Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

23.07.2018
poniedziałek

Bóg „dał rozum i wolną wolę” i poszedł

23 lipca 2018, poniedziałek,

Spotykają się na blogu ludzie, między którymi porozumienie bywa sporadyczne lub wcale nie bywa. Oczywistych przyczyn niebywania porozumienia jest 776. Rzucę lewym okiem na jedną: różnice w wyuczonej umiejętności myślenia. Myślenie to nabywana przez uczenie się i ćwiczenia umiejętność – jak wbijanie gwoździ czy podnoszenie ciężarów – a nie gotowy dar z nieba jednakowy dla wszystkich. Co wmawia Krk („Bóg dał rozum i wolną wolę”), ale nie tylko Krk – małpy same sobie wmawiają po przyswojeniu prostych umiejętności egzystencjalnych, że potrafią myśleć (potrafią tylko w obszarze prostych spraw egzystencjalnych – ale o tym nie wiedzą). Ilu powie szczerze: „Nie wiem, nie rozumiem, za gupi jezdem”? Z czegoś się wzięło przekonanie, że umiem myśleć nie gorzej niż myśliciel czy profesor. Choć żadne szkoły myślenia nie uczą w tym sensie, że nie jest to wyodrębniony przedmiot nauczania z określonymi celami i metodyką. Być może mniemanie, że się umie więcej niż się umie, wzięło się stąd, skąd w pięć minut po zdaniu egzaminu na prawo jazdy bierze się przekonanie smarka, że jest mistrzem kierownicy. Czyli szczegółowe mniemania biorą się z ogólnego mniemania o sobie. I z łatwości uogólniania: dwie moje koleżanki tak sądzą, więc i większość ludzi tak sądzi; mam 16 lat, poznałem pięć szczegółów życia, więc znam całe życie – i tak już do końca.

Uczenie się myślenia odbywa się tak samo jak kiedyś uczenie się zawodu: przez obserwację i małpowanie. Z tą różnicą, że nie jest zaprogramowane ani uporządkowane – nie jest jasno sformułowanym przedmiotem nauczania ani celem. Owszem, można usłyszeć deklarację, że celem nauczania jest przekazywanie wiedzy i uczenie myślenia, ale to tylko deklaracja. „Uczenie myślenia” (czasem z dodatkiem: „samodzielnego”) to bardziej słowna ozdóbka niż realne uczenie – coś w rodzaju wszechobecnych „celów wychowawczych”, które w PRL musiały być doklejone przez nauczyciela do konspektu każdej lekcji. No i jakie to uczenie samodzielnego myślenia, kiedy się zaczyna od wbijania w niewinną główkę dogmatów będących zaprzeczeniem myślenia. Np. pierwsza „prawda” wiary: „że jest Bóg”. Więc uczenie myślenia czasem się przypadkowo odbywa lub – częściej – wcale się nie odbywa. A kiedy się odbywa, to niejako po drodze, przy okazji, więc jest chaotyczne, zależne wyłącznie od osobowości nauczyciela, nie od programu, który nie istnieje. Stąd m.in. różne są stopnie opanowania tej umiejętności, a poziom formalnego wykształcenia czy erudycji niekoniecznie oznacza odpowiednio wysoką umiejętność myślenia. Obrazowo mówiąc, można być potrójnym głupkiem z trzema fakultetami i mędrcem (jeden na 16 milionów człowiekowatych) bez podstawówki. Umiejętne myślenie to sprawne wykonywanie umysłowych czynności składających się na myślenie: syntezowania, analizowania, porównywania, uogólniania i abstrahowania (być może psychologowie i neurofachury bardziej już uszczegółowili tę klasyfikację). W przełożeniu na życiowe konkrety to rozumienie i odróżnianie przyczyn od skutków; odróżnianie tego, co obiektywne, od subiektywnych wyobrażeń (np. mniemane TWA na blogu czy imputowanie drugiej małpie na tym samym blogu zachowań, intencji, myśli); odróżnianie tego, co śmiertelnie ważne (np. zarządzanie przez państwo polskie popiołem pozostałym po mnie), od tego, co subiektywnie ważne (np. niekończące się paplanie zagraniczniaków w Polsce na polskim blogu o Ameryce); zdawanie sobie sprawy z tego, że w każdym obiektywnym poznaniu występuje element subiektywny, bo poznanie jest działaniem żywego człowieka, a nie maszyny; rozumienie, jak powierzchowne bywa nierozumienie się ludzi i jak równie powierzchowne bywa rozumienie się; odróżnianie żywego, otwartego i twórczego myślenia własnymi narzędziami od operowania gotowymi klockami Lego (stereotypami), odróżnianie tego, co nabyte, od tego, co biologiczne, a nie paplanie „Jestem z natury taki/śmaki/owaki”. Jaki jesteś z natury, a czego się tylko nauczyłeś, może nie wiedzieć nawet Wszechwiedzący, który dał rozum – he, he – i wolną wolę – he, he, he, he – i poszedł, i ślad po nim zaginął. Natomiast wie na bank diabeł, który z rozumu – czyli myślenia – i wolnej woli nie może się przestać śmiać.

Pombocek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 791

Dodaj komentarz »
  1. Pombockowi odpuscimy, na chwile, jego wpis. A dobry jest!

    Tanaka
    23 lipca o godz. 9:12

    ” Cały czas pamiętasz, co masz do pamiętania i szczerego stosowania: byle tylko nie popsuć bloga ? Czasem Ci nieźle idzie. Wzmóż to nieźle i ten czas, na „zawsze”. Blog będzie zadowolony, a i Ty zostaniesz Indianinem, jak orzekł Wiktor Woroszylski.”

    Tak, tak. Czy ktos wie kiedy blog bedzie zadowolony? Wedle potrzeb Gospodarza zadowolony? Woroszyslki w tym wszystkim jest nie pri czom.

    Bo on, nie zyjac juz od tylu lat, w swojej książce nie zapomnial też morału, jak w dobrych baśniach:

    „bandyci zostają ukarani. A jeden z nich dzięki naszemu bohaterowi zawraca ze złej drogi i staje się porządnym człowiekiem.”

    Otoz, Tanako, chce ci jedno przypomniec: ja tym porzadnym Idianinem-czlowiekiem stalem sie wczesniej niz tobie sie wydaje. Bos ty mlodziak zwyczajny jest. A ja juz nie. I mieszkam z Indianami od sporej ilosci lat.

    Woroszyslski tez nie zyje od ponad dwudziestu lat. Wiec nie moge Go zapytac o porzadnosc czlowieczenstwa

  2. @Pombocek

    Gratuluję decyzji popełnienia wstępniaka.
    Na poruszony temat mam prawie identyczne zdanie. Zagadnienie jest z natury trudne, bowiem usiłujemy wyjaśnić rozum przy pomocy rozumu. Generalnie, ludzkość idzie na łatwiznę zastępując jakość ilością, czyli myślenie wiedzą. A wykorzystanie wiedzy bez myślenia skutkuje tym, co nasz coraz ciaśniej otacza.

  3. @Pombocek,
    masz rację. Człowiek nie jest istotą myślącą. Nie lubi i nie chce myśleć. Woli się ślizgać na stereotypach, etc..
    Warto dodać, że tacy, którzy uczą myśleć, źle kończą. Patrz Sokrates.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ten Pombocek. Co on wysmazyl?

    Nie mam odwagi zeby toto tknac swoja klawiatura

  6. A to niespodzianka-połajanka zamiast polityki.
    Mam problem bo do dziś nie wiem co jest moim samorodnym pomysłem a co małpowaniem.Ciągle mam wrażenie,że co bym nie wymyślił zawsze wcześniej ktoś już to wymyślił.Wynalazcą nie jestem więc nie jestem w stanie udowodnić czy to małpowanie czy to mój pomysł.
    Tak sobie myślę,że Pombocek(kiedyś przy nieuważnym przeczytaniu myślałem,że Panbocek) tęskni za bardziej uporządkowaną i asertywną wymianą poglądów ale myślę,że mimo wszystkich mankamentów tak jak jest jest nienajgorzej.Dobrzeże nawet wszechwiedzący nie co się jeszcze na tym blogu może pojawić niemniej dobrze by było uporządkować to małpowanie .

  7. Wybrykiem natury i marnotrastwem jest danie homo sapiens tak duzego mózgu. Coraz bardziej to widać. Wystarczyłby ptasi móżdżek, krogulczy palec i dostęp do internetu. Może natura to skoryguje.

  8. Orteq
    23 lipca o godz. 10:32 * Jest to jakoś ciekawe: zaczynasz od tego, że słowo o Indianinie Woroszylskiego jest ni pricziom, po czym stwierdzasz, że pricziom – bo żyjesz wśród Indian i już jesteś porządnym człowiekiem-Indianinem. Co mi, jako jedno, przypominasz, ,o czym pamiętam – że wśród Indian – i stąd ten Indianin, oraz metafora. * Blog jest zadowolony, gdy jest zadowolony, co daje się poznać, i gdy gospodarz zadowolony, a jest zadowolony, gdy blog jest zadowolony. Gdy nie jest zadowolony, też można poznać. Co sam – bywa – dostrzegasz, ale z trudem i zwykle wtedy, gdy asysta daje wielokrotne i wyraziste znaki. Indianin sam dostrzega. Nawet szybciej niż nieindianin. Szczera moneta jest taka, żeś sam oświadczył: byle nie zaszkodzić blogowi co, konsekwentnie przez Ciebie przestrzegane, będzie dla bloga zadowalające, a gdy mówisz dodając blogowi rzeczy pozytywnych, będzie bardzo zadowalające. * Teraz skupmy się już na wstępniaku @Pombocka.

  9. Krótko,, Towarzysze, bo lete na woda: dziękuję. Wstępniak to, oczywiście, tylko zaczepka, powiedzmy – zachęta, żeby ten. Albo tego. A jak nie, to trudno. Natomiast od dawna mnie zdumiewa to, co sformułował astra: ogromny kurzy mózg u homo. Po co, skoro rozum i tak nie przewyższy emocji, które się aż uszami wylewają?

  10. Gratuluję wstępniaka, pombocku, nareszcie 🙂

    (wiem, wiem że nie pierwszy ale się cieszę)

  11. @pombocek
    Taka mnie naszła wizja wbocku kochany.
    Siedzi sobie Frasobliwy w kapliczce na rozdrożu w charakterystycznej pozie – prawą dłonią podpiera w zamyśleniu podbródek, łokieć opiera na kolanie.
    Jest to jednak frasobliwość post factum.
    Czemu wcześniej nie pomyślał jego tatko, że taki świat do dupy jest i nic nie pomoże kolejny fatalny ruch – złożenie zafrasowanego syna w ofierze.
    Toż to była podwalina pod mit założycielski dla wszechświatowej organizacji korporacyjnej pod nazwa kościół katolicki z centralą w Rzymie. I tyle.

  12. Pombocek napisał:

    „Umiejętne myślenie to sprawne wykonywanie umysłowych czynności składających się na myślenie: syntezowania, analizowania, porównywania, uogólniania i abstrahowania (być może psychologowie i neurofachury bardziej już uszczegółowili tę klasyfikację). W przełożeniu na życiowe konkrety to rozumienie i odróżnianie przyczyn od skutków; odróżnianie tego, co obiektywne, od subiektywnych wyobrażeń”

    Mój komentarz
    Najpierw przyczepię sie do frazy „umiejętne myślenie”. Z tego wynika, że myślenie, to czynność ogólna, a umiejętne myślenie, to czynność szczególna – rodzaj myślenia. Pombocku, potraktuj to jako czepialstwo.

    Z definicją umiejętnego myślenia generalnie zgadzam się. Przede wszystkim zgadzam się, że myślenie, to analiza (analiza najczęściej porównawcza, oparta na wzorcach bytów, przedmiotów, zdarzeń, sytuacji oraz regułach zawartych w pamięci), a następnie synteza, czyli wyciąganie z tej gęstwy analizy wniosków, które są uogólnieniami ujmującymi rozpatrywany problem w jakąś całość oraz wytycznymi dla dalszego postępowania.

    Dodałbym jako uzupełnienie, ale nie definicji myślenia, tylko jako element niezbędny do wykonania analizy – pamięć, w której zachowujemy różnego rodzaju wzorce i reguły oraz do której przesyłamy wypracowane wnioski, które z kolei mogą stać się trwale zapamiętanymi, trwałymi regułami myślenia i postępowania – jak myśleć, jak oceniać sytuację, jak postępować w wyniku tego myślenia, jakie nakazy lub zakazy lub inne wskazówki wyciągać z oceny tej konkretnej sytuacji, o której myślimy.

    Na koniec problem, który mnie dręczy. Kiedy powstało myślenie, na jakim etapie ewolucji biologicznej? Tacy badacze pisma świętego mają dobrze, nic ich nie może dręczyć w tej materii, bo Bóg dał nam rozum i wolną wolę. Sprawa myślenia została zamknięta od 6-go dnia stworzenia.

    Aby rozpatrzyć ten problem należy zdefiniować, co to jest myślenie. Nie da się. To może jakoś okrężnie – przez pszczoły.

    Otóż myślenie moim zdaniem rozwijało się od pierwocin, chociaż te pierwociny na pierwszy rzut oka nie mają nic wspólnego z ludzkim myśleniem. Na przykład gdzieś wyczytałem, że pszczoła (pszczołowate) ma 1000+ komórek w swoim „mózgu”, ale ta pszczoła umie latać, patrzeć, oceniać odległości, kierunki, umie wykonywać bardzo złożone manewry w powietrzu w zależności od sytuacji, umie nawet się zdenerwować i atakować, umie uciekać, umie wykonywać taniec pszczeli, itd. Jak na te 1000+ komórek w swoim zwoju nerwowym, to jest fantastyczne osiągnięcie. Chociaż myśleć, to ona chyba nie umie. Ona umie tylko reagować na bodźce, przy czym mogą to być różne bodźce, a wszystkie reakcje ma wpisane pszczoła w ten zwój.
    Pzdr, TJ

  13. Szanowne Umiłowane, weź leć, jak ni możno. Zahamowałem, stanąłem pod lipą.

    Oczywiście, gadka o myśleniu to automatycznie gadka o wychowaniu, którego najpierwszymi wykonawcami są rodzice. A co, jeśli nie są? Tak nie ma, że nic nie ma, bo nie ma w wychowaniu białych plam. Czego nie dadzą rodzice, da ulica. A cóż może dać ulica prócz gotowców, banałów, ulicznych stereotypów i umyslowej gnuśności. Wszystkich rodziców nigdy się umysłowo nie sformatuje, nauczycieli – można. Dlatego elitą powinni być naukowcy i nauczciele. Na dzisiejsze pieniądze – 10 tysięcy na rękę na starcie. Oczywiście, pierw trza takich nauczycieli wykształcić. Ale to przecieź inwestycja w nasze dzieci, w młodzieży chowanie!

  14. subiektywnie ważne (np. niekończące się paplanie zagraniczniaków w Polsce na polskim blogu o Ameryce)

    No właśnie!!! Wara Wam odszczepieńcy i kosmopolici paplać tu o subiektywnie ważnych serialu Midsomer, muzyce, historii, Ameryce, Chinach, reszcie świata, itp!!! Kto nie ma polskiego Pesel z potwierdzeniem miejsca zamieszkania, paszoł won!
    A reszta ma dyskutować tylko o śmiertelnie ważnych rzeczach, jak np. odmowa (z pełnym poparciem Państwa Polskiego) przez ks. Kapuchę z Załupia Górnego pochowania na cmentarzu (katolickim niewątpliwie, oczywiście) Jaśka Kierdziołka zza wody, bo on ateista i heretyk jest!!!

  15. tejot

    Tejotku – za jednym zamachem: myślenie jest językowe, bez języka prawie nie istnieje. Czlowiek wychowany bez jakiegokolwiek języka (kodu) byłby idiotą niezdolnym do samodzielnego życia. Pardą, teraz już lete bez trzymanki…tfu!…bez zatrzymania.

  16. @pombocek
    Tyle tu paplamy, że i o Ameryce można. To tak w ramach na przykład uczenia się na cudzych błędach, albo brania przykładu z, albo porównania rozwiązań systemowych.
    Ameryka to ciekawy kraj.

  17. @pombocek
    23 lipca o godz. 12:17

    Nareszcie mogę się nie zgodzić. Myślenie nie jest językowe. Gdyby było, trwałoby tak długo, jak mówienie. Albo dłużej, bo mówisz (przecież!) już po pomyśleniu i przemyśleniu. Myślenie było długo przed językiem. Język jest jednym z efektów myślenia. I służy do komunikacji.

    Myślimy „doznaniami” czyli sygnałami naszych zmysłów jako reakcji na bodźce zewnętrzne i wewnętrzne. Z nich tworzymy struktury uwzględniające wzajemne zależności. Snujemy rozważania nad kombinacjami, których skutków nie znamy. Niektóre sprawdzamy sami. Do innych namawiamy innych współplemieńców.
    Im więcej mamy danych, tym lepiej możemy ocenić sytuację. Wielu osobników ogranicza się do już poznanych sytuacji. Może tym samym nie przyjmować nowych danych. To podobno ułatwia życie.

  18. Qba
    23 lipca o godz. 12:46 * Qba, jako człek precyzyjny i dociekający rzeczy powtórz swój wpis w niejęzyku.

  19. @Tanaka
    23 lipca o godz. 12:57

    Ależ ja najpierw umieściłem mój wpis właśnie w niejęzyku. Ale jakoś nikt nie zareagował. Pomyślałem (!) więc, że to pewnie z powodu braku kanału komunikacyjnego z ustalonym kodowaniem przekazu. Zadałem sobie ten trud, przekodowałem doznania na język, przekazałem kanałem komunikacyjnym i – jest reakcja!

  20. W czasach tak dawno minionych, ze najstarsi blogowicze ledwo co je pamietaja, w tygodniku Wprost, na przedostatniej jego stronie, Stanislaw Tym pisal swoje mysli, pod wspolnym cotygodniowym tytulem „Pies, czyli kot”. W numerze „Noworocznym” tuz przed 1997, czyli dobre 21 lat temu swoim czytelnikom podrzucil kilka mysli na nadchodzacy rok.

    Wsrod nich perelke:

    Pomysl, czy przypadkiem nie jest tak, ze tylko myslisz, ze myslisz?

    Perelka w moim rozumieniu, opisuje najczesciej wystepujacy wsrod czlowiekowatych przypadek.

    O innych myslach o mysleniu, w innym poscie, coby sie mysli ze soba nie mieszaly.

    pozdrowka
    ~l.

  21. hehehe

    @Tanako, ales oksymoron sprokurowal w poscie z 12:57

    pozdrowka
    ~l.

  22. 23 lipca o godz. 13:03
    Qba

    Aha, znakiem tego najpierw wyraziłes te same myśli za pomocą braku języka? Zdolny chłop z Ciebie. Ja już dwa razy próbowałem, ale nie wyszło. Pytałem też Staska, czy da radę, a on mi na to, że za dzieciaka próbował z tatą. I też nic

  23. Mysle, ze sa rozne rodzaje myslenia. To moze byc nieco podobne do do roznych dyscyplin lekkiej atletyki, wszystkie sporty do niej nalezace zbiorczo sa lekka atletyka, a bywaja tak od siebie odlegle jak sprinty i powiedzmy rzut mlotem.

    Podobnie postrzegam myslenie. Dajmy na to wyrobiony dziennikarz w slownej przepychance w studiu radiowym, czy telewizyjnym, to sprinter, ktory musi wystartowac w momencie gdy jego adwersarz skonczyl mowic i nie tylko miec swoje argumenty, ale je blyskwawicznie dostosowac do tego co przeciwnik powiedzial. A taki dajmy na to profesor Zygmunt Baumann, to byl maratonczyk, ktory nie tylko posiadal zdolnosc ogarniecia „maratonskiego” dystansu filozoficznego, ale ujac go i tak przedstawic, ze kazdy komu sie tylko chce, ma szanse zrozumiec nie tylko co profesor twierdzil, ale tez zrozumiec dlaczego tak uwazal.

    Dwa bardzo od siebie odlegle rodzaje myslenia pokazalem i nie wymienilem wielu innych. Bo nei chodzi mi o jakas kwalifikacje rodzajow myslenia, tylko o wskazanie, ze moze byc z tym mysleniem bardzo roznie. Na przyklad Gruzini wybrali sobie kiedys do rzadzenia arcymistrza szachowego w nadzieji, ze skoro on taki mysliciel powazny, to wymysli jak poprawic los Gruzji i ich osobisty los przy okazji. Niestety okazalo sie, ze umysl wycwiczony do analizy sytuacji na 64 polach, nie sprawdzil sie w rzadzeniu. I tu mysle, ze z mysleniem jest tak jak z wszystkim innym, czyli umysl wycwiczony w mysleniu w jakims waskim zakresie, poniesie kleske na polu ogolnosci, a taki ogolnie bystrzak i gwiazda blyszczaca na polu ogolnosci, wylozy sie gdy sie znajdzie na detalicznym polu minowym wiedzy specjalistycznej.

    pozdrowka
    ~l.

  24. – coś w rodzaju wszechobecnych „celów wychowawczych”, które w PRL musiały być doklejone przez nauczyciela do konspektu każdej lekcji.

    To zdanie przypomina mi moje młode lata – 40-te w liceum. Był rozkaz wprowadzenia elementu wychowawczego do każdej lekcji i w każdym przedmiocie. Nauczyciele sobie jakoś radzili – w domyśle cel wychowawczy był polityczny – państwo próbowało wyrobić posłuch u młodzieży – małpując, a jakże, znakomitą metodę wpajania absolutnej prawdy, jak to czynili od wieków słudzy jedynego ważnego boga. Nasz fizyk był tak stary, że już nie bał się wyrzucenia z pracy i się nie wygłupiał szukaniem politycznych podtekstów np. w prawie Ohma lub grawitacji „jabłkowej” Newtona.
    Nasz Łacinnik poradził sobie dość oryginalnie. Deklamuję np. „Aurea prima sata est…” (lubiłem rytmiczne deklamacje), on mi przerywa i wznosi okrzyk: „Niech żyje towarzysz Stalin”! My radosnym rykiem oddawaliśmy cześć wielkiemu językoznawcy, a profesor zapisał, że element wychowawczy był.
    Wiele lat później odżył pomysł wprowadzania „elementów” do lekcji fizyki, ale nie politycznych, tylko technologiczno-praktycznych. To był taki sam idiotyzm, ale wymyślony nie przez PRL a metodyków warszawskich. Ja poszedłem na studia po 4 latach ciężkiej pracy w szkole podstawowej i byłem pełnoprawnym nauczycielem po LP, więc zawsze się bardzo dobrze dogadałem z naszym metodykiem. Uczęszczałem przed studiami nawet na 2-letni kurs dla nauczycieli fizyki, który ten metodyk prowadził, zanim został metodykiem na WSP. Liczyłem na piątkę z egzaminu – powiem jak Beatka – piątka mi się należała!!! Nieporozumienie polegało na tym, że nie dałem mu zadowalającej odpowiedzi na pytanie: „Elementy politechniczne w rzutniku”! Nijak mi nie wyszło i niesłusznie dostałem tylko 4.
    Mijają lata, ja już jestem po doktoracie i mam magistrantów z zaocznego studium – czynnych nauczycieli liceów i szkolonych przez tego samego metodyka. Ich obowiązkiem było uczęszczanie na konsultacje i stawianie mądrych pytań. Wtedy zadziałałem haniebnie i podstępnie, bo ja tego pana naprawdę lubiłem i ceniłem. Poprosiłem pewnego cwanego Warszawiaka (dyrektora liceum), aby postawił panu to moje pytanie egzaminacyjne. Zrobił to i tym pytaniem zdenerwował staruszka, który wykrzyknął: „Co za idiota wymyślił takie pytanie”? No comment!

  25. @Tanaka
    23 lipca o godz. 13:36

    Dlatego właśnie ludzkość wymyśliła język – żeby przekazać, że bez języka przekaz nie wychodzi. Oczywiście próbujemy w dalszym ciągu, bo na tym – podobno – polegają wynalazki. Szczególnie te wielkie.
    Coraz popularniejszy jest przekaz pseudojęzykowy, czyli zestaw przypadkowych dźwięków, pod który można podłożyć dowolną treść. Zależną głownie od sytuacji geopolitycznej.

  26. Pombocku, popularnie się mówi – mój pierwszy język, to język polski, wiec myślę po polsku, myślę w języku polskim i onzacza mnieje więcej to samo, chociaż fraza „myślę po polsku” ma nieco inne znaczenie niż „myślę w języku polskim”.

    Reguła myślenia w pierwszym języku nie stosuje się chyba do takich postaci, jak Józef Korzeniowski, który pisał jak Anglik, więc chyba i myśleć musiał również w języku angielskim

    Weźmy myślenie w matematyce.
    Myślenie przy rozwiązywaniu problemów logicznych jest symboliczne, a tylko uzupełniane jest, komentowane językiem natywnym, mówionym. Rozwiązując równanie różniczkowe (jakiekolwiek równanie matematyczne), musimy odwoływać się do znanych schematów postępowania, do znanych metod rozwiązywania problemu, po czym próbnie je stosować i analizować wynik posługując się symbolami. I w końcu po ostatecznej analizie i ocenie znów nasuwa się w głowie do użycia język natywny – ach, nie, tak nie można, nie zgadza się, trzeba coś innego wymyślić.

    Dopiero to ostatnie jest jest wyrażone (pomyślane) w języku mówionym. Poprzedzające myślenie jest myśleniem symbolami, a taki rodzaj myślenia jest taki sam u Anglika, jak i u Polaka. Nazwy obiektów matematycznych i relacji między nimi są zakodowane w uniwersalnym języku matematyki. Ich nazwy mogą mieć różne brzmienie w różnych językach, lecz znaczą dokładnie to samo. Takie symbole jak nazwa zmiennej, np. „x”, czy znak równości (jest, równa się) są niezależne znaczeniowo od nazwy w danym języku, w każdym znaczą to samo.

    Natomiast dyskusją rozwiązania musi być wyrażona w języku mówionym, etnicznym, ponieważ nie da się spierać samym z sobą, krytycznie oceniać czegoś, nie mówiąc – to jest do bani lub – o, to,to, tak chyba będzie dobrze, trafiłem, trzeba to sprawdzić.

    Tak że myślenie przy rozwiązywaniu zadań, to kombinacja myślenia symbolami oraz komentarzy wyrażanych w języku „ojczystym”, np pamiętaj cholero, nie dziel przez zero.
    Pzdr, TJ

  27. lonefather
    23 lipca o godz. 13:37

    Wydaje się że wyrobiony dziennikarz ma wcześniej przemyślane reakcje na słowa adwersarza, chyba że uznasz że jest to tak jak u sprintera tylko trening. I jestem pewny że profesor Zygmunt Baumann dałby sobie radę podczas szybkiej dyskusji co niekoniecznie udałoby się maratończykowi pośród sprinterów.

  28. tejot
    23 lipca o godz. 14:07 * To myślenie symbolami już jest językiem, czyż nie? I czy pierwej nie jest konieczne natywne umówienie się przez zainteresowanych, czego wyrazem jest dany symbol? Skąd można wziąć ustalenia, skoro się nie używa języka natywnego? Czy dowolnego innego, choćby migowego?

  29. zulu24
    23 lipca o godz. 14:08

    „Wyrobiony” ma ulatwienie w postaci przekazu dnia.
    Co do maratonczyka, to kazdy maratonczyk bez wyjatku przebiegnie dystans sprintu. Bedzie ostatni, ale przebiegnie. Za zaden sprinter nie zdola przebiec maratonu.

    Bystrzak dizennikarz zagadalby profesora Baumana bez najmniejszeog trudu, bo nie rozumialby o czym profesor mowi. Jak sie dzinnikarz zamknal, to profesor spokojnie wyjasnil i wykazal zlozonosc, ktora dzinnikarz po lebkach, choc blyskotliwie komentowal bez najmniejszego zrozumienia, bo mu wystarczyl powierzchowny opis.

    pozdrowka
    ~l.

  30. Qba
    23 lipca o godz. 13:54 * Zdaje się,że współcześnie cofamy się, jak to mówią – w tył. Język sms-owo – tweetowy rozciąga się jak guma w majtkach wuja o rozmarze XXXXXXXXXL (język symboliczny @tejota, a nawet hutniczy, co pamiętam ze szkoły jak kogo wuj przyciśnie swoimi symbolami, to nomalnie jak walcarka w hucie Lenina. Też symbolu zresztą). Jedno słowo, jeden wyraz musi pomieścić corz więcej znaczen. Weźmy takiego Trumpa – już w ogóle nie jest jasne, co on mowi, jak mówi swoimi tweetami. Niektórzy jednak myślą,że myślą, że go kapują, choć on sam siebie nie kapuje.

  31. lonefather
    23 lipca o godz. 14:22

    „zaden sprinter nie zdola przebiec maratonu.” Polemizowałbym, jeśli z szóstym krzyżykiem na karku potrafiłem pokonać dystans maratonu (co prawda bardziej chodem niz biegiem), to młody wysportowany człowiek dałby go radę przebiec.
    Pisałem o dziennikarzach, nie o biologicznych robotach opartych na przekazie dnia, uzurpujacych sobie że są dziennikarzami.

  32. zulu24
    23 lipca o godz. 14:35

    Kiedys rozmawialem zwielokrotna Mistzrynia Polski na dystansie 200m. Stanowczo mi oswiadczyla, ze to dla niej niemozliwe.

    – Dlaczego spytalem
    – Bo gdybym sie przygotowala do biegania maratonow, to przestalabym byc sprinterka…. Bo w obu dyscylinach jest inna gosodarka tlenowa i inne detale funkcjonowania organizmu.

    Moze dodal, ze czynny sprinter… to bys zrozumial mnie precyzyjniej.

    Fakt plecialem z tym przekazem dnia. Niemniej nawet najbardziej wyrobiony dziennikarz nie ma glebi i wolnosci myslenia, jaka ma filozof tej klasy, co chocby wspominany profesor Baumann. Tych bezklasy, litosciwie pominmy.

    pozdrowka
    ~l.

  33. Ciekawa ta dyskusja o myśleniu i języku. Czy może istnieć myślenie bez języka ? Pewnie tak te dwie aktywności się splatają wzajemnie, że trudno je oddzielić. Jedno jest pewne, że można używać języka bezmyślnie, o czym świadczy internet i masa gadatliwych idiotów nim sie posługujących.No chyba, że idiota też w jakiś sposób myśli.
    Myślenie posługuje się pojęciami, wyobrażeniami, a język owe pojęcia ubiera w słowa, wyrazy. Nagie pojęcia, tzn nie ubrane w słowa nie można przekazać, nie nadają sie do komunikacji, bez tego słownego ubranka. Mam w głowie pojecie „stołu”, takie samo pojęcie moga mieć Niemiec , Francuz, ale oni ubieraja to pojęcie w inne „ubranka” Tisch, table…
    Natomiast jedno jest znaczące, co wyraźnie odróżnia język ojczysty od nawet dobrze przyswojonego obcego języka. Jezyk ojczysty nabyty w dzieciństwie jest zabarwiony emocjonalnie. Takie słowa jak np. chleb, zboże, motyl, łąka, o razu wywołują we mnie wrażenia zmysłowe, widoki, zapachy, smak chleba, kiedy zaś pain, blé,papillon, pré, to są słowa, które wymagają ode mnie pewnego wysiłku, muszę świadomie wywołać te obrazy, które po polsku wywołują się automatycznie. Czytając wiersz po francusku z trudnością chwytam ową zmysłową stronę słowa.Często tłumaczę sobie taki wiersz na polski i dopiero wtedy zaczyna on dla mnie pachnąć łąką. Leśmian czy Baczyński po francusku jest jak zwiędły kwiat.
    Są ludzie, którzy potrafią osiągnąć ową zmysłowa wrażliwość czytając w obcym języku. Boy chyba był takim człowiekiem. Ja zbyt późno nauczyłem się francuskiego , więc nie pokonałem owego zmysłowego „daltonizmu”.
    W szkole miałem obowiązek interweniować, kiedy jakiś uczeń użył brzydkiego słowa. Po polsku takie słowa „ku.”, „ch.” „pie..” itp odbieram z automatu, jakby to był policzek. No bo moja podświadomość zatrzymała te obrazy z dzieciństwa, kiedy to brzydkie słowa spotykały sie z potępieniem. Tymaczasem, gdy mały Francuz zaklnie, to ja mam moment zawahania „aha, to jest brzydkie słowo, więc ja muszę zareagować” no i reaguję jak japoński robot, z pewnym opóźnieniem.
    Pombocku, dzięki za ciekawy temat, mimo,że troche sie z Tobą nie zgadzam. Bo ja mam, za przeproszeniem, inne wizje na ten temat, ale teraz nie będę ich eksponowac bo słucham sobie mezzo, a tam wielki Bach, którego język „pachnie” mimo, że po niemiecku.

  34. Mój wnuczek, który osiągnął fazę homo erectus, bo potrafi juz stanąć pionowo opierając sie o krzesło(a ma 10 miesięcy,proszę zauważyć), dużo mówi; jakieś słowa „gaga”, „dydy””grr”. Czy te słowa to są „ubrankami” jakichś pojęć, które w główce dzidziusia się kotłują ? Czy też może są to „ubranka” bez pojęć, które niczego nie ubierają, tylko są takimi niesemantycznymi znakami niczego.
    @tejocie , ty który wszystko potrafisz przeanalizować, wyjaśnić, zabierz głos, proszę.

  35. @Qba 23 lipca o godz. 12:46

    Zgadzam się, że myślenie jako takie nie jest językowe. Natomiast myślenie homo sapiens jest abstrakcyjne w tym sensie, że operuje kategoriami, a nie konkretnymi obiektami. Konkretnie myślą zwierzęta i osoby z autyzmem – co uświadomiła nam na własnym przykładzie Temple Grandin. Dla osoby takiej jak Temple przestawienie krzesła w pokoju było szokiem – bo dla niej nie był to już ten sam pokój.

    Słowo „drzwi” wywołuje w mózgu Temple ciąg konkretnych obrazów przeróżnych drzwi, jakie w życiu widziała. Dla przeciętnego człowieka „drzwi” to abstrakt, czyli kategoria obiektów. Z kolei o tym, jak konstruujemy kategorie decyduje język – w tym sensie język determinuje myślenie. Tanaka ma w tym sensie trochę racji. „Women, Fire and Dangerous Things” – tytuł klasycznej publikacji o kategoriach – to jedna kategoria w jakimś egzotycznym języku.

    P.S. Ta przeróbka piosenki żołnierskiej – cukiereczek! Ciekawe, jak młodzież przerabia dzisiaj „Barkę” czy inne takie obowiązkowe religianckie kawałki.

  36. DziEcko wychowane przez wilki ,ani wolnej woli ani rozumu za grosz.Dlaczego /?

  37. Tanaka
    23 lipca o godz. 14:16
    tejot
    23 lipca o godz. 14:07 * To myślenie symbolami już jest językiem, czyż nie?

    Mój komentarz
    Matematyka „ma” swój język, albo może tak – matematyka sama jest językiem. Nie, może tak – matematyka, to zbiór abstrakcyjnych obiektów i reguł operowania nimi. Nie, może tak…

    Myślenie matematyczne jest myśleniem językiem, regułami matematyki.
    Matematyka jest nauką ścisłą (nie do końca) ponieważ podlega ścisłym abstrakcyjnym regułom logiki.

    Myślenie zdaniami logicznymi, myślenie rachunkiem zdań może być zarówno matematyczne, jak i w języku mówionym, ponieważ w języku mówionym też istnieją zdania prawdziwe i nieprawdziwe, istnieją reguły łączenia słów i zdań. Tę rolę spełnia gramatyka, która nakazuje zachować strukturę logiczną przekazu, która zawiera zbiór reguł posługiwania się językiem mówionym.

    W języku mówionym występuje poważne utrudnienie, którego nie ma w matematyce (na ogół) i które dla głupich i cynicznych rozmówców jest poważnym ułatwieniem. A mianowicie reguły logiczne języka mówionego dotyczą pojęć rozmytych – rozmytych znaczeń słów, a więc i same reguły w posługiwaniu się nimi mają tendencje do rozmywania się, patrz niektóre głosy na niniejszym blogu o konstytucji.

    Niemniej nadal są to reguły podlegające logice, tylko z udziałem szacowania prawdopodobieństwa, szacowania, co może oznaczać dany komunikat słowny, a to się wiąże z podjęciem dodatkowego myślenia o tym, co autor chciał wyrazić,co miał na myśli. Chęć zrozumienia, czyli ustalenia porządku logicznego wypowiedzi, którą oceniamy i jej odniesień do stanu rzeczywistego przedmiotu wypowiedzi, pcha myślenie, nasz mózg do poszukiwania skojarzeń, które można przypiąć (poprzez rozpoznanie znaczeń) do tego, co autor chciał wyrazić.

    Umiejętność wybierania właściwych skojarzeń dających poprawne wyniki w sprawdzających operacjach logicznych, zaliczana jest do pojęcia „inteligencja”, czyli zdolność do „poprawnego” myślenia, do wyszukania wśród dziesiątek różnych wariantów skojarzeniowych takiego, który pasuje, daje poprawne rozwiązanie, poprawnie skonstruowaną całość.

    Nie są te moje rozważania łatwe w odbiorze przeze mnie. Po sprawdzeniu okazuje się, że jeszcze coś można dodać, po kolejnym przeczytaniu okazuje się że należy coś skreślić, coś innego przesunąć i połączyć z czymś ważniejszym, itd.
    Myślenie nad myśleniem, to zadanie nie odrobienia.
    Pzdr, TJ

  38. @tejot 23 lipca o godz. 11:53

    Zachowanie owadów świadczy o zbiorowej inteligencji. Czy można to nazwać myśleniem? Kwestia otwarta. Z kolei zachowanie drapieżników podczas polowań wykazuje elementy twórczego planowania – na przykład delfiny wślizgują się tyralierą na płyciznę, żeby zagnać na nią ryby, na które polują. Te strategie zbiorowego działania zależą od lokalnych warunków – ukształtowania terenu itp. Na jednym z filmów przyrodniczych BBC pokazano zachowanie małp, a konkretnie dwóch młodych samców, z których jeden wszedł w rolę opiekuna i mentora. Ten samiec wkładał patyk do dziupli, sprawdzając, czy na końcu pojawi się krew. Z obecności krwi wnioskował, że w dziupli mieszka jeszcze żywy obiad i – uwaga! – uczył kolegę tej techniki. Tym sposobem efekt jednostkowego twórczego myślenia staje się własnością społeczności.

  39. @Nie wszystkim 23 lipca o godz. 16:02
    Nie można powiedzieć, że nie ma rozumu. Ma ludzkie geny i wilcze wychowanie, czyli zostało przystosowane do życia w wilczej społeczności.

  40. Pombocku, spóźnione, ale zawsze gratulacje! Chociaż dyskusja zmierza chyba w nieprzewidzianym przez ciebie kierunku 🙂

  41. @Tanaka 23 lipca o godz. 12:57
    Ale „wpis” to element komunikacji, a nie stricte myślenia. Podszczypujesz Qbę.

  42. Dennett w swojej książce „Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne” przypomina, że kiedyś religie pełniły funkcje cywilizacyjne, wspierając społeczności. Dziś opóźniają one myślenie racjonalne,a zatem postęp cywilizacji.
    Wydaje się, że największym ciosem w światopogląd religijny byłoby wyjaśnienie roli „duszy”. O ile losy duszy przed poczęciem i po śmierci muszą być z konieczności treścią wiary, to wiele osób wierzących ma w ich przekonaniu widomy dowód na istnienie duszy w postaci naszej świadomości, która pozwala nam odczuwać miłość, radość, wolność i wszelkie inne odczucia. Nauka była dotychczas bezradna, ponieważ nie potrafiła ona wyjaśnić fenomenu świadomości ludzkiej. Wszelki rozważania naukowców na ten temat zaczynały sie od stwierdzenia iż to w jaki sposób jesteśmy świadomi wrażeń i emocji, jak tworzy się samoświadomość i jak jest rola podświadomości, to niewyjaśnione tajemnice, które prawdopodobnie nigdy nie znajdą naukowego wyjaśnienia.
    I oto ukazała się książeczka napisana przez fizyka i informatyka, która wyjaśnia, jak rodzi się świadomość. Książka ma tytuł „Świadomość? Ależ to bardzo proste!”. Tam nie ma ściemy ani uników. Wyjaśnienie świadomości następuje na poziomie procesów biofizycznych lecz mimo to książka aspiruje do popularnonaukowych.
    Jeśli ta wiedza się upowszechni, to podstawy religii zostaną głęboko podcięte. Oceniam, ze na głębokość porównywalną z tym czego dokonała teoria ewolucji Darwina.

  43. Na marginesie
    23 lipca o godz. 15:51
    @Qba 23 lipca o godz. 12:46
    Zgadzam się, że myślenie jako takie nie jest językowe. Natomiast myślenie homo sapiens jest abstrakcyjne w tym sensie, że operuje kategoriami, a nie konkretnymi obiektami.

    Mój komentarz
    Tak jest, człowiek operuje w myśleniu kategoriami, w moim odczuciu – klasami obiektów. W tym ujęciu myślenie, to operowanie symbolami.

    Przykładem takiej klasy jest droga. Słowo „droga” może być użyte w różnych kontekstach, gdzie uzyskuje różnorodne, nieraz bardzo odległe znaczenia, lecz mózg niezależnie od tych odległości rozpoznaje „drogę”, jako oznaczenie klasy obiektów mających wspólne właściwości i wybiera „podkłada”pod czytany, czy słuchany komunikat słowny właściwy obiekt z tej klasy. Proszę się nie zrażać, już kończę.

    Przykłady
    Droga do Gdańska
    Droga do poznania
    Droga donikąd
    Droga do gwiazd
    autostrada do słońca
    ścieżka dojścia
    droga do prawdy (lub prawda idzie do nas -JK)

    Tysiące tego są.
    „Droga” oznacza w tych przykładach klasę obiektów (kategorię), przy czym obiekt może być w jednym kontekście konkretny – droga do Gdańska w innym abstrakcyjny – droga do poznania).
    I pomyśleć, że mózg potrafi to wszystko przeanalizować, rozpoznać i włączyć prawidłowo do całości.
    Pzdr, TJ

  44. Na marginesie
    23 lipca o godz. 16:24
    @tejot 23 lipca o godz. 11:53
    Na jednym z filmów przyrodniczych BBC pokazano zachowanie małp, a konkretnie dwóch młodych samców, z których jeden wszedł w rolę opiekuna i mentora. Ten samiec wkładał patyk do dziupli, sprawdzając, czy na końcu pojawi się krew. Z obecności krwi wnioskował, że w dziupli mieszka jeszcze żywy obiad i – uwaga! – uczył kolegę tej techniki. Tym sposobem efekt jednostkowego twórczego myślenia staje się własnością społeczności.

    Mój komentarz
    To są pierwociny kultury utrwalanej dzięki niegenowemu dziedziczeniu i doskonaleniu zasad, reguł zachowań – metodą aktywnego uczenia czegoś drugiego osobnika i uczenia się od drugiego poprzez zaobserwowany przykład – przekaz z osobnika na innych osobników, a ci na jeszcze innych, itd.
    Pzdr, TJ

  45. @Na marginesie
    23 lipca o godz. 15:51

    Różni różnie twierdzą. Zróbmy eksperyment. Załóżmy, że masz wygłosić referat na temat aktualnie wykonywanego doświadczenia w laboratorium. Obmyślając temat, zbierasz w głowie wszelkie dotyczące go dane, następnie ustalasz konspekt czyli co w jakiej kolejności, a dopiero potem zastanawiasz się, jak to powiesz. Czyli „ubierasz w słowa”. Owszem, w trakcie poprzednich etapów tworzenia referatu też używasz w myślach słów, ale raczej jako pomoc bądź zapamiętanie ciekawych zwrotów, które chciałabyś później użyć.
    Czyli myślimy elementami (przedmioty, kolory, itd.) oraz kompleksowymi zdarzeniami, odczuciami, itp. Jedno jest pewne – werbalizacja następuje po myśleniu (niestety, nie u każdego).
    Dodałbym tu jeszcze istotny aspekt, mianowicie konstrukcję języka. Jeżeli jest on prosty jak potoczny angielski, używamy gotowych określeń na całe grupy doznań, musimy zatem doprecyzowywać wieloma określeniami. W językach bardziej skomplikowanych ale za to znacznie elastyczniejszych, możemy wprząc język do procesu obmyślania tematu, tworząc ciekawe formy gramatyczne, a nawet słowne bez obawy, że nie będziemy zrozumiani.

  46. @tejot
    23 lipca o godz. 16:45

    Trochę nie rozumiem Twego wywodu.
    …myślenie homo sapiens jest abstrakcyjne w tym sensie, że operuje kategoriami… Generalnie się zgadzam, choć – jak napisałem wyżej – również obiektami i wszystkim tym, o czym myślimy. Bez konieczności nazywania tegoż.
    Ale dalej piszesz „Droga” oznacza w tych przykładach klasę obiektów (kategorię)…. ponieważ chodzi o kategorię, którą myślimy, zatem wynika z powyższego, że język definiuje nam kategorie myślenia. A przecież myślenie było przed językiem, który powstał jako efekt myślenia. Zresztą samo słowo „droga” też ma wiele znaczeń. I każdem kojarzy się inaczej.

    A małe dzieci wyrażają wyniki swych przemyśleń własnym językiem. Ponieważ dorosłym nie chce się go uczyć, zmuszają biedne maleństwa do nauki brzydkiego języka dorosłych.

  47. @Amonmon
    23 lipca o godz. 16:35

    Wszystkiego najlepszego ale obawiam się, że wierzący – jak sama nazwa wskazuje – wierzą. Wiedza i dowody nie są im potrzebne. Stwierdzenia o ostatecznym obaleniu wiary w boga świat słyszy co kilka lat. I co? A no nic.

  48. Ewa-Joanna
    23 lipca o godz. 12:35

    Wyszedłem z wody i jestem młody. Ewojotko, w moim słowie „paplanie” jest dokładnie to samo, co w słowie Ortega „bazgranie” – to nie jest wyrzut, lecz nazwanie z dystansem tego, co się robi na blogu. Już to wyjaśniałem wcześniej Ortegowi, że nie wytykam amerykańskim Polakom, że gadają w Polsce na polskim blogu o Ameryce, lecz odrobinę kpiąco nazywam absurdalność tego monotematycznego zwyczaju i to wszystko. Nie interesuje mnie to, co mnie nie interesuje i o czym kto na blogu gada, i w żaden sposób się do tego nie odnoszę. Róbta, co chceta, ja też robię, co chcę. Doszukiwanie się w moim „paplaniu” innych znaczeń jest wszechobecnym – również na tym blogu imputowaniem. Co wytykam w swoich wstępniackich wypocinach.

  49. tejot
    23 lipca o godz. 16:16 * To co mówisz, odniesione do wstępniaka Pombocka oznaczałoby, że i sama logika (system logiki, system rozumowania w matematyce) jest także językem, choć nie natywnym, a co najmniej narzędziem. W obu przypadkach istniałaby konieczność apriorycznego zbudowania języka jeszcze innego rodzaju (natywnego właśnie, mówionego/pisanego, czy choćby migowego, w każdym razie systemowego i uzgodnionego), po to, by móc skonstruować język logiki matematycznej. Jak bowiem inaczej mogłoby to powstać? także budowa języka natywnego, potocznego, jako poprzedzającego język logiki matematycznej wymagałaby procesu ocennego, za pomocą logiki właśnie: czy to, co mowimy (piszemy, rysujemy, pokazujemy rękoma, ciałem, piszczymy, skrzeczymy, chrumkamy, gwiżdżem itd.) pozwala się porozumieć, uzgodnić znaczenia, utwalić je w języku, uczynić niejednostkowym (jednostkowość, w rozumieniu wymiany między dwojgiem, a już nie trojgiem, teoretycznie może by wystarczyła), a szerszym i społecznym itd.

  50. Ktoś napisał, że Trump sam siebie nie kapuje? Z książki Wolffa wynika, że tak właśnie jest. Ale Trump przede wszystkim nie kapuje, dlaczego np. media go nie lubią. I jest święcie przekonany, że to zmowa mediów. Trump jest starszym panem, który po kolacji (to znaczy ok. 18:30) ląduje w łóżku, oglądając telewizję na trzech ekranach wstawionych do sypialni. Równocześnie telefonuje do wszystkich znajomych i nie całkiem znajomych, zanudzając ich 40-minutowymi monologami, których treść owi znajomi bez żenady ujawniają – bo Trump nie zastrzegł sobie tajemnicy państwowej. Dlatego tyrady Trumpa stają się własnością publiczną.

    Pojawiła się anegdota o tym, jak Trump po tygodniu w Białym Domu krążył po ciemku w szlafroku, bo nie mógł znaleźć przełącznika świateł. Gdy wyciekła, Trump stanowczo zdementował, swoim zwyczajem wygłaszając monolog do każdego i wszystkich, przy każdej okazji. Monolog brzmiał: „co za bzdury o mnie opowiadają! Czy ja wyglądam na faceta, który nosi szlafrok? Ja przecież nawet nie mam szlafroka, o!”

  51. @Amonmon 23 lipca o godz. 16:35

    Fenomen świadomości wyjaśniał też Antonio Damasio, neurochirurg. Jego książki są b. ciekawe, chociaż nieco hermetyczne – no bo jednak neurochirurg, nie da się ukryć.

  52. 23 lipca o godz. 18:14
    Na marginesie

    „Ktoś napisał, że Trump sam siebie nie kapuje?”

    Tak jest, ten ktoś to Tanaka. 🙂

  53. @tejot 23 lipca o godz. 16:57

    Tak – a z chwilą wynalezienia pisma i innych form zapisu informacji proces takiego dzielenia się doświadczeniami tylko przyspieszył. Obecnie chyba przekracza możliwości przeciętnego mózgu – ja czasami wręcz bronię się przed natłokiem informacji, który przypomina „sensory overload” – mózg wysiada, jak zmysły przytłoczone nadmiarem wrażeń.

    Co do przekazywania informacji – niedawno odkryto, że można je wprowadzać do organizmu przeszczepiając fragmenty RNA, który jest nośnikiem informacji. Na razie u robaków, które poprzez przeszczep uczą się reagować na światło, które u poprzednich nosicieli RNA kojarzyło się z jakimś innym bodźcem. Pisze o tym np. Sharon Moalem w książce „Survival of the Sickest”.

  54. @Tanaka 23 lipca o godz. 18:24
    No widzisz – zawsze twierdzę, że ten Tanaka to jest ktoś!

  55. @tejot, Qba
    Przykład z drogą uwzględnia znaczenia metaforyczne i doskonale ilustruje proces przechodzenia od konkretu do abstraktu. Dlaczego mówiąc np. o emocjach posługujemy się pojęciami „wyższe” i „niższe”? Relacje przestrzenne się zmetaforyzowały.

  56. Jest jeszcze Dennetta: From Bacteria to Bach and Back.
    Nie ośmielam się jednak referować zawartych w tej pracy poglądów na temat treści „Wstępniaka”.
    Może jeszcze coś z „Sapiens”, Harari?
    P.S. Bardzo miło czyta się ten blog. A na marginesie poprzedniego „wstępniaka”. Czasami najlepszym rozwiązaniem jest ignorowanie, lub bardziej trywialnie, olewanie. Podejmowanie dyskusji jest tylko „wodą na młyn”.

  57. Towarzysze, bez języka pojęciowego nas nie ma. To, co mówi @Nie wszystkim – DziEcko wychowane przez wilki ,ani wolnej woli ani rozumu za grosz” znaczy, że to dziecko jest wilkiem, jeśli do 6 – 7 roku nie było w mówiącym otoczeniu. Nie stanie się już człowiekiem nawet, kiedy trafi między ludzi, czyli między zwierzęta mówiące. Będzie homo alala, człowiekiem niemówiącym, bo nie da się już go nauczyć ludzkiego języka, tak jak się nie da nauczyć mówić i rozumieć psa. Jest w rozwoju osobniczym określony czas, kiedy dziecko uczy się języka, małpując mówiące otoczenie. Po tym czasie nauka od zera jest już niemożliwa. Więc ludzkie dziecko do końca swych dni będzie idiotą (w nomenklaturze psychologicznej). Bez języka pojęciowego nie ma rozpoznania świata, jakim teraz dysponujemy. Nie ma sztuki – w tym muzyki i plastyki – nie ma kultury, nie ma bogów, nie ma niczego, co teraz nazywamy „ludzkim”.

    Proszę nie rozumieć, że myślenie językowe polega na świadomym tworzeniu w myślach zdań. Na czym polega – powiem jak się dowiem. Jeśli wcześniej nie przyjdzie alzheimer, który jest cofaniem się do krainy szczęśliwej jołopowatości. Oczywiście, że były jakieś niepojęciowe pierwociny dzisiejszego myślenia homo, ale nie ma ono dla naszego gatunku takiej wagi jak myślenie pojęciowe. I było raczej inaczej niż zasugerował Qba: że pierwotni ludzie, co na mchu jadali, wymyślili język – czyli od myśli do języka. Z całym szacunkiem – jakimi narzędziami mieliby go wymyślić (pytał o to Tanaka) Było prawie odwrotnie: najpierw żmudnie, tysiącleciami, rodził się język, a w ścisłym związku z nim i jako równoległy, lub niemal równoległy, skutek zaistnienia głosowych znaków – myślenie. Ale jak było, tak było, ważniejsze jest, co jest. A jest świetne narzędzie porozumiewania się, tylko porozumienia notorycznie brak.

  58. Uzupełnienie do poprzedniego wpisu. Zapomniałem dodać, że wypowiedź jest nawiązaniem do komentarzy @@Amonmom, Qba i Na marginesie.

  59. @gsj 23 lipca o godz. 18:43
    Ale niepodejmowanie dyskusji równałoby się akceptacji, zwłaszcza gdy teksty trolla mają pozory prawdy. W sumie tak źle i tak niedobrze. Zauważyłam, że trolle kaka-piśnięte na tym forum zwykle jednoczą towarzystwo, które od razu wespół w zespół daje odpór. A że dość jednolite światopoglądowo towarzystwo bywa zwykle (normalnie!) nieco skłócone, zatem działanie trolli jest poniekąd pozytywne. Ale tylko poniekąd.

  60. No ku*wa mać, taki fajny i długi i mądry wpis mi się napisał i poszedł w pi*du.

    No znowu jakiś alt e albo cos takiego samego.

    Kolejne pozdrowienia dla debila-informatyka-programisty.

  61. No to skrócę swoje piprzenie i nazpiszę tak krótko, aby debilne znaczki mi nie przeszkodziły:

    1. Myślenie jest zbędne. Praktycznie zbędne.

    2. Konieczne jest nauczenie się prostych odruchów.

    3. Odruchy to jest sposób na zaspokajanie naszych potrzeb.

    4. Potrzeba seksu – skąd wziąć piersi i to niżej na seks? Czym zanęcić kobietę, aby dała dojście do tych miejsc radości?
    Długie albo kręcone włosy, „ciekawa uroda”, gitara, motorower/skuter/motocykl/samochód/oraz łódka, chata, potem dom, dobre stopnie/albo butownik, dobre studia/albo brutal, dobry sportowiec, zawsze forsa się przyda, im więcej forsy tym lepiej, dużo czasu jej poświęć, mieć gadane, wszystko jedno na jaki temat, potem seks odchodzi w siną dal i możemy zacząć gadać o polityce (chociaż i na politykę tez można w młodszym wieku „wyrwać”)

    5. Jak sie obronić przed agresja innych męszczyzn ?
    Pięści, mięśnie, wzrost, zarost, pozycja w grupie, własna agresja, trenować sport, mieć pieniądze, mieć władzę, być szefem, etc.

    I tak dalej, i tak dalej.

    W życiu jesteśmy, a przynajmniej 99% z nas, jak metalowa kulka w pinball machine. Zaróno my się odbijamy od kolejnych przeszkód i od ścian na drodze jak i wiele z tych przeszkód aktywnie w nas wali i nas odbija.

    Kulka nie myśli, tylko lata od ściany do ściany, od dzwonka, światełka i metalowej ośki, robi dużo hałasu, dzwonienia i włącza dużo kolorowych światełek aby na końcu i tak i tak wpaść do jakiejś dziury i zniknąć.

    99% z nas robi to latanie po maszynie życia bezmyślnie, przypadkowo, na tzw. „każdym etapie” tylko reagując na impulsy powiedzmy, że „środowiska”.
    I tak i tak na koniec życia, przed wpadnięciem do dziury, niewiele osób nie ma żadnyc wniosków typu „gdybym w młodości miał taka wiedzę jaka mam teraz, to wiele rzeczy zrobiłbym inaczej”. Wiekość z nas cośtam by zmieniła, sądzę, że raczej zasadnicze rzeczy.

    No tak, ale kto i jak ma tę młodą kulkę na początku drogi, wtedy, gdy jest wstrzeliwana do maszyny, uczyć? A nawet gdyby takie osoby się znalazły (dziadkowie, rodzice, nauczyciele, książki) to jak metalowa kulka ma tę wiedzę zaabsorbować i wykorzystać?!

    Przecież ona jest taka ładna, taka błyszcząca, taka gładka, taka nowa, taka niezniszczalna!

    Czego mogą ją nauczyć stare, zardzewiałe, porysowane i zmatowiałe kulki?

  62. Na marginesie
    23 lipca o godz. 18:17 Edit → Ten Antonio, to nie jest facet, co w mózgu zobaczył bozię?

  63. Niemowlak głodny -> próba zwrócenia na siebie uwagi źródła mleka -> wiercenie się, potem ryk.
    Niemowlak mokry -> …… -> potem ryk.
    .
    .
    .
    Staruszek głodny/mokry/samotny ->…… -> złośliwość/smutek/płacz/dążenie do kontaktu z obcymi, byle byli, byle mieć do kogo się odezwać.

    Ile osób PLANOWAŁO oraz ZAPLANOWAŁO swoje życie oraz ilu UDAŁO SIĘ SWÓJ PLAN ZREALIZOWAĆ?

    No to po luj nam rozum i te całe „myślenie”?

    Chyba tylko filozofom (nie wiem, czym się zajmują) i naukowcom-teoretykom. Ci ostatni przynajmniej mają, albo sami sobie budują, zbiór założeń początkowych, zbiór aksjomatów, takie łańcuchy i klamry w skale, i używając tych łańcuchów i tych klamr moga zdobywać góry, od pewnego momentu, gdy dochodzą do dziewiczych miejsc, mogą wbijać swoje, nowe klamry czy haki. Poręczować swoje własne, nowe drogi. Poręczować dla siebie i dla następców.

    Dla 99% ludzi życie nie jest zdobywaniem żadnych nowych skalnych ścian czy wwytyczaniem nowych przejść.

    Jest tylko „myśleniem” nad tym, jak tu dorwać alkohol, babę na seks, ciuchy, robotę, dach nad głową, brykę i stanowisko, częściowo w pogoni za babą, częściowo w walce o pozycje w grupie innych samców, czyli trochę dla swojej pychy a trochę ze strachu, dla obrony.

    Ja bym tych życiowych czynności „myśleniem” nie nazywał.

  64. @Na marginesie
    Pozostaje wybierać tzw mniejsze zło. W moim przekonaniu, ignorowanie daje lepsze skutki, jeśli pomyślimy o dłuższej perspektywie czasowej. Wydaje mi się także sensowne postępowanie, kiedy nie odpowiadamy wprost, a w komentarzu do treści, przedstawiamy pogląd własny.
    Może to także pewna forma konformizmu/oportunizmu?

  65. Znacie wszyscy powiedzonko, wiążące myślenie z istnieniem: „Coito, ergo sum”! Ja niby jeszcze jestem, a mam kłopoty z „myśleniem”. Jesteście wszyscy tacy mądrzy i oblatani w wielu sprawach, ze nie mam odwagi zaczynać dyskusji na ogólne tematy, a fizyka – nawet smoleńska – raczej już nikogo nie interesuje. . Wolę próbować zabawiać was satyrą i/lub ciekawszymi zdarzeniami w moim skomplikowanym życiu. W ten sposób mam złudzenie, że istnieję choć w życiu blogowym, bo cóż mi jeszcze zostało – teraz poważnie – czekanie na niechybny koniec istnienia, niezależnie od moich możliwości myślenia.

  66. Tanaka
    23 lipca o godz. 17:49

    Mój komentarz
    Sądzę, że języki mówione czyli systemy komunikowania się słowami i zdaniami wyewoluowały z najprostszych systemów komunikowania się miedzy zwierzętami.
    W społecznościach zwierząt stadnych (małp na przykład, ale także wśród psowatych) muszą istnieć sygnały, które regulują, koordynują współpracę w grupie oraz sygnały, które wymuszają i utrwalają hierarchię społeczną, czyli porządek dziobania, oraz sygnały składające się na zachowania godowe.

    W tym aspekcie (jak powstaje język mówiony) ciekawe jest pytanie @lewego postawione w związku z zaobserwowaniem przez niego u niespełna rocznego wnuka wydawania słabo artykułowanych dźwięków typu gul, da,da, itd. Moim zdaniem są to instynktownie wykonywane ćwiczenia potrzebne do prawidłowego wykształcenia się aparatu mowy, by nabył on zdolności do łączenia głosek w słowa oraz ośrodka mowy w mózgu. Ośrodek ten ma kontrolować mowę, odbierać na bieżąco składanie liter w słowa i zdania, ma kontrolować wymowę, znaczenia słów i sens zdań, ma wysyłać do aparatu mowy odpowiednie sygnały sterujące, rozwija się, doskonali w takich ćwiczeniach, co w sumie w przyszłości umożliwi dorastającemu dziecku składanie słów w poprawne zdania, a zdań w dłuższe komunikaty.

    Dziecko zapewne ma wrodzone mechanizmy, które zmuszają go do wydawania takich dźwięków, które jeszcze nie są słowami, mają charakter ćwiczeniowych protosylab by mózg miał materiał do przetwarzania i rozwijał odpowiednie grupy komórek nerwowych, by się tworzyły odpowiednie połączenia między nimi.

    Z drugiej strony dziecko ma cały czas styczność z sygnałami innego rodzaju, idącymi do niego od opiekunów. Dziecko ma wrodzone mechanizmy rozpoznawania twarzy, głosu opiekuna oraz jego nastroju. Te sygnały nie muszą być mową artykułowaną lecz mową ciała, mogą być słownym lub tylko dźwiękowym komunikatem o wartości tak lub nie, a z biegiem czasu dochodzą inne wartości.

    Bez rozpoznawania słów, lecz z rozpoznaniem znaczeń tych sygnałów dziecko uczy się komunikować z otoczeniem. Jeżeli głos opiekuna jest przyjazny, dźwięki przyjaźni powtarzają się, brzmią zachęcająco, to nieważna jest identyfikacja słów, ważne jest prawidłowe rozpoznanie przez dziecko poprzez odcień, barwę dźwięku nastroju opiekuna, a co za tym idzie jego zamiarów i reagowanie albo np. dalszym płaczem, albo uspokojeniem, alby wyciągnięciem ręki po butelkę z pokarmem, itd.

    Znaczenia są, rozpoznanie ich jest ale rozumienia słów jeszcze niema. Najpierw dziecko musi wykształcić docelowo aparat słuchowy i ośrodek rozpoznawania mowy, potem, aby samemu mówić, głośnię, język, itd, zbudować odpowiednie połączenia w mózgu, które będą koordynowały współpracę tych elementów oraz wykształcić w układzie mowy kanał, którym coraz szerzej będą mogły płynąc informacje do mózgu dziecka, coraz lepiej interpretowane. Gdy to nastąpi, to uczenie się mówienia u dziecka postępuje niemal błyskawicznie.

    Ciekawe jest, że bazując na tych prawidłowościach zaobserwowanych u ludzi naukowcy próbowali nauczyć mówienia młode szympanse – od kolebki. Pracowali nad tym z wieloma osobnikami od najwcześniejszej młodości, z ich rodzicami i bez.
    Nie udało się. Okazało się, że szympanse mają bardzo dobry podkład do uczenia się, kojarzenia, do myślenia, bo potrafią wykonać postawione w testach na inteligencję bardzo skomplikowane operacje, nawet przyswajają sobie jakiś rodzaj liczenia (wskazywanie liczb np. i – 10 losowo rozmieszczonych na ekranie w kolejności od 1 do 10 błyskawicznie i bezbłędnie. Szympanse te nauczyły się rozumieć i przekazywać wiele złożonych komunikatów, lecz najważniejszego problemu nie przeskoczyły. Nie nauczyły się mówić w sensie artykułowania słów.
    U szympansów tych nie zaobserwowano również tego, co u niemowląt ludzkich, a trzeba powiedzieć, że szympans do wieku 2 lat jest mądrzejszy od dziecka, szybciej się rozwija. w tym okresie. Dzieci bardzo wcześnie gaworzą, wydają różne złożone dźwięki, śpiewają, uczą się ruszać, pukać rytmicznie, itd. Szympanse tego nie robią, co najwyżej pokrzykują i wydają różnorakie krótkie dźwięki. Nie mają w genach zaprogramowanego aparatu mowy, który ma się rozwijać w dzieciństwie w łączności z ośrodkiem mowy w mózgu i potrzebuje do rozwoju ćwiczeń.

    Być może gatunek homo zyskał w czasie ewolucji różnorakie geny stymulujące rozwój aparatu mowy, popychające rozwój układu nerwowego (mózgu) w kierunku wykształcenia mowy (a jak mowy to i gramatyki) i gaworzenie niemowląt jest przedwstępnym etapem przed mową, jest ćwiczeniem wykonywanym w celu wykształcenia się się aparatu mowy, jak ośrodka sterującego mową w mózgu i ustanowienia łączności, koordynacji pomiędzy aparatem mowy, a tym ośrodkiem, co kiedyś, za rok dwa będzie skutecznie generować mowę – pojedyncze słowa, a następnie gramatykę pozwalającą składać słowa w zdania, a ze zdań budować logiczne ciągi – mające znaczenie sens.
    Pzdr, TJ

  67. Polonusi w Chicago. Ogólniej, w Ameryce. W ogromnej większości nie żadni intelektualiści. W ogromnej wiekszości nie skończyli na ulicy, przy śmietniku. Iluśtam skończyło, ale w swojej masie polscy imigranci dali sobie radę. Myśląc?
    Twierdzę, że raczej walcząc. Walcząc o życie.
    Imigrant z jezykiem i z (technicznym/medycznym) zawodem i dyplomem mógł (inżynier) od razu, z biegu, następnego dnia wskoczyć w swój zawód i w swoją pozycję zawodową. Ilu takich było?
    Medyk (lekarz/pielęgniarka) musi nostryfikować, ale potem ich pozycja była świetna.
    Ale ilu takich było?

    Reszta waliła na budowę i REAGOWAŁA na to, co widziała dookoła siebie.
    Pierwsze przykazanie – ROBIĆ DLA SIEBIE.
    Nie dla kogoś.
    Drugie spostrzeżenie – LECZENIE JEST DROGIE.

    Wniosek/wynik?

    On idzie na swoje, np. jako stolarz/elektryk/murarz na budowie.
    Ona idzie do wielkiej firmy, jako byle kto, byle mieć firmowe ubezpieczenie lekarskie dla rodziny.

    Różne warianty potem. Często ona, jeśli jest w miarę młoda i w miarę gramotna, orientuje się, że w USA zapotrzebowanie na pielęgniarki jest nieskończone a szpital może doskonale pełnić rolę „wielkiej firmy dającej ubezpienienie dla rodziny”. I z fabryki, z pracy operatora/robotnika, przechodzi do szpitala na salową, idzie do szkoły pielegniarskiej, po latach awansuje i zarabia bardzo dobre pieniądze. W tym czasie mąż zarobił na rodzinę i postawił dom.

    Żle? Nie wyszło im? Dzieciaka/dzieciaki gonili do szkoły bo zobaczyli, że w USA wykształcenie to droga do awansu.

    Ile w tym było myślenia?

    To była tylko obserwacja otoczenia i proste reagowanie na fakty.
    To było uniknięcie pokus alkoholizmu czy innych głupot, to była solidność w pracy, zarówno jego jak i jej, no ale skoro codziennie działa na ciebie pozytywne sprzężenie zwrotne pomiędzy zarobkami a jakością pracy to każdy głupi uczy się solidności.

  68. Myśleć to trzeba było w socjaliźmie. Tamta wersja myślenia nazywała się kombinowaniem. Ach, ileż trzeba było się nakombinować aby zdobyć najprostrze rzeczy i osiągnąć cokolwiek.

    W normalnie urządzonych społeczeństwach nie trzeba myśleć. Ani kombinować. Wystarczy uczyć się w szkole i solidnie pracować w szkole.

    Nikt ci twoich oszczędności nie zabierze, nie zdewaluuje, nie zdelegalizuje, nikt ci nie wymieni pieniędzy, tak jak ja możesz mieć w portfelu pieniążek (1 cencik) z roku 1936-go, nie kupiony na ebay tylko wypłacony ci jako reszta w zieleniaku. Przez kilka lat zebrałem kolekcję kilkunastu cencików od 1936 do 1952 czy 53. Te z lat wojny były z żelaza, aby taniej. I dalej są w obiegu.

    Nawet jak cię z roboty wywalą to do innej przyjmą. A jak trzeba się douczyć to do szkoły przyjmą i dziwić się nie będą, żeś stary pryk.
    Gdzie tu potrzeba myślenia?

  69. zza kałuży
    23 lipca o godz. 19:10

    Zzakałużku, Cię rozumiem jak się. Te same problemy, ale może więcej, bo w komputerowych sprawach jestem jak małpa przed telewizorem. Przyczynę widzę taką, że nowoczesność to postępujące uzależnienie-idiocenie jednych człowiekowatych na tle posiadania rzeczy, drugich – na tle pieniądza. Stąd masowa produkcja krótkotrwałych bubli. Pękanie dętek nie od szkła, pinezek, kolców róży czy jeżyn, lecz z powodu kruchości materiału, z którego są zrobione, to najnowszy krzyk rowerowej mody. Miałem dwa rekordy: pięć kapci w ciągu tygodnia i dwa kapcie w ciągu godziny. Bubel na bublu jedzie, bublem pogania.

  70. @tejot
    Gorąco polecam Denneta oraz Harari. Może są inne i lepsze, ale akurat te mam pod tzw ręką.

  71. @Tanaka 23 lipca o godz. 19:41
    Ten Antonio, to nie jest facet, co w mózgu zobaczył bozię?

    Nie wiem, ale przypuszczam, że wątpię 🙂 O ile pamiętam, Antonio Damasio kładzie dość duży nacisk na fakt, że postrzeganie i świadomość nie może istnieć bez substratu materialnego – czyli organizmu. Nie ma czegoś takiego, jak doświadczenia poza ciałem. Poza tym zauważył mimochodem, że współczesna nauka koreluje się najlepiej z buddyjską wizją (intuicją?) dotyczącą natury świadomości, ponieważ jednostkowe „ja” to w pewnym sensie tylko iluzja. Jakoś mi to wszystko nie pasuje do jakiegokolwiek zauroczenia ideą bozi.

  72. @zza kałuży – coś dla ciebie. Te dzisiejsze błyszczące kulki w Polsce – podobno określają się w kontrze do „elit”. Tych samych elit, które wywalczyły im normalność. Agata Bielik-Robson tłumaczy sobie polską rzeczywistość w kategoriach kompleksu Edypa. I co im zrobisz?

    http://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/agata-bielik-robson-mlodzi-ludzie-w-kontrze-do-ojcow,artykuly,430461,1.html

  73. @zza kałuży 23 lipca o godz. 19:48
    „Dorywanie” zapewnia tylko krótkotrwałą satysfakcję. Z kolei żeby być szczęśliwym to chyba warto przede wszystkim poznać siebie. Czy chodzi ci o nieustanną pogoń czy o subiektywne poczucie szczęścia? To ostatnie jest nietrwałe i możliwe tylko w zorientowaniu na „tu i teraz”. Z kolei mentalne przebywanie „tu i teraz” nie jest czymś danym (może dzieciom?) tylko raczej wyuczonym i włączanym jak tryb komputera. Człowiek normalnie albo wybiega myślą w przyszłość, albo przebywa w przeszłości, albo w ogóle jest czymś pochłonięty, a na bycie szczęśliwym nie ma czasu. Inaczej mówiąc, szczęście wymaga wysiłku. Również, a może przede wszystkim, intelektualnego.

  74. @Antonius 23 lipca o godz. 19:58
    Ale właśnie przez swój udział w życiu publicznym – nie cały umrzesz.
    Poza tym moim zdaniem to jest bardzo piękne, logiczne i naturalne, że ludzkie życie ma początek, rozwój i koniec. Nie marzy mi się żadna nieśmiertelność.

  75. @Antonius
    Jesteście wszyscy tacy mądrzy i oblatani w wielu sprawach, ze nie mam odwagi zaczynać dyskusji na ogólne tematy, a fizyka – nawet smoleńska – raczej już nikogo nie interesuje…
    Przebija melancholia. Ale to nieprawda, że fizyka nikogo nie interesuje. Tym „oblataniem” też bym się nie przejmował – byłyby ku temu powody.

  76. Na marginesie
    23 lipca o godz. 20:43
    Wiesz, ja szczęście odczuwam jako przeszłość, gdyż w teraźniejszości jest nieuchwytne. Bo kiedy coś dobrze idzie, kiedy masz bliska osobę przy sobie, siedzisz koło niej patrząc na piękny krajobraz albo słuchasz muzyki, to jest fajnie, ale tak normalnie. Dopiero jak to sie skończy, jak ta osoba zniknie, to wtedy nagle orientujesz się, jaki to wtedy byłeś szczęśliwy.
    Wiele lat temu oglądałem czeską kreskowkę.
    ..Chłopak zaleca się do dziewczyny. Nosi ją na rękach. W końcu jest ślub. Siedzą w fotelach, on ja wciąż kocha, ona go też. Mijają lata. Starzeją się, ona robi na drutach, on czyta gazetę. Widzi ją coraz starszą. W końcu nie wytrzymuje i podmienia staruszkę na młodą laskę, siedzącą na miejscu staruszki w fotelu. Zamyka oczy. Kiedy otwiera, fotel jest pusty. Jest sam, wtedy próbuje sobie na silę wyobrazić, że ta staruszka siedzi w fotelu, taka jak wtedy kiedy ja wirtualnie zdradził z młodą laska. Dopiero teraz dociera do niego, jaki on był wtedy szczęśliwy..
    Wygląda na to, że szczęście wiąże się z żalem po czymś utraconym.

  77. @antoniusie
    A Ty byłes szczęśliwy ? Na pewno.

  78. @zza kałuży
    Podałeś liczne przykłady „myślenia”. Byłby czas na podanie o czym myśli 1%. Przykład z klamrami w skale nie przekonuje, przynajmniej mnie. Tam się idąc torem „myślenia” często-gęsto myśli by ratować własną d…ę, gdy się nie pomyśli wcześniej.
    Potem po zejściu, ta ogorzała od wichrów twarz, ten krok, to spojrzenie na gawiedź w knajpie. No dobrze, pomyliłem , chodziło mi o żeglarzy. Ale czy oni myślą?

  79. @Lewy 23 lipca o godz. 21:01
    Ale też właśnie o to chodzi, żeby takie rzeczy odczuwać teraz – a nie po latach. Bo te sprawy niby oczywiste, które składają się na szczęście, jakoś nam umykają roztapiając się w tle.

  80. mag

    Mag, może nie wiesz, ale dziś chodziłaś ze mną po wodzie. Jesteś drugi Jezus. A właściwie pierwszy, bo żeby on w ogóle był, chyba nie przypadkiem musiała być kobieta.
    Chodzenie po wodzie ma w taki upał tę zaletę, że w ogóle się nie trzeba ruszać. Można najwyżej sięgnąć ręką do wody i na siebie chlapnąć. A całe chodzenie było tam i z powrotem. Okropnie lubię proste, jasne sytuacje. Wiatr był niewielki, ale możesz zauważyć, że mój okręt pod trzema żaglami to rakieta.

    Przeżyłem też dziś wielką niespodziankę. Miesiąc temu zniknęły łabędzie ze zbiornika osadowego z pięcioma młodymi. Chyba je tu pokazywałem. W tym sęk, że młode były dopiero jak kaczuszki, więc niefruwacze, a w pobliżu nie ma innej wody jak tylko rów melioracyjny, prawie bez wody przez tę suszę. Więc gdzie się podziały ptaszki, które są marnymi piechurami? Nie mam pojęcia. Ale dziś jadę na wodę koło zbiornika i normalnie królik z kapelusza: W zbiorniku pływa cała rodzinka! Żywa, zdrowa, tylko młode fest podrosły. Z takich głupstewek się człek cieszy więcej niż gdyby mu w kieszenie euro do pełna podsypali.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6581473067904101650

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6581464832062717970

  81. wbocek
    23 lipca o godz. 17:38

    „nie wytykam amerykańskim Polakom, że gadają w Polsce na polskim blogu o Ameryce, lecz odrobinę kpiąco nazywam absurdalność tego monotematycznego zwyczaju i to wszystko.”

    Jesli to wszystko, no to wszystko, nie? Chyba ze jeszcze taka kapka po tym wszystkim:

    „Nie interesuje mnie to, co mnie nie interesuje i o czym kto na blogu gada, i w żaden sposób się do tego nie odnoszę. Róbta, co chceta, ja też robię, co chcę. Doszukiwanie się w moim „paplaniu” innych znaczeń jest wszechobecnym – również na tym blogu imputowaniem. Co wytykam w swoich wstępniackich wypocinach.”

    A co wytykasz w tych wstepniackich wypocinach? Oto co:

    – odróżnianie tego, co śmiertelnie ważne (np. zarządzanie przez państwo polskie popiołem pozostałym po mnie), od tego, co subiektywnie ważne (np. niekończące się paplanie zagraniczniaków w Polsce na polskim blogu o Ameryce)

    Delikatnie, najdelikatniej jak moge, dojasniam sprawe:

    tzw. zagraniczniacy, piszac dzisiaj o Ameryce – tej trumpowej przeciez! – prawie zawsze staraja sie wykazac, iz ich ‚subiektywnosc’ bardzo szybkim truchtem przeradza sie w ‚obiektywnosc’. Szczegolnie te odniesiona do pisianej Polski.

    Owszem, nie kazdy musi to dostrzegac czy sie z tym zgadzac. Co jednak nie daje chyba upowaznienia do ustawicznego wytykania jakiejs „wady” tak zwanym zagraniczniakom

    A w ogole to wpis twoj, pombocku, powinien dobrze sluzyc temu blogowi. O co to ta blogowa Polska walczyla. I wciaz walczy

  82. W trumpianej Ameryce NIKT, nawet prezydent Trump, nie ma prawa porywac sie na niezaleznosc Sadu Najwyzszego. A co sie dzieje w pisianej Polsce z porywaniem sie wiekszosciowych wladz na niezaleznosc SN i w ogole sadownictwa? Oto co:

    – Sejm wszystkie zmiany w SN, KRS i prokuraturze pouchwalal. Opozycja w ramach protestu nie glosowala. Burzliwe kilkudziesiecioosobowe protesty pod Sejmem. Parenascie osob zatrzymanych, dwoch policjantow rannych.
    Pytanie:
    – dlaczego tak szybkoprzeprowadzane sa w sejmie zmiany w ustawie o SN? Niektorzy spekuluja, ze chodzi o to, by szybciej moc wybrac nowego I Prezesa, zanim sprawa zajmie sie Europejski Trybunal Sprawiedliwosci.

    Nastepne pytanie:
    – Kiedy bedzie nowy I prezes SN?

    Proba odpowiedzi:
    – Najpierw KRS musi zaopiniowac kandydatow na sedziow SN. To zapewne bedzie w polowie wrzesnia. Czyli gdzies w jesieni pierwsze kandydatury trafia do Prezydenta, i to on zadecyduje.
    Co na to Niemcy unijne?
    – Pani Prezes niemieckiego Federalnego Trybunalu Sprawiedliwosci ocenila, ze Malgorzata Gersdorf zostala zwolniona z urzedu niezgodnie z prawem.
    Co na to pani I Prezes SN?
    – Malgorzata Gersdorf oglosila, ze jezeli zostanie nominowany nowy prezes SN, to ona bedzie prezesem na uchodzstwie.

    Subiektywnosc, obiektywnosc.. Moze jeszcze cos i na ten temat nabazgrzesz, pombocku?

  83. @wbocek
    23 lipca o godz. 18:46

    I było raczej inaczej niż zasugerował Qba: że pierwotni ludzie, co na mchu jadali, wymyślili język – czyli od myśli do języka. Z całym szacunkiem – jakimi narzędziami mieliby go wymyślić (pytał o to Tanaka) Było prawie odwrotnie: najpierw żmudnie, tysiącleciami, rodził się język, a w ścisłym związku z nim i jako równoległy, lub niemal równoległy, skutek zaistnienia głosowych znaków – myślenie.

    Takich wniosków się nie spodziewałem po ateiście. Ewolucja próbuje co prawda wszystkiego ale przetrwać może tylko to, co przynosi jakiś zysk. Jaki zysk miałby nasz przodek z bezmyślnego paplania przez tysiąclecia? Bo według Ciebie to tysiącletnie paplanie wymusiło myślenie. I przez te bezmyślne tysiąclecia nie mógł wymyślić ognia, narzędzi, odzienia, bo czekał aż je „wygada”?
    A co do „narzędzi” do wymyślania, to były te same, które umożliwiły gadanie i następnie myślenie. Bo w ewolucji parę tysiącleci nie odgrywa roli.
    Chyba, że bawimy się w kreacjonizm.

  84. Myślenie nie boli, gorzej jest z „bezmyślnością” – choć pewnie wiele osób, którym ją się wypomni może się obrazić, bo czyż istnieje taka całkowita bezmyślność ? Każdy rejestrując określone zdarzenia , wypowiedzi czy też widząc obrazy w swych myślach je odczytuje i jedni analizują, a inni w sposób taki trochę bezmyślny przyjmują za swoje.
    Samodzielne myślenie na ogół po zarejestrowaniu określonej mowy czy też obrazów zmusza do przetworzenia zarejestrowanych słów i obrazów, ich skonfrontowania z już posiadaną wiedzą w danym temacie i ewentualnie stawia sobie pytania co jeszcze w danym temacie muszę sprawdzić czy to ma sens czy wiąże się z tym, co już wiem – czyli poszukuje wiedzy, zgłębia ją.
    Myślący człowiek wie też, że jego wiedza jest nie pełna, że są obszary, których jeszcze nie zgłębił.
    Najgorzej jest gdy niektórym ich własne ego podpowiada, że jak będą myśleć za „kogoś” – jak mu urządzić doskonałe życie – wmawiając sobie i innym, że myślą o tym „ktosiu” .
    Ten styl myślenia jest dość popularny wśród nadopiekuńczych rodziców a szczególnie silny wśród polityków, którzy za nas wiedzą, co jest dla nas najlepsze.
    A teraz coś, co obrazuje ogólnie jak z tym naszym myśleniem bywa, bardzo lubię ten cytat – taki prawdziwy obraz „człowieczego” myślenia ….

    „Co jest najśmieszniejsze w ludziach: Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.” -Paulo Coelho (z książki Być jak płynąca rzeka).

    Pozdrawiam wszystkich myślicieli.

  85. Nadwislanscy tubylcy blogowi, w odroznieniu zagraniczniakow, od musza posiadac jakas tajemna wiedzie zeby ignorowac sprawy poruszane pod @22:29. O dobro blogowe sie rozchodzi moze?

  86. @Orteq
    Oj daj spokój. Oni w tym siedzą, w każdym dniu w każdej chwili i jeszcze na blogu maja się tym katować? Daj ludziom trochę luzu…

  87. @E-J

    „ONI” na blogu sie katuja grajdolstwem. Nikt z ‚tubylcow’ nie podjal sie tematu konstytucyjnej NIEZALEZNOSCI trzeciej wladzy. I jej waznosci w demokracji

  88. @Orteq
    Coś tam było pod poprzednim wpisem.
    Ale tu chyba nie chodzi o konstytucyjna niezależność trzeciej władzy, bo to oczywiste, ale o brak środków i możliwości na walkę z chamem. Bo cóz może zdziałać rapier przeciw kłonicy?

  89. Ja też w tym siedzę, w ogóle nie widzę różnicy że zagranica. SN wzięty a pierwszy prezes SN przewodzi trybunałowi stanu. Oraz stwierdza ważność wyborów.
    Zastanawia mnie co zostało tragicznie zaniedbane w młodzieży chowaniu, pewnie po prostu rodzice nie mieli czasu i odbijali sobie PRL pracą do upadłego i dorabianiem. Oraz nie przyszło im do głowy że kiedyś przyjdzie taki Kaczyński i wszystko wywalczone zniszczy i w proch obróci. Granice otwarte (jeszcze) komu nie pasuje to wyjeżdża i gasi światło. A pod sejmem że 100 przyzwoitych osób.

    Konstytucyjna niezależność trzeciej władzy jest oczywista dla każdego myślącego.

    Mam dalej drzeć szaty czy wystarczy?

    Popitolę sobie że ebooki na Amazonie złodziejsko drogie, Gene Kranz albo Apollo 8 po 15$ :/ a by się poczytało :/

  90. Doprowadzą EU do szewskiej pasji, ta przykręci śrubę i to mocno, zacznie się nagonka w mendiach, zrobią referendum za wyjściem i witaj Wołodia.

    Mam dalej?

  91. Skąd te wszystkie szuje powypełzały to blog raczy wiedzieć, nie ważna ojczyzna, wspólne dobro, szacunek na świecie, pozycja kraju, bezpieczna przyszłość, nie, najlepiej żeby dać sobą Kaczyńskiemu buty czyścić w zamian za stanowisko i apanaże, tfu, prałabym po gębach i patrzyła czy równo puchnie, co za dziady bez honoru i przyzwoitości

  92. Drogie panie, Nefer w szczegolnosci

    Tu nie o pojedyncze szuje wypelzajace na blog chodzi

    Konstytucyjna niezależność trzeciej władzy NIE jest oczywista dla każdego myślącego krajusa. To stad te wzrastajace slupki PiS-u

    Bierze sie to, m. in., z nierobstwa wyborcow:

    ‚Burzliwe kilkudziesiecioosobowe protesty pod Sejmem. Parenascie osob zatrzymanych, dwoch policjantow rannych.’

    Te kilkudziesiecioosobe protesty w KLUCZOWEJ dla przyszlosci polskiej demokracji sprawie to rozpacz. Czy juz nikt nie kojarzy, ze jestesmy JEDYNYM krajem unijnym pchajacym to kacze guano przez szpare?

    Sprawa poparcia nielegalnosci poczynan obecnych wladz RP przez suwerena jest predmiotem poczynan UE. Czy jednakze Unia cos moze zrobic zeby uzdrowic chora sytuacje w Polsce? Raczej nie za wiele bez zrywu zdrowych sil demokratycznych w kraju. A tego nawet blog ateistow nie proponuje..

    Darcie szat ‚zagraniczniakow’ spotka sie z tym samym z czym sie spotkalo dotychczas na tym blogu: wara od nas i od naszych krajowych spraw. To o tym mowa jest

  93. Orteq przecież nie piszę o nikim na blogu tylko pisowskich karierowiczach do jasnej anieli

  94. W zniszczonym/przepadłym wpisie „przypuszczałem sobie” że pewnie kobiety w dużo większym od chłopów stopniu myślą albo przynajmniej przeprowadzają procesy myślowe, będące składnikami „myślenia”.
    Takie jak analiza, szczegółowe przyglądanie się, rozstrząsanie, rozważanie alternatywnych rozwiązań, tłumaczenie się z podjetych decyzji, przed innymi, w tym rodziną a nawet przed samą sobą. W obu kierunkach, tzn. na temat przeszłości i przyszłości.

    Zgadywałem, że częściej wystawiaja sobie oceny, werbalizują zadowolenie lub niezadowolenie z jakiejś decyzji i/lub wydarzenia.
    Czy instytucja „przyjaciółki od serca” nie służy przypadkiem także/przede wszystkim udoskonaleniu takich analiz i próbom ulepszenia postanowień co do przyszłości?
    Wzajemne zwierzanie się, szukanie porady, etc.

    Być może kobiety mają „z natury” wyższe EQ, wykształciły go przez lata życia plemiennego, kiedy wszystkie samice, potem kobiety opiekowały się potomstwem stada/plemienia, dobrze wiedząc, że taka zbiorowa opieka znacznie zwiększa szanse sukcesu reprodukcyjnego? W takim stadno-plemienno-rodzinnym środowisku jasne jest, że to kobiety wiedziały „wszystko o wszystkich” bo codzienne obowiązki i troski naturalnie skutkowała bardzo efektywna wymiana informacji.

  95. Nefer
    23 lipca o godz. 23:42
    „Ja też w tym siedzę, w ogóle nie widzę różnicy że zagranica.”

    Jesli tak w tym siedzisz to dlaczego ja ci musze przypominac JEDYNE poslanie aktualnego wpisu-kazania na gorze? Oto owo poslanie Autora kazania na gorze:

    „odróżnianie tego, co śmiertelnie ważne (np. zarządzanie przez państwo polskie popiołem pozostałym po mnie), od tego, co subiektywnie ważne (np. niekończące się paplanie zagraniczniaków w Polsce na polskim blogu o Ameryce)”

    On nakazuje ‚zagraniczniakom’ odfastrygowanie sie od spraw krajowych. Dobrze ze ci to nie przeszkadza

  96. Pombocku
    gratulacje serdeczne za ten wpis, który stał sie przyczynkiem do wielowątkowej dyskusji.

    @tejot
    czy pisząc o komórkach mózgowych pszczoły nie miałeś na myśli jej instynktu w zachowaniach? lata, zbiera pracowicie ten nektar, trafia do właściwego ula, nie błądzi. Coś musi w niej (w komórce mózgowej, w instynkcie) być, podobnie, jak wśród nietoperzy, ptaków w lesie, pingwinów na zimnym biegunie. Że matka zawsze odnajdzie po pisku, płaczu i innych cechach znajdzie swoje dziecko wśród tysięcy podobnych, niemal identycznych. Także i ludzka matka…
    Co w sprawie łososia, który jako ryba ma bardzo prosty mózg (pamiętam z biologii), a jednak musi pod prąd, pod wiatr, wiele kilometrów w górę rzeki przepłynąć, żeby się rozmnożyć, a potem zginąć, wcale nie marnie, bo stać się częścią łańcucha pokarmowego innego stworzenia, wyżej stojącego w hierarchii?
    Czy to nie jest instynktowne zachowanie, a jesli nie, to z czym to połączyć?

  97. właśnie usłyszałam na wiecu, że Prokuratura Ziobry umorzyła postepowanie (nakazane przez Sędziego Igora Tuleyę) w sprawie przeniesienia obrad sejmi do Sali kolumnowej i niewpuszczenia tam posłow opozycji, co wywołało protesty na ulicy pod sejmem -sprawa dotyczy obrad sejmi z 16 grudnia 2018.
    Mało tego: oskarżono opozycję, że na skutek jej działań PIS został zmuszony do n[przeniesienia obrad, że ośmieszony został marszałek Marek Kuchciński (jakby sam codziennie się nie ośmieszał!). Laurkę za łagodne postepowanie otrzymał PIS.
    No i mamy juz praktyczne działanie prokuratury dobrej zmiany.
    W zasadzie chłopak, który zderzył się z samochodem p. Szydło ma juz przechlapane- dwa lata szukają biegłego, ktory orzeknie tak, jak życzy sobie PIS.
    internet potwierdził to, co dotarło do nas na placu.

  98. @Orteq
    Własnie we wpisie Konstancji z 0:24 masz doskonały przykład na kłonicę i rapier.
    I jaką masz radę?

  99. Nie będę się więcej pieklić, jałowe.

  100. @zezem 23 lipca o godz. 21:07
    Byłby czas na podanie o czym myśli 1%.
    A skąd ja mam to wiedzieć? 😉

    Ja ciągle jestem na etapie podstawowych potrzeb Masłowa… albo bardzo blisko. Jak ktoś w życiu miał tylko jednego dzieciaczka, jak się komuś nie przytrafiła jakaś poważna choroba czy nieszczęście/wypadek, no to ile czasu trwa odchowanie i wypuszczenie w świat tego jednego dziecka?

    Wolne żarty, ludzie koło 70-tki mogą być w całkiej dobrej formie, fizycznej i inetelektualnej, dom czy mieszkanie dawno spłacone, ubrań, butów, pościeli itd. jakie maja po szafach do końca życia nie znoszą, emerytura leci, no to jeśli nie znajdziemy sobie sami jakiegoś zajęcia to można umrzeć z nudów.

    Mam nadzieję, że takie osoby wtedy właśnie myślą.

    Naukowcy myślą? O nowych sprawach? Artyści, także mam nadzieję, że w przerwach między zarabianiem grosza na życie w jakiś tajemniczy sposób znajdują czas i potencjał umysłowy na myślenie o czymś prawdziwie nowym i świeżym?

    Politycy patrzą na słupki poparcia w kolejnych sondażach oraz na wysokość sum przekazywanych im na kampanie wyborcze przez takich czy innych lobbystów i nie muszą myśleć tylko reagować na w/w bodźce. Muszą tylko umieć opakowywać swoje decyzje w słowotok wzniosłych myśli i cytatów z Biblii, rzymskich senatorów czy przedwojennych endeków. W zależnosci od kraju muszą wiedzieć jakiemu kościołowi się nisko ukłonić a jaką religią ostentacyjnie wzgardzić.

    chodziło mi o żeglarzy. Ale czy oni myślą?
    Dla niektórych – patrz ten facet od zjeżdżania na nartach z K2 jest to sposób na życie. Sponsorom sprzeda zdjęcia i filmy na których na sprzęcie sponsorów śmiga z góry i zarobi na swoje hobby, czyli na łażenie po górach. Myślenia w tym tyle, ile trzeba aby znaleźć odpowiedź na pytanie; jak zaplacić za następną wyprawę w góry?

    Pierwszy taki żeglarz/wspinacz/zjeżdżacz musiał pomysleć nad odpowiedzią, ale następni tylko odwalali od niegosprawdzony pomysł.

    Teraz czekamy na pierwszy zjazd z K2 w rakietowej wannie z gaflowym ożaglowaniem na baterie słoneczne, w wannie z cały czas działającym prysznicem z gorącą, filtrowaną wodą mineralną o smaku brzoskwiniowym.

  101. Mowilem o zalecaniu odfastrygowania sie zagraniczniakow od spraw krajowych. Tych na przyklad laczacych pisizm z amerykaizmem trumpianym..

    Zeby tylko takie poslanie wystrugac we wpisie, to dziw nad dziwy. Innego przeslania, czy poslania, nie widno. Choc wpis zgrabnie wyslowotokowany.

    Zgadzam sie z jalowoscia. Twoja w szczegolnosci

    @E-J,

    Rady nie mam. Z prawodawstwem w wydaniu Ziobrego najwyrazniej sie zgadzaja pisowscy suwereni. Te wzrastajace slupki kaczyzmu o czyms mowia. Na co my mamy.. kilkudziesiecioosobowe protesty pod Sejmem. Zal d.pe sciska. Bo my ja sami sciskamy posladkami

  102. @Orteq
    https://www.tvn24.pl/budynek-sadu-otoczony-lancuchem-swiatla-protest-w-poznaniu,855952,s.html
    Ludzie protestują. Jak zrozumieja, że zamiast świeczek trzeba wziąć koktaile Mołotowa, coś się zmieni.

  103. Nefer
    23 lipca o godz. 23:42

    Zastanawia mnie co zostało tragicznie zaniedbane w młodzieży chowaniu,

    Mysle ze 3 rzeczy

    1) dopuszczono religie
    2) historia
    3) wychowanie obywatelskie

    Na to nalozyly sie liczne polityczne bledy wynikajace z idealizmu „ojcow zalozycieli”…

    Jednym z najwiekszych bylo nieprzeanalizowanie zachowania Walesy, gdy byl prezydentem, czyli dazenia do zawlaszczenia jak najwiecej wladzy przez „falandyzacje” prawa…

    Gdyby przeanalizowano i wyciagnieto wnioski, ze to si emoze powtorzyc w wykonaniu kogos sprytniejszego i bardziej cynicznego, to moze by zaprogramowano w system lepsze zabezpieczenia. Nie zrobiono tego, tylko wszyscy odetchneli z ulga, ze odszedl Walesa…

    Mysle, ze najwazniejsze wymienilem i pozostalo juz tylko mnostwo drugo i trzecio rzednych czynnikow.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Ja tez uwazam, ze jestem w prawie sie wypowiadac na tym blogu

  104. Ewa-Joanna
    24 lipca o godz. 0:56

    Jakas wersja tego co piszesz bedzie. Z taka roznica, ze ci co teraz swieczki trzymaja, nei wezma koktajli molotowa, a ci co kiedys za nie chwyca, dzis sie zajmuja soba i nie chodza na trzymanie swieczek.

    pozdrowka
    ~l.

  105. @E-J

    W Poznaniu zaprotestowali w liczbie tak jakby wiekszej niz kilkadziesiat dusz. A co bylo, czy jest, tam gdzie sie protesty licza? Czyli, w Warszawie?

    Rzecz w tym, iz WYBORCY w Polsce glosuja, i beda glosowali, na zamachowcow demokracji. PiS jedyna partia co moze wygrac nastepne wybpory. Wiec te protesciki o kant mozna potrzaskac. Ateisci blogowi chyba to widza. To stad ta niemrawosc blogowa. Kierowana przeciwko zagraniczniakom. Oraz przeciwko KK.

    Problem w tym, ze obie te grupy tak sie maja do demokracji w Polsce jak dwa baty do tej samej d.py. Jaka szkoda, iz ateisci tak malo znacza. Podczas gdy druga grupa jest nieporownywalna z pierwsza. Co tak jakby wymaglo NOWEJ strategii ateistow

  106. Tanaka
    22 lipca o godz. 20:54

    „Moje pytanie dotyczy rzeczy ostatecznej: czy @rzeczonego zaopatrzyć w wiatyk i wywalić, czy też jeszcze potrzymać? Jak widzisz powyżej, są mocne głosy za wywaleniem.”

    No to chyba mamy wywalenie. Nie widze @rzeczonego wiecej. Niedokladnie wiadomo tylko czy to wywalenie jest wolontariustyczne @rzeczonego czy administracyjno-demokratyczne blogowe

  107. Pytanie:
    – Jakie media nie klamia?

    Odpowiedz:
    – prad, gaz, ciepla woda w kranie.

    Skad to zaczerpniete? Z ogloszen duszpasterskich po mszy w Juracie w miniona niedziele. Nie do przetlumaczenia w Ameryce. Nawet na Jackowie nie da sie tego przetlumaczyc. Choc Polonusy chikagowskie slyszaly wystarczajaco o tej cieplej wodzie Tuska

    Przytup

    Przychodzi Rosjanin do dentysty. Dentysta ogląda i widzi same złote zęby, diamentowe koronki, w końcu nie wytrzymał:
    – Właściwie nie wiem, co mam panu tu zrobić?
    – Chciałbym alarm założyć

  108. Co subiektywnie ważne jest, pod tym wpisem-Kazaniem Na Gorze, to niekończące się zwracanie uwagi na paplanie zagraniczniaków w Polsce, na polskim blogu, o Ameryce. Co OBIEKTYWNIE wazne jest w tym wszystkim, niezupelnie wiadomo

    Co wiadomo to to, ze ‚zagraniczniakom’ nakazywane jest odfastrygowanie sie od spraw krajowych. Szczegolnie ich postrzeganie poprzez przyklady z zycia trumpo-amerykanskiego.

    Dobrze ze niektorym to nie przeszkadza. Ja tez pombocka pozdrawiam serdecznie

  109. Znajomosc spraw krajowych przez niektorych tubylczych blogowiczow to dosyc spora smuta. Nawet na tym blogu. Jak sie do tej ich (nie)znajomosci spraw krajowych maja (nie)znajomosci spraw krajowych przez zagranicznikow, strach myslec.

    Tam musi byc calkowita kompromitacja. To przez te kompromitacje nad Wisla Ciemnogrod wygrywa w cuglach z Jasnogrodem

  110. Orteg

    Dobroje utro, Ortegu. Nie odnoszę się do konkretnego Twojego wpisu, bo cały Twój dzisiejszy słowotok jest o jednym: jesteś, jak zwykle, żywą ilustracją skrajnego subiektywizmu.

    Wmawiasz mi jakieś zabranianie zagraniczniakom mówienia o sprawach polskich i wytykanie Amerykańcom, że mówią tu o sprawach amerykańskich. Jak się na co uprzesz, to wiesz lepiej ode mnie, co mówię, jakie mam intencje i jakie myśli. Ja konkluduję istnienie jakiegoś zauważalnego zwyczaju, a Ty tłuczesz to przez wiele wpisów jako moje wytykanie. Choć mówiłem wielokrotnie, że nie interesuje mnie polityka jako coś do permanentnego obgadywania, ale znajdź choć jeden mój wpis, w którym zainteresowanie polityką wytykam innym. Coś Cię widać, Ortegu, bardzo swędzi. Kiedy więc mówię wprost „Róbta, co chceta” i niech każdy plecie o tym, co mu w duszy gra, chyba świadomie tego nie zauważasz, bo Ci nie pasuje do Twojej obsesji. Koniecznie chcesz moje myślenie widzieć po swojemu, a nie po mojemu, żeby się wyżyć w dogryzaniu. A ja od początku mówię jedno i to samo: nie ma spraw obiektywnie ważnych lub nieważnych w kawiarence, ponieważ samo ustawianie takiej hierarchii jest subiektywne. Niech sobie każdy mówi o tym, o czym chce mówić, jeśli nie jest to obsesyjne trollowanie. Losy świata i Polski nie potoczą się zależnie od tego, czy konkretny Orteg lub wbocek mówią o nich w kawiarence politykowych ateistów czy nie. Ale jeśli sądzisz, że właśnie zależnie od tego się potoczą, to sobie o tym mów, a ja powiem o kanale Jamneńskim, grzybach, łabędziach itd. Niech każdy „widzi takie świata koło, jakie…”. Tylko że to Ty, Ortegu, odkąd pamiętam, wchodzisz z pretensjami i hierarchiami od progu: „Pan tu, panie Pogorzelski o pierdołach…”. Wytykałem Ci to nieraz. A Ty dalej, zamiast „dzień dobry”, tłuczesz najpierw swoje obsesje, nim zaczniesz o meritum. Jak już musisz i Ci to ulgę przynosi, tłucz sobie – możemy po staremu się omijać łukiem, choć nie jest to przyjemne.

  111. konstancja
    24 lipca o godz. 0:22

    Co w sprawie łososia, który jako ryba ma bardzo prosty mózg (pamiętam z biologii), a jednak musi pod prąd, pod wiatr, wiele kilometrów w górę rzeki przepłynąć, żeby się rozmnożyć, a potem zginąć, wcale nie marnie, bo stać się częścią łańcucha pokarmowego innego stworzenia, wyżej stojącego w hierarchii? * O, widzisz, Konstancjo – to jest kluczowe pytanie : co w sprawie łososia? Łosoś, jak wiesz ze szkoły,ma mózg prosty. Mózg prosty jest znacznie uczciwszy od nieprostego. Jest szczery, jasny,niespaczony i bardzo pobożny. Ma też wolną wolę, w stopniu nie mniejszym niż mózg nieprosty. Znacznie lepiej wychodzi mu stosowanie się do woli pana. Ma zatem wszelkie widoki na zbawienie wieczne. Mózg nieprosty, co wynika z samej istoty rzeczy, jest pokręcony podatny na nierozumienie rzeczy, niepotrzebne, ba – wręcz szkodliwe dywagacje, dylematy, łatwe popadanie w błędy i wypaczenia, na wszelkie pokusy, egoizmy i podszepty Szatana. A już szczególnie, mózg nieprosty ma skłonności do myślenia i myślowych zawijasów. Taki mózg marne ma widoki na zbawienie. Właściwie – żadnych. A wielkie widoki na czynienie zła na Ziemi, tej Ziemi. Łosoś ma więc mózg katolicki. Mózg nieprosty może być mózgiem luteranskim, ale najpewniej – ateistyczym. Łosoś trafia do nieba, co się regularnie potwierdza: deszcz ryb leci na łeb. A żeby był deszcz ateistów lecących na łeb, to bardzo trudno stwierdzić.

  112. Ewa-Joanna
    24 lipca o godz. 0:56
    wczoraj byłam ogłuszona dźwiękiem bębnów i krzykiem, ale zapewniam Cię, że my nie byliśmy w Poznaniu pod sądem, tylko na pl. Mickiewicza, pod krzyżami symbolizującymi tzw. wypadki poznańskie z 28 Czerwca 1956 roku.
    Sąd mamy w pobliżu, jakieś 1.300 metrów.
    A na pl. Mickiewicza, oprócz Krzyży mamy i Adasia ( był wcześniej)

  113. Tanaka
    24 lipca o godz. 8:11
    uwielbiam Twój sposób objaśniania świata, ale teraz przestrzeliłeś…

  114. wbocek

    Tez cie uwielbiam. Nawet kiedy caly wpis popelniasz w jednym jedynym celu: zeby dosrac zagraniczniakom.

    Nic tylko wielbic czlowieka

  115. Wstepniak napisany przez blogowicza w jednym celu: zeby dosrac innym blogowiczom. ‚Zagraniczniakom’.

    Czy zdarzylo sie cos takiego wczesniej? Nie moge przypomniec

  116. 24 lipca o godz. 8:20

    Pan Bug kule nosi, a ja w czym przestrzelilem?

  117. 24 lipca o godz. 8:37
    Orteq. Czego innego też nie możesz : przestać gadać głupoty o „jednym celu” autora wstepniaka. „przysrywanie” sam tym robisz, a miałeś nie psuć bloga.

  118. Orteq
    24 lipca o godz. 8:37

    Dopisz jeszcze kilkadziesiąt wpisów, że rodzina pombocka była cyklistami/ żydami/masonami i stąd jego przysrywanie – będzie klasyczny przekaz pisowski

  119. @Tanaka
    24 lipca o godz. 8:11
    @konstancja
    24 lipca o godz. 8:20

    Stojąc na gruncie ewolucji…
    Jeżeli można zapisać w tzw. genach, że z prawie niczego ma się rozwinąć krokodyl albo inna antylopa, a nawet człowiek, to chyba można dopisać w tychże genach, że łosoś ma płynąć pod prąd, gdy prezes (czy inny bożek) ogłosi czas tarła. Albo, że pingwin ma wędrować na północ. Albo, że samiec ma śpiewać miłościwie pod balkonem samiczki.
    Te czynności wpisują się bezpośrednio w sprawdzoną strategię zachowania danego gatunku. Nie trzeba, a wręcz nie wskazane jest, angażowanie do tego myślenie, bo wiadomo co z tego wychodzi. Dewiacje, droga pani, same dewiacje. A bozia nie po to harował 6 dni, by…

  120. Noo, panowie. Od przekazow pisowskich to inni sa. Niech oni psuja blog

    Tymczasdem, Pan prezydent Andrzej Duda tez sobie pozwolil niecodziennie na cos nowego

    Oglosil on mianowicie liste 10 pytan ktore chcialby zadac w referendum konstytucyjnym i ze chce by odbylo sie ono 10 i 11 listopada. Pytania zaczynaja sie od pytania:

    czy w ogole zmieniac?

    Dalej jest z gorki
    – i o wyborze miedzy bardziej prezydenckim czy raczej rzadowym rzadzeniem,
    – i o odwolaniu do wartosci chrzescijanskich w historii,
    – i o wieku emerytalnym,
    – i o 500 plus. W tym punkcie on chce zapytac czy gdyby bylo 300 albo 600 zamiast pincset to trzeba zmieniac konstytucje czy nie,
    – i o czlonkostwie w Unii i w NATO.

    Wniosek o referendum, zgodnie z przepisami, wplynal do Senatu, i Senat ma sie nim zajac w tym tygodniu.
    Co ciekawe to to, ze wypowiedzi PiS na ten temat sa raczej sceptyczne.

    Oczekuje sie iz wniosek prezydenta o referendum padnie w Senacie. Stanie sie to oficjalnie z powodu
    sprzeciwu Panstwowej Komisji Wyborczej, ktora podwaza proponowany termin referendum. Bo ten wypada na 10 – 11 listopada. Dzien Pilsudskiego, znaczy.

    Jak mozna kalac pamiec Naczelnika Panstwa jakims durnym, nie-naczelnikowskim, referendum?

  121. @Tanaka
    Przestrzeliłeś , bo uważasz że łosoś ma mózg katolika.
    Czy ty widziałeś albo słyszałeś jakiegoś łososia, jak śpiewa „mudmysie” ?
    Jak każe mu ksiądz łosoś :”Przekażcie sobie znak pokoju ” itp podobne rytuały , które nie maja nic wspólnego ani z łososiami, ani pstrągami, ani krylami ani ślimakami. Katolik to katolik, musi być po katolicku katolicki, mózg musi mieć trochę większy od mózgu łososia, żeby mu sie w tym mózgu zmieściły te wszystkie mudmysie, żeby łykał wafelki, wierząc, że to jest ciało faceta, który nie żyje od 2000lat, żeby wsadzał palce do kropielnicy w ktorej roi sie od zarazków, pasożytów i innych amebów, żeby wierzył że Głódź, Hoser i Michalik to są fajni faceci.. Mózg łososia jest za maly, aby to wszystko pomieścić.

    Ide na „Obietnice Poranka” cos o Romain Gary. podobno dobre

  122. Akurat będę w Polszcze na czas wyborów samorządowych to sobie zagłosuję :/ jedyne wybory na jakie nie mogę iść do konsulatu. A że pesel i zameldowanie nadal posiadam to mogę.

  123. tejot
    23 lipca o godz. 11:53

    „Najpierw przyczepię sie do frazy „umiejętne myślenie”. Z tego wynika, że myślenie, to czynność ogólna, a umiejętne myślenie, to czynność szczególna – rodzaj myślenia. Pombocku, potraktuj to jako czepialstwo”.

    Tak nie potraktuję, tejotku, bo nie jesteś Orteg. Ale masz rację, że tak widzę myślenie, nie pretendując – broń Boże – do naukowości, a nawet może jestem od niej z tysiąc morskich mil w bok, jako że nie wiem, co się nowego w nauce o myśleniu dzieje. Jeśli każdą świadomie wykonywaną czynność mózgu można nazwać „myśleniem” (nie wiem, czy można), to po owocach poznacie ją i NAZWIECIE. Jest „mówienie” i jest „umiejętne mówienie”, jest „jeżdżenie na łyżwach” i jest „umiejętne jeżdżenie na łyżwach”, a nawet „figurowe”. Myślenie jest umiejętnością, więc i ono może bywać umiejętne i nieumiejętne. Tylko weź mi powiedz, gdzie jest Twoje czepiactwo i na czym polega. Traktuję Cię jako mądrzejszego ode mnie, lepiej uporządkowanego i uważnie czytam, ale za cholerę nie umiałem znaleźć miejsca, gdzie się niby czepiłeś.

  124. @Tanaka
    Te dywagacje o mózgu prostym – łososia – katolickim – przypominają mi takie takie zabawy z dzieciństwa : ziemia to matka, matka to anioł, anioł to stróż, stróż to dozorca. Poziom ten sam.

  125. Tanaka
    24 lipca o godz. 8:57
    24 lipca o godz. 8:37
    ‚Orteq. Czego innego też nie możesz : przestać gadać głupoty o „jednym celu” autora wstepniaka. „przysrywanie” sam tym robisz, a miałeś nie psuć bloga.’

    Nie moge sobie przypomniec czy byl kiedys popelniony WSTEPNIAK blogowy, napisany przez blogowicza PRZECIWKO innym blogowiczom

    Psucie bloga nie zaczyna sie od ogona. No ale kazdy ma prawo uwazac po uwazaniu

  126. @Orteq:
    Zgadzam się. W tym wstępniaku, poza paroma banałami o myśleniu ,niezrozumiały atak na „cudzoziemców”, w czym ja widzę jedną z zalet tego bloga, a na samym końcu ni przypiął ni przyłatał coś o wolnej woli.

  127. @Orteg,
    wygooglaj sobie baśń braci Grimmo chłopcu, który wyruszył w świat, żeby poznać strach. Być może pozwoli Ci to zrozumieć bierność polskiego społeczeństwa. Ci, którzy wiedzieli co to strach albo pomarli, albo zniedołężnieli, nieliczni chodzą na manifestacje. Wbrew powszechnej propagandzie o nieustannym męczeństwie, większości rodaków udaje się spokojnie przekimać życie „u księdza za piecem”. Bez kubła zimnej wody nie pozna się strachu.
    Kiedy ten kubeł wyleje się na sarmacki łeb, nie wiadomo. Póki co, trzeba stawiać opór taki, jaki jest możliwy.
    Symbole są ważne.

  128. @ Stachu39, @wujaszek wania

    Odczytuje was, @Stachu39 i @wujaszek wania. Choc wy nie to samo glosicie..

    Ze wstepniaka aktualnego blogowego cytat powtorzmy:

    „odróżnianie tego, co śmiertelnie ważne (np. zarządzanie przez państwo polskie popiołem pozostałym po mnie), od tego, co subiektywnie ważne (np. niekończące się paplanie zagraniczniaków w Polsce na polskim blogu o Ameryce)”

    Jest to cala esencja wstepniaka. Reszta to czyste banaly. Tak jak Stachu39 zauwazyl

  129. @Orteg,
    ale ja sprawę zaorania sądownictwa w Polsce traktuję bardzo poważnie. Równie ważna i smutna jest dla mnie powszechna bierność społeczeństwa. Uważam, że wytłumaczenia tej bierności można szukać w przesłaniu baśni braci Grimm.
    Przeczytaj.

  130. @Orteg,
    dla mnie przesłanie „wstępniaka” sprowadza się do konstatacji o alergii na myślenie. Uważam to za ważne stwierdzenie.

  131. Lewy
    24 lipca o godz. 9:10 * Trochę inaczej, a będzie jasne: mózg katolika 9i innego prawidłowego wyznawcy, nie musi w sobie mieć istotnych różnic wobec mózgu łososia, zaś mózg łososia nie bardzo się różni od mózgu prawidłowego wyznawcy. Poza zamknięciem się na myślenie,lub jego nieposiadaniem, co jest rzeczą w obu przypadkach mniej ważną, ważną, kluczową rzeczą jest „wolna wola”. Bez niej nie ma katolika, ba – nie ma człowieka, jak twierdzi niebieska książeczka. Zakres istnienia wolnej woli, tak u łososia, jak i u człowieka , jest wyraźnie wzajemnie bliski. Katolik może mniej się łososiem przejmuje i jego wolną wolą, a właściwie – wcale, choć mógby szanować wolę łososia do życia, a jak już go chce pożreć, mógłby, uczciwie (cnota katolicka!) podjąć z nim walkę. Kto zwycięża – ten pożera drugą stronę. A nawet jak już uśmierca łososia, mógłby katolik robić to z większą wrażliwością na prawa łososia: do życia, do rodzenia potomstwa, do przyrodzonej godności osobistej (czego, co do psa i kota – czasem, tylko czasem – katolik przestrzega), do niecierpienia, a co najmniej do niecierpienia poważnie i bezalternatywnie uzasadnionego i tak dalej. Łosoś krzyczy w rozpaczy, dokładnie tak jak Waszczykowski: nie zabijajcie nas! A co robi katolik, a i prawie cała reszta? Ma ten krzyk, tą sprawę godności i życia tam, gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować. Wolna wola u człowieka występuje w stopniu nieznacznym, czasem, w sposób bardzo niepewny czy w ogóle wystąpiła. Łosoś ma podobnie, kot mapodobnie, pies ma podobnie. Łosoś ani pies nie ma z ograniczeniem wolnej woli probemów, nie zazna bowiem zbawienia. W każdym razie tak twierdzi niebieska książeczka. Inna książeczka, znacznie poważniejsza – „Przygody Pana Kleksa” twierdzi, że pies ma swój raj po śmierci, zatem łosoś pewnie też. U człowieka wolna wola jest do zbwienia niezbędnie potrzebna – jak twierdzi niebieska książeczka i jej katechizm Kościoła kat imienia Świętego Ojca Świętego. wolna wola u człowieka działa zerojedynkowo : jest, albo jej nie ma. Mądrość ludu katolickiego sprawę wyjasnia: kto śpi, ten nie grzeszy – tak jest, bo u śpiącego nie działa wolna wola. Nie będzie zbawiony ten, co ma 5% wolnej woli, 7,3387%, a nawet 94% wolnej woli, bo to nie jest wolna wola, która wyłącznie jest wolna, gdy jest stuprocentowa. Jaka jest więc różnica, kto o tym przesądza i dlaczego – między mózgiem katolika a mózgiem łososia czy kotka Mruczka? I między łososiem jako takim, a jako takim katolikiem? No, to tyle w sprawie „przestrzelnia”, co nie bardzo mi się przestrzeleniem zdaje.

  132. Stachu39
    24 lipca o godz. 9:29; 24 lipca o godz. 9:35 * Pombocek napisał o trudnościach z myśleniem, Ty postanowiłeś problem zilustrować własnym przykładem : pomyśl, to może Ci się jeszcze coś przypomni, prócz tego, co się przypomniało z piaskownicy. A co niezrozumiałe, to zpowodu trudności z myśleniem. Myślenie daje szansę na zrozumienie niezrozumiałego. Nie myślisz czasem, że oprócz oświadczenia, że coś jest niezrozumiałe i zakonczenia na tym, dobrze jest zająć się myśleniem prowadzącym do rozumienia, co znacząco wpis ubogaca?

  133. @wujaszek wania, 9:56

    A gdzie, w tej alergii o mysleniu, plasujesz alergie na ‚zagraniczniakow’ blogowych? Bo tylko te ostania alergie daje sie odczuc we wstepniaku. Reszta to nie za wiele znaczace tzw. tlo

  134. Tez uwazam, ze wytłumaczenia pewnych bierności można szukać w przesłaniu baśni braci Grimm, wujaszku wania. Jak to sie odniesie do pisianej Polski? Czy, schodzac w dol, do tego bloga?

    Nie widze NAJMNIEJSZYCH odniesien Polakow do przeslan basni braci Grimm

  135. @Orteg,
    „plasuję” alergii na myślenie na wszystkich homo sapiensów, którzy nadal tkwią z Kartezjańkim błędzie.

  136. Przesłanie baśni ma charakter uniwersalny.

  137. wujaszku wania

    Za wysoko, jak na moje mozliwosci, zes wywindowal zarowno basnie braci Grimm jak i Kartezjańki bład. Ta uniwersalnosc.. Ja tiebia sorry

  138. 24 lipca o godz. 9:06
    Qba

    To jest poświadczenie słabego działania „wolnej woli’ u człowieka. I mocny argument, właściwie dowód przeciw temu, co Pan Bug wymyślił. Zwłaszcza na dzień szósty swojej roboty, ale i na całość. Bo całość jest przyczynie do człowieka, bez niego traci wszelką rację bytu. A przy tym, to znaczy, że Bug miał trudności z myśleniem i z własną wolną wolą.

  139. konstancja
    24 lipca o godz. 0:22
    Pombocku
    gratulacje serdeczne za ten wpis, który stał sie przyczynkiem do wielowątkowej dyskusji.

    @tejot
    czy pisząc o komórkach mózgowych pszczoły nie miałeś na myśli jej instynktu w zachowaniach? lata, zbiera pracowicie ten nektar, trafia do właściwego ula, nie błądzi. Coś musi w niej (w komórce mózgowej, w instynkcie) być, podobnie, jak wśród nietoperzy, ptaków w lesie, pingwinów na zimnym biegunie.

    Mój komentarz
    Pisałem, że pszczoła lata, nawiguje, atakuje instynktownie, czyli reaguje standardowo na określony bodziec. Lecz nawet jednoznaczna reakcja na bodziec wymaga przetwarzania informacji, czyli jest to zalążek myślenia. Nie takiego myślenia jak u ludzi czy małp, ale pewnego procesu, z którym w czasie ewolucji gatunków współdziałał coraz większy mózg w końcu pozwalający myśleć symbolicznie nie mając bodźca przed sobą, jak u pszczoły, mając tylko potrzebę myślenia.
    Pzdr, TJ

  140. Orteg, Stachu39

    Obaj – Orteg z uporem obsesjonata – znaleźliście jakiś bzdurny atak na cudzoziemców, czym dajecie żywą ilustrację bardzo obecnego na blogu i powszechnego w Polsce zwyczaju imputowania. Skoro mimo wyjaśnienia autora, że choć była w moim przykładzie ironia, ale ironia z powodu zewnętrznej absurdalności wchodzenia Amerykanów na polski blog, by gadać na nim o Ameryce, a nierzadko – po amerykańsku, uparcie trzymacie się swego bzdurnego odczytania – Orteg nawet prostackiego odczytania tych zagraniczniaków jako esencji całego wstępniaka, czyli wie lepiej ode mnie, czym się kierowałem – to cóż, do wójta nie pójdziemy, ale wniosek dla mnie prosty: z takimi fałszerzami i obsesjonatami nie ma co gadać. M.in. o takim właśnie jak Wasze myśleniu był mój wstępniak. A Ty, Stachu, jeśli w zwykłym zauważeniu pewnej maniery U OKREŚLONYCH OSOBNIKÓW – identycznym jak na przykład zauważam powszechną połamaną konstrukcję językową „wydaje się być” – widzisz jakiś ATAK, to idź Ty do dupy śpiewać z takim myśleniem – powiedziałaby moja mama. A śpiewając, zapytaj, czemu, jeśli już niby-atakuję zagraniczniaków, nic nie mówię o Neferce, Namarginesce, kruku, lonku, Lewym, Tobermorym i innych z racji ich zagraniczności. Przepraszam, że pominąłem Ortega: idźcie Wy obaj do dupy śpiewać.

  141. A Roggera77 wciaz nie widno. Chyba sam siebie zbanowal. Kak zalko

  142. Idziemy spiewac. Ale nie twoja nute!

  143. „ironia z powodu zewnętrznej absurdalności wchodzenia Amerykanów na polski blog, by gadać na nim o Ameryce, a nierzadko – po amerykańsku”

    Grajdolstwo? Skansenizm? Czy zwyczajna zasciankowosc?

    Zal sciska. Nie powiem co

  144. Długo jeszcze będzie międlone?

  145. Zagraniczniakow wymiotlo?

  146. wbocek
    24 lipca o godz. 10:34

    Wyjaśnienie.

    Nie przepraszam Ortega za to, że go pominąłem w wyliczance zagraniczniaków, lecz za to, że tylko do Stacha skierowałem życzenie, by szedł do dupy śpiewać. Obaj mają śpiewać. Ślepy widzi i głuchy słyszy, że zetknęli się z myśleniem jako wyodrębnionym przedmiotem poznania po raz pierwszy, bo przecież wymyślonej przez nich bzdurności się czepili, zamiast rozwijać temat fachowo, NIEBANALNIE.

  147. Na NIEBANALNOSC trzeba zasluzyc

    Ze to ludzie slowa nie potrafia juz nic wiecej ORYGINALNEGO powiedziec

  148. Orteq
    23 lipca o godz. 22:29

    Zachowałam część notatek pisanych dwa dni temu w odruchu na dyskusję pod poprzednim wstępniakiem i słowa pisane, że dopóki TK nie rozstrzygnie zgodności z Konstytucją to taką ustawę uznaje się za konstytucyjną.
    Ponieważ od 2015 roku większość ustaw – szczególnie te istotne dla ustroju państwa – ich projekty są zgłaszane jako poselskie, bo istniejące regulaminy zezwalają na procedowanie ich bez jakichkolwiek konsultacji. Jest to bardzo istotne, ale wiekszość społeczeństwa nie kojarzy tego. Bodajże przy procedowaniu ustawy o sądach poseł PiS pewna pani Krysia powiedziała, że owszem pkt… jest niezgodny z konstytucją, ale ona uważa, że trzeba głosować za – uchwyciły to kamery i mikrofony. Nic dodać nic ująć.

    Tak, w Konstytucji mamy zapis, że władza zwierzchnia należy do narodu a w objaśnieniach jest wyraźnie, że poprzez przedstawicieli – sejm i senat albo bezpośrednio – referenda.
    Zarówno w odniesieniu do wyborów powszechnych jak i do wyborów do sejmu i senatu nie ma określenia minimalnego progu uczestnictwa uprawnionych do wyboru w wyborach, by one były uznane za ważne.
    Referendum może być ważne, wiążące i rozstrzygające. Aby było tylko ważne nie musi być nawet większość za tak. Natomiast referedun wiążące i rozstrzygające musi mieć ponad 50% za „tak” i referendum konstytucyjne w roku 1997 uzyskało większością głosów na „tak” – 53,45% biorących udział w tym referendum status wiążacego i rozstrzygającego, choć brało w nim udział 42,86% uprawionych.
    Natomiast w wyborach do sejmu w 2015 roku brało udział wprawdzie 50,92% uprawnionych, ale Zjednoczona Prawica uzyskała tylko 37,58% głosów i gdyby nie metoda d’Hondta nie mieliby większości w parlamencie, tak dla porównania przy metodzie proporcjinalnej chyba w 2001 roku SLD zdobyło cos trochę ponad 41% i miało tylko 216 mandatów w sejmie.
    Zasłanianie się przez polityków PiS, że mają mandat suwerena jest co najmniej nie etyczne. Pomijam już fakt, że w ordynacji wyborczej dodatkowo są progi wyborcze, które „wykaszają” możliwość reprezentacji innych mniejszych partii.
    Wielu posłów PiS w ostatnich wyborach uzyskało okolice 1-2 % głosów w swoim okręgu a nie dostali się z tych okręgów ludzie mający powyżej 5% , bo ich partia nie uzyskała progu wyborczego. Czyli mogą o istotnych zmianach ustaw mających kluczowe znaczenie dla ustroju państwa wypowiadać się i mieć wpływ „wybrańcy narodu” , którzy uzyskali bardzo śmieszną liczbę głosów, ale są we właściwej partii.

    Jest bardzo wiele mniej lub bardziej znacząco opisujących słowo demokracja wypowiedzi byłych i obecnych polityków, filozofów itp, ale bardzo podobają mi się dwa cytaty, które obrazują to jak to bywa z demokracją gdy brak jest społeczeństwa obywatelskiego :

    „Demokracja jest wtedy, gdy dwa wilki i owca głosują, co zjeść na obiad. Wolność jest wtedy, gdy uzbrojona po zęby owca może się bronić przed demokratycznie podjętą decyzją.” – przypisywane Benjaminowi Franklinowi.

    „Nie należy przesadzać z demokracją. Nie chciałbym podróżować statkiem, którego kurs byłby określany głosowaniem załogi, przy czym kucharz i chłopiec okrętowy mieliby takie samo prawo głosu jak kapitan i sternik.” – autor: William Faulkner

    I jeśli u nas dwa wilki nie dają żadnych szans na uzbrojenie owieczki, a wręcz ciągle ją rozbrajają to o jakiej demokracji my mówimy.

    Władza ustawodawcza i wykonawcza jest jednością, Trybunał Konstytucyjny jest całkowicie uzależniony od tej władzy, nie będę tu opisywać, że wybór Pani Prezes TK nawet wg tej nowej ustawy jest bardzo niejasny – mozna sobie poszperać jak było. Nie powinno chyba już dziś nikogo dziwić, że taka była ciężka, głównie nocna praca posłów przy ustawie o TK.

    Wmawianie ludziom, że wystarczy dokonać radykalnych zmian w sądach – bo to jest podstawa, by sądy działały sprawnie i sprawiedliwie jest dla tych, którzy nie chcą myśleć samodzielnie.
    Przecież wystarczy uważne i wnikliwe obserwowanie choćby medialnych „spraw sądowych”, by widzieć złożoność wymiaru sprawiedliwości – sprawa Komendy, Stachowiaka, wypadku Pani Premier.
    By postawić komuś zarzuty i ukarać winnego – najpier pracują – policja, śledczy, biegli, prokuratorzy i po zebraniu materiałó dowodowych, zeznań świadków – prokuratura wnioskuje powłując się na określone & o ukaranie winnego.
    Wystarczy jakikolwiek błąd czy to z analizach, czy uznanie przez prokuratora, że świadek mówi prawdę, choć juz wcześniej w sądzie w innej sprawie posługiwał się kłamstwem – przypadek Komendy, aby sąd wydał wyrok taki jaki wydał.
    Tym bardziej, że sądy muszą orzekać na bazie istniejącego prawa, a prawo ustanawiają Sejm i Senat i jak życie pokazuje bardzo często to prawo jest chaotyczne, niespójne i adwokat ma prawo wykorzystać różne niespójności i luki w prawie w obronie podejrzanego o winę.

    Dla osób samodzielnie myślących jest czytelne, że sądy muszą pracować na bazie dowodów i w oparci o prawo.
    Dlaczego ludziom nie chce się myśleć , kojarzyć fakty ? – wymaga trochę czasu i wysiłku, a lepiej medialnie sprzedają się krótkie newsy budzące silne emocje.
    Tu prokuratura oskarżyła, tu podejrzenia a po długim czasie zamknięcie sprawy już nie ma nic z medialności.

  149. Jak długo jeszcze będzie międlone to co jest miedlone, zalezy od Gospodarza. Chyba od Niego zalezy. Chociaz kto to wie

  150. @Ewa-Joanna
    Kilka wpisów wcześniej oburzyłaś się na mnie, że nazwałem eseldowców postkomunistami. Dla mnie linia jest ciągła KPP – PPR – PZPR – SLD. KPP to byli idealiści, chociaż, chcąc nie chcąc, służyli obcej agendzie.
    Potem lat 40 -te, to wojna domowa, rewolucja , nie myśli się wtedy o różach, wybory były różne i dramatyczne i wstąpienie do PPR, czy potem PZPR było opowiedzeniem się po jednej stronie, chociaż byli oczywiście i kolaboranci.
    Październik – nadzieja, że ten ustrój może być lepszy. (pamiętam jak kolega namawiał mnie do wstąpienia do partii – tam trzeba ludzi inteligentnych, otwartych takich , jak ty, przegłosujemy tych twardogłowych – czy on był komunistą?)
    Potem lata Gomułki- siermiężny socjalizm, trzeba się jakoś urządzić, szans na zmianę nie widać, trzeba się dostosować (mój wujek wstąpił do partii, bo chciał pozostać nadal dyrektorem szkoły, a taki był warunek, było to potępione w kręgach towarzyskich ale jakoś wybaczone, długo zresztą tym dyrektorem nie był.)
    Marzec – dochodzą do władzy młodzi hunwejbini, z tego rocznika prawdopodobnie część obecnej wierchuszki SLD.
    Epoka Gierka – nie mówi się o komunizmie tylko o socjalizmie z ludzką twarzą (jednak ciągle radziecką, którego później będziemy bronic jak źrenicy oka). Duży zaciąg do partii, bo jeśli się jest młodym i ambitnym , nie ma pseudointeligenckich zahamować i chce się coś osiągnąć w życiu – mieszkanie w bloku, talon na malucha, awans w pracy, zapisuje się, nie jest to wybór ideowy tylko konformizm. Ci ludzie – obecnie w wieku 60 – 70 lat, już dawno nie są w SLD, głosują na PIS, PO, może czasem z sentymentu na SLD. Zostali ci ideowi?. Dlatego tak trudno dogadać się lewicy o innej proweniencji z tymi jednak postkomunistami.

  151. Cała ta durnowata niby dyskusja jest na temat „Jak czytać, żeby nie przeczytać”.
    Przeczytałam po raz kolejny i po raz kolejny nie widzę tu żadnego czepiania się zamorskich ( ponbocku a dlaczego mnie ominąłeś?) że gadają o Ameryce, bo to nie o czepianie chodzi ale o przykład tego co dla kogo ważne jest.
    Mnie się ten wstępniak podobał chociem nie tylko zamorska ale i spod spodu.

  152. @wbocek
    Nie komentuję, sam wpis mówi za siebie.

  153. @Stachu39
    24 lipca o godz. 11:04
    Ja jestem lewicowiec z ducha i przekonań.
    Bardzo uprościłeś te swoje wywody na temat słowa postkomuniści, ale niech ci będzie jak ci z tym wygodnie. Mnie razi dlatego, że obecnie, to znaczy w odczuciu współczesnych Polaków jest to słowo negatywne prawie obelżywe. I po prostu nie mieści się w moim słowniku wyrazów społecznych.
    Wszystkie te straszliwe epoki przeżyłam „w cnocie” to znaczy do żadnych organizacji politycznych nie należałam, do kościoła też nie chodziłam jak tylko podrosłam na tyle, żeby czytać, żadnych lojalek paszportowych nie podpisywałam, bo nie chciałam wyjazdu wyżebranego od zagranicznych znajomych, w stanie wojennym robiłam to co uważałam za słuszne, wypędzić się z Polski nie dałam, dotrwałam do końca, odpracowałam pierwsze wolne wybory i mając nadzieję że kraj jest w dobrych rękach, wyjechałam bo chciałam.
    A jaka to jest lewica o innej proweniencji? Za dziadkami z SLD też nie przepadam, ale nie odpowiada mi większość z czynnych polityków.
    Gdybym głosowała, głosowała bym na RAZEM, bo jedynie oni mają rozsądny program.

  154. karol_cia, 24 lipca o godz. 11:03

    „w wyborach do sejmu w 2015 roku brało udział wprawdzie 50,92% uprawnionych, ale Zjednoczona Prawica uzyskała tylko 37,58% głosów i gdyby nie metoda d’Hondta nie mieliby większości w parlamencie, tak dla porównania przy metodzie proporcjinalnej chyba w 2001 roku SLD zdobyło cos trochę ponad 41% i miało tylko 216 mandatów w sejmie. Zasłanianie się przez polityków PiS, że mają mandat suwerena jest co najmniej nie etyczne.”

    No no. Jeszcz troche i dojdziesz do moich IDENTYCZNYCH konkluzji owczesnych. Nawolujacych do KONSTYTUCYJNEJ REWIZJI legalnosci WYNIKOW wyborow 2015.

    Nic z tego nie wyszlo. Wiec cala para naprzod! Rozchodzi sie o PRAWIDLOWOSC nastepnych wyborow. Zeby 37% zdobytych w wyborach glosow przez PiS nie zaowocowalo znowu WIEKSZOSCIA parlametarna.

    Bo to jest abominacja jeszcze wieksza niz Trump zostajacy prezydentem SWIATA, przegrawszy POPULARNE wybory z Hilary Clinton. On wygral w wyborach glosow LEGISLACYJNYCH. Tak jak Kacz wygral w naszej metodzie D’Hondta.

    Thanks, karol_cia, za przypomnienie tego faktu

  155. @Ewa-Joanna
    24 lipca o godz. 11:25

    Miło przeczytać lewicowe wyznanie. Też tak mam. Z moich obserwacji wynika, że na lewicowość mogą sobie pozwolić ci, którzy pozwalają sobie na wolność. Czyli silniejsi mentalnie/psychicznie. Jeżeli uznają jakąś ideę, to nie kojarzą jej z żadnym przywódcą. Co najwyżej z partnerstwem. Stąd wielka odporność na tzw. autorytety. I wielki kłopot dla prezesowatych.
    A komunizmu w Polsce nigdy nie było. Nawet teoretycznie.

  156. Qba
    23 lipca o godz. 12:46
    @pombocek
    23 lipca o godz. 12:17

    „Myślenie nie jest językowe. Gdyby było, trwałoby tak długo, jak mówienie. Albo dłużej, bo mówisz (przecież!) już po pomyśleniu i przemyśleniu”.

    To nie ja mówię, że myślenie jest językowe, lecz nauka, Qbo, więc nie ze mną się nie zgadzasz. Ja tylko przez dawne oczytanie się w tych sprawach mówię, co pamiętam (fakt, że coraz mniej pamiętam).

    Popełniasz kardynalny błąd mówiąc „mówisz (przecież!) już po pomyśleniu”. Nie, Qbo – myślenie i mówienie to działanie równoczesne. Mówienie jest myśleniem, myślenie jest mówieniem (również mówieniem ukrytym i nieuświadomionym). Jak wyobrażasz sobie pomyślenie takiej na przykład myśli PRZED ubraniem jej w słowa: „Czy cel uświęca środki? Otóż jedno tu bodaj wydaje się prawdą nieodpartą, że zamiar zwalczania wszelkiej niesprawiedliwości przez popełnianie w tym celi niesprawiedliwości jest zamierzeniem wewnętrznie sprzecznym i pozbawionym możliwości konsekwentnego uzasadnienia. Kto decyduje się na taki wybór, musi dlań szukać innej racji” (Te słowa prof. Kotarbiński powiedział ponad pół wieku, a prawda, jak pasują do PiS-u?).

    Tak jak niewiele wiemy o myśleniu srok czy słoni – bo pewnie są w nich, oprócz instynktów, które mylone są z myśleniem, jakieś pierwociny myślenia – nie wiemy też o przedjęzykowym myśleniu człowieka – można sobie co najwyżej stawiać hipotezy na podstawie obserwacji zwierząt i przedjęzykowych zachowań ludzkich dzieci. Kiedy mówimy współcześnie o myśleniu człowieka, mówimy o pojęciowym (językowym) myśleniu gatunku homo sapiens. Bez języka – jakiegokolwiek kodu, choćby kodu dotykowego u głuchociemnej Heleny Keller (już nie jestem pewny , jako alzheimer, nazwiska) – właściwie nie ma myślenia komunikatywnego.

    „Mowa i myślenie stanowią wprawdzie odrębne rodzaje czynności, jednak tworzą związek tak ścisły, iż pełne wyjaśnienie problemów myślenia, a zwłaszcza odnoszących się do jego form zaawansowanych, nie byłoby możliwe bez odwołania się do kwestii z zakresu języka i mowy” (Andrzej Jurkowski, „Ontogeneza mowy i myślenia”).

  157. Stachu39
    24 lipca o godz. 11:04 * Stachu, weź i porządnie wytłumacz, co to znaczy „postkomunista”. Nic to nie znaczy, ale próbuj tłumaczyć, boś tego słówka wziął i użył, razy parę, więc coś ono ma znaczyć. Jest słówko „postmodernizm”, które nic nie znaczy, bo znaczy tylko tyle, że nie modernizm. Do dziś nikt nie wie, jak należycie nazwać to, co już modernizmem nie jest. Jakieś 50-60 lat mija i ciągle nie widać mądrego,co by zjawsko porządnie nazwał. Jest inne słówko: „postindustrializm”. To samo – znaczy wyłącznie tyle, że nie „industrializm” . I też nikt nic porządnie na nazwanie zjawiska nie wymyślił. Wymyśl Ty, bo wstępniak Pombocka o mysleniu jest. Nie wymyślisz, bo wstępniak jest o niemyśleniu. Ale jakbyśmy tu mieli o sprawie dyskutować bez pitolenia byle czego, to wymyślić masz obowiązek.

  158. Orteq
    24 lipca o godz. 11:28

    Dzięki za przeczytanie długiego wywodu, ale mamy czasy jakie mamy i już nawet coraz mniej mnie dziwi, że ludziom nie chce się samodzielnie mysleć – choć tak bardzo chcą dużo wolności osobistej, ale już wolność samodzielnego myślenia nastręcza dużo kłopotów. Wszystko trzeba brać szybko bez analizy tego, co dociera do naszych „dysków”.
    Na dobrą sprawę sondażownie pokazują, że jest jak jest z myśleniem w naszym społeczeństwie.
    Pozdrawiam

  159. Qba
    24 lipca o godz. 11:44 * Do tego trzeba więcej autentyzmu wewnętrznego, więc i wolności. A i wolności oraz zdolności intelektualnych, oraz wyższej miary współ-czucia, także.

  160. karol_cia
    24 lipca o godz. 11:03

    Zasłanianie się przez polityków PiS, że mają mandat suwerena jest co najmniej nie etyczne. Pomijam już fakt, że w ordynacji wyborczej dodatkowo są progi wyborcze, które „wykaszają” możliwość reprezentacji innych mniejszych partii.

    ależ PIS doskonale wie, dlaczego uzyskał prawie połowę mandatów (razem z przyjętymi ostatnio- Gryglas z Nowoczesnej) i przybudówką Kukiz`15 mają nieco ponad połowę + jeden głos . Co nie przeszkadza im wmawiać społeczeństwu, że naród- suweren ich wybrał i chciał zmian. Równie dobrze mozna wmawiać, co nawet możebyć prawdą, że 80 % społeczeństwa chciało zmian w sądach. Przypuszczam, że nawet 1 (jeden!) procent nie oczekiwał skoku na sądy, tylko usprawnienia ich pracy poprzez zmiany organizacyjne, powołanie sędziów na wakujące stanowiska – tu akurat Ziobro zahamował nowe nominacje sędziowskie, a i teraz się nie spieszy. W blokach startowych czekają nieudacznicy podobni Ziobrze, którzy za drugim, trzecim razem zdali egzamin na radcę, prokuratora czy inne zawody prawnicze z oceną bardzo niską.
    Popatrz na mgr Przyłębską…
    Trzeba społeczeństwu wmówić, że takich zmian chciało, że suweren ich wybrał, że mają prawo, że po ich stronie jest taka lub inna wola narodu.Mogą zapierać się totalnie w swoim przekazie dnia, ale oni świetnie wiedzą (przynajmniej niektórzy, np. Duda) że łąmią przepisy Konstytucji, ale nam mówią, że możemy wnieść zapytanie do TK, choć toi już wydmuszka, bo PIS na początku połozył na nim łapę.
    Przypuszczam, że wielu z nas protestowałoby mocniej, większością obywateli w obronie TK< gdybyśmy byli w stanie przypuszczać, że wolność będzie nam zabierana plasterkami; że oprócz skoku na spółki SA odbędą się skoki na wszelkie instytucje obywatelskie, że PIS z Kaczyńskim zniszczy wszystko, co budowaliśmy jako społeczenstwo ostatnie 30 lat. Teraz, mając już tylko ostoje w postaci Sądu Najwyższego i obawiając się mataczenia, wręcz oszustw PISu w czasie wyborów (zobacz, co można zrobić przy głosowaniu- te skreślenia, poprawki- to jest pole do nadużyć wyborczych, byle nasze było na wierzchu)i wiedząc, że to SN zatwierdza ważność wyborów wychodzimy na ulicę, już zmęczeni, bo od ponad dwóch lat to robimy, tylko hasła co tydzień się zmieniają. Poza tym lipiec jest miesiącem wakacyjnym i ludzie chcą normalnie żyć, mają dzieci, jadą z nimi na wakacje, bo odsapnąć od tego też trzeba. Poza tym niektórzy sądzą, że juz pozamiatane.
    I stąd może niewielka aktywność, wzrastająca w czasie weekendów, gdy w środę, czwartek piątek najwięcej dzieje się w Sejmie. A teraz w Senacie.

    Jeszcze mamy nadzieję- ta nadzieją jest zagranica….

  161. Ewa-Joanna
    24 lipca o godz. 11:12

    Ewo-Joanno, przepraszam dlatego, że jesteś dla mnie kimś ważnym, ale ostatnio tak jakoś bokiem chodziliśmy, że przegapiłem, zwyczajnie przegapiłem. A sądzę, że jesteś sprawiedliwą i zrównoważoną choleryczką, czyli dla mnie kimś bardzo sympatycznym. Nie tylko dlatego, że Wrocław.

  162. karol_cia
    24 lipca o godz. 11:03 * Każda ustawa musi wypełnić określony tryb procedowania. Zwłaszcza i bezwzglednie te, które odnoszą się bezpośrednio do Konstytucji.Jest to tryb konstytucyjny. Oba czynniki: treści i procedowania, po równo decydują, czy ustawa jest zgodna z Konstytucją: treść nie może ani znosić,ani modyfikować Konstytucji – wtedy jest z nia niezgodna, ani nie może sprzeciwić się trybowi przyjmowania – wtedy też jest niezgodna z Konstytucją. Zupełnie niezależnie od jej treści.

  163. przy referendum, nawet przy założeniu, że jest wiążące, to ono dla dzisiejszej władzy jest wiążące gdy przyniesie wynik, jaki im się spodoba.
    Świadomość prawnicza, ekonomiczna i obywatelska w naszym społeczeństwie jest tak niska, że da się manipulować danymi i tak ustawić wszelkie pytania, żeby uzyskać odpowiedź taką, jaką nam, czyli ogłaszającym referendum jest potrzebna.

    Wmawianie nam, że prezydent może w referendum zapytać społeczeństwo, jakiej chcą konstytucji, jest pytaniem kury, czy chce skończyć w rosole, czy w pieczeni.
    Przy tej świadomości…
    zamiast wychowania obywatelskiego, wiedzy o społeczeństwie mamy jedną lekcję religii, i drugą lekcję religii.
    zamista drugiej lekcji biologii, fizyki czy chemii -trzecia, czwarta i piąta lekcja religii. A szósta lekcja wynika z konkordatu- że religia będzie w szkołach
    O etyce zapomniano…

  164. Tanaka
    24 lipca o godz. 11:55

    Tanako, aleś do mnie trafił z tym „post”! To, oczywiście, moda. A jak moda, to znaczy, że nic nie znaczy. „”Postkomunizm”. Jak pierwszy raz usłyszałem, od razu pomyślałem: „Jaki postkomunizm?! Co to takiego, kuwa, post?”. Albo komunizm, albo niekomunizm, ale post? Modernizmu za bardzo nie rozumiałem, a tu jeszcze postmodernizm. Rozpleniło się to „post” jak Polska długa i szeroka – po to, żeby się uczenie i łatwo mówiło i łatwo zabijało przeciwników hasłami, które nic nie znaczą. Specjalność zakładu Jarka. Ale ten sposób mówienia już się rozprzestrzenił na Polskę od morza do morza. Tak wygląda samodzielność myślenia.

  165. @Ewa- Joanna
    Wywód był uproszczony z konieczności. Mógłbym napisać 3 strony i nikt nie przeczytałby tego do końca.
    Moje serce bije po lewej stronie, ale nie w tym samym rytmie , co u dziadków z SLD. Oni są z minionej epoki i dlatego „post”, również w kwestiach obyczajowych.
    Przyznaję, słowo ” postkomuniści”, może mieć charakter negatywny, szczególnie przy obecnej retoryce PIS- u. Chodziło mi jednak o Celińskiego, który wywodzi sie z innej formacji, a teraz ich firmuje w wyborach w Warszawie.
    PS. Moja babcia urodzona w Odessie jeszcze w XIX wieku i przeżyła tam rewolucję, uważała się za komunistkę i poszła głosować 3 X TAK w 1948 mimo , że już praktycznie nie wychodziła z domu.
    Uważała sie też za feministkę, co manifestowało się tym ,że nie nosiła pończoch tylko skarpetki (do długich sukien) i w czasie wsiadania do tramwaju można było zobaczyć kawałek gołek łydki. Nie wiem jak było z kapeluszami, tego mi nie mówila albo nie zapamiętałem.

  166. A co w świetle powyższego może oznaczać postman?

  167. @ Tanaka @ Wbocek.
    Ja nie wymyśliłem słowo ” post”, pochodzi z łaciny, np w wyrażeniu ” post scriptum”
    Postkomunista – to nieudany potomek komunisty – duchowy, emocjonalny, ideowy, sentymentalny. może też nic nie znaczyć, bo jest nadużywane. Nieudany – bo pewnie prawdziwi komuniści jak Dzierżyński, czy Lenin nie uznaliby Millera za swego.
    Ale uderz w stół, nożyce się odezwą.

  168. Państwo prawa i cwani politycy, gdzie jest wizja
    karol_cia
    24 lipca o godz. 11:03

    Mój komentarz
    Zgadzam się z twoim komentarzem. Dodam kilka słów jako uzupełnienie.

    Polska przed chwilą nie była w pełni państwem prawnym, a jakim teraz jest – szkoda m gadać.

    Państwo prawne, to szacunek dla prawa, traktowanie prawa nie jako narzędzia represji, czy wymuszania posłuszeństwa, tylko jako spójnego wewnętrznie systemu organizującego państwo (konstytucja najwyższym aktem prawnym, trójpodział władz, ustawy, kodeksy, np. drogowy, itd.), regulującego działanie w nim wszelkich instytucji państwowych i niepaństwowych, funkcjonowanie obywateli, definiującego prawa obywateli w stosunku do państwa i prawa państwa w stosunku do obywateli, itd.

    Państwo prawne, to uznanie przez wszystkich obywateli (polityków, wyborców, kierowców, budowlańców, mieszkańców, strażników, urzędników, prawników, policjantów, prokuratorów), że zarówno obywatel, jak i wszystkie władze podlegają prawu w jednakowym stopniu oraz że konstytucja nie jest w całości zapisem szczegółowym regulacji prawnych (szczegółowe bezpośrednie regulacje są rzadkie w konstytucji, przykładem jest artykuł, który mówi o tym, że kadencja I Prezesa Sądu Najwyższego trwa 6 lat), a jest bardziej aktem intencji, zbiorem wytycznych, szkicem ustroju państwa.
    Nie ma co dalej rozwlekać.

    Jednego prawo nie może zapewnić – wykreować bezpośrednio u obywateli uczciwości, rzetelności w postępowaniu, szacunku dla drugiego człowieka, zainteresowania państwem, poczucia obywatelskiej powinności. Czy prawo jako takie „samodzielnie” ukształtuje uczciwość, wolę działania, zainteresowanie obywateli państwem?
    To jest podobny problem jak z mową i myśleniem – co było pierwsze. Czy mowa wymusiła rozwój myślenia, czy myślenie wytworzyło mowę? – Żadne nie było pierwsze, mowa i myślenie rozwijały się równolegle, wzajemnie oddziałowując na siebie. Tak samo jest z prawem i obywatelami.

    Bo aby interesować się państwem, by działać na rzecz państwa prawnego, by przeciwdziałać zawłaszczaniu państwa przez chytrych polityków-oszustów, to trzeba tego chcieć. Jeśli obywatele tego bardzo mało chcą, bo nie interesują się państwem i prawem, bo to się nie opłaca, bo co mi to da, bo to nie moja sprawa, to politycy-oszuści widząc co się dzieje, że brak zdecydowanej reakcjina ich machinacje, krętactwa i oszustwa, będą coraz zuchwalsi w swoich destrukcyjnych dla państwa działaniach. Działaniach zawłaszczających państwo dla nich – władzy wykonawczej, dla jednej partii.

    Druga sprawa
    Celem działań tych cwanych polityków nie jest zrealizowanie jakiejś wzniosłej, kompletnej wizji. Oni tylko idą krok po kroku by zagarnąć więcej i więcej władzy. Mają taką przywarę, przymus. Ludzki przymus – mieć więcej i więcej. Wykonują różne cząstkowe kroki, które prowadzą do zawłaszczania państwa, co skutkuje psuciem prawa i niszczeniem demokracji, a żeby było śmieszniej dla ludu, to działania swoje – krok po kroku niszczenie państwa prawa – nazywają dobrą zmianą lub oddawaniem większej kontroli nad państwem suwerenowi.

    Politycy – likwidatorzy państwa prawnego nie maja wizji sensie jakichś spójnych długofalowych planów przebudowy świata. Oni działają metodą prób i błędów, krok po kroku, po każdym kroku analizują, czy można iść dalej, czy się uda i gdy nie ma protestów, nic szczególnego powstrzymującego, ograniczającego ich się nie dzieje, wykonują następny krok. Motorem ich działania nie jest wizja, a władza sama w sobie.

    Władza nęci, kusi, daje wolną rękę, daje sławę, wynosi, daje kasę, przysparza szacunki, wzmacnia poczucie wartości. Zagarnianie władzy jest celem, który może przynieść wiele korzyści dla zagarniających. Jeśli np. taki Trybunał Konstytucyjny staje się przeszkodą w ich akcjach, to starają się w jakiś przekombinowany sposób ten trybunał unieszkodliwić. Jeśli odnoszą w tym unieszkodliwianiu sukces, chociażby nie stuprocentowy, to mówią sobie – o dobra nasza i zabierają się do następnego kroku, który dla patrzącego z boku wygląda na – co by tu jeszcze spieprzyć.

    Taka seria działań polityków-kanciarzy, to nie jest żadna wizja w realizacji, to jest seria włamów jak u złodzieja. Złodziej nie ma wizji, tylko ma parcie na włamy. Polityk – oszust nie ma wizji, ma parcie na władzę, na windowanie własnej pozycji, na kasę, powodzenie, itd.
    Pzdr, TJ

  169. @ Tejot
    Tak jest WŁAMY. !

  170. Tanaka
    24 lipca o godz. 12:07

    Nie mogę na szybko odnaleźć szczegółowych informacji o różnicy przygotowania projektów ustaw rządowych a poselskich. W tym przygotowaniu jest szkopuł, że rządowe projekty muszą mieć przygotowane uzgodnienia międzyresortowe lub w przypadku dot. sądów opinie środowisk oraz poszczególnych sądów, uzgodnienia biura legislacyjnego, środowisk społecznych, a poselskie lecą szybko – wystarczy 15 podpisów. Reszta czyli 3 krotne czytanie, po drodze komisja i jak ostatnio 30 sekund na wypowiedź opozycji.
    Ja rozumiem, że Konstytucja jest organem nadrzędnym, że prawo nie może działać wstecz, że nawet jeśli robi się radykalną przebudowę instytucji państwa to jeśli nowa ustawa wchodzi w życie bez podania jak ma to przebudowanie wyglądać – co dotyczy i do kiedy starego, a co nowego zmienia stare i od kiedy to jasne jest kto jest I prezesem SN do 2020 roku, ale czy to pierwszy raz, kiedy ustawa staje się nadrzędna nad Konstytucją ? w tej kadencji Sejmu.
    Tu skrót objaśnień – link pod spodem.
    Projekt poselski obejściem rządowego
    Sejm pracował głównie nad projektami poselskimi Prawa i Sprawiedliwości. Stanowiły one 77% wszystkich uchwalonych ustaw (z 43 projektów 32 to inicjatywy posłów PiS, 10 to projekty rządowe, 1 zgłosiło PSL). Większość z nich to tak naprawdę inicjatyw rządowe, przybierające pozory inicjatyw poselskich. Ścieżka poselska jest bowiem sposobem na bypassowanie rządowej legislacji, czyli po prostu pomięcie praco- i czasochłonnych procedur w procesie rządowym – opracowania założeń projektów ustaw, przygotowywania ocen skutków regulacji, konsultacji oraz uzgodnień.

    Tymczasem w ciągu pierwszych 100 dni I rządu Donalda Tuska inicjatywę poselską przybrały ledwie 3 projekty (11 proc.), zaś aż 24 miały charakter rządowy. W II rządzie Tuska w pierwszych 100 dniach przyjęto tylko 1 projekt poselski (8 proc.), a 11 rządowych.

    http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/515269,rzad-sejm-ustawy-uchwalanie-inicjatywy-pis-beata-szydlo-projekt-poslowie.html

  171. Orteq
    24 lipca o godz. 10:38

    Jestem Ortequ, jestem, trzymam rękę na pulsie, tylko nie zawsze jest czas się udzielać, życie, praca itd. itp. Ale dzięki za troskę, miło że komuś zależy na dyskusji, która nie bazuje tylko na jednomyślnej zgodności poglądów. Pozdrowienia.

  172. @ wbocek
    24 lipca o godz. 11:51

    Rozpoczynasz co prawda: Popełniasz kardynalny błąd mówiąc „mówisz (przecież!) już po pomyśleniu”. Nie, Qbo – myślenie i mówienie to działanie równoczesne. Jako chwilowe – są to działania niewątpliwie równoczesne ale decyzja sformułowania werbalnego dotyczy myśli, która już powstała. Przynajmniej u większości „myślących”.
    Na szczęście pod koniec stwierdzasz: Bez języka … właściwie nie ma myślenia komunikatywnego.
    I tu leży sedno – myślenie jest procesem bardzo szerokim i obejmuje wszelkie przejawy naszej aktywności (nie zawsze w pełni uświadamiane). Komunikacja językowa jest jednym z tych przejawów i wymaga oczywiście myślenia. Bardzo szerokiego, bo obejmującego wszystkie aspekty kontaktu, czyli również ocenę sytuacji interlokutorów. Obejmuje to również wszelkie sprawy społeczne.
    W tym sensie – język wymusił myślenie związane z komunikacją – zgadzam się z przedmówcą. Ale myślenie jako proces przetwarzania informacji jest znacznie starszy od języka i to ono umożliwiło jego powstanie. A wręcz stwierdziło zasadność jego powstania.

  173. @ Qba.
    Nie chcę sie włączać w temat, bo jest strasznie obszerny i nie jest to moja specjalność. Chciałbym tylko dodać, że gdzieś czytałem , ale nie pamiętam już gdzie,że tzw myślenie głośne, było kiedyś bardzo rozpowszechnione, tzn ,że ludzi powszechnie mówili do siebie głośno, jeśli byli sami

  174. Tanaka
    24 lipca o godz. 11:55
    postmodernizm, postkomunista, postindustrializm, a ostatnio modna postprawda. Szczególnie hołubiona w szeregach tej, no tej, co wiecie…

  175. Stachu39
    24 lipca o godz. 13:16

    Nie pierwszy raz reagujesz nie na temat. W sprawie mojego wstępniaka również dostrzegłeś tylko bzdet, który był przede wszystkim ilustracją subiektywizmu, a nie jego wytykaniem. Teraz też tłumaczysz językowcowi, co to za zwierzę „post” i dajesz własną dowolną jego interpretację. Tanaka mówił o zjawisku – owszem, z prośbą do Ciebie, żebyś „postkomunizm” wytłumaczył – a ja mówiłem wyłącznie o zjawisku i o modzie na używanie nic nie znaczącego „post” bez żadnych próśb o tłumaczenie. Więc po co, przepraszam, adresujesz do mnie swoje dość dowolne wyjaśnienie? Uderz w stół, Stachu39 się odezwie? Twoim nie wiadomo, czy przypiął, czy przyłatał „uderz w stół” można skwitować każdą reakcję blogowicza. Jak nic nie znaczy Twój „postkomunizm”, tak identycznie nic nie znaczy Twoje „uderz w stół”. „Uderz w stół, emocje się odezwą” – ooo, to tak.

  176. @@wbocek, tejot
    W weekendowym dodatku do GW, The Wall Street Journal, przeczytałem felieton o tajemnicach mózgu. Ilość dziwacznych chorób mózgu przeraża.

    Mam się za normalnego, (żona ma inne zdanie „z którym się nie zgadza”), ale ostatnio cokolwiek przeczytam – jako inżynier zajmuję mnie o dziwo historia – zapominam na drugi dzień.
    Codziennie pytam siebie: hej ‘stasieku’, czy to jest TO?

    Pamiętam całe zwrotki z Shakespeare’a, np. monolog Hamleta, szczegóły instalacji w najważniejszych fabrykach, które współbudowałem, szczegóły seksu z niektórymi paniami ( wcale nie najładniejszymi, cóś une miały…) – powiedzcie mi guys: czas umierać?

    Wracając do wpisu ‘wbocka’.
    Moje dzieci skarżyły się, że po ukończeniu dwóch wydziałów w PW (córka) i jednego też w PW (syn) g…wno umieją. Odpowiadałem im, że szkoła, uczelnia, to miejsca, gdzie młodzi „uczą się uczyć”, trenują wysiłek umysłowy przed sesjami egzaminacyjnymi, a umiejętności zdobywa się przez pierwsze 7 lat w pracy. Ważne jest pierwsze miejsce pracy i pierwszy patron.

    Mój schemat, który polecam (oczywiście tolerancja w latach osobnicza):
    6 – 25 lat nauka uczenia się
    26 – 33 zdobywanie umiejętności
    34 – 45 kariera
    46 – 55 stanowisko menedżerskie
    56 – 61 GM, CEO, słowem – konsumpcja wysiłku z poprzednich lat.
    61 – do ‘you are fired’, szef rady nadzorczej, obijanie gruch panem tym…

    Pozdrowienia

  177. Qba
    24 lipca o godz. 13:28

    Qbo, nie idziemy do wójta. Masz swoją rację, ale na dzień dzisiejszy – ta dzisiejszość obejmuje parę dziesiątków tysięcy lat, czyli czas istnienia homo loquens – mówimy i stawiamy na pierwszym miejscu to, co różni człowieka od zwierząt, czyli mowę. Mowa i myśl to jedno. Tylko napomknąłem o możliwości funkcjonowania we wcześniejszym okresie życia homo jakichś pierwocin myślenia, czyli myślenia przedjęzykowego, ale się tym nie interesowałem i nie bardzo interesuję, bo to raz na jutro jest i będzie tylko gmeranie w hipotezach. Poza tym ilościowo myślenie niejęzykowe nie odgrywa w życiu homo tak odczuwalnej roli, by robić z tego czysto papierowy spór. Oczywiście, jeśli Ciebie to bardzo interesuje, Twoja rzecz, nie wtrancam sie i więcyk nie komentuje. Mnie bardziej interesuje to, co ma wyraźny i zauważalny uzbrojonym okiem związek z bieżącym życiem.

  178. @Konstancja
    Słowo post, jeśli się je używa i hołduje modzie, może być dodawane do wyrazów pochodzenia obcego np. postnarracja. A postprawda już jest niezgodna tą regułą językową.Może postveritas ?
    Żartuję oczywiście, bo jeszcze językoznawcy mnie napadną

  179. Może ktoś wie
    Skąd, na jakiej podstawie/formule, gensek ma ca 6 500 zł emerytury?!
    Należę do grupy emerytów, dostających tzw MAX. Po 42 latach pracy, kiedy przez np. ostatnich 10 lat nie płaciłem całej składki ZUS już w marcu, moja emerytura to 5 055 zł brutto.
    Nie byłem członkiem czegokolwiek (gensek chyba nie był w PZPR), żadnych medali, czy innych tytułów – skąd ta różnica?
    Będę wdzięczny za odpowiedź.
    Dzięks

  180. Stachu39
    24 lipca o godz. 14:00
    @Konstancja
    ależ ja to żartem….choc to ostatnie słowo postpr…. modne jest

  181. @Stasieku
    Nie można na tej drodze kariery zatrzymać się wcześniej? Po takim nastawieniu każde potknięcie i nie osiągnięcie założonego celu w kalendarzyku lat, może być uważane za klęskę życiową.Poza tym, ponieważ żyjemy dłużej i jeśli każdy zrealizuje ten plan, może tam na szczycie być ciasno. Czy jeśli ktoś jest lekarzem musi zakończyć karierę jako minister zdrowia.

  182. @stasieku
    24 lipca o godz. 13:50

    Niepytany się wtrącę. Do Twego schematu, który polecasz. To schemat konformisty. Jest co prawda podstawą stabilności społeczeństw, ale zakłada daleko idące zniewolenie.
    1. Czas poświęcony nauce w szkolnictwie jest stanowczo za długi. By nauczyć się uczyć, wystarczy kilka lat szkoły średniej. Oczywiście system nauczania musi być zmieniony – jak najmniej pamięciówki, jak najwięcej samodzielnego opracowywania tematów. Historia pokazuje liczne przykłady (we wszelkich dziedzinach życia) ludzi sukcesu (w sensie innowacji, kreatywności, niekonwencjonalnego myślenia, itp.), którzy przerwali naukę około 18-tego roku życia, by zająć się tworzeniem/wynalazkami.
    2. Zdobywanie umiejętności nie powinno się nigdy kończyć. Nawet, jeśli ktoś wykonuje w życiu tę samą pracę, to zawsze można ją doskonalić, chociażby poprzez dostosowywanie do zmieniających się technik czy technologii. Poza tym, brak chęci do zdobywania umiejętności oznacza niechęć do wykonywanej pracy. A na to szkoda życia.
    3. Kariera w sensie zdobywania kolejnych szczebli w korporacji czy przedsiębiorstwie jest zaprzeczeniem kreatywności. Już wielokrotnie pisałem, iż powyżej poziomu bezpośredniego tworzenia/wytwarzania idą głównie nieudacznicy. Bo które przedsiębiorstwo może pozwolić sobie na stratę dobrego np. tokarza, by zyskać kiepskiego majstra? A im wyżej, tym gorzej, bo stopień abstrakcji w opisie stanowiska zaczyna być porównywalny z tezami PiSu.
    4. i dalsze. Działalność głównie gastronomiczna – obiady służbowe z nieodłącznym alkoholem. Nie szkoda życia?

    Generalnie – to nie jest mój model życia. I raczej bym nikomu nie polecał.

  183. @wbocek
    24 lipca o godz. 13:58

    Nie idziemy do wójta. Pewnie on już z PiSu.
    Chciałem tylko zauważyć, iż jest sporo osobników rodzaju ludzkiego, którzy mają niewątpliwe kłopoty z artykulacją niewątpliwie wspaniałych myśli. Bo komunikacja werbalna wymaga bardzo dużo „mocy obliczeniowej”. Akurat mieliśmy ją do dyspozycji, więc rozwinęliśmy języki. Czy możemy sobie wyobrazić nasze osiągnięcia, gdybyśmy mieli do dyspozycji inną możliwość komunikacji, nie absorbującą tak bardzo naszego rozumku?

  184. stasieku
    24 lipca o godz. 14:01
    myślę, że 6.500 wzięło sie z WYBORU Najlepiej płatnych, najlepiej zarabiających roczników przepracowanych do obliczenia emerytury. Urodzeni do 31.12.1948 maja takie prawo, mają nawet korzystniej liczone emerytury. Roczniki aż do 1949 mają emeryturę liczoną wg najbardziej dochodowych lat z całej kariery zawodowej.
    Pozostali mają kapitał początkowy, czyli zebrane składki z lat przepracowanych do końca 1998, a potem to, co sobie od 1999 roku „uzbierali”.
    Ponieważ JK był lata całe posłem i nie zarabiał mało, więc do obliczenia emerytury wzięto mu ostatnie 10 lat (można wybrać te korzystniejsze, choć ZUS ma taką maszynkę „samowybierającą”), a do tego dolicza mu się 1,5 lub 1,7 % podstawy za każdy przepracowany pełny rok. Czyli jeśli ktoś przepracował np. 46 lat to ma do podstawy doliczone 46 x1,5 % podstawy (ta podstawa jest ustalana co kwartał,nie pamiętam ile teraz wynosi, ale jest do sprawdzenia we wskaźnikach ogłaszanych przez GUS.
    Kobiety mają liczona emeryturę podobnie, jest ten sam podział wiekowy czyli decyduje rok i dzień urodzenia. Kobietom, które wychowały w latach swojej kariery kilkoro dzieci dolicza się 6 lat liczonych po 0,7% podstawy, czyli jednak mniej, niz pełną stawkę. Te 6 lat to maksymalny wymiar urlopu wychowawczego, który zaistniał w Polsce ok. 1980 roku. Nawet, jeśli kobieta w tamtych czasach nie korzystała z urlopu wychowawczego (nie mylić z macierzyńskim! ) doliczano je kobietom przechodzącym na emeryturę już w latach 90. Mojej teściowej tak doliczono 3 lata, mimo, że w jej czasach był tylko macierzyński, ale ona zwolniła sie z pracy juz po urodzeniu dziecka i wróciła, dopiero gdzy dzieci miały (najmłodsze ) 12 lat.
    Ponieważ kobiety wczesniej przechodzą na emeryturę, na ogól mniej tez zarabiają, bo często pracują w nisko opłacanych zawodach, mają krótszy staż pracy-mają na koniec niższe emerytury.
    Dziś jest inaczej i moja koleżanka, kilka lat starsza ode mnie, z niższym o 5 lat stażem pracy, wynagrodzeniem przez lata całe na podobnym poziomie ma o 400 zł brutto wyższą emeryturę niż mi naliczono (tylko naliczono).
    Pracujemy nadal obie, ale jej przybywa inaczej i więcej, niż mnie, bo jej emerytura jest liczona wg starych zasad., moja wg obliczonego tzw. kapitału początkowego i tego, co sobie nazbierałam od 1999 roku do dziś.

    Jesli masz jeszcze jakieś pytania, dawaj tu. Odpowiem. Pracowałam na takim stanowisku, byłam szkolona.

  185. @stasieku
    24 lipca o godz. 14:01

    Każdy system społeczny (również demokracja) ma to do siebie, że osobniki na tzw. kierowniczych stanowiskach (w tym oczywiście w administracji państwowej) chcą więcej. Według zasady – im większa nieproduktywność, tym większe pobory. Byłem wielokrotnie kierownikiem dużych zespołów ludzi i wiem, że każdą pracę można tak przygotować, by kierownik (w czasie jej realizacji) był zbędny. Ale to taka fajna fucha…
    Każdy kierownik, oprócz aktualnie większych poborów, działa na rzecz większej emerytury. I nie mają tu nic do rzeczy rzeczywiste potrzeby. Po prostu więcej. Zawsze więcej. Bo to oznacza, że jestem lepszy. Tak, jak w rządzie – wybrali mnie, więc jestem lepszy, więc należy mi się więcej.
    Każda taka klika załatwia sobie niezbywalne dodatki emerytalne. Taka tradycja, niezależnie od idei czy religii. Policjanci mają więcej. I strażacy. I sędziowie. I towarzysze każdej partii.
    Chyba tego zabrakło w Twoim schemacie – wstąpienia do właściwej partii.

  186. stasieku
    24 lipca o godz. 14:01
    na wysokość Twojej emerytury ma wpływ i to, ze w latach późniejszych od marca nie płaciłeś składek emerytalnych. Chodziło o to, żeby uniknąć wypłaty świadczeń powyżej 2,5 razy średnia emerytura wypłacana przez ZUS.
    Nie przybywało Ci kapitału emerytalnego potrącenia na rzecz ZUS to składki emerytalna ( odkłada się wirtualnie w kapitale na koncie Twoim własnym) rentowa i chorobowa- nie tworzy kapitału na Twoim koncie.
    Twoją składkę emerytalną i rentowa powiększa o taki sam procent pracodawca ( z tym, że rentowa płaci wyższą)
    Przypuszczam, że jesteś tym rocznikiem, któremu liczy się emerytura wg starych zasad.
    Chciałam zaznaczyć, że do Buzka i AWS mam żal, że uporządkowali system emerytalny, a system rentowy , pomimo zapowiedzi tylu rządów jest niezreformowany. Korzystniej jest czasem być rencistą niż emerytem.Takie mamy przepisy.

  187. @konstancja
    24 lipca o godz. 14:39

    A jaka jest sytuacja emerytowanego rencisty?

  188. Stachu39
    24 lipca o godz. 13:16 * Stachu, nie tłumacz, czego nie wymyśliłeś, tylko co wymyśliłeś i czego używasz. teraz wcisnąłeś w zlepek „postkomunista” coś, co Ci się zdaje, a innym się nie zdaje. Mnie sie nie zdaje,co Ci się zdaje. Mówiłem, że polegniesz, poległeś, ale próbuj dalej, bo inaczeej nie ma jak gadać o tym, co gadasz. Wybrzydzałeś na temat wstępniaka Pombocka, a wpadłeś w kompot, który Pombocek opisał. Post-modernizm jest wyłącznie czymś, co niemodernistyczne, więc bie wiadomo co to jest, post-komunizm, jest wyłącznie niekomunizmem. Wszyscy wyszliśmy z „komunizmu” co nie był komunizmem, przyjąć można więc zasadnie tylko tyle, że wszyscy jesteśmy postkomuniści. A Ty sobie, woluntarystycznie, dłubiesz, co niby miałoby bliżej znaczyć słowo „postkomunista”. Postkomunistą jest Wałęsa, Kaczynski, Irena Szewinska, Glemp, Michalik, Hoser; Tokarczuk, Łętowska, Płatek, Pawłowicz, Holoubek, Smarzowski i chyba my wszyscy na blogu, wraz z całą redakcją „Polityki” i „Frondy” z, oraz bez Terlikowskiego. To V klasa podstawówki (najpoźniej): konieczność uporządkowania pojęć. Inaczej dalsza edukacja jest bez sensu. Nietrudno się zorientować, który profesor nie zdał do VI klasy podstawówki. Który nie zdał, łatwo zostaje profesorem smolenskim. Na blogu bardziej są cenieni zwyczajni i tacy, co pozdawali co trzeba.

  189. @Stachu39
    24 lipca o godz. 13:41

    Sprawa wydaje się dość prosta. Jeżeli masz wygłosić mowę (np. referat), trenujesz ją sam, mówiąc głośno. „Słuchając” siebie lepiej oceniasz klarowność/logiczność prezentacji. Poza tym, werbalizacja problemu zmusza do przemyślenia, uporządkowania i pozwala bardzo często znaleźć nowe aspekty. Takie zadanie mają dyskusje np. naukowców. Dotyczy to zresztą nie tylko werbalizacji – to może być szkic sytuacyjny, rysunek techniczny czy temat muzyczny. My tu na blogu czynimy to samo.

  190. Qba
    nie ma takiego pojęcia. Jesteś albo emerytem, albo rencistą, mimo, że osiągnąłeś wiek emerytalny. Możesz otrzymać jedno świadczenie- czasem lepiej mieć rentę, bo emerytura liczona wg nowych zasad będzie niższa- ale jest tu kilka warunków, o których napiszę, jeśli chcesz.
    Jesli połowę zycia spędziłes na rencie, nie pracując i nie opłacając składek ZUS, czyli pracowałes na czarno, lepiej korzystać z renty.
    Można wystąpić do ZUS z wnioskiem o NALICZENIE emerytury, ale masz prawo i ZUS z pewnością zaproponuje ci skorzystanie z wyższego finansowo świadczenia.

  191. konstancja
    24 lipca o godz. 14:58

    Przepraszam. To miał być dowcip. Chociaż, jeżeli jest „pomroczność jasna” i możliwe jest ułaskawienie przed skazaniem, to pewnie pojawią się emerytowani renciści.

  192. @Qba
    Sorry, pomyliłem głośne myślenie z głośnym czytaniem.

  193. Staszek u
    Może Kaczyńskiemu odkładali składki emerytalne, od kiedy zagrał w filmie, a potem jeszcze leciały tantiemy i tak może mieć zaliczony okres składkowy ok 60 lat.

    Ja po przejściu na emeryturę pracowałem i płaciłem składki jeszcze przez kilka lat a potem poprosiłem o przeliczenie ponowne emerytury .

  194. Qba
    24 lipca o godz. 15:06
    tak sobie pomyślałam, ale może z wyjaśnień ktoś skorzysta…

  195. @@Qba, wbocek
    Odnośnie języka, gorąco polecam rozdziały 9 – 12 w From Bacteria to Bach and Back, Dennetta.
    @stasieku
    Korzystałem z przepisu obliczania wysokości emerytury na podstawie 10 lat o najwyższych dochodach. Jest jednak i drugi element obliczania jej (emerytury) wysokości. Ja płaciłem składki na ZUS przez 54 lata.

  196. @Tanaka
    Oczywiście komunizmu u nas nigdy nie było.Było imperialne panowanie państwa powstałego na gruzach innego imperium. Władcy tego imperium określali się jako komuniści i stworzenie powszechnego szczęścia w raju komunistycznym wyznaczali jako cel. No cóż, taka była wiodąca idea, niestety trudna w realizacji.
    Byliśmy częścią składową tego imperium, jeśli nie formalnie , to i tak należeliśmy do „obozu”.

  197. @Stachu39
    Komunizmu nigdy nigdzie nie było i nigdy nie będzie. Ludzka natura uniemożliwia stworzenie takiego raju na Ziemi, gdzie nikt nikogo nie będzie wyzyskiwał. Trzeba by tych wyzyskiwaczy wystrzelać, co zresztą bolszewicy usiłowali robić i przy okazji wytłukli nawet takich wyzyskiwaczy-kułaków, którzy mieli tylko własną chałupę, krowę i kawałek ziemi no i wyszedł im raj z gułagami.
    Można sobie zawsze pomarzyć o takim raju, gdzie lew będzie leżał spokojnie koło antylopy gnu i żywił się trawą.

  198. zza kałuży
    24 lipca o godz. 0:36
    Teraz czekamy na pierwszy zjazd z K2 w rakietowej wannie z gaflowym ożaglowaniem…
    Taaa… Było już wejście na Mt.Everest(Czomolungma bodaj) bez maski z tlynem (bo i po co?). Wanną*przez Atlantyk też chyba było. Co by tu jeszcze „wymyśleć”? Może w gatkach tylko przez Biegun Płn/Płd. nocną porą…
    Prawdą jest ,że jak nie ma co włożyć do garnka to wtedy i „myślenie” do głowy nie wchodzi.
    *jedno ze zdjęć z okolic „Titanic’a” ukazuje wannę. Ta widocznie nie nadawała się do żeglugi.

  199. … a tymczasem :
    https://photos.app.goo.gl/TzCNZkS6nykQvXLM9
    MARIOLOGIA NA „UNIWERSYTECIE” WYSZYŃSKIEGO .

    oto parę dowcipnych komentarzy internautów na ten temat:
    cyt:
    „Kler od wyszyńskiego powinien poważnie rozważyć utworzenie wydziału aniołologii z zajęciami praktycznymi z lotniarstwa, szybownictwa i obsługi dronów.
    Na wydziale szatanologii można by doktorantów nauczyć technologii produkcji i zastosowania smoły w „piekle”, rozpalania stosów i pieców hutniczych.”
    cyt:
    „UKSW powinien jaknajszybciej otworzyć studia doktoranckie z józefologii połączone z warsztatami ze stolarstwa.”
    cyt:
    „Tylko patrzeć jak otworzą wydział karologii z zajęciami praktycznymi z kajakarstwa i wypieku kremówek.”
    cyt:
    „„w imię ojca i syna i świętego dżina” – proponuję także kierunek magdalenologii z programem w zakresie struktury i zarządzania domami publicznymi i praktyką z prostytucji dla pań i panów.”
    cyt:
    „Zarty, żartami, ale proszę sobie uzmysłowić, że za wszystkie głupoty wymyślone przez kler zapłapłaci polski podatnik zwiększonymi o dalsze miliony dofinansowaniami takich „uczelni” z budżetu państwa.”

  200. @Qba, 14:20
    Zawsze miło, ‘Qbo’, kiedy ktoś się „wtrąca”. Rozumiem „wtrącanie się”, kiedy zabieramy głos w temacie postu nie do siebie zaadresowanego.

    Qbo, ten mój schemat, to prawie powtórka z własnego życia, które uważam za bardzo szczęśliwe, w którym zawsze kochałem to, co robiłem, zarobiłem kupę kasy, wyposażyłem dzieci, nigdy nie srałem wyżej dupy.
    Acha, mimo stresów w korporacji, bo dużo tam płacą, ale mogą zwolnić każdego dnia, jeszcze
    mi staje ten tego.

    Bliscy, rodzina, mówią mi: miałeś fart stary, w latach 90tych poszukiwali inżynierów z językami, wygrałeś łatwy konkurs w rzadkiej dziedzinie, więc nie obsadzony setkami absztyfikantów, itp.
    OK, mają rację, teraz jest trudniej, ale to nie zmienia wg mnie optymalnej ścieżki.

    „Schemat konformisty – powiadasz.
    Konformizm to kiepska cecha, w komunie łatwo było się ześwinić. Powiem Ci Qbo, mnie nawet nikt, nigdy, nie proponował wstąpienia do jakiejkolwiek partii. Jedyną „represją”, jaką przeżyłem, było odebranie po grudniu 1981 roku paszportu na 1,5 roku. Nie płakałem, bo właśnie urodziła się nam córka. Potem mnie mendy wykreślili w coś dowodzie, że nie mogłem nawet wyjechać do demoludów.

    Nie wiem ile masz lat Qbo, więc przybliżam trochę okoliczności tamtych czasów, na faktach z własnego życia.

    Nie jestem z tym pierwszy w Listach, więc nie poproszę o wybaczenie.
    Nara

  201. stasieku
    24 lipca o godz. 13:50
    @@wbocek, tejot
    W weekendowym dodatku do GW, The Wall Street Journal, przeczytałem felieton o tajemnicach mózgu. Ilość dziwacznych chorób mózgu przeraża.

    Mój komentarz
    Popularne teksty o tajemnicach ludzkiego ciała mają przyciągać uwagę czytelnika, zaciekawiać niespodziankami, przerażać chorobami, wciskać czytelnikowi tajemnice, które nie są tajemnicami, opisywać barwnie, zajmująco z oprowadzaniem czytelnika po rozmaitościach, dziwactwach, ciekawostkach, itd.

    Ilość chorób, na które może zapaść człowiek jest przerażająca. Skąd to wiem? No nie wiem, ale… Kiedyś przy okazji wizyty u kolegi, zajrzałem na jego półkę z książkami medycznymi, wertowałem je z ciekawości. Kolega wszedł do pokoju i delikatnie mnie napomniał, bym się bardzo nie wgłębiał, bo to jest medycyna, specjalistyczne terminy, itd. Ja na to, że z tych książek można się dowiedzieć jakie choroby, patologie mogą zaistnieć w zakresie „każdej specjalności”. Mnóstwo.
    Na to on, a był praktykującym lekarzem od chorób wewnętrznych – żebyś przeczytał wszystkie z tej półki, to byś się dowiedział tylko o ułamku chorób jakie mogą dotknąć każdego. Ja na to – uważasz, ze praca lekarza, to walka z wiatrakami? -Nie, ale są różne przypadki, każda choroba może mieć różniące się objawy, może obejmować mniej lub więcej układów ciała, aby ja rozpoznać potrzebne są badania i analizy oraz przydają się bardzo konsultacje z innymi lekarzami.
    Jakie badania?
    – Od najzwyklejszych poczynając – badania krwi, rentgen, posiewy, pomiary, itd., itd.
    Na to ja – no nie mogę, to aż tak? Może jednak pójdę do kina, by nie myśleć za wiele. Wepchnąłem przypadkowy podręcznik miedzy inne – to nie dla mnie.

    Po latach (wielu) dowiedziałem się od niego (pośrednio, bo żaden lekarz tego otwarcie nie mówi), że lekarz ten, czy tamten, choćby był geniuszem, nie może się znać na wszystkim, nawet na wszystkich chorobach swojej specjalności, musi się radzić kolegów (jeżeli ich ma w zasięgu), by się upewnić, dojść do przyczyn, powziąć trafną diagnozę, zaaplikować leczenie, itd.

    Jeśli lekarz zachoruje, to nie leczy się sam, nawet gdy zna swoja chorobę, tylko udaje się do specjalisty. Lekarz nie powinien sam siebie leczyć, bo będzie nieobiektywny w terapii, po drugie, lekarz na wszystkim się nie zna, chociażby nie wiadomo jak chciał, nie nabędzie praktyki leczenia we wszystkich chorobach.

    Krótko mówiąc taki ortopeda jest całkiem głupi w chorobach nerwowych, a neurolog nie powinien się tykać wrzodów żołądka lub zapalenia trzustki, bo czeka go pewna kompromitacja. Neurolog od mózgu nie bardzo zna się w szczegółach na nerwie błędnym, itd. Organizm ludzki jest zbyt rozległym, złożonym systemem, by jeden lekarz mógł panować nad leczeniem wszystkich chorób, nie mówiąc już o tym, że w medycynie potrzebni są specjaliści nie tylko od chorób, lecz także rentgenolodzy (i to różnych specjalności), biochemicy, ludzie robiący analizy tkanek, patomorfolodzy, epidemiolodzy, fizjoterapeuci, farmakolodzy i sto innych specjalności.
    Pzdr, TJ

  202. @@@konstancja, 14:39, Stachu39, 15:22, gsj, 15:36
    Dziękuję Wam, Najmilsi za odzew.

    ‘konstancjo’, ja jestem starszy od genseka, liczony wg tej samej formuły i w życiu zarobiłem legalnie więcej od tego leniucha.

    ‘Stachu39’ i ‘gsj’ zwrócili uwagę, że gensek mógł płacić składki dłużej niż ja, („Gdzie dwóch takich (…)), choć moje 42 lata składkowe, wydawało mi się wyróżniające.

    Ale chodzi sprawa po sieci, będę się przyglądał, bo mnie to boli, żeby taka kreatura dostawała tysiące za rozwalanie Polski dla moich dzieci i wnuków.
    Mnie może naskoczyć!

    Pozdrowienia, kończę wątek.

  203. @tejot
    Jestem ‘tejocie’ ubezpieczony prywatnie, jako stary zgret z ‘warszawki’, mam bliskich znajomych ordynatorów/profesorów/specjalistów wszelakiej maści i wiesz, co mówią ci najmądrzejsi?
    Że najlepszym lekarzem jest mądry pacjent, który zna swoje ciało, historie dolegliwości, cechy własnej meteopatii, sytuację w rodzinie, ciężkie przejścia, itp.
    Te „mądry pacjent” umie opowiedzieć o sobie, ale wie, że 20 minut to pryszcz dla np. ortopedy.
    Więc o podstawach zdrowie trzeba poczytać.

    W mojej rodzinie, od lat wszyscy wiedzą, że po 30 roku życia, jedzenie jest dozowaną wolniuśko „trucizną” ,
    I jesteśmy szczupli i dosyć zdrowi. Młodzi rzucili mięso, ja się truję najczęściej drobiem, rybami i polędwicą wołową.
    Alkohol piję zgodnie z normą opracowaną na wielomilionowym zbiorze, przez amerykańską, b. poważną, nieskorumpowaną instytucję.
    Bywa to butelka czerwonego (>$15) w weekend, czyli w dwa dni.
    No i pywko szaszami…

    Ukłony

  204. @stasieku
    24 lipca o godz. 18:06

    W innym wpisie zaznaczyłem, że tego typu konformizm (dopasowanie się do warunków bez celowego szkodzenia komukolwiek) jest podstawą wszelkich cywilizacji. Nie jest zatem moim zamiarem potępianie go w jakikolwiek sposób. Niemniej, nie jest to moja bajka. Zawsze brałem się za nowe i nieznane. Ale to zupełnie indywidualna i – chyba na szczęście – niezbyt popularna postawa.

    Opuściłem kraj przed Solidarnością. Przedtem przez wiele lat nie otrzymywałem paszportu. Przez ostatnie trzy również wkładki paszportowej do demoludu. Ale uparcie odmawiałem propozycjom, składanym raz w tygodniu w byłej siedzibie gestapo. W końcu się udało. Po zmianie ustroju w Polsce przez 10 lat miałem firmę w Warszawie (profesjonalne media elektroniczne). W końcu zrezygnowałem. Nie żałuję ani sekundy życia, które jest, jakie jest. Teraz od lat jestem zadowolonym emerytem. Czego wszystkim życzę.

  205. @konstancja
    Zdanie „nie płaciłem całej składki ZUS już w marcu” oznacza, że po reformie Buzka, ja i pracodawca zapłaciliśmy w sty. lut. i części mar. już wszystko, co się należało ZUSowi.

    Obecne, ostatnio, w kołach pisdzielskich spekulacje, czy znieść to Buzkowe ograniczenie „30x” i nie dać zarobić swoim ludziom na tłustych posadach kroci, zostało wyciszone.
    Jest argument: „a kto im wypłaci kiedyś ogromną emeryturę, a kto?”.
    Moja sugestia jest prosta. Trzeba ograniczyć ustawą wysokość emerytury! W Grecji świadczenia zmniejszyli!

    Idę do TVN, do miłego!

  206. Stachu39
    24 lipca o godz. 15:58 * Stachu, czy możesz mi wyjaśnić, po co mi to mówisz, o tym imperium co na gruzach, panowaniu i całej reszcie? To jakieś wyjasnienie pojęcia „postkomunisty”? Czy krótka historia Polski wg WKP(b) Twojego pomysłu, czy może jakiś slogan skopiowany z plakatu w IPN-ie, albo upowszechnianie glątwy pisoidalnej?

  207. Ateista
    24 lipca o godz. 17:48 * Komentarze internautów skupiają się na zajęciach praktycznych: stolarstwie, prowadzeniu , lub osobistym wykonywaniu usług burdelowych i temu podobne. Być może nieźle byłoby, gdyby w szkole uczyli stolarstwa i fachu kurewskiego, w tym przypadku jednak należy stwierdzić, że taka szkoła nazywa się nie unwersytet, a zasadnicza szkoła zawodowa. Ponieważ jednak szkoła ma w nazwie „uniwersytet”, to są dwie możliwości: jest to uzurpacja, oszustwo i obelga dla pojęcia „uniwersytetu” – czyli bardzo źle, albo też dobrze, a nawet bardzo dobrze, że jest to”uniwersytet imienia Stefana Wyszynskiego” – czyli placówka katolicka. „Uniwersytet katolicki” dobrze się zgadza z przedstawionym programem zajęć, kierunkami specjalizacyjnymi, obojętnie czy to profesura z mariologii, chrystoformizacji, bierzmowania wulkanizacyjnego, walcowania kanonicznego, demonologii kanalizacyjnej, angelologii inhalacyjnej, szatanskości wszczepiennej, czy prostego stolarskiego produkowania inwentarza domowego: stołka, podnóżka, Maryi, klęcznika, deski z dziurą na garnek z wodą, okiennicy, drzwi stojaka na sianko dla owieczek i tak dalej. Jak to mówią nad jeziorem Tyberiadzkim, a nawetnad Jeziorem Genezaret i nad Jordanem: wsjo ryba!

  208. @tejot 24 lipca o godz. 18:12
    Jeśli lekarz zachoruje, to nie leczy się sam, nawet gdy zna swoja chorobę, tylko udaje się do specjalisty. Lekarz nie powinien sam siebie leczyć, bo będzie nieobiektywny w terapii, po drugie, lekarz na wszystkim się nie zna, chociażby nie wiadomo jak chciał, nie nabędzie praktyki leczenia we wszystkich chorobach.

    I dlatego czekam na systemy eksperckie, samouczące, czyli na sztuczną inteligencję. Która, zanim nas biologicznych ludzi odstawi do ewolucyjnego kąta, to „w międzyczasie” będzie potrafiła diagnozować nas i leczyć milion razy lepiej niż my sami.

    Nie tylko z prostej przewagi zdolnością do zmagazynowania i przeglądania całej medycznej wiedzy jaką ludzkość do tej pory zgromagdziła na jednym malutkim dysku, ale także zdolnością do znajdowania takich powiązań, które do tej pory nigdy żadnemu człowiekowi do głowy nie wpadły.
    Choćby dlatego, że niewiele osób potrafi wyobrażać sobie kształty funkcji najlepiej dopasowanej do danych, będących punktami w 17-to wymiarowej przestrzeni.

  209. stasieku
    24 lipca o godz. 18:53
    czy znieść to Buzkowe ograniczenie „30x” i nie dać zarobić swoim ludziom na tłustych posadach kroci, zostało wyciszone.
    Jest argument: „a kto im wypłaci kiedyś ogromną emeryturę, a kto?”.
    Moja sugestia jest prosta. Trzeba ograniczyć ustawą wysokość emerytury
    .

    Ależ właśnie to stwierdzenie, plus naciąganie ZUS na bardzo wysoki zasiłek chorobowy przez długi czas wypłacany (na życzenie wyjaśnię ten mechanizm) stał się podstawą Buzkowego ograniczenia płacenia składek. I też nie od razu, dopiero po ponad roku działania tej ustawy, z pewnością jesienią 2000 roku. Własnie z powodu naciągania ZUS na wysokie zasiłki chorobowe.
    Z czasem trzeba będzie ustalić tzw. emeryturę obywatelską, bo przecie juz dziś mói się o tym, że pracujący dziś 30 kilkulatkowie otrzymają emeryturę w wysokości ok. 20-30 % swojej średniej pensji. A trzeba wziąć pod uwagę, że wielu nadal pracuje na czarno, lub na umowę-zlecenie.
    Oszczędzaniu na starość służą wymyślane przez m.in. Morawieckiego te wszystkie IKZE i inne IZE. Ja za grosz już nie uwierzę państwowemu systemowi oszczędzania, bo skok na OFE i szykujący sie następny skok na drugą część OFE (a tę część trudniej przewła szczyć) powodują, że nie trudno uwierzyć w gwarancje państwa dot. naszych pieniędzy, bezpieczeństwa i wielu innych dziedzin, na które płacimy podatki. Ludzie umieszczają oszczędności w nieruchomościach, inni w skarpecie, a jeszcze inni biegną do Amber Gold, żeby zyskać więcej, niż im bank jest w stanie zaoferować.
    Pewnie nadejdzie taki czas, takie Trachhhhhhh!!! cięcie nożem i nagle wszyscy zostaniemy z niewielką emeryturką- za mało, żeby zyć, za wiele, żeby umrzeć.

  210. Qba
    24 lipca o godz. 18:43

    Qba, nie wiem jakie masz doświadczenia, i czy w ogóle masz, z domowymi zwierzakami, bo ja wcale. Dlatego jestem czasem zdumiony z podziwu, co taki pies potrafi. Jeden z moich podopiecznych, Krawacik, dostał dziś prezent w kawałkach. Był widać najedzony, więc tylko powąchał, polizał i poroznosił do spiżarni. Byłem zafascynowany tym, co wyprawia. Co do takiego myślenia jak jego chyba się zgodzimy bez wójta.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6581843460338706946

  211. @wbocek
    24 lipca o godz. 20:10

    „Miałem” sporo różnych zwierząt. Nie zawsze domowych, np. zaskrońce i padalce. Ale psy były dwa. Dawno temu czarny spaniel, a niewiele lat temu PON, czyli poczwarek nizinny. Była to suczka po przejściach wzięta z likwidowanej hodowli. Nikt jej nie chciał, bo miała kilka nie całkiem rasowych elementów. Długo trwało zanim się dogadaliśmy. Ale potem byliśmy partnerami: czasem ja jej ustępowałem, czasem ona mnie. Bardzo ją pamiętam i nie chcę innego psa.
    Natomiast koty są mi obojętne i pewnie dlatego lgną do mnie. Ale bez wzajemności, więc w końcu rezygnują i idą swoją drogą.

  212. @Tejot, Stasieku i inni zainteresowani leczeniem.
    Medice cura te ipsum, czyli lekarzu lecz się sam. Zapewne to miało znaczyć: odpieprz się ode mnie . Ale była w tym pewna idea, że jednak lekarz może się sam leczyć i pewnie wszyscy to robią w pewnym zakresie. Pierwszym kontaktem pacjenta powinien być lekarz pierwszego kontaktu. Specjalista potem. Uczyli mnie na medycynie, że choroby rzadkie są naprawdę rzadkie. Od tego czasu medycyna się rozwinęła, są choroby, o których mnie nie uczono, inne praktycznie zniknęły . Znacznie wzrosły wymagania, dostępność badań. Życie w chorobach dawniej śmiertelnych przedłuża się o wiele lat. Komputer czy inna medyczna maszyna szybciej postawi diagnozę i dokładniej ale nie porozmawia, chociaż pewnie komputery najnajnowszej generacji pewnie będą to potrafiły, takie jak hosty w Westworld.

  213. @Tanaka.
    Każdy ma swoją wizję dziejów. Mogę pozostać przy mojej? Nie będę walczył o Polskę Ludową.

  214. Dziś pobierałem nauki, co można zrobić z trzyżaglowym kajakiem, jak na wietrze fajtnie oraz co można zrobić z kajakiem bez żagli. Otóż nic się nie da zrobić. Chyba że się ze sobą wozi czerpak, wówczas można wylać wodę i wrócić do brzegu jakby nigdy nic. Do kajaka pełnego wody (mój jest niezatapialny, bo go wypchałem plastykowymi butlami) wsiąść na wodzie się nie da – będzie się furt przewracał. Dziś nauki się odbywały na płyciźnie, więc proszę sobie wyobrazić jak się wsiada bez gruntu pod nogami.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6581857069490140930

  215. wbocek
    24 lipca o godz. 20:10 * Z domowych zwierzaków to mam przede wszystkim doświadczenia z psami. Pies jak człowiek, tyle że bardziej. To pewne. Jeden z psów miał tak, że za każdym rzem, gdy nie było mnie w domu przez jakiś nieco dłuższy czas – powiedzmy 4-5 i więcej godzin, pies witał mnie nie tylko najprzyjaźniejszytmi gestami i mową ciała, ale i dłuższą opowieścią o tym, co się w domu działo przez czas mojej nieobecności i co sam zdziałał o dom dbając. Opowieść była słowna, w pełnym języku psa, którego truność pojęcia nie przewyższała trudności pojmowania języka chinskiego przez standardowego obywatela nadwiślanskiego. . Może nawet była bardziej zrozumiała. Mało tego, opowieść często miała formę piosenki, z rytmem, rymami, melodią, nastrojem i adekwatną ekspesją ciała. Fachowy, pieśniarski komplet. Aretha Franklin (bo to była suka), nie mniej. Doświadczałem tego więcej niż klkadziesiąt razy (opowieści śpiewanej, bo opowiadanej setki razy) i a każdym razem byłem tak samo zdumiony, ujęty, oczarowany, zafascynowany, całkiem wzięty i zabrany w psie dziedziny. Swietnie się też dogaduję z zółwiem, jaszczurką, szynszylą. Plus jeszcze paroma innymi. Gady są takie pieszczochy, że kot to właściwie przy nich kostyczny dziadzio. mają pamięć i skłonności koleżenskie.

  216. wbocek
    24 lipca o godz. 21:06
    nie śmiem cokolwiek podpowiadać, ale jestem pod wrażeniem…

  217. Stachu39
    24 lipca o godz. 20:53 * Niewiele mam do Twojej wizji, miej co Ci się widzi, natomiast gdy wizje ogłaszasz, dajesz je pod ogląd ocenny. Faktycznie – to wizja.

  218. konstancja
    24 lipca o godz. 21:15

    Konstancjo, przecież się od zawsze znamy. Podpowiedź z Twojej strony to dla mnie atrakcja. Podpowiedz!

  219. @wbocek
    24 lipca o godz. 21:06

    Imponujące. Mnie uczono (praktycznie), iż na kajakowate „wsiada” się w głębokiej wodzie od dzioba. Bo on dłuższy nieco i bardziej stabilny. Musiałem to trenować i … funkcjonowało. Ale to był – na szczęście – tylko trening.

  220. Tanaka
    24 lipca o godz. 21:07

    Dziękuję, Tanako. Wychodzi, że guzik wiedziałem o zwierzakach. Choć w ostatnich dwóch latach trochę nadrabiam zaległości. Już doszedłem do tego, że pies mówi.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6581868084223125842

  221. Qba
    24 lipca o godz. 21:27

    Qbo, ja już poszedłem trochę dalej niż wsiadanie od dziobu czy rufy. Oczywiście, to efekt zgrania się z kajakiem i wyczucia jego możliwości – wtedy da się wsiadać z boku i od dawna tak właśnie wsiadam. Mój jest bardzo wywrotny (za to go lubię, bo jest też dzięki temu zwrotny, a ze mną bez mojej woli ani razu nie fajtnął), bo ma półokrągłe dno, dlatego w początkach poruszałem się po nim na wodzie na siedząco. Teraz mogę na kolanach, a przy spokojnej wodzie nawet stanę jak Jezus na łodzi i mogę nauczać, tylko nie mam kogo, a nie będę przecież jak ten Franciszek mówił do ryb.

  222. Rogger77
    24 lipca o godz. 13:22

    „Jestem Ortequ, jestem, trzymam rękę na pulsie, tylko nie zawsze jest czas się udzielać, życie, praca itd. itp. Ale dzięki za troskę, miło że komuś zależy na dyskusji, która nie bazuje tylko na jednomyślnej zgodności poglądów. Pozdrowienia.”

    Odwijam pozdrowieniami.

    Mnie zalezy na tym zebys sie nie zrazal. Reszta sama przyjdzie. Jak ta koza

  223. Qba
    24 lipca o godz. 21:27

    Qbo, zapomniałem doprecyzować. W dzisiejszych naukach chodziło mi o wsiadanie do kajaka po przewrotce, czyli kiedy w nim pełno wody. Wtedy kajak jest okropnie niestabilny – woda się przemieszcza z jednej strony na drugą i jeśli dodasz do niej choćby część wagi ciała, kręcisz się jak kręcik. Nie ma znaczenia, czy wsiadasz od dziobu, czy od rufy, czy przez burtę – i tak leżysz, i tak.

    Dwa lata temu próbowałem poćwiczyć wdrapywanie się po przewrotce na głębokiej wodzie. Pojechał ze mną motorówką bosman. Nic nie wyszło. Mowy nie było o tym, żeby się wdrapać. Nawet gdybym miał skrzydła i sfrunął z góry na kajak – i tak by fajtnął. Wzięliśmy po pouczających naukach kajak na hol, ja wlazłem do łódki i z trudem dojechaliśmy do brzegu, bo kajak myszkował i się przewracał, kręcił.

  224. @ponbocek
    Dzięki za docenienie 🙂
    A ten twój Krawacik to tłuściutki taki aż miło. Cudo piesoniek.
    U nas w domu od dawna funkcjonuje traktowane poważnie powiedzenie „pies powiedział”. Ale przyznam szczerze, że byłam zaskoczona indywidualizmem i osobowością kur. Też gadały.

  225. pombocku
    nie wiem, jak to zadziała na wodzie, szczególnie gdy nie ma gruntu, ale zadziałałabym tak, jak przy pokonywaniu murków różnego rodzaju. Podskok (jeśli masz grunt) i od razu rzucam nogę na murek. Właściwie bardziej stopę. Potem przyciągam stopę bliżej siebie i kolanem obejmuję murek. Podciągam się i gotowe. Nie zawsze działa, mam słabe ręce.
    ale niedawno tak pokonywałam murek szer. 30 cm o wysokości – na oko- 110-120 cm. Stopa działa jak dźwignia.
    Nie ręczę, że łódka znów Ci się przechyli i przewróci, na stabilny murek to działa.

  226. Ewa-Joanna
    24 lipca o godz. 22:06

    Ukłony z góry na dół, Ewo-Joanno, i wyrazy. Z tych ładniejszych.

  227. konstancja
    24 lipca o godz. 22:11

    Konstancjo, dziękuję za głos. Fachowo mówisz, bom wyćwiczony, mimo paru wiosen więcej niż w regulaminie, i robię identycznie jak Ty. Z okrętem, jak słusznie się domyślasz, inna robota niż z murkiem: wrzucenie nogi na kajak od razu znaczy – od razu wywrotka. Dopiero kiedy leżąc na brzuchu będziesz mieć równowagę, można próbować z nogą. Ani razu mi się nie udało. Ani kiedy kajak jest górą do góry, ani kiedy dnem do góry. Kręciołek i nic nie poradzisz.

    Bardzo się cieszę, że mi takie rzeczy o sobie opowiedziałaś. Mam wielkie uznanie dla ludzi, którzy do niebytu chcą wskoczyć o własnych siłach, zdrowi – może nawet saltem czy fiflakiem.

  228. wbocek
    24 lipca o godz. 22:24
    czy te ostatnie Twoje słowa o skoku w niebyt to serio, serio? bo do głowy mi nie przyszło…

  229. konstancja
    24 lipca o godz. 22:40

    Konstancjo umiłowana, to są słowa o woli życia. No jakiż nieboszczyk wchodzi w niebyt saltem. Po prostu lubię ludzi dbałych nie tylko o sprawność ducha, w imię ojca i syna.

  230. ale w tym przypadku nie ma mowy o salcie.
    Życie mi miłe, a z czasem coraz bardziej mi na nim zależy…
    chyba to niezbyt precyzyjnie opisałam…

  231. @Orteq 24 lipca o godz. 21:54 czule przemawia do aggenta:

    Mnie zalezy na tym zebys sie nie zrazal. Reszta sama przyjdzie. Jak ta koza
    Komentarz: aggent z całą pewnością się nie zrazi. On na tym blogu odrabia dniówkę. Zrażenie owszem, postępuje – ale z ze strony, że tak powiem, przeciwpołożnej. I to wcale nie koza jest temu winna.

  232. konstancja
    24 lipca o godz. 22:55

    Więc żyj, konstancjo, miło i śnij miło. Ruch i sen to dwie najlepsze dla zdrowia i miłego życia rzeczy. Jedzenie nie jest konieczne ani picie – wystarczą kobiety i śpiew…ot dureń… u Ciebie chyba inaczej. Szykują się upały, które źle znoszę, dlatego zaczynam bzdury pleść. Czuj duch, konstancjo, i dobranocka.

  233. @wbocek
    24 lipca o godz. 22:00

    Jeszcze krótka uwaga. Konstrukcja klasycznego kajaka jest taka między innymi dlatego, iż gwarantuje trudną zatapialność przez to, że przy przewrotce nabiera stosunkowo mało wody. Dopiero wielokrotne kołowrotki i zagarniana przy tym woda mogą sprowadzić nieszczęście w postaci przytopienia. Inna sprawa, że przewrotka oznacza na ogół utratę rzeczy wrzuconych luzem. Próba ich ratowania jest często przyczyną prawdziwego nieszczęścia. W Twoim przypadku sprawę utrudniają maszty i żagle.
    Przy normalnym wiosłowaniu w kajak wlewa się woda z wioseł, z fali, itd. zatem cóś do wylewania tejże w zasadzie w kajaku być powinno zawsze.
    Więcej się nie wymundrzam, bo moje doświadczenia kajakowe – choć intensywne – dawne są. Ale prawdziwe.

  234. Na marginesie @23:03

    Tys Zawisza prawdziwa Nigdy nie zawiedziesz. Gender nie pri czom
    ————————————————————————————-
    Tymczasem, w sprawie propozycji referendum konstytucyjnego prezydenta Dudy, takie objawienie:

    – Marszałek Senatu Stanisław Karczewski poinformował we wtorek wieczorem, że tego dnia senatorowie nie zajmą się już wnioskiem prezydenta ws. referendum konstytucyjnego.

    Ot i masz babo mace. Czy zajma sie oni tym referendum jakiegos innego dnia? Czy po prostu oleja toto? Jacek Sasin cos tam probuje tumanic

    https://www.wnp.pl/parlamentarny/wydarzenia/jacek-sasin-pis-nie-jest-przeciwny-referendum-ws-konstytucji,32794.html

    Jesli by to kogo interesowalo: oto 10 referendalnych pytań prezydenta do Narodu

    1. Czy jest pani/pan za:
    – uchwaleniem nowej konstytucji
    – zmianami w obowiązującej,
    – za pozostawieniem bez zmian.

    2. Czy jest pan/pani za unormowaniem w konstytucji obowiązku przeprowadzenia na wniosek obywateli wiążącego referendum krajowego?

    3. Czy jest pan/pani za:
    – systemem prezydenckim (wzmocnienie pozycji)
    – systemem gabinetowym (wzmocnienie premiera i RM i wyboru prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe)
    – utrzymaniem obecnego modelu.

    4. Czy jest pani/pan za:
    – jednomandatowymi okręgami wyborczymi (JOW)
    – pozostawieniem obecnego modelu
    – połączeniem obu metod (system mieszany).

    5. Czy jest pani/pan za podkreśleniem w konstytucji znaczenia chrześcijańskich źródeł państwowości polskiej oraz kultury państwa polskiego?

    6. Czy jest pani/pan za konstytucyjnym unormowaniem członkostwa Polski w Unii Europejskiej i NATO?

    7. Czy jest pani/pan za zagwarantowaniem w konstytucji ochrony polskiego rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego Polski?

    8. Czy jest pani/pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem ochrony rodziny, macierzyństwa i ojcostwa, nienaruszalności 500+, ochrony kobiet ciężarnych, dzieci i osób w podeszłym wieku?

    9. Czy jest pani/pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem szczególnej ochrony pracy oraz prawa do emerytury nabywanego w ustawowym wieku 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn?

    10. Czy jest pani/pan za uregulowaniem w konstytucji podziału samorządów na gminy, powiaty i województwa?

  235. Czniam Dudę i jego referendum, po całości.

  236. Duda, duda. Kto to taki?
    ——————————–
    Z poprzednich zaszlosci wziete

    amonit63, 23 lipca o godz. 13:39

    „twoje wpisy bywają dość kontrowersyjne, ale tym razem się z tobą zgadzam: ten @Rogger77 jest kato-pisoidalnym trollem, którego wpisy konsekwentnie oznaczam czerwoną ”łapką” (ale czytam, żeby wiedzieć co mi się nie podoba).”

    No to w koncu wiemy kto upupia „agenta”. Bo podejrzenia szly w kierunku pewnej damy zamorskiej. Tej z marginesu spolecznego.

    Wyglada na to, ze @Rogger77 sie wyprztykal. A moze kasa sie skonczyla. Jedno jest prawie pewne:

    on przestal nadstawiac odwlok do dowolnego wen kopania

  237. Obok Burnetko o „farsie zwanej referendum”:
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1757530,1,bojkot-farsy-zwanej-referendum-konstytucyjnym.read
    Punkt 4: pozbawione sensu pytania referendalne. Nic dodać, nic ująć. Podsumował.

  238. @Na marginesie
    24 lipca o godz. 23:43
    Może Burnetko i dobrze podsumował pytania proponowanego referendum, ale wniosek wysnuł głupi i szkodliwy.
    Jeżeli to referendum przejdzie, obojętnie w jakim kształcie to jedynym rozsądnym wyjściem jest uświadamianie ludziom konsekwencji takich a nie innych wyborów i pójście i zagłosowanie przeciwko.
    Stara zasada demokracji – jeżeli nie głosujesz za tym co ciebie dotyczy nie miej pretensji, że wyszło jak wyszło i teraz dostajesz w tyłek.
    Dokładnie to samo było w ostatnich wyborach, prawda?
    Ciekawe ilu tych jęczących obecnie nie pofatygowało się na wybory?

  239. Jeszcze jeden nawrot do „agenta77”

    @Rogger77, 23 lipca o godz. 9:28

    „Cały czas na tym blogu jest podkreślane żeby nie powoływać się na autorytety tylko myśleć samodzielnie. Więc jak to jest, o religii mam myśleć samodzielnie, ale o Konstytucji już nie mogę, tylko muszę słuchać autorytetów? Chyba warto być konsekwentnym w samodzielnym myśleniu.”

    Autorytety ateistow to zupelnie inne autorytety niz te katolskie. Ateistyczne niby ‚autorytety’, szczegolnie te z Polski nadawane, to jedna wielka kupa smiechu. Przy ponad 90% spoleczenstwea podobno wierzacego w Pon Bocka

    Zeby nie bylo niedomowien:

    https://www.gosc.pl/doc/4009288.Ilu-jest-w-Polsce-katolikow%20aktualizcja%2010.06.2018

    ‚Mianem katolików określa się 92 proc. naszego społeczeństwa, co dziesiąty Polak ocenia swoją wiarę jako głęboką – wynika z opracowania Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS). Autodeklaracje dotyczące wiary i praktyk religijnych pokazują, że powszechnie deklarowana wiara w Boga jest dość trwałą cechą polskiego społeczeństwa ‚

    My, ateisci, jestesmy nic nie znaczaca mniejszoscia spoleczna w Polsce. Agent77 o tym wie. Ale mimo wszystko, kontroluje siebie.

    Ja bym probowal to docenic

  240. @Orteq
    25 lipca o godz. 0:24
    A mogę zamiast doceniania mieć to w (v)?

  241. @E-J

    A pewnie ze mozesz. Na Antypodach bedac uplasowana. Sprobuj natomias miec to wszystko w (v), w KaczPolsce mieszkajac

    PS. (v) to pewien skrot myslowy, jak sie domyslam

  242. @Nefer,

    „Postman” to po polsku „nieboszczyk” 🙂

  243. @Stachu39
    Dotknales wrazliwej, jak widac, struny piszac slowo „postkomunista”. Zamacilo sie od postmodernizmu, postindustrializmu i jeszcze jakichs tam post. Padlo tez ciekawe stwierdzenie, ze postmodernizm to niemodernizm, postindustrializm to nie industrializm – ergo postkomunizm to niekomunizm. Zgodnie z takim rozumieniem przedrostka „post” Jan Pawel II byl postkomunista. Postkomunistyczna jest rowniez, a opinii Twego oponenta, obecna hierarchia koscielna i kazdy, kto nie uwaza sie za komuniste.
    Tymczasem przedrostek „post” stawia sie przed slowem opisujacym zjawisko nastepujace po innym zjawisku. Po modernizmie nadszedl postmodernizm. Znaczenie jednego i drugiego jest umowne i okreslone dla kazdej dziedziny – mysli, sztuki czy architektury. Kazdy, kto byl w Barcelonie, wie czym charakteryzuje sie „modernismo catalan”. Ekonomisci dobrze wiedza czym jest epoka postindustrialna. Znamionuje ona taki stan gospodarki, w ktorej rozwoj wiedzy ma wieksze znaczenie niz tradycyjny przemysl. Stany Zjednoczone wkroczyly wlasnie w ten etap – rozwoju high tech czyli dzialalnosci polegajacej na rozszerzaniu wiedzy. Nazywa sie to tez „knowledge economy” (gospodarka wiedzy). Stany zyskuja dzieki niej tzw. edge, czyli przewage nad krajami z tradycyjnym przemyslem.
    W kazdej dziedzinie jej znawcy umawiaja sie co do znaczenia postczegos. W polityce rowniez padaja okreslenia umowne z przedrostkiem „post”. W Polsce postkomunista jest polityk nalezacy kiedys do PZPR, spadkobierca tych, ktorzy przy Okraglym Stole siedzieli naprzeciw przedstawicieli Solidarnosci. Czy nazwanie go poskomunista jest trafne, to inna sprawa. Komunizmu wszak w Polsce nie bylo. Slowo przy tym ma niewatpliwie wydzwiek dla wielu negatywny. Tak, czy owak, Polak slyszacy slowo „postkomunista” napewno nie odniesie go do abp Glodzia.
    Za udzial PZPRowcow w rozmowach przy Okraglym Stole niech im bedzie chwala, a postkomunisci wprowadzili nas do NATO i UE.
    Dlaczego to wszystko pisze do Ciebie? Pisze wlasciwie do wszystkich – zaczynajac od Ciebie, bo Ty stales sie adresatem powarkiwania i autorytarnych pouczen w sprawie przedrostka „post”.

    @Konstancja
    „Postprawda” jest absolutnym nonsensem. Prawda i rozne prady myslowe czy zjawiska spoleczne nie naleza do tej samej kategorii pojec. Jak „postprawda” to moze i „preprawda”? W malarstwie istniala szlola prerafaelitow, mowimy o prehistorii, o etapie prenatalnym czlowieka itp. Jednak do „prawdy” nie mozna przyczepic ani „post” ani „pre”.

  244. @Szanowne i Szanowni
    Po kilku dniach postu i przeczytaniu wszystkich 336 postów, znajdując się już w stanie postpostnym, naliczyłem, że jedna trzecia, to same wstępniaki i na dodatek niepostne.

  245. @jobrave 25 lipca, 1:11
    „Postman” wedlug sugerowanego wyzej znaczenia „post” to nieczlowiek.

  246. @jobrave 25 lipca, 1:23
    Wstepniaki „niepostne”? Moze bys rozwinal te mysl?

  247. Pamiętam takie czasy, a były to czasy zetchaenowskie, czyli lata 90′ , że „postmodernizm” był słowem często goszczącym w tzw. przestrzeni publicznej, która to |”przestrzeń publiczna”, gości obecnie… w tzw. przestrzeni publicznej, równie , często, jak – w tamtych czasach- „postmodernizm”, a współcześnie również i „narracja”, czy „posiadanie wiedzy”. Była jednak pewna, znacząca różnica pomiędzy periodem zetchanowskim, a obecnym; otóź terminu „podstmodernizm” oraz pochodzącego odeń przymiotnika, używała wyłącznie prawica i zawsze w odniesieniu do wszystkiego, co od niej na lewo, w tym również centrum, pełno go było w prawicowych medich, równie często słowo to padało z ambon, pojawiało się w biskupich listach, w wypowiedziach dla mediów publicznych i niepublicznych. Postmodernistyczna była Unia Demokratyczna, KLD, SdRP inne nieprawicowe, postmodernistyczny był Michnik, Kwaśniewski, Miller, Małachowski, Zych, Pawlak i nie pamiętam, kto tam jeszcze. I cały Zachód. Określenie kogoś mianem „postmodernisty”, było zakamuflowaną obelgą, eufemizmem, brzmiącym dla polskiego ludu bożego groźnie i tajemniczo i zawsze w negatywnym kontekście, np. „postmoderniści walczą z krzyżem” albo „promują mordowanie dzieci poczętych”, tudzież propagują homoseksualizm. W krótkim czasie owo miano zostało przyjęte, jako synonim szatana, jako postkomunizm, do jakiejś astronomicznej potęgi.

    W owych czasach partie i partyjki prawicowe mnożyły się jak gryzonie – z jednej partii wychodziło po kilka miotów, PSL – ów było ze sześć, Stronnictw Pracy pięć, SN i innych teeż coś koło tego plus dziesiątki innych. Z dziennikarskiego -podówczas -obowiązku, bywałem na róznych wiecach zebraniach prawicowego planktonu i, co trzecie słowo, każdym z przemówień, to było właśnie: „postmodernizm” i przymiotniki od niego. Wypytywałem owych działaczy, cóż znaczą te określenia, ale – słowo honoru – żaden nie potrafił odpowiedzieć.

    Zdarza mi się czasem zastanawiać, jaką drogę i w czyim mózgu musiał przebyć „postmodernizm”, żeby stać się synonimem sił nieczystych o niewyobrażalnym wprost stężeniu! Jeśli chodzi o intelekt, to sytuuję się raczej górnej warstwie tych, którzy prochu nie wymyślą, nie mam głowy do skomplikowanego kojarzenia, czytając cokolwiek bardziej wyszukanego nie potrafię określić, czy ktoś jest np. modernistą, albo post, chyba że wcześniej albo później, zajrzę do jakiejś „wiki”, ale i wtedy mam problemy z akceptacją, ponieważ nie widzę związku pomiędzy Wyspiańskim a Przybyszewskim, choćby, albo -już z innej beczki -Bergsonem i Reichem (Wilhelmem) na przykład, choć -zaznaczam – że rozumiem, czytam, bo jeśli nie rozumiem, to odkładam (a jest tego całkiem sporo). Potrafię zrozumieć jeszcze, że ktoś nadaje słowu „oportunista”, czy „spolegliwy” przeciwne znaczenia, ale skąd się wzięła ta, szatańska konotacja postmodernizmu? No, ale moda na to słowo, w tak szerokich kręgach już minęła, obecnie karierę robi „lewactwo”, rzadko używane właściwie. Byłoby pół biedy, gdyby jedynie lud określał tym mianem neoliberałów, ale dopuszczają się tego osoby z tytułami profesorskimi i to politolodzy! Pisowscy.

  248. @jobrave
    25 lipca o godz. 3:14
    Piękne. Przeczytałam z przyjemnością. 🙂
    Tak sobie myślę, że kariera takich słów bierze się z niezrozumienia właściwego znaczenia, ale brzmi tajemniczo a tym samym groźnie więc nadaje się na obrzucanie.
    To chyba podobnie jak ja miałam z kirpiczem. Moja babcia używała wyrażenia – morda kirpicza prosit, potem był ten Wańka z piosenki, co to kirpiczom zaprawił kogoś (ciociu Akulinu ) i tak ten kirpicz mi obrósł w straszliwe jakieś i tajemnicze znaczenie. No i potem przez przypadek dowiedziałam się, że to nie żadna siła nieczysta ale zwykła cegła. 🙂

  249. kruk
    25 lipca o godz. 1:24

    @jobrave 25 lipca, 1:11
    „Postman” wedlug sugerowanego wyzej znaczenia „post” to nieczlowiek.
    ____________________________________________________
    To kwestia światopoglądu – według mnie trup, to nieczłowiek, lecz coś, co pozostało po człowieku, co było człowiekiem. Jakiś mądrala może dowodzić, że trup to nadal człowiek, tyle że w dwóch postaciach, jak np. masło i maślanka. Masło, to ciało maślanka, to dusza, a kiedyś były mlekiem. Trup zostaje na ziemi, a dusza idzie do Nieba, Piekła lub Czyśćca i tam oczekuje na zmartwychwstanie. Gdy ono nastąpi, wówczas dusza, jak gdyby nigdy nic, wraca do ciała i w komplecie oczekuje na Sąd Ostateczny. Problem mogą mieć skremowani, tudzież ofiary wielkich wybuchów, z których kompletnie nic nie zostało, poza duszą, rzecz jasna, ale to margines, większość jednak zachowuje ciało i grzebana jest tradycyjnie. Za takie punktu widzenia, jest to nadal człowiek, tyle że -czasowo -podzielony.

    A poważniej – Nefer żartobliwie spytała kim jest postman, ja żartobliwie odpowiedziałem, że trupem, czyli „poczłowiekiem”, tylko gra słów, nic więcej.

  250. Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 3:25
    🙂 🙂 🙂

  251. @Ewa Joanna,
    Jest jeszcze takie obrzydlistwo, jak „posiadanie wiedzy”, często stosowane podczas interpelacji poselskich, przesłuchań przez te różne komisje sejmowe „do spraw” itp.
    „Czy świadek miał wiedzę, o tym, że…”
    „Ja jednak posiadam wiedzę, że pani taką wiedzę posiadała.”
    „Nie, wcześniej takiej wiedzy nie posiadałam, posiadam tę wiedzę dopiero od dwóch dni.”
    Co gorsza, zauważyłem, że niektórzy dziennikarze przestali pytać normalnie, czyli: „Co pan wie”, „Czy pan wie?”, „Co pani wiadomo?”, a zaczęli: „Czy posiada pan wiedzę?” i jeszcze: „w tym temacie?” 🙂

  252. @jobrave
    25 lipca o godz. 4:02
    Jak się siedzi daleko i niezbyt często odwiedza polskie portale, to można się zacudować co też one wymyślają. Mnie ostatnio uwiódł straszliwy gender.
    A owi posłowie nie dość, że mogą posiadać wiedzę, to jeszcze mogą ją posiadać zabezpieczoną! 🙂

  253. @E-J, 3:25, 4:12

    Ten akurat fragment ja tak mam zabezpieczony w pamieci:

    siżu ja za rieszotkoj, i dumaju o tom,
    kak tiotiu Akulinu dobawit’ kirpiczom

    ura,ura, ura…

  254. Na marginesie, 24 lipca o godz. 23:03

    „@Orteq 24 lipca o godz. 21:54 czule przemawia do aggenta: Mnie zalezy na tym zebys sie nie zrazal. Reszta sama przyjdzie. Jak ta koza… Komentarz: aggent z całą pewnością się nie zrazi. On na tym blogu odrabia dniówkę. Zrażenie owszem, postępuje – ale z ze strony, że tak powiem, przeciwpołożnej. I to wcale nie koza jest temu winna.”

    Pewnie ze koza nie jest niczemu winna. Czy to tak trudno rozszyfrowac ze koza to koza a aggent to aggent? Oraz ze Na marginesie jest, noo, zawsze na marginesie?

    To czule przemawianie do Aggenta.. Tylko bedac na marginesie mozna dostrzec te czulosc. W wirtualu glowno-tekstowym widac co widac. Proba dyskusji. Nic wiecej

  255. Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 4:12,
    Kiedyś, kiedy przez Polskę przetaczała się dyskusja na temat gender, zapytałem – z głupia frant – pewnego znajomego, aktywistę londyńskiego Klubu Gazety Polskiej, co to jest ten „dżender”, a on mi odrzekł: „Jak to co? Pedały je***ne.” 🙂

  256. Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 0:24

    „Stara zasada demokracji – jeżeli nie głosujesz za tym co ciebie dotyczy nie miej pretensji, że wyszło jak wyszło i teraz dostajesz w tyłek. Dokładnie to samo było w ostatnich wyborach, prawda? Ciekawe ilu tych jęczących obecnie nie pofatygowało się na wybory?”

    Juz podliczamy ile. 49 procent nie pofatygowalo sie na wybory w 2015. Czyli, 51% pofatygowalo sie. Co bylo dosyc duzym pofatygowaniem sie , jak na polskie zwyczaje. Tylko w wyborach parlamentarnych w Polsce w 2007 roku, frekwencja byla wieksza: 54%. Wszystkie pozostale wybory parlamentarne w Polsce po roku 89 wykazaly sie frekwencja PONIZEJ 54%. Rok 1989 byl rekordowy jesli o frekwencje w wyborach parlamentarnych chodzi: 63%. No ale byly to wybory Annus Mirabilis. Przelomowe

    Frekwencja wyborcza w wyborach w Polsce:

    Rok Wybory Frekwencja w I turze Frekwencja w II turze
    1989 Wybory parlamentarne 62,70% 25,31%
    1991 Wybory parlamentarne 43,20% –
    1993 Wybory parlamentarne 52,13% –
    1997 Wybory parlamentarne 47,93% –
    2001 Wybory parlamentarne 46,29% –
    2005 Wybory parlamentarne 40,57% –
    2007 Wybory parlamentarne 53,88% –
    2011 Wybory parlamentarne 48,92% –
    2015 Wybory parlamentarne 50,92% –

  257. Nie wydaje sie, ze zwyciestwo wyborcze PiS-u w 2015 wyborach mozna przypisac lenistwu polskich wyborcow. Ci wyborcy zawsze byli leniwi..

    Trzeba szukac innej przyczyny dlaczego PiS wygral. I dlaczego bedzie trwal przy wladzy po wieki wiekow ament

  258. Nasz świat

    Loteria cyfr
    i dobór genów
    szantaż silniejszych
    i lęk słabych
    tworzą nasz świat
    który tworzymy
    i z którym ciągle przegrywamy

  259. No no, woytku. Cos masz na rzeczy

  260. @Orteq 25 lipca o godz. 6:07

    Licząc z rokiem 89-ym średnia frekwencja w dotychczasowych 9 wyborach parlamentarnych wyniosła prawie dokładnie 50%. (49.6%)
    Licząc bez roku 89-go dostajemy średnio 48%.

    A zatem mniej niż połowa uprawnionych zawraca sobie w Polsce głowę tymi wyborami.

  261. Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 3:25 * I tak ten kirpicz może zostać Potworem z dziecinstwa od którego niejednemu głowa się przekrzywia. Wśród tego co odchodzi i nie wróci, są takie babcie (dziadkowie), co mówili „kirpicz”, mieli w sobie jakieś fascynujące tajemnice i kolory przeszlości (nawet gdy te tajemnice bywały dramatyczne). Szkoda mi tego, że nazbyt wiele rzeczy wokół homogenizuje się i spłaszcza, gubiąc treści i wymiary różnorodności. Takie same głowy , taka sama zawartość, te same slogany, pustomowy, słowniki coraz bardziej ograniczone – znikają kauzyperdy, trybuszony, kawony, szopenfeldziarze, wypierane przez mowę tweetów i sms-ów. Coraz więcej kirpiczów, niewiedząch tego, że w głowie mają kirpicz, ani tego, że we łby wypełnia im nie rozum, a popularna cegła. * Skąd ten „kirpicz” pochodzi?

  262. kruk
    25 lipca o godz. 1:14

    Kruku, w związku z tym, że i ja się odezwałem po „postkomunizmie” Stacha 39, to i mnie dotyczy Twój wywód, przepraszam, ale nie na temat. Twoje wyjaśnienia znaczeń z „post” są tylko Twoje, mówisz o Twoim ich rozumieniu, a mowa krytyków Stacha była o MODZIE na „post”, która jest tak samo modą jak opowiadanie o sobie idiotyzmami wyrysowanymi na ciele, ostentacyjne noszenie złotych krzyży (realny krzyż czy też pal męki był drewniany, a i Jezusowi daleko było do złota) przez damy na prawie gołych piersiach, nazywanie przeciwników „lewakami” czy „ubekami”. Będziesz ze śmiertelną powagą wyjaśniać, co to „lewak”, „ubek”, „zdrajca” i jak się te hasła mają do obrzucanych nimi ludzi? Darma praca, kruku, jako że rolą takich haseł jest piętnowanie, deprecjonowanie, wyszydzanie, zabijanie tych, co nie z nami. To maczugi, kije, oszczepy, kamienie używane przez członków jednego stada przeciw znienawidzonym członkom wrogiego stada i nie tylko stada – również przeciw wszystkim, co nie wierzą, wątpią, mają inne zdanie. Wyjaśnianie znaczeń ma sens, kiedy takie słowa padają na naukowym sympozjum na przykład językoznawców jako przedmiot poznania i krytyki, bo inni poważni naukowcy głupawych etykietek raczej unikają. A jeśli nie unikają, to są politykami, nie naukowcami. To, co modne w polskim tyglu politycznym, można bez straty dla komunikacji wyrzucić na śmietnik i się w ogóle tym nie zajmować, a zwłaszcza – nie używać, bo w przeciwnym razie nie będzie komunikacji, lecz uliczna nawalanka. Po to zresztą takie wyrazy są, żeby wymyślać wrogów i etykietować. Używanie takiej etykietki na blogu ateisty przez Stacha39 JUŻ wywołało niepotrzebny zamęt. I to nie Stachu ma rację. Używając wyrazu „postkomunizm” czy „postkomunista” akceptuje on stadne inwektywy bez realnych znaczeń – będące tylko dalekimi aluzjami – ubzdurane wyłącznie dla deprecjonowania innego stada lub pojedynczych ludzi myślących inaczej.

    Kiedy mówisz do konstancji, że „postprawda” jest nonsensem, nie zauważasz, że w jej ustach jest przede wszystkim kpiną. Ba – nie tylko w jej: od pewnego czasu „postprawda” pojawia się w komunikacji jako słuszna i dowcipna reakcja na wszechobecny i durnowaty przedrostek „post”. Za dużo powietrza nabrałaś na raz, kruku.

  263. @wbocek
    25 lipca o godz. 8:37

    Cóż dodać? Tylko szapką bachnąć. Samo sedno, aż mi zazdrość, że ja tak nie umiem.

  264. „Our Cartoon President”, dosyć śmieszna kreskówka, (z naciskiem na „dosyć”), odcinek 11, czyli ostatni.

    **https://www.youtube.com/watch?v=IyTRBV9Z9No

    17 min 1 sekunda

    (tekst podaję za:

    **https://www.springfieldspringfield.co.uk/view_episode_scripts.php?tv-show=our-cartoon-president-2017&episode=s01e11

    chociaż palnęli się z roczną datą 2017, powinien być 2018)

    ***************************************************

    [Kelly] Sir, if you can’t hold it together before your bumbling, incompetent cabinet, we do not recommend you testify – in front of the Senate Judiciary Committee.

    – They’re gonna spank you so hard, you’re gonna need an ass massage. And I know just the guy it’s this pimply Polack named D’Ambrio Pakulski.

    [Kelly] Panie prezydencie, jeśli nie potrafi pan zachować zimnej krwi przed bełkotliwymi, niekompetentnym członkami naszego gabinetu to my odradzamy panu zeznawanie przed Senacką Komisją Sądowniczą.

    Sprawią panu takie lanie, że będzie pan potrzebował masaż tyłka.
    Akurat znam takiego masażystę, polaczka o imieniu D’Ambrio Pakulski.

    ***************************************************

    Wcześniej członkowie gainetu Trumpa ostrzegają go informując, kim są (wykształcenie i pochodzenie) członkowie senackiej komisji:

    [Kelly] Sir, if you’re gonna try to hold your own with the Senate Judiciary Committee, you should know who you’re dealing with.
    – There’s Dianne Feinstein.
    Stanford.
    – And Jewish.

    Richard Blumenthal.
    Harvard, then Yale Law.
    – Also Jewish.

    – Amy Klobuchar.
    Yale.
    – Looks Jewish.

    Cory Booker.
    Stanford, Oxford, Yale.
    – Also
    – Zip it, Sessions! That’s fine.

    Noooo, jestem pewny, że nasza Reduta Obrony Dobrego Imienia zaraz wysmaży protest.

  265. jobrave
    25 lipca o godz. 3:14
    o zmianie znaczenia słów, o „białym jako czarnym” i innych takich sytuacjach- jeśli chcesz -posłuchaj rozmowy Doroty Warakomskiej z prof. Ewą Łętowską w TOKFm. Znajdziesz w podkastach w internecie. Albo powtórkę w radiu internetowym ok. godz. 0.40 już w czwartek. Polecam.
    Esencjonalnie ujęty problem, ale i w ogóle warto posłuchać. Nieco wczesniej była rozmowa z senatorem Aleksandrem Pociejem z PO, który wczoraj ponad 5 godzin udzielał wyjaśnień swoim kolegom senatorom z mównicy w Senacie (Karczewski nie ograniczył wypowiedzi senatorów do 30 sek).

  266. Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 3:25

    kiedyś też to słyszałam od babci mojej koleżanki. Uśmiałam się, gdy po latach odkryłam znaczenie słowa. Ale w pewnych sytuacjach- jak znalazł.

  267. opuściłem przymiotnik „pimply”, powinno być tak:

    „Akurat znam takiego masażystę, pryszczatego polaczka o imieniu D’Ambrio Pakulski.”

  268. jobrave
    25 lipca o godz. 3:14 * Prawica katolicka nad Wisłą, czyli prawactwo, używa słów mających zohydzać świat poza ich drobnym, słabym, lichym światkiem, ponieważ jest przepełniona lękiem. To kapitalny czynnik rożnicujący prawactwo nadwiślanskie od lewactwa. Prawactwo żyje z eksploracji lęków i przerażen, z ktorych wcale nie chcą wyzdrowieć, bo to główna racja ich życia. Modernizm był w arhitekturze, a szerzej – też w innych dziedzinach sztuki, ostatnim stylem Miał swoje cechy, właściwości, rozpoznawalną nawet dla niespecjalistów estetykę. W nieodleglej przeszłości wypełniał PRL. Licznie w niewyszykanym, a nawet byle jakim wydniu, ale też wcale nierzadko w wydaniu niezłym, dobrym, a nawet – jednostkowo – wybitnym. Katoprawactwo, w swoim substancjalnym lęku przed wolnością, podmiotowością i poznaniem, panicznie odwołuje się do tego co znane, ustalone, mające regułu, wewnętrzną sztywność i pewność. Tu zachodzi ścisły związek z mentalnością religijną. W religii zresztą także słowo „modernizm” jest ciągle podejrzane, bo zaprzeczające rzekomej niezmienności świata i tego co tam bozia wygaduje w niebieskiej książeczce, ale jakoś już zostało otorbione, od czasów Soboru Watykanskiego II. Postmodernizm, jako odcięcie się od modernizmu, a z nim poprzednuch organizacji świata to już szok i zbrodnia: wolność, brak dyktatora (czyli nas – katoprawaków) i jedynej Prawdy (katolickiej, a ściślej – świętoojcoświętej, cokolwiek to znaczy, a zwłaszcza nie znaczy) – to świat Szatana i spadek znaczenia religii, prawactwa i zysku! Róbta to chceta! koniec z niewolnictem! To absolutnie absolutnie nie do przyjęcia! Z tym światem i jego ludźmi trzeba walczyć o pokój (czyli styl) do ostatniego trupa (ch trupa i kilku naszych, ale starannie wybranych, żeby nie wypadło na tego co nie powinno – żeby byli nowi święci).

  269. @ Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 0:24

    Stara zasada demokracji – jeżeli nie głosujesz za tym co ciebie dotyczy nie miej pretensji, że wyszło jak wyszło i teraz dostajesz w tyłek.

    Teoretycznie tak. Ale …
    Demokracja jest jak religia, komunizm i każda inna idea społeczna. Jest wspaniała teoretycznie i totalnie spieprzona w realizacji. Przez nas samych. Co zrobiliśmy z religią i komunizmem widać i słychać i czuć. Teraz obrabiamy demokrację. Doprowadziliśmy ją w Polsce do stanu, gdy wybory powszechne oznaczają, że dla większości nie ma wyboru. A, że dodatkowo Wałęsa zagwarantował konstytucyjnie ważność wyborów powszechnych z jednym ważnym głosem, to i bojkot wyborów niczego nie zmieni. Bo np. ja nigdy nie widziałem różnicy pomiędzy PiS i PO (wprowadziła lustrację). Więc na kogo miałbym głosować? Na pana SLD od konkordatu?
    Zabór Polski przez Watykan zaczął się od Wojtyły, a w 1990 został prawnie zalegalizowany przez Mazowieckiego m.in. wprowadzeniem religii do szkół. I niezgodną z konstytucją komisją majątkową, czego do dziś nikt nie powie głośno.
    Prawo wyborcze w Polsce zawsze było zmieniane pod kątem aktualnie rządzących. A wszystkie zmiany były uzgadniane z kk. Jak zresztą wszystko, co z siebie wydawał tzw. wolny i niezawisły sejm. Jedyne, co istotnie wyróżnia PiS, to ich niebywałe chamstwo i niechlujstwo.
    Wniosek: Demokratyczne drogi naprawy Polski już nie funkcjonują. Jedyne, co mogłoby zadziałać, to pospolite ruszenie całego kraju. Raczej mało realne, bo strajk generalny nie przejdzie (związki zawodowe nie istnieją lub są prorządowe i ultrakatolickie), a powszechną tubę dzierży kościół. A jemu jest po drodze z PiS, ultranacjonalizmem, zamordyzmem, policją chroniącą „świątynie”, itd. Tradycyjnie pozostaje partyzantka. I Pan Bóg, który Polskę ma w …

  270. kruk
    25 lipca o godz. 1:31

    @jobrave 25 lipca, 1:23
    Wstepniaki „niepostne”? Moze bys rozwinal te mysl?
    _________________________________________________
    Postne – bez mięsa, niepostne – z mięsem. Treściwe. 🙂

  271. @Qba
    25 lipca o godz. 9:05
    I widzisz Qba, w Australii demokracja jest obowiązkowa, znaczy wybory są obowiązkowe. Oczywiście możesz nie iść jak masz moralne powody na usprawiedliwienie ( nie sprawdzałam jakie) albo płacisz karę. Głosowanie jest ułatwione, można listownie, można w innym miejscu, ale jest obowiązkowe. Pewnie taż w przeciwnym wypadku polecieliby na ryby, bo wielu uważa, że to nic nie daje.

  272. @Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 9:23

    Obowiązkowe wyboru w demokratycznym kraju, to brzmi jak zmuszanie do szczęścia, czyli ktoś wie lepiej, co dla mnie jest dobre. A przoduje w takim myśleniu prawica.
    Jeżeli oczekujesz, bym dobrowolnie i świadomie poszedł do wyborów, to musisz mi zagwarantować równoważność propozycji wyborczych. Choćby partii w sejmie miało być 37 – jak demokracja, to demokracja. Każdy inny system wyborczy, gwarantujący przewagę większych partii/koalicji (np. w imię „ułatwienia” prac parlamentu) jest zaprzeczeniem demokracji i prowadzi nieuchronnie do dyktatury.
    Oczywiście kk w Polsce może spokojnie nawoływać do głosowania, bo – jak pisałem wyżej – wygrywa niezależnie od aktualnie rządzącej opcji politycznej.

  273. @Qba
    25 lipca o godz. 9:32

    To może również funkcjonować jako nauka demokracji, odpowiedzialności i zaangażowania. Bo jak inaczej?
    Propozycji wyborczych w Australii jest mnóstwo, kandydatów też i często się zdarza, że zostają wybrani kandydaci niezależni albo z małych partii, choć główne pole zajmują dwie duże partie Liberałowie w koalicji z Nationals ( partia chłopska) i Lejba, czyli partia pracy.
    Bo w ogóle pogłowie polityków to u nas wysokie biorąc pod uwagę, że jako federacja mamy tez parlamenty stanowe.

  274. Qba
    25 lipca o godz. 9:32

    Jeszcze ten drobiazg, Qbo, że w powszechnym po wyborach wyszydzaniu tych, co nie glosowali jest ukryte, nie wiadomo skąd wzięte założenie, że gdyby głosowali, nie byłoby tego, co jest. Nie ma równie prawdopodobnego założenia, że byłoby gorzej niż jest, bo PiS może by wygrał nie 37. procentami, lecz 57.

  275. kruk
    25 lipca o godz. 1:14 Dlaczego to wszystko pisze do Ciebie? Pisze wlasciwie do wszystkich – zaczynajac od Ciebie, bo Ty stales sie adresatem powarkiwania i autorytarnych pouczen w sprawie przedrostka „post”. * Biję słabe brawa, cudzymi rączkami, za te „powarkiwania” i „autorytarne pouczenia”. A że autorytarne, to słowo o przywołanym przez Cię dla mniemanego kontrdowodu autorytarnym autorytecie – Świętym Ojcu Świętym, który był, jest i będzie postkomunistą. Wyprodukowałaś, nic się tym nie chwaląc, własną definicję tego co „post” i „postkomunista”. Nie chwalisz się – słusznie, co prawie cnotliwe, jako że mieszasz dziedziny (speców i naukowców od czegoś, co to się „umówili” co znaczy „post”, którzy się słabo umówili, bezmyślnej gadki ludu, z czymś jeszcze innym – obelgą, jaką i „post” i „postkomunista” miałby przedstawiać nawet nie sobą, a słowem. Dowolna osoba, którą prawidłowy prawak czy katolik chce opluć, obrazić, to „postkomunista”, a najlepiej od razu „komunista”), mieszasz zakresy i manipulujesz znaczeniami, albo ich brakiem. „Postindustrializm” jest tym, co po industrializmie i w opozycji do niego. Nic więcej. Postindustrializm nie równa się „gospodarce high-tech” – bo to drugie pojęcie jest bardzo wąskie i może być tylko jednym z mnóstwa fragmencików „postindustrializmu” ktory nie ma granic, poza opozycją wobec „industrializmu”. „Rewitalizacja latarni ulicznej w Łąkach Górnych” też jest postindustrializmem, jak i milion innych rzeczy. „Postkomunistą” został Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Jacek Kuron, Bogdan Lis, Bogdan Borusewicz i tak dalej, (ci trzej pierwsi do tego „żydami”, albo nawet wszyscy); postkomunistą, a nawet komunistą został Aleksander Małachowski, dołączył do niego Adam Michnik, zaś Lech Wałęsa jest „komunistycznym esbekiem”. Komplet tych osób to są – publicznie ogłoszeni przez „niekomunistów” a „Prawdziwch Polaków” i „Prawdziwych Katolików” mających głowy czekistów – „Polacy Najgorszego Sortu” i „zdrajcy Narodu”. Jak się tak już bawisz w speca od znajomości tego, co to „post” i „postkomunista” – baw się ostrożniej i rzetelniej.

  276. @wbocek
    25 lipca o godz. 9:47

    Dzięki. Nie śmiałem tego napisać.

  277. W Belgii głosowanie też jest obowiązkowe a brak udziału karany finansowo. Polska jest ofiarą przymusowych głosowań z PRL-u – był mus a nie było sensu, partia i tak zawsze wygrała. No to puszczono na żywioł w ramach odzyskania niepodległości i jest co jest.

    A tak wogle to co wy z tymi postkomunistami.

    @jobrave, bardzo mi się podobało wyjaśnienie słowa postman 🙂

  278. Qba
    25 lipca o godz. 9:32

    Obowiązkowe wyboru w demokratycznym kraju, to brzmi jak zmuszanie do szczęścia, czyli ktoś wie lepiej, co dla mnie jest dobre. A przoduje w takim myśleniu prawica. * Prawica, katolicka, specjalnie nadwiślanska (bo nie cała i nie wszędzie, choć wszędzie prawica katolicka ma takie ciągoty) specjalizuje się w niewiedzy, niemyśleniu i przymuszaniu. Nie wynika z tego wszakże, że „obowiązkowe wybory…to brzmi jak zmuszanie do szczęścia”. Idziesz z tym zbyt daleko. Obowiązkowe wybory to (już nie „brzmi”) zmuszanie do głosowania wyborczego. Nie do szczęścia, ktorego definicja nie istnieje, nie istnieje więc („tym bardziej nie istnieje”) definicja panstwowa, czy wyborcza. * Jeżeli oczekujesz, bym dobrowolnie i świadomie poszedł do wyborów, to musisz mi zagwarantować równoważność propozycji wyborczych. Co to znaczy „musisz”? Kto musi, bo rozumiem, że nie Ejotka musi Ci to gwarantować? I dlaczego ktoś „musi gwarantować równoważność propozycji…”? Z zasady demokracji wynika to, że to obywatele muszą/nie muszą, a nie panstwo „zagwarantować równoważność propozycji wyborczych” – cokolwiek „równoważność” znaczy. A jak komu brak tej równoważności, to ją sobie tworzy, bo to demokracja,a nie zamordyzm. Albo nie tworzy, bo mu się nie chce, więc nie odczuwa, albo nie przejmuje się „nierównoważnością”. Możliwe, że nie daje rady równoważności stworzyć, bo sam nie da rady, a inni nie chcą z nim tego stworzyć. To też demokracja. Jak ma obowiązek – to idzie i wybiera z tego co jest, albo oddaje głos nieważny. i to też jest demokracja oraz jest to też głos w sprawie – ciągle „nie jestem szczęśliwy” z powodu niedostatecznej szczęśliwości składanych mi propozycji wyborczych.

  279. @Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 9:46

    Napisałaś niezwykle ważną rzecz, która sprawdza się również w USA i w RFN – niezależne stany z własnymi rządami i częściowo niezależnym ustawodawstwem. To rozładowuje większe społeczne napięcia w kraju, bo pozwala obywatelom przenieść się do odpowiadającego im stanu bez opuszczania kraju. Czyli patriotyzm syty i ojczyzna cała.
    W Polsce mamy co prawda województwa z samorządami ale nad każdym stoi wojewoda z ramienia rządu krajowego z uprawnieniami namiestnika. Czyli nie ma wyboru = nie ma wolności – urawniłowka jak za „komuny”.

  280. Nefer
    25 lipca o godz. 10:07 A tak wogle to co wy z tymi postkomunistami. Ano to, że polska głowa i krajobraz biedne są. Ciągle nad nią coś wisi i grozi. Albo żarówka znanej firmy, albo „postkomunista”, lewak, Żyd, mason, zdrajca, „pożyteczny idiota Moskwy”, oraz Maryja Fruwająca. A nawet susza albo i powódź.

  281. Qba
    25 lipca o godz. 10:12 * Qba, łojezu, co Ty z tą „komuną”, nawet w zawiasach? Polska tojest „panstwo jednolite” – jak orzeka Konstytucja, czyli papier toaletowy pisoidów. USA to „stany zjednoczone”, Rosja to federacja, Australia – nie całkiem wiem jaka, a całkiem wie Ejotka, więc objaśni. Polska międzywojenna też nie była federacją, a panstwem jednolitym, choć na papierze. Jeynie Polska czasów jeszcze wcześniejszych (o ile w ogole była), miała się za „Unię Królestwa i Litwy”, co było na papierze, który był fantazmatem. Bo żeby to była „Unia” to ‚Litwini” nie potwierdzali. Było to uwłaszczenie się (przejęcie) „Polski”, czyli „Królestwa” – a oba stany to stany fantazmatyczne – na „Litwie”. Też bajecznej.

  282. @Tanaka
    25 lipca o godz. 10:12

    Obowiązkowe wybory to przymus. Jeżeli zatem państwo mnie zmusza, to wymagam przynajmniej sensu, czyli zrównoważonego wyboru, czyli takiej ordynacji wyborczej, która jest autentycznie demokratyczna. Równa dla wszystkich, a nie preferująca większe (aktualnie) partie.

    W obecnej sytuacji w Polsce nawoływanie do wyborów jest albo perfidną kpiną albo celowym działaniem prokatolickim/PiSowskim. Ordynacja wyborcza nie daje szans mniejszym/nowym partiom. Dla PiS nastała komfortowa sytuacja. Celowo podtrzymuje mit silnej (totalnej) opozycji wymieniając jedynie PO, która już dawno jest niczym i niczym też się nie różni od PiS. Ot, takie strofowanie ubogiego (bliskiego) krewnego. A media (nawet TVN czy GW czy Polityka) ograniczają się grzecznie do prób reaktywowania zachwytu nad PO. Zamiast omawiać szeroko i bez przerwy inne próby, np. Razem.

    Teraz już za późno na niezależną ogólnopolską gazetę (ludzie wolą ciągle papier). Za chwilę PiS uchwali ustawę uwalającą wszystkie „nieprzyjazne” media. Jak Erdogan w Turcji. A potem ogłosi Kaczyńskiego premiezydentem z absolutną władzą.

  283. Obowiązkowe podatki to przymus i tak dalej.

  284. Obowiązkowe wykształcenie, szczepienia (jeszcze)…

  285. @Nefer
    25 lipca o godz. 10:35

    Aby było jasne – uznaję konieczność różnych „przymusów” w państwie/społeczności. Ale nigdy – przynajmniej w demokracji – nie mogą one być jednostronne. Zawsze musi to być umowa dwustronna. Obywatel płaci podatki i ma za to adekwatną infrastrukturę. Bierze udział w wyborach i ma kogo wybrać. Itd. Gdy obywatele mówią o wybranym demokratycznie rządzie „władza”, to nie ma demokracji. I nie ma wyboru w wyborach.

  286. Nefer

    Neferko, jako rówieśnik PRL, nic nie wiem o przymusie głosowania wtedy. Sam głosowałem – pardą, wrzuciłem kartkę do trumny…ten…urny – w PRL tylko raz, kiedy, będąc na rutynowym kursie językowym w Moskwie, nie chciałem robić sensacji i kłopotów w polskiej ambasadzie, gdzie było głosowanie. I tylko raz na studiach przyszła do mnie starsza koleźanka zapytać służbowo, dlaczego nie głosowałem. Powiedziałem, że skorzystałem z jednej z trzech możliwości: wstrzymania się od głosu. I to wszystkie moje związki z głosowaniami w PRL. Nikt mnie nie przymuszał ani nie ścigał.

  287. pombocek
    25 lipca o godz. 10:55

    A „ptaka” przy nazwisku nie stawiali za nieobecność jak teraz ksiądz po kolędzie? Co potem odbijało się np. brakiem paszportu. Nie miałam wtedy prawa głosować, od rodziców słyszałam. Obecność pono była obowiązkowa.

    Qba
    25 lipca o godz. 10:55

    Obywatel płaci podatki a te idą na infrastrukturę Rydzyka. Zapisuje dziecko do szkoły a tam Zalewska. Jaka umowa dwustronna?

    Obywatel bierze udział w wyborach i ma kogo wybrać – ale skąd się bierze ten kogo on może wybrać?
    Czyżby demokracja zależała od tego jak na rząd mówią obywatele? Bo coś mi tu nie styka. Bez przekąsu mówię, ciekawie się dyskusja zapowiada.

  288. Tanaka
    25 lipca o godz. 10:12

    Mój komentarz
    Tanaka, słusznie wskazałeś na gigantyczną lukę w postulatach Qby – nie chodzi on na wybory, bo „musisz mi zagwarantować równoważność propozycji wyborczych. Choćby partii w sejmie miało być 37 – jak demokracja, to demokracja.”

    Słusznie zadałeś z głupia frant pytanie – kto ma zagwarantować tę równoważność? -My czy państwo?
    Dodam do tego pytania moje zdziwienie. Czy teoretyczne 37 partii w parlamencie (jak demokracja to demokracja) popchnęłoby sprawę demokracji do przodu, czy 37 różnych kierunków przełożyłoby się na jeden kierunek w państwie? Czy to możliwe przy takiej obfitości partii?

    wbocek
    25 lipca o godz. 9:47

    Tak jest, nie wiadomo, jak by się rozłożyły poparcie dla partii w wyborach, gdyby głosowanie było obowiązkowe.

    Mam zdanie na ten temat. Przynajmniej w pierwszych elekcjach wyniki byłyby bardzo podatne na łżepropagandę. Z tego powodu, ze niechodzący na wybory, nie chodzą na nie nie dlatego, że wiedzą kogo poprzeć, lecz dlatego, ze nie wiedzą kogo konkretnie poprzeć, bo ta wioedza do niczego im nie jest potrzebna, a w ogóle to im się nie chce, a jak im się nie chce chodzić wrzucać kartki do urn, to także nie chce im się interesować państwem i prawem, polityką i czymkolwiek, co jest dalej niż 100 mm od ich ogródka.

    Politycy z pewnością by to dostrzegli i wykorzystali, bo niewiedza obywateli, to dla nich szansa na promowanie się krętactwami i fałszywymi świadczeniami byle tylko dostać się do poliytycznego żłobu, zażywać nie tylko kasy, ale i sławy, szczęścia bycia kimś ponad, być wybrańcem. Przez jakiś czas mógł być z tego intensywny kocioł – w parlamencie i państwie.
    Pzdr, TJ

  289. Dopiero teraz zobaczyłem, że w „Przeglądzie” (z drobnym poślizgiem, bo żona przynosi z biblioteki) prof. Łagowski poświęca sporą uwagę postponowaniu języka tym durnym „post”. Zacytuję kawalątek.

    *”Postkomunizm” to tandetne pojęcie, każdy, za przeproszeniem, idiota może udawać mądrego, stawiając „post” przed rzeczownikiem: „posthistoria”, „postkapitalizm”, „postprawda”, „postnaród”, czyli Niemcy, „postchoroba”, czyli wyzdrowienie albo śmierć.*

  290. @tejot

    W Holandii tak jest że nawet najmniejsza kanapowa partyjka dostaje się do parlamentu.
    Ale z detalami to basia mogłaby opowiedzieć, ja tylko ze słuchu wiem.

    Komentarz do ostatniego paragrafu: wracamy do problemu zaniedbanego wychowania obywatelskiego które w polskiej psychice ma historyczne złogi, że tak w skrócie zagmatwam.

  291. Nefer

    Neferko, ja nie mówię „ponoć”, lecz to, co przeżyłem. Presja to jeszcze nie obowiązek. Ludzie gadaniem o obowiązku głosowania mogli sobie stworzyć usprawiedliwienie tego, że głosują. A ja nie głosowałem i, poza tym jednym wypadkiem, nikt mnie nawet nie pytał, dlaczego.

  292. wbocek
    25 lipca o godz. 8:37
    dla Ciebie 🙂 🙂 🙂 🙂

  293. Tanaka
    25 lipca o godz. 9:03
    mam wrażenie, że zapomniałeś o socrealiźmie. Był w pewnych latach wszechobecny: w architekturze, literaturze (Jak hartowała się stal; Pamiątka z Celulozy) malarstwie i rzeźbie.
    Trwał do lat wczesnych 60., ale trudno ustalić konkretną datę. Można powiedzieć, że po odwilży 56 roku i krytyce w słowach Chruszczowa styl ten lub precyzyjniej kierunek odszedł powoli w zapomnienie. Zakrętu nie wyrobiliśmy.

  294. Qba
    25 lipca o godz. 10:27 * Qba: niecelnie adresujesz postulaty/żądania („wymagam” – do kogo?) i mylisz rzeczy: demokracja nie jest tożsama z równością wszystkich wobec wszystkiego. Obrzydliwym i niesprawiedliwym zamordyzmem demokracji jest odmawianie czynnego praww wyborczego osobom nie mającym ukonczonych 18 lat życia. Z biernym prawem jeszcz gorzej! A przecież „doświadczenie poucza” (a nawet nauka podobnie potrafi pouczyć), że wiele osób poniżej tego progu wiekowego jest jest dojrzałych, samodzielnie myślących, sprawnych umyłowo, odpowiedzialnych i tak dalej. A przy tym, co substancjalnie ważne – niespaczonych umysłowo i niecynicznych oraz niezidiociałych. Z całkowitą pewnością trafnej oceny – można powiedzieć , że są umysłowo spaczeni, wykazujący pełne symptomy chorob umysłowych, zdegenerowani moralnie, cyniczni, niedouczeni, niekompetentni, idioci, lub wtórnie zidiociali, uzależnieni od używek – liczni posłowie, senatorowie, czyli osoby mające czynne i bierne prawa wyborcze. Wśród standardowej ludności mającej prawa wyborcze, podobnie fatalne i dezawuuące właściwości wykazują miliony. Weź i teraz powiedz coś przytomnego w sprawie wymagan demokratycznej równości i odpowiedniosci programów i osób do wybrania, jakie sobie wydumałeś.

  295. @pombocek
    25 lipca o godz. 10:55

    Potwierdzam. Też głosowałam tylko 2 razy. Raz po marcu 68 przeciw a raz za siostrę, żeby było że była w Polsce a nie była. Nikt się nigdy nie czepiał bo i tak było 100%.

  296. pombocek
    25 lipca o godz. 11:17 Właśnie. Zaś koleżanka, dama pik, znaczy @kruk, mędrsza jest od profesora Łagowskiego i ma go za większego jeszcze powarkiwacza i autorytarnego pouczacza, orzekając w słowach: Pisze wlasciwie do wszystkich – zaczynajac od Ciebie, bo Ty stales sie adresatem powarkiwania i autorytarnych pouczen w sprawie przedrostka „post”. Jak się zna półdamkę @kruk, to się wie, że się nie zasroma, ale wprost przeciwnie. Taka ćwierćdama z półdamy.

  297. Tanaka, jak Cię lubię to odpuść, nie uchodzi.

  298. konstancja
    25 lipca o godz. 11:36 Konstancjo, ,ależ nic-a-nic nie zapomniałem. A jak już ktoś zapomniał, to ten: rąbnąłem przecież -z bożą pomocą, znaczy – Twoją, wstępniaka o Pałacu Kultury. Bardzo fachowego i poziom Edukacji Narodowej podnoszącego. Pamiętasz? Z czym zgadzają się stanowczo dwaj zacni koledzy: Walicki i Niemen – Czy mnie jeszcze pamiętasz
    dowód na to mi daj
    czy jak inne dziewczęta
    baju baj, baju baj

  299. @Nefer
    25 lipca o godz. 11:19

    …wracamy do problemu zaniedbanego wychowania obywatelskiego…
    O to właśnie chodzi.
    1. Rząd to tylko urzędnicy na określony czas. Szczególnie oni nie mają prawa przekraczać prawa. Nigdy. Dlatego wszystkie działania każdego rządu muszą być zawsze absolutnie transparentne. Nie ma czegoś takiego, jak tajemnica – to obywatele są właścicielami państwa i mają pełne prawo do kompletnej informacji.
    2. Każda zmiana w prawie dotyczącym wszystkich obywateli musi być poprzedzona pełną informacją o zamierzeniu i o stosunku obywateli do niego, z którego musi jednoznacznie wynikać poparcie lub sprzeciw.
    3. W ustalonych warunkach demokratycznych praktycznie nigdy nie zachodzi konieczność gwałtownych zmian prawa. Zawsze jest czas na dogłębne konsultacje.
    4. Musi być egzekwowana konsekwencja prawna wobec każdego, a więc również, a właściwie przede wszystkim, wobec członków rządu. Bez tego nie ma mowy o demokracji.
    5. Przejrzystość musi dotyczyć wszystkich trzech elementów oczywistego podziału władzy.

    Gdy obywatele stwierdzą, że mają pełną informację oraz duży wpływ na to, co się w państwie dzieje, będę korzystać z możliwości bez dodatkowych bodźców. Tak, jak obecnie korzystają z popierania kk.

    To oczywiście nie rozwiązuje aktualnej sytuacji w Polsce. Ale weszliśmy ochoczo i dobrowolnie tak głęboko w bagno, że nie wiem czy się sami za włosy wyciągniemy. Według mnie, jedną z przyczyn jest „łagodna” zmiana ustroju. Owszem, obyło się bez (prawie) ofiar w ludziach. Niestety, wszystko poza tym (gospodarka, prawo, szkolnictwo, ustrój, konstytucja, itd.) tworzone/zmieniane było na kolanie i dostosowywane do aktualnych potrzeb. Każda rządząca opcja majstrowała pod siebie. Tradycja się z tego zrobiła i nikt nigdy nikogo za to nie ukarał. I chyba nie ukarze. Bo niby kto i jak? W efekcie mamy kraj bez kontynuacji (regułą jest przerywanie procesów zapoczątkowanych przez poprzedników), bez długofalowych planów gospodarczych (które nie byłyby mrzonkami jakiegoś psychopaty czy po prostu głupka), bez rozsądnego programu szkolnego, bez „narodowych” celów naukowego rozwoju, itd. Bozia został, a on tradycyjnie ma Polskę w …

  300. To nie wiem pombocku, odszczekuję jakby co.

  301. konstancja
    25 lipca o godz. 11:36 Słowo jeszcze: socrealizm był zarówno stylem, jak i lokalnością. Drobiną w czasie rządów modernizmu który miał zasięg światowy i był uniwersalny. Modernizm był zupełną nowościa i oryginalnością oraz trwałością , zaś socrealizm był chwilowością, jakkolwiek miał nieco, może sporo (chwilami tylko) cech własnych i półoryginalnych, sięgał wstecz. Nawet daleko wstecz: do baroku, renesansu, a najwięcej – klasycyzmu. Z czego wyszła inna odmiana eklektyzmu (historyzującego, bo są jeszcze inne eklektyzmy, w tym strasznie straszne: pompieryzm). Dostyć precyzyjną naukowo choć rozwlekłą nazwą socrealizmu byłoby coś takiego: eklektyzm historyczny z silnymi akcentami klasycyzmu występujący w czasach socjalizmu W Polsce modernizm połknał socrealizm i żył, nieźle, dalej. Dlatego o nim nie wspominałem.

  302. Nefer
    25 lipca o godz. 11:53 Możesz mieć rację, choć nie bardzo wiem. Ale już cicho siedzę. W każdym razie w tej sprawie.

  303. @Tanaka
    25 lipca o godz. 11:43

    Usilnie mylisz ograniczenia z możliwościami. Ustrój demokratyczny powinien zawierać minimalną konieczną ilość demokracji (np. głosujemy od 18 roku życia) oraz maksymalną możliwą wolność (np. system wyborczy dopuszczający również małe partie).
    Doceniam Twe krytykowanie jako hakerstwo, czyli szukanie błędów, które poprawione, być może wpłyną na poprawę całości. Ale czasem mam wrażenie, że nie zadałeś sobie trudu zrozumienia.

  304. tejot
    25 lipca o godz. 11:13 * W sprawie „popychania demokracji do przodu” przez 37 partii mamy co najmniej dwa przykłady: jeden półświeży i jeden świeży, a oba świeże razem. Co różni te przykłady od ryb na straganie. Półświeży, a świeży: Polska przed 1926 rokiem. Co się skonczyło zamachem majowym Piłsudskiego (około 400 trupów i 1500 rannych) i rządami oligarchii pod tytułem „sanacja”. I przykład świeży i ciągle świeży: Polska początku lat 1990-tych. Oba przypadki nieszczególnie potwierdzają, że 37 partii popycha. Ale też 2-4 partie podobnie: nie wiadomo czy popychają, a czasem wiadomo, że ciągną zawzięcie – co najmniej rządząca od 2015-go.

  305. Nefer
    25 lipca o godz. 12:02

    Neferko, ja się jeszcze na szczekaniu za bardzo nie znam, a jak kto szczeka basem, to się boję. Lepiej zabrzmij w ćcinie jak bąk – od razu będę wiedział.

  306. @wbocek, 11:25
    Też rówieśnik – potwierdzam, nie głosowałem, włosy mam gęste.
    pozdr z hamaka.

  307. Qba
    25 lipca o godz. 12:11 * Qa,miałeś po prostu fantazyjne spodziewania. Które zawierały właśnie pomyłki co do możliwości, ograniczen oraz inne nowości, w tym i te co do równości, ról wzajmnych i statusu przymusu wyborczego. I tego się trzymajmy.

  308. @Qba
    Tych kilka słów o sobie przybliża nieco osobę.
    Podejrzewałem u Ciebie młodość, bo jesteś dość kontrowersyjny w postach/ wpisie zjechanym przez ‚lonka’.
    Ale dla mnie wnosisz added value do Listów.
    Blog z Tobą!

  309. Qba
    25 lipca o godz. 12:00

    Napisałeś „o to chodzi” o zaniedbanym wychowaniu obywatelskim a zaraz potem tłumaczenie co to rząd i urzędnicy – co nijak się ma do uczenia dzieci w szkołach o odpowiedzialności za przyszłość kraju. Te pięć punktów to wyjaśnianie – komu?

    We Francji w czasie wyborów gdy wygrał Macron frekwencja była około 80% – jak to zrobić u nas? Dlaczego nam nie zależy a im tak?

    „weszliśmy ochoczo i dobrowolnie tak głęboko w bagno” – no nie, przepraszam. Mogę mówić za siebie ale mam tylko jeden głos który oddałam z pełną swiadomością na Komorowskiego i nie na PiS. Ja w to bagno nie weszłam dobrowolnie i ochoczo a ze zgrozą w oczach.

    Szkoda że zamiast uczyć dzieci o dobrodziejstwach płynących z przynależności do UE, o postawie obywatelskiej wobec kraju i to już od przedszkola, od przedszkola tłucze się dzieciom do główek religię a z nią autorytaryzm i podległość niemożność niesprawczość słabej jednostki.

  310. @Tanaka, 11:35
    Powiedz wyraźniej, Tanako – dlaczego ten Kruk tak Cię wqrwia?
    3msie

  311. Jeszcze do ostatniego paragrafu, Qba

    Kraj zdewastowany przez PRL wymagał prac Herkulesa na wszystkich frontach. I kto miał mieć doświadczenie w tworzeniu/zmienianiu? I tak 28 lat nie było aż tak źle. Dopiero teraz jest Polska w ruinie.

    pombocku

    Odbzykuję 🙂

  312. stasieku
    25 lipca o godz. 12:18

    Ty – z hamaka, ja – z kajaka. Ale wskoczę dopiero po południu – 27 stopni to ciut za dużo dla rówieśnika PRL, choć ćwiczyło się kiedyś i na 40-stu. Specjalne upodobanie miałem właśnie w 40-stopniowym likierze „Cassis”, ale stopnie to smutna przeszłość, najlepiej mi zawsze służyło 0.

  313. Konstytucja jest najważniejszą umową dwustronną i co?

  314. wbocek
    25 lipca o godz. 12:17

    motyw: „jak kto szczeka basem to się boję”

    Włożył wbocek portki swoje
    ruszył w wodę toczyć boje
    z prądem wstecznym i przybojem
    szkwalom wcale się nie klanial
    zbierając liczne dowody uznania
    gdy smagaly Jego deszcze
    w myśli wolał: jeszcze, jeszcze!
    gdy mu okręt na dno szedl
    wydobywal bestie wnet
    Król Jeziora! nań wołali
    i w powadze długo stali

    Dzionek przyszedł kiedyś taki
    że źli ludzie, tak dla draki
    psa wsadzili wprost na boję
    „oj, mamusiu, ja się boję!”
    krzyknął wbocek desperacko
    gdy psiak szczeknal ale chwacko
    spisał się ratując zwierzę
    i ja w tego Wbocka wierzę!

  315. @Qba
    Upierasz się z tym szczególnym znaczeniem słowa hacker (spolszcz. haker).
    Jedno ze znaczeń „wybitny informatyk” można przypisać testerowi systemów/aplikacji IT.
    Ale w przewadze stosowań, haker to przestępca, to swołocz zatrudniona aby szkodzić
    pozdr

  316. @wbocek
    Ty z kajaka, ja z hamaka – czy to nie jest, qrwa, jakiś Lem z naszej młodości?
    Jak żesz ten świat zasuwa!
    (to wszystko przez inżynierów, hihihi)
    Kapok założony?
    Take care!

  317. @stasieku
    25 lipca o godz. 12:48

    Wybacz, ale to durni dziennikarze zrobili z hakera przestępcę, nie wiedząc jak nazwać osobnika włamującego się do systemów informatycznych w celach kryminalnych.
    Podobnie możemy upierać się, że prezydent to przestępca, bo zarówno Duda, jak i Erdogan (i inni) łamią prawo.

  318. @stasieku
    25 lipca o godz. 12:26

    Rozumiem, że Ty jak Kofta:

    Czy to cokolwiek zmieni, gdy młodych gniewnych
    Zastąpią starzy wkurwieni?

  319. @Qbo, córka by mnie obśmiała, bo testuje a nie hakuje.
    Zresztą takie spory językowe roztrzygają słowniki/Wiki/itp
    roger

  320. stasieku
    25 lipca o godz. 12:33 * wqrwia – to nadmiernie powiedziane. Wyjaśnienie – całkiem dokładne – wyżej zrobiłem, Pombcek zaś poddał profesora Łagowskiego, który swoją opinią w sprawie „post” okazał się większym jeszcze „autorytarystą” i „powarkującym pouczaczem” – co należy rozumieć tak, że profesor, jako większy znawca „postów”, niż opinie miejscowych, więcej niż powarkuje – ujada po prostu. To wynika z oświadczenia @kruk. Ja zaś nie lubię dętych oświadczen, wziętych z lipnej zajomości rzeczy i zlepionych z lichymi wnioskami w jedno, przy jednoczesnym zaprzeczaniu owej lipności i dętości co jest hipokryzją.

  321. @Nefer
    25 lipca o godz. 12:28

    Chodzi o system, który jest odporny na obywateli. Niby niemożliwe, ale warto próbować, bo jednak niektórym państwom lepiej się udaje.

  322. Nefer
    25 lipca o godz. 12:28 * Celne! Owa – „ochoczość i dobrowolność” „wchodzenia w bagno” jest silnie wątpliwa i nazbyt wiele ma w sobie z bezmyślnego sloganu,którymi to sloganami i tęgim głowom (co osłabia ich tęgość) i porządnym ludziom (co też osłabia) zdarza się posługiwać. Ostatni przykład, sprzed paru dni – przemówienie prof.Gersdorf w Karlsruhe. Przykład, który mnie i zabolał i wkurzył: nie godzi się tak mówić, ani tęgiej głowie, ani porządnemu człowiekowi ani w taiej sytuacji: wewnętrznej i zewnętrznej. Ten co jest świadomy i rozumny – nie wchodzi w bagno. A jeśli – drogą wyjątku – wejdzie – to w celach samobójczych. Jednak nie z ochotą. W ogóle nikt zaś nie wchodził, bo mało kto z bagna wyszedł. Bagno zaś jest bagnem od wielu stuleci. Zanim się wyjdzie, trzeba wejść. Powiedzmy, że wielu było wrzuconych. Co nie zmienia jednak kolejności rzeczy. Pytasz czemu Francuzom się chce? Niezłą odpowiedź może mieć Lewy. Moja jest taka, że jeśli Francuzi byli w bagnie (co niepewne, ale przyjmijmy roboczą wersję, że bylo to przed Bastylią),to już większość z ich dawno z niego wyszła.

  323. Qba
    25 lipca o godz. 13:05

    Jak się obywateli wychowa w poszanowaniu dla prawa i konstytucji i we współodpowiedzialności, w poczuciu sprawczości, to nie trzeba będzie mówić o „systemie odpornym na obywateli”. To obywatele tworzą państwo. Nie do końca rozumiem co to, ten system odporny na obywateli bo trochę pachnie jakąś Arabią Saudyjską. Obywatele powinni mieć udział w tworzeniu systemu w którym chcą żyć.

    Jeszcze raz zaznaczę, wymieniam przemyślenia, bez złośliwości i drugiego dna.

  324. W Polsce – tylko „nierzetelny process i brak dostępu do niezawisłego sądu”
    PiS się doigrał.

    http://natemat.pl/244711,trybunal-w-luksemburgu-ws-sadu-irlandii-i-polaka-podejrzanego-o-przemyt

  325. Tanaka
    25 lipca o godz. 11:54
    dzięki za odświeżenie pamięci 🙂

  326. Tanaka
    25 lipca o godz. 13:17

    Krótko bo niedługo wybywam, nie wiem ale się wypowiem, Francuzi sto lat temu pognali kk z polityki, i nie tylko kk ale wszelkie religie. I na pierwszym miejscu postawili prawa obywatelskie i świeckość państwa.

    A u nas szlachta, mocium panie, wójt, pleban, ciemny chłop pańszczyźniany, nie ta mentalność.

    Czyżbyśmy byli skazani? Jaskółki demokracji były, szło ku dobremu, mieliśmy dziejową szansę – przyszedł PiS i udusił.

  327. zdaję sobie sprawę z lokalności pewnych kierunków i stylów. Socrealizm był popularny (czytaj: wymuszony) na wschód od Odry. Pozostali na zachodzie nie mieli pojęcia o nim. Teraz zachwycają się tortowym i bezowym PeKiNem i innymi budowlami socrealizmu. Co dziwne- pozostałe części składowe tego stylu nikogo nie zachwycają- żadna rzeźba, obraz czy dzieło literackie nie wzbudza zachwytów, ale takiej architektury na zachodzie nie ma. I trzeba, jak Nową Hutę obejrzeć je na miejscu.

  328. @konstancja 25 lipca o godz. 13:34
    Porównaj EUR w Rzymie – podobna architektura. Mussolini…

  329. Nefer
    25 lipca o godz. 13:30 * Oczzywiście, przy czym Francuzi ze sto lat walczyli o świeckość panstwa. W Polsce nikt, poza drogiazgiem i pojedynczymi osobami, nie walczy. Samo się nie zrobi. Albo inaczej: samo się antyzrobi, czyli cofnie jeszcze bardziej. Stąd moja teza, że jesteśmy na początku wieku XIX, co dokladnie widać po Francuzach. Za lat 30 możemy być w połowie wieku XVIII. Odwrotna grawitacja i jej zegar co w tył przyspiesza.

  330. Tanaka
    25 lipca o godz. 13:37

    Może powinniśmy przerobić epokę Oświecenia raz jeszcze i bez kleru. Tylko już za późno.

  331. Nefer
    25 lipca o godz. 13:39
    Mówiąc o klerze – „Pijak i prostak, który uwielbia poniżać innych? Księża przestają milczeć na temat abp. Sławoja Leszka Głódzia”
    http://natemat.pl/54551,pijak-i-prostak-ktory-uwielbia-ponizac-innych-ksieza-przestaja-milczec-na-temat-abp-slawoja-leszka-glodzia

  332. Znikam na kilka godzin, trzymajcie się 🙂

  333. „Niżej jest tylko Rosja i Białoruś” – skomentował prawnik Marcin Matczak.

  334. Na marginesie
    25 lipca o godz. 13:28

    Sąd w Irlandii reaguje,a tymczasem trójka sędziów SN niestety zdezerterowała… Pisze o tym obok red. Siedlecka.
    Więc kto ma w końcu walczyć o te sądy,jeśli ci najbardziej zainteresowani tego nie robią ??

  335. @basia.n 25 lipca o godz. 13:47

    Księża już dawno na ten temat nie milczeli. Jacyś klerycy skarżyli się w necie, że Sławoj G. ich wulgarnie lży i posyła po wódę, a oni biedni sponiewierani i zgorszeni. W dodatku jeszcze twierdzili, że oni sami nie mogą się sprzeciwić – bo składali (ach, ach!) śluby posluszenstwa, zatem prosili tylko o obronę ze strony osób świeckich, czyli nas. Moja odpowiedź klerykowi była brutalna: wiedziały gały co brały. Nikt cię, chłopcze, nie zmuszał do wstępowania w szeregi kleru. A jeśli Flaszka herbu Spierdalaj daje ci teraz po ryju – to cierp ciało, kiedyś chciało.
    Więcej się kleryk nie odezwał…

  336. Qba
    25 lipca o godz. 12:00

    Mój komentarz
    Qba, piszesz, jak powinno być. Jak najbardziej słusznie piszesz.

    Nie piszesz, jak to zrobić w realnym świecie.

    Politycy, to realni politycy, a nie boty stosujący się w 100 % do zasad.

    Wyborcy to istoty chwiejne, krytyczne i łatwowierne, ustępliwe i apodyktyczne, obarczone tradycjami, zwyczajami, kanonami, selektywną pamięcią, chciejstwem, dające się nabierać na rożne obiecanki, sztuczki i cymesy.

    Demokracja, to nie algorytm do zrealizowania punkt po punkcie w idealnym systemie, tylko spoiwo, który przenika, przebija przez agregat słabo czytelnych zamiarów, możliwości, postaw, dążeń, tradycji, zwyczajów i 99 innych składników.
    Pzdr, TJ

  337. @basia.n 25 lipca o godz. 13:47
    Przeczytałam – te zarzuty są mi znane od lat, ale dopiero teraz trafiły do czołówek (Wprost, Na Temat). Moim zdaniem kaka koniecznie potrzebuje więcej Głodziów – wtedy prędzej się do reszty wykolei 🙂

  338. konstancja
    25 lipca o godz. 13:34 * Konstancjo miła, zerknij na oba motta, a zwłaszcza to nowe, na fryzie tytułowym blogu 3.0: kwestionuj wszystko… – myśl Tadeusza Kotarbinskiego. Staram się tak robić i nieźle mi to na rozum robi. Socrealizm nie tyle był narzucony, albo z korektą: nie tylko narzucony – o wersjach można dyskutować, bo był reakcją i twórczą (choć niewybitną) jak i obronną. To były – także – reakcje psychologiczne, głębokie więc i nieuświadomione: opór, odpór, obrona przed złem, czyli mówiąc skrótem – imperializmem i rządami spleśniałych w środku (trupich, stąd obrona życia przed jadem) a agresywnymi na zewnątrz religiami – powód podobny. To też wyika z lęku i niepewności siebie. A z lęku i niepewności bierze się nadmiar, zadęcie, przymus, niewspółmierność i agresja. Dokładnie tak samo zachowywał się Kościół – vide barok , zachowywali Polacy bez panstwa – vide eklektyczny pompieryzm, zachowywał Kościół kat w PRL-u i zwłaszcza za gen. Jaruzelskiego – vide szalona eksplozja budowania potworów architektonicznych i psychologiczych, czyli „Domów Bożych” – co z pewnością jest szyderstwem i torturą wobec bozi a i ludzi też, którzy swoje pojęcia estetyczne, pojęcia dobra, i swoją psyche kształtują pod ciśnieniem owych potworów. Zaś te potwory zaordynował im kler, czesem wbrew, zwykle w ścisłej współpracy z architektami – też skrzywionymi. Jak ona wybitna pani od powora Łagiewnik, o jest pazłotkiem wszystkiego i pożeraczem każdego, czy rydzykowa świątyniorotundomaszyna chrystoformizacyjna czyi wzdęta pychą i przy tym złotorodna, nieznanego mi architekta którego nie chcę widzieć, bo nie wytrzymam i dam w mordę, czy Świątynia Opaczności – i ludzkiej i bożej, także nieznanego mi architekta, którego z tych samych co wyżej powodów nie chcę znać. Wspomniałem o tym, ale może nie zapamiętałaś: wiele elementów dekoracyjnych i detalu na PKiN zostało wzziętych z Sukiennic, z zamożnych domów mieszczanskich Kazimierza nad Wislą, Sandomierza, czy innych polskich obiektów z bardzo dobrej polskiej przeszłości – tak sztuki, jak i niezłych (jeszcze) czasów panstwowych – doby renesansu. Wśród morza ruin, jakie zostawiła wojna, tysięcy wspaniałych okazów architektury w Polsce rozbitych w pył, skorzystanie z tych świetnych pomocy, utrwalenie ich w wielkim i wiecznym PKiN-ie, było i sensowne i patriotyczne i edukacyjne i przywracające/tworzące poczucie dumy z naszych dawnych dokonan i identyfikacji z nimi ( i też z nowymi czasami – co jasne i co było, w bardzo poważnej mierze faktem, który dziś się zawzięcie i chorobliwie neguje). Była to taka nieco inna wersja sienkiewiczowskiego „pokrzepiania serc”, powiedziałbym, że lepsza w tym i owym, bo mniej lipna. Socrealizm w takiej Bułgarii czy na Węgrzech miał własne odrębności ale podobne, te właśnie, zasady głowne.

  339. dzieje sie w Polsce
    **https://video.wp.pl/i,nowenna-niepodleglosci,mid,2023203,cid,4051,klip.html

  340. Na marginesie
    25 lipca o godz. 14:01 * Żeby tam chudochłopaczek wiedział, co jego gały biorą to nie bardzo, ale potem to już bardzo. Jak gały , łapy lepkie biorą, garną pod siebie i na rympał się włamują: we łby poddanych, kasę panstwa i dziecięcie ciałka oraz głowki – trzeba stanowczo i ostro z takimi. Ci co coś tam ślubowali, ślubowali uczciwość i „mają sumienia” , które im „dyktują”. Jak mają, to w cholerę trzaskają drzwiami i się wynoszą. Jak nie mają, to gadają, że mają „śluby posłuszenstwa”. Wtedy ich trzeba w cholerę.

  341. Pamiętam taki felieton Zbigniewa Hołdysa, w którym dowodził, że po każdym przewrocie w Polsce nie ma wcale obrońców starego – bo natychmiast gdzieś znikają. Zgodnie z tą zasadą za kilka lat się okaże, że PiS-dzielstwa nikt nie kochał i nikt na tych łajdaków nie głosował. A już na pewno nie Piotrowicze – bo oni pragnęli tylko rozmontować ten wredny system – od środka.

  342. Na marginesie
    25 lipca o godz. 14:01

    Właśnie za taką reakcję cię cenię 🙂
    I masz rację,mówiąc ,że tych Głódziów jest potrzeba jak najwięcej. Niech w końcu i ich podwładni i owieczki mają ich dość.

  343. Na marginesie
    25 lipca o godz. 13:53

    „Niżej jest tylko Rosja i Białoruś” – skomentował prawnik Marcin Matczak. Prawnik Matczak nietrafnie skomentował. Może – z większą trafnością co do Białorusi, choć to niepewne i może być wyżej, mocno nietrafne co do Rosji, która jest panstwem innego rodzaju. Kto sądzi, że dla Rosji najlepszy jest model prawny Danii, nietrafnie sądzi. Polska staje się jedyna w swoim rodzaju, pozasystemowa, pozakonstytucyjna i pozapanstwowa, czyli wraca do korzeni, z czego jest dumna po sufit i ponad niebo . Wraca do fantazmatyczności bytu, a realności opresji.

  344. konstancja
    25 lipca o godz. 14:11

    Link niestety nie działa. Czy możesz sprawdzić ?? (próbowałam również skopiować i wkleić,również bez rezultatu)

  345. @Tanaka 25 lipca o godz. 14:15
    🙂 🙂 🙂
    A najzabawniejsi są wtedy, gdy odwołują się do praw człowieka i zasad demokratycznego społeczeństwa! Watykan nie uznaje żadnych praw człowieka, a demokratyczne społeczeństwo (poszanowanie praw mniejszości) ma całkowicie gdzieś. Sam wdeptujesz, religiancie, w taki system, więc go lub!

  346. Na marginesie
    25 lipca o godz. 14:15 * Piotrowicz to dobry człowiek („dziecię boże” w koncu), ale niewyedukowany na poziomie podstawowym, co boleśnie widoczne : na fizyce, w klasie Vl było powiedziane: w prawo się zakręca, w lewo – odkręca. A on ma odwrotnie. Dlatego tak ciągle rozmontowuje, że montuje.

  347. Na marginesie
    25 lipca o godz. 14:23 Tak jest, to zabawne. Ale tylko do chwili, w której się pojmie, jak to bezgranicznie cyniczne. Dlatego tak stanowczy i ostry sprzeciw jest i konieczny i broniący życia – którego to życia kler broni odwrotnie, jak Piotrowicz – na lewo, choć siebie mają za prawaków.

  348. @Tanaka 25 lipca o godz. 14:20

    Bo Rosji w ogóle rozumem nie razbieriosz. Właśnie czytałam wywiad z Douglasem Smithem, autorem książki o Rasputinie. Kończy stwierdzeniem, że Rosjanie oceniają postacie historyczne tylko w kategoriach „dobry człowiek – zły człowiek”. Co do Rasputina jeszcze nie podjęli decyzji…

    A skoro mowa o wymiarze sprawiedliwości – człowiek Zachodu oczekuje – sprawiedliwości właśnie. Jeśli zostanie bez powodu aresztowany i osadzony, to się głupio miota, śle jakieś pisma i w ogóle rozrabia. Z kolei Rosjanin z pokorą poddaje się losowi – bo nawet jeśli nic nie zrobił, to przecież władza wie najlepiej. Zachodnie nowinki się w tym świecie nie sprawdzają.

  349. Na marginesie
    25 lipca o godz. 14:37 Isnieje niewątpliwy związek między mentalnością kulturą a panstwem. Temat za obszerny na krótki wpis, więc tylko hasłowo: panstwo prawie 2x więsze od USA (niedawno 2,5 raza większe), mające co najmniej kilkadziesiąt narodów, języków, 10 stref czasowych, gigantyzm rozległości oraz trudności i zagrożen z tym związanych (mrozy, samotność, upały, dzikość przyrody), niezwykłość skomplikowania wewnętrznego i zaszłości historii ( w tym liczne,niezałatwione sprawy z sąsiadami) oraz niezwykłą liczność i skomplikowanie stosunków zewnętrznych, na poziomie globalnym – nie może być skutecznie funkcjonującym panstwem na takich samych zasadach demokracji jak mikroskopijna jak mrówka wobec niedźwiedzia Dania, Norwegia, czy Holandia, a nawet Brytania, która śni ciągle o dawnej potędze i nie może się z tego uwolnić. Była taka próba – za Jelcyna, która zamieniła się w katastrofę. Rosjanie pojęli tą katastrofę bardzo dosłownie, bo nie da się ne pojąć, gdy zamiast emerytury dostaje się propozycję nie do odrzucenia: idź, babo w tajgę i nażryj się żurawin, będziesz zadowolona. Zaś pracownik zamiast wypłaty dostaje korzystną propozycję biznesową: weź se, chłopie, tonę szkła, o tam stoi w magazynie, zapakuj w teczkę i idź do domu. Z bogiem, carem i Jelcynem! Hollywood i cały świat zaś się naśmiewają, że to kaszka z mleczkiem: wykraść z najtajniejszej bazy rakietowej 50 rakiet międzykontynentalnych i je wieźć przez 5 tysięcy kilometrów przez Rosję, bo i takt nikt nie zauważy, bo zauważa dolary, albo i tego nie musi: sam ma w stodole własną rakietę termonuklearną, a kałachy trzyma w dole na gnojówkę, bo mu się nigdzie już nie mieszczą. To razem kosztuje, może za wiele, a może nie, może to jest tansze nż inne systemy. Nie ma dowodu na to, że inny system byłby lepszy, a wiele przesłanek na to, że to wątpliwe. Przynajmniej w dającej się przewidywać perspektywie.

  350. Tanaka
    25 lipca o godz. 14:08
    oklaski! oklaski! oklaski!
    bez cienia ironii. sama o tym wszystkim wiem nie z autopsji, ale kawałek tego socrealizmu był tez i za mojego niemowlęctwa lub przedszkolaka.

    W moim mieście od lat toczy się spór o dwa modernistyczne pawilony w centrum płyty Starego Rynku. W jednej Muzeum Wojska Polskiego, w druga była Biurem Wystaw Artystycznych (tzw. BWA). Powstały na przełomie lat 50/60 (projekt/wykonanie) Od początku budowy służyły swoim celom, wrosły w tkankę Starego Rynku i są oswojone. Rażą niektórych radnych, którzy chcieliby najchętniej zdobne we wszelkie plaskorzeźby, rzeźby, pozłotki i złocenia, a najchętniej zapewne umieściliby tam świątynię kk. Nie wiem, kto przeważą w sporze- zwolennicy czy przeciwnicy tych pawilonów. Chciano je zmodernizować, ale żyją jeszcze projektanci. Nie pamiętam okoliczności, ale kilku „zdolnych” naszkicowało zmiany, jakich chcieliby przeciwnicy lub wymyśliło własne pomysły przebudowy. W obu przypadkach wyszły koszmarki.

    Najlepiej byłoby wpisać te pawilony, już prawie 60 letnie na listę zabytków miasta; po długich bojach i sporach doczekał takiego wpisu Okrąglak; po latach żałujemy, że kilka modernistycznych pawilonów targowych zostało rozebranych i w ich miejsce powstały oszklone pudełka.
    Każde miasto, miasteczko ma taką niedocenianą architekturę; bardzo mi szkoda warszawskiego pawilonu na Brackiej (Chemia) oraz Supersamu- perełki na europejską skalę, Całości, choć najbardziej oczywiście chodzi o jego dach.
    ***https://pl.wikipedia.org/wiki/Supersam_w_Warszawie

    **https://pl-pl.facebook.com/GaleriaMiejskaArsenal/ to pawilony w Poznaniu- drugi jest lustrznym odbiciem-dzieli je widoczna tutaj uliczka.

  351. errata
    ***https://pl.wikipedia.org/wiki/Galeria_Miejska_Arsena%C5%82_w_Poznaniu

  352. basia.n
    25 lipca o godz. 14:22
    u mnie zadziałał, co nie jest dziwne, bo sama je nadałam

    Podświetl proszę na niebiesko, prawy klawisz myszy i zaznacz : przejdź do strony….

    nie wiem, jak na codzień wyświetlasz linki, mam kilka sposobów.

  353. konstancja
    25 lipca o godz. 15:19 * Jak oklaski, to co się mam kłócić, no nie będę i szlus! W takim razie dodam coś z tej samej beczki, żeby nie było, że z innej: przestrzen. Modernizm miał też taką ważną cechę, że zwracał uwagę na przestrzen i warunki życia w przestrzeni (chodzi zwłaszcza o miasta, ale też o relacje wzajemne i system) . Mało tego, modernistyczni architekci i urbaniści odwoływali się tych sprawach do .. idei socjalizmu. Za PRL-u powstało niemało dobrze i barddzo dobrze pod tym względem zaprojektowanych osiedli, dzielnic, bez mała całych miast. Przestronność, dobre odległości między budynkami , odpowiednie nasłonecznienie, przewietrzenie (!) widoki z okien, odległości od ziemi (kontakt – rzecz bardzo ważna), mnóstwo miejsca na zielence, szerokie chodniki, nawet parki, place zabaw boiska, parkingi (wtedy małe, ale wystarczające z nadmiarem), żłobki, przedszkola, szkoły zmontowane w układy osiedlowe, ośrodki zdrowia – tak samo, inne usługi, różne „pałace mlodzieży” czy „ogniska” sklepy nowość typu sam spożywczy – te ostatnie z marną cechą PRL-u, niestety – „brakami w zaopatrzeniu”, które w pewnej mierze rekompensowaly „zieleniaki” i różne prywaciarskie budki albo nawet duże obiekty w rodzaju „piekarnia-ciastkarnia”, czy „sklep wielobranżowy”,albo „tysiac jeden drobiazgów”. W sumie dawało to często niezły,albo nawet bardzo funkcjonalny efekt, gdzie wszystkie ważne rzeczy (prócz pracy) bywały na miejscu. Dzisiaj – i to dopiero sie zaczyna, w niektórych miejscach (nie w Polsce – niestety i jak zwykle w obecnej rzeczywistości) powrót do zasad modernitycznej kompleksowości i dostępności lokalnej, co odpowiada zasadzie „miasta kilku minut” W kilka minut bowiem można dojść – dojść, nie dojechać autem! – wszędzie (prawie), gdzie ma się jakieś sprawy zwykłego dnia. Pracę też się próbuje splatać z mieszkalnictwem, co w modernizmie usiłowano rozłączać. Także edukację uniwersytecką próbuje się wplatać w zespół modernistycznych zasad i to realizować. Nad Wisłą jest odwrotnie: wolne zielence zabudowuje się deweloperką wyciskającą z każdego metra kwadratowego gruntu maksimum zysku, nie ma tam żadnych parków, zielen jest wymówką,place zabaw i boiska to ściema, a dostęp – wyłącznie dla niektórych. Modrrnizm zakładał i zapewniał wolność korzystania z przestrzeni, dzisiejsza deweloperka nadwiślaska – odbiera wolność innym niż , mieszkaniec staje się klientem, czyli z poziomu podmiotowości nastąpiło przejście do poziomu transakcji komercyjnej, natomiast nibywolność klientów za płotem, deweloper eksportuje na zewnąttz płotu: ci z kartą kodową do bramki korzystają z wolności osedla mordernizmu,z jego zieleni,placów zabaw,boisk, parków, szerokich i swobodnych chodników i małej achitektury, ale mieszkancom osiedli modrnizmu zabraniają korzystani z przestrzeni osiedli deweloperskich. Inna rzecz, że te osiedla nic do zaoferowania, oprócz poczucia wyższości,nie mają. Mają (ukryte) poczucie niższości i widoki: oko w oko z sąsiadką zdejmującą majtki. Co może być atrakcyjne. Albo odwrotnie. Tego niemal nie widzimy, nie cenimy i pozwalamy rozwalać.

  354. @Tanaka 25 lipca o godz. 15:01

    Pod względem rozległości, zróżnicowania i stref czasowych – to nie ma sensu porównywać z Danią, ale ze np. Stanami Zjednoczonymi – jak najbardziej. Za Jelcyna – to chyba było dosyć dawno? Bo namaszczony przez Jelcyna Putin rządzi już przecież od szeregu lat. Tylko że jego system rządów nadal się różni od amerykańskiego. Chyba jednak siła tradycji – czyli bezwładu.

  355. @Nefer
    25 lipca o godz. 13:22

    To obywatele tworzą państwo.
    Bardzo słusznie. Z jednej strony oznacza to, że dzisiejsza Polska to robota jej obywateli. Z drugiej zaś daje nadzieję, że można coś zmienić.
    Jak słusznie zauważył Tanaka, „samo się nie zrobi”. Na UE też nie ma za bardzo co liczyć, bo przewidywalne państwo jest lepsze. A ponieważ Polska nie dorobiła się jeszcze świadomości obywatelskiej, to dyktatura jest lepsza (bo przewidywalna) od anarchii warchołów. Zatem nie będzie na razie dużego sprzeciwu i PiS może dalej mącić.
    Podałem wyżej w pierwszym punkcie wymóg transparentności wszelkich poczynań rządu. To jest absolutna podstawa. Jeżeli ktokolwiek ukrywa cokolwiek to znaczy, że coś jest nie w porządku. Prywatnie możesz się w ten sposób bawić w kapitalizm lub cokolwiek innego. Ale na poziomie miasta, a tym bardziej państwa, jest to niedopuszczalne. Zgoda na tajemnice państwowe oznacza dobrowolne przesunięcie się na pozycje niewolnika. I do tego głupszego.
    To jest propozycja działania tu i teraz i zawsze – głośno żądać wszystkich informacji z wyraźnym przekazem podejrzenia o oszustwo. Tak można zacząć wychowywać aktualny (i przyszły rząd) oraz resztę społeczeństwa. Zauważ, że ludzie godzą się na niejawne działania rządu w obawie przed koniecznością ujawnienia własnych poczynań. I zadowalają się prywatnymi oświadczeniami majątkowymi członków rządu. Co jest oczywiście ewidentnym naruszeniem danych osobowych.

  356. Bo chyba w Rosji po prostu działa swoisty system kolesiostwa – nawet dyktator musi na kimś się opierać. Dlatego boi się wkraczać zbyt gwałtownie w kompetencje lokalnych watażków i innych „movers and shakers”. Zresztą Putin nie jest reformatorem – jest autokratą. I przede wszystkim kagiebistą, który nadal korzysta z wypróbowanej siatki kontaktów i nadal musi wykazać się lojalnością. A jeśli będzie za wiele reformował, to ci koledzy go po prostu zlikwidują. Co do systemu sądów w Rosji – to np. w przypadku dziewczyn z Pussy Riot, które miały czelność zatańczyć w cerkwi – ten system działa i to bardzo sprawnie. Putin nie jest wybitnym mężem stanu, jest chyba raczej oportunistą, któremu zależy po prostu na utrzymaniu władzy, sianiu zamętu i zastraszaniu. I w tym kierunku działa dość skutecznie. Na tym polega ta rosyjska „specyfika”.

  357. @Qba 25 lipca o godz. 17:31

    I tu dotknąłeś chyba sprawy dość istotnej: jeśli nikomu w gruncie rzeczy nie zależy na likwidacji „szarej strefy” (jakkolwiek rozumianej) to szara strefa nie zniknie. Omijanie przepisów ma w Umęczonej długą tradycję, poza tym często widać gołym okiem, że przepisy są bezsensowne, a chętnych do ich uporządkowania – brak.

    Pamiętam wypowiedź jakiegoś polityka Platformy, który stwierdził, że mu słupki poparcia rosną wtedy, gdy nic nie robi i nie narusza wygodnego dla wielu status quo. Zatem po co miałby cokolwiek robić? No po co? Chyba znowu siła bezwładu, jak w Rosji i jak w sumie wszędzie, tylko ten bezwład gdzie indziej startuje jednak z innych pozycji – to tam już wcześniej coś zrobiono?

  358. @wbocek 25 lipca, 8:37
    Powiadasz, ze nabralam za duzo powietrza? Otoz nabralam, ale chyba nie za duzo, czytajac jak @Tanaka zarzuca @Stachowi39 braki w wyksztalceniu podstawowym, po czym objasnia mu z cala powaga, ze postmodernizm to niemodernizm i wlasciwie przy kazdym slowie „post” oznacza zaprzeczenie. Cytujesz prof.Lagowskiego, ktory wysmiewa mode na „post”. Uzywanie tego przedrostka w dowolnym sensie przez roznych gadajacych celem dyskredytowania przeciwnikow politycznych to jedna rzecz. Tlumaczenie z cala powaga, ze hierarchowie koscielni to tez postkomunisci, jest mydleniem oczu i maceniem w pojeciach. Wszystko celem wykazania, ze @Stachu39 nic nie pojmuje.
    @Tanaka wpada w te sama glupia mode na „post”, tyle ze na wspak. Wprost czy na wspak, intencja jest zelzenie oponenta. Jak chodzi o pasje lzenia przeciwnika @Tanaka w niczym nie ustepuje mistrzom w tej dziedzinie po kazdej stronie politycznej sceny, Z luboscia oddaje sie slownemu chuliganstwu przy kazdym sporze na dowolny temat. To zapewne, zeby podniesc poziom bloga i zapobiec jego „psuciu”.

  359. @Na marginesie
    25 lipca o godz. 17:48

    Wiem, że to brzmi kiepsko, ale kraje, które przeżyły gwałtowną (a nie łagodną, jak Polska) zmianę ustroju z powodu wojny czy rewolucji, miały większe szanse na „nowe życie”, bowiem istniała dobra atmosfera dla gruntownych zmian prawa, w tym konstytucji. Tak było np. w Niemczech, które dostały gotową konstytucję od aliantów. Uważana jest ona do dziś za najbardziej demokratyczną. A Niemcy są na tyle rozsądni, by jej nie tykać. Zresztą widzą, że świetnie funkcjonuje.
    W Polsce 1990 roku nastąpiło kompletne rozmycie wszystkiego – prawa, własności, konstytucji. I wszystko wolno – jak widać. Więc żadnemu rządowi nie opłaca się jej zmieniać. Właściwie w Polsce wszystko jest szarą strefą. Oczywiście oprócz czarnej strefy, która się ciągle rozrasta.

  360. @kruk 25 lipca o godz. 17:57

    Ty chyba w ogóle nie zrozumiałaś postu Tanaki 24 lipca o godz. 11:55
    A że Tanaki serdecznie nie znosisz to wiemy nie od dzisiaj, od ciebie zresztą.

  361. @Na marginesie

    A więc referendum nie będzie . Senat podjął taką decyzję.
    Ciekawe dlaczego …..

  362. @Qba 25 lipca o godz. 18:02

    Czarna strefa – podoba mi się 🙂

    Tak, zbyt wiele puszczono na żywioł, przy czym Suweren nabrał przekonania, że „tu gospodarza trza”. Zresztą we wszystkich demoludach zmiany przebiegały podobnie – liberalna opozycja była zaprawiona w oponowaniu i drukowaniu bibuły, ale nie miała pojęcia o rządzeniu. Pojęcie o rządzeniu mieli starzy aparatczycy – na których zresztą bez żenady powoływał się już dawno temu obecny kulawy Kaczelnik. On się podobno wściekał, że nowa władza nie chce opierać się na starej. A na zapleczu zawsze mącił – wiadomo kto.

    Poza tym było zachłyśnięcie transformacją – bo nagle pojawiły się olbrzymie możliwości biznesowe i w dostępie do stanowisk. Niczego nie było – więc w tej pustce prawie każdy w miarę obrotny osobnik mógł zrobić zawrotną karierę. Potem passa minęła, starzy nie chcieli przechodzić na emeryturę, a stanowiska były zablokowane, stąd frustracja młodych – bo nie ma dla nich pracy, a przy konfiturach już siedzą inni.

    Agata Bielik-Robson proklamuje bunt Edypów. Wszystko po to, żeby pozbyć się „wapniaków”? Przecież młodzi popierają Kukizów i JKM, czyli raczej narwanych antysystemowców.

  363. @basia.n 25 lipca o godz. 18:24

    Doprawdy nie mam pojęcia 😀

    Bo chyba nie z powodu tych paru miliardów, skoro PiS chce budować port lotniczy (nomen omen) Baranów? I inne gigantyczne projekty. Może doszli do wniosku, że Konstytucja to tylko świstek i wkrótce pod byle pretekstem się ją zawiesi? A może – nie może być! – wystraszyli się głosu Suwerena?

  364. Nie będzie referendum? Ojej tak mi przykro 🙂

    Może rezydent Du-a w zamian zawetuje SN? Chociażby z zemsty? Daremne pobożne złorzeczenia, wiem.

  365. Qba
    25 lipca o godz. 17:31

    Oczywiście że robota obywateli. Tylko ci obywatele w masie jak się okazuje nie tacy świetlani i otwarci. I szczerze powątpiewam że coś można zmienić bo mnie ogarnęło przerażenie na widok poparcia dla PiSu.

    Idealista z waści, transparentność, ech. Teraz, kiedy Rydzyk, Srebrna, spółki skarbu państwa…

  366. Na marginesie
    25 lipca o godz. 18:27
    Nefer
    25 lipca o godz. 18:41

    Zbiegło się to dziwnie z ustawą o SN. Więc może myślą,że jeśli „oddadzą” ośmieszone referendum,to ludzie przestaną mówić o SN. Tymbardziej,że są wakacje i liczą na odsunięcie problemu. A po wakacjach to już będzie tylko ciąg wielkich przygotowań do wielkiej rocznicy i wyborów….

  367. basia.n
    25 lipca o godz. 18:54

    Nie, chyba nie o to chodzi. Naszczalnik pokazał mu gdzie jego miejsce bo rezydent za bardzo podskakiwał. To niech teraz wetuje to kolanem przepchnięte nieszczęście.

    Szkoda że takie szmondaki na 100-lecie niepodległości.

  368. Nefer
    25 lipca o godz. 19:03

    Ale może to podskakiwanie było wkalkulowane i „na rękę”.
    A jak wszystko dobrze poszło,to się dało po łapach 🙂

  369. Tanaka
    25 lipca o godz. 16:45
    w taki, jak opisujesz sposób zaprojektowano i zbudowano w Polsce wiele osiedli, przede wszystkim wielkopłytowych. Co prawda, nie od razu powstały, jezdnie, chodniki i zieleńce, czasem trzeba było czekać do momentu zakończenia budowy osiedla, ale ważne, że PRZEWIDZIANO miejsce na skwery, place zabaw, zieleńce, pawilony handlowe. I nikomu do głowy nie przychodziło wpaść na pomysł „zabudowy” tych miejsc.
    Dziś budowane osiedla nie przewidują takich społecznych przestrzeni, ba! nawet czasem szkoła czy przedszkole nie są przewidziane. Budowa dróg i szkół, przedszkoli jest zrzucona na barki gmin, bo najczęściej na ich terenie powstają te osiedla widma.

    Ale….Żabka wpadła na pomysł,żeby w miejscowościach wczasowych stawiać ruchome pawilony. Na kilka tygodni, miesięcy. Widać się opłaca. I takie ruchome pawilony powstaną w tych miejscach, które za sprawą nieodpowiedzialnych inwestorów są handlową pustynią.

    Można powiedzieć, że budynki powstałe w latach 50-do 90 , ale szczególnie we wczesnym Gomułce mają tylko jeden feler- są za male powierzchniowo dla rodziny. Dawne M-3 o powierzchni 35 m? I jeszcze te ślepe kuchnie… choć sam budynek jest w zieleni, jest przestrzeń dookoła, ale osobiście nie chciałabym mieszkać w mieszkaniu 2,45 wysokości

    Co prawda dziś znów nas deweloperzy skazują na kuchnię w pokoju, każą słono za to płacić i… są chętni oraz przekonani do tej formy.

  370. Nefer

    Neferko, jesteś człowiek trzeźwy i sprawiedliwy, więc pewnie mi nie będziesz miała za złe, że się Tobą, z przeproszeniem, posłużę. Rzecz pasuje do wstępniakowego tematu myślenia, które składa się m.in. z operowania stereotypami. Byłaś pewna, że w PRL był obowiązek głosowania, bo tak mówili Twoi rodzice. I jeśli nic Ci się nie pokićkało, tak rzeczywiście mogli mówić, bo na ileś dni przed wyborami była stwarzana uroczysta atmosfera, furkotały chorągwie, przemawiały bździągwie. Owszem, był przymus, ale moralny, choć nie wykluczam, że różni kierownicy mogli na własną rękę stwarzać naciski na podległych ludzi, żeby dobrze u władzy wypaść. W mojej szkole utworzono na przykład kompanię z uczniów, którzy akurat skończyli 18 lat i śmy pomaszerowali uroczyście na plac Gottwalda na Karłowicach, gdzie zagłosowaliśmy na radnych w ciemno jak jeden mąż, nie znając kandydatów. I nawet nam do głowy nie przyszło, że nikt nas o zgodę nie pytał. Ba – byliśmy, jak zawsze, dumni, idąc w szyku, a dziewczyny, jak zawsze, uśmiechały się do marynarzy, a my do nich – jeszcze więcej.

    No więc powstał, Neferko, w Twej szlachetnej kapuście stereotyp przymusu głosowania w PRL i z nim chodziłaś do dziś. To rzecz niewinna. Ale ludzie słabej pamięci lub złej woli napletli młodzieży takich idiotyzmów o PRL, że nam wszystkim wtedy dorosłym – czyli zomowcom, ubekom, konfidentom, zdrajcom, agentom Moskwy, prześladowcom Kościoła – włosy dęba stanęły, że coś takiego przeszliśmy, nic o tym nie wiedząc. Nie wiedzieliśmy nawet o tak powszechnej i widowiskowej rzeczy, że milicja nic innego wtedy nie robiła, tylko chodziła po ulicach i prześladowała, zaczepiała niewinnych ludzi i bez przerwy lała pałami, aresztowała, mordowała i topiła w Wiśle, a kto nie miał Wisły, to chociaż w gliniance.

    Opowiadanie takich pierdół, Neferko, też się nazywa “myśleniem”.

  371. basiu, otworzył Ci się link? bo dopiero teraz znów sie napatoczyłam na niego i dla Ciebie kopiuję. Może tym razem…

    ***https://video.wp.pl/i,nowenna-niepodleglosci,mid,2023203,cid,4051,klip.html

  372. konstancja
    25 lipca o godz. 19:37

    Tak, link się otworzył . Dziękuję 🙂

  373. kruk
    25 lipca o godz. 17:57
    nie zauważyłaś, że prześmiewczo traktujemy te wszystkie „post” w polszczyźnie? ten przedrostek stał się nie wiedzieć czemu bardzo modny w pewnych środowiskach. I przypomina mi to modę na inne stawianie akcentów w polszczyźnie, bo trzeba było naśladować przywódcę, bo nastał, wicie nowy trynd itd.
    Tu zapodaje Ci linka, najlepiej odsłuchaj w całości, ale sedno zaczyna się od 4.10
    **https://www.youtube.com/watch?v=P9sYNJ-4fc8

  374. 25 lipca o godz. 19:28
    Konstancja

    Konstacjo, albo gorąc mam jakiś w sobie, albo co, bo piszesz ” Gomułce”, a ja się zastanawiam, o jakiego GOMULCA chodzi. Tamte ciasne mieszkania dziś są ciasne, bo wtedy ludzie mieli mniejsze wymagania, państwo się dopiero odbudowywalo, a 35 metrów wobec ruiny to był pałac. Dziś jak raz na 1, góra 2 osoby. Na starzejące się społeczeństwo jak znalazł. Albo na studenta.

  375. kruk
    25 lipca o godz. 17:57

    Nie bardzo rozumiem, kruku, czemu Ty do mnie nadajesz na Tanakę. Mnie natomiast nie interesują żadne inne znaczenia przedrostka „post” jak tylko popisywanie się modną niby-uczoną konstrukcją. Więc Twoje semantyczne wywody są marnowaniem cennej energii. Chciałbym się do Ciebie odnosić z sympatią, ale nie pozwalasz. Od początku Twojej obecności na blogu nic innego właściwie nie robisz tylko moralizujesz jak mesjasz. No i nie rozumiesz, że Twój zarzut – „@Tanaka wpada w te sama glupia mode na „post”, tyle ze na wspak” – jest tylko nieporadnym odgryzieniem się, a nie ważącym głosem w rozmowie. Można mówić, że używanie przedrostka „post” jest modne, bo tego manierycznego bzdetu na kaczych łapach używa cała pretensjonalna Polska. ale kiedy „głupią modą” nazywasz POJEDYNCZĄ reakcję Tanaki na modny przedrostek, to widać nie rozumiesz, kruku, znaczenia wyrazu moda. A jeśli go użyć po Twojemu, to Ty z kolei, jak jeden Szaweł, wpadłaś w modę prześladowania Tanaki.

  376. Tanaka
    25 lipca o godz. 20:07

    Nie wiem jak jest teraz, ale był czas po transformacji, że te mysie dziurki relatywnie były droższe (cena metra) od większych mieszkań i bardzo poszukiwane, bo tanie w eksploatacji.

  377. Tanaka
    25 lipca o godz. 20:07
    no tak, ale wiele osób wychowanych w takich przestrzeniach do dziś ma klaustrofobię….

    sama poczułam, co to znaczy, gdy moja matka dostała mieszkanie M 4 i mnie przypadł samodzielny pokój o wymiarach 185 x 345 cm.
    W poprzednim mieszkaniu mieliśmy większą łazienkę. Szybko wróciłam do starego mieszkania, w którym co prawda były piece, ale palił w nich dziadek.

    Te małe mieszkania wymusiły zaprojektowanie specjalnego, dostosowanego do takiego metrażu mebli, pełniących kilka funkcji np. kanapotapczan, półkotapczan, te meble chowane w segmentach systemu Kowalskich, te ławostoły i inne kombinacje.

  378. wbocek
    25 lipca o godz. 19:37 * Tak było – jak ktoś powiedział i tak nie było, jak nie powiedziałeś. Są tacy spece, co pół życia w PRL-u spędzili, albo i dwa życia – swoje i mniemane, co im alej do PRLu mają, tym straszniejszy w ich produkcjach wychodzi. A im straszniejszy, tym bardziej z siebie emanują, nawet nie PRL-em , ale jego pierwociną zalatującą pleśnią pierwszych lat 50-tych.

  379. konstancja
    25 lipca o godz. 20:28

    Konstancjo, na wkus i cwiet towriszczej niet. Są ludzie, dla których mieszkanie jest tylko intymną przechowalnią izolującą od innych ludzi – niczym więcej. Sam jestem taki. Nie istnieją dla mnie uroda mieszkań, wygody i takie tam. Czy mój pokój ma 6 metrów, czy 66 – jeden pies…prrr!…nie jeden – wolę sześciometrowy. Gdybym mieszkał sam, nawet bym ścian nie malował, tylko najchętniej płukał prysznicem goły beton. A przestrzeń mam na rowerze, na okręcie znacznie większą niż w mieszkaniu. Plus niesamowite dekoracje w postaci zieleni, kwiatów, pięknych chmur, pięknego błękitu, drzew i ani jednej małpy z muzyką dum-dum na cały gaz.

  380. wbocek
    25 lipca o godz. 20:16 * I teraz metr mysiej dziurki więcej kosztuje dziury na dzika, a jak dobrze położona, w niezłym stanie, jasna, „ustawna” – to taka mysia potrafi cenna być nadzwyczajnie.

  381. wbocek
    25 lipca o godz. 19:37

    Kapusta głowa pusta 🙂

    Nie mogłam głosować za PRLu bo koza, chyba że pod samiuśki koniec. Tak mi się jakoś zapamiętało. I nie pamiętam czy rodzice ogólnie chodzili czy nie. Raz musi tak bo kazałam mamie głosować na Cartera bo Reagan brzydki, pamiętam jak dziś, narobiłam wstydu (po co było w tv słuchać o wyborach w Hameryce) jak były jakieś akuratnie wybory u nas, zima trzaskająca i mama buty w zaspach gubiła taki śnieg leżał. Ale może to trzy różne wspomnienia już mi się nakładają (chociaż z tym Carterem to autentyczne) Potem znaczka Solidarności też mi przypiąć na ulicę nie dali a mieli, do dzisiaj mam za złe :/

  382. basia.n
    25 lipca o godz. 19:11

    Adrian za gupi żeby karkulować. I tak w pułapkę wpadnie.

  383. wbocek
    25 lipca o godz. 20:10 * Może i to i akuratnie, że do Ciebie @kruk napisała donos na mnie, bo obiecałem Neferce, że będę w sprawie cicho siedział. A jakby tak nie było do Ciebie a do mnie, to trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam na takie krucze gadanie, które dla @stasieku dokładniej opisałem, bo pytał o szczegóły. To się zaraz @kruk zgłosiła, żeby sobą zademonstrować trafność mojego opisu i jeszcze różne naddatki zrobiła, żeby na zaś obficie było. Coś w ludziach, tych i owych siedzi, że tak mają, że nie trafiają – co z mety zauważyłeś, a się czepiają. Jakieś swędzenie pod duszą, albo raczej swędzenie czegoś konkretnego.

  384. A jutro i w piątek +34C w cieniu. Ja wiem kto za tym stoi (pokazuję palcem) Ewa-Joanna, tak. Podmieniła Europę na Australię jak nie patrzyliśmy :/

  385. Nefer
    25 lipca o godz. 21:02 * Myślisz, że o nią się rozchodzi? Bo żeby miała złość taką w sobie, to nie zauważyłem. Może jaki pożyteczny idiota jaki? A raczej niepożyteczny, taki bardziej w guście tego, co mu skasowali.

  386. eee, Tanaka, zaraz złość. Ja się tylko trochę dżaźnię 😉

  387. Nefer
    25 lipca o godz. 20:56

    Ja miałam na myśli szeregowego posła 🙂
    Bo to ten jest od wszelkich kalkulacji. I to on przecież decyduje który zamęt mu się przyda i w jaki sposób.
    A tu jeszcze Adrian wyszedł na durnia 🙂

  388. Nefer
    25 lipca o godz. 21:02

    Mała poprawka – w piątek 36 C.
    I w dodatku mówią,że następne lata będą podobne.
    Więc trzeba inwestować w klimatyzację !
    Ja ją mam i każdemu polecam.

  389. Nefer, 25 lipca o godz. 20:53

    „wbocek, 25 lipca o godz. 19:37 – Kapusta głowa pusta. Nie mogłam głosować za PRLu bo koza, chyba że pod samiuśki koniec. Tak mi się jakoś zapamiętało. I nie pamiętam czy rodzice ogólnie chodzili czy nie.”

    Twoj admirator cie schepal nie za to, zes siedziala w kozie podczas wyborow i nie glosowalas. On cie rozjechal za twoje pomowienie, iz peerelowski zamordyzm rowniez stosowal zasade PRZYMUSU GLOSOWANIA. Zasade te stosuje sie obecnie w 29 krajach, w tym np. Australii. Ale nie w Polsce. Nawet w PRL milczano o niej! Co admirator/interlokutor doskonale pamieta. Wiec on wie co mowi

    A oto na czym to sie wszystko opiera

    Zasade wolnych wyborów można określić w czterech pod-zasadach:

    1.  występowanie w wyborach rywalizacji kandydatów i opcji programowych,

    2.  swoboda wyrażania przez wyborców swojej woli w nieskrępowanym
    i wolnym od nacisków akcie głosowania,

    3.  uczciwe przeprowadzenie całej procedury wyborczej, a głównie zliczania
    głosów, nad czym czuwać powinien niezależny organ o charakterze sę-
    dziowskim,

    4. nieprzymusowe głosowanie.

    W PRL istniala pod-zasada nieprzymusowego glosowania. Na papierze tylko, ale istniala. Co twoi rodzice wiedzieli. Albo moze i nie

    „Wybory w PRL nie były wolne, uczciwe ani demokratyczne. Należy stwierdzić, że obojętnie, co było napisane, PZPR i tak wygrywała wybory i robiła to tak, jak chciała. Co miala nakazane wiadomo skad. Nie było wtedy nawet sensu przeprowadzania wyborów, ponieważ ich wynik był już znany przed ich rozpoczęciem.”

    W dzisiejszych czasach, tylko Trump i Putin znali wynik wyborow 2016 w Hameryce. A jak bylo w polskich wyborach 2015? Czy Kacz niczego nie wiedzial?

    On wiedzial napewno jedno: ze trzydziesto-siedmio procentowe wyborcze zwyciestwo PiS-u zostanie obrocone, metoda D-Hondta, w 51-procentowa wiekszosc parlamentarna.

    Czyli, dokladnie tak jak Trump wiedzial, iz jego popularno-wyborcza PRZEGRANA do Hilary zostanie obrocona w ZWYCIESTWO przy podliczaniu glosow tzw. electoral w kilku kluczowych stanach.

    Ten Putin. On wsio znajet. I na us motajet

  390. @Kruk
    Dopiero teraz zajrzałem do bloga. Najpierw ja się spotkałem z obelgami, potem Ty. Nie będę więcej używał tego brzydkiego słowa. Proponuję : bywszyj poputczik.

  391. @Konstancja
    Ja w kwestii formalnej – Już nie musisz stawiać tych znaczków przed linkiem, działa normalnie.

    @Nefer
    W kontenerach wysyłam te gradusy. A co? 🙂

  392. @Stachu39, @kruk

    A co ze mna? Na TWA nie mam szans. Nie bylem TW..

  393. @@Stachu39, kruk
    To załózcie sobie własne TWA, będzie wam raźniej. A na drzwiach napiszcie „osobom z poczuciem humoru wstęp wzbroniony”.

  394. @Orteq
    25 lipca o godz. 22:18
    A ja nie jestem taka pewna. To tylko twoje twierdzenie.

  395. Nefer
    25 lipca o godz. 21:02

    Oczywiscie, ze podmienila. U niej teraz zima…

    Wiec u nas musi byc lato… Taki klimat sorry jest.

    pozdrowka
    ~l.

  396. @Orteq
    Niegłosowanie w PRL było wyrazem protestu i zawsze jakoś tam odnotowane,niby nic, nikt się nie czepiał, a potem nie otrzymałeś np paszportu i nikt Ci nie powiedział, że to z powodu Twojej absencji. Przyczyna odmowy paszportu była tajna. Ja przynajmniej jeszcze w latach 60-tych wchodziłem za kotarę i dopisywałem na kartce do glosowania brzydkie słowa. Potem już było luźniej i te wybory olewałem. Natomiast pamiętam , jak byłem oburzony na ludzi, którzy nie glosowali po 89 r.

  397. @Ewa-Joanna@Orteg
    Nie zakładam sekty, ani grupy rewizjonistycznej ani nie prowadzę rozbijackiej działalności.Jest szef i tylko on zna słuszną prawdę.

  398. Qba
    25 lipca o godz. 9:05
    Zabór Polski przez Watykan zaczął się od Wojtyły, a w 1990 został prawnie zalegalizowany przez Mazowieckiego m.in. wprowadzeniem religii do szkół. I niezgodną z konstytucją komisją majątkową, czego do dziś nikt nie powie głośno.
    Prawo wyborcze w Polsce zawsze było zmieniane pod kątem aktualnie rządzących. A wszystkie zmiany były uzgadniane z kk. Jak zresztą wszystko, co z siebie wydawał tzw. wolny i niezawisły sejm. Jedyne, co istotnie wyróżnia PiS, to ich niebywałe chamstwo i niechlujstwo.
    Wniosek: Demokratyczne drogi naprawy Polski już nie funkcjonują. Jedyne, co mogłoby zadziałać, to pospolite ruszenie całego kraju. Raczej mało realne, bo strajk generalny nie przejdzie (związki zawodowe nie istnieją lub są prorządowe i ultrakatolickie), a powszechną tubę dzierży kościół. A jemu jest po drodze z PiS, ultranacjonalizmem, zamordyzmem, policją chroniącą „świątynie”, itd. Tradycyjnie pozostaje partyzantka. I Pan Bóg, który Polskę ma w …

    Napisałeś to co jest zupełnie oczywiste dla ludzi myślących, że praktycznie nie ma prawie dziedziny życia społecznego, której nasi politycy wspólnie z kościołem nie ruszyliby i nie podporządkowali pod swoje wizje, własne idee – budowane głównie z myślą o … co by tu zrobić, żeby się nie narobić i wygodnie przeżyć.
    Prawo w Sejmie i Senacie faktycznie jest uchwalane pod kątem a właściwie pod wizje i plany przyszłościowe – ale te najbliższe – aktualnie rządzących, ale jeśli sięgnie się do analizy zmian choćby ordynacji wyborczej to w 2001 roku SLD w euforii, że osiągnęło wynik ciut powyżej 41% i nie miało większości w Sejmie zaproponowało i zaklepało poprawkę do ordynacji, by przeliczanie uzyskanych głosów w wyborach na mandaty odbywało się przy użyciu metody d`Hondta – praktycznie wszystkie partie wówczas były za. Od tamtego czasu ich nie ma wystarczyła wpadka z przekupstwem, brakiem przecinka.

    A jeszcze wcześniej – w roku 1993 po wcześniejszym rozwiązaniu Sejmu wzorując się na krajach demokratycznych, że tam przy wyborach proporcjonalnych stosuje się 3-5 % progi wyborcze i by nie rozdrabniać sejmu a tym samym nie blokować powstawania rządu Prezydent Wałęsa z podpowiedzią ówczesnego szefa Kancelarii ( obecnie prezes PiS) zaproponował poprawkę do ordynacji wyborczej – wprowadzenie progu wyborczego 5% dla partii i 8 % dla koalicji. Myślę, że w tak bardzo niedojrzałej demokracji one są za wysokie i zbyt duża ilość głosów jest „marnowana”.
    Myślenie na dziś, jutro, pojutrze a co po nas ? – choćby potop.

    Analiza powyższego – dziś Wałęsa pewnie żałuje tych wysokich progów wyborczych, a prezes czy przewidział, że tak może się zdarzyć ?, że jedna partia ma wszystko.
    Jesteśmy społeczeństwem podzielonym, ale czy tylko na pół a może te podziały przebiegają inaczej, jesteśmy bardziej zróżnicowani, bo przecież ok. połowy obywateli nie bierze udziału w wyborach, czy nie chce mieć reprezentantów, czy też z czystego lenistwa czy też może „jeszcze się nie urodził taki, co im , by dogodził” – czyli nie ma dla nich „ich” partii.

    Dodatkowo we współczesnym świecie szybkich informacji, gdy nie mamy w sobie bycia społeczeństwem obywatelskim wszechobecny pijar , szybkie czytanie – tytuł, trochę początku, trochę końca, słowa, które poruszą emocje i już wyrobione „zdanie”.
    Programy, wizje partii -refleksja, zastanowienie się, przeanalizowanie, sprawdzenie, jakie konsekwencje na przyszłość, nie tylko dla nas, ale też dla wnuków.

    Czasami wydaje mi się, że jako kraj, który nie ma długotrwałego doświadczenia w demokracji mamy to, co mamy, ale z drugiej strony gdy się patrzy na świat to czy jednak młodsze pokolenia są bardziej powierzchowne, mniej odpowiedzialne, bardziej nastawione na to, bu ktoś za nich myślał, podejmował decyzje – bo przecież wielu młodych idzie za populizmem.

  399. Qba
    24 lipca o godz. 13:28

    Qbo, szukałem czegoś we wcześniejszych wpisach i natknąłem się na ten Twój komentarz. Od razu zapomniałem, czego szukałem i pytam.

    Cytujesz mnie:
    myślenie i mówienie to działanie równoczesne.
    I odpowiadasz:
    Jako chwilowe – są to działania niewątpliwie równoczesne ale decyzja sformułowania werbalnego dotyczy myśli, która już powstała. Przynajmniej u większości „myślących”.

    Nie wiem, Qbo, jak policzyłeś „większość” myślących, ale mi wytłumacz, żebym mógł spokojnie zasnąć, jak powstała decyzja o werbalnym sformułowaniu „Jest Bóg”, bez tego sformułowania, bo do niego dopiero masz dojść.

  400. @Stachu39
    Mnie do oceny wypowiedzi szef nie jest potrzebny.
    Masz inne zdanie – nie przestępstwo, bo nie ma przepisu na zdanie idealne. Ale nie zwalaj własnych pomyłek na mityczne prześladowania. I przede wszystkim zwróć uwagę na tekst a nie na autora.
    Zauważyłam, że większość nieporozumień bierze się z nieuważnego odczytania tekstu. Teks czytany po raz drugi często zmienia znaczenie.
    Polecam.

  401. @E-J, 22:20

    „A ja nie jestem taka pewna. To tylko twoje twierdzenie.”

    Co do niepewnosci, zgoda. Co do ‚tylko twojego twierdzenia’ to juz nie.

    Ja wyjechalem na fali ’68, w 1972 roku. Koncowka juz, ale sie zalapalem jeszcze. Natomiast gierkowska ‚fala’ rekrutowania TW rozpoczela sie w polowie lat 70-tych. I trwala az do upadku ‚Systemu’. Biednego sp. Anumlika wciagnieto na liste TW grubo po moim wyjezdzie.

    Nie pomysl tylko ze nie odnotowalem grubo szytej insynuacji przeciwko mnie. Jestem pod wrazeniem. Niestety, nie pozytywnym.

    Jak sie nazywala samica Szarika? Byla ci ona pozytywnym charakterem?

    PS. Stachu39. No nie mow ze i ty pod tego samego ‚szefa’ grasz. Czy wiesz ze szef to prezes?

  402. @Orteq,
    Pamiętam – rekrutacja odbywała się zaraz po marcu. Mogłeś się załapać bez problemu.
    Grubo szyte? No cóż, wzoruję się na mistrzu.

  403. Stachu39
    25 lipca o godz. 22:27

    Wiesz o tym, że niegłosujący nie otrzymywał paszportu, czy tylko fantazjujesz? Bo ja nie głosowałem, a książeczkę żeglarską, która jest dla marynarza paszportem na cały świat, otrzymałem po miesiącu bez problemów. Była, oczywiście, rutynowa wobec marynarzy próba skaptowania mnie na TW, ale odmówiłem – BEZ KONSEKWENCJI.

  404. E-J, 22:59

    Twoje insynuacje sa naNIZjszego lotu. Tak slabo ci placa?

    PS. A kto jest twoim mistrzem?

  405. basia.n
    25 lipca o godz. 21:22

    A to musiałam czegoś nie załapać. Latam między tym a tamtym, tak to jest w wolny dzień.
    Siedzę pod wentylatorem ile mogę.

    Orteq
    25 lipca o godz. 22:08

    Schepał? Rozjechał? Pacz pan, nie zauważyłam 🙂
    I nie siedziałam w kozie, nie zrozumiałeś, nie szkodzi.

    Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 22:18

    I w Antwerpii wyładowali jak nic 🙁

    lonefather
    25 lipca o godz. 22:23

    Napraaaaaaawdę? I tak co roku jest?

  406. Oj, zobaczyta jeszcze antychrysty, jak was bozia pokara.
    Pożary i zgliszcza następują z powodu, jak to mówią, ocieplenia klimatu, a po prawdzie z grzeszności suwerena, który nie zasłużył na taką „dobrą zmianę”, jaką ma.
    Niech więc cierpi i zmiłowania czeka za wstawiennictwo ojca z Torunia (co łaska na tacę).

  407. @Orteq 25 lipca o godz. 22:51
    Nie musisz tak się wypierać, za granicą jest już po amnestii 🙂
    Co do „gierkowskiej fali” rekrutowania to już dawno ustaliliśmy, że to lipa.
    Wcześniej też werbowano, więc twoja para w gwizdek.
    No i dlaczego tak się zapierasz, skoro ciurkiem przypinasz łatkę anumlikowi?

  408. wbocek
    25 lipca o godz. 22:47
    Wtrącę się, dla mnie jest jasne sformułowanie użyte przez Qba/ę że myślenie i mówienie to tylko chwileczka gdy są równocześnie, zresztą na ogól myśl lekko wyprzedza mówienie.
    Wprawdzie prosisz Qbę o wytłumaczenie :” jak powstała decyzja o werbalnym sformułowaniu „Jest Bóg”, bez tego sformułowania, bo do niego dopiero masz dojść.
    myślenie i mówienie to działanie równoczesne.”
    Wiele naszych myśli, nawet twierdzeń powstaje w naszej głowie nie dlatego, że my jesteśmy ich „wynalazcami”, ale, że gdzieś je przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy i może tak być, że ktoś przyjmuje za swoje twierdzenia zawarte w myślach, słowach innych ludzi, uznając je za swoje, bo są zgodne z jego odczuciami, wyobrażeniami , że „jest Bóg” i mówi o tym, to zaistniało zjawisko działania równoczesnego.

  409. @karol_cia
    25 lipca o godz. 22:45
    Piszesz tak: Czasami wydaje mi się, że jako kraj, który nie ma długotrwałego doświadczenia w demokracji mamy to, co mamy, ale z drugiej strony gdy się patrzy na świat to czy jednak młodsze pokolenia są bardziej powierzchowne, mniej odpowiedzialne, bardziej nastawione na to, bu ktoś za nich myślał, podejmował decyzje – bo przecież wielu młodych idzie za populizmem.
    Głównie chodzi mi o końcówkę, czyli tych młodych idących za populizmem. I mnie się widzi, że nie można porównywać populizmu polskiego z populizmem młodych z krajów zachodnich, choć oba mają wiele punktów stycznych.
    Populizm polski bierze się (moim zdaniem) z rozpędu, z chęci mieć ciastko i zjeść ciastko, z dawniejszego „mamy takie sama żołądki”, a dopiero potem z autentycznej nierówności społecznej. Podczas gdy młodzi w krajach zachodnich stanęli przed ścianą niemożności przepchnięcia się do przodu – brak stałej pracy i związana z tym niepewność ekonomiczna nie sprzyjają akceptacji istniejącego systemu. Oni powoli stają się tylko tanią siła roboczą, stąd też to nawrócenie do Marksa i jego teorii i poparcie dla partii populistycznych.
    Może powinnam dodać dla rozjaśnienia, że młodzi krajów zachodnich byli przyzwyczajeni do modelu: nauka, praca, dobrobyt i to było jak dla psa miska. Teraz te dwa ostatnie nie są już takie pewne.

  410. @Nefer
    25 lipca o godz. 23:04
    A kto narzekał że zimno i deszcz? No to pomogłam 🙂

  411. @mag 25 lipca o godz. 23:05
    Klimat betka. Czytam artykuł o przerażającej liczbie zawałów w Umęczonej. PiS właśnie obciął fundusze na leczenie. Lekarze wskazują smog jako jedną z przyczyn. I refleksja kardiologa: jak ci ludzie po katolicku wierzą, że wolno im tak bez skrupułów zabijać sąsiadów? Każdy uważa, że palenie w piecu czym popadnie to jego świnte prawo. I kardiolog wypuszcza pacjenta ze szpitala w ten szary dym, na który patrzy z wysoka – bo jego dom stoi na wzgórzu. Na Podkarpaciu.

  412. @Ewa-Joanna 25 lipca o godz. 23:11
    Gdzieś wyczytałam, że przewroty społeczne następują nie wtedy, gdy jest ludziom bardzo źle, tylko wtedy, gdy im się wyraźnie poprawia. To by nawet pasowało do Polski.

  413. @Na marginesie
    25 lipca o godz. 23:19
    Niewiele wiem o przewrotach, bo tylko raz się przewróciłam i to niespecjalnie brutalnie, ale to twierdzenie mi nie pasuje.
    Raczej powiedziałabym tak – wtedy gdy się wyraźnie poprawia jednej grupie a wyraźnie psuje drugiej. I kiedy ta druga grupa zrobi się większa niż ta pierwsza, mogą być kłopoty społeczne. To jak waga.

  414. @Orteq,
    Oczywiście, że ty jesteś moim niedościgłym mistrzem w insynuacjach.
    Po tych 10 latach znajomości mamy o sobie pewną wiedzę, prawda?

  415. Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 23:11

    O ile starszych można usprawiedliwić ciągoty do równych żołądków i że ktoś za nich myślał i dawał pracę, mieszkanie -jakiś kąt, to w odniesieniu do młodych – postawa, by mieć ciastko i zjeść może mieć u nas pewne uzasadnienie, że młodzi nie chcą posiadać tak jak ich rodzice, oni chcą żyć dziś, chwilą, może jutro – wygodnie.
    A mój wtręt o szerzeniu się pewnego populizmu bierze się z faktu, że dziś świat stał się globalną wioską i przepływ informacji jest błyskawiczny.
    Skrótowo mówiąc moda jest taka sama w Paryżu, Londynie, Rzymie, Nowym Jorku i Warszawie – opóźnień nie ma.
    Analiza ostatnich wyborów gdy spora grupa młodych głosowała na PiS daje wiele do myślenia.
    Nie sztuka kupić mercedesa, czy pobudować dom, ale to posiadanie zobowiązuje, bo sztuką jest później to utrzymać a młodzi chcą głownie ŻYĆ, jak najmniej zobowiązań.

  416. karol_cia
    25 lipca o godz. 23:10

    Nie ten kierunek Twojego rozumowania. Ja mówiłem, że od dziesiątków tysięcy lat, czyli odkąd się liczy homo loquens, myśl i język to jedno. Myślenie jest pojęciowe, językowe. Qba mówił, że bywa myśl przedjęzykowa. Na pewno. Ale taka myśl ma zero lub prawie zero związku z komunikacją. Również z komunikacją z samym sobą. Myślenie pojęciowe nie oznacza za każdym razem tworzenia zdań, natomiast oznacza korzystanie z magazynu poznawczego w umyśle, którego głównym, niekoniecznie uświadamianym zasobem są przyswojone pojęcia. Bez pojęć nie mielibyśmy nie tylko komunikacji na dzisiejszym poziomie, ale i muzyki, sztuk plastycznych czy baletu. No i, oczywiście, religii oraz zdania „Jest Bóg”.

  417. @Nefer, 23.04

    No nie mow

    PS. Dobawka:
    Zadna insynuacja z DownUnder przeciwko Orteqowi nie narusza integralnosci tego nicku. Kangurzyca to female gender Szarika

    Nm @23:09

    ” ciurkiem przypinasz łatkę anumlikowi?”

    Ja przypinam latke tym wszystkim, ktorzy ZMUSZALI ludzi do wejscia na liste TW. Masz prawo sie bronic jeslis wpadla w te sidla PRZYMUSZACZY.

    A tak w ogole to olewam wszystkich TW bez wyjatku. Wlacznie z tymi talentowantymi

    Raz suka, zawsze suka

    PS. O tej suce to niekoniecznie do ciebie, E-J

  418. Na marginesie
    25 lipca, g.23:16
    Oj tam, oj tam. To tylko żarty, może i niemądre. Natomiast twoja riposta wbiła mnie w fotel przed komputrem.
    Jeśli jest tak fatalnie, to tym bardziej pora umierać. Czego zresztą nikomu nie życzę, jeśli mu się nie spieszy.

  419. karol_cia
    25 lipca o godz. 23:10

    Nie może myśl, która istnieje tylko w werbalnej formie, wyprzedzać mówienia. Myśl o istnieniu Boga powstała wyłącznie ze słów o nim, a nie z obrazów lub kontaktów z nim, więc jak myśl o nim może wyprzedzać jego werbalne nazwanie?

  420. @karol_cia
    25 lipca o godz. 23:28
    Powiem o sobie – mam dwa dzieciaki już dorosłe. Oni mają kolegów i koleżanki, więc to młode towarzystwo jest mi poniekąd znane, bo bywało u nas i gadaliśmy. Wszyscy z uniwersyteckim wykształceniem i większość na śmieciówkach, czyli kontraktach, nawet w administracji rządowej.
    Opłaty za studia są tak wysokie, że większość pracuje i się uczy, ale jak nie mają bogatych rodziców to studia prawnicze lub medyczne są praktycznie poza ich zasięgiem. I tak każdy ląduje z długiem kilkunastu tysięcy dolarów na początek życia.
    Mają niewielkie pole manewru. A jeżeli założą rodzinę i mają dzieci to są udupieni regularnie. I rozgoryczeni.

  421. @Orteq 25 lipca o godz. 23:30

    Nie wiedziałam, że anumlik kogoś zmuszał. Albo ten białoruski poeta Janowicz. To moze chociaz wymień z nazwiska tych, którzy ciebie zwerbowali?

    Ja bym chętnie, ale nikt mi nie proponował.
    Na rewelacje z przedszkola nikt się nie łaszczył.
    A mogłam donieść, że Jacuś ciągnie za warkocze!

  422. @wbocek 25 lipca o godz. 23:35
    więc jak myśl o nim może wyprzedzać jego werbalne nazwanie?

    Doradzałbym ci zapytanie osoby, która nie potrafi mówić.

    Ale pewnie taka osoba nic ci nie odpowie, no bo skoro nie mówi, to nie może też myśleć.

    Słyszałem, że dobrzy szachiści planują na kilka posunięć do przodu.
    Siedząc w milczeniu przy stoliku z szachownicą. A niektórzy to nawet do tego myślenie nie potrzebują patrzeć na szachownicę, graja na ślepo.

    Ale to pewnie plotki, bo z Prawa @wbocka wynika, że jak na głos nie gada, to nie myśli.

    Ciekaw jestem czy nne Prawo @wbocka przypadkiem nie mówi, że jak nie widzi, to nie myśli.

  423. @wbocek 25 lipca o godz. 23:35
    Ale myśl nie istnieje „tylko w werbalnej formie”. Osoby autystyczne (i zwierzęta) myślą zawsze obrazami. Tak twierdzi Temple Grandin, osoba autystyczna i profesor. Osoby tak mniej więcej normalne też myślą obrazami, chociaż słowa są niezmiernie ważne, a werbalne kategorie danego języka kształtują mózg i wpływają na postrzeganie rzeczywistości.

  424. @Stachu39 25 lipca, 22:14 i 22:27
    „Bywszyj poputczik” – wlasciwie nie mialam watpliwosci.
    O glosowaniu w PRL moge cos opowiedziec. W marcu 1969r. kierowniczka akademika, w ktorym mieszkalam, dala nam wszystkim karteczki do zlozenia przed komisja wyborcza. Potem miala te karteczki odebrac, zeby sprawdzic czysmy wszystkie glosowaly. Tak sie tym rozwscieczylam, ze poszlam poskarzyc sie ludziom na uczelni. Dostalam odpowiedz, ze „ktos pierestaralsia”. Poszlam glosowac i ostentacyjnie wlazlam za kotare, stojaca oczywiscie na wprost komisji. Nikogo z listy nie skreslilam, bo nikogo nie znalam. Chodzilo mi o gest – wybory mialy byc tajne.
    Kilka lat potem skarzylam sie kolezance, ze bardzo dlugo nie moglam dostac stalego zameldowania w Warszawie. Moi mlodsi koledzy dostali a ja musialam jeszcze dlugo czekac. Ona na to: o, to musieli miec na ciebie haka. Wtedy dopiero skojarzylam to z wyborami. Jak w koncu dostalam stale zameldowanie nie bede opowiadac, zeby nie nudzic. Powiem tylko, ze to byla dosyc smieszna historia, trafilo mi sie jak slepej kurze ziarno.

  425. Nefer
    25 lipca o godz. 23:04

    Na okraglo. Jak w zegarku. U niej lato, u nas zima i na odwyrtke. Jak u nas taki gorac jest, to jest wina @E-Jotki, bo u siebie ma zime i se pozyje, a na nas goronc australijski napada.

    Taki lajf, ze kazdemu nie dogodzisz, jest.

    pozdrowka
    ~l.

  426. @kruk
    25 lipca o godz. 23:52
    A mnie jakoś nikt prześladować nie chciał. Pecha chyba mam.
    Z tego co pamiętam Warszawa miała spore ograniczenia jeżeli chodzi o meldunki i chyba nie wiązało się to z polityką ale brakiem mieszkań i duża ilością chętnych.

  427. @zza kałuży
    25 lipca o godz. 23:46
    A ja mam wrażenie, że nie przeczytałeś uważnie.

  428. lonek *nuclear facepalm*

  429. Nm, 23:43

    „Ja bym chętnie, ale nikt mi nie proponował. Na rewelacje z przedszkola nikt się nie łaszczył. A mogłam donieść, że Jacuś ciągnie za warkocze!”

    No i niech tak zostanie. Bo mnie te twoje insynuacje to wiesz. Potrzaskaj o kant. .Podobnoie jak te podobne od E-J. O ten sam kant

    Ludy!

  430. zza kałuży
    25 lipca o godz. 23:46

    Może z łaski swojej, jeśli nie jesteś obskakany choć trochę w temacie „Język i myślenie”, nie imputuj wbockowi tego, co się rodzi w Twojej głowie. Nie ma żadnych praw wbocka, jest natomiast naukowa wiedza o myśleniu pojęciowym. Twoje sformułowanie „z Prawa @wbocka wynika, że jak na głos nie gada, to nie myśli” jest właśnie dowodem, że nie masz pojęcia o materii, o której się wypowiadasz. Człowiek niemówiący, homo ala, jest tylko człekokształtny, jest idiotą – i rzeczywiście taki Ci nie odpowie, bo nie ma z nim żadnego kontaktu. Natomiast nie wiesz widać, że nie tylko głuchoniemi, ale i głuchociemni, jeśli są uczeni, stają się ludźmi MÓWIĄCYMI. Głuchociemni nie widzą, nie słyszą, nie mają głosu, natomiast mogą być nauczeni kodu dotykowego i wtedy się stają mówiącymi dotykiem. Poucz się trochę o różnych kodach komunikacyjnych, to może mniej się będziesz błaźnił z tymi istniejącymi tylko w Twojej kapuście prawami wbocka i z jeszcze głupszym doradzaniem wbockowi w sprawach języka i myślenia.

  431. Nefcia *wish, you are mislead*

    pozdrowka
    ~l.

  432. @ Ewa-Joanna 25 lipca o godz. 23:58
    A ja mam wrażenie, że nie przeczytałeś uważnie.

    @wbocek zapodał:
    Nie może myśl, która istnieje tylko w werbalnej formie, wyprzedzać mówienia.

    „Mówienie” ja rozumiem jako dawanie fizycznego sygnału osobie, do której mówimy.

    @wbocek twierdzi, że taki fizyczny sygnał zawsze wyprzedza myśl, co jest dla mnie niepojęte.

  433. @Ewa-Joanna, 25 lipca, 22:20
    Jezeli w humor wprawiaja Cie epitety ciskane przez @Tanake w osoby, ktore sprzeciwiaja sie jego kategorycznym sadom, to mamy bardzo odmienne poczucie humoru.

  434. @Orteq 26 lipca o godz. 0:05
    Zaczęło się od twoich insynuacji, dość namolnych.
    Które rzecz jasna możesz potrzaskać o kant. Feel free!

  435. Na marginesie
    25 lipca o godz. 23:49

    Obojętne jakimi drogami, jakim kodem, ale rozumienie otaczającego świata zdobywa się za pośrednictwem języka pojęciowego. Ten język można przekładać na różne kody, ale przekładane będą POJĘCIA, bo w przeciwnym razie nie będzie ani nauki, ani kontaktu z otoczeniem. Musimy mieć przecież wspólny język, żeby się porozumiewać. W jakich kodach ten język będzie wyrażony to sprawa wtórna.

  436. zza kałuży
    26 lipca o godz. 0:07

    Zajmij się, zzakałużku, czym innym albo na przykład przeczytaj Adama Schaffa „Język a poznanie” i Andrzeja Jurkowskiego „Ontogeneza mowy i myślenia”, bo co tu o suchym pysku pleść.

  437. Moge Was wszystkich pogodzic. Chcecie?

    Wystarczy , ze napisze co wiemi co sadze o mysleniu, a Wy wszyscy sie namnie zgodnie rzucicie, bo to co wiem jest niemal calkiem niezgodne z tym co glosicie i o dco sie klucicie. Zeby nei bylo kazdy z klucacych sie i z roznych powodow roznie patrzacy ma ciut ciut racji, a nakoncu nie ma, w mniejszym lub wiekszym stopniu….

    Sie mi bardzo nie chce, bo mnie paluchy bola od klikania we wstepniak. Ale ze sie uwielbiam spierac, sie poswiece i Was wszystkich wkurze, zebyscie sie mogli ze soba pogadzic, zeby moc zgodnie na mnie napasc.

    pozdrowka
    ~l.

  438. @Ewa-Joanna 25 lipca, 23:53
    A co powiesz o samej koniecznosci ubiegania sie o prawo do zamieszkania w wiekszych miastach?
    Ja nazywam to feudalnym przywiazaniem do ziemi. Ograniczenia lokalowe istnieja wszedzie i zawsze beda istniec, ale jakos nie wszedzie pojawil sie pomysl wydawania pozwolen na zamieszkanie w konkretnym miejscu. Czy w Australii musialas starac sie o jakies specjalne pozwolenie do zamieszkania w Brisbane?

  439. kruk
    26 lipca o godz. 0:10

    Jak Cie nie wprawiaja w dobty humor. To pojdz za rada @Orteqa i potrzaskaj o kant…

    Znaczy olej, bo lepiej miec dobry humor niz nie miec.

    Pozdrowka
    ~l.

  440. @wbocek, napisałeś:
    Nie może myśl, która istnieje tylko w werbalnej formie, wyprzedzać mówienia.

    Zdefiniuj z łaski swojej co rozumiesz pod słowem „mówienie”.

    Byc może całe nieporozumienie tkwi w różnym rozumieniu przez nas tego słowa.

  441. zza kałuży
    26 lipca o godz. 0:07

    Tyle jest rzeczy niepojetych, a pojac je trzeba… Ech!

    pozdrowka
    ~l.

  442. Mysl tylko w werbalnej formie…

    Zesz to niech co to tam chce… ale to jest niesamowite….

    Ale ale … a kto ta mysl wyartykulowal, ze sie ona wylacznie jako werbalna objawila?

    Czy moze sie cos werbalnie objawic, co nie zostalo wczesniej niewerbalnie pomyslane?

    niesamowity pomysl… mysl jedynie werbalnie istniejaca…

    Myslalby kto, ze samo gadane tworzy myslane … GADAM WIEC MYSLE

    niesmaowite
    ~l.

    ps chyba bede mial dzis w nocy koszmary z myslami werbalnymi …

  443. @wbocek 26 lipca o godz. 0:13

    To trochę prawda, ale nie taka znów kategoryczna. Poza tym nie jesteś konsekwentny w doborze terminów. Wcześniej pisałeś o języku werbalnym, teraz o języku pojęciowym. Skoro terminologia jest tak różna, nie ma pewności, co przez to rozumiesz, bo zahaczasz jednak o różne sprawy.

    Rozciągasz pojęcie języka na pojęcie kodu – z czym się można w zasadzie zgodzić, ale obraz w wyobraźni nie jest ani językiem, ani innym kodem. Jest po prostu obrazem. Poza tym można myśleć skojarzeniami. Oczywiście, myślenie werbalne jest istotne, ale twierdzenie, że myślenie w ogóle nie istnieje bez języka jest w najlepszym wypadku olbrzymim uproszczeniem.

  444. No i jeszcze „myślenie” i „mówienie” chyba się jakoś w tej dyskusji zlewa w jedno.

  445. A czy decyzja jest myśleniem, czy nie? Bo skanowanie mózgu wykazało, że prosta decyzja wyprzedza świadomość – aparatura rejestrowała decyzję na ułamek sekundy przed dotarciem tej decyzji do świadomości „decydenta”. I gdzie tu miejsce na wolną wolę, gdzie? Chociaż te badania są, oczywiście, w powijakach. Aparatura istnieje dopiero od niedawna.

  446. Nefer
    25 lipca o godz. 23:04

    Neferko, jest tu paru, co nawet jak nie rozumieją, szybko przetłumaczą na to, co rozumieją i mówią.
    Między nami żabami:
    – Ty, co to takiego człowiek?
    – Nie wiesz?! Większa żaba, tylko chodzi na dwóch.

  447. @lonefather 26 lipca o godz. 0:30

    „A gdzie jest nobile verbum?” – diabeł w balladzie „Pani Twardowska”
    Może cię we śnie „za kontusz ułapi”

  448. @zza kaluzy 26 lipca, 0:07
    Pamietam co pisal o wymysleniu bogow Carl Sagan w swojej ksiazce „Kosmos”. Czlowiek pierwotny widzi blyskawice i slyszy straszne pioruny. Co mu przychodzi do glowy? Ano musi ktos wpadl w okropny gniew. Potem tego ktosia nazywa Zeusem Gromowladnym. Czyli najpierw mysl, potem slowo.
    Sama idea „ktos” nie wymaga chyba nazwy, bo czlowiek pierwotny umial wyodrebnic sie od otoczenia. Niewypowiedziane „ktos” bylo odpowiednikiem „nie ja”. Czy czlowiek musial od poczatku werbalizowac wlasne poczucie tozsamosci?

  449. Na marginesie
    26 lipca o godz. 0:31

    Wybacz, Namarginesko, ja powiedziałem, że „myślenie w ogóle nie istnieje bez języka?! Ja, który mówiłem wczoraj, że Krawacik, kiedy zakopywał w trzech miejscach moje prezenty, musiał myśleć?!

    A „język” i „kod”? Przestań.

  450. Na marginesie
    26 lipca o godz. 0:39

    Mieszasz na marginesie slowa i znaczenia @Na marginesko

    Slowo szlachcica to bylo zobowiazanie, ale ze nie ma juz mody na bycie szlachcicem, nawet wsrod „szlachetnie urodzonych”, to i „nobile verbum” przestalo znaczyc cokolwiek poza pustka …

    Kiedys na blogu wspomnialem przygode z tym akurat czartem, jaka w dziecinstwie mialem. Dzieki temu zawrocilem ze zlej drogi stania sie katolikiem. Jak mialbym nie cenic i byc wdzieczny za ocalenie?

    pozdrowka
    ~l.

  451. @kruk
    26 lipca o godz. 0:22
    Dla jednych kpina lub ironia dla innych epitety, wszystko zależy od nastawienia.
    Nic nie powiem. Po pierwsze primo dotyczyło to czasów 50 lat wstecz, nie wiem jak jest teraz ale wcale się nie zdziwię gdyby sie okazało, że jakieś ograniczenia istnieją w dużych miastach Polski i dziś. Mag może coś wie na ten temat.
    Australia nie ma obowiązku meldunkowego, możesz mieszkać gdzie chcesz, nawet na ulicy jeżeli nie stać cie na wynajęcie mieszkania.
    I coraz więcej osób ląduje na ulicy bo czynsze rosną szybko właśnie z powodu dużego napływu ludzi do dużych miast. Na prowincji nie ma problemu, ale większość na prowincji nie chce.

  452. @lonefather 26 lipca o godz. 0:47
    Ja tylko mówię na marginesie, że po tej dyskusji jakieś diabelskie verbum ci się przyśni.
    P.S. A czy śnienie jest myśleniem? Ja śnię raczej bez słów. Kolorowy film 🙂

  453. W Belgii mało że obowiązek meldunkowy to do domu obowiązkowo przychodzi policjant sprawdzić czy aby na pewno mieszkasz gdzie mówiłeś.

  454. zza kałuży
    26 lipca o godz. 0:24

    Tyle Ci powiem, że jak czegoś nie rozumiem lub mnie nie interesuje, to raczej nie zabieram głosu. Z rzadka mogę zapytać. Z rzadka, bo pod koniec życia żyję tym, co jakoś rozumiem, a tego, czego nie rozumiem, nie bardzo już chcę rozumieć. Chyba że mogę dojść własnymi siłami – wtedy jest przyjemność odkrywania. I własnoręcznego tworzenia, kiedy chodzi o materię, np. dmuchane siodełko, silikonowa wkładka w majtki, żebym mógł pedałować 120 km, dziobowy miecz w okręcie, karnisze podnoszone i opuszczane razem z firankami, wkładka zabezpieczająca zamek przed złodziejami – jest tego sporo.

  455. @wbocek 26 lipca o godz. 0:44
    Krawacik nie myślał, tylko kombinował, cwany gapa 🙂

  456. @Nefer 26 lipca o godz. 0:56
    We Włoszech też, przynajmniej teoretycznie, chociaż oni olewają, jak to Włosi.
    Ale za to w Kanadzie nigdy w życiu!

  457. Na marginesie
    26 lipca o godz. 0:54

    uuuchmmmm… mysle, ze w swietle tego co wiem, to Ty spisz, a umysl nie zatrudniony mysleniem dziennym sie relaksuje i wywala wszelki smiec myslowy, co sie w ciagu dnia w prawej polkuli zgromadzil… postac filumu, bo myslenie, to w najglebszych czelusciach prawej polkuli, jest mysleniem obrazami, bo w obrazkach sie najwieksza ilosc informacji najszybciej obraca.

    pozdrowka
    ~l.

  458. W UK sobie glowe sprawdzaniem zawrcaja dopiero jak cos przeskrobales. Jesli nie naraziles sie niczym, to poc oc sprawdzac?

    Mi sie widzi slusznym i koszty redukujacym. Sprawdzania na „zapas”.

    pozdrowka
    ~l.

  459. Po polnocy na zegarze, spijcie, spijcie Gospodarze…

    pozdrowka, znaczy sie dobranoc
    ~l.

  460. @lonefather 26 lipca o godz. 0:59
    „Ktoś nie śpi, żeby…” znów jakiś cytat mi się przyplątał. Werbalny ani chybi!
    Czas na obiadek 😉

  461. Na marginesie, 25 lipca o godz. 23:43

    „Nie wiedziałam, że anumlik kogoś zmuszał. Albo ten białoruski poeta Janowicz. To moze chociaz wymień z nazwiska tych, którzy ciebie zwerbowali? Ja bym chętnie, ale nikt mi nie proponował. Na rewelacje z przedszkola nikt się nie łaszczył. A mogłam donieść, że Jacuś ciągnie za warkocze!”

    Werbowano ZNACZACE talenty. Takie jak sp. Anumlik. Bo chodzilo o upupienie np. Baranczaka Wiec cierp cierp duszo twoja az bendziesz zbawiona. Na moje szczescie, jam zbawion jest dzieki brakowi talentu. Tak mi sie udalo.

  462. Uwielbiam szczerze jak lonek tak od serca tłumaczy, a to pory roku na kuli ziemskiej a to sny, no po prostu nie mam słów z zachwytu 🙂 tyle się można dowiedzieć czego człowiek jeszcze nie wiedział bo skąd.

  463. Na marginesie
    26 lipca o godz. 0:58

    Jak sobie wyrobiłam belgijski dowód osobisty w marcu bo do tej pory nie miałam to też policjant przyszedł. Mimo że mieszkam pod tym adresem od 2009 i wtedy też sprawdzali. Bezsens.

  464. Sokrat Janowicz, poeta bialoruski piszacy w PRL glownie po bialorusku, byl OSRODKIEM zainteresowania „SLUZB”. Rozumiiesz cos z tego, damo?

    Nuzy mnie ta wymiana pierdol . Nie z Neferka!

  465. @wbocek 26 lipca o godz. 0:56
    Whatever.

  466. @Ewa-Joanna 26 lipca, 0:22
    Nic nie powiesz o feudalnym przywiazaniu do ziemi wprowadzonym u nas ponownie w XXw.? To dla Ciebie zaden problem? Moje pytanie o prawo do zamieszkania w Brisbane bylo retoryczne.

  467. Na marginesie
    26 lipca o godz. 0:32

    „No i jeszcze „myślenie” i „mówienie” chyba się jakoś w tej dyskusji zlewa w jedno”.

    Nie było tu żadnej dyskusji, Namarginesko. Były tylko chaotyczne wypowiedzi o słabo lub całkiem nieznanej materii.

    Przedmiotem mojego wstępniaka było myślenie jako nabywana umiejętność i, w związku z tym, różnice w jej opanowaniu. A skoro różnice, to i nieporozumienia. Wstępniak był tylko zasygnalizowaniem tematyki. W drugim kombinowałem pokazać różnice w poziomach myślenia na konkretnych przykładach i wynikające stąd typowe nieporozumienia. Czyli miałem cel praktyczny. Całkiem niepotrzebnie zeszło na amatorskie gadanie o myśleniu nierozerwalnie związanym z językiem, do którego to gadania nikt nie był przygotowany. Może więc to moja wina, że w ogóle zacząłem. W każdym razie dobranocka, Namarginesko.

  468. wbocku,

    Pochwalam

  469. @kruk
    26 lipca o godz. 1:26
    A co to ma do rzeczy? Wisłę kijem zawracać, czy oczekujesz ode mnie potępienia PRLu za obowiązek meldowania i za jak to nazywasz „feudalne przywiązanie do ziemi”?
    Rozumiem, że poczułaś się skrzywdzona bo innym się udało a tobie nie, ale robić z tego „feudalne przywiązanie do ziemi” jest nadużyciem, przynajmniej słów jak nie faktów.
    Wytłumaczeniem może być na przykład fakt, że w socjalistycznym państwie nie mogło być bezdomnych więc ponieważ substancja mieszkaniowa była bylejaka i niedostateczna w ten sposób usiłowano regulować napływ ludności.
    Już ciekawsze byłoby wiedzieć jak jest teraz.

  470. Jak mnie @Neferka na blogu wychwala, to znak niechybny, ze mus isc spac…!

    pozdrowka
    ~l.

    papaptki blogu …

  471. Na marginesie
    26 lipca o godz. 0:54

    „A czy śnienie jest myśleniem? Ja śnię raczej bez słów. Kolorowy film”

    Oczywiście, że śnienie jest myśleniem. Ale na początku było słowo. Bez niego nie tylko nie opowiedziałabyś snu, nie powiedziała „Kolorowy Film, ale i nie byłabyś w stanie go rozumieć, uzmysławiać swoje uczestniczenie w śnionych sytuacjach. Przecież sny nie składają się z nieznanych elementów, np. ze spotkań z zielonymi ludzikami na niebieskiej planecie. A znane elementy mają nazwy – stąd są jakoś przez umysł oswojone. Na poziomie psa do myślenia nie są potrzebne słowa, ale człowiek bez słów w umyśle – w jakimkolwiek kodzie w nim zapisanym – nie będzie człowiekiem. Gdyby był wychowany przez psy, byłby bardziej psem, ale na pewno nie złapałby zająca, nie stanął sam z siebie na dwóch łapach i nigdy by nie powiedział „mama”.

  472. Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 23:26

    „Oczywiście, że ty jesteś moim niedościgłym mistrzem w insynuacjach. Po tych 10 latach znajomości mamy o sobie pewną wiedzę, prawda?”

    Mozesz dac jakis przyklad moich insynuacji wobec ciebie?

    Moja wiedza o tobie jest na poziomie okolo zerowym. Z czego jestem bardzo zadowolony. Proponuje zmierzanie w podobnym kierunku

  473. @25 lipca o godz. 23:43

    „Nie wiedziałam, że anumlik kogoś zmuszał. Albo ten białoruski poeta Janowicz. To moze chociaz wymień z nazwiska tych, którzy ciebie zwerbowali?”

    Anumlika ZMUSZONO do zostania TW. Mnie udalo sie wyjechac PRZED tym idiotyzmem Gierka

    Nazwijmy sprawe po imieniu: suka

  474. Myslenie o mysleniu to troche jak wyciaganie sie barona Münchhausena z bagna za wlasne wlosy (mial dodatkowa trudnosc, ze siedzial wtedy na koniu.)

  475. @23:43

    „To moze chociaz wymień z nazwiska tych, którzy ciebie zwerbowali?’

    Suko

    Bezpodstawne POMAWIANIE kogos o wspolprace ze „sluzbami” to zupelnie co innego niz przypominanie czyichs wyznanych grzechow w tej sprawie. Nasz sp. Drogi Poeta blogowy Anumlik te grzechy wyznal, niejednokrotnie, na internecie. Polski pisarz Janowicz, piszacy po bialorusku, tez to uczynil. Ja te „grzechy” calkowicie rozgrzeszam. Wiedzac DZISIAJ czym byly pierdoly gierkowskie.

    Powtorze

    raz suka, zawsze suka

  476. Ta z antypodow tez

  477. Suka to suka. Zupelnie jak pies

  478. Tylko Nefer jest w tym wszystkim nie pri czom. Przepraszam ja ciebie, Nefer

  479. Orteq
    26 lipca o godz. 6:59

    Mądrości w rodzaju „raz suka, zawsze suka” nadają się w sam raz pod muzykę disco polo na rozstajnych drogach przy krzyżu udekorowanym kolorowymi wstążkami w dzień imienin sołtysa. To ogólnie.

    A szczególnie to bym Cię zapytał, zamorski, wielkoduszny, niezaczepny, niezmordowany tropicielu zmarłych TW – żywych obchodzisz oceanicznym łukiem – Ortegu łod języków łobcych, czyli łod jednygo, co by w odniesieniu do człowieka miał znaczyć używany jako inwektywa wyraz „suka”.

    Trzeba trafu, że w pouniwersyteckiej młodości poznałem w dalekich stronach przy piwie strażaka, który sypał takimi piekielnie mądrymi mądrościami jak Ty (dlatego nazwałem Cię kiedyś „młodszym strażakiem”). Zapytałem go, co znaczy właśnie „raz suka, zawsze suka”. „Normalnie kurwa” – powiedział. U Ciebie też, Ortegu? Pytam jako językowy maniak. Bo na przykład „krowa” jako inwektywa jest zrozumiała dla tych, którzy widzieli krowy tępo patrzące na łące na przechodzące małpy. „Kleszcz” jako inwektywa pod adresem człowieka jest oczywista dla wbocka, który wyciągnął z siebie parę tysięcy tych krwiopijców. Ale „suka”? Zabij mnie – nie rozumiem.

  480. Ewa-Joanna
    26 lipca o godz. 1:39 @ Lotna blogowiczka co ma trudność z feudalnością, jest zorientowana ściśle w tym, że „feudalne przywiązanie do ziemi” ma śliczną, ponadpółmilenijjną – co dla objaśnienia lotnej znaczy – kilkusetletnią tradycję, oczywiście „chrześcijanską”, co jest mową oszukanczą: nie chrześcijanską, a katolicką. Inni chrześcijanie skapowali się szybciej na naszym ślicznym kontynencie watykanskim, że niewolnictwo panszczyzny jest niewolnictwem i czymś niegodnym człowieka, ale i ekonomicznie wariackim, szkodliwym, duszącym, nie pozwalającym na rozwój, a wyłącznie gwarantującym gospodarczy, a więc i kulturowy oraz polityczny – upadek. Co nad Wisłą i 1/3 Ukrainy (czyli Polski) nastąpiło modelowo . Skoro mamy taką śliczną i wiecznotrwałą oraz katolicko święcie godną tradycję niewolnictwa, to łoco się rozchodzi lotnej Twej dyskutantce, że niby to nie była taka elegancja, że jakieś „przywiązanie do ziemi” mniemane było za PRL-u? Powinna być zadowolona, ale u niej z tym niełatwo, choć powodów nie widać. No, weź i nie zwariuj z taką dyskutantką ,albo nie daj na mszę w odpowiedniej intencji. Łobosze, paczysz, paczysz i nie kszmisz !

  481. Kolejny bęcwał – Kukiz – robi z krawata wroga publicznego numer jeden. Z powodu głosowania w senacie. Nie bardzo rozumiem, po co w ogóle są sejmy, senaty, sądy, głosowania, jak wystarczy Jarek z piętnastoma ochroniarzami. O ileż taniej!
    Wypowiedź Kukiza mnie zaciekawiła, bo kątem oka zobaczyłem u tego bęcwała na początku wypowiedzi „Hołotą post bolszewicką”. Co do tego, że PO i PiS to jedno, sporu nie ma. Tylko co Kukizowe ścierwo robi u boku pisowatego ścierwa – nie pojmu.

    „Jedno tylko powiem – jesteście bydlakami. Antyobywatelską burżuazją. Hołotą post bolszewicką, gnojami, które dla synekur i apanaży gotowe są sprzedać cały Naród.
    Łapa w łapę PiS z PO przeciw Polakom. Przeciw zwykłym ludziom. Przeciw wolności i demokracji. POPiSowym ścierwem jesteście i prędzej czy później za to zapłacicie.
    A teraz, gnoje pod krawatami, możecie mnie do sądu podawać”

  482. wbocek
    26 lipca o godz. 9:25 * A o co się onemu rozchodziło? Że Senat uwalił referendum dudowe? Jak oświadczyła ta pani z PTVPiS, co ładnie wygląda na sposób mszalny, to nie PiS, nie Senat, ale wylącznie senatorowie PO uwalili dudowość referendalną, bo pisoidy się od głosu wstrzymały, albo nawet popierały. Aha, pani owa mszalna, jest krzesłem (ang. ‚chair’) komisji etyki TVPiS. Znaczy: dla Prawdziwego Polaka nic w kosmosie nie jest przeszkodą. Bardzo duży optymizm – ‚sky is the limit’. Polak potrafi, ale tylko ten z Najlepszego Sortu.

  483. Klient w krawacie jest mniej awanturujący się.

    Oj miał Lepper rację z tym Wersalem, miał.

  484. wbocek, 8:42

    ” Zapytałem go, co znaczy właśnie „raz suka, zawsze suka”. „Normalnie kurwa” – powiedział. U Ciebie też, Ortegu?”

    U mnie tez

  485. wbocek
    26 lipca, g.9:25
    Bo jest tak, ze Kukiz „poszedł w krawaty” a teraz udaje totalnego opozycjonistę, który „burżuazyjnym” krawatem się brzydzi.
    Kto mu broni robić w sejmie za Rejtana w rozchełstanej na piersi koszuli?

  486. Widzę że Wersal wobec pań pleni się wszędzie, nawet na blogu.

    „Ach, jak przyjemnie” :/

    Jaki poziom, bon ton, Francja elegancja, pogratulować.

  487. Antoniusie drogi
    No nie kokietuj nas. Twoje opowieści skrzą się humorem, zmuszają do refleksji, uczą..jak to u nauczyciela. Z wielkim zainteresowaniem czytam Twoje posty -Smieję się, wzruszam , wspominam..Ach to Opole…Przypomniałeś mi te akcenty, które musiały być zaznaczone w każdej lekcji.Na szczęście nie wymagano tego od matematyków, w związku z tym nie mogę teraz udawac kombatanta. Nikt mnie nie chciał zapisywać do PZPR, nie musiałam chodzić na głosowania, ani na WUML.(?)
    Tylko o przerwie na gimnastykę nie zawsze pamiętałam.
    Acha, chyba nie powiedziałam o *wejściówkach*Takie kartkówki pisały moje córki przed wejściem na cwiczenia z fizyki na P Wr.
    Pozdrawiam serdecznie (być może mojego pana od laborki)

  488. wbocek
    26 lipca o godz. 9:25

    Mój komentarz
    Reakcja Kukiza na uwalenie idiotycznego pomysłu PADa dyktowania konstytucji elicie prawników poprzez dzięsięciopytaniowe referendum świadczy o jednym – jak Kukiz by zarządzał demokracją, gdyby miał taką okazję.
    Podobnie jak Prezes – wy mordy zdradzieckie, kanalie, zabiliście mi brata.
    Obie wypowiedzi są analogiczne, obie wypowiedzi wpisują się doskonale w tradycje polskiej, „prawdziwie polskiej” demokracji.
    Ignorancja, warcholstwo i pieniactwo, to fundamenty I RP, które nie skruszały w IV RP.
    Pzdr, TJ

  489. pombocek
    Podobał mi się Twój wstępniak.Jakoś zgadzam się ze wszystkimi tezami, poza jedną. Nie wiem kto nam dał wolną wolę. Ale ją mamy. Tak samo jak prawo wyboru. Z tym, ze aby wolna wola naprawdę była wolna musimy sobie zdawać sprawę ze wszystkich konsekwencji jakie wiążą się z naszym wyborem. Rób co chcesz, tylko płać.

  490. Wynalazłam w internetach dwa ciekawe określenia „swołoczeństwo” i „paraprezydent”

    Ten paraprezydent bardzo mi się podoba.

  491. I pomyśleć, że Lepper może być uznany spokojnie za wzór elegancji w naszym sejmie..

  492. Orteg

    Aha. Slyszałem, że kurwa to dama uliczna. Nie wiem jaki to ma związek z suką. Ale Ty pewnie wiesz, jaki związek z epitetami „kurwa” i „suka” ma dama, w którą „suką” rzuciłeś. Jako gość znany z nieczepliwości i ważenia wypowiedzi, na pewno takimi słowami z powietrza byś nie chlapał.

  493. @Tanaka
    26 lipca o godz. 9:11
    Moja interlokutorka usiłuje być złośliwa ale przynajmniej nie nazywa mnie kurwą, jak Orteq.
    Zawsze to jakis rys pozytywny.

  494. Ewa Joanna
    Od pewnego czasu z dużą przyjemnością i uznaniem czytam Twoje posty.Wyważone, mądre i odważne. (Orteq).

  495. zuzanna51

    Zuzanno, z całą życzliwością wobec Ciebie i siebie: Czlowiek składa się bez dwóch zdań z tych stosunków społecznych, które były jego bliższym lub dalszym udziałem. Poza to nie wyskoczy. Jest więc niewolnikiem tego, z czego się składa. Tak mniej więcej wygląda wolna wola i w ogóle wolność.

  496. 26 lipca o godz. 10:51
    Ewa Joanna

    Tego wątku nie sledzilem. Jeśli Qrteq nazwał Cię tak wprost, lub masz silne poczucie, że tak to zostało ujęte, to jestem nie tylko zaskoczony, ale i oburzony czymś absolutnie nie akceptowalny. To się kwalifikuje na ban, a co najmniej na odwyk w norze poważnych rozmyślań. Jakie jest Twoje stanowisko?

  497. zuzanna51

    „Nie wiem kto dał nam wolną wolę”.

    Nikt nie dał, zuzanno. Czlowiek w mikrym stopniu sklada się z tego, co dziedziczne (to rzeczywiście jest, można powiedzieć, dane), ogromna reszta to efekt STAWANIA SIĘ czlowiekiem w określonym stadku człowiekowatych. Jeśli jestem leniwy, jestem niewolnikem swego lenistwa; jeśli jestem pracowity, jestem niewolnikiem swej pracowitości.Nie bardzo rozumiem, do czego potrzebne są ludziom takie słowne dziwolągi jak ” wolność” czy „wolna wola”.

  498. Tanaka

    Orteg jak się uczepił dawno temu domniemanych czy niedomniemanych TW, tak zapaskudza tym blo do dziśpalnął i jeszcze usprawiedliwia swego prywatnego zajoba obowiązkiem wobec historii. Ewę-J tak irytuje jego natrętne mordowanie ludzi, że zaczęła p rzypuszczać, że może Orteg sam był TW, skoro aż tak nie może zejść z nikogo
    nie interesującego tu tematu. Właśnie w związku z tym podejrzeniem Orteg nazwał ją „suką”. Ja w związku z przytoczonym przez niego frazeologizmem „Raz suka, zawsze suka” przypomniałem epizod z młodości, kiedy straźak na moje pytanie, co to w odniesieniu do człowieka „suka”, odpowiedzial: „kurwa”. Zapytałem:
    – U ciebie teź, Ortegu?
    – U mnie też.
    Takie się pojawiła „kurwa”, która się zaczęła od Ortegowej „suki”.
    A jeszcze bardziej zaczęło się od urojonego przez obsesjonata Ortega jakiegoś posłannictwa wobec historii i powracania co chwila do tematu TW.
    Ten człowiek nigdy nie miał miary i mieć jej nie będzie. Choć nieraz konkludował, że on nigdy nikogo nie zaczepia – to jego zaczepiają. Klasyczny mąciwoda. Gdzie się pojawi – od razu awantury.

  499. Tanaka
    Przepraszam, pisanie w biegu na zmartwionie to zawsze jakieś łamańce, przegapienia.

  500. Chyba jednak @Orteq zwariował.
    Wprost trudno mi uwierzyć, że użył wobec konkretnej osoby, znanej i szanowanej blogowiczki, słów powszechnie uważanych za obelżywe.
    Jeśli nie zwariował, to tym gorzej dla niego.

  501. Orteq
    Cofam wszystkie uprzejmości wobec ciebie, łącznie z tym, że broniłam cię nie raz przed zbanowaniem i nie tylko na tym blogu.
    Nie warto było.
    Teraz puzle zaczynają mi się układać , czyli na przykład twoje niby niewinne doniesienia, takie en passant, o skomplikowanej przeszłości różnych osób (nawet na temat tak przez ciebie wręcz czczonego @anumlika św. p.), albo tylko o domniemanych „winach”niegdyś popełnionych przez tutejszych komentatorów.
    Na koniec moja koleżeńska rada: gdy cię świerzbi jęzor, to się w niego ugryź i weź coś na sen, by nie klikać 24h

  502. @Tanaka
    26 lipca o godz. 11:21
    To już chyba ostatni blog Polityki jaki Orteqowi został. Niech sobie będzie.

  503. Ewa-Joanna
    Niech se będzie, bo co on nieboraczek pocznie ze sobą na tej drugiej półkuli, gdzie – jak widać – nie czuje się jednak najlepiej.

  504. @Zuzanna 51
    Wolna wola jest wymysłem religijnym. Masz wolna wolę i możesz nie grzeszyć.
    Coraz więcej dowiadujemy się ,ile naszego zachowania jest zdeterminowane przez wychowanie,otoczenie, kulturę , budowę mózgu, płyny ustrojowe, ostatnie wydarzenia, w których uczestniczymy , przypadek itd.
    Czy w ogóle za coś odpowiadamy – oczywiście tak – przed sądem i to niekoniecznie ostatecznym. Sąd może wszystkie okoliczności wziąć pod uwagę ale od winy cię nie uwolni, może zmniejszyć karę ,dać okres próbny . W wypadku głębokich zaburzeń psychicznych może stwierdzić że nie byłeś świadomy tego, co robiłeś i zastosować środki zabezpieczające.

  505. @Ewa-Joanna, 23:42, wczoraj
    Piszesz, E-J świetne posty. Są krótkie, ciekawe i mądre.
    Serdeczności z hamaka.

  506. @Nefer, 1:00
    Kurde, nareszcie zrozumiałem dlaczego u E-J jest miły chłodek.
    Dobrze jest czytać wszystko.
    I uważnie czytać jest jeszcze lepiej.
    Pozdr.

  507. Rymowanka (można się czepiać składni, rymów, stylu, wszystkiego)

    Tak naprawdę, w zasadzie, taka jest prawda, nie możemy się oszukiwać, itd., opowieści o wolnej woli, to przykłady paraboli.
    Wola, jak wiele innych słów, stworzona była przez ludzki chów. Jedno od drugiego pobrało brzmienia, zmieniło, nabrało nowego znaczenia, bo taka mowa ludzka jest, że nie ma w niej nic na fest. Trwa ewolucja semantyczna, feeria znaczeń fantastyczna.
    Pzdr, TJ

  508. @wbocek
    25 lipca o godz. 22:47

    Ponieważ nie jestem pewien, czy Waść nie dworujesz ze mnie, odpowiem w miarę poważnie.
    Myślenie jako porównywanie dotychczasowych doznań wszelakich może stać się kreatywne np. w tym sensie, że połączy doznania z natury się nie łączące. I powstanie wyobrażenie czegoś nowego. Z tego może powstać koło, albo jakieś bóstwo. Koło można zbudować i wykorzystywać bez nadawania mu jakiejkolwiek nazwy. Dopiero kontakty towarzyskie czy handlowe generują potrzebę nazwania tego, co chce się sprzedać czy też się tym pochwalić. Jak pokazuje historia dosyć nam współczesna, praktyczna nazwa pojawia się często wśród użytkowników i nie musi mieć nic wspólnego z wymyśloną przez twórcę.
    Krótko – najpierw jest myśl i ew. jej realizacja, a dopiero potem nazwa. Myśląc inaczej musimy przyjąć boską sprawczość.

    Co do …decyzja sformułowania werbalnego dotyczy myśli, która już powstała. Przynajmniej u większości „myślących”. chodzi mi o to, że jednak większość ludzi, na których wypowiedzi zwracam uwagę, mówi rzeczy wyraźnie przemyślane. Ci inni, czyli najpierw mówiący, a dopiero potem – ewentualnie – myślący, tworzą tzw. elity rządowe. Jest ich na szczęście nie dużo.

  509. @Tanaka
    Who the fuck is ‚Orteq’?
    Tylko 3 zdania opisu proszę, bo (…)
    Bijemy, Tanako, en passant, chylę bejsbolówkę.
    Warto było.

  510. @Ewa-Joanna
    Przyłączam się do opinii @stasieku.
    Serdeczności JESZCZE nie z hamaka, bo wciąż siedzę w Warszawie.
    Ale „już za parę dni, za dni parę wezmę plecak swój i gitarę”.
    No może nie dosłownie.

  511. @karol_cia
    25 lipca o godz. 22:45

    No cóż, nasi rodzice narzekali na zmieniające się czasy. I ich rodzice też. Tak toczy się historia ludzkości, która obdarzona (mniej lub bardziej) rozumem musi co rusz coś nowego wymyślać. A że to nowe, to i konsekwencje trudno przewidywalne.
    I jest dobrze, dopóki wynalazczość ma konkretne oparcie w materii. Jak zaczyna operować duchem, to możliwe jest wszystko. Ot, choćby bóg wszechmogący, który nic nie może. I do tego w trójcy jedyny.
    To są ciemne strony myślenia. To przyziemne (w sensie możliwości jednoznacznej weryfikacji wielkościami fizycznymi), rozpędza naszą w czasie i przestrzeni. Ale wystarczy wejść na wyższy poziom abstrakcji (matematyka, fizyka teoretyczna, chemia molekularna, itp.), by większość ludzi przestała myśleć racjonalnie. A stąd krok do całkowitej abstrakcji i już jesteśmy w np. niebie. Bo jeżeli jeden może pojmować jakąś niewyobrażalną matematykę, to drugi może spotkać boga, no nie? A że jesteśmy z natury skłonni do walki, więc wykorzystujemy chwilową przewagę (ktoś uwierzył w nasze opowieści o bogu) i ruszamy do zmasowanego ataku. I patrzcie ludzie – działa. Jak zawsze zresztą.
    W sumie, nie ma wielkich różnic pomiędzy wiarą w boga, w matematykę, w demokrację itd. Jeśli nie można sprawdzić, to trzeba wierzyć. Nawet, jeśli próbujemy wdrożyć (np. demokrację), to trzeba w nią wierzyć, by dalej o nią walczyć. Religianci nie robią niczego innego. Co do metod – możemy i powinniśmy się różnić.

  512. @Kruk
    Taka to była ta nasza Ludowa. Z cenzurą, ograniczaniem miejsca zamieszkania, agentami, ograniczaniem paszportów, izbami wytrzeźwień, barami mlecznymi, strzelaniem do robotników.
    Ale to była nasza młodość, a młodości nie można wspominać źle.
    Może nam było łatwiej niż tym rówieśnikom dzieci E-J. Darmowe studia, tanie akademiki, obozy studenckie itd. W końcu to mieszkanie spółdzielcze i maluch sie znalazły w posiadaniu po trzydziestce.
    Natomiast moje dzieci – no one lecą na koncert The Cure do Londynu./

  513. Qba napisał

    „W sumie, nie ma wielkich różnic pomiędzy wiarą w boga, w matematykę, w demokrację itd. Jeśli nie można sprawdzić, to trzeba wierzyć.”

    Mój komentarz
    Qba, symetryzujesz, analogizujesz, sprowadzasz wiarę w boga, matematykę, w demokrację do jednego mianownika – do wiary.
    Przeginasz z logiką.

    Wiara w Boga, to wiara i nic więcej.
    Nauka, to co innego niż wiara. To nie jest to samo, bo Qba orzekł, że ludzie tak samo „wierzą” w naukę, jak i wierzą w boga.
    Nauka, to jest spójny system założeń i hipotez, sprawdzony i sprawdzany na okrągło, stale. Nauka nie stwarza potrzeby by w nią „wierzyć”, a wiara nie buduje nauki, co najwyżej można wierzyć w głupstwa opowiadane pod szyldem naukowości, np. w bajędy smoleńskich naukowców o zamachu samolotowym wielowybuchowym na prezydenta RP.

    Korzystasz z tego, ze nauka, wiara i demokracja, to pojęcia bardzo szerokie w zastosowaniu popularnym (i rozumieniu), co daje ci swobodę dowodzenia wszystklego o wszystkim.
    Pzdr, TJ

  514. Qba
    26 lipca o godz. 13:19

    Qba, przestań Ty podejrzewać, że mogę mówić niepoważnie. Oczywiście, że mogę – tak samo jak Ty – ale nie w sprawach, które mnie tak wiercą, że jestem jedna wielka dziura. Kończymy temat, bo jednak bardzo się uparłeś przy myśleniu przedjęzykowym, które siłą rzeczy jest tak ubogie, że nie bardzo jest o czym gadać, zwłaszcza że nie możemy go poznać. Cokolwiek jest w człowieku mówiącym, jest głównie skutkiem pojęciowego poznawania świata. Jeśli hipotetyczny osobnik jest homo alala (człowiek niemówiący, czyli nie mający ŻADNEGO narzędzia komunikacji), nie ma z nim kontaktu. Są jakieś opisy zachowań dzieci wychowanych przez zwierzęta, na ile jednak są wiarygodne – nie wiem. Wiadomo tylko, że jest nieprzekraczalny czas uczenia się mówienia (pierwsze lata życia, ale nie pamiętam dokładnie: 4 – 6 lat?). Dziecko nie uczone mówienia w tym czasie, nigdy się już mówienia nie nauczy – będzie idiotą. Tak mówiła nauka. Czy dalej tak samo mówi, nie sprawdzałem. Ale spróbuj się skontaktować na jakiejkolwiek płaszczyźnie z niemowlęciem (rozwój osobniczy jest pewnym powtórzeniem rozwoju gatunku), to się dowiesz, co praktycznie jest dla nas warte myślenie przedjęzykowe. Nigdy nie będziesz wiedział, czy to, co dałoby się wyodrębnić jako myślenie niewerbalne jest samoistnym myśleniem niewerbalnym, czy też jest skutkiem wyuczonego myślenia pojęciowego. Dla mnie myślenie przedjęzykowe nie jest specjalnie warte uwagi, podobnie jak niewiele jest warte zastanawianie się nad psychiką człowiekowatych, kiedy jeszcze chodziły na czterech, a na drzewach – nawet na pięciu.

  515. tejot
    26 lipca o godz. 14:16

    Nie denerwuj się niepotrzebnie. Ja tylko wyrobiłem sobie umiejętność (tak mi się wydaje ) patrzenia na świat z coraz większym dystansem. A że i wzrok nie ten, to szczegóły zacierają się i wychodzi, że obojętnie co czynimy, to jest to naszym wymysłem. Oczywiście, matematyka znajduje potwierdzenie w świecie materialnym i stąd (według niewierzących) jej przewaga nad religiami.
    Ale …
    I matematyka i religia bazują na niedefiniowalnych pewnikach. Obie mają swoją wewnętrzną logikę, którą usiłują upowszechnić. Bardzo różnymi metodami.
    Jako absolutnie niewierzący zajmuję mój umysł rozmyślaniami o świecie i jego naturze i bardzo bym chciał mieć jeszcze 1000 lat, by go lepiej zrozumieć.

  516. @Nefer 26 lipca o godz. 10:34

    Widzę że Wersal wobec pań pleni się wszędzie, nawet na blogu.

    On się nie pleni wszędzie, nawet na tym blogu. „Sukami” i „kurwami” sypie tylko Orteq, który jest (jak raczej wszystkim wiadomo) rozwalaczem bloga i zwykłym chamidłem. Nie ma sensu wciągać w to „wszystkich”. Winien jest Orteq.

  517. @Tanaka 26 lipca o godz. 11:21

    Jeśli Qrteq nazwał Cię tak wprost, lub masz silne poczucie, że tak to zostało ujęte, to jestem nie tylko zaskoczony, ale i oburzony czymś absolutnie nie akceptowalny. To się kwalifikuje na ban, a co najmniej na odwyk w norze poważnych rozmyślań. Jakie jest Twoje stanowisko?

    Kierujesz ten post do Ewy-Joanny. Nie śledziłeś? To prześledź. Im prędzej, tym lepiej.

  518. @Ewa-Joanna 26 lipca o godz. 12:29
    To już chyba ostatni blog Polityki jaki Orteqowi został. Niech sobie będzie.
    I niech rozwali jeszcze i ten blog? Weź się zastanów.

  519. @mag 26 lipca o godz. 12:44
    Niech se będzie, bo co on nieboraczek pocznie ze sobą na tej drugiej półkuli, gdzie – jak widać – nie czuje się jednak najlepiej.

    Tobie mag nie przeszkadza, że Orteq nie ciebie nazwał „suką” i „kurwą”? Nic dziwnego, ciebie ta kwestia nie dotyczy. A blog nie jest powinien być przytuliskiem dla chamideł, nawet z drugiej półkuli.

  520. @wbocek
    26 lipca o godz. 14:35

    Trochę dziwne są dla mnie Twoje dywagacje.
    Cokolwiek jest w człowieku mówiącym, jest głównie skutkiem pojęciowego poznawania świata.
    Sugerujesz, że bez poznania nazwy zjawiska, nie bylibyśmy w stanie go rozpoznać i zrozumieć? Wybacz, ale pojęcie, w sensie nazwy, powstało po pojęciu w sensie zrozumienia. Chyba, że bawimy się w stwórcę i stworzymy Ziemię, której pojęcie czyli nazwę znaliśmy od zawsze. Jak to u stwórcy bywa.
    W młodości biegałem po górach nie znając ich nazw. Nie byłem zatem w stanie opowiedzieć, które „szczyty” zdobyłem. Czyli dla innych górołazów byłem idiotą.
    Jeżeli coś nie ma nazwy, którą znasz, to nie znaczy, że nie istnieje.

    Dziecko nie uczone mówienia w tym czasie, nigdy się już mówienia nie nauczy – będzie idiotą. Tak mówiła nauka. Czy dalej tak samo mówi, nie sprawdzałem. Ale spróbuj się skontaktować na jakiejkolwiek płaszczyźnie z niemowlęciem (rozwój osobniczy jest pewnym powtórzeniem rozwoju gatunku), to się dowiesz, co praktycznie jest dla nas warte myślenie przedjęzykowe. Nigdy nie będziesz wiedział, czy to, co dałoby się wyodrębnić jako myślenie niewerbalne jest samoistnym myśleniem niewerbalnym, czy też jest skutkiem wyuczonego myślenia pojęciowego.
    Obcokrajowca (którego języka nie znasz) też nie rozumiesz i nie stwierdzisz, czy myśli samoistnie. Też jest idiotą? Czy nie przesadzasz w przypisywaniu komunikacji werbalnej miary inteligencji? To tylko narzędzie. Do tego bardzo dalekie od doskonałości.
    Jeżeli jesteś dumny z tego, że potrafisz się werbalnie porozumieć, to musisz założyć, że niemożność porozumienia jest również Twoją winą, a nie tylko i wyłącznie interlokutora.

    Zasada: Jeżeli uczeń nie pojmuje, to winien jest nauczyciel. Zawsze.
    Bo: Nauczyciel musi umieć ocenić, co uczeń jest w stanie pojąć na danym etapie nauczania.

    I nie przejmuj się. To tylko słowa.

  521. Na marginesie
    26 lipca o godz. 14:53

    Prawda że tylko on sypie, ja to zawsze muszę bułkę przez bibułkę, charakter taki

  522. Za gorońco na woda, pojada w nocy. A tymczasem powiem, że jestem zdecydowanie za wyrzucaniem za epitety i inwektywy. Po jednym ostrzeżeniu i raz na zawsze, bez żadnych kwarantann (co dały kwarantanny staremu dziadowi Ortegowi?). Mówię trochę przeciw sobie, bo lubię mówienie dobitne, ale ono może takim być i bez ekstremów. Internet pokazał, że Polacy bywają takimi chamami, jakich cywilizowany świat nie widział. Może więc dałoby się zrobić tu zieloną wyspę, na której się mówi ekologicznie.

  523. Obejrzałam wczoraj program o kolorach. Przecież kolor jaki jest każdy widzi? Wychodzi na to, że jednak nie. Postrzeganie kolorów warunkuje język, ale –uwaga– odzwierciedlenie kolorów w języku polega ścisłym regułom – niejęzykowym. Jeśli dany język nazywa tylko dwa kolory, są to zawsze, w każdym języku, biały i czarny. Jeśli język zawiera określenie tylko jednego trzeciego koloru – jest to zawsze „czerwony”. W dalszej kolejności – ale zawsze w tej samej kolejności – dochodzą zółty, zielony i niebieski.

    Wykładowca pokazał zestaw barwnych plam – wszystkie zielone, tylko jedna była niebieska. Badani członkowie pewnego plemienia z Afryki Południowej – którzy nazywają tylko kolor biały i czarny – nie dostrzegli w nich żadnej różnicy. Pokazał też inny zestaw – identycznie zielonych plam. W tym zestawie członkowie owego plemienia – jak jeden mąż i jedna żona – widzieli wyraźnie, że jedna zielona plama jest całkiem inna. Ja zgadłam, która – ale właśnie w zasadzie zgadłam i dopiero gdy mi powiedziano, że jedna plama z zestawu powinna być inna.

    Wnioski – język warunkuje postrzeganie (inaczej mówiąc, myślenie o kolorach), ale tylko do pewnego stopnia. Poza tym jest to sprzężenie zwrotne – bo nazywanie kolorów w każdym znanym języku nie jest przypadkowe i podlega tym samym regułom.

  524. Nefer
    26 lipca o godz. 14:28

    Mój komentarz
    Takie problemy, jak ten – co zrobić z numerem linii autobusowej 666, to utrzymujące się wśród części PiSowskich i proPiSowskich wiernych przekonanie, że:
    a) Państwo i Kościół to jedno,
    b) szatan i PO plus SLD plus komuniści plus postkomuniści plus lewacy, to drugie jedno,
    c) demokracja, to diabli nadali,
    d) Jarosław Ka, to pomazaniec, a premier MM, to gorliwy rechrystianizator.
    Zło/dobro, bóg/szatan, swój/obcy, itd.

    Nic lepszego nie mogło Umęczonej spotkać niż taki stan rzeczy, to dar Niebios – tak sobie kombinują wierni z Półwyspu Helskiego i okolic, tylko jeszcze trzeba wywabić drobne pozostałości po komunizmie i satanizmie (najlepiej gorącym żelazem).
    Pzdr, TJ

  525. Skursywiło mi się niechcący. Miało być tylko „powinna” i wytłuszczona. To tak z prędkości, koleżeństwo blogowicze.

  526. tejot
    26 lipca o godz. 15:32

    O ile dobrze wyczytałam to wierni z półwyspu nie mają nic „naprzeciw”, w końcu autobus jeździ od lat. To redakcja Frondy tak się rzuca.

    Co do reszty zgoda, niestety.

  527. @wbocek 26 lipca o godz. 15:30

    Ja uznaję zalety dosadnego języka, w którym jesteś, pombocku, swego rodzaju mistrzem. Ale w przypadku O. to nie jest kreatywny, dosadny język. To jest nieustanne przysmradzanie w połączeniu z obsesyjną upierdliwością. To jest w dodatku jeszcze kilka innych rzeczy, a każda z nich na swój sposób paskudna. Wulgarność i chamstwo to tylko dwie z nich. Niejedyne.

  528. Pom bvocek napisał:

    „(rozwój osobniczy jest pewnym powtórzeniem rozwoju gatunku)”

    Mój komentarz
    Pombocku, poczułem się zobowiązany sprostować.
    Rozwój osobniczy (ontogeneza – rozwój od zygoty) jest powtórzeniem rozwoju ewolucyjnego (filogeneza), a nie rozwoju gatunku.
    Co da się zgrabniej i krócej wyrazić – ontogeneza jest powtórzeniem filogenezy. Co nie jest teorią stricte naukową, tylko pewną koncepcją poznawczą.
    Pzdr, TJ

  529. Qba
    26 lipca o godz. 14:53

    Ale …
    I matematyka i religia bazują na niedefiniowalnych pewnikach. Obie mają swoją wewnętrzną logikę, którą usiłują upowszechnić. Bardzo różnymi metodami.

    No no no … ales sie udal z tym mieszaniem matematyki z religia… Medrzec z Ciebie nad medrce…

    Gratulacje ! Co za umysl @Qba ! Co za prznikliwosc ! i Jaka inteligencja, o rozumku nie zapominajac !

    ~l.

  530. @Blogowicze

    Juz sie mialem zapytac o te „niedefiniowalne pewniki” w matematyce, ale uswiadomilem sobie, ze to bylaby strata czasu.

    Wiec sie nie pytam, ale zwyczajnie ostrzegam blogowe towarzystwo, zeby sie wystrzegalo rewelacji @Qby o matematyce…

    pozdrowka blogowiczom
    ~l.

  531. Qba
    26 lipca o godz. 15:13

    Wybacz, Qbo, już powiedziałem wcześniej, że żałuję, że rozmowa poszła w bok – w obszary, w poruszaniu się po których każdy z wypowiadających się demonstruje, że nigdy nie poznał elementarza wiedzy o myśleniu, ale koniecznie chce coś powiedzieć, bo przecież sam myśli, więc wie. Wmawiasz mi naiwności jak zielony z partii zielonych.

    „Sugerujesz, że bez poznania nazwy zjawiska, nie bylibyśmy w stanie go rozpoznać i zrozumieć?”.
    „Jeżeli coś nie ma nazwy, którą znasz, to nie znaczy, że nie istnieje”.
    „Obcokrajowca (którego języka nie znasz) też nie rozumiesz i nie stwierdzisz, czy myśli samoistnie. Też jest idiotą?”.

    Nie mam cierpliwości, Qbo, by na coś takiego reagować. Ale to moja wina, bo po co się wyrywałem z myśleniem, skoro na tym zna się każdy, bo przecież każdy myśli. Podobnie jak dwunastokrotna matka świetnie zna się na wychowaniu, bo przecież wychowuje, a szybownik mewa zna się na teorii latania, bo przecież lata. Zamykam się, Qbo, i macham przez okno gałązką oliwną.

  532. Na marginesie
    25 lipca o godz. 23:43

    „Orteq To moze chociaz wymień z nazwiska tych, którzy ciebie zwerbowali?”

    To w temacie inwektyw

  533. @lonefather 26 lipca o godz. 15:52

    Ale to poniekąd prawda – o matematyce i religii, z tym że „religię” zastąpiłabym „teologią” (bo nie każda religia promuje taki „logiczny” system filozoficzny, jak ten oparty na arystotelicznym tomizmie w kaka) i dodała zastrzeżenie, że „pewniki” w religii są jak najbardziej definiowalne, ale niestety pozbawione realnych podstaw faktograficznych. Inaczej mówiąc, można przybić gwoździem, gdzieś tam nieco załatać i się nada 🙂

  534. tejot
    26 lipca o godz. 15:44

    Dzięki, tejotku, że mi przypomniałeś to, czego od pół wieku nie zapominam, tylko wzdragam się przed używaniem terminów w kawiarence.

    Ale może i Ty sobie przypomnij: „Filogeneza – droga rozwoju rodowego, pochodzenie i zmiany ewolucyjne grupy organizmów, zwykle gatunków”.

  535. Tym którzy nie trudzili się czytaniem, wyjaśniam: Orteq obsesyjnie piętnuje na blogu tych (rzekomo) zwerbowanych przez UB – i tylko osoby znane i cenione z innych powodów. Jednocześnie zapewnia solennie, że jego celem jest napiętnowanie… werbujących. Jednak nigdy nie wymienił z nazwiska żadnej osoby, która TW werbowała. Poza tym twierdzi, że werbowano tylko, lub przede wszystkim, po jego wyjeździe z kraju, co jest oczywistą nieprawdą.

    Wniosek: jeżeli ktoś ma obsesję na jakimś punkcie, to skądś ją ma. Jeśli obsesjonuje na temat cudzej współpracy z UB, to można przypuszczać, że jest osobiście umoczony i ma jakiś uraz na punkcie werbującej ubecji. Pytanie o werbujących znanych szczującemu z nazwiska jest więc jak najbardziej zasadne.

    Poza tym dziwię się, że O. tu jeszcze straszy.

  536. Na marginesie
    26 lipca o godz. 15:41

    Rozumiemy się, Namarginesko, zwłaszcza że jesteś pieruńsko dociekliwa, a obok tego – po kobiecemu intuicyjna. Jestem kategorycznie za wyrzuceniem z blogu tego bojownika o wolność każdego słowa, również chamskiego. Nie uzależniałbym ewentualnego wyrzucenia od zdania głównej poszkodowanej Ewy-Joanny, ponieważ przez notoryczne chamskie zachowania Ortega traci cały blog.

  537. @wbocek
    26 lipca o godz. 15:59

    Z braku gałązki jakiejkolwiek macham otwartą (czyli przyjazną) dłonią.
    Może kiedyś będziesz miał cierpliwość do mojej upierdliwości, bo chciałbym zrozumieć Twoje rozumowania.

  538. Yes, yes, yes Listy 535 en passant 534!
    I dwa dni różnicy w edycji wpisu!

  539. Pombocku napisałeś:
    wbocek
    26 lipca o godz. 14:35
    „(rozwój osobniczy jest pewnym powtórzeniem rozwoju gatunku)”

    tejot napisał:
    „tejot
    26 lipca o godz. 15:44
    Rozwój osobniczy (ontogeneza – rozwój od zygoty) jest powtórzeniem rozwoju ewolucyjnego (filogeneza), a nie rozwoju gatunku.
    Co da się zgrabniej i krócej wyrazić – ontogeneza jest powtórzeniem filogenezy.”

    Wbocek napisał na to:
    wbocek
    26 lipca o godz. 16:08
    „Ale może i Ty sobie przypomnij: „Filogeneza – droga rozwoju rodowego, pochodzenie i zmiany ewolucyjne grupy organizmów, zwykle gatunków”.

    Pombocku, zmyliło cię słowo „gatunków” w definicji zamieszczonej w polskiej wiki.

    Filogeneza jest to droga rozwoju ewolucyjnego tzw. taksonów. Filogeneza w przypadku gatunku człowiek rozumny, to rozwój od bardzo pierwotnych organizmów, dalej poprzez strunowców, przez kręgowców – ryby, płazy, gady, ssaki, w tym małpy, do homo sapiens.

    Rozwój ontogenetyczny zygoty ludzkiej w pewnej mierze powtarza rozwój filogenetyczny naszego gatunku od strunowców, ryb poprzez małpy aż do dzisiejszej formy, który nazywa się homo sapiens.

    W angielskiej wiki definicja filogenezy jest bardziej ścisła. Przytoczę ją:

    „Phylogenesis is the evolutionary development and diversification of a species or group of organisms, or of a particular feature of an organism ”

    Co oznacza:
    Filogeneza jest to ewolucyjny rozwój i różnicowanie się gatunków lub grup organizmów lub szczególnej cechy organizmu.

    Lub taka definicja:
    Phylogenesis (from Greek φῦλον phylon „tribe” + γένεσις genesis „origin”) is the biological process by which a taxon (of any rank) appears

    Co przekłada się na:
    Filogeneza (z greckiego phylon „plemię” + genesis „geneza, początek”) jest biologicznym procesem, w wyniku którego pojawia się takson (dowolnego stopnia).

    Takson, to w systematyce biologicznej gromada, klasa, rząd, rodzina, rodzaj, gatunek. Taksonem podstawowym w powyższej definicji jest gatunek. Homo sapiens jest taksonem (podstawowym).

    Tak więc filogeneza, to proces ewolucyjny, który można zilustrować tzw. „drzewem ewolucji”, na którym możemy np. prześledzić drogę np. od gromady ryb do gatunku człowiek rozumny.
    Pzdr, TJ

  540. @Ewa-Joanna 26 lipca, 1:39
    Nie wiem dlaczego przypisujesz mi zlosliwosc. Wobec Ciebie nigdy nie probowalam byc zlosliwa. Zdziwilo mnie tylko, ze taka obronczyni praw obywatelskich jak Ty, przechodzi obojetnie wobec gwalcenia jednego z podstawowych praw czlowieka, jakim powinno byc prawo wyboru miejsca zamieszkania we wlasnym kraju. Czy zastanawialas sie kiedykolwiek jakie konsekwencje zamykanie duzych miast mialo w szczegolnosci dla kobiet? Niektorzy o tym wtedy pisali.
    Co do ogolnego udawania sie, to mnie sie w pewnym okresie zycia udalo znacznie wiecej niz przecietnemu obywatelowi PRL. Moj stosunek do rezimu demoludow nie wynika wylacznie z wlasnych zlych doswiadczen.
    Bylo, minelo, po co o tym gadac? Otoz moze wrocic troche inaczej zabarwione.

  541. @Stachu39 26 lipca, 13:57
    Mlodosc trudno zle wspominac, nawet kiedy nie uplywala w najlepszym ze swiatow. Poniewaz krytyczny okres mojej mlodosci zwiazany jest z Warszawa, miasto to pozostanie dla mnie pepkiem swiata, mimo, ze przezylam w nim zaledwie 15 lat. Mimo tego rowniez, ze przez wiele lat czulam sie tam troche jak bezdomny pies, bo brak stalego zameldowania uniemozliwial mi ustawienie sie w kolejce do spoldzielni mieszkaniowej.
    Kiedy teraz przyjedzam co jakis czas do Warszawy, mam nieodparte uczucie, ze to jest moje wlasciwe miejsce. Nie wrocilam wczesniej ze wzgledu na dzieci, teraz juz jest za pozno. Gdybym jednak, w jakis cudowny sposob, uzyskala pewnosc, ze zostal mi tylko rok czy dwa do smierci, wrocilabym. Przez taki okres moglabym sobie sfinansowac prywatna opieke lekarska, nie obciazajac jej kosztami dzieci.

  542. Przeczytane na TT.
    Wiem, że to nie nasz nieodżałowany ‘Anumlik’, ale kopiuję jako przerywnik tych trudnych rozważań.

    ”Raz przy PiS aprobacie
    Poległ Duda w Senacie
    To koniec sagi
    Adrian jest nagi
    Dziś zabrali mu gacie”

  543. Orteq
    26 lipca o godz. 6:22
    Ewa-Joanna
    25 lipca o godz. 23:26
    „Oczywiście, że ty jesteś moim niedościgłym mistrzem w insynuacjach. Po tych 10 latach znajomości mamy o sobie pewną wiedzę, prawda?”
    Mozesz dac jakis przyklad moich insynuacji wobec ciebie?
    Moja wiedza o tobie jest na poziomie okolo zerowym. Z czego jestem bardzo zadowolony. Proponuje zmierzanie w podobnym kierunku

  544. kruk
    No i to było sedno odmowy zameldowania na stałe w wielu miastach, nie tylko w Warszawie. Nie zameldowali cię, jeżeli nie miałaś mieszkania i nie dostałaś go gdy nie byłaś zameldowana. można było kupić mieszkanie-o dziwo istniał wtedy wolny rynek i zameldować się bez przeszkód. chciano jakoś rozładować kosmiczne kolejki po mieszkania spółdzielcze.

  545. @kruk, 17:34
    To miłe, co piszesz o moim mieście.
    Miałem w życiu zawodowym wiele znakomitych ofert za granicą.
    Ale też poznałem wielu emigrantów, ludzi dobrze ustawionych, na posadach, itp.
    Oni tak tęsknili, że cierpieli.
    Więc odmawiałem, bo się tego bólu bałem, a wiedziałem, że w Polsce dam sobie radę.
    Jeden polski dyrektor w Hiszpanii mówił mi na trzeźwo: stasieku, qrwa, jak mi brak tych cumulusów!

    Czytając posty/wpisy naszych Emigrantów, jestem dodatkowo poruszony, bo rozumiem ich potrzebę językową, pragnienie czegoś innego niż przytulenie emigranckiej rodziny. Tęsknota za swoim miejscem w kraju, to bardzo silne uczucie.
    Bez względu na przydomowy basen za granicą.

    Pozdr

  546. Jak tu śledzę, to widzę, że co jakiś czas kogoś się banuje.Jak jest nieprawomyślny. Myślę,że oboje E-J i O . poszli za daleko – sugerowaniem współpracy z SB i jakąś głupią aluzją do siostry Szarika. Może się przeproszą.? Dosadny język i insynuacje to specjalność nie tylko Orteqa.

  547. tejot
    26 lipca o godz. 17:06

    Tejotku, niech Ci Cyganka wywróży tak jak mnie: bycie sołtysem, dużo krów i pięcioro dzieci. Ja, oczywiście, nie do żadnej wiki-miki pierw sięgałem, lecz do pamięci, ale jak już poszło o bitwę na torty, sięgnąłem do wiki. Ale nie będę wojował aż o takie głupstwa, żeby rozróżniać moje skrótowe

    „rozwój osobniczy jest pewnym powtórzeniem rozwoju gatunku”

    i Twoje nieskrótowe

    „Rozwój ontogenetyczny zygoty ludzkiej w pewnej mierze powtarza rozwój filogenetyczny naszego gatunku”

    w sytuacji, kiedy dla niegenetyka są TYM SAMYM.

    Ale dziękuję za czujność. Pozostanę przy swoim nie z uporu, ale z tego, że jest to dla mnie temat uboczny, a precyzja niczego nie zmieni w sposobie nabywania umiejętności myślenia i mówienia.

  548. @Kruk.
    Byłem o krok od emigracji, pracowałem w Szwajcarii w swoim zawodzie, niestety żonie nie dali paszportu i po roku wróciłem, zaraz potem był Marzec i gdyby to się wydarzyło wcześniej pewnie bym nie wrócił do Polski pomarcowej. Nigdy nie żałowałem swojej decyzji. Żeby było śmieszniej ,kilka lat później żona (teraz już była) wyjechała za ocean i tam została. Dzisiaj ma imieniny, przed chwilą tam dzwoniłem. Teraz mam nową rodzinę..

  549. Ale się wszyscy rozpisali. Człowiek odpadnie na dwa dni, i już nie może nadążyć 🙁
    Deadline w pracy (czy istnieje dobre tłumaczenie tego słowa, „ostateczny termin”?, nie oddaje istnienia noża na gardle.

    Bardzo pobudzający do myślenia wpis dałeś @pombocku.
    Mam kilka uwag, ale nie wiem czy zdążę przed oficjalną zmianą tematu (bo nieoficjalna już nastąpiła).

    Mówienie jest myśleniem, myślenie jest mówieniem (również mówieniem ukrytym i nieuświadomionym). Jak wyobrażasz sobie pomyślenie takiej na przykład myśli PRZED ubraniem jej w słowa

    Pewnie każdy kto pracował nad jakimś problemem, doświadczył olśnienia po przebudzeniu. Albo po wolnym dniu. Mózg robi swoje kiedy śpimy. Czy on przy tym mówi? To jak z tym drzewem padającym lesie, nikt nie słyszał.
    Ja już tak znam ten mechanizm, że czasem jak mi nie idzie, myślę, myślę i nic, to sobie odpuszczam na godzinkę i czytam głupoty w sieci. I tylko co jakiś czas sprawdzam: „masz już coś?”. (To do mózgu). Nic, nic, a potem nagle eureka. Ależ oczywiście. Dlaczego wcześniej o tym nie „pomyślałam”.

    Więc ta równoległość myślenia i mówienia nie jest taka oczywista.

    Chciałam jeszcze napisać o w miarę nowym trendzie: „Are our brains Bayesian?” (niech zzakałużnik przetłumaczy), ale to potem bo teraz hop do pracy.

  550. zza kałuży
    23 lipca o godz. 19:48

    Dla 99% ludzi życie … jest tylko „myśleniem” nad tym, jak tu dorwać babę na seks.

    Taa, bardzo lubię takie kwiatki. Ale nawet najlepszym się zdarza, niestety.

  551. Stachu39
    26 lipca o godz. 18:17
    „Jak tu śledzę, to widzę, że co jakiś czas kogoś się banuje.Jak jest nieprawomyślny. (…) Dosadny język i insynuacje to specjalność nie tylko Orteqa”.

    Wymień tych banowanych „co jakiś czas”. I masz rację, że insynuacje to nie tylko specjalność Ortega. Właśnie insynuujesz banowanie „co jakiś czas” (co jaki – raz na tydzień, raz na rok, raz na trzy lata?) oraz banowanie „Jak jest nieprawomyślny”. Kto to tak był zbanowany „za nieprawomyślność”?

  552. izabella
    26 lipca o godz. 18:34

    Bez zgromadzonego wcześniej ogromnego magazynu pojęć, doświadczeń, obrazów, myślowych operacji nie doświadczyłabyś żadnego olśnienia po przebudzeniu.

    Ja doznałem olśnienia, kiedy kopaliśmy po sąsiedzku ze starszym kolegą rowy pod rurki drenarskie i siedliśmy na chwilę odsapki. Zgadało się o snach. Powiedział:

    – Nigdy w życiu niczego nie śniłem. Śpię jak zabity.

    Był spokojnym, bardzo prymitywnym człowiekiem, używającym na co dzień może 30 – 40 wyrazów. Zmarł przez denaturat w dniu, kiedy miał dostać pierwszą emeryturę.

  553. @wbocek 26 lipca o godz. 16:21

    Pombocku, masz słusznego, że „traci cały blog” – i tu właśnie leży pies pogrzebany. Rzucanie „sukami” i „kurwami” pod adresem współblogowiczów może być pretekstem do likwidacji blogu.

    I nie jest to stwierdzenie gołosłowne, bo ja już raz przeżyłam podobne zdarzenie. Kilka osób znających się z forum znanego tygodnika, gdzie szalał troll, postanowiło założyć własne forum. Troll jakoś tam za nami trafił, grzecznie zapukał i obiecał, że się będzie porządnie zachowywał. Następnie pod pretekstem „prowokacji” (bo ktoś mu grzecznie zwrócił uwagę, że sypie wulgaryzmami) zaczął namolnie zachowywać się jak Orteq. Niestety, naiwnie postanowiliśmy nie stosować na tym blogu żadnej cenzury.

    Po kilku dniach nasz blog został zlikwidowany – bez wyjaśnień. Na zdrowy rozum biorąc – wystarczyło go zgłosić do redakcji jako blog w oczywisty sposób niecenzuralny. Mógł to zrobić ten sam troll, który zaśmiecił blog wulgaryzmami.

    Wiem o czym mówię. Zależy mi na dalszym istnieniu blogu ateistów. A Orteq był już wielokrotnie upominany – niestety całkowicie bez skutku.

  554. zuzanna51
    26 lipca o godz. 18:00

    „Nie zameldowali cię, jeżeli nie miałaś mieszkania”

    Nic się nie zmieniło, zuzanno. Teraz też zameldują cię, jeśli masz gdzie się zameldować – w swoim mieszkaniu lub u kogoś za jego zgodą.

  555. Na marginesie
    26 lipca o godz. 18:57

    Pisze ten trollowaty osobnik do Ewy-Joanny:

    „Moja wiedza o tobie jest na poziomie okolo zerowym”.

    To z czego uzbierało mu się na „sukę” i „kurwę”?

  556. @stasieku 26 lipca o godz. 18:08

    Czytając posty/wpisy naszych Emigrantów, jestem dodatkowo poruszony, bo rozumiem ich potrzebę językową, pragnienie czegoś innego niż przytulenie emigranckiej rodziny.

    Stasieku, chyba trochę fantazjujesz na temat rzekomych odczuć innych osób. Myślę, że potrzeba przypisywania emigrantom jakiejś „tęsknoty za ojczyzną” jest raczej tylko potrzebą osób, które pozostały w Polsce lub wróciły po jakichś nieudanych emigranckich doświadczeniach. Być może jest to podyktowane potrzebą jakiegoś „usprawiedliwienia” emigrantów – mnie wiele osób ostrzegało przed wyjazdem na zasadzie „jak możesz?” lub „jak mogłaś?” – przecież Polska potrzebuje takich jak ty.

    Więc wyjechali, ale tęsknią – a poza tym deklarują jakąś tęsknotę. To nie jest tak. Dla mnie swobodny wybór miejsca zamieszkania jest elementem wolności. Bywam na blogu ateistów ze względu na profil i podstawy światopoglądowe tego blogu – poza tym dlatego, że piszą to ciekawie ciekawi ludzie. Język oczywiście odgrywa rolę – nie chcę zapomnieć ojczystego języka – ale nie zapominaj, że na tym blogu jest bardzo wielu – emigrantów właśnie.

    Więc jak to jest – emigrant ciągnie do iluzji polskości czy ten emigrant ciągnie do innego emigranta? Trudno powiedzieć. Kruk odczuwa nostalgię za Warszawą – ja za Rzymem. Chociaż i w tym przypadku zdaję sobie sprawę, że tęsknię za czymś, co już nie da się odtworzyć.

  557. Nefer
    26 lipca o godz. 15:39

    Neferko, ale mnie – w imię ojca z Kojca i syna z Kętrzyna – wystraszyłaś. Mieszkam przy ulicy Jana Pawła II. Teraz będę się trząsł ze strachu, że przyjdzie Fronda i powyrzuca ateistów.

  558. Na marginesie
    26 lipca, g.15:04
    Litości Namarginesko!
    Czy nie zauważyłaś moich dwóch postów do @Orteqa. Zwłaszcza tego z g. 12:25?
    Koniec z tym panem! Przynajmniej dla mnie. Jeśli będzie się tu pojawiał (E-J jest wielkoduszna i w tym ja wsparłam) to już nie mój problem.

  559. mag

    Melduję posłusznie, mag, są grzyby. Ale w zasadzie wiem to tylko ze słyszenia od żony, a ona też wie ze słyszenia. Mniej grzybowy teraz jestem, ale wkrótce będę więcej, bo się nam susz powoli kończy, a chodzi głównie o susz jako przyprawę. Są prawdziwki, koźlarze i kurki. Pewnie jak się po najbliższych deszczach rzucę, znajdę
    i inne, których nikt prócz mnie nie zbiera. Mogę natomiast zapowiedzieć bardzo grzybowy rok. To zasada najpierw przeze wyczytana u czeskiego grzybologa, później sprawdzona własnoręcznie i własnoocznie co najmniej 8 razy (czyli przez osiem lat): im cieplejsze lato, tym większe prawdopodobieństwo dużego wysypu grzybów. Ciepłe lato sprzyja rozwojowi grzybni. Później tylko formalność: deszcz.

    Na razie znalazłem przypadkiem w parku jednego grzyba w dwóch kupkach. To flagowiec olbrzymi. Jadalny, kiedy jest młody. Ale jest pod ochroną, więc niejadalny. Ale jadłem, bo co ze mnie byłby za grzybiarz, gdyby „Znamy się tylko z widzenia, a jedno o drugim nic nie wie”.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6582588544059835009/6582588543247922050?authkey=CMbgl4D2mJ_TTw

  560. @izabella 26 lipca o godz. 18:35
    Taa, bardzo lubię takie kwiatki.
    Nie napisałem: „według mnie”.
    No więc teraz napiszę. Według mnie seks jest najsilniejszym, kto wie, czy nie silniejszym od głodu motywatorem. W każdym razie dla 20-letniego (+/- 3 lata) chłopaka, czyli w wieku, w którym podejmujemy wiele bardzo ważnych w dalszym życiu decyzji.
    Każdy sądzi po sobie… 😉 …ale ja zarówno zmarnowałem wtedy niepoliczalną ilość godzin ganiając za koleżankami jak i zainwestowałem masę wysiłku aby nie wypaść z grona rwących do przodu kolegów, które to wypadnięcie byłoby wtedy towarzyskim obciachem. I co by dziewczyny powiedziały???!!! 😉

    Wiem, istnieją inne motywatory. Na przykład sport. Czytając CV młodej pani profesor:

    Mina Rais-Zadeh
    Associate Professor
    Department of Electrical Engineering and Computer Science University of Michigan

    w rozdziale
    III. HONORS AND AWARDS

    znajdujemy:

    Ranked 9th in Iran National University Entrance Examination for Undergraduate Studies (among 400,000 participants), 1998
    (a więc nauka)

    Gold Medalist (multiple times), National Swimming Competition (Olympiad), 1988–2001
    (a więc sport)

    No cóż, nigdy nie byłem wybitny z żadnego sportu, zazdroszę ci tych złotych medali na Mistrzostwach Polski!

    Coś w końcu musiałaś robić poza nauką…. 😉

    **************************************************
    Tak na marginesie i poza tematem. Jak te amerykański trumpki poradzą sobie z tak jak pani profesor Rais-Zadeh łebskimi Irańczykami w trumpkowej anty-irańskiej propagandzie?

    No chyba, że pani profesor zieje nienawiscią do ajatollachów, w co trochę powątpiewam.

  561. wbocek
    26 lipca o godz. 19:17

    To prędziusio przemianuj jedną z wysp Jana Pawła na co inszego i będziesz miał schronienie w razie czego.

    Poczekasz jeszcze trochę i będziesz mógł zbierać grzyby od razu suszone 🙂

  562. @19:09

    Suka to po prostu pies. Jak Krawacik, na przyklad.

    Natomiast ta na k to twoje uzbieranie sie. Ja tego slowa nie wyrzeklem.

    Koniec tematu

  563. zza kałuży
    26 lipca o godz. 20:31

    Ja nie o tym.

  564. Ontogeneza jako analogia filogenezy. Tylko dla wytrwałych
    wbocek
    26 lipca o godz. 18:27
    tejot
    26 lipca o godz. 17:06

    Tejotku, niech Ci Cyganka wywróży tak jak mnie: bycie sołtysem, dużo krów i pięcioro dzieci. Ja, oczywiście, nie do żadnej wiki-miki pierw sięgałem, lecz do pamięci, ale jak już poszło o bitwę na torty, sięgnąłem do wiki. Ale nie będę wojował aż o takie głupstwa, żeby rozróżniać moje skrótowe

    „rozwój osobniczy jest pewnym powtórzeniem rozwoju gatunku”

    i Twoje nieskrótowe

    „Rozwój ontogenetyczny zygoty ludzkiej w pewnej mierze powtarza rozwój filogenetyczny naszego gatunku”
    w sytuacji, kiedy dla niegenetyka są TYM SAMYM.

    Mój komentarz
    Rozwój filogenetyczny gatunku, to nie jest to samo, co rozwój gatunku.
    Pierwsze pojęcie oznacza ścieżkę rozwoju ewolucyjnego obejmującego rozwój „od podstaw”, od najwcześniejszych etapów ewolucji aż do „końcowego” gatunku.

    To drugie pojęcie – rozwój gatunku – jest mgliste.

    Tak nawiasem mówiąc w nauce nie mówi się o rozwoju gatunku homo sapiens, tylko o linii ewolucyjnej człowieka – np. homo erectus, homo australopitecus, homo neandertalis, homo sapiens.

    Mechanizm ewolucji, to specjacja, czyli różnicowanie się gatunku w inne gatunki, a te inne, jeśli środowisko wymusza, w jeszcze inne. Niektóre z nowych gatunków, a może większość, to ślepe uliczki (z różnych powodów), np. zmian klimatycznych lub konkurencji innych gatunków.

    Rozwój gatunku, to pojecie nie przystające do reguły – ontogeneza jest powtórzeniem filogenezy. Pojęciem przystającym jest filogenetyczny rozwój gatunku.

    Filogeneza dotyczy wielu etapów ewolucji, które dały dany gatunek.
    W ontgenezie, na etapie rozwoju płodu z zygoty zachodzą kolejne przekształcenia płodu, które są „powtórzeniem” filogenezy, czyli kolejnych etapów ewolucji, np. przejściem strunowców do kręgowców, prowadzących do powstania końcowego gatynku homo sapiens.
    Na przykład zarodek ludzki w najwcześniejszym etapie rozwoju posiada strunę grzbietową, która w późniejszym etapie różnicuje się na kręgi. To nie jest powtórzenie rozwoju gatunku, bo gatunek nie „rozwijał” się od struny do kręgosłupa. To jest powtórzenie pewnego etapu filogenezy – przekształcania się taksonu strunowce w takson kręgowce.

    Istnieje pewna analogia, „równoległość” w rozwoju zarodka (płodu) z przebiegiem ewolucji na wcześniejszych etapach. Tej ewolucji nie można nazywać „rozwojem gatunku”. To jest filogenetyczny rozwój gatunku. To jest filogeneza, czyli ewolucyjny proces narastania zmian w budowie ciała w kolejnych pokoleniach powodujących wykształcenie się nowej jakości, np. z typu strunowce wydziela się podtyp kręgowce.

    Ontogeneza nie odzwierciedla rozwoju gatunku, tylko rozwój, powstawanie nowych taksonów, np. typ, gromada, rząd, rodzina.

    Dla przykładu – wyewoluowanie z gromady ryb z gromady płazów.
    Jakiś gatunek ryb żyjących na płyciznach zaczyna być poprzez ewolucję dwudyszny – może oddychać tlenem z wody i tlenem atmosferycznym, a jego płetwy przekształcają się w odnóża, bo to jest bardziej korzystne dla chodzenia po po ziemi od kałuży do kałuży niż czołganie się z użyciem płetw.
    Ewolucyjnie utrwala się nowy narząd – płuca, skrzela zanikają,a tylko w formach niedorosłych (kijanki) funkcjonują. Tak powstała gromada płazów. Nie jest to ewolucja dająca tylko jeden gatunek, to jest filogeneza wyłaniająca z gromady ryby drugą gromadę – płazy.

    Ontogeneza człowieka jakby powtarza te zamierzchłe etapy rozwoju i jest jakimś dowodem na ewolucję.
    Nie jest to powtarzanie etapu rozwoju gatunku. Gatunek może co najwyżej różnicować się w jakieś odmiany, lecz nie może przy tym przestać być gatunkiem. Np. odmiana ludzi z czarnym kolorem skóry ludzi to ten sam gatunek, co odmiana z białym kolorem skóry.

    Ontogeneza nie powtarza takiego rozwoju gatunku, ona powtarza znacznie dłuższy rozwój – filogenezę. Na przykład etapy rozwoju od strunowców do kręgowców, od ryby do płaza, od płaza do gada, od gada do ssaka, itd.
    To „powtórzenie” nie jest dokładnie analogicznie, ponieważ wszelki rozwój ma po pierwsze elementy losowe, po drugie odbywa się w jakimś środowisku, które odkształca tę powtarzalność. Niemniej ontogeneza najogólniej mówiąc powtarza filogenezę.
    Jest to niezwykle obszerny problem biologii.

    Powtarzanie filogenezy przez ontogenezę jest bardzo dobrym dowodem na ewolucję, lecz nie należy traktować tego powtarzania z dokładnością do tysięcznych szczegółów, jako absolutnie tożsame powtórzenie.
    Pzdr, TJ

  565. @izabella 26 lipca o godz. 18:34
    Chciałam jeszcze napisać o w miarę nowym trendzie: „Are our brains Bayesian?” (niech zzakałużnik przetłumaczy)

    Czy nasze mózgi są bayesowskie?
    Do tej pory nie widziałem nigdzie literki „j” zastępującej „y”.

    Bayesowskie statystki/metody są tak często dzisiaj używane w dziedzinie AI, że ciekawi mnie twoje zdanie na temat @wbockowego poznanie jest działaniem żywego człowieka, a nie maszyny.

    Dla mnie niefachowca to takie zdanie przedawniło się wiele lat temu, przed pojawieniem się samouczących się maszyn.

  566. Beda imigranci w Umeczonej!

    Podobnie jak wiele krajow Unii, Polska potrzebuje rak do pracy. Wiec rzad chce wprowadzic `nowa
    polityke migracyjna’. W szczegolnosci: rozszerzenie listy panstw objetych uproszczona procedura zatrudniania cudzoziemcow. Nie tylko z naszego regionu, ale moze nawet z … Wietnamu. Poza tym, beda programy stypendiane dla studentow z zagranicy. Oraz

    „zachety dla rodakow, ktorzy chcieliby wrocic z emigracji.”

    Zanim wroce, chcialbym poznac wysokosc zachety

  567. @Orteq 26 lipca o godz. 21:26
    Zanim wroce, chcialbym poznac wysokosc zachety

    Zwrot kosztów pogrzebu w wysokości do 4 tys. złotych, o ile pamiętam.

    Idę o zakład, że w twoim miejscu zamieszkania takich luksusów ci nie oferują. 😉

  568. tejot
    26 lipca o godz. 21:18

    Nic z tego, tejotku. Jesteś za poważny, za solidny, za fachowy jak na pogaduszki, za szczegółowy i za obszerny. Mózg się lasuje od temperatury, a Ty takie rzeczy. Dla pogaduszek wystarczy myśl, że rozwój osobnika w jakiejś mierze odzwierciedla rozwój gatunku, pies tańcował ze szczegółami, zwłaszcza kiedy główny temat jest inny. Przecież nie odwdzięczę Ci się morfologo-semantyczną charakterystyką modeli słowotwórczych z sufiksem „acz” w językach polskim i rosyjskim, żeby była jakaś równowaga poznawcza, skoro sam wiesz, że rozwój jest właśnie z braku równowagi. Idźmy do diabła, tejotku, takie mądralińskie gadki są na blogu zakazane. Bo po co blog, skoro można to wyczytać w księgach w swojej muszli.

  569. Stachu39
    26 lipca o godz. 18:17

    Skonczylem z tematem. O przeprosiny nie dbam. Dzieki za zainteresowanie. Ale koniec na tym
    ——————————————————————————————————————-
    Jezeli bedzie postepowanie w Trybunale w Luksemburgu w sprawie nowelizacji ustaw o SN w Polsce, to niekorzystny wyrok w sprawie skrocenia kadencji I prezes jest prawie pewny. Czym to sie zakonczy? Sankcjami?

    Co do wieku emerytalnego sedziow, to nie calkiem wiadomo co Luksemburg mysli w tOmacie

  570. Dla chętych:

    „Artificial Intelligence Shows Why Atheism Is Unpopular.”

    **https://www.theatlantic.com/international/archive/2018/07/artificial-intelligence-religion-atheism/565076/

  571. Nefer
    26 lipca o godz. 21:02

    Neferko, chciałbym się odwdzięczyć za świetny pomysł z wyspą i coś Ci przyjemnego ofiarować, ale nie wiem co. Mógłbym miskę borówki amerykańskiej, ale przecież nie dorzucę, a latających talerzy nie mam. No i prawie nigdzie dziś nie byłem, jeśli nie liczyć ze sześciu kilometrów na siodełku. Kurde, może znajdę jakiś motyw, żeby był Twoim motywem. Idę szukać.

  572. zza kałuży
    26 lipca o godz. 21:31

    „@Orteq 26 lipca o godz. 21:26 ‚Zanim wroce, chcialbym poznac wysokosc zachety.’
    – Zwrot kosztów pogrzebuw wysokości do 4 tys. złotych, o ile pamiętam. Idę o zakład, że w twoim miejscu zamieszkania takich luksusów ci nie oferują. ”

    Masz slusznego. Luksusow dla umarlakow nikt tu nie oferuje.

    Czy chcesz powiedziec, ze „ONI” chca kupic te marne moje zwloki za marne 4 tys. zlociszy? Surely tam powprowadzaja jakies limity wiekowe. No i jeszcze wymogi obywatelskosci pomrocznej

  573. wbocek
    25 lipca o godz. 23:29
    karol_cia
    25 lipca o godz. 23:10
    W swojej wypowiedzi odniosłam się do Twojego sformułowania jakiego użyłeś do Qby …”ale mi wytłumacz, żebym mógł spokojnie zasnąć, jak powstała decyzja o werbalnym sformułowaniu „Jest Bóg”, bez tego sformułowania, bo do niego dopiero masz dojść.”

    Opowiedziałam :
    „Wiele naszych myśli, nawet twierdzeń powstaje w naszej głowie nie dlatego, że my jesteśmy ich „wynalazcami”, ale, że gdzieś je przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy i może tak być, że ktoś przyjmuje za swoje twierdzenia zawarte w myślach, słowach innych ludzi, uznając je za swoje, bo są zgodne z jego odczuciami, wyobrażeniami , że „jest Bóg” i mówi o tym, to zaistniało zjawisko działania równoczesnego.”

    Napisałeś :
    Nie ten kierunek Twojego rozumowania. Ja mówiłem, że od dziesiątków tysięcy lat, czyli odkąd się liczy homo loquens, myśl i język to jedno. Myślenie jest pojęciowe, językowe. Qba mówił, że bywa myśl przedjęzykowa. Na pewno. Ale taka myśl ma zero lub prawie zero związku z komunikacją. Również z komunikacją z samym sobą. Myślenie pojęciowe nie oznacza za każdym razem tworzenia zdań, natomiast oznacza korzystanie z magazynu poznawczego w umyśle, którego głównym, niekoniecznie uświadamianym zasobem są przyswojone pojęcia. Bez pojęć nie mielibyśmy nie tylko komunikacji na dzisiejszym poziomie, ale i muzyki, sztuk plastycznych czy baletu. No i, oczywiście, religii oraz zdania „Jest Bóg”.

    Myślenie jest ciągłym procesem poznawczym zachodzącym ciągle w naszym mózgu, polegającym na skojarzeniach i wnioskowaniu, operując elementami pamięci takimi jak symbole, pojęcia, frazy, obrazy i dźwięki w mniej lub bardziej świadomy sposób. Czasami określony dzwięk, obraz, określone słowo pobudza nasz mózg do myślenia.
    Myślenie może być : strategiczne,symboliczne, twórcze, abstrakcyjne, emocjonalne.

    Na styl naszego myślenia wpływ ma wiele rzeczy – poczynając od samej budowy mózgu chodzi o silniejszy rozwój jednej z półkul mózgowych jak i różnych ośrodków odpowiedzialnych za nasze zdolności zarówno i te psychiczne jak i fizyczne, nasza biochemia ma wpływ na przewodnictwo naszych „kabli” przekazujących sygnały do mózgu.
    Dodatkowo jakie myślenie będzie u nas dominować ma wpływ w jakich warunkach środowiska żyliśmy, żyjemy, bo to w pewnym sensie determinuje postrzeganie otaczającego nas świata.

    Nawet jeśli wydaje się nam, że myślimy strategicznie, racjonalnie w oparciu o naukę, dowody, to człowiek „myślący” świadomy jest, że nauka nie stoi w miejscu i do rzeczy już poznanych dochodzą nowe – rozwijające to co już znamy, czasami korygujące dotychczasową wiedzę. Nauka nie stoi w miejscu.
    Najczęstszym błędem naszego myślenia jest założenie, że dla każdego z nas jest oczywiste, że tylko myślenie logiczne oparte na opracowaniach naukowych, popartych dowodami naukowymi jest jedynym rodzajem myślenia.

    Ale są ludzie dla których myślenie logiczne jest abstrakcją – a ich myślenie abstrakcyjne jest czymś naturalnym, często są to ludzie sztuki. Pogłębiają swoją wiedzę ale z dziedzin humanistycznych, a królowa nauk matematyka jest dla nich czymś absolutnie nie zrozumiałym.

    Jeśli człowiek myślący logicznie na chwilę oderwie się od swojej logiki i pomyśli przed werbalnym wypowiedzeniem swoich racji, że obok niego żyją ludzie inaczej myślący, że dla nich istotne są słowa określonego, uznanego przez „świat” autorytetu, który wg tegoż człowieka jest bardzo mądry i mówi, że „jest Bóg” to taki człowiek w rozmowie werbalnej z innym człowiekiem może przed swoją wypowiedzią zarejestrować myśl, że „jest Bóg”, bo jego mózg to określenie przyjmuje jako pojęcie własne. Są ludzie, którzy w odniesieniu do wielu „pojęć” rejestrowanych w mózgu nawet nie próbują zastosować logiki.

    W znaczeniu potocznym rozumowanie poprawne to rozumowanie wymagające zastosowania reguł logiki, oraz uznanych za prawdziwe aksjomatów – np.: praw nauki (zobacz też paranauka), systemów prawnych, dogmatów religijnych, regulaminów, zasad kulturowych, obyczaju, tradycji, czy autorytetu.
    Ogólnie za miarę sprawności myślenia można uznać inteligencję, a za miarę efektywności myślenia kreatywność.

    Najczęstszym błędem jaki popełniamy zarówno w samym myśleniu jak i w dysputach to, że przez skrótowe myślenie, szybkość wypowiedzi NIE DOPOWIADAMY znaczenia używanego słowa-określenia, które ma wieloznaczność.
    Tak też jest z myśleniem, że jeśli posługujemy się w myśleniu logiką, ale nie używamy tego dopowiedzenia, bo my wiemy, że jest to logiczne myślenie a inni niech się tego domyślą – skoro mówię, że nie może powstać żadna myśl, że „jest Bóg” przed wypowiedzeniem werbalnym, bo przecież ja wiem, że nie ma Boga, bo jego istnienia nie da się dowieść.

    Twoja wypowiedź:
    wbocek
    25 lipca o godz. 23:35
    karol_cia
    25 lipca o godz. 23:10

    Nie może myśl, która istnieje tylko w werbalnej formie, wyprzedzać mówienia. Myśl o istnieniu Boga powstała wyłącznie ze słów o nim, a nie z obrazów lub kontaktów z nim, więc jak myśl o nim może wyprzedzać jego werbalne nazwanie?

    A skąd pochodzi Twoja pewność, że dla inaczej myślących figurka czy też obrazek, ołtarz nie stanowią obrazu Boga – czy dla ludzi myślących inaczej niż Ty – mózg przyjmuje „pojęcia” tylko na bazie obrazu czy też mogą dochodzić przekazy autorytetu.
    Na szczęście nie jesteśmy jeszcze klonami i najpiękniejsze jest właśnie to że jesteśmy tacy bardzo różnorodni.

    Nie mogłam wcześniej się odezwać, cóż jestem babcią a są wakacje…

  574. @mag
    26 lipca o godz. 12:25

    Dla mnie, temat przestal istniec. Mam dosc i suk i psow

  575. Nefer(ka)

    Neferko donoszę Ci do łóżka to, co sam podziwiam. Nie chodzi, rzecz jasna, o formę obrazków z tego świata (kiedyś Ci może doślę z tamtego, jeśli tam wpuszczają ze zmartwionami), lecz o sam ten świat. Ostatnio – bo przedostatnio najczęściej jestem zafascynowany wodą i chrząszczami w ćcinie oraz morzem – odkryłem dla siebie urodę zwyczajności po którą nie trzeba jechać samolotem ani pendolino: pól, dróg, nieużytków, krzaków, polnych kwiatów. Więc naści, Neferko.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6582619100090964161/6582619105327402994?authkey=CNfS2dqTk5mUrgE

  576. @mag
    26 lipca o godz. 19:33

    jw

  577. kruk
    26 lipca o godz. 17:14
    przepraszam, ze wtrącę: ograniczenie prawa do zamieszkania w pewnych miastach dotyczyło tylko 5 miast w Polsce: Warszawy, Łodzi, Krakowa, Wrocławia i Poznania. Nie znam przyczyn tego ograniczenia, być może miało to zapobiec ucieczce ludności wiejskiej do miast i związanej z tym konieczności zapewnienia im lokum, czyli mieszkań. No i poza tym nie mieliśmy wówczas pełnej demokracji, tylko demokrację…socjalistyczną. Co tłumaczy wiele, a z pewnością tłumaczy różne ograniczenia narzucane przez władzę np przymusowe, obowiązkowe dostawy towarów żywnościowych, z których rolników zwolnił dopiero rząd Gierka, a i to nie od razu, od początku swojego panowania

  578. wbocek
    26 lipca o godz. 22:16

    Bardzo polskie, pięknie, pombocku. Dziękuję. Szkoda że ostatni obrazek mi się nie udał teraz mam stracha 😉

    Polskie polne drogi z kałużami albo bez to coś dla mnie, coś mojego.

  579. karol_cia
    26 lipca o godz. 21:54

    Ten kłopot, że za dużo napisałaś myśli jak na jeden wieczór i na kawiarenkę bez kawy. Więc tylko o jednym.

    Judaizm, chrześcijaństwo i islam to religie powstałe z zapisanych SŁÓW o Bogu. Kto i jak je zapisał – mniejsza. Miliardy wiernych od wieków a nawet tysiącleci dowiadują się o swoich bogach od szamanów, a szamani – z zapisanych słów, a nie ze spotkań z bogami bądź z cudownych objawień.

    „A skąd pochodzi Twoja pewność, że dla inaczej myślących figurka czy też obrazek, ołtarz nie stanowią obrazu Boga – czy dla ludzi myślących inaczej niż Ty – mózg przyjmuje „pojęcia” tylko na bazie obrazu czy też mogą dochodzić przekazy autorytetu.
    Na szczęście nie jesteśmy jeszcze klonami i najpiękniejsze jest właśnie to że jesteśmy tacy bardzo różnorodni”.

    O najpiękniejszości się nie wypowiadam. Ale jesteśmy z tej samej ziemi i nie różnimy się aż tak bardzo, by z własnych doświadczeń i słuchania innych nie dałoby się niczego wnioskować. Mnie w sprawach bogowości od dawna mniej interesują bracia parafianie i ich praktyki, więcej – samo źródło informacji o domniemanym Bogu, które, jak każde słowo pisane, poddaje się analizie i ocenie. Z marności tego żródła wnioskuję o nieistnieniu Boga, a moja ocena wartości wiary w niego przychodzi sama. To jest tylko racjonalna ocena tego, co da się bez najmniejszych wątpliwości stwierdzić. Natomiast subiektywny stosunek wierzących do domniemanych bogów niech sobie mają wierzący, mnie nic do tego.

  580. Nefer
    26 lipca o godz. 22:44

    To bardzo się cieszę, Neferko, że Ty się cieszysz. Ciesząc się, przekażmy sobie znak cieszenia się i udajmy się do wyrka się cieszyć i śnić o cieszeniu się. Jesteśmy równi bogom. Dobranocka w podskockach.

  581. karol_cia
    26 lipca o godz. 21:54

    Przepraszam, karol_ciu. Napisałem: „Z marności tego żródła wnioskuję o nieistnieniu Boga”. Może powstać wrażenie, że Biblia to jedyne źródło mojej wiedzy o nieistnieniu Boga. Głównym źródłem jest jego nieistnienie. Identycznie jak głównym żródłem wiedzy o nieistnieniu krasnoludków czy zajęcy z lisią kitą jest nieistnienie krasnoludków i takich zajęcy. Dobranocka.

  582. @Stasieku 26 lipca, 18:08
    Slusznie bales sie bolu na emigracji. Nie wszyscy go odczuwaja, sa tacy, ktorzy za nic by nie wrocili.
    Ale jak sie juz ten bol odczuwa to jest jak choroba, jak obsesja odrywajaca od rzeczywistosci. Wankowicz, zdaje sie, pisal, ze czuje nieznosna tesknote za rowem, w ktorym kumka zaba. Wlasnie tak sie teskni – za kumulusami, za bajorkiem otoczonym olchami, za promieniami slonca padajacymi pod specyficznym katem.
    Jak chodzi o Warszawe, to kazdy jej kadr ogladany czasami w miedzynarodowych kanalach telewizji budzi we mnie emocje nie do opisania. Kiedy tam jestem, ciesze sie kazdym kawalkiem miasta. Z ostatniego pobytu pamietam m.in. zachwyt, w jaki wpadlam na widok ulicy Filtrowej o zmierzchu – sznur latarni w lekkiej mgielce zakonczony sylwetka kosciola na placu Narutowicza.
    Tak to jest.

  583. Szedłem z T. na protest przed Pałac Namiestnikowski Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem, kafejki-ogródki zapełnione, ludzie radośni – shit, myślę, czy będziemy sami na tej manifestacji?

    Jednak nie, był duży tłum, świeczkami machaliśmy, krzyczeliśmy „hańba!” itp.
    Najbardziej podobał mi się czteroliterowy, na osobnych, długich trzymadłach napis D U D A.
    To ‘D’ miało dynamikę, zmieniało się w pewnym rytmie w ‘P’.

    Wchodzimy w nową erę, ciąg technologiczny prawie zakończony, zostały media, RPO, może jeszcze coś.
    A dla takich gostków jak ‘stasieku’ – deja vu.

    Dobranoc, śpijcie przy otwartym…

  584. Ze nie bedzie referendum konstytucyjnego, to jedno. Ale co z drugim? Czyli z tym, ze pisiarski Senat olal pisiarskiego prezydenta?

    Bo to Senat, sam, bez zadnego – he he – wplywu prezesa, zadecydowal o odrzuceniu zgloszonego przez
    przez Adriana wniosku o referendum konstytucyjnym.

    OPOZYCJA BYLA PRZECIWKO WNIOSKOWI. Podczas gdy wiekszosc PiSiakow wstrzymala sie od glosu.

    W jakiego cymbergaja „ONI” graja? Czyzby chodzilo o jakies podchody przymilne pod UE? I o ten caly Luksemburgizm?

  585. @konstancja 26 lipca, 22:31
    Dobrze, ze sie wtracilas, bo z Twoich komentarzy wnioskuje, ze masz duzo rzeczowej wiedzy o kraju. Wiedzialam, ze tylko kilka duzych miast bylo zamknietych ale nie umialabym ich dokladnie wymienic. Jak chodzi o przyczyny tego zjawiska, zgadzam sie, ze wladze musialy sie obawiac zbyt szybkiego naplywu ludzi z prowincji, a jak bylo z budownictwem mieszkaniowym – wiemy. Poniewaz mielismy „demokracje ludowa”, najprostszym rozwiazaniem byl odgorny zakaz meldowania sie na zyczenie.
    Z tego, co wiem, zniesienie tego zakazu po ’89r. nie spowodowalo zadnej katastrofy w postaci obrastania duzych miast slumsami. Czytalam w prasie, ze majac wolnosc powrotu, jakas czesc ludzi przeniosla sie z duzych miast do mniejszych. Co najbardziej mnie uderzalo, kiedy przylatywalam do kraju, to odrodzenie sie malych miast. Mialam w pamieci smetne, szare, zablocone, zaniedbane miasteczka, a zobaczylam wesole, kolorowe, z ogrodami i kawiarniami.
    Zaraz sie pewnie ktos odezwie, ze nie wszedzie w Polsce jest tak kolorowo. Niemniej wlasnie te kolory widzi czlowiek przyjezdzajacy do kraju po dlugiej nieobecnosci.

  586. Na marginesie
    26 lipca o godz. 18:57

    @wbocek 26 lipca o godz. 16:21

    „Pombocku, masz słusznego, że „traci cały blog” – i tu właśnie leży pies pogrzebany. Rzucanie „sukami” i „kurwami” pod adresem współblogowiczów może być pretekstem do likwidacji blogu.”

    Obawiam sie, ze masz (cholerna) racje. Tak zdychaja wszystkie ‚inicjatywy spoleczne’ w Polsce nawet ten ‚skromny ale gustowny’ blog.
    Na koniec ‚Transatlantyku’ Gombrowicz pisze, parafrazuje (nie potrafie juz zacytowac doslownie), ze ‚Polak Polakowi (w oryginale swini swini) dupe slini”. Czy Polak to zaraz swinia? – poznalem ‚szczesliwych Cyganow’ i kulturalnych Rumunow. Polacy to jakis metafizyczny skandal.
    Nie ma w kraju ‚wiekszej sprawy’ w nieskonczonosc beda sie odbywac te przerzucanki insynuacjami, ten kraj nie wyszedl z przedszkola historii.

    Mam dosc tego blogu na czas jakis.
    Wkurw.

  587. @Stachu39 26 lipca, 18:30
    Jak to przypadek moze zdecydowac, czy spedzimy zycie na emigracji czy w kraju. Ty o malo nie zostales w Szwajcarii. Ja, wyjedzajac z Warszawy, bylam przekonana, ze po roku wroce. Co prawda jadac taksowka na Okecie przez Most Poniatowskiego nagle pomyslalam sobie, ze na swiecie moze sie stac cos takiego, ze juz nie wroce. Zostalam za granica dluzej niz planowalam, choc legalnie, i stal sie stan wojenny, kiedy mialam dwoje malenkich dzieci.

  588. erratum:

    …ze ‚Polak Polakowi (w oryginale swinia swini) dupe slini.

  589. kruk, 26 lipca o godz. 23:24

    „Wankowicz, zdaje sie, pisal, ze czuje nieznosna tesknote za rowem, w ktorym kumka zaba.”

    Ja za kumkajacymi zabami tez tesknie. Bo w obecnej mej lokalizacji zaby zostaly powyjadane – chyba – przez zabojadow bergamuckich. Nie ma zadnych zab nadPacyfikiem

    „Wlasnie tak sie teskni – za kumulusami, za bajorkiem otoczonym olchami, za promieniami slonca padajacymi pod specyficznym katem.”

    Aha. Ale – bedziemy wracali?

    „Jak chodzi o Warszawe, to kazdy jej kadr ogladany czasami w miedzynarodowych kanalach telewizji budzi we mnie emocje nie do opisania. Kiedy tam jestem, ciesze sie kazdym kawalkiem miasta. Z ostatniego pobytu pamietam m.in. zachwyt, w jaki wpadlam na widok ulicy Filtrowej o zmierzchu – sznur latarni w lekkiej mgielce zakonczony sylwetka kosciola na placu Narutowicza. Tak to jest.”

    Siem zgadza. Sporo lez utoczylem w okolicy, odwiedziwszy te tereny po wielu latach emigracji. Bom w poznych latach 60-tych mieszkal na Zwirki Wigury. Chyba znowu sie poplacze

  590. Poplakalem sie

  591. kruk
    26 lipca o godz. 23:24

    kruku opisalas emigrantow (niektorych) tesknote za krajem krotko, obrazowo i prawdziwie. Polskie zabki, stawki, chmurki – to jak wyznanie milosci kobiecie: kocham powietrze, ktorym oddychasz, ziemie po ktorej stapasz. Milosc przekleta.
    Moje sny o Polsce to polskie lasy. Glebokie knieje, zwierz dziki…i zbieranie jagod i grzybow. I lowienie ryb w polskich rzekach i jeziorach.
    Dobrych, (bo prostych?) Polakow spotykalem po wsiach…w miastach nie za bardzo.

  592. wbocek, 26 lipca o godz. 18:36
    „Stachu39, 26 lipca o godz. 18:17. Jak tu śledzę, to widzę, że co jakiś czas kogoś się banuje.Jak jest nieprawomyślny. (…) Dosadny język i isynuacje to specjalność nie tylko Orteqa”.Wymień tych banowanych „co jakiś czas”. I masz rację, że insynuacje to nie tylko specjalność Ortega. Właśnie insynuujesz banowanie „co jakiś czas” (co jaki – raz na tydzień, raz na rok, raz na trzy lata?) oraz banowanie „Jak jest nieprawomyślny”. Kto to tak był zbanowany „za nieprawomyślność”?

    Tylko o tzw prawowyslnosc sie rozchodzi. „Nie czyn drugiemi co tobie niemile ”

    Temat zakonczony. Finish

  593. kruk
    26 lipca o godz. 23:53
    odrodzenie się małych miast i miasteczek z pewnościa miało związek z odrodzeniem sie samorządności. W ślad za tym poszły także pieniądze, które nie były już centralnie dzielone, tylko są przyznawane wg innych algorytmów, z większym uwzględnieniem tzw. ściany wschodniej. Tam akurat jest problem z wykorzystaniem wszystkich środków (wyjątkiem jest województwo podkarpackie i rewelacyjny w tym względzie Rzeszów z prezydentem Ferencem) , bo brak fachowców umiejących pisać-wypelniać wnioski unijne, a teraz tez brak rąk do pracy i wdrożenia w zycie, czyli wybudowania czy inaczej postrzeganej realizacji planów. Nasze wstąpienie do Unii zaoowocowało wykorzystaniem środków unijnych na wyrównywanie szans i zniwelowanie wszelkich różnic. Stąd inwestycje w drogi, w poprawę sieci społecznej i tej, która decyduje o jakości życia w małych społecznościach. Do tego doszły oczywiście pieniądze dla rolników.
    Dzis samorządy mają pieniądze z podatków PIT i CIT (część z nich zostaje w danym mieście, miasteczku lub gminie), podatków od nieruchomości i podatków rolnych. Możesz to sobie przeliczyć na ilość zamieszkałych (zameldowanych) na danym terenie mieszkańców, podmiotów gospodarczych- przy czym im bogatsze lub znaczące podmioty gospodarcze, tym bardziej gminy opływają w dostatki.

    Do tego dochodzi wiara poszczególnych społeczności i mieszkańców w to, ze coś od nich zależy. Ze warto inwestować w otoczenie, we wspólne miejsca.
    A wiara ponoć góry przenosi.

  594. @Orteq 27 lipca, 0:19
    No to sie rozumiemy – kraj i zaby. Te plazy chyba w ogole zanikaja. 20 lat temu w mojej okolicy slychac bylo noca zabie chory z pobliskiego stawu. W ogrodzie latem pojawialo sie mnostwo malenkich, szmaragdowych zabek. Zdarzaly sie tez ropuszki. Od dawna ani sladu po jednych, drugich i trzecich. Jednego lata, idac w poblizu stawu, uslyszalam kumkanie w malej kaluzy. Niezmiernie sie ucieszylam – zaby wracaja! Nietety kumkanie szybko sie skonczylo.

  595. Polskia wersja przykazan (niektorych tylko z kanonu dziesieciu):

    ‚Czyn blizniemu swemu, co tobie niemile.
    Nienawidz blizniego swego jak siebie samego.’

    Wysiadam, za duszno tu dla mnie.

  596. @Konstancja 27 lipca, 0:59
    Dziekuje za te informacje i ciesze sie, ze to, co w Polsce widze, zgadza sie ze spojrzeniem osoby tam zyjacej.

  597. @izabella
    26 lipca o godz. 18:34

    Ładnie to ujęłaś.
    Ponieważ jestem odporny na autorytety, więc testując siebie „od zawsze”, szybko zauważyłem efekt „porannego olśnienia”. Zastanawiając się na nim doszedłem do wniosku, iż chodzi o odciążenie i dotlenienie mózgu. Kilka prostych eksperymentów przyniosło potwierdzenie. Całe następne życie stosowałem tę metodę. Bardzo mi pomaga.
    Mózg zużywa dużo energii dostarczanej przez krew. A żeśmy dwunogi w pozycji pionowej, to droga krwi daleka i pod górkę. Czyli mamy dwie możliwości – zwiększyć wydajność pompy lub zmniejszyć opory tłoczenia.
    Pierwsze to np. kawa pobudzająca pracę serca. Osobiście stosuję ruch. Kiedyś bieganie, teraz rower. Świetnie mi się przy tym myśli i znajduje rozwiązania. To wielka frajda wymyślać układy elektroniczne czy mechaniczne konstrukcje w trakcie jazdy rowerem. Oczywiście na dłuższe dystanse.
    Drugie, to np. pozycja leżąca. Czyli – masz problem, przemyśl go dobrze i połóż się. Spróbuj myśleć o czymś przyjemnym. Nie szkodzi, jeśli zaśniesz. Rozwiązanie (jeśli jest dostępne przy danym stanie wiedzy) „przyjdzie samo”.
    Powyższe funkcjonuje przy racjonalnym podejściu do życia, czyli opanowaniu strachu (np. przed egzaminem), stresu (np. z powodu głupiego (czy są inni?) kierownika) i generalnie pogodzeniu się z warunkami brzegowymi życia. Dzięki temu można zapanować również nad snem, czyli spać „szybko”, tzn. krótko i bez faz przejściowych. Pozytywem jest niepamiętanie snów i umiejętność intensywnej akcji przez np. dwie doby. No i przekonanie, że życie jest piękne.

  598. @act 27 lipca, 0:35
    Tez cos wiem o kniejach, bo urodzilam sie i przez 9 lat zylam na skraju Puszczy Bialowieskiej. Mnie z kniejami kojarza sie glownie drzewa, kwiaty, jagody, grzyby i ptactwo. Ryb nie lowilam. Mlodzi ludzie jezdzili na rowerach w glab puszczy i wracali z bukietami zawilcow, przylaszczek, pozniej konwalii. To sie chyba nazywalo jezdzeniem na majowke. Ludzi mile wspominam.

  599. @stasieku
    26 lipca o godz. 23:28

    Tośmy się pewnie minęli. Tyle, że ja byłem z K., N. N. K. i innymi. Takie same odczucia, takie same wrażenia. U mnie dodatkowo wspomnienia z 68′ i strajkach na uczelni. Podobnie choć straszniej, bo nie wyobrażaliśmy sobie możliwości zmiany, choć jej żądaliśmy.

  600. @karol_cia
    26 lipca o godz. 21:54

    Trochę dużo treści jak na jeden raz.
    Z większością się zgadzam. Ale wniosku nie doczekałem.
    Potrzebna jest jednoznaczna platforma komunikacyjna. Czyli taka, która jednoznacznie przypisuje określenia do znaczeń. Bez dwuznaczności – od tego mamy własne języki. Myślę, że taka platforma (sztucznie stworzona na bazie informacji o wszystkich językach świata) jest już dawno realna. Wiele lat temu wystąpiłem z takim projektem. Ale bez poparcia przemysłu i polityki szanse były nikłe. A dziś już mi się nie chce.

  601. tejot
    26 lipca o godz. 21:18

    Jeszcze jakies 50 lat temu tak w przedstawiano, ze australopitek, potem h. erectus, dalej neandertalczyk i h. sapiens…

    Odbior powwszecny trywializowany byl taki, ze z pierwszego drugi, z niego trzeci, z ktorego czwarty … choc powyzsze uporzedkowanie ani slowem,ani jednym slowem nie zajaknelo sie ze ktorykolwiek z innego sie wzial.

    Sa silne i podparte dowodami wiezi pomiedzy , ale dowodow nastepstw, czy poprzedzen wcaz brak. Nieco dopomaga ulozenie na osi czasu, ale i to nie jest traktowane jako dowod….

    Bo austarlopiteki zyly zgodnie, lub sie klocily z erectusami cos z 1,2 miliona lat, erectusy sie wadzily, lub nie z neandertalczykami przez cos okolo 180 tysiecy lat, a jesli by uwzglednic „hobbitow” to spor neandertal versus erectus, wygral erectus … bo sie ostal do niemal naszych czasow. Wydawaloby sie, ze przynajmniej na terenie Europy nie bedzie problemu, ze byl neandertal i wybyl, a wszedl sapiens i zostal.

    Ale sukinsyny naukowcy, zamiast sie zadowolic tym co juz znalezli, szukali dalej i sie cholery doszukali. Doszukali sie Cro Magnon najpierw, ktory sie rozprzestrzenil po Europie jakies 80 tys lat tem i zyl zespol wespol z neandertalami miejscowymi nastepne okolo 50 tys lat. I nie tylko zyl obok, ale sie mieszal zyjac obok. Slady mieszania sie sa w kazdym jednym rasy kaukaskiej bialej i sa w ilosciach od jakis 3,5%, do okolo 7% i nikt z bialokaukasow sie nie wyprze tego co ma.

    Podobny los, los oszczedzil azjatom, bo u nich zero genow neandertala w genotypach potwierdza to, co grzebacze w ziemi odkryli, czyli odkryli brak neandertaczykow w Azji, co sie jedno z drugim wdziecznie splata i wzajem potwierdza. Za to maja co innego na otarcie lez, czyli to, ze co dwudziesty azjata, jest prapraprapraprawnukiem Dzingis Khana… taki juz los azjaty moznaby skwitowac, z enie mieli neandertala, za to w zamian mieli Dzings Khana, ktory wcale to, a wcale nie byl neandertalem, choc z jego reki, czy rozkazu, wymordowano miliony, albo i jeszcze wiecej, zeby on mogl samodzielnie zaplodnic cos z 6 tysiecy kobiet, zeby obecnie co dwudziesty …

    Po tym niewatpliwie guinessowym rekordzie Dzingis Khana wrrocmy na Ziemie, czyli do Europy…

    Jako sie powiedzialo neandertal na spole z Cromanionczykiem sie po Europie szarogesili razem, czy obok siebie jakies 50 tysiecy lat. A tymczasem w tyglu ludzkich gatunkow, czyli na obszarze obecnej Etiopii z cichapek sie wzial na udreke naukowcow i nasza na dodatek, wyklul Homo Sapiens Sapiens

    Nie w Europie sie wyklul, tylko w Etiopii, co nalezy zapamietac, bo choc oba miejsca sie na literke „E” zaczynaja, to dzieli je dobre 4000 kilometrow.

    W ekspresowym wrecz tempie sie h. Sapiens jak sie juz wyklul, przemiescil sie do Europy, bo zajelo mu to niecale 15 tys lat. Ale choc ekspresowo podrozowal, to po drodze „zachaczyl” o jaskinie Denisowa na KAukazie. Wiec mial niewatpliwie Sapiens tempo iscie ekspresowe w porownaniu z poprzednikami, ale w Jaskini Denisowa musial cokolwiek dluzej zabawic, zeby mogl powstac Homo Denisoviensis

    Jak bylo, tak bylo, ale musialo byc wesolo, bo ten nasz, bo ja, ty i kazden jeden europejskiego pochodznia, mamy w naszych genotypach, wieksze mniejsze fragmenty genow denisowianskich. A one sa dopiero ciekawostka, bo sa miksem genow erectusa, neandertala, cromagnonczyka i sapiensa, czyli wszystkiego co bylo do dyspozycji i nie tylko bylo dostepne, ale sie skutecznie ze soba wymieszalo. Tak skutecznie, ze nie tylko wsio w Ewropie, ale i w Azji tez ma slady denisowskich genow. A zeby nei bylo poszkodowanych, a my zebysmy mieli material do przemyslen, to i uprzednio wspomnianych „hobbitow” tez ta „zaraza” nie ominela.

    Se ciut pozartowalem, ale sprawa jest o wiele powazniejsza, niz prosta linia od australopiteka, do sapiensa….

    pozdrowka
    ~l.

  602. @act
    27 lipca o godz. 1:12
    „Polskia wersja przykazan (niektorych tylko z kanonu dziesieciu): Czyn blizniemu swemu, co tobie niemile. Nienawidz blizniego swego jak siebie samego.’Wysiadam, za duszno tu dla mnie.

    Noo. Nie badz takim bejbikiem. Zakoncz temat

  603. Prosze wypowiadajacych sie o zapamietanie, ze:

    Energii organzmom dostarcza zarcie, czyli pozywienie ! Krew tylko przenosi ENERGIE W ZARCIU pozyskana ….

    ~l.

  604. Nie ma ZARCIA
    Nie ma ENERGII
    Krew niczego nie DOSTARCZY

    ~l.

  605. @Orteq

    Pzreprosiles?

    Sie pytam, bo nie widzialem.

    pozdrowka
    ~l.

  606. kruk, 27 lipca o godz. 1:09

    „No to sie rozumiemy – kraj i zaby. Te plazy chyba w ogole zanikaja. 20 lat temu w mojej okolicy slychac bylo noca zabie chory z pobliskiego stawu. W ogrodzie latem pojawialo sie mnostwo malenkich, szmaragdowych zabek. Zdarzaly sie tez ropuszki. Od dawna ani sladu po jednych, drugich i trzecich. Jednego lata, idac w poblizu stawu, uslyszalam kumkanie w malej kaluzy. Niezmiernie sie ucieszylam – zaby wracaja! Nietety kumkanie szybko sie skonczylo.”

    U mnie wszystko zwalane jest na Harry’egp, Czapela, znaczy. Gdy on zaistnieje na naszej plazy – co zdarza sie codziennie, praktycznie – powiadamy, ze obiad bedzie z Costco

  607. lonek, 2:29

    Nie probuj. Temat zakonczony

  608. kruk
    27 lipca o godz. 1:09

    „No to sie rozumiemy – kraj i zaby. Te plazy chyba w ogole zanikaja. 20 lat temu w mojej okolicy slychac bylo noca zabie chory z pobliskiego stawu. W ogrodzie latem pojawialo sie mnostwo malenkich, szmaragdowych zabek. Zdarzaly sie tez ropuszki. Od dawna ani sladu po jednych, drugich i trzecich. Jednego lata, idac w poblizu stawu, uslyszalam kumkanie w malej kaluzy. Niezmiernie sie ucieszylam – zaby wracaja! Nietety kumkanie szybko sie skonczylo.”

    Zaby slabo dosyc wracaja, krukowianko. Prawde mowiwszy, w ogole nie wracaja nad Pacyfik. Z tego co widzimy na dzien dzisiejszy

  609. @Orteq

    To i dobrze.

    pozdrowka
    ~l.

  610. Kandydaturę Celińskiego wycofano. Za wulgarne odzywki.
    A Orteq dalej straszy…

  611. Czy te squ*syny naprawdę użyły gazu przeciw demonstrantom?
    A Orteq dalej straszy …

  612. @act, nie uciekaj, pisz. Podeślij trochę świeżego powietrza.

  613. Nefer
    26 lipca o godz. 22:44
    Bardzo polskie, pięknie, pombocku. Dziękuję. Szkoda że ostatni obrazek mi się nie udał teraz mam stracha. Polskie polne drogi z kałużami albo bez to coś dla mnie, coś mojego. * Masz strach? (to po czesku 🙂 ). Całkiem możliwe, że bez polnej drogi Polak w ogóle nie jest sobą i musi zjeść snickersa, albo łyknąć pepsi. Furmankę niejaki Morawiecki wyniósł wlaśnie na ołtarze. Kręta droga, jakie drzewko, kałuża, koleiny, rozwalcowana kołami żaba albo mysz, ziele i chwast przydrożny, motyl-bielik, albo czasem cytrynek, tak zwany kąkol przydrożny czyli chaber, jakiś chudodługi mak, żyto czwartej klasy na piachu – i jest Polak. Albo nie ma. I są „Noce i dni” – z takimi drogami, że prędzej się umrze, niż przez błoto przejedzie. Taka Polska.

  614. @act : ta pani ma rację [ izabella 27 lipca o godz. 4:34 @act, nie uciekaj, pisz. Podeślij trochę świeżego powietrza.]. Ten pan też ma rację [Tanaka], no i pozostali tak samo. Nie bądź znikacz 🙂

  615. Na marginesie
    27 lipca o godz. 4:13
    Kandydaturę Celińskiego wycofano. Za wulgarne odzywki. * Wycofano!- coż za głupota! Celinski odpowiedział jak powinien, na bezczelne pomówienia konkurenta.

  616. Nefer

    Ciń doberko, Neferko. Jak się spało? Czy co oknem nie wleciało? Na przykład wąż. Jak Ci wczoraj wysyłałem wysyłkę, zagapiłem się i jednej rzeczy nie wysłałem. To fragment pięknego jeziorka z malowniczymi zatoczkami, schowanego w krzako- i drzewostanie. Miało być ilustracją odwrotności tęsknot zagranicznych Polaków za Polską.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6582762284060806338?authkey=CNr0g_WK4cH1SA

    Od strony drogi teren jest ogrodzony, brama. Kiedy byłem tam tydzień temu, wlazłem przez otwartą bramę i trochę pofotkowałem. Patrzę: idzie w moją stroną facet, cóś w moim wieku. Zapytałem, czy w tym pięknym zakątku przyjmuje się gości na nocleg. Nie przyjmuje się. Aha, czyli to teren prywatny. Tak jest. O Jezu, gdzie ja wlazłem! Ma pan dubeltówkę? Mam, ale w domu. Spokojnie, jak pan pstryka, może pan pstrykać. No i żeśmy pogadali. Zbudował ten zakątek dla swoich dzieci (domek na fotce jest na półwyspie i przeznaczony jest wyłącznie dla zaproszonych gości, gość dla siebie ma wielką panderozę – z kolumnami, a jakże). Co z tego, jak dzieci wybrały wolność za granicą. Przyjadą raz na rok albo nie przyjadą, pobędą parę dni i znudzone wracają do lepszego świata. Wnuki tylko przyjeżdżają. Ale nie na całe wakacje – na dwa tygodnie, potem dziadek odwozi blaszakiem do zagranicy. Dzieci – mówię – nie tęsknią za krajem? Tęsknią – mówi – ale za tamtym. Tylko przyjadą, już na drugi dzień opowiadają, jak tam dobrze, i nie mogą się doczekać, kiedy wrócą. Komu i na cholerę ja to wszystko robiłem.

    Ot figla los gościu sprawił.

  617. wbocek
    27 lipca o godz. 8:01 * Pombocku, obrazek kameralny, śiczny, prawie rajski. Jeeszcze tylko auto schować za krzakiem czy w wiacie i tą biel szpitalną ścian ożywić. Ale pewnie algi same ożywią. Może jeszcze dach nieco spłaszczyć. I jak cukierek będzie. Otóż to: człowiek się narobi, a dzieciaki – w świat. I stoi. Tu, przynajmniej, zdobi. Bo ta ponderosa to – jak znam to i owo – znacznie mniej zdobi.

  618. Tanaka
    27 lipca o godz. 8:10

    Jest też podwodna ciekawostka. Jeziorko było fest zarośnięte i gość wpuścił tołpygi. Owszem, oczyściły, ale teraz gość z nich nie może jeziorka oczyścić. Nie rozmnażają się w takich warunkach, ale przeszkadzają innemu życiu, a same ważą po 20 kg. Same figle u tego gościa. Weź się dorób. A potem: po co i na co?

  619. Przez Trumpa stosunek do imigrantów durnie na granicy nawet zaćmieniu księżyca wizy nie dali.

    I teraz ja tego zaćmionego księżyca nie zobaczę.
    F Trump!

  620. zza kałuży
    27 lipca o godz. 8:42
    leć szybko do Polski. U nas dopiero od 2030 naszego czasu i tak przez godzinę i czterdzieści minut ( napisałam słownie, żeby nie było wątpliwości, że do 22.10.
    Zdążysz!!!

  621. dwukropek mi uciekł
    od 20:30 zaćmienie.
    Czekamy!o wikt i opierunek, ai dach nad głową sie nie martw.
    Kołczing jest tu popularny

  622. wbocek
    27 lipca o godz. 8:01

    Dzień dobry pombocku i wszyscy 🙂

    Strasznie się spało, taki goronc że przewracałam się tam i z powrotem, w końcu włączyłam huczący wentylator i może zmrużyłam oko na jakie 3 godziny. A teraz zombie.
    Nic nie wleciało, jakby wleciało to pisk. Nie znoszę ciem (ćm?) pająków i wszystkich takich.

    Domecek fajny (Tanaka ma rację z tym dachem) piękne okoliczności przyrody ale pewno komary by mnie zjadły żywcem, one mnie bardzo lubią.

    Na zaćmienie mam aparat naszykowany ale może jak raz akurat będzie deszcz i chmury :/ ale już raz przynajmniej widziałam taki pomarańczowy księżyc, dawno temu w Sopocie bywszy akurat.

  623. Tanaka
    27 lipca o godz. 7:59

    Pięknie ładnie, odpowiedział jak powinien ale nie powinien jako kandydat na urząd. Może sobie kogo chce za klapy brać prywatnie albo zagrozić sądem za bezczelne pomówienia ale jako aspirujący do wyborów absolutnie nie powinien w taki pisowski sposób. Jeśli tego nie rozumie a widać nie rozumiał to się nie nadaje i tyle.

  624. „W temacie” wyborów wtrącę 3 grosze.
    1.) Gdy byłem w klasie maturalnej i uprawniony do głosowania, ktoś przed nadchodzącymi prlowskimi wyborami wymalował na ścianie w męskim wychodku naszego liceum wielgaśne grafitti z napisem „Zamiast w kącie walić prącie, głosuj w Narodowym Froncie” i odpowiednią ilustracją. Jako hasło wyborcze nie sprawdziło się, ja wtedy wlazłem za zasłonę i napisałem na karcie, żeby mnie pocałowali, głos unieważniając (choć i tak zagłosowało te standartowe 99,8%). Wielu moich kolegów zrobiło podobnie, mimo pewnych obaw o maturę i egzamin wstępny. Ja zdałem jeden i drugi. Inni na ogół też.

    2.) Prawdziwa frekwencja wyborcza w PRLu (nie ta publikowana w „Trybunie Ludu”) i pozostałych demoludach, a także i w wielu innych krajach, rządzonych przez „demokratorów”, tj. „Zdecydowanych Przywódców” popieranych przez Białego Ojca w Waszyngtonie, była sprawdzianem stopnia zastraszenia i spolegliwości społeczeństwa.

    3.) Wybory obowiązkowe niegdyś krytykowałem, dziś popieram. Mandaty są w nich często symboliczne, jednak nakłaniają leniwców i olewaczy żeby jednak pofatygowali się do urn i dali wyraz swoim preferencjom. Jest to niezły probierz opinii „Suwerena”. To, że w dzisiejszych „post (Ha! ha!)-ideologicznych” czasach ma niewielki wpływ na politykę, to już temat na inną bajkę.

  625. Orteq
    27 lipca, g.0:4
    Nie płacz, tylko przyjedź, a raczej przyleć.
    Bywałam na imprezkach na Żwirki i Wigury, a na słynnym Kicu trochę waletowałam u koleżanek z roku, żeby zobaczyć jak to jest.

  626. Zapragnąłem się podzielić natychmiast z umiłowanymi w panu Urbanu siostrami i braćmi paskudztwem opublikowanym w najpaskudniejszym w świecie „Nie”. Tak paskudnym, że nawet PiS, który rozpierniczył sądownictwo dla – jak mówi – sprawiedliwości, zamiast wypierniczyć głupich sędziów – tylko skąd wziąć mądrych? – nawet się nie zająknął, że Urbanowe „Nie” przez 28 lat istnienia może więcej niż wszystkie razem wzięte prawiczkowe media pokazywały samowolę i pospolitą głupotę sędziów. „Ale ja nie o tym” – powiedział na końcu jeden językoznawca, który na wstępie językoznawczego wywodu wyliczył, ilu przysięgających posłów podparło się Bogiem, ilu – nie, i co to za jedni. Fragment tekstu Łukasza Piotrowicza „Niewiara czyni cuda” z ostatniego „Nie”.

    „Połączone siły badaczy z brytyjskiego uniwersytetu w Bristolu oraz amerykańskiego w Tennessee udowodniły ponad wszelką wątpliwość, że religia hamuje rozwój gospodarczy.
    (…)
    Sekularyzacja poprzedza okres prosperity – twierdzą członkowie wspomnianego zespołu badawczego. Zeświecczeniu musi towarzyszyć poszanowanie dla praw człowieka oraz duża tolerancja w społeczeństwie – inaczej nic z tego. Kraje, w których dopuszcza się małżeństwa jednopłciowe, aborcję, antykoncepcję, rozwody i wszystkie rzeczy, których kościoły zabraniają, mają największe szanse na osiągnięcie dobrobytu. Nie potrzeba doktoratu z socjologii, aby dostrzec, że kraje niereligijne są zamożne, a te z dużym współczynnikiem dewocji – biedne. Zachodni badacze prześledzili PKB krajów w XX w. i wyszło im to samo, co podpowiada ateistyczna intuicja. Pozostaje jednak odrębną kwestią, czy to odrzucenie religii powoduje bogactwo, czy też to zamożność prowadzi do bezbożności. Badania pokazują, że pożegnanie z Bogiem wiedzie ku materialnemu powodzeniu. Wraz ze zorganizowaną religią człowiek porzuca wiele fobii i barier, które hamują postęp, a co za tym idzie – dobrobyt”.

    Szczęść Boże

  627. wbocek
    27 lipca o godz. 11:12

    Usywiśsie, ni mozno nie dodać dla sprawiedliwości, że nieodrzucenie religii w najniezależniejszym kraju Unii Europejskiej też powoduje bogactwo. Tylko u wybranych, ale prowadzi. A czy bogactwo prowadzi do bezbożności? Odpowiem pytaniem: a jak sprawdzić bożność/bezbożność księży i tych w pierwszych ławkach?

  628. @Herstoryk
    27 lipca o godz. 11:07

    Wybory obowiązkowe niegdyś krytykowałem, dziś popieram.
    Mam zdanie odrębne. Wymuszanie udziału w wyborach przy (w najlepszym razie) znacznym ograniczeniu ich wpływu na losy państwa prowadzi do osłabienia identyfikacji obywatelskiej (poczucia bycia współodpowiedzialnym). Jest to szczególnie silne przy ordynacji wyborczej „gwarantującej” brak kontaktu wyborcy z kandydatem, bo pochodzi on na ogół z innych okolic kraju i jest nominatem politycznym. Po wyborach kontakt praktycznie nie istnieje. Zaryzykowałbym twierdzenie, że nawoływanie do udziału w wyborach w takich warunkach jest pójściem na rękę rządzącym, bowiem uprawomocnia ich działanie – duża frekwencja i wygrane wybory, więc wielkie poparcie obywateli.

    Taka praktyka wpisuje się w działania nie tylko PiS-u ale również PO i chyba jest charakterystyczna dla partii prawicowych czyli „misyjnych”. Świadczy o niewielkim wykorzystaniu mocy obliczeniowej mózgów „działaczy” i niedopuszczaniu możliwości, że inni są mądrzejsi, poprzez ich eksterminację polityczną i społeczną. A jak trzeba, to i fizyczną.
    Ale widocznie tak chcą obywatele Polski, skoro wykończyli wszystkie partie za wyjątkiem prokościelnych, prawicowych, wodzowskich PO i PiS.

    Najgorsza rzecz, którą czyni PiS, to totalna dewaluacja państwa, jako podstawy identyfikacji obywatela z ojczyzną. PRL zapoczątkował ten proces, a teraz doprowadzony został do „szczęśliwego” zakończenia. Odbudowa zaufania do państwa, to sprawa wielu pokoleń. Ale pewnie Polakom nie jest ono potrzebne, skoro mają swego (wielokrotnie obieranego) króla w postaci Chrystusa. Bardzo taki król jest wygodny – można wszystko na niego zwalić i we wszystkim się na niego powołać. I na niego przysięgać.

  629. Kurde, miało być: „Tylko u wybranych, ale powoduje”.

  630. Myślę, że sekularyzacja jest to rodzaj ewolucji wiedzy, postępu i w miarę rozwoju nowych technologii, gdy informacja o tym, co się dzieje jest rozpowszechniana lotem błyskawicy, a kościół dalej chciałby być częściowo za spiżem.
    Świat ewulował – wiedza, technika, a kościól trwał i pewnie chciałby dalej trwać za spiżem, a przecieki informacji się zdarzają, ludzie nabrali odwagi, by mówić to co widzą, co myślą, przestali się bać.
    Długie tysiąclecia to kler był przekaźnikiem wiedzy, w swoich „rękach” utrzymywał szkoły, uniwersytety i głownie straszył – grzechem, piekłem.
    Ludzie dostrzegają niezborność pomiędzy „głosem kościoła” a zachowywaniem się hierarchów i coraz mniej się boją.

    wbocek 26 lipca o godz. 23:16
    Przeprosiny przyjete, choć ja mam naturę osoby, która z byle powodu w każdej dyskusji się nie obraża.
    Jeśli czasami spieram się, to bardziej, by wzbogacic swoją wiedzę.
    Znam człowieka wykształconego, oczytanego i odkąd pamiętam mocno wierzącego i kiedyś w dyskusji na temat zachowań kleru powiedziałam, że dziwi mnie, że ludzie tak łatwo poddają się wierze w Boga.
    Zadał pytanie czy mam dowód na nie istnienie Boga ? – nie nie mam dowodu.
    Odparowałam – czy masz dowód na istnienie ?
    Odpowiedział, że jesteśmy oboje na tej samej pozycji i jeśli nie chcę, by mnie nawracał na wiarę, to prosi, bym nie nawracała jego na brak wiary, bo jego wizja postrzegania świata uznaje istnienie Boga jako oczywistość nie podlegającą dyskusji.

    Załączm ciekawostkę – link, że myślenie nie zawsze werbalne
    https://antyweb.pl/nadchodzi-rewolucja-w-komunikacji-myslami/

    Qba
    27 lipca o godz. 1:47

    Wiem, że nie potrafię pisać krótko, być może jest to wynik zacięcia pedagogicznego – branie pod uwagę, że skrótowy przekaz może być nie czytelny dla innych. Taka wada, żeby przekaz był w miarę zrozumiały.

  631. Nefer
    27 lipca o godz. 11:01 * Neferko, ja bym sie cchciał z Tobą zgodzić, ale sprawa trudna. Kandydat, mowisz, nie może należnie odpowiedzieć? na atak kandydata, co może rzucić obelgą pomówienia o sprzeedajność? W dodatku Celinskiego, jedną z najlepszych i uczciwych postaci tak opozycji, parlamentu, publicystyki jak i publicznego obywatelstwa? Co zostaje w takim razie? Z pójściem do sądu – w trakcie kampanii to żart: przekaz obluzgiwacza idze w suwerenny tłum, a cichy wyrok, że to pomówienie, ginie we wrzasku i zamęcie wyborczej jatki. Nic to nie znaczy, a wyrok sądu (jeszcze niezależnego?) może sobie nad przegraną głową Celinski w domu powiesić. I się obwiesić, jak reszta obywatelstwa. Nadstawianie policzka jest ladne u tego co po wodzie chodził, a i to nie bardzo, bo on jeszcze dodawał, że 77 razy trzeba nadstawiać. To akurat prosta i szybkametoda na likwidację polski i inaugurcję zamordyzmu pisoidów: oni walą w buzię, a walony odpowiada: przepraszam, że ośmielam się wtrącać, ale chciałbym zauważyć, że walenie mnie w gębę nie jest całkiem bezbolesne.

  632. wbocek
    27 lipca o godz. 11:12 * Rzecz dosyć znana ,choć dobrze, że nauka bada to na różne sposoby i wyciąga takie wnioski. Jeeest jeddnak duża różnica w tym, czy konieczneee jest daćc sobie spokój z bozią by móc się rozwinąć indywidualnie i jako społeczenstwo i osiągnąć stan zamożności, czy dojść do takiefo stanu można (wręcz trzeba?) będąc wyznawcą, a dopiero po osiągnięciu pewnego poziomu celu, można sobie dać spokój.

  633. a cichaczem pieniądze płyną, płyną, płyną coraz szerszym strumieniem…

    **https://wiadomosci.onet.pl/kraj/fundusz-koscielny-coraz-wyzszy/9dg70vc

  634. prawdziwych przyjaciół CIĘŻKO mieć, gdy jesteś na topie …
    od razu zgrzytam zębami….
    nie lepiej byłoby powiedzieć, że prawdziwych przyjaciół TRUDNO mieć?
    ciężko to można chorować, pewne emocje są zarezerwowane dla tego przysłówka „trudno”

    a internet upstrzony jest takimi plackami

  635. @Tanaka 27 lipca o godz. 12:06

    Ale co to znaczy „należnie odpowiedzieć”? Publicznie rzucić mięsem, jak nie przymierzając Orteq? A potem po trumpiemu zadeklarować „dyskusja zakończona” i co mi pan zrobisz? Celiński nie powiedział, że oponent bezczelnie łże, tylko że jest ch***. Różnica dość istotna.

    Uczciwości Celińskiego nikt nie podważa, ale realnie rzecz biorąc to chyba lepiej, że nie wystartuje. Odbierałby głosy Trzaskowskiemu.

  636. Tanaka
    27 lipca o godz. 12:06

    Może odpowiedzieć – jak najbardziej – ale mimo wszystko bez tych zielonych zgniłych itd. Mógł powiedzieć jest pan ohydnym kalumniarzem, kłamcą, potwarcą i jako taki niegodny pan jest kandydowania na urząd. Za pomówienia i znieważenie pociągnę pana do odpowiedzialności. Nie szkodzi że wyrok sądu z opóźnieniem, chodzi o wylanie zimnej wody publicznie, zareagowanie natychmiastowe. Nie mówiłam nic o nadstawianiu policzka. Jest tyle rzeczowników i przymiotników którymi jako oczytany mógł się posłużyć żeby odpowiednio nazwać oszczercę ale wolał się uciec do rynsztokowego języka no to ostał mu się ino śnur. Ośmieszył sam siebie, stracił udział a oszczercy nie pokonał. I zawiódł potencjalnych wyborców.

    Zastanowiłabym się czy głosować na kogoś kto nawet nie umie pokazać że trzyma nerwy na wodzy.

  637. Errata do „Pięknie ładnie, odpowiedział jak powinien ale nie powinien jako kandydat na urząd.”

    „Pięknie ładnie, odpowiedział jak powinien ale nie powinien W TAKI SPOSÓB jako kandydat na urząd.”

    Wszystko przez telegraf myślowy i stąd nieporozumienie.

  638. @@Nefer, Tanaka
    Jednak Neferka ma rację. Polityk z takim doświadczeniem i klasą powinien się ugryźć w jęzor. Załatwić sprawę inaczej.
    Wydaje mi się zresztą, że przy wszystkich jego zasługach, niekwestionowanej przyzwoitości, nie jest najlepszy kandydat po „naszej” stronie. Lepiej chyba dla sprawy skupić się na jednym kandydacie, który ma największe szanse nie dopuścić, by Warszawa dostała się w łapy piździelców (ach, ta mowa nienawiści). Niedoczekanie!
    Trzaskowski jest wystarczająco „otrzaskany”, bystry, wykształcony, no i o pokolenie młodszy.
    Nie znaczy to że bezmyślnie stawiam na młodość, ale naprawdę pora na zmianę warty.
    Gdyby to ode mnie zależało, po raz trzeci wybrałabym Gronkiewicz-Waltz, świetnego menagera i osobę z wizją europejskiej metropolii. Nie tylko moim zdaniem postawiła Warszawę na nogi.
    A że robią jej koło dupy, to normalne w naszym pięknym strasznym kraju zawistników.

  639. @karol_cia 27 lipca o godz. 12:01
    Znam człowieka wykształconego, oczytanego i odkąd pamiętam mocno wierzącego i kiedyś w dyskusji na temat zachowań kleru powiedziałam, że dziwi mnie, że ludzie tak łatwo poddają się wierze w Boga.
    Zadał pytanie czy mam dowód na nie istnienie Boga ? – nie nie mam dowodu.
    Odparowałam – czy masz dowód na istnienie ?
    Odpowiedział, że jesteśmy oboje na tej samej pozycji i jeśli nie chcę, by mnie nawracał na wiarę, to prosi, bym nie nawracała jego na brak wiary, bo jego wizja postrzegania świata uznaje istnienie Boga jako oczywistość nie podlegającą dyskusji.

    Reakcja twojego znajomego była zupełnie niewspółmierna do prowokacji. Wyraziłaś subiektywną opinię („dziwi mnie…”), po czym zostałaś zaatakowana demagogicznym pytaniem (bo żądanie dowodu na nieistnienie czegoś jest absurdem). Twój znajomy zwekslował rozmowę na zupełnie inną płaszczyznę, po czym gracko wywinął się od dyskusji, przy okazji zarzucając ci „nawracanie na brak wiary”, który to zarzut jest zupełnie absurdalny. Zostałaś zmanipulowana przez tchórzliwego religianta, który po prostu boi się krytycznego spojrzenia na wydumany obiekt swoich westchnien.

  640. Na marginesie
    27 lipca o godz. 12:51

    To było kilka lat temu , chyba przy okazji pewnych niejasnych spraw komisji majątkowej – owszem dostrzegał i dalej dostrzega, że kościół jest jaki jest, ale nie da się z nim dyskutować, bo zawsze jest tak jak z innymi, że coś złego to przypadki sporadyczne, wszędzie można znaleźć czarną owcę.
    A on został wychowany w wierze i kościół mu nakazuje przestrzegać pewnych norm – chodzenie na msze, spowiedź itp. Na moją uwagę, że myślałam, że duch serca dyktuje mu potrzebę uczestnictwa w rytuałach zamilkł i gdy się spotykamy (wspólni znajomi) – nie podejmuję już żadnej dyskusji, bo mija się z celem.
    Niech mu będzie , niech sobie ma swojego Boga. Dowiedziałam się ostatnio od swoich dzieci, że jeden syn odchodzi od linii tradycji.

  641. Na marginesie
    27 lipca o godz. 12:35
    Nefer
    27 lipca o godz. 12:37

    Zgadzam się z waszym zdaniem. Celiński powinien zareagować bardzo ostro,ale bez wulgaryzmu.
    Bo to daje broń w ręce przeciwników.
    Wielka szkoda.Myślę,że sugestia prof. Hartmana odnośnie kierunku dyskusji Trzaskowskiego była bardzo słuszna – zamiast ganiać za Jakim,lepiej podjąć poważną,na wysokim poziomie dyskusję z Celińskim o problemach Warszawy i Polski.No i niestety ta szansa przepadła.

  642. @@@ Namarginesk, Nefer, mag * Tak mnie klawiatura w palce swędzi – albo odwrotnie – żeby się z wami całkiem zgodzić, że chyba trzasnę i się zgodzę. A nie, że odwrotnie 😀 Z taką uwagą: stan spraw jest taki, że odpowiedzieć : kłamiesz pan! to prawie nic nie powiedzieć. Kłamstwo nad Wisłą tak jest powszechne, organiczne i już formalnie panstwowe, że nazwać kłamstwo kłamstwem, to niemal samemu się ośmieszyć i okazać usmarkaną beksą. Niestety. Rozumiem wasze wrażliwe uszy i dbałość o honory – z czym sie zupełnie zgadzam – ale dylemat co i jak powiedzieć na gangsterskie poczcie swobody, że każde oplucie, zwłaszcza tym pisoskłonnym jest nie tylko dozwolone, ale wręcz obowiązkowe i godne – jest silny i głęboki. To też jasne – „nasi” powinni mieć jednego, mocnego kandydata, a ni cały pęczek. To rozprasza głosy. Trzaskowskiego prawie nie znam, a ponoć gada jak urzędnik, niejaki Jaki zaś „jak człowiek” i taksiarz na jakiego zagłosuje. Maguś, pytanie do Cię: Czy HGW porzuciła Ducha Świętego władając miastem i dlatego nieźle jej szło? Bo jako prezesce NBP Duch jej przyświecał światłem wiekuistym.

  643. @karol-cia.
    Bardzo mi sie podobał Twój wpis o myśleniu.I wcale nie był za długi. Niektóre inne teksty sa rzeczywiście czasem za długie i mało czytelne

    Natomiast dyskusja z osobami tak czy inaczej religijnymi jest całkowicie bezowocna, przekonałem się już dawno temu i w takie tematy nie wchodzę. Do ateizmu trzeba dojść samodzielnie. W pewnym okresie życia u człowieka nawet wychowanego religijnie rodzą się pewne pytania , czy wątpliwości i albo sie od nich ucieka, albo szuka wyjaśnień .Podobnie nie przekonuję pisowców. To tez trochę jak religia. Staram się żyć w poszanowaniu dla inaczej wierzących.

  644. @basia.n 27 lipca o godz. 13:18

    Trzaskowski chyba zmienił retorykę na bardziej skuteczną. Takie mam wrażenie po przeczytaniu wywiadu w Newsweeku. Z kolei dziennikarz (przyjaznych mediów!) chyba trochę za bardzo go grilluje. A już stwierdzenie, że T. się „kaja” w zajawce jest mocno przesadzone.

    http://www.newsweek.pl/polska/polityka/rafal-trzaskowski-rozmowa-z-kandydatem-po-na-prezydenta-warszawy,artykuly,430656,1.html?src=HP_Section_1

  645. wbocek
    27 lipca o godz. 8:01

    @Wbocku i @Tanako i inni co na sielskosc anielskosc raczyli okiem rzucic.

    Ten tworca sielskosci obrazkowej zrealizowal wlasna wizje szczesliwosci swojej. Podkresle swojskosc osobista bo to ona gra tutaj glowna role…

    Zobrazkowana swojskosc tego pana jest dowodem jego bezbrzeznego egoizmu, ktory zostal w zycie wcielony i dzieciom i wnukom zaoferowany.

    I co? I zonk !

    Nawet jesli sobie dzieci i wnuczeta tego nie uswiadamiaja, to podswaiadomie reaguja prawidlowo, czyli wieksza, lub mniejsza niechecia. Niechec wynika nie z sielskosci zakatka, tylko z tego, ze ta sielskosc ich nie uwzglednia, oni maja sie zachwycac ta wspaniala dziadkowa sielskoscia. Ale sie nie zachwycaja, choc zakatek taki piekny…

    Bo trudno, o ile wogle mozna, sie zachwycac cudzym bezbrzeznym egoizmem. Nawet jesli to jest egoizm dziadunia.

    pozdrowka
    ~l.

  646. @Orteq @kruk.
    Nie ma już tych żab.Także w Polsce. Mam koło domu oczko wodne, kiedy sie tam wprowadziłem, stale tam ktoś kumkał. Teraz cisza. Pojedyncze żabki czasem spotykam w ogrodzie. Tak podobno płazy reagują na środki ochrony roślin , czy nawozy – nie pamiętam. Ja u siebie nie stosuję żadnej chemii. Niedawno jeszcze w Żelazowej Woli , jest tam duży staw było głośno na wiosnę, teraz cicho- ani żadnego rechotu ani kumkania.

  647. lonefather
    27 lipca o godz. 13:32

    Nie mam żadnych danych, by się domyślać przyczyn – nie znamy przecież rodzinnych relacji – ale bardzo jest prawdopodobna i niewykluczone, że w tej rodzinie nie do wykrycia rzeczywista przyczyna, którą sugerujesz.

  648. Na marginesie
    27 lipca o godz. 13:31

    Ciekawa jestem – zaraz przeczytam.
    Wiesz – pomyślałam,że kandydatowi na takie stanowisko jest potrzebna cecha niezbędna np. u dyrygenta – instynkt przywódcy. Wtedy ludzie potrafią przekonywać ,
    pociągnąć za sobą.
    Oczywiście to grillowanie było niepotrzebne.

  649. @mag i inni
    Dla mnie kandydatura Celińskiego od początku była pomyłką. Ktoś pisał, chyba u Hartmanna, że to taki unik, jeśli przegra tzn zdobędzie małą ilość głosów, to się powie to nie nasz i np Czarzasty nie musiałby przyjąć do wiadomości,że popiera go np 0,5 % warszawiaków. Poza tym co to za eseseldowiec (nie użyję tu słowa wyklętego na p), który publicznie deklaruje religijność, tzn mówi, że Bóg coś dał albo nie dał