Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

17.09.2018
poniedziałek

Diabeł w lustrze

17 września 2018, poniedziałek,

Nota wprowadzająca: blog nasz jest blogiem – w dużej większości zapewne – wyzwoleńców z okowów religii i jej fantazmatycznych wierzeń oraz mrocznych uroszczeń i czynności kleru. A przecież nie mieliśmy – dotąd – relacji z procesu tak bardzo fundamentalnego: wyzwalania się z tej nędzy i zyskiwania siebie. Mag inauguruje temat, zachęcam także innych do podobnych relacji i refleksji, w formie nie tylko ulotniejszej – komentarzy, ale i wstępniaków, które więcej ważą. Zróbmy rzeczy obraz. Sądzę, że to bardzo cenne. Tanaka.

* * * * *

Już od dawna chodziła za mną myśl, by ocenić moje wychowanie katolickie, jakie wyniosłam z domu. Po latach dotarło do mnie, że była to jedna wielka trauma, choć na pewno byłam dzieckiem kochanym i „zaopiekowanym”. Nękały mnie głównie dwa rodzaje strachów. „Nieskromne” myślenie i dotykanie się w „nieskromnych” miejscach oraz… patrzenie w lustro. Moja, skądinąd kochana, babcia operowała sprawnie tymi dwoma rodzajami strachów, które mnie dopadały, zwłaszcza gdy byłam sama w domu. „Dziecko, rączki trzymamy na kołdrze”, „Magdusiu nie gap się w lustro, bo ci się diabeł pokaże”. Na szczęście, w pewnym sensie, babcia umarła, gdy właśnie zaczęłam więcej rozumieć zarówno z jej „nauk”, jak i z obserwacji własnych dotyczących zmian, których doświadczałam jako dojrzewająca nastolatka. Mama „uświadomiła” mnie w całkiem sensowny sposób, gdy miałam chyba 12 lat. Od tej chwili niby wszystko mogło być w porządku, ale nie było. Gdzieś z tylu głowy brzęczało mi, że seks, choć tego słowa się za mojego młodu raczej nie używało, jest czymś podejrzanym, bo grzesznym, dopóki nie dostąpi „przyzwolenia” dzięki sakramentowi małżeństwa. Jakoś w okolicy 15-16 roku życia byłyśmy z moją najbliższą przyjaciółką (przyjaźnimy się do dziś!) zbuntowane i zdeterminowane, bo doszłyśmy do wniosku, że wszystko to, co w życiu może być piękne, również dzięki sferze intymnej między ludźmi, kaka zubaża i brudzi. Jeszcze wtedy byłam na etapie praktykowania, choć już coraz rzadziej bywałam w kościele, a na lekcjach religii (na szczęście w salce katechetycznej, a nie w szkole) robiłam za „lewaczkę” wedle dzisiejszych kanonów.

Definitywne rozstanie z KK w sensie brania udziału w jego organizowaniu życia owieczkom przypieczętowała moja ostatnia spowiedź po ostatnich przed matura wakacjach. Potraktowałam ją serio i uczciwie, mówiąc o swoich wątpliwościach co do wiary w ogóle, pewnym zagubieniu itd., a ten palant jakby nie słyszał, co do niego mówię, zaczął mnie podpytywać o rozmaite „nieczystości”, czy w ogóle, a jeśli, to ile razy. Podniosłam się bez słowa z klęczek i zostawiłam go z otwartą ze zdziwienia paszczą. Wychowanie katolickie skutkowało też zaszczepionym we mnie nieustającym poczuciem winy, że coś robię nie tak, że za mało się staram, a z drugiej strony, jeśli popełnię jakieś świństwo, nawet grube, to będzie mi wybaczone przy najbliższej spowiedzi. Przecież to przyzwalanie na hipokryzję i zachęta do braku odpowiedzialności za to, co robimy. Odczuwam dziś wielką ulgę, ze wypisałam się z tego „interesu” i nikomu go nie polecam.

Mag

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 347

Dodaj komentarz »
  1. Chyba miałem sporo szczęścia. Jako dziecko wychowane w komuchowatej rodzinie, nie musiałem być narażony na bezpośrednie kontakty z kościelną indoktrynacją. To, co ewentualnie się działo w gronie rówieśników, z których większość na lekcje religii ganiała, nie miało większego znaczenia. Inne sprawy nam wtedy zaprzątały głowy. Stąd też i wyzwalać się nie musiałem od tej opresji.

    Był tylko jeden zgrzyt. Otóż będąc w 4. klasie zostałem raz wysłany przez nauczycielkę pełniącą dyżur w świetlicy szkolnej na lekcję religii wraz z jej synem. Bo co miałem się jak ten bezbożnik pałętać w szkole, kiedy mogłem zaznać iluminacji. Wyprawa była krótka. Miasto małe, ludzie znajomi. Trafiła się sąsiadka (nb praktykująca), która zainteresowała się, czemu w czasie, w którym powinienem siedzieć szkole, udaję się w kierunku przeciwnym do tego, w którym mieszkałem.
    No i pióra frunęły. Energiczna kobieta była.
    Potem trafiłem do innej szkoły. O zakonnicach, księdzach i religii było cicho. Kto chodził to chodził.

  2. No przeca to normalne. Religia jako idea powstała w czasach gdy pierwotny człowiek był igraszką w rękach sił natury. Dlatego musiał sobie jakoś zracjonalizować (hę?) ten problem więc wymyślił bogów. Bóg od pioruna i bóg od wody, bóg od życia – bóg od śmierci.
    Od tamtych czasów nasz gatunek postąpił znacząco do przodu a jednak to się trzyma? Racjonalnie: bo wykształciła się fucha z której nieźle się żyje a mało robi, więc zawsze znajdą się amatorzy takiego życia. Reszta jest znana…
    Wyższym lewelem był bóg juz nie jako posąg, cielec etc. bo takowemu bogowi można był na nosie zagrać a nawet go utrącić pokazując jego zerową moc, dlatego doszło do wykształcenia szczególnie opornego do wykorzenienia miazmatu intelektualnego – abstrakcyjnego, bezosobowego bóga, który wszystko wie i wszystko może. Skoro wie wszystko i może wszystko, to jak nas uczy praktyka życia nic nie wie i nic nie może, bo w sumie jest odpowiedzialny za wszystko a więc za nic.
    I tak to sie toczy…
    Dlatego jest tak ważne jest dla kaki kreowanie zagrożeń i problemów by mieć przed czym chronić swoją struchlałą nierogaciznę. Akurat koincydencja kakowych ,,zagrożeń” z ludzkimi przyjemnościami nie jest przypadkowa. Seks jest jedną z najdemokratyczniejszych, najpowszechniej dostępnych przyjemności dostępnych naszemu gatunkowi. Człowiek szczęśliwy nie boi się i nie szuka odlotu do jakichś rajów po śmierci bo może sobie zrobić raj we własnej sypialni. Dlatego ów ,,raj” należy jako wolny od opłat, demokratyczny itd utytłać w łajnie. Co ważniejsze takie postawienie sprawy pozwala wykorzystać naszą gotowość do poczucia winy i ,,spieniężyć” tą ,,winę” na zupełnie realne: posłuszeństwo, pokorę. A te znowu da się wymienić na zupełnie wymierne pieniądze i majątki…Co znowu przyciągnie niczym KRUS nowych rolników, kolejnych adeptów wygodnego życia i powtórzy się cykl zapewniający trwanie tej firmy.
    Na koniec: jak wiadomo człowiek ma kość ogonową. A gdzie ogon? NIE MA. A przecież kiedyś BYŁ. Zaniknął bo przestał nam byc potrzebny od kiedy zeszliśmy z drzewa na ziemię. I tak jest z religią. Gdy uwolnimy się jako gatunek od reliktów życia w jaskiniach – przemocy, dominacji etc to i ten ,,ogon” zaniknie.

  3. Slawczan
    17 września o godz. 15:35

    Zeby to bylo takie proste, to juz dawno by sie ludzkosc od tej makabry uwolnila.

    pozdrowka
    ~l.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Sławczan

    W porządku. Poza jednym.
    Człowieki zeszły z drzewa już bezoogoniaste. Raczej kler chce nam ten ogon przysposobić.

  6. @Mag
    Gratuluje pieknego w swej prostocie opisu Twoich przezyc i podziwiam szczerosc. Ta wymaga nie lada odwagi. Wprawdzie w wielkim swiecie droga do takich wyznan zostala przetarta poczawszy od Rousseau, ale zwierzyc sie tak szczerze na lamach polskiego tygodnika to chyba nowosc.
    Mam jedno pytanie: Czy, jako dziewczynce, przyszlo Ci do glowy skojarzyc to, co nazywasz „nieskromnoscia” z grzechem nieczystosci? Mnie czystosc kojarzyla sie tylko z myciem.

  7. Pare lat temu GW opisala linie telefoniczna uruchomiona przez jakiegos zakonnika celem rozwiewania watpliwosci wiernych dotyczacych seksu. Jakie pytania ludzie zadawali przechodzi pojecie chyba nawet sredniego katolika. Padlo pytanie o seks oralny ze strony przerazonego malzonka, ktory zakusy swojej zony przypisywal dzialalnosci diabla. Zakonnik uspokoil go, ze wszystko, co sprzyja zblizeniu malzonkow, jest dozwolone. Zakonnikiem wyraznie powodowalo ludzkie milosierdzie. Zeby otworzyc taka linie pomocy, musial cos wiedziec o mekach sumienia ludzi terroryzowanych przez katolickie wychowanie.
    Czytalam ze dwie dekady temu, ze w Kosciele posoborowym zalecano ksiezom umiar w wypytywaniu o sprawy intymne. Jednak, widac, nie wszyscy spowiednicy potrafili sobie odmowic tej przyjemnosci.

  8. @Tanaka wezwal do pisania o swoich z kosciolkiem rozstaniach, co mnie wyklucza, bo sie z nim nigdy nie musialem rozstawac.

    O rozstawaniu sie wiem tylko tyle co mi rodzice, ktorzy sie rozstali, opowiedzieli. Opowiedzieli niewiele. Moze dlatego, ze im jakos w rozstawaniu sie dopomogla zmiana ustroju powojenna i oparcie jakie dawala. Mysle, ze to moglo byc troche jak z „deszczu pod rynne”, wiec glupio bylo im o tym mowic. Dla mnie osobiscie najwazniejsze okazalo sie to, ze mnie na podobne do wlasnego dsowiadczenie nie narazili.

    Mama kolezanki, ktora tez sie w tamtych czasach wyzwolila, corke wychowala na wyzwolona, co nie znaczy nic innego, jak wolna od bredni kosciolkowych. Dodatkowo wzmiankowana mama w czasach, gdy o „grafitti” na scianach nikt jeszcze nie slyszal, miala na scianie w salonie wymalowany napis: „DURA SEX, SED SEX…”. Co nas, kolegow i kolezanki jej corki, nieodmiennie fascynowalo do czasu, az sami sie przekonalismy na samych sobie, ze to sama prawda.

    pozdrowka
    ~l.

  9. @mag
    Bardzo mądrze, odważnie i ciekawie napisane. Odważnie, bo grzebiąc we własnych dziecięco/młodzieńczych wspomnieniach, głownie odpowiadamy na pytanie co z nami jest nie tak. A że coś jest nie tak, to oczywiste, bo Polak nie może być tak. Jedyna nasza przewaga gdy wiemy o swoich nienormalnościach, nabieramy dystansu, zrozumienia, i może próbujemy cośkolwiek naprawić. Bo ta reszta która we własnym mniemaniu jest idealna, jest ponad możliwość naprawy.

    Spróbuję później pogrzebać we własnych dziecięcych niewybuchach, i może nic nie wybuchnie.

  10. Z czasów mojej wczesnej młodości nie przypominam sobie lekcji religii po odbyciu bierzmowania. Nie wiem, czy były oferowane, nie wiem, czy ktoś z mojego koleżeństwa uczęszczał, ale od początku szkoły średniej nie miałem zupełnie styczności z indoktrynacją religijną i kościołem jako takim.
    Bierzmowanie było w ósmej klasie, trzeba było się pofatygować do miasta odległego o 8 km, bo mniejszych miejscowości biskup nie nawiedzał. Pamiętam zupełnie nieuroczystą procedurę, nikt z rodziny nie był obecny, jakaś znajoma dewotka robiła za świadka czy „chrzestną” całej naszej grupy, biskup był brzydki i niesympatyczny, pierścień do całowania – złoty. Udałem, że całuję, ale brzydziłem się dotknąć. I to był koniec kontaktu z instytucją na całe długie lata, aż do znajomych ślubów i pogrzebów.
    Urodziłem się chyba sceptykiem, ale jak byłem mały, to chodziłem do kościoła, bo „się chodziło” i nie miałem wyboru. Z nudów nauczyłem się długich fragmentów mszy po łacinie, obserwowałem ceremoniał, wdychałem kadzidło (lubię ten zapach do tej pory) gapiłem się na malowidła na stropie, obserwowałem uduchowione twarze dewotek i ich rozbiegane oczy wścibskich plotkarek, widziałem drzemiące babki, znudzonych facetów, raz byłem świadkiem prawie zawału serca jednej staruszki, której wnuki wepchnęły do torebki gumową żyrafę, a ta po otwarciu zamka wyskoczyła na metr w powietrze… A ksiądz na ambonie plótł swoje androny, czytał list pasterski albo ogłaszał zbiórkę na KUL.
    Jakaś słaba była ówczesna indoktrynacja, na mnie zupełnie nie działała, bo nie widziałem żadnej logiki w tym całym biznesie, poza żarłocznością (dosłowną) kleru i niedzielną rozrywką w czasach przed powszechną motoryzacją i telewizją. Moja babcia, również nieprzesadnie pobożna, opowiadała lepsze i bardziej logiczne bajki niż te kościelne historie. Z bajek się z czasem wyrasta, byłem więc przekonany, że i z religijnego tumanu tak samo. Że w miarę poznawania biologii, chemii, fizyki, historii, geologii etc. racjonalne myślenie powinno wziąć górę nad magicznym i w dorosłym życiu wśród wykształconych ludzi nie spotkam osób modlących się o deszcz czy o cokolwiek innego.
    Poznawszy historię Hioba już jako dzieciak zastanawiałem się, kim jestem w oczach takiego Boga? Jeśli zechce mnie ukarać zabierając mi najbliższą osobę, to kim jest ta osoba dla Boga? Zabawką? I ja też, jeśli będzie chciał ukarać moich rodziców? Bez sensu taki Bóg!
    Albo Anioł Stróż… Rano, wieczór, we dnie, w nocy, nigdy nie był ku pomocy tym wielu, wielu ofiarom wojen, wypadków, chorób i innych nieszczęść, o których się co chwila słyszało.

    Nie otrzymałem łaski wiary, podobnie jak nie byłem zdolny nauczyć się palić papierosy z zaciąganiem. Z obu ułomności bardzo się cieszę 😎

  11. Mag – rzeczywiście ciekawy temat podrzucony „katolickim” ateistom.

    Gdy kiedyś, zwabiona namową koleżanek, zawitałam jednorazowo na katechezę, sympatyczny xiuncu wypytywał zgromadzonych tam nastolatków, „co ich odwodzi od Kościoła”. Siedziałam cicho, ale ciarki mnie przeszły, że księ-żulo może być aż tak głupi. No bo skąd to założenie, że słuchacze do kaka należą? Stwierdziłam, że rzecz jest bez sensu i więcej na tę katechezę nie poszłam.

    Potem, z czystej ciekawości, zapoznałam się dość dokładnie z tzw. „duchowością” kaka, realiami „pogłębiania wiary”, praniem mózgów i – nieco później – z mechanizmami działania machiny kaka. Nikt mnie nie skrzywdził – wręcz przeciwnie, „wspólnota” była raczej sympatyczna – chociaż próby grzebania w tzw. „duszy” i manipulowania emocjami zawsze budziły moje zdrowe obrzydzenie. Potem stwierdziłam, że oczywiście, można się przemóc i zmusić do „wiary” – nawet w krasnoludki, ale właściwie po co?

    Zakładając na chwilę, że religianckie mity są już nawet nie tyle prawdziwe (bo ewangeliczne „prawdy” faktami nie są – ewangelia jest „katechezą”, czyli w zasadzie gloryfikowaną bajką – tak twierdzi w chwilach szczerości nawet sam kaka) ale inspirujące, spróbowałam ustalić, czym napawa mnie wizja „zmartwychwstania”. I musiałam sobie uczciwie odpowiedzieć, że mnie w ogóle niczym nie napawa. „Zbawienie” w kaka-wersji jest mi najzupełniej obojętne.

    Owszem, należenie do „wspólnoty” zapewnia należącemu miłe ciepełko, sieć kontaktów i przychylność xiunca dobrodzieja, ale cena za ten komfort jest zbyt wysoka. Dodatkowo, cena jaką płaci społeczeństwo za dyktat kaka jest absolutnie horrendalna, co widać doskonale na przykładzie Umęczonej.

    Dodam, że śmieszą mnie niezmiernie wypowiedzi co poniektórych internautów, którzy deklarują, że powodem odejścia od kaka jest musi być jakaś osobista krzywda (jakiś xiunc ją uwiódł albo zgwałcił, a ona za to znielubiła cały kaka – no jak tak można, przecież xiunce są różni). Do większości skatolonych Rodaków po prostu nie dociera, że powodem wrogości wobec kaka może nie być jakiś uraz osobisty. Przecież kaka do złego nie namawia, a w ogóle dobry jest! Tak wierzy gmin.

    Równie śmieszne są zarzuty, że „nie należysz, bo tak naprawdę nie znasz kaka. A przecież wcale nie musisz wierzyć, że Pan Bozia to staruszek z długą brodą. Jest inna, „lepsza” wersja kaka – tylko ją poznaj! Brednie, bo ja i tak już znam wszystkie rzekomo „lepsze” wersje kaka. Owszem, kaka nadal mnie interesuje – jako curiosum i wrzód na tyłku Umęczonej. Ale to moje zainteresowanie zwykle budzi spory niepokój u kaka-ludków, bo ten tego, wewnętrzne sprawy kaka nie powinny interesować postronnych osób.

    No ale mnie poniekąd interesuje mentalność kaka. A że nie jest to wcale zainteresowanie życzliwe? No cóż, tough noogies.

  12. Agata Passent na blogu obok:
    „Misją PiS jest chrystianizacja, a dokładniej urydzykowienie każdej Polki, Polaka, przedszkolaka, wód gruntowych, zwierząt futerkowych i całej przyrody.”
    „W religijnym państwie PiS niedługo chrzcić będzie się również ciąże urojone, a osoby niechrzczone będą pozbawiane 500 plus.”
    „Wiem, że zachwyca Was 500 plus – pomysł trafiony, potrzebny, genialne narzędzie manipulacyjne i generujące konsumpcję i popyt. 500 plus dobrze się pieni i łatwo mydlić nim oczy, a w tej pianie trudno niektórym z nas odróżnić czerwień od czerni, socjalizm od pisizmu.”

  13. @Tobermory 17:48

    No właśnie. Jakaś taka mdła była wtedy ta indoktrynacja. W podstawówce jeszcze dzieciaki biegały na religię. W liceum już niespecjalnie się garnęli. Co tam w kościele się działo, nie mam pojęcia. Ale, ponieważ był przy głównej ulicy i często tamtędy się chadzało, nie widziałem, żeby w szwach pękał.
    Zresztą. Miasteczko niewielkie, wtedy liczące 14 tys. mieszkańców i jedna jedyna parafia. Plus okoliczne wsie w zasięgu dzwonów. Bo tam nie opłacało się zbudować nawet kaplicy. Państwo chyba nie dokładało (poza wynegocjowanym ubezpieczeniem emerytalnym?), więc pewnie i parcie na budowę kolejnych było niezbyt wielkie.
    Teraz, zdaje się dobiło do 25 tys., a parafie chyba trzy i, jak do mnie docierają wieści, chcą wykroić czwartą. O dane na temat frekwencji nie dopytuję, nawet jeśli mam okazję.
    W każdym razie aż takiego nachalnego religijnego wzmożenia się nie odczuwało. Mimo że nikt z powodu praktykowania nie był prześladowany. W każdym razie coś by było wiadomo. Generalnie atmosfera pod tym względem była mniej duszna.

  14. @mag
    W zwiazku z pytaniem „ile razy?”
    Zapamietalam jedna moja spowiedz w wieku lat ok. dziesieciu. Bylam za mala, zeby mnie ksiadz, zaschniety staruszek, wypytywal o nieskromnosci, ale „ile razy?” bylo dla niego niezmiernie istotne.
    Daialog miedzy nami wygladal tak:
    Ja – nie odmowilam pacierzy.
    Ksiadz – ile razy?
    Ja – nie pamietam.
    Tu nastapilo dlugie zlorzeczenie i pomstowanie
    Znowu ja – opuscilam msze swieta.
    Ksiadz – ile razy?
    Ja – nie wiem.
    Ponowne zlorzeczenie i pomstowanie.
    Moja mlodsza siostra przeszla podobne przesluchanie i obydwie skrytykowalysmy ksiedza. W
    poprzednich spowiedziach traktowano nas zyczliwie lub obojetnie, wiec zachowanie staruszka wydalo sie nam nieobyczajne. W zwiazku z tym uznalysmy, ze spowiedz jest niewazna i nie poszlysmy do komunii.
    Przestalam chodzic do kosciola przed ukonczeniem trzynastu lat, dzieki sprzyjajacym okolicznosciom.
    Ulga byla wielka. Musze jednak uczciwie powiedziec, ze nie wszystko z moich praktyk religijnych
    wspominam zle. Najgorzej wspominam niespojnosc przekazu o milosciwym Bogu czyhajacym bezustannie, zeby wymierzyc czlowiekowi straszliwa kare.

  15. „Gdzieś z tylu głowy brzęczało mi, że seks, choć tego słowa się za mojego młodu raczej nie używało, jest czymś podejrzanym, bo grzesznym, dopóki nie dostąpi „przyzwolenia” dzięki sakramentowi małżeństwa.”

    I ja głupi też tyle okazji przepuściłem. Na szczęście w paru przypadkach instynkt był silniejszy.

  16. Mag

    Przepraszam, mag. Napisałem, wcięło, drugi raz już nie na piszę. Napisałaś ładnie, prosto i inspirująco – dlatego napisałem. „Trudno” – się mówi.

    Może tylko napomknę, że grzech „nieczystych”, czyli niżej pasa, myśli i czynów jest głównym realnym grzechem katolicyzmu. Główniejszym, ale tylko teoretycznie, jest niewiara. Wszystkie inne grzechy katabasów nudzą i robią jedynie za transparenty katolicyzmu. Dlatego szeregowi katolicy nigdy nie mieli pojęcia o moralności, a katabasy, z biskupami na czele mają niewielką listę wyuczonych grzechów, z których wybierają sobie stosowne do okazji i o nich pieprzą. Ale że jako ludzie nawykli do monologowania, a nie rozmawiania, mają wielkie poczucie swojej ważności, więc zdarza się, że wybierają z listy stereotypowych grzechów pozycje zupełnie niestosowne do okazji. Na przykład z okazji poświęcenia nowo otwartego mostu grzmią przeciw gender, in vitro i aborcji. A o tym na przykład, skąd wzięta była kasa na święcącego katabasa, żaden za Boga nie zapyta. I nie sądzę, by przez ten głupi tysiąc lat kiedykolwiek pytał. Nie tylko więc zwykłe katolickie owce służące do skubania, ale i księża, biskupi i papieże gówno wiedzą o moralności danej niby ludzkości przez ichniego Boga. Nie wiedzą i nauczają. I tak się plecie ecie, pecie przez stulecia.

  17. @paradox57
    17 września o godz. 18:35

    Za czasów mojego dzieciństwa Kościół to był obrzęd i tradycja, element wspólny dla tej repatriancko-napływowej mieszaniny bez własnego dominującego folkloru, bez strojów ludowych i przyśpiewek. Jako dziecko chodziłem w marynarskim ubranku, a moja siostra dostała strój krakowianki z pięknymi koralami i wyglądała jak lalka. Cieszyłem się, że nikt mnie nie chciał ubrać w krakuskę. Chyba bym się ze wstydu spalił 🙄
    Lud tradycyjnie chodził w niedzielę na sumę, tłumnie na Pasterkę i Rezurekcję, a w Boże Ciało na procesję. Księdza potrzebował, aby ochrzcił, dał ślub i pochował, a poza tym się nie wtrącał. Lud szedł także na akademię 1-majową i festyn z okazji 22 Lipca, a reszta go niewiele interesowała.
    Jednakowoż radia i plotek słuchał pilnie i kiedy w domu pojawiał się worek cukru i mąki, to wiedziałem, że dzieje się coś poważnego w światowej polityce np. kryzys kubański…

  18. mag
    wstępniaka tylko zazdraszczać, gdyż ja na takie wyznania nigdy się nie zdobędę /domyślnie – tu, na blogu/
    Tobermory
    17 września o godz. 17:48
    nie poznałem historii Hioba w dzieciństwie /pewnie było to dla intelektualistów, cha, cha/, ksiądz na religii chyba o nim nie mówił,
    za to – nigdy nie pasował mi bóg każący ojcu zabić jedynego syna, i najlepsze to to, że to dobry bóg, gdyż egzekucję odwołuje, i to dobry /kochający/ ojciec, który z miłości do boga chce zabić kochanego syna /potem tylko telenowele temu próbowały dorównać/

  19. @parafianin
    17 września o godz. 19:01

    A nie przyjeżdżał do was misjonarz na rekolekcje i nie opowiadał krew mrożący historii? Jedną z nich była ta o Hiobie. Zapamiętałem na całe życie.
    Inny z kolei, a było to już po locie Gagarina, zadał pytanie, gdzie jest Bóg. I wzruszonym głosem wspomniał, że zapytał raz pewnego młodzieńca, co jest za ostatnią gwiazdą, a tamten odpowiedział mu (tu zawiesił na chwilę głos):
    – Za ostatnią gwiazdą trzeba uklęknąć 😎
    Byłem mały, ale pomyślałem, że do tego nieba jest cholernie daleko i nic dziwnego, że żadne modły nie skutkują. A później przeczytałem „Wizytę kapitana Stormfielda w niebie”… 😀

  20. „mrożących” miało być 😳
    Jedna z umoralniających historii była o człowieku ukąszonym przez żmiję. Aby uratować życie, odrąbał sobie siekierą ukąszony palec 😎
    Nikt nie zadał pytania, co robić, jak ukąsi w szyję…

  21. @Tobermory 17 września o godz. 19:19

    Co do wizyty wzmożonego misjonarza… zachowała się u nas w rodzinie taka historia: Misjonarz na wsi „głosi” rekolekcje. W ramach wzmożenia wrzeszczy i macha rękami. Podczas owej ożywionej gestykulacji sznur od habitu wysuwa mu się za barierkę ambony i zwiesza na zewnątrz. Spod ambony rozlega się wrzask dziecka: „Babciu, babciu, urwał się! Uciekajmy!”

  22. Tobermory
    17 września o godz. 19:19
    chyba zawsze byłem kiepskim katolikiem, i nie pamiętam,
    jako małolat nie „słuchałem”,
    jak słuchałem, czar prysł

  23. Kochani
    Przecież to nic nadzwyczajnego i odważnego opisać swoje dziecięco-młodzieńcze udręki, jakich dostarczało tradycyjne katolickie wychowanie. Ani nie ma się czego wstydzić (odczuwania? pamięci?), ani czym przesadnie chwalić, że na tyle starczyło wrażliwości i rozumu, by pozbyć się straszliwego garba.
    Bo był to garb (do zrzucenia) dla myślących i niepokornych.
    Dla innych nie jest i nie ma sprawy. Według rozpiski pobiera się kolejne sakramenty, uczęszcza do kościoła w najgorszym razie dwa razy do roku (Boże Narodzenie, Wielkanoc), tyleż razy się spowiada i podejmuje kopertą raz w roku xiundza po kolędzie.
    Najważniejsze, że nie trzeba myśleć, od tego jest pleban, epidiaskop, bo niekoniecznie taki dziwaczny papież, jak papa Franciszek. A wszystko samo się układa po bożemu i nawet wiadomo, na kogo głosować w wyborach, a i tak czuwa nad nami Najświętsza Panienka, Królowa Polski oraz jej Syn Jezus, Król Polski. Tak nam dopomóż Bóg w Trójcy Świętej Jedyny oraz Oko Opaczności.
    No i mamy pozamiatane.

  24. Pamiętam kilka z wielu wątpliwości, które pojawiły się w mojej głowie wskutek uczęszczania na katechezę przedpierwszokomunijną (III klasa szkoły podstaw.).

    1) Co to jest ten grzech pierworodny i dlaczego każdy (w tym i ja) jest nim obciążony? Opowieści o Adamie i Ewie oraz zerwanym zakazanym owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego tylko komplikowały myślenie i wpędzały mnie w dysonans poznawczy nie do przebrnięcia.

    2) Wymóg zachowania czystości nieodmiennie mi się kojarzył z nakazem mycia się.

    2) Bóg jest wszędzie, a jak jest wszędzie, to dlaczego są ludzie, których diabeł opętał i dlaczego w tych ludziach jest diabeł, a nie ma Boga. Przecież Bóg jest wszędzie.

    Z wiekiem – 11, 20, 30, itd. lat – wątpliwości przybywało, nagromadziła się cała fura. Pewien ksiądz, który był kiedyś na kolędzie na poczęstunku zapytał mnie o coś. Odpowiedziałem, że mam takie a takie wątpliwości, a on bardzo sympatycznie się uśmiechnął i powiedział, ze każdy ma wątpliwości i że on też ma wątpliwości i że to nie jest żaden grzech. To jest myślenie, co należy pochwalić z zaznaczeniem – trzeba poszukiwać, dążyć do wyjaśnienia, itd. I oczywiście o Biblii miał niemal takie samo zdanie jak ja – to zbiór przypowieści, dających moralne wskazówki dla ludzi – co trzeba z robić w różnych okolicznościach, jak się zachowywać by przejść przez życie z solidną przewagą uczynków dobrych nad złymi i bez bagażu grzechów nieodpuszczonych.

    Różnica między mną, a nim była taka, że ja upierałem się, że te wskazówki były wymyślone ponad 3 tysiące lat temu i nie bardzo przystają do dzisiejszego społeczeństwa, a on obstawał przy tym, że jest tu pole do dyskusji, lecz nie można tego odrzucać od razu, można dyskutować, można mieć inne zdanie, lecz trzeba pamiętać, że tradycja jest najważniejsza, to jest skarbiec, z którego należy czerpać, itd.
    Żona kopała mnie pod stołem w nogi coraz intensywniej.
    Pzdr, TJ

  25. Dzisiejsza religia, jest oczywiście indoktrynacją dzieci i młodzieży, a spowiedź służy indoktrynacji wszystkich ludzi i została wprowadzona w XIII w. przez kler. Nie wywodzi się więc z nauk Chrystusa, czy jego uczniów. Traktat o tym napisał zresztą Kazimierz Łyszczński w XVII wieku, za co inkwizycja pozbawiła go głowy, a majątek jego skonfiskowała. Religia nic nie wnosi do rozwoju dzieci i młodzieży, a właściwie hamuje ich rozwój, bo każe im „wierzyć”, wbrew nieraz innym zapisom w Biblii. Religia miała by sens, gdyby katecheta, np. zadał do przeczytania część Biblii a potem na religii odbywała się dyskusja nad przeczytanym fragmentem. Tak właśnie robili Protestanci i Żydzi. Nie robią tego, bo dzieci, a szczególnie młodzież doszła by do wniosku, że jest oszukiwana, ba zapisy są inne niż podaje im katecheta. Na religii, czy często na kazaniach księża ludziom wciskają kit, nie zgodny nieraz ani z Biblią ani z Nowym testamentem. Plotą bzdury i każą w to „wierzyć”, bo tak im wygodnie, a w zasadzie by trzymać ludzi „na wodzy”. Przedstawiają postacie biblijne, czy z nowego testamentu tylko w pozytywnym świetle, a postacie te były nieraz dobrymi łotrami, a nawet mordercami. Przykład: czy ktoś z dyskutantów słyszał na kazaniach, czy religii złe, niepochlebne zdanie o Salomonie, królu żydowskim. Oczywiście, zawsze podkreślana jest jego mądrość i sprawiedliwość. Proszę przeczytać Biblię, a wysnujecie całkiem inne wnioski. Salomon zdobył władzę nielegalnie, był 4 synem, władzę dziedziczył zawsze pierwszy, (przykład Ezafa, który sprzedał pierworództwo). Salomon, gdy był w podeszłym wieku odszedł od swojej żydowskiej wiary, ożenił się z kobietą innego wyznania i kultywował w dodatku w swoim pałacu jej praktyki religijne. Miał zresztą 70 żon i 400 nałożnic. Kosztem swojego społeczeństwa zdobył taki majątek, przekraczający na dzisiejsze czasy majątek kilku najbogatszych ludzi świata. Jahwe wezwał, go przed swoje oblicze i rzekł mu: „nie ukarzę cię bo jesteś już stary, ukarzę twoich następców, zburzę twoją świątynię a lud twój rozproszę”. Kilka lat po śmierci Salomona, Nabuchodonozor król Babilonii najechał Jerozolimę i zrównał ją z ziemią. Spalił Świątynię Salomona, a wszystkie jej skarby wywiózł do Babilonii. Wtedy najprawdopodobniej spalona została Arka Przymierza, chociaż Biblia o tym nie mówi. Wiele faktów wskazuje na to, że tak było, najważniejszym jest ten, że Żydzi stracili kontakt z Jahwe, który był możliwy tylko dzięki Arce Przymierza. Po zburzeniu Jerozolimy Żydzi trafili do niewoli babilońskiej na ok. 5 pokoleń. Do dziś Żydzi nie mają kontaktu z Jahwe i prawie 3 000 lat czekają na przyjście swojego Mesjasza. Jak z tego wynika wszystkie nieszczęścia Żydów zaczęły się od Salomona. Jaką więc był postacią?
    A co do religii, gdy ja chodziłem, to chodziłem tylko w szkole podstawowej, do salki katechicznej przy kościele. Zazwyczaj było to po lekcjach w szkole i dzięki tej religii można było wlec się do domu kilka godzin, bo mieszkałem na wsi a tam zawsze czekała jakaś robota.

  26. Tobermory
    17 września o godz. 19:19
    to pewnie tam były kościoły i pisuary? /tak to pamiętam/, może wywarło na mnie wpływ, ale kto wie?

  27. Tobermory
    tam były te kościoły i pisuary w „Wizytę kapitana Stormfielda w niebie”
    byłem „nieprzygotowany” by to czytać

  28. @parafianin
    17 września o godz. 19:54

    Tu sobie można przypomnieć:

    http://docplayer.pl/42324712-Wizyta-kapitana-stormfielda-w-niebie.html

  29. Tobermory
    17 września o godz. 20:15
    dziękuję

  30. No i mówiłam że będę na gaszenie świec, późno znaczy

    @mag, niedoczytałam jeszcze a że dzień długi miałam bardzo to komentowanie wstępniaka zostawię na kiedy indziej

    @Herstoryk

    Ogromnie ale to ogromnie podobał mi się ten jamnik w szarawarach 🙂 w oczeretach na berecie, cudo

  31. A dla mnie historia rozstania z KK jest historia bardzo osobista, bo zwiazana z moja mama i babcia. To one od malego praly mi mozg i opowiadaly niestworzone dyrdymaly. Stopniowo uswiadamialem sobie ze a) moje ukochane osoby moga byc tak oglupione, b) trzeba je akceptowac i kochac mimo tej trudnej do zrozumienia( ba, niemozliwej do zrozumienia) ulomnosci. W ogole caly ten proces oddalania sie od wiary byl wlasciwie procesem uswiadamiania sobie natury ludzkiej porzez obserwacje pelnego sprzecznosci zachowania osob wierzacych. Trwa to do dzis; wciaz tez pamietam ze plakalem jak bobr kiedy JP 2 zmarl( “bo to wielki Polak byl”), a potem stopniowo docieralo do mnie ile zla tolerowal w swojej organizacji, by nie powiedziec pomagal ukryc.

  32. Tobermory
    Wyznam ci szczerze, że żywię do ciebie pewną urazę jako człowiek próżny. Otóż niezwykle rzadko odpowiadasz na mój skierowany do ciebie post, a nawet, gdy zdarza mi się napisać „wstępniaka”, omijasz mnie jakoś boczkiem, kierując uwagi do kogoś innego, albo nawiązując do ad remu tak sobie mimochodem.

  33. @mag
    17 września o godz. 21:58

    O, sorry, a o co mnie pytałaś?

    Nie wiem, czy zauważyłaś, że ja zazwyczaj nie rzucam się do chwalenia wstępniaka, bo oczywistym komplementem jest podjęcie pod nim dyskusji na „zadany” temat.
    Jak nie przepadam, kiedy goście werbalnie zachwycają się potrawami na stole, ale w talerzu grzebią bez entuzjazmu, tak nie ufam pochwałom na temat wstępniaka, który w rzeczy samej traci szybko na znaczeniu, a dyskusja dryfuje w tematy oboczne albo zamienia w wycieczki osobiste.

    Nie sądziłem dotąd, że jesteś osobą próżną, powiedzmy, nie aż tak, aby robić mi wyrzuty 🙁

  34. PS.
    Poza tym, gdy dostrzegnę nowy temat, to zazwyczaj padło już kilka komplementów, więc zamiast dołączać do chóru wolę dołożyć głos w dyskusji. Pod moimi ewentualnymi wstępniakami też wolę krytykę lub rzeczową dyskusję.
    Może jestem po prostu ogólnie powściągliwy? 😉

  35. Tobermory
    17 września o godz. 22:37

    Może od razu podpinać pod wstępniaki ankietę? „Świetny”, „w porzo”, „ujdzie”, „nie trybię” (to dla mnie). 😉

  36. Na marginesie
    17 września o godz. 23:30

    Kolejny dowód, jak strasznie te lewaki nas nie lubią i ryją pod naszym wielkim Narodem.

  37. @mag

    „Najsmaczniejsze” na wieczor zostawilem, czyli to ze w/g mojej babci ja „mialem diabla za kolnierzem…”

    Co ja sie w lustrze nawykrecalem, to tylko to lustro, przed ktorym sie kreciem i wywijalem mogloby zeznac na mekach w katowni Gestapo, czy innego KGB… (lol)

    Jednym slowem jako 9, czy 10 latek, bylem niezwykle tym diabolem co go niby mam zainteresowany. I wtedy kolesie moi co na religie po szkole ganiali, powiedzieli ze im ksiadz diabla pokazal… Niewiele mowili i co mowili sie kupy nie trzymalo, bo kazdy co innego gadal, ale powiedzieli ze znow im kiedys diabla pokarze. No to wystarczylo, ze wiedzinony dziecieco/naukowa ciekawoscia uprosilem rodzicow, zebymi na religie pojsc pozwolil. Nie zdradzilem powodow mojego religia zainteresowania, ale i bez tego pozwolili i nawet dali kase na zeszyt do religii…

    Posedlem. Ksiadz mnie przyjal, zapisal i chodzic zaczalem. Na pierwszej lekcji byly jakies „anioly stroze”, czy inne „matkiboskie”, nie pamietam juz co, ale pamietam, ze dwuje zaliczylem za „brak szlaczka”, czy inna glupote podobna. Na drugiej, tez nie bylo diabola, ale kolejna dwuja, za cos tam … rownie waznego i powaznego, jak szlaczek.

    Wreszcie sie doczekalem, cyli na trzeciej dla mnie lekcji ksiadz kazal zaslonic okna i opuscic ekran, a sam projektor ustawil i jako ktorys tam z kolei slajd pokazal „diabla”. Sala pelna dzieciakow zamarla, a ja jako jedyny sie smiechem zanosilem. Sie zansilem smiechem, bo slajd pokazywal ilustracje z „Pani Twardowskiej” Adasia M. a dokladniej to ilustracje Szancera z diabolkiem krecacym „bicz z piasku”….

    Ja sie smialem.
    Ksiundz mnie wypieprzyl.
    Wiecej sie nei pojawilem…

    Z bzdurami i z wplywem bzdur na zycie ludzkie sie zetknalem, gdy dojzalem i od dziewczyn slyszalem, ze „chca, ale nei moga…”, a jeszcze bardziej, gdy pomimo „nie mozenia” robily co chcialy robic.

    Wtedy, sobie glowy tym dysonansem nie zawracalem, ale po latach dotarlo do mnie, ze to ja jestem jak ten „diabol” bo przeze mnie robia, co robic niby nie powinny. Ciezko bylo mi to pojac, bo podobnych dylematow nigdy nie mialem i watpliwosci nie doswiadczylem. Ale to co poznalem, definitywnie pomoglo mi roztrzygnac problem seksu, na kozysc seksu, czyli ze seks i rozmnazanie sie sa podstawa i sa naturalne. Reszta to bzdury i sciema, zeby panowac i dyrygowac falszywie, naturalnymi ludzkimi odruchami i zachowaniami…

    Wszystko co pozniej poznalem i doswiadczylem, tylko potwierdzalo ta podstawowa prawde „odkryta”, gdy mialem kilkanascie lat.

    Rozumowa rozprawa z religia przyszla o wiele pozniej i tylko dodala podstawy do tego, co poznalem i zrozumialem w sposob naturalny, czyli doswiadczajac i analizujac doswiadczenia.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Sie zlozylo, ze nic nei musialem pokonywac, ale zero w tym jest mojej wlasnej zaslugi, czy wysilku. Nie ma sie czym chwalic. Po prostu dzieki starym, nie musialem sie z tym problemem zmagac.

  38. dobrze znaleźć sie w towarzystwie osób, które z religia i kościołem mają podobne doświadczenia. Kiedys wspomniałam, że odejscie od wiary to proces czasem jak nożem uciął, ale jednak trwa kilka lat. Bo gdy jako małolaty mamy podejrzenie, że ten coniedzielny spektakl z udziałem jednego aktora w czerni jest nudny, okoliczności nie pozwalają nam na zupełne odejście z obawy, co rodzice, babcia z dziadkiem powiedzą. Potem przychodzą lekcje historii z bóstwami wszystkich żywiołów oraz innych stworzeń i zjawisk. Ilość ich porażała, bo my tu mieliśmy tylko jednego, choć w trzech osobach. Dlaczego tylko troje zostało z tej całe masy bóstw starozytnego Egiptu, Babilonu,Mezopotami i Grecji?
    Religia była w salkach katechetycznych.
    To najbardziej zdecydowało w moim przypadku, że zadałam nauczycielce pytanie, a co się stanie, jesli okaże się, że nasza wiara jest tak samo mrzonką, jak historia bogów związanych z tymi miejscami sprzed kilku tysięcy Lat. Cisza zaległa salę lekcyjną… apo chwili usłyszałam,że nasza religia jest najbardziej prawdziwa na świecie.
    Co jest najprawdziwsze tak bardzo, że trzeba to wciąż podkreślać uświadamia nam od czasu do czasu pombocek. Ale wtedy ziarenko zwątpienia zaczęło wypuszczać pierwsze listki..
    Najpewniej jednak pierwsze problemy z wiarą przypadły na lata przedszkolne- chodziłam bowiem do placówki prowadzonej przez siostry zakonne. Chyba sfrustrowane tym, że muszą sprostać zadaniu, do którego nie czują powołania, albo z innych powodów znęcały się nad dziećmi. Jedna z tych sióstr zakonnych (ich imiona, czy nazwiska, albo pseudonimy wryte mam w pamięć chyba do końca życia) była tym złym policjantem, dzieci sie jej bały, potrafiła przyłożyć trzcinką w otwartą dłoń delikwenta, druga przytuliła do obfitej piersi, gdy trzeba było.
    Ale bardziej zapamiętałam tę niedobrą, która niejednemu przedszkolakowi natarła uszu, że czerwieniały i w ogóle wredota była.
    Najlepszą drogą do odejścia od wiary jest przedszkole z zakonnicami i religia w szkole. Mam nadzieję, że z pokolenia mającego religię w szkole aż po kokardę wyrośnie pokolenie wolne od wiary. Albo przynajmniej od koscioła.

  39. Moj ‘diabel’ to byl egzystencjalizm.
    Mialem szczescie, ze w pierwszej klasie ogolniaka mialem kolegow juz w klasie maturalnej, ktorzy takze byli kolegami z podworka. Jeden szczegolnie, syn wojskowego ciagle pokpiwal z nas, ze latamy do kosciola i na religie. Juz wtedy robilem to tylko dla matki, osoby bardzo religijnej.
    Mowi ten ‘wojskowy’ kolega do mnie: porzuc te przesady, przeczytaj Sartre’a ‘Mdlosci’ i Camusa ‘Obcego’ (on juz nawet po ‘Ulissesie’ byl!).
    Com ja tez i uczynil. Niewiele wtedy zrozumialem ale od tej pory w kazde wypracowanie z polskiego wsadzalem cos o egzystencjalizmie, ku rozpaczy mojej nauczycielki polskiego. ‘Act, przyznaj sie nie czytales zadanej lektury’. ‘Czytalem pani profesor’ uparcie odpowiadalem klamiac w zywe oczy.
    Dala spokoj w koncu i zawsze dawala mi solidna czworke przez caly ogolniak i na maturze, gdzie lalem wode wiadrami. Na polskim siedzialem na ostatnie lawce strategicznie, bo w zasiegu reki mialem gablotki z ‘Dialogiem’, ‘Literatura’, ‘Literatura na Swiecie’ itp. periodykami.
    I poczytywalem je pod lawka z wypiekami na twarzy. Polonistka musiala wiedziec, to byla bardzo nieglupia pedagog.
    Wiec to odkrycie egzystencjalizmu i po raz pierwszy ‘prawdziwej’ literatury spowodowalo moje pelne oswiecenie.
    A matke oszukiwalem przez lata, ze uczeszczam (mielismy z kolega system wywiadowczy, by zawsze
    wiedziec, jaki ksiadz i co gadal na kazaniu). Dzis nie wierze, ze matka nie wiedziala, w koncu przestala pytac.

  40. Tobermory
    17 września o godz. 20:15
    sprawdziłem, to był „Tajemniczy przybysz” Marka Twaina, a czytałem ją mając kilkanaście /chyba/ lat, nic nie zrozumiałem z tej książki i nigdy do niej nie wróciłem

  41. jako ciekawostka
    facebook zablokował fp Wątłego i dwa inne fp FundacjaObywatelska i KościółMinus,

  42. Jedna z niewielu obowiazkowych lektur w ogolniaku jakie przeczytalem w calosci bylo ‚Niebo w plomieniach’ Parandowskiego.

  43. @act
    18 września o godz. 5:39
    ja nie przeczytałem jednej „Lorda Jima”.
    „poległem” na niej

  44. W międzyczasie panowie „duduś” i „krzywousty” zgodnie z obietnicami złożonymi Frankowi w sprawie chrystianizacji Europy zorganizowali w Poznaniu i sfinansowali z pieniędzy polskich podatników zlot przedstawicieli episkopatów pedofilskiego kościoła katolickiego żeby „ućcić” 100 lat niepodległości Polski i 1050 lat jej podległości Watykanowi.
    Podczas tego jakże „potrzebnego” i „ważnego” w życiu polskiego społeczeństwa wydarzenia głos zabrali panowie Duda, Morawiecki i Głąbecki biskup.
    Według katolickiego hierarchy, Europą rządzą zwolennicy ideologii, która posługuje się w charakterze narzędzia systemem prawnym, siejącym terror w postaci oszczerstwa i przemocy symbolicznej. Głąbecki sugeruje, iż obecna sytuacja w Europie przypomina czasy rewolucji: francuskiej, bolszewickiej oraz nazistowskiej.
    Dwa dni wcześniej, Głąbecki stwierdził, iż katolicka pedofilia jest skutkiem grzechu pierworodnego i daru bożego, jakim jest ludzka wolność.
    https://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2018/09/episkopat-porownuje-unie-europejska-z.html
    http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2018-09-15/homilia-premiera-mateusz-morawiecki-wzial-udzial-w-konferencji-biskupow/

    Moim zdaniem żeby uniknąć zniszczenia Unii Europejskiej przez watykański kler należy z władz UE usunąć wszystkich lobbystów kk i opusdejowców (np. D.Tusk i wszyscy polscy konserwatywni europosłowie i europosłanki), którzy powodują, że do Watykanu płynie rzeka euro i blokowane są wszystkie pozytywne czyli świeckie i demokratyczne posunięcia Unii.
    W tym celu europejski Trybunał Sprawiedliwości powinien im postawić konkretne zarzuty, osądzić ich i ukarać.

    Popieram konieczność delegalizacji państwa Watykan.
    Uważam także, że w państwach członkowskich UE kościół katolicki powinien być zdelegalizowany jako szkodliwa społecznie i przestępcza organizacja.
    To nazistowska, pedofilska i totalitarna cywilizacja zła i śmierci.
    https://photos.app.goo.gl/Pe95SDTmp1MaYUix9

  45. Conrada, w tym ‚Lorda Jima’ poznalem (kilka powiesci i ‚Jadro ciemnosci’) dopiero w oryginale.

  46. To bylo oczywiscie do Ciebie parafianinie

  47. Na marginesie poznańskiego zdarzenia przypomnę kiedyś już tutaj publikowany tekst o historycznym dziedzictwie watykańskiego kościoła:
    Wszystkie religie i systemy totalitarnego sprawowania władzy, zamordyzm, okrucieństwo, antysemityzm, ludobójstwo, terroryzm i jednoosobowe, oraz nie znoszące najmniejszego sprzeciwu zarządzanie wzięły przykład ze struktur i metod watykańskiego kościoła i kleru.
    Religijny totalitaryzm to przecież „matryca” dla wszystkich późniejszych “-yzmów” i „-izmów”.
    Faszyzm, hitleryzm, komunizm, organizacje mafijne i inne religie mają swoje zasady zbudowane na tych samych chrześcijańskich fundamentach.
    Na przykład większość tych polskich „komunistów” to byli i nadal są kryptokatolicy…

    Stalin był nawet uczniem prawosławnego seminarium, a Putin jest praktykującym bywalcem prawosławnych cerkwi i modli się do swojego „boga” dzieląc się władzą i bogactwem z cerkiewnymi.
    Jaruzelski, Wałęsa, Kwaśniewski, Miller, Kaczyńscy, Komorowski, Tusk, Schetyna, Kopacz, Duda, Szydło, Ziobro, Macierewicz, Morawiecki i wielu innych rządzących Polską to właśnie tacy chrześcijańscy totalitaryści.
    (Korea, Chiny i Kuba też są zarządzane na wzór religii, gdzie bogami, których się czci są tamtejsi żywi i nieżywi przywódcy.)

    Także tacy zbrodniarze i ludobójcy jak Hitler, Franco, Mussolini, Pinochet i JP2 to katolicy aż do śmierci.
    To sprawni kontynuatorzy stworzonych przez cwaniaków religii, których ofiary dzięki tępocie i zacofaniu wiernych, nadal mnożą się milionami na całym świecie (na przykład kościelny zakaz używania prezerwatyw głoszony przez JP2 to miliony ofiar zmarłych i nadal umierających na AIDS na całym swiecie – także w Polsce).

    Te wszystkie systemy totalitarne się tylko inaczej nazywają, ale funkcjonują identycznie jak pedofilska, homofobiczna, antysemicka, seksistowska, pasożytnicza, próżniacza, oszukańcza i szkodliwa społecznie organizacja – kościół katolicki.

    Wśród ludobójców wszechczasów kościół katolicki jest na pierwszym miejscu i żadne klesze popiskiwania takie jak Głąbeckiego tej prawdy nie zmienią.

  48. @act
    18 września o godz. 5:53
    nie wiem jak w oryginale /angielskiego nie znam/,
    ale po polsku, te opisy, np. burzy,
    nie do przebrnięcia dla mnie

  49. Ateista
    18 września o godz. 5:55
    zdelegalizowanie nie jest możliwe, przynajmniej teraz,
    kk ma wpływ nawet np. na facebooka, gdzie usunięte zostały fp, gdzie krytykowano księży i postulowano odebranie kk państwowych pieniędzy,
    nikt tam nie chciał delegalizacji kk,

  50. najpierw gratulacje – @mag, wstępniak interesujący!

    No to ja też się dołożę….

    Religię wpajano mi od kolebki, najpierw nakazując modlić się do obrazka (niezły, kopia rafaelowskiej Madonny), potem posyłając na religię. Nie jestem pewien motywacji Mamy i Babci, bo pierwsza była przekonaną komunistką (ale wierzącą, taki polski paradoks), a druga miała mimo wieku dosyć wyluzowane podejście do wiary.
    O jakości nauczania religii w salce katechetycznej świadczy, że zupełnie nic z lekcji nie pamiętam, oprócz wspinania się na drzewo na frontowym trawniku i zimowych walk na śnieżki, gdy czekaliśmy na lekcje. Katechetę księdza pomnę, bo porządny był facet, młody i przyjazny (ale we właściwy sposób), wkrótce zniknął, ponoć po jakiś męsko-damskich kłopotach. Następny był wredny i rozmyślnie go zapomniałem. Na księży patrzono u mnie (i w sąsiedztwie) bez różowych okularów, w jednej z sąsiednich kamienic mieszkała konkubina jednego, a pobliskim hotelu parafialnym pracowały w obsłudze same młode, zdrowe i świeże wiejskie „pestki”, komentowane z przymrużeniem oka przez dorosłych, a za nimi i przez dzieci.
    Gdzieś koło 14 roku życia religia wywaliła mi bezpiecznik logiczny i doszedłem do wniosku, że jest raczej nonsensowna.
    Wkrótce potem, tuż po powrocie z zimowiska prałem przywiezione brudy, gdy niespodziewanie zadzwonił do drzwi ksiądz po kolędzie. Mamy i Babci akurat nie było w domu, więc z młodzieńczą szczerością wyjawiłem mu, że przestałem wierzyć i wolę żeby mi nie zawracał głowy. Opadła mu na to szczęka do ziemi, ale poszedł. Wkrótce potem wrócił, żeby mi powiedzieć, że „wszystko już wie”. Wylał swe oburzenie u sąsiadów, dla których z powodu niesłowiańskiej urody po ormiańskich przodkach byłem za „żyda” (porządni ludzie mimo to, choć prości) i tak go też poinformowali. Przez parę miesięcy potem byłem nachodzony przez babcie parafialne z broszurkami i raz przez księdza, próbujących zawrócić mnie z ciernistej drogi grzechu, ale bez skutku, i tak się już bezbożnikiem zostałem na wiek wieków amen, unikając bierzmowania i innych subiekcji.
    Żona, wychowana bardziej tradycyjnie, doszła do bezbożnictwa inną drogą. Dziadkowie byli po chłopsku religijnymi rolnikami na zaupiu, Teściowa super religijna, Teść słabo wierzący i nienawidzący księży, ale trzymający się pozorów, żeby się nie wyróżniać. Dla dzieci w tamtej rodzinie kościół, lekcje religii, procesje i święta były zresztą upragnionym odpoczynkiem od ciężkiej harówy w polu. Żonie zaczęło się nie zgadzać przed pierwszą komunią, od namolnego wypytywania księży o wspomniane przez @mag „nieczystości”. Dołożyło się do tego niezadowolenie i rozczarowanie z powodu całkowitej obojętności pasterzy na problemy ich owieczek – pijaństwo, przemoc w rodzinie, itp. Do całkowitego ateizmu doszła jednak dopiero pod koniec szkoły średniej i na studiach.
    Z tego wszystkiego zgryz się zrobił gdy planowaliśmy ślub. Kategorycznie odmówiliśmy brania kościelnego, a teściowie kategorycznie odmówili wyprawienia w takim razie wesela, oraz przyjazdu na cywilny. Co nam akurat pasowało i na tym stanęło.
    Uffff…..

  51. 18 września o godz. 5:55
    Ateista

    Zgoda co do źródeł, nauk, nawyków, wzorów oraz kolejności : totalitaryzmy „cywilne” uczyły się od Kościoła kat, nie odwrotnie, a z pewnością nie symetrycznie. Natomiast hurtowe łączenie w jedno tak różnych osób jakie wymienisz prowadzi do bałaganu pojeciowego: nijak się ma chudopacholek Morawiecki do generała Jaruzelskiego, a ten do Pinocheta.

  52. Herstoryk
    18 września o godz. 7:58
    normalnie wstępniak

  53. Miałem dwie babcie – jedną urodzoną na obecnej Ukrainie, ochrzczoną w cerkwi która przeżyła rewolucję bolszwicką i twierdziła ku zgrazie otoczenia, że jest ateistą, druga z okolic Poznania przesadnie nawet zdaniem księży religijna. Jedna pilnowała,żebym mówił pacierze, a druga, że Boga nie ma i że komunizm jest dobry..Na koloniach sprawdzano czy zasypiając trzymamy ręce na kołdrze. Koleżanki były oceniane wg tego jak siadały – kolana razem! spodnie na co dzień były jeszcze rzadkie. W lustrze przeglądają się tylko głupcy więc nie diabły tam widzisz tylko drugiego głupka. To mi zostało ,przeglądam się w lustrze z pewnym dyskomfortem.. Dzięki babci ateistce nie miałem większych problemów w powiedzeniu sobie,że Go tam nie ma.Pewne problemy powodowała nachalna, prymitywna kampania ateistyczna prowadzona przez panujących komunistów, właśnie przez swój prymitywizm.,ale każda nowa religia zwalcza starą.
    PS w coraz kupiłem „Zapiski dyletanta ” Tyrmand a. Czyta się bardzo dobrze
    Kociarz2om polecam książkę ” o czym myślą koty” autor McNamee Thomas. The inner life of cats. Pozdrowienia

  54. Ateista
    18 września o godz. 5:55

    „Na przykład większość tych polskich „komunistów” to byli i nadal są kryptokatolicy…”

    W sumie mówisz może słusznie, ale nie jak racjonalny ateista, lecz jak nawiedzony. Wyraz „większość” buszuje w codziennej komunikacji nie jako efekt statystycznych obliczeń, lecz jako pustosłowna podpórka przywidzeń mówiącego: Słyszał, że czterech znajomych sądzi tak, więc mówi, że większość ludzi sądzi tak. Przez sformułowania rodem z ogólnopolskiego magla u ludzi ważących słowa traci się wiarygodność. Zgadzam się sam ze sobą i z Tanaką, że taśmowe potraktowanie przez Ciebie wymienionych nazwisk to może emocjonalne wzmożenie z zaćmieniem.

  55. „nachalna, prymitywna kampania ateistyczna” to chyba wczesne lata 50?
    Moja starsza siostra miała w szkole religię i z zachwytem opowiadała o księdzu, który był bardzo przystojny i grał w piłkę z chłopakami. Do dziś pamiętam, że nazywał się Dąbrowski. Kiedy ja poszedłem do szkoły, to religii uczył ks. Wiśniowski – paskudny typ o wilgotnych dłoniach. Brał dziewczynki na kolana i sprawdzał, czy mają ciepłe majteczki… Na szczęście był to ostatni rok religii w szkole.
    Na pierwszej lekcji dostaliśmy zadanie narysowania własnego nagrobka. Narysowałem grób mojego dziadka i dostałem piątkę. Koleżanka obok dostała dwóję, bo ksiądz uznał, że krzyż na jej grobie jest… protestancki!
    Nikt z nas nie wiedział, co to znaczy.
    Koleżanka wychowywana przez ciotkę – zawziętą komunistkę, poskarżyła się w domu. Ciotka była w naszej szkole nauczycielką matematyki, działaczką społeczną i zdolną satyryczką, poza tym kobietą silną, odważną i samodzielną. Ponadto uzdolnioną plastycznie. Po śmierci brata zamordowanego w niejasnych okolicznościach wychowywała wraz z dziadkami jedyną bratanicę.
    Dowiedziawszy się o tym rysunku i krzyżu zrobiła księdzu taką awanturę, że ocenę wycofał.
    Tematów innych lekcji religii nie pamiętam.
    Z późniejszych, w salce katechetycznej, pamiętam tylko, jak gapiliśmy się przez okno na kopulujące psy (wielki Burek mojej ciotki i mała suczka koleżanki) a ksiądz próbował odwrócić naszą uwagę, choć sam też tam zezował…

  56. Tobermory
    To był raczej żarcik z tą moją „próżnością”, która lubi być połechtana

  57. Tobermory
    18 września o godz. 8:56

    Wczesne lata 50. to ja w podstawówce od roku 50. Religia była w szkole, potem nie w szkole, potem znów w szkole. Nachalnej kampanii ateistycznej, choćbym, jako były ministrant, wlazł na sam czubek słupskiego ratusza i skoczył na główkę, sobie nie przypomnę. Natomiast świetnie pamiętam, jak parę lat temu mój kolega i przyjaciel z pokoju w internacie nadawał na stronie naszego technikum, jaka to była wtedy ateistyczna propaganda. Otóż nie pamiętam ani jednego słówka takiej propagandy, choć, owszem, robiliśmy, jako szkoła, tłum na spotkaniu z Rapackim, mundurowy szpaler w czasie wizyty Gomułki i Cyrankiewicza we Wrocławiu i biliśmy pierwszego maja defiladowym krokiem warszawski bruk przed trybuną z Gomułką. Moja szkoła była zawodowa i rzeczowa, nie propagandowa. Słowem, różnie bywało w PRL, ale też różnie się o niej opowiada, wzbogacając opowieści o twórczość własną.

  58. „Najlepszą drogą do odejścia od wiary jest przedszkole z zakonnicami i religia w szkole. Mam nadzieję, że z pokolenia mającego religię w szkole aż po kokardę wyrośnie pokolenie wolne od wiary. Albo przynajmniej od kościoła.”(konstancja).
    I tak się dzieje w większości przypadków oprócz paru procent uczniów,którzy są jakby genetycznie uformowani do podpierania się „namacalną” religią.Wypytywałem o to moich wnuków i bratanków (wiek powyżej 12 lat).Ciekawe czy ktoś przeprowadza badania na ten temat?A może to temat tabu?

  59. @Tobermory
    Tak chodziło mi o lata 50.Niedouczeni zetempowcy po jakichś kursach, powtarzali takie bajeczki o biblii czy o nauczaniu Chrystusa jak Morawiecki o drogach budowanych za PO.Za tym szła potężna indoktrynacja – wszystko, co rosyjskie najlepsze,rosyjscy naukowcy wszystko pierwsi odkryli. Np samochód Samochodow ale to już takie dowcipy.Ludzie widzieli obdartą Armie Czerwoną z karabinami na sznurkach, podwody ciągniete przez woły i wielbłądy, samochód ZIS- 5, głód zegarków, panie oficerowe ubierające sie w nocne koszule na imprezy. Tak, że i ta indoktrynacja religijna nie była taka skuteczna.No i kult Stalina. Piesni o Stalinie prawie religijne: przyszedł do nas z wiosny tchenieniem, zmierzch zimowy nam go skrył.Stalin wszystkich bojów naszą chwałą, Stalin to młodości naszej blask i z pieśniami walcząc, zwyciężając za Stalinem idzie naród nasz. Naśpiewałem sie tego.

  60. 18 września o godz. 9:44
    Mag

    Ja tam gdzieś słyszałem, że wszyscy lubimy buziaczki. Ze taka próżność i ten, polechtanie, znaczy. I faktycznie – ja tam lubię dawać i nawet dostawać buziaczki

  61. @wbocek
    18 września o godz. 9:46
    robiliśmy, jako szkoła, tłum

    Ja pamiętam z późnej podstawówki dwa „robienia” tłumu. Pierwsze generałowi De Gaulle w 1967, wieźli go otwartą limuzyną, w stronę krakowskiego Starego Miasta, ulicą Manifestu Lipcowego (co to kiedyś nazywała się Wolska, potem Piłsudskiego, potem ww. manifestu, potem znowu Piłsudskiego). Stał i salutował, a myśmy machali chorągiewkami. Było to zresztą moje jedyne spotkanie na żywo z „wielkimi” tego świata. Rok później spędzili nas w to samo miejsce, żeby entuzjastycznie witać wracających z Czechosłowacji żołnierzy bohaterów walki z imperializmem. Witaliśmy, bo sprawdzali obecność, ale bez nakazanego entuzjazmu.

  62. @wbocek
    W podstawówce może nie , było przygotowanie do I komunii i chyba wtedy dawali nam spokój. W liceum bardziej :podręczniki – na początku była materia,( teraz Big Bang), Olga Lepieszyńska i Łysenko. Lepieszyńska o ile pamiętam tworzyła życie mieszając aminokwasy, czy jakieś inne składniki .

  63. @Herstoryk
    Miałem żone Ormiankę. Ale sąsiedzi też mówili, oni udają Ormian- to Żydzi. Do tego moja matka, która miała orli nos , chodziła na starość w peruce.

  64. @Tejot
    Jesli widzisz sprzeczności w wyjaśnianiu katolickiej doktryny odpowiedź jest jedna : to TAJEMNICA. I Tak ten ksiądz był dość otwarty

  65. @Prospektor
    Napewno są osobnicy bardziej wrażliwi na indoktrynację, którzy lubią mieć” podane ” zamiast dochodzić samemu. Religia podaje pewne prawdy skończone, wyjaśnia przyczyny skutki, cele. Tak jak inne religie totalitarne. Zmniejsza lęk, jeśli będziesz przestrzegał pewnych reguł, nic ci się nie stanie.Nie znam, albo nie pamiętam badań, które tłumaczą, jakie sa tego przyczyny, że jedni są podatni na wpływy religijne a inni nie. Jest chyba dośc duzo niepewnych wyjaśnień psychoanalitycznych i innych.Dochodzi do tego zapewne potrzeba mistycyzmu.

  66. Pamiętam modę na degolówki 😀
    Starsi koledzy mojej siostry to byli bikiniarze. Nie wiedziałem wtedy, dlaczego, bo w bikini nie chodzili 🙄
    Wspominałem tu już przemarsz jednostek radzieckich z Pomorza, jak szli przez moją okolicę, wzdłuż granicy z NRD na południe, w sierpniu 1968. W obstrzępionych sukiennych szynelach, w ten upał… Matka co chwila wybiegała z garnkiem kompotu, sąsiadka też, jej syn pojechał tam już z polskim wojskiem…

  67. @mag
    Spowiedzi przeżywałem, ale po jakimś czasie , wiedziałem, co mówić, żeby dostać rozgrzeszenie, bez dodatkowych pytań. Na ostatniej spowiedzi powiedziałem po prostu, że jestem „agnostykiem” i po prosze o kartkę, którą dostałem. Było przed ślubem kościelnym.

  68. Opisywane tu przypadki utraty wiary w diabła, w grzech nieczystości, w niebo, które jest tak daleko, że za ostatnią gwiazdą go jeszcze nie ma, itd., są, jestem o tym przekonany, choć nie mam dowodów bezpośrednich, bo zdobycie takich jest niemożliwe, są moim zdaniem dokładnie takie same, jak doświadcza to większość duchownych (prawie każdy).

    Księża po powzięciu wątpliwości i upadku swojej wiary idą w najprostsze rozwiązanie (na inne jest już za późno) – zaparcie się, że tak jest a nie inaczej – jak w piśmie świętym, tylko interpretacje mogą być różne. Druga droga, równoległa, to projekcja winy. Taka projekcja, to nic innego, jak wyprowadzenie winy z siebie i dedykowanie jej drugiej stronie – złu, które kusi, omamia, walczy z Bogiem, czyli diabeł, w większości przypadków traktowany jako symbol, metafora, koncentracja zła (nie zawsze z nim się wygrywa), ale najważniejsze, że trzeba walczyć (podobne do koncepcji dżihadu duchowego), itp. Wtedy „walka” ze złem o prawdę, o odnowę duchową ludu, o sprawiedliwe myślenie staje się istotą trwania, a wiara schodzi na dalszy plan.

    I tak życie upływa na nie zawracaniu sobie głowy prawdą, czy nieprawdą w sensie materialnym, tylko na rutynie wypełniania obowiązków (posługi), na uznaniu, że człowiek jest grzeszny, a zło jest potężne, prawdę trzeba propagować, upowszechniać, podtrzymywać, a że to wymaga sił i środków, to nie można tego robić bez nakładów materialnych, jakieś pieniądze trzeba mieć.
    I tak powstaje karuzela, na której duchowny jedzie do końca świata.
    Pzdr, TJ

  69. @Tejot
    Świetnie ująłeś to zagubienie religijne księży. Potem rodzą się apostaci.Często wojujący. Chociaż ,jak myślę, sa księża wierzący. Najbardziej mnie zdziwiło, gdy czytałem , jak w swoje zboczenia wplątywali wątki religijne.Gwałcone dziecko upostaciowało Chrystusa.

  70. cd o bikiniarzach
    Zamiast czapki „oprychówki” nosili jeszcze płaskie kapelusze „naleśniki”.Do tego „plereza” czyli długie włosy na karku, splecione w „kaczy kuper”Hej Babariba

  71. • Na marginesie
    17 września o godz. 18:27
    Mag – rzeczywiście ciekawy temat podrzucony „katolickim” ateistom.
    Popieram zdanie „marginesowatej istoty”, ale nie będę komentował wprost Twojego wpisu, bo nie bardzo wiem (tzn. nie wiedziałem), dlaczego dziewczynki też mają trzymać rączki z „dala od”. Swoim córkom nie nakazywałem takiego zachowania. Aby śmieszniej było, to nikt mi nie zwracał uwagi na to, gdzie mają być moje „rączki” podczas snu. Teraz mam z tym bardzo poważny problem, ale nie religijny, a medyczny. Niezwykle trudno mi znaleźć takie położenie rąk, aby mnie najmniej bolało! Poza tym nie usnę, gdy ręce są nieprzykryte kołdrą.
    Po zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że również u dziewcząt (80+) jest to poważny problem. Nie wiązałbym tego z praktykami seksualnymi, a z „ro(eu)mantyzmem”. Żona nie potrafi spać, bo bardzo bolą ją ręce – szczególnie wtedy, gdy ich nie trzyma pod przykryciem, ma więc automatyczny regulator katolickiej przyzwoitości.
    Należę do tych osób, które dopracowały się statusu bezbożnika w ciężkim trudzie, po doskonałej i dogłębnej indoktrynacji przez kk. Chyba prawie idealnie mój rozwój w kierunku rozbratu z kk opisał Tobermory.
    W zasadzie wszystko co opisał jest jakby o mnie, nawet ostatnie dwa zdania:
    Nie otrzymałem łaski wiary, podobnie jak nie byłem zdolny nauczyć się palić papierosy z zaciąganiem. Z obu ułomności bardzo się cieszę.
    Niektóre praktyki typu dzwoneczki, kadzidło i atmosfera tłumu, do tego wspaniała muzyka organowa. Gdybym wtedy już wiedział, co oznacza wyraz „orgazm”, to byłem tego bliski , szczególnie w czasie Świąt Wielkanocnych to potężne Alleluja, Haendla i może innych na organach przy wychodzeniu z kościoła, to było wspaniałe uczucie. Nie byłem ministrantem, więc kler nie miał szans na molestowanie. Były jednak u mnie dodatkowe przyczyny odejścia od wiary i w konsekwencji od kościoła. Na pewno trochę przykład ojca, który nie zniósł obłudy proboszcza. O tym już kilkakrotnie pisałem na blogach, ale też moje czytelnictwo książek, będących na indeksie kościelnym – nie dla maluczkich. To mnie obrażało i czytałem. Znamienite dzieło to „Klesze lustro” – dzieło naukowe (jeśli teologia jest nauką). Musi tak, skoro są profesory i doktory (Oko?).
    Jest w nim opis dziejów kościoła, od sekty w Rzymie do czasów, w których żył autor (XIX wiek). Nie pamiętam nazwiska autora, takie polskie co nieco. Pewnie wystarczy podać Guglowi oryginalny tytuł: „Der Pfaffenspiegel”. Nie wiem czy to jest po polsku. Opisuje wszelkie łajdactwa kk w ciągu wieków. Gdy to zestawiłem z opisem ojca działania proboszcza-lichwiarza, to odeszła mi ochota przebywania w „wyimaginowanej” wspólnocie, wyzyskiwanej przez cwaniaków. Było mi tylko przykro, że moje postępowanie smuciło matkę, która jednak nigdy nie próbowała mnie „nawracać”. Ojca próbowała, gdy tego zbója „Pan Bóg powołał do siebie” i przyszedł młody, bardzo fajny ksiądz do parafii. Ojciec już się łamał, ale drobny przypadek mu nie pozwolił. Umierała sąsiadka, jakaś praciotka i ojciec zatelefonował do parafii, aby ksiądz przyszedł z czymś tam (olej rycynowy?). Gdy ksiądz zapytał: „A kto zapłaci za taksówkę”? to przepadł z kretesem. Faktycznie to pytanie nie było fortunne, bo była piękna pogoda i 1 km od kościoła, a ksiądz młody i zdrowy..

    PS
    Jak już wszyscy obnażają dusze to i ja się przyznam do osobliwości w dziedzinie obyczajowej, luźno związanej z indoktrynacją przez kk (kult dziewicy). Moje wyobrażenie o naturze i charakterze kobiet zostało fałszywie ukształtowane na podstawie romansideł typu Courths-Mahler lub pani o mocno szeleszczącym nazwisku Eschstruth – kobieta to istotna delikatna, niewinna, czysta jak lylija i absolutnie nie myśli o tak brzydkich rzeczach jak dorastający chłopiec. Ten obraz próbowałem dostosować do napotkanych dziewcząt. Dojeżdżałem 4 lata 50 km pociągiem do szkoły i znałem wszystkich uczniów i uczennice, dojeżdżające z bliższych Opolu miejscowości. Byłem tak nieśmiały wobec takich istot, ze nie odważyłem się odezwać do żadnej z nich, choć mi się podobały. Moje pierwsze kontakty werbalne miały miejsce w klasie maturalnej, gdzie były też dziewczęta, bo wcześniej koedukacji nie było. Obserwowałem jednak zachowanie dziewcząt w pociągu, gdy uświadomieni porządnie koledzy dobierali się do nich. Nie zapomnę jednego zdarzenia, które zburzyło mój światopogląd. Kolega opowiada grupie dziewcząt historyjkę o Kapitanie Gołogłowym, który zdobywał wzgórze miłości i atakuje, cofa się, znów atakuje.. itd. (nie będę wspominał, ze wróg chował się w jaskini). Sądziłem, że dziewczyny ze wstrętem każą mu zamknąć gębę, a one, czerwone z wrażenia, jeszcze go zachęcały. Runął image „lyliji” i odstraszyło od płci odmiennej. W okolicy matury mi to przeszło, ale nadal zostałem bardzo opóźniony w rozwoju!

  72. @Stachu39
    18 września o godz. 12:20

    O tak, plereza! Jak to brzmiało w ustach mojej matki 🙄 Z taką jakąś odrazą to mówiła.
    Mój stryj, najmłodszy z braci ojca, miał piękne, ciemne, kręcone włosy, które przed wyjściem „na baby” smarował zieloną brylantyną. Lubiłem ten zapach i marzyłem też o takiej fryzurze 😎

  73. @Antonius.
    Świetnie napisane. ten autor to Otto von Corvin.Pisałeś , że wydałes dwie książki, jedną o dzieciństwie. Możesz podać jakiś link do niej. U siebie mam tez dwie ksiązki napisane przez osoby pochodzenia niemieckiego, które tez nie znały polskiego w dniu wyzwolenia. Jedna to Niemka, ze Szczecina, druga z jakiejś kolonii niemieckiej w Bieszczadach.Mój stryj też pochodził z takiej kolonii zachowującej język wiarę i imiona.Miał z tym pewien kłopot, bo jako polonista nosił imię nie dające się spolszczyć i brzmiące bardzo niemiecko

  74. Tanaka
    18 września o godz. 8:07

    Echmmmm…

    Pozwole sobie dodac to, ze kosciol katolicki nie wypracowal systemu sprawowania wladzy, tylko przejal system wypracowany przez Rzym cesarski w czasach, gdy byl czescia tego systemu.

    Oni, znaczy sie kkat, doslownie wszystko podkradl, czy podpatrzyl od innych, czyli sama religie ulepiona z kawaleczkow wierzen Sumerow, Egipcjan, Babilonczykow, zmieszanych z mitami hebrajczykow, a system i sposob wladania, to w prostej linii jest kontynuacja tego co wypracowal cesarski Rzym. Wlasna inwencja wydaje sie byc wylacznie szerzony przez kosciol antysemityzm, choc i tu mozna sie dopatrzyc elementow rzymskiego „dyvide et impera„.

    pozdrowka
    ~l.

  75. @Antonius
    18 września o godz. 12:22
    😀
    Moja babcia wyrażała się z lekceważeniem o polskiej literaturze, bo jej zdaniem najlepsze książki pisała „Kurcmalerowa” (tak rozumiałem) no i ewentualnie Rodziewiczówna. Ja się zaczytywałem w „Muszkieterach”, Trylogii, „Dzieciach kapitana Granta” oraz „Co każdy chłopiec wiedzieć powinien” (dziewczynka też) 😎 Potajemnie podczytywałem „Egipcjanina Sinuhe” mojej siostry i opowiadania Marka Twaina, potem Mrożka, Lema, co mi wpadło do rąk.
    „Wasiek Trubaczow i jego koledzy” podobał mi się całkiem, całkiem, a do dziś nie mogę znaleźć opowiadań o młodych polskich miczurinowcach, z których jedno miało tytuł „Polnarańcze Staśka Kanwy”.
    Znajomy rodziców, wielki zwolennik unowocześniania rolnictwa zwany był kpiąco Miczurinem, długo byłem przekonany, że to jego prawdziwe nazwisko 😎

  76. @Tobermory
    Długie włosy i ogólnie strój był przejawem walki z komuną

  77. @Stachu39
    18 września o godz. 12:49

    E tam, zaraz walki 🙄 Zwyczajna kontestacja to była, a przede wszystkim naśladowanie trendów z Zachodu.
    Jakiś czas nosiłem czarny golf, choć nie byłem egzystencjalistą, ale bodajże w „Belfegorze” też nosili.

  78. Biskup Gądecki – potężna mniejszosć nas terroryzuje
    Na marginesie
    17 września o godz. 23:30
    PiS znów „wygrywa” 6:100

    Mój komentarz
    Stosunkiem głosów 100:5 polska Krajowa Rada Sądownictwa została zawieszona w prawach członka Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa (ENCJ) zrzeszającej 22 państwa.

    Co na to PiSowscy manipulatorzy?
    Genialny ruch. Wczoraj KRS powzięła uchwałę (oczywiście całkiem bez nacisków, w pełni niezależnie) o zamiarze wystąpienia z ENCJ. I po ptakach. Kto powie, że KRS była bojkotowana, zawieszana, czy wyrzucana? Nikt nie powie, bo prawda będzie taka, że to KRS wystąpiła z ENCJ. Sama, z własnej woli, z powodu niemożliwości dalszej współpracy z Europą – jak się wyraził dwa dni temu biskup Gądecki w Poznaniu:
    „coraz szczelniejszy system prawny, stojący na straży nowej ideologii oraz przemoc symboliczna, uprawiana przez media oraz ośrodki opiniotwórcze.”

    Kilka miesięcy temu wszedł w obieg PiSowskiej propagandy w kontekście wycinki Puszczy Białowieskiej termin „ekonazizm” lub „terroryzm ekologiczny”. Teraz biskup Gądecki dorzucił nowe sformułowania – terror ideologiczny i przemoc symboliczna.

    W każdym razie zawsze są winni ONI, a nie MY. To ONI nas terroryzują, kłamią że my przegrywamy, chcą nas uzależnić, a w pewnych dziedzinach ubezwłasnowolnić, a przecież każdy widzi, ze to my wygrywamy, jesteśmy suwerenni, mamy wolną wolę i z niej korzystamy.

    „W niedzielę w Poznaniu zakończyło się trwające od czwartku spotkanie, na które zaproszeni zostali przewodniczący konferencji episkopatów z 45 krajów Europy. Wydarzenie odbyło się pod hasłem „Solidarny duch Europy”. Gośćmi obrad byli prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki.” (???)

    Gądecki biskup wczoraj w Poznaniu:

    1) ”Europa stała się miejscem miękkiej wersji totalitaryzmu. Tradycję wypiera ponowoczesność.”

    2) Cała energia tej ideologii „skierowana jest na wyzwolenie, na emancypację”; wyzwolenie się od tradycyjnych struktur, które mają – rzekomo – człowieka zniewalać i alienować.
    Potężna mniejszość, która kieruje tym procesem, udaje potężną większość, posługując się orężem szyderstwa. Narzędziem do osiągnięcia tego celu przez autorów tej ideologii nie jest już tradycyjny terror – który tak w przypadku rewolucji francuskiej, jak i rewolucji bolszewickiej oraz rewolucji nazistowskiej – okazał się ostatecznie nieskuteczny, lecz jego miękki odpowiednik, czyli coraz szczelniejszy system prawny, stojący na straży nowej ideologii oraz przemoc symboliczna, uprawiana przez media oraz ośrodki opiniotwórcze.”

    Co to jest terror prawny?
    Co to jest przemoc symboliczna?

    Potężna mniejszość – co to takiego jest? Czy na przykład biskupi, to nie jest potężna mniejszość?, która kieruje „tym procesem”?
    To mi przypomina kluczowy, wyjaśniający co jest grane termin propagandy endeckiej stosowany niezliczoną ilość razy w artykułach umoralniających zamieszczanych na witrynach wszechpolaków i innych badziewnych kryptofaszystowskich sajtach – rządzi nami ukryta, potężna mniejszość, tak dalej być nie może.

    Morawiecki i PAD byli na obradach biskupów, wysłuchali powitalnych mów biskupów, a premier-rechrystianizator Europy nawet pochwalił konferencję, że to przyszłość Europy, czy jakoś tak.

    Być może dojdziemy do tego, ze biskupi będą brać udział w posiedzeniach rządu. No bo jak – dać komuś palec, to całą rękę będzie chciał wziąć.
    Pzdr, TJ

  79. Courts-Mahlerową pożyczały mi dziewczyny. Chłopaki – to London, Twain, Cooper no i oczywiście Sienkiewicz. Dziewczyny , takie bardziej ambitne, zachwycały się Żeromskim i to takimi ksiażkami z mocną młodopolską manierą-jak wiatr od morza.Oraz naturalnie poezją.Właśnie przeczytałem w WIki, że jej książki( C-M) od 1951 roku były objęte cenzurą i wycofane z biblitek. Ona tez mogła obalić komunizm.Komunizm byl pruderyjny.

  80. @Tejot
    „miękki terror” i „Przemoc ekologiczna „obaliła komunę. Więc wiemy, co przed nami.

  81. cd lekuktury
    Dumas !

  82. tejot
    18 września o godz. 12:54

    Co to jest terror prawny?
    Co to jest przemoc symboliczna?

    Sie doloze, znaczy dopowiem, czyli odpowiem na te pytania…

    Co to jest „terror prawny”, to najpewniej Ty, tak jak i ja i wiekszosc tu blogujacych to pamietamy z mlodosci przezytej w czasach slusznie minionych. Mlodsze pokolenia poznaja odpowiedz na to pytanie, a wlasciwie to juz ja maja okazje poznawac przy okazji glosowan sejmowych. A na wlasnych czterech literach beda poznawc, gdy ich w nie walna skutki tego co sejmowa wiekszosc uchwalila, a Pan Zbyszek w zycie wprowadza.

    Odowiedz na drugie pytanie jest jeszcze prostsza, bo „terrorem symbolicznym”, a dokladniej to terrorem za pomoca symboli jest to co stosuje kosciol katolicki, chocby w osobie tego tam Gadeckiego. Tu koniecznie wypada dodac, ze sie calkowicie zgadzam z opisem przedstawionym przez tego Gadeckiego, gdy w miejsce enigmatycznych „wskazowek” smialo i zdecydowanie podstawimy w odpowiednich miejscach PiS i kosciol katolicki. Jak tego wysilku intelektualnego dokonamy, to przedstawiony obraz jest dokaldnym i precyzyjnym opisem aktualnej polskiej rzeczywistosci.

    pozdrowka
    ~l.

  83. jeszcze lektury: Curwood Kazan, szara wilczyca, Bari syn szarej wilczycy u mnie w okolicy co drugi pies nazywał się Kazan albo Bari. Był jeszcze „Duch Puszczy” ale nazwiska autora nie pamiętam.Sprawdziłem Robert Montgomery. Teraz po wyguglaniu tego tytułu ukazuje informacja o nielegalnej bimbrowni produkującej trunek o tej nazwie.

  84. @tejot
    „Morawiecki i PAD byli na obradach biskupów, wysłuchali powitalnych mów biskupów, a premier-rechrystianizator Europy nawet pochwalił konferencję, że to przyszłość Europy, czy jakoś tak.
    Być może dojdziemy do tego, ze biskupi będą brać udział w posiedzeniach rządu. No bo jak – dać komuś palec, to całą rękę będzie chciał wziąć”.

    To się już kroi, jak najbardziej. Będziemy mieli wkrótce sprawdzian przy okazji wyborów do samorządów, w których lokalny proboszcz i wikary dopilnują owieczki w temacie glosowania.
    Na poziomie gminy może przecież powstać trójca święta: wójt, pleban i pan, jak drzewiej bywało, tylko kto ma robić za pana?
    Jeśli ten numer przejdzie na poziomie Polski gminno-powiatowej, to
    na wyższych szczeblach władzy staje się oczywiste,ze epidiaskopy będą miały przedstawicieli w rządzie. Ale czy w UE też jako europarlamentarzyści też?
    Umówmy się, że to tylko gruby, straszny żart.
    Mam bowiem nadzieję, że coraz silniejsze przegięcie PIS i kleru razem wzięte wyjdzie im bokiem, czyli wywoła w końcu reakcję na coraz bardziej bezczelną akcję.

  85. Stachu39
    18 września o godz. 13:30

    Single malt, czy blended, jest ten trunek? Ale tylko tak sie pytam, bo weekend w Szkocji spedzilem, w tym 3 godziny zwiedzania, degustacji i nauki o szlachetnym trunku, ktory przez profanow wodczanych, jest nazywany „ruda wodka na myszach”.

    pozdrowka
    ~l.

  86. @Mag.
    Oni się boją tej miękkiej siły. I dają temu wyraz. Czy król Zygmunt nadal w koszulce?

  87. @Lonefather
    Tam pisza tylko,że bimber o nazwie duch puszczy ,był produkowany w nielegalnej bimbrowni na Podlasiu.

  88. Wygląda na to, że ateiści nie stronili od Kurcmalerowej. Po niemiecku jej powieść określono jako „O-bein-romane” czyli jak nogi np. dżokeja, tak wykrzywione, że i u góry i od dołu się spotykają. Fabuła każdej powieści i obecnie filmów na RomanceTV są tak skonstruowane: Spotykają się, potem pokłócą i rozchodzą, a pod koniec znów się spotkają. Są też X-beine w realu, ale nie mogą być w optymistycznych fabułach. „Koniec wieńczy dzieło”.
    @Stachu39
    Nie wiem, czy wypada na blogu szerzyć lokowanie produktu. Skoro jednak chcesz coś wiedzieć o życiu i kłopotach małego i/lub dużego (w sensie wieku, nie wzrostu lub intelektu) mieszkańca Opolszczyzny – z dziada, pradziada i jeszcze dalej – to podam namiary: Oficyna śląska, „Wspomnienia śląskiego „srakotłuka”” oraz „Kręte ścieżki kariery naukowej Ślązaka na śląskiej uczelni” . Wystarczy zapytać Gugla. Jeśli Bóg pozwoli i partia pomoże to za kilka tygodni powinna się zjawić trzecia książka, bardzo gruba, z moimi przemyśleniami różnej natury, prawie jak „Satyra na leniwych chłopów”. Też w tej samej Oficynie. Będzie to mój „łabędzi śpiew” grafomański, bo oczy nie chcą więcej służyć, a audiobooków nie nagram.

    To też uwaga dla @jobrave.

  89. mag
    18 września o godz. 13:38

    Ze kiedys „wyjdzie bokiem”, to nie mam watpliwosci. Mam tylko watpliwosci powazne co do tego, jak szybko to sie stanie.

    I jedna uwage mam. Mianowicie na szczeblu centralnym juz jest, teraz ma zejsc nizej, na poziom gminny. W sumie to jest to obrazek calkiem optymistyczny, bo z dziedziny dosc odleglej, czyli z budowlanki, wiadomo ze sie konstrukcje wznosi od dolu do gory, a nie odwrotnie. Wiec nawet jesli sie uda, to nie na dlugo, bo sie z hukiem zawali przy najlzejszym wstrzasie.

    pozdrowka
    ~l.

  90. A ja napiszę tak:
    Nie piszcie rzeczy osobistych o sobie bo zawsze się znajdzie jakiś śmieć zza oceanu i nabluzga wam za stare rzeczy pisane w innej sytuacji i kontekście.
    A co do Sprawy: Dwie są drogi, a może etapy.
    Pierwsza droga to nieokreślone czasowo powolne odchodzenie od praktyk aż ilość przejdzie w jakość. Tutaj ci w niestabilnych warunkach życiowych jak emigracje są uprzywilejowani. Zmiana środowiska uwalnia z obowiązku pokazywania się co niedzielę sąsiadom. Aż pojawi się pytanie: A mi to przynosi (dla bardziej chciwych: co ja mam z tego)?
    Druga droga albo etap: Jest w Nowym Testamencie scena śmierci dziewczynki, kiedy rodzina bardzo płacze aż Jezus lituje się i mówi, że ona nie umarła tylko śpi. I wtedy zapytajcie: Jak to jest, że ten, który ma być absolutnie sprawiedliwy nagle pokazuje ludzkie uczucia wobec zupełnie przypadkowych osób? Czy 2000 lat intelektualizowania odpowiedziało na pytanie: Potrzebne komu istnienie takiego pocieszyciela?

    Nie ma to nic wspólnego z KK, który na blogu mylą z religią. Bo ja szanuję papieża Franciszka jak i zresztą wszystkich, którzy nie próbują mnie poniżać.

  91. Stachu39
    18 września o godz. 13:49

    Nnno sam popacz! Jak to mysli ludzkie bladza, gdy sie w jednym wpisie pisze o „Duch Puszczy” Roberta Montgomery i bimbrowni co wytwarzala trunek o nazwie „Duch Puszczy”. Mi sie z amerykanska odmiana whisky, co funkcjonuje pod nazwa Burbon skojazylo. Ale jak Podlasie, to nie zaden Burbon, tylko nasz polski swojski samogon.

    Okreslenia „bimbrownia” mozna, a nawet nalezy uzywac calkowicie samodzielnie bez dodawania, ze nielegalna. Dokladnie tak samo jak sie nie dodaje „legalna”, do terminu gorzelnia. Po prostu gorzelnie z zasady sa legalne, a bimbrownie nielegalne.

    pozdrowka
    ~l.

  92. Vera
    18 września o godz. 13:52

    errrrr…

    Ja tam sie zawsze sasiadom pokazywalem i pokazywale, z enie chodze do kosciolka i pokazywalem, ze jestem ateista. I niczym sie w tym swoim ekshibicjonizmie nie krepowalem,czego i Tobie serdecznie zycze.

    A tak poza wszystkim, to kazdy pisze o sobie i sam ma prawo i obowiazek zarazem decydowac co chce sam o sobie napisac. Tu sa @Vera, ludzie dorosli i za siebie samych odpowiedzialni, wiec jest dosyc obrazliwe traktowanie ich jak dzieci, ktorym trzeba przypominac, zeby „bronciepaniebozienicobcemuniemowilosobie”.

    pozdrowka
    ~l.

  93. @lonefather
    Dlatego właśnie gówno wynika z tego blogu

  94. @Vera

    A czy ktokolwiek twierdzi, ze ma wynikac? My sobie „listy” piszemy do siebie nawzajem na tematy, ktore nas interesuja. Pisujemy je ze swiadomoscia, ze sa dostepne publicznie i kazdy komu sie chce, moze tu zagladnac i poczytac…

    I dopiero tutaj sie moze pojawiac jakies „wynikanie”, ale to czy cos wynika, czy nic, to o tym decyduja juz tylko i wylacznie Ci czytajacy. Troche ich jest, z tego co czasem sami napisza, wiec raczej nie gowno wynika, jak piszesz.

    pozdrowka
    ~l.

  95. Vera
    18 września o godz. 13:52

    „Nie piszcie rzeczy osobistych o sobie bo zawsze się znajdzie jakiś śmieć zza oceanu i nabluzga wam za stare rzeczy pisane w innej sytuacji i kontekście”.

    Już się znalazł. W dodatku nie tylko bzdety pleci jak do dzieci – co już lonek wytknął – ale i poucza:

    „Nie ma to nic wspólnego z KK, który na blogu mylą z religią”.

    Kto to tak myli na blogu doświadczonych ateistów, recenzentko od siedmiu boleści? Wskażesz palcem i mu powiesz w oczy, czy jednak wolisz bez adresu i ogólnikiem, na który nikt nie odpowie, bo do nikogo nie jest skierowany?

    Pouczaj, kolejna amatorko-pouczaczko, bo już od dawna – od paru dni – takich jak Ty głosów z jasnego nieba nie było.

  96. Antonius
    18 września o godz. 12:22
    polecam zakłądanie na noc …nie rękawiczek! nie, nie! Mam problem podobny Twojemu, zimno mi w dłonie i nie zasnę; rehabilitant lata temu polecił mi uszycie (akurat mi łatwo, bo uszycie wymaga overlocka) „onucy” ze złożonej podwójnie dzianiny z części kolanówek uciętej od pięty do części z gumą ( część z gumą trzeba odciąć) . Można do tego celu użyć podartych kolanówek męskich-one drą się na pięcie, a na ten cel wystarczy odcinek długości nieco ponad 20 cm. Należy je złożyć tak, żeby stanowiły podwójny ściągacz, obrzucic overlockiem po stronie cięcia i założyć na noc na nadgarstki. Chodzi o to, że gdy dłonie są zimne i trudno zasnąć, trzeba założyć coś na nadgarstki. Nocą krew przepływająca przez ogrzane dzianiną nadgarstki jest ciepła i do dłoni , palców dopłynie ciepła. Zasypia się bez problemu.
    Stosuję od wielu lat, także latem, nocą zakładam oprócz bielizny nocnej. Mam kilkanaście par takich nadgarstników, w różnych kolorach dobieranych do barwy
    zewnętrznego odzienia, bo zimą używam ich także w dzień, pod bluzkami, które mają luźne rękawy u dołu. Nie ma przeszkód, żebyś zastosował pod mankietem koszuli lub swetra. Pierze się je jak skarpetki, trzeba obrzucić, żeby w praniu się wysiepały. Dzianiny mają właściwości rozgrzewające, przez ich rozciągliwośc łatwo załozyć je na nadgarstki przez szersze od nadgarstków dłonie.
    Lubie ręce nad głowa na poduszce i założenie takich „nadgarstników” umożliwia spanie z rękoma na zewnatrz.Czasem zimą chowam ręce pod kołdrę, bo spię w dość chłodnym pokoju.
    Polecam! Całość przypomina ściągacze z dzianiny przyszywane do kurtek, ja używam dziecięcych kolanówek bawełnianych, bo mam drobne dłonie, ale dla męskich polecam zrobione z męskich kolanówek- będą miały stosowne barwy i rozmiar.
    Niestety, obrzucenie trzeba zrobić overlokiem, (mam w domu overlock) bo zygzakowy ścieg w zwykłej maszynie do szycia rozciągnie dzianinę i calość nie spełni wymagów.

  97. 18 września o godz. 12:44
    Lonek

    Dzidzia pt. Kościół kat, przez 1700 lat już dorosła. Dajmy mu czego chce – dorosłości. I czego nie chce, a musi – odpowiedzialności. Zwalanie, że to Rzym byl niegrzeczny, anie nasi milusinscy, ma swój koniec jeszcze wstarozytnosci

  98. 18 września o godz. 14:50
    Konstancja

    Jakie tam overlocki, getry pilkarskie i szlus!

  99. 18 września o godz. 14:27
    Vera

    Po publicznym zrobieniu tego co odwiadczylas, nie sprzatnelas po sobie i nie umylas raczek.

  100. Lonefather
    Nie wiem po co @Vera do gówna zagląda. Z masochizmu aby?
    Ale ad rem. Praktyki kościelno-gminne, według mej obserwacji, kwitną jak nigdy.
    Jeszcze kilka lat temu dożynki w „mojej” gminie nadnarwiańskiej zaczynały się od mszy, rzecz jasna, ale w kościele, dosłownie o rzut beretem od placu targowego, który służy też do obsługi lokalnych uroczystości
    Dwa lata temu, na estradzie, gdzie odbywa się cały dożynkowy show, proboszcz odprawił na wejście tzw. mszę polową. Oczywiście potem asystował wójtowi i innym gminnym notablom w przyjmowaniu wieńców dożynkowych, nagradzaniu najlepszych w gminie rolników itp.
    Po części oficjalnej się zmył.
    Jest więc tak, jak powiadam: wójt, pleban a za pana to może robi delegat króla Polski Jezusa. Nie musimy wiedzieć, jak on wygląda, bo wszak pochodzi z Królestwa „nie z tego świata”.

  101. podrzucam do poczytania. Irlandia ma szkoły (budynki?) należące do koscioła,a w Polsce państwo jest właścicielem budynków, a kościół się w nich panoszy. Marzy mi się taka przemiana, jaka w ostatnich latach stała się udziałem Irlandii i jej rządów.

    http://wyborcza.pl/wiecejswiata/7,163812,23922213,irlandia-odwraca-sie-od-kosciola-ale-od-katolickiej.html#a=190&c=8000

  102. Tanaka
    18 września o godz. 15:12
    traba by mieć dłonie niczym bochny chleba. Antonius mi na takiego supermena nie wygląda (nie wiem, na jakiej podstawie wyciągam ten wniosek),ale jest supermenem inteligencji.
    Niech mu i jego żonie ciepło będzie w nadgarstki (nawet sama bym uszyła, a co tam!)

  103. Tanaka
    18 września o godz. 15:05

    Tanako,
    Nie trywializuj problemu przez nazywanie Rzymu „niegrzecznym”. Rzym byl wielkim udoskonalatorem w dziedzinie polityki. Wpierw udoskonalili demokracje, a gdy ugrzezli na rafach, przerzucili sie na jedynowladztwo, ale zarowno w czasach republiki, jak i cesarstwa, do perfekcji doprowadzili sprawowanie wladzy „cywilnej” ramie w ramie z „kierownikami” religijnymi. Wpierw z kaplanami wielu bogow, pozniej z kaplanami jednego bozi. Jak sobie okiem rucisz na to jak sie przystrajaja biskupi, to masz obrazek sprzed tych 1700 lat z dworu Justniana, czy innego cesarza rzymskiego.

    Zeby na takim dworze funkcjonowac, trzeba bylo sie nie tylko stosownie ubrac, ale przyjac tez jego reguly, co widac w hierarchicznej strukturze kkat. Ale dwor, stroje i struktura to pikus, bo to tylko zewnetrzne objawy dostosowania sie, ktore nic by nie daly, gdyby nie dostosowanie sie stanie sie uzytecznymi we wspolpracy we wladaniu gigantycznym panstwem i trzymaniu w ryzach jego mieszkancow.

    To wtedy, w ciagu tych stukilkudziesieciu lat do upadku Zachodniego Cesarstwa rzymskiego, kkat sie nauczyl sie sposobow i sposobikow, ktore do dzis, choc modyfikowane do zmieniajacych sie czasow, stosuje.

    Struktura hierarchiczna i zasady nia rzadzace pozostaly niezmienione, stroje sie ciut pozmienialy, choc nie tak znow bardzo, a sposoby wladania i manipulowania poddanym, tez sie nieco dostosowaly do zmieniajacych sie praw i spoleczenstw. Ale wciaz swoje korzenie maja w tym wszystkim czego dopracowali sie rzadzacy Rzymem.

    Nasi milusinscy, sami niczego nie wymyslili, nauczyli sie, stosowali, modyfikowali stosownie do zmian zachodzacych, ale sami niczego nie wymyslili. I na dodatek nie sa zadna „dzidzia”, tylko zgrzybialym ramolem.

    pozdrowka
    ~l.

  104. Stachu39
    Nie wiem, czy król Zygmunt nadal jest w koszulce. W mediach nic dziś nie ma w tej sprawie, a mnie nie chce się jechać, sorry, te parę przystanków i sprawdzić.
    Tak czy owak, nawet król jest z nami.

  105. @mag

    Mi sie widzi, ze z ona Vera jest inaczej. Ona ma jakies swoje dylematy, jakies z wiara problemy i dlatego czasami zaglada na nasz blog, zeby sobie samej cos uporzadkowac, czy w czyms sie upewnic. Wchodzi, poczyta i jak sie upewni to oglasza, ze „religia to nie kk, a poza tym to Ona bardzo szanuje Franciszka”.

    Sie wziela i upewnila i oglosila urbi et blogi, ze bardzo szanuje Franciszka, a religia to nie kk, jakbysmy tutaj tego nie wiedzieli. Jak jej sie lepiej zrobilo, to sie cieszmy i nie bronmy jej i takim jak ona dostepu. Dobrze jest spelniac dobre uczynki, co wiemy bez kosciolka katolickiego i nauk jego…

    pozdrowka
    ~l.

  106. konstancja
    Wielkie dzięki. Nie przyszło mi zajrzeć do Newweeka

  107. mag
    18 września o godz. 16:14
    przypadek, absolutnie przypadek! pacnełam w klawisz i …masz!

  108. Stachu39
    Gorąco polecam owe wspomnienia @Antoniusa, które mam przyjemność znać.
    Świetnie się czyta, no i kawal najnowszej niekłamanej historii od kuchni, podwórka i z nieco dalszej perspektywy.

  109. 18 września o godz. 15:3218 września o godz. 15:32

    Lonek, to z pewnością jest Ci wiadome, że w sprawie Kościoła kat nie trywializuje. Mowa była o tym, kto się od kogo uczył i za co odpowiada. Hitler podziwial sprawność zaczadzania ludzi przez Kościół kat, Stalin uczył się tego w seminarium, poznając od6 środka. Obaj przeszli przez terror chrześcijańskiego życia rodzinnego i obaj – całe życie – szukali pomsty za swoje krzywdy, które jednak nie dają się ukoic. Stąd i mowa o Kościele kat, (Prawosławnym) który był dla obu punktem odniesienia, constansem i wiecznym, najlepszym, bo od 2000 lat zywotnym wzorem niewolenia ludzi.

    Dzisiejsze powoływanie się przez wielu na „komunizm” (gdy ktoś ma w sobie coś obrzydliwego, durnowatego, spaczonego,), wskazuje na swoistą slepote : ” komunizm” trwał – nad Wisłą gora 20 lat, zaś katolicyzm – 1050. Pierwszy wzorowal się na drugim, nie odwrotnie.
    W Rzymie chrześcijanie uczyli się od Rzymskiej władzy sposobów jej politycznego, społecznego i autokratycznego dzierzenia, pi czym szybko ja sami zdobyli, metodami wyuczonymi na Rzymie. Rok po ogłoszeniu chrześcijaństwa religia Rzymu, chrześcijanie sami sobie przypasali miecze do boków i z owieczek zamienili się w lwy i hieny. Teraz sami scinali głowy innym. O tym mówię mówiąc o kolejności nauki i tym, kto za co odpowiada. Chrześcijaństwo już od starożytności, od objęcia władzy w Rzymie stało sie nośnikiem przemocy, oszustwa, uzyrpacji, łamania ludzi, korupcji, wojny i zbrodni. Z Rzymu, mocarstwa regionalnego, poniosło wzorce władzy i przemocy na – dosłownie – cały świat.

  110. @act 18 wrzesnia, 5:39
    „Niebo w Plomieniach” czytalam nie tylko w domu ale i w czasie lekcji pod lawka. To byl moj jedyny przypadek lamania dyscypliny. Temat mnie pasjonowal, bo pasowal do mojego wlasnego zycia.
    Conrada czytalam po angielsku juz jako mocno dorosla osoba. „Heart of Darkness”, „Lord Jim”, „Nostromo”, „The Shadow Line”, „Under Western Eyes”, „Allmayer’s Folly”, The Secret Agent”. Czesc tego poznalam dzieki mojemu synowi, ktory podarowal mi pierwszy e-book Sony, do ktorego mozna bylo zaladowac za darmo setki tytulow z public domain. Rozumiem entuzjazm Amerykanow dla Conrada.
    W jednym z komentarzy na forum Polityki spotkalam sie z ocena Conrada jako „najwiekszego
    pisarza-marynisty” (slowa jakiegos naszego patrioty). Zatrzeslam sie z oburzenia, bo dla mnie Conrad to po prostu wielki pisarz.

  111. @Stachu39 18 wrzesnia, 9:56
    Z lat 50. mam wspomnienie jednej szegolnej szkoly podstawowej. Poprzednie, do ktorych mnie posylano, mialy ciepla, zdrowa atmosfere. Ale pojawil sie nowy budynek szkolny, ktory tak swa nowoczesnoscia zachwycil rodzicow, ze nas tam poslali. Dyrektorem byl wsciekly stalinowiec. Zajecia zaczynaly sie od apelu w sali gimnastycznej, gdzie mlodziez musiala karnie wysluchiwac stalinowskiej indoktrynacji oraz doniesien z prasy. Jaki byl ich owczesny styl, nie musze Ci mowic. Doniesienia czytalo ktores z dzieci i mialo nie lada problem z wymowieniem obcych nazwisk roznych imperialistow.
    W tej szkole przezylam kilka dni terroru, bo powiedzialam beztrosko kolegom, ze mam w nosie
    zbiorke harcerska. Wkrotce dowiedzialam sie, ze mam sie stawic przed dyrektorem. Moje przerazenie potegowala swiadomosc, ze sprawa moze miec konsekwencje dla moich rodzicow. Kiedy w koncu stanelam przed obliczem tyrana, moja bladosc i zaleknienie musialy go wzruszyc, bo tylko mnie skarcil i odeslal. Najgorsze w tym bylo, ze donioslo na mnie ktores z dzieci, bo doroslych swiadkow zdarzenia nie bylo. W nastepnym roku rodzice przeniesli nas do starej poczciwej szkoly.

  112. @wbocek 18 wrzesnia, 14:50
    Wystapie w obronie @Very. Nie watpie, ze Tobie nie myli sie Kosciol z religia, ale bezlad komentarzy moze sprawiac wrazenie, ze te dwie rzeczy sie tu mieszaja. Jeden komentarzysta napisze cos ogolnie o religii jako takiej, a kolejny go napadnie z krytyka polskiego Kosciola. Kiedy sie zaczyna czytac blog takie pomieszanie bije w oczy. Po dluzszym przebywaniu na blogu mozna odroznic postawy poszczegolnych nickow. Chociaz co pewien czas ktos musi jeszcze przypominac, zeby ogolnych zagadnien wiary nie utozsamiac z zachowaniem Kosciola. Ostatnio zrobila to chyba @karat.

  113. @mag 18 wrzesnia, 15:26
    Czy nie zdajesz sobie sprawy, ze dosc arogancko wdajesz sie w analizy osobowosci roznych nickow?A to frustraci, a to masochisci, a to niedowartosciowani. Gdyby te osoby zaczely rewanzowac Ci sie analiza tego, co sie z Ciebie „wylewa”, nietrudno przewidziec jakiego biegu nabralaby dyskusja. Nie jestes osamotniona w takiej postawie wobec dysydentow ale czy warto sie do blogowych wykidajlow
    przylaczac?

  114. kruk
    18 września o godz. 17:15
    Chociaz co pewien czas ktos musi jeszcze przypominac, zeby ogolnych zagadnien wiary nie utozsamiac z zachowaniem Kosciola.

    Utożsamiać nie, ale jest bardzo silna korelacja. Czy ja też zostanę pouczona?
    A trolki trzeba tępić w zarodku, brawo @mag.

  115. Bry wieczór

    Głowa kwadratowa, jakieś coś mi się wkrada, katar czy cuś. Można to jakoś w zarodku bo mi chorowanie nie pasuje? Na szczęście jutro mam wolne

  116. @izabella 18 września o godz. 18:17

    Kruk myśli schematami: Conrad pisarzem wielkim był, ekscesy kaka to nie religia, krytykanci religii na pewno myślą, że Bozia to staruszek z siwą brodą, a jakiś meksykański xiunc to on, paczcie państwa, mundrala taka jest i warto go słuchać. A na blogu ateistów zrobimy przewrót, w rytm dowcipasów Blondynki (jeszcze jedna wzmożona – ciekawe, co się z nią stało?)

  117. @Nefer 18 września o godz. 18:57

    Jeśli cuś – to go zduś! Najlepiej w zarodku.

  118. @konstancja
    18 września o godz. 14:50

    Bardzo dobra rada! U nas to się nazywa „Pulswärmer” i ma całe mnóstwo odmian, z otworem na kciuk albo całkiem proste. Każde dziecko uczy się w szkole zrobić je na drutach i potem ma dla babci prezent pod choinkę 🙂
    Najlepiej z delikatnej, niedrażniącej wełny (każdy ma jakieś resztki w domu), jedwabiu czy co tam kto lubi. Bawełna jest mniej elastyczna i mniej grzeje, ale jak ktoś woli…
    Prosty przepis, bez drutów do robienia skarpet

    https://www.youtube.com/watch?v=EVfvPRRqPA0

  119. @Tobermory 18 września o godz. 19:08

    A z kolei Włosi lubią spać w skarpetkach.
    I dziergają na drutach specjalne skarpetki do spania.

  120. @izabella 18 wrzesnia, 18:17
    Nie pouczam nikogo tylko stwierdzam, ze to, co o sobie sami mniemamy, nie musi pokrywac sie z tym jak inni nas widza. Nie wiem jak odroznic „trollke” od osoby zwyczajnie wyrazajacej niezgode.
    Nawet jezeli wchodzi z nieuzasadniona krytyka, mozna jej odpowiedziec nie owijajac w bawelne ale rzeczowo. Wdawanie sie w analizy psychologiczne kazdego nicka stawia nas zwyczajnie w maglu, o ktorym tu tyle mowa.
    O ile wiem, tylko naruszenie regulaminu bloga uprawnia do banicji niepozadanej osoby. Cos jeszcze slyszalam o metodzie lapkowania w dol.

  121. tejot
    18 września o godz. 12:54
    Jak zwykle, tejocie, poruszasz istotę. Chodzi o wyparcie i projekcję własnego nieszczęścia. Podobnie ma to miejsce z wyrzucaniem własnej odpowiedzialności za śmierć brata i przerzucaniem jej na innych;Tuska, Putina, Arabskiego…przez Jarosława.
    Te nieszczęsne klechy, kiedy się zorientują, że wpakowano ich w ślepą uliczkę, z której nie widzą wyjścia, swoje nieszczęście wyładowują projektując nienawiść na tych grzeszników, którzy ośmielają się żyć szczęśliwie, bezwstydnie uprawiać seks.
    Takim klinicznym przykładem jest casus Kai Godek. Ta nieszczęsna kobieta urodziła dziecko niepełnosprawne(chyba z Downem). Ogłasza światu, że kocha to dziecko i może jakoś kocha. Ale gdzieś tam w głębi czuje się nieszczęśliwa, no bo chyba wolałaby mieć zdrowe , normalne dziecko. Więc teraz walczy o zakaz wszelakiej aborcji. Skoro jej się przydarzyło nieszczęście, to teraz niech inne kobiety też poczują taką miłość i niech rodzą dzieci z wadami, niepełnosprawne. Nieszczęście Kai przeradza się w nienawiść do kobiet, które chciałyby uniknąć tej męki.
    Oczywiście taka jest wola Boga. Bóg ją wspiera.

  122. Na marginesie
    18 września o godz. 19:01

    Aspirynka albo kielicha. Po kielichu mam gwarantowane niespanie do 3 rano więc nie moge. Albo moge ale niechętnie.

  123. Nefer
    18 września o godz. 19:24
    Herbata z rumem i z miodem i rozgrzać się od wewnątrz. Do łóżka z książką i olać wszystko.

  124. kruk
    18 września o godz. 17:15

    Skoro bronisz Very, to Ci powiem, Szanowny kruku, jako jamneński psycholog wodny, że nawet w wodzie mam otwarte oczy, więc kiedy wyjdę na wierzch, nie muszę otwierać. Kiedy ktoś spada na blog jak gwiazdka z nieba z „Dlatego właśnie gówno wynika z tego blogu”, to dlatego, że on to od dłuższego czasu w sobie nosi, a wpada, żeby się wypróżnić. Nie wie, czy i co miałoby wynikać z towarzyskich rozmów – jak ją oświecał lonek – więc mówi, że ge wynika. Słusznie. Nie chodzi się co dzień do kawiarenki, żeby coś wynikło (choć kiedy mieszana grana-banda mówi o największym kościelnym, jakże kuszącym grzechu, to kto wie). Kiedy jednak takie przechodnie dziecko odkrywa, że tutejsi mylą KK (ten często występujący skrót nie bardzo jest dorzeczny, bo pełna nazwa: „Kościół rzymskokatolicki”, więc skrót – „Krk”) z religią, to podejrzewam, że ona przed chwilą sama odkryła, że Kościół i religia to nie to samo, i wpadła się pochwalić. Ale pomyliła adres, bo tu nie żłobek dla niemowlaków, które się co rusz odkrywają. Tu się wie od dawna więcej: że religia i Kościół to właśnie jedno i to samo, jako że żaden Kościół bez religii nie istnieje, podobnie jak nie istnieje bez kasty zdemoralizowanych próżniaków zwanych „kapłonami”, no i bez stada owiec do skubania. Pytanie tylko, o jaką religię chodzi. Krk ma swoją i każda z 41. tysięcy chrześcijańskich sekt ma swoją. Nie istnieje uniwersalna religia zwana „chrześcijaństwem”. Istnieje Biblia, która nie jest religią, lecz spisanym na niemal dwóch tysiącach stron zbiorem tysięcy starożytnych mitów i z nich dopiero zrodziły się kościoły i ich malutkie religie. Mówię „malutkie”, bo na przykład religię wielkiego Krk da się wyrazić jednym słowem: „Dawaj”. Odkrycie natomiast, że Kościół to nie to samo, co religia, bierze się z naiwnego założenia, że istnieje ponad Kościołami jakaś uniwersalna, szlachetna religia chrześcijan, a poszczególne Kościoły ją tylko na swój strój przykrawają, przeinaczają, fałszują. Otóż nie istnieje. Istnieje wyłącznie Biblia jako materiał i anspiracja. Nie byle jak anspiracja, skoro w oparciu o nią powstało 41 tysięcy religii i religijek. Jeśli religiant ma choć pół głowy i jedno otwarte oko, a życie bez gwiazdy nad Betlejem jest dla niego puste, to ma Biblię – Kościoły, jako zarządzający słowem Boga nie są mu do niczego potrzebne. Sam może zarządzać.

  125. @kruk 18 września o godz. 19:15

    Nie pouczam nikogo tylko stwierdzam, ze to, co o sobie sami mniemamy, nie musi pokrywac sie z tym jak inni nas widza.
    Porażająca głębia refleksji! A najważniejsze, że „nikogo nie poucza”.

  126. izabella
    18 września o godz. 19:32

    Herbatka z prądem, powiadasz. Rumu nie mam ale zobaczę co się nada, dzięki (jak nie będę mogła zasnąć to poczytam)

  127. kruk
    Łomatkobosko, kogo jak tak znowu arogancko oceniam? Konkretnie kogo?
    „Nie wiem po co @Vera do gówna zagląda. Z masochizmu aby? ” – bo odniosłaś się do tego mojego wpisu adresowanego do @lonefathera.
    Skoro Vera uznaje ten blog za gówno, to moje pytanie było zasadne, a nie aroganckie.
    Kruku miły, choć trudny w odbiorze. Twoje komentarze są ciekawe i z wieloma się zgadzam, ale jakoś tak masz, że ni z gruchy, ni z pietruchy dziobiesz kogoś z zapałem godnym lepszej sprawy.
    Tylko się znowu nie obraź i nie posądź mnie o nieuprawnioną „próbę analizy osobowości”. Twojej.
    Przydałoby ci się trochę dystansu do samej siebie i więcej uśmiechu. I żeby nie było, że śmiem cię pouczać.

  128. Nefer
    Herbatka z prądem, czyli po góralsku, oznacza dowolny mocny trunek z herbatką. Walnij sobie szklaneczką lub dwie i do lóżka.
    Dobranoc

  129. Aby uzmyslowic sobie poziom manipulowania przez kake, nalezaloby wiernym w Polsce polecic uczestnictwo w liturgii innego kosciola chrzescijanskiego. Niestety , ludziska nie maja takiej mozliwosci. Kaka zdominowala swiadomie wyznanie i robi pranie muzgow dosyc skutecznie.
    Zobaczmy sposob prowadzenia mszy, te zawodzace glosy, jeczace i blagajace o litosc i wsparcie. Kaka buduje liturgie w oparciu o grzechy i straszenie. Nie ma ucieczki od tego gdy nie ma konkurencji. Sprawa w Polsce jest przegrana na dekade lub dwie.

  130. mag, podrzuciłaś rzeczywiście ciekawy temat. I ciekawie ujęty.
    Wielu ateistów z wyboru urodziło się w rodzinach katolickich i ma za sobą kościelną indokrynację w dzieciństwie i młodości. Ja przeszłam szczególnie nachalną, urodziłam i wychowałam się bowiem na zapadłej mazowieckiej wiosce w rodzinie bardzo religijnej. Samodzielnego, krytycznego myślenia i poddawania w wątpliwość różnych aksjomatów nauczyła mnie Mama, która jednakże nigdy nie odważyła się podważać dogmatów kościelnych i religijnych. Później mocno żałowała swojej lekkomyślności, próbowała zapędzić dżina z powrotem do butelki, ale już się nie dało. Z młodszym rodzeństwem już tego „błędu” nie popełniła:-)
    A ja na początku szczerze się starałam znaleźć w religii sens – angażowałam się, z zapałem uczyłam modlitw i pieśni, co niedziela chodziłam 7 km na piechotą do kościoła, obchodziłam pierwsze piątki, roraty, nieszpory…Co miesiąc byłam u spowiedzi i komunii. Niestety, moje zaangażowanie nie przybliżyło mnie do łaski wiary, wtedy autentycznie upragnionej. W kościele nudziłam się okropnie szukając oczywiście w sobie winy tego stanu. Na domiar złego nikomu nie mogłam się do tego przyznać.
    Wątpliwości mnożyły się z każdą lekcją religii, z każdym kazaniam. Dowiedziałam się na przykład, że tylko katolicy pójdą do nieba. A co z tymi milionami ludzi, który urodzili się w rodzinach wyznawców innych religii? Pójdą do piekła? Jeśli Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy, to jak może pozwolić na tak jaskrawą niesprawiedliwość? Nie zostały mi oszczędzone także pytania na spowiedzi o myśli nieczyste. Szybko postanowiłam się z takich myśli nie spowiadać, ani później z czynów zresztą. Uznałam, że skoro Bóg jest wszędzie (w niebie, na ziemi i na każdym miejscu) to zna doskonale moje myśli, a księdzu nic do tego.
    Jako dziecko nie mogłam po prostu przestać się spowiadać z obawy przed presją ze strony rodziców, którzy z kolei bali się reakcji nietolerancyjnego otoczenia, a pewnie też troszczyli o nasze zbawienie.
    Duży wpływ na moje oddalenie się od kk i religii miała książka pt. „Szerszeń”. Ciekawa jestem, czy ktoś z blogowiczów ją zna?
    Oczywiście cały proces trwał lata, lata wewnętrznego rozdarcia i poczucia winy. Z kk wypisałam się ostatecznie dopiero w wieku 50 lat na emigracji w Niemczech. Wszystko trwało 5 min. Miałam poczucie pozbycia się z duszy wielkiego ciężaru. I cudowne poczucie wolności.

  131. Breaking news
    Duduś u Trumpa. Trumpowa z Dudową naradzają sie w tle. To Trumpowa poradziła Agacie, zeby lepiej pojawiła się w spodniach, bo w spódnicy, to jej guy mógłby ją jeszcze złapać za cipkę.

  132. @Lewy 18 września o godz. 20:09

    A kandydata na sędziego do SN z nadania T’Rumpa może jeszcze utrącić pewna pani z racji metoo. Ciekawie jest.

  133. A ta książka o Trumpie ma wyjść lada chwila, czy już wyszła? Tego dziennikarza od Watergate. Adrian się będzie pławił w świetle, czego mu serdecznie życzę.

  134. Lewy
    18 września o godz. 19:20
    tejot
    18 września o godz. 12:54
    Jak zwykle, tejocie, poruszasz istotę. Chodzi o wyparcie i projekcję własnego nieszczęścia. Podobnie ma to miejsce z wyrzucaniem własnej odpowiedzialności za śmierć brata i przerzucaniem jej na innych;Tuska, Putina, Arabskiego…przez Jarosława.

    Mój komentarz
    Po latach analiz przychylam się coraz bardziej do stanowiska, że wzniecenie hucpy smoleńskiej przez Jarosława Ka (plus Antoni M. i afiliowani naukowcy) i przemiana jej w rytuał, to typowy przypadek wyparcia winy przy pomocy głośnej akcji skierowanej przeciwko urojonym sprawcom, mającej „dowieść” ich win. Ostatecznym celem mechanizmu wyparcia jest projekcja winy na upatrzone z góry „obiekty”.

    Rytualizacja mechanizmu wyparcia, jak na przykład odbywanie głupich, nienawistnych marszów miesięcznicowych nazwanych zgromadzeniami cyklicznymi modlitewnymi, miała pomóc utrwalić to wyparcie Jarosławowi Ka i „rzucić” wypartą winę jak urok, czy jeszcze lepiej – klątwę (również działanie rytualne) na zdradzieckie mordy i kanalie, które zabiły mojego brata.

    Te kilka mocnych słów wypowiedzianych w sejmie RP, to pieczęć postawiona na tym wyparciu przez sprawcę, mająca potwierdzić ostatecznie winę rzekomych sprawców. Nieważne jest – rzeczywistych, czy urojonych, symbolicznych. W rytuałach nie chodzi o prawdę materialną, jest podobnie jak przy zażywaniu placebo – chodzi o efekt.
    Pzdr, TJ

  135. @gaala
    18 września o godz. 20:03

    „Szerszeń”… Wiem, że była taka książka, bo czytała ją moja mama i starsza siostra, ja byłem chyba za młody 🙁
    Kiedy wyliczasz te wszystkie roraty, nieszpory, pierwsze piątki etc. to stwierdzam, że wiele mnie ominęło. Nie byłem też nigdy na nabożeństwie majowym, nikt z rodziny zresztą nie bywał, ani nie posypano mi nigdy głowy popiołem 🙁
    Bardzo rudymentarny był ten katolicyzm w mojej rodzinie 🙁
    Poznałem za to nabożeństwa cerkiewne (chodziłem słuchać śpiewu), a później także protestanckie, kiedy grywałem w ansamblu muzyki renesansowej, słuchałem nawet kazań po francusku 😉 więc mam porównanie. A na jakiejś wyspie chorwackiej wstąpiłem do kościoła, gdzie akurat była msza katolicka… Jak oni pięknie i wesoło śpiewali 😎

  136. Nefer
    18 września o godz. 18:57
    dwie aspirynki na noc (nierozpuszczalne, zwykłe) łyknąć i spać. Wypocisz się, ale rano jak nowa. Polecam, bo środa i wolne….

  137. Tobermory
    ja mam własnoręcznie uszyte ze dziecięcych kolanówek, bo takie wówczas miałam po ręką. Bawełniane,bo dodatek poliestru lub poliamidu w tkaninie podrażnia spodnią skórę nadgarstka. Mam tez takie eleganckie, jak pokazujesz, ale …koronkowe? musze nad tym popracować.
    Kupiłam niegdyś podobne z dziura na kciuk w pierwszych pobytach w Niemczech, ale one są do zastosowania w przypadku problemów z nadgarskiem przez nadużywanie myszki komputerowej i braku bhp przy tych pracach. Są zbyt plastikowe ( w sensie braki naturalnych włókien).

  138. Podkolanówki półpraktyczne.

    Jak zdjąć sobie dziecięce podkolanówki, to jest jasne, że dla pokąsanego a nie porządnie odszczepionego Polaka, nie ma na własnym jego gumnie ateizmu, bez katolickiego wychowania.
    Co mają w podkolanówkach nędzni fałszywi a niewierni niewierni bez zaplecza formacji mózgu parafialnej?
    Nic, bo są obcy, co jest dla „ateizmu” gumno i plebańsko wyrodnego niepojęciem nieobjętym nieboskłonem horyzontu.
    A podróże – Guliwera.

  139. @@gaala, Tobermory
    Nie wiem, jak to się stało, że mój tata zabrał mnie, chyba wówczas pięciolatkę, na film „Szerszeń”. Nic oczywiście nie rozumiałam, ale pamiętam jakiś straszny pożar, dostałam histerii i tata wyciągał mnie spod krzesła i oczywiście wyprowadził z kina. Pamiętam też, że dostał od mamy niezły wycisk.
    A czy znacie „Drewniany różaniec” Natalii Rolleczek o cudownych siostrzyczkach, bodaj Magdalenkach, które urządzały swoim wychowankom piekło na ziemi? Był też film, ale nie oglądałam.

  140. Nefer
    18 września o godz. 18:57

    Alternatywa…

    Metoda „trzech kapeluszy”, ktorej nauczyla mnie moja szwajcarska ciotka. Szwajcarska Szwajcarska, a nie z Polski, czy skadkolwiek innad przyszywana….

    Metoda jest prosta i leci tak:

    1) Przed polozeniem sie do lozka, gdy „grupowo” slabujesz,przygotuj sobie :
    a) kapelusz
    b) butelke koniaku, whisky, wodki, slowem czegos mocnego i kieliszek ca 50 ml
    c) cos do popijania, najlepsza goraca herbata (nieslodzona)

    2) kladziesz sie do lozka i nakrywasz dodatkowym kocem

    3) w miejscu gdzie sa Twoje stopy kladziesz kapelusz

    4) wypijasz pierwsza 50tke przygotowanego liquoru (na lezaco) i zamykasz oczy…

    5) gdy minie pierwsza fala „ciepla” … otwierasz oczy i patrzysz…

    6) jesli widzisz jeden kapelusz, nalewasz drugi kieliszek i wypijasz

    7) gdy minie sensacja wypicia otwierasz oczy i patrzysz …

    8) jesli nadal widzisz jeden kapelusz, powtarzasz procedure lecznicza..

    9) powtarzasz az do momentu, gdy zobaczysz trzykapelusze…

    10) jak zobaczysz 3 kapelusze, nakrywasz sie az po oczy i sie z radoscia pocisz…

    11) gdy przestaniesz sie pocic, czyli gdy poczujesz zimno, zmieniasz to w czym spisz na nowke ijuz spokojnie spisz do rana, a rankiem wstajesz jak nowo naordzona…

    Pare razy praktykowalem i potwerdzam skutecznosc na przezienienia. 100% skutecznosc, gdyby sie ktopytal. Ale tylko w wypadku zwyklych przeziebien.

    pozdrowka
    ~l.

  141. Lewy
    18 września o godz. 20:09

    hmmm…

    A z reszta, co mnie to obchodzi… a nie chlapie…

    pozdrowka
    ~l.

  142. PS ci „niewierni niewierni” to w pierwszym rzędzie werystyczni ateiści, zagumnieni na zgubę (czy też zagubieni na gumnie, wsio rawno).
    Ostatnim takim w tych okolicach był, zdaje się, Kowalczyk Jacek, niech mu chwała za igonorowanie impregnacji gumna na ateizm świętą będzie.

  143. @ tejot
    18 września o godz. 20:28

    Nic, tejocie, jeno Cie lubryfikować za tak przenikliwe, niczym psychiatry, wnikliwości.
    Tak, to kwestia osobowości patologicznej, nienawistnej światu tym bardziej, im bardziej świadomej swego upodlenia patologią.
    W tym wypadku, inteligencja działa jak katalizator przymusu rozpylania na świat samokaczego nowiczoka.

    Przy okazji, z nerw samozachowawczej biznesowo dyplomacji wyszedł Kwaśniewski (b. prezydent), konstatując w mediach że „Morawiecki (premier) nie rozumie pojęcia prawdy”.
    W istocie odsłonił zasadniczy dla karier osobowości rys psychopaty, obok depersonalizacji.
    Kiedyś, lud mówił na te objawy „po trupach i w żywe oczy”.
    Dziś niestety lud uwierzył w siebie i wybrał se władzę na swe podobieństwo.
    Pzdr/wiam.

  144. gaala i Tobermory
    Książki „Szerszeń” nie czytałem, ale widziałem świetny film pod tym tytułem ze znakomitą muzyką Szostakowicza (romans ze suity „The gadfly”).. Tylko jedna rzecz mnie męczyła w tym filmie, gdy papież do syna mówił po rosyjsku! Jakoś mi to nie pasowało. Nie to, że nie lubię języka rosyjskiego, wręcz przeciwnie, np. gadki Samojłowej w filmie „Lecą żurawie”. Zrobiłem nawet studium tej nazwy. Po rosyjsku był „owad”. Po polsku „Szerszeń”, po angielsku „gadfly”, nie wiem czy po niemiecku była „Hornisse”. Oglądałem te wszystkie owady w sieci i kopiowałem obrazki. Nie udało mi się ujednolicić nazwy suity, którą uwielbiam. Zresztą cenię wysoko Szostakowicza, to był bardzo dobrym kompozytor gnojonym i straszonym systematycznie przez Stalina nawet osobiście. Miał biedak przesrane życie, choć napisał hymny dla Stalina, a ta świnia go cały czas terroryzowała. Zoologicznie były to w różnych językach inne owady. Po niemiecku angielski gadfly to Stechfliege i z szerszeniem nie ma nic wspólnego.

  145. Rada balonowa:

    ***** „Ateista z wyboru.”

    To kapitalne.
    W trzech słowach ująć bezsens absurdu mentalności idiotycznej.
    Barokko, profesory i kanonictwo – wysiadać.
    Bo istotnie, tak jak można być religijnym i wierzyć w bogów, można też i nie wierzyć.
    Wybór jest, pozostaje wybrać leasingodawcę i ustalić ratę balonową.
    Która staje się radą: jak żyć (bez rozumu).

  146. @mag
    18 września o godz. 20:51

    O, właśnie, „Szerszenia” wyświetlał mój ojciec w „swoim” kinie. Pierwszą wersję z 1955 roku. Drugiej nie dożył.
    „Drewniany różaniec” najpierw czytałem (zachodziłem w głowę, co to „karpiele” 🙄 ) a potem widziałem film w TV.
    Wiem, że to prawdziwe wspomnienia autorki książki.

  147. Mnie chodzenie na religie bardzo duzo dalo. Jak juz mamusia i obie babcie dostaly swoje obrazki od pierwszej komunii, przeniesli do drugiego kosciolka mnie. W tym pierwszym to bylo dlatego, bo „ladnie odprawiali”. Ten drugi byl tam gdzie mieszkalem, znaczy na Szmulkach. I tam dalsza nauka religii dala mnie na cale zycie wiedzy poczatki. Przede wszystkim nauczyli mnie wagarowac. Z lekcji religii. Tak zaczalem. Moge do dzis powiedziec, jak mnie cos nie podoba, nie moge zmienic, to wagaruje. Znaczy glosuje nogami. A druga nauka to byla gra wagarowa, co nazywala listonosz. To byla gra erotyczna miedzy dziweczkami i chlopcami uprawiana zbiorowo. Duzo moich kolezanek i kolegow pobieralo religijne nauki. Gdzies trzeba zaczac.

    Te dwie nauki religijne, katecheza wagarow i katecheza listonosza, zostaly mnie do dzisiaj. Reszty kompletnie nie pamietam.

    Popijajac wieczornie sama elektrycznosc (bez herbatki)
    pzdr Seleukos

  148. @Antonius
    18 września o godz. 21:05

    Po niemiecku ta książka nosi tytuł „Stechfliege” i powinna się chyba po polsku nazywać „Giez” albo „Bąk”, ale szerszeń pewnie lepiej się spodobał. A przecież nie jest owadem natrętnym ani żądnym krwi 🙄

  149. Nefer,
    Oferuję leczenie kotem, biespłatno, z racji współblożenia. A w ogóle to miałaś spać, a nie siedzieć w internetach!

  150. @Szary Kot
    18 września o godz. 21:15

    Stręczysz kota czy siebie? 😉
    Okłady z kota dobre są na wszystko poza alergią na jego sierść. A jeszcze lepiej – z trzech kotów 😎

  151. Szary Kot
    18 września o godz. 21:15

    Cicho, wiem.

    Kota biorę, zrobiłam sobie właśnie herbatkę, niech Bozia broni 🙂

  152. Niebo nie stanęło w płomieniach. Ziemia się nie zatrzęsła. Nikt mnie nie skrzywdził. Nie doznałem traumy.
    Tak po prostu, niezauważalnie dla samego siebie, wyrosłem z marzenia zostania kombojem. Zaniedbałem Winnetou na rzecz Dyla Sowizdrzała, Colas Brreugnon. A „Żywoty pań swawolnych”, „Decameron”, Ksiega trzecia z życia paryskiego Komedii Ludzkiej, Cykl „Blaski i nędze życia kurtyzany”, „Jak kochają ladacznice”, „ Po czemu miłość wypada starcom”, „ Dokąd wiodą złe drogi” nie zostawiały żadnych szans żywotom świętych. Kierunek określiły „Piekło kobiet”, „Dziewice konsystorskie”. I zostawiłem ten etap życia za sobą, jak wąż wylinkę. Może było to dla mnie stresujące, ale bij, zabij, naprawdę tego nie pamiętam.

    Ze szkolnego życia „religijnego”, podstawówka, najbardziej pamiętam tak zwane nabożeństwa majowe, podczas których uczyliśmy się palić papierosy na cmentarzu. Niczego nieświadome matki chętnie puszczały nas na te nabożeństwa.
    I pełnienie warty przy grobie pańskim w okresie wielkanocnym. Staliśmy obok strażaków w harcerskich mundurkach, jak aktorzy na scenie. Dziewczyny nas podziwiały, brataliśmy się ze strażakami, spędzali noce poza domem. Normalnie celebryci 😉
    Potem przyszedł czas auto stopu, innych przygód i innego gwiazdorzenia.

    Z czasów przedszkolnych pamiętam odpusty, które miały klimat jarmarków. Dokładnie taki:
    https://www.youtube.com/watch?v=MyfY7ZNtcaA

    Jednym słowem miałem szczęście.
    Ojciec był lewakiem, a matki religijność miała charakter sprzeciwu wobec Ludowej, z wyraźnym akcentem antyklerykalnym.
    Proboszcz mieszkał na parafii ze swoją konkubiną i córką, oficjalnie siostrą i siostrzenicą. Wikary, namiętnie grający w piłkę w drużynie mojego ojca, dość szybko ulotnił się z żoną sąsiada.

  153. @Nefer,

    serdeczne kciukoczymania 🙂

  154. No to lecę, znaczy leczę, ale z doskoku, bo szykuję papiury na jutro. Bladym świtem hej, na pole (z papiurami). Będzie pojeżdżone zgodnie z procedurą, a potem posiane, to zacznie mnie być widać trochę spod roboty. O swoich frustracjach z czasów wkraczania zarazy do szkół już krótko pisałem. Dodam tylko, że na ZPT pięknie pobejcowałem krzyż, który może nadal wisi w sali nr 27. A także, że ja czotnyj ateist, znaczy z urodzenia, więc bóle odchodne mi nie znane, zatem sensu stricto temat mię nie tyczy.

  155. @Antonius
    Dziekuję za link. Chętnie przeczytam.

  156. Szary Kot
    18 września o godz. 21:50

    Powiewam herbatką:)

    ***
    Dzięki, wujaszku:)

  157. Ludzie są dobrzy. Wjechałem dzisiaj do rowu ani specjalnie głębokiego czy stromego w pobliżu centrum handlowego, bo wyłączyłem klimatyzację i zaparowała mi się przednia szyba. Zaraz znaleźli sęe ludzie, chcieli się upewnić, czy nie zasłabłem i zaraz potem wyciągnęli mnie z tego rowu. Nie chcieli żadnej zapłaty. a ja szykowałem się do wezwania pomocy drogowej. W domu nie powiedziałem, bo zabraliby mi pewnie auto. Ludzie są dobrzy.

  158. Szary kot
    Przyznasz chyba, że leczenie kotem zależy od kota, bo nie każdy kot się na to zgadza.
    A każdy idiota wie, że do niczego nie przymusi się kota.
    Miałam kiedyś takiego czarnego, zwanego przeze mnie Kapitanem, z którego mogłam sobie robić okład na głowę (a męczyły mnie wtedy uporczywe migreny). Kładłam go sobie na czole, a jego łapki zwisaly po obu stronach skroni i po kilkunastu minutach miałam ból z głowy stricte.
    Nigdy już potem nie trafil mi sie taki fenomen, choć kazdy z moich kolejnych kotów był nadzwyczajny, jak to kot.

  159. Dalej o lekturach młodości : Kipling, Cronin, Conrad.
    Kiplinga pierwszy raz przeczytałem chyba za wcześnie. nic nie rozumiałem. Nie dawajcie dzieciom ,wnukom niektórych książek za wcześnie.

  160. @Mag
    Czy na bóle barku też pomaga. muszę wypróbować moje koty, koty zamiast borowiny.

  161. Dylemat wewnętrzny; jak kot na czółko tylko lepszy.

    Czy komuś z Państwa zdarzyło się wierzyć, lub nie, bez inspiracji z zewnątrz?
    RNSVP *)

    *) Pytanie retoryczne, służy samorefleksji kontemplacyjnej na okazję nienapoczętego zaśnięcia, oszczędza kapelusze, koty, lektury z mysiej dziury i wolty na orlen po singlowe malty.

  162. @Seleukos
    Zaintrygowałeś mnie tym listonoszem. Niczego takiego nie znałem w latach chłopięcych.

  163. Jak ja uwielbiam ten groch z kapustą!
    Więc siedzę cicho, żeby nie zapeszyć.
    Chwilo, trwaj…

  164. @Antonius
    18 września o godz. 21:05

    pol. – ang.
    Giez – to – gadfly
    szerszeń – to – hornet

  165. Stachu39
    Spróbuj. Jeśli tylko koty będą chętne, to gwarantuję, że ci pomogą. Przecież borowiny pod ręką nie masz, a koty, z tego co piszesz – tak.

  166. Na marginesie
    Ja też lubię, jak każdy o czym innym, tak jak w życiu rodzinnym, że niedokładnie zacytuję Boya.
    Fajnie jest.

  167. @gekko
    Zapytanie, czy coś
    „służy samorefleksji kontemplacyjnej na okazję nienapoczętego zaśnięcia, oszczędza kapelusze, koty, lektury z mysiej dziury i wolty na orlen po singlowe malty”
    z całą pewnością zasługuje na odpowiedź pozytywną.

  168. @Mag,
    Ale śpią tylko w nogach .Kiedyś jeden leżał na mojej piersi i gdy ktoś klasnął w dłonie zerwał się i podrapał mi twarz..Koty są bardzo płochliwe. Nie są na tylko płochliwe, gdy zajmują moje miejsce na moim fotelu, albo na mojej poduszce, gdy je wyrzucam , są bardzo obrażone., do następnego karmienia.

  169. @@Antonius

    szerszeń to duża żądląca osa
    A giez to duża mucha, wyjątkowo wredna dla bydła

    A tu suita „The Gadfly”
    https://www.youtube.com/watch?v=BWReGCOFCGo

    A jak nie masz czasu na całość, to Romanca z tej suity poniżej

    https://www.youtube.com/watch?v=QDW4VJGKLAQ&index=2&list=PLxVywvJTWEtKHgJXplJJ5cE3Qrbyw6_vF

  170. (aspirynka i książka, z jednym okiem na blog)

  171. Stachu39
    Każdy kot jest inny, więc posiadanie kilku na raz może sprawiać kłopoty, bo to one przejmują wtedy stery w domu, dogadując się między sobą.
    Lepiej ograniczyć się do góra dwóch. Wtedy masz szansę być tym Najważniejszym Dużym Kotem.

  172. @Nefer 18 września o godz. 22:53
    Potrzebny jeszcze kot i kapelusz…

  173. Na marginesie
    Specjalnie dla ciebie, bo chyba ci się spodoba „opętany kot”
    https://www.youtube.com/watch?v=dBSNyOOff2w

  174. Na marginesie
    18 września o godz. 22:58

    Miotłę już mam 🙂

  175. Whisky do użytku wewnętrznego, kot do zewnętrznego, nigdy odwrotnie. Szkoda byłoby dobrej whisky. Zresztą, co ja będę starym wyjadaczom, tego, wypijaczom, tłumaczył.

  176. @Na marginesie, 22:27

    🙂

  177. @Antonius

    Nie udało mi się ujednolicić nazwy suity, którą uwielbiam

    Szostakiewicz napisał muzykę do filmu „Owad” i z niego kompozytor Levon Atovmian dokonał wyboru i aranżacji.
    Tak powstała ta suita i jest znana jako Op. 97a

  178. zamiast „ie”
    miało być „o”

  179. @wbocek 18 wrzesnia 19:33
    Nie udawaj, ze nie rozumiesz roznicy miedzy rozmowa o religii w ogole (z czego sie wiara w Boga bierze, o jakim stanie umyslu swiadczy itp), a gadka o poczynaniach konkretnego kosciola w historii oraz obecnie. I dla zabawy wpadasz na pomysl, ze kosciol i religia to jedno. Kosciol jest religii zarzadca, sam to kiedys innymi slowami napisales. Odnosze wrazenie, ze sam ze soba sie
    przekomarzasz.

  180. Opowiem jeszcze coś takiego: brałem ślub w kościele. Jako osobnikowi niewierzącemu przed całą akcją kazano mi dostarczyć zaświadczenie z parafii. Że nie należę. Aż zabulgotałem z uciechy i pytam: ale z której, bo do żadnej nie należę. Mogę z tej po sąsiedzku? To oszczędzę na podróży. Niestety, mój pokaz logiki nie spotkał się z uznaniem i musiałem udać się w podróż do parafii miejsca urodzenia. Jak wynika, można nie należeć bardziej lub mniej.
    Dobrej nocki.

  181. @Szary Kot 18 września o godz. 23:47
    Trzeba było od razu kopertę sutannicie. Niepustą!

  182. @mag 18 września o godz. 23:15
    Podoba mi się! Ale nie rozumiem po kociemu.

  183. @Nefer 18 września o godz. 23:22
    Ech, ta twoja lakoniczność! Może sowę?

  184. kruk

    Nie wiem, co to jest religia W OGÓLE, bo istnieją tylko konkretne religie. Jakiej więc konkretnej religii Kościół katolicki jest zarządcą?

    Co mówiłem o tym kiedyś, niekoniecznie bym powtórzył dziś, Kiedyś robiłem w pieluszki…

  185. Miotła + kapelusz + kot = czarownica (wiedźma, baba-jaga)

  186. @mag
    też tak planowałem. Dwa. Pozostałe to podrzutki. I te są pierwsze do miski. Każdy kot ma swoje ulubione miejsce w domu, gdzie sobie śpi. Ale ulubione miejsca jednego pokrywają się z moimi ulubionymi.
    Dobranoc. Już byłem w łóżku, ale nie mogłem zasnąć.

  187. Na marginesie
    19 września o godz. 0:03

    Bardzo chętnie

    https://lolx.pl/foto/obrazek/1546.jpg

  188. @mag 18 wrzesnia, 19:41
    Ujelam sie za @Vera z poczucia solidarnosci, jako ze i o mnie wypowiedzialas wczesniej kilka kasliwych uwag, moim zdaniem zupelnie zbytecznych. Ale mozemy to puscic w niepamiec.
    Nie wiem skad wzielas, ze ja sie nie usmiecham. W rzeczywistosci czesto sie smieje. Na ten blog wchodze, zeby sie czegos o ludziach dowiedziec i troche sie posmiac, niekoniecznie zlosliwie.
    Nie zapomne uroczego epizodziku, w ktorym zaatakowalas @Vertigo13 za jego jezykowa mieszanke. Odpowiedzial Ci niespodzianie tak saznista polszczyzna, ze musialo Cie zamurowac, jak zapewne wszystkich, ktorzy go nie znali. Pamietam, ze oboje pokazaliscie klase. Ty go przeprosilas, a on Ci rzekl: „drobiazdzek”.

  189. Wczoraj okoliczna sowa złapała komuś pisklaka, i żarła aż pióra leciały. Przy akompaniamencie wrzasków rodzicielki. A tak niewinnie wyglądają te sówki:

    https://photos.app.goo.gl/WcMci1DmPWfF2YBH8

  190. @wbocek 19 wrzesnia, 0:12
    O tym skad sie wzielo slowo religia i co ono znaczy slyszalam kiedys na kazaniu pewnego ksiedza. Siegnelam jednak do encyklopedii, zeby czegos nie pomieszac. Slowo religia etymologowie wyprowadzaja z lacinskiego religare = wiazac. Religio = zwiazek, zawierzenie (w trascendencje mowiac ogolnie). Religia znaczyla kiedys zycie zgodne z zakonnymi slubami – zakonnicy sie nimi „wiazali”. W koncu przyjela znaczenie zachowania wskazujacego na wiare w Boga.
    Jakiej religii jest zarzadca KrK? Mysle, ze mozna ja okreslic doktrynalnie jako zbior dogmatow pod piecza wierchuszki KrK. Kulturowo opisac mozna ja bardzo bogato, ale nie podejme sie tego na
    blogu.

  191. @izabella 19 września o godz. 0:13
    Oczywiście! Dlatego pytam o sowę (Harry Potter)

  192. @Nefer 19 września o godz. 0:15
    🙂 Kapturek wsówany?

  193. Na marginesie
    19 września o godz. 0:48
    Jakbym miała wybierać między kotem, szczurem a sową, to chyba jednak sowę. Ja i koty chodzimy swoimi drogami.

  194. @izabella 19 września o godz. 1:03
    Ja po namyśle to bym chyba jednak miotłę. Nie trzeba karmić 🙂

  195. Nefer
    18 września o godz. 20:23

    Wyszla i jest do kupienia. Nie kupilem…

    Za to kupilem i z przyjemnoscia wielka czytam:

    „What Would Boudicca Do?” (ISBN 978-0571-34048-4)

    Rzymianie zgwalcili umowe z nia zawarta, zgwalcili jej dwie corki, sie im przeciwstawila i wywolala wielkie antyRzymskie powstanie… Ksiazka jest o kobietach, ktore mialy z jednej strony smialosc, z drugiej strony sile, zeby swoje realizowac….

    Ja lubie kobiety, zwlaszcza silne kobiety lubie, bo sam jestem „za silny”, na byle jaka, slaba kobiete…

    pozdrowka
    ~l.

  196. @lonefather 19 września o godz. 1:14

    Regina Boadicea venenum sumit 🙁

  197. @Nefer, @lonefather
    Książka wyszła, ja z takich książek czytuję co najwyżej recenzje, szkoda na nie czasu w całości. Żadna książka nic nie zmieni, tylko wybory mogą coś zmienić.

    U Elizy Michalik był Urban. On uważa że jeśli pis przerżnie samorządowe, to następnych już nie będzie.
    Idę się czegoś napić.

  198. Nefer
    18 września o godz. 18:57

    Nefciu zlota, mnie wzielo i wzielo wczoraj rano czasu panskiego australijskiego.
    Com zrobil? Obalilem butelke rumu Bundaberg po lekkim podkladzie butelki taniego wina (nie polecam niewiastom, bom seksista niepoprawny). Jak widzisz jestem w pracy i czuje sie znacznie lepi. No ale my ‚self-confessed’ alkoholicy mamy swoje przywileje.
    Zdrowiej kochana, bo jestes mi winna jeszcze jakichs 20 haiku, na ktore zawsze czekam (korci mnie, by dac Ci dozywocie).

    Gekko, przestan nudzic – czy naprawde myslisz, ze ktos ma zdrowie, by rozwiazywac Twoje dekadenckie szarady slowne.
    Ja rozwiazuje krzyzowki typu ‚cryptic’ w angielskim – pewnie tez znasz i jestes w tym dobry.

    Mag, gratuluje wstepniaka, naprawde inspirujacy…do szczerosci. Cywilnej odwagi tez, co chyba jest tym samym.
    Moj dodatkowy komentarz: u epassenta toczysz boje godne lepszej sprawy, Twoja sprawa ale czasem mnie bierze cholera.

    Vera, po co Ci to?

  199. konstancja
    18 września o godz. 14:50

    Konstancjo, czytalem Twoj wpis z podobna satysfakcja, z jaka czytalem Gogola ‚Plaszcz czy inny Szynel’.

  200. izabella
    19 września o godz. 1:35

    ‚Idę się czegoś napić.’

    Moge isc z Toba? Kac morderca a do lunchu jeszcze poltorej godziny.

    Zawsze fajnie piszesz, czysta przyjemnosc Cie czytac.

  201. Na marginesie
    19 września o godz. 1:18

    ‚Regina Boadicea venenum sumit ‚

    To, ze Boudica zazyla trucizny nie jest wcale pewne.

    Boudica, Jeanne d’Arc, Namargineska – takich kobiet troche sie boje – nie maja przeciez prawa byc tak odwazne i inteligentne. Chlopy, nieprawdaz?

  202. @Gekko
    Nie zrozumiałem dobrze pytania, czy chodzi o religię?
    Wychowałem sie w okresie wzmożonej propagandy religijnej.Więc była inspiracja. potem już własne lektury., które ktoś napisał., między innymi i biblia.Potem różne przemyślenia, czy jak Boga nie ma to wszystko wolno? Jakiś tam ład moralny w człowieku jest nawet, bez idei grzechu. Oczywiście tez lektury, czyli inspiracja zewwnętrzna. Były i próby nawracania na razie bezskuteczne, chyba, ktoś mi powie, że ci ludzie, którzy mnie wyciągnęli dzisiaj z rowu, to byli aniołowie, a ja uwierzę, wyglądali zwyczajnie – jak ludzie wracający z pracy, Żadnych piór., raczej pobrudzone ubrania robocze.
    Jeśli na jakiejś planecie starszej od ziemi, powstała cywilizacja, która stworzyła swoją sztuczną inteligencję, to ona też może nas śledzić i wiedzieć wszystko o nas jak Google czy FB i być może też wpływać na nas, tak jak oni to to robią. Że odległość? Może da śie w jakiś sposób wykorzystać neutrina do przesyłania wiadomości przez pustkę kosmiczną? To nie jest deklaracja wiary ani założenie nowego scjentystycznego kościoła. Ze mną się nie komunikowali w sposób dla mnie widoczny.Może przez podsuwanie odpowiednich lektur? Tak robi Google.

  203. Stachu39
    18 września o godz. 22:24

    To tylko znaczy Stachu, nie jestes ze Szmulek (Szmulowizna). Tam wszystkie gry trzeba bylo uczyc od najwczesniejszych lat. Szybko uczyc. Raz Moja chciala zobaczyc skad jestem, ale policjantka nas nie wpuscila. Na rogu Brzeskiej i Kijowskiej.

    A gra w listonosza byla tak. Dziewczynki mialy numery nieparzyste, chlopcy parzyste. Albo na odwrot. A kolory byly, co chlopiec z dziewczynka moze robic, albo na odwrot dziewczynka z chlopcem. Ale nic zaawansowanego, zadne tam i z powrotem w tym wieku. Znaczy jak gralem, nie bylo koloru fioletowego (pamietam). A listonosz losowal kolor i numery. Prosta gra. Skonczylem grac jak mialem 12lat. Pozniej nie wiem. Zajalem zeglarstwem. Wrocilem do gry religijnej, ale troche inaczej, jak bylem w sredniej szkole. I pare innych nauczylem siebie, ale nie scisle religijnych. Te drugie gry to malo kto na Szmulkach gral. Nikogo nie znam. Na Szmulkach wszyscy byli religijni.

    Pzdr Seleuk

  204. @act
    19 września o godz. 3:24

    „Boudica, Jeanne d’Arc, Namargineska – takich kobiet troche sie boje – nie maja przeciez prawa byc tak odwazne i inteligentne. Chlopy, nieprawdaz?”

    @act piles nie pisz, nie piles wypij.

    „Chlopy, nieprawdaz?” mialo znaczyc: panowie tego blogu, nieprawdaz? a nie jak mozna by zinterpretowac: Boudica, Jeanne d’Arc, Namargineska…..chlopy, nieprawdaz?
    Jeeeeeeezuuuuuuu, uciekam.

  205. mag
    18 września o godz. 22:45

    „…z całą pewnością zasługuje na odpowiedź pozytywną”

    …podobnie, jak tekst, który zamieściłaś. 😉
    Mnie osobliwie pozytywnie poruszył o poranku imperatyw porzucenia uczęszczania młodej mag do księży, wskutek nietrafnej usługi spowiedniczej.
    Całą noc śniło mi się, co byłoby z wiarą w chodzenie do księdza, gdyby ksiądz zadał Ci pytania, jakich oczekiwałaś.
    To trochę jak na blogu – piosenki nieznane, nie są lubiane (co za ulga…) 😉
    Serdeczności.
    – – –

    Stachu39
    19 września o godz. 4:23

    W tym jest ambaras, że z dysput wynika dogłebne niezrozumienie.
    Po pierwsze, że ksiądz, kościół, religia i ich relacje z blogowiczami, wydają się bytem odrębnym od wiary, relacją społeczną – nabytą, wskutek oddziaływania i spełnienia lub nie oczekiwań.
    Nic nie ma o źródle tych relacji i ich skutków, jakim jest w oryginale wiara, nie wynikająca z oddziaływania otoczenia, a wewnętrznego przeżycia.
    Tak wiara jak i ateizm są skutkami wewnętrznej, intelektualno-emocjonalnej kompetencji krytycznej, kształtującej postawę wobec bodźców otoczenia, a nie wynikiem ich presji społecznej, nachylenia dróżki do kościółka (górka czy dołek) czy odchylenia w konfesjonale sutanny: standardowego albo ekscentrycznego.
    Cała reszta to ordynarny (w sensie źródłosłowu) obyczaj, żadna wiara czy niewiara.
    Takie rzeczy budzą ateistę, gdy rozum śpi.
    Pozdrawiam.

  206. @Seleukos
    Dojrzewałem ok, 100 km dalej na południe. dzięki za wyjaśnienia. To taki rodzaj pokera.

  207. Dzień dobry

    Jak Izabella sowę, Na marginesie miotłę to mi został kapelusz, najlepiej piramidalnie duży, z kwiatami i kokardą 🙂

    Coś jakby lepiej dzisiaj, paczcie państwo, po herbatce z wkładką i aspirynie, może bokiem przejdzie.

    @act
    Dzięki za dobre słowo 🙂 ot, popadła w kałabanię, może dożywotnio?

  208. Tylko aby nie sprzątaj Neferku, bo to szkodzi!

  209. kruk

    Ty idziesz górą, a ja – doliną, Ty jesteś chłopcem, a ja – dziewczyną, Ty – po chińsku, ja – po fińsku. Nie mowy o rozumieniu się.

    To jest moja nowa dla mnie samego myśl.

    Kiedy się rozróżnia religię i Kościół rzymski, to o jakiej religii mowa? Czegoś takiego jak religia chrześcijańska nie ma – jest 41 tysięcy
    sekt, powołujących się na Biblię. Wzorca chrześcijaństwa nie ma, jako że każda z sekt ma się za wzorzec. Sam oddzielałem religię od Kościoła nie rozumiejąc, że nie ma czego oddzielać. Każda sekta tworzy swój własny rytuał codziennych zachowań – i to jest cała religia.

    Biblia nie jest religią – jest zbiorem baśni, który posłużył dla stworzenia 41. tysięcy religii. Kiedy się więc oddziela w myślach którykolwiek Kościół od religii, to się go oddziela od Biblii, nie od religii. Krk ma własną praktyczną religię, składającą się z paru wymyślonych przez siebie rytuałów z nieodłącznym „daj” – ta religia nie da się oddzielić od Kościoła, bo JEST Kościołem, a Kościół – nią.

  210. @izabella

    Sowa też człowiek, ale do sklepu nie pójdzie z siatką. Zawsze lubiłam sowy.

    Wczoraj nareszcie uroczyście skończyłam czytać to
    https://www.amazon.com/Rocket-Men-Odyssey-Astronauts-Journey-ebook/dp/B073QYYY55/ref=tmm_kin_swatch_0?_encoding=UTF8&qid=&sr=

    Ciekawie napisane, starannie, wciąga, i zostanie mi w pamięci. Byłam pod wrażeniem osobowości dowódcy, Franka Bormana (dopóki nie pomyślałam że jednak trochę ucukrowane po amerykańsku) W grudniu minie 50 lat od tego lotu, wszyscy trzej astronauci nadal żyją.

  211. Ewa-Joanna
    19 września o godz. 8:24

    Nie ma gupich 🙂

    Od listopada będę mieć rano teleworking do 12.00 w środy, trochę grosza skapnie więcej, tymczasem środy jeszcze wolne

  212. Wiecie co, wiecie co? Mam taką aplikację która na żywo pokazuje Ziemię z pokładu ISS, międzynarodowej stacji kosmicznej. Przed chwilą z kawą w ręku przeleciałam nad brzegiem Australii i zmierzam w okolice Papui Nowej Gwinei

  213. A widziałas jak ci machałam?

  214. Ewa-Joanna
    19 września o godz. 9:03

    Widziałam i machałam, akuratnie trafiłam na to wybrzeże 🙂

  215. Ateizm w lustrze diabła.

    Do obudzenia, bo diabeł, czyli CI LUDZIE, nie śpi.

    „…Jak przestajesz sprawiać pozory, że wszystko ci pasuje, to jesteś podejrzany.
    Jak nie śmiejesz się wtedy, kiedy wszyscy się śmieją, to trzeba się zastanawiać, czy przy tobie nie milczeć.
    Jak zaczniesz pytać, szukać, to jedna, druga próba, trochę presji – wypychanie…
    Jak jesteś jednym z nich to jest dobrze.
    …w tak zdefiniowanej społeczności nie ma miejsca na kogoś innego lub coś takiego jak Bóg. Nie ma miejsca na przebaczenie, poświęcenia.
    Nie ma takiej postawy w tych ludziach.

    To jest cytat, nieco zuniwersalizowany (kursywą), pochodzący z samego jądra gumna.
    Można pod linkiem te jądra zweryfikować, czy widok z drugiej strony lustra nie zadziwia gumną symetrią strony świeckiej, jak i kościelnej.
    Mnie nie zadziwia, wręcz przciwnie.

    źródło: Spowiedź byłego księdza ‚https://natemat.pl/249477,koscielne-uklady-korupcja-i-zepsucie-w-kosciele-spowiedz-bylego-ksiedza

  216. @ Stachu39
    18 września o godz. 13:30

    jeszcze lektury:

    Dla mnie największy wpływ lekturowy to były wspaniałe „Klechdy Sezamowe” Leśmiana, które wzbudziły we mnie zainteresowanie Bliskim Wschodem i kulturą islamu i skłoniły do subskrypcji w 1973 9-tomowego pieknie wydanego i ilustrowanego kompletu baśni 1001 nocy. Żeby je wykupić, 75 zł za tom, od gardła sobie musiałem odejmować. I „Rudy Dżil i jego pies” Tolkiena, kupiony przez Mamę gdy miałem 10 lat, a który doprowadził mnie do „Hobbita”, „Władcy pierścieni” i innej fantastyki. Dalej Niziurski, Jurgielewiczowa, Makowiecki (ach, „Przygody Meliklesa Greka” i „Diossos”!), Nienacki, Kipling, Curwood…. Oczywiście Trylogia (jak ospa wietrzna, przez którą każdy dzieciak musi przejść), z której otrząsnąłem się po zapoznaniu się bliżej z historią. Chociaż np. „Szkice węglem” to zupełnie inny Sienkiewicz.
    O ile pamiętam, „Szerszeń” był lekturą obowiązkową, ale nawet jeśli, to czytałem chętnie, w odróżnieniu od wielu innych nakazanych. Film też pamiętam. Te z listy @wujaszek wania 18 września o godz. 21:43 przyszły później.
    Często czytywałem po kołdrą, z latarką, nie dlatego że zakazane, Mama nie uznawała książek zakazanych, ale dlatego, że dzieci powinny w nocy spać a nie czytać. A najgorszą karą był nie pas (choć i tym obrywałem często), ale zabranie mi ciekawej książki za jakieś przewinienie i trzymanie jej pod kluczem dokąd nie wykażę poprawy.

  217. Kościoły, czyli religie zorganizowane, to pasożyty na „łasce wiary”. U znacznej części gatunku wynikającej ponoć z jakiegoś tam specyficznego oprzewodowania płatów skroniowych mózgu.

  218. @404@Tobermory

    Dziękuję za włączenie się do dyskusji zoologiczno-muzyczno-filmowej (bo książki nie czytałem). Niewiele nowego się dowiedziałem, tylko „hornet” (bardzo ładne). Znam ze skutków wszystkie bąki, gzy oraz UFO owadzie, ale to nie rozwiązało mojego problemu, który sobie sam stworzyłem. Chciałem bowiem, aby pewne szwajcarskie radio nadało romans ze suity pana S. a nie wiedziałem, jakiej nazwy użyć, bo szwajcarzy, wiadomo, to poligloci i pewnie obok 4 własnych języków znali angielski. Wtedy jeszcze mój Internet był w powijakach i nie znałem numeru opusu, nawet nie wiedziałem, że ten ulubiony utwór jest fragmentem dużej suity. Obecnie radzę sobie z YouTubem, mam nagraną suitę, ale nigdy całości nie słuchałem. Chcąc się dogadać z radiowcami zrobiłem analizę entomologiczną i zebrałem sweetfocie tych pokrewnych bydlaków. Stechfliege to faktycznie mała mucha, ale z wydatnym kolcem. Chyba nie miałem jeszcze zaszczytu w realu spotkania tego świństwa. Są jeszcze meszki, prawie niewidoczne bestie, które dokuczały żonie w Hiszpanii, mnie nie chciały! Mam na dysku to studium – kompletne – obraz, nazwa łacińska i w kilku znanych mi językach i jedyne co stwierdziłem to bałagan i niemożliwość rozstrzygnięcia, co autor miał na myśli – tzn. Szostakowicz. Jemu było łatwo, bo po rosyjsku jest pewnie „owad” i to pasuje dla wszystkich bestii kłujących i fruwających. Może Niesiołowski rozwiąże problem?

    PS
    Jak się nazywa autor „Stechfliege”? Mam Gutenberga (kilkadziesiąt tysięcy e-booków z literatury światowej, niestety tylko po niemiecku. Mógłbym poczytać.

  219. @Antonius
    19 września o godz. 10:24

    To napisała kobieta, brytyjska pisarka pochodzenia irlandzkiego – Ethel Lilian Voynich (Wojniczowa po polskim mężu)

    https://de.wikipedia.org/wiki/Ethel_Lilian_Voynich

  220. Wydana po niemiecku ostatnio 38 lat temu

    Die Stechfliege. Rowohlt, Reinbek bei Hamburg 1980. ISBN 3-499-14492-1

  221. @act
    19 września o godz. 2:40

    nie czytałam; czy Ty mnie czasem nie obrażasz? 🙂

  222. Antonius
    19 września o godz. 10:24
    wysłałam Ci wniosek na rehabilitację ręki wczoraj, 14:50. Przeczytaj, zastosuj.

  223. Ale się zaowadziło. Szerszenie, gzy, bąki. I na koniec Stechfliege. To ostatnie to bolimuszka na nasze (Stomoxys). Czyli nie giez i nie bąk. A już zwłaszcza szerszeń. Chociaż gryzie dotkliwie.
    Ech, i po co ten Linneusz tak się mordował? Pewnie po to, żebyśmy my z nazewnictwem łacińskim się szarpali. Nic nie może być za łatwe.

  224. Mam pytanie do mag:
    W okresie mojej pierwszej młodości (blogowej) mieliśmy kontakt z pewną Anielą z Wrocławia. Czy wiesz, co się z nią dzieje?

  225. Paradoxie!
    Ja tam cenię Linneusza i jego kolegów. W liceum znałem łacińskie nazwy wszystkich omawianych zwierząt, choć nikt tego nie wymagał. Nawet dziś jeszcze pamiętam taki idiotyzm (niezbyt łaciński?)
    „Schizosaccharomyces octosporus”, a nawet wiem co to oznacza!
    Z roślin jeszcze Campanula rotundifolia. jeszcze bym gołębia skalnego sobie przypomniał.
    Konstancjo!
    Dziękuję za rady. Pytałem żonę – overlocka nie mamy.
    Tobermory
    Zaraz sprawdzę, czy jest w Gutenbergu.

  226. Kochani!
    Tak jak „sołowiej” nie znaczy „cała wieś” (interpretacja mojej młodszej siostry) albo „briuki” to nie „bruki”, tak „owod” po rosyjsku to nie owad, lecz… i tu niespodzianka… giez!
    Owady (insekty) to насекомые (nasiekomyje)

    „Die Stechfliege” jest jednak bliżej gza (Dasselfliege) niż „Szerszeń”.
    Moim zdaniem autorce chodziło o dokuczliwego owada żywiącego się krwią.

  227. @Tobermory
    Niestety! Ta pani zbyt długo żyła i prawa autorskie nie wygasły.

  228. Antonius
    Masz na myśli zapewne Nelę. Powinnam mieć jej adres mailowy, bo kiedyś pisywałyśmy do siebie poza blogami. Jak coś ustalę, dam znać.

  229. Antonius
    19 września o godz. 11:17
    można obrzucic ręcznie na tzw. okrętkę lub zlecić w usługach krawieckich, kilka złotych to kosztuje.

  230. z materiałem wlasnym rzecz jasna

  231. Internet ożył i zanosi się od śmiechuz „Fortu Trumpa”

    Polish President’s ‚Fort Trump’ Military Base Idea Sets Internet Ablaze
    https://www.huffingtonpost.ca/entry/fort-trump-poland-donald-trump_us_5ba1ecfae4b046313fc08b15

  232. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23938688,tak-duda-podpisywal-dokument-w-bialym-domu-milo-ze-strony.html#s=BoxOpImg3

    Duda delikatnie w przykucu w rożku stołu i Trump rozparty w fotelu…
    podpisują Deklarację o obronności.
    Tylko nie rozumiem dlaczego ten co siedzi ma ponurą minę, a nasz Dudek zadowolony?

  233. @antonius

    Gzem jest nazywana osoba, która prowokuje, irytuje pytaniami, kierowanymi do przywódców/władz.
    Oryginalnie wiąże się to z Sokratesem i jego mową obronną.
    Opisał to Platon w Apology.
    W czasie procesu w swojej obronie Sokrates miał powiedzieć:
    Gzy łatwo zabić, ale koszt dla społeczności za takie zamknięcie ust jednostkom, które irytowały może być ogromny
    „jeżeli zabijecie człowieka takiego jak ja, zranicie bardziej siebie, aniżeli mnie”
    Ponieważ jego rola była taka jak tego gza „ugryść ludzi, doprowadzić ich do furii, a wszystko w serwisie dla PRAWDY”

    I tak zapoczątkowana została „gadfly ethics”, czyli etyka pragmatyczna

  234. Bite the sleeping horse?

  235. @404
    g.12:14
    „Filuterny uśmieszek zadowolonego z siebie durnia, gdy składa podpis w postawie stojąco-pochylonej, mówi za wszystko. To jakby clou tej żenującej wizyty prezydęta u prezydęta.”
    Cytuję samą siebie z en passenta.

  236. Lokajczyk z długopisem
    „wygląda jak nauczyciel wuefu, który cycatej licealistce stawia piątkę za szpagat”
    (komentarz z internetu)

  237. W związku z nieruchomością zostaje mi gapienie się przez okno na ekspresową jesień. Wczoraj po długim przymierzaniu się w wyobraźni do taksówki i jeszcze dłuższym fizycznym przymierzaniu się do zapasowego roweru żony (koła 24) wykalkulowałem, że spróbuję do kardiologa (po zgodę na znieczulenie przy operacji kolana) rowerować. Rowerowałem tak, że niepotrzebna lewacka noga służyła tylko do przepchnięcia lewackiego pedału przez dolny martwy punkt, a prawacka zasuwała za dwie. Dojechałem do kardiologa, śpiewając z radości grecką „To pelago ine basi”, a żona, które mnie asekurowała pieszo, dotarła dopiero za cztery minuty. Potem jeszcze pojechałem do apteki. No i dziś leżę i kwiczę – z radości, że po proszku nie boli i że od razu po operacji ruszam na wysoki klify Poddąbia. Jeśli będą dwie nogi, rzecz jasna, bo do pedałowania jedną potrzebny byłby dłuższy trening.

    Z nadzieją na nowe dalekie jazdy oraz możliwe grzybobranie (musi spaść deszcz) przeglądam stare fotki i znalazłem dwa nietypowe grzyby (siebie nie liczę): bokówkę białą i podgrzybka pasożytniczego.

    Bokówka na Wybrzeżu jest bardzo rzadka, a mnie się udało ją znaleźć tylko raz. Cudo smakowe to nie jest, ale cudem jest samo znalezienie i rozpoznanie nietypowego grzyba, no i pierwsza próba smakowa. Potem nie muszę zbierać, wystarczy, że oko pocieszy. Z profilu jest podobna do boczniaka, czyli bez wyraźnego podziału na trzon i kapelusz.

    Podgrzybek pasożytniczy przez to się tak nazywa, że rośnie wyłącznie na tęgoskórze pospolitym – takiej trującej purchawie. Jadalny na trującym! Ma taką samą wartość smakową jak pospolity podgrzybek brunatny, tyle że jest mniejszy, a na jednym tęgoskórze potrafi wyrosnąć kilka. Wuala!
    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6602893358446266417/6602893364230709778?authkey=CKC-xKXv3beoDA

  238. wbocku
    Zdjęcia grzybów w ich otoczeniu są tak urodziwe, ze na tej podstawie szkoda by mi było poddać je trywialnej konsumpcji.
    Trzymam kciuki za twoje kolano. Słuchaj konowałów i nie szarżuj, bo wszystkie jazdy przed tobą.

  239. @antonius
    U Neli wszystko w porzo. Bardzo się ucieszyła, że sie odezwalam i że ew. ty chętnie nawiązałbyś kontakt. Ona nie chce już wrócić na żaden blog (namawiałam ją na Ateisty „po nowemu”, może tobie się uda). Czy mogę podać jej twój adres i czy aktualny jest ten zaczynający się od „profage”?

  240. @act 19 września o godz. 6:53
    @act 19 września o godz. 3:24
    Wcale nie przyszło mi do głowy, że pragnąłbyś mnie nazwać chłopem. W dodatku nie pasuje, bo nie jestem odważna. Chyba że miałeś na myśli od-ważanie? Waga na razie pode mną też nie skrzeczy. Joanna d’Arc – no nie przesadzaj. Serio, wsadziłbyć mnie na kunia? Albo na stos?
    Więc sam widzisz, że porównania są chybione. Poza tym możesz już wrócić. Się nie bojaj 🙂

  241. mag
    19 września o godz. 14:28

    I tu się rozumiemy, mag. Względem przeżywania, a nie pchania wszystkiego do gęby jak niemowlę. Jak rybaczyłem, rządziły mną atawizmy: Im bardziej brnęło się po łódce w śledziach, im większy łosoś się zaplątał w siatkę, tym większe podniecenie. Zapamiętałem mocno jeden epizod. Mieliśmy postawione denne siatki na łososia – czyli blisko brzegu (Przy lepszej pogodzie stawiało się nawet w falochronach, gdzie woda po pas, przy gorszej – powiedzmy, sto metrów od falochronów), konkretnie – ze 150 metrów. A się szykował sztorm, więc trza było jak najszybciej siatki ściągnąć. Ciągamy, ciągamy, ale mniej myślimy o sztormie, więcej – o łososiu. A tu, kuna, nic. Jedna rajka, druga, trzecia (rajka to kilka siatek w rzędzie) – fifka. No i się zbliżamy do końca czwartej. Gruby jak wrzaśnie:
    – Jeeest!!!

    Ja zwykle stałem przy sterze. Też widzę z daleka dużą białą plamę w wodzie. Gruby ciągnie siatkę. Już łosoś jest na powierzchni.

    – Stój!!! – krzyczę do Grubego, bo on jeszcze nie wszystko rozumiał. – Nie podnoś, porwie siatkę!!!

    Rzuciłem ster, pobiegłem do niego. Wychyliłem się za burtę, wyciągnąłem ręce.

    – Teraz – mówię – ciągnj.

    Podciągnął do góry. Łosoś zaczął się szamotać, moment i by porwał siatkę i adju, Fruziu. Ale na tę okoliczność właśnie byłem ja: zanim siatkę porwał, już go miałem w objęciach. Kobiety chyba tak w życiu nie tuliłem jak jego.

    Wracaliśmy już na ostrej przybojówce. Ale kto by tam na głupstwa patrzył, mając taki skarb. Zaraz po zejściu na brzeg zważyliśmy: 10,5 kg. Kto trochę wie o łososiowatych, wie, jakie to pieruńsko silne ryby. Parę razy się zdarzyło, że dwukilowy wyrwał się z rąk na wolność, więc można sobie wyobrazić, co potrafi dziesięciokilowy. To był mój największy. Kolegom z Ustronia Morskiego trafił się osiemnastokilowy.

    A powiedziałem to, mag, żeby na końcu powiedzieć, że z ryb to teraz mam największą frajdę, kiedy na nie patrzę – na przykład z mostu w Niedalinie, jak sobie wachlują pod prąd w Radwi, albo jak rzucają się na Jamnie przed moim okrętem jak delfiny. Co więc to za atawizm, skoro tak szybko nawet śladu po nim nie zostało. Ale najważniejsze, że się bezkonsumpcyjnie rozumiemy.

  242. @Gekko 19 września o godz. 7:23

    Biedny Gekko nie zauważył, że „przeżywanie wiary” niezależnie od „stosunków społecznych”, które wpływają na „przeżywanie” – jest iluzją. A „wewnętrzne przeżycie” które Gekko usiłuje nazwać „wiarą” niczym się nie różni od burczenia w brzuchu. Albo daltonizmu. Albo synestezji. Pawiany wyją na widok wschodu słońca. Ale pawiany nie nazywają tego „wiarą”.

  243. „Przeżywanie wiary” według Gekko – czy jego „wiara” to sreberko, czy zawartość?

  244. Może jeszcze dla porządku – Yuval Harari w książce „Homo Deus” twierdzi, że duchowość i religia to dwie zupełnie różne sprawy. Duchowość – to z grubsza biorąc Gekkonowe „wewnętrzne przeżycie” (nie podejmuję się takich rzeczy definiować, Harari też raczej nie) natomiast religia to zorganizowana struktura zakorzeniona w społeczeństwie. W tym sensie „religią” według Harari jest np. Microsoft czy pieniądze. Te instytucje istnieją tylko na mocy umowy społecznej. Gdy umowa przestaje działać – wyparowują.

  245. wbocek
    Ryby to nie grzyby (ani nie lwy by), ale zazdraszczam wspomnień pt. aaale ryba, panie, 10 kg, jak nic!
    Chociaż i o grzybach można, o kapeluszach zwłaszcza ogromniastych, duuużo opowiedzieć.
    W tym roku niewiele uzbieralam, ale i nie starałam się zanadto. Za to w zeszłym kanie podchodziły mi do ręki, cale kolonie, duże i małe. Jedliśmy je (wraz z nieustającymi gośćmi z miasta, jak to latem na wsi) na okrągło, smażone jak schabowe, ale jakie delikatniutkie w smaku, albo pieczone z grilla.
    Przyznam jednak, że najbardziej lubię je oglądać sterczące wśród trawy czy igliwia na tych wysmukłych, eleganckich nóżkach zwieńczonych parasolem. No, ale gdybym ich w porę nie zerwała, przecież by straciły cala urodę.

  246. Herstoryk. Tobermory

    Przepraszam, nie przegapiłem Waszych poematów – ujmujących nie ze względu na ożywiony ich przedmiot, lecz na galante wykonanie – lecz się moja reakcja wyciągnęła ze względu na kłopoty. Mag ma rację co do darów natury u Tobermorka, a Herstorykowi dziękuję za bardzo ładną uwagę i za pamięć. Przez takie cóś Jamno poetycznieje albo mi się zdaje? Podziękuję Wam filmikami i obrazkami. Jeden filmik to garażowanie okrętu przed malowaniem w wykonanym przed chwilą szpadlem nowiutkim garażu. Drugi – to tenże latający holender jeszcze bardziej przed malowaniem. A trzeci – no to trzeci. No i parę jamneńskich nieruchomości. Dziękuję, Koledzy i Panowie Ateistowie.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6602928372935282353/6602928377495070466?authkey=CK2P7beVtuiMtwE

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6602929559869633121/6602929558529435874?authkey=CIncop3p_5KOyQE

  247. Weekend spedzilem turystycznie w Glasgow i jak slepej kurze ziarno, tak mi sie trafil „Clyde Built Festival”. W XIX i na poczatkach XX wieku w Glasgow na brzegach rzeki Clyde bylo ponad 160 stoczni, a co nie bylo stocznia, bylo portem. Dzis nie ma przemyslu stoczniowego i jego obecnosc jest juz tylko na fotografiach takich jak ta z linkowanego albumu. Basenow portowychz fotki juz nie ma, zostaly zasypane, a w ich poblizu na rekultywowanych terenach postoczniowych wybudowano liczne budynki uzytecznosci publicznej, w tym Muzeum Transportu, przy ktorym trafilismy na wzmiankowany festival. Stoczni nie ma, ale rzeka Clyde jest i na niej kwitna najrozniejsze sporty wodne. Sam festival ma poruszac wyobraznie i zachecac do inwencji i budowania wlasnych jednostek plywajacych. Roznych lodzi bylo zatrzesienie, ale mnie intersowaly glownie kajaki i trzy z nich mozna zobaczyc w zalinkowanym albumie.

    https://photos.app.goo.gl/b1DnWSYSVewT6Ea49

    pozdrowka
    ~l.

  248. mag
    19 września o godz. 15:49

    Mag, od razu na gorąco. Zawodowy rybol to nie moczykij z wyobraźnią – jego podejście jest rzeczowe, z wagą. A w PRL było jeszcze bardziej rzeczowe i skrupulatne, bo prywatni rybole mieli obowiązek zdawać swoje ryby do państwowych przedsiębiorstw, z którymi byli w obowiązkowym kontrakcie. Więc zapisywaliśmy wagę co do dekagrama. Również z tego powodu, żeby nas przystaniowy magazynier – pracownik przedsiębiorstwa (w moim wypadku najpierw – kołobrzeskiej „Barki”, później
    – Centrali Rybnej) na swoją korzyść nie oszukał.

  249. @wbocek
    19 września o godz. 15:55

    Pombocku, bardzo nastrojowe obrazki znad Jamna. Dziękuję!
    Mój „poemacik” przypomniałem dla dodania ci ducha 🙂

    Wczoraj byłem na grzybach i uzbierałem kilka kań, pojawiają się właśnie we wrześniu, choć ciągle jeszcze jest za sucho i za ciepło. Mija druga dekada września, a na dworze +28 w cieniu. Noce jednak już chłodne, a poranki bardzo rześkie.

  250. lonefather
    19 września o godz. 16:02

    Dzięki, lonek, za ciekawą dla mnie zawsze informację. Wprawdzie pasjonacko kajakowymi konstrukcjami się nie interesuję, ale popatrzeć i popodziwiać ludzką inwencję – zawsze przyjemnie. Te kajaki są bardzo smukłe, więc od razu pomyślałem, czy dałyby sobie z moim upodobaniem do biegania po sztormowych falach. Dwa wydają mi się bardzo wywrotne. Mój też jest wywrotny, ale szerszy od nich, więc chyba ciut lepsza wańka-wstańka. Natomiast bardzo mnie zaciekawił ten na wzór eskimoskich. Ma głęboki kil, a eskimoskie kajaki świetnie sobie dawały radę ze sztormową fal.

    Nawiasem mówiąc, sprawa odwiecznego upokarzania kobiet w patriarchalnym chrześcijańskim świecie ciut inaczej wygląda u odległych od nas w czasie Eskimosów, u których ja w ogóle nie widzę upokarzania. Kiedy zginie mąż, a kobieta nie ma chętnych do jej utrzymania dzieci – znaczy, jak jest bieda, a dzieci mają swoje dzieci – to idzie zwyczajnie na wysoki brzeg i się rzuca w morze bez upokorzenia. A kiedy myśliwemu zabraknie kobiety, które umie wyprawiać skóry i szyć z nich kajak, tak samo jest bezradny jak niemowlę. Nie znalazłem, czy w takiej sytuacji robi to, co samotna kobieta, ale mi wygląda na to, że życie bez rodziny traci sens.

  251. @mag
    Przeglądałem folder poczty i znalazłem korespondencję, która się urwała wiosną 2016. Wiem, że wysłałem Wam pierwszą książkę, ale czy drugą tez??? Jeśli dobrze pójdzie, to drukarz obiecał wydanie trzeciej przed naszymi diamentowymi godami (połowa października). Jeśli jesteście zainteresowane to Was „zaopatrzę” w materiał do czytania obydwoma na raz – adresy mam).
    @Tobermory
    Dziękuję, skorzystam.

  252. Ciekawostka: Plaża w Mielnie 19 września 2018 roku.

    Cud pogoda. Środek lata w środku września.

    Kiedyś to były nad morzem właśnie takie wrześnie, potem długo nic – jak w tym pisowatym liczeniu stulecia Polski – no i od poniedziałku – drugie lato tego roku.

    A z lat 50 -tych mam właśnie takie wspomnienia z nadmorskich wrześni. Jestem na dzikiej plaży za Ustką, aż pod Kłajpedą, nie ma poza mną żywej duszy, identyczne jak dziś słonko, cieplutko, siedzę sobie na klifie przed brązowo-różowym namiocikiem, jem obiad z rozduszonych borówek na kromce chleba z pieruńsko twardą margaryną i pięknie jest, i szkoda słów.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6602947446015642353/6602947443907257138?authkey=CIO_17GmnpW7Pg

  253. @wbocek

    Pogadalem z budowniczym „eskimoskiego” kajaka o materialach i jego konstruowaniu. On zastosowal w konstruowaniu mix wyscigowego kajaka morskiego (ksztalt) z eskimoska technologia i materialem pokryciowym, ktorym sa skory focze surowe, co daje naturalna impregnacje. „Eskimosowatosci” dodaje jago kajakowi dodanie wloczni, zwoja liny i rzemieni do troczenia zdobyczy. Od eskimoskich rozni sie drewnem, z ktorego jest zrobiony szkielet, wregi sa nie debowe, a z jakiegos twardego drewna tropikalnego odpornego na wode morska, podluzne elementy poza podloga, sa wykonane z jesiona. Chyba jedynym bledem, do ktorego sie sam przyznaje,to konstrukcja „komina”, ktory nie jest polaczony z poszyciem, wiec przy energiczniejszych ruchach zeslizguje sie z drewnianej obreczy.

    Co od skakania z klifow, to mnie zaskoczyles, ja gdzies czytalem o „wynoszeniu” starych rodzicow, w czasach glodu, nad brzego morza, ze by sobie popatrzyli na fale. Taka eskimoska wersja naszego polskiego wycugu.

    pozdrowka
    ~l.

  254. Antonius
    Na pewno wysłałeś mi jedną książkę, to i pewnie Neli też. Odezwij się do niej.
    Bardzo się ucieszę z dalszego ciągu twoich wspomnień.
    Serdeczności

  255. wbocek
    19 września, g.17:05
    Co ci mówi twój marynarsko-śródlądowo-łajbowo-jamneński nos?
    Już na dobre idzie zmiana klimatu na cieplejszy w naszych stronach?
    Bardzo by mi się to podobało. Usiąść w niedalekiej, mam nadzieję, przyszłości (obym dożyła!) pod palmą w ogródku na Żoliborzu.

  256. @mag 19 września o godz. 17:37
    Na razie to chyba jest palma w Alejach? Czy źle pamiętam?

  257. Na marginesie
    No jest palma. Ale plastikowa.

  258. mag
    19 września o godz. 17:37

    Mag, serce moje od rana do rana (przyłóż), mój prostolinijny jak dziób bociana nos mówi mi: „Jak będzi, tak będzi, bu jeszcze tak nie była, żeby jakości nie była”. Mimo ośmiokrotnego doświadczenia z dużym wysypem grzybów po gorącym lecie, już widzę, że nie mogę odpowiedzialnie wróżyć, jak będzie po lecie najgoronciejszym. Bo dyscu jag ni mo, tag ni mo. Ja mogę tylko, mag, jak ten Chryst, rozłożyć ręce na resztę tego roku, co dopiero na o wiele większą przyszłość- rąk by zabrakło.. Próbuję się cieszyć tym, co jest. Czyli nie martwię się już kulawą nogą, tylko się cieszę, że druga jeszcze nie kulawa.

  259. @wbocek 19 września o godz. 18:10
    Pombocku – i tak 3mać! Poza tym masz znajomego ortopedę. To skarb.

  260. @Pombocek 19 wrzesnia, 8:25
    Wprawdzie bez wielkiej nadziei na ustalenie wspolnych pojec ale cos jeszcze powiem o religii.
    Etymologie slowa „religia” wywodzi sie w naszym kregu kulturowym z laciny, ale zjawisko, ktore my nazywamy religia, istnieje na calym swiecie. Biblia nie jest religia (calkowita zgoda) tylko zrodlem wierzen, rozne politeizmy tez maja jakies swoje zrodla. Jak chodzi o chrzescijanstwo tym, co nazywasz oficjalnym wzorcem, jest Ewangelia.
    Tak jakos sie z naszym gatunkiem dzieje, ze religia byla – i na wielu obszarach nadal jest – elementem organizacji spoleczenstwa. Organizacja wymaga zarzadzania, wiec powstaja koscioly.
    Czasem luzno zwiazane z wladza swiecka, czasem wchodzace z nia w scisly alians. Kazdy kosciol
    ustala swoj kanon wierzen i rytualow. Wewnatrz kosciolow toczy sie walka o wladze nad wiernymi i od jednego nurtu odpryskuje masa nurtow pobocznych. Zacieklosc w zwalczaniu takich odchylen swiadczy o tym, jak glowni zarzadzajacy religia boja sie zagrozenia swojej wladzy.
    Jak do tego wszystkiego ma sie indywidualna wiara trudno ustalic, bo nad myslami, wyobrazeniami i
    sklonnosciami nikt nie ma kontroli. Dlatego nie dziwi, ze katolicy czesto nie znaja doktryny Kosciola i
    wierza w rozne rzeczy z ta doktryna sprzeczne.
    Najgorsza, niebezpieczna rzecza jest dominacja kaplanow i uczonych w Pismie nad wladza swiecka, jakakolwiek bylaby oficjalna religia. Zachod sie od tego wyzwolil ale proby nawrotu sa podejmowane.
    Widzimy to ze strony naszego najwiekszego kosciola ale tez warto spojrzec na to, co sie dzieje w
    prawoslawiu. Niedawno Waclaw Radziwinowicz pisal w GW o walce toczonej przez Cerkiew
    Moskiewska z Patriarchatem Konstantynopolskim. Chodzi o utrate wplywow Moskwy na Cerkiew Kijowska. Jeden z rosyjskich hierarchow ostrzegal przed rozlewem krwi! Biorac pod uwage scisly sojusz Cerkwi z tronem w Rosji, mozna sobie wyobrazic do czego to zmierza.
    Wszystko to pozostawia na boku sprawe wiary. Dlatego twierdze, ze religia, kosciol i wiara to rozne rzeczy.

    erkiew moskiewska

  261. @Lonefather
    A gdzie te brezentowe składaki.Na takich zaczynałem.Trzeba było bardzo uważać przy wsiadaniu. Miałem jeszcze taki składak gumowy „Rekin”.Odbyłem na nim spływ Dunajcem, jeszcze przed powstaniem zapory. Cały czas siedziałem w wodzie i bardzo zmarzłem, cały czas padal\ło, a koleżnce z obfitą podściółką tłuszczową wcale nie było zimno. Po pierwszym etapie dostałem od razu szklankę wody ognistej ale do wieczora miałem dreszcze. Następnego dnia było piękne słońce i woda w Dunajcu nie była już taka zimna.
    W tym roku chciałem pojechać na Czarną Hańczę, ale żona wymyśliła, że pojadę do Londynu z córką, bo jeszcze tam nie była. Bała się, że się utopię albo dostanę zawału.

  262. @Pombocek
    Chyba nie watpisz, ze zycze Ci szybkiego ozdrowienia i dlugiego jeszcze pedalowania oraz nawigacji po Jamnie. Nie powiedzialam tego do tej pory, bo splynelo na Ciebie tyle troski i porad, ze juz nie chcialam Cie obciazac dodatkowymi. Bo, niestety, jedne smakuja jak miod, inne raczej jak syrop kukurydziany.

  263. @Stachu39
    Pomyśl sobie Stachu, jakiż mamy bogaty wachlarz, czyli rozrzut potencjalnych podróży i wypoczynków. Z jednej strony Czarna Hańcza i cudowna Suwalszczyzna, z drugiej – wielka metropolia – Londyn.
    Pisze o tym z punktu widzenia ludzi mocno dojrzałych, którzy się doczekali i nie chcieliby tego stracić. Bo młodsi nawet nie wiedza, co mają do stracenia. I tego się trochę obawiam.

  264. Stachu39
    19 września o godz. 18:49

    Brezentowych tam nie bylo. Ja sam mam niemieckiego skladaka Klepper, co ma tyle lat co ja. Zreszta zastal nabyty przez rodzicieli, ktorzy „zdefraudowali” kase na moja wyprawke niemowleca i zamiast wozka, lozeczka i czego tam jeszcze, nabyli go i nazwali „Wyprawka”, co sie postronnym kojazylo z wyprawami kajakowymi…

    Plotno pokrycia zetlalo i sie porozrywalo w wielu miejscach, a gumowane dno tez wymaga wymiany i od kilku lat lezy i czeka na renowacje. Z poltora roku temu wszedlem na strone Kleppera i znalazlem pocieszenie w postaci informacji, ze oni wciaz maja matryce pokryc az do modeli od 1954 roku. Z powodow rodzinnych w tym roku nie znalazlem czasu na wycieczke do Niemiec, ale w przyszlym zawioze, bo lepiej oddac im stara powloke, zeby z niej przelozyli uzbrojenie dzioba i rufy ze sterem, niz placic za nowki plastikowe, gdy mam oryginaly z aluminium. Jeszcze poplywam „Wyprawka”…

    pozdrowka
    ~l.

  265. @Mag
    Właśnie przeczytałem „Zapiski Dyletanta”Tyrmanda, tłumaczenie z angielskiego, gdzie on cały czas usiłuje wytłumaczyć hippisom i im podobnym, że oni są wolni, tylko tego nie wiedzą. Polecam lekturę, nie zestarzała się. Dużo celnych spostrzeżeń, dobry język. Jest to ponowne wydanie książki wydanej jeszcze w okolicach stanu wojennego, ówcześnie nielegalnie.Wtedy też to czytałem ale inaczej odbierałem. Może z wiekiem każdy staje się bardziej prawicowy , jak Tyrmand. On tam walczy z nagością, z ówczesną awangardą, całą filozofią dzieci kwiatów, w tym Marcuse i inni. Z całym tym bełkotem.

  266. kruk
    19 września o godz. 18:31

    Szanowny kruku, dziękuję za dobre słowo, za którym przecież stoi odwieczna kobiecość, czyli coś lepszego niż chłop. Może i dogadalibyśmy, gdyby nie druga odwieczna kobiecość, czyli gadulstwo.

    Twoje analizy niepotrzebnie kierujesz do mnie, bo dawno to mam przerobione. Wszelkie religianckie sprzedażne myśli, etologię religii, szczególiki i szczególiczeczki przerobiłem sto lat temu i niczego mi nie odkryjesz, a jednak z uporem nuworysza próbujesz. Kiedy używam pojęcia „praktyczna religia”, to podsumowuję codzienność Kościoła i owieczek, którą da się spisać na jednej stronie A4 – i to jest cała religia katolicka. Nie jest nią Stary Testament i nie jest Nowy Testament – to tylko zapisy, na bazie których powstały religie. Ale w tym, co od wczoraj czy przedwczoraj – już nie pamiętam – mówiłem, Biblia mnie nie interesowała. Religie, każdy na swój strój, niemal od początku tworzą Kościoły, czerpiąc z Biblii to, co dla utrzymania władczej roli im wygodne. Od wieków wiernych obowiązuje religia wymyślana każdego dnia przez katabasów zależnie od ich nastrojów – chodzi o słowa do wiernych – oczywiście, z pewnymi tradycyjnymi elementami, jak wzdychania, unoszenia rąk i głów ku wysokościom, kładzenia ciastka na języku, pryszczenie wodą i takie tam. Jeśli nie rozumiesz, że praktycznie innej religii katolickiej, poza sprzedawaną każdego dnia przez oficjalny Krk, nie ma (odwołaniami do Biblii można owinąć śniadanie do roboty, jak w ZSRR owijano „Prawdą” lub jeszcze brzydziej wykorzystywano), więc i nie może być rozdziału Krk i religii, bo poza Krk żadnej wzorcowej religii w obszarze katolicyzmu nie ma, to zakończmy wzajemnym podziękowaniem jak w dżudo czy w karate. Baw się sobie w definiowanie, co to religia, co to wiara, ale – z całym szacunkiem dla Ciebie, Prometeusza i Syzyfa – nie ze mną.

  267. Na marginesie
    19 września o godz. 18:27

    Dziękuję kolejny raz, Namarginesko. Tego ortopedę to mi przyjaciel od paru lat podsuwał. To nasz wspólny kolega sprzed 40 lat. W tym czasie nie miałem z nim kontaktu, a on się zrobił sławą. Mniemałem, że, owszem, kuśtykam, ale nie na rowerze, więc spokojnie dojadę do drewnianej koszulki. A tu się, bracie, rypło tak, że nie mogłem nogi nawet o milimetr przesunąć – tak potworny ból. Ortopedy się krępowałem, bo w ogóle się krępuję znajomości i w potrzebie z zasady nie korzystam. Niestety, stan medycyny jest u nas, jaki jest. Operacja kolana to czekanie np. dwa lata. Przełamałem więc opory, rzuciliśmy się z ortopedą po 40. latach w objęcia, no i mam.

  268. Stachu39
    g.19:45
    No to ja jestem nietypowa, bo z wiekiem staję się coraz bardziej lewicowa.
    Odpowiem ci jutro, bo właśnie zwalili mi się goście.
    Pozdro

  269. lonefather
    19 września o godz. 17:23

    O rzucaniu się z klifu w morze kobiecej połowy po utracie męskiej połowy pisze Robert Gessain w książce „Ammassalik”. To zresztą nie taki znów niespotykany zwyczaj – patrz: Indie.

  270. @wbocek 19 wrzesnia, 19:53
    Zaskoczyles mnie swoja ocena kobiecosci. Powinienes wiedziec, ze nie kazda kobiete cechuje szczegolna troskliwosc, za to wiele kobiet zle odbiera protekcjonalny ton ze strony mezczyzny.
    Jak chodzi o gadulstwo, mam wrazenie, ze mi w nim nie ustepujesz i moge to wrazenie rozszerzyc na wielu mezczyzn. Co powiedziawszy, skladam bron.

  271. kruk
    19 września o godz. 20:51

    Kruku, darujmy sobie między dorosłymi stereotypowe odkrywanie Ameryk w rodzaju „nie wszyscy”, „nie każdy”. Wiadomo na bank, że wszyscy, co żyją, to się na bank urodzili i na bank umrą – tyle „wszyscy”. Poza tym o wszystkim można ze stuprocentową pewnością mówić, że „nie wszyscy” i „nie każdy”. Więc po co te oczywistości mówić? O gadulstwie mówię wtedy, kiedy ktoś, miast skupiać się na tym, co jest głównym tematym, rozwija własne uboczne wątki, wyjaśnia jasne, poucza, a na końcu się okazuje, że główny temat – ni w zub nogoj.

  272. @\Lonefather
    Składak nigdy nie miałem , ale zawsze z podziwem patrzyłem na posiadaczy, bo dla mnie usposabiali klasę, takiego kajakarstwa powolnego , z namiotem, wieczorem ognisko, zawsze ktos ciekawy podejdzie i coś opowie. Zaliczyłem chyba wszystkie ważniejsze spływy w PL. Zwykle w grupie , kajaki z PTTK (czy ta zasłużona instytucja jeszcze jest?), teraz są prywatne wypożyczalnie , kajak zreszta łatwo przewieżć na dachu, jak się ma bagażnik. Kiedyś miałem łódkę, taką małą kabinówkę z jednym masztem.Niestety żona nie chciała ze mną pływać z powodu braku zaufania do moich zdolności żeglarskich.Kiedyś mało conie została wyrzucona za burtę przy mimowolnym zwrocie przez rufę.

  273. @Mag
    Liczę też na zmianę klimatu, bo mam w ogródku dużo roślin wieloletnich, które nie wytrzymują dużych mrozów. Część przeniosę do takiej „szklarni” pod tarasem, reszta zostanie w gruncie. Są to rozmaryn, drzewo oliwne, i inne ozdobne nie pamietam wszystkich nazw.
    pozdrowienia

  274. mag
    19 września o godz. 19:11

    Pisze o tym z punktu widzenia ludzi mocno dojrzałych, którzy się doczekali i nie chcieliby tego stracić. Bo młodsi nawet nie wiedza, co mają do stracenia.

    Wiedzą, ale bardzo się dziwią spotykając starszych, którzy nie wiedzą albo zapomnieli. Miałem niedawno taką przygodną konwersację. Leci kobita z Warszawy do Birmingham jak, nie przymierzając, do warzywniaka na rogu, ale UE to, panie, samo zło. A w kolejce na granicy pol-niem (co jeszcze ja pamiętam) to pani lubiła stać? A wie pan, nie było źle, co najwyżej kilka godzin.

  275. kruk
    19 września o godz. 20:51

    Wiesz co, kruku? Muszę Cię przeprosić za dosyć obcesowy ton w poprzednim liście do Cię. Odniosłem się do Ciebie jak do przeciwnika – i to jest słabość chłopa. Kiedy mówimy o tym, co jest kobiece, a co męskie, to chodzi o postawy i zachowania dominujące, a nie o wyczerpanie płciowego uniwersum. Otóż na pewno prędzej kobieta się pochyli nad leżącym na lub przy chodniku mężczyzną, zaplutym zwłaszcza, niż mężczyzna. Znacznie częściej kobiety spacerują ze starymi rodzicami, niepełnosprawnymi, kalekimi, upośledzonymi niż mężczyźni. Kim są pielęgniarki, salowe – chłopami w spódnicach? Ja bym na kasie w Biedronce nie wytrzymał pół godziny. A tu na blogu kto z gałązką oliwną w dziobie chadza i poucza jak niesforne dzieci – chłopy czy mag, Neferka, kruk? Kto jak szarobury kotek mruczeniem odpowiada na agresję – raczej panie, czy raczej pany? Oczywiście, dokąd się ucho nie urwie, bo panie też mają pazury. Nie zamierzam mówić tego, co mężczyźni w sile wieku mówią o kobietach, jak mój sporo starszy cioteczny brat: „Baba to i baba, chłop to i chłop”. Z wiekiem zacząłem zauważać tak wielkie różnice w kobiecej i męskiej psychikach, że aż podejrzewam, że to dwa różne gatunki człowiekowatych. Dlatego wrogie mi są równościowe głosy, że kobieta niczym się nie różni od mężczyzny. Ślepy widzi i głuchy słyszy, że się różni. A ja ze wszystkich sił, z całego serca swego, z całej duszy swojej jestem za różnicami. I żeby ich było jeszcze więcej. Nie szkodzi, że już nie dla mnie, że nie skorzystam. Czy z pięknego obrazu mam więcej niż widzenie, a z pięknej muzyki – więcej niż słuchanie?

  276. @wbocek 19 wrzesnia, 20:51
    Milo mi uslyszec te niuanse o naturze kobiecej. A juz myslalam ze „skupienie sie na glownym temacie” dotyczylo Twojego chorego kolana. Pewnie jednak miales na mysli cos innego i przyznam sie, ze nie wiem co glownym tematem bylo. Na ogol jest tak, ze kazdy ma swoj.
    Wierze, ze na kolano znajdziesz wlasciwa terapie i wkrotce uslyszymy, zes wrocil do formy. Mnie tez zdarzyly sie rzeczy nasuwajace mysl o finale, ale jakos w miare normalnie zyje i nawet moj lekarz jest tym nieco zaskoczony.

  277. Ej, prawie wszystkie my tu takie nieco zużyte 🙂

  278. @@Kruk, wbocek

    Relacje i roznice zarazem, KOBIETA/MEZCZYNA znakomicie opisuje afganskie powiedzenie, ktore leci tak:

    100 mezczyzn, to zalozy co najwyzej oboz, za to jedna kobieta wystarczy, zeby byl DOM…

    podrowka
    ~l.

  279. Wpis blogowy przypomial mi, ze nalezalam do pierwszych osob, ktore odezwaly sie na blogu red. Kowalczyka.
    W inauguracyjnym wpisie redaktor poprosil o ewentualne podzielenie sie wspominkami, jak ktos stal sie ateista. No to sie podzielilam mniej piszac o sobie, bo to naogol wszyscy maja jednakowa droge, a wiecej o moim wnuku, ktory ta droge mial dosyc interesujaca.
    Mysle, ze w Polsce byla i jest bardzo silna tradycja katolicka, dlatego malo jest wypadkow, zeby religia po prostu tak wyblakla. U mnie tak wyblaklo. To juz ostrzej walczyly z ksiezmi ( przeciez nie z religia jako calosc) na religii moje dzieci, z ktorych jednemu sie znudzilo i przestalo chodzic a drugie chodzilo delektujac sie dyskusjami z nieszczesnym ksiedzo- nauczycielem.
    Z nauczania chyba byl cienki ten ksiadz, ale za to jaki budowniczy przybytkow koscielnych. ho, ho..
    No wiec moj jeden wnuk wychowywal sie przez omal dziesiatek w domu gdzie byly dwie religie – teorytycznie, a wlasciwie zadnej. Chodzil w W-wie do tak swieckiej szkoly, ze religia byla tam szczatkowa, a moze wcale nie bylo, w kazdym razie nie pamietam, zeby corka podnosila kwestie, do komunii nie poszedl. Wskutek zawirowan losu znalazl sie w Ameryce, gdzie w trakcie roku szkolnego i bez jezyka musialam go wyslac do jakiejs szkoly. Z roznych przyczyn najlatwiej bylo mi wyslac go do lokalnej szkoly katolickiej. No i tak stal sie praktykujacym katolikiem, spozniony z mlodszymi przystapil do komunii, sam chcial. Bylo to latwe, bo zadnych extra nauk, skladek itd nie bylo. Na jedynym zebraniu rodzicow, ksiadz powiedzial, ze takie dzieci nie maja grzechu, bog je kocha i nie nalezy je stresowac jakims poczuciem winy. Poniewaz chlopak byl ambitny i obowiazkowy jednak jakis grzech se wynalazl, z ktorego po spowiedzi zwierzyl sie matce: wyspowiadalem sie, ze mojego mlodszego brata, ktory jest Zydem nauczylem znaku krzyza swietego.
    Na poczatku szkoly sredniej zakochal sie w dziewczynie, ktorej matka byla pentacostal (zieloswiatkowiec), na ktory przeszla z judaizmu. Spotkania mlodych odbywaly sie w sobote po zaakceptowaniu przez matke „partnera” na takich jakby zbiorkach mlodych z tego wyznania. Skonczyl sie katolicyzm, najwiekszym mankamentem bylo, ze dziewczyna byla niezwykle plodna literacko i pisala jedna powiesc na miesiac, no i zakochany chlopak sprawdzal je na okraglo nie majac czasu na nic innego. Na szczescie rzucila go dla wielce obiecujace czarnego kolegi z tej samej szkoly, a przez wakacje wyjechala do Kolorodo. Jednak watek duchowy ciagle sie tlil w mlodym czlowieku. W szkole bylo wielu Azjatow, wiec przez jednego z nich zostal wciagniety do jakiegos kosciola chrzescijanskiego ( Bunda czy cos kolo tego), ktory prowadzil nawiedziony Chinczyk z Australii. Na te zajecia sobotnie, podobnie jak wczesniej do Zielonoswiatkowcow go wozilam. To to byl olbrzymi osrodek spoleczny, dom kutury, poradnictwo i co tylko. Tlum famlijny tylko sie przewalal. Zreszta naprzeciwko byl podobnie rozbudowany osrodek Hindu. Wiem, bo zawsze czekalam 2,5 h do zakonczenia zajec.
    W kolejnej klasie pan od historii byl baptysta, ktory oczywiscie w swieckiej publicznej szkole nie nawracal, ale organizowal zajecia , gdzie wspominal cos o swojej glebokiej wierze. Podobno byl charyzmatyczny. Nie wiem czy molestowal, wygladalo to dosyc atrakcyjne, wycieczki, mecze dla mlodych itd… Troche i wpadl w uwielbienie pan nauczyciel do mojego wnuka i drugiego wschodnioeuropejczyka, ktorzy zamiast uprawiac sporty w jedna sobote, skrecili mu kilka mebli z IKEI.
    Historia sie skonczyla, ale coraz wiecej bylo koreanskich kolegow ze wspolnej trasy metrem. Koreanczycy to w wiekszosci protestanci i maja bardzo silne te swoje community. Bylo to tym bardziej na reke, bo ten ich kosciol byl bardzo blisko miejsca zamieszkania, wiec chodzil na niedzielna msze na 11-ta jako jedyny nieazjatycki Koreanczyk i na jakies rozne tam zajecia. Pamietam jak przerazenie oblecialo najbliszych, kiedy oswiadczyl, ze ma „casting” do jaselek. Na szczescie dostal zajecie w sekcji scenograficzno–technicznej. No tak zeszlo z rok. W koncu zaczal opuszczac sie w tych niedzielnych rytualach, az ktoregos dnia matka o to zapytala o to, a on odpowiedzial: przestalem chodzic, bo jestem nie wierzacy. Zapytany jak do tego doszedl, odpowiedzial – to jest bardzo latwe. Temat wiary takiej, czy siakiej zostal wyczerpany na zawsze.
    Moge tez szerzej opisac jak moj judaistyczny wnuk indoktrynowany w religijnej podstawowce R. Laudera w W-wie tez dotarl metoda blakniecia do mety niewiary, akurat w zydowskiego boga. Ale przeciez nie moge narazac na nerwy gurow tutejszego bloga.

  280. Stachu39
    19 września o godz. 21:56

    W miedzyczasie pogadalem z ojcem i wspolnie ustalilismy, ze ostatni raz rozlozylismy i plywalismy „Wyprawka” w 2011 roku, czyli jakies 47/48 lat od jej wyprodukowania. Nie umiem sobie przypomniec swoich dzieciecych odczuc, bo swiat ogladalem „na zewnatrz” z bycia i splywania rzekami roznymi kajakiem, a nie „do wewnatrz”, czyli jak to jest byc i plynac w kajaku… Jak siegam daleko wstecz, to mi sie wszystko wydaje normalne i naturalne, czyli mamy skladane kajaki, szykujemy wyprawe, pakujemy sie i jedziemy na dworzec kolejowy, koleja do wybranego miasta nad wybrana rzeka, dalej dotarcie z dworca nad rzeke i rozlozenie kajakow… pozniej, gdy juz zostana na wode spuszczone pakowanie i wskakiwanie do nich i splyw…

    I czerede „miejscowej dzieciarni” pamietam, ktora z „rozdziawionymi” gebami obserwowala jak z workow wyciagamy i skladamy szkielety, a potem wkladamy je do rozciagnietych poszyc i laczac czesci dziobowe z rufowymi napinamy i z kilkudziesieciu listew i „beksztaltnego” gumowo-materialowego „worka” powstaje zgrabna konstrukcja eleganckiego kajaka…

    Wtedy tak tego nie widzialem, dzis jak Ty swoimi pytaniami uruchomiles wspomnienia, to widze, ze to bylo troche tak jak widac na filmach z afrykanskiego interioru, gdy ekipa „bialych podroznikow” rozklada sprzet, a miejscowi sie gapia iwydaje sie, ze nic nie rozumieja, nic nie pojmuja i sie tylk gapia zafascynowani… Tak to dzis mi sie wspomina po piecdziesieciu paru latach.

    Fajne, bardzo fajne i jak dzis widze, zupelnie wyjatkowe, dzieki moim rodzicom, mialem dziecinstwo. Z „reka na sercu” wyznam, ze nie znam nikogo innego, kto mialby rownie fajne dziecinstwo jak ja mialem. W lecie co najmniej 2, czasem 3 tygodnie splywu kajakowego, ze dwa tygodnie w gorach (zwykle Tatry) i ze dwa tygodnie nad morzem, a zima 2 tygodnie zimowiska. Sporo moich kolegow mialo zimowiska i jakies letnie wyjazdy, ale nigdy tak roznordnie bogate jak ja mialem. Ani moja wina, ani zasluga. Po prostu moi rodzice byli wyprzedzajaco nowoczesni jak na swoje czasy. Woleli „konsumowac” n.p. 30%, a 70% przeznaczali na wypoczynek. Chyba dokladnie odwrotnie niz wszyscy dookola. Ja to kontynuuje, czyli swojego synka ucze tego co mnie nauczyli moi rodzice.

    pozdrowka
    ~l.

  281. konstancja
    19 września o godz. 10:35

    Przeczytaj cale opowiadanie prosze!

    https://pl.wikisource.org/wiki/P%C5%82aszcz_(Gogol,_1903)

  282. Stachu39
    19 września o godz. 21:56

    Moze to glupie, ale jeszcze takie wspomnienie mnie naszlo. Wspomnienie,ktore duzo wyjasnia, wiec i nim sie podziele.

    Kiedys, gdy mialem jakies 5, cy 6 lat, jadl z nami kolacje moj kumpel, syn sasiadow, bo z jakiegos powodu moi sie nim na ten wieczor opiekowali. Dla mnie kolacja byla zwykla, chleb, maslo, ser topiony i jakis dzem. I wyobraz sobie,ze ten moj kumpel, namarowal maslem kromke chleba i rozpakowal trojkatny serek topiony i caly na tej kromce chleba rozsmarowal… Do teraz pamietam swoje zaskoczenie, ze tak mozna, bo dla mnie te trojkatne opakowanie bylo na dwie, a nie jedna kromki…

    Moi byli skomni, nie to ze sknerzy, ale zwyczajnie po prostu skromni i woleli na co dzien zyc skromnie, a co zaoszczedzili, wydawali na wakacyjny wypocznek, ktorym bylo nie lezenie „bykiem na plazy”, tylko jezdzenie i widzenie i doswiadczanie swiata.

    Choc to moze glupio zabrzmiec, to wlasnie za to najbardziej kocham i cenie swoich „starych”, ze mi oszczedzili zmagania sie z wierzeniem w jakas bozie, a dali poznanie kraju i zaszczepili „lazikowatosc”, co sie obecnie modnie nazywa podroznikowaniem.

    pozdrowka
    ~l.

  283. @act
    19 września o godz. 2:44

    No i mogliśmy się byli razem napić, byłoby wesoło, ale czasoprzestrzeń nie sprzyja (zakrzywiła się czy co), więc piliśmy osobno i pewnie na smutniej. Ale tak nakomplemenciłeś, że hej 🙂 i trochę pomogło.
    W jakiejś innej rzeczywistości będziemy wszyscy w kochanej ojczyźnie mieszkać i po pracy na piwo chodzić zamiast się po świecie latarniczyć, ale jak dotąd w Polsce można ludzi trzymać tylko siłą. I chyba nic się w tej sprawie nie zmieni.

    Conrada czytałam jeszcze w liceum, i „Lord Jim” był na mojej osobistej top-liście. Jakoś mnie ruszył i wzruszył. Listy nie weryfikuję bo po co sobie psuć wspomnienia. (Chociaż „Jądro ciemności” powtórzyłam po „Czasie Apokalipsy” i ciągle było ok). Jest nowa biografia Conrada „The Dawn Watch” (Maya Jasanoff, 2017), ale sobie cierpliwie czeka w kolejce. Podobno dobra. I może bez okropności które wygadywała na niego żona.

  284. izabella
    20 września o godz. 3:59

    Izko,
    dobre to: ‚po świecie sie latarniczyć’.
    Nowa biografie Conrada juz notuje.

    A’ propos spraw morskich goraco polecam film ‚All is Lost’
    z Redfordem (film jednego aktora)! Unikalne doprawdy doswiadczenie.

    Polecilbym pombockowi ale on mowi, ze nic nie oglada poza przyroda. Na wszelki wypadek Jerzy tu slowo o filmie:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Wszystko_stracone

  285. @Lonefather
    Fajnie jest mieć fajnych rodziców. Ja byłem półsierotą już od 8rż, a matka nie dawała sobie rady w nowej sytuacji społecznej i rodzinnej. Czytam teraz książkę Wichy „Rzeczy, których nie wyrzuciłem.” Bardzo ładne i wzruszające wspomnienie po matce i rodzicach i życiu inteligentów w Ludowej ojczyźnie. Książka nominowana i nagradzana. polecam też innym blogowiczom.
    Ahoj

  286. @Zyta
    Moje dzieci stały się areligijne chyba z powodu małego zaangażowania w te tematy. Pomijam okres I Komunii, wtedy widziałem przejęcie się spowiedzią, ew. grzechami no tą całą oprawą: sukienki, fryzjer, ew. mały makijaż. Później już nie uczestniczyły w życiu religijnym. Nie miałem żadnych pytań związanych z wiarą, zresztą wiedziały o moim ateiźmie. nie widziałem,żeby coś czytały mającego związek ze światopoglądem, poza starszą, ale ta o takich „intymnych” tematach nie rozmawia. gdybym ją teraz zapytał czy wierzy w boga, uznałaby to z zbytnie wtargnięcie w jej świat osobisty i udzieliłaby jakiejś niekonkretnej odpowiedzi, żeby zamknąć temat i nie dopuścić do dyskusji,

  287. @Stachu39am
    20 września o godz. 7:31

    Twoje słowa przywołały mi moje wczesne dzieciństwo.
    W tym czasie mieszkaliśmy w dość małej miejscowości.
    Po sąsiecku umierała młoda kobieta.
    Sąsiadki tam poszły i moja Mama też. Jakimś sposobem i ja tam się znalazłam
    Po jej odejściu mąż nieutulony w bólu płakał.
    Wtedy obecny tam lekarz zwrócił się do niego i powiedział:.
    Czemu głupi płaczesz, tego kwiatu jest pół światu. Nie ta, będzie następna.

    I stało się coś przedziwnego. Ow mąż natychmiast otarł oczy i przestał płakać.
    Kobiety tam będące spojrzały na siebie wymownie.

    Faktycznie po niedługim czasie ożenił się powtórnie, ale dzieci z poprzedniego małżeństwa zniknęły. Potem widziałam raz przelotem starszego chłopca, widać przyjechał na chwilę w odwiedziny. Wyglądał zaniedbany, szczuplutki, nieśmiały i smutny.
    To jest jedno z moich najwcześniejszych wspomnień, które się b. mocno wbiło w pamięć. Potem a i teraz też czasem myślałam o tych dzieciach i o tej całej sytuacji.

    Ktoś kiedyś powiedział, że jak umrze ojciec, to dziecko jest półsierotą, a jak matka, to całkowitą sierotą. Oczywiście wyjątki (ponoć ich ostatnio więcej) potwierdzają regułę.

    Napisałeś, że zostałeś półsierotą w wieku 8-miu lat. Moja Mama straciła ojca jak miała 4 latka. Mnie dzisiaj jest ciężko po stracie Rodziców, pomimo, że spotkało mnie to jak byłam dorosła. A jeszcze w tamtych czasach to Twojej Mamie musiało być bardzo ciężko. A jednak udało jej się wychować dzieci na ludzi.
    Jeżeli zechcesz, to napisz jak straciłeś swojego Ojca i jak to wtedy odczułeś.

    Pozdrawiam serdecznie

  288. Stachu39
    20 września o godz. 7:31

    Moj syn jest polsierota od 3 tygodnia zycia, co kiedys juz przy okazji rozmowy o nicknamach wyjasnilem. Czasy sie bardzo zmienily i dzis Twoja mama lepiej dalaby rade. Choc i tak nalezy sie jej najwyzsze uznanie, ze sobie poradzila i Ciebie „na ludzia” wychowala. Dzis samotny rodzic daje sobie rade latwiej, ale gdyby nie wychowanie w skromnosci jakie odebralem, to pewnie byloby mi trudniej.

    pozdrawiam
    ~l.

  289. @wbocek
    19 września o godz. 15:55
    No i parę jamneńskich nieruchomości……

    Zdjęcia superrrr!, zwłaszcza ostatnie, z chmurkami odbitymi, fantastyczne. Aż mi się ckliwie na sercu zrobiło, bo przypomniały mi cygańskie wakacje na Pojezierzu Myśliborskim, z (prawie już) żoną, słodkim ptakiem młodości, pod mini namiocikiem, z kajakami i rowerami wodnymi w programie. Jedna z rzadkich okazji gdy wypuszczałem się na wody, bo z genów i upodobania to góral jestem, a nie żeglarz, choć pływać lubię

  290. @404
    20 września o godz. 8:19

    Z tymi ojcami to jest różnie, bardzo bliska mi osoba miałaby o wiele lepsze dzieciństwo gdyby ojca (takiego) nie miała. Ale, jak mówi przysłowie, rodziny i pogody wybierać się nie da.

  291. 20 września o godz. 9:59
    Lonek

    Przyjmuję, że gdy mówisz o „dawaniu rady”, chodzi o technikalia, oraz o większą, ogólna wygodę i dostępność rzeczy. W samej bowiem istocie „dawania rady”, czyli tym jak i jakim się jest rodzicem – niewiele się zmieniło. Być może nawet sprawy są trudniejsze, bo bardziej złożone

  292. 20 września o godz. 10:30
    Herstoryk

    Z matkami też jest różnie, a sprawy z nimi, czesciej niż z ojcami – mniej oczywiste

  293. Tanaka
    20 września o godz. 13:18

    Sie zgadza, ze o technikalia chodzi. Wiesz, ze nie mam piersi co by miec mleko, za to w sklepie mialem mleko w proszku i to rozne mleka stosownie do wieku. I choc bylem sam, to jednak mialem pomoc z systemu i troche pomocy od innych ludzi. Dalem rade, ale we dwoje sie latwiej daje rade i tego nie da sie zapomniec. I czy w duecie, czy w pojedynke, mozna byc, mozna nie byc, dobrym, lub byle jakim rodzicem. W pojedynke sie nie ma wyboru i trzeba byc, w duecie faktycznie jest zlozenie, bo zawsze jest pokusa, zeby wiecej zwalic na drugiego.

    pozdrowka
    ~l.

  294. @mag & @404
    Piękny wstępniak @mag.
    Zmobilizował wielu do zwierzeń. Ja też straciłem wiarę, o ile ją kiedykolwiek miałem, w wieku ok 14 lat. Też czytałem Parandowskiego „Niebo w płomieniach”, ale najbardziej mnie zdemobilizowały tzw. litanie czy różańce. Nie mogłem tego znieść – myślałem: „to jest głupie” .
    Tu chciałem napisać o tej traconej wierze. Trochę to dziwne bo byliśmy wprowadzani przez kościół w wiarę bez naszej woli, z woli rodziców (a to nie jest coś co powinno się dziedziczyć), w wieku w którym w najmniejszym stopniu dziecko nie jest w stanie podejmować decyzji o tym czy chce, czy nie chce wierzyć i ewentualnie w co. Przecież przypisanie do kościoła odbywa się w wieku wczesno-niemowlęcym, kiedy dziecko nie jest w stanie sygnalizować swojej woli. W związku z tym uważam, że nieograniczony dostęp kościoła do dzieci (od przedszkola) poprzez lekcje religii, jest narzucaniem „siłą” nieświadomym dzieciom pożądanego przez kościół światopoglądu. (nazwałbym to: pedo-schooling). Filozofia jest wykładana dopiero na studiach, a etyka w uproszczonej formie może być nauczana wcześniej, ale są to nauki areligijne, gdzie dopuszczalne są sceptyczne podejścia i nie ma żadnych dogmatów.

    Znacznie później przeczytałem „Delusion of God” i „God in not great” i otrzymałem podbudowę teoretyczną

  295. Psychopata Macierewicz iż obiecuje, że jak Jaki zostanie prezydentem, PKiN zostanie zburzony. Nie w swoim imieniu bydlak mówi, nie swoją własność będzie burzył i nie za swoje pieniądze. W głowie się nie mieści, ile ten PiS nazbierał dziwadeł, z obsesyjnym i zajobowatym kurduplem na czele, które nadają się wyłącznie do domów bez klamek.

    Z przyjemnością zagłosuję – nawet w drewnianej koszulce – na partię, która w swoim programie jasno powie, że żadna władza nie jest właścicielem państwa i wyraźnie uściśli i ograniczy w poprawce do konstytucji zakres uprawnień wszystkich władz i kategorycznie zabroni im samowolnego decydowania o materialnych i duchowych dobrach przeszłości, w szczególności burzenia jakichkolwiek budowli, zmiany nazw itp. bez zgody właściciela Polski, jakim jest naród. Czyli jakiekolwiek radykalne zmiany – wyłącznie po akceptującym referendum. Pisanie historii jest zajęciem naukowców historyków, a nie jakichś ipeenów czy władzy.

    To, co się chyba tylko dla śmiechu nazywa w Polsce „demokracją”, stało się w przejściowym okresie poręczną przykrywką dla grabi grabiących do siebie oraz podwórkowych obsesjonatów i zajobów realizujących swoje chore, prostackie wizje bez znajomości cywilizowanych reguł państwowego działania, bez dyscypliny, odpowiedzialności i zahamowań. Konstytucję rzeczywiście trzeba byłoby trochę zmienić: głównie wprowadzając do niej zabezpieczenia przed samowolą puszczańskiej dziczy, jaką w niemałej części są Polacy

  296. zetus1
    Nie zwierzyłam się we wstępniaku, bo byłby dluższy, że miałam chyba diabełka za kołnierzem (tak pisał o sobie @loniu) od maleńkości.
    Otóż babcia nad wyraz pobożna ciągała mnie na różne majowe, czerwcowe, a nawet chyba na „godzinki”, bo jakoś tak nie było co z dzieckiem zrobić po odebraniu z przedszkola. Babcia miała głęboki alt i śpiewała w kościele tzw. drugim głosem, co ją wyróżniało, a mnie strasznie zawstydzało. Piszczałam więc u jej bogu na daną pobożną melodię jakieś straszne głupoty o moim narzeczonym lotniku, który właśnie wrócił z wojny(?!), jest taki pięęękny i w ogóle. A lotnik wziął się stąd, że w okresie mojego dzieciństwa była w Radomiu szkoła lotnicza im. Żwirki i Wigury przy miejscowym lotnisku wojskowym. Na przystanku autobusowym obok naszej kamienicy często widziałam wracających z przepustki młodziutkich podoficerów w lotniczych mundurach, którzy jawili mi się jak jakie janioly podniebne i to do nich wzdychałam w kościele.
    Tak więc moje katolickie wychowanie to była nie tylko trauma, ale i dawanie mi przedsmaku emocji jak najbardziej świeckich, intuicyjnie obiecujących bardzo ciekawe i przyjemne doznania.

  297. @mag
    20 września o godz. 16:40

    Diabełka za kołnierzem? Ty go miałaś za skórą 😎 I chyba dalej tam siedzi 😉

  298. wbocek
    Widzę, że i ty, apolityczny z zasady, doznajesz już takiego wkurwu, że zabierasz głos po obywatelsku. Wypunktowałeś wszystko jak trzeba, zwłaszcza to, że pisdzielce poczuły się właścicielami Polski i wszystko mogą – zburzyć (PKiN,) i wszystko wybudować od nowa, nie jakiś tam historyczny pałac Jablonowskich , ale Niepodległości(!)
    Wszystko jest teraz Niepodleglości, choć zmierza dokładnie w kierunku odwrotnym, rozwalając najlepsze od dziesięcioleci sojusze, gwarantujące nam bezpieczeństwo i „wybijając się” na osamotnienie zwane suwerennością, z takimi potęgami jak Węgry (ew. trójmorska Bułgarię i Rumunię).
    Powiem ci szczerze @pombocku, że chce mi się wyć, gdy patrzę na to, jak PIS pogrąża Polskę. A także jest mi zwyczajnie wstyd, że durnia i pajaca mamy za prezydenta.
    Uściskowuję cię mocno, bo ogromnie potrzebuję ciepła i zrozumienia.

  299. Tobermory
    Przez grzeczność nie zaprzeczam.

  300. wbocek
    20 września o godz. 16:13 ‚Pisanie historii” to nie tyle sprawa historyków, bo ona się pisze sama, albo inaczej: ludzie i wszelkie pozaludzkie zdarzenia mające z nami cokolwiek wspólnego ją piszą (powódź to też historia), zaś historycy są raczej od tego, by tą historię – poznawszy ją jak najdogłębniej – skondensować do przyswajalnego przez jednostki i ich grupy bryku, który będzie przy tym spełniał najważniejsze kryterium: maksymalnej biskości wobec historycznej rzeczywistości.

    Pisoidy mają w sobie coś takiego, substancjalnego, że jak żadna dotąd partia u władzy (AWS był pewnie bardzo blisko, ale i też część pisoidyzmu jest z awuesizmu), zebrała w sobie najgęstszy wyciąg z wszelkiego skrzywienia tak moralnego jak i umysłowego. Wielkim Przyciągaczem Szwadronów takich dronów jest Kaczyński. Mały jest, a taką ma pojemność zło-rzeczenia i zło-robienia. Talent na miarę Wisły: kręty i mętny.

  301. mag
    20 września o godz. 17:22

    Przez grzeczność nie zaprzeczam.

    Bo co poniektórzy to przez grzeczność mówią włanczam, do ciebie szłem, no i do sandałów ubierają skarpetki. I są zadowoleni !

  302. mag
    20 września o godz. 17:21

    …durnia i pajaca mamy za prezydenta.

    Tak jest! Musi w tym być coś organicznego, jakaś biologia była tu czynna, a nawet o świciee, że tak jak setkami i tysiącami same pisoidy pokazują foty albo filmiki z rzeczonym, to ani jedna fota, ani jeden filmik nie pokazuje go inaczej, niż jako pajaca i durnia. Jak to się dzieje ? Oto Wielka Tajemnica Wiary. Nie wiem w co, oprócz wiary w pisoidyzm no i – ostatecznie – w bozię.

  303. Tanaka
    No więc ja jestem zadowolona. A podobno w skarpetkach jest przełom. Już można ubierać je do sandałów.
    Tanaczku, coś ci podesłałam mailem

  304. @Tanaka
    20 września o godz. 17:39

    Ubieram tylko choinkę albo kogoś innego.
    Natomiast (po)szłem mówię, kiedy było blisko, a (po)szedłem, jeśli daleko 😎

    Nazbierałem grzybów. 5 kg prawdziwków w ciągu 2 godzin.
    Wieś, nad którą leży mój grzybowy matecznik, jest od przedwczoraj prawie odcięta od świata. Droga do tej wsi (leżącej 500 m wyżej) wiedzie stromym zboczem głębokiej doliny dzikiego, górskiego potoku i przez most nad tym potokiem. Zbocza nie są stabilne, osuwają się po kilka cm na rok, więc most o wadze 1500 ton stoi na ruchomych filarach. Co jakiś czas filary te są hydraulicznie prostowane do pionu i właśnie przy takim zabiegu jeden 50-tonowy filar się omsknął 🙁
    No i mamy problem.
    Most i cała droga dojazdowa zostały zamknięte, nie wiadomo na jak długo. Komunikacja ze wsią odbywa się przez wieś po drugiej stronie góry i wąską, krętą i spadzistą 5-kilometrową drogą między nimi. Droga ta jest w zimie zamknięta, ma kilka mijanek, różnica wysokości między wsiami wynosi 300 m.
    Nie jest to dramat na miarę wiaduktu w Genui, ale lokalnie spory problem. Zanim zostanie naprawiony ten uszkodzony filar, potrzeba dwóch wsporników o wysokości 16 metrów, zdolnych utrzymać 200 ton nacisku. Jeśli znajdą się gdzieś gotowe, to naprawa nie potrwa długo, ale jeśli je trzeba najpierw wyprodukować…

  305. A za pazuchą można diabła mieć? I co to ta pazucha? 😉

    Czy w skarpetkach drgnęło jak onegdaj w rajstopach?

  306. Tobermory
    20 września o godz. 18:11
    mam nadzieję, że na tę okoliczność masz stosowne zapasy żywnosciowe

  307. Tanaka
    20 września o godz. 17:35

    Och, Tanako, jak ja ci dzęki za jakże jasne wyjaśnienie! To i ja Ci z wdzięczności wyjaśnię. Dzieją się dzieje, a potem się zbiera je do kupy, mówi o nich i pisze, i to się nazywa „historia”. Jak mówię, że „Pisanie historii jest zajęciem naukowców historyków”, to nie mówię o jej stawaniu się, lecz wyraźnie – o PISANIU.

    Co do drugiego apetytu…tfu!…akapitu przekonywać się nie musimy.

  308. Nefer
    Zapazucha (razem czy osobno pisane będzie wiedział @Tobermory) to jest chyba takie cóś, że masz na sobie jakiś paltot, kurtkę, a tam w środku, na wysokości piersi plus minus jest wewnętrzna kieszeń. Taki sobie schoweczek.

  309. mag
    20 września o godz. 17:46

    No ale nie, że przełom, tylko Niezłom. Że Duda jest Niezłom. Złom. Że – Ny. Z tym Dudą jest jak ze skarpetami. Chroń mnie święty Nazary razem ze świętym Isysorem, żebym miał skarpety ubrać, do sandałów.
    A gdzie trzeba, zajrzę 🙂

  310. wbocek
    20 września o godz. 18:29

    Takeś mi i wyjaśnił. I niech żyje Kolano ! Najlepiej – niecierpiące. Bo tego od bolesnej męki – co na krzyżu, a nie w Slupsku – to mamy niezdrowy nadmiar.

  311. wbocek
    20 września o godz. 18:29

    Aha, bo bym nie powiedział: na Kaszubach jest miejscowość Kolano. Niedaleko jeziora, co by się zgadzało.

  312. Tobermory
    20 września o godz. 18:11

    Rety! Tyle prawdziwków to ja koło domu. w ogrodzie, zbierałem. A kożlaków i maślaków – parę razy tyle. Ale już nie zbieram, bo nie mam. Więc tylko nosem pociągam, czy ze Szwajcarii dociągnie.

    A szwajcarscy saperzy, to co? Nie mają takich podpór, żeby drogę podeprzeć? Bo jak to mam szwajcarski scyzoryk, w Lucernie nabyty drogą kupna i za okazaniem paszportu, ale żeby nim drogę naprawić, to chyba by nie dał rady, choć jest Wszystkomogący (czyli Olmajty). Jak co, Wojsko Polskie forsowało i to nie raz, to powinno móc. Zmóc. I że reprezentuje NATO. Co Szwajcaria na to?
    A swoją drogą – co za bajeczne życie w takiej wiosce. Chyba nie warto tam umierać.

  313. Byle za kołnierz nie wylewać, to diabeł za kołnierzem nie taki straszny jak go malują.
    Za skórą ma się zaskórniaki. A co się ma za pazuchą? 😐

  314. mag

    Mag – żeby nie mówić „Magdaleno” – miałem okropne pragnienie, żeby Cię wziąć na bagażnik lub – lepiej – do woreczka na pierści i pojechać na wycieczkę. No i żeśmy pojechali. Tylko że dzięki piekielnej technicznej inteligencji komputerowych smarków nie jedziemy jak Pan Bóg przykazał, tylko – skaczemy. Na przykład zaczynamy wycieczkę od środka wycieczki, potem prujemy na koniec, wracamy na początek i tak to leci. Za trudne jest dla smarków zrozumienie, że oni są dla użytkowników, a nie odwrotnie, i że w związku z tym mają robić programy pod potrzeby użytkownika, a nie pod swoje techniczne, głupkowate wizje. Krótko mówiąc, mag, fotki są poprzestawiane nie przeze mnie, lecz przez program, a nawet przez dwa programy.

    A miało być tak.

    Wjeżdżamy w las w miejscowości Machowino za Słupskiem (na trasie do Rowów). Wąską, ślepą szoską suniemy do miejscowości wczasowej Poddąbie w środku nadmorskich lasów. Cudowne zadupie. Dojeżdżamy. Trzy widoczki Poddąbia i noga za nogą jedziem/idziemy ścieżkami na wysokim klifie w stronę Ustki. Poddąbie to od strony morza piękne buki, które jeszcze mnie pamiętają, jak byłem tam w 1951 na kolonii (nie był to ośrodek wczasowy, lecz trzy domy), a potem już do samej Ustki – morze sosen. W portowym małym mieście najważniejszy i najatrakcyjniejszy jest port, więc tam kończymy wycieczkę. Z Poddąbia są trzy kilometry do Rowów, gdzie umordowani ciężką pracą redemptoryści (Rydz) mają skromny pałac wypoczynkowy. A do Ustki – 10 km. Po tej wycieczce z dala od blaszaków, sideł, strzałów, małp i szczekających psów człek jakiś czas chodzi wyprostowany i lekko oddycha. Potem wraca do normy, garbi się i jest ledwo sapiens.

    Dziękuję, mag, za chętne towarzyszenie, cudowny damsko-męski nastrój, przemiłą konwersację z achami, ochami i się polecam.
    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6603369618153563409/6603369623813478674?authkey=CNr8tIyEneL5xAE

  315. Tobermory

    Tobermorku, miałbym do Cię kolanowe pytanie. Oto niemiecki rower z silniczkiem.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6603382007006873138?authkey=COvlme_ynsncxAE

    Nie mam pojęcia, jak się dowiedzieć, czy we Frankfurcie nad Odrą jest sklep z jednośladami. Obeznany jesteś z Niemcami, to może mi powiesz, jak się dowiedzieć. Nie wiem, co będzie po operacji, czy dam radę znów się włóczyć po 100 km dziennie (babka po operacji kolana u tego mojego kolegi już 18 lat skacze po górach bez najmniejszych dolegliwości) więc się przymierzam do tego, co jest mi, jako szkolonemu mechanikowi silnikowcowi, w prywatnym życiu kompletnie obce i wrogie: do spalinowego silniczka. Wtedy bym zaiwaniał nie po sto dziennie, ale po dwieście. Może nawet w sentymentalną podróż po Mazurach bym szurnął.

  316. A propos ekshumacji szczątków ofiar smoleńskich przeprowadzanych przez ponad dwa lata.

    Zwolennicy ekshumacji zapowiadali, że ekshumacje pomogą „wyjaśnić” coś, czego nie nazwali wprost. PiSowcy nigdy nie powiedzieli wprost i oficjalnie, że komisja Millera ustalająca przyczyny katastrofy smoleńskiej kłamała, tylko półgębkiem sugerowali, ze są tam takie nieścisłości, które można określić pośrednio – że są tam jakieś ślady podejrzanych machinacji, nie takie protokóły, niewiarygodne nagrania, np. długości nagrań z czarnych skrzynek różnią się od siebie o 1,5 sekundy, itd. ”Trzeba to wyjaśnić” – powtarzali w kółko.
    To było jedyne jawne i jedyne konkretne orzeczenie PiSowskich propagandzistów i ekspertów smoleńskich o jakoby niewyjaśnionej katastrofie.

    Gdy się zabierano do ekshumacji, to PiSowscy propagandyści i eksperci smoleńscy sugerowali głośno, choć bez większego przekonania, że wyniki ekshumacji pokażą jaki był przebieg katastrofy, co było przyczyną katastrofy w Smoleńsku i że najpewniej nie była to katastrofa.

    Sugerowali, że będzie o tym świadczyć analiza układów kostnych ofiar, która ukaże, odtworzy ostatni etap katastrofy, a przede wszystkim (i tu głosili z góry, bez żadnych przesłanek powziętą hipotezę), że samolot Tu-154M w Smoleńsku nie upadł na ziemię plecami, tylko został rozerwany wybuchem w powietrzu. Zapowiadali, że odnajdą na ekshumowanych ciałach ślady materiału wybuchowego, nity i inne odłamki z samolotu, a ich ułożenie i głębokość wbicia się w ciało, czy w kości, miały być mocnym, jeśli nie ostatecznym dowodem na to, że w samolocie tuż nad ziemią wybuchła bomba.

    Co było najśmieszniejsze, to to, żepodkomisja Macierewicza wykonała na poligonie wysadzenie szopki aluminiowej, która miała imitować kadłub samolotu Tu-154M, za pomocą bomby termobarycznej, której rozmiary wynosiły około 1m x 1m x 1m. Podkomisja orzekła, że próbny wybuch potwierdził hipotezę smoleńską zamachowo-wybuchową, bowiem skoro doświadczalna szopka poligonowa rozpadła się w czasie wybuchu, a samolot Tu-154M w Smoleńsku także się rozpadł, to ten fakt jest niezbitym dowodem, że w Smoleńsku samolot Tu-154M rozpadł się od wybuchu bomby termobarycznej. Podkomisja Macierewicza nie podała konkretnych rozmiarów tej bomby i metody jej podłożenia w samolocie przez agentów Tuska i Putina.

    Najciekawszym wnioskiem podkomisji wyprowadzonym z badania wybuchu termobarycznego było to, że wybuch ten nie zostawiał śladów wewnątrz szopki aluminiowej na umieszczonych w niej manekinach imitujących pasażerów samolotu. To był wybuch bezśladowy. Może jakieś plamy po trotylu gdzieś tam były, ale zasadniczo termobaryczny wybuch nie pozostawił śladów chemicznych. Czyli ekshumacje, jeśli chodzi o wykrycie materiałów wybuchowych, to kit dla ludu.

    Mijają dwa lata od rozpoczęcia ekshumacji i co słyszymy o wynikach? Jedyne sensacje, to zamiana ciał i obce szczątki w trumnach. O nitach, odłamkach, ułożeniach kości świadczących o tym, że samolot nie upadł na plecy, o śladach materiałów wybuchowych ani słowa. Dwa lata minęły! Ekshumacje prawie zakończone.

    Nic, dokładnie nic. Nawet odgrażania się nie ma, że znajdziemy, pokażemy, powołamy międzynarodową komisję, itd.
    Prezes to przeczuwał. Przez jakiś czas pewnie się łudził, że eksperci coś wymyślą. Tygodnie, miesiące, lata mijały, a dowody na zamach smoleński nie nadchodziły. Prezes wreszcie zrozumiał, że to wszystko traci sens, psu na budę zda się i porzucił hucpę smoleńską tak szybko, jak do niej kiedyś przystąpił. Znienacka zlikwidował odbywanie smoleńskich cyklicznych zgromadzeń modlitewnych na Krakowskim Przedmieściu korzystając z magicznej liczby 96.

    PiSowscy eksperci ponieśli całkowita porażkę. Co np. nie przeszkadza po wyroku Trybunału Europejskiego wskazującym na naruszenie przepisów i podstawowych zasad prze prokuraturę poprzez dokonywanie dubeltowych ekshumacji bez zgody rodziny, opowiadać ministrowi Ziobrze, że z punktu widzenia realnej sytuacji ten wyrok, to jest porażka PO, a co za tym chyba idzie – zwycięstwo PiSu.

    Jak zwykle nasza porażka jest jeśli nie zwycięstwem NASZYM – PiSu, to jest porażką poniesioną przez NICH. Przez nas nie, bo my zawsze wygrywamy i jak powiedział Prezes Jarosław w Szczecinie, to zwycięzcy piszą historię, a przecież to my – PiS jesteśmy zwycięzcami. Jarosław Ka jest urodzonym celebrytą, celebrytą całą gębą. Jeśli w tygodniu nie strzeli jakiejś insynuacji, nie sprowokuje nienawistną wypowiedzią nieprawdziwych Polaków lub poprzez swoich rezonatorów w rządzie unijnych lewaków, to tydzień uważa za stracony. Taki on już jest i nie ma na to rady.
    Pzdr,TJ

  317. wbocek
    20 września o godz. 21:05
    Fahrrad Rentsch
    1) Adresse: 21, Tunnelstraße Altberesinchen, 15232 Frankfurt (Oder)
    Telefon: 0335 520935
    Fahrrad Richter
    2) Adresse: Karl-Liebknecht-Straße 37, 15230 Frankfurt (Oder)
    Telefon: 0335 64145
    Schondau Volker Fahrradhandel
    3) Adresse: Winsestraße 4, 15230 Frankfurt (Oder)
    Telefon: 0335 321184
    W miejsce zera kierunkowy ´+49…

    Telefon: 0335 520935

  318. Uprzejmie proszę moderatora o wyciepnięcie mojego ostatniego komentarza na temat ekshumacji z blogu LA. Przepraszam za pomyłkowe zamieszczenie tego komenta na LA.
    TJ

  319. wbocek
    Piękna ta rajska brama, a w ogóle to bardzo tęsknię za morzem. Ostatnio byłam chyba 3 lata temu na Helu. Moja pani doktór od tarczycy zakazuje mi tamecznego jodu. Czuję, że to oleję w końcu, bo co to za życie bez życia, skoro nie smakuje.
    Wycieczkę z tobą odbyłam. Jezusiczku, na tym wysokim klifie w stronę Ustki aż mnie przytkało z zachwytu, no ale potem był odpoczynek w porcie i odetchłam.

  320. @izabella
    20 września,g.20:15
    Za pazuchą trzyma się zuchy. Takie malutkie skrzaciki, które pilnują np. portfela, puderniczki, dbają, żeby ich pan/pani trafil szczęśliwie do domu, gdy sobie przesadnie golnął, odbierają tel. komórkowe w takich sytuacjach, a nawet wysyłają esemesy.

  321. zezem

    Ojej, zezku, pieruńskie dzięki! Ależ mi się trafiło. Poproszę ich o prospekt, a potem się zobaczy – może balonem polecę. Bo moim okrętem byłoby pod górkę. Ciekaw jest cen. Bo ten na fotce kosztuje 590 euro. Dwie moje emerytury, ale bym się szarpnął. Tylko nie jestem pewien, bo nie zrozumiałem, czy ten jest używany. Bo jak na nówkę, byłoby chyba za tanio.

  322. tejot
    20 września o godz. 21:40

    Moderator orzekł, że co prawda przepraszać zawsze można, ale żeby tak zaraz taki wpis wywalać, to lekka przesada. Kto się z orzeczeniem nie zgadza, może sobie powołać własną podkomisję, a nawet zostać Macierewiczem.

  323. Budyń nawymyślał prasie od lewaków bo śmieli się śmiać ze słynnego zdjęcia.
    A taki był ładny, amierikanskij 🙂

  324. mag
    20 września o godz. 21:44

    Magg, ja tam nic nie mam do powiedzenia, więc napomknę, że Twoja pani doktór od tarczycy pomyliła popularne przekleństwo: niech cię piekło pochłonie/idź do diabła/obyś się w piekle smażył (po kaszubsku: goł tuhel !) z wycieczką do morskiej miejscowości o adekwatnej nazwie Hel. Mieszkać nad Wisłą i nie poznać plaży to znacznie gorsza sprawa niż zobaczyć Neapol i nie umrzeć. Albo odwrotnie. Kto nie zna plaży, nie zna życia. W Marynarce – też.

  325. Nefer
    20 września o godz. 22:27

    Budyniowi pewnie chodziło o to, że on nie budyń, tylko żel-fix. Z tym, że co do szczegółów, budyń sam nie wie, o co mu chodzi.

  326. mag

    Duszek za pazuchą może mógłby się nazywać duszek zapazuszek lub krócej: zapazuszek. Bobra nocka, mag, i niech Ci w snach fruwają same dobre duszki.

  327. @wbocek
    20 września o godz. 21:05

    Widzę, że @zezem już mnie wyręczył, ale powtórzę, z mapką:

    http://www.fahrradhaendler-verzeichnis.com/in/frankfurt-%28oder%29/1701

    Nie wiem jednak, czy któryś z tych sklepów prowadzi rowery z motorkami (Hilfsmotor, Verbrennungsmotor), żaden się nie reklamuje na ten temat. Najpierw bym się upewnił telefonicznie.
    W drobnych ogłoszeniach są oferty od osób prywatnych np.

    https://www.ebay-kleinanzeigen.de/s-anzeige/fahrrad-mit-hilfsmotor/948615080-217-7801

  328. @wbocek
    20 września o godz. 21:05

    A musi być z silnikiem spalinowym? Może by, z duchem czasu, elektryczny się nadał? Sporo ich teraz, niektóre z zasięgiem do (ponoć) 120 km.

  329. Herstoryk

    Od paru lat obserwuję elektryczne. Niestety, są dla bogatych babć do odwiedzania fryzjera. 6 – 8 tys. cena, a o zasięgu większym niż 40 km nie spotkałem. I to najczęściej jest wspomaganie pedałowania, a nie główny napęd. Być może jest już jakiś niewielki postęp, ale u siebie w sklepach go nie widzę.
    W razie bym po operacji wrócił do normy, przestanę myśleć o wspomaganiu, dokąd mój bezawaryjny jak dotąd silnik na czekoladę i pepsi będzie ciągnąl. Ewentualnie przerzucę się na placki i kompot. W ostatnich latach najekonomiczniejszym moim paliwem było gotowane podgardle, chociem trawojad, ale organizm buntuje się przeciw tłuszczowi.

  330. @pombocek

    Rower dla Ciebie to nie jest problem. Sam je składasz. Więc może to jedynie kwestia dokupienia silnika: spalinowego lub elektrycznego i domontowania. Myślałeś o takim rozwiązaniu?

  331. Ctrl F
    wpisałem słowo „rozwód”
    Patrzcie państwo, zero rezultatów.

    A mnie naiwnemu zawsze sie wydawało, że jedną z najważniejszych przyczyn odpychających ludzi od wiary są;
    a/ stosunek Kościoła do rozwodników
    b/ niedobre doświadczenia jakie pozostawiły osobiste kontakty z personelem Kościoła
    Nie wiem w jakiej kolejności.

    Mnie personel Kościoła nie odepchnął od wiary bo z jakichś dziwnych przyczyn nigdy nie byłem „wierzącym” w ścisłym, katechetycznym sensie. Tzn. nie pamietam okresu w którym szczerze i do końca byłbym przekonany o prawdziwości wszystkich „prawd wiary”.
    Dla mnie najpierw lekcje religii a potem ganianie na różne oazy i kółka biblijne były bardzo przyjemnym rodzajem połączenia życia towarzyskiego z realizacją historyczno-archeologicznych zainteresowań.

    Mógłbym się zbiesić, i to na samym poczatku, bo ksiądz przygotowujacy nas do komunii był typem pruskiego żołdaka. Ale jak kilka razy się na niego i jego metody poskarżyłem mamie to mnie bez większych ceregieli przeniosła do innej parafii. Musztra, musztra, musztra, i to dosłownie, kilka pełnoskalowych prób uroczystosci komunijnej ze wszystkimi dziećmi, ich rodzicami, na placu przed kościołem, w kościele, w czasie rzeczywistym, tzn ze mszą, z przemarszami, tylko bez komunii, razy dwa. Tak samo odpytywał. Nie bił, nie straszył jakoś specjalnie – „tylko” zniechęcał swoim pruskim stosunkiem do podwładnego ucznia. Dzisiaj pewnie powiedziałbym wczesne stadia mobbingu, wtedy porównując z „moją” pania wychowaczynią w podstawówce, a nawet z wuefistą-służbistą ksiądz był nieprzyjemnym dziwakiem.
    Mama trochę pewnie czuła się winna, bo to ona posłała mnie nie do „rejonu” tylko do parafii najbliższej jej miejsca pracy. Podobnie było z podstawówką. Chodziło o logistykę dostarczania i odbierania mnie ze szkoły i z lekcji religii.

    A zatem jak się okaząło, że ksiądz mi „nie leży” to mama w 3 minuty zabrała mnie stamtąd i posłała do mojego rejonowego, parafialnego kościoła.
    A tam przeżyłem objawienie. Spod rozkazów w jezuickiego służbisty w sile wieku „posługujacego” w ciemnym, bo dokładnie zawitrażowanym wnętrzu zatłoczonej, barokowo-rokokowej świątyni, miejsca, którego wojna jakimś cudem zupełnie nie tknęła, przeszedłem pod skrzydła młodych i zawsze uśmiechniętych franciszkanów w jasnym, rozświetlonym i prawie całkowicie pozbawionym ozdób, wypisz-wymaluj protestanckim wnętrzu. Potem się dowiedziałem, że calkowicie rozszabrowanym, w tym legalnie, bo same władze kościelne i zakonne bardzo długo po wojnie nie mogły się zdecydować na odbudowę mocno zniszczonej budowli i to co pozostało z przedwojennego wyposażenia porozsyłały do innych kościołów. A zatem jak już odbudowali to zostały same białe, otynkowane ściany i (prawie) zero rzeźb czy obrazów.
    Zatem z ciemnego baroko-rokoko przeskoczyłem do białych i gołych ścian.
    Mało tego, w tamtym „starym” kościele były masywne, kamienne balaski. A w tym „nowym” (a raczej biednym i nieudekorowanym) żadnych balasek nie było. O czym poniżej.

    A co do personelu…

    Franciszkanie, wtedy jako jedni z pierwszych uatrakcyjniali msze graniem na gitarze(!), najpierw graniem spokojnie – romantycznym, jeden przystojny kleryk na stopniach między nawą a prezbiterium, a potem, jak już sie starsi parafianie przyzwyczaili, obecnością całego zespołu big-beatowego obok ołtarza(!!!)
    To był ich strzał w dziesiątkę – młodzieżową frekwencje mieli zapewnioną w 120%.
    Ja tam z muzyki stopnie lepsze od 3 mogłem dostać tylko za oceny moich rysunków instrumentów muzycznych w zeszycie, także nigdy osobiscie w żadnym graniu ani śpiewaniu udziału nie brałem, ale tego o wielu moich kolegach i koleżankach powiedzieć nie mogę i za chwilkę zoraganizował się bardzo fajny parafialny zespół muzyczny plus młodzieżowy chór. A mnie super-podobał się ogłuszający hałas od ołtarza na młodzieżowej mszy. Starsi parafianie protestowali ale proboszcz bez ceregieli im powiedział aby się wynosili z tej mszy (prawie tymi słowami) na inne godziny i nie przeszkadzali młodzieży.
    Nie muszę dodawać, że tym wyraźnym opowiedzeniem się po stronie „nas młodych” wygrał u nas ciężarówkę punktów.
    Dodajmy do tego ciasteczka rozdawane małym dzieciom za każdym ich pojawieniem się w świątyni oraz (znowu rewolucyjne na owe czasy) zniesienie zakazu wchodzenia dzieci poza nawę, czyli za balaski. No własnie, jakie balaski?! Ich tam nie było, nie było fizycznej, potężnej bariery bronącej dostępu „ludu” do prezbiterium no i skutkiem tego niejeden maluch zapałętał się był w czasie mszy księdzu pod ołtarz (i pod nogi), co wymuszało polowania i pogonie (zwykle ładnych i zgrabnych) mam tych maluchów. Pogoni budzących wesołość wsród większości publicznoąci a fukanie tylko wsród tradycjonalistów. Znowu – idźta sobie dobrzy ludzie na inne aniżeli dziecinne czy młodzieżowe msze i nie narzekajta.
    Franciszkanom nie była znana cała ta jezuicka skomplikowana księgowość wręczanych w nagrodę za zasługi świętych obrazków. Tyle i tyle plusików na piątkę a tyle i tyle piątek na święty obrazek.

    Rewolucja w stosunku kościelnego personelu do wiernych której byłem świadkiem po zmianie parafii na całe życie zostawiła na mnie jak najlepsze wrażenie. Wstyd się teraz na ateistycznym blogu przyznać… 😉

    C.D.N.

  332. zza kałuży
    21 września o godz. 8:11

    Frapująco piszesz, a parę wątków aż chce się porównać z moimi własnymi, przez podobieństwo okoliczności i motywów. Co wkrótce nastąpi; dobrze by więc było, gdyby teksty były ze sobą w bezpośrednim kontakcie. A ponieważ zapowiadasz ciąg dalszy, mam prośbę o zawieszenie tego ciągu dalszego na chwilę, ponieważ całkiem inne okoliczności i motywy powodują, że pora na nowego wstępniaka o całkiem innym temacie.

  333. Szanowni! Dyskusja z cyklu „diabeł w lustrze”, a Matka Boska na firanie (sic!) niedługo – jak wieszczę – wróci. Jak już wyżej się przyznałem, pora teraz na nowego wstępniaka, którego temat jest całkiem inny (choć ta inność – względna) oraz – poniekąd – okolicznościowy i bardzo poważny.
    Nie zgadniecie kto jest autorem wstępniaka. Autor, a ściślej – autorka, jak była – co do wstępniaków – cicho, to teraz wzięła i przestała. I chwała. Jej chwała. Zapraszam do czytania i dyskusji w imieniu…., tak jest – @mag !

  334. paradox57
    21 września o godz. 8:02

    Nie chce się już robić. Jedyny silnik, jak bym już w tej chwili kupił, to łatwy do zamontowania i zdemontowania silnik z rolką jako napędem. Kiedyś były tylko takie. Skomplikowane konstrukcje dla rowerów mnie odrzucają. Myślę też o rowerowym żaglu. Z felerną nogą byłbym wywrotny, ale jak się poprawi, będę myślał dalej. Oczywiście, ani mi w głowie unikać pedałowania. Rower ma sens z pedałami, nie z silnikiem. Silnik dawałby mi tę korzyść, że by zwiększał zasięg: np. 100 km w jedną stronę pedałuję, z powrotem – pogwizduję.

  335. pombocek
    20 września o godz. 22:00
    Wymieniona cena 590 E wskazywałaby raczej na model używany.
    Dobre rowery ze wspomaganiem elektrycznym kosztują ponad 1500 i więcej Euro. Warto zwrócić uwagę na pojemność/sprawność akumulatora – to gwarantuje później możliwy zasięg ze wspomaganiem.Wg. moich informacji ilość cykli ładowania leży w granicach ok. 200 potem akku „oddaje ducha”.

  336. @mag
    20 września o godz. 16:40
    Zauważyłem, że na tym blogu są dwie kategorie piszących:
    * antyklerykałowie
    * ateiści lub agnostycy

    Mnie kler nie przeszkadza, tylko to, że jest finansowany z moich podatków bez pytania o zgodę. Rozwiązanie niemieckie gdzie każdy deklaruje czy przeznacza 1% z podatków i na jaki kościół, mnie by satysfakcjonowało.
    Reprezentantów kościoła/ów traktuje tak samo jak szewców, rymarzy, stelmachów, ostrzycieli noży, sprzedawców dewocjonaliów czy innych mniej lub bardziej potrzebnych zawodów. Oni świadczą usługi, których ktoś potrzebuje. To właściwie jest teoria, bo w praktyce kościół zapewnia sobie klientelę podczas chrztu, także nie zważając na wolę zainteresowanego. Tu też należałoby coś zmienić.
    Dlaczego tak myślę ? Ponieważ religie występują od wieków, powstają nowe i znajdują wyznawców, więc nie mam zamiaru „kopać się z koniem”. A różnych głosicieli „prawd wątpliwych” mamy teraz taki wysyp, że jedni więcej czy mniej wiosny nie czynią, pod warunkiem, że nie chcą mi/ innym tych prawd narzucić do wierzenia. Takie credo …

    Jestem tu nowy, więc może poruszam kwestie oczywiste dla wielu i już wielokrotnie przerabiane. Sorry, jeżeli się powtarzam!

  337. @404
    Ojciec zmarł dośc nagle na ostrą białaczkę, dwa lata po powrocie z oflagu. My byliśmy wysiedleni z Warszawy, mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu w Radomiu. Matka księgowa, przed wojna chyba nie pracowała, w Warszawie były służące chyba do samego wysiedlenia. Mieszkanie w Radomiu nie miało praktycznie wygód. żeby zrobić kąpiel trzeba było napalić w piecu w łazience.Tak samo trzeba było palić w kuchni, zawsze pełnej obcych ludzi.Nie było pralek, do prania przychodziła sąsiadka, bieliznę się gotowało, a sąsiadka prała w dużej balii , rozebrana do połowy.Matka tych rzeczy nie umiała. W pracy też nie awansowała, główną księgową została na kilka lat przed emeryturą. Wtedy trzeba było być partyjnym na tym stanowisku.Wychowywaliśmy się z bratem trochę na ulicy, małej uliczce, było boisko do piłki, dzikie zarośnięte ogrody idealne do gry w podchody. Byliśmy pilnowani względem lekcji , stopni i zachowania w szkole.

  338. Ewa-Joanna
    7 października o godz. 11:31
    i późniejsze,
    co to za rebusy?