że siedzenie cicho, albo delikatne i uprzedzająco grzeczne zabieranie głosu – o ile zostanie udzielony – przez ateistów i resztę środowisk o których wspomniałem – miałoby dać jakikolwiek efekt, którego pragną i który z mocy wypracowanego po wiekach ciemności i opresj automatu – praw człowieka i obywatela, praw mniejszości i zasad współczesnej cywilizacji wolnego człowieka – to się grubo mylisz i nie bardzo masz pojęcie o czym w ogóle mówisz.
    Historia mniejszości religijnych, historia wolnomyślicieli, kacerzy, protestantów dowolnego rodzaju, historia narodów i ras (Indianin to w istocie zwierzę, to samo z czarnuchem w oczach „miłującego bliźniego swego” chrześcijanina z czasow kolonialnych), historia KOBIETY, historia dziecka, historia osó LGBT – to są wszystko historie ostrych,, długich, brutalnych konfliktów, w których brutalność i częsta, lub systemowa, cywilizacyjna zbrodnia (kobieta, dziecko itd itp) są niemal wyłączną domeną słusznych i miłujących – chrześcijan.
    Długa, bolesna historia Francji, która od czasów rewolucji, powoli, z licznymi meandrami i głębokimi regresami, prowadziła do coraz światlejszych rejonów, by wreszcie , dopiero na prog XX wieku, zapewnić Francji świecką konstytucję. Co nie znaczy, że w pełni wolne od wpływów religii stosunki.

    Twoje tezy, Stachu, że część ludzi może chcieć dalej katechezy w szkole, są – niestety – dziwaczne. Niech sobie chcą. mamy też – chciany, czyż nie – akt poddańczy Polski wobec Watykanu, zwany eufemistycznie „konkordatem”, który czyni katolika lepszym Polakiem niż niekatolik. Co, całkiem wprost, gadają biskupi, a przede wszystkim dają to odczuć.Nie dalej jak ze 3 tygodnie temu, znowu jakiś biskup oświadczył, że katolik to lepszy Polak, nawet wzorcowy. A inny klecha oświadczył z tydzień temu, że ateista nie umie „miłować”, bo on jest jak zwierzę.

    To, że – jak mówisz i jak Ci się zdaje – masz nieagresywnych sąsiadow katolików, mało co znaczy. Ci wszyscy mili katolicy w kupę wzięci zapewniają, że jest w Polsce jak widać. I jak się to odczuje, oraz wskutek tego miłego sąsiedztwa katolickiego musiał powstać film „Kler”.

    Ci wszyscy mili katoliccy sąsiedzi dostająwścieklicy na samą myśl o jakimś „imigrancie” którego na oczy nie widzieli. Ci wszyscy mili sąsiedzi akceptują księży gwałcących dzieci, w tym ich własne. Ci mili sąsiedzi nie zatłuką na drodze zbrodniarza, bo jemu wierzą, a zdradzają własne dzieci, gdy rodzicom dają znaki, że są gwałcone.

    Mówisz więc o pozorach i o bytach Tobie miłych, a nierzeczywistych.

    Blog ateistów ma wyraźny tytuł. Kto ma ateistów za niebezpiecznych dla siebie ludzi, nie odwiedza tego blogu. Jest mnogość innych, w tym mnóstwo blogów prawidłowo katolickich oraz konsekrowanych. Weźmy taką „Frondę” – „blog poświęcony”, któremu niedawno jeszcze przewodził nasz milusiński – Terlikowski Tomasz.

    Ateista jak każdy porządny człowiek, ma pewne obowiązki: czyjeś kłamstwa ma nazywać kłamstwami, czyjeś zbrodnie – zbrodniami. Tak się tu właśnie dzieje, choć pewnie nie dość często. Uważasz, że za dużo tego?
    Co do Lolka – Lolek jest Lolkiem. Nie tylko dlatego, że tak się sam nazywał i jest pod tym zdrobnieniem powszechnie znany, ale i dlatego, że w wielu fundamentalnych dla człowieka jako takiego sprawach okazał się naiwny, domatyczny, zawzięty, przeciwludzki, a w wersji lajtowej – zwyczajnie, głęboko mylącym się człowiekiem. On jednak miał co do innych rozległe żądania a swoje nauki, akcje ich skutki miał za święte i niepodlegajace dyskusji, a co najmniej lepsze od innych. Kto tak sprawy stawia i ma się za wyższego, musi adekwatnie być traktowany. Gdy ktoś taki popełnia poważne błędy, czyni zło i do tego rozległe, dewastujące ludzi – ma być adekwatnie nazwany i potraktowany.

    „Lolek” miewa tu różne zastosowania: czasem pobłażliwe (dzieciak, naiwniak), częściej żartobliwe, krytyczne, sarkastyczne. Wszystkie są mu należne.

    Czy odrobiłeś juz pracę domową na blogu, skoroś ateista: jaka jest rola Lolka kajakarskiego w sprawie endemicznej pedofilii członków kleru, uprawianej na całym świecie od początku istnienia Kościoła kat do dziś?
    Chętnie poznam, jaki z Ciebie subtelny i delikatny myśliciel. Blog też się chętnnie dowie o Twoich głębszych przemyśleniach w sprawie.

  566. Tobermory
    20 listopada o godz. 21:07

    Nawet najbardziej niezbyt strome drogi i ścieżki
    kwalifikują się tylko na elektryczny rower 🙂 🙂

    Ale ty jesteś górski siłacz, to możesz tam sobie jeździć.
    I jeszcze w dodatku na skórzanym siodełku !

    Ale nie powiedzialeś jeszcze jaki obraz wybrałbyś do muzycznego pokoju ?

  567. @17:06, oraz
    @inni umilowani w Panu (ateistu biskupu)

    1. Panie racz im (mu, jej) dać lekkie odpocznienie
    W królestwie Twojem z Tobą królowanie:
    Nie oddalajże człowieka grzesznego,
    Stworzenia Twego.

    2. Daj by to (e) ciało (a) w pokoju leżało (y),
    A na dzień sądny z weselem powstało (y):
    Zjednajże im (mu, jej) to bez grzechu poczęta
    Panienko Święta!

    3. Zmiłuj się, zmiłuj, Jezu Chryste Panie!
    Przez Twe najświętsze drogiej krwi wylanie:
    Nie racz tej (tych) duszy oddalać od siebie,
    Przyjm ją (ich) do siebie.

    4. Już cię (was) tu teraz Panuu oddajemy,
    Najświętszej Panny pokornie prosiemy:
    Żeby się Pan nad tobą (wami) zmiłował,
    Wieczny żywot dał.

    5. A ci, którzy już dni swoje skończyli,
    I ten straszliwy termin odprawili:
    Niech mają pokój, bez grzechu poczęta
    Panienka święta!

    K. Żmijka. Kancyonał mniejszy.

  568. Coś bym napisała ale tak mi dało dziś w pracy popalić że patrzę na tablet tępym wzrokiem.

    Stachu, też przeczytałam, pozdrawiam.

  569. @Stachu39 20 listopada o godz. 20:31

    Ależ my wszyscy doskonale wiemy, że tobie się nie podoba „kremówkowy Lolek” i podobne kpiny. Tylko dlaczego czujesz się uprawniony do powtarzania nam w tego w kółko i na okrągło? Wytykając komuś (psychiatrycznie???) brak empatii nie zmienisz ani jego poglądów, ani zachowania. Empatia – tym bardziej demonstrowana dokładnie tak, jak ty byś sobie tego życzył – nie jest niczyim blogowym obowiązkiem. Twoje pierwsze wyznanie, że jesteś psychiatrą, uczynione w kontekście tego rodzaju pouczeń, rozbawiło w swoim czasie kilka osób – nie tylko mnie.

    Rozumiem, że odczuwasz pewną pustkę, bo nie możesz w tej chwili wykonywać swojego zawodu. Ale jako osoba dorosła i w dodatku przeszkolona na pewno znajdziesz jakiś sposób, żeby sobie z tą pustką poradzić. Drążenie własnych reakcji na zachowania blogowiczów nie jest chyba najlepszym sposobem. Tak mniemam jako laik 🙂

  570. @Tanaka
    Przykro mi, nie jestem subtelnym i delikatnym myślicielem i myślę konwencjonalnie.Oczywiscie trzeba walczyc o prawa ateistów, np o prawo szkoły od religii. Część partii ma to w swoim programie, ale mają malo szans na przekroczenie progu parlamentarnego po wyborach.O kościele nie wyrażam sie dobrze, napisałem,że jest heretycki. Jesli chodzi o papieża to moja opinia nie tak jednoznacznie negatywna. Wścieklość na niego wynika nie z tego,że chronił pedofilów ale z tego,ze obudzil religijność wśród Polaków, rozszerzył ekumenizm. Ma jednak inne zasługi – nie zablokował wejścia Polski do Unii.
    Tak masz rację, jestem tu nowy, Czasem przyda się świeże powietrze.

  571. @Tanaka 20 listopada o godz. 21:32
    10/10

  572. ja wracam do oceny Polaków,
    tu ocena przez Ukrainkę, niesprawiedliwie pozytywna,
    https://www.youtube.com/watch?v=dIA7x3et18Q
    stachu39 choć nie ze wszystkim się, zgadzam to dobre

  573. Nefer
    20 listopada o godz. 21:45

    Coś bym napisała ale tak mi dało dziś w pracy popalić że patrzę na tablet tępym wzrokiem.

    Siądź..!
    Po-sto-ję
    – odpowiedział Kapturek ’62.
    Po pracy odpoczywamy. No, chyba, że się w wir rzucamy.

  574. Tanaka

    Niestety, Tanako, obracamy się wśród pełnoletnich, a nawet potrójnie, poczwórnie i prawie popiątnie pełnoletnich. A to w pewnym wieku znaczy skamieniałe osobowości i skamieniałe na skromnym poziomie myślenia kapusty. Umysły na nieskromnym poziomie myślenia też miewają skamieniałości, ale i mają wypracowane ku własnemu pożytkowi mechanizmy samokontroli. Ci pierwsi nie wylecą nagle ponad własne poziomy. Ci drudzy – mogą, bo twórcze są ich umysły, ale akurat nie oni stwarzają blogowe kłopoty, lecz właśnie ambitne, niereformowalne skamieniałości, z którymi rozmowy bywają jak ślepego z głuchym o muzyce i kolorach.

    Blog nie jest publicznym medium z jego społecznymi obowiązkami, rygorami i ograniczeniami, a pełna wolność do i od wszystkiego nigdy nie istniała. Autorzy blogów mają prawo dobierać sobie ludzi, z którymi chcą rozmawiać i odrzucać tych, z którymi nie chcą, bez żadnego tłumaczenia się – tak jak każdy w swoim prywatnym życiu dobiera sobie towarzyszy, a nie trzyma otwartych drzwi, by wchodził/wychodził kto chce.

    Więc powiem otwarcie: dla mnie postawienie kogokolwiek do kąta (banowanie), żeby mu dać czas na podumanie o jego zachowaniu, jest niepoważne wśród dorosłych, zwłaszcza w sytuacji, kiedy gość nie umie właśnie dumać. I idąc w stronę końca, a nie początku, nigdy się już nie nauczy. Kto pilniej obserwował zachowania paru zamorskich recenzentek-przedszkolanek oraz nieskalanego czepiactwem (we własnym mniemaniu, które kilkakrotnie głośno i ze zdumieniem wyrażał) czepiaka Ortega, wie świetnie, o czym mówię.

  575. @Stachu39 20 listopada o godz. 21:53

    I ty czujesz się nosicielem owego „świeżego powietrza”?
    To rzeczywiście ambitna misja. Pogratulować!

  576. @basia.n
    20 listopada o godz. 21:35

    A, przepraszam, musiałem iść do kuchni, sprawdzić, jak rośnie mój chleb. Coś mu dziś niesporo 🙁
    Do pokoju muzycznego, powiadasz?
    Najpierw chciałem zażartować frywolnie – „Lekcją gitary” Balthusa, ale teraz muszę się trochę zastanowić…

    W Fondation Beyeler (Riehen k. Bazylei) jest akurat (do końca roku) wystawa obrazów Balthusa. Wybieram się niebawem. Byłem też niedawno w Rossiniere na grobie malarza i zebrałem kilka jabłek z drzewa rosnącego w pobliżu…

  577. wbocek
    20 listopada o godz. 21:58
    „wie świetnie, o czym mówię”

  578. Tanaka
    20 listopada o godz. 21:56

    Ale ja nie jestem’62 *podkowa, nie wiedzieć czemu*

  579. @kruk
    Po kolei.
    Piszesz: Zaraz podejrzewanie o najgorsze instynkty i motywy! Nie można zwyczajnie zauważyć, że dobór słów w odprawianiu z bloga na “wieczny odpoczynek” jest wysoce niefortunny? Brak reakcji na taki styl jest zastanawiający choć dla mnie niezaskakujący. Precedensów nie trzeba długo szukać.
    No i zaskoczyłaś mnie interpretacją mojej bardzo zgeneralizowanej ( specjalnie) wypowiedzi No więc czy podejrzewanie innych o najgorsze instynkty i motywy to tylko pisowskie czy też aż polskie? No?
    Jak dla mnie moja wypowiedź i twoja nie mają ze sobą nic wspólnego, bo ja o Rzymie a ty o Krymie.
    Nie oskarżałam i nie oceniałam nikogo, zadałam pytanie do przemyślenia dla czytających, chcą mogą pomyśleć, nie chcą – nic się nie stanie. Swoje oceny innych użytkowników bloga zatrzymuję dla siebie uważając to za prywatną sprawę. Moją, dokładnie.
    Czytam wszystko i bardzo niewiele mi umyka, to taka zawodowa przypadłość. Nie zabieram głosu za często, bo jak się ktoś błąka po blogu nad ranem, to już raczej wszystko inne zostało powiedziane i nie ma co powtarzać.
    Czasem się wtrącam jak mnie coś wyjątkowo ruszy. A rusza mnie niesprawiedliwość.
    Akceptuję prawo każdej osoby do popełnienia błędu. Ale w pewnych granicach.
    Można się wygłupić i coś palnąć, ale po reakcji innych na wygłup należy przeprosić albo chociaż się wycofać, a nie brnąć coraz dalej.
    Piszesz: Czy musiałam się zagłebiać w spór, który mnie nie interesował, i koniecznie wyrabiać sobie opinię w temacie? . I słusznie. Tylko po jaką cholerę zabierałaś w tej sprawie głos nie wiedząc o co chodzi?
    Dla mnie osoba pomawiająca inną bezpodstawnie i nie chcąca się z tego wyplatać to również kanalia. A po późniejszym zachowaniu tu i na blogu EP kanalia tym bardziej.
    Owszem, to mocne słowo, ale w tej sytuacji adekwatne.
    Piszesz: A spory wokół języka już mnie interesują. Dlatego pozwoliłam sobie zauważyć uderzający, jak dla mnie, brak reakcji na język brutalny, kiedy używają go “swoi”.I tu się zadziwiłam. Bo strasznie cie oburzyło to paskudne słowo ale nie oburza cię, przeciwnie, przyłączasz się z ochotą do szkalowania osób których nie lubisz, bo ci się kiedyś tam naraziły. (NB też uważam, że @na marginesie często przesadza w podskakiwaniu)
    Wasze pienia żałośliwe na temat cenzurowania i banowania na tym blogu są wyssane z palca. Za czasów Tanaki jedyny który dostał urlop, to Orteq. I on powinien wiedzieć za co.

    No dobra, chwacit. I tak jak znam życie odrzucisz moją argumentację a ja trafię do wora z tymi wrednymi.
    A nie jestem w stanie sprawdzić tego tekstu, bo powiększyłam ramkę i część niknie a zmniejszyć tej ramki już się nie daje. Niedoróbka programisty.

  580. cha, cha,

  581. Ewa-Joanna
    20 listopada o godz. 22:06
    cha, cha, było do zdrobniałego boga,
    z Tobą się zgadzam

  582. wbocek
    20 listopada o godz. 21:58
    Bardzo dobrze. Jak widać twoja wielokrotna pełnoletniość nie spowodowała skamienienia mózgu. I pokazujesz to wszystkim, co mi się osobiście podoba. Jeśli chodzi o spory i kłótnie, ja mam nieco odmienną psychikę. Wolę spory i dyskusje w cztery czy więcej oczu, bo wtedy widzę i czuję na żywo reakcje oponentów. A jako złośliwe bydlę, lubię podkręcać emocje obserwując gotowanie się drugiej strony. Mam z tego więcej więcej frajdy, aniżeli wpatrując się ekran monitora, chociaż staram się nadążać za rozdrażnionymi komentatorami. Pozdrawiam

  583. Stachu39
    20 listopada o godz. 21:53

    Doczytałem do końca Twój wpis, historia z p. Brońcią jest świetnie napisana, żywa i brzmiąca bardzo autentycznie.
    Pomyśl o tym, by napisać wstępniaka. Temat w zasadzie dowolny, może do tematu bloga nawiązywać także i luźno.

    Wracając do spraw ateistyczno-kościelnych. „Heretyckość” nadwiślańskiego katolicyzmu automatycznie wywołuje pytanie o to, co jest nieheretyckie, tylko prawidłowe, słuszne, jedynie prawdziwe.
    Znasz odpowiedź? Jeśli jej nie znasz, nie wiesz co jest heretykie. Możesz się posługiwać wyłącznie subiektywnościami: własną intuicja, chceniami, marzeniami, opiniami innych.
    Zabawne, śmieszne i żałosne w jednym w katoliczymie jest to, że każdy zaawansowany katolik gada o tym „co naprawdę mówi ewangelia”. I bez przerwy się ze sobą kłóca ci znawcy „co naprawdę”, oraz nieustająco się sprzeciwiaja temu co naprawdę.
    Rzut oka na niektóre z sąsiednich blogów daje dobrą ilustrację tego, „co naprawdę mówi ewangelia”.
    Ewangelia, tak między nami, nic nie mówi. Ani naprawdę, ani nie naprawdę. Nic, ponieważ mówi wyłącznie całość: niebieska książeczka czyli Biblia, czyli Słowo Boże, czyli Objawienie. I nic nie może być ze Słowa Bożego uronione, zmienione czy ujęte. Ewangelia, wydłubana z niebieskiej książeczki staje się fałszem, pustką i sprzeciwieniem się Wszechmogącemu, czyli bozi.

    Są na tym blogu porządni ateiści, o dużej wiedzy i dużym rozumie. Dobrze się z nimi dyskutuje i dostaje się niezły wgląd pod powierzchnię i banał gadania o religii. Ktorym to banałem częstuje nas kler i sąsiedztwo.
    Za kulturę opresji katolickiej, jaka jest jądrem kulury nad Wisłą nie odpowiada jakiś „heretycki kler”. Odpowiedzialność za to ponoszą wszyscy wyznawcy, wszyscy katolicy i także Twoi mili sąsiedzi. Na coś się godzą, coś olewają, coś udają, przeciw czemuś nie protestują, coś wyznają i coś czynią.

    Mam do Ciebie drugie pytanie w sprawie Lolka giewontowego: jak on to zrobił, że rządził w polskim kościele tak długo, jako biskup (co najmniej więc w regionie krakowskiej diecezji), jako namaszczony przez Wyszyńskiego, jako wykładowca i chrystoformizator setek i tysięcy styentów, w tym alumnów seminariów przerobionych w członków kleru – i takie są tego skutki – „heretycki kler”?
    Jak on to robił, że będąc papieżem przez prawie 28 lat wyprodukował polski episkopat, całą kompanię biskupów nominował – i takie skutki? Z taką Polską, z takim klerem, taka nienawiścią wewnętrzną?

    Jest to dosyć proste pytanie – takie na rozgrzewkę, są i trudniejsze. Było o tym w licznych wstępniakach, było w licznych dyskusjach. I będzie.
    O Wojtyle, zdaje się, bardzo mało wiesz. Podobnie jak o istocie Kościoła kat, jego mechanizmach działania i skutkach rządów wyciśniętcyh w głowach i na dnie osobowej psyche wyznawców, a nawet niewyznawców.
    Ale masz jakieś zdanie, o określonym ocieniu. Na jakiej podstawie: intucji, czy czegoś więcej? Chcenia, czy wiedzy i głębokiego namysłu?

    Jako psychiatra powinieneś o wewnętrzmym działaniu Kościoła kat na człowieka bardzo dużo wiedzieć. A przede wszystkim, rozumieć procesy jakie zachodzą.
    O tym też mógłbyś napisać wstępniaka, albo z dziesięć.

  584. Kto mi polecał „Okrutne morze” @zezem chyba (chyba na pewno raczej) bo właśnie się przymierzam

  585. Tobermory
    20 listopada o godz. 22:17
    @basia.n

    Może tego Caravaggio?

    Mój komentarz
    Klasyka. Jakie światło, jaki cień, obraz i muzyka, piękny dzień.
    Pzdr, TJ

  586. @Stachu39

    Cieszę się, że czujesz się na tyle dobrze, żeby napisać tyle o sobie, ale że jesteś też kabareciarz, to nie wiedziałem 😉
    Z tym „powiewem świeżego powietrza” wprawiłeś mnie w taki sam nastrój, jak wizja Antoniusa udekorowanego przez gęsięta. Dziękuję 😀
    Na temat apeli o tolerancję i poszanowanie osób religijnych wizytujących krytycznie ten tu blog ateistów wypowiedziałem się wielokrotnie i zdania nie zmieniam:

    Lasciate ogni speranza voi ch ‚entrate 😉

    Kto tu wchodzi przeczytawszy szyld tego blogu, czyni to na własne ryzyko.

  587. Stachu39
    20 listopada o godz. 20:31

    „Niedawno zdiagnozowano u mnie złośliwy guz mózgu – tu wyrażam wdzięczność dla @404, która zwróciła uwagę na jeden z moich wpisów, sugerując, że cos tam złego się dzieje ze mną, co skłoniło mnie do dalszej diagnostyki. Teraz po leczeniu paliatywnym funkcjonuję lepiej, ale to dość krótki okres, z czego zdaję sobie sprawę. Być może za pare dni, tygodni nie będę w stanie sformułować tekstu.”

    Stachu, jestem caly z Toba. Zycze Ci jak najlepiej tylko potrafie zyczyc.

    Dla @404 wyrazam podziw nieustajacy. Tym razem z powodu jej zdolnosci diagnostycznych.

    Mam nadzieje, ze adwersarze @404 odnotowali te zdolnosc. Bo ona – ta zdolnosc czy ta @404 – juz tych adwersarzy namierza. I namierza. Nadciagajac, niczym Las Birnamski Szekspira, na RP III-XVII.

    Stachu! Czym siem. My – tzn me, myself and I – z Tobom. Powiedziec: ‚my ZA Toba’ byloby bluznierstwem. Nawet ateistycznym. Zadne biskupstwo nie pri czom w tym. Albowiem nikt nie wiada kiedy na niego pada

    PS. Do tych wciaz jadacych hejterowstwem antyorteqowym – jest ich tu cale kilkoro, nie wiency – pozwole sobie zasugerowac taka odpowiedz

    https://www.youtube.com/watch?v=EdmZYu9Lths

    A pocalujcie my mnie wszyscy. Wszyscy procz Stacha, 404, moze kruk, moze mag. Ktos jeszcze?

    Chyba ci wszyscy calujacy mnie wygraja nastepne wybory! PiSiacy, znacy

  588. Stachu39
    20 listopada o godz. 20:31

    „insynuujesz krytykowanej osobie intencje , określasz jej osobowość. Dla mnie jest to przekroczenie cienkiej czerwonej linii. Ocenia się zachowanie, poglądy a nie charakter”.

    Wybacz, Stachu, ale kiedy widzę skierowane do mnie słowo „insynuujesz”, natychmiast chce je odesłać odwrotną pocztą jako Twoje insynuowanie. Z takimi ogólnikami, jakich nawaliłeś całą kupę, rozmawiać się nie da. Widzę, że masz skromne doświadczenie w przyglądaniu się językowej komunikacji, a moje wypociny, których prawie nigdy nie piszę na kolanie, przeczytałeś bardzo nieuważnie. Gdybyś rozumiał, że kiedy coś krytykujesz u konkretnego, znanego na blogu rozmówcy, nie wychodząc poza puste ogólniki, tym samym nie dajesz mu fizycznie możliwości odniesienia się do nich – tym samym uniemożliwiasz rozmowę. To bardzo kobiecy – przepraszam kobiety, ale ja tego nie wymyśliłem, lecz się naobserwowałem – sposób rozmawiania: paplać się da, a rozmawiać dorzecznie – jak?

    Jak rozmawiać, kiedy ktoś powiada: „Insynuujesz” i nie pokazuje, gdzie konkretnie?

    No i dziękuję, że mi jak krowie na rowie wykładasz, że „Ocenia się zachowanie, poglądy a nie charakter”.

    Znów nie pokazałeś, gdzie to tak oceniam charakter. Ale z wdzięczności za naukę też Cię pouczę, że oceniać można wszystko, kiedy jest wystarczający materiał do oceny. A charakter to nie jest zespół właściwości niewidocznych, lecz właściwości objawiających się w codziennych zachowaniach. Skąd mielibyśmy pojęcie „charakter” , gdyby to, co się na niego składa, było ukryte tak, że może niepoznawalne?

    Owszem, potocznie bardzo często i bezpodstawnie używa się pojęcia „charakter” dla nazwania nawet okazjonalnych, przypadkowych zachowań. I wygląda na to, że Ty mi
    BEZPODSTAWNIE taki potoczny zwyczaj przypisałeś.

    Wypluję to słowo, kiedy pokażesz PODSTAWĘ, i przeproszę.

  589. Co do Orteqa się nie myliłam – stwierdzam z niejaką satysfakcją.
    Ludzie się nie zmieniają, to fakt.

  590. @Nefer
    Przypuszczam ,że tak ;–)
    Chyba z lektur „obowiązkowych” onegdaj dodałem coś jeszcze…
    O dwóch takich co w Andy poszli – historia autentyczna stosunkowo niedawno bo bodaj prze 15-stu laty sfilmowana i to b. dobrze.

  591. @wbocek
    „A to w pewnym wieku znaczy skamieniałe osobowości i skamieniałe na skromnym poziomie myslenia kapusty.” to cytata.
    Wbocku ! Przeskoczyłeś samego siebie, a to przy chorym kolanie wyczyn.Czyli nic nie zrozumiałeś z tego, co napisałem. Czasem nie tylko wiek ogranicza zdolności poznawcze.
    Pozdrowienia od skamienieliny.

  592. Tobermory
    20 listopada o godz. 22:00

    Okazuje się,że pieczenie chleba,to wcale nie jest
    czynność rutynowa.
    Pomysł rzeczywiscie nieco frywolny – więc myśl dalej 🙂

  593. zezem
    20 listopada o godz. 22:45

    Wołanie pustki, też mam ale fragment po ang. Gromadziłam zawzięcie, pamiętam. Czeka w kolejce

  594. wbocek
    20 listopada o godz. 21:58

    Pombocku: Twoja ocena, że parokrotnie dorosłemu osobnikowi nic na głowę nie pomoże wysłanie na urlop od bloga, jest – na poziomie racjonalnego rozmowania, oczywiście trafna i ją w pełni podzielam. Chyba, że piorun w dorosłego trafi, on przeżyje, wstanie, otrzepie się i – jak w „Blues Brothers” – poczuje, że sie na nowo urodził.
    Ale ja nie dlatego proponuję urlop, czy jak w przypadku Orteqa – na urlop wysyłam. Wybieram wzgląd mało racjonalny: „trzeba wierzyć w człowieka, koleś”. I – właściwie, tyle.
    Nie przepadam bowiem za zamykanim komuś drzwi do bloga. Nie sprawia mi to satysfakcji, jestem w miarę dużym chłopcem, nie leczę tym swoich frustracji. Wolę toczyć spór, wyjasniać, wykazywać, uzasadniać, co każdy może zobaczyć i porównać – czy i jak uzasadnia swoje zachowania rozrabiacz.
    Rozumiem świetnie, ze wielu blogowiczów woli, żeby spory nie trwały długo. Mają rację, ja też staram się zmierzać wprost do meritum i konkluzji, jednak rozrabiacze odmawiają konkluzji, inaczej musieliby skończyć z rozrabianiem, gdy ich arguentacja, wyjasnienia i uzasanienia okazują się słabe czy kłamliwe. Gdy inni się ze sobą ścierają też nieraz upomnę: zmierzajcie do szybkiego zakończenia.
    Spory, kłótnie są na blogi normalne i nie są – co do zasady – złe, a mogą bywac i dobre. złe się staą wtedy, gdy są bardzo rozwlekane, przenoszone spod jednego wstępniaka na drugi i następne, a blogowicze niezajęci sporem już w ogóle nie rozumieją o co chodzi, poza tym, że jest walka. Złe są także wtedy, gdy ktoraś strona kręci, kłamie, wypiera, się, pomawia. to też nalezy załatwiać jak najkrócej. A drogą do tego jest zamknięcie przed rozrabiaczem drzwi.
    Nie przepadam za tym jak powiedziałem, wolałbym wszyskich widzieć w dobrej komitywie, ale jak trzeba, to trzeba i to też jest dobre, albo nawet bardzo dobre.

  595. Tylko się obawiam że dzisiaj padnę na trzeciej stronie bo ledwo się trzymam :/

  596. @Nefer
    20 listopada o godz. 22:23
    Czytaj, czytaj, warto.

  597. Tobermory
    20 listopada o godz. 22:17

    Świetny wybór. Wiesz kilka lat temu była zorganizowana w Rijksmuseum wystawa – Rembrandt i Caravaggio.
    Pewne słynne obrazy obok siebie. Uczta dla oczu.

    Ale znajdź,proszę Lekcję muzyki Vermeera – bo może to być również opcją 🙂

  598. Stachu39
    20 listopada o godz. 22:48

    Stachu, bądź jak należy: wykazujesz Pombockowi PODSTAWĘ, a on przeprasza i macha ogonkiem. Żagla.

  599. Nefer
    20 listopada o godz. 22:53

    Jak jesteś zmęczona,to lepiej poczekaj do jutra,bo książka wciąga 🙂

  600. @wbocek
    Przepraszam, przeczytałem Twój późniejszy dopiero po napisaniu swojego.Jesli słowo insnuujesz uważasz za uwłaczające, to się z niego wycofuję, w pierwszej wersji poprawionej mialo być troche łagodniejsze, „przypisujesz”.

  601. Nefer
    20 listopada o godz. 22:23

    Ale z tym „Okrutnym morzem”, wiesz, że sprawa okrutna?
    A przeczytać warto, oj warto. Ale okrutne. Ale warto.

  602. @Tanaka 20 listopada o godz. 22:53

    Ja się nie dziwię, że nie przepadasz. Te wołania z każdej strony „Tanako, zrób!” mnie by chyba doprowadziły do szału 🙂

    Ja się szalenie cieszę, że nic nie muszę. Z blogu po prostu korzystam bez żenady. Stąd moja wdzięczność – szczera i bez podlizywania.

  603. basia.n
    20 listopada o godz. 22:57

    Czy to nie było trochę złośliwe, tak zestawić Rembrandta z Carvaggio?
    Bo w tym zestawieniu ten drugi ma spore trudności.

  604. Stachu39
    20 listopada o godz. 20:31
    Przeczytałem. Interesujące. I zgadzam się też co do możliwości wyrażenia swojego poglądu.
    Moja nadzieja aczkolwiek płonna… Może jednak… Wiesz co mam na myśli. Powiem,że Twój stan nie jest mi tak zupełnie obcy.

  605. Nefer
    20 listopada o godz. 22:05

    Tanaka
    20 listopada o godz. 21:56
    Ale ja nie jestem’62 *podkowa, nie wiedzieć czemu*

    Ja też nie wiedzieć czemu, ale może coś poradzić, o:
    https://www.youtube.com/watch?v=VxVOZEcf9PY

  606. zak1953
    20 listopada o godz. 22:19

    Zaku, jeszcze przed urodzeniem się uważałem, że najefektywniej i najciekawiej się rozmawia z samym sobą. Dlatego się urodziłem jako pojedyncza sztuka. Po latach doświadczeń uznałem, że od biedy można sensownie rozmawiać w cztery oczy. Ale w sześć to już tłum, gdzie szarogęszą się stereotypy, wypowiedzi hasłowe czyli puste, insynuacje, pół- i ćwierćrozumienia lub całkowite nierozumienia, lubienie kogoś od pierwszego wejrzenia lub nielubienie, no i im więcej osób dramatu, tym więcej emocji, które z rozumieniem mają tyle wspólnego, co barwny ogon pawia z lataniem. Dlatego sto razy zadawałem sobie pytanie: co ja na tym wieloludnym blogu robię i pocomito.

  607. Nefer
    20 listopada o godz. 22:52
    Jak pisałem , jest film. Moim zdaniem znakomicie zrobiony z komentarzami głównych bohaterów.

  608. Tanaka
    20 listopada o godz. 23:04

    Oj wcale nie złośliwe. Właśnie jedna sala tylko z ich obrazami i to wrażenie jakbyś np. słuchał Mozarta i Beethovena.
    Ta sama epoka, pewne cechy wspólne, wielkie różnice – ale w jednym i drugim przypadku słychać ich geniusz.
    Takie samo wrażenie odnosiłam oglądając wystawę 🙂

  609. PS.
    Nawet zaleciłbym najpierw film, potem lektura… Wyobraźnia ma lepsze wspomaganie…

  610. Na marginesie
    20 listopada o godz. 23:03

    Dobrze, że masz dobrze. I że bez żenady. No i dobrze. Chwilami – jak to mówią – też sobie robię dobrze. 😀
    „Tanako, a on mi nasiusiał do wiaderka!” , ech!

  611. basia.n
    20 listopada o godz. 23:12

    W zasadzie tak. Ale wiesz jak to jest: jak się na kogoś takiego trafi, to się już wie – nic wyżej nie ma.

  612. Stachu39
    20 listopada o godz. 23:01

    To i ja się Tobie, Stachu. kłaniam. I to nie tylko ogonkiem, jak mówi Tanaka, ale i całą resztą, choć intencji też NIE PRZYPISUJĘ – mówię o tym, co widać i słychać lub wyraźnie nazywam – ze świadomością karnej odpowiedzialności – że się domyślam, jeśli tylko się domyślam. Ale do wójta z głupstwami latać nie będziemy.

  613. @22:44

    Powtorze wczesniesza odpowiedz

    https://www.youtube.com/watch?v=EdmZYu9Lths

    Tuwim dla dorosłych nie do pobicia

  614. Tanaka
    20 listopada o godz. 23:16

    Też wiem – bo jak po raz pierwszy zobaczyłam najpierw w Mauritshuis małe portrety Rembrandta,to wszystko było już wiadome 🙂

  615. zezem
    20 listopada o godz. 23:14

    A nigdy w życiu. Książka najpierw, film później albo wcale. Nikt mi za moją wyobraźnię nie będzie wymyślał. Chyba że dokumentalny, to insza inszość.

  616. zezem
    20 listopada o godz. 23:11

    Czy mógłbyś podać tytuł filmu

  617. Stachu39
    20 listopada o godz. 22:48

    Nie rozumiem, Stachu, z jakiego powodu wziąłeś cytat z jednej mojej wypowiedzi, która nie ma z Twoimi wypowiedziami najmniejszego związku i zilustrowałeś nim moje jakoby nierozumienie Twojej wypowiedzi.

  618. basia.n
    20 listopada o godz. 23:22

    Autoportrety zwłaszcza.
    Epoka Rembrandta to była epoka światłocienia. Światłocień przez większość był traktowany technicznie. Rembrandt potraktował go psychologicznie. Długo przed Freudem odkrył psychologiczną głębię w czlowieku. A jego warsztat jest taki, że Wszechmogący to mały Kazio.

  619. basia.n
    20 listopada o godz. 23:22

    Znasz grafiki i rysunki Rembrandta? Szłaś za ruchem pędzelk, kredki albo rylca? Czułaś jak tkają materię, przestrzeń, sensy, opowieści, jak zadają pytania?

  620. Wbocek
    Tak ksobnie zinterpretowałem. Sorry.

  621. @Wbocek
    Tak ksobnie zinterpretowałem. Sorry.

  622. Tanaka
    20 listopada o godz. 23:33

    Tak znam. Bo też była organizowana specjalna wystawa.
    To było niejako odkrywanie Rembrandta na nowo –
    jego mikrokosmos:)

  623. @Tobermory

    No i co jest z tym chlebem ? Udało się,czy wyszedł z zakalcem?

  624. Tanaka
    20 listopada o godz. 22:53

    „Wybieram wzgląd mało racjonalny: „trzeba wierzyć w człowieka, koleś”.

    To jesteś, Tanaczku, ni mniej, ni więcej, tylko święty duch.

    Wielokrotnie banowany na blogach zawodnik Orteg właśnie wrócił z kolejnego urlopowego maratonu, żeby wyznać tu akurat miłość:

    „A pocalujcie my mnie wszyscy”.

    Mimo że nie zauważyłem, by ktokolwiek kiedykolwiek – chyba że 404, która go nazwała „przyjacielem” – rwał się do całowania.

  625. @basia.n
    20 listopada o godz. 23:43

    Wyjąłem właśnie z pieca. Wygląda nieźle. Jaki jest w środku, przekonam się rano.

  626. Tobermory
    21 listopada o godz. 0:07

    To napisz,proszę rano – czy rzeczywiście będzie dobry.
    Czy jesz zawsze tylko z wlasnego wypieku,czy rownież kupujesz gotowy ?

  627. Poszedł mi w kosmos jeden komentarz i nie wiem, dlaczego.
    Może przez adeptkę zen z dżokejskim pejczykiem 🙁
    Szukałem w archiwum opowieści Stacha o błądzeniu samochodem po znajomej okolicy, co wziął za początki alzheimera, i natrafiłem na introdukcję owej adeptki. Przybyła na zaproszenie @mag i natychmiast się szeroko rozgościła.

    @Nefer
    Zastanawiałaś się niedawno, jak długo tu gościła. Według własnego mniemania kilka godzin, prawda?
    Otóż od 21. września do 1. października, kiedy postanowiła jednak pokłusować na bardziej soczystą łąkę. Zdążyła jednak zamieścić pod tą datą 47 dość obszernych komentarzy. Spora część była skierowana do mnie. Ich autorka donosi jednak, że mojego nicka nie kojarzy, co mnie niezmiernie cieszy, bo jednak nie spowodowałem żadnej traumy 😎

    A Stachu pisał później, że rodzina zabroniła mu jazdy samochodem, a potem wysłała do lekarza. Jeśli on jednak woli zasługę przyznać komu innemu, to jego sprawa.

  628. @basia.n
    21 listopada o godz. 0:11

    Ostatnio preferuję własny. W weekend goście mi pożarli sporą część upieczonego w sobotę i musiałem zrobić nowy.

  629. @Stachu39 20 listopada, 20:31
    Twój wpis jest dla mnie bardzo cenny i to nie tylko dlatego, że Cię lubię. Już kiedyś pisałam, że jesteś dla mnie głosem rozsądku i opanowania. Teraz piszesz ciekawie o swoim życiu i postawach życiowych, dając się lepiej poznać. Chęć poznania ludzi stojących za nickami jest chyba tym, co najbardziej przyciąga na fora internetowe. Dziękuję za opowiedzenie o sobie.

  630. Tobermory
    21 listopada o godz. 0:19

    Masz rację – tak właśnie było. Dopiero później pojawiły się dwa wpisy,mówiące wyraźnie ,że jest coś nie w porządku.Przypuszczam,że zauważył je każdy,tylko nikt o tym nie napisał,wiedząc,że wystąpiły pewne zdrowotne problemy. Ale była osoba,która o tym nie wiedziała i zapytała wprost,co się dzieje.

  631. Tobermory
    21 listopada o godz. 0:22

    To ile potrzebujesz na cały tydzień bez gości ?

  632. Ostatni był bardzo udany. Skończyła mi się polska mąka żytnia, więc użyłem tutejszej bio, razowej z dodatkiem grubszej frakcji. Przyprawiłem kminkiem, koprem włoskim (nasiona) i mieloną kolendrą. Do tego mam własnej roboty marynowanego łososia (gravlax), niebo w gębie.
    Co roku o tej porze jest w pobliskim sklepie promocja łososia bio, a w ogrodzie wyrasta las młodego koperku…

  633. Tobermory
    21 listopada o godz. 0:35

    Chleb z pewnością pyszny,ale ryby – o za nic w świecie !
    Wolalabym ten chleb z dobrym serem.

  634. @basia.n
    21 listopada o godz. 0:33

    Ja nie mam całych tygodni bez gości 😉
    Chleb piekę dwa razy w tygodniu. To są bochenki ca 1,2 kg.
    Goście dostają jeszcze inne pieczywo – chleb, bułki, rogaliki itp. ze sklepu. Nie sądziłem, że zagustują w żytnim razowcu na zakwasie 🙄

  635. @basia.n
    21 listopada o godz. 0:40

    Z samym masłem też jest dobry.
    Dobranoc!

  636. Tobermory
    21 listopada o godz. 0:45

    Tak,już najwyższy czas na odpoczynek.
    Dobranoc !

  637. Jako pomoc w wrozstrzygnięciu czy film czy książka:
    Dwie kozy żują na śmietniku starą taśmę filmową. Pierwsza do drugiej:
    – nawet niezły ten film….
    Druga:
    – no niezły, ale książka była lepsza…

    PS. Nasz chleb rośnie i smakuje lepiej po dodaniu łyżeczki melasy

  638. Tobermory
    21 listopada o godz. 0:19

    „pokłusować na bardziej soczystą łąkę” 😀 auć

    Zdawało mi się że gęsto tu było od tej osobowości (osobliwości?) Jak to jednak czas ulega przekształceniom, kurczy się i w ogóle (tu taka zamyślona ikona)

    Rozmyślałam dzisiaj jak to można być takim kimś, tak świadomie przeinaczać, wmawiać i twardo, wręcz agresywnie przy tym obstawać, i po co, na blogu? Dla jakiejś ulotnej satysfakcji, paru liter na ekranie? Brak czegoś komuś w duszy? Nie będę jałowo filozować bo to bez sensu.

    Myślałam też sobie jak to 404 wpisując swój własny, jakże skomplikowany, nick popełniła błąd podczas logowania i jako „nowa” zawisła na parę godzin w moderacji. Przez te parę godzin zdążyła zmieszać LA z błotem na sąsiednim blogu, w sposób złośliwy i niegodny. Ja niestety (stety?) takich ludzi zupełnie nie rozumiem. Właściwie sama zamknęła sobie tutaj drzwi swoim zachowaniem, nie przeprosiwszy uczestników bo to za trudne – i za dużo kalumni pośpiesznie wylanych stanęło na przeszkodzie. Myślałam że wspomnę może o tym na EP ale nie ma sensu. A był moment kiedy mi się zdawało że nawet się trochę otrzaskała na LA. Tak cóż ty zrobisz.

    Co to ja miałam, acha, spać (odcinek Star Trek mi przeszkodził) więc teraz książka i dobranoc państwu.

  639. @Herstoryk
    21 listopada o godz. 0:59

    Kiedyś też dodawałem melasę. I maślankę zamiast wody.
    Jak robię ciabattę, to dodaję łyżeczkę słodu (włoski przepis). Posypuję czarnuszką.
    Dobranoc!

  640. @Nefer
    21 listopada o godz. 1:03

    Ja takich ludzi też nie rozumiem. To musi być jakiś defekt osobowości, taki brak wstydu choćby przed samym sobą.
    Dobranoc po raz trzeci 😉

  641. @Ewa-Joanna 20 listopada, 22:06
    Powiedziałaś tyle rzeczy na raz, że mam pewne trudności z odpowiedzią. Więc po kolei.
    1. Twoją uwagę o “instynktach i motywach” związałam z moim postem na temat “wiecznego odpoczynku” @Tanaki. Jak widać niesłusznie, za co przepraszam. Następstwo postów sprawia wrażenie, że są ze sobą związane.
    2. Mojej oceny słów @Tanaki do @404 nie uważam za wygłup, zatem nie czuję też obowiązku przepraszania. Nie wdawałam się w spór miedzy @Paradoksem57 i @404, bo mnie nie interesował. Nie interesuje mnie też dochodzenie kto bardziej w historii bloga zawinił. Obiektywizm w tej sprawie
    jest niemożliwy a samo babranie się w tym uważam za stratę czasu. Chodziło mi wyłącznie o wzajemne odnoszenie się do siebie przez uczestników bloga.
    Moje zastrzeżenie do języka używanego przez osoby uważające się za filary bloga uważam za zasadne. Zawsze uderzała mnie asymetria reakcji na różne posty. Jednych łapie się za byle słowo, innym odpuszcza się język wulgarny i agresywny. Widzę w tym podział na “swoich” i “obcych”, z którym parę osób nawet się nie kryje. Vide “lasciate ogni speranza voi ch’entrate” z upodobaniem powtarzane przez @Tobermory’ego. Tym razem słowom “porzućcie wszelką nadzieję którzy tu
    wchodzicie” wzmiankowany nick dał znaczenie: “obcy” nie mają po co tu wchodzić. Jak się z
    samozwańczymi autorytetami bloga nie zgadzasz, nie masz po co tu włazić. Częste powtarzanie się tego motywu nie mogło ujść Twojej uwadze.
    3. Chciałabym wiedzieć kogo, Twoim zdaniem, szkaluję.
    Na koniec – nie “trafisz do wora z tymi wrednymi”, bo nie uważam odmiennej opinii, wyrażonej spokojnie, za wredność. Nie przyszłoby mi do głowy porównywać Cię np. z @wbockiem.

  642. @
    Stróżom netykiety zwracam uwagę na słowa: “On zrozumiał wpis @Tanaki tak, jak większość z nas”.
    Autorką jest @basia.n, 20 listopada, 19:25.
    Rozproszenie uwagi czy double standard u szanownych stróży?
    A poza tym – jakież to miłe słowo: MY!

  643. Tobermory
    20 listopada o godz. 20:22

    „Ten bym sobie powiesił na ścianie naprzeciw stołu, przy którym jadam z rodziną i przyjaciółmi ”

    Fajnie ale ta dama ukradla jablka ze stolu Cezanne’a!

    Kto to powiedzial: Cezanne jest ojcem nas wszystkich, albo Picasso albo Matisse (musze poszukac).
    Pomyslec co ten malarz rozpetal. Fauvizm, kubizm, ekspresjonizm i abstrakcjonizm. Jeden artysta. Gdybym mial czas, napisalbym cos wiecej o tym niebywalym geniuszu.