Czy Polska to naprawdę „dziki” kraj?

P.T. blogowicze pamiętają zapewne słowa byłej, „pełnej” premierki, gdy spotkała się z niewygodnym pytaniem dziennikarzy: „Przez 8 lat rządziła w Polsce Platforma Obywatelska i doprowadziła kraj do ruiny” – dalszy ciąg był zawsze optymistyczny i mógł brzmieć tak: „A my w ciągu 2 lat uczyniliśmy z ruiny kwitnący kraj i spowodowaliśmy powstanie Polski z kolan”. Po wyprostowaniu ten kolos (na nóżkach kurdupla) stoi i groźnie spogląda na Brukselę, gdzie nasze najlepsze …syny walczą o honor Polski.

Ja sobie mgliście przypominam, że istniała jakaś, marginalna obecnie partia, której szef oświadczył publicznie, że nie ma z kim przegrać wyborów. Odnośnie własnej osoby miał rację (27:1), ale z partią jest krucho. Gdy rządziła, zdarzały się oczywiście większe i/lub mniejsze afery, nawet makabryczne jak zmowa w nocy na cmentarzu, brrr! Jednym z „aferzystów” był polityk i biznesmen Mirosław D., który swe pierwsze miliony zarobił (nie wiem jak) w pewnym kraju i teraz może grać w golfa na Florydzie i opalać się na plaży, gdzie być może mija się z innym „wielkim i zasłużonym” Polakiem (też aferzystą?). Rozżalony brakiem uwielbienia przez Naród zwierzył się dziennikarzowi, że „Polska to dziki kraj”.

Kilkadziesiąt milionów Polaków (przecież Polonia też) ostro potępiało medialnymi ustami wypowiedź tego człowieka, fala oburzenia jak tsunami przebiegła świat, ale chyba wzorem wspomnianego zjawiska katastroficznego po jakimś czasie osłabła i niewielu Polaków myśli obecnie o tym panu. Oprócz mnie! Coraz częściej myślę o tym, że to nie był lapsus, tylko rzadki przypadek mówienia prawdy przez polityka. Żyję w tym („naszym”) kraju od roku 1945 i nieraz moje zdanie pokrywało się z opinią „Mira”.

Dla mnie bardzo przykre jest postępowanie wobec osób niepełnosprawnych. Tu naprawdę widać jak na dłoni, że Polska jest bardzo dzikim, niecywilizowanym krajem. Można zastanowić się nad tym, czy to społeczeństwo, czy władza postępują właściwie lub nie. Rolą państwa i jego organów jest stanowienie dobrego prawa i pilnowanie jego przestrzegania, a społeczeństwo testuje na osobach niepełnosprawnych swoją empatię, wzmożoną (teoretycznie!) przez katolickie wychowanie.

Przepisy są niezłe i prawie wystarczające (poza stroną finansową), ale nie są przestrzegane, ani przez społeczeństwo, ani przez państwo!

Niestety musiałem się zapoznać z tymi przepisami kilkanaście lat temu. Niepełnosprawny miał np. zagwarantowane w ustawie prawo do korzystania z usług zakładów państwowej służby zdrowia poza kolejnością. Przywilej „bez kolejki” obowiązywał do roku 2004, kiedy został zniesiony. Bardzo dziwne było uzasadnienie tej zmiany. Nie chodziło o to, że może inwalidzi nadużywali tego prawa, albo „pan” Sejm nie lubił inwalidów. Kochał i to bardzo, nie mógł jednak pomóc, był bezradny wobec samego siebie. Ponieważ w ustawie nie było określonych kar za łamanie ustawy, to posłowie uważali, że lepiej zrezygnować z tego przywileju, niż wymyślić kary. Uzasadnienie godne szerszego zastosowania, rozwiązujące wiele spraw. Gdybym miał formalne prawo, to mógłbym kolegów w szpitalu przynajmniej zmieszać z błotem (jaka ulga!) lub poskarżyć się dyrekcji, a tak cierpiałem milcząco.

W wielu miejscach publicznych i przed supermarketami są wyznaczone i pięknie oznakowane miejsca parkingowe dla osób niepełnosprawnych. Ostatnio są nawet pięknie kolorowe (kolor „maryjny”, jak na domach w Małopolsce, w których są panny na wydaniu). Miejsca parkingowe są trochę szersze, bo uwzględniają specyfikę kierowców, którzy jeszcze mogą w miarę bezpiecznie korzystać z samochodu, ale mają jednak mniejszą sprawność choćby przy manewrowaniu na parkingach, poza tym potrzebują więcej miejsca do wsiadania i wysiadania. Zawsze szlag mnie trafia, gdy próbuję z takich miejsc skorzystać i parkują tam kierowcy o kwitnącym zdrowiu, często młodzi i mają w „gdzieś tam, gdzieś tam” widoczne oznakowanie miejsca i troskę o niepełnosprawnych kolegów. Spróbowałem zwrócić uwagę hożej dziewczynie, która na chama zajęła pół miejsca (jedynego!) dla inwalidy przed przychodnią lekarską, że nie zachowuje się jak należy i tylko doczekałem się reprymendy, dobrze, że mnie nie pobiła! Młodzieniec w porsche powiedział mi chamsko, że nie widzi znaku, a tenże ma rozmiary rzędu metra. Znaku nie widzi, jest więc niewidomy – ergo – niepełnosprawny, miał więc być może prawo moralne zaparkować w tym miejscu, ale…! Czy mógł posiadać legalnie prawo jazdy? Era samochodów bez kierowcy, a może nawet bez pasażera, chyba jeszcze nie nadeszła w Polsce? Formalnego prawa nie miał ów biedny ślepy młodzian, bo karty parkingowej nie pokazał.

Przykład idzie z góry! Szczytem bezczelności popisała się pewna osoba publiczna, dojrzała kobieta, kandydatka na posła Sejmu n-tej Rzplitej w okresie kampanii wyborczej. Podjeżdżaliśmy równocześnie do ostatniego miejsca dla inwalidy przed Domem Towarowym, ja ze ścieżki dojazdowej skręcałbym w prawo, ona w lewo (prawie zderzyliśmy się czołowo). Widziała dobrze, że chcę zająć to miejsce, mam na szybie nieobowiązkowy znak inwalidy, ale była szybsza lub bardziej „odważna” (teraz powiedziałbym – jak nasz zmarły prezydent) i bez żenady wjechała i poszła na zakupy. Było dużo wolnych miejsc nieco dalej, ale te oznakowane są bezpośrednio przed wejściem dla ułatwienia niesprawnym ruchowo dojścia do sklepu. Owa szlachetna osobistość – prawie posłanka – na szczęście nie wygrała wyborów w Kędzierzynie i partia (PiS) na otarcie łez powierzyła swej szlachetnej aktywistce funkcję wicewojewody opolskiego.

Takie zachowanie – nagminne – byłoby niemożliwe w cywilizowanym kraju i to z „dodatkiem” wartości chrześcijańskich, z których Polacy są tak dumni (podobno 95 proc.).

Stąd już prosty wniosek: kraj, w którym nie przestrzega się podstawowych zasad współżycia międzyludzkiego, jest „dzikim” krajem!

Niedawno temu przeczytałem znamienny tytuł: „Oni nie czekają na szpital, to szpital czeka na nich”. Było to w dyskusji o dostępności obywateli do usług zakładów służby zdrowia. Jakie kłopoty mają „równi wobec prawa” obywatele oraz podobno lekko uprzywilejowane osoby niepełnosprawne, a jakie lepszy sort? Mnie żaden generał nie przyniósł balkonika do domu!

Tytuł artykułu odnosił się do miłościwie nam panujących władców, którzy tak ciężko i uczciwie pracują wyłącznie dla dobra suwerena, nie bacząc na dobra materialne i z zażenowaniem przyjmują nagrody za swój bezinteresowny trud. Jest to odmiana znanej wypowiedzi pewnego rzecznika, że „rząd się wyżywi” – mimo sankcji. Przywileje się należą, jak psu buda!

Znamienna jest też troska mediów o niepełnosprawnych w naszym (dzikim lub nie) kraju, co stwierdziłem w notatce z Trójmiasta. Było w niej głębokie oburzenie dziennikarza, że władze miasta zwiększyły o 100 proc. liczbę wydanych legitymacji parkingowych dla inwalidów. Sugerowano również, że inwalidzi wykorzystują te legitymacje w sposób nielegalny – nawet opisano, jak można to uczynić! Jeszcze nie skorzystałem z tej instrukcji dla przestępców wśród inwalidów, zdumiewało mnie tylko to, że posłużono się matematycznym opisem ze statystyki (o 100 proc.!), który często prowadzi do nieporozumień. Nie podano bezwzględnej liczby tych wydanych legitymacji ani liczby uprawnionych, którzy nie korzystają z tego uprawnienia, choć mają takie prawo. A jeśli w każdym z tych trzech miast było po jednym inwalidzie z kartą a po „rewolucyjnych” zmianach po dwóch – czy będzie to straszne ograniczenie swobody działań zdrowych kierowców w milionowej aglomeracji?

Faktem jest, że bywają przestępstwa przy użyciu kart parkingowych. W Opolu zauważono, że ważny polityk z Urzędu Marszałkowskiego korzysta z inwalidzkiej karty parkingowej, choć jedyną dolegliwością tego pana był brak kręgosłupa – moralnego! Po prostu załatwił sobie kartę u kolesiów.

Wniosek:

Stwierdzenie, że Polska jest dzikim krajem – jest jak najbardziej uzasadnione. Ba! Mogę iść dalej i przyłączyć się do zdania ważnego polityka, nagranego przez usłużnego kelnera, że „państwo istnieje tylko teoretycznie”, a ponadto: „ch…, d… i kamieni kupa!”.

Gdzie widzę te niemoc i zaniechanie państwa? Kompletny brak reakcji na łamanie tej prostej zasady o zakazie parkowania na kopertach przez osoby nieuprawnione. Gdyby policja lub szeryfowie pilnowali parkingów od czasu do czasu, mogliby wzbogacić Skarb Państwa o ogromne sumy, aż do wychowania społeczeństwa, a nie robią tego, bo to nie idzie do ich kieszeni. Prywatyzować! Zatrudnić firmy holujące samochody na parking policyjny. Po zapłaceniu ponad 1000 zł za takie wykroczenie (mandat, holowanie, opłata parkingowa) plus kilka punkcików, obywatel się zastanowi przed powtórzeniem wykroczenia.

Tyle o państwie! Ze społeczeństwem jest różnie, od krańcowego chamstwa do wspaniałej chęci niesienia pomocy. Tej też doświadczyłem wiele razy – ale nie jako kierowca, tylko moja żona przy kierowaniu wózkiem inwalidzkim. Takie postępowanie budzi nadzieję, że może po jakimś czasie Polska nie będzie tak dzikim krajem?

PS

Jakiś czas temu troskliwe państwo (poprzez parlament) postanowiło dodatkowo ułatwić życie osobom niepełnosprawnym, unieważniając bezterminowe karty parkingowe wydane osobom o trwałym kalectwie. Mogli od nowa przejść całą procedurę ustalenia stopnia niepełnosprawności i dopiero wtedy posiąść ową kartę.

Opisane przeze mnie kłopoty w dzikim kraju są niczym wobec świadectwa absolutnej znieczulicy i pogardy dla pokrzywdzonych przez ślepy los przedstawicieli najgorszego sortu Polaków – osób niepełnosprawnych. We wszystkich mi znanych krajach Europy rządy jednak dbają o osoby niepełnosprawne tworzeniem odpowiednich instytucji wspomagających i odpowiednimi dodatkami finansowymi.

Z moim stopniem niepełnosprawności miałbym identyczne warunki jak moja starsza siostra w RFN. Ma do wyboru dwie wersje pomocy. Pierwsza to dodatek około 500 euro na rękę i bez kontroli lub blisko tysiąca, jeśli usługi są udokumentowane rachunkami odpowiednich instytucji, np. Caritasu. W ramach pomocy przychodzi pielęgniarka dwa razy dziennie, wykonując zabiegi higieniczno-medyczne. Gdy limit nie jest wykorzystany przez te usługi, urząd wypłaca różnicę.

Tych 900 euro znacznie przekracza moją emeryturę. Od wielu lat nie mam żadnego dodatku z powodu niepełnosprawności, a tylko za „słuszny wiek”, tak jak zdrowi staruszkowie. Siostra ma swoją małą rentę i dodatek za stopień niepełnosprawności. Gdyby tak do mojej emerytury dodać te 900 euro, to żyłbym jak pączek w maśle, obiegany codziennie przez hurysy z Caritasu i za resztę od czasu do czasu jakieś Malediwy, Tahiti lub Hawaje.

Ci biedacy, leżący pokotem w Sejmie nawet nie chcą tyle co w Niemczech, ale parę groszy, aby odpędzić straszliwą biedę i strach rodziców, co będzie, gdy oni sami będą wymagali opieki, a ich dzieci zgniją w przytułkach zgodnie z wolą Boga i Kościoła, bo życie jest święte od „napoczęcia” do zdechnięcia.

Ultrakatoliccy posłowie tego nie rozumieją, ale miliardy wyrzucają w błoto lub obiecują w kampanii wyborczej (której prawnie jeszcze nie ma), aby móc dalej doić Polskę dietami oraz fuchami w państwowych instytucjach i spółkach. Niech żyje dobra zmiana! Dzięki niej dogonimy Wenezuelę, gdzie głównie rząd się wyżywia.

Antonius