Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

21.09.2018
piątek

Czarna dziura

21 września 2018, piątek,

Czarna dziura, Nic, Zero, Nul. Pustka w głowie, uderzenia gorąca, spocone dłonie. Suchość w gardle, która nie pozwala wydobyć głosu.
Próbujesz, ale nie potrafisz odtworzyć, co się może dziać w umyśle tej osoby, ani jak reaguje jej fizyczność.
Wiesz tylko, że coraz bardziej wciąga ją czarna otchłań alzheimera. Trzymasz ją za rękę, gładzisz napiętą skórę i prosisz szeptem – spójrz, to jestem ja. Naprawdę. Twoja siostra.
Ależ wiem, wiem, odpowiada niecierpliwie i wyszarpuje dłoń.
Nie wiesz, czy wie, bo za chwilę mówi – zobacz Miśku (nie wiem kto to jest Misiek) tu można popatrzeć, pochodzić. Tak ładnie zrobili, ludzie chodzą. O, jak śmiesznie…
Właśnie dziecko spadło z rowerka i się drze, a twoja siostra śmieje się radośnie. Wreszcie się śmieje. Promiennie jak dawniej.
Nie wiadomo, kiedy zaczyna się „odwrót” szarych komórek. Kiedy zaczyna ich drastycznie ubywać i co się dzieje w mózgu odmawiającym posłuszeństwa.
Ta straszna choroba ma różny przebieg. Niektórzy niedostrzegalnie, pomalutku pogrążają się w coraz mniej zrozumiałym dla siebie świecie, umykają im słowa, wyrazy którymi coraz trudniej opisują coraz bardziej ułomny świat swoich odczuć. Nie potrafią ich nazwać, tak jak zapominają imiona swoich bliskich U jednych wyzwala to agresję, inni popadają w apatię.
Nie wiem, co jest gorsze: choroba bardzo źle rokująca w pełnej przytomności umysłu, choroba, z którą możesz jednak walczyć, jak z rakiem i nawet odnieść zwycięstwo, czy… utrata osobowości., bo alzheimer się do tego sprowadza.
Stajesz się zepsutą lalką, która jest nie do naprawienia, choć ma jeszcze włosy, zamyka oczy itp.
Nie wiem, czy jest coś bardziej przygnębiającego niż obraz bliskiego (ale także i „dalszego” człowieka) człowieka, który miał ciekawą osobowość, bym kimś mądrym, inteligentnym i z którego WSZYSTKO jakby uleciało, uwolniło się, jak esencja, esprit, duch.
No i ta straszliwa bezradność, bo jak pomóc, jak odwrócić wyrok, który już zapadł, jak złagodzić objawy, opóźnić postępy choroby? Są jakieś lekarstwa, metody, co nie zmienia faktu, że Człowiek wygasa, dopala się jak świeczka.
Ciężko radzi sobie z tym rodzina, a jeszcze gorzej gdy jej brak, albo nie ma możliwości zajęcia się chorą osobą, która może być bardzo „trudna”. Najlepsza w takich przypadkach jest pomoc fachowa, ale nie każdego na nią stać.

21 września to światowy Dzień Alzheimera. Na świecie co 4 sekundy diagnozowany jest nowy przypadek tej choroby.
Tendencje demograficzne są nieubłagane. Prognozuje się, że w 2050 roku już ponad milion Polaków będzie cierpiało na chorobę Alzheimera, trzy razy więcej niż dziś.
Potrzebujemy nowoczesnych i kompleksowych rozwiązań w opiece geriatrycznej.
Potrzebujemy, ba…

Mag

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 549

Dodaj komentarz »
  1. W przypadku mojego wujka najgorszy dla mnie nie był opisany przez @mag proces, tylko jego nieprzewidywalny w czasie postęp.

    W opisie @mag wyczuwam jakąś ciągłość zmian chorobowych. W jedynym znanym mi przypadku wujka zmiany te absolutnie nie były ani liniowe ani nawet ciągłe.

    Zostawiły one w moim rozumku obraz chorujacego mózgu wujka podobnego do wielowymiarowej sieci neuronów i łączących je synaps. Dla uproszczenia wyobraźmy sobie sieć trójwymiarową, w której podstawową strukturą byłby sześcian. 8 neuronów i 12 łączących je krawędzi. Otóż ja wyobrazam sobie, że pewnego dnia „wysiadły” jakieś 3 neurony. No „jakoś” sie zepsuły. Nie działają. Albo/oraz „przerwały się” któreś dwie krawędzie. Nie przewodzą. koniec, kropka, nie ma łączności.
    Wujek zapomina, nie pamięta, zmienia sie jego osobowość, tak jak pisze @mag.
    A za minutę, za dosłownie minutę – pstryk i wszystkie zdolności umysłowe wujka wracają! Wraca dowcip, wraca humor, apetyt, energia, świeże pomysły, no człowiek młodnieje w oczach, o kilka lat.
    A za nastepną minutę, za dosłownie kilka minut – inny pstryk i na powrót zapada zimna, nieprzenikniona, bezduszna, niepojmowalna kurtyna ciemności.

    Neurony w sieci mogą się włączać i wyłączać. Zapalać i gasnąć. Podobnie połączenia między nimi, „krawędzie”. Nawet gdy neuron „pali się” to „krawędź” nie przewodzi i wszystko „siada”.
    Podejrzewam, że jak szlag zaczyna trafiać całą sieć to kto wie, czy i nie pojawiaja się do tej pory nieistniejące połączenia po przekątnej. Dokładniej, po wszystkich przekątnych. Tych położonych na 6 ścianach sześciennej sieci i tych obu przestrzennych.

    Tworzą się nieprzewidywalne połączenia. Rozpadaja się te, które do tej pory zapewniały łączność. Całość z pewnościa jest więcej niż tylko trójwymiarowa, choćby dlatego, że pewnie nie tylko ładunki elektryczne ale jeszcze i substancje chemiczne uczestniczą w transmisji sygnałów. Tak to sobie nieuczenie fantazuję próbujac objąć moim rozumkiem to, czego byłem świadkiem.

    W pewnym momencie nauczyłem sie rozpoznawać natężenie objawów, a wiec stan choroby wujka. Kiedy już leżał w szpitalu ale był „w miarę O.K” to starał się z personelem rozmawiać po angielsku.

    Gdy było „nieco gorzej” przechodził na niemiecki.

    Gdy było „już słabo” – wolał mówić po rosyjsku.

    A gdy dzwoniono z alarmem, że „proszę przyjeżdżać, bo” to już tylko mówił po polsku.

    Polskiego wujka nauczyli mama i tata, bo dom był polski.
    Rosyjskiego nauczyło dzieciństwo wśród dzieci sąsiadów czyli podwórko.
    Niemieckiego nauczył się sam oraz w szkole, zaczął kilka lat przed wojną i kontynuował w czasie wojny.
    Angielskiego tak na poważnie zaczął uczyć się po przyjeździe do USA, czyli w wieku 50+.

  2. Nawet nie wiesz, jak bardzo aktualny jest Twój tekst w moim życiu. Moja starsza siostra (90++) ma niesprecyzowaną przez lekarzy demencję – unika lekarzy i pogrąża się już mocno w nirwanie. Ja zapisuję co ważniejsze zdarzenia z tego świata ułudy, gdyby zaistniała potrzeba ubezwłasnowolnienia. Może Ci kiedyś prześlę całą sagę rodzinną. Dziś chciałem zapisać dla potomnych dwie sprawy. Jedna ma ścisły związek z nazwą blogu. Jedyne co ją interesuje to niedzielny spacer z moją żoną do kościoła. Nie rozumie już, co się dzieje podczas mszy – tylko jedna czynność jest wmurowana na wieki w jej chorym mózgu – księżom należy się szacunek… i kasa! Podczas „ofiarowania” wyciąga rękę do mojej żony po banknot, ale ostatnio zrobiła to samo, gdy ludzie szli do komunii!!!
    Już godzinę po powrocie z kościoła pyta, kiedy pójdą do kościoła. Nie śpi w łóżku, tyko na kanapie w kuchni, kompletnie ubrana i w butach, aby być natychmiast gotową do pójścia do kościoła i tak cały tydzień. Ma dla siebie cały dom i znakomite łóżko z pilotem, a śpi skulona na krótkiej kanapie nawet w butach. Nie ma szans jej to wyperswadować. Sny i koszmary uważa za rzeczywistość i ma mentalność prezesa tysiąclecia, podejrzewa ludzi jej życzliwych o najgorsze uczynki. Gubi wszystko, ale zawsze jej wszystko „ukradziono”. „A kto ci mógł ukraść, jeśli dom jest zamknięty, a komin wąski i okna całe”!
    Raz było to nawet zabawne – rzekomo moja żona, która praktycznie jedyna nią się opiekuje i karmi, wybierała jej rzeczy z szafy. Moja pani się wkurzyła i poszła do domu (przez połączone ogrody). Po chwili przyczłapała moja siostra i z płaczem mówi: „To jednak nie byłaś ty, bo nie jesteś taka pomarszczona”!
    Jest już tak daleko, że nie poznaje obcych, których zna od dziecka, ale niestety nawet bliskich. Wraca zona od dentysty po południu i idzie jej przygotować kolację. Seniorka odmawia i mówi:
    „Czekałam na Milę, ale nie przyszła”! A Mila stoi przed nią!, tylko w nietypowym odzieniu – wyjściowym, a nie w fartuszku. Znają się ponad 60 lat.

  3. Podejrzenie pada na aluminium. Przechodzi przez barierę krew-mózg, bo jak natura ją tworzyła to aluminium nie krążyło we krwi. Drobinki z folii aluminiowej, opakowania, garnka, sztućców, pasty do zębów i, co gorsza, antyrespirantów (rak piersi) oraz wielu innych produktów przedostają się do mózgu, powodując degenerację neuronów i powstawanie blaszek (Plaque). Pastę dla dzieci i rodziny należy zrobić samemu. To na początek. Folie etc. wyeliminować.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Mag, dziekuje za zaproszenie na blog, to w istocie ulga czytanie wpisow, ktore nie zaczynaja sie od zlosliwosci czy zgryzliwosci. Artykul jest swietny,podziwiam umiejetnosc pisania. Zdarza mi sie zapomniec – wyrazenia, tytulu ksiazki, tresci filmu,co bywa troche irytujace, bo wczesniej rzadko mi sie zdarzalo,wystarczyla chwila zastanowienia i przypominalam sobie. Dzis trwa to dlugo. Moze to ma zwiazek z miazdzyca,pewno tak ale i z czyms jeszcze. Z ulatywaniem rzeczy niepotrzebnych,oczyszczaniem umyslu z wiedzy nabytej w ciagu calego zycia, ktora jest istotna tylko w kontakcie z innymi lub bodaj tylko jedna osoba. Naturze nasza wiedza nie jest do niczego potrzebna. Natomiast praktyka uwaznosci, czyli zen, powoduje ze doskonale orientuje sie w otoczeniu.Pamietam, gdzie ktos polozyl telefon, klucze i czesto mnie bliskie osoby o to pytaja – nie widzialas gdzies,nie wiesz gdzie polozylem, itd. A ja zawsze wiem, nie mowiac o tym, ze sama nigdy niczego nie musze szukac.Przeraza mnie najbardziej perspektywa utraty niezaleznosci,mysle, ze wolalabym smierc od nieumiejetnosci rozroznienia czy woda jest zimna czy goraca, czy nabity ziemniak na widelcu trafi do moich ust czy do oka.Dobrze,ze poruszylas ten temat.

  6. Ach, ten Alois! Wszystko chowa i nic potem nie można znaleźć 🙁
    Jako dziecko zazdrościłem moim kuzynom fajnej babci. Moja (przeżyła w pełni władz umysłowych 94 lata) pamiętała wszystko, była surowa i wymagająca, a z tamtą można się było fantastycznie bawić.
    Babka miała 88 lat, siedziała na spakowanym kufrze podróżnym, gotowa do powrotu do swojego Dubna na Rówieńszczyźnie i co jakiś czas mówiła do syna: Oj, my już za długo w tej gościnie, pora nam wracać.
    Do Dubna było ponad 1000 km…
    Od czasu przeprowadzki do naszej miejscowości, do domu nad dużym stawem, okolica zaczęła przypominać babce jej rodzinne strony za Bugiem, więc od czasu do czasu łapała za swój węzełek i ruszała „za groblę”… Znajdowano ją czasami już 3 km od domu, ale szła na północ, w stronę Bałtyku…
    Babka była poza tym bardzo łagodnego usposobienia, z pięcioletnią wnuczką potrafiła zamiatać gęsim piórem podwórko, a nam, 10-12 letnim urwisom dawała pieniądze, kiedy pod wodzą starszej kuzynki okrytej kapą z łóżka przychodziliśmy jako orszak biskupi po dziesięcinę 😎
    Ciotka trochę się czasem skarżyła, bo na przykład kiedy raz wyszła do sadu, bo zabrakło wiśni do pierogów, babka w tym czasie ugotowała nie tylko pierogi, ale i rozwałkowane placuszki, a czasem usiłowała wypędzić kury na staw, żeby sobie popływały 🙄
    Kiedy raz zachorowała i lekarz badając zapytał, ile ma lat, babka zaróżowiła się i wstydliwie chowając pod kołdrą wyszeptała: siedemnaście 😳
    Do końca życia miała świetny wzrok i potrafiła nawlec igłę bez okularów.
    W dorosłym życiu spotkałem dużo mniej zabawne przypadki, jednego, na koniec bardzo agresywnego ojca przyjaciół, w „poprzednim” życiu przemiłego, łagodnego człowieka, rodziców innych przyjaciół, którym się myliły terminy u lekarza, nazwiska, osoby, a z domu opieki, gdzie w końcu wylądowali, wydzwaniali codziennie, tuż po wizycie dzieci, ze skargą, że nikt ich nie odwiedza 🙁
    Sąsiadka, przemiła kobieta aż do późnej starości, dzwoniła w środku nocy do swojego syna, że jest już trzecia, a jej jeszcze nie dostarczono obiadu. Obiad ma być o 12, a zegar pokazuje już trzecią. Ciemności za oknem nie kojarzyła.

    Przyjaciółka, młodsza ode mnie o 6 lat, opowiada mi swoje historie po kilka razy, czasem w ciągu tej samej rozmowy telefonicznej 🙁 Jej matka dożyła z dobrą pamięcią prawie setki 🙄

  7. @marilla
    21 września o godz. 10:16

    A skąd się brał alzheimer i rak piersi przed wynalezieniem folii aluminiowej, antyperspirantów i pasty do zębów?

  8. Może z ałunu? Już starożytni Egipcjanie…

  9. Tlen, krzem i jaki jest trzeci najbardziej rozpowszechniony na planecie ziemia pierwiastek?

    Pastę dla dzieci i rodziny należy zrobić samemu. To na początek. Folie etc. wyeliminować.

  10. @Tobermory. A moze to nie byl alzheimer. Powody stopniowego zanikania pamieci moga byc bardzo rozne. No i wreszcie kiedys ludzie zyli o wiele krocej, nie zdazylo ich „to”zlapac przed smiercia.

  11. @Tobermory
    21 września o godz. 11:07
    Do niedawna Alzheimer prawie się nie brał. Nie, nie dlatego że jeszcze nie wynaleziono folii, ale dlatego że nawet ci, których nie skosił 30-50% odsiew w dzieciństwie rzadko dożywali do 70-ki.

  12. @Herstoryk
    21 września o godz. 11:26

    Długowieczni ludzie zdarzali się we wszystkich generacjach.

  13. Oczywiście, że odsetek długo żyjących osób znacznie się ostatnimi czasy zwiększył, ale alzheimer może dopaść już w okolicach 50-60 lat.
    Kto się boi, że to z powodu aluminium, powinien unikać sałaty, pieczarek, rzodkwi, szpinaku, buraczków, pszennego chleba, kakao, herbaty, przypraw i… piwa, szczególnie z puszki.

  14. Alois Alzheimer jako pierwszy w 1906 roku opisał chorobę nazwaną później jego nazwiskiem. Ogłosił swoją pracę po śmierci 56-letniej pacjentki, którą poznał jako 51-letnią kobietę. Pacjentka ta „nie posiada orientacji czasoprzestrzennej, nie potrafi sobie przypomnieć prawie żadnych szczegółów z życia i często daje odpowiedzi niemające żadnego związku z pytaniem. Ponadto jej nastroje szybko się zmieniały pomiędzy lękiem, nieufnością, odrzucaniem i popłakiwaniem. Nie można było pozwolić jej na swobodne poruszanie się po zakładzie, bo miała zwyczaj dotykać twarzy innych pacjentów, na co ci często reagowali agresją. ”

    Alzheimer spotykał takie przypadki już wcześniej, ale pacjenci mieli ponad 70 lat i podobne objawy przypisywano demencji starczej, otępieniu, którego pacjenci bywają raczej świadomi.

  15. Jednym z testów diagnozujących chorobę Alzheimera jest narysowanie tarczy zegara i oznaczenie na niej poszczególnych godzin. Widziałem, jak 60-letni profesor ETH (Politechniki Zuryskiej) nie był w stanie tego dokonać 🙁

  16. Wszyscy zajęci rysowaniem cyferblatu?

  17. @Tobermory 13:29

    W dzisiejszych czasach przy takim rozpowszechnieniu wyświetlaczy cyfrowych problem z narysowaniem cyferblatu może zacząć występować powszechnie.

  18. Tak jest!

  19. @paradox57
    21 września o godz. 14:03

    😆 😆 😆

    Są jeszcze wieże kościelne i zegary na dworcach kolejowych.
    Może te wszystkie cenne zegarki Nowaków and Co. to nie biżuteria lecz pomoce terapeutyczno-naukowe?

  20. Jeśli to profilaktyka, to słusznie nie zostały zamieszczone w deklaracji podatkowej 😎

  21. Czyli powinien się ubiegać o zwrot kosztów. Gdyby wiedział, to pewnie wycenił by je znacznie wyżej. Że też nie pomyślał. No tak, ale jak miał pomyśleć, jak nie mógł myśleć.

  22. Jechałem niedawno pociągiem z Zurychu do Berna. Po drodze są długie tunele, więc nie widać krajobrazu. Pociąg był piętrowy, siedziałem na górnym piętrze. W pewnym momencie udałem się do toalety, która była na parterze następnego wagonu. Kiedy z niej wyszedłem, pociąg był w tunelu, poszedłem najbliższymi schodami do góry i… nie wiedziałem nagle, skąd przyszedłem 😯 Ruszyłem w jedną stronę – faceci z laptopami, żaden nie wydał mi się znajomy, mojego towarzysza podróży też nie dostrzegłem.
    Poszedłem w drugą stronę, to samo! Straciłem kompletnie orientację co do kierunku jazdy i niewiele brakowało, a wpadłbym w panikę. Od tego czasu staram się zapamiętać numer wagonu, którym jadę. Na szczęście te numery widnieją nie tylko na zewnątrz wagonów.
    I przestałem się śmiać ze zdezorientowanych podróżnych, błądzących po wagonach w poszukiwaniu bagażu i miejsca, gdzie siedzieli 🙄

  23. Ciekawe… właśnie obejrzałam cykl wykładów Indre Viskontas na tematy, mówiąc ogólnie, neurologiczne. Jednym z nich były teorie dotyczące choroby Alzheimera. Otóż. Przeprowadzono badanie starzenia się wśród katolickich zakonnic (były idealnym podmiotem badań, bo siedziały w jednym miejscu, prowadziły podobny tryb życia, nie używały narkotyków… i taaak daaalej). Gwiazdą badania była siostra Mary, która zmarła w wieku 102 lat i zachowała do końca żywy umysł i zdolności kognitywne na wysokim poziomie – nie tylko dla staruszki, ale dla każdego wieku. Po śmierci zbadano jej mózg i… stwierdzono daleko posunięte zmiany charakterystyczne dla Alzheimera! A jednak nie wykazywała żadnych objawów choroby.

    Podobna ciekawostka: osoby, którym usunięto jedną półkulę mózgu funkcjonują w dużym procencie całkiem normalnie. Wniosek: wiemy coraz więcej, ale na temat mózgu wiemy żenująco niewiele.

    P.S. Indre Viskontas nie wspomina o martwym łososiu z Ig-Nobla, ale ograniczenia przydatności skanów mózgu omawia dość szeroko. I ciekawie.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Indre_Viskontas

    P.S. nr 2. Tytuł „Czarna dziura” już był użyty w LA, w ubiegłym roku. Autorem tekstu był Lewy.

  24. @Tobermory 21 września o godz. 14:48

    Ja mam odruch wypracowany w podziemnych garażach: ZAWSZE zapamiętać kod miejsca parkowania – piętro (litera) i stanowisko (cyfra). Można zastosować też w pociągach (akurat po tej stronie kałuży jest ich mało). Ale to chyba nie ma nic wspólnego z wiekiem – kokietujesz!

    Co do przemieszczania się w Szwajcarii i niektórych rejonach Włoch (Volterra!) – pociąg jak pociąg, ale jakakolwiek podróż szosą to dla niezaprawionych czysty horror. Najpiękniej jest wtedy, gdy kierowca autobusu nałogowo nie zwalnia przed serpentynowym zakrętem (zbocze góry, z boku przepaść, za zakrętem nic nie widać) ale za to uruchamia klakson – tuż przed wjechaniem w ten zakręt z dużą szybkością. Horror.

  25. @404 21 września o godz. 15:20
    Jan Stryczek nawiedzony xiunc. Choroba zawodowa?

  26. @Na marginesie
    21 września o godz. 15:22

    Z wielopiętrowymi parkingami już sobie wyćwiczyłem – numer piętra i kolor i, jeśli rozległy, numer stanowiska. Czasem przy windzie można zabrać karteczkę z informacją.
    Przed wielu laty zdarzyło mi się raz długo błądzić po Wiedniu w poszukiwaniu auta zaparkowanego pod… kościołem. Po całodziennym zwiedzaniu miasta zaczęliśmy się w dwuosobowym gronie rozglądać za owym kościołem 🙄
    Ile tam kościołów! Nie zauważyliśmy nawet, czy miał dwie wieże, czy może jedną? Ot, radość z wolnego miejsca, rzut prowincjalnego oka na obiekt, aha, kościół, i bez oglądania się za siebie — w miasto!

  27. Klakson przed zakrętem – to kochają wszyscy pasażerowie autobusów pocztowych w Helwecji

    https://www.youtube.com/watch?v=HCVdnq15_FA

    a dzieci wtórują: post-au-to post-au-to żądając ekstra klaksonu 😉

  28. @Tobermory 21 września o godz. 15:40
    Dokładnie! Ale dla potrzeb filmu to on zwalnia
    A w życiu to jak w życiu. Nawet w Helwecji 🙂

  29. Na marginesie
    21 września o godz. 15:12

    Gwiazdą badania była siostra Mary, która zmarła w wieku 102 lat i zachowała do końca żywy umysł i zdolności kognitywne na wysokim poziomie – nie tylko dla staruszki, ale dla każdego wieku. Po śmierci zbadano jej mózg i… stwierdzono daleko posunięte zmiany charakterystyczne dla Alzheimera! A jednak nie wykazywała żadnych objawów choroby.
    A na co zakonnicy mózg? Pytanie zasadnicze. U osob konsekrowanych wystarcza forma. treść nie ma znaczenia, stąd i umysł nie ma znaczenia, a mózg wystarcza na poziomie biologicznym z niewielkim bonusem. Bardzo niewielkim.

    P.S. nr 2. Tytuł „Czarna dziura” już był użyty w LA, w ubiegłym roku. Autorem tekstu był Lewy.

    Straszna sprawa, naruszenie praw autorskich i tak dalej. Może kolega Lewy ulituje się nad @mag i odpuści 🙂 Albo druga wersja: co było, a nie jest nie pisze się w rejestr. Wtedy blog był 2.0, teraz jest 3.0. I sto dni spokoju, co się nad Wisłą nie sprawdza, ale chociaż w Chinach i dlatego tam kwitnie sto kwiatów, a u nas – ksiądz powleka się rumieńcem. W sprawie wiadomej, a Duda Andrzej – też. W niewiadomej, ale to wszystko jedno.

  30. Tobermory
    21 września o godz. 15:40

    W jakim języku mówi kobieta w 02’01” ?

  31. Tesciowa mojej koleżanki w Anglii zadzwoniła na policję i poskarżyła się, że ją okradziono. Policjant spisujący przez telefon infoormację i adres zapytał, ile ma lat. Gdy dowiedział się, że ma lat 99, kurcgalopkiem do niej dojechali. I dowiedzieli się, że skradziono jej …nie, nie biżuterię, pieniądze, złoto czy obligacje. Skradziono jej leki. Na pewno zrobiła to ta Polka, która przychodzi sprzątać.
    Leki okazało się były w innym pokoju, zawiadomiono rodzinę, a starszą Panią zabrano do szpitala na badania; po kilku tygodniach okazało się, że ma początki Alzheimera, że nie może mieszkać sama.
    Była zamożną kobietą, trafiła do prywatnego domu opieki społecznej. Odwiedzający ją syn z czasem przestał być rozpoznawany, ale był przyjmowany przez matkę jak gość lub jeden z lekarzy czy opiekunów w ośrodku; obsługa domu opieki przynosiła wówczas herbatę, ciasteczka. Przeżyła jeszcze kilka lat, zmarła mając lat 103,5.

  32. A na Festiwalu filmowym w Gdansku film „Kler” na ktory klaskano ponad 11 minut nie dostanie „Zlotego Klakiera” nagrody Radia Gdansk dla najdluzej oklaskiwanego filmu.

    Prezes sie tak wytlumaczyl i wine zwalil na „decyzje kolegium redakcyjnego”:

    „W związku z zaistniałą sytuacją, uniemożliwiającą obiektywną ocenę prawidłowości przeprowadzonych pomiarów długości po poszczególnych pokazach filmów prezentowanych podczas trwającego Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, po konsultacji z Kolegium redakcyjnym Radia Gdańsk, podjąłem decyzję o nieprzyznawaniu w tym roku nagrody Złotego Klakiera”

    Fajne to, ze w tym roku nagroda nie zostanie przyznana… znaczy nikt jej nie dostanie.

    no chyba, ze to taka przewrotna forma reklamowania? Zeby uwage przyciagnac…

    http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,23952082,prezes-publicznego-radia-gdansk-zablokowal-nagrode-dla-filmu.html#s=BoxOpImg3

    pozdrowka
    ~l.

  33. @Tanaka
    21 września o godz. 16:24

    Ürnerditsch czyli Urnerdeutsch czyli dialekt kantonu Uri (höchstalemannische Dialektgruppe), zresztą jak wszyscy wypowiadający się pasażerowie.
    Kobieta mówi, że chętnie jedzie do tej miejcowości (Isenthal), o wiele chętniej niż do miasta.

  34. @konstancja
    21 września o godz. 16:43

    Moja znajoma z drugiej strony gór regularnie jest oskarżana przez teściową mieszkającą w domu obok o przeróżne kradzieże. Kiedy tylko nie może czegoś znaleźć, winna jest synowa. Syn oddał matce klucze od jej domu i zaprzestał wraz z żoną wszelkich tam wizyt, ale to nie pomaga.
    Śląska babka mojego przyjaciela ze studiów regularnie wypytywała mnie o różne sprawy np. ile zarabia mój ojciec. Kiedy mówiłem, że już nie żyje, kwitowała: Aha, na wojnie zginął. Po chwili zaczynała pytać o to samo, aż się zorientowałem, że obojętnie, co odpowiem, zapomni po sekundzie. Przyjaciel miał fantastycznego ojca, ale babka, jego teściowa uważała, że córka wychodząc za niego popełniła mezalians. Mogła wyjść za bogatego sklepikarza, a poślubiła sztygara. Na starość babce się wszystko pomyliło i uważała, że ten łagodny, delikatny i mądry człowiek dybie na jej życie. Barykadowała się w swoim pokoju krzycząc o ratunek, aż sąsiedzi zrozumieli sytuację i przestali biegać na pomoc. W lepszych momentach babka siedziała na stołeczku w kuchni i obierała ziemniaki na niedzielne kluski. Tam zawsze było wiadro pełne obranych ziemniaków…

  35. Co to za ponury temat :/ ja jestem hipochondryk który ma wszystko o czym przeczyta więc nie czytam 🙁

  36. A narysowałaś cyferblat? 😉

  37. @Nefer 21 września o godz. 17:28
    Nie martw się, czytaj wszystko i tak za minutę zapomnisz…

  38. Alzheimer ma co najmniej jedną pozytywną stronę: codziennie poznaje się nowych ludzi 😎

    – Panie doktorze, powoli tracę pamięć 🙁
    – Od kiedy?
    – Co od kiedy?

  39. @Tobermory 21 września o godz. 17:41
    A narysowałaś cyferblat?

    A ten świntuch ciągle o jednym.
    Że też tobie wszystko się musi kojarzyć.
    Wstydź się, tu zaglądaja też kobiety.

  40. Nefer
    21 wrezśnia, g.17:28
    Tak Nefciu, ponury temat.
    I raczej nie nadaje się do żartów.
    Hipochondrii nie podlega, bo kwalifikacja choroby i jej samoświadomość umyka umysłowi. Zepsutemu.

  41. Tobermory
    21 września o godz. 17:41

    Boję się 🙁

    zza kałuży
    21 września o godz. 17:52

    A o co chodzi?

    @mag

    Ale można się martwić na zapas 🙁

  42. Jak nie żartować, no jak?
    To co zostaje, tylko w eb sobie palnąć.
    Zanim zapomni się gdzie leży pistolet.

    Albo o jego schowanie zacznie się podejrzewać tego samego złodzieja, który w przygotowaniu kradzieży przychodzi do domu i przekłada klucze z „domowej” strony drzwi wejściowych na stronę „od klatki schodowej”.

    Gdzie ciagle znajdują je inni domownicy.

  43. Tobermory
    „Alzheimer ma co najmniej jedną pozytywną stronę: codziennie poznaje się nowych ludzi

    – Panie doktorze, powoli tracę pamięć
    – Od kiedy?
    – Co od kiedy?”

    Tobermory, bardzo śmieszny żart. Opowiadała mi go dawno temu właśnie ta bliska mi osoba, która stała się dla mnie „insiracją” do napisania tego wstępniaka.

  44. Nie nadaje się do żartów? 😯

    Grono przyjaciół z czasów szkolnych spotyka się tradycyjnie co 10 lat, aby spędzić wspólny wieczór.
    Kiedy ukończyli 40 lat, spotykają się i dyskutują, dokąd się wybrać i co robić. W końcu jeden rzuca propozycję lokalu „Pod Jeleniem”, gdzie obsługuje „ta Zosia o dużych, niebieskich oczach”. OK.

    10 lat później podobna dyskusja, aż ktoś proponuje „Pod Jeleniem”, gdzie jest dobra kuchnia i świetna karta win.

    Kiedy kończą 60 lat, kombinują znowu, co robić w ten ważny wieczór. Może „Pod Jeleniem”? Tam jest spokojnie i nie wolno palić…

    10 lat później, już 70-letni dyskutują kolejny raz, aż ktoś rzuca pomysł: „Pod Jeleniem” da się wszędzie dotrzeć na wózku i jest winda!

    Kiedy dobiegają 80-tki, dyskusji, gdzie spędzić wieczór nie ma końca, aż jeden mówi:
    – A może „Pod Jeleniem”?
    Na to inny:
    – Świetny pomysł! Tam jeszcze nigdy nie byliśmy.

  45. na marginesie
    21 wrezśnia, g.15:23
    No i popacz, taki niby porządny xiundz, ten od „szlachetnej paczki”, a wyszło szydło z sutanny.
    Ja znam chyba tylko jednego księdza, za którego mogę ręczyć (no może nie aż głową, ale jednak). Na jego msze na Bielanach, zwłaszcza te dla dzieci, zjeżdżają ludzie z całej Warszawy. Ja tam nieraz bywam tylko na koncertach jazzowych w tzw. dolnym kościele, na które może przyjść nawet zaje.. ateista.

    http://viva.pl/ludzie/newsy/kim-jest-ksiadz-wojciech-drozdowicz-114284-r1/

  46. OK. Widzę, że trafiłam kulą w plot. Kto by się martwił na zapas?
    Życie jest piękne i trwa wystarczająco długo.

  47. Trzy starsze panie przy kawie narzekają na pogarszającą się pamięć.
    – Stoję przed lodówką, trzymam majonez w ręce i nie wiem, zrobiłam sobie kanapkę i zjadłam, czy dopiero mam zamiar?
    – A ja stoję z kluczem przed drzwiami mieszkania i nie wiem, wychodzę na spacer, a może wróciłam? 🙁
    – E, to ja takich problemów jeszcze nie mam, ale odpukać w niemalowane (puka w spód stolika). Chwileczkę, tylko sprawdzę, kto przyszedł.

  48. Ja jestem zamartwiaczem się nazapasowym:(

  49. Chorobe Alzheimera znam z czytania i slyszenia. Nigdy sie nie zetknalem osobiscie. W numerze New Scientist z 21 Lipca 2018r. (ISSN 0262 4079, Online ISSN 20595387) ukzala sie notatka o badaniach zespolu naukowcow z Chicago Rush University Medical Centre, w ktorych to badaniach wykazali zwiazek wysokiego cisnienia z zapadalnoscia nachorobe Alzheimera.

    Przebadano na okolicznosc wysokiego cisnienia 1200 przypadkow, srednio do 8 lat wstecz od daty zgonu i u wszystkich wykryto w autopsji objawy choroby Alzheimera, czyli obecnosc plytek protein amyloidowych pomiedzy komorkami mozgu i blaszki bialek tau w nich umiejscowione.

    Ludzie z wyzszym niz srednia cisnieniem krwi, maja wieksza zawartosc blaszek bialek tau,niz plytek amyloidowych (Neurology, doi.org/cr2v).

    Miedzy naukowcami od dawna toczy sie dyskusja nad wplywem zmian cisnienia krwi, a choroba Alzheimera. Jedna z hipotez zaklada ze zmieniajace sie cisnienie krwi moze wplywac na rozdzielenie sie zaoparywania mozgu w substancje odzywcze, a oczyszczaniem z trujacych produktow przemiany mozgu.

    Tyle z notatki w New Scientist.

    Od siebie dorzuce, choc jak wczesniej powiedzialem nie mam osobistych doswiadczen, ze wydluzenie sie czasu trwania zycia i „psucie sie” organizmu ujawnia gorsze strony przedluzonego zycia, w tym i takie jak coraz czestsze wystepowanie chorob zwiazanych jak Alzheimer. Z jednej strony pogorszenie sie sprawnosci dzialania, z drugiej narastajacy problem spoleczny, w postaci opieki nad dotknietych Alzheimerem czlonkow spoleczesntwa.

    pozdrowka
    ~l.

  50. Tobermory
    Jestem pełna podziwu dla twojej empatii i dobrego samopoczucia.
    Oby nigdy nie dosięgły cię opisywane przeze mnie konfrontacje z kimś bliskim pozbawionym „właściwości”.

  51. Tobermory
    I obyś sam nie doświadczył czegoś, na co nikt nie zasługuje, a co może się przydarzyć każdemu, bo geny, bo coś tam.

  52. @mag
    21 września o godz. 18:50

    Nie wiem, czemu akurat mnie się uczepiłaś nie mając wiele pojęcia o moim samopoczuciu czy zdolności do empatii. Potrzebny ci obiekt, na który przeniesiesz wszystkie złe doświadczenia z własnym otoczeniem?
    Myślisz, że ci nie współczuję, tak jak współczuję wszystkim, którzy borykali się lub borykają z podobnym problemem jak ty?
    Czy wszystkich wypowiadających się na tym forum oceniasz tak powierzchownie i pochopnie? Sądząc z twoich perypetii na sąsiednim blogu, nie znasz się na ludziach zbyt dobrze 🙁

  53. @mag

    Nie odebrałam anegdotek Tobermory jako coś niewłaściwego. Raczej (jeśli o mój punkt widzenia chodzi) to uprzejma próba podniesienia nosa na kwintę zamartwiaczowi-się.

    ***

    Wszystko (prawie) tylko nie gotować dla 16 osób na jutro 🙁

  54. PS.
    Myślałem, że opisując przypadki znane mi osobiście, przekazuję też, że wiem, jaki to dramat dla rodzin, a nie zabawne dykteryjki do opowiadania w celu rozbawienia towarzystwa.
    Skoro jednak nie dostrzegasz w tym empatii, tylko moje „dobre samopoczucie”, to nic na to nie poradzę.

  55. Takie rozżalone „I obyś sam nie doświadczył czegoś…” odbieram zawsze jako podświadome życzenie „obyś” 🙁

  56. @Tanaka 21 września o godz. 16:20

    Identyczny tytuł zauważyłam tylko dlatego, że mi komputer chciał nadpisać. Kopiuję sobie każdy wstępniak. Z komentarzami. W przypadku jakby co (wojna, gradobicie, przemarsz wojsk) będzie jak znalazł 🙂

  57. Tobermory
    „Uczepiłam się ciebie”? Nie żartuj. Po prostu uznałam, że podszedłeś do tematu, jaki poruszyłam, zbyt „lekko” i delikatnie zwróciłam ci uwagę.
    Nie ma to nic wspólnego z moimi perypetiami na sąsiednim blogu, na którym operuje aż nadto wiele dziwacznych postaci, więc relacje z nimi łatwe nie są. Ale to mój problem.
    Nie ośmielam się osądzać, jaka jest twoja „znajomość ludzi” lecz nie przypuszczam, by plasowała się powyżej przeciętnej.

  58. Ludzie kochane, dajcie se siana.
    Nie kłUćta sie.

    Choroba jest tak dołująca jak tylko być może. W wersji mnie znanej jeszcze bardziej przez to, że nastepowały (złudne) powroty do normalności. Wbrew rozsądkowi patrzącym na to z boku wracała nadzieja na wyzdrowienie.

    Czasami normalność wracała tylko na moment a czasami na parę godzin. Bardzo dołująca była całkowita nieprzewidywalność.
    A samo powracanie – dla mnie – było jak zaprojektowane przez samego diabła.

    Jednym z najsympatyczniejszych rodzinnych spotkań jakie zapamiętałem była stypa po śmierci innego wujka, brata ojca.
    Nienormalne? Wcale nie, lepiej wspominać na wesoło niż na tragicznie.

    Nienormalne to jest gapienie sie katolików na gołe i zakrwawione zwłoki na krzyżu. Przez 2 tysiące lat i ciągle ich ten widok cieszy.
    2 tysiące lat rozdrapywania strupa.
    To dopiero trzeba mieć fisia.

    Gdyby ta religia była chociaż trochę normalna to mielibyśmy przynajmniej jeden dowcip o Jezusie. Przewrócił sie na skórce od banana i zaklął szpetnie. Doskonały bóg a przeklina. Czy coś takiego. Może uwierzyłbym wtedy w tą tak bardzo reklamowaną ludzką, ziemską stronę odwiedzającego nas boga.

  59. No przecież opowiadałam tu dowcip o Jezusie :/

  60. Alzheimera nie należy mylić z otępieniem naczyniowym, tzn na skutek niedostatecznego ukrwienia mózgu na skutek miażdżycy, w tym nadciśnienia. Sa obecne wtedy zazwyczaj objawy neurologiczne tzn ślady przebytego niewielkiego udaru i tzw objawy „ogniskowe” tzn, wybiórcze upośledzenie niektórych funkcji.
    Wczoraj sam u siebie zdiagnozowałem początki A. Tzn zabłądziłem samochodem w terenie mi znanym od dawna, co prawda w nocy. Takie objawy dezorientacji są dosyć charakterystyczne. Ogladałem niedawno film o pani docent czy profesor neurologii, która sama siebie zdiagnozowała i przygotowała truciznę, żeby sie otruć, gdy już będzie w czarnej dziurze, ale potrafiła już wtedy tego przeprowadzić, Dlatego, gdy by komuś z Was trafiło sie coś podobnego, nie umawiajcie się z rodziną, gdy już będę tylko s-ł pod siebie zabij mnie. Nie zrobią tego! a przed ewentualna próba samobójczą skonsultujcie sie . Alzheimer może tez być maska depresji, która jest uleczalna, albo poprawialna. O tym Jeleniu dobre!

  61. @Nefer 21 września o godz. 19:25
    No przecież opowiadałam tu dowcip o Jezusie :/
    Ale nie cytowałaś Biblii. Wiesz, tej księgi, w której nie ma historyjek o poczuciu humoru Jezusa a Bozia Wszechmogąca jak już się zaśmieje, to jest to mało przyjemne wyśmiewanie się z kogoś.

  62. @Stachu39 21 września o godz. 19:28
    Objawy dezorientacji? Po angielsku to się nazywa „senior moment”.
    Nie wiem, dlaczego zdiagnozowałeś początki, bo w sumie gorsze widzenie w nocy (a więc gorsza orientacja) to raczej kwestia pogorszenia wzroku z wiekiem?
    To tak na zdrowy rozum, bo nie chcę się wymądrzać.
    To znaczy nie chcę się wymądrzać tak za bardzo 🙂

  63. Prezent dla @Tanaki.
    Jak znam @Tanakę to spodobaja sie mu aż tak szeroko rozwarte wrota do umysłowości chrzescijanina, tym razem jest to ewangelik.
    Jak ewngelik odwraca kota ogonem odpowiadając na moje pytanie zadane googlowi o udokumentowane w Biblii poczucie humoru Jezusa.

    https://www.nae.net/the-humor-of-christ/

  64. zza kałuży
    21 września o godz. 19:37

    Nie mogłam cytować bo nie zostałyśmy sobie przedstawione.

    Gdyby ktoś mnie szukał to jestem obok za ścianą w kuchni i niewolniczo garuję. Nie wrócę aż nie skończę.

  65. Dla anglojezycznych o tym ze tatrahydrocannabinol THC zawarty w marihuanie usowa z mozgu plytki bialka amyoidowego beta i powstzrymuje tym samym rozwoj choroby Alzheimera.

    https://www.facebook.com/ScienceNaturePage/videos/1349061768559411/UzpfSTEwMjUyODk3ODA6MTAyMTU0OTYwNjg3Mjc5MzY/

    pozdrowka
    ~l.

  66. @ Mag Moje dwa wpisy sa akurat „moderowane”, wiec nie wiem czy widnieja czy nie, nie takie to wazne.Pozwol, ze choc nieproszona przez nikogo jednak ujme sie za @Tobermory. Nie ma tematow smiertelnie powaznych, smiech to zdrowie, a zarty trzymaja sie na ogol osob, ktore potrafia wspolczuc bardzo gleboko acz nie pruderyjnie. Sama do takich osob naleze.Moze nie uwierzysz,ale podczas zawalu, kiedy tracilam przytomnosc pomyslalam z niejakim rozbawieniem -” no to pewno przyszlo odwalic kite.”Tylko fanatycy sa pozbawieni poczucia humoru. Jasne, nie kazdego wszystko bawi, ale jak to sie mowi – jesli ktos sie smieje na pogrzebie, smieje sie szczerze.

  67. Jest jeszcze otępienie alkoholowe na skutek niedoboru niacyny . Vit B1
    @Mag.
    Jechałem do znajomych, których wielokrotnie odwiedzałem w ich domu. Pojechałem złą ulicą, a potem nie potrafiłem trafić na tę właściwą, krążyłem tak ok. 3 godz. po małych uliczkach. Ten teren dość dobrze znałem, bo w pobliżu miałem kiedyś działkę.

  68. Gdybym ja jeszcze tę marihuanę potrafił palić 🙄
    Wczoraj z ogrodu skradziono mi jedną z dwóch prawie dojrzałych kalashnikowych :mrgreen: Nawet na policję nie ma jak donieść 🙁

  69. Palic marihuane, to sie pali rekreacyjnie. Jako lekarstwo, sie nie pali, tylko stosuje odpowiednie preparaty. Jesli rozumiem roznice pomiedzy kuracja, a przyjemnocia.

    ~l.

  70. Mag

    Pamiętam, mag, Twoje niepokoje o siostrę. To była tylko wiadomość o kłopocie, który był dla mnie kompletnie nieznaną materią. Wprawdzie teść miał alzheimera i razem z nim odszedł, ale zdawkowe obrazki jego zachowań, które przywoziła żona, nie przybliżały do rozumienia sytuacji i ogromnych kłopotów jego syna rolnika i żony, którzy się nim opiekowali. To były obrazki i groźne – bo przy szosie mieszkali – i rozdzierające serce, i humorystyczne. Dopiero jak moja żona, która się opiekowała swoją ciotką we Francji, usłyszała od francuskiej lekarki, że ludzie dotknięci alzheimerem czy zwykła demencją to energetyczne wampiry, które mogą wykończyć opiekunów na długo przed tym, nim sami fajtną, doszło do mnie, że tu, bracie, nie ma żartów. Ale to była tylko konotacja, nie przeżycie. Własne doświadczanie zaczęło się,jak musiałem alarmowo, po śmierci najmłodszego brata, dosłownie w liczone minuty znaleźć się przy mamie w demencji i chorym bracie schizofreniku, zostawiając w złej kondycji żonę, a i sam kulawy.

    Mama wykańczała brata i mnie swoją żywotnością. Trzy tygodne leżała w szpitalu, gdzie wycięto jej kawałek jelita. Ordynator mówił mi przed operacją i po operacji, że trzeba się przygotować na najgorsze (mama miała 93 latka). Ja się przygotowałem, mama – nie: przetrzymała operację, moje pielęgnacje i doszła w końcu do lepszej kondycji niż ja. Jej żywotność wyrażała się w niekończącym się gadaniu ze zmarłymi siostrami, to jakieś dzieci w kącie pokoju wypatrzyła i wołała do siebie, to urojonego kotka głaskała i zagadywała, a najczęściej się wybierała w podróż.

    – To gdzie chcesz jechać? – mówiłem.
    – Do domu.
    – Jesteś w domu.
    – Jaki tam dom, co ja – swojego domu nie znam.

    Nigdy nie była konfliktowa, ale wykańczała brata i mnie swoim gadulstwem, nie mogliśmy przez nią spać. Pierwszy jej rekord to było 18 godzin gadania. Szybko go pobiła i gadała 23 godziny z paroma kilkunastominutowymi przerwami na drzemkę.

    Drugim przejawem jej żywotności – całe życie była bardzo aktywna i pomocna dla bliźnich – było wychodzenie co rusz z łóżka. Było to groźne, bo po operacji miała chyba naruszony zmysł równowagi i się przewracała – nie można było pozwolić.

    To był właśnie drugi brata i mój największy kłopot. Zdumiewające szczegóły zachowań człowieka w demencji – na przykład kiedy pielęgniarka w zakładzie opiekuńczym pytała przy mnie mamę, czy wie, kto przyjechał, mama odpowiadała chłodno, bez najmniejszych emocji: „Jurek Pieczul”, ale nie odniosłem wrażenia, by to było rzeczywiste rozpoznanie – to temat na odrębną długą gadkę pod kierownictwem Stacha39.

    W krótkim filmiku pokazuję Jadzię, która w demencji była tak samo zaciętą zdobywczynią jak przed demencją. Weź nie miej z taką urwania głowy.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6603734448098653986

  71. Zza kałuży
    Dzięki za te słowa ” Ludzie kochane,nie kłUćta się, dajcie se siana”. Bo nie warto – masz rację.
    Pewne tematy są trudne i bolą, zwłaszcza gdy jakoś tam dotyczą osobiście, więc i rośnie drażliwość na reakcje.

  72. Na marginesie
    21 września o godz. 15:22

    Najpiękniej jest wtedy, gdy kierowca autobusu nałogowo nie zwalnia przed serpentynowym zakrętem (zbocze góry, z boku przepaść, za zakrętem nic nie widać) ale za to uruchamia klakson – tuż przed wjechaniem w ten zakręt z dużą szybkością. Horror.

    Tak się jeździ na dróżkach alpejskich, nie tylko autobusami. Wieziono mnie na wysokość około 2000 m pełnym gazem i tym trąbieniem. Było bezpiecznie!

  73. @Antonius 21 września o godz. 20:43

    Ech, wspomnienia… jazda taksówką z lotniska do miasta w San José (Kostaryka) wyglądała następująco: zostaliśmy zapakowani do busika razem z parą Włochów. Natychmiast utknęliśmy w kolumnie samochodów czekających na zmianę świateł – jedno pasmo szosy w każdą stronę. Nagle nasz kierowca wyskoczył z kolumny, zjechał w lewo na to drugie, puste pasmo, ruszył z kopyta przeciw prądowi, dotarł do świateł, które właśnie się zmieniały i skręcił w lewo przed wszystkimi – to znaczy zanim kolumna pojazdów ruszyła z miejsca i mogła go staranować. Miałam śmierć w oczach. A ci Włosi się szalenie ożywili i zaczęli bić kierowcy brawo!

    Później w tej samej Kostaryce inny kierowca tłumaczył mi całkiem poważnie, że dzień bez wypadku na drodze jest dniem straconym – bo jeśli nie ma tragedii to jest nudno! Widziałam podmyte drogi, chwiejne, dziurawe mosty, przewrócone TIR-y i wiele innych atrakcji. I mam zdjęcie innego naszego taksówkarza, który leje wodę na dymiący silnik. Za to każdy zdezelowany miejski autobus ma w oknie (jak amulet) emblemat Mercedesa!

    No cóż, w niektórych krajach jeździ się z fantazją. Pewna Japonka zapytana podchwytliwie o wrażenia z Polski stwierdziła bardzo dobitnie, że wymijanie na trzeciego to naprawdę żaden problem – inni kierowcy uczynnie robią ci miejsce – tłumaczyła. A we Włoszech pewna rodaczka opowiadała mi z zachwytem, że czuje się tu jak w domu – bo jak jechała skuterkiem ulicą jednokierunkową w drugim kierunku, to nikt nawet na nią krzywo nie spojrzał. Z kolei znajoma Włoszka, która autem porusza się po Rzymie, jeżdżąc „na pamięć” bez żadnego problemu, stwierdziła z żalem, że w Holandii w ogóle nie była w stanie jeździć – bo tam są (o zgrozo!) jakieś przepisy ruchu…

    A najlepiej podsumowała ten kontrast w Rzymie przebywająca tam czasowo Niemka: „Gdybym jeździła u siebie w kraju tak jak tu, to bym już dawno straciła prawo jazdy”.

  74. @zza kałuży 21 września o godz. 19:42

    To „poczucie humoru” Jezusa jest chyba raczej in the eye of the beholder. Natomiast dobrze udokumentowany jest szowinizm (nie-Żydzi porównani do psów warujących pod stołem, którym rzuca się tylko odpadki), chora nienawiść do całego narodu (wściekłe oskarżanie i obciążanie winą wszystkich Żydów o jego śmierć – która dopiero miałaby nastąpić) i potępienie normalnych, ludzkich relacji (zalecenie wyrzeczenia się rodziców i rodziny plus nienawiści do siebie samego).

    Co to ma wspólnego z jakimś Jezusem? Raczej niewiele. Ewangeliczny Jezus jest wykwitem bujnej fantazji biblijnych redaktorów.

  75. Nefer
    21 września o godz. 18:35

    Ja jestem zamartwiaczem się nazapasowym:(

    W zasadzie tak, ale tu się pojawia poważna wątpliwość: skoro jest przypaśne to by chyba był zamartwiacz się nazapaśny ?

  76. Było o umieraniu na raka, teraz na Alzheimera. Nic tylko siąść i płakać. Koszmar dla rodziny, ale czy jest lepiej jak ktoś poszedł rano do pracy, w pracy dostał zawału i już nie wrócił. A rodzina zostaje jak walnięta obuchem, bo ani się nie pożegnali, a może się posprzeczali rano i ostatnie słowa były niemiłe.
    Chyba najlepiej umrzeć tak staro, że pies z kulawą nogą już się człowiekiem nie przejmie.
    Żeby tylko mag na mnie nie nakrzyczała. Bo starość w ogóle jest paskudna. Ale alternatywa też nie jest wesoła.

  77. Na marginesie
    21 września o godz. 15:12
    Po śmierci zbadano jej mózg i… stwierdzono daleko posunięte zmiany charakterystyczne dla Alzheimera! A jednak nie wykazywała żadnych objawów choroby.

    Te „charakterystyczne” zmiany, pewnie zostały już dawno uznane za konieczne ale niewystarczające. Co rusz jakieś nowe informacje, to że wyniki testów z wiedzy ogólnej sprzed 50 lat korelują się z zapadalnością (czym gorsze rezultaty, tym większa zapadalność), że dwujęzyczność „pomaga” mózgowi funkcjonować dłużej bez objawów, że pewne mutacje mające na celu ochronę mózgu przed pasożytami są skorelowane i wskazują na autoimmunologiczne pochodzenie choroby, itd. Więc jednak ciągle jeszcze bardzo niewiele wiemy.

  78. Nefer
    21 września o godz. 19:13

    Wszystko (prawie) tylko nie gotować dla 16 osób na jutro

    Wstawszy właśnie od oglądania fachowego odcinka dokumentalnego z cyklu Lądowanie w Normandii i bitwa o Ardeny, jestem pod wrażeniem. Że powtórka i że będzie pobojowisko. Uważaj na bocages, szkopy lubieją kropić zza krzaka.

  79. izabella
    Nie nakrzyczę na ciebie, bo chyba masz rację. Niepotrzebnie przypomniałam o czymś, o czym wolelibyśmy nie wiedzieć i nie pamiętać.
    Po jaką cholerę zakładać, że spotka nas, raczej bliżej schyłku życia, duża nieprzyjemność.
    To nie był, jak widzę, dobry pomysł z tym moim wstępniakiem. Dołującym.

  80. mag
    21 września o godz. 19:21

    Mag, o nierozumienie wagi takiej sprawy jak schodzenie po schodach życia bądź lekkie jego traktowanie akurat Tobermorka bym nie podejrzewał. Na siedem miliardów 600 milionów człowiekowatych jest tyleż samo niepowtarzalnych osobowości. Mierzenie ich jedną miarką wedle własnych przyzwyczajeń i oczekiwań jest, owszem, standardem – z tej racji, że w każdym niepowtarzalnym osobniku jest i niepowtarzalne, i powtarzalny stereotyp. Mogę rozumieć Twoją reakcję na Tobermorka, ale jednak jesteś w innym emocjonalnym miejscu niż on i każdy, kto tylko czyta lub słyszy Twoją wypowiedź. Ja może współodczuwam z Tobą mocniej dlatego że moje, podobne do Twoich przeżycia, są dość świeże, a nie dlatego, że jestem z jakiejś bardziej błękitnej gliny niż Tobermorek.

  81. Ale się Polityce serwery wywaliły :/

    Jak właśnie pisałam że niczego nie kopiuję, może tylko jaki link co mi się spodoba

  82. mag
    21 września o godz. 21:48

    Przepraszam, mag – ja wolę wiedzieć i pamiętać.

  83. Na marginesie
    21 września o godz. 19:20

    @Tanaka 21 września o godz. 16:20
    … Kopiuję sobie każdy wstępniak. Z komentarzami. W przypadku jakby co (wojna, gradobicie, przemarsz wojsk) będzie jak znalazł

    Łomatkobosko! Toż Ty jesteś Jezusek z Matką Teresą z Kalkuty na rączce i Dzieciątkiem Jezus, oraz odwrotnie, w jednym!
    Ja bym też był taki ambitny i staranny, nawet co nieco mi się udawało i trochę wybitnych komentarzy sobie skopiowałem, ale żeby wszystkie wstępniaki i całą gadaninę pod nimi – to masz mój podziw i ogólne bałwochwalstwo oraz tego, no – cielca! Nawet nie mam wszystkich swoich wstępniaków w ślicznej wersji „na czysto” bo na blogu. Tylko większość w wersjach roboczych, bez szlaczka i niekoniecznie treściowo identycznych z tym, co w niebieskiej książeczce Listów Ateistów. W dodatku nie mam pojęcia, ile ich naprodukowałem. No szok i zgrzytanie zębów przy Twojej porządności. 😀

  84. Na marginesie
    21 września o godz. 21:24

    Mój komentarz
    O zwyczajach panujących na drogach Włoch (konkretnie północnych) słucham cyklicznie od młodych, którzy okresowo tam bywają w celach merkantylnych. Pierwsza ich wizyta, to było szalone zaskoczenie (po przejeździe autem przez taka Austrię i dojechaniu do słonecznej Italii – to tutaj tak jak u na? Albo jeszcze ciekawiej?
    Pzdr, TJ

  85. wbocek
    g.21:44
    Jesteś niesamowicie przenikliwy, gdy sięgasz do najgłębszych pokładów cudzej świadomości, „wyjmując” i opisująć najintymniejsze myśli znanej ci osoby, bez jej udziału.
    Aprobuję wszystkie gliny, nie tylko błękitne, z których pochodzą różni ludzie i w ogóle moje życie upływa ostatnio pod znakiem zgody na zgodę.

  86. mag
    21 września o godz. 21:48
    Dobry wstępniak, bo przywraca poczucie proporcji. Mamy ciągle się tylko polityką stresować?
    Kaczyński przeminie i Duda też.

  87. Radość to tylko niedostatek informacji – powiada mój ulubiony trener demotywacyjny i wynalazca Standup-Tragedy, który swoją edukację satyryczną uzyskał od profesjonalistów, mianowicie w katolickiej szkole 😎

    @wbocek
    21 września o godz. 21:54

    Pombocku, dziękuję za twoje mniemanie o mnie.

    Ze ściśniętym sercem obejrzałem twój mały, prywatny dokument. Przypomniały mi się noce w domu znajomych muzyków w Kassel. Ona lat 75, on ponad 80-letni, bez palców u nóg po odmrożeniach na froncie wschodnim, opiekowali się jej prawie 100-letnią matką w demencji, która w środku nocy załatwiała swoje potrzeby fizjologiczne, a po umyciu i ubraniu zdążyła zawsze rozebrać się do naga, zanim udało się ją nakłonić do powrotu do łóżka. Wydawała przy tym odgłosy ni to wycia, ni śpiewu, które ucichały, gdy nakładano jej specjalne słuchawki blokujące dźwięki z zewnątrz. Nie wiem, skąd brali siły, aby w dzień muzykować, pisać o muzyce i prowadzić normalny, gościnny dom. O oddaniu matki do domu opieki nie było mowy, w dzień przychodzili do pomocy młodzi ludzie odbywający służbę cywilną…
    Sami mieli stadko dorosłych dzieci, bodajże szóstkę lub siódemkę, ale wszystkie rozsiane daleko od domu.
    Kilka lat później matka zmarła, a jej córka doznała wylewu i sparaliżowana wylądowała na wózku. Stary mąż przejął więc opiekę nad nią…

  88. mag
    21 września o godz. 21:48

    To nie był, jak widzę, dobry pomysł z tym moim wstępniakiem. Dołującym.

    Mag, to był dobry pomysł i to jest dobry wstępniak. Pombocek (21 września o godz. 21:54 ), Neferka i może inni, trafnie i mądrze Ci odpowiedzieli. Sama różność odczuwania jest dobrym powodem do uzasadnienia Twojego wstępniaka. Ta różność to cenne doświadczenie.
    Opowiem Ci, syntetycznie, o moim doświadczeniu z chorobą alzheimera u bardzo mi bliskiej osoby. doświadczenie to było pomieszaniem przejęcia, współczucia, braku zgody na chorobę z czymś zupełnie innym: hiperświadomością i niemożnością zafałszowania tego, że ta, taki mi bliska osoba, zniszczyła inną bliską mi osobę. Zniszczyła ją jak najdosłowniej, a proces niszczenia w żadnym razie nie miał nic wspólnego z alzheimerem, czym można by jakoś to tłumaczyć i usprawiedliwiać. Działały we mnie emocje i obecne były stany zupełnie sobie przeciwne. Powinienem był – w pożądanym stanie – mieć w sobie coś innego. Miałem to. I miałem bardzo silnie mnie konstytuujące poczucie, że jedna rzecz jest należna, a druga – nienależna. Że tak właśnie, a nie inaczej, choć to inaczej wyglądałoby – z innej perspektywy – lepiej. I zapewne dawałoby mi jakieś komforty. I owszem – dawało tym, którzy taką perspektywę ochoczo przyjęli. Na koniec, długo trzymałem dłonie tej osoby w moich dłoniach i długo, bardzo delikatnie, głaskałem tą osobę po policzku. Mogłem mówić tylko dotykiem. I takie było nasze rozstanie.

  89. @Tobermory 21 września o godz. 22:30
    Radość to tylko niedostatek informacji

    Pesymista to dobrze poinformowany optymista.

  90. @zza kaluzy 21 wrzesnia, 19:42
    Takie teksty nic nie mowia, bo nie moga, o meritum sprawy (np czy Jezus sie smial?), za to odslaniaja osobowosc autora i dlatego moga byc ciekawe. Moja bardzo pobozna przyjaciolka podarowala mi ksiazeczke zatytulowana „El Silencio de Maria” (milczenie Maryi) autorstwa nieznanego mi Ignacio Larranaga. Musze zaznaczyc, ze nie zrobila tego z ostentacyjna intencja nawracanie mnie i nigdy nie zapytala mnie czy ksiazeczke przeczytalam.
    Przeczytalam ja z zaciekawieniem i nawet przyjemnoscia, bo przywolala opowiesci biblijne, ktore opowiadala z wielkim talentem moja babcia. Co najbardziej mnie jednak urzekalo, to stan umyslu autora. Zapowiada on najpierw, ze z Nowego Testamentu o Maryi wlasciwie nic nie mozna sie
    dowiedziec. Potem oswiadcza, ze jednak podejmie sie opowiesci o Matce Boskiej celem spotegowania jej chwaly. No i wynajduje jej cechy charakteru, wsrod ktorych najwazniejsze sa bezgraniczna wiara, posluszenstwo Bogu i doskonala biernosc Na podstawie niklych wzmianek w Ewangeliach oraz mitu Bozego Narodzenia tworzy caly zyciorys tej postaci – co robila, co myslala, co
    czula. Lektura tego dzielka byla dla mnie niesamowitym wgladem w umysl autora i moja konkluzja byla taka, ze ten czlowiek bardzo chcial wierzyc i wmowil sobie, ze wierzy.
    Nie rozciagam tego wniosku na wszystkich wierzacych, bo pewnie motywy i odczuwanie wiary sa rozne.

  91. @zza kaluzy
    PS Nagle przyszlo mi do glowy sprawdzic kim byl autor „Milczenia Maryi”. Franciszkanin, Hiszpan, 1928 – 2013. Cieszyl sie wielka renoma w swoim swiecie jako kaznodzieja i autor wielu ksiazek tlumaczonych na 10 jezykow.

  92. Trzy sprawy:
    1. Trzeba koniecznie zalegalizować eutanazję,
    2. Gorszy od wszystkich „demencji”, „skleroz” i innych umysłowych ułomności jest kler i religijna indoktrynacja, którą traktuje on od maleńkości wszystkich w swoim zasięgu.
    Zycie w ciągłym strachu przed „boską karą za grzechy”, stałym poczuciem winy i wynikającego z religi przygnębienia oraz stresów może powodować lub sprzyjać rozwojowi chorób psychicznych i nie tylko,
    3. Trzeba przestać jeść mięso swoich kuzynów czyli ssaków.
    Jestem ateistą i wegetarianinem i wiem co mówię.

  93. @@mag i Tobermory
    Czarny humor pelni funkcje obronna w naszej psychice, musimy sie do niego czasem uciekac, zeby nie oszalec. Jestem swiadoma, ze nie dokonuje zadnego odkrycia. Wysyp zartow na temat horrorow starzenia sie byl naturalna reakcja obok wyrazow wspolczucia.

  94. @ateista 22 wrzesnia, 1:35
    Pare dekad temu dostalam w prezencie biografie angielskiego poety ery romantyzmu – Percy B. Shelley’a. Ten czlowiek tez byl przekonany, ze dieta wegetarianska zapobiega chorobom ciala i umyslu, jest droga do zwalczenia zla tego swiata. Nie mogl wiedziec, ze na swiecie pojawi sie Hitler, ktory pod koniec zycia stal sie wegetarianinem. Podobno Hitler chcial odwiezc swoich kompanow od jedzenia miesa opowiadajac im przy stole o potwornych cierpieniach zwierzat w rzezniach.
    Osobiscie podziwiam wegetarian i sama chcialabym miec na tyle silnej woli, by calkowicie oprzec sie
    wielozernosci.

  95. @Tobermory
    21 września o godz. 22:30
    Ze ściśniętym sercem obejrzałem twój mały, prywatny dokument. Przypomniały mi się noce w domu znajomych muzyków w Kassel.

    Wszystkie te problemy wynikają po mojemu z (typowej) ludzkiej niedoskonałości. Wymyśliło się sposoby na przedłużanie i podtrzymywanie życia, ale już nie na utrzymanie jego jakości. Dla biosfery stajemy się bezużyteczni koło 40-ki, gdy kończą się zdolności rozrodcze. Późniejsze lata to czas pożyczony, im dalej tym większym kosztem. Pamiętam mgliście jakiś artykuł o ewolucyjnej przydatności dziadków/seniorów – w pierwszym rzędzie jako przekazicieli informacji, doświadczeń i mądrości, w drugim jako opiekunów dla wnuków. Tyle że w dzisiejszych społeczeństwach post-przemysłowych, ani jedno ani drugie nie ma zastosowania, a ludzie żyją długo poza swą przydatność dla społeczeństwa, nawet tą wspomnianą w tym artykule. Ech… dołujący temat. Jak tyle innych dzisiaj. Dobrze, że jestem pesymistą, mniej przykrych niespodzianek i złudnych oczekiwań….

    A na (chwilowe) pocieszenie – https://www.youtube.com/watch?v=qu7Y-Ww6s0w 🙂

  96. @kruk 22 września o godz. 1:06
    Takie teksty nic nie mowia, bo nie moga, o meritum sprawy (np czy Jezus sie smial?),
    Przeceniasz moją znajomość Nowego Testamentu. Liczyłem na Google jak na ściagę. No bo może jednak coś mi umknęło. Podlinkowany tekst upewnił mnie, że nie.

    za to odslaniaja osobowosc autora i dlatego moga byc ciekawe. (…) Lektura tego dzielka byla dla mnie niesamowitym wgladem w umysl autora i moja konkluzja byla taka, ze ten czlowiek bardzo chcial wierzyc i wmowil sobie, ze wierzy.
    Bingo. Toczka w toczkę moje wrażenie po lekturze tego ewangelika.
    Bardzo chciał aby jego Jezus tryskał humorem no i w braku cytatów dopisał swoje fragmenty. Jakie ładne wypracowanie! Bieda w tym, że mój licealny polonista dałby za nie dwóję z uwagą na czerwono: NIE NA TEMAT! 😉

  97. @Herstoryk 22 września o godz. 2:40

    Pamiętam mgliście jakiś artykuł o ewolucyjnej przydatności dziadków/seniorów – w pierwszym rzędzie jako przekazicieli informacji, doświadczeń i mądrości, w drugim jako opiekunów dla wnuków. Tyle że w dzisiejszych społeczeństwach post-przemysłowych, ani jedno ani drugie nie ma zastosowania,

    Ma, ma. Opieka nad wnukami, ale także nad dziećmi-starymi koniami nie polega tylko na fizycznej obecności, robieniu kanapek czy zalepianiu plastrem skaleczonego paluszka.

    Sam fakt bycia gdzieś tam na świecie ich życzliwej mamy lub babci daje ludziom poczucie posiadania magicznej linii życia, zewnątrznego, całkowicie darmowego i nie do kupienia nigdzie indziej i za żadne pieniądze poczucia bezpieczeństwa, stałości, niezmienności, bezwarunkowej akceptacji.
    Niezawodnego, dodatkowego zasilania.

    Napiszę dzisiaj papierowy list do mojej mamy, bo wystarczająco długo byłem leń i mi się nie chciało.

  98. Od tygodnia można na niebie (bezchmurnym) obejrzeć cztery planety, w jednej płaszczyźnie jak pan bóg przykazał. Najbardziej na zachód, tuż nad horyzontem, jaśniutka wenus, potem blady jowisz, jeszcze bledszy saturn, a potem dobrze widoczny lekko czerwony mars. No i księżyc prawie w pełni. A dla aussich na odwrót.

    Jesteśmy przy tym tacy malutcy.

  99. Wcale nie na odwrót – tak samo. A jak łysy wyłazi zza wyspy jak ta wielgachna pomarańcza i maluje złoto-srebrną drogę na wodzie to chciałabym mieć umiejętności fotograficzneTobermory’ego. 🙂

  100. Tanaka
    21 września o godz. 22:39

    Tanako, chciałem dać głos od razu, ale zniknął mój mobilny internet.

    Dziękuję za to skromne i tajemnicze, ale jednak otwarcie się. Mokro mi się zrobiło w oczach – może dlatego, że fest dziś deszcz chlusnął z piorunami – kiedy mówisz tak przejmująco. My w rodzinie nie byliśmy za bardzo uczeni takich zachowań i w ogóle uzewnętrzniania uczuć, dlatego za każdym razem mam kluchę w gardle, kiedy wspominam, jak byłem u mamy w ostatnich jej dniach, mówiłem do niej, choć wątpię, czy rozumiała. Odwracała do mnie głowę, więc może coś słyszała, ale widzieć mnie już nie mogła, i nie dotknąłem jej dłoni, nie pogłaskałem po policzku. Wciąż to przeżywam. Już nie nadrobię.

  101. @404
    21 września o godz. 15:20
    Przeczytałam ten link. Z trudem bo trudno pojąć tych ludzi. Ale tak chyba działa drugi stopień indoktrynacji – gdyby gościu nie był księdzem, nie byłoby mu łatwo tak ludźmi manipulować i może byliby bardziej asertywni.
    Dla mnie ta sytuacja jest przerażająca.

  102. Tobermory
    21 września o godz. 22:30

    Tobermorku, jasne, że stosunek do starych rodziców to w dużej mierze efekt pokoleniowych standardów w danej rodzinie obowiązujących. Wspomniałem o tym, że ludzie w stanie demencji lub alzheimera bywają energetycznymi wampirami. Niedawno dowiedziałem się o znajomym małżeństwie, które opiekowało się przez 8 lat ojcem męża. Właściwie opiekowała się ich znajoma pielęgniarka na emeryturze, jako że ojciec miał wysoką emeryturę. Pielęgniarka w końcu ciężko zachorowała i oboje musieli przejąć opiekę – niedawno sami przeszli na emeryturę. Po roku użerania się z bardzo dokuczliwym, awanturniczym w demencji ojcem byli cieniami ludzi (minione lata, kiedy opiekowała się nim pielęgniarka, też nie spłynęły po nich jak woda po gęsi) – niewiele brakowało obojgu do wykończenia się. Na szczęście długowieczny ojciec w końcu zmarł. Mąż o umieszczeniu ojca w domu opieki lub w prywatnym zakładzie opiekuńczym nie chciał nawet rozmawiać. Tak mieli w rodzinie. Nie zamierzam kogokolwiek osądzać, coś mi jednak w tak kategorycznej postawie nie gra. Ojcu w stanie demencji obojętne jest gdzie jest, syn ma prawo przy nim się wykańczać, nie ma jednak prawa wykańczać przy tym żony. Ona – starej daty, spolegliwa, solidarna – przed nim się nie skarżyła, ale przed swoją siostrą – tak. Była na wykończeniu.
    Ojciec ze swoją emeryturą mógł mieć bardzo dobrą opiekę w prywatnym zakładzie opiekuńczym, być w rękach fachowców. Ta sytuacja to ilustracja ponurych skutków ideistycznego podejścia do życia. Furda dobro żony, ważniejsza jest tradycja.

    Zerknij, Tobermorku, na postawę mojej mamy, kiedy już była w zakładzie opiekuńczym. Była obeznana z domami opieki, bo podejmowała różne akcje pomocy pensjonariuszom, odwiedzała tam znajomych i sama mówiła, mając 90 lat, że jak już będzie stara, to tam pójdzie.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6603889086293974946?authkey=CIuyzeSl9-HQgAE

  103. @mag,

    pozwól, że usiądę obok i pomilczę …

  104. kruk
    Wysyp zartow na temat horrorow starzenia sie byl naturalna reakcja obok wyrazow wspolczucia.
    i @Ateista

    Naturalna reakcja na temat starzenia, zarty i wyrazy wspolczucia na blogu, nie sa. Naturalna reakcja jest szukanie rozwiazan systemowych. Wszystkich dotyka starosc, choroby, wypadki, niepelnosprawnosc, nieszczescia wsrod najblizszych. Humor (rodzaj) czy wyrazanie wspolczucia i empatii na blogach/artykulach, nie sa wspolne wszystkim. Kazdy ma swoj rodzaj humoru i formulowania. Franek nprzyklad zaleca modlitwe. Domy opieki, domy starosci, sluzba zdrowia, ubezpieczenia, odciazanie najblizszej rodziny czasowe, dzialania lokalnych samorzadow etc, etc. moga byc wspolne dla wszystkich. Dzialanie w takich rozwiazaniach, szukanie nowych, sa za tym naturalna reakcja. Nie zarty i wyrazy wspolczucia.

    Wiem cos o tym, @Ateista, bo jestem agnostyk, roslinno/miesny i w poprzedniej komunie bralem udzial w rozwiazaniu problemu opieki nad staruszkami. Nigdy by mnie do glowy nie przeszlo zartowac czy pisac text wspolczucia do rodzin czy proponowac zainteresowanym eutanasie.

    pzdr Seleukos

  105. mag

    Mag, to co powiedziałaś i zainspirowałaś swoim wstępniakiem jest milion razy ważniejsze od wszystkich ważnych społecznie tematów poruszanych na blogu – z religią i polityką włącznie, które są tylko elementami WIEDZY o świecie zewnętrznym. Twoja opowieść i refleksje są o PRZEŻYWANIU, o przemijaniu, o smutku przemijania i o bolesnej jego prozie. I wywołują przeżywanie. Przeżywać, doświadczać, dotykać – to więcej niż wiedzieć. Dziękuję, mag.

  106. Religia nie ma odpowiedzi na zaden problem. Stwarza czesto problemy. W polityce mozna szukac rozwiazan. Poniewaz przezywanie, doswiadczanie, dotykanie sa wspolne wszystkim ludziom.

    pzdr Seleukos

  107. seleuk|os|
    22 września o godz. 7:20

    Seleuku, ze swoim mało że zdroworozsądkowym – bo to jest do zaakceptowania – ale i technicznym, mechanistycznym mówieniem o życiu jeszcze nie doszedłeś, że przeżywanie to coś innego niż szukanie rozwiązań? Że człowiek nie przyszedł na świat z żadnymi zadaniami do rozwiązania – podobnie jak cała natura – tylko je sobie, jako koślawy jej wypierdek, swoim koślawym i śmiesznym umysłem na tych parę sekund życia wymyśla? W dodatku prezentując śmieszne wymysły jako imperatyw kategoryczny obowiązujący wszystkie bez wyjątku małpy – ogoniaste i bezogoniaste.

  108. @zza kałuży
    22 września o godz. 3:17

    Sam fakt bycia gdzieś tam na świecie ich życzliwej mamy lub babci daje ludziom poczucie posiadania magicznej linii życia, zewnątrznego, całkowicie darmowego i nie do kupienia nigdzie indziej i za żadne pieniądze poczucia bezpieczeństwa, stałości, niezmienności, bezwarunkowej akceptacji.

    Być może, ale np. nie dla mnie i żony. Układy z synem są u nas na poziomie chłodnej tolerancji, z całkowitym wykluczeniem jakiejkolwiek ingerencji w sprawy prywatne. Porady, próby pomocy i sugestie prowadzą w najlepszym razie do zadrażnień. Dlaczego? Nie wiemy, być może zazdrości i ma kompleksy, bo nie urządził sobie życia tak dobrze jak my, a duma nie pozwala mu zwrócić się o jakąkolwiek pomoc czy poradę.
    Moja Mama była owszem życzliwa, ale niestety w toksyczny sposób, a zatem dla nas nie było mowy o bezpieczeństwie i akceptacji. Podobne sytuacje obserwuję u bardzo wielu krewnych i znajomych, a to co opisujesz powyżej wydaje się być wyjątkiem zamiast regułą. Wynika to moim zdaniem z dokonujących się z zawrotną szybkością zmian technologicznych i społecznych oraz z rozpadu tradycyjnych więzi generacyjnych w rozszerzonych rodzinach.

    Co do osób z demencją w zaawansowanym stadium, to całkowicie zgadzam się z @wbockowym Ojcu w stanie demencji obojętne jest gdzie jest i uważam, że życie i zdrowie rodziny jest ważniejsze niż tradycja. Ludzką osobowość określa umysł, nie ciało, gdy się rozsypie, pozostaje pusta skorupa.

    Demencja jest coraz większym problemem w starzejących się zachodnich społeczeństwach i coraz większym obciążeniem dla służb zdrowia, które już teraz trzeszczą pod ciężarem kosztów maszyn robiących „ping”, epidemii cukrzycy i otyłości, lekomanii i last but not least, staruszków, niekoniecznie z demencją, ale niezdolnych do niezależnego życia. Co z tym robić nie wie nikt. Być może trzeba będzie może nie proponować eutanazję, ale uczciwie i bezinteresownie wskazywać na istnienie takiej opcji.

    A tak wogóle, to jaka szkoda…..
    https://www.youtube.com/watch?v=EEFPSPgfCg4

  109. Jadę w Bory Tucholskie, do przyjaciół ze szkoły średniej, witać jesień.
    Jeszcze się pamiętamy, jeszcze się rozpoznajemy 😉

  110. wbocek
    22 września o godz. 5:05

    Pombocku, sądzę, że kapuję co i czym mówisz, mówiąc o braku dotyku. Zanim powiem dalej, uwaga: pamiętam, mam w archiwum Twój filmik, jaki na blog puściłeś onegdaj, z Twoją mamą. Mówiłeś o niej sporo razy, na różne sposoby, a właściwie na jeden – wzruszający. Nawet, gdy jak na tym filmiku, przekomarzałeś się z nią: Ty – facet panujący nad rzeczami, ona – skłaniajaca się ku fantastycznościom i fantazjom. Ta wymiana dwojga, jaką zarejestrowałeś, to coś pięknego. Brzmi mi w głowie głos Twojej mamy oraz Twój, mimo, że dobre parę miesięcy, może i więcej, tego filmiku sobie nie odtwarzałem. Tak to działa, jeśli działa, a działa. Co znaczy, że słuszne jest i ateistycznie zbawienne siebie i świat opisywać, pokazywać, demonstrować, przedstawiać, dzielić się nim – na dowolny sposób. Nawet i także – najprostszy. Co dobre, potrafi samo się zapisać, bez udziału Felliniego.

    Nie zdajemy sobie z tego sprawy, bośmy w tym urodzeni i ulepieni, jak bardzo jesteśmy odcięci od siebie, przez – także i na czołowym miejscu – brak zdolności do bliskości emocjonalnej, ale nie mniej, a nawet może bardziej – fizycznej. Z fizyki zresztą bierze się emocja i jej głębokość: przytulenie dziecka jest kosmosem i nic mniej. Co jeszcze dozwolone, gdy matka karp mi piersią niemowlę w kącie, za drzwiami, to już niedozwolone publicznie, choć nic naturalniejszego nie ma. Później już nic nie jest dozwolone: ciało mamy grzeszne i obrzydliwe; jest naszym wrogiem, bo kusi do grzechu i przeciwstawieniu się Woli Pana Naszego. Wstydzimy się, nie umiemy, obawiamy się, lękamy – być wobec siebie i innych blisko, (emocjonalnie i) fizycznie, przytulać, obejmować, całować, głaskać, czulić się – w pełnej gamie możności spontanicznej chęci niezbywalnej potrzeby. Odcięcie siebie od siebie, zabronienie sobie tych doznań, [przekształca się w siłę agresji: [przeciw sobie i innym. Budzi się z tego pedofilia: dziecko pozbawione siebie, skazane przez dorosłych na karę za nieistniejące zbrodnie, rośnie i – jak się wyraził najtrafniej abepe Michalik, tylko oszukał co do kierunku (co tak u poranionego dziecka w dorosłym konstytutywne) – lgnie do człowieka, do księdza. Ano, lgnie, lepi się, bo odmówiono mu dorośnięcia, wyrośnięcia, ukształtowania się w poczuciu ciepła, serdecznego związku, naturalności, spontanicznej i swobodnie demonstrowanej bliskości. Tą nędzę zawdzięczamy bozi. Bóg i jego chrześcijaństwo to największa zbrodnia, w której jesteśmy tak zatopieni, że nie widzimy, nie pojmujemy nic innego. Ale – błogosławiąc zbrodniarza gadamy, że wiara pomaga żyć. Tacyśmy skrzywieni, tacyśmy przeciwludzcy, przeciw sobie, bliskim, wszystkim.

  111. wujaszek wania
    22 września o godz. 8:09

    Jadę w Bory Tucholskie, do przyjaciół ze szkoły średniej, witać jesień.
    Jeszcze się pamiętamy, jeszcze się rozpoznajemy

  112. wujaszek wania
    22 września o godz. 8:09

    Jadę w Bory Tucholskie, do przyjaciół ze szkoły średniej, witać jesień.
    Jeszcze się pamiętamy, jeszcze się rozpoznajemy

    Ździchu, witaj chłopie ! A nie, nie, to nie Ździchu, to sosna.
    Cześć Krzychu, noooo.., tośmy się długo nie widzieli..! A, nie, nie, to nie Krzychu, to świerk!

  113. Co jest celem egzystencji, najwieksi filozofowie sprzeczaja miedzy soba. Ja nie biore udzialu w takich sprzeczkach. Uwazam rowniez, byc eremita i byc czlowiekiem czynnym jest rownouprawnione. Poniewaz zyje w spolecznym, rodzinnym otoczeniu szukam rozwiazan problemow „technicznych” wystepujacych w moim otoczeniu. Eremita tez jestem, czasem. Wsiadam na WooHoo2 i dwa dni z nikim nie rozmawiam, albo trzy. Wczoraj przeszedl sztorm pierwszy jesienny, Knut. Wiatr byl ponad 80km/g. Jade Pombocku zobaczyc jak wyglada moja przystan i WooHoo. Technicznie. Wyraze wyrazy empatii i wspolczucia tym co nie zalozyli springow na dwie burty i obijaczy podwojnych.

    pzdr Seleuk

  114. Tobermory
    21 września o godz. 17:03

    @Tanaka
    21 września o godz. 16:24
    Ürnerditsch czyli Urnerdeutsch czyli dialekt kantonu Uri (höchstalemannische Dialektgruppe), zresztą jak wszyscy wypowiadający się pasażerowie.
    Kobieta mówi, że chętnie jedzie do tej miejcowości (Isenthal), o wiele chętniej niż do miasta.

    Jakoś tak specyficznie mi zabrzmiała jej mowa. Ciekawie o różnościach mowy w Szwajcarii wspominałeś, tu i tam i co raz; uważam, że powinieneś machnąć na ten temat wstępniaka.

  115. zza kałuży
    21 września o godz. 19:42

    Prezent dla @Tanaki.
    Jak znam @Tanakę to spodobaja sie mu aż tak szeroko rozwarte wrota do umysłowości chrzescijanina, tym razem jest to ewangelik.
    Jak ewngelik odwraca kota ogonem odpowiadając na moje pytanie zadane googlowi o udokumentowane w Biblii poczucie humoru Jezusa.

    Prezent zacny, dziękuję Jak nic, nada się na parę wstępniaków. @Neferka ma Straszną Koszulę, ja pewnie zrobię z tego materiału i humoru Jezuska Strasznie Prześmiewczego Wstępniaka. Ten pastor to jest pastor smoleński: im bardziej nie ma dowodu na coś, tym bardziej nic to nie znaczy. Czyli: im bardziej nie ma dowodu na zamach, tym bardziej to nie znaczy, że zamachu nie było, przeciwnie – tym bardziej był. bo – jak chce pastor: w niebieskiej książeczce nie da się napisać o wszystkim. Dlatego, jeśli czegoś tam nie ma, to nie znaczy, że nie ma.

    Więcej nie napiszę, bo mnie zaraz ktoś pogoni, że zmarnowałem wstępniaka. Ale jak nie napiszę, to wcale nie znaczy, że nie napiszę. 😀

  116. Tanaka
    22 września o godz. 8:11

    Tanako, tak mądrze mówisz i głęboko sięgasz, że ja, ofiara może i dość typowego w Polsce zimnego wychowu – od strony ojca, nie mamy, choć domyślałem się (nigdy o swojej rodzinie nie opowiadał), że i on był podobną do mnie ofiarą – mogę tylko smętnie pokiwać głową i w ogóle się pokiwać jako sierota.

    Do Twoich dzielnych myśli pasuje również kapitalne spostrzeżenie zzakałużka:

    „Sam fakt bycia gdzieś tam na świecie ich życzliwej mamy lub babci daje ludziom poczucie posiadania magicznej linii życia, zewnątrznego, całkowicie darmowego i nie do kupienia nigdzie indziej i za żadne pieniądze poczucia bezpieczeństwa, stałości, niezmienności, bezwarunkowej akceptacji.
    Niezawodnego, dodatkowego zasilania”.

  117. Starzy rodzice…
    Poczucie bezpieczeństwa, stałość, niezmienność, bezwarunkowa akceptacja, niezawodne, dodatkowe zasilanie…
    Kotwica, balast, ciężar nie do uniesienia, poczucie winy, zawód, żal, wysysanie energii, poniżenie…
    Za młodu mogą uskrzydlać albo ciągnąć w dół jak kamień. Na starość – budzić uczucia opiekuńcze, tkliwość, współczucie, bezsilność, złość, agresję, życzenie rychłej śmierci…
    A po ich odejściu – poczucie niedosytu, niedokończenia spraw, niewypowiedzenia ważnych słów, niewyrażenia właściwych uczuć, niepogłaskania, niebycia pogłaskanym…

    C’est la vie 🙁

  118. wujaszek wania
    Dzięki wujaszku. Dobrze jest tak posiedzieć i pomilczeć.

  119. Wczoraj i dzisiaj jeszcze trochę oglądałem serial „Maniac”. Polecam.

  120. Mag, Twój tekst (i komentarze pod nim) podczytywałem jednym okiem wśród nawału pracy, ale nie mogę przestać o nim myśleć. Myślę, że żarty w tym temacie podszyte są obawą i poczuciem bezradności, bo cóż nam zostaje. Dziękuję za tekst i trzymaj się dzielnie.

  121. zamartwiając sie na zapas tylko skrócisz sobie życie 😉 chyba nie warto.
    A „nieuchronne” -jak czarna godzina nie nadejdzie i całe zmarwienie na nic. 🙁
    Jesli zaś nadejdzie, i tak nie będę widziała 😉

  122. @@zza kaluzy i herstoryk, 22 wrzesnia, 2:24, 3:17 i 8:07
    Z ta nasza przydatnoscia na starosc roznie bywa. Mozliwe, ze wiezy rodzinne sie rozsypuja i starzy rodzice bywaja dla dzieci tylko balastem. Jednak nie zawsze i nie wszedzie. Sama czuje, ze moja uzytecznosc dla spoleczenstwa jest zerowa, ale dla moich dzieci cos jeszcze znacze. Wyszly mi takie – corka i syn – ze po etapie opiekunczym mam z nimi stosunki wiecej niz serdecznie przyjacielskie i przydaje sie im jako wsparcie duchowe. Zyjemy daleko od siebie ale potrafimy gadac godzinami przez Skype.
    Co do rozsypywania sie wiezi rodzinnych na swiecie, nie bylabym pewna. Moj syn niedawno poslubil amerykanska Chinke. Jest ona rownie przywiazana do swoich rodzicow jak syn do nas. Z okazji slubu
    w San Francisco moglismy poznac jej rodzicow z Taiwanu i niemal natychmiast poczulismy sie wszyscy rodzina. Zadne bariery kulturowe sie nie pojawily.
    Oczywiscie nie chcialabym dozyc czasu, w ktorym moglabym byc tylko ciezarem dla moich pociech.

  123. @selukos 22 wrzesnia, 6:47
    Naturalne jest i to, co ja napisalam, i to, co Ty twierdzisz. Ludzka wlasciwoscia jest potrzeba szukania rozwiazan na rozne rzeczy. Jednak wobec wielu spraw jestesmy ciagle bezradni, stad z jednej strony rozpacz a z drugiej pokpiwanie z naszej nedzy dla utrzymania rownowagi.

  124. @Wujaszek Wania 22 wrzesnia, 7:59
    O tym, co piszesz, wie kazdy kto byl swiadkiem dlugiego umierania. Znam przypadek, w ktorym chory nie tylko nie czul wdziecznosci do opiekuna ale go serdecznie nienawidzil. Opiekun wpadl w alkoholizm.
    W innym znanym mi przypadku skrajnie egoistyczny typ, umierajacy na raka, chcial wyssac co mogl z opiekunki woluntariuszki. Z azylu dla umierajacych chcial przeniesc sie do jej domu, zeby wykorzystac ja doszczetnie tak psychicznie jak i materialnie. Na szczescie presja na kobiete nie trwala dlugo, bo wkrotce po tych probach umarl. W ostatniej chwili trzymal ja jednak za reke i patrzyl na nia z wdziecznoscia.

  125. @Szary Kot
    „Myślę, że żarty w tym temacie podszyte są obawą i poczuciem bezradności, bo cóż nam zostaje”.
    Masz rację, niepotrzebnie ten czarny humor trochę mnie zbulwersował, na co zwracało mi już uwagę kilka osób, z których zdaniem zawsze się liczę.
    Zmieniając temat, zapytuję cię, Kocie, czy jesteś pręgowanym „szarym” kotem, szylkretowym, a może niebieskawo-popielatym kotem brytyjskim?
    Wiesz zapewne, że mam fioła na punkcie tych zwierzaków, więc lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia.
    Zaliczam się zapewne do pierwszej kategorii homo sapiens według Oscara Wilde’a, który twierdził, że „ludzi można podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los.

  126. Stachu39
    Co to za serial „Maniac” i na jakim kanale leci?

  127. Trump znalazł rozwiązanie na uciążliwych migrantów.
    Poradził Hiszpanom wybudowanie potężnego muru wokół Sahary!

    https://www.youtube.com/watch?v=BXCZNBytt5c

    Ten link jest satyryczny, ale na ten temat mówią wszystkie gazety i telewizje

  128. @all

    Wprawdzie jestem wciąż poza domem,ale czytam Politykę i obserwuję komentarze,ponieważ mam ze sobą tablet.Jutro zmieniam miejsce pobytu (z mazowieckiego dworku na Łódź)
    Będę więc starała się zdobyć bilety na Kler 28-go.To moja jedyna szansa,bo następnego dnia wracam. Myślę jednak,że uda mi się zobaczyć.

    @mag
    Poruszyłas temat bardzo trudny,ale bardzo potrzebny…

  129. Demencja.
    Są chwile, których się nie zapomina. Na przykład niektóre loty
    samolotami pewnego towarzystwa indyjskiego.

  130. Herstoryk
    22 września o godz. 2:40
    Tyle że w dzisiejszych społeczeństwach post-przemysłowych, ani jedno ani drugie nie ma zastosowania, a ludzie żyją długo poza swą przydatność dla społeczeństwa, nawet tą wspomnianą w tym artykule. Ech… dołujący temat. Jak tyle innych dzisiaj. Dobrze, że jestem pesymistą, mniej przykrych niespodzianek i złudnych oczekiwań.

    Myślę, że nadszedł już czas, żebyśmy życia nie postrzegali jako przydatności dla biosfery, społeczeństwa, przydatności produkcyjnej.

    Jestem pewna, że NIE JESTEM NA TYM ŚWIECIE ZA KARĘ.

    A tak mogłabym sądzić, gdybym miała zaraz zejść ze świata po 40, lub po 50.
    Albo jak w czasach Bismarcka- nie dożywszy czasu pobierania emerytury. Mimo Twojego pesymistycznego spojrzenia- większość osób w wieku emerytalnym określa, że jest w dobrej formie i cieszy się z wolności i dowolnego kształtowania swojego czasu.
    Mam nadzieję, że będę w dobrej formie w wieku emerytalnym.

  131. @Mag
    Jest to serial Netflixa, o schizofreniku.Gra go Hill, on i jego partnerka Adams, biorą udział w badaniach psychotropów jako króliki doświadczalne i przyżywają ponownie zdarzenia z przeszłości przedstawione pod postacią parodii albo czytelnych odniesień do innych filmów, są tam momenty komediowe ale sam serial jest raczej o miłości i pytaniem , kto jest „normalny”. polecam.
    Pozdrowienia.Kilka godzin przed ekranem.

  132. W innym serialu Bo Jack Horseman, animowanym. Jedna z postaci gwiazdka z serialu w wieku dziecinnym, potem piosenkarka epatująca seksem, jeszcze później narkomanka ale już poza obiegiem, pytana przez przyszywanego ojca z tego serialu z jej wieku dziecinnego, jakie ma plany mówi, że powinna umrzeć, ale już się trochę spóźniła. W serialu nazywa się Lynn, ale napewno jest to odniesienie do jakiejś gwiazdy rocka. Kto mieszka Ameryce na pewno zorientuje się, kogo tutaj (w serialu) parodiują.

  133. @Konstancja
    Jest nam sądzone coraz dłuższe życie, bo medycyna się stara. A w jakiej kondycji będziemy na starość decydują geny oraz tryb życia: dbałość o zdrowie, ciśnienie, cholesterol, aktywność.Czasem nasze starania nie pomogą jesli mamy obciążenia genetyczne. Skłonność do cukrzycy, otyłości, organizmy w trakcie doboru naturalnego i stałego niedoboru pokarmowego wykształciły mechanizmy, które wykorzystywały każdą kalorię do wzrostu tkanki tłuszczowej i teraz przy „normalnym ” odżywianiu cukrzyca i otyłość staje się plagą w niektórych populacjach. Alzheimer też jest uwarunkowany genetycznie, przynajmniej częściowo, czekajmy na uwolnienie marihuany i popalajmy profilaktycznie, ale ostrożnie. Kiedyś w czasie wycieczki do Amsterdamu, poszedłem ze znajomymi spróbować Po powrocie do hotelu poszedłem spać. Kolega z którym mieszkałem już spał i jego chrapanie wydawało mi się strasznie melodyjne. Polecam, jeśli ktoś ma chrapiącego partnera.

  134. @Zezem
    Wszystko się zapomina. Czytam własnie książkę o ogniskowych uszkodzeniach mózgu i tam jest przytoczona historia jednego pacjenta z padaczka pourazową i zaburzeniami pamięci. Badano go szczegółowo i starano sie dowiedzieć, co pamięta okresu przed wypadkiem. Ze szkoły podstawowej wymienił kilkakrotnie imię i nazwisko jednej dziewczynki, wywnioskowano, że mu się podobała (ona go nie pamiętała) czytając to starałem sobie przypomnieć nazwiska i imiona moich koleżanek z podstawówki, jedną sobie przypomniałem (też mi sie podobała ale wolała innego, jego nazwisko pamiętam)poza tym bardziej pamiętam przezwiska np jedna grubawa była nazywana Balbiną

  135. Stachu39
    22 września o godz. 21:07
    usiłuję znaleźć przodków, którzy mieli Alzheimera. Nie znajduję, ale być może diagnostyka była wówczas niedoskonała.

    Z Twojego wywodu wynika, że tak naprawdę nie mam wpływu na to, na co zachoruję i jak skończę, bo geny decyduja o tym. Trochę to przerażające, może nieuniknione. Mało zabawne. Łudzę się, że jakiś niewielki wpływ na to jednak mam.

    Ja zaś odniosłam się do treści wpisu @Herstoryka.
    Nadal uważam, że cokolwiek sie zdarzy, życie po 50. lub 60. jesli w niezłej formie zdrowotnej bedzie nagrodą za …no właśnie, geny przodków moich? czy jednak przeświadczeniem moim, że nie jestem tu za karę. Że jeśli nawet (gdybym była mężczyzną) nie posadzę drzewa, nie spłodzę syna i nie zbuduję domu – nie jestem mniej wartościowy.
    Kobiecie przypisane sa inne role, jakoś je spełniłam, ale gdyby nawet tylko w połowie albo w ćwierci- nadal uważam,że nie czyni to mojego życia mniej wartościowym. Że ważne jest dla mnie tu i teraz. I oczywiście jakość życia także wcześniej, nie tylko na emeryturze.

  136. mag
    22 września o godz. 16:57

    Hm, ilekroć spojrzę w lustro, widzę łysawego kolesia, który już przestał się dobrze zapowiadać. Futro koloru nieokreślonego, podobno kiedyś był blondynem. Nie sądzę, żeby któraś rasa tak wyglądała – ale zaraz, przecież są te bezwłose! To musi być to! Może powinienem zmienić nick?
    Łysawy Kot

  137. …ale może na zimę dostanę włos gęsty, puszysty.

  138. @Mag
    U Kiplinga „kota , który chadzał własnymi drogami,” wyrzucał z domu Mężczyzna, a Kobieta go przygarniała i dawała mu mleko. Mnie to dziwiło, kiedy to czytałem. Pies jest posłuszny i oddany i może dlatego bardziej podoba się temu archetypicznemu mężczyźnie Kiplinga. A kobieta bardziej ceni niezależność i elegancję kocią.Mnie zachwyca właśnie ta elegancja kocich ruchów.

  139. @Konstancja
    Jeśli wśród Twoich przodków był ktoś z otepieniem starczym, masz większe szanse. Alzheimer opisał otępienie występujące w stosunkowo młodym wieku i szybko postępujące. Później udowodniono, że to jest to to samo, co otępienie starcze, które wcześniej uważano za coś normalnego, jako naturalny objaw starzenia się. Zresztą ludzie żyli znacznie krócej. Nawet bez rozpoznania A. , czy otępienia uznaje się, że w podeszłym wieku pamięć, organizacja myślenia podupada z wiekiem.

  140. Tobermory: dostępne są raporty angielskie i francuskie o stężeniu aluminium w odłogach przy Alzheimerze oraz niemieckie o wchłanianiu dezodorantów poprzez skórę jako możliwą przyczynę raka piersi (obydwu płci). Co było przed folią? Alu to trzeci co do częstotliwości występowania metal na Ziemi. Nie jestem specjalistką od archeopatologii. Ale pytanie ciekawe.

  141. marilla
    22 września o godz. 23:58
    myślę, że jeśli przyjąć wpływ aluminium na nasze zdrowie, to więcej szkody mogło przynieść uzywanie garnków aluminiowych modnych w latach 50-60. Moja babcia, moja tesciowa używały takich naczyń, po których skrobało się czasem i aluminiowym gruciakiem ( nazywało sie to wełną aluminiową) albo łyżką, bywało- też aluminiową. Dziś mogłoby zaszkodzić popularne pieczenie w folii alu.
    Podobnież w dawnych czasach bardzo szkodliwe było używanie naczyń cynowych.

  142. Stachu39
    22 września o godz. 22:58
    nie odnotowałam w pamięci takich przypadłości, mimo że cieszyli się dobrym zdrowiem i długowiecznością, ale i tak pewien niepokój pozostaje. Nadzieja też.
    Nikt nie chciałby być ciężarem dla swoich bliskich.
    Daje sie zauważyc dążenie wielu ludzi do niepoddawania się utracie pamięci i myslenia-popularność wydawnictw z sudoku, krzyżówkami panoramicznymi i jolkami oraz wszelkimi rozrywkami umysłowymi zdaje się byc tego potwierdzeniem

  143. @Konstancja 22 wrzesnia, 20:10
    Poruszylas ciekawy temat. Czy mamy na swoje zycie patrzec jako cos przydatnego dla „biosfery i spoleczenstwa”, czy tez mamy prawo zyc po prostu dla siebie. Sa ludzie, ktorzy chca jakos uzasadnic swoja egzystencje, czegos dokonac, zeby na nia zasluzyc. Ale przeciez nikt sie na ten swiat nie prosil, wiec po co te skrupuly?
    W pewnym wieku zasluzyc sie juz trudno, a ciagle sie zyje. W naszym swiecie jeszcze mozna cieszyc sie wolnym czasem na emeryturze, opieka lekarska i dodatkowo szacunkiem dla siwych wlosow. Perspektywa dla mlodych pokolen jest jednak niepokojaca. Nasza wydluzona starosc staje dla nich
    sie coraz bardziej kosztowna. W starzejacych sie spoleczenstwach dobrostan starcow zabiera srodki
    na wychowanie dzieci.
    Pan Raymond Kurzweil przewiduje niespodziewane nadejscie okresu tecnological singularity, w ktorym – dzieki zawrotnemu postepowi sztucznej inteligencji – dzisiejsze problemy ludzkosci zostana rozwiazane. Ale kto wie? Na horyzoncie moze jeszcze majaczyc eutanazja dla zbyt starych, chorych i niedoleznych, jako jedyny srodek na utrzymanie rownowagi demograficznej.

  144. Jakoś mnie oburza model dzieci -> rodzicom.
    Kiedyś uważałam to za naturalne i oczywiste ale teraz po większej dozie informacji nie mogę się z tym pogodzić.
    Jedna z moich przyjaciółek opiekowała się toksyczną matką przez lata, nie założyła własnej rodziny, wreszcie ta matka zmarła a dziewczyna, a właściwie już stara kobieta została sama, zdziwaczała i niepotrafiąca wpasować się w życie toczące się obok.
    I dlatego myślę, że żaden rodzic nie ma prawa odbierać życia dziecku żądając opieki nawet jeżeli to życie temu dziecku dał.
    W Australii budowa miasteczek emeryckich i domów opieki to w tej chwili duży biznes, a coraz częściej mówi się o zapewnieniu opieki starszym ludziom w ich domach, bo źle znoszą zmiany środowiska.

  145. @marilla
    22 września o godz. 23:58

    Nie wpadałbym w panikę w związku z aluminium. Ludzie mają obecnie w życiu codziennym bezpośrednią styczność z tysiącami związków chemicznych (widziałem gdzieś liczbę 80 tysięcy). Ich wpływ na ludzki organizm testowany jest jednostkowo i często minimalnie. Tu cytat z http://mediumpubliczne.pl/2017/01/noworoczne-rozwazania-pesymisty/

    Niektóre z tych plag mogą być powodowane przez (m.in.) tysiące chemikaliów w żywności, meblach i przedmiotach użytku codziennego, wodzie i powietrzu. Producenci badają indywidualną toksyczność każdej zaakceptowanej do użycia substancji, ale nikt (z wyjątkiem kilku laboratoriów prowadzących ograniczone eksperymenty na użytek naukowy), nie badał i nie bada toksyczności ich kombinacji. Jak zdają się wskazywać wyniki tych ograniczonych badań, skumulowany efekt bywa wielokrotnie silniejszy, znacznie przekraczając normy szkodliwości, oparte na toksyczności jednostkowej. Biorąc pod uwagę, że do produkcji tego co jemy i pijemy, na czym siedzimy i w czym mieszkamy używa się obecnie dziesiątki tysięcy chemikaliów (w bazie danych American Chemical Society jest zarejestrowane ponad 50 milionów takich substancji), przetestowanie wszystkich możliwych ich koktajli jest w praktyce niemożliwe. Ludzkość zatem gra w chemiczną ruletkę z trudnymi do przewidzenia skutkami.

    Kto wie zatem co i w jakim stopniu potęguje genetyczną podatność na demencję.

  146. @ Ewa-Joanna
    23 września o godz. 1:26

    Jakoś mnie oburza model dzieci -> rodzicom.
    Kiedyś uważałam to za naturalne i oczywiste ale teraz po większej dozie informacji nie mogę się z tym pogodzić……..myślę, że żaden rodzic nie ma prawa odbierać życia dziecku żądając opieki nawet jeżeli to życie temu dziecku dał.

    Wydaje mi się, że jest to przysłowiowy dylemat młot – kowadło. Z jednej strony racjonalne myślenie prowadzi do takiego wniosku jak Twój. Z drugiej, poczucie obowiązku i sentymenty prowadzą do wiecznego poczucia winy i wyrzutów sumienia, jeśli się taką opiekę zaniedba.

  147. @Herstoryk
    23 września o godz. 3:37
    Moi rodzice nie żyją już od 30 lat, to tylko zostaje mi zadbać o moje dzieci – żeby nie być dla nich ciężarem. I mam nadzieję, że mi się uda…

  148. Ewa-Joanna
    23 września o godz. 1:26

    Jakoś mnie oburza model dzieci -> rodzicom.

    Jest to – dosłownie – pułapka, zastawiana na człowieka przez bozię. Zmajstrował nam IV przykazanie, ze weź i szanuj tatusia z mamusią. Co jest dziwactwem, bo bozia nie od tego jest żeby czyjeś mamusie i ich tatusiów szanować, czego śmiałe i wesołe dowody w wielkiej obfitości przedstawia w niebieskiej książeczce swoich przygód, a nawet i Jezusek mało szanuje mamusię z tatusiem, bo mamusię obdziela grubym, niemiłym i bardzo odpychającym słowem, tatusia to w ogóle nie uznaje i nawet „dzień dobry, co słychać, heloł i ahoj przygodo” nie powie, zaś obojgu, w wieku lat 12-tu, czyli akurat przed bierzmowaniem, bez słowa racji – nawiewa, na całe lat 18-cie. I wcale nie wiadomo, że jest to Podróż za jeden uśmiech. Mamusia z tatusiem to już by wzięli i osiwieli od takiej podróży i w ogóle, nie mieliby ochoty na ani jeden uśmiech. No i do tego dodatkowa atrakcja: synek takie rzeczy wyczyniał, że na krzyżu skończył. Toż to rodzice ze zgrozy by nie wytrzymali i sami się szybko do Domu Ojca przenieśli.

    W chrześcijańskiej Polsce, pardon, trzeba ściśle – katolickiej od 1050 lat – bo żaden Luter ani ortodoks nie będzie nam pluł w kaszę i do konfesjonału – był odwieczny sposób na starego tatusia ze starą mamusią. Nazywał się wycug. Oboje się na wycug wystawiało i patrzeć niedzieli świętej, jak się do Domu Ojca przenosili. I był spokój i wszyscy byli zadowoleni.

  149. @Tanaka
    Piszesz tak, jakby ten”bozia:, rzeczywiście istniał siedział na jakiejś chmurce i zastawiał pułapki dla wiernych.Jeśli takie przykazanie powstało to znaczy, że problem opieki nad ludźmi starymi istniał już dawno, chociaż Alzheimer jeszcze się nie urodził i nie opisał swojej choroby. Trzeba się opiekować starymi rodzicami, starymi kotami, psami, szkapami i to jest po prostu przyzwoitość. Na temat kotów psów nie ma żadnych przykazań, o szkapach pisał Morcinek. Łysek z pokładu Idy, to chyba była lektura szkolna, tznn, że komnistom, tez nie był obojętny los starych szkap.

  150. @KOnstancja
    Mimo różnych reklam, człowiek ma niewielki wpływ na to , na co zachoruje, Zawsze może nie palić, nie pić za dużo, pilnować wagi, bo wiadomo, że to ma wpływ na późniejsze zdrowie. Jeśli chodzi o przydatność, można pisać, malować, pomagać przy wnukach, starć się nie zajmować za dużo miejsca i nie eksponować swoich potrzeb. Może to brzmi brutalnie, ale starość, to jest okres pokory.Co miałeś zrobić, to już zrobiłeś, a teraz zbieraj owoce.

  151. @marilla
    22 września o godz. 23:58

    Te raporty w żaden sposób nie dowodzą, że aluminium było przyczyną. W mózgu, którego masa się kurczy, siłą rzeczy rośnie stężenie pierwiastków.
    Zdrowy organizm wydala (przez nerki) ponad 99 proc. aluminium przyjmowanego z pożywieniem, lekarstwami itp.

    Kto pragnie opóźnić starzenie mózgu i nadejście demencji, powinien (na)uczyć się nowego języka obcego lub gry na jakimś instrumencie. Stwierdzono bowiem, że „robienie głową” ma pozytywny wpływ na ilość nowych połączeń w mózgu.
    Wspominałem tu wczesnym latem śmierć kompaniona z ansamblu muzyki renesansowej. Miał 92 lata i do końca (rozmawiałem z nim na tydzień przed jego śmiercią) pamiętał imiona i nazwiska osób, których nie widywał nawet przez dłuższy czas.
    Mój 89-letni dyrygent też miał znakomitą pamięć i gdyby nie potknął się o granitowy krawężnik…

  152. Ewa-Joanna
    23 września o godz. 8:10
    „(…) zostaje mi zadbać o moje dzieci – żeby nie być dla nich ciężarem. I mam nadzieję, że mi się uda…”

    Słusznie mówisz: „mam nadzieję”. Trochę wiem jak z tym jest u nas. Stąd zacząłem myśleć, że wcześniej czy później utrzymywanie pasożytów w ogóle, starych w szczególności – skoro np. w Polsce na 16 milionów pracujących ponad 9 milionów to bezproduktywni emeryci i renciści – stanie się dramatycznym problemem dla całego rozrzutnego świata. Z wyjątkiem tych w demencji czy z alzheimerem, którym wszystko powiewa.

    W naturze problemów z utrzymywaniem starych nie ma. Człowiekowata małpa z tym swoim durnym rozumem narobiła takich głupstw, że już sobie z nimi nie poradzi. Największym głupstwem jest niczym nie regulowana rozrodczość na ziarenku grochu, jakim jest ziemia. W skrajnych wypadkach zidiocenia i ślepoty – np. chrześcijańskie Kościoły -jest nawet namawianie do większej rozrodczości. Już są z tego powodu światowe problemy i konflikty i tylko będą potężniały.

    Kiedy konstancja mówi: „Myślę, że nadszedł już czas, żebyśmy życia nie postrzegali jako przydatności dla biosfery, społeczeństwa, przydatności produkcyjnej”, to mówi jak nieodrodne dziecko dotychczasowej, rozwijającej się życzeniowo, patetycznie i chaotycznie, bez żadnych regulacji i żadnej globalnej dyscypliny cywilizacji – autentycznej cywilizacji śmierci.

    Nie ma ratunku dla ziemi w perspektywie kosmicznej, ale i nie widzę go w zwykłej kalendarzowej perspektywie. Zwłaszcza kiedy patrzę na kraj aż żenująco krótkodystansowego myślenia wyrażającego się w labiedzeniu, że Polaków w Polsce coraz mniej. Więc robi się to, co najprostsze i najgłupsze: namawia się do rozrodczości i sprowadza się obcych, żeby na nas pracowali. To jest myślenie nawet nie w perspektywie jednego pokolenia, lecz w perspektywie dzisiejszego dnia. Perspektywa kraju o małej liczbie ludności na wysokim poziomie intelektualnym, z małą liczbą kościołów, blaszaków i innych uzależnień, za to z dużą – naukowych instytutów, lasów, i kulturalnych przybytków może się nikomu prócz mnie nawet nie śni. A ja też rzadko śnię, bo żyję tym, co jest.

  153. Notabene, wśród chorych na alzheimera 70 proc. stanowią kobiety. Wiąże się to przede wszystkim z ich dłuższym życiem.
    A najlepszy sposób na długie życie?
    Starać się jak najdłużej nie przestawać oddychać 😎

  154. @wbocek
    23 września o godz. 10:40

    „w Polsce na 16 milionów pracujących ponad 9 milionów to bezproduktywni emeryci i renciści”

    Znaczy, tylko 7 milionów naprawdę pracuje? 😯

  155. Tobermory
    23 września o godz. 10:43

    Tobermorku, „na” (a nie „z”) robi różnicę.

  156. Aluminium – Alzheimer
    Przed bodaj 25 laty czytałem „równolegle” w dwóch poważniejszych periodykach o Al i jego przypuszczalnym wpływie na Alz.
    Tezy przedstawione tam były przeciwstawne. Podobnie jak co jakiś czas rewelacje na temat masła i margaryny ,a wcześniej witaminy „C”.
    Wczoraj słyszałem interesującą rozmowę n.t. czarenj materii, tej w kosmosie. Otóż rodzą się przypuszczenia ,że jej nie ma.
    Miał rację ten od „wiem ,że nic nie wiem”.

    @Stachu39
    Ja pocałowałem pierwszą dziewczyn(k)ę (ona z 1-szej) w drugiej klasie szk.podst. Twarzy nie pamiętam tylko sam fakt ,że podobała mi się i czynność.

  157. @wbocek
    23 września o godz. 11:07

    Porównaj sobie te zdania. Czy któreś jest nieprawidłowo sformułowane?

    W Polsce 1500 karetek przypada na 38 mln obywateli

    Na 38 mln obywateli 19,8 mln to kobiety.

  158. @Tobermory
    23 września o godz. 10:41
    Może nie tylko z powody dłuższego życia, także ( z niechęcią to przyznaję) głupszego. Szczególnie to widać wśród starszej generacji – kobiety głównie zajmują się domem i dziećmi a to wymaga bardziej rutyny a nie kreatywności, tę zwalają na mężów. Zaobserwowałam to zjawisko wśród wielu znajomych i w rodzinie też, że wszelkie pomyślunku wymagające zadania wykonywali panowie.
    Zresztą zobaczcie jaka jest przewaga panów na blogu. A gdzie te żony? 🙂

  159. A to?
    Na 38 mln obywateli 1500 to karetki.
    😉

  160. Tobermory
    23 września o godz. 11:19

    Nie ma targów, Tobermorku. Szukaj dalej, jeśli Ci zależy, bo ja do uczniowskich prztykanek nie mam głowy

  161. @Ewa-Joanna
    23 września o godz. 11:20

    Tego nie chciałem podkreślać, ale czynne życie intelektualne bardzo pomaga. Wdowa po tym 92-letnim koledze ukończyła właśnie 90 lat i umysł ma jak brzytwa, ale też muzykuje i była (jest) aktywna umysłowo do dziś. Oboje spędzili parę lat w Persji, więc on nauczył się języka i potrafi odczytać informacje zawarte w specjalnym wzorze w rogu każdego perskiego dywanu.

  162. Stachu39
    23 września o godz. 9:43

    @Tanaka
    Piszesz tak, jakby ten”bozia:, rzeczywiście istniał siedział na jakiejś chmurce i zastawiał pułapki dla wiernych

    Stachu, ale o co Ci chodzi z tym bozią, że „piszesz jakby… istniał”? Czyżbyś był niezorientowany, że bozia istnieje, RZECZYWIŚCIE istnieje? Nie wiesz, że Polak, czyli 95% Polaka – co jest wynikiem wybitnym, bo spirytusowym, czyli SPIRITUSOWYM – a katolik nie tyle nawet wierzy w bozię, ale wie, ma pewność ze RZECZYWIŚCIE istnieje, że BOŻA RZECZYWISTOŚĆ? Nie orientujesz się, że zgodnie z tą wiarą i tą pewnością kształtowana, wysycona jest katolicyzmem polska rzeczywistość? Że żyjemy w niej zanurzeni jak śledzie w beczce pełnej soli? Zdaje Ci się może, że jest inaczej?

    Skoro jest jak jest, to mówimy jak jest.

  163. Tanaka
    23 września o godz. 11:40

    Tanako, Stachu39 to śmiertelnie poważny starszy pan, którego żarty się, dzięki Bogu, nie trzymają. Więc kiedy mówisz, że bozia to, bozia tamto, to czy Ty sobie życzysz, czy nie, obiektywnie, czyli w panchrześcijańskim rycie, jesteś kaznodzieja. Tak Co dopomóż Bóg.

  164. Stachu39
    23 września o godz. 9:43

    @Tanaka
    […] Trzeba się opiekować starymi rodzicami, starymi kotami, psami, szkapami i to jest po prostu przyzwoitość. Na temat kotów psów nie ma żadnych przykazań, o szkapach pisał Morcinek. Łysek z pokładu Idy, to chyba była lektura szkolna, tznn, że komnistom, tez nie był obojętny los starych szkap. […]

    Stachu, „przyzwoitość” to jest nie wiadomo co. A jak już coś, to wynalazek współczesnego świata, praw człowieka, oraz zwierza. Że wierzę to nie przedmiot, nie rzecz do „czynienia sobie poddaną” – jak nakazuje ludziom niebieska książeczka z przygodami bozi i jak to chętnie, do dziś, robią. „Przyzwoitość” to męt pojęciowy, z którym należy ostrożnie. Nie jest przyzwoity ten, co się „opiekuje starymi psami”, gdy się opiekuje dla korzyści własnej: bo pies/kot mi umila życie, bo jestem taki dobry i szlachetny, że się kotem/psem/szkapą zajmuję. Jest to wynik użyteczności, a nie uznania autonomicznej wartości i wynikającymi z tego uznania zachowaniami.

    Starzy rodzice, wystawiani na wycug – to nie był wynik żadnej „przyzwoitości”, a użyteczności (tu: jej odwrotności) oraz brutalnej ekonomii życia. To wycug był powszechnością, monolitycznym standardem w dziejach człowieka, a nie żadna „przyzwoitość” i serdeczna opieka nad starymi, słabymi, brzydkimi i nieużytecznymi.
    Bozia tak człowiekowi urządził życie, że rządzić musiał właśnie wycug.

  165. wbocek
    23 września o godz. 11:54

    Tanako, Stachu39 to śmiertelnie poważny starszy pan, którego żarty się, dzięki Bogu, nie trzymają.

    Z tą śmiertelną powagą to jest jakoś pewnie tak, że ze śmiertelną powagą należy odróżniać co jest śmiertelną blagą wśród śmiertelnych powag, by się następnie z tych wydłubanych i wynicowanych z powag blag, uroszczeń, zawłaszczeń i pospolitych, na rympał, napaści – śmiertelnie poważnie śmiać, naigrywać, wykpiwać, wyszydzać. Śmiertelnie śmiertelne jest bowiem branie blagi za powagę.

  166. @Tanaka
    Ja bozi nie wprowadziłem do dyskursu. 10 przykazań to wynik przemyśleń poprzednich pokoleń i wskazówka jak zachowywać sie przyzwoicie. Tyle o przyzwoitości.Prawa człowieka to nie męt pojęciowy, tylko pojęcie z nowej religii – humanizmu, jak to opisuje Harari. Może jak panowanie nad światem (naszym) przejmą maszyny (Sztuczna inteligencja)to eutanazja staruszków i „wycug”, stanie sie normą cywilizacyjną .Dopóki co ,jeszcze nie i istnieje coś takiego jak bycie przyzwoitym( Conrad .Lord Jim).Mam nadzieję)

  167. @Zezem
    A pamiętasz jak się nazywała? Czy miała niebieską sukienkę, czy różową, czy miała warkocze?

  168. @wbocek
    Lubię żarty, ale dobre.

  169. Stachu39
    Mój boże, kto dziś czyta Conrada? Czytałam trochę za młodu ( na pewno „Lorda Jima” i „Smugę cienia”, bo było w domu pełne wydanie jego dziel w siermiężnych okładkach, bodaj z lat 50), ale bez entuzjazmu.
    ” Bycie przyzwoitym” kojarzy się dziś może z prof. Bartoszewskim, który ma tyluż gorących zwolenników, co opluwaczy. A tych drugich dlatego, że bydło nazwał bydłem (m.in. buczące na cmentarzu), kierując się właśnie poczuciem przyzwoitości. Tak określonych ludzi, dziś należą do „pierwszego sortu”, jakoś nie rażą „zdradzieckie mordy”, które „zabiły mu brata”, ani sędziowie ojkofobiowie, którzy nienawidzą Polski.

  170. Stachu39
    23 września o godz. 12:18

    Cóż, z 10. przykazań tylko cztery są uniwersalne, pozostałe nie mają nic z uniwersalnie rozumianą przyzwoitością. Te cztery na pewno są wynikiem doświadczeń (nie przemyśleń!) człowiekowatych znacznie wcześniejszych niż Hebrajczycy. Lata świetlne dzielą Dekalog od o wiele bardziej rozbudowanych i bardziej praktycznych innych kodeksów moralnych – choćby niby prymitywnych Eskimosów. Dekalog jest przywoływany potocznie jako podstawa moralności chrześcijańskiej, tymczasem to skrajnie uboga we wskazania moralne podstawa. Jako kodeks moralny dla naszych czasów jest właściwie niczym. Bo takie zasady jak szanowanie rodziców, nie zabijaj, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu były znane ludzkości od niepamiętnych czasów i niepotrzebny był i jest Dekalog, by je stosować. Podsumowując: bycie przyzwoitym nie zależy od przestrzegania Dekalogu i nie ma z nim żadnego związku. Jest chorągiewką do machania – niczym więcej.

  171. Stachu39
    23 września o godz. 12:52

    Jeszcze nie słyszałem, by kto powiedział, że lubi żarty złe i głupie. Jest natomiast pretensjonalna maniera przyznawania się do lubienia rzeczy wyłącznie dobrych< – taka mało uświadamiana samonobiltacja. Więc

    Napijemy się dobrej kawy
    Czytam tylko dobre książki
    Lubię dobrefilmy
    Wypijemy kropelkę dobrego koniaku

    i tym podobne sraty-taty.

  172. Najgorsze, że najbardziej lubią „dobre” żarty ci, których te żarty są.

  173. @Wbocek
    Dla mnie żarty z religii nie są dobre (smaczne), co już okazywałem. Dekalog zawiera jakiś kodeks postępowania i jakie to ma znaczenie, że wcześniej były inne? Ten przetrwał i nie widzę powodu, żeby go odrzucać, bo „bozia” ofiarował go Mojżeszowi na górze Synaj. tak przynajmniej wg biblii. W zacietrzewieniu ateistycznym nie można odrzucać wszystkiego, co ma pochodzenie religijne, bo w ten sposób obniżamy naszą cywilizację. Religia jest częścią naszej cywilizacji, czy chcemy, czy nie. Odrzucanie dorobku cywilizacyjnego to działanie bolszewickie.

  174. Tanaka
    „Starzy rodzice, wystawiani na wycug – to nie był wynik żadnej „przyzwoitości”, a użyteczności (tu: jej odwrotności) oraz brutalnej ekonomii życia. To wycug był powszechnością, monolitycznym standardem w dziejach człowieka, a nie żadna „przyzwoitość” i serdeczna opieka nad starymi, słabymi, brzydkimi i nieużytecznymi.
    Bozia tak człowiekowi urządził życie, że rządzić musiał właśnie wycug”.
    No co ty, Tanaczku, przecież bozi nie ma.
    Ludzie ludziom zgotowali itd., co wynika po prostu z kalkulacji. Stare musi odejść, a jak zbyt długo nie odchodzi, a jeszcze przeszkadza i na dodatek ma paskudny charakter, coś z tym trzeba zrobić.
    Zamiast upokarzającego wycugu w nowoczesnych społeczeństwach praktykowane są różne rozwiązania. Plus minus wiemy, jakie i kogo na co stać, zarówno mentalnie, jak i materialnie.
    W moim odczuciu godnym rozwiązaniem jest eutanazja, do której powinni mieć „dostęp” nie tylko chorzy terminalnie, ale też osoby nie mające już po co żyć, według ich oceny. Starzy, schorowani, opuszczeni przez najbliższych lub nie chcący im sprawiać kłopotów.
    Poza tym trafia mi do przekonania argumentacja @Ewy-Joanny:
    „Jakoś mnie oburza model dzieci -> rodzicom” itd.

  175. wbocek
    „Dobry żart”, jest – jak wiadomo – „tynfa wart”, czyli diabli wiedzą ile.
    To co śmieszy jednych, w ogóle nie rusza innych i na odwrót.
    Z grubsza wiemy, co to jest humor angielski, oparty na absurdach, paradoksach itp. Polacy na ogół nieźle ten typ humoru łapią i sami
    go tworzą, bo Polandia to wymarzona dla Mrożków czy Ionesców kraina absurdu, zamieszkała również przez ulubieńców humoru noir. Dlatego trochę się dziwię, że nasze żarty nie „podbijają” Europy, a przywołuje się chętnie kretyńskie amerykańskie polish jokes.

  176. @wbocek
    Cóż złego jest w piciu dobrej kawy, czy czytaniu dobrej książki. bo są książki niedobre i kawa może być lurą.Pewnie chodzi Ci o to, kto orzeka, co jest dobre, a co złe i się w ten sposób wywyższa, każdy ma prawo do własnego osądu. A picie dobrej kawy, czy dobrego koniaku to nie snobizm.

  177. „Czarba dziura” nieco inaczej.

    W Superstacji ankieta pt. „Czy Polska powinna zapłacić odszkodowanie za ekshumacje ofiar smoleńskich wbrew woli ich rodzin?

    Wynik:
    Tak – 70%
    Nie – 30%

    Ja oddalem glos na NIE , tak zaglosowalem nie dlatego, ze uwazam, ze sie kompensata rodzinom niezgadzajacym sie na ekshumacje nie nalezy…. Nalezy sie jak najbardziej, ale to nie Polska ma ta rekompensate zaplacic, ale ci ktorzy jej chcieli, ci ktorzy wydali decyzje jej przeprowadzenia… I to wlasnie oni powinni zaplacic nie tylko kompensaty rodzinom, ale i zwrocic wszystkie koszty

    Dlatego, zaglosowalem za Nie.

    pozdrowka
    ~l.

  178. Stachu39
    23 września o godz. 15:12

    I picie dobrej whisky, czy dobrego wina, czy obejzenie dobrego filmu, czy dobrej zabawy w dobrym towarzystwie… Wogle wszystkiego dobrego zycze wszystkim jak najwiecej.

    pozdrowka
    ~l.

  179. Stachu39
    23 września o godz. 14:25

    Mówiąc o używaniu w mowie manierycznego przymiotnika „dobry” nie miałem zamiaru oceniania Ciebie – to jeden z moich językowych zajobów, więc zareagowałem dość spontanicznie. Ta manieryczną „dobrość” nie jest obiektywną dobrością, bo takiej nie ma – jest wyłącznie subiektywna („Szto takoje charaszo, szto takoje płocho”). Natomiast mowa codzienna – również tu na blogu – roi się od słownych skamieniałości czyli bezrefleksyjnie używanych stereotypów. Na tym polega mój zajob, że ich nie cierpię, zwłaszcza kiedy bezwiednie sam używam – wtedy dałbym sobie normalnie w łeb. Ale jak dam, jak używam bezwiednie czyli bez wiedzenia, że używam.

    Natomiast w swoim czołobitnym stosunku do chrześcijaństwa w jego jakoby cywilizacyjnej roli wypowiadasz bezkrytycznie pewne standardy, które część tutejszych ateistów przerobiła i odrzuciła dwa tysiące trzysta lat temu lub wcześniej. Nie dociera i już nie dotrze do Ciebie, że nie religia dała ludzkości zasady moralne, lecz są one regulaminami zachowań, które obowiązywały we wszystkich zwierzęcych społecznościach miliony lat przed tym nim się pojawiły człowiekowate razem z ich religiami. Człowiekowate w swoich z kolei społecznościach tylko je rozbudowały, uczłowieczyły, zwłaszcza kiedy zaczęły mówić. Jeśli jest jakiś kulturotwórczy wpływ chrześcijaństwa, to na pewno nie w praktycznej moralności, lecz tysiąc razy bardziej w mantrycznym paplaniu niemoralnych katabasaów o moralności. Aż się prosi, żeby w sferze skuteczności ubożuchnych zasad moralnych starożytnego chrześcijaństwa porównać je z komunizmem: Zasady były może dobre, tylko wykonanie – gówniane. Posłużę się moja prywatną mantrą: Będąc w mowie bardziej religiantem niż ateistą nie widzisz tego, że ani judaizm, ani chrześcijaństwo nic nie zmieniły w człowieku od czasu jak Kain zabił, a mama skradła.

  180. @wbocek
    23 września o godz. 15:29

    Ja bym się tak nie unosił w sprawie rzekomości cywilizacyjnej roli chrześcijaństwa. Słyszałem albowiem wywiad z jednym cywilizowanym przez misjonarzy plemieniem:
    – Czy są u was jeszcze kanibale?
    – Ależ skąd! Ostatniego zjedliśmy miesiąc temu 😎

  181. Stachu39
    23 września o godz. 15:12

    Tym się właśnie różnimy: jeden – o dupie, drugi – o słupie. Nie mówię o kawie, o alkoholu, o książkach ani o czymkolwiek, co jest złe lub dobre, lecz o pretensjonalnym zachowaniu językowym, które nie jest żadnym innym komunikatem niż tylko autoprezentacją mówiącego jako miłośnika rzeczy wyłącznie dobrych, który byle czego nie tego. Po co takie prezentacje? Jeśli powiem: „Napijmy się herbaty”, to bez dodatku „dobrej” będzie znaczyć, że się napijemy szczyn?

    Różne są poziomy wtajemniczenia w niuanse komunikacji i różne są poziomy wrażliwości. Na wkus i cwiet towriszczej niet.

  182. Ewa-Joanna
    23 września o godz. 1:26
    własnie przyszła mi do głowy sytuacja mojej koleżanki. Jako młode dziewczyny juz po pracy umawiałysmy się a to na kawę, a to na spacery, czasem z braćmi swoimi wspólnie na rajdy. Nie było w tym wówczas na ogół damsko-męskich relacji, choć z czasem i takie się pojawiły. Nasz koleżanka dwa-trzy razy dziennie rozmawiała ze swoją mamą, która czegós od niej żadała, najczęściej szybkiego powrotu do domu zaraz po pracy. Ewa była z nami na takim spacerze raz, może dwa, raz była na rajdzie i potem zawsze spieszyła sie do domu.
    Potem nasze drogi się rozeszły i kilka lat temu nagle zobaczyliśmy ją z matką w śródmiejskiej kawiarni. Chwilę pogadałyśmy, a potem wymieniłysmy się numerami komórek.
    Matka przywiązała do siebie Ewę tak bardzo, że Ewa nie znała żadnego życia towarzyskiego, nie randkowała, nie wyszła za mąż, jest wciąż na wezwanie matki (mieszkają razem); gdy chciała sobie kupić mieszkanie w poblizu rodziców (zył jeszcze ojciec) matka dostała ataku histerii i Ewa zrezygnowała.
    Dziś Ewa ma już emeryturę wcześniejszą, matka ściga ją telefonami, gdy wyjdzie po zakupy,; o spacerach nie ma mowy, bo matka wpada w histerię, gdy godzinę, dwie Ewy nie ma w poblizu, w sąsiednim pokoju. Ojciec nie żyje, matka ma 98 lat, jest niesprawna fizycznie, ale zupełnie Ewę „ubezwłasnowolniła”. Ewa mysli tylko o tym, żeby matka nie histeryzowała, żeby wyjśc z domu na dwa, trzy kwadranse pod pretekstem zakupów (Oj córciu, jesli ty tak wciąż zapominasz, to może jakies pigułki na pamięć) i mówi, że właściwie stała się posłuszna i podporządkowana potrzebom matki. Wspólczuję jej, bo jeśli matka kiedyś odejdzie z tego świata, Ewa nie będzie wiedziała, co z sobą zrobić.

  183. @wbocek 23 wrzesnia, 13:25
    Zart, zeby byc zartem, musi byc zabawny. Zart powtarzany tysiace razy, choc w pewnych wariacjach, bawic przestaje. Natomiast nasuwa podejrzenie o obsesje, a ustawiczne wciskanie go czytelnikom moze byc odebrane jako proba urabiania mozgow i dlatego kojarzy sie niektorym z kaznodziejstwem.

  184. Stachu39
    23 września o godz. 9:51
    tak zamierzam.
    Na starość, na emeryturze będę konsumowała owoce swojego wcześniejszego, aktywnego życia; zamierzam zwiedzić kawałek świata, nie wiem, na ile mi wystarczy pieniędzy, bo dziś ogranicza mnie wymiar urlopu, a potem może się okazać, że czasu w bród, a kasy na szaleństwa brak. Co przy powszechnym rozdawnictwie partii wiodącej może się okazać, że nawet na dziś obiecane 500 plus dla emerytów może okazać się niewykonalne.

  185. przypomniałam sobie, że w opinii pani minister Rodziny, pracy i polityki społecznej wcześniejsza emerytura dla kobiet jest dla nich byciem naturalnym zapleczem opiekuńczym swojej rodziny (nie dodała, że z braku własnej rodziny może zastąpić zaplecze cudzej).
    Sama pani minister, mając lat tyle ile ma i właściwie osiągnąwszy wiek emerytalny może stać się naturalnym zapleczem opiekuńczym dla swojej rodziny, lub obcej, nie posiadającej takich zasobów.
    Pani Minister nie tańczy, ale do dzieła!

  186. mag
    23 września o godz. 14:28

    Maguś: bozia JEST! W Polsce i w wielu innych wariackich miejscach na Ziemi. Skoro są skutki, a są i to tak obfite, że normalnie – niestrawność, to znaczy, że jest przyczyna, czyli bozia. Bozi nie ma, a jest. Czasem mi sie zdaje, że to bardzo miłe, żyć w takim kraju, co tak ma. Bo weźmy, taką Holandię: taka przeraźliwie płaska, że nudna Też przeraźliwie. A płaska dlatego, że nie ma tam takiego wariactwa jak nad Wisłą. Ludzie tam jakieś takie za bardzo poważne i jak mają bozię to mają. a jak nie mają, to i nie mają. I do tego takie za bardzo racjonalne i za bardzo porządne jak na nerwowość Polaka. I mają tam zwykłą grawitację, nie odwrotną, częstochowską. Życie w takim kraju to dla Polaka nie życie. I nawet eutanazję mają, czyli pełna Cywilizacja Śmierci im. Świętego Ojca Świętego.

    Właśnie, eutanazja: widzę to podobnie – dla każdego, kto ma życzenie. Bez warunków, bez kryteriów. W szczegółach robi się trudno, bo nadużycia w tej mierze byłyby możliwe, a nawet zbrodnie. Gdyby jednak dało się stworzyć takie zabezpieczenia, które do zupełnego minimum zredukowałyby przypadki kryminalne, występne, niegodne, mordercze – jestem za pelną swobodą skorzystania z eutanazji przez nią, na swoją rzecz, zainteresowanych. Uzasadnienie, że człowiek cierpi w sposób nie do przyjęcia, stały, nieusuwalny i tak dalej, oraz że zainteresowany wielokrotnie, uporczywie i świadomie domaga się dla siebie śmierci – co jest podstawą zgody formalnej na eutanazję w większości chyba krajów w których jest to dopuszczalne to, według mnie, za mało. Człowiek ma mieć prawo sam o sobie decydować, także o swojej śmierci. U zdecydowanej większości z nas instynkt życia jest wystraczająco mocny, by nie sięgać po takie rozwiązanie, pomimo wielu, poważnych, bolesnych przeżyć. To chroni przed masowością eutanazji. Ale jest też – właśnie, niepelne do dziś pomimo istnienia „praw człowieka” – prawo do o poczucia wartości, sensu i do godności własnej. Można też, choć to się innym zdaje niedorzeczne, nie chcieć żyć, nie godzić się na jego trwanie. Niekoniecznie tylko z powodu „cierpienia nie do wytrzymania”, rozumianego niemal automatycznie jako „cierpienie fizyczne”, a nie dolegliwość psyche. Co jest cierpieniem, jakie są jego powody czy intensywność, co ma wartość, co ,a sens, a co nie, co jest godne a co niegodne – to materia do decyzji danej osoby, a nie jakiegoś biskupa, sąsiada, wnusia, czy aparatu państwa.
    Standardowy zarzut wobec prawa do samodzielnej decyzji o śmierci jest taki, że „człowiek może mieć depresję, być zniechęcony, zawiedziony czymś, nie ma mu kro pomóc” – więc się nie zgadzamy na wprowadzenie prawa do eutanazji, zwłaszcza gdy ma decydować zainteresowany. Jest w tym pewna racja ale tylko pewna. Dalej to już uzurpacja i zamordyzm. Ubezwłasnowolnienie i odmowa uznania człowieka za podmiot, a nie przedmiot.
    Kryje się za tym także lęk: „co będzie jak wszyscy sobie będą robić eutanazję, skoro każdy sam decyduje o życiu”? To fantazmat – że „każdy sobie zrobi eutanazję”, bo ewidentne jest, że instynkt życia ma gigantyczną siłę, co skrajności wojen oraz innych, masowych i niemasowych przypadków potwierdzają, zaś dopóki człowiek będzie wyżej cenił wartość swojego życia niż wartość swojego nieistnienia – nie „zrobi sobie eutanazji” – jak gadają wściekli jej przeciwnicy, a dokładniej ich nazwać należy – wściekłymi przeciwnikami człowieka.
    Kryje się też za tym bezczelna uzurpacja: człowiek jest własnością boga, więc nie ma prawa sam decydować o własnym życiu i o własnej śmierci. Nie jest właścicielem siebie i sobą nie wolno mu władać, ale jest przedmiotem w ręku boga, co znaczy – jego kapłanów. Jest PRZEDMIOTEM. Bóg skazuje człowieka na owe „cierpienia nie do wytrzymania”, co znaczy, że „szczególnie sobie go umiłował i dając cierpienie wyróżnia go, daje mu ZNAK”, słowem: „im bardziej cierpisz, tym masz większą nagrodę w niebie” – jak gadają moralnie spotworniali kapłani i ich poplecznicy.

    Rzecz właśnie w tym, by każdy z nas miał dość powodów, by wystarczająco cenić życie, by mieć z niego dość radości i satysfakcji i by te wartości przewyższały wartość decyzji o nieistnieniu. Sprawą nas wszystkich: rodzin, społeczeństw państw być powinno to, by każdy właśnie tak miał. To dopiero można by nazwać wspólnotą, i działaniem na dobrą rzecz innego. To co mamy dziś, to są pozory. Ale by to w ogóle stało się możliwe, konieczne jest ujrzenie owej konfabulacji, roszczenia i zamordyzmu i odrzucenie bozi jako największego łobuza, wraz z jego kapłanami – chuliganami i podobnymi im uzurpatorami oraz wybór afirmacji życia i jego wolności w każdym człowieku.

  187. Podróżować należy, dopóki ma się zdrowie, nerwy i odwagę. Na emeryturze dobrze jest już być wprawionym do pewnych niewygód i niespodzianek, mieć trochę rutyny w planowaniu i pakowaniu, a pieniądze nie są gwarantem udanych wojaży.

  188. @Tanaka 23 wrzesnia, 11:55

    No i zamaciles. Opiekowania sie psem lub kotem, bo sie go lubi, nie mozna zaliczyc do zachowan przyzwoitych. Rozciagnijmy to na wszelkie postepowania dajace nam jakas przyjemnosc lub korzysc i okaze sie, ze robimy same nieprzyzwoitosci. Niepojeta to dla mnie glebia analizy w sferze etyki.

  189. @Tanaka
    Wycielo mi cytat z Twojego postu:

  190. konstancja
    23 września o godz. 15:47

    Konstancjo, mówisz o przypadku tak częstym, że niemal rządzącym. Jednak jesteśmy tak zaślepieni obowiązkiem lojalności, przykazaniem „czcij ojca swego i matkę swoją”, nakazem „miłowania”, ofiarności, poświęcenia itd., oraz odurzeni normami społecznymi z tego się biorącymi, że – pomimo brutalnej wręcz jasności takiego kryminału, jaki matki (częściej, sporo częściej, chyba), ale i ojcowie oraz inni „bliscy” (owa „bliskość” jest tu jej przeciwieństwem), bliscy ci nie mogą się od tego uwolnić i nawet odmawiają sobie prawa do ujrzenia tego „jak jest”. Że to kryminał, że rodzinna przemoc, skrajna, wręcz bandycka.
    Podobnie bywa z żonami wykańczającymi mężów i – niemal dosłownie – ich zjadającymi. Czyniącymi z nich woły robocze do nieustannej harówy, czyniącymi z nich więźniami domu i żądań żony, pozbawiajacymi ich godności własnej, czyniącymi impotentami. I – podobnie – z mężami, którzy żerują na swoich żonach i je wykańczają. Nie brak także dzieci podobnie cynicznie, bezczelnie, kryminalnie żerujących na rodzicach, szantażujących ich, bo wszak rodzice odpowiadają za dzieci. Nie ma to jak „życie rodzinne”: miłość, słodkość, landrynki i tak dalej. A w niedzielę, koniecznie, rodzinką do kościoła, mąż z żoną pod rączkę, a dzieciaki z dwóch boków. Ech, piękna nasza Polska cała. No i bozi chwała! I świat cały, więc i bozi więcej chwały.

  191. kruk
    23 września o godz. 16:17

    @Tanaka
    Wycielo mi cytat z Twojego postu:

    Co wycięło, można wciąć.

  192. @Tanaka
    „Przyzwoitosc” to met pojeciowy…
    Znowu mi wycielo.

  193. Tobermory
    23 września o godz. 16:09
    teraz mnie jeszcze stac na pewne rzeczy, choć z wrodzonego wstrętu do obłażenia mnie jakimiś mini stworzeniami z kilkoma nogami i innymi odwłokami wykluczam sypianie pod kołderką z liści, raczej na jakim łóżeczku, choćby i wąskim, ale nie w buszu i nie w dżungli. Czas, gdy marzyło mi sie być trampem, obieżyświatem i podróże za jeden uśmiech minęły chyba bezpowrotnie i dzis oczekuję pewnych wygód na wyjeżdzie. Namiot brezentowy, ciężki i materace dmuchane tez mam już za sobą. A tym bardziej za kilka lat. Nie chciałabym pogarszać sobie zdrowia, wolę zachować je w stakim stanie, jak dziś.

  194. kruk
    23 września o godz. 16:15

    @Tanaka 23 wrzesnia, 11:55
    No i zamaciles

    Od tego jestem – żeby mącić, kij w mrowisko, w szprychy i tak dalej. Mówię serio. Od tego się jest wolnomyślicielem i ateistą, albo inaczej: dzięki temu się do tych cnót dochodzi, że się kwestionuje niekwestionowalne. Przeczytaj oba motta świecące nad blogiem. Na końcu można (prawie) zostać profesorem Kotarbińskim, albo księdzem Coignard.

  195. @Tobermory

    Nie unoszę się na nad rzekomością cywilizacyjną chrześcijaństwa.Ale jak istnieje cywilizacja muzułmańska, tak samo i chrześcijańska. Nie chodzi tu wyznawaną religię ale np. o pozycję kobiety w społeczeństwie, rolę starszyzny. Nie oceniam tylko stwierdzam różnice.Zaraz ktoś powie, że to nie religia tylko spuścizna Greków czy Rzymian i też będzie miał rację, bo papież jest rzymski.

  196. @Konstancja
    Masz rację, noszenie namiotu i spanie pod chmurką to dla młodych. Musi być możliwość kąpieli w ciepłej wodzie, wygodny materac.

  197. @Stachu39
    23 września o godz. 17:11

    Przecież to @wbocek się uniósł. I napisał o „twoim czołobitnym stosunku do chrześcijaństwa w jego jakoby cywilizacyjnej roli”, a ja się za tobą ująłem 😎

  198. Nawiązując do dyskusji na temat „kościelnych 10 przykazań” proponuję posłuchać znakomitego ateisty i satyryka:

    George Carlin „10 przykazań” /polskie napisy/
    https://www.youtube.com/watch?v=ITsL91vlIcM

  199. Z przeproszeniem blogowiczki jakub01, która, bez sensu, czekała w czyśćcu. Jak widać, już nie czeka. Z tym, że nieochrzczone dzieci mają znacznie gorzej, bo przebywają w Otchłani. Żeby było lepiej, papieże z biskupem – tym i owym, kombinują – w czasach gdy nawet dzieci stają się ludźmi – jak by je tu przepchnąć w jakie znośniejsze miejsce, ale niewiele wykombinowali. Bo też niewiele mogą: jak oświadczył właśnie biskup nadwiślański., pedofile wśród kleru stąd się biorą, że grzech pierworodny i ta straszna wolna wola. Wolna wola jest skutkiem grzechu, więc jakkolwiek gadać, zawsze – grzech. Szanowną blogowiczkę uprasza się, w tym o zrozumienie sytuacji oraz niewychylanie się z pociągu i przestrzeganie przepisów BHP, zwłaszcza na kolei.

  200. @Konstancjo,
    nie nakłaniam cię do noszenia namiotu (choć są dziś lekkie) ani do spania w kupie liści pełnych robactwa.
    Moi przyjaciele z Locarno przywieźli sobie do domu pluskwy z dobrego 3-gwiazdkowego hotelu w Bernie.
    Musieli wyrzucić z domu kanapę i sprawić sobie nową.
    Nigdy nie wiesz, kto przed tobą nocował w danym pokoju i co mu z bagażu wypełzło, a potem wpełzło do twojej walizki.
    Widziałem starsze osoby (po siedemdziesiątce) podróżujące indywidualnie środkami publicznej lokomocji, nocujące w hostelach i świetnie sobie radzące na wielkich lotniskach. Takie podróże nie są drogie, ale trzeba mieć odwagę oraz czuć się swobodnie w korzystaniu ze smartfonu, internetu, różnych aplikacji ułatwiających znalezienie tanich biletów czy korzystnych noclegów. No i trzeba być przygotowanym na improwizacje, zmiany planów itp.
    Kiedy podróżowałem po Nowej Zelandii, byli tam też moi znajomi z Niemiec, którzy ruszyli w podróż 3 tygodnie później. Ja ustalałem moją trasę w zależności od prognoz pogody, oni już w domu zaplanowali wszystko dokładnie i porezerwowali niektóre campingi i hotele. Oni podróżowali camperem, w którym mogli spać w każdych warunkach, ja miałem namiot i samochód osobowy. Ja miałem prawie zawsze piękną pogodę, oni – przez 3 tygodnie prawie nieustające ulewy i niewiele brakowało, a przerwaliby 2-miesięczną podróż i wrócili do domu, tak byli sfrustrowani.
    Nasze drogi skrzyżowały się, kiedy ja wróciłem promem na wyspę północną, a oni czekali na prom w przeciwnym kierunku. Narzekali strasznie, ale ani na jotę nie odbiegli od ustalonego planu podróży.

  201. Stachu39
    23 września o godz. 17:17
    rzadko oglądam, ale zakładam, że Martyna Wojciechowska nie sypia pod gołym niebem i ma do dyspozycji jakies lusterko. Bo nawet na krańcach świata ma zrobiony makijaż (przynajmniej na tych pierwszych krańcach miała).

  202. Tobermory
    23 września o godz. 18:22

    Tobermorku, przed jutrzejszą wizytą u anestezjologa ciekawi mnie skąd w Tobie notoryczne podejrzewanie, że ktoś dość wagowy jak ja się unosi – miewasz często lotne gazy, które Ci się rzucają na język, czy jak?

  203. Tobermory
    23 września o godz. 18:42
    gratulujć Ci dobrego rozeznania pogodowego, logistycznego i wszelakiego innego, umozliwiającego Tobie i towarzyszce korzystanie z uroków podrózy na końcu świata.
    Dobry plan, umiejętność wyszukania tanich przelotów, hoteli, hosteli i jadłodajni to więcej niz połowa sukcesu.
    Mam tego świadomość, a także świadomość własnych braków w tej dziedzinie. Chyba mi przyjdzie się podszkolić, a wówczas…raz kozie śmierć!
    Jedziemy!

  204. konstancja
    23 września o godz. 19:09

    Jest jeszcze inny sposób podróżowania, konstancjo, patrz: podróż Szwejka, który szedł do Budziejowic w kierunku od Budziejowic i był zdania, że się zawsze kiedyś dojdzie. Coś w tym guście robiłem w młodości sam, włócząc się po Polsce autostopem z wojskową pałatką i kocem. Zawsze gdzieś docierałem. Nie było ani jednego przypadku, żebym gdzieś nie dotarł.

  205. @konstancja
    23 września o godz. 19:09

    Konstancjo, nobody is perfect, ja też nie 😉
    To się wypracowuje przez długie lata, ale dzięki doświadczeniu nabiera się też hartu ducha i stoicko znosi nieprzewidziane trudności. A wszelkie „efekty specjalne” wspomina potem tak długo, aż alzheimer je zamgli i z pamięci wymaże.

  206. @Konstancja
    Bon voyage!

  207. zezem
    23 września o godz. 20:07
    cos podobnego widziałam na Białorusi, Żyrowicskij Monastyr

  208. Ale osochozi :/ bo mam smartwatcha (Ejotka, kaszelek) i testuję, dumając filozoficznie czy mam chęć przywiązać się do jeszcze jednego ekraniku :/ czy też ciupasem odesłać skąd przyszedł.

    jakub01
    21 września o godz. 11:05

    Witamy, witamy. Mnie też tu mag ściągnęła lat temu będzie ponad trzy. Uprzedzam że stąd się nie da wyjść :/

    zetus1 też, prosiemy, prosiemy

  209. Gdzie i kim jesteśmy (Oh, Claire, albo choroba nieuleczalna).

    Choroby nieuleczalne nie przestają zadziwiać, a powinna rzeczywistość.
    Uporczywa czarna praca u podstaw wykonywana przez Tanakę i te pe ateistów, sprawiła, że dziś wszyscy chcą iść na Kler, o Klerze rozmawiać, Kleru nienagradzać w Gdyni, Kler oglądać, na Kler gwizdać lub się nim wstrząsać.
    Do Kleru są kolejki.
    Kleru nie da się ani zapomnieć ani z raz pokąsanej nim tożsamości wymazać.
    Jeśli się między wściekłe kiedykolwiek psy polazło, na szczepienia i surowice za późno.
    Oh, Claire… tyś nieuleczalną, jedynie.

  210. PS
    Jako najwolniejszy na blogu wolnomyśliciel nieoKlerze, teraz dopiero zapomniałem o powtórzeniu godzinek najświętszego przykazania liberalizmu religijnego, czyli o
    św. Eutanazji
    patronce Wyzwolicieli Innych, Miłością i Współczuciem Bliźniego.
    Po kościelnemu, Jej nomen est:
    mors alteris nostrum ultima ratio.
    Tadam.

  211. wbocek
    23 września o godz. 19:35
    też tak lubię. Szczególnie, gdy jestem u dziecięcia zagranicą, zagłebię się rowerkiem w okolice miasteczka i dzwonię- dziecko ratuj, nie wiem, gdzie jestem, bo niemieckiego ja nie znaju. Czasem angielski pomaga.

    Aktualnie uczę sie ukraińskiego, bo jest okazja.

  212. Respndez Ateistee: Porsto z Biedronki, ole!

    Jutro poniedziałek wyznania handlowego, więc ja biegnę uczyć się mandaryńskiego, bo
    w promocji mandarynki.

    W przyszłym tygodniu (od 03.10 do 11.10 lub do wyczerpania kiełbasów) na działkach pieczemy kartofelki w mundurkach zetempe.

    A Wy jak, kochanieńcy, w czym jeszcze podacie czarną dziurę po ateistemu?

  213. zezem (wcześniej)
    długi ten link, trzeba cały podświetllić, ale wrażenie na mnie zrobił

    https://www.google.pl/imgres?imgurl=https%3A%2F%2Falmatur.opole.pl%2Fgaleria%2Foferty%2Fal%2F2973%2F201711271508200.1.JPG&imgrefurl=https%3A%2F%2Falmatur.opole.pl%2Foferty_wczasy.php%3Foferta%3D2973&docid=lBkJ3axDRn92-M&tbnid=Weu5u4AOMo1T0M%3A&vet=10ahUKEwigmY_I_dHdAhUGCywKHTyqDPAQMwhyKC4wLg..i&w=1176&h=880&bih=474&biw=1094&q=%C5%BCyrowickiej%20monastyr&ved=0ahUKEwigmY_I_dHdAhUGCywKHTyqDPAQMwhyKC4wLg&iact=mrc&uact=8

  214. Ech, co to jest, że zostają po nas tylko pomniki naszej głupoty…

  215. @wbocek
    23 września o godz. 10:40

    Stąd zacząłem myśleć, że wcześniej czy później utrzymywanie pasożytów w ogóle, starych w szczególności – skoro np. w Polsce na 16 milionów pracujących ponad 9 milionów to bezproduktywni emeryci i renciści – stanie się dramatycznym problemem dla całego rozrzutnego świata.

    @mag
    23 września o godz. 14:28

    Ludzie ludziom zgotowali itd., co wynika po prostu z kalkulacji. Stare musi odejść, a jak zbyt długo nie odchodzi, a jeszcze przeszkadza i na dodatek ma paskudny charakter, coś z tym trzeba zrobić.
    Zamiast upokarzającego wycugu w nowoczesnych społeczeństwach praktykowane są różne rozwiązania. Plus minus wiemy, jakie i kogo na co stać, zarówno mentalnie, jak i materialnie.

    W zbiorze doskonałych opowiadań Margaret Atwood „Stone Mattress” jedno, futurystyczne, jest o zubożonym społeczeństwie (bodajże kanadyjskim), w którym dla młodych nie ma ani pracy ani perspektyw, podczas gdy tłumy emerytów, często schorowanych, czy z Alzheimerem, żyją we względnie luksusowych warunkach w domach opieki, za pieniądze zarobione/zainwestowane wcześniej. Aż w pewnym momencie młodzi bez perspektyw zaczynają palić te domy, z pensjonariuszami w środku, za cichym przyzwoleniem polityków i policji, stojących z założonymi rękami. Szperając po Merlinach i Empikach nie znalazłem polskiego tłumaczenia. Szkoda, jeśli nie ma.

    Zamożne społeczeństwa industrialne i post-industrialne są obecnie w stanie pozwolić sobie na opiekę nad „pasożytami” rozmaitego rodzaju. Jeśli jednak nastąpi poważniejsze tąpniecie dobrobytu, będzie trzeba tą eutanazję wprowadzić, bo inaczej zaczną się pożary. Racjonalne i planowane rozwiązanie jest bardzo wątpliwe, bo natchnieni religią obrońcy „życia” i „boskiego prawa naturalnego”, na to nie pozwolą. Cały ten problem jest świetną ilustracją prymitywnej głupoty gatunku, który zbiorowo nie jest w stanie planować i wprowadzać w życie bezpiecznych zachowań społecznych.

    PS. Jako już pasożyt staram się po pierwsze być jak najmniejszym ciężarem dla społeczeństwa i biosfery, a po drugie szykuję się, na razie mentalnie i prawnie, na wyniesienie się z tego padołka, zanim zacznę przeszkadzać.

  216. @mag
    Napisałem juz po utworzeniu nowego wątku, więc pozwoliłem sobie zamieścić link do tamtego wpisu:
    Czytaj
    Pozdr.

  217. @Herstoryk
    24 września o godz. 7:04
    Trzeba użyć tagu a href.

  218. @E-J

    Znam go. Znaczy się Stone Mattress.

    Dzięk!

  219. News, ale nie na temat

    Kilka lat temu , tak „by the way” prowadzono w ramach „Szkła Kontaktowego”  magazyn „Lingua”, który dostarczał widzom wiele cennych informacji. Włączałem się do prac tego magazynu, szczególnie wtedy, gdy obrzydły mi obce wyrazy z przemówień prezesa, gdyż zauważalna była jednak moim zdaniem pewna przesada dotycząca zbytniego stosowania wyrazów na „de”! Wiem, że jest to przemożny wpływ autorytetu w tej dziedzinie (pana J.K.). Przyglądałem się z lubością ciągowi słów od „dyspepsji” do „desygnacji”. Poza jednym, bardzo dobrze znanym w Polsce (nawet przez ciemny lud), wyrazem na „d”, który wykorzystał Pan Andrus w swym wierszyku („… ty w de kopany…”) – pozostałe są pochodzenia „zagranicznego”.
    Z dumą mogę w tym miejscu stwierdzić, że w jednym przypadku byłem lepszy (szybszy) od pary Miecugow – Przybylik, zaskoczonej erudycją pana premiera, gdyż „dyfamację”  natychmiast powiązałem z francuskim czasownikiem „diffamer”, którego czasem używałem (niestety odczuwałem kiedyś  w/w dyfamację na sobie). – Panowie M – P  wrócili do wyrazów na „d” przy okazji niezwykle uroczystej „desygnacji”, ale przy tej okazji Pan P. nieszczęśliwie połączył „dyfamację” z „defloracją” i wyszedł jakiś dziwoląg językowy – jakby „deflamacja”. Ponieważ jestem przekonany o tym, że Pan P. zna „egzegezę”  defloracji – sądzę, ze nastąpiło przejęzyczenie. Wyraz z niemieckiego mógłby być uznany za „gaszenie”  – „Flamme” to płomień, a przedrostek „de” oznacza działanie przeciwstawne  (od kon- do de-strukcji). Nie jestem pewien tej „egzegezy” (wyraz ulubiony przez Pana Przybylika), ale wydaje mi się, że takie wytłumaczenie jest możliwe do zaakceptowania.
    Pisałem ten tekst dawno temu, ale połączyłem dwa wyrazy prezesa „dyfamacja i dywersyfikacja”, gdy zauważyłem chamskie oskarżanie kogoś przez superkłamcę Mularczyka, a prezes widział sprawę pewnego posła w zupełne inny sposób – czyli dokonał nawet „dywersyfikacji dyfamacji”, a to już duża umiejętność lingwistyczna.
    Ostatnio prezes zabłysnął nowym wyrazem obcym, tym razem nie na „de” – ojkofobia!
    Ojkofobia- to choroba psychiczna, która opanowała tych sędziów, którzy próbowali pracować zgodnie z prawem, uchwalonym przez sejmy kolejnych Rzplitych. Nie wolno stosować prawa, które szkodzi interesom PiSu, to jest wtedy niezgodne z „polską racją stanu” i osobę natychmiast atakuje wirus ojkofobiczny, czyhający szczególnie na sędziów i innych przedstawicieli organów sprawiedliwości. Nie atakuje jedynie niedouczonych magistrów prawa, gdyż brzydzi się nieprofesjonalnością owych magistrów. Również niektórzy doktorzy prawa rzadko się zarażają, a komuszy prokurator jest absolutnie nieczuły na takie zagrożenie. Ma antyciała we krwi jeszcze z PRL i to w nadmiarze. Może nawet uratować niektórych profesorów, nie znających konstytucji. Samo głośne wymawianie słowa „konstytucja’ zwiększa aktywność wirusów ojkofobicznych, nie wiem tylko jak działają napisy na koszulkach?

    Kiedyś gadzinówka niemiecka opublikowała cykl reportaży pod tytułem: „Łajdacy, którzy rządzą światem”! W gronie zacnych łajdaków znaleźli się bracia Kaczyńscy. Prezydent natychmiast zachorował (psychicznie?) i olał spotkanie weimarskie, a premier głównie zgrzytał zębami i żądał przeprosin. Miał do tego prawo, bo nie miał prawa żądać sprostowania informacji, bo prawdy nie da się więcej prostować.

  220. @Antonius
    24 września o godz. 12:00

    deflamacja jako antonim inflamacji?
    inflammatio (łac.) = zapalenie

    Spotyka się pesymista z optymistą.
    Pesymista: Już gorzej być nie może 🙁
    Optymista: Oj, może, może!

  221. Czytam, że Unia ruszyła d… w sprawie polskiej k……
    Morawieckiemu nie udało się zatrzymać skargi.

  222. Rzeczniczka Komisji Europejskiej
    (według Wyborczej)
    „Chodzi o przywrócenie sytuacji w SN do stanu sprzed wejścia w życie ustawy – powiedziała Schinas. – Sytuacja jest pilna, więc KE prosi TSUE o zastosowanie trybu przyspieszonego, aby decyzja zapadła jak najszybciej – dodała rzeczniczka. „

  223. Po paru godzinach zauważyli i poprawili. Brawo, Gazeta!

    Lato się skończyło efektownie. Wczoraj późnym wieczorem gorący wiatr (+26 stopni!), burza, ulewa, a rano +5 🙁 Pora na skarpety, swetry, a niebawem może nawet ciepłe ineksprymable? 🙄 Brrr….

  224. 24 września o godz. 12:43
    Tobermory

    Decyzje Unii przełożono, ponieważ w ub. tygodniu miały być „rozmowy ostatniej szansy” ciekawy, z pewnością, jest protokół z tych „rozmów”, jeszcze ciekawsze mogłoby być to, co było off the record, o ile było. Bo skoro (raczej nie : jeśli) Morawiecki walil taka ideologia i takie kłamstwa oraz prymitywizmy, jak są obficie znane z jego publicznych produkcji, to off the record nie było o czym gadać, a unijni urzędnicy musieli mieć wyjątkowo ciężki absmak mając przed soba i słysząc Morawieckiego.

  225. @Tanaka
    24 września o godz. 14:19

    W kwestii protokołów z „rozmów ostatniej szansy” mam niejakie wątpliwości co do ich istnienia albo udostępnienia. Ten cwany gość prowadzi różne „negocjacje”, także z Unią, nie pozostawiając śladów na piśmie albo zobowiązując partnerów do milczenia, jak z sędzią Gersdorf. A potem paple, co mu ślina na język przyniesie. I udowodnij mu, że obiecywał co innego 🙄
    Chyba że bywa nagrany i sfilmowany, ale i wtedy odwraca kota ogonem.

  226. @Antonius 24 wrzesnia, 12:00
    Znam słowo „diffamer”, ale w Polsce „dyfamacja” skojarzyłaby mi się z „famą”. Można się cieszyc dobrą lub złą fama. Może w słowie „deflamacja” fama pomieszała sie z flamą? Jest chyba jeszcze w użyciu pojęcie „moja flama” odnoszące się do przedmiotu westchnień? Też wzięte z francuskiego.
    PS To bylo ćwiczenie z programu używania polskich znaków diakrytycznych na angielskiej klawiaturze. Niewiarygodnie proste!

  227. @kruk
    24 września o godz. 15:55

    „w Polsce „dyfamacja” skojarzyłaby mi się z „famą”

    Słuszne skojarzenie.
    Defamation, diffamation, Diffamierung, dyfamacja = zniesławienie

    Fama (łac.) = reputacja, sława, plotka, wieść

    Flama (franc. Flamme = płomień) kochanka, dawniej też obiekt przygodnej miłostki

  228. Od jakiegoś czasu budzi moją sympatię termin „defenestracja”

  229. Tobermory
    24 września o godz. 14:29

    Protokoły z pewnością są sporządzane. To jest Unia, nie nadwiślańskość założona na katolicyzmie, dzięki czemu można kłamać ile wlezie i znacznie więcej. Są zasady, procedury, transparentność, dostęp. Dla Unii jako całości, dla każdego jej urzędnika i obywatela musi być jasne, jakie są stanowiska stron, dlaczego istnieje spór, na czym polega różnica zdań, jakie zasady czy artykuły Unii są naruszane/łamane, jaka obowiązuje procedura działania, kto ją prowadzi, jakie są etapy, uczestnicy, możliwe skutki. Możliwe, Juncker z Morawieckim „wyszli na papierosa”, czyli stanęli na chwilę w jakimś kącie i jeden drugiemu powiedział parę zdań na boku, off the record, w rodzaju „chłopie, opamiętaj się, bo źle się to dla twojego kraju skończy, a unia sobie na twoje wyskoki nie pozwoli”, zaś ten drugi mógł odrzec: „możecie mnie skoczyć tam, gdzie pan możesz pana majstra prezesa Wolski w dupę pocałować”, ale niewiele więcej po czym wrócili do sali, w którym toczyło się spotkanie, a rejestracja szczegółów negocjacji działała na okrągło.

  230. Tobermory
    24 września o godz. 16:20

    Mnie się słowo i czynność podoba od dawien dawna. Chyba od czasu, gdy porządni Czesi wywalili przez okno tego i owego, a ci owi to byli sami katolicy. Myślę, że się łatwo zgodzimy na to – jako lubiący słowo i jego skutek – że czynności przezokienne powinny spotkać Prawdziwych Polaków.

    W wersji dla dzieci i początkujących polityków „zjednoczonej prawicy” może to być wywalenie zawartości nocnika.

  231. @Tanaka
    24 września o godz. 16:51

    Czytałem, że on się tak jakoś pokątnie spotykał i gadał, w jakimś Luksemburgu, nigdy nic oficjalnego i wiążącego, a potem robił swoje, znaczy prezesowe…

  232. (wracając z pracy)

    Wysocy urzędnicy UE dobrze wiedzą co w prawie piszczy i Krzywousty kitu im nie wciśnie. O robieniu protokołów z rozmów nie słyszałam, co nie znaczy że ich nie ma (raczej nie) Młyny Komisji mielą powoli ale jak puszczą procedurę w ruch to nie ma zmiłuj. Z drugiej strony nie przeceniałabym tego „musi być jasne” i stopnia orientacji urzędników niższych szczebli. A znowu Morawiecki nie ma żadnego przełożenia na zobowiązanie kogokolwiek z UE do milczenia.

  233. @Tobermory 24 września o godz. 16:20
    Ciekawe, czy w odniesieniu do jakiegoś konkretnego nicka…

  234. To jest za cienki Bolek na tych starych wyjadaczy, nikt dla jego poparcia i pokątnych rozmówek nie będzie karierą ryzykował.

  235. @Nefer 24 września o godz. 17:28
    Bo tym młynom chyba chodzi o to, żeby wszyskim procedurom stało się zadość? I żeby nikt nie mógł zaskarżyć decyzji z powodów, że tak powiem, formalnych?

  236. piaskownica pełna rekinów

  237. Na marginesie
    24 września o godz. 17:33

    Naczelna zasada kryj własną d.

  238. Dlatego nikt poza procedury nie wyjdzie.

  239. …tak słyszałam, oczywiście 🙂

  240. @Nefer 24 września o godz. 17:35
    Defenestracja – w majestacie prawa 🙂

  241. @Na marginesie
    24 września o godz. 17:30

    „czy w odniesieniu do jakiegoś konkretnego nicka”? 😯
    Raczej in corpore
    Nicki polskich polityków znam tylko bardzo rudymentarnie 🙁

  242. @Tobermory, 24 wrzesnia, 16:20
    Mnie ta czeska metoda nie pociąga, bo może działać w różne strony. W Wikipedii można wyczytać, że są dowody na defenestrację Jana Masaryka. Wcześniej gadano o samobójstwie. Lepiej, żebyśmy nie myśleli o tym, jak się nawzajem defenestrować. Mimo, ze to takie fajne slowo.

  243. Jakby kto pytał, to pod moim nickiem dołożyłem trochę mojej jesieni.

  244. @Ewa-Joanna, @kostancja
    Toksyczne relacje matki z córką opisane są mistrzowsko w „Pianistce” Elfiede Jelinek. Jelinek w ogóle wielką pisarką jest. A ciemne strony rodzinnego życia w katolicko-autorytarnym państwie wszędzie te same. Mogłoby to się dziać w Polsce. Książka jest ciężka do przejścia ale nic co dobre łatwo nie przychodzi.

  245. Słowo na de: debile

  246. konstancja
    23 września o godz. 21:42
    Wdepłem tamże nieco przypadkowo do kościoła grecko-katolickiego ,a tam
    usłyszałem te śpiewne modlitwy. Dla mnie uczta.

  247. @@Ewa-Joanna 23 wrzesnia, 22:46 i @zezem 24 wrzesnia, 18:37
    „Pomniki naszej głupoty” czy zwyczajnie naszej przeszłosci? Jak by wygladał nasz krajobraz bez nich? I jeszcze ta muzyka!

  248. izabella
    Gdy mowa o toksycznych związkach matki i córki, od razu przychodzi mi na myśl rewelacyjna „Cudzoziemka” Marii Kuncewiczowej. Nic się nie zestarzała, choć to klasyk międzywojenny.

  249. Świnka skarbonka – bardzo ładny design

    wirtualnemedia.pl/artykul/film-kler-zaszkodzi-kosciolowi

    Opcja na małe i duże pieniądze

  250. @bubekró
    24 września o godz. 19:45

    bardzo praktyczna 😎

  251. DEmonstracja, destabilizacja, demokracja, dezorganizacja, deurbanizacja,destalinizacja, debilizacja

  252. Jakieś nicki wykastrowały wrzutki mag? Co jest grane?
    Zemsta pitekantropa, który ma uraz na punkcie łosia?

  253. @bubekró 24 września o godz. 19:45

    Jaka świnka? Zwyczajna świnia przecież.
    A fijolet jak jest – każdy widzi.
    Gdyby jeszcze do tego koronki to byłby… dżender.

  254. @Stachu39 24 września o godz. 19:52

    DEmonizacja. I nie chodzi wcale o szmal.

  255. Tanaka
    Łomatko, szefie, a cóż to się nawyrabiało, że mi zablokowałeś jedno zdjęcie, a w drugim wpisie – bodaj jedno zdanie komentarza do @izabelli?
    Za trolla robię czy cóś?

  256. @Konstancja
    Jeśli jeszcze nie pojechałas nigdzie ośmielam na tym blogu zaproponować Ci sposób na podrózowanie i zwiedzanie za grosze- pielgrzymka. na pocżątek do Santiago de Compostella. Idzie sie samemu, po drodze jest dużo hosteli za 3=5 euro za noc, czasem dadzą jeszcze cos do jedzenia, można samemu cos upichcić, bo wszędzie sa kuchnie do dydpozycji i naczynia kuchenne. Czasem inni coś ugotują i poczęstują. Hostele w odleglości 20 =30 km jedne do drugiego. tyle trzeba przejść, czasem w górach, gdzie może być śnieg nawet latem.Można zacząć we Francji albo Portugalii i naturalnie w Hiszpanii. Towarzystwo międzynarodowe, dużo Niemców, Francuzów, Włochów, widziałem Greków i Amerykanów. Do Meksyku nie radzę, tam ostatnio kogoś zabili.Można wybrać droge północną, południową Jest dużo przewodników z bardzo dokładnymi mapkami. Nie trzeba śpiewać pieśni religijnych. Każdy idzie jak chce i ile chce tego dnia.Nie ma obowiązku uczestniczenia w mszach, nabożeństwach itp.

  257. @mag 24 września o godz. 20:00
    Może dlatego, że wrzuciłaś rogate i ktoś musi robić za kozła.
    Teraz złożymy na ciebie wszystkie grzechy… dalej wiadomo.

  258. @Stachu39 24 września o godz. 20:10
    Mszyć się nie trzeba – ale pchły te same dla wszystkich?

  259. @mag

    Nic ci Tanaka nie zablokował, może „goście” z EP tak cię „kochają” :/ przecież tu nikt z nas ci nic nie zrobi

  260. Stachu39
    24 września o godz. 20:10
    jeszcze nigdzie sie nie wybrałam, bo jak zaznaczyłam, muszę uzupełnić pewne braki, które uświadomił mi chyba Tobermory. Ale Twój pomysł jest świetny- kiedyś o tym myślałam, zrezygnowałam z tego pomysłu, bo gdyby w pilegrzymce kazali klękać przed każdą figurą przydrożną, modlić sie głośno, mieć z sobą różaniec i inne imponderabilia katolickie, nie daj losie niebieska książeczkę? Jeśli może sz zapenić mnie, że nic takiego się nie zdarzy, ruszę w przyszłym roku. Choć te święte miejsca pełne są złodziei- w Fatimie kilka lat temu w sklepie skradziono mi portfel z kartą kredytową i kilkunastoma eurusiami.Trochę mi później było trudno bez tej karty, a co wieczór trzeba było się znieczulać z nadmiaru wrażeń. To był prawie początek dwutygodniowej wycieczki „Iberia coś tam…”

    Najbliższy wyjazd jednak dość bliski i całkiem cywilizowany, bo pociągiem 1000 km, a następnie jeszcze raz pociągiem 400 km na zachód, kilka dni w cywilizowanych warunkach, znów powrót, pobyt 1000 km od domu i powrót do domu. Pociągiem.

    A w przyszłym roku zamienię się trochę w trampa…
    Dziekuję za podpowiedź….

  261. kruk
    24 września o godz. 15:55

    Gentleman nie przedstawi zadnej kobiety slowami: „moja flama

    „Flama” nazywano kobiety bedace czyimis kochankami, gdy sie wzdragano po prostu powiedziec, ze „ta Pani jest kochanka tego Pana„…

    Slowem dulszczyzna.

    pozdrowka
    ~l.

  262. Stachu39
    24 września o godz. 19:52

    DESTYLACJA !

    podrowka
    ~l.

  263. @mag zycze duzo sil, spokoju, azebys mogla przez to wszystko przejsc w jak najlepszym stanie, a siostrze tez mozna zyczyc. Zeby ten okres w jej zyciu nie byl dla niej cierpieniem umyslowym, czy fizycznym. Tak do konca nikt nie wie o jej samopoczuciu, swiadomosci.
    Troche juz dyskusja odeszla od tematu ale „weszedlam” teraz, wiec wtrace.
    Jak na razie jedyna pocieszajaca wiadomoscia w sprawie leczenia Alzheimera jest to, ze po latach zamiatania pod dywan, wstydzenia sie, od kilkunastu lat choroba wyszla na swiatlo dzienne. Wczesniej wrzucano ja w jeden worek, p.t. skleroza, demencja z lekkim polusmieszkiem.
    Trzeba przyznac, ze jest to obecnie jedna z priorytetowych chorob jesli chodzi o badania, zadzialalo lobby ubezpieczeniowe, rodzin osob chorujacych, a ktore kiedys istnialy w swiadomosci publicznej.
    Wiec na ta okolicznosc obejrzalam kilka programow tv.
    Np. dokument o badaniach jakie prowadza naukowcy ( amerykanscy) w Kolumbii, gdzie juz od lat wyodrebniono grupe ludzi zamieszkujaca spory teren, gdzie zachorowalnosc w bardzo mlodym wieku nie miesci sie w zadnych statystykach. Szescdziesiecioletnie matki opiekuja sie dziecmi, przed czterdziestka, ktore maja juz zaawansowany stopien choroby. Kilkuletnie juz badania nie znalazly jeszcze ostatecznej korelacji miedzy zachorowalnoscia, genetyka, srodowiskiem….Ale prace trwaja..
    Innym razem kobitka naukowiec – neurolog opowiadala z pasja i wiedza o swoich badaniach. Otoz na mozgu osob chorych pojawiaja sie jakies plamy zwiastujace chorobe. Na razie nie ma lekarstwa na te plamy i chorobe. Powiedziala, ze walczenie z ewentualnym nadejsciem choroby i jej rozwojem za pomoca krzyzowek, sudoku, jakims hobby nie poprawia nic a nic. Jedynie co mozna stwierdzic, ze czesto osoby lepiej wyksztalcone itd, dluzej sa w stanie, zdajac sobie sprawe z choroby, tuszowac ja. Do czasu. Jej „entuzjazm” naukowca byl z lekka w…….cy.
    Obejrzalam tez dokument prowadzony przez wiele lat. W malzenstwie po 60 zona zachorowala. Widocznie obydwoje wyrazili zgode na taki projekt. W pierwszym spotkaniu jest taka mila starsza pania, smieje sie, ze nie moze sobie przypomniec nazwiska takiego ladnego blondyna aktora( chodzilo o Redforda) wie, ze jest chora. Kontakt z nia jest bardzo dobry.
    W odstepach kilkuletnich przyjezdza ekipa. Jest coraz gorzej. Co tu opisywac. Rowniez jej stan fizyczny pogarsza sie w blyskawicznym tempie, a maz wlasciwie nie zmienia sie ani w wygladzie, ani w rozmowie. Nie chce za nic oddac zony do zakladu, chociaz jest to juz ciezar dla niego ponad sily fizyczne i psychiczne, chociaz ma regularna codzienna pomoc fachowa. Jednak w koncu nie ma innego wyjscia.
    Czytalam tez w dodatku do NYT reportaz o doktor neurolog, ktora zdajac sobie sprawe z postepujacej choroby ( wyjasniono mi, ze ogromna ilosc osob ma chwile, kiedy zdaje sobie sprawe z tego) i ktoregos pieknego dnia, pozegnawszy sie z mezem popelnila samobojstwo, za jego wiedza. Byla to przemyslana decyzja.
    Kiedy R. Reagan mial juz zaawansowana chorobe upubliczniono jego list do spoleczenstwa. Niewazne kiedy i kto napisal. Ladny. Wspomnial, ze mial piekne, pracowite i dlugie zycie, dlatego z mniejszym smutkiem odchodzi. Wie, ze juz czas sie pozegnac ze swoimi ziomkami, bo idzie w strone ciemnosci.

  264. Nefer
    24 września o godz. 21:29

    To i tak „orzel” intelektu wsrod PiSiorow… Klopot w tym, ze do uma powrocil dopiero wtedy, gdy w „d” dostal… Widac nie na darmo mowia, ze jak przez oczy i uszy wiedza nie dociera, to pozostaje juz tylko dupa.

    podrowka
    ~l.

  265. lonefather
    24 września o godz. 21:40

    Jeden tuman różnicy nie czyni. Mam nadzieję że to nie przez brak miejsca na liście :/

  266. @konstancja 24 września o godz. 20:59

    Jeśli czytasz po angielsku i naprawdę chcesz poznać realia tej trasy, to polecam książkę Jane Christmas
    What the Psychic Told the Pilgrim: A Midlife Misadventure on Spain’s Camino de Santiago de Compostela (2007)
    https://www.goodreads.com/book/show/2018455.What_the_Psychic_Told_the_Pilgrim

  267. Nefer
    24 września o godz. 21:46

    A to robi jakas roznice? Sie zapytowywuje, bo mnie sie widzi, ze nie. Ale moze jestem slepy na niuanse. Choc moze? Odspawali od koryta, zeby dac nauczke i jemu i innym. Ale
    jesli o to poszlo, to jedni poloza uszy po sobie, inni sie choc chwile zastanowia i moze zrozumieja, ze sa w mafii i za wsparcie biora dole…

    pozdrowka
    ~l.

    ps Ale zawsze lepiej jeden mniej, niz jeden wiecej.

  268. Nefer
    ???
    Lis chyłkiem podszedł do cudzego kurnika i mu drób podbiera?
    Nie rozśmieszaj mnie.

  269. zyta2003
    Dzięki za empatię i dobre słowo.

  270. Na marginesie
    Taki ładny był ten ryczący jeleń i komu to przeszkadzało?
    No przecież chyba nie @Tanace.

  271. Na marginesie
    24 września o godz. 22:19
    niestety, ten brak trudno szybko nadrobić….

  272. @Konstancja
    Tam naprawdę jest pełen luz. Pcheł nie pamiętam, tylko odciski i zawieję śnieżną w górach .Dobrze wziąć z sobą jakiś samouczek hiszpańskiego.albo wziąć parę lekcji. Ksiądz po h. to cura.Mówi się padre.Wieczorem w schronisku można usiąść przy winie i kominku.Po zakończeniu jeszcze pójść do końca świata. Finisterre.

  273. 24 września o godz. 20:00
    Mag
    Jak boniedydy, nic Ci nie zablokowalem . Sprawdzę rano i odblokuję

  274. mag
    24 września o godz. 22:41

    Jaki znowu lis. Użerasz się na EP, daleko mają twoi fani żeby tu przyjść i minusować?
    Zresztą nieważne.

  275. @Nefer
    24 września o godz. 22:58
    I tak Tanaka winien 🙂

  276. lonefather
    24 września o godz. 22:25

    Robi o tyle że zamiast „faktycznie zmądrzałem” jest „nie to nie”.
    Dobrze że z hukiem ogłosił, z tego największy pożytek.

    Czy mi się nazwisko nie myli, pan Migalski swego czasu był nastojaszczym pisem a teraz paczcie jak zmądrzał jak na oczy przejrzał. Polityka analizowała sekciarstwo PiSu, co kto odejdzie to do rozumu wraca. Tyle że wcześniej szkód narobi :/

  277. @Nefer
    Minusowanie kogoś „z zewnątrz” (nie ma śladu jego obecności na TYM akurat blogu i pod tym wpisem) sprawia, że post znika?
    Ejże? Co jest „nieważne”? Nawet jeśli się „użeram”, twoim zdaniem, na EP, to chyba nie musisz się tak nieprzyjemnie niecierpliwić.
    Gdyby szlo o ciebie, też byłoby „nieważne”?
    @Tanaka
    Te moje dwa króciutkie wpisy (w tym jeden obrazek) JUŻ się ukazały i potem nagle znikły. Nigdy przedtem mi się to nie przytrafiało. Co innego jak wpis szedł w niebo od razu.
    Ciekawi mnie, jak to jest możliwe z” technicznego” punktu widzenia. Jakaż to mogła zadziałać niewidzialna ręka?

  278. E-J, Nefer
    A czyż nie Tanaka jest szefem? Wiadomo, wina Tanaki.

  279. mag
    24 września o godz. 23:20

    Owszem sprawia. Ja też mogę iść na EP, cicho siedzieć i minusować ile wlezie.
    Nieważne = nie mam zamiaru ciągnąć tematu. Próbowałam ci podać możliwy powód znikania postów z którym Tanaka nie ma nic wspólnego.

  280. Tanaka dostał klucze od blogu ale go nie projektował

  281. Racjonalne wyjaśnienia nie są łatwe do przyjęcia, lepiej udać się w kierunku teorii spiskowych.

  282. Nefer
    Nie wiedziałam , że jest taka wredna możliwość i być może tu zadziałała.
    Nie pozostaje mi nic innego, jak zrobić to samo, co osobnik na poniższym zdjęciu.
    http://www.schnauzi.com/wp-content/uploads/2012/01/leopardo-durmiendo.jpg

  283. mag
    24 września o godz. 23:36

    Wredna możliwość jest ale bardziej prawdopodobne że jakiś błąd techniczny, żadnego sensu i logiki w znikaniu obrazka i jednego zdania.
    Ostatnio jak serwery polityce padły pisałam coś ok północy a tekst wszedł bez sensu z godziną 21 coś, nagle pomiędzy inne stare. Uznałam że coś się na łączach pokićkało i tyle.

  284. Na pewno Ruskie…

  285. Nefer

    Chrzanię łącza i serwery, bo wirtual płata różne figle, ale czy przynajmniej obejrzałaś lamparcika pogrążonego we śnie?

  286. Szary Kot
    O, to to!

  287. @mag
    Przeczytaj pierwszy komentarz w EP, i wszystko będzie jasne.

  288. @lonefather 24 wrzesnia, 21:09
    Skąd taka interpretacja? Odbierałam to słowo zupełnie inaczej, własnie jak Google, który mówi po polsku, ze słowo wraca i ma wydźwiek żartobliwy. Znaczenia: kochanka, obiekt westchnień miłosnych, przelotnego romansu…
    Wcale się temu nie dziwię, bo „flama” pochodzi od francuskiego „flamme”, a Francuzi w sprawach miłosnych nie są hipokrytami i nigdy nie traktowali lekceważąco zwiazków nieformalnych. „La flamme” jest po francusku metaforą miłosci. Nie uważasz, że samo porównanie miłosci do płomienia jest romantyczne?

  289. @mag

    Obejrzałam i powinnam się wygonić do łózia 🙁

  290. kurcze, co to jest EP? bo zapomniałam (chyba?)

  291. No, czyli bez wcześniejszego zaglądania na EP zdaje się że miałam słuszne przypuszczenie. Że też się dorosłym w takie głupoty chce bawić :/

  292. @izabella
    Przeczytałam, ale przysięgam, to nie ja, bo nawet nie znam takiej opcji minusowania, która wręcz wyklucza.
    Ktoś za mnie to zrobił? Może ten, kto skasował wpisy @SM, którego chyba wszyscy mają na EP dosyć.
    W każdym razie nie prędko się tam pojawię, ale wkurza mnie, że ten świetny niegdyś blog opanowały siły nie do opanowania. Nawet przez Gospodarza?

  293. Idę zajrzę.
    A w nocy tak zawzięcie kłóciłam się z Izabellą, że aż się obudziłam. 🙂

  294. @mag
    25 września o godz. 0:21

    Może zamiast tańczyć na kilku weselach spróbuj czytać komentarze ukazujące się na tym blogu. Była już mowa o „łapkach”, którymi daje się plusy lub minusy. A teraz spójrz na prawo, na wysokości nicka komentatora są dwie szare łapki z kciukiem do góry lub na dół. Przez nakliknięcie odpowiedniej opcji możesz wyrazić aprobatę lub dezaprobatę dla komentarza pod spodem lub dla samego nicka. Bilans plusów i minusów decyduje, czy komentarz zostanie ukryty.
    Już dawno ci radziłem, nie biegaj tyle po opłotkach albo przynajmniej rób to dyskretniej. Ten blog nie potrzebuje reklamy na innych forach, inteligentni i zainteresowani znajdą go sami.

  295. @Ewa-Joanna
    Ze mną? Ja się z nikim się nie kłóciłam, bo właziłam na 4 tysiące metrów. Niech się ktoś spróbuje kłócić jak mu powietrza w płucach nie staje 🙁
    Łagodna jak baranek jestem w górach.

  296. Ja raz we śnie przeszłam szkolenie w NASA i w kombinezonie astronauty już wsiadałam do rakiety i wtedy się obudziłam, nie zapomnę mojego rozczarowania 🙁 żebym tak chociaż wystartowała ale nie 🙁

  297. @izabella
    Ale zabrałaś mi filiżankę pod pretekstem, że zbyt cenna na użycie. I nie wiem po co ci filiżanka porcelanowa w górach!

  298. Trzy kobiety już wystąpiły z oskarżeniami przeciwko kandydatowi do sądu najwyższego. Oj, żeby uwaliły jego kandydaturę, trzymam kciuki. I nie ma to jak dobra zemsta po latach (i na zimno).
    Wreszcie jakieś światełko w tunelu, i może to nie pociąg ekspresowy.

  299. cos mi świtało, ale nie z tej strony. Dzieki!

  300. kruk
    25 września o godz. 0:00

    Flama wraca? No to ładny comeback! Ja od 40 lat 😉 nie słyszałem tego w użyciu, tylko w literaturze.
    To trochę jak ze słowem „obraz” (kinowy), niegdyś tylko w „Królu Maciusiu Pierwszym” itp. Wraca pewnie pod wpływem angielskiego.

  301. @izabella
    25 września o godz. 0:35

    To już wiem, kto spowodował najpierw spadanie pojedynczych kamieni i kawałów lodu, a potem osunięcie całego prawie pionowego zbocza, pod którym siedziałem. W ostatniej chwili udało mi się ukryć w pobliskiej kopalni czy sztolni, a może to były jakieś lochy 🙄

  302. Tobermory
    25 września o godz. 0:52

    Ale czy ci filiżanka na głowę spadła?

  303. Ewa-Joanna
    25 września o godz. 0:44

    Hej, w góry trzeba z klasą. Bez serwisu porcelanowego się nie ruszam.

    Lata temu miałam angielskiego bojfrenda. Nawet na rowery zabierał serwis do herbaty, i punkt 16 była herbata z ciasteczkami. Trzeba utrzymywać standard, nie ma letko.

    Ale prawda że dawno się o nic nie kłóciłyśmy. Pewnie się stęskniłaś, ja zresztą też 😀

  304. @Nefer
    25 września o godz. 0:57

    Filiżanka to nie, ale cudzy spory plecak wylądował obok mnie. Może była w środku?

  305. Tobermory
    25 września o godz. 0:52

    Ja? Ja w górach jak kozica. Nawet kamyczka nie trącę. Grzybka ominę. Na roślinkę pochucham. Świstaka pogłaskam.

    A ta Twoja jesień przepiękna. U mnie też kolorki cudne, ale nie ma takich śniegowych szczytów. A co to jest to lodowe igloo?

  306. kruk
    25 września o godz. 0:00

    Mlody w sercu, jestem jednak dosc stary, zeby pamietac znaczenie, ktore poznalem w mlodosci. I tylko o tym i niczym innym napisalem.

    Co do reszty, to owszem wiem o tym, ze slowa zmieniaja znaczenie. Same nie zmieniaja, tylko ludzie to robia. Czesto z ignorancji robia. Jesli jest jak piszesz, ze „flama” nabiera obecnie konotacji pozytywnych, to sadze ze jest wlasnie za sprawa ignorantow niedouczonych, ktorzy sie grzies dowiedzieli, ze „flama” to to samo co „kochanka”, tylko bardziej „aliganskie”… Mowic kochanka sie krepuja, wiec flame uzywaja. Choc kochanka u swoich korzeni ma wlasnie milosc i kochanie, a dulskie w swojej moralnosci squ***ly kochanke, moze dlatego, ze ich samych nikt juz nie kocha????

    podrowka
    ~l.

    ps I ciekawostka. Kochanka ma meski odowiednik, ciekawe dlaczego flama jest samotna? Czyzby na milosc lesbijska ja obluda i koltuneria skazywaly, bo co innego kobieta, a co lepszego menszczyzna?

  307. Tobermory
    25 września o godz. 1:05

    Jeśli Izabella teraz powie że spadł jej plecak to wszystko będzie jasne.

  308. Męska „flama”? Amant, bel ami, Romeo, wielbiciel, adorator, absztyfikant…

  309. @izabella
    25 września o godz. 0:57
    No bo jakoś czasu mam mało…

  310. @izabella
    25 września o godz. 1:07

    Lodowe igloo? To resztki lodowej groty w ginącym lodowcu Rodanu. W tej części przykrytej kilka lat temu włókniną dla ratowania przed stopnieniem. Przez otwarte szczeliny w stropie widać poszarpane fragmenty „pokrowca”. Eksperyment został ostatnio rozszerzony na większą połać lodowca, bo faktycznie hamuje trochę jego znikanie, a ja trzymam kawałki innego lodowca w mojej zamrażarce 😎 Tej części, skąd je wziąłem, nie ma już od paru lat. I to nie dlatego, że ludzie zabierają na pamiątkę.

  311. Osobisty narzeczony…

  312. Nefer
    24 września o godz. 21:46

    lonefather
    24 września o godz. 21:40

    „Jeden tuman różnicy nie czyni.”

    Juz sie ucieszylem, bo to coraz rzadsze a tu wyskoczyl:

    lonefather
    24 września o godz. 22:25

    Nefer
    24 września o godz. 21:46

    „A to robi jakas roznice? ”

    A Nefcia na to:

    Nefer
    24 września o godz. 23:10

    lonefather
    24 września o godz. 22:25

    „Robi o tyle że zamiast…”„

    I tak to gorsza moneta wypiera lepsza.

    Jak ja nienawidze tego ‚robic roznice’ itp. skundlonych zwrotow.

  313. Przejmujacy jest film ‚Iris’ pokazujacy degradacje swietnego umyslu Iris Murdoch przez postepujaca chorobe Alzheimera.

    Kate Winslet – mloda Iris
    Judi Dench – Iris niemloda
    Jim Broadbent (Oskar za te role, panie Kate i Judi nominowane) – jej maz i opiekun John Bayley

    Niniejszym poleca sie ten film i ksiazki Bayley’a o zonie (jedna znam).

  314. Wczoraj w tv drugi (ostatni) odcinek programu o domach opieki nad ludzmi starszymi w Australii.
    Tytul: ‘Who cares?’, co mozna przetlumaczyc dwojako – ‘Kto sie opiekuje?’ albo ‘ A kogo to obchodzi!’.
    Ukryte kamery zainstalowane przez najblizszych pokazuja szokujace obrazy traktowania ludzi zniedoleznialych, czesto z zaawansowana demencja przez personel tych przybytkow.
    Uzywanie sily, bicie po twarzy, wyzywanie, niereagowanie na wielokrotne wezwania,
    rodziny opowiadajace o pozostawianiu podopiecznych samym sobie godzinami po ‘wypadkach’ powodowanych inkontynencja – szok, horror i ogromne wspolczucie.
    Bezradna zlosc i bezradne wspolczucie.
    Dobrze jednak, ze teraz zacznie sie, mam taka nadzieje, powazna debata i przyjda pozytywne zmiany.

  315. mag
    24 września o godz. 20:00

    Tanaka
    Łomatko, szefie, a cóż to się nawyrabiało, że mi zablokowałeś jedno zdjęcie, a w drugim wpisie – bodaj jedno zdanie komentarza do @izabelli?
    Za trolla robię czy cóś?

    Maguś, babcia mojej pięknej narzeczonej orzekła, że ja zły człowiek jestem, więc patrzę spode łba. Jednakowoż bozia pilnuje, żeby na świecie miło było, więc babcia się wnet przeniosła tam, gdzie się przeniósł nasz Święty Ojciec Święty. I szlus: co trzeba, się odkorkowało i się dalej dobrze działo.
    Wstawszy i wypiwszy, kawę rzecz jasna, dla niejakiej przytomności, sprawdziłem i co? – nico! Nie mam ani śladu tego, żeby coś Ci zostało zablokowane czy nie puszczone, choć mam co innego i niezwiązanego z Tobą. Nie wiem, na czym rzecz polega, ale wiem, że jest Wielka Tajemnica Wiary. Odtajemniczenie tej Tajemnicy wymagałoby chyba zatrudnienia informatyków „Polityki”. Mogę zgadywać, że było coś nie tak z linkami do foty albo co; no i jakieś kiksy serwerów, na co @Neferka zwróciła uwagę, oraz tym, że nieznane są meandry projektantów narzędzia. W każdym razie mogę orzec: mamusiu, to nie ja, to Ździsiek! No, chyba, że babcia miała rację. 🙁

  316. @act
    25 września o godz. 4:17

    W domu opieki dzieje się to, co i w domciu. Różnica jest taka, że kogo innego kamery pokazały, oraz wyszło to, co sami – przed sobą najbardziej, choć innymi też – skrywamy: za uszami mamy. Inna rzecz, że w takich sytuacjach, zbyt mało stalową mamy odporność na sytuacje, w jakie zostaliśmy wpuszczeni i w jakie wpuszcza nasz nasze poczucie obowiązku, ponad nasze niestalowe siły. No, ale tego wymaga od nas bozia, bo on w ogóle lubi wymagać.

  317. @act
    25 września o godz. 4:17

    Actku, w poprzednim „Newsweeku” jest tekst Pawła Reszki „Opowieść o kłopotliwych staruszkach”. To wiedza w pigułce o kosztach i traktowaniu pensjonariuszy w domach opieki w Polsce. Wynika z artykułu, że najgorzej jest w państwowych domach opieki (DPS – dom pomocy społecznej) i w prywatnych, najlepiej – w prywatnych zakładach opiekuńczo-leczniczych (ZOL) dotowanych przez państwo. W takim właśnie była moja mama i jest do tej pory brat: są najtańsze i w tych, w których byłem – widziałem bardzo dobre traktowanie pacjentów. Ale byłem i w takim, który jest praktycznie umieralnią: wszystkie pacjentki leżały pod kroplówkami, a moja 94-letnia mama w demencji była za zdrowa koza na ten dom. Kierowniczka zatrzymała papiery i powiedziała, żebym się zgłosił, jak mama się już będzie do nich nadawać.

    W artykule przedstawione jest przerażające traktowanie pacjentów. Na przykład zamykanie na noc na głucho pacjentów z alzheimerem (kierowniczka uznała, że najlepiej będzie ograniczyć bałagan do jednej, dwóch sal) na „fekal party”, żeby się mazali fekaliami do woli. Trzaskanie dokuczliwych alzheimerowców po pysku to raczej codzienność.
    Stosunek do starych pokazuje, że człowiek człowiekowi obrzydliwością jest i nic chyba tego nie zmieni – nawet w Australii. A w Polsce w ogóle nikogo nie obchodziły i nie obchodzą jakieś zmiany – ani za rządów PO, ani PiS. Zmiany musiałyby oznaczać podwojenie sieci domów opieki i duże zarobki dla ich personelu. A że z takich pensjonariuszy nie ma ani chwały dla polityków, ani wyborczego pożytku – będą jeszcze większą obrzydliwością i nic tu nie zmienią wzruszające nazwy jak „Dom maleńkiej miłości” czy „Radość o poranku”.

  318. wbocek
    25 września o godz. 8:11

    U nas slawetna ‚The Royal Commission’ bedzie badac przypadki opisane powyzej.
    Raz powolana nie moze byc powstrzymana nawet przez rzad a kompetencje ma powazne,
    czesto wieksze od sadow (choc to wlasnie sedziowie czesto wchodza w jej sklad).
    Problem, ze jej dochodzenia czesto trwaly latami. co w praktyce czasem znaczylo w czasie roznych rzadow.

  319. Tanaka
    25 września o godz. 8:00

    Masz racje oczywiscie jesli chodzi o odpornosc psychiczna w danym zawodzie I ogolne wychowanie.
    Opisywane jednak byly w tym programie przypadki, gdzie zatrudniano tam osoby po 3 tygodniowym przeszkoleniu. Jedna z nich powiedziala dyspozytorowi ambulansow (w tle byly glosne jeki starego mezczyzny): prosze przyjechac za jedna, dwie godziny. Dziadek zmarl po jakiejs godzinie nie doczekawszy pomocy.

  320. @act
    25 września o godz. 9:03

    Actku, jak człowiek widzi coś tak sprzyjającego i człowiekowi świeżo narodzonemu, i nieświeżo, a nawet będącemu na progu wieczności, to nic, tylko strzelić sobie w łeb, ale nie mam czym. Bo w mesjańskiej i ambitnej – żeby, broń Boże, nikogo nie małpować – Polsce życie jest najwyższą wartością, ale wyłącznie życie nienarodzone, reszta – poza swoimi, którym wszystko się należy – to zdrajcy.

  321. @act
    25 września o godz. 2:29

    A o idiomach Ty slyszal, a?

    Idiom, drogi @act, jest idiom, nawet jesli jest polski, nie angielski.

    pozdrowka
    ~l.

  322. Tobermory
    W punkt. Z twojego punktu widzenia.
    Ale na przyszłość – proszę – przestań mnie pouczać i stawiać do kąta.

  323. @Nefer, @mag
    23 września o godz. 21:46
    Dzięki za zaproszenie, oglądam Waszą zatoczkę i nie zauważam piranii i rekinów pływających w innych akwenach. To dobrze.

    Przeczytałem recenzje „Kler’u” Krzysztofa Vargi i jest entuzjastyczna, a cenię jego zdanie bo jest on namiętnym oglądaczem seriali i innych filmideł, więc ma skalę porównawczą. Podobno od tej pory (po obejrzeniu „Kler’u”) Gajosa będziemy kojarzyć przede wszystkim z rolą z tego filmu. Czekam niecierpliwie na możliwość obejrzenia.
    Przyznam się jednak, że trailer mnie nie zachęcił ( nie zanosi się na „Spotlight”)

  324. lonefather
    25 września o godz. 10:34

    Act powiedział: „Jak ja nienawidze tego ‚robic roznice’ itp. skundlonych zwrotow”. Wyjaśnienie w reakcji na tę wypowiedź, czym jest zwrot, jest nie na temat. On nie powiedział niczego więcej niż to, że nienawidzi tego zwrotu. Emocjonalne reakcje są prywatną własnością nieprzetłumaczalną na żadne języki i niepoprawialną. Wyrażę tę sytuację innymi słowy tak:
    Act: – Nie cierpię ptysiów.
    Ty: – Przecież to ciastko.

  325. wbocek
    25 września o godz. 12:05

    Qruca…, ja z ciastek, to tylko sledzie …

    Ale, juz nie gastronomicznie, to mozna nie cierpiec, co kazdy powinien rozumiec, i cierpiec w milczeniu, zwlaszcza ze @act przytoczyl niemal cala wymiane mysli miedzy mna i @Neferka… qruca … to nie „widzial”, ze sie nabijalismy znaczeniowo i slownie?

    pzodrowka
    ~l.

  326. mag
    25 września o godz. 11:13

    On tak ma. On tak ma, ze musi, bo sie udusi, ze gdy ma okazje kogos pouczyc, kogos wysmiac szyderczo, komus podokuczac, to sie oprzec nie ma sily i pouczy, wysmieje, podokucza …

    Nie zmienisz jego natury. On sam siebie tez nie zmieni. Szkoda wysilku i szkoda nerwow.

    pozdrowka
    ~l.

  327. @@act
    Te obejrzałam ten program. To trudna sytuacja bo praca w takich domach opieki jest ciężka i nisko płatna. Idiotyzmem jest prowadzenie takich domów przez duże firmy z tabunem akcjonariuszy, bo przecież one MUSZĄ przynosić dochód, akcjonariusze chcą mieć wypłacane dywidendy.
    Koszt w takim domu opieki jest horrendalny, wiem bo moi znajomi w czymś takim wylądowali. Za pokój łazienką zapłacili pół miliona dolarów i dodatkowo 90 dolarów dziennie od osoby za pobyt i wyżywienie. Wszystkie inne usługi ( fryzjer, doktor, fizjoterapeuta ) extra.

  328. lonefather
    25 września o godz. 12:12

    Znów niepotrzebnie i znów nie na temat, kruca fuks, tłumaczysz, co robiliście z Neferką. Act – nawiasem mówiąc, niezły operator i znawca języka, któremu nie trzeba wyjaśniać, co to idiom – powiedział tylko w cytowanym przeze mnie zdaniu o swoim nienawidzeniu zwrotu i NIC WIĘCEJ.

  329. @mag
    Właśnie przeczytałem Twój wstępniak i jestem pod wrażeniem.
    Gdziekolwiek, Madziu, piszesz, bez względu na długość tekstu, słowa Ci płyną „jasnym strumieniem”.
    Nie zrozumieć Ciebie nie sposób.
    I za to cieszysz się sympatią, uznaniem, a u niektórych czytelników/czek wręcz ‘blogową miłością’.
    Całuski
    PS
    Przelecę komentarze, może coś dopiszę.
    Ale, wybacz ‘mag’, nie o starczej niesprawności umysłowej…

  330. @lonefather, 12:12
    Lecę przez posty ‘od tyłu’ i choć nie wiem o co poszło w wymianie myśli z ‘Neferką’, chciałem Ci przypomnieć, że czasami czytelnicy nie chwytają kolokwializmów, nie rozumieją podtekstów – to się zdarza, nie jesteśmy ‘madziami’.

    Z sąsiednich blogów, dziś ‘kupiłem’ termin PZPRawica. Wszak to klon PZPRobotnicza!
    Pozdrówka
    PS
    Staram się dziwactwa słowne, np. „podpisy” blogowe, opatrywać apostrofem.
    Np. ‘stasieku’
    Hope, ułatwia to zaczynanie zdania z małej litery, jeśli ktoś wybrał sobie w podpisie małe litery

  331. @wbocek, 12:48
    To Twoje „(…) co robiliście Neferką.” wywołało u mnie erotyczny niepokój.
    To lepsze uczucie, niż niepokój arytmii.
    Ukłony

  332. @zetus1, 11:48
    Krzysztof Varga, to mój ulubiony autor. Kupuję GW w poniedziałek głównie dla KV.
    Jego tekst o „Klerze”, napisany z pasją, jest dla przeciwników KaKa czymś, co smakuje jak Dom Perignon 2006.
    Ciekawi mnie dyskusja w Listach, po miesiącu (zakładam, że pójdziemy do kina), na temat wielu wątków (powtarzam za KV) poruszonych, często muśniętych w filmie.
    Pozdr

  333. stasieku
    25 września, g.12:51
    Lejesz miód na moje serce, ale – na boga – nie przeginaj z pochwałami, bo – jak znam życie – wyzwala to u niektórych osobników nie najlepsze emocje, podszyte zwyczajną zazdrością. Nie trzeba do tego psychologa. We mnie samej odzywają się alarmujące dzwoneczki i zapala się czerwona lampka, gdy wokół kogoś za dużo dymu i hałasu, a jak wiadomo jest to szkodliwe dla zdrowia.
    Co do „starczej niesprawności umysłowej” doskonale wiesz, że różnie z tym bywa i nie zawsze metryka na to wskazuje.
    Właśnie wróciłam z miasta, a w oczekiwaniu na autobus dałam się wciągnąć w rozmowę z przemiłą mocno starsza panią z widocznymi jednak „śladami urody”. Jakoś tak zeszło na jej dramatyczne wspomnienia z września 1939, a właściwie jeden obraz, który tkwi w niej bardzo głęboko. Widok może dziesięcioletniego chłopca z rozsypanymi wokół bułkami, których już nie doniósł do domu.
    Pomyślałam sobie, rany boskie, przecież ta kobieta ma dobrze po dziewięćdziesiątce. Umysł absolutnie sprawny, no i fizyczność w nie najgorszym stanie, skoro pani sama jeździ miejską komunikacją, nie mówiąc o poruszaniu się w ogóle.
    To tak ku pokrzepieniu serc
    Całuski również, dla twojej T -też.

  334. @wbocku

    Faktycznie masz racje, wiec sie poslucham i przekasze sledzika „dalnowostocznogo”, bo od samego gadania o ptysiach, to mnie mdli … (lol)

    O talentach jezykowych, sie nie bede wypowiadal, bo jeszcze jakis blad „ort” zrobie i sie wszyscy beda ze mnie nasmiewali.

    pozdrowka
    ~l.

  335. stasieku
    25 września o godz. 13:09

    Bo to u mnie to nie rzeczownik jest, tylko przymiotnik, chcac podkreslic, ze to jest cecha napisalem sie z malej litery.

    Pozdrowka
    ~l.

  336. stasieku
    25 września o godz. 13:09

    hehehheee…,

    A poza wszystkim, to sam sie piszesz z malej, a zdania zaczynasz z duzej…

    Hope, to nie jest przytyk, ale jak zoczylem, to sie usmiechnalem pod wasem, jak mam nadzieje i Ty sie usmiechasz, czytajac.

    Pozdrowka
    ~l.

  337. lonefather
    25 września o godz. 14:20

    No to świetna zgoda, lonek. A z Neferką miałeś prawo robić to, do czego i ona miała prawo plus, ma się rozumieć, obustronna chęć.

  338. stasieku
    Varga to wyjątkowo udany „wytwór” tradycyjnej przyjaźni, a nawet miłości polsko-węgierskiej.
    Jestem jego wielka fanką, czytałam prawie wszystko co napisał, a „Pijanego anioła”, „Gulasz z turtula” i „Czardasza z mangalicą” mam na stanie w mojej domowej bibliotece. Nie mogłam się oprzeć.

  339. stasieku
    25 września o godz. 13:52

    No wiesz co, stasieku. Mówić na blogu o erotycznym niepokoju i o niepokoju arytmii. Zgubiłeś rytm? Spoko, koko – Po takim niepokoju obowiązkowo przyjdzie pokój, gdyż jest powiedzone: „Błogosławieni, którzy przynoszą pokój”.

  340. @Nefer, 17:28, wczoraj
    Przerzuciłem czytanie postów ‘najsamprzód’ i wpadłem na Twój Twitt. (taki masz styl)

    Nie wiem, czy jestem hipochondrykiem, ‘Neferko’, ale (poważnie) przestałem czytać w sieci i na papierze o chorobach/objawach/zagrożeniach.

    Mądrzy lekarze mówią, że pacjent, który obserwuje własne ciało, jest najlepszym diagnostą. Wywiad zwykle trwa (u prywaciarzy) 20 minut – co im można w 20 minut opowiedzieć?!
    Więc coś musimy poczytać, ale do, powiedzmy, sześćdziesiątki. Ja to zrobiłem i dalej unikam tekstów o zdrowiu, jak otwierania tylko jednej butelki dobrego, czerwonego wina tygodniowo.
    To ostatnie mnie mniej kosztuje.

    Już kiedyś się mądrzyłem na blogu, pisząc o własnym podejściu do starzenia się w zdrowiu.
    Skrót.
    Organizm/narządy parszywieją od urodzenia. Jeśli stosujemy się do zaleceń (dieta, ruch, itp.), to powinniśmy też zadbać o ‘równowagę uszkodzeń narządów’. Każdy lek coś naprawia, ale też coś psuje.
    I tak np. lecząc serce, nie możemy niszczyć wątroby, nerek.

    Droga ‘Nefer’, „as ever with love”.
    Ale żeby nie za słodko: 3msie

  341. zetus1
    Jesli Krzysztof Varga coś poleca, to kupuję w ciemno.
    Swoją drogą ciekawe, jak będzie wyglądała dystrybucja „Kleru” w całej Polsce. Na razie wiadomo, że film będzie niedostępny w Ostrołęce i jeszcze gdzieś, nie pamiętam.
    Tłumaczenia osób, czy instytucji odpowiedzialnych za taką decyzję są absurdalne i ośmieszające decydentów.
    Śmy się doczekali PRL-bis. Tyle że dziś rządzi PZPR-bispis z klerem, który wybił się na taką niepodległość jak za IIRP, a nawet stoi ponad prawem.

  342. @mag, 14:16
    Pamięć
    Tak się nam zbiera Madziu na ‘osobiste’, więc dodam coś od siebie.
    To może dziwne, ale głównie pamiętam wydarzenia z młodości, kiedy dawałem ciała.
    Np. pijany jeździłem po mieście, często zapominając gdzie zaparkowałem samochód w Śródmieściu. Nie zawsze czułem sytuacje towarzyskie i mówiłem ‘rozkosznie’ upiorne głupstwa.
    Seksizm, (dziś bym siedział) był moim chlebem powszednim.
    Dlaczego zapomniałem o sukcesach młodości? God knows.

    Teraz o dziadkach.
    Ten od ojca na łożu śmierci mówił greckie wiersze ze szkoły. Ciekawe, czy będę „to be, or not to be (…)” mamrotał ze szkoły, a kazali kilka zwrotek wykuć.

    Ten od matki, kiedy odwiedziłem go w szpitalu, pomylił mnie z synem (moim wujkiem) i wymamrotał story.
    „wiesz xxxxx (imię wujka), kiedyś wygrałem „na rękę” konkurs o piękną panienkę, z dość silnym konkurentem. Kiedy już zaczęliśmy ze sobą chodzić, nie zrobiłem jej tego, no wiesz, bo była taka młoda i niewinna. Potem ja straciłem i teraz żałuję, że, no wiesz, tego”.

    CHOPAKI, nie odpuszczajcie, bo przed śmiercią będziecie żałować.

    Moja T., kiedy widzi mnie nad klawiaturą, często pyta o Ciebie i pozdrawia.

    Proszą na obiad. Nara

  343. @stasieku

    Bo to przez to katolickie wychowanie teraz zalujesz, ze „nie zrobiles”, a nie przemknelo Tobie, ze i ona tez zaluje tego samego?

    Oups… Pardon, story nie o Tobie, ale i tak zalujesz, ze nie masz paru fajnych wspomnien. Niemniej pociesze, ze nie Ty jeden, sadze ze wiekszosc tak ma, co bez skrepowania siega pamiecia wstecz. Znczy sie ciut wyzej, to o sobie tez napisalem.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Sie „staruchom” na wspominki zebralo… Ale co tam, grunt to miec co wspominac, a wspolczuc tym co nie maja, lub nie lubia, albo zapomnieli. Jakze nudne i nieciekawe zycie mieli…

  344. Gdyby ktos poczul zaproszony siebie na dobra whisky. Jedynie „pure”…
    https://www.thespiritsbusiness.com/2018/08/macallan-valerio-adami-1926-to-fetch-900k-at-auction/
    pzdr Seleuk

  345. @@stasieku, lonefather
    Ależ oczywiście, że nie ma to jak wspomnienia z czasów, gdy człowiek był piękny, młody i zdrowy, choć niekoniecznie bogaty.
    Fajnie wspominać te wykorzystane „okazje”, ale i żal tych, które przeleciały kolo nosa, a mogło być inaczej. Raczej do tych ostatnich należą niespełnione do końca, czyli „nieskonsumowane” młodzieńcze romanse, co uświadomił mi spotkany po latach jeden z moich chłopaków z czasów licealnych.
    Przyjemnie też dowiedzieć się nieoczekiwanie od kolegi ze studiów, którego traktowałam zwyczajnie jak kumpla, że się we mnie kochał na zabój, ale nie miał śmiałości.
    Akurat katolickie wychowanie na szczęście dość szybko przestało na mnie działać. Mniej więcej w tym czasie, gdy seksualność jest już rozbudzona, „wie” swoje i o swoje się upomina.
    No i dlatego jest co wspominać, niezależnie od „ustatkowanych” już miłości, w których udało się zespolić przyjaźń, duchową więź i seks.
    Pozdrówka i serdeczności

  346. O flamie jako obiekcie milosci
    @Szary Kot 25 września, 0:48
    Jeżeli „flama” powraca, to chyba nie dzięki angielskiemu. Poszukałam angielskich metafor wiażacych milośc z płomieniem (czego to nie mozna znaleźć w Google’u!) i odkryłam aż 99. W zadnej „flame” nie odnosiło sie do przedmiotu miłosci. Natomiast sama milość jest określana jako „fierce flame”. Sa jeszcze inne skojarzenia milości z ogniem: „flicker of love”, „spark of sex attraction”, „blazing passion”…
    Wraca chyba po prostu moda na stare zwroty. Byloby ciekawe dowiedzieć się dlaczego.

    @lonefather 25 września, 1:08
    Jak pamiętam z lektur „flama” nigdy nie miała wydźwięku pejoratywnego. Inna rzecz, ze dla niektorych osób nawet „kochanka” brzmi plugawo.

    @Tobermory 25 wrzesnia, 1:21
    „Ami(e)” jak najbardziej. To właśnie podoba mi się u Francuzów, że związek erotyczny kojarza z przyjaźnią. Wielbiciel, adorator, absztyfikant zupełnie nie pasują, bo nie wynika z nich wzajemność ze strony obiektu.
    ”Bel Ami„ to powieść Maupassanta.

    @Ewa-Joanna 25 wrzesnia, 2:13
    ”Osobisty narzeczony„ – bardzo trafne.

  347. @mag 25 wrzesnia, 16:45
    Wiesz, ta „nieskonsumowana młodzieńcza miłość” może pozostawiać lepsze wspomnienia niż niektóre przypadki konsumpcji.

  348. @seleuk

    Nie szalejmy i podejdzmy profesjonalnie do problemu. Najstarsza jaka degustowalem to byla 30 letnia „single malt” lezakowana 9 lat w 3 beczkach (Bordaux, Sherry i Jamaican Spicy Rum), pozniej 21 lat w szkle. Nie powiem faktycznie znakomita i niezwykle specyficzna, o „wiekowosci” nie zapominajac. Niemniej jedynie okres „beczkowy” wplywa na smak, „ciezkosc” (full body, or light body), okres w szkle to juz tylko czas na odczekanie, az „konkurencja” zostanie wypita … Co ja wyeliminuje, a nasza flaszka okaze sie wyjatkowa, bo jedna z paru co sie wypiciu ostaly.

    Zdrowko/pozdrowko (12 letnia Glennlivet single malt, smoked…)
    ~l.

  349. @mag

    Sie wie, bo sie ma… pamiec i wspomnienia.

    Pozdrawiam i Twoje zdrowko
    ~l.

  350. @Kruk

    Owszem. Tez mam, nieczesto wspominam, ale mam w pamieci platoniczne uczucie. Nieskonsumowania nie zaluje, bo tak fajnie pamietam swoje uczucia.

    pozdrowka
    ~l.

  351. @kruk
    25 września o godz. 16:52

    „Piszę do Pani… Trzebaż więcej?
    Piszę do Pani z tremą wielką,
    bo jestem Pani ulubieńcem,
    a Pani moją wielbicielką…”

    Kochanka czyli ta trzecia.
    Flama jest synonimem kochanki, obiektu przelotnego romansu, czasem nawet wieloletniego, ale nie „ukoronowanego” małżeństwem.
    Nie są to określenia stricte pejoratywne, ale i nie zaszczytne, dystyngowane, nobliwe czy prestiżowe

    Kochanka, luba, flama, ale też nałożnica, metresa, faworyta, kokota, konkubina, kurtyzana…

  352. @lonefather, 17:10
    Zlituj się ojciec, 20 lat pracowałem w brytyjskiej korporacji. ‘Zaśliniam’ się jak to czytam.
    Na wydarzeniach socjalnych, kilka razy w roku, dawali, oj dawali po smakach.
    Trochę mnie popsuli i moja T., to dość oszczędna kobieta jest, wymawia mi pewne wydatki na emeryturze.
    Dobrze, że trochę mamy pod cegłą.
    Acha, i polisę na swoje życie kupiłem…
    Ukłony

  353. kruk
    25 września, g.17:09
    Dokładnie jest tak, jak mówisz, a wiem to z autopsji i ty pewnie też.
    Odnajdywałam się wtedy w klimatach jak z Grechuty.

    https://www.youtube.com/watch?v=NI_XO91W8hE

  354. @Stasieku

    Nie mialem pojecia, ze kogokolwiek naraze na katusze smakowe… Niechcacy uczynilem, co uczynilem.

    Pozdrawiam, znaczy sie Twoje…
    ~l.

    ps Bedziesz w Londku, sie nie krepuj i sie kontaktuj, @Tanaka dopomoze, zalatwimy „przelewem” co jest do zalatwienia.

  355. @kruk
    25 września o godz. 16:52
    Jeżeli „flama” powraca, to chyba nie dzięki angielskiemu.

    Wpływ angielskiego na comeback miałem na myśli tylko w przypadku „obraz/(motion) picture”. Powrót flamy jest dla mnie zagadkowy, jakiś spiritus tu chyba flat kędy vult.

  356. DO tematu „Czarnej dziury” Alzheimerowej pozwole sobie powrocic, bo w UK chyba dokonano przelomu i rysuje sie wreszcie realna szansa na opracowanie skutecznej terapii choroby Alzheimera.

    Ogolnie chodzi o to, ze zamiast probowac niszczyc/usuwac plytki amyloidowe, co niszcza mozg, skupiono sie na oligopolimerach, z kotrych te plytki amyloidowe sie tworza. O wynikach badan naukowcow z Cambridge poinformowala prof Michele Vendryscolo kierujaca badaniami, zespolu badaczy z Uniwersytetu Cambridge i Uniwersytetu w Lund w Szwecji.

    Wydaje sie, ze skuteczny lek, skutecznie zapobiegajacy rozwojowi choroby Alzheimera, moze sie znalezc na rynku juz w ciagu 6 lat.

    Zainteresowani moga sobie wiecej i dokladniej doczytac na stronie Medical Press w artykule:

    Scientists reveal ground-breaking plan to target cause of Alzheimer’s disease
    (Naukowcy ujawnili plan zwalczania choroby Alzheimera)
    September 24, 2018, University of Cambridge

    https://medicalxpress.com/news/2018-09-scientists-reveal-ground-breaking-alzheimer-disease.html

    Pozdrowka
    ~l.

  357. lonefather
    25 września o godz. 18:21

    Sie mi zdawa, ze publicznosc bloga LA jest poinformowana jako pierwsza w Polsce o tym, ze si epojawia lekarstwo na Alzheimera.

    Pozdrowka
    ~l.

  358. Przerzucając komentarze zauważyłem duże zainteresowanie wyrazem na „f”, reszta zależy od tego w jakim języku ten płomień podgrzewa miłość. Była sugestia, że „Flamme” pochodzi z Francji, a ja wcale tego nie jestem pewny, może to być sprawa podobna do tej jak nasi praojcowie jadali – wiadomo że namchujadali, ale czy widelcami? Zacznę od przypominania sobie czy Flamme to po francusku czy po niemiecku? Duże F sugeruje niemiecki, bo po francusku rzeczowniki pisze się z małej litery. Poza tym również po włosku jest podobnie, np. zapałki nazywają się fiammiferri. To sugeruje wspólne źródło dla tych trzech języków, jak i w przypadku wielu innych wyrazów.

  359. Antonius
    25 września o godz. 18:25

    „Łatyń iz mody wyszła nynie”, ale wciąż nam matką…

  360. Nefer
    Nefciu, co się stało, że seplenisz?

  361. Nefer
    25 września o godz. 18:45

    Zajrzawszy do Twych chaszczy dostrzegam, ze co fota, to żyła złota. Z każdej temat na jaki portret albo kilka, alegoria a nawet opowieść w odcinkach, weźmy – ‚Wind in the Willows’, a moze i „Nikto ne je doma”. Bardzo dobrze 🙂

  362. mag
    25 września o godz. 18:50

    Hermenegilda Kociubińska. Skoro już muszę po nazwisku;)

  363. Tanaka
    25 września o godz. 18:57

    Trochę jakoś białe mi wygryzło i za blade.

  364. Szary Kot
    Według „matki” łac. flamma – płomień, pochodnia, zapęd.
    Nie bardzo rozumiem, co oznacza „zapęd” (może chodzi o popęd?), ale płomień i pochodnia ładnie się kojarzą z gorącym afektem, jaki wzbudza flama i jakim obdarza.

  365. Antonius
    25 września o godz. 18:25

    Posiadam pewne trudności, żeby flamme – panią od czynności miłości, ulokować w niemieckości. Wszystko rozumiem, że naród i przyrost ten, no – naturalny, ale jakoś po francusku to mi bardziej podchodzi.

  366. Nefer
    25 września o godz. 18:59

    Że białe, to ne vadi! Tematy i pomysły ważne. A wyciągać można garściami. No właśnie, serial: Z mchu i paproci/ 😀 A swoją drogą, to nie trudność: tu wysycić, tam nieco zgasić i przesunąć plany, przestawić dekoracje, podkreślić akcenty. Aż mnie kusi, żeby kilka figli zrobić. 🙂 Jak dam radę, to sprobuję.

  367. stasieku
    25 września o godz. 14:52

    Ja nawet nie mam Twittera. Samo mi tak jakoś prozą wychodzi i do tego zauważyłam że im dłużej jestem na blogu tym krótsze i bardziej skondensowane te moje wpisy. Kiedyś tam się rozpisywałam ale to było ze 3 lata temu.

  368. Tanaka
    25 września o godz. 19:12

    A rób, rób, mnie się nie chce 😉

    Dorn obok ma nowy blog. Wygarnęłam mu na dzień dobry co myślę, ciekawe czy kiedykolwiek odwiesi mnie z moderacji.

  369. @lonefather, 17:51
    Dziękuję za propozycję, ale ja ostatnio jeżdżę 22 km od Warszawy, do siedliska ‘Opus Dei’ (jak plotka głosi). Całe życie jeździłem po Europie, a do ‘londka’ szczególnie. Kiedyś płaciłem za bilet 3 500 w klasie turystycznej. Teraz – (…)
    Podczas moich ostatnich podróży służbowych, nie poznawałem elitarnych kiedyś lotnisk. Szczególnie tłum na Heathrow się zmienił.

    Mam dzieci z pokolenia X i Y. Jeżdżą po Europie i chyba kochają ojca, bo jak o coś rzadko poproszę – mam w barku niebawem.

    Wiesz, ‘lonefather’ na co czekam, he?
    Pozdr

  370. J
    Nefer
    Jak na razie to Dorn nikogo nie „odwiesił”, jeśli w ogóle interesują go czyjeś komentarze.
    Nie rozumiem, po co kilka osób niby prowadzi tutaj swój blog, co jakiś czas zamieszcza kolejny wpis, a komentarzy niezmiennie – zero.
    Nie uwierzę, że absolutnie nigdy nikt nie był i nie jest zainteresowany ewentualną dyskusją.

  371. zetus1
    25 września o godz. 11:48

    Rekiny musiały się udać do innych akwenów, przymusowo 🙂

    Czy się mylę, Gajos ma takie szczęście że przez 20 lat jest kojarzony z każdą rolą;)

    Ach Janek, jak ja się w nim kochałam mając lat 3…

  372. @Antonius
    25 września o godz. 18:25

    Flamme
    co mówi Duden:
    mittelhochdeutsch vlamme < lateinisch flamma, zu: flagrare, flagrant
    1. Płomień
    2. Przyjaciółka (umgangssprachlich veraltend) Freundin

    Synonimy:
    Freundin, Geliebte, Herzdame, Verhältnis; (gehoben) Verehrte; (dichterisch) Lieb; (salopp) Puppe; (scherzhaft) Auserwählte; (meist scherzhaft) Angebetete; (abwertend) Liebchen; (scherzhaft abwertend) Dulzinea; (umgangssprachlich verhüllend) Bekannte; (süddeutsch, österreichisch umgangssprachlich) Gspusi; (veraltend) Herzallerliebste, Schatz; (veraltet) Liebste; (veraltet abwertend) Konkubine; (dichterisch veraltet) Buhle

  373. fama o flamie in flagranti przyłapanej

    (takie tam, uprasza się nie zwracać uwagi)

  374. @Nefer, 19:12
    Tak, pamiętam Twoje dłuższe posty.
    Ilekroć czytam u nas coś długiego, a trolli tu brak, to myślę o autorach pod kątem ich czasu wolnego.
    Troll zwykle ma płacone, a u nas ludzie piszą od serca. Napisać kilka ekranów 15” to wysiłek.

    ‘Neferku’, piszę do Ciebie a mam słuchawki na uszach i drugi ekran telewizora przed sobą.
    Tam, w Faktach, poruszyli sprawę „półtorej roku” u Pinokia, ale także u innych.
    To jest jakaś środowiskowa zaraza!

    Pamiętam, za komuny, towarzysze mówili „proszę panią”. Były wyjątki – p. Cimoszewicz.
    P. Kwaśniewski ratował się zwrotem „wie pani”. Proszę pani nie przechodziło mu przez gardło.
    Podejrzewaliśmy z kumplami, że to im ‘wchodzi’ do głów na zebraniach partyjnych.

    Muszę przyznać, że skunks poprawnie akcentuje, ma dobra dykcję i ustawiony głos. Kiedyś infant, Zero, piszczał żałośnie.

    Musze kończyć te ble, ble.
    Uściski najserdeczniejsze.

  375. Nefer
    25 września o godz. 19:14 Edit →

    Dorn obok ma nowy blog. Wygarnęłam mu na dzień dobry co myślę, ciekawe czy kiedykolwiek odwiesi mnie z moderacji.
    Ja mam jakoś tak, że jak ktoś – Dorn taki – całe długie lata budował Kaczyńskiego, aż zbudował, a potem mu się coś przestawiło, to mam go za przestawionego, ale nie w tą stronę, co trzeba. Na taką okoliczność biskup co gada, że chrześcijanin – katolik znaczy nie żaden tam „chrześcijanin” – to prawidłowy Polak, a reszta nieprawidłowa, ma odpowiednią maszynkę czyszczącą: spowiedź świętą. Jest tam, w instrukcji obsługi, punkt taki: zadośćuczynić Ojmajtiemu i bliźniemu Olmajtiego można sobie odpuścić, niech sobie Dorn z nim załatwia co i jak uważa, ale zadośćuczynić ludziom za nędzę jaką sprokurował – to rzecz fundamentalna. Bez tego Dorn dla mnie to podobny nędzarz jak wtedy, gdy nędzę osobiście rozkręcał.

  376. mag
    25 września o godz. 19:27

    Pewnie czyta i patrzy czy się nadają do publikacji. Mój był w stylu „j’accuse!”. A wszystkie stare okoliczne trolle już sobie ostrzą klawiatury.

    ***
    Mam dzisiaj gadane bo muszę się wysapać, poprzednia szefowa jeszcze mnie zza grobu kujnęła na do widzenia. Gdyby kto pytał skąd mi się słowotok wziął.

  377. Flamme (niem.) = flama, sympatia, kochanka

    „Wird Putins heimliche Flamme das olympische Feuer entfachen?” – tytuł w szwajcarskiej gazecie Aargauer Zeitung

    heimliche = sekretna, potajemna

  378. mag
    25 września o godz. 19:27

    (…)komentarzy niezmiennie – zero.
    Nie uwierzę, że absolutnie nigdy nikt nie był i nie jest zainteresowany ewentualną dyskusją.

    Po wstępnym rozkręceniu się, całkiem zgrabnie pisze Agata Passent. Nie wchodząc ojcu na teren zresztą. Ale i u niej żadna flama dyskusyjna nie zapłonęła.

  379. Szary Kot
    25 września o godz. 19:55 Edit →

    Po wstępnym rozkręceniu się, całkiem zgrabnie pisze Agata Passent. Nie wchodząc ojcu na teren zresztą. Ale i u niej żadna flama dyskusyjna nie zapłonęła.

    Razy kilka coś u niej napisałem. tzn wysłałem. I pozytywnie. I nic, nul, zero, próżnia. Pomijając resztę powodów, nie wydaje mi się to grzeczne.

  380. @mag
    25 września o godz. 11:13

    Jeśli moje życzliwe rady traktujesz jak pouczanie i stawianie do kąta, to nie miej też pretensji w stylu:

    „żywię do ciebie pewną urazę jako człowiek próżny (…) niezwykle rzadko odpowiadasz na mój skierowany do ciebie post”

    Moje doświadczenie z próżnymi chyba słusznie podpowiada mi powściągliwość. Sprzymierzeńców, admiratorów i pretorian zawsze sobie jakichś znajdują.

  381. @zezem
    25 września o godz. 20:31

    Akurat wczoraj słuchałem tego wykonania w radiu. Prawie go nie znałem.
    A widziałeś tego potwora U-461 ” JULIETT ” w Peenemünde?

  382. @Tobermory
    To klasyk. Znam go od lat kilkudziesięciu, dzięki właśnie RS.
    „461”jest mi nieznany – ale mam już namiar ;–)
    Ostatnie moje odwiedziny to HMS „Norfolk” i „Cutty Sark” – o jego rejsach czytywałem jak dziecię.

  383. @zezem
    25 września o godz. 21:04

    Ja tego klasyka też znam od lat, ale w wykonaniu The Drifters.

  384. Az nie moge uwierzyc wlasnym oczom blog czytajacym…

    Nie moge uwierzyc, ze nikt , doslownie NIKT nie zareagowal na info jakie zalinkowalem:

    lonefather
    25 września o godz. 18:21

    O postepie naukowym w walce z Alzheimerem i realnej szansie na lekarstwo w ciagu 6 lat.

    I po co linkowac i podawac cos waznego medycznie i na odkryciach naukowych opartego, jak zupelnie co innego umysly zaprzata…

    Pozdrowka
    ~l.

  385. @Tanaka
    Co do Dorna calkowita zgoda. Tak samo co do Marcinkiewicza, tego od Izabeli. Strasznie oni teraz krytyczni, madrzy, ze ho,ho.
    Czy czytales wypowiedz radnego pisu z Krakowa, ktory sie z pisu wypisal.? Biedaczysko, trwal w tej kloace 13 lat. Wierzyl w zamach smolenski. Nagle uslyszal od kolezkow z szajki, ze z tym zamachem to jakos nie bylo. Ale co jest ladne u tego ex-pisowca, ze przyznaje sie, ze przez 13 lat byl durniem. Podoba mi sie takie przyznanie do glupoty, bo ani krwistousta Staniszkis, ani plofesolek maly Jasio Bugaj, ani jezabelowy Marcinkiewicz, czy bajkopisarz Dorn nigdy nie wpadna na pomysl, ze byli durniami i dlatego nigdy nie zamilkna , bo nie maja wstydu i chyba wciaz sa durniami.

  386. @zezem

    A to? Byłam, zwiedziłam, zapuszczony rzęch, aż strach

    https://www.seafront.be/en/russian-submarine

  387. Korzystając z okazji… na ‚Trzeciego’

    … że na blogu, wśród działkowych burzanów globtroterskich i marynistyczno-zmalconej powodzi, plota obmawiania, łódką z galionem, przednio, wśród sąsiadów brodzi…
    zamieszczę swą niezamieszczoną reakcję na pojawienie się blogu Trzeciego Bliźniaka (do czytania łącznie z oryginałem wpisu, p. niżej)
    Obawiam się, że TAM oryginał nie zostanie uwzględniony.

    Przy okazji – skądinąd zacna APassent na swym blogu zadje się komentarzy mie zamieszcza, strudzona z góry przegraną walką swej inteligencji z ambicjami i ojcowizną monumentalną na tym tle jak góra Synaj.
    Ciągnąc za jęzor dalej w ten deseń, dziękuję „P” za oszczędzenie mi cotygodniowego rytuały Wyrywania Wosia z numerów, przed ich otwarciem, wskutek alergii na wstręt. „P” potrzebowała trzy lata, aby zrozumieć, co i kogo zamieszcza.
    Nieodmiennie za to polecam swe hołdowanie blogom pp. Siedleckiej i Bendyka – maestria formy i treści.

    A teraz z innej beczki, zgodnie z zapowiedziami:
    +++
    „Niestety, koszty awanturnictwa PiS poniesiemy wszyscy, nie tylko jego entuzjaści.”

    Jak to miło, że były entuzjasta sadzenia zatrutych drzew wysiada niniejszym na przystanku „owocobranie”, łaskawie koszty swej odpowiedzialności dzieląc ze „wszystkimi”.
    Jak na owocnego interesariusza, koszty, panie „Trzeci”, to zdaje się nigdy nie był Pana interes, co widać po bezwstydzie ponownego wskakiwania na scenę, bez biletu.
    Wzajemnie – bez uszanowania.

    +++

  388. lonefather
    25 września o godz. 21:14

    Czytałam o tym wczoraj w angielskich gazetach online ale nie linkowałam. Do lekarstwa daleka droga, nawet w twoim artykule o tym piszą w początkowym akapicie.

  389. PS
    Przepraszam za liczne literówki i omsknięcia, te tępe klawisze odpowiedzą za to.
    I za gaszenie światła w celi po 21 też.

  390. Dornowi nie wybaczę. Marcinkiewicz czysto gupi, to co innego.

  391. Nefer
    25 września o godz. 21:22

    Nie bądż taka surowa w ocenach.
    Ludzie na całym świecie co dzień przykładają sobie coraz to nowe artykuły z prasy na wszelkie narośla i jeszcze nikt od tego nie zachorował.
    To Nadzieja leczy i płaci… za wierszówkę.

  392. Dorn własnymi ręcami wnosił Kaczyńskich na szczyt. Lepiej nie będę zaczynać bo nie skończę do jutra.

    (zgrzytanie zębami)

  393. @lonefather
    25 września o godz. 21:14

    Bo, panie, tego, zostawiłem na później, żeby się wczytać…
    A na razie przy kolacji z synem powstała taka myśl:
    „Wegetarianie mają o 30% mniej problemów z sercem. Za to mięsożerni w ogóle nie mają serca.” Tak powiedzieliśmy sobie, krojąc (dobrą) kiełbasę.

  394. lonefather
    25 września o godz. 17:10

    Po co linkowac „Szalenstwo Alzhaimera”. Jest lekarstwo (szczepionka) od dawna, tylko dla Friends. Bez szalenstwa, Twoje zdrowko podwojnie dojrzewajaca (beczka po Kentucky Bourbon i beczka po Sherry)
    https://www.youtube.com/watch?v=c69hZ-T70tU
    https://www.youtube.com/watch?time_continue=10&v=GUDTyfF8UL8
    pzdr Seleukos

  395. @Nefer
    25 września o godz. 21:25

    Dorn własnymi ręcami wnosił Kaczyńskich na szczyt.

    A znasz stary żydowski kawał o mądrym śledziu?

  396. Tobermory
    25 września, g.22:44
    Widzisz, problem w tym, że nie odbieram twoich „dobrych rad” jako życzliwe uwagi (nie ja jedna zresztą na tym blogu, z tego co pamiętam). Nie prosiłam zresztą o żadne rady i nie zwracałam się do ciebie w tej sprawie.
    Może po prostu nie zdajesz sobie sprawy, że sposób, w jaki formułujesz swoje uwagi/rady, belfersko-arogancki (sorry, ale nie znajduję lepszego określenia), sprawia komuś przykrość.
    Przecież można to samo przekazać z empatią i życzliwością wyczuwalną, jeśli jest szczera, a nie z uszczypem z zakrętasem, którego – jak widać – nie potrafisz sobie odmówić.
    A dobrymi chęciami, wiadomo, co jest brukowane.
    Pozdro

  397. A oto mój komentarz do pana Trzeciego Bliźniaka

    Mam do pana żal. Za torowanie drogi Kaczyńskim wtedy, za obniżanie jakości języka w polityce bo posłał go pan w kamasze. Mleko się rozlało, Kaczyński rządzi, na nas się skrupia, pan niestety miał udział.

  398. Szary Kot
    25 września o godz. 21:31

    Nie znam ale zaraz poznam? 🙂

  399. @stasieku

    Uch…! W szesciu odslonach o roznym stopniu powaznosci odpowiem, jak tam co, za wazne uwazam…

    Malo powaznie…
    Obawa, ze Cie nie puszcza? Nawet jesli bede czekal na lotnisku i na lotnisko odwioze?

    Srednio powaznie…
    Znaczy sie „rybka”… Wspomniana 30to latka, obecnie 33 latka, co sie po 3 roznych antalkach „szlajala”, nie jest samotna, towarzyszy jej orszak „dworek” doborowych. Znaczy sie kolekcja niewielka, za to doborowa, kilkunastu towarzyszek, w tym paru z limitowanych specjalnych edycji…

    Ciut powazniej…
    W Listopadzie z Okecia jest sporo dobrych i tanich polaczen. Na przyklad ja tydzien temu kupilem w EasyJet na 4go (druga tura) za £64.37 w obie strony… Jakby tylko po 5 zeta kalkulowac, to wyszlo ciut ponad 300PLN …

    Zaczyna sie powaga…
    Coz mam powiedziec na „niepoznawanie”? Nic i sie zamykam… Chyba, ze to nie dotyczy wskazowek typu „WAY OUT”, czy innych podobnych. No to co innego, z tym sie daje podrozowac, a co wiecej „stare lotniska” sie poznaje i odkrywa jednoczesnie jak zupelne nowe „niesmigane” sztuki …

    Powaga powazna…
    Masowka jest masowka, but specjal is specjal … especially if is a part of consciously created collection…

    Zupelna, czyli ponura powaga…
    Obiecalem. Napisalem. Przeczytalem….
    I sie zawachalem, czy publikowac, tak ponure i deprymujace jest to, jak widze przyszlosc Umeczonej… Niech po stokroc przeklety bedzie Kaczynski i jego banda!

    Pozdrowka
    ~l.

  400. seleuk|os|
    25 września o godz. 21:30

    Brzmi intrygujaco … Stuk! Czym juz wznosilem…

    Pozdrowka
    ~l.

  401. Nefer
    Przecież Ludwik Dorn to był „trzeci bliźniak” i popacz tylko, jak normalnieje wprost w oczach i odzyskuje rozum oraz odwagę cywilną każdy, kto opuszcza teraz już tylko pojedynczego bliźniaka.
    Zadziwiające zjawisko. Gdybym nie była agnostyczko-ateistką, uwierzyłabym, że Brat Pozostaly to wcielenie Dyabła.

  402. Otóż…
    Idzie Żyd drogą, niesie zawiniątko w gazecie i tak trochę do siebie, a trochę do zawiniątka z zachwytem mówi:
    -Jaki mądry tenśledź! Ach, jaki on mądry, ten śledź…
    Idzie za nim inny człowiek i zaintrygowany pyta:
    – Żydzie! Co ty tam niesiesz i czemu tak do tego czegoś gadasz?
    – A bo tu ja taki mądry mam śledź…
    – A czemu on taki mądry?
    – A ja nie powiem, bo to trzeba tego śledzia mieć, żeby wiedzieć.
    – Żydzie! Sprzedaj mi tego śledzia.
    – Ale – mówi Żyd – to będzie sporo kosztować, bo to mądry śledź…
    – Ile chcesz za niego?
    – Pięć złotych.
    – Pięć złotych? Chybaś oszalał! Zresztą, masz tu pięć złotych i dawaj śledzia.
    Żyd sprzedał śledzia, wziął piątaka i odchodzi. Przechodzień patrzy na śledzia: śledź jak śledź, szczególnie mądro nie wygląda. Goni więc Żyda i woła:
    – Żydzie! Coś mi tu sprzedał? Za pięć złotych to ja mogłem mieć dziesięć funtów śledzi!
    – O widzi pan, mówiłem, że ten śledź bardzo mądry. Już jego mądrość i do pańskiej głowy przechodzi.

  403. mag
    25 września o godz. 21:43

    Rychło w czas!!! A co szkód nieodwracalnych narobili to tylko ręce złamać na pancerz :/

    Ciekawe że takie płotki jak ja ani przez sekundę nie uwierzyły w to szambo i nie głosowały, ani z naiwności ani dla sprzedajnej kariery.

  404. zezem
    25 września o godz. 20:31
    te zegary i pokrętła bardzo barwne z tego rosyjskiego rzęcha w Zeerbrugee?

  405. Muszę sie przyznać Szanownemu Blogowemu Towarzystwu. Postawiłem „łapkę do góry” czyli + niejakiemu Gekko. Po raz pierwszy. Może nowy dorn też się ulęgnie, jak kamiński czy wołek. Blog Szanownego Biskupa jest wzorem wzajemnego szacunku. Tu jest wersal. Pozdrawiam Wszystkich Blogowiczów. Brakuje mi @basi.n, a miałem do niej szereg pytań z wiązanych z muzyką.

  406. mag
    25 września o godz. 21:43
    Nefer
    Przecież Ludwik Dorn to był „trzeci bliźniak”
    bo Dorn jest trzeci bliźniak z drugiego jaja , a Kaczyńskie to jednojajowce są. I dlatego odszczepił się od nich.
    W sumie dość dawno przejrzał na oczy…ja bym mu lekko wybaczyła, choć ograniczone zaufanie nadal mam.

  407. no i sie skursywiło/

  408. @stasieku

    Ostatnim razem głos Dudy słyszałam jak ułaskawił Kamińskiego. Ten zwiędły zgniły głosik. Kaczyńskiego na TVN jak wyzywał od mord. Ziobrę raz widzialam w zasięgu niecałych dwóch metrów i był sam, żesz się nie odwinęłam, za przeszłe i za przyszłe :/

  409. Nefer
    Mnie by też nawet przez myśl nie przeszło, że szambo może robić za perfumerię.
    Nie wiem, skąd się biorą tzw. zwykli ludzie na to szambo glosujący. Ci którzy nie mogą liczyć na żadne bonusy, nawet na 500+.
    Jakby powiedział @Tanaka – oto Tajemnica Wiary.

  410. konstancja
    25 września o godz. 22:03

    Nie.ma.mo.wy.

    Architekt od siedmiu boleści.

  411. Nefer
    g.22:06
    Wielka szkoda, że nie rzuciłaś tej bomby.

  412. Mus po sułtańsku

    Jak mus to mus, więc i ja przyznam się, że okolicznik „nieJaki” przyznany stołecznie zlokalizowanemu Gekko, to przed wyborami w Warszawie znaczny zaszczyt.
    W kwestii zaś łapek, to proszę łaskawcę o trzymanie ich przy sobie i dla siebie, a ew. miejscem ich kompulsywnego wsadzania nie chwalić się tak po Dórnemu.

  413. Szary Kot
    25 września o godz. 21:54

    Sympatyczne. Ale rozpajedzona jestem bo mi tu Dornem polityka macha przed nosem, mówiłam, nie ruszać bo się zeźlę do imentu

  414. mag
    25 września o godz. 22:09

    Odwinąć się znaczy uderzyć, nie rozumiem, jakiej bomby?

  415. Nefer
    Rozumiem co znaczy – odwinąć się. Poleciałam za daleko, podpowiadając ci maleńki zamach terrorystyczny. Ot, głupi żart.
    Wracając do L. Dorna, co szkód narobił, to się nie da cofnąć, ale na plus można mu zaliczyć, staremu cynikowi, że pisze bajki dla dzieci. Kojarzę tytuł „O śpiochu tłuściochu i psie Sabie”.

  416. @Nefer
    25 września o godz. 22:11

    Dla mnie ma ten kawał dodatkowy flavour, bo opowiadała mi go mocno przedwojenna ciocia. Tak jak opowiadała, tak z pamięci, wręcz słysząc jej charakterystyczny głos, spisałem specjalnie dla P.T. Blogowiczów. Rzecz z pierwszej ręki, nie wyguglana i nie s-ctrl-c-ctr-v-iona – oto rzadkość dziś.

  417. mag
    25 września o godz. 22:30

    Nie.

    ***
    No dobrze, nagadałam co wiedziałam, książka.
    Gdyby mnie kto szukał to jestem na kanapie z nosem w czytniku nad „Failure is not an option” po której to będę mieć powyżej uszu astronautów i historii lotów kosmicznych sprzed 50 lat. Do widzenia się z państwem.

  418. Nie znam „lokalnych uwarunkowan”, ale z Waszych wpisow cos mnie ten Dorn celinskim zalatuje. Znaczy stechly zapaszek. Moze chcialby zalapac siebie na duza polityke jeszcze raz? Zdaje mu, duzo ma „dobrego” do zrobienia. Jeszcze. Przedtem glupi byli (Dorn, Celinski) ale teraz duzo „dobrego” jeszcze maja. Niech maja, uwazam osobiscie.

    Dobranoc Seleuk

  419. @@mag, Nefer
    Dziewczyny, nie piszcie o bombach, bo Was NSA ( ta u sojusznika) namierzy i Listy nam zamkną.

    Dorna nie przeczytałem, słuchanie jego dukania w tele to męka, ale dla klikalności blogów ePolityki, Dorn to cenny zasób.
    Nam, Listom, się to przyda.

  420. @Lewy
    Twój, po przerwie, głos wybrzmiał jak zawsze ‘bez bibułki’. Ja klnę na te ścierwa jak szewc, ale pisanie w tym stylu mi nie wychodzi.

    Nie mogę u tej hołoty pisdzielskiej znieść kłamstw, a u moich krajan, tej niemierzalnej głupoty.
    Zdaję sobie sprawę, że ten gang specjalnie nas wqrwia, skunksowi sprawia to sadystyczną przyjemność. Skunks wymyśla coraz wstrętniejsze obelgi, obserwuje reakcje i rechocze, głaszcząc kota.

    Tych podziałów, ‘Lewy’, nie da się za naszego życia zasypać.
    A pewnie dojdzie do rozlewu krwi.
    Tak myślę, amen.

  421. Jprd, już tak późno!
    Dobranoc

  422. Nefer
    25 września o godz. 22:06
    @stasieku

    Ziobrę raz widzialam w zasięgu niecałych dwóch metrów i był sam, żesz się nie odwinęłam, za przeszłe i za przyszłe :/…

    A pisalem, ze sie niezrobionego najbardziej zaluje…,oto dowod jeszcze jeden, choc, ze tak powiem z innej jakby polki …: hahhahhahaaaa….

    pozdrowka
    ~l.

  423. @Antonius 25 wrzesnia, 18:25
    Contre mon propre honneur mon amour s’intéresse:
    Il fault venger un père et perdre une maîtresse:
    L’un m’anime le coeur, l’autre retient mon bras.
    Réduit au triste choix de trahir une f l a m m e
    Ou de vivre en infâme.
    Des deux côtés mon mal est infini.
    Ô Dieu, l’étrange peine
    Faut-il laisser un affront impuni?
    Faut-il punir le père de C h i m è n e?
    Pierre Corneille, „Le Cid”

    To bylo cwiczenie z „type french accents – online”
    Chodziło mi po głowie, że słowa „flamme” w znaczeniu obiektu miłosci musiał użyć któryś z wielkich francuskich klasyków. Google mnie nie zawiódł.
    Dla nieznających francuskiego: Le Cid musi wybrać między powinnościa i miłościa (= flamme).

  424. Dawno muzyczki na dobranocke nie bylo, wiec najwyzsza pora przywrocic starodawny zwyczaj i wrzucic zyczenia muzyczne dla blogowiczow…

    Mark… i Swiatla Taorminy…. Dla Was, blogowicze na dobranoc…

    https://www.youtube.com/watch?v=51FXiWR7has&list=PLAvZkAINlR1-5lhVORLDEPbrPgYEdPJrL&index=7

    Pozdrowka
    ~l.

  425. @Stasieku 25 wrzesnia, 23:17
    Ty o rozlewie krwi, a ja o etymologii, aż mi sie głupio zrobiło. Nie żyję w kraju i nie mam dostępu do polskiej telewizji, dlatego powstrzymuję się od komentowania Dorna i innych. Za to dobrze rozumiem Wasze nastroje. Czytanie Polityki i GW wpędza w depresję, a gdybym jeszcze musiała to ogladać na żywo, dostałabym takiego szału jak Wy. Myślę jednak, że prognoza rozlewu krwi może być przesadą. Oby!

  426. @kruk
    26 września o godz. 0:17

    Wyspiański po naszemu:

    W rozterce pierś faluje:
    Zda się, że miłość honor zgina.
    Mścić ojca muszę. — Ją utracić?
    Czemże me serce mam bogacić;
    czyli uczuciem, czyli dumą?
    Jedyna rozpacz dziś mnie kumą:
    Bo albo będę żył bez cześci
    albo mię czeka los boleści.
    O Boże! Czyliż mogłem wierzyć? —
    gdy się ze Szczęściem chciałem zmierzyć,
    gdy tchną płomieniem piersi, lica,
    ojciec Szimeny lży rodzica!

    Père, maitresse, honneur, amour,
    Noble et dure contrainte, aimable tyrannie,
    Tous mes plaisirs sont morts, ou ma gloire ternie.

    Ojcze, — kochanko, — honor, — serce moje.
    Miecz w ręce moje dano.
    Czyliż na to, by zamkły się Szczęścia podwoje;
    by radość moją żywotną grzebano?

    maîtresse = Femme avec laquelle un homme a des relations sexuelles en dehors du mariage. (En ce sens, le masculin est amant.)
    (Larousse)

  427. @Szary Kot
    Fajny ten Twój kawał, trochę rozładowuje atmosfer. W związku z rozładowaniem przypomniał mi sie Twój niedawny post o jakiejś niezadowolonej damie udającej sie do Birmingham „jak do warzywniaka na rogu” i mile wspominającej niegdysiejsze wielogodzinne czekanie na granicy polsko-niemieckiej. Otoż będac kiedyś w Polsce spotkałam się z podobną postawą. Opowiadam pewnemu staremu malkontentowi jak w 1969r. gościłam kolegę Duńczyka i któregoś wieczoru udaliśmy się na wędrówkę po warszawskich sklepach, żeby kupić coś na kolację. Bez trudu nabyliśmy rosyjskie igristoje i kilka jajek. Po cokolwiek innego trzeba było stać w kilometrowych kolejkach. Na to mój rozmówca: Co za problem? Trzeba było iść do Pewexu i kupić szynkę konserwową „Krakus” za
    dolary.
    Gdyby nas PiS wyprowadził z Unii, takim nostalgikom stałoby sie zadość.

  428. @Tobermory 26 wrzesnia, 0:08
    Dziekuję za podsunięte tłumaczenie. Larousse podaje potoczne znaczenie slowa „maitresse”, w ustach Corneille’a słowo to było wzniosłe. Chyba nie podejrzewasz, że Szimena była kochanką Rodriga w dzisiejszym znaczeniu słowa.

  429. lonefather
    25 września o godz. 12:12

    wbocek
    25 września o godz. 12:05

    ” @act przytoczyl niemal cala wymiane mysli miedzy mna i @Neferka… qruca … to nie „widzial”, ze sie nabijalismy znaczeniowo i slownie?”

    Nie bylo to jasne lonku, przynajmniej dla mnie…
    Alem ja nie Ciebie ani Nefci sie czepial, tylko tego ‚idiomu’.
    ‚Uzylem’ Twojej i Neferki wymiany, wybaczcie kochani, dla egzemplifikacji mojej alergii.
    Nic nie poradze, zabijcie mnie ale te ‚robienia roznicy’, ‚dokladnie’ zamiast ‚wlasnie’, ‚z gornej polki’ i sto innych przyprawiaja mnie o kulturowa apopleksje. Wiem, ze za sto lat nikt nawet nie bedzie wiedzial, o co ‚lamano krzesla’ ale jedyna matka jaka mi pozostala jest jezyk polski.
    Inna sprawa to ‚makaronizmy’ sprzed wiekow, wzbogacanie jezyka wplywami innych kiedy nasz jezyk ciagle ewoluowal to jedna sprawa, tepe kalkowanie zywcem inna.

    Ewa-Joanna
    25 września o godz. 12:32

    Oczywiscie masz racje Ewuniu -J.
    Wlasnie po to ta Krolewska Komisja, by zbadac ‚systemic problems’ a nie tylko pojedyncze, ‚odizolowane’ przypadki.
    Moja mama umarla w wieku lat 58 a ja mam rokow 60 (ojciec tylko zapial rozporek…), nie mam pojecia, co to opiekowac sie starymi rodzicami.
    Pombocek wiele razy pisal o swojej mamie, rzadko czyta sie, slyszy, o takiej milosci i oddaniu. Nigdy nie bylem w ten sposob sprawdzony…ale jakos te sprawy mnie obchodza… nie moge pozbyc sie obrazu tej babci z programu tv bitej po twarzy wielokrotnie, trzymajacej sie ‚chodzika’. Cien czlowieka.
    Plakalem – bo, co to za mezczyzna, ktory nigdy nie placze.

  430. @kruk
    26 września o godz. 1:35

    Akcja „Cyda” dzieje się w XI w. ale autor tej tragikomedii żył w wieku XVII i używał współczesnego sobie słownictwa. Nie znaczy to, że metresa była słowem obraźliwym, bo kochanki bywały oficjalne, a Chimene spodziewała się małżeństwa z Cydem, więc był on prawie narzeczonym. Apetyt nań miała też infantka, choć był niższego stanu i dopiero jako bohater i pogromca Maurów byłby jej godzien.
    Cała ta historia zawiła jest bardzo, seks nie jest raczej tematyzowany, za to na okrągło nawija się o miłości, honorze, zemście i obowiązku. Nuuuda…

  431. @@act
    26 września o godz. 1:39

    Szkoda nerwów

    Idiomy bywają zapożyczone z innych języków i wyglądają wówczas jak kalki, którymi na ogół są. „Porządny” idiom nie daje się dosłownie przetłumaczyć, ale czasem można znaleźć fajny odpowiednik

    Beat around the bush = um den heissen Brei herumreden = owijać w bawełnę

  432. Wziąć się w garść = sich am Riemen reissen =
    to pull one’s socks up

  433. @act
    26 września o godz. 1:39

    @actcie,
    Niech @wbocku bendom dzieki, ze sie wdal w problem i go uzmyslowil.

    Zrozumialem, po uwagach @pombocka, na czym sie „na rafe” nadzialismy … . Tlumczyc sie juz nie ma sensu, bo @pombocek wytlumaczyl lepiej niz ja,czy ty zdolalbysmy.

    Twoje… 12 y old, single malt … Glennlivet i pozdrowka ze zdrowkiem…
    ~l.
    ps Pozno u mnie. Idem spac. Sie bedzie chcialo Tobie napisac, to rano odpowiem… Albo jutro dopiero, bo „jutro” znaczy dzis, „mlody” ma pierwsza w zyciu randke i zwabil, znaczy zaprosil, laske „na kwadrat”… On sie nie przejmuje. Za to ja … i za niego, za siebie, za chate…. Qruca… Ide dalej tyrac, zanczy sie chate szykowac, bo osmioletnia laska, to jedno, ale jej mama, co ja przyjdzie o 6pm odebrac to drugie…

    Jeszcze raz na wzmocnienie!

    Ech zycie…, a tak sie spokojnie zylo …

  434. @Tobermory, 26 września, 1:58
    Do Cyda mam sentyment, bo w bardzo młodym wieku widzialam go w Comedie Francaise. Do tego francuski jest tak miły dla ucha. Natomiast kiedy musiałam poczytać fragmenty „Polyeucte”, Corneille’a znielubilam. Nie tylko nudne ale jakież absurdalne. Akcji nie pamiętam, zostało mi tylko w głowie żarliwe pragnienie męczeństwa glownego bohatera.
    Nie wiem jak teraz, ale za czasów mojej młodości Francuzi Corneille’a i Racine’a deifikowali. Można ich zrozumieć – w „le Grand Siecle” rozwinąl sie ich cudowny jezyk.
    To mi przypomina rymowankę, którą usłyszałam na lektoracie z włoskiego. Podobno Karol Habsburg (hiszpanski Carlos V), poliglota, tak się wypowiedział:
    „Po francusku rozmawiam z przyjacielem, po niemiecku – z wrogiem, po włosku – z kobietą, po hiszpańsku – z Bogiem”. Bóg i Hiszpania za jego panowania przejmuja zgrozą.
    W wymienionych językach te slowa nijak się nie rymują.

  435. @seleuk|os|
    25 września o godz. 16:20

    @lonefather
    25 września o godz. 17:10

    @stasieku
    25 września o godz. 17:35

    A ja to akurat za whisky, bez względu na wiek, nie przepadam, ale za tym poniżej jak najbardziej
    Nairi

    Jedna flacha, jeszcze z Jerewania, stała w piwniczce 10 lat po zakupie, czyli doczekała 30-ch urodzin,

    choć na to

    Erebuni
    mnie już niestety nie stać…… 🙁 Ja nie Churchill.

  436. Oooops, nie ten link Erebuni

    @ mag
    25 września o godz. 16:45

    Fajnie wspominać te wykorzystane „okazje”, ale i żal tych, które przeleciały kolo nosa, a mogło być inaczej.

    Mam na temat niewykorzystanych rozdwojenie jaźni. Biologia każe mi żałować, rozum mówi, że wykorzystanie zmieniłoby mi życie, a z takiego jakie mi się trafiło jestem wyjątkowo zadowolony.

    @ mag
    25 września o godz. 22:30

    Ostrożnie z podpowiadaniem zamachów!!! ECHELON czuwa, lepiej nie prowokować NSA, bo niestety paranoja rulez!

  437. A! hahahaaaa…

    Zycie byloby nudne jak nie przymierzajac flaki z olejem, gdyby ni „eksperci…”

    Bysmy nic nie wiedzieli, nic nie znali, gdyby nie znafcy, co wynajda w czelusciach netu i nam nam, jak na tacy podadza wyjasnienia, wytlumaczenia i wiedze wszelaka…

    Each znafcy…, mysle ze i bez nich Swiat by sie dalej krecil, jak sie kreci…

    A ponizej link do piosnki o ZNAFCACH, w piosnce zwanych expertami, a moze ekspertami?

    Anyway… sami se posluchajcie, Laurie Anderson / Only An Expert… :

    https://www.youtube.com/watch?v=bvhfSH9CbCw

    Spadam…

    Pozdrowka
    ~l.

  438. @Nefer 25 września o godz. 22:42
    Gdyby mnie kto szukał to jestem na kanapie z nosem w czytniku nad „Failure is not an option” po której to będę mieć powyżej uszu astronautów i historii lotów kosmicznych sprzed 50 lat.

    O, co to to nie!

    Uprzejmnie podesłać sobie pozwalm 20 czy coś minutek wywiadu z Frankiem Bormanem.

    https://www.thisamericanlife.org/655/the-not-so-great-unknown/act-one-4

    zatytułowanego bardzo odpowiednio: „So over the Moon”.
    Z tego wywiadu zapamiętałem dwie rzeczy.
    Pierwsza, że Borman astronautą został dlatego, że „wtedy była zimna wojna z Ruskim i ktoś tego Iwana musiał pobić”.
    A druga to całkowitą i doskonałą obojetność Bormana na jakąkolwiek romantyczność latania w kosmos. Było zadanie do wykonania, on je wykonał i nie ma o czym gadać. Natychmiast potem zrezygnował z całego tego astronautowania no bo przecież było to zajęcie cholernie niebezpieczne i po jakiego diabła miał się on i jego rodzina zbytecznie narażać?
    Praktyczny do bólu.

    Po twoich książkowych tasiemcach, zgaduję że podlanych zdrową dawką romantycznych uniesień, chwileczkę z Bormanem zalecam dla równowagi! 😉

    Na początku jest parę minut wprowadzenia, możesz sobie darować, podobnie jak i część drugą, o jakimś koszykarzu.

  439. Po zastanowieniu wklejam tutaj poniższy tekst, bo nie wiem, czy na enpassanta będziesz jeszcze wchodzić. Tak naprawdę zrobiło się tam bardzo duszno.

    @zyta2003

    Nie tak dawno temu napisałam, że The New York Times zachowuje się conajmniej dziwacznie, drukując bzdety na temat zastępcy prokuratora generalnego, który jest odpowiedzialny za działanie Komisji Millera (bada powiązania Trumpa z przestępczością, rosyjskimi trollami, itd)

    Te bzdury mogą mieć wpływ na zwolnienie tego człowieka i zastąpienie go sługusem Trumpa, a co za tym idzie zamknięciem dochodzeniowej Komisji.
    A o to cały czas Trumpowi chodzi.
    Na koniec swojego wpisu głośno zastanawiałam się, jakie lobby wywiera wpływ na NYT, żeby to publikować.

    Napisałaś, że reportarzy mają obowiązek pisać o wszystkim co do nich dociera.

    Ja jestem innego zdania.

    Była np. głośna sprawa poruszona na łamach pomniejszej gazety przez
    Gary Webb
    Przedstawiał on dowody na to, że CIA współpracuje z dilerami narkotyków, wspierając za forsę z procederu uzyskaną Contras w jednym z krajów łacińskich.
    Byli świadkowie, były dowody, że CIA praktycznie sprzedaje po niższych cenach cokę zwłaszcza w biedniejszych dzielnicach ameryki z przewagą tam czarnych.

    The New York Times i Washington Post
    rozpoczęły wstrętną nagonkę na Gary Webba, że zmyśla itd. pomimo dowodów. W końcu doprowadzili do tego, że po pół roku zmasowanej akcji medialnej, dziennik, który opublikował Webba story… Odwołał wszystko!

    Wtedy wymienione tytuły na pierwszych stronach podkreślały odwagę w/w dzienika, że po przemysleniach odwołał. Chwalono dziennik w tym przypadku.
    Nie chcę się wiele o tym rozpisywać, ale później wszystko o czym Webb pisał się potwierdziło. Były komisje senackie, itd.

    Ale np Regan i jego żona to byli przyjaciele z właścicielką Washington Post

    Tak czy inaczej Webba doprowadzono do bankructwa, nikt niechciał go zatrudniać, żona od niego odeszła, nie miał na alimenty…
    W końcu znaleziono go z DWOMA kulami w głowie

    Ciekawostka, bo prokurator orzekł, że była to śmieć samobójcza!!!!!
    Gwoli uzupełnienia. Webb nie zaprzestał zbierać dowody potwierdzające to o czym pisał. Teraz ma zamknięte usta!
    Jest film o tym „Kill The Messenger”

    Żeby nie być posądzoną o stronniczość, muszę wspomnieć, że Washington Post był tym pismem, które ujawniło oszustwa rządowe dotyczące wojny w Wietnamie publikując TAJNE dokumenty „Pentagon Papers” mówiące o hipokryzji stojącej za 30-to letnim udziałem Stanów w wojnie wietnamskiej.
    Jest dobry film na ten temat „The Post”. Polecam.

    Potem Washington Post rozpoczął „Watergate” aferę.

    Ale co pisać, a co ukrywać najlepiej wyraziła właścicielka Washington Post Katharine Graham , mówiąc:
    „We live in a dirty and dangerous world. There are some things the general public does not need to know, and shouldn’t. I believe democracy flourishes when the government can take legitimate steps to keep its secrets and when the press can decide whether to print what it knows

    Czyli dziennikarze powinni decydować co należy drukować, a co nie, a rząd ma prawo do swoich sekretów.
    Także to o czym pisał Gary Webb nie kwalifikowało się wg niej to pisania, a inne sprawy tak. W końcu CIA dostarczała czarnej biedocie kokainę, a za pieniądze tak zdobyte wspierała Contras w Nikaragui.

    Przytoczę zdanie z filmu „The Post” moim zdanie szalenie ważne.

    „In the First Amendment, the Founding Fathers gave the free press the protection it must have to fulfill its essential role in our democracy.
    The press was to serve the governed, not the governors
    .”

    Zwłaszcza to na tłusto jest szalenie ważne.
    Prasa ma służyć rządzonym, a nie rządzącym.

    Teraz The New York Times prowadzi dalej swoją dziwną kampanię na rzecz Trumpa i jego polityki. Moim zdaniem napewno nie jest to z korzyścią dla rządzonych.
    Beneficjentem jest Trump i jego zgraja.

    Ps. Dla ciekawych więcej w tym temacie.
    Jest artykuł w Huffington Post, który ogromnie polecam.

    Kill The Messenger: How The Media Destroyed Gary Webb
    https://www.huffingtonpost.ca/entry/kill-the-messenger_n_5962708

  440. Druga sprawa, nieco związana z poprzednim tematem.

    Okazuje się, że sędzia Brett Kavanaugh, który został zaproponowany komisji senackiej do zatwierdzenia przez Trumpa … ma obecnie więcej niż jedno oskarżenie o seksualne napaści.
    Jak się zachowuje prezydent i jego republikańscy kamarades?
    Próbują zamknąć usta oskarżycielkom, zamieść szybko pod dywan i oczywiście
    zaaprobować go na Sędziego Sądu Najwyższego.

    Przypominam, że w skład SN wchodzi TYLKO dziewięciu (9) sędziów.
    Pozostają na stanowisku dożywotnio
    i mają wpłym na najważniejsze sprawy.

    Tak jest dzisiaj w Ameryce!

    A The New York Times wspiera sędziego Bretta Kavanaugh, publikując bzdety na temat jego ofiar. Mówiąc ogólnie.

  441. Dzisiaj w ONZ wystpił Trump.
    Zaczął tak jak na organizowanych dla niego spędach. Czyli teksty typu:
    Osiągnąłem ja i Ameryka więcej niż ktokolwiek kiedykolwiek w historii w ciągu zaledwie półtora roku.

    Na to sala pełna dyplomatów zarżała tubalnym śmiechem

    On to skwitował: nie spodziewałem się takiej reakcji, ale niech będzie.

    Jako ciekawostkę podam, że najbardziej chwalił trzy kraje:
    Izrael, Polskę i Arabię Saudyjską.

    Dowalił za to Niemcom, którzy śmiali się w tym czasie.

    Pochwalił również Kima z Północnej Korei, nazywając go mr chairman* Kim

    Najbardziej teraz nienawidzi Iran, któremu wyraźnie groził.

    Oprócz faktu, że stał się pośmiewiskiem na arenie ONZ, zwróciło moją uwagę kilkakrotne chwalenie Polski, a zwłaszcza w takim gronie. Inaczej mówiąc główni zwolennicy Trumpa!
    Mamy na co zasłużyliśmy.
    Wstyd i zgrzytanie zębów.
    Wyraźnie „Fort Trump” zrobił wrażenie.

    https://www.youtube.com/watch?v=qwpyXLURkgY

    * przywódca/wódz w tym wypadku

  442. Tobermory
    26 września o godz. 2:28

    @@act
    26 września o godz. 1:39

    „Szkoda nerwów”

    Dokladnie 🙂

    Ten pan Banko z PWN powiada: ‚Wyrażenie to jest znane polszczyźnie co najmniej od XIX wieku…’
    To ja chyba gluchy i slepy bylem przez 30 lat mieszkania w kraju, bo nigdy sie z tym ‚stalym zwiazkiem frazeologicznym’ nie spotkalem.
    Powiada Banko dalej: ‚Jego nieco książkowym odpowiednikiem jest zwrot nie sprawiać różnicy..’ (Wole Neferkowe ‚czynic roznice’ ale to kwestia gustu)
    Niedlugo nie bedzie ‚odpowiednikow ksiazkowych’, bo kto tam teraz czyta ksiazki – obecne tu towarzystwo wylaczajac.

    lonefather
    26 września o godz. 2:53

    I ja pije takze Twoje…juz u mnie lunchtime.

    Sluchaj jednak lonku, Twoje utarczki slowne, by nie rzec napasci na Tobermory’ego staly sie juz niezbywalna (?), powracajaca czescia repertuaru tego blogu. Dla mnie jakze groteskowa. Mnie to nie przeszkadza
    a wrecz bawi, bo zawsze mozna liczyc na jego riposte, ktora z kolei wywola…

  443. Tobermory
    25 września o godz. 17:27

    „Kochanka, luba, flama, ale też nałożnica, metresa, faworyta, kokota, konkubina, kurtyzana…”

    Mnie bardzo sie podoba sie ‚kochanica’ cos miedzy kochanka a milosnica.

    W ang. podoba mi sie archaiczne ‚paramour’ i calkiem wspolczesne ‚mistress’.

    ‚Live-in lover’ czy ‚kept woman’ natomiast brzmia mi jakos tak inwentarsko.

  444. Mialo byc ‚mnie sie bardzo sie podoba sie…’

  445. @act
    26 września o godz. 4:35

    @actcie,
    Albo otworz oczy i zobacz, albo do listy „utarczkowcow” dopisz chocby @mag, ktora napadla wczoraj na biedaka bez zdania racji i wszystkich innych, ktorzy jak tylko moga, to na niego napadaja, przy kazdej nadazajacej sie okazji…

    Pozdrowka
    ~l.

  446. zza kałuży
    26 września o godz. 3:16

    A szanowny skąd wysnuł taki oto wniosek?

    Po twoich książkowych tasiemcach, zgaduję że podlanych zdrową dawką romantycznych uniesień, chwileczkę z Bormanem zalecam dla równowagi!

    Od końca lipca 50 razy pisałam o „Rocket Men” Kursona i nie ma w niej grama romantyzmu, faktograficzny opis przygotowań do lotu Apollo 8, historii zimnowojennej rywalizacji, życiorysów pilotów, charakteru Bormama – który właśnie swoją „zadaniowością” zrobił na mnie wrażenie – jako bardzo porządny facet, mający cel w życiu.

    Czyżbyśmy wyjaśniali głupiej kobiecince że aczkolwiek nie ma racji biedactwo bo się spodziewała romantyzmu i och och a tu patrzcie państwo Borman po starcie Apollo 8 dostał wymiotów i biegunki, w kapsule którą musieli lecieć kilka dni. Och.

    Powyjaśniaj mi jeszcze proszę. Bo najpierw przeczytałam „The Right Stuff” Toma Wollfa, Potem „Rocket Men” Kursona a teraz wzięłam „Failure is not an option’ Gene’a Kranza (możesz mi wytłumaczyć kto to był? biedactwo nie wie) Dowiedziałam się z każdej strony i temat mi się zwyczajnie znudzi.

    Nie tylko romansideł ale i powieści już nawet nie tykam bo nie mam cierpliwości do wymyślonych światów.

    Disclaimer:

    Zeźliłeś mnie zdrowo ale cię lubię więc fukam ze złości na nietrafione supozycje o romantycznych zachwytach i tłumaczenie jak krowie na granicy. To mnie dotknęło do żywego, nie ty bo jesteś fajny i zimnej wojenki wszczynać nie mam zamiaru. Dostałeś wałkiem i wystarczy 🙂

    Disclaimer 2:

    Gratulacje za zmuszenie mnie do napisania więcej niż 3 zdania, dawno się to nikomu nie udało 🙂

  447. @stasieku
    25 września o godz. 19:36
    Wałęsie mogę wybaczyć to „proszę panią”, ale już nie mogę wokaliście’15. Niestety jest wiele takich kąsków. Często w wykonaniu ludzi z tytułami profesorskimi, np.: „przekonywujący” . A akcentowania niestety nie uczą w szkołach i poza aktorami trudno usłyszeć poprawne akcentowanie na trzecią lub czwarta sylabę od końca:
    akcentowaliśmy,
    akcentowalibyśmy
    Władzimierz Cimosiewicz pozytywnie wystaję z przeciętności, nie tyko pod względem językowym.

  448. Nefer
    26 września o godz. 9:57

    Disclaimer:
    …Dostałeś wałkiem i wystarczy

    „Ta pani [Nefer] ma rację” – oświadczyła inna pani: Irena Kwiatkowska.
    Ale czy wystarczy?
    Bo jest powiedziane: siedemdziesiąt siedem razy… No i jak to mówią: co cię nie zabije to cię wzmocni. Może mu jeszcze, choć raz, tak na wzmocnienie, hę? „Bądźcie wzmocnieni, jesień idzie i kaszelek w szelki” – chciał powiedzieć Jezusek, ale nie zdążył, bo zniknał.

  449. @act
    26 września o godz. 1:39

    Bardzo poruszająco napisałeś.
    „Chlopaki nie płaczą”, a to bardzo źle. Każdy przytomny czlowiek i każdy przytomny psycholog rozumie tego złe skutki.

  450. @@act
    26 września o godz. 6:24

    „Kochanica” krążyła mi po głowie, kiedy to pisałem 😉 Zapamiętałem z dzieciństwa, z opowieści mojej babci rocznik 1889.
    Co do „utarczek” z rzeczonym, to nie będę go za często zaszczycał uwagą, niech skacze po swoim grzebieniu.
    Podobno jest nawet lista pokrzywdzonych przeze mnie, ale (zdaje się) dość krótka.

    Robić różnicę, robić kłopot, robić krzywdę, robić szkodę…
    Jakoś mało używa się synonimów: sprawiać, wyrządzać, czynić, powodować… Wszystko zastąpi wytrych „robić”.
    Jedna jaskółka wiosny nie robi 🙄
    Język polski ubożeje i psieje, a fachowcy-poloniści razem z nim 🙁

  451. @ zetus1 9:58

    @stasieku
    25 września o godz. 19:36
    Wałęsie mogę wybaczyć to „proszę panią”, ale już nie mogę wokaliście’15. Niestety jest wiele takich kąsków. Często w wykonaniu ludzi z tytułami profesorskimi, np.: „przekonywujący” .

    Akurat „przekonywujący” jest formą jak najbardziej poprawną. Na równi z „przekonujący”. Tak mi się bynajmniej wydaje.

    Miałbym zastrzeżenia do „przekonywający”, równie często spotykanej.

  452. Lewy
    25 września o godz. 21:17

    Rzuciłem okiem, ale nie czytałem całej wypowiedzi radnego pisoidalnego, co przejrzał na oczy. Poszukam, bo to może być – jak powiadasz – ciekawy, bo jakoś szczery, przypadek. Choć dla mnie ciągle dziwaczny i bez wielkieko kredytu, a ze sporym zastrzeżeniem, że się może radny znowu przeflancuje doznawszy kolejnego olśnienia.

    Neferka, wyżej, ma przypadek Marcinkiewicza za zwyklacką głupotę. Być może, tzn, z pewnością głupota jest w im niezmierzona, ale nie tyle o nią mi tu chodzi a o coś innego, co może iść z głupotą w parze, a może i z czym innym. O swoistą obleśność mi idzie. O obrzydliwość, o podskórne chamstwo, o zakłamanie do imentu – nadymające delikwenta po ciśnienie eksplozyjne, którego faktycznie doznał, już pod rączką Izabeli wierszykokleckiej, gdy mu się zaczeło zdawać, że został mistrzem świata, w dodatku we wszystkim, a szczegolnie w „zmienianiu świata” za pomocą banku, forsy no i używania życia, w tym i Izabeli. A teraz wygląda już jak mu się należy: jako zdechły męski zezwłok.
    Onże Marcinkiewicz (zasługi politycznie takiej, że był dansjorem panienek prowincjonalnie maturalnych, czym nabijał popularność i wytańcowywał swojskość PiS-owi, metodą ściśle taką, jak Nikodem Dyzma w tanich lokalach pozawarszawskich, śmierdzących nieprzetrawioną wódką z pawiem w kącie oraz kiblowym kurestwem – tu pardą za słówko, ale rzecz należy adekwatnie przedstawić), odstawiał wykłady po różnych klasztorach, dla „zakonnych” pisoidów i innych etycznie zwartych „elit” prawicowo-kościelnych – co teraz zbudują Prawdziwą i Moralną Polskę, na temat wielkich i założycielsko dla Prawdziwej Polski ważnych przewag moralnego pożycia małżeńskiego i dobroci rodziny katolickiej, gdy w tym samym czasie małżonkę swą sakramentalną i matkę czworga wspólnych dzieci bożych, robił w katolickie jajo, metodą tą samą co świeżo ogłoszony przypadek innego posła pisoidalnego, urody świńskiej, ale akuratnej na posuwanie panienek, bo – jak wiadomo – i świńska uroda staje się urodą Richarda Chamberlaina i Roberta Redforda w jednym, jak taka świnia staje się świnią polityczną, to i owo mogącą.
    Nic mi do tego, że się w związkach różnie dzieje – to zwykłość życia, rzecz jednak w czymś zupełnie innym: parszywości, ordynarności, obleśności gadania o wyższościach moralnych katolickiego pożycia rodzinnego (na własnym przykładzie demonstrowanego!), gdy się w tym czasie zażywa ubocznych, a może i już głownych, panienek, a własną żonę (i dzieci) trzyma pod kluczem, pod emocjonalnym szantażem w ekonomicznym uzależnieniu.
    Tak się porobiło, że Marcinkiewicz dostał rodzaj zapłaty – do czego swoim cynizmem, obleśnością i głupotą (tu @Neferka dobrze trafia!) usilnie dążył,nic o tym nie wiedząc, że dąży.
    Na takie postaci i takie ich zaklamanie obleśnością oblane, zawsze dostaję szczerego wkurwu.

  453. @act
    26 września o godz. 1:39

    „Nic nie poradze, zabijcie mnie ale te ‚robienia roznicy’, ‚dokladnie’ zamiast ‚wlasnie’, ‚z gornej polki’ i sto innych przyprawiaja mnie o kulturowa apopleksje”.

    Też tak miałem, actku, ale widzę, że umieranie za każdym razem z powodu językowych śmieci z wiekiem słabnie, właściwie już wcale nie umieram. Choć kiedy słyszę lub czytam okropnie rozpowszechnioną, pustą znaczeniowo ozdóbkę „tak naprawdę”, jeszcze mi ciśnienie skoczy – tyle że już nie wyżej nosa. Kiedy jeszcze gapiłem się w tele-morele i co chwila zatykałem uszy, marzył mi się słownik wyrazów niekoniecznych (Prof. Pisarek wydał „Słownik języka niby-polskiego”, ale tam były użycia niepoprawne) – nawet przez parę dni zbierałem materiał. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że przez godzinę uzbierałem z pamięci ponad osiemdziesiąt. Roboczo nazwałem słownik „Słownikiem wyrazów niekoniecznych”, bo te użycia nie są błędne (błędy językowe, jako codzienna oczywistość niespecjalnie mnie interesują), lecz tylko modne, manieryczne, pretensjonalne, powiedziałbym – papugomałpie, co mam za większy grzech niż formalną niepoprawność.

    „tak naprawdę” i wszystkie pochodne od „prawdy”.

    „Jesteśmy pokoleniem, które urodziło się tak naprawdę w Szczecinie”; „Był prawdziwym tak naprawdę papieżem-pielgrzymem. To naprawdę autorytet prawdziwy”; „My uważamy tak naprawdę, że Polsce jest potrzebny naprawdę dobry rząd”; „Podobną zawartość promili wykazuje mocz na prawdziwym kacu” – a jest kac nieprawdziwy?

    „skuteczny” i „jest tak, że”

    „Niestety, jest tak, że pieniądze skutecznie ogłupiają”

    „nie wiem, jakiś taki”

    „Ona jest jakaś taka, nie wiem, pier..lnięta”

    „to znaczy” (od tego się zaczyna wypowiedź) „dokładnie”, „często”, „ważne jest”, „istotne jest”, „jest tak, że”, „jak gdyby” – i mnóstwo innych konstrukcji, bez których język świetnie by się obył, a użytkownicy – jeszcze bardziej.

    Poza tym epidemicznym zjawiskiem jest stękanie: ykanie, akanie, ekanie, mykanie i inne bekania.

    „To znaczy yyy na sportowychyy scenachyy Rzeczpospolitej eee mny yyy walczyć do do do, do skutku”.

    I coś, na co mało kto zwraca uwagę, a zwróciła dawno temu jedyna dziennikarka, Irena Dziedzic (guzik to, rzecz jasna, dało z powodu priwyczka – wtoraja natura): akcentowanie przez lektorów radia i tele-morele w wielu wyrazach w zdaniu pierwszej sylaby, np.: „Wczoraj Odbyła się przy Ujściu Kanału Jamneńskiego Uroczystość pOświęcenia siEdemnastej wyspy Imienia Jana Pawła drUgiego.

    Język polski ma, oczywiście, akcent paroksytoniczny – na przedostatniej sylabie – ale papugomałpowatość i bezmyślność są ponad wszystkie akcenty razem wzięte i ponad wszystko – jak Bóg.

  454. @paradox57
    26 września o godz. 11:01

    Akurat jest odwrotnie, ale Bańko jest za równouprawnieniem.
    Przekonywający (od przekonywać) jest spotykane rzadziej, ale poprawne.
    Kiedyś była prosta zasada:
    Przekonuje – przekonujący, przekonywa – przekonywający
    Oddziałuje – oddziałujący, oddziaływa – oddziaływający
    Bywający jeszcze się broni 😉

    Dwie babcie klozetowe siedzą i rozmawiają w publicznym wc.
    Nagle wchodzi elegancki, starszy pan i jednej się kłania.
    Druga ją pyta: Znasz go?
    – Znam, srywa u mnie 😎

  455. @Tobermory

    Widać Bańko bardziej mnie przekonuje. Albo skuteczniej na mnie oddziałuje

  456. Rocket Men: The Daring Odyssey of Apollo 8 and the Astronauts Who Made Man’s First Journey to the Moon

    Opis z Amazona:

    By August 1968, the American space program was in danger of failing in its two most important objectives: to land a man on the Moon by President Kennedy’s end-of-decade deadline, and to triumph over the Soviets in space. With its back against the wall, NASA made an almost unimaginable leap: It would scrap its usual methodical approach and risk everything on a sudden launch, sending the first men in history to the Moon—in just four months. And it would all happen at Christmas.

    In a year of historic violence and discord—the Tet Offensive, the assassinations of Martin Luther King, Jr., and Robert Kennedy, the riots at the Democratic National Convention in Chicago—the Apollo 8 mission would be the boldest, riskiest test of America’s greatness under pressure. In this gripping insider account, Robert Kurson puts the focus on the three astronauts and their families: the commander, Frank Borman, a conflicted man on his final mission; idealistic Jim Lovell, who’d dreamed since boyhood of riding a rocket to the Moon; and Bill Anders, a young nuclear engineer and hotshot fighter pilot making his first space flight.

    Drawn from hundreds of hours of one-on-one interviews with the astronauts, their loved ones, NASA personnel, and myriad experts, and filled with vivid and unforgettable detail, Rocket Men is the definitive account of one of America’s finest hours. In this real-life thriller, Kurson reveals the epic dangers involved, and the singular bravery it took, for mankind to leave Earth for the first time—and arrive at a new world.

    Jakie romantyczne ❤

  457. @wbocek 11:22

    Można odnieść wrażenie, że te wszystkie konstrukcje, o których piszesz, to są wypełniacze. Czasem myślę, że ci wszyscy sprawozdawcy mają płacone od ilości słów, które muszą zmieścić w 30-sekundowym wejściu. Im więcej, tym więcej dostają. W efekcie mamy bełkot.

  458. @Tanaka

    Stwierdzenie „co cię nie zabije to cię wzmocni” uważam za jedno z najgłupszych jakie można usłyszeć. Bo czasami to co nie zabije to tak złamie że już nie ma czego zbierać.

  459. Przekonywać, oddziaływać…
    „Przygotowywać” i „wychowywać” też sprawiają kłopoty, ale prawidłowo mówi się tylko „przygotowujący” i „wychowujący”

  460. Sehr sehr gut

    To jest taka zaraza w niemieckojęzycznych mediach, spotykana głównie u młodych, egzaltowanych i szybko gadających sprawozdawców, korespondentów i innych dziennikarskich pistoletów. Nie wystarczy „bardzo”, musi być „bardzo bardzo”. Sehr sehr kurz, sehr sehr schön etc.

  461. paradox57
    26 września o godz. 11:45

    Masz rację, że wypełniacze, ale przede wszystkim – moda, bezmyślne małpowanie, w którym próbowałem szukać jakichś innych motywacji, ale nie bardzo mi szło. Na przykład częsta i błędna konstrukcja „W każdym bądź razie”, jaką mogłaby mieć inną przyczynę niż małpiactwo i mniemanie, że jest poprawna i bardziej skomplikowana, więc uczona i elegancka? Moja koleżanka nawet ją udoskonaliła i tak często używa, że niewykluczone, że na własnym pogrzebie powie: „We wszelkim bądź razie do widzenia”. Natomiast sprawozdawców aż o taką perfidię bym nie podejrzewał.

  462. Najlepiej jest mieć psa mówiącego po niemiecku

    Otto holt große, rote Rosen

  463. @@Tobermory &Jruk
    Potwierdziliście moje przypuszczenie, że ta pierońska flama we wszystkich znanych mi językach nowoczesnych pochodzi z łaciny.

    Kruku!
    Dokładnie przeanalizowałem wiersz i nie mogę się zgodzić z tym , że flamme to miłość, przeszkadza mi to „une”, które tu ma charakter „liczebniczy” jak u Rapaporta w Sęku- 33, „wzięte liczebniczo”. Gdyby chciał „miłosci”, to rodzajnik jest inny (la).
    Mój kolega ma synową Francuzkę i wnuki dwujęzyczne. Oglądali w warszawskim Zoo lamy. Tłumaczono mu, że to zwierzę się nazywa „lama”. Po chwili zawołał: „Oh, jest druga ma”, bo „la” było dla niego rodzajnikiem. Cid mógł mieć duże serce (nie tylko dla narodu i króla) i „deux flammes” ou plusieres.

  464. PS
    Odnośnie synonimów najbardziej lubię „Gspusi”!

  465. stasieku
    25 września o godz. 23:17
    Nie mogę u tej hołoty pisdzielskiej znieść kłamstw, a u moich krajan, tej niemierzalnej głupoty.
    Zdaję sobie sprawę, że ten gang specjalnie nas wqrwia, skunksowi sprawia to sadystyczną przyjemność. Skunks wymyśla coraz wstrętniejsze obelgi, obserwuje reakcje i rechocze, głaszcząc kota.
    Tych podziałów, ‘Lewy’, nie da się za naszego życia zasypać.

    Mój komentarz
    Stasieku, te podziały były od lat w Umęczonej. Czy przed wojną nie było oszołomskiej endecji, czy nie zastrzelono prezydenta Narutowicza i do dzisiaj czynem tym się chwalą ONRowcy na swoich witrynach jako o czynie sprawiedliwym, czy za Polski przedrozbiorowej nie było multum frakcji, stronnictw, koterii, lewych urzędów i idących za tym podziałów łącznie z królem stającym po stronie wschodniego mocarstwa, czy w pierwszych wyborach po 1989 nie głosowano masowo na typowego pana Nikt – Tymińskiego?

    Te podziały były, sobie trwały, od czasu do czasu dawały znać, a rola Kaczyńskiego jest taka, że on wychwycił te różnice, nacisnął maksymalnie na nie i… udało mu się. Teraz pozostało mu tylko podtrzymywać taki stan podziału, jaki jest.
    Więcej już nie osiągnie. Dalsza zmiana, pogłębienie różnic mentalnościowych w głowach ludzi, to nie jest kwestia jednej kampanii. Kampania może pogłębić te które są, uwydatnić, nieco rozszerzyć ich zasięg, lecz podziały, te zasadnicze, nie poddają się doraźnym zmianom, bo jest to długowieczny kod społeczno-kulturowy, który jest rozsiany po głowach krajan i ewoluuje sobie wolniutko (w swojej masie – jako przeciętna, jako generalizacja) z czasowymi wahnięciami w dół lub w górę w zależności od rozbudzanych nastrojów w społeczeństwie.

    Kaczyński jest sprawcą relatywnie głębokiego wahnięcia ekspresji tego kodu w swoim kierunku, ale nie jest on twórcą podziałów mentalności u obywateli Umęczonej. To jest sprawa historii. Te podziały raz są wyraziście eksponowane, innym razem trochę wycofane, utajone, lecz zawsze gdzieś tam głębiej trwają i ulegają tylko powolnym zmianom. Aby zasadnicze zmiany zaszły (złagodzenie podziałów), na to potrzebne jest więcej czasu niż kilka, kilkanaście miesięcy różnych kampanii.

    Prezes musi naciskać stale w ten korzystny dla siebie podział społeczeństwa na MY i ONI, pogłębiać go, czyścić rów separacyjny z naleciałości różnymi dostępnymi sposobami. A że on nie jest myśliciel, tylko czitatiel podziałów, to chwyta się metod najbardziej mu dostępnych – sianie nienawiści, kołowanie ludu, wmawianie wszystkim, że to nie są podziały, tylko celowe działania wrogów Polski, którzy chcą nam odebrać tożsamość, działania różnych skoligaconych ze sobą ideowo koterii, mafii sędziowskich, mafii VATowskich, piątej kolumny Tuska, nienawidzących ojczyzny agentów UE i Niemiec, zdradzieckie mordy, kanalie, itp. hałastra.

    Kaczyński musi bez przerwy stać nad tym podziałem i pilnować by to korzystne dla niego wahnięcie nie odbiło w drugą stronę.
    On jeszcze nie jest przekonany, że tak się nie da, ale już zaczyna wątpić.
    Pzdr, TJ

  466. Odkłamywanie zakłamania… (@Tanaka)

    Podzielam opinię co do postaw i zachowań Marcinkiewicza, ale to zakłamanie…?
    Nie, niestety, ten typ po prostu tak ma.
    Nie ma ani potrzeby ani kręgosłupa ustawionych na zgodność słów, zachowań i czynów.
    Nie jest to więc zakłamanie, lecz niespójność.
    Imperatyw spójności wewnętrznej niekoniecznie jest warunkiem koniecznym autentyczności.
    Niegodziwcy i oszuści są naprawdę autentyczni w tym i pomiędzy tym, co robią i sobą.
    Publika z natury bardziej ceni nawet podłą autentyczność (-> Kukiz, że chce dobrze) niż szlachetną obłudę (-> Trzaskowski, że się nadaje).
    Konflikt odmiennych tożsamości sprowadzony do poziomu kwestii nieprawdziwej jakoby autentyczności jest tragicznym, bo nieproduktywnym nieporozumieniem. Rozwiązanie tkwi nie w unifikacji tożsamości, ale wspólnym punkcie odniesienia, jakim w cywilizacji są normy i standardy społeczne.
    Zakłamanie inteligenta to również odnoszenie własnych norm do wyceny zachowań innych, w miejsce krzewienia powszechnych standardów jako normy odniesienia.
    Marcinkiewicz i Dorn, na ten przykład zakłamani nie są, po prostu są szczerze i ekshibicjonistycznie …zdemoralizowani, będąc sobą w abstrakcji i pogardzie dla norm, których nikt od polityków czy w ogóle osób i zachowań publicznych nie wymaga.
    Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.

    To tak ze sztambucha książeczki, o której nic w niebieskich okładkach nie zamieszczono, jak się zdawa.
    Parafianie mogą spać spokojnie.

  467. tejot
    26 września o godz. 12:38

    Bardzo trafne i słuszne uwagi, skądinąd.
    Nie jest to jednak wyłacznie ekspresja genów historii, ale także III-Rzplicki sposób na łatwe rządzenie bez przerywania strumienia ciepłej wody, czyli hodowanie wrzoda.
    Ekspresja genów to jedno, a patologia wykwitu na jej tle to coś więcej i gorzej, bo uleczalne.
    Na leczenie zawczasu, rozumu nam zabrakło.
    Byliśmy i jesteśmy jeszcze bardziej głupi, ale gdy żałując, że wrzoda nie głaskaliśmy dość namiętnie, przemawiając doń zbyt mało czule, by się sam ucywilizował.
    W odpowiedzi na karesy, wrzód nas z całą nienawistną siłą wrzoda owrzodzi, en block.
    Dopóki granice otwarte, jest, osobnicza choć, nadzieja.

  468. Wciąż razi mnie jeszcze „póki co”, rusycyzm (paka szto), który przyjął się na tyle, że tak mówią osoby dbałe o poprawność językową.
    A co z tzw. międzyczasem (kalka z niemieckiego), stąd na wszelki wypadek dodatek w postaci tzw.?
    Z tym bulwersującym niektórych określeniem rozprawił się ślicznie Jonasz Kofta
    Międzyczas
    Zatoki ramę fala gładzi
    Przesiewa piasek słony wiatr
    Obecnych nie ma. Coraz rzadziej
    Natrafia się na ludzki ślad

    Ja chodzę tędy, zbieram śmieci
    Prawdziwe ślady innych lat
    Śmieją się ze mnie słońca dzieci
    Gdy mówię o istnieniu dat

    Historia się przestała dziać
    W ponaświetlanych mózgownicach
    Czas teraźniejszy poszedł spać
    A królem czasów jest – międzyczas

    Na peryferiach trzech żywiołów
    Ocalał arkadyjski mit
    Chyba nie umiem być wesoły
    Kiedy tu jestem – jest mi wstyd

    Lepiej poszukani opakowań
    Dla mnie coś znaczy byle śmieć
    Odpadków po ideach, słowach
    Tu przysypano wiele strat

    Historia się przestała dziać
    W ponaświetlanych mózgownicach
    Czas teraźniejszy poszedł spać
    A królem czasów jest – międzyczas

  469. Międzyczas według prof. Markowskiego przestaje być tzw.
    Prof. Miodek jest wręcz za ogólnym przyjęciem do poprawnej, a nie tylko potocznej polszczyzny. Stosować należy tam, gdzie nie da się go zastąpić „tymczasem” lub „w tym czasie”, kiedy coś się dzieje między dwoma wskazanymi wydarzeniami.
    Rano biegałem, potem poszedłem do fryzjera, a w międzyczasie zajrzałem na blog.
    „jeśli coś się zdarzy najpierw, coś – później, a w środku coś jeszcze innego, a wykonawcą tych wszystkich czynności jest jedna osoba”

  470. @404
    26 września o godz. 4:14
    Ciekawe rzeczy przytaczasz. Ja tez pomyślałem sobie, że dziwne jest to co pisano o Rod Rosenstein’nie, że rozmawiał o 25th Amendment w WH (podobno w tonie sarkastycznym). Wg tego jak się wypowiadał ( ostrożnie, w wyważony sposób ) trudno go podejrzewać o lekkomyślność. Z drugiej strony to może być dobry pretekst do zwolnienia go ze stanowiska, żeby dobrać się do Mueller’a. W każdym razie DJT nie śpieszy się przed wyborami midterm ze zwolnieniem RR. Taka wiadomość (o 25th) wpisuję się w teorię „deep state”.

    Obejrzałem wywiad z Trey Gowdy, (superpartisan Rep), który kończy swoją karierę polityczną i mam fatalne zdanie o amerykańskiej demokracji w 2018. Amerykanie potrzebują jakiejś tyranii, żeby zrozumieć czym jest demokracja. Może od czasu WWII upłynęło już za dużo czasu ?

    Dan Rather: This is a classic authoritarianism which leads to dictatorship

    Bardzo to podobne do tego co dzieje sie u nas. Niestety …

  471. Tobermory
    Wiem, wiem, już prof. Doroszewski był podobnego zdania jak jego młodsi koledzy. Język jest żywy i ma prawo się zmieniać, kanony poprawności również.
    Musze jednak przyznać, że przedwojenna polszczyzna, jaką można jeszcze słyszeć w filmach sprzed 1939, miała swój urok, z jednej strony była jakby elegantsza, a z drugiej nie tak zunifikowana jak dzisiejsza. Wilniuka można było odróżnić od poznaniaka, a lwowiaka od krakusa itd.

  472. @tejot
    26 września o godz. 12:38

    Wszystko to pięknie tłumaczysz @tejocie, tylko mnie nurtuje pytanie, dlaczego coś co wielokrotnie działo się w historii, przejmowanie pełnej władzy przez jakiegoś dyktatora/narcyza może się zdarzać ponownie, mimo, że znamy do czego to prowadzi i jak się odbywa. Czyżbyśmy mieli w sobie jakiś gen autodestrukcji ?

    Szczury przy pewnym stopniu zagęszczenia w klatce, mimo dostępności pożywienia, stają się homoseksualistami i nie rozmnażają się więcej – mają wbudowany pewien mechanizm obronny. Może przekroczyliśmy już pewną granicę (jako ludzkość czy społeczeństwo) i teraz potrzebne są radykalne rozwiązania, aby zatrzymać majaczącą katastrofę ( przeludnienie, zanieczyszczenie, zmiany klimatyczne ) a ci dyktatorzy są tylko nieświadomymi wykonawcami „konieczności dziejowej”.

    Kolejny raz myślę, że do demokracji trzeba dochodzić długo i mozolnie, nie można przeskakiwać etapów. Danie demokracji na talerzu nie sprawdziło się już wielokrotnie i myślę, że Unia popełniła błąd przyłączając tak gwałtownie kraje Europy wschodniej. To tak jakby dać bezdomnemu miskę kawioru. Nie doceni i nie potrzebuje. Musi mozolnie i powoli wychodzić z bezdomności, wtedy ma szanse na utrzymanie korzystnego stanu przez resztę życia. Wiem jak wyglądają mieszkania w których zamieszkali nieprzygotowani bezdomni, którzy otrzymali je bez wysiłku.

    Pozdr.

  473. @Tobermory
    26 września o godz. 11:58

    „Sehr, sehr gut”
    Zauważyłem taką prawidłowość (subiektywnie), że szybkość mówienia jest odwrotnie proporcjonalna do zgodności z faktami. Czy podzielasz tę opinie ?

    W angielskim jest takie słowo / eufemizm „misrepresentation”, czyli mijanie się z prawdą. Ta szybkość mówienia, o której wspominasz, wynika może z błędnego przekonania, że „misrepresentation” w powodzi słów trudniej zauważyć i że nie da się skutecznie zaoponować. Przykładem może być poseł, znany jak „obatel”, który zdaje się nie zaciągać powietrza w czasie wypowiedzi. Podejrzewam, że niektórzy harcownicy często biorący udział w utarczkach słownych muszą brać lekcje pracy przeponą, aby się nie „zapowietrzyć”. Obecnie pojedyńcze „misrepresentation” wychodzą w mody, stosuje się raczej całe klastry „misrepresentations”, które mają zdecydowanie większa siłę rażenia i z reguły ofiara zanim się otrząśnie po pierwszym uderzeniu dostaje poprawkę kilkoma następnymi, co skutecznie ją paraliżuje. 🙂

  474. mag
    26 września o godz. 12:54

    Nie nauczyłem się używania „międzyczasu” i nie używam. Ale gdzieś od początku 70. lat miałem wątpliwości co do traktowania go jako konstrukcji niepoprawnej. A dodawanie przez lepiej obeznanych „tzw.” tylko mnie irytowało. Znaczy, nie „tzw.” irytowało, lecz upór lub opieszałość językoznawców w uznaniu wyrazu za poprawny. Nielogicznych konstrukcji jest w języku od groma i ciut-ciut, bo nie logika go tworzy , ale lud. Więc bądźcie, panowie, konsekwentni – mówiłem pod nosem – i skoro szybko zgodziliście się z nielogiczną „pracującą sobotą”, to w czym wam „międzyczas” przeszkadza – w tym, że nie ma przerw w czasie? Śmieszne. A sobota pracuje? Poza tym „międzyczas” trzeba rozumieć nie jako przerwę w czasie, lecz jako czas, okres między jakimiś zdarzeniami. Natrętne obchodzenie niepoprawności sposobem dodawania „tzw.” od dawna sygnalizowało, że mimo niezgody językoznawców, konstrukcja ma wzięcie i jest potrzebna. No i od dawna jest znane zjawisko leksykalizowania, polegające na tym, że wyraz utrwala się w jakimś znaczeniu i jest w nim powszechnie zrozumiały – więc o co kaman? Nawet nie wiedziałem, że są już tacy, co poszli po rozum do głowy, choć wiem, że Miodek sztywniachą w sprawach językowych nie jest.

    Natomiast to, co mówi mag – „już prof. Doroszewski był podobnego zdania jak jego młodsi koledzy” – mnie zaskakuje. W swoim „Słowniku poprawnej polszczyzny” wyraźnie akceptuje „międzyczas” w języku sportowym – „czas zawodnika uzyskany na pewnym odcinku trasy” – i uznaje za niepoprawne inne użycia. Może się z czasem się zreflektował, zwłaszcza że sportowe znaczenie i potoczne są tym samym: nazywają czas między zdarzeniami, zachowaniami, punktami.

  475. @paradox57
    26 września o godz. 11:01
    Słowniki za poprawne uznają „przekonujący” i „przekonywający” z tego co pamiętam. Może ewolucja w języku jest tak szybka, że nie zauważyłem akceptacji językoznawców dla tej formy. Ale od czego mamy słowniki.

    Popatrz tu

    Sądzę, że to jest miarodajne źródło.

  476. @zetus1
    26 września o godz. 14:32

    Akurat do tego źródła podchodzę sceptycznie. To jest tworzone przez internautów i nie brakuje w nim błędów. Stanowczo bardziej ufam sjp.PWN

    Z szybkim „zagadywaniem faktów” miewam podobne odczucia. Także z lawiną słów i tyradami jednego mojego tutejszego „sympatyka” 😉 I nie chodzi mi wyłącznie o tyrady pod moim adresem.

  477. wbocek
    Nie pamiętam, gdzie i kiedy padła wypowiedź prof. Doroszewskiego stwierdzająca , że liczy się uzus, a więc to, czy i na ile upowszechniło się używanie jakiegoś słowa, by w takiej formie można je było uznać za normę.
    Na pewno był to „późny” Doroszewski, już mniej rygorystyczny.

  478. mag
    26 września o godz. 14:56

    Mag, nie musisz pamiętać, bo to powtarzał wielokrotnie. Sporo lat czytałem „Poradnik językowy”, w którym miał swoje felietony, a „O kulturę słowa” głowa mi się na poduszce we śnie potykała. Z uszu i oczu przeszło mi na język i też powtarzam. Ciekawi mnie tylko, w którym momencie uznał, że z „międzyczasem” trzeba odpuścić. Ale że nie mam już tak silnej motywacji poznawczej, żeby szperać po bilbliotekach, pewnie zapytam dopiero, jak go spotkam.

  479. zetus1
    26 września o godz. 13:55

    Mój komentarz
    Zetus, poruszyłeś bardzo zasadniczy i rozgałęziony temat, faktycznie kilka zagadnień:

    – świadomość (mentalność) społeczeństwa, a szanse dla zadziałania demokracji w tym społeczeństwie
    – czy społeczeństwo uczy się na doświadczeniach historycznych?
    – czy się da wprowadzić demokrację w kraju o małych lub żadnych tradycjach demokratycznych?
    – jak postępować przy wprowadzaniu demokracji – w jednym rzucie – szybką transformacją, czy etapami?
    – czy bacząc na brak doświadczeń z przeszłości w praktykowaniu państwa i prawa w ogóle da się w środkowo-wschodniej Europie wprowadzić demokrację, może z wyjątkiem Czech oraz krajów bałtyckich, gdzie bardzo pragną demokracji i gotowi są do stosowania się do niej nawet gdyby było trudno.

    Weźmy część Europy leżącą na wschód od Polski i Azję poradziecką. Wszystkie poradzieckie republiki z tamtego rejonu łącznie z Rosją, to systemy prezydenckie w dużym stopniu autorytarne. O demokracji tam się mówi, że gdyby nawet na siłę je wprowadzono, to by nie zadziałała, bo naród nie dojrzał, bo my tacy jesteśmy, bo demokracja, to nie nasz wymysł, bo w demokracji dużo się gada, a mało robi, bo Anglosasi, to wpierw obiecują, a potem knują i wykorzystują, bo faktycznie Bilderberg rządzi, a my tego nie chcemy, itd.

    Ludzie żyjący na tym obszarze mają co innego w głowach niż wolność, równość i braterstwo. W skrócie, w przełożeniu, ma się rozumieć, na dzisiejsze realia, to kasa, co do garnka włożyć, silny pan, który jest łagodny dla maluczkich i surowy dla chciwych, może być wysportowany, jurny i czupurny. Wszystkie te cechy lud utożsamia z perspektywą dobrego rządzenia. I wystarczy – tak sobie myślą w większości tamtejsze społeczeństwa. Społeczeństwa, które nie znały w przeszłości działania, funkcjonowania państwa prawnego.

    Być może państwa środkowo-wsch. Europy zostały przyjęto zbyt wcześnie do UE, bo nie bardzo te nowoprzyjęte państwa są w stanie porządnie się zorganizować w systemy demokratyczne, nagiąć się do współpracy z innymi, tylko wciąż narzekają, wszystko im przeszkadza, wszędzie węszą wrogów, tęsknią stale za królewiczem na białym koniu, itd.
    Patrzą w horyzont, wypatrują tego królewicza, a nie widzą ziemi pod swoimi stopami. Liczą czas, lecz bardziej przeszły niż przyszły. Planować nie lubią, bo czas przyszły to wielka niewiadoma. Przewidywania i plany długofalowe zastępują powrotem do przeszłości (także tej dalekiej) – polityką historyczną, wymyślaniem jakoby nowych typów demokracji, takich solidnych, uczciwych, autorytarnych rządów by Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Nie na darmo Kaczyński w pewnym momencie z czułością i rozrzewnieniem wspominał gierkowskie rządy.

    Uważam, że UE nie za wcześnie przyjęło do siebie środkowo-wsch. Europę. To był moment historyczny być może takie okienko transferowe, które należało wykorzystać. Łatwo nie będzie, lecz bez Unii byłoby trudniej, a może i niemożliwie. Europa środkowo-wsch ostała by się jako rodzaj bufora, czyli ni pies ni wydra, a Polska może by weszła w swoją „naturalną rolę” – wiecznego obrotowego przedmurza.
    Pzdr, TJ

  480. @Antonius 26 wrzesnia, 12:16
    Zwróć uwagę, że Rodrigue mówi nie tylko „u n e flamme” ale także „u n pere” i „u n e maitresse”. Należy to rozumieć jako „ma flamme”, „mon pere” i „ma maitresse”. Używając rodzajnika nieokreślonego Rodrigue uniwersalizuje swój dramat. Corneille stosuje ten chwyt dla wzmocnienia wyrazu uczuć swojego bohatera.

  481. @Antonius
    PS Nie wiadomo ile kochanek mógl mieć historyczny Cyd, ale ten Corneille’a ma tylko jedna wielka flamę – Szimenę. Rozpacza nad postawionym mu przez życie dylematem: bronić honoru ojca i stracić szanse na zdobycie serca ukochanej, czy też zachować sie niehonorowo, żeby ukochanej nie zrazić.

  482. @Tobermory 26 września o godz. 11:58

    A mnie śmieszy we Włoszech ich wszędobylskie „poi dopo”.
    I nikt nie widzi, że to jest masło maślane!

  483. @Tobermory, @Antonius, @kruk, @act i inni nie wymienieni a poruswzający temat: Flame, Flamme, flamme i flama (regionalne).
    Jaki płomień i..przemyślenia musiały towarzyszyć twórcy* obrazu:
    „L’Origine du monde”.
    Biorąc pod uwagę takie czy inne gusta i smak dotyczący sztuki
    nie zamieszczam linka – dla chętnych i ciekawych do zoczenia w sieci.
    Dodam ,że * Gustave Coubert nie jest wyjątkiem w temacie.
    Sama myśl i tytuł nie są aż tak banalne…

  484. Na marginesie
    A propos „włoszczyzny” to podoba mi sie włoskie słowo pupa, pochodzące z języka dzieci, które oznacza dziewczynkę lub lalkę, ale także fajną laleczkę w sensie laseczkę po naszemu.
    Oczywiście Pupa to także znana marka włoskich kosmetyków.

  485. @zezem
    26 września o godz. 18:21

    Zaraz tam płomień 😆 Courbet malował na zamówienie tureckiego dyplomaty, kolekcjonera obrazów o tematyce erotycznej i miał już parę „gołych” dzieł innych malarzy, choć żadne nie tak śmiałe.
    Kiedy stałem w Musée d’Orsay przed tym obrazem, myślałem o jego losach i ukrywaniu go za deską z wymalowanym na niej… kościółkiem w zimowym pejzażu 😀
    Kątem oka widziałem innych zwiedzających, mało który starszy pan (z małżonką) miał odwagę stanąć bezpośrednio przed tym obrazem. Większość przebiegała „obojętnym” wzrokiem, po czym pilnie studiowała inne obrazy na tej ścianie 😉

  486. @mag 26 września o godz. 19:31
    A mnie się przypomina rozmowa polskiej matki z kilkuletnią córką.
    – Wiesz, mamo, że lalka to po niemiecku „pupa”?
    – Nieprawda, kochanie! To niemożliwe, żeby Niemcy używali takich brzydkich słów.
    Autentyczne, podsłuchane 🙂

  487. @Na marginesie
    26 września o godz. 17:53

    „poi dopo”? Nigdy jakoś nie spotkałem albo nie zwróciłem uwagi. Czy to nie jest regionalne?
    Przywykłem raczej do pytań zadawanych w piekarniach i obsługiwanych stoiskach (sery, mięso, wędliny) w sklepach: poi? W znaczeniu „co jeszcze?”

  488. @Na marginesie
    26 września o godz. 19:37

    No bo też Niemcy mówią „Puppe” 😉
    Mnie ciągle jeszcze trochę bawi włoska (oraz niemiecka) nazwa rzeki Pad = Po, co po niemiecku znaczy… pupa 😉

  489. Tobermory
    26 września o godz. 19:34
    Mówią, że jest już pewne kto był modelem do obrazu.
    A propos zgorszenia. W Pompei jest dobrze zachowany dom uciech, w środku obrazkowa „Viagra”,którą oglądają i młodzi i starzy bez jakiegokolwiek zażenowania. Drogowskazem do przybytku jest płaskorzeźba umieszczona na chodniku przedstawiająca męskie genitalia, phallus wskazywał kierunek potencjalnemu klientowi.

  490. @Tobermory 26 września o godz. 19:46

    Tak, ale dziecko to przekręciło po swojemu 🙂
    A Włosi mają ubaw z Polaków, którzy jakby nie lubią słowa „curva” (po włosku „zakręt” lub „krągłość” – jak np. „prendi questa curva a destra”)

  491. @Tobermory 26 września o godz. 19:43

    Chyba wszędzie, nagminnie, kiedy coś rozlewnie opowiadają albo narzekają.
    No bo coś tam nie klapuje –e poi, dopo– będą, panie tentego, nieprzyjemne skutki.

  492. paradox57
    26 września o godz. 11:01

    przekonywający – to ktoś, kto usiłuje mnie teraz ( w tej chwili, w tym momencie) przekonać np. do głosowania na PIS.
    Albo do równie idiotycznej idei.
    a FE!…..

    Na tym blogu tworzyły się nowe słowa i nie była to nowomowa, więc…

  493. wujaszek wania
    22 września o godz. 8:09

    Jak się udał wyjazd w Bory Tucholskie? Nie byłam tam od dzieciństwa, obejrzałam zdjęcia w necie i ciągle jeszcze wygląda dziko i pięknie. Mam nadzieję, że podzielisz się wrażeniami. Były jakieś wycieczki, spacery, czy głownie wypitka? 😀 A może i masz zdjęcia do pokazania?

    I jeszcze przy okazji pytanie do zapadników, czy na zachodzie Polski ostały się jakieś stare lasy?

  494. a Rumuni używają …dupa. Co znaczy wg czegoś- wzoru, modelu, obrazu, miary .
    Croitura dupa mazura- czyli krawiectwo według miary (jesli nie pokręciłam czegoś po rumuńsku).

  495. Na marginesie
    26 września o godz. 20:03 Edit →

    A Włosi mają ubaw z Polaków, którzy jakby nie lubią słowa „curva” (po włosku „zakręt” lub „krągłość” – jak np. „prendi questa curva a destra”)

    Będąc początkującym nastolatkiem, dostałem w rączki szwedzki katalog domów. Domy śliczne, ergonomiczne i tak dalej – taka Szwecja, ale moją uwagę i solidne zdumienie wzbudziło pomieszczenie (pokój mieszkalny) opisane „kurva”. Szok jak się patrzy: na wyposażeniu szwedzkiej rodziny jest i domowa kurwa? Cóż to bezbożnictwo, pornografia i socjalizm do spóły ze Szwedów zrobiły! Że chodzi o narożnik pokoju, czy też budynku, dotarło do mnie nieco później. Właściwie, byłem lekko rozczarowany 😀

  496. będziemy świętować:

    https://wiadomosci.onet.pl/kraj/projekt-pis-narodowy-dzien-pamieci-kaplanow-niezlomnych/bf0jm37

    a z czasem uruchomi się święto biskupów niezłomnych,
    prymasów niezłomnych i
    niezłomnych prezydentów.
    Przynajmniej tych, którzy ta niezłomność zapowiedzieli. Kto słyszał-pamięta…nie da się zapomnieć.

  497. mag
    26 września o godz. 19:31
    Na marginesie
    A propos „włoszczyzny” to podoba mi sie włoskie słowo pupa, pochodzące z języka dzieci, które oznacza dziewczynkę lub lalkę (…)

    Pewnie gdzieś tam znów łacina w tle. „Pupa” to w biologii poczwarka; angielski wziął to jak leci i dołożył czasownik „pupate”.
    Niestety nie dopracowałem się znajomości języków romańskich, jeśli nie liczyć tęgiej dawki nazw roślin i innego ptactwa, a także ich części składowych. Francuskiego uczyłem się krótko, ale przyznaję, że brzmi fantastycznie (choć szwedzki lepiej 😉 ).

  498. @konstancja
    26 września o godz. 22:10

    O tak! Dzięki za przypomnienie 🙂 Dupa po rumuńsku znaczy potem, przez, według.
    „Dupa masura” (według wzoru) troszkę naciągana na polskie potrzeby, ale zabawna 😉
    krawiectwo = croitorie
    croitura = krocze

  499. Na włoskim statku jest jeszcze poppa = rufa (dziób = prora)

    Jak ja się rozglądałem (wiele lat temu) jeżdżąc z kumplami szwajcarskimi po górach. Jeden krzyczał co chwila: Achtung, Kurve!
    A tu ani człowieka 🙄

  500. Jestem drugi tydzień w Polsce. Najpierw w urokliwym dworku mazowieckim,a od niedzieli w Łodzi. To bardzo szczególne uczucie,kiedy chodzi się dawnymi ścieżkami. Już w poniedziałek byłam w swoim Konserwatorium,robiąc zdjęcia.Jestem zachwycona rezultatem renowacji sal.Teraz jest to wnętrze, któremu przywrócono jego pierwotną urodę. Kiedyś w przyszłości pokażę .Widziałam Zimną wojnę – film zrobił na mnie ogromne wrażenie.Przy okazji małe, podchwytliwe pytanie dla tych,którzy go obejrzeli.Jaki utwór jest grany w samym zakończeniu? (Lewy to wie…)
    A teraz czekam na piątek,ponieważ mam bilet na Kler. Zaczynają się plotki,że onrowcy będą przeszkadzać przy wejściu, ale ja się nie boję. Niech spróbują, to pójdę do swego konsulatu.Pozdrowienia dla wszystkich.

  501. Kilka lat temu byłem na spotkaniu lokalnych seniorów (>80)
    Kiedy się okazało, że jestem z Polski, starsze damy zaczęły wspominać polskich oficerów i żołnierzy internowanych w okolicy. Temat bardzo je ożywił i odmłodził, nabrały rumieńców, oczy im zabłysły, a niektórym przypomniały się polskie zwroty np. dzieńdobrywieczór 😎
    Jedna nawet wstydliwie wspominała: dasz mi buzi?
    – Jak pani sądzi, co to znaczy? – zapytałem.
    – No, do łóżka chciał mnie zaciągnąć 😳

  502. „Słowo pupilla oznaczało w łacinie laleczkę, dziewczynkę, sierotę, osobę nieletnią znajdującą się pod czyjąś kuratelą – a zarazem źrenicę, pierwotnie nazywaną tak z powodu maleńkiego obrazu nas samych („laleczki”), jaki dostrzegamy w oku osoby, na którą patrzymy. Jednak pupa to po łacinie również poczwarka, czyli stadium rozwojowe owadów, które podlegają przeobrażeniu zupełnemu. W miękko brzmiącym słowie pupilla tkwi już zatem zapowiedź radykalnej metamorfozy.”

    Pupilla czyli nimfetka

  503. @Tobermory 26 września o godz. 23:04
    Ach, ta dziewczęca wyobraźnia starszej pani…

  504. @Tanaka 26 września o godz. 22:11
    🙂

  505. @zezem 26 wrzesnia, 18:21
    Obraz Courbet’a może rozniecać jakieś płomienie ale wyobrażam sobie, że twórca malował go z zimną głową. Czy „L’Origine du Monde” można przełożyc na „początek świata”? Dla kogo wtedy miałby być początkiem? Słowo „pochodzenie” chyba tu nie pasuje. Przyznaję, że myśli przewodniej nie rozumiem. Chętnie posłucham interpretacji.

  506. Nefer
    26 września o godz. 9:57

    Gniew sprawiedliwy bardzo Ci do twarzy.
    Probuje nie fantazjowac…za bardzo.

    kruk
    27 września o godz. 1:48

    Pamietam z Polski aforyzm: ‚dupa dzwignia swiata’ – nie trzeba chyba wyjasniac, co to znaczy, choc prawde mowiac mam dwie rownoprawne
    interpretacje.

    lonefather
    26 września o godz. 9:51

    Lonku a kto to jest ten napadany przez mag i innych, bo zgubilem watek.
    ‚There is no love lost’ miedzy Toba a Tobym i juz to wiemy od jakiegos czasu, wiec po co to co i raz manifestowac.

  507. @Act 27 września, 2:33
    Ten Twój aforyzm przedstawia chyba ściśle męski punkt widzenia. Czy możliwe jednak, żeby artysta widział sprawę tak jednostronnie?

  508. wbocek
    26 września o godz. 11:22

    By wyjac tylko jeden watek z Twojego ciekawego wpisu: ‚Wczoraj Odbyła się przy Ujściu Kanału Jamneńskiego Uroczystość pOświęcenia siEdemnastej wyspy Imienia Jana Pawła drUgiego.’ – (niestety nie umiem wytluszczac.)
    Jak pewnie pamietasz pisalem o tym niedawno, kiedy uderzylo mnie, ze prawie wszyscy reporterzy POLSAT News tak wlasnie akcentuja.
    Myslalem ki czort, skad ta plaga i wtedy mi wyjasniles, ze tak akcentuja, zeby lepiej wyakcentowac hehehehe. Czy ci ludzie nie zdaja sobie sprawy, jak to razi ucho. Moje szczegolnie, bo ten polgodzinny poranny dziennik jest moim jedynym kontaktem z polskim mowionym.

  509. kruk
    27 września o godz. 2:44

    Kruku masz kosmate mysli chyba 🙂
    Rownouprawnionym odczytaniem tego aforyzmu moze byc: dupa dzwignia swiata, bo to ona podnosi nas codziennie do dzialania (podobnie ‚rusz dupe i zrob cos’, po ang. np. ‚I work my ass/arse off everyday’).
    Oczywiscie Twoja interpretacja jest chyba najbardziej sie narzucajaca, ta przywolujaca na mysl ‚ruchy niegodne filozofa’.

    Pytasz: ‚Czy możliwe jednak, żeby artysta widział sprawę tak jednostronnie?’

    A co Courbet to nie chlop? Jak najbardziej ‚męski punkt widzenia’.
    Ale zarty na bok. Nie widze nic zdroznego, czy ‚jednostronnego’ w tym obrazie i tytule „L’Origine du Monde”. Uwazam, ze ta kombinacja jest bardzo skuteczna.

  510. @act
    “Niech żyje miły zakątek skąd życia bierzem początek” – utkwiło mi w pamięci jako staropolska fraszka (Rej?). Chodzi mi o to, że samo skojarzenie „początku świata” (jednostkowego) z genitaliami nie jest ani nowe, ani szczególnie odkrywcze. A tytuł obrazu całkowicie zrozumiały.

    Taką wymowę z akcentem na pierwszej sylabie wyśmiewano już chyba od bardzo dawna – w szczEgólności w wYkonaniu tuzów jedynie susznej partii.

  511. kruk
    27 września o godz. 1:48

    Nie znam francuskiego ale podejrzewam, ze tytulowe ‚du Monde’ moze tu byc uzyte jako synekdocha (calosc zamiast czesci) a wiec ‚Swiat’ zamiast ‚Swiat ludzi’ – wtedy tytul bylby jednoznaczny. To tylko moje takie tam spekulacje.

  512. Na marginesie
    27 września o godz. 4:12

    No i potwierdzilas telepatycznie 🙂

  513. Na marginesie
    27 września o godz. 4:12

    „Chodzi mi o to, że samo skojarzenie „początku świata” (jednostkowego) z genitaliami nie jest ani nowe, ani szczególnie odkrywcze.”

    A mnie kiedys ‚labia minora’ i ‚labia majora’ kojarzyly sie natretnie z konstelacjami. Ale pozniej nie zalowalem ‚oswiecenia’.

  514. @404, chyba sie pomylilas odpowiadajac na moj post na tym blogu. Moze uda nam sie jakos cichcem przesliznac…. otoz tak srednio zgadzam sie z twoja opinia, co powinna prasa, a ogolnie media i czy jest jakis tytul gazety, ktory z nogami moze isc do nieba. Akurat w przypadku Rosensteina jest to niegrozne, wlos mu z glowy nie spadnie, bo middterm za pasem a komisje Muelera nr 45 olewa zimnym moczem. Zreszta, wszystko mozesz zarzucic NYT, ale nie sprzyjanie ekipie nr45 w kwestiach zasadniczych.
    Strasznie spsiala ta Am.., dlaczego ten kandydat na sedziego wobec tylu watpliwosci nie ma honoru zrezygnowac? dlaczego grupa bialych, starych chlopow glosuje za nim, dlaczego ofiare ma przesluchiwac prokurator. Film Post oczywiscie ogladalam, to ja Ci polecam film RBG o ostatnim uczc\xiwym Sedzim Sadu Najwyzszego R. Ginsburg. Oby zyla wiecznie, ale jest kruchej kondycji i ma 84 lata.

  515. izabella
    26 września o godz. 22:05

    Poszukałem Ci, izabello, po pendrajwach i wydzióbałem trochę środkowopomorskich lasów (okolice między Słupskiem a Koszalinem, z przewagą koszalińskich). Jeśli za stare lasy uznać co najmniej stuletnie, to zdarzają się właściwie tylko enklawy – moje nadleśnictwo zrobiło najmniej dwa arboreta (może już jest więcej), gdzie w ogóle nie ma wycinki – i takie bardzo mi się pamiętają, ale że byłem tam przed laty, nie bardzo mogę wśród tysięcy drzew…tfu!…fotek znaleźć. W każdym razie serce mi się kraje, że takie lasy to rzadkość. Najchętniej bym ekonomię w nich odwołał i zostawił samym sobie. Ale to tylko marzenie. Przedsiębiorstwo Lasy Państwowe jest samofinansujące się, więc ma oczywisty pęd do robienia zysku. A za rządów dzikiego PiS obserwuję wzmożone cięcie. Dla sprawiedliwości muszę powiedzieć, że odkąd pamiętam, po rąbaniu są natychmiast nowe nasadzenia. Sam parę tysięcy drzewek za dzikiej komuny i w początkach transformacji w ziemię wtykłem i te moje już mają najmniej po 25 lat, a niektóre nawet 38, i tlen produkują aż miło, ale do ich dorosłości mało kto z tego blogu doczeka.

    Po trochu goją mi się zajady od uśmiechów, bo jak czytałem i słyszałem przez 40 lat furt to samo – że Polska ma 28% zalesionej powierzchni i w podskokach zmierza do 30., to weź się nie uśmiechaj. Ale w związku z tym, że „klimat się zmienia, ziemia się spłaszcza, jeszcze jeden sputnik, łubudu i koniec”, już mi coraz mniej do śmiechu.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6605765852746192737/6605765852579170338?authkey=CLLJhvGLzr_qaw

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6605763943154011121/6605763945410318434?authkey=CLaBmu_3ms-E5AE

  516. bardzo przepraszam, czy tu (jeszcze) biją?

  517. @kruk
    Początek świata ludzkiego. Tak to słusznie zinterpretował @act.
    I z naszego męskiego punktu widzenia, ten początek świat jest piękny. Wy, kobiety, tego nie potraficie docenić, bo same jesteście tym początkiem świat, a tylko kabotyn ceni samego siebie.
    Kiedyś wrzuciłem Courbeta na blog Passenta. Wywołałem wzburzenie wśród męskiej części rozdyskutowanych blogowiczów. Na pewien moment przestali zajmować się Kaczyńskim, bo im sie wątki poplątały.
    Więc wrzucam jeszcze raz L’origine…”
    https://www.pariscityvision.com/fr/paris/musees/musee-d-orsay/l-origine-du-monde

  518. @basia.n
    Pamiętam, że „Ida” kończy się Arią z Wariacji Goldbergowskich. „Zimna Wojna ” też kończy sie Bachem, ale nie pamietam którym.

  519. @Mag @Tanaka, dzieki za wypuszczenie z czyscca, ale czekanie mnie nie niecierpliwi. Uczniowie zen czekali przez kilka dni na mrozie, medytujac w pozycji lotosu, zanim zostali wpuszczeni do przedsionka swiatyni. W przedsionku znow spedzali kilka dni na tym samym aby udowodnic swoja zarliwa chec pozostania uczniem. A kiedy wreszcie zostawali wpuszczeni do swiatyni po prostu siedzieli dalej.W moim odczuciu czas nie istnieje, zatem nie ma i czekania na cokolwiek.Mistrz Dogen twierdzil, ze kazda rzecz i kazde stworzenie jest -istnieniem-czasem, zatem zwiera w sobie caly czas i cale istnienie i caly majestat czasu.Po 2 0 latach siedzenia w zazen nadal tego nie rozumiem do konca za to „czekanie” na cokolwiek nigdy mnie nie irytuje,bo zawsze mozna cos ciekawego robic „czekajac”. Np.zyc.

  520. @zetus1

    Napisałam coś do Ciebie na enpassańcie.
    Tutaj nie wklejam, bo to tematy, które nikogo z bywalców/ateistów nie interesują.
    Kiedyś był Orte.q, ale go wyrzucili. Szkoda, bo jego interesowały takie rzeczy.

    Pozdrawiam

  521. Ech, te słówka…
    Gdzieś w latach 80. zdarzało mi się chodzić po mieście z reklamówką przywiezioną ze Sztokholmu (zwłaszcza te z zagranicznymi napisami były wtedy na topie). Otóż był na niej wizerunek któregoś ze szwedzkich królów i nazwa ulicy Kungens Kurva, czyli Królewski Zakręt.
    Spojrzenia i uśmieszki sprawiały, że czułam wyjątkowym przechodniem.
    P.S Zagraniczną reklamówkę można było kupić od specjalizujących się w tym towarze pań. W Warszawie wystawały np. przy przejściu podziemnym na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich.

  522. @ Na marginesie.
    -Co to znaczy „warum”?
    -Dlaczego
    -A, tak sie pytam.

  523. Lewy
    g.10:10
    Też nie wiem, którym Bachem, ale podrzucam ciekawy tekst na temat ścieżki dźwiękowej w Zimnej wojnie (nie pamiętam, kiedy byłam tak zachwycona jakimś filmem).
    http://teatralny.pl/felietony/o-wariacjach-goldbergowskich-wedlug-pawlikowskiego,2426.html

  524. @Mag.
    -Co to znaczy „rien”?
    -Nic
    -Niemozliwe, musi cos znaczyc.

  525. @mag
    26 września o godz. 13:42

    Miałem okazję jeszcze słuchać wykładowcy, który naturalnie mocno wypowiadał dźwięczne „H”. To było piękne. (np.: haubica, huk ) Za to dźwięczne „Ł” brzmi dla mnie zbyt anachronicznie i sztucznie. Poznaniaka nadal mogę odróżnić po „melodii”, a także kogoś ze wschodnich rubieży.

  526. Szanowni! Pora na zmianę. Temat też nielekki, ale nieco inny, przywołany ciężarem zdarzeń ostatnich dni i ich nieustającą uniwersalnością wymowy; drążący istotę bolesnej męki, jaką mamy z religią i jej wiarą. Zapraszam do lektury i dyskusji.

  527. @Lewy. O.Wilde powiedzial kiedys – „nie ma ksiazek moralnych i niemoralnych, jest tylko zle lub dobrze napisana ksiazka”. Mysle, ze to samo odnosi sie do malarstwa, -sa tylko zle lub dobrze namalowane obrazy a Courbet jest genialny. Nie mozna sie obruszac na „temat”, to niepowazne i dewocyjne.

  528. zetus1
    27 września o godz. 12:13
    chciałabym Cie spotkać i porozmawiać. Zobaczylibyśmy, kto bardziej melodyjnie sie wypowiada.
    Stawiam na Podlasie…uwielbiam ich język.

  529. ooBEJRZAŁEM DZISIAJ KLER. b. DOBRY. nie jest to jakaś satyra tylko raczej moralitet .Dużo o obłudzie kleru,bohaterowie- księża klną jak szewcy, ale żegnają się „z Bogiem” a witają „pochwalony”.Dziecku umierającemu na raka mówi się, że Chrystus go ukochał i chce mieć go szybciej przy sobie. Wydaje się jakby wierzyli, co mówią -Kościół jest święty ale ludzie są grzeszni.itd itd. Świetny Gajos, Więckiewicz. Gajos w każdej roli się odnajdzie, czy jako arcybiskup, gangster, czy woźny Turecki, Janek.Niestety bez napisów, a słuch już nie ten.jeśli ktos ma niski głos i mówi powoli a nie szepcze, to się da jeszcze zrozumieć Nie mógłbym być księdzem, bo w konfensjonale nie słyszałbym, co szepczą spowiadający się .