Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

12.08.2018
niedziela

Jak działa katolik co się zna na pszczółce Mai

12 sierpnia 2018, niedziela,

Mówiąc między nami, ateistami – katolik w ogóle nie działa. Katolik twierdzi odwrotnie, zaś najodwrotniej – jego biskup. Też zresztą katolik. Jest to pożyteczne, dzięki temu dowiadujemy się kto to taki – katolik, oraz jak działa. Pożyteczność ta jest bardzo daleko idąca, bowiem dzięki niej ateista dowiaduje się, że nie jest katolikiem, ale właśnie ateistą. Jest to wielka zasługa w niebie katolika, że tak pomaga ateiście, chociaż katolik ma nie pomagać ateiście być ateistą, tylko odwrotnie. Co jest jeszcze większą zasługą w niebie. A ściślej – jedyną Prawdziwą zasługą. Gdyby biskup był cwany, to nie demonstrowałby sobą, ani swoją owieczką, jak działa katolik. Wtedy ateista byłby całkiem pogubiony i nie miałby pojęcia, że jest ateistą, bo by się miał za katolika. Taki katolik zacny. No ale, jak wiadomo, biskup jest cwany tylko do jednego. Nie powiem do czego, bo to dosyć wstydliwe. Babcia mówiła, że „o pieniądzach nie rozmawiamy” . No to nie rozmawiamy.

Porozmawiajmy więc o seksie! Że co? Że to sprawa jeszcze bardziej wstydliwa od pieniędzy i już całkiem nie wypada o tym gadać? No, jak nie, jak – tak? Sam pamiętam: na kursie nauki do karty rowerowej (uważacie – katolik mówi, że niekatolik żyje z babą nie na sakramenckość, ale „na kartę rowerową”. A pedał – to już w ogóle: na dyszę i tłok, jak orzekł nieoceniony katolicki naukowiec – ksiądz dr hab. Oko Dariusz. Już on ma oko na te sprawy.) dowiedziałem się, że jest taki znak: gołoledź ! No, jak tak, to tak. Skoro to jest przepis państwowy, znaczy nie ma co żadnej krępacji robić i trzeba na goło lecieć, czyli o seksie gadać. Taki prikaz. W gadaniu – w zasadzie – chodzi o to, żeby się dogadać. A trudno się dogadać z katolikiem, który mówi, że sieksa u nas niet! Bo u niego to tylko komunia ciał odchodzi. Ale i to jest powszechnie znane, że katolik sam ze sobą nie może się dogadać, bo u niego nic tylko Pan Jezus już się zbliża, już puka do (jego) drzwi… I tak od dwóch tysięcy lat. Ale jak się nie gada, to się coś robi. Bo tak całkiem nic to sie nie da. Taka konstrukcja, z Dnia Szóstego. Wiadomo czyja. To zaś co się robi w takich warunkach, musi być w niezgodzie z tym, o czym tak się gada, że wcale.

Jak powszechnie wiadomo, ksiądz to nic tylko o seksie by gadał, bo nie ma nic innego do roboty. Oprócz tego, żeby inkasować. A jak gada, to ciągle pomstuje i najgorszymi wyrazami powtarzanymi po parę razy – przeklina, wyklina, potępia. Bo co do reszty – to ta reszta taka nudna, tak katolik w ogóle nie ma o niej pojęcia ani zainteresowania – w czym bardzo przypomina księdza – że dlatego ciągle i ciągle ten seks. Znaczy: seks to wynalazek szatana, a komunia ciał – Wszechmogącego. To się samo rozumie: drugie jest dobre, pierwsze jest diabelskie. Najlepiej to się na tym znał nasz Święty Ojciec Święty, co się znał na teologii ciał. No, tak miał.

O fachowości księdza w sprawie dowiaduje się każde dziecko przedkomunijne: ile razy dokonywałeś samogwałtu i w jakich okolicznościach? Fachowo przepytuje przedkomunijne dzieciątko boże ksiądz dobrodziej schowany w drewnianej skrzynce. Dzieciątko nie wie nawet co to „gwałt”, bo nawet jak jest świadkiem lub ofiarą gwałtu w domu, to jest mu to fachowo i po katolicku wytłumaczone: tatuś ma chwilę słabości, zaś mamusia niesie swój krzyż. Jak niesie, to i dobrze – jest to wielki honor i przestać nie można. Jak dziecię ksiądz gwałci osobiście, sprawa tak samo jasna: dziecię, w ten sposób, zbliża się do Boga. Za pośrednictwem księdza dobrodzieja. Taką ma robotę: dawać przykład i pośredniczyć. No i robi co trzeba, za aprobatą nieba. Jakże więc takie dziecko ma wiedzieć, na czym polega „samogwałt”? Nieważne, czego nie wie, ważne, co orzeka ksiądz naukowiec wszelkich tytułów, czyli Oko Dariusz: tak się odbywa seksualizacja dziecka. On to, co prawda, gadał na nieco inną okoliczność – choć i tak nie wiedział co gada, ale też o seksie. Jak seksualizacja, to seksualizacja.

Ponieważ już tylko tego realnie się trzyma Kościół kat. – nadzorowania seksualności owieczek bożych, co inni – i trafnie – nazywają biowładzą, seks – jak zawsze i wszędzie gdzie się doń miesza władza – to pole walki i zamordystycznej kontroli. Reszta to (oprócz pieniędzy) drobiazgi mętnej treści i niewarte zachodu, co Kościół kat demonstruje jak chwat. Stąd biskupie wrzaski o zakaz gumki, tabletki, tabletki „dzień po”, świeckiej edukacji rodzinno-seksualnej; o lekarskich sumieniach, aptekarskich takoż, a nawet sumieniu drukarza, co ma sumienie – rzecz jasna – katolickie, bo niekatolik sumienia nie ma. Poznawalne po tym, że sumienie odmawia mu zgody na druk plakatu zamówionego przez organizację LGBT, albo jakoś tak. Nawet spojrzenie chłopca na panienkę, rozmarzone i doceniające jej kobiece uroki, jest już grzechem w sumieniu. Taka Prawda. Katolik przestrzega też ściśle szóstego przykazania, a nawet przedostatniego, nie mówiąc o każdym innym z pierwszymi trzema na czele. Bo te mają ważność nad ważnościami, znacznie ważniejszą niż pieśni nad pieśniami. Żeby obraz rzeczy dopełnić: raptem dni temu kilka okazało się, że i motorniczy tramwaju ma katolickie sumienie: odmówił jazdy (Poznań – wielkie miasto, ludzie światli i tak dalej) tramwajem zaopatrzonym w malutką, tęczową flagę. Flaga została umieszczona zgodnie z umową między miejskim przedsiębiorcą tramajów a organizacją reprezentującą społeczność LGBT i promującą tolerancję oraz równość. Motorniczy zaopatrzony w sumienie katolickie tak odmowę wyjaśnił: Treści, które reprezentują organizacje skupione wokół symbolu tęczowej flagi, dążą do zalegalizowania pedofilii jako orientacji seksualnej na równi z orientacją heteroseksualną. Jako ojciec siedmiolatka nie mogę się zgodzić, aby reklamować swoją pracą w/w treści. Jak to mówią: sumienie najważniejszą instancją człowieka. Sumienie tramwajarza podjęło trafną decyzję moralną: homoseksualista to pedofil! Nie inaczej cenia to w sumieniu moralnym, w dodatku posiadającym doktorat i katolicką habilitację, nasz milusiński – ksiądz Oko Dariusz, z którym już jesteśmy solidnie zaznajomieni. Ma na to nawet odpowiednie wyniki badań! Wyniki mają inni naukowcy katoliccy. Pierwsi z brzegu (jeziora, po którym Jezusek itd..): dziecko z in vitro ma bruzdę dotykową na czole. Nie ma się co dziwić, że grono światłych poznaniaków też uruchomiło swoje sumienia katolickie, oburzyło się moralnie na te flagi na tramwajach, co głoszą chwałę pedofila, a w ślad za ich sumieniami objawiło się sumienie w prezesie tramwajów poznańskich. Też zrozumiał, że na dachach jego tramwajów jeźdżą pedofole. Flagi kazał zdjąć, a umowę – zerwać.

Katolik nadwiślański nie stosuje więc seksu, nie wie, o co się rozchodzi. W sprawie tego o co się rozchodzi wie jak działa pszczółka. Że zapyla i bzyka. Tak mu mamusia z tatusiem wyjaśnili, bo i sami tyle wiedzą. Z przykładu Maryi. Dlatego, oprócz kolęd, wszyscy chętnie śpiewają hymn do pszczółki Mai. Dziewczątka katolickie zaś pytają w necie: czy od buziaka można zajść w ciążę? Nie przeszkadza to dziewczątkom i chłopcom katolickim uprawiać – w gimnazjum – zabawy w słoneczko. Słusznie więc się stało, że pisoidy zakazały gimnazjum. Teraz zabawa w słoneczko będzie w podstawówce. Wszyscy są zadowoleni. Po ślubie sakramentalnym więc (ściśle biologicznie heteroseksualnego mężczyzny i heteroseksualnej kobiety – jak biskup wyjaśnia, a Pawłowicz Krystyna powtarza), dochodzi wyłącznie do komunii ciał. Komunia zaś musi być nakierowana na powołanie nowego życia, czytaj – katolickiego dzidziusia. Mąż katolicki, komunizując małżonkę katolicką, bardzo wysila myśl i pragnienie: ma być z niej dzidziuś! Inczej komunia nieważna, a grzeszna. Dzidziuś jako taki u katolika nie występuje: najpierw jest dzieckiem poczętym, a jak się urodzi – jest już katolikiem. Za pomocą pokropienia wodą. Co się odpowiednio nazywa, ale o tym teraz nie rozmawiajmy, bo – tytułem przykładu – zanurzenie w wodzie jest już nieprawidłowe. I wiadomo, kto tak robi. Co dziwne, bo Jezus tak właśnie zrobił: wszedł do rzeki Jordan i był zadowolony. Katolicka komunia ciał to straszna męka. Dlatego tak na okrągło gada o bolesnej męce. Najbardziej – biskup. Męczy się za tych, co się tak męczą. Cały się wziął z umęczonych to i sam teraz męczy, bo musi.

W ten sposób katolik nadwiślański góruje nad każdym innym i w ogóle – nad Europą i nad wszystkim. Dowód na to znajduje się w Świebodzinie i ma prawie 40 metrów wzrostu. Co dowodzi, że góruje, bo ten dowód w Rio de Janeiro ma parę metrów wzrostu mniej. Naszemu nikt nie podskoczy. O czym upewniał tak pewnie nasz Święty Ojciec Święty.

Skoro mówimy o fachowości i górowaniu naszych katolików nad nienaszymi: oto najświeższe dane w sprawie komunii ciał Polaków, co to są sami katolicy, więc sieksa u nich niet [1] :
– od II połowy lat 1980-tych („wczesny Wojtyła”) następuje w Polsce gwałtowny wzrost (aż do dziś) liczby dzieci pozamałżeńskich (miasta – obecnie – ok. 27% dzieci to dzieci pozamałżeńskie, wieś – ok. 20-22%)
– największy odsetek dzieci pozamałżeńskich – ponad 20%, do 40% (generalnie) w najbardziej rozwiniętych regionach Polski (centrum-zachód-północ), najmniej w regionie południowo-wschodnim (poniżej 20%, z wartością najniższą 12,5% w podkarpackiem).
– zdecydowanie najwięcej dzieci pozamałżeńskich rodzą kobiety bardzo młode (15-19 lat), około 850/1000.
– zdecydowanie najwięcej takich dzieci rodzą panny, aż do przedziału wieku 35-39 lat, kiedy odsetek ten schodzi poniżej 50%.
– na tle Europy Polska wypada statystycznie skromnie, katolicko zaś – tragicznie. Najwięcej dzieci pozamałżeńskich rodzi się (od dawna) w arcykatolickiej Irlandii (70%), którą to arcykatolickość tak właśnie definiują Irlandczycy. Co jest substancjalną obrazą Boga, a znacznie większą – biskupa i jego Wojtyły. Ale nic nie szkodzi: tam gdzie to tak obraża, nie można się o tym głośno drzeć. Przecież to jedyna substancjalna i i ostatnia zamordystycznie poważna instancja Kościoła kat. Mają być pozory. Wszechmogący musi się z tym zgodzić, skoro biskup jego się zgadza. Polska jest pod koniec stawki, ze skromnym wynikiem ok. 26% dzieci urodzonych nieślubnie, co w mowie katolickiej zawsze oznaczało bękarta. Dziecko najgorszego sortu, pozbawione należnych mu praw. Nic nie szkodzi – po tym właśnie poznaje się katolika: że pozbawia. I dlatego mówimy (wśród katolików, rzecz jasna): wszystkie dzieci są nasze. No i że wszystkie kochamy. Jak własne. O ile te też w ogóle kochamy. Bo weźmy takiego tatusia Adolfa Hitlera: bękart! W dodatku żydowski. A już katolik wie, co to znaczy i co się z tym robi. I dlatego te skutki.

Jest więc po katolicku dobrze – czego dowodzi góra, czyli odwrotnie – czego dowodzi dół. Obojętnie – wstępniaka, czy życia. Nie może nad Wisłą być inaczej, skoro jakaś połowa kleru to homoseksualiści (czyli w mowie katolickiego społeczeństwa: zboki, pedały, parówy, pedryle – co dowodzi, że katolik to katolik i kocha bliźniego swego. Może nie wszyscy ci homoseksualiści są seksualnie czynni, wszyscy zaś – co do jednego – cyniczni albo głęboko nieszczęśliwi). Kilkanaście procent to pedofile (także, z pewnością, nie wszyscy to aktywnie grasujący zbrodniarze), a reszta to substancjalni samotnicy, cudzołożnicy, klienci burdeli, wieczni onaniści, dziecioroby, uschłe drzewa, alkoholicy, uzależnieni od innych używek – wśród których nie brak skrajnych cyników i karierowiczów, co tylko czyni ich zagubienie, zakłamanie i ostatecznie samotność – głębszą. I niejaka drobna garstka rozmarzonych naiwniaków, po swojemu samotnych: w życiu i w firmie, w której nie ma z kim i o czym gadać, bo i gadać nie wolno. Zwłaszcza zaś – po co.
Z powyższego wynika też inny ciekawy wniosek: ostatni okop Prawdy Kościoła kat rozpada się, a za niedługą chwilę porośnie chwastami. Ostatnia transzeja obrony fantazmatów i uroszczonych a bezwzględnie zamordystycznych żądań sypie się w gruzy. Podtrzymują ją jeszcze przekleństwa, zastraszania, próby przerażania i odrzucania. Ale gdy nikt postronny nie widzi, proboszcz z biskupem idą na rękę i na układy. Jak nie w tej parafii, to w tamtej, bękarta da się ochrzcić. Byle pozór działał i miał jeszcze pewną moc wyklinania zamienną na moc uwodzenia, co ma dawać profity. O to tylko chodzi. By pozorem wyjaśniać kurczowy sojusz religii z władzą polityczną i w braku autorytetu oraz substancjalnej prawdy móc się posługiwać opresyjną aparaturą państwa, by „katolicyzm był ciągle żywy”, a nawet coraz bardziej. W tym jego pozorna żywość: w pustce i strupieszeniu.

A teraz, drogi czytelniku, wpłać na „Boże dzieło” fundacji w Toruniu księdza dottore, albo innej pokrewnej, co łaska, ale nie mniej niż 5000 złotych. Zaś minister wpłaci – w tym tygodniu – ze 30 milionów. Znowu. I spadaj. Po tym się pozna, żeś katolik.

Tanaka

[1] Zebrane dane GUS, Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, Eurostatu., Opracowanie Polska Grupa Infograficzna: https://kobieta.onet.pl/dziecko/niemowle/juz-co-czwarte-dziecko-w-polsce-jest-pozamalzenskie/z4c0d84

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 275

Dodaj komentarz »
  1. Podobno w Poznaniu setka chłopaków chciała powstrzymać kolorowy pochód. Chłopaków, którzy na demonstracje, kontrdemonstracje i monstrancje zawsze chodzą ze sobą. To znaczy te chłopaki zawsze z chłopakami, nigdy z dziewczynami. Prawdopodobnie dlatego, że ślubowali wierność prawicy i pozostanie prawiczkami. Albo, jak to było w ”Lubiewie”, lujkami od czasu do czasu.

    I tu dochodzimy do włochatości i łysości. Łysość pozwala szybciej zmyć (fuj) kisiel. Wszak goła baba (pewnie również łysa) jest alegorią kisielu. W ten sam sposób łysy chłopak jest alegorią gołego ministranta.

  2. Mnie juz nie chce nic pisac, bo to farsa. Tanaka, niech to bedzie, co komentarz do Twojego textu wstepniaka

    J. Hartman napisal credo panstwa stricte kapitalistycznego. Nazwal “Co to znaczy „lewica”? Miniporadnik lewaka”. Co za okropny tytul, pejoratywny. Zamiast stare haslo uzyc znane. “Kapitalisci wszystkich krajow, polaczcie siebie”. Jakby kto myslal, ze ja zartuje tlumaczenia dajac opisu funkcjonowania kraju stricte kapitalistycznego. Co na razie okazalo mozliwe do zrealizowania. W Realu, w Rzeczywistosci mozliwe. Zajelo troche czasu. Kiedys, niedawno, link dalem do umowy spolecznej, co zaczeto pracowac od poczatku zeszlego wieku. Zawarto umowe 38 roku pamietnego, na papierze podpisy. Sa foto i papier. Jednym z prowodyrow, takich kapitalistycznych excesow byl niejaki Marcus Wallenberg, stricte kapitalista. Bankster. Tu daje link, co to za model, stricte kapitalistyczny, 100% bardziej co jakakolwiek kleptokracja, nawet amerykanska:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Nordic_model

    Charakterystyczne jest, Szanowna Blogosfero, nie ma polskiego. Jest text jakis w 33 jezykach, nawet bohasa indonesia i ruski, a po nadwislansku nie. Nie i juz. Co tam w tym bohasa i rosyjski powypisywano ja nie wiem. Ale jest. Abo nadwislanczycy idei szukaja pod przewodnictwem Arbitra, Suverena, Korporacji Katolickiej, Przewodniej Sily Narodu. Co do praktycznej realizacji, deleguje kolejno Sila Suverena, kandydatow deleguje, z ksiazki telefonicznej na stronie 72, ogolnonadwislanskiej. Zeby idei w televizji szukali delegaci, na igrzyskach televizji. Czy ktos z Was, Szanowna Blogosfero i inni co nie blogosfera, jest w ksiazce tel na stronie 72?

    pzdr Seleukos

  3. @seleuk|os|
    12 sierpnia o godz. 12:53
    Smutne ale prawdziwe. Polacy nie potrzebują pouczania.
    Kiedyś, dawno jak usiłowałam wyjaśnić funkcjonowanie pewnych rozwiązań dostałam prztyczka – Polska pójdzie własną drogą. I idzie.
    Wywalając drzwi wszędzie już otwarte…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ewa-Joanna
    12 sierpnia o godz. 13:10
    Przyczyn nie wiem ale pamietam. Pouczania. Wl.Gomulka krzyczal, chyba na grunwaldzkim polu “kazdy kartofel wiecej z hektara, jest kij w szprychy zachodnioniemieckiego imperializmu i rewizjonizmu”. Poczem w domu w tv kapciami puszczal na fragmenty ciala K.Jedrusik. Takie hobby. A w tym czasie K.Adenauer budowal model nadrenski. I co z tego puszczania kapci na K.Jedrusik wdzieki wyszlo? No i „klotni” z Wyszynskim.

    Pzdr Seleukos

  6. Autor bloga właśnie udowodnił, że ateizm to jednak ciężka i nieuleczalna choroba. Na polemikę szkoda czasu, bo większość tego „blogowego” towarzystwa żyje w swoim wirtualnym świecie.

  7. „Jeśli zgwałcona kobieta bierze tabletkę „dzień po”,popelnia większą zbrodnię niż gwałciciel.”
    Tak orzekł bp ełcki Mazur.
    Jakim trzeba być krzywym synem żeby coś takiego powiedzieć!
    I jaką trzeba mieć butę i pewność,że może takie gadki publicznie wypowiadać bezkarnie?!

  8. @Brokoz
    12 sierpnia o godz. 16:06

    Czasami podległym baranom wystarczy przeczytać parę wersetów – np., że pan J. nakazywał uprawiać miłość i żeby do niego przyprowadzali dzieci i żeby go naśladować.

    A do powyższego pewnie wersety o tym, że miłość jest ponad śmierć.

  9. Tanaka mimo upału jak zwykle w znakomitej formie 🙂
    A pobekiwania baranów (nowe wcielenie dużurnego aggenta R?) też zabawne

  10. Ciekawe mapy Europy (na początku i na końcu tego blogowego wpisu).
    A pomiędzy ciekawa dyskusja / próba poeksperymentowania sobie na amerykańskich danych w celu wyjaśnienia skąd na europejskiej mapie wzięły się aż tak wyraźne granice.

    Końcowe wnioski są pod mapkami porównującymi stan na 2007 z tym z roku 1910. Autor blogu zgaduje, że zapewne widzimy wpływ zarówno różnic w polityce społecznej oraz różnice w sposobie zbierania danych statystycznych.

    **https://medium.com/migration-issues/where-are-out-of-wedlock-births-highest-21119985a674

  11. Aha, no i oczywiście autor bloga zauważa historyczne granice Polski sprzed 39-go roku, granice NRD, historyczne podziały we Włoszech.

  12. Właśnie przeczytałam w Newsweeku artykuł o wypadku samochodowym. Zginęła 18-letnia dziewczyna, piękna i zdolna, ucząca się w liceum plastycznym. Podwozili ją do domu koledzy-bliźniacy, obaj równiutko zalani w trupa. Jednego z nich znaleziono na tylnym siedzeniu, drugiego w krzakach. Obaj nie przyznali się do spowodowania wypadku, bo każdy twierdzi, że to brat prowadził pojazd.

    Prokuratura jest bezradna, bo nie są w stanie ustalić, kto zawinił. Który bliźniak prowadził wie podobno cała wieś, ale nikt nic nie powie – bo po co narażać się jednojajowym? Mamuśka, cicha i pokorna religiantka, dobra jak janioł, nie puści pary z ust. Cała wieś jej współczuje notorycznie rozrabiających synalków. Synalkowie siedzą teraz w oknie u nabożnej mamuśki i śmieją się ludziom w twarz. A miejscowy xiuncu zawyrokował, że to „sprawa dla Boga do rozstrzygnięcia”. Skatolony ludek ma, jak widać, własny kodeks. I co im zrobisz?

  13. No i na koniec wypada mi zauważyć, że z wzrastającej liczby pozamałżeńskich urodzin nie ma się co cieszyć.

    No chyba, że wszystkie kobiety są nasze… a „my” pozostajemy wiecznie młodzi i piękni, mamy zawsze najwięcej forsy i najsilniejsze pięści.

    ****************************

    W radio dwóch takich puszcza polskie piosenki z lat 50-tych, w nowych wykonaniach. Po wybrzmieniu „Bella, bella donny” dzwoni wzruszona pani, dziękuje za piosenkę i dzieli się wspomnieniem.

    W roku ukazania się piosenki zapisała (w ukryciu przed rodzicami) jej tekst i schowała w zakamarku jakiegoś kredensiku. Mama znalazła i zrobiła jej awanturę. A tata stanął w obronie słuchaczki mówiąc „daj jej spokój, dziewczynka dorasta!”

    Słuchaczka dzwoni i się pyta w którym to mogło byc roku?
    Radiowcy: W 1956.
    -No to miałam wtedy 10 lat…

    Bella, bella donna, wieczór taki piękny,
    Chodźmy więc nad morze do maleńkiej kawiarenki.
    Będziemy w altance pili słodkie wino,
    I całując Cię z uśmiechem powiem: „Ach, bambino”

    Wszyscy śpią wokoło
    Tylko w starym porcie
    Nuci pieśń wesoło
    Marynarzy chór.

    Bella, bella donna, wieczór taki piękny,
    Chodźmy więc nad morze do maleńkiej kawiarenki.
    Będziemy w altance pili słodkie wino,
    I całując Cię z uśmiechem powiem: „Ach, bambino”

    Popatrz cyprysów gaj kołysze wiatr,
    I niesie miłą woń kwiatów i morskich traw.
    Na niebie srebrem lśnią tysiące gwiazd,
    Spójrz, jaki urok ma wieczorny świat.

    Bella, bella donna, wieczór taki piękny,
    Chodźmy więc nad morze do maleńkiej kawiarenki.
    Będziemy w altance pili słodkie wino,
    I całując Cię z uśmiechem powiem: „Ach, bambino”

    Wszyscy śpią wokoło
    Tylko w starym porcie
    Nuci pieśń wesoło
    Marynarzy chór.

    Bella, bella donna, wieczór taki piękny,
    Chodźmy więc nad morze do maleńkiej kawiarenki.
    Będziemy w altance pili słodkie wino,
    I całując Cię z uśmiechem powiem: „Ach, bambino”

  14. Znowu Polak katolik z jabłuszkiem w pysku

    /westchnienie/

  15. @Nefer 12 sierpnia o godz. 18:00
    Ale bez Jezuska, więc czemu dusza wzdycha?

  16. @Na marginesie
    12 sierpnia o godz. 18:15

    bo w jabolku zawsze duszek (bozia = 1/3 J + bozia = 1/3 bozi + 1/3 spirytuska, a więc duszek = 1/3 bozi = bozia = 1/3 J, a 1/3 J = bozia, więc 1 J = 1 duszek)

    stąd nie ma jabłuszka bez Jezuska. J=J

  17. Na marginesie
    12 sierpnia o godz. 18:15

    (na ucho)

    Bo mi się przejadło, tylko nie mów Tanace 😉

  18. Płonie las, a my żałujemy błogosławieństwa klechy (albo świeckiego z łańcuchem na szyi).

  19. @Nefer
    12 sierpnia o godz. 19:53

    Aaa, kolega Mai (tylko nie wiem, który :/)

  20. @Nefer
    Czytnika nie kupiłem. Udany model to mój smartfon. Dodam ,że są b. dobre aplikacje z różnymi „bajerami” niektóre łącznie ze słownikiem.
    Dziękuję za „skatalizownie”… ;–)

  21. Atoli, z panem mi się po drodze nie akoli, czyli ateistyczne non possumus

    Trudno i darmo, ale napisać trzeba (skoro się ongi na blogu listami pod Autorem Ateistą udzielało).

    Otóź wstępniak niniejszy, jako żywo jawi mi się pisanym przez Ochranę Protokołem Mędrca Syjonu.

    Obraża i deprecjonuje tak katolików jak i – przez to – ateizm, którym posługuje się jak marnie zszytą zasłonką chorobliwej prowokacji.
    Co więcej, autor ewidentnie wykazuje, jak na farbowanego ateistę przystało, wykluczający, dogłębny a niezdrowy wgląd i resentyment wobec wewnętrznych regulaminów i obrzędów tej organizacji.
    To wskazuje, że niezależnie od stanu jego wiary, tak dobrze przygotowanym i tak nienawistnym może być tylko jej instytucjonalna ofiara (mało ważne, czy rzekoma czy prawdziwa), uwodząca paraliteracko naiwnych wspólników upadku.
    Autentyczny ateizm polega między innymi na tym, że są to kwestie dlań kompletnie nieistniejące, stąd absolutnie obojętne, o ile nie jest zawodowo religioznawcą czy antropologiem (lecz wtedy posługuje się rozumem i rzetelnością a nie jadem i prowokacją).
    Podkładanie takich, jak zademonstrowanych we wpisie traum i ich wykwitów pod ateizm, poza tym że kpina oczywista, dla niezainteresowanych wyznawstwem – zdumiewjąca i oburzająca bezczelnością uzurpacji, możliwych tylko dla gorliwie odwróconego akolity.
    Tu miejsce na współczucie, lecz nie dla wyrównywania krzywd kosztem ich szerzenia.
    Pominę więc tu, pomny imperatywu współczucia, wpisowe instrumentalne wykorzystanie autentycznych ludzkich tragedii pod własne emocje publicystyczne, całą plątaninę piętrowych manipulacji emocjami (język, epitety), bo w tym wykonie, to nic nowego.
    Pomijając, dopraszam się jako ateista łaski postronnych czytelników bloga, aby tego typu jak we wpisie doświadczeń, traum, emocji, postaw i ich emanacji tekstowych za nic we świecie świeckim i każdem innem, nie kojarzyć z ateizmem.
    Tak jak Protokołów z ich prawdziwymi ofiarami, podpisanymi mściwą i fałszywą ręką oprawcy, jako autorzy.

    PS Ludzie, co się wam porąbiło… bez Kowalczyka.

  22. zezem
    12 sierpnia o godz. 20:19

    Ale próbowałeś czytnika? Ja na telefonie czy tablecie nie mogę, żadna aplikacja nie pomaga. W każdym razie skoro jesteś zadowolony to najważniejsze:)

  23. @Nefer
    Ja nie miałem także pojęcia czy będzie funkcjonować na smartfonie.
    W playstore niemal roi się od różmych aplikacji – wypróbowałem chyba 3-4… Ta co mam po wprowadzeniu pliku „epub” niemal sama rozpoznaje (funkcja skanowania – scan funktion) kto zacz i umieszcza w „bibliotece”. Mogę regulować kontrast, tło ,chyba jak poproszę to zaczyna nawet sama czytać na głos, są zakładki (bookmarks). Z czytnikiem zapoznałem się w księgarni i doszedłem do wniosku ,że to taki smartfon , tylko b. okrojony (nawet ma mniejszą pojemność) i… stosunkowo kosztowny. Więc zacząłem nieco eksperymentować.
    W tej chwili mam dwie książki i 2 mp3 ( w ramach eksperymentu). Te mp3 znowu są „czytane” przez aplikację „vlc”, która moim zdaniem jest dobra, bo filtruje audio i video-pliki… Obok „vlc” są i inne, też b. dobre.

  24. A ja czytam na tablecie i sobie chwalę 😐
    Wszystkie formaty bierze, nawet mam apkę kindla, i apkę do bibliotek, i długopis mam i mogę robić notatki, adnotacje. A mam na nim też z setkę zawodowych książek i dwa razy tyle artykułów w pdfie. Niczego nie trzeba przestawiać. No ósmy cud świata po prostu.

    Ale dzisiaj przytachałam tradycyjnie z biblioteki „Freedom fighters” na papierze, i na dvd „Immortal Beloved” i „Copying Beethoven” (za wszelkie rekomendacje dzięki wielki).
    Bo co prawda mieszkam w feudalnym państwie, ale ludzki pan dba żebyśmy nie byli jak te kołki w płocie.

  25. Miało być „Freedom climbers” nie fighters. Ale może o to samo chodzi.

  26. Próbowałam szczerze na obu ale ekran LCD do czytania męczy mi oczy. I nijak książki nie przypomina. Nadal czytam Rocket Men, powoli mi idzie bo tylko wieczorami

  27. A w Polsce w ogóle PiSem nie pachnie, nic. Na fejzbuku darcie szat a na ulicy dzień jak co dzień. Tylko sklepy w niedzielę zamknięte, coś nowego dla mnie w PiS-PRLu. Dziwne. Nie sklepy tylko że jakby niby nic.

  28. I jeszcze (o czytniku) – odrywa mnie od „tu se zajrzę na blog, tu na fejsa, wiadomości, SMSy”. Jak książka.

  29. Chciałem napisać wcześniej mniej więcej to, co Gekko. Zgadzam się z Romanem 17, że to rzeczywiście wirtualny świat. Niedawno była dyskusja o pogardzaniu „ludem”. Tutaj mamy agresję, prześmiewczość i pogardę dla inaczej myślących. Taki Oko a`rebours. Oko być może nadwyręży KK, a Tanaka odstraszy kilku potencjalnych czytelników boga.Czasem, niektórzy zachowują się jak sekta ateistyczna.
    Wzrost ilości nieślubnych, to nie tylko klęska kościoła, to jest zmiana kulturowa i ekonomiczna. Dziecko często jest chciane, nie ma potępienia dla matki, nie jest szykanowane w szkole i wychowuje się w rodzinie pełnej, bo rodzice zdecydowali się na taki model bezślubny, a czasem dlatego, nie mają pieniędzy na wesele, koniecznie na sto osób. Można mieć poglądy w jednej materii zgodnej z nauką kościoła,a w innej nie. Można nie akceptować np homoseksualizmu a nie być od razu faszystą

  30. @Nefer
    Byłam zimą i miałam dokładnie takie samo wrażenie. Ludzie se żyją w swoich małych enklawach, nie tyle fizycznych co mentalnych, i obchodzi ich tylko to co ich obchodzi.
    Pisem nie pachnie, ale demokracją i wolnością też nie (cokolwiek miałoby to znaczyć). Głownie pachnie dymem z papierosów, a zimą jeszcze smogiem. Pis jest w głowach, a do tych głów nie ma już dostępu.

    Pan Szczerk ma jak zwykle dobry artykuł w magazynie gazety.
    Bardziej chodzi on po ziemi niż ta pani od złej elity co to gardzi zwykłym ludem.

    Zgadzam się że książka i czytnik nie odrywa. Z tego powodu ja używam tabletu tylko i wyłącznie do czytania. Taka umowa, ze sobą. Już nawet komputery podzieliłam, jeden tylko do pracy, a drugi do tracenia czasu. Bo mózg lubi dystrakcje, i ciężko z nim ciągle walczyć. Ale takie twarde umowy bywają skuteczne.

  31. @zezem

    A może to by Cię zainteresowało?
    https://www.legimi.pl/ebook-zloto-nazistow-ian-sayer-douglas-botting,b231205.html

    Darmowy fragment na dole strony

  32. „Traumy i wykwity” w postaci porównywania testu Tanaki do „Protokołów mędrów Syjonu” – to rzeczywiście kwintesencja… „autentycznego” ateizmu. Pogląd niechybnie prosto z gumna. Cuchnący taki…
    Fuj.
    P.S. I kto w tym szczujstwie miał być „autentyczną ofiarą”?
    Niechybnie redaktor Kowalczyk, tym razem barokowo pomówiony.

  33. @Stachu39 12 sierpnia o godz. 23:42
    Mam wrażenie, że jak zwykle niewiele zrozumiałeś. A w dodatku jeszcze poczułeś się urażony. W czyim imieniu?

  34. Czytam (wyznaję, że po raz pierwszy) „Ferdydurke”. Wyznaję dodatkowo, że irytuje mnie „nipiesniwydryzm” podmiotu lirycznego. Podmiot ten zresztą żywo przypomina narcyza ze „Wspomnień polskich” tegoż autora – zapisków w założeniu autobiograficznych. Jeden i drugi w zasadzie nie wie, kim jest – a raczej w każdym środowisku programowo ustawia się na „nie” i usiłuje elokwentnie rozdzierać szaty. Poza tym jego wynurzenia są niezaprzeczalnie… barokowe. Czyżby ktoś tu na forum snobował się na Gombrowicza?

  35. izabella
    12 sierpnia o godz. 23:42

    To hasanie po internetach sprawia że człowiek ma mniejszą zdolność do skupienia się na dłuższym tekście, co ponoć zostało naukowo dowiedzione. Czytnik zabieram do łózia wieczorami po umyciu ząbków i wyciszam się / czytam aż mi na nos spadnie, ostatnio spada regularnie około 2 nad ranem.

    Jestem piąty raz w Polsce w tym roku. Człowiek czasem boi się dziób otworzyć bo nie wie czy nie usłyszy czegoś o mordach itd. Ale jak taksówkarz słuchał w radiu profesor Łętowskiej to sobie pozwoliłam. W Polsce głównie pachnie chyba kadzidłem.

    Co do umów ze sobą to ja mam taką silną wolę że ta robi ze mną co chce 🙂

    A pana Szczerka prawie kocham prawie miłością nieszczęśliwą i nieodwzajemnioną z powodu nie mogę u niego nic komentować na fejzbuku.

    Przepraszam za posiekane krótkie odpowiedzi bo tablet.

  36. Podobno dziś spadają gwiazdy… za tymi cholernymi chmurami :/

  37. @Na marginesie
    Te „Wspomnienia polskie” chętnie bym przeczytała, ale są nie do upolowania w chwili obecnej 🙁
    Gombrowicza czytywałam w liceum, a na Ferdydurke to nawet byłam w teatrze. Pamiętam jak dziś 😀

    Też bym z przyjemnością do niego wróciła bo i Ty i @act tak zachęcająco cytujecie.
    Ale książkowe wydania wszystkie w Polsce, więc może kupię coś na tablet.

  38. Barokowe rozdzieranie szat? Może i coś w tym jest. Ale Gombrowicz tak nie pluł.

  39. Dla mnie to zamaszysto-dramatyczne owijanie się peleryną na cokole. Zamiast tego darcia. Z Gombrowiczem jeszcze nie miałam przyjemności oprócz Ferdydurke z Fryczem dawno temu.

  40. Prosto z głowy Polaka katolika

    https://wiadomosci.onet.pl/kraj/kryzys-wiary-w-polsce-to-dar-bozy/ch7xne4?utm_source=wiadomosci_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_v=2

    Uprzedzam że ciężko się czyta wypracowanie na poziomie 8 klasy podstawówki (składnia, słownictwo, gramatyka) i „filozowanie” (argumentacja) na poziomie 1-2 liceum. Przeskrollowałam do połowy, dalej nie dałam rady.

    Ząbki, czytnik, dobranoc.

  41. Sprzedaż stacji telewizyjnej nie wpłynie na emisję polskojęzycznego programu Polvision – dowiedziała się nasza gazeta. Poprosiliśmy Polvision o komentarz po tym, jak źródła branżowe podały, że stacja telewizyjna ma mieć nowego właściciela.

    Menedżer Polvision Kamila Dworska przekazała nam 10 sierpnia oświadczenie Waltera Kotaby, założyciela i właściciela popularnego programu: „Polvision nie kończy operowania. W dalszym ciągu program będzie nadawany na kanale cyfrowym 24.4 i w sieci Comcast na 397. Nic nie ulega zmianie”.

    O komentarz poprosiliśmy Polvision po tym, jak źródła branżowe podały, że polskojęzyczna stacja telewizyjna Polvision ma mieć nowego właściciela. Kilka portali branżowych – m.in. tvnewscheck.com i http://www.rbr.com – podało informacje, że firma Polnet Communications, której prezesem i skarbnikiem jest Walter Kotaba, polonijny biznesmen, sfinalizowała sprzedaż za 7 mln dol. stacji telewizyjnej WPVN-CD Chicago, która emituje polskojęzyczny program Polvision.

    Nabywcą jest firma HC2 Holdings z prezesem i dyrektorem wykonawczym Philipem Falcone, biznesmanem, inwestorem i miliarderem.

    Transakcja wymaga jeszcze formalnego zatwierdzenia przez władze federalne. Odpowiednie dokumenty zostały skierowane do Federal Communication Commission (FCC) w czerwcu. Zdaniem ekspertów w branży telekomunikacyjno-medialnej, rozpatrywanie wniosku przez FCC może potrwać około pół roku.

    Polvision została założona w 1989 r. w Chicago przez przez polonijnego biznesmana i filantropa Waltera Kotabę, który jest również właścicielem polonijnej rozgłośni radiowej oraz przedsiębiorstwa spedycyjno-turystycznego Polamer.

    Alicja Otap

    **http://dziennikzwiazkowy.com/polonia/polvision-bedzie-emitowany-pomimo-zmiany-wlasciciela/

    Strony internetowe firm Kotaby:

    **http://www.polvision.com/

    **http://www.polskieradio.com/

    **https://www.polamerusa.com/

    Natomiast bio kupca można znaleźć na wikipedii:

    **https://en.wikipedia.org/wiki/Philip_Falcone

    ale to tutaj jest dobrym uzupełnieniem:

    **https://www.hedgeho.com/hedge-fund-rock-stars/hedge-fund-managers-2/phil-falcone/
    ___________________________________________________

    Moim skromnym zdaniem jest to początek wyprzedawania przez Kotabę swoich polonijnych biznesów. Jegomość młodszy nie będzie a polonijny rynek ogłoszeniowo-reklamowo-informacyjno-paczkowo-finansowy, (przekazy do Polski), ze względu na wymierającą, asymilującą się i odciętą od nowej imigracji polonię w naturalny sposób będzie się kurczył.

    Nie wiem po co miliarderowi etniczna stacja telewizyjna, aaa, zaraz, zaraz, a może jego żonie zachciało się pogadać sobie w studio po hiszpańsku do latynosów?

    No chyba, ze pani Lisa Marie Velasquez nauczyła się polskiego… 😉

    Wtedy rzeczywiście wierzyłbym w Kotaby: nic nie ulega zmianie.

    Gdy zamykał nowojorską, polonijną stację radiową to jego, czyli Kotaby pracownicy dowiedzieli się o tym gdy pewnego dnia głową stuknęli w zamknięte drzwi stacji.
    Można o tym znaleźć wspomnienia na Internecie.

    Pewien rozdział historii polonii powoli się zamyka, znika jedyna polonijna stacja telewizyjna. Teraz przyjdzie czas na polonijne stacje radiowe i polonijna prasę. Zostaną wydania internetowe. IMHO.

  42. Pod poprzednim wstępniakiem pojawiło się kilka komentarzy nt. „Wyrwania polskiego ludu z łap prawicy”. Właśnie przeczytałem interesujące spojrzenie na tą kwestię, https://strajk.eu/tako-rzecze-zaratustra/
    Wynika z tego, że opozycjne elity nie bardzo ten lud rozumieją, a zamiast alternatywnych rozwiązań oferują mu patronizującą pogardę z epitetami.

  43. Gekko
    12 sierpnia o godz. 21:07

    „Autentyczny ateizm polega między innymi na tym, że (…)”.

    „Autentyczny ateizm” ma ten sam propagandowy rodowód, co „prawdziwy Polak”, „prawdziwy katolik” i tym podobne – nazewniczą bezradność: coś się chce mocno powiedzieć, nie bardzo się wie, co.

    Jestem od początku ateistą bezprzymiotnikowym (choć używałem kiedyś pojęcia „chrześcijański ateista” dla nazwania źródła mego wtórnego ateizmu), dlatego bez specjalnej ciekawości zapytam, gdzie się znajduje wzorzec ateistycznego metra, którym się mierzy autentyczność/nieautentyczność CUDZEGO ateizmu.

    Twój patetyczny apel

    „Pomijając, dopraszam się jako ateista łaski postronnych czytelników bloga, aby tego typu jak we wpisie doświadczeń, traum, emocji, postaw i ich emanacji tekstowych za nic we świecie świeckim i każdem innem, nie kojarzyć z ateizmem”. sugeruje, że wzorzec znajduje u Ciebie, Ty go udostępniasz i Ty zarządzasz {chyba całym światowym) ateizmem. Może więc nie wiesz, że ogólniki – np. ateizm, chrześcijaństwo, człowiek, prawda – to tylko myślowe nazwy nieistniejącego, hipostazy, skróty używane wyłącznie dla wygody, które w miarę bezrefleksyjnego używania stają się nazwami niby realnie istniejących rzeczy, a małpy myślą, że myślą.

    Ogólnik „ateizm” nic więcej nie znaczy niż „życie bez bogów”. Ty na kanwie subiektywnej, ale wziętej z tej ziemi opowieści Tanaki opowiedziałeś własną subiektywną opowieść-bajeczkę o nieistniejącym „autentycznym ateizmie”. Nie mogło mi się nie skojarzyć z równie nieistniejącą „prawdziwą wiarą” dezentera.

  44. @ Stachu39
    12 sierpnia o godz. 23:42

    Prezentowane (a sporządzone wg państwowych standardów europejskich, czyli bezwyznaniowych) statystyki urodzeń pozamałżeńskich w żaden sposób NIE odnosza się do wyznania czy ateizmu rodziców.
    To jedna z manipulacji tekstu, akurat najbardziej rozbrajająca absurdem nieporadności.
    Jako dyplomowany dorobkiem życiowym i pokoleniowym ekspert w ateiźmie, na użytek laików i postronnych zapewniam, że kwestia wyznaniowości małżeństw i obrządków oraz statusu katolickości urodzeń i prowadzącego doń seksu, jest ateiście ABSOLUTNIE OBOJĘTNA.
    Komizm potrzeby takich oświadczeń na tym blogu dostatecznie podkreśla skalę absurdu manipulacji psychologią tłumu, jaka się tu uskutecznia.
    Na szczeście, udział w związkach wyznaniowych i ich negatywowych sektach jest ateistom zupełnie niewyobrażalny.

    To tak przy tej okazji, parafrazując inwokację wpisu: między ateistą, a przebierańcami.

  45. @wbocek 13 sierpnia o godz. 8:19
    sugeruje, że wzorzec znajduje u Ciebie, Ty go udostępniasz i Ty zarządzasz {chyba całym światowym) ateizmem.

    O, to, to.
    Nie tylko zresztą ateizmem,- wszystkim.
    Dla nas maluczkich i głupiutkich pozostaje tylko rola otwieracza durnowatej gęby w oddech wstrzymującym podziwieniu.

    Tylko nie próbuj się pytać „jak żyć” bo ci nie odpowie, a tylko ofuknie, że za praktyczne wiadomości trzeba mu zapłacić i że on właśnie żyje z nauczania krajowej, europejskiej, światowej, ba, galaktycznej elity.

  46. Gekko
    12 sierpnia o godz. 21:07 * Gekko: coś mówisz, ale nie wiadomo co i o czym. Rozumiem patent na mowę barokizowaną, dziś dobrze mieć jakiś patent, ta mowa jednak idzie przed Twoją myślą, o ile myśl idzie; plącze jej nogi, synapsy i sens. Bardzoś chwacko się sprawił z imputacją co do obrażania katolika, a przez to i – z automatu – prawdziwego ateisty, wraz z całą resztą fantastycznych wmówień i pomówień. Wiesz nawet jaki jest prawidłowy ateista, i dlaczego tylko udaję. Jest więc w tym co mówisz, jakaś myśl poważna, której tak się zdaje. Co do rzeczy obrażania prawidłowego (a nawet, może bardziej – nieprawidłowego, ale wciąż katolika) katolika i tej całej reszty, o której dużo gadasz na modłę tak ozdobną: katolik to osoba poważna. Ma swoją godność wyznawcy, co się poznaje po przepisie państwowym o „obrażaniu uczuć religijnych” (nie tam żadnych religijnych, ale tylko katolickich, należy mówić jak jest, a nie ściemniać) . Katolik to osoba poważnej wiary i takichże uczuć, więc należy go traktować poważnie. Co do tego – może – się zgodzisz. A jak nie, to nie . Tu, różnica niewielka lub żadna. Katolik chce, to dostaje: traktuję go z powagą należną powadze jego religii i wiary. Poważnie więc stwierdzam, że katolik ma ze sobą podstawowe i niemijające nigdy trudności. W istocie – nie wie w co wierzy, dlaczego, po co; nie widzi, nie chce, sprzecznosci, obrzydliwości w hucpie swoich wyznań i czynów, hipokryzji będącej fundmentem tak wyznania jak i życia. Katolik który nie wierzy najistotniej w swojego boga godzien jest kpiny. Kpina taka jest obowiązkiem, wynikającym z powagi uroszczenia samego katolika. Chce, żeby poważnie, to ma poważnie. Kapujesz, że katolik kpi z własnego boga, jako osoba poważna i rzetelna mówisz katolikowi: kpiny robisz z boga, własnej wiary i z siebie. Na swój prowatny użytek – czemu nie: niech sobie w pokoju sypialnym katolik mówi paciorek i kpi z bozi codziennie i conocnie. Może co prawda dzieci kpiną zarażać co już nie jest sprawą całkiem prywatną, ale powiedzmy, że się tego niespecjalnie czepiamy, co on tam w sypialni robi. Jak wyjdzie ze swoją kpiną, drwiną, hipokryzją między ludzi – sprawa już inna. Żeby nie przedłużać mowy, której nie chce mi się przedłużać, bo nie mam pobudzenia dostatecznego w Twoim, niskiej próby, wpisie, dwa drobiazgi katoliickiej kpiny: katolik z powagą i integralnie traktuje całą niebieską książeczkę – w tym dziesięc przykazań boskich, katechizm – tym pięć przykazań kościelnych, niewzuszalne dogmaty wiary, „naukę kościoła” i co tam jeszcze. Co tam mówi o „płciowości”, czystości, „komunii małżeństwa sakramentalnego”, „dziecku poczętym”, „mordowaniu nienarodzonych” – powienieneś nieźle wiedzieć. Lepiej ode mnie – skoroś się zdobył na taki wpis, no i lepiej od katolika – skoroś poczuł, jak się poczuł obrażony moją mową powagi spodziewania się po katoliku powagi – katolik. Powaga katolika, którego zawartość w Polaku wynosi 95% jest taka, że ma tam, gdzie nie powiem tak z rana, bo i panie słuchają, te swoje powagi wiary i za nic ma ową „komunię małżeństwa sakramentalnego”, „czystość przedmałżeńską” wraz z małżeńską, za nic ma zakaz gumkowania, za nic – „godność dziecka poczętego”, popiera zakazane i zbrodnicze in vitro, nie słyszy krzyku dziecka poczętego na zimnym szkiełku laboratoryjnym – które słyszy niejaki Gowin, swobodnie „morduje dziecko poczęte” i tak dalej – w nieskończoność. Ale jest katolik. Powiesz – obrazi się. Tak? * Drugi drobiażdżek: mamusia i tatuś dziecka katolickiego – też katolicy co mają godność – które ksiądz sobie gwałci swobodnie, zwierza się z bólem i wielkim wstydem, że „ksiądz robi mi jakieś dziwne rzeczy” . na co dostaje od mamusi ścierą w buzię, a od tatusia z tak zwanego liścia: nie będziesz mi, gówniarzu, księdza świętego obrażał, won! To jest, milionkroć wypróbowana przez godnego katolika, historia zdrady. W powadze jego wiary, co tosię obraża, gdy się to należnie i w powadze, innego całkiem rodzaju, nazwie, wykpi i należnie przeklnie. Kończąc: więcej nie chce mi się rzeczy wskazywać,boś bardzo bzdetnie myśl wypuścił, kolego Gekko. Bardzo bzdetnie. A popatrz: mogłeś znacznie lepiej. O ile mogłeś. Co – w powadze i ze smutkiem niejakim – stwierdzam.

  47. roman17
    12 sierpnia o godz. 15:58
    Autor bloga właśnie udowodnił, że ateizm to jednak ciężka i nieuleczalna choroba. Na polemikę szkoda czasu, bo większość tego „blogowego” towarzystwa żyje w swoim wirtualnym świecie. * Romeczku, ładnieś się zaznaczył: krótko, a obłudnie, wraz z czystą bez-myślnością. Czasu nie żałowałeś nie szkodowałeś, by czytać. Gdyś się wziął za odpowiadanie, to się nagle skończył, cena czasu tak w górę skoczyła, żeś pożałował. Po dwóch – dosłownie – zdaniach. Powiem Ci na ucho: „szkoda czasu” – to taka eufemistyczna wymówka, ściema taka i schowanie za słowem jak za krzakiem, jak się nie ma nic poważnego do powiedzenia. Jak się ma cykora przed powagą odpowiedzi i wejścia w stan polemiki. Bo i powagi się w sobie nie ma: pustka, bracie, pustka – jak w polskim filmie. Ale może jednak coś – ścieklica z bezsiły? Do ścieklicy warto się przyznać: lepsze coś, niż nic – jak mówią. A co do reszty, jest w odpowiedzi do @Gekko. Z Bogiem, czyli z Jahwe, czyli z tym, co kamieniami dzieci morduje po równo: poczęte i zrodzone – i jest z siebie bardzo zadowolony. Też bądź zadowolony. Z niego i z siebie. Ba, masz obowiązek, co najmniej być zadowolonym ze swojego boga, skoro weń wierzysz. Jak poważnie, to poważnie.

  48. Tanaka
    13 sierpnia o godz. 9:16

    Tak, piszesz o rzeczach które sam postrzegasz jako „nie wiadomo co i o czym”, to odwaga lub bezbrzeżna pogarda z arogancją w jednym.
    Twoja sprawa i uroda.
    Niestety, ja tym bardziej nie mam ochoty odnosić się do Twego, nieczytalnego …minimalistycznego, hm… tekstu, w którym ilość „boga”, „katolika”, „księdza” i tysiąca więcej cudzysłowów i zdań złożonych obrazują zupełnie przeciwne ateizmowi fobie, traumy i afiliacje.
    Odniosę się tylko do cytowanego już rozpoczynajcego wpis: „jak ateista z ateistą” : nie w moim imieniu.

  49. A nie mówiłem, że tu rozrywkowo?

    „nie w moim imieniu”!!! 😎 😀 😀

    Autentyczny ateista…
    Hmmm… Aż sięgnąłem po definicję:

    autentyczny
    1. «zgodny z rzeczywistością»
    2. «niebędący kopią, falsyfikatem ani przeróbką»
    3. «szczery, niekłamany, prawdziwy»
    4. «niewątpliwy, wielki, prawdziwy – używane dla podkreślenia jakiejś cechy»

    Jestem pod autentycznym wrażeniem. Nareszcie! W tej zbieraninie kopii, falsyfikatów i przeróbek pojawia się autentyczna perła 😎
    OK, ale czy mam to przyjąć tak na wiarę? Bez świadków, certyfikatów, niepodważalnych dowodów, licencji, akredytacji, dyplomu?

  50. Spędziłem dwie noce na podglądaniu nieba. Tylu „spadających gwiazd” nie widziałem nigdy w życiu. Niektóre nawet jak autentyczne bolidy kreśliły świetlistą ścieżkę, aby po ułamku sekundy zgasnąć bez śladu. Gdyby każdemu towarzyszył choćby cichy świst, to byłby niezły koncert. Jednakowoż cisza była dość przejmująca, nawet świerszcze zamilkły, pewnie z chłodu (+7°C), krowich dzwonków też nie było słychać, a przecież były gdzieś na tych rozległych halach…
    Po drodze widziałem młode lisy, borsuka, kunę… Każdej nocy w tych samych miejscach wyłaziły na drogę, może też gapiły się w gwiazdy?

  51. Gekko
    13 sierpnia o godz. 9:28 * Jak to mówią: jest wolność. Można sie nie odnosić, albo też odnosić. @Romek, powyżej, oczuł, że mu „szkoda czasu”, Ty: „nie mam ochoty”. W sprawie poważnej jeden nie ma czasu, drugi – ochoty. Naprawdę nie masz ochoty, poważnie przemyśleć i dać poważny i ważny głos w sprawie tak substancjalnej? Zastanowić się nad sprzecznością w umyśle i czynie wznawcy: jedno mówi, drugie robi, a razem skutki – poważne i dojmujące, co widać dookoła, nie i NEIN? Nie bój nic, nie pytam już. To tylko taka figura: pytanie retoryczne. Odpowiedź już dałeś: nie chce mi się. Też zza krzaka. Ale, jak mówią, za krzakiem też można. Jest wolność. I w domku, i za krzakiem.

  52. Tobermory
    13 sierpnia o godz. 10:10 * Ja się gapiłem rok temu: noc na plaży. Leże i się gapię w niebo, a tam Niepojęte ! Genialne! Każdemu bolidowi towarzyszy „cichy świst” : https://www.youtube.com/watch?v=rK7gNeVhKtE

  53. Tanaka
    13 sierpnia o godz. 10:15

    Poważne przemyślenia sa dla poważnych i zrównoważonych intelektualnie i emocjonalnie czytelników.
    Masz rację, że taki może się zdarzyć – szacunek, że dostrzegasz potrzeby innych – więc powtórzę, czego nie zauważyłeś, na ich użytek:
    Ateisty w ogóle nie interesuje sakramenckie łóżko katolików i substancjalne podsutanności ich kapłanów.
    O ile z wzajemnością.

    Powodzenia we wrażliwym zrozumieniu a może i szerzeniu tego dessinteresmant.

  54. @Tanaka
    13 sierpnia o godz. 10:20

    Rok temu trochę przeszkadzał księżyc…
    Radio podało, że od marca nie było w CH ani jednego całkowicie zachmurzonego weekendu. Jak nie sobota, to niedziela, ale przeważnie oba dni były słoneczne!
    I jak ja mam mieć czas na porządkowanie zdjęć i robienie albumów, kiedy w tygodniu też słonecznie 🙄
    Od marca, a dla mnie praktycznie od stycznia!
    Lato w NZ było nad wyraz gorące i słoneczne.

    Bardzo nastrojowy ten Tomita. Dzięki.

  55. Tobermory, jakieś wrażenia z podróży do Ukrainy? Byłoby ciekawe. To bliski kraj, lecz dziś Ukrainy jest bardzo słabo znane w Umęczonej. Krajanie patrząc na wschód żyją tylko historią – od Ogniem i mieczem do rzezi Wołyńskiej.
    Pzdr, TJ

  56. Gekko
    13 sierpnia o godz. 10:27 Edit →

    Ateisty w ogóle nie interesuje sakramenckie łóżko katolików i substancjalne podsutanności ich kapłanów. Niestety, idzie Ci jeszcze gorzej niż przed chwilą. Już mówiłem, ale nie łapiesz: jest wolność. Co ateistę interesuje, albo nie interesuje, to rzecz tejże. Jeśli w moim tekście widzisz sakramencie łóżko, a nie strop, podłogę, fundament na którym stoi – o czym jest napisane – to tak być musi, że idzie Ci coraz gorzej.

  57. Tobermory
    13 sierpnia o godz. 10:39 * Przy Tomicie tak miałem: wyszedłem z siebie. Ledwo wróciłem.

  58. @Tobermory Świetne foty z NZ. Jest się na co gapić. Skomentuję później, ale a vista: walący się dom boży. Co wyjaśnia niebieska książeczka: coś tam, coś tam, tylko robotników mało… I że ‚collapse hazard’ ? Inżynierów też mało. Jak to bozia robi, że w takim ‚hazard’ mieszka? Ja bym miał cykora. Na łeb zleci i cześć pieśni a przecież chce się czytać „pieśń nad pieśniami”. I kapitalne skały, skałki.

  59. @tejot
    13 sierpnia o godz. 10:44

    Na razie przetrawiam w sobie, ale niebawem się zbiorę i coś opowiem. Właśnie się chmurzy, idzie na deszcz, może nawet dłuższy…
    Na razie powiem tyle, że tam, na Wołyniu i Podolu odniosłem wrażenie wypierania historii, nawet niedawnej, najlepiej nic nie wiedzieć i mieć spokój. Szczególnie w rozmowie z obcym. Szukałem domu mojej ciotecznej babki, która zmarła w 1982, a była właścicielką dużego ogrodnictwa. Trafiłem na właściwą ulicę, pytałem w domach nr 20 i 22 – kobiety po siedemdziesiątce, zamieszkałe tam „od zawsze” – nic nie wiedziały. Nie słyszały nazwiska, nie znały ogrodnictwa…
    Aż przechodzący nobliwy starszy pan zagadnął po angielsku czy jestem z Czech (ta nalepka CH na samochodzie 😉 ) a poinformowany o problemie sumitował się, że nie jest z tej ulicy, ale „baba Hania”, o właśnie idzie, powinna coś wiedzieć, bo mieszka tu od dawna. I faktycznie, wiedziała i zaprowadziła pod nr 29, który w tym momencie też mi się przypomniał, z listów, które w dzieciństwie do tej babki pisywałem. Zielona 29. Ogrodnictwo oddalone o 50 metrów od domów nr 20 i 22, po drugiej stronie ulicy…

  60. @Tanaka
    13 sierpnia o godz. 10:58

    Może ten dom się bozi nie spodobał? Albo jego bywalcy? Tak trzęsła, aż wytrzęsła i ma spokój? 😉

  61. Może nawet nazwa miasta jej nie podeszła i dlatego tam tak trzęsie? Christchurch 🙄

  62. Panie, Panowie, inni rzeczownikowo bezprzymiotnikowi. Raczki do podlogi opadaja, moje. Zadam pytanie na koniec. Nieskomplikowane. Wytluszce jakby kto niewidzacy, bold nazywa, grube litery.

    Dwie glowne tezy (zalozenia) stawiam. Niezgadzasz Ateisto czy inny czytelniku z ktora? Nie odpowiadaj. Szkoda Twojego czasu.

    (1) Katolicki Kosciol w Polsce ma majatek (forse w bankach i skarpetach, budynki, nieruchomosci rolne/nierolne, firmy oficialne i nieoficialne/na_balwana, auta, zbiory sztuki, metale szlachetne uprzedmiotowione, kandelabry, skrypty dluzne wyimaginowane i realne, etc, etc). Rzeczy wartosciowe materialnie rynkowo i nieopodatkowane. Czesciowo ukryte. Caly czas zbiera dodatkowe, dodaje do listy rzeczy materialnych, na biezaco.

    (2) Byc moze prawda jest katolikow w Polsce 95%. Byc moze 0%, bo nie wiedza w co wierza. Wszystkie stany (status %) rowniez mozliwy miedzy 0/95%. Lacinskie nazwy sa, nie podaje, patrz stat koscielne. Dotyczy ludnosci w kazdym wieku, statusie materialnym, intelektualnym, etycznym, miejscu pobytu, pozycji spol aktualnej. Kazdej pci i gendera, etc. 100% (sto) ludnosci zamieszkalej teren sparafianizowany, nawet zagranicznie.

    Projekt, jakikolwiek, rozbiorki majatku wg pkt(1) 100% jest mozliwy jedynie przez ludzi wymienionych pkt(2) 100%. Bardziej skomplikowane nie jest. Rowniez realizacja projektu, urzeczywistnienie. Bardziej skomplikowane nie jest. Bez wzgledu na to co myslisz, bo masz wysoka moralnosc potepiasz, czy mozliwe jest przeprowadzenie (realizacja) takiego projektu? Jak uwazasz nie, nie jest mozliwe, nie odpowiadaj. Szkoda Twojego czasu i servera „Polityka”. Rekomenduje Tobie, idz dyskutowac do http://www.racjonalista.pl albo http://kulturaswiecka.pl// takie sprawy. Tam poczujesz dowartosciowany.

    Jezeli uwazasz, rozbiorka majatku KK, bylaby przygoda ciekawa materialnie, indywidualnie (dla Ciebie) i/lub spolecznie (szczescie ludzkosci pozostalej) odpowiedz:

    Jak Ty, szukalbys mozliwosci realizacji projektu, rozbiorki majatku KK, strategii projektu? Urzeczywistnienia w czasie realnym, paroletnim? Daj zyc koscielnym. Bedzie wiecej do rozbiorki. Prawnie/bezprawnie.

    Zaznaczam, wieloletnie ksztalcenie ludnosci pkt(2), pokoleniowe zmiany tamze, sytuacja swiatowa korzystna/niekorzystna, ocieplenie/oziebienie klimatu, wielkosc televizora i telebimu akt, procent nasycenia powietrza kadzidlem aktualne i srodki zapobiegajace, przyszlosc obszaru wymienionego, i temu podobne, nie sa zadne strategie, szkice projektu. To zyczenia pobozne. To tematy do rozpatrywania na stronach racjonalistow i kultury swieckiej. Nie o to pytam. Nie odpowiadaj. Szkoda czasu Twojego i servera „Polityka”.

    Byc moze znasz takich, co podobny projekt przygotowuja/realizuja.

    Niesmiala/y jestes tu, na LA3, napisz info(at)softmould(dot)com, konkretna odpowiedz

    pzdr Seleukos

  63. Na samym końcu najsilniejszych wzruszeń najbardziej mnie wzrusza przeżywanie przez kilku polskich ateistów na ateistycznym blogu martyrologii 95.% polskiej populacji. Ta populacja jest poniewierana przez jedną tysięczną promila innych polskich ateistów. Poniewieranie polega na mówieniu. Ciągnie się już parę lat. Protestowanie szlachetnych przeciw mówieniu nieszlachetnych tak samo się ciągnie…

    Przepraszam, wzruszenie danym od Boga uszlachetniającym cierpieniem dziesiątków milionów autorstwa paru „autentycznych” zwyrodnialców odjęło mi mowę i nic już więcej nie powiem, bo się rozryczę.

  64. @wbocek
    13 sierpnia o godz. 12:19

    Tak jest. „Obraża i deprecjonuje tak katolików jak i – przez to – ateizm…”
    Teraz stanie się coś strasznego. Obrażeni i zdeprecjonowani przestaną nas czytać. Tylko recenzent @Gekko będzie nadal, z trudem pokonując odrazę, kontrolować i piętnować. W interesie autentycznych ateistów, jak przypuszczam.
    Będzie się działo 😎

  65. „Można mieć poglądy w jednej materii zgodnej z nauką kościoła,a w innej nie. Można nie akceptować np homoseksualizmu a nie być od razu faszystą”

    @Stachu39
    12 sierpnia o godz. 23:42

    Podoba mi się twój relatywizm, ale nie bardzo rozumiem na czym ma polegać „akceptacja homoseksualizmu” lub jej brak. Co ty, Stachu39, rozumiesz przez akceptację? Może wyjaśnisz na przykładzie rodziny z homoseksualnym synem albo córką?
    Widziałem w sobotę taką rodzinę. Starsze małżeństwo, ich syn i jego partner. Mówili po hiszpańsku. Wędrowaliśmy w górskiej okolicy powyżej 2200 mnpm. Młodzieńcy szli raźniej, więc mnie wyprzedzili. Kiedy doszedłem do parkingu, całowali się przy swoim samochodzie. Starsi doczłapali później, dosiedli do auta i odjechali. Nie wyglądali na nieszczęśliwych albo nieakceptujących.

    A propos „Można mieć poglądy w jednej materii zgodnej z nauką kościoła, a w innej nie”, to jedna pańcia w polskim sejmie powiedziała nie tak dawno:

    „Jeśli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można” 😎

    I to jest znakomita ilustracja polskiego katolicyzmu.

  66. 13 sierpnia o godz. 11:09
    Tobermory

    A może i odwrotnie? Niektorym bywalcom taki bozia przestał się podobać? I w ruinę dom bozy popadł. Albo tak się z oburzenia zatrzesli, że się zatrzeslo i skutek ten sam.

  67. Panie, Panowie, inni rzeczownikowo bezprzymiotnikowi, ale… O wysokiej moralnosci, wysokiej etyce na podobnych wysokosciach szczegolnie bywalych.

    Nie wydawalo mnie potrzebnie, zamieszczac w moim annons, rozbiorka dobr materialnych Korporacj Katolickiej, text o pozostawieniu zdobyczy „duchowych” KK zainteresowanym. To jest poza watpliwoscia. Szczegolnie pozostawiam „relatywnie katolicko” ateistom o duzej wiedzy „uwarunkowan lokalnych”. Poza tym jako kompletnie wyzbyty moralnosci wysokiej o takiej etyce informuje:

    Daje 2400Skr/rok (200 miesiecznym automatycznym przelewem)
    https://www.msf.org/

    Daje ~2kozy/rok (225Skr/koza) kobietom spragninym kozie mleko
    https://www.presentermotfattigdom.se/produkt/get/

    Place rocznie 4260Skr (wszyscy Szwedzi podatkiem)
    1% BNP / populacja (z niemowlaki) = rocznie (podatek)
    42 600 000 000/10 000 000 = 4 260 Skr
    https://www.sida.se/English/

    Suma calkowita moich wydatkow niemoralnych rocznie wynosi:
    2400+450+4260 = 7110Skr co jest circa 2 720 Plzloty

    Jako osoba „wysoko” niemoralna i zredukowanej etyki, annons moj, o rozbiorke dobr materialnych KK metodami korporacyjnymi, pozostawiam w calej rozciaglosci i rowniez rozumiem. Osoby o moralnosci lepsiejszej od mojej (wyssiejszej, mojsiejszej od mojej) sa lepsiejsze rozumiem i czolo pochylajac…

    pzdr Seleukos

  68. @ Tanaka, 13 sierpnia o godz. 10:49
    ” Niestety, idzie Ci jeszcze gorzej niż przed chwilą. Już mówiłem, ale nie łapiesz…”

    Tak, skoro pisałeś, to może i komu co mówiłeś.
    Nadal jednak bez związku z ateizmem (a przeciwnie), za to z charakterystyczną dla skrzyw(dz)ionych jakimś kapłaństwem (cudzym czy niedoszłym) pogardą, chełpliwością, autorytarną agresją i paternalistycznymi inwektywami.
    Mało mnie obchodzi, na luziku i blogu, psychopatologia relacji ludzi odrzuceniem przez własną wiarę; nie ma zgody na mieszanie z tym ateizmu.
    Ton i usilne z zamiarem poniżenia personalizacje w Twoich polemikach z innymi od siebie, by zasłonić, zamglić meritum, przypominają skargi na traktowanie podpadniętych wiernych przez księży, jakich pełno w internecie.
    I prosze nic z tego nie łapać, by nie być złapanym; adresatów mojego postu wymieniłem uprzednio, są zgoła inni.
    Nie ma zgody na takie, i w ten sposób wymachiwanie nie swoim ateizmem.
    I już.

  69. Nie bardzo rozumiem skąd te zarzuty @Gekko, wobec tekstu Tanaki? Ateista, nie musi być, przecież religioznawcą, żeby interesować się religiami, a nawet kształcić się w tym kierunku, w ekstremalnej sytuacji, powodowany ciekawością może nawet przyjąć święcenia kapłańskie (ja chyba bym tak postąpił). Ateista nie musi być socjologiem, żeby badać procesy społeczne związane z ureligijnieniem danej populacji. Ateista nic nie musi, natomiast wszystko może. Może, więc być i antyklerykałem, a może i nim – raczej teoretycznie – nie być. Prześmiewczy wstępniak Tanaki, jest m.in. wlaśnie antyklerykalny, choć, oczywiście, nie to jest jego (tego wstępniaka) istotą.

    Felieton Tanaki uświadamia, jak silny – w dalszym ciągu – jest wpływ religii, w tym wypadku Kościoła, na każdą sferę życia, codzienność, a nawet -rzekłbym, jak zniewalający on jest ( polecam przy okazji jedną ze znakomitych książek Wilhelma Reicha „The Murdered of Christ”, polskiego żyda, austriackiego psychoanalityka, psychiatry, seksuologa), z czego na co dzień, przeciętny zjadacz chleba, nie zdaje sobie sprawy, albowiem nie jest to zniewolenie nie do zniesienia. Tanakowe „exempla” skłoniły mnie do refleksji nad bezmyślnym poddawaniu się zniewalaniu, uleganiu presjom, której nie musimy ulegać, bo czymże innym – na ogół, czyli z nielicznymi wyjątkami – jest praktykowanie religii, jeśli nie uleganiem presji, ze strony duchowieństwa, środowiska itp? A przecież komu normalnemu chce się dymać niedzielnym świtem do kościoła, kto ma ochotę brać kredyt na imprezę komunijną, skoro za te pieniądze można pojechać na wczasy, zrobić remont łazienki, kupić nową lodówkę, cokolwiek. Odpadają wydatki na na chrzty, śluby, na tacę, kolędę, namaszczenia, to już jest jakaś namiastka wolności, całkiem spora, a więc ważna. To samo dotyczy całej sfery życia seksualnego.

    A jednak ludzie wyzwalają się spod tej presji – świadczą o tym statystyki, które podaje Tanaka. Te i inne. Dawno i bezpowrotnie minął czas przepełnionych kościołów, teraz już tylko 45 proc. wiernych bywa w kościele, co niedzielę. To bardzo wyraźny sygnał wskazujący na to, że Kościół się zwija. Są jeszcze inne inne dane świadczące o tym: https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2015/K_029_15.PDF
    Gdyby nie komunizm mielibyśmy Polskę już od dawna „zsekularyzowaną”, może nie tak jak Francja ( „najstarsza córa Kościoła” -jak mawiał JPII) , ale na pewno znacząco.

    Gekko jest zdania, że prawdziwy ateista jest ponad to, ale przecież owo „to” nie jest , choćby najmarniejszym kryterium ateizmu. Kryterium, jest zresztą jedno, jedyne – ateista to człowiek niewierzący, a czy on jest brunet, czy szatynka, czy pisze o czytnikach, czy o kompozycjach Mihauda albo gdyńskiej stoczni, nie ma żadnego znaczenia.

    Ps. Jest polski przekład książki Wilhelma Reicha: https://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=7789

  70. @ jobrave

    Fajnie, że napisałeś jak ludzie sobie ateizm, kulturę polemiki czy inne rzeczy wyobrażają.
    Nie inna była moja intencja, by wyrazić postawę ateistyczną w inyny, niż podsukienkowy jad, sposób.
    Na przykład to, że ateista może się wyświęcić i zostac wyświęconym, ba, może zostać nawet biskupem, czy bogiem!
    Ateizm znaczy w tym tyle, co wszystko, bo wszyscy jesteśmy ateistami czy katolikami, zależy z kim i gdzie, a przedw wszystkim: po co i za co.
    Tak to na polo-gumnie jest.
    Tyle, że nie każdemu w nim korzenie.
    Pozdrawiam.

    PS Oczywiście, nic takiego, że ja z czymś lub bez czegoś „ponad” nie napisałem. Lecz to charakterystyczne dla niepojęcia ateizmu (i w ogóle pewnych wymiarów kulturowych), że być gdzieś można nie tylko w hierarchii, ale zupełnie obok, a nawet tam nie być.
    Tym właśnie różni się pojmowanie od łapania.

  71. Wartość oczekiwana, czyli prawdopodobieństwo sukcesu razy wysokość wygranej. Która w wypadku indywidualnej osoby oraz prób skubania Kościoła może być ujemna, tak dla przypomnienia jak wyglada akurat ta przestrzeń prawdopodobieństwa.

    seleuk|os|, już nie po raz pierwszy, chłoszcze nas naszą pogardy godną biernością wobec projektu oskubania Kościoła katolickiego w Polsce z majatku.

    A przecież każdy człowiek, mniej lub bardziej intuicyjnie, zanim coś zrobi to policzy swoją własną wartość oczekiwaną.

    Tak długo, jak długo dla wiekszości polskich polityków wartość oczekiwana podlizywania się Kościołowi jest dużo większa od wartości oczekiwanej pójścia z Kościołem na udry tak długo oczekiwanie od nich jakiejkolwiek stanowczości jest naiwnością, wróć, nie żadną naiwnością, jest głupotą.

    Pieklenie się na ludzi, że nie opracowują praktycznych założeń projektu, o którego negatywnych dla siebie skutkach owi ludzie są przekonani jest właśnie taka głupotą.

    Ile forsy, ile nieruchomości, ile zarobków seleuk|os|a oraz/albo jego rodziny w Polsce może realnie ucierpieć gdy funkcjonariusze Kościoła oraz ich administracyjni pomagierzy w polskich władzach zidentyfikują nazwisko seleuk|os|a?

    Polonia amerykańska jest pełna bardzo wojowniczych i niezłomnych bohaterów codziennie w mendiach polonijnego getta chłoszczących Herrtusków, Komoruskich, Bolków, Bufetowe Hagiewu, złodziejskich lewandowskich, balcerowiczów, itd., itp.

    Od lat padaja wielkie słowa o chrześcijańskich wartosciach, moralnościach, etykach, o demokracji, życiu w prawdzie, odwadze bronienia prawdziwej prawdy, itd. Miejscowa ekspozytura Radyja coMaryja dzielnie i nieustraszenie podbija bebenek.

    Dlaczego ci wszyscy polonijni aktywisci są tacy bohaterscy?
    Bo nie ma żadnego dla nich ryzyka zwiazanego ze stratą.
    Pytanie „ile można stracić?” ma dla nich tylko bezpieczną odpowiedź: stracić można tylko zero forsy.

    Ojciec chwali się w radio amerykańskim synem, który właśnie został amerykańskim prawnikiem.
    Ojciec od 30+ lat w radyjku polonijnego getta reklamuje swoje biuro podróży i lubi sobie w każdym programie radiowym palnąć coś na żydów i na tych czarnuchów-dzikusów.

    Mówiąc o stosunkach w Polsce bardzo lubił perorować o resortowych dzieciach.

    Ile ja mogę stracić publukując na youtube audycję powstałą z nagrań tego pana o resortowych dzieciach, o tym, że każde dziecko zawsze jest takie jak jego rodzic, że zawsze dziedziczy poglądy rodziców, w połączeniu ze słowani tego samego pana, gdy o sobie samym mówi „jestem rasistą, przyznaję to otwarcie, bo te czarnuchy nigdy niczego pożytecznego w Ameryce i dla Ameryki nie zrobiły a tylko jak dzikusy się zabijają i na nas, białych napadają.”

  72. Ooops, poszło za szybko.

    Piszmy zatem dalej.

    W połączeniu ze słowami tego pana o Żydach, gdy normalne są dla niego zwroty o „zażydzonym mieście” (zapomniałem teraz o które miasto mu chodził, jakieś na Śląsku, o tym, że „na całe szczęście, niech mnie Bóg Broni, nie jestem Żydem”, „do mojego klubu myśliwskiego nie należy żaden przedstawiciel narodowści handlowej”, „w tych kregach, a mam tylko amerykańskich przyjaciół i obracam się w kręgu tylko bardzo wysoko postawionych osób, żadnych górali ze Wzgórz Golan nie ma, watpię, by ich ktoś chciał zapraszać, he, he, he”. To są tylko najdelikatniejsze cytaty, ale w USA wystarczą.

    Jakie byłoby dla mnie ryzyko przetłumaczenia jego słów na angielski i zadania pytania na youtube/Facebooku pracodawcom jego syna, czy zgadzają się z tezami tego pana, że z antysemickiego i rasistowskiego ojca zawsze wychodzi antysemicki i rasistowski syn?

    I czy zamierzają uzależnić decyzje o zatrudnieniu tego syna opierając się na publicznie, od lat, dobrze przeze mnie udokumentowanych poglądach ojca?

    Ten syn podczas ostatniej wizyty przeydenta Dudy tłumaczył część rozmów między polskimi przedstawicielami a żołnierzami amerykańskiej Gwardii Narodowej.

    Ile jest dla mnie ryzyka w opublikowaniu wypowiedzi jego ojca i połączenia ich z Polską, z Duda z Pisem? Oczywiście w tłumaczeniu na angielski, bo po polsku to pies z kulawą nogą tego tutaj nie zauważy?

  73. Arcybiskup chicagowskicj Archidiecezji Cupich dawno temu zlikwidował parafię św. Wojciecha. Chce – od kilku lat – sprzedać kościół św. Wojciecha, budynki i parcelę.
    Niektórzy „na polonii” pogodzili się z tym, inni – protestują.
    Chodza na marsze, organizuja marsze, transparenty, apele w polonijnych mendiach, apele w amerykańskich, o ile ktoś ich chce słuchać, bo to zupełny folklor. Demonstruja pod katedrą, pod rezydencją arcybiskupa.

    A pan Cupich ma ich w d*pie.
    Tak głęboko, że aż to mnie, poza złośliwą satysfakcją z wewnętrznego konfliktu u katoli, zabolało.
    No bo jak mozna aż tak ignorowac w w końcu jakoś tam usiłujących wyrazic swoje poglady ludzi?
    Dla mnie to już jest przykład arogancji waaadzy. Niezależnie od tego, czy świeckiej czy sukienkowej.

    Cupich napisał jak krowie na rowie, że dla niego nie ma sensu „utrzymywanie muzeów”. Dosłownie „nie potrzebujemy muzeów”.
    Bo polonia argumentuje, że kościół św. Wojciecha piękny i zabytkowy i szkoda go burzyć. No i taki polski, bo go Polacy ufundowali i upiekszali i że to świadectwo polskości. I silnej wiary katolickiej tej polonii.

    A Cupich, ze on nie chce muzeów tylko chce silne wiarą wspólnoty.
    Wspólnoty żyjące wokół koscioła i parafii a polonia dawno temu wyprowadziła się na przedmieścia, wokół koscioła sami latynosi i mają tam kilka innych kościołów.

    Cupich napisał 1 wyjaśniające pismo kilka lat temu i wyniośle zamilkł. Zupełnie jak przysłowiowy hierarcha z Watykanu.
    A niektóre grupy „na polonii” chiałyby ponegocjować, może wykupimy kosciół i parcelę, może wyremontujemy, no jak to tak zburzyć czy sprzedać, tak nie można, nasi przodkowie, nasza historia, nasze muzeum…

    Polonia, jak to polscy chłopi, chce pogadać. Chce przynajmniej zostać doceniona i uszanowana tym pogadaniem. A kościelny dostojnik ma ich w zimnej, pogardliwej d*pie.

    Teraz podsumowanie. Przy całej swojej frustracji, polonijne mendia są BARDZO GRZECZNE WOBEC KOŚCIOŁA I JEGO POLONIJNYCH KSIĘŻY.

    Ach, jacy delikatni!

    W porównaniu do ciagłych, wieloletnich, bezpardonowych ataków na świeckich polityków w zamorskiej Polsce?!

    Nie ma żadnego porównania.

    Moje wyjasnienie?

    Bo ta sprawa, sprawa kościoła św. Wojciecha, może nieść dla nich realne straty. Nie czyńmy sobie wrogiem morza, gdy mieszkamy na wyspie.

    Pyskowanie na Bolka w Polsce niczym tym hipokrytom nie grozi.
    Przyfikanie miejscowemu dostojnikowi Kościoła – jak najbardziej.

    I dlatego tacy grzeczni.
    _________________________________________

    Poszukajcie sobie o znikniętych obrazach i innych cennych rzeczach z polonijnego ośrodka w Orchard Lake. Który ksiądz był tam szefem i jak długo, jakie tam panowały i panują stosunki.

    Czy ktoś w katolickich mediach robi na ten temat raban?
    Nie robi, bo jego wartość oczekiwana może być dla niego ujemna.

    _________________________________________

    Łatwo zachęcać do bitwy samemu siedząc z daleko od pola walki i niczym nie ryzykując.

    Polonijne radyjko w osobie pana dziennikarza lub pani dziennikarki bardzo chętnie wpuści na antenę i da czas na wygadanie się. pod warunkiem, że będziesz pyskował na zamorskie, polskie tematy. wtedy, nawet jakeś parszywy lewak i koderasta, atmosfera się podgrzewa i reklamy się lepiej sprzedają.

    Ale spróbuj użyć polonijnego przykładu? Natychmiast cię wyłączą.
    Mój sukces komentowania u redaktora Szoskiewicza to około 50%.

    Za blisko miejsca pracy pana redaktora nie wolno argumentować. Za blisko osób, z którymi był w opozycji nie wolno argumentować. Za blisko osób i krajów, w których był na stypendium nie wolno argumentować. Wyrażać zbyt odległych od panaredkatorowego poglądów nie wolno, szczególnie krytykować pewnego państwa i jego mieszkańców.
    To wszysko poniżej standardów blogu.

    Wartość oczekiwana ewentualnych skutków zbyt negatywna, a więc decyzja jasna i także negatywna.

  74. zza kałuży
    13 sierpnia o godz. 16:53

    Pytanie, czy da się to zrobić anonimowo (wysłać do lokalnej prasy ma przykład, bo w-leaks gra do jednej bramki i to nie tej samej co Ty). Ryzyko niestety jest spore, dla rodziny bardziej niż dla Ciebie osobiście. W Stanach tylko jeśli masz coś ukrycia, niezapłacone podatki na przykład. Ale w Polsce masz dużo do stracenia.

    A tak nawiasem mówiąc przestrzeń jest probabilistyczna, a prawdopodobieństwo jest funkcją. Ale się nie czepiam. W teorii decyzji/gier mówi się o „expected utility” ale nie wiem jak się to tłumaczy na polski.

  75. @izabella 13 sierpnia o godz. 17:46
    Pytanie, czy da się to zrobić anonimowo
    Wiadomo, że się nie da.
    Larry Ellison dawno temu powiedział: „oczekiwanie anonimowości w sieci jest naiwnością”.

    Ile seleuk|os| – konkretych pieniędzy i kłopotów – może stracić na wojowaniu z Kościołem?

    A lokalny polityk czy tylko aktywista samorządowy ryzykuje zmianą zajęcia i dużymi przykrościami.

    seleuk|os| jest jak ten mieszkaniec Sztokholmu, który nawołuje murzyńskiego mieszkańca chicagowskiego getta do walki z miejscowymi gangami. Bo te gangi sa bardzi złe i jednocześnie bardzo bogate.

    Dlaczego wy czarni nie układacie żadnych praktycznych planów?!
    Tylko bezproduktywnie filozofujecie!

  76. zza kałuży
    13 sierpnia o godz. 18:03
    Pytanie, czy da się to zrobić anonimowo
    Wiadomo, że się nie da.
    Larry Ellison dawno temu powiedział: „oczekiwanie anonimowości w sieci jest naiwnością”.

    To jest odpowiedź na inne pytanie. Ja nie pytam czy można anonimowo oglądać porno w sieci albo czytać blog ateistów.
    Każdy porządny dziennikarz śledczy wyjaśni Ci jak mu anonimowo przesłać email.
    A potem idziesz do biblioteki, i wysyłasz. Pytanie czy chcesz.

  77. @izabella 13 sierpnia o godz. 18:11
    Pytanie czy chcesz.
    Każda sprawa ma tylko 5 minut.
    Filmików musi być cała kolekcja, aby osiagnąć efekt.

    „Liderów polonii” głośno wykrzykujacych w obronie dobrego imienia Polski i Polaków. Podobno znieważonych kolejnym dowcipem w kolejnym satyrycznym programie jakiejś amerykańskiej telewizji.
    Ślących protestacyjne listy grożące tym Amerykanom zemstą 10 milionów członków amerykańskiej polonii.
    Nagrań przemówień tych „liderów” zestawionych z wypowiedziami/komentarzami goszczących ich w studio polonijnych redaktorów i ich gości.
    Na potępienie których to elukubracji owi „liderzy” nigdy jakoś nie znaleźli czasu.

    Wyśmiewającej odpowiedzi chicagowskiego konsula na pytanie, czy polski MSZ interesuje się i monitoruje treści pojawiające się w polonijnych mediach?
    Nie, nie monitoruje, po co, na co, nie ma takich poleceń, nie ma na to środków.

    Mój komentarz – sa środki tylko na protesty przeciwko „antypolskim atakom”.

  78. Izabella,
    W języku polskim „expected utility” w odniesieniu do „expected utility hypothesis” jest oficjalnie tłumaczone, jako „oczekiwana użyteczność”, czyli – jak się okazuje -dosłownie. Czyli tłumacze zbytnio nie kombinowali 🙂

  79. zza kałuży
    13 sierpnia o godz. 16:53

    Ja nie chloszcze nikogo. Na pewno nie Ciebie. Pytam Czytelnikow (ewentualnych) z doswiadczeniem (praktyka) budowy systemow, polskojezycznych czytelnikow. Czy uwazajacych wlasne umiejetnosci za dodatkowa wartosc projektu. Kazdy moze ocenic, wlasne mozliwosci bezpieczenstwa, zyski/straty. Jakkolwiek definicje prywatna ma. Technika zbyt zaawansowana nie jest. Piata kolumna nieistotna. Anonimowosc generuje koszt, na probach lamania. To tez element testu. Wyzwanie zorganizowanemu religijnie wyzyskowi w symbiozie z aparatem przymusu panstwa, potrzebuje finansowania i ochrony prawnej. Mozna znalezc. Granice to pojecie plynne, w kazdym wymiarze. Polska jest wdziecznym obszarem ev testu, 100% katolikow. Tego u Wlochow nie ma. To (jeszcze) nie Etiopia, gdzie emigranci placa „dobrowolny, cichy” podatek, ze wzgledu na rodziny pozostale szantaz. 10% placa. W Skand uwazane za szpiegostwo. Scigane, karalne z urzedu. Z sukcesami scigane. Oficjalna droga lamania anonimowosci jest niemozliwa, ochrona danych osobowych. Oczywiscie droga „politycznie poprawna” w Polsce, np rejestracja partii politycznej, jak najbardziej akceptowalna czesc projektu. Przyklad odwagi mozna obejrzec tu, jeden link dal @parafianin. Nic nie wiem o umiejetnosciach ludzi, poza gadaniem, blogowaniem. Moze sfrustrowanych jedynie. Moze zapytam. Latwo znalezc, YouTube Jakub Wątły. Moze ja kanal zaloze, 101? Znalazlem ze sto autorow poza Watly, setki tys wyswietlen. Moze bede 101. Beda wyswietlenia. Tylko nie wiem czy „ateisci, agnostycy”. Tu przynajmniej deklaruja na blogu, taki test lokalny.

    Jedna z uczestniczek #CzarnegoProtestu, zaraz po napisala, „jestem ateistka, posylam dzieci na religie, daje kolede” [nick nie pamietam, cytat pamietam]
    a dzis…
    Imperatyw, „…nie ma zgody na mieszanie z tym ateizmu.” [Gekko do Tanaka, 13 sierpnia o godz. 15:50] zabrania przetestowac textem. Jednak przyklad (test, ankieta) daje @jobrave, chwile za https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2015/K_029_15.PDF

    Jaki test(model) zabronimy, projektowanie? Model, opisuje Rzeczywistosc prawidlowo, jezeli weryfikacja niezleznie od pozycji obserwatora, daje ten sam wynik (Kopernik, test systemu filozoficznego). Panie i Panowie, jak jeszcze siebie okreslacie wikipedycznie. Ktorego modelu zabronimy?. Modelu z okreslonymi parametrami, kwalifikowanymi, kwantyfikowanymi. To jest metodyka testu.

    Daleko jeszcze realizacja. Moze nie oplaca, finansowo. Niesprzedawalna implementacja szerzej. Ja jestem system zbudowac, nie filmowiec. A poza tym @Zza kaluzy. Martwisz moimi pieniedzmi? Dziekuje. Jestem zadowolony freerider. Nie wystarczy? Szukam innych radosci tez. Roznorodne dziedziny. Slabosc, nieprzemijajaca mam.

    Pzdr Seleukos

  80. @Tobermory
    Akceptacja homoseksualizmu jest teraz modna ,tzn jeśli uważasz to za zboczenie, to jesteś jakimś prymitywem, wykopaliskiem. Trzeba akceptować homoseksualizm, feminizm, wegetarianizm, wolne związki, lekkie narkotyki itd i wtedy jesteś trendy. Mnie chodzi o to, że to jest cały pakiet. Jak jesteś ateistą musisz nienawidzić kościoła, szczególnie katolickiego w Polsce.O to chyba chodziło Gekko. Można być ateistą i nie wierzyć w Boga ale bez namiętności.Żeby nie było nieporozumień – nie podoba mi się rola KK w Polsce, a zgrozą przejmuje mnie nie jego bogactwo tylko powrót do średniowiecza w postaci rosnącej liczby egzorcystów i ich działań opisywanych w GW. Wtedy mi rośnie ciśnienie.

    PS. Mam wielu znajomych gejów i lesbijek, z niektórymi pracowałem, jeden był moim guru w procesie kształcenia w zawodzie, jednych lubiłem innych mniej.Niedawno córka powiedziała mi ,że jest lesbijką, jakoś to przełknąłem, chociaż nie powiem ,żebym był zachwycony.
    PS. Byłem na Ukrainie kilka razy ale ostatnio kilka lat temu, samochodem,z wycieczką, w tym na Wołyniu, Odessie, Lwowie, nawet w nieuznawanej Republice Naddnieprzańskiej, wrażenia miałem podobne. Ale to też zależy, gdzie pojedziesz inny jest Lwów, który nie odcina się od związków z Polską ,inna wieś, czy małe miasteczko. Może podobne wrażenia ma Niemiec szukający śladów swojej rodziny na Śląsku.Znam kilku Ukraińców pracujących w Polsce i nie mam nic do nich. Ja sam, jeśli sięgnąć bardzo daleko w genealogię, jestem po matce Ukraińcem czy Białorusinem spolonizowanym kilka wieków temu.

  81. Czyli bez gadulstwa; ludziom w Polsce bardziej musi się opłacać przywołanie Kościoła do przyzwoitości niż dogadzanie mu.

    W USA nigdy z pracy nie wyniosłem żadnej wiertarki.
    Po pierwsze dlatego, że się bałem kary.
    Jako imigrant bałem się deportacji.
    Po drugie dlatego, że w pierwszej pracy za średniej klasy wiertarkę musiałbym zapłacić tylko 2-ma godzinami pracy.
    Po trzecie dlatego, że sklepy były i są zawalone wiertarkami.
    Czyli niezerowe p-o przyłapania na kradzieży razy przerażająco wysoka wartość kary w porównaniu do pomijalnie małych kosztów legalnego nabycia porządanego dobra.

    Mój teść za Gierka wyniósł z pracy wiele narzędzi.
    Starą, metalową wiertarkę Celmy. Gwintownice z narzynkami. Itd.
    Jak widać dla niego kalkulacja była inna i jestem pewien, że znaczącym czynnikiem było w niej granicząca z cudem szansa napotkania takiej wiertarki w normalnym sklepie.

    Początkiem projektu jest zatem przekonanie prostytutki, że ze zwykłej pracy w biurze zarobi na życie, swoje i dziecka, i że „po drodze” jej alfons jej nie znajdzie i nie obije/zabije. No i że taka praca w biurze jest do znalezienia.

    Przekonanie członka gangu, że da sobie radę poza gangiem i że inni członkowie gangu pozwola mu przeżyć.

    Przekonaie alkoholika, że warto nie pić.

    Społeczność wiernych Kościoła ma cechy gangu, mszczącego się za odejście, ma cechy uzależniające od siebie jak wódka, ma cechy społeczności prostytutek, nie widzących możliwości przeżycia poza burdelem i bycia wynagradzanych za nie zawsze przyjemne ale zawsze przewidywalne działania.

    „Tak było zawsze” jest bardzo silnym argumentem. Na Sycylii mafię zlikwidowano?

    „Realnym, praktycznym, modułowym” planem jest czekanie na przewrócenie się Kościoła o swoje własne nogi.

    Jak w Irlandii.

  82. Ladny kwiatek. Od razu. Pieniadze sa narzedziem powrotu do sredniowiecza. Brak pieniedzy, brak sredniowiecza mozliwosci. KK nie ma jedynie skutecznego narzedzia, przy braku pieniedzy, ktore maja katolicy na powrot, emerytury, moms(VAT) na jedzenie, nowe moherowe czapki na glowie, firanku u wierzacej sasiadki. Trzeba byc ajnsztajn?
    pzdr Seleuk

  83. Zza kaluzy. Nie wykluczam jak w Irlandii. Nie pisz, przetestuj najpierw wlasne nie. Wlasne uprzedzenie, oglad do czegokolwiek. Ja na dzis zakonczylem. Wystarczy. Powiedzialem wszystko co chcialem. Jutro poczytam, a moze i obrazki obejrze, bo ja nie filmowiec.
    pzdr S

  84. jobrave
    13 sierpnia o godz. 19:19

    Dzięki 🙂
    Czyżbyś zetknął się z tym jako tłumacz sądowy?

    Z tymi tłumaczeniami nigdy nie wiadomo, można palnąć głupotę. Niedawno nawet wpadł mi w oko słownik matematyczno-statystyczny angielsko-polski, może nabędę.

  85. @seleuk|os| 13 sierpnia o godz. 19:45
    O jakich ty narzędziach piszesz?
    Jak poszukam, to ci pokażę zdjęcia z ceremonii poświęcenia:
    1. kamienia wegielnego
    2. założenia wiechy
    3. oficjalnego otwarcia
    kilku budynków mojej politechniki we Wrocku.

    Kilku. Nie jednego.
    Budynków.
    W tym najnowocześniejszych (pod wzgledem wyposażenia, nie mentalności) laboratoriów.

    Trzy pokropki na budynek.

    W Szwecji ile uniwersyteckich budynków się świeci?
    I ile razy każdy budynek?

    @Izabella, napisz proszę ile razy widziałaś, słyszałaś o ceremonii poświęcenia jakiegos uniwersyteckiego budynku w Kalifornii?

    Ja się pytałem moich kolegów ze studiów, teraz to są oficjele uczestniczący w ceremonii poświęcenia, dlaczego to robią? Po co tam stoją?
    Wiesz, rozumiesz, takie czasy, kiedyś sekretarze, teraz księża, z ludźmi trzeba żyć, a co to mi szkodzi, układy, po co sobie rozbić wrogów niepotrzebną demonstracją, ja tam nie jestem z żadnej partii ale wiesz jak jest, zawsze dobrze mieć we władzach przyjaciół a nie wrogów, a z Kościołem nikt zadzierał nie będzie, nigdy nie wiadomo, jakimi drogami chodzą twoje podania o granty, etaty, itd.

  86. M. Gladwell miał kiedyś w newyorkerze ciekawy artykuł, który zatytułował „Thresholds of Violence” (progi przemocy?). Pisał o strzelaninach w szkole, dlaczego jest ich coraz więcej, i dlaczego nawet całkiem porządne dzieci mają teraz takie marzenia (a niektóre zaczynają planować).

    Wyjaśnił to na przykładzie tłumu rzucającego kamienie. Każdy z nas ma inny próg przy którym przyłączenie się jest wewnętrznie akceptowalne. Ktoś pierwszy nie rzuci kamieniem, ale rzuci jako drugi, a ktoś inny trzeci. Wielu ludzi rzuci jak już będzie w tłumie tysiąc osób. Podobnie może być z walką z kościołem, mam taką cichą nadzieję. Zacząć muszą ci którzy mają najmniej do stracenia, bo stopniowo obniżą próg dla innych.

    Więc kto pierwszy rzuci kamieniem? Matka boska? Seleuk?

  87. @zza kałuży,
    Znam tę sprawę, z któregoś polonijnych dzienników (łącznie z Twoimi komentarzami, które tam zamieszczałeś 🙂 ) i jedno jest pewne – parafianie nie mają nic do gadania, ponieważ -zgodnie z prawym kanonicznym – świątynie wraz budynkami administracyjnymi, gospodarczymi, są własnością Kościoła i nie ma najmniejszego znaczenia, kto był fundatorem, biskup może dowolnie świątyniami dysponować. Jeśli budynek, w tym wypadku kościół, nie przynosi stałego dochodu biznesmeni w sutannach spieniężają go. Mogliby, rzecz jasna, zrobić zeń muzeum, ale ów przybytek musiałby być dochodowy. Skoro polonusom tak zależy na tym kościele, to nic prostszego, jak wykupić go biskupa i urządzić tam muzeum i opłacać jego utrzymanie zatrudniając tam kustosza (w sutannie oczywiście) oraz niższy personel i łożyć nań. Owieczek nie hoduje się po to, by je głaskać, zachwycać się ich brykaniem, beczeniem, umaszczeniem, lecz po to by dawać wełnę, skórę, mleko, mięso i czarnym pasterzom nie trzeba tego tłumaczyć.

  88. zza kałuży
    13 sierpnia o godz. 19:58

    Poświęcania nie widziałam (sam znasz odpowiedź, he he), ale wojna z aborcją zaczęła się na całego.
    Prawica idzie po władzę jak świat szeroki, po rząd dusz nawet. I co im zrobisz.

  89. izabella
    13 sierpnia o godz. 19:54,
    Nie, nie zetknąłem się ani jako tłumacz, ani w ogóle, dowiedziałem się o tym z Twojego wpisu – byłem ciekaw, jak przetłumaczono to na polski, bo nie miałem wątpliwości, że jest to pojęcie znane również w Polsce, myślałem, że to -być może -idiom jakiś, wpisałem polsku: „oczekiwana użyteczność” i wyszła mi „teoria oczekiwanej użyteczności” (o, której nie miałem pojęcia).
    Zgadzam się, w takich wypadkach, o palnięcie głupoty nietrudno, dlatego również staram się nie wychylać, jak czegoś nie wiem na bank, daję pierwszeństwo innym 🙂

  90. A żeby było śmieszniej, to ostatnią taka rozmowę miałem z kolegą, bardzo aktywnym w czasie studiów członkiem SZSP, osobiscie bardzo miły gość, zarówno wtedy, jako szczyl na studiach ze mną szczylem jak i teraz. Nie mam żadnych na jego temat ani przykrych wspomnień ani żadnych brzydkich plotek, same dobre. Wspólnie z uczelnianym szefem SZSP przyczynili się bardzo do uratowania mojej skóry po zatrzymaniu w czasie demonstracji ulicznej wystawiając mi pismo pod niebiosa sławiące moje (całkowicie zmyślone) osiągnięcia jako aktywisty SZSP. Podobno byłem bardzo ideowym i godnym zaufania „organizatorem turystyki”.

    Jako student może nie był najlepszym na roku studentem, ale nigdy-przenigdy nie dowiedziałem się o nim niczego złego jako o człowieku. Teraz jako (**** jego funkcje wyciąłem z oczywistych powodów), chodzi na pokropki i o wyposażeniu (xxxx) dyskutuje z księdzem dobrodziejem. Biskupem, oczywiście.
    Ilu biskupów w Polsce wie, na patrzy stojąc w takim laboratorium?
    No ale ważne są dobre kontakty towarzyskie, bo ksiądz biskup to miejscowa elita władzy.
    Tak samo jak w Iranie, w Arabii Saudyjskiej, pewnie tak samo jak w Izraelu, chociaż chcę wierzyć, że Izraelczycy jednak mądrzejsi.

  91. @ seleuk

    Tak tylko przy okazji słownictwa w usługach pojmowania, bo może się przydać na drodze okładania się ateizmem.
    Brak zgody nie oznacza zakazu.
    W każdym języku, który omiatasz wzrokiem w wikipediach.
    Pozdrowienia ze zrozumienia.

  92. Stachu39
    13 sierpnia o godz. 19:38
    Jak jesteś ateistą musisz nienawidzić kościoła, szczególnie katolickiego w Polsce. O to chyba chodziło Gekko. Można być ateistą i nie wierzyć w Boga ale bez namiętności.

    Otóż, w pewnym sensie o to chodzi w cywilizacji, gdy mówi o ateiźmie i praktykuje się go (pomijam filozofię odmian ‚niewiary’, bo tu nie filozofy), jak poniżej.

    Po pierwsze, ateizm nie jest antynomią wiary (upostaciowanej, religijnej; nie zdolności emocjonanej w ogóle) a więc niewiarą, to by oznaczało czynny stosunek krytyczny do faktu istnienia wiary w formach religijnych.
    Po drugie, ateizm oznacza brak zainteresowania bytem nieistniejącym (a stąd nie podważanie czy polemikę), jakim jest -racjonalnie- przedmiot religii czyli bóstwo, a co za tym idzie spójne i niespójne zachowania ludzkie w roli wyznawców bóstwa czy członków kościoła i tego typu organizacji (nie mówiąc o ich kapłanach i regulaminach służbowych).
    Brak zainteresowania, czy więcej – ignorowanie, wyklucza polemikę, krytykę czy ocenę wewnętrznych katechizmów, obrzędów, obyczajów czy behawiorów wyznawców i ich kościoła. Nie mówiąc o jakichś z tego tytułu emocjach.
    Trochę tak, jak relacja osoby nie uzywającej komputera z i wobec zachowań fanklubu Warcrafta.
    Po trzecie, religia, jak każde inne zjawisko wzbudza w ateiście emocje i reakcje polemiczne, o ile usiłuje ona NARZUCIĆ swe reguły innym, niż wyznawcy. I właśnie to nic ze wpisem inicjalnym nie ma wspólnego, wpis odnosi się wyłącznie i ostentacyjnie ekskluzywnie (przy tym obelżywie) do wewnętrznych (sic!) spraw kościoła i wyznawców. Nie mógł być więc powodowany ateizmem, a czyni zeń pokraczną karykaturę rodem z „faktów i mitów”.
    Po czwarte, wpis inicjalny w ogóle tyle ma w związku z wiarą, niewiarą czy ateizmem, co bicie psa z podręcznikiem anatomii zwierząt. To jest wpis wyłącznie i niezwykle odważnie intymny, osobisty i opisuje co najwyżej osobę autora, przez jej emocje projektowane na bebechy przedmiotu je wywołującego.
    Po piąte, niezależnie od ateizmu, wpis jest po prostu w paskudnym guście i obraźliwej retoryce. Niesmak takim wpisem zależy od kultury, a nie wyznania lub nie zainteresowania wyznaniami. Nie mówiąc o takich wyznaniach, jak emitowane w tym tekście.
    I po szóste, ateiści są (osobiście i środowiskowo) szczególnie uwrażliwieni na tłumienie krytyki i brak kultury. Stąd, po emblematycznych reakcjach blogowych na opinie krytyczne, nie sposób kojarzyć go z ateizmem.
    Zwłaszcza po zapoznaniu się z szyderczo wklejonym w winietę szlaczku literowym z Hitchensa.
    Chwatit.

  93. Tak tak.

    Strasznie dużo grubasów w tej Polsce. Na dwudziestu może jeden chudy. Może by to jakąś ustawą czy coś?

  94. Postulat niemieszania się do „wewnętrznych” czeluści kaka to jedno z bardziej absurdalnych wykwitów normatywnych sfer około-kakalubnych. Jest to produkt tej samej machiny propagandowej, która definiuje „prawidłowego” ateistę jako aPATeistę, czyli człowieka, który usilnie i namolnie udaje, że religianckie idiotyzmy mu zupełnie, ale to zupełnie nie przeszkadzają.

    A na koniec powiemy sobie „chwatit” i będzie ślicznie.

  95. @Zza kałuży
    Ja też miałem takich kolegów, służących systemowi ale w uczciwych.(kiedyś zastanawiałem się , czy byli TW, nie sprawdzałem, ale chyba partyjnych nie brali). Myślę, że jest taki typ osobowości, który lubi działać ale konformistycznie, inny będzie anarchistą wiecznym.

  96. Ciekawe tylko, dlaczego „prawidłowy” ateista, którego nic a nic nie bulwersuje w religianckich bzdetach, reaguje alergicznie i gwałtownie na prześmiewców religianckich bzdetów. Czyżby go drażnił ateistyczny normatyw?

  97. 88-letni dziś Leszek Moczulski, zasłużony opozycjonista z PRL-u, jest w PiS-landii systematycznie niszczony przez… no przez kogo? Przez nienawidzących go byłych esbeków, którzy są chętni do usługiwania każdej władzy. Dobrzy ludzie, zawsze zgodni… z koniunkturą.

    http://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/leszek-moczulski-oskarzony-o-wspolprace-z-sb-wywiesza-biala-flage,artykuly,430982,1.html

  98. @Stachu39 13 sierpnia o godz. 22:57

    Na tym polega „urok” systemu, że nie ma w nim miejsca dla nieutytłanych. W dodatku jeszcze… „uczciwych” (he he, tak tak)

    https://www.youtube.com/watch?v=dQUHQunKbSQ

  99. @Na marginesie 13 sierpnia o godz. 22:45
    Ja mam na to bardzo proste, chociaż może i prymitywne kryterium. Forsa. Jak Kościół w osobach swoich funkcjonariuszy mnie okrada to będę stawiał opór. Zarówno gdy robi to natychmiastowo, w postaci już teraz pobieranych podatków-datków-dofinansowań etc. jak i gdy pierze mózgi ludziom znieczulając ich w przygotowaniu na nadchodzące upusty pieniążków.

    Kościoły powinny być oddzielone od budżetu, przynajmniej na tyle, na ile jest to możliwe. Np. opieka nad zabytkami jest tu do przedyskutowania. Kościoły powinny być utrzymywane wyłącznie przez swoich wyznawców. Odpisy podatkowe. Szkoła powinna być świecka. Nauczać w niej powinno się religioznawstwa a nie katechizmu. Itd.

    Co oczywiście w dzisiejszej Wolsce jest utopią, podobnie gdyby jeden polityk przed wyborami sprzeciwiał się postulatom twardszego kursu wobec przestępców głoszonym przez swojego rywala.
    Łagodniejsze traktowanie przestępców to wyborcza recepta na samobójstwo.
    Podobnie w Polsce/Wolsce krytyka Kościoła.
    Przed wyborami polscy politycy przypominają sobie, ze nie mają kościelnych slubów albo że ich przeciwnicy są Żydami.

    Taka jest rzeczywistość bo takie zachowanie jak nie zdobywa to przynajmniej nie traci głosów.

  100. @zza kałuży 13 sierpnia o godz. 23:29

    Ale to jednak przeraźliwa naiwność, bo kaka zawsze kieruje się tylko własnym interesem. Jeśli jest koniunktura – pomaga wynieść Hitlerków do władzy. Jeśli nie ma koniunktury – sprzyja im po cichu, ale zawsze przy okazji wyciąga łapę.

    Kilka dni temu gruchnęła w mediach hiobowa wieść – biskupi twierdzą, że PiS wykorzystuje biednego kaka! A oni przecież są (hi hi) niewinni, apolityczni itd. Mówiąc otwartym tekstem – przestraszyli się, że przeholowali i już na wszelki wypadek próbują odkręcać fakt, że wdepnęli. Po co komu taki „sojusznik”? Przydatny jak bąbel na dudzie.

  101. “jobrave”
    13 sierpnia o godz. 16:17 napisał:
    Cyt:
    „Gdyby nie komunizm mielibyśmy Polskę już od dawna „zsekularyzowaną”.
    Kto Twoim zdaniem miałby tę Polskę zsekularyzować?
    Komunizmu w Polsce zresztą nigdy nie było, a to co niektórzy nazywają „komunizmem” to był zaledwie socjalizm i to porządnie wypaczony.
    Owszem zgadzam się, że ci tak zwani „komuniści” to byli w większości kryptokatolicy, którzy w czasach PRLu obdarowali kler ponad 1000 (tysiącem) kościołów, zafundowali klerowi Fundusz kościelny, Komisję majątkową i Komisję Wspólną rządu i episkopatu.

    Napisałeś także
    cyt:
    „…ateista to człowiek niewierzący.”
    Znowu się nie zgadzam ponieważ ateizm nie jest wiarą.
    Ateizm to zaprzeczenie istnienia boga (bogów), a światopogląd ateistyczny wynika nie z wiary ale z wiedzy oraz umiejętności korzystania z niej przy pomocy racjonalnego i logicznego myślenia.

  102. Idąc za postulatami seleuk|os|a nasuwa się oczywiście postulat / moduł „oświata”.

    Należy zacząć od „oświecenia” ludu co do prawdziwej roli Kościoła w historii Polski i od rzetelnej analizy prawdziwości tak promowanej teraz zbitki pojeciowej „Polak-katolik”, „Kościół zawsze stał na straży polskości”, „bez Kościoła nie ma niepodległej Polski”, itd.
    Osobiście nie wierzę w skuteczność tej medoty.

    W Polsce/Wolcse wiara nie bazuje na rozumowaniu tylko na tradycji. Na obrzędach i zwyczajach.

    Taki sam probelm jak popularność soccer w USA.
    Soccer czyli piłki nożnej. Dopóki miliony amerykańskich synów nie bedą miały swoich własnych wspomnień z dzieciństwa na temat grania w soccer z własnym ojcem, doputy soccer pozostanie ciekawostką. Podobnie jak ze wspomnieniami z baru. Dopóki sportowe bary nie dorobią się generacji emerytów posiadających drogie im wspomnienia sprzed kilkudziesięciu lat na temat „wielkich” meczy w soccer, meczy, których w tym barze prawie nikt nie pamięta za wyjątkiem mnie i Jima, doputy będą kłopoty.

    Trochę jak problem jajka i kury.

    Musi zatem wymrzeć generacja zakotwiczona w tradycji kościelnych świąt i obrzędów. A to zadanie na generacje. Wątpię, aby mógł się powtórzyc scenariusz irlandzki, ale być może nie doceniam potęgi nadchodzących czasów. Oraz nie znam stopnia podobieństwa irlandzkiego społeczeństwa do polskiego.

    Czy w Irlandii też jak w Polsce/Wolsce jest taka silna tradycja chłopska? Na przyład czy było coś podobnego do miłości do działki, miłości tak powszechnie objawianej przez świeżo przesadzone do miasta generacje polskich chłopów? A dzisiaj przez uciekających z miast na wieś inteligentów?

    Czy w Irlandii istniało zjawisko chłopo-robotnika?

    Czy porównywalne są w Polsce i w Irlandii zjawiska oscylacji emigrantów zarobkowych między zagranicą a krajem pochodzenia? Emigracja sezonowa? Powroty ze stałej emigracji?
    Podobne liczby rozwodów, w tym tych, spowodowanych długotrwałą rozłąką z powodów emigracji małżonka?
    Itd.

  103. sprawdziłem w słowniku, a jednak dopóki dopóty

  104. Ateista
    13 sierpnia o godz. 23:47
    Pytasz, kto moim zdaniem miałby Polskę „zsekularyzować”? Dlaczego ktoś? A może coś? Zanim odpowiem, wyjaśnię, dlaczego użyłem określenia „komunizm”, bez cudzysłowu. Otoż w mowie potocznej tzw. państwa socjalistyczne funkcjonują, jako państwa komunistyczne, choć nigdy nimi nie były – bo, jak dobrze wiemy, komunizm nigdy nie wyszedł poza sferę idei.
    W języku angielskim istnieje takie pojęcie, jak „communist states” i to zarówno w mowie potocznej, jak i w naukach społecznych, a dotyczy ono państw, w których rządziły lub nadal rządzą monopartie marksistowsko-leninowskie, czyli komunistyczne.
    Powtarzam więc – pojęcia „komunizm” w popularnym znaczeniu tego słowa i z nazwania Polski państwem komunistycznym, nikomu nie trzeba się tłumaczyć, oczywiście poza Tobą, bo inni wiedzą, po prostu, o, co chodzi i nie czepiają się. Być może gdybym na egzaminie z nauk politycznych powiedział, że Polska była państwem komunistycznym, to jakiś czepialski egzaminator poprawiłby mnie, ale nie sądzę, ponieważ wielokrotnie słyszałem w telewizji, że np. prof. Krzemiński, prof. Rychard, prof. Friszke, prof. Staniszkis, prof. Bugaj, prof. Środa, prof. Szyszkowska, prof. Łętowska, prof. Piątek, prof. Paczkowski i inni, bardzo często mówią: „za czasów komunizmu”, „w państwie komunistycznym”, „gdy w Polsce panował komunizm” itp. To nazwa umowna i nie ma się, co przypier…

    Skoro jednak takiś – jak mawiali starzy lwowiacy -przemądrowaty albo syromudry (co wszystkie rozumy pojadł), to i ja Ci coś wytknę, to mianowicie, ze socjalizmu też nie było, nawet wypaczonego -był natomiast „panstwowy kapitalizm” – takie pojęcie określające precyzyjnie ustroje w obozie państw tzw. demokracji ludowej funkcjonuje w nauce.

    A teraz sprawa prawdopodobnej i szybszej sekularyzacji Polski. Otóż gdyby Polska nie trafiła w łapska Stalina, to – bez wątpienia – stałaby się, w sensie kulturowym państwem zachodnim, ze wszelkimi tego konsekwencjami, w tym sekularyzacją. Stało się inaczej, paradoskalnie dzięki właśnie komunizmowi, im bardziej komuna dawała w d…. narodowi, tym bardziej naród się do Kościoła garnął, im bardziej komuna próbowała przetwarzać naród na marksistowsko-leninowską modłę, tym intensywniej naród zapełniał kościoły, pielgrzymował, gromadził się w sanktuariach, namiętnie brał udział w procesjach i innych spędach. Temu wszystkiemu przysłużył się jeszcze wybór Karola Wojtyły na papieża, stan wojenny, śmierć x. Jerzego Popiełuszki. I to wszystko właśnie były czynniki opóźniające proces „świecczenia” Polaków. Ponadto ominęła nas rewolucja seksualna i bunty młodych z 1968 roku, oczywiście na taką skalę, jak na Zachodzie, nie mógł się znacząco rozwinąć ruch „dzieci kwiatów”, a z powodu cenzury i państwowej i po trosze kościelnej (indeks) nie mieliśmy dostępu do wielu dzieł literackich, filmowych itp. które też mogłby przeorać świadomość Polaków.

    Nie twierdzę, , że – w tej hipotetycznej, niekomunistycznej Polsce – proces „świecczenia” przebiegałby błyskawicznie, lub zauważalnie szybko, myślę raczej, że toczyłby się on raczej w takim tempie, jak w Hiszpanii, czy Włoszech. O pozostałych państwach Europy Zachodniej nie wspominam, ponieważ tam była sytuacja bardziej sprzyjająca sekularyzacji, niż w krajach zdominowanych przez jedno wyznanie.

    Piszesz dalej: „Owszem zgadzam się, że ci tak zwani „komuniści” to byli w większości kryptokatolicy, którzy w czasach PRLu obdarowali kler ponad 1000 (tysiącem) kościołów, zafundowali klerowi Fundusz kościelny, Komisję majątkową i Komisję Wspólną rządu i episkopatu.”

    Najpierw jedna uwaga w ramach rewanżu za Twoje czepialstwo. Ciebie denerwuje „komunizm” mianem, którego określiłem ustrój PRL, a mnie denerwuje, kiedy ktoś po wyrażeniu „tak zwany” daje cudzysłów , który w tym wypadku jest już nie potrzebny, wystarczy: „tak zwani komuniści”. O tej reguły są wyjątki, ale to akurat wyjątkiem nie jest.

    Miło mi, ze się ze mną zgadzasz, tylko że ja nic o komunistachkrypto-katolikach nie pisałem, ale gdybym pisał, to na pewno nie byłoby to zgodne z Twoim poglądem w kwestii obdarowywania Kościoła. Nie przeczę, rzecz jasna istnieniu krypto-katolików w PZPR, ale raczej nie oni decydowali o zezwoleniach na budowy kościołów. Ci, którzy taką władzę mieli, nie czynili tego z sentymentu, lecz dla minimalizowania niepokojów społecznych, poza tym, takie zezwolenia były dobrą kartą przetargową – za każdy taki dokument żądano od hierarchów różnych ustępstw, przysług itp.

    I ostatnia sprawa. W odpowiedzi na moje stwierdzenie, że „ateista, to człowiek niewierzący” napisałeś:
    „Znowu się nie zgadzam ponieważ ateizm nie jest wiarą.
    Ateizm to zaprzeczenie istnienia boga (bogów), a światopogląd ateistyczny wynika nie z wiary ale z wiedzy oraz umiejętności korzystania z niej przy pomocy racjonalnego i logicznego myślenia.”

    No pięknie, pięknie. Pewnie, że ateizm nie jest wiarą, przynajmniej w sensie religijnym, ale też ja… nigdzie nie napisałem, że jest. Znasz potoczne znaczenie słowa „wierzący”? Jeśli nie znasz, to proszę: „wierzący – człowiek wyznający jakąś religię” [Słownik Języka Polskiego https://sjp.pl/wierz%C4%85cy%5D.

    Chwalisz się, że logicznie myślisz, więc na pewno znakomicie dasz sobie radę z moim pytaniem: ‚Jeśli określenie „wierzący” oznacza osobę wyznającą jakąś religię, to kogo oznacza słowo „niewierzący” – dla ulatwienia: „niewierzący” – «taki, który nie wierzy w istnienie Boga» [Słownik Języka Polskiego PWN https://sjp.pwn.pl/sjp/niewierzacy-I;2490158.html ]. OK, i teraz spokojnie pomyśl i wykaż, że nie miałem racji, twierdząc, że niewierzący, to ateista i na odwrót.

  105. Osobisty udzial, wspomnienia, nie pozwalaja dojrzec mechaniki procesow. To jak wedrowka w poszukiwaniu pojedynczych grzybow. Szybka przemiana czegokolwiek wymaga konfrontacji dwoch rownorzednych przeciwnikow. Zainicjowana przez grupe mala, ktora widzi mozliwosc zmiany. W konkretnym przypadku Polski. Przewodnia Sila Narodu musi skonfrontowac z przewodnia Sila Narodu. To jedyni rownorzedni. Partia PZPR, nomenklatura zostala skonfrontowana z sojuszem robotniczo/chlopskim. Tak to nazywano w moich czasach. To widzieliscie. Ja nie bralem w tym udzialu, bylem dawno emigrantem. Czytalem w gazetach, niepolskojezycznych, raz na miesiac. Las z helikoptera ogladalem. Nazwiska znam tylko pare, tej malej grupy zapalnikowej. Zadnych osobistych referencji. Process, w mojej ocenie zajal 14lat.

    Dzis Przewodnie Sily Narodu musza tez zostac skonfrontowane, zeby zmiana zaszla. Jaka zmiana, nie wiem. Ile lat, jak bedzie z sukcessem? Osiem w mojej ocenie. Dzis przewodnia Sila Narodu sa: nomenklatura Konferencji Episkopatu Polski i wierzacy katolicy. Jedyni rownorzedni. Nazwiska dzisiejszych przywodcow partyjnych, elit, nieistotne. Po obu stronach nieistotne.

    Co jest celem i srodkiem takich przemian? Pieniadze.

    Tak jest, bylo i bedzie zawsze. Dzis, dochodzi element korporacji ponadnarodowych. Kazdy rodzaj monopolu na pojedynek mozna wyzwac. Polityczny, gospodarczy, finansowy, spoleczny etc. Prawidlowa def przeciwnikow jest potrzebna plus paru iniciatorow konfrontacji.

    Tak bylo od czasow Seleukosa w namiocie pod Alexandria. Michnik, Kuron, Modzelewski wezwali Suverenow „sprawdzam”. W Polsce. Dokladnie takie same procesy w innych krajach. Inne nazwiska. Bardziej skomplikowane to nie jest. Tak wyzywaja „sprawdzam” Ogryzki i MicroMiekkie suverenow czegostam. Kaczynscy w takim procesie tylko nawoz, gnoj. Zeby co wyroslo. Zawsze dla pieniedzy las rosnie i pieniedzmi. Las z helikoptera. Zadnych pomylek w patrzeniu, bo helikopter zleci z hukiem. Gilotyna szyje utnie Robespierra albo IPN bedzie ucinal. Kto wie, moze zdazy Kaczynskiemu? Duzo pary w gwizdku.

    Tyle mojej rekapitulacji, trzydniowych rozmowek blogowych. Najblizszy czas, intensywnym uczestnikiem nie bede.

    Pzdr Seleukos

  106. @seleuk|os| 14 sierpnia o godz. 7:12
    No niestety, ale rozpocząłeś od niedokładnej analizy.

    Partia PZPR, nomenklatura zostala skonfrontowana z sojuszem robotniczo/chlopskim.

    Bardzo duże uproszczenie.
    Wewnętrznej opozycji nie udało by się bez równoczesnego zaistnienia dodatkowych i koniecznych okoliczności. Ja zbiór tych okoliczności nazywam Drugim Cudem. Pierwszym Cudem nazywam podobny zbieg okoliczności zaraz po zakończeniu I wojny światowej.

    Składnikami Drugiego Cudu były:

    1. reaganowskie zbrojeniowe przypieranie ZSRR do muru ekonomicznej zapaści nie zakończone globalnym konfliktem
    2. nieprzerodzenie się klęski ZSRR w Afganistanie w wojnę globalną
    3. pokojowe dla PRLu załamanie się gospodarki ZSRR prowadzące do pokojowej (dla PRLu) zmiany władzy w ZSRR
    4. rządy Jaruzelskiego (zamiast Pinocheta, Franco, argentyńskich pułkowników, etc.)
    5. Gorbaczow zamiast Chruszczowa (Węgry 56)
    6. Wałęsa zamiast np. Morawieckiego czy Gwiazdy
    7. CIA ograniczająca się do dostaw pieniędzy i maszyn drukarskich zamiast broni (Węgry 56)
    8. wybór Polaka na papieża mobilizujący tzw. szare i do tej pory bierne masy
    9. życzliwość tzw. Zachodu, a w szczególności władz RFN, wietrzących, i słusznie, swojej szansy na zjednoczenie.
    10. Życzliwość USA, za niewiarygodnie małe pieniądze dostającego w prezencie wybicie Paktowi Warszawskiemu najsilniejszego po ZSRR zęba.

    Dzis Przewodnie Sily Narodu musza tez zostac skonfrontowane, zeby zmiana zaszla. Jaka zmiana, nie wiem.

    Ano właśnie. Kto, jakim państwom miałoby zależeć na przejeciu w Wolsce rządów przez świeckich polityków?
    Z pewnością nie Amerykanom, przecież PiS tylko od nich cokolwiek zbrojeniowego kupuje. Za obecność ich wojsk chce płacić. Na ochotnika za amerykańskiego osła trojańskiego w Europie chce robić i Unię rozbijać. Nogawkę ruskiego misia chce szarpać, zupełnie jak Gruzja pod Saakaszwilim.
    A skoro za Trumpa, na którego tak stawiają pisowcy, postępowanie Wolski jest tak proamerykańskie, to po co to zmieniać?
    W razie jakichś kłopotów jeden – dwa telefony i wolskie parlamenty ustawy do kosza wyrzucą, przepiszą, uśmiechną się do złej gry i ogłoszą sukces. Pełna kultura!

    Sojusz robotniczo-chłopski? Przecież dostał 500+, 300 zł wyprawki, dostanie mieszkanie +, itd. będzie można go przekupywać. Przynajmniej przez jakiś czas. To skąd brać ten ferment niezadowolenia? Nie trza tylko denerwowac babek od parasolek i czarnych marszów i będzie git.

  107. zza kałuży
    14 sierpnia o godz. 0:08
    […]
    »Należy zacząć od „oświecenia” ludu co do prawdziwej roli Kościoła w historii Polski i od rzetelnej analizy prawdziwości tak promowanej teraz zbitki pojeciowej „Polak-katolik”, „Kościół zawsze stał na straży polskości”, „bez Kościoła nie ma niepodległej Polski”, itd.
    Osobiście nie wierzę w skuteczność tej medoty.[…]«

    I słusznie, ponieważ są to pobożne życzenia. A o ich pobożności przesądza brak woli po stronie polityków, bez względu na opcję, jaką reprezentują. „Odreligijnienie” państwa i tak nastąpi, ten proces zresztą się już toczy, co zresztą przyznają sami czarni pasterze, publikując odpowiednie statystyki, ale to jeszcze trochę potrwa. ale to jest nieuchronne i może nawet nie tak długo, jak prognozujesz, bo świat coraz bardziej przyśpiesza. Ludzie coraz mniej liczą się ze zdaniem Kościoła, ambona już nie jest jedynym źródłem informacji, nie ma już monopolu na prawdę, w internecie można sobie wyszukać taką prawdę, która najbardziej szukającemu odpowiada, można też wyjechać i zobaczyć, jak ludzie żyją gdzie indziej, to wszystko kruszy również mury tak potężnego bastionu katolicyzmu, jakim zawsze była polska prowincja, polska wieś. I zgadzam się, to nie tyle wiara, co tradycja, co obawa przed wykluczeniem ze społeczności, bo im mniejsze środowisko, tym trudniej żyje się „odmieńcowi”.
    Owszem stosowna edukacja przyśpieszyłaby nieco ten proces, odstawienie Kościoła od państwa również, ale dopóki nie ma znaczącej grupy polityków z taką wolą, nie ma o czym mówić. Zresztą nawet, gdyby się taka znacząca siła znalazła, to musiałaby mieć w parlamencie solidną większość i rządzić przynajmniej ze trzy kadencje. Jedyne, co pozostaje, to liczyć na to, że samo się zrobi. I zrobi się.

  108. jobrave
    14 sierpnia o godz. 6:4 * Nie jest dla mnie wcale jasne, co chcesz wytłumaczyć „potocznością” terminu „komunizm”, czy „kraje komnistyczne”, wraz z przywołaniem anglojęzycznego pojęcia. Nic to nie wyjaśnia, a zaciemnia. Właśnie przez swoją potoczność. A potoczność jest skrótem, dla wygody, i/lub ometkowania czegoś. W sprawie „komunizmu” ma dać rys jednoznacznie pejoratywny. Tą pejoratywnością przeklina się i opluwa ludzi – że byli „komunistami”, czyli złymi ludźmi, którym – wskutek oplucia – należy odebrać prawa cywilne, obywatelskie, ekonomiczne: wywalić z pracy, oebrać emeryturę, zhańbić jak AIDSem. Nie zgadzam się z Twoją tezą, że gdyby nie łapy Stalina Polska na pewno i bez wątpliwości byłaby krajem „zachodnim”. To fantastyczność, nie rzeczywistość. W swojej historii Polska miała niezwykle mało jakichkolwiek inklinacji typu „zachodniego”, co precyzyjniej należy rozumieć jako zjawiska cwilizacyjne jakie zachodziły – przez stulecia – w tym obszarze Europy, który stał się jej centrum cywilizacyjnym. Przez całe stulecia w Polsce zachodziły zjawiska niemal dokładnie odwrotne niż tam. Po prostu zaprzeczające możliwości „uzachodnienia”. Bodaj jedyne, w miarę silne, acz regionalne zjawisko jakie mogłoby „uzachodnić” Polskę, to było „krzyżactwo” (choć także , w sporej mierze hipotetycznie, ze względu na – właśnie – opozycyjność państwa krzyżackiego i Polski. „Uzachodniające” były wpływy transgraniczne, z których – znowu: w częściowej mierze – można by czerpać). Krzyżactwu jednak Polska, z całą mocą mówiła nasze NEIN. Grunwald i tak dalej, co po dziś jest dowodem polskiej wyższości, chwały na wieki i wszlekiej cnoty. Automat, co się w głowie wyświetla: wielkie zwycięstwo i Wielka Polska. Nieustająca opozycja. Zjawiska te były tak silne, że brak łap Stalina tulącego Polskę do piersi niemal nic by nie zmienił. W polskiej głowie i dziś dzieją się dzieje na wschodzie. Kresy-Ukraina-Moskwa. Nie żadnen Hamburg-Amsterdam-Paryż. Połowicznie zgadzam się z uwagą na temat dychotomii PRL – Kościół kat. Z tym, że PRL nie tyle wzmocnił opozycyjną rolę Kościoła kat, ale bardziej uwypuklił jego antypaństwową rolę, która przed PRL-em była daleko więcej ukryta. Państwo było dobre, o ile zgadzało się z Kościołem kat. PRL usiłował się nie zgadzać, musiał więc być „niedobry”. Teraz państwo znów się zgadza z Kościołem kat, a nawet więcej, zatem jest „dobre”. Z tym, ze i tak jest niedobre, bo za mało dla Kościoła kat dobre. O czym starannie poinformowai biskupi, pomagając pisoidom dojść do władzy: nareszcie! Wreszcie słuszna i Prawdziwa Polska !

  109. Na marginesie
    13 sierpnia o godz. 22:45

    Do Ciebie adresuję wpis, Namarginesko, bo najdobitniej sformułowałaś idiotyczność postulatu niemieszania się tutejszych ateistów do wewnętrznych spraw Krk (dodam: i do całego oszustwa zwanego „chrześcijaństwem” i jakąkolwiek religią, bo i taką postawę spotykam), czym żongluje ten pretensjonalny chiromanta i manieryczny słowokleta Gekko. Kruchtowi mieszają się we wszystko w państwie, udając obywateli zainteresowanych dobrem państwa, ale włażenie niekruchtowych obywateli w lochy Watykanu? Takiego! Pospolite kaczo-chuligańskie rozumienie demokracji i równości.

    Jeśli komuś religianckie idiotyzmy nie przeszkadzają, niech za poradą Jezusa wejdzie do swej izdebki, zamknie drzwi i tam niech mu nie przeszkadzają. Ale na blogu ateistów co rusz się trafia jakiś niedorobiony myśliciel i równocześnie obrońca uciśnionych religiantów, który nie odróżnia stosunku konkretnych ateistów na tym blogu do ideologii i religijnych praktyk – od ich stosunku do żywych ofiar religianckich ideologii. Ideologia i praktyki katolickie są szkodliwym społecznie, natrętnym, głośnym, agresywnym sposobem funkcjonowania w życiu publicznym dużej części obywateli. Żaden Stachu, Gekko, zyta 2003, kruk czy 404 nie porównują i nie wyciągają wniosków z milczenia tutejszych ateistów w sprawie skromnych, cichych zachowań zielonoświątkowców, adwentystów, baptystów, prawosławnych, Świadków Jehowy (spory z dezenterem były stąd, że sam tu właził i ich chciał). Widzą tylko niemilczenie tychże ateistów na temat szarogęsienia się katolicyzmu. Żadne z nich nigdy nie zadało pytania, dlaczego tak jest. Nie pofatygują się ci ludzie, by dla samych siebie ustalić, co jest przyczyną, a co – skutkiem, nim zaczną udawać sprawiedliwych obrońców 95. procent Polaków prześladowanych przez dwóch czy trzech ateistów na blogu ateistów, a nie, kuwa jego mać, w kościele!!!

    Jest jeszcze inny niż społeczny powód mojego krytycznego przyglądania się religii i jej głosicielom (owieczki nie bardzo mnie interesują): poznanie. Długie lata robiłem to właśnie w swej izdebce, z nikim się nie konfrontując. Miałem przyjemność w znajdowaniu kolejnych dowodów w Biblii, że człowiek ubzdurał sobie Boga, a nie odwrotnie. Potem zacząłem o tym pisać i publikować literackie teksty. Nie interesowało mnie jak są przyjmowane, z nikim nie szukałem i nie prowadziłem polemik. Po co to teraz mówię?

    Otóż towarzysz Gekko i jemu podobni – ale też i niepodobni – używają ogólników „ateizm”, „ateista” jakby te ogólniki miały konkretne desygnaty. Nie mają. Żadne ogólniki ich nie mają. Są sztucznym zabiegiem słownym. Więc to, co wyprawia chiromanta Gekko, używając właśnie ogólników „ateizm”, „ateista”, „ateiści”, nie dbając i pewnie się nie orientując, że na jednym stopniu ogólności rozmowy można użyć ogólników, na innym – nie bardzo, stało się przyczyną nazwania Gekko przez mnie „ZARZĄDZAJĄCYM ATEIZMEM”. On ma wzorzec ateistycznego metra i on decyduje, co jest ateizmem „autentycznym”, co „nieautentycznym” i w ogóle wypowiada się o ateizmie jak o swojej własności..

    Więc mój ateizm przez długie bezinternetowe lata był ateizmem niekonfrontacyjnym: czytałem i rozmawiałem o biblijnych bajkach sam ze sobą. Konfrontować się zacząłem dopiero kiedy się poznałem z internetem. Czy więc mogę mówić o jakichś dwóch rodzajach mego ateizmu? O tym, że jeden był „autentyczny”, drugi – „nieautentyczny”? A cóż to takiego autentyczny/nieautentyczny? Jeśli pływam nieautentycznie, znaczy, że tylko udaję i w ogóle nie pływam, bo nie umiem. Czy jest autentyczne lub nieautentyczne mleko? Nieautentyczne nie jest mlekiem. To po cholerę piszą na opakowaniu mleka: „prawdziwe”? Czyli bywa i nieprawdziwe? Ależ nieprawdziwe nie jest mlekiem! Ani nieprawdziwa kawa nie jest kawą, ani nieprawdziwa czekolada nie jest czekoladą. To co ma na myśli chiromanta Gekko, kiedy mówi „autentyczny ateizm”? Przepraszam, ale gówno mnie obchodzi, co myśli Gekko, słyszę tylko, co mówi. Ktoś jest ateistą lub nie jest, kropka. Nie ma żadnego „autentycznego” ani „nieautentycznego” ateisty ani „autentycznego” bądź „nieautentycznego” ateizmu. Oczywiście, jeśli się chce mówić precyzyjnie, to w ogóle nie ma ateizmu – są wyłącznie konkretni ateiści – Kowalski, Jowialski, Pogorzelski – każdy z jakimś własnym, swoistym ateizmem, czyli nieuznawaniem istnienia bogów. Kolorów tych nieuznawań może być tyle, ilu jest ateistów. Podobnie jak kolorów wiary religijnej.

    Dlatego kiedy Gekko dysponuje jak jaki karbowy w sprawie nieistniejącego (jako ogólnik i wzorzec) ateizmu:

    „Po pierwsze, ateizm nie jest antynomią wiary”

    „Po drugie, ateizm oznacza brak zainteresowania bytem nieistniejącym
    Brak zainteresowania, czy więcej – ignorowanie, wyklucza polemikę, krytykę czy ocenę wewnętrznych katechizmów, obrzędów, obyczajów czy behawiorów wyznawców i ich kościoła”

    „I po szóste, ateiści są (osobiście i środowiskowo) szczególnie uwrażliwieni na tłumienie krytyki i brak kultury. Stąd, po emblematycznych reakcjach blogowych na opinie krytyczne, nie sposób kojarzyć go z ateizmem”

    to pisze swoją dziecinną bajkę wedle dziecinnego rozumienia słów i rzeczy. Ot choćby: „ateizm oznacza brak zainteresowania bytem nieistniejącym”.

    Nic nie oznacza – to Ty sobie, dzieciaku, dowolnie oznaczasz. Brak zainteresowania to nie to samo, co nieuznawanie czegoś. Nie uznaję istnienia idiotyzmu od dziesięcioleci nazywanego przez media „prądem wstecznym” – nie pozwala mi na to elementarz fizyki i własne, ponad sześćdziesięcioletnie doświadczenie. Ale to nie znaczy, że się tym nieistniejącym bytem nie interesuję. Interesuję się i tam, gdzie mogę, próbuję wyjaśniać, co to jest fala i że nie ma czegoś takiego jak fala powracająca z płaskiego brzegu w morze, która jakoby wytwarza ten „wsteczny prąd” – co z maniakalnym uporem wmawiają niewinnym duszom redakcyjne siuśmajtki, ich koledzy siuśmajtkowie, a nawet słabo kumaci ratownicy.

    Zrobiło się na blogu ateistów jakieś towarzystwo obrony prześladowanych chrześcijan. Podejrzewam, że to bardziej przekora niż obrona, ale może się mylę – może to faktycznie desant przebranych za ateistów religiantów, którzy do listy zasług kwalifikujących do raju chcą dopisać kolejną.

  110. @Tanaka 14 sierpnia o godz. 8:29
    Zjawiska te były tak silne, że brak łap Stalina tulącego Polskę do piersi niemal nic by nie zmienił.
    Wątpię. Bez łap Stalina byłaby w Polsce druga Hiszpania z lat 40-tych.
    IMHO.

    W polskiej głowie i dziś dzieją się dzieje na wschodzie. Kresy-Ukraina-Moskwa. Nie żadnen Hamburg-Amsterdam-Paryż
    W imieniu moich dzieci gorąco protestuję!

    Studiowało (jedno) w Szwajcarii. Na szwajcarski koszt. Na konferencje naukowe, przed wyjazdem do USA, jeździło po całej Europie, no właśnie, ale tylko zachodniej.
    Jedno mieszka i pracuje w Londynie już od kilkunastu lat. Razem z polska żoną.
    Następne dwoje pracowało a raczej dorywczo popracowywało sobie a to we Francji, a to we Włoszech.
    Jedno z nich zwiedziło Hamburg, Amsterdam i Paryż. Potem dużą część Włoch. Drugie Paryż, Madryt. Ile razy byli w Wiedniu, Pradze, Berlinie, Londynie nie zliczę. Któreś z młodszych było na robotach w Norwegii. Ten, który pracował w Chinach potem i przedtem sprzedawał produkty polsko-chińskiej firmy do Wielkiej Brytanii.
    To, które pracuje w Urzędzie Miasta ciągle wprowadza jakieś nowe unijne normy i prikazy. Rozkłady jazdy autobusów i tanich lotów do kilku miast (Londyn, Berlin) znaja tak, jak godziny odjazdów tramwaju spod domu.

    To wszystko znaczy, że w ich głowach NIC się nie dzieje na wschodzie. Kresy-Ukraina-Moskwa to tylko bardzo mgliste plany i to tylko jednego z nich na jakieś bliżej niesprecyzowane wakacje kiedyś-może.
    A zachód Europy to dalsze przedmieścia Wrocławia.

  111. Jeszcze raz – daj Boże ostatni – odniosę się do tego, co Gekko naplótł o ateizmie.

    Uroił sobie „autentyczny ateizm”, nie wiedząc, że taki język jest rodem z magla. Z tego samego, z którego pochodzi „prawdziwy Polak”, „prawdziwy chrześcijanin”, „lekarz z prawdziwego zdarzenia”, „przeciętny Kowalski”, „przeciętny ateista”, „przeciętny katolik”, „Człowiek przez duże C”, „Większość ludzi uważa” i tym podobne, nic nie mówiące bzdety.

    Tyle w człowieku jest kołtuna i stereotypów, ile wyniósł z rodziny i ile nie wypleniły lektury i szkoły. Jeśli ktoś na podstawie wypowiedzi i zachowań dwóch ateistów (mógł znać dwudziestu, ale najbardziej zapamiętał dwóch i ich ma w głowie) nie mówi: „ateista Kowalski Jan”, „ateista Zenon Tecki”, „ja ateista” lecz uogólnia: „ateiści”, „ateizm”, jest pełnoczasowym lub tylko w części kołtunem.

  112. @zza kałuży
    14 sierpnia o godz. 9:14

    „W polskiej głowie i dziś dzieją się dzieje na wschodzie. Kresy-Ukraina-Moskwa”
    Gdzie się „dzieją dzieje” twoich dzieci to jedna sprawa, a co się dzieje w polskim czerepie, to zupełnie inna.
    Putin, Putin, Putin, długo nic, Merkel, długo nic, Macron…

  113. zza kałuży
    14 sierpnia o godz. 9:14 * Pierwsza rzecz jest taka, że klaszczę Twoim trojgu potomkom: otwarci ludzie, prozachodni, demokratyczni, obywatele Europy. Tobie – gratulacje. Im więcej takich nad Wisłą, tym lepiej. Co dowodzi tego, że ludzie z głową powinni się ciągle mnożyć. Tymczasem się nie mnożą, a mnożą się tacy Terlikowscy. * Druga sprawa taka – żeby uniknąć nawiązywania do Twoich dumnych wyznań o dzieciach, wiec sie wypowiem ogólnie: nie jest automatycznym dowodem na cokolwiek to, że się było w kraju takim czy owakim, poza samym dowodem bycia. Jak wiesz, grube miliony suwerenów katolickich bywały w wymienionych krajach i różnych innych jeszcze. I co? i psińco: są suwerenami suwerennymi, ze znanym skutkiem. Taka „Polonia amerykańska” – na której to się znasz lepiej niż ja , zna się na Ameryce – znaczy, na największej demokracji, wolności i w ogóle nie ma nic wschodniego w głowie. No bo jak? Z Czikago do Moskwy z 10 x dalej niż z Warszawy, albo takiego Tarnowa. A dookoła niewschodnia rzeczywistość, bo całkiem zachoddnia, albo meksykańska oraz indyjska i chińska, no i polisz sosydż. A co ta poloniawiecznieżywa ma głowie? Święty Ojciec Święty, Mącirewicz i Mącirewicz, Kaczyński i Prawdziwa Polska? Nein? * Trzecia sprawa taka, że od dobrych 500-600 lat, a właściwie od Chrobrego, więc od lat tysiąca, Polska zapatrzona jest na wschod, tam ekspandowała z substanjalnym skutkieem,co mapy z kolejnych podbojów nadto wymownie przypomnają, z tamtejszymi miała stosunki i wojenne i osadnicze – warowne, kościelnobudowlane, majątkowe, miejskie, ratuszowe, dworkowe i pałacowe, wiejskie, drogowo-gościńowe, spławne, leśne, rolne; gangsterskie i niewolnicze i gospodarcze i katolickie w rozumieniu najszerzym czyli też przedmurzowym. Wreszcie razem – cywilizacyjne. NIC PORÓWNYWALNEGO na kierunku zachodnim nie istniało. Ani w realu, ani w polskiej głowie. Wakacje w Rosji? Myśl ciekawa, nic jednak nie mająca do przedmiotu sprawy. A jak już o wakacjach i zwiedzaniu świata: owszem – Prawiwy Polak, co przeputał majątek udawał si do takiej Szwajarii, albo innego miłego i cywilizowanego miejsca. Podobnież i Polacy, ktorzy sie zbrzydzili polskmi stosunkami i takimż krajobrazem. Wielka emigracja, bardzieej zaś paniczna ucieczka przed obcymi krolami, gdy Polske Polacy ochoczo o upaku ddoprowadzili mają stosunki państwowe ściśle sprzeczne z zachodnimi, a nawet sprzeczne z moskiewskimi. Najlepiej te stosunki oddaje termin geeograficzny: Dzikie Pola , który stał się synonimem zawartości państwa polskiego i głów polskich. I kolejne wycieczki zagraniczne i zwiedzanie świata. Najliczniejsze i najdłużej trwające: miliony wychodźców, uciekinierów – od biologicznie nieprzeżywalnej polskiej biedy i tyranii państo-plebańskiej. Dziś to się nazywa prawie dumnie Polonią, a wtedy to były miliony, uciekające statkami: III, IV klasą, albo bezklasowe – upychane na wagę – byle za ocean. Ten i ów uciekał do Niemiec, Belgii, Holandii czy Francji. Podróże kształcą tego, co się chce kształcić.

  114. zza kałuży
    14 sierpnia o godz. 9:14
    @Tanaka 14 sierpnia o godz. 8:29

    W polskiej głowie i dziś dzieją się dzieje na wschodzie. Kresy-Ukraina-Moskwa. Nie żadnen Hamburg-Amsterdam-Paryż.”

    W imieniu moich dzieci gorąco protestuję!

    Mój komentarz
    Ja nie w imieniu, ale protestuję również.
    Od 20 paru lat intensywnie Umęczona zapoznaje się z Zachodem poprzez swoje dzieci, co kością w gardle stanęło Prezesowi Polski i tak mu już zostało. Boć przecież Polska jako taka jest Zachodem, a Zachód, ten dzisiejszy jest zdemoralizowany genderem, chciwością, i neokolonializmem wewnątrzeuropejskim (Polska jako kondominium jest tu przykładem) zdekonstruowany (dekonstrukcja – ulubiony termin Prezesa) dechrystianizacją, egoizmem i wysuwaniem prawa przed dobro ludu. Polska wyspa wolności w Europie – tako rzecze Prezes.

    Od 20 paru lat zainteresowanie Wschodem wynika z przemian jakie tam zaszły po reorganizacji Rosji, lecz to zainteresowanie nie może się równać intensywnością z przeciwnym kierunkiem, nad czym należy ubolewać. Dodam do tego moje zmartwienie, że intensywność wschodniego zainteresowania nie idzie w parze z namysłem i pragmatyzmem, przeważają emocje i tradycyjne stereotypy, które kładą się cieniem na opinie krajan o Wschodzie.
    Pzdr, TJ

  115. Wow, pan Biedroń Kocha Polskę!
    Ten typ napuszoności łamanej przez egzaltację wywołuje we mnie niestrawność i inne sensacje około żołądkowoodbytnicze, o których lepiej zmilczę.
    Nigdy nie rozumiałem zachwytów nad tym politykiem. Nie śmiałem się jednak wypowiadać publicznie, żeby nie narazić się na łatkę homofoba.
    Na szczęście przeczytałem w jednej z ostatnich „Polityk” artykuł o nim, który z naddatkiem potwierdza moją opinię na jego temat.
    Wyciągam z tego wniosek, że jedna część polskiego pospólstwa zakochała się w Mrożkowskim chamie Edku. Druga lewituje na sam widok sztucznie medialnie nadmuchanej Edkowej antytezy, na jaką kreowany jest potencjalny polski Makroń .
    Jak nie urok to przemarsz wojsk.

  116. @zza kałuży, @tejot,
    rozglądam się wokół siebie i nie widzę tych co to im w głowie stepy szerokie. Byli, pomarli. A szkoda, bo dobre pierogi, dobre nalewki przyrządzali.
    Dużo za to takich, których głowy napakowane są sieczką hamerykańskiej popkultury i innego fastchłamu.

  117. A co do „wtrącania się” ateistów czy innych niezrzeszonych w sprawy krk, to dopóki całe to towarzystwo jest na naszym utrzymaniu, to mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek „wtrącania się”. Płacę – wymagam. To pierwszy powód.
    Drugi to ichnine uroszczenia do urządzania nam życia. Trzeba się bronić. A najlepszą formą obrony jest atak.
    Wiem, wiem, bajki o żelaznym wilku. Na razie. Bo za mało się „wtrącamy”. A przecież kropla drąży skałę. Nawet watykańską.

  118. wbocek
    14 sierpnia o godz. 8:38 Edit →

    (dodam: i do całego oszustwa zwanego „chrześcijaństwem” i jakąkolwiek religią, bo i taką postawę spotykam) * do tego mam, Pombocku, uwagę krytyczną: cudzysłów nie jest trafny. Wskazuje bowiem na lipność chrześcijaństwa, co automatycznie znaczy, że jest jakieś nielipne, a prawdziwe. Bez cudzyłowu. A gdzie ono jest? Które? Pamiętasz, jak przywoływaliśmy 41 tysięcy oficjalnych wyznań chrześcijańskich, ja zaś powtarzałem tezę (którą chyba podzielasz bez zastrzeżeń?), że tyle jest różnych chrześcijaństw ine chrześcijańskich głów – bo każda głowa ma coś innego w sobie, w sprawie. Ba, więcej nawet: niejeden prawosławny, zielonoświątkowiec, luteranin poczwórnie reformowany, polskokatolik, a nawet muzułmanin, czy Żyd jest chrześcijaninem, tylko nie został o tym poinformowany. W głowie ma bowiem taki bigos, że jest on najbliżej watykanskiej zawartości, albo nawet wzorowo watykańskiej, a nie tego, co mu się zdaje – że mormon, Żyd, ortodoks, czy też ciocia Hela co niedziela. Jest jedyne chrześcijaństwo i jego jedyny katolik. Nic innego nie ma. Chociaż niektórym się zdaje, że istnieje”prawdziwe mleko”, „prawdziwsze mleko” i „najprawdziwsze mleko”, oraz „mleka nieprawdziwe”: jakieś „prawidłowe rozumienie Ewangelii”. Co już jest oszustwem: nie żadnej „ewangelii”, ale, literalnie, całej niebieskiej książeczki ! Kim jest ten, co się nie zna prawidłowo na całej niebieskiej książeczce, a zna się na „prawidłowej ewangelii”? Słowem: istnieje wyłącznie jedno – uzurpacja i oszustwo, trwające 2 tysiące lat. I to właśnie jest chrześcijaństwo. Bez cudzysłowu. *** Co do listu pasterskiego kolegi @Gekko, któremu zabrakło chęci by mnie komentowac, więc sie wziął za komentowanie (innemu zabrakło zaś czasu, więc mnie starannie przeczytał i dał temu wyraz, w dwóch pustych a fałszywych zdaniach): ateizm to jeden prosty i pewny fundament (nie w rozumieniu pewności niestnienia dowolnego bozi, a pewności postawy) : nie mam żadnego powodu, by uznawać jakiekolwiek nadprzyrodzoności. Bo wiedza, rozum, autentyzm osobowy; wolność w myśleniu i dociekaniu wskazują z wielką mocą brak istnienia owej nadprzyrodzoności. Zaś badanie twierdzenia przeciwnego tym silniej wspiera głębokie przekonanie o nieistnieniu bóstwa. Więcej nawet: daje to asumpt do działania: ateista widzi bowiem zło jakie religia wytwarza i nędzę jaka w ludzkich głowach betonuje. Jeśli więc jest wrażliwy na zło, jesli jest osobą czułą na dobro i cierpienie innych, będzie – na rożne sposoby – dawał wyraz swoim przekonaniom, miast siedzieć w luksusie wieży z kosci słoniowej ciesząc się własną wolnością od fantazmatów i choroby. Możność bezpiecznego siedzenia w wieży jest bowiem luksusem wywalczonym, wyszarpanym ciężką ofiarą od religii, przez buntowników żądających dla siebie – i świata – wolności i podmiotowości. W tym znaczeniu i w tym zakresie, rozumiejąc że luksusy ateisty dnia dzisiejszego – w niewielu punktach mapy globu względne i ciągle narażone na akcje likwidacyjne ordynowane przez religie i ich religiantów – są względne i zagrożone. A przy tym egoistyczne wygodne: W Amsterdamie mogę być ateistą bez kosztów, a w swobodzie; nad Wisłą swoboda i bezkosztowość nie istnieją, a co najwyżej można mówić o kosztach względnie znośnych, zaś gdzie indziej koszty równają się brakom praw podstawowych, honorowych, lub są kosztem życia. Ateizm więc skłania ku aktywności i solidarności: choćby dawania głosu, choćby wskazywania co jest czym, nazywania rzeczy wedle ich istoty. Choćby edukacji, choćby też wspacia. To wciąż i substacjalnie zarazem jest ateizm. To JEST ateizm, bez podpórki „wciąż”. Kolega @Gekko, mówiąc tak barokowo ozdobnie a mało myślnie, plącze się w barokowe sznurowadła, girlandy sznurów, chwosty czyli kutasy – i upada. Co najmniej na kolana. Religant ma swój kościół wyraźnie oznaczony: ateista, co mu wlezie na ambonę by oznajmiać oszustwo religii i sieczkę w głowie skutkującą niemoralnością i zgodą na zło – będzie potraktowany po chrześcijańsku, a przeciw prawdzie. Blog jest równorzędnie oznaczony: miejsce spotkań ateistów, dom wolnomyślicieli. Religiant ma poczucie Prawdy więc brak poczucia miary i szacunku którego dla siebie żąda, działa więc na rympał : musi na oznaczony blog, do cudzego domu spotkań wleźć, wdrapać się na jego ambonę by się bardzo widowiskowo zgorszyć, a następnie nabluzgać. I to jest własnie chrześcijaństwo. Innego nie ma.

  119. @wujaszek wania
    14 sierpnia o godz. 12:09

    Napisałem wczoraj podobnie, ale poszło na Berdyczów 🙁

    „Nie bądź postronnym obserwatorem niegodziwości i głupoty…”

    Występujący tu „autentyczny ateista” z Sevres obwieszcza: Nie ma mojej zgody!
    No i dobrze, to już wiemy. Chce być postronnym (neutralnym) obserwatorem instytucji religijnej, która w tak dużej mierze zawładnęła polityką i umysłami kolejnych pokoleń Polaków, że stajemy się dziwacznym skansenem i obiektem politowania zachodniego świata, to niech sobie będzie. Każdy ma prawo być szczęśliwym na swój własny sposób.

  120. Tobermory
    14 sierpnia o godz. 12:26

    „Nie bądź postronnym obserwatorem niegodziwości i głupoty…”
    Występujący tu „autentyczny ateista” z Sevres obwieszcza: Nie ma mojej zgody!
    *** Bardzo trafnie to ująłeś.

  121. @Tanaka
    14 sierpnia o godz. 12:39

    Samo jakoś wyszło.
    Jeszcze mi ktoś zarzuci manipulację 🙄

    Wreszcie porządna ulewa! Precz z ozonem w powietrzu, przerwa w noszeniu konewek, ulga 😎

  122. @Tobermory, 12:26,

    pewnie, że „każdy ma prawo być szczęśliwy na swój własny sposób”. Nieszczęśliwy, nawet w sposób nieuświadomiony, też. A niby skąd w polskim społeczeństwie tyle agresji? Przecież to przede wszystkim przejaw nieodreagowanego, niewyrażonego buntu na powszechne czarne pranie mózgów.
    Ciekawostka. Jakiś czas temu redaktor Szostkiewicz zwrócił komuś uwagę na swoim blogu, kto o księdzu pisał pan, że nie należy tak pisać, bo to jest ksiądz. Gdyby zapytać redaktora czy ksiądz jest bytem ponadludzkim, z pewnością by zaprzeczył. Ale odruchowo, podświadomie oburzył się na traktowanie księdza jak normalną ludzką istotę mającą płeć. To pokazuje rozmiar, głębię i skuteczność kościelnej propagandy.
    Toteż na każdym kroku trzeba obnażać metody, mechanizmy przy pomocy których zniewalają społeczeństwo. To weszło jak rak w krwioobieg.
    Z niecierpliwością czekam na film Smarzowskiego „Kler”.

  123. @wujaszek wania
    14 sierpnia o godz. 12:55

    „To weszło jak rak w krwiobieg”
    Jak np. automatyczne dodawanie „święta”, gdy w mediach mowa o mszy.
    Zdumiał mnie kiedyś Passent oznajmiając, że przechodząc koło kościoła zdejmuje czapkę. Jest taki obyczaj?
    I kiedy obowiązuje? Wzdłuż nawy głównej czy tylko w poprzek, przed wejściem? Ciekawe, czy robi to bywając np. w Berlinie. Tam tyle kościołów, ale nie we wszystkich „nasza” bozia, a czasem nawet zupełnie świeckie wnętrze.

    Ja dotąd widywałem tylko babiny żegnające się przechodząc koło przydrożnego krzyża lub kapliczki. Ostatnio w Ukrainie.

  124. Tanaka
    14 sierpnia o godz. 12:17

    Jeszcze nie przeczytałem całości, a już mówię, że Twoja uwaga na temat cudzysłowu, którym opatrzyłem NAZWĘ „chrześcijaństwo” jest nietrafna. Opatrzyłem właśnie wyodrębnioną nazwę, a nie zwykły składnik zdania. Cudzysłów ma kilka funkcji. Służy nie tylko do zaznaczania cudzych słów, nie tylko do sygnalizowania użyć metaforycznych, ale i do graficznego wydzielania omawianego wyrazu – żeby nie powstawało wrażenie, że jest składnikiem zdania, w którym się pojawia.

    Dwa zdania to ilustrujące.

    „Chrześcijaństwo to nie monolit, lecz 41 tysięcy sekt”.
    ‚To, co nazywamy „chrześcijaństwem”, nie jest monolitem, lecz składa się z 41 tysięcy sekt’.

  125. wbocek
    14 sierpnia o godz. 13:07 *** Pombocku, z mety się zgadzam, że moje było nietrafne, przy czym miałem wrażenie, że ów cudzysłów umieszczony w takim kontekście nie tworzy zupełnej jednoznaczności myśli. A ponieważ jestem czuły na cudzysłów sugerujący istnienie nieistniejącego „prawidłowego chrześcijaństwa”, być może sobie to wrażenie niezupełnej jednoznaczności wzmocniłem. i dlatego te skutki.

  126. wujaszek wania
    14 sierpnia o godz. 12:55
    @Tobermory, 12:26,
    Toteż na każdym kroku trzeba obnażać metody, mechanizmy przy pomocy których zniewalają społeczeństwo. To weszło jak rak w krwioobieg.
    Z niecierpliwością czekam na film Smarzowskiego „Kler”.

    Mój komentarz
    W onecie przeczytałem, że Smarzowski powiedział o swoim najnowszym filmie („Kler”), że opowiada o takich samych ludziach jak my, tylko że w sutannach chodzących.

    Tak jest. Tę sentencję można szerzej zinterpretować. A mianowicie władza deprawuje polityków, w pewnym stopniu demoralizuje ich, władza duchowa również deprawuje i demoralizuje, lecz w tym drugim przypadku proces ten jest bardziej intensywny, ponieważ w państwie o choćby częściowej demokracji i poszanowaniu prawa istnieje jakaś transparentność działań oraz „rynek ocen” polityków. W czasie kampanii wyborczych, w czasie wyjaśniania różnego typu wpadek, skandali, naruszeń media komentują, ludzie dyskutują w jakiś sposób wpływając na bieżące i przyszłe wybory polityczne.

    W organizacji KK nie występują tak jak w polityce czynniki, które by normalizowały działanie KK, budowały autonomię KK usprawiedliwioną i zasłużoną:

    – nie ma pełnej jawności działań KK

    – nie ma kontroli społecznej nad poczynaniami KK, która by była efektywna, a nie fasadowa

    – prawo ma bardzo ograniczony dostęp do działań funkcjonariuszy KK
    Pzdr, TJ

  127. @tejot, 13:36,

    do tego co napisałeś dodałbym jeszcze jeden, moim zdaniem bardzo ważny czynnik. A właściwie dwa.
    Pierwszy to kwestia tak zwanego „wybraństwa” związanego z „powołaniem”. Ludzie „wybrani” stoją ponad innymi. Są kimś lepszym, szczególnym. Jeżeli wmawiasz coś takiego szczeniakowi od matury, to nie ma mocnych, to musi odbić się na psychice. Skutkować psychopatycznym rysem osobowości. Władza absolutna nad „owieczkami” mocno ten rys umacnia.
    Czynnik drugi to kompletny brak informacji zwrotnych spowodowany całkowitym oderwaniem od życia jakie prowadzi „stado, któremu pasterz przewodzi”. Każdy kto ma współmałżonka czy innego partnera, z którym dzieli życie, dzieci za które jest odpowiedzialny nieustannie dostaje takie informacje. Nikt tak nie sprowadzi człowieka do pionu jak najbliżsi.
    Kler tego nie ma.

  128. wujaszek wania
    14 sierpnia o godz. 14:23 * * * Nie od matury, wtedy byłby za późno z w miarę zdrowiego na umyśle młodziaka przeflancować go na wzmożonego klerykalnie. To się zaczyna, no właśnie – od kiedy? od chrztu! Eeee, też nie całkiem. Od tego się zaczyna, że się prawidłowa katolicko mamusia spotka z prawidłowym katolicko tatusiem. A nawet i wcześniej – prawidłowa mamusia z tatusiem wzięli się z ich prawidłowych rodziców i prawidłowego otoczenia. I tak dalej wstecz, nad Wisłą – jakieś 1050 lat. Mała dzidzia, jak tylko opuści świętą torbę mamusi, już jest katolikiem. Co się formalnie potwierdza chrztem.Chrzest jest opieczętowaniem na wieki wieków: jesteś katolik i basta. Już dziecina, ssąc cycusia mamusi (co jest prawidłowe – vide Maryja z dzieciątkiem) czuje świętość koło siebie oraz ponadludzkość. Wkrótce zaznajomi się ze znajomą buźką proboszcza: oto on – następca apostołów, naśdladowca Jezuska, postać ponad ludzki wymiar, co najmniej pólświęta; aureola, pacierz, pokropek, godność i dola. Kościół kat wie bardzo dobrze, bo od 2 tysięcy lat ćwiczy praktycznie: jak za zupełnego młodu, od urodzenia, złapiesz człowieczka w sidła, już się nie wyplącze. A jeśli by rozważał, to się przerazi własnego marzenia. I polegnie ze strachu – znaczy: katolik. Ten co nie polegnie, to zupełne egzemplum. Rzadki wyjątek.

  129. @Tanaka, 14:52

    mam na myśli „kapłańskie wybraństwo”, czyli wstąpienie do seminarium duchownego, albo jak się mówi potocznie „szkoły zawodowej” dla przyszłego kleru.
    Nie każdy ochrzczony zostaje księdzem. Niektórzy wręcz przeciwnie 😉

  130. @wujaszek wania 14 sierpnia o godz. 11:54
    Dużo za to takich, których głowy napakowane są sieczką hamerykańskiej popkultury i innego fastchłamu.

    Ja tobie nie wróg. Zamiast najszybszych procków w urządzeniu, z którego piszesz na tym blogu zawsze możesz napisać tradycyjny list, nalepić znaczek i wrzucić do skrzynki. @Tanaka poda ci adres, na jaki trzeba pisać.
    Wtedy będzie wolniej niż w świecie fastchłamu czyli zgaduję, że dla ciebie będzie lepiej.

    A zamiast sieczki hamerykańskiej popkultury wskrześ sobie peerelowską „Kulturę”.
    To było całkiem fajne czasopismo, zgadzam się.

  131. wujaszek wania
    14 sierpnia o godz. 14:23

    Mój komentarz
    Tak jest. Wybraństwo i usprawiedliwiona wybraństwem izolacja.
    Oba te czynniki predestynują KK w przekonaniach zarówno wiernych, jak i kleru, do nietykalności. To nietykalność (nie pisana, a przestrzegana w praktyce) jest ostatnią i najważniejsza bronią funkcjonariuszy panoszących się i wynoszących się, jest linią obrony, fortyfikacja, fosą trudnoprzekraczalną dla wiernych.

    Nietykalność uzasadniana jest teologicznie, a więc pośrednio, w domyśle, jest wywodzona ze świętości KK, z czynu założycielskiego, z ewangelii, od ewangelistów – uczniów Chrystusa i kolejnych następców św. Piotra, można tak długo ciągnąć uzasadnienia. itd.
    Pzdr, TJ

  132. @zza kałuży
    14 sierpnia o godz. 15:20

    Może jeszcze polecisz dyliżans zamiast kolei żelaznej? 😉
    Coś cię ugryzło, czy nie zrozumiałeś terminu „fastchłam”? A może rozdrażnił cię, że amerykański?

  133. „nikt nie zmusza osób mających się za wolnych od religii, aby mieszkali wśród katolików starających się żyć według Dekalogu. Według mnie dla tych, którzy odnoszą się z szatańską nienawiścią do Przykazań Bożych, nie powinno być miejsca na polskiej ziemi, uświęconej krwią Jej synów w obronie wartości chrześcijańskich i Ojczyzny”.

    – oznajmił wójt podkarpackiej wsi Tuszów Narodowy w liście do Fundacji „Wolność od Religii”.
    Do listu dołączył wniosek o dostęp do informacji publicznej, w którym pyta m.in. o narodowość lub pochodzenie etniczne osób tworzących Fundację.

    Do fundacji w oficjalnym piśmie napisał:

    „W imię Chrystusa Polacy ratowali z narażeniem życia Żydów w czasie Zagłady, którą im zgotowano i bardzo wielu z nich w związku z tym oddało za nich swoje życie. Gdyby to byli ludzie wolni od religii, to na pewno nie zdobyliby się na aż tak wielki heroizm.

    Tylko w jedności z Bogiem człowiek jest zdolny obdarzać innych prawdziwym dobrem, a w przeciwnym wypadku może przekazywać tylko zło piekła.”

  134. Nawiążę bez słów do wstępniaka Tanaki. Jedyne słowa to wyjaśnienia.

    Fotki są z prywatnej przychodni w Koszalinie „PulsMed”. Co to takiego na reklamowych planszach radio „Plus”, nie mam pojęcia. Mam natomiast pojęcie, co to jest „Gość niedzielny” na eksponowanym miejscu, zaraz przy wejściu. Przyzwyczaiłem się już, że na poczcie jest w sprzedaży więcej żywotów świętych, Fatimy, Biblii i „Jezu, ufam Tobie” niż innych bardziej przydatnych rzeczy, ale powiem, że niekomfortowo się czuję, kiedy wchodzę do jakiejkolwiek instytucji, zwłaszcza państwowej, i nie wiem, czy mówić „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, czy „dzień dobry”.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6589576630315416385/6589576632338260802?authkey=CNiMu9332_e-wAE

    Przepraszam, że źle pstrykłem „Gościa niedzielnego”.

  135. @Tobermory 14 sierpnia o godz. 16:08
    oznajmił wójt podkarpackiej wsi Tuszów Narodowy

    Albo idiota albo karierowicz.
    Tak czy tak moja rada jest jedna: granica na Wiśle.

  136. @Tobermory 14 sierpnia o godz. 15:29
    A może rozdrażnił cię, że amerykański?
    Hamerykański. 😉

    Ja rozumiem jak się ktoś przypiep**a do kogoś lub czegoś ale niech to robi z konkretnej przyczyny. Przywalanie „po całości” jest rodzajem -izmu.

  137. @Tobermory 14 sierpnia o godz. 16:08

    Wstęp do czystek etnicznych. Moim zdaniem.
    Chyba że wójta wywieźć na taczkach albo co…

    Czy fundacja Wolność od Religii ośmieli się odpisać odpowiednio?

  138. @wbocek 14 sierpnia o godz. 16:22
    To jest jak gotowanie żaby. Ty dostrzegasz nonsens, inni najwyraźniej nie.

  139. Że sobie tak nieśmiało pisnę… Nie widzę, żeby wujaszek wania chciał osobiście urazić zakałużnika (czy tejota). Komentarz wujaszek wania 14 sierpnia o godz. 11:54 chyba odnosi się raczej do rodzimych obateli, którzy bezkrytycznie naśladują obce wzorce, w dodatku jeszcze niekoniecznie te warte naśladowania. I o to chodzi. Takie mam wrażenie. Błagam, bez wyznaczania sekundantów, bo Gombrowicz z Boziewiczem by się uśmiał.

  140. @tejot 14 sierpnia o godz. 11:25
    lecz to zainteresowanie nie może się równać intensywnością z przeciwnym kierunkiem
    Ostatni nauczyciel rosyjskiego albo przeszedł na emeryturę albo przekwalifikował się na angielski.
    W szkole nie uczą rosyjskiego a raczej „uczą się go” wyłącznie Ukraińcy. Polacy wybierają głównie angielski a jak nie angielski to kierowani modą np. hiszpański.

    Ja też boleję, że najpopularniejszy nie jest niemiecki z rosyjskim a dopiero potem angielski, no ale taki mamy klimat.

  141. Ateista 13. 08. 23.47 „Owszem zgadzam się, że ci tak zwani „komuniści” to byli w większości kryptokatolicy, którzy w czasach PRLu obdarowali kler ponad 1000 (tysiącem) kościołów, zafundowali klerowi Fundusz kościelny, Komisję majątkową i Komisję Wspólną rządu i episkopatu.”
    Oj przydalby sie tu jakis dyzurny od sprawdzania faktow, a tak klawiatura wszystko przyjmie, szczegolnie gdy pasuje do mojej tezy.
    Najpierw prostuje haslo – dotyczylo nie tysiac kosciolow wybudowanych za komuny, ale rzucone bylo przez Gomulke na poczatku lat 60-tych „Tysiac szkol na tysiaclecie” (Panstwa) Tych szkol wybudowano prawie 1500 i jesli nawet nie istnialo sie na swiecie w czasie ich budowy, to trudno w pozniejszych latach nie uslyszec slowa Tysiaclatka.
    Jesli chodzi o budowe kosciolow, to jakies zezwolenia dawano na wsiach, na ktorych ludnosc na razie machnieto reka. W duzych socjalistycznych z zalozenia miastach takich zezwolen nie dawano. Np 10 letnie historia krzyza na placu , na ktorym mial byc wybudowany kosciol w Nowej Hucie. Przez bardzo wiele lat zezwolenia na budowe nie dano. Widac juz wtedy ruch robotniczy splatal sie z religia, he, he. Podobnie bylo w bliskim mi miescie, ktore tez mialo byc socjalistyczne. W 1956 roku wydano zezwolenie, po dwoch latach z przyczyn usterek budowlanych wstrzymano na omal 10 lat. Zapewne inni, ktorzy maja „swoje lata” znaja przynajmniej z opowiadan przepychanki wladz z ksiezmi- budowniczymi wspieranymi przez parafian. Wrecz przednia zabawa w zlodzieji i policjantow byla.
    Nastepnie: Komisja Majatkowa powstala nie za paskudnej komuny tylko w momecie jej upadania w roku 1989 i miala na celu dogadanie sie panstwa z kosciolem na temat zwrotu majatku koscielnego zagarnianego stopniowo po roku 1945. Mozna bylo w tamtych czasach z godziny na godzine zrobic rewolucje pazdziernikowa, a mozna bylo stopniowo przejmowac ten majatek- ziemia, szkoly , szpitale, domy opieki, co wlasnie uczyniono. A powstaly Fundusz Koscielny mial dzielic sie z kosciolem dochodami z przejetego majatku azeby mogli utrzymac pozostala im substancje, ubezpieczyc ksiezy, czy co tam.
    Sledzac budowe kosciolow znalazlam tabelke, z ktorej wynika, ze bardzo malo kosciolow wybudowano za Gomulki i Gierka, a najwiekszy rozkwit nastapil za Jaruzelskiego. Srednio ponad 120 rocznie, a potem jak by wyhamowano ok. 40 rocznie.
    No i najwazniejsze, to nie PiS z tymi swoimi wstretnymi przywodcami i glupimi popierajacymi oddal wszystko, a moze i wiecej KK. Zreszta nie tylko w sferze materialnej, ale i w sferze rzadu dusz. Ciagle o tym wspominam, ale lepiej liczyc ilosc diablow na glowce od zapalki, czyli procenty dzieci z takiego, czy nie takiego loza. Toz sam kosciol tym sie tak nie interesuje. Wiem to z autopsji i nie z przykladu tylko jednego malego miasteczka w Polsce.
    Lubie tez kiedy Komisja Ateistyczna blogu ocenia kto jest prawidlowym ateistom, a kto nie miesci sie w formacie. A moze dajcie ludziom zyc? Zaraz uslysze, ze mozna wyjsc z tego forum. Dziekuje za rade, ale to juz jest wylacznie moj biznes.

  142. @Na marginesie 14 sierpnia o godz. 16:40
    Piff – paff!

    Dzisiaj jest równouprawnienie i do kobiet można strzelać.
    A nie hamletyzować mają czy nie mają zdolności honorowej. 😉

    O, jeszcze sie ruszasz… piff! Paff!

  143. Dla anglojęzycznych… Polecam nagrane wykłady „Eastern Europe” z cyklu „The Great Courses”. Wykładowca nazywa się Vejas Gabriel Liulevicius, wychował się w południowym Chicago i wykłada na Universytecie Tennessee, gdzie wygrał przez kilka lat z rzędu wyróżnienia za „teaching excellence”, czyli wysoką jakość nauczania.

    W sumie jest to rekapitulacja znanych rzeczy, ale ciekawa. Ciekawe jest też samo podejście do tematu, obiektywne i życzliwe. Dwie sprawy: Europa Wschodnia jest tak zróżnicowana etnicznie, że przy podgrywaniu narodową tożsamością konflikty mamy jak w banku, po drugie mit o zacofanej Polsce aktywnie szerzyli zaborcy, żeby usprawiedliwić zabory (bo my tu, panietentego, przynosimy cywilizację).

    W sumie szkoda, że ten etos pozwalający przez stulecia na przetrwanie prześladowań tak się jakoś sp(i)sił i wypaczył – jak choćby w nienawistnym bredzeniu tego wójta.

    https://www.youtube.com/watch?v=ieMXfcqQPKU

  144. @zza kałuży 14 sierpnia o godz. 16:45

    Tak nie można! Musi być według reguł. Najpierw z liścia, a potem na udeptanej ziemi. Gombrowicz pisze, że w szkole było inaczej – bez sekundantow, ale kodeks byl. Strzelenie w pysk musiało zostać odwzajemnione, inaczej strzelony popadał w dyshonor. Dlatego Wituś (zwany w rodzinie z japońska „Ito”) ganiał się z przyjacielem po szkolnym boisku, w tym celu, żeby oddać i szybko uciec. Zabawa często trwała tygodniami…

  145. @zyta2003 14 sierpnia o godz. 16:44

    Ciekawe, kto tu jest „prawidlowym ateistom”? Takiego „ateistem” na piedestał!

    Poza tym na brak przybytków kaka chyba raczej w Umęczonej nie narzeka.
    http://natemat.pl/146105,ta-mapa-robi-furore-w-sieci-ile-w-niej-prawdy

    Liczby mogą szokować, ale mapa prawie nie mija się z prawdą. W każdej miejscowości jest przynajmniej jeden kościół, a w większych miastach każda dzielnica ma co najmniej dwa. A kościoły wciąż są budowane, często pochłaniają ogromne sumy. Żyjemy w tej rzeczywistości i nie zwracamy uwagi na ilość świątyń w naszej okolicy. A wystarczy się rozejrzeć.

    Ciekawe, kiedy zaczna przerabiać te świątynie na piwiarnie albo coś innego obiektywnie użytecznego?

    Bo przecież wszystkie są nominalnie własnością kaka. To nic, że parafianie ofiarnie bulą na budowę. Kaka przytuli… każdy grosz i każdą cegłę.

  146. Skoro już mowa o konfliktach etnicznych, to ze wspomnień wynika, że pod wrażym zaborem w Kongresówce ich w zasadzie nie było… Wielokulturowość traktowano jak oczywistość? I gdzie to się potem podziało? Sp(i)siało jakoś?

    Autor wspomnień: David Grün, lepiej znany jako Ben Gurion, czyli “syn lwa”.

    For many of us, anti-Semitic feeling had little to do with our dedication [to Zionism]. I personally never suffered anti-Semitic persecution. Płońsk was remarkably free of it … Nevertheless, and I think this very significant, it was Płońsk that sent the highest proportion of Jews to Eretz Israel from any town in Poland of comparable size. We emigrated not for negative reasons of escape but for the positive purpose of rebuilding a homeland … Life in Płońsk was peaceful enough. There were three main communities: Russians, Jews and Poles. … The number of Jews and Poles in the city were roughly equal, about five thousand each. The Jews, however, formed a compact, centralized group occupying the innermost districts whilst the Poles were more scattered, living in outlying areas and shading off into the peasantry. Consequently, when a gang of Jewish boys met a Polish gang the latter would almost inevitably represent a single suburb and thus be poorer in fighting potential than the Jews who even if their numbers were initially fewer could quickly call on reinforcements from the entire quarter. Far from being afraid of them, they were rather afraid of us. In general, however, relations were amicable, though distant

    Przekład z Gugla, ale nienajgorszej jakości:
    Dla wielu z nas antysemickie uczucie miało niewiele wspólnego z naszym poświęceniem [dla syjonizmu]. Osobiście nigdy nie cierpiałem antysemickich prześladowań. Płońsk był z niego całkowicie wolny … Niemniej jednak, i myślę, że to bardzo znaczące, to właśnie Płońsk wysłał najwyższy odsetek Żydów do Erec Israel z dowolnego miasta w Polsce o porównywalnej wielkości. Wyjechaliśmy nie z powodu negatywnych przyczyn ucieczki, ale dla pozytywnego celu odbudowy ojczyzny … Życie w Płońsku było dość pokojowe. Istniały trzy główne wspólnoty: Rosjanie, Żydzi i Polacy. … Liczba Żydów i Polaków w mieście była w przybliżeniu równa, około pięciu tysięcy. Żydzi utworzyli jednak zwartą, scentralizowaną grupę okupującą najgłębsze dzielnice, podczas gdy Polacy byli bardziej rozproszeni, żyjąc na odległych obszarach i osłaniając chłopstwo. W związku z tym, gdy gang żydowskich chłopców spotkał się z polskim gangiem, ten ostatni niemal nieuchronnie reprezentowałby pojedyncze przedmieścia, a przez to byłby gorszy w potencjale bojowym niż Żydzi, którzy nawet gdyby ich liczba początkowo była mniejsza, mogli szybko wezwać posiłki z całego kwartału. Nie bali się ich, raczej bali się nas. Ogólnie jednak stosunki były przyjazne, choć odległe

  147. P.S. „Shading off into the peasantry” przetłumaczone jako „osłaniając chłopstwo” jest oczywiście, potknięciem programu. Chodzi raczej o to, że ci polscy mieszkańcy przedmieść stopniowo przechodzili w mieszkańców wsi (w miarę oddalania się od centrum)

  148. @zzakaluzy, tez czasem draznia mnie, pogardliwe okreslenia Ameryki przez wyznawcow europejskiej wyzszej kultury i urody swiata. Wszystko jest w tej Ameryce gorsze: ludzie, przyroda, edukacja. W wielu przypadkach i ja dorzucam swoje niepochlebne kwiatki, co nie zmienia faktu, ze w dalszym ciagu jest to kraj, ktory ciagnie postep swiata. Czy slusznie, czy w slusznym kierunku – nie wiem.
    Magazyn, czy stacja Historyczna BBC opublikowala liste 10 najbardziej wplywowych kobiet w historii ludzkosci. Na pewno wpadla Wam w oko ta lista, ale wobec ilosci nieslubnych dzieci….
    Na pierwszym miejscu jest Maria Sklodowska – Curie, o ktorej wiedze w Polsce ograniczono do tego, ze wyjechala do Francji i…, a ona calym swoim nielatwym zyciem w meskim swiecie nie tylko udowodnila, ze jest znakomitym umyslem, ale zaczela przecierac szlaki innym kobietom.
    Druga na liscie jest niedawno zmarla Rosa Parks, czarna szwaczka lat 42 ze stanu Alabama w miescie Montgomery, ktora usiadla w autobusie w czesci dla bialych. A byl to rok 1955, kiedy w Polsce modlono sie do demokracji amerykanskiej. Tak zaczely sie ruchy antysegregacyjne, emancypacyjne czarnych. Dopiero w roku 1965, dawno juz po ML Kingu Sad najwyzszy podjal ostateczna decyzje w jej sprawie. Powiadacie, a co to wielkiego? Widocznie to bylo cos bardzo wielkiego!
    To sa czarne karty Ameryki, a nie pisanie jakie to ludzie sa tam glupie i prymitywne.

  149. @Tanaka 14 sierpnia o godz. 11:13

    Twoim trojgu potomkom: otwarci ludzie, prozachodni
    Dziekuję. Reszta też taka znowu domknięta nie jest… 😉

    a mnożą się tacy Terlikowscy
    Nas jest więcej. My jak British Navy, jesteśmy w stanie prowadzić wojnę z dwiema pozostałymi największymi marynarkami jednocześnie. 😉

    są suwerenami suwerennymi, ze znanym skutkiem.
    Więcej optymizmu… niech no tylko kościelna konserwa przydusi suwerena kolejnymi antyaborcyjnymi ustawami i jeszcze bardziej utrudni dostęp do środków antykoncepcyjnych. Suweren ceni sobie możliwość pójścia na Pasterkę, pójścia ze święconką, kolędy, choinki, krzciny, śluby w kościołach z welonami i organami ale przykazania i katechizmy traktuje jak stół szwedzki. Będzie brykał jak mu się wędzidło za mocno zaciśnie.

    A co ta poloniawiecznieżywa ma głowie? Święty Ojciec Święty, Mącirewicz i Mącirewicz, Kaczyński i Prawdziwa Polska? Nein?

    Oczywiście, że nein.
    Po pierwsze w porównaniu z szacunkową liczbą Polonusów to:

    1. liczba parafian zarejestrowanych w parafiach – czyli płacacych – jest stosunkowo niewielka

    2. liczba polonijnych dzieci w polonijnych szkołach sobotnich (nauka religii!) już kilka lat temu osiągnęła maksimum w okolicy 20 tys. Na prawie milion urodzonych w Polsce mieszkańców Illinois (= praktycznie Chicago i okolic), na ponad 300 tys. mówiących w domu po polsku osób, to raczej niewiele, prawda?
    600 – 700 maturzystów z polonijnych szkół sobotnich przychodzących do kościoła na uroczyste wręczenie im polskich świadectw maturalnych.

    3. Liczba głosujących w całych Stanach (w polskich wyborach) a zatem tych od Maciarewicza i spółki waha się w okolicy 20+ tysięcy.
    Dwadzieścia tysięcy z groszami na te mityczne 10 milionów?!

    4. „Mieć na głowie” mają polskie sprawy tylko emeryci. Reszta, zwłaszcza młodsi, zaiwaniają od rana do wieczora i ani im w głowie zawracać sobie na codzień głowę politykowaniem. W niedziele, od świeta, to tak. Ale to tylko godzinka, dwie w tygodniu a nie cały czas!

    Trzecia sprawa taka, że od dobrych 500-600 lat,(…) NIC PORÓWNYWALNEGO na kierunku zachodnim nie istniało. (…) Wielka emigracja, (…) Podróże kształcą tego, co się chce kształcić.
    To wszystko jest bardzo staroświeckie myślenie. Nie mówię, że sam nie cierpię na podobne.

    -Jak jedziesz do Amsterdamu to zajrzysz chyba do Rijksmuseum? Przejrzałeś/przejrzałaś jakieś albumy przed wyjazdem? Przygotowałeś/łaś się do tej wizyty?

    Ło boże ty mój, ale wywołałem awanturę!
    Bo tata jest niedzisiejszy, my teraz wszystko robimy spontanicznie, pod wpływem nastroju, chwili, przypadku, nie można żyć takim zaplanowanym życiem bo sie zwariuje od tego planowania, jak mi się trafi autostop do Turynu zamiast do Amstedramu to wszystkie przygotowania i czytanie albumów o holenderskiej sztuce diabli wezmą!
    A tata tak długo się zastanawia co kupić i porównuje parametry różnych urządzeń, że fabryka zdąży wyprodukować ze trzy nowe generacje i całe to zastanawianie diabli biorą.
    I nowe programy się pojawiają i nowe aplikacje trzeba zładowywać i nowe gry i nowe telefony i wszystko nowe a nie tak siedziec tylko i planować.

  150. Komentarz nawiazujacy do wstępniaka @Tanaki o pozamałżeńskich urodzeniach. Ja nie o pozamałżeńskich tylko o wszystkich.

    W Polsce od 1946 do 2016.

    Na wykresie zaznaczyłem daty odwiedzin JPII w ojczyźnie. Kwadracik dla roku 1991 jest wiekszy, bo wtedy były dwie wizyty.

    Obrazek mozna sobie kliknąć (raz czy dwa razy) aby zrobić go większym.

    **http://tinypic.com/view.php?pic=30hxa85&s=9

  151. Na marginesie
    14 sierpnia o godz. 17:27 wspomnienia Bena Guriona częściowo łykam. Może w połowie. Dalej łykać trudno, chyba, że ma dodatkowe i sporo lepsze wyjasnienia, może w innym miejscu wspomnień. Mówię dla porządku, bo wątpię. Że emigrowali w pozytywnym celu: budować Izrael – nie wątpię. Znacznie wątpię w to, by cel negatywny – usunięcie się z obszaru kultury antysemityzmu,nie odgrywał roli, nawet poważnej. Choć Płońsk miał być ponoć miastkiem wolnym od antysemityzmu. Może tak było, jeśli tak to była szczególność, a nie stan typowy. W Płonsku swietnie wiedziano, jak jest dookoła. Wiedziano też (o Żydach mówię), że wyjście z Płońska w szerszy świat (polski, np, w celach zarobkowych, edukacyjnych itd), oznacza wejście w świat aktywnego antysemityzmu. A mieszkać całe życie w Płońsku to żadna perspektywa, w dodatku niepewna. Dlatego nie przekonują mnie te wspomnienia Guriona. Są oderwane od życia. Fantazyjne jest takie stwierdzenie: stosunki były przyjazne, choć odległe Jeśli stosunki są przyjazne, to nie są „odległe”. Co najwyżej neutralne, może „poprawne”. Ale i to wątpliwe. Czemu miałyby być w tej sytuacji „przyjazności” odległe? Nie z powodów fizycznych, bo Płońsk to było małe miasteczko. Ludzie żyli z sobą,ciągle się na siebie natykali na tych kilkudziesięciu uliczkach na krzyż. Chyba, że żyli w gettach, o czym w zawoalowany sposób Gurion wspomina. Wtedy kilka-kilkanaście ulic było „żydowskich”, następne kilka-kilkanaście „polskich”, a kolejne – „rosyjskich”. dzieciaki może na tej małej przestrzeni mogły żyć. Dorośli – nie. Chyba, że żyli autarkicznie i wsobnie, co jednak skrajnie trudne w malutkim miasteczku . Łatwiej byłoby w Warszawie. Gettoizacja i wsobność w żadnym razie nie są stosunkami „przyjaznymi”. „Odległymi” – owszem.

  152. zza kałuży
    14 sierpnia o godz. 18:10 Co miałby ten wykres pokazywać w związku z Lolkiem?

  153. Żart.
    Z kolejnymi odwiedzinami liczba urodzeń spadała.
    Antykoncepcyjny Lolek. 😉

  154. Ben Gurion urodzony w 1886, wyemigrował do Palestyny w 1906. Z tego wynika, że przeżył w Płońsku tylko wczesną młodość. Ale ciekawe, że jednak nie ma z Polski złych wspomnień. Inni Żydzi, którzy wyjechali – to i owszem.

  155. To ostatnie, rzecz jasna, do Tanaki 14 sierpnia o godz. 18:22

  156. @namarginesie. Ja nie ustosunkowywalam sie, czy budowa tych kosciolow miala spoleczne uzasadnienie. Chcialam tylko wyprostowac Ateiste, ze to szkoly a nie koscioly budowalismy na tysiaclecie panstwa polskiego. Jest to jednak fundamentalna roznica. Podobnie jak to, ze to nie komuna powolala Komisje Majatkowa.
    @zzakaluzy Moje wnuki chodza i chodzily do sobotniej polskiej szkoly, za kazdym razem byla to szkola przy jakiejs parafii. Nie znam innego miejsca, gdzie mozna zorganizowac taka sobotnia nauke, nawet szkola przy konsulacie ma zajecia w salach parafialnych. Nigdy nie bylo tam przygotowania do komunii, czy religia. Te wnuki, ktore szly do 1-szej komunii robily to w „obrzadku” amerykanskim i z amerykanskimi dziecmi szly do komunii.
    Kiedy czytam opisy twojego swiatka polonijnego z Chicago mysle, ze taki sam jest swiat w Polsce. Sa enklawy wyzszych sfer inetelektualnych, co to kosciolowi sie nie klaniaja, PiS za durni maja, a potem juz jest to samo po kazdej stronie wody. Jednak wszedzie mozna znalezc sobie swoja nisze z ciekawy mi ludzmi. Przynajmniej w NY.
    Ciekawe kto w Warszawie , co to najbardziej do przodu wygra wybory w listopadzie? A kto na roznych prowincjach? Nie sledze co powiedzial Jaki, czy taki Trzaskowski, ktory ma ponoc znaczaca przewage. A ja nie ufalabym zadnemu.

  157. @zyta2003 14 sierpnia o godz. 18:49
    Jednak wszedzie mozna znalezc sobie swoja nisze z ciekawy mi ludzmi.
    Być może błędnie, ale dla mnie ostatnio w ocenie nawet takich jaki piszesz, „ciekawych ludzi” przeważa problem politycznego zblatowania Kościoła i PiSu.
    Nawet jak jesteś porządnym ludziem ale milcząco popierasz polityczną robotę Kościoła na rzecz PiSu to przestajesz być porządny.

  158. Jak ktoś nie ma co robić, to u najnowszej Elizy Michalik jest rozmowa z profesorem Obirkiem.
    O tym czy kościół będzie miał wpływ na wybory. I polskim antysemityzmie. I egzorcystach.

    Dowiedziałam się że na przedwojennej polskiej wsi antyklerykalizm nie był rzadkim zjawiskiem.
    Ale tego już nie ma albo zeszło do podziemia. Może dałoby się wskrzesić.

    Profesor Obirek nawet trochę optymistyczny, że społeczeństwu kościół się powoli przejada. Ale poczekamy zobaczymy. Pierwszy test w październiku.

  159. „bardzo malo kosciolow wybudowano za Gomulki i Gierka, a najwiekszy rozkwit nastapil za Jaruzelskiego. Srednio ponad 120 rocznie, a potem jak by wyhamowano ok. 40 rocznie.”

    W latach 1945-2016 wybudowano w Polsce obok istniejących 7,5 tys. obiektów ponad 3.5 tys. nowych świątyń, setki są jeszcze w budowie. Koszty jednej takiej inwestycji wynoszą 10-20 mln złotych (zależnie od lokalizacji) i należą do najwyższych na świecie.
    Największy kościół w całej Polsce – bazylika w Licheniu, najjaskrawszy przykład kiczu i tandety, kompromitacja polskiej architektury – powstał w ciągu 5 lat. Inne budowy ślimaczą się nawet ponad 20 lat.
    Poniektóre wytwory proboszczowskiego gustu przerażają swoją „urodą”, ale jak rzekł kardynał Wyszyński:
    Polska religijność potrzebuje ozdoby 😎
    Napatrzeć się nie można na te gargamele, a wiele z nich można spotkać w rankingach pod hasłem: Biskup płakał, gdy konsekrował 😎

  160. zza kałuży
    14 sierpnia o godz. 19:16
    dla mnie ostatnio w ocenie nawet takich jaki piszesz, „ciekawych ludzi” przeważa problem politycznego zblatowania Kościoła i PiSu.

    Właśnie, w punkt. Też znam w Warszawie takich „ciekawych ludzi”. Elita warszawska, „głęboko religijna”. Można pogadać o wszystkim, światowi są bardzo, byle nie o religii. Bo się człowiek dowie, że najbardziej ich denerwują ludzie niewierzący, którzy zapisują dzieci na religie. Niech się wynoszą z „ich religii”, hipokryci jedni. Albo tacy, dla których Michnik to wróg kościoła. Albo że nie ma nic złego w chodzeniu na pielgrzymki i absolutnie nie świadczy to o poparciu dla pisu.
    Ach, bo oni wszyscy antypiswoscy. Alternatywna rzeczywistość.

  161. @zzakaluzy, troche, a moze wiecej swinia jestem, ale uwazam, ze zblatowanie kosciola z wladza istnialo zawsze, zwlaszcza od czasow transformacji, to o czym nowym tu mowic? Poza tym w mojej rodzinie sa bardzo zle wspomnienia z kontaktow z polskim wymiarem ( nie) sprawiedliwosci za czasow tego wspanialego sadownictwa i wspanialej KRS i co tylko. Dlatego nie kupuje obecnej sytuacji, mam to w nosie. Sa i sedziowie, ktorzy juz nie kupuja. Niedawno podano, ze na jakis konkurs posad zglosilo sie bardzo malo kandydatow – taka solidarnosc, he, he. Na pozniejsze inne trzy konkursy kandydatow bylo juz zatrzesienie. Najwiecej na te, na ktorych najwiecej placa, chociaz brzmialy wielce prozaicznie i nierozwojowo. Nie dziwie sie, ale sa to zwyczajni, marni ludzie, a wy o se dalej za nich demonstrujcie, a towarzycho juz se mosci poslanka. To samo dot. praw kobiet, ruch czarnych parasolek zamarl. Nawet okazalo sie, ze glowne zalozycielki wykorzystaly to jako logo na rozwoj swojej firmy.
    Jedynie co mnie zawsze nakreca na okolicznosc Polski to wlasnie sytuacja kobiet. A z drugiej strony wiem, ze w ogromnym stopniu jest tak na ich zyczenie, czyli niewyrobienie polityczne. Jak juz tu pisalam, nawet te glowne feministki myla warunki socjalne z prawami politycznymi i o tym dobrze wie istniejaca wladza.
    @zza kaluzy Moze nie uwierzysz, ale w moim srodowisku nie mowimy o zblatowaniu sie PiS z Kosciolem. Dosyc pilnie uczeszczam na rozne spotkania z ludzmi piora z Polski i nie tylko. Wyobraz sobie, ze nie ma tam polityki o ktorej wspominasz. Natomiast wielokrotnie bylo o dwu lub wielojezycznosci. mopwily o thym osoby, ktore pisza w dwoch jezykach literature. Ciekawe spostrzezenia, ale wobec znawcow na miejscu nie wlaczylam sie do dyskusji, ktora tu jakis czas temu tu byla. Przeciez by mnie zhepali, co ja tam wiem o procesie myslenia.
    A ile reportarzystow zaliczylam, swiat jest tak wielki a Polacy nie tacy wszyscy zasciankowi jak kreujecie. We wrzesniu bedzie Olga Tokarczuk. He, he, juz kreatorki kultury „bija sie”, ile bedzie tych spotkan, ktore wazniejsze, ile po angielsku – nie wiem.
    W zeszlym roku bylam na 50-leciu urodzin milego czlowieka. Gosci od groma, wszyscy dobrze ustawieni majatkowo, posady srednie. Glowny temat byl o zakupach nowych aut, butow, remontach… i emigrantach w Ameryce. Przechodzilam od grupki do grupki, w koncu nie zdzierzylam i wywalilam i Polakom, ktorzy w najrozniejszy sposob zalegalizowali pobyt i parze rumunskiej co to nienawidzi wszystkich emigrantow, a sama droga olbrzymiego oszustwa dostala azyl polityczny i czesko-slowackiej parze, ktorej sie chyba za duzo dostalo. Rozmow o sytuacji w kraju nie bylo.
    Nawiasem mowiac, dalej jestem w serdecznej zazylosci z zona wowczas 50-latka, ale na wielkie zgromadzenia, ktorych maja od groma w swoim srodowisku juz mnie nie zaprasza. Spotkalysmy sie kilka razy w malutkim gronie. Nie dziwie sie. No to co ja moge wiedziec o „prawdziwej” Polonii?

  162. @zyta2003
    Narzekasz na te niekumate Polki co to nie widzą że im się wolność odbiera, a sama mówisz jak typowa ofiara patriarchatu. Tu mnie zaraz wyrzucą, tu mnie opieprzą, a w ogóle to nie jestem prawidłowa. Co ja się będę odzywać, bo co ja tam mogę wiedzieć. O myśleniu zwłaszcza. I zaraz jakaś rada starców mnie jednogłośnie zbanuje.

    Ciężko to czytać. Walkę o prawa kobiet zacznij od swoich. Ze sobą.

  163. Demograficzny i edukacyjny przekrój emigracji z Polski w USA, w Kanadzie, w Anglii, w Australii i w wielu innych krajach świata to w 90% wieś, małe miasteczka i bardzo słabo wykształceni ludzie, których poziom intelektualny i wszystko, co z tym jest związane jest żenująco niski. Ta cała zgraja nawiedzonych Polaków, identycznie jak islamiści rękami i nogami broni się przed jakąkolwiek integracją i asymilacją.Tacy ludzie nawet po kilkudziesięciu latach pobytu na emigracji nie umieją mówić po angielsku, nie potrafią i nie chcą się go nauczyć, co pcha ich nieuchronnie w szeroko otwarte ramiona pazernego, katolickiego kościoła, gdzie klecha z Polski tylko czeka na taki obfity połów.
    Jest to tym łatwiejsze, że to 90% przyjechało z Polski już religijnie zindoktrynowane i odurzone kościelnym kadzidłem.
    Całe emigracyjne życie nierozgarniętych Polaków skupia się przy polskich kościołach, gdzie przychodzą głupi i niezaradni życiowo parafianie w celu zakupu „bożych łask”, „odpustów” i „rozgrzeszenia”, przetłumaczenia na język angielski lub z języka angielskiego pism, dokumentów i wytłumaczenia zawiłości obcego „bezbożnego” świata, ale także i ci, którym się mniej lub bardziej poszczęściło, żeby podziękować i finansowo odwdzięczyć się „stwórcy” oraz „najświętszej panience – zawsze cierpiącej w swoim dziewictwie” za uzyskane dobra i złożyć ich część na tacę „księdza dobrodzieja”…

    W polskim kościele i przykościelnych organizacjach plotkują, nienawidzą, zazdroszczą, chlają, poznają się, pobierają, indoktrynują potomstwo i pielęgnują swoje zacofanie oraz demonstrują niechęć do społecznej asymilacji i normalnego, codziennego życia w cywilizowanej rzeczywistości, to „prawdziwi polacy i patrioci” służący nadal klerowi i potępiający wszystko, co nie katolickie i nie polskie (nawet kraj, który ich przyjął, dał im wolność, demokrację i dobrobyt).
    Rodacy Wojtyły i Wałęsy przywożą tutaj także swoją nienawiść i złe traktowanie zwierząt, zamiłowanie do zabijania dla przyjemności i wszystkie inne wady wpojone im przez katolicki kler i tępych nawiedzonych religijnie rodziców.
    To identycznie jak w religijnym polskim grajdole religijni antysemici, homofoby, seksiści, rasiści i naziści.

    Do tego wszystkiego trzeba jeszcze dodać polskojęzyczne media w których aż roi się od chrześcijańskich „wartości” i tematyki prosto z ambony masowo przedrukowywane z polskich kościelnych gazecin takich jak „Nasz Dziennik”, „Gość Niedzielny, „Gazeta Polska” i im podobnych…
    Trzeba dodać ciągle przybywających z Polski sutannowych guślarzy w rodzaju Dziwisza, biskupów, Rydzyka i im podobnych „emisariuszy” i mnóstwa innych prokościelnych i medialnych „gwiazd” kina, teatru i estrady
    oraz „narodowych bohaterów” (Macierewicz, Gosiewska, Fotyga, Duda, Szydło…), którzy w zamian za trochę wyświechtanych propagandowo frazesów i parę „patriotycznych” homilii oraz pseudoartystycznych chałtur prezentowanych w salkach polskich kościołów wracają do kraju z wyłudzoną kasą.

    Nawet to najmłodsze pokolenie emigrantów polskiego pochodzenia, już na emigracji urodzonych, jest przez swoich tępych i nawiedzonych rodziców poddawane religijnym gusłom, indoktrynowane przez kler w kościołach i poprzez uczęszczanie do prowadzonych pod kleszym protektoratem polskich szkółek niedzielnych, gdzie pod pretekstem „utrzymania polskości, języka i narodowych tradycji” religijne pranie mózgów odchodzi na całego.
    Znam historię chłopca, który musiał uciec z domu rodziców w Chicago, którzy kiedy dowiedzieli się, że syn jest Gejem i ateistą wezwali „na pomoc” poskiego klechę (egzorcystę).

    Przedstawiciele takiej polonii, są także przyczyną zjawiska tzw.antypolonizmu na Zachodzie i nie ma się co dziwić, bo nikt nie lubi tępego, nawiedzonego, antysemickiego, homofobicznego, rozpitego i okrutnego motłochu, który
    nienawidzi nikogo i potępia wszystko, co nie kaczyńskie i nie kościelne, który pełen jest egoizmu i moherowej obłudy.

  164. @zyta2003. Komisję majątkową powołała „komuna” uchwałą sejmową z 17. 05. 1989 roku.

  165. Tak mi te nieslubne dzieci „lataja” ze dopiero pod prysznicem, gdzie przychodza najmadrzejsze mysli przypomnialam sobie, ze moj najstarszy wnuk byl przez wiele lat taki. To bylo juz tyle lat temu i juz wtedy nie bylo to zadna stygma a tym bardziej nikt nie myslal w kontekscie religii. Ani w Ameryce ani w Polsce, gdzie zdazyl w miedzyczasie nawet ukonczyc kilka klas.

  166. zza kałuży
    14 sierpnia o godz. 18:34

    Żart.
    Z kolejnymi odwiedzinami liczba urodzeń spadała.
    Antykoncepcyjny Lolek.
    * * * Dobrze, że żart. Chociaż.., w zasadzie – niedobrze. Im więcej Lolek dzieci rodzić nakazuje, tym mniej się rodzi? To jakiż Lolek z tego Lolka? Więcej trudu, a mniej skutku? To się musi nazywać „ekonomia Ewangelii”. Taka odwrotnie ekonomiczna. Jak polska grawitaja i w ogóle wszystko. No i skąd brać dzieciątka nadwarciańskie, nadwiślańskie, nadnarwiańskie, nadnoteckie i w ogóle – nadrzeczne i śródćcinne, jak by tak Lolek chcąc, zniechęcał do dziecioróbstwa? A przecież nie ma Lolka bez głaskania świeżych główek katolickich.

  167. bukraba
    14 sierpnia o godz. 21:00 Edit →

    @zyta2003. Komisję majątkową powołała „komuna” uchwałą sejmową z 17. 05. 1989 roku. No, niby tak. Ale to nie „komuna” powołała, ale jej zezwłok. I nie bardzo ona, a biskupi sobie powołali, za pomocą zezwłoka.

  168. Na marginesie
    14 sierpnia o godz. 18:38 * * * Nie spawdzałem kiedy sobie Ben Gurion radośnie wjechał budować Izrael w Palestynie, ale, właśnie – młodziakiem będąc, jak podajesz, mógł wielce optymistycznie patrzeć na stosunki polskie. A jeśli chciał wyjechać już sporo przed ową dwudziestką lat, gdy wreszcie wyruszył, mógł w ogóle nie zaprzątać sobie tm głowy: Polska już mu w głowie nie ciążyła, bo głowa żyła marzeniami o innym świecie.

  169. Tobermory
    14 sierpnia o godz. 19:25 Edit →

    W latach 1945-2016 wybudowano w Polsce obok istniejących 7,5 tys. obiektów ponad 3.5 tys. nowych świątyń, setki są jeszcze w budowie. Koszty jednej takiej inwestycji wynoszą 10-20 mln złotych (zależnie od lokalizacji) i należą do najwyższych na świecie. * * * A skąd masz takie informacje o wydatkach ? Czy one należą do „najwyższych w świecie”, nie wiem, mogę przypuszczać, że – o ile tak jest faktycznie – wynika to z gigantyzmu budowanych kościołów. Nie mam też przekonania, czy w ogóle można ustalić koszty budowy kościołów w Polsce. Dla Kościoła kat, im mniej informacji zostaje rzetelnie zbadanych i ujawnionych – tym lepiej. Nie ma kontroli społecznej, nie rządzą rady parafialne tylko proboszcz, fnansowanie idzie z różnych dziwnych źródeł, „fundacje” przykościelne stosują uproszczone rozliczenia, które i tak nie są sprawdzane, bo Polska to nie państwo, a państwo kościelne. Robotnicy pracujący na budowach pracują za”bóg zapłać”, może poza solidnymi firmami budowlanymi, ale to taki oksymoron: solidna firma i praca na rzecz Kościła kat. Solidna tomoże ona bywać – dla Kościoła kat, ale nie w rozliczeniach z państwem. Zaś ci parafianie i różni tacy, co pracują dla chwały bożej, nie są ubezpieczeni, są właściwie przypadkowymi ludźmi co wleźli na rusztowanie. Jak któryś ma wypadek, zleci, łeb rozwali , to jego sprawa, a nie inwestora: niech se radzi – bez łba, nogi, ręki i co tam jeszcze ma albo już nie ma. Zębów? Na co mu noga, ręka, zęby, skoro jest większa chwała boża? Nie ma jak porównywać kosztów budowy kościołów za pomocą odpowiednich wskaźników budowlanych. Można próbować, za pomocą składania fragmentów robót, ale to żmudna robota, wymaga obmiarów na placu budowy, a kto i po co miały to robić? Musiałby mieć zgodę proboszcza/biskupa, w dodatku. Co więcej, kościoły często są budowane w cyklach, kawałkach, po zmianach projektów, a jednoceśnie są już w eksploatacji. Trudno więc też ustalić, co można rzetelnie przyjąć do wyliczeń kosztow i międzynarodowych porównań. Niewątpliwie rozlazłość, różne cwanienia pod względem ztuki projektowej i budowlanej, przerywania budowy i tak dalej podnoszą sumaryczne koszty, ale to tylko ogólny wniosek. Nie bardzo jest jak go przełożyć na wiarygodne liczby.

  170. @Na marginesie, 16:40

    dokładnie tak, w punkt. Dziękuję.

  171. Nie sroż się @zza kałuży. Nie ma o co. Nie wiem ile masz lat, ja pamiętam szare, głodne lata powojenne, kiedy to na samą myśl o paczce, tak z Hameryki, lewitowano ze szczęścia.
    Trzeba uczciwie przyznać, że te paczki były bardzo pomocne. Równocześnie trzeba pamiętać, że do Hameryki wyemigrowali ludzie z dzisiejszego bastionu pisowskiego. W większości zawieźli z sobą mentalnego kułtuna priwislanskiego. Pożenili go z Hamerykańskim fastchłamem i wtórnie eksportują do „Kraju Przodków” via Rydzyk i inne płaszczaki.
    Hameryka i USA to nie to samo. Tak jak PiS nie jest tożsame z Polską.

  172. @bukabra Tak, tak, 1989r, ale ja napisalam, ze pod koniec upadajacej komuny, a @Ateista mowil o calym przekroju PRL,
    @izabella, O prawach kobiet zawsze zabieram tu glos, tez w temacie emigrantow, rasizmu, niepotrzebnej nienawisci, jeszcze znalazloby sie pare innych. Czesto zabieram glos na roznych spotkaniach publicznych, o literaturze, o rozwoju dzielnicy, reportazu, filmie, kobietach w innych krajach, nawet mam odwage o Zydach, a chodze na takie spotkania, gdzie o Zydach albo wcale, albo dobrze. Dwa lata temu zglosilam sie, zeby zabrac glos w temacie dlaczego bede glosowac na H. Clinton. Jednak pani redaktorka z jakiejs tv warszawskiej, ktora byla wielce szczesliwa, ze w koncu znalazla kogos kto chce na ten pomiot szatana glosowac w koncu mnie odrzucila, bo zglosila sie moja corka i jeszcze jedna osoba.
    Pare miesiecy temu opisalam tu jak zabralam glos na spotkaniu z Michnikiem nie kadzac mu tylko pytajac wlasnie o zblatowanie kazdej wladzy w Polsce z kosciolem. Odpowiedzial niezadawalajaco, ale grzecznie. Po spotkaniu przedarlam sie do niego przez wianuszek wielbicieli i przyjaciol wyglaszaja kilka zdan mojej opinii. A on jeszcze krocej mi wyjasnil, co moge strescic w jednym zdaniu: pani jest glupia i nie ma pojecia o Polsce.
    Zabieram glos zupelnie swobodnie kiedy nie boje sie napastliwej odpowiedzi, chociaz sama lubie byc napastliwa. Czy tutaj? Ja juz nic nie musze, wiec nie musze sie czuc niekomfortowo czytajac, ze cos jest nie na moja mala glowke, albo, ze jestem stara ciota lub paniusia z Ameryki, albo uprzykrzona mucha. Cytowac dalej? A po co. jest dobrze jak jest.
    A w sprawie np. „co poeta ma na mysli myslac slowem czy obrazem i w jakim jezyku” to mozna sie przerzucac pomyslami. Kilkatrotnie bylam na spotkaniach z takimi osobami i mysle, ze one najlepiej wiedza „jak to pracuje”. Nie widzialam jednak zadnego gruntu, zeby te ich doswiadczenia kogos tu zainteresowaly. To po co sie strzepic? Od tego sprawiedliwosci spolecznej nie przybedzie.

  173. @Tanaka

    Bardzo owocne łupanie kamieni, jak widzę 😉 Choć materiału na dwa osobne wstępniaki uzbieralo się.

    Tak późno dołaczam, że cała dyskusja już mi odjechała patataj ale za to Hartman (czy raczej minister Płaszczak) dopisał postscriptum…

    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1760252,1,blaszczak-czyli-chamstwo-w-panstwie.read

    Coś się we mnie gotuje czytając te brednie. I jest mi niezmiernie przykro, że muszą je czytać ludzie o odmiennej niż oficjalnie uswiecona orientacji.

  174. A tu dla porównania wypowiedzi szkockiego pastora, który poprowadzil Paradę Równosci w Perth. I skorzystal z okazji żeby przeprosić w imieniu swojej organizacji środowisko LGBT za wszelkie krzywdy zaznane od kościoła

    https://www.bbc.co.uk/news/uk-scotland-tayside-central-45143315

    Potlumacze jutro bo kontrast z wypowiedziami błazna Błaszczaka jest drastyczny

  175. @ Ateista, a co zes sie tak zacukal w zlosci i nienawisci? Mieszkasz w Chicago i tam tak jest zle, czy moze w UK? W ogolnosci nieprawda jest, ze Polacy nie mowia po angielsku, przeciez dzieci chodza do szkoly i po kilku miesiacach jest problem, ze przestaja mowic po polsku. W pierwszych klasach to w ogromnej wiekszosci ich rodzice tez juz mowia po angielsku, bo juz tez chodzili tu do szkoly. Odczep sie od nieznajacych jezykow Polakow. W szpitalu gdzie pracuje ktos z mojej rodziny stworzono osobne oddzialy dla Chinczykow, bo np po angielsku ani slowa 75-letni dziadek, a nawet jego 50 -letni syn. Inna rzecz, ze tych dialektow chinskich jest mnostwo i sam mandarynski czesto nie wystarcza. A te Chinczyki to takie madre i zawojuja swiat, no nie? Ci wlasciciele pralni, sklepow 99cent co po 30 latach nie mowia ani slowa albo dwadziescia slow na krzyz tez sa godni podziwu co do swojego rozwoju?
    A Latynosi, ktorych nie bardzo chce ruszac, bo to i tak chlopcy do bicia. Moge tak dalej przytaczac.
    Raz czytam, ze z Polski wyjezdza najlepsza substancja mlodych ludzi, a teraz sie okazuje, ze najgorsza, jakies 90% to polanalfabeci zaindoktrynowani przez stosowne instytucje i rodzine. Opanuj sie,. Mniej pogardy do swoich rodakow. Niestety nie dala ci bozia urodzic sie w lepszym spoleczenstwie.
    Same lepsze spoleczenstwa naokolo, smiechu warte.

  176. „jobrave”
    14 sierpnia o godz. 6:47 moje zdanie na konkretny temat nazwał czepialstwem, a mnie samego „przemądrowatym” i „syromudrym”.
    Można i tak.
    Ja po prostu wymieniam opinie, poglądy – dyskutuję.
    Wiele mądrych opinii „jobrave” popieram i z ich mądrości korzystam, ale nie ze wszystkimi muszę się zgadzać.
    Podpieranie się na przykład nazwiskami ludzi ozdobionymi profesorskimi tytułami wcale nie oznacza, że taki ktoś nie może się mylić.
    Tytuły przed nazwiskiem nie zawsze idą w parze z inteligencją ich posiadacza jak na przykład nauczyciele akademiccy Pawłowicz, Niesiołowski, Staniszkis, Duda, Chazan; politycy: Kaczyński, Komorowski i mnóstwo innych im podobnych lobbystów kościoła oraz cały kler z doktoratami i profesurami Wojtyłów, Tischnerów, Oków, deBerierów, Hoserów i innych Rydzyków.

    Raz jeszcze powtarzam:
    Ateizm to nie jest niewiara.
    Ateizm to zaprzeczenie istnienia boga (bogów), a światopogląd ateistyczny wynika nie z wiary ale z wiedzy oraz umiejętności korzystania z niej przy pomocy racjonalnego i logicznego myślenia.

    ps.
    „wbockowi” i „Tanace” dziękuję za związane z tym tematem wypowiedzi.
    Dzięki także dla „bukraba” i „Tobermory” za poparcie faktów historycznych o których pisałem, a czemu usiłowała zaprzeczyć „zyta2003”.
    Faktami historycznymi są:
    – pełniący obowiązki premiera RP M.F.Rakowski w 1989 roku ustawą z dnia 17 maja
    „O stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej” umocnił i poszerzył zakres władzy pedofilskiego kk w Polsce, a taże utworzył Komisję Majątkową,
    – Fundusz Kościelny utworzono w 1950 roku,
    – Komisję Wspólną Rządu i Episkopatu w roku 1949.

  177. @Tanaka
    14 sierpnia o godz. 22:13

    Tak szacuje koszty budowy dyrektor kurii warszawskiej ds. budowy kościołów ks. Sławomir Nowakowski.
    Według prof. Konrada Kuczy-Kuczyńskiego z Politechniki Warszawskiej, uznanego architekta i autora wielu projektów sakralnych: „Polskie kościoły są najdroższe na świecie, po prostu nieekonomiczne. Prawie w ogóle nie wykorzystują najnowszych zdobyczy techniki”
    Wielkim problemem jest ich ogrzanie, szczególnie tych halowych, wysokich, z licznymi oknami.
    Padały już podobno pomysły ogrzewania ławek, najlepiej na monetę 😉

  178. Kostka
    14 sierpnia o godz. 22:46

    Mój komentarz
    Taktyka polityków PiSu w dziedzinie propagandy polskości oraz wartości chrześcijańskich jest prosta – gadać wedle tego, co znajduje największe uznanie u naszego ludu. A lud wiadomo jaki jest, czego oczekuje, co docenia i podziwia. To działa w Umęczonej.

    Nazwanie demonstrantów LGBT sodomitami przynosi PiSowcom większą korzyść w elektoracie, niż zawiłe tłumaczenia o wolności demonstracji, o zakazie dyskryminacji ze względu na wyznanie, płeć, orientacje seksualną, czy dajmy na to o trójpodziale władz, który do tego stopnia nie interesuje PiSowskiego ludu, że nie ma na ten podział stosownych inwektyw tak ładnie i mile dla ucha brzmiących jak np. „sodomici”. Aż oczy zabłysną uznaniem – dobry minister, z jajami, nazywa rzeczy po imieniu.
    A minister mówi i będzie tak dalej gadał niezależnie od swoich przekonań (bo przekonań, to on najprawdopodobniej nie posiada), dla kariery, dla awansów, dla uznania Prezesa, dla rodziny swojej i znajomych, którzy też muszą coś mieć z tego, że Heniek, czy Zenek jest ministrem.
    Pzdr, TJ

  179. Kostka
    14 sierpnia o godz. 22:54 * * * Błaszczak jest ministrem państwa. Nie wygłosił prywatnego chamstwa mówiąc z obrzydzeniem o „sodomitach”, ale ogłosił chamstwo państwa polskiego wobec jego obywateli.

  180. PS
    Zwyciężczyni konkursu na Makabryłę 2017 – Świątynia Opatrzności czyli „wyciskarka do cytrusów” vel Wielki Zderzacz Aniołów albo wierna kopia elektrowni w Czarnobylu kosztowała już ponad 220 mln złotych, a jeszcze nie jest wykończona.

  181. Płaszczak i tacy jak on powinni być natychmiast odwołani z pełnionych stanowisk i pozbawieni prawa pełnienia jakichkolwiek funkcji publicznych i społecznych.
    Władza w rękach ludzi religijnych to wielkie zagrożenie dla całych społeczeństw, państw i narodów pragnących wolności, równości, niezależności i demokracji.

    ps.
    Uważam, że środowiska LGBTQ powinny wystąpić z pozwem zbiorowym przeciwko Płaszczakowi do sądu, a do prokuratury zgłosić zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa obrazy tej części społeczeństwa polskiego.

  182. Jestem zaskoczona, że w Polsce nie ma strzelców wyborowych, którzy zrobiliby porządek z tym kościelnym i pisowskim badziewiem.
    Nie widzę innej drogi do odzyskania niepodległości i utworzenia świeckiego państwa.

  183. Tanaka
    14 sierpnia o godz. 8:29,

    Po pierwsze: spodziewałem się, od Ciebie raczej wyrazów wdzięczności za to, że broniłem Cię przed Gekko, dlatego jestem mocno zdziwiony, że mnie tak opyskowałeś.

    Mam wrażenie, że szukasz na siłę polemiki, że komentarz mój przeczytałeś po łebkach, dlatego czepiasz się nieistotnych szczegółów. Miałem nawet zamiar urządzić głosowanie na blogu, ale widzę, że, co drugi, a nawet prawie, co pierwszy toczy pianę – za przeproszeniem – z warg, więc pewnie byłoby dla mnie, owo głosowanie, niekorzystne. poza tym zawiadujesz blogiem, więc blogowicze, nawet gdyby po cichu zgadzali się ze mną, to w obawie, że nie puścisz im wstępniaków i tak zagłosowaliby na moją niekorzyść.

    Jeśli coś jest wyrażeniem potocznie, czyli powszechnie używanym, to po prostu tak jest i sprawą drugorzędną jest to, czy jest on określeniem precyzyjnym, podrecznikowym, ważne jest to, że większość rozumie, co się pod tym kryje.

    W swoim polemicznym komentarzu napisałeś: „Nie jest dla mnie wcale jasne, co chcesz wytłumaczyć „potocznością” terminu „komunizm”, czy „kraje komnistyczne”, wraz z przywołaniem anglojęzycznego pojęcia. Nic to nie wyjaśnia, a zaciemnia. Właśnie przez swoją potoczność. A potoczność jest skrótem, dla wygody, i/lub ometkowania czegoś. W sprawie „komunizmu” ma dać rys jednoznacznie pejoratywny. Tą pejoratywnością przeklina się i opluwa ludzi – że byli „komunistami”, czyli złymi ludźmi, którym – wskutek oplucia – należy odebrać prawa cywilne, obywatelskie, ekonomiczne: wywalić z pracy, oebrać emeryturę, zhańbić jak AIDSem.”

    To jest tak głupie, że nie wiadomo, jak to ugryźć, a przecież sprawa jest prosta. No, bo co ja chcę wytłumaczyć potocznością, no przecież to, że za pojęciem „komunizm” w mowie potocznej kryją się rządy monopartii komunistycznej i nie trzeba tego zamykać w cudzysłów, czy poprzedzać „tzw.”, dl a wyszystkich jest to jasne, tylko nie dla Ateisty i dla Ciebie. W języku akademickim to samo określenie jest już precyzyjne, ale blog, to nie jest forum naukowców. Podałem zresztą przykłady, że naukowcy specjalizujący się w naukach społecznych wystepujący w mediach również używają tej wersji potocznej i nikt im nie ma tego za złe, tylko Ty i Ateista przypierdzielacie się, jak pies do nogi. Kompletnie nie rozumiem zatem, po co to gadka o stygmatyzacji i inne pierdoły, które nie mają nic wspólnego z moimi rozważaniami. Owszem było tak, jak piszesz, ale to zupełnie inny temat, więc po co mieszać i jeszcze wytaczać armaty z tak błahego powodu.

    Nie wiem, czy kumasz, co to jest „hipoteza”? Wiesz. OK. Wyraźnie zaznaczyłem, że chodzi o hipotetyczną Polskę, czyli o to, co by było, gdyby Polska w wyniku równie hipotetycznego układu Stalina z Aliantami znalazła się poza blokiem wschodnim. Założyłem, że znalazłaby się w strefie wpływów Zachodu. I, co w tym niedorzecznego? Ty autorytatywnie twierdzisz, że nie znalazłaby się, bo nigdy tam nie była. Nie szkodzi, wystarczy, że bardziej była związana z kultura zachodnią, niż wschodnią, więc mozna mówić o naturalnym ciążeniu i domniemywać dalszą westernizację, ze wszytkimi jej konsekwencjami, tymbardziej, że byłaby odcięta od swoich tradycyjnych kierunków działania. Podkreślam – to tylko spekulacja, więc nie ma sensu, aż tyle piany toczyć z gównianego powodu. A Twoje przypuszczenia głoszone tak stanowczo, są tyle warte, co moje – nie można dowieść ich słuszności.

    Napisałem, że komuna, wbrew swoim intencjom, wzmocniła wpływy Kościoła w społeczeństwie i wyjaśniłem, jak do tego doszło, a Ty wyprowadziłeś z tego, jakieś boczne wątki, tak, jak z tego „komunizmu”.

    Ps. A z tymi wyrazami wdzięczności za – jednorazowe zresztą -wsparcie z mojej strony w Twoich potyczkach z Gekko, to -oczywiście – żartowałem, z lizusostwem blogowiczów i embargiem na wstępniaki również.

  184. @Ateista. tak pisze i pisze, bo zaraz mam jechac pomoc sie przeprowadzic mlodej dziewczynie z Polski – po amerykanistyce. Jest tu juz ze trzy lata. Sympatyczna, inteligentna, wiele juz po swiecie jezdzila, interesuje sie polityka w szerszym tego slowa znaczeniu niz kk. Inna moja mloda przyjaciolka wlasnie wyjechala do Polski przez nr 45, chcialaby wrocic. Po psychologii na UJ, lat 27, poetka, juz ma wydany tomik wierszy, a nawet tlumaczenia kilku pozycji na jakies „dziwne” jezyki. To one tak chleja, gzia sie itd w tych przykoscielnych kruchtach? Dalej przytaczac?

  185. @Ateista
    1.Ateizm może nie jest wiarą, ale na tym blogu jest reprezentowana wiara ateistyczna z tępieniem inaczej wierzących, wyrzucaniem odszczepieńców,i z posiadaczem jedynej prawdy Tanaką i paroma apostołami.
    2.”W Polsce nie było komunizmu”… już ktoś wcześniej na to odpowiedział. Oczywiście – prawdziwy komunizm miał nastąpić dopiero po zawojowaniu całego świata . Gdzieś w odległej przyszłości. Na razie będziemy bronić socjalizmu, powiedział Jaruzelski.Może jednak będziemy umownie nazywać ten obóz komunistycznym? To i tak eleganckie określenie.

  186. Bry wieczór

    Może mnie kto objaśni co to ta wiara ateistyczna bo siedzę na blogu od lat trzech i dalej nie wiem.

    Poza tym, drodzy polscy Polacy, macie nadwagę, grubasy. Jedyna szczupła rodzina w centrum handlowym to byli Azjaci.

    Sztywno równo z bukietem w ręku na blogu zrobiło się :/

  187. Popieram opinie „Tanaki”, „wbocka”, „Ateisty” i „Na marginesie”.
    „jobrawe” uważaj bo ci żyłka pęknie ze złości.
    Szkoda, że pokazałeś swoją złą stronę i nadęte ego bo myślałam, że jesteś kulturalnym ateistą.
    Twierdziłam tak na podstawie Twoich wcześniejszych opinii tu zamieszczanych, które popierałam.

    Do „zyta2003”:
    Jesteś polonijnym xsiuncem i wypisujesz głupoty.

    Do „Tanaki”:
    wspaniały wstępniak, zabieram do rozpowszechniania.

  188. „co by było, gdyby Polska w wyniku równie hipotetycznego układu Stalina z Aliantami znalazła się poza blokiem wschodnim”? Czy „mozna mówić o naturalnym ciążeniu i domniemywać dalszą westernizację”?
    Polska międzywojenna była w takiej sytuacji.
    Czy widać w jej polityce jakieś tendencje zbliżające ją do laicko rządzonej Francji? Jakąś chęć ukrócenia swobód Kościoła i jego władzy? A jakże!
    Konkordat z 1925 roku zagwarantował Kościołowi katolickiemu w Polsce „swobodne wykonywanie jego władzy duchownej, jak również swobodną administrację i zarząd sprawami majątkowymi zgodnie z prawami boskimi i prawem kanonicznym (…)
    Nie było w konkordacie – w odróżnieniu od większości umów Stolicy Apostolskiej z innymi państwami – klauzuli stwierdzającej wyraźnie, że uprawnienia Kościoła nie mogą stać w sprzeczności z porządkiem prawnym państwa polskiego”
    Ponadto duchowieństwo uzyskało specjalne prawa w traktowaniu przed sądami powszechnymi w sprawach karnych.

    Wprowadzono obowiązek nauki religii w szkołach. Biskupi uzyskali istotny wpływ na obsadę nauczycieli religii, nadzorowali także nauczanie i moralność nauczycieli. Państwo zobowiązywało się do bracchium saeculare, tj. do udzielania pomocy w wykonywaniu dekretów kościelnych. Rezygnowało przy tym z podatków i wszelkich opłat od budynków i urządzeń, służących celom religijnym, i zobowiązywało się do wypłacania duchownym katolickim uposażeń i rent – do czasu uregulowania spraw majątkowych Kościoła związanych z utratą jego dóbr na rzecz zaborców”

    Brzmi znajomo?
    Marzy się jeszcze komuś „westernizacja”?

  189. @Nefer
    15 sierpnia o godz. 0:03

    No, mamy już na blogu eksperta od „autentycznego ateizmu”, jest też fachowiec od „wiary ateistycznej”, może ujawni się jeszcze kolejny i wyjaśni różnicę?
    Ja idę spać.

  190. Przeczytalam niejako po lebkach bb na tym zmartfionie to ciezko widac i oczoplasu mozna dostac.
    Zauwazylam jedno – zafiksowanie na wlasnych pogladach bez wzgledu na koleje dyskusji. A wszystkiemu oczywiscie winien Tanaka bo jakze by inaczej.
    Ale zawsze czegos nowego mozna sie dowiedziec – jestem wierzacym ateista, hm…
    Sklad Polonii zalezy od czasu emigracji – znam osoby nie mowiace po angielsku po 30 i wiecej latach pobytu w Australii. Koscioly rozne – wielu emigrantow zagospodarowaly inne odlamy, szczegolnie po odmowie pomocy przez polskie parafie.
    Ale ja na wlasne zyczenie mam bardzo slaby kontakt z rodakami.

  191. Tobermory
    15 sierpnia o godz. 0:22

    Pchły na noc 🙂

    Wielki Zderzacz Aniołów bardzo mi się podoba

  192. Ewa-Joanna
    15 sierpnia o godz. 0:24

    Jest gorzej. Jesteś ateistką rzymskokatolicką 😉

  193. @Nefer
    Lomatkoicorko az tak!?

  194. Ewa-Joanna
    15 sierpnia o godz. 0:34

    Niestety 🙁

    Widziałam dziś fajne określenie „łojeżuwchruście”

  195. @Nefer
    Biore!

  196. No to tym razem inna ciekawostka. Moja znajoma, wielce nawiedziona dzialaczka humanitarna wlasnie wraca z pobytu w Ruandzie i Kongu, gdzie nie byla na wycieczce. Ostatnio umiescila na FB zdjecie budynku w Kigali ( stolica Ruandy) z duzym szyldem -Radio Maryja. Pisze, ze zatarasowala ruch na drodze bo koniecznie musiala zrobic to zdjecie. No i zaraz komentarze rodakow z Polski, wiadomo jakie. A na to ona ( osoba bez korzeni katolickich i chyba ateistka, a takze doktor nauk zrobiony w przerwach miedzy chlaniem w zakrystii) wtracila, bo zna realia, ze nie mozna tego radia oceniac polska miara. Ten kraj potrzebuje kazdego wsparcia, tez logistycznego w administrowaniu panstwem, a takze religijnego a to daja tam redemptorysci. Oczywiscie kazda pomoc zostanie przyjeta z wdziecznoscia, wiec droga otwarta moi mili. Ona sama zorganizowala swoja wielce pozyteczna akcje w sprawach kobiet.

  197. @zyta2003 15 sierpnia o godz. 1:59

    Masz znajomych, no to świetnie. Ale co z tego?
    Nie muszą czytać naszego blogu. Ty też nie musisz.

    Wiemy, że media z ryjem mają swoich zwolenników tu i ówidzie.
    Wiemy też, jaką rolę odegrał kaka w Rwandzie.
    Ludobójstwo, moja droga, ludobójstwo.

  198. @jobrave 14 sierpnia o godz. 23:48

    Mnie się podobają twoje komentarze.
    Wstępniak mi peszek, bo ich nie piszę.
    Ale ty mógłbyś (hint, hint, hint!) 🙂

  199. P.S. @zyta – Hitler był szalenie uroczym człowiekiem. Kochał dzieci i czarował kobiety. Na pewno by ci się spodobał. A potem pryncypialnie schlastałabyś jego przeciwników.

  200. Tanako miły, nie bądź okrutnikiem!
    Przyłącz się szparko do moich próśb i będziemy mieli wstępniak jobrave.
    Dla bloga bylby to czysty zysk. No nie?

  201. Nefer
    13 sierpnia o godz. 0:19

    Jestem piąty raz w Polsce w tym roku. Człowiek czasem boi się dziób otworzyć bo nie wie czy nie usłyszy czegoś o mordach itd. Ale jak taksówkarz słuchał w radiu profesor Łętowskiej to sobie pozwoliłam. W Polsce głównie pachnie chyba kadzidłem.

    Przerysowałaś.


  202. jobrave
    14 sierpnia o godz. 23:48

    „za pojęciem „komunizm” w mowie potocznej kryją się rządy monopartii komunistycznej i nie trzeba tego zamykać w cudzysłów, czy poprzedzać „tzw.”, dl a wyszystkich jest to jasne, tylko nie dla Ateisty i dla Ciebie”.

    Mów za siebie, jobrave, nie za wszystkich. Dla mnie, rówieśnika PRL, nie tylko nie jest jasne, ale i coś znacznie gorszego. Stygmaty „komuna”, „komunista” znaczą potocznie coraz więcej. Pierwotne znaczenie wyrazu „komunista” tuż po transformacji – „zwolennik ówczesnego ustroju” – nie stanęło w miejscu, ale mogłeś tego nie zauważyć. Dla poszczekujących teraz w internecie anonimowych smarków każdy dorosły w tamtym czasie to komunista. Gdyby tylko komunista. Dla bezmózgów i Radia Maryja dorosły w tamtym czasie to to samo, co „ubek”, „zdrajca”, „moskiewski pachołek”, „agent”, „konfident”, „wiadomo kto” itp. Nie tylko dla nich – również dla gorliwców, którzy ostentacyjnym gniewem i niekończącym się potępianiem przeszłości maskowali i maskują np. swoją przynależność do PZPR. Dla trzeźwych ta przynależność zwisa, ale czyż Polska jest krainą trzeźwych. Wymawianie z głośną pogardą wyrazów „komuna”, „komunista”, „komuch”, przez tych, którzy wcześniej byli niczym, jest sposobem odreagowywania kompleksów, nobilituje. Jeśli nie daje szansy, to chociaż stawia po anielskiej, słusznej stronie. Nie mówię z powietrza. Spotkałem takich bogobojnych antykomunistów wśród kolegów z mojej szkoły. Dramatycznie przykre było słyszeć i widzieć w serdecznych kiedyś kolegach z internatu, z jednego pokoju, z praktyk na jednym statku, pisowate monstra.

    Potoczność jest potoczność – nie ma na nią rady. Ale pamiętasz „polskie obozy koncentracyjne”? To też zachodnia potoczność. Ale jakże inna wrażliwość i drażliwość części Polaków, w tym władzy, na słowo. Choć niemieckie obozy zagłady nie były polskimi obozami zagłady, a komunizm nie był ustrojem Polski. Może nie wiesz, ale na początku 90-tych lat, w czasie ostrego stygmatyzowania minionego, „ateista” było równoznaczne z „komunista”. Ba – i teraz przyznawanie się w mesjańskim kraiku do ateizmu bywa łatwe tylko w anonimowym internecie. Albo pod pierzynką.

    Słowa nie tylko odzwierciedlają rzeczywistość, ale i ją kreują. Wygodne w użyciu słowa „komunizm”, „komuniści” zakłamują 45 lat polskiej przeszłości. Tworzą wizję minionego, jakiego realnie nie było. Dlatego w nazywaniu przeszłości słowami byle jakimi (modnymi) udziału nie biorę. Nie używam np. wygodnego zwrotu „za komuny” {podobnie nigdy nie powiem na poważnie: „świętej pamięci” czy „ojciec Rydzyk”) – mówię mniej wygodnie, bez żadnych ideowych ocen: „za PRL-u”, „w PRL”.

    To tylko Twoje życzenie, jobrave, że „za pojęciem „komunizm” w mowie potocznej kryją się rządy monopartii komunistycznej” (PZPR nie było partią komunistyczną). Kryje się grubo, grubo więcej. Poczynając od tego, że ta potoczność powstała z fałszu. Ale wojowanie z głupimi użyciami byłoby jeszcze głupsze niż same użycia, więc nie wojuję (zauważam tylko jako językowy fiś) – po prostu nie używam.

  203. Tobermory
    14 sierpnia o godz. 23:28

    O i to mi się podoba, bo z Konradem Kucz(a)-Kuczyńskim dałoby się podyskutować. W cytacie z architekta przywołane są dwie tezy wspierające tezę główną – że nadwiślańskie kościoły są „najdroższe na świecie” : wstecznictwo zastosowanych technik budowlanych i materiałów, oraz problem ogrzewania. Obie tezy są bezwzględnie trafne i chyba się z nimi zgodzę bardziej niż Kuczyński. Tyle, że jest w nich mowa o ekonomice eksploatacji obiektu, która to ekonomika musi być nieekonomiczna. Mówiąc prosto: kościoły są bardzo drogie w eksploatacji (z powodu dziwactw architektonicznych – czego w cytacie Kuczyńskiego nie ma; przestarzałych pomysłów budowlanych, oraz właśnie – co jest i skutkiem i przyczyną – kiepskich rozwiązań grzewczych. Mnóstwo ciepła jest tracone – ucieka przez wielkie i źle rozmieszczone przeszklenia, zimne ściany, liczne mostki termiczne, zawilgocenia. Przyczynami zawilgoceń i mostków jest marność projektu architektonicznego i budowlanego (pośrednio), nędza wykonawcza, brak nadzoru, wszechwładna niekompetencja, niedoprowadzanie budowli do zamkniętego stanu wykonawczego (choćby etapowego). Nagminny jest brak wypraw tynkowych, brak prawidłowo i kompletnie wykonanych blacharek i izolacji przeciwwodnych oraz przeciwwilgociowych. I takie, w półruinie-półbudowie kościoły, są latami eksploatowane. Nieraz od dziesiątków lat. Gigantomania, fantazmatyka, zadęcie, pycha, bezczelność architektoniczna, nielegalność – to główne grzechy nadwiślańskiej kościelności. A najgłówniejszym grzechem – niewybaczalnym przez bozię – co jest jasno stwierdzone w niebieskiej książeczce – jest grzech przeciw Duchowi Świętemu. Biskupi, proboszczowie i reszta członków kleru oraz parafianie mają bozię tam, gdzie mają cztery litery. Takie bowiem „domy ” stawiają swojemu Duchowi Świętemu – dziadowskie, szajsowe, bezczelne, prymitywne. Wszyscy pójdą do piekła. No i bardzo dobrze. Będą zadowoleni. Chcącemu nie dzieje się bowiem krzywda. Tak robili, tak będą mieli.

  204. jobrave
    14 sierpnia o godz. 23:48 * * * Skoro mnie pytasz, czy kumam co to takiego „hipoteza”, to jesteś wesołek. Większy z Ciebie wesołek, gdy moją syntetyczną, a klarownie przedstawioną polemikę w sprawie „łap Stalina”, wraz z konsekwencjami, nazywasz „opyskowaniem”. Sam, dosłownie, opyskowałeś @ateistę, robiąc z niego „przemądrowatego”, syromudrego” – co to „wszystkie rozumy przejadł”. I co akapit, to go gryzłeś w łydki, „opyskowując” całkiem konkretnie. * * * Przeczytałem Twój wpis wystarczająco dokładnie. Kluczowe Twoje stwierdzenie, o największym ciężarze gatunkowym w całym wpisie – do czego się odniosłm polemicznie, co masz za owo „opyskowanie” brzmi tak: A teraz sprawa prawdopodobnej i szybszej sekularyzacji Polski. Otóż gdyby Polska nie trafiła w łapska Stalina, to – bez wątpienia – stałaby się, w sensie kulturowym państwem zachodnim, ze wszelkimi tego konsekwencjami, w tym sekularyzacją . Jest w tym, owszem, nie tyle hipoteza, a założenie do niej („gdyby nie trafiła w łapska”), po czym pojawia się pewnik tezy („skoro – to”): bez wątpienia – stałaby się, w sensie kulturowym, państwem zachodnim. Wyrażaś pewnik, nie „hipotezę” a pewnik ma charakter naukowy, ponieważ obiektywizujesz frazą „bez wątpienia”. Nawet nie coś takiego: „nie mam wątpliwości”. Ktoś inny może mieć wątpliwości, więc jest to cień hipotezy, na własny użytek („skoro… to przypuszczam/możliwe, że…, co byłoby poprawne), choć z Twojej własnej perspektywy – już pewnik. Natomiast orzeczenie, że „bez wątpienia” jest uzurpacją tegoż obiektywizmu, wykazanego naukowo, czyli dowodem a nie hipotezą, a w sensie wyznawczym – dogmatem. Z tym właśnie polemizowałem, ponieważ to nic więcej niż bajdurzenia biorące się z braku pojęcia o zjawiskach o bardzo trwałym – kulturowym właśnie – charakterze. W istocie zaś znacznie więcej, bo charakterze cywilizacyjnym . Wybierz sobie co Ci pasuje: gadasz jak nawiedzony, czy jak naukowiec. * * * To co centralne, nazywasz marginalnym, czym sam własne słowa deprecjonujesz. W dodatku, w niniejszym wpisie usiłujesz kombinować, zmiękczając poprzednie oświadczenia, a pomocą słówka o „orbicie” , by zwiać spod mocy mojego wyjaśnienia wskazującego na fantazmatyczność twierdzenia o – bez wątpienia – uzachodnieniu kulturowym Polski poza łapami Stalina. Podsumowując tą sprawę: masz sporą trudność w posługiwaniu się pojęciami podstawowymi i przeprowadzaniu myśli. A w szkole podstawowej uczyli, albo co najmniej powinni byli – uporządkowania pojęć. Bez tego, cała dalsza edukacja jest, mówiąc wykwintnie – do dupy. A co znaczy „dupa” zapewne wiesz, w przeciwieństwie do tego co znaczy „komunizm” jako synonim PRL-u. To i owo, jasno, wyłożył Ci też w tej sprawie @wbocek. Masz powód do uzupełnienia wiedzy i masz ściągę, ,dla przystępności nauki, choć na skróty. Nauka nie na skróty jest poważniejsza, ale też zajmuje poważną ilość czasu. Tu otrzymałeś materiały do nauki eksternistycznej. * * * * W sprawie „głosowania” i „wstępniaka” – na co, ponoć – ja i inni niegrzeczni bogowicze by się nie zgodzili: proszę bardzo, ogłoś głosowanie na blogu, na to nie potrzebujesz mojej zgody, jestem więc zdziwiony, że gadasz, a nie robisz. W sprawie wstępniaka – drugie proszę bardzo – napisz, a ja puszczę. Chyba, że bardzo niegrzecznie nazwiesz redakcję „Polityki”, albo uczynisz coś podobnego. Wtedy nie wiem, czy puszczę. Jak nie puszczę, ogłoszę dlaczego. Każdy będzie mógł się dowiedzieć. Widzę jednak, że najpierw oglaszasz zamiar, po czym z góry ogłaszasz moją i paru innych blogowiczów – niecnotę (że nie puszczę), więc się usprawiedliwiasz obłudnie, że tylko żartowałeś. Nie bądź cykor ani ściemniacz, a zrób jak chciałeś. Będziesz miał i glosowanie i wstępniaka. Będziesz zadowolony. A może nie – bo do wstępniaka ten i ów się może przyczepić, a nawet trafnie wykpić. Trzeba mieć coś z odwagi cywilnej, by dać wstępniaka i dać własną twarz. Niby tylko to nick, ale sam wiesz, kto za nim stoi, a po reakcji dowiesz się, co ten ktoś reprezentuje. Może być miło, może być przykro. Szast-prast i do dzieła. Śmiało! A nie, że portkami trzęsiesz.

  205. Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 3:13 * * * Czy ja się teraz prawidłowo przyłączyłem do Twoich próśb przebłagalnych, by @jobrave trzasnął wstępniaka i trzasnął blogogłosowanie?

  206. Żorż Ponimirski
    15 sierpnia o godz. 5:46

    Zwracam uwagę na maleńkie słówko „czasem”. „Pachnie kadzidłem” to figura retoryczna na ogólne wzmożenie religijne, obywateli i hierarchów – chyba że się mylę i religia nie wciska się do każdego aspektu życia? Jezus królem Polski itd?

    Dopóki nie dorozumiałam się jakie poglądy ma moja dawno niewidziana rodzina z Łodzi i czy aby nie PiS to owszem, bałam się dziób przy stole otworzyć.

    A poza tym lubię rysować 🙂

    PS owszem, taksówkarz słuchał prof. Łętowskiej w radiu. Ponarzekalismy sobie.

  207. @wbocek
    15 sierpnia o godz. 8:47
    Nie da sie ukryc, ze masz racje. To jezyk ksztaltuje rzeczywistosc. Najbardziej to widac, jak sie ma kilkuletnia przerwe w dostepie i trzeba na nowo uczyc sie pewnych znaczen.

  208. Wszyscy jacyś przewrażliwieni zrobili się

    Lubię trzeźwe i dowcipne komentarze jobrave

  209. Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 3:09

    Hitler był szalenie uroczym człowiekiem. Kochał dzieci i czarował kobiety. Na pewno by ci się spodobał. Hitler, co najwyżej, gadał że kocha dzieci i robił takie pozory. Nikogo nie kochał, bo nie mógł. Natomiast bardzo, ponad życie, chciał odzyskać dziecko w sobie. Które zostało zabite. Przez tatusia Aloisa, w części przez mamusię, oraz społeczeństwo. Dla odzyskania dziecka w sobie poświęcał miliony dzieci, a wreszcie własne życie.

  210. Nefer
    15 sierpnia o godz. 11:48
    Ja też lubię komentarze jobrave.

    Wspomniałaś wcześniej o wizycie u krewnych z Łodzi.
    Napisz coś,proszę o mieście 🙂
    Ja w końcu tam pojadę ( między innymi) w drugiej połowie września. Oczywiście jeśli nie będzie deszczu

  211. @Tanaka 15 sierpnia o godz. 12:03

    Czytałam wspomnienia jakiegoś byłego dziecka, o tym jak wujcio Adolf się z nim bawił. W chowanego czy coś tam. A że kobietom imponował, to też prawda. Amerykanki były zafascynowane „silnym człowiekiem”.

    A wszystko przypominam w ramach polemiki z tezami zyty, bo jej „argumenty” wyglądają mniej więcej tak: jedna sympatyczna babeczka w mojej przytomności powiedziała coś pozytywnego na temat kaka. A wy jak możecie, no jak wy możecie, tak obrażać tę babeczkę, no jak?

    Ja wytknęłam, że potwory też są ludźmi i że ludzie bywają skomplikowani. A fakt, że się nie zgadzam z poglądami owej „babeczki”, wcale nie znaczy, że ona nie jest sympatyczna. Z kolei fakt, że jest sympatyczna, nie oznacza, że ma rację. I o to chodzi. Zyta walczy z wiatrakami.

  212. Jobrave napisał:

    Gdyby nie komunizm mielibyśmy Polskę już od dawna „zsekularyzowaną”, może nie tak jak Francja ( „najstarsza córa Kościoła” -jak mawiał JPII) , ale na pewno znacząco.

    Nie widzę w tym stwierdzeniu nic szczególnego ani tym bardziej niewłaściwego. Oczywiście, jest to skrót myślowy. Polacy w PRL-u lgnęli do kaka, bo kaka był w ich pojęciu ostoją oporu przeciw „komunie”. Poza tym wpływy Zachodu były w Polsce ograniczone ze względu na zakaz podróży. I chyba o to chodziło jobrave. Ale może on się sam wypowie?

  213. „wpływy Zachodu były w Polsce ograniczone ze względu na zakaz podróży”
    Jaki zakaz?! Żyliśmy w tym samym PRL-u?

    A jak było z wpływami Zachodu w 20-leciu międzywojennym?

    Dlaczego konkordat zawarty z Polską był dla Watykanu najbardziej korzystny ze wszystkich ówczesnych konkordatów?
    Dlaczego tak bardzo zachodnia i nigdy nie będąca pod władzą Stalina Irlandia uwalnia się dopiero teraz spod władzy Kościoła?

  214. jobrave
    14 sierpnia o godz. 23:48

    „Powtarzam więc – pojęcia „komunizm” w popularnym znaczeniu tego słowa i z nazwania Polski państwem komunistycznym, nikomu nie trzeba się tłumaczyć, oczywiście poza Tobą, bo inni wiedzą, po prostu, o, co chodzi i nie czepiają się. Być może gdybym na egzaminie z nauk politycznych powiedział, że Polska była państwem komunistycznym, to jakiś czepialski egzaminator poprawiłby mnie, ale nie sądzę, ponieważ wielokrotnie słyszałem w telewizji, że np. prof. Krzemiński, prof. Rychard, prof. Friszke, prof. Staniszkis, prof. Bugaj, prof. Środa, prof. Szyszkowska, prof. Łętowska, prof. Piątek, prof. Paczkowski i inni, bardzo często mówią: „za czasów komunizmu”, „w państwie komunistycznym”, „gdy w Polsce panował komunizm” itp. To nazwa umowna i nie ma się, co przypier…”.

    Wszystko w języku jest umowne, więc w ogóle nie ma się do czego przypier…A jednak nic innego ludzie nie robią, tylko się od „Kiedy ranne wstają zorze” przypier… Muszę dla jasności więc uściślić, czemu i ja się przypier…

    Gdyby wyraz „komunizm” miał – dla wygody operowania nim, co właśnie dosyć głupio robią wymienieni przez Ciebie profesorowie – wyłącznie znaczenie okresu w historii Polski – „czas istnienia PRL” – pewnie nie bardzo byłoby o czym gadać, mimo że nie przestałoby być fałszem. Ponownie porównam to z „polskimi obozami koncentracyjnymi”. W tym wypadku uraźliwa Polska, niespecjalnie szukając rzeczywistego funkcjonowania na Zachodzie innego znaczenia, sama zaczęła domniemywać, że inne, krzywdzące znaczenie, MOŻE się pojawiać. I tylko z samego domniemania wzięły się oficjalne protesty Polski. Jeśli się ceni – przynajmniej werbalnie – prawdę historyczną, to czemu w praktyce różne prawdy traktuje się tak nierówno?

    Ale powiadam: przełknąłbym „komunizm”, gdyby był tylko słownym znakiem minionego czasu, ale on obrósł innymi znaczeniami, które nie służą historycznej prawdzie, lecz wspinaniu się po trupach i na krzywdzie żywych do władzy i koryta. Przełknąłbym „komunizm”, gdyby w potransformacyjnym użyciu nie był ukartowanym, perfidnym tworzeniem w malutkich umysłach rasistowskiego i debilnego w istocie przekonania, że są ludzie źli i są ludzie dobrzy. „My” – dobrzy, „Oni” – źli. A między nami Wisła płynie.

    Nawiasem mówiąc, co za szczęście miał pierwszy komunista Jezus, że nie był synem Boga i nie pożył jak Adam 930 lat, by widzieć i odczuć na własnej skórze, jak jego słowo się psu na budę zdało, gdy ciałem się stało.

  215. @wbocek 15 sierpnia o godz. 14:19

    Dla mnie „komunizm” czy „komuna” to po prostu potoczne określenie PRL-u. Określenie „za komuny” jest bardziej kolokwialne niż „w okresie PRL-u” ale znaczenia ma dokładnie takie samo. Fakt, że słowo „komuch” jest często nadużywane jako obelga – nic tu nie zmienia. Nie rozumiem tego blogowego wzmożenia z racji użycia słowa „komunizm” przez jobrave, który przecież nic obraźliwego nie suponował. W dodatku określenie „communist countries” jest nagminnie używane na Zachodzie na określenie wszystkich demoludów. I nie jest to wcale termin obraźliwy.

  216. @Tobermory 15 sierpnia o godz. 14:06

    Ty za komuny miałeś paszport stale u siebie w szufladzie i swobodnie wojażowałeś do Anglii, Francji czy Włoch? No cóż, wypada pozazdrościć. A jeśli chodzi o przedwojenny konkordat, to na jego podstawie biskupi musieli składać przysięgę na wierność państwu polskiemu. Nie wiedziałeś o tym?

  217. P.S. Poza tym przedwojenną Polskę trudno porównywać z dzisiejszym Zachodem. Przemiany obyczajowe (typu np. oderwanie od kaka czy emancypancja kobiet) na Zachodzie też nie dokonały się od razu. A np. homoseksualizm dość niedawno był na Zachodzie uznawany za jednostkę chorobową i/lub przestępstwo. Zachód przeszedł dość gwałtowną rewolucję obyczajową w latach 60-tych. Czy coś podobnego miało miejsce w Polsce?

  218. @Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 14:42

    Posiadanie paszportu nie było jedynym warunkiem swobody wojażowania. Do większości krajów świata trzeba jeszcze było mieć wizę, a do niektórych Polacy są nadal dość niechętnie wpuszczani. Jak się ma do tego „zakaz podróżowania”?

    Przysięga na wierność, ha ha. I jeszcze okrutne zobowiązanie:

    „ W niedziele i w dzień święta narodowego Trzeciego Maja księża odprawiający nabożeństwa odmawiać będą modlitwę liturgiczną za pomyślność Rzeczypospolitej Polskiej i jej Prezydenta.”

  219. @Tobermory 15 sierpnia o godz. 14:58

    To są detale, chodzi o to, że swoboda poruszania się po Europie (nie mówiąc o swobodzie poruszania się po świecie) była w warunkach PRL-u mocno ograniczona. W dodatku przez dłuższy okres cenzurowano listy, więc nawet kontakt korespondencyjny z rodzinami za granicą był utrudniony. Telefony były na podsłuchu. Literatura i czasopisma obcojęzyczne – poza rosyjskimi i NRD-owskimi były marzeniem ściętej głowy. Internetu nie było, obcej telewizji też raczej nie, a radio Wolna Europa zagłuszano i ścigano słuchaczy. Czy ja naprawdę muszę ci to wykładać kawę na ławę? Polska za komuny była praktycznie odcięta od świata.

    Poza tym pamiętajmy, że rozmawiamy w kontekście słów jobrave Gdyby nie komunizm mielibyśmy Polskę już od dawna „zsekularyzowaną”, może nie tak jak Francja ( „najstarsza córa Kościoła” -jak mawiał JPII) , ale na pewno znacząco.

    Ja objaśniam, co autor mógł mieć na myśli. I nadal nie rozumiem tego blogowego „huzia na Józia”.

  220. @Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 14:49

    Wystarczyłoby porównać przedwojenną Polskę z równie przedwojenną Francją, która jedną ustawą w 1905 roku rozdzieliła Kościół od państwa, a procesy sekularyzacyjne zaczęły się w niej już w 1875 roku. Usunięto zakonników i zakonnice ze szkół państwowych, kapelanów z wojska, symbole religijne z sądów i szpitali, przetransformowano opiekę społeczną w instytucję zupełnie świecką.
    Ustawa z 1905 roku głosiła wolność sumienia, ale ogłosiła też, że Republika nie uznaje, nie opłaca ani nie subwencjonuje żadnej religii.

    Polska nie miała wtedy internetu, a podróże były drogie, ale chyba coś z tej Francji przeciekało? 😉

    A co do homseksualizmu w Polsce, to podobno niedawno w wyższych uczelniach pielęgniarskich zaprzestano nauczania o nim w kategoriach jednostki chorobowej.

    Przykład Irlandii podałem, by uzmysłowić, że pewne procesy społeczne nie są wcale proste do wyjaśnienia w kategoriach Zachód – Wschód, komunizm – kapitalizm etc.

  221. Żeby to Jehowa gromem spalił. Zapomniałem porównać losów dwóch komunizmów: przypisywanego Jezusu i przypisywanego Marksu. Oba otóż były koncepcjami przerobienia człowieka, czyli w samym zamyśle – utopiami i w konsekwencji – porażką. Czemu więc bezbożny komizm…tfu!…komunizm padł, a Jezusowy się czymie? Temu, że bezbożny. Owszem, ciemny lud z pomocą płaszczaków próbował wymyślać swoich bogów – Lenin, Stalin,Fidel, Mao, Un – ale lud za jasny jednak jest, by w nowych bogów wierzyć. Dlatego jest potrzebne odnowienie ślubów. Nie z wielokrotnym królem Polski Jezusem czy królową Marylą, którzy nic nie mają do gadania, lecz z Watykanem. Jarek powinien już dziś ruszyć dupę i zaiwaniać na kolanach do wiecznego miasta i oddać Polskę we władanie właściwemu właścicielowi – tylko wtedy zwycięży na zawsze. A jeszcze lepiej byłoby, gdyby to w 1980. roku zrobili Gierek z Jaruzelskim. Gierek i Jaruzelski – na kolanach do Watykanu! Sława na cały świat. W samym środku strajków-dupajków! Jaki sens by miały wtedy strajki? Ze wstydu by padły, a Polska by żyła na kolanach długo i szczęśliwie kolejnych tysiąc lat. Ech, pogdybać, pomarzyć, co nie, jobrave?

  222. @Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 15:11

    Co ty nie powiesz, tak strasznie było w twoim PRL-u? Cenzura, ściganie słuchających RWE? W latach przed stanem wojennym? Odcięci od świata… Znasz to z autopsji?
    To mnie się śniło, że starsi koledzy jeździli wspinać się w Alpach, a jak podrosłem, to też pojechałem? W latach 1975-78 zwiedziłem pół Europy Zachodniej jako student, prywatnie, z 10 dolarami kieszonkowego od państwa…

  223. Jeśli chodzi o sekularyzację – to sprzyja jej po pierwsze łatwy kontakt ze światem zewnętrznym (czyli krajami, w których sekularyzacja się dokonuje) po drugie względny dobrobyt i dostępność dóbr doczesnych, po trzecie brak subiektywnej więzi z kaka. W Polsce kaka był ceniony jako siła polityczna, poniekąd grał na nosie ubecji i sprzyjał wyzwoleniu spod bratniego sojuszu z ZSRR. A że robił to ze względu tylko na własny partykularny interes – to sobie dopiero Polacy powoli uświadamiają.

  224. @Tobermory 15 sierpnia o godz. 15:17
    Francja jest ewenementem w dziedzinie sekularyzacji. Porównaj przedwojenną Polskę np. z przedwojennymi Włochami.

  225. @Tobermory 15 sierpnia o godz. 15:25
    O, z dziesięcioma dolarami w kieszeni to na pewno sporo zwiedziłeś… 🙂

  226. @Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 15:27

    To niech raczej @jobrave porówna. To on łudzi się wizją zlaicyzowanej Polski pod wpływem Zachodu, uwolnionej spod władzy komunistów. Włochy były całymi latami rządzone przez własnych komunistów, wybieranych demokratycznie i też długo dojrzewały do wprowadzenia chociażby prawa do rozwodu.

  227. No to już wiemy, że PRL był rajem, szeroko otwartym na wpływy Zachodu. Jeździło się bez problemu wszędzie, nie było żadnej cenzury, nie zagłuszano Radia Wolna Europa i nikt się nie bał go słuchać. Rodziny mieszkające na Zachodzie mogły przyjeżdżać bez żadnych przeszkód, prasa i książki obcojęzyczne były za pół darmo w każdym kiosku Ruchu. Aha, i nie było ubecji!

  228. @Tobermory 15 sierpnia o godz. 15:33

    Jobrave zastosował skrót myślowy, ale moim zdaniem ma zupełną rację. Procesy laicyzacji zachodzące na Zachodzie nie miały szans dokonać się w Polsce, częściowo ze względu na brak kontaktu z Zachodem w PRL-u. Oczywiście dysonans rozwojowy rozpoczął się już o wiele wcześniej – a konkretnie w czasie, gdy Zachód odkrywał Amerykę, uwalniał pańszczyźnianych chłopów i rozwijał w miastach raczkujący przemysł, a Polska zawzięcie eksportowała zboże – dlatego magnatom nie opłacało się tych chłopów uwłaszczać. Potem były zabory i brak państwowości, a religia zapewniała tożsamość, łączność kulturową i wsparcie przeciw „obcym” niekatolickim osadnikom. W warunkach braku „własnego” państwa rosło znaczenie „własnej” religii.

  229. @Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 15:35

    Nie popadaj w skrajności, bo niczego takiego nie twierdziłem. Ludzie słuchali RWE, ja też, ale tylko programów muzycznych, inne mnie wtedy nie interesowały. To pokolenie rodziców czekało na Andersa na białym koniu.
    Wuj z Anglii, andersowiec, co wyleciał na minie pod Monte Cassino, przyjechał z wizytą kilka razy, ale dopiero po „odwilży”. Mąż sąsiadki nie przyjechał, bo się związał z inną kobietą, a stara żona i trzech synów przestali go interesować.

    Mógłbym, jak @zyta sypać przykładami znanymi z autopsji, ale po co? Masz już ugruntowaną prostą i klarowną wizję „komuny” i nie będę ci jej komplikować.

  230. Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 14:37

    Mój komentarz
    Podzielam 100/100.
    Pzdr, TJ

  231. Ale w zasadzie to jest od początku spór o pietruszkę. Przecież to oczywiste, że PRL był państwem totalitarnym, skutecznie ograniczał kontakty obateli ze światem zewnętrznym i nie zapewniał normalnych warunków do życia. W dodatku promował specyficzną rolę kaka i stereotyp – xiuncu z ludem przeciw waaadzy. Niewątpliwe zasługi PRL-u w kwestii np. odbudowy kraju to inna kwestia. PRL narzucał sekularyzację, wzbudzając tym sposobem w ludziach opór. PRL izolował od wpływów Zachodu i hamował dobrowolną sekularyzację, jaka dokonała się na Zachodzie.

    Czy wam naprawdę trzeba to objaśniać? No bez szitu.

  232. @tejot 15 sierpnia o godz. 15:45
    Dzięki! Bo już się bałam, że z daleka gorzej widać 🙂

  233. Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 14:37

    Nie interesuje mnie, jakie miał intencje jobrave i w jakim znaczeniu użył „komunizmu”, lecz mówię o tym, że w ogóle użył. Mówię o funkcjonowaniu ogromnego kija bejsbolowego o nazwie „komunizm” (fałszywej – więc po co i jakim prawem?). Każdy, kto używa tej nazwy – i pochodnych – w odniesieniu do minionego czasu, przyczynia się do jej trwania i rozwijania się w znaczeniu deprecjonującej przeciwników ot tak sobie, z sufitu, bez żadnych przesłanek, etykietki. Przyczynia się do dzielenia Polaków. Przyczynia się do stygmatyzowania ludzi z powodem i bez powodu TERAZ, W TEJ CHWILI, choć od czasu PRL minęło niemal 30 lat. Przyczynia się do ROZMNAŻANIA SIĘ nowych wariantów stygmatyzacji: ateista = komunista, krytykujesz PiS = komunista, żyłeś w PRL = komunista, skończyłeś rusycystykę = komunista i ruski agent, należałeś do PZPR = komunista, wyjeżdżałeś w PRL za granicę = TW i komunista, nie wziąłeś kościelnego ślubu = komunista, miałeś lepszą pracę = komunista, należałeś do ZSP = komunista. Widmo „komunizmu”, jak zaczęło po transformacji krążyć nad Polską, tak nie tylko nie może przestać, ale dzięki ludziom wyjątkowo złej woli, jak kaczkowate, rośnie w zabójczą siłę i kaczki żyją dostatniej. Z podziałem na domniemanych komunistów i domniemanych antykomunistów Polacy nie poradzą sobie przez pokolenia. Jak przez tysiąc lat nie radzili sobie z podziałem na różne religijności i brak religijności. W ogóle zresztą pieprznięty naród na tle przeszłości.

  234. Na marginesie

    Nie ma nic głupszego niż wyliczanki, w czym PRL było gorsze od Zachodu, a Zachód – lepszy od PRL, skoro to wszystko już odległa przeszłość. W ten sposób można se wyliczać do sądnego dnia. Śmieszniejsze od tego jest tylko, kiedy młodszy wylicza starszemu, co wtedy było, czego nie było i jak się żyło. Zwłaszcza kiedy poruszonym przez starszego tematem jest destrukcyjne społecznie obrzucanie w dniu dzisiejszym ludzi fałszywymi etykietkami „komunizm”, „komunista”, „komuch”.

  235. @wbocek
    15 sierpnia o godz. 16:00

    należałeś do ZSP = komunista

    W tym celu musiałeś należeć do SZSP 😎
    ZSP = Zrzeszenie Studentów Polskich zostało przekształcone w 1973 w Socjalistyczny Związek Studentów Polskich (rozwiązany w stanie wojennym) i przywrócone w 1982 do starej nazwy.
    Alternatywą dla SZSP stał się NZS (Niezależne Zrzeszenie Studentów) zarejestrowany w 1980.

    Ogólnie jednak masz rację. Nadużywanie terminów „komuna, komuch, kraje komunistyczne” utrwala w tępych łbach wymienione przez ciebie asocjacje.

  236. Tobermory
    15 sierpnia o godz. 14:06
    „wpływy Zachodu były w Polsce ograniczone ze względu na zakaz podróży”
    Jaki zakaz?! Żyliśmy w tym samym PRL-u?

    No, chyba rzeczywiście żyliśmy w innych PRLach. Ja pamiętam tylko końcówkę, ale pamiętam że było po prostu biednie. Przy dwojgu pracujących rodzicach ledwie nam starczało na tak zwane życie. Wyjazd na zachód? Do Czechosłowacji ledwie ledwie się dało raz na ruski rok.
    Najlepiej w naszej rodzinie prządł wujek górnik. A w klasie miałam córki wojskowych, i one były elita.
    Z wujkiem górnikiem do tej pory nie da się gadać że za komuny czegoś nie było. Wszystko było (dla niego wszystko, bo kupował w sklepach górniczych).

    Więc jak ktoś podróżował na zachód za PRLu i myśli że wszyscy tak podróżowali, to po prostu żył (żyje) w jakiejś bańce. Zawsze to samo w tej Polsce.

  237. Też popieram Namargineskę w dyskusji o „komunie”. I proszę nie gotkowalić jobrave.
    @jobrave napisz wstępniaka.

  238. Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 15:55

    Z daleka znacznie gorzej widać – dałaś ilustrację. Mówiłem o tym, że nieadekwatne do faktów z przeszłości obecne żonglowanie „komunizmem” przyczynia się do fałszywego i bezkarnego stygmatyzowania ludzi TU W POLSCE. Więc to, co Ty rozumiesz za morzami, co pamiętasz z PRL, co ludzie na Zachodzie rozumieją pod „communist countries” jest nie na temat, więc bez znaczenia. Lubisz popaplać, nie bardzo trzymając się tematu.

  239. Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 15:55
    izabella
    15 sierpnia o godz. 16:20

    Namarginesko – wychodziłam,więc dopiero teraz.
    Czasami ci nasi panowie to jak się zawezmą
    to końca nie widać 🙂
    Powtorzę za @izabellą – proszę nie gotkowalić jobrave !

  240. @izabella
    15 sierpnia o godz. 16:17

    Nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że wszyscy podróżowali. Znałem jednak wielu, którzy to robili. I nie zawsze potrzebne były do tego duże pieniądze. Potrzebne były zainteresowania, pasja i determinacja. Bywały wyprawy w najwyższe góry (np. Karakorum), do jaskiń we Francji, Algerii i Włoszech. Sam zbierałem po różnych firmach wsparcie rzeczowe i finansowe, niekiedy w zamian za reklamę (namalowane na starej nysce nazwy firm i ich wyrobów), paradoksalnie było wtedy łatwiej i taniej pojechać w egzotyczny świat np. do Afganistanu z Polski niż moim rówieśnikom z Zachodu, a dziś dla wszystkich jest drogo i niebezpiecznie.
    Znam w Szwajcarii osoby, które nigdy nie wychyliły nosa poza kraj ojczysty, ani nawet poza własny kanton. Znam też takie w Polsce. Z paszportem w szufladzie czy bez, nie odczuwają potrzeby oddalania się od miejsca zamieszkania, bo ich obcy świat nie interesuje lub nawet przeraża.
    Pewnie, że fajnie jest mieć poczucie wolności podróżowania, ale nie róbmy z niego fetyszu.

  241. Tobermory
    15 sierpnia o godz. 16:17

    Tobermorku, za moich czasów był ZSP i ja do niego nie należałem (skończyłem studia w 1969 i nigdy do niczego nie należałem…au!… „Solidarność”). Mówię natomiast dość symbolicznie o dzisiejszym odbiorze przez otumanionych przez potransformacyjną propagandę krzywołapych i krzywogębych którzy obrzucają wszystko, co było w PRL – „komunizmem”. Może nawet końską kiełbasę na Hali Targowej we Wrocławiu.

  242. Tobermory
    15 sierpnia o godz. 15:45

    Kurcze, też miałam sąsiadów, ojciec rodziny jeździł gdzieś na bliski wschód do pracy, wracał taki przystojny i opalony, dobrze ubrany. A potem go długo nie było. Jakiś czas póżniej zaczęłam go widywać w innej części miasta z nową (młodszą) żoną i nowym dzieckiem.

    Ech, te emigracje. Ile ja rozwalonych polskich małżeństw widziałam w Stanch. Jedno chce wracać, drugie nie chce. Jedno się kształci, drugie kapcanieje. Że już nie wspomnę o długich rozłąkach. Zzakałużnik też o tym pisał, pewnie coś o tym wie.

  243. basia.n
    15 sierpnia o godz. 16:31

    Basiu, może, zamiast recenzować panów, zacząć obok coś własnego?

  244. @izabella
    15 sierpnia o godz. 16:38

    No właśnie, ta wspaniała dzisiejsza wolność do podróżowania, szukania szczęścia poza własnym krajem, ale jakim kosztem?

    Przypomniał mi się ten film sprzed bez mała 40 lat:

    https://www.youtube.com/watch?v=wbOIx7awGk4

  245. wbocek
    15 sierpnia o godz. 16:41

    Gdzież ja bym się miała w taką „podróż” wybierać 🙂
    Ja się boję tych panów pełnych krytycyzmu 🙂 🙂

  246. Tobermory
    15 sierpnia o godz. 16:34

    Dzielne myśli teraz rzuciłeś, Tobermorku. Trochę z boku od stereotypów.

    Miałem kolegów na studiach, którzy w 60-tych latach jeździli na Zachód na zarobek. Sam szykowałem się w pieszą podróż dookoła świata po skończeniu studiów, ale mnie objął nakaz pracy. Nim odpękałem, coś mi nieodwracalnie pękło. Uznałem, że ludzie na całym świecie mają dwie nogi, ręce, głowę, gadanie z nimi, na jakie mnie będzie stać, to same bzdety, a miasta są tak do siebie podobne, że szczególiki, którymi się różnią, mnie nie interesują. Interesują mnie wyłącznie przyroda, woda, wstęga szosy przede mną i samotność. To zostało do dziś. Nie rozum, że krytycznie się odnoszę do Twoich upodobań – po prostu potwierdzam Twoje spostrzeżenie, że nie w każdym jest podobna ciekawość świata. Każdemu – swoje, nic mądrzejszego się nie wymyśli. A wolność nie jest wartością absolutną.

  247. wbocek
    15 sierpnia o godz. 16:00

    Przyczynia się do dzielenia Polaków. Przyczynia się do stygmatyzowania ludzi z powodem i bez powodu TERAZ, W TEJ CHWILI, choć od czasu PRL minęło niemal 30 lat. Przyczynia się do ROZMNAŻANIA SIĘ nowych wariantów stygmatyzacji: ateista = komunista, krytykujesz PiS = komunista, żyłeś w PRL = komunista, skończyłeś rusycystykę = komunista i ruski agent, należałeś do PZPR = komunista, wyjeżdżałeś w PRL za granicę = TW i komunista, nie wziąłeś kościelnego ślubu = komunista, miałeś lepszą pracę = komunista, należałeś do ZSP = komunista.

    Chociaż potocznie mówię „komuna” (ale rzadko, bo też nie ma okazji), to muszę Ci przyznać pombocku rację. I Ty i paradox wspominaliście że nazwano was „komuchami” chyba głownie za ateizm. Ba, ja sama zostałam nazwana „komuchem”. Chyba pół żartem (ale może też i pół serio). Bo ja tego, teleranek oglądałam za komuny.
    No i miałam was o to wypytać, bo mnie to zaintrygowało. No i teraz trafiła się okazja.

    Pierwsze jaskółki (sępy?) polowania na czarownice to były jakieś ziobra i inne pampersy. A może mi się myli. Ale byli jacyś młodociani politycy, którzy chcieli się wykazać w bohaterskiej walce która dawno się skończyła. Człowiek pukał się w czoło i ignorował. Ale widać niesłusznie bo na ich wyszło.
    Ale czy to dopiero za pisu szambo wybiło? Bo że wybiło to czuć bo śmierdzi. Słyszę od różnych paniusiów ze zgrozą, że to „komuch” (tak jak kiedyś szeptano że Żyd). Więc dla zasady przestanę mówić o komunie.

  248. Szanowni! Będzie temat poważny. Taka pora, chociaż lato i żal umierać bo lody się topią. Proponuję spacer, trochę ćwiczeń na krążenie i jasność umysłu – i zachęcam do lektury. I przytomnych wypowiedzi.

  249. Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 13:11

    *Polacy w PRL-u lgnęli do kaka, bo kaka był w ich pojęciu ostoją oporu przeciw „komunie”

    Uojezuniukrólustokrotko! Sama to wymyśliłaś za lasami, za morzami?! Polacy nie żadne tam „lgnęli”, lecz zwyczajnie chodzili do kościoła, bo mają dotykową bruzdę ze z dziewińcet lat, a nie że tam jakaś ostoja oporu. Masz parę dziesiątków milionów za jakąś drużynę oporników?!

  250. izabella
    15 sierpnia o godz. 17:06

    Izabello, w początkach transformacji, kiedy jeszcze oglądałem tele-morele, odbywał się w sejmie spektakl ignorowania lub wyszydzania, banalizowania, obrażania SdRP, które później weszło w skład SLD. Nigdy się nie interesowałem polityką, a im od razu zacząłem współczuć i uważać zachowania prawicy za chamstwo. Nie było to chamstwo na dzisiejszym poziomie madam Pawłowicz, ale kierunek został wytyczony. Chyba taki był początek, który może długo mieć nie będzie końca, boć resortowi mają resortowe dzieci, dzieci – swoje dzieci i tak to leci.

  251. @izabella, basia – szkoda słów. Panowie się zafiksowali i dawno już stracili z oczu sedno, czyli całkiem zasadne twierdzenie jobrave, że komunizm opóźnił sekularyzację Polski.

  252. Nie to było istotą mojego komentarza, ale dzięki Tanace, który wypreparował zeń nowy wątek, czyniąc z niego dominantę, muszę jeszcze chwilę pozostać w tej bocznej uliczce, w której znalazłem się wbrew własnej woli. Chcialbym zaznaczyć też, że nie jestem internetowym smarkiem, wielbicielem tatki Rydzyka, czy innym pisowcem i – na razie przynajmniej -bezmózgiem, wydawało mi się, że z moich komentarzy, publikowanych tu od blisko pięciu lat jasno to wynika. Teraz już mi się nie wydaje. Ateista, to nowy blogowicz, więc może uważać mnie za durnia, który nie wie, że ja jednak wiem, iż komunizm w rozumieniu Marksowskim nigdy się nie ziścił i nadal nie wyszedł ze sfery idei. Do niego więc nie mam żalu, ale do Tanaki i do Ciebie, mam. Tłumaczycie mi bowiem, jak durniowi, jakie są konotacje tego określenia. Czepiliście się jednej, najmniej lub nawet zupełnie nieistotnej w kontekście tego, co napisałem. Wyobrażmy sobie, że wybrałem się na spływ kajakowy i po jego zakończeniu postanawiam podzielić się swoimi wrażeniami. Swoją relację zaczynam tak: ” Wczoraj wybrałem się na spływ, tym razem wziąłem ze sobą kajak dwumetrowy, ponieważ jest zwrotniejszy. Rzeka raz wąska i bystra, raz szeroka leniwie tocząca swe wody. Byłem oszołomiony bogactwm natury, widokami, zapachami. Zachwyciła mnie łąką, po której dostojnie przechadzały się czarne bociany, od czasu, do czasu równie dostojnie i nieśpiesznie wyławiające, z polyskujących tu i owdzie oczek wodnych, skaczący posiłek.” Dalej piszę o różnych dziwach i cudach, o bobrach, czaplach, zachwycam się tym życiem kompletnie niepodobnym do naszego. I pojawia się komentarz: ” Ty idioto, ignorancie – NIE MA kajaków dwumetrowych !!!!!!! Są na 1,99 m są na 1,97 m są krótsze i są dłuższe, ale na na 2,00 m NIE MA palancie debilowaty!!!!!!!!!!!!!!!” Kolejny komentarz, wspierający poprzedni, też nie związany z opisem podróży, lecz również z kajakiem. „Wpisowiec” wyszczególnia wszystkie możliwe długości znajdujących się w sprzedaży kajaków, oraz ich producentów, opatrując komenarz setką odsyłaczy do sieci. Jeszcze inny gość, potwierdzając, że jestem idiotą, że kajaki dwumetrowe nie istnieją, po czym informuje, że sam posiada kajaków dziewięć (tu wymienia producentów) i że wioseł posiada 64. Pozostałe głosy również potwierdzają idiotyzm kajakarza, szydząc z jego „dwumetrowego” kajaku”. Gdybym napisał, że wybrałem się swoim 199 cm kajakiem na spływ, uniknąłbym zapewne posądzenia o niepełnosprawność intelektualną, zatem: gdybym użył określenia: „realny socjalizm” albo komunizm w cudzysłowie, albo umieściłbym przed nim „tzw.” uniknąłbym zapewne posądzeń z Twojej, Ateisty i Tanaki strony, że nie zdaję sobie sprawy, bądź też niefrasobliwie pomijam fakt, że owo wyrażenie stygmatyzuje, jest krzywdzące itp. że bywa używane, szczegolnie przez pisiarnię i okołopisiarnię do niszczenia ludzi, jak też bywa używane bezmyślnie. Czy ja naprawdę muszę tu wyjaśniać, że zawsze istotny jest kontekst? To, że Ty nie używasz tego słowa, jak i określenia „komuna”, to Twoja sprawa, wolno Ci, możesz też nie używać słowa „krzesło”, „motocykl”, „papieros”, „siekiera” i bardzo jasno uzasadnić, dlaczego tych słów unikasz, dlaczego się nie zgadzasz z tym, co kryje się pod nimi. Zacytowałeś taki oto fragment mojego komentarza:„za pojęciem „komunizm” w mowie potocznej kryją się rządy monopartii komunistycznej i nie trzeba tego zamykać w cudzysłów, czy poprzedzać „tzw.”, dl a wyszystkich jest to jasne, tylko nie dla Ateisty i dla Ciebie” i stwierdziłeś, że nie dla wyszystkich. Uwaga słuszna, bo wszystkich to nie dotyczy, choćby Indian z interioru, ponadto pomiędzy „kryją się” a „monopartii komunistycznej” powinienem wstawić „też” lub „również”

    Pojęcie „Komunizm” po latach prób zadekretowania go, posługiwania się nim do niecnych celów nabrał wiele znaczeń, głównie pejoratywnych, jedynie w nauka ocenia go bez emocji. „Czysty” komunizm, to przecież jedna z najpiękniejszych ludzkich idei, pełnych głębokiego humanizmu, dążenie do zmienienia świata na lepszy, sprawiedliwszy, przyjazny. Pisałem, gdzieś, kiedyś, o tym biorąc udział w internetowej dyskusji nt. komunizmu, stwierdzając właśnie m.in., że była piękna, acz utopijna idea, którą się posłużono, żeby zmienić świat na gorszy. I tylko jedna osoba na kilkadziesiąt zgodiziła się ze mną! Od pozostałych otrzymałem wyłącznie zjebki, w rodzaju, że jestem chwalcą Stalina, komuchem, ubekiem, debilem, kodowcem, żebym „spierdalał do Szechtera (Michnika)” lub do |Korei Płn. Ruskich, tudzież Izraela), że popieram mordowanie akowców, narodu polskiego (oni: Narodu Polskiego), Katyń itp., a jeden z oponentów napisał nawet, że Karol Marks był…zbrodniarzem stalinowskim. Jedni nie doczytali, drudzy przeczytali, ale nie zrozumieli, byli też tacy, ktorzy przeczytali i zrozumieli, ale woleli się wyładować, popluć jadem, bo żona nie pociumkała, bo szef zrugał, bo zabrakło na nowy telewizor, więc nie odnieśli się do meritum, lecz wypreparowali z mojego komentarza to, co im pasowało, żeby sobie na mnie poużywać. W tych Waszych wpisach widzę daleką, nieliteralną, ale jednak analogię do tamtej dyskusji.

    Nie pisałbym o tym moim, takim, a nie innym, użyciu „komunizmu”, który tak Ciebie i Tanakę „zbulwersował”, gdyby to dotyczyło wyłącznie mnie, ale tu chodzi o szersze zjawisko, które -niestety- jest nieobce również temu blogowi i to niejednokrotnie w takim natężeniu, że -po prostu -uciekam stąd i czekam aż się „odwrażliwię” albo gdy blogowa naparzanka, mordobicie, pieniactwo już się przetoczy (niestety, bardzo często pojawia się nowe). Te naparzanki często wywoływane są z bardzo błahych powodów, bo np. ktoś poda niewłaściwą liczbę czegoś albo datę, ktoś przekręci nazwisko i już jest powód do „szydery” (slang młodzieżowy), pajacowanie, wymądrzanie się, przerzucanie się linkami, a nawet wyzwiska. Wstyd mi wtedy za niektórych, bo dojrzałym, inteligentnym ludziom nie uchodzi tak się zachowywać. Nie oznacza to, że jestem przeciwny polemikom, ale uważam, że polemizowanie posiłkowane wiaderkiem, czy łopatką, jest niegodne ludzi dojrzałych, którzy powinni już zapomnieć zachowań z piaskownicy.

    Na koniec moich wynurzeń dotyczących owego, nieszczęsnego „komunizmu”. Napisałeś, że PZPR nie była partią komunistyczną. Pomobocku, możesz sobie napisać cokolwiek, o czym sobie zamarzysz, masz prawo twierdzić, że PZPR była wręcz narodowo-katolicka tudzież neoliberalna tyle że byłoby to niezgodne z obecnym stanem wiedzy, a według tego stanu jest tak:

    „Polska Zjednoczona Partia Robotnicza (PZPR) – monopartia komunistyczna utworzona 15 grudnia 1948, poprzez połączenie Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Partii Socjalistycznej, po przeprowadzeniu czystek w ich szeregach. Określana również jako realno-socjalistyczna, sprawująca rządy w PRL w latach 1948–1989.

    Realizowała ideologię marksizmu-leninizmu. Zgodnie z obowiązującą terminologią partyjną i deklarowanymi założeniami ideowymi, PZPR stanowiła awangardę rządzącej klasy robotniczej.

    Działalność PZPR (oparta na obowiązującym w bloku wschodnim modelu monopartyjnym), w ramach międzynarodowego ruchu komunistycznego i państw demokracji ludowej, podporządkowana była WKP(b)/KPZR (najbardziej do 1956)[1].

    W czasie swojego istnienia PZPR była partią masową, kierującą centralnie zarządzaną i zbiurokratyzowaną gospodarką, sprawującą władzę państwową w sposób autorytarny, dążącą do totalitarnego kontrolowania wszystkich sfer życia społecznego […]” [źródło: wikpedia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Polska_Zjednoczona_Partia_Robotnicza%5D

  253. „Komunizm” skończył się w Polsce prawie 30 lat temu. Czy „opóźniona” sekularyzacja ruszyła z kopyta? I w czym się obecnie wyraża? W rosnących wpływach Kościoła na politykę i rosnących świadczeniach państwa na tę instytucję?

  254. @jobrave
    15 sierpnia o godz. 18:31

    Poczułeś się urażony, bo pojawiły się głosy przeciwne nonszalanckiemu używaniu terminu „komuna”. Nie chcesz przy tym przyjąć do wiadomości, że to słowo i jego pochodne w Polsce przyczyniają się do stygmatyzowania i dzielenia ludzi w stopniu przekraczającym wyobrażenie osób posługujących się terminem „communist country” na tzw. Zachodzie. I nie chodzi tu o jego znaczenie w twoim, logicznym rozumieniu. Weź to pod uwagę i nie nerwujsia.

  255. @Tobermory 15 sierpnia o godz. 18:46
    Jobrave nie napisał „komuna” tylko „komunizm”.
    Skoro już wykłócasz się o słówka, to czytaj uważnie!

  256. @Tobermory 15 sierpnia o godz. 18:31
    Sekularyzacja po upadku komuny wcale nie musiała zdarzyć się natychmiast.
    A że postępuje – to przyznaje nawet kaka. Postępuje pomimo odgórnych nacisków, żeby było inaczej.

  257. Tobermory
    15 sierpnia o godz. 18:31
    „Komunizm” skończył się w Polsce prawie 30 lat temu. Czy „opóźniona” sekularyzacja ruszyła z kopyta? I w czym się obecnie wyraża? W rosnących wpływach Kościoła na politykę i rosnących świadczeniach państwa na tę instytucję?

    To już nie to samo. Kościół nie pomagał w II wojnie, a „pomagał” w walce z „komuną”. I jeszcze JP2 przydarzył się po drodze. Może jakby Polska nie była za kurtyną, to by go nie wybrano. A i tak już po ptokach, możemy se gdybać.
    Ale gdybanie jest pouczające, walenie kijem nie jest.

  258. @jobrave 15 sierpnia o godz. 18:31
    No więc właśnie! W całym komentarzu poparłeś punkt widzenia Tanaki, a on uczepił się drobiazgu, który wtrąciłeś mimochodem. Dalej zaperzył sir pombocek i Tobermory musiał się pochwalić, jak wojażował z PRL-u z 10 dolarami w kieszeni.

  259. Nefer
    15 sierpnia o godz. 10:38

    Wciska się jak zawsze, ale ja to znam tylko z mediów. Osobiście nie stykam się z tym problemem, stąd zwróciłem uwagę. 

    https://m.youtube.com/watch?v=h9soSYLCLFE‎

  260. Kochana Namarginesko, Kochana Neferko, Kochana Basieńko, Kochana Izabello,
    Jestem Wam niewymownie i „niewypisanie” (ujmuję to w cudzyłów, bo zaraz jakiś blogowy przypierzacz” wytknie mi, że nie ma takiego słowa w języku polskim :)wdzięczny za miłe słowa na mój temat, a Namarginesce , jeszcze dodatkowo za wsparcie w potyczkach z blogowymi samcami alfa 🙂 oraz istotne uzupełnienia, czyniące mój wpis bardziej zrozumiałym, bo nie ustrzegłem się pewnych skrótów myślowych, które rozwinęła.
    Nie kocham Was za to, że mnie wspieracie, lub za miłe oczom słowa, lecz za to, że jesteście właśnie takie, jakie jesteście. Inna sprawa, że gdyby nie Wasza życzliwość i – jak sądzę – powinowactwo duchowe, nigdy bym się nie odważył na takie wyznanie 🙂

  261. @jobrave 15 sierpnia o godz. 19:35
    🙂 🙂 🙂

  262. jobrave
    15 sierpnia o godz. 19:35

    Bardzo podoba mi się twoje spokojne i rzeczowe wyjaśnienie z godz.18:31. Właśnie tak powinno być 🙂

    A teraz muzyczny fragment z filmu „Rower mego ojca” (My father’s bike z przepięknym utworem, zagranym w filmie przez Michała Urbaniaka. A drugi link,to oryginał 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=BQhaWqYC6dw
    https://www.youtube.com/watch?v=JGX1j5aapIE

  263. Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 18:57

    Namarginesko umiesz bronić słusznych spraw 🙂

    Posłuchaj linków,ktore wkleilam powyżej .
    Czy widziałaś film „Mój rower” Piotra Trzaskalskiego z 2012r Jeśli nie,warto zobaczyć.

  264. Tobermory
    15 sierpnia o godz. 18:46

    @jobrave
    15 sierpnia o godz. 18:31

    »Poczułeś się urażony, bo pojawiły się głosy przeciwne nonszalanckiemu używaniu terminu „komuna”. Nie chcesz przy tym przyjąć do wiadomości, że to słowo i jego pochodne w Polsce przyczyniają się do stygmatyzowania i dzielenia ludzi w stopniu przekraczającym wyobrażenie osób posługujących się terminem „communist country” na tzw. Zachodzie. I nie chodzi tu o jego znaczenie w twoim, logicznym rozumieniu. Weź to pod uwagę i nie nerwujsia.«
    ________________________
    Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 18:49

    @Tobermory 15 sierpnia o godz. 18:46
    „Jobrave nie napisał „komuna” tylko „komunizm”.
    Skoro już wykłócasz się o słówka, to czytaj uważnie!”
    ________________________________________________
    Kurczę, no nie tylko wszystkie kończyny mi opadają, ale nawet to, co myślałem, że już bardziej nie opadnie!

    No właśnie, czytaj uważnie. Po drugie: nie wiem, z czego wnosisz, że poczułem się urażony – gdybym się poczuł, to bym napisał – ale na pewno nie tym, że ktoś ma inne zdanie na jakiś temat, niż ja -wyrosłem już z piaskownicy, natomiast denewuje mnie -czego nie ukrywam -akcentowanie nieistotnych fragmentów moich wypowiedzi, niemających z nimi związku. Miałem też żal, że zostałem potraktowany przez niektórych blogowiczów, którzy mnie znają od lat, jak dureń, który nie wie, że pojęcie komunizm ma wiele konotacji, m.in. ten, o którym wspominali. Problem, który, w związku tym poruszył Tanaka wraz z Pombockiem, owszem ważny, ale jest ze zupełnie innej bajki, nb. ten temat wart wstępniaka. A słowa „komuna” rzeczywiście użyłem, tyle że w odpowiedzi skierowanej do Pombocka, który – jak pisał – unika tego słowa.
    Wszystko Ci się pozajączkowało, może za często podróżujesz?

  265. Na marginesie
    15 sierpnia o godz. 18:13

    „Panowie się zafiksowali i dawno już stracili z oczu sedno, czyli całkiem zasadne twierdzenie jobrave, że komunizm opóźnił sekularyzację Polski”.

    Przepraszam, ale gówno „komunizm” opóźnił, nie sekularyzację. Jeśli „Co by było, gdyby na Gobi były ryby, a babcia miała wąsy” nazywasz „sednem” i „zasadnym twierdzeniem”, to gratuluję powagi w niepoważnej sprawie i melduję, że niczego nie straciłem z oczu, bo sam gdybaniem się nie zajmuję, a cudze gdybanie omijam drugą stroną ulicy – tak też potraktowałem gdybanie jobrave. Odniosłem się wyłącznie do tego, co mnie uderzyło i miało, kujcze piczone, w pysk prawo uderzyć – do kolejnego ożywiania ożywianego 15 milionów razy na dzień „komunizmu”. Przy czym mniej ważne dla mnie jest, czy był w Polsce komunizm, czy nie, o wiele więcej – do czego i jak jest wykorzystywany jako ogromny bejsbolowy kij.

    Jobrave mówi z rozwagą i rzeczowo, a mnie uderzyło wyłącznie: Po cholerę on TO akurat mówi. I jeszcze w dodatku niepoważnie gdyba. Tysiąc razy bardziej interesują mnie konstrukcje językowe, w których siedzi mówiącego osobowość, niż odwiecznie gówniana polityka.

    Wmawiasz, Namarginesko, obcym ludziom na własną rękę jakieś emocjonalne wzmożenia, o których nic wiedzieć nie możesz. Może lepiej dawaj przykład i mów chłodno o meritum, w każdym razie – do mnie. Szczęść Boże.

  266. jobrave
    15 sierpnia o godz. 20:33

    Jobrave, gniewu, oczywiście, ani nawet skrzywienia gęby pod Twoim adresem z mojej strony nie ma – natomiast jest już chyba po dziesięcioleciach wstręt do ożywiania tego, co od dawna martwe. Niech Jarek trupami się zajmuje – to jego nieoczekiwana dla niego samego, choć dosyć naturalna specjalność. Amen i dobranocka.

  267. Tobermory
    14 sierpnia o godz. 23:41
    nieprędko ta wyciskarka zostanie wykończona, bo ona nie ma być skończona! Ona jest takim misiem na nasze czasy i służyć ma do wyciskania kasy z wierzących, a szczególnie z kasy, którą trzyma rząd.
    Szczególnie rząd PISu

  268. Wczoraj było o budowie kościołów. Otóż mój znajomy, mieszkający kilkaset metrów dalej, wciąż w ramach tej samej dzielnicy, nawet tej samej strony ulicy, jak moja został zaskoczony kilka lat temu informacją, że parafia ulega podziałowi i że w związku z powyższym będzie budowany nowy kościół- tu podano miejsce, w owym czasie zabudowane miejskim barakiem.
    Poszedł więc na zebranie parafialne i dowiedział się, że parafia zwróciła się do miasta z wnioskiem o odstąpienie owego zabudowanego terenu i planuje budowę nowego kościoła. Podano koszt i przypadającą na każdą rodzinę kwotę.
    Znajomy poprosił o głos i wspomniał, że mieszka tu 34 lata i nie zmieniając miejsca zamieszkania buduje swoimi pieniędzmi już trzeci kościół. Zapytał o podstawę takiego podziału, bo domów nie przybyło, mieszkańców też i skąd pomysł na nową parafię. Można powiedzieć, że nieco się wściekł.
    Dostał spore oklaski i poparło go słowami kilkadziesiąt osób obecnych na zebraniu; pozostali nabrali wody w usta i słowem nie odezwali.
    Po tygodniu czy dwóch okazało się, że żadnego kościoła nie będzie, temat nie istnieje, a kościół czy kuria nawet nie wystąpiły do miasta z wnioskiem o przyznanie określonego miejsca na budowę.

  269. Przeczytałam wstępniak przyznaję to się stało z trudem.
    Przyczyna prosta. Brukowce nigdy nie robiły mi dobrze.
    Język pseudo-ezopowy ma niby ukryć co autora tak naprawdę boli.
    Tekst ten pod afiszem ATEIZMU jest toczeniem piany anty-katolickiej i anty-polskiej.
    Wykazuje się też autor swoją obsesją w sprawach seksu. Niestety na współczucie nmnie nie stać w tak skrajnych przypadkach.
    Nie wiem kto go nie chciał kochać i jest mi to ganc pomada.
    Bruzdę (swoją własną) jednak niewątpliwie ma.
    Przykre ze Polityka schodzi tak nisko.

    Na koniec parę słów kogoś, kogo warto czytać, a tu moim zdaniem nieskromnym … pasują

    ***
    Tyle, że za młóckę słów mało płacili, mało płacą i będą malo płacili.

    Szanowny aktywisto! Przypominasz partyzanta szukającego esesmana, któremu trzeba ukraść buty. Bo badania terenowe to pojęcie dla ciebie za trudne.

    Evaryst Galois jest ojcem teorii grup.
    Zasłynął nocnym listem do przyjaciela w którym to liście położył zręby.
    Rano padł od kuli.
    Teoria ta ma swoją analogijkę – nie tak odległą teoryjkę: jesteśmy bytami stadnymi o skomplikowanej organizacji
    .

    Robaki zjadły już ciało Ewarysta Galois gdy nastąpił rok1846.
    Dowolne ciało skończone można opisać jako ciało rozkładu rozumu
    .

    Opinio!
    Mruknij
    !

  270. @404 16 sierpnia o godz. 0:23
    Tobie proponuję nie czytać, a jeszcze lepiej – nie pisać.
    Mniej się ośmieszysz.

  271. @basia.n 15 sierpnia o godz. 20:11
    Dziękuję, Basiu, film obejrzę przy okazji 🙂

  272. @jobrave
    15 sierpnia o godz. 20:33

    „może za często podróżujesz?”

    Może.

    Cieszę się, że jednak nie poczułeś się urażony, a do skomentowanej przeze mnie tyrady skłonił cię jedynie potrzebujący ujścia słowotok.
    Może za rzadko podróżujesz?

  273. @Tobermory 16 sierpnia o godz. 7:22
    No popatrz, znów nie doczytałeś!

    jobrave 15 sierpnia o godz. 20:33 napisal:
    Wszystko Ci się pozajączkowało, może za często podróżujesz?
    Jak widzisz wcale nie o podróże tutaj chodzi 🙂