Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

1.08.2018
środa

Warszawa moja miłość

1 sierpnia 2018, środa,

Tak się składa, że kocham Warszawę, w której wprawdzie się nie urodziłam, choć pochodzą  z niej  moi przodkowie, ale spędziłam w stolicy pół wieku.
 Pamiętam jeszcze odcinek  „parterowej” Marszałkowskiej, wzdłuż którego powstawała wysoooka  Ściana Wschodnia, ruiny Zamku Królewskiego, ale także słynny Super Sam (pierwszy w stolicy super market rodzimego chowu), dzieło polskiego modernizmu w powojennej architekturze. Niestety,  został wyburzony pod „dzieło” bezimiennego [czegoś*]. Cedet, łącznie z neonem, pierwszy w Warszawie po wojnie  dom towarowy (centralny).
W zamkowych ruinach zdarzało mi się pijać paskudne winko w towarzystwie bynajmniej nie menelskim, lecz studentów i studentek  UW.
Modne były kolejne piosenki o Warszawie i nie chodzi mi  o „grzeczną” Irenę Santor z jej „Jest na mapie świata maleńki znak”, ale o Niemena z jego „Znam to miasto jak ty” albo „gondolierów znad Wisły, o których śpiewała Irena Jarocka. Moja ulubiona warszawska piosenka to utwór   Muńka Staszczyka  z T.Love „Zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz”.
Dlaczego „wzięło”mnie  akurat na Warszawę?
Za chwilę kolejna rocznica powstania warszawskiego, absolutnej hekatomby, która zniszczyła miasto i zabiła ponad 200 tys. jego mieszkańców.  Nigdy nie pogodzą się obrońcy tej masakry („młodzież tak rwała się do walki, że…”) z tymi, którzy uważają, że zgoda dowódców AK na wybuch powstania była zbrodnią. Mój tata siedział  wtedy w oflagu i  rwał włosy z głowy, bo miał podobne zdanie, jak gen Anders. (swoją drogą córcia niezbyt mu się udała).
W powstaniu zginął młodszy brat mojej mamy, jej przyjaciele i dalsi krewni. Czułam jednak, że nie powinnam  komentować sensowności ich „ofiary” w gronie najbliższych. Mieli i mają prawo do legendy, choć nie jest to legenda z pozytywnym morałem.
Patrzę na dzisiejszą Warszawę, która wyrasta na prawdziwą europejską metropolię z  wielką… ulgą i nadzieją.
 Duch tego miasta jest naprawdę niezłomny. Ufam, że nie podda się jakiemuś Jakiemu z PIS.
Warszawa”jest w kwiatach”, jak zwykle latem. Autorem przedwojennego  hasła o  ukwieconej  Warszawie był prezydent Starzyński. Oby nigdy tych kwiatów szlag nie trafił.
Przepraszam za nutki patosu, ale mnie „wzięło”.

 mag
 
[*] – dodano, Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 287

Dodaj komentarz »
  1. @ mag

    Miłość ci wszystko wypaczy…

    Mag, akurat jak się pojawiłaś, w nie do powtórzenia roli Kowalczyka, za oknem wyły syreny…
    Ze względu na wieloletnią sympatię, pozwolę sobie zauważyć, że w gatunku homo prawdziwa miłośc jest wyłącznie ślepa.
    Ja tam cenię miłość i życzę Ci, abyś nigdy jej nie żałowała, nawet za cenę wzroku.

    Warszawa i jej mieszkańcy nigdy nie byli tak wielcy i budujący, niż gdy zniszczyli swą miłość by ją dumnie odbudować.
    Chociaż dowód miłości odbudowano na miarę możliwości i ambicji, do dziś piękniejszy niż paryżewo tym, co go zreanimowali.
    Tak, Warszawa jest nasza i jak my taka… no własna.

    Dziś już nie odbudowujemy Warszawy, robią to za nas tzw. deweloperzy i zagraniczny kapitał (ciekawe, po co – bo jak ktoś ma kapitał, to skądś go ma) tam, gdzie im ojcowiznę za skromną rentę oddaliśmy, my dumni warszawscy twist-urzędnicy.

    Jednak to już łabędzi śpiew, szykują się nowe powstania i akty erekcyjne miłości własnej.
    Nas dziś uskrzydla nowa świecka, a przecież uświęcona tradycja – w szczerym od umysłu polu odloty, brzozy i lotniska.
    Nie minie jedna kadencja, bez żadnego trybu odwołania wyborczego i odbudujemy sobie Centraly Lotniczy nasz Nowy, Skrzydlaty Smoleńsk, przy którym zacerowana Warszawa będzie mogła najwyżej cupnąć i i się odokęcieć.

    Pójdzie nam łatwo, bo do rekonstrukcji katastrofy wystarczy odebrane właścicielom (i sprzedane stokrotnie drożej na lewo) pole kapusty i Syrena wyjąca raz do roku na skrzyżowaniu z legendą o Złotym Kaczczorze.
    Pasażerowie rekonstrukcji są już wskazani (to „w” obetnie się w odpowiednią godzinę, jednym ziobrem), i są to bez wyjątku właśnie miłośnicy.

    Miłość bowiem jest ślepa, i żadne syreny nie zagłuszą, że stoi nam ona tam, gdzie czarne jest zOMO i pała, a kędy biel na oku jeszcze bielsza.

    Mag, z miłością się nie dyskutuje; zamyka się oczy i wygina buzię w ciup.
    Tak też i ja kończę k’Tobie, Mag, geograficzna sąsiadko, gratulując debiutu, który dla mnie okazał się syrenim śpiewem, wciągając w sen, którym prześniliśmy se życie i Polskę, jak kiedyś Warszawę.

  2. Warszawa i oczywiście Powstanie, szczególnie dzisiaj. Tam się urodziłem ale po powstaniu już nie wróciłem. Teraz po latach powstanie wydaje się oczywistym błędem, ale wtedy w momencie wybuchu była to chwila radości, mieliśmy enklawę bez Niemców .Oczekiwanie na Rosjan. (Czekamy na ciebie czerwona zarazo, taki wiersz pamiętam) Potem było już tylko gorzej, pierwsi zabici, także cywile, bombardowania, braki w zaopatrzeniu. do dzisiaj pamiętam ryk Stukasów i „krowy”. Dopiero później się dowiedziałem, że mieliśmy względne szczęście, bo mieszkaliśmy na Żoliborzu, gdzie było względnie spokojnie. Pierwszego Niemca zobaczyłem dopiero po kapitulacji w czasie ewakuacji do Pruszkowa. Mówił po polsku i dał mnie i bratu słodką bułkę. potem długi marsz w kolumnie na dworzec ,wśród wypalonych domów i gdzie nie gdzie leżących trupów.

  3. Szanowna mag!
    Pamiętam pewne porzekadło mojego młodego kolegi francuskiego, które w tłumaczeniu wyglądałoby tak:
    „Rozumiem, choć nie pojmuję”!
    Wierzę w to, że można kochać miasto, choć ja takich uczuć nie żywię do żadnej z tych miejscowości, w których przyszło mi żyć. Nigdy nie marzyłem o tym, aby zamieszkać w Warszawie, choć bywałem często, głównie służbowo i nieźle poznałem centrum. Lepiej znam Paryż, ale dla mnie nie byłby wart mszy, choć pierwsze wrażenie było pozytywne. Paryż poznałem inaczej niż turysta, bo towarzyszyłem kierowcy obserwatorium do miejsc, do których turysta nigdy nie dotrze.
    Sądzę, że lepiej czułbym się we Wrocławiu, ale w określonej dzielnicy – blisko Parku Szczytnickiego. Miałbym moralne prawo osiedlenia się tam, bo jest tam już kościółek, blisko którego się urodziłem. Został przeniesiony do Wrocławia z Kędzierzyna.

    Odnośnie powstania nic nie powiem, ale podzielam zdanie Andersa – dowódcy są zbrodniarzami wojennymi!
    Do tego hipokrytami – chcieli pokazać Stalinowi, ze sami dadzą sobie radę z Niemcami, a gdy się to pokazywanie nie udało, mieli pretensje, że nie pomógł.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie znam Warszawy niestety, bywam tylko na lotnisku. Ostatnim razem w Warszawie byłam, uwaga, 1 maja 2004 🙂 (roku paaaamiętnego)

    Podobno bardzo wypiękniała od tamtego czasu.

  6. Warszawa.
    Znam ją małe co nieco, choć warszawiakiem nie jestem.
    Co pamiętam? Budowę PKiN – chyba tak to się wtedy nazywało.
    I tamże oglądałem „Winchester 73”, którego treść pamiętam do dzisiaj… Oraz autobusy „Chausson”.

  7. @Nefer
    Kiedyś już o tym wydarzeniu wspominałem. Nie astronautyka, kosmos. Historia jak najbardziej ziemska. Jednak , tak uważam, to co się zdarzyło, nie wymyśliłby żaden scenarzysta lub autor powieści sensacyjnej. Jest film – komentują bohaterowie owego zdarzenia i jest książka napisana przez jednego z uczestników.
    I film i książka … zatyka. Hasło wywoławcze: „Siula Grande”.

  8. @Zyta2003
    Wygląda na to ,że mieliśmy tzw. różne warunki brzegowe.
    Znam opowiadania osób, zwłaszcza z terenów bardziej rolniczych, gdzie możliwości radzenia sobie w tamtych czasach były znacznie lepsze.

  9. zezem
    1 sierpnia o godz. 18:26

    Dziękuję za przypomnienie. Już sobie znalazłam na Amazonie i pobrałam darmowy fragment. Jest w kolejce. Po polsku wydania elektronicznego nie ma.

  10. @mag. Dziękuję za przypomnienie. Mnie „zrobiono” w Warszawie, ale urodziłem się w Soldinie. Byłem dziś na grobie Rodziców. Zawsze składam Im wizytę 1 Sierpnia. Ojciec-powstaniec. Wiem gdzie wszedł do kanału na Starówce. 55 lat temu wiedziałem gdzie wyszedł. Mnie też „wzieło”. Pozdrowienia.

  11. W Warszawie spędziłam wiele fajnych lat ze swojego życia. Ale jakoś gdzieś mi przepadło poczucie, że to moje miasto. Musiało się to dziać krok po kroku, nawet nie zauważyłam kiedy. Nowe nazwy ulic, których już nie rozpoznaję. Nowe budynki, i niemożność przypomnienia sobie co było przedtem. Dziwnie wymarłe okolice centrum. A chyba najbardziej obcy są ludzie. Takie trochę miasto duchów dla mnie. Jeszcze bardziej 1 sierpnia.

    @mag
    Dzięki za chwilkę zadumy. Niemena i TLove też bardzo lubię i się wzruszam jak słucham. Zazdroszczę „kochania” Warszawy.

  12. @mag

    Bo zapomniałam. Gratulacje z okazji debiutu i wstępniaka. Nareszcie napisałaś.

  13. Nefer
    1 sierpnia o godz. 19:03
    Polecam i film i książkę.
    Najpierw oglądałem film potem książka – to chyba dobra kolejność.
    Film polecam wieczorową porą z filiżanką dobrej herbaty.

  14. @zezem, @Nefer
    Czy mówicie o „Touching the void”? Film oglądałam ze dwa razy. Budził i grozę i strach i ulgę i koszmary nocne. I ta piosenka która siedziała w głowie bohaterowi, też mi grała całymi dniami. Przypominał mi różne moje wyprawy w góry, które też się mogły źle skończyć. Czy warto czytać jak się widziało film?

  15. @zezem
    Odpowiedziałeś, zanim zdążyłam zapytać. No to przeczytam.

  16. izabella
    1 sierpnia o godz. 19:44
    Tak, to „Touching the void”. Książkę warto przeczytać.
    Ciekawe są też późniejsze losy obu uczestników – do szeprania w internecie.

  17. ŚWIĘTO KLĘSKI.
    Czemu niektórzy tak zachłystuja się narodową kleską, jaką jest Powstanie Warszawskie ?
    Polacy to chyba jedyny Naród, który z wielką pompą potrafi świętować każdą narodową porażkę i tragedię.

    Od ponad 70 lat wiadomo, że Powstanie Warszawskie już w samym zamyśle było skazane na niepowodzenie, a mimo wszystko garstka ograniczonych karierowiczów zdecydowała o śmierci tylu ludzi
    i zniszczeniu miasta.

    Swego czasu, jako marszałek sejmu, a do niedawna prezydent RP Komorowski stwierdził :
    „…Powstanie nie miało szans, ale musialo być …”
    Dlaczego „musiało” skoro wielu znawców historii i powstańczych strategii już dawno doszło do wniosku, że żaden scenariusz nie mógł zakładać potencjalnego nawet zwycięstwa …?

    Także „obrona” Polski we wrześniu 1939 roku też nie miała żadnego sensu poza kolejną okazją do pomachania szabelkami.
    Był to przecież kolejny zryw w stylu „… z motyką na słońce…”

    Przywódcy i polityczne zaplecze Powstania Warszawskiego, to nie są bohaterowie, to są tchórze, mordercy, którzy musieli mieć pełną świadomość tego, że posyłają na rzeź młodzież i dzieci.
    Na rzeź bezsensowną, która nie mogła przynieść żadnego pozytywnego efektu.
    Ci mordercy wiedzieli od początku i do samego końca, że sen o wolności jest fałszem, wielkim łgarstwem i bezsensowną „ofiarą złożoną na ołtarzu” politycznej głupoty i politycznego awanturnictwa.
    Dowódcy Powstania mają krew na rękach, dopuścili się zbrodni ludobójstwa na polskiej młodzieży i ludności Warszawy.

    Cześć pamięci i wieczna chwała dla młodych bohaterów Powstania. Oni na zawsze będą otoczeni podziwem i szacunkiem.
    Wieczne potępienie dla tych, którzy posłali młodych na rzeź, dla ich tchórzostwa, dla ich awanturnictwa, a ktorzy swoje barbarzyństwo nazywali patriotyzmem.

    Tych ludzi trzeba nawet dziś, po latach osądzić (nawet pośmiertnie), potępić i wyrzucić na śmietnik historii.
    Ci ludzie nie zasługują na nic więcej.

  18. @izabella
    Po gór(k)ach nieco chodziłem ,ale na wspinaczkę wysokogórską nie nadaję się.
    PS. Jest też b. dobra książka Reinhold’a Messner’a o jego wyprawie na Nanga Parbat – 1970r , tytuł oryginalny „Die weiße Einsamkeit” – Biała samotność, nie znam tłumaczenia na ang.
    W wyprawie tej zginął jego brat, on sam niemal cudem zszedł na stronę pakistańską. Szczątki brata znaleziono stosunkowo niedawno (3-4 lata temu) , raczej przypadkowo.

  19. Polecam wszystkim przeczytanie tekstu „Tanaki” o Powstaniu Warszawskim zamieszczonego na blogu Profesora J.Hartmana
    01 sierpnia 2017 roku :
    Cyt:
    „Gospodarzu:
    Pisze Pan: „Nikt jednak z dowódców i uczestników powstania zapewne nie przewidywał, że może się ono zakończyć zamordowaniem miasta i jego mieszkańców.”
    Ależ przewidywał. Jeden, drugi trzeci i następni. Kto coś rozumie z uwarunkowań wojny, jest w stanie przewidzieć.
    Cytat z tego, który należał do ścisłej kadry dowódczej, był generałem (po który spodziewamy się najściślejszej i najgłębszej wiedzy o wojnie i kompetencji dowódczych – kto jak nie on i jak nie taki: kapral albo łączniczka?) i został (po śmierci gen. Sikorskiego) Naczelnym Wodzem – gen. Sosnkowskiego:
    „Gdyby Niemcy zdobyli Warszawę po raz drugi – wszyscy Polacy nawet kobiety i dzieci, który walczyli przeciw ciemiężycielom, padliby ofiarą rzezi, dokonanej z zimną krwią”
    Powiedział to 11 sierpnia 1944 w wywiadzie dla „Daily Telegraph”.

    A to fragment z jego słynnego rozkazu do AK z 1 września 1944:
    „Jeśliby ludność stolicy dla braku pomocy zginąć musiała pod gruzami swych domów, jeśliby przez bierność, obojętność czy zimne wyrachowanie wydana została na rzeź masową, wówczas sumienie świata obciążone będzie grzechem krzywdy straszliwej i w dziejach niebywałej. Są wyrzuty sumienia, które zabijają.”
    Ten rozkaz, właściwie nie jest rozkazem, ale aktem religijnym. W swojej wymowie wojskowej jest czystym szaleństwem, natomiast zawiera nieustanne wezwania, zaklecia, żądania o chrakterze moralnym, religijnym i magicznym.
    Na poziomie fachowości wojskowej i wiedzy o wojnie oraz racjonalnego rozumowania, Sosnkowski, jak i wielu innych starszych a także młodszych oficerów oraz przytomnych ludzi wiedziało, że wywołnie w takich warunkach powstania to szaleństwo. Sosnkowski rozumiał to i przed wybuchem powstania.

    Przypomnę też, że opierał się temu gen.Bór Komorowski. Jednak wśród starszych oficerów było takie parcie na wywołanie powstania, że uległ temu parciu, po czym przez cały czas walk był cieniem siebie – wpadł w stan szoku. Nie sprawował realnego dowództwa ani nad całością AK ani nad Powstaniem.
    W istocie, niezależnie od tego co się komu roiło czy roi w głowie, faktem, strasznie brutalnym, jest to, że dowództwo AK wzięło ludność cywilną Powstania na zakładników. Nawet gdy Niemcy proponowali polskiej stronie ewakuację ludności na podstawie oficjalnej gwarancji na bardzo wysokim szczeblu, propozycja została odrzucona. Powód? Jak żołnierz nie będzie miał wokół siebie cywili, straci przekonanie co do sensu walki – takich argumentów dla odrzucenia niemieckiej propozycji użyto.

    Obwiązujący obecnie – kłamliwy – obraz Powstania jest taki, że była to największa, najwybitniejsza i najważniejsza bitwa całego świata,oraz wielki tryumf moralny. Jak mówili sami dowódcy AK i dowódcy w gabinecie rządowym w Londynie – inne bitwy to nieledwie niewiele znaczące drobiazgi przy Powstaniu Warszawskim.
    Należy tu przypomnieć, że w – realnie – absolutnie kluczowej, odwracającej losy wojny bitwie stalingradzkiej – ludność miasta została ewakuowana. Żołnierze Armii Czerwonej bili się w opróżnionym z mieszkańców mieście. Nie tylko im nie brakowalo cywili wokół siebie, nie tylko im nie brakowało przekonania do walki, ale walczyli tak, że zniszczyli Niemców, odwracając losy wojny.

    Tragedia i szaleństwo Powstania stawały się – stopniowo – nieuchronne nie wskutek jakichś obiektywnych konieczności, ale w skutek rosnącej nieustająco sumy błędów, głupot, chciejstw, fantazmatów, szaleństw – totalnej – to należy podkreślić z całą mocą – niekompetencji oficerów, zwłaszcza wyższych, dowodzących AK i siedzących w Londynie. Oni w ogóle nie mieli pojęcia o poważnych dzialaniach wojskowych, w ogóle nie rozumieli wojny! Ich niekompetencja (oraz polityków) spowodowała, że Hitler zajął Polskę w 1939 roku błyskawicznie i bardzo tanio.
    Te szaleństwa żołnierzy współgrały ściśle z szaleństwami polityków rządu polskiego w Londynie, poza niektórymi.
    Dla uwypuklenia tych szaleństw poprzez ilustrację faktograficzną, przywołam jedno z tych szaleństw: AK, przez caly czas wojny zakładała, że dokonany zostanie, przez aliantów, wielki desant z morza, od strony Zatoki Gdańskiej, wyląduje wiele kompletnych dywizji z pełnym zaopatrzeniem i uzbrojeniem, i włamie się od rejonu Gdyni, przez Niemcy, Generalną Gubernię, do Warszawy. Oraz, że alianci dokonają w wyznaconych rejonach w centralnej Polsce,wielkiego zrzutu lotniczego, także całych dywizji wojsk, włącznie z dywizjami pancernymi! Z czołgami! Tego, zarówno z Warszawy, ze sztabu dowódczego jak i z Londynu żądano od aliantów: wyślijcie w samolotach dywizje pancerne!
    Wszelkie tłumaczenia Anglików i Amerykanów, że w ogóle nie istnieją takie samoloty, zdolne do przenoszenia czołgów i ich bezpiecznego zrzucania, były odrzucane. Mają być zrzuty czołgów! ma być gigantyczny desant morski ( na skalę taką jak w Normandii!).
    Takich, chorych i niekompetentnyh do bólu, wyobrażeń i żądań, do ostatnich dni Powstania, trzymali się Polacy i do końca takie szaleńcze fantazmaty przyjmowali jako coś rzeczywistego! Uwględniali to w planowaniu przebiegu Powstania! Już jutro-pojutrze będzie wielki zrzut dywizji pancernych z nieba !

    To, że dzisiaj, po ponad 70 latach dalej się nurzamy w fałszywościach Powstania, dalej lansujemy i rozdymamy te szaleństwa i mamy je oficjalnie, politycznie i godnościowo za absolutny wzór moralny i absolutną prawdę – jest nie mniejszym szaleństwem niż ówczesne szaleństwa. To strasznie obciąża Polskę i Polaków. To mąci, kazi, zniewala umysły, poraża zdolność widzenia i rozumienia realnego świata. Na tych horrorch i na tej podłości kłamsw żerują politycy. To nas nieustająco cofa wobec świata.
    I to jest, niekończąca się, tragedia Powstania.”
    /„Tanaka”/

  20. Z „górskich” książek to ostatnio czytałam „Wszystko za Everest” Krakauera, biografię Rutkiewicz „Wanda” A. Kamińskiej i „Ucieczkę na szczyt” McDonald

    Wspinanie, jakiekolwiek w ogóle mnie nie pociąga. Ale nurkować to bym nurkowała. Podobno „Głębia” Jamesa Nestora jest wciągająca (nomen omen)

    A jak już tak literacko książkowo – to wracając (częściowo) do tematu Powstania, co szanowni sądzą o Wańkowiczu? Postaci, osobowości, książkach.

  21. @Antonius

    Z PW sie zgadzam, sam identycznie znaczy sie oceniam.

    Co do wojny obronnej ’39, to nie!

    Nie ma tak, ze jak jestes slabszy to sie nie bronisz. Musisz sie bronic! To nie jest prawo, to obowiazek !

    A jak obowiazek, to musisz sie do bronienia sie przygotowywac, to tez jest obowiazek.

    pozdrawiam
    ~l.

  22. @ Ateista. 1 sierpnia o godz. 19:48

    To się nazywa być na nie swoim miejscu, Ty Ateisto ze swoim tu trzeźwym komentarzem. I to w niewłaściwym czasie, by nie powiedzieć: jak zwykle na Tej ziemi nie w porę.
    W Polsce rozpoczał się właśnie dla wiernych miesiąc trzeźwości, miesiąc – bo samych trzeźwych nie widać.
    Widać za to jasno, że nie Tobie dana łaska miłości, ani do Boga, ani do jego ziemskich kontestatorów w ramach inteligencji emocjonalnej.
    Ale, skoro już wysmażyłeś ten swoisty paszkwil na Polskę i Miłość, to właczę się z konstatacją.
    Otóż, taki, jak opisałeś stan miłości niszczącej się samej ma swoją fachową nazwę, jest to zbiorowy amok z autoagresji.
    Autoagresja już wróciła, za nią podąża amok, a w ich ślad nieuchronny mrok.
    Coż, kiedy u nas staraniem wolnych i niezawisłych prawników, gdy tylko odzyskali niepodległośc, zaraz tę pomroczność ochrzcili jasną, czyniąc ponownie swe niskie pobudki niezawiśle wysokim Sądem (bo tę pozaumysłową argumentcję sąd przyklepał).
    Wycie syren mamy wskutek tego jak amen w pacierzu.

  23. @ lonefather, 1 sierpnia o godz. 20:34

    Też okolicznościowo poprę w pełni Twą wypowiedż.
    Tylko, komu zdrowemu przyjdzie do głowy nazwać obroną zapychanie armat wroga ciałem kwiatu elit i młodzieży, substancją urbanistyczną, posagiem przyszłych pokoleń?
    O ile wygodniej jest nie mieć armat, by szerzyć kulturę miłości do ojczyzny – jak się okazuje śmiertelnie cielesnej.
    A Warszawa i tak piękna, tylko znowu nabić i pif-paf.

  24. Ateista
    1 sierpnia o godz. 19:48
    ŚWIĘTO KLĘSKI.
    Czemu niektórzy tak zachłystuja się narodową kleską, jaką jest Powstanie Warszawskie ?
    Polacy to chyba jedyny Naród, który z wielką pompą potrafi świętować każdą narodową porażkę i tragedię.

    Mój komentarz
    Dlaczego tyle dymu w Warszawie z okazji rocznicy powstania? Dlaczego obchodzący rocznicę strzelają racami i z wyciągniętą ręką z pochodnią triumfują?
    Pzdr, TJ

  25. A nasi? Czytali apel smoleński? Czy ten apel jeszcze obowiązuje, tak przy okazji, skoro Macierewicza już niet?

    https://www.rp.pl/Powstanie-Warszawskie/180809960-Ambasada-USA-Marines-oddali-hold-powstancom.html

  26. Mag, bardzo mi się podoba Twój wstępniak. Emocjonalny przede wszystim, a bez patosu, co zostawia tyle miejsca na dobre uczucia i uśmiech, który się sam wydobywa ze słów. Mówią one nie tylko tyle, że „Warszawa da się lubić”, ale to, co jest tytułem wstępniaka – Twoja miłość, a latwo też jeszcze kogoś. Miasto jest fenomenem samym w sobie, a dziś – fenomenem cywilizacji. Czuję własną krzywdę, gdy mówisz o krzywdzie jaką zadała miastu i Tobie czyjaś nieczułość, bezmyślność czy handlarskie spojrzenie na miasto, gdy rozwalano „Supersam”, czy też może „Super Sam” – jak piszesz, gdy był to pierwszy taki sklep, później zaś przyszedł czas „supersamów”, sposród których sporo było ciekawych i wartościowych obiektów architektury. Czy to nie w tym obiekcie Maklakiewicz kusił klientów „witamy rzodkiewki, pierwsze witaminy wiosny” ? Zaś po chwili Gołas – Stefan Waldek, oświadczył „klienci, nadszedł moment prawdy – witaminy nie istnieją! Czy ktoś z państwa widział witaminę?” „Ja!” – odpalił Kazimierz Rudzki. No i ta Violetta Villas, mmmmmm..!

  27. Dobry Wieczór Wszystkim,
    Ja tak bez żadnego trybu pozwolę sobie skomentować, że jest to chyba jedyny blog gdzie interesujące są również komentarze. Jakie to niebywałe, że tu nie ma hejtu! I co jeszcze dziwniejsze, tutaj nie przeszkadza mi wcale, że pisze się „pod nickiem” . Od dawna czytam i mam dziwne wrażenie, że podsłuchuję rozmowy . Postanowiłem więc przyznać się do tego podsłuchiwania.

  28. Gekko
    1 sierpnia o godz. 20:43

    Nie mnie popierasz jak mniemam, a poglad na obowiazek bronienia sie.

    Detale, czyli dowodzacych obrona, sobie darujmy, zeby nas nie posadzono, ze krytykujemy wladze obecna.

    pozdrowka
    ~l.

  29. Antonius
    1 sierpnia o godz. 17:47 * Antoniusie, Anders nazwał decyzję o wywołaniu Powstania zbrodnią, ale – niestety – zmienił zdanie. Uległ ludziom szalonym, skrajnie niekompetentnym, skrajnie zaklamanym, skrajnie niegodnym i podzielił ich zdanie. Skrajna niegodność tych ludzi, pomijając wszelkie inne słowa i czyny niegodne, polegała na tym, że za największą bitewną katastrofę Polaków tej wojny i może innych wojen od Mieszka także było to, że za tą katastrofę przyznali (sobie sami !) ordery Virtuti Militari (sic!). Absolutnym zaś warunkiem (poza innymi) możliwości bycia uhonorowanym tym najwyższym orderem wojennym jest wybitna zasługa w zwycięskiej bitwie. Słowem: zhańbili siebie, zhańbili cnotę orderu, mundur żołnierski, zdradzili Polskę i Polaków tym czynem. Ale, w języku kłamstwa „Prawdziwych Polaków” są bohaterami.

  30. Nigdy nie zakochałam się w Warszawie, chociaż lubię niektóre zakątki miasta. Ale pięknie o niej piszesz, mag. Gratuluję debiutu – dlaczego dopiero teraz?

  31. Nefer
    1 sierpnia o godz. 20:58
    Natomiast wiadomo kto był największym bohaterem Powstania :/

    Mój komentarz
    Jaja się robią zupełne. Jaja z kwiatami pod tablica ku czci Lecha Kaczyńskiego pokazują, co może zrobić z człowieka karierowiczostwo. Polityka nie tylko deprawuje, ale ogłupia i zniewala.
    Pzdr, TJ

  32. lonefather
    1 sierpnia o godz. 20:34 Zgadzam się bez zastrzeżeń: we wrześniu ’39 należało się bronić. Trafność uwagi Antoiusa widzę w tym (o ile miał to na myśli) , że identycznym obowiązkiem było użycie wszelkich zasobów i wszelkich okazji, by pozycja Polski przed tragicznym aktem podjęcia walki była jak najlepsza. Ponieważ tak się nie stało – walka, choć konieczna, była w tym bezsensowna, że z góry skazana na klęskę. Szybką, rozpaczliwą, zaprzeczającą cnocie żołnierza, poza mniejszością, właściwie zupełną mniejszością – gdy mówimy o dowódcach od – powiedzmy – majora, w gorę. Żołnierze niskich szarż zachowali się odwrotnie. Tym większy ich ból, poczucie bezsensu i zdrady.

  33. Nefer
    1 sierpnia o godz. 20:58 * Neferko, przed chwilą pytałaś o apel smoleński – i sama dajesz odpowiedź: apel smoleński wykonał Morawiecki, upadłemu pod Smoleńskiem i wielkiemu dowódcy Powstania Warszawskiego. Ciągle mam taki absmak: nawet gdy użyję mocnych i stanowczych słów, które się należą partykularnie i in gremio, to czuję, że właściwie nic nie powiedziałem. Na to czego jesteśmy świadkami nie ma bowiem skali.

  34. tejot
    1 sierpnia o godz. 21:16 Masz rację, że polityka deprawuje. To jednak orzeczenie, do którego nikt z obiektów orzeczenia się nie poczuwa. Tzeba mówić wskazując palcem: Morawiecki popelnił czyn deprawacyjny. I każdy z nazwiska robiący czy wspierający to samo. Z naczelnym sprawcą deprawacji – Kaczyńskim.

  35. @ lonefther

    Tak, jak napisałem, popieram Twoją wypowiedź.
    Jak rozumiem, podkreśla ona (m.in.), czym jest GADANIE o obronie (czy patriotyźmie) pod pozorem czego CZYNI SIĘ zagładę innym (czy też ojczyznę im się rujnuje).
    Tę świadomość podzielam, a na blogu warto nią edukować i ją celebrować, zwłaszcza dziś.

  36. @Nefer 1 sierpnia o godz. 20:28

    Wańkowicza „Ziele na kraterze” to dla mnie książka arcypolska i chyba również niesamowicie wyidealizowana. Śmierć starszej córki Krysi w Powstaniu jest w niej opisana z sercem i szczegółami, z naciskiem na to, że ta córka była szczęśliwa. Podobno śmiała się szeroko idąc gdzieś z uzbrojonymi chłopakami, gdy wybuchła bomba i zmiotła ich wszystkich. Wańkowicz jest bardzo sugestywny, niezrównany gawędziarz, szalenie skoncentrowany na sobie (papcio-King!) i lekko przerysowany.

    A jeśli chodzi o polskie realia – powieść „Widnokrąg” Myśliwskiego znakomicie oddaje realia powojenne, a zwłaszcza zachowania ludzi ocalałych po przeżyciu traumy. Z racjonalnym podejściem do realiów te zachowania nie mają nic wspólnego.

  37. @ tejot
    ‚Polityka nie tylko deprawuje, ale ogłupia i zniewala.’

    Bynajmniej.
    To deprawatorzy zniewalają politykę, nie mniej niż łajdacy ogłupiają szczepionki.
    Oczywiscie, mając na umyśle, co znaczy polityka (albo obrona czy szczepionki), a co łajdactwo (albo agresja czy trucie) i nie myląc tych pojęć.
    Elementarne.

  38. lubię Warszawę, oczywiście na pierwszym miejscu stawiam moje miasto, choć nie ma w nim ani pół metra metra, ale jest PESTKA.
    Często bywam, teraz już bardziej prywatnie i właśnie dziś dziecko zakomunikowało mi, że kupiło mieszkanie. Od dwóch lat wynajmuje, teraz, za jakiś czas będzie miał swoje metry. Budynek już stoi.
    To taki mój prywatny wpis o Warszawie…

  39. Bo dopóki tym dzieciakom sączy się do głowy, jak słodko jest umierać za Ojczyznę, to dzieciaki będą umierać, szepcząc czule, że im słodko. Tak wychowywano młodzież w II RP. Tak opisuje śmierć „kwiatu polskiej młodzieży” Wańkowicz w „Zielu na kraterze”. Najpierw bal (wymienia nazwiska tańczących poloneza w ogródku), a potem że wszyscy bohatersko polegli w Powstaniu.

    Tak mieli, młodość, entuzjazm i heroizm. PiSie podrygi to tylko popłuczyny… Inne czasy, inna świadomość. A ten entuzjazm (jeśli rzeczywiście taki był) to teraz tak się zdegenerował, że przybiera karykaturalne formy. A młodzież dzisiaj chce mieć dobrą pracę i mieszkanie. Najlepiej dzięki pomocy rodziców, którzy (Polacy) czują się w obowiązku zapewnić swoim dorosłym dzieciom to i owo.

  40. @mag
    cieszę sie z Twojego wstępniaka. Taki osobisty i okolicznościowy.

    Ateista
    1 sierpnia o godz. 19:48
    ŚWIĘTO KLĘSKI.
    naprawdę, chciałbyś 100 letniego generała Ścibor Rylskiego przed sądem? przecież w czasie powstania miał 25 lat i z pewnością nie był generałem?
    I kogo teraz osądzać? żywych?prawie 100 latków, którzy mieli młodzieńcze nadzieje, ideały i coś chcieli zrobić dla swojej ojczyzny, dla siebie, zapewne bez tej dalekowzroczności i tej perspektywy, z jakiej dziś na te wydarzenia patrzymy.
    Gdyby tak postapić, to trzeba było czekać może z 5 lat, aż nas wyzwolą Rosjanie wespół w zespół z innymi narodami, a nie podejmować walk powstańczych, partyzanckich i innych przez 5 lat wojny. Ileż to ofiar można byłoby uniknąć…

  41. @konstancja 1 sierpnia o godz. 21:57
    O mieszkaniu napisałam ogólnie, ale zbiegło się jakoś niefajnie.
    Pogratulować potomkowi nowego lokum, w stolicy zresztą 🙂

  42. Tanaka
    1 sierpnia o godz. 21:17

    Nie da sie powiedziec, ze mamy obecnie identyczna sytuacje, ale wszystko wskazuje, ze niezadlugo bedziemy miec bardzo podobnie. We wszystkich zakresach podobnie.

    W ’39 rzdzila Polska kamaryla przydupasow Pilsudskiego, obecnie rzadza przydupasy Kaczysnkiego. Wtedy kamaryla opanowala armie, bo nia dowodzila. Obecnie przydupasy nie dowodza osobisce, ale przydupasy podporzadkowaly sobie dowodzacych armia. Wtedy ograniczona umyslowo kamaryla miala w glowach wojne co byla, obecne kirownictwo nie ma w glowach zadnej wizji tego co bedzie. O sprzecie nie ma co nawet mowic.

    Natomiast kwestia otwarta bedzie mestwo zolnierza. Na co sie ono zda jesli nie ma dowodcow z przwdziwego zdarzenia i sprzetu do prowadzenia walki? Pozostanie tylko „opcja Antoniusa”, czyli maksymalne oszczedzenie krwi zolnierskiej i substancji materialnej … przez niepodjecie walki.

    I tylko jedno w tym mnie martwi, ze walka zostanie podjeta wskutek tromtadracji narodowej, ktorej mamy w takim nadmiarze, w jakim sensownosci jest niedomiar.

    pozdrowka
    l.

  43. Nefer
    A jak już tak literacko książkowo – to wracając (częściowo) do tematu Powstania, co szanowni sądzą o Wańkowiczu? Postaci, osobowości, książkach
    miałam taki okres w życiu, że czytałam wszystko, co napisał Wańkowicz. W tym wspomnienie o swoich córkach i o Krysi, uczestniczce Powstania Warszawskiego, bez grobu, zaginioną w Powstaniu.
    Bardzo podobała mi się „Karafka la Fontainea” i Na tropach Smętka” Ziele na kraterze”. Przeczytałam naprawdę wiele jego książek, ale nie przebrnęłam przez „Monte Casino”- zbyt obrazowo, krew pot, mięso armatnie, nawet te wydania, mozno ocenzurowane z lat 60-70.

  44. Nefer
    1 sierpnia o godz. 20:28
    Wańkowicz. Mam jego „Przez cztery klimaty” ale czytałem b.b.dawno temu. No i pierwsze wydanie „Monte Cassino” też czytane wieki temu. Musiałbym wrócić przynajmniej do pierwszej z nich. Dobry obserwator i komentator dziejów jemu współczesnych.

  45. @mag
    Gratuluję odwagi.
    Warszawiaków w Umęczonej nie lubią. Kiedyś o tym czytałem, teraz nie pamiętam dlaczego.
    Mnie na pierwszych koloniach wyzywano od „warszawiaków”. To miało posmak czegoś podłego, niektórzy wymawiali mi „cegły na odbudowę” – naprawdę.
    Dziś myślę, że ludzie zadawali sobie pytanie na widok żywego warszawiaka: „dlaczego on żyje, może kolaborował, albo udaje warszawiaka…
    Kiedyś, jako już nastolatek, na wakacjach, poszliśmy z bratem na zabawę ludową. Dziewczyny wiedziały, że my z Warszawy i zachęcały mową ciała do tańca. Poprosiłem jedna, śliczną i po kilku taktach usłyszałem: „te, warszawiak, puść to ciało bo cie osra”, a potem musieliśmy z bratem uciekać przed garstką wyrośniętych osiłków.

    Nasi rodzice, Madziu, to tzw „silent generation”. Przeżyli koszmar wojny, okupacji i niechętnie te czasy wspominali. Często myślę nad ich grobem – dlaczego nie pytałem, dlaczego tak mało wiem o ich przeżyciach.

    Jedno mi opowiedzieli i wiem dlaczego żyję.
    14 września 1939 roku, młode małżeństwo wyszło do znajomych pogadać, matka z torebką, oboje do figury. (było ciepło). Pocisk z Grubej Berty rozwalił do piwnic willę przy Odyńca, gdzie młodym dziadkowie kupili piętro. Matka – Jezus, ta porcelana! (dostali jakąś wypasiona zastawę w prezencie ślubnym). Ojciec – ale żyjemy, to jakiś cud!

    Bezdomni, wyjechali do jakichś dalekich krewnych, do Piaseczna, tam się zadekowali, spłodzili dwóch synów i nie zginęli w Powstaniu. Warszawska rodzina ich nie przyjęła, ojciec, jako zdemobilizowany porucznik (czy podchorąży) był zagrożony, a Niemcy u wrót.

    Ojciec z dziadkiem siedział na Pawiaku 3 miesiące, ale ich nie rozwalili, mieli dobre papiery i do tego znali b. dobrze niemiecki. (Dziadek studiował we Wiedniu). Plotka rodzinna (ciotka) głosiła, że rodzina wykupiła ich za złoto. Jestem za wersją, że Niemcy „podludzi” ze znajomością niemieckiego czasami traktowali lepiej. Mój pierwszy dyrektor (kiedy na stażu) był na Pawiaku „starszym celi” i też wyszedł. Niemiecki perfekt.

    Nie mogę wybaczyć decyzji o wybuchu Powstania. Przeczytałem tomy na ten temat, wspomnienia najważniejszych świadków. To buractwo w powojennej Warszawie, ta brzydota, którą się kocha (J. Waldorf), to po dużej części hekatomba Powstania.

    Nefer, ale jest coraz ładniej, choć mieszkam koło Łazienek, spaceruję Al. Szucha, a to najpiękniejsza, poza Traktem Królewskim, ulica w Warszawie.

    Dobranoc, chyba burza idzie, duszno.

  46. Mag

    Tak ciepło i pięknie napisałaś o mieście,które i mnie jest bliskie,chociaż mieszkałam w nim tylko rok.
    Było to na ul.Podchorązych ( na tyłach Łazienek). Ponieważ byłam wychowana w rodzinie,gdzie pamięć o Powstaniu była
    bardzo ważna,a więc byly w domu obecne Kamienie na szaniec,Zośka i Parasol. Było wiele rozmów na ten temat.
    Więc kiedy na krotko zamieszkałam w Warszawie – często szukałam ulic i miejsc z książek o Powstaniu.Ponieważ miałam blisko do Czerniakowskiej,więc niejednokrotnie wędrowałam aż do Syreny. Wtedy moje myśli wracały do książkowych opisów walk na Czerniakowie. Zawsze towarzyszyło mi wtedy pytanie „dlaczego”. Dopiero po iluś latach ,spojrzałam na Powstanie z innej perspektywy. Czysto ludzkiej. Wtedy dotarło do mnie,że ta wspaniała młodzież nie miała prawa zginąć. Dziś myślę tak samo.Dla poległych w walce zapalilam dziś znicz pamięci,ale nie dla ich dowódców…

  47. Dzięki kochani za informacje o Wańkowiczu. Kiedyś dawno czytałam Ziele na kraterze ale nie pamiętam zbyt dobrze. A Monte Cassino było wstrząsające.

    Też powinnam odświeżyć.

  48. Na odbudowe Warszawy rozbieralem poniemieckie ceglane stodoly na Ziemiach Zachodnich. Juz
    wtedy nie umialem wykrzesac w sobie szacunku ani zrozumienia dla decyzji o wywolaniu powstania, a dzisiaj sluchajac polskiego radia w czasie podrozy z Poznania do Wroclawia stwierdzilem, ze ludzie dzwoniacy do Trojki karmia sie nadal tymi fantazmatami o dumie i przekonaniem, ze reszta swiata powinna sie wstydzic swojego tchorzostwa, bo ani w Paryzu, ani nigdzie ludnosc nie powstala przeciwko okupantowi. Jeden ze sluchaczy posunal sie nawet do stwierdzenia, ze gdyby nie powstanie warszawskie, to Stalin zdazylby zajac cale Niemcy, a moze nawet dotrzec do Francji! Powinni wiec byc nam wdzieczni I nas podziwiac na wieki. W ciagu godzinnej audycji odezwal sie tylko jeden sluchacz w duchu Ateisty, ale i tego napomnial redaktor, ze w takim dniu nie wypada mowic o kosztach tej kleski. Dzis wszyscy mowia o pamieci, dumie i wdziecznosci, ale nikt nie pamieta tego dnia w pazdzierniku,kiedy zakonczylo sie powstanie… Tylko jakis nawiedzony profesor bredzil o tym, jak wielkim sukcesem jest utrwalenie w polskiej kulturze swiadomosci o powstaniu, o czym swiadcza tatuaze I powstancza kotwica nie tylko na taksowkach, ale i na licznych prywatnych autach…

  49. @Tobermory 1 sierpnia o godz. 23:12
    Witaj! Z Poznania do Wroclawia? Będą potem wrażenia z podróży?

  50. @Tobermory
    1 sierpnia o godz. 23:12

    Ode mnie też witaj ! Nie wiedziałam,że jesteś sluchaczem Trójki. Ja przestałam jej słuchać w związku ze wszystkimi zmianami. Ale audycja ktora mi została to Trzy kwadranse jazzu Ptaszyna Wróblewskiego.
    Na wrażenia czekam i ja.

  51. Tobermory
    1 sierpnia o godz. 23:12
    wróciłeś z zapowiedzianej podróży? nie dałeś znać, że jesteś w Poznaniu?
    ale na relację z miejsc odwiedzonych, choćby tylko fotograficzną, dasz na blog?

  52. basia.n
    1 sierpnia o godz. 23:47
    Basiu, tu wielu jest słuchaczy Trójki – tej byłej. Do niedawna istniała dla mnie tylko Trójka, ale po zmianach- niektóre audycje autorskie.
    Za wiele w Trójce Cejrowskiego i jemu podobnych w typie chamstwa, wazelinę dostarczają na Myśliwiecką chyba wagonami, bo uszami wychodzi.

  53. odbiło Wałęsie? kim jest ów, którego prosi o wybaczenie?

    *https://trojmiasto.onet.pl/lech-walesa-do-jaroslawa-kaczynskiego-jesli-cos-uczynilem-przeciw-tobie-prosze-o/p7hyls0

  54. Jeszcze nie wrocilem, ale wrazen mam sporo. Trojka jedynie jako alternatywa dla RM, zaleciala mi jedynka, ale temat dyskusji mnie zainteresowal. Wracam z Rumunii przez Ukraine i Polske nawiedzajac przy okazji dawno niewidzianych krewnych. Opowiem (z obrazkami) jak calkiem wroce.

  55. Moje miasto, ale po trzydziestu latach od wyjazdu trochę już jakby obce. Zawsze pamiętane Powstanie Warszawskie – szkolne wspomnienie dumy, zmienione w żal, gdy dojrzała świadomość skutków przedwczesnej śmierci dwóch braci ojca, cywilnych ofiar Powstania.

  56. Kocham Kraków, ale nie ten dzisiejszy. Ten, jaki pamiętam z dzieciństwa i młodości, który miał 1/2 mln mieszkańców, a nie 2. W którym Stare Miasto nie było skansenem dla turystów, ale szarym i brudnawym, ale żywym organizmem miejskim. Gdzie ulice nie były zapchane niekończącymi się korkami drogowymi w chmurach spalin, za to nad Wisła były piaszczyste plaże, a w rzece można było się kąpać bez ryzyka utraty skóry. Gdzie 20 minut jechało się tramwajem do zamiejskiej zieleni. Gdzie za moją kamienicą na skraju miasta, odległym od Rynku o 25 min. piechotą zaczynały się ogródki, pola i łąki…..itp….itd….

    Co zaś do Powstania Warszawskiego, to mam na jego temat chłodną, herstoryczną opinię – zbrodnicza, nonsensowa masakra ludzi i miasta, oparta na czystopolskim chciejstwie, hurraoptymiźmie i mierzeniu sił na zamiary, w której AKowskie miejscowe dowództwo samobójczo wyręczyło Niemców (ooops, Nazistów) i Stalina.

  57. @Herstoryk

    „Kocham Kraków, ale nie ten dzisiejszy. Ten, jaki pamiętam z dzieciństwa i młodości, który miał 1/2 mln mieszkańców, a nie 2. W którym Stare Miasto nie było skansenem dla turystów, ale szarym i brudnawym, ale żywym organizmem”

    Podzielam. Podobne zdanie wyraził kiedyś Timothy Garton Ash, który tamten Kraków (podobnie jak Praga) przypominał uśpioną księżniczkę. Owszem, wiele jest w obecnym Krakowie rzeczy działających i wyglądających o niebo lepiej niż w tamtych czasach, jednak coraz bardziej przypomina to dobrze działającą i wyglądającą budę jarmarczną. I na dodatek ta niepokojąca myśl w tyle głowy (ale to akurat tyczy nie tylko K.): kto to wszystkto będzie utrzymywał i spłacał i z czego. I co zrobią młode pokolenie, na których barki spadnie trud odpowiedzi na to pytanie? Powstanie? Przeciw komu?

  58. Ateista
    1 sierpnia o godz. 19:48

    Czemu niektórzy tak zachłystuja się narodową kleską, jaką jest Powstanie Warszawskie ?
    Polacy to chyba jedyny Naród, który z wielką pompą potrafi świętować każdą narodową porażkę i tragedię. […] osądzić … wyrzucić na śmietnik historii…
    * Zachłystywanie się jst konieczne, z dwóch, najażniejszych powodów, choć jest też wiele innych: 1. zaprzeczyć i wyprzeć z psyche rozpaczliwie i glęboko dręczące poczucie wielkiego niedomiaru zwycięstw realnych, jasnych, pewnych i nie tylko w wojnie. 2. ukryć winę winnych i tych co ją gloryfikują , zamieniając to w wielkie przewagi, ” gigantyczne zwycięstwa moralne” wręcz zwycięstwa wojenne rozumiane wprost. * Za póżno , grubo za póżno do stawiania przed sądem winnych. Za późno na wsadzanie za kraty. Oraz całkowita niezdolność do uczynienia tego. Od pierwszego dnia do dziś, z włączeniem cłego PRL-u, podobnie niezdolnego, choć mikro próbującego dawać znaki, że „wielkie moralne zwycięstwo” nie całkiem takie było. Z kart historii ani wyrzucać trzeba, ani wolno ani się da. Karty historii potrzebują, jak wody, takich słów, które będą trudne, bolesne, należnie ciężkie, potępiające i maksymalnie bliskie prawdy.

  59. Juliusz Strawiński
    1 sierpnia o godz. 20:58 * Kto podsłuchuje, ma czerwone uszy. Kto się przyznaje, znaczy – siedzi w konfesjonale. Tu najlepsze miejsce na takie figle. Jak się przyznałeś, i jak taką lałurkę trzasnąłeś – nie masz wyjścia – przyłącz się do bandy czworga, a nawet do całej bandy która tu gada, wykpiwa, daje sobie buziaczki i puka sę nawzajem po głowach. W czym jesteś już niewątpliwie zorientowany. Jak to mówią: prosiemy do środka.

  60. Na całe szczęście następnej wojny już nie będzie, bo Niemcy są całkowicie zreformowani, dobrzy i przyjacielscy a Rosjanie zawsze byli fajne chłopaki a dzisiaj tym bardziej, bo jaki ma Rosja interes w napadaniu na Polskę?

    Polacy nie muszą się przygotowywać do nastepnej wojny, bo:

    po pierwsze są na zbrojenia za głupi i własnej broni nie umieją zrobić, po drugie są za biedni na kupowanie cudzej broni,
    po trzecie takiej broni, która by ich może i obroniła nikt im nie sprzeda, po czwarte mają zas*ane położenie geograficzne, przy którym ciężko się bronić,
    po piąte stawiaja na protekcję imperium, na którego dworze otwarcie mają ich w d*pie i które to imperium zawsze przehandluje interesy Polski w zamian za interesy Izraela,
    po szóste nawet wolą przegrywać i być ofiarami, bo to jest sytuacja dobrze im znana i wielokrotnie przećwiczona. W roli zwycięzcy Polacy czuli by się nieswojo i niewygodnie. Coś tak jak w spodniach, które piją w kroku albo w swędzącym, ostrym swetrze.

  61. „Kasandra”
    1 sierpnia o godz. 20:15 * Dzięki, za dobre słowo, za pomocą cytatu. Dobrze robi na rozum, gdy się autorowi wyciąga gadkę z dawniejszych czasów: gadka wytrzymuje próbę czasu i krytycznego badania – czy nie wytrzymuje? Bredził, czy nie bredził? Ściemniacz, ideolog, czy przytomny harcerz? Dlatego jak hartowała się stal, oraz przygód kilka wróbla Ćwirka. 😀

  62. Banderowców podchodzących pod Przemyśl (oraz na wrocławskim rynku) rozwalimy WOTem, Wilno to sami kibice „Legii” zajmą a Lwów dostaniemy w prezencie od Żyrinowskiego.

    Do odbicia zostanie tylko Królewiec, ale to będzie bardzo proste, bo Ruskie sie popiją i zasną.

  63. zza kałuży

    🤣 🤣 🤣

  64. E tam, Warszawy, Krakowy, Gdańsk, tylko Gdańsk ❤

    Juliusz Strawiński
    1 sierpnia o godz. 20:58

    Prosimy, chleb, sól i łopatka do piasku (latają czasami) trąbkę do ucha można zostawić w szatni 🙂

  65. @zza kałuży
    „po czwarte mają zas*ane położenie geograficzne, przy którym ciężko się bronić,”

    To zależy – przed czym. Na przyĸlad bardzo łatwo wybronili się Polacy przed litościwie im podrzucanymi przez Ruskich i Szwabskich pomysłami robienia dziesiątek, a może i setek, miliardów na tranzycie przez terytorium, które w czasie wojny może i zas*ane, ale w latach pokoju to kura znosząca złote jaja (powinna być!). Mowa nie tylko o rurach z gazem, ale też na ten przykład o szlaku transportowym, najkrótszym od przylądka Północnego na Sycylie i dalej (w latach pokoju tam, który kiedyś nastąpi, jak się US Army przestanie opłacać roznoszenie wolności i demokracji) do Afryki Płn., na dodatek szlaku z juz przygotowanym
    pod wieloma wzgledami przez postgierkowaską linie rudo-węglową (aktualnie rudo-zardzewiałą) itp…

  66. Kochani
    Dziękuję za serdeczne słowa i… wyrozumiałość dla miłości, która niekoniecznie wszystko wypaczy.
    Oficjalne obchody wybuchu powstania mocno mnie zniesmaczyły, a już występy paraprezydęnta i premiera Krzywoustego w szczególności.
    Szczerze mi żal powstańców, którym udało się dożyć wolnej Polski, a po blisko 30 latach doczekać PRL- pis.
    Poruszyły mnie słowa Hanny Stadnik, która w wywiadzie dla TVN (w Faktach po faktach) nie tylko wspominała Powstanie Warszawskie, ale odniosła się również do bieżącej sytuacji politycznej i rządów Prawa i Sprawiedliwości.
    – Żyłam w PRL-u i doskonale wiem, że rządziła tylko jedna partia i teraz jest to samo. Nie było sądów w PRL-u, wszystko było to, co wymyślił przewodniczący partii. I teraz jest to samo. Przecież to jest przerażające – komentowała weteranka Powstania.
    – Nie tylko ja jestem przerażona, ale wiele osób z nas jest przerażonych, całe rodziny. Ja już się nie martwię o nas, bo my odchodzimy, ale ja mam dzieci, nie tylko ja, ale wszyscy, mają dzieci, wnuki, prawnuki. W jakiej Polsce będą żyli?
    Boże, zróbcie młodzi ludzie coś, żeby nie doszło do tego, żeby oni trwali, żeby zwyciężyli w jakichkolwiek wyborach – zaapelowała weteranka.
    Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23744314,uczestniczka-powstania-o-ojcu-kaczynskich-powiedzial-moim.html#Z_MT

  67. @mag
    piękny wstepniak. I choć dla mnie Warszawa na zawsze zostanie miastem nie do zdobycia, miło było poczytać coś pozytywnego.

    @Julisz
    Witaj i zostań. A jak jeszzce coś napiszesz to będzie pięknie :

  68. Nefer
    Gdybym miała się wyprowadzić z Warszawy to do Trójmiasta z Gdańskiem na czele. Kolejne moje faworyty to Poznań i Wrocław.
    Ale jednak bliżej mi do morza.

  69. 2 sierpnia o godz. 10:49
    Zza kałuży

    Pewno że rozwalim ich WOT- em i w dodatku wszędzie, pod warunkiem, że w lesie. Nasi dzielni partyzanci niedzielni, zaraz po mszy za ojczyznę wróć ja nam panie, tego, no, albo odwrotnie, ruszają w las. Zbierać grzyby, czyli gromic wrogi.

  70. @ mag

    Też pozdrowienia, po dniu erupcji hańby i eskalacji mroku średniowiecza.
    W tych występach, o których piszesz, trzeba jednak ujrzeć nieuchronne skutki rządów prostytuujących miłość, aby odjąć rozum.
    Takie rządy o takich inklinacjach mamy, jakie wartości cenimy.
    I tak też po 45 latach odbudowy i 25 latach wolności wygląda Polska i jej Warszawa – jak i jej obywatele i mieszkańcy.
    Pocerowana, nieumyta, obsypana biżuterią na zajumany u kumy kredyt, gdzie znalezienie publicznej toalety trudniejsze, niż dzieła sztuki urbanizacji, cywilizacji czy kultury na byle jakim skwerku Paryża, Antibes, Pragi czy dajmy na to Zagrzebia, o Oslo czy Valencji…
    Zostaje pod zamkniętymi szeroko powiekami miłość do powidoków, czyli duma, która nad sobą nie duma.

  71. Gekko
    „I tak też po 45 latach odbudowy i 25 latach wolności wygląda Polska i jej Warszawa – jak i jej obywatele i mieszkańcy.
    Pocerowana, nieumyta, obsypana biżuterią na zajumany u kumy kredyt, gdzie znalezienie publicznej toalety trudniejsze, niż dzieła sztuki urbanizacji, cywilizacji czy kultury na byle jakim skwerku Paryża, Antibes, Pragi czy dajmy na to Zagrzebia, o Oslo czy Valencji…
    Zostaje pod zamkniętymi szeroko powiekami miłość do powidoków, czyli duma, która nad sobą nie duma”
    No toś bracie pojechał po bandzie, przywołując jakieś stereotypy rodem z peerelu, zwyczajnie nieprawdziwe.
    Zwłaszcza „w temacie”, cerowania, nieumycia i toalet. Ograniczę się do toalet, bo te pierwsze „zarzuty” są zbyt absurdalne by się do nich odnosić.
    Jeżdże po Europie i po Polsce i absolutnie nie podzielam twoich miażdżących dla Polski opinii. Gdzie ty znajdowałeś tabuny publicznych toalet w Atenach, Pradze czy Paryżu? Na dodatek czystych. Zresztą czy to w Warszawie, Krakowie, czy Pcimiu lub Tychach w każdym barku, knajpce restauracji, a jest takich miejsc jest bez liku, możesz skorzystać z toalety „bez potrzeby konsumpcji” za 2 zl czy złotówkę. Toalety w galeriach handlowych są bezpłatne, pachnące, a nawet z muzyczką, czego nie mogę powiedzieć np. o Sztokcholmie czy Brukseli. W Paryżu bywa wręcz brudnawo. W Marsylii korzystałam z toalety, gdzie sikało się w damskiej na stojaco (były miejsca na stopy i odpowiedni otwór).
    A ostatni akapit twojego postu to jakaś pretensjonalna parapoezja sugerująca, ze mam oczy i uszy szeroko zamknięte, „karmiace się” powidokami.
    Przykro mi Gekko, bo do tej pory rozumieliśmy się nieźle i dogadywali w lot.

  72. nikc
    2 sierpnia o godz. 11:11 z tego co pamiętam, nasz dawny minister wojska i WOTu oraz innych formacji paramilitarnych czyli AMac. powiedział „stanowcze nie” pomysłowi nowego Jedwabnego Szlaku z Chin do Europy, z miejscem postoju tuż pod Łodzią. Tekstylia, obuwie, cała przemysłówka przejechałaby pociągami szybciej, niż transport statkami.
    Tak bardzo p. Antoni był stanowczy, że Chiny usytuowały przystanek swojego szlaku gdzieś w Czechach.
    „Nasz rząd” bardzo lubi wydawać pieniądze, ale zupełnie nie potrafi ich zarabiać.
    Ale wciąż ma pomysły na obdarowanie niektórych grup pieniędzmi innych. Ostatnio funduje matkom czworga emerytury, albo dodatek do niej.
    Za jakiś czas ucieszyła by się z tego tysiąca złotych p. Izabela Pyżalska Łukomska- dziś matka sześciorga dzieci 🙂

  73. Tanaka
    2 sierpnia o godz. 10:15
    Przecież logiczne jest, ze nie sposób fizycznie osadzić winnych zbrodni na mieście i jego mieszkańcach. Chodzi o osąd moralny tych, którzy o tym decydowali o potępienie a nie apoteozę .
    „Rocznik 20-ty” to młodzieńcy i chłopcy, u których nie uaktywnił sie jeszcze w mózgu ośrodek odpowiedzialny za przewidywanie. Mówiąc zwyczajnie byli to „naiwni smarkacze” a nie wzorce do naśladowania dla dzisiejszej młodzieży.
    Każde żywe stworzenie ma genetycznie zakodowany „instynkt przetrwania” ale nie Polacy.
    Powstanie Wielkopolskie – to jest wzór do naśladowania. Podobna ilość powstańców, podobny okres trwania walk tylko straty ludzkie 100 razy mniejsze no i zakończone zwycięstwem. Ale tam trzon oddziałów powstańczych stanowili weterani I WŚ, otrzaskanie w boju a nie młodzi chłopcy napakowani bzdurnymi ideami typu ” jak słodko umierać za Ojczyznę „.
    Dla ojczyzny sie zyje i pracuje a nie umiera – i to bez zadnego sensu.

  74. kaesjot
    2 sierpnia o godz. 14:06
    Tanaka
    2 sierpnia o godz. 10:15

    Zeby obrazek byl pelniejszy, nalezy go uzupelnic o „radosc i dume patryjotyczna z odzyskanej niepodleglosci”…

    Ledwo odzyskana niepodleglosc, stracona w ’39. Mieszanka, ktora cynicznie wykorzystano w celach politycznych. Krotkowzroczni cynicy nie uwzglednili tego, ze Rosja bolszewicka nie po to pokonuje Hitlera, zeby komukolwiek oddac, to co zdobyla krwia swoich zolnierzy.

    pozdrowka
    ~l.

  75. O, jaki ladny wstepniak. Warszawa jest dla mnie pieknie rozwijajaca sie stolica Polski, a nie miejscem magicznym – co nie zmienia jej oceny. W ostatnich latach „odwalilam” dwukrotnie „tury” w miescie oprowadzana i obwozona przez dumnych jej mieszkancow. Nie dziwie sie ich dumie.
    A na blogu J. Hartmana bliski moim niepokojom i sercu felieton o zagrozeniach ekologicznych. Niestety, poza kilkoma wpisami osob, ktore podzielaja obawy reszta jest zenujaca. A czesto te same osoby szalaly na temat milosci do Puszczy Bialowieskiej. Dziwne, czy niedziwne….

  76. @ mag

    Miłość widzi tylko to, co czuje (po rozum i tak z braku laku nie sięgając), więc lepiej rozprawiać o miłości, niż o końskich okularach, i tak wad wzroku nieusuwalnych nie korygujących, a przysłaniających klapkami dążenia w jedynie słusznych kierunkach. Okuliści to własnie miłosne widzenie lunetowate leczyć gotowi, byle na zachód od Odry.
    Niedawo wróciła z pierwszej wyprawy za oceana na staże moja młoda znajoma, aby się rozejrzeć za karierą. Podziwiając kalifornię, obcowała jednak z tamtejszymi w jej wieku ekspatkami z gumna. Te usłużnie wybiły jej z głowy świat wolności, bo i tam, jak one to widzą, wszystko załatwia się za pieniądze i przez łóżko. Im ponoć brakło jednego i drugiego. A w rzeczywistości okazały się nagie w niezdolności ponadgumnianej, poza końskimi okularami, przy okazji płosząc zdolną konkurencję. Tak działa maść końska prosto z żuliborza czy swojskiego brudna po targówkach.
    Daruj mi szarpanie po okularach i wyjaśnianie, co jest stereotyp i dlaczego ludzki umysł ma go wpisany w geny.
    Cieszmy się miłością i górką na Radiowie, dopóki ją czuć bez oglądania.
    Uściski i do widzenia.

  77. Na marginesie
    1 sierpnia o godz. 21:37
    A jeśli chodzi o polskie realia – powieść „Widnokrąg” Myśliwskiego znakomicie oddaje realia powojenne, a zwłaszcza zachowania ludzi ocalałych po przeżyciu traumy.

    Myśliwskiego czytywałam z dużą przyjemnością, „Widnokrąg”, „Kamień na kamieniu”, „Traktat o łuskaniu fasoli”. Nie uważasz że jest w nim coś z pombockowej prostoty i mądrości? Gada jak chłop, głownie o wsi, prowincji, prostych ludziach, ale obraz Polski wnikliwy jak mało gdzie. Do stylu trzeba się jednak przyzwyczaić.

  78. zyta2003
    2 sierpnia o godz. 16:24

    Czy naprawdę myślisz że wpis na blogu Hartmana zmieni coś na lepsze na naszej planecie? A nie wpisanie świadczy o obojętności?
    Przeczytałam, i przepychanki jak wszędzie, chyba nie dziwne. Dziwna by była merytoryczna dyskusja na tamat, zakończona osobistą deklaracją o ograniczeniu emisji.

  79. Nefer
    1 sierpnia o godz. 22:52
    Jeżeli jeszcze o książkach , to przyznam ,że od dłuższego czasu mam problemy z ich czytaniem. Po kilku b. dobrych „cegłach”* opisujących m.in. parę postaci XXw. jestem nieco rozbestwiony i wiele pozycji widzianych w księgarniach zniechęca mnie do lektury.
    Aha.. „Zbrodnię i karę” uważam za jeden z najlepszych kryminałów…
    *- gdyby było zainteresowanie to ewentualnie mógłbym zwrócić uwagę.

  80. mag
    2 sierpnia o godz. 13:25
    Gdzie ty znajdowałeś tabuny publicznych toalet w Atenach, Pradze czy Paryżu? Na dodatek czystych…
    Tymaczasem mnie niemal w zdumienie wprowadziła toaleta na drodze do Mo i Rana (N), a było to dawno temu.
    Dookoła pustki. Tylko ja i widziana toaleta. Gdy zmuszony otworzyć klapę przybytku ulgi byłem świadkiem niemal cudu. Na sedesie zaczęła się przesuwać czysta folia… A może mi sią to śniło.. lub wydawało…
    Miłą i b. higieniczną niespodzianką była toaleta publiczna w Helvetii po stronie włoskiej. Czysto, funkcjonalnie i… wygodnie.

  81. @Gekko
    Właśnie. Czytałam , że na Radiowie okrutnie śmierdzi.
    Mam nadzieję, że mieszkasz w innej okolicy. I nie potrzebna ci ani maska przeciwgazowa, ani końskie okulary.
    Wyobraź sobie, że czasem w nocy słyszę charakterystyczne „klip klip, klap, klap”. A to wraca do domu przez Żoliborz jeden z ostatnich dryndziarzy z Powązek, gdzie żył cały klan warszawskich dorożkarzy.
    Uściskowuję, acz ostrożnie, bo straszny wciąż upal.

  82. @mag

    Dziękuje Ci za ten piękny i wzruszający w swojej oszczędnej prostocie wstępniak – dla mnie tak bardzo na czasie, bo 1 sierpnia zawsze wspominamy Warszawę a dodatkowo gościliśmy kumpla ze studiów i dużo wspominaliśmy, odgrzebując stare zdjęcia. Nie wiem, czy mogę powiedzieć ze zakochałam się w Warszawie ale mam do niej ogromny sentyment bo zawsze była blisko… a z czasem zakochałam się na zabój w niektórych miejscach. Najpierw wycieczki szkolne albo wyjazdy z rodzicami np. na przedświąteczne zakupy w Hali Mirowskiej (wtedy tęskniłam za rodzinna Łodzia i Warszawa w ogóle mi się nie podobała ). Potem lata studenckie dzielone pomiędzy Grochów a Ursynów i odkrywanie magicznych miejsc, zwłaszcza kin („Najlepsze te małe kina w udręce i rozterce”…). Do dziś pamiętam, jak z miesięcznikiem „Film” pod pacha zawadiacko przemierzam świat tramwajem, w drodze do „Foksal”, do „Muranowa, „Rejsu”” czy „Paradiso” (cześć z tych małych kin już dawno znikła pod naporem fali deweloperów, którzy mieli lepsze w swoim mniemaniu pomysły na zagospodarowanie tych miejsc…). Ogród Botaniczny przy Łazienkach, w którym uwielbialiśmy siedzieć. Oczywiście Łazienki, najlepsze na randki (bo tyle romantycznych ławeczek). Irish Pub na Miodowej. Herbaciarnie „Same Fusy” i „Demmers” na Starówce. Latarnie gazowe na Agrykoli (najbardziej lubiłam moment, kiedy udało nam się przyłapać moment, kiedy się je zapala). Magiczny Jazdów (boje się sprawdzić, czy jeszcze stoi, czy już tez zrównano z ziemia…). Grzane piwo w „Rozdrożu”. Ursynów, na którym spędzaliśmy najwięcej czasu (w tamtym okresie pomiędzy akademikiem a wydziałem rozpościerał się wesoły ugór, na uczelnie brnęło się czasem przez zaspy a spod nóg uciekały bażanty). W czerwcu wkoło Pałacyku Ursynowskiego kwitły akacje a na Skarpie można było zobaczyć świetliki. Pola Mokotowskie, gdzie w pubie pracowaliśmy ciężko na pierwsza wyprawe do dzikiej Szkocji i zielonej Irlandii. Wreszcie Wilanów, na tyłach którego mieszkaliśmy pod koniec – na ulicy Ruczaj, w czasach kiedy pętla autobusowa Wilanów miała urok podmiejskiej stacyjki a na polach za plecami pomnika Jana i Marysieńki nie było apartamentowców, tylko łąki. Z wieczornych spacerów w parku przed pałacykiem wracaliśmy czasem pędem, żeby zdążyć na „Mini-max” Kaczkowskiego w Trojce. Ouch, ale mnie teraz wzięło na wspominki! 😀 Dzięki, maguś!
    Wiec chyba jednak też się trochę w tej Warszawie kochałam… Dziś swoja miłość przelałam na Glasgow, takie biedne, brzydkie i poobijane, ze tylko je kochać. Zresztą czasem przemykając przez któryś z mostów i patrząc jak miesza się historyczna zabudowa z brzydota nowych pokracznych budynków w centrum nuci mi się T.love właśnie „Gdy patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje To kocham to miasto, zmęczone jak ja” i całkiem mi pasuje.

    PS. Pamiętam, ze w dawniejszych czasach 1 sierpnia słyszało się tylko syrenę. Poza tym było cicho, jakby ruch na chwile zamierał, trudno było nie schylić na chwile głowy w zadumie. Widząc zdjęcia ze współczesnych obchodów Powstania przechodzą mnie ciarki, jakbym znalazła się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości.

    Pozdrawiam serdecznie – @mag – pisz czesciej, prosze!

  83. zezem
    Wszystkich udających się na Ukrainę zachodnia (jak jest we wschodniej, nie znaju) ostrzegam przez korzystaniem z toalet na dworcach kolejowych i autobusowych. Na przykład w Haliczu w całym toaletnym pomieszczeniu były na posadzce ekstrementy na tyle gęsto usytuowane, ze nie dałoby się dotrzeć do toalety właściwej, czyli kilku otworów na podeście, bo nawet nie boksów z jakimiś drzwiami.
    Uciekłam z krzykiem w najblizsze krzaki. jakie mi się napatoczyły w pobliżu dworcowego budynku.
    Sorry za ten nieapetyczny wpis, ale to szczyra prawda, bez krzty koloryzacji.
    Zresztą coś takiego przydarzyło mi się w Druskiennikach. Ale to było jeszcze za radzieckiej Litwy.

  84. @ mag

    Święte słowa, jak to u autentycznych ateistów; miłości, Ty ponad zapachy…!
    Radiowo to symbol (mnie razi uczucia ateistyczne, gdy pomykam w kampinoskie strony) tak jak ani jedna (sic!) stworzona (czy choćby odnowiona) przez Warszawę i jej władze toaleta publiczna (nie licząc metra, bo tam być z mocy prawa UE musi).
    Nie wspomnę o zerowym, spójnym cywilizacyjnie dziele urbanistycznym, architektonicznym, komunalnym, sztuki czy kultury, politycznym, komunikacyjnym, rozrywkowym, transportowym (wyjątkiem-szczątkiem jest SKM), edukacyjnym, naukowym itede stworzonym przez To Miasto przy okazji odzyskanej z rąk komuny wolności jej Mieszkańców, w przewadze wychyniętych zresztą z wecka i ostwarzających tu wrodzoną podlasko-mazowiecką ulicówkę w skali stołecznej.
    Wspomnijmy więc tylko o stereotypowej miłości do Warszawy, bo na nic innego mentalnie (od: mens) nie zasługuje.

  85. PS
    Czy rzeczywiście nasza miłość własna opiera się jedynie na godności zbudowanej wyższością nieposiadania cudzych ekskrementów?
    Odpowiedż brzmi przez lasy i zagajniki wierzb płaczących na: tak, tak i potrzykroć: TAK!
    I o tym powiniśmy zakupić holyłudzkie reklamy, najlepiej z gwałcicielami w kolorze bru.

  86. Kostka
    2 sierpnia o godz. 18:03

    Minimax !!! 🙂 🙂 🙂
    Słuchasz wciąż ?

  87. kaesjot
    2 sierpnia o godz. 14:06 toteż o osądzie faktograficznym i moralnym mówiłem, w przeciwieństwie do szukania, po tylu latac,h sądu w sądzie. Z tym, że „osąd moralny” to jest coś takiego z czego Polak żyje bardziej niż z wody i powietrza, więc skoro ma taką moralność, że jej odwrotność – sprawa trudna do przeprowadzenia. Co widać.

  88. mag
    2 sierpnia o godz. 11:21 * Maguś, sama widzisz, jak jest: robisz debiut i z mety wszyscy Cię kochają. Bo kochają tu i tak od dziecka. Oddajmy też głos Warszawie: magus, I love you madly!.

  89. mag
    2 sierpnia o godz. 17:48
    że na Radiowie okrutnie śmierdzi.
    Nie tylko tam. Wionie w wielu miastach, wypolerowanych na zewnątrz jak ruski sołdat na paradę.
    Wionie, bo nie myśli się o czyszczeniu i konserwacji kanalizacji miejskiej. A trzeba to robić regularnie niezależnie od pory roku.

  90. mag
    2 sierpnia o godz. 18:05
    myślę, że dziś nie musiałabyś uciekać z krzykiem z takich miejsc.
    Te kraje – Ukraina, ale i Gruzja, Armenia, Białoruś zatrudniają na takich etatach, że nawet babcia klozetowa jest w każdym miejscu. Pomimo, że toaleta jest dziurą w podłodze i miejscem na dwie stopy.
    Nawet Albania i Bałkany ogólnie maja taki typ publicznych toalet. Nie byłam dawno w Rumunii, ale @Toby właśnie wrócił, może podzieli się i taką wiedzą.

    Mogę przyznać, że pierwszy raz w życiu widziałam taką toaletę na basenie usytuowanym na Wale Miedzeszyńskim. Był to pewnie rok 1973 albo nieco później. Oprócz basenu można było zanurzyć nogi w Wiśle, co zrobiłam i nawet mi nie odpadły.

  91. Nefer
    2 sierpnia o godz. 18:33
    Teraz nic innego jak ze starej skarpetki skonstruować odpowiedni filter…

  92. Nefer
    2 sierpnia o godz. 18:33
    Taa, niejaka Kataryna porównuje to do niedrukowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego.
    Takie tam „myki i jeżdżenie po bandzie”. I „tylko Polski szkoda”.

    Eh, szkoda to gadać. Ale dobrze że się wreszcie zdobyli na odwagę. Czekamy na szóstą nowelizację. Albo siódmą.

  93. @Kostka
    Cieszę się bardzo, Kosteczko, że sprawiłam ci frajdę.
    Mnie z kolei wzruszyły twoje warszawskie wspominki.
    Co do kin ci znanych, to ocalał m.in. Muranów jako 4 w tej chwili sale (Zbyszek, Gerard, Pola i… zapomniałam). To miejsce kultowe dzięki jego twórcy Romkowi Gutkowi, który jest nie tylko kinomaniakiem, ale i świetnym menadżerem.
    Ale i niektóre cinemy, jak na nie mówię, są fajne. Na przykład mam rzut beretem do Galerii Arkadia (Żoliborz) i tam do wyboru coś ze 12 salek wygodnych, klimatyzowanych, a filmów od wyboru do koloru.
    Na pewno spodobałyby Ci się (gdy o nowości chodzi) pięknie zrobione bulwary nad Wisła, w zieleni tonące, naszpikowane kulturą (wernisaże, tetry offowe) i kawiarniami dawne forty Cytadeli. Mnóstwo innych magicznych miejsc, np. zrewitalizowana (w następnej kolejności po Mirowskiej i Gwardii) dawna hala „Koszyki” (na Koszykowej). Ta to już haj-fi, elegancja Francja, coraz bardziej modna Praga ze swoimi loftami i artystami, którzy się tam instalują ale nie chcę przynudzać, bo nie wszystkich Warszawa aż tak rajcuje.
    Gdybyś chciała odbyć ze mną coś na ksztalt „korepetycji” warszawskich, czy tez w ogóle obficiej pogadać, to podaj meila Tanace, a on mi przekaże, albo innym sposobem.
    Serdecznosci
    mag

  94. zezem
    2 sierpnia o godz. 17:15

    Chętnie, książki zawsze, zwłaszcza grube. Poniżej 350 stron się nie liczy. Tylko nie fantasy ze smokami bo rzucam o ścianę (ale absolutnie nie przypuszczam że masz z takowymi okoliczność)

    Do filtra ze skarpetki to za cienkie bolki są, mam nadzieję że im się rypnie i nie dolecą (do następnej kadencji)

    izabella
    2 sierpnia o godz. 18:47

    Pewnie że dobrze, serce się cieszy.

    ***

    Miałam dzisiaj trochę męczący, stresujący (chociaż pozytywnie) dzień, mogę nieskładnie odpowiadać, przepraszam z góry.

  95. @izabella 2 sierpnia o godz. 17:00

    Ja czytałam tylko „Widnokrąg”. Ta neurotyczna powojenna matka widziana oczami dziecka najbardziej utkwiła mi w pamięci. Wyprawa pieszo z okazji pracy dla ojca (bo praca na pewno, na pewno tam czeka!), zgubiony but syna i histeria poszukiwań, a potem te dwie miłe panie wynajmujące mieszkanie obok i trudniące się po cichu wiadomym zawodem. Samo życie? Powojenne oczywiście. A ci ludzie niby normalni ale przecież rozhisteryzowani, tyle że każdy na swój sposób.

  96. Tanaka
    2 sierpnia, g.18:35
    Wydaje mi sie @Tanaczku, że po prostu wszyscy zapracowaliśmy na coś, co się nazywa „genius loci”.

  97. @Nefer 2 sierpnia o godz. 19:28
    „Traitor to Memory” Elizabeth George. 700 stron, seria zagwozdek, wszystko ujawnia się powolutku. Mnóstwo szczegółów obyczajowych, poskręcane charaktery, namiętności syczą i dymią. No i zagadka kryminalna – najzupełniej smakowita. Ugrzęźniesz na kilka dni.

  98. @zezem 2 sierpnia o godz. 17:15
    Jeśli potrzebujesz zachęty, to bardzo proszę. Wymień te cegły.

  99. Dzięki na marginesie, już mam próbkę na czytniku.
    @zezem, jakąś tłustą biografię może?

  100. @Nefer, @ Na marginesie
    Na początek klasyk wydany dawno temu w PRL : Allan Bullock – „Hitler studium tyranii”

  101. @ mag
    „wszyscy zapracowaliśmy na coś, co się nazywa „genius loci”.

    Dziś Warszawa dusi upałem.
    Na karb upału zdaję (a nie ignorancji miłosnej), że wszystko co w kółko macieju wymieniasz, zapracowali nie „wszyscy’, czyli nie społeczeństwo zorganizowane w MIASTO, lecz indywidualni, prywatni inwestorzy, tzw. kapitalisty.
    Nie tylko bez pomocy „nas” czyli Warszawy, lecz zupełnie jej i nam wbrew, pokonując tabuny eatatowych ciotek i podstolin od wziątek, by postawić coś na …cudzym.
    Tak więc, nie „my”, ale każdy z nas z osobna, a nawet „oni” wypracowali NAM genius loci.
    Jedyne, co w atmosferę (loci) wypracowaliśmy MIEJSKO, to cuchnąca nad miastem góra śmieci miejskiego MPO (to jest to Radiowo). Od lat przez miasto OZNAJMIANA, jako zamknięta (ostatnio w grudniu ’16).
    Tak to jest, jak miłość przerasta wiedzę, a genius – społeczeństwo.
    Kończy się powstaniem na brzozie.

    PS Wymienione bulwary, istotnie trafna i fajna inwestycja miejska, ciągnie się jednak jak …Radiowo po gaciach, opóźniona już o dwa lata i jest nieskończona (nawet knajpki-pakamery do wynajęcia budowano dwa lata, teraz karmi w nich nie miasto, ale tzw. po warsiawsku „badylarze”).
    Trudno miastu rozstać się z miłoscią do budowania (ekspensów budżetu) a wzgardą dla rozumnego i uczciwego roboty podjęcia i skończenia.
    Tyle. kiss-kiss, bang-bang (to z korpo-kina w Arkadii)

  102. @tanaka
    Dziękuję za wyrozumiałość dla podsłuchiwacza, uszy rzeczywiście czerwone. 😉 Chętnie dołączę do bandy nadal w podobnym charakterze , bo raczej małomówny jestem.
    Niemniej jako inżynier, ale syn Polonistki przedstawię się okolicznościowym limerykiem:

    Jestem Juliusz ze Sopota
    życiorys wszak mi wystarczy
    W Sądzie nęci mnie robota
    Najwyższym, gdzie partia walczy
    (o prawo się nie kłopotam).

  103. Nefer
    2 sierpnia o godz. 11:01 🙂 🙂

  104. Z innej beczki.
    Dla tych co lubią „The Rolling Stones” (są tacy co nimi gardzą) są dwie „cegłówki”
    1. Bill Wyman – Stone Alone
    2.Keith Richards – Life
    Obaj opowiadają o sobie i o grupie. Chyba Wyman robi to ciekawiej.

  105. mag
    2 sierpnia o godz. 19:23

    Ach, Koszyki! Jeździłam tam po tanie książki ;-). Wtedy Koszyki były jeszcze „low profile”… W Wwie po raz ostatni  (nie przelotem) byłam chyba z 5 lat temu. Trochę się wtedy przeraziłam co się porobiło z Wilanowem oraz innymi zmianami i jakoś potem nie zebrałam się żeby jeszcze raz przyjechać. Aż głupio bo ciągle mamy tam wielu znajomych. I w sumie chciałabym zobaczyć stare kąty i nowe atrakcje. W ogóle nie jeżdżę do Polski zbyt często, może po to żeby nie zacząć znowu tęsknic i mieć wątpliwości gdzie chcę mieszkac… 😉 Ale może trzeba się będzie wreszcie zebrać. Może w końcu przedstawię prezesowi TWA jakąs propozycje zlotu ateistów pod rozważenie ;-).

    Tanaczek mojego maila ma, to poproszę grzecznie o przekazanie. A póki co zasylam w ramach pozdrowień piosenkę z Glasgow. (Uwaga:spora doza cheesiness czyli ckliwego nieco kiczu ale i tak nie mogę się powstrzymać bo zawsze się na nią uśmiecham mimo woli, uśmiechem który oznacza „A to właśnie moje miasto”). Piosenka została zaaranżowana przez lokalną artystkę Amy McDonald i „ludzi z Glasgow” na otwarcie Mistrzostw Wspólnoty Narodów, którą gościliśmy 4 lata temu. Tego bardziej znanego pana na końcu można przewinac bo nieco skrzeczy… 😉

    https://youtu.be/hyrcQCYcn08

  106. Ian Kershaw – „Fateful Choices. Ten Decisions That Charged the World”
    B.dobra, może momentami niełatwa w czytaniu.

  107. Coś muzycznego bo rytmy takie wesołe aż noga sama w takt, a że miałam dobry dzień

    https://youtu.be/_nkJgw0dvOk

    ***

    @zezem

    Ja muszę mieć elektroniczne, trochę mnie to ogranicza niestety

  108. basia.n
    2 sierpnia o godz. 18:18

    Przestałam słuchać Trójki jakiś czas temu (dłuższa historia), myślalam że już go nie ma ale sprawdziłam i chyba jest dalej! Chyba sprawdzę w niedziele zatem 😉 Ty też słuchalas? 😉

  109. @Nefer
    Ja muszę mieć elektroniczne, trochę mnie to ogranicza niestety
    No to pies pogrzebany… Jak cegła to cegła 😉 ,a nie jakiś hard drive. Widocznie takie jak wymienione nie mieszczą się na dysku ;-))

  110. Nefer
    2 sierpnia o godz. 18:33
    Houston, mamy problem

    Mój komentarz
    Problemu nie byłoby większego, gdyby inicjatywa SN była skierowana do instytucji wewnątrz Umęczonej, np. do prezydenta RP, czy TK. PiSowcy ze śmiechem by poszli w zaparte i inicjatywę prawną SN widowiskowo zignorowali, jak już wybiegający przed szereg Mularczyk to uczynił. nazywając sędziów SN „grupką”.

    Inicjatywa SN – pismo zawierające orzeczenie o zawieszeniu niektórych przepisów prawnych znowelizowanej ustawy o SN z zapytaniami prawnymi oraz z obszernym uzasadnieniem jest skierowana do trybunału unijnego w Luksemburgu i zawiera pytania na bardzo konkretny temat – znowelizowanej przez PiS ustawy o SN, która obniża wiek emerytalny sędziów SN wybranych na mocy ustawy przed nowelizacją, z 70 lat na 65 lat. PiSowscy eksperci zostali totalnie zaskoczeni.

    Jak zwykle znajomość prawa unijnego, stosunków prawnych w UE, pozycji polskich sądów w systemie sądownictwa unijnego, polityki unijnej i w ogóle polityki międzynarodowej jest w PiSie (u Prezesa PiSu, bo Prezes jest PiSem, to Prezes wszystko analizuje, podejmuje decyzje i wydaje polecenia) jest niemal zerowa.
    Prezesowi stale miesza się polityka z prawem, państwo z partią, prawo z prokuratorem Piotrowiczem, parlament z Kuchcińskim, sprawiedliwość z ministrem sprawiedliwości, Sąd Najwyższy i TK są dla niego zgromadzeniami kolesi przy kawie i ciasteczkach.

    Sęk w tym, ze po takim wystąpieniu SN do trybunału unijnego nie ma jak palić głupa, insynuować, wywijać szabelką, bo po tylu konfliktowych doświadczeniach z Unią Prezes jeszcze pewnie nie uwierzył, ale przekonał się z pewnością, że jego triki nie przechodzą w Unii.

    Wszelkie palenie głupa, czy pomstowanie na Unię, czy epitety rzucane na urzędników unijnych, a nawet coś takiego, jak nazwanie sędziów „grupką osób”, jakoś nie przechodzą w Unii, nie znajdują zrozumienia. Prezes nie może uwierzyć, nie może przyznać się do nieskuteczności w sporach prawnych z Unią na temat łamania zasad państwa prawa w Polsce przez ekipę rządzącą PiSu, bo gdyby w to uwierzył, stanął po stronie prawa, to by się zaparł samego siebie, a lud mógłby wtedy pomyśleć, że nie jest on najmądrzejszy najsprytniejszy i najcwańszy.

    Jeden dzień i konsternacja zupełna. Unia poza zasięgiem.

    Jeden z dyskutantów w TVN zwrócił uwagę, ze dziennikarka wywiadująca ich twierdziła, że na temat pytań polskiego SN wystosowanych do Trybunału w Luksemburgu prezydent RP zajął stanowisko – wydał ostre oświadczenie, lecz nie jest to oświadczenie prezydenta ani ministra Kancelarii Prezydenta ani rzecznika prezydenta.
    To jest oświadczenie wydane przez Kancelarię Prezydenta, co zdaniem tego dyskutanta (prof. Nałęcz) jest starą mająca jeszcze tradycje przedwojenne metodą, że gdy Prezydent lub premier lub jakiś marszałek chcą uniknąć zajęcia stanowiska (przyjąć odpowiedzialność na piśmie) w śliskiej, trudnej sprawie, to oświadczenie wydaje Kancelaria Prezydenta, czyli pan nikt.

    Nałęcz prosił dziennikarkę by przeczytała, kto jest podpisany pod oświadczeniem. Okazało się, że Kancelaria Prezydenta. – No widzi pani redaktor, osobiście nikt nie był w stanie dać twarzy temu oświadczeniu.

    Wniosek sam się narzuca – wszyscy czekają na szeregowego posła.
    Z kolei ten szeregowy poseł jest jeszcze bardziej pan nikt z punktu widzenia prawnego w stosunku do tego, co wysmażył Sąd Najwyższy i pozostaje mu tylko jedno – plątać się we własnych sznurówkach.
    Pzdr, TJ

  111. Nefer
    2 sierpnia o godz. 20:52
    Do dobrego dnia coś wieczorową porą:
    Kultowy film, kultowa grupa, znakomici gitarzyści.
    https://www.youtube.com/watch?v=1WDmMWF83x4

  112. tejot
    2 sierpnia o godz. 21:13

    Nazieja, że postraszenie wściekłego psa łancuchem uzdrowi go, jest płonna.
    Idę o zakład, że słuszny odwrót SN od upału i upalenia starchem na łono praworządności (w postaci orzeczenia o zawieszeniu), skieruje wściekliznę w kierunku odzcięcia łańcucha, a nie poskromienia się pod jego więzami.
    Narędziem tego będziem my – suwerenni miłośnicy komfortu ciepłej wody z kranu w garnku z gotowaną na niej żabą.
    Słowem – genius loci quam Roma locuta.

  113. PS
    Bybym zapomniał o manierach.
    Coś dobrego do przekąszenia żabkom, pod ogląd pamięci wieczoru z dziennikiem.
    ,https://nietylkopasta.pl/zrobic-zabie-udka/
    Ja i moi sąsiedzi od grilla na to, bynajmniej palce lizać.

  114. @Gekko 2 sierpnia o godz. 21:26
    Za niezastosowanie się do unijnych decyzji Unia może nałożyć kary finansowe, bardzo łatwe do wyegzekwowania – z dotacji przeznaczonych dla Umęczonej. Przecież wizje Morawieckiego kosztują krocie – a z pustego i Salomon…

  115. Odcięcie łańcucha przy pomocy artykułu 50?

  116. Gekko
    2 sierpnia o godz. 21:26

    Mój komentarz
    Reakcje PiSu na tego rodzaju wystąpienia prawne przerabialiśmy szereg razy. Zawsze to było typowe jojczenie, podpuszczanie ludzi pod patriotyzm i obce państwa, które się wtrącają do naszych spraw, deprecjonowanie sędziów (mafia, złodzieje, postkomuniści ze stanu wojennego), my reformujemy państwo, tworzymy nowa jakość, uzdrawiamy sądownictwo dla dobra obywateli, itd.

    Zapewne i tym razem PiSowcy będą zachowywać się jak każe im ich instynkt, wiedza i umiejętności polityczne, czyli palić głupa, iść w zaparte, kłamać, mataczyć, gadać bez ładu i składu, ale z patriotycznym zadęciem i trójmorskim poczuciem mocy.

    Każde działanie, jeśli nie jest to izolowane postępowanie, odnosi jakiś skutek. Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie. Sądzę, że w tym przypadku Prezes nie może liczyć na łatwiznę, nie może zawołać choćby jak Orban na Węgrzech – precz z Sorosem lub dajmy na to bardziej krajowo – wina Tuska.
    Zdaje mi się, że Prezes nie ma zwyczaju biorąc się za coś mieć plan B w zapasie. On zawsze chciał lecieć i leciał wg planu A – do samej ziemi.
    Pzdr, TJ

  117. @Nefer

    Awans?
    W razie czego gratulacje 😀

  118. Wracając do Powstania.
    Mój ojciec brał udział w Powstaniu, szczęśliwie nie zginął ani nie był poważnie ranny.Potem trafił do oflagu. Pamiętam jak był ubrany, gdy szedł na miejsce zbiórki. Miał na sobie bryczesy i oficerki. Te oficerki czyli buty do konnej jazdy nosiła wtedy cała Warszawa. Taka była moda okupacyjna, kobiety też. To chyba nie było najlepsze obuwie do walk w mieście, trudno było je samemu zdjąć ,szczególnie w wypadku ranienia albo po kilku dniach noszenia, do założenia wymagały specjalnych haków.Ale taki był szyk kawaleryjski.

  119. Pisze się Trujki kochani, TRUJKI (i nie słucha, szkoda, takie fajne radio było)

  120. @zezem

    Cegła nic nie przeszkadza, mam Boże Igrzysko Daviesa na czytniku i weszło 😉 to wydawca może, jak chce, konwertować do pliku elektronicznego. Będę sprawdzać co proponujesz, niestety dostępu do papieru tu nie mam a sprowadzanie z PL to podwójne koszty

    Wielkie dzięki za piosenkę, bardzo mi do nastroju pasuje 🙂

  121. tejot
    2 sierpnia o godz. 21:13

    Jeszcze nie zdążyłam przeczytać twojego komentarza, za chwilę, bo mi dzisiaj powoli idzie.

    Zobacz tymczasem:

    https://oko.press/prezydent-nie-bede-sie-stosowal-do-decyzji-sadu-najwyzszego-prawnicy-prezydent-nie-uznaje-przepisow-prawa-ue-to-anarchia/

  122. tejot
    2 sierpnia o godz. 21:43
    Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie

    Naturalnie, jeśli zdązymy.
    Niektórzy, zanim zobaczą rany kąsane na własnych łydkach, starają się przez zobaczeniem zrozumieć, ale i wtedy robią to juz w drodze do weterynarza.
    Przypomnę, że na wściekliznę szczepi się profilaktycznie, bo potem nie ma ratunku.

    Profilaktyka, szczepienia, mycie nóg, a nie branie za pas.

    To takie rady koła gospodyń wiejskich, moze kiedyś będą tego wymagać przy habiltacji …sędziowskiej.

  123. Kostka
    Podoba mi się ta glesgołska piosenka, a tle przechodnie fantastycznie różni.
    A to coś dla ciebie ze „Stacji Muranów”.
    https://www.youtube.com/watch?v=VEJ_4OUHIMg
    Mam śmiałą nadzieję, że wkrótce się spotkamy, jeśli się postaramy, oczywiście choćby w ramach ateistycznego TWA.

  124. Kostka
    2 sierpnia o godz. 20:55

    Kaczkowski prowadził mnie po tajnikach dobrej muzyki powiedzmy umownie „pop”.Kiedy wyjechałam nie słyszalam go przez dlugi czas,aż w jakimś momencie „włączyłam” trójkę przez laptop i powróciłam do słuchania. Był bardzo chory i miał długą przerwę,a teraz prowadzi Minimax na zmianę z Leszkiem Adamczykiem . Ma też środową Tonację trójki 🙂

  125. Przyłączę się do głosów „zyty2003” i „izabelli” na temat poruszony po sąsiedzku u Prof. J.Hartmana
    napisałem tam:
    cyt: „…I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi!”
    /”pismo święte starego testamentu”/.

    Dzięki religiom, klerowi i ludzkiej tępocie Ziemia jest przeludniona o ponad 2 miliardy.
    Przestańcie się rozmnażać bo wkrótce z głodu i z nienawiści zaczniecie się zżerać nawzajem.
    …………
    Popieram zamieszczoną tam opinię „Czarownicy z Salem”:
    cyt:
    „Moim zdaniem jednymi z najważniejszych sposobów zapobieżenia katastrofie ekologicznej są:
    1. Całkowity zakaz produkcji dzieci „jak leci” czyli jak nakazuje kler i jego lobbyści.
    (kastracja tępych, religijnych kobiet i mężczyzn)
    2. Wprowadzenie selekcji ludzi mających się urodzić. Tylko osobniki zdrowe, mądre i dobre z empatią czyli wegetarianie powinni mieć prawo do życia.
    3. Zakaz hodowli zwierząt przeznaczonych do pożerania przez inne zwierzęta człowiekowate.
    4. Produkcja pojazdów i maszyn elektrycznych.
    5. Produkcja genetycznie modyfikowanej żywności zawierającej wszystkie niezbędne do życia każdego organizmu składniki.
    6. Zakaz religii bo to religie ogłupiają ludzi, każą zabijać i pożerać kuzynów ludzi czyli inne zwierzęta.
    7. Wolność aborcji i eutanazji we wszystkich krajach na Ziemi.

    Jeśli te wymogi nie zostaną spełnione – człowiekowaci zaczną zżerać się nawzajem bo wszystkie inne zwierzęta zostaną już wcześniej przez nich pożarte… i to będzie początkiem końca człowiekowatych na Ziemi.”

  126. Nefer
    2 sierpnia o godz. 22:17 * Tak jest. To Trujka. Od dawna,nie tylko od pisiorów, choć z nimi truje najbardziej. Trojka wychowala ze dwa pokolenia, ucierała mi usmarkany nosek, ale to se ne vrati. Dobrze, albo niedobrze. Sam nie wiem, tak dawno już truje, że Trójkę mam już tylko w głowie i z nia chodzę. Trujkę – czasem, jak sobie przypomnę, a przypominam rzadko – włączę w aucie. 10-15 minut to maksymalny czas słuchania jaki znoszę, chyba, że sama muzyka i to dobra – co już zupełnie rzadkie. Zaraz wracam do RMF Classic, albo własnej muzy. Albo i niemuzy, bo np. dialogów z filmów, głównie polskiej klasyki komedii lat 60-70 do 80, co jest genialne w odsłuchu, lub powieści czytanych przez znakomitych aktorów-lektorów (GW wydała sporą, świetną, serię).

  127. Ewa-Joanna
    Dlaczego dla ciebie Warszawa „na zawsze pozostanie nie do zdobycia”?
    Co chciałaś przez to powiedzieć? Czy bywasz w Polsce?
    Sorry, to nie wścibstwo, ale zwykła ciekawość, bo znamy się z blogów nie od dziś i zawsze podobał mi się twój cięty język , celne uwagi i riposty.

  128. Tanaka
    Nieraz mi się przełączy Trujka w samochodzie, ale jak usłyszę znienacka na ten przykład nasłodzony głosik red. Lisickiego, to reaguję jak na Trwam, czyli o mało nie wpadam do rowu (na szczęście „ściąga” mnie w prawo, zgodnie z preferencjami tych mediów).

  129. Tanaka
    2 sierpnia o godz. 23:17

    Dlatego ja nie słucham Tujki,tylko P.Kaczkowskiego 🙂

  130. @Gekko 22:42

    Wbrew temu co piszesz ratunek jest, byleby wcześnie rozpoznać i podjąć interwencję. Bo jeśli nie, to tylko eutanazja zastrzykiem. Znaczy chorego psa. Bo lisem, czy nietoperzem, albo jeżem nikt się za bardzo nie przejmie. Tylko z miejsca zastrzeli.

    Dopiero co wróciłem z Roztocza i tak zerknąłem od końca.

  131. Zadam głośno nurtujące mnie pytanie, na czym będzie polegać ichnie zastosowanie się albo niezastosowanie się? Przysłanie policji żeby wyprowadzić siłą wszystkich w sile wieku, lat 65, to będzie ewidentne niezastosowanie się. A inne opcje?

  132. @zezem

    A to może byłoby dla ciebie?
    Link taki bo na dole strony jest darmowy fragment do spróbowania

    https://www.legimi.pl/ebook-czas-mroku-jak-churchill-zawrocil-swiat-znad-krawedzi-anthony-mccarten,b218308.html

  133. A w EP cytują jakieś okropieństwa które Churchill powiedział do Polaków. Chyba nas nie lubił.

    Tu jeszcze na temat wstępniaka, zdjęcia z wczorajszej rocznicy zwycięstwa:
    http://krytykapolityczna.pl/multimedia/fotorelacje/poczuj-dume/

  134. No i dopiero teraz zauważyłam że tejot (bardzo celnie całość) też o sznurówkach a Kostka też Amy McDonalds.

    PiSy się nie zastosują ale co zrobią to sami teraz nie wiedzą, sytuacja rozwojowa…

    polecam artykuł

    https://www.tvn24.pl/nalecz-i-bugaj-w-faktach-po-faktach-nikt-nie-chcial-dac-twarzy-do-tego-oswiadczenia,858366,s.html

  135. Lato, podroze male i duze i foty z podrozy na pamiatke.

    Trzy dni w Paryzu i wloczegi po wiekszych i mniejszych ulicach, uliczkach, bulwarach i alejach. Kazdy zna, czy z autopsji, czy z filmow, lub z folderow reklamowych atrakzje Paryza i te wszystkie musisz zobaczyc

    W ponizszym albumiku ich nie zobaczycie. Jesli ktos ma w glowie tylko Luwr, czy Wieze Eiffla, to niech sobie glowy nie zawaca otworzeniem linka do mojego albumiku.

    Za to jesli wiesz i rozumiesz, ze turystyczne atrakcje, to nie miasto z jego zywymi mieszkancami i jesli rozumiesz, ze gdy spojzysz w bok, w dol, czy do gory, zaskocza Ciebie detale, ktorych nie znajdziesz na fotkach, co sa w miliardach obecne w albumach milionow co juz Paryz odwiedzily. W moim albumie zobaczysz dziury w Champs Elisess, buty na parapecie i latarnie co zmrok rozswietlaja, Znajdziesz witryny sklepow i wrota i drzwi i swietliki nad drzwiami. Znajdziesz slady walki o „trafienie do dziurki od klucza” i znajdziesz „Cwiartke blekitu” nad murami. Egalite, Fraternite i Liberte znajdzesz z towarzystwem LGBT i to samo na ulicznych slupkach i bruk paryski i okna namalowane i glowki ciekawie zerkajace z tynku zamurowanych drzwi….

    Slowem impresje z wloczenia sie po Paryzu. Snobow wypraszam. Ciekawych zapraszam.

    https://photos.google.com/share/AF1QipOBzU61QU953kHyotUX–H2-xh5N8UyBXXRFkQdkvCsRLAjGO5xPJa8RrwZ-MaLXw?key=LWl4QkdjTlpFY3ZSdFJLX1phT2V6MzVGSU9OOWl3

    pozdrowka
    ~l.

    ps Fotki sa z 29/7 – 1/8.

  136. Tanaka
    2 sierpnia o godz. 23:17
    Trójki słuchałam od zawsze. Ale ta stacja zaczęła truć od czasów objęcia kierownictwa prze Witolda Laskowskiego, który ( może dostał takie dyspozycje) wymyślał różne dziwne konkursy; przed południem trudno było słuchać tego radia i sama szukałam jakieś stacji-zastępstwa Trójkowego. Najbardziej zaczęła się liczyć „słuchalność” co przekładało się na reklamy i ogólnie kondycję finansową.To radio było niszowe, nie dla wszystkich,ale i my z tej niszy nie znajdowaliśmy w innych stacjach tej atmosfery, dowcipu, słów wypowiadanych, staranności, dbałości o dykcję – nawet cząstki tego nie znalazłam w pozostałych. O regionalnym radiu nie wspomnę, bo ono bez przerwy zmienia kierunek i nie wiem, kto mu teraz szefuje, bo Filip Rdesiński poszedł na Warszawę i pisowskie stołki.
    Potem bywało różnie, każda zmiana w rządzie powodowała zmiany w każdej stacji radiowej, nie tylko w tej. Radio wykończyła dobra zmiana. Są audycje Kaczkowskiego, jak widzę-guru muzycznego wielu z nas, nie ma już Wojtka Manna.
    Radio się skończyło. Może zyskuje nowych słuchaczy, ale tych, których ta stacja wychowała już do niej nie wrócą.

  137. Nefer
    2 sierpnia o godz. 20:17

    ” @zezem, jakąś tłustą biografię może?”

    Skoro @zezem wspomnial „Hitlera: studium tyranii” (mam i czytalem
    jeszcze w ogolniaku), to ja tez Was Alanem (!) Bullock’iem.
    Polecam wszystkim „Hitler and Stalin: Parallel Lives” (nie wiem, czy wydane po polsku).
    Chcieliscie cegly, to ja macie – sporo ponad 1000 stron.
    Nie biografia ale tlusta, ze palce lizac.

  138. Ateista
    2 sierpnia o godz. 23:13

    Zupelnie luzne skojarzenie:

    Jonathan Swift wydal w 1. polowie XVIII wieku esej pt.:
    „A Modest Proposal For preventing the Children of Poor People From being a Burthen to Their Parents or Country, and For making them Beneficial to the Publick” w skrocie zwanym „A Modest Proposal” (‚Skromna propozycja’).
    (pelny tytul podaje za Wiki oczywiscie, bo czytalem te rzecz ze 25 lat temu)
    Genialna satyra na rodzacy sie wtedy ekonomiczny racjonalizm kosztem tradycyjnych ludzkich wartosci.
    W ogromnym skrocie Swift ‚proponuje’, by biedni Irlandczycy sprzedawali swe malutkie dzieci bogatym jako zrodlo pozywienia, by ulzyc swej biedzie.
    Do dzis nie czytalem satyry tak przejmujacej i genialnie napisanej.

    Czy ‚„Czarownica z Salem” to tez satyryk?

  139. @izabella
    2 sierpnia o godz. 17:13
    @Na marginesie

    Nie na temat i nie do mnie, ale niech….

    Czy naprawdę myślisz że wpis na blogu Hartmana zmieni coś na lepsze….. Dziwna by była merytoryczna dyskusja na tamat, zakończona osobistą deklaracją o ograniczeniu emisji.

    My z ukochaną zadeklarowaliśmu już lata temu, czynem i portfelem, nie obiecankami. Wybudowaliśmy ekologicznie. Zużywamy 4 razy mniej energii niż średnia w okolicy. Produkujemy 10 razy mniej śmieci wysypiskowych. Sortujemy co się da dla recyklingu (co się z tym dalej dzieje to już inna historia). Nie marnujemy żywności, nie kupujemy co nie potrzebne. Zepsute naprawiamy (jeśli się da) zamiast wywalać. Gdzie się da jeździmy autobusami albo na rowerze. I co?? I nic! Owszem, mamy z tego spore oszczędności pieniężne i słabiutką satysfakcję moralnę, bo przytłoczaną dołującą świadomością że próbujemy zawracać Wisłę kijem. A tymczasem rosną szybko: światowe emisje, góry śmieci i hektolitry trucizn, konsumeryzm i marnotrawstwo surowców, wymieranie gatunków. No i PiS pisi Polskę…..

    A wracając do tematu miast to lubię:
    Kraków (choć tak się zmienił i nie całkiem na lepsze)
    Lizbonę
    Isfahan w Iranie (choć rzeka Zajandeh 10 lat temu wyschła, odbierając urok pieknym mostom i bulwarom)
    Jerewan w Armenii (mimo braku wychodków)

    W tej kolejności. Warszawę znam przelotnie, a zatem nie mam opinii.

  140. ‚Trojka’ za PRL-u to byl, jestem pewien, radiowy ewenement swiatowy.
    Muzyka, programy satyryczne, niezapomniane sluchowiska, czytanie prozy (zapamietalem Voita czytajacego w calosci ‚Pantaleona i wizytantki’ Llosy albo niesamowitego Matyjaszkiewicza czytajacego fragmenty (dozwolone!) ‚Dziennikow’ Gombrowicza).
    Wszyscy sluchali ‚Kaczki’ Kaczkowskiego! Zeby nie przegapic zadnej z jego audycji nagrywalismy je na magnetofon. Po nocach sie sluchalo jego kojacego glosu – co to byl za program, kiedy pozno w nocy przedstawial cale albumy muzyki ‚rock’ tlumaczac ich teksty – (troche to przeszkadzalo…sluchaniu samej muzyki hehe)? A jazz, ilez bylo jazzu. Ktos wspomnial (basia.n?) ‚Trzy kwadranse jazzu’ – ‚wychowalem’ sie na tej audycji Ptaszyna (i na ‚Voice of America Jazz Hour’ Willisa Conovera).
    Lubilem tez ‚Dwojke’ dla ‚muzyki powaznej’ – smiesznie mi brzmi dzisiaj to okreslenie choc ‚muzyka klasyczna’ w angielskim tez jakos mi nie podchodzi, bo pojecie to zawiera tez utwory bardzo eksperymentalne, modernistyczne i postmodernistyczne.

  141. @Juliusz Strawiński
    2 sierpnia o godz. 20:26
    Witaj, słuchaj dalej i wtrącaj, czasami ktoś nawet odpowie….

    @Wszyscy
    Żebyśta wiedzieli czemu Isfahan:
    https://www.shutterstock.com/search/isphahan
    z ilustracją muzyczną irańsko-australijskiej wschodnio/jazzowej grupy Daramad. Miałem przyjemność słuchać ich na żywo, superrrr! Dawno, dawno temu otwarłem się też na muzykę tych „Innych”, warto.

  142. Ja rozumiem „milosc” @mag do Warszawy. A pozniej czytalem wpisy…

    Ja jestem ze Szmulowizny. Tam i okolicach szerokich, mieszkalem 23lata. Opuscilem, nigdy nie wrocilem. Nie mam zamiaru wracac, powracac, odwiedzac etc, etc. Fizycznie i mentalnie opuscilem. Nawet mnie nie chce opisywac, czasem wzmiankowalem. Wystarczy duzo wpisow na LA3. Mam pytanie do wielu uczestnikow. Krotkie. Jak kto chce „pochwalic” siebie.

    Czy tez ze Szmulek jestescie? Nigdy ze Szmulek nie wyjechaliscie? Czy Uniwersytetu Szmulkowskiego absolwentami jestescie?

    J. Hartman, felietonista sfrustrowany, wpis zrobil. Poniewaz jest rowniez profesorem i latwosc pisaniny (pismactwa) ma, wydaje ze… Filosof to znaczy milujacy Madrosc. Milujacy Wiedze. Ja rozumiem „milosc do Warszawy”, „milosc do Wiedzy” i inne „milosci”. Ale czy wiedze tylko na Szmulkach mozna osiagnac, zeby profesorem „wiedze milujacym” zostac? Jest obraza Rozumu (Wiedzy) dziesiec punktow wymienionych (zacytowanych) przez Ateista jako konkluzja felietonu „kochanka Wiedzy”.

    Pozornie bez zwiazku o milosci do miejsc, ekologii, niedojrzalych stazystek/stypendystek, etc. Jest susza, brak deszczu. Brak wody. W polnocnej Attyce, w okolicy Rafina i Marathon plona lasy. Rowniez zaczely na Rodos. Dotychczas w Attyce splonelo sto (100) osob. Wszyscy miejsce, ekologie i niedojrzale stypendystki „milujacy”. Sto osob. Jest susza, brak wody. Lasy, dookola mnie plona. Nikt milujacy miejsce, ekologie i niedojrzale stypendystki nie splonal. Chcialbym podziekowac zalogom pozarniczym wloskim, polskim, niemieckim i drugim wolentariuszom prywatnym, co biora udzial w gaszeniu lasow kolo mnie. Milujacym miejsce, ekologie i stypendystki.

    Pzdr Seleukos, agnostyk w drodze…

  143. izabella
    3 sierpnia o godz. 0:05 * Śliczne! „Poczuj MUDĘ!”, czyli Prawdziwy Polak z brzuchem piwnym słusznie wytatuowany, trzymający w Prawdziwej rączce prawdziwy kubek z nieprawdziwego papieru z kawą prawdziwie spienioną.

  144. lonefather
    3 sierpnia o godz. 0:45 * Lonek – i bardzo dobrze! Ja tam nie bardzo wiem, o co chodzi tym co jadą do Paryża,, żeby zobaczyć to co miliard miliardów razy pokazują wszelkie przedwodniki, reklamy, dokumenty,ulotki, foldery, kolekcje selfisłitfoci z patyka na instagramie,fejsie i gdzie tam jeszcze. Poza tym, że wiem, ale i tak nie wiem. Te drogiazgi scen rodzajoowych, szczególiki, ładności i nieładności, figle, ślady, samosiejki i samodziejstwa pokazują i real stały i ulotność chwili i własność patrzenia i obiektywność subiektywności i prawdziwość dziania się. I to lubię. Dobre, dobre !

  145. konstancja
    3 sierpnia o godz. 0:51 * W Trójkę włączyłem się od początku liceum, więc stety-niestety, nie byłem jej słuchaczem od urodzin stacji. Zdaje się jednak, że mój moment włączenia się przypadł na czas dochodzenia do szczytu formy Trójki, jej niezmierzonego bogactwa i różnorodności,, a wszystko w ekskluzywności, bo na wysokim poziomie i dla głodnych różnych odmian świata. Można jej było słuchać od rana do nocy: zmienność tematyki audycji, przechodzenie od słowa nienachalnej publicystyki, przez muzykę jednego gatunku, przez słowo teatru, literatury, znowu muzykę, ale już innego niż poprzedni gatunku, reportaż, muzykę poważną, audycje dłuższe, krótsze, słowo wskakujące w ucho całkiem spontaniczne, przemyślane, fachowe objaśnienia i dobrze opowiedziane własne, subiektywne punty widzenia; humor, satyra, figiel, szajba odlatująca, znowu poważniej, sprawy dnia i sprawy wieczne; strony świata i jej odmiany w sztuce, dużo dla adeptów wyższych i trudniejszych poziomów – jazzu (którego dziś – wedle badań – nie zna, nie rozumie i nie lubi 82% Polaków, jak pamiętam wyniki badań sprzed kilkunastu lat, co by pewnie za dzisiejszych pisoidów znaczyło, że jeszcze gorzej, bo pisoid, katolik prawidłowy i jazz czy blues kłocą się ze sobą całkowicie istotnie). Kapitalne wieczory jazzowe z Ptaszynem. Doceniam robotę Pacudy, ale country music mnie nie wzięła, za to uwielbiałem klimaty muzyki folowej różnych stron świata Ossowskiego. Co ma taki złodobry skutek, że marny ze mnie wyznawca nadwiślańskiego folku. Raz wytrzymam gwizdorzępolenie nad góralskim ogniskiem z kiełbaską grillową oblaną musztardą i piwem „harnaś” albo „tatra”, ale tylko raz. Potem u mnie wymiot estetyczny. Kujawiacek już całkiem nie dla mnie. :D. Byłem wyznawcą audycji „powieść w wydaniu dżwiękowym”, aranżacji teatralnych w Trójce (godzina!) – a wszystko w wykonaniu najlepszych zespołów aktorskich. Michnikowski (a może czytał to Kobuszewski? – pewności już nie mam) czytający „Małego wielkiego człowieka” – szok, że można tak mistrzowsko czarować głosem i z niczego wytwarzać w mojej głowie cały świat tamtej, dzikiej, śmiesznej, brutalnej Ameryki. Nie, Kobuszewski chyba czytał „Pachnidło” , od czego mam skazę i wersja filmowa mnie męczy. Bo faktycznie – męcząca i w niczym nie dostająca czystemu słowu i ogromowi wyobraźni. Jeszcze dosyć niedawno – kilkanaście lat temu, Szczepkowski czytał „Gargantuę i Pantagruela” w genialnym po absolut tłumaczeniu cudownego Boya, którego jestem równie absolutnym wyznawcą. Słowo żywe, karmiące się słowem pisanym, pełnym niezmierzonego bogactwa, soczystości, fantazji, dowcipu, mroków, smrodów, zaskoczeń, smaków, prostej i wyszukanej urody; piękna wulkaniczności, bebechowości i słów i życia – staje się tak sugestywne, tak mocne, tak dymiące, że i dziś mi to brzmi w uszach i przestać nie zamierza. Jadąc rano do pracy, specjalnie nadkładałem drogi, by się wsłuchiwać w głos Szczepkowskiego, zaiste świetnie rozumiejący sie i Boyem i z oryginałem francuskiej kultury. Boy zresztą sam mówił, że wielbił Franciszka Rabelaise’a. Co się czuje. Rabelais – awanturnik i Boy – człowiek najwyższej kultury i wrażliwości – tojedno. Boy zresztą tak ma, że cała Francja i jej literatura – to on. I odwrotnie. Najbardziej ulubiłem sobie audycje Jerzego Kordowicza, który był pionierem pokazującym słuchaczom zupełnie nowy świat, coś jak kosmos od Gagarina: muzykę elektronicznego instrumentarium. Wpadłem w ten kosmos i już nie wyjdę. Spośród setek nazwisk kompozytorów i wykonawców oraz zesołów, jakie się przewinęły przez jego audycje, odnalazłem grono (dziś bardzo nieduże, choć lubię wielką paletę) mistrzów i ich światy są moimi. Masz rację – kto poznał Trójkę, kto docenił jej poziom i zupelną unikalność, nie chce ani trujki, ani innych trujek. Wie, kto jest dobrym prezenterem, a kto lizusem podłączonym do jakiegoś prezesa. Wie, co to dobre radio. Od liceum, tylko dobre, najlepsze, mnie zadowala. Trójka była jednym z głównych źródeł tej nauki. I „Pod dachami Paryża”. Eeeeeeeee…, znowu zmarnowałem wstępniaka? 😀

  146. @ paradox57
    2 sierpnia o godz. 23:41

    Oczywiście masz rację, co do detali wścieklizny, tej prawdziwej; ja użyłem w dużym skrócie, jako metafory.
    Niemniej, zasadnicza jest idea oświeceniowa, bez której świat realny – niepoznawalny, a życie jest snem wariata.
    Rozum i wiedza (a przynajmniej jakaś ku temu afiliacja) czynią miłość wartością uniwersalną i humanistyczną, a nie jednostkowym powidokiem emocjonalnym.

    Przy okazji: o wakacyjnej miłości turystycznej.
    Bo podobnie jest z turystyką. Bez zdolności rozumnej wrażliwości, opartej na refleksji analityczno-syntetycznej, widzimy to, co wiemy o świecie, a nie odwrotnie.
    Identycznie, jak z tą ślepą z natury miłością, jako atawistycznym odruchem bez racjonalnej komponenty, ma się sprawa z naturalną zdolnością człowieczą do wiary.
    Próby przywracania wierzącym wzroku za pomocą wbijania im racjonalnych argumentów w oko, to ciężka, bezmyślna ignorancja.
    Tak daleka od ateizmu, jak gapiostwo od poznawania świata.

    PS Słuchanie Trójki zarzuciłem po stanie wojennym; poawiały się tam byty i dżwięki przedtem na parnas niedopuszczalne. Dalsza historia jest konsekwencją rzemyczka, co wiedzie do -dziś- jakże trujkowego koniczka.

  147. @act
    3 sierpnia o godz. 3:31

    Ponieważ wspomnialeś o nocnych audycjach Kaczora – znalazłam je w 2011r. przez zupełny przypadek w necie zremastrowane przez informatyka z Warszawy. Jest to swego rodzaju unikat,bo nie istnieją nagrania tych audycji w archiwum Trójki. One były „na żywo”. Ale dzięki temu ,że nagrywali je słuchacze ,jeden z nich po latach podjął się bardzo szczegolnej pracy,która przywróciła do życia dużą część nocnych audycji. Ja w ten sposob trafiłam za adresem na nieznany mi wcześniej portal chomikuj. Założyłam tam specjalnie konto,aby móc dostać się do słuchania audycji.
    A potem po prostu je pobrałam i mam na dysku. Jeśli zechcesz podam ci adres do audycji 🙂
    No i oczywiście do dziś słucham Ptaszyna.

  148. basia.n
    3 sierpnia o godz. 8:32

    Basiu, podaj mi namiar na te skarby! Kaczkowski ma być w tę niedzielę, spróbuje łapać jak mi się uda. Ciekawi mnie co się zmieniło…. A starych audycji posłuchalabym z przyjemnością, do dziś pamiętam jak nie raz i nie dwa spacerujemy gdzieś romantycznie, nagle spogladamy na zegarek i….”za pięć dziewiąta, przeciez minimax się zaraz zaczyna, biegiem!” Po czym resztę spaceru konczymy sprintem żeby zdazyc na niezapomniane „Przy mikrofonie Piotr Kaczkowski, biuro utworów znalezionych….” Aż mi głupio, że nie przyszło mi.do głowy sprawdzić czy wrócił po chorobie..

  149. Nefer
    2 sierpnia o godz. 20:17

    ” jakąś tłustą biografię może?”

    Nie strasznie tłusta ale myślę, że mogłaby ci się spodobać (czytałam ją na tej samej fali co „Freedom climbers” , „Touching the void” czy „Into thin air”). To „Captain Scott” Ranulpha Fiennes o legendarnym polarniku i wyprawie „Discovery”. Czytałam z zapartym tchem, mimo że jak pewnie każdy znałam zakończenie nieszczęsnego wyścigu z Amundsenem.

  150. @lonefather
    3 sierpnia o godz. 0:45

    Piękne te twoje paryskie impresje! O to, to – jak już rzekł Tanaka.

    @mag
    2 sierpnia o godz. 22:49

    Jak najbardziej! Cieszę się z wyprzedzeniem. Chcieć to móc więc będziemy nad tym pracować

    @Nefer

    Gratulacje! Bardzo się cieszę! I że mail z północy dotarł bo myślalam zupełnie poważnie, że go mewy w drodze zezarly bo nie zostało mi żadne potwierdzenie, że poszedł. A z tą Amy McDonald to chyba telepatia jakas czy co! 😉

    Zbieram się póki co bo zaraz wyjeżdżam na weekend na angielską stronę, do moich ukochanych Yorkshire Dales, kto czytał „Wszystkie stworzenia małe i duże ” ten wie o co chodzi 😉

    Pozdrawiam wszystkich a zwłaszcza nowych gości!

  151. Dzięki Kosteczko. Ja też się pakuję bo w niedzielę wybywam na trzy tygodnie 🙂

    errr, ja i odpisywanie na maile, ho hum (pseprasam)

  152. Herstoryk
    3 sierpnia o godz. 2:53
    zapewniam Cię, ze nie jesteś w takich działaniach odosobniony… jest nas mnóstwo.

  153. @Gekko 7:56

    Mój wpis też można było od biedy potraktować nie aż tak do kości dosłownie.

  154. Tanaka
    3 sierpnia o godz. 7:54

    och…wspomnienia. Zapomniałam, kto prowadził „Pod dachami Paryża” ale jej piękny głos rozpoznam nawet w końcu świata. Właściwie odpuszczałam sobie tylko Korneliusz i do dzis nie lubię country oraz Kordowicza, bo muzyka elektroniczna to nie mój żywioł. Elementy, instrumenty w większym zespole- tak, jak najbardziej; dodają kolorytu i barwy muzyce, ale nie w większym wydaniu.
    Np nie cierpię zespołu Kombi – za muzykę właśnie. Nie jestem w stanie jej słuchać, dla mnie jest tak plastikowa, jak kiedyś landrynkowa wydawała mi się być muzyka Czerwonych Gitar, Trubadurów (nadal trwam w tym przekonaniu).
    Wyjątkiem w muzyce nieco zelektyfikowanej ( to mój własny opis tej muzyki ) jest Rick Wakeman. Mam wiele jego płyt, a zauroczyło mnie „Sześć żon Henryka” oraz „Mity i legendy o królu Arturze”. Używam polskich tytułów, bo większość nagrań zapisałam pod polskimi tytułami tak, jak podpowiadał je Piotr K. Miałam specjalny zeszyt, do dziś go mam.

    Chyba Andrzej Ibis Wróblewski coś wspomniał o małpie postawionej przy instrumentach i stukającej w klawisze…to był jego komentarz do muzyki elektronicznej. Sam Michael Jarre nie pomaga…
    Kaczkowski niejednemu z nas przybliżył muzykę rockową, ale kształtował nas gust i żadne Bee Gees nie zagościły nigdy w audycjach trójkowych. Może u Niedźwieckiego, nieco później.

  155. Czy Kuba Steczkowski pojawia się jeszcze w obecnej Trujce? Urzekał mnie jego aksamitny baryton.
    Lubiłam słuchać audycji Marcina Kydryńskiego o muzyce latynowskiej. Co z nim?

  156. Chyba ktoś jeszcze pamięta „Popołudnie z młodością” (nie tylko Kaczkowskiego). Konstancja, Tanaka, lonefather?
    Ja się na tym wychowałam.
    A już w godzinach bardziej nocnych odrabiałam lekcje przy radiu Luxemburg, czego nie mogli zrozumieć moi rodzice, choć w końcu machnęli ręką, bo stopnie miałam niezłe.
    Luxemburg „zanikal” często, chrypiał, ale nie odpuszczałam.

  157. To może najlepiej będzie jeśli podam Ci link do mego własnego folderu 🙂 Są tam wszystkie audycje zremastowane przez Jerzego K. Folder jest zahaslowany,tak jak muzyka,aby zapobiec kasowaniu przez admina. Ale podam od razu hasło PRS,a link to :

    http://chomikuj.pl/basia0906/*e2*97*8f*e2*97*8fProgram+Trzeci+Polskiego+Radia/Program+Trzeci+Polskiego+Radia+-+Archiwum/01+-+PIOTR+KACZKOWSKI/01.Noce+soboty+1981+-+1984

    Wchodząc do folderu możesz przesłuchiwać audycje nawet bez posiadania konta na chomikuj. Ale gdyby Ci zależało,aby mieć je „na własność”,mogę pomóc bez posiadania punktów do pobrania plików. Wtedy jednak musiałabyś założyć konto ( to bardzo proste)
    Zaglądając możesz przejrzeć moje całe zbiory muzyczne ( z wlasnych płyt) – hasło jest uniwersalne 🙂

  158. mag
    3 sierpnia o godz. 13:25
    Popołudnie z młodością” nadawany był w dwójce?
    Nie pamiętam, żeby w Trojce, a słuchałam jej od 1969, a od 1972 całodziennie, bo kupiłam sobie radio (zbieranie truskawek) i ZK 120T.
    Mój dziadek był bardzo zdziwiony, że można aż tak się poświęcić dla muzyki…

  159. Luxemburg pamiętam, ale rzadko miałam okazję słuchać wieczorem czy popołudniem, bo odbiorniki były dwa, ale i pokoje duże- też dwa. W jednym, amfiladowym, babcia z dziadkiem, w drugim my. Dlatego kupiłam sobie własne radio, choć przydałyby się słuchawki. Wtedy chyba niedostępne.

  160. basia.n
    3 sierpnia o godz. 13:37
    mam komunikat Niepowodzenie- wymaga autoryzacji.
    Chyba trzeba się zarejestrować, bo nie da się z marszu wejśc na poleconą stronę

  161. konstancja
    3 sierpnia o godz. 12:54 Trochęś mnie zdziwiła nielubieniem Kombi, bo oni grali na wysokim poziomie, choć był to ciągle pop, mocno wysycony elektronicznymi brzmieniami, ale ciekawie ułożonymi. Żadna tam sieczka i automaty, perkusje pukające ciągle te same motywy – co się wtedy zaczynało robić zmorą, a wkrótce zjadło muzykę. Z tej perspektywy rozumiem Twoje nielubienie, a Kombi cierpi 🙁 Lata 60-te, zwłaszcza II połowa i I polowa lat 70-tych to był okres bardzo ciekawego eksperymentoania z dzwiękami syntetycznymi, jest sporo fascynujących nagrań. Studio było wtedy pełne szaf, skrzyń, waliz, bardziej jak laboratorium niż studio muzyczne , na układach lampowych jeszcze. Pamiętasz z pewnością szał nowości – Oxygene JM Jarre’a. Do dziś mnie ta jego klimatyczność przekonuje. Niestety, od czasu ‚Concerts in China’ (a właściwie już trochę wcześniej) Jarre zaczął sam siebie kopiować i osiadać na laurach, co mnie dosyć szybko wystudziło. Jak niezastępowalnym i jednocześnie dającym niezwykłe możliwości świetnemu twórcy jest całe to elektroniczne instrumentarium, pokazuje porównanie „chińskich” płyt: wspomnianego Jearre’a i Vangelisa, z płytą ‚China’. Jearre to ogrom, ale już mający granice, które sam sobie zresztą stworzył zanadto idąc w łatwiznę komercji, zaś Vangelis to niepowstrzymany niczym artysta, wolny duch, którego prowadzi nieskończona wyobraźnia, oparta na motywach muzyki i – szerzej – kultury i przyrody tamtego świata. I całe niezwykle, niezastępowalne niczym instrumentarium, jest mu w pełni posłuszne. Mając bardzo szerokie rozeznanie w świecie tej muzyki (zwłaszcza dzięki Kordowiczowi własnie), mistrzami olimpijskimi tego muzycznego świata są dwa nazwiska: Vangelis i Tomita ze swoją fantastyczną Plasma Symphony Orchestra. Dla mnie miarą doskonałości muzycznej jest stopień uwolnienia wyobraźni. Obaj są w tym doskonali. Z muzyką obydwu miałem niezwykłe doświadczenia – bycia poza własnym ciałem. Jeszcze inna specjalność: Kraftwerk! Poniekąd też Klaus Schulze. Rick Wakeman też mi sie podoba, zwłaszcza kiedyś, choć uznałem z czasem, że jest nieco zbyt „wodnisty”. Edgar Froese, w ogóle cały Tangerine Dream – też świetne. Jestem też zuoełym wyznawcą paru rzeczy roboty Larry Fasta. Rok temu byłem na koncercie Kraftwerków – i od roku mam ich w uszach. Tak samo, jak w latach 70-tych.

  162. konstancja
    3 sierpnia o godz. 14:49

    To proszę ,spróbuj inaczej – powinno się udać:
    wystukaj na belce google chomikuj.pl/basia0906

    Jeśli wejdziesz na stronę zobaczysz po lewej stronie spis folderów. Ten właściwy to Program Trzeci Polskiego Radia
    Wejdź do wewnątrz ,tam zauważysz Program trzeci – Archiwum. Wejdź tam i zobaczysz Piotr Kaczkowski z kłódką
    Wtedy należy wpisać haslo PRS. Szukany folder to 01. Nocne soboty 81-84.
    Jestem bardzo ciekawa czy tym razem będzie w porzadku.:)

  163. @konstancja
    „Popołudnie z młodością” było chyba na jedynce.
    A co do Kombi, to zgadzam się z @Tanaką.

  164. @Nefer
    Sknociłem podając link z pożegnalnego występu „The Band”.
    Jest na YT link z tym samym utworem z filmu Martin’a Scorsese („Last Waltz”) w o wiele lepszej (!!!) wersji dźwiękowej i tam jest wspomniana wirtuozeria obu grajków.

    Co do Churchill’a… Pobieżnie przeczytałem (jestem „na jednej nodze”) i chyba chodzi o jedną z decyzji o której pisze szeroko Ian Kershaw w swojej (przeze mnie proponowanej) książce.
    Miłego urlopu!

  165. Tanaka
    3 sierpnia o godz. 14:53
    mnóstwo postaci muzycznych z tamtych czasów mi przypomniałeś 🙂
    Vangelis, Issae (?)Tomita, Tengerine Dream. Można wymieniać godzinami (ale muszę sięgnąć do mojego zeszytu…)
    Byłam jakiś czas temu na koncercie Jethro Tull- mnóstwo osób w moim wieku z dziećmi, świetna zabawa, mimo, że w Arenie, ale to luty był. Chyba pierwszy raz sobie uświadomiłam wówczas upływ czasu – moje dzieci ochrzciły ten zespół wapniackim rytmem. Inne zespoły z mojego nastolęctwa tez zyskały taki przydomek.
    Dziś zazdroszczą mi, ze żyliśmy w ciekawych muzycznie czasach, byliśmy świadkami narodzin nowych trendów, kierunków muzycznych, które trwają do dziś.
    Niestety, na Pink Floydów nie pójdę- oni nie są razem,a mnie się wówczas bardzo podobali.
    Ten czas, to miejsce, ten pacholęcy wiek-już nie wróci!
    Ale można sobie ten czas przypomnieć słuchając muzy z puszki, bo radio już nie to…dobrze, że choć niektóre audycje autorskie trzymają się dzielnie

  166. Basiu
    udało się! duża buźka i wielkie dzięki!

  167. mag
    3 sierpnia o godz. 16:01
    maguś, może w I PR było Popołudnie z młodością, bo w domu tylko ten program był włączony.
    Natomiast nic nie poradzę, że Kombi nie przypadli mi do gustu. Z pewnością profesjonaliści w muzyce, ale ich muzyka mnie irytowała, słyszałam uderzenia pałeczek w ten instrument perkusyjny w kształcie trylinki wydający bardzo plastikowe dla mnie dźwięki i podobnie brmiący instrument klawiszowy.
    Ale może czegoś ich nie lubiłam.
    Chyba tylko Black & white mi przypadł, gdy jeszcze widzialam w tiwi zespól razem z Karoliną Wajdą.

  168. konstancja
    3 sierpnia o godz. 16:11
    Jeśli będziesz chciała cokolwiek mieć z audycji lub muzyki ( a jest tego ogrom i w najlepszych wykonaniach) – moja propozycja dla Kostki jest również aktualna dla Ciebie.

  169. Ktos tu dopomina sie o biografię, tłustą biografię.

    Mam juz w papierze, lecz nie moglem sie oprzec kuszacej ofercie:
    Gombrowicz. Tom I – ebook
    Klementyna Suchanow
    http://virtualo.pl/ebook/gombrowicz-tom-i-i218379/?pr=6
    Gombrowicz. Tom II – ebook
    Klementyna Suchanow
    http://virtualo.pl/ebook/gombrowicz-tom-ii-i219032/?pr=6

    Prosze bardzo!

  170. chuckb43
    3 sierpnia o godz. 17:45

    Ten ktoś to ja, dziękuję, już paczę 🙂

  171. Ooo i na kindla mi pasuje, jeee 🙂 wielkie dzięki

  172. 616 stron i smakowicie się zaczyna, no, to rozumiem

    ***

    zezem
    3 sierpnia o godz. 16:05

    Dzięki. I nic nie sknociłeś, wszystko ok.

    Ciekawe książki

    Batory – Bożena Aksamit (o statku)
    Wytropic Eichmanna. Poscig za najwiekszym zbrodniarzem w historii – Neal Bascomb (bardzo dobre!)
    Einstein. Jego życie, jego wszechświat – Walter Isaacson
    Pałac. Biografia intymna – Beata Chomątowska (o PKiN)
    Odwaga straceńców. Polscy bohaterowie wojny podwodnej – Kacper Śledziński

  173. 3 sierpnia o godz. 16:07
    Konstancja

    Isao Tomita i Vangelis (Evangelos) Papathanassiou ( jak fachowo wymawiac to jezykolomne nazwisko nauczył mnie pewien Grek w Ameryce) Byłem na koncercie Davida Gilmoura i była to rzecz genialna. Byłem też na. koncercie Jarre’a. Muzycznie – gigantyczny. Widowiskowo – też. Jarre jest od tego specjalista. Całość pochłania, polyka i trzyma w trzewiach, nie wypuszczając. Wrażenie (z całości) niesamowite. Natomiast to noszenie wyobraźni o którym mówiłem, zostawia trochę niedosytu. Trzeba mu oddać też talent innego rodzaju : w miksowaniu swoich dawniejszych oryginalności.

    Vangelis też ma w dorobku wielkie koncerty plenerowe, np. kapitalny w R’damie, gdy ludzie słuchali go z drugiej strony rzeki. Albo szokujący mocą wyobraźni, wielki i epicki koncert pod Akropolem, w związku z wydaniem płyty An Odyssey – a Mission to Mars. Z udziałem wspaniałych śpiewaków i wielkiej orkiestry. Do tego kapitalna oprawa obrazami pokazująca nasze zakotwiczenie w Grecji i wielowymiarowa odyseje w czasie aż po podróż do gwiazd. Na samą myśl mnie trzęsie.

    Tomita. Też spec od wielkich widowisk. Kapitalny koncert w Linzu, czy wstrząsający – w Jokohamie. Nazwa jego elektronicznej orkiestry mówi właściwie wszystko: Plasma Symphony Orchestra. Ta kosmicznosc jego muzyki jest taka, że się od razu lewituje i ulatuje. Uwielbiam go też za fantastyczne i fantazyjne interpretacje muzyki klasycznej, zwłaszcza kompozytorów rosyjskich i francuskich.

    I coś jeszcze : Schulze. Byłem na jego koncercie w Gdańsku, w czasie stanu wojennego co samo z siebie było odlotowe. Mroczna ale i jakoś jasna pod spodem muzyka tworzyła niesamowita atmosferę.

    A wszystko zacząłem w Trójce, u Kordowicza.

  174. Nefer
    3 sierpnia o godz. 18:06
    Ooo i na kindla mi pasuje, jeee wielkie dzięki

    Oczywiscie, kindlowy format mobi to oczywistosc, choc od pewnego czasu uzywam Kobo gdzie zarowno mobi i epub pracuja wysmienicie.

    Mvh

  175. Tanaka
    3 sierpnia o godz. 18:34

    Jeśli chodzi o muzykę elektroniczną to dla mnie również Vangelis jest tym absolutnie wyróżniającym się wśród innych.
    Wspomnialeś o jego koncercie w Rotterdamie. Byłeś tam wtedy ? Ja byłam 🙂
    Postanowilam wtedy trochę testować ludzi wokół. Na pytanie co wkrotce się odbędzie padała odpowiedź laserowy show. I nikt z pytanych nie wiedzial kto będzie występował.
    Pomyślalam,ze to jakiś zly sen – a to była jawa 🙂

  176. Przez mozg przebiegly warszawskie wspomnienia, fotografie robione przez dziadka, wojka, rodzicow, i wlasne. Zdjecia w w sepii i czarno biale. Az szkoda, ze nie ma ich jak zalaczyc.

    Staram sie siegnac gleboko w pamiec, to chyba rok 1958, kiedy podczas przejazdu Aleja Jerozolimska, rozpoznajac warszawskie neony, projektowane przez ojca i wykonywane przez ojca chrzestnego, wykrzykiwalem w taksowce ‚O KALAMA’ – czyli w tlumaczeniu ‚O REKLAMA’. Dziwne utrwalone wspomnienie malego dziecka o warszawkich kolorach.
    Po roku 1964 moze wczesniej Warszawa zaczela sie robic szara i brudna. To byl okres likwidacji malego przemyslu. Minelo prawie dziesic lat, gdy miasto na chwile znowu zaczelo zyc w czasach Gierka.
    I potem znowu beznadzieja stanu wojennego.

    Jako Warszawiak od kilku pokolen, musze powiedziec ze Palac Kultury wciaz mi nie przeszkadza w przeciwienstwie do zmian nazw ulic. Odwiedzajac sporadycznie miasto, coraz bardziej sie w nim gubie i taksowkarze glupio na mnie patrza.

    Ponad polowe zycia mieszkam za oceanem ale Warszawa zawsze bedzie moim miastem i bardzo sie cieszym z zona, widzac moja corka urodzona za Atlantykiem kontynuujaca te wiez.

    Mag, dziekuje, to byl bardzo mily tekst.

  177. chuckb43
    3 sierpnia o godz. 18:50

    Mam Kobo, mam Kindla, Inkbooka, Bookeena:)
    Tylko kindla ostatnio używam. A ponieważ mam abonament w takiej jednej polskiej wypożyczalni to najpierw lecę tam sprawdzać czy dana rzecz jest dostępna na kindla bo nie wszystkie są a wypożyczonych przerobić w calibre się nie da. A ta książka jest więc się ucieszyłam.

  178. co prawda , dziś piątek i można by seczego, ale przyznam, że wielką satysfakcje miałam z rozmowy w FpF P. Katarzyny Kolendy Zalewskiej z Łukaszem Piebiakiem. Jego próby mówienia nie na temat, absurdalne przykłady i odniesienia skutkowały tylko jednym: jaka jest podstawa prawna tego stwierdzenia (chodziło o oświadczenie kancelarii PAD, ze nie będzie przestrzegał zaleceń i ograniczeń SN.
    Przyznam, ze bojowy duch nie opuszcza p. Redaktor Katarzyny K-Z. I cieszę się, że Sn znalazł wentyl prawny.
    Widać, jak niewielka jest wiedza i praktyka zaciągu prawnego w PIS, skoro nawet doktoraci nie boją się swojej głupoty i udają, że nie istnieje taki zapis prawny. Cieszę się, że w SN są naprawdę dobrzy sędziowie z doświadczeniem.
    Daliśmy sobie nadmuchać w kaszę, gdy PIS zaatakował TK. Nie mieściło nam się w głowie, że mogą aż tak lekceważyć zapisy Konstytucji, pamiętam te wielogodzinne rozmowy, także przy stołach tv, gdy wszyscy tłumaczyli niezgodność z prawem działań podjętych przez PIS. Niemożliwe wydawało się niszczenie własnego państwa. Trybunał Konstytucyjny został „oddany”, od czasu do czasu pani mgr wydaje piskliwym głosikiem myszki orzeczenie TK, ale ogólnie tam panuje nieróbstwo. Teraz też pani mgr odważyła się skrytykować działania sędziów SN. Jakże to cienkie oświadczenie, bez powołania się na paragrafy, ale ze stwierdzeniem, że nie było takich praktyk i nie ma takich uprawnień.

    Niewielka satysfakcja, ale bardzo cieszy. SN pokazał najeźdźcom….figę z makiem

  179. Nefer
    3 sierpnia o godz. 20:04
    Pewne rzeczy chce sie miec na wlasnosc. Ja tak mam. Wypozyczalnia czy biblioteka to wspaniale zrodla bo nie wszystko mozna miec (money, money). Tak sie zlozylo ze Kobo jest ostatnim moim nabytkiem po TrekStor, Inkbook, Kindle i korzystam z niego najczesciej, moze dzieki 8 (7,8) calowemu ekranowi. Poza tym dostep do tradycyjnej ksiegarni jest nie taki prosty. Czytniki rozwiazaly ten problem.

  180. chuckb43
    3 sierpnia o godz. 20:51

    Uprzejmie uprzedzam że ja mogę o tym godzinami aż wszyscy zasną:)
    Ja już nie muszę mieć i gromadzić. Kiedyś przerabiałam, poprawiałam ale od dawna mi się nie chce. Ech, pogadałabym a tu nielzja. U mnie było tak bookeen-kindle-kindle-kobo(H2O v1)-inkbook-kindle
    Czytniki dla zagranicznego pożeracza książek to jedyne wyjście, nie wyobrażam sobie bez.

    konstancja
    3 sierpnia o godz. 20:38

    Widziałam komentarze że „oskubała brojlera” 🙂 nie widziałam nie słyszałam ale aż przyjemnie pomyśleć

  181. Tanaka
    3 sierpnia o godz. 18:34
    pięknie opisujesz wrażenia muzyczne. Chyba J.M Jarre był w Polsce i w Gdańsku z okazji jubileuszu Solidarności dał pokaz typu światło i dźwięk.
    Natomiast relację z widowiska w R-damie obejrzałam dzięki filmowej relacji znajomych, którzy niewielką kamerką na statywie je zarejestrowali . Oczywiście, jest to niepełny odbiór, ale w latach 90 takie mieliśmy możliwości. Dziś chyba telefony dają lepszy odbiór; cóż, minęło wiele lat (26-28?)od tego widowiska.
    W 2015 roku oglądałam widowisko takiego typu zaprezentowane we Wrocławiu, do widowiska użyto fontann położonych obok Hali Ludowej. Dech mi zapierało, mimo, że skala mniejsza i miejsce też ograniczone.
    Schowaliśmy się z synem w stojącej na brzegu dekoracji do „Latającego Holendra”; Marek postawił aparat na statywie i całość nagrał. Gdy już po koncercie wyszliśmy z kryjówki- dopiero nas ochrona obskoczyła…

  182. @Nefer
    Poczytałem wzmiankowany link o Churchill’u i kolegach z gabinetu. O tyle ciekawe ,że wspomniany przeze mnie historyk
    „ustawia” bohaterów dramatycznych wydarzeń tamtego okresu po innej stronie. Np. Lord Halifax był skłonny do rozmów z Niemcami… Podobnie Lloyd George , który serdecznie nie lubił się z Chamberlain’em…

  183. @Nefer
    Z tymi czytnikami to prawie jak z adapterami do wlewu płynnego gazu w samochodach. Chcesz jechać przez Europę, weź kilka ze sobą, każdy na inny kraj (nie wspomnę już o samochodach o napędzie elektrycznym ;–) )

  184. zezem
    3 sierpnia o godz. 21:43

    Nie czytałam jeszcze tej książki, jest w kolejce. Muszę skończyć tych astronautów (trochę mi się powoli przejadają) polecam „Wytropić Eichmanna” powyżej, świetnie napisane.

    ale bo zaraz, dlaczego każdy czytnik na inny kraj? Dworujesz sobie waćpan (?)

    ***

    A teraz zamiast powiedzieć „niech mnie ktoś przytuli” (Shrek?) powiem „niech mnie ktoś spakuje” :/

  185. @Nefer
    „Wytropić Eichmanna” chyba nie przeczytam. Z prostej przyczyny.
    Oglädałem filmy dokumentalne z ludźmi ,którzy go uprowadzili – b. szczegółowe relacje, oglądałem długi dokument z jego procesu,
    oraz czytałem książkę o wywiadzie izraelskim napisaną przez znawców przedmiotu ( z dostępem do źródeł) w której jest też opisywany przebieg porwania.
    Niedawno zainteresowałem się czytnikami wraz z pokazem. No i ze wskazówką ,co jest dostępne w tej, a nie innej sieci – stąd moje skojarzenie z płynnym gazem itp.
    Ze starych śmieci, nie wiem czy jeszcze dostępne no i czy weszłoby w zakres zainteresowania: „Okrutne morze”.

  186. konstancja
    3 sierpnia o godz. 20:38
    co prawda , dziś piątek i można by seczego, ale przyznam, że wielką satysfakcje miałam z rozmowy w FpF P. Katarzyny Kolendy Zalewskiej z Łukaszem Piebiakiem. Jego próby mówienia nie na temat, absurdalne przykłady i odniesienia skutkowały tylko jednym: jaka jest podstawa prawna tego stwierdzenia (chodziło o oświadczenie kancelarii PAD, ze nie będzie przestrzegał zaleceń i ograniczeń SN.
    Przyznam, ze bojowy duch nie opuszcza p. Redaktor Katarzyny K-Z. I cieszę się, że Sn znalazł wentyl prawny.

    Mój komentarz
    Oglądałem w TVN rozmowę z wiceministrem sprawiedliwości Plebiakiem. Pewnie był przygotowany na godne, spokojne, wypowiedzi, które widz powinien przyjąć jako niezmiennie prawdziwe, stateczne, powściągliwe, szacowne – bądź co bądź minister je wypowiada. Niestety plan nie wypalił. Za sprawą indagującej go dziennikarki (Katarzyna Kolenda-Zalewska).

    Szybko się okazało, że to bajarz, ględa, kłamczuszek i koloryzator, tylko w stonowanych barwach. W pewnym momencie został przyparty do muru i zaniemówił, a pauza była na tyle długa, że można było się domyślić, co w głowie mu się działo, jak idiosynkrazja pokonała zdrowy rozsądek i spokój ducha pana ministra. To co wygadywał ten prawnik, to misz masz kłamstw, przeinaczeń, eufemizmów i orzeczeń nie na temat.

    Dziwne to jest, lecz gdy obserwuję w TV rozmowę z PiSowcem na jakikolwiek temat, to widzę, że każda taka rozmowa sprowadza się do takiego samego schematu – omijanie przez PiSowca faktów, najpierw drobnych, potem grubszych, serwowanie kłamstw, insynuacji, mowa nie na temat i w końcu przychodzi ten moment, gdy rozmówca ostatecznie dyskwalifikuje dyskutowany problem, poprzez albo jego unieważnienie (non est) albo poprzez wykluczenie gremium, które go postawiło publicznie, wykluczenie wpierw z normalności prawnej, następnie z normalności moralnej i w końcu dochodzi do totalnego pozbawienia gremium prawa do wydawania orzeczeń, wykluczenia na zasadzie „nie, bo nie” i w tym końcowym etapie PiSowski rozmówca koniecznie musi zaprezentować fizjonomię wskazująca na jego zniesmaczenie i oburzenie głupotą i bezczelnością jakiejś grupki ludzi, która zebrała się np. przy kawie i ciasteczkach i wydała jakieś tam orzeczenie.

    Kłamstwo, zapieranie się w żywe oczy i palenie głupa, to podstawowe techniki dyskusji PiSowców w sprawach państwa i prawa.
    Pzdr, TJ

  187. zezem
    3 sierpnia o godz. 22:14

    Marynistyczne jak najbardziej. Był taki polski autor piszący o wojnie na morzu, dawno temu czytałam i teraz za nic nie mogę sobie przypomnieć nazwiska, Leszek? Coś na P? Może coś Ci się kojarzy?

  188. Posłusznie melduję że Okrutne morze jest w wypożyczalni, ma 800 stron (mniam) i nadaje się na kindla:)

  189. @nefer
    Jako nastolatek czytałem WSZYSTKO o wojnie na morzu. Zapewne masz na myśli „Wielkie Dni Małej Floty” Jerzego Pertka… to raczej historyczna książka o walkach polskiej MW w II WŚ. Mam to do dzisiaj na półce. Marynistyka to moje życie. [Teraz raczej w wersji pacyfistyczno-żeglarskiej]. 😉 A „Okrutne Morze” ….też mam oczywiście, ale w oryginale makulaturowym .

  190. Juliusz Strawiński
    3 sierpnia o godz. 23:36

    To jest to! Też wszystko czytałam, też jako nastolatka (tylko skąd mi ten Leszek :/ ) świetnie pisał. Szukałam wydania elektronicznego ale nie ma 🙁
    „ORP Orzeł zaginął” (nie pamiętam kogo to)
    A Borchardtem w domu mówiłeś?

  191. zezem
    3 sierpnia o godz. 22:14

    Pierwszy czytnik kupiłam w 2009 (Polityka opisywała i mnie wzięło) To wcale nie jest takie skomplikowane a wybór w polskich księgarniach jest ogromny, oba formaty (epub, mobi) są dostępne. Powiedz jaki czytnik masz na myśli to ci powiem czy dobry (okropna gadżeciara to wiem)

  192. Nefer
    3 sierpnia o godz. 23:41

    Mówiłam Borchardtem, Okrutne morze stoi na półce.
    A znasz powieść Jan Wandelaar ( Holands Glorie )Jana de Hartog ?

  193. @zezem

    Nie ściemniam, patrz jak wszystko zbieram 😉 (my reading lists >)

    https://photos.app.goo.gl/jiFR6qqrZ8C6zg3p6

  194. Cosik mam wrażenie że ja tu wszystkich dzisiaj jednoosobowo zabawiam (czytaj zanudzam)

    nie @basia, tego nie znam

  195. Według tej ksiązki był kiedyś zrealizowany w Holandii film.
    Ja kupiłam książkę po holendersku w antykwariacie.
    Mój czytnik sprawuje się dobrze. Ja ściągam ksiązki z portalu chomikuj. Na początku myślałam s woejej naiwności,że wszystkie formaty da się tam czytać i pobralam sobie 11 książej Olgi Tokarczuk – w pdf. Niestety ,kiedy przeniosłam na czytnik nie przybierają wlaściwego rozmiaru.Ale mogę je oczywiście czytać na laptopie. Teraz wiem ,jakie formaty są potrzebne na czytnik 🙂

  196. O nie, tylko nie pdf na czytnik, w ogóle się nie nadaje.

    A teraz, szanowne państwo, ponieważ mnie tu za dużo się zrobiło to powiadam wam dobranoc 🙂 a jutro pakowanko (brrr) i adiu fruziu

  197. @Nefer 0:27

    Dopóki się nie spakowałaś.
    Z marynistycznych może cykl o Horatio Hornblowerze C.S. Forestera. Co prawda tomy nie grzeszą grubością, ale za to jest ich 14.

    I czemu pdf-y nie na czytnik. Ja mam Onyxa i pdf-y czyta aż szumi. jest możliwość przeskalowywania czcionek z zachowaniem podziału na rozsądne strony w locie.

  198. @basia.n 0:23

    Wielokrotnie już tu wspominano. Calibre załatwia problemy z „nieczytanymi” formatami.

  199. tejot
    3 sierpnia o godz. 22:22
    zaskoczyła mnie red. Katarzyna K-Z. swoi dociekaniem przyciskaniem do ściany. Jak nie ona, tak grzeczna, ułożona, dociekliwa, ale bez przesady. PISiory coraz bardziej kokoszą się wszędzie, chyba jakiś szok przeżyły, bo nawet konferencja ZeroZiobry miała dotyczyć tylko! dopalaczy, co zapowiedział ( za przeproszeniem) przyd…pnik ministra. A minister oczy spuszczone w dól, jak nie on przez kamerami.
    Widać od dawna, że PISiory zaproszone do studia (nie w kurwizji) nie odpowiadają na pytania, mówią okrągłymi zdaniami, bez treści.
    Jest to denerwujące, irytujące i nie do słuchania. Sama walnęłabym kapciem w telewizor, ale na nowy mnie nie stać. I tak małych odbiorników już się nie produkuje.

  200. paradox57
    4 sierpnia o godz. 0:39

    Ja niestety nie byłam wtedy,kiedy o tym wspominano. Więc poproszę o wyjaśnienie – co to jest Calibre,bo poprostu nie wiem.

  201. paradox57
    4 sierpnia o godz. 0:39

    Ja mam czytnik Kobo

  202. paradox57
    4 sierpnia o godz. 0:39

    Calibre załatwia problemy z „nieczytanymi” formatami.

    hę?
    mógłbyś przybliżyć, co się robi w razie, gdy nie czyta?

  203. @basia.n
    @konstancja

    Calibre to jest aplikacja do ściągnięcia za darmo. Przy jej pomocy można konwertować formaty tekstowe na inne. Dzięki temu, jeśli Wasze czytniki nie otwierają pdf-a, można go przekonwertować na dowolny format, czytany na waszym urządzeniu, czyli np. na e-pub, lub mobi, bo te są obecnie najpopularniejsze.
    Rozpoznaje format wejściowy, a wyjściowy samemu można określić. Oczywiście, jak pisała @Nefer, pliki z wypożyczalni są niekonwertowalne, pewnie z powodu zabezpieczeń, ale każdy inny (np. ściągnięty z chomika) już tak.

    Zdarzają się pdf-y zabezpieczone hasłem w celu ochrony przed nieuprawnionym drukowaniem i konwertowaniem, ale to już problem z innej bajki.
    Ja nie mam takiego problemu. Na moim czytniku chodzi prawie wszystko.

  204. @basia.n 1:01

    Nie znam. To znaczy wiem, że są, ale nie były w sferze moich zainteresowań. Wtedy, kiedy poszukiwałem czegoś dla siebie, rozważałem jedynie jako opcję Kindla. W porównaniu z moim OnyxBooxem okazał się niewystarczający. Jedyna, ewentualna wada, to brak podświetlanego ekranu. Ale za to „kosztem” długiej eksploatacji na jednym naładowaniu baterii. I zawsze w sytuacji braku wystarczającego oświetlenia mogę sobie uruchomić „czytanie” tekstu przez Iwonę.

  205. paradox57
    4 sierpnia o godz. 1:20

    Dzięki za wyjaśnienie. Mam czytnik od miesiąca,więc wszystko jest dla mnie nowe.. Jeśli chodzi o pdf,to był na czytniku ,ale nie mogłam uzyskać wlaściwego formatu liter i stron ( ucinało brzegi) Kiedy wprowadzilam w e-pub ( też z chomikuj) wszystko jest w porządku. Spróbuję ściągnąć tę aplikację .

  206. @mag,
    Dobre to, bezpretensjonalne, bez patosu, bardzo osobiste, ale z dystansem i…pogodne. Wierzę, że na debiucie się nie skończy 🙂

  207. Nefer
    3 sierpnia o godz. 21:06
    Przepraszam za natrectwo.
    Tez nie musze juz gromadzic, gdyz zgromadzilem juz wystarczajaco duzo… a moze i wiecej. Co do miec, odzywa sie od czasu do czasu taka potrzeba i co poradzic.
    Ale ja wlasciwie nie o tym chcialem.
    Mam takie pytanie: czy ma to jakies znaczenie, ksiazka czy e-book, majac wybor papier a e-book co wybierasz?

    Powiem od razu, ze dla mnie tradycyjna ksiazka w swej edytorskiej formie przedstawia wyzsza wartosc lecz od wielu lat traktuje e-book komplementarnie. Najchetniej pragnalbym miec w tych dwoch formatach jak np. Gombrowicz ale niestety z wiadomych wzgledow nie da rady.
    Jeszcze raz przepraszam za zawracanie gitary.

  208. Dla czytnikowców
    Sezamy Alego-Ad-Dina (Aladyna):
    https://www.gutenberg.org/
    http://gutenberg.net.au/
    Wolę czytać z papieru, ale łatwość i taniość dostępu często wygrywa z biblioteką, Merlinem, Amazonem i bookdepository.com

  209. @chuckb43
    4 sierpnia o godz. 11:03
    Nie do mnie, ale co tam. 🙂
    Potrzeba „mieć” u mnie zdechła od czasu jak poczty podniosły opłaty za przesyłki. To już od paru ładnych lat siedzę na elektronicznych i sobie właściwie chwalę, bo mam wszędzie i dużo, całą bibliotekę ze sobą targam. Ale ma to swoje i niewygodne strony – jak na przykład chce sie wrócić kilkanaście stron do tyłu, to w papierowej – myk, a tu swoje odklikać trzeba.

  210. (ignorując otwarte walizki)

    Ponieważ nikt tymczasem nie wrzucił katolicko-pisowsko-konstytucyjnego granatu dymnego to będzie o książkach, sami tego chcieliście, Grzegorze 🙂

    chuckb43
    4 sierpnia o godz. 11:03

    Po pierwsze primo nie przepraszaj, bardzo proszę. Pisz o czym chcesz, zawracaj gitarę, im więcej tu gości tym lepiej, gości od-zy-wa-ją-cych się (tu paczę na Juliusza)

    Mając wybór wybieram elektroniczny plik. Nie mam gdzie tego stawiać. Gdybym zamieniła pliki na papierowe to już zajęłyby jeden pokój. Czasami jeszcze trochę brak mi papieru ale już się przyzwyczałam. Próbowałam na obczyźnie i do polskiej księgarni (drogo) i wielojęzycznej biblioteki (z jedną półką marnych romansideł po polsku) i zamawiać i przywozić ale mam dosyć. Klik i mogę czytać.

    Lubię Lema na papierze (mam) staruteńkie wydania Sienkiewicza i Prusa które się rozlatują w rękach, i zaczytanych Chłopów Reymonta. Kubusia Puchatka, starszego ode mnie. I dzieła zebrane Szekspira w oryginale, to dopiero jest kolubryna na biblijnym cieniusim papierze maczkiem pisana. Resztę elektronicznie. Wypożyczalnia mi bardzo odpowiada bo większość czytam raz, a jak bardzo chcę to zawsze mogę kupić. Mam dwa regały papierowych ulubieńców i wystarczy.

    (to be continued)

  211. @mag
    Zadałaś pytanie, to odpowiadam, sorki że dopiero teraz, nosiło mnie.
    W Warszawie bywałam bardzo dawno temu, ponad 30 lat i nie wczułam się w miasto – irytowała mnie arogancja w środkach komunikacji miejskiej, to wypisywanie na tramwaju czy autobusie Ul. Zielona, które może i dobre były dla tubylców, ale niezbyt miłe dla przyjezdnych. Ze wszystkich znanych mi miast Warszawa pod tym względem była najkoszmarniejsza.
    No i Warszawiacy – często niecierpliwi, śpieszący się i często nie mający czasu na pokazanie drogi. A planów miasta nie było…
    Nie, to nie było „moje” miasto.

  212. @Nefer
    O morzu czytałem sporo, zwłaszcza za PRL-u były opracowania
    większego kalibru Jerzego Pertka np.”Wielkie dni małej floty”,
    „Druga mała flota”, „Wojna na morzu 1939-1942” i „…. 1942-1945” bądź „Od Artemizjum do Okinawy” (inny autor).
    Co mogę polecić to „Starożytność bajeczna” (T. Zieliński) – czytałem jak…dobrą bajkę. Bardzo dobrą pozycją jest chyba mało znana „Zapomniany świat Sumerów” (Marian Bielicki) – jak na mój gust, świetnie napisana, czytałem jednym tchem.
    O mrówkach, termitach i pszczołach też czytałem jak byłem b. młody ,ale pozapominałem ;–)

  213. @Nefer
    Czytniki. A jak jest z czytaniem ze smartfona? Bo jak gdzieś czekam to zabieram się za czytanie bądź słuchanie , a dwie maszyny nosić to dla mnie za wiele…

  214. Ewa-Joanna
    4 sierpnia o godz. 12:39
    często niecierpliwi, śpieszący się i często nie mający czasu na pokazanie drogi. A planów miasta nie było…
    Portugalia, małe miasto, czasy gdy systemy nawigacyjne były pilnie strzeżoną tajemnicą wojskową.
    Na skrzyżowaniu widzę policjanta, pytam o urząd pocztowy. I wtedy odbywa się dla mnie coś niebywałego. Zamiast pokazać kierunek, policjant wskazuje ,żeby…jechać za nim, on będzie szedł. Proponuję aby wsiadł. Nie! Dlaczego? Wyjaśniło się szybko. On wstrzymywał ruch z bocznych ulic doprowadzając mnie pod samo wejście budynku pocztowego.
    PS. Przypominam – twierdzą (Portugalczycy) ,że ich kraj to lepsza część Hiszpanii.

  215. pdfy na czytniku to jakaś herezja jest. Po konwersji w calibre jeden wielki połamany bałagan z literówkami i numerami stron w tekście. Ja tam palcem nie tykam bo by mnie szlag tafił taki bałagan czytawszy.

    calibre to program komputerowy, darmowy, można przerabiać np książkę która się nie nadaje na kindla na taką którą kindle przeczyta. Poprawić skład. Edytować czcionki, zamienić okładkę. Są wtyczki do calibre do zdejmowania zabezpieczeń na ebookach. Kilka lat temu poprawiałam, ustawiałam, konwertowałam ale odechciało mi się marnować czas, biorę z wypożyczalni jakie jest.

    Mnie też kiedyś kindle wydawał się niewystarczający ale od niedawna można wgrać swoje ulubione czcionki, światło ma dobre, obsługa łatwa, większość księgarni i nawet Polityka wysyła bezpośrednio po zakupie na czytnik i nawet nie trzeba nic kablem podłączać. A że udało mi się kupić w lutym Paperwhite w promocji o 40€ mniej to tym lepiej, w zupełności mi wystarcza. Policzyłam i okazuje się że przerobiłam 8 czytników. Dwa już oddałam w dobre ręce, dwa muszę wyrzucić, dwa zostawię i dwa mam do oddania.

    A teraz przyjdzie lonefather i będzie naprawiał mój wpis.
    (szpila lonek, nie wkurzaj się 😉 )

    Z dedykacją dla wszystkich którzy tak lubią zapach książek

    https://i2.wp.com/media.boingboing.net/wp-content/uploads/2015/11/book-smekks.jpg?fit=900%2C600&ssl=1

    i zostawiając piosenkę którą lepiej słuchać niż oglądać (kto głośnego nie lubi niech nie słucha) tymczasem znikam jednak

    https://youtu.be/DL7-CKirWZE

  216. (jedną nogą na schodach)

    @zezem

    Nie cierpię czytać na smartfonie ani tablecie. Spróbuj czytnika, naprawdę.

    pa 🙂

  217. Nefer
    4 sierpnia o godz. 13:16

    A co mam naprawiac?

    Sam mam paperwhita… Szpila trafila w proznie!

    pozdrowka
    ~l.

  218. Ewa-Joanna
    Wcale się twoim niezbyt sympatycznym opiniom o warszawiakach nie dziwię. Był to swego rodzaju stereotyp (o niechęci do warszawiaków pisał warszawiak @stasieku, twierdząc że wykazałam się odwagą, przyznając się aż do „miłości”) na pewno jakoś tam uzasadniony. Pewnie do dziś pokutuje.
    Ale 30 lat to szmat czasu. Zmieniła się Polska, zmieniła się Warszawa, zmieniły się codzienne realia. Komunikacja miejska jest OK i nie daje powodów do złości, wszelkiego rodzaju barków, kafejek, restauracji mnóstwo w różnych cenach, ludzie na pewno bardziej wyluzowani i otwarci. Jest czyściej, zasobniej, po prostu sympatyczniej.
    Ale wiesz jak to jest: jeden widzi szklankę w połowie pustą, a drugi pełną.
    Na pewno jakąś specyfiką, gdy chodzi o mieszkańców stolicy, jest wysyp tzw. słoików, czyli młodych, na ogół dobrze wykształconych ludzi, którzy robią tu najróżniejsze kariery zawodowe, także w korporacjach, albo po prostu dobrze zarabiają. Wynajmują mieszkania albo kupują, jeżdżą w weekendy do mamy-taty i wracają z tymi wzmiankowanymi słoikami. Ich samochody najczęściej wciąż są na rejestracjach poza warszawskich i podobno starają się nie płacić w Warszawie podatków.
    Zresztą nie muszę ci chyba tłumaczyć, że każda stolica przyciąga ambitnych, obrotnych, zdolnych ludzi i daje im zarobić więcej niż gdzie indziej, czasem nawet się wybić, np. w jakiejś artystycznej dziedzinie.
    Wszystko to wywołuje nierzadko zawiść tych, który udało się gorzej, albo zgoła wcale.
    Piszę do ciebie w furkocie wiatraka. Chryste, co za upał ! Już prawie trzeci miesiąc.. Chyba naprawdę klimat się zmienia.
    Coraz więcej moich znajomych uważa, że jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie obowiązkowo zainstalować w domach klimatyzację.
    W tramwajach i autobusach przeważnie jest, w sklepach oraz innych „zadaszonych” miejscach publicznych też.
    Pozdro

  219. @Ewa-Joanna
    4 sierpnia o godz. 12:32

    jak na przykład chce sie wrócić kilkanaście stron do tyłu, to w papierowej – myk, a tu swoje odklikać trzeba.

    Nie wiem jaki masz czytnik, ale na moim Kindle’u można „Add Bookmark” i/lub „Sync to Furthest Page Read”, o ile text jest w jakimś lepszym niż txt czy pdf formacie.

  220. Nefer
    4 sierpnia o godz. 12:35
    Zebym to ja potrafil tak pieknie przekonac przyjaciela do czytnika.
    Cierpi ale nie daje sie namowic. Skamielina.

  221. chuckb43
    4 sierpnia o godz. 14:58

    Jeśli to bardzo serdeczny przyjaciel to zrób zakład że nie da rady („co, ja nie dam rady?!”) przez tydzień czytać na Twoim czytniku a jak da to mu kupisz flaszkę ulubionego alkoholu. Pożycz mu czytnik z z niesamowicie wciągającą książką i czekaj.

    lonek, ty masz paperwhite’a, a to dobre 😀 a tak się zarzekałeś że tylko papier ha ha, dobrze pamiętam

    ***

    co za kanikuła na blogu, tu link do tvnu jak się pisowiec pięknie ugotował

    https://faktypofaktach.tvn24.pl/wiceminister-eksces-pozor-rozstrzygniecia,858629.html

  222. Nefer
    4 sierpnia o godz. 17:15

    Ty dobrze pamietasz. Ja tez pamietam. Zdania nie zmienilem, ksiazka to jest to, czego zaden czytnik nie zastapi.

    Niemniej, gdy nie zdolalem zdobyc paru ksiazek na papierze wydanych, postapilem racjonalnie, czyli paperwhita zakupilem, zeby miec co chcialem. Wiazanie niecheci do kindlow z niezdolnoscia do poslugiwania sie nimi, to ze tak powiem przesada. Jesli zdolam zdobyc ksiazki wspomniane to choc je mam na kundlu, to i tak nabede, bo uwielbiam czuc ciezar ksiazki czytanej, szelest kart przewracanych…

    pozdrowka
    ~l.

  223. Nefer
    4 sierpnia o godz. 17:15
    własnie wczoraj o tym pisałam. Ha!!! zaczyna się zjazd w dołki?

  224. @Nefer
    Borchardtem gadam całe życie. Jakby co polecam „Kapitan Własnej Duszy”[Borchardt znany i nieznany] Ewy Ostrowskiej.Mam wydanie makulaturowe, ale pewnie gdzieś jest na czytnik. Może zdążysz wrzucic do wirtualnej walizki.

  225. TVN to prokościelna i propeowska tuba propagandowa, a pupilka Dziwisza Kolenda-Zaleska to jedna z naczelnych dewotek TVNu.
    Pozatrudniani tam opusdejowcy tacy jak Rymanowski oraz paniusie takie jak Olejnik, Grysiak, Kolenda, Pochanke i inne religijne kołtuny płci obojga dwoją się i troją w wypełnianiu zadań i „misji” religijnej indoktrynacji tępego, nawiedzonego społeczeństwa oraz powrotu PO do władzy, a przecież peo niczym nie różni się od aktualnie rządzącego pisu.
    To także są lobbyści kleru i kościoła.

  226. Spakowałam się, jak zwykle cały dzień mi to zajęło :/

    Juliusz Strawiński
    4 sierpnia o godz. 20:04

    Nie ma elektronicznie. Ta pani była jego sekretarką – o ile się nie mylę – i zaczęła publikować na prawo i lewo wszystko co w ręce wpadło.

    Przeżyłam wielkie rozczarowanie pamiętnikiem i wspomnieniami Stankiewicza, lepiej nie czytaj bo cały nimb tego zimnego, eleganckiego kapitana pójdzie w gruzy.

  227. Ateista
    4 sierpnia o godz. 21:06
    masz rację, peo niczym się nie różni od aktualnie rządzącego pisu

  228. @Ateista 21:06

    Rymanowski, zdaje się, odszedł do środowiska jeszcze bardziej sobie sprzyjającego. Wspólnie z Gawryluk będą mogli teraz głosić panegiryki na cześć rządzących. W górę serca. Powinien występować w sutannie.

  229. PS

    Chociaż nad tą ich pracą na rzecz powrotu PO do władzy bym się zastanowił. Jeszcze do niedawna wszystkie wymienione zachowywały się tak, jakby PO nadal rządziła. Ostatnio im się odmieniło.

  230. Porada.

    Lubiacym sztuke. Podziwiajacym Fride Khalo. Chcacym zrozumiec skad sie wziela Frida i je jmalarstwo, oraz wszystkim ktorzy doceniaja sztuke przygotowywania wystaw,ktore nie sa tylko zbiorem eksponatow na scianach, czy w gablotach, ale maja cos do opowiedzenia, polecam wystawe z londynskiego Victoria & Albert Museum.

    MAking herself up: Frida Khalo.

    https://www.vam.ac.uk/exhibitions/frida-kahlo-making-her-self-up

    zalinkowalem strone V&A z info o wystawie i mozliwoscia zakupu bliletow.

    Cena £15 dzieci do lat 12 za darmo. Bilety sie rozchodza jak cieple buleczki, wiec jesli ktos sie zainteresuje, to podpowiadam, zeby bilet kupowac jak najszybciej.

    Od siebie dodam, ze sporo o Fridzie wiedzialem, ale dowiedzialem sie jeszcze wiecej i co najwzniejsze poznalem i mam nadzieje, ze lepiej ja zrozumialem. Kazdemu kto moze polecam ta wystawe, choc obrazow niewiele, to sa za to jej osobiste rzeczy odnalezione w Casa Azul w 2004 roku, w zamknietej przez pond 50 lat lazience i teraz po raz pierwszy eksponowane poza Meksykiem.

    Wystawa konczy sie 4 Listopada, ale jesli ktos zapala checia jej zobaczenia, to niech koniecnie kliknie w „Get tickets” i zobaczy na kiedy sa mozliwe najblizsze wolne terminy… Wystawa jest warta kazdego pensa wydanego na bilet.

    pozdrowka
    ~l.

  231. @lonefather
    4 sierpnia o godz. 23:27

    W 2010 r. była zorganizowana wystawa Fridy Kahlo w Brukseli z okazji Mexico Festival. Trwała również parę miesięcy i bilety trzeba bylo kupować na wyznaczoną godzinę.
    Wystawa piękna. Byłam 🙂

  232. basia.n
    4 sierpnia o godz. 23:49

    Nie widzialem tej wystawy w Brukseli, ale widzialem ja w Londynie w Tate Modern. Ta obecna wystawa w V&A jest inna bo jej trzon stanowia prywatne rzeczy Fridy, w tym kilkanascie sukien z dodatkami, bizuteria, ozdoby, kosmetyki… wszystko przeplatane autoportretami. I wzbogacone filmami, fotografiami. W tym spory fragment filmowy z wizyty Trockiego w Casa Azul i jego trybutu dla Diego i Fridy…

    Tematem jest „Zrobienie Siebie”, wiec jest tez czesc etnograficzna pokazujaca skad Frida zaczerpnela wzory do „stworzenia siebie”, takiej jaka znamy z autoportretow.

    Nie bede sie krepowal i jeszcze raz napisze, ze zyskasz jak zobaczysz. Bardzo warto.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Bilety na coraz odleglejsze terminy znikaja…

  233. Dla mieszkajacych w Polsce…

    Sprawdzilem, ze jesli by dzis kupowac na przykladowo 17 Pazdziernika, to z WizzAirem w obie strony bilety beda kosztowac okolo 200 PLN plus koszty na miejscu…

    Sadze przy pobieznym policzeniu, ze jednodniowy wypad do Londka z biletem na wystawe, dojazdami, jakas pamiatka i lunchem powinien nie przekroczyc 500 PLN jak sie „zaszaleje”… 400, przy oszczednym postepowaniu, a jeszcze mniej dla wyjatkowo oszczednych.

    Sprawdzilem strone Wizza, bilet na 6:00 rano do London Luton 89 PLN, powrotny na 19:45 … 89 PLN, do tego miejscowka… I inne … Sami zreszta sprawdzcie, moze w innych terminach beda jeszcze tansze bilety….

    Jesliby ktos sie zdecydowal na przylot tym lotem o 6, to na Luton laduje 7:35, a na dojazd do V&A dla kogos kto pierwszy raz w Londynie to 4 godziny absolutnie wystarcza i mozna smialo kupowac bilet na wystawe od 12:30…

    Jesli ktos sie zainteresuje, to podpowiem jak i czym dojezdzac, gdzie sie przesiadac, czym sie kierowac i jak trafic „po sznurku” na wystawe…

    pozdrowka
    ~l.

  234. Uwaga do powyzszego jedna..

    W weekendy bilety sa drozsze 2/3 razy niz w srodku tygodnia. Bilety na samolot…

    pozdrowka
    ~l.

  235. Nefer
    3 sierpnia o godz. 23:41
    Juliusz Strawiński
    3 sierpnia o godz. 23:36

    To jest to! Też wszystko czytałam, też jako nastolatka (tylko skąd mi ten Leszek :/ ) świetnie pisał. Szukałam wydania elektronicznego ale nie ma
    „ORP Orzeł zaginął” (nie pamiętam kogo to)
    —————–
    Strumph-Wojtkiewicz

  236. Jednak nie. Stanisław Biskupski – imię mnie zmyliło, obaj autorzy mieli takie same.

  237. Nefer
    3 sierpnia o godz. 23:18

    Marynistyczne jak najbardziej. Był taki polski autor piszący o wojnie na morzu, dawno temu czytałam i teraz za nic nie mogę sobie przypomnieć nazwiska, Leszek? Coś na P? Może coś Ci się kojarzy?
    ———————

    Prorok

  238. @Lonefather
    Dzięki za link z fridą. Wybieram się do Londynu 15. 08 na kilka dni. na pewno obejrzę.

  239. Stachu39
    5 sierpnia o godz. 12:14

    Chcesz obejzec? To bilet kup juz dzis … Bo moze sa wolne terminy… w czasie gdy bedziesz.

    Starannie ogladaj wszystko, nawet nudnawe na pierwszy rzut oka filmy, bo one pokazuja srodowisko w ktorym Frida dorastala, czyli co ja ksztaltowalo. Osobiscie polecam III segment wystawy „etnograficzny”. W nim jest czesc kolekcji „Obrazkow wotywnych” zbieranych przez Fride i Diego. Poswiec im troche czasu, sa ciekawostka warta osobnej uwagi, bo to jest cos, czego niebylo i chyba nie zaistnialo nigdzie poza Meksykiem. Jest tez strona z pamietnika Fridy z jej wlasnym „obrazkiem wotywnym” narysowanym po wypadku autobusowym…

    pozdrowka i mnostwa wrazen
    ~l.

  240. lonefather
    5 sierpnia o godz. 11:18

    Wspominałam kiedyś,że będę chciała zobaczyć jesienią kilka gotyckich katedr w południowej Anglii.
    Ale ja zawsze uzależniam wyjazd od pogody,którą uważnie obserwuję.Więc nie mogłabym z dużym wyprzedzeniem kupować biletu.A szkoda…

  241. @Wbocek

    Przeglądałem poprzedni wstępniak w specyficzny sposób: Control F i Antonius. Daje to dostęp do tego wyrazu, więc moje wszystkie komentarze i odzew na nie. Zaskoczyła mnie informacja o Twojej religii w szkole. Podpadasz dokładnie do grupy wiekowej, na której się wyżywałem jako początkujący nauczyciel – od 15.8. 1951. Pracowałem w dwóch szkołach kilka lat, ale byłem z szkołą w kontakcie do około 1959.Nie było w nich religii. Potem miałem kontakt z szkołą średnią praktycznie aż do wieku szkolnego moich dzieci – żadnej religii w szkole do matury. Co było później, tego nie wiem. Moje dzieci aż do matury chodziły do salki przykościelnej na szkolenie ideologiczne. Może tak było tylko na Śląsku?

  242. Co za „czarna seria”!
    Kora Jackowska, Tomasz Stańko, a teraz Piotr Szulkin.

  243. Ladny wstepniak @mag wielce pozytywnie wyroznia sie na tle wszelakich publikacji na okolicznosc rocznicy Powstania Warszawskiego. A moze tak nalezy czcic ta straszna rocznice, wiec chwala szefowi, ze umiescil go w tym czasie.
    Ile zilionow razy napisano juz w ciagu 70lat o niewinnych dzieciach wyslanych na niechybna smierc, o glupim i zbrodniczym pomysle tych w Londynie i gdzie indziej, ktory byl tylko polityka itd…itd.., Dla mnie to oczywiste, tak jak oczywste jest, ze kazda formacja polityczna wykorzystuje to wydarzenie dla swoich doraznych celow.
    A moze troche ciszej nad ta trumna, tez wiecej umiaru w oskarzeniach, bo z drugiej strony nie mozna uczestnikom, ktorzy przezyli, rodzinom tych, ktorzy zgineli mowic, ze ich czyn nie mial sensu. Nie wiem, kto pierwszy naglosnil, ze pomnik chlopczyka powstanca to makabra. Wczesniej chcielismy sie karmic takimi symbolami, zreszta wystepujacych w historiach swiata, literaturze, sztuce…
    @Herstoryk i Konstancjo, to jest juz nas troje, tez mam wrazliwosc ekologiczna, ( chociaz akurat nie na tego owada, ktory mial zginac, czy zginal wskutek budowy obwodnicy wokol Augustowa).
    W ciagu kilkudziesieciu, a moze nawet kilkunastu lat pogardzany wydzial smieciowy wyrosl na jednego z najpowazniejszych graczy w zarzadzie miast i wszelakiej administracji. Jeszcze niedawno smialibysmy sie w kulak, ze ktos poszedl na studia o przerobce i zarzadzaniu smieciami czy likwidowaniu skutkow opadow snieznych chociazby. Ostatni akapit dot. miejsca gdzie mieszkam i widze tu, ze wsrod mlodych stosowna swiadomosc jest coraz wieksza.
    PS A jak tam u was z torbami plastikowymi, czy przerzuciliscie sie juz na starodawne „siatki”. I nie ludzcie sie, ze brazowa torba papierowa jest „zdrowsza”. Przemysl papierniczy to jeden z najwiekszych trucicieli srodowiska.

  244. lonefather
    4 sierpnia o godz. 23:27
    wystawa pt Frida Kahlo i Diego Rivera byla w Poznaniu od września do 22 stycznia 2018. Byłam dwa razy. Nie, żebym była jakąś jej wielbicielką, ale skorzystałam z okazji, że na miejscu, że bilety niedrogie, że nigdzie w Polsce. Były jej obrazy, była jej historia i kustosz, tłumacząca znaczenie poszczególnych symboli na jej dziełach. Niewątpliwie w zainteresowaniu pomógł film z Salmą Hayek w roli Fridy.

    Można powiedzieć, że jej obrazy to głównie przeniesiona na płótno (symbolicznie płótno, bo malowała na różnych materiałach) historia i symbolika jej cierpienia.
    Nie wybieram się, ale Twoja informacja wywołała wspomnienia.

  245. @Antonius
    Maturę zdałem w 1956 r.Do końca szkoły miałem lekcje religii. Religii nie było w szkołach TPD, w innych też z powodu braku katachetów od czasu do czasu, ponieważ często ograniczano zezwolenia na wykładanie religii w szkole. Religię w szkole zniósł dopiero Gomułka.

  246. Lonefather
    Już zabukowałem. O Kahlo dużo czytałem, widziałem też film z wspaniałą rolą Salmy Hayek, kilka razy.

  247. Ewa-Joanna
    4 sierpnia o godz. 12:39
    sądzę, że niechęć napotkanych w drodze ludzi do objaśnienia „jak dojechać, gdzie to jest” wynikała z tego, że trafiałaś na niezorientowanych w miejskiej przestrzeni, a wstydzących się przyznać. Mówi się, że co piąty w Warszawie mieszka tam od lat, niekoniecznie będąc tam urodzonym.

  248. Religię w szkołach wprowadzono po październiku ’56.
    Chyba w dwa lata później (1958) wyprowadzono ją do salek przykościelnych.

  249. konstancja
    5 sierpnia o godz. 19:31
    kustosz, tłumacząca znaczenie poszczególnych symboli na jej dziełach.
    Powstaje pytanie skąd kustosz wie co oznaczają wspomniane symbole.
    Jak się odbiera tego typu sztukę bez kustosza?

  250. Antonius
    5 sierpnia o godz. 15:22

    Ukłony dla globu i blogu z rowerowej podróży międzygalaktycznej.

    Antoniusie, na bank miałem w Słupsku religię w szkole w pierwszej klasie w roku szkolnym 50/51 i na dziewięć dziesiątych banku w drugiej. W trzeciej chyba była w kościele, bo sobie przypominam, że żeniliśmy przy kościele jednego kolegę z koleżanką („Panna z kawalerem pod szóstym numerem, panna się wkurzyła, kawalera zbiła”). Czyli była przerwa w nauczaniu religii w szkole, chodziliśmy na religię do kościoła. Później, pamiętam, że gdzieś może w szóstej klasie znów wróciła do szkoły. Zapamiętałem, że wróciła, bo właśnie w szkole dostaliśmy główną naukę księdza pod koniec roku – że jak nam będą wmawiać, że człowiek powstał z małpy, to mamy pytać, czemu dziś z małp nie powstaje.

    Dziś był najpiękniejszy dzień w roku: po miesiącach podzwrotnikowej patelni ranek wstał cudnie pochmurny, temperatura – 19 stopni i wspaniały deszcz. Uczciłem to jednoosobową procesją na wodzie ku czci mag, pochmurności, wiatru i deszczu.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6586300323066860610

  251. Znalezione na onecie:

    Religia w szkole dawniej i dziś.
    qpa1, 24 Marca 2011, 12:17

    W okresie międzywojennym.

    W Polsce, w okresie międzywojennym nauczanie religii odbywało się w wymiarze 2 godzin tygodniowo. Treści programowe obejmowały do­gmatykę, teologię moralną i historię Kościoła. Konstytucja Marcowa z 17.03.1921 r.w art. 120, zapewniała w szkołach państwowych obowiązkową naukę religii dla wszystkich uczniów do 18 roku życia. W Konkordacie z 1925 r. artykuł XIII potwierdzał obowiązkowość nauki religii w wymiarze 2 godziny tygodniowo. Katechetów obsadzał Kościół za aprobatą władz świeckich w ramach tzw. misji kanonicznej. Istniała możliwość prowadzenia przez Kościół szkół prywatnych. Sprawą Kościoła było ujednolicenie planów i programów nauczania oraz podręczników do nauki religii. Za nauczanie religii w szkołach odpowiedzialna była Komisja Szkolna Episkopatu Polski.

    W okresie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

    Po zakończeniu II Wojny Światowej w 1945 r. pomimo zerwania przez władze PRL konkordatu zawartego pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Stolicą Apostolską, nauczanie religii odbywało się nadal w szkole publicznej. Podstawę prawną stanowił art. 120 Konstytucji Marcowej, który został utrzymany w mocy okólnikiem nr 50 ministra oświaty z 13 września 1945 roku. W dokumencie tym zmieniono status nauczania religii, która przestała być przedmiotem obowiązkowym ograniczono nauczanie religii do 1 godziny tygodniowo. Znalazły się tam również dyrektywy odnośnie tworzenia szkół bez nauczania religii, które oddawano pod zarząd powstałego w roku 1949 „Towarzystwa Przyjaciół Dzieci”. Coraz częściej, wbrew woli rodziców, w myśl instrukcji programowej z 12 czerwca 1950 roku, dokonywano rekrutacji do szkół TPD i naukę religii usuwano.
    Rozpoczęta w 1945 roku programowa laicyzacja wychowania i nauczania w szkołach polskich, spowodowała, że 8 grudnia 1956 roku ówczesny minister oświaty Władysław Bieńkowski wydał zarządzenie w sprawie nauczania religii w szkołach jako przedmiotu nadobowiązkowego. Natomiast 11 grudnia 1956 roku ukazał się okólnik, który zezwalał na tworzenie szkół bez nauki religii. Ostatecznie nauczanie religii zostało usunięte ze szkół w roku 1961. Sejm PRL 15 lipca tegoż roku uchwalił ustawę o rozwoju systemu oświaty i wychowania, w której w art. 2 zadekretowano, że szkoły i inne placówki oświatowo-wychowawcze są instytucjami świeckimi.

    Monopol oświatowy państwa wynikał z głównego celu, jaki pragnęło ono realizować, a było nim zbudowanie socjalistycznego państwa w oparciu o materializm marksistowski. Z chwilą całkowitego usunięcia nauki religii ze szkoły, władze polityczne PRL skoncentrowały się na drugim nurcie batalii zmierzającej do ateizacji społeczeństwa, który polegał między innymi na ograniczeniu katechizacji prowadzonej przy parafiach i dążeniu do podporządkowania jej władzom oświatowym. Instrukcja Ministra Oświaty z 21 listopada 1961 roku przewidywała tryb postępowania represyjnego w stosunku do księży proboszczów odmawiających rejestrowania terenowych punktów katechetycznych i składania sprawozdań z prowadzonej katechizacji. Dopiero zarządzenie Ministra Oświaty i Wychowania z dnia 23 października 1981 roku o katechezie parafialnej, wyjęło religię spod kontroli i nadzoru władz państwowych. W okresie zmian politycznych po Październiku 1956 r. na mocy nowego porozumienia z dnia 4.12.1956 r. ? punkt 2, lekcja religii stała się przedmiotem nadobowiązkowym na pisemne życzenie rodziców, po obowiązkowych godzinach lekcyjnych. Katecheci nie mogli być nauczycielami przedmiotów świeckich, nie należeli do Rady Pedagogicznej, a ich etat wynosił 30 godzin.

  252. z kolei na stronie:

    **http://www.katechetyka.diecezja.opole.pl/KAT_FUND_030.HTM

    znajdujemy:

    10. Katecheza w Polsce w XX wieku

    Druga Rzeczpospolita. W Polsce, w okresie międzywojennym naucza­nie religii odbywało się w wymiarze 2 godzin tygodniowo. Treść obejmowała do­gmatykę, teologię moralną i historię Kościoła. Konstytucja Marcowa (17.03.1921 – art. 120) zapewniała w szkołach państwowych obowiązkową na­ukę religii dla wszystkich uczniów do 18 roku życia. W Konkordacie z 1925 r. artykuł XIII potwierdzał obowiązkowość nauki religii (2 godziny tygo­dniowo); katechetów obsadzał Kościół z aprobatą władz świeckich (misja ka­noniczna); istniała możliwość prowadzenia przez Kościół szkół prywatnych; sprawą Ko­ścioła było ujednolicenie planów, programów i podręczników; za nauczanie re­ligii odpowiedzialna była Komisja Szkolna Episkopatu Polski.

    Pierwsze lata powojenne. Po wojnie rozpoczęły się trudności. Komuni­ści nie odważyli się od razu na frontalny atak wobec Kościoła. We wrześniu 1945 r. „wymówiono” konkordat, pozbawiając szkolne nauczanie reli­gii pod­stawy prawnej. Rozpoczął się proces laicyzacji szkoły. 13 września 1945 r. Mi­nister Oświaty wydał okólnik, w którym stwierdził, że religia w nauczaniu szkolnym nie jest obowiązkowa. Mimo tego, zgodnie z tradycją przedwojenną, uczono jej w dalszym ciągu. Program (na podstawie przedwo­jennego) opraco­wała strona kościelna, a zatwierdziło ministerstwo.

    Proces laicyzacji pogłębiał się przez różnego rodzaju szykany wobec dzieci, młodzieży i rodziców. Mimo protestów ograniczono religię do 1 godziny, rozpoczęto usuwanie ze szkół prefektów, katechetów, katechetek i sióstr zakonnych (1948 r.). W imię „naukowego światopoglądu” i „wolności wyznania” usuwano religię w cień („milcz w sprawie religii”). Na mocy kom­promisowego porozumienia między rządem i Episkopatem (14.04.1950) biskupi zobowiązali się do lojalności wobec państwa, mieli odciąć się od podziemia i nie występować przeciw kolektywizacji. W zamian za to rząd deklarował utrzymanie nauki religii w szkołach (pkt 10), istnienie zakonów, wolność dla szkół katolickich i KUL, prasy, stowarzyszeń, kultu. Był to pierwszy tego typu akt w państwach komunistycznych. Mimo „porozumienia” w dalszym ciągu usuwano katechetów nie zważając na protesty biskupów.

    Rozpoczęło się umacnianie więzi z kościołem parafialnym („Dziecko dwa razy w kościele”: nabożeństwa, spotkania). W adwencie 1950 r. pojawiła się koncepcja tzw. „katechezy zsynchronizowanej” (ks. Piotrowski i Warszaw­ski Wydział Nauki Chrześcijańskiej), polegająca na ścisłej współpracy ro­dzinno-parafialnej i na korelacji kazań niedzielnych i katechezy parafialnej. W czasie wakacji głoszono kazania w oparciu o sylwetki świętych.

    Konstytucja PRL (22 lipca 1952) gwarantowała wolność religijną, lecz nie poprawiło to sytuacji nauczania religii w szkole. Z wielu placówek wyco­fano lekcję religii (naciski na rodziców), zaogniła się kampania przeciw Ko­ściołowi (aresztowano ok. 900 księży), działali „księża patrioci”, likwidowano katolickie wydawnictwa i szkoły. W lutym 1953 r. Rada Państwa uchwaliła de­kret o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych, na co zareagowali bi­skupi w podpisanym przez Prymasa memoriale („Rzeczy Bożych na ołtarzach cesarza składać nam nie wolno. Non possumus!”). 25 września Prymas zostaje areszto­wany. W roku szkolnym 1955/1956 nie było nauczania religii niemal we wszystkich liceach i w około 70% szkół podstawowych. Powszechna stawała się praktyka katechezy parafialnej.

    W okresie zmian politycznych po Październiku 1956 r. na mocy no­wego porozumienia (4.12.1956 r. – punkt 2) lekcja religii stała się przedmiotem nad­obowiązkowym (na pisemne życzenie rodziców), po obowiązkowych go­dzi­nach. Katecheci nie mogli być nauczycielami przedmiotów świeckich, nie nale­żeli do Rady Pedagogicznej, a ich etat wynosił 30 godzin.

    Ze szkoły do parafii. W dalszym ciągu przeciwna nauce religii w szkole była działalność „Towarzystwa Szkoły Świeckiej” oraz „Towarzystwa Przyja­ciół Dzieci”. W sierpniu 1958 r. Minister Oświaty zakazał: osobom za­konnym ucze­nia w szkole, nauczycielom organizowania praktyk religijnych i dekoro­wania szkół emblematami religijnymi. Ponieważ coraz więcej mło­dzieży uczęsz­czało do szkół bez nauki religii w lutym 1959 Sekretarz Episko­patu, biskup Z. Chromański, wydał wewnątrzkościelny komunikat o organizowaniu dla nich katechizacji parafialnej. 15 lipca 1961 r. sejm uchwalił Ustawę o roz­woju systemu oświaty, w której wyraźnie przedstawił szkoły jako instytucje świeckie, co było podstawą do całkowitego usunięcia lekcji religii. Równocze­śnie pań­stwo chciało ingerować w katechezę parafialną: w sierpniu 1961 r. Mi­nister Oświaty wydał zarządzenie w sprawie prowadzenia punktów kateche­tycznych (obowiązek ich rejestracji). Kolejne lata to czas zmagania się o swo­bodę kate­chizowania w salkach parafialnych: m.in. odwoływanie się do ratyfi­kowanych przez PRL międzynarodowych konwencji dotyczących wolności re­ligijnej. Bi­skupi zobowiązali duchownych do bojkotowania wszystkich prze­pi­sów w sprawie punktów katechetycznych. Jesienią 1973 władze zrezygno­wały z prób ich kontroli. W 1979 roku było ich ponad 21 tysięcy.

    Po roku 1980 roku nastąpiły kolejne zmiany (radiowa Msza święta, prak­tyki religijne w sanatoriach, zakładach wychowawczych, schroniskach dla nie­let­nich, formalne uznanie katechezy za sprawę wewnętrzną Kościoła). W roku szkolnym 1986/1987 próbowano wprowadzić do szkoły religioznawstwo w uję­ciu typowo marksistowskim.

  253. Rys historyczny lekcji religii katolickiej w Polsce
    Studia Katechetyczne

    **http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Studia_Katechetyczne/Studia_Katechetyczne-r2010-t7/Studia_Katechetyczne-r2010-t7-s99-125/Studia_Katechetyczne-r2010-t7-s99-125.pdf

  254. zezem
    5 sierpnia o godz. 19:56
    Obejrzyj kilka obrazów Fridy i wyjaśnij mi znaczenie zwierząt i określonych kwiatów i owoców na jej obrazach.
    Obrazy Fridy są bardzo symboliczne.
    Czekam na Twoje interpretacje.

  255. basia.n
    5 sierpnia o godz. 14:34

    Jesli jestes sama, to mam wrazenie, ze sie trafia, ze jesli nie na 10:15, to 11:45 zdolasz dostac bilet nawet w ostatniej chwili. Ale podkresle, ze to tylko wrazenie, bo gdy kupowalem dla siebie, z dwutygodniowym wyprzedzeniem i drugiego dnia trwania wystawy, to trzy kolejne dni na ktore szukalem, byly kompletnie wypelnione. Kupilem dopiero na czwarty dzien od zamierzonego terminu. W kazdym razie namiar masz i w kazdej chwili mozesz sie zdecydowac.

    Ogladniecie katedr nigdy Tobie nie ucieknie. Z ta wystawa jest inaczej. Ona jest przygotowana przez kustoszy z V&A i choc gros eksponatow, to wypozyczone z Casa Azul osobiste rzeczy Fridy, to reszta to jest wlasna praca V&A i eksponaty z innych muzeow. Po 4 Listopada, rzeczy Fridy (ubrania, drobiazgi, bizuteria inne) zeby zobaczyc trzeba sie bedzie udac na wyciczke do Meksyku. Tam je zobaczysz, ale nie zobaczysz tego wszystkiego, czym V&A oprawilo i wzbogacilo … To juz nie bedzie rzeczom Fridy towarzyszyc…

    pozdrowka
    ~l.

  256. konstancja
    5 sierpnia o godz. 19:31

    W zwiedzaniu towarzyszyla mi Pani, ktora ogladala poznanska wystawe. Przedstawilem jej Twoje watpliwosci, na co zareagowala tak: „Powiedz, ze ta wystawe w V&A TRZEBA zobaczyc!„.

    Widzisz, wystawa w V&A to nie jest wystawa sztuki FK, ale wystawa pokazujaca co i jak wplywalo na Fride i w jaki sposob ona sama stworzyla siebie co pokazala w swojej szytuce. Ja moge duzo napisac, ale zeby mozliwie w pelni zrozumiec, zwyczajnie trzeba zobaczyc.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Wystawe poznanska organizowal bodajze Miejski Dom Kultury. Londynska wystawe zorganizowal i przygotowal Victoria & Albert Museum. Roznica pomiedzy organizatorami to jest roznica nie tylko w eksponatach, choc jest niebagatelna, ale przede wszystkim roznica w wielkosci samej wystawy, ktora ma okolo 20 razy wiecej eksponatow niz poznanska. Jest tez wymiar naukowy, ktory jest osia od dziecinstwa, przez mlodosc, przez sztuke tworzona dwuwymiarowo, bo Frida tworzyla SIEBIE i to co tworzyla malowala… Pewnie nie wszystkie skladniki, ktore sie zlozyly na Fride Khalo zostaly ujete, ale te najwzniejsze z pewnoscia tak. I to jest najwazniejsze w tej wystawie.

  257. Czy miłości można wszystko wybaczyć…

    W poszukiwaniu w dni upalne jakiejś oazy trzeźwości, ze względu na temat i to, że Warszawie upały właśnie zawieszono, zaglądam do jedynego chyba tu postu ateistycznego, niestety tylko ze względu na nick: Ateista.
    Ateista ubogaca miesiąc trzeźwości trzeźwą analizą kolegium redakcyjnego tefałen.
    Rzeczywiście, albo pisze spoza Warszawy i upał mu nie odpuszcza, lub też programowo olewa kościelny miesiąc bez drinków; przynajmniej sądząc po treści wynurzeń.
    I to by było tyle, o miłości do ateizmu na blogu, przefiltrowanej przez Warszawę.
    Jak to dobrze, że to miłość wybacza wszystko, bez przymusu wzajemności.

    Nb. i wyłącznie retorycznie: ciekawe, czy sezon ogórkowy obrodzi w wymianę przepisów na kulinaria ateistyczne, a może i sztukę bezbożną? Skoro na blogu pojawia się miłość, to tym samym od kwestii wiary żadną sztuką uciec się nie da.
    W taki upał, nawet malarka małpek, symbolizujących „diabła i pożądanie”, nie dziwi, że swój największy obraz (eksponowany za Chruszczowa w warszawskim Muzeum Narodowym) podarowała Związkowi Radzieckiemu.
    Ot, jeszcze jeden wątek wiary kwitnącej miłością, lecz bez przebaczenia.

  258. Gekko, coraz częściej mam wrażenie że zrzędzisz nie do wytrzymania i masz wszystkim za złe.

    Otóż, mogę się oczywiście fundamentalnie mylić, ateiści mają (zdarza się) ZAINTERESOWANIA. Imaginuj sobie, interesują się sztuką, gotowaniem, miłościami, krzyżówkami i cholera wie czym.

    Gdzieś tu jest napisane że mają klepać wyłącznie o ateizmie?

    A teraz z utęsknieniem czekam na barokowo-makaronizmowe ponowne nazwanie mnie Marilyn.

  259. @zyta2003
    5 sierpnia o godz. 18:35

    PS A jak tam u was z torbami plastikowymi

    Do niedawna używaliśmy oszczędnie foliówkek. Piszę to bez rumieńca, bo wyścielaliśmy nimi wszystkie domowe kosze na śmieci, które specjalnie dobraliśmy do rozmiaru. Tak że nigdy nie musieliśmy kupować worków śmieciowych. W czystych i całych przechowuje się żywność w lodówce, albo były używane powtórnie, żeby przywlec zakupy ze sklepu. Czyli nie były „jednorazowe”. Ostatnio supermarkety zaczęły wycofywać je z użytku, sprawiliśmy sobie płócienne.

    Tak przy okazji, przypominam herstorycznie, że dziś jest rocznica Hiroszimy. W wielu kręgach historyków panuje opinia, że zrzucenie bomb atomowych na Japonię nie było konieczne, bo Japończycy i tak byli gotowi do kapitulacji, a ich użycie było a) eksperymentem ich działania i skutków „na żywo”; b) asem z rękawa w nadchodzącej rozgrywce z ZSRR. Czy jakikolwiek cel ich zrzucenia był wart usmażenia 300 tys. japońskich cywili w miastach nie mających instalacji wojskowych??? Dla imperiów i ich elit nie ma to wielkiego znaczenia.

  260. basia.n
    3 sierpnia o godz. 8:32

    basiu.n mila – z tych nocnych audycji ‚Kaczki’ pamietam szczegolnie, bo nagralem wtedy, ‚Apocalypse’ Mahavishnu Orchestra Johna McLaughlina (potem ‚Shakti’) (czy znasz album Santany z Johnem McLaughlin’em ‚Love Devotion Surrender’ – trybut Coltrainowi, – ‚Kaczka’ tlumaczyl slowa/lyricks. Ja bylem juz wtedy takze z ‚Weather Report’ i Chickiem Corea, McCoy Turnerem – i milionem innych.
    Dla mnie jazz to Miles Davis – zabij mnie, nie odstapie.

  261. …i Charlie ‚Bird’ Parker przed cool jazzem i Davisem – bebop, jakaz to byla transformacja!.
    Polecam film ‚Bird’ z Forest’em Whitaker’em.
    Czy obejrzalas ‚Mahlera’, czekam na opinie basiu.n. A ‚Copying Beethoven’.
    to co? 🙂 Nie marnuj mojego czasu Droga.

  262. basia.n
    3 sierpnia o godz. 8:32

    Ja basiu.n opuscilem kraj w 1986 roku.

  263. Alfred Molina to moj ulubiony actor. Gral takze mlodego Picassa – zapomnialem w jakim filmie.

  264. Nefer
    6 sierpnia o godz. 1:25

    „Gekko, coraz częściej mam wrażenie że zrzędzisz nie do wytrzymania i masz wszystkim za złe.

    Otóż, mogę się oczywiście fundamentalnie mylić, ateiści mają (zdarza się) ZAINTERESOWANIA. Imaginuj sobie, interesują się sztuką, gotowaniem, miłościami, krzyżówkami i cholera wie czym.

    Gdzieś tu jest napisane że mają klepać wyłącznie o ateizmie?

    A teraz z utęsknieniem czekam na barokowo-makaronizmowe ponowne nazwanie mnie Marilyn.”

    Nefciu, Gekka pseudo-barokowa, by nie rzec dekadencka grandilokwencja dziala mi na nerwy nie od dzis. Dlaczego nie pisze powiesci albo krotkich opowiadan a marnuje czas na tym blogu, gdzie nie dorastamy mu do piet (tak zapewne mysli).
    Te popisy wolty, kartusze i rokokowe slimaki – chlop ma talent, dlaczego nie pisze wydawalnej prozy albo poezji.
    Klaniam sie bez strachu i z niejaka admiracja Gekko.

  265. @@act 6 sierpnia o godz. 4:05
    dlaczego nie pisze wydawalnej prozy albo poezji
    Bo musiałby:
    1. za to zapłacić.
    2. znaleźć cudze pieniądze, które za to wydawanie zapłacą.

    Jeden z polonijnych chłopków-roztropków, chłopek, który przez swoją rozbuchaną działalność polonijnego, pisowskiego działacza-występowacza przed kamerami i mikrofonami chicagowskich dyspozytur Radia coMaryja dobił się wielkiej rozpoznawalności w góralskim gettcie, ostatnio wydał tomik wierszy.

    Wiersze są góralskie, góralską gwarą, o minionym, góralskim życiu. Góralskie wiersze polonusa z Chicago zredagowała i w Starym Kraju wydała Bardzo Miła i Bardzo Mądra Pani Profesor z Polski.

    Teraz góralski, polonijny gaduła ma kolejny tytuł do chwały.

    Osobiste zaproszenie od Pana Prezydenta Doktora Adama Dudy na uroczystość zaprzysiężenia Pana Prezydenta Doktora Adama Dudy to jeden sukces. Długa transmisja w Radyju plus wywiad z Siostrą.

    Niezliczone wizyty w centrali w Toruniu u Ojca Doktora Dyrektora połączone z osobistymi posłuchaniami u Najdroższego Ojca to drugi. Pokłosiem wielokrotne rozmowy na toruńskiej antenie.

    A teraz jeszcze tomik wierszy z przedmową Pani Profesor.

    Ciekaw jestem, czy to Unia za tomik wierszy zapłaci czy jednak trzeba będzie komuś sprzedać te 200 egemplarzy?
    (A może nawet 250?)

    W każdym razie liczy się, że został publikowanym autorem, tak czy nie?

    Tylko pod skrzydłami Ojca Biznesmana „wydawalne” jest tożsame ze „sprzedawalne”.

  266. Jestes ‚zzakaluzniku’ strasznym pragmatykiem i chyba….cynikiem.
    Ale obserwujesz rzeczywistosc okiem jastrzebia.
    Gekko np. jest obdarzony nieklamanym talentem. Nie on zreszta jeden na tym blogu!
    Nie stac nas na trwonienie talentow w Umeczonej.
    Jestem troche idealista i wierze, ze ten blog cos znaczy
    Zrobiles wiwisekcje sukcesu tego ‚gorala’ – takie czasy bylejakie.
    W PRL-u mowilo sie ‚chamstwo i goralska muzyka’ – chyba niesprawiedliwie 🙂
    Ciagle wierze, ze ten blog cos urodzi znaczacego dla kraju – w bolach, bo bolach, cierpliwosci trzeba i ciaglej obecnosci nas wszystkich.

  267. I nie chodzi mi o ateizm per se, chodzi mi o autentyczna troske o kraj.
    Ale latwo mi mowic z Antarktydy.

  268. Nikt nie wspomnial ‚Listy Przebojow’ (‚Jedynka’?) – zaczalem sluchac wszesnie, bo starsi o 2, 3 lata koledzy wprowadzili gowniarza 12 letniego i zarazili na cale zycie.
    Janis Joplin z ‚Me and Bobby McGee’, Rod Steward (ujdzie) i Peter Green z rewelacyjnym ‚Oh Well’. Jakis rok pozniej wszyscy najwieksi zaczeli odchodzic. Moj pierwszy magazyn ‚Jazz’ to obituarium Jima Morrisona, juz wiedzialem, ze inny Jimmi i Janis tez juz odeszli.
    Niedlugo potem Duane Allman…
    Zebralo sie babci wspominac dziewiczy wieczor…

  269. @act 6 sierpnia o godz. 5:00
    Ale obserwujesz rzeczywistosc okiem jastrzebia.
    Dzięki za komplement.

    Do syntezy, do diagnozy, potrzebne są łepetyny lepsze od mojej.
    Jeżeli w czymkolwiek, to czuję się pewnie w analizowaniu, a właściwie w zbieraniu danych do analizowania.

    Odwdzięczam się perełką z nasłuchu.

    Dzwoni polonijny słuchacz, taki z tych regularnych, i gada z redaktorem.

    – Szkoła? Wykształcenie? Myśmy panie jak byli we wojsku, to myśmy tam mieli takie zajęcia. Nikt ich nie lubił. Myśmy mówili:

    „Wole członkiem orać pole aniżeli siedzieć w szkole!”

    _____________________________________________________
    Łyżka dziegciu: oni teraz rządzą.

  270. Najwieksze zas wrazenie wtedy to zespol ‚Blind Faith’ z jedynym ich albumem ‚Blind Faith’ – arcydzielo do dzis. A znalem juz wtedy ‚Cream’.

  271. konstancja
    3 sierpnia o godz. 12:54

    ‚Kombi’ bylo nie do wytrzymania; „plastikowa, jak kiedyś landrynkowa” trafia w samo sedno.
    Wakeman tak (dzis to zupelnie bezpretensjonalny facet – widzialem kilka wywiadow z nim) ale tez ‚Tangerine Dream’ szczegolnie ‚Fedra’, ‚Yes’ (Wakeman gral tam tez), Vangelis – nie przepadalem za Jarrem ani Froese ani Schulze.
    Kraftwerk, Ultravox jak najbardziej. Mialem taki ‚niemiecki’ szmergiel z kilkoma mniej znanymi zespolami jak Can czy Popol Vuh – to byla prawdziwa awangarda.

    PS. Tanaka dopiero w trakcie pisania powyzszego przeczytalem Twoj wpis z 3 sierpnia o godz. 14:53. Wybacz, ze nie odnosze sie do niego wprost – moze pozniej.

  272. Bylo tez dziwne zauroczenie Roxy Music i Bryan’em Ferry.

  273. @act
    6 sierpnia o godz. 5:00 i pozniej

    Moglbys napisac co blog mialby „urodzic znaczacego dla kraju”? Wedlug Ciebie?

    Wg mnie blog opisuje historie i historyjki w sposob chaotyczny. Dowolny temat. Z przewaga zagadnien religijnych, najchetniej jezykiem „wiary”. Kazde wejscie kogos wierzacego (w bozie) dezorganizuje kontynuacje jakiejkolwiek mysli.

    Pojawiajac na LA 1 mialem taka sama nadzieje. Czytalem blog pare lat przedtem. Dzis nie mam tego wrazenia. Moje pytanie do Ciebie, przy porannej kawie, nie jest ironiczne.

    Pzdr Seleukos

  274. seleuk|os|
    6 sierpnia o godz. 6:49

    Jestem sobie naiwnym idealista, choc nie wierze w krasnoludki ani inne jednorozce (chociaz kto ich tam wie!).
    Twoje pytanie bylo nieuchronne ale nie znam odpowiedzi.
    Dla mnie ten blog jest jakby mikrokosmosem krajowej normalnosci, przyczolkiem zdrowego rozsadku (niekoniecznie doskonalym), mam nadzieje, ze nie jedynym i nie ostatnim. ‚Urodzic cos znaczacego dla kraju’ to oczywiscie zaklecie, czary mary i pobozne zyczenia.

  275. @seleuk|os| 6 sierpnia o godz. 6:49
    Twoja obecność podsunęła mi pytanie. Być może zetknąłeś się z podobnym problemem.
    Niedawno natrafiłem na miejscową kooperatywę (nazwijmy ich tak), młodzi, weseli i idealistycznie szurnięci, trochę hipisowaci, ale to jest Chicago, więc hipisi tutaj są bardzo grzeczni, no więc recycklingują używane komputery i uczą bezrobotnych posługiwania się komputerem.

    Z powodów finansowych na poskładanych do kupy i przetestowanych kompach nie instalują Windowsów tylko Linuxa.

    Moje pytanie: czy jak się (raczej już starsze) osoby nauczy o kompie na Linuxie to jak wygląda takiej osoby start w jakiejkolwiek firmie, w której przecież (tutaj w USA) prawie zawsze spotka się z Windows, dużo rzadziej z OS Apple?

    Wydaje mi się, że było by duże zapotrzebowanie na takie komputerowe kursy wśród „w sile wieku” polonii, tyle, że trochę zabija mi ćwieka pokazywanie ludziom Linuxsa aby gdzieś w pracy spotkali się z Windowsem.

    Z drugiej strony jeżeli byliby to już emeryci, to i tak i tak główną atrakcją byłby Skype i pogadanie / pooglądanie się z rodziną… więc może rodzaj OS nie ma takiego znaczenia?

    Moje własne doświadczenie z Linuxem jest bardzo skromne i ogranicza się do Ubuntu 16.04 oraz do kubuntu 18.04. Windows znam (od strony użytkownika) od 3.0

  276. Szanowni ! Pora na nowego wstępniaka. Z dzisiejszej perspektywy i w swoistym nawiązaniu do tekstu @mag, oraz z pulą doświadczeń – zwłaszcza lat ostatnich – Konstancja stawia ważne pytanie. Zapraszam, w jej imieniu.

  277. @act
    6 sierpnia o godz. 7:17

    Odpowiedz Twoja jest okropnie rozczarowujaca. Dla ulatwienia dodam, sam tez nie mam zadnej. Pomyslalem, moze jest ktos, Ty @act ?, co skusi na definicje. Jakis punkt do zaczepienia bedzie. Ja sam jestem „przyszlosciowy”. Oczywiscie zainteresowania historyczne, muzyczne, sportowe, ekologiczne, mase innych mam. Ale nie sa moimi zajeciami. Co i jak bedzie „jutro” jest najciekawsze, wg mnie. Dookola mnie. Wszystko co naprawde siebie angazuje jest „jutro”. Stad Ciebie zapytalem „nieuchronnie”.

    zza kałuży
    6 sierpnia o godz. 7:42

    Warunkow am nie znam. Bezrobotnych nazwalbym Wykluczeni. Wykluczeni z dzisiejszego swiata. Bez „prawa jazdy” w dzisiejszym swiecie komunikacji. Zdobycie prawa jazdy, przynajmniej u mnie, odbywa na aucie Toyota, Kia, Suzuki etc, etc. Nigdy Mercedes, Volvo, BMW. Dokladnie tak samo z compami, siecia, oprogramowaniem etc.

    Linux jest klon Unix. Wymaga do obslugi wysokich umiejetnosci, co jest sys operacyjny. Tego zadna dystrybucja nie zalatwi. Moje doswiadczenie z klonami Unix bylo w zastosowaniu do AutoCAD. AutoCAD jest prog dla specialistow, konstruktorow, inginerow. W kazdym razie nie „wykluczonych”.

    Moje glowne zajecie teraz jest doprowadzac „wykluczonych” do zatrudnialnosci. Dac szanse zaczepienia do pierwszego zatrudnienie. Nie widze spec roznica miedzy bezrobotnymi, starszymi osobami z Polonii a migrantami wojen arabskich. Teraz oczywiscie wakacje, nie mam kursow. Tu jest plan tego kursu co ja mialem. Na jesien zmienie, bedzie wiecej o spoleczenstwie http://www.softmould.com To jest moj domain wlasny. Ale nigdy nie przyszlo mnie do glowy zeby jechac jakis dystryb Linux. Ci wykluczeni, pierwsza prace jak dostana, beda kasjerki, zbieracze zamowien firmy, odpowiedz na listy klientow, sprzataczki (schematy, scheduler), reklamacje, magazynierzy, nisko kwalifikowane zajecia w szpitalach (schematy, proste srawozdania) etc, etc, etc. Musza umiec to co jest praktycznie uzywane na rynku, w tych srodowiskach pracy. Chetnie zaswiadzcenie umiejetnosci. Jezeli ktos z nich jest na tyle bystry, sam znajdzie drogi do zaawansowanego komputerowania. Skype (teraz) jest sposob organizowania konferencji, nie rozmowy z babcia. Z babcia najlepiej rozmawiac http://www.nonoh.net (jest pare innych).

    Jezeli myslisz @Zza kaluzy, wystartowac kursy dla bezrobotnych, starszych Polakow w Chicago, wez MicroMiekkiego. Ja dawno nie jestem w srodowisku, ale wiem koszt nie jest wiekszy jak Linux, na dluga mete tanszy. Sa dystrybucje MS dla studentow i zwiazkow. Cena zakupu licencji nie ma znaczenia, w ogolnym koszcie kursu. Licencja jest stala, kursanci przychodza, odchodza. To jest oczywiscie moje doswiadczenie, szwedzkie. Poza tym wykluczenie jest nie tylko z rynku pracy. Jest rowniez w zyciu codziennym (bank bezosobowy, formularze urzedow panstwowych, pomoc medyczna etc, etc, etc). Jedz @Zza kaluzy Toyota, jak chcesz tym ludziom pomoc, zeby byc czescia nowoczesnosci. Przeciez Ty, jak ja, pracowales w duzych korpach. Znaczy masz znajomych jeszcze. Zwroc do nich. W magazynach korpow, jest setki kompow zakurzonych. Co rok sa wymieniane. Te stare nie ma co robic. Leza. Zwroc, ze chcesz wystartowac kursy dla wykluczonych. To jest goodwill dla kazdego korpa. Dostaniesz za darmo. Zrob przemyslany plan do wydzialu PR w korpach co znasz. Tak ja bym zrobil, choc nie znam Chicago. Ten „godwill” mozna odpisac od podatku korporacji. To jest win to win.

    Nie umiem lepiej napisac. Dawno, dawno temu bylem tez hippie

    pzdr Seleukos

  278. @act
    6 sierpnia o godz. 2:34

    Odpowiem jeszcze tutaj,pomimo zapowiedzi Tanaki ,bo niegrzecznie byłoby prowadzić tę rozmowę pod nowym wstępniakiem 🙂
    Tak to już było,że ja wiele rzeczy w radio „odkrywałam” przez przypadek.W okresie moich bardzo pracochłonnych studiów,pozostawało na radio niewiele czasu .
    O istnieniu nocnych audycji dowiedziałam się o wiele później,kiedy dawno już ich nie było. Tym cenniejsze było dla mnie znalezienie ich i zapoznanie się z historią ich „ocalenia”. No i poznać ich szczególny czar.
    Oczywiście Parker i jego kontynuator Davis
    – to fundamenty ,na których budowali następni…
    A ja poznawalam wszystko między innymi przy pomocy Ptaszyna-Wróblewskiego.Więc lista tych,których chętnie słucham jest bardzo długa
    Pytasz o film Mahler – obejrzałam z trochę mieszanymi uczuciami. Rzeczywiście jest w nim często za wiele Kena Russela ( szczególnie bardzo rozbudowana symboliczna scena z Cosimą Wagner) Ale film znakomicie wykorzystuje fragmenty trzeciej,piątej i szóstej symfonii.Reżyser ma prawo tworzyć swoją wizję postaci – ale ja poznawałam go poza muzyką w inny spób. Istnieje film dokumentalny w którym Leonard Bernstein mówi o Mahlerze – jego życiu i muzyce. I to jest TO.
    Filmu Beethoven nie widziałam i teraz szukając nie mogłam znaleźć takiego tytułu.Jest film telewizyjny BBC ,ale jego tytuł to Eroica.Dostępny do obejrzenia w necie w jęz.angielskim z napisami niemieckimi. Czy o ten film ci chodziło ? Zobaczyłam przed chwilą początek i z pewnością obejrzę go wieczorem.A przy okazji – czy widzialeś Immortal beloved ? To również film o Beethovenie i dla mnie bardzo dobrze zrealizowany.
    O muzyce elektronicznej przy okazji 🙂