Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

31.08.2018
piątek

Co nam zostało z tych lat? (80.)

31 sierpnia 2018, piątek,

(Pisałem to kilka lat temu, dodałem tylko kilka drobnych uwag).

Z okazji 30. rocznicy podpisania dokumentów, inicjujących bóle porodowe pewnego ruchu społecznego o skrótowej nazwie „Solidarność”, dziennikarze pytają polityków, dawnych działaczy i przygodnych Polaków w różnym wieku, co oni wiedzą lub pamiętają z tych wydarzeń. Jak dziś wygląda sprawa to każdy widzi – jak tego przysłowiowego „konia”. Istnieje pewna grupa ludzi, świetnie zarabiających, żerujących na wszystkich zakładach pracy, „święte krowy” polskiej wolności (ułomnej jak słusznie powiedział prezes), która z ruchem społecznym z roku 1980-tego wspólne ma tylko – długą, niestrawną, nieprawdziwą i nawet nieco śmieszną nazwę i logo z tamtych lat. Brunet z czarnym wąsikiem twierdzi, że walczy i znów zwycięży, ale i nie wiadomo z kim walczy ani o co, natomiast wiadomo u czyjego boku. A ma o co walczyć, bo nieżyczliwe media ujawniają wysokość legalnych zarobków aparatczyków, „trochę” niewspółmierne z zarobkami aktualnymi tzw. „ludzi pracy” lub emeryturami ludzi z tamtej epoki. Wiadomo, że kołdry nie wystarczy dla wszystkich, więc przynajmniej niech dobrze przykryje działaczy – a „kurskowy” lud się nie zorientuje, że jest robiony w konia i przez Związek Zawodowy i przez pracodawcę; sankcjonuje takie stosunki swą wierną przynależnością, wyciem syren, gwizdami i paleniem wyrobów krajowego przemysłu gumowego. Swoimi rządami grupy związkowe paraliżują szczególnie wielkie zakłady pracy, jak kopalnie; na szczęście straciły wpływy na stocznie z przyczyn znanych – stocznie upadły, choć ojciec Rydzyk dysponował funduszem na ich uratowanie, a prezes Kaczyński wiedział jak je ratować, ale nikomu nie powiedział – bo nienawiść do rządu jest „ważniejsza niż Polska”. Może towarzysz R. chciał uniknąć pytań o fundusze i dlatego nie było go na jublu? O paleniu opon (mózgowych też) i wyciu syren [cóż mówić..?]*

30 lat temu stała się rzecz w gruncie nielogiczna i śmieszna – jedni przedstawiciele „…ludu pracującego miast i wsi, stanowiący zdrową siłę narodu…” (Kobuszewski, Gołas) podpisywali porozumienie z drugą grupą tychże przedstawicieli „…ludu pracującego…itd.”, wybranych „demokratycznie” do rządzenia całym burdelem, zwanym Polską Ludową. Niby wszyscy byli przedstawicielami tego samego społeczeństwa a jednak byli to „my” i „oni”, tak zresztą zostało do dziś. Z tekstu piosenki Fogga do frazy tytułowej dodałbym tylko jako odpowiedź na postawione pytanie inny fragment – „…I anioł smutku co wszedł i tylko westchnął…”.

Wróćmy z uroczystych obchodów z „naszymi baranami” do roku 1980. Gdy panowie korzystali z grubych długopisów byłem daleko od tych wydarzeń, w kraju o niezliczonej liczbie Związków Zawodowych, gdzie życie przeciętnego obywatela przebiegało w rytmie strajków i protestów takich związków. Bałagan i burdel na co dzień utrudniał planowanie czegokolwiek, ale los klasy robotniczej nie był tragiczny. Podczas marszów „głodowych” mieli zawsze kieszenie wypchane kiełbasami i bułkami – nie pamiętam co pili, ale chyba wino z małych butelek. Dla mnie to było groteskowe. Ukoronowaniem głupoty był strajk prostytutek, które okupowały kościół niedaleko Montparnasse (nie wiem co i z kim robiły w tym kościele, nie miałem odwagi wejść). Nie wiedziałem, że podobne historie będą się działy i u nas przez cały najbliższy rok. Moja żona z moją siostrą czekała na mnie długo w miejscowości nadmorskiej i oglądały francuską telewizje. Nie znając języka nie wiedziały oczywiście co robią panowie z wąsami i bez, z tymi grubymi długopisami, a ja na takie głupoty nie miałem czasu, musiałem jakoś zapracować na dewizy, nie stać mnie było na strajki, bo przecież nie należałem do ich związków zawodowych. Miałem tylko raz kontakt z FPK, która w ogrodach Obserwatorium organizowała festyn w stylu Love Parade. Wiedzieli, że mogę być bratnią duszą – bo przyjechałem z PRL i mnie zapraszali (najładniejsza komunistka Obserwatorium), ale nie skorzystałem z zaproszenia. Na drugi dzień widziałem pozostałości po radosnym święcie. Wyglądało jak Warszawa po Festiwalu Młodzieży – niezliczone ilości butelek i lekko zużytych prezerwatyw. Nie wiem co się działo przez noc, ale może należało się zbratać z francuską klasą robotniczą? Do dziś nie wiem czy mam żałować!

„Tragiczny” los francuskiej klasy robotniczej i jej niesamowite zaangażowanie w walce lewicy o zmianę ustroju zaobserwowałem w okolicy pierwszego maja, gdy Partia Komunistyczna zachęcała do udziału w manifestacji – polegała na przemarszu z placu pod Bastylią do placu Concorde. Natychmiast zapytali robotnicy z warsztatów czy im za to zapłacą, bo jeśli nie to nie pójdą. Uratowałem honor partii komunistycznej Obserwatorium i PRL kilka miesięcy później (koło 14-go lipca) – przemaszerowałem nieodpłatnie z żoną ten szmat drogi.

Po drodze minęliśmy polski kościół, miejsce spotkań Polaków, szukających pracy i kontaktów z rodakami, każdy Polak musiał tam zaglądać. Wielu polskich turystów z „Bożej Łaski”, zaopatrzonych przez PRL stu dolarami – raz na dwa lata – zginęłoby z głodu, gdyby nie pomoc różnych naganiaczy do pracy na czarno, dla których placyk przed kościołem był skrzynką kontaktową, z pewnością obserwowaną przez SB. Ten kościół zawsze budził we mnie smutne uczucia, ale niezwiązane z „panną S”. Były natury prywatnej. W zasadzie byłem zawsze nieco bezbożnikiem, tzn. od momentu, w którym liczba zaobserwowanych przeze mnie ewidentnych bzdur i nielogiczności w nauce kościoła (piśmie świętym i jego interpretacji) przekroczyła pewien próg i zaczynałem wątpić we wszystko. W owym czasie z tego właśnie kościółka nadawano przez radio mszę po polsku w każdą niedzielę, której słuchała moja matka, szczególnie w okresie, kiedy była już obłożnie chora. Zmarła kilka dni przed moim pierwszym wyjazdem do Paryża i dlatego moje pierwsze kroki w niedzielę skierowałem do tego kościoła. Do dziś prześladuje mnie ten przygnębiający nastrój, gdy tylko o tym myślę.

Wróciłem do kraju pod koniec lata 1980 i zastałem gorączkowy okres zakładania ogniw związkowych Solidarności wszędzie gdzie to było możliwe, co wnet doprowadziło do tej magicznej liczby 10 lub 11 milionów członków związku, o której wspomniał pewien wygwizdany mówca. Sama idea jednego związku „zawodowego”, który ma bronić interesów przeciwstawnych często grup „zawodowych” (np. nauczycieli i uczniów, złodziei i policjantów, lekarzy i pielęgniarek itp.) wydawała mi się nielogiczna i nierealistyczna, ale poddałem się trochę ogólnej euforii wyzwolenia z wszystkiego złego (łącznie z okupacją bratniej armii), która opanowała naród.

Jak ludzie wówczas rozumieli ten oczyszczający wpływ nowego związku, można ocenić na drobnym przykładzie:
– Każdy posiadacz polskiego auta miał z konieczności częste kontakty z zakładem naprawczym (tzw. TOS-em). Często na pytanie: „Dokąd zmierzasz”, typowa odpowiedź była – „kutosie”!
– Mój kolega nie lubił długich kolejek i czekania na naprawę lub przegląd auta i miał świetnie opracowaną i sprawdzoną metodę. Włożył rozsądny banknot do dowodu rejestracyjnego, wszedł bezpośrednio do warsztatu (nielegalnie!) a nie do kolejki przed dyspozytorem i powiedział: „Panie B. (mistrz), proszę wziąć kluczyki i dopilnować mojego samochodu”. Metoda była niezawodna – ale do czasu – po „wybuchu” Solidarności idzie do TOS’u i zwraca się standardowo do mistrza B. Ten ze wstrętem oddał mu „wkładkę” z dowodu i powiedział: „Tak już nie działamy, jesteśmy teraz w Solidarności”! Taki stan euforii nie mógł rzecz jasna trwać wiecznie i po pewnym czasie kolega mógł już znowu rutynowo dbać o swój samochód. Ta sprawa pokazuje jednak jak szlachetny to był zryw – niestety tylko zryw.
– Pracowałem w uczelni, gdzie kolega (mój były profesor) zakładał komórkę S. Wpisywali się różni ludzie, m. in. rektor – najgorsza szuja pseudo komunistyczna, którą spotkałem w życiu, pijak, dziwkarz i w ogóle paskudna kreatura, przepełniona nienawiścią – szczególnie do Autochtonów – jak nie przymierzając prezes pewnej partii. Wpisał się, bo zbliżały się pierwsze wybory na stanowisko rektora i chciał sobie zapewnić poparcie Solidarności (dziś powiedzielibyśmy, że przygotowywał „słupki” poparcia). Był to znakomity manipulator (ojciec duchowy JK?). Na wiecu przedwyborczym roztaczał wizje, m. in. deklarował szerokie poparcie dla zagranicznych staży naukowych, tak ważnych dla rozwoju młodej kadry – a działał dokładnie odwrotnie – nie tylko nie pomagał młodemu znaleźć staży, ale zabraniał wyjazdu, gdy sobie sam znalazł. W moim przypadku wyglądało to tak: Dzięki temu, że podczas pierwszego stażu na głodowym stypendium Rządu Francuskiego wyrobiłem sobie dobrą opinię, znaleziono mi kontrakt odpowiednika PAN’u (CNRS) – specjalisty – za 2000 $ miesięcznie. Trzymam ten kontrakt jako okaz muzealny, bo rektor nie pozwolił na wyjazd.

Znów informacja da młodzieży: 4-pokojowe, piękne mieszkanie dwupoziomowe z garażem kosztowało w Opolu 8000 $, dziś sedes plus Whirlpool kosztują tyle. Ja straciłem przez zawiść rektora 12000 $ – piechotą nie chodziło! Kontrakt był na moje nazwisko, nawet nie mogłem go przekazać kolegom. Rektor nie wyraził zgody na półroczny urlop bezpłatny, choć korzyści naukowe były ewidentne. Tak jak internowanie nobilitowało członka „S”, tak staż zagraniczny był niezbędny przy habilitacji. Później, gdy jeszcze był pijany po imieninach swego zastępcy, powiedział mi szczerze: „Bo wy chcecie mieć konta dewizowe”, natomiast oficjalne uzasadnienie było piękne i polityczne – interes Narodu!
Wystąpiłem na wiecu przedwyborczym w auli w stylu Henryki Krzywonos i powiedziałem zebranym, jak wyglądała jego polityka w tym zakresie podczas jego długich rządów, a miałem dużo materiału. Prawie nikt mnie nie poparł oficjalnie (tylko dwóch profesorów, zresztą bardzo nieśmiało), ale tajne wybory przegrał. Wtedy poprzez komitet wojewódzki PZPR zablokował mi wyjazd do pracy w Algierii przez Polserwis – KW zaprotestowało w ministerstwie. Rektor miał tzw. „struktury poziome” (pojecie partyjne z tego okresu) z pewną piękną dziewczyną, mającą poprzez męża wpływy w tym komitecie. Wszystko było oczywiście tajne/poufne, ale nie wytrzymałem i pojechałem do ministerstwa. Urzędniczka zasłaniała się tajemnicą służbową, ale złamała jednak prawo widząc, że sprawa śmierdzi i powiedziała mi, dlaczego ministerstwo zablokowało sprawę. Wtedy ja sobie przypomniałem, że wiele, wiele lat wcześniej pewien aparatczyk flirtował z moją koleżanką (zresztą się ożenił) i wypiliśmy niejeden litr alaszu, bo spotkania odbywały się w naszej szkole. Odnalazłem tego pana, który w międzyczasie awansował i w KW zajmował się wyjazdami zagranicznymi naukowców (organizował szkolenia przed wyjazdem). Nie powiedział mi całej prawdy, ale zadziałał, bo po krótkim czasie ministerstwo zmieniło zdanie i mogłem jechać do Algierii. Nawet już mi wstrzymano wypłatę pensji, ale wtedy ja się obraziłem – i pojechałem na dwa miesiące wakacyjne do Paryża – na to nie potrzebowałem błogosławieństwa rektora. Niewiele mi wobec tego zaszkodził, bo i tak rezygnowałem z uczenia Arabów po francusku, wolałem nielegalnie wykorzystać urlopy „wypoczynkowe” do pobytów w Paryżu, bliżej, bezpieczniej, krócej i tylko trochę mniej dewiz.

Kolega namawiał i mnie do wstąpienia do Solidarności, ja jednak się wahałem. Czasy były trudne i niespokojne, strajki, protesty i buńczuczne wypowiedzi Wałęsy o „siłowej” konfrontacji z władzami, o walce na barykadach itp. czyniły mnie ostrożnym. Miałbym stać na tej samej barykadzie z takim z gruntu nieuczciwym człowiekiem, gdy dojdzie do konfrontacji – nigdy! Zwróciłem się do kolegi z pytaniem dlaczego przyjął tego sku….itd. do związku. Wtedy mi odpowiedział: „Wie Pan, jak rektor będzie w Solidarności, to pewne sprawy będzie można łatwiej załatwić”. Gdy to usłyszałem to upadła mi szczęka oraz inne „rzeczy” i znikła doszczętnie moja ochota przystąpienia do takich oportunistów w starym stylu, zostałem w ZNP do momentu, kiedy generał mi rozwiązał ten związek (w grudniu) i do końca zatrudnienia nie należałem już do żadnego Związku Zawodowego, przyglądałem się tylko z uśmiechem politowania wędrówkom moich kolegów między obydwoma związkami nauczycielskimi w zależności od tego, który związek dysponował w danym momencie lepszymi ośrodkami wczasowymi lub większymi zasiłkami – tak wysokie było morale części tych 10 milionów – jeszcze przed wojną generała z narodem, ale po opadnięciu początkowych emocji. Nie dziwię się dzisiejszym związkowcom, którzy dbają tylko o żłób. „Nihil novi…itd.”

Każda rewolucja, a organizowanie takiego ruchu to więcej niż rewolucja, pociąga za sobą fakt, ze do okrętu przylepiają się fekalia, wypuszczone do morza – i świetnie prosperują. Znamienny był przykład Politechniki Wrocławskiej. Komórkę S. organizowali głównie adiunkci, którym groziła rotacja z powodu braku habilitacji – jako działacze związkowi nie mogli być zwalniani a jeszcze mogli rządzić – wspaniałe rozwiązanie kłopotów z nieróbstwem naukowym. Nie podobało się to mojemu koledze, profesorowi – i z taką Solidarnością nie chciał mieć nic wspólnego, nawet z nią walczył! Gdy wybuchła wojna grudniowa był we Francji i wtedy włączył się tak aktywnie do pomocy Solidarności, że skonfiskowano jego nieruchomości w Polsce i „zaopatrzono” w tajny wilczy bilet. Donosili na niego rezydenci SB we Francji informując o każdym jego kroku. Nie przejmował się tym, bo i tak zamierzał wrócić do ojczyzny dopiero wtedy „gdy Lwów będzie polski…” (cytat) – więc pewnie umrze na obczyźnie.

Rok po podpisaniu porozumień znowu szykowałem się do powrotu z Francji (koniec wakacji i mego urlopu), choć wszyscy mi odradzali – koledzy francuscy, a nawet żandarmi na granicy z Belgią, bo sytuacja w Polsce – ten straszny chaos polityczny i gospodarczy zupełnie przypominał mi Francję lat 70-tych, gdy zetknąłem się po raz pierwszy ze „zgniłym” Zachodem i takimi strajkami. Było to na drugi dzień po przylocie do Paryża. Odebrał mnie kolega z lotniska i zawiózł do Obserwatorium na peryferiach miasta, gdzie nocowałem w pokoju gościnnym. Rano chciałem pojechać pociągiem do City do prezydium policji załatwić zameldowanie. Bileter nie chciał mi sprzedać biletu, tylko się głupio uśmiechał, nie reagował na moją piękną francuszczyznę – choć cały kilometr do stacji ćwiczyłem zdanie o bilecie. Widzę, ze wszyscy jego olewają i idą do pociągu więc i ja – ze strachem – też. Pojechałem do centrum bez kłopotów, bo kontrolerów też nie było na stacji Montparnasse i wróciłem autobusami. Wytłumaczono mi, że na kolei działa wiele związków i wprawdzie strajkują bileterzy, ale maszyniści pracują. Jeszcze śmieszniej było w stołówce, gdzie też było kilka związków (mniej więcej tyle ile pracowników). Jeśli jeden strajkował, to reszta solidarnie porzuciła pracę, nie chcieli za kogoś pracować i nie było obiadu. Strajk pracowników stołówki był jednak dla nas bardzo korzystny – szef nas wtedy zapraszał do najbliższej restauracji na obiad.
Również naukowcy strajkowali – lub nie – po kilku dniach każdy otrzymał pismo z zapytaniem: „Czy Pan był łaskaw strajkować?” Jeśli odpowiedział – nie – to był koniec sprawy, jeśli – tak – to mu potrącono dniówkę i związek rekompensował stratę. Nikt tego nie kontrolował – ot taka zabawa w uczciwość!

Niestety nie posłuchałem dobrych rad i nie urządziłem się we Francji – ani po drodze – choć mogłem. Byłem razem z żoną, a dzieci ściągnęlibyśmy po okresie karencji. Nie chciałem, aby moja żona, patriotka polska (choć według definicji prezesa JK obecnie niestety „Lewa”), musiała się poniewierać na obczyźnie i wróciłem do kraju w okresie, gdy przemożny wpływ Związków Zawodowych paraliżował życie, bardziej niż we Francji, a pensja „za to” była wielokrotnie niższa. Za trzymiesięczne wynagrodzenie w Paryżu mogłem kupić Poloneza, sfinansować rodzinie wycieczkę po Europie i jeszcze wspierać nieco PEKAO S.A. na koncie A. Informacja dla młodych: Na konto A wpłacało się udokumentowane dochody, „kradzione” dewizy bank przyjmował bez wstrętu w każdej wysokości na konto B i tam leżały rok – i były nagle czyste – przeszły na konto A!!! Polska Ludowa bez pomocy mafii wiedziała jak prać brudne pieniądze zachodnie.

Wszędzie wybuchały strajki, Wałęsa jeździł po kraju i mówił, że gasi strajki (ale tylko mówił), a tak naprawdę je dobrze rozniecał. Pełną gębą trąbił o konfrontacji „siłowej” z rządem a generał Jaruzelski wyciągał do niego rękę tak mocno, że aż zatrzeszczała niebezpiecznie w stawie barkowym, ale na wszelki wypadek już drukował w Moskwie obwieszczenia o stanie wojennym.

Chyba w tym okresie tow. Żabiński z Katowic zorganizował tajne spotkanie pracowników milicji i SB na temat walki ze Solidarnością, które oczywiście zostało nagrane i nagranie przeciekło – tradycja narodowa, utrzymująca się w tzw. wolnej Polsce. Zauważyłem w nagraniu genialną i proroczą myśl: „Dajcie im gabinety, fotele, sekretarki i samochody służbowe, a wnet się uspokoją. Nie znam bowiem człowieka, którego by władza nie zdemoralizowała!” (próba cytatu).
Dodałbym jeszcze – 16000 PLN brunetowi z czarnym wąsem miesięcznie legalnie, a może jeszcze coś wpadnie od czasu do czasu, jak setki tysięcy Euro Wałęsie za byle jaką gadkę – pardon – genialne i twórcze wykłady „Mędrca Europy”!
I wybuchła nam wojna! Nie będąc aktywnym politycznie, poza zwykłym pyskowaniem (lokalnym) nie byłem internowany, tak jak Jarosław K., psioczyłem i plułem na zielone ludki w TV jak wszyscy. Z nabożną uwagą czytałem wiernopoddańczy list kaprala Wałęsy do generała J. i tak się skończyło moje zainteresowanie nowym NSZZ-em – „kak zwał tak zwał”.

Przymiotniki w tej nazwie – jeśli im się dobre przyjrzeć, prawie wszystkie są teraz oszustwami, pozostaje tylko jedno „Z” – Związek i tu miałbym wątpliwości, czy określenia „Zbieranina” lub „Zgraja” nie byłyby odpowiedniejsze. Widząc wybrańców tego związku przed „domami publicznymi” Warszawy (budynkami rządowymi lub Sejmem), wyposażonych w nowoczesne atrybuty związkowe (petardy, syreny, śmierdzące opony itp. plus – na pokaz? – kilofy), te określenia wydają mi się adekwatne. Być może jestem uprzedzony do ZZ, ale gdyby nawet – to nie jest to moja wina tylko historii.

Od 1951 roku borykam się z problemem p. t. „Nowa rola związków zawodowych”. Takie miałem pytanie na maturze i ledwie się wykręciłem i wciąż ta rola się zmieniała i zmieniała – do dziś, choć to chyba nie koniec zmian. Jedno było i zostało – od pierwszych związków i ich central w USA do obecnych – zawsze płacili zwykli członkowie a działaczom powodziło się dobrze i wszędzie wtrącali się działacze do polityki lub współpracowali z mafią. Niczego nie będę jednak sugerował odnośnie „fałszywej” jubilatki! Niech akcentuje swą „Niezawisłość” (Niezależność) i „Samorządność” w charakterze pisowskiego zaplecza i jada z rączki prezesa podobno najbogatszej partii, pewnie główni działacze zostaną sowicie wynagrodzeni za trud i poświęcenie, a biedni członkowie pozostaną w sekcie religijno-politycznej i chyba nie skorzystają z rady Mazowieckiego, aby używali własnego rozumu. Kpiłem z argumentacji braku zaproszenia notabli podanej przez śląskiego konkurenta pana Śniadka, iż nie mógłby im zapewnić komfortu psychicznego – znał swoje owieczki i wiedział co się stanie przy brzegu morza, nie chciał tego na Śląsku. Chwała mu za to! Mówię to jako Ślązak, który pamięta słowa Kuca i apel, aby nie liczyć na „ciulów” z Warszawy. On wprawdzie myślał o mieście, w którym obecnie mieszka, ja to uogólniam na całą Polskę. Kończę w moim stylu – kpiną – dramatycznym pytaniem: „Quo vadis, Solidaritas”?

Moje wątpliwości odnośnie jednego związku zawodowego, „dobrego na wszystko – jak klej o nazwie „kropelka” też już świtały w głowach pierwszych (lub „drugich”) przywódców Solidarności i wymyślono pojęcie „branżowości”, co już pachnie związkami zawodowymi, ale nie ma nic wspólnego z ruchem społecznym w PRL. Tzw. Solidarność Śniadkowa (obecnie w silnych rękach komandosa) nie jest niczym innym niż drugim OPZZ, tworem mającym jakoby pogodzić interesy wszystkich grup zawodowych, a jest to niemożliwe – opłaca się tylko działaczom. Stąd też apel o zmagazynowanie w lamusie historii wszelkich symboli Solidarności 80 jest usprawiedliwione.

Gdy już się tak roz-„bisowałem” – to dołożę następny „bis” lub „post scriptum”: Zadałem sobie trud i przeczytałem pierwszych kilkadziesiąt artykułów ustawy o związkach zawodowych, szczególnie artykuły w pobliżu 30-go.
Ten bis zawiera moje przemyślenia, a właściwie pierwsze wrażenia po przeczytaniu obowiązującej ustawy o związkach zawodowych. Nie ma bardziej idiotycznego i złodziejskiego bubla prawnego w historii polskiego prawodawstwa.
Jestem człowiekiem, który dobrze pamięta swoje większe wpadki w życiu, nawet gafy z dzieciństwa, przypominane na każdej uroczystości rodzinnej, aż do wymarcia świadków. Tym bardziej pamiętam kłopot z matury, gdzie we wszystkich przedmiotach brylowałem, a miałem kłopot tylko z jednym pytaniem – do dziś nie umiem na nie sensownie odpowiedzieć: „Nowa rola związków zawodowych”.
Wiedziałem oczywiście o tym, jak powstały związki, jakie miały metody i cele i z czyich pieniędzy żywiono aktywistów – wyłącznie ze składek członków. Związki walczyły z brzydkimi kapitalistami, więc idiotyzmem byłoby, aby kapitalista opłacał swojego śmiertelnego wroga. Związek gromadził też fundusze strajkowe, aby strajkujący przeżyli strajki. To jeszcze rozumiałem. Ale co z tą nowa rolą związków w państwie zmierzającym do komunizmu, gdzie środki produkcji były własnością ludu pracującego???
Autodestrukcja? To przecież paranoja! Rola służebna? Może tak, ale dla kogo? Wybrnąłem jakoś na maturze, ale problem tej „nowej roli” nurtuje mnie do dziś. Jest wciąż nowsza i nowsza, ale nie wiem jaka. Wywalczyła klasa robotnicza – na czele z konserwatorem wózków akumulatorowych – dziki kapitalizm, chwała jej za to! Zaczęły to związki zawodowe, których kontynuatorami są obecne związki. Teraz nie walczą specjalnie z kapitalistami, to się nie opłaca, ale wrogiem jest państwo. Jest tylko jeden element wspólny dawnym i obecnym związkom – doskonałe życie przywódców związkowych
Jak sobie wywalczył (o take Polske) odpowiedni standard życiowy wspomniany spec od wózków, to każdy wie – opieka zdrowotna w USA i odpoczynek po tej walce w Miami. I tak rozumiem tę „nową rolę” aktualnie – wynieść na znakomite fuchy wszelkich nierobów, aktywistów związkowych, proporcjonalnie do zajmowanego stanowiska. Szczęka mi opadła, gdy przeczytałem, że wystarczy 10 pracowników, aby założyć ZZ. Zbierze się przy piwie 10 facetów, wybiorą 7 osób do komitetu założycielskiego, a 3 pozostałych wysyłają do Tesco po zagrychę. Potem wyłonią zarząd i komisję rewizyjną, bo tych pracodawca nie może zwolnić lub pogorszyć warunków pracy i płacy. Alleluja i do przodu! A pracować nie ma komu!
Postanowiłem założyć taki związek, aby mieć do końca życia komfort finansowy. Zbiorę w jakiejś kawiarni 10 znajomych i postąpimy tak jak należy, zgodnie z tym kretyńskim prawem!
3 osoby do zarządu, 3 do komisji rewizyjnej, 1 do relacji z pracodawcą, 1 jako rzecznik związku, dwaj pozostali do noszenia piwa, jak Jarosław K. obradującym przy okrągłym stole. Tych ostatnich można od czasu do czasu wymienić na mniej zmęczonych, bo reszty pracodawca nie może ruszyć, a tych dwóch obronimy groźbą strajku generalnego.
PŁACENIE AKTYWISTOM ZWIĄZKOWYM PRZEZ PRACODAWCĘ TO JEST NAJWIĘKSZY IDIOTYZM NASZYCH CZASÓW.
Trochę podobnym to utrzymanie partii z budżetu państwa. Taki system musi zbankrutować i to nas czeka, po Cyprze, Grecji itp. Każdy rząd w obawie o niezadowolenie takich Dudów zwiększy zadłużenie zgodnie ze starymi zwyczajami i powiedzonkami że „rząd się wyżywi” i „apres moi le déluge”, aby do wyborów – do tego najlepiej wygranych.
W tym działaniu ważnym elementem jest ta „nowa rola związków zawodowych”.
Antonius

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 629

Dodaj komentarz »
  1. Przepraszam za długość wpisu, nie wiedziałem, co wyrzucić.
    Nie wiedząc, czy odważę się zaproponować Tanace ten stary tekst na wstępniak umieściłem już pod poprzednim wstępniakiem moją aktualną wizję ceremonii podpisywania pewnego dokumentu. Miała to być satyra, a ktoś poważnie traktował mój opis Mędrca Europy.Gdybym wiedział, ze nie zna się na żartach, to może nieco łagodniej napisałbym, co myślę obecnie o tej ikonie Solidarności.

  2. @Antonius

    Fascynujący tekst, czyta się „jednym tchem”.
    Absolutnie nie jest za długi. Wprost przeciwnie – chciałoby się czytać jeszcze i jeszcze. Kawał historii widziany Twoimi oczyma .Mogę tylko powiedzieć – dziękuję i czekać na Twój każdy następny tekst !

  3. Antonius
    31 sierpnia o godz. 13:00 * * * Antoniusie, ta pani (basia.n
    31 sierpnia o godz. 14:17) ma rację.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Antonius

    Skrótowe i nieczołobitne kompendium wiedzy o mocno emocjonalnym kiedyś czasie. Wyrazy uznania, Antoniusie za styl, dystans i niepolityczną historyczność. Sam już do tego czasu nie wracam. Byłem do stanu wojennego niepotrzebnym przewodniczącym zakładowej komisji „Solidarności”, bo na fali entuzjazmu nie umiałem odmówić, ale już wtedy docierały do mnie wiadomości o niecnych żądaniach płacowych działaczy, ich zwariowaniu na tle strajków i parciu do konfrontacji z władzą. Byłem, rzecz jasna, przeciw władzy i ustrojowi, ale trzeźwi byli zdania, że takie parcie skończy się krwawo. Byłem tego samego zdania. W mojej firmie działacze byli bezpłatni. A zrażanie się zaczęło się u mnie od tego, jak na pierwsze zebranie komisji zakładowej, na którym sobie popiliśmy i o dupie Maryni pogadali, starszy pan, który na publicznym zebraniu wysunął moją kandydaturę, przyniósł na zebranie tej malutkiej rady krzyż i nikogo o zgodę nie pytając, powiesił na ścianie i powiedział:

    – Teraz jesteśmy u siebie.

    Kiedy się uzbierało takich obserwacji i entuzjazm zgasł, odkryłem, że się na działacza nie nadaję. Nie wróciłem do „Solidarności”. Tak więc, podobnie jak Ty, prawie do niczego w życiu nie należałem, nie licząc siebie.

    A w innej sprawie też Cię, Antoniusie, powoli doganiam. Zerknij.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6595892783390286962

  6. @wbocek pombockowy i @Pombocek wbockowy

    Wprawdzie wkleiłeś filmik dla Antoniusa,ale ponieważ jest ogólnie zdostępny ,więc zajrzałam i….

    I muszę bardzo się rozgniewać. I poprosić o rozgniewanie się również koleżeństwo blogowe.
    Parę dni temu wspominałeś o jakiejś kontuzji kolana,więc można bylo przypuszczać,że odbywasz jakąś fizykoterapię, oszczędzasz nogę i po pewnym czasie powinno wszystko wrócić do normy.Ale jeśli ktoś z urazem wchodzi do jeziora podpierając się kulą – to jest chyba ….
    Oj nie powiem kim jest. Sam sobie dopowiedz.
    A na poważnie – w ten sposób idziesz prostą drogą do przewlekłego urazu i komplikacji.Proszę,nie rób tego.
    Myślę też,że przeforsowałeś nogę na rowerze,narzucając sobie zbyt dużą ilość kilometrów.W pewnym momencie nie można już mierzyć sił na zamiary!!
    Może odezwą się tu lekarze i trochę przywołają Cię do opamiętania 🙂
    Piszę z najlepszymi intencjami, więc niestety, nie możesz się za to obrazić,ani zezłościć !

  7. Mam nadzieję, że mój poniższy komentarz nie zostanie odebrany jako postponujący wszystkich ówczesnych zwolenników i działaczy „Solidarności”, ale kiedy zapytałem moją rodzicielkę, czy ma zamiar wstąpić w szeregi organizacji, o której zachłystując się z zachwytu piały zachodnie media, usłyszałem lakoniczne:
    – Nie. To jedna k…a 😎
    Moja matka, osoba niesłychanie dzielna, niezależna, społecznie zaangażowana opierała się skutecznie zabiegom rządzącej partii jak i stronnictwa (PSL), by wciągnąć ją w poczet swoich członków. Kiedy przyjrzała się, jaki lokalny element garnie się entuzjastycznie do S, stwierdziła, że to tym bardziej nie dla niej.
    Widziałem też kaca mojej starszej siostry (nauczycielki fizyki w liceum), kiedy otrzeźwiała z lekkiego amoku solidarnościowego i przytomnym wzrokiem spojrzała na towarzystwo, do którego zapisała się, aby zademonstrować niezależność od poglądów swojego męża, członka PZPR.
    Symbolem „Solidarności” stali się dla mnie teatralni halabardnicy, którzy uznali, że potrafią lepiej rządzić teatrem, niż jego dyrektor.
    Pewnie to krzywdzące dla wielu ideowych i naiwnych działaczy, ale późniejsze czasy tylko mnie w tym mniemaniu utwierdziły.

    @Antoniusu
    czytałem z podobnym uczuciem jak @basia.n.

  8. @basia.n
    31 sierpnia o godz. 17:35

    Pombocek już od lat ma kłopoty z kolanami i sam sobie ustala najlepsze terapie, więc nakłanianie go do czegokolwiek może go tylko rozeźlić. Współczesna medycyna ma kilka możliwości, o których tu napomykałem (nie ja jeden) parę razy, ale to duży chłopczyk i sam wie najlepiej 🙄
    Mam w Polsce kuzynkę w jego wieku, dała sobie wstawić endoprotezę i jeździ na rowerze oraz chodzi bez bólu, ale to nie jest taka dzielna i wytrzymała osoba 🙄
    Znam więcej takich osób, w tym emerytowanego leśniczego, którego spotykam na biegówkach. Z nowym stawem wyprzedza mnie znowu bez trudu.

  9. Antoniusa przepraszam za zamieszczenie mojej opinii nie na temat, który poruszył, ale chciałabym żeby przeczytali ją „ateiści” piszący na tym blogu.

    Do wszystkich krytykujących mnie za moje opinie:
    Doszłam do wniosku, że niepotrzebnie traciłam czas na tym blogu bo okazuje się, że większość tutaj piszących tak zwanych ateistów to kryptokatole, lobbyści kościoła i PO, a także opusdejowcy.
    Napisaliście w obronie Waszych „racji” masę bzdur nie tylko pod moim adresem.
    Cofam zatem moje zachwyty nad tutejszymi „ateistami”.
    Jestem ateistką pochodzenia żydowskiego z pokolenia na pokolenie.
    Ponad 30 lat temu wyjechałam z Polski właśnie dlatego, że dusiłam się w tym katolickim grajdole od zawsze rządzonym przez kler i jego pachołków.
    Uważam, że społeczeństwo polskie to w 99% tępy, nawiedzony, rozpity i okrutny motłoch lubiący żyć pod czarnym watykańskim buciorem od wieków – naród straceńców.

    ps:
    Do wujaszka wani:
    według mojej oceny jesteś conajmniej opusdejowcem bo tylko takie kołtuny religijne nie potrafią logicznie myśleć i wypisują takie bzdety pod adresem piszącej prawdę ateistki.
    A zatem f..k off!
    ps:
    Do Tanaki
    Dziękuję ci „dobry chłopie” za wszystko.

  10. @Kasandra
    31 sierpnia o godz. 18:22

    Przeczytałem pod tamtym tematem. Jestem wstrząśnięty.
    Taka temperamentna osoba zawitała na chwilkę i już sobie poszła 🙁

  11. Nawet nie zdążyłem przeczytać owych „zachwytów nad tutejszymi ateistami”, a już wycofane 🙁
    Niestałość w uczuciach świadczy albo o pochopności pierwszych sądów, albo o problemach z zachowaniem równowagi emocjonalnej. Tak czy siak, szkoda.

  12. BVlogowym „opusdejowcom” dedykuję:

    Na wsi obraduje aktyw partyjny. Jeden z towarzyszy się spóźnia. W końcu przychodzi i mówi na swoje usprawiedliwienie:

    – Czarny kot przebiegł mi drogę i szedłem boczną drogą, a to trochę daleko…

    – Marksista, partyjny, a taki przesądny – gani sekretarz – Na drugi raz róbcie tak jak ja: gdy czarny kot przejdzie mi drogę, to tylko się przeżegnam i idę prosto dalej.

  13. Jak nie very czterystacztery to przemarsz wojsk

  14. Nie wiem, skąd to „V” w pierwszym słowie, bo o żadnej V kolumnie nie myślałem 🙄

  15. Gdybym byl zydowska ateistka tobym z Kasandra zgodzil. Ale nie jestem. Dlatego uwazam, na podstawie wnikliwych badan, 91,36% jest tepy, nawiedzony i rozpity motloch. Ca 5,84% jest katoliccy ateisci, katoliccy humanisci, katoliccy racjonalisci i podobne wyznania. Opusdejowcow nie uwzglednino w badaniach. Reszta tylko statystyczny blad.

    Tak to agnostykiem byc. Za co publike przepraszam bo naprawy nie bedzie.

    pzdr Seleukos

  16. Kasandro

    Zostań ! Koniecznie !
    Myślę bardzo podobnie do Ciebie. I nie tylko ja.
    Więc może tylko mały time out i wrócisz ??

    Wiesz dobrze,że ucieszyłam się już twoim pierwszym wpisem.I chcę dać Ci mały podarunek muzyczny( znakomite wykonanie) i nigdzie nie idź,proszę…

    https://www.youtube.com/watch?v=Edm9kb3cQb0

  17. Aha… Badania przeprowadzono na calkiem losowo wybranej grupie „nadwislanczykow” metoda Podsluchiwania. Okres badan 1976-2018.
    pzdr S.

  18. Each, tak dobrze zarlo I zdechlo.

  19. Antonius – wspaniały artykuł, cała prawda, mam identyczne refleksje i do tej pory wstyd mi, że należałam do „solidarności”.

    ps:
    basiu.n
    bardzo Ci dziękuję.
    Przesyłam jedną z wersji mojego ulubionego tematu:
    https://www.youtube.com/watch?v=wCc0WkMfOXE

  20. Tobermory
    31 sierpnia o godz. 18:04

    Niech Pombocek nawet nie probuje się zeźlić. Niby duży chłopczyk ale wobec tego uparty do niemożliwości.
    Wiem,że endoproteza daje znakomite rezultaty.
    I nie chodzi o wytrzymałość na ból,tylko o możliwość kompletnego zniszczenia kolan.
    Ale jak wróci wieczorem to zobaczymy – może jednak wcale się nie rozeźli….

  21. Jest bardzo, dla mnie, ciekawe wspomnienie poczatkow zwiazku Solidarnosc. Nigdy rowniez czlonkiem nie bylem. Dlatego ciekawe. „Jak im tam na Litwie krewko szlo…”. Bylem, stety/niestety czlonkiem innego wielobranzowego zw zaw. Akademicy. Zwiazek istnieje do dzis (nie jestem czl) i ma dobrze. Z dzialalnosci bylem zadowolony, choc poczatkow nie znam. Opisac moglbym rowniez, ale…

    Inna czesc wydaje mnie wazna. O tej komunistce z Obserwatorium. Jest znana rzecza powszechnie, trudno o orgazm (szczytowanie) na kantach polityki. U kobiet. Znaczy komunistki, maoistki, trockistki, faszystki, nazistki, veganistki etc. Oczywiscie radza sobie na wlasna reke, czasem, z tym brakiem orgazmu. Ale tonieto. Zgola lepiejbyloby gdyby na cztery, piec rak albo… Brak ten spowodowany jest fizjologiczna przypadloscia mezczyzn na kantach tejze polityki. Maja przedwczesny wytrysk. Badania wskazuja powod. Otoz udajac srodkami komunikacji (buss, tram, takie), pieszo , konno etc sa juz w polowie aktu. Tak kobiety cierpia niezawinione na brak orgazmu. Zaznaczam, w Obs Paryskim zadnej komunistki nie spotkalem ” afterparty (hour)”.

    Pzdr Seleukos

  22. Kasandra
    31 sierpnia o godz. 19:34

    Dziękuję – temat ,który sprawia,że słuchająca szeroka publiczność przyłącza się ze śpiewem do solisty.:)

    Wiesz opowiem Ci małą ciekawostkę związaną z tą melodią. W ubieglym roku byłam z wizytą w Tunezji u zaprzyjaźnionej rodziny Holendrów,posiadających tam dom letniskowy. Pewnego wieczora poszliśmy do w Tunisie do pięknej restauracji w starej części miasta. Cały czas towarzyszyła w tle muzyka arabska wykonywana przez bardzo dobrego muzyka. Obecni goście przyłączali się do śpiewu, a potem zaczęli również „występy” solo.Nastrój zabawy ogarnął wszystkick,więc jeden z moich znajomych Holendrów ,śpiewający zawodowo wstał i wlaśnie wykonał Hava nagila ( z akompaniamentem ) I wyobraź sobie,że w pewnym momenci wszyscy obecni zaczęli razem śpiewać ,rytmicznie klaszcząc – bo temat jest znany i lubiany wszędzie 🙂

  23. Kasandra!
    Hava nagila jest niezła, ale ja wolę „Mayn Stetele Belz”, bo mój francuski szef i przyjaciel urodził się w tym mieście. Z tym przyjacielem byłem w teatrze żydowskim w Warszawie. Próbowałem wtedy słuchać wersji oryginalnej, ale jednak musiałem czasem skorzystać ze słuchawek. Pamiętam tylko zawołanie: „Der Rimajster kimmt”, bo to już mi zabrzmiało swojsko. Chciałbym mieć tekst do Stetele Belz, bo ze śpiewu trochę rozumiem, ale nie wszystko.

  24. Tekst bardzo dobry, bardzo realistycznie opisuje organizacje związkowe. Dodam tylko, że wszystko to co Pan napisał można by odnieść do każdej organizacji społecznej funkcjonującej w PRL. Gdy byłem na studiach, kolega namówił mnie do zapisania się do ZSP, ponieważ: po pierwsze tylko członkowie ZSP mogli kandydować do Komisji Stołówkowej, a to wiązało się z darmowym całodziennym żarciem. W tym czasie stawka dzienna wynosiła bodajże 27 zł. Było o co walczyć. Po drugie: tylko członkowie ZSP, byli wpuszczani do międzyuczelnianego klubu studenckiego. Sama legitymacja nie wystarczyła i nieraz chcąc tam wejść trzeba było do legitymacji włożyć wkładkę, taką samą jak pisał Pan o TOS-e. Wypełniliśmy deklaracje i idziemy na pierwsze spotkanie organizacyjne na roku. Na spotkaniu okazało się, że władze na roku są już wybrane, nie wiem przez kogo, i kandydaci do Komisji Stołówkowej z roku także. Opuściliśmy spotkanie i tyle. Żałowałem tylko potem tego klubu. Jeżeli chodzi o NSZZ Solidarność, to w tym okresie też pracowałem w szkolnictwie, ale na zapadłej wsi pod lasem, bo tam akurat można było otrzymać mieszkanie, wprawdzie służbowe, ale to było już coś bo mogłem mieszkać z żoną i córką samodzielnie. Solidarność dotarła do nas późno i dopiero gdzieś w listopadzie kolega z pracy przyniósł deklaracje do wypełnienia. Wypełniłem i poszliśmy na zebranie organizacyjne do Zbiorczej Szkoły Gminnej. Tam okazało się, że władze Solidarności są już dawno wybrane i przeważnie byli to działacze PZPR, dość już zaawansowani wiekowo. Jeden z kolegów nie odpuszczał i chciał koniecznie załapać tam jakąś fuchę i najważniejszym jego argumentem było to, że będąc na studiach zdobył „Odznakę Kopernikowską”. Młodzież z lat 70- za pewnie wie co to była za odznaka. Były to więc moje jedyne próby zapisania się do jakiś organizacji, bo do harcerstwa też nie należałem.
    O wyjazdach zagranicznych na stypendia, czy praktyki, napisał Pan samą prawdę. Memu bratu w 1980 r. gdy miał już wszystko załatwione na praktykę do USA, (skończył MEL), w ostatniej chwili próbowano zabrać paszport z wbitą wizą. Gdy wezwano go do dyrektora, w sekretariacie życzliwa sekretarka powiedziała mu po co go wezwano. Wyszedł natychmiast, na drugi dzień kupił bilet na najbliższy samolot do Indii, bo bał się, że paszport zabiorą mu na lotnisku, a lotu do Indii nikt nie będzie pilnował. Od tego czasu mieszka w USA.

  25. basia.n, Tobermorek

    Dziękuję, Towarzysze, za dobre słowo o tym durniu i za życzliwość. Powiem Wam więcej o pajacu. Mój przyjaciel od dwóch lat mnie namawia na jednego lekarza ortopedę, a ja wciąż liczę – pardą, chyba to od paru dni czas przeszły – na siebie. Ten lekarz to nasz kolega. Sława, do której suną kuśtykacze z całej Polski. Teraz dopiero się kapnąłem, że samą wiarą w ruch i wolą fizyki ciała niestałego nie przeskoczę. Tak złapało jak nigdy dotąd i nie chce puścić, choć starym zwyczajem rzuciłem się pierw do ćwiczeń. A tu fifka – ani śladu efektu, no i trzyma zapalenie. Upokarzające jest coś takiego dla człowieka, który od zawsze sam sobie dawał radę. Niewykluczone, że to starzenie się, choć pewności nie mam, bo staram się lustra nie używać nawet przy goleniu. Dziś robiłem echo. Znów będzie pół roku wolnego i wtedy ruszę du…tfu!…kolano do kolegi Andrzeja, jeśli jeszcze nie jest na emeryturze. W każdym razie dziękuję, basiu i Tobermorku, nisko.

  26. @ Antonius

    Fajny tekst, zarąbiście ateistyczny (bo taki wsobnie wierny).
    Czytałem z przyjemnością, choć bez przychylności.
    Okazuje się, że na starość (mamy podobny okres za sobą) zostają …wyobrażenia o wspomnieniach, że mówią o czymś czego się nauczyliśmy.
    Stąd przyjemność, że ja też to wiem i nieprzychylność, że lepiej rozumie się nie wiedząc.
    Innymi słowy, owszem, jacy jesteśmy, tak było, niezależnie co było…
    Ukłony.

  27. wbocek
    31 sierpnia o godz. 20:19

    Bardzo się cieszę,że zaakceptowaleś fakt,że stawy też ulegają zniszczeniu – tak,jak np.części w samochodzie 🙂
    Nowe kolano i znów będziesz jeździł rowerem od rana do nocy. Tylko nie rozumiem co ma oznaczać to pół roku wolnego ? Czy nie możesz zglosić się do tej slawy ortopedzycznej w najbliższym czasie? Ważne jest,aby nawiązać ten kontakt jak najszybciej.

  28. @ Atonius. Zawsze zieloną łapkę Ci klikam. Przebrnełem. Skróć o 3/4. Pomięszanie czasów i pojęć. Życzę Ci długiego i bezbolesnego żywota.

  29. @ wujaszek wania

    Popieram Twoje wystąpienie pod koniec poprzedniego wątku, chociaż nie zgadzam się z Twoimi ocenami np. Opus De (mam diametralnie krytyczny stosunek).
    W słuszne imię tego, co przypisano.
    Rozumne wypowiedzi nie mają jednak mocy leczniczej, a o taką wyłącznie możemy się modlić w kwestii wypowiedzi, którą komentowałeś.
    Lecznicza jest natomiast, jak twierdzą lecznicy, marihuana, módlmy się w intecji jej ozdrowieńczego odstawienia, na okoliczność udziału w blogu przez niejednych.

  30. Antonius
    31 sierpnia o godz. 20:13

    Jeśli chcesz tekst po polsku,to jest tu:

    https://teksciory.interia.pl/adam-aston-miasteczko-be-tekst-piosenki,t,629741.html

  31. @bukraba

    Wiem, że tekst jest za długi. Natrafiłem na mój felieton z przed chyba 8 lat, prawdopodobnie nigdzie nie opublikowany. Z powodu rocznicy, o której słyszałem w TV (właściwie obu) pomyślałem o posłaniu go do Tanaki do oceny. Za szybko działaliśmy. Gdybym skreślił akapit o festynie Francuskiej Partii Komunistycznej, to Seleuk wcale nie zainteresowłlby się tak nudnym wstępniakiem, a dziewczyna śliczna była, a ja już rok bez żony! Niestety nie miałem śmiałości skorzystać ze zaproszenia na całonocne zabawy w parku Obserwatorium.

  32. basia.n
    31 sierpnia o godz. 20:29

    A ja się, basiu, cieszę, że Ty się cieszysz. Pół roku wolnego to kolejne odłożenie operacji wymiany zastawki aortalnej po kolejnym badaniu echa serca – odłożenie dzięki ruchowi, rzecz jasna. Oby tak odkładali do drewnianej koszulki. Od następnego tygodnia, po wizycie u kardiologa, ruszam z kolanem. Właściwie to już jutro ruszam: na leśną trasę od Mielna do Pleśny za Gąskami, gdzie piękna i pusta plaża nawet w środku sezonu.

  33. PS
    Poprawię się przy 50-tej rocznicy, bo 40-ta jest zbyt blisko!

  34. Antonius
    dobre,
    to jak wstęp do „obyś żył w ciekawych czasach”

  35. @Wboceku!
    Chciałbym umieć tak brodzić z laską (nie musi być „nebeska’, a drewniana lub plastikowa)!

  36. seleuk|os|
    jeśli jest ochota /polska ochota, a nie ruskie polowanie/ to opowiadanie ruskojęzycznej Kazaszki, chyba żony Polaka, dlaczego po kilku latach pobytu w Norwegii wrócili do Polski, niestety po rusku,
    https://www.youtube.com/watch?v=IfMu1ny1AKM

  37. @Antonius. Jak bym Co życzył stu lat w szczęściu i zdrowiu?. To by była lekka przesada. Życzę Ci spokojnej starości. NIE DAJ SIĘ!!!.

  38. Antoniusie gratuluję refleksji na temat jednego z trzech największych nieszczęść jakie wydarzyły się w historii Polski czyli „Solidarności” z Wałęsą i boziom w klapie.
    Prawie identycznie jak Ty odczuwam tamte czasy i to co potem się działo oraz dzieje się do dziś.
    Szkoda, że w Twoim tekście nie zmieściło się już ani jedno zdanie o roli w tym wszystkim kościoła i kleru manipulującego „Solidarnością” od pierwszych dni jej powstania…

    Popieram w 100% opinie Kasandry.
    Zabawne, że panowie sympatycy peło „w morderczym zapędzie” obrony swoich racji chwalą cięty język Niesiołowskiego, a boją się Kasandry pełnej zdaniem wujaszka wani „nienawiści i jadu”.
    Mało tego wujaszek twierdzi wręcz, że tacy ludzie jak Kasandra
    cyt:
    „…Powiesili brata mojej babci, katowali moją ciotkę w więzieniach stalinowskich. Więzili mnie i moich bliskich w marcu ’68, stanie wojennym.”
    oraz, że Jej krytyczne opinie na temat kołtuństwa i religianctwa to
    cyt: „To jest klasyczna dehumanizacja. Pierwszy krok do pogardy, pogromów, komór gazowych.”

    WOW !!!
    Nie byłbym zdziwiony gdyby tak pisali szwendający się po blogach misjonarze chrześcijańskich „wartości”, którzy bronią wszystkiego co religijne i kościelne…
    Panom „kombatantom” nie przeszkadza jak mniemam „dzieło” tych, których powinno się krytykować za konkordat, za religię w państwowych szkołach, za napisaną pod dyktando kleru konstytucję, w której nie ma ani słowa o świeckości państwa, za finansowanie sutannowo-pedofilskiego pasożyta milionami podatniczych złotówek i Euro.
    Fajnie.

  39. Antonius
    31 sierpnia o godz. 20:53

    Powiem Ci, Antoniusie, że spotkałem lepszego – bez laski, za to na wózku.

    Wracaliśmy z żoną z grzybania. Natłukliśmy moc maślaków żółtych, które współpracują wyłącznie z modrzewiem. Są tacy fachowcy, co ich nawet nie zbierają, bo znają tylko dwa gatunki maślaka: zwyczajnego (ciemny) i ziarnistego (żółtawy). Zbliżaliśmy się do parkingu przy szosie. Z daleka zauważyłem przekrzywiony wózek inwalidzki z facetem. Podjechałem. Widzę, że gość wjechał w dół i za Boga go elektryczny silnik nie wygrzebie.

    – Proszę pana, mógłby pan pomóc mi się wydostać?

    Wyciągnąłem gościa i pytam, jakim cudem wpadł w ten dołek.

    – A o takim – mówi i mi pokazuje kozaczka – bo to było przy brzozie. – Zobaczyłem, że blisko twardego gruntu rośnie, to dam radę dojechać. Dojechałem, ale w powrotnej drodze nie zauważyłem tego dołka.

    To był jego jedyny grzyb. Od pierwszych domów Koszalina było jakieś 3 kilometry. Jechał taki szmat po jednego grzyba i jeszcze w dołek wpadł. Siedziałby w tym dołku, biedny, czort wie ile, gdybyśmy się nie trafili, bo parking był pusty. Jak takiego wariata nie podziwiać.

  40. OK, ok. Bez francuskich komunistek o przyjemnej budowie.

    Zadaniem zwiazku zawodowego nie jest dbac o dobre samopoczucie czlonkow. Kazdy czlonek ma rozne poczucia. Takie „dbanie” prowadzi do rozczlonkowania „jazni”.

    Zadaniem aktyw zwiazku jest podzial nadwyzki wypracowanej w okreslonej organizacji. Podzial forsy. W tym celu, dobrze wyksz ekonomisci zw, siedza w Radzie Nadzorczej(???) org. Ilosc forsy wyznacza zawsze organizacje, koncerny, corpy etc. EXPORTUJACE. Wszyscy inni, pielegniarki, lekarze, nauczyciele, policjanci etc troche mnie. To jak export, zwiekszajac wydajnosc, osiagnal np 4% to nauczyciele (szkoly) generalnie np 3,5%. Polowa tej forsy z zasady, reszta, do 3,5% indywidualnie (wyksztalcenie, zaslugi ostatniego okresu etc). Dla ulatwienia mozna liczyc np 3lata. Zeby nie corok to prorok. Inne szczegoly tez, urlopy, odprawy. Forsa, ale bez katastrofy exportowej.

    Forsa, prowadzi do indywidualnego dobrego samopoczucia. Jeden kupi ciezszy mlotek (zeby w palec walic) drugi poduszke pod pupe. Oba wtedy maja dobre samopoczucie. Zwiazek moze byc wielobranzowy. Nic szkoda polaczyc „biochomikow” ze „smarkami”.

    To siedzenie w Radach Nadz wynika z prawa. U mnie nazyw MBL (MedBestämmandeLagen PrawoWspoldecydowania ???)

    Emeryci niestety wylaczeni, tylko indexowani, a inaczej to takie kwiatki dobrego solidarnego (samo)poczucia

    Pzdr Seleuk

  41. Ateista
    31 sierpnia o godz. 21:07

    Popieram w 100% opinie i Kasandry i twoje.

    Żałujesz ,że Antonius nie wspomniał o roli kk w tamtym okresie. Myślę że aby o tym napisać – potrzebny jest oddzielny wstępniak. Nie powinno się przecież jedynie wspomnieć o tym.

  42. @wbocek 16.38. Rok 1981. Przełom zimy i wiosny. Spotykam na schodach z piwnicy (była tam stołówka i bar) ćwierzone. Skarbnik nszz. Pytam sie Go, co ma za pazuchom. Karton „Popularnych”. To było 600 sztuk papierosów. I tak w moich oczach „squrwiła” się „solidarność”. W 1970 roku w grudniu, a dokładne 17 XII (czwartek), „paliłem” KW PZPR w moim mieście. Nie przyszło mi do głowy, że można zdobyć Komendę Wojewódzką Milicji za pomąca tarana z łodzi, która przed tą komendą, stała na placu zabaw, dla dzieci. Życzę Ci pambocku sukcesów w rehalibitacji.

  43. Wspaniały tekst Antoniusie.
    Uniknąłem należenia do tego związku, poszedłem na fali entuzjazmu na pierwsze fabryczne zebranie, przyszedł jakiś gość i zaproponował na początek dziękczynną modlitwę. Wyszedłem z zebrania wraz kilkoma innymi.
    Wbocek – moje kolana łączą się w bólu z Twoimi kolanami (mam podobne problemy – borelioza atakuje mi stawy). Pacjentowi amputowali nogę, odwiedza go kolega i pociesza: co tam noga, ważne żeby zdrówko było.
    Dla Kasandry (i nie tylko)
    https://www.youtube.com/watch?v=gVsEnGbUsD4

  44. Antoniusie oczywiście znam ten utwór.
    I muzyka i słowa bardzo smutne dlatego wolę „Hava nagila”.

  45. parafianin
    31 sierpnia o godz. 20:55
    Sluchalem pare minut (polowe???). Ten sam problem co z linkiem dalem Polka na wywiadzie, czy film o Szwedzkiej milosci etc. Jezeli ktos nie chce byc Skand (nie podziela wartosci) jego obecnosc jest bezproduktywna. Oczywiscie taka osoba (rodzina) zyje w getto. Jezeli, przypadkiem, nie to i tak jest na „wew emigracji”. Tzn w wypadku, na podwojnej emigracji ???. Nie umiem lepiej odpowiedziec. Bezproduktywna. Kobieta zajmujaca dwojgiem dzieci (wlasnych) w domu jest bezproduktywna dla calego spol. Gdyby miala ochote, zajmowac wlasnymi malymi dziecmi w przedszlolu(?) powinna zostac tzw dagmamma. Dwoje wlasnych plus pare sasiadow. Piec szesc razem. To jest skand sposob. Polaczyc. Wykorzystac chec wlasnych dzieci + inne. To w skali spol potania i podnosi jakosc. Mniej zlobkow/przedszkoli. Oczywiscie w Rosji, Polsce moga myslec inaczej. Moje przedszkolne dzieci chodzily do dagmammy. 5 domow dalej.

    pzdr Seleukos

  46. Wówczas wobec partii, która chciała robotników zjednoczyć, znaleźli się tacy, którzy – na przekór – chcieli ich zsolidaryzować.

    Dzisiaj na przekór tym, co chcą prawoskrętnych usprawiedliwiać…

  47. @ Kasandra!. Nie opuszczaj nas!. Ci starzy tetrycy piszą, bo piszą. Ja sam takim tetrykiem jestem. Ja nie piszę. Napisałem się dawno temu i dałem sobie spokuj. Zostań!!!!.

  48. @Gekko, 20:39

    …nie zgadzam się z Twoimi ocenami np. Opus De (mam diametralnie krytyczny stosunek).

    Ja również mam bardzo krytyczny stosunek do Opus Dei. Pisałem o tym, 8:33,:

    Mam złe zdanie o opus dei. Niestety, prowadzą naprawdę dobre, na najwyższym poziomie, szkoły. Za ciężkie pieniądze.

    I powtórzę to jeszcze raz, że o takich szkołach można tylko pomarzyć. Każdy uczeń ma indywidualny program i indywidualnego tutora. Położony jest nacisk na holistyczne wspieranie rozwoju.
    Niestety ma tam miejsce niezła indoktrynacja. Dlatego są to szkoły niebezpieczne.

  49. Antomiusie
    Mało komentuję, bardziej lubię czytać. Na wstępie napiszę, że już po ok 1/4 czytanego tekstu wiedziałam kto go napisał. Myślę, że większość z nas na tym blogu ma dość ambiwalentne odczucia co do tamtych dni szczególnie w odniesieniu do dziś, do faktu pisania historii na nowo.
    Nie pamiętam już dokładnie, ale jeszcze przed rokiem 89 w gronie znajomych powiedziałam, że w naszym kraju szybko wrócą czasy, gdy znaczna część naszego społeczeństwa będzie z tęsknić za prl

  50. Dziwne ale jakoś nie umiem się odnaleźć. Ani wedle wstępniaka ani wedle niektórych komentarzy. Pozostaje zwinąć się w kółko.

  51. @Antonius,

    podoba mi się lekkość i humor Twojego tekstu. Takie są Twoje osobiste doświadczenia.
    Przyjąłeś konwencję farsy. Można i tak. Można IIWW opisywać tak, jak to robią twórcy serialu „Allo, Allo!” Dlaczego nie? Dobrze byłoby przy tym pamiętać, że jest to rodzaj zabawy, czasem koniecznej i zdrowej dla przekłucia balonu nadmiernego patosu.
    Żałuję, że nam Polakom brakuje tej umiejętności jaką mają Francuzi czy Anglicy.

    Moja droga do Solidarności prowadziła przez KOR. Mam diametralnie inne doświadczenia z tego okresu. Przyznaję, że również obserwowałem patologie, o których piszesz. To się zdarzało. Trudno żeby było inaczej w 10. milionowej organizacji. Niemniej pierwszą Solidarność, ze wszystkimi jej wadami, oraz Okrągły Stół uważam za najlepsze co się nam Polakom przydarzyło, co zrobiliśmy, w ciągu ostatnich dwustu lat. Za to ceni i podziwia nas świat. Szkoda, że sami tak to deprecjonujemy.

    Nie dziwię się Frasyniukowi, zwłaszcza jemu, kiedy mówi oponentom pocałujcie nas w dupę.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23845218,frasyniuk-do-krytykow-pocalujcie-nas-w-d-e-nawiazuje-do-tablicy.html

    Z obecną pseudoSolidarnością nie chcę mieć nic wspólnego. Boli mnie to, że przybudówka katobolszewicka zawłaszczyła nazwę i sztandar.

  52. @Nefer, 21:58

    na spokojność Poniedzielski:
    https://www.youtube.com/watch?v=M5nPeTWviR4

  53. Kasandra

    Więc żeby nie było smutno – wspaniały skrzypek Ithak Perlman uczy się grać klezmer 🙂
    Jest wydany znakomity podwójny album Perlmana właśnie z klezmer
    https://www.youtube.com/watch?v=3OvgFQUl9F0

  54. @Antonius
    Przypomniałeś karnawał Solidarności. Mam z tego okresu bardzo dobre wspomnienia. Ludzie sie uśmiechali do siebie na ulicy, podwozili pieszych samochodami, bo tramwaje strajkowały. Ukazało się bardzo dużo „bibuły”, oraz można było przeczytać zakazane wcześniej książki. Do nowego związku nie wstąpiłem, bo akurat w tym czasie zmieniałem pracę. W nowym miejscu pracy poszedłem na zebranie, a tam tylko gołosłowie i prześciganie się w radykalności. Komórka ta czy koło zajmowała się tylko wyrzucaniem jednego niesfornego członka, przez innego żądnego władzy, bo pojechał na jakiś zjazd związkowy bez delegacji. To wyrzucanie trwało do stanu wojennego, bo były odwołania itd. Chyba codziennie było jakieś zebranie wielogodzinne zamiast pracy.
    PS. Kasandro nie odchodź! Można mieć różne zdania, ale niekoniecznie trzeba trzaskać drzwiami. W tym sporze popieram Wanię, bo Twoje wypowiedzi odczuwam jako zbyt radykalne i generalizujące.Można się pięknie różnić.

  55. Zgadzam się z twierdzeniem, że trzy największe nieszczęścia w historii Polski to:
    – jej tak zwany „chrzest”,
    – „święty ojciec święty” JP2 i
    – „solidarność” z Wałęsą i kościołem w klapie.

    ps:
    Do basi.n
    specjalnie dla Ciebie śpiewające holenderki:
    https://www.youtube.com/watch?v=jZEPIpTpoPs

  56. @Kasandra
    Opisałaś jak wszyscy śpiewali w arabskiej kawiarni żydowską piosenkę. Mnie się przypomniał reportaż z czasów niedawnych wojen bałkańskich, w którym ta sama melodia miała różne teksty patriotyczne u Serbów , Chorwatów czy Bośniaków i wszyscy się upierali, że to jest ich narodowa pieśń, a inni ją sobie tylko przywłaszczyli.
    Szalom.

  57. @Kasandra.
    Trzy największe nieszczęścia. Nie będę dyskutował na temat drugiego i trzeciego nieszczęścia. Natomiast chrzest Mieszka to była tzw konieczność historyczna, mogliśmy jeszcze przyjąć chrzest za pośrednictwem Bizancjum, nie było szans na utrzymanie się pogańskiego państwa w ówczesnej sytuacji geopolitycznej. Ateistów jeszcze wtedy nie było.

  58. Stachu39
    31 sierpnia o godz. 23:37
    To ja napisalam wiadomości do Kasandry o tym jak mój holenderski znajomy zaśpiewał w restauracji w Tunisie Hava nagila, a w pewnym momencie siedzący na sali przyłączyli się do śpiewania refrenu. Chodziło mi o zwykły fakt,że ten utwór,który podoba się Kasandrze jest bardzo znany i lubiany bardzo wielu krajach.

  59. Kasandra
    31 sierpnia o godz. 23:24

    Twierdzenie słuszne. Niestety pierwsze nieszczęście było nie do uniknięcia. A konsekwencje trwają niestety do dziś.

    Dziękuję za śpiewające Holenderki – chociaż akurat w dziedzinie muzyki ten kraj nie miał i nie ma wybitnych artystów.Ale to kwestia pewnych tradycjilub ich braku .

  60. akurat czasy rodzącej się Solidarności pamiętam raczej słabo. W czerwcu urodziła mi się córka, w lipcu zachorowała moja babcia. Dość roboty miałam w dzień i w nocy też Ocknęłam się, gdy wąsaty podpisywał coś wielkim długopisem i nie widziałam, czy w środku jest pływająca goła baba czy stateczek pływający (przywożono takie suweniry znad morza).
    Przedtem męczyły mnie wszelkie strajki, a od połowy sierpnia strajk w przychodni, co z pewnością przyczyniło się do przedwczesnej śmierci mojej babci.
    Nigdy nie chciałam do niczego należeć. Ani do ZHP, druhów, zuchów. Ale w dorosłym życiu okazało się, że warunkiem otrzymania skierowania na studia w firmie, w której pracowałam była przynależność do ZMS. Poszłam raz na takie zebranie, zanim sprzedać miałam własną skórę. Nie byłam zbyt oblatana w temacie organizacji, ale wszystko, o czym mówił przewodniczący i zaproszony na tę okoliczność prelegent, roztaczający nam wizję niemal dorównującą dziś przekazywanej suwerenowi przez MM Krzywoustego wydawało się bajką. Jeszcze pamiętałam wizje kapłanów z kościoła, bo od czasu do czasu czkawką mi sie odbijały.
    Grzecznie poczekałam na zakończenie tej prelekcji, na zamknięcie zebrania i już więcej noga moja tam nie postała.
    Antoniusie, z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twoje relacje z zagranicy z tych czasów oraz informacje o procesach zachodzących na uczelni. Poczytałabym jeszcze, bo dobrym piórem napisane.
    Daj się uprosić!

  61. jutro i w niedzielę wieczorem w Warszawie na pl. Grzybowskim

  62. seleuk|os|
    31 sierpnia o godz. 21:36
    „Jezeli ktos nie chce byc Skand (nie podziela wartosci) jego obecnosc jest bezproduktywna.”
    i dlatego ten link, oni zarobili, stwierdzili – kraj nie dla nich i przyjechali do Polski,

  63. wujaszek wania
    31 sierpnia o godz. 21:43

    Wychodzi że pies, czyli kot.
    Po mojemu, kto gwałci dzieci nie może ich tym kształcić i żadne w tym dobro.
    Mój dawny zanjomy posłał ongi swe dzieci, w imię psa czyli kota, do szkół zakonnych. Dziś brylują na salonach dobrej zmiany, więc chyba to dobrze.
    Tak, komu dobrze ten dobry mając dobra.
    Ile to się dzieje w postępach aksjologii – i to pomimo tego, co było, że pisze Antonius, jakim jest.
    Cóż.

  64. @ wujaszek wania

    Coś jeszcze, rocznicowo, w ateistyczny deseń.
    Wspomniałeś o KORze.
    KOR to był jedyny wykwit chrześcijaństwa na padole gumna, od czasów mieszka z mamoną pierwszego i kolejnych, obrzezanych przez tubylców apostołom.
    Jako taki, nieuchronnie musiał doprowadzić do ukrzyżowania mesjaszy uszlachetniających masy.
    Szkoda, że tego dożyliśmy, patrząc i komentując widowisko, przy pasteryzacji wecków.
    W starciu z żywiołem ośmiorniczek, gumno odrąbując im macki, kisi kurki tudzież opieńki.
    Zwycięża przymus samozachowania mniemania (patrz wpis naczelny).

  65. @Kasandra
    31 sierpnia o godz. 23:24

    Zgadzam się z twierdzeniem, że trzy największe nieszczęścia w historii Polski to:
    – jej tak zwany „chrzest”,
    – „święty ojciec święty” JP2 i
    – „solidarność” z Wałęsą i kościołem w klapie.

    I

    @Stachu39
    31 sierpnia o godz. 23:46
    mogliśmy jeszcze przyjąć chrzest za pośrednictwem Bizancjum, nie było szans na utrzymanie się pogańskiego państwa w ówczesnej sytuacji geopolitycznej.

    A ja muszę się herstorycznie i pedantycznie nie zgodzić. Bo opiniujecie kochani zupełnie ahistorycznie.

    Otóż, nie można pisać o tzw. „chrzcie”. Bo, niezbędny do przeżycia dynastii, musiał być prawdziwy, dotyczył zresztą tylko ścisłej elity rządzącej, a reszta, czyli pospólstwo, dołączała stopniowo i pod lekkim, a czasami cięższym przymusem, przez co najmniej 300 lat. Gdyby chrztu nie było, księstwo Piastów/Polan podzieliło by los Słowian zza Odry, czy też Prusów i Jaćwięgów, a nadwiślańscy Słowianie, częsciowo wytłuczeni, a częściowo zgermanizowani szprechali by dziś po niemiecku. Co więcej, nie dotyczył Polski, bo sensu stricto jej ani wówczas, ani przez następne 800 lat nie było. Było księstwo, a potem królestwo Piastów, potem Jagiellonów, potem Rzeczpospolita. Pojęcie Polska i naród polski można stosować dopiero od końca 18 w., a i to wybiórczo, do części szlachty (nie całej, bo wielu Acanom wisiało), czyli może najwyżej 10%. Tak że @Stachu39, nie było żadnego „mogliśmy przyjąć chrzest” tylko „mogli”.

    Solidarność była nieuniknioną i konieczną rewolucją, bezkrwawą na ogół, ale jednak. Która wybuchła, bo system władzy i gospodarzenia stał się na tyle niewydolny, że tzw. społeczeństwu się przelało. Że złączyła się miłosnym uściskiem z Kościołem, wynikło z historycznej i politycznej konieczności, był jedyną poza „wadzą” strukturą polityczną w kraju. To, że do solidarnościowego biało-czerwonego tramwaju (C@Piłsudski) wskoczyli szybciutko oportuniści związani z ww. „wadzą” jest naturalne i oczywiste, idealistów w niej nie było. Równie naturalne jest to, że dorwali się tą drogą do żłobu, to oni w końcu mieli największe doświadczenie w polityce, rządzeniu i kombinowaniu i odpowiednie koneksje. Solidarność pomogła oddolnie zrzucić z gleby narodu gniotący ją kamień „realnego socjalizmu”. To, że wylazły spod niego dżdżownice, karaluchy i stonogi, a nie motylki i skowronki, nie powinno nikogo dziwić, taka ta gleba była (jest?).

    Jedyne z czym mogę się zgodzić, to ocena fatalnego wyboru Wojtyły. Zjadacz kremówek dodał gigantycznego propelera Kościołowi i kruchcie. Bez niego byłoby im DUUUUŻO trudniej.

    W podsumowaniu, powtórzę tu po raz N-ty, że każdy naród/kraj ma elity, polityków i rząd na jaki zasługuje, i że żyjemy, jak słusznie twierdził wolterowski Pangloss, w najlepszym z możliwych światów. To, że to „najlepsze” jest źródłem rozczarowania, gniewu i goryczy, to już inna sprawa.

    PS. Choć działałem co nieco w opozycji, pisząc i kolportując „bibułę”, do Solidarności nie należałem. Tańczyłem z radości po podpisaniu porozumień gdańskich, wierząc naiwnie (o optymiźmie młodzieńczy!!) w świetlaną przyszłość. Dzięki wrodzonemu sceptycyzmowi i cynizmowi, euforia szybciutko mi jednak wychłódła.

  66. @wbocek
    31 sierpnia o godz. 20:19
    A tu fifka – ani śladu efektu, no i trzyma zapalenie.

    A może by do Buska czy Lądka?? Krewni i znajomi jeździli tam z różnymi bólami, w stawach szczególnie, na ogół im pomagało. Kuracja z wakacjami, choć gdym tam raz zajrzał, nudno raczej, wódecznie-dansingowo, a to nie ja.

  67. @basia.n

    Donoszę, że wczorajszy koncert skrzypcowy Dworzaka, op. 53 (nie 33 jak zmyliły paluchy) w wykonaniu młodziutkiej, ale jakże obiecującej skrzypaczki, był doskonały. Szkoda, że skomponował tylko jeden. Nie ma to jak słuchać na żywo, na dużej sali. Dziś wieczorem Brahms 🙂

  68. @Gekko,

    sądziłem, że o oczywistościach nie rozmawiamy.
    Jasne, że każdą instytucje, organizację wyznaniową należałoby trzymać jak najdalej od szkolnictwa (z przedszkolem i wyższą szkołą włącznie).
    Ale …, no właśnie, mniemanologia stosowana.
    Nie zmienia to faktu model, nie mylić z zawartością, jest bliski ideału. Dlatego trudno się dziwić, że wielu, wydawałoby się światłych ludzi, funduje swoim dzieciom ten model. Niekoniecznie z powodów wyznaniowych.
    Jak kogoś stać na mercedesa, to nie będzie kupował trabanta.

    Słyszałem, że uniwerki prowadzone w USA przez Jezuitów stoją na całkiem przyzwoitym poziomie i że ateiści spokojnie mogą na nich studiować.

  69. @Herstoryk, 8:03

    z pewnością pamiętasz, że były jeszcze tak zwane „poziomki”, czyli tworzone pośpiesznie poziome struktury PZPR. Było tam sporo ludzi. którym naprawdę zależało na sensownej reformie państwa.

    Jeżeli chodzi o ideowość panny S, to czy można wątpić w bezinteresowność takich ludzi jak Kuroń, Modzelewski? Było ich dużo więcej. Wielu bezimiennych i zapomnianych.

  70. Wysłuchałem, obejrzałem w tym tygodniu rozmowy z dwiema paniami, które bardzo lubię i szanuję. Z panią profesor Moniką Płatek – u Elizy Michalik. I panią Manuelą Gretkowską – u Kuby Wątłego.
    Obie panie zostały w pewnym momencie zaproszone do wieszczenia „jak to się skończy”, „co będzie dalej”. I wieszczyły. Pani profesor optymistycznie. Zgodziłem się z nią. Pani Gretkowska pesymistycznie. Też się z nią zgodziłem.
    Optymizm pani profesor można ująć porzekadłem: „najciemniej jest przed świtem”. A skoro oni robią to, co robią, to znak, że świt już blisko. Miód na moje serce.
    Pani Gretkowska sądzi, że będzie żyła jeszcze około 30. lat i za jej życia nic się nie zmieni. Sugestię Kuby, że zabraknie pieniędzy i się zmieni, wyśmiała. „Pieniędzy nie zabraknie, przyjdą z Moskwy”. I tu rozum zabronił mi odrzucenia takiej możliwości. Byłem kilka razy na Kubie i widziałem na własne oczy kraj całkowicie utrzymywany przez i inny. Fakt, że Kuba jest wyspą dużo zmienia, ale nie wszystko.
    Czyli, jak mawiają górale, albo bydzie pogoda, albo bydzie dyszcz.

  71. Herstoryk
    1 września o godz. 8:09

    Dziękuję, Herstoryku, ale nie znam czegoś takiego jak uzdrowiska, sanatoria, wczasy w kupie. Liczyłem, że jakoś dokuśtykam do drewnianej koszulki. Trochę się myliłem – prędzej ona do mnie dokuśtyka przez moją głupotę. A chcę jeszcze się powłóczyć, nim słonko zgaśnie. Więc właśnie przełamuję opory. Inna rzecz, że polskie lecznictwo to bardziej dramat niż lecznictwo. Oczywiście, mówię ogólnie o sytuacji w kraju (z całym szacunkiem dla lekarzy i pielęgniarek z bożego powołania). Normą jest oczekiwanie miesiącami na wizytę, latami – na zabieg. Mamy świetnie zorganizowanych sąsiadów – Niemcy, Szwecja, Dania – nic, tylko siąść w szkolnej ławce i się od nich uczyć. Ale gdzie by tam ambitny Polak, co dzikich Francuzów uczył jeść widelcem, się od kogo uczył. Dobra zmiana tak opiekę medyczną ulepszyła, że coraz więcej ludzi leczy się prywatnie, w tym – ja z emeryturą 1300 zł. Czarna godzina przyszła, więc ruszam to, co było na czarną godzinę. Tak mi dopomóż bóg Omóż.

  72. Jezeli chodzi o bledy glowne.

    Jakoby pierwszy glowny. Lekko bym zmienil lampke Herstoryk na bateryjna. Firma exportowa Piast SA zoo, zakupila jedyna dostepna technologie organizacji pracy exportowej, Dostepna. Technologia pokrewna okazala niewydolna, wtedy i pozniej. To jak technolodzy (organizatorzy) przerosli wlascicieli i zostali glownym akcjonariuszem, inna bajka. Dlatego jakoby.

    Pierwszym glownym bylo odejscie od magdeburskiego prawa na rzecz ksiazecego. Wyraz najwyrazniejszy znalazlo w tzw buncie Alberta.

    Drugim bledem glownym bylo zaoferowanie Jadwigi nieKaczynskiej jednemu Kiejstutowiczowi. To odwrocilo calkiem lornetke do patrzenia. Kazdy moze sparawdzic co widac, jak lornetke odwroci. A z tej Jadwigi Andegawenskiej i tak nic dobre nie wyroslo. Jednym z najwyzszych osiagniec cywilizacyjnych czlowiekowatych jest okret. Nie udomowienie konia i kota. Okret wymaga zespolowego wysilku i zaawansowanej techniki produkcji. Zawsze wymagal i bedzie. Kon i kot nie. Co na inne dziedziny roznosi. Poza tym do okretu drog asfaltowac nie trzeba, a jest ich nieograniczona ilosc. Okret pokonuje przestrzen (niweluje) najszybciej. Nie jest istotne w jakim srodowisku (lepkosc Reynolds) porusza. Moze i bez lepkosci. Tak bylo jest i bedzie. To bylo o Jadwidze.

    Trzecim bledem bylo odejsc od stolika westfalskiego. Kto od stolika odchodzi, licytowac nie moze. Tylko gapiem. Gapie glosu nie maja. Ale moga tupac i gwizdac. Wszyscy co maja tv moga to zauwazyc. Dlatego niektorzy tv nie maja bo i poco, jak wiedza.

    Wszystkie inne zdarzenia sa bledy mniejsze. Wypadkowe glownych. Firma exportowa Piast SA do dzis exportuje, ten sam towar, pod zmieniona przykrywka. Ja sam czekam na dwa exporty na moim dachu. Mieli przyjsc dzisiaj. Zadzwonili ze jutro. Problem dostawczy.

    Pzdr Seleukos

  73. @seleuk|os, 9:48

    a propos okręty. Mało rozpowszechniona jest wiedza na temat tego, jak tragiczne w skutkach okazało się dla Chin zniszczenie floty morskiej. A przyczynili się do tego, powodowani szlachetnymi intencjami, uczniowie Konfucjusza.

    Tekst wart przeczytania:
    http://www.eioba.pl/a/1du/wyprawy-zheng-he

    Kilka wyimków:

    W czasie, gdy Zheng He przemierzał Ocean Indyjski, konfucjańscy urzędnicy, którzy opanowali wszystkie wyższe szczeble chińskiego rządu i byli w stanie politycznej walki z eunuchami, którzy byli uważani za skorumpowanych i niemoralnych, bo to oni popierali handel i byli uważani za chciwych. W przeciwieństwie do uczonych, którzy zawdzięczali swą pozycję biegłości w czytaniu starych 2 000 letnich tekstów. Eunuchowie nie posiadali takich korzeni, stąd byli bardziej otwarci i postępowi. Zaprawdę, ktoś może argumentować, że ci cnotliwi, nieprzekupni uczeni 15 wieku osadzili Chiny na zgubnym kursie.
    wszyscy nieposłuszni kupcy i marynarze zostali zabici.

    Światowy lider w nauce i technologii wczesnych lat 15 wieku, był wkrótce pozostawiony „za drzwiami historii”. Natomiast rozwijający się nadal europejski handel zagraniczny, rewolucja przemysłowa, pchały świat zachodni do rozwoju.

    Aż do 1500 roku, rząd Chin uznawał za wielkie przestępstwo budowę większych jednostek niż 2-masztowych, a w roku 1525 rozkazał zniszczenie wszystkich statków żeglugi oceanicznej. Tym sposobem największa marynarka wojenna świata, która wiek wcześniej liczyła 3500 statków została zniszczona. Dla porównania obecnie marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych ma 324 statki!.

  74. wujaszek wania
    1 września o godz. 10:17
    Zgadzam, ze historia ta malo znana jest, o Chinczykach. Rownie malo znana jak z ta demokracja. Wiekszosc ludzi nie rozumie, ten ustroj jest wynikiem rownomiernych opadow deszczu. Na kazda doniczke, bez uwzgledniania ilosci doniczek.

    Charaktrystycznym przykladem jest budowa (projekt???) rowu przez piach w okolicach Gdanska. Kopanie piachu bylo potrzeba od Sumerow do Sacharyjczykow, bo tam deszcz nie pada rowno zeby nawodnic. Kopanie piachu w innych strefach jest ograniczone. Do szczegolnie dobrze liczonych wypadkow. Nigdy w celach nawadniajacych. Literatura jest ciezko dostepna w temacie.

    Rownomierne nasycenie deszczem, doniczek chlopskich i krolewskich jest warunkiem prawidlowego rozwoju (najszybszego).

    pzdr Seleukos

  75. Dziękuję @basi.n za tekst do miasteczka. Przyda się, gdy ktoś mi pomoże znaleźć wersję w jiddisz, bo to prawie po niemiecku. Lubię oryginały!
    Kasandro! Nie obraź sie, ale chyba trochę przesadzasz z ostrością sądów. Take it easy! Ja np. lubię Niesiołowskiego za zjadliwe i celne teksty, a o jego powiązaniach z kk nic nie wiem. Moja pipidówka to nie „Stolyca”, gdzie plotki są chlebem powszednim. O przynależności do Opus Dei wiem tylko o Gowinie i to mi pozwala rozumieć jego postępowanie.. Kilka osób mi zarzuca, że nic nie pisałem o roli kk w tamtym czasie i dziś. Wtedy nie bardzo „posiadałem wiedzy”, bo skąd? Do kościoła nie chodzę pewnie od lat 40-tych lub 50-tych ubiegłego wieku (był wyjątek w roku 1958, gdy brałem ślub w Katedrze Wrocławskiej). Rodziny spotkały się w połowie drogi!. Z żoną nie rozmawiam na temat religii i to z przyczyny zwyczajnego egoizmu. Gdy wraca z kościoła w niedzielę, to śpiewa, jest wesoła i pogodna, nie opier… mnie, że jeszcze gniję w barłogu, tzn. ze jej to służy i jest dla mnie korzystne. Taką świnią jestem (fałszywy ateista, bo nie wojujący), niby bezbożnik, ale nie walczący z lokalnym proboszczem. On nawet podobno unika polityki w kazaniach, sam kosi trawę kolo kościola i pomaga sprzątaczkom (dyryguje). Przy kolędzie dostaje swoją dolę, bo utrzymanie obiektu rozrywki religijnej kosztuje, a żołądek też ma. Bez podatku kościelnego nie ma dobrego rozwiązania sprawy finansowania kościoła. Chyba pisałem tyle o moich obserwacjach, gdyz bylem głównie bbserwatorem. Jestem zawsze bardzo wstrzemięźliwy w wyrażaniu uczuć, również „patriotycznych”. Cieszyło mnie zachowanie części znajomych w tamtym okresie (np. mistrza B. – mojego sąsiada z trzeciego piętra, który nie brał już łapówki od kolegi), ale kołtuństwo profesora, którego bardzo szanowałem zraziło mnie zupełnie do Solidarności – poznałem, że „król jest nagi”, a przynajmniej zbyt lekko ubrany do naszych warunków pogodowych. Bardziej przekonały mnie słowa Żabińskiego -„nie znam człowieka, którego by władza nie zdemoralizowała”. Lokalne machlojki, o których nie pisałem, zrazily mnie ostatecznie. Drobny przykład z mojego podwórka (tzn. zaprzyjaźnionego). Solidarność u władzy posadziła na fotelu kuratora oświaty niekompetentnego człowieka, bo żona (faktycznie inteligentna) była aktywistką w trudnym okresie i mala księdza w rodzinie. To wystarczyło, aby nieudacznik został kuratorem. Znałem obydwoje bardzo dobrze, bo byli moimi studentami. Czy dzisiaj nie jest tak samo? Te same kryteria – plus deklaracja wierności są powodem obsadzenia wszystkich ważnych stanowisk w państwie ludźmi niekompetentnymii! Od pani basi z „ucha prezesa” do pierwszego prezesa Sądu Najwyższego (nie znam nazwiska kandydata)!
    W moim raczej długim i burzliwym życiu raz poniosła mnie ogólna euforia i w roku 1956 maszerowałem z resztą kolegów z protestem pod koszary sowieckie, ale juŻ nie pamiętam po co! Ruscy nie wyszli z koszar, poczekali jeszcze długo w Opolu i Legnicy. Aha! Może chodziło o obronę demokracji na Węgrzech?
    Pod koszary poszedłem, ale krwi nie oddałem, taki jestem. Może i dobrze, bo plotka mówiła, że samolot z krwią dla braci Węgrów został po drodze zestrzelony przez „obrońców demokracji socjalistycznej”.

  76. Apropsik chinski.

    Wiele ludzi obawia, dominacji chinszczyzny przyszlosciowej. I dobrze. Ludzie lubia obawiac. Jak popatrzy na wykresik piramidy demograficznej, to widac. Ca 2060, jeden Chinczyk, bedzie utrzymywal czterech Chinczykow. To jest wynik konfucjanskiej polityki ciupciania (efektywnego). Ciupciania zadekretowac nie mozna. Chyba ze pragnie osiagnac krzywe piramidy. Chyba dlatego, konfucjanisci zamierzaja zastapic Chinczykow Afrykanczykami. Ale nie pytalem, to nie wiem. Niech moje dzieci ten dylema rozwiaza.

    Pzdr Seleuk

  77. @seleuk|os|, 10:41

    w punkt!
    Oglądałem ciekawe filmy na temat walki o wodę na terenach byłych republik sowieckich. Tam też kopali, odwracali bieg rzek.
    Tutaj trochę piszą i tych problemach:
    http://www.new.org.pl/2566-walka-o-wode

  78. https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/08/31/co-nam-zostalo-z-tych-lat-80-tych/#comment-540868
    Czy to nie jiddisch ??? Tam nawet napisane, tylko (1) klik ???
    pzdr Seleuk

  79. @ wujaszek wania
    1 września o godz. 8:57

    @Herstoryk, 8:03

    z pewnością pamiętasz, że były jeszcze tak zwane „poziomki”, czyli tworzone pośpiesznie poziome struktury PZPR. Było tam sporo ludzi. którym naprawdę zależało na sensownej reformie państwa.

    Jeżeli chodzi o ideowość panny S, to czy można wątpić w bezinteresowność takich ludzi jak Kuroń, Modzelewski? Było ich dużo więcej. Wielu bezimiennych i zapomnianych.

    A) Zacznę od ideowości, która, jak zawsze w rewolucjach, przegrała po wstępnym okresie z koryciarzami. Bo niestety polityki nikomu nigdy nie udało się robić ideowością.

    B) I tu dochodzę do poziomek, z ich reformatorami, które, jako komusze, zostały szybciutko wyrzucone na śmietnik. Co zaś do Kuronia, Modzelewskiego i podobnych to patrz A), oraz Tobiasza Smollet’a „Wyprawę Onufrego Clinkera”, gdzie można znaleźć zdanie, że łyżka marmolady w żaden sposób nie poprawi miednicy g…wien.

  80. Antonius
    1 września o godz. 10:50

    Tu jest w jiddisch i wykonanie przez Goldę Tencer,
    ale kiedy klikniesz w „tłumaczenie” ukaże się rownież tekst po polsku 🙂
    http://www.tekstowo.pl/piosenka,golda_tencer,mein_shtetele_belz.html

    Jest

  81. @seleuk|os|
    1 września o godz. 9:48
    bylo zaoferowanie Jadwigi nieKaczynskiej jednemu Kiejstutowiczowi. To odwrocilo calkiem lornetke do patrzenia. Kazdy moze sparawdzic co widac, jak lornetke odwroci. A z tej Jadwigi Andegawenskiej i tak nic dobre nie wyroslo. Jednym z najwyzszych osiagniec cywilizacyjnych czlowiekowatych jest okret.

    Ofiarowano, bo Jogaił miał najwięcej do zaoferowania elicie decydującej komu Jadwigę ofiarować. Wyrosła z niej wyjątkowo piękna na owe czasy kobieta, i ponoć dosyć rozsądna. Nie sprawdziła się, bo nie urodziła zdrowego dziecka-dziedzica dziedzicznej korony, no i zmarło jej się przy okazji. Zostawiła królestwo bez króla co zapoczątkowało targi o wybieralny tron. Co ma Jadwiga z okrętami też trudno wyczuć, królestwo za jej życia i długo później nie miało dostępu do morza, a po lądzie okręty kiepsko pływają.

  82. @seleuk|os|
    1 września o godz. 11:13

    Oczywiście, że jiddisch, ale trzeba wiedzieć, gdzie kliknąć 😉

    @Antonius

    Belz

    Wenn ich mich an meine Kinderjahre erinnere.
    Kommt mir alles wie ein Traum vor.
    Wie sieht das Stübchen aus, das einmal geglänzt hat,
    Wie das Bäumchen, das ich gepflanzt habe?

    Oy, oy, oy, Belz, mein Städtchen Belz,
    Meine kleine Heimat, wo ich meine Kinderjahre verbracht habe.
    Oy, oy, Oy, Belz, mein Städtchen Belz,
    Meine kleine Heimat, wo ich meine Kinderjahre verbracht habe.

    Jeden Schabbat bin ich mit allen Jungs gelaufen.
    Wir saßen unter den grünen Bäumchen
    Und haben Steinchen in den Teich geworfen.

    Oy, oy, Oy, Belz, mein Städtchen Belz,
    Meine kleine Heimat, wo ich meine Kinderjahre verbracht habe.

    Das Stübchen ist alt,
    Mit Moos bewachsen,
    Das Dach ist zerfallen,
    Die Fenster sind ohne Glas.
    Der Alkoven ist krumm,
    Verbogen sind die Wände,
    Du würdest es gar nicht mehr
    Gar nicht mehr erkennen.

    Oy, oy, oy, Belz, mein Städtchen Belz,
    Meine kleine Heimat, wo ich meine Kinderjahre verbracht habe.
    Oy, oy, oy, Belz, mein Städtchen Belz,
    Meine kleine Heimat, wo ich meine Kinderjahre verbracht habe.

    Jeden Schabbat bin ich mit allen Jungs gelaufen.
    Wir saßen unter den grünen Bäumchen
    Und haben Steinchen in den Teich geworfen.

    Oy, Oy, Oy, Belz, mein Städtchen Belz,
    Meine kleine Heimat, wo ich meine Kinderjahre verbracht habe.
    Belz, mein Städtchen Belz,
    Meine kleine Heimat, wo ich meine Kinderjahre verbracht habe.

    Oryginał

    Az ikh tu mir dermonen
    In mayne kinder yorn,
    Punkt vi a kholem
    Zet mir alles for.
    Vi zehyt nokh das shtibele, vos hat geglanst
    Vi das boymele, vos ikh hob farflanst

    Oy oy oy Belz, mayn shtetele Belz
    mayn heymele, dort vo ikh hob mayne kindishe yorn farbrakht
    Oy oy oy Belz, mayn shtetele Belz
    mayn heymele, dort vo ikh hob mayne kindishe yorn farbrakht

    Yeydn shabbes pfleg ikh loyfn mit alle yingele gleykh
    Zitsn unter di grine boymele
    Varfn shteynelekh in taykh

    Oy oy oy Belz, mayn shtetele Belz
    Mayn heymele, dort vo ikh hob mayne kindishe yorn farbrakht

    Dos shtibl is alt,
    Fervaksn mit mokh
    Der dakh tserfall
    Di fentzter keyn gloz
    Der gannik is krim
    Tzeboygn di vent,
    Ikh volt shoyn mer
    Shoyn mer nikht derkent

    Oy oy oy Belz, mayn shtetele Belz
    Mayn heymele, dort vo ikh hob mayne kindishe yorn farbrakht
    Oy oy oy Belz, mayn shtetele Belz
    Mayn heymele, dort vo ikh hob mayne kindishe yorn farbrakht

    Yeydn shabbes pfleg ikh loyfn mit alle yingele gleykh
    zitsn unter di grine boymele
    varfn shteynele in taykh

    Oy oy oy Belz, mayn shtetele Belz
    Mayn heymele, dort vo ikh hob mayne kindishe yorn farbrakht
    Belz, mayn shtetele Belz
    Mayn heymele, dort vo ikh hob mayne kindishe yorn farbrakht

  83. 31 sierpnia o godz. 18:22
    Kasandra

    Trochę mnie zdziwiłas tak szybka decyzja o obrzydzeniu się i blogiem i katoateistami platformersko – opusdejowskimi, którzy tu – jak śmiało mniemasz – rządzą. Trochę też, ale całkiem mało, zdziwiła mnie Twoja stanowczośc w bezargumentacyjnym przejściu z tezy o tym, że 95 % Polaków to tępy i do tego skatolony motloch, ( co – wielkość procentowa – jest fantazyjnym naddatkiem) do tezy, dobę czy dwie później – że takich nedznych typów jest już 99%. To się nie nadaje do dyskutowania, a szkoda, bo blog jest obfity w dyskusje. To się nadaje do stwierdzenia, że nie dalej jak jutro, przekroczysz barierę 100% i dalej będziesz podnosić stawkę.
    To nie moje zmartwienie, da się jednak łatwo stwierdzić, że z takimi nadproporcjami niełatwo, w istocie – wcale, da się znaleźć miejsce do przytomnego dyskutowania spraw. Jak to mówią : wolna wola, co z sobą na blogu zrobisz.

  84. 31 sierpnia o godz. 18:41
    Nefer

    Albo też krzak gorejacy. Oprócz wojsk i tej, no, zapomniałem.

  85. @Herstoryk, 11:30

    w sprawie marmolady, czy mermolady i g…, na każdy wiersz mądry i głupi jest wiersz i słuszne to i sprawiedliwe.
    Wiersz za wiersz, cytat za cytat: lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach I tak dalej.
    Historia chińskiej floty wojennej pokazuje dokąd prowadzi fanatyzm moralnych higienistów.
    Który wiersz mądry, który głupi? Każdy zawiera odrobinę prawdy. Ale to tylko metafora. Z pewnością dogmatyzm i ortodoksja mądre nie są.

  86. @Herstoryk
    1 września o godz. 11:40

    Jadwiga „Zostawiła królestwo bez króla”?

    Historyk powinien był zauważyć, że Jagiełło nie umarł wraz z nią i dynastia Jagiellonów rządziła Polską jeszcze 173 lata po jej śmierci.

  87. @Tanaka, 11:50

    diarrhoea? 😉

  88. Herstoryk
    1 września o godz. 11:40
    Horyzont odwrocil, bo lornetka odwrocila. Pomorze zach i gdanskie bylo jeszcze slowianskie (chyba ???) Zamiast zachod byl wschod. Na wschodzie kon, na zachod byl okret trzeba. Tyle ma piernik z wiatrakami. To powiedzonko E-J bardzo mnie podoba.
    pzdr Seleuk

  89. Herstoryk
    1 września o godz. 8:15

    Każdy koncert z którego wychodzi się z uczuciem wewnętrznej przyjemności jest spełnieniem wiązanym z nim oczekiwań 🙂

    A mówiąc generalnie o koncertach skrzypcowych – jest ich niewiele w porównaniu z literaturą fortepianową. Rzeczywiście szkoda . Tylko Mozart był wyjątkiem 🙂

    Jestem bardzo ciekawa jak uda się „eksperyment” z Brahmsem. Na mnie czeka 30 września inauguracyjny koncert w Rotterdamie . Niezmiernie ciekawy ,bo będzie dyrygował znakomity nowy szef-dyrygent Lahav Shani.Wystąpi wraz ze swoim mentorem Danielem Barenboimem,który tym razem zaprezentuje koncert no.3 Beethovena.Dodam ,że Shani jest również świetnym pianistą. W ubiegłym sezonie wystąpił tu parę razy w obu rolach.To ogromny talent – dyryguje wszystko bez partytury. Ma dopiero 29 lat i światową karierę przed sobą.

  90. Tanaka
    1 września o godz. 11:50

    Trochę dumam nad jednym albo dwoma. Po pierwsze primo pamiętam Solidarność ale jako dziecko. Pamiętam tego elektryzującego ducha w narodzie. Tę tłumioną radość, dumę i siłę. I obawy że „oni” znowu coś. Wszyscy byli przejęci, czuło się wspólnotę jakiej chyba już nigdy nie będzie. Pamiętam jak wyszliśmy z rodzicami z kina po „Człowieku z żelaza”, ludzie milczeli przejęci ale w tym milczeniu była siła i determinacja. A tu na blogu znakomita większość bierze w garść błoto i pac, pac. Pewnie źle pamiętam i pierwsza Solidarność to było zło wcielone.

    Dwa. Zatrzymywanie na siłę i ugłaskiwanie osoby której na podstawie własnego wpisu nie można posądzać o posiadanie manier i zrównoważenia emocjonalnego – dziwne. Osobie się nie podoba, osoba zrównała blog i uczestników z ziemią, ma prawo, uczestniczyć nie musi. Ja nie muszę zachęcać do pozostania ani się zachwycać powyższą produkcją. Doszłam do wniosku że nie pasuję, jak zwykle, ani w realu ani nawet w wirtualu, spadły mi różowe okulary. Taki los.

    @wujaszek

    Dziękuję, obejrzałam. Chwilowo mi się gadać nie chce.

  91. Dziękuję wszystkim za tekst „Belz”. Zmartwił mnie trochę Tobermory, bo to ja chciałem przetłumaczyć z „jiddisz” na niemiecki, a on mi podrzuca gotowca. Trudno, uhaha!
    Skopiowałem wszystko na dysk i później będę się delektował, słuchając Gołdę Tencer. A propos! Była to też śliczna dziewczyna, jak ta komunistka z FPK, ale widziałem ją niedawno w TV… i nie poznałem! Było jej znacznie „więcej” niż przy pierwszym spotkaniu w TV.

    Dodam jeszcze uwagę dla Seleuka: Nie flirtowałem z komunistkami, bo to ewidentna pedofilia, przecież pierwszą komunię mają dziewczynki – komunistki – w wieku poniżej 10 lat. To wiem, bo chłopcy tez są komunistami w tym wieku. Mam jeszcze fotografię grupową z 1942 roku, a PESEL zaczynają cyfry 33.

  92. @Antonius
    1 września o godz. 12:23

    Przepraszam najmocniej, nieuważnie czytałem. Możesz ten przekład zignorować i zrobić własny, a potem porównać.

  93. A w ogole to moge napisac o jiddisch.

    Jak pracowalem w jednym corpie bylem admin. Wtedy panstwo szw wymyslilo tzw Kunskapslyftet (Podniesienie Wiedzy???). Duzo pieniedzy. Po ustaleniu warunkow moich, zaczalem podnosic wiedze. Chetnych bylo drzwiami i oknami. I natrafilem na problem. Moje pedagogiczne umiejetnosci sa zero, albo gorzej. Ten problem szefowa rozwiazala, jak poszedlem na zebranie. Wytlumaczylem, podnosic pedagogiki nie mam najmniejszego zamiaru. Ona wtedy zatrudnila, chyba jedna zydowke, jej mama byla w kazdym zydowka, z tych okolic co moja mama Pinsk. Ona byla pedagog i pocieszala tych co ja podnosilem wiedze. Pedagogicznie. Tak zesmy siebie polubili, zaczeli rozmawiac. To dowiedzialem o koneksjach rodzinnych.

    Przestalismy mowic po imieniu do siebie. Tylko mowilismy „ty szmato”. Szmata jest jiddisch. Ja umialem jeszcze pare slow, ale zapomnialem. Reszta myslala, ze to spec towrzyska forma. Tez zaczeli mowic, idz do szmata. Po szw gå [med det] till Szmata

    pzdr Seleuk

  94. @Nefer, 12:21

    nie pozwól sobie odebrać swoich wspomnień.
    Moje są dokładnie takie same. Choć pamiętam też różne paskudne rzeczy. I jako rodzina sporo zapłaciliśmy za swoje zaangażowanie. Nie żałujemy.
    Świat nie jest miską g… . Choć nie można udawać, że go nie ma.
    3msie 🙂

  95. Pytanie takie nie daje mi spokoju: po co ktoś przedstawia się jako żydowska ateistka?
    Bo chyba nie z powodu rasizmu – „zespół poglądów przyjmujących wyższość jednych ras nad innymi”.
    Czym się różni ateizm żydowski od nie żydowskiego?
    I taka myśl nieśmiała przyszła mi do głowy. Skoro cwany prawnik żyd Szaweł/Paweł zaimplantował nam, z wielkim sukcesem, jedną z wielu sekt funkcjonujących w obrębie judaizmu, to może żydowscy ateiści nas od niej uwolnią?
    Plotę bzdury?
    Wiem, rozmarzyłem się 😉

  96. Kto w tamtych czasach był już dorosły i nie patrzył na to, co się dzieje przez różowe okulary naiwności, widział więcej, niżby sobie życzył. Idealiści angażowali się bezinteresownie, cwaniacy po ich plecach rwali się do konfitur, a kościelna ośmiornica rozpościerała swoje macki we wszystkich kierunkach. I to zawzięte, ślepe parcie do konfrontacji, bez zastanowienia nad aktualną sytuacją geopolityczną, aż zaowocowało stanem wojennym, który świat, tak, ŚWIAT, przyjął z ulgą. Większość polskich obywateli też.

  97. wujaszek wania
    1 września o godz. 8:47

    Och, ale właśnie te oczywistości, to wychodzą dopiero, jak poskrobać naskórek relacji.
    Mnie się podoba ta katolicka zdolność postrzegania osobno form i treści, drzew i lasu – zależnie, co się bardziej opłaca w mercedesach i maybachach, albo i pięćsetplusach.
    Podoba mi się, będąc reprezentatywnie ikonicznym, a twarzowym stygmatem osobowości, nie do zmycia, a za to do unikania w relacji bliższej, niż Zagórz-Świnoujście.
    A czy u jezuitów się opłaca?
    Jasne, że nie za darmo; jezuici uczą wszystkiego najlepszego – dla jezuitów.
    Ech, a czy aby wujaszek nieWania czasem Wolandem?

  98. Co by zostało…

    Gdyby 29 lat temu w Polskę rąbnął meteoryt, to dziś pół Polaka pomstowałoby na pamiętny żar z Nieba, drugie pół – na ówczesne wstrząśnienie Tą Ziemią.
    A oba półgłówki dziś, siedząc na postarmagedońskim drzewie i marząc o bananach w ramach (…programu dofinansowania).

    Taka to lekcja historii w „‚Jurka-sik Park’ u Grażyny”.

    Kolejne rozdziały w drodze do nauki PiSma nosem.

  99. A propos „Hava Nagila”, to zdarzyło mi się w Pradze na moście Karola dać ucharakteryzowanej na Żydówkę (?) wiolinistce 50 koron, aby choć na 10 minut przestała to grać na altówce. Osoba ta grała zawzięcie tylko tę melodię w przekonaniu zapewne, że tłum na moście ciągle jest nowy, bo turysta musi przecież oblecieć w jeden dzień całe miasto. Zapytana o inny repertuar spojrzała zdumionym wzrokiem i poszła na koniec mostu grać „Hava”… a potem na środek mostu, a potem na drugi koniec…

  100. ” Jest bardzo silny mit, do którego często wracają ludzie z mojego pokolenia – mit jedności sierpniowej. Że w sierpniu 1980 roku nastąpił cud i naród się zjednoczył.

    -A to również bzdura?

    – Byłem pod bramą stoczni i pamiętam dokładnie podziały, które już w pierwszych dniach negocjacji się zarysowały. Jak się tam ścierał np. ten nurt narodowo-konserwatywny z nurtem lewicowo-świecko-korowskim. I słyszałem też gwałtowne wypowiedzi antysemickie przeciwko ludziom, którzy doradzali „Solidarności”. Jak ktoś mi zaczyna bredzić o jedności sierpniowej, to ja widzę kolejnego, który zachorował na chorobę wspólnoty. Ten mit nie ma wiele wspólnego z tym, jak było. I nawet studenci dzisiaj ten mit w sobie noszą, że się polski cud zdarzył, może się od rodziców zarazili.”

    (Stefan Chwin w Magazynie GW)

  101. I jeszcze o pielęgnacji mitów (np. Sierpniowego)

    „…należy się kochać w rzeczach pięknych, a ten mit jest bardzo piękny…”

    ale

    „Jak ktoś chce w swojej głowie i w swoim sercu nosić jakieś mity, to świetnie. Tylko żeby się nie dobierał z tymi mitami do mojej głowy i serca! Niech sobie wszyscy stawiają swoje kapliczki i latami dopieszczają swoje mity, ale niech nie zmuszają innych do podzielania ich uczuć.”

  102. I jeszcze coś:

    „Powiem panu o jeszcze jednym nieszczęściu polskiej inteligencji liberalno-demokratycznej. Jest nią internet, a wraz z nim złudzenie wpływu na cokolwiek.

    — A tego wpływu już dawno nie ma?

    – Internet jest darem niebios dla PiS. Niech się tam wyprztykają na tych forach, niech tam będzie hejt, niech tam cisną po nas, ile wlezie… To nie ma żadnego znaczenia. A jeszcze ci inteligenci mają dzięki temu złudzenie, że klikając, zmieniają Polskę i świat. Protesty uliczne też niewiele zmieniają, ale – zważywszy na reakcję władz – tylko one, poza aktem wyborczym, się liczą. A tu, jak sobie klikniesz, to już, panie, nie musisz wychodzić na ulicę. Ulżyłeś sobie we własnym facebookowym kółku i masz za sobą prawdziwie patriotyczny czyn.”

  103. Nefer
    1 września o godz. 12:21 Elektrycznośc w narodzie – była .Wśród tego co było, było też – a ja uważam, że bardziej niż co innego – rozprzężenie, otumanienie, zupełne, po skrajnośc – wyzbycie się zarownopoczucia rzeczywistości jak i odpowiedzialności. Nazwano to zgrabnie „festiwalem Solidarności” mnie to bawiło tylko nieco, a bardziej zajmowało to, co w ramach budowania zostanie zrujnowane, więc i budowanie będzie koślawe. Dosłownie: wszyscy strajkowali wszędzie. Nic, bez mała,nie działało. Włącznie z rzeczami największej i życiowej potrzeby. Zima jak cholera, mróz trzaska, rury trzaskają, górnicy mają „festiwal”, kolejarze mają „festiwal”, służby ruchu mają „festiwal”,więc i elekrocielownie mają festiwal: węgiel na haldach znikał w tempie błyskawicznym, jak były jakieś resztki, to tak zamarznięte, że żadna maszyna nie mogła załadować. Trzeba byorozbijać ręcznie, ale przecież ci „ręczni”też mają festiwal. Awaria za awarią – naprawiacze mają „festiwal”, za 2 dni koniec grzania w miastach, bo nie ma ani czym, ani jak ani kim, a temperatura w sypialniach za chwilę będzie taka jak na dworzei nawet zrywanie parkietów i palenie mebli nic nie pomoże. Otwarte ognisko w środku 10-piętrowego budynku? Kto winien – Jaruzelski. Nie wiem, czy pamiętasz, prosił o raptem „sto dni spokoju”. Nie dostał. Po co miał dostać – jest festiwal i trzeba dokopać, a nie podać bandaż. Ci co najbardziej rozwalali „komunę” – tzw.”klasa robotnicza”, najwięcej na tym stracili. Mój znajomy, sąsiad, wielki ślusarz ze Stoczni, z „kolebki” , kumpel Wałesy, oświadczył gromko mojemu tacie i mnie: no, panie inżynierze – bedziemy komune rozwalac! No i rozwalił. A zanim rozwalił, pół stoczni ukradł. Bo „państwowe znazy niczyje”. Grzech nie ukraśc. Jak już komune rozwalił, to sie ten trupkomuny na niego zwalił igo rozwalił. Metaforycznie oraz dosłownie – i śmiertlnie w skutku. Mam niejaki podziw dla takich, co wykazują instynkt samobójzy, jak leming. Racją robotnika i chłopa była „komuna”, ale ją zlikwidował, wiec i siebie zlikwidował. Powinien byc zadowolony, a nie byl. Na tym upasł sie Kościół kat, wyrosło Porozumienie centrum i dzisiejszy Kaczyński. I teraz nie są zadowoleni publicyści, wiec płacczą krokodylem. Jedynym bodaj, w całej historii Polski, człowiekiem o takim poczuciu obowiązku, powagi i odpowiedzialności jakim nikt inny nie sprostał jest Generał Jaruzelski. co o nim sądzi oficjalna Polska – wieemy.

  104. Liczba komentarzy przekracza „lekko” setkę, a więc zgodnie z niepisanym, ale przeze nie zauważonym zwyczajem, można nie pamiętać już, o czym pisał autor wstępniaka. Skorzystam z tego zwyczaju i przypominam, ze dziś jest rocznica wybuchu wojny, świętowana przez „cały naród”, tylko niekoniecznie razem.
    To wydarzenie wywarło głęboki wpływ na życie miliardów ludzi, a długopisy podpisujących porozumienia – zresztą nie dotrzymanych, miały wpływ tylko na kilkadziesiąt milionów.
    Ja doskonale pamiętam ten dzień, bo w nocy z 31.8/1 .9 ktoś walił w okno i zawołał: „Leo, mobilizacja”! Chcąc być precyzyjnym muszę powiedzieć, że wyraz „mobilizacja” brzmiał trochę inaczej. Mój ojciec wyskoczył z łóżka, ubrał się i.. przepadł! Po 3 dniach wrócił w mundurze kaprala „pewnej armii”, zdjął go i powiesił w szafie. Był za stary, aby brać udział w tym wydarzeniu. Potem u nas nie mieliśmy specjalnych udręk aż do lipca 1944, kiedy alianci zaczęli bombardować zakłady chemiczne Opolszczyzny. Mam wiec zupełnie inne wspomnienia niż ludzie w okupowanej Polsce. Jedynie nie przyjeżdżali już do nas krewni z polskiej części Śląska, dawni kompani zabaw, bo mąż kuzynki, polski oficer zginął w pierwszych dniach wojny i widocznie kuzynka nas obarczyła odpowiedzialnością za śmierć męża. Zerwała wszelkie kontakty – do dziś! Pewnie już dawno nie żyje jak i jej ojciec „wujek Józa”.
    Chcąc rozweselić blogowiczów opowiem historyjkę z jego pogrzebu. Inna moja ciotka składała kondolencje wdowie, a ta odpowiedziała tak:
    „Tino, ty mnie nie żałuj! Jemu dobrze, a mnie jeszcze lepiej”!
    Cały czas przypominam to żonie, aby wiedziała, co powiedzieć żałobnikom na moim pogrzebie.

  105. Tobermory
    1 września o godz. 14:16
    ” Jest bardzo silny mit, do którego często wracają ludzie z mojego pokolenia – mit jedności sierpniowej. Że w sierpniu 1980 roku nastąpił cud i naród się zjednoczył.

    -A to również bzdura?

    – Byłem pod bramą stoczni i pamiętam dokładnie podziały, które już w pierwszych dniach negocjacji się zarysowały. Jak się tam ścierał np. ten nurt narodowo-konserwatywny z nurtem lewicowo-świecko-korowskim.

    Mój komentarz
    Solidarnościowa „rewolta” miała wiele twarzy, ponieważ jej oddziaływania, podjęte inicjatywy, postulaty, konsekwencje, objęły, dotknęły cały przekrój społeczeństwa. To był ruch masowy na granicy rewolucji.

    Jeśli chodzi o ścieranie się nurtu narodowo-konserwatywnego ze świecko-lewicowo-korowskim, to to ścieranie zachodzi od więcej jak stu lat w Umęczonej.
    Umownie przydziela się do jednej strony kościół, do drugiej świeckość. Te dwa nurty istnieją do dzisiaj, a działacze jednego z tych nurtów popadli w taką pychę i zradykalizowali się do tego stopnia, że nie są w stanie uznać, że mogą nie mieć słuszności, racji i uznania, dlatego wciąż i wciąż posługują się polskością jako sztandarem, parawanem i tarczą, co się przekłada na nachalne głoszenie pierwszosortowości, szacunku dla wiary i rodziny i temu podobnych mantr oraz zwykłych kłamstw, by przypiąć się do polskości jako jej symbol, ekwiwalent i kwintesencja jako jedyna, jedynie słuszna, jedynie odważna, jedynie skuteczna siła, przodująca i triumfująca, siła przyszłościowa, bo tylko polska i jedynie polska.

    Jednak w tamtych dniach solidarnościowej rewolty wzmożenie jednościowe zaistniało i trzymało parę miesięcy stopniowo topniejąc, jak to w Umęczonej. W pozostałe po tym topnieniu wątpliwości i sprzeczne odczucia uderzył stan wojenny. Jedność dobrowolna się skończyła, zastąpiona została jednością przymusową.
    Pzdr, TJ

  106. @ wujaszek wania
    1 września o godz. 11:58

    @Herstoryk, 11:30
    Historia chińskiej floty wojennej pokazuje dokąd prowadzi fanatyzm moralnych higienistów.
    Który wiersz mądry, który głupi? Każdy zawiera odrobinę prawdy. Ale to tylko metafora. Z pewnością dogmatyzm i ortodoksja mądre nie są.

    Nie jestem ekspertem od Dalekiego Wschodu, no więc nie stawię w zakład głowy, że mam rację. Podejrzewam tylko, że dogmatyzm i ortdoksja były niejako marksowską nadbudową nad polityczno – gospodarczą decyzją o skoncentrowaniu się na ekspansji lądowej, kontynentalnej. Która była sukcesem przez ponad 200 lat.

  107. @Tobermory
    1 września o godz. 12:01
    @Herstoryk
    1 września o godz. 11:40

    Jadwiga „Zostawiła królestwo bez króla”?
    Historyk powinien był zauważyć, że Jagiełło nie umarł wraz z nią i dynastia Jagiellonów rządziła Polską jeszcze 173 lata po jej śmierci.

    Zauważył, tylko w pośpiechu opuścił słowo „dziedzicznego” – powinno być „Zostawiła królestwo bez dziedzicznego króla co zapoczątkowało targi o wybieralny tron” (tu powinien być emoji „zawstydzony”).

  108. @Herstoryk, 15:54

    Marks na przełomie XV i XVI wieku? W przebraniu konfucjańskim?
    W XIX nastąpiła jego reinkarnacja? 😉

  109. @Wujaszek Wania
    Czym się różnią ateiści postkatoliccy od innych. Widać to wyraźnie na tym blogu.Znają Pismo Święte (niech będzie” niebieska książeczka”) lepiej od przeciętnego katolika, walczą ciągle z diabłem pod postacią KK. Innych ateistów nie znam, ale sądzę, że mają więcej dystansu do swych byłych kościołów.

  110. Do Antoniusa:
    1 września o godz. 10:50 napisałeś:

    „Kasandro! Nie obraź sie, ale chyba trochę przesadzasz z ostrością sądów. Take it easy!
    Ja np. lubię Niesiołowskiego za zjadliwe i celne teksty, a o jego powiązaniach z kk nic nie wiem.”
    Skąd zatem twierdzenie, że przesadzam z ostrością sądów na przykład o Niesiołowskim skoro sam przyznajesz, że o jego powiązaniach z kk nic nie wiesz?
    Nie przesadzaj więc, że przesadzam.

    “Im więcej religii, zwłaszcza dla małych dzieci, tym mniej potem lumpów, narkomanów, złodziei, bandytów i oszustów
    – przekonywał w „Kropce nad i” Stefan Niesiołowski.
    (http://www.tvn24.pl)

    I przypomnę jeszcze inną wypowiedź Niesiołowskiego:
    „Krzyż nikomu jeszcze nie zaszkodził, a wielu pomógł – stwierdził
    wicemarszałek Sejmu.
    Nieiołowski podkreślił również, że jest zwolennikiem wspierania
    finansowego Kościoła przez państwo. – Każda złotówka dana na
    Kościół, jest najlepiej wydaną złotówką. Bo jest największa szansa,
    że dzięki tej złotówce, ktoś stanie się lepszym człowiekiem –
    powiedział Monice Olejnik”
    (http://forum.gazeta.pl/forum/w,721,103095954,103095954,Kazda_zlotowka_dana_na_Kosciol_.html)

    … a przykładów na jego religijne kołtuństwo można mnożyć.

  111. Do wujaszka wani:
    Jesteś antysemitą, seksistą i homofobem.
    Na odległość cuchniesz kościelnym kadzidłem.
    Powtarzam po raz drugi:
    F..k off !

  112. @Stachu39
    1 września o godz. 17:47

    Widać, że ta kwestia cię jakoś dręczy.
    „Innych ateistów nie znam, ale sądzę…”
    Poznałeś (?) ateistów postkatolickich, do których sam się nie zaliczasz, co widać po dystansie. Nie walczysz z diabłem pod postacią KK, a biblię znasz jak przeciętny katolik czyli kiepsko, a może tylko katechizm?
    Przychodzisz recenzować ten blog, to może podasz swoje kwalifikacje?
    Co sądzisz o klauzuli sumienia?

  113. Rocznice na nice.

    31 sierpnia – rocznica klęski Jaruzelskiego
    1 września – rocznica klęski Polski

    Z blogu wynika pewnym komentarzem, że klęska Polski trwała oba te dni, wsio pa rawno.

    1 września – pogrzeb McCaina.

    Już nikt w oczach sąsiedzkiego nam zbira, ani w komentarzach jemu podobnych, tych trzech liter co je McCain odczytał, nie zobaczy.
    Ale za to ile, na różne sposoby je nam napisze.

    Tak, KGB, jaka była i będzie historia – już wie.

  114. Jak to się niektórym wszystko rozmyło.Władza obecnie formuje się i przepoczwarza na model rosyjski.Gdzieniegdzie odzywają się głosy,że lewica powinna iść z PIS-em,gdzieniegdzie niektórzy mówią,że z Rosją nam po drodze.Może jednak nie odzyskaliśmy niepodległości,może to tylko czasowe zawieszenie?Niedowiary!Znowu nakopaliśmy sobie do d–y jak ponad 300 lat temu.Znowu straciliśmy instynkt samozachowawczy.”Solidarność” była również wołaniem o niezawisłość i niepodległość.Zapomnieliście?Kościół?Jak ponad 300 lat krzywdy sobie nie zrobił to i teraz sobie nie da zrobić.Kościołowi nasza niepodległość jest niepotrzebna.Wychodzi na to,że jesteśmy narodem zdrajców,który zdradza sam siebie.

    gdzie

  115. Kasandro!
    Uśmiejesz się. Faktycznie niewiele wiem o Niesiołowskim, podobały mi się jego potyczki słowne z pisowcami, pokazywane w Szkle Kontaktowym. Ale nie o to chodzi, a o jedno zdanie, że „każda złotówka, przekazywana na kk, jest dobrym czynem”. Tak podobno mówiła moja matka siostrze. Ta się tym przejęła i realizowała, ale dopiero na starość. Ma obecnie 93 lata i silną demencję, ale potrafiła ciągu dwóch lat wydać na kk i jego fundacje wszystkie oszczędności własne i spadek po jeszcze starszej siostrrze. Do dziś przychodzą podziękowania za hojne dary i prośby o dalsze. Tak mnie to wkur…itd., że zastopowałem to marnowanie. Nie ma pieniędzy na przyzwoity dom starców, a karmiła pasibrzuchów swym wdowim groszem. Niesiołowski przynajmniej proponuje okradanie całego suwerena, a nie staruszki z minimalną rentą.

  116. @Kasandra 1 września o godz. 18:54
    Przeholowałaś.

  117. Stefan Niesiołowski – „zasłużony parlamentarzysta RP”

    Oto tylko niektóre z jego „zasług”:
    – zagłosował za ratyfikacją konkordatu, tj. umowy między Watykanem a Polską, która dopuszcza m.in. obecność lekcji religii katolickiej w szkołach państwowych, finansowanie szkół, wydziałów, uczelni i instytutów katolickich przez państwo, wyłączenie zbiórek publicznych organizowanych przez Kościoł katolicki z podlegania prawu polskiemu (08.01.1998).
    – zagłosował za przyjęciem przez Sejm uchwały popierającej obecność chrześcijańskiego krzyża w sferze publicznej (03.12.2009).
    – zagłosował za zdjęciem z porządku obrad pierwszego czytania projektu ustawy o związkach partnerskich (24.07.2012).
    – zagłosował przeciwko pracom nad projektem ustawy o świadomym rodzicielstwie, która zakładała wprowadzenie wiedzy o seksualności od pierwszej klasy szkoły podstawowej w wymiarze 1 godziny tygodniowo, refundację środków antykoncepcyjnych i dawała kobietom prawo do przerywania ciąży do 12 tygodnia jej trwania, a także nakładała na samorządy obowiązek tworzenia i finansowania placówek prowadzących poradnictwo i świadczenia z zakresu praw reprodukcyjnych (10.10.2012).
    – zagłosował przeciwko pracom nad projektami ustaw o związkach partnerskich przygotowanymi przez RP i SLD (25.01.2013).
    – zagłosował za ubojem rytualnym w Polsce (12.07.2013).
    – głosował przeciwko pracom nad projektem ustawy o edukacji seksualnej (24.04.2014).
    – zagłosował za klerykalną uchwałą Sejmu, w której posłowie i posłanki – władza ustawodawcza Polski składa hołdy Karolowi Wojtyle, szefowi Kościoła katolickiego.

    i jeszcze parę cytacików z „Niesioła”:
    – O kandydaturze posłanki Anny Grodzkiej (RP) na stanowisko wicemarszałkini Sejmu:
    „Zmiana płci to za mała kwalifikacja, by być wicemarszałkiem” (Gazeta.pl, 01.02.2013).
    – O osobach homoseksualnych:
    „Chciałbym aby nie było w Polsce homoseksualistów, ale są i trzeba nad tym faktem przejść do porządku dziennego” (Gazeta.pl za Kropką nad i, 30.01.2013).
    – O ustawie antyaborcyjnej:
    „Kompromis aborcyjny uważam za wielki sukces polityki polskiej po 1989 roku (…) Obok wielu innych sukcesów politycznych, ekonomicznych, społecznych, legislacyjnych i cywilizacyjnych jest trwałym dorobkiem Wolnej Polski jednym z elementów gwarantujących pokój społeczny i związaną z nim stabilizację” (stefan-niesiolowski.pl, 19.10.2012).
    – W kontekście projektu ustawy o związkach partnerskich:
    „Całe to środowisko, które nadużywa frazeologii praw człowieka, mnie irytuje. Przecież mogą się spotykać, zrzeszać, mieszkać ze sobą. Obrzydliwe, jak często chełpią się tym, że są z kimś w związku” (NaTemat.pl, 24.07.2012).
    – O dyskryminacji kobiet w Polsce:
    „Nie ma żadnej niższości kobiety. To jest wszystko nieznośna, irytująca ideologia. W Polsce nie ma takiego problemu. Może jest w islamie” (Dziennik Łódzki, 19.04.2012).
    – O Konwencji o Zapobieganiu i Zwalczaniu Przemocy Wobec Kobiet i Przemocy Domowej:
    „Żeby zabezpieczyć kobiety przed katowaniem w domu, wystarczą te prawa, które są. Nie trzeba nic więcej podpisywać” (Dziennik Łódzki, 19.04.2012).
    – Komentarz do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka:
    „To nie do pomyślenia, by homoseksualista adoptował dziecko, będziemy się bronić.(…) Trybunał może sobie wyrok wydać, ale i tak nie będzie on w Polsce wykonany” (Onet.pl, 23.01.2008).
    – O dyskryminacji osób LGBTQ:
    „W Polsce nie ma żadnej dyskryminacji osób homoseksualnych. Homoseksualiści okłamują społeczeństwo i domagają się przywilejów, a na to nie ma zgody” (TVN24.pl, 08.11.2007).
    – O chorych na AIDS:
    „Chorzy na AIDS to przede wszystkim zboczeńcy i narkomani. Oni na ogół sami sobie są winni… Na Zachodzie homoseksualiści już wywalczyli sobie ogromne przywileje. Ja się z tym nie zgadzam i nigdy nie uznam prawa nakazującego traktować zboczenie jako normę” (Trybuna, 02.11.1992).
    – O finansowaniu Kościoła katolickiego z budżetu państwa:
    „Każda złotówka wydana na Kościół to mądrze wydana złotówka” (listopad 2009).

    Wszystkim, którzy cenią postać S.Niesiołowskiego proponuję przeanalizować swoje sympatie.

  118. @Kasandra, 18:54

    kiedy dama zwraca się do mnie elegancko F..k off !, szanując jej wrażliwość nie adresuję do niej żadnego postu.
    Jeżeli mimo to dama narzuca mi się dalej, zastanawiam się czy to nie jest aby rodzaj molestowania.
    Sorry, @Kasandro, ale moje serce jest już zajęte. Nie pisz do mnie więcej. 😉

  119. Do „na marginesie”:
    Brawo !
    Może uzasadnisz to moje „przeholowanie”… bo albo nie czytasz opinii wujaszka wani skierowanych pod moim adresem, albo należysz do „ateistów” chwalących na przykład Niesiołowskiego.

  120. Prezydent Duda Andrzej odwiedził w Gdańsku Kościół św. Brygidy i pozwolił sobie w tym kościele na wygłoszenie przemówienia do narodu, w którym zaznaczył, że Polskę dręczą choroby (ale PiS zajmuje się ich intensywnym leczeniem), w Sądzie Najwyższym są postkomuniści, trzeba ich usunąć stamtąd, Jaruzelskiego jako krwawego dyktatora wybrali na prezydenta ci, oni, i że teraz my uwalniamy Polskę od postkomunistycznych złogów. Już nie jest to podnoszenie z kolan, tylko regularna terapia.

    Przemówienie to było precedensem. Prezydent po raz kolejny podeptał autonomię KK wygłaszając w kościele jako przedstawiciel państwa (i partii) polityczną tyradę przeciwko sędziom Sądu Najwyższego, Jaruzelskiemu i tym, którzy zniszczyli Stocznię Gdańska (dzisiaj widzimy tam „chaszcze i gruzy” – powiedział prezydent).

    Co na to hierarchia KK – na takie przemawianie prezydenta RP w kościele? Nie słychać protestów. Zapewne reakcją KK będzie satysfakcja i akceptacja, że nareszczie stosunki KK i państwa w pełni się unormowały, nasi są nasi, nasi są u nas, a oni są tam gdzie stalo ZOMO. Kościół jest siłą, z którą najwyższe władze muszą się liczyć, a lud dostał kolejne świadectwo, że taki sojusz jest oficjalny, pożyteczny i nie do złamania. Takie miłe konstatacje będą gościć w głowach hierarchów KK.
    Pzdr, TJ

  121. @Tobermory
    Nie wiem, o co Ci chodzi z tą klauzulą sumienia. Jestem lekarzem psychiatrą, nie wiem, czy to daje prawo do recenzowania. Nie lubię skrajności. W swojej praktyce spotykam głównie ludzi wierzących i nie wiem, czy wiara, ale wiem,że praktykowanie religijne pomaga. Szczególnie rażą mnie szyderstwa z religii, która dla wielu ludzi jest sprawą ważną.

  122. @Tobermory
    Czekam na pytanie, dlaczego się udzielasz, jak ci się nie podoba. Odpowiem od razu : podoba mi się, ale nie wszystko.

  123. @Tejot
    Właśnie przeczytałem,że Rydzyk domaga się ,żeby państwo dopłacało do jego studentów i podobno już mu to obiecano.

  124. @Kasandra 1 września o godz. 20:01

    Wujaszek wania przyczepił się do twojego sformułowania, które przekręcił (bo ty napisałaś: „Jestem ateistką pochodzenia żydowskiego z pokolenia na pokolenie”, co nie jest równoznaczne z „żydowską ateistką”). Ty z kolei obrzuciłaś go wyzwiskami. Różnica subtelna, ale istotna. Pokpiwanie jest tolerowane i może być nawet przyjazne. Wyzwiska i niecenzuralne odzywki – na ogół nie są mile widziane. „Odstosunkuj się, wujaszku i w ogóle czytaj uważniej” byłoby bardziej odpowiednie. Tak methinks 🙂

  125. @Stachu39 1 września o godz. 20:07

    Już wszyscy wiemy, że cię rażą szyderstwa z religii, ale my nie jesteśmy psychiatrami i nie pozostajemy pod wrażeniem skatolonych pacjentów, którym rzekomo taka bujda pomaga. Nie ma sensu wciskać nam w kółko, że coś cię razi. Powtarzasz się jak katarynka. Nie wpłyniesz tym na niczyje poglądy ani na niczyje wypowiedzi.

  126. @Stachu39
    1 września o godz. 20:07

    Na pytanie, którego nie zamierzałem ci zadawać, odpowiedziałeś sam, więc już nie czekaj.

    Twój światopogląd jest sprawą prywatną, ale recenzowanie blogu i jego uczestników z pozycji „oni – ateiści” sugeruje, że ferujesz oceny z pozycji wyniosłej i osobnej.

    Myślałem, że jako lekarz słyszałeś coś o „klauzuli sumienia” i zainteresował mnie twój stosunek do tego zjawiska w polskiej medycynie. Wolisz udawać, że nie rozumiesz?

    „praktykowanie religijne pomaga”

    To mówisz, że pacjentowi z zaburzeniem schizoaktywnym pomoże parę koronek różańca? Dobrze wiedzieć 😎

  127. @Ateista, 19:52

    mając do wyboru Nieświętego Inkwizytora Ateistycznego i Niesiołowskiego, wybieram Niesiołowskiego.
    Wszystko co byłeś uprzejmy donieść tu na Niesiołowskiego jest prawdą.
    „Zapomniałeś” jedynie dodać, że zawsze był wierny swoim poglądom i płacił za nie więzieniem. Że nie bał się zmieniać poglądów, tylko krowy nie zmieniają poglądów, bo ich nie mają. Potrafił oderwać się od swojego backgroundu rodzinnego. Że mimo zawirowań życiowych zapracował na tytuł profesorski. Że nadal się nie boi i odważnie staje przeciw katobolszewi.
    Podobnie jak @Lewy cenię go za jego ostry język. On mówi publicznie to, czego ja nie mam szans powiedzieć. Jestem mu a to wdzięczny.
    Jest żywym człowiekiem z krwi i kości.
    Nie po drodze mi z jego niektórymi poglądami. Ale tym bardziej nie po drodze mi z fanatycznymi, zasklepionymi w nienawiści, plującymi jadem żółciennikami.

    Melduję posłusznie, że odrobiłem lekcję w kwestii: Wszystkim, którzy cenią postać S.Niesiołowskiego proponuję przeanalizować swoje sympatie.

  128. „UMIARKOWANI WIERZĄCY” CZYLI POLSCY „ATEIŚCI”.

    Oto pojawił się w religijnym grajdole Europy
    zindoktrynowany religijnie polski „ateizm”.
    Polski „ateista” bowiem charakteryzuje się tym, że:
    – uważa, bezmyślnie powtarzając za wierzącymi, że niektóre religie niosą pozytywne wartości mimo, że cały postępowy świat zgodnie uważa je za cywilizacje zła i śmierci,
    – chętnie negocjuje z religiantami prawo do istnienia w Polsce ateizmu do tego stopnia, że wkrótce w polskich kościołach pojawią się specjalne sektory z ławkami dla …”ateistów”,
    – celebruje religijne gusła i obrzędy zapominając o tym, że absurdem jest świętowanie czegoś, w co się nie wierzy,
    – twierdzi, że ateista nie powinien głośno wyrażać swoich poglądów, bo wtedy obraża uczucia religijne wierzących i innych ateistów,
    – często solidarnie popiera i łączy się z pedofilskim klerem i ludźmi wiary w antysemityzmie, homofobii, seksizmie, hipokryzji i wielu podobnych, wspólnych cechach, nie widząc w tym niczego złego,
    – nie przeszkadza mu agresywne demonstrowanie wiary i publiczna natarczywość religii i ich kościołów podczas, gdy propagowanie racjonalizmu i naukowego światopoglądu potrafi nazwać „wojującym ateizmem”,
    – nie przeszkadzają mu ani ściany państwowych urzędów i instytucji upstrzone krzyżami, ani religijna indoktrynacja czyli ogłupianie dzieci i młodzieży w państwowych przedszkolach i szkołach,
    – chętnie finansuje istnienie każdej religii i pasożytniczy dobrobyt kleru,
    – nie widzi różnicy między rozdziałem „państwa od kościoła”, a „kościoła od państwa” i jest mu wszystko jedno, że jedno określenie czyli rozdział państwa od kościoła jest stosowane w praktyce, a drugie nie,
    – tasiemcowe „wykłady, tyrady i homilie” katolickich emisariuszy i religijnych propagandziarzy zaśmiecających ateistyczne fora i grupy traktuje jako cyt: „konstruktywną i niezwykle cenną dyskusję potrzebną do wypracowania koniecznych, wspólnych kompromisów”, oburzając się jednocześnie na racjonalne i dawno udowodnione oceny każdej religii, jako szkodliwego społecznie narzędzia władzy totalitarnej,
    – nie twierdzi, że żaden „bóg” nie istnieje, ale, że „nie wierzy w Boga” i się cieszy, że „nie jest sam”, a niektórzy nawet sądzą, że „ateiści są boscy”, nie zastanawiając się nawet, że to uwłaczające ateistom porównanie bowiem urojony „bóg” katolików to przecież okrutny, zły, wredny, żądny krwi i ofiar dyktator i oprawca.

    PS:
    Tacy „ateiści” odwlekają w niewiadomą i coraz dalszą przyszłość istnienie w Polsce państwa świeckiego…
    a Christopher Hitchens w grobie się przewraca słysząc z ich ust słowa o szacunku dla religii i tolerancji dla religiantów czyli ludzi nie potrafiących logicznie myśleć.
    Swoją opinię odnoszę do 90% moich Rodaków podających się za ateistów.

  129. @Tobermory 1 września o godz. 20:23

    Ciekawe, czy w ramach terapii Stachu kieruje do egzorcysty?
    No bo skoro jako psychiatra uważa, że religia pomaga…

  130. @Stachu39, 20:04

    nie miałem pojęcia, że jesteś lekarzem psychiatrą.
    Mam koleżankę, która była lewicującą ateistką. Wiele lat temu wdała się w romans pozamałżeński, po którym wylądowała na oddziale psychiatrycznym. Jak twierdzi, miała „prywatne objawienie”. Teraz dałaby się pokroić za Rydzyka i PiS. Jak mi pisała ostatnio „psychiatra ostatecznie powiedział OK”.
    Zasypuje mnie mailami, choć dokładnie wie, co ja myślę o jej idolach. Chwilami mam wrażenie, że już się na amen obraziła. Ale ona znowu pisze. Nic z tego nie rozumiem. Mam wrażenie jakby na coś z mojej strony liczyła. Na co? Co mogę dla niej zrobić?
    Wiem, że jest to baaaardzo uproszczony opis, ale czy mógłbyś napisać co o tym sądzisz.
    Najchętniej zerwałbym z nią kontakt, ale jakoś mi jej żal. To kiedyś była naprawdę wspaniała kobieta.

  131. @Ateista
    1 września o godz. 20:26

    „Swoją opinię odnoszę do 90% moich Rodaków podających się za ateistów.”

    Poważnie znasz aż tylu?

    Szastanie procentami na tym blogu jest ostatnio nad wyraz imponujące 😉
    Podobno niezależne badania telemetryczne wykazały też, że 101/100 Polaków ogląda telewizję Kurskiego. Waham się, czy potraktować ten wynik poważnie.

  132. @Ateista 1 września o godz. 20:26
    To co opisujesz to polski aPAteizm, bardzo aktywnie promowany w Umęczonej.

  133. @wujaszek wania
    1 września o godz. 20:35

    Jeśli to lekarz psychiatra, to raczej starej daty. Z epoki wstrząsów elektrycznych, zimnego prysznica i lobotomii. Plus praktyki religijne jako nowość w XXI wieku.

  134. @tejot, 20:03

    Głódź flaszka należy do tej samej bandy. Dokonał „zaślubin” Kurskiego, za prawdę, „pierścieniem Inki”.
    Tych ludzi naprawdę pogięło.

    Kiedyś byliśmy najweselszym barakiem w obozie. dzisiaj stajemy się największym wariatkowem Europy.

  135. W Umęczonej to chyba tak w ogóle strach się leczyć?

  136. @Tobermory, 20:43

    nie znam człowieka.
    A problem koleżanki naprawdę mnie dręczy. Najchętniej doradziłbym jej profesjonalną terapię. Ale jak psychiatra mówi, że to, co robi jest OK, bo ona czuje się z tym dobrze. Jakby się czuła dobrze, to nie zamęczyłaby mnie swoimi mailami, na które nie mam serca nie odpowiadać, choć już nie wiem jak mam to robić.

  137. @wujaszek wania
    1 września o godz. 20:48

    Miałeś na myśli psychiatrę koleżanki czy @Stacha39? Bo ja tego drugiego.
    Koleżance możesz napisać, że wybierasz się na pielgrzymkę do Santiago di Compostela albo na kontemplacje do kamedułów i będziesz miał bardzo rzadki dostęp do internetu. U kamedułów to w ogóle 🙄

  138. @Tobermory, 20:58

    jej psychiatrę.
    W żadne religijne odloty nie uwierzy.
    Już prędzej w wywczasy za firankami w kratkę „za obrazę”, „nienawistne” białe róże i inne takie targowice 😉

  139. wujaszek wania
    1 września o godz. 20:43
    @tejot, 20:03

    Głódź flaszka należy do tej samej bandy. Dokonał „zaślubin” Kurskiego, za prawdę, „pierścieniem Inki”.
    Tych ludzi naprawdę pogięło.

    Mój komentarz
    No pogięło tych ludzi z tymi ślubem Kurskiego z użyciem pierścienia Inki jako patriotycznego talizmana.

    Jak daleko moja pamięć sięga, taka frakcja w opozycji przeciwsystemowej od około 1975 roku była, dawała znać o sobie przede wszystkim nacjonalistyczną retoryką, prostotą poglądów na świat, etnocentryczną wsobnością, niskim poziomem ufności oraz nieposkromioną kłótliwością na każdy temat, nie koniecznie bogoojczyźniany.

    W obcowaniu z nimi odnosiłem wrażenie, ze duża część z nich ma nikłe poczucie humoru oraz jest na tyle wsobna, ze nie jest zdolna do postrzegania u siebie, w swoich czynach śmieszności.
    Pzdr, TJ

  140. @wujaszek wania
    1 września o godz. 21:03

    No to podaj jej, że wasze kontakty są kontrolowane i żeby nie była zdziwiona, jeśli zamilkniesz

  141. Ostatnio stało się modne w Chicago aby różne polonijne imprezy plenerowe uatrakcyjniać pokazami produktów motoryzacji PRLu. Ludzie poprzysyłali sobie z Polski wiele maluchów, kilka dużych fiatów, polonezów, jest syrenka, nawet jeden mikrus i milicyjna nyska. Ktoś przywióżł też bratniego trabanta. Są polskie i radzieckie motocykle.

    Bawienie się restaurowaniem samochodów przypominających ludziom albo ich własną albo młodość ich rodziców jest dla mnie zrozumiałe. Odpicowywanie i jeżdżenie milicyjną nyską to dla mnie aberracja. Widocznie jej właściciel nigdy nie siedział w takiej w charakterze zatrzymanego. Jest zbyt młody.

    Generalnie pisanie co nam zostało z tych lat? (80.) wzbudziło u mnie zniecierpliwione wzruszenie ramion. Potem jednak zobaczyłem, że cyfry zostały ujęte w nawias i tak to trzeba rozumieć. Bowiem dla każdej generacji dana dekada będzie znaczyła co innego.

  142. Do „Na marginesie”:
    przypomnę Ci tylko dwie opinie wujaszka wani adresowane do mnie:
    „wujaszek wania
    31 sierpnia o godz. 6:54
    @Kasandra, 1:34
    boję się takich ludzi, jak Ty. Ludzi bezwzględnych, sfanatyzowanych, pełnych pogardy do inaczej myślących, pełnych pychy dającej prawo do skreślania i wdeptywania w ziemię, tych którzy im się nie podobają. Boję się takich ludzi, bo ja już ich widziałem i słyszałem. Krzyczeli o „Michnikach”, „Kuroniach”, „rewizjonistach”, „zaplutych karłach reakcji”. Powiesili brata mojej babci, katowali moją ciotkę w więzieniach stalinowskich. Więzili mnie i moich bliskich w marcu ’68, stanie wojennym.
    Boję się ludzi tak nienawidzących, pełnych jadu.
    A zarazem głęboko Ci współczuję. Jak ciężko musi się żyć człowiekowi, który wokół siebie widzi przede wszystkim zło. Który tak bardzo pogardza tyloma ludźmi.
    Fanatyzm jest fanatyzmem. Niczego nie zmienia jego kolor czy figura „wroga”.
    Fanatyzm jest destrukcyjny w pierwszym rzędzie dla tego, który się nim kieruje. Nie wnosi niczego dobrego do życia społecznego. Wręcz przeciwnie. Niszczy je.”
    …………
    „wujaszek wania
    31 sierpnia o godz. 8:33
    @Kasandra, 1:34
    Nie chce mi się wierzyć, że Tobie i innym nie przeszkadza członkostwo polityków w opus dei i ich kołtuństwo religijne.
    A skąd Ty wiesz co mi przeszkadza, a co nie przeszkadza?
    Staram się postępować zgodnie z maksymą przypisywaną Voltaire’owi Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć.
    ( Autorką jest angielska pisarka Evelyn Beatrice Hall)
    Życia nie będę oddawał, ale bronię prawa każdego do wyrażania jego poglądów.
    Nie dociera do niektórych prawda, że to właśnie dzięki takim „niesiołowskim”, „sikorskim”, „tuskom”, „kaczyńskim”, „millerom”, „kwaśniewskim”, „komorowskim”, „giertychom”, „wałęsom” … itp. Polska dzisiaj jest państwem klerykalno-wyznaniowym, którego 95% społeczeństwa to tępy nawiedzony religijnie motłoch.
    Prawda?
    Przykro mi, ale to co piszesz nie ma nic wspólnego ani z prawdą ani z logiką.
    Polska jest krajem klerykalno – wyznaniowym „dzięki” niejakiemu Mieszkowi I, który sobie wykalkulował, że „ochrzczenie” siebie i poddanych przyniesie mu wymierne polityczne frukta. Toteż wdrażał „religię miłości” ogniem i mieczem. Zklerykalizowana była cała Europa. Wojny religijne, prowadzone przez fanatyków, ją wyniszczały. Poluzowało się dzięki Reformacji. Niestety u nas wygrała kontrreformacja. W tym momencie weszliśmy na drogę pogłębionej klerykalizacji. Potem nastąpił cały ciąg historycznych katastrof, które tylko ten stan pogłębiały. Począwszy od rozbiorów, na „naszym papieżu” kończąc. Panowie, o których piszesz nie potrafili siebie i nas z tego wyplątać. Jedni byli naiwni inni cyniczni. Ale ich możliwości były dość ograniczone. Bo z jednej strony mieli przeciw sobie dobrze wyszkoloną, cwaną dyplomację watykańską. Z drugiej, jak to elegancko ujęłaś, „tępy nawiedzony religijnie motłoch”.
    Zaskakuje mnie to, dlaczego, przypisując nieszczęście klerykalizacji współczesnym politykom, zapomniałaś o Rakowskim. To on, naiwnie licząc na wdzięczność kleru, stworzył podwaliny pod dzisiejszy dobrostan kleru.
    Co do opus dei i, dla przykładu, „kołtuna” Sikorskiego.
    Radka Sikorskiego, kiedy pojawił się w życiu publicznym, nie cierpiałem. Dostawałem bólu zębów od jego bufonady i kabotyństwa. Vide: „strefa zdekomunizowana”, „dożynanie pisowskich watach”. Z czasem Radek zaczął wyrastać z krótkich majtek i przeobrażać się w dorosłego Radosława.
    Nie podzielam jego poglądów religijnych, ale nie pamiętam żeby lobbował za całkowitym zakazem aborcji, był czopkiem Rydzyka.
    Nadal rażą mnie niektóre jego pozy, miny, poglądy.
    Ale cenię go za to, że kiedy stan wojenny zastał go w GB nie rozpił się, nie poszedł na zmywak wzorem wielu nieszczęśliwych rodaków, poszedł do szkoły. Cenię go za odwagę bycia reporterem na wojnie w Afganistanie. Za umiejętność odejścia z PiS. Za wielowyznaniową rodzinę jaką współtworzy. Za umiejętność odnalezienia się poza polityką – Harvard. Za umiejętność poruszania się w wielokulturowym świecie.
    Nie wątpię, że dużo mógłbym się od niego nauczyć.
    Mam złe zdanie o opus dei. Niestety, prowadzą naprawdę dobre, na najwyższym poziomie, szkoły. Za ciężkie pieniądze. Pewnie wolałbym, żeby Sikorski, Rymanowski, Giertych nie posyłali tam swoich dzieci. Ale nie dam głowy czy będąc na ich miejscu, mając tyle kasy, nie skusiłbym się na zafundowanie swoim dzieciom takiej szkoły. Licząc na to, że wyprostuję osobiście to, co zostanie im włożone do głowy wbrew moim poglądom. Nie wiem. Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono.
    Dodam, Kuroniem, nie palcie opus dei, twórzcie własne organizacje.
    W życiorysie każdego z tych ludzi, o których piszesz z taką pogardą, są „blaski i cienie”.
    Czy Ty naprawdę nie widzisz, że mówisz Kaczyńskim, Międlarem? Kaczyński redukuje uchodźców do nosicieli zarazków. Ty redukujesz ludzi o złożonych życiorysach do „kołtunów” nosicieli „zarazy religijnej”. To jest klasyczna dehumanizacja. Pierwszy krok do pogardy, pogromów, komór gazowych.
    Mam nadzieję, że miałaś po prostu gorszy dzień, doła, etc., i dlatego tak napisałaś.”
    …………………..
    No i jak Ci się te opinie podobają?
    Nie widziałam, żebyś napisała(ł), że wujaszek przeholował.
    Widzę, że jestem na tym blogu niemile widziana bo krytykuję PO, a tu aż się roi od członków i lobbystów PO.

    W PO takich „niesiołowskich” jest mnóstwo i dlatego uważam, że PO/PSL to PiSbis.
    Jak sądzisz „Na marginesie” czy mam prawo do wyrażania takich opinii czy nie mam?

  143. @wujaszek wania

    PS
    „just a walk through Spain” pociąga tysiące ludzi z różną motywacją, religijna jest w zdecydowanej mniejszości.

  144. Stachu39
    1 września o godz. 17:47 * * * Nie znasz, ale sądzisz? Hm, to ogólnie dobrze, że jesteś lekarz-psychiatra.

  145. wujaszek wania
    1 września o godz. 20:48 * * * To psychiatra mówi koleżance romansowo-psychiatrycznej co jest ok, a co nie? To musi byc dosyc miłe, tak zaraz wiedzieć. Że co słuszne, albo odwrotnie. Bo ja myślałem,że koleżanka sama ma sie tego dowiedzieć.

  146. @ stachu39
    A nie męczy cię praca po godzinach nad symptmatologią bloga i wśród erupcji udzielanych tu (sobie wzajem) odhamowań?
    Jeśli jeszcze nie, to posiedź dłużej; to się ogląda diagnostycznie w trybie projekcji poklatkowej, comment by comment, a obraz układa się w panoramiczny atlas. 😉
    Spokojnej nocy.

    @ Ateista
    Jak malowana ta Twoja Lista Ateistów (z recyklingu), pasuje do atlasu Stacha (jw).
    Cóż jednak, żywot człowieka trzeźwego na puszczy gumna obrasta go dolą Piętaszka, archetypu bezbożnika, czyli nietowarzyskiego ateisty.
    Takie listy, drogi Ateisto, to tutaj tylko do butelki – i w toń.

  147. Kasandra
    1 września o godz. 20:01

    Do „na marginesie”: Brawo !
    Może uzasadnisz to moje „przeholowanie”…
    Tak jest: dla Namargineski – brawo. Za to, że stwierdziła jak jest: przeholowałaś. Po wypuszczeniu siebie fucka nikt nie jest Ci winien uzasadnienia w żadnej sprawie. sama pierwej porządnych uzasadnieni nie dawałaś co daje powód pierwszy do nieuzasadniania przz innych, skoroś tak sobie wykombinowała. Dostajesz napomnienie: idź i nie grzesz więcej.

  148. Kasandra
    1 września o godz. 21:19

    Cytowanie męczących czytelnika pełnych wpisów – chyba że nikt tych cytatów nie czyta – nie tylko sugeruje, ale wprost zdradza, że jesteś tą, która jesteś, czyli niedawną 404. Lub jej syjamską siostrą. Ale, oczywiście, bycie kimkolwiek się chce być, to nie przestępstwo, odwrotnie: ciekawostka.

  149. No proszę, już dwóch woyerystów podgląda bloga. Żeby się tylko nie spocili z emocji 😉
    Będzie więcej?
    Takie oglądactwo miewa przewlekły przebieg, co widać po meldunkach ezopowym bełkotem jednego i religijnymi napomknieniami drugiego. Szczęść boże!

  150. Ateista
    1 września o godz. 20:26

    „Polski „ateista” bowiem charakteryzuje się tym, że:”

    Wybacz, Ateisto, ale popełniasz elementarny błąd logiczny samym sformułowaniem >Polski „ateista”>, ponieważ taki zbiorowy desygnat nie istnieje. Ale przyjmijmy, że to skrót myślowy. Gdybyś więc dobrze poznał, powiedzmy, tysiąc polskich, fachowo wybranych ateistów, mógłbyś mówić z jakąś dozą wiarygodności o ich wspólnych cechach, gdyby takie były. Jednak o źródle swojej wiedzy – lub raczej niby-wiedzy – się nie pochwaliłeś. Więc na razie Twój wpis bije w oczy Tobością. Inaczej mówiąc, to nie niezidentyfikowany, zbiorowy polski ateista charakteryzuje się tym, że – bo nie wiemy, czym się, jako nieistniejący twór, charakteryzuje – lecz blogowicz Ateista ubzdurał sobie, czym się charakteryzuje zbiorowy polski ateista. Typowy wpis, który więcej mówi o autorze niż o przedmiocie wpisu.

  151. Jestem wstrząśnięty 🙄
    Od dobrych kilku lat zamieszczam na tym blogu moje komentarze, ale pierwszy raz widzę, że ktoś uznał za konieczne usunąć jeden z nich z widoku publicznego 😯
    (Tobermory, 31 sierpnia o godz. 18:28)
    Wow! Ktoś czyta naprawdę i daje łapki!
    Ile potrzeba tych „w dół”, aby zostać „znikniętym”?
    Nie pytam „za co?”, bo to pewnie nad wyraz subiektywne i w każdym przypadku za co innego 😉

  152. @Stachu39. Moja noga nigdy tam nie zawita. Idź do Passenta. Tam nikt tego nie kontroluje. http://pliki.gazetalubuska.pl/pdf/1deklaracjawiary.pdf

  153. Stachu39
    1 września o godz. 20:04

    „W swojej praktyce spotykam głównie ludzi wierzących i nie wiem, czy wiara, ale wiem,że praktykowanie religijne pomaga”.

    To pomyliłeś rolę psychiatry z rolą uczestnika blogu ateistów. Tu nie przychodnia psychiatryczna, by się dzielić wiedzą i doświadczeniami, na co pomaga religia. Ale z drugiej strony można pleść o czymkolwiek, więc pleciesz, że

    „Szczególnie rażą mnie szyderstwa z religii, która dla wielu ludzi jest sprawą ważną.”

    To, że Cię rażą, to Twoje przeżywanie i ge komu do tego, ale że z powodu własnych preferencji wytykasz innym ich własne preferencje, to jesteś nie psychiatrą, lecz, przepraszam. kaznodzieją.

    Przede wszystkim mylisz, zwyczajem występujących tu gościnnie religiantów, krytykę religii i religijnych zachowań z szyderczym stosunkiem do konkretnych ludzi. No i wciąż nie dociera do Ciebie, że to knajpeczka ateistów i nikt z tutejszych nie zaprasza religiantów, żeby z nich poszydzić. Jeśli wchodzą nieproszeni – ich ryzyko. Tutejsi ateiści po kościołach z takimi jak Twoje uwagami pod adresem parafian się nie szwendają. Chyba że chcesz powiedzieć jak Kościół święty, matka nasza, że krytykowanie religii jest zabronione i zagrożone spaleniem na stosie. W takim razie należałoby palić wszystkich krytykujących cokolwiek – żeby była jakaś konsekwencja. Na początek należałoby palić szydzących z rządów PiS i z całej tej zgrai chuliganów, zwłaszcza że chyba niemal wszyscy tam – wierzący.

    No i można sobie dośpiewać, kogo by jeszcze należało palić, jako że jest mnóstwo teatrów, kabaretów, satyrycznych pism, które nic innego nie robią, tylko kpią i szydzą. A jeśli dodać do tego pojedynczych, niezrzeszonych strzelców, to wszystkie człowiekowate na okrągło kpią i szydzą: ateista – z katolika, katolik – z kociej wiary, kocia wiara – z Makaronu, Makaron – z maszkarona, maszkaron – z amisza – nigdy w kpieniu nie nastanie cisza.

    A mnie ateistę interesuje religia jako ideologia, mniej interesuje mnie zgodność lub niezgodność religijnych praktyk z tą ideologią, a konkretni ludzie jakiejkolwiek wiary, dopóki nie stanowią dla mnie, społeczeństwa, państwa jakiegoś zagrożenia, interesują mnie najmniej – chyba że mówią głośno i tak głupio, że aż śmiesznie. A śmiech nie jest ani religiancki, ani antyreligiancki. Śmiech jest śmiech.

  154. Jedno wiemy od Stacha na pewno – że wśród osób chorych psychiatrycznie znakomitą większość stanowią religianci. Hosanna!

  155. Na marginesie
    2 września o godz. 3:50

    Ja nic, broń Boże, nie mówię. Ja tylko mówię, co mówiła jedna papuga: „Kupa wariatów! Kupa wariatów!’. A jeszcze lud boży – też nie ja – mawia: „Kto z kim przestaje…”.

  156. @tejot, 21:11

    pisząc o „zaślubieniu” Kurskiego przez Głódzia użyłem pewnego skrótu myślowego. Chodziło oczywiście o nagrodę:
    https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Pierscienn-Inki.-Abp-Glodz-chwali-Jacka-Kurskiego-za-zmany-w-TVP
    Ponieważ pierścień został Kurskiemu nałożony na palec, jak przy ślubie, to skojarzyło mi się to z „zaślubinami” w kłamstwie i obłudzie.

  157. @Tobermory, 21:28

    jakiś czas temu deklarację koleżanki: „dla mnie wzorem piękna jest Maryja”, skwitowałem: a dla mnie Królewna Śnieżka.
    Niestety, nie pomogło. Po kilku tygodniach urażone uczucia religijne otrzepały pióra i znowu mam to nieszczęsne stworzenie na głowie.

  158. @Tanaka, 21:45

    myślę, że kluczowe może być tu słowo ostatecznie, co w moim rozumieniu równałoby się machnięciu ręką przez psychiatrę: a rób sobie kobieto co chcesz, jak Rydzyk działa na ciebie leczniczo, to OK. W końcu nikt nikogo nie zmusi do sensownej terapii.
    Jak to się ma do etyki lekarskiej to inna sprawa.
    Są to oczywiście jedynie moje spekulacje.
    Myślę, że ze społecznego punktu widzenia jest to bardzo kosztowny rodzaj terapii. Dla lepszego samopoczucia pacjentów psychiatrycznych rozwala się nam państwo.

  159. Zastanawiam się dlaczego na listach oskarżanych, mniej lub bardziej słusznie, o oddanie Polski w watykański jasyr nie wymienia się nazwiska Hanny Suchockiej?

    A przecież to ona podpisała Konkordat 28 lipca 1993. Choć nie miała prawa tego robić, bo jej rząd został odwołany 28 maja.
    Sejm II kadencji, za rządów Pawlaka, powołał Komisję Nadzwyczajną do Zbadania Działalności Rządu w okresie od 30 maja do 14 października 1993, jedną z rozpatrywanych spraw było podpisanie Konkordatu.
    I co? I nico!

    Po czym kariera parafianki Suchockiej, jak ją nazywał Urban, poszybowała:

    5 października 2001 została mianowana ambasadorem RP przy Stolicy Apostolskiej[16], a 13 czerwca 2002 dodatkowo ambasadorem przy Suwerennym Wojskowym Zakonie Maltańskim[17]. Z obu tych stanowisk została odwołana w dniu 19 czerwca 2013 z mocą od 30 czerwca 2013[18][19]. 22 marca 2014 powołana w skład nowo powstałej Papieskiej Komisji ds. Ochrony Nieletnich, której deklarowanym celem jest walka z pedofilią w Kościele katolickim[20]. W latach 1991–2016 była członkinią Europejskiej Komisji na rzecz Demokracji przez Prawo (tzw. komisji weneckiej)[21], objęła w jej ramach funkcję pierwszej wiceprzewodniczącej komisji[22][23]. W czerwcu 2016 powołana na honorową przewodniczącą Europejskiej Komisji na rzecz Demokracji przez Prawo[24]. (za wiki)

    Na prawdę nie rozumiem dlaczego „zasługi” tej pani pomijane są tak głębokim milczeniem.

  160. Na OKO znów coś o Matce Jana Bosko co chodziła na Bosaka

    oko.press/ponad-polowa-polakow-zgadza-sie-z-duda-ze-matka-boska-stoi-za-zwyciestwem-w-bitwie-warszawskiej/

  161. @wbocek
    2 września o godz. 0:04

    Wiara w to, że się jest Napoleonem, pewnie też niektórym pomaga.

  162. Tu ilustracja do tezy, że może to (wiara w bycie kimś innym) sprawiać wiele radości (śmiechu). Uwaga – szydercze. Jeśli byłeś(aś) ostatnio u spowiedzi – nie wchodź na tę stronę, bo nie pójdziesz do komunii.

    youtube.com/watch?v=h4j_PhyKH9g

  163. @Tobermory i inni
    Spytałeś mnie kim jestem, to dopowiedziałem, chociaż wydawało mi się, z poprzednich wpisów o eutanazji można było się tego domyślić. Klauzula sumienia – nie wiedziałem , o co chodzi, bo nic takiego nie podpisywałem.
    Tak, jestem psychiatrą starej daty, bo skończę za kilka miesięcy 80 lat. Tak, elektrowstrząsy stosowałem, bo tak się wtedy leczyło na początku lat 60-tych, gdy zaczynałem pracować. Teraz dużo innych leków nowszych i skuteczniejszych i takiej potrzeby nie ma. Poza tym elektrowstrząsy dawały dawały szybką poprawę w depresji. Inne leki też mają objawy uboczne, o których pisała Basia (zombie). Lobotomii nie stosowałem, chciałem tylko zwrócić uwagę, że dzisiaj też stosuje się metody neurochirurgiczne, o wiele bardziej precyzyjne w leczeniu nie poddających się leczeniu farmakologicznemu padaczek i zespołów natręctw.
    Wśród moich pacjentów są katolicy, protestanci, grekokatolicy, świadkowie Jehowy. Ich wyznanie to ich sprawa, nie dyskutuję o sprawach światopoglądowych i politycznych z pacjentami. Są także pisowcy , antysemici, narodowcy.
    Co do praktyk religijnych- jeśli ktoś mówi, że poszedł do kościoła, pomodlił się i poczuł się lepiej, to tego nie kwestionuję. Jeśli poszedł na pielgrzymkę i to mu pomogło, też nie podważam, jego stwierdzeń. Jeśli ktoś chodzi co niedziela do kościoła, nie próbuję zaburzać jego rytmu życia.
    A propos pielgrzymek – odbyłem pielgrzymkę do Compostelli. Traktowałem to jako sposób poznania kraju, pieszo i stosunkowo tanio, przeszedłem ok. 300 km w słońcu i w śniegu z całym dobytkiem w plecaku poznając nowych ludzi, miałem wtedy 68 lat i byłem z siebie dumny.
    Ktoś mnie pytał o egzorcyzmy- odpowiem nie mam takich uprawnień.
    Może po tym wyznaniu o pielgrzymce zostanę zbanowany? W tej ateistycznej sekcie pewnie nie są dopuszczalne takie uczynki.

  164. @Stachu39
    2 września o godz. 11:17

    Jak wypił pół litra to mu pomogło, jak zażył opium, to mu pomogło. Jest wiele środków wspomagających.

  165. @Stachu39
    Pisałeś do Tobomory’ego i „innych”. Poczułem się wśród „innych”, chociaż z Tobą chyba nie polemizowałem. Jesteśmy prawie w tym samym wieku i z dużym bagażem przeżyć i wspomnień. Po przeczytaniu nacisnąłbym łapkę w górę, ale nigdy nie wiem, które łapki do kogo należą, czy te nad tekstem czy pod. Wzrok marny i trudno mi to stwierdzić. Przez całe życie unikałem psychiatrów, bo nie uważam tej gałęzi medycyny za naukę, a raczej szamaństwo i oszukaństwo.To ostatnie przeświadczenie zawdzięczam konowałowi, który „leczył” ojca w latach 40/50 ubiegłego wieku. Interesowały go tylko łapówki, a pacjentów miał – wiadomo gdzie. Był jednak niezbędny papierek do renty i bardzo drogi!
    Przekonanie o braku naukowości uzyskałem na przykładzie bratanicy, „leczonej” wielokrotnie w znanym szpitalu na Śląsku, jak Tworki w Warszawie. Próbowano nieskończoną ilość metod i środków, ledwie wyszła z życiem po schudnięciu o kilkadziesiąt kg, a to postawna kobieta. Wszystko się dzieje metodą prób i błędów, a depresja się pogłębiała, choć warunki życiowe są bardzo dobre i nie ma racjonalnych powodów do depresji!. Ja to nawet rozumiem, ale dziewczyna ma pecha..

  166. @Antonius
    Przyszło mi bronić psychiatrii.Niestety nie wszystkie choroby psychiczne są wyleczalne lub podleczalne, przynajmniej dzisiaj. Tak samo można powiedzieć np o onkologii, część osób na raka umiera, a część przeżywa w dobrostanie jeszcze wiele lat. Mam wielu pacjentów, którzy mimo choroby nadal dobrze funkcjonują, założyli rodziny, pracują, leczą się u mnie, niektórzy ponad 30 lat. Mam też niepowodzenia i jak każdy psychiatra swój cmentarzyk, tzn pacjentów, których nie potrafiłem ochronić przed samobójstwem, albo takich, którym nie potrafiłem pomóc.

  167. @Antonius.
    PS. Depresja (prawdziwa tzw endogenna) jest chorobą biologiczną, nie potrzeba mieć racjonalnych powodów do depresji.

  168. Europa choruje
    Prezes PiS na dzisiejszej konwencji PiSu o Polakach i Unii Europejskiej:

    „Polacy chcą być w Europie i Unii Europejskiej. Bo dziś Europa to Unia Europejska. Dla Polaków ta obecność to najkrótsza droga do tego, by uzyskać równość zarobków i komfort życia. Polacy rozumieją, że musimy dźwigać różne ciężary, których nasi partnerzy z Zachodu nie dźwigali.Ale to nie oznacza, że mamy powtarzać błędy Zachodu, zarażać się tymi społecznymi chorobami, które tam panują

    Naczelnik Polski nadal ostro. Niedawno było o uchodźcach, którzy roznoszą choroby. Teraz jest o Zachodzie zarażonym społecznymi chorobami.
    Zaiste, wizja świata, którą Prezes Polski nosi w sobie i promieniuje nią na Zachód, wynika z jego ubogiej wiedzy o tymże Zachodzie, z jego niezmiennych od dziesiątek lat przekonań, że naokoło wrogowie i choroby, a my powinniśmy wstać z kolan, iść pod górkę (tak powiedział na konwencji) i stać się wyspą wolności w Europie. Pod skromnym kierownictwem szeregowego posła – wyzwoliciela – Jarosława Mądrego.

    On się nie zmienił od Jarosława sprzed 30 lat. Dokładnie ta sama nieufność do obcych (do innych), zaściankowość, manipulowanie ideami, prawem i ludźmi, gry słowne i personalne, dyletanctwo, łapucapizm i nadęcie etniczne zastępujące wiedzę, dobre obyczaje i rzetelność.
    Pzdr, TJ

  169. @Stachu39
    2 września o godz. 11:17

    Naprawdę wiesz, jakiego wyznania (katolicy, protestanci, grekokatolicy, świadkowie Jehowy) są twoi pacjenci i jakie mają poglądy (pisowcy, antysemici, narodowcy)? 😯
    Pytasz ich, czy sami to tematyzują?

    Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że za pielgrzymkę do Composteli miałbyś być na tym blogu zbanowany?
    Chciałbyś może nawet?
    Fajnie jest być prześladowanym? 😉
    Nie należysz chyba do pojawiających się co i raz „męczenników za wiarę”, upraszających choć małego biczowanka 🙄

    Podróżując wielokrotnie po Hiszpanii poznałem nieźle trasę pielgrzymki, również częściowo pieszo, ale na krótszych, malowniczych odcinkach. Wdawałem się w kilku miejscach w rozmowy z wędrowcami z całego niemal świata, większość traktowała sprawę jako wyczyn sportowy, szansę poznania siebie w trudnych warunkach, odskocznię od życia w korpo etc. Niektórzy uzależnili się od wędrowania jak od joggingu…

    Co do psychiatrów, to byłem kilka razy świadkiem silnego uzależniania niektórych pacjentów od terapeutów i prawdziwych dramatów, kiedy lekarz wyjeżdżał na dłuższy urlop.

    Byłem dziś na grzybach. Gęsta mgła, +5°C, ludzie wychodzący z lasu z pełnymi koszykami już o 10 rano…
    Ale coś się jednak udało zebrać

    https://photos.app.goo.gl/MheteevubGYYzRtX9

  170. @Tobermory
    Nie pytam pacjentów o wyznanie. Sami to mówią, albo wynika to z problemów, które mają np u świadków Jehowy częste są problemy, gdy ktoś z członków rodziny dokona apostazji, wtedy trzeba z nim zerwać wszelkie kontakty.Albo mówią,że się za mnie modlili.
    Problem zerwania kontaktów z lekarzem czy terapeutą, rzeczywiście istnieje, nie wiem , czy to uzależnienie. Zwykle chodzi oto, że jest to znajomość wieloletnia, jest zaufanie, znajomość problemów, a także historii choroby : jakie leki pomogły, które były źle tolerowane itd.Dlatego ciągle utrzymuję praktykę w odległym mieście, w którym mieszkałem 20 lat temu, co mi się właściwie finansowo nie bardzo opłaca.

  171. @Tejot
    Niestety te fobie Naczelnika podziela wielu Polaków i to się rozlewa, są to również fobie naszych hierarchów kościelnych, czy ogólnie KK w Polsce.

  172. tejot 2 września o godz. 15:31
    „łapucapizm i nadęcie etniczne” Love it!

  173. @Stachu39 2 września o godz. 16:22

    Stachu „nie pyta pacjentów o wyznanie” ale twierdzi, że religianctwo w czymś pomaga i usiłuje z tego tytułu obsesyjnie cenzurować blog ateistów. Coraz ciekawiej…

  174. Medice, cura te ipsum. Czy jakoś tak.

  175. Melduję się – bez żadnego trybu – po powrocie znad Narwii, półżywa za sprawą mojej kotki.
    Otóż po załadowaniu bagaży do samochodu (zamknięcie sezonu) na sam koniec upchaliśmy Dżezi do standardowego pojemnika, który niby był już przetestowany na trasie Warszawa- Rogóźno, pow. Wyszków. Ale kotka po miesiącu żywota wolnościowego (ech, ten las wokół, trawy, wiewiórki do ganiania, żaby do zabawy) nabrała takiej pary, że trzykrotnie uwolniła się z klatki, wypychając banalną, widać słabiutką krateczkę. Daliśmy za wygrana, bo cóż było robić.
    Z duszą na ramieniu, jako kierowca, ruszyłam do Warszawy.
    Dżezi tłukła się na początku po samochodzie, szukając jakiejś dziury, ale i ona dala w końcu za wygraną, moszcząc się na półeczce z tyłu i coraz rzadziej wydając wrzaski dezaprobaty.
    Co ciekawe, w swoim domu stacjonarnym jak gdyby nigdy nic wróciła do swoich stacjonarnych rytuałów i nawet nie próbuje domagać się wyjścia na zewnątrz.
    Mam nadzieję, że ten mój przerywnik mal a propos może kogoś rozbawi i da odetchnąć np. od konwencji PIS, która właśnie się toczy. Na chwile otworzyłam telewizor (nie mam go na wsi celowo) i natychmiast wyłączyłam, by zachować w oczach i umyślę obraz pięknych okoliczności przyrody.

  176. @mag 2 września o godz. 16:50

    Witaj mag! Miło cię widzieć, ale całkiem szczerze mówiąc „we are not amused”. Udomowiony pazurzasty drapieżnik samopas na łonie natury? Zgroza. Wiewiórek nie lubię, ale ptaki i żaby – nawet bardzo. A kot poluje – bo tak ma. Jeśli mu się uda, zagryzie ptaka nawet na balkonie.

    Poza tym – jak można narażać życie pasażerów w aucie i innych użytkowników dróg z powodu kaprysu futrzastego czworonoga? Nie pojmuję i nie pojmę za żadne skarby. No ale ja nie jestem kociarą.

    Może gdybyś wrzuciła fotkę tej ślicznej Dżezi? Bo sfinksowaty futrzak nad prawdziwkami Tobermory – jest owszem przyznam bez bicia, urzekający. Chociaż nawet on w moim aucie by nie szalał. Prędzej zaliczyłby podróż w bagażniku 🙂

    A jak nastroje suwerena nad Narwią?

  177. @Stachu39
    Deklarujesz sie ateista, wiec ten blog jest rowniez Twoim miejscem. Wyglada jednak na to, ze bycie ateista nie wystarcza, zeby zostac godnym uczestnictwa – trzeba byc ortodoksem blogowym. Ortodoksja wymaga wyrazania sie o religii i wierzacych wylacznie zle. W „knajpce ateistow” mieniacej sie „blogiem obywatelskim” (dlaczego?) zarzucaja Ci religianctwo i sugeruja znalezienie sobie innego miejsca, bo osmielasz sie sugerowac, ze nie wszyscy wierzacy to „barany”. Kiedy, jako psychiatra, dzielisz sie obserwacja, ze wielu ludziom wiara pomaga w znoszeniu zycia, jeden robi z Ciebie religianta, a drugi kojarzy Cie z egzorcystami. Nie bedac psychiatra tez widze, ze ludzie maja potrzebe wiary i nie widze powodu, zeby ich za to traktowac jako umyslowo uposledzonych. Nauka
    stoi na stanowisku, ze wiara w Boga nie jest przejawem zaburzen psychicznych. A co do zwyklej
    durnoty, to ateism przed nia nie chroni.
    Od kiedy wchodze na ten blog, regularnie slysze te sama melodie – paru osobnikow, majacych sie za wolnomyslicieli, nie moze strawic roznicy w opinii na temat religii. Mnie sie natomiast wydaje, ze blog ateistow jest wlasnie miejscem dla wyrazania takich roznic. Nie widze tez powodu do wykluczania ludzi wierzacych sklonnych do podjecia ucywilizowanej dyskusji. Ale coz, takich jak Ty, ja i paru
    innych spotka niezwodnie rytualne pytanie: „Po co tu wlazisz?”.

  178. @ Wujaszek Wania
    Twoje komentarze sa bardzo ciekawe i stwierdzam, ze blog sie dzieki nim ozywil. Jest mi blisko do Twoich pogladow. Jeden z nich mnie zaskoczyl. Powiadasz, ze wyslalbys dziecko do szkoly prowadzonej przez Opus Dei, ze wzgledu na jej wysoki poziom. Zastrzegasz przy tym, ze chcialbys moc dac przeciwwage prowadzonej tam indoktrynacji.
    Otoz uwazam, ze byloby to bardzo ryzykowne. Opus Dei rekrutuje czlonkow wsrod mlodych ludzi, kazac im to ukrywac przed rodzicami. Nigdy nie poslalabym swoich dzieci do ich szkol, bo nigdy nie wiadomo w jakim stopniu dziecko okaze sie podatne na indoktrynacje. Wolalam zdecydowanie zwykla szkole i doksztalcanie w domu, m.in. oplacajac dzieciom lekcje muzyki (jak wiadomo
    studiowanie muzyki rozwija mozg wszechstronnie). Sama nazwa „Opus Dei” powoduje, ze czuje ciarki na plecach.

  179. Stachu39
    2 września o godz. 16:30
    @Tejot
    Niestety te fobie Naczelnika podziela wielu Polaków i to się rozlewa, są to również fobie naszych hierarchów kościelnych, czy ogólnie KK w Polsce.

    Mój komentarz
    Niestety pod względem fobii Prezes Polski nie wyrasta dużo ponad przeciętna dla krajan. Badania sondażowe wykazują, że w społeczeństwie polskim jest jeden z najniższy poziom zaufania społecznego w Europie (kilka miejsc od końca).

    Naczelnik na tym gra. Udaje mu się to, bo on sam to ma i wie, jest wprawiony, że nieznaczny bodziec i wychodzą demony.
    Pzdr, TJ

  180. @Stachu39
    2 września o godz. 16:22

    Jeśli terapeuta wysyła do pacjenta SMS-y z zapytaniem o samopoczucie, grywa z nim w tenisa i doprowadza go do przekonania, że jest (ten terapeuta) jedyną osobą, która traktuje go należycie i ewentualnie może mu pomóc, to dla mnie jest uzależnienie i to celowe.
    Mam znajomego z zaburzeniami lękowymi, który właśnie jest w takiej zależnej sytuacji i jest zadowolony. Wraz z terapeutą doszedł do wniosku, że winna tym zaburzeniom, które pojawiły się po 50. roku życia jest matka (obecnie 88-letnia), choć to z ojcem miał za jego życia konflikty i wcześnie wyprowadził się z domu. Matka chętnie by porozmawiała z tym psychiatrą, bo to ona co jakiś czas znajduje syna w stanie wskazującym na przedawkowanie leków, ale ani syn, ani terapeuta nie są zainteresowani kontaktem matki z lekarzem syna.
    Czy to jest normalne, znaczy standardowe, typowe postępowanie?

  181. @kruk
    2 września o godz. 17:14

    Ty też lubisz być prześladowana?
    Ile razy na tym blogu trzeba powtarzać, że ludzie mogą sobie wierzyć w co chcą, dopóki to ich prywatna sprawa i nie usiłują swoich wierzeń albo praw motywowanych tymi wierzeniami narzucać innym, którzy tych wierzeń nie podzielają?
    Wchodzicie na ten blog domagając się SZACUNKU i zapewnień, że nie jesteście BARANAMI?
    To co warta jest wasza wiara, którą trzeba w ten sposób utwierdzać szukając uznania na blogu ATEISTÓW?

  182. Do Stachu39 od Antoniusa33!
    Już wiem, ze właściwe łapki są u góry. Jest to straszna głupota, bo jakby trzeba wyrazić opinię w ciemno, przed przeczytaniem komentarza! Raczej powinny być na końcu komentarza, byłoby logiczniej.

  183. @Antonius
    2 września o godz. 18:45

    Do łapek można zawsze wrócić po przeczytaniu komentarza.
    Niektórym wystarczy jednak sam nick komentatora 😉

  184. Tobermory
    łapka w górę, nawet jak się nie zgadzam, za całokształt /co by to miało znaczyć/

  185. @parafianin
    2 września o godz. 18:56

    Skonfundowałeś mnie 😳 😀

  186. Tobermory
    2 września o godz. 18:08
    popieram

  187. Tobermory
    po prostu jesteś „dobry” i tego zazdraszczam,

  188. Uff. Pol nocy mi zajelo czytanie. W kolko, koleczko I z przytupem wam wyszlo.
    Ogolnie to zgadzam sie ze wszystkimi pozostajac w glebokim konflikcie z tabletkiem ktoren usilnie przerabia mi moje widzimisie na swoje widzimisie.

  189. @Tobermory
    Jakaś psychiatrofobia. Czy jeśli okaże się, że jesteś inżynierem będziesz odpowiadał za wszystkie zawalone mosty? Chociaż myślę, że masz zawód medyczny.

  190. @kruk 2 września o godz. 17:14

    O czym właściwie chciałabyś „dyskutować” z ludźmi wierzącymi? Religianctwo i ateizm są fundamentalnie sprzeczne. A jeśli nie ma porozumienia na podstawowym poziomie – to w ogóle nie ma o czym rozmawiać. Możemy sobie porozmawiać o pogodzie, ale dyskusji z tego raczej nie będzie.

    Co do „szacunku” jaki żywisz dla ich wiary – ateista nie musi go podzielać. Nie musi również bez końca wysłuchiwać tyrad o twoim, czy psychiatrycznego Stacha, dla niej szacunku. Jest mnóstwo portali, w tym nawet mainstreamowych, na których religiant może się swobodnie wyżyć, dając upust religianckim skłonnościom.

    Blog z założenia ateistyczny jest przeznaczony dla ateistów, a nie dla propagatorów czy miłośników „wiary”, jakkolwiek rozumianej. To chyba oczywiste? Czciciel niebieskiej książeczki nie musi kupować biletu na koncert Nergala. Chyba że włazi wyłącznie po to, żeby się obrazić na to, co zobaczy? A to jest rzecz jasna, bez sensu.

  191. @Stachu39 2 września o godz. 19:38

    Tobermory zadał pytanie, na które nie odpowiedziałeś. Nikt cię nie zmuszał do oglaszania wszem i wobec rewelacji, że jesteś (jak twierdzisz) psychiatrą. Nie wymagaj zatem od interlokutora ujawniania swojej profesji – tu nie obowiązuje zasada wzajemności.

  192. @kruk, 17:32

    Powiadasz, ze wyslalbys dziecko do szkoly prowadzonej przez Opus Dei, ze wzgledu na jej wysoki poziom

    To nie tak. Napisałem, że nie mam pewności, czy mając dostatecznie dużo pieniędzy, nie uległbym pokusie posłania dziecka do takiej szkoły. Bo tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono.
    Widzisz różnicę, prawda?

    Za życzliwe słowa dziękuję.

  193. Tomasz Jastrun mówił jakiś czas temu w radiu, że poddał się leczeniu elektrowstrząsami, ponieważ cierpi na lekooporną depresję.
    Generalnie elektrowstrząsy wracają do łask. Jak twierdzą lekarze dzieje się tak z dwóch powodów. Ulepszono samą procedurę. I osłabło odium powstałe po filmie „Lot nad kukułczym gniazdem”. Nie dam głowy, ale o tym odium mówił chyba profesor Jerzy Vetulani.

  194. No to wakacje w gorach w lesie nad jeziorem z niedzwiedziem co to podchodzil dwa razy dziennie minely. Dzis „weszedlam” tutaj, oczywiscie od konca, na dyskusje blogowa i widze, ze juz nie ma rocznicy historycznej i wrocilismy do przepychanek oraz do tego kto jest prawdziwym Pol…. tfu ateistom, co jest nie do rozstrzygniecia.
    Wiec i ja wrzuce ostatnie przemyslenie. Odwaznie, bo jezykowe a tu przeciez wielcy jezykoznawcy. Otoz jezyk polski ma omal nieograniczona ( przenosnia) mozliwosc zdrobnien imion. Np. Jozef, mozna zamienic na Jozia, albo tez duzo cieplej Jozefku, Jozeficzku kochany, no i tak dalej. Wskutej czytywania tego blogu i dyskusji na nim o kk mam jakis odruch Pawlowa. Kiedy czytam cos na ksztalt Dzidziu kochany dla jednych i pogardliwe, niegrzeczne slowne kuksance dla drugich to widze zakrystie i ksiedza dobrodzieja, a wokol niego uwijaja sie ministranci. No i dobrodziej rozdziela fawory, jeden jest milym Aluniuniem, a drugi paskudnym, czy glupim smarkiem.
    No bo ja nie lubie zdrobnien imion, zwlaszcza dla starych chlopow czemu wlasnie dalam wyraz. Moge nie lubiec?

  195. @parafianin
    2 września o godz. 19:10

    Dzięki 😀 Podelektowałem się przez chwilę, zanim mi postawiono diagnozę 🙄
    Dlaczego miałbym odpowiadać za wszystkie mosty, skoro nie uważam, że @Stach39 ponosi odpowiedzialność za wszystkich niewydarzonych psychiatrów, nie wiem 🙄
    Ja bym tu widział manię prześladowczą 😉

    A teraz wciągnę sobie „Afrykańską Królową”. Nigdy za dużo Bogarta i Hepburn.

  196. @Stachu39
    2 września o godz. 19:38

    Też poproszę o diagnozę. Zaznaczam, że jestem buddynistą.

  197. Dobrze,@ wujaszku, ze nie masz duzo pieniedzy ( he, he) i nie mozesz wyslac dziecka do szkoly o wysokim poziomie nauczania neutralnych przedmiotw i rownie wysokim poziomie prania mozgu. Za wysoka cena i zbyt ryzykowna. Zdolne dziecko w dobrej publicznej szkole osiagnie duzo. Na sukces zyciowy, czy chociaz dobre zycie sklada sie wiele czynnikow.
    PS Wlasnie sie dowiedzialam, bo odnalazl mnie bratanek meza na FB, ze bratanek z innego brata zostal ksiedzem a wlasciwie misjonarzem. Jest na misjach od 9 lat, ostatnie 4 w Papua – Nowa Gwinea. Wyslal mi dwa jego zdjecia przy jakis robotach budowlanych. Rambo – umiesniony, wygolony w rozwleczonym podkoszulku i takich spodniach wsrod pracujacych lokalsow. Mysle, ze spelnil sie, a ja jestem dumna, ze moze nie skonczyl Opus Dei szkol ( tez dla mnie nazwa ta brzmi zlowieszczo) ale odnalazl miejsce w swoim zyciu.

  198. mag
    2 września o godz. 16:50
    cieszę się, że wróciłaś. Że miałaś możliwość dostrzec okoliczności przyrody, wolność kotki w plenerze, własną wolność od polityki. Szczególnie polityki. Nawet sierpień nie był od niej wolny.A teraz się zacznie!
    Przyznam, że zaczynam alergicznie reagować na pewne głosy.
    Uśmiałam się z „nabzdyczenia”Dudy, gdy w szkole zabrała głos jego żona. W powtórce dopiero zwróciłam uwagę na to, co mówiła.
    Pacynka, dosłownie-pacynka Duda

    ………………………………
    w piątek oglądałam „Tak jest” i na uwagę prowadzącego, ze Ziobro przepchnął swojego kandydata pomimo protestu p. Krystyny i ogólnej dezaprobaty dla tej kandydatury.
    Poseł Stanisławek (imienia nie pamiętam) lekceważąco zauważył, że to tylko jeden na wielu poseł nie spełniający warunków i kwalifikacji. Jakby inni byli wybrani zgodnie z procedurami.
    No, to jeśli tak się bawimy, to następna instytucja będzie wydmuszką, ale jej orzeczenia,np. o ważności wyborów będą ważne i przeforsowane przez PIS. Niezależnie od tego, czy będą fałszowane, czy nie (krzyżyki i możliwość skreślania wcześniejszego wyboru) jeśli będą zadowalały kogo trzeba, będą zaakceptowane.

  199. pisnę z kącika do pombocka że za jego przewo… przykładem, rowerowałam dzisiaj, nawet w lesie

  200. @konstancja 2 września o godz. 21:03

    A myśląc sobie kawałek dalej – w przyszłości każda „grupa trzymająca władzę” będzie chciała korzystać z „osiągnięć” dojnej zmiany. Bo logicznie rzecz biorąc, po co odkręcać przekręty PiSu, skoro nowe prerogatywy przynoszą korzyść partii aktualnie rządzącej? Tusk i PO osiągnęli całkiem sporo, strasząc PiSem. PiS okazał się jeszcze gorszy od wszelkich „czarnych” przewidywań. W przypadku zmiany władzy straszenie PiSem przybierze całkiem nowy wymiar.

    Podobnie, chociaż na mniejszą skalę, było w Kanadzie, gdzie jedną z obietnic wyborczych Justina Trudeau była zmiana ordynacji wyborczej – na bardziej sprawiedliwą. Gdy wygrał, oświadczył, że żadnej zmiany nie będzie – bo „naród” sobie zmian nie życzy. Logika aktualnej władzy – nie zrezygnujemy z tego, co mamy. Tego się boję – że po PiSie po prostu nie będzie w Umęczonej czego zbierać.

  201. kruk
    2 września o godz. 17:14

    Za przeproszeniem BREDZISZ co do bycia „ortodoksyjnym” ateista….

    Ateizm to nie jest wiara, ani bozie wyznawane, wiec jak do diabla ciezkiego, mozna byc „ortodoksem”, gdy sie niczego nie wyznawa ?

    BEZ pozdrowek
    ~l.

  202. Co nam zostało z tamtych lat? , problemy nie do rozwiązania bez konfrontacji, do której dążą zwaśnione strony sceny politycznej. Musi się polać krew.
    Obym się mylił.

  203. Na marginesie
    2 września o godz. 22:11
    tego wszyscy sie obawiają, że niektóre zmiany, wprowadzone przez PIS będą „na rękę” innym, dziś w opozycji będących ugrupowaniom. Zanim dokona się zmian, upłynie wiele czasu i nie będzie istotne, że zwłoka działać będzie na niekorzyść elektoratu.

  204. Nefer
    2 września o godz. 22:08
    a rumak dwukołowy jaki on? holenderka czy bardziej wyczynowy?

  205. Nefer
    2 września o godz. 22:08

    Ja też byłam na rowerze – wzdłuż Nieuwe Waterweg do Morza Północnego. A po drodze widziałam ogromny statek MCS Orchestra. ( taki jak ten,którym płynęłam do Norwegii,tylko kilka lat starszy niż Koningsdam) robiłam zdjęcia,ale ponieważ znalazłam w necie wlaśnie filmik zrobiony dziś,więc wklejam link,zamiast zdjęć
    https://www.youtube.com/watch?v=WlRbwsvCJ9Q

  206. @basia, konstancja

    A nie wiem co to, żadne wyczynowe. Niespecjalnie mam gdzie jeździć i trochę się bojam blaszaków na ulicy ale do parko-lasu dotarłam i rundkę zrobiłam.

    (chwilowo zajętyk teraz)

  207. @Tobermory 2 wrzesnia, 18:08
    Czy Ty naprawde nie rozumiesz o czym ja pisze, czy udajesz, ze nie rozumiesz? Zadnego zamilowania do bycia przesladowana nie mam. Odezwalam sie, bo @Stachu39 zostal napadniety, a Ty ublizyles mu szczegolnie. Nie wyobrazam sobie nic bardziej ublizajacego jak bezpodstawne zarzucenie czlowiekowi niekompetencji w zawodzie, ktory go pasjonuje. A ze go
    pasjonuje wiemy stad, ze @Stachu39 ciagle jest zawodowo aktywny, choc zbliza sie do osiemdziesiatki. Musi byc tez calkiem niezly w swoim fachu, skoro za mlodu proponowano mu prace w Szwajcarii. Powiedzial o tym zupelnie przypadkowo, kiedy byla rozmowa na temat emigracji. Za swoje obrazliwe slowa powinienes @Stacha39 przeprosic.
    Moglbys tez nie przekrecac sensu moich slow. Nikomu nie nakazuje szanowania religii, sama czuje do religii gleboka nieufnosc. Zwracam tylko uwage, ze ateisci moga miec rozne poglady na historyczna role religii i roznie patrzec na ludzi wierzacych. Tej odmiennosci pogladow niektorzy na blogu nie toleruja, a mnie sie ta nietolerancja nie podoba. Czy to ma byc masochistycznym poszukiwaniem przesladowania?
    Jak przyjrzec sie dobrze tej sprawie, to wlasnie obroncy ateistycznej ortodoksji czuja sie ciagle
    zagrozeni i przesladowani. Niedawno pojawil sie tu jakis czlowiek z wyrazami sympatii dla uczestnikow bloga, ale tez osmielil sie zalecic „troche luzu”, tj ustrzec sie przed poczuciem oblezonej twierdzy. Spotkala go taka odpowiedz ze strony jednego z filarow bloga, ze sie tu wiecej nie pojawil.

  208. @lonefather
    Ortodoksem mozna byc w kazdej dziedzinie pogladow, co nie miesci sie w Twojej wielce oswieconej glowie. Zajrzyj do encyklopedii pod haslo „ortodoksja”.
    Tez bez pozdrowien.

  209. @Na Marginesie, 2 sierpnia, 19:40
    Jestes niezawodna w powtarzaniu swojej mantry pod byle pretekstem i w wypraszaniu z bloga nie wiadomo z czyjego upowaznienia. Ateista i wierzacy moga ze soba rozmawiac nie probujac niczego uzgadniac ani szukac niemozliwego z zasady kompromisu w pogladach. Moga natomiast przedstawic sobie nawzajem swoje przekonania. Z takiej rozmowy ten i ow ateista moglby sie np. dowiedziec, ze nie kazdy wierzacy wyobraza sobie Boga jako brodatego staruszka i dokonac temu podobnych odkryc.

  210. @kruk
    2 września o godz. 23:43

    Za encyklopedią PWN: „ortodoksja, pojęcie […] używane (…) na oznaczenie zgodności z doktryną lub zasadami, którym w jakiejś grupie społ., szkole filoz. lub nauk. nadaje się obowiązujący charakter”.

    Teraz trzeba tylko znaleźć, jakie są obowiązujące zasady „grupy ateistów” Są jakieś? Jest taka grupa/szkoła?

  211. Naprawdę, będziemy to międlić JESZCZE RAZ?

  212. @Nefer

    Definicję?

    A już chciałem zaproponować pierwszą zasadę…

  213. bubekró
    3 września o godz. 0:09

    Nie, nie definicję, te dialogi na cztery nogi ateisty z wierzącymi :/

    dawaj te zasady, a co tam

  214. kruk
    2 września o godz. 23:56

    Cały problem w tym,że ateistów zupełnie nie interesuje w jaki sposób wierzący wyobraża sobie boga.
    Jeśli ateiści nie idą szukać forum dla wierzących,żeby wykładać im swoje racje,więc powinno być również odwrotnie.To takie proste…

  215. Nefer
    3 września o godz. 0:07

    Nie,nie będziemy międlić – po co 🙂

  216. @Nefer

    OK. To pierwsza zasada:

    Buddyń przed skonsumowaniem należy zgładzić

  217. Wiem o takim jednym budyniu [autocenzura]

  218. @bubekro 3 wrzesnia, 0:05
    Na tym blogu lansowana jest teza, ze ateista pozwalajacy sobie na jakas pozytywna wypowiedz o wierze czy wierzacych jest w gruncie rzeczy religiantem i dlatego powinien poszukac sobie innego towarzystwa. To uwazam za probe narzucania ortodoksji. Nieortodoksyjne jest np twierdzenie, na podstawie wlasnych obserwacji, ze wiara niektorym ludziom w czyms pomaga. Kto tak twierdzi, nie zasluguje na miano ateisty.

  219. @basia.n 3 wrzesnia, 0:12
    Twoja prostota jest doprawdy rozbrajajaca. Dlaczego jednak zabierasz glos w imieniu wszystkich ateistow? Ciebie moze nie interesowac czyjas wiara, ale innego ateiste interesuje – chocby z powodow czysto intelektualnych. Niektorych z nas ciekawi co inni mysla, jak uzasadniaja swoje poglady, jakimi uczuciami sie kieruja.
    Wlasnie czytam „Zaczarowana Gore” Thomasa Manna i bardzo mnie wciaga przedstawiana tam dyskusja miedzy scislym racjonalista, pelnym wiary w postep ludzkosci, i obronca dogmatow. Gdyby Thomas Mann przyjal Twoja postawe, nie napisalby swojego arcydziela.

  220. Kruk uznała za stosowne poinformować, że „nie każdy wierzący wyobraża sobie Boga jako brodatego staruszka”. Po raz który? Chyba czterdziesty piąty. Po co? Trudno ustalić. Niespecjalnie mnie obchodzą wyobrażenia wierzących pod warunkiem, że wierzący będą się nimi napawać we własnym gronie. Tylko po co mamy to znowu międlić?

    P.S. A „Czarodziejska góra” (bo jednak wcale nie „Zaczarowana”) raczej od dawna trąci myszką. Tak jak kruk zalatuje głupkowatym dydaktyzmem.

  221. @basia.n
    1 września o godz. 12:11 Oddałeś głos na ten komentarz
    Herstoryk
    1 września o godz. 8:15
    A mówiąc generalnie o koncertach skrzypcowych – jest ich niewiele w porównaniu z literaturą fortepianową. Rzeczywiście szkoda . Tylko Mozart był wyjątkiem 🙂
    Jestem bardzo ciekawa jak uda się „eksperyment” z Brahmsem.

    Po wysłuchaniu Brahmsa donoszę że muzyka przyjemna, ale nie chodziły mi od niej ciarki po grzbiecie, tak jak od niektórej Szopena, Beethovena, czy choćby tego Dvoraka w piątek.

  222. Przejrzałem, nie mając akurat nic lepszego do roboty, wszystkie dotychczasowe komentarze, oddając łapki różnych kolorów na te, o których miałem jakąś opinię.

    Tak a propos, cenię wypowiedzi @Stach39 i @kruk, za kulturę, spokój i umiarkowanie.

    Uważam, że ateizm nie powinien być jak inne „izmy”, ideologie które mają ludzi (a nie na odwrót), co prowadzi do kolejnego „izmu”, tego „bolsze”. Objawiającego się manichejskim podziałem na całkiem czarne i całkiem białe (albo naszych i onych), bez normalnej dla tego świata dominującej szarości pomiędzy. Po mojemu ateizm to brak ślepej wiary w jakikolwiek zaślepiony IZM. A ponieważ łączy mi się z racjonalizmem i obiektywizmem, powinien po mojemu być jednak tolerancyjny i mieć trochę względów dla ludzi myślących inaczej, którzy z takich czy innych względów nie są zdolni przełamać zaprogramowania rodzinnego czy społecznego. Czy nawet są uwarunkowani biologicznie (jak uważa wielu uczeńców) do wiary w krasnoludki, czy pana boga na chmurce, czy święte kremówki. Jeśli im ta wiara pomaga, czemu nie, tak długo jak nie wpychają jej do gardła innym.

  223. @Herstoryk
    3 września o godz. 3:38

    I ty dołączasz do grona obrońców prawa do wiary choć nikt tu tego prawa nie neguje?
    „być jednak tolerancyjny i mieć trochę względów dla ludzi myślących inaczej…”
    Widzisz, że sam dość protekcjonalnie nawołujesz do litości nad „maluczkimi”?

    Problem widzę gdzie indziej.
    Liczne dyskusje toczące się na tych łamach dotyczą przede wszystkim uzurpacji wyznawców wiary katolickiej do urządzania świata całemu społeczeństwu, a przy tym demonstrowania tej wiary fasadowości, lekceważenia jej zasad i przykazań. To jest zwyczajne nadużycie, szalbierstwo i obłuda.
    Ja bym się bardzo cieszył, gdyby deklarowana wiara szła w parze z jej praktycznym zastosowaniem. Szanowałbym i podziwiał każdego Polaka, który byłby konsekwentnie pobożny, uczciwy, cierpliwy, wytrwały, współczujący, wrażliwy, odpowiedzialny, uczynny i szczery.
    Taka okazja trafia mi się nadzwyczaj rzadko.
    Niedawno ks. Boniecki napisał:

    „Można pytać, czy Polacy kiedykolwiek byli głęboko religijni”

    Zna ktoś odpowiedź?

  224. @kruk
    2 września o godz. 23:35

    Możesz mi przypomnieć, gdzie w moim komentarzu miało miejsce „bezpodstawne zarzucenie czlowiekowi niekompetencji w zawodzie, ktory go pasjonuje”?
    I dlaczego rzekoma propozycja „pracy w Szwajcarii” uszlachetnia (dowodzi wyższych kompetencji) bardziej niż propozycja pracy we własnym kraju?

    @wujaszek wania
    2 września o godz. 20:10

    Czytałem w „Przeglądzie” felieton Jastruna o jego depresji i próbach leczenia za pomocą elektrowstrząsów. Powrót do tej metody nie oznacza jednak tej samej brutalnej procedury, którą znamy z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Pacjent poddany jest znieczuleniu i zwiotczeniu mięśni, a przede wszystkim nikt go nie razi prądem wbrew jego woli.

  225. @kruk
    3 września o godz. 0:48

    Ja się tam jak najbardziej pozytywnie wypowiadam o buddynizmie czekkoladowym i jeszcze mnie z tego powodu szykany nie spotkały

  226. Na marginesie, Tobermory

    Na tym blogu wielokrotnie w rozmowach – również między samymi ateistami – tłuczone było do znudzenia, że wierzący – też człowiek. I wyraźnie była oddzielana krytyka Biblii, samej religii oraz szkodliwej dla państwa kasty współczesnych szamanów – od Bogu ducha winnych, nieostentacyjnych wiernych. Co jakiś czas wpada kolejny odkrywca i odkrywa, że wierzący – też człowiek. Gdyby odkrywał dla siebie – jego, przedszkolaka, rzecz. Ale odkrywa konfrontacyjnie, robiąc z wierzących ofiary, a z tutejszych ateistów – bestie. Plotąc o pokoju – przynosi wojnę. Jest przeciw. Sprzeciw przeciw. Przeciw czemu? Przeciw złym ludziom. I tu jest pies pogrzebany. Pogrzebany w pustych ogólnikach. Komunikacyjni amatorzy, jakimi są wzmożeni odkrywacze, że wierzący – też człowiek, nie wiedzą, że mówią prozą…pardą…ogólnikami, którymi można pleść do końca swiata i jeden dzień dłużej i się nie porozumieć. Kiedy mi ktoś powie: „Jesteś zły człowiek”, co ja na to mogę? Nic. Dlatego zakończyłem komunikację z takimi jak kruk i Stachu odkrywaczami, którzy mi odkrywają, że armia moich wierzących kolegów w szkołach, w pracy, inni znajomi, ogromna moja katolicka rodzina ze strony mamy i sama moja mama – mocna czynem, nie słowami niekonfrontacyjna chrześcijanka – to też ludzie.

  227. @Tobermory, 6:53

    Niedawno ks. Boniecki napisał:
    „Można pytać, czy Polacy kiedykolwiek byli głęboko religijni”
    Zna ktoś odpowiedź?

    Nie wiem czy znam odpowiedź, ale żyjąc w tym kraju tak długo, mam na ten temat własne przemyślenia i obserwacje.
    Przy zastrzeżeniu, że nie będziemy się znęcać nad zbytnim uogólnieniem pytania, można spokojnie odpowiedzieć: nigdy, zakładając, że religijność jest rodzajem duchowości.
    Polska religijność ma najwięcej wspólnego z myśleniem magicznym, szamanizmem, systemem specyficznego rodzaju ubezpieczenia na to i „przyszłe życie”, zbiorem rytuałów przejścia, sposobem łatwego samookreślenia – budowania tożsamości. Dewocja, klerykalizacja, strach, igrzyska. Zero duchowości.

    Jeżeli były jakieś przejawy rozwijania duchowości, to najbliżej tego byli członkowie KIKów. Tak mi się wydaje, bo nigdy nie należałem i nie znałem ich wielu. Bliżej duchowości był też Tygodnik Powszechny.
    Jedno i drugie było tolerowane przez instytucjonalny kościół w czasie Ludowej. Po transformacji ustrojowej KIKi, z tego co słyszę, umierają śmiercią naturalną. TP jest tępiony przez „prawdziwków”. Zresztą rugał go już JPII.

    Religie zawsze mnie interesowały jako element kultury, mechanizm budowania tożsamości, system kontroli społecznej – sprawowania władzy.

  228. @Tobermory, 7:14

    oczywiście, jest tak jak piszesz. To już nie jest już taka sama procedura, pisałem o tym.
    Ale nie mam powodu nie wierzyć lekarzom, że środowisko medyków czuło się wręcz sparaliżowane odium jakie na tę procedurę spadło po filmie „Lot nad kukułczym gniazdem”. Teściowa mojej siostry była leczona z dwubiegunówki elektrowstrząsami na własne życzenie i przy aprobacie rodziny w latach 60.
    Po filmie nie wiedzieliśmy co sądzić o ich decyzji.

  229. @zyta2003, 21:01

    w czasach studenckich śpiewaliśmy na rajdach, przy ognisku:
    pieniądze kto ma, ten lody se kupuje,
    a kto pieniędzy nie ma, na gardło nie choruje.
    A nam jest wszystko jedno, my mamy cały świat,
    bo student bez pieniędzy jest zuch i chwat.

    W wersji pesymistycznej: student bez pieniędzy jest g…. wart

    Jeżeli pisałem, że wolałbym żeby Sikorski, Rymanowski, Giertych nie posyłali swoich dzieci do szkół Opus Dei, to uważałem za stosowne przyznać się bez bicia, że nie wiem czy sam, w konkretnych warunkach, nie uległ bym pokusie. Nie uważam się za „niezłomnego”, w przeciwieństwie do …

    Na lody mam 😉
    Wnuki chodzą do przyzwoitych publicznych szkół, najstarszy jest studentem. Zatem moje rozważania pozostawały w sferze mniemanologii stosowanej.

    Bardzo jestem ciekaw Twoich spotkań z niedźwiedziem. Napiszesz coś więcej o tym?

  230. wujaszek wania
    2 września o godz. 8:28 Edit →

    Myślę, że ze społecznego punktu widzenia jest to bardzo kosztowny rodzaj terapii. Dla lepszego samopoczucia pacjentów psychiatrycznych rozwala się nam państwo. * * * Właśnie. „Wiara/religia” im pomaga” – tak gadają. Może i pomaga, to zależy w czym. Niezależnie od tego, jeśli pomaga to kosztem: własnym – niech im tam, ale bardziej -cudzym. Ten rachunek nie jest jednak przestawiany do publicznego wglądu. Ten, któremu „pomaga” za nic ma koszty dla tych, co są ofiarami tej pomocy dla luksusowego pomogniętego. O zdanie ich nie pyta, bo „wiara świętość” – jak gadają, a częściej – ujadają. Taka sama świętość to niewiara. Ale i to mają za nic.

  231. @wujaszek wania
    3 września o godz. 7:49

    Nie wiedziałem o tak silnym wpływie tego filmu na środowisko medyczne. Może jednak przyczynił się do pewnej zmiany w myśleniu i nakłonił do złagodzenia procedury, może też zmniejszył liczbę przypadków stosowania jej przemocą.

    Nawiązałem do twojego komentarza, bo wspomniałeś o Jastrunie. Nie miałem zamiaru korygować twojej wypowiedzi, tylko nieco uzupełnić, na czym konkretnie polegało ulepszenie metody elektrowstrząsów.

  232. @bubekró
    3 września o godz. 7:27

    No, nie wiem 🙄
    Wyższość buddyniu śmietankowego z sokiem malinowym wydaje mi się oczywista, kategoryczna i namacalna 😎 😀

  233. @Tobermory, 8:09

    spokojnie, absolutnie nie traktuję Twoich wypowiedzi jako konfrontacyjne. Dobrze jest wzorem znanego mleczarza: z jednej strony …, z drugiej strony… Cenię sobie takie podejście do życia i okolic.

    Ja też nie wiedziałem o wpływie filmu na medyków, dopóki nie przeczytałem. Tezę, że wpłynął on pozytywnie na zmiany procedury uważam za uprawnioną.

  234. basia.n
    2 września o godz. 22:39 * * * * Basia, no nie bądź taka, że jak masz dać własną fote,to dajesz drapaka. Własna fota cenniejsza jest nad życie – powiedział Pawlak Kargulowi, albo jakoś tak. Weźmy takiego @Pombocka: ciągle własn foty daje, chociaż żadne tam doskonałe, ale przez to świetne. A jak ma dać jaką niewłasną, weźmy – taką z gniazda bocianiuka któremu gminna kamerka do majtek zagląda ( i dlatego – gminna) , to się strasznie poci i w góle -ma bolesne męki. A tak da swoją i wszyscy są zadowoleni, a ja się go zaraz pytam, czemu sobie jeszcze okrętu na modłę maoryską nie wyfasował. * * * * A jak Nieuwe Waterweg, to się trzeba gapić z Vlaardingen, Schiedam, Schiemond,albo z samego Maasvloedkering. Albo i skądkolwiek. I tak szczęka opada.

  235. @Tanaka, 8:08

    myślę, że niesłusznie tak bardzo obśmiano stwierdzenie Marksa, że „religia to opium dla ludu”.
    Opium pozwala uciec od rzeczywistości, łagodzi jej kanty, dostarcza miłych wizji. Czyli „pomaga”. Spróbuj wytłumaczyć narkomanowi, że nie pomaga.
    Tak samo niektórzy, oburzając się na Marksa i innych „lewaków”, traktują religię. Im „pomaga”.
    Państwo broni dostępu do leczniczej marihuany, ale inwestuje w „opium dla ludu”.
    Tymczasem państwo powinno przygotować i wdrożyć mądry program profilaktyki zdrowia psychicznego. Zająć się edukacją psychologiczną, nie mylić z wiedzą na temat psychologii, od przedszkola, wspierającą rozwój osobowości autonomicznej i wewnątrz sterowalnej. Zwiększającej odporność na sekty z krk włącznie.

  236. Nefer

    Ciń doberko, Neferko, z wczorajszego pięknego dnia i żaglowego włóczykijowania po Jamniku: Na północny brzeg (mierzeja), wiosłem wzdłuż mierzei pod północnowschodni wiatr i rakietowy powrót lekkim baksztagiem na południe do chałupy.

    Smutna wiadomość: pieprzony Norweg chyba jednak będzie zabetonowywał mierzeję swoim pieprzonym Mielno beachem, bo jak ludzie wjeżdżali łykendowo na wykupiony przez niego teren po jednostce wojskowej oraz przy kanale, tak teraz dzikie wjazdy zasypał górami ziemi, ludzie zostawiają blaszaki na ścieżce rowerowej i suną nad morze. Gęsiej skórki dostaję, jak sobie pomyślę, że mierzeja mogła zostać czymś takim jak Puszcza Białowieska czy Słowiński Park Narodowy, a będzie, kuna jego mać, jakże atrakcyjny przez swoją betonową naturalność bicz.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6596880217519097042

  237. Z braku „opium” „na kłopoty”, nie tylko @wbocek’a:
    https://www.youtube.com/watch?v=m6fx3V64zN0

  238. @Tobermory
    3 września o godz. 8:16

    To jest właśnie takie wywyższanie się. A potem wszystko wypływa z gara. Wiadomo, że buddyń śmietankowy wypłynął z białego beretu z antenką (powtarzam do znudzenia – według beretyków – z dwiema antenkami). Z beretu tego wyskoczył też biały królik i to co jasne i razi w oczy. Jeżeli chcesz więc kogoś urazić, to od razu – no właśnie – odwołujesz się do buddyniu śmietankowego.

  239. Ewentualnie możesz urazić, oświecając.

  240. wujaszek wania
    3 września o godz. 8:55 Edit * * * Ten sławny cytat z Marksa jest skrótem, a marsks mówił o tym w szerszym kontekscie. Ale i szerej i węziej – miał rację. Religia właśnie taka jest: poraża. Ma ten dowód w garści poczciwiec – z grubsza – ks. Adam Boniecki, a pyta się o to, jak to jest, że Polak pod względem religii jakiś taki byle jaki. Że niby niechrześcijański. jak opium, to inaczej nie ma. I w ogóle nie ma inaczej , więc na końcu też opium. Podobnie jest ze skrótem mniemanym z Darwina: że Polak od małpy pochodzi. No i cała reszta. Tak pochodzi że nie pochodzi i tak nie pochodzi, że pochodzi.

  241. wbocek
    3 września o godz. 8:55 Pombocku: pycha nad pychami ! No i nad pieśniami. Że boże coś Polskie przez tak długie wieki…. No widać, co – boże i i że przez tak długie wieki.

  242. @Zyta2003 (Zytka, Zycia, Zytunia?)

    Zdrobnienia imienia Józef:
    Józek, Józio, Józinek, Zeflik, Fefek, Joszko, Józik (znałem jednego) Ziutek, Ziuk
    Chodziłem do szkoły z jedną Ziutą (Józefą)

    Bratankowi Włodzimierzowi (?) życzę sukcesów w propagowaniu edukacji i higieny wśród Papuasów. Szczególnie na sercu powinny mu leżeć szczepienia. Ostatnio doszło tam do zachorowań na polio. Zaledwie 60 proc. dzieci jest tam zaszczepionych przeciwko tej chorobie.

  243. @bubekró
    3 września o godz. 9:03

    Zafrasowałem się, bo ja właściwie to ugodowy człowiek jestem (oraz niesłychanie spokojny), zatem może buddyń waniliowy złagodzi nieco jasność bijącą po oczach, ale na karmelowy to już nie pójdę, bo z trzema litrami soku malinowego w zapasie takich kompromisów nie akceptuję 🙄

  244. @Tobermory
    2 września o godz. 18:47

    @Antonius
    2 września o godz. 18:45
    Powiem jak Bieniek Rapaport: „Teoretycznie tak”, ale…
    Nie lubię się wracać z raz obranej drogi!
    Nawet nie wiesz dlaczego. Przyczyna jest banalna i nie ma związku z konsekwencjami źle wytyczonej drogi do szczęścia. W życiu biorę przykład z „itligentnego” mieszkańca Żoliborza, brnę do końca wbrew rozsądkowi.
    Tu na blogu po prostu mam kłopoty ze zauważeniem, w którym miejscu ekranu jest ten pieprzony kursor! Zanim go znajdę odchodzi mi ochota naciskania łapki.

  245. bubekró
    3 września o godz. 9:04

    Zwłaszcza oświecanie oświeconych może być pieruńsko uraźliwe, kiedy oświecający, wchodząc z kagankiem do przybytku oświetlonego diodami zakłada, że oświecani wiedzą od oświecających mniej. W przeciwnym razie na cóż oświecanie. W dodatku – kagankiem.

  246. @Tobermory
    3 września o godz. 6:53

    I ty dołączasz do grona obrońców prawa do wiary choć nikt tu tego prawa nie neguje?

    Mnie nie idzie o prawo do wiary, bo powinno być ono oczywiste, pod warunkiem, że prywatna, ale do odruchowego etykietkowania jako religiantów czy tępienia osób, których poglądy wydają się nie reprezentować czystości ideologicznej oczekiwanej przez niektórych komentatorów. Czyli nie dołączam!

    Liczne dyskusje toczące się na tych łamach dotyczą przede wszystkim uzurpacji wyznawców wiary katolickiej do urządzania świata całemu społeczeństwu, a przy tym demonstrowania tej wiary fasadowości, lekceważenia jej zasad i przykazań. To jest zwyczajne nadużycie, szalbierstwo i obłuda.

    Zgoda i to jest przysłowiowe sedno! Polski katolicyzm jest całkowicie pusto-obrzędowo-nacjonalistyczno-pozoranckim badziewiem. Polacy prawdziwie religijni i sensownie stosujący się do ducha wiary to prawie na pewno śladowy margines i to nie oni są pustą beczką robiącą najwięcej hałasu. Jak mniej lub więcej we wszystkich religiach. Tak przy okazji, byłoby interesujące gdybnąć sobie ilu tych siedzacych Kościołowi głęboko w kruchcie i wymachujących dziś krzyżem i nakazami biskupów Tartufów zmieniło by błyskawicznie orientację gdyby kaka utracił wiodącą rolę w państwie.

  247. kruk
    3 września o godz. 1:00

    Odpowiem może z żartobliwą prostotą:

    Jeśli wierząca/y czuje ogromną potrzebę dzielenia się swoją wizją boga z ateistą, może należałoby napisać ogłoszenie :

    Poszukiwany ateista do dyskusji o wierze

    Jak się zgłosi,to dobrze – jeśli kandydatów nie będzie….to drugie dobrze.

    Jeśli chodzi o ten blog – zauważyłam,że takich chętnych ateistów tu brak.

  248. bubekro
    3 września o godz. 9:04

    Zwłaszcza oświecanie oświeconych może być pieruńsko uraźliwe, kiedy oświecający, wchodząc z kagankiem do przybytku oświetlonego diodami zakłada, że oświecani wiedzą od oświecających mniej. W przeciwnym razie na cóż oświecanie. W dodatku – kagankiem.

  249. Próba mikrofonu.

    Kilkakrotnie nie wszedł mi komentarz. Czyżbym miał adidasa?

  250. Aha, czyli po staremu: internet był taką pokusą dla jego twórców, że go upowszechnili na długo przed tym, nim sami go porządnie opanowali. A że do opanowania rzeczy elementarnych mają jeszcze bardzo długą drogę, to parę tysięcy internautów fajtnie na zawał przy kompie.

  251. Herstoryk
    3 września o godz. 3:20

    Rozumiem – bo do konstrukcji i harmonii Brahmsa trzeba zbliżać się długo,aby ją „oswoić” i polubić.
    Więc może bardziej przekonają Cię do Brahmsa trzy małe formy – intermezzi op.117 . ( w tym samym znakomitym wykonaniu – nagranie z ubiegłego roku, a ja słyszałam „na żywo”….)

    https://www.youtube.com/watch?v=O1VfvsL_ZI8&t=0s&list=PL0uPkAsEe8Kxtaip2gqENosUO6bMnUjNZ&index=6
    https://www.youtube.com/watch?v=aCQREblQzFE&index=6&list=PL0uPkAsEe8Kxtaip2gqENosUO6bMnUjNZ
    https://www.youtube.com/watch?v=oqo6MLZCT6Q&list=PL0uPkAsEe8Kxtaip2gqENosUO6bMnUjNZ&index=7

  252. Tanaka
    3 września o godz. 8:55

    Ja poszłam w tym wypadku na łatwiznę,bo chciałam od razu w trakcie pisania pokazać ten statek ,a był akurat filmik .
    Ponieważ mam teraz w aparacie wiele zdjęć ,ktorych jeszcze nie przełożyłam na laptop, stąd decyzja skorzystania z zastępstwa. Ale kiedyś pokażę przy okazji – wczorajsza droga oczywiście była przez Vlaardingen,Maasluis aż do Hoek van Holland.

  253. @basia.n 9:56
    Jakoś zbyt pesymistycznie mi to zabrzmiało. Jest tu przecież taki duet. Mieniąca się ateistką @kruk może bez żadnych ograniczeń rozmawiać o wierze z mieniącym się ateistą @stachem39. Tyle że jakoś ten dialog nie wybrzmiewa. Nie piszę o dyskusji. Przy takiej „różnicy” poglądów?

    Oni wolą pod ścianą stawiać pozostałych uczestników, przywołując ich do porządku, zarzucając ostrość sądów na wiarę i wierzących i ogólnie totalny brak tolerancji.
    Czyżby z nadzieją na nawrócenie nas na jakąkolwiek jedynie słuszną wiarę?

  254. Tanaka
    3 września o godz. 9:08

    Jest jeden kłopot, Tanako. Prawie zawsze mam komputer wyciszony, więc nie słyszę moich filmików – chyba że głównym bohaterem jest głos. Więc nie słyszałem warkotu motorówki w tym filmiku – dopiero teraz. Nie cierpię ludzi z aż tak nie wykształconą wrażliwością, że wchodzą w przyrodę ze swoimi łomotami. Jamno nie jest motorówkami i pieprzonymi skuterami tak bardzo zapchane, ale fakt, że tego coraz więcej. Dlatego najlepsza moja pora na chodzenie po wodzie to późna jesień, zima i wczesna wiosna. Jak Norweg zrealizuje swoje jakże oryginalne wariactwo budując kolejny bicz, będzie tu latem jedno wielkie wycie na jeziorze. Myślałem, żeby zaproponować pani prezydent Mielna ogłoszenie mierzei Jamneńskiej strefą ciszy. Z wyłącznie publiczną – elektryczną – komunikacją na trasie Mielno – Łazy, z zakazem głośnych dziennych i nocnych muzykowych łomotów dum-dum, poruszania się spalinowymi pływadłami przy brzegach (z wyjątkiem rybaków). Ale puknąłem się w swój staromodny kwadratowy łeb, że śmiechu warte byłoby takie proponowanie.

  255. @wbocek
    3 września o godz. 10:28

    Propozycja warta uwagi, a nie śmiechu. Niebawem przecież wybory samorządowe.

  256. Tobermory
    3 września o godz. 10:42

    Może masz rację, Tobermorku. Napiszę do niej mejla – bud’ szto budiet.

  257. paradox57
    3 września o godz. 10:27

    Z powodu mego krótkiego uczestnictwa na blogu, nie wszystko jest dla mnie wiadome i zrozumiałe.
    Ze zdumieniem dowiaduję się od Ciebie,że @kruk i @stachu39 mienią się ateistami. Ja odnosiłam wrażenie z ich wypowiedzi,że są to zdeklarowane osoby wierzące.
    A tu taka niespodzianka…
    Ale wiesz – zgodnie z powiedzeniem,że między niebem a ziemią zdarzają się rzeczy,o których się filozofom nie śniło – można pewnie powiedzieć,że bywają i tacy „ateiści” 🙂

  258. @basia.n
    3 września o godz. 11:26

    Bo to są ateiści nieortodoksyjni 😎 😉

  259. wbocek
    3 września o godz. 9:59 Nie, że adidasa, bo miałbym to na talerzu, ale że gapiszon jesteś 🙂

  260. Tobermory
    3 września o godz. 11:30

    Ciekawa słowna i pojęciowa kombinacja 🙂

  261. @basia.n 11:26

    Ja też nie grzeszę nadmiernie dużym stażem, ale już zdążyłem być świadkiem kilku cudów tu na blogu, Więc jest nadzieja, że i Ty niejednego doświadczysz. Tak uroda niektórych. Tylko bądź nieustająco.

    Mam w pracy kolegę, z gatunku tych, których w dawnych czasach określano marksista wierzący. Szczery wyznawca wujka Soso i obecnie Władimira Władimirowicza. Jednocześnie zaprzysiężony wyznawca ojdyra. Jak on to godzi? A może tylko w tej konfiguracji daje się to pogodzić?

  262. Była tu mowa o tym, że religia może pomagać w życiu.
    Przyznam, że faktycznie, nawet sam się o tym przekonałem.
    W kontaktach z nachalnymi sprzedawcami wszystkiego: wina, włoskich delikatesów, abonamentów prasowych, preparatów z chrząstki rekina, kurkumy i resveratrolu, materaców zdrowotnych, poduszek z „całkowicie naturalnych włókien sztucznych” itp. itd. odpowiadam: Bardzo mi przykro, ale moja religia mi na to nie pozwala 😎
    Zanim mój rozmówca/moja rozmówczyni pokona osłupienie i zacznie na nowo klepać swoją wyuczoną mantrę, dziękuję uprzejmie za fatygę i zamykam drzwi lub odkładam słuchawkę.
    Niektórzy zresztą przyjmują z pełnym zrozumieniem i nie molestują dalej. Żaden jeszcze nie zapytał o rodzaj wyznania 🙄

  263. Kilka miesięcy temu byłem świadkiem tego, jak prezes pewnego stowarzyszenia zachował się pogardliwie wobec wolontariusza. Wolontariusza, starszego pana, który, w przeciwieństwie do prezesa nie ma żadnego prywatnego interesu, żeby temu stowarzyszeniu pomagać. Takiego człowieka wszystkie organizacje powinny w zasadzie na rękach nosić.
    Prezes jest człowiekiem wykształconym, obytym w świecie, grającym na fortepianie, zgrabnie składającym wiersze, dowcipnym, przystojnym, świetnym pod względem organizacyjnym, zapalonym społecznikiem. Po prostu miód, malina.
    A na dodatek jest Szafarzem Najświętszego Sakramentu, tak to się nazywa w nomenklaturze krk, czyli omc „kapłanem”.
    Zapytałem, z pewną taką nieśmiałością, jak godzi tę funkcję z pogardliwym traktowaniem wolontariusza.
    Moje pytanie wywołało jego szczere zdumienie. Powiedział mi, że nie ma sensu tego łączyć, bo on jest tylko „osiołkiem, na którym jeździ Pan Jezus”.
    Zaniemówiłem. Choćbym myślał do końca świata i jeden dzień dłużej nie wpadłbym na to, że można tak myśleć.

    A piszę o tym teraz, bo ten wolontariusz jest w szpitalu od tygodnia o czym pan prezes doskonale wie. Okazuje się, że nie zadzwonił do niego ani razu. Zadzwonił za to dzisiaj do jego żony, w sprawach związanych ze stowarzyszeniem, ale o zdrowie męża jej nie zapytał. Poradziłem tej pani, żeby się zaangażowali w pracę innego stowarzyszenia. Pani odpowiedziała, że nie mogą zawieść zaufania tych, którym już zadeklarowali pomoc. Pani reprezentuje „gorszy sort”.

    Zdecydowanie wolę osły czterokopytne.

  264. Tobermory
    3 września o godz. 11:30

    Tobermorku, wróciłem z prześwietlenia kolana. Oczywiście, prywatnie – sto razy prościej i szybciej niż państwowo, choć i prywatnie kolejki coraz większe. Pytanie, czy ludzie mają więcej pieniędzy, czy państwowe lecznictwo to taka droga przez mękę, że lepiej sobie od ust odjąć i zapłacić – jak ja – niż się mordować w kolejkach. Poszedłem w tamtym roku państwowo do urologa w szpitalu, zarejestrowany na określoną godzinę. A tam – 15 osób w kolejce! Jak się dowiedziałem, że wszyscy do urologa, od razu zrobiłem regulaminowy w tył zwrot.

    Chcę powiedzieć, że się zgadzam z Tobą i basi uznaniem dla Twojej pojęciowej kombinacji, ale się drugą stroną gęby kategorycznie nie zgadzam, bo przecież wzmiankowani to najczystsza ortodoksja: ubzdurali sobie prześladowanie 35. milionów katolików w piwniczce pod baranami i nie popuszczą. Kruk, jako niezmordowana obrończyni, choćbyś dał wstępniaka o grzybkach, rybkach, pipkach, może groźnie wkroczyć ze swoim „katolik – też człowiek” – i po grzybkach. Ja jej tego nie imputuję, natomiast tyle już nawkraczała i nakrakała, że jest specjalistką jak Matka Boska Współczująca i takie groźne przypuszczenie samo się narzuca.

  265. @wbocek
    3 września o godz. 14:01

    A już myślałem, że zgadzasz się ze mną i basią w sprawie naprawy kolana 😉

  266. paradox57
    3 września o godz. 12:20

    Będę nieustająco, ale mam nadzieję,że wspomniane cuda może zaczną ten blog omijać.
    A marksista wierzący to taki ładny oksymoron.
    Jak kolega z pracy to godzi pewnie zgodnie z powiedzeniem: „panu bogu świeczka,a diabłu ogarek” .

  267. Tobermory
    3 września o godz. 14:15

    Co Ty gadasz! Jak się nie zgadzam, jak się zgadzam. Toż poszedłem na prześwietlenie, żeby nie iść do lekarza z pustymi rękami.

  268. wbocek
    3 września o godz. 14:21

    No to za dzielność trzeba Cię chwalić od poniedziałku.
    A ponieważ prześwietlenie jest wstępem do wizyty u lekarza,to chwalenie podwójne.
    Ale czy ta zapowiedziana wizyta będzie u znajomego specjalisty ,o którym wspominałeś?

  269. Tobermory

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6596972845003262066

    Wyobrażam sobie, Tobermorku, mniej więcej taki – może Ci znany – publiczny transport na trasie Mielno – Łazy. Uocywiśsie, Ciągnik musiałby być elektryczny lub żaglowy. A nawet mógłby być regularny, elektryczny transport wodny. Przecież na całej trasie jest jezioro.

  270. @basia.n 14:20

    On pali równo. Po gromnicy.

  271. @wbocek
    3 września o godz. 14:21

    OK, masz już termin u ortopedy? Pewnie zwykły rentgen nie wystarczy (wykluczy co najwyżej patologie kostne), ortopeda może zlecić MRI z odpowiednio cienkimi warstwami (trwa ok. godziny), a potem się okaże…

  272. basia.n
    3 września o godz. 14:26

    Dziękuję, basiu, za życzliwe zainteresowanie. Chyba jednak zwrócę się do znajomego, choć nigdy w żadnej sprawie nie było to moim zwyczajem. Na naszym terenie jest bodaj najwyższej klasy ortopedą.

  273. wujaszek wania
    3 września o godz. 14:00

    Mój komentarz
    Wygląda na to, że można ludzi wyzywać od drugich sortów, kanalii zdrajców i zabójców i nic.
    Wczoraj okazało się, że w Umęczonej za słowo „konstytucja” można być spoliczkowanym przez przedstawiciela władzy.
    Pańskie maniery w głowach byłych pańszczyźnianych. Po pysku i kijaszkiem, to się uspokoi to genderskie lewactwo.
    Pzdr, TJ

  274. paradox57
    3 września o godz. 14:30

    🙂 🙂 🙂

  275. Stachu39
    2 września o godz. 11:17

    Tak, jestem psychiatrą starej daty, bo skończę za kilka miesięcy 80 lat. […]
    Może po tym wyznaniu o pielgrzymce zostanę zbanowany? W tej ateistycznej sekcie pewnie nie są dopuszczalne takie uczynki. * * * * * Tak, Stachu: jesteś psychiatra i jesteś starej daty. Że 80 lat – nie ma nic do tego. Dwudziestolatek też jest starej daty, albo obaj jesteście tak samo młodej by tak ni z gruchy a własnej pietruchy, pozalecać się do pacjenta insynuacyjką, która najpierw rzucona z pozorującym niewinność znakiem zapytania („może..?”), za moment zamienia się już w prawie jasną tezę: („pewnie są dopuszczalne takie uczynki”), dla mocy wywodu mającego słusznie i psychiatrycznie przysrać, zaopatrzonej w orzeczenie („w tej ateistycznej sekcie”). Jedni kulom, Ty się rzetelności nie kłaniasz, bo kłaniasz się glątwie katopisoidalnej.

  276. wbocek
    3 września o godz. 14:34

    Bardzo proszę,nie zasatnawiaj się ani chwili i idź od razu do tego dobrego specjalisty. Ponieważ zorientowałam się,że to przewlekła dolegliwość,tym bardziej potrzebna jest trafna diagnoza i zastosowanie się do decyzji mądrego lekarza.
    I cały czas do jego wszelkich wskazówek. Znajomi ateiści będą trzymać kciuki i zobaczysz,że kiedy będzie po wszystkim,znowu będziesz śmigał na rowerze .

  277. Tobermory
    3 września o godz. 14:32

    I Tobie dziękuję, Tobermorku. Zacznę dopiero od jutra, po otrzymaniu jutro wyniku prześwietlenia. Będę miał dwie płyty ze zdjęciami: sprzed trzech lat i dzisiejszą. Pierwsze prześwietlenie wykazało dwa luźne odłamki w kolanie – chyba chrząstki – przemieszczające się jak im strzeli do głowy. Ale przecież głowy nie mają – to nie wiem, co nimi kieruje. Teraz sytuacja jest najgorsza. Ale okazuje się, że ani rowerem, ani okrętem niczego sobie nie pogarszam. Wczoraj wiosłowałem, żeglowałem i objechałem Jamnika dookoła (45 km, licząc od wyjazdu z chaty). Wieczorem z kolanem było kiepsko i długo nie mogłem z bólu zasnąć. Rano obudziłem się bez bólu i mogłem bezboleśnie stanąć na tę nogę. Tak już drugi raz.

    Tobermorku, nie jestem miłośnikiem swego ego, natomiast od młodości mnie ciekawi możliwość wpływania na własne zdrowie. Przeprowadzałem ze sobą wiele różnych, różnistych eksperymentów i dalej to robię. Ostatnio na przykład miałem za paliwo na dłuższe trasy tłuste podgardle. Tylko na trasy – nie jestem mięsożerny – bo uznałem, że to najekonomiczniejsze paliwo, ekonomiczniejsze od cukru. I takim paliwem było do niedawna, kiedy mnie na trasie wzięło na wymioty. Nie mogłem się doszukać przyczyn, bo nigdy właściwie, jeśli nie liczyć 34. śmiertelnych chorób, mi nic nie dolegało. Żona, jak jej powiedziałem, od razu palnęła: Tłuszcz, głupie podgardle”. Na to wychodzi, że od razu miała rację. A ja, dureń, psia moja mać, wciąż nie wierzę w to, że się starzeję.
    Eksperymenty ze sobą dały mi taki poziom panowania nad sobą, że ostatecznie ja panuję nad sobą, a nie sobość nade mną. Na przykład kiedy postanowiłem rzucić palenie i picie, zrobiłem to z dnia na dzień bez żadnych bólów raz na zawsze – to już 15 lat.

    Wczoraj zapas wędzonego podgardla zawiozłem podopiecznemu pieskowi Krawacikowi. Od razu przestał się mną interesować i ze cztery czy pięć razy latał tam i z powrotem, bo nie mógł się zdecydować, w której spiżarni schować taki skarb.

  278. Konstancja
    2 września, g.21:03
    Bardzo niechętnie zanurzam się w polski, silnie zaburzony psychicznie real polityczny. Tak go odbieram, po spokojnym bytowaniu w granicach występowania Kurpiów Białych.
    Suweren tamtejszy wydaje mi się dość nieprzenikniony. Reaguje żywo i ze śmiechem na dowcipy o „dobrej zmianie”, ale rozmowy „w temacie” sam nie zaczyna.
    Kilka dni temu w markeciku w sąsiedniej wsi byłam świadkiem wymiany zdań na okoliczność bicia dzwonów o g. 1 w nocy w najbliższej parafii.
    Mieszkańcy pobudzili się przestraszeni, a tu ani pożaru, ani napadu jakichś złoczyńców, czy klęski żywiołowej, która właśnie pukałaby do drzwi.
    Ktoś rzucił, że może umarł jakiś arcyważny „klecha” (cytuję), jeśli nie sam papież.
    No i zaczęły się drwinki i złośliwości. Może Hozer umarł albo Głódź – rzekł pan Jasio z Plewicy (2 km do sklepu na tzw. górce, gdzie jest coś na kształt lokalnej agory)? Najwyższy czas. Ale dzwony dla nich? Nigdy w życiu!
    Tylko sukienkowym dzwonią, a nigdy świeckim – włączyła się pani Ela.
    Widziała pani kiedy świętego inżyniera, piekarza, nauczycielkę albo położną?
    …..
    No i co tu więcej gadać. O, weźmie pani jagodziankę. Świeżutka.
    Wzięłam i poszłam sobie w cholerę.

  279. Tobermory
    3 września o godz. 14:32

    Zapomniałem dodać, Tobermorku, że eksperyment z kolanem był długi, bolesny i przegrany – mówiłem: „Aby do drewnianej koszulki” – a ja się okazałem długim i bolesnym od stóp do czubka głowy durniem.

  280. Tanaczku
    Co się stało że czekam na moderację? Co poszło nie tak?
    Pisałam sobie, ot, niewinnie do @Konstancji

  281. Tanaczku!
    Co sie stało, że jestem na indeksie? Albo czekam na moderację (mój post do @Konstancji), albo znika mój wpis do ciebie.

  282. Exit tax w telegraficznym skrócie:

    Unia zaleca podatek od przedsiębiorstw. PiS wprowadzi ten podatek również od osób fizycznych. Wysokość: 19 procent wartości przenoszonych aktywów. Przygotowania już w końcowej fazie.
    Więcej tu:
    http://www.newsweek.pl/biznes/finanse-osobiste/exit-tax-czyli-panszczyzna-xxi-w-,artykuly,432250,1.html?src=HP_Section_2

  283. Teraz chodzi mi po głowie Jiba, która zupełnie przestała się odzywać. Kiedy skarżyła się na deformę w edukacji doradzaliśmy jej szybki wyjazd za granicę, żeby ustrzec potomka przed skatoleniem w takiej szkole – ale stwierdziła, że wyjedzie dopiero wtedy, gdy syn skończy szkołę muzyczną, którą kocha.

    Pisała również o teściowej, skatolonej manipulantce, która szantażem emocjonalnym zmusza dziecko do odprawiania modłów (bo bez takich „niewinnych” modlitw twoja babunia, wnuniu, nie wyzdrowieje, zachoruje, umrze i w ogóle będzie to twoja, wnusiu, wina) i dostaje drgawek (dosłownie!) na wieść o braku „wiary” u synowej. A spolegliwy syn sprzyja mamusi… Trudno po prostu zrozumieć, jakim naciskom mogą być poddawani rozsądni ludzie w Umęczonej.

  284. @pombocku
    Najwyżej mnie opieprzysz z góry na dół a potem z powrotem, ale po raz pierwszy wetnę się do Twojego stanu zdrowotności i napiszę.

    Czemu Twój ortopeda nie sugerował Ci wtedy, trzy lata temu, usunięcia tych fragmentów? Jeśli stwierdzono u Ciebie luzem latające odłamki (piszesz chrzęstne, równie dobrze mogły być kostne) w kolanie, to na moje rozeznanie trzeba było problem załatwić wtedy. Samo się nie poprawi, a przy Twojej aktywności fizycznej jedynie się mogło pogorszyć. Zabieg nie musiał być dramatyczny i można było się obyć bez krojenia całego stawu. Jak to się gada – jednodniówka. Rano Cię kładą, na drugi dzień wypuszczają, jeśli nie ma żadnych komplikacji. Albo na trzeci.

    Chyba że namawiał.

  285. Tanaka
    3 września o godz. 14:55

    Słowa Stacha, które zacytowałeś – „Może po tym wyznaniu o pielgrzymce zostanę zbanowany? W tej ateistycznej sekcie pewnie nie są dopuszczalne takie uczynki” – to przecież niby-osłabione modulantami „może”, „pewnie” insynuacje, imputowania. I u kruka, i u 404, i u Stacha dość dawno temu zauważyłem tę skłonność świadczącą o nieznajomości elementarnych zasad komunikowania się. Kiedy się zabieram do oceny żywej duszy, to nie z imputowaniem i z gołosłownymi ogólnikami, lecz z dowodami-ilustracjami, czyli z konkretnymi wypowiedziami i ich własną, krytyczną oceną – wtedy wiadomo, o czym mowa i z czym konkretnie krytykowany mógłby polemizować. Zarzuty w rodzaju „Zły człowiek”, „Nie szanuje wierzących”, „Nie dopuszcza różnic poglądów” czy ” Na tym blogu lansowana jest teza, ze ateista pozwalajacy sobie na jakas pozytywna wypowiedz o wierze czy wierzacych jest w gruncie rzeczy religiantem i dlatego powinien poszukac sobie innego towarzystwa” to puste ogólniki bez konkretnego adresu z którymi polemizować właściwie nie ma jak i nie ma kto. Takie ogólniki od dawna produkowali na tym blogu religianci i produkują niezidentyfikowani światopoglądowo zawodnicy mający widoczne ze stu kilometrów zero własnego doświadczenia w ateistycznej, krytycznej analizie jakichkolwiek religijnych treści. Więc łatwo takich dyletantów z pretensjami mylić z religiantami. Zaś tutejsi ateiści obeznani z Biblią i mający duże doświadczenie w analizie konkretnych religijnych zjawisk i zachowań, a nawet pojedynczych sformułowań, nie bardzo mają z takimi o czym gadać. Jak nie ma z kim i o czym, to najprościej: nie gadać.

  286. 3 września o godz. 16:32
    Namarginesko: i dobrze i fajnie, że wspominasz Jibe. Świetna dziewczyna, śmiała chcąca wśród nic nie chcących, serdeczna, autorka kilku kapitalnie, bo żywo i z nerwem oraz wrażliwa obserwatorska umiejetnoscia napisanych wstepniakow, z jej autorstwa rysunkami. Bardzo fajna blogowic, ka. No i wzięła i zniknęła. Pisałem do niej – i nic. Cisza. Martwi mnie to. Jest o lassie, na temat, bo lassie to i świetna dziewczyna, więc się znowu na blogu wezmę i zawolam: Jibo, wróć!

  287. paradox57
    3 września o godz. 16:48

    Paradoxiku, i Tobie dziękuję. Jako fachowiec, czujesz pismo nosem. Pierwszy ortopeda nie tylko namawiał, ale i wypisał skierowanie na operację, które zlekceważyłem z powodu tysiącletnie kolejki i sobie spokojnie trzy lata kuśtykałem, rowerowałem, mamą i bratem się opiekowałem. Aż przyszła kryska na Matyska. Masz też rację co do tych odłamków: to ja sobie uroiłem, że chrząstka, bo nie potrafiłem sobie wyobrazić odłamania się kości. Pierwsza kontuzja to było tylko naderwanie przyczepów – dziesięciodniowy gips po roku kuśtykania (akurat się przyjąłem do roboty w lesie i się wstydziłem zaczynać robotę od zwolnienia) załatwił sprawę. Okazało się – do czasu. Bo potem – druga kontuzja. Podobnie z drugim kolanem. Składam się z samych kontuzji, bo skoro się żyje, z czegoś się trzeba składać.

  288. @pombocku

    To jest tak, jakbyś do łożyska w swoim rowerze wrzucił dwa kawałki piasku, czy metalu i raźno na nim pedałował licząc, że same wypadną albo zetrą na pyl nie naruszając samych łożysk.

    Nie wiem, jakie są obyczaje w Twoich stronach, ale u nas wygląda to następująco. Większość ortopedów od stawów łokciowych i kolanowych działa zazwyczaj na dwa fronty (niektórzy na trzy). Na własnym przykładzie. Mój młody będąc w Londynie złamał sobie rękę. Konkretnie wyrostek łokciowy. Powstały dwa odpryski. Na miejscu rozkroili mu staw, założyli druty, żeby kości i połączyć i ustabilizować i pozszywali, właściwie stakerowali. Po ośmiu tygodniach trzeba było te druty powyciągać, a w tym czasie wrócił do domu na wakacje. I odbyło się to tak. Poszliśmy do ortopedy prywatnie (80 złotych za wizytę). Kazał zrobić RTG i dał skierowanie na konieczne badania: krew, krzepliwość oraz szczepienie przeciw żółtaczce. W takich przypadkach wystarczy dwukrotne doszczepienie, standardowo wymaga się potrójnego. Potem umówił nas na wizytę w prywatce, która miała podpisany kontrakt z NFZ. Sam zabieg: pod narkozą, na stole położyli go o 16, do domu wróciliśmy o 22.

    Trwało to tak krótko, bo i sam zabieg wyjęcia drutów był prosty. Ale gdy czekaliśmy na wypis leżał na sali z chłopakiem, który miał operowany staw kolanowy. Tam było bardziej skomplikowanie – musieli mu założyć dreny, żeby opróżnić staw z płynów. A i tak po dwóch dniach wyszedł.

    Trochę się rozpisałem o tym, bo ostatnio właśnie zostałem lekko walnięty. Mój znajomy, który do swojego zdrowia podchodził podobnie jak ty, właśnie jutro ląduje na stole operacyjnym. Nowotwór jelita grubego.

  289. Pombocek 3 września o godz. 16:56

    Takie insynuacje, o jakich tu mówimy, mają głęboki sens emocjonalny dla ich producentów : walnal insynuacje i zaraz się od tego sam poczuł prześladowany. Bo – jak nic – banuja! Jest insynuacja o banowaniu, więc jest banowanie! W krzywej głowie kreatora pomówienia, co się od własnego pomówienia poczuł ofiarą pomowionej opresji. To zjawisko notoryczne. Na nim się opiera wiara religijna, co widać i na takim, dzisiejszym obrazku, że nieistniejący niemalże nad Wisłą ateiści prześladuja 95% Polaków, czyli katolików. Jeden katolik nakrylby czapka wszystkich ateistów, ale on się wdziera wnieboglosy : mamusiu, ratujmy się, bo nas ateiści biją!

    W tymże samym duchu blagalne jęki wydawał katolik Waszczykowski : nie ZABIJAJCIE NAS!

    Spec od pomawiania ani sprawdzi, kogo tu i za co w ogóle banowal Jacek Kowalczyk, (który prawie nikogo nie banowal, czyniąc to po długiej dla siebie i dobroci bloga mece), ani co ja mam w tej mierze w dorobku, ani za insynuacje przeprosi. Ale czuje się z tym świetnie i dalej produkcje uprawia. Gdyby jednak, za notorycznosc (czyli już za cechę : „zły człowiek”, a nie izolowany czyn) zbanowac, wrzask niewinnie pokrzywdzonego nieba sięgnie i pofrunie wyżej.

  290. @Herstoryk 3 wrzesnia, 9:55
    Milo mi, ze znalazla sie jedna osoba, tzn TY, ktora wlasciwie rozumie co napisalam o probach narzucania ortodoksji ateistycznej uczestnikom bloga. Czlowiek deklarujacy sie ateista ale nie uznajacy religii za zlo, ktore trascendentnie spadlo nam nie wiadomo skad, a tylko za wytwor ludzkiej jazni , jest tu przez paru tepiony jako nieprawidlowy ateista. Kiedy twierdze, ze religia jest wytworem ludzkiego umyslu i ludzki umysl odpowiada za wszelkie jej aberracje, spotykam sie z oburzonym twierdzeniem, ze jest wredna robota sekt. Tak jakby sekty i garnace sie do nich tlumy nie byly ludzmi. O tym mozesz nie wiedziec, bo wkroczyles tu niedawno.
    Innym przejawem niewlasciwego ateizmu jest domniemanie dobrej wiary przynajmniej u jakiejs
    czesci ludzi wierzacych. Wierzacy to z natury rzeczy duren (odmozdzony) albo obludnik. W tej
    sprawie mowi sie nieprawidlowemu ateiscie, ze niech sobie idzie bronic religii na innych blogach. Tu sie wprawdzie prawa do religii nikomu nie odmawia (jestesmy obyczajowymi liberalami) ale blog jest wirtualna przestrzenia stworzona dla naigrawania sie z religii i wierzacych. Dlaczego? Bo to jedyne miejsce gdzie mozna sobie tak pouzywac. Wobec tego precz z dopatrywaniem sie w religii czegos
    innego poza totalnym zlem i glupota.
    To wszystko wyglasza sie w miejscu mieniacym sie „blogiem obywatelskim”. Trzeba jednak oddac sprawiedliwosc @wbockowi, ktory daje mu nieco wlasciwsze okreslenie, nazywajac je „knajpka ateistow”. Kto zasluguje na miano ateisty czytelnik dowiaduje sie z komentarzy. A w komentarzach ujawnia sie silny instynkt plemienny i czeste gromadne huzia na odszczepiencow. Niektorzy reaguja na to zarzutem: ateisci ale prosze co za sekciarze. I tak rzecz toczy sie wkolo, na co narzekaja zarowno ortodoksi jak i heretycy.

  291. @wbocek 3 września o godz. 16:56

    Mnie w sumie śmieszą te wszystkie „argumenty”, że religianctwo ma (podobno) swoje zalety i to, o zgrozo, psychiatryczno-terapeutyczne! Urojone zarzuty stawiane „nieprawomyślnym” ateistom, którzy nie szanują, ach nie szanują, Jezuska i tym sposobem (podobno) umniejszają powagę jego czcicieli – to też przykład pokrętnego myślenia, bo przecież czciciel nie jest równoznaczny ze swoim urojeniem.

    Zresztą sam kaka niezmordowanie głosi ten pogląd, twierdząc, że zwalcza „tylko” ateizm, ale wcale nie ateistów, skądże znowu! Kaka tak kocha ateistów, że zmusza ich wszelkimi sposobami do „nawrócenia” i padnięcia w szpony (pardon, objęcia) kaka.

    Poza tym prawidłowy wyznawca kaka nie szuka towarzystwa ateistów (chyba że pragnie zostać „zgorszony” i popędzić ze skargą do PiSkupa?). A już postulat, żeby nie obśmiewać Jezuska „na wszelki wypadek”, bo może tu przypadkiem zabłądzić jakiś wyznawca i ten hipotetyczny wyznawca może się tutaj poczuć niekomfortowo, jest tak zabawny, że trudno traktować go inaczej niż bezsensowne kneblowanie uczestników.

    Ale np. pani kruk ma w ogóle dość ciekawe metody, skoro w ramach dowartościowania religii promuje przeterminowane „arcydzieło”, którego nawet tytułu nie jest w stanie prawidłowo przytoczyć. Tak ogólnie to byłby cyrk – gdyby nie to, że w Umęczonej ateiści są rzeczywiście traktowani z buta. I to jest skandal.

  292. @Tanaka 17:28

    Pojawiają się tu od czasu do czasu tacy, którzy już na wejściu piszą: wiem, że zostanę zbanowany/opluty/sponiewierany za to co napiszę, ale i tak napiszę. A niech mnie banują.

  293. @na marginesie 1 wrzesnia 20:07
    „my nie jesteśmy psychiatrami i nie pozostajemy pod wrażeniem skatolonych pacjentów, którym rzekomo taka bujda pomaga. “

    Nie rzekomo i niekoniecznie w psychiatrii. Sa niezle badania wzkazujace na korelacje miedzy wiara, a czasem wrecz modlitwa, a roznymi aspektami zdrowia. Przynajmniej niektore z tych badan prowadzili naukowcy calkowicie niewierzacy.

    Nie nalezy naginac faktow do ideologii, w zadna strone 😉

  294. @kruk 17:37

    blog jest wirtualna przestrzenia stworzona dla naigrawania sie z religii i wierzacych

    A czemu nie? Zawsze to lepiej niż dać w twarz ze słowami: zamknij się ty głupia babo. Prawdziwie po katolicku.

  295. @karat 17:39

    Nie wiem, od kiedy czytujesz ten blog. Jakiś czas temu @Izabella napisała mądre zdanie o korelacji. Ja też mógłbym przytoczyć opis badań z zakresu neuronauk, w których zastosowano bardzo wyrafinowane metody statystyczne, w tym m.in. właśnie obliczenia korelacji. Głównym bohaterem tych badań był martwy łosoś.

  296. Znam badanie o martwym lososiu. W badaniu nie chodzilo o korelacje, lecz o minimalny poziom tz „halasu” elektrycznego podczas pomiarow, i po to by elegancko udokumentowac swoja puente, badacz podlozyc martwa rybe by pokazac ze nawet w tym wypadku „cos sie mierzy” i dlatego nalezy to cos odliczac przy prawdziwych pomiarach. Naleza mu sie gratulacje sa poczucie humoru, ale jednak warto wiedziec o co chodzilo.

    Co do korelacji – wiekszosc badan epidemiologicznych moze robic tylko tego rodzaju obserwacje. AKurat te badania bardzo pasuja do calej masy innych wskazujacych na zwiazek miedzy dobrym samopoczuciem psychicznym a roznymi aspektami chorob wiencowych lub czas rekonwalescencji. To ze modlitwa moze pomoc nie znaczy ze powoduje nadprzyrodzone fluidy.
    Ale wpierw obserwacja, potem wytlumaczenie.

  297. @karat. 3 września o godz. 17:39

    Tylko że ja nie kwestionuję walorów religianckich urojeń w zakresie dostarczania „opium dla ludu”. Niektórym pacjentom zapewne nawet pomaga Prozac. Ale to nie jest powód do aplikowania tego leku całemu społeczeństwu, bez żadnych różnic.

    „Argumenty” Stacha są śmieszne nie dlatego, że religianctwo nie może pomóc pacjentom (chociaż Prozac, lobotomia i placebo też mogą pomóc) ale dlatego, że trafiają w próżnię. Stachu usiłuje od dawna kneblować na ateistycznym blogu ludzi, którzy naśmiewają się z religii. I o to głównie chodzi, bo jego interwencje kierują się nieodmiennie przeciwko „niepokornym” ateistom.

    Poza tym reklamowanie walorów religianctwa przez człowieka, który przedstawił się na blogu jako psychiatra w kontekście Umęczonej stwarza obawy, że ten psychiatra będzie aplikował ludziom religię zamiast fachowego leczenia. Dlatego właśnie Tobermory zapytał Stacha o jego, Stacha, stosunek do osławionej „klauzuli sumienia”, na co Stach był łaskaw się… obrazić.

    W pigułce: co ma piernik do wiatraka? Stachu namolnie strzela Panu Bogu w okno. A jeśli ktoś nie umie logicznie myśleć, to jakie ma szanse sukcesu jako psychiatra?

  298. @Tobermory 3 wrzesnia, 7:14
    Podtrzymuje, ze zakwestionowales kompetencje zawodowe @Stachu39 proponujac mu wziecie pod uwage egzorcyzmow.
    Praca w Szwajcarii zapewne nie uszlachetnia bardziej niz praca w kraju, ktora @Stachu39 wlasnie wybral. Jednak oferty pracy za granica nie otrzymuje byle kto, trzeba sie czyms wykazac. I o to mi chodzi kiedy zarzucam Ci niewlasciwosc pokpiwania z obserwacji @Stacha39. Moglbys dac jakis kontrargument na jego twierdzenie, ze wiara niektorym jego pacjentom pomaga w znoszeniu choroby. Moglbys powiedziec, ze wiara wystepuje jako czynnik rownolegly a nie sprawczy i wysunac jakas hipoteze co do tego ostatniego. Wolales jednak zaproponowac @Stachowi39 egzorcyzmy.

  299. @karat 17:55

    Pytanie brzmi: czy ktoś pokusił się o próbę wyeliminowania „fałszywie pozytywnych” wyników, czy przyjął je jak leciało.

    W badaniu Bennetta i zespołu właśnie wielokrotne powtórzenia wskazały na wysoce istotną korelację. I że decyzje podejmowane na etapie analizy danych wpłynęły na taki a nie inny wynik badania.

  300. kruk
    3 września o godz. 17:37

    Notorycznie tendencyjnie i obsesyjnie odczytujący cudze wypowiedzi, kompletnie amatorski w myśleniu, myślicielu kruku, natychmiast podaj nicki i cytaty z komentarzy tych oskarżanych przez Ciebie blogowych ateistów, które są podstawą poniższych Twoich oskarżeń.

    „Czlowiek deklarujacy sie ateista ale nie uznajacy religii za zlo, ktore trascendentnie spadlo nam nie wiadomo skad, a tylko za wytwor ludzkiej jazni , jest tu przez paru tepiony jako nieprawidlowy ateista. Kiedy twierdze, ze religia jest wytworem ludzkiego umyslu i ludzki umysl odpowiada za wszelkie jej aberracje, spotykam sie z oburzonym twierdzeniem, ze jest wredna robota sekt”.

    Dość tego plucia! Konkretnie pokaż, kto i gdzie z WYMIENIONYCH PRZEZ CIEBIE POWODÓW nazwał ich autora „nieprawidłowym ateistą”, a Twoje twierdzenie, że religia jest wytworem ludzkiego umysłu i ludzki umysł odpowiada za wszelkie jej aberracje, KWITUJE, ŻE TO ROBOTA SEKT. Jeśli zechcesz odpowiedzieć, bardzo uważaj na słowa, bo dawno się kapnąłem, że nie odróżniasz cudzych reakcji od własnych urojeń na temat tych reakcji.

  301. @kruk 3 września o godz. 18:07

    To ja (a nie Tobermory) zapytałam, czy Stachu kieruje pacjentów do egzorcysty. Nikt Stachowi nie proponował wzięcia pod uwagę egzorcyzmów. Z umiejętnością czytania (nie tylko blogu, ale T. Manna) nie jest wcale u ciebie najlepiej.

  302. P.S. Jak można „kwestionować kompetencje zawodowe” anonimowego nicka, który twierdzi, że jest psychiatrą? W necie każdy może być każdym.

  303. Na marginesie
    3 września o godz. 17:55

    Namargineskoi, sam się łapię na tym, że najpierw deklaruję niezauważanie obsesjonatów „sprawiedliwości”, niech plotą, co chcą na puszczy, aż się wyplotą z braku zainteresowania, a potem sam otwieram japę.

    Jeśli religia ma jakiś (sądzę, że bardzo ograniczony, skoro wszyscy religianci, z papieżem włącznie, więcej się chyba leczą u fachowców niż przy różańcu) wpływ na psychikę, a nastawienie psychiczne – na stan zdrowia, to jest tylko jednym z nieograniczonej liczby stymulantów. Jeśli ktoś by ją typował jako stymulant wyjątkowy, byłby oszustem. Ale tematem lekcji jest obrażanie 35. milionów wierzących (?) przez kilku ateistów na tym wszechmocnym blogu.

  304. @karat 3 wrzesnia, 17:39
    „Nie nalezy naginac faktow do ideologii, w zadna strone”.
    Dobrze powiedziane. Nauka nie jest miejscem dla dogmatow tak religijnych jak i tych anty. Ktos zaraz powie, ze to banalne, nie zastanawiajac sie jednak czy sam trzyma sie tego postulatu.

  305. @karat
    PS
    Dość często stykam się z problemem planowania eksperymentów i interpretacji uzyskanych danych z eksperymentów, nazwałbym to, dość precyzyjnie mierzalnych. I niekiedy miewamy wątpliwości.
    A Ty powołujesz się na „materię” dosyć enigmatyczną, bo z dziedziny psychiatrii. I wyniki tych badań interpretujesz na tak z niezachwianą pewnością. Z powodu tego m.in., że przynajmniej niektóre przeprowadzili niewierzący.

  306. @kruk 18:32

    Nauka w ogóle nie jest miejscem dla dogmatów religijnych. To coś napisała nie jest banalne, tylko po prostu głupie.

  307. PS
    przeciwstawianie antyreligijności jako problemu, którym miałaby się nauka zajmować jest piramidalną bzdurą.

  308. @na marginesie 3 wrzesnia 17:39

    Wpierw jedenk punkt – “niektorym pacjentom zapewne pomaga nawet Prozac” – nie wiem czy mam racje (na pismie trudno slyszec ton), ale mam wrazenie ze jest tu troche szyderstwa w stosunku do osob uzywajacych Prozaku. Mam nadzieje ze takie nastawienie do zaburzen psychicznych w spoleczenstwie sie zmieni.

    Co do meritum, tu musze po kolei, bo sa tu dla mnie rozne wazne rzeczy, m.i. dlatego ze sama jestem calkowicie niewierzaca, a czesto miewam kontakty z osobami gleboko wierzacymi i praktykujacymi.
    a. To ze religia komus w czyms pomaga nie jest argumentem na popieranie religii jako takiej w skali spolecznej (i z tego co rozumiem Stachu wcale tego nie twierdzi). Ale mozliwe ze jest to argumentem za wolnoscia wiary i niewiary, tz sytuacja w ktorej kazdy prywatnie bedzie mogl wierzyc lub nie, i nikt nie bedzie sie nasmiewal ani z jednego ani z drugiego, ani przymuszal w jedna lub druga. Dla mnie to najlepsze co moze byc.
    b. Uszanowanie przez lekarza swiatopogladu pacjenta, o ile ten swiatopoglad nie wplywa negatywnie na zdrowie jego lub jego rodziny), jest podstawowa czescia szacunku lekarza do pacjenta, i sytuacja odwrotna dla mnie byla by nie do przyjecia. Na dodatek takie podejscie jest szczegolnie wazne w psychiatrii, poniewaz w roznych obszarach kulturowych wystepuja troche rozne schorzenia, i jest caly dosc nowy dzial psychiatrii zajmujacy sie wlasnie tym tematem.
    c. Z punktu widzenia lekarza swieckiego leczacego religijnego pacjenta, jesli religia moze mu pomoc, sama bede go zachecac. Cokolwiek pomaga, a nie szkodzi, danej osobie, niech to robi. Tym bardziej ze chory potrzebuje sil i wsparcia, wiec niech pobiera z tych zrodel ktore ma.
    d. Co do nasmiewania sie z religii mam podejscie podobne do Stachu, mimo ze sama glosno ja krytykuje, ale krytykuje grupy i instytucje, nie prywatne jednostki. Nie nasmiewam sie poniewaz:
    1. nie chcialabym by ktos myslacy inaczej niz ja nasmiewal sie ze mnie.
    2. w dyskusjach jest to nieproduktywne (na tym blogu to nieistotne, bo nie ma tu dialogu miedzy wierzacymi a nie)
    3. mimo glebokiego przekonania w slusznosc mojej niewiary nie zapominam ze np Stalin i Mao byli niewierzacy (Stalin za mlodu zdaje sie chcial byc popem ale potem mu przeszlo), zas Ghandi byl wierzacy. W innej skali – Bartoszewski byl wierzacym katolikiem, i byl to jeden z powodow dlaczego dzialal w Zegocie. Chce powiedziec ze ateizm, o dziwo 🙂 , nie oznacza automatycznie wyzszosci intelektualnej czy moralnej.

  309. @kruk 18:36

    Ale katolicyzm już tę wyższość oznacza. Tak przynajmniej każdy biskup głosi z ambony.

  310. nie kruk a karat 🙂
    To nie znaczy ze musze byc taka sama jak on 😉

  311. @karat.
    Moja pomyłka.
    Rzeczywiście nie musisz być taka sama jak ona. I gdyby nie moje niedopatrzenie, nie przypisałbym Ci podobieństwa.

  312. mialam na mysli biskupa! 😀

  313. PS
    Dodam, że mam nadzieję, że nie będziesz do niej podobna w żadnym wypadku.

  314. Ups. Spóźniłem się.

  315. @Tobermory
    3 września o godz. 9:30

    Najmocniej przepraszam, Śnięta Księga jednak nic nie wspomina o budyniu śmietankowym, ani o waniliowym. Z białego Beretu z Antenką (dwiema antankami) wypłynął Buddyń Kokkosowy. Natomiast, jeżeli chodzi o maliny, to Buddyń Mmalinowy wypłynął z Czerwonego Beretu z Antenką (z dwiema antenkami) i od niego wzięła się Kieszeń bez DNA, która jak wiadomo ma związek z dniem sądu przedostatecznego.

    Mam nadzieję, że nie wziąłeś na wiarę tego, co napisałem wcześniej. Jeszcze by wyszło na to, że cię wpuściłem w maliny.

  316. @wbocek 3 wrzesnia, 18:15
    Slowa „nieprawidlowy ateista” nie padly, ale jezeli uporczywie wyprasza sie z blogu ludzi, ktorzy odbiegaja od jego, powiedzmy, glownego nurtu, ludzie ci rozumieja, ze podpadli glownym filarom blogowym za niewlasciwosc swojego ateizmu. Nie pasuja do ekskluzywnego bloga mieniacego sie obywatelskim.
    Co do sekt, to Ty napisales oskarzajaca je tyrade w odpowiedzi na moja uwage, ze skoro religia jest wytworem ludzkiego umyslu, to zlo z nia zwiazane jest problemem tegoz. Strasznie Cie moje twierdzenie oburzylo.
    Proponuje, idac Twoim niedawnym przykladem, zebysmy sie grzecznie nawzajem ignorowali, jako ze
    spokojna rozmowa nam nie wychodzi.

  317. paradox 18:32
    badania o ktorych pisalam dotyczyly np chorob wiencowych, wiec nie psychiatria a kardiologia

  318. i nie interpretuje ich ” tak z niezachwianą pewnością” (bardzo rzadko bywa cos takiego) lecz z takim prawdopodobienstwem na jakie wskazywaly

  319. @paradox57
    Napislam, ze nauka nie jest miejcem dla dogmatow nazywajac to twierdzenie banalem. Ty orzekles, ze nie jest ono banalne tylko „piramidalnie glupie”. Nie wyciagam z tego wniosku, ze uznajesz dogmaty w nauce, tak zle o Tobie nie mysle. Moglbys jednak zastanowic sie zanim wyglosisz cos tak kategorycznego.
    Czemu antyreligijnosc nie mialaby byc przedmiotem badan? Jakis naukowy pewnik to wyklucza? Religioznawstwo jest uprawnione, wiec czemu badanie postaw ateistycznych nie? Badac mozna wszelkie postawy ludzkie i szukac korelacji miedzy swiatopogladem i roznymi czynnikami determinujacymi nasza egzystencje.

  320. Gwałtu rety co się dzieje!
    Moje 3 kolejne posty „czekają na moderację”.
    Czym żesz zawiniłam?

  321. @Na Marginesie
    O Tobie nie moge nawet powiedziec, ze czytasz bez zrozumienia. Zauwazywszy znienawidzony przez siebie nick, nie zadajesz sobie trudu czytania, tylko z miejsca wyglaszasz swoje mantry, nie odmawiajac sobie uwag ad personam.
    Twoj bystry umysl jakos nie wpadl na to, ze moge czytac Manna w innym jezyku niz polski i dlatego nie podaje przyjetego tlumaczenia jego tytulu na polski.

  322. kruk
    3 września o godz. 18:59

    Slowa „nieprawidlowy ateista” nie padly, ale jezeli uporczywie wyprasza sie z blogu ludzi, ktorzy odbiegaja od jego, powiedzmy, glownego nurtu, ludzie ci rozumieja, ze podpadli glownym filarom blogowym za niewlasciwosc swojego ateizmu. * * * * * * * Gadasz własną obłudnością, kręcisz i przeinaczasz. A masz to w trwałym zwyczaju, tak w czasie, jak i zakresie. To już cechy, nie indywidualne przypadki: obłudnica, krętaczka, pomawiaczka, wraz z przynależnymi cechami. Więc „nieprawidłowy ateista” nie pada jednak? Gdzie „przepraszam i więcej nie będę”? Do jakichś mniemanych prawidłowych ateistów zgłaszasz obłudne pretensje, tłuczesz oskarżeniami, ale za własne fałszywe słowo – nic, NEIN i jedziesz dalej w tym samym stylu? Walisz dalej słowami fałszywego świadectwa: „uporczywie wyprasza sie z blogu ludzi […]”. Uporczywie i się wyprasza? Dawaj dowody na stół ! Kto upoczywie, kto wyprasza i za co ? To „wypraszanie” musi mieć podstawę jaką obwieszczasz, nie zaś inną. Niech blog zobaczy Twoje przedłożenie w pełnej fałszu krasie i zakresie. I owszem, wypraszać można, a nawet bywa to koniecznością. Nie za brak „ateistycznej prawidłowości”, ale za takie słowa i takie zachowania, jakie w obfitości swojej tu wywalasz. Twoje fumy na temat prawa każdego – zwłaszcza Twojego – by tu właził i bez słowa należnej krytyki, czy wskazania gdzie są drzwi , mógł sobą kazić – kogo, ile i jak uważa, kłamać do woli, pomawiać, dawać fałszywe świadectwa, bo inaczej blogowiczom przygadasz, że blog jest „mieniącym się” obywatelskim – to czysty dowód Twojej obrzydliwości, skwitowanej brakiem przeprosin, jakieś – od @Pombockowej uwagi, co najmniej, winna tu publicznie. Więcej, rąbiesz śmiałą prokuratorską ręką: blog jest wirtualna przestrzenia stworzona dla naigrawania sie z religii i wierzacych. Dlaczego? Bo to jedyne miejsce gdzie mozna sobie tak pouzywac. To – krystaliczne – kłamstwo z Twojej strony. Popełnione w najgorszej i najzlośliwszej wierze. Włazisz tu od dobrych paru lat; masz wszelką możność wiedzieć, że celem założenia blogu nie jest „naigrywanie się z religii i wierzących” , a dyskusje jakie się tu odbywają, oraz tematy mnogich wstępniaków, obejmują wyjątkowo szerokie spektrum spraw, często głęboko i z dużą wiedzą merytoryczną dyskutowanych, które niewiele mają wspólnego z religią, zgoła nic. Próżno szukać na wielu sąsiednich blogach, całkiem nieateistycznych, albo wręcz religii i jej wyznawcom miłych, podobnie szerokiego kręgu tematów żywo duskutantów interesujących. Pomimo nadzwyczajnej możności i pomimo nadzwyczajnej łatwości powzięcia wiedzy o blogu – wszystko tu jest wyłożone – przypisujesz mu (jego autorom i uczestnikom), w skondensowanym złu intencji – fałszywy powód jego powołania i działania. W zapiekłości złoczynienia, ślepniesz nawet na prostą logikę oskarżenia, jakie tak obrzydliwie rzucasz: „blog stworzony” – „z powodu”, że „to jedyne miejsce…” In extenso – całość Twoich podłych slów i zachowań to więcej niż dostateczny, to naddostateczny powód, by Cię z blogu wywalić na bruk. Blog ma jednak to do siebie, że i taką obrzydliwość i takie podłości znosi. Wedle Twojej pokrętności – po stokroc powinnaś była byc wywalona. Że nie jesteś, masz to za kolejny dowód w swoim skrzywionym umyśle, że blog zły jest. Jakoś sie w tym ostatnim moge z Tobą zgodzic: kto na zło dozwala – w imie grzeczności gospodarza, tolerancji i wyrozumienia dla autorów ekscesów oraz sam sprząta po chuliganie – źle czyni. Tworzy bowiem przekonanie łobuza, że sam czyni dobrze, skoro go nie wywalają. Jesteś tego owocem.

  323. kruk
    3 września o godz. 18:59

    Tylko potwierdzasz swoją nieznajomość elementarnych reguł odpowiedzialnego rozmawiania. Od dawna wiem, że nie rozumiesz tego, że komunikat nadany i komunikat odebrany to mogą być dwa odmienne komunikaty, i bardzo często są. Dlatego prosiłem o cytaty, a nie o Twoją subiektywną relację. Ale w jednym masz rację: szkoda słów.

  324. mag
    3 września o godz. 19:26 ** * Maguś, przenaj! Przepraszam Cię za to, że do moderacji wpadłaś, acz to wina maszyny. Bo to zła maszyna była – taka prawda. chyba nie użyłaś żanych trefnych słów, więc sprawa pewnie jasna: komputer rządzi nie człowiek i dlatego Terminator 2018 Postaram sie przemówic maszynie do rozumu. Tylko gdzie u niej rozum – z przodu, czy z tyłu?

  325. @karat. 3 września o godz. 18:36

    Wpierw jedenk punkt – “niektorym pacjentom zapewne pomaga nawet Prozac” – nie wiem czy mam racje (na pismie trudno slyszec ton), ale mam wrazenie ze jest tu troche szyderstwa w stosunku do osob uzywajacych Prozaku. Mam nadzieje ze takie nastawienie do zaburzen psychicznych w spoleczenstwie sie zmieni.

    Wybacz, ale twoja interpretacja jest całkowicie bezsensowna. „Niektórym pacjentom zapewne pomaga nawet Prozac” jest ironią, a nie szyderstwem. Ironia dotyczy faktu, że Prozac jest zatwierdzonym – chociaż podobno nadużywanym – lekiem na depresję, religianctwo natomiast nie jest w ogole żadnym lekiem. W jaki sposób moje słowa miałyby być szyderstwem z „osób używających Prozaku” – zupełnie nie pojmuję, a twój przeskok do „nastawienia do zaburzen psychicznych w społeczeństwie” jest już w ogóle czystą fantazją.

    Wysilasz się niezmiernie usiłując szukać w mojej wypowiedzi drugiego dna. Rozmawiamy o Stachu i jego poglądach na psychiatrię. A jeśli chodzi o kpiny z pacjentów – to można je zarzucić raczej lekarzom pokroju Stacha, a nie mnie.

  326. @karat. 3 września o godz. 18:36

    c. Z punktu widzenia lekarza swieckiego leczacego religijnego pacjenta, jesli religia moze mu pomoc, sama bede go zachecac.

    Będziesz zachęcać – z pozycji lekarza, znachorki, psiapsiółki, czy osoby tak ogólnie wszystkowiedzącej? I w jaki sposób ustalisz, że religia „może mu pomoc”, a nie zaszkodzić?

  327. @kruk 3 września o godz. 19:34

    Dla mojego „bystrego umysłu” jest oczywiste, że czytasz „arcydzieło” Manna w innym języku niż polski. Jest dla mnie równie oczywiste, że polski tytuł wzięłaś z sufitu i nawet nie zadałaś sobie trudu, żeby sprawdzić w necie, jak wygląda. O tym, że pomylenie „Czarodziejskiej góry” z jakąś „Zaczarowaną górą” jest pomyłką na poziomie trzeciej klasy podstawówki już nie wspominam.

  328. Drodzy, tradycyjnie powiem że gdyby się kto pytał to nie jestem w kuchni ale następne dwa miesiące będę mniej i z doskoku. A nie zapomnijta mnie.

    Budyniu, w jakiejkolwiek postaci, nie lubiejemy, za ciamciaty.

  329. Nie wiem, jaka jest zawodowa pozycja lekarza w Polsce, ale z fachowością to chyba jednak bywają na bakier. Religią w choroby wieńcowe – łomatkozcórkom! Może od razu zawierzcie się Maryi?

  330. @Nefer 3 września o godz. 21:21
    Ale budyniu nie trzeba jeść – można też pacnąć budyniem w oponenta 🙂

  331. @Tanaka 3 września o godz. 20:24

    Tanaka-san, to było wejście smoka.
    Z ust mi to wyjąłeś – ale tak celnie to ja nie umiem.

  332. Tanaka
    3 września o godz. 20:24

    Tanako, słuszne słowa, ale do kogo, skoro ona nawet nie rozumie, że tworzy, a nie uczciwie relacjonuje. Byłem w połowie 90-tych lat słuchaczem audycji na żywo, ze słuchaczami na antenie, bez cenzury, w słupskim radiu o jakże słupskiej nazwie „Radio City”. Prowadził ją niejaki Izdebski, słupszczanin, który niedawno przyjechał z Anglii, a popularność miała niesamowitą, ludzie pracę przerywali, żeby słuchać. Otóż niemal każdego dnia meldowała się na antenie wizjonerka (tak ją nazwał Izdebski), która próbowała mówić o swoich spotkaniach z Jezusem i przekazywać jego ostrzeżenia i polecenia. Pierw traktował ją ironicznie (nie Jezus!), ale dość grzecznie. Ta jednak tak się rozkręcała, że nie szło wytrzymać, więc w końcu wpuszczał ją z ciekawości, czy nie powie czegoś, z czego się będzie można pośmiać. Czasem sam ją podpuszczał. W końcu, jak nie mówiła nic do śmiechu, zaczął ją szybko wyłączać.

    Kimś tak napalonym, z posłannictwem, jest kruk. W sprawie, która jest niereformowalną specjalnością jej zakładu – ratowanie milionów przed tutejszą paroosobową sektą młotków – nie dotrze do niej żadne słowo. Bo nie przyszła słuchać, lecz mówić (mówić jest rzeczą konieczną, żyć – niekonieczną). Czy my – w tym ja – nigdy nie zaczniemy wizjonerek i wizjonerów nie zauważać? Zwłaszcza że nie krzyczą (słupska wizjonerka czasem się wręcz rozdzierała w imieniu Jezusa), nie bluźnią, nie warczą, choć pluć – i owszem, ale przecież nie dosłownie jak ta pisówa, co babkę spoliczkowała. Nie można grzecznie powiedzieć sobie w duchu: „A pies Krawacik z tobą tańcował”?

  333. Miałem zamiar już nie udzielać się na blogu ,ale jak podaje Harari moja jaźń czująca wzięła górę nad jaźnią opowiadającą.(wyjaśnienia w książce, którą nadal polecam:Homo deus, czyli krótka historia jutra).
    Co do psychiatrii, była rzeczywiście opresyjna, po rewolucji hipisowskiej i pojawieniu ruchu antypsychiatrycznego wiele zreformowano, między innymi w Polsce uchwalono Ustawę o Ochronie Zdrowia Psychicznego, które zapewnia wiele spraw pacjentom, między innymi problem przyjęć bez zgody, procedury unieruchamiania, zgody na niektóre formy leczenia, m.innymi na elektrowstrząsy. Decyduje o tym sędzia na podstawie opinii biegłego, pacjent może mieć adwokata z urzędu.Sam film „Lot…” powstał na fali tego ruchu antypsychiatrycznego. Czy ktoś pamięta, że główny bohater znalazł się tam , bo zaproponowano mu złagodzenie kary, jeśli podda się psychoterapii.
    Elektrowstrząsy weszły do leczenia jeszcze przed wojną, bo zaobserwowano, że u pacjentów chorych na padaczkę stan psychiczny się poprawiał, po wystąpieniu napadu padaczkowego. Wtedy nie było innych leków psychotropowych. pierwsze pojawiły się dopiero w latach 50-tych. Były niedoskonałe, dzisiaj się ich praktycznie nie stosuje, są nowsze i lepsze , dające mnie objawów ubocznych i skuteczniejsze. Elektrowstrząsy też odeszły praktycznie do lamusa, jeśli się je stosuje, to w znieczuleniu ogólnym.Nigdy nie stosowało się ich jako środka dyscyplinującego, jeśli ktoś rzeczywiście tak robił, to zasługuje na potępienie, mogło się tak zdarzyć, nie było regulacji prawnych i pacjent (nie tylko psychiatryczny) miał niewiele do powiedzenia.
    Na inne sprawy wystarczająco powiedziały Kruk, Karat i zgadzam się z nimi.
    Może jestem ateistą „nieortodoksyjnym”, można sobie to tłumaczyć jak się chce. Na marginesie wytłumaczy to na pewno właściwie.
    Chciałem wyjaśnić, że nie mam zamiaru nikogo pouczać, ani recenzować, bo to i tak strata czasu. Wyjawiałem tylko swoje opinie.
    Tak nam dopomóż Marx.

  334. Na marginesie.
    Dopiero teraz przeczytałem Twój ostatni wpis. Jesteś naprawdę czepialska.
    Bez pozdrowień

  335. @@Tanaka, Namargineska
    Obawiam się, że Jiba mogła wyjechać z kraju z zamiarem nie powrotu, bo już dawno miała dosyć zakłamanej prowincji panajezuskowej i przebąkiwała o o ewentualnej przeprowadzce rodzinnej do bardziej przyjaznego kraju UE.
    Żal tylko ściska ziomalską czarną doope, w której jakoś znowu przychodzi się urządzać.
    Jestem przeciw, ale ja już nic nie muszę (jako emerytka), więc lekko powiedzieć.
    Skoro jestem przy glosie, to pragnę zauważyć, że bardzo harda jest pani @Kruk, której meandrów myślowych nie udaje mi się rozwikłać, ani nawet cenić ją za specyficzną „niezłomność”.
    Ilość wydalanych przez nią frustracji przechodzi chyba w jakość.
    Pozdrówka

  336. Całkiem poważnie: nie życzę sobie usług lekarza, który zamiast fachowej porady serwuje mi swoje wierzenia na temat rzekomej skuteczności religianctwa. Myślałam, że to oczywiste. Ale jak widać nie dla wszystkich. I co dziwniejsze, nawet nie dla lekarzy. Zgroza, syf i żenada, moi mili.

  337. @Stachu39 3 września o godz. 21:44

    „Leczenie” homoseksualizmu przez psychiatrów jest w Umęczonej na porządku dziennym. Kaka gorliwie popiera ten trend. Jesteś psychiatrą, który z pozycji zawodowej wychwala na blogu zalety religianctwa. Naprawdę sądzisz, że moje pytanie jest w tym układzie nieuzasadnione? Pozdrowień nie oczekuję, ale rzeczowej odpowiedzi raczej tak.

  338. Stachu 1 wrzesien 17:47
    „Innych ateistów nie znam, ale sądzę, że mają więcej dystansu do swych byłych kościołów.”
    Mysle ze w Polsce trudno miec dystans do Kosciola, poniewaz sam Kosciol wchodzi wszedzie gdzie moze. Np do szkol.

  339. Na marginesie
    3 września o godz. 21:24
    Nie wiem, jaka jest zawodowa pozycja lekarza w Polsce, ale z fachowością to chyba jednak bywają na bakier. Religią w choroby wieńcowe – łomatkozcórkom!

    Mój komentarz
    Nie jest to takie oczywiste – nie ma związku miedzy praktykami religijnymi, a chorobą wieńcową. Wypowiadam się ostrożnie mając na uwadze wiele zastrzeżeń uwzględniających statystyczny charakter badań wskazujących na taki związek. Mam wątpliwości, czy takie badania kiedykolwiek przeprowadzono.
    Być może jest jakaś korelacja statystyczni uchwycona i wyrażona statystycznie i wskazuje ta korelacja na oddziaływanie np. skupienia, medytacji, czy dajmy na to spokojnej modlitwy na poziom stresu przede wszystkim, bo stress jest jednym z głównych czynników wywołujących zatykanie (zwężanie przekroju) naczyń krwionośnych. Stress często występujący.
    Być może ktoś z blogowiczów jest z tym bardziej obeznany i mógłby takie wyniki badań wskazać.
    Pzdr, TJ

  340. Tejot
    Nie chodzi o sama chorobe naczyn, lecz zapewne o redukcje stresu. W innych wypadkach moze chodzic o szersze zaplecze i wieksza pomoc (gmina, kolko parafialne). Pamietam ciekawe badanie wg ktorego modlacy sie mieli krotszy okres rekonwalescencji po zawale niz niemodlacy sie.
    Tu cos innego z tej serii
    https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19041593

  341. Stachu39
    3 września o godz. 21:40

    To od tych Twoich słów się zaczęło.

     „Szczególnie rażą mnie szyderstwa z religii, która dla wielu ludzi jest sprawą ważną”.

    „Może po tym wyznaniu o pielgrzymce zostanę zbanowany? W tej ateistycznej sekcie pewnie nie są dopuszczalne takie uczynki”.

    Pierwsze zdanie rzeczywiście nie jest pouczeniem ani recenzją – jest mówieniem o sobie. W porządku. Ale wyartykułowanie tego na blogu wobec religii krytycznym i krytykującym niemal co dzień, trudno chyba nie odebrać jako aluzji do praktyk blogu. Na którym obecność nie jest obowiązkowa.

    Drugie zdanie to coś gorszego i głupszego niż pouczenia, recenzje i nazwanie blogu „sektą” razem wzięte – to sugerowanie praktyk na podobieństwo tych w ZSRR. Niech Cię sądzi Bóg, którego Twoi pacjenci, choć go nie pojmują, „jednak nad wszystko MIŁUJĄ”.

  342. karat.
    3 września o godz. 21:54

    Stachu 1 wrzesien 17:47
    „Innych ateistów nie znam, ale sądzę, że mają więcej dystansu do swych byłych kościołów.”
    Mysle ze w Polsce trudno miec dystans do Kosciola, poniewaz sam Kosciol wchodzi wszedzie gdzie moze. Np do szkol.
    * * * * * Bardzo trafna uwaga. „Mieć więcej dystansu” – jak chce @Stachu -psychiatra, to znaczy tyle, co być w znacznej wzajemnej odległości (fizycznej, lub psychiczno-emocjonalnej) W Polsce Kościół kat włazi we wszystko. Nie tylko wlazł do szkół, metodą na rympał (min. Samosonowicz – „instrukcja ministerialna” wydana w wakacje; premerka-fryzurka Suchocka {a prawniczka(!) – całkiem jak aktualny ciurkowy podpisywacz kościelności i łapacz fruwających herbatników lokator Pałacu Prezydenckiego, czyli Namiestnikowskiego} co podpisała jednostronnie konkordat, po przegranych wyborach, a wcześniej -kapturowy gang zwany „Komisją Wspólną Rządu I Episkopatu”), ale włazi wszędzie. Ateista nie ma żadnej szansu na „więcej dystansu”, bo nawet na zwykły „dystans” nie ma szans. Nawet gdyby uciekał, Kościół kat go nie tylko przegoni, otoczy i zablokuje, ale i usłyszy to samo oskarżenie: nie zachowujesz dystansu!

  343. mag
    3 września o godz. 21:44

    Dobro pożałowat’, mag! Dlatego, że Cię pojmuję, to nad wszystko miłuję i z tym marzeniem przewracam się na wznak. Dobranocka.

  344. Remnanty katolaicyzmu.

    Oglądanie treści tutejszych (obelżywych i bezczelnie w swej agresji aroganckich kipącą pogardą dla ludzi nieskatolaicyzowanych) listów pasterskich miejscowego proboszcza o pozostałościach późnego peerelu, nie pozostawia wyboru milczenia.
    Tą pozostałością zatem, emanowaną na łamy z iście tanacznym drygiem, jest peerelowski ‚ateista’ z czerwoną książeczką mknący wieczerną porą na rodzinne krzciny.

    I stąd ambaras, że łosoś katolaikatu ateizdycznego ten, nie tylko drugiej swieżości ale i opakowany popapraniem zastępczym.
    Niechże wie, że jest w tym widoczny i niczy przez to nie mniej niesmaczny.

  345. czy ma jakies znaczenie, że Łapiński zrezygnował z bycia rzecznikiem Dudy?

  346. wbocek
    g.22:14
    Ja się za chwilę na bok przewrócę, bo lubię zasypiać w pozycji około embrionalnej i już myślę o Tobie ciepło, cieplutko.
    Nareszcie nie trzeba palić w kominku, gdy noce już chłodne. Takie są pożytki z powrotu do Warszawki.

  347. Tejot
    Zwiazek miedzy stresem a choroba wiencowa nie jest mocno udokumentowany (a przynajmniej nie byl gdy ostatnim razem sie temu przygladalam), zwiazek miedzy stresem a naglym zaostrzeniem bardziej. Jesli zdaze, przejrze i dam znac.

    Tanaka
    Sa to chyba dwa rozne tematy: jeden to religia, ktora moze byc calkiem prywatna i oddzielona od panstwa, drugi to Kosciol jako instytucja, z wlosciami, interesami, polityka, kazaniami itp.

  348. Stachu39
    3 września o godz. 21:40

    Trzym się, ducha nie gaś.
    Masz oczywiście rację co do roli wiary chorego, ergo: w wyzdrowienie – że mu sprzyja.
    Ja mogę dodać (z wielokrotnej autopsji zarobkowej), że nawet przywraca życie, ale do kogo w ty zakutej na amen w wierze zakrystii areburanckiej …hi hi.

  349. @Gekko
    3 września o godz. 22:26

    Łososia ty nie tykaj. Co prawda blady łosoś wypłynął był razem z kisielem, ale jednak zawrócił i zawraca po wsze czasy, w kółko i na przemian z ciemnym halibutem. A zawracanie zawsze lepsze od nawracania.

  350. @Na Marginesie
    Nie zajmuje się leczeniem homoseksualizmu, choć takich pacjentów mam, ale zgłaszają się z innego powodu.

  351. Wbocek
    Odkąd zostałem „religiantem”, ktoś się ironicznie zapytał czy byłem w Compostelli, odpowiedziałem, że tak. Ty sam kilkakrotnie mi proponowałeś niebywanie na tym blogu. Sekta , bo zachowujecie się jak sekta.

  352. konstancja
    3 września o godz. 22:28
    czy ma jakies znaczenie, że Łapiński zrezygnował z bycia rzecznikiem Dudy?

    Mój komentarz
    Można snuć domysły, wyrażać przypuszczenia.
    Moim zdaniem znaczenie jest takie, że Łapiński jako rzecznik nie sprawiał się, nie leżał za bardzo prezydentowi, jak również jego PiSowskim poplecznikom. Chyba nie bardzo się stosował do zaleceń i sugestii, co w PiSie jest tępione bezwzględnie. Był zbyt miękki, filozofujący, a przez to niewyrazisty i niejednoznaczny w pojęciu PiSowskim. Słabo ironizował, w ogóle się nie wyśmiewał, nie kpił z lewactwa, czy genderów jakichś oraz być może w wewnętrznych układach był podejrzewany o nadmiar inteligencji i uczciwości (w kontekście standardów PiSowskich), co w partii prawych i sprawiedliwych jest niepożądane i tępione.

    Drugi fakt, który ma znaczenie, a przeszedł bez echa, to wyjazd do Smoleńska delegacji prokuratury wojskowej badającej katastrofę smoleńską w celu poczynienia oględzin szczątków Tu-154M wspólnie z przedstawicielami prokuratury rosyjskiej.

    Decyzję o wyjeździe podjął Ziobro jako zwierzchnik prokuratury, z pewnością za zgodą Prezesa. Ale czy Prezes miał mocne powody, które przemawiałyby za zablokowaniem wyjazdu prokuratorów? Mógł mieć, ale jedynym źródłem takich powodów mogła być podkomisja smoleńska, której przewodniczącym jest Macierewicz. Sam Macierewicz kilkanaście dni temu bardzo mocno gębował przeciwko wyjazdowi kogokolwiek ze strony polskiej do Smoleńska, złorzeczył i pomawiał pomysłodawców takiej inicjatywy o niecne zamiary (pośrednio – poprzez przypisywanie ich stronie rosyjskiej). Nie udało mu się zablokować wyjazdu prokuratorów do Smoleńska, a jeśli by się okazało, że w składzie delegacji nie było ekspertów z podkomisji smoleńskiej, to byłby to sygnał dla Macierewicza o zdradzie.

    W czym rzecz? Moim zdaniem troszkę racji miał ostatnio Kamiński, który powiedział w TV, że ostateczna rozgrywka w PiSie odbędzie się miedzy Morawieckim, a Ziobrą.
    Wyjazd do Smoleńska z inicjatywy Ziobry świadczy o tym, że facet nie odpuszcza, przydadzą mu się ewentualne haczyki, które może po wizycie swoich funkcjonariuszy wypatrzeć w ich relacjach i sprawozdaniach z wyprawy do Smoleńska. Prezes nie jest w stanie w żaden sposób mu w tym przeszkodzić.
    Obserwując ostatnie perypetie Prezesa na froncie służbowym i prywatnym odnoszę wrażenie ze stracił on impet.
    Pzdr, TJ

  353. tejot
    3 września o godz. 23:14
    myślę, że Łapiński miał dość po wystepach Dudy w szkole i w kościele. Jak to wyrażają inni- chce bez wstrętu patrzeć rankiem w lustro.
    A jeszcze w niedzielę był u Piaseckiego w tvn…
    media donoszą, że to już trzeci rzecznik Dudy. Nie pamiętam, kto był pierwszy.

  354. Stachu39

    „Sekta, bo zachowujecie się jak sekta”.

    A jak się zachowuje sekta? Czyżbyś do niej należał, że wiesz jak się zachowuje?

    Bo ja, prócz niecałego roku w „Solidarności”, całe życie należalem sam do siebie. Jeśli podobne głosy ludzi w pewnym stopniu się rozumiejących nazywasz „sektą”, to witam w klubie sekt. Do klubu należy cała Polska. Dziś rozumiałeś się z krukiem i z karat, a wcześniej też nie raz się podejrzanie rozumiałeś. Podejrzewałem, że o sektach to było dziecinne palnięcie na gorąco, ale skoro dajesz tak naukowe uzasadnienie – „bo zachowujecie się jak sekta” – to sprawa jest, być może, psychiatryczna, a to już nie mój akwen.

    – Na czym polega zachowywanie się jak sekta?.
    – Na tym, że zachowujecie się jak sekta.

    Ale tematem lekcji, proszę Pana, nie były sekty.

  355. @tejot 3 września o godz. 21:54

    Oczywiście – redukcja stresu przez medytację jest z powodzeniem praktykowana gdzieniegdzie. Pisał o tym np. Jon Kabat-Zinn, „profesor medycyny” i badacz technik buddyjskich. Praktyka „mindfulness” pomaga w odstresowaniu i tym sposobem może przyczynić się do złagodzenia objawów różnych chorób.

    Ale Stachu, o ile dobrze go rozumiem, pisze o zaletach praktyk religijnych, w przeciwieństwie do praktyk para-religijnych, do których należy opanowanie ciała przez medytację, albo ćwiczeń raczej niereligijnych, takich jak joga czy tai-chi. Więcej, zapodaje, że jako lekarz byłby zdolny zalecić pacjentowi takie praktyki. W podobnym duchu wypowiedziała się karat.

    Ustalmy, czy lekarz jest profesjonalistą, praktykującym uznaną medycynę, czy rzecznikiem religii miłościwie nam panującej. Przypomnę, że oboje wypowiedzieli się jako lekarze w kontekście rzekomego postponowania religii przez blogowiczów, czyli w kontekście czysto ideologicznym.

  356. Stachu39

    Nie ma nic naturalniejszego niż proponowanie zmienienia blogu komuś, kto włazi na blog z wiecznie skrzywioną gębą i grymasi, dogaduje, rżnąc sprawiedliwego wśród narodów świata. Ciebie akurat tylko częściowo to dotyczy, ale proponowanie odejścia nawet po jednym grymaśnym epizodzie to grzech? To tylko logiczna podpowiedź w wypadku czyjegoś marudzenia.

  357. @Stachu39 3 września o godz. 22:45
    Wynika z tego nieco pokrętnie, że nie wykluczasz, że jednak homoseksualizm można leczyć. Współczesna medycyna temu przeczy.

  358. @pombocek 3 września o godz. 23:58

    Masz słusznego, bo to rzekome „wypędzanie z blogu” polega tylko na stwierdzeniu, po raz kolejny, oczywistości – że żaden blog internetowy nie jest dla wszystkich. Jest mnóstwo różnistych portali tematycznych, jest katolicki blog „Kleofas” na którym bardzo mile widziani są przyjaźni religii ateiści. Naturalnie pod przewodem dyżurnego xiunca.

    Coś nie pasuje – szukam innej przystani. Forów jest mnóstwo, do wyboru, do koloru. Dlatego nie ma żadnego sensu włażenie akurat na ten blog tylko po to, żeby dokopać ateistom z racji ich braku szacunku dla religii, rzucając „ważkim” argumentem – że może zajrzy tu jakiś religiant i poczuje się (o zgrozo!) niekomfortowo.

  359. Na marginesie

    Namarginesko, ja się przyznaję, że postponuję religię i szamanów jako zjawisko (nie jako konkretnych ludzi – chyba że mówią głupiej niż ustawa przewiduje).

    Niewierny Tomasz chciał zobaczyć rany domniemanego zmartwychwstańca i włożyć w nie palce, żeby się przekonać, czy zmartwychwstaniec to rzeczywiście Jezus. Zapytałem jako pmbocek:

    – A jakież to w ranach są dowody tożsamości?

    Nikt nie odpowiedział, bo takie pytanie nie było przewidziane. Za to usłyszałem głosy, że postponuję religię. Oto słowo pombocka.

  360. @ Stachu39
    3 września o godz. 22:51 pisze:

    Wbocek
    Odkąd zostałem „religiantem”, ktoś się ironicznie zapytał czy byłem w Compostelli, odpowiedziałem, że tak”

    Ktoś się zapytał? Kto?

    @Stachu39
    2 września o godz. 11:17

    „A propos pielgrzymek – odbyłem pielgrzymkę do Compostelli”

    Czy ty w ogóle pamiętasz i odróżniasz, co mówią inne osoby (pacjenci?) od tego, co sam mówisz/myślisz/myślisz, że mówią?
    Gdyby mój lekarz miał taką pamięć, poradziłbym skorzystać z notatek. Ten blog jest taką jedną, długą notatką.

    Podobnie @kruk, która zaleciła mi przeprosić za

    „bezpodstawne zarzucenie czlowiekowi niekompetencji w zawodzie, ktory go pasjonuje”,
    a po zapytaniu, gdzie to zrobiłem, odpowiedziała:

    @ kruk
    3 września o godz. 18:07

    @Tobermory 3 wrzesnia, 7:14
    Podtrzymuje, ze zakwestionowales kompetencje zawodowe @Stachu39 proponujac mu wziecie pod uwage egzorcyzmow.”

    Kiedy jej wyjaśniono, że to nie ja, nabrała na ten temat wody w usta. Jakoś tak nie po chrześcijańsku jest rzucać fałszywe świadectwo…

    „Praca w Szwajcarii zapewne nie uszlachetnia bardziej niz praca w kraju, ktora @Stachu39 wlasnie wybral. Jednak oferty pracy za granica nie otrzymuje byle kto, trzeba sie czyms wykazac”

    Przede wszystkim znakomitą znajomością co najmniej jednego języka używanego w tym kraju, szczególnie w przypadku pracy polegającej na właściwym porozumieniu z pacjentem.
    Sądząc po tym, jak porozumiewa się po polsku… 🙁

    Stacha zapytałem (jako fachowca w zawodzie, który go pasjonuje) czy w terapii dorosłych pacjentów jest przyjęte ignorowanie ich najbliższej rodziny, ale w odpowiedzi dostałem diagnozę „fobii antypsychiatrycznej”.
    Tyle o kwalifikacjach…

    Gdyby ktoś się zdziwił, dlaczego nie śpię o tej porze, to właśnie się obudziłem 🙁 Po południu odbyłem dłuższą wędrówkę po górskich zboczach za grzybami, a potem zasnąłem w połowie „Siedmiu samurajów”, choć miałem zamiar obejrzeć to arcydzieło do samego końca 🙁
    No i teraz jestem wyspany 🙄

  361. @bubekró
    3 września o godz. 18:58

    Troszkę mnie skołowałeś z tymi beretami, ale czy aby sprawdziłeś wszelkie dostępne źródła? A pokryffki? Pod niejedną mogą się kryć nawet podwójne DNA 🙄
    Buddynizm malinowy ze śmietanką może być wsparciem dla wierzących w istnienie życia po ślubie lub niewierzących w liczby pierwsze powyżej 197 😎

  362. Na marginesie
    4 września o godz. 0:13

    Coś nie pasuje – szukam innej przystani. Forów jest mnóstwo, do wyboru, do koloru. Dlatego nie ma żadnego sensu włażenie akurat na ten blog tylko po to, żeby dokopać ateistom z racji ich braku szacunku dla religii, rzucając „ważkim” argumentem – że może zajrzy tu jakiś religiant i poczuje się (o zgrozo!) niekomfortowo. * * * * * * Ja tam nie mam nic „naprzeciwko” – jak mówią. Niech sobie religianci włażą na nasz blog. Mogą nawet wybrzydzać i urągać. Co prawda mogliby też co poważnego, mądrego powiedzieć o swoiej religii i boziowyznawaniu – od tego przecież są religiantami i dlatego tu – pono – włażą. Szczerze, ze swoją obszerną wiedzą i z uczciwością argumentacyjną mogliby podskutować. Ale z tym to mają taką wielką trudność, że nic im nie wychodzi. No nie może wyjść, jak w ogóle, na poważnie, nie zaczynają. Natomiast pretensje i urągania z nadzwyczajną łatwością produkują. Jak oni to robią, że tego, co rzekomo chcą – nie robią, a robią to czego rzekomo nie chcą – bo urągać to jest niegrzecznie, a niegrzeczność to grzeszność, no i pustka mentalna? Oto Wielka Tajemnica Wiary. Rzecz w tym jest z włażeniem tu religanta, że naurągać, nawybrzydzać to on jak najchętniej, ale żeby ponieść tego konsekwencje, to NEIN, NEIN i od razu w krzyk: ateiści mnie opieprzają, wyśmiewają się ze mnie; mamusiu – oni mnie nie lubią i z blogu wywalają!

  363. Mam wrażenie, że te kilka osób piszących o notorycznym ich wypędzaniu chciałoby, żeby była to taka samospełniająca się przepowiednia. Chcieliby zostać wypędzeni. Żeby potem móc głosić z dumą: oto zostaliśmy wypędzeni.
    Nie żebym coś sugerował. Ale gdybym był tak bezwzględnie skądś „wypędzany”, to raczej bym nie czekał, aż gospodarz wywali mnie na zbity (chociaż to raczej domena zbliżonych do rządzących) tylko cicho wyszedł i równie cicho zamknął za sobą drzwi. Bo czasem pora nocna i nieładnie jest zakłócać spokój sąsiadom i domownikom.

    Z drugiej strony, raczej nie wlazłbym tam, gdzie mnie nie chcą. Z blogiem sprawa jest prosta. Dość szybko można się zorientować, jakie towarzystwo się zebrało. No chyba, że ma się jakąś misję do spełnienia. Jak nie przymierzając Sławnik u Prusów. Albo inny święty.

  364. paradox57
    4 września o godz. 8:01 * * * Ależ ie po to religiant i pretensjonat na blog włazi, żeby następnie wyjść cicho za sobą drzwi zamykając. Cel jest zupelnie inny – co sam zapodałeś.

  365. Wzmożeni kruk I Stachu w sprawie traktowania bez szacunku milionów religiantów przez paru tutejszych ateistów demonstrują wyłącznie swoje wzmożenie, a nie rozumienie realiów codzienności i tego, co się robi na blogu. Przede wszystkim zaś nie rozumieją, że na blogu ateistów jest słowny kondensat ateistycznego stosunku do religii, a nie żywe życie. Stosunku do religii w ogóle, do źródła religii chrześcijańskiej: Biblii, do polskiego katolicyzmu i do roli zarządzających tzw. Słowem, czyli do oszustów i naciągaczy, będących kadrą tego Kościoła. Ten ateistyczny kondensat nie jest codziennością katolickiej Polski w pigułce ani nie jest ilustracją stosunku tych ateistów do żywych religiantów. Tu fruwają idee, które parze wzmożonych – krukowi i Stachowi – kompletnie się pomieszały z żywym życiem, czym zademonstrowali oboje własne braki, zwłaszcza brak pogłębionej, długotrwałej refleksji w sprawach religijności i ateizmu oraz wzajemnych ich relacji. Mówię z mnogich obserwacji, że dla wielu zwykłych religiantów nie istnieją ateizm i ateiści jako jakiś problem czy dyskomfort, bo mają swoje codzienne sprawy i kłopoty, a nie czyjeś filozofowanie w głowie, zwłaszcza takie, o którym nic nie wiedzą, bo go nie słyszą. Więc gadanie tej pary jest tworzeniem bezpodstawnych uogólnień wyłącznie ze słyszanych tu słów i przedstawianie ich jako żywego życia i rzeczywistych relacji z poniewieranymi religiantami. Nie dociera do nich oczywistość, że w katolickim kraju ateiści żyją wśród katolików i mają z nimi relacje nie różniące się od jakichkolwiek innych sąsiedzkich relacji, a jeśli te relacje bywają bojowe, to na pewno nie z powodu religii, ale że na przykład jakieś prostactwo nastawia Radio Maryja na cały gaz, żeby sąsiedzi słyszeli głos z nieba i mieli prostactwo za świętość. Wtedy ono prostactwo miewa wrogów również wśród potrzebujących spokoju wierzących. Ośmielę się powiedzieć nie tylko o sobie, lecz przypuścić, że również dla paru tutejszych ateistów nie istnieją ani jako społeczny problem, ani jako prywatny przedmiot poznawczy zwykli, cisi religianci.

    Jedna rzecz jest tylko niemożliwa, czego nie rozumie madam kruk (i pokazuje tym samym swoją harcerską amatorskość, kiedy plecie o możliwości dialogu ateistów z religiantami na tym blogu i ubogacaniu przez to blogowego życia), a co jej próbowała uzmysłowić Namargineska.

    W codziennym życiu religianci się nie różnią od ateistów, więc na gruncie praktyki społecznej jest możliwe między nimi bezkonfliktowe współżycie – i tak się dzieje. Mogą ze sobą zgodnie współżyć ludzie różnych przekonań.

    Nigdy natomiast nie będzie zgody na gruncie ideologii między tymi, którzy wierzą, że jest Bóg, a tymi, którzy wiedzą, widzą i słyszą, że nie ma. Ateista nie zgodzi się dla świętego spokoju, że Bóg trochę jest, wierzący – że trochę nie ma. Wołaniom do niezliczonych bogów od zawsze odpowiada cisza – to fakty. Ateiści na blogu ateistów rozmawiają o tym MIĘDZY SOBĄ, nie zapraszając religiantów. To pojedynczym religiantom i ich ochroniarzom czegoś widać brakuje – może adrenaliny – i tu węszą. Coś jak inni bojowi religianci, którzy tylko się rozglądają, kogo by oskarżyć o obrazę uczuć.

  366. @Na marginesie.
    Imputujesz mi, że leczę homoseksualistów z homoseksualizmu. Nigdy tego nie powiedziałem. Homoseksualiści, tak jak inni ludzie cierpią na różne choroby.Nie pytam ludzi o orientację seksualną, ale czasem to wynika z kontekstu.

  367. @ Tobermory
    Ktoś jednak o te pielgrzymkę zapytał, nie chce mi się sprawdzać kto.
    Twoje pytanie odebrałem jako atak, może niepotrzebnie, ale było przedtem więcej tekstów uwłaczających psychiatrii, coś o wstrząsach itd. Może sie zdekompensowałem. Nie odpowiadam za praktyki różnych psychoterapeutów, jest tu kierunków tak wiele i też nie wszystkie mi się podobają. Co do mojej pracy w CH, byłem tam rok jako Assistenzarzt w małej górskiej miejscowości, na oddziale wewnętrznym, w CH brakowało wtedy bardzo lekarzy i zatrudniali wtedy dużo cudzoziemców, głównie Jugosłowian i Włochów.

  368. @karat. wczoraj do tego artykułu

    Szkoda, że badacze nie sprawdzili wpływu samych okresów postów na objawy choroby wieńcowej. Ale czasem lepiej ukryć zasadniczy czynnik wśród innych, które mogą nie wywierać żadnego wpływu albo wywierać taki wpływ w minimalnym stopniu. Przykro mi, dalej mam wątpliwości.

    Swoją drogą trochę to nieludzkie pozostawić tak dużą grupę chorych cierpiących na ostrą wieńcówkę bez żadnego leczenia. Z treści samego streszczenia to nie wynika, ale zastanawiam się ile osób z tzw. grupy kontrolnej przeżyło eksperyment.

    Przy okazji, bo wtedy wydało mi się trochę nieistotne zwracanie uwagi na drobiazg dot. martwego łososia. Jednak nie. Bo jest to istotne. W badaniach Benneta, które miałem na myśli, nie chodziło o badanie poziomu „hałasu” elektrycznego. Metodyka przez niego użyta nie mierzyła aktywności elektrycznej mózgu. Chyba że mamy na myśli zupełnie inne badania, w których był użyty martwy łosoś. Cóż, nie wykluczam, że akurat ta ryba może się cieszyć sporą popularnością wśród neuro.

  369. Wbocek
    Sekta: grupa ludzi związanych ze sobą wspólnym światopoglądem, często pod wodzą charyzmatycznego przywódcy, bądź formami kultowymi.Z nietolerancją dla inaczej myślących.
    Zastanów się czy to odpowiada. Za formy kultowe uważam wprowadzanie wspólnych wzajemnie akceptowanych słów – haseł takich jak: religiant, niebieska książeczka, kremówkowy Lolek i podobnych.
    Z religianckim pozdrowieniem.

  370. @stachu39 8:45

    No cóż, gwoli ścisłości nikt o pielgrzymkę Cię nie pytał. W dodatku tekst o Compestelli nawet Ciebie nie dotyczył. Sam się wyrwałeś. Na dowód:

    Tobermory
    1 września o godz. 20:58

    @wujaszek wania
    1 września o godz. 20:48

    Miałeś na myśli psychiatrę koleżanki czy @Stacha39? Bo ja tego drugiego.
    Koleżance możesz napisać, że wybierasz się na pielgrzymkę do Santiago di Compostela albo na kontemplacje do kamedułów i będziesz miał bardzo rzadki dostęp do internetu. U kamedułów to w ogóle

  371. Stachu39
    4 września o godz. 8:55

    Nieporozumienie: sekty powstają nie na bazie światopoglądu, lecz konkretnej ideologii. Ateizm nie jest ideologią, tak jak nie jest ideologią zbiór w jednej baśce jakichkolwiek faktów. Ale nie jestem katalogiem, żeby mnie interesowało jakiekolwiek szeregowanie. Powtarzam: tematem lekcji, do którego widać nie chcesz wracać, był Twój zarzut, a niechby i zwykłe spostrzeżenie na temat szydzenia z wierzących przez tutejszych ateistów. Nazywanie przez niektórych wierzących ateizmu „ideologią” służy wyłącznie deprecjonowaniu ateistów, jak Twoja „sekta” – nie jest efektem rzeczowego widzenia świata.

  372. @paradox57
    4 września o godz. 9:10

    Dzięki, że ci się chciało. W przeciwieństwie do Stacha39, który wiedział, że „Ktoś jednak o te pielgrzymkę zapytał”.

    Tak, dzwoniło, ale nie chce mi się sprawdzać, czy to w kościele, a może lodziarz? A co tam, jestem przekonany, że w kościele.

    @Stachu39
    4 września o godz. 8:45

    „było przedtem więcej tekstów uwłaczających psychiatrii, coś o wstrząsach itd”

    Może jednak sprawdź, to nie jest trudne, a będziesz wiedział, czy to twoje przewrażliwienie, uprzedzenie, mania prześladowcza czy znajdziesz obiektywne podstawy, aby uznać jakieś teksty za „uwłaczające psychiatrii”.

    A potem sprawdź ile osób używa tu „typowych dla sekty” kultowych słów: religiant, niebieska książeczka, kremówkowy Lolek i podobnych. Zdziwisz się, jak mała jest ta sekta 😉

    Notabene: Kościoły to są sekty, którym się powiodło 😎

  373. @Tobermory
    4 września o godz. 3:51

    Nie pisz, że cię skołowałem, oj nie pisz. Czarnego Królika skołowano i ukwadracono (wpisując go w obie figury geometryczne). A porównywanie siebie samego do Niego, to już bliźnierstwo.

    Śnięta Księga (2.1), którą posiadam jest jak najbardziej apokryficzna w stosunku do oryginału zapisanego eony sekund temu.

  374. Tobermory
    4 września o godz. 9:41

    Te niby „typowe dla sekty” wyrazy to Stachu kwalifikuje wedle swego złośliwego nastawienia, a nie wiedzy o jakiejś „typowości”. A przede wszystkim nie ma pojęcia, że niemal każde środowisko tworzy mniej lub więcej własnych wyrazów – a raczej nadaje własne znaczenia powszechnie znanym wyrazom – które są rozumiane wyłącznie przez członków środowiska. Może się to nazywać żargon. Ale nie ma nic wspólnego z sektami i sekciarstwem. Poza tym powtarzam: plecie o sektach, żeby przykryć swoje oskarżenie tutejszych ateistów o szyderczy stosunek do religiantów en bloc.

  375. Oj, oberwie się burmistrzowi.
    Konsultacji, współpracy się im zachciało. Też coś!
    Obraza uczuć religijnych w najczystszej postaci. „Płać chamie i nie dyskutuj”.

    https://gazetakrakowska.pl/pat-w-sprawie-dyrektora-papieskiego-muzeum-burmistrz-chcial-go-zwolnic-wbrew-hierarchom-musial-interweniowac-marszalek/ar/13462054

  376. @paradox57
    4 września o godz. 9:10
    @Tobermory
    4 września o godz. 9:41

    Mnie również chciało sie poszukać i mam pewne uzupełnienie.Pod wskazanym numerem wypowiedzi można znaleźć tekst mówiący o wymienionej pielgrzymce.
    Nikt o to nie pytał…

    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/08/31/co-nam-zostalo-z-tych-lat-80-tych/#comment-541007

  377. @paradox
    „trochę to nieludzkie pozostawić tak dużą grupę chorych cierpiących na ostrą wieńcówkę bez żadnego leczenia. Z treści samego streszczenia to nie wynika, ale zastanawiam się ile osób z tzw. grupy kontrolnej przeżyło eksperyment.”

    Wynika, bo jest wyraznie przedstawiona metoda. To obserwacyjne studium epidemiologiczne (opublikowane w niezlym czasopismie), nie eksperyment przeprowadzany przez grupe mordercow… Nie bylo tam zadnych „chorych cierpiących na ostrą wieńcówkę bez żadnego leczenia”. Eksperymentu o jakim myslales nie zatwierdzilaby zadna komisja etyki (kazde badanie na ludziach musi byc zatwierdzone przez tz Helskinki committee on clinical trials).
    Co do lososia :”Craig Bennett, a psychologist at the University of California, Santa Barbara, was awarded this year’s neuroscience prize with colleagues who decided to test out magnetic resonance imaging (MRI) scanners on dead fish.
    Craig Bennett and Abigail Baird, of Vassar College, had previously scanned a pumpkin and a Cornish game hen in a brain scanner so an Atlantic salmon seemed a reasonable next step. They used standard scanning techniques to build up a picture of the dead salmon’s brain and were surprised to find a signal.
    Bennett said their study was a warning to neuroscientists to be careful with the way they do their work, so that they are not caught out by chance signals when they repeat a scan multiple times.” (Guardian)

  378. Stachu39
    4 września o godz. 8:55 Edit →

    Sekta: grupa ludzi związanych ze sobą wspólnym światopoglądem, często pod wodzą charyzmatycznego przywódcy, bądź formami kultowymi.Z nietolerancją dla inaczej myślących. * * * * Cały Watykan w to wsadziłeś. I bardzo dobrze. Z mety się zgadzam, że sekta. Oni się nie zgadzają, Ty się nie zgadzasz, ale to bez znaczenia. Śledź jest śledziem, bo tak wynika z definicji. Może mu się zdawać, że jest Napoleonem. Wtedy wkracza psychiatra. Co się zgadza, że cały Watykan.

  379. @karat.

    Znaczy o tym samym. Więc moje zastrzeżenie co do „hałasu” elektrycznego, o którym pisałaś, jest uprawnione.
    Czynnościowy rezonans magnetyczny, bo taką metodą pomiary były dokonywane, nie mierzy aktywności elektrycznej mózgu.

  380. PS
    Dobra, zaintrygowałaś mnie. Ściągnę całość publikacji i popaczę.

  381. Paradoksie, halas elektryczny, nie aktywnosc elektryczna. Jesli wolisz, halas magnetyczny. Ogolnie tz artifact. Czynnosciowy rezonans magnetyczny mozgu bada aktywnosc mozgu, a maszyna po to by zarejestrowac ten sygnal ktory mierzy przetwarza to co bada na impuls elektryczny. Chodzi o sytuacje w ktorej maszyna zarejestruje cos co nie jest aktywnoscia mozgu, i trzeba to brac pod uwage robiac rzeczywiste badania.

  382. @basia.n
    4 września o godz. 10:16

    Dziękuję, że również ci się chciało.

    Kiedy padają twierdzenia typu „Ktoś jednak o te pielgrzymkę zapytał”, to choć świetnie pamiętam, że nikt, i że @Stachu39 sam się pochwalił, to jednak dla pewności sprawdzam.
    Tobie też się chciało, i paradox57 się pofatygował, ale ten, który insynuuje, nie.
    No bo jak tu insynuować wbrew faktom 🙄
    Na tym polega insynuacja czyli niezgodne z prawdą przypisywanie lub wmawianie komuś pewnych postępków, myśli bądź intencji i logicznie myślący człowiek (nie wykluczam tu psychiatrów) nie powinien liczyć na umysłowe lenistwo zainteresowanych.
    Jeśli o coś posądzać lub wręcz oskarżać, to proszę ze stosownym cytatem. Bez wymówek w stylu: Nie chce mi się teraz szukać, ale coś było 🙄
    Wszystko tu jest, czarno na białym 😎

  383. @karat.
    Dobrze. Czas kończyć te rozważania. Są ciekawsze tematy.
    Zdaje się, że to nie jest miejsce na dokładny opis, na czym polega fMRI, co mierzy i w jaki sposób dokonuje się interpretacji uzyskanych danych. Nie ze względu na dość specjalistyczną wiedzę, ale boję się, że kontynuując zanudzę na śmierć pozostałych uczestników. I wyjdzie na to, że to łosoś miał rację.

    Do publikacji sięgnę.

  384. Autorzy książki Wiek propagandy, A. Pratkanis i E. Aronson, radzą co należy zrobić, żeby zostać przywódcą sekty:

    1. Wykreuj własną rzeczywistość społeczną – obraz, język, żargon, izoluj, przekonuj, że są ponad prawem
    2. Wykreuj granfalon – wewnętrzna grupa wyznawców, zewnętrzna grupa niewiernych, bombardowanie miłością
    3. Wykreuj zobowiązanie stosując pułapkę racjonalizacyjną – wykorzystaj poczucie winy, wstydu, zachęć do okrucieństwa i pułapka gotowa: „w jaki sposób wytłumaczę się przed tymi, którzy nie należą do grupy”
    4. Zadbaj o wiarygodność i atrakcyjność przywódcy
    5. Wysyłaj członków swojej sekty, aby nawracali niewiernych i kwestowali na rzecz sekty
    6. Odwracaj uwagę członków sekty od niepożądanych myśli
    7. Spraw, by członkowie sekty fiksowali się na przedmiocie pożądania (phanton)

  385. Łosoś zawsze ma rację 😎
    Na blogach Polityki komiczne rzeczy się dzieją. Dosyć materiału dla zdolnego psychiatry na habilitację 😉
    K-a-g-a-n-leo-nid-kowalski-keller zamula kolejny blog, Optymatyk nawraca u Hartmana na słoninę i niejedzenie sałaty, u Passenta zaś już całkiem „źle i niedobrze” 🙄
    Mimo że Redaktor nie ogłaszał urlopu, a nowej spyży nie daje, bywalców nic to nie martwi 🙁

  386. Po spokojnym śniadaniu siadam przed komputerem i co czytam?

    Jeden z wiernych wstał i krzyknął: wstydź się! Kazanie kardynała przerwano (http://www.tvn24.pl)

    Już moje serce bezbożnika (ateisty?) się raduje, ze w Polsce wreszcie coś się dzieje we właściwym kierunku… i po chwili głębokie rozczarowanie!!! Szukając nazwiska kardynała – kłamcy, któremu odważny człowiek powiedział to co powiedział, znalazłem informację o zupełnie mi nieznanym kardynale i to nie w Warszawie, tylko w innej metropolii.
    Tak całkiem nie przekreślono moich nadziei, że suweren kiedyś weźmie przykład z tego mężczyzny.

    Mogę podać przykład ze Śląska, że bywają jednak czasem odważni ludzie, którzy mimo wiary mogą się zdobyć na opuszczenie Domu Bożego, gdy są świadkami straszliwej obłudy sług tego boga.

    Zacznę jak w bajkach:
    „Dawno temu, w pewnej małej mieścinie żył sobie biedny krawiec. Z tą biedą było tak, ze niby był bogaty – w grupkę dzieci, a więc umiłowany przez Pana i jego ziemskich przedstawicieli. Niestety nie szło za tym bogactwo środków do wyżywienia tego „bożego” bogactwa, wiecznie głodnego. Wszystko się sprzysięgło przeciw krawcowi: Klienci nie płacili za uszyte ubrania, bo sami nie byli zamożni, światowy kryzys pogorszył jeszcze sprawę i biedny krawiec musiał pożyczyć pieniądze, aby wyżywić rodzinę, bo i długi miał tez u hurtownika materiałów i w banku nie miał szans na pożyczkę, takie były czasy. Znalazł ratunek u bardzo dziwnej osoby (dziś mówiłoby się o lichwiarzach lub parabankach mafijnych). Tym wspaniałym człowiekiem, ratującym rodzinę krawca przed śmiercią głodową był proboszcz parafii, który niezbyt męczył się przy posługach religijnych, bo wiele czasu poświęcał lichwie. Pożyczał na procent, zabezpieczył pożyczkę w rejestrze gruntów, wpisując hipotekę w księgach wieczystych. To rozumiem, bo ksiądz z urzędu dba przecież głównie o sprawy wieczyste, a nie błahe doczesne!?
    Pożyczkę krawiec spłacał ratami po kolejnych cudach – tzn. klient został ubłagany do zapłacenia usługi. Jedną z metod perswazji krawca było posłać najstarszą córkę z błagalną misją. Ona to wprost uwielbiała i poszła płacząc rzewnie.
    Jednakże kryzys, jak to kryzys się pogłębiał i pewnego razu krawiec nie był w stanie zapłacić raty. Idzie więc przed mszą do zakrystii, aby błagać sługę bożego o prolongatę, a ten zdecydowanie odmówił straszył komornikiem. Idzie krawiec zmartwiony do wnętrza kościoła. Zaczęło się misterium kazaniem. Proboszcz przygotował motto kazania – fragment najważniejszej modlitwy Pańskiej Ten fragment znają pewnie też ateiści, bo jest bardzo popularny. Ja już tak dokładnie nie pamiętam, ale z grubsza jest tak (podobnie jak w liście biskupów): „Wybacz nam, jako i my wybaczamy naszym winowajcom”!!!
    Pech, lub ironia losu spowodował fakt, że były to czasy Republiki Weimarskiej i ksiądz formalnie Prusakiem, choć nazwisko nie pasujące do niemieckiego księdza – Wontrobka – przed Bismarckiem „Wątróbka”. Nie muszę podkreślić, ze kazanie i motto były po niemiecku – Pan Bóg jest podobno poliglotą. Kłopot w tym, że w języku niemieckim nie ma w Ojcze Nasz wyrazu „winowajca” tylko „Schuldiger”, a to jest dwuznaczne – oznacza również „dłużnika” itd, „dług”. Gdy krawiec myślał o swoim długu i roli dłużnika, wyrzuconego z zakrystii, a teraz Sku…itd wyjeżdża z takim przesłaniem? To też nie wytrzymał, jak obecnie Amerykanin, wstał i wyszedł z kościoła, więcej jego noga nie stanęła w budynku, zarządzanym przez takiego sługę bożego. Zdarzenie miało miejsce na początku lat 30-tych, a krawiec umarł w roku 1974. Wychodząc z kościoła nie wrzasnął niestety: „Judaszu fałszywy”, choć miał do tego prawo. Wontrobka zarabiał dalej na hipotece, ale nie zabrał majątku do nieba – które mu się słusznie należało, jak powiedziałaby Beatka. Została jednak hipoteka, wpisana do ksiąg wieczystych. Mijają lata, PRL w rozkwicie. Krawiec nie był już właścicielem nieruchomości, została przejęta przez państwo jako mienie poniemieckie, ale fuksem została przyznana przez zasiedzenie na gospodarstwie rolnym (latyfundium – 1.15 ha!!!) członkom rodziny krawca. Wtedy państwo się obudziło i zażądało zwrotu pożyczki pana Wontrobki do Skarbu Państwa. Nowi właściciele to uczynili (po przeliczeniu marek na złotówki), ale Wontrobka się w grobie przewraca, choć co z jego duszą? Chyba jednak smaży się w piekle. Wszelkie formalności z udobruchaniem Skarbu Państwa załatwiłem osobiście, jako jedyny wykształciuch w rodzinie krawca. Chyba nie muszę już explicite ujawnić, ze tym krawcem był mój ojciec. Mam w genach awersję do takich przedstawicieli Pana na Ziemi. Czy to wystarczy, aby komentować na blogu ateistów (np. zdaniem Kasandry), tego nie wiem, ale bezbożnikiem nazwano mnie wiele razy, więc blog wydaje mi się odpowiedni.

  387. @wujaszek wania
    4 września o godz. 11:30

    O tak, byłem swego czasu niejednokrotnie „bombardowany miłością” zwłaszcza przez mormonów, Children of God i scientologów. Nie dało się spokojnie przejść ulicą większego miasta, żeby nie zaczepiali. Wszyscy zatroskani o stan mojej duszy. Ta druga sekta stosowała nie tylko „Love bombing”, ale i „Flirty fishing” – uwodzenie i uzależnienie seksualne. Działało dobrze w środowisku hippisów, ale pod koniec lat 80. przestraszyli się HIV-a i zaniechali.

  388. Wlasnie tez mialam dodac ze losos zawsze ma racje 🙂

    Tanaka 27 sierpnia 12:11
    „[N]iebieska książeczka to chaos i tysiące wewnętrznych sprzeczności oraz nieludzkości o charakterze zbrodniczym, a przy tym jest zapisem glupkowatości, wciórności, podwórkowych śmieszności, w rodzaju potępienia kobiet za noszenie męskiego stroju. “

    Stachu39 27 sierpnia 19:52
    „Jest to [Biblia] dokument historyczny , powstały ok. 3000 lat temu zawierający historię jednego narodu a również historię kształtowania się religii, od boga plemiennego do religii teistycznej uniwersalnej. Ponieważ nie jest to dzieło naukowe, zawiera wiele sprzeczności, powtórzeń, ale i pięknej poezji czy rozważań filozoficznych. Skrybowie nie usiłowali wygładzać, tylko pisali jak im przekazano. Zawiera również moralność tamtych czasów. “
    Stachu39 28 sierpnia 22:48
    “Biblia jest dokumentem historycznym. Można prowadzić nad nią badania krytyczne na klęczkach lub nie, zastanawiać się czy miała miejsce ucieczka z Egiptu, czy Mojżesz jest postacią historyczną, jaki wpływ na naukę Jezusa mieli esseńczycy itd. “

    Zupelnie zgadzam sie ze Stachu (z malymi zastrzezeniami – dokument powstawal etapami, Stary Testament zostal zamkniety ponad 2000 lat temu ale nie posiadamy tego tekstu, Nowy pozniej; skrybowie jednak redagowali).
    Przypisywanie Biblii “nieludzkosci o charakterze zbrodniczym, […] glupkowatosci” etc. brzmi dla mnie jak twierdzenie ze Arystoteles byl amoralnym idiota, poniewaz wg niego ludzie dziela sie na naturalnych niewolnikow i naturalnych panow.
    Problemem chrzescijanstwa nie jest istota Biblii lecz fakt ze tekst z przed ponad dwoch tysiacleci, a przynajmniej jego wiekszosc (czesci dotyczace obrzadku i prawa sa pomijane), jest narzucany dzis. Na dodatek czesto doslownie i bez zrozumienia oryginalnego kontekstu oraz oryginalnego powodu dla ktorego zapis jakiegos episodu zostal wlaczony do kodeksu, i jeszcze z licznymi problemami w przekazie i tlumaczeniu. W nimbie swietosci prawie uniemozliwiajacym dyskusje. Dla dzisiejszego czlowieka Biblia jest anachronizmem, jak napisal w zeszlym roku w swoim wstepniaku Lewy (powoli czytam blog do tylu). Ale tak samo anachronizmem jest ocenianie Biblii wg dzisiejszych postaw.

    Mnie dziwi bardziej nie to ze sa w Biblii postawy dzis nie do przyjecia (bo sa takie takze w kodeksach europejskich z przed 200 lat), lecz to ze jest tam wiele rzeczy nadal uznawanych za cenne.

  389. p.s.
    Mam wrazenie ze tak ostra krytyka Biblii wyraza bardziej zlosc na sytuacje z ktora boryka sie czlowiek racjonalny w kraju w ktorym religia jest tak wazna. Gdyby dyskusja dotyczyla jakiegos 2000-letniego dokumentu lezacego spokojnie w jakims archiwum, ocena bylaby moze lagodniejsza…

  390. „Problemem chrzescijanstwa nie jest istota Biblii lecz fakt ze tekst z przed ponad dwoch tysiacleci, a przynajmniej jego wiekszosc (czesci dotyczace obrzadku i prawa sa pomijane), jest narzucany dzis”

    Właśnie to narzucanie, a niekiedy wręcz (w różnych sektach) literalna interpretacja Pisma sprawia, że ten historyczny zlepek legend, plemiennych opowieści i wyobrażeń nabiera charakteru przypisywanego mu przez Tanakę.
    Oddzielanie tekstu Biblii od jej istoty to jakaś szczególna ekwilibrystyka 🙄

  391. @Antonius
    4 września o godz. 11:49

    Dobrze, że przypomniałeś tę historię. Nie wiedziałem (lub nie pamiętałem) jednak, że państwo polskie upomniało się o tę hipotekę. Zadziwiająca akuratność 🙄

  392. „Gdyby dyskusja dotyczyla jakiegos 2000-letniego dokumentu lezacego spokojnie w jakims archiwum, ocena bylaby moze lagodniejsza”
    Otóż to. To nie jest zwykły dokument. To jest oręż.

  393. Tobermory 12:17
    „Oddzielanie tekstu Biblii od jej istoty to jakaś szczególna ekwilibrystyka”
    Nieporozumienie, zapewne wynikajace z moich problemow jezykowych. Zamiast „istoty” moze powinnam byla napisac „charakteru”.

  394. W nawiasie, to nie bylo plemie, lecz grupa plemion ktora stworzyla bardziej zlozona jednostke polityczna. Taki sam proces jak w innych rejonach.

  395. 2 września o godz. 19:15

    EJotko, Twoim tabletem steruja Wiadome Siły. Już my wiemy komu one są wiadome.

  396. Tobermory

    W PRL był jednak porządek jeśli chodzi o „dobro narodu” czyli państwa! W 1946 jedna ustawa zabrała nam dom i pole. Ponieważ cały areał, łącznie z gruntem pod budynkami przekraczał 1 ha (haktar powiedziałby Gomułka), byliśmy „rolnikami”, ha, ha! Choć ojciec już nie był właścicielem, musiał jako rolnik odstawić państwu zboże i mięso. Kupował drogo na wsi i sprzedał za grosze państwu.
    W latach 60-tych wyszła inna ustawa, regulująca problemy własności, ale tylko gospodarstw rolnych. Jeśli ktoś udowodnił na bazie oświadczeń świadków, że pracuje na tym gospodarstwie, to mógł zostać właścicielem pod pewnymi warunkami:
    1) Korzystny dla nowego właściciela. Nie był zobowiązany do wypłaty zachowków krewnym, czyhającym na spadek. To poróżniło wiele rodzin!
    2) Niezbyt korzystny: Długi wobec Skarbu Państwa trzeba zwrócić. Wontrobka nie żył i nie znaleziono po wojnie jego spadkobierców, mimo płatnych ogłoszeń w Niemczech. Wtedy rękę na hipotece położył Skarb Państwa.
    Ja to dobrze pamiętam, bo wszystkie pisma pisałem sam. Przeliczenie Urzędu Skarbowego było łagodne.

  397. @Antonius
    4 września o godz. 14:02

    No patrz! A kwestia ksiąg wieczystych na Ziemiach Zachodnich nieuregulowana chyba do tej pory 🙄

  398. @Stachu39 4 września o godz. 8:26

    @Na marginesie.
    Imputujesz mi, że leczę homoseksualistów z homoseksualizmu. Nigdy tego nie powiedziałem. Homoseksualiści, tak jak inni ludzie cierpią na różne choroby.Nie pytam ludzi o orientację seksualną, ale czasem to wynika z kontekstu.

    Nadal nie odpowiadasz mi na pytanie. Pytałam o kwestię „leczenia” homoseksualistów z homoseksualizmu. O ile wiem, współczesna świecka psychiatria stoi na stanowisku, że homoseksualizm nie jest chorobą, a zatem nie wymaga leczenia. Poza tym uznaje się powszechnie, że homoseksualizm jest wrodzony, a zatem próby „leczenia” są zwyczajną szarlatanerią.

    Twierdzisz, że jesteś psychiatrą, a jednak nie podałeś mi żadnej z powyższych informacji, powtarzając, że sam nie leczysz homoseksualistów z homoseksualizmu. Wynika z tego między wierszami, że twoim zdaniem „leczenie” homoseksualizmu jako takie nie jest szarlatanerią? Bo gdybyś uważał, że jest, już dawno byś mi to powiedział.

    Wiem, że w Polsce są kaka-lubne przybytki zajmujące się „leczeniem” orientacji seksualnej. Właśnie dlatego „ONZ zajmie się tym problemem”, jak wynika z przytoczonego przeze mnie linku.

    Oto fragment zalinkowanego artykułu:

    O sytuacji osób LGBT (o innej orientacji niż heteroseksualna) z niepełnosprawnościami polskie organizacje pozarządowe alarmowały już pod koniec marca. W przygotowanym wówczas raporcie zwracały m.in. uwagę na stosowanie tzw. terapii reparatywnych, czyli takich, które rzekomo mają leczyć homoseksualizm. Tego typu terapie propagują w Polsce ośrodki związane z Kościołem katolickim.

    Krytykują je jednak specjaliści. W 2016 r. Polskie Towarzystwo Seksuologiczne wydało stanowisko, w którym wprost przestrzegało, że terapie reparatywne są „niezgodne ze współczesną wiedzą na temat seksualności człowieka” i „mogą zaowocować poważnymi niekorzystnymi skutkami psychologicznymi dla osób poddawanych tego typu oddziaływaniom”.

    Dla przypomnienia przytaczam całą naszą wymianę zdań na ten temat:

    @Na marginesie
    3 września o godz. 21:37
    Coś dla lekarzy – czy Stachu też to leczy?
    http://wyborcza.pl/7,75398,23858949,onz-zajmie-sie-w-srode-tematem-leczenia-homoseksualizmu-w.html

    @Stachu39 3 września o godz. 21:44
    Na marginesie.
    Dopiero teraz przeczytałem Twój ostatni wpis. Jesteś naprawdę czepialska.
    Bez pozdrowień

    @Na marginesie 3 września o godz. 21:53
    @Stachu39 3 września o godz. 21:44
    „Leczenie” homoseksualizmu przez psychiatrów jest w Umęczonej na porządku dziennym. Kaka gorliwie popiera ten trend. Jesteś psychiatrą, który z pozycji zawodowej wychwala na blogu zalety religianctwa. Naprawdę sądzisz, że moje pytanie jest w tym układzie nieuzasadnione? Pozdrowień nie oczekuję, ale rzeczowej odpowiedzi raczej tak.

    @Stachu39 3 września o godz. 22:45
    @Na Marginesie
    Nie zajmuje się leczeniem homoseksualizmu, choć takich pacjentów mam, ale zgłaszają się z innego powodu.

    @Na marginesie 3 września o godz. 23:59
    @Stachu39 3 września o godz. 22:45
    Wynika z tego nieco pokrętnie, że nie wykluczasz, że jednak homoseksualizm można leczyć. Współczesna medycyna temu przeczy.

    Stachu39 4 września o godz. 8:26
    @Na marginesie.
    Imputujesz mi, że leczę homoseksualistów z homoseksualizmu. Nigdy tego nie powiedziałem. Homoseksualiści, tak jak inni ludzie cierpią na różne choroby.Nie pytam ludzi o orientację seksualną, ale czasem to wynika z kontekstu.

    Konkluzja: skoro twierdzisz, że jesteś psychiatrą, dlaczego unikasz oczywistej fachowej odpowiedzi na pytanie o „leczenie” homoseksualistów?

  399. Antonius
    4 września o godz. 11:49
    zajrzałam pod wskazany adres, nie znalazłam zapowiedzianych treści, ale potwierdzenie tego, co juz usłyszałam czy zobaczyłam w mediach.
    Ciekawskim powiem, że TPN odmówił wypożyczenia. Bez usprawiedliwienia.

    https://www.tvn24.pl/od-tpn-chcieli-wypozyczyc-krzyz-z-giewontu,866001,s.html

  400. @Stachu39 4 września o godz. 8:55

    Zarzucasz nam, że jesteśmy sektą?

    Przeczytaj. Ten tekst krąży od lat po internecie. TO jest sekta:

    Na terenie naszego kraju działa groźna organizacja podszywająca się pod
    działalność religijną. Sekta ingeruje w życie rodzin, wykorzystuje finansowo
    swoje ofiary, a nawet manipuluje życiem całego kraju poprzez wpływanie na
    stanowienie prawa. Organizacja ta jest potężnym międzynarodowym koncernem świadczącym usługi religijne i ma wielką sieć ośrodków na wszystkich kontynentach.

    Przeczytaj poniższe punkty, które charakteryzują działalność największej sekty.
    I Ty na pewno musiałeś się z nią zetknąć!

    1. Struktura władzy w sekcie jest niedemokratyczna.
    Z jej struktur hierarchicznych wykluczone są wszystkie kobiety oraz żonaci mężczyźni.
    Na życie sekty wpływ mają jedynie specjalnie dobrani i przeszkoleni nieżonaci
    mężczyźni, którzy ślubują swoim zwierzchnikom ślepe posłuszeństwo. Główny
    przywódca sekty, jej dyktator, który każe uważać się za nieomylnego, zarządza
    niepoliczonymi bogactwami i mieszka w luksusowym pałacu na południu Europy.

    2. Ludzie uzależnieni od sekty, zwani także wiernymi, nie mają żadnego wpływu
    na ważne decyzje swojej organizacji. Nawet na zarządzanie pieniędzmi sekty, które
    posłusznie jej przekazują.

    3. Mimo że mężczyźni kierujący sektą słyną z rozwiązłego trybu życia, od
    pozostałych członków organizacji żądają przestrzegania bardzo rygorystycznych
    zasad. Zabraniają używać środków antykoncepcyjnych, potępiają seks pozamałżeński,
    zabraniają rozwodów i powtórnych małżeństw. Wszystkim, którzy nie akceptują
    tych zasad, sekta grozi wiecznym potępieniem i już tu na ziemi piętnuje ich oraz
    uprzykrza życie.

    4. Wśród mężczyzn kierujących sektą na wszelkich szczeblach jej struktury
    występuje zadziwiająco często skłonność do wykorzystywania seksualnego dzieci.
    Sekta wymyśliła sprawny system chronienia przestępców seksualnych w swoich
    szeregach. Przenosi ich z jednej placówki na inną, a gdy trzeba, ukrywa ich także
    w odległych krajach.

    5. Sekta zmusza swoich członków do regularnego samooskarżania się przed
    duchownymi. W placówkach sekty ustawione są specjalne meble, w których
    przeprowadza się rozmowy na temat intymnych spraw ludzi uzależnionych od
    wpływów sekty. Ta poniżająca i uwłaczająca ludzkiej godności praktyka pomaga
    sekcie manipulować swoimi ofiarami i trzymać je w ciągłym poczuciu winy.

    6. Groźna organizacja, o której mowa, bardzo lubi ingerować w życie polityczne.
    Poprzez usłużnych polityków próbuje stanowić takie zasady życia w kraju
    (w Polsce i gdzie indziej), aby były zgodne z wierzeniami sekty. Obecnie na przykład
    sekta prowadzi wielką kampanię, aby zdelegalizować zapłodnienie in vitro w Polsce.

    7. W Polsce sekta dysponuje ogromnymi wpływami w mediach publicznych,
    posiada swoje stacje telewizyjne, radiowe oraz czasopisma. Jedna z tych stacji,
    szczególnie popularna, słynie z wyłudzania pieniędzy
    od starszych kobiet. Dyrektor stacji jest uwikłany w różne podejrzane interesy, które
    nigdy nie zostały wyjaśnione ani osądzone. Strach przed sektą paraliżuje nawet
    wymiar sprawiedliwości.

    8. W naszym kraju sekta wraz z władzami państwowymi stworzyła specjalną
    strukturę, która pomaga jej przejmować nieruchomości służące dotąd całemu
    społeczeństwu. Od decyzji struktury nie ma odwołania, a przejmuje ona
    od państwa majątek wielomiliardowej wartości.

    9. Sekta twierdzi, że działa jakoby z nakazu i upoważnienia Boga. Ma nawet
    specjalną księgę, o której mówi, że jest natchnionym Słowem Boga. Jednak zasady
    i obyczaje panujące w sekcie niewiele mają wspólnego z treścią tej księgi. Wszyscy,
    którzy próbują zwrócić na to uwagę, są nazywani heretykami, uciszani lub wyrzucani
    z sekty, a kiedyś, gdy organizacja miała wpływy polityczne większe niż obecnie, byli
    także masowo mordowani (paleni na stosach) i torturowani.

    10. Aby odwrócić uwagę od swojej zbrodniczej przeszłości, sekta sama lubi się
    przedstawiać jako ofiara spisków i prześladowań. Tymczasem prawda jest taka,
    że kiedy tylko miała okazję, to sama prześladowała tych, których uznała za swoich
    wrogów: uczonych, wolnomyślicieli, kobiety. Te ostatnie mordowała masowo jako
    rzekome czarownice. W pierwszej połowie XX wieku sekta współpracowała niemal
    w całej Europie z faszystami. Do dziś wspiera chętnie dyktatury, także bardzo
    krwawe, o ile ma z tego jakieś korzyści.

  401. @karat. 4 września o godz. 11:56

    Mnie dziwi bardziej nie to ze sa w Biblii postawy dzis nie do przyjecia (bo sa takie takze w kodeksach europejskich z przed 200 lat), lecz to ze jest tam wiele rzeczy nadal uznawanych za cenne.

    Jakie „rzeczy” masz tu na myśli i kto miałby uznawać je za cenne?

  402. @konstancja
    4 września o godz. 15:14

    Pod linkiem zamieszczonym przez Antoniusa jest relacja filmowa z komentarzem, tylko trzeba trochę wiadomości (ca 10) przewinąć, aktualnie poniżej „Podciął gardło innemu skazanemu” 😎

  403. Antonius
    4 września o godz. 11:49
    Niejedna hipoteka tak została zapisana kościołowi. Za długi zaciągnięte u lichwiarza-księdza dobrodzieja.
    W moim mieście przed wojna wybudowano gmach szkolny. Częsciowo ze składek społecznych, częściowo z kredytu zaciągniętego przez proboszcza parafii, na terenie której ta szkoła powstała (nic nie wiem nt własności gruntu)> do wojny spłacono 2 (dwie raty) z wielu; po wojnie budynek upaństwowiono, była tam policja, potem jedno z najlepszych liceów w mieście. Bank udzielający kredytu przed wojną po wojnie się nie odrodził, ale był to Bank Miejski. Po remoncie szkoły w latach 90. kuria nagle się obudziła, zażądała zwrotu budynku i zapłaty za bezumowne korzystanie z dóbr kościoła.
    Sąd przyznał budynek, bez odszkodowania, ale zanim miasto oddało budynek kosicołowi, płaciło czynsz i jednocześnie rozglądano się za odpowiednią siedziba na liceum. Znaleziono takie miejsce, pieniądze wydano. Już podczas sprawy w sądzie o zwrot nieruchomości byli pracownicy banku, już sędziwi, ale tez inni światli mieszkańcy Poznania zeznawali, że ksiądz spłacił przed wojną tylko cząstkę tych rat, że na hipotece ciążyć powinien ogromny dług i że miasto powinno stać się właścicielem nieruchomości w całości, bo kredytodawcą był Bank Miasta Poznania. Nic to! Za poprzedniego prezydenta naglee odpowiednie księgi wieczyste znikły i nijak się dobić do ich treści. Miasto zapłaciło, kuria dokończyła remont i jest w tym gmachu obecnie zespół katolickich szkół.
    Podobnie z księgą wieczystą miała sie inna nieruchomość w naszym mieście. Przeszła na własnośc kościoła, bo taki był zapis w księgach, które po wojnie PRL nawet nie wyprostował w stosunku do wielu nieruchomości, które zostały upaństwowione. PRL miał być wieczny, więc bzdurami nikt się nie zajmował i tak nieaktualne zapisy trwały sobie w najlepsze az do wspólczesnych czasów.
    Stąd na Śląsku, ale także w innych miejscach żadanie wydania nieruchomości spadkobiercom. Czasemte żądania zspokojone, czasem nie, bo doszukano się informacji, że odszkodowanie zostało wypłacone.
    Ech, bałagan w dokumentach spory i niewiele pomogła informatyzacja sądów i ksiąg wieczystych. Niczego nie nauczyła nas Komisja Majątkowa, która oddawała kościołom czy zakonom rekompensaty nawet za nieruchomości zabrane podczas potopu szwedzkiego. Sprzed 400 lat!!

  404. @Na marginesie
    Naprawdę jesteś upierdliwa z tymi gejami, a poprzednio Tob. z klauzulą sumienia. Ludzie nie bądźcie tacy dociekliwi. Ja nie pytam nikogo o poglądy na wszystkie tematy. Chcesz usłyszeć.,źe jestem gejem albo coś podobnego.?

  405. @Tobermory 4 wrzesnia, 3.02
    Sprawdzilam. Nie egzorcyzmy ale „odmawianie rozanca”. To sugerujesz psychiatrze jako metode terapii. Egzorcyzmy czy rozaniec – na jedno wychodzi.
    Zarzucajac mi „nabranie wody w usta” poniekad zapraszasz mnie na blog. Dlatego osmielam sie Ci odpowiedziec.

  406. Wobec rodraznienia spowodowanego wchodzeniem na blog osob niepozadanych proponuje zmiane podtytulu bloga na „Sami swoi. Wstep zastrzezony”. Dzieki temu kazdy chetny do zabrania glosu przeanalizuje dokladnie pare tysiecy komentarzy wstecz, zanim zdecyduje sie cos powiedziec.

  407. @kruk
    4 września o godz. 16:26

    Naprawdę potrzebujesz zaproszenia?

    A dlaczego nie zamieścisz cytatu tej mojej sugestii?

    Stachu39 – „praktykowanie religijne pomaga”

    Ja – To mówisz, że pacjentowi z zaburzeniem schizoaktywnym pomoże parę koronek różańca? Dobrze wiedzieć”

    Gdzie w tym pytaniu jest sugestia?
    Oskarżyłaś mnie o „bezpodstawne zarzucenie czlowiekowi niekompetencji w zawodzie, ktory go pasjonuje”, a potem jeszcze raz napisałaś:
    „Podtrzymuje, ze zakwestionowales kompetencje zawodowe @Stachu39 proponujac mu wziecie pod uwage egzorcyzmow”

    Nikt nie proponował (znowu sugestia?) Stachowi wzięcia pod uwagę egzorcyzmów, @Na marginesie zadała pytanie w tej kwestii.

    No i jak teraz wyglądasz? Naginasz cudze wypowiedzi do własnej koncepcji i dobrze się z tym czujesz?
    Stach39 odbiera zwyczajne pytania jako ataki na siebie, może za dużo stresu na tym blogu?

    Czy klauzula sumienia jest tajna i potencjalni pacjenci nie mogą o niej nic wiedzieć? Myślałem, że polscy medycy z dumą i podniesionym czołem umieszczają swoje nazwiska na owej pierwszorzędnej liście.

  408. @kruk 16:26

    Może dałabyś radę bez przekręcania i interpretowania pod założoną tezę? Najpierw twierdzisz, że sugerował egzorcyzmy, teraz poprawiasz się na „odmawianie różańca”. Może jednak sprawdź ponownie. Może wpis @Tobego wybrzmi inaczej?

    Za Wiki, tak popularną ostatnio:
    Sugestia – rodzaj bezpośredniego przekazu, poprzez który dana osoba wywiera wpływ na decyzje, przekonania, myśli, opinie i zachowanie innej osoby lub grupy osób, nie odwołując się do racjonalnej argumentacji i nie stosując przymusu.

    Sugestia psychologiczna to proces, w którym idea (myśl) jest indukowana lub przyjęta przez drugiego człowieka, bez argumentów czy polecenia lub przymusu. W komunikacji interpersonalnej to sekwencyjny proces, w którym jedna myśl lub wyobrażenie prowadzi do drugiego.

  409. @Tobermory
    Cholera, musisz być szybszy?

  410. @paradox57
    4 września o godz. 16:57

    sorry 😳 😀 great minds think alike 😉

  411. @Tobermory
    Można odnieść wrażenie, że @kruk się czymś zasugerowała, albo próbuje wpływać na innych. Ale niby jak chciałaby to osiągnąć?

  412. @Stachu39 4 września o godz. 16:25
    Chcesz usłyszeć.,źe jestem gejem albo coś podobnego.?

    Chcesz się wygłupić czy nie umiesz czytać? Wyjaśniłam dokładnie, że chodzi mi o fachową opinię na temat homoseksualizmu. Nikt cię nie zmuszał do deklaracji, że jesteś (rzekomo) psychiatrą. Jesteś psychiatrą czy kaka-lubnym dyletantem? Wóz albo przewóz.
    Bo na razie tylko się kompromitujesz.

  413. Jak można twierdzić (kruk tak twierdziła), że ktoś „podważa kompetencje zawodowe” Stachu39? Stachu sam się kompromituje. Zaczynam wątpić, czy naprawdę jest fachowcem za którego tu na blogu się podaje.

  414. @antonius, konstancja – to są bezcenne komentarze. Takich spraw są na pewno tysiące, a lustracja finansów i stanu posiadania kaka – to klucz do utrącenia jego uzurpacji.

  415. @Na marginesie
    4 września o godz. 17:19

    Może też masz „psychiatrofobię” jak ja? 😉

  416. @Tobermory 4 września o godz. 17:27

    Niespecjalnie – bo za mało znam środowisko 🙂
    Ale skoro ktoś na blogu podaje się za fachowca, to otwiera drzwi do fachowych zapytowywań. A jeśli potem zamiast rzeczowo odpowiedzieć kręci i kluczy, to… wnioski nasuwają się same.

  417. @na marginesie

    Czuję się w obowiązku wziąć @stacha w obronę. Bo nie wykluczam, że jak dojdę do jego wieku (oby) też będę na tym blogu wypisywał różne takie z weterynarii czy biologii, które będą mi się jawiły jako niewzruszone prawdy.

    I popacz, jaki ze mnie gość. Ile ja temu blogu życzę lat trwania (chociaż, gdyby tak się dobrze przyjrzeć, to wcale nie tak znowu wiele).

  418. Kilka osób podejrzewa mnie o podanie fałszywego linka, a to niesłuszne. Dziś rano przeczytałem na portalu TVN24 tę informację, ale widać autocenzura wyrzuciła tę informację. Zresztą podpis pod tym tytułem był krótki, było nazwisko kardynała, miejscowość Waszyngton, ten kardynał słynął z zamiatania pod dywan wyczynów pedofilskich swoich podwładnych. Więcej informacji nie było. Ja tylko skłamałem pisząc, że myślałem iż w Polsce zdarzył się ten przypadek. To była klasyczna licentia poetica, bo zaraz wiedziałem, że nie chodzi o Polskę. Ten wpis był na samym początku. Sprawdziłem przed chwilą link – nie ma tej informacji. Ja skopiowałem to zdanie wraz z linkiem, aby pokazać źródło mojej „wiedzy”, a nie jako zachętę do czytania, bo więcej nie było niż to co teraz napisałem. Nie pamiętam już nazwiska kardynała.

  419. @Na marginesie
    4 września o godz. 17:31

    Do tej diagnozy nie trzeba znać środowiska. Wystarczy zadać kilka niewygodnych pytań fachowcowi w zawodzie, który go pasjonuje 😎

  420. @Antonius
    4 września o godz. 17:37

    Twój link prowadzi do portalu informacyjnego z coraz nowszymi wiadomościami. Gdy odpowiadałem Konstancji, wiadomość o incydencie w czasie kazania kardynała z Waszyngtonu zjechała już na miejsce 10. ale była i nadal tam jest, tym razem na miejscu 16. Scroll, scroll, scroll…

  421. @Antonius, 17:37

    wczoraj pokazywano to w TVN BiŚ w Faktach ze Świata po 20:20

  422. Tobermory
    4 września o godz. 14:11
    na podobnej zasadzie (brak odpowiedniego wpisu w KW na ziemiach zachodnich zwanych odzyskanymi) pani Agnes Trawny odzyskała swoją posiadłość w Nartach na Mazurach. PRL nie zadbało, żeby wpisać nowego właściciela w księdze, P. Trawny zwróciła Niemcom odszkodowanie, a ponieważ nadal w KW była właścicielką, to posiadłośc odzyskała. Piszę posiadłość, bo nie pamiętam, z czego się skladała. Pani Trawny była autochtonką; czytałam w Dużym Formacie jej opowieść o tym, jak było.

  423. Tobermory
    4 września o godz. 17:45
    dzieki za podpowiedź. Znalazłam, ale się narolowałam….

  424. @konstancja
    4 września o godz. 17:52

    Też o tym czytałem. Kiedy moja rodzina kupowała dom na Dolnym Śląsku, to bardzo pilnowała, aby nie był „poniemiecki”, właśnie ze względu na ten bałagan w KW.

  425. Eureka!
    Jest notatka, tylko w innym miejscu – dużo dalej niż rano. Chyba przez dopisywanie nowych.

  426. Heh. Znowu źle piszą o opiekujących się duchem i ciałem:

    oko.press/ksiadz-skazany-za-molestowanie-11-latka-wrocil-z-niebytu-i-kieruje-domem-ksiezy-emerytow/

    Chyba się [Koszałka-Opałka] nie boją.

  427. Odstawienie blogu dobrze mi zrobi i chyba niektórym moja decyzja też.
    Bye,bye ! Na marginesie. Nie dowiesz się ,co sądzę o homoseksualizmie i nie dowiesz się czy podaję się za lekarza czy to ściema . Baj. baj

  428. No proszę, a mogło być dyskretnie.

  429. @Stachu39
    4 września o godz. 18:24

    Odstawienie blogu dobrze robi każdemu. Odpoczniesz, podreperujesz pamięć, odstresujesz i wrócisz jak nowy 😉
    Wprawdzie ciężko będzie znieść brak informacji o tym, co sądzisz na temat homoseksualizmu, ale właściwie w świetle dotychczasowych komentarzy pytanie było raczej retoryczne.

  430. Kiedy z poszumem feretronów i białego kitla jest dużo przyjemniej niż dyskretnie 😎

  431. Osobowość najwyraźniej narcystyczna… 🙂
    Medice, cura te ipsum?

  432. Zaprzyjaźniony psycholog i psychoterapeuta (akrofob – unika wszelkich kolejek linowych, samolotem lata tylko w ostateczności i po zażyciu silnych środków oraz tylko dlatego, że brat-pilot załatwia mu tanie bilety 😉 ) powiedział mi raz, że ludzie nie zajmujący się własnym wnętrzem studiują ekonomię i zarządzanie 😎
    Sam specjalizuje się od lat w terapii uzależnień pracując z młodocianymi narkomanami i innymi nałogowcami. W domu zaś tymczasem wyrosła mu córka popalająca marihuanę 😉

  433. karat.
    3 września o godz. 17:55
    Znam badanie o martwym lososiu. W badaniu nie chodzilo o korelacje, lecz o minimalny poziom tz „halasu” elektrycznego podczas pomiarow, … ale jednak warto wiedziec o co chodzilo.

    paradox57
    4 września o godz. 8:54
    W badaniach Benneta, które miałem na myśli, nie chodziło o badanie poziomu „hałasu” elektrycznego. Metodyka przez niego użyta nie mierzyła aktywności elektrycznej mózgu.

    Otóż @paradox ma rację, a nie @karat. Z martwym łososiem nie chodziło o wykazanie że w mózgu jest aktywność elektryczna (nawet po śmierci), o tym akurat każdy wie. Łososiowi „pokazywano” zdjęcia osób i łosoś „rozpoznawał” nastrój osób na zdjęciach (bo była korelacja). Autor pokazał że przy dużej ilości i zdjęć i vokseli, trzeba brać odpowiednią poprawkę w testach statystycznych („multiple-testing adjustment”) . Ciekawe że autor dostał za to ignobla, co chyba pokazuje kompletne niezrozumienie albo idei ignobla, albo wartości jego eksperymentu. Ludzi porobili doktoraty na wynikach z błędami. Wszystko to trzeba teraz przeanalizować.

  434. @Na marginesie
    @Tobermory
    @paradox57

    Moje gratulacje za wytrwałość z rezultatem 🙂

    Namarginesko – bardzo trafny cytat łaciński.

  435. Mi tam trochę szkoda tego stacha, ale na blogu jeszcze nikt nigdy nikogo nie przekonał.
    Chyba ludzie nie przychodzą żeby ich ktoś przekonał. A żarliwe przekonywanie tylko u nich wzmacnia poczucie osaczenia. I zrozumienie tekstu też już nie to.

  436. Nefer
    3 września o godz. 21:21
    Drodzy, tradycyjnie powiem że gdyby się kto pytał to nie jestem w kuchni ale następne dwa miesiące będę mniej i z doskoku. A nie zapomnijta mnie.

    Nowa praca, to trza się wykazać, niestety. Skrobnij choć czasem jak Ci w niej leci.
    U nas był długi weekend, więc sobie wreszcie połaziłam po górach. Wlazłam na prawie 4000m (ale nie od zera), tam już ani grzybów ani drzew. Za to przepiękne porosty na kamieniach. Życie wszędzie wlezie.

  437. @izabella
    4 września o godz. 19:51

    Może właśnie o to się rozbija, że „zrozumienie tekstu też już nie to” 🙁
    A Stachu wróci wcześniej lub później, bo z kim mu będzie tak źle jak z nami? 😉

  438. Stachu39
    4 września o godz. 18:24

    Muszę i chcę Cię przeprosić, Stachu. Nie mógłbym umrzeć i bym za długo żył, gdybym nie powiedział. Bardziej zająłem się Twoimi słowami, mniej – najważniejszą treścią, od której się zaczęło:

    „W swojej praktyce spotykam głównie ludzi wierzących i nie wiem, czy wiara, ale wiem,że praktykowanie religijne pomaga. Szczególnie rażą mnie szyderstwa z religii, która dla wielu ludzi jest sprawą ważną”.

    Myśl pojawiła się wcześniej, ale dopiero dziś spróbowałem sobie wyobrazić Twoje kontakty z pacjentami i samych pacjentów, boć z tych doświadczeń wyszły cytowane słowa, a nie z kiwania się nad Biblią. Mówiliśmy tu właściwie jednogłośnie, że jeśli szydzimy, to z religijnej ideologii, która jest oszustwem, a nie z otumanionych nią od wieków ludzi. I w tym właściwie sporu między Tobą a mną i innymi nie było. Ale była wielka różnica w psychicznym nastawieniu: My krytycy potępialiśmy doktrynę, Ty byłeś w pewnym sensie rzecznikiem żywych, skołowanych, może cierpiących i jakoś Ci ufających ludzi. Mówiłeś tu wyraźnie, że również potępiasz doktrynę, ale przecież, i jako człowiek, i jako lekarz, nie możesz potępiać pacjentów, którym masz pomagać, starać się ich rozumieć, a nie się z nimi spierać. Masz swoje lata, więc i ogrom doświadczeń. My swoje ateistyczne poglądy wyrażamy tu w pewnej izolacji od zewnętrznego świata. Krytykujemy w religii wszystko, co da się krytykować, a Twój do niej stosunek jest w dużym stopniu zabarwiony bądź wzbogacony przeżyciami pacjentów i Twoim współodczuwaniem – jeśli zdarzały Ci się bardziej intymne
    z nimi rozmowy. My tu krytykujemy doktrynę, potępiamy oszustów nią zarządzających i nie zajmujemy się ich ofiarami, które od wieków, z pokolenia na pokolenie żyją w religijnym kokonie. Ty natomiast chyba nie możesz na okoliczność bywania na blogu wyrzucić w jednej sekundzie z głowy żywych ludzi, którzy się przed Tobą odkrywali, zaufali Ci, liczyli na Ciebie, a wiara religijna i rytuały były i są ich światem, ich codziennością. Niech nawet z mojej ateistycznej perspektywy pustą, to jednak oni nie moją perspektywą żyją, ale swoją. Mają swoją rzeczywistość, dla mnie niedostępną. Ty jesteś o wiele bliżej nich niż ja.

    Stachu, z niczego, co wcześniej powiedziałem w tej sprawie się nie wycofuję, natomiast wycofuję się z konfrontacyjnego tonu i za to właśnie przepraszam. Czasem poniesie człowieka po lesie. Moglibyśmy nawet dla jasności podpisać na spokojnie protokół rozbieżności i o nim zapomnieć. Zapomnieć też o ostrzejszych słowach.

    Bądź zdrów i niech pacjenci mają w Tobie jak najdłużej życzliwego lekarza, przyjazną duszę i życiową pociechą.

  439. @wbocek
    4 września o godz. 20:46

    Psychiatria mówi, że „źródłem stresu mogą być również dogmaty wiary chrześcijańskiej i ich ścisłe przestrzeganie, stając się podstawą do pojawienia się wielopokoleniowych wzorców nadużyć, traumy i autodestrukcyjnego zachowania. Niektóre z nich mogą prowadzić z czasem do wykształcenia się nawykowych wzorców myślenia, zmieniających de facto funkcjonowanie mózgu, utrudniając w efekcie powrót do zdrowia i rozwój.”
    Dlatego tak dużo wierzących wśród pacjentów 🙁

    „Chory może doświadczać ataków paniki, huśtawki nastrojów – oscylujących pomiędzy ekstazą związaną z wszechogarniającą miłością Boga, a myślami samobójczymi, wskutek nienawiści do samego siebie z powodu popełniania wciąż tych samych grzechów lub też popaść w obsesję na punkcie seksualnej czystości.”

  440. „Chrześcijanie lubią mówić o korzyściach, jakie czerpią z wiary. Ich świadectwa są przepełnione relacjami o cudownych przemianach: narkomani przestają ćpać, hazardziści wychodzą z nałogu, samotnych lub obarczonych poczuciem winy przenika uczucie przebaczenia i miłości. W związku z tym, wielu wiernym trudno jest sobie wyobrazić, że chrześcijaństwo może mieć też ciemną stronę. Tj. że niekiedy wpędza w diabelski krąg dręczącego zwątpienia w samego siebie, nadmiernego samokrytycyzmu czy skłonności do masochizmu, doprowadzając co wrażliwsze jednostki – zarówno dzieci, jak i dorosłych – do chorób psychicznych czy samobójstwa. Do takiego sposobu myślenia o sobie przyczyniają się „doprowadzające do obłędu” aspekty wiary, których nie należy lekceważyć.”

  441. Tobermory
    4 września o godz. 20:57

    Psychiatra ma na pewno lepsze szkło powiększające niż ja i widzi dalej i szerzej. Ja widzę tych wierzących, którzy noszą wiarę jak ubranie, jak buty i nie potrafią bez niej żyć. A żyją nieobsesyjnie, spokojnie, z życzliwym nastawieniem do bliźniego – jak choćby moja mama i jej cztery bardzo dobre koleżanki, które jeszcze żyją i od czasu do czasu kłaniam się im przez telefon. Przyjęły ze zrozumieniem, że spaliłem mamę i pochowałem we wspólnym grobie z ojcem i bratem, nikogo nie powiadamiając.

    Takiemu jak ja związek z wiarą noszoną jak buty może się wydawać pusty, ale to nie mój związek, więc za bardzo w intymny świat drugiego człowieka nie próbuję wejść, bo wiem, że nie wejdę.

  442. Tobermory
    4 września o godz. 20:57

    Źródłem stresu, Tobermorku może być wszystko. Ale ja się tym nie zajmam. Zajmam się religią jako oszustwem.

  443. „Wierzenia biblijne tworzą model rzeczywistości, w którym dominuje autorytaryzm, odizolowanie i poczucie zagrożenia

    Chrześcijaństwo oparte na wierze w zapisy biblijne sięga po psychologiczne mechanizmy kontroli umysłu w połączeniu z poglądami rodem z Epoki Żelaza, włączając w to przeświadczenie, że kobiety i dzieci są własnością mężczyzn, że niekarcone dzieci stają się rozpieszczone, że każdy z nas rodzi się „całkowicie zdeprawowany” oraz że Bóg wymaga bezwzględnego posłuszeństwa”

    Dzieci od maleńkości są straszone, że jeśli nie będą grzeczne, to bozia zabierze im ukochaną babcię albo rodziców, a jak ktoś zachoruje, to z ich winy, bo choroba jest zawsze karą za grzechy. Jezus umarł na krzyżu też za ich grzechy i dziecko ma w domu zapytać mamusię, czy aby nie zabiła mu braciszka lub siostrzyczki, bo dobre matki mają po dwoje i więcej dzieci, a ono jest jedynakiem…

    I to są potem pacjenci Stacha and Co.

  444. Apetyt na terapię, albo ateizm wiecznie młodszy niż najtwardszy młotek…

    Jest taka stara (co na zostało…) tradycja psychiatryczna, ufundowania niezłym sandwiczem poległych na niej plasterków młodych adeptów, aby nigdy nie wchodzić na salę chorych w pojedynkę.
    Inaczej – rachat-łukum.
    Biedny Stachu okazał się zbyt młody, by ją zinternalizować, albo zbyt wiekowy, by dotrzec gdzie wchodzi.
    W obu przypadkach tej ślepej próby, jak to na salonach sal, schrupanym został bez majonezu, gdyż prawdziwy ateizm w wierze żywemu psychiatrze nie przepuści.
    Oj, Stachu, Napoleon to ten jedyny, z rękami w kaftanie jedną z przodu, a drugą z tyłu, i nie wchodzi się w pojedynkę(i?) tam, gdzie on chodzi piechotą.
    Pozdrowienia off-hours.
    🙂 🙂 🙂

  445. Słyszałem od znajomych o kilkuletnim dziecku, które po pogrzebie tragicznie zmarłego ojca zapytało księdza, gdzie teraz jest jego tatuś.
    – W czyśćcu! – odpowiedział klecha.

  446. Siostra kruk była za słabym wsparciem? 🙁

  447. @ tejot ( 😉 )
    3 września o godz. 23:14

    Niesamowite, że ja też od dwóch dni o niczym innym nie myślę, niż:
    +++
    a/ Jakie są źródła zniknięcia stygmatu fizys Łapińskiego z Pałacu i kto komu to służy za tym stoi?
    +++
    b/ Gdzie tynże wizerunek się objawi ponownie i za ile?
    +++
    c/ Kto to dostrzeże a kto objaśni, aż do łuny, miękko przechodzącej w aureolę?
    +++
    d/ Czy biznes wie, że zwiastowane mu nadejście Łapińskiego, czy biznes mmnie słyszy?

    Ta i inne temu podobne Tajemnice Prawie i POSprawie mnie otaczają, mówią do mnie i syrenio szepczą: rozwiąż się, czyli mnie, Łapińskiego – Mystic Pizzę!

    Tajemnica wszakże nie rozwiązana, a łaziebny już odkręca szwedzkie bicze (a la |os); czas zapytać proboszcza: diadia, w cziom dieło?

  448. Ja bym preferował szkockie (deszczowe i kolczaste)

  449. Gaśnicze, na sodomię.

  450. Niestrawnym nic nie grozi. Nawet w pojedynkę.

  451. @Tobermory
    4 września o godz. 21:44

    Lgnęło pewnie, więc na nie huknął

  452. Chyba że podglądacze.
    Na zdrowie.

  453. @bubekró
    4 września o godz. 22:14

    Tak, te sierotki namolne bywają 🙄

  454. Gekko
    4 września o godz. 21:56

    Mój komentarz
    Ostatnie ważne wydarzenie, to „zabójczy” dla smoleńskiej hipotezy zamachowo-wybuchowej wyjazd prokuratorów polskich do Smoleńska na oględziny wraku Tu-154M oraz kolejna brednia Macierewicza o „podmienieniu” w 2010 roku na miejscu katastrofy Tu-154M czarnych skrzynek przez Rosjan, co jakoby ma wynikać z oficjalnych protokółów rosyjskich – jednego zapewne opisującego odnalezione czarne skrzynki (obudowy rejestratorów – o czym Macierewicz nie wspomina) oraz drugiego zapewne opisującego stan czarnych skrzynek plus rejestratorów znajdujących się w nich (o czym Macierewicz również nie wspomina).

    Samo istnienie takich dwóch protokółów dało powód Macierewiczowi do bredzenia, że w Tu-154M nie było 4 czarnych skrzynek (faktycznie w Tu-154M były 4 czarne skrzynki – dwie katastroficzne i dwie niekatastroficzne – tzw. eksploatacyjne – przeznaczone do bieżącej kontroli parametrów lotów, w tym jedna polska, w której parametry lotu były kodowane i zapisywane cyfrowo.

    Macierewicz zaczyna brnąć, plącze się i mataczy w zeznaniach niesamowicie. Nie mówiąc już o tym, że jakim to może być dowodem na wybuchy w samolocie Tu-154M rozbitym w Smoleńsku, że są dwa protokóły dotyczące czarnych skrzynek. Protokoły te są wskazówką, jak twierdzi „Gazeta Polska”, że Rosjanie „podmienili skrzynki”. Jakim cudem udało się im skojarzyć istnienie dwóch protokołów z podmianą skrzynek – tego ani Macierewicz, ani „Gazeta Polska” nie wyjaśnia.

    Media podają, ze Prezes miał się zgodzić, by Macierewicz objął stanowisko Prezesa NIK na miejsce będącego pod śledztwem Kwiatkowskiego. Człowiek skrajnie niepoważny na takim stanowisku?
    Obejmie, czy nie obejmie, Prezes zezwoli, czy nie, ważniejsze jest to, że natłok wydarzeń przygiął mocno Prezesa do ziemi i widać, ze traci on impet, zwalnia, a co gorzej, można przypuścić, że traci on orientację w tym co się wokoło dzieje. Nie wróży to dobrze Umęczonej.
    Pzdr, TJ

  455. wbocek
    4 września o godz. 20:46 Oddałeś głos na ten komentarz

    Stachu39
    4 września o godz. 18:24

    Brawo! Mam podobne doświadczenia odnośnie praktyk religijnych jak Stachu – na bazie obserwacji rodziny.

  456. Tobermory
    4 września o godz. 20:57
    wiesz, chyba nie odkryje ameryki, gdy powiem, że i wierzących w Polsce, czy gdziekolwiek w innym kraju jest więcej, niż ateistów czy agnostyków. I stąd może i leczących sie więcej…
    Można by zrobić badania statystyczne, czy mniej problemów psychicznych i przypadków psychiatrycznych jest w krajach o zdecydowanej przewadze niewierzących. Lub obecności innej religii albo współistnienia kilku religii naraz. Choć Stany Zjednoczone nie kwalifikują się do takich statystyk, bo tam niezrównoważonych jest pewnie tylu co w Polsce, ale ich przewaga polega na posiadaniu nabitej dwururki. Czechy mogą być dobrym przykładem, bo tam religie dość skutecznie wytrzebiono. A może Czesi bardziej byli trzeźwi od nas? Francuzi z kolei, w większości wierzący, ale nie pozwalający na obecność religii w przestrzeni publicznej też mogliby stanowić dobry materiał porównawczy.

  457. tejot
    4 września o godz. 22:47
    nie ciesz sie przed północą. Chodzą słuchy, że Macierewicz zostanie szefem NIK, zastępując na tym stanowisku Krzysztofa kwiatkowskiego, podejrzanego o kontakty z Burym, byłym prominentnym działaczem PSL. Bury siedzi do wyjaśnienia, Kwiatkowski wciąż kontroluje, a Macierewicz? ten to ma łeb, mimo skonczonej 70. (na której nawet Jarek tańcował) nie idzie na emeryturę, tylko będzie wykańczał nastepną instytucję w Polsce. Wszystko pod kontrolą! a tu NIK bez żadnej kontroli PISu. Czas to zmienić, a najlepszy jest włąśnie ANtoni…

  458. tejocie
    nie zauważylam, że masz świadomość awansu Antoniego. Jakoś mi sie cd Twojego wpisu schował w czeluściach, do których czasem wpadają wpisy a to @mag, a to @pombocka a to jeszcze insze. Słowem -czarna dziura i takaż rozpacz.
    Jedyna nadzieja, że nie będziesz w pretensjach… 🙂

  459. Czytam, czytam i aż mnie zakręciło. Czy naprawdę trzeba ciągle udowadniać czyj diabeł starszy?
    Jak zauważyłam większość awantur wynika z nieporozumienia, czasem ożycia niewłaściwego słowa ale przede wszystkim z nieumiejętności przejścia nad chwilowym zaburzeniem dyskusji do porządku . Znaczy prostym językiem mówiąc – olać to. I zaakceptować prosty fakt, ze jeżeli chcemy żeby nas akceptowano z nasza innością zmuśmy się do akceptacji inności u innych. No masło maślane…
    Namargineska jest trochę narwana, szybka w wypowiedziach i bardzo pryncypialna, ale to nie znaczy ze nie ma racji albo ze ma. To jest jej pogląd i tyle. Ja ja lobię i jak czytam to zawsze widzę taka podskakującą z niecierpliwości nastolatkę, chociaż sama namargineska prezentować się lubi jako prawie ze filozof stoicki 🙂
    Kruczka mroczna bo prześladowana się czuje, a przecież to bardzo mądra dziewczyna ale lubi zamieszać. No a jak zamiesza w mrowisku to i jakaś mrówa ja ugryzie – ale przecież po to się w mrowisku miącha, nie?
    Stachu reprezentuje osobę ( no, właściwie samca 🙂 ) która była prawie zawsze na pozycji mającego racje, bo nawet jak jej nie miał, to kto się odważył zaprotestować – Napoleon może… A tu ludek niezależny i często złośliwy, to i Stachu myto zapłacić musi, bo Tobermory bystry i nikomu nie popuści, wytknie, przytknie i posoli. A ponbocek zamiesza i doprawi po swojemu woda z Jamna i krawacikiem.
    No to wszyscy mili i niemili – albo rybka albo śledź. Jak ciągnie was tutaj tak jak mnie, to radujcie się tym nietypowym miejscem a nie narzekajcie, bo chyba w innych jest gorzej, a przyznanie się do błędu nikomu estymy tutaj nie ujęło.
    Przeżeglowaliśmy przez prądy wsteczne, krokusy w kozich bobkach ( owczych wiem!) i inne meandry dyskusyjne i dobrze nam to zrobiło. Poznaliśmy się lepiej i polubiliśmy. Dlaczego z tego nie skorzystać? Bo blog obywatelski w tym wykonaniu nie oznacza, ze dla każdego jest tu miejsce zarezerwowane ale ze każdy może się do rozwoju tego miejsca przyczynić, bo to my go tworzymy.
    No to pisać te wstępniaki! 🙂

  460. @Stachu39

    Proces „czyszczenia” bloga i Ciebie dopadł.
    „Nieprawomyślnych” się szczuje zespołowo co by nie psuli ogólnie tu przyjętej „ideologii”.
    Masz rację, że to sekciarskie zachowanie.
    Nie przejmuj się malizną i czepialstwem namarginesu, chamstwem „przywódcy”, czy gryzieniem po łydkach piętaszków, czy wreszcie popiskiwaniem piranii. To ich zadanie i takie ich możliwości.

    Im gorzej, tym lepiej!
    To powinno być mottem tego bloga.

    Na enpassancie pitki i mortadele opanowały blog, a tutaj uzurpatorzy ateizmu.

    Zastanawiałam się nad nieobecnością Orte qa. Pytałam, ale odpowiedzi nie usłyszałam, więc sama ją znalazłam.

    Okazuje się, że niepodobało mu się kolejne narzekactwo @wbocka nad zanieczyszczaniem tutejszej przestrzeni językami jemu nie znanymi.
    Co tym razem nawet w swoim wstępniaku umieścił (wbocek).

    To niepodobanie z kolei niespodobało się innym.
    Namarginesie swoim zwyczajem posądziła Orte qa (ot tak sobie) o bycie w przeszłości TW.
    Ore q się zdenerwował. Co mnie wcale nie dziwi. Uczciwego człowieka taka kalumnia może zdrowo wkurzyć. Tłumaczeie, że jakoby on wcześniej wspominał o niechlubnej przeszłości anumlika… niczego nie tłumaczy. Fakt nie jest chlubny. Zwłaszcza w wydaniu myślącego, utalentowanego kolegi. Fakt pozostaje faktem.
    Jest to przynajmniej według mojego (a myślę , że nie tylko mojego) kodu … obrzydliwe.

    @wbocek już wcześniej obrażony wytykaniem o swoim przwrażliwieniu na „cudze” języki …. dołączył i podpowiedział co on (czy jego kolega) kojarzy z określeniem „suka”. A było to słowo na „k”.
    Następnie drogą prowokacji, czepialstwa, zbiorowego ataku silnej grupy pod wezwaniem, pod przywódctwem skrzywdzonego przez katoli…..
    zbanowano faceta.
    A główna wada Orte qa to nadmiar inteligencji, co zdecydowanie psuje blog.
    Oczywiście jego niezadowolenie z faktu obrzucania go bezpodstawnymi kalumniami o donosicielstwie … został pokrętnie wytłumaczony na niekorzyść zainteresowanego.
    A jego reakcja na nie …. uznana za podłość.

    Ostatnio tak załatwił Andrzeja Celińskiego niejaki postępowiec Jan Śpiewak.
    Pomimo, że moim nieskromnym zdaniem na miano „ch…” ten ostatni jak najbardziej zasłużył.

    Przypomniała mi się historia śmierci Pyjasa i jego dwóch najlepszych przyjaciół.
    Uzdolniony Leszek Maleszka i Bronisław Wildstein.
    Okazało się, że głównym źródłem informacyjnym Służby Bezpieczeństwa na temat Stanisława Pyjasa był jego bliski kolega i późniejszy działacz Studenckiego Komitetu Solidarności Lesław Maleszka, występujący jako TW „Ketman” i TW „Return” (późniejszy długoletni dziennikarz Gazety Wyborczej).

    Jak widać Gazeta Wyborcza również doceniała zdolności Leszka Maleszki.
    A Bronisław Wildstein za to, że ujawniał jego ochoczą współpracę został potępiony.
    Mnie nie zawsze jest po drodze z Wildsteinem odnośnie jego poglądów (ostatnio zwłaszcza), ale szanuję go jako uczciwego człowieka. Bo na to zasługuje.

    Pozdrawiam Ciebie, Kruka, Gekko, Orte qa i jeszcze parę osób, które może nie wypowiadają się tutaj, ale czytają i myślą.

  461. @404 5 września o godz. 2:13
    Jak zwykle – bełkot, dezinformacja i stek łgarstw…

  462. ło jeżu w chaszczach! [tu pełen politowania emotikon]

  463. Dzień dobry (bo środy jeszcze mam wolne)

    Doskonały przykład powyżej, Panna Mądra i Panna Głupia bez oleju w głowie.

  464. @izabella
    4 września o godz. 19:38

    Ba, dzięki. Że potwierdziłaś od fachowej strony. Zdumiewa mnie wiara wielu moich koleżanek i kolegów w sprawczą moc statystyki, z uwzględnieniem korelacji szczególnie.

    Bennett, jak mi się zdaje, spowodował znacznie większe zamieszanie w neuronaukach. Ale to już niespecjalnie śledziłem. Miałem i mam inne zajęcia, a i neuronauki niespecjalnie mnie zajmują.

  465. 404
    5 września o godz. 2:13

    „Okazuje się, że niepodobało mu się kolejne narzekactwo @wbocka nad zanieczyszczaniem tutejszej przestrzeni językami jemu nie znanymi.
    Co tym razem nawet w swoim wstępniaku umieścił (wbocek).

    Oto, co w swoim drugim w życiu wstępniaku o umiejętności myślenia napisał wbocek, a co wywołało krytyczne reakcje zagraniczniaków:

    “Umiejętne myślenie to (…) W przełożeniu na życiowe konkrety (…) odróżnianie tego, co śmiertelnie ważne (np. zarządzanie przez państwo polskie popiołem pozostałym po mnie), od tego, co subiektywnie ważne (np. niekończące się paplanie zagraniczniaków w Polsce na polskim blogu o Ameryce)”.

    Nie ma tu nic o językach obcych, natomiast Ort odebrał przykład z zagraniczniakami jako wobec ich praktyk krytyczny. Wyjaśniłem, że to był kompletnie beznamiętnie podany przykład subiektywnej ważności, a mój wyraz „paplanie” był użyty równie beznamiętnie jak jego „bazgranie”, którym nazywał w ogóle pisanie na blogu – nawet takie, które chwalił.

    Nie dałaś, jak dotąd, okazji do podziwiania Twojej wysokiej umiejętności myślenia, natomiast dałaś trochę kwiatków świadczących o tym, że skrupulatność i uczciwość w powoływaniu się na cudze wypowiedzi jest Ci obca.

    A co do Twojej oceny blogu: Nie słuszniej byłoby się skrzyknąć z tymi, których pozdrawiasz i założyć własny, lepszy blog, zamiast tu wpadać jak blondynka i niemiłe – Jezu, delikatna kobieta, żywa uroda życia! – bąki puszczać?

  466. wbocek
    5 września o godz. 7:45

    Cholera jaśnista, bez mojej woli się zgrubiło! Przepraszam. Ale cudzysłowy pokazują, cyje co je. [już się schudziło – przyp. Tanaka]

  467. Ewa-Joanna
    5 września o godz. 0:54 No to pisać te wstępniaki! * * * * * Czy to pan zamawiał budzenie na szóstą? – sooooo…ooo….eeee…taaaa….jaaaa, zawaaa, zamawiałemm! Tak ja! To szybciutko, szybciutko, bo już dziewiąta! – że przypomnę Kubę Strzyczkowskiego, tu w sprawie pisania wstępniaków. 🙂 Czy Ałstralia, pod tytułem Brisbane – albo odwrotnie – pisze o dziewiątej, szybciutko, co się należy? Bo ja, na ten przykład, ciągle tłukę kamienie na drodze.

  468. wbocek
    5 września o godz. 7:47 * * * Pombocku, tymi tłustościami wali po oczach, no i Cię od tego cholera jaśnista. Jako grzeczny harcerz, akurat mający oko, przeprowadziłem staruszkę przez jezdnię, za pomocą korekty tego, od czego Cię ta cholera wzięła jaśnista. No, żeby nie brała. Bo cennego nie może. Ale może też coś rypłem. Jak rypłem, to wołaj, żeś nie staruszka. Albo daj jeszcze raz, wedle odpowiedniej tłustości.

  469. Nefer
    5 września o godz. 7:29 * * * Fakt, bez oleju w głowie, a jaki pożar w człowieku ! Oto Wielka Tajemnica Wiary.

  470. Tanaka
    5 września o godz. 7:59

    Uoj, Tanaczku, życieś mi chwilowo uratował! Już chciałem łeb – do wora, wór – do jeziora.
    Dziękuję jamniście.

  471. @Tanaka
    5 września o godz. 7:50
    Oj, to nie do ciebie było tylko do tych niezadowolonych krytykantów. 🙂

  472. wbocek
    5 września o godz. 8:08 * * * Bo harcerz (na służbie) ma zawsze racje! Czuwaj ! Bo, jak to mówią: nie znasz!

  473. Ewa-Joanna
    5 września o godz. 8:25 * * * Ty też masz rację! Całkiem jak ten harcerz od Pombocka: I ty zostaniesz Indianinem! Bo taka prawda – pare razy już tu wzywaliśmy krytykantów: trzaśnij wstępniaka i bedziesz zadowolony. A nawet -zadowolona. Ale nie, to są takie prosiaczki-bojaczki. Jak jest możność, to zaraz -w nogi. I strzelają zza krzaka. Krytykancka mentalność, ściślej – krzywość taka. * * * Ale piszesz? 🙂

  474. niech się Grzegorz nie mazgai, że nie odbieram od niego telefonów mówił wczoraj Biedroń u Moniki Olejnik.
    I już to źle mu wróży na przyszłość. Polityki się tak nie robi.
    Wczoraj Olejnik, dzisiaj Żakowski rozjechali go na cienki naleśnik.
    Facet, który chce zmienić oblicze tej ziemi zachowuje się w czasie wywiadów politycznych jak prowincjonalny zalotnik na randce. Bije pianę, wygłasza komunały. Zero konkretów. Poza tym, że „kocha Polskę” i chce dobrze.
    On się ciągle „dobrze zapowiada” i zapowiada, że powie, co ma do powiedzenia, w lutym. Hadko słuchać.
    Obawiam się, że jeszcze nie zaczął, a już się skończył.

  475. Dziecko do szkoły odstawione, to teraz kawa 🙂

    Paczcie państwo, w niedzielę będą tu grali Dywizjon 303 w kinie (Delić), se idę:)

    izabella
    4 września o godz. 20:02

    Pierwsze dwa dni całkiem niczego (tfu tfu) reszta wyjdzie w praniu. Dziwnie być „tą nową” po 10 latach w jednym miejscu :/

  476. wujaszek wania
    5 września o godz. 8:40

    Też mam takie wrażenie – że już się spóźnił. Obok Rafał Kalukin robi jeszcze jeden naleśnik i to na ostro.

    Niby nie powinno się rozjeżdżać ale za dużo krygowania za mało akcji, taka panna na wydaniu. Ale życzę mu jak najlepiej.

    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1762524,1,tajemniczy-pasjans-roberta-biedronia.read

  477. Tanaka
    5 września o godz. 8:30

    Jednak jest lepsze podziękowanie od „dziękuję jamniście”. Nie bardzo lubię używać skrótu „dzięki”, bo jest takim skracaniem podziękowania dla wygody, żeby było jak najkrótsze, żeby go prawie wcale nie było. A powinno być, jako grzeczność, jak najdłuższe – jak stąd do Chin co najmniej. Żeby dziękujący na końcu podziękowania zapomniał, za co dziękuje. Jak to na przykład: „Dzięki jamniste”.

  478. @Nefer, 8:50

    nawet ci, którzy mu dobrze życzą są zdziwieniu jego zachowaniem.
    Może się jeszcze ogarnie, ale na razie się pogubił.

  479. Mnie we wczorajszym jego występie u Olejnik inna rzecz zastanowiła. Jeszcze przez dwa miesiące ma prezydencić w Słupsku. A tu zapowiada, że wsiada w autobus i rusza w Polskę. W ramach pełnienia obowiązków prezydenta Słupska, czy jak? Urlop weźmie od obowiązków. Płatny?
    Poza tym byłem mocno zdegustowany. Nieuzasadnioną napastliwością. W końcu wiedział do kogo idzie się wywiadować. I o co będzie pytany. Mętne to było i nieprzekonujące. Kiepsko rokuje, a chyba uwierzył w swoją wielkość.

  480. @paradox57, 9:43

    poza tym będzie kandydował do sejmiku.
    Poplątanie z pomieszaniem.

  481. Powinien przynajmniej pół roku temu twardo wystąpić i przestać cukrować.

    To mówiłem ja, kanapowy politykojarząbek.

  482. Tekst Kalukina mocny. Ale ma rację, że Biedroń „polubił swoją twarz”.
    I wczoraj i dzisiaj na każde pytanie o konkret odpowiadał: „przecież pani/pan mnie zna”. To powinno wystarczyć dziennikarzom pytającym w imieniu wyborców. Kompletna dziecinada.

  483. izabella
    4 września o godz. 19:38
    karat.
    3 września o godz. 17:55
    Znam badanie o martwym lososiu. W badaniu nie chodzilo o korelacje, lecz o minimalny poziom tz „halasu” elektrycznego podczas pomiarow, … ale jednak warto wiedziec o co chodzilo.

    paradox57
    4 września o godz. 8:54
    W badaniach Benneta, które miałem na myśli, nie chodziło o badanie poziomu „hałasu” elektrycznego. Metodyka przez niego użyta nie mierzyła aktywności elektrycznej mózgu.

    Otóż @paradox ma rację, a nie @karat. Z martwym łososiem nie chodziło o wykazanie że w mózgu jest aktywność elektryczna (nawet po śmierci), o tym akurat każdy wie. Łososiowi „pokazywano” zdjęcia osób i łosoś „rozpoznawał” nastrój osób na zdjęciach (bo była korelacja). Autor pokazał że przy dużej ilości i zdjęć i vokseli, trzeba brać odpowiednią poprawkę w testach statystycznych („multiple-testing adjustment”) . Ciekawe że autor dostał za to ignobla, co chyba pokazuje kompletne niezrozumienie albo idei ignobla, albo wartości jego eksperymentu. Ludzi porobili doktoraty na wynikach z błędami. Wszystko to trzeba teraz przeanalizować.

    Mój komentarz
    Coś jarzę, lecz nie bardzo, jak to było z tym łososiem. „Pokazywano” martwemu łososiowi zdjęcia i w jakiś sposób mierzono aktywność mózgu jako reakcje na te zdjęcia? I okazało się, że mózg reaguje, na co wskazywała wyliczona na podstawie eksperymentu „korelacja”. Czego z czym? Czy jak?
    Pzdr, TJ

  484. Mózg łososia a Sprawa polska 🙂

  485. @tejot 10:18

    Trzeba by było pewnie zacząć od Adama i Ewy. Czyli od zafascynowania nową techniką badań, jaką był czynnościowy rezonans magnetyczny. Miał on rozwiązać i wyjaśnić wszystkie, ale to dosłownie wszystkie tajemnice mózgu, myślenia itp. Od przestępstw, przez nałogi, aż do marketingu, a nawet preferencji wyborczych. Jedną z metod tych badań było pokazywanie ludziom położonym w skanerze zdjęć, „odczytywanie” aktywności określonych struktur w mózgu i wnioskowanie na tej podstawie o tych wszystkich rzeczach.

    Jak działa fMRI i co mierzy wiadomo. Mianowicie zapotrzebowanie określonych rejonów mózgu na tlen. Czyli, im większa aktywność jakiegoś regionu mózgu, tym większa ilość dostarczanej utlenowanej krwi do tego obszaru. A o roli przypisanej do tych obszarów coś już wiemy. Wybacz, że o takich oczywistościach.
    Natomiast problem zaczyna się z interpretacją wyników. I tu wkraczają zaawansowane metody statystyczne. Bada się w odniesieniu do czynności i bodźców pozornie neutralnych. A wszystko odbywa się przy użyciu zaawansowanych programów komputerowych. Nie tak jak w przypadku trywialnego analogowego zdjęcia RTG. Liczone są właśnie korelacje.

    Tak też właśnie podszedł do problemu Bennett, kładąc w skanerze martwego łososia i prezentując mu zdjęcia. „Znalazł” w ten sposób w mózgu obszar, który na zdjęcia „reagował”. Czyli wykazał się aktywnością. Reszta była kwestią „obróbki statystycznej”.

    Tyle mogę na gorąco. Rzecz jasna, mogę odszukać znacznie bardziej dokładny i bardziej kompetentny opis całej ideologii i wrzucić go tutaj. Tylko…

    Nigdy nie można przewidzieć, w jakim kierunku pójdzie rozmowa zapoczątkowana jakąś uwagą na temat niezwiązany nawet nie z głównym, ale i całkiem pobocznym nurtem. Dużo tu nietuzinkowych osobowości.

  486. Musze przyznać, ze włączyło mi się jakieś wideo z Biedroniem i usiłowałam słuchać ale mi nie wyszło – po pierwsze to nic nie powiedział a po drugie strasznie po księżowsku zaciągał. No nie dałam rady…
    On tak zawsze?

  487. paradox57
    5 września o godz. 11:20

    Z dużym zainteresowaniem przeczytałam Twój post do @tejota.Umiesz bardzo dobrze wyjaśniać 🙂
    Aby wytłumaczyć jakikolwiek specjalistyczny problem, zawsze potrzebne są te pojęcia „oczywiste” i początek od Adama i Ewy.
    Teraz i ja rozumiem o co chodziło z „martwym łososiem”.

  488. paradox57
    5 września o godz. 11:20

    Mój komentarz
    Interesuje mnie, jaki cel miał eksperyment z martwym łososiem. Czy wykazanie, że statystyczna natura opracowania wyników (przez oprogramowanie urządzeń laboratoryjnych) pozwala na wykazanie że nieżywy łosoś może być w takim eksperymencie formalnie poprzez statystyczne korelacje pokazany jako żywy?
    Czy może inaczej. Eksperyment wykazał, że w mózgu nieżywego łososia istnieje po prostu hałas elektryczny (magnetyczny, itp.), z którego można ukręcić różne wyniki-artefakty.
    Pzdr, TJ

  489. Ewa-Joanna
    5 września, g.12:02
    Oglądałam i słuchałam Biedronia u Olejnik z mieszanymi odczuciami.
    Powiedział jakby nic nie powiedział, poza tym, że dojrzał do budowania formacji alternatywnej wobec wszystkich innych, bo te dotychczasowe się przejadły i są passe. Przynajmniej tak zrozumiałam jego przekaz.
    Tymczasem Moniczka go przeczołgała na okoliczność „afery” pedofilskiej w Słupsku, o której wiedział i nie powiedział albo powiedział i ukarał.
    Jestem skłonna mu wierzyć, że jak się dowiedział, to ostro zareagował.
    Ale nadal nie wiem, jakie ma plany poza tym, że zaatakował Schetynę.
    Chyba stracił czuja i chce być kolejnym połkniętym przez PIS.
    Piszesz, że „strasznie po księżowsku zaciągał”. Nie chwytam, o co ci szło? Skąd takie skojarzenie?

  490. @tejot

    Pozwolisz, że będę musiał odłożyć dalszą konwersację dot. łososia. Wymaga to nieco skupienia, a teraz nie mam do tego sprzyjających warunków. Bo co chwila coś.

    @mag 12:43

    Mnie w tym co się działo u Olejnik zbrzydziła niekonsekwencja i plątanie. Oraz kilkukrotne powoływanie się na kodeks postępowania administracyjnego, który zabrania reagowania na anonimy, nawet dotyczące takich obrzydliwości, jak pedofilia, zwłaszcza u pracownika placówki podległej ratuszowi. Tu nawet nie chodzi o to, że on się dowiedział z opóźnieniem i jak zareagował. Chodzi o postępowanie wiceprezydent odpowiedzialnej za tę akurat część funkcjonowania ratusza. I jego jej tłumaczenie. Nie twierdzę, że po wpłynięciu anonimu musieli z mety zawiadamiać prokuraturę (chociaż…). Ale sami jakieś kroki mogli podjąć od razu w ramach funkcji nadzorczych. Zaczęli działać, jak już się mleko wylało i sprawa nabrała rozgłosu.
    Plus jego oświadczenia, że pedofilia jest okropna (bo jest) i że on sam by złożył doniesienie, gdyby chodziło o księdza-pedofila. Ciekawe podejście.

  491. PS
    Nie wiem, jak to jest uregulowane. Ale czy przypadkiem urzędnik, który posiada wiedzę o popełnieniu przestępstwa nie ma obowiązku zawiadomienia o tym fakcie prokuratury?

  492. „posiada wiedzę”

    a zgiń, przepadnij, maro nieczysta 🙂

  493. @Nefer

    Mina jak u sponiewieranego spaniela, którym wytarto klepisko.

  494. paradox57
    5 września o godz. 13:27

    Ojojoj. Głaskam po głowie na pocieszenie 😉

    (na ucho) mnie się też ostatnio to „posiadanie” przytrafiło

  495. Dla mnie okropne było to, że w kwestii pedofilii Biedroń, zamiast rzeczowo przedstawić sprawę, atakował Olejnik na zasadzie: „a u was biją murzynów”.

    „Po księżowsku” to chyba egzaltowanie, czy tak, E-J?

  496. Boję się, że jak się namnoży partii i partyjek, to głosy opozycji tak się rozproszą, że podła zmiana dostanie większość konstytucyjną.

  497. Po księżowsku w moim rozumieniu to tak jakby się słuchało kazania – rozwlekle i jednostajnie, takie jej jej jej modulowane. Ziobro tez tak mówi, raz słyszałam.
    W skrócie to intonacja taka kazalna. Się odzwyczaiłam to mnie razi tak samo jak recytacje (emfaza teatralna) w dialogach filmowych.

  498. Właśnie posłuchałam jak się Biedroń wypowiadał na temat afery w Słupsku i brzmiał normalnie, ale w prezentowaniu swoich zamiarów politycznych brzmiał jak kazalnica.

  499. Czytałem, że dr Bennett kupił tego łososia za własne pieniądze i nie uzyskał zwrotu kosztów, bo go potem zjadł 😎
    Martwy łosoś okazał się wyjątkowo wdzięcznym obiektem badań, jednym z najspokojniejszych w całej historii neurobiologii.

    „Błąd tkwił w metodach statystycznych wykorzystywanych przez neuronaukowców. EPI (echo planar imaging) to najszybsza metoda pozyskiwania danych przez fMRI, dzięki którym uzyskuje się jeden obraz w 100 ms. Powoduje ona jednak wystąpienie przypadkowych szumów, które mogą być błędnie identyfikowane jako aktywność komórek nerwowych. Tak właśnie stało się w tym przypadku. To nie paranormalne zdolności poznawcze łososia, ale zbyt proste metody statystyczne doprowadziły do błędnych wyników. W drugim kroku naukowcy wykorzystali dodatkowe narzędzia matematyczne, które miały pomóc w kontrolowaniu danych pochodzących z przypadkowego szumu i jeszcze raz wszystko przeliczyli. Tym razem okazało się, że łosoś utracił swoje ponadnaturalne zdolności, a za poprzednie paradoksy odpowiada zła metoda.”

    https://www.granicenauki.pl/o-czym-mysli-martwy-losos-zdechla-ryba-w-fmri-26011

  500. @Tobermory, 14:39

    to prawie tak, jak w tych dowcipach z brodą, na temat badania wpływu ilości wyrwanych nóg muchy na jej słuch 😉

  501. A Bennettowi należał się zwrot kosztów i za zakup materiałów do badań i za ich utylizację. Naukowcy zawsze mają w plecy 😉

  502. Ignobel dla dr Bennetta i jego zespołu był za pokazanie, że neuronaukowcy, używając skomplikowanych technologii i podstaw statystyki, są w stanie zidentyfikować aktywność nerwową nawet u martwego łososia atlantyckiego.

    Eksperyment Bennetta wstrząsnął neurobiologią, bo jak się okazuje, 30-45 proc. naukowców zaniedbywało matematyczną obróbkę (korekcję) wielkiej ilości danych, a skupiało się bardziej na właściwościach aparatury, rozdzielczości obrazów i szybkości wykonywanych zdjęć.
    Podobno po publikacji tej pracy liczba ta spadła do 10 proc.

  503. @wujaszek wania
    5 września o godz. 14:59

    Tak. Ustalono wówczas, że narządy słuchowe muchy mieszczą się w odnóżach 😎
    Mucha, idi!

  504. 5 września o godz. 13:01
    Paradox

    Jak posiada wiedzę, to posiada obowiązek 🙂

  505. Tanaka
    5 września o godz. 15:15

    A ja posiadam luźne dwa złote. Robimy cóś?

  506. Biedroń powinien przyjąć do wiadomości, że 42-letni polityk-czaruś krygujący się jak stara panna w połogu zaczyna być irytujący na dłuższą metę. Wszyscy już chyba przywykli, że jest gejem, pora, żeby i on się przyzwyczaił, że to nic nadzwyczajnego. Czas zaprezentować inne atuty, zanim uroda i czarujący uśmiech zaczną się kojarzyć z wydmuszką. Moim zdaniem ma on w głowie więcej grypsu niż laleczka Ogórek, a studia politologiczne też nie powinny pójść na marne.

  507. @Tobermory
    Jestem rad. Bo musiałbym się przekopywać. A nie wiem, czy udałoby mi się napisać tak, żeby nie zamęczyć.

    Tylko krótkie wyjaśnienie dla @tejota, który pytał między czym a czym.
    No cóż, między bodźcem a aktywnością mózgu, której miarą jest sygnał BOLD (blood oxygen level dependent). Skaner mierzy dopływ krwi dzięki różnym właściwościom magnetycznym krwi utlenowanej i tej, od której neurony pobrały swoją porcję tlenu. Więc BOLD jest tu względnym stężeniem krwi utlenowanej i nieutlenowanej (w uproszczeniu).

  508. Nefer
    5 września o godz. 16:15

    Mnie tam powiewa z tyłu, do czego ateistę porównuje kszącz w czcinie, o wiele bardziej chciałbym usłyszeć, co na to kruk płaczący kruczymi łzami nad milionami katolików poniewieranych przez paru tutejszych ateistów.

  509. pombocku miły, o to, to.

    Przy okazji, filmik onegdajszy obejrzałam ale działo się i nie zdążyłam jamniście podziękować. Co niniejszym. Hej, pięknie.
    Chcę iść na rower a tu kropi :/

  510. @Tobermory
    5 września, g.16:07
    Biedroń głównie posiada uśmiech. Jeszcze może robi to pozytywne wrażenie, ale sympatyczność z wynikająca z uśmiechu nie przełoży się na – co by nie mówić – powagę założycielską nowej formacji politycznej.
    Jakiej, to ja się nie dowiedziałam, jak na razie. A może bym nawet pokibicowała?

  511. …a teraz nawet leje :/

  512. Paradox57
    Przepraszam, bo to miał być post w pierwszym rzędzie do ciebie, a wyszło, że do @Tobermory’ ego.
    Chodzi o naszego fajnego lalusia ze Słupska, który się przymierza do najwyższej półki polityki.
    No, troszkę mi podpadł ostatnio. Raz że nie powinien napadać na Schetynę, bo tylko umacnia zjednoczona prawicę, a dwa, że coś kręcił z pedofilem na swoim terytorium.
    Dobrze mu życzę, ale obawiam się, ze robi coś w rodzaju falstarfu. Jest zbyt siebie pewny na wyrost.

  513. Nefer
    5 września o godz. 16:45

    Uopsenajświntsomatko, nie duś, ze leje, to jesce nasz kruki i wrony rozdziobiom. Neferko, wiejemy na jeziorko.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6597754740671846593/6597754747746822882?authkey=CLztrtbl5tzGaw

  514. mag
    5 września o godz. 16:59

    Umiłowana mag, kiedy się opiekowałem mamą i bratem w Słupsku, wszedł Biedroń. Budził nadzieję, że rozbije klikę. Najbardziej mnie ujął odpowiedzią na pytanie dziennikarki, czy przyjąłby w ratuszu biskupa (nie ma w Słupsku biskupa): „Czemu nie. Gdyby się zapisał na audiencję…” (dokładnie nie cytuję). Liczyłem na niego. Ale z czasem pojawiło się pytanie, czy czasem on sam sobie się za bardzo nie podoba. Choć może to tylko chwilowe wrażenie.

  515. @Nefer 5 września o godz. 13:05
    „posiada wiedzę”

    Jedna z wiekowych reklam w polonijnym radyjsku tak sie zaczyna:

    „Lekarz. Lekarz z etyką.”

  516. radyjku

  517. Podzielam wszystkie powyższe spostrzeżenio-ostrzeżenio-początkowe krytyki pod adresem pana Biedronia.

    Ach, jakże chciało by się normalnego urzędnika z głową na karku.
    Kompletnie bez primadonnowatości. Gadajacego o swojej seksualności tylko wtedy, gdy ktoś o to zapyta. I przez to właśnie najbardziej promującego swoją i sobie podobnych homoseksualnych osób zwyczajność, bezsensacyjność.

    Uśmiech zawsze się przyda, ale niech on gada o konkretach.

    *********************************

    Posłuchałem dosłownie kilka minut przesłuchań kandydata na nowego sędziego amerykańskiego Sądu Najwyższego i uderzyło mnie dążenie zarówno osób zadających pytania jak i kandydata do bardzo łopatologicznego formułowania pytań i odpowiedzi.

    Tak jakby obie strony umówiły się, że słuchającym jest osoba niezdolna do samodzielnego rozumienia informacji.

  518. paradox57
    5 września o godz. 12:59
    @tejot

    Pozwolisz, że będę musiał odłożyć dalszą konwersację dot. łososia. Wymaga to nieco skupienia, a teraz nie mam do tego sprzyjających warunków. Bo co chwila coś.

    Mój komentarz
    Doczytałem. Bennett i inni przeprowadził swój eksperyment z obrazowaniem metodą fNMR wnętrza łososia zakupionego w sklepie rybnym by wskazać na poważny problem w stosowaniu tej metody tyczący się uzyskiwania nazwijmy to „fałszywie pozytywnych wyników” wskutek lekceważenia, niewłaściwego „skalibrowania”, czy bezkrytycznego przyjmowania wszystkiego jak leci, bez wyeliminowania metodą statystyczną wyników (obrazów), które nie są prawdziwym obrazem badanego narządu, tkanek, itp.

    Bennett pokazał, że metodą fNMR nie należy posługiwać się bezkrytycznie, bo wtedy naukowiec czyta z tej metody, to czego oczekuje, to czego chce, by było. W tym celu odstręczył on naiwnych wdających się w bezkrytyczną w interpretację wyników wykonując następujący eksperyment.

    Skanował on metodą fNMR układ nerwowy łososia „pokazując” temu łososiowi zdjęcia (istna kpina z naiwnych naukowców) i rejestrując rzekome aktywności układu nerwowego skorelowane z treścią pokazywanych zdjęć.
    Bennett pokazał, że w w takim eksperymencie przeprowadzanym bezkrytycznie można uzyskać to co się chce. W rzeczywistości te pozytywne wyniki (obrazy), które uzyskał na łososiu metodą fNMR, to były tylko statystyczne szumy wyprodukowane przez układy porównujące i zliczające urządzenia fNMR. Wyniki fałszywie pozytywne.
    Pzdr, TJ

  519. Nefer
    5 września, g.16:15
    Będąc zwierzęciem jako ateistka, poczułam się znakomicie, gdy tak mnie nazwał homo sapiens – klecha. Dzięki niemu nie mam już najmniejszych złudzeń, że bycie zwierzęciem ateistycznym to zaszczyt, a bycie sapiensem kk to wstyd i sromota.

  520. No i mi się przysnęło, przez ten deszcz. A miałam na jezioro :/

    Zza kałuży, ale radyjsko brzmi całkiem w porządku.

  521. Są zwierzęta ateistyczne, ale trafia się i baranek boży. Ciekawe, jak zapatrywał się ów łosoś.

  522. @tejot
    5 września o godz. 17:47

    To pewnie były zdjęcia ubranego na biało człowieka z białym beretem (z antenką) na głowie. I wtedy nastąpił powrót łososia z zaświatów (ku źródłom). Tak było. Pewnie uaktywniał się ten obszar mózgu, który jest odpowiedzialny za biały otwór w tunelu (który razi w oczy). Wszystko się zgadza i było już dawno temu opisane w Śniętej Księdze. Eksperyment tylko potwierdził to, co musiał potwierdzić.

  523. Nie czytałem oryginalnej publikacji Bennetta o martwym łososiu ale tak z doskoku dziwię się, że taka praca w ogóle była potrzebna. Co to za naukowiec, który nie wie, że badając nowe zjawiska i nowe rejony zawsze narażonym się jest na niebezpieczeństwo pomylenia rzeczywistego sygnału z sygnałem od używanego narzędzia badawczego?

  524. @Szary Kot
    5 września o godz. 19:54

    Blady łosoś zawsze patrzy na ogon ciemnego halibuta i vice versa. Dwie ryby – pożerające własne ogony. Tyle mówi teoria Wielkiego Tenisa.

  525. pssst, pombocku

    Jezioro, mówiłeś. No, stawik wielkości kałuży ale pierwsze zdjęcie jest. Przestało padać i ruszyłam się z domu.

  526. @wbocek 5 wrzesnia, 16:33
    Skoro mnie wywolujesz i „chcialbys uslyszec”, to prosze: Ten zidiocialy klecha porownujacy ateistow do zwierzat i @Na Marginesie twierdzaca, ze czlowiek wierzacy musi byc „odmozdzony’, sa siebie nawzajem warci. Ci, ktorzy wielkiej inkwizytorce bloga przyklaskuja czy chocby sie od niej nie odcinaja, niech sami pomysla gdzie stoja.

  527. Nefer
    5 września o godz. 20:18

    Neferko, noż psia moja jucha, okoliczności przyrody są w sam raz i bardzo mi się podoba ścieżka. Ale, kuna, jakem hurtowy przekonstruowywacz rowerów ileż mogę patrzeć na kierownicę! Chciałbym widzieć całość, zwłaszcza ramę. Nie da się? Został przy stawie?

  528. zza kałuży
    5 września o godz. 20:02
    Nie czytałem oryginalnej publikacji Bennetta o martwym łososiu ale tak z doskoku dziwię się, że taka praca w ogóle była potrzebna. Co to za naukowiec, który nie wie, że badając nowe zjawiska i nowe rejony zawsze narażonym się jest na niebezpieczeństwo pomylenia rzeczywistego sygnału z sygnałem od używanego narzędzia badawczego?

    Mój komentarz
    Moim zdaniem, metoda obrazowania tkanek fNMR, jak wykazały liczne eksperymenty, nie była taka prosta do opanowania od razu, bowiem wchodzą tu w grę cechy metody, jej wady i zalety, np. sposób (parametry) wzbudzania tkanki (protonów), metoda pobierania sygnałów i składania tego wszystkiego w obraz, konstrukcyjne rozwiązania urządzeń oraz ograniczenia, nazwę to histologiczne, czyli jak tkanka (zdrowa lub nosząca objawy choroby) może reagować na wzbudzanie przy różnych parametrach badania, przy różnym stanie tkanki, itd., czyli uwarunkowania biologiczne i medyczne decydujące o tym jak obrazy przedstawione przez urządzenie w postaci przekrojów narządu, np. mózgu, interpretować, do czego przypisywać, itd.
    Pzdr, TJ

  529. @zza kałuży
    5 września o godz. 20:02

    Dlaczego martwy łosoś?

    „They were going to look at humans and their responses to social stimuli. But in order to do this, they have to first test the machine. Apparently, when you usually test an fMRI machine, you put a big balloon in there filled with mineral oil. Just to test it and look for contrast, etc. The authors of this study wanted something different, they wanted something with more contrast and different types of texture.”

    https://blogs.scientificamerican.com/scicurious-brain/ignobel-prize-in-neuroscience-the-dead-salmon-study/

  530. kruk
    5 września o godz. 20:19

    Niestety, kruku, katabas do Namargineski nie ma startu. On porównuje do zwierząt jako homo bezmyślne, bo JESTEŚMY zwierzętami, a on pojechał słownym stereotypem czyli skamieniałością. Religie (nie mówię o wierzących) to też przecież skamieniałość. Natomiast Namargineski „odmóżdżony” nie znaczy, że mózg mu wypreparowali z czaszki, lecz że nie opanował umiejętności samodzielnego myślenia na tyle, by zrewidować wszczepione mu w dzieciństwie stereotypy. Katabas zaprezentował umysłową skamieniałość, Namargineska użyła myślowego skrótu, który świadczy o jej umiejętności samodzielnego myślenia i z całą pewnością potrafi przed Tobą ten skrót rozwinąć. Co katabas może rozwinąć ze „zwierzęcia”?

  531. pombocku, godzinę zajętyk

  532. @tejot 5 września o godz. 20:26
    Moim zdaniem, metoda obrazowania tkanek fNMR, jak wykazały liczne eksperymenty, nie była taka prosta do opanowania od razu
    Nigdy nie ma pewności, dlatego w szkole uczy się dzieci, potem studentów, o naukowej metodzie, o testowaniu hipotez, o niepewnościach, błędach pomiarowych, kalibracji, próbie kontrolnej, to jest przedszkole naukowca-doświadczalnika.

    Popatrzmy na to z punktu widzenia szklanki w połowie pełnej. Oto system powtarzania cudzych prac w nadziei na weryfikację cudzych wyników oraz wzajemnego recenzowania swoich publikacji zadziałał! Opublikowano pracę – kpinę, w samej rzeczy będącą krytyką poprzednio uzyskanych (pozornych) wyników.
    I bardzo dobrze!

    bowiem wchodzą tu w grę cechy metody, jej wady i zalety, np. sposób (parametry) (…) interpretować, do czego przypisywać, itd.
    Perfekcjonizm pojedynczego badacza czasami spowalnia globalny postęp badań. Pewien profesor, opieprzając mnie z góry na dół za ślęczenie po raz setny na jakimś tam danym mi do zrobienia fragmentem zespołowego eksperymentu, aby mnie przekonać i zakończyć dyskusję, zaprowadził mnie do swojego gabinetu.
    Tam wskazał na kilka półek zapełnionych grubymi tomami zapytał czy wiem, co to jest? Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że to są głównie jego, czyli tego profesora publikacje.
    No właśnie! zakrzyknął pan profesor. To prawda, że każdy z nas musi uczynić wszystko co w naszej mocy aby nasze wyniki były jak najlepsze, jak najrzetelniejsze nasze opisy, zebrane pomiary, opublikowane wnioski i wątpliwości, krytyka tego co się nam nie udało zrobić, itd. Ale w końcu trzeba publikować! Nikt nie jest doskonały i trzeba dać innym szansę weryfikacji naszych wyników! Trzeba miec nadzieję, że inni gdzieś na świecie uznają nasze wyniki za wystarczajaco interesujące aby je powtórzyć/rozbudować/uzupełnić/obalić. I albo nasza praca się ostanie krytyce albo nie. Albo częściowo. I tak się robi naukę! A jak pan będzie w nieskończoność siedział w swoim kącie i samotnie sobie dziubdział i udoskonalał, to z bardzo małym prawdopodobieństwem dostanie pan Nobla a z bardzo wielkim prawdopodobieństwem gie pan zrobi.

    On mnie nauczył, że ważna jest równowaga między perfekcjonizmem (czasami zwykłym zazdrosnym strzeżeniem wyników) a pracą zespołową, w tym taką, jaka jest możliwa tylko za pośrednictwem publikacji.

    A więc dobrze, że ukazują się prace prześmiewcze o martwych łososiach, bo one przypominają w bardzo widowiskowy sposób o podstawach. W tym o braku etyki zawodowej niektórych naukowców czy niedoskonałościach systemu recenzowania.

  533. @zza kałuży
    5 września o godz. 20:02
    Nie czytałem oryginalnej publikacji Bennetta o martwym łososiu ale tak z doskoku dziwię się, że taka praca w ogóle była potrzebna. Co to za naukowiec, który nie wie…

    Nauka wygląda łatwo, jak jest dobrze wytłumaczona w porządnym podręczniku albo ciekawym programie tv. Jak się dopiero nada, to na ogół właśnie nic się nie wie.. A naukowiec to taki, który nie wie i o tym wie…

  534. @kruk 5 września o godz. 20:19
    Gdzie i kiedy twierdziłam, że „człowiek wierzący musi być odmóżdżony”?
    Kolejne twoje łgarstwo? I jak ci nie wstyd?

  535. @mag 5 września o godz. 17:50
    Nazwanie „zwierzęciem” przez odmóżdżonego kiecuna jest dla mnie zaszczytem. Aprobata z jego strony byłaby obelgą.

  536. wbocek
    5 września o godz. 17:02 * * * * jeeeeeee… ale woda! Wskoczyłbym i pływał, pływał , pływał. Z pół roku na okrągło. Albo ze trzy lata.

  537. Na marginesie
    5 września o godz. 21:16

    No widzisz Ty, Namarginesko, co za kruk. Dała wyraz „odmóżdżony” w cudzysłów, to wywnioskowałem, że cytuje. Chyba musi być blondynką jak 404, choć czarna. Zresztą pardą – są i białe kruki.

  538. a tymczasem….już pierwsze kroki w kierunku produkcji nowej Warszawy(oczywiście produkt polski). Jak bardzo ona nowa, czy polska świadczy sylwetka podobna do popularnego autka na F i sprowadzanie podzespołów skądś. Nie są to jeszcze zapowiedziane autka elektryczne, Morawiecki pewnie czuje juz wieniec laurowy na głowie.

    https://www.auto-swiat.pl/wiadomosci/nowa-warszawa-na-bazie-mustanga/wmbv23

    wg mnie zupełnie nie takie autka mieliśmy produkować…

  539. @paradox57, @tejot, @zza kałuży, et al

    Żeby już do końca dobić zdechłego łososia, zauważę tylko że problem jest szerszy niż niewykalibrowana maszyna. Ludzie generalnie mają problem ze zrozumieniem przypadkowości, nie potrafią ani generować ani rozpoznać losowych symboli. Jest taka szkolna anegdota, pani każe dzieciom na jednej z tablic zapisywać wyniki rzutów kostką (lub monetą, jeden kit), a na innej stworzyć losowy ciąg z głowy, po czym wychodzi. Wraca po 15min, rzuca okiem na tablice i od razu wie która jest która. Nasze mózgi to maszyny do rozpoznawania regularności w otaczającej rzeczywistości, i widzą te regularności wszędzie, czy są czy ich nie ma (a od tego tylko krok do religii, czy teorii spiskowych). W życiu może lepiej mieć fałszywe pozytywy, w nauce na odwrót. Ale też naukowiec musi wiedzieć co robi i dlaczego, a motywacja żeby publikować często psuje mu widzenie. Były inne pseudo-naukowe kwiatki w nieodległej przeszłości, takie np. że kobiecy cykl wpływa na jej poglądy polityczne. I choćby przyszło tysiąc statystyków, i każdy tłumaczył gdzie leży błąd (noise, czyli przypadkowy sygnał), to nie udźwigną, bo psycholog już opublikował w prestiżowym żurnalu.
    Jeśli zatrudnię dwustu studentów, zadam każdemu sto pytań, to nie ma siły, znajdę jakąś przypadkową korelację bez wartości naukowej. Ale to niestety jest walenie grochem o ścianę. Małe piwo, jak ktoś uwierzy kobieta zmienia co miesiąc poglądy polityczne. Gorzej jak dostajemy psychotropy do łykania.
    Łosoś już chyba martwy na dobre.

  540. Tanaka
    5 września o godz. 21:27

    Tanaczku, zapomniałem – przepraszam – że pytałeś o moje boczne przeciwwywrotne konstrukcje. Otóż ostatecznie raz na jutro z nich zrezygnowałem. Parę chwil temu zgadałem się z kolegą ortopedą ze Słupska, więc niewykluczone, że z nowym kolanem w ogóle będę niewywrotny. A względem wywracania się okrętu, to jest między okrętem a mną ciche porozumienie – w ogóle bez słów – że jak będę uważny jak dotąd, to i on będzie uważny i się nie będzie wywracał. Po prostu zgraliśmy się, więc po co mu doklejać jakieś coś. Na duży wiatr biorę tylko małego bezana lub w ogóle bez żagla. Na mniejszy – grot i fok, z tym że jeśli są porywy, to szot grota trzymam w ręku, żeby ewentualnie natychmiast popuścić. Dopiero przy małym wiaterku jadę na trzech, z bezanem. Wypraktykowałem, że przy większym wietrze bezan sprawie kłopot, bo zamiast mnie, on steruje okrętem, wtedy trzymanie się kursu wymaga ode mnie sporo siły. Z grotem i fokiem jest przy większym wietrze ta sama prędkość, co z bezanem, więc po cholerę on. A przy dużym wietrze – w okolicy szóstki – jadę na samym bezanie tak samo ostro jak przy mniejszym na grocie i foku. Tyle że z samym bezanem – wykluczona wywrotka.

  541. konstancja
    5 września o godz. 21:35 To standardowa ściema. Pod względem wzornictwa – nędza. Nic z klimatu „warszawy”,nic z nawiązania, liche pozory, głównie za pomocą czerwonego lakieru. Już była „nowa syrenka” – i nic, była/jest „husaria polska” , czyli Arrinera Hussarya, czyli lipne polskie ferrari. To sobie może też byc lipna „warszawa”. co wyrób to fałsz i ból zebów o świcie. Niech sobie produkują – kilkadziesiąt sztuk na rok.

  542. konstancja
    5 września o godz. 0:24
    Można by zrobić badania statystyczne, czy mniej problemów psychicznych i przypadków psychiatrycznych jest w krajach o zdecydowanej przewadze niewierzących. Lub obecności innej religii albo współistnienia kilku religii naraz.

    Takich badań jest od groma, na przykład tu: https://ourworldindata.org/mental-health

    Polska z małymi wyjątkami nie różni się specjalnie od Czech i Węgier; Francja, Włochy dużo gorzej od naszego regionu we wszystkich kategoriach. Czyli albo cywilizacja śmierci, albo lepsza diagnostyka. Wiadomo że nic nie wiadomo.

    Share of population with mental health and substance use disorders, 2016
    (procent populacji z zaburzeniami psychicznymi i nadużyciami używek (?))
    Polska: 14.2%
    Czechy: 14.59%
    Hungary: 14.57%
    Francja: 18.47%
    Italy 16.8%

    Mental and substance use disorders as a share of total disease burden, 2016
    (zaburzenia psychiczne i nadużycia jako procent wszystkich chorób)
    Polska: 7.36%
    Czechy: 6.9%
    Hungary: 5.89%
    Francja: 10.81%
    Italy: 8.68%

    Share of the population with depression, 2016
    (procent populacji z depresją)
    Polska: 2.48%
    Czechy: 2.94%
    Hungary: 3.05%
    Francja: 4.52%
    Italy: 3.85%

    Deaths from eating disorders, 2016
    (Śmierć w wyniku zaburzeń żywieniowych – anoreksja, bulimia)
    Polska: 5
    Czechy: 1
    Hungary: 1
    Francja: 17
    Italy: 7

    Jest jeszcze schizofrenia, bipolar, anoreksje+bulimie, ale nasza grupa podobnie, i mniej niż na zgniłym zachodzie.

  543. zza kałuży
    5 września o godz. 21:09

    Mój komentarz
    W 100 % podzielam.
    Nauki nazwę je – fizyczno-matematyczne, to nieustanne potwierdzanie teorii w eksperymentach i nieustanne tworzenie nowych hipotez i teorii na podstawie tychże eksperymentów. W nauce doświadczenie i teoria muszą się zgadzać ze sobą, potwierdzać się.
    Teorie naukowe są także weryfikowane – potwierdzane lub nie logiką, bez bezpośredniego udziału eksperymentu.
    Nie wszystko da się zweryfikować nawet w tak ścisłej nauce, jak matematyka, bowiem są w niej problemy nierozstrzygnięte, twierdzenia formalnie nieudowodnione.

    Medycyna dotyczy bardzo skomplikowanych systemów (organizmy ludzkie plus środowisko) i jest częściowo nauką, częściowo rzemiosłem, czyli stosowaniem umiejętności wynikłych statystycznie z pozytywnych doświadczeń.
    Dziś pomiary w medycynie odgrywają pierwszorzędną rolę. Pamiętam, ze jeszcze jakieś 50 lat temu w PRL rentgena robiono tylko w bardzo szczególnych przypadkach, nie wiem, czy analizy krwi było dostępne.
    Dziś technologia tak poszła do przodu, powstała tak olbrzymia rozmaitość badań wykonywanych na ludziach, że przeciętny pacjent ma znać tylko nazwę i czy wynik ma dobry, czy nie.

    No, wczoraj robili mi doplera szyi. Lekarz powiedział, że 5,5 czegoś tam, to jest dość dobry wynik.
    We wtorek oddałem krew i zrobiono mi cukier, PSA i enzymy wątrobowe, na przykład. Lekarz powiedział, że coś za nisko jest w enzymach, reszta jest w porządku. Tyle przeciętny pacjent może powiedzieć. Reszta należy do lekarza, który zlecił te badania i lekarzy, którzy wykonali badania i opisali wyniki.

    Nie mówiąc już o tym, ze po wykonaniu np. rezonansu kolana pacjent dostał wyniki w postaci obrazka, płytki zawierającej wyniki oraz słownego opisu. Co pacjent może powiedzieć o wynikach, jeśli nie powiedział mu co nieco lekarz lub nie spotka innego podobnego pacjenta z prześwietlonym kolanem, który coś tam więcej słyszał o tego rodzaju prześwietleniach? Może powiedzieć nic.

    Jesteśmy w rękach lekarzy-specjalistów, lekarzy-operatorów urządzeń, w sieci techniki.
    Pzdr, TJ

  544. wbocek
    g.21:28
    Nigdy nie byłam blondynką, nawet od nowości, ale nie lubię, gdy blondynkę dowcipnie utożsamia się z kretynką, w czym celują bruneci, szatyni, blondyni i łysi.
    Nawet Ty, wbocku umiłowany.

  545. mag
    5 września o godz. 21:56

    W obronie wbocka powiem tylko że była tu taka osobniczka o ksywie blondynka, bardzo podobna w treści do czwórkowej. Może to nawet była ona.
    Więc mam nadzieję że o nią chodzi wbockowi, a nie o blondynki ogólnie. Bardzo niefortunny nick, trzeba przyznać.

  546. izabella
    5 września o godz. 21:55
    myslę, ze różnice w wystepowaniu schozofrenii, bulimii i anoreksji oraz innych niewymienionych w liczbie mniejszej niż na zachodzi wynika tez z mniejszej świadomości pewnych dolegliwości . Zwykłego dołka, lekkie przgnębienie listopadowe niektórzy bagatelizują, inni są gotowi biegać po docentach profesorach, żeby potwierdził im wystapienie u nich (modnej w niektórych kręgach) depresji.
    Gdy tymczasem to naprawdę ciężka przypadłość.
    Że o innych problemach nie wspomnę.
    Statystycznie mamy tez tyle samo głupców co mądrych ludzi. Statystycznie , jak z trzema nogami, gdy idziemy z psem.
    Ale nieco jestem zaskoczona wynikami Czech- skoro istnieje domniemanie, że te wszystkie psychiczne przypadłośći to wina religii, to Czesi powinnie mieć najlepiej poukładane w głowach.

  547. @@Tanaka, Konstancja
    Jaka tam warszawa (zresztą warszawy wcale nie były czerwone, najczęściej popielate albo błękitne) która tylko nazwę ma zawłaszczyć, bo ani ducha ani wizualu.
    Zresztą zauważcie, że samochody różnych marek co kilka lat zmieniają „skórę” zgodnie z nowym dizajnem. I znowu wszystkie są podobne.

  548. mag
    5 września o godz. 21:56

    Jestem łysy, mag, więc wychodzi, że mam prawo. Ale co powiedzą policjanci względem znanych o nich stereotypów? Co – kucharki? Co – sprzątaczki? Co – koła gospodyń wiejskich? Co – konowały? Co – katabasy? Co – inteligent? Co – grecki filozof? Co – chłop w gumiakach? I można tak bez końca. Ty akurat uczuliłaś się na „blondynkę” i daj Ci Boże zdrowie. Niestety, protokołami rozbieżności nie zmienisz obyczajowości. Nawet Ty, błogosławiona między niewiastami, która przynosisz pokój.

  549. @izabella
    5 września o godz. 21:38

    Kiedyś widziałem, jak dzieci budowały duży zamek z Lego w dwóch kolorach. Nauczycielki matematyki przy nich chyba nie było, bo wyszedł istny Pollock.

  550. konstancja
    5 września o godz. 22:03

    A z drugiej strony, jeśli religia jest aż tak pomocna jak twierdzi Stachu, to w Polsce powinno być dużo lepiej niż w Czechach. A nie jest. Może po prostu wiara religijna jest nieistotna. Skutek podobny do zbierania znaczków.

  551. pombocku, naści, dołożyłam rower. Czego stał tyle nieużywany w garażu to nie wiem, to nie grzech ale wstyd.

    https://photos.app.goo.gl/gbGKB9fC6KeoGNKq9

  552. bubekró
    5 września o godz. 20:01

    Ale czy łosoś płynął w stronę światła?

  553. izabella
    5 września o godz. 22:03

    Dziękuję, izabello, ale mag mnie nie zje, jako i ja jej – nie. Rzeczywiście chodziło mi o jedną, bo takich stwardniałych epitetów w zasadzie nie używam. Ale używanie w powszechnym obiegu to też bardziej słowny automatyzm niż rzeczywiste przypisywanie blondynkom intelektualnej wyjątkowości. Moja koleżanka ze studiów – nawet dziś pełnowymiarowa blondynka – sama o sobie mówi: „blondynka”.

  554. blondynka, vera, czwórzasta, kasandra, cała grupa do siebie podobna

  555. @Nefer
    5 września o godz. 22:19

    Od pyszczka ciemnego halibuta do jego ogona – tam był otwór chyba niezbyt jasny. Blady Łosoś, jak powiada Księga, wpłynął do Szarego Beretu z Antenką (z dwiema antenkami), który symbolizuje prozę życia.

  556. Nefer
    5 września o godz. 22:15

    Uoj, Neferko, podziękowanie za rowerko. Galanty. Ale już bym Ci przerabiał, żeby dół ramy był niżej górnej krawędzi osłony ancucha. Żebyś za wysoko nóg nie zadzierała przy wsiadaniu. Jakich nóg, co ja pieprzę – nogi. Ty wiesz, co by było, gdybyś dwie nogi od razu zadarła?

  557. Nefer
    5 września o godz. 22:24

    Regularne TWA.

  558. bubekró
    5 września o godz. 22:24

    No to nie mógł do światła jak beret szary i teraz w kółko się kręci po ćmoku 🙁

    wbocek
    5 września o godz. 22:28

    Pacnęłabym na… no? Jak ten bocian, że niby dlaczego stoi na jednej nodze. Bo jakby podniósł drugą?

    Ździebeńko siodełko mam za wysoko. Nic a nic się na rowerach nie znam. Szkoda że mu kazałam tyle stać nieużywawszy bo prawie nowy. Ale zamiaruję rowerować po okolicy, tylko że tu nie ma specjalnie gdzie zdjęć robić. Ta alejka tak mi się spodobała że ze cztery razy tam i nazad, i już tak jesienią pachniało zaraz po burzy i deszczu że hej.

  559. @Nefer
    5 września o godz. 22:39

    Z tą symboliką bladego łososia bywa różnie. W scenariuszu do „Klątwy Bladego Łososia” Mistrz Zakonu Czarnego Królika wysyła swego ucznia (w tej roli miał grać Sony Chiba) po bladego łososia – diament ze świątyni Bul-Ka-Coś. A diament to już się z czymś błyszczącym kojarzy.

  560. @izabella
    5 września o godz. 21:55

    A teraz te „niezłe” wyniki dla Polski (lepsze niż na zgniłym Zachodzie) wypada skorelować z liczbą psychiatrów na milion mieszkańców
    Polska – 90 (gorzej mają tylko Bułgarzy)
    Francja – 228
    Szwecja – 232

    i liczbą samobójstw na 100 tys.

    Polska – 18 (29 proc. z powodu choroby psychicznej)
    Francja – 14 (8 proc. z powodu choroby psychicznej)

    Na wizytę u psychiatry czeka się w Polsce kilka (!) miesięcy

  561. Nefer
    5 września o godz. 22:39

    Neferko, ta alejka to cudo tunel ze światełkiem na końcu.

  562. @bubekró
    5 września o godz. 22:43

    „A diament to już się z czymś błyszczącym kojarzy.”
    Albo z popiołem 🙁

  563. Nefer
    5 września o godz. 22:39

    Uomatkoboskokrólowoniosko, dopiero teraz się kapłem przez tego boćka-klekoćka, co by mogło być, gdybyś drugą nogę zadarła! Mogłabyś przestać stać. Ale sztywny jezdem na łeb.

  564. @Tobermory
    5 września o godz. 22:48

    O, to nowe pole do egzegezy. Węgiel – popiół – diament. Troistość zamiast dwoistości. Szarość rozdzielająca czarnobiałość. Trójwymiarowy Tenis (w dwóch postaciach – stołowej i ziemnej) zamiast dwurybiego Yin-Yang.

  565. Sobie poczytalem (po wakacjach)… i…

    Zastanawia mnie krotkowzrocznosc blogowiska!

    Zdumiewa zaslepienie!

    Wkurza bezmyslnosc w ocenie tego co Olejnikowa, a pozniej Zakowski i reszta dziennikarskiego mainstreamu zrobila i robi dalej z Robertem Biedroniem.

    Czy Wy Ludzie uwazajacy sie za myslacych, jestescie pewni tego, ze myslicie samodzielnie?

    Czy nie przyszlo Wam nawet na sekunde, na mysl, ze sie dajecie manipulowac?????

    Czy jestescie w takim amoku, ze nie jestescie w stanie dostrzec, ze wpierw Olejnikowa, a pozniej Zakowski i jego klaskacze, dokonali „egzekucji” Biedronia?

    „Egzekucji” dokladnie takiej samej, jakiej wczesniej dopuscili sie na Januszu Palikocie!!!!

    Czepiacie sie Biedronia z jednej strony o to, ze nie usunal pedofila, ze niue wywalil urzedniczki, a czepiacie sie nie znajac procedur i pomijajac zlozonosc i funkcji Prezydenta Miasta ..

    Czepiacie sie, ze Biedron nie przedstawil swoich planow u celow, a nie bierzecie pod uwage tego, ze sie nie zdradza swojemu wrogowi ani celow, ani zamiarow, ani niczego, co wrogowi dopomogloby w zwalczeniu ciebie…

    W/g mnie Biedron tak jak mogl i jak to bylo mozliwe, sie wybronil. Na mnie wywarl dobre wrazenie, a to co uczynila Olejnikowa, czy pozniej Zakowski i jego wspierajacy, kwalifikuje sie jako dowod na zlamanie etyki dziennikarskiej, jako dowod na to, ze wspomniani przekroczyli granice etyki dzinnikarskiej i z bezstronnych, opisujacych sprawy dzinnikarzy, zajeli pozycje manipulatorow wplywajacych na odbior i ocene…

    Wasze reakcje sa najlepszym dowodem na manipulowanie dokonane przez wspomnianych manipulatorow, mnieniacych sie „bezstronnymi”.

    pozdrowka
    ~l.

  566. @Antonius

    Jutro napisze. Dzis poczytalem i napisalem o tym co mnie poruszylo.

    pozdrowka
    ~l.

  567. O bloże, to nieźle ten łosoś popłynął. A ja tylko chciałem go zaklasyfikować, prawy li on ateista (i na ile ortodoksyjny) – ? A jemu szum zamiast mózgu i tunele się ostały. Wygląda że w takiej odległości od wstępniaka już prawa fizyki nie obowiązują.

  568. Tymczasem @lonefather trzeźwo, ku wstępniakowi i rzeczywistości pozablogowej.

  569. Szary Kot
    5 września o godz. 23:38

    Popłynął? Znaczy ktoś go czymś popił?

    ***

    lonek, weź się nie rzucaj jak ten nie przymierzając łosoś na patelni.

  570. Wolny dzień mi się skończył a więc do następnego poczytania, dobranoc Państwu.

  571. @wbocek 5 wrzesnia, 20:25
    Ach te skroty myslowe, ilez mozna nimi wytlumaczyc! I – „nigdy tego nie powiedzialam”, bo komuz zechce sie sprawdzac komentarze sprzed jakichs dwoch lat?
    Natomiast ja z ta sprawa mam rozne skojarzenia, w ktorych pojawiasz sie i Ty. Na „odmozdzonych” zareagowalam wciagajac Ciebie w grupe stronnikow @Na Marginesie, bo gdzies sie wtedy blisko na stronie pojawiles. Odpisales, ze kiedy toczyla sie awantura, Ciebie nie bylo na blogu, bos wlasnie sobie plywal po Jamnie (czy cos tak). Zakonczyles slowami: „Wiec prosze sie ode mnie odkrochmalic”. Ja zapamietuje takie malownicze slowa a wraz z nimi ich kontekst.

  572. Nefciu…

    Jak ja sie „rzucam” jak ten tego „losos na patelni”, to Ty musisz byc zwykla „snieta ryba”!!!

    pozdrowka
    ~k.

  573. @Nefer

    Ocena „snieta ryba” to mam nadzieje, ze rozumiesz, odnosi sie do Twojej bezkrytycznej aprobaty, jaka bylas okazalas dla efektu manipulacji Olejnikowej, a nie do Ciebie personalnie.

    Napisalem cos co sam uwazam za oczywiste, ale przestalem byc pewien oczywistego, wskutek czytania tego co raczylas pisac… Dlatego zdecydowalem sie napisac, zeby oczywiste bylo caly czas oczywiste i nigdy oczywistym byc nie przestalo…

    pozdrowka

    ~l.

  574. @kruk
    Przyganiał kocioł garnkowi. Po co ci to? Statystyki prowadzisz, traumy kolekcjonujesz?
    Dziecinnie to brzmi.
    – a on mi plose pani napluł na noge!

  575. Popieram opinię, którą napisał lonefather 5 września o godz.23:30 w obronie Roberta Biedronia.

    W Polsce nie ma niezależnych, obiektywnych i wolnych mediów dlatego polski boży ludek jest ciemny i totalnie zmanipulowany.
    W kraju zarządzanym według wzorca watykańskiego totalitaryzmu polskie pseudo-dziennikarstwo i media spełniają rolę ambony i tuby, z której sączą się kłamstwa, obłuda i totalna manipulacja.

    W katolickiej Polsce dominuje prokościelne pseudo-dziennikarstwo, które z gorliwością zwykłego katomatoła realizuje polecenia swoich koloratkowych mocodawców.
    Na uwagę zasługuje fakt, że kreowani na wzorce i medialne gwiazdy polskiego dziennikarstwa ludzie to wyłącznie katolicy z rekomendacją i poparciem kleru.

    Obok starych, nawiedzonych religijnie propagandziarzy takich jak Olejnik, Pochanke, Kolenda, Durczok, Marciniak, Rymanowski, Gawryluk, Kajdanowicz, Kraśko, Michnik, Wielowiejska, Lis, Zakowski etc. – cała reszta to absolwenci rydzykowych i im podobnych szkółek medialnego manipulowania tępą opinią publiczną. To kler i im posłuszni poumieszczali to tałatajstwo jak implanty we wszystkich prawie mediach. Ci pseudo-dziennikarze zdewaluowali już wszystkie kryteria i pozytywne cechy oraz sens zawodu prawdziwego dziennikarza. Dzięki temu dziennikarskiemu motłochowi media przestały spełniać pozytywną rolę informacyjno-edukacyjną.

    Tacy dziennikarze jak wymienieni wyżej i takie media jak TVN, TVP, Polsat i im podobne oraz wszystkie kościelne wspólnie z watykańskim klerem, „opus dei” i wybranymi spośród katolickiego motłochu politykami na wszystkich szczeblach władzy ustawodawczej i wykonawczej są sprawcami faktu, że dziś Polska to religijny grajdoł w środku Europy.
    Takie „dziennikarstwo” z główną „przeoryszą” M.Olejnik na czele ma w tym swój olbrzymi udział.

    ps:
    wyjątkiem jeśli chodzi o niezależność mediów jest jedynie tygodnik NIE Jerzego Urbana.

  576. kruk

    Jak zwał, tak zwał, byleby się jakoś miał.
    Rzecz w tym, że zwykle już od pierwszych kontaktów ludzie wiedzą, czy są z kimś kompatybilni, czy niekoniecznie. Lub nawet odwrotnie – od pierwszego slowa i wejrzenia jest niechęć. Jeśli kompatybilni -automatycznie jest chęć zgadzania się, jeśli niekompatybilni – chęć niezgadzania się. W drugim wypadku kontakty takiej pary są nieustającą konfrontacją polegającą nie na zmierzaniu do prawdy, lecz na szukaniu, z czym by się z tym palantem nie zgodzić. Kiedy wyczuwam takie właśnie z kimś relacje, od razu mam chęć opuścić agorę. Powiedzmy, że jest to chęć z gatunku onegdajszych sześcioletnich planów, które były dobre, tylko wykonanie – gówniane.

  577. @kruk 6 września o godz. 0:08
    Teraz nie tylko łżesz, ale brniesz.

  578. Pombocku, dzięki jamneńskie za obronę!
    Chwilowo zajętyk, ale doceniam i dziękuję.

  579. @Ewa-Joanna
    O jakie przyganianie i traumy Ci chodzi? Co bys Ty zrobila, gdyby Ci zarzucono klamstwo?
    Jezeli chodzi Ci o to, ze przytoczylam niegdysiejsze slowa @wbocka, to nie widze w czym zlo. Sama sie przeciez oskarzam o przypisanie mu pogladu, ktorego nie wyglosil. Moje wspomnienia mialy tylko uwiarygodnic to, co teraz mowie. Na szukanie dowodow w postaci cytatow sprzed lat nie mam czasu i nie widze w tym sensu. Kto pamieta – dobrze, kto nie pamieta – trudno.
    Teraz przejde do rzeczy przyjemniejszych. Twoj wczorajszy wpis wprawil mnie w bardzo dobry humor. Po piewsze Twoj koncyliacyjny apel dawal odetchnac po paskudnych, trzeba przyznac, sporach. Po drugie ucieszylam sie, ze masz o mnie tak dobra opinie. Nazwanie mnie „dziewczyna”
    sprawilo mi nawet wieksza przyjemnosc niz dodany do tego slowa komplement. Przez sekunde poczulam sie dwudziestolatka. Jakze przyjemnie byloby przedzierzgnac sie choc na jeden dzien w swoje mlode wydanie. Ale dobrze, ze to niemozliwe, bo powrot do rzeczywistosci bylby straszny.
    Pokus Fausta nie odczuwam. W dzisiejszych realiach pokusa byloby poddanie sie zabiegom odmladzajacym – face lift, botoks, wypelniacze. Na to uodpornil mnie widok moich rowiesniczek,
    ktore to zrobily. Wole sie zwyczajnie pograzac w starosci.
    Bardzo trafne wydaja mi sie Twoje slowa o wbijaniu kija w mrowisko. Tylko powinnas byla byc ostrozna z ukaszeniem przez mrowke. Ktos moglby to przyjac jako despekt. Na razie chce sobie dac spokoj z kijem. Juz bym to zrobila, gdyby nie wywolal mnie wbocek.
    Chce Ci jeszcze powiedziec, ze nie zaliczam Cie do ortodoksow w czymkolwiek. Przeciwnie – mysle, ze nieortodoksja jest Twoja natura, dlatego moge sie z Toba roznic w pogladach bez zlosci.

  580. @Pombocek
    Doceniam Twoj obiektywizm. Lubic sie nie musimy.

  581. @tejot 5 września o godz. 21:55
    Co pacjent może powiedzieć o wynikach, jeśli nie powiedział mu co nieco lekarz lub nie spotka innego podobnego pacjenta z prześwietlonym kolanem, który coś tam więcej słyszał o tego rodzaju prześwietleniach? Może powiedzieć nic.

    Jesteśmy w rękach lekarzy-specjalistów, lekarzy-operatorów urządzeń, w sieci techniki.

    Żartobliwie odpowiadając – aby się leczyć trzeba być zdrowym jak koń i mieć energię źrebaka.

    A poważniej to odpowiedź jest bardzo prosta.
    ZAMIAST tracenia czasu na szkolne lekcje katechizmu plus cały ten czas tracony w szkole na okołokościelne i okołoreligine zajęcia przeznaczyć na coś całkiem innego.

    Na naukę pierwszej pomocy i zdrowego trybu życia.
    Palenie obciachem, picie do upicia – obciachem,
    aktywność fizyczna – tu całkowicie popieram @wbocka – nikt nie kończy podstawówki bez umiejętności pływania (np. definiowanej jako 400m bez przestanku i 25m pod wodą), państwo powinno popierać sporty MAJĄCE SENS, czyli nie żadne debilne skoki narciarskie, rzut młotem czy skok o tyczce ale takie, w których każda pokraka może uczestniczyć i których trenowaniem może sobie sama – ta pokraka – zdrowie poprawić.

    Edukacja świadomego pacjenta. Zamiast bajkowych historyjek o braciach w piecu, płonących krzakach i ojcu mordującym synka nożem przecież każda ilość edukacji przygotowującej ludzi do bycia konsumentem usług zdrowotnych byłaby przydatna. Nie każdy ma rodziców – lekarzy mogących wytłumaczyć mu co i jak. Nie wszystko, co można znaleźć w internecie mozna przyjmować bezkrytycznie. Suplementy, homeopatia, itp.
    Ach, temat – rzeka.

  582. @lonefather, 23:30

    naprawdę uważasz, że tylko Ty jesteś odporny na manipulację, a wszyscy wypowiadający się krytycznie o zachowaniu Biedronia są odmóżdżeni?
    To nie dziennikarze szkodzą Biedroniowi, to Biedroń szkodzi sam sobie.
    Biedroniowi potrzebny jest na cito bardzo dobry doradca, a nie bezkrytyczni apologeci miotający gromy na jego rzekomych przeciwników.
    Bardzo dobrze opisał zachowanie Biedronia Kalukin. Wczoraj @Nefer podała link:
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1762524,1,tajemniczy-pasjans-roberta-biedronia.read

    Powiedz sam co to są za argumenty w ustach polityka, który mierzy w premierostwo:
    Jestem przekonany, że Polacy pokochają mojego partnera, tak jak ja go kocham od 16 lat Egzaltacja nastolatka.
    Ta jego wczorajsza wypowiedź dla prasy już się znalazła na top liście cytatów. Po co, na co takie wypowiedzi? A co mnie obchodzi partner, partnerka jakiegokolwiek polityka? Jego sprawa. Nie obchodzą mnie czyjekolwiek amory. Niech mi polityk powie co i jak chce zrobić. A tu Biedroń bije pianę. To, że chce mojej szczęśliwości to za mało. Deklarowali mi to politycy od ponad pół wieku.

    Jeżeli dziennikarze, poza prawicowymi i konfesyjnymi, zrobili jakąś krzywdę Biedroniowi to tylko tym, że chyba zanadto pomagali mu w pompowaniu ego. I zrobiła się z niego medialna wydmuszka.
    Najwyższa pora żeby się ogarnął.

  583. @lonefather

    Biedroń nie jest w polityce świeżynką, nie od dzisiaj ma do czynienia z tymi wszystkimi dziennikarskimi „gwiazdami”, wie, czego może po nich się spodziewać. Mimo to co chwilę dawał się Olejnikowej wsadzać na minę. Wywiadu z Żakowskim nie słuchałem.

    Poza tym właśnie chodzi o te procedury, które obowiązują. Mógł jasno i wyraźnie (w końcu urzędujący prezydent i ma odpowiedni zespół ludzi) wyjaśnić, jak się odbyło i czemu tak się odbyło, bez odwoływania się do ogólnej zasady, że KPA zabrania rozpatrywania anonimów i plątania wątków. Może zabrania, może nie, może tylko dopuszcza możliwość ignorowania takich donosów.
    Przyznasz (albo nie), że próba obrony na zasadzie „a u was biją Murzynów” też nie jest najwyższej próby. Jeszcze raz powtórzę: wiedział gdzie idzie, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością mógł przewidzieć, że pierwsze o co go zapyta, będzie sprawa pedofila. Mógł się przygotować, a nie liczyć jedynie na ujmujący uśmiech. Bo potem wychodzi, jak wyszło.

    Po drugie. Nie zdradza się celów. Jasne, że nie. Ale przynajmniej jakiś konspekt, zarys by się przydał, jeśli chce budować nową formację i zebrać sympatyków. Same komunały o tym, że chce zmienić „oblicze tej ziemi” nie wystarczy. Poza tym w końcu jednak na tych spotkaniach coś będzie musiał zaprezentować. Może to była taka okazja?

    Ocena Olejnikowej pozostaje tu poza dyskusją.

  584. PS

    Za to łosoś popłynął nad wszelkie spodziewanie. Tak coś czułem.

  585. kruk
    6 września o godz. 2:48

    No to jak Ty, kruku, doceniasz obiektywizm, to Ci powiem, że o nierzadkim zjawisku, kiedy argumentację poprzedza niechęć do rozwodnika…tfu!…zawodnika, powiedziałem we wpisie do Ciebie niekoniecznie mając Ciebie na muszce. Tak mi się bez specjalnego adresu powiedziało. Nie wyparowało jeszcze ze mnie dawne wrażenie, że również starasz się być obiektywna. Ono zostało tylko przyćmione Twoim niemal obsesyjnym przypisywaniem kilku częściej się wypowiadającym o polskim katolicyzmie uczestnikom jakiegoś uporczywego prześladowania wierzących. Jakbyś nie zauważała, że każdy z nich nie raz i nie dwa deklarował – również Namargineska, Tanaka i ja – że nie ma nic do uprawiania przez kogokolwiek religii w swej – jak zalecał Jezus – izdebce. Tutejsi ateiści też uprawiają krytykę religii w swej izdebce, a nie na placu Czerwonym czy Pigalle, więc stawianie im zarzutu, że kogoś prześladują, jest kuriozalne. Żeby zaistniało zjawisko prześladowania, muszą być konkretni prześladowani, konkretne ofiary. Kto więc jest prześladowany – katolicy en bloc? W ten sposób ofiarą jest również cała ludzkość, kiedy tysiące zdrowych na oczy każdego dnia powtarzają, że największym szkodnikiem w dziejach ziemi jest człowiek. Źle mawia się również o policji, prawnikach, lekarzach, nauczycielach i starych babach w maglu. Ludzie stanowiący katolicki Kościół nie są nietykalną świętą krową. A złe mówienie o głośnych nie wzięło się z powietrza, lecz stąd, że – głośni. Głośni i obiektywnie szkodliwi, bo chcą urządzać życie WSZYSTKIM na swój katolicki ład. Złe mówienie o Kościele katolickim wzięło z jego realnych praktyk i władczej roli w państwie (Nie zauważyłaś, że nie zajmujemy się tu innymi chrześcijańskimi sektami?). Złe mówienie o Biblii zaczęło się wtedy, kiedy wnikliwi i trzeźwi odkryli, że jest zbiorem baśni i mitów, które we współczesności podobni trzeźwi mają za bijące w oczy i uszy oszustwo. My tu w swej izdebce krytykujemy nie tylko zachowania tych świętych i obraźliwych w dziedzinie własnych uczuć i bez żenady obrażających innych – jak ten ksiądz – ale i krytykujemy źródła tych zachowań: Biblię i Kościół. Ta krytyka jest rezultatem osobistego i wnikliwego POZNANIA tych żródeł, a nie papugomałpiego uczestnictwa w tłumie pokrzykującym: „lewactwo!”, „zdrajcy!”, „targowica!”, „A na drzewach zamiast liści…”. Krytykujemy całą religię, nie przenosząc tych krytyk na prywatne relacje z ludźmi wierzącymi, z którymi przecież na co dzień współegzystujemy, a małżeństwo katoliczki z ateistą lub odwrotnie nie jest czymś niezwykłym. W codziennym, nieodświętnym życiu nie istnieją u nas demonstracyjnie na wielką skalę – w odróżnieniu od krajów islamskich – ani religie, ani ateizm. I oby się to długo nie zmieniło (choć idzie ku gorszemu), a najlepiej – żeby wróciło do stanu w PRL. Ateizm, nie daj Boże, państwowy – jakim się po transformacji zaczął stawać katolicyzm – stałby się rzeczywiście ideologią (jak słabsi na głowę religianci teraz wmawiają), a to już było przerabiane. W ZSRR otwarta wojna państwa z religią doprowadziła do rozmnażania się sekt, z którymi władza nie bardzo potrafiła sobie radzić… Pardą – rozpędziłem się. Dzień dobry, kruku i dobranoc, pchły – za okno na noc.

  586. Tejot 5 września o godz. 17:47

    “Skanował on metodą fNMR układ nerwowy łososia „pokazując” temu łososiowi zdjęcia (istna kpina z naiwnych naukowców) i rejestrując rzekome aktywności układu nerwowego skorelowane z treścią pokazywanych zdjęć. “

    „Pokazywanie zdjec” nie bylo kpina lecz dokladnoscia badania kontrolnego – aby osiagnac te sama dlugosc rejestrowania, wlaczanie tej samej aparatury (m.i. wyswietlacza zdjec) co w rzeczywistych badaniach.

  587. @@@konstancja, izabella, Tobermory,

    przez długie lata, a nawet wieki, Polcy i Polaczki rozwiązywali problemy zdrowia psychicznego przy pomocy plebana, gorzały, sznura i siekiery. Same problemy były traktowane jako wstydliwe.
    Dzisiaj plebanowi pospieszyli na pomoc egzorcyści, gorzałę wspierają prochy i dopalacze, sznur i siekierę media społecznościowe.
    Psychiatrów jak na lekarstwo. A i tak sporo z nich nadal funkcjonuje w modelu biologicznym, ignorując model humanistyczny.
    Pojawili się masowo tak zwani kołcze odpowiadający na pytanie: „jak żyć”. Kołcz pełni rolę środka przeciwbólowego. Łagodzi problem, ale go nie rozwiązuje. Pomaga wytrenować konkretne zachowanie, przydatne, ale nie rozwiązujące problemu.
    Wyemancypowana klasa średnia, lewacy i leberały, kupują sobie pomoc kołcza za jasno określoną stawkę. Biedota i konserwa, za cołaskę, korzysta z patryjotycznych metod prapolskich.

    Pojawiają się w zapisach zadań własnych gmin programy z zakresu zdrowia psychicznego. Koncentrują się głównie na pomocy chorym psychicznie i leczeniu uzależnień. Problem profilaktyki potraktowany jest marginalnie. Tyle w teorii. Nie wiem jak wygląda praktyka.

    Co do badań. Czytałem o sukcesach terapii grupy narkomanów zaangażowanych w prace charytatywne w Medziugore (?). Pytanie: co zdecydowało o tym sukcesie? Religia, poczucie przynależności do grupy, zaspokojenie potrzeb akceptacji i poczucia sensu? Zamiana jednego uzależnienia na drugie? Znane i opisane jest zjawisko uzależnienia trzeźwych alkoholików od pomagania. Czy wszystkie te czynniki po trochu?
    Who knows?

  588. zza kałuży
    6 września o godz. 3:19

    Mój komentarz
    Zza kałuży. Edukacja w dziedzinie profilaktyki oraz obserwuj i poznaj samego siebie, anatomia w prostym wydaniu, coś z fizjologii, dieta, kapitalna rola ruchu, wysiłku fizycznego, uświadomienie, że nadużywanie jest bezsensowne, itd.

    Odnoszę wrażenie po wyrywkowym zapoznaniu się z podręcznikami szkolnymi, że w edukacji, przynajmniej tej wynikającej z podręczników na te sprawy jest kładziony nacisk. Tylko, że tutaj stoi na drodze i przeszkadza problem, który jest wieczny w Umęczonej – plan dobry, zamiary dobre, tylko wykonanie nie wychodzi. Ale jakieś pozytywne wyniki są.
    Pzdr, TJ

  589. @paradox57, 7:54

    Wywiadu z Żakowskim nie słuchałem

    W tej chwili jest już dostępny tylko odpłatnie:
    http://audycje.tokfm.pl/podcast/Biedron-Premier-ma-realna-wladze-po-to-sie-tworzy-ruch-spoleczny-zeby-siegnac-po-wladze-i-ponosic-wspolodpowiedzialnosc-za-kraj/66574

    Wzburzeni okrucieństwem mediów mogą jeszcze po północy posłuchać, za darmo, powtórki dzisiejszych komentatorek poranka, które skupiły się na plusach dodatnich Biedronia. Miód na zbolałe serca.

    Polacy dewizowi mogą słuchać radia TOK FM przez internet. Na żywo za darmo. Podcasty za mamonę.

  590. karat.
    6 września o godz. 8:54
    Tejot 5 września o godz. 17:47

    “Skanował on metodą fNMR układ nerwowy łososia „pokazując” temu łososiowi zdjęcia (istna kpina z naiwnych naukowców) i rejestrując rzekome aktywności układu nerwowego skorelowane z treścią pokazywanych zdjęć. “

    „Pokazywanie zdjec” nie bylo kpina lecz dokladnoscia badania kontrolnego – aby osiagnac te sama dlugosc rejestrowania, wlaczanie tej samej aparatury (m.i. wyswietlacza zdjec) co w rzeczywistych badaniach.

    Sądzę, że taką samą długość rejestrowania można było osiągnąć bez „pokazywania zdjęć”, a np. odmawiając zdrowaśkę lub dwie lub odliczając czas na stoperze. Dokładnie taki sam efekt by uzyskał Bennett w swoich badaniach aktywności układu nerwowego łososia.

    Ale niech będzie, to było badanie kontrolne i było wykonane dokładnie tak, jak w innych eksperymentach by nie było wątpliwości przy analizie wyników.
    Pzdr, TJ

  591. @wujaszek wania 9:34

    Szczerze powiedziawszy, specjalnego wzmożenia nie czuję. To była tylko taka luźna uwaga, bo po wywiadzie u Olejnik niczego specjalnie odkrywczego po Żakowskim się nie spodziewałem w potraktowaniu Biedronia. Ta wyrocznia dziennikarska od dawna wzbudza we mnie jedynie irytację.

  592. @Na marginesie,

    nie daje mi spokoju Twoje sformułowanie z 3 września o godz. 23:56.
    Pisząc do @tejot, stwierdzasz:
    … w przeciwieństwie do praktyk para-religijnych, do których należy opanowanie ciała przez medytację,…
    O to opanowywanie ciała mi chodzi. Jest to zaprzeczenie istoty medytacji. W medytacji nie chodzi o opanowywanie, które zawsze jest rodzajem przemocy, ale o poszukiwanie i wypracowywanie jedności, harmonii, równowagi pomiędzy ciałem, umysłem i oddechem. U podstaw takiego myślenia leży filozofia holistycznego podejścia do człowieka. W odróżnieniu do konfrontacyjnego przeciwstawiania ciała i „ducha”.

    Piszę o tym nie po to, żeby Cię łapać za słówka. Chodzi mi o uświadomienie, nam wszystkim, jak głęboko tkwią w nas skrypty i schematy kulturowe. Jak łatwo jest przepuścić i rozpuścić to co ze Wschodu w mentalności Zachodu.

    Znam osobiście nauczycielkę jogi, która od lat z niezwykłą sumiennością „praktykuje” jogę, jest wegetarianką, pilnie studiuje ajurwedę, jeździ na szkolenia, zgromadzenia, konferencje.
    Rzecz w tym, że po ponad 30 latach nadal nie rozumie czym jest joga i nadal katuje siebie i innych tak, jak nauczono ją to robić w szkole baletowej i na AWF.
    Na początku znajomości próbowałem jej to uświadomić. Bez skutku.
    Efekty są dramatyczne aktualnie walczy z kolejnym raczychem. I nic nie wskazuje na to, żeby miało się coś zmienić.

    Wszystko tkwi w sposobie myślenia.

  593. @paradox57, 9:43

    zgadzam się, że Olejnik i Żakowski to szczególne osobliwości, tfu, osobowości żurnalistyki. Co nie zmienia faktu, że nie wszyscy się błaźnią rozmawiając z nimi.

    Może wzmożeni skorzystają z namiarów 😉

  594. Do stu tysięcy fur zgniłej sieczki, alem się zdrzaźnił!!!
    Odebrałem dwa telefony (stacjonarny, mobilny) od tej samej firmy paramedycznej, która chce mnie zrelaksować, czytaj: ulżyć mojej sakiewce.
    Pan i pani zaczęli rozmowę od informacji, że rozmowa jest nagrywana.
    Nie pytali o zgodę. Po prostu informowali i już! Tak po prostu.
    A kto, do najjaśnistej pulardy, dał im prawo do nagrywania mnie?
    Świat się do góry zadkiem przewraca!

  595. wujaszek wania
    6 września o godz. 7:35

    i

    paradox57
    6 września o godz. 7:54

    Szanowni Panowie,

    Pewna doza sympatii jaka mam do Roberta Biedronia nie ma nic, a nic, do rzeczy w mojej ocenie sposobu w jaki go wywiadywano. Sposob ocenilem i uznalem za manipulatorski. To, ze sie Biedron dolozyl do koncowego wrazenia to fakt, niemniej ten „wspoludzial” Biedronia nie oceniam jako jego wlasna inicjatywe, ale nadal widze jako skutek manipulatorskiego wywiadywania go. Tyle o manipulatorstwie.

    Co do samego Roberta Biedronia, to sympatia jaka mam dla outsidera spolecznego z LGBT, ktory zdolal sie przebic i zdobyc duza sympatie ze sporym poparciem, nie zacmiewa mojej oceny jego szans politycznych. A szanse polityczne R.B., nawet bez dyskutowanych wywiadow, ocenialem jako niewielkie w wyborach prezydenckich, a jako niepewne w parlamentarnych. Bo niewatpliwa sympatia spoleczna i wynikajace z niej poparcie sa zwyczajnie zbyt rozproszone, zeby sie w pewny sukces przeksztalcily. Niemniej szanse byly, ale chocby obserwujac Wasze i inne blogowe reakcje, po wzmiankowanych wywiadach drastycznie sie obnizyly.

    Podobne „zalatwienie” Janusza Palikota i wiodace role w jego „utopieniu” politycznym, odegrane niemal identycznie, przez wzmiankowanych i pominietych dziennikarzy, nie zostawiaja, przynajmniej u mnie, watpliwosci co do wykonania przez wzmiankowanych roboty politycznej, polegajacej na utraceniu politycznej konkurencji PO.

    Pominmy samego Biedronia, z jego wadami i slabosciami i skupmy uwage na tym co mnie oburzalo i oburza, czyli na naruszeniu ewidentnie widocznym, etyki dziennikarskiej, ktora o ile mi wiadomo, nakazuje bezstronnosc dziennikarza. Wzmiankowani dziennikarze kryguja sie i pozuja na bycie bezstronnymi i takimi sie byc wydaja w swoich licznych wywiadach. Ale jak sie porowna sposb w jaki kiedys prowadzili wywiady z Januszem Palikotem, czy obecnie z Robertem Biedroniem i porowna z tymi prowadzonymi bezstronnie, to widac roznice. Ja ta roznice oceniam wlasnie jako manipulatorstwo. A manipulatorstwo uznaje za naruszenie wymogu bezstronnosci, czyli etyki dziennikarskiej.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Jak kazdemu i mi sie przytrafia, ze pochopnie ulegne, ale nie bronie do upadlego pochopnych opinii i wrazen wlasnych, gdy dotra do mnie opinie podparte faktami, wymagajace ponownego przemyslenia i rewizji pierwotnej oceny. Tyle tytulem zbednego zarzutu, jakobym sie uwazal za jedynego co sie nie dal zmanipulowac. Uwazam, ze w omawianym przypadku, nie dalem sie zmanipulowac, bo ocenilem „robote dziennikarska” Pani Olejnik, Pana Zakowskiego i innych, nie wylacznie na podstawie wywiadow z Robertem Biedroniem, ale lacznie z wywiadami robionymi przez nich kiedys z Januszem Palikotem. I ocenialem tez nie same te wywiady, tylko sposby ich prowadzenia na tle innych wywiadow wymienionych dziennikarzy.

  596. @wujaszek
    U mnie tez informują o nagrywaniu a potem namawiają na ubezpieczenie pogrzebowe. A ja im grzecznie mowie, ze po śmierci niepotrzebne mi ubezpieczenie, bo już będzie mi wszystko jedno. Ale nie rezygnują… 🙂

  597. Jak do mnie dzwonia to mowie po Polsku i prosze, zeby zadzwonil ktos kto mowi po Polsku. Wylaczaja sie natychmiast i wiecej nie dzwonia. Moze @wujaszek zastosowac odwrotnosc tej metody, rezultaty powinny byc podobne.

    pozdrowka
    ~l.

  598. @lonefather 10:36

    Ależ metody pracy tych państwa nawet tu były już omawiane, z jednoznacznym wydźwiękiem. A może gdzie indziej? Natomiast rzecz dotyczyła samego Biedronia i jego zachowania (bez żadnych okoliczności dodatkowych w osobach pani Olejnik czy Żakowskiego) były przedmiotem oceny. I ta właśnie wypadła niezbyt dla niego korzystnie, moim zdaniem. Dał się wpuścić w kanał.

    Natomiast sam wywiad nie wywarł na mnie żadnego negatywnego wpływu na to, czy oddałbym głos na Biedronia. Jeśli już miałbym to rozważać, to jedynie na podstawie „programu”, który głosi, albo raczej nie głosi. Trochę on w podejściu do rozmów z ewentualnymi koalicjantami taki jak Zandberg z jego partią RAZEM. I fakt, że się szczyci tym, że nie odbiera telefonów. To, jak do q… nędzy chce się umówić na rozmowę z kimkolwiek? Przez sekretarkę? Umyślnego? Bez jaj. Znowu nie taka z niego ważna persona.
    Chce zebrać poparcie i zaistnieć? Proszę bardzo. Niech czerpie ze wzorców. Praktyka jest taka, że nawet Bonaparte i Juliusz Cezar nie zaczynali samotnie. Jeden w Dyrektoriacie, drugi w triumwiracie. Dopiero potem wykosili konkurencję. A z bliższych – Kaczyński. Skonsumował Ziobrę i Gowina, co nie udało mu się przy pierwszym podejściu z Lepperem i Giertychem. Wyciągnął wnioski. A Biedroń, oczywiście, chce sam. Nikt nie jest mu potrzebny.
    Z takim podejściem do robienia polityki naprawdę niepotrzebni są mu Olejnik i Żakowski.

  599. @Ewa Joanna, @lonefather

    Ja czasem od razu informuję, że zakład pogrzebowy.

  600. PS

    Chciałem napisać, że przyjął konwencję i tematykę narzuconą przez Moniczkę. A tego nie powinien robić. Chyba o tym, o czym mają rozmawiać są informowani? Przynajmniej w ogólnym zarysie. A może nawet jest to wcześniej uzgadniane.

  601. @wujaszek wania & wszyscy nagabywani przez telefonicznych wciskaczy kitu.
    Mam opracowaną formułke, którą wygłaszam, przerywając niegrzecznie w pół słowa (w przeciwnym razie zasypią mnie kolejnym słowotokiem) – rozumiem, że to pana/pani praca, co szanuję, ale żadna oferta mnie nie interesuje, więc życzę miłego dnia, do widzenia.

  602. @mag

    Bo ty grzeczna kobieta jesteś.

  603. paradox57
    Olejniczak i Żakowski to fachowcy żurnalistyki, a że bywają „niebezpieczni” dla swoich rozmówców (vide wpuszczenie w kanał Biedronia przez Moniczkę) to inna sprawa. Taka ich rola. Całkiem inna niż „dziennikarzy” pokroju braci Karkowskich, którzy hańbią tę profesję.
    Moje serce podąża za Biedroniem, bo chciałabym żeby mu „wyszło, tak jak wcześniej kibicowałam Palikotowi (lecz nie Kukizowi!), ale rozum – niekoniecznie.
    W polityce ambitne Zosie Samosie, bez jakiegoś zaplecza, niestety przegrywają. Biedroń za bardzo stawia na swój olśniewający uśmiech i rację, którą MA (czyli „posiada”).

  604. Antonius,

    Zapytałeś, czy aby nie za długi Twój wstępniak? Moim zdaniem nie tylko nie za długi, ale wręcz za krótki, ponieważ to świetny materiał na dobrą powieść i jakże różny od bezpłciowych i nudnych, i podobnych słowotoków a ten temat. Nic, co nie jest nudne, nie jest za długie.

    Krytycy literaccy od dawna narzekają, dziwiąc się jednocześnie, że czasy PRL, a i te, które nastąpiły po 1989 roku, nie znalazły -jak dotąd -znaczącego odzwierciedlenia w literaturze, a szczególnie chodzi o wydarzenia przełomowe. Powstało trochę filmów na ten temat, lepszych i gorszych, ale w literaturze posucha. Życie miałeś- co wynika z Twojej publikacji -ciekawe w równie interesujących czasach i miałeś możliwość obserwowania go z innej perspektywy niż przeciętny zjadacz chleba. Nie myślałeś o tym, żeby napisać coś większego albo przynajmniej kilka opowiadań, bo widzę tam kilka fajnych wątków godnych rozwinięcia.

  605. paradox57
    6 września o godz. 11:08

    i

    @mag i @zainteresowani

    Jesli nie wszystkie, to z pewnoscia znaczaca czesc pogladow Roberta Biedronia na rozne sprawy od samorzadu lokalnego, przez „obyczajowke”, po praworzadnosc i polityke panstwowa znamy z jego licznych wywiadow udzielanych w ostatnich latach.

    Moge o jego pogladach sluchac kolejny raz, ale nie cierpie, gdy nie slucham.

    Biedron nie jest tak calkiem sam, bo w jego obecnej ekipie jest chocby Pan Maciej Gdula, ten od „Raportu o Miasteczku”, czyli socjologii badajacej spolecznosc „Miastka”, w ktorym zwyciezyl PiS. Sa tez inni, co czyni „projekt Biedronia” przedsiewzieciem wygladajacym na powaznie przygotowywane. I w tym wlasnie przygotowywaniu ze startem zapowiadanym na Luty 2019 roku jest odpowiedz na zarzuty braku odpowiedzi na pytania o programy i ewentualne koalicje, stawiane Biedroniowi.

    Na tym etapie w jakim jest projekt, uznalbym Biedronia za idiote, gdyby na ktorekolwiek z pytan odpowiadal inaczej niz odpowiadal. Zarzut braku konkretu, jest zarzutem niepowaznym, co najmniej…

    pozdrowka
    ~l.

  606. mag
    6 września o godz. 11:52

    Jak sie w „kanal wpuszcza” jakiegos idiote, zwyklego drania, lub jakiegos obludnika, czy innego sq***ela, to powiem DOBRZE IM TAK, NALEZALO SIE…. ! DOBRA ROBOTA !

    Co innego, gdy w kanal jest wpuszczany porzadny gosciu, taki jak Biedron i jest golym okiem widoczne, ze wpuszczanie w kanal jest z powodow politycznych.

    pozdrowka
    ~l.

  607. Szanowni! Pora jesienna sie zbliża, chociaż nic na to nie wskazuje, zaś nadchodzący czas wyborów samorządowych wskazuje na coś przeciwnego. Jak się jakaś pora zbliża i coś wskazuje, to pora się zastanowić nad imponderabiliami. Co nich sądzi polski bocian – wiemy: odlatuje. Co sądzi dwoje autorów kolejnego wstępniaka – się dowiemy. W imieniu @mag i własnym, zapraszam do czytania i komentowania.

  608. SzanPaństwu wspierającemu mnie radami na okoliczność telemarketrów serdecznie dziękuję 🙂
    Mnie nie wkurza to, że próbują mi sprzedać Kolumnę Zygmunta. Każdy orze, jak może. Moja rzecz nie dać się zaorać.
    Wkurza mnie to, że uważają za oczywistą oczywistość nagrywanie mnie.

  609. wujaszek wania
    6 września o godz. 13:10

    Nagrywaja zeby miec na Ciebie material do sadu, ze ich slownie zniewazasz, gdybys na dzwoniacego nakrzyczal.

    pozdrowka
    ~l.

  610. jobrave
    6 września o godz. 12:16

    Chyba wyczułem już prawie 10 lat temu, że ktoś mi zasugeruje takie „zadanie dla potomnych” i nawet miałem taką propozycję pewnej redakcji. Zabrałem się wtedy do roboty i wysmażyłem pasztet (może to jest pamflet?). Gdy miałem już szufladę pełną (znaczitsa twardy dysk), przekazałem materiał do redakcji. Owa była w ostatnich latach zbyt zajęta (bez żartu, naprawdę nie próżnowała w tym czasie!), ale ostatnio zabrała się ostro do działania w mojej sprawie i być może wnet będziesz mógł poczytać o tym co obserwowałem, co widzę nawet teraz i dodatkowo o tym co myślałem. Obecnych myśli nie eksponuję zbytnio, bo nie lubię byc brutalnie zbudzonym o 6-tej rano, choć .. jak mawiał Tewje mleczarz -„on the other hand” człowiek w moim wieku podobno nie potrzebuje dużo snu. To bujda! Lepiej spać niż nudzić się przy komputerze.
    Jeśli okaże się moja trzecia książka drukiem, to spróbuję na blogu zastosować „lokowanie produktu” i podam namiary i ceny moich „dzieł”. Może nie są bardzo zajmujące, ale faktycznie pozwalają czytelnikowi poznać los obywatela najgorszego sortu w n-tych Rzeczpospolitach Polskich, a nawet kawałeczek życia w III Reichu!

  611. @wujaszek wania 6 września o godz. 10:02

    „Opanowanie ciała przez medytację” to jest mniej więcej to, o co chodzi osobom takim jak Jon Kabatt-Zinn, sądząc z tego, co wykłada np. w książce „Full Catastrophe Living”. Medytacja w tym układzie służy określonemu celowi – poprawie stanu zdrowia lub nawet tylko dobrostanu osoby chorej. Oczywiście mówiąc „ciało” mam na myśli również mózg. A kwestia zrozumienia kultury Wschodu – to jeszcze insza inszość. Medytacja stosowana niekoniecznie wymaga takiego zrozumienia. Tak samo jak monotonna recytacja różańca, która może niektóre osoby uspokoić, nie wymaga roztopienia się w „duchowości” kaka. Uspokojenie jest po prostu efektem monotonnej recytacji. A przede wszystkim chodzi mi o to, żeby odróżniać medycynę – nawet nie całkiem tradycyjną – od religianckiej ideologii. O to mi chodzi.

  612. @kruk 6 września o godz. 2:11

    Moje wspomnienia mialy tylko uwiarygodnic to, co teraz mowie.

    Twoje wspomnienia??? Znowu chcesz się wygłupić? Kilka dni temu schlastałaś Tobermory za coś, co napisałam ja, w dodatku kompletnie przeinaczając moje słowa. Gdy wytknięto ci fałsz, raczyłaś nie zareagować. Skoro tak wyglądają twoje „wspomnienia” sprzed kilku dni, to z jakiej racji powołujesz się na dawniejsze? Żeby „uwiarygodnić to co mówisz”? Przecież to są jawne kpiny z blogowiczów.

  613. @wujaszek wania 6 września o godz. 9:14

    No więc właśnie. Dywagacje nam się zbiegły.
    Co pomaga spośród wielu współwystępujących elementów?
    Kwestia otwarta 🙂

  614. @wujaszek wania 6 września o godz. 10:29

    Odkładaj słuchawkę. Zainwestuj w wyświetlanie numeru abonenta. Jeśli masz silne nerwy, używaj mechanicznej sekretarki, nie odbierając telefonu dopóki rozmówca nie zacznie się nagrywać. A przede wszystkim: nie musisz być uprzejmy. Albo możesz być uprzejmy mówiąc uprzejmie: „Kończę rozmowę!” A jeśli nie chcesz być uprzejmy, połóż słuchawkę i zajmij się czymś innym. Telemarketerka będzie nadawać i tracić czas, zanim się zorientuje, że gada do lampy. To ostatnie to opcja sadystyczna 🙂

  615. lonefather 6 września o godz. 14:02, wujaszek wania

    Do nagrywania rozmów już zdążyłam się przyzwyczaić. Jeśli ja dzwonię do banku czy urzędu, rozmowa jest z reguły nagrywana, jak wyjaśniają „w celu kontroli jakości”. Zatem chodzi nie tyle o zaskarżanie „klienta”, ile o nadzór nad własnymi pracownikami. Tak to przynajmniej oficjalnie wygląda.

  616. @Na marginesie
    6 września o godz. 15:41

    Ci, co nam chcą coś sprzedać, nagrywają, aby mieć potwierdzenie naszego zainteresowania i udowodnić, że chcieliśmy (ten abonament, drogie garnki, wino za wygórowaną cenę), kiedy będziemy próbować zaprzeczyć zawarciu transakcji, a oni przecież mają nagrane kilka razy nasze „tak”.
    Opcja kontroli pracowników (bank, ubezpieczenie itp.) i kiedy MY dzwonimy, jest też prawdopodobna.
    Bzdurą jest twierdzenie, że nagrywają, aby ewentualnie oskarżyć o obrazę.

  617. Proponuję, żeby wszyscy Geje i Lesbijki z PiSu, z PO, z PSLu i z wszystkich innych mniejszych i większych ugrupowań polskiej sceny politycznej połączyli się w poparciu dla Roberta Biedronia i razem rozpoczęli realizację celów, a więc wyborczego zwycięstwa i uzyskania należnych im praw.
    Jest Was bardzo dużo i wspólnie z sympatykami LGBTQ możecie wiele dobrego zdziałać.
    Najwyższy czas żeby religijna część społeczności LGBTQ przestała wspierać i popierać swoich największych wrogów czyli religie, ich kościoły i kler.

  618. Nefer
    czy przednie koło rowerka jest mniejsze (średnica) od tylnego? czy mam omamy wzrokowe?
    bo rowerek …ech…chciałoby się…

  619. wujaszek wania
    6 września o godz. 10:29
    czasem ci naganiacze pytają czy jestem w określonym przedziale wiekowym. Dodaje sobie ze 20 lat, albo okreslam, że mam 83 lata i że nie dla mnie ten miód…wyłączam się.
    A czasem mówię wprost, że badanie przeprowadzone w Centrum Kongresowym nie jest żadntm badaniem, tylko wyciąganiem pieniędzy z mojego portfela.

    Na komórke nie dzwonią (jeszcze…) ale na stacjonarny mam co jakiś czas taka ofertę. Są i naganiacze, którzy odtwarzają swój tekst z puszki, jak mówi Neferka. Od razu odkładam.

  620. A ja na słowa, że rozmowa jest nagrywana oświadczam, że ja również nagrywam – od razu jest inna rozmowa, przeważnie się kończy pozdrowieniami.