Warszawa moja miłość

Tak się składa, że kocham Warszawę, w której wprawdzie się nie urodziłam, choć pochodzą  z niej  moi przodkowie, ale spędziłam w stolicy pół wieku.
 Pamiętam jeszcze odcinek  „parterowej” Marszałkowskiej, wzdłuż którego powstawała wysoooka  Ściana Wschodnia, ruiny Zamku Królewskiego, ale także słynny Super Sam (pierwszy w stolicy super market rodzimego chowu), dzieło polskiego modernizmu w powojennej architekturze. Niestety,  został wyburzony pod „dzieło” bezimiennego [czegoś*]. Cedet, łącznie z neonem, pierwszy w Warszawie po wojnie  dom towarowy (centralny).
W zamkowych ruinach zdarzało mi się pijać paskudne winko w towarzystwie bynajmniej nie menelskim, lecz studentów i studentek  UW.
Modne były kolejne piosenki o Warszawie i nie chodzi mi  o „grzeczną” Irenę Santor z jej „Jest na mapie świata maleńki znak”, ale o Niemena z jego „Znam to miasto jak ty” albo „gondolierów znad Wisły, o których śpiewała Irena Jarocka. Moja ulubiona warszawska piosenka to utwór   Muńka Staszczyka  z T.Love „Zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz”.
Dlaczego „wzięło”mnie  akurat na Warszawę?
Za chwilę kolejna rocznica powstania warszawskiego, absolutnej hekatomby, która zniszczyła miasto i zabiła ponad 200 tys. jego mieszkańców.  Nigdy nie pogodzą się obrońcy tej masakry („młodzież tak rwała się do walki, że…”) z tymi, którzy uważają, że zgoda dowódców AK na wybuch powstania była zbrodnią. Mój tata siedział  wtedy w oflagu i  rwał włosy z głowy, bo miał podobne zdanie, jak gen Anders. (swoją drogą córcia niezbyt mu się udała).
W powstaniu zginął młodszy brat mojej mamy, jej przyjaciele i dalsi krewni. Czułam jednak, że nie powinnam  komentować sensowności ich „ofiary” w gronie najbliższych. Mieli i mają prawo do legendy, choć nie jest to legenda z pozytywnym morałem.
Patrzę na dzisiejszą Warszawę, która wyrasta na prawdziwą europejską metropolię z  wielką… ulgą i nadzieją.
 Duch tego miasta jest naprawdę niezłomny. Ufam, że nie podda się jakiemuś Jakiemu z PIS.
Warszawa”jest w kwiatach”, jak zwykle latem. Autorem przedwojennego  hasła o  ukwieconej  Warszawie był prezydent Starzyński. Oby nigdy tych kwiatów szlag nie trafił.
Przepraszam za nutki patosu, ale mnie „wzięło”.

 mag
 
[*] – dodano, Tanaka