Do Europy marsz na rękach. Casus prezes Gersdorf w Karlsruhe

Rok 2018: Państwo polskie, wraz z milionami mieszkańców zapada się w głębokie mroki głów dymiących trującymi wyziewami wstecznej mentalności pełnej złych i autokratycznych emocji, zanurzonej w fantazmatycznych mitach o Polsce, Polakach i Europie. Mentalności niezdolnej widzieć rzeczywistość, bo opartej o wzmożenia autokratycznej religii i histerię przewrażliwienia na własnym punkcie; usiłującej kryć zwykłość i małość pod maską heroiczną. Niezdolnej widzieć realne problemy, stawiać trafne diagnozy i znajdować trwałe rozwiązania budujące tak Polskę, jak i Europę. To mentalność narzucania własnej a chorej „Prawdy” wszystkim, rozdętej gangreną uzurpacji i moralnej deprawacji do wielkiego „P”. To mentalność zawziętej walki z kanonami demokracji i panstwa prawa; ludzkiej wolności kształtowania się wedle własnego sumienia i odpowiedzialności za wybory w złożonym świecie. To mentalność niezdolności do swobodnej, twórczej współpracy i współżycia w oparciu o demokrację wartości, kompromis, szacunek dla cudzych wyborów, a nie odgórne i jedyne wartości, wmuszane wszyskim. To mentalność złodzieja, co nas okrada z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Ten złodziej okrada nas z życia.

Wielowiekowa choroba umysłu: mity i kłamstwa, uświęcona deprawacja moralna, pogarda zlepiona w jedno z nienawiścią. To choroba która jest ustawicznie wypierana ze świadomości, co tworzy fundament jej wiecznotrwałości i bujnych odrodzeń. Słabo i niekonsekwentnie przytłumiana w krótkich chwilach przejaśnien w polskiej historii. Szczepionką byłoby spojrzenie prawdzie w oczy – zmierzenie się z bólem własnej realności wobec mitu wielkości. I przyznania do tego, że tacy jesteśmy: w niczym herosi, w wielu sprawach byle jacy, a zakłamani – do imentu. A jeśli zdarzy się chwila nadzwyczajna, to jest ona raczej wynikiem histerii: panicznej reakcji na chwilowy przebłysk kontaktu z bolesnym stanem rzeczy, nie zaś trwałej i konsekwentnie działającej twórczej dyspozycji wspólnoty.

Pojedyncze i niewykorzystane wiktorie, w międzyczasie zaś nieustające gnicie państwa urządzanego przez nielicznych przeciw licznym: stała opozycja pomiędzy śladowo występującym w państwie, ale pełnym pychy Polakiem – czyli wyłącznie dobrze urodzonym i dobrze ustosunkowanym – a niewolniczą masą ludzką niemającą praw, perspektyw, i godności życia; ludzie którzy nie mieli prawa zwać się Polakami; upadek rozdętego państwa które samo siebie zjadało – przez samych Polaków głównie sprokurowany a zwany w języku kłamliwego wyparcia „krzywdą od wrogów”. Liczne i nieudane powstania, emigracja nielicznej i światłej elity i w miliony idącej nędzy. Opresyjna, deprawująca państwo i ludzi rola Kościoła i katolicyzmu, zwana w tym samym kłamliwym języku wyparcia świętą opieką, jedyną tożsamością Polaka i wyłącznym źródłem moralności. Zawzięta walka tegoż Kościoła przeciw ludzkim prawom świeżo wyzwolonego – przez obcych mocarzy – niewolnika pańszczyźnianego oraz wolnościom ogółu. Wszystko to zaś zwane odwiecznie „miłością bliżniego swego”.

Szczęśliwie odrodzone państwo – dzięki zbiegowi okoliczności Wielkiej Wojny skutecznie wykorzystanych, co chwalebne, acz krótko bo szklany dom stanie się kratą autorytaryzmu – kulawe jednak i słabe, bo zaplątane w historyczych sprzecznościach, nie przyznanych i nie zadość uczynionych niesprawiedliwościach. Żyjące ćwierćdostatnio w drobnych punktach mapy, a w biedzie, często wykluczeniu a nawet czynnym prześladowaniu – na jej wielkich połaciach.

Ta Wojna. Ludzie porażeni szokiem przegranej obnażającej próżność mitu, zdrady elit i kolejnego upadku państwa; nieustannego zagrożenia, śmiercią na co dzień i widokiem obracanych w pył, płomień i popiół miast, wsi i całych krajobrazów. Próbujący się desperacko bronić aż po samobójcze Powstanie; bez szans na zwycięstwo i zdani w tym na innych; dający upust pielęgnowanej długo nienawiści bądź deprawacji sprowadzenia sąsiada do towaru zamiennego na 3 kilo cukru, ludzie – Polacy zamrożeni wśród niezałatwionych spraw poza jedną, jak się wielu złych cieszy: jaki Hitler był taki był, ale dobrze że się Żydów pozbył; niewyleczeni z dawnych konfliktów, a już przygnieceni chorobą wojny; pozbawieni dachu, drobin majątku, podstaw życia i bliskich; edukacji, zdrowia i złudzeń; wyzwoleni i zbawieni od młyna śmierci nie tyle własną zasługą a cudzą, jedni cieszą się ze zwycięstwa co daje życie i perspektywę, inni – przeciwnie: chcą kolejnej wojny, a zwycięstwo mają za wielką klęskę i drugą okupację. Prawdziwy Polak poniósł klęskę, zaś nieprawdziwy i jego centrala w Moskwie – zwycięstwo. Wygrana i ratunek to nowa okupacja, nie lepsza od hitlerowskiej, właściwie gorsza i bardziej deprawująca, trwającą dekadami. Nie te granice, nieprawdziwa Polska. Najbardziej rujnujące doświadczenie – jak brzmią głosy nowych autorytetów i jak za chwilę zabrzmi głos jednego z nich. Nieuleczalna choroba.
* * *
O Polsce Ludowej nie będę tu mówił, przecież Polski przez te lata nie było, co jest formalnym oświadczeniem państwa. Do trzech nie umiejąca zliczyć elita już po Drugiej Rzeczpospolitej zacina się w liczeniu i wywala Polskę Ludową do śmietnika. Odrzuca artytmetykę szkoły i rzeczywistość – jak zwykła to robić przez stulecia. Rzeczpospolita nr 3 zaczęła się w 1989 roku. To samo państwo jednak uroczyście oświadcza, że oto mamy 100-lecie niepodległości, liczone od roku 1918. Zamiast mnie, w sprawie Polski Ludowej i Polski w ogóle głos zabierze pani profesor Małgorzata Gersdorf, pierwszy prezes Sądu Najwyższego. Pani prezes, parę dni temu, wygłosiła mowę w Karlsruhe, do przyjaciół Niemców, do Europejczyków, mowę prawdy w obronie prawdy o Polsce przed uzurpatorem i despotą który niszczy Polskę tejże prawdy i tegoż prawa na rzecz jakiejś innej prawdy i innego prawa. Prawda jest jedna, co każdy Polak i każdy dziennikarz co rano ujawnia: prawda jest taka, że… Pani prezes ujawnia prawdę.

Całe wystąpienie zamieściła „Polityka” [1], nie będę więc go powtarzał, a przedstawię cytaty z głosu pani prezes Sądu Najwyższego. Cytaty są o szerszym stanie rzeczy, jednak pod ich powierzchnią siedzi te 45 lat ze stu, co to ich niby nie ma. Mówi pani prezes:

* Zgodnie z art. 2 Konstytucji RP z 1997 r. Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej [,,,] Niezliczone orzeczenia polskiego Trybunału Konstytucyjnego oraz sądów napełniły je konkretną treścią przez dwadzieścia pięć lat stopniowego wychodzenia ze stanu komunistycznej dyktatury. Jak zatem doszło do tego, że obecnie możemy mówić o kryzysie państwa prawnego w Polsce?

* Podważany jest powojenny konsens demokratyczny. Przywództwo stało się miałkie, wartości uległy zapomnieniu, a przynajmniej są bagatelizowane. Ważniejsze od nich stają się wyniki ekonomiczne. Społeczeństwa europejskie zostały uprzedmiotowione, sprowadzone do roli maszynek do głosowania. Czują się oszukane, a w najlepszym wypadku zagrożone. W takiej chwili do głosu dochodzą siły skrajne, wrogie zasadom godności człowieka, wolności jednostki i rządów prawa.

* Mogłabym mówić długo o polskich doświadczeniach historycznych ostatnich dwustu lat, które kładą się długim cieniem na współczesnych sporach narodowych, choć chyba nie ma to sensu, bo takie mroczne zakamarki kryją się w duszy każdego narodu. Nie mam natomiast wątpliwości, że najbardziej rujnujące doświadczenie – okres czterdziestu pięciu lat rządów realnego socjalizmu – nadal ciąży nam jak kamień u szyi. [podkr. T.]

* Doświadczenie ruchu „Solidarności” lat 80. poprzedniego stulecia bardzo wiele zmieniło na lepsze. Przeorało świadomość społeczną. […] Procesowi demokratyzacji kraju nie towarzyszyła wystarczająca debata ani akcja edukacyjna na masową skalę. Obywatelom nie pokazano, co to jest prawo, jak ono działa i dlaczego trzeba go przestrzegać. […] Wprowadzenie Polski do zachodnich struktur politycznych „odhaczono” jako wielki i trwały sukces, patrząc bardzo powierzchownie na różne liczbowe wskaźniki, a nie na głębokie struktury, które zawsze ulegają zmianie w długim cyklu. [podkr. T.]

* W każdym narodzie i ustroju, pod każdą długością i szerokością geograficzną, zrodzić się może cyniczny gracz, „rentier rewolucji”1 , perfekcyjnie analizujący słabości społeczeństwa i państwa po to, aby wyzyskać je do zbudowania autokracji. Ofiarą bezwzględnej walki politycznej zawsze są sądy – jako najsłabsza z władz, która stoi na straży praw jednostek. [podkr. T.]

* […] prawnikom nie wolno milczeć w obliczu zła, które zostało wyrządzone polskiemu wymiarowi sprawiedliwości przez ustawy uchwalone w ciągu ostatnich dwóch i pół roku. Te szkody są niestety bardzo poważne i nic nie zapowiada ich naprawienia w najbliższej przyszłości.

* Kanclerz federalny Konrad Adenauer, powiedział kiedyś zdanie, które szczególnie wryło mi się w pamięć: „Dzieje świata są również sumą tego, czego można było uniknąć” [podkr. T.]

* * *

Pani prezes Gersdorf dała się poznać na szerokim forum publicznym bodaj wtedy, gdy głośno powiedziała o niezgodzie na łamanie prawa przez władzę i potrzebie stanowczego sprzeciwu wobec tego zamachu. Wielu ufnych ludzi, będących po stronie opozycji i głośnego bądź milczącego protestu, szanujących konstytucję, rozumiejących fatalność i głębię zamachu na państwo jaki realizuje Kaczyński z pomocą swoich janczarów, szybko zapałało sympatią do pani I prezes Sądu Najwyższego, pani profesor, pani Małgorzaty Gersdorf. Ja również. Żywotnie – dosłownie – potrzebne i konieczne są bowiem głosy z takiego miejsca i poziomu i potrzebne są działania. Elita ma szersze uprawnienia od ogółu i ma głębsze obowiązki, a sędziowie są w jej szpicy, nieliczni – jakieś 10 tysięcy – a ponad proporcję ważni. Albo to idzie w parze, albo nie ma elity. Niedługo jednak po tym mocnym i dramatycznym głosie pani Gersdof, usłyszeliśmy jej kolejne słowa: za 10 tysięcy może da się wyżyć na prowincji, ale nie w Warszawie. Zdziwienie i cień powątpiewania, czy aby pani prezes dobrze wie, co mówi i do kogo, mówiąc publicznie.

Po tych uwagach wprowadzających, czas na odniesienie się do mowy prezes Gersdorf w Karlsruhe. Cel przemówienia – szczytny i godny pochwały: apel, nie wprost wyrażona sugestia pod adresem gospodarzy by wesprzeć Polskę chcącą być Europą bo inaczej zostanie zagrabiona przez cynicznego despotę, oraz wyjaśnienie powodów dla których zło się dzieje w Polsce, ale i jest coś z niego w Europie i świecie. Cel szczytny, wykonanie – no właśnie, jakie? Myśl w jednym cytacie kłóci się z myślą w następnym, jedna chce w prawo, druga w lewo, wnioski budzą wątpliwość, lub sporo więcej, a rzeczy fundamentalne są jak uderzenie głową w słup. Autorka wystąpienia zadaje główne pytanie – o powody kryzysu państwa prawnego, ale odpowiada nie w kategoriach rozważań prawnych, a społecznych, politycznych, wręcz cywilizacyjnych. Szeroko i ryzykownie, lecz wypowiedzi są śmiałe i pewne. Dziwię się nieporównanie silniej niż za pierwszym razem. Ale oprócz mocnego zdziwienia, pojawia się coś dalece większego.

Oto kluczowy cytat: Mogłabym mówić długo o polskich doświadczeniach historycznych ostatnich dwustu lat, które kładą się długim cieniem na współczesnych sporach narodowych, choć chyba nie ma to sensu, bo takie mroczne zakamarki kryją się w duszy każdego narodu. Nie mam natomiast wątpliwości, że najbardziej rujnujące doświadczenie – okres czterdziestu pięciu lat rządów realnego socjalizmu – nadal ciąży nam jak kamień u szyi.

To wyjaśnienie, mające być fundamentem wyjaśnienia zła przez prezes Gersdorf, zszokowało mnie. Najgłębiej się z nim nie zgadzam i – by sprzeciw oddać możliwie łagodnie – nazwę słowami zagubienia i nierozumności. By sprawa była jasna: zszokowało mnie to, że słowa zostały wypowiedziane przez Małgorzatę Gersdorf jako osobę o takiej roli i pozycji oraz w takim miejscu i wobec Europejczyków. Znacznie mniej mnie zaskoczyło to, że w ogóle takie słowa wybrzmiały, ponieważ słychać je, od dawna, jako obowiązkowy i niedyskutowalny slogan. To taki kanon fałszywej mowy współczesnej Polski, po którym swój i słuszny rozpozna drugiego w tym samym gatunku. Oto pani Gersdorf, osoba co najmniej pięciu cnót w jednym – I prezes SN, sędzia, profesor, przedstawiciel wąskiej i światłej elity i przypisanej mądrości z powagą w jednym, o czasach najgłębszej demoralizacji i okrucieństwa, zaprzeczenia wszelkim zasadom europejskiego rozwoju, czyli czasach ostatecznego upadku Rzeczpospolitej i zaborach mówi z nadzwyczajną miękkością: długi cień, oraz oraz daje mocne, a fałszywe usprawiedliwienie: każdy naród ma takie mroczne zakamarki. Nieprawda – takie ma tylko Polska. Zaś gdy jej myśl ogarnia Polskę Ludową, z której wszyscy przeszliśmy do Polski wolności, rządów prawa i demokracji, przez nas, tych przychodniów zbudowanej, nie zaś anioły, to ma dla niej wyłącznie najniemiłościwsze słowa potępienia i żadnej wątpliwości: najbardziej rujnujące doświadczenie. Jak należy rozumieć – w całej historii Polski, owych sławetnych tysiącu i pięćdziesięciu lat! Co to za postać: profesor niemający żadnej wątpliwości? Bez żadnej wątpliwości zatem pani Gersdorf najbardziej rujnującym doświadczeniem nazywa i swoje urodzenie, życie, rozwój osobowy i karierę naukową. Jak i wielu milionów innych Polaków. Najbardziej rujnującym doświadczeniem było też dla niej odbudowanie z ruin Warszawy, do czego i polska, niepeerelowska ręka się przyłożyła, oraz zbudowanie całej powojennej materii, kultury i życia. Tego wielkiego zasobu firm i przedsiębiorstw, który był prywatyzowany i stał się podwaliną dzisiejszej Polski, tych wielkich państwowych spółek infrastrukturalnych – od portów morskich i lotniczych poczynając, przez rafinerie ropy, gazownie, elektrownie, elektrociepłownie, kopalnie węgla czy miedzi i ich systemy rurociągowej, wodnej, kolejowej czy samochodowej dystrybucji i zaopatrzenia całego kraju – bez czego nic nie działa a Polak żyje z piastowskiego szczęścia w kurnej chacie (Polak byle jaki, dodam, bo współczesna elita – cokolwiek słowo znaczy – żyje bogato: obsadziła te przedsiębiorstwa swojakami i z nich żyje bez racji innej niż nepotyzm i prywata. Nie od Kaczyńskiego bynajmniej się to zaczęło, choć tenże ma tu już najwybitniej złe zasługi, glosząc przy tym obłudnie, że nie dla pieniędzy idzie się w politykę). Aż po żłobki, szkoły, uniwersytety; kursy dokształcające, bursy, stołówki, ochronę zdrowia; wypoczynek, sport, kolonie i obozy – a wszystko bezpłatne, lub na symbolicznym poziomie. I emerytury dla każdego. Jaki rodzaj myślenia, rozumu, namysłu i poczucia etycznego trzeba mieć w sobie, by to wszystko nazywać – bez żadnej wątpliwości – najbardziej rujnującym doświadczeniem w całej historii Polski?

Jest też jeszcze inny aspekt przemówienia pani prezes Gersdorf w Karlsruhe, nie mniej ważny. Nazywając najbardziej rujnującym doświadczeniem Polskę Ludową, mówiła te słowa do Niemców. Do Niemców Willego Brandta, który w 1970 roku klęknął w Warszawie przed pomnikiem, przepraszając za krzywdy, za ludobójstwo Polaków, za zrujnowanie Warszawy i innych miast, zaś pani Gersdorf to co odbudowano nazywa największą ruiną. Mówiła też do Niemców kanclerza Helmuta Schmidta , równie jak Brandt Polsce Ludowej (sic!) życzliwego i kontynuującego dzieło budowania wzajemnie pozytywnych relacji i współpracy, upewniania Polski Ludowej w granicach na Odrze i Nysie przeciw tym Niemcom, którzy nieustannie zamierzali odebrać te granice Polsce. Z czym by Polska wtedy została? I wreszcie, po Helmuta Kohla, z którym już Tadeusz Mazowiecki serdecznie się ściskał, co jednak nie miałoby miejsca, gdyby nie – przeciwnie do tezy pani Gersdorf o ruinie – wcześniejszy wspólny dorobek obu państw i narodów. Z mocnej tezy pani prezes wynika więc i to, że Niemcy bratali się i kolaborowali z tą zbrodniczą Polską Ludową, współczyniąc z niej ruinę. Kolejny raz spalili Warszawę? Jakich odczuć u Niemców spodziewa się pani prezes po takim dictum? Jakiego zrozumienia, podzielania poglądów, pomocy i wciągania Polski do Europy, a przeciwstawiania się dzisiejszej rujnacji Polski?

Pani prezes Gersdorf zdaje się, że z takimi wyobrażeniami i czynami pomoże Polsce jasnej przeciw Polsce ciemnej. Nic z tego nie będzie: skutki jej słów i czynów są przeciwne fantazyjnym, choć dobrym intencjom. Swoimi słowami pełnymi skrajnego niepojmowania, choć pojąć może i ma obowiązek – jej członkostwo w elicie do tego zobowiązuje – umacnia poczucie „suwerena”, tego co się z Polski Ludowej wywodzi i niesie jej wyposażenie w sobie, że „elita” to pojęcie słusznie deprecjonujące, bo jej elitarni członkowie są zarozumiali i zwyczajnie głupi. Są szkodnikami, egotykami, zamkniętymi w swojej luksusowej kaście, nierozumiejący życia i pełni nierozumnej pogardy – trzeba więc z nimi walczyć i taką elitę rozpędzić. Zaś sędziowie i sądy to gniazdo żmij, nieuczciwości, przekupstwa, niesprawiedliwości wobec „zwykłych Polaków” . Tych co z PRL-u wyszli, tych których ojcowie oraz oni sami, budowali fabryki, drogi, porty, uniwersytety, odbudowali Warszawę i jej Zamek. Tych którzy się kształcili, odpoczywali w górskich czy nadmorskich zakładowych domach wczasowych, naprawiali zdrowie w komunistycznych szpitalach czy uzdrowiskach i małym fiatem odkrywali z radością Polskę – czyli jedną wielką ruinę, niegodną imienia Rzeczpospolitej, a w pełni godną pogardy. Kaczyński – którego tak zasadnie pani prezes potępia, tak samo zasadnie wygrał i tak zasadnie zamienia Polskę w ruinę. Ta zasadność opiera się na tym, co ma głowie pani Gersdorf i inni nosiciele jedynie słusznych, a tak nietrafnych ocen i wyobrażen. Pani prezes żyje fantazmatycznością wyobrażeń, podobną do tych, przez którą I Rzeczpospolita się rozpadła. Skoro mówi o długim cieniu, to owszem, takie rozumowanie pozostaje w długim cieniu polskiej choroby mentalnej – dawnej nienawistnej sprzeczności między panem – Polakiem, a pańszczyźnianym chamem, który Polakiem nie był. Skoro mówi o głębokich strukturach, które zawsze ulegają zmianie w długim cyklu, to owszem, mówi o głębokich strukturach psychicznych wśród Polaków, do dziś nie uwolnionych w pełni z konfliktu pana i plebana z chamem , który to pleban jest panem i dziś. Do dziś też zakleszczonym w sprzecznościach tożsamości: czy dawny niewolnik panszczyźniany, a poźniejszy czlonek dumnej klasy robotniczej to ciagle cham i zatruty zamordyzmem oraz bezpłatnością wszystkiego pomiot „komuny”, czy godny twórca Trzeciej – czyli czwartej – Rzeczpospolitej? Tępa tłuszcza to i żądna grabieży czern – jak mówił Sienkiewicz, czy dumny suweren panstwa polskiego? Nie PRL był źródłem konfliktu głębokich struktur , ale jego ofiarą i kontynuatorem na przetworzony sposób, bo to jest niezmienny mechanizm głębokiej psychologii. A jeśli miałby się zmienić, to musi się zacząć od spojrzenia w istotę konfliktu, pojęcia go i przyznania się do własnej roli w tym niegasnącym konflikcie. Jak werbalnie chce pani Gersdorf, choć temu następnie wewnętrznie zaprzecza – takie konflikty zawsze ulegają zmianie w długim cyklu. Niekoniecznie zawsze, celem zaś powinno być ich zdrowe wygaszenie, uwolnienie się wreszcie od tego polskiego przeklenstwa – tak osób jak i społeczeństwa. Nie zaś „zmiana”. Im więcej takich nieprzemyślanych, a potępiających fantazji jakie wygłasza autorka przemówienia, tym lepiej ma się Kaczyński i jego suweren. Tym żywiej dręczy polską wspólnotę ta zabójcza choroba. On bowiem, Kaczynski, jest tym cynicznym graczem, który perfekcyjnie analizujen słabości społeczenstwa i panstwa. Świetnie widzi te słabości i sprzeczności w mowie i myśli pani prezes, to fatalnie ulokowane potępienie, to podawanie w nieintencjonalną wątpliwość pewność wartości i obowiązki elity. Widzi, odbiera emocje, używa i rozgrywa. Pani prezes pyta o przyczyny kryzysu i sama sobie, odpowiedzi nie słysząc, odpowiada.
Pani prezes Gersdorf zdaje się już stawiać kropkę nad „i” nierozumienia istoty rzeczy także takimi słowami, w innym miejscu wypowiedzianymi: mam się przykuć do biurka? Odpowiada jej sędzia Tuleya: tego się po pani prezes spodziewaliśmy. Elita, jeśli nie jest konsumentem miłych rojeń o sobie a jest elitą, ponosi koszty nią bycia. Też i takie, gdy czas taki. Gdy elita nie pojmuje, wzgardza i się odwraca, zostają obywatele. Sami i bez złudzeń co do mniemanej elity.

Piszę te słowa ze smutkiem, z poczuciem, że kolejna osoba spośród tych, co do których należy mieć poważne spodziewania, co powinna być latarnią, wyłącznie pomocą, wsparciem i wzorem dla dobrych ludzi sprzeciwiających się złu, gubi się, w zły sposób myli miarę rzeczy, mimowolnie napędza współpracowników zła, zawodzi i rozczarowuje. Tym bardziej to martwi, że tak dobrze zaczęła – za co, wśród krytyki mam dla niej wielkie uznanie – gdy stojąc w drzwiach Sądu Najwyższego przypominała swoje przyrzeczenie na wierność konstytucji, jej wartości i procedur demokratycznych – którą jej zdrajcy i krzywoprzysięzcy nazywają konstytucją komunisty Kwaśniewskiego.

Nie byłbym jednak sobą, więc musiałbym zjeść snickersa i łyknąć pepsi, gdybym nie był przewrotny i nie był wyznawcą panów Przybory i Wasowskiego: przełom w Wilku Morskim może się zdarzyć. Pani prezes ma i potencjał i możność i wsparcie dobrych ludzi, by wrócić do dobrego początku i tak kontynuować. Czego jej życzę słowami z Klossa: a ja ciągle, ciągle nie tracę nadziei…

[1] [https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1757274,1,wystapienie-prezes-gersdorf-w-karlsruhe-polskie-panstwo-prawne-stracone-szanse.read ]

Tanaka