Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

25.06.2018
poniedziałek

Podejrzane kontakty z Bogami

25 czerwca 2018, poniedziałek,

Ostatnio często słyszy się z szlachetnych ust hierarchów KK, że Pan Bóg nie życzy sobie stosowania metody „in vitro” w prokreacji i stąd te wszystkie szantaże i groźby ekskomuniki dla „miłośników” tej metody. Mnie zawsze intryguje wtedy sprawa – skąd oni wiedzą, że taka jest wola Boga? W piśmie świętym jawnego zakazu takiego zapłodnienia nie wyczytałem, wręcz przeciwnie – niektórzy ludzie zastanawiają się obecnie poważnie nad tym, czy dogmat o „Niepokalanym Poczęciu” nie sugeruje metody „in vitro” (może bez „vitro” jako materiału probówki, tylko czegoś bardziej szlachetnego?). Kto w XXI wieku ma jeszcze sprawdzalne metody kontaktów audio-wizualnych z „Istotą Najwyższą”?

Nie piszę „z Bogiem”, bo ten sam problem pojawia się od wieków w wielu religiach. Pojawiali się zawsze wybrańcy Bogów, którym dany Bóg (dla wyznawców à priori jedyny prawdziwy, reszta to barachło lub wróg) oznajmiał swą wolę, a oni przekazywali te informacje dalej, zapisywali je, zawierali pakty z Bogiem (Izraelici – naród wybrany, bo zgodził się jako jedyny naród na podane przez Jehowę warunki) itd. Tak powstał mit o kamiennych tablicach ze Słowem Bożym, które Mojżesz mozolnie taskał z pewnej góry, został spisany Koran w języku Boga – „trochę” zbliżonym do arabskiego i chyba też „Księga Mormonów” (tego dokładnie nie pamiętam). Tora, Talmud i Nowy Testament pojawiły się już głównie dzięki inwencji ludzi, ale nie można wykluczyć kontaktów z odpowiednimi Bogami przy ich powstawaniu. Pan Bóg przemawiał według biblii z niektórymi ludźmi (Mojżesz, Noe, Lot…, później z apostołami), a niedawno temu regularnie z Panią Gronkiewicz-Waltz, gdy konsultowała z Duchem Świętym ważne decyzje finansowe jako prezes NBP.

Pojawienia się (objawienia) rozmaitych postaci świętych (Lourdes, Fatima… itp.) nie są możliwe do udowodnienia, można wierzyć, można nie wierzyć. Tak długo jak Pan Abp Hoser nie pokaże mi nagrania na DVD ze swego spotkania z Bogiem, w którym uzyskał ww. informację, będę nieufny jak ów Tomasz, który chciał coś włożyć, aby uwierzyć. Nie wiem, czy Wszechmocny Bóg chrześcijański w ciągu wieków zmienił swe poglądy na tematy geofizyczne i kosmiczne (bo zapomniał, jaki Świat stworzył miliony lat wcześniej), tzn. od płaskości i spoczynku Ziemi i ruchu Słońca wokół niej do aktualnej wersji szkolnej, bo hierarchowie KK mordowali tych, którzy byli innego zdania też twierdząc, że ich informacje pochodzą od Boga. Może jest tak, że i wtedy świadomie kłamali i dziś kłamią, bo tak im wygodnie, a żadnych rozmów z Bogiem nie prowadzili, choć nie bardzo rozumiem dlaczego tak postępowali i postępują? Problem „mordowania” zapasowych komórek zapłodnionych jest chyba nie jedyną sprawą ważną, zresztą trzeba by udowodnić, że dusza ludzka (nawet pokalana) mieści się już w tak małym tworze biologicznym. Jeśli dusza się pojawia choć o kilka sekund później niż moment przebicia błonki jajeczka przez „wybrany” losowo plemnik (dziabniecie paskudnym ostrzem, widoczne ostatnio często na obrazie pod mikroskopem), wtedy trzeba totalnie zmienić podejście do sprawy „życia”. Wtedy chronione musi być każde życie, też zwierząt i roślin, bakterii i wirusów.

Zawsze śmieszyła mnie argumentacja jaroszy, że nie wolno się pożywiać trupami zwierząt, bo łamie się ich prawo do życia. Przypominam sobie wtedy, że rośliny też żyją i walczą zaciekle o przeżycie w każdych warunkach, nawet wykazują reakcje obronne, może nawet strach? Proszę dotknąć gałęzi mimozy i obserwować reakcję rośliny. Czym można się więc żywić, jeśli prawie wszystko żyje? Na gruncie religii sprawa jest prosta – podobno Pan Bóg na odchodnym z raju powiedział prarodzicom, że mają korzystać ze stworzonej dla nich natury, nie precyzował tego dokładnie, ale stworzył naturę tak, że jedne istoty chcąc żyć, muszą pożerać inne, które zresztą też chcąc żyć, pożerają inne żywe istoty – ten długi łańcuch pokarmowy natury. Tu świetnie pasuje dowcip z PRL-u. Kierownik Zoo polecił pracownikowi: „Zanieś lwu kilka orzechów”. Zdziwiony pracownik pytał – dlaczego lwu orzechy? „Nie mieliśmy etatu lwa tylko zakupiliśmy go na etat wiewiórki”.

Ja poszedłbym dalej – żałuję milionów moich plemników, które natura (z woli Pana Boga?) zamordowała podczas mojego długiego życia, ja też uważam, że to były bardzo żywe istoty (chyba ludzkie?), pod mikroskopem tak pięknie machały ogonkami, a mam tylko dwie córki. Gdzież ta reszta moich wspaniałych plemników – zamordowanych dzięki zlej konstrukcji ciała człowieczego – kobiecego (przez kogo?). Dowcipnisie żartują, że to wina złej organizacji pracy Stwórcy, bo do stworzenia człowieka zabrał się dopiero na koniec po ogromnych trudach stworzenia kosmosu, kiedy już był bardzo zmęczony, a wiadomo, że wtedy łatwo o pomyłki w konstrukcji tak skomplikowanego urządzenia.

Nie tylko nasza religia ma kłopoty ze słowem świętym, gorzej jest u mahometan. Kościół chrześcijański w ciągu wieków wielokrotnie zmieniał „outfit” językowy Pisma Świętego, pozwalając na przekłady (plus interpretacje – nawet fałszerstwa) i dopuszczał różne języki w liturgii. Nie znam się specjalnie na tym, ale chyba zaczęło się od aramejskiego, wiele wieków królowała łacina (mam do dziś sentyment do takiego obrządku) i nie zaakceptowałem liturgii narodowych, które teraz obowiązują. Jako dziecko sądziłem, że Panu Bogu najlepiej odpowiada łacina i dlatego chętnie się jej uczyłem – i fragmenty liturgii na pamięć, ale ze zrozumieniem, czym się różniłem od milionów wyznawców islamu!

Koran jest pisany w „języku Boga”, który tylko przypadkowo przypomina arabski. Na całym świecie mahometanie klepią na pamięć sury Koranu bez zrozumienia, bo to nie oni mają rozumieć tylko Allah, do którego się zwracają. Skąd ja to wiem? Ostatnio w TV o tym fakcie poinformował jakiś znawca problemu islamu, ale ja to dużo wcześniej wiedziałem. Mam rzecz niedozwoloną – świętokradztwo – tzn. tłumaczenie Koranu na język niemiecki. We wprowadzeniu autor przekładu opowiedział znamienną historyjkę: na tureckim uniwersytecie koranicznym pewien bystry student zwrócił uwagę wykładowcy, najwybitniejszego współczesnego znawcy Koranu, że są w Koranie błędy ortograficzne i gramatyczne.

Allah przekazał Mahometowi początkową wersję Koranu przez Archanioła Gabriela, ale jak powstały „doróbki”? Pewnie dyktował Mahometowi tekst Koranu – i ten pewnie miał już komputerowy program sprawdzający pisownię (to ostatnie to już tylko mój domysł) – więc biedny student sądził, że Koran został spisany po arabsku i Mahomet był trochę niedouczony w tej materii – rzecz ludzka! Profesor z oburzeniem odrzucił uwagę studenta o błędach – nie może być błędów, bo Koran jest pisany w języku Boga, a nie po arabsku!!! W związku z tym nie ma też poprawnych tłumaczeń tego Boskiego przekazu, wszystkie pseudotłumaczenia to nielegalne podróbki, dlatego nie rozumiem tego rejwachu o palenie odrobiny papieru w USA – chyba że chodziło o oryginały, pisane też na jakimś świętym podłożu (może papirusie?). Chyba nie, bo to było trochę później niż słowa Ra, Amona, Atona lub innych bogów egipskich.

Musze powiedzieć, że to stanowisko „znawcy” Koranu mnie zmroziło, boję się wszelkiego fanatyzmu, który nie pozwala na stosowanie logiki, która w tym przypadku podpowiadałaby mi, że prorok był zwyczajnie dysortografikiem lub dyslektykiem – nic zdrożnego – mój wnuk ma takie same kłopoty, o zięciu nawet nie wspomnę. Chodzą słuchy, że z prorokiem było jeszcze gorzej – podobno był analfabetą!

Wracam do „baranów in vitro”. Świeżo „zagrzany” – pardon – upieczony kardynał zabrał głos w tej sprawie – może po konsultacji z najwyższym szefem? Trochę osłabił ten Boży zakaz i już nie wyrzuca posłów à priori poza nawias społeczności katolickiej za ewentualne uchwalenie „złego prawa” – uratował tym samym honor Gowina. Nie rozumiem tylko, dlaczego KK z jednej strony uważa, że wszystko, co się dzieje na świecie, jest zgodne z wolą Boga, a w przypadku chorób nasłanych przez Boga hierarchowie szukają ratunku nie w niebie, ale w klinikach medycznych. Bardziej uczciwi są ci, którzy traktują słowo Boże dosłownie i tylko w modlitwie do Boga szukają pomocy, nie zgadzając się na działalność ludzką lekarzy. Obłudą trąci podejście nawet tak wspaniałego człowieka jak nasz papież, który wybiórczo akceptował te osiągnięcia medycyny, które mu pasowały do skostniałego światopoglądu a innych nie zaakceptował z przyczyn moralnych i wołał cierpieć. Ja bym powiedział: „Albo rybka, albo pipka – tertium non datur!”

Antonius

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 631

Dodaj komentarz »
  1. Jak na ateistów zbyt często drodzy koledzy i koleżanki piszecie o Bogu. Czy ateiści istnieją bez obecności Boga? Czytając ten blog, myślę, że nie. Czekam na życie „po Bogu”.
    Ta sama uwaga do opozycji, która „karmi się” wyłącznie PiS-em.

  2. @Witold
    25 czerwca o godz. 9:55

    Bez teizmu po ateistach zostałoby tylko a

  3. @Antonius

    „Albo rybka, albo pipka – tertium non datur!”

    Niezły z waści materiał na ekstremistę 🙄

    Jeśli Mahomet był analfabetą, to było pewnie jak z tym kamerdynerem, który na śniegu wypisał moczem „Kocham jaśnie pana”, choć też był niepiśmienny.
    Zawsze się znajdzie jakaś siła, która poprowadzi 😎

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Antonius

    Antoniusie, później zagadam względem treści, za którą szapka bach i bądź wstępniakową opoką tego blogu. Teraz trochę nie mam czasu, więc tylko rzecz formalna. „Bóg” pisany dużą literą jest nazwą najwyższej istoty w religiach monoteistycznych. „Jahwe”, „Adonai”, „El” („Elohim”), „Allah” to to samo. Wszystkie trzy religie monoteistyczne – judaizm, chrześcijaństwo, islam – to religie „abrahamowe”. Jeśli więc „Bóg” jest jeden, nazwa nie może występować w liczbie mnogiej („Bogowie”). Ale weź krzyknij w Niemczech na ulicy, że nie ma żadnego Allaha – jest jeden Bóg Jahwe, możesz wrócić do domu bez głowy.

    Czy więc prawidłowy jest Twój tytuł „Podejrzane kontakty z Bogami”? Kiedyś nie miałbym wątpliwości: nieprawidłowy. Teraz ewoluuję wstecz i jestem szczęśliwie coraz głupszy, więc należałoby zapytać fachowca.

  6. „weź krzyknij w Niemczech na ulicy, że nie ma żadnego Allaha – jest jeden Bóg Jahwe, możesz wrócić do domu bez głowy”

    Jak krzyknie po polsku?

  7. Witold
    25 czerwca o godz. 9:55

    „Jak na ateistów zbyt często drodzy koledzy i koleżanki piszecie o Bogu”.

    Czyżbyś był kolejnym zesłanym przez Boga duchem-odnowicielem tej ziemi? Skąd wytrzasnąłeś „zbyt często” i gdzie jest wzorzec częstości pisania o Bogu przez ateistów – w Sevres?

  8. Tobermory
    25 czerwca o godz. 10:23

    Nie musi po polsku. „Allah” Niemcy świetnie znają z codziennego słyszenia, a „Gott” to dokładnie to samo, co „Bóg”.

  9. Jak jest Allah po polsku?

  10. Tobermory
    25 czerwca o godz. 10:23

    Poza tym wolałbym usłyszeć od Ciebie o meritum, a nie docinki.

  11. Pombocku, Bóg Jahwe czy bóg Jahwe? 😉
    Jeśli Bóg jest imieniem własnym boga chrześcijańskiego, to jeszcze trzeba ustalić, czy Bóg=Jahwe=Allach, czy może jednak nie są to bogowie identyczni 🙄

  12. Pombocku, ja wiem, że masz obsesję na temat uzbrojonych po zęby muzułmanów terroryzujących ulice w Niemczech, ale nie wymyślaj aż takich strachów na lachów 🙄

  13. @wbocek
    Kościół nie boi się wrogów Pana Boga. Kościół boi się tych, dla których Bóg jest obojętny.

    @Tobermory

    „a” to jest świetny początek

  14. @@izabella
    25 czerwca o godz. 4:06

    Odpowiedziałem ci pod poprzednim wpisem.
    A od teraz pod moim nickiem kolejny odcinek NZ. Wyspa Południowa – Kaikoura-Christchurch-Arthur’s Pass-Dunedin-Otago-Lake Hawea-Blue Pools…

  15. Tobermory
    25 czerwca o godz. 10:39

    Tobermorku, wmawiaj sobie, co chcesz, również – domniemane moje obsesje. Skoro do dziś do Ciebie nie dotarło, że nie mam żadnych doświadczeń, więc i obsesji, natomiast przekazuję cudze zdanie. Oto najświeższe doświadczenie. Spotkałem się w Mielnie z sześcioma Niemcami, z nich jeden był moim znajomym lekko polskim. Wszyscy jak jeden mąż i jedna żona powiedzieli: „Co za czyste powietrze w tej Polsce – ani jednego muslima”.

  16. @wbocek
    25 czerwca o godz. 10:47

    No właśnie. Klasyczni rasiści. Chcieli ci powiedzieć coś podnoszącego na duchu, a nie bardzo jest w Polsce chwalić co innego.

    Żółte okruchy na jednym z moich obrazków to nie cornflakes a złote samorodki.

  17. Witold
    25 czerwca o godz. 10:44

    Na pewno jesteś trzeźwy? Adresujesz do mnie jakąś propagandową deklarację, do której nie dałem najmniejszego powodu.

  18. Tobermory
    25 czerwca o godz. 10:53

    Na obsesjonata, Tobermorku, to, starym zwyczajem, wychodzisz Ty. To Ty mnie zaczepiłeś, nie ja – Ciebie.

  19. Jak to ani jednego? Przecież w Polsce mieszka 15-25 tysięcy Polaków wyznających islam.

  20. Witold
    25 czerwca o godz. 10:44

    Od „a” sie idzie do „z”, a po drodze jest tez „teista”. W naszym wypadku ateista.

    Zajmujemy sie tym co nas dotyczy. A zwlaszcza wtedy sie zajmujemy, gdy zajmujace nas, samo do nas na blog przychodzi. A temat wstepniaka nie zostal z sufitu wziety, tylko z zycia.

    Mozesz tego nie wiedziec, lub nie zdawac sobie z tego sprawy, ale licze na refleksje nad drobiazgiem takim:

    Abepe Hoser sie zwrocil do katolikow tylko?

    Jesli sie nie ograniczyl do katolikow, to zwrocil sie i do mnie i do Ciebie i do @Antoniusa. A to oznacza, ze jak najbardziej mamy prawo sie zajac samym Hoserem, tym co z siebie wydalil i bozia, na ktora sie powolywal i odwolywal, tez sie mamy prawo zajmowac.

    I to sam Hoser dal nam to prawo, nie ograniczajac sie do kregu swoich wyznawcow.

    Tak wiec radosnie, z tego prawa jakie dal nam Hoser korzystamy, i zajmujemy sie nim samym, tym co wygaduje i bozia sie tez zajmujemy, wlasnie dlatego ze bozia stanowi podstawe, do ktorej sie Hoser odwoluje.

    pozdrowka
    ~l.

  21. @Jorge75
    25 czerwca o godz. 11:06

    Ale nie w pombockowej okolicy. I na pierwszy rzut oka nie poznać.

  22. Jakby chodzili w swoich dżalabijach, brodaci albo chociaż z kindżałem w zębach, to by było wiadomo 🙄

  23. Kilka tygodni temu zabłąkałem się w niemieckim mieście w okolicę pełną „muslimów” i wszedłem nawet do „muslimskiego” sklepu, a tam… Trudno wprost uwierzyć. Wśród klienteli – biali Niemcy 😯 Ale czy oni już nie przeszli aby na wrogą religię?
    Kupowali bowiem nie tylko pomidory, bakłażany i truskawki, ale nawet plaskate chleby i inne humusy 🙄

  24. Nefer
    25 czerwca o godz. 10:30
    Jak jest Allah po polsku? Fachowo? Slęsiościópszmyśmlompuszcinufdziołek. Dla zrozumialej wygody Allah woli jednak tak jak ten nasz: Jam jest który jest. I wszystko jasne.

  25. @wbocek

    Znam Niemców którzy utopili by muslimów w łyżce wody, polskich imigrantów w Niemczech oddychających pełną piersią tylko dlatego, że Hitler zrobił porzadek z Żydami, Anglików którzy twierdzą ze róznica między imigrantami muzułmańskimi a polskimi sprowadza się do tego że muzułmanie zachowuja się przyzwoicie, czy prawdziwych Polaków, którzy prawie zlinczowali osobę mówiącą że Matka Boska była żydówką. Głupota jest wszędzie, a etykietki: muslim, religiant, ateista, żyd, cyklista, weganin sa jej przejawem. Szkoda tylko, że tak rzadko jest dostrzegane, że ludzie mogą być dobrzy albo źli bez względu na te etykietki.

  26. @zulu24
    25 czerwca o godz. 11:42

    Nie przesadzasz aby? Dobry cyklista???

  27. @Witold 10:44

    „a” na świetny początek, powiadasz.

    Czyli co robisz, żeby seks nie był banalny? Usuwasz „b”?

  28. Tobermory
    25 czerwca o godz. 11:49

    Hm, pombocek oprócz chodzenia po wodzie do poruszania się po lądzie nie używa balszaka – więc według mnie istnieje „dobry cyklista” 🙂

  29. paradox57
    25 czerwca o godz. 11:56

    Ryzykowne jest usuniecie „b” ze slowka banalny, zwlaszcza ryzykowne, gdy sie zaczyna laczyc z seksem.

    Ryzykowne, ale dowcipne… I tylko prosze nie usuwac „dow”, bo bedzie konflikt welopoziomowy.

    pozdrowka
    ~l.

  30. zulu24
    25 czerwca o godz. 11:42 * Szkoda tylko, że tak rzadko jest dostrzegane, że ludzie mogą być dobrzy albo źli bez względu na te etykietki. „Swięte slowa” – powie na to ateista. Wyznawca nie wie, co na to powiedziec, wiec zaczyna kombinowac, jak by tu co rzec, zeby prawdy nie powiedzieć, a wygladalo ladnie. Skoro kazdy moze byc porzadny jak dowolnie inny do tego niewyznawca, to na co mu być wyznawcą? Na co mu się tk pocic cale zycie i nic tylko wyznawać,wyznawac i wyznwać, od samego żlobka, skoro efekt tego zaden, więc tyle lat tego wyznawania zmarnowane? Srawa jest jednak jeszcze poważniejsza. Może własnie tyle lat nie zostalo zmarnowane,bo glowa zostala powaznie skrzywiona. A w tej sytuacji tak być może – i jest, co się poznaje po skutkach – że bycie wyznawca, znaczy – mieć dumną etykietę – bardzo utrudnia bycie rownie porządnym jak dowolny inny hmo sapiens z ateistą wlącznie, a bardzo ulatwia bycie nieporządnym. W tym znaczeniu etykietowanie jest nieźle uzasadnione: strzeż sie pociągu! – glosi rozsądne ostrzeżenie.

  31. @zulu24
    25 czerwca o godz. 11:59

    W moim pytaniu zrobiłem najpierw zastrzeżenie: poza pombockiem i …mną, ale skasowałem 😉
    Bo pombocek niby dobry cyklista i miłosierny nawet, ale czy również dla muslimów?

  32. A cyklistów na tym blogu znalazłoby się jeszcze paru, jak optymistycznie sądzę 😉

  33. Po zastanowieniu (dobry cyklista nie używa blaszaka?) to jestem jednak bi… 🙁
    Bi-cyklista też brzmi dumnie 😎

  34. zulu24
    25 czerwca o godz. 11:42

    Mam chwileczkę, więc odpowiadam. Staram się nie brać udziału w płyciuteńkich rozmowach polegających na deklamowaniu stereotypów – a tylko takie się tu toczą w sprawie tsunami migrantów bezprawnie i niedemokratycznie przyjętych przez różne władze – (przy okazji nazwa „muslim” to o ile wiem, główna – tak jak w polskim „chrześcijanin” – używana przez muzułmanów nazwa wyznawcy islamu; deprecjonujące znaczenie mogła przyjąć dopiero u nas, ale nie znam sprawy głębiej). Że głupota jest wszędzie, że różnie się ludzie zachowują – to właśnie nic nie mówiące stereotypy, które latają w powietrzu ZAMIAST rzeczowej i dogłębnej analizy zjawiska, z rozumieniem ludzkich obaw, postaw zachowawczych i egoizmu. Etykietowanie przez zagranicznych Polaków ludzi niechętnych setkom tysięcy przybyszów mianem „rasistów” jest dowolnym używaniem hasłowych polskich wyrazów bez rozróżniania znaczeń – byle rozmówcy przyłożyć – to dosyć pisowata postawa. No i trudno, by polski migrant mówił w pewnym stopniu przeciw swojej migranckości. Jeśli pochylasz się, migrancie (to ogólnie, nie do Ciebie zulu24), nad obcymi (cała przyroda stoi na podziale swój – obcy, a nie dobry – zły, mądry – głupi), pochyl się też nad swoimi, wtedy może być jakaś równowaga poznania i można się ewentualnie porozumieć, bo jak na razie to tylko wrogie i złośliwe monologi mniej więcej równo, czyli gwno warte.

  35. Tanaka
    25 czerwca o godz. 12:05

    Poczucie wyższości wyznawców dowolnej religii czy quasireligii jest w nią wpisane, nawet wbrew faktom. Choć czasami przychodzi opamiętanie i co poniektóry wyznawca zaczyna mysleć.

  36. Tobermory
    25 czerwca o godz. 12:07

    Ależ ty potrafisz, Tobermorku, pieprzyć, jak zaskoczysz. Co ma moja cyklistość do muslimskości, polskości lub Cyganów i handlujących u nas na Manhatanie Ormian? Jestem bardzo prawowiernym cyklistą, prócz przestrzegania niektórych przepisów: na przykład, kiedy nie ma pojazdów, jadę przez skrzyżowanie, nie patrząc na światła, bo mam głowę i oczy. A na starość unikam żywych człowiekowatych bez względu na to, kim są, nie prowadzę żadnego towarzyskiego życia – ino na blogu. Stałe kontakty, raz na miesiąc, na dwa to przyjaciel w Słupsku – z tego powodu, że u niego trzymam rower, żeby dojechać do brata w zakładzie opiekuńczym. Idź z Bogiem i nie pieprz więcej.

  37. Dialog kosmopolity z zaściankiem nigdy nie był łatwy 🙁
    I nie mam tu na myśli wyłącznie polskiego zaścianka.

    „No i trudno, by polski migrant mówił w pewnym stopniu przeciw swojej migranckości”

    Tak sądzisz, pombocku?
    A twoi Polacy w Niemczech co mówią o innych migrantach?
    Dopiero co przytaczałeś. I jeszcze niedawno podobno rozważali powrót do czystorasowej Polski. Odeszło im?
    Będź raz konsekwentny.
    Chcesz mi dopiec, to sugerujesz „dość pisowatą postawę”, bo rasistowskie odzywki nazywam rasizmem?
    Jest tu na blogu więcej migrantów. Może uważasz, że tak niewielu odsłania swoje rasistowskie poglądy, bo się ich wstydzą albo boją właśnie takiego oskarżenia, że piłują gałąź, na której siedzą?
    A mnie się zdaje, że nauczyli się żyć wśród obcych i nie muszą się zamykać w swoim ciasnym kręgu jednako wyglądających, to samo jedzących i to samo oglądających w TV ludzi. I że „obcy” mogą okazać się bliżsi, sympatyczniejsi, uczciwsi i bardziej godni zaufania niż „swoi”.
    Ty zresztą dostatecznie często dajesz do zrozumienia, że nie lubisz ani swoich, ani obcych.

  38. I na abstrakcyjnych żartach też się nie znasz 🙁

    „Co ma moja cyklistość do muslimskości, polskości lub Cyganów i handlujących u nas na Manhatanie Ormian? ”

    Nic.

    Bywają nawet cykliści nie mający nic do ukrycia

    https://www.youtube.com/watch?v=LR5lk2Yc2RI

  39. wbocek
    25 czerwca o godz. 12:36

    Ale własnie stereotypy w tym temacie pojawiaja się dzięki bezkrytycznemu stosowaniu podziału swój – obcy i tendencjom do upraszczania świata – dajemy etykietkę wróg grupie ludzi, która wewnętrznie jest zróżnicowana. To, że taka postawa wynika z braku chęci myślenia z dodatkiem konserwatywnego egoizmu nie musisz mnie przekonywać, ale nie musi ona mi się podobać.

  40. zulu24
    25 czerwca o godz. 13:20

    Kiedyś liczyłem, że na tym blogu będzie coś więcej niż obrzucanie się stereotypami (z rzadka – bywa). Publiczna komunikacja to WYŁĄCZNIE operowanie stereotypami, bo niestereotypy wymagające umysłowego wysiłku, niepowierzchownej wiedzy i woli rozumienia, a nie przyjemności przeczenia to taka rzadkość, że byłyby głosem wołającego na puszczy. Po pierwszym ruszeniu sprawy tsunami muslimów automatycznie się ujawnił między blogowiczami podział na swoich i obcych. Swoi to tzw. poprawni politycznie, nieliczni obcy – to ci, jak np., gotkowal, którzy nie opowiadali się za poprawnością, lecz dostrzegali zagrożenia w ewentualnym zalewie Europy kompletnie obcą kulturą tożsamą z religią. Tobermorek mnie zaczepił, a ja niepotrzebnie zareagowałem na temat, który w życiu publicznym ma identyczną wartość jak rozmowa ślepego z głuchym o muzyce i kolorach lub niewierzącego z wierzącym o Bogu. Przepraszam, zamykam się.

  41. To „tsunami muslimów” tak się tu powoli utrwala jak „dziecko nienarodzone” 🙁

  42. Kościół nie boi się wrogów Pana Boga. Kościół boi się tych, dla których Bóg jest obojętny. Witold Mnie boi? Pochyle drzewko olewam, chwasta jakiego rano, jak ide do ogrodu. Nie ma bozi, tylko smutno mnie jest. Jeden obiekt do olewania mniej. Gdzie tu strach?

    Mialem zamiar napisac o… ale wyszlo o… Co slusznie Ewamarysia zauwazyla i Jobrave. Wg mnie ciekawsze. Byla niedawno dyskusja o religijnosci. W kontext religia i pojecia takie: nacionalizm, sprzeciw migracji, opor przeciw mniejszosciom. Pew Research przebadal opinie w 15 krajach Europy. 22 pytania. Tylko Zach Europa + Skand.

    Uwaga, calosc ma 140 stron + 2 dodatki (25 stron)
    http://assets.pewresearch.org/wp-content/uploads/sites/11/2018/05/14165352/Being-Christian-in-Western-Europe-FOR-WEB1.pdf

    Daje rowniez dodatek (appendix) z pytaniami. Zwroccie uwage na pyt 2 i 5, druga gr pytan

    http://assets.pewresearch.org/wp-content/uploads/sites/11/2018/05/24143045/Appendix-A-FOR-WEB1.pdf

    Przyjemnej lektury. Moze troche mitow rozwieje. O cyklistach.

    Poza tym franc-niemieckie porozumienie o nowy EU budget dla strefy euro spotkalo pozytywna opinie. Choc dosc rozmyte. Nie bardzo rozumiem, dlaczego rzad PL (premier) nie wzial udzialu w nieformalnym spotkaniu przed czwartkowym szczytem, Europa dwoch predkosci bedzie katastrofa dla PL (ekonomiczna). Pierre Moscovici, EU ekonomiczny komisarz, uwaza za duzy postep na drodze utworzenia osobnego budzetu dla euro. Na najblizszym szczycie, musza decyzje zapasc, zeby ramy (finansowe) mozna bylo okreslic przed zaczynajacym na jesieni wyborczym procesem do wyborow w maju (do parlamentu 2019).

    Poza tym jezeli na link kliknac, PRAWA strona myszy, pojawi ramka a w ramce trzy alternatywy. Jakiejkolwiek nie wybierzesz, LEWA str myszy, z poprzedniego art WYRZUCONY NIE bedziesz. Tylko nowa instancja otworzy przegladarki z zalinkowanym. Po obejrzeniu, przeczytaniu, tylko kliknac krzyzyk i juz jest strona co linkowala z powrotem. Tak maja praworeczni, leworeczni na odwrot maja, co bylo do zgadniecia.

    Poza tym uwazam wyrazenie Otwarcia, Owszystko, Ohonor za cudowna konstrukcje. U tutejszych nic takiego. Cala historia zakonczyla zawiadomieniem prokuratury o przestepstwie. Dosc nudny final, a i premier glos zabral bez jezyka lamancow.

    Na temat fenomenu bylejakosci (3xO) dyskusja parokrotnie byla. Szczegolnie zaskoczony jestem przez tych z Was co dlugo mieszkaja w dziadowskich krajach, co ja. W krajach dziadowskich decyzji prawidlowych jest ca 51,8475% wszystkich decyzji. W krajach o wysokiej bylejakosci jest 48,722597% decyzji prawidlowych wsrod wszystkich. To nazywane jest meritokracja. Roznica (, czytaj fifi) okreslana jest stala merikratocyjnosci i wynosi ﬗ = 3,124903. Jest to π x drzwi liczba zblizona do Eulera liczby. Ale Eulera liczba zastosowanie ma przy krzywieniu prostego kijka. Znaczy bedzie tak. Tutejsi zmienia trenera. Na takiego samego. Bedzie gniotl „gra zespolowa”, „zadnych gwiazd” etc, etc. „Nadwislanscy” zmienia trenera na koucza. Nowy koucz, przyjdzie z rewolucyjna koncepcja. Dziesiec zawodnikow stanie na bramce. Dupy wypna (pietrowo) na boisko. Za bramka Sobecka, w reku dwa maryjne malowidla. Beda patrzec na Sobecka z malunkami. R. Lewndowski w ataku, strzeli jaka bramke. Bez podaniowych problemow. Albo i nie, wtedy remis. Tak wynika z analizy liczby , czytaj fifi.

    pzdr Seleuk

  43. @seleuk|os|
    25 czerwca o godz. 13:58

    Czy to zależy od OS?
    Ja otwieram linki lewym klawiszem myszki, potem wracam na blog, w to samo miejsce, klikając, również lewym klawiszem w strzałkę w lewym górnym rogu ekranu. Null problemo 😉

  44. Tobermory
    25 czerwca o godz. 14:08
    Tak T. to zalezy od OS. Ja napisalem o Okienkach MikroMiekkiego. Null problemo.
    pzdr Seleuk

  45. Witold
    25 czerwca o godz. 10:44 Edit →

    Kościół nie boi się wrogów Pana Boga. Kościół boi się tych, dla których Bóg jest obojętny. Ooooooo…, widzę, że nie jesteś obeznany z rzeczami kanonicznymi. A to trzeba znac, inaczej wszystko na nic. Kosciol kat niczego ani nikogo się nie boi. Jest bowiem mistycznym ciałem Chrystusa. Więc sam rozumiesz, jeśli już rozumiesz. Tak orzekaja papieże, biskupi, cała reszta kleru, prawidlowi wyznawcy a nawet „swiatli katolicy”, no i w konsekwencji sam Wszechmogacy i synek jego. Natomiast rzeczywistość ma w tej sprawie calkiem inne zdanie : Koscioł kat boi sie wszyskich i wszystkiego. Dlatego na okraglo sam do siebie gada, żeby sie mniej trzaść, co nie pomaga. Ale gada: nie lękajcie sie! A kto tak najczesciej gada, to już pewnie, bez podpowiadania, wiesz.

  46. Swietny mem po wczorajszym meczu: „Macierewicz – zadamy od Rosji, by oddala wrak reprezentacji! ” Calość tu: http://buzz.gazeta.pl/buzz/7,156947,23592044,memy-po-meczu-mecz-polska-kolumbia-byl-wielka-porazka-zostaje.html#Prze

  47. Antoniusie,

    „Jako dziecko sądziłem, że Panu Bogu najlepiej odpowiada łacina i dlatego chętnie się jej uczyłem – i fragmenty liturgii na pamięć, ale ze zrozumieniem, czym się różniłem od milionów wyznawców islamu!”

    Naprawdę wszystko rozumiałeś?
    Łacina w kościele była dla mnie (dziecka kilkuletniego), wraz z wonią kadzidła, dzwonkami i całą celebrą, częścią jakiegoś magicznego misterium, które straciło swoją tajemniczość wraz ze spolszczeniem 🙁
    Znałem na pamięć niektóre fragmenty, do dziś umiem jeszcze cały Pater noster ale nie znając łaciny podkładałem sobie różne znaczenia do słyszanych tekstów. Na przykład omnibus Sanctis kojarzyłem ze świętym autobusem 😎 Było też coś z „autem do Genui” etc.
    Muzułmanie klepiący swoje sury bez znajomości arabskiego mają zapewne wrażenie wygłaszania tajemnych zaklęć, których nie trzeba rozumieć, by działały.

  48. @Tanaka
    25 czerwca o godz. 14:36

    Oddać wrak reprezentacji?
    A jak oni mają wygrywać, kiedy w Polsce łamana jest konstytucja? 🙁
    Niezłe te memy 😉

  49. seleuk|os|
    25 czerwca o godz. 13:58

    Nie bardzo rozumiem, dlaczego rzad PL (premier) nie wzial udzialu w nieformalnym spotkaniu przed czwartkowym szczytem, Europa dwoch predkosci bedzie katastrofa dla PL (ekonomiczna).

    Wiedziec nie wiem jak Ty. Ale mam domniemanie graniczace z pewnoscia, dlaczego.

    Domniemanie moje wyglada tak:

    Ze strachu nie wzial udzialu. Ze strachu, ze uslyszy, zeby prawa nie lamac, bo nielamanie prawa jest warunkiem uczestnictwa.

    Czyli :
    „Chcesz tu byc ? Nie lam prawa ! Tu jest miejsce tylko dla tych co przestrzegaja obowiazujace prawo ! ”

    Bo to jest tak, ze do pewnego momentu „rozkrok polityczny” jest wykonalny. Od pewnego momentu juz sie nie da. I ten moment, w ktorym sie juz „nie da”, zostal w Polsce przekroczony. Jaroslaw dokonal wyboru i go w zycie wprowadzil niemal do konca. I bedzie sie Polska staczala w kierunku wyznaczonym wyborem Jaroslawa Kczynskiego. I bedzie sie staczala tak dlugo i tak daleko, na ile pozwoli dobra sytuacja gospodarcza.

    Gospodarka sie wykopyrtnie, to suweren zawiedziony sie ruszy. Ruszy sie dopiero wtedy, gdy w dupe dostanie na tyle mocno, zeby zrozumiec, ze to Jaroslaw z jego PiSem go oszukali.

    Zawsze tak bylo, wiec i teraz tez tak bedzie.

    pozdrowka
    ~l.

  50. @Antoniusie drogi
    Świetny wstępniak i bardzo sie cieszę, że jesteś w takiej dobrej kondycji.
    Też się zastanawiam, skąd nasze klechy, poczynają od epidiaskopów a na zwykłych ksieżulach kończąc, tak dobrze znają opinie Bozi na każdy temat, chociaż nawet śladów tego nie widać w świętych ksiegach.
    Pan bożyczek zna się też zapewne na muzyce i nie życzy sobie, żeby ktoś grał nie tylko Ave Maryję oraz inne kościelne piosenki, ale o zgrozo – rytmy techno, że o słowach tych utworów nie wspomnę.
    https://www.antyradio.pl/Muzyka/Rock-News/Ksieza-chca-odwolania-koncertu-zespolu-Kat-Roman-Kostrzewski-w-Piekarach-Slaskich-23101

  51. Na temat rozumienia klepanych textow religijnych o nieokreslonym charakterze.

    Raz spotkalem Turczynke na dluzszej sesji. Wyksztalcona. Uniwersytet w Ankara, pare lat pobytu w Zach Europie. Byla przewodniczka jak bylem na wycieczce objazdowej Troja, Halikarnass. Zadalem pytanie, przypadkiem rozmowa o przypadkowosciach, o sury arabskie. Odpowiedz byla znac nie trzeba zawartosci. To polega na powtarzalnosci slow bozi. Ja moglbym tez klepac, tak mnie powiedziala. Nie uzywajac „klepac”. Wtedy jej opowiedzialem o Tybetanczykach co czytalem. Oni ten process zracjonalizowali. Maja mlynki wiatrowo-textowe. Wiatr kreci taki mlynek co ma modlitwe wypisana. Ten modli, co mlynek wystawi do wiatru. Niektorzy maja kolowrotki napedzane recznie halasliwe. Ta sama zasada. Turczynka powiedziala ze oszukuje. Byla mna wyraznie zdegustowana.

    lonefather
    25 czerwca o godz. 15:14

    To by potwierdzalo moje analizy liczby fifi ( ﬗ = 3,124903).

    pzdr Seleukos

  52. Tobermory
    25 czerwca o godz. 15:01 * Pod koniec tego wyboru memów jest taki: w jakim kanale można zobaczyc gole Polaków? – w TVP Historia ! A w tle chyba reprezentacja Górskiego.

  53. @Tanaka
    25 czerwca o godz. 16:38

    No, toć Nefer pokazała to już wczoraj.
    Obejrzałem wszystkie do końca. I dalej nie oglądam żadnego meczu. W środku mojej wsi jest plac z public viewing
    Może pójdę tam raz popatrzeć, ale najpierw muszę poznać plan meczów, żeby mi nie kolidowało z planami podróżnymi. Mam jeszcze trzy bilety całodzienne na pociągi-autobusy-statki, ważne bodajże do 8. lipca. Dwa bilety są na pierwszą klasę. Jeden wykorzystam znowu na trasę Genewa-Montreux parowcem. To już tradycja. Pogoda ciągle słoneczna i sucha, co mi z kolei koliduje z podlewaniem ogrodu 🙁

  54. Tobermory
    Nie znałem całej liturgii, ale więcej niż pater noster. Uwielbiałem Prefacje, również melodycznie. Dla mnie też znikł urok tajemniczości i czegoś jakby ważnego i to przed narodowymi mszami, to już był koniec moich kontaktów z kościołem. Byłem jeszcze raz u Lefebrystów w Paryżu i na „naszej” mszy z okazji złotego wesela. Nie byłem ministrantem więc na mnie połączone efekty kadzidła i dzwoneczków robiły wrażenie. Łaciny uczyłem się kilka lat w liceum i lubiłem nawet deklamować np. Owidiusza. Miałem w domu grubachny słownik łacińsko-niemiecki i części liturgii sobie przetłumaczyłem.

  55. @Tanaka
    W tle mecz Polska ZSRR z 57 roku.

  56. Tanaczku, co się dzieje? Połyka mi kolejny wpis i szlag mnie trafia.
    Spróbuję jeszcze raz, bo mi na tym wpisie zależy.
    Otóż byłam ostatnią klasą w moim liceum, gdzie nauczano łaciny obok języków zachodnich i – oczywiście – rosyjskiego.
    Pamiętam do dziś:
    „Aurea prima sata est aetas, quae vindice nullo,
    sponte sua, sine lege fidem rectumque colebat.
    Poena metusque aberant, nec verba minantia fixo
    aere legebantur, nec supplex turba timebat
    iudicis ora sui, sed erant sine vindice tuti.
    Nondum caesa suis, peregrinum ut viseret orbem,
    montibus in liquidas pinus descenderat undas,
    nullaque mortales praeter sua litora norant.
    Nondum praecipites cingebant oppida fossae;
    non tuba directi, non aeris cornua flexi,
    non galeae, non ensis erant: sine militis usu
    mollia securae peragebant otia gentes.
    Ipsa quoque inmunis rastroque intacta nec ullis
    saucia vomeribus per se dabat omnia tellus,
    contentique cibis nullo cogente creatis
    arbuteos fetus montanaque fraga legebant
    cornaque et in duris haerentia mora rubetis
    et, quae deciderant patula Iovis arbore glandes.”.
    No i pamiętam oczywiście nieśmiertelne zdanie z podręcznika do klas I liceów
    Marcus in horto sedet (siedzi w ogrodzie, ale nie wiem na czym).
    No i oczywiście carpe diem, do którego dodawało się carpe noctem.

  57. Tanako
    Bardzo dobry wstępniak, dobrze, że poruszyłeś różnorodnośc wiary. Czasami obserwując samo życie odnoszę wrażenie, że każdy lub może każdy w „coś” wierzy – rodzaj ludzki ze swej natury jest istotą społeczną. Jedni wierzą w Boga, inni W Allacha, jeszcze inni w Mesjasza, lub tez Buddę, a jeszcze inni w starożytnych kosmitów, a my ateiści w moc nauki, a ja dodatkowo wierzę w doskonałość Matki Natury, Jeśli ją się uważnie obserwuje to można od niej wiele się nauczyć, bo przecież wiele gatunków zwierząt też są istotami społecznymi, ale w tych społecznościach zwierząt w ramach „plemienia” każdy zna swoje miejsce, każdy wie co ma robić i jeśli ktoś się buntuje to wie, że musi stoczyć walkę „na śmierć i życie”, by wygrać przywództwo w stadzie. Obserwacja flory – tam zwykle do pewnego momentu silniejsze są chwasty, ale jeśli roslina jest bardzo silne to tez potrafi je zagłuszyć. U ludzi jest obok tęsknoty za przynależnością do plemienia silny egoizm bycia ważnym, dostrzeżonym i dodatkowo chęć zawładnięcia „duszą – mózgiem”, bo tam gromadzą się mrzonki i emocje oraz narastają frustracje po niespełnionych marzeniach i im słabsza jest „dusza” tym łatwiej podlega wszelkim strachom i obietnicom z jednoczesnym podtekstem usprawiedliwiającym dla „istoty” a jednocześnie zostawiającym furtkę na żal i poszukiwanie winnych takiej a nie innej sytuacji.
    Gdy czasami wdaję sie w dyskusję z osobami, które deklarują głęboką wiarę, to część z nich pewnie wierzy w Boga, część też wierzy, bo tak była wychowana i jej kościół nakazuje to i owo, częśc wierzy w okreslone księdza z parafii, bo on takie ładne kazania mówi a ostatnio w naszym kraju część wierzy w ojca Tadeusza a część może i nawet z pobudek politycznych nabrała wyjątkowo silnej wiary, takiej na pokaz. Jak wielowiekowa historia pokazuje religia zawsze była polityką, zręczną grą dyplomatyczną ze swoim panowaniem nad duszamo owieczek dawała możnym – rządzących poddaństwo tych owieczek.
    Dzięki internetowi wiedz stała się powszechnie dostępna, ale istnieje ryzyko uzależnienia od nowych obietnic czyli nowego boga.
    Dużo zależy od tego czy będą pragnienie wolności „osobistej” czyli samodzielnego myślenia będzie silniejsze od uzależnień od tego czy innego trendu narzucanego przez nowe technologie. Czyż nie czytasz czasami w necie tytuł … to musisz mieć, to musisz skosztować, to musisz wiedzieć a pod tytułem …bez komentarza.
    Przepraszam, ale chyba nie potrafię wyhamować, by krótko pisać.

  58. @Witold, uważasz, że zbyt często używamy imienia Pana Boga nadaremno?

    Coś w tym jest. Od teraz bez mojego pozwolenia nie wolno napisać słowa Jehowa pod karą anihilacji. I ukamieniowanka.

  59. Niezły galimatias, tekst podpisał Antonius, na wstępie do autorstwa przyznaje się Tanaka (zbierając całą glorię i chwałę za tekst), a w nagłówku jako redaktor występuje Jacek Kowalczyk. Tylu się tutaj autorów-redaktorów namnożyło, że już nie bardzo wiadomo kto co pisze i kto co redaguje.

  60. Witold
    25 czerwca o godz. 9:55
    W żadnej z ksiąg bibilijnych nie ma zakazu mówienia czy pisania o Bogu przez tych, którzy wątpią lub nie wierzą.
    Jest w którymś przykazaniu nie miej bogów cudzych nade mną ? Przez wiele lat wskazywano jak to cesarze ustanawiali boskość własną i swojej rodziny, jeden nawet nadał boskość dla swego konia. Przecież ateiści nie chcą przeciwstawić jakiegoś swoje boga po drugiej stronie.
    Witold
    25 czerwca o godz. 10:44
    @wbocek
    Kościół nie boi się wrogów Pana Boga. Kościół boi się tych, dla których Bóg jest obojętny.
    I tu przyznaję ci absolutną rację, kościół boi się agnostyków – tych, którzy zadają za dużo pytań, którzy wątpią w wiele dogmatów, bo ich interpretacja przez same „tęgie głowy” kościoła jest czasami dość zróżnicowana, a jeszcze ludzie mogą to inaczej interpretować, jest dużo mowy o miłosierdziu boskim, co jednocześnie nie przeszkadza księżom w kościołach straszyć wiernych piekłem, sądem ostatecznym – pytanie kto z żyjących tu i teraz ma wiedzę co jest po dokończeniu bytu. Skoro kiedyś słyszałam w tv jak któryś biskup mówił, że nasze polskie powiedzenie, że o zmarłych nie należy mówić źle jest rodem z guseł i zabobonów z czasów sprzed chrystianizacji naszego kraju. To grzechem jest mówić o wspaniałych dokonaniach i życiu tego, który odszedł
    czy grzechem jest kłamstwo o tych wspaniałych dokonaniach, skoro na tej mszy pogrzebowej większość zwiesza głowy i sobie w myślach dodaje, ale to był łotr. Czasami zaliczam kawałek mszy pogrzebowej o ani razu nie słyszałam cierpkich lub skromnych słowach o zmarłym.

  61. @Rogger77

    To jest trójosobowość, czy tam trzypostaciowość jednej osoby, czy też w trzech osobach jedna postać. Po trzykroć mam rację!

  62. Antonius
    Bardzo Cię przepraszam, ale wstępniaka czytałam w 2 ratach, zbyt szybko przewinęłam końcówkę i skoro na górze widniał l Tanaka z rozpędu dałam swój post do Tanaki.
    Przepraszam i gratuluję.

  63. @Rogger77 25 czerwca o godz. 18:49
    I tylko dla aggentów notorycznie brakuje „glorii I chwały”
    Ale „nie dla mnie, Panie, nie dla mnie”… męczy się i poci taki aggent.

  64. bubekró
    25 czerwca o godz. 18:58

    No że też na to nie wpadłem! Oczywiście ateistyczna trójca, albo a-trójca.

  65. @Rogger77

    Tak, niepodzielna przez 3.

  66. Jeśli ktoś jeszcze kibicuje – Rosja przegrała z Urugwajem.

  67. @bubekró 25 czerwca o godz. 19:02
    🙂

  68. Jorge75
    25 czerwca o godz. 17:51 * Skoro to rok 1957,a nie Gorski czyli później, to powinna gole pokazywać specjalnie powolana TVP Prahistoria.

  69. mag
    25 czerwca o godz. 18:29 Maguś – ja niewinny. W razie czego – Olmajty. No, ale skoro Ty pamietasz to cały czas, to jestem zawstydzon i pogrzebion, a Ty jestes Nadbiskup, skoro ja biskup. Cudo, cymes i delicja. Ale ja juz w szkole laciny nie mialem. Natomiast kiedy szorowałem parkiet pastą „Agata”, ktora ewaporowala jakieś cud-chemicznymi substancjami, to nieustannie doznawalem olśnien liturgicznych i specjanie dobrze mi wychodzily dlugie zaśpiewy melorecytacyjne. Sąsiedzi byli pewnie, ze jestem kanonik. Nie mieszkalem co prawda we Fromborku, ale nic nie szkodzi. 😀

  70. karol_cia
    25 czerwca o godz. 18:32

    Tanako
    Bardzo dobry wstępniak, dobrze, że poruszyłeś różnorodnośc wiary. Czasami obserwując samo życie odnoszę wrażenie, że każdy lub może każdy w „coś” wierzy – rodzaj ludzki ze swej natury jest istotą społeczną. Jedni wierzą w Boga, inni W Allacha, jeszcze inni w Mesjasza, lub tez Buddę, a jeszcze inni w starożytnych kosmitów, a my ateiści w moc nauki, a ja dodatkowo wierzę w doskonałość Matki Natury,…
    Widze, ze już jest jasne, kto napisal i z Antoniusem sprawa wyjasniona. Ale skoro bylo do mnie, to zrobie malą uwagę: badania naukowe wykazują, że nad Wisłą 20%prawidlowyc katolikow nie wierzy w Boga. I niczym im to nie przeszkadza miec sie za gleboko i prawidlowo wierzacych katolikow, a ich proboszczowie oraz biskupi też się z tym zgadzaja. To taki obrazek, na początek, bo jest w ogole ciekawie z tym na czym poega wiara, kto w co wierzy, a co mu sie zdaje, choc jest pewien, że wierzy, a o ile w ogole wierzy, to wierzy w wiare, a nie wierzy wprost, poniewaz niemal w nic religijnego, a zwlaszcza cudownego, mistycznego nie da się wierzyć. Mozna tysiac razy powtorzyc, ze sie w coś wierzy, ale z powtarzania slow nie powstaje wiara. Wiara to emocje osobiste i emocje spoleczne – to ich glowna treść, choc i to rzecz codziennie blada, a rządzi odruch przyzwyczajenia i automatyzm, ktory tworzy ramy dnia, ramy rodziny i ramy spolecznosci. a emocje sa w chwilach wzmożen, zwłaszcza, gdy sie wyznawca poczuje obrazony, lub zagubiony. Bez paciorka wyznawca zanika.

  71. mag

    I pomyśleć, że ja to kiedyś radośnie deklamowałem – rytmicznie! Miałem kolegów niemuzykalnych, którzy nie byli w stanie się tego nauczyć. . Dziś kończy się dla mnie na fixo, a właściwie na aere legebantur..

  72. Rzecz, którą wyczytałem w „Angorze” pod tytułem „Komenda u Franciszka”. Oczywiście słynny Tomasz Komenda, ofiara zbydlęconych prawniczych pierdzistołków. Przyjął go papież Franek.

    Oto słowo Tomasza Komendy:

    – Nie tylko nie straciłem wiary, ale modlitwa i zjednoczenie z Jezusem dosłownie mnie uratowały. W swojej celi nigdy nie zwątpiłem, że pewnego dnia będę mógł się pomodlić przed grobem świętego Jana Pawła II

    Wiara jest tak intymną własnością, że nic mi do niej.

    A oto słowa Jana Pawła II – jeszcze nie świętego – które skierował do więźniów:

    – Bóg zna sekret waszych serc, wasze obawy i nadzieje. Jego sprawiedliwość przekracza wszelką, nawet najbardziej skrupulatną ludzką sprawiedliwość (…). Dlatego wzywa was, abyście w tym miejscu bólu i cierpienia wzrastali a sprawiedliwości i miłosierdziu; i powierza wam z największą łaską rekonstrukcję godności

    Tak zna sekret ich serc i pęd tych serc do rekonstrukcji godności, że, jak mówi profesor Zoll:

    „Ze statystyk wynika, że aż połowa młodych osób, które po raz pierwszy trafiają za kraty, wraca do więzień. Po drugim wyroku skazującym jest to już 70 procent”.

    Nie chodzi, oczywiście, o to, co wie lub czego nie wie nieistniejący Bóg, i o to, co mówi Antonius o biskupach – „skąd oni wiedzą, że taka jest wola Boga?” – bo oni gwno wiedzą, lecz o to, z czego się bierze tupet i bezwstyd takiego mówienia tych niby znawców zamierzeń mniemanego Absolutu. Sądzę, że znalazłoby się parę przyczyn, mnie jednak od dawna telepie się po baśce jedna: Sztywne utrzymywanie od najmniej 1700. lat podziału chrześcijaństwa na kaznodziejów i owce. Kaznodzieja każe, czyli przez nikogo nie kontrolowany plecie, co mu ślina na język przyniesie, owce milczą, dusza śpiewa. Nie ma rozmów owcy z katabasem jak równej z równym, nie ma dyskusji, nie ma wolności słowa, nikt nie może w czasie mszy przerwać bełkotu katabasa każącego o woli Pana pytaniem: „Skąd wiesz, jaka jest jego wola?”. Niemal dwa tysiące lat takiej dyscypliny przyniosło oczywiste skutki; milczenie owiec. Nawet wtedy, gdy katabas – ten oszust i pasożyt – mówi rzeczy żenująco prymitywne, płaskie, głupie. Instytucjonalny Kościół to sadzawka grubo porośnięta wieczną rzęsą. Kiedy więc Glemp mówił, że Kościół jest motorem postępu, nie słyszałem nie tylko ani jednego westchnienia choćby jednego bożego jagniątka, ale nawet sprawiedliwy Bóg, który jest niezmienny, a nie tam jakiś postępowy, nie zaprotestował.

  73. Tanaka
    25 czerwca o godz. 20:17
    (..)badania naukowe wykazują, że nad Wisłą 20%prawidlowyc katolikow nie wierzy w Boga. I niczym im to nie przeszkadza miec sie za gleboko i prawidlowo wierzacych katolikow, a ich proboszczowie oraz biskupi też się z tym zgadzaja(…)

    Przypuszczam, a jest to przypuszczenie graniczące z pewnością, że 98 %proboszczów, biskupów i nawet kardynałów zupełnie nie wierzy w tego, którego słowa głosi coniedzielnie lub codziennie.
    Ot, taka praca.
    Niekoniecznie trzeba lubić; ważne, że płacą na czas, na miejsce i na pewno.

  74. @Tanaka
    Kanał TVP Prahistoria ma przyszłość.
    Mam parę pomysłów na programy, np. sport: entliczek pentliczek co zrobił Piechniczek, a czego nie zrobił Nawałka.

  75. @Jorge75
    25 czerwca o godz. 21:48

    Mistrzostwa świata w cymbergaja
    Turniej miast i gmin
    Tydzień na działce
    Danuta Lato

  76. A w programie z cyklu „Rolniczy kwadrans” porady na temat sposobów zorganizowania sznurka do snopowiazałek

  77. karol_cia
    25 czerwca o godz. 18:32
    „a ja dodatkowo wierzę w doskonałość Matki Natury”

    Natura nie jest doskonała. Jako przykład polecam książkę „Survival of the sickest”.

    Z czystego lenistwa (i zajętości w pracy) wrzucam kawałek ze wstępu:
    „W tej wnikliwej książce dr Sharon Moalem demonstruje, w jaki sposób choroby uznawane za niebezpieczne (takie jak hemochromatoza, cukrzyca i wysoki poziom cholesterolu), a nawet śmiertelne w skrajnych przypadkach, mogą w istocie sprawić, że ich nosiciele zyskają przewagę w walce z innymi chorobami zagrażającymi życiu. Na przykład, wyjaśnia, że hemochromatoza, choroba, która, jeśli nie jest leczona, zabije cię, mogła być rzeczywiście obroną przed najgroźniejszą pandemią w historii – dżumą w XIV wieku. Okazuje się, że ta genetyczna mutacja, która jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, w rzeczywistości pomogła wielu ludziom w pewnym momencie.”

    Czyli doskonałość w pewnych warunkach, ale nie doskonałość w ogóle. Maximum lokalne, nie globalne.
    Przy okazji, nie mające nic wspólnego ani z liczbą Eulera ani z liczbą fikimiki.

  78. Tobermory
    25 czerwca o godz. 10:46

    Południowa wygląda na mniej egzotyczną i mniej zatłoczoną przez turystów, niż północna. Taka ładna bardziej po ludzku. Są takie miejsca po prostu miłe i przyjemne, a są takie że aż dech zapira. Ale jak tu żyć w miejscu gdzie dech zapira, no długo się nie da.

    Bergen sobie wpiszę na listę. I trochę bliżej niż NZ. NZ przypomina mi trochę nasz północno zachodni Pacyfik: ocean, promy, góry i drzewa do samego nieba. Dziwna roślinność i dziwne ptaszydła. No i dech zapira nieustannie.

  79. Nefer
    25 czerwca o godz. 8:12

    act
    25 czerwca o godz. 5:42

    „…a potem zgrabnie ująłem to w dowcipie ”

    I nie zglosilem zaginiecia rzeczonych obojga.

  80. @izabella
    E tam. Mozna sir przyzwyczaic..

  81. Na marginesie
    25 czerwca o godz. 19:16

    „Jeśli ktoś jeszcze kibicuje – Rosja przegrała z Urugwajem.”

    Kochana, od 14 czerwca sypiam po, gora, 3 godziny dziennie…a Ty ‚Jeśli ktoś jeszcze kibicuje’. ‚Homo ludens’ jestem, bez tego tylko umrzec z nudow.
    No nie, bez tego bloga umrzec z nudow by.

  82. Dał głos językoznafca propagandowy, który boi się krzyknąć na niemieckiej ulicy, że „nie ma żadnego Allaha, jest jeden bóg Jahwe”, bo mógłby wrócić bez głowy (w domyśle obciętej mu przez fanatycznych islamistów).
    Otóż po pierwsze, w rzeczy samej nie ma żadnego boga o imieniu Allah. Jest, po arabsku, rodzajnik określony „Al” plus rzeczownik „lah” = bóg. Czyli w sumie Allah, Bóg (przez duże B), albo, jak to trafnie Sienkiewicz włożył w usta tatarskiego beja w „Ogniem i Mieczem” – „Jeden Bóg”.

    Po drugie zaś, biorąc pod uwagę:
    – że odsetek muzułmanów w Niemczech to ok. 5%;
    – że bodajże tylko ok. 30% z tych 5% aktywnie praktykuje;
    – że wreszcie, być może, tylko 0,1% z tych 30% to skrajne fanatyczne oszołomy, gotowe zabić za „obrazę wiary”;

    szansa na utratę głowy jest kilkaset razy mniejsza niż na rozjechanie, na tejże niemieckiej ulicy, przez imigranta Polaka-katolika po wódzie i dopalaczach.
    Ale po co psuć faktami dobrą bajkę – mit miejski dreszczowiec!

    @Antonius
    Koran to tylko bardzo zwięzłe i na ogół pozbawione zaleceń praktycznych jądro islamu. Wokół tej małej pestki narosła w ciągu minionych 1400 lat grubaśna otoczka dziesiątek tysięcy Hadisów, używanych do interpretacji i dopasowania ogólnikowego „objawienia” z 7w. do życia codziennego. O to znaczenie i interpretację kłócą się, często zawzięcie, teolodzy 2 wielkich sekt i kilkudziesięciu pomniejszych, skupieni w (historycznie) kilkudziesięciu „szkołach” jurysprudencji, oraz setki tysięcy pomniejszych kaznodziejów, pretendujących do wygłaszania „fatawa” (interpretacji). Rozdzielając wyimaginowany włos na czworo z zapałem nie mniejszym niż chrześcijańscy zwolennicy liczenia aniołów na czubku szpilki.

  83. Jorge do Bubekro i powrot

    Jestem zdania, „luckosc” jest zainteresowana jedynie „wspulczesnoscia”, dlatego lista prog tv (formatow) powinna wygladac nastepujaca.

    Rozgrywki Ligi Bambuko (sport calorocznie, nieokazjonalnie)
    Rozmowa przy Swiecy, Pleban-Organista (analizy i publicystyka)
    Tydzien w Namiocie 2osobowym (4 osoby, reality shoff)
    Sobecka Secret (przeglad nawych trendow bielizny parafialnej)

    pzdr przy kaffce, Seleuk

  84. pan @Herstoryk

    „Otóż po pierwsze, w rzeczy samej nie ma żadnego boga o imieniu Allah. Jest, po arabsku, rodzajnik określony „Al” plus rzeczownik „lah” = bóg. Czyli w sumie Allah, Bóg (przez duże B), albo, jak to trafnie Sienkiewicz włożył w usta tatarskiego beja w „Ogniem i Mieczem” – „Jeden Bóg”.”

    Dostrzegam w panskim tekscie dobra znajomosc hstorii islamu, teologii jak i etymologii.
    Np. „el” – hebr. (elohim) a nie jest to „imie” ale „charakter” (por. M.Buber)

    Ps w judaizmie spotykamy m.in.:
    El, Elohim, Sabaoth, Elion, Asher yeheyeh, Adonai, Jah, JHVH, och Shaddai
    (ciekawe pojeciem jest tetragrammaton -JHVH)

  85. Herstoryk
    26 czerwca o godz. 7:22

    Herchłopcze, pomyliłeś adres. Skoro nie doczytałeś, to powtórnie wyjaśniam: nie mówię o tsunami migrantów od siebie, bo nie mam żadnych doświadczeń, cytuję wyłącznie moich znajomych Polaków z Niemiec i samych Niemców. Ich, herchłopcze, pouczaj, nie mnie. Przy okazji wyjaśnij im, z jakiego powodu pani Merkel ma kłopoty, bo mogą, mieszkając w Niemczech od zawsze lub od co najmniej 35. lat, nie wiedzieć.

    Co do spraw językowych. Widać, że nie rozróżniasz współczesnych użyć wyrazów i ich żródłosłowów lub mniemanych źródłosłowów. Okropnie widać się chciałeś popisać encyklopedyczną wiedzą o konstrukcji wyrazu „Allah”. No i się popisałeś. Tylko po co? Co by miało z tego wynikać dla setek milionów na przykład chrześcijan, dla których „Allah” od zawsze jest i będzie imieniem kojarzącego się źle boga? A skoro już znasz budowę wyrazu „allah”, spróbuj poznać budowę wyrazów „jahwe”, „adonai”, „elohim” i daj kolejny równie mądry głos. Ale nie do mnie, bo jestem ten, którego nie ma.

    PS U ludzi obytych jest zwyczaj wyraźnego adresowania komentarza do osobnika, którego komentarz dotyczy.

  86. @Seleuk
    Lud tutejszy jest mocno zainteresowany przeszłością. Do tworzenia przeszłości powołano nawet potężną instytucję o nazwie Instytut Pamięci Narodowej. Ale dla programu o modzie prowadzonego przez p. Sobecką gotów byłbym kupić telewizor.

  87. izabella
    25 czerwca o godz. 4:06

    „Rozpisałam się jak Orteq, który rzeczywiście zniknął’

    Zniknal on bo wlasna latorosl on ozenil na odludziu. Juz jest po kosztach z tym zwiazanych, goscie trzezwiejo aktualnie.. Ja zas pracuje nad przewijaniem blogowym gdy inni trawajo w zamroczeniu seczegowym. Tez spore koszta sa zwiazane z tym przewijaniem tekstow, ktore bulwersujo co nieco co poniektorych. Wiecej na temat bedzie jak slowotoku przybedzie

    PS. Tanako. Dzieki ogromne za podjecie sie tego niewdziecznego zadania. Ja bym sie go nie podjal za zadna sume dutkow. Choc w przeszlosci tez i mnie sie zdarzaly niezbyt dobrze przemyslane woluntariuszowstwa. Prezesury nawet. Jak u sp Anumlika. Czyzbys byl mlodzian wciaz nie zniechecony wczesniejszymi doswiadczeniami w tOmacie udzielania sie dla dobra ogolu?
    PS2. Nie bylbym soba gdybym pominal milczeniem sprawe zbanowania tego jednego wesolka na O. Nie pochwalam tego zbanowania. Glownie dlatego, iz zbanowanie to sprawia wrazenie POZYTYWNEJ reakcji na hunwejbinskosc niektorych blgogowiczow. Nawolujacym do zbanowania wlasciwie JEDYNEGO nicku, ktory otwarcie odstaje od TWA blogowego. Obawiam sie, ze zaciesnianie szeregow ateistycznego TWA to niezbyt dobrze przemyslana strategia jesli o przyszlosc tego blogu chodzi.
    PS3. Ja tieba, wbocku, toze pazrawliaju. Rowniez na okolicznosc domagania sie WYLACZNOSCI jezyka polskiego na tym blogu. Niczego jednakze nie obiecuje. Bo ja to jest ja. Czyli, nick piszacy tak mu wychodzi z klawiatury. Czasem uzywajac IDIOMOW obcojezycznych. Liczac na intelegencje czytelnikow. Ty zas chcesz pozawic mnie tej mozliwosci porozumienia sie z innymi niz ty odbiorcami moich wypocin. Na co ja ci odpowiem historycznie podniosle: NO PASARAN. Luzno tlumaczac na jezyk wymieszany: TO SE NE UDA. Broniewski:
    Umierający republikanie,
    brocząc po bruku krwią swoich ran,
    w krwi umaczanym palcem po ścianie,
    wypisywali: No pasaran!

  88. Szybkie pozdrowienia dla wszystkich przed wyjściem na ląd w Oslo. Świetny wstępniak Antoniusa.
    No i macham przysłowiową chusteczka w stronę Szwecji dla ozzy i seleukosa

  89. Orteq
    26 czerwca o godz. 9:28

    Nie kręć, Ortegu, i nie dawaj za przykład idiomów ani idiotów i innych ozdóbek. Mowa jest o długich tekstach, których listonoszom nie chce się tłumaczyć, ale nie powiedzą tego wprost, lecz wykręcają się trudnościami tłumaczeń. Ja za jednostronicowy tekst, nad którym siedziałem miesiąc, otrzymywałem w latach 90-tych 30 zł, a mimo to nad każdym następnym siedziałem miesiąc. Więc albo się jest, przepraszam za samochwalstwo, obowiązkowym i się nie liczy godzin, albo się zasłania fałszem, podczas gdy rzeczywista przyczyna jest taka: „Mam was w dupie, tłumaczcie sobie albo nie, ge mnie to obchodzi.”. Jak już się tak lekceważy potencjalnych czytelników, to może robić bardziej konsekwentnie i wcale nie pisać.

    Ktoś Cię, Ortegu, do przestrzegania obyczajowego elementarza zmusza, że się tak zapierasz?

    Jadymy, Franek, wio!

  90. Tanaka
    25 czerwca, g.20:07
    Można powiedzieć , że poznawałeś Bozię od podłogi, jak te kobieciny szorujace kościelne posadzki albo na plebanii. Te chwile mogły u ciebie zaowocować melorecytacją liturgiczną.
    Ja tak za bardzo łaciny nie pamiętam, ale na pewno łatwiej mi łapać sens, gdy odczytuję rozmaite inskrypcje.
    Fragment z „Przemian” Owidiusza recytowało się rytmicznie, co nie tylko ułatwiało zapamiętanie, ale i sprawiało frajdę. Przynajmniej mi.
    Wyobraź sobie taką sytuacje, ktoś tokuje w towarzystwie, nie dając nikomu dojść do słowa, a ty wyskakujesz z Owidiuszem. Moment ciszy i wszystkie szczęki na podłogę.

  91. Tak se przeleciałam wpisy z ostatnich dwóch dni i dotarło o mnie, że chyba wśród piszących w przewadze są panie i panowie mieszkający poza Polską.
    Wydaje mi się socjologicznie ciekawe, dlaczego upodobali sobie właśnie ten blog?
    Na moje wyczucie świadczy to dobrze o tutejszych „tubylcach”, skoro „wyjechani” dobrze się z nimi czują i nie szukają raczej „szczęścia” na innych blogach.
    Ale co tam moje wyczucie.

  92. @ ktoś kogo nie ma
    nie mówię o tsunami migrantów od siebie, bo nie mam żadnych doświadczeń, cytuję wyłącznie moich znajomych Polaków z Niemiec i samych Niemców.
    Powoływanie się na plotki znajomych dla poparcia wysoce emocjonalnych („tsunami”!) wyrażeń pasuje najlepiej do pogaduszek pani dozorczyni z panią sprzątaczką, na klatce schodowej . Nie ujmując nic tym Paniom, ich znajomość twardych faktów może pozostawiać sporo do życzenia. Na temat źródeł szerzących się obecnie opinii o imigracji i „zagrożeniu” pisałem w artykule „Hajże na Soplicę”, na witrynie Pracownia4.wordpress , tułał się też po sieci, łatwo go wyguglać.

    Co by miało z tego wynikać dla setek milionów na przykład chrześcijan, dla których „Allah” od zawsze jest i będzie imieniem kojarzącego się źle boga.
    Jeśli kojarzy się setkom milionów, to musi być prawda! jedzmy oofno, miliony much nie mogą się mylić!
    Bzdurne kojarzenie się czegoś źle u setek milionów było przerabiane kilka razy w historii, z tragicznym skutkiem, od III-go Reichu do Rwandy.

    Dałem głos nie dla popisów lingwistycznych, ale by z lekka wyprostować tezę @Antoniusa o wyjątkowej rzekomo monolityczności i dogmatyczności islamu i muzułmanów. Bo IMHO, że wszystkie religie są podobne i mogą być w sprzyjających warunkach użyte jako oręż, zwłaszcza gdy pojawi się ktoś z pasującym do potrzeb „objawieniem” i charyzmą.

  93. mag
    26 czerwca o godz. 10:21

    Z powodów (stymulacji) intelektualnych (upodobałam sobie) Większość wychowana i wykształcona na tym samym a lubimy te piosenki które znamy. I brakuje nam solo za granicą tego porozumienia bo co taki tubylec wie o Adio pomidory? Dla żartów, przepychanek słownych i ciekawego towarzystwa o różnorodnej wiedzy. I pośmiać się można i dowiedzieć czego i podyskutować (baty dostać też, bywało).
    Fakt że nas tu zdies emigrantów więcej niź Prawdziwych Polaków 🙂 których chyba można policzyć na palcach jednej, no, maksymalnie dwóch rąk.

  94. basia.n,

    dziekuje za pamiec

    pogoda u mnie piekna – moze troche za goraco (wole lata w okolicach +20C) ale
    w norweskim polnocnym klimacie, zwlaszcza fiordach – czulem sie zawsze wysmienicie
    (czesto bywalem w Stavanger, a obecnie czestsze pobyty w deszczowym Bergen – koligacje rodzinne)

  95. @mag

    krotko odpowiadam:
    jedyny kontakt z polszczyzna na paru blogach goscinnej „Polityki”
    np. p. Passenta, p. Chacinskiego, p. Szwarcman czy tez niniejszym – takze Twoj jezyk polski i stylistyka.

  96. Nefer
    To że nadajemy na tych samych falach jako powód w ogóle bywania „zagranicznych” na blogach jest dla mnie oczywisty. Zastanawiało mnie raczej, dlaczego akurat u Tanaki, a wcześniej red. Kowalczyka.

  97. @mag

    A może to mechanizm podobny do RWE w PRLu? „Wszyscy” słuchali ale raczej nikt się tym publicznie nie afiszował, a „zagranica” otwartym tekstem mówiła to co w oficjalnej przestrzeni publicznej było przemilczane.

  98. ozzy
    Przyznasz jednak, że kod kulturowy, czyli to o czym pisze @Nefer, ma też znaczenie.
    Akurat ona i jeszcze kilka osób bywają w Polsce i to raczej często, więc z „odświeżaniem” polszczyzny nie mają problemów.
    Namawiam cię, byś jednak odwiedził Polskę. Przecież niekoniecznie przyjeżdża się do rodziny, a wiem że tej już w Polsce nie masz.
    Warto zobaczyć dzisiejszą Warszawę, Gdańsk, czy Kraków, ale nie z jakąś wycieczką. Tzw. prowincję, czyli Polskę powiatowo-gminną mogę ci pokazać na przykładzie Mazowsza.
    W Warszawie możesz liczyć na mnie (jako łącznika między starymi a nowymi czasy) i – jak myślę – Żorżyka Ponimirskiego, który wyznaje się z racji wieku na współczesnej specyfice miasta, bardzo interesującej.

  99. mag
    26 czerwca o godz. 11:24

    No bo tylko tu siedzi takie towarzystwo. A dlaczego tu akurat siedzi to nie wiem.

  100. Herchłopczyk

    Lecę w długą podróź, więc krótko. Skoro nie znając ludzi masz ich za plotkarzy, to ty dla mnie tym bardziej jesteś plotką do osiemnastej potęgi, bo ich ja jednak trochę znam. Cześć twojej maglowej pamięci.

  101. Zulu24
    26 czerwca, g.11:34
    Może.
    Dopóki jednak są jeszcze w Polsce niezależne media, czyli nie nastąpiła ich „orbanizacja” przez PIS trzymające władzę, możemy czuć się w miarę bezpiecznie.
    Ufam, że PIS jednak przerżnie wybory, a jeśli chciałby je sfałszować lub unieważnić w razie niekorzystnego wyniku, nie ulegniemy jak Węgrzy.

  102. mag:

    nie przecze znaczenia kodu kulturowego, to znaczy ze nie bez wplywu wczesnych lat i
    mowy polskiej, lektur wczesnych i pozniejszych to pozostalo mi – polskosc dla mnie to tradycja wielu narodow i metafizyka prowincji, ktora jest jak ktos sie wyrazil „domena boska” to tak jak w opowiadanich: za gorami, za lasami, za siedmioma rzekami…Gdzie tam u Zbigniewa Herbera jest o swiecie pieknym i roznym, za ktory poeta dziekuje Bogu, ze uwiodl go tym pieknem i to uwodznie pozostaje na zawsze a nawet bez wybaczenia. Nie wiem, z jakiego to wiersza ale taka jest wykladnia tresci jaka zapamietalem.
    a moze jest tak, ze wyjezdza sie by powrocic? Ale daleko mi do tej odysowskiej
    postaci a moja Itake mam w pamieci i wiem, ze nie istnieje poza nia.

  103. mag

    …i dziekuje za zyczliwosc

  104. Kochani,
    Nie uwierzycie, ale pewien klecha ze Szczecina twierdzi, że uprawianie jogi to grzech i zdrada Chrystusa.
    https://www.google.com/search?q=natemat+joga+to+zdrada+chrystusa&ie=utf-8&oe=utf-8&client=firefox-b-ab

  105. Szanowny Herstoryku!
    Działam na blogu w zasadzie z dwóch powodów:
    1) Chcę dać szansę moim resztkowym neuronom na przeżycie, czytając i pisząc – nawet cokolwiek.
    2) Chcę się dowiedzieć nowych rzeczy, a bogactwo wiedzy znanych mi kolegów blogowych jest tak ogromne, że chętnie z niego czerpię.

    Jestem więc bardzo wdzięczny za pouczenie w sprawach islamu i Koranu. Ja jestem tylko laikiem, a jeśli chodzi o arabski, to polubiłem wstawki z książek Karola Maya w stylu: Hadschi Halef Omar ben Hadschi Abbul Abbas ibn Hadschi Dawud al Gossara – przyjaciel Kara ben Nemsi, czyli samego autora. Pisownia jest niemiecka, bo w takim języku czytałem książki Maya.
    Kilku poprzedników już pochwaliła znajomość islamu szanownego blogowicza – podam cytaty (bez nicków ):
    Dostrzegam w panskim tekscie dobra znajomosc hstorii islamu, teologii jak i etymologii.
    Np. „el” – hebr. (elohim) a nie jest to „imie” ale „charakter” (por. M.Buber)

    Herchłopcze, pomyliłeś adres. Skoro nie doczytałeś, to powtórnie wyjaśniam: nie mówię o tsunami migrantów od siebie, bo nie mam żadnych doświadczeń, cytuję wyłącznie moich znajomych Polaków z Niemiec i samych Niemców. Ich, herchłopcze, pouczaj, nie mnie. Przy okazji wyjaśnij im, z jakiego powodu pani Merkel ma kłopoty, bo mogą, mieszkając w Niemczech od zawsze lub od co najmniej 35. lat, nie wiedzieć.
    Co do spraw językowych. Widać, że nie rozróżniasz współczesnych użyć wyrazów i ich żródłosłowów lub mniemanych źródłosłowów. Okropnie widać się chciałeś popisać encyklopedyczną wiedzą o konstrukcji wyrazu „Allah”. No i się popisałeś. Tylko po co? Co by miało z tego wynikać dla setek milionów na przykład chrześcijan, dla których „Allah” od zawsze jest i będzie imieniem kojarzącego się źle boga? A skoro już znasz budowę wyrazu „allah”, spróbuj poznać budowę wyrazów „jahwe”, „adonai”, „elohim” i daj kolejny równie mądry głos. Ale nie do mnie, bo jestem ten, którego nie ma.

    Z tymi uwagami trudno się nie zgodzić, ale z pewnymi ograniczeniami.
    Zacznę od banalnej sprawy – odnośnie języka Koranu. Popełniasz, o Hersteryku, ten sam błąd co wspomniany przeze mnie cwany student, uważając, że wyraz Allah jest słowem arabskim, złożonym z Al i Lah. Skąd wiesz, jak anielskie skryby w niebie islamskim piszą oznaczenie swego szefa? Nikt tego nie wie, kto nie zapytał choćby archanioła Gabriela. Jedynie Mahomet miał taką szansę! Poza tym nie wierzę, abyś lepiej znał się na języku boga niż wybitny nauczyciel uniwersytetu koranicznego w Ankarze, którego interpretacja miała miejsce w 1955 roku. Polski hersteryk nie może z nim konkurować choćby dlatego, że ów nauczyciel był równocześnie wysokim urzędnikiem państwowym u Erdogana. Pardon! Pomyliłem epoki, ale gdyby jeszcze żył, popierałby islamską demokrację idola pana Kaczyńskiego.
    Piszesz: Koran to tylko bardzo zwięzłe i na ogół pozbawione zaleceń praktycznych jądro islamu.
    To niezbyt prawdziwe. Zawiera zakazy i nakazy i to bardzo dużo. Jest nie tylko słowem bożym, wskazującym jak chwalić jedynego Boga, ale receptą na wiele spraw ziemskich. Taki przykład – jak ma się zachować pobożny muslim, gdy wyjeżdża służbowo, np. do Mekki. Ma lać po tyłku żonę, jeśli choć wątpi w jej wierność. Tak na wszelki wypadek! Czy to nie jest wskazówka jak żyć i postępować wobec kobiet?
    Sprawy majątkowe są tak szczegółowo rozpatrywane, że dokładniej niż w polskim kodeksie cywilnym. Chyba czytałeś inne tłumaczenie Koranu niż ja, a może sam boski tekst??? Na jakim nośniku informacji Allah przekazał Koran? To mnie naprawdę interesuje, a spec od procentów składu ludności chyba to wie i może się tym podzielić z profanami. Jeśli mogę fachowcowi pomóc w sprawie wpływu procentów na życie społeczeństw to polecam australijski videoclip: Islam PowerX, warto to zobaczyć i pomyśleć, zanim się zabiera ktoś do oceny wagi procentów.

    PS – autokorekta
    Zabrałem się do studiowania literatury fachowej i na jedno pytanie uzyskałem odpowiedź. Gabriel nie przekazał mu nośnika informacji, to nie kamienie Mojżesza, papirusy albo inne, a informacje „sączone do ucha” podczas medytacji – analfabetyzm nie był więc przeszkodą w późniejszym głoszeniu słowa bożego. W związku z tym chciałbym wiedzieć, kto spisał te wszystkie bzdury, które się kupy nie trzymają, a uchodzą za dzieło Boga, absolutnie prawdziwego i niezmiennego.

  106. Ostatnio przeczytałem pasjonującą książkę ,oto ona;

    http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/historia/bogowie-nigdy-nas-nie-opuscili,p114135658

    Jeśli już mieliśmy/mamy z Bogami do czynienia, to w sposób myślenia zawarty w tej książce.
    Oczywiście jak dla mnie. Nikt poza mną nie musi się tym zgadzać.
    Ateizm nie ma nic z tym wspólnego. Jest zgoła czym innym ,odporem na powszechne religianctwo ludzkości i prymitywizm myślenia. Zresztą wszelkie religie są wyrazem prymitywizmu swoich wyznawców. Tak rozumianych bogów jak we wszystkich religiach po prostu nigdy nie było i nie ma. Natomiast „bogowie” w rozumieniu E.v.D są jak najbardziej do przyjęcia ,nie na zasadach wiary w nich, ale możliwości odrzucenia tego stylu myślenia bez żadnych konsekwencji.
    Dla mnie NATURA jest BOGIEM.
    „Nie można myśli oddzielić od materii, która myśli”, jak mawiał klasyk (zgadnijcie kto?)

  107. OPtymatyk

    Od metod Daenikena zapożyczyłem „wóz ognisty Eliasza” (rakieta) i analogon Sodomy i Gomory – Hiroszima i Nagasaki (broń jądrowa). Niestety nie potrafię już czytać normalnej książki – muszę czekać na E-booki lub audio-booki. Chętnie bym to czytał. Lubię fantazje tego pana.

  108. Drodzy, nigdy tego nie robiłam ale wklejam co napisałam do prof. Hartmana i co jest w moderacji na święty nigdy. Zeźliło mnie.

    (felieton Dlaczego Polacy są tacy beznadziejni?)

    ************************

    Panie Hartman szanowny, lubię Pana czytać chociaż rzadko kiedy się tu udzielam.

    Ale co to niby ma być? Bo to ma „własności starego sera, co to podnieca chore żołądki” itd. Jeszcze trzy lata temu żadne Respect us nie było nikomu potrzebne, w Europie widziani byliśmy coraz lepiej. Pracuję w bardzo międzynarodowym środowisku, przy wprowadzaniu „dobrej zmiany” dziwiono się „co wy tam wyrabiacie, wy, prymusi Europy!”

    Ja jestem tzw. „zagranica” i w Pańskim opisie siebie nie odnajduję, ani moich polskich znajomych. Mogłabym długo ale to nie ma sensu.

    Dziwni i trudni wydajemy się cudzoziemcom. Bezceremonialni, nieprzystosowani, często uciążliwi, lecz na swój sposób mili i „nieszkodliwi”. Budzimy trochę sympatii, ale więcej zakłopotania i lęku. Ciekawości i szacunku – nie za bardzo.

    No nie wiem. Ani nie jestem uciążliwa, maniery mam lepsze niż niektórzy tubylcy (nie wierzy Pan to proszę spróbować wysiąść z wagonu metra i porównać) jakoś nikt się mnie nie lęka i nie jest zakłopotany na mój widok. Trochę dla (miernego) efektu Pan wszystkich wrzucił do jednego wora i wstrząsnął bez mieszania.

    Tym „Polacy są niekochani” pojechał Pan jak Kaczyński (rozumiem że parafraza). Trzecia prawda góralska, jesteśmy sobie jednym z krajów Europy, ani o nas myślą ani cokolwiek wzbudzamy, a jeśli już to szczerą irytację KE i RE bo w powodzi problemów – imigrantów, Brexitu, Trumpa jesteśmy, wróć, rząd PiS jest jak wredny ratlerek uwieszony u nogawki. Postawił pan w felietonie „Polaczków” na widoku i dawaj mieszać z błotem. Ostatni paragraf zwłaszcza otworzył mi scyzoryk w kieszeni bo to bzdury.

    Mam wrażenie że zdrowo Pan przesadził, żadne z nas cudawianki ale znowu nikt nas nie traktuje jak upośledzonych umysłowo. Cudzoziemcy to też nie żaden cymes, doprawdy uważa Pan że oni wszyscy są tacy światli, oczytani i dobrze wychowani że na ich tle wyglądamy jak z chlewa? Że zagraniczni kibice to wdzięk, polot i wersal? Pewnie ci z Anglii. Albo ci rosyjscy?

    PiS przeminie, szacunek będziemy musieli mozolnie odbudować. Nie napiszę co bym zrobiła Wielkiemu Niszczycielowi Polski i jej obrazu na świecie bo to podpada pod paragraf.

  109. @Antonius
    Wyszły już trzy następne nowe jego książki i pewnie też je zakupię. To się czyta, jakby nie patrzył, z optymizmem, bez strachu jaki panuje w religiach i ich księgach a zasadniczo w opowieściach interpretacyjnych pseudo kapłanów tychże, wiadomo w jakim celu.
    Władza i wiara, to jedno i to samo ale w trochę innych szatach. U nas w Polsce to widać najwyraźniej. A że, „wiara czyni człowieka głupim” to i głupców mamy u władzy.
    E.V.D. opiera się na dotychczasowej wiedzy i własnym poszukiwaniom, i na tej podstawie konstruuje swoje „fantazje”, które bliskie są rzeczywistości.
    http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/historia/wspomnienia-z-przyszlosci,p2052009833

  110. Antonius
    26 czerwca o godz. 13:56
    Od metod Daenikena zapożyczyłem „wóz ognisty Eliasza” (rakieta) i analogon Sodomy i Gomory – Hiroszima i Nagasaki (broń jądrowa). Niestety nie potrafię już czytać normalnej książki – muszę czekać na E-booki lub audio-booki. Chętnie bym to czytał. Lubię fantazje tego pana.

    Mój komentarz
    Gdy czytam Danikena, to dochodzę do tych samych wniosków, co przy lekturze najnowszego raportu technicznego smoleńskiego, w którym autorzy raportu, w tym profesorowie nauk technicznych (z dorobkiem!), zaczynają raport nie od faktów poprzedzających katastrofę smoleńską zapisanych w zwykłych katastroficznych rejestratorach parametrów lotu, lecz wprost wskazują, że w samolocie były wybuchy, a dowodem na wybuchy jest urwane skrzydło (fakt – skrzydło jest urwane) oraz milion szczątków na wrakowisku w Smoleńsku, też fakt, na wrakowisku było mnóstwo szczątków, jak w katastrofach tego rodzaju.

    Podobnie Daniken. On zawsze zaczyna swoje opowieści od oznajmienia od tego, ze np. jakieś kamienie ze znakami, to są kamienie obrobione i podpisane przez kosmitów, a jakiś rysunek, płaskorzeźba, czy układ kamieni jest dowodem na to, że kosmici odwiedzili Ziemię i oczywiście przylecieli rakietą, bo jak inaczej mogliby podróżować, przecież w kosmosie nie ma powietrza i samolotem tam nie da rady lecieć, itd.

    Hipotezy w obu przypadkach (u Danikena i w raporcie technicznym smoleńskim) wyprzedzają nie tylko fakty, ale są dowodami, że tak było. Jest to odwrotne myślenie, taka odwrotna inżynieria w manipulowaniu ludzkimi umysłami.

    Fakt jest wywiedziony z hipotezy i nie wymaga dowodów poza słownymi potwierdzeniami, że tak było, że tak mówią nasi specjaliści. Ponieważ ci specjaliści są utytułowani i prawdomówni, to lepiej jest jak im uwierzymy niż jak nie uwierzymy. Taki przekaz idzie z raportu technicznego do smoleńskich wiernych. Wiara podstawowym dowodem na zamach smoleński.

    Jeśli Allah tak powiedział, to jest fakt. Kto kwestionuje jego słowa, ten będzie ukarany. Przez Mahometa przemawiał Bóg.
    Podobnie jest z Biblią. Wszyscy autorzy byli natchnieni, gdy pisali poszczególne Księgi, czyli nie ma w niej słów autorów, redaktorów, czy skrybów, lecz słowa Boga, co w sumie nazywane jest słowem Bożym i co tydzień czytane w Kościołach. Co tydzień wierni słuchają Słowa lecz i tak nie wiedzą o co chodzi i po przekroczeniu progu świątyni wszystko to co usłyszeli wylatuje z głów w kosmos by nie trudzić umysłu, nie prowokować wiary.
    Co nie przeszkadza im wierzyć w to jako w wielką tajemnicę. A jeśli chodzi o konkrety – jak to interpretować, to najlepiej wie ksiądz. On od tego jest.
    Pzdr, TJ

  111. Nefer
    26 czerwca, g.14:29
    Brawo, brawo, brawo!
    Dlaczego musimy tak od krańca do krańca, albośmy to jacy tacy, albo brzydcy, ponurzy i źli?
    Też się z tym nie zgadzam, czyli z tobą się zgadzam.

  112. tejot
    26 czerwca o godz. 14:38

    Przypomniał mi się pan Skrok i jego książka że Polska ma jakoby wikińskie pochodzenie „Czy wikingowie stworzyli Polskę?” (Zdzisław Skrok) Książkę zarzuciłam w połowie bo nie lubię bzdur. A Daenikena czytałam raz, jak miałam 17 lat i tez nie doczytałam bo to jakieś głupoty.

    Argumentacja pana Skroka wygladała mniej więcej tak:

    Tu można przypuścić była osada Wikingów. W związku z tym można założyć że robili oni to i to. W takim razie na pewno wyglądało to tak i tak. Wniosek, to i to tak i tak to dowód że to prawda.

    Zęby mnie bolały.

  113. Optymatyk
    26 czerwca o godz. 14:34

    A nie możesz tych książek normalnie kupić? Co wszyscy z tym „zakupić”, do jasnej cholery.

  114. @Nefer, mag

    Przeczytałam. Moim zdaniem tekst Hartmana jest znakomity i raczej w niczym nikomu nie ubliża. Przytaczam co bardziej smakowite fragmenty:

    „Jakże trzeba być naiwnym, sądząc, że nasze mity i kompleksy kogokolwiek interesują, że można wymusić posłuch i poszanowanie dla polskich nacjonalistycznych klisz i bohaterów narodowych.”

    „Mimo całego zacofania kulturowego, naiwności, pyszałkowatości i – nierzadko – śmieszności. Otóż Polacy są przy całym swym wszędobylstwie i wścibstwie – i może właśnie dzięki nim – narodem niesłychanie wprost aktywnym i żywotnym”

    „Jesteśmy aktywni i ruchliwi prawie jak Żydzi.”

    „Polacy są trochę „jak Ruscy”, wódczani i rozwlekli (wszak właśnie śpiewali na placu Czerwonym: „Gramy u siebie!”), ale są też trochę „jak Niemcy”, kapuściano-piwni i drobnomieszczańscy”

    „Polacy nie są beznadziejni. Polacy są niekochani i – jak wszystkie niekochane istoty – cokolwiek uczynią, kiedyś będzie zwrócone przeciwko nim. I tu ludowa intuicja, nagłaśniana przez rząd, jest w zasadzie słuszna. Żałosne popiskiwanie głupiego rządu „respect us!” i to śmieszne potupywanie nóżką na salonach jest tak naprawdę płaczem niekochanego dziecka Europy. Trochę ociężałego, trochę zaniedbanego dziecka, które dostaje jeść, ale którego nikt nie ma ochoty przytulić. I dlatego tym bardziej chcę być Polakiem.”

    P.S. Twój komentarz, Neferko, już ujrzał u Hartmana światło dzienne. Tam komentarze pojawiają się hurtem – raz na dzień.

  115. A jak już „zakupisz” to będziesz „posiadał” zapewne. Książkę, posiadał.

  116. Orteq nie będzie, nie będzie, NIE BĘDZIE prowadził blogu (i całe szczęście, że nikt mu tego nie proponował!). Zastanowiłam się przez chwilę, co by było, gdyby Orteq prowadził blog…

  117. @Nefer 26 czerwca o godz. 15:18
    Zaliczał do osobistego księgozbioru 🙂

  118. Na marginesie
    26 czerwca o godz. 15:23

    do „dedykowanego” księgozbioru, iż tam powinny być.

  119. @Nefer 26 czerwca o godz. 15:27
    Nie „być” tylko „znajdować się na stanie”!

  120. @mag, Na marginesie

    Wiem, mój wpis pokazał się chwilę później, pewnie zdążyłam tuż przed tym „raz na dzień”.

    Moim zdaniem felieton jest zbyt upraszczający i na „nie”, żeby aby tylko kijem zamieszać, erudycją się popisać i „patrzcie jak ja wszystko wiem”. Pewnie byłam w mylnym błędzie że jednak aspirujemy do Europy i otwieramy się na świat a chamstwo i drobnomieszczaństwo ożywił i wydobył z ciemnej piwnicy Kaczyński żeby za wszelką cenę ubić na nim swój polityczny kapitał – to nie naiwność kazała mu żerować na „mitach i kompleksach” wręcz przeciwnie. Byliśmy na ogólnie dobrej drodze i z dobrymi perspektywami. Owszem, felieton ubliża tym prostym „Polaczkom” za granicą bo wrzuca razem tych ciężko pracujących malarzy pokojowych i przysłowiowych hydraulików razem z pijanymi (doprawdy) turystami w kurortach. Tylu, aż tylu jest polskich pijaczków w zagranicznych metrach? Bo jak tu mieszkam 12 lat to jeszcze ani jednego nie widziałam. Mało że ich (polskich pracowników) niedorozwojami wprost nie nazwał bo że aluzję zawarł to i owszem.

    Fi donc i (w lwiej części) g.prawda.

  121. Brawo tejocie!
    Pięknie to ująłeś. Ale ja lubię trochę fantastyki! Uwielbiałem powieści science fiction, jeśli element „science” był wystarczająco obecny. Nawet zachwycałem się łamańcami logicznymi Lema, który nigdzie nie plótł ewidentnych andronów, bo konsultował elementy z fizyki i techniki z kolegami z UJ. Cudowne było jego rozumowanie w „Smokologii…”. Sama konstrukcja wzmacniacza prawdopodobieństwa jest wątpliwa, ale jego rozumowanie odnośnie zachowania smoków, gdy już „lignęły” i znajdowały się w realu – to majstersztyk logiki, bardzo trudny do obalenia.
    „Smoki, zaatakowane, chowają się do przestrzeni konfiguracyjnej i tam się poruszają. Elektrony też się poruszają w tej przestrzeni konfiguracyjnej, a nikt nie neguje istnienia elektronów”.
    W domyśle – smoki tez mogą istnieć. większość rozumowania ma sens, elektrony faktycznie robią to co Lem im kazał.
    Od dziecka lubiłem powieści SF, pisane przez ludzi z technicznym wykształceniem, nie było w nich ewidentnych bzdur, a głównie niezłe wizjonerstwo – futurologia! Mam komplet papierowych powieści z lat 20-tych i 30-tych XX wieku, gdzie takie drobiazgi jak energia jądrowa były czymś zwyczajnym, choć badania były w powijakach (Rutherford). Ostatnio nie biorę tych książek do ręki, bo odkryłem źródło e-booków tego autora i sobie przypominam.
    Idee fixe Daenikena z kosmitami to jednak bardziej prawdopodobne niż efekty religii smoleńskiej.

    Są też inne próby „tłumaczenia” słowa bożego, realnie byłymi wydarzeniami w dawnej przeszłości. Już kiedyś opisałem gdzieś moje zakłopotanie, gdy opowiadaliśmy sobie w gronie fizyków (głównie francuskich) o dziwnych rzeczach. Powiązaliśmy opowiastki biblijne z faktami znanymi z historii, np. Sodoma możliwym uderzeniem meteorytu, potop z powodzią w Mezopotamii. Wtedy francuski geofizyk zapytał mojego szefa, francuskiego fizyka z Bełza (z jarmułką): „Jak pan sądzi, panie profesorze, jakie wydarzenie leży u podstaw ustalenia daty „stworzenia świata”?
    (Dla niewtajemniczonych – około 5000 lat temu).
    „Stworzenie świata, panie profesorze”, była odpowiedź mojego szefa, człowieka, który znał metody badania wieku skał itp. Zakończyło to dyskusję i zabraliśmy się do sutej kolacji, mocno zakropionej. Gdy nazajutrz pytałem szefa, czemu gadał takie głupoty, to mi powiedział: „Jeżeli się jest wierzącym, wtedy nie można wątpić w żaden element bożego słowa”.
    Tyle na temat „interpretacji” Biblii czy Koranu.

  122. (dunderuje za komputerem)

    W dodatku urawniłowka kulturalna np. pod tytułem „Mam talent” znana w całej Europie wyrównuje tzw. „polskie zacofanie kulturowe”. Na miłość boską, wszyscy w Europie oglądają to samo, czytają to samo, jedzą i ubierają, o globalizacji słyszał, a?

  123. Na marginesie
    26 czerwca o godz. 15:29

    he he

  124. Nefer
    26 czerwca o godz. 15:16 * Oraz mozna nabyc droga kupna. Co ulatwia zrozumienie, ze nie nabywa się droga zakupna. 😀

  125. @Nefer 26 czerwca o godz. 15:37

    Oczywiście, Hartman odkurza stereotypy, poza tym Polak jest najbardziej Polakiem w stadzie i za granicą. Porównaj tabuny pijanych Brytyjczyków, o których głośno było i jest w Europie. W kraju na ogół nie zaszaleją, ale na zagramanicznych wakacjach wszystko im wolno. Albo Niemcy szlajający się w nocy po Krakowie – bo alkohol w grodzie Kraka jest tak tani, a gołębie na rynku polane masłem – to po pijaku znakomity dowcip!

    Polacy tacy jak ty są na co dzień niewidoczni – bo wtapiają się w tłum zwyczajnych ludzi. Może gdybyśmy byli czarni…

  126. @Antonius 26 czerwca o godz. 15:41

    Dołączam się do „brawo tejocie”.
    I przy okazji nieco spóźnione: brawo Antonius!

  127. O bosze , jakie to wszystko nerwowe i ortograficzne?

    „Książkę zarzuciłam…” Nefer, a ja „zakupię” (czas przyszły) np. idę na zakupy to zakupię coś tam.
    Na co „zarzuciłaś” książkę? , na plecy? jak pelerynę? hahaha, bo tak się czasami mówi ,podobnie jak z zakupię.
    Coś taka „nefer…wowa”?, jeno bez obrazy hehehe

  128. @Optymatyk 26 czerwca o godz. 15:53
    Powiedz od razu, że nabyłeś drogą kupna!

  129. cd. wyraziłem zamiar kupna, co daje skrót za(miar)-kup(na)ię = zakupię. Kpwt? hehehe

  130. Optymatyk
    26 czerwca o godz. 15:53

    Może ci Tobermory wytłumaczy albo pombocek, poniżej masz definicję.

    https://sjp.pwn.pl/slowniki/zarzuca%C4%87.html

    zarzucić I — zarzucać I «oskarżyć kogoś o coś»
    zarzucić II — zarzucać II
    1. «szybkim ruchem zawiesić coś na czymś lub zaczepić o coś»
    2. «rzucając wiele czegoś, pokryć lub wypełnić coś tym»
    3. «zwrócić się do kogoś z wieloma pytaniami, prośbami, sprawami itp.»
    4. «nałożyć ubranie na ramiona, nie wkładając rąk w rękawy»
    5. «przestać zajmować się czymś»
    6. «o pojeździe: ześlizgnąć się tylnymi kołami w bok przy gwałtownym skręcie, przyśpieszeniu lub hamowaniu; też: spowodować takie ześlizgnięcie się»
    7. «przykryć coś czymś»
    8. «rzucić coś niedbale, byle gdzie i nie móc tego później znaleźć»

    Od kiedy „kupię” to nie jest forma czasu przyszłego?

  131. @Na marginesie
    A tak na marginesie ,jest o co kruszyć kopię?

  132. „nabyłem drogą aktu kupna i sprzedaży” jak już

  133. Na marginesie
    26 czerwca o godz. 15:49

    To po cholerę je odkurza i utrwala i to jeszcze w Polityce :/

  134. @izabella 25 czerwca o godz. 23:33

    Dzięki za podrzucenie „Survival of the Sickest”. Wiedziałam, że osoby chore na anemię sierpowatą są odporne na malarię, ale chętnie dowiem się więcej.

  135. @@Nefer, Na marginesie
    Nadal sprzymierzam się z Neferką, bo mam już dosyć tych błyskotliwych, elokwentnych samobiczowań.
    A „odkurzanie” stereotypów niczemu nie służy. Wystarczy od czasu do czasu obserwować ich egzemplifikację, ale i walczyć ze stereotypami, bo te dotyczą przecież różnych społeczeństw i – bardziej lub mniej- wypaczają ich wizerunek.
    A co do kochania lub nie, to ja mam zawsze na podorędziu taki skromny wierszyk, a właściwie dwu wers:
    Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi
    Tata i mama chudzi i grubi.

  136. @Optymatyk 26 czerwca o godz. 16:00

    Jeżeli już, to „kruszyć kopie” w liczbie mnogiej.

    No bo (wicie, rozumicie) ci zagraniczni Polacy to straszne upierdliwce.
    Zwłaszcza na punkcie ojczystego języka 😀

  137. Maleńki dodatek do rozważań nad formą techniczną Koranu.

    Wiem, że początek był dzięki „sączeniu do ucha” głupot podczas medytacji, ale w którymś momencie musiało nastąpić zapisanie bożych myśli i o to pytałem Herstoryka. Chcąc postawić Koran na półce, otworzył mi się (przypadkowo czy na znak Allaha?) na punkcie 95 drugiej sury (krowa).

    „A gdy do nich przyszedł posłaniec Allaha, aby im potwierdzić objawienia, to część tych, którym dano pismo, porzuciło księgę Allaha za plecami, tak jakby jej nie znali”.

    To jest jednoznaczny dowód realnej postaci – pismo oraz księga – dostarczone przez posłańców Allaha, tylko kto do diabla napisał i wydrukował Koran, rozdawany (chyba bezpłatnie, jak Polakom konstytucja) niewiernym?

    Herstoryku, pomóż laikowi!

  138. mag
    26 czerwca o godz. 16:08

    To się u nas w domu też podśpiewywało 🙂

  139. @mag 26 czerwca o godz. 16:08

    Ja tam się z nikim nie sprzymierzam, nawet z Hartmanem.
    On jest inteligentny i doskonale o tym wie – poza tym cierpi na chroniczną lekkość pióra.

    Ale lubię go czytać – i co mi zrobisz? 🙂

  140. Ja też go lubię czytać ale tym razem się popiekliłam 🙂

  141. @Nefer 26 czerwca o godz. 16:15

    I uczyniłaś to elokwentnie – co jak wiadomo jest paliwem bloga 🙂

  142. Cieszę się, że blog pozostaje i są chętni do jego kontynuacji. Już myślałem, że ingerowali hierarchowie kk lub wszechwładny prezes poprzez „niezależne” kanały.
    Blog był (jest) przeze mnie preferowanym, choć komentujący są w znaczącej większości, tego samego lub bardzo zbliżonego, poglądu. Forma przekonywania przekonanych, ale miło się czyta.

  143. „Idee fixe Daenikena z kosmitami to jednak bardziej prawdopodobne niż efekty religii smoleńskiej.” Antonius
    Też tak uważam, tym bardziej ,że ,jak wskazuje jego dotychczasowy dorobek w tej dziedzinie, wiele wątków nie jest pozbawione sensu i znalazło wielu naśladowców i kontynuatorów znajdzie. Zresztą E.v.D robi to w oparciu o naukowe podstawy ,podobnie jak wielu naukowców w przeszłości tak i dzisiaj , na podstawie aktualnej wiedzy prognozuje przyszłe wyniki i wysuwa śmiałe hipotezy. Dowodów dostarczali kontynuatorzy, już po śmierci autora hipotez, czyż nie? Przykład z brzegu, L.da Vinci.
    Zjawisko-fenomen UFO jest faktem, który naukowcom-racjonalistom nie mieści się w głowie, a podobno z faktami się nie dyskutuje. Liczą na to ,że takie UFO wyląduje w ich laboratoriach i podda się wnikliwemu badaniu w celu „udowodnienia”. Niedoczekanie, to tak ,jakby mrówki pragnęły nas badać. Niedoczekanie.
    O smoleńszczyźnie to mi się dyskutować nie chce, a wszystkich jej wyznawców skierowałbym do psychuszki.

  144. Nefer
    26 czerwca o godz. 15:14

    Mój komentarz
    Krajanie, podobnie jak inni, mają pociąg do widzenia siebie narodem wyjątkowym, wartym szczególnego uznania, doceniania i brania przykładu przez innych, czy to przez zwycięstwa, przez cierpienie, przez Kopernika, Szopena Skłodowską-Curie, cud nad Wisła, itd.

    W przypadku krajan różność (statystycznie nieunikniona) jest podniesiona do rangi wyjątkowości. Błąd logiczny. Każdy naród jest różny więcej lub mniej od innych, każdy człowiek jest rożny mniej lub więcej od innych, co nie znaczy, ze każdy jest nadzwyczajny, zasługujący na szczególne uznanie, z nadzwyczajnym dorobkiem, z sumą dokonań każących wzbudzać szacunek, podziw i każących (wedle środowiska PiSowców ) współpracować z nami na naszych warunkach, czyli tych warunkach, które zostały pomyślane przez nas i przyniosły w przeszłości wiele sukcesów, a dzisiaj służą nam do budowy np. Trójmorza.

    Wielcy w Unii, taki Timmermans, Juncker (ochlapusy i nieuki), czy w sraczkowatym kostiumie łażąca AM nie są wielcy, bo na to nie zasłużyli, nie wykazali się. ONI knują dla zysku, kłamią dla zysku i wtrącają się w wewnętrzne sprawy, oczerniają Polaków dla przyszłych jeszcze większych zysków (okradania nas pod przykrywką współpracy unijnej), kpią sobie z naszej niezależności, tradycji, konsekwencji w działaniu i prawdomówności.

    Przykład prawdomówności

    Niedawno PiSowski minister spraw zagranicznych – zasugerował w kontekście rozmów o artykule 7 Traktatu o Unii Europejskiej, że ONI nie znają prawdy o Polsce i że ONI powinni się zapoznać z polskimi wypowiedziami na ten temat, wtedy się przekonają, gdzie leży prawda (minister bardzo elegancko, pośrednio zapodał, że to prawda leży po naszej stronie, np. w w sprokurowanej przez PiSowski rząd białek księdze), przekonają się, że w Polsce nie łamiemy prawa, że jest demokracja i pluralizm konstytucyjny (cóż to za stwór) jak w Europie, itd.

    Czym jest taka wypowiedź, jak nie prezentowaniem postawy wyjątkowości, wspaniałej inności, której źródłem jest dobroć serca, uczciwość zamiarów, wiara w rządy prawa, demokrację i nasze wspaniałe polskie posłannictwo – Europo poznaj prawdę o Polsce.
    Pzdr, TJ

  145. Na marginesie
    26 czerwca, g.16:13
    No toć wiem, że u ciebie dusza ciut rogata, ale i otwarta.
    Nic ci nie zrobię, bo też czytam Hartmana z wielką ochotą, choć czasem trochę mnie wkurza, gdy – jak to filozof etyk – próbuje porządkować świat, za bardzo go przykrawając do swoich tez.

  146. @na marginesie
    Ja (na)pisałem o swojej(„kopii”) ,hehehehe, kuźwa co „ortografomani”!

  147. @gsj 26 czerwca o godz. 16:27
    Moim zdaniem chyba po prostu wspólna platforma, w ramach której blogowicze czasem się diametralnie różnią – ale platformy jednak nikt nie podważa. Trudno byłoby objaśniać wszystko ab ovo – dlatego religianci są obśmiewani jeśli chcą tutaj forsować swoje „poglądy”. Podobnie obśmiany byłby tu osobnik sypiący „dowodami”, że Ziemia jest płaska.

  148. A nie jest płaska? Jest płaską tarczą wspartą na trzech krokodylach i oblaną dookoła wodami 🙂

  149. Tymczasem do widzenia się z Państwem.

  150. mag 13:10

    w sprawie tego duchownego, ktory joge gani niczym szatana. Ow ksiezulo zapomnial, ze zarowno joga i medytacje w duchu hinduizmu badz zen byly tematem zainteresowania studiow ekumenii chrzescijanskiej z religiami Wschodu – pare przykladow na KUL i ATK (swiadkami mi panowie Hartman i Szostkeiwcz) byl abrdzo aktywny i plodny w pismiennictwie jeden zlepszych zznawcow sanskrytu i filozofii indyjskiej (filozofia jogi) Leon Cyboran (1928 – 1977) – uprzednio byl ks. Franciszek Tokarz a blizej nam wspolczesnie benedyktyn Jan Bereza – autor wspomnien po medytacyjnych podrozach w Kaliforni – np Sonoma, Big Sur, Valyermo), gdzie yoga nie jest normalnym zjawiskiem i niczym nie uwlacza Chrystusowi ani chrzescijanstwu – wrecz przeciwnie.

  151. PM

    kiedys w sprawach j.polskiego, zasad pisowni czy tez interpunkcji
    pytalem telefonicznie mego o wiele starszego kolege prof Romana Laskowskiego (zmarl pare lat temu w Krakowie) m.in.wspolautora ossolinskiej” Encyklopedii jezyka polskiego”, ktoremu duzo zawdzieczam dzieki jego ogromnej wiedzy o polszczyznie.

  152. ozzy
    Mnie nie musisz przekonywać, że brednie na temat jogi, jakie wygłasza jakiś księżulo, to brednie.
    Zdarzyło mi się wiele lat temu wciąć udział z wielkiej ciekawości w tygodniowych rekolekcjach ignacjańskich prowadzonych przez Jezuitów w Kaliszu. Było to niesamowite doświadczenie. Uczestników obowiązywało absolutne milczenie, a najważniejszą częścią dnia były medytacje, po uprzednim ukierunkowaniu przez swojego mistrza/prowadzącego.
    Nie wzmocniło to wówczas we mnie nadwątlonej mocno wiary, od której w końcu odeszłam, ale zrozumiałam, że „sprzedawany” maluczkim polski katolicyzm ludowy służy tylko utrzymaniu owiec w posłuchu, a „wyższe wtajemniczenie” na poziomie jakichś studiów ekumenicznych dla świeckich jest raczej niedostępne. Być może po zaliczeniu (bo zaliczyłam) tego pierwszego stopnia, gdybym chciała pójść dalej, byłoby mi to dane, ale już nie chciałam.

  153. Wstyd się przyznać, ale zaczytywałam się Dänikenem w podstawówce. Był bardzo przekonujący (dla 11-latki). Nawet pamiętam moją fascynację, toż to było niesamowite, sensacyjne, szokujące, dlaczego nikt o tym nie mówi? Dzień i noc powinniśmy tylko o tym mówić, jeśli to prawda. Pisząc to, zdałam sobie sprawę że to się odnosi do wszystkich religii, he he.
    A potem pan D. dostał nagrodę Ignobla z literatury i dotarło do mnie że to między bajki włożyć.

    Nie wiem, czy to wszystko u Hartmana to tylko stereotypy. Może jest coraz więcej Polaka w Polaku, bo wszyscy inni wyjechali. Woda paruje, sól ziemi zostaje. Tylko pomyśleć jak inna byłaby Polska gdyby nie 1968, 1981, 2006. Że o powstaniu warszawskim nawet nie wspomnę.

    @mag
    Równie dobrze mogłabyś zapytać pasażerów w pociągu dlaczego siedzą akurat z Tobą w przedziale. Totalna przypadkowość. Blog albo będzie pusty, albo ktoś na nim będzie. Akurat padło na nas. A Ty też jesteś bardziej zagraniczna, niż przeciętny Polak. Dzieci masz zagraniczne, jeździsz, rozmawiasz, rozumiesz. To samo Konstancja, anumlik (był), Tanaka i inni zdajsie też. Czasem mam wrażenie że moi polscy znajomi nie widzą dziwaczności tego co im kk zrobił i robi. Siedzą w bagienku i myślą że cały świat tak wygląda. Chyba ten blog to jedyne znane mi miejsce gdzie właściwe dajemy rzeczy słowo. A poza tym jak tych ludzi nie lubić, no jak?

  154. @ozzy 26 czerwca o godz. 17:08
    Był jeszcze Thomas Merton – chociaż nie Polak 🙂

  155. @mag 26 czerwca o godz. 17:36

    Ja rozumiem – ale dla mnie rekolekcje ignacjańskie to też prymityw. Chodzi o rozważanie np. mąk Jezusa ze szczególnym uwzględnieniem reakcji emocjonalnej – którą uczestnik „powinien” w sobie wygenerować. Potem, gdy już odczuwa odpowiednie pobudzenie – to jest rzekomo z górki. Mnie to śmieszy.

    Podobnie zresztą, jak „naukowe” dywagacje wykoncypowane (na przykład) na temat „teologii życia zakonnego”. Wystarczy przecież napisać kilka przeraźliwych bzdur – a potem można obwieszać bzdury girlandami jeszcze większych bzdur i nazwać to kompendium „nauką”, a nawet „głęboką mądrością”. W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie.

  156. Mnie tam nie dziwi, że kościołowi przeszkadza yoga. Dziwiłam to się jeszcze przy Harrym Potterze. Przy Halloween czy yodze to już nie. Zresztą Falun Gong przeszkadza władzom chińskim zupełnie tak samo.

    Duchowość niezależna od kościoła, nie może być. A już medytacje to po prostu za blisko buddyzmu, a to duża konkurencja. W Stanch yoga i medytacje to religia numer jeden. Sama jestem „wyznawczynią”. A jak już polecam książki, to dorzucę jeszcze „Why Buddhism is true”. Abstrahując od samego Buddy, a koncentrując się na tym dlaczego nasz mózg działa tak jak działa. A to już jest niebezpiecznie blisko natury. Nie ma miejsca na żadną duszę. Biologia, bardziej wyrafinowana, niż jakikolwiek bóg by to wymyślił.

  157. @izabella 26 czerwca o godz. 18:35

    Podobno przy obecnym stanie wiedzy na temat świadomości wygląda na to, że koncept jednostkowego „ja” jest konstruktem poniekąd iluzorycznym. Inaczej mówiąc, nauka potwierdza intuicje buddyzmu. Pisał o tym bodajże Antonio Damasio.

  158. Nefer
    26 czerwca o godz. 14:29
    tekst w sam raz na rany Hartmana (profesora).
    Gratuluję i dziękuję, że także w moim imieniu, choć ja tu na miejscu, ale bywająca czasem za Odrą i nawet za Sekwaną.
    Czasem czerwienię się ze wstydu, gdy słyszę : z Polski jesteś? i niewierząca?

  159. @Nefer
    Najpierw przeczytałem wpis, potem wysłałem swój komentarz i zobaczyłem Twój.
    Odpisałem Ci w ‘Loose blues’ króciutko. Tam moderacja nierychliwa.
    Polecam ostatni wpis naszym, znakomitym, ciekawym emigrantom.(wybacz Tanako, Antoniusie, że wykorzystuję system moderacji Listów 3.0, a nie komentuję dobrego tekstu Antoniusa)

    Opis „maślanego” Polaka, opis (zgoła literacki) Polski między dwiema kulturami, jest oczywistym uogólnieniem, uogólnieniem blogowym, tekstem prowokacyjnym.
    Pozdrowienia

  160. izabella
    26 czerwca o godz. 18:35

    „Abstrahując od samego Buddy, a koncentrując się na tym dlaczego nasz mózg działa tak jak działa. A to już jest niebezpiecznie blisko natury. Nie ma miejsca na żadną duszę. Biologia, bardziej wyrafinowana, niż jakikolwiek bóg by to wymyślił.”

    A zasadniczo „koncentrując się na tym dlaczego nasz mózg działa tak jak działa”
    No to jestem ciekaw co masz ciekawego/nowatorskiego na ten temat do powiedzenia. Bardzo proszę o „koncentrację” i odpowiedź.
    Tak, jest bardzo „niebezpiecznie blisko natury”, tylko dla kogo niebezpiecznie?, o jakie tu niebezpieczeństwo chodzi?
    Oczywiście ,że „biologia” i znaczenie bardziej wyrafinowana jak się komukolwiek zdaje.
    I faktycznie „nie miejsca na żadną duszę”, bo jak mawiał klasyk „Nie można myśli oddzielić od materii, która myśli” i tylko dlatego, dalej klasyk (ten sam) „…nie idea lecz ciało jest kluczem do ludzkich tajemnic”. Jakie to tajemnice klasyk miał na myśli?
    Bacz na to ,że nie wszystko co da się pomyśleć istnieje.

    A buddyzm to nie religia ani wiara z nią związana. Sam Budda mówił ,żeby nie wierzyć w nic.
    „Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym.”
    Niestety, ale bezpłodne idee mają zwykle najwięcej dzieci, domena Dalekiego Wschodu.
    Dlaczego jedne mózgi działają tak ,że jakaś wiara jest dla nich wszystkim (takich jak do tej pory było znacznie więcej) a inne odwrotnie (tych znacznie mniej).
    Biologia , tak tylko biologia, ale jak to prawidłowo uzasadnić? Natura „niebezpiecznie” blisko!?
    „Jeżeli naprawisz swój mózg, to reszta twojego życia zawali się” Lao-Tsy
    Powodzenia

  161. wbocek
    26 czerwca o godz. 9:52

    „Nie kręć, Ortegu, i nie dawaj za przykład idiomów ani idiotów i innych ozdóbek. Mowa jest o długich tekstach, których listonoszom nie chce się tłumaczyć, ale nie powiedzą tego wprost, lecz wykręcają się trudnościami tłumaczeń.”

    Znowu cie pozdrawiam. No bo jesli krecic to krecic! Powtorze tylko com pedziol wczesni: nawolywanie innych blogowiczow do ustawienia sie w TWOIM dwuszeregu to wycie do ksiezyca. Jak masz ochote to wyj. I niech ci to sluzy dobrze podczas chodzenia po wodzie w gumofilcach

    ” „Mam was w dupie, tłumaczcie sobie albo nie, ge mnie to obchodzi.”. Jak już się tak lekceważy potencjalnych czytelników, to może robić bardziej konsekwentnie i wcale nie pisać. Ktoś Cię, Ortegu, do przestrzegania obyczajowego elementarza zmusza, że się tak zapierasz? ”

    Nie ma juz zadnego elementarza jesli chodzi o uzywanie jezykow obcych na internecie. Szczegolnie uzywanie jezyka angielskiego. Ja zawsze tlumacze gdy mam czas oraz ochote. Gdy natomiast deficyt jaki mi sie objawi w jednym czy drugim, nie tlumacze. Ide na skroty, liczac na inteligencje czytajacych. Jak widac, czasem sie przeliczam..

    Jeszcze raz pozdrawiam. Znowu krecac, rzecz jasna.

    PS. Przytaczanie obcojezycznych linkow jest internetowa norma od tak dlugiego juz czasu, ze nawet ja zapomnialem od kiedy. Wszystko w ramach podciagania sie do nowego poziomu. Narzuconego przez wynalazek internet. Namawianie do zaprzestania pisania cyberiada czy linkowania to tez wycie do ksiezyca. Wyj bracie wyj przed toba torba i kij

  162. Na marginesie
    26 czerwca o godz. 15:21

    „Orteq nie będzie, nie będzie, NIE BĘDZIE prowadził blogu (i całe szczęście, że nikt mu tego nie proponował!). Zastanowiłam się przez chwilę, co by było, gdyby Orteq prowadził blog…”

    Nie trac czasu na bezproduktywne zastanawianie sie. Szczegolnie jesli chodzi o to „że nikt mu tego nie proponował!”.

    Czy mam znowu przypomniec wszem i pozostalym jaka supozycje zaproponowal pan Jacek gdy sie rozchodzilo o twoja ‚rólke’ w jego decyzji wycofania sie z JAKIEJKOLWIEK aktywnosci na jego wlasnym blogu?

    Tanako! Czym sie

  163. konstancja
    26 czerwca o godz. 18:45

    Dzięki za miłe słowa. Tu sobie mogę wierzyć w potwora spaghetti, nikogo to nie obchodzi. Ale że mój kraj łamie demokrację owszem obchodzi. I według tego mnie oceniają.

    @stasieku

    Wysapałam się i już mi się nie chce z tymi wiatrakami. Pozdrawiam.

  164. Zacytujmy bardzo pierwsze czy zdania ze wstepniaka Antoniusa:

    „Ostatnio często słyszy się z szlachetnych ust hierarchów KK, że Pan Bóg nie życzy sobie stosowania metody „in vitro” w prokreacji i stąd te wszystkie szantaże i groźby ekskomuniki dla „miłośników” tej metody. Mnie zawsze intryguje wtedy sprawa – skąd oni wiedzą, że taka jest wola Boga? W piśmie świętym jawnego zakazu takiego zapłodnienia nie wyczytałem, wręcz przeciwnie – niektórzy ludzie zastanawiają się obecnie poważnie nad tym, czy dogmat o „Niepokalanym Poczęciu” nie sugeruje metody „in vitro” ”

    Antoniusie. Tys trafil prosciutko w bull’s eye!

    Metoda in vitro nigdy by nie zostala „odkryta” gdyby nie ten pierwowzor z NT. Zeby byc jeszcze blizszym Prawdy Objawionej, uscislijmy to i owo

    W wierzeniach SJ figuruje, dosyc prominentnie, ich podstawowy, religijny fakt, iz Syn Bozy mieszkal w niebiesiech jeszcze przed swoim Narodzeniem sie w dniu 25 grudnia roku zerojedynkowego.

    Co Pon Bozek uczynil, w dniu Zwiastowania na 9 m-cy przed tym wydarzeniem, to wyslanie Archaniola Gabryjela na Ziemnie, z ogromnie wazna przesylka: z probowka zawierajaca DNA Syna Bozego Jedynego. Ta przesylka miala trafic pod adres Maryji Zawsze Dziewicy. Bedacej zona stolarza Jozefa ale nie spolkujacej z mezem, z jakichs blizej nie wyjasniowych powodow.

    Maryja Zawsze Niepokalana miala to probowkowe DNA niebieskie, nadane poczta archanielska przez Pon Bozie, obrocic w Dzieciatko Jezus dziewiec miesiecy pozniej. Czego Ona dokonala, skrupulatnie stosujac sie do instrukcji. I Slowo Cialem Sie Stalo. I zamieszkalo pomiedzy nami przez 33 lata.

    Do dzisiaj nie ma pewnosci co do istnienia, lub nie, PIERWOWZORU Dzieciatka Jezus. Tego Jedynego Syna Bozego, zyjacego od zawsze w Niebiesiech, jesli wierzyc Jehowitom. Jeszcze zanim Archaniol Gabryjel zostal wyslany na Ziemnie z cenna probowka. Gdzie ten pierwowzor sie znajduje dzisiaj?

    Istnieje podejrzenie, iz pierwowzor ten znajduje sie w posiadaniu Izraelitow. I to oni uaktywnia te bron masowego razenia, gdy Nadejdzie Najwyzszy Czas. Co sie wtedy stanie z teoria Dzieciatka Jezus, your bet’s as good as mine. Sorry, wbocku. Wdziej gumolilce i se przetlumacz. Co doradzam z sympatia. I nie z vice versa

    Krotko mowioncy: Antonius sie wstrzelil w to in vitro jak nikt inny przed nim. KK bedzie POrazony. Jesli w ogole nie sPiSany na straty. NajwyzszyCzas na seczego

  165. Optymatyk
    26 czerwca o godz. 21:45

    Ależ mnie łapiesz za słowa, ale dzisiaj to jakiś trend. Niebezpiecznie dla tych którzy wierzą w wyjątkowość człowieka, bo dusza i świadomość ma nas odróżniać od reszty stworzeń. Które bóg stworzył dla nas żebyśmy nad nimi panowali. Czy ludzie są gotowi zaakceptować biologiczną podstawę świadomości?

    Dunin i Tokarczuk:
    A naprawdę wierzysz w to, że ludzie mają duszę?
    „Jako metaforę – jak najbardziej. To dobra, stara metafora, która wystarczała ludziom przez tysiące lat. A nauki biologiczne wciąż mają problem z odpowiedzią na pytanie, czym jest ludzka świadomość. Nie da się jej sprowadzić do impulsów pewnego narządu. Można nazwać to świadomością, ale to wciąż jest dziura w tym, co wiemy, niewypełniona przez naukę.”

    J. Hartman
    „Co do tego, że świat ma absolutną podstawę i że jest ona „czymś”, czyli jakimś jednym duchem czy osobą, wykraczającą swą istotą poza świat materialny, przekonani są niemalże wszyscy. I bardzo wielu ludzi odczuwa potrzebę oddawania czci absolutowi, któremu przypisują świętość.”

    Dusza, świadomość, absolut? Nauka ma odpowiedzi, tylko ludzie chyba nie są ich ciekawi.

    Jest paru autorów, jak Damasio (którego wspomina @namargineska), czy Pinker, którzy łączą rozważania o mózgu z filozofią i kulturą. To mnie mniej ciekawi. Autor książki o której mówię jest biologiem ewolucyjnym który próbował medytacji. Osiągnął dość wysoki stopień wtajemniczenia, ale dalej nie poszedł. Bo to jest w stanie zawładnąć życiem. Ale też nie od razu. Musiałbyś przez lata spędzać długie godziny na medytacjach żeby osiągnąć takie mistrzostwo i „oświecenie”. Więc pewnie Lao-Tsy ma rację, z życia w „realu” może niewiele zostać. Ale można sobie pomóc, przy okazji niczego nie niszcząc.

    Najistotniejsze jest jak medytując możesz obserwować „default mode network” w działaniu. Moduły konkurujące o uwagę, które skłaniają do odpowiednich zachowań przy pomocy emocji. Czym większe emocje, tym większa szansa, że moduł „wygra”. A raz wygrany moduł dostaje preferencje na przyszłość (stąd łatwość wpadnięcia w nałóg, na przykład). Kiedy zaczynasz to dostrzegać jako postronny obserwator, to potrafisz się tym emocjom oprzeć. Jak ze wszystkim, trzeba ćwiczyć żeby umieć się odłączyć na zawołanie. Pomaga w sytuacjach stresowych.

    Inna idea, to nasza świadomość jako dość późny ewolucyjny dodatek do mózgu, taki moduł piarowy, który ma wyjaśnić nasze działania innym, żebyśmy wyglądali na osobę racjonalną. Bo racjonalizm jest istotny w kontaktach społecznych, i być może był to jakiś wyróżnik małp z mutacją i tych bez. Może dlatego tak się boimy wariatów, bo mamy jakiś wbudowany hamulec. Było sporo eksperymentów które wykazywały że nasze „ja” konfabuluje, żeby tylko racjonalnie wyjaśnić nasze akcje. Wystarczy pokazać jakiś obrazek prawej półkuli, a potem „zapytać” lewą o wyjaśnienie. I wyjaśni, czasem w bardzo kreatywny sposób.

    Kolejna ciekawostka to wpływ roślin i grzybów na nasz mózg. (Przypadek? Nie sądzę.)
    Wraca fascynacja substancjami psychoaktywnymi. M. Pollan ma nową książkę na ten temat i zrobił zwyczajową rundę po radiu i gazetach. Dlaczego psilocybina pomaga ludziom z depresją, z PTSD, nieuleczalnie chorym, leczy lęk przed śmiercią. A zwierzęta też bardzo chętnie te grzybki jedzą. Ale to już temat na inną rozmowę.

  166. ONI na wyzynach..

    https://chlebznieba.pl/index.php?id=389

    „Jezus jest jedynym, odwiecznym Synem Boga Ojca [jeszcze zanim zostal On zeslany na Ziemie], w którym mamy pełnię Boskości. Dlatego powiedziano, że w Nim mieszka pełnia Bóstwa czyli Boga. Zatem widzimy że Jezus jest Bogiem który stał się człowiekiem, by nas odkupić.Odpowiedział Tomasz i rzekł mu: Pan mój i Bóg mój. Rzekł mu Jezus: Uwierzyłeś bo mnie ujrzałeś, błogosławieni, (są ci) którzy (mnie) nie widzieli, a (we mnie) uwierzyli (Jan 20:28-29)

    Jeśli ktoś twierdzi, że wierzy w biblijną ewangelię a nie uznaje Jezusa jako swojego Pana i Boga, tak jak wszyscy apostołowie, to taka wiara nie jest wiarą zbawiającą. Podobnie jest też wtedy, gdy ktoś odrzuca fakt, że Jezus przyszedł z Królestwa Niebieskiego na ziemię by stać się człowiekiem.

    Po tym poznawajcie Ducha Bożego: Wszelki duch który wyznaje że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, z Boga jest. Wszelki zaś duch, który nie wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, nie jest z Boga. Jest to duch antychrysta, o którym słyszeliście, że ma przyjść, i teraz już jest na świecie (1 Jana 4:3)

    Prawda biblijna polega na tym, że Jezus ma naturę Boga i człowieka jednocześnie. Niestety nauka Strażnicy SJ odrzuca prawdę o Boskości Zbawiciela i neguje w Jego podwójną naturę, głosząc tym samym innego Jezusa. Duch Święty jednak otwiera oczy tym ludziom, którzy Go pytają i którzy ponad wszystko szukają prawdy na temat Boga i Jego woli.”

    Wiec wreszcie blog ateistow nabiera barw. Zeby tylko obce jenzyki nie popsuli czego. Jeszcze raz cie pozdrawiam, Pako. Czekam na ponowny, odzywczy, slowotok. Chudzinka w tym nie priczom. Slowotokuj do woli, kochanienki

  167. izabella
    26 czerwca o godz. 23:26
    „Ależ mnie łapiesz za słowa, ale dzisiaj to jakiś trend.”
    To jeśli zmienimy ten trend, to za co będziemy łapać? hehehe

    „Ależ” nie łapię Cię „Piękna Isis” za nic.
    Ja nie o tym, nie o to mi chodziło.
    Cokolwiek byśmy mówili o tzw. świadomości, duchowości, itp., to bez posiadania i używania mózgu o niczym mowy być nie może. Bez mózgu nie istniejemy, chociaż jak patrzę na niektórych to chyba są jego pozbawieni. Prawda?

    „Czy ludzie są gotowi zaakceptować biologiczną podstawę świadomości?”

    Ależ tu ich akceptacja nie ma nic do rzeczy, nie jest do niczego potrzebna.
    Ludzie nie akceptują wielu rzeczy ale one przez to nie przestały istnieć.
    Wiara nie jest dowodem na istnienie czegokolwiek. Wiara w krasnoludki lub cokolwiek innego wcale ich nie powołuje do życia. Akceptacja rzeczy nieistniejących jest domeną ludzi o zdegenerowanych organach zw. mózgami. Patologia. „Wiara czyni człowieka głupim”, klasyk. Cały czas mówimy o wierze w sensie religijnym, bo to czy ktoś wierzy w kursy walut to zupełnie inna sprawa.
    Biologia jest przed tym co ona wytwarza, najpierw musi istnieć jakiś mózg aby mogła zaistnieć w nim świadomość. Gdzie się podziewa świadomość bez mózgu?
    Proszę mi powiedzieć, czym będą pojęcia (świadomość, duchowość) wytworzone przez ludzi bez ludzi? – NICZYM. Powtarzam, „Nie można myśli oddzielić od materii, która myśli”.
    Nieukontentowany jestem Twoją odpowiedzią ,a cytowane przez Ciebie rzeczy są jedynie wytworem myślącego organu w naszych głowach nie oddające sedna sprawy.
    „… koncentrując się na tym dlaczego nasz mózg działa tak jak działa.” No i nie skoncentrowałaś się na „dlaczego”.

  168. @Orteq 26 czerwca o godz. 22:00

    Ale to ciebie zbanował twój „pan Jacek”.
    Pamiętasz, o co tam „się rozchodziło”?
    O uporczywe przynudzanie i wulgaryzmy?

  169. Orteg.

    Ortegu, niepotrzebnie stroszysz piórka. Toż chodzi o drobiazgi dotyczące elegancji życia, a nie całej jego materii. Jeden jest ukształtowany do życia z obyczajowymi niuansami, drugi chodzi z toporem za pasem, a każdy z nich bywa raz taki, śmaki.

    Powiedziałem tylko, że trochę głupio i niegrzecznie wygląda, kiedy przyjeżdża Polak do Polski, chodzi po ulicach i próbuje się dogadać z Polakami po angielsku. Nikt Ci nie broni uważać, że nie ma w tym nic głupiego..Bez rozumienia niuansów też ludzie żyją.

    Wczoraj byłem u brata w szpitalu. Ma dwóch miłych współlokatorów. Jeden z nich bardzo empatyczny i wzruszająco dociekliwy. Zapytal mnie na przykład zwyczajnie po ludzku: „A pan jest z jakiej parafii w Koszalinie?”.

    Jedna z blogowiczek uznała, że po chamsku zareagowałem na „Szczęść Boże” przechodzącej pani. Myślała widać biedna (blogowiczka), że kiedy opowiadam w formie „ja”, to rzeczywiście jestem ja. A ja tylko trochę znam mentalność małp w tym kraju.

  170. pombocku, @5:49

    Do twoich niuansow nie siengam ani nawet szapka. No to ja bach do ziemni. Piorka juz znowu mam poukladane. Rozmawiajac w jezyku cyberiady tak jak umiem czy jak mi popadnie. Gdy do Polski przyjezdzam, udaje mi sie dogadywac jeszcze z ludzmi. Moja elegancja zycia jest moja elegancja mojego zycia. Jaka ma byc elegancja zycia innych, nie mnie decydowac

    @Na marginesie, 3:02

    O wulgaryzmy tam chodzilo, powiadasz? A gowno prawda.

    Tam sie rozchodzilo o to, ze hunwejbini tacy jak ty nalgali, iz to ja wywlekalem rozne przeszlosciowe osiagniecia sp. Anumlika. Podczas gdy to sam Anumlik sie chwalil nimi kilkakrotnie. Wtedy zza oceanu nadplynal zzakaluznik i przy pomocy innego wesolka blogowego, dopowiedzial reszte. Znana na wskros z internetu. Chodzilo podobno o Prawde.

    A banowanie z tego bloga to historia czekajaca na jej doglebne zbadanie. Owszem, bedzie sie to laczylo z przynudzaniem. Takim jak twoje czy moje. Czy innych artystow.

    A tak w ogole to nie daloby sie zajac czyms produktywniejszym? Tak rzucam tym pytaniem w cyberprzestrzen. Na oslep oraz samotrzec

  171. Artykul Hartmana przeczytalem, zachecony Waszymi wstawkami. Polakow w realu i „polskosc” spotykam czesto. Sklad materialow budowlanych, sieci ByggMax. Roznia wyraznie od klientow firmy innych. Nie ubiorem roznia. Nie aut rejestracja. Pisalem o tym krotko jakis czas wczesniej. Moglbym skopiowac, wkleic o ByggMax, ale nie zbieram kopii komentarzy. Moglbym rowniez dopisac, o portalu Polonii tutejszej, co mnie zbanowali, dodatek. Kulture wysoka „nadwislanstwa” mozna uprawiac wszedzie. Globalizacja daje mozliwosci. Jeden byl komentarz, co bym dopisek zrobil, ale nie, bo jeszcze zwabie tu matolka. Jednym strzalem dwie 10tki trafil. Odpowiedzi udzielil niechcacy do Hartmana, „Dlaczego Polacy sa tacy beznadziejni?”Dwie odp jednym strzalem. Uwielbiam globalizacje, ach te nieograniczone mozliwosci matolkowania.

    Chyba moje koty dwa „zGPSuje”. Cos miniaturowe. Zadnych kamer, tylko dwa GPS-iki. To bedzie ciekawe, jak nocnie lazikuja poszukujac kociej bozi. Cytaty znajduja. Drogi na bezdrozach na compie wyrysuja cytaty. Taki blog koci powstanie. Ateistyczny? Gdzie tu miejsce na seczego ?

    pzdr seleukos

  172. E-J,

    Powrociwszy z buszow weselnych, wlaczylem stupid box. I co tam zapodajo, na czanel RT?

    – Australia is going home, loosing to Peru 0:2

    Noo. Co je, E-Jotko? Twoje Antypody to takie same jak nadwislanskie niechody? Jak tylko zjado na putinowsko ziemnie, od razu padajo na twarz? Niczym w bloto smolenskie? Nawet jednego szaga wpieriod, wszystkie nazad?

    Bardzo duzo niepryjatnost’ przezylem z tego powodu. Bo gdy Lewandowski dal odwloka, pozostalo mi tylko liczyc na wasz, Kangurow. A tu siem okazalo, dupa. I to zimna jak Lech

    PS. Pozdrawiam cie letnio, sele daragoj. Ciesze sie, ze wczesnie wstajesz. I nadajesz

  173. Orteq,

    australijski agresywny pilkarski ‚jingoism’ niczym sie nie rozni od polskiego.
    Tak samo durny w ‚dmuchaniu balonika’.
    A ja jako durny kibic dwa razy dalem sie nabrac. Taki Iran czy Maroko to potegi w porownaniu z POL i AUS hehehehe.
    No ale teraz czas na prawdziwa pilke.

  174. Antonius sie wstrzelil z Bozym in vitro jak nikt inny przed nim. A tu nastepny strzal w 10-tke posiadamy:

    – Lech Walesa, w Europejskim Centrum Solidarnosci oglosil powolanie Komitetu
    Obywatelskiego przy Lechu Walesie. Obecni byli Grzegorz Schetyna,
    Katarzyna Lubnauer, Andrzej Rzeplinski (byly prezez TK). Cel – zeby
    zachecac do wyborow, mobilizowac, monitorowac, i walczyc o wolnosc i
    demokracje. W sklad Komitetu weszli m.in. Michal Boni, Wlodzimierz
    Cimoszewicz, Ryszard Kalisz, Jozef Pinior, Wladyslaw Frasyni8uk, Roza
    Thun, Andrzej Zoll, Krystyna Janda. Coz, 18 grudnia 1988 utworzono Komitet Obywatelski przy Przewodniczacym NSZZ Solidarnosc Lechu Walesie. Tylko spektrum bylo jakby troche inne. Badz co badz, od Annus Mirabilis uplynelo juz 30 lat! Od czasu in vitro archanielsko-gabryelowskiego uplynelo az 2018 lat

    Ten Walesa. On pobije wszelkie rekordy. Szczegolnie w dziedzinie walki z pisowskim odwracaniem historii Polski

    PS. Czy mozliwym jest SKUTECZNE odwrocenie historii kraju z powodu nieinternowania jednego takiego 13-go grudnia 81? Ten Jaruzelski.. Dlaczego on az tak wielka aszybke dal? Choc wszystko bylo zaplanowane w najdrobniejszych szczegolach natenczas. Podobno sam MFR nie znal tych szczegolow.. Strange. Indeed strange. Pozdrawiam cie, pombocku. Jesli spowodujesz odwrocenie decyzji nieinternowania JK 13 XII 1989, to bedem ci doglebnie wdzieczny

  175. @act, 7:53

    Brat mi zapodaje z Kraju, ze juz sie nauczyl SPOSOBU ogladania MIEDZYNARODOWYCH meczow pilki noznej:

    „Gdy grajo NASI – Polacy, Autralijczycy, inni – daj seczego.”

    On cos ma na rzeczy. Czy putinowcy majo jako szanse na co? No bo dla kogo innego moge tera kibicowac?

  176. @Antonius
    Otóż szanowny Autorze, odezwałem się, bo w swym trafnym wywodzie, zainspirowanym apodyktycznymi wypowiedziami hierarchów Kk w Polsce, pochyliłeś się z lekka nieproporcjonalnie nad muzułmanami, poświęcając im ok. 30% treści. No i dostało mi się, najpierw od eksperta kwestii imigracyjnych, któremu znajomi z Niemiec, oczywiście niewątpliwie eksperci stastycy, demografowie, socjoldzy i arabiści/orientaliści opowiedzieli o ”tsunami”, z definicji śmiertelnie groźnej gigantycznej fali zmywającej wszystko co żyje. I ostrzegli, że za okrzyk, że nie ma boga o imieniu Allah mogą mu tam na ulicy uciąć głowę. Ajajajaj!

    A potem od Ciebie, za popełnienie takiego samego błędu, jak ów student uważający słowo al-lah za arabskie. Choć Koran jest po arabsku!
    Hmmmm…. Na prośbę o pomoc odpowiedzieć niestety nie mogę, jestem bowiem historykiem, a nie teologiem/orientalistą/arabistą, a moja znajomość arabskiego ogranicza się do negocjacji na bazarze, kupowania leków w aptece, pytania o drogę i kilku innych podstawowych zwrotów. Nie mam więc kwalifikacji do dogłębnej, rzeczowej dyskusji „w temacie”. Tym bardziej, że kwestia języka Koranu, czy istnieje on od zawsze, czy też został stworzony dla proroka (bardzo zasadnicza sprawa, decydująca o ew. nieomylności tekstu, jego korektach i interpretacji), czy został posklejany z różnych zapisów/relacji, a wreszcie nawet zrozumienia archaicznej wersji arabskiego z mnóstwem słów nie występujących nigdzie indziej, była i jest rozstrząsana od 1400 lat przez dziesiątki tysięcy dręczonych hemeroidami islamskich uczonych w piśmie, bez osiągnięcia nawet przybliżonego konsensu.
    Takie wyrafinowane rozdzielanie włosa na czworo nie ma zresztą znaczenia dla przeciętnego klepacza sur, który ma takie samo zrozumienie ich niuansów jak katechizmu moherowej babci klepiącej zdrowaśki, czy też przeciętnego studenta „łaski nieustającej” na lekcji religii w szkole w Pasikurowicach Dolnych.
    Co zaś do zaleceń prawnych „świętej księgi”, to są one, w najlepszym nawet razie, znikomym i często niejednoznacznym drobnym ułamkiem przepisów i zasad, niezbędnych do funkcjonowania złożonego społeczeństwa. Zaledwie korzeniem islamskich systemów prawnych „fikh” (znanych błędnie pod nazwą-wytrychem „szariat”), a których jest co najmniej kilka i znacznie różniących się od siebie.

    Tu króciutka dygresja: Sura An-Nisa (3:34), rzekomo nakazująca ”lać żonę na wszelki wypadek”, tak naprawdę zaleca, by – jeśli żona jest niecnotliwa, nieposłuszna czy sprzeczna – najpierw perswazją skłonić ją do powrótu do właściwego postępowania, następnie, jeśli nie pomoże, przestać z nią sypiać, a dopiero w ostateczności uderzyć. Następny werset (3:35) nakazuje zresztą arbitraż przez członków obu rodzin, w razie niezgody. No więc, po pierwsze, jak na 7 wiek nie tak źle, po drugie bardzo uprościłeś. Mam na dzieję, że nie wypływa to ze szczególnego uprzedzenia do islamu.

    Religia/ideologia jest niezbędnym dla 80% gatunku szczudłem psychicznym, intelektualno-moralnym oraz wyjątkowo skutecznym klejem społecznym w polityce, uniwersalną apteczką pigułek Murti-Bing z którego „pasterze” i politycy wybierają pasującą im wersję dla owieczek. A te łykają bezkrytycznie to co im pasuje do sytuacji społecznej i punktu siedzenia. I tak Polacy łyknęli katolicką radykalizację w 17w. po paśmie klęsk politycznych i gospodarczych, a potem kolejne dawki podczas rozbiorów, II wojny i komuny. Muzułmanie masowo zaczęli łykać radykalizację i islamizm w 1970., w wyniku klęsk konkurencyjnych pigułek i dla złagodzenia stresu zachodnich interwencji.

    Na zakończenie chciałbym zaznaczyć, że nie bronię nonsensów żadnej religii, czy też jej pasterzy. Zabieram głos w proteście przeciw ubieraniu którejś z nich w odpowiedzialność za szczególne bolączki czy problemy. Teraz akurat islamu i muzułmanów, będących najnowszym kozłem ofiarnym i chłopcem do bicia. Zwłaszcza platonicznie, wśród Polaków.
    Co zaś do bełkotu hierarchów Kk, jest on zapewne traktowany równie pragmatycznie przez większość Polaków-„katolików”, jak co bardziej drastyczne bzdury głoszone przez islamskich imamów, przez przytłaczającą większość muzułmanów. O której tzw. przekaziory na Zachodzie z reguły dyskretnie milczą, koncentrując się za to na wybrykach marginesu oszołomów.

  177. @Herstoryk, 8:18

    „Co zaś do bełkotu hierarchów Kk, jest on zapewne traktowany równie pragmatycznie przez większość Polaków-„katolików”, jak co bardziej drastyczne bzdury głoszone przez islamskich imamów, przez przytłaczającą większość muzułmanów. O której tzw. przekaziory na Zachodzie z reguły dyskretnie milczą, koncentrując się za to na wybrykach marginesu oszołomów.”

    Tos se tu pozwolil po bandzie co nieco, Herstoryku.

    Rozchodzi sie o to, ze zarowno w KK jak i u muzulmanow, czy w innych religiach, o bzdurach gloszonych przez hierarchow, czy przez innych ichnich immamow, wierna wiara wiernych sie dowiaduje z Niebieskiej Ksiazeczki. Biblii, Koranu, Tory. Czy innych wymyslow slowotocznych gawedziarzy w rodzaju naszego wlasnego pombocka

    Ta zas boza PRAWDA jakas, jesli ona gdzies istnieje, nie ma absolutnie nic wspolnego z zyciem na Ziemni. Wiec tego sie trzymajmy:

    no nothing z niczego. Czym sie Krzychu Kononowiczu z Bialegostoku

  178. @Orteq
    Otóż nie, nie i nie! Wierna wiara dowiaduje się nie z książeczki (książeczek), ale z tego co im „pasterze” i „sztandarowi wyznawcy” mówia że w książeczkach jest. Bo książeczki archaicznym językiem napisane są. Choćby „niezmienny”, Koran, którego staroarabski język trzeba solidnie postudiować, żeby w przybliżeniu zrozumieć. I pełne słów trudnych, długich i niejednoznacznych których ani Jan Kowalski, ani John Smith, ani Abdallah al-Haddad nie są w stanie łatwo rozebrać. I obrośnięte tomami interpretacji i opinii „ojców” kościoła czy as-sahabah proroka.
    A „pasterze” i „sztandarowi wyznawcy” mogą mieć przegięcie, i bzdecić żeby swej organizacji czy też krewnym i znajomym dobrze robić i kto ich sprawdzi? Na pewno nie Jaś Kowalski, etc. Najwyżej jakiś a fe! heretyk ateista, a taki czarci pomiot 80% wiernej wiary posłusznie oficjalnie skreśli choćby po cichu robili co pasuje im, a nie ich guru!

  179. Ne wcinam się w rozmowy fachowców, zwłaszcza takich jak Herchłopczyk i Ortegchłopczyk. Wiara mówi sama o sobie – zdarza się – więcej niż niewiara o wierze. Dlatego od początku islamskiego tsunami, kiedy nie miałem o islamie własnego zdania, bo mnie po przeleceniu Koranu lotem sokoła, nie zainteresował, oczekiwałem analitycznych wypowiedzi znawców, a nie przekomarzania się i odbijania stereotypów stereotypami. Na przykład takich:

    Islam żywi prawicę

    Rozmowa z polskim muzułmaninem Piotrem Ibrahimem Kalwasem, dlaczego apeluje, by nie wpuszczać muzułmanów do Europy.

  180. @ Antonius * skąd oni wiedzą, że taka jest wola Boga? Ano, wiedzą właśnie stąd, że Wszechmogący (tu uklon w stronę Neferki) wszystko, co i jak oświadczył w niebieskiej książeczce. Która zawera Objawienie, znaczy Slowo Olmajtiego, czyli Słowo Boże: Jedyne, Pełne, Prawdziwe, Ekskluzywne Co znaczy, że nastepnych nie będzie. To co bylo na wszystko starcza i szlus! czy dogmat o „Niepokalanym Poczęciu” nie sugeruje metody „in vitro” (może bez „vitro” jako materiału probówki, tylko czegoś bardziej szlachetnego?) Tak jest, to metoda „in vitro”. Biskupi zabraniaja stosowania tej metody, poniewaz znają przyslowie z czasów istnienia niewolnika panszczyźnianego nad Wislą, co bylo Wspaniałym Planem Wszechmogącego dla niewolnika panszczyźnianego: co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie! Czasy się nie zmienily inaczej, jak tylko pozornie, więc po wierzchu: prawidłowy katolik dalej jest niewolnikiem u swojego biskupa oraz jego Olmajtego. Dlatego do niewolnika ciagle przemawia przysłowie i bez slów rozumie: on jest smród i nie będzie robił tego, co Olmajty. Nielzia. Zresztą to bardzo cenne jest i tworzące tożsamość Polaka ktory nie był Polakiem: łączy go to z przodkiem panszczyźnianym i taki dzisiejszy niewolnik jest zadowolony. Nazywamy to Tradycją. Od 1050 lat! Polska na Tradycji stoi, czyli na wartościach. I dlatego nie da się Brukseli. Tora, Talmud i Nowy Testament pojawiły się już głównie dzięki inwencji ludzi, ale nie można wykluczyć kontaktów z odpowiednimi Bogami przy ich powstawaniu. Nie tylko sie nie da, ,ale to jest dogmat katolicki: Autorem niebieskiej książeczki jest Duch Swiety, a ludzie z owym Duchem współpracowali. w ogole, cała sprawa katolicka polega na tym, ze działa Wszechmogący – nic bez jego woli sie nie dzieje, bo nie ma Prawa, a czlowiek współpracuje. Komunia ciał małzonków sakramentalnych w noc poślubną i różne inne noce polega na tym, że wszystko dzieje sie w trojkącie i za pośrednictwem: a Bóg jest miedzy nimi Na czym polega posrednictwo lepiej nie pytaj, bo to temat wstydliwy i jak ja sobie o nim pomyslę, to zaraz mam wypieki i sucho w gardle. Gdzież ta reszta moich wspaniałych plemników – zamordowanych dzięki zlej konstrukcji ciała człowieczego – kobiecego (przez kogo?) Marnacja plemników i ludzkiej energii (tyle ich naprodukowałem, a wystarczylby jeden, Słuszny Plemnik) nazywa się fachowo ekonomią Bożą , ktora jest odwrotnoscią ludzkiej. Ale wiemy już, że tak musi byc, bo wiemy, że człowiek jest smrodem, a Olmajty to co najmniej wojewoda. Kobieta jest skonstruowana prawidłowo. Nic bowiem co jest wyrobem bozi, nie może być inne niż doskonale. Absolutnie Doskonale. Co sam rzeczony oznajmił w niebieskiej książeczce: spojrzał na to co zrobil i orzekł, że to dobre. Tak więc Absolut doskonałosci kobiety polegający na tym, że jest ona towarem wadliwym, jest autorstwa Olmajtiego. Przecież nie człowieka. Sam się nie wyprodukował. Brzmi to troszkę skomplikowanie, a nawet wewnetrznie sprzecznie ale nic nie szkodzi: od tego są miliony teologow, nad Wisła glownie na panstwowych posadach (uniwersytety i pozostale placówki sponsorowane przez skarb panstwa (na tym polega „rozdział Kościoła kat od panstwa”) i niepoddanstwo konkordatowej niezaleźnosci. Co nam załatwił ten wybitny Kajakarz. Obłudą trąci podejście nawet tak wspaniałego człowieka jak nasz papież, który wybiórczo akceptował te osiągnięcia medycyny, które mu pasowały do skostniałego światopoglądu a innych nie zaakceptował z przyczyn moralnych i wołał cierpieć Skoro o nim – tym wspaniałym człowieku dalej mowa: na czym polega jego wspanialość? Bo, że na załatwieniu konkordatu,produkcji dzisiejszych biskupów oraz suwerena pisoidalnego i pokolenia JPII oraz umiejętnści śpiewania „Barki” i ładnego klaskania w rączki w trakcie miarowych przytupów – wiemy. W czym on był nieobludny?

  181. Herstoryk
    27 czerwca o godz. 8:18

    Między innymi z takich plot powstają ludzkie lęki, Herchłopczyku, nie z Twojej herstoryczności.

    Sądzisz, że poniższa plota różni się od plot o Polakach-złodziejach, awanturnikach i pijakach lub żydach zabijających dzieci na macę, czy raczej nie?

    „Noura Hussein jest 19-letnią Sudanką, którą sąd w Omdurmanie skazał za zadźganie męża.

    Sudan. Noura Hussein zabiła męża gwałciciela, skazano ją na śmierć

    Sąd wydał najsurowszy wyrok po tym, jak rodzina męża odrzuciła propozycję zadośćuczynienia finansowego i wniosła o egzekucję nastolatki. Noura Hussein była gwałcona przez swojego męża, którego poślubiła w wieku 16 lat. Pewnej nocy mężczyźnie w gwałcie pomagali kuzyni i brat.

    Dzień po tym zdarzeniu, kobieta zaatakowała nożem swojego męża, zadźgała go i uciekła do domu rodziców. Ukrywała się przez trzy lata u ciotki. W końcu została doprowadzona przed sąd.

    Sąd uznał ją winną morderstwa i skazał na śmierć przez powieszenie. Jak informuje „The Guardian”, sąd apelacyjny w Chartumie zmienił jej wyrok na pięć lat więzienia. Ponadto rodzina Sudanki ma zapłacić 337 tys. funtów sudańskich (ok. 18,7 tys. dolarów amerykańskich) zadośćuczynienia”.

  182. • Herstoryk
    27 czerwca o godz. 8:18

    Herstoryku drogi!
    Z uznaniem stwierdzam (ponownie), że jesteś dobry w procentach (moje 30%, pasterzy 80%), ale skoro nie jesteś teologiem islamskim a obywatel państwa Erdogana jest wybitnym takowym, to na wszelki wypadek uwierzę jemu.

    Chyba mamy rożne wersje Koranu, bo u mnie w niemieckiej wersji trzecia sura to „Dom” (Imran) i w 34-tym punkcie (wersecie?) nie ma mowy o babach, niepokornych lub niecnotliwych. Wszystkich sur jest 114, w każdej jest numeracja i 3.34 zawiera głupoty o „Johannesie” (św. Jan, który przygotowywał drogę Mesjaszowi?). Nie zmuszaj mnie do ponownego ślęczenia nad mikroskopijnym tekstem, bo wzrok już nie ten. Pamiętam jednak zupełnie inaczej treść wersetu o laniu baby, do prowadzenia której podczas nieobecności jej pana są choć drobne wątpliwości. Twój opis jest zupełnie inny! W Koranie jest więcej praw, dyskryminujących kobiety, więc może mówimy o różnych sprawach. Dla przykładu – maż może się pozbyć niekochanej żony, oskarżając ją o zdradę. Nie potrzebuje dowodów, wystarczy, że jego słowa potwierdzi 3 mężczyzn i zostanie ukamienowana mimo posiadania alibi. Czyż mahometanie nie mają dobrych kolegów??? U nas wystarczyłoby postawić im piwo, ale co robi fan Allaha dla kolegów, tego nie wiem, bo piwo odpada.
    Pisałem wczoraj, że otworzył mi się Koran przypadkowo na problemie logistycznym – przekazaniu słowa bożego. Celowo kiedyś umieściłem kartkę na innym temacie, niestety nie tym o kobietach, tylko o mordowaniu sług bożków poza miesiącami świętymi. Tam jest absolutny nakaz mordowania wszelkimi dostępnymi środkami. To właśnie realizują siepacze Isisu w Eurazji i murzyni w Afryce. Nie wiem, co się dzieje w dalekiej Azji, gdzie procenty są wysokie (100%). Spadło już wiele głów dla chwały Allaha i lecą dalej. W Europie morderstwa są bardziej wysublimowane i dokonane na tych, którzy oficjalnie nie kochają Allaha. Wystarczyło nakręcić film dokumentalny o losie kobiet i już się znalazł dobry muzułmanin i zadowolił Allaha. Następnych filmów już nie będzie, taki to miłujący pokój, głoszony w Islamie. A propos, ten nakaz jest w surze 9 (Die Reue) werset 5.

  183. Na marginesie
    Jeszcze a propos Rekolekcji Ignacjańskich.
    Pomogły mi w tym sensie, że jako osoba wówczas „wątpiąca” dobitnie zdałam sobie sprawę z mojej niewiary, odczuwając farsowość i fałsz sytuacji, w jakiej się znalazłam
    Grałam jednak swoją rolę do końca pobytu, bo muszę przyznać, że podobało mi się milczenie, oznaczające również wyciszenie i oderwanie się od rzeczywistości, która skrzeczała za klasztornym murem (pracowałam w tym okresie dużo i intensywnie).
    Moja kontemplacja polegała na myśleniu o niebieskich migdałach, aż osiągałam stan oczyszczającej pustki w głowie.

  184. mag
    27 czerwca o godz. 11:35 * Maguś: slyszałem, że podobne efekty do niebieskich migdałów daje woda kokosowa. Oraz woda brzozowa. Ta nieprocentowa. Tylko czy aby te niebieskie migdały nie mialy jednak coś wspolnego z Wszechmogącym? Jak niebieskie, to musiały mieć: wystosowałaś niemy apel do Onego: łoboże – jakiś ty nudny i pusty w środku! I Onże objawil dla Ciebie Wspaniały Plan: uwolnienia sie od Niego. Co nietypowe, bo udało Ci sie go zawstydzić. Sukces!

  185. @Antonius
    Kiedyś w Teheranie, (Chomeini jeszcze nie wylądował z Paryża) kupiłem w dużej księgarni, przy głównej ulicy (chyba Ferdosi Avenue), dwie książki po angielsku.
    „Joy of sex” i „Koran”. Po przeczytaniu obu poczułem się lepiej.
    Angielska wersja Koranu musiała być specjalnie zredagowana, bowiem humanizmem z niej wiało, a nie terroryzmem, czy jakimś innym ‘kęsi’. Wino, kobieta i śpiew…
    Książka o radosnym seksie, wówczas światowy bestseller, pomogła mi zachować ciepło małżeńskie do siech por.
    Dobry wpis zrobiłeś ‘Antoniusie’, naprawdę ucieszyłem się, kiedy dostrzegłem Twoje posty w Listach.
    Pozdrawiam najserdeczniej.

  186. @mag
    Na rekolekcjach raz byłem, ale dlatego, że mogłem tam (w kaplicy chyba) spotkać dziewczynkę, którą kochałem pierwszą, czysta miłością. Przychodziłem zimą pod jej dom i patrzyłem, kiedy zapali się (i zgaśnie) światło w pokoju ukochanej.
    Ilekroć to wspominam, przychodzi mi do głowy, że te prawdziwe miłości miało się w szkole.
    Młody jak kochał, to aż bolało.
    Na razie

  187. izabella
    26 czerwca o godz. 18:07 * Twoi polscy znajomi albo nie widzą, co im dziwacznego Kosciół kat zrobił (co może bardziej prawdopodobne), lub im z tym wygodnie – co niemożebnie cyniczne. Pierwsze zaś – głęboko niewolnicze. Z tym,m że ta „dziwaczność” to nadzwyczajnie grzeczne wyrażenie.

  188. stasieku
    27 czerwca o godz. 12:23 * Takie pierwsze miłosci są piękne na sposób absolutny. Ale też wcale nie jestem pewien, ze te mniej, hmmm.., czyste miłości są mniej piękne. O ile są piękne. Te czyste miłości w nas obsługuje i im patronuje Maryja, a te mniej, ten, no.., to w polowie dyabeł a w połowie Jezusek.

  189. Pewne wypowiedzi skłaniają mnie do przypomnienia PT komentatorom o „Syndromie/Efekcie Potwierdzenia” (ang. „Confirmation Bias”). Wszyscy w zasadzie osobnicy gatunku cierpią w jakimś stopniu na tą dolegliwość. Zasadnicze znaczenie ma jednak jej nasilenie, które po przekroczeniu pewnej granicy blokuje umiejętność racjonalnego myślenia i oceny wydarzeń.

    Syndrom polega na tym, że po uformowaniu jakiejś opinii, zwłaszcza związanej z silnymi emocjami jak np. strach czy wiara, dotknięty nim osobnik odruchowo odrzuca wszystko, co jej przeczy, oraz równoczesnie bezkrytycznie wyławia z potoku informacji wszystko, co ją potwierdza, bez względu na wagę, wartość i prawdziwość jednych i drugich doniesień.
    I tak na przykład, ktoś może wymachiwać z wrzaskiem doniesieniem o wyroku sądu w Górnej Wolcie czy w Sudanie, jako dowodem na monolityczne generalne barbarzyństwo zamieszkałych tam i gdzie indziej ludzi i ich przekonań, równocześnie ignorując np. wyrok sądu w Hiszpanii, uniewinniającego gwałcicieli z Pampeluny, czy inne rozliczne doniesienia o barbarzyństwach na gruncie domowym. Jest niezły opis tej dolegliwości na Wiki Pl, oraz dosadna lecz trafna wersja, że „własny smród nie razi”.

  190. @Antonius
    Bardzo krótko, bo to już zbyt często maglowane. Jeśli mówimy o procentach, warto by może porównać proporcję głów strąconych przez ISIS i podobne ugrupowania, do liczby „głów” wysłanych pod trawnik przez działania i akcje humanitarnych zachodnich polityków, żołnierzy i lotników, głównie zresztą Amerykanów, zadziwiająco często ruszających w bój z chrześcijańską Biblią w kieszeni/wyposażeniu. Jako ateista, uważam, że właścicielom i ich bliskim nie robi żadnej różnicy czy zginęli od siekiery czy rakiety Hellfire. Bez względu na to co im wmawiają koznodzieje. A proporcja to co najmniej kilka tysięcy:1.

  191. stasieku
    27 czerwca, g.12:23
    Całkowicie się zgadzam, tyle że byłam kochliwa i w szkolnych czasach tych miłości miałam (zaraz, zaraz…niech policzę) pięć.
    No i nie ja wystawałam pod oknami chłopaka, jesli już, to wprost przeciwnie.
    Ale czasem to „wystawanie” czy niby „przypadkowe” spotkania robiły na mnie wrażenie, do zakochania się włącznie.
    Pamiętam to najpierwsze. Spotykaliśmy się jako członkowie młodzieżowego chórku kościelnego. Mój wybrany był brunetem z bujną czupryną (prześladowaną wtedy w szkole) i ciemnym meszkiem pod nosem, znamionującym już początkującego mężczyznę.
    Ech te powłóczyste spojrzenia przy akompaniamencie religijnych pieśni… Odprowadzał mnie do domu, trzymaliśmy się za ręce, ale kiedy dokładnie i dlaczego mi „przeszło”, nie pomnę.

  192. Tanaka
    27 czerwca, g.12:01
    Chyba dobrze to rozgryzłeś. W tym sensie, że bliskie spotkania trzeciego stopnia z Bozią okazały się owocne.

  193. Cóść mi się wydaje, że za zadźganie męża każdy sąd skaże. I nie trzeba być w Sudanie. I nie trzeba być w Sudanie, żeby być gwałconą przez męża.

  194. @Antonius
    Aj! Skleroza! Miałem na myśli 4:34 i 4:35, sura „Kobiety”, a nie 3:34. Głowa sobie, palce sobie.

  195. Wrzeszcie pojawil ktos na blogu. Herstoryk.
    Zabieram głos w proteście przeciw ubieraniu którejś z nich [*] w odpowiedzialność za szczególne bolączki czy problemy. [* religii, kosmogonii, dopisek Seleuk].

    Wsrod „jezykoznafcow” ateistycznych. Pare wpisow wyzej Ortes (Ortesiu, Ortesiu…) Jana i Mariana zacytowal (48:563 i dalej) sure. Ducha z Ccin przywolujac na sposob zaawansowany. Pojawila odpowiedz sura Waleriana (8:212). Wtedy nieskrepowana dysskusyja w duchu Kapistrana moze rozwinac.

    Tak trudno czytac statystyki, badania po angielsku, o innych mniejszych jezykach nie wspomne. Jak trudno. Schematy nabyte przelamac

    Duch waleriano-kapistrana nad ateizmem katolickim panuje. I na blogu. Kazdy ma cos do dodania. Nawet ja moge co dodac. W jezyku JanaMahometana, akapit 38:441 zwany sura.

    Cytuje „Bedziesz od loza i stolu odsuniety, kiedy w dzisiejszym zyciu cytowal Kapistrana”. Tak mowi Moja, sure JanaMahometana 38:441 cytujac, kiedy problemy kryptowanych walut i deriwatow rozwiazuje. Elena mowi „Pitraszon nie bedziesz, ani pitrasil, kiedy w dzisiejszym zyciu cytowal Kapistrana”, kiedy na ekonomii kurs zapisala wg mojej wskazowki. No i teraz jezykoznafcy, Ktora z nich, JanaMahometana przetlumaczyla prawidlowo z starogreckoarabskiego?

    Mialem problem wspolczesny. Komputerkowanie Intela zbliza do granic wytrzymalosci. Cienszej warstwy nie mozna zbudowac, co na jeden atom grubosc. W koncu processor sklada z warstw jednoatomowych. Dalej ni dudu. Ja zamowienie chcialem zlozyc. Po tutejszemu order. Na blachy, ale niestandartowe. Znaczy blaszane ordery miec chcialem, niestandartowe. I nic, nie szlo. Jaka sure nie wzial, nie szlo. Zdenerwowany, brakiem odpowiedzi u Kapistrana, zlapalem za kierowniczke pojazdu mojego, do firmy udalem osobiscie. Na 25km, udalem. Z lepsiejszym skutkiem. W firmie mnie powiedzieli, w doczesnym zyciu KapistranemMahometanem nie kierowac. Zadatek wzieli na zycie doczesne, znaczy ordery blaszne spelnic. PreProrokiem zostalem.

    Tak to kosmogonie ubierac, za wspolczesne problemy. Nabyte wczesnym dziecinstwem. O czym Herstoryk napisal i ja donosze. W czasie lunczyku.

    Pzdr Seleukos

  196. Tak dla śmiechu (przez kobiece łzy?). Znów nie zgadzamy się w pełni. Sura 4 po niemiecku nie jest zatytułowana tak pieszczotliwie jak przez polskiego tłumacza, bo brzmi „baby”, niestety lekceważąco. Język Boga odróżnia subtelności (niemiecki też), widać Allah też niezbyt wysoko cenił płci pięknej, choć każdemu muzułmaninowi się należy!!! I to w dużej liczbie!
    Znowu mamy inną numerację wersetów. Sura jest długa, ma 3-cyfrowe numery wersetów, ale 34 i 35 nie są takie, jak pisałeś.
    34: „A kto to czyni we wrogości i zbrodni, temu naprawdę pozwolimy palić się w ogniu, gdyż to dla Allaha pestka”!
    Tłumaczenie jest lekko frywolne, ale treść taka.
    Może postudiuję cała surę „Baby” i znajdę oba wątki.

  197. Uff! Ile do czytania 🙄

    @Herstoryk

    Ucieszyły mnie twoje teksty, pisane bez emocji i bez nadymania się, na dodatek – zgrabnie i przystępnie sformułowane, przyjemne do czytania.

    „Dla przykładu – maż może się pozbyć niekochanej żony, oskarżając ją o zdradę. Nie potrzebuje dowodów, wystarczy, że jego słowa potwierdzi 3 mężczyzn i zostanie ukamienowana mimo posiadania alibi. Czyż mahometanie nie mają dobrych kolegów???”

    @Antonius
    Argumentujesz jakoś tak polsko-katolicko.
    Mnie się zdaje, że bogobojny muzułmanin zna też jakieś sury potępiające i grożące karą za kłamstwo i krzywoprzysięstwo.

    Pozycja kobiet w kulturach patriarchalnych wszędzie jest zagrożona dyskryminacją. W niby chrześcijańskiej, demokratycznej i światłej Polsce nie grozi im ukamienowanie za zdradę, ale czy porzucenie z ciężko niepełnosprawnym dzieckiem, a przedtem zmuszenie do jego urodzenia, to taki o wiele lepszy los?
    Sprawa aborcji, in vitro i ogólnie sytuacji prawnej embrionów (również tych nadliczbowych z IVF) jest szeroko dyskutowania w różnych odłamach islamu, i różnie uregulowana w poszczególnych państwach islamskich, ale w większości z nich o wiele mniej restrykcyjnie niż w katolickiej Polsce.

  198. Wprawdzie obiecałem przestudiować całą surę „Baby” – 174 wersety, ale poddałem się przed 40-tym wersetem. Pierwsze strony wcale nie są poświęcone babom a sierotom, co dla nich należy cyznić, a czego nie wolno. Podoba mi się jedno sformułowanie – nie wolno zeżreć ich majątku!

    Nieco wcześniej natrafiłem na werset, z którego wynika niski statut kobiety w Islamie. Jeszcze wcześniej zauważyłem, że mąż na dowód kurewstwa żony potrzebuje 4 kumpli, a nie 3 jak pamiętałem. Kara za k..stwo jest taka – zamknąć aż śmierć się do niej zbliży, chyba, że Allah znajdzie inną drogę. Sądzę, że Allah osobiście zawiadamia każdego męża, chcącego się pozbyć żony, że trzymanie w zamknięciu jest mniej ekonomiczne niż kamieniowanie. Nawet w Polsce, gdzie państwo zawiera m.in. kamieni kupa, byłoby bardzo tanio i państwo wykorzystane w zbożnym celu.
    W tym zasadniczym wersecie (38) znalazłem to, co napisałem o laniu kobiet (bab?). Zaczyna się łagodnie – o porządne kobiety Allah osobiście zadba podczas wyjazdu męża, jeśli jednak jest oporna lub wredna i mąż obawia się o jej zachowanie – to lać aż spuchnie! W tłumaczeniu pomógł mi oczywiście mój wrodzony talent satyryczny. Jeśli ktoś zna lepiej język (niemiecki, nie boski) to niech przeczyta wersety19 i 38.
    Ja na dziś skończyłem z Koranem!

  199. Tobermory
    Ty tak na bardzo poważnie, a ja się przekomarzam z Herstorykiem – on znawca, ja laik- musi być ciekawy dialog.

  200. @Antonius
    27 czerwca o godz. 15:22

    4.19
    A jeśli chcesz wymienić jedną żonę na inną i dałeś jeden talent (jako prezent ślubny), nie odbieraj mu. Czy chcesz zabrać go narażając się na oczernianie i oczywisty grzech?
    (tłumaczenie moje)

    Kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera.

  201. Byłem wczoraj w Sankt Gallen. Mieście, którego patronem jest irlandzki mnich Gall (Gallus), który tam przywędrował w VII wieku i zamieszkał w pustelni. Niedługo potem powstało tam opactwo benedyktyńskie.
    W ogóle wychodzi na to, że chrystianizacja Helwetów dokonała się za sprawą Irlandczyków, a w mojej okolicy jeden z nich nawet przepędził groźnego smoka z jaskini 😎
    Opactwo w St. Gallen przejęte przez benedyktynów w tym samym czasie, kiedy powstało opactwo na Mont St. Michel we Francji, stało się jednym z najważniejszych ośrodków kultury i sztuki klasztornej w Europie. Biblioteka opactwa przechowująca 170 000 ksiąg i rękopisów, w tym kilkaset sprzed roku 1000. oraz ponad 1000 inkunabułów, należy do najcenniejszych na świecie.
    Biblioteka ta umożliwia również korzystanie z tych zbiorów do celów naukowych, w przeciwieństwie do wielu innych bibliotek klasztornych. Zjeżdżają się ludzie z całego świata, a wczoraj wdałem się nawet w rozmowę z jednym z nich, młodym, niesłychanie przystojnym franciszkaninem z USA, który pogłębia tam swoje studia łacińskie.
    Zapytałem, czy zna „Imię róży”, książkę albo film.
    Nie znał. O Umberto Eco też nie słyszał 🙁
    Zachęciłem go do przeczytania argumentem, że jest tam sporo łaciny. Zainteresował się, może też obejrzy film, bo mu powiedziałem, że gra tam Sean Connery, a tego zdawał się znać 😉
    Jeden z wystawionych tam pergaminowych traktatów opiewa „De duodecim abusivis saeculi” czyli „O dwunastu nieszczęściach głównych tego świata” spisanych około roku 650 w Irlandii.
    Jakież to nieszczęścia trapiły ten średniowieczny świat?

    1. sapiens sine operibus — mędrzec bez dzieła
    2. senex sine religione — starzec bez religii
    3. adolescens sine oboedientia — młodzieniec bez posłuszeństwa
    4. dives sine elemosyna — bogacz bez dobroczynności
    5. femina sine pudicitia — kobieta bez obyczajności
    6. dominus sine virtute — szlachcic bez moralnej cnoty
    7. Christianius contentiosus — chrześcijanin z ambicjami (sic!)
    8. pauper superbus — zarozumiały biedak
    9. rex iniquus — niesprawiedliwy król
    10. episcopus neglegens — niesumienny biskup
    11. plebs sine disciplina — lud bez porządku
    12. populus sine lege — naród bez prawa
    (tłumaczenie moje)

  202. Hehehe, ale mnie rozbawiło zestawienie Ericha von D. z nauką i „dotychczasową wiedzą” 😀
    „E.V.D. opiera się na dotychczasowej wiedzy i własnym poszukiwaniom, i na tej podstawie konstruuje swoje „fantazje”, które bliskie są rzeczywistości”
    „Zresztą E.v.D robi to w oparciu o naukowe podstawy”

    Erich się nie opiera „własnym poszukiwaniom”, on na nich bazuje. On się opiera wiedzy i to ze sporym komercyjnym sukcesem. Bo jest (był) czytany przez nieletnie dzieci i osobników łykających takie fantazje jak gęś kluski. Łykających też i wypluwających z siebie liczne cytaty jak jakiś kalendarz z ludowymi przysłowiami 😉

    Daeniken to po pierwsze plagiator, po drugie – fantasta snujący teorie dla przygłupów, lekceważący metody naukowe i chroniący się przed krytyką twierdzeniem, że „on tylko pyta” w swoich hipotezach.
    A po trzecie – pełen pogardy i lekceważenia dla starożytnych kultur, które bez pomocy kosmitów w życiu nie zbudowałyby piramidy ani nie zrobiły rysunku na pustyni.
    To jest przykładanie własnej miary do wiedzy i umiejętności innych ludów.

    Według von Daenikena, który deklaruje się jako wierzący katolik, ludzkość została stworzona przez kosmitów (materiał genetyczny Pansperma z kosmosu) ale oni sami też przecież zostali przez kogoś stworzeni.
    Ten sprytny były hotelarz ma za sobą 3,5 roku więzienia za fałszowanie dokumentów i oszustwo w interesach.
    Hoimar von Ditfurth już dawno obalił jego tezy, a jaki stosunek do jego bredni ma nauka?
    W październiku 2012 otrzymał on „das Goldene Brett vorm Kopf” für den „erstaunlichsten pseudo-wissenschaftlichen Unfug des Jahres” und für sein Lebenswerk als Person, „die sich jahrzehntelang mit besonders beeindruckender Resistenz gegen wissenschaftliche Fakten einen Namen gemacht hat” czyli nagrodę „Zakuta Pała” za najbardziej zdumiewającą pseudonaukową bzdurę roku oraz za dorobek życiowy jako osoba „która przez dziesięciolecia zasłynęła robiącą szczególne wrażenie odpornością na fakty naukowe”
    Tę nagrodę przyznaje corocznie wiedeńskie towarzystwo Gesellschaft für kritisches Denken, które zajmuje się naukową oceną paranauki.

    Ericha von Daenikena spotykam od czasu do czasu osobiście, ale nie mam ochoty z nim rozmawiać. To człowiek o osobowości równie odpychającej jak jego bzdurne tezy.
    Ma swoich wielbicieli w określonych kręgach, choć może od plajty tzw. Mystery Park jakby mniej. Gość wmanewrował wielu inwestorów w projekt, który pochłonął 80 mln franków szwajcarskich, ale sam (czy to nie znamienne?) zaryzykował sumą 2 tysięcy.

    Moją oceną EVD doprowadziłem kiedyś niejakiego Cynamona do białej gorączki i niesłychanej wściekłości, jakich on wtedy epitetów naprodukował… 🙄

    „Zjawisko-fenomen UFO jest faktem” o tyle, że termin ten oznacza „niezidentyfikowane obiekty latające”, i nic więcej.

  203. Tobermory
    Mam bardzo miłe wspomnienia z St. Gallen. Zatrzymał nas na ulicy obcy facet i ofiarował się jako Cicerone, prowadził w ciekawe miejsca, odradzał kupienia szmelcu – zegarek w pierścionku. Nawet wymieniliśmy adresy, bo on czasem bywał w Polsce. To był „środkowy Gierek”, kiedy jeszcze nie było dużo polskich turystów na Zachodzie.
    Strasznie zjechałeś biednego Ericha. Ja o nim słyszałem, ale niczego nie czytałem, nie mogłem wiec sobie wyrobić zdania. „Zimta” sobie przypominam z utarczek przed wielu laty.
    A co się tyczy żony, to nie będę jej wymieniał. Za 3 miesiące będziemy mieli diamentowe gody, a wiano (Krowa) już dawno spożyta!

  204. Tobermory
    Uległam wyobraźni Daenikena, choć raczej trzymałam się z daleka od sf, w latach 80, kiedy z powodów oczywistych – dla mnie przynajmniej – z emigracji wewnętrznej można było trafić wprost do Kosmosu.
    Dawało to jakby posmak wolnościowy.
    Potem całkowicie mi to przeszło, bo już nie chciałam się karmić tego typu bajkami, ale nic nie wiedziałam o jego życiu prywatnym.
    To że kłamczuch, oszust i fałszerz uznający się za katolika nawet mnie szczególnie nie zaskoczyło, bo tylko tacy ludzie są zdolni namieszać w głowach ludziom, zdobyć choćby szemraną sławę jako paranaukowcy i jeszcze zrobić na tym pieniądze.
    Nieco się zdziwiłam, że prywatnie jest odpychający, bo tacy ludzie raczej wolą wzbudzać sympatię i zaufanie, a w ogóle, to nie wiem dlaczego, ale myślałam że już dawno nie żyje.

  205. Tobermory
    A o tym, że istnieją niezidentyfikowane obiekty latające (UFO) lubię sobie czasem pomyśleć i chętnie bym taki obiekt zobaczyła na własne oczy, widząc w nim zalążek – być może – jakiejś ciekawej czekającej nas podróży w czasie i przestrzeni.

  206. @Antonius
    27 czerwca o godz. 18:23

    Ten gość w swojej charakterystycznej niebieskiej marynarce z poliestru (chodzi w niej do telewizji i do sklepu) mieszka ca 10 km ode mnie, więc nasze drogi krzyżują się niechcący co jakiś czas.
    Cynamon wściekł się już na sam mój wtręt, że EvD nie jest pisarzem niemieckim 😉 A potem to już samo poszło. Nie wiedziałem, że to taki nerwowy gość 🙁 Sercowy był chyba i coś zamilkł, ale nie od razu po naszej scysji. Raził mnie epitetami przy byle okazji przez kilka miesięcy.

    Diamentowe gody… Przypomnij w porę, to wzniesiemy toast. Już teraz ci gratuluję wytrwałości i wierności zasadzie, że nie zmienia się koni podczas przeprawy przez rzekę 🙂

  207. @mag
    27 czerwca o godz. 18:25

    https://p5.focus.de/img/fotos/origs393897/040851725-w630-h472-o-q75-p5/Autor-Erich-von-Daeniken.jpg

    On po prostu działa na mnie odpychająco, bo za dużo o nim wiem i nie potrafię rozłączyć tego, co plecie, od tego, jak wygląda, uśmiecha się i przymila do kasjerek w sklepie.
    Może on nawet lubi koty (nie wiem), ale nic nie poradzę na to, że mnie od takich ludzi odrzuca.

  208. U Hartmana rzeczywiście wysoka temperatura dyskusji, choć ja bym mu dalece przyznał rację.
    Dalece, ale nie w przypadku tego twierdzenia o Polakach, a właściwie jego pierwszej połowy:

    „Gdzieś tam w lubuskim są jak ci z „NRD”, a tam znowu, w takim Lubelskiem, bardziej jak Ukraińcy z lwowskiego”

    Hartman chyba nigdy nie był w lubuskiem, bo takie kocopały lęgną się tylko w głowie teoretyka-symetrysty.
    Nie ma większego kontrastu na polskich pograniczach, jak na granicy z Niemcami i Czechami. W obu przypadkach graniczą ze sobą nacje: zasiedziała od wieków z przeniesioną ze wschodu o tysiąc kilometrów, kilkadziesiąt lat temu. Różnice są mentalne, językowe, kulturalne – nie do zatarcia. Jedyne, co łączy obie strony, to zakupy po… polskiej stronie. Bo taniej.

  209. Religijnie też zupełnie do siebie nie przystają.

  210. Tobermory
    27 czerwca o godz. 19:05 * W lubuskiem to może profesor nie był, ale w lubelskiem – z pewnością. Kawałek studiów odstawił w placówce wielce swiątobliwej – KULu.

  211. Tobermory
    27 czerwca o godz. 18:39 * Bardzo to jest mozliwe, że niejaki Cynamon dostaje ścieklicy, poniewaz zjedzenie paru pełnych łyżek cynamonu gwarantuje skutek w postaci zejścia. Z tego świata.

  212. mag
    27 czerwca o godz. 18:25 * Mialem nieco podobnie i też były to lata 80-te. Czas był na sajens fikszjon bardzo dobry i płodny. Najpierw mi się zaczął podobać. W tym, że pisał z tzw. pasja, oraz wciągająco. Im bardziej jednak mnie wciągał, tym mniej miałem ochotę dać sie wciągnać. Cos mi sie to zbyt słodkie i fantazyjne zaczęlo wydawać, a krytyczna praca głowy popsuła szybko zamiar EvD. No i nie zostalem jego wyznawcą. Ciekawa rzecz jest też taka, że w tych samych latach 80-tych, był też niezly czas na porządną wiedzę i poznanie o charakterze naukowym. Wspomniany przez Tobermorego Hoimar von Ditfurth właśnie wtedy był masowo wydawany, a seria „+- nieskonczonosć” również wtedy swięciła triumfy wśród czytelnikow. Calkiem mozliwe, ze dziś nie jest z poznaniem lepiej, a może i gorzej. Nad Wisla spadło przekonanie że ewolucja jest faktem, a wzroslo, że bozia ulepil Adama i Ewę.

  213. Tanaka
    Nie wiem, czy dziś seria + – nieskończość miałaby wzięcie w kraju, gdzie ukazują się miesięczniki bardzo serio typu „Egzorcysta”, czy mega religiancka Fronda, katolska go rozpuku „Niedziela”. Nie wiem też, czy w ogóle są jakieś periodyki typu „Młody technik” (ten magazyn się ukazuje), bo że jest „Mały Gość Niedzielny” to wiem. Również „Moje Pismo Tęcza”, podtytuł „W przyjaźni z Bogiem” (wiadomo więc, że nie chodzi o tęczę gejowską, uchowaj bóg)
    No i jak żyć, Tanaczku, jak żyć, zwłaszcza będąc młodym człowiekiem.

  214. Tobermory
    27 czerwca o godz. 17:12

    Mój komentarz
    W sprawie naukowości hipotez E. von Danikena zgadzam się z tobą 100/100.
    Bzdury piramidalne, pisarstwo zarobkowe mające w pogardzie prawdę, fakty, naukę, zdrowy rozsadek, czytelników jako głupków, starożytne kultury (czyli ludzkość) , które musiały mieć wsparcie przez kosmitów, itp. banialuki.
    Pzdr, TJ

  215. mag
    27 czerwca o godz. 20:18 * Widuję jakąś mutację „Młodego technika”, jest „Wiedza i życie”, są różne periodyki branżowe, np. „Przyroda polska” , ale nie wiem, czy one wszystkie uczą myślenia, myślenia strukturalnego, uczą analizy krytycznej rzeczy podawanych do uznania/wierzenia. Mam poważne wątpliwosci. Raczej to ciekawe teksty o tym i owy, oparte na faktach, lub majace coś wspólnego z nauką,ale chyba niewiele więcej. Może to niespecjalnie potrzebne, bo wiedza jest w necie. Co prawda trzeba umieć odróżnić wiedzę odjej pozoru, a jak wiedza, to pytanie jakiego rodzaju, czy nie podobna do tego co wyżej, ale jakaś taka cywilizacja. Z rzeczy fascynujących: widzialem onegdaj bodaj dwumiesiecznik „O aniołach” – czy jakos tak. Przeczytałem „prawdziwą relację”, w dodatku pełną precyzyjnych szczegółów (czyli same fakty i czysta nauka) pewnej pani znad Wisly o tym,jak ją aniol w domu odwiedzil, dostawszy się oknem.

  216. @Tobe, 16:29
    lat.
    sapiens sive operibus (opus, operis….operibus pl. (neutrum) bez dziel /sine – bez laczy sie z rzeczownikiem w ablativ

    episcopus negligens
    Christianus contenciosus (literowki)

    http://archive.org/stream/corpusscriptoru08wissgoog#page/n221/mode/2up
    (tekst powyzsze ze zbioru)

    Bardzo interesujaca lektura ( w przypisach referencje do Wulgaty)

  217. @ozzy
    27 czerwca o godz. 21:42

    Dzięki za poprawki, ale w oryginale, który widziałem
    (str. 50)
    http://www.stibi.ch/Portals/0/Ausstellungen/Irland_18/StBi_de_Katalog_Sommer_2018_low.pdf

    jest „neglegens”. Skryptor jakiś nieuważnie przepisywał.
    A „christianus” chyba jednak „contentiosus” a nie „contenciosus” 😉
    No i „sapiens sine”, a nie „sive” 😉

    Jak literówki, to literówki. Zaraźliwe jak ziewanie? 😉

  218. :Tobe

    przyznaje sie do chaotycznej notki
    sive (albo)-sine jak koscielenej „sine fine dicentes” hapiens sine ….oczywsicie
    tak samo „contentiosus” ( po prostu fonetycznie pojawilo sie moim umysle i…wymowa-tio (cjo) chociaz w klasycznej lacinie ma byc – tio.
    Skrybowie koscielni a kopii bylo wiele owych Pseudo-Augustinusow, Cypranusow, homilii na przrozne okazje roku koscielnego (np w staroangielskim).
    W judaimie skryba (sofer) mial o wiele ciezsze zycie – nawet najmniejsza pomylka
    w zapisie iloczasowym hebrajskich samoglosek powodowal, ze zwoj mial byc pisany
    na nowo.

    Bardzo cenie Twoje teksty – duzo sie ucze.

    A literowki to rowniez moja specjalnosc.
    Dobrej nocy zycze.

  219. @ozzy
    27 czerwca o godz. 22:52

    Już tak moich tekstów nie chwal, bo się zaczerwienię 😉
    Dziękuję i dobrej nocy!

    Wrócę jeszcze na moment do EvD

    — Mimo wieloletnich starań nie przedstawił pan nigdy niezbitego dowodu na pozaziemską wizytę w przeszłości.

    von Däniken — Piszę o tym we wszystkich moich książkach. Nigdy nie znalazłem przedmiotu, który mógłbym tryumfująco zaprezentować zbiorowisku naukowemu

    I to jest podziwu godne – nic nie znaleźć, ale pisać, jakby się znalazło 😉

    Pamiętam z lat 70. wielki rozkwit fascynacji lotami kosmicznymi, kwestią istnienia cywilizacji pozaziemskich, nasłuchiwanie sygnałów z kosmosu, obserwacje UFO, no i próby (bez skutku do dziś) nawiązania z NIMI kontaktu.
    Nauka nie dawała atrakcyjnych odpowiedzi, a ich zrozumienie wymagało na dodatek wiedzy na wysokim poziomie, ale na ten wózek wskoczyło wtedy paru gości z fantazją i wyczuciem, na czym da się aktualnie zarobić, i zaroiło się od autorów mniej lub bardziej udanych pseudonaukowych hipotez, a za nimi – zalew literatury tego typu.
    Rozumiem fascynację 13-17-latków, szczególnie w tamtych czasach, ale zdumienie bierze na widok dzisiejszego 50-60-latka dalej wierzącego w brednie cwanego hotelarza.
    Trzeba jednak przyznać, że tytuły ma chwytliwe (Na tropach zakazanej archeologii) i ciągle pozostaje w biznesie 😉

  220. W niemieckim obszarze językowym był jeszcze jeden bardzo produktywny „fachowiec” od ezoteryki, UFO, Anti-Aging i astrofizyki – Johannes von Butlar. Ten to dopiero miał tupet. Bardzo lubił brylować w mediach i targach ezoterycznych pozując na astrofizyka, choć wiedzy fachowej nie miał żadnej.
    Jakoś nie zaistniał na innych rynkach, więc w Polsce nie został zauważony.
    Jedno z jego dzieł miało tytuł „Czasoprzestrzeń – prowokacja Stworzenia” – pełne anegdot, zabawnych historyjek i chaotycznych opisów prywatnych spotkań, wśród których tonęły spekulacje o zerowej wartości naukowej.
    W kolejnych „dziełach” zamieszczał wypisy ze starszych wydań, czasami połowę nowej książki zajmowały fragmenty poprzedniej, czytelnicy orientowali się dopiero w trakcie lektury, że robi ich w balona…

  221. Jak tu co nabazgrac, pomiedzy beaujolais nouveau i hoho nauka, nie naruszajac swietosci perfekcyjnej rownowagi tych obojga? Cienszko bendzie, uoj cienszko

    Herstoryk
    27 czerwca o godz. 9:39

    „Otóż nie, nie i nie! Wierna wiara dowiaduje się nie z książeczki (książeczek), ale z tego co im „pasterze” i „sztandarowi wyznawcy” mówia że w książeczkach jest … „pasterze” i „sztandarowi wyznawcy” mogą mieć przegięcie, i bzdecić żeby swej organizacji czy też krewnym i znajomym dobrze robić i kto ich sprawdzi? Na pewno nie Jaś Kowalski, etc. Najwyżej jakiś a fe! heretyk ateista, a taki czarci pomiot 80% wiernej wiary posłusznie oficjalnie skreśli choćby po cichu robili co pasuje im, a nie ich guru!”

    Heretyk, herstoryk.. Czarcie pomioty, zaiste.

    Herstoryku! Mainstreamowi religijni rzadcy dusz – o religii Voodoo tez bedzie ale dopiero jak seczego przybedzie
    https://www.thoughtco.com/vodou-an-introduction-for-beginners-95712
    – legitymuja sie swoimi niebieskimi ksiazeczkami jako licencjami na uprawianie zawodu. I te ich ksiazeczkowe prawa jazdy sa wciskane owieczkom. Te ostatnie stworzenia boskie poslusznie daja w zamian na tace. I tak sie ten biznes kreci.

    Czy owieczki zagladaja do wreczanych im na sile licencji/pismidel? Alez to jest najmniej wazne! Wazne jest tylko zakolczykowanie. A kolczykiem jest wymyslone przez rzadcow dusz pismidlo. Tora, Biblia, NT, Koran

    Nie ma w dzisiejszym swiecie LICZACEJ sie religii, ktora by nie legitymowala sie jakas tam niebieska ksiazeczka. Bedaca haczykiem/kolczykiem na swiezo do owczarni naganiane welniaki. Dlatego kwestionowanie WAZNOSCI owych ksiazeczek jest rozmijaniem sie z pojmowaniem ISTOTY calej tej hupli religijnej ssakow o nazwie homo sapiens. Inne ssaki nie zostaly skazane przez Stforce na te przypadlosc

  222. @Antonius
    Malutkie sprostowanko:
    Dla przykładu – maż może się pozbyć niekochanej żony, oskarżając ją o zdradę. Nie potrzebuje dowodów, wystarczy, że jego słowa potwierdzi 3 mężczyzn i zostanie ukamienowana mimo posiadania alibi. Czyż mahometanie nie mają dobrych kolegów???

    Tych czterech musi przysiąc święcie, że widzieli samą penetrację! Wyobraźnię mam bujną, ale poza ostrym „peep show” trudno mi jest wyobrazić sobie taką sytuację. A za fałszywe oskarżenie było bodajże 80 batów. Podejrzewam, że Muhammad mógł mieć poczucie humoru, co się wśród boskich posłańców nieczęsto zdarza.

    @seleuk|os|
    I co? ulżyło?? Protestuję nie przeciw problemom z religią, ale obwinianiem jakiejś grupy społecznej o to, że się kury nie niosą, a krowy przestały mleko dawać, czy też wyjątkową kryminalność i grzechy przeciw naturze! Jak słusznie zauważyła Ewa-Joanna.

    @Orteq
    Wszystkie te książeczki (może z wyj. podstawowych pism buddyjskich) pokrętne są i pełne sprzeczności, które logicznie myślący (z reguły właśnie bezbożni paskudnicy), bez wódki nie mogą rozebrać. No więc guru prostują wedle uznania te zakrętasy tym mniej logicznie myślącym, albo nie myślącym zbyt wiele.

  223. Tobermory
    27 czerwca o godz. 17:12
    „„Zjawisko-fenomen UFO jest faktem” o tyle, że termin ten oznacza „niezidentyfikowane obiekty latające”, i nic więcej.
    Prostacyzm.

    I na tej podstawie budujesz swoje „zamki na piasku”.
    Naprawę nie myślałem ,że jesteś tak otępiałym umysłem, chociaż „Tobermory” łyknąłem bez zająknięcia.

  224. Seczego przybylo, dzieki czemu wiecej o religii voodoo sie przejasnilo

    Voodoo jest religią synkretyczną, która łączy katolicyzm z rodzimą religią afrykańską, szczególnie z religią regionu Dahomego w Afryce Zachodniej (współczesny naród Beninu).Religia ta jest głównie praktykowane na Haiti, w Nowym Orleanie i innych miejscach na Karaibach. Voodoo zaczęło się, gdy afrykańscy niewolnicy przywieźli ze sobą swoje rodzime tradycje, ponieważ zostali oni przymusowo przetransportowani do nowego świata.

    Jednak na ogół nie wolno im było praktykować ich religii. Aby ominąć te restrykcje, niewolnicy zaczęli utożsamiać swoich bogów z katolickimi świętymi. Przeprowadzali także swoje rytuały, używając przedmiotów i obrazów Kościoła katolickiego. Jeśli praktykujący Voodoo uważa się za chrześcijanina, ogólnie uznaje się za katolika chrześcijanina. Niektórzy widzą katolickich świętych i i swoje afrykanskie duchy jako jedno i to samo.

    Inni, wciąż utrzymujący, iż katolickie dodatki do ich oryginalnej religii mają przede wszystkim tylko taki wygląd i nic wiecej, sa uznawani za ortodoksow voodoonistycznych. A to ich juz zbliza do innych ortodoksow: judeistycznych.

    I tak oto zamknelisny kolo wierzen religijnych ponbozego swiata: judeo-chrzescijansko-voodoonistycznego. Tym sposobem slowo boze cialem sie stalo. I pomiedzy nami zamieszkalo. Na ament. Co ateistow powinno niepomiernie radowac

  225. Nie potwierdza sie plotka, iz voodoonisci rowniez, tak jak inne glowne religie, posiadja swoja niebieska ksiazeczke. Dlatego tez religia ta nie moze byc zaliczona do mainstreamowych. Sorry, Herstoryku

  226. Izabella czytała Dänikena, gdy była 11. letnim dziewczęciem, ja w jej wieku nie miałem takiej możliwości, bo 11 lat to ja miałem w roku 1967 i książek EVD, jeszcze na świecie nie było (pierwsza ukazała w 1968 r.), a gdy się już na świecie pojawiły, to i tak -w latach 70. były w PRL niedostępne, dopiero po roku 1980 zaczęto je u nas wydawać. Szkoda, że nie wcześniej, ale i tak dobrze, że się w ogóle pojawiły, a szczególnie w katolickiej Polsce, jako że dzięki nim wiele umysłów zostało przeoranych, z wielu głów, teorie Dänikena, wybiły postrzegania świata podług kościelnych wykładni, wyzwalając miliony ludzi z myślenia magicznego, na korzyść racjonalnego. Do człowieka współczesnego albowiem, bardziej przemawia to, że powstał on w wyniku genetycznych uzdatnień hominidów za sprawą wyższej cywilizacji niż to, że stworzyła go bozia lepiąc Adama z ziemskich, zmieszanych z własną śliną (czy duchy mają ślinę?). Wiele wydarzeń opisywanych w Starym Testamencie przestaje być fantasmagoriami ówczesnych kronikarzy, magią, gdy założymy, iż Jahwe był postacią z krwi i kości, na spotkania z Mojżeszem przylatywał helikopterem i wydawał mu polecenia przez głośniki umieszczone na owej maszynie. Pamiętamy opowieść o Kainie i Ablu i wiemy z niej, że ów wszechmogący, wszechwiedzący, wszechwidzący Jahwe, miał problemy z odnalezieniem Kaina, po tym, jak ów dokonał zbrodni na swoim bracie, odnalazł go patrolując z powietrza tereny, na których mógł się Kain ukrywać. „Wniebowzięcie” Eliasza za pośrednictwem „ognistego rydwanu” również nabiera sensu, kiedy przyjmiemy, że był to jakiś śmigłowiec, czy nawet latający spodek.
    Tak tłumaczył to i wiele innych zjawisk, sobie i innym EvD i jego naśladowcy. Jego oponenci natomiast, twierdzili, że tamtych czasach nie było helikopterów, a tym bardziej latających talerzy, ludy ówczesne posługiwały się kamieniem łupanym i gładzonym, a później brązem.
    Rzut beretem( 140 km) od Londynu znajduje się słynne Stonehenge. Od czasu, do czasu odpalam blaszaka i na prośbę odwiedzających mnie znajomych z Polski, zabieram ich do owych słynnych megalitów, zawożę ich również do odległego o 30 km Malborough Down, miejsca, w którym znajdują się kamieniołomy – tam wydobywano sarsen – piaskowiec twardszy o granitu, polegało to na wycinaniu bloków, ważących od kilku do kilkudziesięciu ton. Według uczonych działo się to w 3100 roku p.n.e. Żeby było jeszcze ciekawej, błękitny labradoryt, też twardy jak cholera, wycinano w odległym o 300 km Pembrokeshire. Tam ich nie wożę, ponieważ Malborough Down robi wystarczające wrażenie. Zawsze ilekroć tam jestem, nie mogę się nadziwić nad precyzją, z jaką ludy zamieszkujące te miejsca, posługując się krzemiennymi nożami i toporkami potrafiły wyciąć wielotonowe bloki skalne. Proszę mi wierzyć – ściany wyrobisk są, w wielu miejscach, idealnie równe i gładkie, tak jakby użyto jakichś maszyn, a nie kamiennych narzędzi. Nb. w jakimś programie tv widziałem, jak facet próbował przeciąć sarsen specjalną, hi-tech piłą mechaniczną i bardzo opornie mu to szło. Pozostaje jeszcze transport. Podobno odbywał się na pniach drzew. Tereny wokół Stonehenge cholernie podmokłe są, a do tego nierówno tam bardzo- górki, pagórki, no ale coś płaskiego też się znajdzie, więc może rzeczywiście na tych pniach po tym płaskim?
    Däniken nie wierzy w to, że te, ważące kilkadziesiąt ton, bloki skalne obcykano kamienną siekierką, czy nawet dłutem z brązu. I ja też. Trudno mi uwierzyć w te środki transportu, jak również to, że ktoś kto nie bardzo potrafił sklecić sobie, w miarę komfortowe lokum, wybudował obserwatorium astronomiczne, by śledzić ruchy Słońca i innych ciał niebieskich.
    Najciekawsze, jest jednak to, że ci, którzy upierają się przy tym, że Jahwe nie mógł śmigać helikopterem, twierdzą jednocześnie, że piramidy i wiele innych obiektów, które -nawet współcześnie – byłyby trudne lub niemożliwe do wykonania, zostały wybudowane za pomocą prymitywnych narzędzi.
    W każdej epoce rodzą się geniusze, więc może Jahwe był geniuszem i korzystając z krzemiennej siekierki, młotka i kija skonstruował helikopter?
    Poważni naukowcy wcale nie neguję, że gdzieś we Wszechświecie mogą istnieć cywilizacje, które górują nad naszą, które z różnych powodów kolonizują inne planety. Niewykluczone, że z czasem i my staniemy się zdolni do podróży międzyplanetarnych, że też będziemy kolonizować np. Marsa (podobno istnieje możliwość stworzenia i „przytrzymania” ziemskiej atmosfery). Kto wie, czy osiedlając się na innych planetach, na których istnieją jakieś żywe organizmy, nie będziemy ich modyfikować genetycznie, by przystosować je do naszych potrzeb, celów?
    Należę do pokolenia, dla którego ta technika, z którą mamy do czynienia obecnie, była – kilkadziesiąt lat temu – czymś niewyobrażalnym, taką właśnie „science fiction” i ciągle powstaje coś nowego niewyobrażalnego. Być może zbliżamy się do czegoś, co inni już mają za sobą, może to my będziemy kosmitami dla innych?
    Lubiłem i lubię Danikena właśnie kupiłem „Bogowie nigdy nas nie opuścili”, rewelacji się nie spodziewam, raczej repetytorium, ale niech tam.
    Facet stawia pytania, na które nikt mu nie chce odpowiedzieć, zbywane pogardliwym machnięciem ręki, głupawymi uśmieszkami. A przecież pytania są proste, w rodzaju: jak zrobić komputer z kawałka drewna używając młotka i dłuta, i bez schematu?
    Daniken podchodzi do interesujących go kwestii racjonalnie, „ateistycznie” i sam na swoje pytania odpowiada. Uważam, podobnie, jak on, iż to, że stworzyli nas kosmici, jest bardziej prawdopodobne, niż to, że uczynił to jakiś trójkąt z jednym okiem unoszący się tu i ówdzie, a nawet wszędzie jednocześnie.

  227. Chodziło mi, oczywiście, o „wniebowzięcie” Ezechiela, nie Eliasza, co niniejszym prostuję.

  228. Pan Adam Szostkiewicz, widzac dyskusje wielce religiozna na tym tutaj blogu, musi sobie myslec ponuro:

    co maja ateisci Kowalczyka/Tanaki czego ja, Grajac W Klasy, nie mam?

    Oby tylko jaka depresja go nie dopadla z tegoz powodu

  229. Kazda religia jest opresyjna wobec kobiet. Nie wiem dlaczego tak rzadko wspomina sie o religii zydowskiej, ktora wprawdzie nie nakazuje kamieniowac kobiet, ale w wersji ortodoksyjnej nie ma nic wspolnego z rownoscia i poszanowaniem kobiet. Do do dobrego tonu nalezy zachwycac sie slubami zydowskimi, gdzie klub chloptasiow bawi sie do upadlego, a kobitki…. stoja za sciana i zagladaja. A te obrzydliwe rytualy wstepne, czy dalsza rola kobiety niewiele jest inna niz tych z gorszej wersji muzulmanskiej.
    @Herstoryk, bardzo interesujace jest jak sobie radza wyznawcy islamu z nakazami w sferze finansow. Zasada, ze pozyczka nie moze byc oprocentowana nie przeszkadza dzialalnosci ichniejszych bankow i prowadzenia wszelakich interesow. Tez w miescie NY. Czy moglbys o tym wspomniec, zebysmy wiedzieli nie tylko o sprawach damsko-meskich.

  230. @jobrave
    U mnie na półce ( sprawdziłam) stoi II wydanie EvD Wspomnienia z przyszłości z 1975 roku. Podkreślam – drugie wydanie. Znaczy pierwsze było wcześniej.
    A poza tym oczywiście masz rację, z tym wyrwaniem z kościółkowych mitów szczególnie.

  231. Na pocieszenie, jakby:

    Lewandowski obiecal strzelenie gola w dzisiejszym meczu z Japonia. Na nieslawny koniec to obiecujac.

    Nie przymierzawszy: toz to, wypisz wybazgraj, obietnica dawana w przede dniu ogloszenia Powstania Warszawskiego 74 lata temu:

    ‚Idziemy do boju by zwyciezyc’

    A co zwyciezyc? Absolutnie nic nie zwyciezyc. Wszystko bylo zadecydowane w Teheranie. Podobnie jak w Kazaniu: przegrana 0:3 z Kolumbia. Trzy czwarte wieku temu przegrana tez ta samo: Polska 0, Alianci 3.

    Wtedy szlo o dojscie do Berlina. Czyli o to do czego andersowcy sie niezupelnie nadawali A dzisiaj? Do czego na dawali sie Lewandowscy z Nawalka? Napewno nie do przejscia do rundy 16

    PS. Czy ten dzisiejszy mecz Polska-Japonia nie zostal czasem oddany walkowerem? No bo co Polsce po takim meczu? Moglem cos przegapic

  232. zyta2003 – 2:47

    „bardzo interesujace jest jak sobie radza wyznawcy islamu z nakazami w sferze finansow. Zasada, ze pozyczka nie moze byc oprocentowana nie przeszkadza dzialalnosci ichniejszych bankow i prowadzenia wszelakich interesow. Tez w miescie NY. ”

    Sprawdz zrodla. Czasy Ajatollaha Chomeiniego – tego z Rewolucji Tamtych Lat – przemineli. Dzisiejszy Iran jakos sie wpisywuje w obecna gospodarke swiatowa. Oparta na bankach.

    Z tego co mnie wiadomo, kapitalistyczne oprocentowanie kapitalu nie jest dzisiejszym Persom calkowicie obce

  233. Ewa-Joanna
    28 czerwca o godz. 2:49

    @jobrave
    U mnie na półce ( sprawdziłam) stoi II wydanie EvD Wspomnienia z przyszłości z 1975 roku. Podkreślam – drugie wydanie. Znaczy pierwsze było wcześniej.
    A poza tym oczywiście masz rację, z tym wyrwaniem z kościółkowych mitów szczególnie.
    __________________________________________
    Czyli pamięć mnie zawiodla.

  234. @zyta2003
    Dyskryminacja kobiet to niestety smutna rzeczywistość każdego religijnego patriarchatu. Drażni mnie jednak wyszczególnianie islamu, jest bowiem sprzeczne z historyczną perspektywą. Ludzie, poza historykami, nie pamiętają, że zaledwie 150 lat temu kobiety w Europie nie miały osobowości prawnej i niezależności finansowej, a ostatni zarejestrowany przypadek zdobycia żony przez kupno (drogą zakupu 🙂 ) w Wlk. Brytanii miał miejsce bodajże w 1906. Gorzej niż w islamie, gdzie kobiety miały osobowość prawną (choć podrzędną) i niezależność majątkową. W 7 w. i długo, dłuuugo potem islam dawał kobietom prawdziwie rewolucyjne na tamte prawa i swobody, w porównaniu z Rzymem, Bizancjum i chrześcijańską średniowieczną Europą. Dygresyjnie, na Sumatrze żyje wyznające islam matriarchalne! plemię Minankabau, w którym kobiety mają wyłączne prawa majątkowe i pełną dominację nad mężczyznami. Jakoś pogodzili!. Mają też fantastyczną architekturę (byłem, widziałem).

    Nie wiem zbyt dużo o „islamskiej bankowości”, nie zgłębiałem tego tematu. Pamiętam, że wystartowała w latach 1970. Następnie „zachodni bankierzy” połapali się, że można zrobić miliardy i zaczęli, konkurując z miejscowymi, oferować w krajach Bliskiego Wschodu, itp. usługi bankowe rzekomo zgodne z nakazami islamu. W teorii miało to działać tak, że depozyty nie były oprocentowane („riba”, lichwa jest surowo zakazana), ale używane do inwestowania, a deponenci mieli dostawać proporcjonalny udział w ew. zyskach. Nie wiem jak dobrze to działało i działa w praktyce, ale pamiętam demaskatorski artykuł sprzed kilku lat, w którym pisano, że w wielu przypadkach jest to pic i fotomontaż, mający na celu uspokojenie sumień inwestorów/spekulantów i chronienie ich przed potępieniem społecznym, poprzez przyklejenie „islamskiej” etykietki zachodniej w charakterze bankowości. Pecunia non olet, zawsze, wszędzie!

  235. Niereligijnie napisze. Na usprawiedliwienie dodam, ze skoro @Tabermory opisal swoja wycieczke niedzielna to i ja sie odwaze swoja nawiazujac do wczesniej poruszanej tu sprawy znajomosci jezykow.
    Wrocilam z tygodniowego wyjazdu na malutka wyspe o imieniu Curacao, kilkanascie mil od Wenezueli. Jest ona juz omal niepodlegla, ale na szczescie ciagle pod protektoratem Holandii co zapewnia darmowe, czy tanie studia.
    Nic tam wlasciwie nie ma, takie male Maiami z jednej strony ( nie mieszkalismy tam), ) troche rozrzuconych pieknych plaz w zatokach, forty z czasow walk i naporow. Ale jedna rzecz okazala sie fascynujaca. Mieszkancy wyspy wraz z sasiednia Aruba mowia od wiekow swoim jezykiem papamiento – powstalym jako mieszanka holenderskiego, hiszpanskiego, portugalskiego, narzeczy afrykanskich i co tylko tam. Myslalam, ze to jak zwykle przewodnikowa bujda i tylko najstarsi gorale pamietaja ten jezyk. A to czysta prawda. Jezyk ten jest pierwszym dla omal 90% mieszkancow. W nim sie mowi nie tylko w domach, na ulicy, w urzedach (a potem pisma pisze sie w oficjalnym holenderskim). Dzieci idac do szkoly w wieku lat 5 mowia w papamiento i zaczynaja nauke po holendersku, potem w trzeciej klasie dochodzi angielski, zaraz potem hiszpanski, ktory niejaka sam wplywa, przeciez naokolo jest hiszpanskojezyczny swiat, taka tv, stacje radiowe, w takim jezyku slychac bylo transmisje meczy. To papamiento chyba nie ma swojej literatury, ale ma swoje stacje radiowe, a nawet gazety. Widocznie jak sie zna 4 jezyki, a tyle zna 80% mieszkancow ponizej 60 roku zycia to latwo o nastepne. Bo wielu zna niezle portugalski, albo jakies narzecza karaibskie, czy jeszcze inne.
    Wiem @Tab., ze w Szwajcarii tez tak jest jak opisze, ale podejrzewam, ze nie az tak i w koncu nie na takim z…..u swiata. Dodam smaczku, ze mieszkancy sa w wiekszosci czarni i jakos im te jezyki ida duzo lepiej niz …

  236. Orteq
    28 czerwca o godz. 0:46

    „Jak tu co nabazgrac, pomiedzy beaujolais nouveau…”

    Jak Twój delikatny, polski żołądek może znieść te ohydne kwachy? Poproś bergamuckich Ukraińców, żeby Ci porządnej samohonki zrobili, pszenicznej, 70 gradusów. Samo zdrowie.

  237. Zdjęcia architektury Minangkabau (nie Minankabau) https://www.shutterstock.com/search/pagaruyung

  238. Wielkie wypolerowane bloki skalne można zobaczyć w Peru, z czasów Inków:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Ashlar#/media/File:Perfectwall.jpg
    https://en.wikipedia.org/wiki/Inca_architecture#/media/File:CuscoPiedra12angulo.jpg

    Cięto je przy pomocy metalowych narzędzi z miedzi lub brązu i przewożono na drewnianych belach. Jeśli to kosmici, to musieli nas odwiedzić całkiem niedawno, bo w 13 wieku.

  239. @jobrave, 4:14

    Ja to beaujolais nouveau wystrugalem z pamieci zeby przeciwstawic czemus co zaistnialo ostatnio na blogu Tanaki: hoho nauka. Tez jakby bedaca nouveau, ta hoho nauka. We wszystkich dziedzinach bedaca. A juz najszczegolniej w dziedzinie filozofii, takiej czy drugiej. Religijnej, znaczy, filozofii. Na wyzyny zesmy sie wczolgali z ta filozofia

    Bergamucka pszeniczna ukrainska samohonka nie lo mnie jest. I don’t have the stomach for that*).
    https://www.nostomachforcancer.org/about/life-without-a-stomach

    Co dodaje, jako obcojezyczny idiom, na uzytek tego ze ccin. W gumofilcach paradujacego po wodzie

    *) Idiom ‚I don’t have the stomach for that’ oznacza: Nie jestem w stanie tolerować pewnych rzeczy. W moim przypadku, doslownosc wkroczyla: zoladek mi usunieto z powodu jego raka. I zyje! Nawet seczego pije

  240. Zapytali Grzegorza Latę czy reprezentacja z 1974 pokonałaby dzisiejszą kadrę. – Tak, wygralibyśmy 1:0 – Tylko tyle? – No tak, proszę pamiętać że większość z nas jest już po 70tce.

    Nawalka pierd.li o radosci kibicow jak wygramy z Japonia.
    Czy ten kraj to jakis zly sen?

  241. Herstoryk
    Pytanie czy mnie ulzylo, nie jest relewantne. Wielokrotnie na blogu dawalem linki do dokumentow, opracowan, badan etc, podwazajacych obiegowe prawdy. Prawdy wiary. Szczegolnie dotyczacych: zrodel prawa europejskiego, migracji, sposobow podejmowania decyzji, antysemityzmu etc, etc. Nie sadze, zeby wiele zapoznalo. Zdanie @Na marginesie jest dla mnie bliskim pewnosci wytlumaczeniem faktow opisywanych(linkowanych) tu na blogu. Polacy zasluguja na traktowanie przez Suverena, jak są traktowani. Dyskussji blogowych powaznie traktowac nie można. Jezyk kazde znaczenie odwraca. Te dyskussje opieraja na „religijnym przekonaniu”. Latwo je poprzec linkami do jutupka i podobnych „materialow zrodel”. Pozostaje wysmiewac „religie ateizmu” i swiatopoglad oparty na „swintych pismah” jakkolwiek nie nazywaja. Wiele wpisow, doskonale wpisuje w forme stand up comedy. Dlaczego ja skromnego udzialu nie mialbym brac? Jak mam ochote i nudze przy sniadaniu w towarzystwie kotow?

    Liste podaje tytulow (Wiki) przeczacych tezie braku czytelnictwa w Polsce. Stwierdzam, ludnosc polska, nieprawdopodobnie jest rozczytana. Tytuly wiodace (wg wlasnego uznania) wytluscilem. Pytanie czy mnie ulzylo nie jest relewantne. Dobrze bawie siebie i moje otoczenie. Jak dlugo nie wiem.

    Pzdr Seleukos

    „Moje Pismo Tęcza” – w przyjaźni z Bogiem, Analecta Cracoviensia, Anioł Stróż (czasopismo), Apostolstwo Chorych, Aspekt Polski, Ateneum Kapłańskie, Biblioteka Kaznodziejska. Christianitas (pismo), Collectanea Theologica, Communio, Dzwonek Częstochowski, Echo Katolickie, ESPe (kwartalnik), Forum Teologiczne, Fraternitas, Fronda (czasopismo), Głos Karmelu, Głosy Katolickie, Gość Niedzielny, Homo Dei, Horyzonty Misyjne, Idziemy, Katecheta (miesięcznik), Katolik (czasopismo), Kmiotek (tygodnik), Kronika Diecezji Przemyskiej, Kronika Rzymska, Królowa Apostołów (miesięcznik), Królowa Różańca Świętego (kwartalnik), Króluj nam Chryste, Krzyż (pismo), L’Osservatore Romano, List – Miesięcznik katolicki, List do Przyjaciół, Łódzkie Studia Teologiczne, Magazyn Kontakt, Mały Gość Niedzielny, Mały Przewodnik Katolicki, Martyria, Miejsca Święte, Miłujcie się!, Modlitwa i Służba, Moja Rodzina (czasopismo), Myśl Katolicka, Nasz Dziennik, Nasza Droga (czasopismo), Nasza Przeszłość, Nasza Służba, Niedziela (czasopismo), Notificationes ex Constistorio Generali Dioecesis Cracoviensis, Nowe Życie, Opiekun (czasopismo), Paedagogia Christiana, Pielgrzym (czasopismo), Polonia Christiana, Polonia Sacra (kwartalnik), Polonia Sacra (rocznik), Posłaniec Serca Jezusowego, Posłaniec Warmiński, Posyłam Was, Powściągliwość i Praca, Powszechny Sodalis Marianus, Przewodnik Katolicki, Przymierze z Maryją, Różaniec (miesięcznik), Ruch Biblijny i Liturgiczny, Rycerz Niepokalanej, Schematyzm Diecezji Przemyskiej, Sekty i Fakty, Słowo Powszechne, Sodalis Marianus, Straż imienia Marii, Syon, Szkoła Chrystusowa, Szum z Nieba, Śladami Patriarchy, Teofil (czasopismo), Tygodnik Powszechny, Verbum, Vox Patrum, W Drodze (miesięcznik), Wiara i Życie, Więź (czasopismo), Wrocławski Gość Niedzielny, Wychowawca (czasopismo), Wzrastanie, Zawsze wierni, Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym, Ziemia Święta (kwartalnik), Znak (miesięcznik), Zwycięstwo Niepokalanej, Źródło (czasopismo), Życie Duchowe.

  242. Sa gorsze sny, @actcie. Reality show nie wspominajac. O Smolensku ja tu mysle.

    Jaka radosc mogli miec kibice nalotu na Katyn, 10.IV.2010? Sniac o czyms w trzy dni po uroczystosci niby POJEDNAWCZEJ Tusk-Putin?

    https://i1.kwejk.pl/k/obrazki/2017/09/7bd812a5adfc17bbcc5f2465ca18071d.jpg

  243. Zalogowałem się (z niemałym trudem), by, Wam kochani ateiści, przekazać mój podziw i wyrazy szacunku. Jak Wy to pisujecie „szapka bach”. Czytam Was od…. no dokładnie nie pamiętam, ale długo. Brakuje mi tekstów Pana Jacka, ale cóż… Pozdrawiam serdecznie wszystkich, i tych prawdziwych (nie chszczonych?) i przyszywanych (zmądrzeli z wiekiem?). Szczególnie pozdrawiam mieszkańca (niestety byłego), pięknego grodu Przemyślidów nad Sanem. Był On uprzejmy napisać ( o 2.25) „Facet stawia pytania, na które nikt mu nie chce odpowiedzieć…” Tak jak z pierwszym wydaniem książki EvD, tu też nie ma racji. Polecam lekturę „Siódma minęła, ósma przemija”.

  244. @izabella, 4:57

    „Wielkie wypolerowane bloki skalne można zobaczyć w Peru, z czasów Inków:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Ashlar#/media/File:Perfectwall.jpg
    https://en.wikipedia.org/wiki/Inca_architecture#/media/File:CuscoPiedra12angulo.jpg
    Cięto je przy pomocy metalowych narzędzi z miedzi lub brązu i przewożono na drewnianych belach. Jeśli to kosmici, to musieli nas odwiedzić całkiem niedawno, bo w 13 wieku.”

    No tak. Glazy, polerowane, w sciany wbudowywane. Ale jak je dostarczano na miejsca budow? Majowie, Aztekowie czy Inkowie nie znali wynalazku kola!

    https://www.quora.com/Why-did-the-Maya-Aztecs-and-Inca-not-invent-the-wheel

    Dlaczego Majowie, Aztekowie i Inkowie nie wymyślili koła? Oto dlaczego oni tego nie zrobili:

    Aby efektywnie zatrudniać wynalazek koła, potrzebujesz:
    • Dobrze rozwinięta technologia dla wózków lub innych przenośników.
    • Jakiś sposób na ciągnięcie wózków, najlepiej coś innego niż ludzie (którzy, nawet jeśli są zniewoleni, są drodzy w stosunku do zwierząt pociągowych). Potrzebujesz również technologii uprzęży, która pozwala twoim zwierzętom na ciągnięcie ciężkich wózków na duże odległości bez obrażeń.
    • Dobra sieć dróg, ponieważ pojazdy kołowe nie są dobre do pokonywania trudnego lub nazbyt mokrego terenu bez dróg.

    Wiec Majowie, Aztekowie i Inkowie nie wymyślili koła z bardzo praktycznego, jednego oraz jedynego powodu:

    infrastruktura potrzebna do wynalazku kola nie zostala wtedy jeszcze wynaleziona. Ot i cala tajemnica wiary

    PS. Jak oni pobudowali, bez wynalazku kola, te swoje wspaniale budowle z wypolerowanych, ogromnych glazow, zapytam ja ciebie Izabello? Tylko nie odpowiadaj ty mi: a ch.. ich znajet

  245. Tobermory
    27 czerwca o godz. 23:29 Fascynacja lotami kosmicznymi i eksploracją kosmosu lat 60/70-tych, pomimo tego, że ten kosmos i jego eksplorację należałoby raczej brać w cudzysłów, bo te loty to były loty orbitalne, w dodatku niskie, jakieś 450 km, a najdalszy dolot załogowy raptem do Księżyca, miała niewatpliwy i niesamowity walor, choc przez niektórych zapewne nieuświadomiony: wyzwalała niezwykłą wybraźnię, dawała wolność myślenia, wielki entuzjazm i poczucie czegoś substancjalnego, co łączy ludzi na calym świecie,choćby o tym nie wiedzieli: jakaś uniwersalność wspolnego bytu i losu tu, na Ziemi i spojrzenie w niebo w zupełnie inny sposób niż dotąd. Poczucie, że razem możemy wszystko. Biorac pod uwagę to, ze przestrzen pozaziemska faktycznie była dla człowieka ABSOLUTNIE niedostępna i śmiercionośna, proste, choć rewelacyjnie odkrywcze obserwacje nieba (Kopernika, Galieusza, Keplera i paru innych badaczy, a przed nimi Indusów, Chinczyków, Egipcjan, Grekow, Inkow i właściwie wszelkich innych wczesnych cywilizacji), musiały ustępować wyobrażeniom o jakimś stworzycielu, duchu ponad wszystkim, jakiejs omnipotentnej bozi, ktora jest ABSOLUTEM. I ten absolut w myśleniu i działaniu zostaje zdetronowany, zdemonopolizowany, strącony z piedestału, w sposób niedający już możności wsadzenia bozi na jedynowladczy tron. Miazmaty dowodnie ugruntowanej alternatywy wobec Olmajtiego zaczęły szybko przenikac do wielu głow. Razem, bylo to poczucie niezwyklego, nieznanego dotąd ludzkości i namacalnie błyskawicznego skoku, ktory mógł odczuć, obserwować niemal każdy. Ta fascynacja i ten stan, automatycznie otworzyły przestrzen na nienaukowe i mało racjonalnie uzasadnione dywagacje, fantazje, bajki i bujdy niemal niczym nieograniczone. Daniken znalazl sie w odpowiednim czasie, miejscu i zauważył potencjał handlowy jaki sie kryje w głowach gotowych już uwierzyć w dowolną bujdę fascynatów czyli po prostu klientów.

  246. Jestem caly za praktycznoscia Majow, Aztekow i Inkow. Nie masz odpowiednich wozkow, zwierzat pociagowych czy drog, nie pchaj sie do wynajdywania kola.

    Ktorej to praktycznosci my, Polacy w ogole nie posiadamy. My ciagle wynajdujemy kolo! I wynajdujemy.

    Najostatnieszym kolem przez nas wynalezionym, bez najmniejszej do tego potrzeby, byla nasza mundialowa wycieczka do Rosji dokonana. Na MS w pilce noznej. Mysmy nie posiadali zadnej infrastruktury na ten wynalazek! Jeden jedyny Lewandowski to zaden wynalazek. To zwyczajna pomylka. Nawet jesli rzeczywiscie uda mu sie, za kilka godzin, strzelic gola do bramki Japonczykow. Bedzie to bowiem nikomu do niczego niepotrzebny gol. Jedynie Krzychu Kononowicz z Bialegostoku bedzie sie nim cieszyl

    PS. Tanako! Ja bym Indusów, Chinczyków, Egipcjan czy innych Grekow nie wrzucal do tego samego wora co Inkow. Ci ostatni bowiem byli pierwszymymi prekursorami filozofii waadzy MFR: realia, panowie, realia. Za powtarzanie sie – przepraszam

  247. @Wszystkim zainteresowanym, podnoszeniem ciezkich kamieni, przesuwaniem ciezkich kamieni, i innymi ciezkimi sprawami kamieniarstwa. Czynnosci tych, dokonac mozna bez uzycia kola, jedna reka. W drugiej rece mozna piwo trzymac, dobrze schlodzone. Pierwsza lodowka do dobrze slochodzegno napitka, na europejskim obszarze, pojawila w epoce minojskiej. Umiejetnosc przenoszenia ciezkich kamieni, za pomoca piwa w jednym reku, jest umiejetnoscia znana od zarania. Problem polega jedynie na Wiedzy, nie „kolowaniu” kosmitami. W ramach intelektualnej rozrywki, po sniadaniu, ateistom wierzacym proponuje poszukac Wiedzy na temat, na wlasna reke.
    Seleukos, niestety PoSniadaniu, pozdrawia

  248. A tu link do drewnianego komputera. Tylko trzeba wiedziec co jest komputer.
    https://www.youtube.com/watch?v=vo8izCKHiF0
    Na korbe. Na KORBE.
    S.

  249. seleuk|os|
    28 czerwca o godz. 6:37 Seleukosie, nie zauważyłem na Twojej długiej liście produkcji medialnych nadwiślanskiego katolicyzmu pisma ktore onegdaj nabylem, drogą kupna,w kiosku typu „Ruch” w ruchliwym punkcie miasta: „Chrystoformizacja” Gdzieś mi sie to pecjozum zapodziało, pewnie na dnie piwnicy ktora jest dla mnie czarną dziurą i Wszechświatem równoległym w jednym. Otóz to precjozum katolickie wyjaśnialo szczególowo sposoby formatowania osobnika ludzkiego na sposób Jezuskowy. Chrystoformizacja okazała się bardzo podobna tchnologicznie do wulkanizacji. Skutek zreszta niemal identyczny: nowy człowiek nie do zdarcia, niezmienny i trwały w każdą pogodę psychologiczną i nieprzemakalny dla wiedzy i rozumu. Z tą poczytnoscią rzecz nieco inna, niekoniecznie czytelnik tak czyta, że zapominao zeżarciu kotleta, zagryzieniu kapusta i zapiciu czym trzeba. Pamiętając swoje wczesne lata, był to PRL, mam w dobrej pamięci to, jak kler parafialny wciskał ludności wyznajcej,namolnie i na okrągło, te gazetki, jecząc, że nakłady niewielkie, pieniędzy z nich mało, a Koscioł kat jęczy i ledwo żyje pod komunistycznym utem i knutem towarzysza Gierka, więc trzeba wspomagać i dawać. No i ten i ów, sprytnie tą bolesną męką zaszantażowany płacił i brał te cud-pisma ze sobą o wyjściu z kościola co rusz i ktoś w krzaki wywalal, choc bywal i tacy co do domu nieśli i nawet próbowali czytać, zwykle koncząc na 1-ej stronie. Czytanie tych cudów było bowiem jeszcze bardziej bolesną męka. Dziś nie ma problemów dawniejszych, a nieskonczone strumienie i rzeki pieniędzy publicznych plyną wartko i jednokierunkowo – od panstwa do Koscioła kat i jest nadmiar forsy na nieskonczone litanie pism i innych produkcji medialnych. o niewiele mówi o realnym i zaangazowanym czytelnictwie. A z drugiej strony wiemy, że standardowy Polak czyli katolik, w ciągu roku nie przeczytał nawet pół książki, w co wlicza się też czasopisma. Zaś tekstu mające więcej niz 300-400 wyrazow są nie do przelnięcia i najdalej w połowie lektury, czytelnik przestaje kapowac o czym czyta. O ile w ogóle zaczął cokolwiek kapować.

  250. sele

    Czytam cie loud and clear. Piwo do sniadania dobre jest. Choc nie dla mnie

  251. Brak wynalazku kola, do 13 wieku ne, wsrod CYWILIZACJI poludniowo-amerykanskich, nie bulwersuje zbyt wielu. Czy to dobrze, iz nie bulwersuje?

    Przyjemnie jest sobie pojechac w turystyczne odwiedziny ruin Machu Picchu. O czym te ruiny nas informuja? Pewnie o niczym

  252. A o czym informuje nas ten tutaj brazylijski fenomen posagowy?

    https://www.youtube.com/watch?v=b6K3iPw-cyA

    ‚Posąg Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro w Brazylii wyjaśniał cos z biblijnego punktu widzenia. Biblia mówi nam, abyśmy nie robili takich bożków. Również posąg nie wygląda nawet jak Jezus.’

    A jak Jezus ma wygladac? Ma byc WIELKI. That’s all. Rok byl chyba 1922

  253. Ateisci wciaz nie maja swoich bozkow. Procz tych brodatych

    https://i1.wp.com/www.ferfihang.hu/wp-content/uploads/2014/06/46Lenin_Marx_Engels_Bann.jpg

    Brakuje Soso. Usuniety. Trzeba poczekac na Jezusa

  254. izabella
    28 czerwca o godz. 4:57

    Wielkie wypolerowane bloki skalne można zobaczyć w Peru, z czasów Inków:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Ashlar#/media/File:Perfectwall.jpg
    https://en.wikipedia.org/wiki/Inca_architecture#/media/File:CuscoPiedra12angulo.jpg

    Cięto je przy pomocy metalowych narzędzi z miedzi lub brązu i przewożono na drewnianych belach. Jeśli to kosmici, to musieli nas odwiedzić całkiem niedawno, bo w 13 wieku.
    ________________________________________________
    Ok, niech Ci będzie, ale czasem warto się zastanowić zanim się cokolwiek napisze.
    Nie wiem na jakiej podstawie twierdzisz, że granitowe fortyfikacje inkaskie powstały w XIII wieku? Nie przyszło Ci do głowy, że oni już te budowle zastali?
    Twierdzenie, że miedzianymi piłkami i dłutami można wycinać bloki granitowe dowolnych kształtów, to objaw czystej głupoty – miedź jest metalem miękkim. Można zwiększyć jej twardość poprzez kucie, ale nie na tyle, by mogła poradzić sobie z granitem. Krzemień jest twardszy od miedzi, lecz zrobienie z niego długiej piły o małych ząbkach, było niewykonalne, narzędzia z brązu natomiast, były zbyt kruche, więc nie nadawały się do obróbki twardych skał. Widziałem zresztą te rzekome narzędzia w muzeum w Kairze i British Museum – na pewno nie służyły do cięcia granitu, może do wapienia, marmuru, ale nie skał magmowych.
    Kościół pod Oksfordem, który podajesz za przykład radzenia sobie z granitem, świetnie, tyle że to akurat jest miękki piaskowiec, a poza tym, w owych czasach były już znane piły stalowe, które wchodziły w piaskowiec, jak w masło.

    Kiedy budowano Stonehenge tamtejsza ludność posługiwała się narzędziami kamiennymi, ciekaw więc jestem, jak jakim sposobem wycinali idealnie równe, wielotonowe prostopadłościany w litej skale? Krzemiennymi toporkami, nożami? A może drewnianymi piłami? A czym ścinali dęby, które, niby, używano do transportu? Też kamiennymi toporkami? Pomyśl ile – w takim razie – musiałoby trwać ścinanie jednego drzewa, które później trzeba jeszcze pozbawić konarów i wyobraź sobie ten transport przez góry, doliny i bagna! Na tym nie koniec. Pojawiają się kolejne pytania, takie mianowicie: jak tumany w skórach, nieumiejące zliczyć do trzech, potrafiły sporządzić plany takiej budowli, wszystko precyzyjnie wymierzyć, zorientować na na wybrane gwiazdy, planety, jak obyły się bez dźwigów, koparek ( łopaty krzemienne?). Nie dziwi mnie, gdy jakiś głupol bredzi o to drewnianych dłutach, kamiennych siekierkach, czy miedzianych piłach, ale jeśli dopuszczają się tego autorytety naukowe, renomowani badacze, to nie posiadam ze zdumienia, a nawet staję się podejrzliwy, no bo jak pół-małpy mogły stworzyć coś tak perfekcyjnego, coś, co nawet w obecnych czasach, przy tak zaawansowanej technologii, nie byłoby łatwe.
    Wiemy sporo o prehistorii, o czasach starożytnych, ale to ciągle za mało, toteż luki wypełnia się teoriami, hipotezami, zdarzają się mądre i głupie. Głupie to są takie, jak np. te dotyczące, choćby właśnie tego Stonehenge, czyli: poł-małpy zebrały się na wiecu i uradziły, że w celu uczczenia Słońca i Księżyca wybudują megalit, i -jak postanowiły, tak zrobiły, chwyciły za kamienne toporki i zamiar zrealizowały. Ale mądry człowiek, niekoniecznie bardzo, tego nie kupi, bo wie, że bloku kamiennego, idealnie równego, nie da się wyciąć z litej skały magmowej inaczej, niż za pomocą diamentowej piły, tudzież węglikowej, mechanicznej zresztą, że bez dźwigów też ni chu chu. Kolesie w skórach nie mieli, ale ktoś musiał mieć, więc padło na „aliens”. Dlaczego to takie niedorzeczne? Astronomowie wyliczyli, że we Wszechświecie istnieje około 17 mld planet „ziemiopodobnych”, wg. Drake’a, (rownanie Drake’a), liczbę cywilizacji w Kosmosie można liczyć w setkach tysięcy. Jest więc wysoce prawdopodobne, że kiedyś ktoś zewnątrz, ktoś z krwi i kości nas odwiedził i przez jakiś czas pozostał. Teoria Danikena doskonale uzupełnia luki i jest całkiem niezłym wyjaśnieniem wielu zdarzeń i zjawisk, ktorych nie możemy pojąć, wyjasnieniem materialistycznym w dodatku.
    zero magii, pieprzenia o bozi itp. Oczywiście nie przyjmuję Danikena bezkrytycznie, ale generalnie ta linia nie jest głupia.

    Sprzyjanie poglądom hotelarza ze szwajcarskiego zadupia, jest przez ludzi pretensjami inteligenckimi, uważającymi się za „ogarniających więcej” niż prosty lud, za obciach, za coś jak disco-polo, harlequiny, czy „M jak miłość”. A ja się zastanawiam, dlaczego ci, którzy tak „ogarniają”, wierzą, że krzemiennym toporkiem można wyciosać Twin Towers, operę w Sydney, czy, choćby Pałac Kultury.

  255. seleuk|os|
    28 czerwca o godz. 8:30
    Ja miałem na myśli to, czego jednak z drewna nie da się wykonać:
    „Komputer (od ang. computer; dawniej: mózg elektronowy, elektroniczna maszyna cyfrowa, maszyna matematyczna) – maszyna elektroniczna przeznaczona do przetwarzania informacji, które da się zapisać w formie ciągu cyfr albo sygnału ciągłego.”
    [wikipedia]

  256. jobrave – 9:20

    A co z wynalazkiem kola? Inkowie ODMOWILI wynalezienia kola. I to jest jedyny fenomen z ktorego zaslynely te cywilizacje poludniowo-amerykanskie. Wszystko inne o czym piszesz, pewnie jakas tam prawda jest. Niezbyt przydatna do czegokolwiek, niestety

  257. jobrave
    28 czerwca o godz. 9:20

    Zapominasz o czynniku czasu, wyciecie bloku skalnego wydaje nam się niemożliwe przy stosowaniu pierwotnych narzędzi, bo nie da się tego zrobić szybko.

  258. Dojasnijmy

    Mayowie mieli wynalezione kolo. Ale go nie uzywali tak jak my teraz uzywamy

    https://tcmam.wordpress.com/2010/11/11/did-pre-columbian-mesoamericans-use-wheels/

    „No modern Mayanist would doubt, that the Maya had invented the wheel and used it. The fallacy of many interested persons is now, that they deduct the possible uses for wheels in ancient times from our use of it today. ”

    Niech ci zatem, ewentualny czytelniku, panbozia sprzyja. A wujek Gie niech ci przetlumaczy co potrzeba na nasz jenzyk. Rozchodzi sie o dogodzenie naszemu przyjacielowi. W gumofilcach brodzacemu po wodzie

  259. @ Tobermory,

    Patrzę na obrazki i podziwiam.
    Wprawdzie odniosłem wrażenie, że trochę chaotycznie skonstruowana podróż (a może tylko przypadkowa kolejność) – z północy z Kaikoura na południe, wzdłuż linii brzegowej, do Christchurch, potem na północny zachód do Arthurs Pass (pociągiem „transalpejskim”?) – dalej – pewnie powrót do CHC i na południe do Dunedin (Otago), by znów uderzyć na północny wschód – w góry.
    Pewnie próbowałabym zrobić pętlę – jak już z Christchurch do Arthurs Pass, to i dalej do Greymouth, później na wzdłuż morza Tasmańskiego, przez Fox Glacier i Franz Joseph Glacier, i dalej Blue Pools, Lake Hawea, Wanaka, Queenstwon (jeśli w czasie wcześniejszej podróży nie było), Dunedin – Otago – i powrót do Christchurch.

    Ale mniejsza z tym – jak centrum Christchurch wygląda?
    Pozostały baraki, jako pomnik trzęsienia ziemi sprzed 8 lat? Bo widzę tylko katedrę – wciąż w odbudowie.
    I druga sprawa – droga z Kaikoura do Christchurch – całkowicie przejezdna?
    Bodaj rok temu trzęsienie ziemii wywołało falę tsunami, która spowodowała duże zniszczenia w infrastruturze?

  260. Jak narazie, nie widze domyslow dlaczego cywilizacja Majow, Aztekow i Inkow przeminela tak jakby bezpowrotnie. Czy tylko z powodu zapoznienia w dziedzinie wynalazku kola? Czy jeszcze z innych waznych powodow?

  261. jobrave
    28 czerwca o godz. 2:25

    Facet stawia pytania, na które nikt mu nie chce odpowiedzieć, zbywane pogardliwym machnięciem ręki, głupawymi uśmieszkami. A przecież pytania są proste, w rodzaju: jak zrobić komputer z kawałka drewna używając młotka i dłuta, i bez schematu?
    Daniken podchodzi do interesujących go kwestii racjonalnie, „ateistycznie” i sam na swoje pytania odpowiada. Uważam, podobnie, jak on, iż to, że stworzyli nas kosmici, jest bardziej prawdopodobne, niż to, że uczynił to jakiś trójkąt z jednym okiem unoszący się tu i ówdzie, a nawet wszędzie jednocześnie.

    Mój komentarz
    Daniken to literacki magik. Jego metoda stawianie pytań i szybkie odpowiadanie, to sztuczki trudne do rozszyfrowania przez przeciętnego czytelnika. On swoje pytania konstruuje pod swoje hipotezy, a następnie używajac kilka tricków logicznych oraz kłamstw (co jest niezbędne w tego rodzaju popularnej opartej niby na naukowych podstawach literaturze) odpowiadając na swoje pytania kręci, oszukuje, blaguje, wypełnia zapotrzebowanie ludzi na sensacje, bajanie, fantazjowanie, przenosi czytelnika w nadrzeczywistość korzystając z tego, że ten czytelnik, jak większość ludzi w potrzebie wiary nie dba o logikę w wyjaśnianiu zagadnień technicznych, (helikoptery, rakiety, obróbka kamienia, itd.), problemów biologii ewolucyjnej, fizyki w wydaniu podstawowym, szkolnym, itd.

    Daniken wmawia mu, że jako przedstawiciel ludzkości zagubionej w kosmosie odczuwać powinien samotność. On tę samotność likwiduje, uprzyjemnia wizytami kosmitów, osładza, głaszcze ego ludzkiego rodzaju, udziela temu egu pod płaszczykiem naukowości pocieszenia, niezwykłości, mądrości i racjonalności.

    Na co chętnie przystają samotni Ziemianie studiujący jego książki, wierzący ślepo, zdalnie, bezdotykowo w kosmitów, UFO, liczbę Pi ukrytą w założeniach konstrukcyjnych piramid, itd., ponieważ wierzący w banialuki w ten sposób przestają być samotni, bo takich jak oni są miliony. Wiara tworzy wspólnotę, w której człowiek może się poczuć raźniej, pewniej, nawet przez taki akt, jak przeczytanie dzieł Danikena.

    Jobrave, wszelkie narzędzia i broń w epoce brązu były wykonywane z brązu, a nie z miedzi. Miedź czysta jest bardzo miękka. Brązy dawniejsze są to stopy miedzi z cyną i z różnymi przypadkowymi pierwiastkami i nie są „miękkie”.

    Większość wypowiedzi dla ludu, popularnych wyjaśnień dla turystów o metodach obróbki kamienia w starożytności jest mniej więcej w takim stylu – to niemożliwe, oni posługiwali się technikami, które są nie do pojęcia, nie do wyjaśnienia – przecinali kamienne bloki, wiercili otwory tak dokładnie, że naukowcy dziś się głowią jak im to wychodziło, boć przecież nie mieli pił mechanicznych z ostrzami diamentowymi lub węglikowymi, nie dysponowali stalą hartowaną, itd.
    „Niewyjaśnione” tajemnice, zadziwienia, sugestie o nieznanych metodach, magia i nic więcej. Takie gadki przewodników oprowadzających po piramidach ludek złakniony sensacji lub zwykłych barwnych opowieści, boć przecież zapłacili za to z góry.
    Pzdr, TJ

  262. @jobrave
    28 czerwca o godz. 9:20

    A wystarczyłoby, gdyby EvD popytał geologów.

    „The special formation of the rock, which forms natural pillars at these outcrops, allowed the prehistoric quarry-workers to detach each standing stone with a minimum of effort.”

    „https://www.southampton.ac.uk/news/2015/12/stonehenge-quarry.page

    Te skały nie są monolitem. Ich struktura (spękania) pozwala na wbicie drewnianych klinów i pozwolenie walijskiemu deszczowi na zrobienie reszty…

  263. @Mr E
    28 czerwca o godz. 9:56

    „odniosłem wrażenie, że trochę chaotycznie skonstruowana podróż”
    Może tak wygląda, bo ja tych pętli zrobiłem kilka, z różnych powodów. Byłem wszędzie tam, gdzie sugerujesz, nawet w Karamea i Oparara Bassin, pokażę to na dalszych obrazkach.
    Moja podróż trwała dwa miesiące.
    Centrum Christchurch jest „w budowie”, zgodnie z dyrektywami nie wolno budować powyżej 6 piętra. Powstało spore centrum handlowe, na miejscu dzielnic z największymi zniszczeniami powstał park.
    Katedra nie wygląda na będącą w odbudowie, jest raczej tylko zabezpieczona przed kompletnym runięciem.
    Droga z Picton do Christchurch przez Kaikourę była aktualnie przejezdna w dzień i zamykana na noc, momentami (po cyklonie z ulewami i osuwiskach) znowu nieprzejezdna… Ogólnie jedzie się tamtędy z duszą na ramieniu, na długich odcinkach trwa gorączkowa budowa, nie wolno się zatrzymywać, ale i nie ma się na to zbytniej ochoty, choć po lewej, na skałach, wylegują się foki, to spojrzenie na urwiska po prawej każe dodać gazu 🙄

  264. „ciekaw więc jestem, jak jakim sposobem wycinali idealnie równe, wielotonowe prostopadłościany w litej skale?”

    Po pierwsze, żaden z owych prostopadłościanów nie jest idealnie równy. Po drugie – skąd wiadomo, że w litej skale? Po trzecie, nie udowodniono dotąd dokładnego miejsca pochodzenia owych monolitów. Być może leżały całkiem blisko, jako pozostałości po epoce lodowcowej. Budowla wygląda na niedokończoną, może zabrakło materiału?
    Sarsen (kwarcyt) nie jest skałą magmową.
    A do czego miała służyć ta budowla?
    Teorii jest kilka, niekoniecznie do obserwacji astronomicznych.

    https://science.howstuffworks.com/science-vs-myth/unexplained-phenomena/stonehenge5.htm

    Budowli megalitycznych jest sporo w całej Europie.

  265. Tanaka
    Mam watpliwosc, bez watpliwosci pismo przez Ciebie wymienione, poczytne i latwo nabywalne, zwiekszyloby moja wiedzę na temat czytelnictwa w Kraju Nadwislanskim. Blad rzeczowy i kardynalny popelnilem. Sorry. Dla usprawiedliwienia mojej watpliwosci, daje. Odleglosc do najblizszego punktu „Ruch” mam circa 1000km, ptasim lotem. A ptaka takiego nie mam, o zasiegu. Czasem również, wydaje mnie ta ptasia odleglosc, mala, zbyt mala. Zadowolilem siebie pismem „Szum Nieba”. Pismo to Tanaka, można w Sieci obserwowac, od czasu do czasu. Bez obecnosci punktu „Ruch” w bliskosci. Jak wiele razy wskazywalem. Logiczne i geograficzne odleglosci są jeden, między zdarzeniami niepozornymi. Bywa to z punktu „miec watpliwosc”, katastrofa. Daje link Tanaka, gdybys w pkt „Ruch” nie znalazl „Chrystoformizacja”

    http://www.odnowa.jezuici.pl/szum/

    Zulu
    Czas w pojeciach ogolnikowych „czas”, jest wzgledny. W pojeciach bezwzglednych (godziny, minuty etc) jest krotki = dlugi, dlugi = krotki. Dowod nizej.
    Za pomoca sznurka mocnego, ca 8m dlugi, przetarabaniam dwukrotnie na rok, przedmiot o wadze 1,5ton, stojacy na podstawce, silnie zbudowanej (båtvaga po tutejszemu) circa 1,0ton. Sznurek ten ma dwie supelki na koncach, latwo rozwiazywalne. Nic z gordyjskich supelkow. Calosc (w)tarabaniania, odbywa na resztkach sklejki, zeby trawy nie porysowac. (Wy)tarabanianie, czynnosc odwrotna zajmuje niewiele wiecej czas. Calosc operacji polega na rozwiazywaniu supelka niegordyjskiego, jedna reka i naciskaniu na sznurek jedna reka, w poprzek sznurka. Poczym wiazania, nowego supelka. Druga reke mam wolna i drapie za uchem. Jak mnie swedzi. Czasem naciskam noga, jak rekawiczek zapomnialem. W bezwzglednym wymiarze czasu, jest ok 60minut, drapania za uchem.
    Gdybym…
    Gdybym zatrudnil tutejszego chlopa. On ma traktory i dzwigi. Wszystko na kolowrotkach i kolkach gumianych, musialbym… Porozmawiac z chlopem, pojechac na traktorowisko. Zmiekczyc chlopa srodkiem finansowym. Chlop by przyjechal, zmiekczony. Zaczal wtarabaniac. Wytarabaniac rowniez moglby. Zmiekczony. Doswiadczenie przeprowadzone, wskazuje mnie, tarabanienie chlopskie zajmuje ca 5godzin. Po zmiekczeniu. Bardzo wazne, trawa jest porysowana. Porysowanie trawy, zajmuje duzo czasu na odrost, niewliczany w „czas”. Mam nadzieje Zulu ze CBDU. Czas krotki = czas dlugi i na odwyrtke.

    Podnoszenie i opuszczanie wyzej wymienionego przedmiotu z wagi, odbywa przy pomocy desek impregnowanych, pozostalosci po innych wyczynach. Bujania na deskach ca 1cm grubych i 20cm dlugich resztek. Podstawiajac taka deske, tuz obok srodka ciezkosci, a w poprzek, mozna jednym palcem przechylic przedmiot o wadze 1,5ton, circa 1cm. Wtedy nastepna deske mozna, a z drugiej strony znowu 1cm. Caly czas jednym palcem. A druga reka wolna, na schlodzone piwo. Tak bujac mozna przedmiot wyzej i nizej, jak tarabanienia potrzeba wskazuje.

    Do zwodowania Sigrid Storråda co wazy ok 17ton, potrzba ok 20 zawodnikow, co wiedze o sznurkach maja, grube 5cm i dwie skrzynki piwa.

    Ide z elektrycznoscia walczyc i elektrykami. Oni wszystko na kolowrotkach robia. Chca mnie skolo(wrotko)wac.
    Pzdr Seleukos

  266. jobrave
    28 czerwca o godz. 2:25
    zastanawiam się, ile sama miałam lat, gdy w kinach pojawiło się „Wspomnienia z przeszłości” Danikena. Chyba były to lata 70., z pewnością druga połowa. Ze trzy razy oglądałam ten film, w którym wszystko ustawiono pod tezy pana D. Nie pamiętam, czy wcześniej czytałam jego książkę, , wiki podpowiada, że książka ukazała się w roku 1968, ale polski przekład z pewnością później.
    Byłam wówczas zafascynowana Ameryką prekolumbijską; czytałam sporo na ten temat, wiele książek z serii Ceramowskiej i ten film pana D. pojawił się w sam raz jako odpowiedź na moje pytania, których nie znalazłam w żadnej z dostępnych mi w języku polskim książek. Przez jakiś czas byłam skłonna podzielać twierdzenia autora filmu i książki. Potem mi przeszło.
    Przypominało to fascynację odkryciami archeologicznymi prof. Michałowskiego w Egipcie, co poskutkowało wysypem chętnych na kierunki archeologiczne.
    W najgorętszym czasie było po 13-15 kandydatów na jedno miejsce.

    Zapewne fascynacji tematem poruszanym przez Danikena sprzyjały czasy: loty kosmiczne i związane z tym wynalazki- oprzyrządowanie i wyposażenie pojazdów kosmicznych, paliw i całej otoczki, której teraz nawet nie pamiętamy.
    Pamiętam rozkwit chemii i jej przełożenia na zwykłe przedmioty: art.gospodarstwa domowego, tkaniny, dzianiny (tworzywa i włókna), miniaturyzacja przedmiotów technicznych-baterii, odbiorników wszelakich.
    19 wiek nazywa się epoką pary i elektryczności, ciekawe, czy wiek 20 zostanie nazwany kosmicznym?

  267. seleuk|os|
    28 czerwca o godz. 12:15

    Podejrzewam tylko, że przy tarabanieniu na większe odległości , tubylec z kołowrotkiem i kółkami byłby szybszy 🙂
    Pisząc o czynniku czasu bardziej miałem na myśli wyrąbywanie niż tarabanienie.
    PS Dawno nie widziałem CBDU. Sam używam CBDO, rodzinna tradycja:)

  268. @seleuk(os)
    Przeczytałem opis wodowania łódki (?) ale niewiele z tego zrozumiałem, głownie to, że trzeba wiązać supły i rozwiązywać jedna ręką, bo druga zajęta jest drapaniem za uchem.

  269. @seleuk|os|28 czerwca o godz. 6:37

    Pozwól, że cię delikatnie naprostuję: o ile pamiętam, to nigdy nie twierdziłam, że niczego na blogu nie można brać poważnie. Stwierdziłam tylko, że ja nie biorę poważnie niczego, co pisze Orteq.

    Ta moja opinia nieustannie się potwierdza. Jego wczorajsze „objaśnienie” na temat jego zbanowania przez Redaktora to przykład czystej konfabulacji.

    Co do reszty – to tylko net, więc do wszystkiego warto mieć dystans.

    Natomiast zgodzę się z tobą co do joty, że wiele osób w Polsce po prostu nie umie czytać 🙂

  270. Zulu
    Jest rzecza oczywista. Tam gdzie „kosmici” byli korzystam z kolowego transportu. Nawet czesto. Oni kosmici, nie tylko kamienne budowle zostawili. Oni rowniez drogi asfaltowali. Ale… u mnie zapomnieli, miedzy podjazdem a wyzszym garazem. Zreszta nie pamietam czy podanie pisalem.

    Rzecz ma o kosmitach co kamienne konstrukcje stawiali. Nikt tam drog asfaltowych nie znalazl. Stad metoda sznurka z supelkami mogla byc stosowana i musiala. Byc moze zreszta, jaskiniowcy jak ja, podania do kosmitow zapomnieli pisac. Czy nie umieli. Zreszta, gdyby kosmici z wysokimi technologiami, stawiac chcieli kamienne kupy, co im po drogach? A to oni helikopterow nie znali? Albo innych kosmicznych wynalazkow. Przeciez Zulu, najprostsza rzecza dla kazdego kosmity jest pojsc i pstryknac palcami. Co lampe wylaczyc na scianie. Lampa na suficie, pstryk na scianie. To taki kosmita pstryk na scianie robi i grawitacje wylacza. Jaki tu transportowy problem? Kamienie same w kupy odpowiednie ukladaja. Jak kosmici to kosmici.

    U mnie Zulu rozumiesz, niedaleko, kawalek autostrady buduja. Ja tam droga objazdowa jezdze, na zakupy spozywcze i budowlane. Tam dwa mosty buduja, poza innymi rzeczami. Ja tam jak jade, ca 2xtydzien, czlowieka nie widzialem. Ale co przejade, wiecej betonu i ukladanych kamieni widac. Ani jednego czlowieka. Jaki wniosek z tego Zulu jest? Kosmici. Tabliczka wisi kiedy skoncza. Podpisane kosmici. Jest to Zulu tzw „dowod smolenski”, w pelni akceptowany w liternictwie nadwislanskim. CoByloDoUdowodnienia (CBDU). Mam prosbe do Ciebie Zulu, zebys mnie napisal co jest CBDU, znaczy. Krotko, cztery slowa, bo nie moge zgadnac.

    Stachu,
    technologie „kosmitow” wiele problemow moga sprawiac zrozumienia. Dlatego experyment proponuje. Moze byc z kamieniami (w ogrodku), albo na meblach w domu (jak deszcz pada). Wez sznurek. Przywiaz noge szafy do nogi lozka. Wezelkiem co latwo rozwiazac. U kosmitow nazywany powrotny. Na sztywno przywiaz. Nastepnie, w polowie ca odleglosci miedzy szafa a lozkiem, nacisnij paluszkiem sznurek. Chyba zauwazysz ze odleglosc skrocila. Powtorz Stachu jeszcze raz, i jeszcze i jeszcze. Pojakims czasie zauwazysz (powinienes), lozko w szafie stoi. I tu blad byl Stachu. Lozko na szafie mialo stac, nie w szafie. Dlatego Stachu, experyment czesc pierwsza przerwac musisz. Transformacji dokonac, czesc druga. Do tego Stachu stoleczek potrzeba, albo kilka desek. Podloz je pod lozko, w srodku ciezkosci. W zaleznosci, gdzie malzonka Twoja spoczywa w momencie, musisz prawidlowo. Lekko pochyl lozko na stoleczku. Ale tak zeby malzonka nie obudzila. W szpare wcisnij ksiazke Stachu, ale nie gruba, nie gruba. Powtarzajac ta czynnosc, ze stron wszystkich, lozko z malzonka na wysokosc szafy wtarabanisz. Przy odrobinie dokladnosci i spokojnym snie malzonki. Bron Cie jezusmaryja malzonke obudzic.

    Mam nadzieje Stachu, moj opis zrozumiales teraz. Czesc experymentu trzecia. Jak malzonke na szafe z lozkiem, na zadanie eventualnie podam (poznym wieczorem). Teraz stoi obok, malzonka na lozku. Musisz Stachu przyznac, nic nie pisalem o asfaltowaniu podlogi w pokoju, dzwigach na kolkach i podobne.

    Na marginesie
    Prawdopodobnie zle sformulowalem. Mnie chodzilo, napisalas kiedys sytuacja w Polsce jest w pelni zasluzona. Moze to bylo miesiac temu. Nie bede teraz szukal. Ja to zdanie, za krotko i kompetentnie uwazam. Bardzo. Co do powagi blogu rozne zdania miec mozemy. Czasem zgadzac, czasem nie.
    Pzdr Seleuk

  271. @seleuk|os| 28 czerwca o godz. 15:14
    Aha, rozumiem. CBDO (bo chyba o to pytasz?) – co bylo do okazania.

  272. jobrave
    28 czerwca o godz. 9:20

    Ogólnie miły z Ciebie facet, więc nie wiem czemu gadasz do mnie takim tonem. Może nieświadomie, więc uświadamiam ninniejszym.
    Że miedź jest miękka, to wie każde dziecko w podstawówce (w starej podstawówce), więc nie widzę potrzeby żeby to za każdym razem podkreślać, jest oczywiste że miedź nie była czysta, oni w ogóle pewnie nie mieli dostępu do czystej miedzi, bo taka w naturze jest rzadka). Są „nazwane” stopy: brąz, mosiądz, miedzionikiel, itp, i jest masa rud miedzi (z żelazem, siarką, itp). Nie bądźmy drobiazgowi.

    Po drugie, „warto się zastanowić zanim się coś napisze”, to jeśli tak uważasz trzeba było samemu zastosować. Ja nie widzę takiej reguły na blogu, każdy pisze co mu ślina na język przyniesie. O jakie zastanowienie Ci zresztą chodzi? Czy Inkowie nie wybudowali Machu Picchu? Czy Amerykanie nie byli na księżycu? A może czy 911 było „internal job”? Zastanawiać się można do woli. Mi akurat wystarczy że budowle w Cuzco i Machu Picchu były datowane węglem 14. Więc według moich standardów zastanawianie się w tej dziedzinie byłoby podważaniem przyjętej wiedzy naukowej. Zastanawiać i podważać to się mogę w swojej dziedzinie. Podważanie cudzych dokonań (może klimatolodzy nic nie wiedzą, przecież temperatura raz jest wysoka a raz niska, a może węgiel 14 to ściema, bo to wszystko wybudowali kosmici) może uchodzić za wiedzę w pewnych kręgach, ale nie w moich.

    Nawciskałam Ci trochę, ale się nie wyspałam, jest gorąco jak diabli i u nas dzisiaj ma być 100 stopni (Farenheita, jakby się kto pytał).

    P.S. O żadnym Oksfordzie nie pisałam, przykłady są z Cuzco i z Machu Picchu.

  273. Zbrzydło mi wczoraj studiowanie maczku mojego Qranu. Herstoryk mnie jednak zachęcił do pracy, bo uzupełnił (poprawił) moje zrozumienie dowodu zdrady kobiety. Liczbę mężczyzn podałem już poprawną, ale nie wyczytałem jak bardzo muszą być spostrzegawczy i fachowcami – muszą stwierdzić penetrację, cokolwiek to oznacza. To mi się skojarzyło z bardzo dawno oglądanymi pornosami. Przy końcu ubiegłego wieku nabyłem kolejny dekoder satelitarny i jako prezent dostałem roczny abonament kanału porno. Stwierdziłem, jak niezwykle skomplikowana była praca filmowców, aby pokazać szczegóły stosunków i jakie niesamowite wygibasy musieli czynić aktorzy, aby z bliska można było stwierdzić, że nie jest to oszukane porno z erotyków. Otóż nie wyobrażam sobie, aby 4 mężczyzn i to naraz mogło zauważyć jakąkolwiek „penetrację” czegokolwiek w czymkolwiek w określonym wnętrzu kobiety. Jeśli archanioł Gabriel przekazał taki nakaz muzułmanom to świadczy to o tym, że aniołowie nie mają pojęcia o seksie, a prorok raczej nie stronił od uciech i chyba czasem penetrował.
    Nie będę rozwijał tematu w oparciu o moją wyobraźnię, poszukam w Koranie objawienia. Po to Allah go zesłał.

  274. @Tobermory
    27 czerwca o godz. 19:05

    @Tanaka chwilę później

    Niewiele z tego lubelskiego, jak widać, wyniósł.

    Dla miłośników Ericha. Powinni rozszerzyć zainteresowania o Zecharię Sitchina. Też niezły zawodnik.

  275. Jak pierwszy raz zobaczyłam nick Herstoryk, pomyślałam że to albo kobieta albo feminista, który opowiada „her story” not „his story”. Bardzo ładnie i kreatywnie, kobieca wersja historii, która długo była zaniedbywana. A tu się okazuje, że nick powinien być „Islamstoryk”.

  276. @izabella 28 czerwca o godz. 17:34
    Zgadza się. Herstoryk jest chyba Islamofilem.

  277. Grillowanie w KE zakończone

    http://www.newsweek.pl/swiat/polityka/polska-i-komisja-europejska-artykul-7-wszystkim-sie-oplaca,artykuly,429354,1.html?src=HP_Section_2

    A równolegle – decyzja stwierdzająca, że europejski Trybunał Sprawiedliwości może rozstrzygać o przestrzeganiu prawa w krajach członkowskich
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1754228,1,trybunal-sprawiedliwosci-moze-ocenic-stan-polskiego-wymiaru-sprawiedliwosci.read

    Wygląda na to, że znamienne są obie decyzje – bo KE o ile rozumiem nie ma mocy sprawczej, ale…

  278. jobrave
    28 czerwca o godz. 2:25
    Popieram wszystkie Twoje wpisy. Tu nie chodzi o żadną wiarę. Zauważ ,że wszyscy przeciwnicy, oni po prostu nie wierzą, a przecież to nie jest przedmiot wiary ale wiedzy. EvD posługuje się wiedzą i nie nakazuje nikomu w cokolwiek wierzyć.
    Bo jak wiadomo od Staszica „wiara czyni człowieka głupim”. No ateistów o to bym nie posądzał.
    Dowodów jest co niemiara, ale oni są wszyscy ślepi, umysłowo ślepi.
    Jest w Polsce facet, doktor geolog (szeroki wachlarz zainteresowań naukami ścisłymi), Franc Zalewski się nazywa i w sposób jedynie naukowy udowadnia, naocznie wszystkim ale oni patrzą i widzą co innego . Jak to nazawać? Przez grzeczność nie nazwę, a ciśnie mi się parę takich…itp.
    Proszę posłuchać tej audycji i darować sobie krytykę jego języka polskiego bo nie to jest przedmiotem zaintersowań:
    https://www.youtube.com/watch?v=EW0TGD2ptQs&t=3s
    Jest więcej jego filmików, jeden ciekawszy od drugiego.
    Współczesna nauka, jak to określił prof.W. Sedlak jest „uczonym trupem myśli”.
    Czytał ktokolwiek coś z Sedlaka, pewnie nikt nic, to po co się pytam. Np. „ŻYCIE JEST ŚWIATŁEM”?
    A nasza polska nauka ugrzęzła w ideologicznym bagnie, spętana kościelnymi różańcami. W większości obowiązują naukowe dogmaty, tak twarde jak te skały, obrabiane drewnianymi narzędziami. Ten grajdół aż cuchnie odchodami o pseudonaukowym sztafażu.

    „Największym wrogiem prawdy nie są fakty tylko przekonania.” Nietzsche

  279. A nie mówiłem? Cytaty jak z kalendarza dla rolników 😉
    EvD posługuje się wiedzą 😀 😀 😀
    Prosto z własnego kciuka 😎
    Ale maluczkim to wystarcza, bo tak się gładko i przyjemnie te kluski łyka 😀

  280. Kosmolog Zalewski 😀 A nie masz tam pod ręką jakiegoś astrologa? I alchemika do kompletu?

  281. Optymatyk
    28 czerwca o godz. 18:08 Owszem, owszem, czytałem rożne rzeczy Sedlaka i znam tą jego tezę, o życiu będącym światłem. Jak czytałem, to było męczace, bo męcząco pisał. Przynajmniej wtedy tak uznałem. Coż on takiego miał na myśli mówiąc o nauce jako takiej, że jest „uczonym trupem myśli”? Bo że bywają takie rejony nauki, a właściwie paranauki, albo nibynauki, bo nauka – jeśli jest nauką, to z definicji nie jest żadnym „trupem myśli”, albo takie środowiska skisłych naukowców będących nibynaukowcami – co np na polskich uczelniach i „instytutach badawczych” powszechne – to jasne. Są i to niemało. „Polska nauka” – sensu largo – stoi kiepsko, poza niszowymi miejscami, gdzie nasi sporo potrafią i mają wkład do nauki światowej. Nie tyle w niej rządzi ideologia co raczej gnuśność i wsobność własnie. Oraz zaścianek – czyli też gnuśność. Bo jeśli ideologia – to jaka? Nauka paciorka, owszem, jest,kazi wiele głow, ale nie we wszystkich dziedzinach. Tzw. „wydzialy teologiczne” które są wydziałami produkcji niczego , są na kazdym uniwersytecie panstwowym, ale nie bardzo chyba ideologicznie dewastują nauki dalekie od religianckich zapotrzebowan.

  282. Szanowni blogowicze mi wybaczą,ale jeśli chodzi o tego na D.to nie mogłem się powstrzymać.

    Szybko wieść rozniosła się po świecie,Obcy!Odwiedzili Polskę!Jako jedyny kraj na świecie!
    Zamęt zrobił się co niemiara,u licznych tubylców osłabła wiara,aby temu zapobiec papież
    radę zwołał,wiernych do porządku przywołał,ale było już za późno-świat przestał wierzyć w
    białe płótno.
    Plan był taki:by głosić,że wiara nie przeszkadza nowinę obcym ogłosić,cud się stał!Obcy
    ulotkami przemówili,piszą ,że nie od jedynego Stwórcy przybywają,życzenia
    przesyłając,dziękując za wiarę i tu zgrzyt nastąpił:obcy przeoczył?drukarz zapił?Bo dalej
    napisane, że choć dziękują za wiarę ,to winy za ofiary nie biorą,ponieważ panowało niczym
    nie uzasadnione uniesienie że to na ich własne życzenie,rozumiejąc jednak realia tych
    epok,np.:brak radia,za zamęt przepraszają,niektórych rozgrzeszą,wybranych nagrodzą.
    Obiecują przybyć niedługo,w czasie audytu na Marsie,bo planują najbardziej im oddanych
    umieścić tam właśnie,choć klimat panuje dość srogi to licznej grupie obiecują brak trwogi.
    Termin jest nieznany-trwają pertraktacje,swój sprzeciw zgłosili Mahomet i Jahwe.
    W hucznej biesiadzie głos podnosili, że na pielgrzymki nadają się tylko gazowe olbrzymki,o
    wynikach pertraktacji poinformują niebawem ,zalecając aby nadal kochać się nawzajem.
    Odezwa wśród ludu wzbudziła nadzieję,lecz czujni mędrkowie badając pismo spostrzegli
    gwiazdkę-ziemski odnośnik:mimo starań i gorliwości ziemskie pismo umyka w stanie
    nieważkości, przeto wyrzekają się odpowiedzialności.
    Badacze pisma mając na uwadze sklepowe ulotki ,orzekli że brak w odezwie choćby jednej
    boskiej cząstki.W odpowiedzi postanowiono wysłać list w formie spowiedzi,wzbogacając
    literki o składnik diabelski-w alchemicznym kociołku tusz z trotylem zaprzyjaźniono,pismo
    wysłali i tubylców do modlitwy namówili.Owszem ,na odpowiedź długo nie czekali,obcy
    przekaz zrozumieli,pochwalili,za fantazję podziękowali.Dla większości była to zniewaga,jak
    to tak bez hucznego pożegnania?pytano mędrków co zmajstrowali!za czarne płótna wyszarpywali,jakże to?-pytali,przecież nie wszystkich reprezentowali…

  283. Na marginesie
    28 czerwca o godz. 17:58 Z pierwszego może wynikać, ze „grillowanie zakonczone” w tym sensie, ze pozycja Polski stala sie w UE tak słaba, ze innym z ty wygodnie, bo właściwie nie ma się co z Polską luczyc,więc relatywnie slabsi od Polski staja się silniejsi. I nikt nie ma interesu w tym, zeby Polskę z tego szajsu, w którym sama wlazła, za uszy wyciągac: jak chce, tak ma. Jak to mówia od starożytnosci: chcacemu nie dzieje sie krzywda . A zarazem to jest własnie grillowanie : trzymać Polskę jak najdlużej w tym stanie nedz, bo wtedy najmniej szkodzi i najwięcej się na tej jej nędzy skorzysta: są inne sprawy do załatwienia. W drugiej sprawie znaczy to tyle, że i Trybunał Sprawiedloiwości może Polske oceniać, generalnie i partykularnie, oraz sady krajowe członków UE mogą Polske oceniac – w sprawach partykularnych. W tym przypadku sąd w Irlandii może orzec, że jest zagrożenie niesprawiedliwum procesem dla zatrzymanego i go nie wydac. Albo wydać gdy uzna, że ryzyka nie ma. Drugi przypadek niby jest lepszy, ale nie bardzo.Oznacza bowiem nic innego jak to, ze inne sądy krajowe mogą i muszą oceniać praworządność w Polsce, bo są i mogą w dowolnym momencie pod rządami „dobrej zmiany’ być zagrożenia, więc Polska to pacjent specjalnej troski w UE. Taka wiadomość: aaaa…, Polska, no tak – kraj specjalnej troski, pacjent na wariackich papierach, panstwo wsteczniackie i zmierzające ku zaprzeczaniu dorobku kultury, praw i cywilizacji europejskiej – to bardzo zła wiadomość dla Polaków. Odium się przylepia i na bardzo dlugo zostaje.

  284. … i wychodzimy na matematykę, która jest zakłamana od prawie 5 tysięcy lat…
    Facet plecie jeszcze durniej niż EvD 🙄

  285. seleuk|os|
    28 czerwca o godz. 15:14

    Ci Twoi kosmici od mostów to porządnie do sprawy podeszli: tablice wystawili i się podpisali. Ci od Nazca czy Stonehenge nie byli tacy łaskawi – może bez uzgodnień na czarno pracowali?
    CBDO – co było do okazania @na marginesie wyżej to wyjaśniła

  286. Abstrahując od dyskusji o ewentualnych dziełach kosmitów i dietach-cud na pohybel medycynie – potwierdzę tylko, że w nauce nowe idee też przebijają się powoli, a to dlatego, że kariery naukowe są niejednokrotnie budowane na bazie starych. Nie każdy luminarz z dorobkiem w postaci setek publikacji zgodzi się od ręki przekreślić dorobek życia.

    Na przykład jeszcze 30 lat temu nikt nie chciał wierzyć w plastyczność mózgu dorosłych, a relacje z pierwszych eksperymentów po prostu wyśmiewano. Panowało przekonanie, że po okresie dzieciństwa mózg homo sapiens poniekąd kamienieje. Dziś wiadomo, że pod wpływem aktywności mózgu zmienia się jego budowa anatomiczna – w każdym wieku.

    Jednak uwzględnianie inercji w rozwoju nauki nie oznacza, że cały dorobek danej dziedziny nadaje się na śmietnik, bo komuś coś tam zaświtało. Poza tym we wszystkich sprawach zdrowia efekt placebo jest nie do przecenienia – nawet przy uśmierzaniu bólu pooperacyjnego. W tym sensie wiara rzeczywiście czyni cuda 🙂

  287. @Tanaka 28 czerwca o godz. 19:21

    Grillowanie zakończone – bo to był po prostu etap procedury. A PiS oddycha z ulgą, bo „Polacy, nic się nie stało”.

    Ja mam wrażenie, że do PiS-niętych nie dociera, że ci brukselscy biurokraci po prostu realizują krok po kroku plan przewidziany regulaminem Unii. Robią to powoli, ale konsekwentnie, przy czym liczy się właśnie przestrzeganie procedur, a liczy się dlatego, żeby nie było podstaw do podważenia kolejnych decyzji. I nawet jeśli jest prawdą, że KE im nic nie zrobi (bo nie ma odpowiednich kompetencji) to właśnie ustalono, że Trybunał Sprawiedliwości takie kompetencje ma, czyli zrobiono kolejny kroczek w wiadomym kierunku.

    Z kolei PiS działa raczej na rympał, a wszelkie przepisy ma głęboko gdzieś. Na przykład niekonstytucyjne skrócenie kadencji sędziów tłumaczono faktem, że taki sędzia może przecież umrzeć – czyli są przypadki, że kadencja ulega skróceniu. Inaczej mówiąc, oni rżną głupa w dyskusji, a poza tym w ogóle nie rozumieją samej idei postępowania zgodnie z przepisami. Dlatego myślą, że „Unia nic nie robi” i w ogóle może im nagwizdać.

    To jest zetknięcie dwóch zupełnie różnych filozofii i porządków, a sednem całej tej różnicy jest podejście do procedur i do naginania przepisów. Niby rzecz jest oczywista, ale tu widać tę różnicę jak na dłoni.

  288. @Tanaka

    Oto kilka wyimków z „życie jest światłem” Sedlaka

    „Nauka jest dziełem człowieka, a jej produkty posiadają zawsze aspekty humoru lub dramatyczności. Nauka, choć pragnie się jej założeniowo nadać jak najprostszy kierunek wiodący w górę ,posiada swoje intymne zakola. Czas odziera naukę ze wszystkiego co ludzkie, emocjonalne ,żywe.
    Nauka jest uczonym trupem myśli, u stóp którego zasiadają często bezduszni gracze, znawcy zasad gry ustalonej jeszcze w minionym pokoleniu. Gra nosi cechy życia i najwyżej rywalizująca niechęć. Gracze niczego nie wiedzą o twórczości. Odtwórczo pragną biegła grą nadać piękno istniejącej dziedzinie nauki.To sympatyczni, inteligentni gracze. w klubie nauki.” s.136-7

    „Twórczości nie uczą na uniwersytetach, tylko ostatecznych jej wyników – wiedzy. Nauka na żywo jest twórczością.” s.140

    „W nauce na serio ciekawe jest tylko to , co pozostaje poza zasięgiem obserwacyjnym człowieka , co może stanowić bliżej nieokreślone pole pracy i potknięć. Jest to właśnie pole twórczości.” s.141

    „Życie jest światłem biegnącym po zamkniętym obwodzie wszechświata – organizm.
    Światło życia w swojej ekspansji wyrwało się poza świat organizmu. Uciekło z więzi fizycznej. Uciekło z więzi fizycznej. Stało się wolne, nieograniczone w penetracji Nieskończonej Przestrzeni. Człowiek swoim światłem życia zapalił elektromagnetyczny blask myśli. I dziwić mu się ,że mitycznie śnił o kradzieży ogniowego zarzewia bogom?
    Dziwić mu się, że czuje się nieśmiertelny nie tylko filogenetycznie, gdyż światło i życie przekazywały się w nieskończonej sztafecie przez miliardy lat, by zapalić w czwartorzędzie niespokojną myśl człowieka? Ta filogenetyczna sztafeta światła jest największym cudem przyrody. A wyrwanie się światła w nieskończoną przestrzeń poza wszechświat organizmu stanowi narodziny Człowieka.
    Życie jest zaiste światłem. Światłem wtłoczonym w organizm. Świadomość to wyzwolone z praw grawitacji światło, szybujące w przestrzeń poza granice biologicznej masy.” s.299

    ” Nie śmierć jest straszna ale cała wiedza o życiu.” s. 280

    No cóż, wcale się nie dziwię ,że to może być trudne do zrozumienia.
    Ja to „przerabiam” do tej pory i coraz więcej rozumiem , będąc coraz częściej nie rozumianym przez interlokutorów.
    Trzeba powiedzieć ,że niezłą kiepełe miał ten, co by nie było ,katolicki ksiądz.
    Na podstawie przemyśleń Sedlaka o wiedzy ,zdefiniowałem „nieskończoność”, której jak diabeł święconej wody boją się naukowcy fizycy ,jak wspomniał też w tej książce jej Autor.
    Nieskończoność to wyobrażenie o niewyobrażalnych rozmiarach. To moja definicja.

    Pozdrawiam

  289. Dopadła mnie na jeziorze światłość i oślepłem. Światłością profesora i księdza Sedlaka oślepłem. Którego przywołał Optymatyk, a ja, stojąc w ścinach, coś przez mgłę se przypomniałem i oślepłem. Nie wiem jak trafiłem na przystań, chyba jak koń: jak ogon jest z tyłu, dom jest z przodu.

    „Dowodów jest co niemiara, ale oni są wszyscy ślepi, umysłowo ślepi” – napisał Optymatyk o ateistach, więc i o mnie. Akurat miał rację co do mojej ślepoty. Ale jak dał radę wszystkich ateistów przebadać i czy ma kompetencje okulisty – nie wiem. Wróciłem do chaty i czekam na coniemiarę. Nie wiem, czego to ma być coniemiara dowodów, ale dowody to dowody – z dowodami nie ma żartów. Nie pamiętam wprawdzie dowodów księdza Sedlaka na bardzo bliskie związki nauki z religią czy raczej religii z nauką, ale liczyłem, że Optymatyk je przywoła. Nie przywołał. Trudno. Zamiast nieżyjącego rówieśnika mego ojca, księdza Sedlaka, spróbowałem posłuchać sympatycznego, o miłym głosie, Franca Kaf…Zalewskiego. Spróbowałem, bo tylko trzy minuty wytrzymałem. “Porozumieć się ze sobą mogą ludzie tylko wtedy, jeżeli mówią krótko” powiedział na pewno nie ksiądz Sedlak I nie Franc Zalewski, lecz zwykły Tadeusz Pszczołowski. Skoro więc pan wizjoner Zalewski mówił trzy minuty i nic w tym czasie nie powiedział, idę spać po ciężkim dniu nicnierobienia na jeziorze.

    Aha, było chyba coś niemiłego o matematyce – że od 5. tysięcy lat jest do dupy. W tym samym duchu o całej nauce pisało w jednej książeczce Świadków Jehowy. Religie rzeczywiście bywają blisko nauki. Dobranocka.

  290. @wbocek
    28 czerwca o godz. 22:07

    To jest już nas dwóch ślepych i głuchych na bełkot Franca Sedlaka Optymalnego 😀
    Śpij dobrze.

  291. Nieskończoność to wyobrażenie o niewyobrażalnych rozmiarach, a skończoność to wyobrażenie o wyobrażalnych rozmiarach. Na przykład butów, spodni, kołnierzyka…
    Co do amerykańskich trumien i współczesnych biustonoszy, to nie byłbym pewien 🙄

  292. @Optymatyk 28 czerwca o godz. 22:06

    Nie znałam dorobku Sedlaka. To co cytujesz jest dość poetyckie i rozumiem, że jako wizja może urzekać… niektórych. Jednak z nauką to nie ma to nic wspólnego. Bardziej z poezją czy współczesną mitologią – te teksty mogą być inspirujące (jeśli akurat do kogoś przemawiają) ale są jednak zawieszone w próżni, bo odklejone od rzeczywistości. Fantasmagoria.

  293. Antonius
    O Koran mam zdanie jak o innych tego typu textach. Bardzo bylejakie. Nawet nie jakotako bylejakie. Wiedze Ciebie interesujaca nie zdobedziesz w takich textach. Problematyke jednoczesnej penetracji kobiety, przez czterech mezczyzn spostrzegawczych, dawno rozwiazano. Kanalow do tego nie trzeba premiowanych i licencji placic. Spenetruj Siec Antonius, zamiast malymi literkami zajmowac, przy zawsze niedostatecznym oswietleniu i brakach textowych. Jeden obraz wiecej mowi jak tysiac malych literek. Chcesz na szczegol zwrocona uwage, spostrzegawczo postrzezesz istotny, zooma samodzielnie mozesz zrobic. To da Tobie poglad na problematyke.
    Na marginesie i Zulu
    Dziekuje za CBDO. Jezeli „na czarno” Zulu obiekt Stonehenge postawiono, znaczy Polacy budowali. Wysoko prawdopodobne wydaje mnie to. Niepismienni, to tabliczek nie postawili, ni info ni BHP. Tu mozna by zastanowic kto zlecil, tak okropnie spartolona robote.
    Tobermory
    … i wychodzimy na matematykę, która jest zakłamana od prawie 5 tysięcy lat…
    Facet plecie jeszcze durniej niż EvD

    Prawdopodobnie facet oczytany jest w literaturze naukawej co podalem we wpis do Tanaka rano. Baaaardzo podejrzane kontakty z bogami.
    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/06/25/podejrzane-kontakty-z-bogami/#comment-533901
    Przestalem ogladac, jak o liczbie pi zaczal. Co powiedziec? EvD, Twoj sasiad Tobermory ma szczescie, nie czytal naukawych rozpraw z listy do Tanaka, co on zreszta sam uzupelnil. Niestety, sa pytania na ktore wlasciwa odpowiedz jest „nie wiem”. Odpowiedz nie wiem jest pelnowartosciowa. Ma szczescie EvD. Wiecej nie wie. Facet Z „wie” na jutupku.
    Wartosc liczby pi, daje wyznaczyc we wszystkich systemach liczenia pozycyjnych, z dowolna dokladnoscia zadana. Lista systemow pozycyjnych jest: dwojkowy, trojkowy, czworkowy……. dziewiatkowy, dziesiatkowy, jedenastkowy….. szestnastkowy, siedemnastkowy, osiemnastkowy….. dwudzistkopiatkowy…. cztrdziestoosmowy…. etc, etc, etc Babilonczycy liczyli w szescdziesiatkowym. Tak im wygodnie bylo. Arkimedes, podajac swoja dokladnosc, dwa miejsca, mial problem. Grecka arytmetyka (nauka o liczbach) nie znala pojecia 0 (zero). Bliski byl rachunku calkowego/rozniczkowego. Niestety, pozniejsza dzialalnosc KK, spowodowala ca 1500letnie opoznienie dziedziny. Jedynie kosmogonia KK ma w tym zasluge. Zadna inna wspolczesna, pozniejsza, kosmogonia nie ma tej „zaslugi”.
    Przyklad
    dziesiatkowy 3.1415 9265 3589 7932 3846
    dwojkowy 11.001001000011111101101010100010001000010110100011
    wytlumaczenie tu kto chce https://oeis.org/A004601
    szestnastkowy 3.243F6A8885A308D31319
    wytlumaczenie kto chce https://oeis.org/A062964
    szescdziesiatkowy (babilonski) 3;8,29,44,0,47
    wytlumaczenie kto chce https://oeis.org/A060707

    Jobrave
    Definicja komputera podana przez Ciebie z Wiki jest baardzo uproszczona. Jeszcze raz do obejrzenia definicje daje drewninego na korbe komputera, ktorego teoretyczna podstawa w Wiki.pl wymieniona, ostatnia linijka (historia)
    https://www.youtube.com/watch?v=vo8izCKHiF0
    a tu komputer z klockow Lego
    https://www.youtube.com/watch?v=FTSAiF9AHN4
    tu opowiadanie o komputerze kvantowym bez trudnych pojec
    https://www.youtube.com/watch?v=JRIPV0dPAd4

    pzdr Seleukos

  294. Na marginesie
    28 czerwca o godz. 21:35
    To jest zetknięcie dwóch zupełnie różnych filozofii i porządków, a sednem całej tej różnicy jest podejście do procedur i do naginania przepisów. Niby rzecz jest oczywista, ale tu widać tę różnicę jak na dłoni.

    Mój komentarz
    Jaskrawym przykładem odmienności PiSowskiego podejścia do procedur i przepisów są oba lądowania samolotów polskich w Smoleńsku w 2010 roku – ryzykowne lądowanie Jaka bez pozwolenia wieży i przyziemienie Tutki-154M zakończone tragedią. Oba manewry odbyte wbrew przepisom, procedurom, zasadom i zdrowemu rozsądkowi.

    Mimo to PiSowcy się zapierają, że lądowanie Jaka było prawidłowe (bez pozwolenia kontrolera lotów z wieży!) oraz że lot Tu-154M ku ziemi był prawidłowy, tylko w krzakach przy lotnisku zaczaili się zamachowcy i zdalnie sterowali wybuchami w samolocie w ten sposób by po wykonaniu zamachu wyglądało na to, że samolot nie został zdradziecko rozerwany wybuchami przez zamachowców tylko rozbił się na życzenie osoby odpowiedzialnej za lot.

    PiS dynamicznie produkuje stale nowe i nowe przykłady takiego postępowania, takiej odmiennej filozofii, odmiennego podejścia do państwa, do prawa, do procedur, do sprawowania urzędów (rządzenia), do ustroju państwa oraz współpracy międzynarodowej regulowanej zawartymi umowami.
    Zobowiązania wynikające z Traktatu o UE są nazywane narzucaniem swojej woli Polsce przez Zachód, a procedury, które wdraża Komisja Europejska względem Polski w sprawie art. 7 Traktatu nazywane są wtrącaniem się obcych (z którymi zawarto legalna umowę o współpracy i przestrzeganiu wspólnych zasad!) w NASZE wewnętrzne sprawy.

    Swoje krętactwa PiSowscy politycy nazywają wyjaśnianiami by dojść do prawdy, a polityków unijnych, którzy egzekwują unijne zasady uzgodnione w Traktatach nazywają niedoinformowanymi i mało co rozumiejącymi, co się w Polsce dzieje lub fałszywie poinformowanymi przez wrogie Polsce siły, co w obu przypadkach jest oszczerstwem rzuconym prosto w twarz idei unijnej.

    Ale nic to dla PiSu. Najwyraźniej liderzy PISu, PiSowscy twórcy polityki zagranicznej są przekonani, ze w końcu wszystko samo się ułoży, unionistom się znudzi i przestaną się nas czepiać. PiSowscy kreatorzy polskiej polityki unijnej sądzą, że w Unii obowiązuje taka sama zasada generalna jaka przestrzegana jest i kultywowana przez nich w Polsce – jakoś to będzie.
    Pzdr, TJ

  295. @Tobermory i wbocek

    Skończoność to niewyobrażalnie mały mózg w waszych czerepach o wyobrażalnej głupocie waszych myśli.
    „Człowiek głupi wie wszystko, oprócz tego ,że jest głupi.” Sedlak

  296. Optymatyk
    28 czerwca o godz. 22:06

    Mój komentarz
    Trzy razy przeczytałem przytoczone rozważania Sedlaka o nauce i doszedłem trzy razy do tej samej opinii. Nic nowego nie wnosi ta poezja do naszej znajomości świata opartej na nauce.
    To metafory naciągane, natchnione wzniosłymi terminami (światło, światłość), zawiłe i ni przypiął ni przyłatał. Jak można rozmawiać, pisać tak jak Sedlak o nauce, która zrodziła się ze ścisłości, z logiki, z matematyki, z doświadczenia i uogólnienia sprawdzalnego w nieskończonym łańcuchu dalszych doświadczeń?
    Pzdr, TJ

  297. Ten Sedlak to taki naukowy Coelho musi.

  298. Znalazłam taki oto interesujący tekst o „paranaukowej” wartości odkryć ks. prof. Sedlaka. Czegóż to on nie wymyślił.
    ‚http://mlodyfizyk.blox.pl/html/1310721,262146,14,15.html?9,2011

  299. @Optymatyk
    28 czerwca o godz. 23:15

    Mógłbyś dokonać logicznego rozbioru tego pierwszego zdania?
    Chyba sam je wyprodukowałeś, bo wygląda na zbyt sophisticated jak na moje możliwości percepcyjne 🙄
    Rozumiem, że chcesz mnie obrazić, ale nie wiem, w jaki sposób.

  300. @Antonius 

    Z opóźnieniem bo data publikacji zastała mnie przywaloną robotą.

    Świetny wstępniak! Przeczytałam z niekłamaną przyjemnością. Jak i niektóre dyskusje pod nim, zwłaszcza te o „kołowaniu” kosmitami (jak tu nie kochać seleukosa).

    Pozdrawiam serdecznie ze słonecznej Szkocji

  301. Na marginesie
    28 czerwca o godz. 22:46

    „Nie znałam dorobku Sedlaka.”
    Mało powiedziane ,że nie znałaś, Ty nadal jej nie znasz i nie wiem, ale wątpię ,że poznasz. A jeśli nic na jakiś temat nie wiesz ,to jakim cudem po paru wyimkach możesz cokolwiek powiedzieć ,oprócz bredni?

  302. Pomylilem oczywiscie jak zwykle. Odpowiedz byla do Herstoryk, nie Tanaka. Tanaka uzupelnil jedynie.
    Dobranoc Seleuk

  303. „Skończoność to niewyobrażalnie mały mózg w waszych czerepach o wyobrażalnej głupocie waszych myśli”.
    Czyżby to jeszcze jedna złota myśl rzeczonego księdza?

  304. Optymatyk
    28 czerwca o godz. 22:06 Przytaczasz serię tzw. złotych myśli, prób konstruowania bon motów opinii fantazyjnych, dziwacznych, jakichs prób wyrażania się poetycko, fillozoficznie i religijnie. Oraz subiektwynosci które są zamknięte, bo nienadające się do uniwersalnego i otwartego traktowania. Niewiele tu znajduje, albo po prostu nic z naukowosci, glębokiej mądrosci czy celnosci. „„Nauka jest dziełem człowieka, a jej produkty posiadają zawsze aspekty humoru lub dramatyczności” – to bardzo banalne i fragmentaryczne. Mozna tu dodać sporo kolejnych przymiotnikow. „Czas odziera naukę ze wszystkiego co ludzkie, emocjonalne ,żywe.” To smiale naduzycie: dla kogo odzieera, dla tego odziera, a dla innych – przeciwnie. Stephen Hawking z niezwyklym przejeciem, fascynacją i zywoscią mowil o badaniach i osiagnieciach Izaaka Newtona, sam zaś zasiadl za ta sama katedra, za ktorą siedział Newton.Oczywista żywość, kontynuacja, żywa i fascynująca histroia dziejaca się dalej na naszych oczach. Zadnego odarcia z życia, ludzkiego pierwiastka, emocjonalności. Sedlakowa bzdura. sili się na jakąś oryginalność, ale słabo mu idzie. „„Twórczości nie uczą na uniwersytetach, tylko ostatecznych jej wyników – wiedzy. Nauka na żywo jest twórczością.” s.140”. Sedlak wyraxnie ma slabe pojecie o uniwersytetach. Uniwersytety są rozne i profesorowie są różni. Większosć moze bardziej stawia na zapewnienie wiedzy, a cześć na wykstalcenie tworczego podejscia. Ja mialem, co najmniej dwoch profesorow, ktorzy stawiali na tworczosc. Sedlak zapomina też o tym, ze na uniwersytetach są wydziały achitektury czy sztuki. Tam tworczość jest dyscyplina podstawowa w nauce. „„W nauce na serio ciekawe jest tylko to , co pozostaje poza zasięgiem obserwacyjnym człowieka , co może stanowić bliżej nieokreślone pole pracy i potknięć. Jest to właśnie pole twórczości.” s.141” Co jest dla kogo ciekawe w nauce to jest ciekawe, a co nieciekawe, to nieciekawe. Sedlak moze mowi o sobie i za siebie, a nie za naukę całego świata i jej naukowcow. „Światło życia w swojej ekspansji wyrwało się poza świat organizmu. Uciekło z więzi fizycznej. Uciekło z więzi fizycznej. Stało się wolne, nieograniczone w penetracji Nieskończonej Przestrzeni. ” To już jest jakaś bajeczność i religijność. Cyżby światlo w poprzednim stanie swojej ekspansji bylo uwięzione w organizmie, że się teraz wyrwalo ? Co to za fikimiki pojęciowe? I tak dalej i tak dalej. Może to dla Ciebie brzmi przekonująco, ładnie i atrakcyjnie, ale dla mnie nie bardzo. Za dużo tu tego, czego byc nie powinno u kogoś, kto ma poważne aspiracje do nadzwyczajnej madrości, uczoności i oryginalnosci. Tworczej w dodatku. I jakies mistyczności w typie religianckim.

  305. Ja pamiętam definicję lufy (tej karabinowej): to pustka otoczona metalem.

  306. @mag
    28 czerwca o godz. 23:20

    Opty i tak tego nie przeczyta, a jak przeczyta, to nie pojmie, a jak pojmie, to… Eee, to niemożliwe, żeby pojął 🙄
    A „złota myśl” zasługuje na oprawienie w ramki.
    Rozbioru logicznego chyba jednak się nie doczekam.

  307. Nefer
    28 czerwca o godz. 23:17 No, jakoś tak troszku zlośliwa jesteś, waćpanno 🙂

  308. Nawet nie bardzo mam czas czytać, ale podrzucam do tematu:
    http://www.abc.net.au/news/2018-06-26/asgardia-space-nation-leader-declared-igor-ashurbeyli/9909686
    Niestety dla anglojęzycznych, ale pewnie można znaleźć w necie w innym języku.
    Nie macie wrażenia, że każdy osobnik z pasją ma moc sprawczą w rozwoju cywilizacji?
    To może nie walmy tak w nieszczęsnego EvD, bo nie wiemy w ilu ludziach obudził tęsknoty i ilu z tego wyrosło naukowców i odkrywców.
    W końcu taki Verne też był obśmiewany, a popatrzcie co z tego wyszło.
    Lecę…

  309. @paradox
    @Toby

    Do poprzedniego tematu kwiatowej nalewki z wiadomego zielska. Dzięki za wszystkie sugestie. Będzie coś pomiędzy, albo dwie różne wersje, zaczynam od jutra! Dam znać jak poszedł eksperyment.

    A w ogóle to zważywszy, że u nas dziś pierwszy dzień wakacji, który uczcilismy taplajac się i ciesząc latem stulecia na bonny, bonny banks of Loch Lomond to przesyłam Wam wszystkim  dwie letnie ramotki, które nucimy od wczoraj:

    https://youtu.be/zrXYXNKf55k

    https://youtu.be/6icugp-aboA

  310. @Tobermory
    Ja Ciebie obrazić? , nie ma takiej potrzeby ,Ty sam siebie skończenie obrażasz i przez to „człowiek to brzmi…. durnie.

  311. zezem
    28 czerwca o godz. 23:29 I to orzekl ksiadz prof. Sedlak, znany pod nazwiskiem sierżant Klonica?

  312. @Optymatyk
    28 czerwca o godz. 23:33

    Ale ja cię proszę o ten rozbiór logiczny. Epitety zachowaj dla siebie. Jak już pojmiesz, co pleciesz.

  313. Optymatyk
    28 czerwca o godz. 23:25 Pretensje miej do siebie, nie do Namargineski. jak dajesz takie figlarne wymki, to nie narzekaj, ze nie przekonują. Trza bylo dać lepsze. I lepiej rzeczonego uprzystępnic, na sposob zrozumialy.

  314. mag
    28 czerwca o godz. 23:26

    😀 😀 😀

    To ja polecę Lecem :

    „Szerzenie niewiedzy o świecie musi być także naukowo opracowane.”

  315. Tanaka
    28 czerwca o godz. 23:32

    Jaaaaaaaaa? (machanie rzęsami) aleszszszsz gdzież bym śmiała

    Muszę odreagować sam-wiesz-co :/

  316. @Kostka
    28 czerwca o godz. 23:33

    Ja to (pierwsze) śpiewałem w dzieciństwie! 😀
    Książkę czytałem obowiązkowo.
    Drugiego słuchałem dużo później. Lubię oldies 😉

  317. @Optymatyk 28 czerwca o godz. 23:25

    Wypowiadam się na podstawie fragmentów, które sam wybrałeś.
    A gdzie widzisz „brednie” w mojej wypowiedzi?

  318. zezem
    28 czerwca o godz. 23:29

    Tu: otoczona głąbem. Ale co by to miało sobą przedstawiać?

  319. A teraz dobranoc szampaństwu, bo rano wyruszam w podróż koleją żelazną do wybrzeży Lemanu, a potem parowcem do Montreux 😎

  320. Tobermory
    28 czerwca o godz. 23:39

    😀

    Ha! Młodociany śpiewa je od wczoraj, coś jest takiego z tymi starymi kawałkami, że wpadają w ucho podejrzanie łatwo! A „Szatana” zachciało mi się przeczytać ponownie po odgrzebaniu tej piosenki.

    Udanych wojaży! Plan brzmi pięknie więc z góry cieszę się na zdjęcia… 😉

    My od pojutrza wyruszamy w Highlands, cieszyć się długim dniem i szkockimi sosnami. Mamy od kilku dni upały, wciąż nie mogę się nacieszyć. To chyba kosmiczne wyrównanie za zimę dekady!

  321. @Kostka

    U mnie wakacje dopiero od jutra ale okoliczności przyrody blisko nie mam 🙁

  322. @Tanaka
    Wspomnianą definicję podał nam na zajęciach oficer w stopniu majora. Sądzę ,że była ona szeroko rozpowszechniona i…jakże prawdziwa.

  323. @Tanaka

    Faktycznie jest to moje przekonanie, jak okazuje błędne, o multidysyplinarności biorących udział w dyskusji interlokutorów. Niepotrzebnie przywołałem (mea culpa) na tym forum tematykę nie tyle kontrowersyjną co niepojętą. Rozbiory logiczne mi proponując … skąd ja to znam?
    Bo UFO rejestrują jak najbardziej będące wynikiem nauki rejestratory, tylko to co zarejestrowały nie pasuje do spetryfikownych głów je oglądających. No więc nie przyjmuje się tego oficjalnie do wiadomości, a takich EvD uważa za mitomanów. „Mają oczy a nie widzą…”
    To przykre ale coraz bardziej nabieram przekonania ,że miał rację S.Lem mówiąc:
    „żeby nie internet ,nie wiedziałbym ,że na świecie jest taka masa głupców”, (cytuję z pamięci). Z niewielkimi wyjątkami.

  324. @Sekeuk(os)
    Rozumiem, że chodzi o przeciąganie szafy lub łódki przy pomocy liny.Ja też mam taką linę, w jednym miejscu trzeba ją umocować do jakiegoś stałego punktu, a potem do przedmiotu przeciaganego i naciągać przy pomocy kołowrotka z zaciskiem. Tak karczuję pnie po ściętych drzewach .Podnieść, postawić można też w ten sposób ciężkie przedmioty przy pomocy klinów (książek?) i dźwigni.. Może w ten sposób przesuwano i podnoszono megality.Moje wyjaśnienie, mam wrażenie, jest prostsze . ale gdy ktoś mówi równoważnikami zdań i ubarwia zbytnio swój tekst ,rozumienie jest gorsze.

    @ inni uczestnicy bloga.
    Dziwi mnie , że na blogu ateistów rozważa sie fantazje Daenikena. Ateista to w moim rozumieniu człowiek myślący racjonalnie, walczący z mitami a określenie przez Bubekro chyba naszych przodków półmałpami, dowodzi tylko ignorancji. Te półmałpy nauczyły się rozpalać ogień, wymysśili narzędzia, udomowili zwierzęta i wyhodowali nowe rasy, wymyślili rolnictwo i odmiany wysokoplennych roślin, bez których szanowny Bubekro umarłby z głodu, przy obecnym zaludnieniu świata; nie chcę wymieniać wszystkich wynalazków ludzi epoki kamienia czy brązu, bo na pewno coś pominę.
    Ja też lubie fantazy ale tak to trakuję. obecnie oglądam Westword – polecam.
    Pozdrawiam

  325. Do Optymatyka napiszę jutro. dobranoc.

  326. nacomito
    28 czerwca o godz. 7:15

    Lepiej późno niż wcale, bry wieczór i podziękowania 🙂 siadaj se, koło Jorge bo on też nowy 😉

    @Stachu

    My tu ROZWAŻAMY Daenikena? Bo myślałam że patykiem jeździmy.
    Weszło coś między wrony to i podziobane.

  327. Stachu39
    29 czerwca o godz. 0:29
    Dziwi mnie , że na blogu ateistów rozważa sie fantazje Daenikena.
    Jestem przeciwnego zdania. Bo miałbym pytania. Np. W jakich częściach globu (ściślej krajach) obserwuje się/ zaobserwowano UFO?
    Albo czy są fale szybsze od fal elektromagnetycznych? Jeżeli tak, kto i kiedy je zaobserwował i zarejestrował?

  328. Orteq
    28 czerwca o godz. 7

    „Dlaczego Majowie, Aztekowie i Inkowie nie wymyślili koła? Oto dlaczego oni tego nie zrobili:

    Aby efektywnie zatrudniać wynalazek koła, potrzebujesz:
    • Dobrze rozwinięta technologia dla wózków lub innych przenośników.
    • Jakiś sposób na ciągnięcie wózków, najlepiej coś innego niż ludzie (którzy, nawet jeśli są zniewoleni, są drodzy w stosunku do zwierząt pociągowych). Potrzebujesz również technologii uprzęży, która pozwala twoim zwierzętom na ciągnięcie ciężkich wózków na duże odległości bez obrażeń.
    • Dobra sieć dróg, ponieważ pojazdy kołowe nie są dobre do pokonywania trudnego lub nazbyt mokrego terenu bez dróg.

    Wiec Majowie, Aztekowie i Inkowie nie wymyślili koła z bardzo praktycznego, jednego oraz jedynego powodu:

    infrastruktura potrzebna do wynalazku kola nie zostala wtedy jeszcze wynaleziona. Ot i cala tajemnica wiary”
    ————————-
    Na tym blogu przeważnie obecni krótko i właściwie rozprawiają się ze szczerą głupotą.
    Zupełnie nie rozumiem dlaczego to(n.p. wyżej zacytowane) napisałeś.
    Łamanie kołem w Machu Picchu się dokonało?
    Ta cała wyliczanka argumentów jest zupełnie nieracjonalna, nierozumna. By na koniec sobie zaprzeczyć. Że jednak się kręci.

    Żeby wymyślić koło potrzebowali infrastruktury drogowej, rozwiniętej „technologii dla wózków”, uprzęży dla zwierząt ciągnących ??
    Żeby wymyślić żarówkę potrzebowano poczekać na położenie przewodów pod tynkiem.
    Żeby tak popchnąć ewolucję, rozwój homo sapiens trzeba się przenieść przy pomocy chyba EvD na Antarktydę na jakiś czas i chodzić głową.
    Znane są przypadki sporych organizmów, które wyszły z wody na ląd, by po tysiącach lat zejść z powrotem do wody i tam żyć do tej pory. Tak im pasuje.
    Te ludy w Ameryce Pd. znały koło na tyle, na ile potrzebowały. Przesuwali bloki kamienne na balach, znali linę i wielokrążek. Znali dźwignię. Podobnie jak Egipcjanie.
    Po co im pojazd w takim skalistym terenie? A tam był (na górze) ich jezusek i jego szamani. I kasa. Jak zawsze.

    Postawię proste pytanie. Jak jest możliwe, że można wymyślić proch i nie zawładnąć światem?
    A odpowiedź jest równie prosta. Dawno odkryta. Trzeba mieć cesarza-bozię. Taki boski cesarz głupi nie jest. Jak taki proch się przedostanie do innej bozi, co ma swoich biskupów świętych, to taka obca bozia zrobi buuuuch i starą bozię cesarską wyśle do najstarszej bozi w niebiesiech. Albo do diabła.
    I otoczył się murem, przepis na proch zamknął w szufladzie. Klucz zjadł. I pojechał powozem. Jak nasi szamani.

  329. @izabella
    28 czerwca o godz. 17:34
    „Her” jest częściowo od heretyka, częściowo żeby nie było „his”, bo zawsze żywiłem szacunek i uwielbienie dla kobiet (zwłaszcza tej jednej), częściowo z przekory.

    @Na marginesie
    28 czerwca o godz. 17:42
    Nie jestem ani „filem”, ani „fobem”. Tj. staram się nie być. Prostuję stereotypy i demonizację. Bez względu na ofiarę. A że o islamie akurat trochę wiem i znam historię…..

  330. Cos nie skontaktowalo, NikodemieD? Wrocimy do tOmatu jak wena wroci

    Na marginesie
    28 czerwca o godz. 14:47

    „@seleuk|os|28 czerwca o godz. 6:37 – Pozwól, że cię delikatnie naprostuję: o ile pamiętam, to nigdy nie twierdziłam, że niczego na blogu nie można brać poważnie. Stwierdziłam tylko, że ja nie biorę poważnie niczego, co pisze Orteq. Ta moja opinia nieustannie się potwierdza. Jego wczorajsze „objaśnienie” na temat jego zbanowania przez Redaktora to przykład czystej konfabulacji. Co do reszty – to tylko net, więc do wszystkiego warto mieć dystans. Natomiast zgodzę się z tobą co do joty, że wiele osób w Polsce po prostu nie umie czytać”

    Ci nie umiejacy czytac ludzie polscy nie tylko w Polsce mieszkaja. Az mi przykro przypominac o tym, iz na Bergamutach oni czasem mieszkaja

    Co do konfabulacj, tej mojej rzekomej.. Dam przeskok tforczy i w odpowiedzi na zarzut, zacytuje mondrosc blogowa z przed dwoch lat:

    – Po raz pierwszy w historii ludzkosci niemyslacej, czwarta noga u trzynoznego OS, okazala sie piatym kolem u wozu. Wiec zostala potraktowana odpowiednio w naszych dezyzjach cos tam oznaczajacych dla Polski. Do dzisiaj przynoszacych same dla nas plusy. Niewiadomo tylko do konca, czy napewno dotatnie sa te plusy. Czy tez moze sa one tymi drugimi plusami, walesowymi.

    Najwiekszy Elektryk Wszechczasow bowiem i to przewidzial. Bo musial przewidziec. On bowiem wiedze, oraz waadze, czerpal bezposrednio ze studni wiedzy Najwiekszego Polaka Wszechczasow. Obwolanego Swietym niedawno temu.

    Nie przyznaje sie zatem do zadnej konfabulacji. Nie bede jednakze uporczywie twierdzil, iz ja tez licze na promocje do poziomu Najwiekszych Wesolkow Wszechczasow. Ja sie zadowole czymkolwiek. Byleby nie lamaniem kolem

  331. @NikodemD – 1:28

    Zmierzmy sie z wyzwaniem twym, Nikodemde

    Starożytne kultury, takie jak Aztekowe, Majowe czy Inkowe. Które to kultury dokonaly wielkich wyczynów cywilizacyjnych pomimo faktu, że koło było im nieznane. Jak to jest możliwe, iż owczesna połowa cywilizacji nie wymyślila tak prostego wynalazku jak koło?

    https://www.straightdope.com/columns/read/223/why-did-the-peoples-of-the-new-world-fail-to-invent-the-wheel/

    Odpowiedz na to palace pytanie dal, po okolo 700 czy 800 latach, nasz wlasny, w POLITYCE uksztaltowany, oraz jej owczesny Naczelny, MFR:

    – realia, panowie, realia.

    Kolo nie zostalo wymyslone przez Inkow, Aztecow czy innych Mayow-cywilizatorow tylko dlatego, ze owczesne REALIA nie pasowaly do tego wynalazku. Nie bylo wozkow, nie bylo sily pociagowej, nie bylo drog. Wiec ich cywilizacja musiala pasc.

    Przekladajac toto na dzisiejszy jenzyk:

    historia skazuje Dobra Zmiane na upadek nie mniej spektakularny niz ten Mayowy sprzed prawie tysiaca lat. Jedyna rzecz ktora nie calkiem pasuje do historycznego scenariusza to:

    – jak PiS rozwiaze sprawe braku wynalazku kola w stosowaniu tortur? Tych polegajacych na lamaniu kolem

  332. Orteq
    29 czerwca o godz. 3:58
    Kolo nie zostalo wymyslone przez Inkow, Aztecow czy innych Mayow-cywilizatorow tylko dlatego, ze owczesne REALIA nie pasowaly do tego wynalazku. Nie bylo wozkow, nie bylo sily pociagowej, nie bylo drog. Wiec ich cywilizacja musiala pasc.

    W imperium Inków było prawie 40 tysięcy kilometrów dróg. Nie było natomiast zwierząt pociągowych. Transport odbywał się głownie pieszo.

    Imperium Majów zniszczyły zmiany klimatu (susza, erozja gleby), a Inków wewnętrzne wojny, bo byli garstką najeźdźców, rządzącą 10 milionami ludźmi. A resztę załatwiła ospa i broń palna. I kościół katolicki.

  333. Polska – Japonia wczoraj.

    Myslalem, ze w tym meczu, slusznie tak nazwana, reprezentacja Polski nie moglaby juz upasc nizej niz w poprzednich.
    Upadla (w wygranym meczu!!!) w ostatnim kwadransie.

    Bezsensowne, bezuzyteczne 3 punkty okazaly sie wazniejsze niz honor sportowca i ‚szkoleniowca’.
    Kur*a, skad sie biora takie Nawalki i inne ciolki pilkarskie. Wstyd jak cholera.

  334. Stachu

    Ja tez uzywam kolowrotkow z zaciskami. Jak dobrze wieje, czasem wielogodzinnie a dawniej wielodniowo. Moje kolowrotki sa Lewmar i Ronstan. Wszystkie na lozyskach, co w sobie jest kolowrotkiem, lozysko. W dyspucie jednak o Majach, Aztekach, Kosmitach, megalitycznych budynkach uzytecznosci publicznej, pisarzach popularnych jak Daeniken etc, etc, etc, uzycie argumentu „kolowrotka z zaciskami” jest wyjsciem poza warunki brzegowe dysputy. Moj experyment opisuje bezkolowrotkowy uzytek, pojedynczej liny. Uzycie Twoje, opisuje tzw „maszyna prosta”. Inne jest dzialanie i rozklad sily na sznurku. W obu wypadkach. Opor materii, ten sam.

    Na temat jak kto co rozumie, wypowiadal nie bede. Czasem sam mam klopot Stachu. Dlatego ograniczam czas na blogu do niezbednego minimum, najczesciej przy posilkach. Zwyczaj ten wzialem z faktu, ja i Moja czytamy gazety i inne texty przy posilkach dwuosobowych lub jedno. O ile nie spozywamy wieloosobowo. Robimy to od niepamietnych czasow, przedWzajemnych. Elena z tym zwyczajem walczy. Moje dzieci, przejely czesciowo, od przypadku do przypadku.

    Ewa-Joanna

    Artykul zapoznalem. Dziekuje. Czlonkiem spolecznosci nie zostane. Dziekuje. Krezus proponuje spolecznosc budowac na terenach kompletnie bezwietrznych, z permanentnym niedoborem duzych obszarow wody.

    Co do popularyzacji nauki. Znachor nie popularyzuja medycyny. Ksiadz/immam/szaman nie popularyzuje wiedzy/nauki. Wiedza jest wspinac po schodach, kolejnych. Ciezka praca. Wiele ludzi nie wytrzymuje obciazenia. Znachor/ksiadz/szaman proponuje lenistwo umyslowe. To rozwiazanie wiele kupuje, leniwych. J.Verne korzystal z znanych mu osiagniec nauki. Nie proponowal lenistwa. Pierwsza ksiazka co przeczytalem samodzielnie byl „Pietnastoletni kapitan”. Duzo czasu mnie zajelo, pamietam. Mapka byla wklejona na koncu, pamietam.

    W ksiazce J.Verne, poraz pierwszy spotkalem „argument/logike smolenska”. Oczywiscie wlasciwej nazwy jeszcze nie znalem wtedy. Byl czarnoksieznik przebrany, w Kongo. Zaczal dmuchac na chmury i deszcz przepedzil. Jest to dowod latwy do powtorki. Kazdy moze wyjsc na balkon/taras jak pada deszcz i zaczac dmuchac. Skutek taki sam bedzie. Deszcz przestanie. Czasem po godzinie, czasem po tygodniu. Lenistwem umyslowym jednak, wiazac przyczyne ze skutkiem w tym wypadku. Lenistwo umyslowe szuka „logiki smolenskiej”. Nazwe ta zapoznalem dopiero jak wrocilem do „nadwislanskosci”. Virtualnie. Stanford logika ma inna nazwa na „argument smolenski”. Tyle o popularyzacji nauki.

    Przy kawie Seleukos pozdrawia

  335. Orteq ciebie pozdrawia, seleukosie, przy seczego.

    Dmuchac na zimne nie bede. No bo mi brat w Polsce znowu zarzuci: to przez te wasze ropy bitumiczne, i przez wasze dmuchanie na zimne, mamy rekordowa susze w Polsce. Pozbawiajaca moje liczne bydleta drugiego pokosu siana.

  336. @izabella – 5:59

    Bardzo slusznie przypomnialas o nastepnej historycznej zbrodni KK: unicztozenie Imperium Mayow. Malo kto pamieta te zbrodnie przeciwko ludzkosci. Brak wynalazku kola byl sprawa marginesowa podczas dokonywania tego wystepku

  337. Orteq, mam do Ciebie prywatne zapytanie. Jak chcesz napisac. Czy Twoj brat i jego nierogacizny do „smolenszczakow” zaliczaja? Brat moge zrozumiec, bez akceptacji. Ale zeby rowniez nierogacizna?

    pzdr seleuk

  338. sele,

    Widze zes slabo kumaty w rolnictwie. Nierogacizna z reguly swej nie jada siana. A ja tylko brak drugiego pokosu siana wspomnialem jako kleske. Osobiscie doswiadczona przez mojego brata. Owszem, istnieje podejrzenie, iz jest to powiazane ze Smolenskiem. No bo wszystko sie wiaze z ta tragedia narodowa

  339. Orteq, cos Ty placzesz znowu. Jak nierogacizna siana nie jada? Kolo mnie mieszka duzo nierogacizny. Moge foto zrobic, jak nie zapomne. Ta nierogacizna caly dzien skubie trawe. Jak zima to przypuszczam, suszona trawa(siano). Chlopi co choduja juz drugi raz zebrali dawno, powiedz bratu. Jeszcze z miesiac a trzeci zbiora. Trzy jest standart w mojej okolicy, slyszalem o czterech. W biale paczki pakuja ca 1,5 ´m srednicy, taka sama wysokosc. Zreszta moj dziadek tez mial nierogacizny pare sztuk zawsze. Co ja niekumaty Orteq?

    Z ta tragedia smolenska, nie uwazam tragedia. Zdarzenie to jest tylko wyjasnienie Realu nad Wyimaginowana Rzeczywistosc. Odpowiedz. Real, doprowadza rzeczywistosc do zrodel. Nie imaginarium.

    pzdr Seleukos

  340. Orteq,

    ‚drugi pokos siana’ – zatesknilem za ‚Kwadransem rolniczym’ z czasow PRL.

  341. No proszę, widzę że moje życzliwe uwagi zostały wzięte pod uwagę i bałagan graficzny, autorsko-redakcyjny został usunięty. Można? Można. To czyni mnie niejako współautorem szaty graficznej, niezły numer. Ale czy ktoś człowiekowi podziękuje za zwrócenie uwagi na niedoróbki? Czy ktoś będzie miał odwagę szczerze przyznać: daliśmy ciała, ale dzięki spostrzegawczości tegoż nieocenionego Roggera, mogliśmy poprawić różne głupstwa i błędy w układzie graficznym? Gdzież tam. Plemienny etos i wrażliwe ego oczywiście nie pozwolą na tego rodzaju uczciwość, lepiej nabrać wody w usta i udawać Greka. Ech ta siermiężna swojskość, zewsząd wyłazi, nawet na „takim” blogu…

  342. Tak, oczywiście. Cache, temporary internet files i tak dalej. Dziękujemy, systemie operacyjny.

  343. Tak, oczywiście. Teraz że to niby wszystko wina windowsa 😉

  344. Jesteś jak zwykle ten jedyny wybrany, gratuluję 🙂 reszta jakoś nie miała powidoków.

  345. Nefer
    29 czerwca o godz. 9:06

    No to wielka szkoda, wychodzi na to, że zacofany religiant znacznie lepiej dostrzega rzeczywistość, niż postępowi ateiści 🙂 Jednak mylisz się że nikt inny nie zauważył, jak chcesz to poczytaj sobie wcześniejsza wymianę uwag Roggera i bubekró na temat ateistycznej trójcy autorów-redaktorów. Oczywiście, różne blogowe dulskie nie zdzierżyły i „ukryły” łapkami te jakże niewygodne komentarze.

  346. Pierwsza wzmianka o nowym redaktorze, jednak ktoś zauważył. Że się zmieniło, dnia pięknego roku pańskiego 2018.06.21

    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/05/30/gdyby-bog-cokolwiek-mogl/#comment-533231

    Stachu39
    21 czerwca o godz. 16:24
    Dopiero teraz zauważyłem, że jest nowy Redaktor. Gratulacje!. Czyli blog toczy się dalej. Fajnie, czyli byczo, użyję tu nieco przestarzałych wyrazów na określenie zadowolenia.

    Ale jak musisz to sobie muś, mnie się już nie chce.

  347. Optymatyk
    29 czerwca o godz. 0:28
    Bo UFO rejestrują jak najbardziej będące wynikiem nauki rejestratory, tylko to co zarejestrowały nie pasuje do spetryfikownych głów je oglądających.

    Mój komentarz
    Optymatyk, gdzie, kiedy i jakie rejestratory „będące wynikiem nauki” (pokrętne określenie, podobnie jak termin UFO)?
    Gdzie jest sprawozdaniu naukowe o tym, ze UFO zostało zarejestrowane? I że to jest UFO, czyli coś czego nie ma.
    Optymatyk, chodzi o sprawozdanie naukowe, a nie o jakieś raporty publikowane w czasopismach ufologicznych kolorowane przez ufologów pod naiwnych.
    Pzdr, TJ

  348. Nefer
    29 czerwca o godz. 9:32

    No to znakomicie, że ktoś zauważył, że jest nowy redaktor, bo z nagłówka wynikało do niedawna, że redaktorem „nowego” bloga nadal jest Jacek Kowalczyk. Co więcej, jako nad-autor tekstu Antoniusa, pod jego tytułem pysznił się wytłuszczonymi literami Tanaka, stąd moja wymiana uwag z bubekró. Ale oczywiście, cicho sza, Polacy nic się nie stało, nic już o tym nie mówimy. Niech będzie że nie chce nam się 😉


  349. Żorż Ponimirski
    21 czerwca o godz. 18:22
    Niech będą pochwalone Listy ateistów 3.0.

  350. Nefer
    28 czerwca o godz. 23:39 Sam wiem-co (też macham rzęsami, a nawet kicham – alergia na nie-wiem-co). 😀

  351. Wiesz co, Rogger, wygrałeś. Przedszkole jest twoje. 🙂

  352. Daj spokój Nefer, wszyscyśmy wygrani i przegrani zarazem, nic się nie stało, Polacy nic się nie stało, najważniejsze że Niemcy odpadli 😉

  353. Rogger77
    29 czerwca o godz. 8:08 Bardzo ładnie mówisz. A skoro tak życzliwie uwagi przedstawileś,to weź i tu je wklej, żeby bylo widac, jakie zyczliwe. A jako „niejako wspołautor szaty graficznej” też jesteś życzliwie miły, bez upewnienia się, że kto inny może jest autorem i współautorem. Co juz jest mniej mile, ześ taka żaba co lapke podstawia i zaraz woła: „mnie medal dawajcie” . Jak juz co o uczciwosci gadasz, wodzie w buzi, udawanii Greka, to wziałeś i najpierw sprawdziłeś jak to tam bylo. Ale nie wziałeś. Że przytulenia i pogłaskania po niedoglaskanej głowce Ci trzeba, to jednak okazaleś dowodnie i to jest w miarę życzliwe.

  354. Tanaka
    29 czerwca o godz. 10:12

    Nie wiem jak tam było i co było, bezsporne jest że bałagan w nagłówku był i jako nad-autor tekstu Antoniusa widniałeś, a teraz to się zmieniło. Żadnego pogłaskania po główce mi nie trzeba, a jeśli już to nie na jakimś wirtualnym blogu. Taki sobie po prostu mały ubaw mam 🙂

  355. Błogosławieni ubodzy duchem albowiem ich jest królestwo niebieskie

    Niedokładnie pamiętam bo z Tomka Sawyera jak wkuwał do szkółki niedzielnej 🙂

  356. Był czas, kiedy innoskórcy włazili tu pojedynczo, by się wyżyć. Odnoszę wrażenie, że po zmianie trochę ich tu więcej. Wyżywają się konfrontacyjnie Witold, Optymatyk, piewca islamu Herstoryk, no i nie popuszcza, wchodząc z niczym, ale wchodząc Rogger77. Plus w piwnicy parę kaznodziejskich dam.

    Witold:
    „Jak na ateistów zbyt często drodzy koledzy i koleżanki piszecie o Bogu. Czy ateiści istnieją bez obecności Boga? Czytając ten blog, myślę, że nie”.

    Skoro piszesz, Witoldzie, „zbyt często”, musisz skądś wiedzieć, ile ateiści mogą pisać o Bogu, żeby było w sam raz. Podpowiedz. Ale zdumiewa mnie, że dopiero po obserwacji blogu ateistów odkryłeś, że nie mogą oni istnieć „bez obecności” Boga, a nie odkryłeś, że Bóg tu istnieje tylko dzięki nim.

    Jeszce byłoby do uzgodnienia, czy w zdaniu „Czy ateiści istnieją bez obecności Boga?”
    masz na myśli obecność Boga w niebiesiech, czy tylko na blogu. Jeśli tylko na blogu, to wybacz, ale jesteś kolejną zrzędą, której nie mieści się w głowie, że niewierzący w istnienie Boga mogą mówić o nieistniejącym. Z wiary w tego nieistniejącego powstała dwutysiącletnia kultura i nieszczęsna Polska jako mesjasz narodów. Przede wszystkim zaś mówienie na blogu jest o źródle tej kultury – Biblii – oraz o destrukcyjnych skutkach zinstytucjonalizowanej religii dla narodu, państwa. O Bogu mówi się tu jako o głównym bohaterze biblijnych opowiastek – jak o Szwejku – a nie jako o istniejącym szewcu, który zrobił gówniane buty i zwalił winę na buty.

    Optymatyk
    28 czerwca o godz. 23:15
    @Tobermory i wbocek

    „Skończoność to niewyobrażalnie mały mózg w waszych czerepach o wyobrażalnej głupocie waszych myśli”.

    Wyrafinowana konstrukcja tego zdania mnie poraziła, ale mi od razu przeszło, jak zrozumiałem, że mam do czynienia z cytatomanem i kimś w rodzaju szpicy przedniej doktora Kwaśniewskiego leczącego wszystko słoniną.

    Zacytowałeś pana Sedlaka:

    „Człowiek głupi wie wszystko, oprócz tego ,że jest głupi.”

    Czyżbyś był jeszcze głupszy od głupiego, skoro wszedłeś powiedzieć głupim, że są głupi, a oni i tak nie zrozumieją?

  357. wbocek
    29 czerwca o godz. 10:40

    „Był czas, kiedy innoskórcy włazili tu pojedynczo, by się wyżyć. Odnoszę wrażenie, że po zmianie trochę ich tu więcej. Wyżywają się konfrontacyjnie Witold, Optymatyk, piewca islamu Herstoryk, no i nie popuszcza, wchodząc z niczym, ale wchodząc Rogger77.”

    Nie tak znowu z niczym, bo z konstruktywną krytyką, która już doprowadziła do istotnych zmian w układzie graficznym bloga. Żeby tylko każdy taki pozytywny wkład wnosił.

  358. @tejot
    https://www.youtube.com/watch?v=QZbRuLaB7uk
    https://www.youtube.com/watch?time_continue=1&v=hRArNA2dOB8

    Takich przykładów są tysiące ,jak nie miliony.

    Nie rozumiem czego Ty nie rozumiesz.
    Rejestratory, to wszelkie kamery instalowane na lotniskach w samolotach a także te , które instalowane są w smartfonach zwykłych ludzi , których tam wtedy było dość sporo. Urządzenia te są konstrukcjami powstałymi dzięki i wyniku rozwoju nauki i postępu technicznego z tym związanego i zarejestrowały to, co widać na filmach a my nazywamy UFO, chyba nie muszę wyjaśnić co to oznacza.
    I co tu dla Ciebie jest niejasne?
    Inna sporawą jest ,dlczego oficjana nauka nie chce się tym zajmować, udaje ,że nie widzi, lub, co jest bardziej prawdopodobne, boi się jak przysłowiowy diabeł święconej wody, niemożliwości osadzenia tego zjawiska w oparciu o przyjęte paradygmaty. Jeśli coś nie poddaje się „empiryce”, to nawet gdy jest zarejestrowanym faktem, nie istnieje dla naukowców. Dla mnie istnieje, nawet gdy do końca nie wiem co to jest.
    Tysiące ludzi obserwowały te zjawiska i zarejestrowały na swoich telefonach, smartfonach , tabletach a Ty chcesz mi powiedzieć ,że wszyscy ulegli zbiorowej halucynacji?
    Nie czytam czasopism ufologicznych jeśli Cię to interesuje, nie mam na to czasu.
    Wiem jedynie ,że fenomen UFO jest faktem , który doprowadza do szału umysłowego wszystkich tych , którym się wydaje ,że już wszystko wiedzą i takie zjawisko nie pasuje do ich wyobrażeń. I z tego tytułu nie ma tej tematyki w naukowych czasopismach.
    A tak w sumie jestem ciekaw co mnie to obchodzi ,że ich to nie obchodzi?
    Ja wiem swoje. I to nie jest irracjonalne zachowanie. Irracjonalnym zdaje się być brak reakcji „uczonego trupa myśli „na fakty.
    Co tu jeszcze jest dziwnego?

    Prywatnie jestem w posiadaniu zdjęcia, które zrobiłem parę lat temu w Zurychu , kiedy fotografowałem tabletem, piękną architekturę starówki . Po dokładnym obejrzeniu zdjęcia i przybliżeniu czegoś co nie było przedmiotem mojego zdjęcia, w górnym rogu na tle chmur, okazało się obiektem (spodkiem) , a który wszyscy nazywamy UFO.
    Nie wiem skąd się to tam wzięło ale zdjecie jest faktem. Niczego tu nie wymyślam , wiem ,że było coś, czego jak na razie nie możemy w sposób spójny wytłumaczyć.
    Nie jestem człowiekiem wierzącym w cokolwiek, ale fakty nie pozwalają mi twierdzić ,że nie ma tego co zostało zarejestrowane. Nie wiem co to jest, wiem jednak ,że jest.
    I nie ważne czy to się komu podoba czy nie.

  359. Rogger77
    29 czerwca o godz. 10:21 Nie, no nie jestes taki wstydzacy sie i tą swoja życzliwosc tu wklejasz. Ja też mam ubaw – że taki duży, a taki maly i poglaskania się domaga bez sprawdzenia, ze kogo innego należy poglaskać.

  360. Optymatyk
    29 czerwca o godz. 0:28 * Masz powaznego nicka, więc nie bądź taki, że sobie z niego podśmichujki robisz, tylko mów powaznie i do rzeczy. Chyba, że szukasz okazji, by z Ciebie robić to, czego się domagasz nickowi robiąc wbrew. No i jesteś poważny wyznawca tego profesoroksiedza Sedlaka, więc nie dajesz jego byle jakich cytatow, zeby dowodzić niebylejakości onego, tylko dajesz cytaty poważne i dowodzace. To tak przez wzgląd na czytaczy i jeszcze bardziej – na samego Sedlaka. Zeby się w grobie nie przewracał, zes taki jego wyznawca, co go osmiesza. Jak to niestety chrześcijany robią z Jezuskiem, co jest mocno przykre. Malo mnie zajmuje to, co Ci się z rozbiorem logicznym cytatu kojarzy, więcej to, ze na rozbiór owych precjozów mysli sedkalowej nie reagujesz ani logicznie ani w inny poważny sposób, ale jeczysz, wybrzydzasz, parskasz i odwolujesz się do jakiegoś religianckiego niepojetego, co dla Ciebie jest jak nic bardzo pojete, skoro tak wybrzyszadz nad innymi w sprawie pojetości. Co dla zdolnych do analizy cytacikow niepojete, dla niezdolnego pojete. Jest to Cud Boski i Wspanialy Plan Olmajtego. Zrob poważnie co trzeba, zeby ten co pojmuje, ale ne pojmuje, mial jak Ty: niepojęte pojmuje, a pojętego – nie. Jak na mszy: Ciebie prosimy – wysluchaj nas panie . Pokaż co potrafisz, Optymatyku z duzej litery.

  361. Może mi ktoś wytłumaczyć, o co chodzi z tymi pierdołami o nad-autorach, pod-redaktorach itp.???
    Niczego niestosownego nie zauważyłem. Zgodnie z wypracowaną mailowo procedurą zaproponowałem Tanace kilka tekstów i od jego opinii zależało, czy je wykorzysta czy nie. Poślę mu kolejne i albo je wykorzysta, abo nie. Ja mam do niego pełne zaufanie i żadnych pretensji np. o wyrzucenie tekstów do kosza nie mam (oczywiście windowsowego, bo nic nie jest na papierze). Mnie tylko zaskoczył nowy outfit blogu, tzn. obok tekstów informacje o innych blogach. Może to tylko u mnie jest tak?

  362. Myślę ze Opty bylby dobrym medium dla parapsychologa i wdzięcznym uczniem paranaukowca, bo ma w sobie to coś, czego ja nie mam i mu zazdraszczam.
    Chciałabym osobiście zarejestrować smartfonem, a jeszcze lepiej dobrym kodakiem z ogromnym zoomem jakieś UFO, bo nie śmiem myśleć o bliskim spotkaniu z ufoludem. Chciałabym również mieć przyjemność obcowania z jakimś duchem. Nic mi się jednak nie ukazuje, nic w kominie nie łka.
    Moja prozaiczność i niewrażliwość na cuda i dziwy tego świata jest przygnębiająca.
    Nie wiem jednak czemu wierzę, że wbocek jest chodzącym po wodzie.
    Może więc nie jest ze mną tak źle.

  363. Mój wpis z g.12:58 miał być adresowany do @Tanaki, ale niech będzie do wszystkich

  364. wbocek
    29 czerwca o godz. 10:40 To mi sie barzo podoba, ze kolega @Witold jest dobrze zorientowany, ile czasu ateista ma sie zajmowac bozią i dlaczego za wiele. Jak powiedział Philip K. Dick: rzeczywistość to jest coś co nie znika, gdy sie o w to przestaje wierzyć , czego przeciwienstwem jest bozia: znika, gdy sie w niego nie wierzy. Ateista wyrządza wielkie dobro wyznawcy bozi, ze o nim gada, bo dzieki temu bozia trzyma sie jakos w posadach. I to jest Wspanialy Plan bozi na życie ateisty, ze sobie moze o bozi pogadac, pochichotac i rozne figle powyprawiac, dzieki czemu ateista podtrzymuje ducha w bozi. Dlatego bozia spiewa w duchu, ktorego nie gaście: dzięki, o wielkie dzięki, skladamy Ci, o ateisto nasz… – ja każdy wyznawca, razem z tym co się unosi nad wodami, śpiewa w kosciele, bo w tramwaju nie śpiewa, co jest bardzo dziwne. Bo Jezusek powiedzial: gdzie dwóch się zbiera w imię boże tam jestem ja między nimi. Albo jakoś tak.

  365. mag
    29 czerwca o godz. 12:58 * Maguś, bo my w Pombocka wierzymy, a nawet widzimy jak po wodzie zasuwa oraz w niej znika i zmartwychwstaje, a Jezusek raz zrobił, dwa tysiace lat temu i od tej pory przestał z nami rozmawiać ani sie pokazywać. Co jest dosyć dziwne i może nawet niegrzeczne. A nasz Pombocek to i niedziwny i grzeczny i głębszy jakiś na umyśle i panie szanujący, no i dusza człowiek, a nawet Ten z Jeziora.

  366. @wbocek
    „Uderz w stół a nożyce się odezwą”, tyle i tylko tyle dla takich jak w powiedzeniu Sedlaka. Są też tacy, którzy pod to nie podpadają.
    „Włącz myślenie” , jak mawia dr Czerniak
    Cytaty Ci w czymś przeszkadzają? , całą Twoją mowę można przecież uznać z zespół cytatów. Nie przypominam sobie abyś cokolwiek wymyślił sam, ani jeden wyraz, który używamy nie jest Twojego ani mojego autorstwa.

    „Mądrość mędrców i doświadczenia całych wieków zawierają się w cytatach.” B.Disraeli

  367. Ja się nie znam na UFach, nie widziałem paranormalnych obiektów, ale wierzę w halucynacje zbiorowe, np. pojawienie się w mózgach wiernych całej sfory świętych z bogami włącznie: Fatima, Lourdes, Medjugorie, Oława koło Wrocławia itd. . ABP Hoser ma dowód na to, że Matka Boska – chyba w jakimś UFO – poraziła Sowietów dawno temu i wygraliśmy jedną bitwę po Grunwaldzie.
    Bywają tez bardzo śmieszne objawienia. W Parku Szczytnickim we Wrocławiu wyrosło dziwne drzewo, którego czubek był idealnym ścięła ten kryż z pewnej nocy. Uzdrowień uprzednio nie ogłaszano. Sam byłem pod urokiem tego dziwu natury, gdy byłem na seminariach astrofizyków w pobliżu.

    W moim garażu miałem bardzo dziwny cud natury, a jestem bezbożnikiem i nie umiem tego wytłumaczyć. Ogrzewanie garażu było dzięki grubej rurze. Nie mieszkaliśmy i była straszna zima. Woda zamarzła w rurze i rura pękła. Dotąd ok, fizyka się kłania, ale z rury wystawał poziomo dziwny twór lodowy długi na 30 cm i w kształcie zwężającej się spirali! To pewnie problem godny doktoratu, aby wyliczyć kształt tej figury, a głupia natura sobie poradziła.

  368. Zachciało mi się pisać bez Libre Office i zeżarło mi wyraz „krzyż i kilka dalszych słów i wrzuciło niedobry tekst do blogu.
    Pardon!

  369. Antonius
    29 czerwca o godz. 12:51

    Cóż Antoniusie, widocznie jesteś człowiekiem o gołębim sercu, że takich nieprawidłowości nie zauważasz, ja jednak zauważyłem i skomentowałem, zgodnie zresztą z mottem tego bloga, aby nie przechodzić obojętnie i nie milczeć. Sytuacja była do niedawna tego rodzaju, ze w nagłówku bloga jako redaktor widniał Jacek Kowalczyk, pod spodem tytuł Twojego tekstu, a pod tytułem – „Tanaka” jako nad-autor, czy nad-redaktor, a dopiero pod tekstem Twój pseudonim. Sytuacja była niejasna do tego stopnia, że jedna z uczestniczek zaczęła dziękować Tanace i gratulować znakomitego tekstu, uznając go w sposób ewidentny za autora. To mnie skłoniło do napisania kilku słów komentarza na temat niejasnych relacji autorsko-redaktorskich i małej wymiany uwag z „bubekró” na temat uwidocznionej trójcy autorskiej. Wystarczyłoby w tej sytuacji kilka słów wyjaśnienia, że tak, owszem, nastąpiła pomyłka, blog się konstytuuje, dlatego powstało małe zamieszanie w układzie graficznym itd. Zamiast tego – milczenie, udawanie że problemu nie było i zmiany cichaczem, żeby usunąć zaistniały kiks. No a potem – o co w ogóle chodzi, czego się czepiasz trollu łasy na głaskanie. Może to pierdoły, ale sytuacja była faktem, można sprawdzić w komentarzach.

  370. @Optymatyk.
    Ks. Sedlaka pamiętam jeszcze jeszcze , gdy kazał w Radomiu. ludzie chodzili na jego kazania , bo mówił ładnie, inaczej niż inni . Np: opisywał upał, gdzie pies nie podniesie głowy na widok przechodzącej suczki. Były to lata 50-te, do kościoła się chodziło , bo było się przeciw. Później był przez pewien czas modny, chyba lansował go Przekrój, nie pamiętam, może Tyg Pow., był już wtedy w Lublinie. Nie pamiętam jego złotych myśli. Natomiast ma niewątpliwe zasługi na polu nauki , jego bioelektroniczna teoria życia jest jedną z aktualnie istniejących teorii, chociaż ma przeciwników.
    Tzw UFO jest prawdopodobnie obserwacją zjawisk o różnym pochodzeniu. Teoria kosmiczna jest jedną z ostatnich, ale jak to się mówi, niczego wykluczyć na pewno nie można, np ,że jutro będzie koniec świata.

  371. Optymatyk
    29 czerwca o godz. 12:25
    @tejot
    https://www.youtube.com/watch?v=QZbRuLaB7uk
    https://www.youtube.com/watch?time_continue=1&v=hRArNA2dOB8
    Takich przykładów są tysiące ,jak nie miliony.

    Mój komentarz
    Optymatyk, pytałem o sprawozdanie naukowe potwierdzające istnienie tzw. UFO, a ty mi podsyłasz obrazki jakichś światełek z Chin. Takich obrazków oglądałem setki, od tak dawna, jak ufologowie mieli okazję zaistnieć w mediach.

    W Polsce, jeśli dobrze pamiętam, są wydawane czasopisma ufologiczne, a od czasu do czasu objawia się świadek, który osobiście oglądał lądujące UFO i spotkał się z Obcymi.
    Czy z tego wynika jakakolwiek nauka, jakikolwiek dowód na istnienie UFO?

    W Polsce wychodzą czasopisma typu „Egzorcysta”, typu „Wróżka” jest nawet kanał TV ze stale tasującą karty wróżką i przepowiadającą przyszłość. Czy takie czasopisma są dowodem naukowym na cokolwiek?
    Obrazki, które podesłałeś na niniejszy blog nie są naukowym dowodem na istnienie UFO.
    Pzdr, TJ

  372. @seleuk|os| – godz. 6:41
    To minęliśmy się w idei. Mnie raczej chodziło o prostą sprawę przełożenia rozbudzonego przez fantazję zainteresowania na realne dokonania naukowe czy techniczne.
    I dlatego uważam, że tacy ludzie jak EvD tez są potrzebni, bo są jak dróżdż powodujący wyrośnięcie czegoś interesującego i nowego.
    Dlatego tez mądrzenie sie na temat, że EvD czytają tylko napalone małolaty uważam za niepotrzebne.
    *
    Optymatyk
    Z tejotem nie pogadasz, bo on jest „szkiełko i oko”.
    Mnie się bardzo podobają odwiedziny kosmitów i wcale nie wydają mi się takie nieprawdopodobne. Problemem może być percepcja.

  373. Do „Listów ateistów dołączyłem niedawno temu po kilku latach przerwy z powodu kłopotow ze zdrowiem. Był to pewnie blog 2.0, istniejący dzięki pewnej „silnej grupie pod wezwaniem” (to wspomnienie z młodości). Ta grupa przekonała redaktora Kowalczyka do kontynuacji blogu w oparciu o wstępniaki użytkowników, przekazanych mu do oceny i umieszczenia. Wspomniana grupa być może przypomniała sobie moją działalność blogową sprzed lat (grubo ponad 4000 komentarzy mam na twardym dysku, a to nie wszystko). Zaproponowano mi udział i z ochotą karmiłem Pana Kowalczyka tekstami, które wykorzystał lub nie. Gdy blog miał zniknąć kompletnie wspomniana grupa poprosiła Tanakę o zastąpienie redaktora Kowalczyka, który jednak obiecał śledzić wersję 3.0. Rola Tanaki jest więc jasna – zbiera teksty, ocenia je według własnego uznania i powoduje umieszczenie ich pod patronatem Polityki. Wszyscy członkowie nieformalnej grupy w mailach prosili Tanakę, on niezbyt ochoczo się zgodził. Jest najodpowiedniejszym „pod-redaktorem” i tez „nad-autorem”, to jego prawo po podjęciu się obowiązku. Być może nie wszyscy”goście” byli o tym poinformowani. Osobiście zaskoczyła mnie ta żenująca dyskusja o prawie „kradzieży” intelektualnej. Nie widziałem nowego wstępniaka zaraz po upublicznieniu, stąd moja niewiedza o wyglądzie czołówki , ale i tak nie miałbym żadnych pretensji i to nie z powodu „gołębiego serca”, tylko z wyczucia realiów.. Przypisywanie autorstwa wypowiedzi nie tym blogowiczom co trzeba jest nagminne i nie jest dowodem na cokolwiek. Ponadto moje ego jest już tak maleńkie (po śląsku „sfronkło się”), ze mieści się w butonierce. Cieszę się oczywiście– jak każdy autor – iż ktoś przeczytał to co napisałem i jeszcze nie miesza mnie z błotem, ale bez przesady z tą własnością intelektualną na publicznych blogach. Cieszmy się, że Tanaka podjął się tak niewdzięcznego zadania, abyśmy wszyscy mogli zachwycać się UFO i rozważaniami filozoficznymi w wykonaniu wszystkich zainteresowanych blogiem tak wyraźnie obywatelskim. Może i są podobne blogi, ale nie zamierzam szukać nowych wrogów, bo mam tu przyjaciół, których ja cenię, a czasem podziwiam.
    „Bez holajzy(Tanaki) nie da się verszlusu roztrajbować”!
    Jeśli ktoś nie wie dlaczego, to powiem – „z powodu kajly na ueberlaufie” – a może inaczej?

  374. Antonius
    29 czerwca o godz. 15:01

    W żadnym miejscu nie oskarżyłem Tanaki o „kradzież intelektualną”. Bardziej mi chodzi o milczenie i zamiatanie sprawy pod dywan, a potem drwiny o głaskaniu, kiedy zwróciłem na tę sprawę uwagę. Tym bardziej, że po moim komentarzu jednak zmiany nastąpiły – zmienił się nagłówek, a pod tytułem tekstu zamiast „Tanaka”, pojawiły się „Listy Ateistów”. Coś więc jednak musiało być na rzeczy.

  375. @Antonius 29 czerwca o godz. 15:01

    „Albowiem z powodu kajli na uberlaufie trychter rzeczywiście robiony był na szoner, nie zaś krajcowany i bez holajzy nie udało się zagnypować lochbajtla w celu udychtowania pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie śtendra”.
    Tyle Tuwim. Cytuję z pamięci, więc może niedokładnie 🙂

    Aggent Rogger włazi tu tylko po to, żeby mącić i wybrzydzać.
    Temat jest mu obojętny. Typowy troll.

  376. „Sfronkło się” – bardzo mi się podoba. Zapamietam.

  377. Kulisy zmiany ustawy o IPN – porozumienie PiSlandii z Izraelem.
    Po calej serii zakulisowych przepychanek.
    A to dopiero!

    http://natemat.pl/242369,ustawa-o-ipn-wyciekly-kulisy-dotyczace-porozumienia-polski-z-izraelem

    Wybrany komentarz:
    No to naczelni antysemici kraju, Michalkiewicz, Braun, Międlar i inni pomniejsi, wraz ze swymi wyznawcami będą mieli używanie na długo. Ale nawet nie żal mi Kaczyńskiego i jego sług, w swojej arogancji i bucie uwierzyli, że można bezkarnie korzystać z poparcia antysemitów i narodowych nazioli i jednocześnie zachować cnotę, czyli cieszyć się szacunkiem na arenie międzynarodowej, szczególnie największych sojuszników. Niestety, ich głupota idzie także na nasze konto.

  378. Ciekawe! Mam nadzieję, że nie uprawiam tu lokowania produktu. Dla równowagi: podobną działalnością zajmował się Julian Tuwim i nawet opublikował zebrane ramotki w tomie „Cicer cum caule” czyli groch z kapustą.

    http://bliss.natemat.pl/242111,fantastyka-z-lamusa-czyli-przedwojenne-ulotki-hitem-w-sieci

  379. Ewa-Joanna

    Ja EvD nie czytalem. Z wpisow na blogu rozumiem, oszust jest/byl. Nie malolaty na pieniadze naciagnal. Doroslych tez. Mysle, oszust jest niezbyt dobry „drozdz na wyrosniecie” czegos lepszego. Ja dwoch Jezusow spotkalem. Jeden Jesus Alcala nazywal. Oszust, naciagnac chcial na pieniadze, skandal wybuchl. Dostal wyrok, trzy/cztery zarzuty(?). To bylo ok 2000. Projekt wymyslil, biednym pomagac w PldAm. Nieudolny jeszcze na dokladke Jezus. Teraz, chyba, mieszka w Hiszpanii, kombinuje. Drugi Jezus, ten co w Petrothallasa spotkalem kolo Ermione. Pisalem, tez oszust, ale nikogo na pieniadze nie naciagal. Przyjemnie mielismy pare dni, i ludzie dookola. Z owcami i kozami lazil po gorach, ja pare razy z nim. Wieczorem wodke pilismy, inne cuda. Oszust oszustowi nie rowny drozdz.

    A o UFO E-J (i moze Optymatyk). Wierzyc to kazdy moze w co chce. Nic komu do tego. Pytanie jest, dlaczego nauka tym nie zajmuje? I jest odpowiedz prosta. Wiara w UFO, krasnoludki, krokodyle przy wodospadzie, bozie i ich kosmogonie etc, etc nie spelnia postawoeych warunkow nauki. Scientific method. Link daje jak kto ma ochote. Pod spodem sto lektur, gdyby malo bylo. Zadnego elementu [kap Elements of the scientific method] szczegolnie.

    https://en.wikipedia.org/wiki/Scientific_method

    Mozna zwrocic do zrzeszen wiernych czy crowdfunding o finanse. Ja gleboko wierze, krasnoludki u mnie liscie z drzew zrywaja na jesien. Nie szukam finansow na projekt, a foto moge zrobic na zadanie. 20 lat poprzednio bralem udzial w poszukiwaniu SETI@home. Mialem kupe wolnych kompow noca do administrowania. SETI@home jest naukowy projekt. Finansowany przez NASA min. Dobrze zapoznac , co jest roznica. Miedzy nauka a wiara w krasnale UFO

    http://setiathome.ssl.berkeley.edu/

    Tyle o EvD

    Pzdr Seleukos

  380. Ewa-Joanna
    29 czerwca o godz. 14:51
    I dlatego uważam, że tacy ludzie jak EvD tez są potrzebni, bo są jak dróżdż powodujący wyrośnięcie czegoś interesującego i nowego.
    Dlatego tez mądrzenie sie na temat, że EvD czytają tylko napalone małolaty uważam za niepotrzebne.

    Mój komentarz
    Śmiała teza – tacy jak EVD są jak drożdże powodujące wyrośnięcie czegoś nowego.

    E-J, metafora o drożdżach jest chwytliwa, lecz gdzie Danikenowi do drożdży. On zamiast pobudzać do myślenia, kształcić poznanie świata na naukowych podstawach, pobudza do wierzenia, namawia do spojrzenia na świat przez okulary blagiera, oszusta intelektualnego, który fałszywie uanaukowia odkrycia archeologiczne, w sposób bezwstydny i cyniczny, pod płaszczykiem popularyzatora nauki wmawia rzeczy niebyłe zdając się na naiwność i ufność czytelników, szczególnie młodych.

    Oprowadza czytelników po swoich fantazjach i domysłach, bajeruje „dowodami” branymi z kapelusza, zapewnia, że on jest inny – wolny, przystępny, on niesie prawdę o ludzkości i kosmitach zarejestrowaną tak przemyślnie (to sprawka kosmitów) w obrazach, płaskorzeźbach, wydeptanych ścieżkach itp., że tylko on ją widzi, co dla niego jest zaszczytem i przedstawia swoje blagierskie pisarstwo jako misję usługową dla ludzkości by poznała samą siebie jako twór kosmitów garnąc przy okazji niezłą kasę za swoje nieskładne a atrakcyjne dla naiwnych dywagacje, omijając z daleka wszelkie naukowe konferencje, zapytania i przypomnienia, w których ludzie nadal trzeźwi po przeczytaniu jego książek domagają się realnych dowodów na teorie snute przez niego w tych książkach.

    Jeżeli EvD kłamie, kręci, konfabuluje i fałszywie zapewnia, że ma dowody mimo że ich jak dotychczas nie pokazał, to kim on jest? Na pewno nie drożdżami.
    Pzdr, TJ

  381. seleuk|os|
    29 czerwca o godz. 16:22
    SETI
    Chyba ma już 40 lat „na karku”. Szukają, czeszą jak mogą i CISZA.
    W tym kontekście UFO chyba, o ile już, „nadaje” na innych falach lub jest bezfalowe ;–).

  382. Zezem
    Projekt naukowy, nie tylko na podstawowe pytanie odpowiada zawsze. Odp TAK i odpowiedz NIE, rownie wartosciowe. Projekt, po drodze, duzo innych pytan stawia i zadaje. To jest wartosc co caly czas zostaje. 40 lat ciaglosci (nie wiedzialem) ma wartosc. Naprzyklad, dystrybucje obliczen, mozna wykorzystac w chemii, medycynie. Naprzyklad, poprawic algorytmy liczenia. Calkiem wymierne zyski, choc glowne pytanie CISZA.
    Pzdr Seleukos

  383. Z tym UFO, co tu szan. Panstwo dyskutujeta, a wyznawca ten i ow wyznaje i wielbi, sprawa taka, że nasz przyjaciel ksiadz profesor – bo kazdy ksiądz i kazdy ksiadz profesor z mety jest przyjaciel i substancja odżywcza a krotochwilna naszego bloga; otóż ksiąd profesor Andrzej Zwolinski wymienia UFO na liscie wspołczesnych zagrozen duchowych. Obok wyznawców Jehowy, rzecz jasna. Tak wiec sprawa jest powazna,materia niebezpieczna, latwo moze dojsc do zagrozenia i ewakuacji budynku, albo calej Polski. Co zreszta ma miejsce.

  384. Na marginesie
    Podziwiam, ja tyle nie pamiętam. Chyba z literatury zostają mi tylko powiedzonka Jemioły alias Obiedziński z Znachora i prof. Wilczura.

  385. Tanaka
    … profesor Andrzej Zwolinski wymienia UFO na liscie wspołczesnych zagrozen duchowych.
    Jak ja w Kista pracowalem, na roznych projektach i korpach, to wszyskich ludzi spotkalem. Polamancow i gigantow. Profesorow i polglowkow. Malych grubych. Gendery i sex roznorakie. Jednego tylko typa nie bylo, katolickiego ksiedza. Oni musza miec jaka wade wrodzona. Niedotlenienie mozgu koloporodowe? Prawdopodobnie Przyzakladowe Szkoly Zawodowe, (zwane kurtuazyjnie seminaria) tylko taki nabor robia. Jest jakie inne wyjasnienie? Dajac gwarncje oczywiscie po przyjeciu, jakotako zycia materialnego. Taki ksiadz profesor to pewnie IQ ma 95-100? Jakie szeregowy pleban? Niedotlenienie? W kazdym razie w Kista ich nie bylo. Nie ma, wiem.

    pzdr seleuk

  386. Jest takie nowe science-fiction pod tytułem „Three body problem”, w którym na sygnały z Ziemi ktoś wreszcie odpowiada. Nie jest to moje ulubiona książka pod żadnym względem, ale ma kilka ciekawych aspektów. Po pierwsze, jest to chińskie sci-fi, można się sporo dowiedzieć o Chinach, a w tle jest rewolucja tzw. kulturalna, która zrobiła czystkę w nauce również. Jest ciekawy problem „trzech ciał” nie mający matematycznego rozwiązania. I jest jeszcze bardziej istotne pytanie, czy odpowie przyjaciel czy wróg. Już Hawking ostrzegał, żeby przestać szukać, bo będziemy jak ci Aztecy wobec Hiszpanów.
    Książka była przez moment „kultowa”, nawet Obama ją podobno przeczytał. Ale do drugiego tomu się jeszcze nie zabrałam.

  387. A nie moze byc Izabella trzecia alternatywa? Trzecie cialo. Ni wrog ni przyjaciel. Agnostyk odpowie. Obojetny.
    pzdr S.

    PS Nie czytalem. Problem 3cial znam w matematyce i za.

  388. A moze zreszta ten problem bedzie rozwiazany. Jak ten kvantowy komp ruszy. Zaluje, pewnie nie doczekam. pzdr S.

  389. UFo jak UFO, ale ufoczki to juz inna rzecz.

    Jak sie popaczy na takiego „ksiedza profesora”, to od pierwszego spojzenia widac, ze nie z tej ziemi jest, co oznacza tylko jedna mozliwosc, ze jest UFOCZEK…

    Zreszta paczec nie tzreba wystaczy poslychac co sami glosza. Zaczyba sie od tego, ze ich krolewstwo jest nie z tego swiata…

    No to jak nie z tego, to z jakiego?

    Musi, ze z „ufockiego” swiata musi byc…

    Skoro nie z tego.

    pozdrowka
    ~l.

  390. @seleuk
    Że nie tyle znasz problem trzech ciał ale i go rozwiązujesz na codzień, to my wiemy 😉
    I to bez komputera kwantowego.

    Jak odpowie, to nie jest obojętny.

  391. Nie rozwiazalem. Znam tylko date konca stabilnosci. Obojetnosc tez jest wymiar. Pojecie wrog, przyjaciel jest psychologia Ziemian? Tak byla ewolucja. Czy wszedzie taka sama? Czy odpowiedz nie warta ryzyka? Bezpieczenstwo przezycia jest bardzo nowym wynalazkiem.

    pzdr S.

  392. Posłuchałam tego Zalewskiego, żeby zobaczyć kto zacz. I załapałam się na gadanie że matematyka jest zakłamana od 5 tysięcy lat, bo ludzkość (z tajemniczych przyczyn) przeszła z systemu 15-owego na 10-owy, który to 15-owy był jakoś naturalny bo prosta baba ze wsi rozumiała kopę jaj. Ale ktoś nas przekabacił, więc to wszystkie wielkie oszustwo. I spisek pewnie.
    Już seleuk i wbocek o tym pisali. Kto się daje nabrać na gadanie takiego szarlatana? Przecież to się kupy nie trzyma. Może dalej jest lepiej, ale nie zdzierżyłam. A prowadzący też albo nic nie kuma albo jest zaszokowany pustką intelektualną.

    Jak bardzo ludzie muszą być spragnieni czegoś większego od siebie, żeby zrobić z tego gościa jakiegoś guru.

  393. mag

    Jako jeziorowa syrenka, jesteś, mag, moją melodią i motywacją. Ale że jesteś warszawska, możesz nie wiedzieć, czym Jamno pachnie. Tysiącem rzeczy, mag, pachnie. Dziś północno-wschodni wiatr powodował trochę nierówności na spacerowej drodze i ptaszków ani chrząszczy w ćcinie nie było słychać, ino jedno wycie, za to ani jednej małpy, prócz mnie i Cię w tle. Trochę długi ten filmowy spacer, ale chciałem pokazać, żeby Ci przybliżyć: wyjście na spacer, spacer, powrót i garażowanie w osobistym garażu, który se wymyśliłem, przysposobiłem i garażuję za frajer.
    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6572534591466449362?authkey=CO2A7ZzFxqGMmwE

  394. @Antonius 29 czerwca o godz. 16:42
    Na pojemność pamięci to ja się chętnie z tobą zamienię!

  395. seleuk|os|
    29 czerwca o godz. 17:00 To bardzo być może, ze oni mają jakąś wadę wrodzona. Ale jak niedotlenienie okoloporodowe, to chyba to niedotlenienie jest nawracające. Bo co parę lat slyszę, że to, co normalne, zwykle, czasem moze zabawne, jak wróżenie z fusow kawy, tarot, kabała, jakies tance , muzyka rockowa, heavymetalowa, deathmetalowa, rastafianizm, joga, medytacje transcendentalne, sztuki walki, okultyzm, poganstwo, swiadkowie Jehowy, seniki, talizmany i tak dalej i teu podobne – to wszystko są „zagrozenia duchowe”, oczywiscie dla prawidlowego katolika. No, ale wiadomo, ze innej duchowości poza prawidlowokatolicka nie ma. O, tu cos z tych powracajacych niedotlenien okoloporodowych. ks. proboszcz kanonik Emanuel Lose z parafii p.w. św. Jadwigi Królowej w Szczecinie orzeka, że joga to ciężki grzech. Z tymi niedotlenieniami to chyba racja: jak się tak zlezie pelno ludzi do koscioła, robi sie strasznie duszno, że mozna puścić pawia. Widocznie ksiądz katolicki jest na niedotlenienie strasznie wrażliwy, jako już okoloporodowo niedotleniony.
    ‚http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23613047,proboszcz-w-szczecinie-ostrzega-przed-ciezkim-grzechem-czyli.html#Czolka3Img

  396. @pombocek
    Wbocku kochany, nie wiem jak ci dziękować za ten rejsik po jeziorze i powrót w ćciny.
    Fale, wiatr, dziób twojego okrętu (bialego?), bo elementy pomarańczowe to chyba tylko kapoki, ale i nawet twoje stopy ciut widoczne po prostu postawiły mnie na nogi.
    Niestety, ciągle tkwię w Warszawie, bo nie mam innego wyjścia (Mój idzie do szpitala, pewnie na krótko, ale jednak) i ciągle cóś nie tak.
    Wbocku, letę, jak tylko mnie zawołasz.

  397. @seleuk(os) ; @izabella
    Search for Extraterrestrial Intelligence
    Podają, że projekt rozpoczęto w 1971r.
    Jeżeli tęgie głowy szukają od ponad 45 lat cywilizacji pozaziemskiej na podobnym lub wyższym poziomie i założenia są prawidłowe co do metod to przynajmniej dla mnie w promieniu 40-stu paru lat świetlnych takowej cywilizacji (nie życia!) raczej nie ma…

  398. @zezem
    Sławetne równanie które szacuje ilość cywilizacji pozaziemskich, zawiera też przewidywaną średnią długość ich trwania. Bo niestety nie jest wykluczone że każda zaawansowana cywilizacja sama sobie kręci sznur na szyję.

    Oczywiście wnioskowanie na podstawie jednej próbki obarczone jest sporym błędem. Ale nie da się wykluczyć, że inteligentne życie już gdzieś niedaleko było. I że podzielimy jego los.

  399. W sprawie ufoczkow dodam jeszcze i to co Brandon Specktor napisal w „Live Science”. A napisal o tym co spotka wszystkich ufoczkow, ktorzy beda mieli nieszczescie spotkac sie z czlowiekowatymi…

    Aliens Are Real, But Humans Will Probably Kill Them All…
    [Obcy istnieja, ale Ludzie najprawdopodobniej zabija ich wszystkich]

    By Brandon Specktor, Live Science Senior Writer | June 1, 2018 01:14pm ET

    „https://www.space.com/40770-first-in-last-out-fermi-paradox-answer.html?utm_source=notification

    Calosci nie bede tlumaczyl, nie dlatego, ze mi sie nie chce, ale dlatego, ze bym naruszyl prawo. Mysle, ze wiekszosc moze sobie na wlasna reke wrzucic w Googletranslator:

    „https://www.google.co.uk/search?q=google+translate+english+to+polish&rlz=1C1CHWA_enGB649GB649&oq=google+translator&aqs=chrome.2.69i57j0l5.10492j0j7&sourceid=chrome&ie=UTF-8

    I miec lepiej gorzej przetlumaczone.

    Tak wiec problem istnienia ufoczkow, a braku z nimi kontaktu, powyzszy artykul moze wyjasniac. Kill them all … znaczy sie zabic ich wszystkich…

    pozdrowka
    ~l.

  400. W sprawie ufoczkow dodam jeszcze i to co Brandon Specktor napisal w „Live Science”. A napisal o tym co spotka wszystkich ufoczkow, ktorzy beda mieli nieszczescie spotkac sie z czlowiekowatymi…

    Aliens Are Real, But Humans Will Probably Kill Them All…
    [Obcy istnieja, ale Ludzie najprawdopodobniej zabija ich wszystkich]

    By Brandon Specktor, Live Science Senior Writer | June 1, 2018 01:14pm ET

    https://www.space.com/40770-first-in-last-out-fermi-paradox-answer.html?utm_source=notification

    Calosci nie bede tlumaczyl, nie dlatego, ze mi sie nie chce, ale dlatego, ze bym naruszyl prawo. Mysle, ze wiekszosc moze sobie na wlasna reke wrzucic w Googletranslator:

    https://www.google.co.uk/search?q=google+translate+english+to+polish&rlz=1C1CHWA_enGB649GB649&oq=google+translator&aqs=chrome.2.69i57j0l5.10492j0j7&sourceid=chrome&ie=UTF-8

    I miec lepiej gorzej przetlumaczone.

    Tak wiec problem istnienia ufoczkow, a braku z nimi kontaktu, powyzszy artykul moze wyjasniac. Kill them all … znaczy sie zabic ich wszystkich…

    pozdrowka
    ~l.

  401. mag

    Mag, prosiłem o farbę pomarańczową, no i mi facet dał. Okazało się, że ona nie tylko niepomarańczowa, ale nawet koło cytryny nie leżała, prędzej – koło pastewnej brukwi. Miał facet szczęście, że trafił na ateistę, nie na katolika. Bo mi nie zwisają tylko kolory natury, wszystkie inne meetoo…tfu!…meelotto. A i tak nie mam czasu skończyć malowania, bo muszę spacerować.

    A względem TWEGO, to Ci powiem, że mnie, jak po wypadku zdychałem w szpitalu na wieszaku, pomagało, jak mnie żona za rękę trochę potrzymała. Ale szybko się kłóciliśmy, więc długo nie mogła trzymać, bo by się wściekła. Dlatego szybko zacząłem uprawiać ćwiczenia izometryczne (po trzy godziny dziennie). Tym sposobem pozrastało mi się wszystko sto razy szybciej niż ustawa przewiduje. Lekarze pozwolili mi próbować ostrożnie chodzić dopiero po półtoramiesięcznym pobycie w szpitali i miesięcznym w domu. Nie wiedzieli, biedni, że już po trzech tygodniach latałem do ubikacji na czterech jak szympans.

    Wody w Jamnie po deszczu i uszczelnieniu folią wrót ciut przybyło. Ale znów się szykuje susza, więc nie daj Bóg jamneński, bym czasem rowerem po byłym jeziorze nie pojeździł.

  402. wbocek
    29 czerwca o godz. 18:15 Nooo, Pombocku, widze, ze mocno wyszedłeś z cienia na pełny wiatr, a jak zagiel zlapal, to porzadnie pociągnał okręt. Fale wygladaja z tej perspektywwy na takie jak porzadne, bałtyckie sztormowe. Wrażenie z patrzenia całkiem mocne. Objaśnij mnie w paru rzeczach: jaka jest przezierność wody w jeziorze? Ono ma podloże torfowe, czyli prawie nic nie widać, czy jesteś w stanie zobaczyć głębiej zanurzone wiosło, albo i dno, skoro ono jest płytkie, a pewnie tu i tam,może i na środku,masz grunt i moglbyś chodzić w półzanurzeniu? A może raczej piaszczyste? choć światło odbite od wody – pod maly kątem – sugeruje raczej to pierwsze. Pióro wiosła to z czego – nie z uciętego kawalka toi-toiki? 😀 Kawałek trapezwego, czy ryflowanego plastiku, obgryziony na brzegach, znaczy od budki sikalnej odpiłowałeś, czy to znak jeziornego weterana co się kulom i sztormom a jeziorze nie kłania? No i gdzie trzymasz zmartwiona robiącego reportaż – do głowy sobie przyśrubowałeś, zworem Jezuska świebodzinskiego, co ma do czaszki śrubami antenę przykręconą,czy jakoś inaczej go przytwierdziłeś?

  403. Tanaka
    Przeczytalem wszystkie pkt (foto 3 i foto 6) ogloszenia. Tego nie ma jak komentowac. Na koncu usmialem, podpis tego ksiedza po prawej stronie(f 6) ks. A.Z spec od zaproszen. Tego nie ma jak komentowac. To by byla lekarska odprawa, przed porannym obchodem w osrodku ciezkiej schizofrenii. Ci ludzie niedlugo do wyborow pojda. Lokalnych i wyzszych. Hmm…

    Zulu
    Uwazam, Twoj wniosek za wysoko prawdopodobny. Zajrzalem na strone projektu. Dotarlem do polskiej strony. Forum.

    http://www.boincatpoland.org/smf/

    Naglowek i motto jest po prawej stronie. Prawdopodobnie, do moderatora czy paru uczestnikow mozna zadac pytanie, Dlaczego kontynuuja? Pomimo koszmarnej odleglosci. Wyjasnia lepiej co ja, pare wpisow wyxej.

    Tu link do Univeritet w Berkeley. Jeden z wiodacych na swiecie. To samo pytanie. Jaka wartosc ma kontynyúacja projektu dla University of California. Chyba dadza najlepsza odpowiedz. Jestem przekonany, dadza. Na dole lista kontaktow. Zrob Zulu przeglad. Projekt, opublikuj na LA release 3.0

    https://www.berkeley.edu/

    Pzdr Seleukos

  404. Kiedys na tym blogu szukalem religijnej strony „Zycie Jezusa” (chyba, albo cos podobne). Byl link. Dostalem Http Error 404 ZJ not found. Cos podobne teraz

    pzd Seleuk

  405. Tanaka
    29 czerwca o godz. 19:58

    Tanaczku, niestety, taka uroda tych przymorskich jezior, że woda była, jest i będzie mętna. Mam porównanie: jezioro Jamno i zaraz obok – niewiele mniejsze Bukowskie. Jamno to trzy wioski przyjeziorne na południowym brzegu, i Mielno, Unieście, Łazy na północnym, czyli w swoim czasie fest zaopatrzenie w ścieki. Przy jeziorze Bukowskim jest tylko jedna ciut większa miejscowość wczasowa Dąbki i znacznie mniejsza na mierzei – Dąbkowice. Wydawałoby się, że mniej ścieków, więc woda znacznie czystsza. Odrobinę może tak (w Bukowie Morskim przy jeziorze robiłem za rybaka stawowego przy pstrągach), ale w sumie jednak podobnie mętna. Nie ma porównania z jeziorami w głębi lądu – Lubiatowskim (płytkim i mulistym, ale czystym), Hajką powstałą z rozlewiska Radwi, Kąpielowym, w którym przy słońcu widać dno nawet do 3. metrów.
    W Jamnie może zobaczysz dno na głębokości metra, a może nie zobaczysz – zależy też od wiatrów. Oczywiście, nurkowałem i próbowałem patrzeć na głębokości do 2 metrów. Możesz zobaczyć najwyżej własną figę, jak sobie podsuniesz pod nos.

    A z tą głębokością nie jest tak źle, jak by wynikało ze średniej. Próbowałem wtykać wiosło w różnych miejscach. Przy południowym brzegu głębokści są długo małe. Idziesz 60, 70 metrów i masz grunt. Przy północnym brzegu tracisz go szybiciej, np. po 30. metrach. Dalej na jeziorze wielokrotnie mierzyłem grunt wiosłem. Ani razu nie stuknąłem w dno. A wiosło ma ponad 2 metry. Nawiasem mówiąc, kupiłem wiosła pagajowe, dałem leszczynowy trzonek i mam kajakowe. A zimą próbowałem wiosłem grubość lodu i złamałem pióro. Mógłbym dosztukować z laminatu, ale mi się nie chce, a ono i tak działa. Wożę na wszelki wypadek (gdyby jedno się wyrwało z ręki i gdzieś odpłynęło) drugie wiosło – też aluminium i plastyk, ale działa, również na morzu. Dostęp na morze mam na razie zamknięty, bo wrota szczelnie zawarte, żeby woda z jeziora nie uciekała.

    Tanaczku, gdzie bym ja tam od silkalnych bud wiosła odpiłowywał – sam robię z laminatu. Tyle że jedno najlepsze utopiłem, bo było cięższe od wody, a drugie już chyba trzeci rok się robi. Tak samo leniwe jak ja do niektórych rzeczy.

  406. wbocek
    29 czerwca o godz. 19:51

    Bardzo mozliwe, ze trace czas Twoj, moj i innych.

    Ale ja w sprawie farby…

    Pal diabli kolor, ale o jaka farbe poprosiles?

    Do maloowania plotow, czy o farbe okretowa?
    DO malowania na drewnie czy na laminatach?
    Do malowania bezposrednio na podlozu, czy na podkladzie?
    Do malowania „zewnetrznego”, czy do wystawiania na dzialanie atmosfery?

    Wiesz co, kolor to sprawa drugorzedna, inne rzeczy sa wazniejsze. Niemniej jak sobie film ogladnalem, to powiem, ze mi brak pomalowania nie przeszkadza. Co prawda pomalowanie nieco ochrania przed wykruszaniem sie wlokienek szklanych, ale jak sie nie obcierac o laminat, to pal diabli farbe. Nie mowiac juz o tym, ze sie na nie malowaniu oszczedza kase i srodowisko.

    pozdrowka
    ~l.

  407. lonefather
    29 czerwca o godz. 20:38

    Otóż właśnie! Wcale nie chciałem malować. Przecież laminat nie wymaga takiej konserwacji jak drewno czy stal. Ale dogadywali na przystani, dogadywali, że taki odrapany (zmarły bosman Krzysio pomalował mi nitrem, no i, rzecz jasna, zaczęła odpadać), aż w końcu kupiłem farbę. To jest farba poliuretanowa dwuskładnikowa – z utwardzaczem. Jak wytrzyma parę lat, to starczy, więcej nie będę malował.

  408. wbocek
    29 czerwca o godz. 20:48

    Podoba mi sie „Wcale nie chcialem malowac.„. …

    Masz rachunek?
    Zwroc do sklepu i nei maluj. Zostan przy tym co Ty sam chcesz/chciales…

    pozdrowka
    ~l.

  409. Tanaka
    29 czerwca o godz. 19:58

    Tanaczku, zapomniałem powiedzieć, że filmuję z czapki. Zrobiłem wysięgnik umocowany do daszka. Mogę go różnie ustawiać. Już kiedyś coś takiego zrobiłem, ale tak głupio, że zmartwion mocowałem na wysięgnikach, więc one mi częściowo zasłaniały ekran. Teraz zmartwion jest pod wysięgnikami i mam pełny przegląd sytuacji. Największy problem był z głową. Nie zdawałem sobie sprawy, jak ta ludzka baśka jest ruchliwa. Jak zrobiłem pierwszy filmik, nie szło oglądać, tak wszystko latało. Już byłem zrezygnowany. Dziś wziąłem drugi raz z zamiarem pamiętania o głowie, żeby za bardzo nie latała. No i się okazało, że idzie samego siebie ulepszyć. Cuda to, oczywiście, nie są, ale widzę, że kierunek był słuszny: mam wolne ręce.

  410. Tanaka

    Jeszcze drobiażdżeczek, Tanako. W miejsce grota wstawiłem prawie dwa razy mniejszego bezana, bo z grotem bym szesnaście razy leżał przy tym wietrze. Ćwiczyłem już na takim wietrze, że i bez żagli gonił mnie zachodni na Kłajpedę A z pełną trzyżaglową galą – grot, fok, bezan – doleciałbym do nieba. Albo do dna.

  411. wbocek
    29 czerwca o godz. 20:57 No to jesteś innowator, wynalazaca i Pierwszy Poruszyciel ruszenia się nadwislanskiej Polski z ostatniego miejsca Europy w innowacyjnosci na co najmniej pudlo. Albo i złoty medal oraz usciśnięcie rączki przez kogo trzeba w Brukseli. Prawie-prawie Aleksander Doba z Ciebie. Ten zmartwionik, mocowany pod a nie nad, wygląda pewnie jakoś tak, jak szkielko pod kapeluszem hutnika martenowego, które mu się gibie odpowiednio do głowy. 😀

  412. @tejot
    Prof. Carl Sagan w swojej książce „Kosmiczny Łącznik” napisał m.in. :

    „Cywilizacje wyprzedzające nas o setki lub tysiące milionów lat powinny mieć naukę i technikę na poziomie tak dalece przekraczającym nasze obecne możliwości ,że dla nas byłyby magią. Sprawa nie polega na tym, że to, co robią, łamie prawa fizyki. Sprawa polega na tym ,że my nie rozumiemy, jaki sposób potrafią oni wykorzystywać prawa fizyki do robienia tego robią.”

    Mnie nie wydaję się ,że jestem mądrzejszy od autora tych słów. I jeśli masz jakieś wątpliwości co sensu tych słów ,musiałbyś zapytać ich autora co miał na myśli, nie mnie. Ja znam wiele takich i podobnych stwierdzeń pochodzących z ust naukowych autorytetów, które pomimo braku namacalnych dowodów, ale na podstawie posiadanej wiedzy nie wykluczają istnienia tego ,co od tysięcy lat obserwują ludzie na niebie i podobnie zreszta jak my teraz , nie mogą sobie z tym poradzić jednoznacznie.
    Jak już napisałem, ja osobiście w nic nie wierzę (wiara to śmierć rozumu), wolę mieć wiedzę, ale nie mogę przejść obojętnie wobec faktów rejestrowanych teraz coraz liczniej na niebie (UFO), bezrefleksyjnie. Faktem jest ,że coś tam na niebie się ukazuje i to nazwaliśmy UFO i w żaden sposób tego nie identyfikujemy bo wyłamuje się spod naukowego dowodzenia na istnienie.
    „Ignorowanie faktów nie sprawia ,że przestaną one istnieć” A.Huxley
    Nie ma wytłumaczenia w kategoriach ziemskich dla tych tajemniczych obiektów, ani wysokiej techniki jaką reprezentują. Faktów się nie podważa, czasem tylko nie potrafi się ich wyjaśnić.
    Jak traktujemy magię? , wiadomo jak, tyle że Profesor nie był idiotą.
    Wesprę się cytatem z „magika” pełną gębą , niejakiego Nicola Tesli, który nie pozostawia złudzeń co przyszłości nauki, oczywiście w kontekście rozpatrywanego zjawiska:
    „W dniu, gdy nauka zacznie badać zjawiska nie fizyczne, dokona większego postępu w jedna dekadę, niż przez wszystkie wcześniejsze wieki swojego istnienia.”

    Pamiętajmy ,że nauka jest najbardziej prawdopodobną hipotezą.
    Ludzie bardzo często mylą to ,co naprawdę robią z tym, co myślą, że robią.
    Nasze mózgi ignorują wiele ze złożoności świata, nie radząc sobie z jego wielowymiarowością. Niełatwo jest wypaść z kolein ugruntowanych przekonań.
    „Najniebezpieczniejsza jest głupota nie niewiedzy, lecz wykształcenia.” H.Arntzen

    Tejot powiem Ci o sobie tak, jestem człowiekiem, który zna się na wszystkim, nawet na tym na czym się nie zna. Może ktoś ma więcej dystansu do samego siebie, tego nie wiem.
    W każdym razie pozdrawiam

  413. seleuk|os|
    29 czerwca o godz. 20:31
    …szukalem religijnej strony „Zycie Jezusa”
    Strony czy książkę?
    Jeżeli ksiąńkę to:
    Książka ma pełny tytuł: „Zycie Jezusa Chrystusa”, Autor: G. Ricciotti, Wyd PAX, W-wa 1955.
    Sądzę ,że nie do znalezienia, ewentualnie w antykwariacie.

  414. Optymatyk, z faktu, ze urządzenia naukowe typu smartfony po skierowaniu ich obiektywów w jakaś stronę coś rejestrują, nie oznacza, że jest to obiekt UFO (definicja UFO, to logiczna dziura).

    Cytat o cywilizacjach, które jeśli istnieją, to nie przekraczają prawa fizyki, ale my nie zrozumiemy ich techniki, potraktujemy jako magię, jest bez sensu, ponieważ w cytacie tym mówi się o czymś co być może istnieje jako być może mające cechy, których być może my nie zrozumiemy, itd.

    Optymatyk, piszesz o UFO, że „Nie ma wytłumaczenia w kategoriach ziemskich dla tych tajemniczych obiektów, ani wysokiej techniki jaką reprezentują. Faktów się nie podważa, czasem tylko nie potrafi się ich wyjaśnić.”

    Najpierw oznajmiasz, że są jakieś tajemnicze obiekty, czyli nie wiadomo jakie i w drugim zdaniu oznajmiasz, że nie ma wytłumaczenia dla wysokiej techniki jaka reprezentują. To jest domysł, fantastyka, przypuszczenie powzięte na wiarę niemające nic wspólnego bezpośrednio lub pośrednio z rzeczywistością.

    Skoro są to niezidentyfikowane obiekty, to jak możesz pisać o technice jaką reprezentują Nie wiesz jakie obiekty, nie rozpoznałeś ich, nie zidentyfikowałeś, a piszesz o ich technice. Pomijasz podstawę logiczną swojego stwierdzenia o technice UFO. Obiekty UFO aby je analizować, wyciagac wnioski o ich technice, muszą istnieć, muszą podlegać identyfikacji, umiejscowieniu i powtarzalnej obserwacji. Takich warunków nie spełniają gadki o UFO, opwiesci o spotkaniach różnych stopni i o rzekomych naukowych dowodach na istnienie UFO.
    Optymatyk, nie ma naukowych dowodów na istnienie UFO.

    Z faktu, że powiem – „o, UFO widzieli w Chinach” nie wynika, ze w Chinach krążą UFO po niebie. wynika tylko jedno – że w mediach zaistniała wiadomość z Chin o UFO.

    Kilkadziesiąt lat temu media były zalewane wiadomościami o Yeti. Było wielu świadków, którzy opisywali jak wygląda ten stwór, gdzie go spotkali, jak się zachowywał, było mnóstwo zmazanych zdjęć i rysunków przedstawiających człowieka śniegu. Czy z tego wynika, ze Yeti istnieje?
    Pzdr, TJ

  415. Eh, dawniej, aby sfotografować „UFO” trzeba było parę razy podrzucać w powietrze kołpak od samochodu, a teraz, w dobie photoshopu, możliwości są nieograniczone 😉
    Niezidentyfikowane obiekty latające, a raczej fenomeny brane za takowe, mają na ogół racjonalne wytłumaczenie, jeśli nie są celowym fejkiem.
    Nie wiem, kiedy zostało utrwalone w masowej wyobraźni, że obiekt pochodzący z innej cywilizacji kosmicznej musi mieć formę dysku, podobnie jak przekonanie, że Jezus był smukłym blondynem o niebieskich oczach 😉 W każdym razie jak tylko ktoś zobaczy coś w tym rodzaju

    https://media.kleinezeitung.at/images/uploads_520/1/1/4/5361940/ufo_170730_1517161444542816_v0_l.jpg

    to natychmiast wie: UFO 😎

  416. Optymatyk sfotografował UFO w Zurichu, podniecił się i co dalej? Nie ma o czym gadać. Żeby to UFO go uprowadziło choć na chwilę albo nocą sondy zapuściło do różnych otworów ciała i prezent zostawiło na parapecie, to by było o czym wspominać ale tak… 🙄 Niechby to zdjęcie choć pokazał, a nie tak gołosłownie się chwalił 🙄

  417. Stachu39
    29 czerwca o godz. 13:48

    To prawda ,Sedlak potrafił przemawiać tak , jakby był z innego świata.
    Ja tego nie doświadczyłem, ale mam jego książkę pt.”Technologia ewangelii” i muszę powiedzieć ,że jakem niewierzący, takiemu dictum mógłbym dać się zwieść ,ale jestem za bardzo krytyczny.
    Takie wyimki:
    „Kto ma kurze doznania sporadycznego dziobania prawem rozrzutu pszenicy i kamyków, niczego nie zobaczy oprócz podwórka – jak kura.” s.187
    i
    „Lękliwe umysłowości nie dochodzą do niczego poza skończeniem oficjalnego kursu nauk przyrodniczych o pozytywistycznym posmaku pewności. Lękliwy nie odkryje nigdy nowego lądu, nie zaskoczy go objawiona prawda, której nie znał. Ostrożność jest pewną drogą do śmiertelnego końca bez konfliktów, bez zaburzenia skarbca zardzewiałych prawd.” s.111
    i
    „Materia jest od strony fizyki pytajnikiem. Życie – jest niewiadomą od strony biologii. Człowiek – biologicznie i psychologicznie to istota nieznana.” s.39
    i
    „Wiem z bioelektroniki, że życie jest elektromagnetyczne w swych kwantowych podstawach.
    Zdaję sobie sprawę ,że natura świadomości kwantowej nie może być inna niż elektromagnetyczna.” s.99
    oraz
    „Zło sięga po tytuł religii świata.” s.230

  418. @tejot
    Ok , każdy pozostaje przy swoim.

  419. Optymatyk
    29 czerwca o godz. 23:00 Dajesz taki ładny cytacik z Sagana: „„Cywilizacje wyprzedzające nas o setki lub tysiące milionów lat powinny mieć naukę i technikę na poziomie tak dalece przekraczającym nasze obecne możliwości ,że dla nas byłyby magią. ..” a następnie z cytacikiem i z Saganem robisz sobie jaja. Te cywilizacje, co to wyprzedzają nas o „tysiące milionów lat” i „są dla nas… magią” to pikuś, ponieważ, jak sam o sobie gadasz: „nie mogę przejść obojętnie wobec faktów rejestrowanych teraz coraz liczniej na niebie (UFO),…”. Faktem jest, że nie uporządkowałeś w glowie podstawowych pojęć i relacji między rzeczam. Cywilizacja czlowieka, mająca pewne możliwości badawcze i naukowe liczy nie więcej niż kilkaset lat, w istocie, wobec tego o czym tu mowa, nie więcej niż może sto, albo mniej. Jednak mowisz o cywilizacjach bedących SETKI MILIONÓW LAT w rozwoju przed człowiekiem (i to rozwoju o nieznanej gęstości, kierunku i zawartości), co nie pozostaje w jakiejkolwiek możności pojmowania. Jednakowoz już wiesz, tak jak i inni wyznawcy UFO, że tych przedstawicieli cywilizacji SETKI MILIONÓW LAT DO PRZODU i tak dalej, można sobie sfocić a to pstrykaczem, a to smartfonikiem, a to jakims innym paparacikiem i pudeleczkiem co coś rejestruje z tego, co mamy tu i teraz, a nie za setki milionów lat. Każdy może gadac po wariacku, ale dyskusja z wariackością nie może zachodzic.

  420. @Tanaka
    30 czerwca o godz. 0:37

    „tych przedstawicieli cywilizacji SETKI MILIONÓW LAT DO PRZODU i tak dalej, można sobie sfocić a to pstrykaczem, a to smartfonikiem, a to jakims innym paparacikiem”

    No pewnie, że można i od razu wiadomo, że to ONI 😎
    Patrz, ilustracja wyżej.

  421. puk puk puk…

    Is anybody out there?

    Ktokolwiek, zdolny do niezaleznego od nikogo myslenia?

    Tak sie zapytowywuje, bo choc juz co nieco wiem o ludziach, to wciaz mnie zadziwia to, jak latwo przechodza i znikaja w „niebycie” problemy powazne i zasadnicze.

    Moze jestem skonczonym naiwniakiem, ze sie wciaz spodziewam spotkac ludzi myslacych niezaleznie na blogu L.A..

    Pare godzin temu podrzucilem problem z linkiem … :

    lonefather
    29 czerwca o godz. 19:49

    Minelo kilka godzin i reakcja = 0

    Wiec postawie pare pytanek:

    1) Zareagujemy jak zwykle i wybijemy?

    2) Jesli zasada jest prawdziwa, to musi dzialac nie tylko na nas, ale i na innych. I co z tego wynika?

    3) Jesli wciaz jestesmy, to czy oznacza to, ze sami jestesmy i wszelakie UFO sa wytworami wyobrazni, lub pragnienia, zeby byli?

    4) Jesli „Obcy” (Aliens) sa, a my jestesmy, to czy znaczy to, ze wraz ze stopniem rozwoju, zasada „wybicia/zniszczenia” przestaje dzialac?

    5) A moze wraz ze stopniem zaawsowania w rozwoju, w jakims momencie cywilizacja staje przed dylematem: „Sie rozwinac i nie niszczyc i dac sie tym innym „Aliens” rozwinac, nim sie nawiaze z nimi kontakt?

    /”inni „Aliens” powyzej, to mozemy na przyklad byc my, czyli Ludzie”/

    Propozycja odpowiedzi na „Fermi paradox” przedstawiona przez rosyjskiego fizyka, w moim rozumieniu otworzyla sposobnosc do szerszego przyjzenia sie nam samamym w swietle zderzenia sie, spotkania sie z inna intelignecja…

    I dlatego tak mnie zadziwa brak jakiejkolwiek reakcji blogowego towarzystwa.

    pozdrowka myslicielom
    ~l.

  422. @Tanaka
    Człowieku, uspokój się, bo stopień Twego rozemocjonowania przekracza możliwości mojego pojmowania takiego zachowania.
    No to niech nie „zachodzi”, nie ma takiej potrzeby. Słońce też nie „zachodzi” a jedynie Ziemia się kręci i od tego ludzie kręćka dostają ,tak na nich działa Saganowska magia.

  423. Optymatyk
    30 czerwca o godz. 1:13

    Zabawny jestes bardzo.

    Oryginalny nie jestes. Tylko zabawny, w swom zacietrzewieniu.

    ~l.

    ps Bez odbioru… Tak tylko do Twojej wiadomosci…

  424. @wbocek, 21:25

    „W miejsce grota wstawiłem prawie dwa razy mniejszego bezana, bo z grotem bym szesnaście razy leżał przy tym wietrze. Ćwiczyłem już na takim wietrze, że i bez żagli gonił mnie zachodni na Kłajpedę A z pełną trzyżaglową galą – grot, fok, bezan – doleciałbym do nieba. Albo do dna.”

    Pozwol ze przytocze w tym miejscu wierszyk sp. Bobika/Kingi, która zainspirowana przez pasje żeglarską niektorych, uczyniła nie znane sobie wcześniej słowa bohaterkami tej szanty. Na szantach napewno sie wyznajesz, jak nikt inny, wzdluz, wpoprzek, wbocek i na szage, drogi wbocku

    Bomtalia z Gafelgają

    Na pewnym pięknym statku, gdzie
    do tańca wichry grają,
    mieszkały sobie siostry dwie –
    Bomtalia z Gafelgają.

    Nie znały salonowych form,
    nie bały się przemoczeń
    i klęły, kiedy smagał sztorm
    konopne ich warkocze.

    Skrzypiały zgodnie, w jeden takt,
    bez żadnych niedoróbek,
    choć los złośliwy nieraz, fakt,
    wystawiał je na próbę.

    Aż raz amora strzały je
    trafiły w pełnym locie
    i obie zakochały się
    w potężnym, dumnym Grocie.

    Natychmiast się chór zgodny – trach! –
    rozsypał jak kart talia,
    co Gafelgaja mówi „ach!”,
    to zaraz „och!” Bomtalia.

    Gdy jedna woła „dalej, wraz!
    Naprężmy się jak żyły!”,
    marudzi druga „ja mam czas,
    mnie luzik teraz miły”.

    Kapitan włosy z głowy rwie,
    i cedzi „trza by cudu!
    Bym na maliny posłał je,
    lecz malin tu ni dudu”.

    Załoga mruczy „a to kram!
    Czy długo tak wytrwają?
    Wszak utrudniają życie nam,
    Bomtalia z Gafelgają”.

    A Grot się tylko śmieje i
    łopocze jak najęty,
    pięt nie ma, więc z tych napięć kpi,
    bo mu nie pójdą w pięty.

    Tak jeszcze długo było, aż
    skończyło się to kino,
    gdy kiedyś w porcie, kurza twarz,
    ten Grot się wziął i zwinął.

    Jęknęły siostry: „szkoda słów!
    Faceci już tak mają!”
    I odtąd były zgodne znów,
    Bomtalia z Gafelgają.

    A Grot? Gdzieś w karaibskim spa
    widziano go przed rokiem
    i się podobno świetnie ma
    w partnerskim związku z Fokiem.

  425. Cos o putinowym show o Puchar Swiata. Wciaz trwaajacym. I wciaz dajacym Rosji szanse na noznego Oscara. Nie do pomyslenia

    Kibic i kibol

    Kibic i kibol w jednym stali domu,
    na różnych piętrach, jak skądinąd wiemy.
    Kibic spokojny, nie wadził nikomu,
    ale ten kibol wciąż stwarzał problemy.

    To w łeb, to w zęby, to kopa w podbrzusze,
    to transparenty o tym, kto do gazu,
    zabić gotowy był za czapkę gruszek,
    zelżywych wiąchą rzucając wyrazów.

    Znosił to kibic, wreszcie dość miał trochę
    i do kibola suplikę zanosi:
    przestań odstawiać wreszcie taką wiochę,
    bo będę musiał z tobą zrobić cosik.

    A kibol na to: weź sp….aj, koleś,
    bo ci przyj…bię, k…a, tym bejsbolem!
    Cóż było robić? Kibic, już wkurzony,
    myśli: a może by zamknąć stadiony?

    Wielkie się przez to zaczęły rozróby,
    polityk jeden zrobił minę mądrą:
    ten kibic chyba chce kiboli zguby,
    a to Narodu przecież zdrowe jądro.

    Inny ktoś krzyknął: bzdury kibic plecie,
    my opiszemy go w Polskiej Gazecie,
    ostrzem krytyki go będziemy chlastać,
    bo wszak potęgą kibol jest i basta!

    Nazajutrz kibol smacznie sobie kima,
    bo po południu dopiero zadyma,
    więc kibicowi jeszcze nic nie grozi,
    lecz gdy się zacznie – rączki do pan bozi!

    Optymistyczny morał nie nadchodzi,
    na próżno szukać go w następnym zdaniu.
    Kibol panoszy się w Warszawie, w Łodzi,
    w Gdańsku, Krakowie, Bytomiu, Poznaniu.
    Na szczescie, nic to nikomu w swiecie nie szkodzi
    [autor nn ]

  426. I wreszcie cos pasujacego jak ulal do tego tutaj blogu

    Nawracanie kosmitów

    Kosmita niechrzczony to straszny chuligan,
    bez zasad moralnych podłoża,
    od słusznych postępków uparcie się miga,
    a w piątek kotleta by pożarł.

    Z galaktyk poczętych się tylko wyśmiewa,
    miast chronić je mocą ustawy
    i na swej Szatanii wciąż jabłka je z drzewa,
    bo taki okropny ma nawyk.

    Lecz kiedy ci uda się ochrzcić kosmitę,
    olśnienie mu spływa pod czachę,
    choć może nie całkiem sumienny być z PIT-em,
    na tacę dorzuci z rozmachem.

    I taki od tego się robi milutki,
    że nie masz cudniejszych już bytów,
    więc widząc, jak zbawcze tej akcji są skutki,
    ruszajmy nawracać kosmitów!
    [Autor: nn]

  427. Dodaje uczciwie: odgrzewane kotlety czasem zapodaje. Bo je lubie!

  428. Tak Panowie, bo tylko do Panow zwracam.

    QT film popelnil co The Hateful Eight okrzczon byl. Cos mnie, zamierzona jakosc dialogu, o tym przypomina. Aliens tu, jest rzecza jasna, siedzi w piwnicy. Kuszony zapachem swiezej kawy, Arvid Norqvist Classic Franskrost (bez product placement). Aliens are real, kill them all, ta mysl mnie spokoju nie daje.

    (12844436619^3 – 26678^-2) lat roznic potencjalu kulturowego i… Jednak moje rozwiazanie (pstryk nascienny) jedynie mozliwe. I badawczo i wykonawczo (manufacturing). Sa bowiem Panowie, pstryki nascienne, wielofunkcyjne. Nie tylko grawitacje mozna wylaczyc (pstryk prawy), nie tylko lewym pstrykiem zmienic stany skupienia wszystkiego na odwrotny, ale Panowie, Panowie… Pomyslcie o Srodkowym Pstryku. Ten jest Centralny, nie z bledu blednego rzemieslnikowania. Centralny Pstryk jest rzecz zamierzona w desajnie juz. Tu problem z Aliens jest pogrzebion byl. Znaczy centralne jadro problematyki. Tu foto zadnego UFOSpodka nie pomoze, nawet w Szwajcarii wykonane, ostatnim smartfonem.

    Ach Quentin, Quentin… Ach zeby nie ten Norqvist Classic Franskrost, musze isc po dolewke, nie mam chwilowo czasu. Ale…

    pzdr Seleuk

  429. „Człowiek głupi wie wszystko, oprócz tego ,że jest głupi” zacytował świeżo przybyły misjonarz z przeszłościo-przyszłości, który jest cytatomanem, czyli odwrotnością myśliciela. Spotkałem trójkę takich, a dwoje z nich nieźle poznałem. Od dawna z żywymi nie chcę iść, po życie sięgać nowe, więc sobie nienaukowo, na podstawie tylko tej trójki wymyśliłem tezę o istnieniu TYPU wtórnych człowiekowatych żywiących się lub nawet świecących cudzym światłem.

    Jeden z nich maniakalnie przekonywał na blogu o wyższości słoniny nad naukową medycyną, w czym był, jak wiadomo, tubą znanego teoretyka i praktyka słoninoterapii.

    Jedna dama tak była zafascynowana Wojciechem Młynarskim, że na każdą życiową okoliczność miała stosowny cytat z jego piosenek. Poznałem ją ze trzydzieści lat temu: ani jednej własnej myśli – wszystko młynarskie. Tak jest chyba do dziś, bo jak ją spotkałem na ulicy rok temu, mówiła z niegasnącym błyskiem w oku jako wyświęcona pisówa: „Róbmy swoje”.

    Mój były niemal przyjaciel, jak zaczął zaraz po ślubie wypisywać po ścianach, po framugach, po meblach, nawet w ubikacji prosto przed nosem siedzącego cudze złote myśli, tak dziś ma może zapisany cały dom. Dawno nie byłem, więc nie wiem, czy z braku miejsca nie musiał wyjść na zewnątrz i czy na kominie coś nie pisze. On jest szczery i bezpretensjnalny, więc na pewno nie pisze dla popisu, bo nie lata z tym po blogach, raczej – dla zapisu. Pamięć ma tak samo słabą jak ja, więc co zapisze – to jego, jakby on sam był zapisaną myślą. Dlatego jego chałupy nie można malować.

  430. Te twoje pstryki, sele. I dunno..

    Ja ci dam dowod prawdziwej kultury. Z samej Carnegie Hall rodem

    https://www.youtube.com/watch?v=zoauBe465qQ

    Buddy Greene – Classical Harmonica Medley

  431. „ani jednej własnej myśli – wszystko młynarskie”

    No to daj nam zdrowie, Pom Boziu.

    Mlynarski – na kazda okazje. Inni grafomani – niekoniecznie. Bo to taka jest roznica pomiedzy talentami i talentami. Co wklejam tytulem przypomnienia, iz na tym tutaj blogu talentow posiadamy kilka. Jeden pomarl, niestety

  432. Tobermory
    30 czerwca o godz. 0:41 * Toś mi przypomnial, ze onegdaj sfociłem bardzo eleganckie UFO fruwajace nad Zatoka Gdanska, calkiem jak Maryja nad Ruskimi w 1920 i owa fote dalem w jednym ze wstępniakow.Po wariacku gadajacy Łoptymatyk może sobie poogladać jak wyglada dziś to, co będziemy ogladać za setki milionów lat. Wielkie ! Zachwycajace! – jak zawołał profesor Milczarek w „Hydrozagadce”.

  433. A tu cos lo nos, ateistow niepoprawnych. Dzien siodmy tygodnia, Dzien Bozy, tuz tuz za nastepna happy hour

    https://www.youtube.com/watch?v=aU4oMhncApc

    Just a Little Walk With Jesus. Nawet jesli On na zwyklym osle wjezdza do Jerozolimy

  434. wbocek
    30 czerwca o godz. 7:44 * moze i Młynarski jest na kazdą okazję, ale z pewnoscia na każda okazję jest Jeremi Przybora, co stwierdziłem już dawno temu. Miałem pewną kolezanke, sympatyczną dziewczynę i kobieco nieżle rozkwitłą, co wskazywało na inna raczej sciezkę kariery niz ta, ktora postanowila obrac po latach zycia w sposób zywy, swobodny i naturalny. A postanowiła, wpadajac w jakies wzmozenie, wedle mojego domyslu będace suma zdarzen związanych z mamusią i tatusiem, pokochać Jezuska i wziąc się za studiowanie teologii. Wzmożenia onego doznala w wieku lat 30-tu. Jednym z objawów tegoż byl ciekawy fakt: używajac czarnego, grubego mazaka, zaczęła w swoim pokoju wypisywac święte cytaciki z niebieskiej ksiazeczki. Na scianach, na meblach, na parkiecie, na kaloryferach, na szybach, na drzwiach, na suficie, na kubkach, talerzach, na liściach roslinek pokojowych, na własnych butach, sukienkach i w ogóle – wszystkim. Dzięki czemu dostała pismo polecajace od proboszcza, konieczne do przyjecia na teologię szkoły co się nazywa KUL i ładnie została przyjęta. Cytaciki pelnia ważną role w zyciu człowieka. Bez cytata człowiek ni giez ni armata.

  435. Orteq
    30 czerwca o godz. 2:56 * No ale mogłes byłeś te poezje dać przed snem. Byloby kolorowo. A tak to do kawy porannej, czyli szybko-szybko. A tym sie trza kontentowac i dobrze w tych ślicznosciach umościc. To poczytam tak z wieczora.

  436. Przed pólnocą zmarła Irena Szewinska. Wielka postać sportu. Duma. raptem 72 lata. Smutno.

  437. Przyznam jednakze Chodzacemu Po Wodzie w gumofilcach racje, iz znajomosc zupelnie obcych jezykow obcych czasem sie do czegos niektorym osobnikom do czegos przydaje. Jesli tej znajomosci sie nie posiada, wujek Gugiel sluzy czym moze. I czym nie potrafi.

    A tak w ogole to peace. And pass the ammunition. To taki idiom, jakby. Panimajem?

  438. Tak, Tanako. Zmarla Irena Kirszenstein-Szewinska. Zauwazylem wczesniej tylko nie chcialem wczesniej komentowac.

    Pytanie mam, do nas, ateistow kierowane:

    zmarla ci li Ona jako Zydowka czy Polka? Udawanie, iz Jej leningradzko-zydowski rodowod nie wywieral wplywu na jej zycie w Polsce, nie bedzie zbyt uczciwym rozliczeniem Jej zycia nad Wisla. Obcokrajowka, badz co badz. Choc bedaca tylko polska medalistka. Olimpijska i inna

    Anumlik pewnie sie w grobie przebudzi na tem okazjem. Moze sie nawet obroci z prawego boku na lewy. Albo nie

  439. Ta ‚Szewinskosc’ Ireny Kirszenstein. Zydowki z Leningradu. Lata byly 60-te ub. wieku..

    W efekcie manipulacji medialnych i wydarzeń związanych z Marcem 1968 roku Szewińska stała się w związku z tym wydarzeniem obiektem ataków antysemickich. Takie czasy byli..

    Moze dzisiaj juz rozliczone te czasy sa. A moze niezupelnie

    Ona miala za dlugie, jak na nadwislanska Polke, nogi

    Czesc Jej Pamieci. I Jej nogom

  440. Tanaka,

    W obcych jezykach Szewinska sie nazywala long-legged. Wiec jesli mowisz o long-legged, masz slusznego. Ona nia byla. Zajebiscie dlugie nogi Ona posiadala. A byla dokladnie w moim wieku. Czas na moje sprinty?

    https://imasportsphile.com/wp-content/uploads/2017/06/ba3ea58cc93959d393fc60f9cc2f24f0.jpg

  441. @Tanaka
    30 czerwca o godz. 8:34

    Tak, pokazałeś je tu nawet. Pozazdrościłem, ale mam już swoje 😎

    @Orteq
    30 czerwca o godz. 9:57

    Wiek 72 lata jakiś taki ryzykowny jest 🙁 Kto go przeżyje, żyje potem znacznie dłużej. Wśród moich znajomych i przyjaciół znikają ostatnio 92-latkowie. Jeden, ojciec bliskiego przyjaciela, zmarł właśnie przedwczoraj. W rodzinie mam jeszcze jednego na chodzie, ale coś ostatnio słabnie 🙁 I kilka dziarskich 90-latek.

  442. Ja chyba o sobie mowie, nawiazujac do Ireny Szewinskiej

    Polak zem ja jest? Czy inny pogranicznik?

    E-J sie zapoznala, jesli dobrze rozumiem, ze sztuka jezykowa terenow sp. Ojca Popieluszki. Wies Okopy sa wsia sw. ojca Popieluszki. A Okopy to prawie moje, praktycznie, tereny sa.

    Chyba tam sie wybiore, jak Pon Bozia dozwoli przy nastepnej okazji. Jesli takowa okazja bedzie mi przyznana

  443. Orteq
    30 czerwca o godz. 9:09

    Jednak masz, Ortegu, ściśle ukierunkowane sfiksowanie. Dla porównania (bo sam w sobie człek jest jak drogowskaz na bezludnej wyspie – bez wartości, które mają rodowód społeczny) powiem Ci, że ani w rodzinie, ani w bliższym i dalszym otoczeniu nie byłem uczony w najintensywniejszym okresie stawania się człowiekiem etykietowania ludzi ze względu na pochodzenie. „Kocia wiara” to, owszem, cała ulica mówiła, bo jeden kościółek Niemców był przy mojej małej ulicy, drugi – tak samo blisko przy drugiej. Dopiero na studiach się zorientowałem, że takie etykietowanie to nieuleczalny pierdolec – nawet kiedyś kumpla z tego powodu wyrzuciłem z pokoju. Sam nad obco brzmiącymi nazwiskami się nie zastanawiałem, bo mnie tego nie nauczyli, więc ge mnie obchodziło. Miałem dwóch kumpli Cyganów, no to wiedziałem, że – Cyganie, a jeden z nich – okropnie pobożny, tak że nawet proboszcz musiał czekać, aż Rysiu się skończy modlić – był przełożonym nas ministrantów. Oczywiście, nic Ci to nie mówi, że takim szperaczem na blogu jesteś tylko Ty. A uzasadniasz swoje szperania koniecznością znania prawdy. Tak było również ze sprawą anumlika. Dla kogo konieczność, dla tego konieczność – tym właśnie ludzie się potrafią różnić. Nie wiem, czy zauważyłeś, że w deklaracjach wszyscy są za prawdą, choć nie każdy tak skrupulatnie jak Ty węszy. Kościół jest za prawdą i Lolek Kremówka był za prawdą, i antyklerykalizm jest za prawdą, i PiS, i PO, i komunizm i faszyzm, i antysemici, i filosemici – no wszyscy. Tak im dopomóż Bóg, który jest prawdą i źródłem prawdy, i którego nie ma.

  444. Orteq-wesołek podrążył, powęszył co trzeba i doszedł od wniosku, że Szewińska była inna etnicznie.
    Orteq wie więcej, może prześledził dokładnie jej życiorys i coś znalazł, może testy DNA przestudiował i teraz delikatnie podpuszcza blogowiczów na mała dyskusyjkę – przekomarzankę o żydowskości Szewińskiej. Temat-rzeka, Orteq czeka.
    Pzdr, TJ

  445. Tanaka
    30 czerwca o godz. 8:46

    Zgadzam się, Tanako, że „Cytaciki pelnia ważną role w zyciu człowieka”. Podobnie jak ogon w życiu pawia. Wprawdzie bezogoniastej małpie i bez ogona da się żyć, ale chyba się zgodzisz, że życie bez ogona trochę krótsze jest.

  446. Orteq, Ortes… You dunno why?

    Ja Ci dam dowod prawdziwej kultury. Z samej (?)Hell rodem. To co stale, Uplynnione. To co plynne, Ustalone. To co przelotne jest, Upla(z)mione.

    https://www.youtube.com/watch?v=79h05vqezJ0

    LB&SD – Classical Harmony, bo nie mam film z Jesus. Foto mam, kapelusz moj miedzy jesus a JA, widziales Orteq. Ja to myslalem Ortesiu, ten zardzewialy pasek to tylko troche koszulka wystawala za Pensylwania. Blad pomylkowy mam znaczy zrobilem. Troche. Widze na blogu LA3, od bieguna do bieguna jest. Kierunkowo rozny. Jak nie szacowne to inne skrzynki z diamentami.

    Pzdr Seleukos

  447. Tanaka, wbocek
    Co jakiś czas zżera mi wpisy, a potem nie chce mi się ich odtwarzać,
    bo przecież nie są to myśli na miarę Platona czy czy choćby prof. Hartmana.
    Otóż pisałam na temat Opty, że należy do osób które „myślą cytatami” i bez nich czuje sie bezradny, gdy ma wyrazić jakąś swoją myśli (jeśli ją ma).
    Mój świętej pamięci przyjaciel, który żyje, ale dla mnie umarł z powodu jego obecnych, radykalnie odmiennych poglądów od moich, też myślał i mówił cytatami, ale to inny przypadek. Miał zawsze i ma na zawołanie cytat a propos, stąd jego sława felietonisty w pewnych kręgach, nazwijmy to, prawicowych. Uwielbia wprost rozpościerać swój pawi ogon i dla zręcznego bon motu gotów jest napisać każdą bulwersujacą bzdurę (z mojego punktu widzenia).

  448. Mag,
    Ja go rozumiem, mam tak ze skojarzeniami. Nawarzyłem sobie wiele piwa i przysporzyłem mnóstwo wrogów. Jeśli jednak coś bardzo pasowało do sytuacji – to nie wytrzymywałem i czasem gorzko żałowałem. Mam tu na myśli wspaniałą koleżankę o cechach, o jakich większość znanych mi kobiet może tylko marzyć, prawość zadziwiającą, która nawet owocowała w kłopoty, gdy publicznie napiętnowała brzydkie zachowanie dziekana. Ja jej kiedyś w gronie kolegów przygadałem, czego do dziś żałuję, choć nie żyje od wielu lat. Chyba nie miała 40-ki, galopujący rak płuc. Przed chwilą groziło mi zeżarcie teksu pisanego wprost na blogu, choć po ostatniej wpadce miałem szczery zamiar pisać w Libre Office, tam nie mam kłopotów – wielkich, bo program zapisuje tekst co minutę i nie tracę zbyt dużo genialnych mysli.
    Przeniosłem tekst do Writera i kontynuuję „dalej”.
    Opowiem prawdziwą historię gościa, który na zawołanie sypał biblijnymi tekstami (taki biblijny Iwiński).
    Była to sytuacja w pierwszej wojnie światowej. Niemcy siedzą w okopach przed Verdun (jak mój ojciec). Nagle coś się rusza w krzakach. Ogólne zdenerwowanie – wróg atakuje czy inna cholera? Rozchylają się krzaki i przed okopami ukazał się…osioł! Przepędzili go uspokojeni Prusacy. Zapytali tego znawcę biblijnego, czy ma jakiś tekst a propos. „Oczywiście! Przyszedł do swoich, a swoi go nie przyjęli”!

  449. mag
    30 czerwca o godz. 12:30 * Wpis, zanim klikniesz „opublikuj” skopiuj, klikając prawym klaiszem myszy do pamięci podrecznej, albo pisz całość na „papierze” i wklejaj gotowy do okienka. Wtedy oryginał masz w kompie u siebie i możesz swoje kapitalne wpisy archiwizowac. Cytowanie jet fajne i może być zabawne czy poważne wtedy, gdy jest dodatkiem, podkreślenim myśli własnej. Gdy jej brak zastępuje, to kalectwo: własna pustka zapchana cudzymi myślami, których pustka nie jest w stanie ocenić, wie tylko, że skoro cudze myśli sa znane, to powinny być też słuszne.

  450. @Tanaka
    Dziękuję Tanaczku za radę. Może sobie poradzę.
    Kliknę prawym klawiszem i skopiuję. Tak robię, gdy chcę coś wyciąć i wkleić. Jak mam to jednak umieścić w „pamięci podręcznej” archiwizującej?
    Kurcze, aż mi glupio, że taki ze mnie głąb komputerowy.

  451. Antonius
    Odczuwam jednak mimowolną nieufność wobec „cytowaczy”, którzy potrafią zadręczyć ulubionymi cytatami upatrzoną ofiarę.
    Ja na przykład nie byłam ofiarą w założeniu, bo cytujący starał się o moje względy, ale robił to przy pomocy tekstów Młynarskiego. Gorzej nawet, produkował podróbki i właściwie nie dało się z nim rozmawiać o czymkolwiek, a co dopiero mówić o zacieśnianiu więzi.
    To jest trochę tak, jak z „patentowanymi” wesołkami w towarzystwie, którzy trzymając się swojej roli, nie zauważają, że już nie są śmieszni, ale nudni, a nawet żałośni.

  452. mag

    Tak się jeszcze zastanawiałem, że nadmierne cytowanie to jakby życie cudzym życiem. A jeśli własne sie komuś nie podoba?
    Skorzystaj z rady Tanaki, ale to co on nazywa „papierem”, tego nie traktuj dosłownie tylko korzystaj z programów edytorskich. Niezły jest darmowy Libre Office. Można się do tego przyzwyczaić. Piszesz normalnie, poprawiasz błędy programem włączonym do writera, potem zaznacz, kopiuj, a potem odszukać dziurę na blogu i „wklej”. Na koniec korygujesz nie zauważone błędy lub szlifujesz tekst i jako ukoronowanie dzieła naciskasz „opublikuj”. I tak po przeczytaniu zobaczysz jeszcze literówki i Ci głupio.

  453. Lubię aforyzmy i bon moty wybitnych osobowości, którym w sposób zaskakujący i błyskotliwy oraz lapidarny udaje się wyrazić ogólną prawdę filozoficzną lub moralną.
    Cytowanie byle czego, tylko dlatego, że zostało to wydrukowane (umieszczone w sieci), a więc powiedziane przez kogoś, kogo MY lub nasz guru uznał za autorytet, zdradza raczej ubogość własnych myśli cytującego, brak myślenia analitycznego albo krytyczny stosunek do własnej wiedzy. Jest to ostrożność czasem przesadna, a czasem bardzo słuszna.
    Podpierać się cytatami, nawet banalnymi, trywialnymi, bełkotliwymi i bez sensu, to świecić jak Księżyc cudzym światłem. Witaminy D od tych promieni nie przybędzie, ale maszerować (po płaskim) można dziarsko 😉 Tyle że krzywica się pogłębi 🙁

  454. Pani Irena Kischenstein-Szewińska zmarła , bardzo smutne. W Polsce żałoba? A przecież jak Pani Irena zdobywała medale na olimpiadach i mistrzostwach świata i Europy to podobno Polski nie było

  455. 30 czerwca o godz. 16:38
    Mag. Jak zaznaczysz tekst lewym klawiszem myszy, następnie klikniesz prawym „copy”, to tekst zapisuje się w pamięci podręcznej. Możesz go wkleić w dowolne miejsce, prawym klawiszem wybierz „paste” /wklej – do okienka na blogu, albo do otwartego pliku Worda czy Libre Office Write. Tak samo tekst z pliku do pisania przenosisz kopiujac do okienka na blogu. Oryginalny tekst napisany w programie do pisania Word czy Libre Office Write możesz zapisać w kompie pod wybranym tytułem. Wtedy nic nie zginie.

  456. W pierwszych słowach mojego wpisu chciałbym gorąco podziękować moim polemistom, że przeczytali moje sążniste wynurzenia, w słowach drugich, wyrazić wdzięczność, że nie napisali mi wprost, iż jestem durniem, co -nie wiem, czy słusznie -odbieram, jako przejaw sympatii oraz innych pozytywnych ludzkich uczuć, wobec mojej osoby, natomiast w trzecich słowach chciałbym się odnieść do wpisów moich polemistów, przynajmniej tych, których nie przeoczyłem.

    Seleukos wspomniał coś o piwie i -jak się domyślam-wielokrążkach, to znaczy o wielokrążkach nie wspomniał, ale domyśliłem się, że o nie chodzi, no, bo on tak, że tu sobie piwo pije, a tam paluszkiem sobie pracuje i ciężary dowolnie ciężarne opuszczają się i podnoszą. Czyli Seleukos myśli, że prosty, by nie rzec: ciemny lud, znał wielokrążki i za ich pomocą, podnosił bądź opuszczał to, co mu się żywnie podobało. No i dobrze, tyle że jest, z tym pewien problem- otóż przed 5. tysiącami lat wielokrążka nie znano, wynalazł go dopiero Archimedes jakieś 4,7 tys. lat później.

    Inny Szanowny Sprostowywacz zauważa, że sarsen, to nie skała magmowa. I słusznie, ale rzecz w tym, że ja nigdzie nie pisałem, że to taka skała, jednak skoro już o tym mowa, to śpieszę donieść, że sarsen jest twardszy od granitu, co oznacza, że -i tu już nawet nie trzeba być Tobermorym, czy Izabellą [też Cię lubię 🙂 ], by stwierdzić, że trudno go ociosać krzemienną, tudzież brązową siekierką, a tym bardziej przeciąć. A wiem coś na ten temat, ponieważ wczoraj, w ramach eksperymentu naukowego, próbowałem przeciąć granitową płytkę (podstawkę pod gorące naczynia) o grubości centymetra. Piłka do metalu, bez węglików, pół godziny piłowania (z przerwami) i – nie licząc prawie niewidocznej rysy – ni chu-chu. Piłki z brązu, czy z krzemienia nie miałem niestety.
    A tu o tych kamieniach, co to niby krzemieniem je obrabiano:
    »Sanktuarium (Stonehenge-przyp. mój) wzniesione jest z dwóch rodzajów kamienia. Największe, bloki sarsenu (piaskowca twardszego niż granit[5]) pochodzą z okolic Marlborough Downs (około 30 km na północ od Stonehenge), natomiast mniejsze, błękitne skały (przypominające gabro lub labradoryt) – z Pembrokeshire w Walii, położonego około 250 km od budowli.«
    [wikipedia, Stonehenge]
    Sorry, ale to jeszcze nie koniec.
    No właśnie – po jaką cholerę wożono te niebieskie kamulce z tak daleka? Nie wystarczył im sarsen? Tachali je na plecach, a może kładli je na balach, ciągnąc i pchając na przemian przez górzystą Walię?

    Sprostowywacz Tobermory podesłał fotkę gotowych – jego zdaniem- obelisków, tyle że ukształtowanych przez naturę. Nie mam aż tak wielkiej wyobraźni, żeby skojarzyć je ze Stonehenge.
    Twierdzi również, że lite skały, o których piszę, nie są lite, więc ja pytam: jak to możliwe, żeby lita skała, nie była lita?[https://pl.glosbe.com/pl/pl/ska%C5%82a%20lita]
    Odłupanie kilkutonowego kawałka litej skały, w pożądanym kształcie, to – według Tobermory’ ego – sprawa dziecinnie prosta, wystarczy wywiercić w skale otwory, wbić drewniane kołki i polewać je wodą. Kołki napęcznieją i sru – blok kamienny wielkości lokomotywy odłupany. No a czym te dziury niby? A wiertarką. A skąd ją wziąć? Ano z Castoramy. Ale „Castoramy” wtedy nie było. No to z „Karchera”

    Bardzo inteligentnie, do sprawy cięcia twardych skał, podszedł „Zulu”, stwierdził on mianowicie, że 5 tys. lat temu lud tambylczy, miał sporo czasu, więc se wiercił i piłował bele czym, aż wywiercił, odpiłował i wygładził, a później se wybudował, co trza. A to, że musieli piłować non-stop przez 10 pokoleń? A co mieli do roboty.

    Orteq był ciekaw, jak transportowano wielkie bloki skalne na/do Machu Picchu, więc się zapytał, ale żaden mądrala mu nie odpowiedział. A ja do Orteq’owego pytania dodaję kolejne: skąd brano te bazaltowe bloki i bloczki? Czym je tak pięknie wycinano i gładzono. Skąd brano te duże, białe, otoczaki, którymi tak pięknie brukowano ulice, a tu i ówdzie mury z nich stawiano? Sorry, ale nie wierzę, że pozyskiwano te kamulce za pomocą pilników do paznokci, że przez setki lat, że transportowano na baranich grzbietach, na saniach po płatach słoniny, tudzież ściętych pniach, bo to jest, najzwyczajniej, sranie w banie. Tu są zdjęcia i film o tych cudach i niech nikogo nie zraża tytuł „Świat Tajemnic”, zapewniam, że nie ma tam żadnej bzdury, to zwykła relacja z wycieczki.
    https://www.tajemnice-swiata.pl/megalityczne-twierdze/
    – – –
    Skoncentrowałem się na tym Stonehenge, bo tu przemądrzalcy są bezradni, nie mają sztychu. Kpią, chichoczą, ale chyba z samych siebie, bo przecież nie są tak głupi, by nie zdawać sobie sprawy z tego, że żadnym ręcznym narzędziem twardej skały nie ruszy i nie obrobi, a tylko takimi dysponowali na Wyspach 5 tys. lat temu.

    Dzieje ludzkości są pełne tajemniczych zjawisk, zdarzeń, pełne luk, z którymi uczeni mają problem. Nie są w stanie ich wyjaśnić, wypełnić. Ciągle jest tak, że o czasach prehistoryczych wiemy bardzo niewiele. W naszych dziejach są okresy trwające nawet kilkaset tysięcy lat, kompletnie nierozpoznane. Jedyne co wiemy, to to, że naszą planetę nawiedzały kataklizmy globalne, lokalne, dupnął meteoryt, zatrzęsło ziemię, zatopiło to i owo, wywróciło na nice. W tych nierozpoznanych czasach mogły istnieć wysoko rozwinięte cywilizacje, poziomem rozwoju równe naszej, a nawet ją przewyższające. Jakieś dowody? No właśnie takie mniejsze lub większe „stonehenges”, Puma Punku, Machu Picchu, odkryte 12 lat temu zatopione miasto w zatoce Khambai w Indiach (wiek szacowany na 9-10 tys. lat i wiele innych. Te potężne budowle mogły powstać znacznie wcześniej, niektóre wyłoniły się, kiedy opadły wody po licznych potopach, inne oparły się trzęsieniom ziemi, zarosły dżunglą. Licho wie, co kryje się pod piaskami Sahary, która jeszcze 11 tys. lat temu nie była pustynią. Później te budowle zostały zagospodarowane przez migrującą ludność, poprzez uznanie za miejsca święte, bądź dogodne dla osiedlenia się, być może jacyś przedstawiciele tej, domniemanej cywilizacji przetrwali i nauczyli ludzi wytwarzać narzędzia, krzesać ogień, wznosić budowle itp. Nie są to teorie niedorzeczne, zreszta na przestrzeni dziejów nieraz nam przyszło rewidować, wydawać by się mogło, raz na zawsze ustalone sądy, reguły itd. Żadna to hańba dla ateisty wątpić, gdyby nie wątpliwości nie byłoby filozofów, nie byłoby postępu. Można wieszać psy na Daenikenie, zarzucać mu, że szarlatan, że zbija kasę na naiwnych, nagina fakty, ale jednego nie można mu odbrać: w milionach ludzi zasiał wątpliwości, zainspirował miliony ludzi do poszukiwań, otworzył na inne myślenie, wskazał nowe rejony, do których nauka powinna podążać, choćby po to, żeby udowodnić niedorzeczność, czy dorzećzność pewnych teorii. „Nie, bo nie”, to jest agrument przy pomocy którego jakaklowiek dyskusja ma sens. Z kwestiami postawionymi przez Daenikena i jemu podobnych, należy się -po prostu zmierzyć, a to, że jest on tylko hotelarzem, nie powinno mieć znaczenia.
    Ps.I Jeśli byłem wobec moich polemistów niemiły, a wolę nie sprawdzać (żadna siła nie zmusi mnie do powtórnego przeczytania moich wpisów), to szczerze przepraszam (tu może nastąpić atak Płazuni dotkniętej upierdliwą agonią, która twierdzi, że obrażam ludzi po to, by później ich przepraszać. A postepuję tak, dlatego że chcę, by blogowicze mnie chwalili za honorowość, za to że potrafię przyznać się do błędu. Zdaniem „Płazuni Dogorywającej” czynię to w celu dowartościowania się, wetowania sobie w ten sposób niepowodzeń życiowych.).
    Ps.II Przysięgam, że już nie będę pisał takich epistoł, bo wiem, że długo się je przewija.
    Ps. III Pozdrawiam czule „nacomito” i dziękuję za to „niestety” 🙂

  457. Ewamarysia
    30 czerwca o godz. 20:07,

    No właśnie, a pisie media informują, że zdobywała medale dla Polski. Nie rozumiem również, dlaczego w tym roku będzie obchodzona 100. rocznica odzyskania niepodległości, skoro PRL – według pisiarni -nie była państwem niepodleglym.

  458. jobrave 30 czerwca o godz. 20:18

    Bez potrzeby obrazania i przepraszania. Jak Ty Jobrave, nie prowadze arkiwum wpisow blogowych
    Seleukos wspomnial cos…, reszta w acapit o mnie blad. Bycmoze forma jak pisze cos ma do tego. O innych rzeczach zwiazanych nie pisalem.

    Podtrzymuje. Ciezar o dowolnej wadze, praktycznie wyobrazalnej, mozna przesunac na dowolna odleglosc, praktycznie wyobrazalna, za pomoca pojedynczej liny. Lina musi miec wytrzymalosc przekraczajaca sily oporu srodowiska. Zadnych kol (kolowrotkow). Zadnych mechanicznych urzadzen, najprymitywniejszych. Jedyna potrzebna umiejetnosc jest poslugiwac sznurkiem (lina). Material liny moze byc dowolny, zwierzecy, roslinny. Rowniez ww cieazr podniesc mozna na wysokosc dowolna, uzywajac prostych „podkladek” dowolnego materialu, mineralny, roslinny. Warunkiem jest zachowanie stabilnosci w czasie podnoszenia. To ogranicza praktycznie wysokosc. Jedynie to. Ilosc ludzi potrzebnych jest znikoma. Czas potrzebny na obie operacje jest „ekonomicznie” zadawalajacy. Ekonomicznie znaczy proporcja czas/efekt. Tyle napisalem co podtrzymuje.

    W zadnym wypadku „kosmici” nie potrzebni. Ale moga byc, gdyby przyjechali na napitek. Dotyczy to rowniez asfaltowych drog. Dobrze jak byly. Mozna bez.

    Temat kucia skal i gladzenia do uzyskania efektu (jakosc powierzchni), rowniez moglbym napisac. Bez uzywania kosmitow, diamentowych wiertarek i polerek oscylujacych. Sa filmy tez. Ale mnie nie chce. Proponowalem zainteresowac na wlasna reke. Powod jest prosty. Zbyt wiele byloby o uzyciu lokalnych napitkow.

    Przyznaje Jobrave temat kosmitow jest bardzo interesujacy, ale nie w architekturze i budownictwie aspekt. W napitkach bylby, jeden z wielu interesujacych.

    Pzdr Seleukos

  459. mag

    Tym razem zapraszam Cię, mag, wieczór dobry, na zielone falowanie. I ćciny – zielone, i morze w Chłopach dziś było zielone. No i kapcia na zielonym złapałem. Jeszcze nie sprawdzałem przyczyny, ale niemal ze stuprocentową pewnością mogę powiedzieć, że dętka nie wytrzymała z kruchości, czyli z braku kauczuku, a nie że najechałem na jeża. No i wybacz, mag techniczną jakość obrazków, ale ze zmartwiona wiele nie wydusisz. Dobranocka.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6572957284416454978?authkey=CLXO-4STirnwrgE

  460. Aha, przepraszam. Problem Arkimedesa w czasie oblezenia Syrakusa byl problemem zlozonym. Wysokosc i odleglosc jednoczesnie.

    pzdr seleuk

  461. @jobrave
    30 czerwca o godz. 20:18

    Fajnie, że ci się chciało, ale wolałbym mniej emocji, a więcej fizyki, geologii i… faktów.
    Geologom znane jest pojęcie tektoniki, łupliwości, ciosu… A także erozji w zimnym, wilgotnym klimacie.

    „No a czym te dziury niby? A wiertarką.”

    A nie, te dziury (szczeliny) same z siebie tak. Spękania, woda, mróz…

    Tu pięknie obrobione i ułożone przez kosmitów ścieżki w Karkonoszach:

    http://grupa-agrykola.waw.pl/wp-content/uploads/2012/10/IMG_5693-1-Wielki-Szyszak1.jpg

    A te tutaj, to Liczyrzepa poukładał:

    http://img.hotelsystems.pl/800×600/_portals/galerie_zdjecia/40271.jpg

    Kto był w Górach Świętokrzyskich, mógł oglądać gołoborza kwarcytowe czyli twardsze, trudniejsze w obróbce mechanicznej niż granit, a wyglądające jak obrobione głazy, których nikt nie chciał do Stonehenge, bo może nawet dla kosmitów za daleko?
    A taki krzemień, z którego robiono pierwsze narzędzia np. siekierki, groty do strzał albo tłuki pięściowe, w czasach przed wynalezieniem narzędzi z brązu czy żelaza. Też jest twardszy od granitu, a jakoś go obrabiano i nawet dziś wiadomo, jak. I robili to zwyczajni ludzie.

    Chętnie zobaczę zdjęcia owego kamieniołomu sarsenu ze śladami po wycięciu megalitów do Stonehenge. Powinny być jakieś pozostałości owej litej skały, bo tak bez reszty nie zniknęło całe złoże?

    Notabene, dziś też nie tnie się kwarcytu albo granitu piłą węglikową. Robi się to przy pomocy liny diamentowej.

  462. Uwazalem dotad, rzeczy niemozliwej mozna zrobic w ciagu ok 2 tygodnie, na cud potrzeba ok 4 tygodnie. Przy zaplanowaniu termin startu. W nowym powstalym periodyku „Pismo” przeczytalem reportaz o miasteczku. Opinia moja, dla okolicy miasteczka, zrewidowalem. W miasteczku, rzeczy niemozliwe i cuda mga byc za 2018lat. Nastepnych (przyszlosc).

    https://magazynpismo.pl/droga-polska/

    Pzdr Seleukos

  463. Jobrave,
    Dlaczego zakładasz, że te wzdłużne, najcięższe bloki kamienne tworzące megalit Stonehenge musiały być wycinane z litej skały?
    Czy takie podłużne bloki nie występują w w naturze? -Występują. Nie ma konieczności ich wycinania.

    Te bloki były wypatrzone przez nich w bliższej lub dalszej okolicy jako nadające się do zgrubnej i dokładnej obróbki, których celem było „trzymanie się razem” nałożonego poprzecznego bloku na dwa bloki pionowe częściowo wkopane w ziemię, pełniące rolę słupów podporowych.
    Budowlańcy prowadzili ogólną obróbkę zgrubną takich bloków i następnie obróbkę dokładną w zaplanowanych płaszczyznach.

    Obróbka zgrubna była prowadzona narzędziami kamiennymi z sarsenu, odmiany o najwyższej twardości, a dokładne wygładzanie pewnych powierzchni uzyskiwano jak wszędzie przez użycie ścierniwa.

    Obie metody były żmudne, ale nie niemożliwe, jak sugeruje Daniken. Były jak najbardziej wykonalne. Świadczy o tym nie tylko Stonehenge, lecz kilkadziesiąt, a może i kilkaset budowli megalitycznych na świecie przetrwałych w stanie zdatnym do badania do dzisiaj. Ta zgrubna obróbka, to nie było proste „dłutowanie” kamienia, tylko połączenie odłupywania, „drapania” i gładzenia.

    W Stonehenge znaleziono mnóstwo narzędzi kamiennych z twardego sarsenu oraz mnóstwo odłupków pochodzących z obróbki wzdłużnych bloków kamiennych.
    Co na to Daniken ? Nic na to.
    Pzdr, TJ

  464. PS
    Płytki granitowe i wszelkie skomplikowane formy w kamieniu nowoczesny kamieniarz tnie strumieniem wody (waterjet). Nie ma pyłów, oparów, niczego nie trzeba ostrzyć.

  465. tejot
    30 czerwca o godz. 10:37

    „Orteq-wesołek podrążył, powęszył co trzeba i doszedł od wniosku, że Szewińska była inna etnicznie. Orteq wie więcej, może prześledził dokładnie jej życiorys i coś znalazł, może testy DNA przestudiował i teraz delikatnie podpuszcza blogowiczów na mała dyskusyjkę – przekomarzankę o żydowskości Szewińskiej. Temat-rzeka, Orteq czeka.”

    I ja tez ci szacun skladam. Oraz przypominam, ze z powodu Marzca 68, na Szewinska byla niezbyt elegancka nagonka antysemistyczna

    W 1968 w Meksyku podczas igrzysk olimpijskich w biegu rozstawnym 4 × 100 metrów Polki zgubiły pałeczkę. Ostatecznie dobiegły do mety, nie awansując jednak do finału. Wtedy, w efekcie manipulacji medialnych i wydarzeń związanych z Marcem 1968 roku, Szewińska stała się, w związku ze zgubieniem paleczki, obiektem ataków antysemickich.

    http://gorzow.wyborcza.pl/gorzow/1,36844,5007547.html

    „Gomulka potrzebowal wroga. Padlo na Zydow”.

    Czyzbys i ty mial co za uszami jesli o Marzec 68 chodzi? Ci co maja cos za uszami, nie lubia przypominac o tym nieslawnym okresie powojennej historii. Sa ta tym blogu, zdaje sie, tacy. Nawet sie potrafia szczycic tym, ze oni nigdy nie poruszaja tematow pochodzenia etnicznego ludzi..

    A tu przypominac o tym musowo. Bo inaczej nikt wyschnietych gowien zamiecionych pod dywan nigdy nie wyrzuci do kosza.

    Taki dowcip z tamtych nieslawnych czasow:

    – Irena Szewinska zdobyla zloto na olimpiadzie w Meksyku. A kto zgubil paleczke? Irena Kirszenstajn.

    Nasza dlugonoga sprinterka wyszla bowiem za maz za Slawomira Szewinskiego w 1967 roku. Akurat w czas, akurat w czas

  466. Tobermory
    30 czerwca o godz. 22:04
    Daj link Toby jak robic noz czy grot strzaly bez uzycia narzedzi, poza „rece”. Znajdziesz bardzo duzo szybciej niz ja. To wiem

    pzdr Seleuk

  467. @tejot
    30 czerwca o godz. 22:13

    No właśnie. A jak im się te duże bloki skończyły, to sięgneli po bluestone z Pembroke. Tam się dało co ładniejsze dość prosto odłupać.
    Cięte z „litej” skały?

    https://www.featurepics.com/StockImage/20060728/outer-circle-of-sarsen-and-inner-bluestone-horseshoe-stock-picture-55927.jpg

  468. wbocek
    30 czerwca o godz. 10:20

    „Jednak masz, Ortegu, ściśle ukierunkowane sfiksowanie. … ani w rodzinie, ani w bliższym i dalszym otoczeniu nie byłem uczony w najintensywniejszym okresie stawania się człowiekiem etykietowania ludzi ze względu na pochodzenie.”

    Jak wyjasnilem powyzej tejotowi, to nie ja etykietuje kogokolwiek. Ja tylko PRZYPOMINAM, ze w naszej nieslawnej historii bylo takie etykietowanie. I ono dotknelo sp. Irene Szewinska. Pon Bocku swiec nad Jej dlugonoga dusza.

    Przypomne tez, iz nie pierwszy raz nalgales paskudnie, przekrecajac moje komentarze calkowicie na odwyrtke. Dysleksja jakas czy co?

    A tak wogole to psdro

  469. @seleuk|os|
    30 czerwca o godz. 22:20

    Myślę, że kto zechce, to sobie znajdzie.

    Podam przykład, czego uczą się dzieci w niemieckiej szkole. Z praktycznym wypróbowaniem np. zrobieniem krzemiennego sierpa albo wywierceniem otworu w kamieniu…

    http://www.claus-rixen-schule.lernnetz.de/steinzeit/aufgabe6/loesung6.htm

    Neandertalczyk umiał zrobić ostrze z krzemienia 250 000 lat temu. Znalezione w Afryce tłuki pięściowe datowane są na 600 tysięcy lat.

  470. Historia to nie jest jak i skad dwa kamienie do kupy, czy kiedy Mieszko ochrzcil. Historia to jest DLACZEGO? Dziedzina nieznana w Pl. Stad prawdopodobnie „histerycy” pl zostaja premierami i ministrami obrony i podobne. Duzo nie trzeba umiec. Wystarczy data chrztu „na blache” i uleglosc miec poczatkowa.

    pzdr Seleuk

  471. Dla szanownej Namargineski, oraz innych dam nie dam, przypomne, przy tej okazji:

    to z powodu przekrecenia sensu mojego postu ws. Anumlika na calkowita odwyrtke, sporo miesiecy temu nazad, hunwejbini blogowi zaczeli naciskac na zbanowanie mojego nicka. Mam podstawy zeby sadzic, iz czynili to zupelnie swiadomie oraz celowo. I cel swoj osiagneli. Czesciowo..

  472. @jobrave
    30 czerwca o godz. 20:18
    Bardzo dobrze napisałeś to, co chciałabym napisać, ale w totalnym pędzie w jakim ostatnio żyję, jest to dość trudne. Dzięki, właśnie bardzo podobnie myślę – że nawet EvD może być dróżdż zależy na jakie podłoże trafi.
    I pisałam jeszcze coś o percepcji…

  473. Dziekuje za link T. Pewnie bym cos podobne znalazl z szw. Moj syn byl b. dumny jak mnie siekiere kaminna pokazal co zrobil na trzonku. I dzialala. Ale Do posadzenia na wode mojego ukochanego okretu vikinskiego, Sigrid S, potrzba tez troche piwa na glowe.

    Tego w szkole nie ucza, nawet chyba niemieckiej.

    pzdr Seleukos

  474. tejotowi sie dziwie troche. Taki mysliciel i taki przekretacz czyichs slow jednoczesnie?

    Jesli ktos w Polsce dzisiejszej wciaz jeszcze mysli, ze przypomnienie iz ktos jest/byl Zydem, jest jakas zniewaga z powodow tzw. etnicznych, to ja takiemu ktosiowi nie zazdroszcze rozumu. Religia nie ma z tym nic wspolnego. Co sie liczy na TYM blogu podwojnie

  475. seleuk|os|
    30 czerwca o godz. 21:31

    jobrave 30 czerwca o godz. 20:18

    Rzeczywiście, skoro kilka osób może, za pomocą sznurka, podnieść ważący kilkadziesiąt, czy kilkaset ton blok skalny, to kosmici rzeczywiście są zbędni, co tam kosmici – w tej sytuacji właściwie prawie wszystko jest zbędne. Ten Archimedes niby taki mądry, bo wymyślił wielokrążek, a nie wpadł na to, że wystarczy obowiązać sznurkiem dowolny ciężar i pociągnąć do góry, w bok albo do tyłu. Inni durnie wymyślali jakieś dźwigi, windy, a nie pomyśleli o głupim sznurku. No albo ci, co te różne silniki wymyślali, parowe, spalinowe, elektryczne. Właśnie słyszę jadący pociąg i myślę sobie, ileż to zbędnych w nim rzeczy. Weźmy taką lokomotywę – zupełnie niepotrzebna, wystarczy bowiem przywiązać sznur, linę do haka w przednim wagonie, a potem pociągnąć, tę linę do siebie i jedzie się aż miło. Albo samochody – też lina do przedniego haka, ciągnę do siebie i jadę, chcę do tyłu, przekładam linę na hak tylny i ciągnę i jadę wstecznie. Jutro sprzedają silnik od mojego grata, wystarczy mi linka holownicza.
    Taaaa, stara to prawda, że najlepsze rozwiązania, to te najprostsze.
    Podziwiałem Cię już wcześniej, ale od dziś to mam taki podziw dla Ciebie, że sam za nim nie nadążam. Za kilka dni będę miał więcej czasu, to zrobię londonerom dowcip -przesunę Wembley na Wimbledon, a Wimbledon na Wembley, a polscy kolesie pomogą mi, za parę browarów, zapewnić ciężarom stabilność. Jeszcze o tym podziwie. Przcież Ty, chłopie, mógłbyś w kilka dni zostać miliarderem, a w miesiąc – tryliarderem. Mógłbyś wygrać wszystkie przetargi budowlane, transportowe. Wszystkie? A Ty sobie na luziku, machasz ręką na to, wolisz być niż mieć.
    Gdyby kosmity istniały, to biłyby, przed Tobą, z podziwu, pokłony swoimi zielonymi łbami, jak -nie przymierzając – bisurmany przed Allachem.
    Podejrzewam, że na to wiercenie, cięcie i gładzenie twardych kamulców również jest jakiś prosty myk, może jakaś modlitwa, ale nie, bo Ty chyba ateistą jesteś.
    A wpisów nie archiwizuję, czytam je na bieżąco stąd – mniej więcej wiem, co, kto i kiedy npaisał.

  476. @seleuk|os|
    30 czerwca o godz. 22:12
    He he:
    „Dwa lata temu święcił go egzorcysta. Zmówił modlitwy. Róg pokoju obsypał solą święconą. Poprosiła Aniela Brambor, by wypędzić złe moce i kolizjom położyć kres. Ksiądz, który to robił, był kiedyś w gminie proboszczem. I w kościele w Kolsku odprawiał egzorcyzmy, na które zjeżdżały tłumy, aż go przenieśli do parafii w Zielonej Górze.”
    Znaczy małe ma chody tam wyżej 🙂

  477. jobrave
    30 czerwca o godz. 22:51
    Jobrave, bez brazania. Przeciagnac za pomoca liny. Podniesc, za pomoca podkladek. Czy naprawde tak trudno przeczytac? Cos mnie zdaje Jobrave, kosmici potrzenbi, do czytania. Bez obrazania

    Ewa-Joanna
    30 czerwca o godz. 22:53
    Dlatego, miedzy in, dalem ten link, plus dokladna data nastepnego cudu. Tam takich smakowitosci bylo mnie dziesiatki. Kazde zdanie.

    pzdr Seleuk

  478. @seleuk|os|
    30 czerwca o godz. 23:04
    Przeczytałam do końca ( no, prawie). Wredna jestem, nie współczuję.
    U nas bywa podobne z drogami i miejscowościami. Na ogół robi się objazdy albo tnie szybkość i co najśmieszniejsze egzekwuje wykonanie. No i mimo pięknych i szerokich dróg największa szybkość ( autostrady) to 110 km/h, chociaż chyba NT na pewnych drogach nie ma ograniczeń.
    Jak zamienią modlitwy na przestrzeganie prawa, to może się poprawi…

  479. Irena Szewinska zmarla w wieku lat 72. Ja zas, tez tyle samo, dokladnie, wazacy wiekowo, wlasnie wylazlem ze szpitala. Colorectal surgeons mnie w obrotach mieli przez czy i pol godziny. Tez raka szukali. I nie znalezli, jak na razie. Nie wiem czy to dobrze czy zle. Sam wszystko ogladalem na monitorze szpitalnym.

    Ta rownoletnosc ze sp. Dlugonoga Irena tak jakby upozniala mnie troche do poswiecenia Jej kilku ekstra cyberznakow. Licze na wyrozumialosc ew. czytelnikow/przewijaczy

    Sp. Anumlik tez sie znajdowal w moim przedziale wiekowym. Jego smierc dosyc mocno mna zatrzesla. Co dodaje na uzytek tych co tego nie skojarzyli z jakiegos powodu. Tym powodem moglo byc przewijanie. Co pochwalam

  480. @Tobermory,
    OK, w przypadku wycinania w litej skale „stonehengeowych” kamulców przesadziłem, choć w Malborough Dawn, nad brzegiem Avonu znajduje się urwisty, skalisty brzeg, w którym znajduje się wnęka odpowiadająca, mniej więcej długości i szerokości słupów ze Stonehenge, być może to naturalne wgłębienie, nie upieram się, ale w przypadku Puma Punka, czy Machu Picchu, już tak, to nie wapień, nie piaskowiec.
    Co do kamieni z Pembrokeshire – nie sądzę, żeby tych sarsenowych zabrakło – w pobliżu Stonehenge jest pełno takich głazów.

  481. seleuk|os|
    30 czerwca o godz. 22:37
    Historia to nie jest jak i skad dwa kamienie do kupy, czy kiedy Mieszko ochrzcil. Historia to jest DLACZEGO?

    Mój komentarz
    Tak jest, tak powinno być w nadwiślańskim kraju.
    Pzdr, TJ

  482. A pozatym Jobrave. Nauczylem po pl znowu od paru lat nowego jak czytam. Nauczylem idiomu. „Nie rznij glupa”… ze mna Jobrave. Nowy idiom dla mnie. Szwedzki znalem. Moge przetlumaczyc doslownie. Bez obrazania. S

  483. @Seleukos,
    Przecież Cię nie obrażam, jeśli już to trochę sobie pokpiwam, żeby sprowokować Cię do zdradzenie intrygujących mnie tajemnic. 🙂
    Nie wiem, może mam niewystarczające IQ, ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić włożenie podkładek pod stutonowy blok, nie podnosząc go wcześniej. Przy małych ciężarach owszem – wcześniej kamień podważamy wciskamy podkładki, znów podważamy, znów podkładamy, ale przy dużych? Chyba, że jakiś tłum ludzi, ale Ty twierdzisz, że niewiele osób wystarczy i że jednym palcem, a w drugiej ręce piwo.

  484. tejot
    30 czerwca o godz. 23:16
    Dlatego tez Tejot link dalem do tego nowego pisma. Ta beznadziejnosc wszystko przechodzi. co czytam. Ja czasem zastanawiam, czy nie ograniczyc mojego czytania polskiego. Teraz moze godz dziennie. Nie licze ksiazek co mam exlibrisowych. Gazety na Sieci tylko. 90% jest beznadzieja. Moge na jakis virus zachorowac. Co mozna napisac Tejot? Jakbym od moich kotow chcial textow. Tylko roznica. Ja moje koty uwielbiam.
    pzdr Seleukos

  485. Wyglada na to, ze slusznie nie zazdroszcze rozumu co poniektorym. Brakuje im i rozumu i konceptu. Zapraszam jednakze do nastepnej sesji Niesprowokowanych Napastliwosci. Na kogo padnie, benc. Napadywuj wienc!

    Widze, okiem kaprawym, iz ew. Oponenci TWA, tak jakby sczezli. Gratuluje sukcesu, Tanako. Tak czymac. I statystyke blogowo pottczymywac

    W tym miejscu psdro wstawiam

  486. sele – 23:16

    Ty z tym udawaniem nieznajomosci jezyka polskiego nie pchaj gowna przez szpare zbyt usilnie, oki doki?

    Wyjechales z Polski wiele lat po mnie, w wieku bardzo DOJRZALYM, z tego cos zapodawal. Noo, chyba zes nalgal na ten temat. Niczym lgajacy tejot nt. postow niektorych osobnikow. Niewazne. Ty, seleuku, piszesz po polsku po prostu nieCHjUJnie. Bos taki obral sobie STYL.

    Damy nie damy blogowe to lubiejo. Wienc nie udawaj ty nam tu zadnej nieznajomosci jenzyka nadwislanskiego. Bo my ciebie wyczujem niczym skunksa.

    https://zapytaj.onet.pl/Category/010,017/2,19694590,Ktory_zwierzak_lepszy_Szop_pracz_czy_moze_skunks_Jakie_sa_ich_zalety_i_wady.html

    Szopa pracza, znaczy

  487. Ok Jobrave. Potraktujmy powaznie nawzajem. Moja wina. Napisze jutro manual, rano. Musze isc spac.
    Dobranoc Seleuk

  488. Ja niemam nieznajpmosci jezyka (jenzyka po twojemu). Ja mam nieznajomosc chamstwa jak twoje, bo „”nielubjeju po twojemu polskemu”. Skunks ty, jak malo. Skunksow przestalem trafiac 40lat temu. Potym pare trafilem. Krotko, skunksie. Z „przytempionym rozumkiem” skunksie, „szypkosciom polaczen miedzy neuronami. napisz cos o Szewinskiej nowoevangelicki skunksiku.

  489. Mam w rodzinie nauczyciela fizyki w polskim liceum. Na szczęście już na emeryturze. Kiedy swego czasu (bodajże pod koniec lat 90.) z programu nauczania fizyki wykreślono maszyny proste i zaniechano matury z matematyki, powiedział: to jest wysłanie uczniów na intelektualną równię pochyłą 🙄
    W XXI. wieku pierwszy lepszy szarlatan może wciskać dorosłym, ogólnie wykształconym ludziom, kocopały o zakłamanej od 5 tysięcy lat matematyce, zakazanej archeologii i żywieniu optymalnym słoniną i karkówką 😎

  490. Szkoda. Jestem facetem i bardzo lubię szczerą mowę seleuk’a. I matematyczny opis trzech ciał. I „pisma fryzjerskie”. I spojrzenie na „Polskę z oddali” .

  491. No czemu nie poszet ty spac, sele? Czemus nie poszet ty? Przez to zes nie poszet ty spac, obnizyles poziom bloga Tanakowego. Nie rob ty tego wiency, sele. Oki?

    Bo my tu Na Wyzyny blogowe siem wspinamy

  492. @seleuk|os|
    1 lipca o godz. 0:16

    Hej, nie psuj swojego „imidżu” chłodnego, opanowanego i zrelaksowanego intelektu Szweda o stalowych nerwach.

  493. Jacek Hugo-Bader . Biała gorączka.

    Podróż po wielkiej Rosji. Tytuł w ich slangu to nasza delirka. Taki tekst wynotowałem:

    „ Z sześciu żyjących obecnie Chrystusów-trzech mieszka w Rosji.
    Jeden jeszcze się nie objawił, ale już ma wyznawców i swój Kościół.
    Drugi nazywa się Grigorij Grabowoj i siedzi w więzieniu, bo od rodziców dzieci zamordowanych przez terrorystów w Biesłanie brał pieniądze za ich wskrzeszenie
    Trzeci to Sergiej Anatolewicz Torop, były milicjant, malarz samouk, przez wyznawców nazywany Wissarionem, co znaczy-Dający Życie. Częściej jednak nazywają go Nauczycielem”.
    ———————-
    Szczególnie znamienne są dwaj pierwsze jezuski.
    Pytany o trzeciego jezuska rosyjskiego naczelny szaman ideologiczny Cerkwi mówi:
    ————–
    „Próbowałem (czytać Ostatni Testament trzeciego jezuska), ale tego nie da się czytać. Potworny bełkot.
    …Trzy godziny z nim rozmawiałem i jednego nie mogłem rozgryźć. Czy on wierzy w to co mówi.”

    Ciekawe i jakże aktualne prawda?
    Szczególną, przynajmniej moja uwagę zwraca pierwszy jezusek. Tego nie ma jeszcze na ziemi zmarzniętej, a już ma religiantów na pęczki. I miejscowi aniołowie już go zwiastują. Dużo tych jezusków, ale matiuszka Rosja wielka. Zmieszczą się.
    Ludy zauralskie, jak i przeduralskie w Rosji mają ogromne ilości szamanów, zielarek, pastuszków i czarodziek.
    Sama Rosja ma ogromną tradycję proroków, bardów. Ci to w każdym podmiejskim pociągu święcą, grają, śpiewają, uzdrawiają, zapobiegają. N.p. niechcianej ciąży, AIDS czy dżumie. Suszy i powodzi.
    Zwróciła moją uwagę ogromna ilość byłych milicjantów, wojskowych, funkcjonariuszy KGB w odludnych zgromadzeniach proroków wszelkiej maści.
    Wiadomo, że Rosja ma byłych mundurowych ogromne ilości. I oni byli najbardziej indoktrynowani, uczuleni na religijne opium. A jednak.
    Szukają podświadomie odtrutki na alkoholizm, narkomaństwo, połamane życie bez przyszłości? Z pewnością łatwiej mamrotać modły, palić świece, niż samemu się zmienić.
    Co siedzi gdzieś głęboko w homo sapiens? Lęki przed piorunem, głodem, zimnem, powodzią, zwierzakami, chorobą? Potrzeba bycia w grupie dla bezpieczeństwa indywidualnego. Pewno też. Co jeszcze nam wlazło w DNA, że stale tworzymy bogów?
    Jako jedyni jesteśmy świadomi śmierci. Może tu klucz? Może, może…

  494. Toby,

    Ty naprawde dopatrzyles sie w sele ‚chłodnego, opanowanego i zrelaksowanego intelektu Szweda o stalowych nerwach’ ? Mnie to nie dotknelo. Pewnie moja szkoda

  495. Nikt nie kwestionuje istnienia starszych cywilizacji niż te obecnie znane. I że mogły osiągnąć relatywnie wysoki stopień zaawansowania. Rysunki w Nazca ktoś w końcu zrobił, ale dlaczego zaraz kosmici? Jest taki człowiek, Joe Nickell, który zajmuje się demaskowaniem różnych „kosmicznych teorii”. Sam zrobił coś na podobieństwo rysunków z Nazca przy pomocy technologii które musiały być tym ludziom znane. Prekolumbijska Ameryka była niezwykle bogata, w ludzi, w języki i w kultury. I pewnie były też miasta w dżungli amazońskiej, kto czytał (albo oglądał) „Lost city of Z”, ten pewnie się zgodzi.

    Bo jaka jest inna opcja? Ktoś leciał przez pół kosmosu żeby lokalnemu kacykowi zbudować duży grobowiec albo narysować małpę na pustyni? Mogli im chociaż metro zbudować zamiast piramid.

  496. @tejot
    29.06. godz. 16.23
    Zgadzam się z Twoją opinią na temat EvD. Mimo to, podobnie jak Ewa-Joanna, uważam, że bywa inspirujący. Przykładem jest zaprojektowanie i opatentowanie przez Blumricha omni koła dzięki opisowi zawartemu w Księdze Ezechiela.
    Mnie jego książki popchnęły w stronę książek popularnonaukowych.

  497. Ewuniu, mogłabyś mieć poniekąd rację, dzięki Dänikenowi jest „Committee for Skeptical Inquiry” (komitet sceptyków? może się zapiszę.) Dzięki kościołowi są ateiści, a dzięki zaprzeczaczom globalnego ocieplenia, wszyscy dyskutują zmiany klimatu.
    Gdyby to tylko prowadziło do uczciwej debaty w mediach i społeczeństwie ogólnie, to wszystko byłoby cacy. Ale nie jest. Bo do władzy dochodzą religianci różnej maści i biorą antynaukę na tarcze. Dänikenowie tego świata są dla nich dowodem że nic nie wiadomo, a debata trwa. No i jak @Tobermory napisał, każdy kit można ludziom wcisnąć. Czym dziwniejszy, tym łatwiej. Ludzie nie mają narzędzi, żeby ocenić stwierdzenia i dowody. Jak zmierzyć i porównać zainspirowanych i ogłupionych. Ilu ogłupionych jest wart jeden zainspirowany?

  498. @Orteq
    1 lipca o godz. 0:38

    W każdym da się dopatrzyć czegoś szczególnego 😎 😉

    @izabella
    1 lipca o godz. 0:48

    Może te kosmity też miały jakiegoś swojego hopla i stawiały piramidy albo inne megality, aby się nie pogubić w tych ziemskich zadupiach. A metra to pewnie nawet u siebie nie mieli, bo do pokonywania odległości i przenoszenia bagażu wystarczyła im teleportacja. Nikt też dotąd nie sfotografował UFO z kołami albo podwoziem na kółkach czy gąsienicach 🙄 Płozy i trójnogi wystarczają na każdy teren.

  499. A Opty to jednak Wacuś (u Hartmana) albo z tej samej Sedlakowo-ciechocińskiej sekty. Tym samym faszerowany, to i to samo wydala 🙄

  500. Orteq
    30 czerwca o godz. 22:25

    „to nie ja etykietuje kogokolwiek. Ja tylko PRZYPOMINAM, ze w naszej nieslawnej historii bylo takie etykietowanie”.

    Z całym szacunkiem, Szacowny Ortegu, w dupie mam Twoje PRZPOMINANIE nie wiadomo komu i po co. Ty nic a nic złego nie robisz, tylko PRZYPOMINASZ. Tysiąc rzeczy można przypomnieć o Szewńskiej z okazji jej śmierci, ale Ty w pierwszym zdaniu (i tylko tego dotyczy Twój cały wpis: „Ta ‚Szewinskosc’ Ireny Kirszenstein. Zydowki z Leningradu”) komunikujesz, kim była Szewińska z pochodzenia. Tym się różnimy, że mnie by coś takiego do głowy nie przyszło. Nie tylko w reakcji na wiadomość o śmierci, ale w żadnej sytuacji. Potwierdzasz tylko, że jesteś za prawdą – jak sprawiedliwy wśród narodów świata, jak każdy katabas, każdy sensat i każda plotkara. Nikt nie powie, że jest za kłamstwem.

    „Przypomne tez, iz nie pierwszy raz nalgales paskudnie, przekrecajac moje komentarze calkowicie na odwyrtke”.

    Jeśli coś z mojej strony, psychologu, nazywasz „nałganiem”, a seleukowi wytykasz sposób mówienia, to może najpierw sam se se poradź z własnym pokrętnym i manierycznym językiem niby-polskim, żeby nie było możliwości „przekręcania na odwyrtkę”. Bo ja z Twoimi tekstami do gugla-mugla w celu ich przetłumaczenia na nasze, na pewno latać nie będę. Prędzej wrócę do nieczytania Twoich niekończących się szyderstw, za którymi się chowasz jak irańska fundamentalistka za nikabem.

  501. Orteg

    Dla jasności, Ortegu: nie posądzam Cię o antysemityzm – posądzam Cię o niepowstrzymaną plotkarskość. Plotkara w życiu nie przyzna, że ona głupio napaplała, lecz – że ją źle zrozumieli.

  502. @wbocek – 2:18

    Jakbys byl spal to bys nie nalgal znowu. A tak to jest to samo co bylo. Kliniczne czepialstwo bez najmniejszego uzasadnienia faktologicznego. Za ktore to czepialstwo do mojego nicka – no bo nie do mnie, mnie nie dosiegniesz swoja upierdliwoscia, wbocku slabo daragoj – Gospodarz Jacek musial cie upominac. A nawet i twoje posty usuwac, przeciwko mnie kierowane jakis czas temu.

    Powtorze jeszcze raz, gumofilcu po wodzie niby czlapiacy z braku czegos do robienia w swoim zyciu:

    zydowskosc sp. Szewinskiej byla byla jej rzucana w twarz w Polsce z okazji Marca68. I ja tylko do tego nawiazywalem, do niczego wiecej. Gdyby nie to rzucanie, pol wieku temu, pewnie nawet bym nie odnotowal jej etnicznosci. A przypomnialem o tym dlatego zeby tacy jak ty falszywcy nie mieli pozwolenia na trzymanie tej paskudnej prawdy zamiecionej pod dywan

    Nie badz wiec chamem jeszcze wiekszym niz jestes. I nie lgaj wiecej, dobrze? A seleuka to sobie mozesz wziasc na wlasnosc supelnie za friko. Choc on tak samo jak i ja nie toleruje antysemickosci rodakow. Szczegolnie tych wsrod jego rodziny. Jesli to prawda co kiedys byl nabazgral na ten temat

    Psdro

  503. To nie plotkarstwo. To zwyczajna uczciwosc historyczna. No ale nie twoim umom eto paniat’

  504. „Ty w pierwszym zdaniu (i tylko tego dotyczy Twój cały wpis: „Ta ‚Szewinskosc’ Ireny Kirszenstein. Zydowki z Leningradu”) komunikujesz, kim była Szewińska z pochodzenia. Tym się różnimy, że mnie by coś takiego do głowy nie przyszło.”

    My sie tym roznimy od siebie, wbocku, ze ty jakiejs wstydliwosci w image’u Szewinskiej sie dopatrujesz jesli o Jej pochodzenie chodzi. Ja natomiast sie dopatruje kompromitacji Jej rodakow. Okazanej podczas zawirowan okolo Marcowych.

    To polscy antysemici mieli cos Jej do zarzucenia wtedy. Pomijanie tej prawdy jest forma kontynuacji antysemityzmu polskiego

  505. @Orteq 1 lipca o godz. 3:07

    Weszłam tu na chwilę i co widzę… ataki, ataki….
    To prawda co mówisz, ze Szewińską próbowano zaniżać.
    Ale wydaje mi się, że ta tłuszcza, to ta sama która przesladuje każdego któremu albo zazdrości, albo niedorasta do pięt. Antysemityzm był tylko pretekstem.
    Nawet na tym blogu można zaobserwować namiastki podobnych zachowań.
    Ataki poniżej pasa kiedykolwiek można się próbować wywyższyć czyimś kosztem.
    A wszystko pod płaszczykiem …. wyzwolenia „naukowego”.
    To przykre ale niestety w naszym narodzie to są chyba zbyt częste sprawy.
    Jedno jest pewne jedni chcą uchodzić za „świętszych” od papieża, a drugim słoma wyłazi przy pierwszej lepszej konfrontacji.
    Kużden nadrabia swój image jak może.

    Wiadomość o odejściu Pani Szewińskiej mną wstrząsnęła.
    To wspaniała kobieta.
    I dziękuję Ci za wspomnienie o Niej.
    Ze wszech miar na to zasługiwała.
    A niesprawiedliwości, nieuczciwości które była zmuszona znieść… to też część jej biografii. Do tego pochodziły one od jej ziomali.
    Dzisiaj się okazuje, że nie wolno o tym wspomnieć.
    Ciekawe dlaczego?
    Pozdrawiam i trzym się

  506. Ciekaw jestem, dlaczego założenie, iż we Wszechświecie mogą żyć różne organizmy, od prymitywnych po wysoce skomplikowane, nawet niewyobrażalnie dla nas, ma być idiotyczne i religianckie na dodatek? Jakim mianem określić kogoś, kto odrzuca transcendencję, metafizykę – nie wierzy w bozię, a więc i życie po śmierci, w płanetników, rusałki, w czerwone wstążeczki przeciw urokom, duchy i co tam jeszcze, nie odrzucając jednocześnie prawdopodobieństwa, że gdzieś, na którejś z 4 do 17 miliardów (różni uczeni, różnie uważają) „ziemiopodobnych” planet istnieje życie. Może podobne do naszego, może zupełnie inne, może na wyższym albo na niższym poziomie rozwoju, a niewykluczone, że jesteśmy jedyną wysoko zorganizowaną formą we Wszechświecie.

    Udziela się na tym blogu kilka osób, które -mam takie wrażenie – konkurują ze sobą w zawodach pod hasłem „kto jest bardziej sceptyczny”, mając się jednocześnie za umysły nieskończenie otwarte i niezwykle przenikliwe. Ci blogowicze uważają się za racjonalistów i chętnie strofują innych za niedostatek, bądź zupełny brak racjonalizmu. Często dają do zrozumienia, że skoro nauka, czegoś nie potwierdza, tego nie ma. I OK, ja też się ku takiej postawie skłaniam.

    W latach 70. NASA wysłał sondę Pionier 10, do której włożono
    złotą płytkę z wygrawerowaną informację o Ziemi i jej mieszkańcach. No nie wiem, ale oni, te durnie z NASA musiały się tego Ericha vona naczytać, religianty jedne.
    http://www.newsweek.pl/nauka/zyciodajne-bombardowanie,40615,1,1.html
    W latach 50. inne jankeskie świry stworzyły SETI, czyli „Search for Extraterrestrial Intelligence”. Religianckie pajace, korzystając z silnych radioteleskopów, czekały na sygnały od kosmitów. I nadal czekają.
    Jak by tego było mało, w 1992 roku głupole z NASA wdrożyły swoje SETI i też nasłuchują. Do dzisiaj.
    Podobny ośrodek powstał w Kanadzie, a niedawno nawet w Polsce.
    Tak się zastanawiam: jak można dopuścić takich durniów, jak prof. Francis Drake ( pomysłodawca SETI)i jemu podobnych, do pracy naukowej na renomowanych uczelniach i wykładów?! Dlaczego przyjmuje się do NASA zwolenników teorii Ericha von Hotela? Po jaką cholerę szukać czegoś, czego nie ma?
    Poniżej linkowana opowieść nie pochodzi od pana Kazia, który jadąc furmanką spotkał zielone ludzki, lecz od gen. bryg. pilota dr. Apoloniusza Czernowa, który trzykrotnie zetknął się z UFO, w dwóch przypadkach były „talerzowate” obiekty o średnicy 10-12 metrów, intrygujące szczegóły. Opowieść o UFO, zaczyna się na 11,08, wcześniej jest jakieś nudne wprowadzenie i życiorys.
    A tu krótka relacja gen. pil. Mirosława Hermaszawskiego, na temat tego, co widział w Kosmosie, reszty nie warto oglądać, bo to fragmenty tokszołów o spotkaniach z ludzikami, zielonymi oczywiście.
    https://www.youtube.com/watch?v=zxa37EqjQRs
    Pan Kazio mógł pijany, ale Czernow i Hermaszewski, raczej nie. To konkretni ludzie, trzeźwo myślący, wykształceni, opanowani. Warto oba filmiki obejrzeć. I pogadać na ten temat… albo i nie.
    https://www.youtube.com/watch?v=KrQ0MCJbtfE

    https://www.youtube.com/watch?v=zxa37EqjQRs

  507. @jobrave 1 lipca o godz. 4:31
    Ciesz się, że nie żyjesz w czasach Giordano Bruno, bo tylko popiół by po tobie został…. po rozprawie z wyzwolonymi z wszelkiej „wiary”

  508. 404
    1 lipca o godz. 5:36

    @jobrave 1 lipca o godz. 4:31
    Ciesz się, że nie żyjesz w czasach Giordano Bruno, bo tylko popiół by po tobie został…. po rozprawie z wyzwolonymi z wszelkiej „wiary”
    __________________________________________________
    Dobrze, że mi przypomniałaś, bo zapomniałem napisać, że blogowych sceptyków, nie wszystkich oczywiście, łączy z Kościołem stosunek do istot pozaziemskich: Nie ma już! Chociaż wydaje mi się, że za czasów św. Lolka, zadekretowano, iż nie jest wykluczone, że poza Ziemią też może istnieć życie.

  509. Do Jobrave napisalem w edytorze, zeby sprawdzic nim wkleje.

    Chcialem o skunksach napisac, szybko jak nocna dyskusje czytalem. Dlaczego nie spotykam. Tu w Szwecji tez mieszkaja. Smierdza tak samo jak w naturalnym srodowisku pochodzenia. Szczegoly mozecie zapoznac, kto chce, bo link daje. Skunki zglobalizowane sa. Blogi, jest forum, praca, mieszkania, skunks pozna.. Smutna lektura, dla mnie. Jak ten link o drogach gdzies w Sudetach co wczoraj dalem. Link, jak zoo, nie smierdzi za szyba.
    https://www.poloniainfo.se/dzis.php

    pzdr S.

  510. jobrave
    30 czerwca o godz. 23:27

    Moj manual, experyment domowy. Napisz mnie Jobrave ktory pkt nie zrozumiales, jezeli. Piszac i traktujac Ciebie rowniez powaznie, bedzie dlaczego to dziala, nie tylko jak zrobic.

    1. Znajdz, wybierz przedmiot. Nieskomplikowana geometria. Bez strachu na uszkodzenie, zarysowanie, zadrapanie etc, etc. W moim domu kiedys, dalem foto, byla gdanska szafa wagi ca450 kg. To byl przyklad. Mozesz tez w ogrodku, dwa kamienie znalezc. Czy jeden. Co w zadnym wypadku nie moglbys bez dzwigu albo podobne. Moze byc 2, 3 tony. Oba takie i podobne przedmioty, co trudno na dokladnie drugie miejsce wstawic. Dzis, bez mechanicznych urzadzen.
    2. Znajdz line o wytrzymalosci przekraczajacej 2-3 krotnie wage przedmiotow. Im grubsza lina, tym trudniej pracowac. Za cienka zerwie. Dlugosc liny musi przekraczac odleglosc miedzy przedmiotem co przesuniesz, a punktem podparcia, plus dodatek na wezly. Najwygodniej jest jak lina ma ponad dwie dlugosci. Punkt podparcia moze byc w ogrodku drugie kamienie, brzoza, sosna, rog domu(fundament) etc. Jezeli nie ma, mozna wbic pal w ziemie, czy wzmocnic tamte cienizny. Najwygodniej pal ukosnie. W przypadku mojego jachtu, uzywam hak stale przymocowany ,pod sciana, w podlodze garazu, Gdybys w domu mozna belke uzyc, polozona za drzwiami, w poprzek drzwi. Zalezy od geometri, rozkladu. W kazdej mozna.
    3. Pkt podparcia (2) polacz z przedmiot (1) lina na sztywno (naciagnieta). Lina musi byc zawiazana wezlem powrotnym. To taki typ wezla co mozna rozwiazac pod obciazeniem. Przykladem jest wezel na sznurowadle. Sa lepsze. Latwo znalezc. Zasada rozwiazanie wezla polega na pociagnieciu nieobciazonego part. Ta czynnosc bedziesz musial wielokrotnie powtarzac. Wiazac sztywno, rozwiazywac. Bo droga moze byc pod gorke
    4. Naciskajac mniej wiecej w srodku odleglosci line uzyskasz trzy(3) wektory. Tu jest link do tangent kalk. Otworz w osobnym oknie. Przesun, zeby nie zaslanial drugiego okna. W drugim oknie otworz link co jest tangent kata, nam tylko pogladowy rysunek.(nr2, ten z niebieskimi trojkatami) potrzebny.

    https://www.rapidtables.com/calc/math/Tan_Calculator.html

    Mozesz oczywiscie uzyc kalk w Twoim kompie (polozenie zaawansowane) zamiast link. Link do wektora sil.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Trigonometric_functions#tan

    Przedmiot, co chcesz przesunac, jest pkt T. Naciskasz polaczenie w pkt V (polowa odleglosci przedmiot/podparcie). Naciskasz w kierunku pkt U. W ten sposob uzyskujesz rownowage trzech wektorow. Trojkat prostokatny. Opor jaki stawia przedmiot (tarcie) jest TV wektor. Sila co Ty dodajesz do ukladu jest w praktyce vektor VU. Przedmiot poruszysz bo vektor TU jest „wiekszy” od vektora TV. Dlugosc przesuniecia przedmiotu jest roznica miedzy odlegloscia TV i TU. Dla bardzo malych katow θ, (tau) wektor VU (Twoja potrzebna sila) jest minimalny. Na kalkulatorze mozesz policzyc wartosc tangant dla malego kata 2-3-4 stopnie. Dla malych katow wartosc tangent jest praktycznie rowna wartosci cotangent. Niemniej uzyskales male przesuniecie przedmiotu (rownowage vektorow).

    To znaczy UV/TV = tanθ

    Jezeli opor tarcia jest 10000N (ca 1000kg) potrzeba dla rownowagi dla (przyklad) kataθ =2stopnie
    ca 0,03492×1000=34,92(kg).
    Zakladam, tak ogromna sila Jobrave dysponujesz. Gdybys jednak mial obie rece zajete, nie mogl stworzyc vektora, usiadz na sznurku(linie). Zakladam, z dwoma piwami, jedno w kazdej rece, waga Twoja przewyzsza 34,92 kg. Brakiem tej metody jest potrzeba odstawiania piwa. Na nowej pozycji, trzeba od nowa line sztywno przywiazac, zeby powtorzyc.

    Ogolnie rzecz biorac Jobrave, metoda ta znana jest babom wiejskim co pranie wieszaja na sznurach. Z doswiadczenia wiedza, liny nie mozna napinac, bo nawet pojedyncze gacie(mokre) moglyby zerwac. Tak mala sila potrzebna. Masa gaciXziemskie przyspieszenie (9,81m/sek^2). Dlatego baby wiejskie pranie wieszaja na tzw „linii lancuchowej”. One rachunek rozniczkowy znac musza, z doswiadczenia. Poczem do calkowego przechodza rachunku, w kuchni kartofelki na plasterki krojac, zeby objetosc policzyc wlasciwa dla chlopa. Na milimetrowe plaserki robia, to wtedy musza powierzchnie plasterkow policzyc, zeby objetosc dla chlopa znac. Figury tak geometrycznie skomplikowanej, co nieregularny ziemniaczek, bez menzurki. Dzieki temu na dzialalnosc na linii „linii lancuchowej” przejsc moga, albo jakiego kosmite spotkac.

    Oczywiscie Jobrave, dla przesuniecia okretu co wazy 20ton dwadziescia chlopa trzeba. Na odleglosc ca 100metrow, lekki spadek terenu, 5 godzin. W druga strone, na jesien pod gorke, wlasciwie tyle samo. Kobiety towarzyszace w tym czasie kawe grzeja i wysokokaloryczne kielbaski. Dla bloku skalnego tez dwadziescia(przy podobnek wadze). Przy wiekszej wadze, koordynacja naciskania lin potrzebna. Jest miejsce dla kierownika. Trzech, czterech naciska, reszta kieruje. Jeden na gorze, kierownik wycieczki. Moze mamrotac formuly magiczne, byle rytmicznie. Zima transport latwiejszy. Mniej chlopa trzeba, ale kierownik zawsze ma zajecie. Mozna tez jakiego wola zatrudnic, wtedy i zaklinacz wolowy potrzebny, drugi spec po kierowniku. Jakby kosmita zapaletal, tez przyjetym bedzie. Kosmita, w takim wypadku, z reguly piwo stawia. Jak podniesc taki przedmiot nie bede pisal, bo posikam ze smiechu. Ni liczyl glupot. Widziales kiedy hustawke w parku dla dzieci Jobrave? Belka w srodku ciezkosci podparta. Niebylejak podparta, tylko dokladnie. „Pokompinuj” sam, jak 4 grubasy na hustawce zobaczysz. Jakbys na WyspeWielkiejnocy pojechal to tam moglbys poustawiac tych kamiennych gagatkow, bo miejscowym odechcialo, znalezli lepsze zajecie. Sprzedaja bajki i pamiatki po kosmitach. To bylby kardynalny blad bledny tak zrobic. Wtedy by Ciebie za kosmite uznali, nastepnej generacji. Mogli ze skory obedrzec, bo bys biznes zepsul. Skore kosmity sprzedali na pamiatke. Chyba by Tobie przykro bylo Jobrave? Co?

    Oczywiscie Jobrave, moze nie posiadasz kamieni duzych ani mebli na podredziu. Jest trzecia mozliwosc zobaczyc proporcje sil w trojkacie wektorow o bardzo malym wierzcholkowym kacie θ. Wez butelke dwulitrowa, napelnij woda, piachem. Zakrecajac korek, nie zapomnij jednoczesnie zakrecic pare nitek. Nitki zwiaz w supel, powies na lampie. W srodku nitek, jedna nitke przyczep. Pociagnij lekko, do malego kata, 2-3 stopnie. Zobaczysz jak dwukilogramowa, albo pieckilogramowa, w gore, w dol podnosi, opuszcza, w sposob tajemniczy. I zobaczysz proporcje miedzy waga butelki, a tym co do poprzecznej nitki musisz dolozyc. W braku wyczucia, czujnik wysokoelektroniczny nabadz w pobliskim sklepie kosmitow.

    Aha, moze okazac, line nie dosc sztywno napiales. Szczegolnie gdy gruba. W wieksza petelke, wloz patyk, pare razy okrec, zeby skrocic/napiac. Reszta bez zmian.

    Poza tym Jobrave, zeby znow do powagi wrocic. Nie sadze, zeby ktos negowal istnienie zycia w Wszechswiecie. Nie sadze, zeby negowal istnienie inteligencji. Ja tego nie robie. Do projektu seti@home pozyczalem komputery, jak moglem. Pare lat. Niedawno pisalem o tym, dawalem linki. 100 wpisow wyzej, do Zulu. Dlaczego znow zaczynasz „religijna” metoda przeinaczac Jobrave? Pytanie bylo czy pozaziemska inteligencja POTRZEBNA jest do tlumaczenia jak kamienie do obiektow uzytecznosci publicznej byly przenoszone/ustawiane? Nie jest potrzebna, ani kolowrotki. Do dzis nie jest potrzebna, ani kolowrotki. W obiektach megalitycznych tez nie. Skomplikowane? Jak kto chce moze oczywiscie uzywac. Dzieci w szkolach niemieckich i szwedzkich to wiedza, kiedy uzywac a kiedy nie. Jak w innych szkolach nie wiem. Jest nieuczciwoscia intelektualna „troszke zmienic” warunki brzegowe. „Glupa rznac”. Zarzucac nieumiejetnosc polskiego i podobne. Zulu bycmoze odpowie nam na pytanie dlaczego University of California projekt SETI prowadzi 45lat. Nie rznij glupa Jobrave. Dowcip to nie rzniecie glupa. Tyle o powadze. Wembley stadion chcesz przesunac?

    Pzdr Seleuk

  511. @jobrave 1 lipca o godz. 6:00

    Bo jest wiara i „wiara”. A zwłaszcza w siebie i w swoją wielkość i nieomylność.
    Całe szczęście, że tu i tam są ludzie otwarci nawet na abstrakcję (przynajmniej w codziennym jej rozumieniu).
    Inaczej postęp byłby zahamowany.
    Ciekawość inności, otwarcie się na „inność” ….. to zagadnienia niestety obce dla większości.

    Ps. zgadzam się z Tobą co do przydatności nawet kuriozalnych hotelarzy.
    A ci, co wolą sznurkiem rozwiązywać problemy przemieszczania obiektów….
    Cóż tylko pogratulować pomysłowości pozostaje.

    Pozdrawiam

    Ps” Sprawdziłam pisownię „hamować” i zupełnie nie rozumiem dlaczego „cham” pisze się przez „ch”… a „hamować” tylko przez „h”
    To też z kuriosity

  512. Druga kawa. Szacowna, „otworz” koszulke, zrob selfie cyckow. Skomplikowana „otworzyc”?

  513. Orteq
    1 lipca o godz. 3:07

    „My sie tym roznimy od siebie, wbocku, ze ty jakiejs wstydliwosci w image’u Szewinskiej sie dopatrujesz jesli o Jej pochodzenie chodzi”.

    To się właśnie nazywa „imputowanie”: Ty mnie informujesz, czego ja się się domyślam. A mnie kłamstwa zarzucasz. Skoro wprost przedstawiony mój stosunek do polskich pierdolców dotyczących pochodzenia przekabacasz na taki, jaki jesteś w stanie rozumieć, to jak inaczej to nazwać niż „imputowaniem”, „kłamstwem”? Dla mnie takie sprawy od dzieciństwa nie istniały i do dziś, choć wiem o polskim pierdolcu, NIE ISTNIEJĄ, a Ty o jakichś wstydliwościach. Nigdy się nie zastanawiałem, czy Szewińska była Żydówką, Dupówką czy Krzyżówką. Szewińska była dla mnie fantastyczną biegaczką w czasie, kiedy sam sporo biegałem, a z telewizyjnych rozmów z nią wnioskowałem, że jest kobietą niezwykłej wrażliwości, delikatności, pracowitości, wielkiej odpowiedzialności, powagi itd. Imponowała mi. I taki jej obraz mam do dziś. A Twoja pierwsza informacja: że była Żydówką. Tym się różnimy. Zagraniczna polska pleciuga jesteś i tyle.

  514. Orteq
    1 lipca o godz. 3:07

    „To polscy antysemici mieli cos Jej do zarzucenia wtedy. Pomijanie tej prawdy jest forma kontynuacji antysemityzmu polskiego”.

    Aż nie zwróciłem większej uwagi na ten ostatni Twój idiotyzm. Myślenie i mówienie o Szewińskiej jako o wielkim sportowcu i człowieku i nieinteresowanie się tym, co ważne dla Ciebie, tropicielu prawdy (wytropiłeś prawdę o numerze butów Szewńskiej?) masz za kontynuację antysemityzmu???!!! Puknij się w swój kwadratowy łeb sensata i pleciugi.

  515. @seleuk|os| 1 lipca o godz. 7:23

    Jeszcze raz napiszesz podobną ohydną wiadomość o „selfi”
    zwrócę się do „Polityki” żeby z tym chamstwem zrobiła porządek.

    Ja rozumiem, ze pewnie masz bzika na punkcie swoich appendages …więc rób sobie zdjęcia i módl się żeby cię nie przyłapano na procederze publikowania ich.
    A ode mnie się ODWAL!

    Poniał? przyszywany szwedzie?

  516. 1 lipca o godz. 7:40
    Pombocku, o Irene Szewinskiej powiem dokładnie to, co mówisz. Dodam i ta uwagę, że była skromna w mowie o sobie natomiast skupiona i precyzyjna o fachowych aspektach biegu – technice, motoryce czy taktyce i świetnie umiała to przedstawić, przez co wielu amatorów mogło sobie wyrobić pojęcie o tym, na czym polega istota danej konkurencji oraz danej rywalizacji, która zawsze ma coś specyficznego w sobie.

  517. @404, 3:32

    „To prawda co mówisz, ze Szewińską próbowano zaniżać. Ale wydaje mi się, że ta tłuszcza, to ta sama która przesladuje każdego któremu albo zazdrości, albo niedorasta do pięt. Antysemityzm był tylko pretekstem.”

    To nie bylo ot takie sobie ‚zanizanie’. Podobnie antysemityzm poMarcowy, przeciwko Szewinskiej ukierunkowany, nie byl ‚tylko pretekstem’.

    http://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2016-05-03/irena-szewinska-odznaczona-przez-prezydenta-rp-andrzeja-dude-orderem-orla-bialego/

    „Na igrzyska w Meksyku (1968) pojechała tuż po ważnym wydarzeniu w życiu prywatnym, jakim było wyjście za mąż za czterystumetrowca Janusza Szewińskiego, który po zakończeniu kariery został fotoreporterem „Przeglądu Sportowego”. Po brązowym medalu olimpijskim na 100 m, na dystansie 200 m wynikiem 22,58 ustanowiła rekord świata, natomiast w eliminacjach 4×100 m wypadła z jej dłoni pałeczka (według niektórych zrobiła to celowo) i polska sztafeta została zdyskwalifikowana.

    W efekcie manipulacji medialnych i wydarzeń związanych z marcem 1968 roku Szewińska stała się obiektem ataków antysemickich. Odmawiano jej prawa do reprezentowania kraju. W telewizji ukazał się reportaż „Porażka idola”, w którym zmanipulowano wypowiedzi innych zawodniczek sztafety. Ton programu był oskarżycielski. „Irena pozbawiła nas jedynej szansy na medal olimpijski” – mówiły koleżanki. Szewińska nigdy nie ukrywała swego pochodzenia.”

    Szewinska nie ukrywala swojego pochodzenia. Niektorzy z nas jednakze chca ukrywac antysemityzm polski, jakiego ona musiala doswiadczyc w 68. A to jest slabo koszerna strawa. Na stype pogrzebowa dla Niej przygotowywana na tym blogu.

    Dzieki za wsparcie, Fourfourko. Filar blogowy, niejaki tejot, wybral atak, w odwecie za moje przypomnienie tego nieslawnego faktu z naszej historii. Nowy Gospodarz blogu nabral na ten temat wody do buzki. A co ten gosc od chodzenia po wodzie wyprawia w tej sprawie, to kazdy widzi. Niczym ochwaconego konia. Innych nie warto wspominac

  518. 1 lipca o godz. 8:09
    Właściwe będzie wystąpienie w dwóch sprawach jednocześnie : wnioskowanych przez Seleukosa foci Twoich części niesfornych, oraz Twoich seryjnych kłamstw uprawianych na blogu. Obie rzeczy są nieładnie.

  519. Irena Szewińska przede wszystkim była wspaniałą, rozumną kobietą.
    Staszny żal że odeszła.
    Za wcześnie.

  520. @8:20

    Tos nie za duzo powiedzial o Szewinskiej, Szanowny Panie Gospodarzu. Naprawde nie za duzo. Wiec pozostawiamy uschniete guano antysemistyczne zamiecione pod dywan, pod owym dywanem? Bo taka wyczuwam wole Twa

  521. @Tanaka 1 lipca o godz. 8:29
    Przestań nadużywać swojej pozycji.
    NIGDY nie udowodniłeś mi żadnego kłamstwa.
    To po pierwsze.
    A po drugie… to skoro stałeś się redaktorem tego bloga… to tym bardziej nie rozumiem Twojego łaskawego patrzenia na ohydne wpisy seleuka.
    Zwłaszcza że pamiętam jak bardzo wczuwałeś się w #metoo.
    O Twoim wstępniaku myślę i komentarzach pod nim.
    Co się wydarzyło od tamtej pory, że Twoje stanowisko w tej sprawie stało się tak „liberalne”?
    Pozycja zobowiązuje.
    Wybacz ze przypominam Ci to.
    Aktualnie w „Polityce” jest nowy artykuł na temat nowego amerykańskiego ambasadora w Niemczech. Tak się zaczął rządzić, że nie dość że zaczęto mu wyjaśniać na czym jego rola polega… ale wręcz chciano go usunąć z kraju.
    To tak na marginesie.

    Ps. zaskakuje mnie również postawa (obojętność) dam blogowych w tej sytuacji.
    Wcześniej pamiętam miały pretensje o znacznie mniejsze sprawy.
    Mam nadzieję że spowodowane jest to faktem, że mało kto go czyta.

  522. Zwroc. Zrob selfie cyckow, Please, make breastselfie (eventually hangers, tits, patts, huge areolas, etc, etc) with open waist and open mind. Please

    Nie mam potrzeby najmniejszej, tlumaczyc obecnosc cywilizacji ziemskich, obecnoscia inteligentnych kosmitow, podrozami miedzygalaktycznymi, jakakolwiek kosmogonia, Jestem zdania, w znanym nam Wszechswiecie, sa miliony inteligentnych „cywilizacji(???), spoleczenstw(???)”. Jest poza granicami mozliwosci naszego poznania kontakt dzis i w przeszlosci. Stale expandujaca i przyspieszajaca predkosc ekspansji, odleglosc granic poznania jest dzis ca 14mld lat swiatla. Najdalsze kvasary. Przyszlosc?????

    Nie mam potrzeby najmniejszej, szukajac zrodel glupoty i zacofania „nadwislanskiego”, ocierac o skunksow i samice gatunku. Rozszerzanie biotopu tego gatunku jest zblizone do predkosci prom elektromag. Zrodla tego „promieniowania”, gatunku smierdzacego, wykrywam dzis na wlasna reke. Z odleglosci bezpiecznej zakazeniowo. W warunkach sterylnych. Przyszlosc tego gatunku jest dla mnie kompletnie nieinteresujaca. Najlepsze jest, nikogo w swiecie nie interesuje. Poziom zainteresowania maleje stale, akcelerujac ponizej poziomu przyszlosci polarnych niedzwiedzi i zaby Dendrobates azureus. Juz nie musze miec pomocnikow szukania zrodel amoku…

    pa, po sniadaniu Seleukos

  523. Odpowiedzi na @7:40 i @8:08 nie moge udzielic. Byloby to ponizej wszelkiej godnosci.

    JA MOWIE, tylko i wylacznie, O ANTYSEMITYZMIE JAKIEGO SP. SZEWINSKA DOSWIADCZYLA W POLSCE. MNIE, NIE-ZYDOWI POLSKIEMU, WSTYD Z TEGO POWODU JEST.

    Jesli komus nie jest to zaden wstyd, tez ladnie. Tym zamykam temat ze swojej strony

    PS. Pierdoly tego niby Szweda ja bym odpuscil, @404. Nie wkurzaj sie tak latwo, prosze. Choc mnie samemu nielatwo przychodzi to niewqrwianie sie..

  524. 404
    1 lipca o godz. 8:48

    @Tanaka 1 lipca o godz. 8:29
    Przestań nadużywać swojej pozycji.
    NIGDY nie udowodniłeś mi żadnego kłamstwa.
    To po pierwsze.
    Na tym pierwszym poprzestaniemy. Znowu kłamiesz. Jeśli spodziewasz sie po Seleukosie odpowiednich działan, czy zaniechan, porządkujesz też własną sprawę.

  525. Orteg bez portek

    „zmarla ci li Ona jako Zydowka czy Polka? Udawanie, iz Jej leningradzko-zydowski rodowod nie wywieral wplywu na jej zycie w Polsce, nie bedzie zbyt uczciwym rozliczeniem Jej zycia nad Wisla.”

    Kto tu, prócz Ciebie, żałosny sensacie bezportkowcu, jakichś sensacyjnych rozliczeń życia człowieka w sekundzie jego śmierci dokonuje. Już jesteś od tego specjalistą. Tfu, cmentarna hieno!

  526. @Orteq
    Ja mam do ciebie takie pytanie: Czy usiłujesz tu założyć jakieś kapliczki pośmiertne czy coś podobnego i uważasz, że mamy się tu zamartwiać czyjąś śmiercią, pisać peany i biczować?
    To ja odpadam. Mnie to guzik obchodzi. Śmierć jest naturalną rzeczą w naturze i każdy zmarły jest oczywiście wyjątkowy, jedyny i niezastąpiony przez jakiś czas. Na ogól tydzień do miesiąca. Potem przechodzi do historii.
    Mogę zrozumieć, że boisz się śmierci, ale ten blog nie bardzo nadaje się na pocieszycieli strapionych.

  527. Na @9:02 odpowiedzi tez nie bedzie. Ponizej wszelkiej godnosci by to bylo.

  528. @404
    1 lipca o godz. 8:48
    Na ogół mam dobrą pamięć. I pamiętam, że to ty zaatakowałaś seleuka w sposób bezpardonowy i mało grzeczny. To teraz dostajesz to na co zasłużyłaś.
    Nie wnosisz tu do rozmowy nic konstruktywnego, wykłócasz się, stawiasz zarzuty różnym osobom, awanturujesz się i próbujesz wprowadzać podziały między użytkownikami. Ot taka mała manipulantka.

  529. @@Orteq, Pombocek * Panowie – nie jest dla mnie całkiem jasne o co idzie spor, zgaduję, że o jakieś skupianie się na fakcie żydowskiego pochodzenia Ireny Szewinskiej. Nie wiem, czy ktokolwiek to neguje, jeśli jest to faktem, tylko w czym spór? Dla jednego ciekawe czy ważne to, że miała pochodzenie takie, a nie inne, dla drugiego co innego ciekawsze w jej bogatym i wybitnym życiorysie. Z linku podanego przez Orteqa wynika tyle, że próbowano antysemicko nędznie zaszkodzić Szewinskiej i owszem – ugodzono w nią, przy czym był to krótki epizod i niedecydujacy ani o przebiegu jej kariery, ani całego życiorysu.

  530. @E-J

    Nie o MOJA smierc tu idzie, E-J. O smierci sp. Szewinskiej mowa jest. I o tym, ze Ona, JEDYNA w historii polskiego sportu, czterokrotnie była wybierana najlepszym sportowcem Polski w plebiscycie Przeglądu Sportowego i czterokrotnie zajmowała drugie miejsce.

    W 1974 agencja prasowa United Press International wybrała ją najlepszą sportsmenką na świecie.

    I to Ja, tak wielka Polke, probowano pognebic na tle rasowym. Nie rusza to ciebie? Bo mnie tak

  531. Ewa-Joanna
    1 lipca o godz. 9:16 * Uooooo.., oj dużo tam było epitetów skierowanych do Seleukosa, oj duzo i znacznie mocniejszych niż musztarda sarepska.

  532. seleuk|os|
    1 lipca o godz. 8:53

    Seleuku, wytknąłem Ci prostactwo, kiedy napomknąłeś, co robiłeś z jakąś Rosjanką. Twoje pierwsze aż bijące w oczy chamstwo polegające na domaganiu się selfie pominąłem, licząc, że to pojedynczy emocjonalny wybryk południowca (być może inni, w tym i panie, potraktowali Cię ulgowo jako egzotycznego gościa) ale widzę, że je z lubością powtarzasz, więc to nie przypadek. Nie jestem stałym czytelnikiem
    wpisów 404 (podobnie Twoje kobyły przewijam) i za nią nie przepadam, ale niezależnie od tego czy przepadam, czy nie, czy ona kłamie, czy nie kłamie, popełniasz wobec niej – i tym samym wprowadzasz na blog – coś tak obrzydliwie samczego, że nadajesz się do tego, byś drzwi do Towarzystwa Wzajemnej Adoracji zamknął z drugiej strony. Pospolita świnia jesteś, seleukos.

  533. „nadajesz się do tego, byś drzwi do Towarzystwa Wzajemnej Adoracji zamknął z drugiej strony.”

    Raz hunwejbin, zawsze hunwejbin

  534. @wbocek 1 lipca o godz. 9:30

    Nie musisz mnie lubieć. Chociaż chciałabym.
    Ale pobudziłes mój optymizm i wiarę w polskich mężczyzn.
    I za to bardzo Ci dziękuję.
    Pozdrawiam.

  535. @jobrave
    1 lipca o godz. 4:31

    I po co tyle emocji i ekscytacji w przekonaniu, że jesteś jedynym uczestnikiem tego forum, który dopuszcza istnienie życia w przestrzeni pozaziemskiej, skoro NIKT tego nie wykluczył? Nikt też nie twierdził, że nie ma w kosmosie innych cywilizacji. Mądrzejszych, głupszych, podobnych, zupełnie innych…
    Problem jest taki, że jeśli zakładamy, iż cywilizacje pozaziemskie do życia potrzebują wody i tlenu w koncentracji zbliżonej do tej na Ziemi, to nasza planeta leży na takim kosmicznym zadupiu, że wszystkim innym jest do nas po prostu ZA DALEKO.
    To jest bardzo rozczarowujące, bo astronomowie nie szczędzą sił, a NASA – kosztów, żeby w przestrzeni kosmicznej odkryć jakiekolwiek planety skaliste o przypuszczalnej temperaturze powierzchni pozwalającej na przeżycie białka w naszym ziemskim rozumieniu.
    Pech, że planeta obiegająca swoją gwiazdę centralną w cyklu podobnym do Ziemi i masie podobnej do niej czyli mogącej utrzymać atmosferę, znajduje się co najmniej 1200 lat świetlnych od nas 🙁 Policz sobie, ile to kilometrów.

    Jeśli zaś obce cywilizacje mają DNA oparte nie na węglu lecz krzemie albo tlen jest dla nich toksyczny, albo żyją w bardzo rzadkiej atmosferze, to po wyjściu ze swoch spodków padają trupem lub implodują albo się rozpadają na pył, zanim cokolwiek zdążą patykiem na piasku napisać. O stawianiu megalitów można zapomnieć.
    Ja też pamiętam jak pełne nadziei i podniecające było wysłanie tej sondy ze złotą płytką z piktogramami z Ziemi. Czekamy na odzew dziesiątki lat, a tymczasem sami (poza nielicznymi specjalistami) nie potrafimy nie tylko odcyfrować pisma klinowego czy hieroglifów, ale i otworzyć własnych dyskietek z lat 90 🙁
    Giordano Bruno, ha ha 😆
    Może chociaż Wolszczan?

  536. @Ewa-Joanna 1 lipca o godz. 9:16

    Na ogół mam dobrą pamięć. I pamiętam, że to ty zaatakowałaś seleuka w sposób bezpardonowy i mało grzeczny. To teraz dostajesz to na co zasłużyłaś.
    Nie wnosisz tu do rozmowy nic konstruktywnego, wykłócasz się, stawiasz zarzuty różnym osobom, awanturujesz się i próbujesz wprowadzać podziały między użytkownikami. Ot taka mała manipulantka
    .

    ————————–

    Przyznaję, jestem zaskoczona Twoją reakcją.
    Po pierwsze ja nie atakowałam seleuka.
    Przytoczyłam jedynie (zresztą do red. Kowalczyka) jego opowieści o tym jak potraktował mieczem samurajskim swoją rodzinę, w tym swego ojca, który przyjechał z Polski. Po czym wyrzucił ich na tzw. zbity …
    Również przytoczyłam jego chwalipiętctwo odnośnie Eleny (obecnej lubej)… której dał warunek, ze jeżeli nie uzyska odpowiedniego statusu… to pan technik seleuk ją porzuci.

    Nie wiem jak Ciebie, ale mnie to ruszyło.
    Bo zdaję sobie sprawę, ze są jednostki, które stać na podobne rozumowanie i zachowanie, ale sądziłam, że na blogu ludzi inteligentnych… takie koncepty zasłużą na naganę. Niestety okazuje się teraz, ze to ja jestem winna.
    Więcej niczego mu nie zarzucałam.
    Nazywanie mnie małą „manipulantką”.. uważam za o niegrzeczne i nieprzemyślane.
    Przypominam sobie jak toczyłaś boje o to, zeby nie nazywać Pawłowicz „panną”..
    (jeżeli to nie Ty… to zwracam honor)… bo to nie w #metoo narracji i może to być pejoratywnie odebrane.
    Teraz bronisz kogoś, kto popisuje się chamstwem i znajdujesz dla tego wyjaśnienie.
    Bardzo się Tobie dziwię.
    Pozdrawiam

  537. Tanaka
    1 lipca o godz. 9:21

    „zgaduję, że o jakieś skupianie się na fakcie żydowskiego pochodzenia Ireny Szewinskiej. Nie wiem, czy ktokolwiek to neguje, jeśli jest to faktem, tylko w czym spór? Dla jednego ciekawe czy ważne to, że miała pochodzenie takie, a nie inne, dla drugiego co innego ciekawsze w jej bogatym i wybitnym życiorysie. Z linku podanego przez Orteqa wynika tyle, że próbowano antysemicko nędznie zaszkodzić Szewinskiej i owszem – ugodzono w nią, przy czym był to krótki epizod i niedecydujacy ani o przebiegu jej kariery, ani całego życiorysu.”

    Tam nie tylko ‚probowano’. Tam, wtedy – okolo lat 68 ub. wieku – po prostu uwalano ludzi.

    Chyba ze ich sie nie dalo uwalic. Bo byli JEDYNYMI rekordzistami SWIATOWYMI w swoich dziedzinach. Szewinska byla takowa. Nie tylko polska rekordzistka Ona bowiem byla

    Wiec dajmy podsumowanie tego wszystkiego:

    Kirszensztein – Szewinska uchronila swoje istnienie na MIEDZYNARODOWYM firnamencie tylko dlatego, ze sie wspiela PONAD czysto polskie talenty. Sportowe czy inne. Gdyby nie byla PONAD polskie talenty, sciagnieto by ja w polskie bagno. Jej pochodzenie etniczne tylko w Polsce odgrywalo jakas role. W sportowym WIELKIM swiecie najmniejszej roli nie odgrywalo. Ze tego cwiercrozumy blogowe tego nie pojmuja..

  538. Tanaka
    1 lipca o godz. 9:21

    Tanako, ludzie się różnią m.in. tym, kto co i w jakiej chwili podnosi. Orteg nie różni się od sensatów, którzy w chwili śmierci Jaruzelskiego wypominali stan wojenny, a nie wojnę, w której brał udział, nie to, że oddał władzę w sposób pokojowy, bez tysięcy zabitych, jak jest przyjęte w świecie, lecz strzelanie do stoczniowców (nie wiem, na ile był za to odpowiedzialny w partyjnym państwie, zostawiam to historykom), nie to, że był człowiekiem honoru i wysokiej godności osobistej, lecz to że przed śmiercią przyjął księdza i powrócił – tchórz i obłudnik – do wiary (katabasom z zasady nie wierzę, więc nic o tym nie myślę), dla mnie – banał niewart sekundy uwagi.

    Nie wiem, czy Orteg był równie wiernym i jawnym bojownikiem prawdy, kiedy postponowano Szewińską, czy dopiero teraz się obudził, by zagrać sprawiedliwego wśród narodów świata, zasygnalizowałem tylko jego prostackie szperactwo trumienne – już drugie, więc chyba nieprzypadkowe.

  539. Ja cie wciaz psdro, Tanako. Pomimo zes ciol jest. Oraz uwalacz @404

  540. Ten cwiercrozum, z pod 10:00, ilustruje to co ma do zilustrowania

  541. @wbocek 1 lipca o godz. 9:02

    Wybacz, ale nie odebrałeś tego co Orteq chciał powiedzieć .
    Irena Szewińska to WYJĄTKOWY przykład … jak chamstwo potrafiło poniewierać człowiekiem.
    I to jest coś, o czym nie powinno się zapomnieć łatwo.
    Ta wspaniała kobieta, cudowna spotrmenka NAPEWNO nigdy nie zasłużyła na taką podłość.
    Dzięki niej wszyscy przeżywaliśmy niesamowite emocje.
    Byłam małym dzieckiem, kiedy oglądałam jej wyczyny i pamiętam jak dziś moje łzy szczęścia….. dzięki niej.
    Jej skromność, rozumność i ta paskudna niesprawiedliwość.
    To też pamiętam

    Pozdrawiam

    Ps. pamiętanie o tym jej niczego nie ujmuje. A wręcz przeciwnie.
    My po prostu byliśmy z nią (chociaż duchem) kiedy łobuzy próbowały ją niszczyć.
    Dzisiaj też możemy obserwować różności pod adresem „innych”.
    Politycznie, czy rasowo. Nawet „ciapatymi” się nazywa ludzi nieszczęśliwych.

  542. jobrave
    1 lipca o godz. 4:31
    Mój komentarz
    Jobrave, odnoszę wrażenie, że ustawaisz blogowiczów pod swoje argumenty. Twierdzisz, że:

    „Ciekaw jestem, dlaczego założenie, iż we Wszechświecie mogą żyć różne organizmy, od prymitywnych po wysoce skomplikowane, nawet niewyobrażalnie dla nas, ma być idiotyczne i religianckie na dodatek? Jakim mianem określić kogoś, kto odrzuca transcendencję, metafizykę – nie wierzy w bozię, a więc i życie po śmierci, w płanetników, rusałki, w czerwone wstążeczki przeciw urokom, duchy i co tam jeszcze, nie odrzucając jednocześnie prawdopodobieństwa, że gdzieś, na którejś z 4 do 17 miliardów (różni uczeni, różnie uważają) „ziemiopodobnych” planet istnieje życie. Może podobne do naszego, może zupełnie inne, może na wyższym albo na niższym poziomie rozwoju, a niewykluczone, że jesteśmy jedyną wysoko zorganizowaną formą we Wszechświecie.”

    Kto i kiedy na blogu zaprzeczał o możliwości istnienia w Kosmosie życia? Twierdził, że rozważanie możliwości istnienia życia w Kosmosie, to religianctwo?

    Nie pamiętam takiego przypadku. Pamiętam natomiast dyskusje na temat życia w Kosmosie oraz o, z punktu widzenia praw fizyki, bardzo małej dosiężności obserwacyjnej planet, układów planetarnych, w których mogło powstać życie.
    Tutaj można tylko teoretyzować. Większość naukowców przyznaje hipotezie o życiu w Kosmosie wartość prawdopodobieństwa równą jedności. Biorąc pod uwagę masę Wszechświata i liczność gwiazd z nim teoretycznie można założyć, ze jest to pewne. Tylko jest jedna przeszkoda – jak to stwierdzić.
    Na razie żerują na tej hipotezie różnej maści szamani, a także, z rzadka naukowcy (a co nie mogą sobie po celebrycić?).

    Nawiasem mówiąc powyżej w którymś komentarzu napisałem, że Wszechświat dla nas jest wielką pustką i wyjaśniłem co miałem na myśli. Nie zaprzeczałem, w ogóle nie podnosiłem problemu życia w Kosmosie. Słowo”pustka” oznaczało w moim pojęciu olbrzymie odległości miedzy ciałami niebieskimi. Wszechświat jest rzadko upakowany gwiazdami, tak rzadko, że jeśli galaktyki się zderzają, to nie następuje masowe zderzanie się gwiazd, tylko przenikanie jednej galaktyki przez drugą oraz odkształcanie się obu galaktyk pod wpływem grawitacji.
    Słowo pustka nie oznaczało, że we Wszechświecie nie istniało/istnieje na różnych etapach ewolucji galaktyk i gwiazd życie. Zapewne istnieje, istniało, zaistnieje. Tylko jak do tego się dobrać.

    Program SETI jest sensowny. Jego funkcjonowanie pokazuje, że dotychczas nie wykryto w sygnałach docierających na Ziemię z Kosmosu o cech wskazujących na to, ze były one wysyłane przez cywilizację kosmiczną. To też jest wynik.
    Pzdr, TJ

  543. Orteq
    1 lipca o godz. 9:36

    „Raz hunwejbin, zawsze hunwejbin”

    Czy to ten sam tropiciel sensacji, co jak mantrę powtarza od lat, że go zaczepiam bez powodu, a o sobie mówi, że nigdy nikogo nie zaczepia?

  544. @Orteq
    1 lipca o godz. 9:23
    A mnie nie. Nie rusza znaczy.

  545. @wbocek
    1 lipca o godz. 10:00

    Zestawianie wyciągania krzywd doznanych przez jedną osobę z wyciąganiem nagannych (w rozumieniu wyciągającego) czynów innego nieboszczyka jest manipulacją, jeśli nawet niezamierzoną. Jak już przypominać w tym kontekście Jaruzelskiego, to może raczej wspomnieć uderzenie go kamieniem w skroń przez rodaka? I radość niektórych kręgów z tego wydarzenia…

  546. @404

    Jesli ONI cie wykuskaja z tego blogu, to co nam pozostanie? NikodemD myslacy wielkie niebiosa o przyglupie sekeukos cos tam? Nie daj sie wykuskac, @404

    Blogowanie na tym blogu to rozrywka slowna bez zadnych barier. Niczym sodoku. Wystarczy znac cyfry od 1 do 9. Cyfra zero jest poza zainteresowaniem

  547. @404
    Powiedziałam co powiedziałam z pełną świadomością. I zdania nie zmieniam. Jesteś manipulantką, fakt, niezdarną za to pyskatą. Rajcuje cię opiniowanie innych, to dostałaś opinię o sobie.
    I tyle.

    @ponbocek
    Jak nie czytasz, to nie zabieraj głosu. Nie każdy nick na blogu to kobieta i nie każdy mężczyzna, nick to tylko avatar, wirtualny byt utworzony na potrzeby chwili. A kto kryje się za nickiem, to dopiero jest ciekawe…

  548. @Orteq
    1 lipca o godz. 10:24
    Cię też. Pierwsza zagłosuję, bo mi się nie podobają twoje insynuacje i aluzje. Meandrujesz dość efektownie między obrazą a pomówieniem i eksperymentujesz jak daleko możesz się posunąć w wypisywaniu insynuacji.
    Pamiętam jak załatwiłeś blog Kuczyńskiego wypłaszając swoim nieustannym ględzeniem innych użytkowników. Pozdrów Patrycję…

  549. @E–J, 10:17

    No to tez ladnie, ze cie to nie rusza, E-J

    Ta Szewinska..

    Dlaczego Ona do konca parla na reprezentowanie naszej polskiej Polski? Choc Jej zarzucano jakas NIE-polskosc w 68? No bo ze niby zgubila paleczke w sztafecie? Dajmy jeszcze raz wczesniej zapodany link

    http://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2016-05-03/irena-szewinska-odznaczona-przez-prezydenta-rp-andrzeja-dude-orderem-orla-bialego/

  550. @tejot

    Co sie z toba porobilo?

  551. @Orteq
    I tak będziesz dwa kroki w przód trzy w tył ględził tu i ględził o dawno przebrzmiałych sprawach.
    Jakie to ma znaczenie?
    Czujesz się winny, to się kajaj, ale czy musisz to robić tu na blogu?
    Już jednak wolę kosmitów.

  552. E-J, 10:36

    „Pamiętam jak załatwiłeś blog Kuczyńskiego wypłaszając swoim nieustannym ględzeniem innych użytkowników. ”

    Dzieki, E-J. Inaczej bym nie wiedzial zem zalatwil blog pana Waldemara Kuczynskiego. Chyba powinienem byc z tego dumny

  553. @Ewa-Joanna 1 lipca o godz. 10:26

    Powiedziałam co powiedziałam z pełną świadomością. I zdania nie zmieniam. Jesteś manipulantką, fakt, niezdarną za to pyskatą. Rajcuje cię opiniowanie innych, to dostałaś opinię o sobie.
    I tyle
    .

    Cieszę się że odpisałaś, bo teraz już nie mam żadnych wątpliwości.
    Zarzucasz mi ni stąd ni z owąd „manipulanctwo”, brak merytorycznych wpisów…
    Sama w między czasie nigdy nie zajaśniałas na tym blogu (odkąd ja tu zaglądam) niczym wartym dyskusji. Tylko bez znaczenia uwagi. Przeważnie pod adresem innych.

    Żegnam Cię i nie oczekuję odpowiedzi.
    Żyj sobie w swoim przeświadczeniu, że jesteś wyjątkowa.
    Jesli to Ci do szczęscia się jakoś przysłuży.

  554. @404 – 10:57
    Nie jestem wyjątkowa. Jestem zwyczajna. I dobrze mi z tym.

  555. @Orteq
    Cieszę się, że mogłam pomóc.

  556. Tanaka, prosze usuń zdublowany wpis.

  557. Tanaka
    1 lipca o godz. 9:21

    Gdyby te podlosci spadly na „przecietnego szarego”, to by padl i sie zalamal.

    Opluto wyternowana w podnoszeniu sie z upadkow i przegranych sportsmenke, ktora sie otrzasnela i podniosla, bo juz wczesniej pokonala wiele zakulisowych intryg i podchodow, o ktorych publika nie wiedziala.

    Juz mi sie nie chce o zrodlach polskiej podlosci i nedzy moralnej, o umyslowej litosciwie nie wspominajac, pisac. Sa powszechne i powszechnie znane. A erupcje teraz widzimy, bo sie na swiecznik wywindowala i widac jak na dloni.

    pozdrowka
    ~l.

  558. Something sie tobie pojebalos, E-J? @ 10:36, 10:50?

    Blog Waldemara Kuczynskiego zostal ‚zalatwiony’ poprzez nie dawanie WPISOW autorskich. Pan W. Kuczynski nie mial czasu na plodzenie WPISOW. Wiec dawal namiastki w rodzaju ‚wolne pole’. Czy cos w tym rodzaju. Do wpisow wolne to pole niby bylo. Czyli cos na podobienstwo, jakby, tego tutaj blogu.

    Nic z tego nie wyszlo, rzecz jasna. Nikt nic nie wpisywal bowiem. Wiec blog padl.

    Zyczymy samych sukcesow temu tutaj blogowi autorskiemu

  559. 404
    1 lipca o godz. 10:13

    Nie na tych samych częstotliwościach nadajemy, 404. Podobnie jest z tropicielem sensacji Ortegiem.

    Człowiek w pierwszym rzędzie mówi o tym, co mu w duszy gra. Jeśli o wielkim sportowcu i pięknym człowieku na wieść o jego śmierci ktoś w pierwszym odruchu nie ma nic do powiedzenia o jego wielkości i pięknie, lecz mówi o uczynionej wielkiemu człowiekowi krzywdzie z racji jego pochodzenia, to tak jakby przy cudzym ogniu swoją pieczeń piekł. Dla mnie znaczy, że nie znasz proporcji, mocium panie. Ortega od początku odbierałem jako tego, który proporcji nie zna. (możesz nie pamiętać jego szczerych zapewnień, że ten gołąbek pokoju nigdy nikogo nie zaczepia) Niedawno przyjąłem wobec niego czysto ewangelijną postawę chrześcijańską, ale niepotrzebnie, więc cześć jego chuligańskiej pamięci.

    Dam Ci taką ilustrację

    Moja nauczycielka w technikum była wysokiej klasy fachowcem. Jej głównym miejscem zatrudnienia był Uniwersytet Wrocławski, w mojej szkole miała ileś godzin. W 1968 roku (byłem na czwartym roku i strajkowałem) z podjudzenia trzech nauczycieli zebranie partyjne zdecydowało o wyrzuceniu jej ze szkoły za pochodzenie. Dla mnie i mojego kolegi z równoległej klasy nawigacyjnej, który studiował rok niżej ode mnie, był to szok. Świetny, zakochany w naszej szkole fachowiec i złoto człowiek – wyrzucony przez troglodytów za pochodzenie! Solidaryzowaliśmy się z nią i dawaliśmy temu wyraz na tyle, na ile uczniowie mogą się z byłą nauczycielką solidaryzować. Nie napisaliśmy do szkoły oburzonego listu dlatego, że ciężko rozgoryczona i upokorzona nauczycielka wyjaśniła nam, że dyrektor (rzecz jasna, partyjny) zachował się wobec niej bardzo elegancko i lojalnie i przeprosił, ale gdyby przeciwstawił się decyzji szkolnego komitetu i ogólnopolskiemu zamachowi, sam wyleciałby za szkoły (był fantastycznym dyrektorem przez 26 lat), która była jego miłością i celem życia. Nauczycielka dobrze go rozumiała i była wobec niego lojalna – jak on wobec niej – do końca swoich dni.

    O jej wyrzuceniu nie mogłem nie pamiętać, zwłaszcza że byłem jej ulubionym uczniem, ale jedyna sytuacja, kiedy, już po jej śmierci, zacząłem moje wystąpienie od przypomnienia jej wyrzucenia, a nie pięknych jej cech jako nauczycielki i człowieka, była sprowokowana na stronie mojej szkoły przez kolegów, którzy wychwalali tych nauczycieli, na których wniosek została wyrzucona. Po prostu nie zdzierżyłem. Ale we wspomnieniach żyję jej pięknem, a nie krzywdą, którą z latami i ona zbanalizowała. Zwłaszcza że ówczesny rektor uniwersytetu prof. Alfred Jahn zapowiedział, że dopóki będzie rektorem, nie pozwoli skrzywdzić żadnego nauczyciela akademickiego z powodu jego pochodzenia. I nie pozwolił. Moja ukochana nauczycielka spokojnie dotrwała na uniwerku do emerytury.

    We wspomnieniach, 404, żyje we mnie ona sama, a nie jej krzywdziciele i tamten podły czas. Takimi, widzisz, drobiazgami ludzie wzajem się od siebie różnią.

  560. @wbocek
    1 lipca o godz. 11:22

    Ładnie to napisałeś, pombocku.

  561. Przykro być świadkiem takiego rozwoju dyskusji blogowej jak w ostatnich kulkunastu godzinach. Jeszcze nie tak dawno lamenty nad zamknięciem blogu, a teraz jakieś straceńcze dążenie do jego unicestwienia?
    Co wam jest, ludzie?

  562. Tobermory
    1 lipca o godz. 10:19

    Chyba nie zrozumiałeś, o czym mowa. A mowa była o HIERARCHII spraw podnoszonych przez sensatów.

  563. Orteq
    1 lipca o godz. 10:00 * Ortequ – mówisz ogólnie o antysemityzmie nadwiślanskim, że „uwalano”. To nas nie różni. Różni to, że wypowiedziałem się o Irenie Szewinskiej, a nie ogolnościach. Ty zaś robisz gdybania, silnie prawdopodobne – co by było, gdyby Szewinska nie mała talentu,, nie pracowała ciężko i medali nie zdobywała. gdyby, to gdyby. Szewinska talent miała i zdobywała. I z tekstu, który zapodałeś wniosek jest właśnie taki: nędzny, ohydny, ale epizod w jej życiu sportowym i prywatnym.

  564. Zgodnie z życzeniem.

  565. Jak się skutecznie niszczyło „obcą rasowo” konkurencję w sporcie

    https://en.wikipedia.org/wiki/Gretel_Bergmann

    Przed olimpiadą w Berlinie (1936) reprezentacja USA zagroziła bojkotem zawodów, jeśli Niemcy nie wycofają zakazu udziału w nich przez niemieckich Żydów.
    Gretel Bergmann (mająca świetne wyniki w skoku wzwyż) miała więc być taką alibi-reprezentantką, ale do samej olimpiady musiała czekać na powołanie do reprezentacji, aż w końcu pod byle pozorem jej udział odwołano. Zastąpił ją interseksualny, ale czysto aryjski zawodnik Heinrich (wówczas Dora) Ratjen.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Dora_Ratjen

    Zdobył on nawet później rekord świata i złoty medal na mistrzostwach w Wiedniu, ale po skandalu z odkryciem podwiązanych męskich genitaliów medal mu odebrano, a rekord unieważniono.

  566. 404
    1 lipca o godz. 10:13

    Sprawiedliwie muszę dodać, że ta wyrzucona ze szkoły nauczycielka zawsze była zapraszana przez komitet organizacyjny na zjazdy absolwentów. Zawsze przybywała na nie i była wśród absolwentów, i kwitła wśród nich, i śmiała się swym perlistym śmiechem jakby się nic nie stało.

  567. Orteq
    30 czerwca o godz. 9:09
    nie wiem, czy ktoś już się do tego odniósł, ale chyba masz problem. Może nieuświadomiony.
    Wszędzie doszukujesz się żydowskości, judeizmu i wszelakiej inności. Tak ci przeszkadza inność?
    Nie obchodzi mnie, czy Pani Irena Szewińska była żydówką, Rosjanką czy Marsjanką. W polskich barwach zdobywała medale i miejsce na podium i nie wiem, co ma do tego jej narodowość. Była polską obywatelką.

  568. @wbocek 1 lipca o godz. 11:22

    Dziękuję Ci za Twoją odpowiedź.
    Wydaje mi się, że rozumiem o co Ci chodziło, ale jednocześnie rozumiem też Orteqa.
    Bo każdy z nas troszkę inaczej przeżywa.
    Ja byłam małym dzieckiem, a utkwiło mi w pamięci na całe życie paskudne potraktowanie Ireny Szewińskiej.
    Dokładnie to wszystko pamiętam. Oburzenie moich Rodziców, naszych przyjaciół, swoje.
    Myśmy ją uwielbiali. A ta niesprawiedliwość, a właściwie podłość… była czymś tak niesamowitym w tym kontekście, że trudno o niej nie wspomnieć.
    Jeśli chodzi o zapominanie krzywd….
    Niektórzy mówią; wyrośniesz z tego,zapomnisz i będziesz się jeszcze z tego śmiać.
    Ja nie bardzo w to wierzę.
    Są krzywdy, które mogą się zabliźnić, ale ślad zawsze zostawiają.
    Zwłaszcza takie, trafiające prosto w serce.
    I trudno się z nich śmiać nawet po długim czasie.
    Oczywiście ludzie o tym nie wspominają… ale to z innych przyczyn.
    jeszcze raz dzięki za wzruszające wspomnienie.

    Pozdrawiam

  569. @wbocek
    1 lipca o godz. 11:32

    Aż taki tępy nie jestem 😉 Domyśliłem się, że chodzi ci o hierarchię, ale to tak jak zestawić we wspominkach o zmarłych, że (obok wielkich zasług) jeden bijał żonę po pijaku, a druga nieboszczka bywała bijana przez pijanego małżonka.
    Jak zestawiać (dla ilustracji), to podobne, a nie przeciwstawne sprawy.

  570. Orteq,

    Jest pewna różnica (choć i podobieństwa) między blogiem W. Kuczyńskiego, a Adamczyka.
    Na tym blogu dominują liberałowie z wiodącym Tanaką i przypisanym ustawowo redaktorem Adamczykiem.
    Jest na nim dużo świeżego powietrza.

    Waldemar Kuczyński pozwolił na swoim blogu hulać ostrym prawicowcom, co niejednokrotnie sam odczułeś.
    Ja mniej, ale sam W. Kuczyński, którego cenię za uczciwość intelektualną, omal nie wyrzucił mnie z blogu za stwierdzenie w jednym z wpisów, że tak naprawdę to ideowa opozycja przed „80 liczyła 15 – 20 oddanych ludzi. Nie było tam panów K (dodaję teraz, bo gdy pisałem na martwym już blogu nie byli oni także ważni), a zrównany ostatnio ze świetnym aktorem, polskim papieżem, L. Kaczyński był mało znaczącym magistrem na UG, ale za to potrafiącym się gburowato zachowywać na publicznych spotkaniach w Sasance (b. siedziba Zarządu Regionu i KK).

    P.s.
    mag.

    nadal pozostaję pod urokiem Twojej wrażliwości.

    Stan – Rybeńka
    (Tenor)

  571. Dzisiaj niedziela zwykła w kosciele katolickim. Obowiązuje kolor zielony. @404
    1 lipca o godz. 8:48 @Tanaka 1 lipca o godz. 8:29 …tym bardziej nie rozumiem Twojego łaskawego patrzenia na ohydne wpisy seleuka. * Co się wydarzyło od tamtej pory, że Twoje stanowisko w tej sprawie stało się tak „liberalne”? * @404
    1 lipca o godz. 9:55 * @Ewa-Joanna 1 lipca o godz. 9:16
    Po pierwsze ja nie atakowałam seleuka. * Więcej niczego mu nie zarzucałam. … * Nazywanie mnie małą „manipulantką”.. uważam za o niegrzeczne i nieprzemyślan
    * Oto słowo panskie: nieatakowanie Seleuka, niezarzucanie niczego Seleukowi, laskawa nieohydnosc wpisu wobec @Seleuka, niemanipulowanie, niepomawianie, nieklamanie. Liberalność wobec siebie, nieliberalność wobec @Seleuka: * @404_ @18.06.2018 o 09:39 Mądrzysz się pisząc o pseudo-polityce, o pseudo układach rodzinnych, o pseudo układach socjalnych ……. A tak w gruncie rzeczy jesteś kimś co za wszelką cenę chce być Szwdem!
    Paradoks polega na tym, że ty nim nie jesteś i nigdy nie będziesz, bez względu jak bardzo będziesz się starał. * Czasem ciebie czytam. Rzadko, bo bełkot nie jest dla mnie czymś szczególnie ciekawym …. * …Kiedyś ten młodzieniec przyszedł do nas, bo dziecko się urodziło i on chciał sprzedać ubezpieczenie ( okazało się potem oszustwem)… mówił tak jak Ty. * Ty nie masz szacunku dla siebie, dla swoich rodziców, dziadków, przodków. Skorzystałeś z okazji, że Cię rodzice i państwo polskie kształciło i jak się urwałeś…..to doszedłeś do wniosku… że się sprzedasz… jak prostytutka … aby tylko była korzyść. * Swoich bliskich nazywasz: chorowita…. i musisz się poświęcać. Fakt, że przyjeżdżają do Ciebie świadczy o tym, że nie mają pojęcia co Ty o nich myślisz. Gdyby wiedzieli….. napewno byś ich nie widział. * Sprzedajesz bełkot na tym blogu…. nie am pojęcia jaka samotność powoduje, że co poniektóre osoby dają się zbałamucić i próbują Ciebie traktować jak normalnego faceta?

  572. @Tobermory 1 lipca o godz. 11:44

    Oglądałam jakiś czas temu film. Wydaje mi się że był on na podstawie życia Gretel Bergmann. Próbowałam go szukać, ale nie udało mi się.
    Wiki wspomina o „Berlin 36”.
    Prawdopodobnie to ten.
    Polecam. Zrobił na mnie wrażenie.

  573. @Tanaka & all
    „Z linku podanego przez Orteqa wynika tyle, że próbowano antysemicko nędznie zaszkodzić Szewinskiej i owszem – ugodzono w nią, przy czym był to krótki epizod i niedecydujacy ani o przebiegu jej kariery, ani całego życiorysu”.
    Dziwne, ale ja w ogóle nie pamiętam „rozważań” nad pochodzeniem Ireny Szewińskiej. Pamiętam natomiast zachwyty nad jej geniuszem lekkoatletycznym i wielką radość z jej kolejnych medali a że była poza tym uroczym, pogodnym i otwartym człowiekiem tylko potwierdza, że niewiele sobie robiła z jakichś antysemickich wycieczek pod swoim adresem.
    Spotkałam ją kiedyś w kwesturze na UW. Była wtedy w ciąży. Chciałam ją przepuścić w kolejce, która zresztą była nieduża, na co ona z promiennym uśmiechem, a miała doprawdy zniewalajacy, odparła jakoś tak – ależ świetnie się czuję i chętnie postoję, bo od siedzenia w bibliotece boli mnie pupa. Zapamiętałam z powodu tej „pupy”.

  574. Tobermory
    1 lipca o godz. 11:54

    Niestety, nie domyśliłeś się, Tobermorku. Ja nie Jaruzelskiego zestawiam, lecz to, co mówią o nim jego wrogowie, podnosząc mniejsze sprawy i przemilczając lub fałszując większe. Orteg, może ku własnej chwale sprawiedliwego (ale to tylko mój subiektywny domysł) podnosi w minutę śmierci sprawę w końcu przykrą i może dla Szewińskiej ciężką, ale na dzień dzisiejszy gównianą wobec wielkości Szewińskiej. Postawy komentatorów w obu sprawach widzę jako identyczne.

  575. @Tanaka 1 lipca o godz. 12:13

    Dobrze ze zadałes sobie trud i poszukałes moje ostatnie wpisy.
    Nb pod którymi w dalszym ciagu sie podpisuję.
    Zaznaczę jednak (tak na marginesie), ze były one juz po jego domaganiu sie jakichs porno-selfis.
    Chociaż nie tylko te domagania spowodowały to dlaczego napisałam co napisałam.
    Ja tak zwyczajnie uważam.
    Jezeli Ty nie zauważasz niczego slusznego w tym komentarzu… to gratuluję „liberalności”

  576. @404
    1 lipca o godz. 12:16

    Widziałem ten film w TV arte i mam go na świeżo w pamięci.

    @wbocek
    1 lipca o godz. 12:25

    Wiedziałem, że będziesz się upierał przy swoim, choć to dla mnie oczywiste 🙄
    Ja poruszyłem inny aspekt twojego komentarza, mianowicie zestawianie krzywd z winami, ale tego wolisz nie przyjąć do wiadomości. Powinienem był już przywyknąć…

  577. Tejocie!
    Zawsze lubiłem czytać Twoje komentarze, choćby za układ – cytat + komentarz, to bardzo ułatwia zrozumienie komentarza, gdy obiekt cytowany jest gdzieś w nirwanie przepastnej sieci. Nie pamiętam, czy zawsze zgodziłem się z Twoimi wnioskami, ale te dywagacje o możliwości życia w kosmosie napisałbym podobnie, gdybym miał talent Lema czy Bradbury’ego. Wiadomo, ze mało kto umie sobie wyobrażać nieskończoności, ani formalnie w matematyce, ani w rozmiarach kosmosu. Jeśli kosmos jest skończony, wtedy powstaje pytanie, a co jest za nim? Jedyną możliwość widzę w umieszczeniu tam wszystkich „nieb” i „piekeł” – z dziewicami islamskimi włącznie.

    Był taki czas, że uczestniczyłem w seminariach astrofizyków, gdzie brylowali m.in. kosmolodzy. Rozważania były czasem groteskowe, np. pytanie: Gdyby kosmos był skończony (np. kulą), czy mucha spacerująca na jego brzegu mogłaby nóżkę wysadzić poza wszechświat? To ubarwiło hipotezy i nikt tego nie traktował poważnie. Były jednak gorsze sprawy z logiką podobną do smoków Lema, o których niedawno wspomniałem.

    Problem był taki: Einstein wymyślił szereg równań, które mają opisywać zachowanie kosmosu. Miał do tego prawo i kosmolodzy próbowali je rozwiązać, to też ich prawo. Rozwiązania skomplikowanych i wymyślonych równań to problem matematyczny i rozwiązanie tych równań świadczy o znakomitej znajomości matematyki.

    Oszustwo zaczyna się po uzyskaniu rozwiązań, jeśli się tym rozwiązaniom przypisuje sens fizyczny, ściągnięty z sufitu. Tak jest w większości problemów w kosmologi, matematyka w porządku, fizyka zgwałcona. Wiem, że na starość wielu świetnych astrofizyków teoretycznych staje się kosmologami, bo to bezpieczne zajęcie i rozwijające słabnący intelekt. Szereg teorii „stoi” lub „leży”, jeśli gęstość kosmosu – takie uśrednienie po tej ogromnej liczbie ciał niebieskich, nie ma odpowiedniej wartości. Gdyby gęstość była taka, jaką kosmobiolog potrzebuje do swojej teorii, wtedy byłby zadowolony. Kosmolog powierzył astrofizykom obserwacyjnym zadanie zmierzenia gęstości kosmosu, a oni nigdy nie będą w stanie tego uczynić, jeśli wszechświat jest nieskończony. Żadna rewolucja technologiczna nie dostarczy przyrządów, badających nieskończenie dalekie obiekty. Można w przybliżeniu policzyć średnią gęstość kosmosu do pewnej granicy i to bardzo niedokładnie, ale rozstrzygnąć wątpliwości teoretyków się nie da.To jest bezpiecznik dla kosmologa i czyni tę profesję tak atrakcyjną.
    Gdy poznałem warunki pracy astrofizyków teoretycznych, to miałem marzenie – gdybym mógł ponownie przyjść na świat: Tylko fucha taka i na starość kosmologia. Niestety zostałem fizykiem na usługach astrofizyków, czyli pośledni gatunek w tej branży.
    Moje przemyślenia, rzadko je mam, ale mam, są takie:
    Jeśli kosmos jest taki niewyobrażalnie ogromny i może mieścić różne formy życia, wysoko rozwinięte cywilizacje, to jakim cudem Pan Bóg się może zainteresować takim małym punkcikiem, jak nasza planeta? Chyba, że w naszej megalomanii sobie wymyśliliśmy takiego boga, dla maluczkich dla pokrzepienia serc, a dla cwaniaków doskonały środek na wygodne życie. Nawet nie roztrząsam braków logiki w każdej religii.

    Odnośnie UFO i odwiedzin ze strony wyżej rozwiniętych form życia też można się zastanawiać, czy to sensowna „wiara”. Należałoby założyć, że znane nam prawa fizyki nie obowiązują w innych galaktykach. Nawet nie chodzi o przemijanie każdego znanego nam życia, ale nawet podróż z szybkością światła lub większą nie może być możliwa mimo rozwoju nauki. Gdyby jednak mogło tak być, to jak wyglądałyby możliwości kontaktów z takimi istotami? Stwierdziliby istnienie budowli, może smartfonów itp., ale dla nich wartość takiej informacji ma wagę obserwatora ziemskiej fauny. Mrówki żyją stadnie i według określonych praw, budują, walczą i rozmnażają się, są owady, które świecą, gdy mają na to ochotę i wyłącznik do wygaszania, gdy są atakowane.
    Czy ktoś próbuje się z nimi kontaktować???
    Delfiny wykazują podobno intelekt znacznie wyższy niż cały rząd pisowski, więc może z nimi Obcy nawiązaliby kontakt?
    Ja lubię SF i kontakty z innymi cywilizacjami w filmach – np. panią z „Milczenia owiec”, która odwiedzała taką paskudną maszyną świat Obcych, ale w realia kontaktów nie wierzę. Gdyby były, to raczej jak opisane w „Wyzwoleniu Ziemi” Tenna, które kończy się tym, jak przepowiednia, że po następnej wojnie ludzkość schroni się pod jedną plandeką.

    Suplemencik
    Kilka słów wyjaśnienia dla osób niewtajemniczonych:
    Astrofizyka to piękna nauka. Wprawdzie nie dostarcza bezpośrednio chleba dla ludzkości (teologia i filozofia też nie!!!), ale rozwija intelekt części przedstawicieli tej ludzkości. Astrofizyka dzieli się na teoretyczną i obserwacyjną. Teoretyczna oblicza, jak się mają zachować obiekty kosmiczne, a obserwacyjna weryfikuje sens teorii. Niestety, astrofizyka teoretyczna rozwinęła się tak gwałtownie, że wyprzedza obserwacyjną o setki lat. Dlatego nie da się obalić nawet najgłupszej teorii.
    O atrakcyjności zawodu AT pisałem wyżej.

  578. 404
    1 lipca o godz. 11:47

    „Są krzywdy, które mogą się zabliźnić, ale ślad zawsze zostawiają”.

    Na pewno, 404. ale odczucia skrzywdzonych nie były tematem. Tematem było wyskoczenie papli rodzaju męskiego przed krzywdzoną i zajęcie w minutę jej śmierci uwagi blogowiczów nie nią, lecz jej intymną krzywdą, o której ten bezkompromisowy poszukiwacz prawdy czasu nie mógł nawet wiedzieć, czy to była dla niej krzywda, czy też brzęczenie muchy.

  579. Tobermory
    1 lipca o godz. 12:42

    No to i ja Ci powiem, że domniemanie mojego upierania się to Twoja z kolei specjalność. Śmieszna, bo przecież ja wiem najlepiej, co chciałem powiedzieć i powiedziałem, a nie ktokolwiek inny. A Ty mi przypisujesz bardzo smarkatą cechę bezbłędnego, ambitnego kmiotka. Jeśli nie dostrzegasz identyczności w paplackiej wybiórczości Ortega i wybiórczości i tendencyjności krytyków Jaruzelskiego, to trudno. Porównywać można wszystko ze wszystkim, jak komu pasuje, tylko w końcu nie wartość porównania jest meritum, lecz wybiórczość.

  580. @wbocek
    Nie rozumiem tego zacietrzewienia na uwagę Orteqa o problemach jakie miała (przejściowo) Szewińska w związku ze swoim pochodzeniem. Nawet Twoje kombatanckie wspomnienia (strajkowałem) mnie nie przekonują, że jest tu jakiś uraz – nic złego o Ludowej!
    @Orteq, @ 404
    Nie zrażajcie się napaściami , bądźcie obecni!

  581. @Stachu39 1 lipca o godz. 14:09
    Stachu, naprawdę nie rozumiesz czy udajesz?

  582. Stachu39
    1 lipca o godz. 14:09

    Skoro sięgasz do takiej głębokości, że prawie cały jesteś na wierzchu i nic mądrzejszego nie wypatrzyłeś, tylko „nic złego o Ludowej”, to Ci tylko podpowiem, że to nie wypatrzenie, lecz dość często obecne na blogu imputowanie, na które rady nie ma, bo ci, co imputują, nie wiedzą, że imputują. Wziąłeś już mnie sobie na ząb, to na zdrowie i szczęść Boże dardanelski.

  583. @Stachu39
    1 lipca o godz. 14:09
    Zacietrzewienia nie było, była stanowcza reakcja na sposób w jaki zostało to napisane. Nieboszczykowi łatwiej dołożyć doznań, żywy bowiem mógłby zaprzeczyć. Do nieboszczyka można się podpiąć, żywy zaprotestuje.
    I tu jest ten pies pogrzebany hipokryzją.

  584. Jakby ktoś się jeszcze nie zapoznał, to polecam film dokumentalny o Olimpiadzie w Berlinie 1936 legendarnej Leni Riefenstahl.
    „https://www.youtube.com/watch?v=AgbV4T-w-Os
    Ciary chodzą po plecach, gdy wiadomo, co się potem stało.

  585. Kojarzy mi się – i wiem, dlaczego – powieść Agaty Christie pod tytułem „Kurtyna”. Morderca w tej historii jest dość niezwykły – bo sam nie zabija. Po prostu doprowadza swoje ofiary do szewskiej pasji, usiłując manipulować tym, co czują i postrzegają. W efekcie powstaje konflikt i następuje reakcja – której w normalnych warunkach by nie było. Podszczuwanie – to dość paskudna gra.

    Ale chwileczkę, jeszcze na razie jeszcze nie przeczytałam, co tu się działo.
    Piszę na podstawie wcześniejszych obserwacji.

  586. Ewa-Joanna
    1 lipca o godz. 14:49

    „Nieboszczykowi łatwiej dołożyć doznań, żywy bowiem mógłby zaprzeczyć. Do nieboszczyka można się podpiąć, żywy zaprotestuje”.

    Bardzo precyzyjnie odczytałaś moje i wyraziłaś swoje – kłaniam się, Ewo. Epizod z moją nauczycielką miał właśnie unaocznić, co może się okazać warte wyskakiwanie przed głównego bohatera w jego niby interesie. My z kolegą, gdybyśmy napisali do szkoły swoje wściekłe zdanie o tym, co się stało, zrobilibyśmy w tamtym czasie tylko niedżwiedzią przysługą naszej ukochanej pani Ani, dla której lojalność wobec w sumie szlachetnego, ale uzależnionego od władzy i własnych nauczycieli dyrektora była sprawą o wiele wyższej wagi moralnej niż jej krzywda.

  587. mag
    1 lipca o godz. 15:05

    Mag, Ty gwiazdo jedna, co wschodzisz i zachodzisz, wpadniesz, coś powiesz a zanim zdążę dysk otworzyć, już Cię nie ma. A ja przepadam za Tobą. U mnie identycznie jak u Ciebie: nigdy nie słyszałem żywego ni martwego słowa o pochodzeniu Szewińskiej. Była skromną gwiazdą wielkiego sportu i niemal wzorem człowieka, kobiety. Ty też jesteś delikatna jak ona: dałaś głos, ale nic mówisz. No i dobrze.

    Zerknij na kawałek wczorajszej trasy z Mielna do Sarbinowa (sam sobie nieopatrznie skasowałem ze trzydzieści fotek). 7 km przymorskim lasem, droga gruntowa, nawet specjalnie nie utwardzona. Wybacz, że takie ciemne fotki, ale zmartwionem nie mam możliwości robienia w dość gęstym lesie jaśniejszych. Można, oczywiście, je programem rozjaśnić, ulepszyć, ale im bardziej ulepszasz, tym bardziej ulepszanie jest widoczne. Przesyłam więc Ci bardziej ideę drogi niż widoczną drogę. W sezonie kupa rowerzystów lepszego gatunku nią jeździ. Wszystkim mówię „dzień dobry” i wszyscy co do sztuki odpowiadają. Niektórzy nawet z entuzjazmem.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6573232807857041649/6573232805574303282?authkey=CKjV65vVnPPA2AE

  588. @konstancja 1 lipca o godz. 11:45

    Ależ ten problem jest oczywisty – chyba dla każdego, kto stale czyta blog.
    Jest trudno go nazwać, ale nie jest nieuchwytny.

    Ja na razie ograniczyłam się do stwierdzenia, że nie biorę poważnie niczego, co pisze Orteq. Ale jak długo można to ignorować? Oto jest pytanie.

  589. @wbocek
    Może niepotrzebnie coś imputuję. Nie wiem, co takiego pokazało się u mnie na wierzchu. Przypomnienie o antysemityzmie w kontekście śmierci Ireny Szewińskiej spotkało się z atakiem. Tak to rozumiem. Dla mnie rok 68 to był upadek moralny PRL. Przedtem był stalinizm, no wiadomo narzucony z Moskwy ,no i wiadomo Rewolucja, wojna domowa, różne rzeczy się dzieją , potem Październik- nadzieja. I w końcu wychyla się Moczar i podmoczarki, czysto polski wynalazek, nieczem chwalitsia.

  590. @Stachu39 1 lipca o godz. 15:41

    Stachu – nie chodzi tylko o ten jeden przypadek. Tak samo było po śmierci anumlika, gdy rzeczony zaczął insynuować jakieś niesmaczne detale związane z jego śmiercią – a potem wysmażył pean na cześć „Wielkiego Zmarłego” żeby odwrócić krytykę. Tak samo było po (domniemanej) śmierci bloga, gdy O. powtarzał do znudzenia, że ten blog już zdycha i czyja to wina.

    Pogłoski o śmierci bloga były od początku nieprawdziwe – ale on i tak truł, truł i truł, że już koniec, koniec, KONIEC (hurra!) Potem pojawił się w całej krasie, podszczuwające tu i ówdzie (ach, Tanako, jakże ja ci nie zazdroszczę! Jednak ja mam w tej kwestii bogate doświadczenie i gdybyś chciał, Tanako, skorzystać, to ja ci chętnie…) czy jakoś podobnie. Ale ja ci, Tanako, zawsze winszuję jak najlepiej i w ogóle składam czołobitny hołd. Tylko że…

    Sytuacje są różne, ale mechanizm podszczuwania zawsze ten sam. Double-speak, którym rzeczony kiedyś całkiem otwarcie się szczycił. Bo w PRL-u zdaje sie nawet dobrze płacono za te ekstraordynaryjne umiejętności redaktorskie – jak sugerował. Czy prawdziwie? Trudno orzec. Ja nie biorę poważnie niczego co pisze Orteq.

  591. A w razie czego – zawsze można stwierdzić, że wszystkiemu winni są „hunwejbini”.

  592. @wbocek
    Pombocku drogi, mam kłopot.
    Od wczoraj ekran mojego kompa już nie tylko mryga, ale złowrogo się zaniebieszczył.
    Będę musiała nabyć nowy monitor, a na razie odpada mi frajda z oglądania fot.
    Co do mówienia dzień dobry, mam jak najlepsze doświadczenia z nad Narwii. Czy to pieszy, czy rowerowy pozdrawia cię mijając, w myśl niepisanego savoir vivru. Dzieci i wczesne nastolatki tubylcze, też dzieńdobrują, co kojarzę jako normalkę od zawsze. Zanikło natomiast „szczęść boże”, gdy mija sie żniwujących.
    Ot, ślady czasu.
    Czy pamiętasz odgłosy ostrzenia kos wczesnym świtem? Ja już nie wiem, czy znałam z autopsji, czy z filmów.
    Pisz do mnie, by mi nie było smutno bez obrazków.
    Uściski

  593. Na marginesie
    1 lipca,g.16:08
    Jacy tam hunwejbini. Dyć Tusk, czyli „winaTuska”.
    Zawsze i wszędzie, co uwalnia rozum od myślenia.

  594. Szanowni, a niektórzy poniekąd i umiłowani! Dziś niedziela, niedługo najważniejsza msza dnia – o godz. 20.00, choć wszystkie są równe,to sa i rowniejsze. Dzien dla Olmajtiego – ak najglośniej mówią. Dzien dla rodziny – jak mowia, oraz dzien zadumy nad grzechami tygodnia – jak mowią znacznie rzadziej, nie wiadomo czemu. Zaduma, rachunek, mocne postanowienie i wykonanie tegoż slabo wyznawcy wychodzą, umocnienie także, pora więc na to, co najwazniejsze: kazanie. Zapraszamy, bez reklamy.

  595. Antonius
    1 lipca o godz. 13:02
    Problem był taki: Einstein wymyślił szereg równań, które mają opisywać zachowanie kosmosu. Miał do tego prawo i kosmolodzy próbowali j