Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

24.05.2018
czwartek

Wariacje tokarczukowskie

24 maja 2018, czwartek,

Kiedy światem rządził Zeus i jego rodzina, a nie było jeszcze chrześcijaństwa, lepiej się żyło człowiekowi. I mimo tego greckiego Fatum, które kazało Edypowi wyłupić sobie oczy, człowiek nie był obciążony decyzjami, gdyż jego decyzje nie były jego decyzjami, gdyż przychodziły z zewnątrz, miały swoje miejsce w porządku świata. A skoro tak, to mniejszą ponosiło się odpowiedzialność, stąd mniej tego wewnętrznego wstydu, nieznośnego poczucia winy za wszystko, co się zrobiło.

Wtedy każdy czyn można było naprawić, można było się dogadać z bogami, składając ofiarę.

Dlatego dało się patrzeć na swoje oblicze w wodzie z szacunkiem. I spoglądać na innych z miłością.

Nikt nie był zły, żaden morderca nie mógł być potępiony, ponieważ stanowił część większego planu. Można było kochać tak samo kata, jak i ofiarę. Ludzie byli dobrzy i łagodni. Zło, które się działo, pochodziło nie z nich, ale ze świata. Świat bywa zły – i to jak!

Tymczasem chrześcijaństwo nakazuje człowiekowi skupiać się na sobie, przypisuje mu ogromną odpowiedzialność wobec wymagającego, nieludzkiego Boga. Czyni człowieka odpowiedzialnym za jego uczynki. Owo greckie Fatum znika. Zostaje niszczące każdego człowieka przekonanie, wspierane przez wszechwładny Kościół i jego wszechobecnych funkcjonariuszy, że całe zło jest w człowieku i nie da się go samemu naprawić. Może być tylko wybaczone. Wybaczone przez Kościół. Ale czy do końca ? Co to, to nie! Kościół straciłby rację bytu.

Stąd bierze się to męczące, niszczące uczucie, że jest się zawsze winnym, od urodzenia, że tkwi się w grzechu i że wszystko jest grzechem – uczynek i poniechanie, miłość i nienawiść, słowo i sama myśl. Wiedza jest grzechem i ignorancja jest grzechem.

Wszystko opiera się na następującej opowieści.

Lilith była pierwsza żoną Adama, a jako że nie chciała być Adamowi posłuszna ani leżeć pod nim, jak kazał Bóg, uciekła nad Morze Czerwone. Tam zrobiła się czerwona, jakby ją obdarto ze skóry. Bóg wysłał za nią trzech groźnych aniołów o imionach Senon, Sansenoj i Somangelow, żeby ją zmusić do powrotu. Napadli ją w kryjówce, męczyli i grozili, że ją utopią. Ale ona wrócić nie chciała. Potem gdyby nawet chciała, to już by nie mogła, nie mógłby jej Adam przyjąć, bo według Tory kobieta, która już spała z innym, do męża wrócić nie może. A kto był kochankiem Lilith? Sam Samuel!

Musiał więc Bóg stworzyć Adamowi drugą, bardziej posłuszną kobietę. Ta była łagodna, ale dość głupia. Zjadła, nieszczęsna, zakazany owoc, przez co nastąpił upadek.

Ale zjawił się Zbawiciel, który może zmazać ten grzech pierworodny. Kościół, który jest ciałem Chrystusa, dziedziczy tę moc gładzenia grzechów świata, popełnionych przez nierozważne niewiasty.

 

Dość swobodnie przytoczony i lekko zniekształcony fragment „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk, tegorocznej laureatki nagrody Bookera.

Lewy

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 331

Dodaj komentarz »
  1. Może złożymy ofiarę z któregoś z blogowych zakapiorów.

    😉

  2. Sorki Lewusku, że Ci pod wstępniakiem zaśmiecam i to na samym początku.

    Qba
    24 maja o godz. 20:46

    Krótka charakterystyka znaków archetypowych.‎

    Przystosowawczo ustalone, wrodzone skojarzenia archetypowe, łączące bezpośrednio ośrodki napędowe lub antynapędowe z określonymi ośrodkami obrazującymi.

    Obrazy swoistch własności pewnych obiektów otoczenia, wyróżnionych przez ich stereotypową łączność z emocjami lub nastrojami w gatunkowo określonych sytuacjach.

    Wymuszony genetycznie w drodze selekcji naturalnej, choć aktualizowany przez pierwszą percepcję danej sytuacji przystosowawczej.

    No, ale skoro Ty nie widzisz żadnego racjonalnego powodu (oprócz wierzeń religijnych), by mózg noworodka zawierał jakiekolwiek archetypowe znaki symboliczne to pewnie literatura przedmiotu się myli. Hihi.

    Na marginesie
    24 maja o godz. 21:23

    Czy ja pisałem coś o wiedzy. Archetypy to nie wiedza, kochanieńka. 

    Chyba wrócę do pisania od czapy i wklejania linków z komentarzem, bo ping pong mnie nudzi. 😉

  3. @Żorż Ponimirski 24 maja o godz. 22:52

    A czym są w takim razie archetypy, kochanieńki?
    Z Wiki:
    Archetyp ( z gr. arche – „początek”, typos – „typ” ) – pierwotny wzorzec (pierwowzór) postaci, zdarzenia, motywu, symbolu lub schematu. Najbardziej znany w definicji psychoanalitycznej, gdzie archetypy oznaczają elementy strukturalne nieświadomości wspólne wszystkim ludziom na świecie.
    Jeśli „pierwotny wzorzec” nie należy według ciebie do zakresu wiedzy, to czym miałby być archetyp? Wydmuszką?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Oj, chyba nadmiernie uproszczona historia filozofii i moralności.
    Lilith pierwsza feministka?

  6. ‎Na marginesie
    24 maja o godz. 23:03

    Wyczuwam ego przepychankę, a ‎ping pong mnie nudzi to metafora, że mam ego tyci tyci malunie, a więc proponuję sięgnąć głębiej niż tylko do wiki i nie tracić energii. ;)‎

  7. Żorż Ponimirski
    24 maja o godz. 22:52

    Wklejaj linki jazzowe…

    I bedzie gites.

    pozdrowka
    ~l.

  8. @Lewy

    Ze ten tego, jakby to, niby ze, a tak wogle, to fajnie napisales.

    Sie czyta z przyjemnoscia, choc jeszcze nie wszystkiego jestem pewien, ze zrozumialem.Po swojemu zrozumialem oczywista, bo po „twojemu” to za bardzo nie jestem pewien.

    Niemniej ide sie jeszcze raz nacieszyc czytaniem. Moze cus mondrzejszego mnie napadnie. A jesli napadnie to nie omieszkamsie podzielic.

    pozdrowka
    ~l.

  9. Stachu39
    24 maja o godz. 23:13

    Nie zauwazyles,ze ona byla jedna, a ich trzech … Mnie sie widzi, ze nie Samuel jeden byl,jak to sie mowi „na rzeczy”. Jak ja mieli biedacy anielskie naklonic do powrotu, gdy ona „spod pyty nawiala”? Zeby wrocila musieli ja do „pyty” przekonac, jak mniemam. A poniewaz chlopaki byly proste Izraelskie i pastuszkowate, to jedyna metoda im rozumna, bylo praktyczne uswiadomienie szczescia z pyty plynacego…

    Wbrew sugestiom feministycznym, uwazam ze calosc opisanego eventui sposob przedstawienia sana wskros maskulinistyczne. CO nei powinno dziwic, bo z samej niebeskiej ksiazeczki sie wywodzi.

    pozdrowka
    ~l.

  10. @Lewy

    Blad popelniles w/g mnie…

    Mysle, z epoprawna forma byloby napisac

    „WARIACJE TOKARCZUKOWE”

    Koncowka „SKIE bylaby poprawna, gdyby jej nazwisko bylo Olga Tokarczukowska

    Gdyby takie nazwisko miala Pani Olga, to „wariacje Tokarczukowskie” byloby poprawne gramatycznie…

    Sek w tym, ze Pani Olga jest TOKARCZUK i deklinacja nie zostawia marginesu i musi byc Wariacje TakarczukOWE.

    Dziekuje za uwage i za zrzozumienie.

    pozdrowka
    ~l.

  11. @Żorż Ponimirski 24 maja o godz. 23:39
    Nie umiesz uzasadnić własnego twierdzenia, że archetyp (rzekomo) nie jest wiedzą. Z definicji wynika, że jednak wiedzą jest. A jeśli nie interesuje cię dyskusja, to jej nie zaczynaj.

  12. @Na marginesie
    Chyba niesłusznie zrugałaś Neferkę…

  13. @lonefather
    Idz ty już spać, bo coraz bardziej się nakręcasz.

  14. Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 1:34

    Nakrecam to tylko zegrek po dziaduniu.

    branocka
    ~l.

  15. @Lewy
    Co do idyllicznego zycia przed chrzescijanstwem mialabym watpliwosci. Za malo jednak znam historie i mysl starozytna, zeby sie nad tym rozwodzic.
    Natomiast moge sobie porozwazac na temat mitycznej postaci Lilith. W Twoim opisie tekstu Olgi Tokarczuk Lilith jest kobieta krnabrna. W Wikipedii wyczytalam, ze w jednym z wielu mitow o niej rosci sobie ona prawo do rownorzednosci z Adamem, bo zostala stworzona przez Boga z tej samej gliny. Potem Pan Bog stworzyl Ewe z zebra Adama, a wiec jakby byt wtorny.
    Ale Ewa tez spotyka sie z potepieniem za nieposluszenstwo Bogu. W powiesci Mario Vargas Llosy „La Guerra del Fin del Mundo”, o rebelii ludowo-religijnej w Brazylii pod koniec XIXw., wystepuje postac kaznodzieji sciagajacego tlumy. W jednym ze swoich kazan przeciwstawia on nieposluszna Ewe bezgranicznie uleglej Maryi. Ta druga jest idealem do nasladowania, a kaznodzieja nie byl przeciez odosobniony w takim mysleniu o kobiecie.
    Z tego plynie dla mnie wniosek, ze juz w czasach biblijnych zastanawiala ludzi nierownosc pozycji
    mezczyzny i kobiety i musieli ja sobie jakos wytlumaczyc. Najlatwiej bylo powiedziec – sama sobie winna. Za swoj wystepek nasza pramatka zostala skazana na uleglosc wobec meza i rodzenie w bolach.
    Jaki to ma zwiazek z feminizmem wspomnianym przez @stachu39? Taki, ze kobiecie i mezczyznie zostal wyznaczony gender, czyli role do wypelnienia, z czym we wspolczesnym swiecie trudno sie
    zgodzic.

  16. @wbocek
    Czcigodny tropicielu imputacji, nie mialam mozliwosci odpowiedziec Ci wczoraj, wiec odpowiadam dzisiaj, ze sam z zapalem imputujesz. Napisalam tylko, ze walka z samowola Kosciola i odrzucenie wiary to dwie rozne rzeczy, ktore na tym blogu ciagle sie mieszaja. W zadnym zdaniu nie bronie nikomu krytyki religii, nawet szyderczej. „Oui, on peut se moquer de Dieu” (tak, mozna sobie zartowac z Pana Boga) glosil jeden naglowek we francuskiej prasie w czasie slynnego skandalu wokol dunskich karykatur Mahometa. I ja sie z tym zgadzam. Nie podoba mi sie tylko obsmiewanie ludzi wierzacych. Nie opowiadaj, ze takie rzeczy nie maja tu miejsca, bo maja.

  17. Qba
    co tam patyki,
    to mi się bardziej podobało
    „Jeśli gdzieś jest niebezpiecznie
    I ten teren ma być oznaczony,
    To używa się do tego powszechnie
    Na ogół taśm biało-czerwonych.”
    pod poprzednim wstępniakiem nie zdążyłem

  18. @kruk
    25 maja o godz. 3:07
    Widzisz, ja się z tobą też w jakiś sposób zgadzam i oczywiście masz rację, że nieładnie jest żartować z ludzi wierzących, ale jest pewne ale.
    A własciwie dwa ale.
    Pierwsze ale to te podniesione przez ponbocka w poprzednim wstępniaku: nie wchodzimy do kosciołów i nie robimy sobie żartów z ludzi tam klęczących ( pełny wpis ponbocka możesz sobie przeczytać, ale jak chcesz to mogę przenieść kopię tutaj), żarty czasem niestosowne uprawiamy na polu zwanym ‚blog ateistów’ to dlaczego mamy zakładać obecność ludzi wierzących?
    Drugie ale jest osobowe. Dlaczego uogólniasz zjawiska negatywne a nie przypiszesz je konkretnej osobie? I tak na przykład ja dostaję twoim uogólnieniem w łeb a niewinowata jestem. 🙂

  19. @lonek
    Loniu panie lingwisto kochany. Moga być wariacje tokarczukowe jak i tokarczukowskie. Wybrałem te drugie, bo mi się skojarzyły z wariacjami goldbergowskim. A nie ma wariacji goldbergowych. Prawda Basiu ?

  20. @kruk
    Zapewne życie w starożytności nie było idylliczne. Nie jestem tak naiwny, a tym bardziej Tokarczuk nie jest. Przeciwstawia tylko antyczny świat ludzkich bogów, pełnych wad i śmiesznostek, z którymi da się życ, nawet jeśli czasami sangwiniczny Apollo obedrze ze skóry Marsjasza, za to że przegrał z nim konkurs gry na cytrze, że Zeus , niczym jakiś wbocek ciska piorunami.
    Natomiast chrześcijaństwo, jako mutacja judaizmu, przywleczone i rozplenione przez Pawła, zmienia całkowicie optykę, miejsce człowieka w świecie. Ów bezlitosny bóg Abrahama wymyślony przez semickich pasterzy, osłodzony słodkim Jezusem a potem Maryją, ukryty jak Kaczyński schowany za poczciwą gosposią Szydło, nie daje szans człowiekowi, wymaga całkowitego podporządkowania się, całkowitego oddania. U najbardziej wrazliwych ludzi takich jak Kirkegaard (Bojażń i drżenie), czy Pascal (Myśli) wytwarza sie coś w rodzaju syndromu sztokholmskiego. Oni całkowicie oddają swój los oprawcy, starają się go pokochać, żeby zachować godność.
    Natomiast KK podszedł do tego utylitarnie, wykorzystał grozę wiecznego potępienia, jako narzędzie do podporządkowania sobie ludzi, uzurpując sobie prawo do ewentualnego oczyszczania z grzechu w formie odpustów za pieniądze. No bo kto nie sypnie groszem, jak mu oszust obiecuje, że ma dojście do pana boga i może go z piekielnego kotła za odpowiednią sumę wyciągnąć.
    ps
    A tak w ogóle, to chciałem tylko zachęcić do lektury książek Olgi Tokarczuk, największego współczesnego polskiego pisarza, deklasującą wszystkich Pilchów, Huelle czy innych Stasiuków.

  21. Seksista

  22. @ Żorż Ponimirski
    24 maja o godz. 22:52

    Przystosowawczo ustalone, wrodzone skojarzenia archetypowe, łączące bezpośrednio ośrodki napędowe lub antynapędowe z określonymi ośrodkami obrazującymi.
    Pomijając wspomniane przeze mnie podstawowe funkcje fizjologiczne, wspólne dla wszystkich gatunków (jak ssanie, trawienie, wydalanie i wszelka percepcja), świetnie odnosi się do zwierząt: np. widzisz czarno-żółte paski – uciekaj. Jakoś nie kojarzę tego typu reakcji na boźce zewnętrzne u nowordków gatunku ludzkiego. Noworodek po prostu nie jest w stanie motorycznie do jakichkolwiek innych reakcji, niż wymienione na początku. Wszystkich innych musi się uczyć jako reakcji na zewnętrzne wymuszenia. Chyba, że chodzi o wyższe doznania, czyli np. duchowe: Noworodek słyszy kazanie i wie, że będzie księdzem.

    Obrazy swoistch własności pewnych obiektów otoczenia, wyróżnionych przez ich stereotypową łączność z emocjami lub nastrojami w gatunkowo określonych sytuacjach.
    Rozumiem, że noworodek (prznajmniej ten ochrzczony) przyjmuje odruchowo postawę modlitewną na widok krzyża (2000 lat stereotypowej łączności chyba wystarczy).

    Wymuszony genetycznie w drodze selekcji naturalnej, choć aktualizowany przez pierwszą percepcję danej sytuacji przystosowawczej.
    To jest szczególnie ciekawy typ – wymuszony ale aktualizowany przy uruchomieniu. Znaczy, jak noworodek zobaczy krzyż jako pierwszy obraz, to będzie wierzący, a jak np. czerwoną gwiazdę – to komunistą.

    Nie warto cytować wyrywków z kontekstu. Szczególnie w przypadkach dowodów dywagacyjnych. My po prostu za mało wiemy jak ten cały świat funkcjonuje. Z konieczności przyjmujemy jakieś wyjaśnienia, by móc dopiero co doświadczalnie poznane jakoś nazwać i stosować.
    Przykładowo, teoria wielkiego wybuchu na początku „wszystkiego” jest żywcem wzięta z religijnego stworzenia świata. I logicznie pasuje, bo jeżeli coś nastąpiło, to musiała być jakaś przyczyna sprawcza. Jeżeli nie jakiś bóg, to co? Bo ciągle nie pasuje nam psychicznie i światopoglądowo nieskończoność. Próbujemy ją oswoić przypisując ją bóstwom. Będziemy się musieli jednak z nią zmierzyć, chyba, że wcześniej sami spowodujemy wielki wybuch.

  23. @ Lewy

    Chrześcijaństwo jest figlem absolutnej śliczności. Idealnie bowiem i Absolutnie wewnętrznie sprzeczne. Absolutnie zakłamane i Doskonałe w uroszczeniach do Absolutnej Prawdy i poniżenia wszelkich innych prawd, ktore są w związku z tym nieprawdziwe. Jest Absolutem miłości bliźniego więc Doskonale z nią sprzeczne. Bóg jest Miłością – czyli Absolutnym Niemiłościwcem. Człowiek jest Podmiotem działań bozi, czyli Przedmiotem manifestacji jego Absolutej Pychy.
    Człowiek ma wolną wolę, a wolna wola jest jedynym, ,koniecznym i zaazem wytarczającym warunkiem tego, by człowiek mógł czynić zło lub dobro, czego skutkiem jest stosunek z bozią, która to dobro i zło osądza i bierze człowieka do swojego pałacu Głodzia,, albo wywala na gminne wysypisko odpadów. Człowiek jednak nie posiada wolnej woli, ponieważ jest warunkowany przyczynowo i w ogóle nie ma pojęcia o tym, czy i na ile wyraża wolną wolę. Wolna wola nie jest przy tym stopniowalna (wyrażam swoją wolna wolę w 72,78765%), więc albo jest wolna, albo nie ma jej wcale.
    Faktycznie więc, znacznie sensowniej i milej jest mieć do czynienia z plejadą Plejad, czyli bogami dawnych Greków. NIie popada się od tego w stany psychiatryczne, które są normatywne dla prawidłowego wyznawcy bozi.
    Dla Olgi Tokarczuk: hura, hura, hura!!!

  24. Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 7:25

    Seksista

    Raz chciałem być seksistą
    ale mi nie wyszło
    ksiądz mnie bowiem kiedyś spytał
    co robił Adam z kobitą
    wymówiłem słówko seks
    i zaraz dostałem w łeb.

  25. @ parafianin
    25 maja o godz. 3:37

    Sądzę, że wiele czytających to osób poczuło się urażonych. Tym razem nie religijnie, a nacjonalistycznie. Była to z mojej strony celowa prowokacja. Bo przecież wszyscy my – polskojęzyczni – pracujemy na to, jak Polska jest postrzegana przez inne nacje. Chowanie sie w XXI wieku za jakiegoś boga jest absurdalno-przerażające. Ale, jak widać – funkcjonuje.

  26. @ Lewy

    Wydaje się, że chrześcijaństwo podniosło tylko status indywidualnej odpowiedzialności do poziomu: jesteś odpowiedzialny jeśli wierzysz i zawierzasz Bogu, a nie jesteś gdy tego nie robisz. Według mnie indywidualna odpowiedzialność za swoje czyny i ponoszenie ich konsekwencji jest tępiona przez kosciół, bo traci on rację bytu jak „weźmiesz sprawy w swoje ręce”

  27. Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 4:29

    Wyznawcy, co się spodziewają, że nie będzie się z ich wyznawania żartować, pokpiwać czy drwić, mają nieuprawnione spodziewania. A mają też – tym bardziej nieuprawnione – żądania. Sami się naśmiewaja z innyc, kpią z nich, mają za durnowate,lipne, śmieszne albo chore cudze wyznania, uczucia i mniemania. Powiesz katoikowi: O, patrz – Maryja fruwa nad Warszawą! – wyśmieje Cię i uzna za wariatkę. Powiesz: babcia katolicka złamała sobie głowkę kości udowej, pomodli się, to się sama zrośnie, to katolik się oburzy: do szpitala trzeba idiotko! A jest powiedziane – przez Jezuska: idź twoja wiara cię uzdrowiła!

    Nie śmiejemy się z katolika za to, że jest człowiekiem, śmiejemy się , kpimy z niego za to, że wierzy w brednie, rozsiewa brednie, każe innym wyznawać brednie i to nieraz pod karą śmierci bądź infamii i zło innym wyrządza swoimi bredniami. Nie tylko nie ma powodu tego nie robić, ale jest każdy powód żeby to właśnie robić. Jak sobie w co wierzy w duchu i wyłącznie na własny koszt – niech sobie ma, nic nam do tego, bo też o tym nic nie wiemy, ani po słowach, ani po skutkach. Gdy jednak robi to publicznie, wystawia się na publiczny osąd. Ale on chciałby, żeby to było zakazane. Sam zaś nie powstrzymuje się przed osądzaniem innych.

  28. kruk
    25 maja o godz. 3:07

    Kruku, wielokrotnie oceniałem na blogu imputowanie jako rzecz najobrzydliwszą i w dodatku infantylną, a Ty mi imputujesz, że nie wiem, co mówię i co sam robię.

    „(…)sam z zapalem imputujesz. (…). W zadnym zdaniu nie bronie nikomu krytyki religii, nawet szyderczej”.

    Tak? To zerknij na swoje zdania i spróbuj sobie wyobrazić, jak mógł je odczytać odbiorca.
    „(…) nie powinno sie mieszac walki z naduzyciami Kosciola ze zwalczaniem wierzen religijnych”.

    „Obrazliwe traktowanie samego wyznania wiary nie przyczyni sie, moim zdaniem, do postepu swieckosci”.

    Czy się mylę, czy sformułowanie „Obrazliwe traktowanie samego wyznania wiary” bez trudu można odczytać jako Twoje POTĘPIENIE KRYTYKI RELIGII, które odróżniasz od krytyki Kościoła? Uderz się ostrożnie we własną pierś…pardą…we własne sformułowania, nim strzelisz z armaty „imputowania”.

    Nic się nie stało, kruku, ale tym zarzutem imputowania potraktowałaś mnie jak dziecko, a miałem Cię za precyzyjną i w pisaniu, i w czytaniu. Dalej mam – z tym jednym wyjątkiem.

  29. Qba
    25 maja o godz. 8:10

    Cały dzień byłam wczoraj poza domem ,a kiedy wróciłam późno,przeczytalam jedynie Twój wstępniak i reakcje…
    Byłam i oburzona i zrobiło mi się smutno. Nie było już czasu na odpowiedź, ale postanowiłam,że absolutnie to zrobię.
    Może zacznę od tego,że lubię Twoją formę wstępniaków w postaci rymowanek w połączeniu z poważną treścią.Dla mnie wnoszą one właśnie poprzez te rymy pewne urozmaicenie pośród dobrych i ciekawych tekstów innych blogowiczów piszących wstępniaki.
    Bylam zdumiona faktem,że od początku coś nieprzyjemnego stalo się z poranną blogową atmosferą. To trochę tak,jak np. w grupie ktoś rzuci coś nieprzyjemnego pod czyimś adresem,a inni szybciutko do tego się przyłączają. Dawanie piszącemu porad jak coś powinno być napisane,jeśli się nie jest jego mentorem – jest chyba niezbyt dobrym pomysłem. Określanie rymowanek „rymami częstochowskimi” (przynoszące od razu pejoratywne skojarzenie z grafomaństwem) również zupelnie niepotrzebne – skoro na tym blogu było miejsce na rymowane zabawy słowne wprowadzone chyba ? przez @anumlika.
    Chyba wtedy rymowanek nikt nie nazywał w ten sposób? Oczywiscie można przy pomocy rymów żartować, ale również używać ich do przekazania poważnej treści.
    A jeśli chodzi o Twoje określenie ,które tu na blogu wywołało sprzeciw – ja widzę ten symbol bardzo podobnie. Tyle tylko,że Ty nie byłeś nigdy katolikiem,a ja ( tak jak przecież ogromna większość Polaków) z urodzenia i prób wychowywania 🙂 byłam krótko katoliczką . Każdy ma własne prawo do widzenia i określania tego symbolu. Albo nic nie znaczącego,albo powodu do wymuszonego wierzeniem zginania kolan przed nim. ( dla wielu „nawracanych” przez wieki,był to symbol ucisku i krzywdy)
    Tanaka napisał dziś coś bardzo słusznego oczywistego – ktokolwiek chce i wchodzi w krąg ateistów nie może oczekiwać liczenia się z uczuciami i odczuciami religijnymi wierzących. Niesłuszne jest przekonanie,że z żadnej religii nie należy żartować czy krytykować.
    Jeśli są do tego powody – to jest to prawo każdego z nas.

    ***

    Qba – podoba mi się Twój wczorajszy wierszyk:)

  30. @Lewy
    25 maja o godz. 6:14
    „ps
    A tak w ogóle, to chciałem tylko zachęcić do lektury książek Olgi Tokarczuk, największego współczesnego polskiego pisarza, deklasującą wszystkich Pilchów, Huelle czy innych Stasiuków.”
    Dołączam się do apelu. Tokarczuk to objawienie współczesnej polskiej literatury. A Księgi Jakubowe, moim zdaniem wymiatają „wszystkie nasze dzienne sprawy”, a poważnie rzecz biorąc polskie powojenne literackie dokonania. W prozie naturalnie.

  31. kruk
    25 maja o godz. 3:07

    Jeszcze drobiażdżek, kruku, w sprawie Twojego sformułowania „Obrazliwe traktowanie samego wyznania wiary nie przyczyni sie, moim zdaniem, do postepu swieckosci”.

    Kiedy zacząłem w swoich literackich elukubracjach bardziej uporządkowane krytykowanie religii (tylko religia mnie interesowała, a nie złoczynna i złodziejska rola Kościoła) ani mi w głowie były jakieś postępy świeckości. Biblia i religia do dziś są dla mnie taką samą pożywką dla umysłu jak rozwiązywanie matematycznego zadania dla matematyka, czy dla psychologa – rozpoznawanie konkretnej osobowości. Niczego tu nigdy nie robiłem i nie robię ze względu na jakiekolwiek, również społeczne, pożytki – jest to poznanie dla samego poznania. Jeden zbiera znaczki, barbarus poluje na kaczki, rowerowy włóczykij przygląda się religii.

  32. Lewy
    25 maja o godz. 6:14

    Oczywiście masz rację 🙂
    Każdy piszący ma własny punkt widzenia. Jeśli ma również duże wyczucie językowe i dużą wiedzę,to stosuje wiele wariacji.
    Więc dałeś tytuł w wyjątkowo trafny i bachowsko logiczny sposób.:)

    Nie znam niestety żadnej książki Olgi Tokarczuk ( ale postaram się to zmienić w przyszłości) Podoba mi się Twoja swobodna interpretacja fragmentu „Ksiąg Jakubowych” . Zachęca do przeczytania całości .

  33. Tanaka
    25 maja o godz. 8:33

    Dobrze,że napisaleś . Wprawdzie powinno to być oczywiste dla wszystkich,ale skoro nie jest,to trzeba powtarzać i powtarzać 🙂

    A wierszyki to potrafisz pisać na zawolanie 🙂 🙂

  34. Szanowni blogowicze!

    Jesteście tacy mądrzy i oblatani we wszystkich dziedzinach, że krępuję się wtrącić moje skromne przemyślenia, nawet wtedy, gdy je mam. Już przyznałem kiedyś, że język polski jest moim drugim językiem ojczystym (może Muttersprache?), ale starałem się bardzo złapać finezje tego języka. Nie pamiętam już prawideł gramatyczno-ortograficznych, ale mam wrażenie (być może fałszywe), że czuję, jak ma być. To samo mam w moim pierwszym języku ojczystym – formułki zapomniane, te wszystkie „pluskwamperfekty” itp. ale czuję dobrze najmniejszy dysonans we własnych i cudzych wypowiedziach. Nie jestem ekspertem i dlatego się wypowiem w sporze o Goldbergowe i Goldbergowskie. To pierwsze jest dziełem Goldberga (nie znam go osobiście), to drugie może być małpowane przez naśladowcę. Podobnie postępowanie Freudowskie (np. błedy) może być dziełem każdego z blogowiczów, jeśli pomylą mu się marzenia z realiami, np. sen z rzeczywistością.

    Moja żona czyta aktualnie dzieło Pani T., to bookerowane, ale dopiero zaczęła i ma kłopoty ze strawieniem. Zobaczę, co będzie dalej.

    Podoba mi się historia z Lilith, ale nie wydaje mi się, aby słuszne były przypuszczenia, ze jurni pasterze ja przekonali do seksu. A może była pierwszą lesbijką i aniołowie ją po chamsku zgwałcili? Ale czy mieli czym? Skrzydła się chyba nie nadają , choć mogą pomóc w stabilizacji pozycji. Takiej perwersji sobie nie wyobrażam, nawet Zeus z Ledą nie skrzydłami działał (wiem to z obrazu w Galerii Drezdeńskiej). Mam zdjęcie żony, która przygląda się ze znawstwem temu aktowi i… płacze! Już się zmartwiłem że ma do mnie żal o brak finezji skrzydlanej, ale była strasznie przeziębiona i stąd te łzy. Tak mi to wytłumaczyła.

    Może Lilith poczekałaby do aktu stworzenia Ewy, a jeszcze lepiej Maryji i dopiero wróciła, wybrawszy sobie życie w raju z jedną z nich?

    PS
    Mam pewne niejasności na temat sprawców gwałtu. Są 3 anielskie imiona, a zgwałcił czwarty?

  35. @ basia.n
    25 maja o godz. 10:06

    Dzięki. Prowokacja była zamierzona. Sądząc po reakcjach, wiele osób poczuło się dotkniętych w swej religijności i/lub polskości. Na codzień staramy się zapominać, że poczucie przynależności do narodu/państwa musi obejmować również negatywne strony tegoż. I żadne instytuty wizerunku nie poprawią.

    Tokarczuk czytam „od zawsze” i nie tylko polecam ale zalecam. Muszę tu przyznać, że w „Księgach Jakubowych” utknąłem około połowy i czekam na sprzyjającą kondycję psycho-fizyczną, by kontynuować.

  36. wbocek
    25 maja o godz. 8:44

    Walka z nadużyciami Kościoła kat to nie walka, tylko bzdet. Nie ma jak odróżnić „nadużyć” od braku tychże, bo w Kościele kat wszystko opiera się na wierze. Nic więc nie jest „nadużyciem”, a wszystko – wiarą, ufnością, miłością w Panu, i tak dalej. Dopiero zauważenie, że religia jest generatorem zła, a więc też odrzucenie jej pozwala dostrzec „nadużycia”, kóre nie są żadnymi „nadużyciami”, ,ale złem immanentnym w religii i jej Kościele.

  37. basia.n
    25 maja o godz. 10:20

    Rymy piszę na wołanie
    gdy mnie nęcą jakie panie
    idzie lato, panie chodzą
    gustom moim nieraz słodząc

    Trzeba zauważyć też
    gdyby nie – to byłbym jeż
    że na blogu są cud-damy
    (no bo inne to omamy)
    które nęcą mnie bez końca
    ja im wierszyk – prosto z słońca

  38. Tanaka
    25 maja o godz. 8:33

    Tak, spodziewam się i żądam żebyś nie kpił z mojego wyznania i moich wartości ani na blogu ateistów ani w żadnym innym miejscu, tak jak ja nie kpię z twoich wartości ani z rzeczy dla ciebie ważnych. Nie obchodzi mnie, jakie swobody sobie przyznajesz i jakie prawa do kpin, szyderstw i obelg sobie rościsz. Prawo stoi po mojej stronie i jednoznacznie chroni wartości przeze mnie wyznawane i nawet na jedną kropkę na nie zamierzam ze swoich praw do ochrony przed znieważaniem mojego wyznania i moich wartości rezygnować. A jak ci się nie podoba społeczeństwo, jego wiara, mentalność, zacofanie, czy jak tam to sobie nazwiesz – zawsze możesz się wynieść gdzie indziej. Bo żyć w danym społeczeństwie może tylko ten, kto szanuje jego obyczaje, wierzenia, kto szanuje innych ludzi i ich wartości, nawet jeśli ich nie podziela. A jeśli ktoś ludzi, wśród których żyje nie szanuje, drwi i obrzuca obelgami ich samych, ich przekonania i wartości – społeczeństwo prędzej czy później takiemu osobnikowi się odpłaci, takim czy innym sposobem. Skończyłem.

  39. lonefather
    25 maja o godz. 1:08

    Nie mówię tego z dużą pewnością siebie: uważam, że raczej Lewy ma rację. Możliwy jest, oczywiście, przymiotnik „tokarczukowy” – choć go nigdy nie spotkałem – ale przymiotnik „tokarczukowski” spełnia chyba obie funkcje: 1. Odnoszący się do osoby Tokarczuk; 2. Odnoszący się do ideologii Tokarczuk. Tyle że takiej ideologii nie ma, ale może jakiś krytyk wyszpera. Więc na razie w przymiotniku „tokarczukowski” jest tylko znaczenie odnoszenia się i do osoby Tokarczuk, i do jej stylu, i do wszystkiego, co w społecznym odbiorze może się z Tokarczuk kojarzyć.

    Gdyby była jakaś ideologia Tokarczuk, mogłaby się nazywać – wedle wzorca „marksizm” – „tokarczukizm”. Przymiotnik od tego byłby „tokarczukistowski” – jak „marksistowski”. Póki takiej ideologii nie ma – i pewnie nie będzie – musi wystarczyć przymiotnik „tokarczukowski” dla wielu znaczeń kojarzonych z panią Tokarczuk. Choć rzeczywiście w przymiotniku „tokarczukowy” bardziej jest odczuwalne odniesienie do osoby Tokarczuk niż do jej wytworów.

  40. Tanaka
    25 maja o godz. 11:08

    Ano właśnie, chciał nie chciał, na takie myśli wpadłem, choć bez takich tez w początkach czytania czytałem – same się pojawiły. Pewnie stąd wzięła się myśl włoskiego matematyka, że czytaj Biblię, a staniesz się ateistą. Oczywiście, jako matematyk, nie domyślił dobrze sprawy, bo, pomijając służbowych chrześcijańskich czytaczy, zbliżenia z Biblią mają raczej już gotowi lub prawie gotowi ateiści. Apologeci mają wiarę bez większego związku z Biblią.

  41. Rogger77
    25 maja o godz. 11:38

    No to wreszcie walnąłeś, Roggerze, prosto i z grubej rury. Wygląda ta Twoja szczerość tak, że sumatrzański tygrys wszedł do jaskini lwa i wygłosił przemówienie, że nie życzy sobie, żeby lew w swej jaskini plótł o tym, że mu się tygrysy nie podobają. Skoro się nie podobają, niech nie plecie, lecz weźmie dupę w troki i won na Madagaskar.

  42. wbocek
    25 maja o godz. 12:12

    Wbocku, bardzo obrazowe porównanie, ale ani my lwy i tygrysy, ani to jaskinia lwa (z całym szacunkiem dla Gospodarza), gdzie się przekomarzamy.

  43. A ja się zapytowywuję dlaczego nikt nie ogłosił krucjaty różańcowej w intencji Najważniejszego Kolana w RP?

  44. Rogger77
    25 maja o godz. 11:38

    Ze zdumieniem, Roggerze, się dowiedziałem, że i Ty nie odróżniasz gadania na blogu ateistów – od życia, tak jak wielu nie odróżnia nazw rzeczy – od rzeczy. Czyżbyś sądził, że tutejsi niereformowalni ateiści (mniej więcej wiem, kto takim jest i kto takim nie jest) poza blogiem kontaktują się ze znajomymi chrześcijanami wyłącznie z nożem w zębach i z gazem pieprzowym w kieszeni? Już mnie dosyć śmiesznie o coś takiego pytałeś. No to Ci powiem: Przez całe życie nie doświadczyłem twarzą w twarz ani jednego światopoglądowego konfliktu z wierzącymi. A przecież jako robol i rybak zasuwałem wyłącznie z takimi. Powiem więcej: Nie było nie tylko żadnych konfliktów, ale i żadnych rozmów na tematy światopoglądowe. Owszem, miałem parę bardzo pokojowych sporów z Świadkami Jehowy, kiedy jeszcze nie rozumiałem, że takie konfrontacje do niczego konstruktywnego światopoglądowo nie prowadzą. Miałem też niekonfrontacyjne różnice zdań z przyjacielem-mocnym katolikiem, który był przyjacielem katolików, protestantów, Świadków Jehowy, prawosławnych i jednego muslima w moim mieście, i bardzo się oburzał i dawał wyraz, kiedy zaplanowano wyburzenie kościółka zielonoświątkowców z powodu budowy obwodnicy. Konfrontacje światopoglądowe z żywymi religiantami to tak drobniutkie epizody w moim życiu, że nawet niewarte wspomnienia.

    Współczesna dzika konfrontacja zaczęła się z inicjatywy takich przykościółkowych złoczyńców jak Kaczyńscy, pan Wojtyła, panowie biskupi, pan Jankowski od Brygidy, pan Rydzyk od Maryi, partia ZCHN itp. Ostre słowa na blogu ateistów są SKUTKIEM wtranżalania się Kościoła we wszystkie państwowe sakiewki i wszystkie zakamarki państwowego i prywatnego życia, nie PRZYCZYNĄ. Tu na blogu ateistów, jako strona światopoglądowej i ściśle z nią związanej politycznej konfrontacji różnimy się od Kościoła i kościelnych tym, że my – TYLKO NA BLOGU, a kościelni – WSZĘDZIE.

    Dałeś się, Roggerze, otumanić perfidnej – przepraszam za słowo – odwiecznej narracji, że to Kościół jest prześladowany, choć to on już tysiąc lat prześladuje jak jaki tasiemiec.

  45. wbocek
    25 maja o godz. 11:49

    Nie jestem lingwista, ale jak kazdy mam swoje odbiory, odczuwania, kojazenia.

    Nie mam checi „mlocic” formy, nie mam „cepa” wiedzy niezbednej do skutecznego i poprawnego mlocenia.

    Mam takie mysli z odczuwaniem zwiazane:

    Nazwisko Pani Olgi brzmi w moich uszach bialorusko, moze polesko, w kazdym razie zabuzansko. Wiec sobie mysle, ze w Lewuskowych wariacjach forma nazwiska jest z pewnoscia poprawna, ale spolszcza jej nazwisko. Moze nie jest to cos wielkiego, ale jednak jest zmiana nazwiska.

    Lewy sie odwoluje w obronie zastosowanej formy do „wariacji Goldbergowskich”. Niby slusznie, ale pomija roznice zrodlowe nazwisk. Germanskiemu Goldbergowi polska koncowka krzywdy nie wyrzadza, ciut inaczej jest z Pania Tokarczuk. Sadze, ze uczciwiej byloby trzymac sie tropu skowianskiego i go forma podkreslic, niz przekierowywac „na zachod od Bugu”. Niby nic wielkiego, ale z pewnoscia podkresliloby szacunek dla laureatki Booker Man.

    ***
    @Lewy,
    Tys autor i Twoje prawo tytulowac swoje dzielo, po jedenej uwadze skonczylem z przekonywaniem Ciebie do zmiany. To co pisze do @pombocka, to zaspakajanie ciekawosci i choc na bazie tytulu sie dzieje, nie ma innego znaczenia ukrytego.

    pozdrowka
    ~l.

  46. wbocek
    25 maja o godz. 12:52

    Wbocku, nie mam nic przeciwko atakowaniu, krytykowaniu, drwieniu z biskupów, kościoła jako instytucji, tłustego klechy, przykościelnych polityków, ich obłudy, patriarchalizmu i autorytarnych zapędów. Sam się chętnie do Ciebie przyłączę w tej krytyce i nie będę Tobie żałował ani powstrzymywał (mimo że nie będę demonizował, że kler jest źródłem wszelkiego zła, absolutyzowanie i szukanie jednej przyczyny wszelkiego zła moim zdaniem jest bezcelowe).

    Ale wiara, wartości i symbole z nią związane nie są własnością kleru i nie są z nim tożsame, mimo że kler sobie te wartości przywłaszcza i mimo że dla dla wielu przeciwników kk zlewa się to wszystko w jedną całość. Są to wartości transcendentalne, wewnętrzne, do których kler się odwołuje i je wykorzystuje dla umocnienia swojej władzy duchowej i politycznej, ale nie posiada ich na własność. NIKT, kto te wartości traktuje poważnie i się z nimi utożsamia, nie będzie jednocześnie wierzył, że pulchny biskup żyjący w pałacu i prowadzący swoją politykę, jest ich prawdziwym wyrazicielem. Ale też nikt, dla kogo takie wartości są ważne, nie będzie milczał obojętnie, kiedy ktoś te wartości znieważa, nawet na wirtualnym blogu. Stąd moje stanowcze słowa.

  47. Rogger77
    25 maja o godz. 13:15

    Sam widzisz, Roggerze, że człek najbardziej jest wsłuchany w swoje słowa, nie w cudze. Mówisz do mnie o transcendencji, a dla mnie ateisty nie istnieją żadne wartości transcendentalne – istnieje materialny wszechświat i istnieje biologiczne życie, wszelkie wartości są efektem ewolucji i dziełem człowieka. Kiedy poznałem internet, zacząłem o tym gadać, wcześniej wystarczyło mi, że poznawałem, gadałem do siebie, pisałem opowiadanka, publikowałem, nie interesując się odbiorem. Zacząłem gadać nie do siebie prawie wyłącznie tu na blogu. Na tym samym blogu, z założenia ateistycznym, pojawiasz się Ty i się zachowujesz jakbyś guza szukał. No bo cóż innego znaczą takie słowa:

    „Ale też nikt, dla kogo takie wartości są ważne, nie będzie milczał obojętnie, kiedy ktoś te wartości znieważa, nawet na wirtualnym blogu”.

    Przecież to wręcz chuligańska prowokacja. Wchodzisz jako biały do Murzynów i masz pretensje, że mówią źle o białych. Za takie coś w realu wynieśli by Cię na kopach lub zabili. Tylko że tu nie ma żadnego znieważania – jest mówienie o obiektywnej rzeczywistości. Jeśli więc dla Ciebie mówienie na blogu ateistów, że nie ma żadnych bogów, jest znieważaniem, to różnie rozumiemy pojęcie znieważania. Znieważać można człowieka, nie abstrakcję. A tu jest miejsce wymyślone dla ateistów, nie dla religiantów. Skoro więc pojawia się religiant z pretensjami, to widać CHCE, by go znieważali – nie da się inaczej takiej obecności tłumaczyć.

    Twoje stanowcze słowa, Roggerze, charakteryzują TYLKO CIEBIE. Nie charakteryzują na przykład mego przyjaciela-katolika Lecha, którego religijność nie jest zależna od tego, co jakiś ateista czy szintoista mówi o katolicyzmie. Nie charakteryzowały mojej mamy, która była chrześcijanką czynu, nie słów i koło nosa jej latało, co mówił na przykład taki antychryst i pasożyt jak Rydzyk (ten to dopiero znieważa tzw. wartości chrześcijańskie i ciągnie za sobą naiwnych – aż dziw, że ateistów sobie wziąłeś na ząb, a nie jego). Nie charakteryzują nikogo z mojej ogromnej rodziny ze strony mamy – calutkiej od stóp do głów katolickiej. Owszem, odczuwam nierzadko znieważanie, ale nie od tej strony, którą Ty pokazujesz, lecz od odwrotnej. Mały przykładzik (było to w lokalnym tele). Pewna radna odpowiedziała kiedyś innemu radnemu na pytanie, czemu radni nie otrzymali zawiadomienia w jakiejś sprawie:

    – Jak to nie otrzymali! Przecież było wywieszone w kościele.

    Ale Ty takim jak ja proponujesz, by się wynieśli gdzie indziej.

  48. @Rogger77
    25 maja o godz. 11:38
    Skończyłem

    Mam nadzieje, że to poważne oświadczenie i szlag cię z tego blogu wyniesie razem z twoimi obrażonymi uczuciami. Bo czytać hadko.

  49. Rogger77
    25 maja o godz. 13:15

    …nie mam nic przeciwko atakowaniu, krytykowaniu, drwieniu z biskupów, kościoła jako instytucji, tłustego klechy, przykościelnych polityków, ich obłudy, patriarchalizmu i autorytarnych zapędów..

    Pleciesz jak masz w zwyczaju pleść. Drwienie z biskupa jest drwieniem z jego odpowiednich uczuć. Czyli Hiszpańska Inkwizycja, obcinanie rączek i cała reszta katlolickich atrakcji.

  50. wbocek
    25 maja o godz. 14:10

    Ja Ciebie wbocku nie przekonuję do transcendencji, tylko tłumaczę, dlaczego nie mogę przejść obojętnie obok znieważania rzeczy dla mnie ważnych. Krytykować religię każdy ma prawo, ale przeciwko drwinom i obelgom będę protestował i nikt mi tego nie zabroni, nawet na blogu ateistów. Możesz sobie to tłumaczyć jako prowokacje, szukanie guza – masz do tego prawo. Nigdzie Ciebie ani nikogo innego też nie wypędzam ani niczego nie mogę zabronić czy nakazać, ale swoje zdanie wyraziłem.

    Masz rację, że moje stanowcze słowa charakteryzują tylko mnie, wypowiadam się tylko na swój własny rachunek.

    Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 14:20

    „Mam nadzieje, że to poważne oświadczenie i szlag cię z tego blogu wyniesie razem z twoimi obrażonymi uczuciami. Bo czytać hadko.”

    To nie czytaj.

  51. Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 14:20

    Sama widzisz, że jak taki co ma ze sobą tudności oświadczy, że skończył, to jego świadectwo należy rozumieć całkiem odwrotnie. Oni tak ze sobą mają, co się u nas niezawodnie sprawdza.

  52. @wbocek
    25 maja o godz. 12:52

    Chyba masz racje z tym brakiem konfliktów między wierzącymi a niedowiarkami w życiu codziennym. Co dałyby gorące dyskusje? Tak jak dyskusje miedzy pisiakami i gorszym sortem. Przykład mam w rodzinie (jeśli były zięć jest rodziną?). Dwa lata nie rozmawiał z matką, pisówką, na skutek pewnej dyskusji politycznej. Moja żona jest praktykującą katoliczką, a nie można jej odmówić inteligencji. Nie dyskutujemy na tematy religijne i dobrze nam z tym.
    Są też inne tematy tabu, związane z pochodzeniem z różnych środowisk.

    Czy ja mam prawo kpić ze Słowa Bożego, jeśli moja mała, ziemska inteligencja i zasady logiki mówią, że są tam okrutne bzdury? Podobno może to obrażać innego człowieka, który tych idiotyzmów nie widzi?
    Nie chodzi tylko o „nasze” Słowo Boże. Już samo to określenie jest wierutnym kłamstwem i nadużyciem, bo nikt nie udokumentował kontaktu z Bogiem i prywatnych lub służbowych z Nim ustaleń.
    Koran jest dla muzułmanów jedynym prawdziwym Słowem Bożym, przekazanym ludziom przez Mahometa. Nawet błędy w pisowni języka Allacha, który mocno przypomina arabski, są zamierzone i nie podlegają zmianie. Każde tłumaczenie języka Allacha na inny jest bluźnierstwem. Mnie interesuje, na jakim nośniku informacji archanioł Gabriel dostarczył Mahometowi pierwszą wersję Koranu i dalsze, bo Koran pęczniał z biegiem lat. Jak dalece to boskie słowo było ludzkie i kłamane można było poznać po „szatańskich wersetach”. Mahomet zdenerwował wiernych zbyt nachalną prywatą w kolejnych częściach Koranu i szybko się wycofał, zwalając winę na „szejtana”, który mu podsunął te fałszywe sury (jak np. sformułowania paragrafów w nowelizacji ustawy o IPN) – nowoczesne wersety szatańskie – bóg czuwa i szatan tez!

    Czy mogę kpić z takiego paskudnego kłamcy, czy obrażam czyjeś uczucia religijne?
    Jeśli terrorysta odpala bombę z zawołaniem „Allach jest wielki” (to wie z Koranu) wtedy umieszczenie bomby w turbanie Mahometa przez satyryka jest chyba usprawiedliwione?
    Niedawno na tym blogu czytałem obrzydliwą historię świętej, przeżuwającej nieustannie napletek Jezusowy, czy oprócz do wymiotów mam prawo do kpin, czy znów obrażam czyjeś uczucia religijne?
    Mógłbym dodać inne przykłady, ale mam kłopoty z WORDem, piszę kilka minut, a ta świnia wygasza ekran i plik jest zniszczony. Wtedy jestem bliski apopleksji, używam wiele znanych mi „wzrotów” i odchodzi ochota do pisania.

  53. Rogger77
    25 maja o godz. 14:40

    Cześć, Roggerze. Armatą największego kalibru – car-puszka – i jakże merytorycznym pociskiem „nikt mi tego nie zabroni” zakończyłeś właśnie jałową wymianę zdań. Lete się potoknąć w Jamnie, choć nim dolete, mogę się od słońca spalić.

  54. Antonius
    25 maja o godz. 14:49

    Czyli się rozumiemy, Antoniusie. Jeśli nie liczyć tego, że, jej Bohu, nie pojmu, jak można obrazić uczucia. W ogóle zresztą nie rozumiem wyrazów „obrazić”, „obraza”. To już właściwie tik, nie wyraz. Jak niedawno pani Ochojska – cześć jej uczynności – powiedziała też tikiem, że dzięki Bogu udało się opanować jej chorobę. Nie powiedziała, że dzięki Bogu udało jej się tę chorobę nabyć. Czyli „obrazić” jest z tej samej kuriozalnej serii, co np. „odkupić”. Chodzi oczywiście o Jezusowe odkupienie win. Jezus odkupił ludzkie winy? Od kogo? Za ile? I co z odkupionymi zrobił? Lete.

  55. Warto przypomnieć rzecz oczywistą – aggent Rogger nie jest w stanie wygłosić żadnej własnej myśli. Jego tyrada to kwintesencja „nauczania” kaka – który napawa swoje ofiary „świntym” poczuciem, że powinni wypluwać z siebie właśnie takie miazmaty, jak Rogger77 25 maja o godz. 13:15. Na tym polega skatolony terror, zakładający, że cel uświęca środki. To nie są żadne indywidualne odczucia czy przekonania – za tym terrorem (a nawet sformułowaniami) stoi obłąkańcza machina kaka, ze swoją całkiem otwarcie wciskaną ludziom ideologią. Pamiętajmy, że ten dziwoląg finansują podatki ateistów.

  56. @Rogger77
    25 maja o godz. 14:40

    Ty przecież żądasz dla siebie przywileju swobodnego wyrażania swoich wierzeń i poglądów a jednocześnie usiłujesz wypędzić z tego kraju tych wszystkich, którzy się z twoimi poglądami nie zgadzają i nie akceptują twojego światopoglądu. Bo jak inaczej rozumieć zdanie: A jak ci się nie podoba społeczeństwo, jego wiara, mentalność, zacofanie, czy jak tam to sobie nazwiesz – zawsze możesz się wynieść gdzie indziej.

  57. Rogger bzdeci – ale odpowiedzialność za te bzdety spoczywa na wiadomej instytucji.

  58. Ciekawe, jak się poczują nawiedzeni skatoleni w społeczeństwie, w którym nagle będą mniejszością? Będą udawać, że są prześladowani? Czy z kwikiem popędzą do sądu, mając nadzieję, że ich wybroni „cywilizacja śmierci”, kierująca się lewackimi prawami demokracji?

  59. wbocek
    25 maja o godz. 15:04

    Myślę że nietrudno to zrozumieć. Wyobraź sobie, że ktoś obraża bliską Tobie osobę, najważniejszą w życiu, albo której pamięć jest dla Ciebie najważniejsza, zarzucając jej w wulgarnych słowach niestosowne prowadzenie się, albo inne złe rzeczy. Czy wtedy nie poczułbyś się głęboko dotknięty? Czy kwestionowałbyś realność swoich obrażonych uczuć? Czy nie czułbyś potrzeby, żeby przynajmniej zaprotestować, jeśli nie posunąć się do bardziej radykalnych środków?

  60. @
    Skoro sekcja sekty jest tu taka aktywna, pozwalam sobie dorzucić coś symbolicznego z własnego doświadczenia.
    Lat temu kilka wędrowaliśmy po państwie założonym przez Żydów. Żydzi to ci, którym katolicy ukradli im ideę monoteizmu. Pewnego dnia dotarliśmy do miejscowości z kościołem katolickim. Kilka lat wcześniej doszło tu do pogromu/aktu wandalizmu/prześladowania katolików, w wyniku którego to aktu spłonął 1 metr kwadratowy dachu drewnianej przybudówki kościoła. Odszkodowanie przeznaczono na zakonserwowanie tego aktu. Od tego czasu przybywają tłumnie wycieczki (pielgrzymki?) celem podziwiania strasznego losu, straszliwie prześladowanych katolików. W czasnie naszego krótkiego tam pobytu przyjechały dwa autokary. Skład obu był podobny – grupa wiernych katolików (sądząc po symbolach, którymi byli obwieszeni) prowadzona przez zakonnice (sądząc po strojach). Jedna z grup ubrana była dosyć jednolicie w stroje uszyte z takiego samego materiału. Pozwoliłem sobie zrobić zdjęcie (od tyłu, bez ujawniania danych osobowych). Proszę zwrócić uwagę na symboliczne umieszczenie symbolu religijnego w symbolicznym miejscu w stroju pani z prawej.
    https://drive.google.com/open?id=1cVzKxVx8KfluulIKzAlLCq5fmX-fskdJ
    Zgodnie z zasadą sekty, oczekuję oskarżenia o obrazę uczuć religijnych wywołanych poprzez zaprezentowanie zachowania tendencyjnie wybranych członków sekty w miejscu publicznym. Oskarżenia na piśmie potwierdzone przez prezesa, prymasa i dyrektora przyjmuję w niedziele palmowe od 18:00 do 18:15.

  61. Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 15:22

    A gdzie w tym zdaniu widzisz wypędzanie? To tylko życzliwa sugestia. Ja nikomu nie zabraniam nie zgadzania się z moimi poglądami, nie nazywam ateistów np. „niewiernymi psami spłodzonymi przez świnie”, jak to jeszcze klika stuleci temu było na porządku dziennym wobec „bezbożników”. Dlaczego więc mam się zgadzać na wulgarne obrażanie mnie i spraw dla mnie ważnych?

  62. @Rogger77
    Czy ty musisz zaglądać na ten blog ze sprawami ważnymi dla Ciebie ?
    Wbocek ci wytłumaczył, że jak biały wchodzi nieproszony do klubu dla murzynów, to może go spotkać nieprzyjemna przygoda.
    Pewna paniusia doniosła proboszczowi, że jej sąsiedzi zachowują się nieprzyzwoicie, robią, proszę księdza, takie obrzydliwe rzeczy. Tylko trudno to zobaczyć, bo żeby coś dostrzec, tom musze się, proszę księdza ,wspinać na stół i dopiero wtedy coś widzę.
    Czy ty musisz się wspinać, by coś dostrzec na tym blogu, a co obrażą Twoje ważne sprawy? Nie lepiej nie zaglądać i zając się czymś, co Cie nie będzie obrażać ?

  63. Życzliwa sugestia że jak się nie podoba to wynocha.

    Gównoburza na blogu, zainicjowana specjalnie żeby wszystko się wokół kręciło.

    Tak se z boku patrzę.

  64. Lewy
    25 maja o godz. 16:05

    Gdybym żył w błogiej nieświadomości i nie wiedział, że gdzieś tam na blogu obrażają moje wartości i to co dla mnie cenne, siłą rzeczy nigdzie bym nie zaglądał i nic nie komentował. Ale wiem że to ma miejsce, dlatego zaglądam i czytam. Nie mogę nikomu niczego zabronić, ale zaprotestować muszę, to jest mój wewnętrzny imperatyw i moralny obowiązek.

    W życiu bym nie wstąpił do „klubu dla murzynów” i nie interesowałbym się sprawami takiego klubu. Ale gdybym się przypadkiem dowiedział, że owi przysłowiowi „murzyni” wtrącają się w moje sprawy i mnie lub bliskie mi osoby w tym klubie wulgarnie obrażają albo oczerniają – pewnie nie zostawiłbym tego bez reakcji, a może nawet poszedłbym do tego klubu i zaprotestowałbym przeciwko takiemu obmawianiu, nawet ryzykując że nie wyjdę stamtąd bez siniaków.

  65. Przewijac
    Ignorowac
    Olac

    pozdrowka
    ~l.

    ps I za BOGA nie dyskutowac,nawet z najwiekszymi bzdurami i bzdetami. Traktowac jakbrzeczenie muchy.

  66. Nie dyskutować z nieprawowiernymi, bo jeszcze się niewinna trzódka zdemoralizuje, a zdrowa tkanka moralna zarazi nieprawomyślnością. Dokładnie takie same argumenty można usłyszeć od księdza 🙂

  67. Nefer
    25 maja o godz. 16:18

    Życzliwa sugestia że jak się nie podoba to wynocha.
    I do tego jest to bardzo grzeczna sugestia. 🙂

  68. Spokojnie to tylko prowokacja, w dodatku prymitywna.

  69. lonefather
    25 maja o godz. 16:52

    Czyżby prowokacja wroga ludu??

  70. Żorż Ponimirski
    25 maja o godz. 16:01

    O, i to jest bardzo aktualna sprawa. Wedle RODO wystarczy wysłać maila do Onego, informującego, że sobie nie życzymy, co oznacza, że Ówże nie ma prawa danych przechowywać. Jak to mówią, a dokładniej mówi Rzeczony: po czynach go poznacie!. Z tym, że my Onego już dobrze znamy. A nawet – zbyt dobrze.
    No, ale my wiemy: trzeba wierzyć w człowieka, koleś, Żorżyku :D. Może chodziło o Jezuska, ale wcale nie jest to pewne.

  71. lonefather
    25 maja o godz. 16:52

    Otóż to.

  72. @Rogger77
    Czyli, jakbyś się dowiedział, że w jakimś murzyńskim klubie murzyni opowiadają brzydkie rzeczy o Twojej siostrze, to byś tam sie udał i zwrócił im uwagę, że ją obrażają ?
    Ty chyba jakiś Don Kichot, albo inny błędny rycerz.

  73. Piątek weekendu początek. Idzie gorąc.

  74. Lewy
    25 maja o godz. 16:57

    Być może, ale tak bym zrobił – chyba że by mi kolana się ugięły przed wejściem, ale przynajmniej bym spróbował.

  75. @Nefer
    Ja chyba przyłącze się do blogowych opojów. Mam butelkę różowego, bo to najlepsze na upał.

  76. Lewy
    25 maja o godz. 17:01

    Czyżby jakaś zawoalowana żaluzja do mnie? Do mnie pijesz? 😉
    Różowe piłam we Francyi, będzie 2 tygodnie temu.

  77. Antonius
    25 maja o godz. 14:49

    Ponieważ napisałeś : Czy mogę kpić z takiego paskudnego kłamcy, czy obrażam czyjeś uczucia religijne?
    Jeśli terrorysta odpala bombę z zawołaniem „Allach jest wielki” (to wie z Koranu) wtedy umieszczenie bomby w turbanie Mahometa przez satyryka jest chyba usprawiedliwione?
    – na chwilę podejmę ten temat , bo chodzi przecież o ten sam problem – obrażonych „uczuć religijnych” jakichkolwiek wierzących.Zrozumiałe,że rozmawiamy tu na blogu o kk, bo to jest problem dotyczący Polski i prawie każdy z nas stykał się z tym od urodzenia.Ale oczywiście inne religie przynoszą dokladnie ten sam problem – ogłupiania ludzi i ich podporządkowanie sobie.Mieszkając wiele lat w Holandii obserwuję z jednej strony ogromny odpływ z kościołów chrześcijańskich ale również ekspansję wiary mahometańskiej związaną z przybyszami ją wyznającymi.
    W zetknięciu z nimi okazuje się, że jakiekolwiek słowo krytyczne pod adresem samej religii i jej proroka jest ogromną obrazą. A to natychmiast łączone jest z chęcią „wymierzenia sprawiedliwości”.
    Zdarzyło się w 2002r., że inteligentna Somalijka Ayan Hirsi Ali – zacząła w programach tv mowić o islamie ,przy okazji podjęcia problematyki maltretowanych kobiet muzułmanek w społeczeństwie holenderskim. Jest wiele ośrodków,gdzie te kobiety chronią się wraz z dziećmi.
    Ayan zaczęła wyraźnie mowić o wersach koranu,które legitymują przemoc wobec nich. Ale również o takich,według których każdy „niewierny ” jest wrogiem,którego należy szukać i zabić..
    Oczywiście zrobilo się z tego piekło. Sypaly się codzienne groźby śmierci. Ale oczywiście dalej mówiła i dzialała.W końcu poprosiła znanego filmowca i pisarza Theo van Googh ( tak – prawnuk brata Vincenta) o zrealizowanie krótkiego filmiku Submission mówiącego o problemie kobiet . Pokażę tu link,aby każdy mógł zobaczyć,za co zaplacił życiem Theo. W biały dzień jadąc na rowerze, został postrzelony przez fanatyka,a następnie rytualnie zamordowany. Ayan dostała natychmiast ochronę rządową. Po kilku latach wyjechała do USA.
    Napisalam o tym w związku ze słusznie poruszanym na blogu problemy samej religii,jako takiej.
    Hirsi Ali powiedziała,że do 09.11. była wierzącą mahometanką,która była przekonana ( tak ją uczono) że na jej każdym ramieniu siedzi anioł i zapisuje nie tylko jej uczynki,ale również myśli. Nie mogła więc przecież wątpić w cokolwiek – bo to stoi zanotowane. W jej przypadku zamach w NY ze slowami Allah Akbar – otworzył jej oczy. Odważyla się pomyśleć,że coś się nie zgadza z tym ich powiedzeniem,że islam to religia pokoju i miłości … I wtedy – jak sama powiedziała – spadły jej łuski z powiek i poczuła się wolna. I od tych aniołów i calej reszty.!

    Oczywiście bardzo trudno jest na dużą skalę propagować myślenie ateistyczne. Ludzie siedzą jeszcze tak bardzo głęboko w tym przekonaniu,że „coś” istnieje nad nami. Ale ja zawsze po prostu próbuję w pewnych rozmowach robić wyłom z dwóch stron. Walić w kk – mówiąc o tym,co robią i jacy są ,oraz używać argumentów na nieistnienie „siły wyższej”. Oczywiście można to robić tylko z niektorymi. A cała masa,zostaje masą.
    Myślę też,że każda próba jest dobra. @Lewy ma rację mówiąc,że trzeba walczyć z kk, bo w ten sposób ta kasta może w końcu ponieść porażkę.
    To z pewnością droga prowadząca między innymi do tego,aby religia znikla ze szkół,żeby zminimalizować ich wpływ na ludzi. Wtedy seminaria nie będą już drogą do „kariery” i dużych pieniędzy.
    Gdzieś musi być początek.
    Ale prawdziwym problemem jest oczywiście sama wiara w jakiegoś boga. A teraz zapowiedziany link. Submission trwa okolo 10 min.

    https://www.youtube.com/watch?v=oxu5D0eX_k8

  78. Kto chce niech se międli te obrażone uczucia, mnie się już nie chce.

    (basia to nie do ciebie tylko tak w ogóle)

  79. Nefer
    25 maja o godz. 17:09

    Ależ wiem 🙂

  80. @Lewy

    Skoro u Ciebie jest takie gorące popołudnie,to może jeszcze pewien link jako dodatek do twojej „ochłody” 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=AOd2rHWvDlk

  81. @basia

    Uff 🙂

    @Lewy

    Przeczytałam wstępniaka ale książki nie i mam problem bo nie wiem jak odróżnić i gdzie interpretacja a gdzie oryginał. Trochę dla mnie wstępniak wisi w powietrzu. Moja wina oczywiście.

  82. Dopóki będziecie w przestrzeni publicznej tolerować napalonych aggentów R., dopóty będziecie w Polsce obywatelami drugiej kategorii.
    Proste? Proste.

  83. Tak się zastanawiam, mili ateiści, nad związkiem miedzy wiara, a religią. Czy wiara zorganizowane w jakis rodzaj religii, jakiś kościoł jest odpowiedzialna za całe zło, które się zawsze w religii rodzi.
    Zeby było jasniej.Ideologie tez potrafią wykreować system generujący zło.Np. piękna idea komunizmu wyrodziła się w gułagi.
    Ale co robić, jak spora ilośc ludzi, może nawet większość. ma skłonność do wierzenia w roggerową transcendencję.?
    Wydaje mi się, że walcząc z tymi skłonnościami jesteśmy bez szans, gdyz żadne racjonalne tłumaczenia nie dotrą do ludzi wierzących.
    Dlatego trzeba sie skupic na wskazywaniu obłudy, hipokryzji, wytykac pedofilie, bo to jest jedyny sposób aby jakoś tym ludziom otworzyć oczy. A szydzenie z ich wiary jest bezproduktywne, bo tylko utwardza ich w tej wierze, tym bardziej, że kościół umie doskonale grać rolę męczennika, na tym paliwie jedzie od wieków, mnożąc tych martyrów .
    Co z tego, że bzdury opisane w Ewangelii my odrzucamy, skoro dla wielu innych są prawda, wartością..
    Więc kiedy mówie, że nie należy drwić sobie z wiary, to chocby dlatego że to nic nie da, gdyż wiary nie wykorzeni się, chyba, że w wyniku ewolucjii garstka ateistów , którą my stanowimy, stanie sie ludzkim standardem, będziemy większością.
    A poza tym ze względów , rzekłbym estetycznych, nie upodobniajmy sie do posłanki Pawłowicz, używając prymitywnych argumentów typu „bzdet”, „xiunc” itp. Przeciez ateista tez może być człowiekiem kulturalnym , tzn nie pokazywać języka, nie puszczać bąków..

  84. @Nefer 25 maja o godz. 17:09
    Kto chce na pewno będzie międlił.
    Po to tu włażą.

  85. @Lewy 25 maja o godz. 17:48
    A kto powiedział, że „ateista powinien być człowiekiem kulturalnym”?
    Religianckie badziewie działa na chama i bez żenady anektuje przestrzeń publiczną.

  86. @Basia.n
    Dzięki. Impresjonizm w muzyce to osobny świat; to zestawienie fletu z harfą. Popołudnie Fauna, Światlo księżyca, Arabeska, to cudowne arcydzieła. Obok Debussy’ego zachwycam się Fauré,jego Requiem stawiam na równi obok Requiem Mozarta czy Brahmsa.
    Przez lata w moim domu słyszałem albo skrzypce (mój syn) albo flet , na którym grała moja pasierbica, a właściwie córka, bo ją wychowywałem od drugiego roku życia.
    Ech, muzyka….

  87. Właściwie jaka jest różnica między Roggerem a wykonawcami masakry w redakcji Charlie Hebdo? Przecież motywy działania są te same. Owszem, metody trochę się różnią. Ale religiancki terroryzm jest tylko jeden. Fanatycy wszystkich wyznań, łączcie się!

  88. Lewy
    25 maja o godz. 17:48

    Masz rację,mówiąc,że szydzenie z wiary w rozmowie z wierzącymi nie przyniesie spodziewanych rezultatów.Od razu przybierają wtedy postawy obronne. Można próbować czasem w pojedyńczych rozmowach (ale nie blogowych) użyć pewnych argumentów,które może pobudzą do myślenie. A to wtedy jest początek.Z pewnością epitety nie są potrzebne – mogą być kontraproduktywne.
    I rzeczywiście ważne jest ciągle odslanianie kościelnej degrengolady.
    To łatwiej dociera i powoduje naturalne niezadowolenie i oburzenie.
    A o to chodzi 🙂

  89. Przemiła osóbka, no ja nie mogę. A Gospodarz tak napominał i pouczał, wszystko jak grochem o ścianę…

  90. @basia.n 25 maja o godz. 18:07
    Basiu, nie zgodzę się. Nie o to chodzi. Przekonywanie fanatyka jest bezcelowe. Ateizm nie jest religią, jest naturalnym stanem rzeczy. Fakt, że wyznawca będzie oburzony, bo ktoś gdzieś wytknął, że jego idol to zwykły bałwan, nie powinien przeszkadzać w swobodnym wyrażaniu opinii na temat religii. Roggery w Umęczonej chcą założyć ludziom knebel. I w tym celu produkują się na blogu ateistów.

  91. Na marginesie obawiam się że to ty raczej możesz być typem osoby, która byłaby w stanie ucinać głowy religiantom albo detonować bombę w kościele. Mówię to bez cienia złośliwości…

  92. Ciekawe, ile telefonów z łona kaka otrzyma Gospodarz po dzisiejszej dyskusji?

  93. A jeśli impresionizm to również Ravel 🙂
    I Dafnis et Chloe i o wiele więcej 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=Ey8hEDSA5gw

    Nagranie tej cudownej orkiestry wenezuelskiej i jej dyrygenta Gustavo Dudamel,o której pisalam kiedyś przy okazji El Sistema.

    Requiem Faure jest rzeczywiście absolutnie na równi z Requiem Mozarta i Brahmsa

  94. Standardowa reakcja na krytyczne wypowiedzi o religii – niewybredne ataki na osobę krytykanta. Prawidłowa reakcja na ataki personalne – wytykanie, że religia to z definicji cześć oddawana bałwanom. Nie ma sensu marnować amunicji na agentów – to tylko wtyczki plujące jadem kaka.

  95. @ Namarginesko

    Myślę,że zgodzisz się może z jednym – musimy szukać takich sposobów,aby przyniosly oczekiwane rezultaty 🙂

    Więc wracając do blogowych nieprzyjemnych wizyt – może jednak najlepiej wcale nie reagować na ich wpisy. Wtedy się znudzą mówieniem w próżnię i wyniosą ! 🙂 Bo przecież ich racja bytu,to ciągnięcie rozmów.
    Ten ostatni poszedł sobie. I ta ostatnia też – obym nie wymówila w złą godzinę 🙂 🙂

  96. @basia.n 25 maja o godz. 18:28
    On nigdzie nie pójdzie, bo przecież został tu przydzielony. Dlatego będzie warował do upadłego, czatując na każdy pretekst do szczujnej kaka-lubnej interwencji. Chodzi o knebel, czyli kuriewną cenzurę. Blog z ateizmem w nazwie jest od zawsze magnesem dla zawodowych religiantów. Zamknąć twarz „kulturalnym” ateistom i przesmrodzić wszystkie środowiska kuriewnym czadem. O to chodzi i tylko o to.

    A co będzie, jeśli taka interwencja zawsze wywoła odpowiednią kontr-akcję? Otóż właśnie to. Zobaczymy. Bo może trzeba głośno krzyczeć, że ktoś się brzydzi religianckim smrodem? Że rozwrzeszczana skatolona procesja na ulicy po prostu przeszkadza? Może trzeba ich zagłuszyć wyciem syren? Niech uprawiają swoje gusła w przestrzeni na to przeznaczonej.

  97. Armia aggentów przeczesuje internety, bo wyłącznie w tym celu jest szkolona, dostając w trakcie działań darmowy wikt i opierunek. Oraz solidne wsparcie z państwowej kasy – żeby mogła swobodnie działać w interesie kaka na szkodę państwa. Z krzywdą wszystkich niewierzących w gusła.

  98. Lewy
    25 maja o godz. 17:48

    Lewy, ja jestem wierzący. Niech to religant sobie przeczyta i będzie zadowolony. Wierzę mianowicie w to, że będzie lepiej. Przy czym w jednej sprawie wierzę pryncypialniej, w drugiej – słabo, a jakichś innych wierzę w odwrotność: będzie gorzej. Albo wcale nie wierzę, ani w jedno, ani w drugie.

    Ale miało być o wierze, religii i złu. Wiara to – w zasadzie – treść, a religia to forma. Rzeczy jakby odrębne, ale tak zlepione ze sobą, że trudno odróżnić, lub to w ogóle niemożliwe – gdzie jest jedno, a gdzie drugie. Wierzyć w coś transecendentalnego bez religii – rzecz skrajnie trudna. Gdy się bowiem wierzy w jakąś „siłę nadprzyrodzoną” – nawet nie ma tego jak nazwać. Zwróć uwagę: „siła” już jest konkretem definicyjnym, czyli tym, co przynależy religii, co nazywa rzeczy. Czemu siła, a nie „dfo209*ebwe128yc” ? Z „nadprzyrodzonością” problem jest ten sam. W istocie, bez religii można rzec jedynie tyle, że się wierzy w „coś”. I nic więcej. Bo więcej to już religia. Co jednak moża zrobić z wiarą w „coś”? W istocie – nic, lub prawie nic. Wierzyć w to, że „będzie lepiej/gorzej” jet właśnie takim punktem granicznym, poza którym albo już nic się nie da zrobić, albo się idzie do religii.
    Owo „coś” trzeba zacząć opisywać, mierzyć,ważyć, nadawać cechy, stany i inne szczegóły. Ktokolwiek zacznie tak robić, może o tym wcale nie wiedzieć, że owo „coś” od czego zaczął, już jest postacią z czyjejś religii. religia zaś to już całe przedsiębiorstwo dogmatów, zasad, tez, definicji, procedur, rytuałów, pacierzy, mniemań, żądań, uroszczeń, potępień i przekleństw. Wszystko zasadzone na fantazmacie, nic na rzeczywistości. W sumie więc, religia i wiara w cokolwiek więcej niż w „coś” jest już fałszem. Na fałszu, na kłamstwie założycielskim nic dobrego się nie zbuduje, czego dowodzi historia wszelkich ludzkich religii. Żadna z nich nie dowodzi, że jej wyzawca jest lepszy niż niewyznawca. Natomiast dowody na zło religii i jej wyznawców sa niezmierzone. Przywołując Słowo, z plew nie będzie ani ziarna, ani plonu. Dlatego ziarno oddzielamy od plew.
    Religianci – to ich banalny chwyt – nieustająco przywołują mniemane dowody na dobro religii i wiary: „Józef G. chlał. Ale postanowił przestać więc się dużo modlił i zawierzył Maryi, a jak kto sie modli w imię pańskie, modły będą wysłuchane. To zawsze działa – jak powtarza sto razy dziennie każdy proboszcz, a przed nim – Jezusek. No i jest skutek – Józef G. przestał chlać. Hosanna na wysokościach – oto miażdżący dowód. Dowód ten jest zerowy: chlała też Genowefa Pigwa, prawidłowa ateistka, która albo się nie modli wcale, albo złorzeczy Panu.Też przestała chlać.
    Znacznie lepsze powody do modłów (niż chlanie) mieli ci, co się znaleźli w komorach gazowych u Hitlera. Modlili się bardzo szczerze w imię pańskie, spodziewając się ocalenia. Rezultat znamy: odwrotny od intencji.
    Taka wiara i taka religia to blaga od początku do końca. Nic w tym dobrego.

  99. @Tanaka
    Przecież wiem. Ale co zrobic ? Trzeba od czegos zacząć.
    Powtarzam , bo juz te strategie pokazałem wczesniej.Skoro nie można było Al Capone udowodnić morderstw, to skazano go za niepłacenie podatków. Skoro wierzących owieczek, a jest ich dużo, nie można przekonać , że ich pasterze to kłamcy, to pokazywać, ciągle powtarzać, że to złodzieje, pedofile,bo to może jakoś dotrze do głów tych owieczek. Bo atakowanie tabu tylko wzmacnia ich opór, bardziej zwieraja sie wokół pasterzy
    A mnie nie musisz przekonywać.

  100. Rogger77
    25 maja o godz. 15:28

    Miałem już nie gadać, no i nie pogadamy, Roggerze. Próbujesz mi dać przykład obrażania bliskiej mi osoby i ewentualnej mojej reakcji na to.

    Otóż obrażanie, obrażanie się – to jedna z tysięcy konwencji, dosyć dla mnie obca – bąknąłem o tym wyżej – ponieważ to głównie słowa, które brzękną i przepadną na zawsze. Kiedy ktoś powie na mnie: „Ty wuju na kaczych łapach”, to mam się obrażać? O co? Albo „głupek”. Nie jestem ani głupek, ani niegłupek – jestem dokładnie tym, kim jestem, subiektywne oceny i epitety niczego nie zmienią. A obrażanie się z tego powodu, że w jakiejś odległej krainie, w domku na wyżynie, ktoś w piwnicznej izbie przy winie powie lub tylko pomyśli pod nosem z patosem: „Jak ja nienawidzę tych myszy i obrażających mnie chamów ateistów!”, jest dla mnie czymś tak niezrozumiałym, że nie zrozumiem do końca świata. Lub przynajmniej do końca moich dni. Choć słyszałem, że człowiekowate potrafią tracić sporo czasu i nawet pieniędzy na obrażanie się. Przyznaję, że z bardzo rzadka i mnie się wypsknie niezrozumiały dla mnie wyraz „obrażać/obrażać się”, ale przecież nie twierdzę, że nie bywam gupi.

  101. Lewy
    25 maja o godz. 18:04

    Dopiero teraz zauważylam,że pisząc o Ravelu nie zaadresowałam postu. Ale był dla Ciebie .

  102. Tanaka
    25 maja o godz. 11:24

    Wierszyk bardzo fajny 🙂

  103. Rogger77

    Jednak, Roggerze, musisz dorosnąć, nim zaczniesz mówić do rzeczy. Na razie zachowujesz się tak, jakbyś jechał w prawie pustym pociągu. Masz wybór, bo jest mnóstwo pustych przedziałów, ale Ty leziesz akurat tam, gdzie pasażerowie puszczają straszne bąki, bo lubią. Rozsiadasz się u nich jak u siebie i pouczasz, jakim to obrzydlistwem jest puszczanie bąków pod nos tym, którzy mają to za obrzydlistwo, przez co strasznie cierpią.

  104. @basia.n
    Domyslilem sie, że do mnie
    Ravel to takie kuriozum trochę eklektyczne, to post-impresionista. Jest w nim troche z Debussy, ale również ulegał wpływom amerykanskim, np. jazzu i Gershwina
    Ale ma utwory fanstastyczne. Jeszcze niedawno grałem sobie jego „Pavane pour une infante défunte”.
    Obok „Orfeusza i Eurydyki” Glucka, Pavana swoim smutkiem wprowadza mnie w inny wymiar, taką artystyczną transcendencję

  105. Lewy
    25 maja o godz. 19:41

    Oooo ! Jeszcze niedawno grałeś Pawanę ?? A dlaczego przestałeś grać ?

    Mam dla Ciebie cudownie granego Glucka 🙂 Koniecznie posłuchaj.

    https://www.youtube.com/watch?v=QA9GCwstBMM

  106. Lewy
    25 maja o godz. 19:41

    No i jako dopelnienie Ravel – ale nie Pawana

    https://www.youtube.com/watch?v=96ZQFXmtNNU

  107. Rogger77
    25 maja o godz. 11:38
    „A jeśli ktoś ludzi, wśród których żyje nie szanuje, drwi i obrzuca obelgami ich samych, ich przekonania i wartości – społeczeństwo prędzej czy później takiemu osobnikowi się odpłaci, takim czy innym sposobem. Skończyłem”

    Przeczytaj to zakończenie swojej wypowiedzi jak obojętny religijnie członek społeczeństwa. Lub wyznawca innej wiary.
    Raz, drugi i trzeci – do skutku…

    Bo moim skromnym zdaniem z tych słów wyłania się oczekiwanie ludzi posiadających inne poglądy religijne, polityczne, kolor skóry, upodobania do zupy pomidorowej i szparagów zielonych oraz wszelkich cech, które różnią jednego członka społeczęństwa od innego przedstawiciela tego samego społeczeństwa, że nikt nie będzie obrzucał go obelgami, zmuszał do zmiany przekonań czy upodobań, nie będzie prześladowany za kolor skóry, włosów lub brak tychże i nikt, z szacunku dla niego samego, ale też dla siebie nie będzie narzucał nikomu swoich poglądów, w pewnych kręgach społecznych uznawanych za jedynie słuszne.
    Czyż nie?
    Obojętne jest mi, czy mój sąsiad jest wyznawcą Latającego Potwora Spagetti, czy wierzy w swoje sznurowadła, czy w postać umieszczoną w głównym miejscu przepełnionych bizantyjską dekoracją postaci namalowanych czy wyrzeżbionych- dopóki nie zmusza mnie do zmiany moich zachowań, czy upodobań zasługuje na mój szacunek.
    Nawet, jeśli rano odburknie mi na dzień dobry. I jeśli nie okaże się, że bije żonę i dzieci swoje rozstawia po kątach.
    Przepraszam, że tak od Adama i Ewy zaczęłam, ale i temat dzisiejszego wpisu narzuca taki początek.
    Mam wrażenie, ze to zakończenie to takie klepanie słów i zdań, nad sensem których się nie zastanawiamy, ale należą one do pewnego rytuału religijnego. Coniedzielnego.
    Boże, choć cie nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję.
    (te ostatnie słowa to przykład tego rytuału, proszę się nie czepiać, że ośmieszam, ośmielam się i w ogóle…)

  108. Lewy.
    No nie,chciałbyś kulturalnie?Toż margines całą stronę by zajął!Przecież oni…
    A jednak to Ty masz rację!Popyskować też można kulturalnie.
    Cóż,wierzący bardziej wierzy,że wierzy niż wierzy.I raczej tylko dlatego,że blade ma pojęcie o swojej religii.O historii kk to już w ząb.Ale to nie znaczy,że trzeba go z buta.Tłumaczysz rzeczy oczywiste i łatwe do pojęcia,”ino oni nie chcom chcieć”.Pozdrawiam.

  109. Tanaka
    25 maja o godz. 18:48

    Może mi wybaczysz, Tanako – a i inni przy okazji – że pokażę nie pierwszy raz to, co mi się stało podobnie jak Genowefie Pigwie, choć wcale nie prosiłem. Może mam, mimo chamstwa, łaskę. Zresztą chyba OBOK chamstwa, bo nic się dzieje bez woli Onego, więc i chamstwo mi dał, a nie że sam se wziąłem.

    STARY DZIAD – A MOŻE

    Sprawiłem sobie jedyną w życiu niewinną radość: wiosłowo-żaglową skorupkę – żeby przy sobocie po robocie pozarabiać na chleb w szkle.

    Wonczas wziąłem cztery śledziowe sieci, pojechałem w morze na nockę. Nocka wygląda tak: stawia się pływające siatki, wiąże koniec zestawu do łódki i się dryfuje do rana, gdzie poniesie los. Bardzo to uważam jako dziad.

    Postawiłem siatki, wytrąbiłem flaszkę, leżę na wznak. Dwie rzeczy napełniają mnie podziwem: niebo gwiaździste nade mną i kiełbie we łbie. Naraz – nikt nie uwierzy – na łódkę spływa Światłość.
    – Ty sobie nie rób żartów – mówi.
    – Jakie żarty! Cieszę się, że cię choć raz widzę i słyszę.
    – Wierzysz teraz, że j e s t e m?
    – Przeciwnie: w i d z ę. Mogę dotknąć?
    Podeszła z wyciągniętą ręką. Uścisnęliśmy sobie, siadła na dziobie i gadamy o wszystkim i o niczym. Mnie najwięcej ciekawi wszystko. Mówię:
    – Uczyli mnie, jak jeszcze na chleb mówiłem “bep”, że świat się składa z ducha i z materii. Duch jest wieczny, wszechmocny, wszechwiedzący I wszechobecny, materia służy mu chwilowo za mieszkanie.
    – Prawdziwie uczyli.
    – Ale nic nie dało. Jaki on wszechobecny, skoro siedzi na dziobie? Tym samym nie ma go na rufie, bo tu leżę ja.
    – Ot plemię żmijowe! Nie rozumiesz, że jest i na dziobie, i w tobie? Czyż powietrze nie jest równocześnie w Rzymie i w Izraelu?
    – Chyba jeszcze jest. A na Śląsku?
    – Co to takiego?
    – A to Polska właśnie.
    – Nie znam.
    Przypomniałem sobie, że nikt w Piśmie nie wyprorokował tego mesjańskiego kraiku – sam się wypromował – a Światłość pofatygowała się na świat po to,
    by się wypełniło Pismo – po nic więcej.
    – To o samochodzie też nic nie wiesz? – mówię.
    – Szatanie! Nie będziesz wystawiał na próbę Najwyższego Dobra!
    – To jak mam poznać, czy najwyższe? Sam dałeś przykład wystawiania – przypomnij sobie drzewo poznania. A pokusę-gada kto do raju wpuścił?
    – Co wolno wojewodzie, to nie tobie, diable. Jest napisane: Panu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz.
    – Ajwaj! Ty rządzisz, czy to, co napisane? Wyjaśnij tylko, jak ma służyć Najwyższemu Dobru ten, którego przeznaczeniem jest siać zło, i już się robi.
    – Idż precz, szatanie!
    Zerwałem się dotknięty, że ktoś mnie śmie wyganiać z mojej własnej łódki – i wypadłem za burtę. Wgramoliłem się z powrotem: ani żywej duszy! Kapnęło z flaszki na język parę kropel tego, co zostało na dnie, i zasnąłem.

    Rano morze dało pięćdziesiąt kilo śledzia do każdej siatki plus jeden cud: ośmiokilowy łosoś. Mówią: “Prosiliśmy i stało się”. Ja o nic nie prosiłem – a też się stało.
    Com widział – powiedziałem. Mogę pokazać flaszkę „krowę” jako nie-zbity dowód.

  110. @basia.n. Same łapki zielone, z tym kciukiem w górę, dla Pani. Zamieszcza Pani „fajne” linki, ale jest jeden problem. Te czarne muszę wpisywać w adres, a tych kolorowych nie. Klikam i wskakują, później strałka w lewo i już jestem na blogu GOSPODARZA. Z tymi „czarnymi” tak się nieda. Parę w pisów wyżej zamieściła Pani „kolorowy adres”. Jakiś Wenezuelczyk maiał batutę w ręku. Można?; można. Pojawiła się Pani niedawno na blogu GOSPODARZA. Dzielnie sobie Pani radzi. Serdecznie pozdrawiam!. Ja jestem czytelnikiem od dawna. Nie lubię pisać, więc milczę.

  111. @bukraba
    25 maja o godz. 21:37

    Skoro jesteś czytelnikiem od dawna, to może trochę nieuważnym? Już kilka albo i kilkadziesiąt razy było tu tłumaczone, że link zamieszczony bez znaczka zabarwia się wprawdzie na odpowiedni kolor, ale cały komentarz czeka na moderację. Natomiast link „czarny” czyli oznaczony jakimś znaczkiem, na przykład cudzysłowem, jak ten ostatni od @basi.n ukazuje się natychmiast. Z czasem, jak Gospodarz ma czas, czarny link zabarwi się również i wtedy wystarczy nań kliknąć, aby się otworzył. Linki czarne należy zaznaczyć kursorem (lewym klawiszem myszki) poczynając od http i otworzyć prawym.

  112. @bukraba
    25 maja o godz. 21:37

    Bardzo mi przyjemnie,że podobają się Panu linki:)
    Ale ze zdumieniem przeczytałam,że jeden z nich wkleiłam na czerwono.
    To jakiś czysty przypadek – bo ja nie wiem jak to się robi 🙂
    Kiedy się ty pojawiłam,ktoś z blogowiczów tłumaczył,że przed linkiem należy wstawić jakiś znak,bo inaczej cała wiadomość się zatrzymuje.
    Więc ja teraz proszę o poradę wszystkich tych,ktorzy wiedzą,co należy robić,aby otrzymać czerwony link. A może Pan to wie?
    Pozdrawiam również

    ps.

    jeśli chodzi o „radzenie sobie”,to jakoś udało mi się przedwczoraj poradzić na sąsiednim blogu,bez otrzymania inwektyw na głowę.:)
    Ale zrobilam to w drodze wyjątku,zabierając głos w znanej mi sprawie.

  113. Tobermory
    25 maja o godz. 21:58

    To ja mialam po prostu szczęście,bo sprawdzilam i ten mój wpis z linkiem na czerwono nie miał cudzysłowu.

    Dobrze,że już wrócileś 🙂

  114. basia.n
    25 maja o godz. 18:28
    wcale nie jestem pewna, czy niereagowanie na pomówienia, na zaczepki, insynuacje, przekręcanie faktów, przeinaczanie, wstawianie bzdur i kłamstw w przestrzenie publicznej poskutkuje tzw. Świętym spokojem.
    Jesli nie będziemy reagowali na wmawianiu nam tego wszystkiego, co prawdą nie jest, to kłamstwo rozpleni się na cały kraj.
    Patrz: wypadek lotniczy w Smoleńsku i co potem zostało z niezaprzeczania i braku prostowania faktów. Mówiło się, że brat bólem po stracie brata takimi słowy do nas mówi, a dziś mamy kraj podzielony.

  115. konstancja
    25 maja o godz. 22:07

    Tego brata to teraz chyba samo życie rozlicza prawdziwym bólem…
    Oczywiście w życiu kraju trzeba mówić i to bardzo głośno. Absolutnie nie milczeć. Potrzebne są zorganizowane protesty i odważni ludzie. Tacy,jak np. protestujący w obronie Puszczy Białowieskiej. Oczywiście również protestujący teraz w Sejmie.Nie mowiąc już o dzielnych paniach skladających życzenia redemptoryście 🙂
    Ale w przestrzeni wirtualnej chyba rządzą trochę inne reguły gry. Ci prowokujący oczekują wciągnięcia w wymianę zdań,dążąc do konfrontacji. Na tej zasadzie może ciągnąć się taki łańcuszek w nieskończoność,a o to im chodzi. Oczywiście Gospodarz tego blogu na szczęście czuwa i kiedy jest źle zabiera głos i reguluje pewne sprawy.
    Więc już nie wiem,co powinno być. Bo zobacz – dwa trolle przynajmniej na razie wyniosły się stąd nie otrzymując reakcji. Tak czy owak – może trzeba porządnie objechać,a poterm prosić Gospodarza o zbanowanie 🙂

  116. konstancja
    25 maja o godz. 22:07

    Konstancjo, nie zawsze porównywanie śliwki z pomidorem jest uprawnione. W tym wypadku, sądzę, nie jest. Wszystko zależy od motywacji.

    Macierewicza i jego mocodawcę Kaczyńskiego nic by nie zatrzymało, ponieważ podjęli desperacki wysiłek ukrycia udziału obu kurdupli w doprowadzeniu do katastrofy. To była sprawa wręcz życia i śmierci Jarka.

    Pojedynczy religianci nawiedzający blog aż takiej motywacji, by mówić do ściany – gdyby ich przewijać – chyba nie mają. Jedynym, który bez względu na pogodę mówiłby do końca świata, był zawodowiec dezercio (przecież cały czas gdzie indziej mówi). Więc przemilczanie byłoby, sądzę, właściwym sposobem na nawiedzonych natrętów. Kłopot jest ten, że nigdy, odkąd pamiętam, nie było na blogu jednomyślności w tym względzie.

  117. wbocek
    25 maja o godz. 22:38

    To może w imię „wyższych celów” spróbujemy jednak wszyscy nie zauważać tej niemiłej obecnej wizyty ??
    Idzie weekend i może Panie i Panowie urządzą tu pelną humoru zabawę.
    Potrafią to przecież doskonale.Trolle są nieodporne na humor 🙂

  118. basia.n
    25 maja o godz. 22:46
    skoro namawiasz do zabawy….
    jakies bałkańskie wino mi sie ostało…

  119. Tanaka
    25 maja o godz. 16:55

    Tak jest Tanaka, dobrze znamy chwyty i fikołki sukienkowych. To będzie prawdopodobnie jedyna organizacja, która nie przestrzega RODO z pełną świadomością. Oni są przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy, że nikt im nie podskoczy. Mało tego, że jeszcze im odda dobra w różnej postaci i w rączkę biszopa pocałuje, za co biszop pobłogosławi, łaskawie spojrzy i dobre słowo powie, ubogaci, a i znak krzyża zrobi na okoliczność. Usługę pokropku świadczyć będzie, bo wiadomo, bez pokropku nic poprawnie nie działa.

    https://demotywatory.pl/4363431/Serwery-chlodzone-ciecza

    Uwielbiam to nasze trzeba wierzyć w człowieka, koleś z Pingwina. 🙂

  120. konstancja
    25 maja o godz. 23:14

    Ja wprawdzie siedzę teraz z sokiem pomarańczowym – ale na jutro przygotuję chablis 🙂

  121. Jak ktoś wsadza głowe w piasek to wypina tylek. I dostaje kopa.
    W tej pożal się Boże Durniów dyskusji to Namargineska ma rację – ignorując takie występy jak Rogera, gorzej, pozwalając na coś takiego w imię kulturalnego zachowania, dajemy im pozwolenie na kopanie nas w ten wypięty tyłek.
    I potem taki na kulturalne – wynos się z tego blogu ripostuje kulturalnym – wynoś się z tego kraju.
    Nie można walczyć rapierem z przeciwnikiem machającym kłonicą.
    Te różne piękne przemowy jak to należy przekonywać i tłumaczyć śmieszyłyby swoją naiwnością gdyby nie były takie żałosne.
    Czytałam kiedyś artykuł na temat gwałtów – otóż te kobiety które walczyły wszelkimi metodami z gwałcicielem, powodowały że gwałciciel rezygnował i uciekał. Te, które ze strachu, że je zabije nie walczyły zostawały zgwałcone.
    Może przykład trochę drastyczny ale religie to gwałt na rozumie – kto chce niech wierzy, że przybicie do drewnianych kołków człowieka żeby umierał jak najdłużej a potem jedzenie go po kawałku jest miłoscią, ja odpadam. A wierzącym proponowałabym gilotynkę – Lewy może zaswiadczyć, że bardziej higieniczna.
    Gilotynka na łacuszku – praktyczna bo i paznokcie można sobie obciąć.

    Ale jest jeszcze inna strona tego teoretycznego i kulturalnego wypinania – strona praktyczna i rzeczywista. Bo teoretycznie jesteśmy wzniośli i anty ale w praktyce nie powiemy głośno grubemu księdzu – jesteś cham, bo nie wypada. W praktyce wyślemy dziecko na religie, bo będzie się czuło wyizolowane. Jakaż mała wiara we własne dziecko! Potem poślemy je do komunii, bo inne idą i prezent dostanie. A nawet jak nie poślemy to damy prezent, żeby mu nie było smutno, że do sekty kanibali nie należy.
    W tym jest ich siła a nasza słabość.
    A pieprznąć to! Już i teraz i zacząć OD SIEBIE a nie oczekiwać, że ktoś gdzieś tam zabroni.
    Ale na to trzeba trochę odwagi.
    Przewijajmy…

  122. Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 23:38

    Mocny manifest i sobie go jeszcze poczytam a tymczasem że to godzina późna a ja na oczy nie widzę to coś muzycznego do poduszki

    https://youtu.be/ymdssZOAx3Q

    i dobranoc Państwu

  123. Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 23:38

    Omijanie z daleka z całą pewnością nie jest wsadzaniem głowy w piasek.Jest raczej zastosowaniem zasady mówiacej, że lepiej z mądrym stracić niż z durniem zyskać. Ale skoro pewne rzeczy widzisz w ten sposób,to oczywiście rób tak,jak uważasz za stosowne.Możesz prowadzić wszelkie dyskusje z trollem tak długo,jak masz na to ochotę. Problem polega chyba jednak na tym,że ze względu na ogromną różnicę w czasie,będzie Ci to trudno realizować.
    Wspomniałaś również o postępowaniu Polaków w kraju.
    Wydaje mi się,że wlaśnie my,mieszkający poza granicami nie powinniśmy łatwo mówić o postępowaniu ogromnej części społeczeństwa. Bo ani Ty,ani ja – nie musimy posyłać dzieci na religię,
    ze względu na to,co powiedzą inni. W krajach o różnych religiach,można to realizować bezproblemowo. Ale tam,gdzie w przeważajacym stopniu panuje jedna religia i to „wszechobecna” z pewnością istnieje wiele problemów z tym związanych. Prosto jest powiedzieć ,aby np. inni nie posyłali dzieci na religię, żyjąc w zupełnie odmiennych warunkach.
    My nic nie wiemy o wszelkich szykanach z tym związanych. (rozmawiałam na ten temat będąc w tym roku na wakacjach w Polsce)
    A dzieci – potrafią być równie okrutne,jak dorośli. Więc takie proste,jak to ujęłaś – z pewnością nie jest.

    ps. no i moze zamiast powiedzieć księdzu,ze jest chamem,lepiej i skuteczniej jest przestać chodzić do kościoła 🙂

  124. @basia.n
    25 maja o godz. 22:46
    @konstancja

    To (bez żadnego trybu) wychyle wasze zdrowie białym. Prosto z koncertu Nigela Kennedy (Bach i Gershwin głównie), na kempingu. Ach ach, rozspiewani i rozświetleni dziś jesteśmy! 😉 Ten Nigel szalony na tle szkockiego zachodu słońca, który dzisiaj był jak malowany, a także starych drzew w pałacowym parku w którym był koncert…. Ci wszyscy artyści wcześniej (w klimatach BBC Radio 3 jazzowo-folkowo-klasycznych wliczając idola mojego potomka, Jamie Calluma)… Piękny dzień dziś mieliśmy i wyrosły nam skrzydełka u ramion prawie! 😉

    @Lewusku mój ulubiony! Piękny wstępniak i owszem. I oczywiście, że wariacje tokarczukowskie ani żadne inne! A poza tym wiwat Tokarczuk! Mój ukochany jest ‚Prawiek i inne czasy’ i ‚Podróż ludzi ksiegi’, dziś już trochę zapomniane oba ale polecam serdecznie na początek przygody z panią Olgą. I niech się chowa Marquez i ‚Sto lat samotności ‚ do boru przy Prawieku 😉 .

  125. Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 23:38

    Mocno napisane, i słusznie. Też mi takie myśli chodziły po głowie. Miałam zresztą wrażenie że Roger nam tu zaczyna grozić.
    Namargineska od początku pisała że on kościelny i wygląda na to że miała rację. Ja znam różnych wierzących których polski kościół mierzi, oni do takiego blogu nie podeszliby na kilometr. A ten siedzi jakby dostał polecenie.

    basia.n
    Możesz prowadzić wszelkie dyskusje z trollem tak długo,jak masz na to ochotę.

    Nie mam wrażenia że E-Jotka chce z nim prowadzić dyskusję. Chyba wręcz przeciwnie.

  126. @Ewa-Joanna
    Nie mam nic przeciw zartom, natomiast raza mnie obelgi. Czy musze wymieniac ? Skatolony, odmozdzony, umyslowo sformatowany, bzdeci, mendzi… Repertuar jest bogaty. Nieslusznie wytykasz mi oskarzanie wszystkich o takie maniery. Napisalam tylko, ze one na blogu wystepuja, z czego nie mozna wnioskowac, ze przyjmuja je wszyscy. Ciebie napewno nie mialam na mysli.

  127. @basia.n
    26 maja o godz. 0:34
    Och jak ładnie mi dołożyłaś! szkoda tylko, że nie zastanowiłaś się co autor miał na myśli zanim walnęłas tym wałkiem.
    Gdzie ja piszę, że będę dyskutować z trollem? Nota bene to nie jest żaden troll, to inteligentny funkcjonariusz do zadań specjalnych.
    Masz rację spoza kraju łatwiej sie mądrzyć. Ale ja mam nadzieję, że blogi Polityki są czytane głownie w kraju a przekazy typu „omijajmy” nie niosą nic, zniechęcają i rozbrajają. Ważne jest dodanie ludziom odwagi do konkretnych działań. Do nie dawania na tacę, do nieposyłania dzieci na religię jak nie chcą, do.. do…
    No i księża w Polsce nie tylko w kościele. Ja kiedys dawno spotkałam takiego w szpitalu, a teraz ich tam podobno pełno. Wszędzie ich pełno.

  128. @izabella
    26 maja o godz. 1:04
    Oczywiście, że nam grozi. Tobie, mnie i paru innym te obrażone uczucia wiszą, ale dla innych są groźne. To nie można tego zagadać i zaspiewać.

  129. @kruk
    26 maja o godz. 1:04
    Mnie też to razi. Ale…
    Nam tambylcom łatwiej – nie mamy tego na codzień, to nie nam wyją maryjnie pielgrzymki i nie nam obsrywają klatki schodowe, to nie nasze dzieci są dyskryminowane w szkole i to nie nas szykanuje ksiądz w szpitalu. Ale tubylcom cięzko i wcale się nie dziwię, że bluzgają, bo czasem tylko to zostaje.

  130. @wbocek 25 maja, godz.8:44
    Porozumiec sie nie jest latwo. Ja uzywam slowa „obrazliwe” a Ty wnioskujesz, ze mysle „krytyczne”.
    Potraktowalam sprawe obrazliwosci pragmatycznie, tzn. twierdze, ze lzenie przeciwnika nie przekona go do naszych racji. Ty masz do religii podejscie analityczno-kontemplacyjne i to mi sie podoba. Jednak wypowiadajac sie nadzwyczaj wymownie na blogu poczytnego czasopisma musisz liczyc sie z tym, ze Twoje slowa maja dla kogos jakis skutek.
    Swoja droga granica miedzy „krytycznym” i „obrazliwym” jest cienka. Dlatego prawo o obrazaniu uczuc religijnych nie ma sensu, sluzy glownie roznym swietoszkom do zbijania kapitalu politycznego. Ale tez jest chyba jakis obszar dobrego obyczaju, w ktorym krytyka, nawet ostra, nie jest obrazliwa. Nie wzdrygnelam sie na Twoje niedawne slowa „W imie ojca kitojca i syna kretyna”. A to dlatego, ze troche Cie poznalam i odbieram to jako przejaw mlodosci Twojego mozgu, iscie uczniackiej przekory. Nie lubie obrazalstwa, wole humor i rozumna tolerancje. Nie moge jednak sluchac obojetnie agresywnych obelg, a widze, ze niektorzy uwazaja, ze im bardziej zelza przeciwnika, tym wieksza ich racja. Nie bede wymieniac kto i kiedy tak sie zachowal, pozostawiam to osadowi czytelnikow.

  131. @kruk
    26 maja o godz. 1:42
    Wybrałam fragment dla ilustracji : twierdze, ze lzenie przeciwnika nie przekona go do naszych racji
    Jest w tym dużo więcej racji niż się wydaje, bo przekonywanie przeciwnika do naszych racji jest totalnie bezcelowe i bezproduktywne. On ma swoje racje i już. I nawracanie przeciwnika na nasze racje to marnowanie energii. Przekonywać do naszych racji trzeba tych, którzy mają wątpliwości, bo oni są do odzysku. I tu dalej masz rację, że nie należy używać obelg, bo może to odnieśc odwrotny skutek – nawracany da drapaka do obozu przeciwnego.

  132. Chwilowa zmiana tematu:
    W piątek nastąpił kolejny atak izraelskich samolotów F-35 (najnowsza generacja,ostanie zakupy) na wojskową bazę w Syrii.
    Jeden z poprzednich ataków był skierowany na syryjską bazę, w której stacjonowały siły irańskie, pomagające syryjskiemu rządowi w zwalczaniu ISIS.
    Poniżej coś na ten temat:

    The report noted that Prime Minister Benjamin Netanyahu ordered the strike after conferring with U.S. President Donald Trump, in hopes of preventing Iran from using the anti-aircraft battery against Israeli jets carrying out strikes in Syria.

    Moje tumaczenie:
    (Raport stwierdza, że premier Benjamin Netanyahu wydał rozkaz ataku zaraz po konferencji z USA prezydentem Donaldem Trumpem.
    Atak ten wynikał z nadziei, żeby uniemżoliwić Iranowi użycia baterii przeciwlotniczych przeciw izraelskim samolotom dokonującym ataków na Syrję)

    Codziennie izraelskie lotnictwo przekracza przestrzeń powietrzną Syrii i Libanonu.
    Jeżeli to ma sie jakkolwiek z prawem, to chyba tylko naziści mogą to wytłumaczyć.

    Zacytowany fragment pochodzi z artykułu:
    Israel Attacked Syria From Lebanon Yesterday

    https://www.haaretz.com/middle-east-news/israeli-strike-in-syria-targeted-hezbollah-base-watchdog-says-1.6116642?utm_source=Push_Notification&utm_medium=web_push&utm_campaign=General

  133. @Lewy 25 maja, godz.17:48
    Wiesz dlaczego czesto wystepuje w obronie wierzacych przed obrazliwymi, w scislym tego slowa znaczeniu, atakami? Otoz dlatego, ze tolerancje dla ludzi odmiennych stawiam wysoko w swojej skali wartosci. Ateiscie trudno jest zrozumiec, ze ktos wierzy w Boga i opatrznosciowa wizje historii. Wystarczy jednak przyjac, ze nie jestesmy jako ludzie jednakowi i pozostawic wierzacych ich wierze, zkladajac oczywiscie, ze wszyscy przestrzegaja cywilizowanych zasad wspolistnienia. Uczac we francuskiej szkole musiales kiedys tlumaczyc uczniom slynne slowa Montesquieu – „Comment peut-on etre Persan? Zawsze przypominam sobie o nich, kiedy obserwuje, ze przy tym samym zasobie wiedzy mozemy miec bardzo rozne poglady.

  134. https://goo.gl/images/2erWJD
    Walter Gropius to jedna z nielicznych postaci, którą uważam za fenomen.

    W Pełni architektury tak pisał o formule kształcenia w rozdziale model kształcenia architekta.

    Ważniejsza od nauki umiejętności jest nauka podejścia, która powinna być ciągłym procesem rozwijającym się w sposób koncentryczny, na wzór słojów drzewa. Na każdym jej etapie zakres zagadnień powinien być nie wybiórczy, lecz jak najszerszy, a intensywność oraz stopień szczegółowości kursu należałoby zwiększać, we wszystkich dyscyplinach równocześnie. Od początku priorytetem musi być połączenie obszernej bazy wiedzy i doświadczeń; tylko wówczas uczeń będzie miał szansę zrozumieć kompleksowość metody. Przyswojenie i uporządkowanie nowych informacji nie sprawi mu trudności pod warunkiem, że będzie przechodził od ogółu do szczegółu, a nie odwrotnie.

    Uniwersalny model poznania rzeczywistości wygląda podobnie.

  135. Ewa-Joanna
    26 maja o godz. 1:30

    Jeszcze przed pójściem spać – chcę szybko coś wyjaśnić. Absolutnie nie bylo moją intencją jakiekolwiek dokładanie Ci, a już wałkiem – gdzież bym śmiala 🙂 Ale dość jednoznacznie odebrałam Twoje słowa „…ignorując takie występy jak Rogera, gorzej, pozwalając na coś takiego w imię kulturalnego zachowania, dajemy im pozwolenie na kopanie nas w ten wypięty tyłek.
    Dla mnie oznaczało to sugestię,że należałoby reagować słownie do tych występów,a więc w rezultacie wejśc w rozmowę.( bo przecież ta osoba natychmiast dalej ciągnęłaby temat). Chyba,że zrozumiałam to niewłaściwie? Dlatego napisałam o możliwości kompletnego zignorowania takiego pojawienia się. I nie w imię kultury,a ewentualnej skuteczności dzialania…Mam nadzieję,że wyjaśniłam wystarczająco 🙂

  136. Ewa-Joanna
    26 maja o godz. 1:30

    Ale zachęta ludzi w kraju do odwagi w dzialaniach – oczywiście absolutnie tak!

  137. Mój ulubiony motyw z Siódmej pieczęci i wzbudzająca sympatię postać Jonsa.

    Fale upału ogarniając kościół z szarego kamienia. Rycerz zsiada z konia i wchodzi do środka. Jons, uwiązawszy konia, podąża powoli za nim. W kruchcie staje olśniony. Na ścianie po prawej stronie widnieje nie dokończony fresk. Na prostym rusztowaniu siedzi malarz w czerwonej czapce na głowie i w szacie poplamionej farba. jeden pędzel trzyma w ustach, zaś drugim maluje przerażona ludzki twarzyczkę, umieszczony pośród morza innych twarzy.
    JÖNS: Co to wyobraża ? MALARZ: Taniec śmierci.
    JÖNS: A tamta postać, to śmierć?
    MALARZ: Tak, ona tańczy wraz z innymi.
    JÖNS: Dlaczego namalowałeś tę niedorzeczność?
    MALARZ: Żeby ludzie pamiętali o śmierci.
    JÖNS: Tak, ale to nie przysporzy im ani odrobiny szczęścia.
    MALARZ: Czy ludzie muszą być stale szczęśliwi? Nie uważasz, że trochę strachu dobrze im zrobi?
    JÖNS: Ludzie wszak mogą zamknąć oczy, odwrócić się od ciebie.
    MALARZ: Przenigdy. Trupia czaszka intryguje ich bardziej niż naga kobieta.
    JÖNS: Jeżeli zaczniesz ich straszyć…
    MALARZ: Poczną myśleć.
    JÖNS: Skoro jednak poczną myśleć…
    MALARZ: Będą się bać jeszcze bardziej.
    JÖNS: I wtedy wpadną w ręce klechów.
    MALARZ: To już nie moja sprawa.
    JÖNS: A jakże. Ty tylko malujesz swój taniec śmierci.
    MALARZ: Maluję rzeczy takimi, jakimi są. Każdy może to czynić na swój sposób.
    JÖNS: Jestem pewien, że wielu ci będzie złorzeczyć.
    MALARZ: Być może. Dopiero wtedy namaluję coś, co sprawi im uciechę. Muszę przecież z czegoś żyć – dopóki nie zmoże mnie zaraza.
    JÖNS: Zaraza. To brzmi strasznie.
    MALARZ: Gdybyś widział te wrzody w gardle dotkniętego chorobą. Gdybyś widział, jak wysycha jego ciało, że nogi wydają się poskręcanymi powrozami – właśnie tak, jak to namalowałem na moim obrazie.

    Malarz wskazuje pędzlem. Jöns dostrzega wijący się w trawie nędzny strzęp ludzki; dzikie oczy wywrócone ku górze, pełne przerażenia i bólu.
    JÖNS: To straszne.
    MALARZ: Rzeczywiście. Próbuje rozdrapać ten wrzód, gryzie palce, paznokciami rozrywa żyły, a jego wycie usłyszysz wszędzie. Czy nie ogrania cię strach?
    JÖNS: Strach? Mnie? Ty mnie nie znasz. A co to za okropieństwa namalowałeś po drugiej stronie obrazu?
    MALARZ: Zauważ, że te biedne stworzenia przyjmują zarazę jako karę boską. Przez kraj przeciągają gromady ludzi, którzy sami nazywają się niewolnikami grzechu, biczują siebie i innych, a wszystko na chwałę boską.
    JÖNS: Oni naprawdę się biczują?
    MALARZ: Tak – i jest to straszny widok. Kiedy tylko się zbliżają, wskakuję do rowu.
    JÖNS: Czy nie masz choć odrobiny gorzałki? Przez cały czas piłem tylko wodę i teraz jestem spragniony jak wielbłąd na pustyni.
    MALARZ: Chyba jednak napędziłem ci strachu.

    Jöns siada obok malarza, który stawia dzbanek wódki. Rycerz klęczy przed małym ołtarzem. Wokół cisza i mrok.

    (…)

    Zaciska dłoń w pięść i unosi ją do skroni. Przez ten czas Jöns i malarz zdążyli się napić wódki i toczą ożywioną rozmowę.
    JÖNS: Ja i mój pan byliśmy za granicą. Teraz wracamy do domu. Czy ty to rozumiesz, pacykarzu?
    MALARZ: Wyprawa krzyżowa?
    JÖNS: Właśnie. Przez dziesięć lat przebywaliśmy w Ziemi Świętej. Kąsały nas węże, cięły owady, szarpały dzikie zwierzęta, poganie zarzynali nas, piliśmy zatrute wino, żarły nas wszy, które dostawaliśmy od kobiet, trawiła nas gorączka – a wszystko na chwałę bożą. Nasza wyprawa była szaleństwem, które mógł wymyślić tylko jakiś zatwardziały idealista. To jednak co mówisz o zarazie, jest straszne.
    MALARZ: Straszniejsze niż twoje historie.
    JÖNS: Biada mi. Jak byś się nie kręcił, zadek mieć będziesz zawsze z tyłu. Oto prawda.
    MALARZ: Zadek z tyłu, zadek z tyłu – to głęboka prawda.

    Jöns maluje małą postać, która ma wyobrażać jego samego.
    JÖNS: Oto giermek Jöns. Szczerzy zęby do śmierci, kpi z Pana Boga, drwi z siebie samego, pożądliwie spogląda na dziewczęta. Żyje we własnym świecie, śmiesznym dla wszystkich, w tym również dla niego, nie ogląda się na niebo i gwiżdże na piekło.

  138. Gideon Levy; A Palestinian Vineyard Annihilated With Chainsaws, With a Chilling Message in Hebrew
    (Palestyńska winnica całkowicie zniszczona za pomocą piły łańcuchowej, z mrożacą wiadomością po hebrajsku)
    https://www.haaretz.com/israel-news/.premium-farm-terror-palestinian-vineyard-annihilated-with-chainsaws-1.6115888?utm_source=Push_Notification&utm_medium=web_push&utm_campaign=General

    Tak owocuje polityka rządu. Otwiera drogę dla rozpasania prywatnych działań obywateli. A nienawiść ma się coraz lepiej. Przykład idzie z góry.

  139. kruk
    26 maja o godz. 2:08

    „Ateiscie trudno jest zrozumiec, ze ktos wierzy w Boga i opatrznosciowa wizje historii. Wystarczy jednak przyjac, ze nie jestesmy jako ludzie jednakowi”

    Tobie, kruku, trudno zrozumieć, że nie ma kogoś takiego jak „ateista”. To właśnie niebezpieczeństwo i falsz mówienia ogólnikami. Ogólnik „ateista” ma tylko takie ogólne znaczenie: człowiek bez Boga – nic więcej. To abstrakcja, a nie konkretny człowiek. Twoje „ateiście trudno zrozumieć” już tego ogólnika nie dotyczy, bo konkretnych ateistów są miliony i, tak jak w ogóle ludzie, różnią się między sobą. Za chwilę sama mówisz, że się różnią. I wpadasz w sprzeczność z tym, co powiedziałaś wcześniej: że ateiście, czyli całemu zbiorowi ateistów, „trudno zrozumieć”. Więc „ateista” to miliony jednakowych ludzi, którzy wcale się od siebie nie różnią. A to oczywisty fałsz. Mnie i wielu znanym mi ateistom – również tutejszym – nietrudno zrozumieć, że ktoś wierzy w Boga, bo sami w niego wierzyliśmy. Gdyby trudno był zrozumieć, bylibyśmy durniami, nie ateistami.

  140. kruk
    26 maja o godz. 2:08

    “Wystarczy jednak przyjac, ze nie jestesmy jako ludzie jednakowi i pozostawic wierzacych ich wierze”

    Bądź więc konsekwentna i tak samo potraktuj drugą stronę: “Wystarczy przyjąć, że nie jesteśmy jako ludzie jednakowi i pozostawić niewierzących ich niewierze”

    Zabrnęłaś w ślepy zaułek, kruku. Uroiłaś sobie, że garsteczka ateistów postponuje i poniewiera 95% z 38 milionów. Uległaś takiemu złudzeniu – świadomie zresztą wytwarzanemu przez Kościół – bo jesteś na blogu, gdzie są prawie sami ateiści. Przenieś się na tydzień do Radia Maryja, to może ulegniesz innemu złudzeniu. To jedna sprawa.

    Druga – to bardzo jednostronna Twoja dociekliwość: zauważasz postponowanie, nic nie mówisz o przyczynach. Podobnie PiS widzi tylko swoją domniemaną krzywdę i nieustanny, bez powodu, atak opozycji. Czyżbyś sądziła, że przyczyny są tylko czysto psychologiczne? Że ateiści mają z powietrza wzięty dziecinny wstręt do wierzącej inności i nic więcej? Nic Ci nie mówi, że my tu w ogóle nie mówimy o żyjących przecież w Polsce protestantach, prawosławnych, muzułmanach I innych innowiercach?

    Trzecia – to Twoje “wystarczy przyjąć”. Poznanie to uczenie się, obserwowanie, doświadczanie, analizowanie, wnioskowanie. To rozłożony w czasie proces, a nie jakieś chiromanckie pstryknięcie palcami w Kanie Galilejskiej. Zachowujesz się, kruku, jakbyś rzeczywiście nie obserwowała, nie analizowała, lecz “przyjęła” jakąś linię na podstawie malutenieczkiej – bo tylko tu na blogu – obserwacji. Chyba że Tanaka, Namargineska i paru innych wściekłych, ze mną włącznie, rzeczywiście robią ogromną krzywdę trzydziestu pięciu Bogu ducha winnym milionom.

  141. Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 23:38

    Mam wrażenie kobieto, że tworzysz sobie jakąś własną, urojoną rzeczywistość, w której wszystko jest na opak. Na marginesie nie ignoruje mnie, tylko czepia się nieustannie i wyklina na czym świat stoi rozmaitymi obelżywymi, w jej mniemaniu, epitetami. Dostała za to solidne upomnienie od Gospodarza, ale mi jej tyrady są doskonale obojętne, chociaż faktycznie życzyłbym sobie żeby mnie ignorowała, tak jak ja ignoruje ją (jakkolwiek czasami nie jestem konsekwentny i jednak coś tam odpowiem). Nie siedzę na tym blogu, jak tego obawiają się twoje psiapsióły, tylko od czasu do czasu zajrzę i coś tam napiszę. Dopóki mogę (nikogo nie zaczepiam, nie atakuję, wypowiadam się krótko i kulturalnie w tematach, które mnie doraźnie interesują) nie obchodzi mnie, czego ty sobie życzysz, a czego nie życzysz, albo czego inni sobie życzą albo nie życzą w związku z moją „obecnością”. Możesz się odnosić do moich komentarzy, możesz ignorować – twoja wola. Możesz nie wchodzić w dyskusję, chociaż moim zdaniem jest to totalne tchórzostwo intelektualne obgadywać kogoś z psiapsiółami w trzeciej osobie, unikając przy tym dyskusji z obgadywaną osobą. Masz jakieś pretensje – może wal prosto z mostu do osoby, której nie trawisz. Albo tchórzliwie obgaduj w trzeciej osobie – twój wybór, mi to jest obojętne.

  142. Wybaczcie, że ja nie brałem udziału w nocnym piatkowym pijaństwie, ale ja chodzę spać z kurami. Zresztą tym razem balanga nie była tak obficie podlewana alkoholem, więc dużo nie straciłem.
    @Ewa-Joanna
    Tez tak uważam i wiele razy pisałem, że jak cham cie atakuje kłonicą, to nie ma co sięgać po finezyjne argumenty, lecz zamiast bronić się cieniutką szpadą, wyrwać sztachetę. Rzecz polega jednak na tym, że tzw. religianci nie są pospolitymi chamami, zachowują się grzecznie choć perfidnie. Taki np. oślizgły Gowin, modlący się Nycz, no i Rogger czy dezerterek. Używanie wobec nich takich zwrotów, jak skatolony, odmóżdzony, umysłowo sformatowany, bzdeci, mendzi, skatolone wtyczki…to są żałosne wrzaski, nie przynoszące żadnego pożytku, może poza tym, że pozwalają osobie, która takich „argumentów” używa, wyżyć się.
    Owa osoba zadała mi buńczucznie takie pytanie : A kto powiedział, że „ateista powinien być człowiekiem kulturalnym”?
    No nie wiem, np. ja powiedziałem i dlaczego nie powinien ?
    Uważam,że jakaś minimalna kindersztuba przydaje się nawet ateiście 🙂

  143. wbocek
    26 maja o godz. 4:51

    Rozumiem w jakim kierunku zmierzasz, ale to nie rozwiązuje, ani nie tłumaczy problemu zawartego w tym zadaniu, a nawet go komplikuje:

    Ateiscie trudno jest zrozumiec, ze ktos wierzy w Boga i opatrznosciowa wizje historii. Wystarczy jednak przyjac, ze nie jestesmy jako ludzie jednakowi..

    Jasne jest, że ludziska są różne, temu nikt nie zaprzeczy, ale tu chodzi o fakt, że pierw jest podstawowa kategoria człowieka jako takiego, czyli i wierzący i niewierzący w jednym zbiorze, który później dzieli się na dwie kategorie- podzbiory wierzących i niewierzących. I o to zapewne chodziło krukowi pisząc, że ludzie nie są jednakowi.

    Oczywiście jasnym jest fakt, że ten fikołek niezrozumienia drugiej kategorii- podzbioru działa, ale w drugą stronę, tyle że tak właśnie religiant tłumaczy sobie dlaczego jest obiektem kpin i żartów odwracając ten mechanizm. Wierzący nie nabijają się z niewierzących, bo ci drudzy nie posiadają popierdułek fantastycznych, na których mogliby się opierać. Im pozostaje jedynie obrona bo opierają się na wątłej strukturze, która nie dość, że jest łatwa do obalenia, to jeszcze jest śmiesznie żałosna i niedojrzała intelektualnie. Nie ogarniają tego, że można żyć nie opierając się na wierze, stąd figury typu- człowiek musi w coś wierzyć bądź ateiści wierzą, że nie ma boga, co dla nas jest polem do żartów z ich dzieciniady.

    Nasze kpiny nazywają atakami i brakiem szacunku, ale my ich szanujemy i nie śmiejemy się z nich jako ludzi, póki nie zaczynają wciskać wiary niewierzącym. My tak nie robimy.To oni dzielą nas na dwie kategorie, bo reprezentują zbiór zamknięty, hermetyczny, a nie otwarty jak my.

    Co tu dużo gadać/pisać, ewolucyjnie rozwój światopoglądowy wygląda tak: animizm- politeizm- monoteizm- ateizm. Tym z dołu trudno pojąć górę, ale góra pojmuje dół.

    Uff, mam nadzieję, że wyraziłem się jasno.

    😉

  144. kruk
    26 maja o godz. 2:08
    No i wyjde na takiego, Tewie Mleczarza, który ze wszystkimi sie zgadza. Bo ja zgadzam się z Tobą, że tolerancja wobec inności jest niezbędna. Zresztą słowo tolerancja mi trochę nie pasuje, bo w tym słowie kryje sie pewne poczucie wyższości,; łaskawie toleruję głupca.
    Juz pisałem, że w Lyonie przez 25 lat pracowałem w katolickiej szkole, przez lata mieszkałem w szkole i spędzałem kolacje w kantynie z nauczycielami, w tym z zakonnikami. Zaprzyjaźniłem sie z nimi.
    Kiedyś jeden z nich zaprosił mnie do udziału w uroczystej mszy, którą mieli przeprowadzić z okazji którejś rocznicy powstania ich kongregacji.
    Powiedzialem, że jestem niewierzący, ale ponieważ ich lubię, to przyjdę.
    Wtedy on mnie zapytał; To ty jestes ateistą ? _ tak – odpowiedziałem – choć wiem, że są niewyjasnione tajemnice świata, np. big bang itp.
    Wtedy ów „ojciec” powiedzial – No to nie ma między nami tak wielkiej różnicy, bo my też mamy wątpliwości.
    W mojej katolickiej szkole mialem uczniów katolików, Żydów, muzułmanów i niewierzących. Połowa nauczycieli to byli niewierzący, którzy nie chodzili do kościoła.
    Religia i katecheza to były dwa przedmioty. Religia była przedmiotem obowiazkowym, i przerabiiano na niej historie wszystkich religii począwszy od afrykańskiego animalizmu po współczesne wielkie religie światowe. Lekcje prowadzili nauczyciele, często ateiści, np. ja w ten sposósb dorabiałem do mojej skromnej pensji.
    Natomiast na katechezę uczęszczały dzieci katolickie i katecheza była prowadzona społecznie przez zaangażowane matki. Jeżeli klasa liczyła 30 uczniów, to na katecheze szło np, 7-9 uczniow, a reszta udawała się na permanence do osobnej sali, gdzie mogli odrabiać lekcje, czytać książki itp.
    A teraz, kruku, popatrz na to co się dzieje w Polsce. Czy można byc tolerancyjnym wobec Rydzyka, Michalika, Hosera, wobec nachalnego wpychania sie do szkół,kapelanów w wojsku, policji, tego bezczelnego stawiania się przez niemoralnych złodziei, pedofilów w roli moralnych autorytetów od in vitro, aborcji. Spasionego opoja Głodzia, tego od danieli, który każe dziennikarzowi spierdalać.?

  145. Żorż Ponimirski
    26 maja o godz. 7:39

    Mylisz się, wierzący również czasami pokpiwają z niewierzących (oczywiście przy całym szacunku dla człowieka itd.) i uważają ich przekonania za fantastyczne. Np. przekonanie, że wszystko powstało samo sobie z niczego – wierzący uważa, że człowiek znający życie wie że nic nigdy nie powstaje samo z siebie, wszystko w życiu trzeba sobie ciężko wypracować, nawet najprostsze rzeczy. Więc jakim cudem tak nieskończenie złożona struktura jak wszechświat, miałaby zaistnieć ni z tego ni z owego, sama z siebie? No ale już każdy ma tutaj własny pogląd na te kwestie 🙂

  146. Kostka
    26 maja o godz. 1:01
    Cześc Kosteczko. Znów wpadasz na blog zadyszana i pewnie wypadniesz, żeby się zjawić za tydzień. Ale wiem, praca vet to nie to samo co emerytura.
    Ps.
    Jestes mizoginistka a rebours, jako mężczyzna będę bronił Marqueza. „Sto lat…” to genialna, oniryczna (tzn, logika snu) powieść
    Howgh

  147. Żorż Ponimirski
    26 maja o godz. 7:39

    Żorżu, podsumowując to, co słusznie powiedziałeś: sprawa jest prosta. Żartuję, oczywiście. Jak widzę, że jakaś internetowa instrukcja zaczyna się od „to jest bardzo proste”, uciekam na jezioro, na morze lub do lasu.

    No więc sprawa jest bardzo prosta: kiedy oponent nie ma nic merytorycznego do powiedzenia, przykrochmala się do stylu wypowiedzi. Wiem to od przedurodzenia. Dlatego mało jestem wrażlwy na joby, czyli niegrzeczność, kiedy jobujący, obok jobów, jest merytoryczny i kompetentny. Kiedy mnie zjedzie z góry na dół i widzę, że ma rację, cieszę się, jakby mi ktoś w kieszeń na.rał. Owszem, z powodu demencji czasem zapominam się cieszyć.

    Miałem przyjaciela, poetę. Setki godzin spędziliśmy nie tylko przy kieliszku. Przeważnie mówił on. Kiedyś zapytał:
    – Czemu ja trajkoczę, a ty nic?
    – Jak ktoś mówi mądrze i ciekawie, wolę słuchać.
    Niestety, już się zestarzałem.

  148. @Rogger
    Pewnie, ze wiele rzezczy nie zostało wyjaśnione i pewnie tak będzie, bo nauka wyjaśnia i dociera do kolejnych niewyjaśnionych horyzontów; najpierw niepodzielny atom, potem niepodzielne protony, elektrony, okazuje sie, że dalej są jakies kwarki, bozony.
    XVIII-wieczny francuski pisarz Bernardin de Saint-Pierre tak „wyjaśniał” funkcjonowanie świata i dowodził istnienie boga.
    Po co Bóg stworzył rozłożyste drzewa ? Po to, aby znużony wędrowiec mógł spocząć w cieniu, kryjąc się przed palącymi promieniami słońca.
    A dlaczego bóg tak skonstruował melona, że daje sie go łatwo podzieli na kawałki ? Ano własnie dlatego, żeby matka mogla sprawiedliwie obdzielic nim swoje liczne dziatki.

    Jak widzisz, Roggerze, są rożne możliwości interpretowania tajemnic świata

  149. kruk
    26 maja o godz. 2:08

    Może Ci podpowiem – o skupiająca się na formie – nie moimi słowami, jaka m.in. Jest przyczyna ostrego krytykowania katolików przez tutejszych ateistów. Jest ona w tytule dłuższej wypowiedzi prof. Bartosia anonsowanej w gazeta.pl.:

    „Prof. Bartoś: Polski Kościół najbardziej zdemoralizowaną instytucją. Tworzy mentalność kolesiowską”

     A przy okazji:

    „- Rozmowa filozoficzna nie zna żadnych dogmatów i żadnego tabu – powiedział autor programu (pan Stawiszyński), w którym wystąpił były sukienkowy prof. Bartoś.

  150. Lewy
    26 maja o godz. 8:28

    Oczywiście że są różne sposoby interpretowania świata, dlatego piszę, że każdy ma swój własny pogląd. Nie ma „oczywiście jasnych faktów” i nie ma „oczywiście jasnych poglądów”, na podstawie których ktokolwiek, wierzący czy niewierzący, mógłby kpić z drugiej osoby tylko dlatego, że ma inny pogląd. Nikt nie może twierdzić, że tylko on ma jedynie słuszną prawdę, a inni są głupcami, bo nie uznają tej jego „oczywiście jasnej” prawdy.

    Ludzkie zdolności poznawcze są ograniczone i nawet jak nauka będzie w nieskończoność poznawać coraz dokładniej coraz bardziej elementarne cząstki, to i tak będzie poznawać tylko pewne zjawiska i nigdy nie będzie w stanie wniknąć w istotę „rzeczy samej w sobie”. Ludzki umysł zawsze będzie na zewnątrz rzeczy i może je tylko obserwować, ale nie może się z nimi nigdy w pełni utożsamić, dlatego zawsze jest skazany na interpretacje, które mogą być rozmaite i zależne od punktu widzenia obserwującego.

  151. Rogger77

    Gdzieś Ty słyszał o takich fantazmatach: „każdy ma swoje poglądy” Może sam to wydumales, w ramach „poglądów”? Byłoby to mniemanie równie potoczne co i bezmyślne.

  152. Tanaka
    26 maja o godz. 9:26

    To się nazywa „pluralizm światopoglądowy” i nie ja to wymyśliłem, ale filozofowie tego pokroju jak np. Voltaire, J. S. Mill, czy choćby nasza Maria Szyszkowska. Może przytoczę mały cytat autorki:
    „Światopogląd każdego z nas ma niepowtarzalne, indywidualne cechy, o ile stanowi
    rezultat własnych poszukiwań. Swobodne ścieranie się w państwie rozmaitych światopoglądów jest drogą, która doprowadziłaby do wzmożenia samoświadomości, a więc i budowy autentycznych – nie zaś koniunkturalnych – światopoglądów. Sens ustroju demokratycznego zawiera się właśnie w prawnym przyzwoleniu na pluralizm światopoglądowy w państwie.” (M. Szyszkowska, „Wolność światopoglądowa” w: „Palestra” 41/1-2(469-470), 106-107, 1997)

  153. Rozmowę filozoficzną to można ewentualnie prowadzić z człowiekiem miłującym wiedzę, którego można rozpoznać po sposobie prowadzenia dyskusji, a nie z nadętym bufonem machającym przed oczami rzekomym dyplomem UJ.
    Rogger77 próbuje tu grozić i zastraszać w typowo katolicki sposób. Zakneblować ateistów i niech słuchają w pokorze 🙄

    „przecież te wierzenia i kulty w istotny sposób kształtują ich codzienne postawy życiowe…”

    Ha, bardzo bym się cieszył, gdyby tak było, a i szacunku bym nie szczędził. Tymczasem bywając w katolickiej Polsce muszę stale pamiętać o pilnowaniu portfela, roweru, samochodu… Jadąc według przepisów narażam się na obelgi i kpiny, byle urzędnik okazuje mi swoją wyższość i władzę, policjant liczy na łapówkę, a sprzedawca na targu próbuje wcisnąć nadgniłe owoce. W lesie zamiast grzybów spotykam sterty śmieci i automobilistę myjącego samochód w strumyku. O oszustwach, przestępstwach, krzywoprzysięstwach czytam na co dzień w polskich mediach.
    Na szczęście lud góralski bogobojny jakby bardziej, bo kiedy zapytałem góralkę na Krupówkach, czy jej oscypki są czysto owcze, zapewniła: A cyste, cyste, panocku.
    – Ale czy czysto owcze? Przysięgnie pani, że czysto owcze?
    – Na tej ulicy nikt nie przysięgnie 😎

  154. Tobermory
    26 maja o godz. 9:52

    Czyś ty się chłopie szaleju najadł? Kto tutaj ci grozi, zastrasza i knebluje? Kto tobie macha przed oczami jakimś dyplomem i dlaczego ten dyplom tak cię kłuje w oczy? Jeśli nie chcesz dyskutować, to nie dyskutuj, przymusu nie ma, ale na litość, nie wygaduj jakichś totalnych nonsensów.

  155. „Ludzki umysł zawsze będzie na zewnątrz rzeczy i może je tylko obserwować, ale nie może się z nimi nigdy w pełni utożsamić”

    To jest dopiero odkrywcze!
    Jak się nie utożsamię z krzesłem, to go nigdy nie zrozumiem 😀
    Ludzki umysł jest wewnątrz ludzkiego mózgu. Czy umysł Roggera utożsamia się z jego mózgiem? Chyba tak, bo cóż innego by tak pusto dudniło na tym blogu?

  156. Rogger77
    26 maja o godz. 9:15

    Oto kpienie z cudzych poglądów, bez oglądania się na to, czy one słuszne, czy niesłuszne.

    „każdy ma swój własny pogląd” – to czysta kpina.

    „O ja cie pie.dole, o ja cie pie.dole!” – to cytat z jednego z pierwszych numerów „Nie”.

    Własny w tym sensie, że każdy coś ma w swojej kapuście – ale czy to „pogląd” i czy on „własny”?

    Zdanie pani Szyszkowskiej:

    „Światopogląd każdego z nas ma niepowtarzalne, indywidualne cechy, o ile stanowi
    rezultat własnych poszukiwań” zawiera niepotrzebne, bo mylące wskazanie „każdego z nas”. Ale Ty bezpodstawnie, mówiąc pospolite głupstwo, podpierasz je wypowiedzią pani Szyszkowskiej na zupełnie inny temat. On nie mówi o tym, że KAŻDY ma swój własny pogląd, lecz mówi o światopoglądzie, który się uzyskuje w wyniku własnych poszukiwań. Z Twojego „każdy ma swój własny pogląd” zrobiłaby się największa w dziejach katastrofa. Grubo ponad 7 miliardów różnic wśród najbardziej agresywnych i w dodatku okrutnych zwierząt! I tak jest gówniano, a Ty jeszcze z takimi katastroficznymi pomysłami.

  157. Tobermory
    26 maja o godz. 9:58

    Widzisz, filozofia właśnie polega na tym, że dostrzega się paradoksy i różne dziwne rzeczy tam, gdzie tzw. „zdrowy chłopski rozum” widzi tylko proste i oczywiste rzeczy. Ten właśnie paradoks, że krzesła nie mogę rzeczywiście poznać, dopóki nie wniknę w jego istotę (czyli „krzesło samo w sobie”) dostrzegłem nie ja, ale wielki filozof Immanuel Kant, gdzie mnie tam prostemu chłopakowi z pustym mózgiem do niego.

  158. @ Żorż Ponimirski
    26 maja o godz. 2:24

    Wymowa cytatu bardzo (dla mnie) oczywista. W cybernetyce to szerokie podejście dotyczy przyczyny, jako że nauka ta para się m.in. zmianami w czasie. By móc wpływać na jakikolwiek proces, trzeba poznać „siłę sprawczą”. KK zinstytucjonalizował wymyślonego kiedyś sprawcę wszystkiego i zyskał w ten sposób narzędzie ubezwłasnowolnienia ludzkości – bo po co myśleć, skoro wiadomo. Idea Boga daje odpowiedź na wszystko niczego nie wyjaśniając. W tej sytuacji (indoktrynacja od urodzenia i wszechobecne symbole – od krzyży, poprzez pokropki wszystkiego do licznych świąt kościelnych z publicznymi obrządkami) samodzielne myślenie wymaga odwagi, a powątpiewanie w zasadność głoszonej przyczyny zakrawa na szaleństwo.
    Opisana przez @Lewy’ego (26 maja o godz. 7:55) szkoła możliwa jest we Francji. W Polsce raczej nierealna. Dla mnie osobiście nauka historii religii jest stratą czasu, aliści nie jestem przypadkiem typowym i pozostawiam ten temat tym, dla których jest ważny.
    Generalnie – wszelka nauka powinna odbywać się na zasadzie zadawania uczniom pytań na temat poznawanego materiału, co wymusza jego zrozumienie. Bezmyślne uczenie się na pamięć zabija wszelką kreatywność. Od perfekcyjnej powtarzalności są automaty. Każdy powinien nauczyć się kreatywnie wykorzystywać własny mózg zawsze i wszędzie. To właśnie dzięki tej właściwości człowiek nie tylko nie zginął jako gatunek, ale pokonał wszystko i wszystkich i z braku przeciwnika walczy ze sobą.
    Zauważ, że jednym z efektów powszechnego ubezwłasnowolnienia umysłowego jest nieprawdopodobnie rozbuchana administracja wszystkiego i wszystkich, czyli strefa nie tylko nieprodukcyjna, ale hamująca wszelki postęp i rozwój. Administracja służy tylko i wyłącznie tym, którzy są nad nią.
    Tak, jak religie zawładnęły umysłami wykorzystując fakt, że myślenie to jednak praca i to niełatwa, tak gospodarka „wolnorynkowa” zawładnęła naturalną chęcią posiadania, bazując na „bezpieczeństwie” – im więcej posiadasz, tym jesteś bezpieczniejszy. Doszliśmy do absurdu, gdy w imię wzrostu gospodaczego musimy pracować, a jedynym celem pracy jest kupowanie, aby napędzać wzrost gospodarczy. Otaczają nas góry niepotrzebnych rzeczy, które już dawno zastąpiły wszelki sens takiej działalności. Powoli zaczynamy dostrzegać, że ten wzrost gospodarczy przynosi zyski bardzo niewielu i że przepaść ekonomiczna pomiędzy tą garstką, a resztą jest już ogromna. Przecież to nic innego jak dawne królestwa – jakaś grupka/rodzina posiada prawie wszystko, a reszta to poddani (dziś zadłużeni). Taki kompletnie niekontrolowany wzrost gospodarczy musi prowadzić do katastrof ekonomicznych (np. załamania na giełdach) i technologicznych (np. problemy z procesorami Intel’a). A do tego dochodzą odradzające się wojny religijne.
    Co zrobić – nie wiem. Można oczywiście pokładać nadzieje w następnych pokoleniach ale to może mieć sens pod warunkiem, że pokolenia te nie będą przez nas indoktrynowane. Czy to jest realne?

  159. wbocek
    26 maja o godz. 10:06

    A kto ma oceniać, czy dany pogląd jest wynikiem własnych czy niewłasnych poszukiwań, czy jest gdzieś jakiś obiektywny trybunał który wyrokuje takie rzeczy? Światopogląd każdego człowieka jest częściowo wynikiem powielania poglądów innych, a częściowo – wynikiem własnych doświadczeń. Nigdy bym się nie wykazał taką pyszałkowatą arogancją, żeby twierdzić, że mój własny światopogląd jest tylko moim własnym wytworem, a światopogląd drugiego człowieka jest tylko powieloną kalką. Każdy sam przeżywa własne doświadczenia, sam decyduje jaki światopogląd przyjąć i najlepiej wie, jak ten światopogląd się kształtował i pod jakim wpływem. Szyszkowska jest wnikliwym filozofem i wie co mówi, że światopogląd KAŻDEGO z nas ma indywidualne cechy w takiej mierze, w jakiej powstał w drodze własnych poszukiwań. I nie twierdzi, że tylko wybrana grupka ludzi ma zdolność do takich własnych poszukiwań, a bezmyślna tłuszcza tylko powiela poglądy innych.

  160. Zmiana w Irlandii. Katolicki kraj staje się miłosiernym, milszym i wyrozumiałym. I ma zdeklarowanego geja na posadzie premiera. Czy Biedroń uratowałby Polskę przed czarnym terrorem?

  161. @ wbocek
    26 maja o godz. 10:06

    Chyba trochę wpadłeś we własne sidła.
    Grubo ponad 7 miliardów różnic wśród najbardziej agresywnych i w dodatku okrutnych zwierząt!
    Świat widział już niezliczone próby urawniłowek myślenia. Nigdy nie przyniosły one poprawy jakościowej, a jedynie ilościowe (piramidy, katedry). Przyniosły głównie wojny. A wojnę można prowadzić wtedy, gdy ma się wojsko czyli ogromną masę podporządkowanych ludzi. A jak ich zdobyć? Wystarczy przekonać małą grupkę na początek, ta grupka przekona kolejnych i tak powstaje każdy ruch społeczny, każda ideologia i każda religia. Jeżeli jest od początku dobrze skanalizowana, to szybko mamy mocarstwo/imperium/kościół. Zauważ, że demokracje nie pozostawiają po sobie wielkich budowli ale zapewniają stosunkowo długie okresy (względnego) pokoju i urozmaiconego rozwoju. A demokracja to nie tylko przyzwolenie ale wręcz wymóg inności indywidualnej. Ale bardzo trzeba o nią dbać. Bo akurat ona nie jest umiłowana przez żadnego boga.

  162. Tobermory
    26 maja o godz. 10:41

    Obawiam się,że Biedroń nie uratowałby Polski.
    Myślę,że o wiele łatwiej i szybciej dokonują się zmiany w krajach o małej liczbie mieszkańców.( przyklad wszelkich wcześniejszych zmian w krajach skandynawskich)
    Irlandia to około 4,7 mln ludności,więc pomimo obecnego tam kk obywatele odważyli się w większości na samodzielne myślenie we właściwym kierunku.
    A Polska to prawie 37mln. Proces zmian myślowych w takim społeczeństwie trwa niestety o wiele dłużej.

  163. Qba
    26 maja o godz. 10:46

    Nie wpadłem w żadne sidła, tylko niefrasobliwie powiedziałem głupstwo, antycypując, że tak powiem, sytuację niemożliwą – stosownie do tego, co palnął młodociany zbuntowany Rogger.

  164. wbocek
    26 maja o godz. 11:01

    Jak to fanie być znowu młodocianym zbuntowanym, bo z perspektywy młodzieży jestem już niestety starym konformistą 🙂

  165. @basia.n
    26 maja o godz. 10:56

    Francuzów było o wiele więcej, a jedną ustawą udało im się rygorystyczne rozdzielenie państwa i kościoła, i to już w 1905 roku. Tyle że Francuzi mieli za sobą Oświecenie i odpowiednie nastroje antyklerykalne w narodzie, a Polacy… Szkoda gadać 🙁
    Mamałyga, budyń, plastelina 🙄

  166. Rogger77
    26 maja o godz. 10:19

    Rogerze, nie cierpię dzieci. Kiedy powiedziałeś coś takiego, że gdybyś się dowiedział, że gdzieś ktoś mówi źle o religii czy o wierzących, poszedłbyś ich bronić, stało się dla mnie jasne, że jesteś zadziornym kogucikiem, a pokazałeś już wystarczająco dużo, że zadzierać możesz z dowolnego powodu – byle gadać, byle pleść. Na tym uroczyście kończymy.

  167. Qba
    26 maja o godz. 10:10

    Z przyjemnością czytam Twoje wpisy 🙂

    Wczoraj powiedziałeś,że O.Tokarczuk czytasz „od zawsze”,a ponieważ ja nie znam tej autorki,więc chciałam Cię poprosić o pewne wskazówki w ułożeniu jakiejś kolejności sięgnięcia po jej książki. Od czego powinnam zacząć ?

  168. Tobermory
    26 maja o godz. 11:08

    No wlaśnie ! Francuzi mieli Oświecenie,a Polacy…. ducha świętego 🙂 🙂

  169. wbocek
    26 maja o godz. 11:09

    Niczego takiego nie powiedziałem wbocku i dziwne, że będąc wrażliwym na przypisywanie sobie słów, których nigdy nie wyraziłeś, sam tak postępujesz i przypisujesz mi słowa, które nigdy spod mojej klawiatury nie wyszły.

  170. @basia.n
    Dopiero teraz odsłuchałem Glucka i Ravela. Dzięki.Koncert fortepianowy Ravela, to jakby zdjął skórę z Gershwina, ale nie szkodzi, bo fantastyczny.
    Z pewnością znasz ten koncert Ravela na fortepian na jedną ręke, specjalnie skomponowany dla nieszczęsnego francuskiego pianisty, który rękę stracił w czasie I wojny. Już nie pamiętam lewą czy prawą.

    Jak słucham Glucka, to zawsze próbuje sobie wyobrazić tego tragicznego Orfeusza, jak on wychodzi z Hadesu, nie wytrzymuje, ogląda się i traci Eurydykę na zawsze. Serce się kraja !

  171. Rogger77
    26 maja o godz. 11:15
    Ej Roggerze, taki młody, a już go dopadł alzheimer. A kto to się chwalił, że poszedłby do murzynów bronic honoru siostry ?

  172. Lewy
    26 maja o godz. 11:37

    Jak sam dobrze wiesz, dyskutowaliśmy sobie hipotetycznie o wymyślonym klubie murzynów. Niemniej jednak, zgadza się, nie mógłbym nie zareagować, gdyby ktoś lżył bliskie mi osoby, a ja bym o tym wiedział. Nawet jeśli nie poszedłbym fizycznie, żeby skakać do oczu jakiemuś murzynowi (takie zachowanie byłoby faktycznie godne kogucika), to przynajmniej napisałbym e-maila do takiego klubu, gdzie spokojnie wyjaśniłbym bezzasadność i niestosowność takiego zachowania i obmawiania. Czy mam rozumieć, że Ty byś tak nie zrobił? Kompletnie nic w obronie bliskich osób, nawet jakiegoś symbolicznego gestu?

  173. @ basia.n
    26 maja o godz. 11:10

    Czytając mnie, przydajesz mi znaczenia. Dzięki Ci za to.

    Trudno jest coś poradzić. Starzy automatycy mówią, że jeżeli nie wiesz od czego zacząć, zacznij od czegokolwiek. Ale twórczość literacka przez każdego odbierana jest inaczej. Osobiście staram się stosować zasadę zaczynania od dzieł „ze środka” okresu twórczego, gdy styl jest już wypracowany, a poglądy jeszcze świeże.
    Wydaje mi się, że „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, „Prawiek i inne czasy” czy „Bieguni” mogą być dobrym początkiem. Film „Pokot” zrobiony na bazie tej pierwszej – jeżeli chcesz – oglądaj raczej po książce. Według mnie, nie dorównuje książce, ale to znowu bardzo indywidualna ocena.

  174. Lewy
    26 maja o godz. 11:34

    W wypadku Gershwina i Ravela – wplyw na twórczość miał Ravel na Gershwina,a nie odwrotnie 🙂
    Zetknął się z kompozycjami Ravela jeszcze podczas studiów muzycznych w Paryżu u Nadii Boulanger. A potem,po latach,kiedy odbywał podróże po Europie,udał się do Ravela z prośbą o lekcje kompozcji,ale kompozytor powiedział mu,że to niepotrzebne,bo powinien trzymać się własnej drogi muzycznej 🙂

    Jeśli podobał Ci się koncert no1 w wyk. Yuji Wang,to z tej samej plyty dam Ci koncert no2

    https://www.youtube.com/watch?v=ZbEtk1kdYx4

    Gluck to prawdziwa perełka muzyczna.

  175. Qba
    26 maja o godz. 11:57

    Dziękuję za wskazówki. Umotywowałeś bardzo trafnie,więc pójdę za nimi.

  176. @Rogger77
    Ja bym do murzynów nie poszedł, bo moja siostra to porządna kobieta.

  177. Lewy
    26 maja o godz. 12:06

    Moja też, najuczciwsza i najporządniejsza dziewczyna na świecie. Jednak kiedy w szkole niegdyś przyszła do mnie zapłakana, bo jej dokuczał kolega z klasy, z miejsca poszedłem do tejże klasy i trzepnąłem gościa w łeb. Od tej pory dał jej święty spokój.

  178. @Rogger77
    No tak, ale ten chłopak, którego trzepnąłeś w łeb nie był murzynem

  179. Lewy
    26 maja o godz. 12:24

    No faktycznie, nie był, tutaj mnie zagiąłeś 🙂

  180. Coś niesamowitego znalazłem wśród komentarzy pod artykułem o wygranym przez kobiety referendum w Irlandii
    gangut
    Referendum powinno się odbyć – ale kobiety nie powinny mieć w nim prawa głosu. Pytać kobiety o prawo do zabijania dzieci to tak jakby pytać alkoholików czy znieść ograniczenia w sprzedaży alkoholu.

    Ten gangut to orangutan i, wybacz Roggersie, ale on chyba z tych sukienkowych, którzy wiedzą gdzie jest miejsce kobiet.

  181. Tego referendum w Irlandii nie wygrały kobiety, lecz społeczeństwo irlandzkie – mężczyźni (65 proc.) i kobiety (70 proc.)

  182. Roger77

    Łżesz, ambitny chłopcze. Co odpowiedziałeś Lewemu o Murzynach i kto Ci tych Murzynów
    podsunął – nie pamiętasz? A ja powiedziałem: „coś takiego”, a nie że cytuję. Z przekomarzankami na tym poziomie – to do piaskownicy.

  183. Pombocku,
    daj sobie spokój z tym filozofem za dychę 🙄 Nie zaszczycaj uwagą, bo nie warto.

  184. Wygląda na to, że w Irlandii wygrał rozsądek.
    A pedofilska mafia – won do kruchty!

  185. pombocek
    26 maja o godz. 13:29

    Co to znaczy „coś takiego”? Albo konkretnie odnosisz się do tego co powiedziałem, albo przypisujesz mi coś czego nie powiedziałem, nie ma opcji pośrednich. Imputujesz mi że jestem „zadziornym kogucikiem”, który będzie zadzierał z każdym z dowolnego powodu i że szedłbym bronić religii jeśli bym się dowiedział że jest gdzieś obrażana, chociaż nic takiego nie wynika z moich wypowiedzi. Zwracam więc uwagę, że przypisujesz mi intencje, których nigdzie nie wyraziłem, a nie przekomarzam się.

  186. @Lewy 26 maja o godz. 7:15
    Twierdzisz, że aggent Rogger nie jest pospolitym chamem?
    Przeczytaj choćby Rogger77 26 maja o godz. 7:07 – tekst pierwszy z brzegu.
    I na przyszłość postaraj się nie pisać bzdur.

  187. Dialog z kaka to dialog d.. z kijem.
    Właśnie dlatego dyskusji z udziałem kaka nie będzie nigdy.
    Ale dyskusje na temat kaka – w tym również jego „wewnętrznych spraw” – popieram.
    Choćby dlatego, że nic tak nie wnerwia dyżurnych wtyczek…

  188. @Żorż Ponimirski 26 maja o godz. 7:39

    Oczywiście, wyraziłeś się jasno. Religianctwo – to relikt pochodzący z gadziej części mózgu. Dorzucę tylko, że nie jest prawdą, że religianci nie opluwają ateistów.
    „Worki skórno-mięśniowe” to tylko jedno z określeń, jakimi operują skatoleni na swoich forach.

  189. @@ basia.n, Tobermory

    basia.n
    26 maja o godz. 10:56

    Tobermory
    26 maja o godz. 10:41

    Obawiam się,że Biedroń nie uratowałby Polski.

    Zgadzm się basiu, że Biedroń nie uratowałby, nie uratował i nie uratuje Polski. Z tym także, że w małym kraju – może – większa szansa na zmianę. Ale to wydaje mi sie dosyć miękkim argmentem. Owszem, Irlandia była i jest małym (ludnościowo) krajem, oraz brutalnie katolickim (była, prawie do dziś, a od dziś kolejna zmiana na lepsze) i peryferyjnym, jednak – pomimo pewnych podobieństw do Polski ( zamordystyczny katolicyzm, bieda – ściśle związana z katolicyzmem – i Wielki Brat), jest też mnóstwo czynników silnie rożnicujących Irlandię od Polski, a bardzo sprzyjających wyzwalaniu się od nędzy religii, jej homofobii, ksenofobii i pozostałych fobii. W tym wielkie migracje do Nowego Świata w którym to świecie Irlandczycy z pochodzenia są znaczącą, ważną i mającą szerokie oparcie w polityce, kulturze i biznesie znaczenie – mniejszością. Dopracowali się tego. To ściśle odwrotnie od imigrantów z Polski W USA Polonia jest najmniej znaczącą z mniejszości, najsłabiej umocowaną politycznie, gospodarczo i kulturowo, najbardziej zaściankową wobec innych mniejszości, biorąc pod uwagę bilans ich wielkości i znaczenia. Sam dół.

    Z powodu takiej pozycji Irlandczyków w Nowym Świecie było i dziś jest jeszcze więcej głębokich związków i więzi pomiędzy samą Irlandią a jej mnniejszościami w świecie. To otwiera na świat, wywołuje docenienie róznorodności, ułatwia obalanie mitów, budowanie nowoczesnej gospodarki zasilanej tak pieniędzmy irlandzkich emigrantów,którzy wyrośli na włacicieli wielkich biznesów i fortun oraz mają kompetencje w swoich dziedzinach, kontakty i zaufanie. Te intensywne kontaky, powroty, reinwestowanie w ojczyźnie przodków musi dawać i daje efekty, ktorych kolejnymi etapami były szoki poznawania koejnych prawd o brutalnej, zbrodniczej nędzy opresji, w jakiej Kościół kat przez wieki trzymał Irlanddczyków: o sprawach „Filomeny” – czyli eksploatacji „upadłych” dziewcząt przez Kościół kat, systemowej zbrodni kradzenia ich dzieci i sprzedawania za granicę,przez masowe groby bezimiennych, zadręczanych po śmierć dzieci i biedaków, przez pedalstwo klechów, ich zbrodnie pedofilii bez końca i bez kary, przez gangsterskie biznesy kleru, oraz – teraz – wyrwanie się wreszcie z łańcucha totalnego i wpisanego do samej konstytucji Irlandii całkowitego zakazu aborcji. To daleko nie koniec, ale wiele ważnych rzeczy na dobrej drodze już się stało.
    Polska? Poza trzema podobieństwami jakie wyżej wymieniłem ,niemal ścisla odwrotność historii Irlandii. Wielcy polskiego pochodzenia biznesmeni czy menedżerowe wracający z USA, Kanady, Australii, by tworzyć jeszcze większe, nowocześniejsze i zyskowniejsze biznesy niż tam – żarty. Największego formatu Polonus, z USA, jest niejaki Berczyński – kumpel Macierewicza, (współ)pracownik Boeinga niższego rzędu, którego najwybitniejszą zasługą nad Wisła było „uwalenie caracali”, po to, by otworzyć drogę do zakupu (poza przetargiem, czyli metodą korupcjogenną) amerykańskiego black hawka. jakieś polonusowe doliny krzemowe nad Wislą? Jeszcze większe żarty. Jakieś niewpychanie sie Kościoła kat (jak to jest w USA)w politykę i w konstytucję, oraz bycie indentycznie, jak każdy traktowanym przez prawo? Żart do potęgi. Polonusy, jeśli cokolwiek sprowadzają do Polski ze świata, to własną śmieszność, zaściankowość i fobie.

  190. Na marginesie
    26 maja o godz. 13:58

    Kto tutaj jest chamem i prostakiem, to już zostało definitywnie stwierdzone i to nie przeze mnie.

  191. Nagroda Bookera dla Olgi Tokarczuk cieszy mnie bardzo. Nie znam tej nowej książki, może niebawem poznam.
    W „Księgi Jakubowe” zanurzyłem się jakieś trzy lata temu, ale nie byłem w stanie czytać jednym ciągiem. Wynurzałem się, nabierałem powietrza i znowu dawałem nura w tę gęstwinę i magię, fascynującą i splątaną. Wracałem do poprzednich rozdziałów, bo się gubiłem w genealogiach i pokrewieństwach, podróżach i wizytach, mapach i ilustracjach… Te ksiągi to nie lektura, a przeżycie. Przynajmniej dla mnie.
    A później czytałem do poduszki, po kawałku, aby się zbyt wcześnie nie skończyła, książkę „Dom dzienny, dom nocny”, powieść na przemian tragiczną, komiczną i mądrą. I bardzo mi bliską, bo dzieje się w okolicy, którą dobrze znam i ciągle jeszcze tam bywam.

  192. @Lewy 26 maja o godz. 7:55
    „Nie ma między name wielkiej różnicy, bo my też mamy wątpliwości” – to standardowe łgarstwo skatolonych, powtarzane ad nauseam pod adresem ateistów. Bo kiecuny bez przerwy mają nadzieję, że jednak kogoś skaptują tym swoim… miodem.

  193. Roggerek już do reszty się zacukał. Czyżby zgubny wpływ ateistów?
    Jeszcze wszystkiego nie doczytałam. Jeszcze chyba się pośmieję z aggenta.

  194. Czytaj dziewczynko, czytaj, może się czegoś nauczysz, chociaż wątpię.

  195. @Na marginesie
    26 maja o godz. 14:01
    No to w ramach podawania jedynie bezdyskusyjnych wiadomości prasowych wklejam taki tekst 🙂

    Pieniądze z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym dla fundacji o. Rydzyka

    Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar prosi o wyjaśnienia ministra sprawiedliwości. Chodzi o pieniądze z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym, które powędrowały m.in. do fundacji o. Rydzyka i CBA.
    Polsat News publikuje treść listu RPO. Wynika z niego, że Adam Bodnar jest zaniepokojony wydatkami, jakie poczyniono w ramach funduszu.

    No cóż pokrzywdzonym wiatr w oczy,a innym,wiatr w plecy .

  196. Tanaka
    26 maja o godz. 14:07

    Podsumowałeś tak trafnie,że dopiszę tylko
    Howgh 🙂

  197. @basia.n 26 maja o godz. 14:16
    Jak na pokrzywdzonego to on raczej dobrze wygląda.
    https://koduj24.pl/pieniadze-z-funduszu-pomocy-pokrzywdzonym-zgarnela-fundacja-rydzyka-i-cba/

  198. @basia n., Tanaka – irlandzką psyche przeorała również afera pedofilska – raport sędziego Ryana, zlecony przez rząd irlandzki (nie przez kaka!) wykazał, że pedofilskie ekscesy kleru i znęcanie się nad dziećmi były powszechne na terenie całego kraju. Poza tym jest zupełnie niemożliwe, aby Watykan o tym nie wiedział – chociaż Benio XVI otrzymał – chyba na kpiny – raport Ryana na złotej tacy.
    Terry Eagleton, Irlandczyk, marksista i jeden z nainteligentniejszych pisarzy, jakich znam – opisuje w mini-biografii sytuację w autobusie, gdy jego ojciec, widząc dwie zakonnice, natychmiast zapłacił za ich bilet. Była to dla niego rzecz oczywista. Taki był stosunek prostego ludu do „konsekrowanych zanim mleko się wylało w sprawie afer.

  199. Na marginesie
    26 maja o godz. 14:39

    Wobec tego ma szczęście Irlandia ,że tam rząd zlecił sędziemu sporządzenie takiego raportu.
    Niestety w obecnej Polsce na razie jest to niemożliwe.
    Natomiast możliwe jest to:

    FAKT24.PL
    „Łódzka prokuratura postawiła satyrykowi Antoniemu Szpakowi zarzut znieważenia narodu polskiego. Felietonista „Angory” naraził się śledczym tekstem krytykującym obecność najważniejszych urzędników państwowych na urodzinach Radia Maryja. – Jedynie w durnym, kołtuńskim kraju może dojść do takiej paranoi – napisał w tygodniku.”

    Nie napawa to optymizmem….

  200. @basia.n

    Chyba bedzie trzeba nauczyc rozumu i posluchu wstretnych pismakow z rajchu i ze Szwajcarii. Za duzo sobie pozwalaja:

    „Ironie verboten
    Basler Zeitung-23 maj 2018
    Für den Satiriker Antoni Szpak gehörte es ins Reich der Realsatire, was … nicht angewendet: ein Gesetz, das jedermann mit Gefängnis droht, ”

    „Der Kampf der Herrschenden gegen Spott und Ironie
    Süddeutsche.de-22 maj 2018
    Für den Satiriker Antoni Szpak gehörte es ins Reich der Realsatire, was … Der sieht bis zu drei Jahren Gefängnis für jeden vor, der „öffentlich ..”

    W epoce brzesko-kartuskiej Tuwim proponowal, zeby wladze odnosne publikowaly okolniki, z ktorych mozna by sie bylo dowiedziec, z czego w danym momencie wolno sie smiac. Zauwazam, ze to musialby byc druk periodyczny – na przyklad taki Giertych kiedys byl cacy i oki a teraz to Wrog Narodu. Fatwo wypasc z fazy, jesli idzie o Prawde Etapu.

  201. @basia.n 26 maja o godz. 14:53
    Na podobnej zasadzie piętnowanie pedofilii jest potępiane jako ręka podniesiona na kaka.
    Z potępienia wynika, że kaka = pedofilia. Logika, że tak powiem, nieodparta, choć specyficzna.

  202. @Tobermory 26 maja o godz. 15:19
    Ale no przecież powtarzania nigdy dość.
    Jest to zresztą podstawa – katechezy 🙂

  203. Na marginesie
    26 maja o godz. 15:08

    tak jest. Potępianie pedofilii wśród kleru jest atakiem na Kościół kat. Jest też atakiem na „uczucia katolickie” – które są tak przewielbione przez niepoćciwego @Roggerka.
    Córeczka lat siedem, wyznaje mamusi katolickiej lat 34 ze wsi Górna Duda (albo odwrotnie), oraz z miasta wojewódzkiego Majonez Kielecki, że ksiądz dobrodziej wsadza jej rączkę w majtasy i robi rączką różne rzeczy. Na co dostaje od mamusi ścierą w buzię, oraz słowa kochające: nie bedziesz mi, gówniaro przebrzydła, kalać imienia proboszcza naszego który jest święty człowiek i w plebanii wisi jego portrecik z Naszym Świętym Ojcem Świętym.

  204. Na marginesie
    26 maja o godz. 14:39

    Wspomniałem o sprawie pedofilii, nie skupiając się na raporcie, bo dałem obraz syntetyczny, ale – rzecz jasna – raport (niekościelny, jak podkreślasz, bo kościelny były łgarstwem od A do Z), został sporządzony, opubikowany i wstrząsnął Irlandczykami otwierając im (nieraz celowo zamknięte) oczy na powszechność tej zbrodni bandziorów sakramentalnych.

  205. Tobermory
    26 maja o godz. 15:19

    Czy tata czyta cytaty Tacyta?
    Ja tam czytam. 😀

  206. @Tanaka 26 maja o godz. 15:25
    Bo lud boży nie pozwala kalać słowem. I wykazuje magiczną mentalność: jeśli o czymś się nie mówi, to rzecz nie istnieje. Dlatego właśnie niewinne małolaty nie powinny nawet znać określeń na to, co im robi xiunc dobrodziej. Dlatego wychowanie seksualne w szkołach – to wróg, bo boże dziecię może – o zgrozo! – zakumać, o co biega. No i dlatego za pontyfikatu kremówkowego Lolka – naszego człowieka, który został talerzem – eskomuniką karano ujawnianie pedofilii kleru, ale nie jej uprawianie. Potęga słowa…

  207. Witaj, panteodor 🙂

  208. @Tanaka
    26 maja o godz. 15:31

    😀
    Pod moim nickiem obiecane @basi.n migawki z Bilbao (Guggenheim), a przedtem podróż przez Prowansję, Camargue (saliny Aigues Mortes) Hiszpanię (Andaluzja z Cordobą, Salamanca, Ciudad Rodrigo) do Portugalii (Algarve, Sintra, Mafra, Cabo da Roca, Coimbra), a na sam koniec nawet troszkę Lyonu 😉

  209. Na marginesie
    26 maja o godz. 15:34

    Całkowita racja.Warto to mocno podkreślić, że Kościół kat stosuje mało widoczne narzędzia zniewolenia człowieka, które są w istocie torturą, odbierającą mu podmiotowość i człowieczeństwo zmuszając go w ten sposób do bycia wieczną ofiarą, niezdolną zobaczyć i pojać, że nią jest, bo też utrzymywaną w kłamliwym przeświadczeniu, że jest on „miłowany” i będzie „zbawiony”. A narzędziami tymi są proste urządzenia mentalne: odcięcie od swobodnej i rzetelnej edukacji (to „zgorszenie”, „popadnięcie w ateizm”, „nihilizm”), izolacja (zamknięte kregi świetego wtajemniczenia, oazowcy, pielgrzymkowicze, grupy modlitewne, sodalicje i podobne oraz katolickie szkoły) która może być fizyczna (ta jest trudniejsza do utrzymania), ale częściej – emocjonalna (MY jesteśmy dobrzy i strzeżemy Prawdy, Ducha i świętości, a ONI są źli i chca Świętość splugawić), więc MY musimy być zawsze razem, zawsze w swoim, czystym, kręgu oraz sytuować się powyżej ONYCH, którzy biegają po podwórku, zmawiają się na gry komputerowe, grają w piłę, schodzą się w kinach albo galeriach, podrywają dziewczyny, są na ostrych imprezach, więc MY musimy ich omijać i być tam,gdzie ich nie ma. Inne z narzędzi – też klasyczne: guru. On wie wszysko, jemu ufamy bez granic, on ma kontakt z bozią. Typ znany i modelowy: Rydzyk.

    Deprywacja możliwości swobodnego kontaktu z innymi, możliwości uzyskiwania wiedzy, pojęcia własnego niewolniczego położenia oraz wyrażania siebie jest warunkiem koniecznym sukcesu Kkat. Jest to zbrodnia przeciw partykuarnym osobom, a w sumie – zbrodnia przeciw ludzkości.

  210. Tobermory
    26 maja o godz. 15:51

    Kurcze, to na długie i szczegółowe wgapienia. Nałoko – 😀 – jakieś 250 sztuk, ale tak pełne treści, że na to samo łoko – będzie ze 3 x tyle.
    jako wyznawca fotografii przyrodniczej i krajobrazowej, zwłaszcza spokania kontrastów materii, enegii i emocji morza ze skałą, a kamienia z rośliną, oraz spotkania/konfrontacji człowieka z przyrodą, widzę tu pełno smaków. Niektóre z motywów rozwinąłbym w duże sesje, idąc tropem graficznym, albo malarskim. Ale też architektonicznym. Dla przyładu – te zrolowane płyciny korka to znakomity motyw do robienia serii fotografii graficznych. Z kolei porosty, glony, algi, mchy i drobiazgi roślinne na skałach to kapitalny powód dla fotograficznych chromatyczności i wejścia w detal strukturalne. Zaś budowle, wioski czy miasteczka powpinane w skały i spływajce ku morzu to nieskończona przestrzeń dla fotograficznych rozmalunków. Drobiazg dzikiego maku na krawędzi skały – fantastyczny motyw portretowy o odcieniach emocjonalnych i zabaw w coraz to inne kompozycje.

    A ja, kurde, w niedoczasie wieszania fot na blog.

  211. @Tanaka
    26 maja o godz. 16:38

    A co ja będę kogo mordować moimi sesjami.
    W komputrze mam ze 150 tysięcy obrazków 🙄

  212. Rogger77
    26 maja o godz. 7:56

    Mylisz się, wierzący również czasami pokpiwają z niewierzących (oczywiście przy całym szacunku dla człowieka itd.) i uważają ich przekonania za fantastyczne. Np. przekonanie, że wszystko powstało samo sobie z niczego – wierzący uważa, że człowiek znający życie wie że nic nigdy nie powstaje samo z siebie, wszystko w życiu trzeba sobie ciężko wypracować, nawet najprostsze rzeczy. Więc jakim cudem tak nieskończenie złożona struktura jak wszechświat, miałaby zaistnieć ni z tego ni z owego, sama z siebie? No ale już każdy ma tutaj własny pogląd na te kwestie

    Rodżer, tym fikołkiem zasłużyłeś na kpinę, ale wyjątkowo potraktuje Cię ulgowo i nie urażę Twoich uczuć religijnych. Porównanie zjawisk ze świata subatomowego do ciężkiej harówki, aby coś osiągnąć pachnie zdezerterowanym- wszechświat musiał ktoś stworzyć, bo przecież dom sam się nie wybudował z niczego.
    Przecież z tym się nie da dyskutować. 

  213. Zasadnicza różnica polega na tym, że religiant rzutuje na rzeczywistość urojone fantazje, aby się z nią pokrywały, a nie opiera się na tym co z niej wynika. Równanie Schrodingera czy zasada nieoznaczoności Heisenberga to nie to samo co niebieska kniżka. Różnice między literackim, a matematycznym opisem przyrody mówią same za siebie.‎

  214. Tanaka
    26 maja o godz. 16:23

    Co byś, Tanako, powiedział, gdyby się stał orędownikiem dogadania się „Polityki” z TVN czy Polsatem (od dawna ich nie znam, bo tele dla mnie nie istnieje) i którymś z protestanckich odłamów chrześcijaństwa – np. z baptystami – w sprawie transmitowania ich mszy – czy jak się to u nich nazywa – z rozmowami w kościele, pytaniami, odpowiedziami, dyskusją wiernych z pastorami, chodzeniem dzieci po kościele. Żeby pokazać otumanionemu narodowi, że chrześcijański kościół to nie tylko grzmienie katabasów i milczenie owiec. Chodzący po wodzie nie tylko kazał, ale i rozmawiał. Może tak mógłby wyglądać początek odbierania hegemonii brzuchatemu Krk?

  215. Tobermory
    26 maja o godz. 15:19

    Nie mam pojęcia,jak umknęly mi te Twoje wpisy na temat sprzed dziewieciu dni! Podejrzewam,że przy szybkim przewijaniu.A przecież to ważny temat.
    Bardzo się cieszę,że są obiecane zdjęcia. Idę oglądać przy herbacie 🙂

  216. @Tobermory – mezquitę z Cordoby oczywiście rozpoznaję, a powozownia wygląda mi na Madryt? Museo de Jamon – sieć barów z wywieszonymi tonami szynki – funkcjonuje chyba w całej Hiszpanii. A średniowieczny most z katedrą w tle – to chyba Toledo? No i Casa de las Conchas – Salamanca? W sumie całkiem sympatyczny misz-masz, miły dla oka.

  217. wbocek
    26 maja o godz. 17:19

    Powiedziałbym, jako ateista, że słabo w to wierzę, ale może odrobinę, albo iskiereczkę z popielnika na Wojtusia – tak. Ale tylko tyle, co niewiele jest.
    Może by sie wymienione media i kościół niekatolicki jaki dogadały, ale dogadanie to jedno, a oglądanie to drugie. Zmusić sie nie da, byłaby to jakaś oboczność, niszowość wręcz i jak wszystko co wymaga odrobiny mysli, refleksji, ciekawości do drążenia i dowiadywania sie oraz kwestionowania rzeczy zastanych – dla ludzi wyższa niż przeciętna, miary umysłowej. Co ,mocą wiedzy o ludzkich potecjałach i zachowaniach – tylko dla niedużej grupy, a wiedzą o mocy zniewolenia religią specjalnie katolicką, zabetonowanej na swojej pozycji, czyni tą grupę niedużą drobnym marginesem. Ledwo widocznym. Tenże margines, nawet gdyby coś pojał, zaciekawił się, doznał olśnienia, cóż zrobi innego niż to, co robią tzw. „otwarci katolicy” spod znaku Tygodnika Powszechnego? Następny klub dyskusyjny otworzą? W lud nie pójdą, jak niejaki Szaweł-Paweł, co go choroba bnębiła – ciała i umysłu, gnała go za krzaka albo jaką skałę i tym sposobem wygłosił dużo rzeczy o Jezusku, skąd się chrześcijaństwo wzięło. Ci „otwarci” chodzą do urologa, nefrologa i całej reszty specjalistów, a jak mają się gdzie przemieścić, to albo autem, albo Pendolinem. ładnie mówią i ładnie się ubierają, internety mają, więc nie przemówią do katolika. Do kogo przemawia miły redaktor Makowski i ten drugi, co się zna na wszystkim, a zwłaszcza na Putinie, Afganistanie, Syrii i broni chemicznej, Skripalu i Jemenie ? Nawet do mnie nie przemawiają, bo najpierw do siebie nie daja rady przemówić.

    Widzę raczej inną drogę, prymitywną, ale skuteczną: coraz większą degenerację katolicyzmu, jego dostateczne spotwornienie i gangrenoate strupieszenie oraz śmieszność szantażów, uroszczeń i potępień wobec wewnętrznej pustki. Śmiertelna nuda dobije katolicyzm do takiego stanu, że ludzie dadzą sobie z nim całkiem spokój,może poza jeszcze bardziej ograniczonymi kilkoma bezwiednościami – pogrzebu, kościólka parę razy do roku i kilku kolęd, a już znacznie rzadziej – ślubu, komunii czy chrzcin. Nie wyniknie z tego żadna powazniejsza myśl, nie urodzą się z tego jacyś pasjonaci wyższej miary, ale taka już Polska: to w paru krajach kształconego Zachodu bywąją jacyś dociekacze, pisarze, gorący i przytomni polemiści. Inny świat. Polak nie jest od myslenia i moralnych rzetelności, to mu – przez 1050 lat – trzebiła z umysłu religia po drodze przez połowę tego czasu – co najmniej – korzystając też z pomysłu własnego współautorstwa (co najmniej) – niewolnictwa pańszczyzny upadlającej po granicę biologicznej śmierci. Co upadla po takie granice, nie wytwarza ochoty do myślenia, dociekania ani żadnej pasji.

  218. Żorż Ponimirski
    26 maja o godz. 17:09

    Żorżyku – z syntetyczną trafnością, bardzo dobrze to ująłeś. 🙂

  219. Tobermory
    26 maja o godz. 16:50

    Dobrze Ci sie chwalić, jak ja mam jeszcze 16 wywrotek taśm analogowych do skanowania i obróbki. Muszę żyć 860 lat. A cyfrowych chyba mam nieco mniej niż 150 tysięcy. A może więcej?

  220. Tanaka
    26 maja o godz. 18:15

    Chodzi o to, Tanako, że coś na kształt tego było w koszalińskiej telewizji, kiedy jeszcze czasem zerkałem. Nazywało się to „Woda życia”. I dalej się nazywa, bo mają swój baner niedaleko ich siedziby. Nie interesowałem się nimi bliżej. Telewizyjne spektakle polegały na tym samym, co kazania w kościele katolickim: szkolony widać w erystyce tak aktorzył, że długo nie mogłem na to patrzeć. Ale żona, która kiedyś na zaproszenie sąsiada baptysty poszła na ich zgromadzenie, mówiła, że jej się podobał luz, którego w Krk nie ma na wet zapachu. Żona, rzecz jasna, ma w de wszystkich bogów i sekty – poszła z grzeczności i z ciekawości. A ja se pomyślałem, że upublicznianie takich wersji tumanienia mogłoby zasiać zwątpienie i ciut może naruszyć monopol Krk. Se tylko pomyślałem. Również z tego powodu, że nie wszyscy katolicy wyganiają Świadków Jehowy na przykład. Znam trochę takich, co nie wyganiają.

  221. Tobermory
    26 maja o godz. 15:19

    Olądam już całą godzinę i ciągle mi mało 🙂
    W Guggenheim znakomicie uchwyciłeś pewne części ekspozycji.Są one same w sobie artystycznymi abrazami 🙂
    Cordoba wspaniała 🙂 Wraz Sevillą jest na mojej liście podróży – ale chyba w październiku ,kiedy spadnie temperatura do „bardziej normalnej” dla mnie. Wtedy mogę oglądać wszystko całymi dniami.
    Ale twoja Salamanca też zachęca do jej odwiedzenia.
    Chcialam zapytać w jakiej miejscowości są na plaży bunkry z grafitti?
    Twoje zdjęcia są bajkowo piękne 🙂

  222. Tanaka
    26 maja o godz. 18:19

    Obiecałeś – to może troszkę się pospiesz 🙂
    Przecież na początek wystarczy tylko troszkę !

  223. @panteodor
    26 maja o godz. 15:05

    Rzeczywiście trzeba będzie tych pismaków nauczyć 🙂
    Jeszcze Cię tu na blogu nie spotkałam,ale ja jestem tu krótko.
    Ale skoro Namargineska Cię przywitała,to znaczy,że bywałeś tutaj.
    Więc może zaglądaj znów ?

  224. Właśnie poszedł w niebo mój desperacki wpis, ale spróbuję jeszcze raz.
    Od d… strony (pardą).
    „Świata nie da się uratować, godność – jeszcze można.
    Serdecznie pozdrawiam z przelotu nad polo-kukułczym gniazdem, o orlich aspiracjach”
    Napisał do mnie @Gekko u Passenta.
    A ja, z boku stojąca, chyba od dwóch dni, na tym przyjacielskim forum, pojąć nie mogę, dlaczego nam tu umyka, przelata coś bardzo ważnego, co dziś działo się pod Sejmem w Warszawie. Śledziłam wszystko, niestety wirtualnie, bo mi dokucza nie kolano jak prezesu, ale tzw. lędźwiówka.
    Oczywiście, tradycyjnie liczba protestujących będzie zaniżana na maksa, ale nie w tym rzecz. Ludzi była zresztą chmara. Znam te odległości z różnych stron prowadzące w pobliże sejmu i nikt mi nie wmówi, że było inaczej.
    W Dniu Matki, te Super Matki, które jak lwice walczą o podstawowe prawa dla swoich dzieci, które traktowane są przedmiotowo, i o cywilizowane warunki pomocy (kasa a nie np.pampersy, bo te nie wszystkim są potrzebne) dostały wielkie poparcie (być może w innych miastach też, jeszcze nie sprawdzałam) zwykłego suwerena , bo to on robi frekwencję i nie musi być manipulowany przez „totalną opozycję”, co usiłują wmówić rządzący, by znaleźć się tam po sprawiedliwej stronie mocy.

  225. @basia.n
    26 maja o godz. 17:20

    Basiu, ależ ja tylko żartowałem 😉 Jednakowoż dopiero jak temat podchwyciła zachodnia prasa, zaistniał on wreszcie na blogu Polityki.
    Zdjęcia będę chyba musiał podpisać, bo nie są regionalnie pomieszane i most z katedrą jest w Kordobie. To właśnie ta mezquita, choć od zewnątrz wcale nie poznać jej arabskości.
    Most to słynny Puente Romano (lub Viejo) nad rzeką Guadalquivir.
    Wzgórze w Toledo jest znacznie bardziej wyniosłe. Pokażę przy okazji.
    Sklep z szynkami jest w Salamance. Tamże katedra ze śladami trzęsienia ziemi w Lizbonie w 1755 roku.

  226. Pardon, o zdjęciach miało być do @Na marginesie 🙄

  227. Tobermory
    26 maja o godz. 19:14

    Żarty,żartami – ale umknął bardzo istotny problem.
    A skoro masz tak wiele innych zdjęć z Hiszpanii ,to z pewnością masz Granadę. Jeśli tak,to chętnie zobaczylabym ją również poprzez Twój obiektyw.

  228. mag
    26 maja o godz. 18:49

    Mag, mnie ta sprawa w sejmie i poparcie pod sejmem są bliskie, boć się sam krótko – 8 miesięcy mamą i bratem opiekowałem. Ich niesprawność nie była aż tak dramatyczna jak np. ludzi sparaliżowanych jak mój kuzyn lub jak zanik mięśni u bratanka mojej żony, który pod koniec dwudziestoletniego życia ważył z 18 – 20 kilo. Bardzo się wczuwam w sytuację i przeżycia opiekunów w sytuacji kiedy państwo od początku transformacji odwracało się i odwraca do takich dupą. Opiekun dostaje na rękę 520 zł miesięcznie pod warunkiem rezygnacji z pracy zawodowej i nie podejmowania żadnej innej. Słusznie. Masz się uczciwie opiekować za 520 zł, a nie się bogacić, jak se dorobisz jeszcze 300 zł.. Utrzymanie pensjonariuszy w państwowym domu opieki to ok. 3 tys. zł.
    Kiedy brat przejdzie z prywatnego zakładu opiekuńczego do państwowego (jest już trzy lata w kolejce), znacznie droższego, i nie dostanie państwowej dotacji, będziemy musieli wyjechać moim okrętem ze 30 mil i tam zostać – wyjdzie o wiele taniej.

  229. Powozownia jest w pałacu Mafra w Portugalii.

  230. Tobermory
    26 maja o godz. 14:08
    pewnie Ci umknęło, że Olga Tokarczuk dostała nagrodę za „Bieguni”, która miała premierę z 10 lat temu w Polsce. Nagroda jest za przekład w j. angielskim.

    Ale chyba Ci umknęło….

  231. wbocek
    26 maja o godz. 18:34

    Skoro coś takiego było, to zapytam o to, jakie były tego skutki. Coś Ci o nich wiadomo?

  232. basia.n
    26 maja o godz. 18:39

    „Pospiesz się ze spaniem, bo poduszka potrzebna” – pamiętam z „Przekroju”. To taki żarcik typu „więcej inteligencji”. Basiu, pamiętam, a skoro się ładnie przypominasz, to się wezmę, napnę, zaczerwienię na gębie i coś niedługo przedstawię. Ale, żeby w ilościach tak hurtowych jak @Tobermory, to, pomiłuj, ale nie wiem, bo pęknę. Ale że nie pęknę, to będzie. 🙂

  233. Tanaka
    26 maja o godz. 20:06
    Chodzi tylko chociaż o troszeńkę. Bo to tak przyjemnie ogladać wszelkie piękno,skoro wokół nas jest tyle wszelkiej brzydoty 🙂

  234. @konstancja
    26 maja o godz. 19:30

    Najpewniej mi umknęło, że ten przekład dotyczył tak „starej” książki. bo myślałem, że po polsku to też coś świeżego. Aż takim znawcą i fanem polskiej literatury współczesnej nie jestem 🙁

  235. Tanaka
    26 maja o godz. 20:02

    Skutki były takie, że widziałem ze 30 ludzi zasłuchanych i zapatrzonych w słowne i pozasłowne tańce chiromanty. O innych skutkach nie wiem nic. Tak więc mój egzaltowany pomysł zmarł właśnie śmiercią aborcyjną nim się na dobre narodził. A co mie, kuwa, łobchodzi, co ludzkość polska bedzie robić abo nie robić. Upiłem się kompotem czy co?

  236. @Tanaka
    26 maja o godz. 20:06

    Ty nie wiesz chyba, co to jest hurt 😎

  237. Tobermory
    26 maja o godz. 19:14

    „…most z katedrą jest w Kordobie. To właśnie ta mezquita, choć od zewnątrz wcale nie poznać jej arabskości.
    Most to słynny Puente Romano (lub Viejo) nad rzeką Guadalquivir….”

    Przypomniałeś mi smutny dzień, spędzony w Cordobie. Ja jestem średnim turystą, zaliczyłem sławny meczet z i usiadłem na murku mostu i podziwiałem zielone wody rzeki. Moja rodzinka zwiedzała miasto. Dzwoniłem do mojego przyjaciela w Paryżu, bo to był dzień jego urodzin. Dodzwoniłem się tylko do służącej, która mnie okłamała, że państwo wyjechali do Boulogne, a prawda była taka, że przyjaciel umierał w szpitalu koło Paryża (Kremlin-Bicetre). Nie widziałem żadnej katedry na tym moście, czy jest tam więcej mostów? Ja innych nie widziałem.

  238. @basia.n
    26 maja o godz. 19:24

    Pewnie, że mam Granadę, ale może niech troszkę poczeka.
    Teraz kolej na Tanakę.

  239. basia.n
    26 maja o godz. 20:21

    Basiu, ja Cię upiększę. Chciałem powiedzieć , że Cię przemodlę i uwznioślę, ale przy tym to trzeba się strasznie napocić. Fotą upiększyć łatwiej, ale tu znów gadam głupoty, bo jesteś – jak nic – nieupiększalna. Z powodu, że piękna. Piękna się już nie upiększy.

    Wpadłem więc na chytry pomysł, że Cię fotami obdaruję. Chytrus bowiem jestem. Gdybym sie nie ugryzł w klawiaturę, to bym napisał: Chrystus. tak miewam w soboty. 😀

  240. Tobermory
    26 maja o godz. 20:23

    Ty nie wiesz chyba, co to jest hurt
    No jak nie wiem,jak wiem. Nad Wisłą można kupić jedną sztukę tego i owego po cenie hurtowej.

  241. @Antonius
    26 maja o godz. 20:25

    Smutna historia…
    W Cordobie są 4 mosty, ale ten najważniejszy jest zwany Rzymskim lub Starym i to na nim pewnie siedziałeś. Katedra stoi na wyższym brzegu i wraz z mostem stanowi częsty motyw dla fotografów. Z wierzchu nie poznać, że kryje w sobie meczet z VIII wieku, bo po rekonkwiście nastały tam wielkie zmiany architektoniczne, meczet został najpierw przekształcony w katolicki kościół, potem dostawiono renesansową katedrę z zachowaniem arabskiej budowli. W rezultacie powstał twór chyba nigdzie indziej nie spotykany.

  242. Tobermory
    26 maja o godz. 20:26

    Zapytałam,bo to jest zawsze ciekawe,zobaczyć zdjęcia z miejsca w ktorym się je również robiło. Oczywiście Granada może troszkę poczekać.
    No i być może ( jeśli obiecasz wraz z Tanaką ogromną pobłażliwość) po jakimś czasie odważę się pokazać swoje knoty 🙂

  243. Tanaka
    26 maja o godz. 20:30

    Cel uświęca środki 🙂 Więc pomysł z obdarowaniem jest świetny 🙂

    A ten sobotni ,to już wyjątkowy 🙂

  244. Tobermory
    Znalazłem te zdjęcia. Byłem w większości miejsc, o których wspominasz i nie potrafię już niczego zidentyfikować (skleroza). Most , na którym stałem jest chyba niewidoczny, tylko budynek kosciołopodobny i murek, na którym siedziałem. Zdjęcia są fantastyczne, wakacje możesz uznać za udane. W Prowansji brakuje mi Saintes Maries de la mer i Sara, cyganka, bo Aigues Mortes mnie rozczarowały. Czekam na Granadę!!! Nie wiem tylko, czy da się te zdjęcia skopiować na dysk?

  245. Antonius
    26 maja o godz. 20:49

    Zdjęcia udaje się skopiować – mam już kilka pięknych. Po prostu najpierw trzeba najechać na zdjęcie lewą częścią myszki ,a następnie prawą i wybrać opcję „zdjęcie zapisać jako..” Pozostaje jedynie podać jakiś tytuł ,potwierdzić i zdjęcie jest zapisane.

  246. Nie mam kultury fotograficznej, mój kolega zawsze dokumentował eventy, a na moście byłem sam. Sur le pont d’Avignon też byłem nieraz, ale miasto źle wspominam, bo jakiś idiota rozwalił mi auto i wracaliśmy do Paryża TGV. W Prowansji bywałem kilka razy i nieźle zwiedzałem,z koleżanką ze zjazdu fizyków plazmowych, miłośniczką flory i fauny Camargue. Była chyba z uniwersytetu w Marsylii?
    Pokazywała nam miejsca, do których turyści nie docierają. Ja małpowałem trasę, gdy pokazywałem przyjaciołom Prowansje, bo żona była zawsze ze mną na konferencjach.

  247. @wbocek 26 maja, godz.4:51 i 6:40
    Do Twojego pierwszego wpisu sie nie odniose, bo sam sie do niego odniosles. Natomiast w drugim wpisie przypisujesz mi dziwne rzeczy, ktore musze sprostowac. Po pierwsze wiem, ze Kosciol w Polsce stal sie zaborczy i agresywny i dawalam temu wyraz. Po drugie nie sadze, zeby blog ateistow byl sila porownywalna z Kosciolem. Po trzecie mialam osobiste traumatyczne przezycie zwiazane z ta instytucja. Od razu powiem, ze nie chodzi o pedofilie, tylko probe manipulowania umyslem dwunastolatki. Manipulacji sie oparlam, zreszta juz jako osmiolatka nie moglam sie pogodzic ze wszystkim, co mowily siostry katechetki. Wszystko to jednak nie przeszkadza mi w uznawaniu prawa ludzi do odmiennosci.

  248. @Lewy 26 maja, godz.7:55
    Tez mam poczucie dwuznacznosci slowa „tolerancja”, ale nie umialam znalezc innego.

  249. @Antonius
    26 maja o godz. 20:49

    Oczywiście, że da się skopiować. Przy każdym zdjęciu w prawym górnym rogu na czarnym tle są takie różne znaczki. Nakliknij trzy białe kropki (pionowe), a otworzy się możliwość zładowania (download, herunterladen) także całego albumu.
    Saintes Maries de la Mer pokazywałem innym razem, ale poszukam specjalnie dla ciebie. byłem tam kilka razy i zawsze do tej Sary zajrzałem.

  250. kruk
    26 maja o godz. 21:13

    Przestańmy rozmazywać białą kaszę po czystym stole i zejdźmy z niebios stereotypów na na ziemię. Jakaż to odmienność pyta kogokolwiek o PRAWO do bycia odmiennością? Jest nią i kropka. Podobnie krytykujący cokolwiek lub kogokolwiek nie pyta o prawo do krytykowania. Krytykowanie jest tak mocną właściwością człowiekowatych, że może stanowić główną treść ich życia. Ileż to innych niż krytykanckie zachowań spotykasz na blogu? I co innego sama robisz? Uroiłaś sobie jakieś idealne zachowania w nieidealnym – dzięki ci, o doskonały Panie, żeś tak wszystko pięknie spieprzył – świecie i rzępolisz na jednej strunie wciąż tę samą nutę. Dobranocka.

  251. Tobermory
    Dziękuję! Nie pamiętałem, że Sara jest taka czarna.

  252. @Antonius
    26 maja o godz. 21:46

    Ona się nawet nazywa Sara le noire (Schwarze Sara).
    Jeśli przyjąć, że jej kult został przeniesiony z Indii (bogini Kali), skąd wywodzą się czczący ją Romowie (Cyganie)…

  253. @Antonius

    Dołożyłem jeszcze inne ujęcia Sary z lat 2006-2007, wraz z kaplicą, w której się znajduje. Ciekaw jestem, ile warstw odzieży ma teraz na sobie?

  254. @Tobermory
    26 maja o godz. 22:11
    Przyśnić się może… 🙂 Akurat wczoraj jednym okiem oglądałam Anabellę, prawie całkiem podobne. Obie szkaradne.

  255. Nefer
    26 maja o godz. 23:21

    A tu już sam arcybiuskup zabrał głos. Nie mialam pojęcia,że istnieje takie coś ,jak Papieska Akademia Życia !

    „Przewodniczący Papieskiej Akademii Życia arcybiskup Vincenzo Paglia powiedział w sobotę, że wynik referendum w Irlandii, gdzie większość jego uczestników opowiedziała się za prawem do aborcji, nakłania do tego, by jeszcze bardziej bronić życia.”

    To się dopiero zaczną „akademickie ” obrady 🙂

  256. @basia.n
    26 maja o godz. 23:29
    Oni już prawie wszystko sobie zawłaszczyli. I chcą więcej i więcej. W każdym kraju naciski na rząd są wpisane w ewangelizację 🙂

  257. basia.n
    26 maja o godz. 23:29

    Nie mialam pojęcia,że istnieje takie coś ,jak Papieska Akademia Życia !
    Najpierw jest wyższe seminarium Ssania Paluszka, a następnie Akademia Życia czyli Pedofilii Stosowanej. Na tym polega życie członków kleru. Jak to mówią – Prawda i Życie.

  258. Nefer
    26 maja o godz. 23:21

    I sa „uMudzeni” powyzej czerepow rubasznych.

    Powyzej 66% , to wyciestwo rozumu, moze jeszcze nie druzgocace, ale dajace podstawe do optymizmu.

    pozdrowka
    ~l.

  259. Tobermory
    Znalazłem „Marie z morza” i czarną „Maradonnę”. Mam pretensje, że nie fotografowałeś największej atrakcji tej miejscowości – drewniane wychodki z „serduszkiem” dla Romów przed prezydium. Postawiono je, aby nie zanieczyszczali okolicy, choć są piękne toalety za 2 Fr, z których korzystają zwykli turyści.
    PS
    Ta Maradonna (Diego Armando) pochodzi z prawdziwego dowcipu. Pewien chłopak w radiu Horeb poprosił o pieśn o czarnej Maradonnie!

  260. Tobermory
    Z tymi zdjęciami, niechcący zapewnie, spowodowałeś u mnie zmartwienie – stwierdzam co się dzieje z moją kiedyś znakomitą pamięcią. Jestem pewny, że widziałem wiele z fotografowanych obiektów i nie potrafię niczego identyfikować. Nie mam do siebie tylko pretensji o to, że nie poznałem tego białego konia ani toros na łące, bo one nie były jeszcze na świecie, gdy buszowałem po Camargue. Wychodki poznałbym, ale ich nie fotografowałeś.

  261. Żorż Ponimirski
    26 maja o godz. 17:09

    Rzucasz jakimiś abstrakcyjnymi, ale uczenie i laboratoryjnie brzmiącymi hasłami: kotem Schroedingera, subatomowością, nieoznaczonością, Heisenbergiem i co chcesz tym osiągnąć? Co ma z tych twoich subatomów konkretnie wynikać? Tego już nie piszesz, tylko kończysz jakże rzeczową konkluzją: że z takimi argumentami nie da się dyskutować i że religiant nie odnosi się do rzeczywistości. A na koniec poklepujecie się i smyracie z klakierem Tanaką w plemiennej solidarności po pleckach, bo dowaliliście religiantowi w pyskówce, jak gimnazjaliści nielubianemu koledze. Odnieś się konkretnie do moich argumentów, to wtedy podyskutujemy jak dorośli, a na poziomie piaskownicy (jak to obrazowo określił wbocek) nie mam ochoty wchodzić w jakiekolwiek słowne przepychanki.

  262. Nasza blogowa Pawłowicz, co to zapytała retorycznie „A kto powiedział, że ateista ma być kulturalny ?, tupnęła nóżką i poradzilła mi, żebym w przyszłości nie opowiadał bzdur.
    Jako ateista, mam takie marzenie; Chciałbym, żeby wszyscy ateiści byli inteligentni, dyskutowali z kulturą, mieli klasę. I nie ze względu na opinie religiantów, tylko ze względu na samych siebie, bo jak sie czuje taki ateista stając przed lustrem i widząc jak mu piana pełna bzdetów, odmóżdżonych wtyczek kapie z buzi ? Bo ja bym się czuł głupio .

  263. @Antonius
    27 maja o godz. 10:41

    Wygląda na to, że ja tej największej atrakcji z serduszkami w drzwiach w ogóle nie dostrzegłem 🙁
    Czarna Maradonna jest świetna 😉

  264. Tanaka
    27 maja o godz. 9:12

    Wiesz,tak to już jest ,że ja ciągle na coś nowego natykam się w temacie Prawda i Życie. Chociaż wydawało mi się,że sporo wiem na ten temat.

  265. Wow! Jak to miło na Blogu Ateistów przeżyć przeistoczenie pewnego, do niedawna nieszczędzącego epitetów, Szawła w kulturalnego Pawła, który zapragnął nie tylko sam bez obrzydzenia spojrzeć w lustro, ale i zachęca, choć niezbyt elegancko, inną osobę do pójścia w jego ślady 😉
    Jeszcze trochę, a wszystkie bywające tu gębusie gładkie będą i bez śladów piany, a nawet kremu do golenia na inteligentnym obliczu 😎

  266. Lewy
    27 maja o godz. 12:02

    Ach te marzenia…. 🙂
    Ale czym byłoby życie bez marzeń.

    Pisałeś o Glucku,Orfeuszu ,Eurydyce,więc pomyślałam że może chętnie posłuchasz koncertu no4 Beethovena w niezrównanym wykonaniu Kristiana Zimermana. Druga część jest w jakiś sposó ilustracją rozmowy Orfeusza proszącego Cerbera o wejście do Tartaru.
    Ten beethovenowski fragment jest zupełnie niezwykły – wyprzedza romantyzm o wiele mil.
    Podaję link tylko do tej części ,ale jeśli będziesz chciał posłuchć całości,łatwo to znajdziesz.

    https://www.youtube.com/watch?v=9cPTURzDAyY

  267. @basia.n
    26 maja o godz. 18:36

    Bunkry z graffiti są na plaży w Cap Ferret (Bassin d’Arcachon) we Francji. To resztki niemieckiego Wału Atlantyckiego z II wojny światowej.
    Wracając z Biskajów zahaczam zawsze o tę okolicę (ostrygi!) i bordoskie winnice (St. Emillion). Ciężko jest się stamtąd wyrwać 🙁

  268. @Tobermory
    Wiem, ze mnie nie lubisz i nawet wiem dlaczego, bo wiesz, że uważam cię za kabotyna. Nie napisałbym tego , gdybys mnie zostawił w spokoju, tak jak ja od dawna nie komentuje twoich popisów lingwistycznych, fotograficznych i to nurzanie sie i delektowanie Ksiegami Jakubowymi.
    Robisz na blogu wrażenie swoją światowością, olśniewasz tu wielu i to mi nie przeszkadza. Ale chyba ciebie drażni, ze mnie nie olśniewasz. I tak długo czyhałeś , az walecznie stanąleś w obronie damy Pawłowicz od bzdetów,xiunców,wtyczek, odmóżdżów.
    Więc mała prośba.Zostaw mnie w spokoju, a ja tez nie będę twoich jakże wdzięcznych popisów światowca.

  269. @Lewy
    27 maja o godz. 14:12

    Ja ciebie nie lubię? 😯 Ależ skąd! Moja radość była zupełnie szczera.
    Przykro, że tak łatwo wypadasz z nowej roli 🙁

  270. @Lewy 27 maja o godz. 12:02
    A jak się czuje „kulturalny ateista”, nazywając lonefathera „bałwanem”? Bo w stosunku do aggenta – to taki epitet można jeszcze zrozumieć. Ale aggent R. według „kulturalnego ateisty” – nie jest chamem. Co do tupania nóżką – ktoś nie tak dawno ubliżał Tanace i zapowiadał, że na to wstrętne forum już nie wróci, bo Tanaka jest – a jakże! – narcyzem, tak?. A potem kulturalnie czekał na błagania co naiwniejszych blogowiczek – Lassie, wróć!!! To jest szalenie dojrzałe i nie-dziecinne.

  271. Lewy uważa Tobermory… za kabotyna! Padłam ze śmiechu, leżę i kwiczę.
    Kocioł garnkowi… kulturalnie nad wyraz.

  272. Żorż przywalił Roggerowi jak najbardziej kulturalnie. A reakcja… agent nawet nie zrozumiał, o co chodzi. Cóż, religianctwo nie sprzyja inteligencji. To ostatnie to tylko understatement.
    P.S. No bo w Polsce panuje ponoć ról of loł. Ateiści do Berezy. Katol w obronie skrzyżowanych patyków. Cudo!

  273. @Tobermory 27 maja o godz. 13:24
    „kulturalny ateista” bardzo lubi zarzucać innym narcyzm. Naturalnie pod warunkiem, że nie dowali im „brakiem kultury” albo nie wyzwie od „blogowych bałwanów”.

  274. @Tobermory
    Na prawde mnie lubisz, mimo, że wiesz, ze cię uważam za kabotyna. Wiem, ty tak ironizujesz,ze niby mnie lubisz, . A Pawłowicz leży i kwiczy.
    Taki wyniosly gentelman w towarzystwie kwiczacej Pawłowicz to chyba trochę głupio sie czuje.:)

  275. Ale ta „ról of lał” mi się podoba. Całkiem jak aggent Rogger – to też jest, panie (czy raczej Panie?), ksywa… z ambicjami. Rodem z grajdołka. Lał, Panie lał. I to zawsze dla Ciebie, Panie!

  276. Myślisz, że twoje wielbicielki będą cię teraz podziwiać? Oj, naiwny, naiwny. Nawet nie umiesz sfocić ładnego zdjęcia – nic dziwnego, że „twoja Pani” traktuje cię jak idiotę. Co sam dokładnie opisałeś na tym forum.

  277. Czy „blogowe bałwany” pod adresem Qby i lonka to też było kulturalnie i czule?

  278. @Lewy@Tobermory

    Moja osobista bardzo wielka prośba do obu Panów,
    których i bardzo lubię i bardzo cenię.

    Otóż marzy mi się,aby zapanował rozejm między Wami.
    Bo każdy z Was ma tak wiele do przekazania. Robicie to oboje bardzo interesująco. Więc to ogromna szkoda dla tej malej spoleczności blogowej,kiedy jej dwaj bardzo istotni uczestnicy darzą się w jakiś sposób antypatią.
    Nie piszę tego absolutnie po to,aby obaj Panowie,czy ktokolwiek inny zareagował. Chciałabym uniknąć zupełnie niepotrzebnej dyskusji na ten temat. Dlatego napisałam w formie małej prośby.. 🙂

    Dla Wszystkich mam link trochę symboliczny – że można bardzo różnie,
    a jednak razem 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=3y__OhhWc08

  279. „Odnieś się konkretnie do moich argumentów!” – aggent Rogger papuguje Jehowitę.
    Nie rozumiejąc, że jego „argument” jest na poziomie dyskusji w przedszkolu. Bo przecież domek się sam nie zbudował, prawda? No więc już wiemy, że Bozia faktem jest! A skoro Bozia faktem jest, to kaka ma rację! Ma rację! Ma rację! A skoro tak, to tolerujmy kaka-szczujnię!

    No rzeczywiście. Do takich bzdetów należy się odnosić tolerancyjnie i kulturalnie. Publiczna obraza cudzej inteligencji nie jest karana. A kaka pragnie być (hi hi !!!) partnerem w dyskusji z „workiem skórno-mięśniowym”.

  280. Na marginesie
    27 maja o godz. 14:23

    Napisał kulturalnie, chociaż bez treści, ja mu też odpisałem kulturalnie, chociażem podstępny agent. Można? Można. Ucz się dziecko dobrych manier, jak w domu nie nauczyli, to może chociaż w internetach coś tam podłapiesz.

  281. @basia.n 27 maja o godz. 14:58
    Gwoli wyjaśnienia: dynamika blogowa polega najczęściej na przyjacielskich – no powiedzmy poniekąd przyjacielskich – wzajemnych złośliwościach w wykonaniu blogowych panów. Uświęcona tradycją rola pań – to błagania o rozejm, demonstracyjne opuszczanie forum (ja cię teraz, forum, opuszczam, bo…), a czasem foch. Fochami strzelają też panowie, a celuje w tej dziedzinie Lewy.

    Dodatkowo w grę wchodzą zakulisowe rozgrywki – bo część blogowiczów zna się osobiście i wespół w zespół wywiera naciski na Gospodarza lub Tanakę (który to Tanaka jest odruchowo paniom posłuszny), żeby oni, panietentego, to czy tamto. Tak to wygląda w dużym skrócie. Jakakolwiek agresja ze strony pań nie jest mile widziana – bo taka pani wypada z roli. Stąd napomnienia z różnych stron pod adresem Namargineski – bo ona niby po naszej stronie, ale kurczę coś jakby niesterowalna (a to feler).

    Aha, są jeszcze outsiderzy w rodzaju pana/pani kuku (bryluje teraz na innym forum), dezer.cośtam, czyli Jehowca oraz jehowców spod znaku kaka. Tacy (rzecz jasna) obrywają z każdej strony, bo zalewają blog ateistów standardowym katechetycznym badziewiem udając przy tym, że mają jakieś „argumenty”. Jest jeszcze kilku outsiderów (w tym pombocek i Orteq). Pombocek jest tolerowany, a nawet przez niektórych lubiany, ale trochę na wariackich papierach. Orteq to osobny temat.
    Zresztą sama się dość szybko zorientujesz, kto jest kim.

  282. @kruk
    Właśnie słowo „tolerancja”.Z jednej strony tolerancja jest potrzebna, użyteczna, jak w demokracji np. brytyjskiej,kiedy politycy mają różne wizje, opcje, ale się tolerują, czyli sie szanują.
    Ale również może w tym słowie kryć sie pewien rodzaj lekceważenia, wręcz pogardy.
    Kiedy KK proponuje jakieś rozmowy ekumeniczne z ewangelikami, protestantami, prawosławnymi czy innymi odłamami chrześcijaństwa, to wykazuje gest tolerancyjny, ale właśnie w sensie lekceważenia tego innego chrześcijanina. Siedzą sobie panowie przy stole, zachowują sie grzecznie, ale każdy z nich wie, że to tylko jego bóg jest prawdziwy, a ten drugi sie myli.
    Ekumenizm wydaje mi sie takim zakłamanym paktem, służącym przede wszystkim stawieniu oporu ateizmowi. Oni przy tym stole są skłonni dogadać się z każdym, nawet Żydami czy wyznawcami islamu, byle nie ateistami, bo ci odbieraja im rację ich bytu, nie wierząc w istnienie fundamentu każdej religi, czyli istnieniu boga.
    Ta tolerancja ekumeniczna przypomina mi podział terytorium między różnymi mafiami; dogadują się, bo maja wspólnego wroga czyli legalne państwo, ale co nie znaczy, że nie konkurują i jak odchodza od owego ekumenicznego stołu, że nie strzelają sobie w plecy, usiłując rozszerzyc swoje terytorium kosztem dopiero co zaproszonego do stołu konkurenta.
    Ech te wszystkie wojny , wyprawy krzyżowe.

  283. A mówiłam, że aggent jest przydzielony. Dlatego tu waruje. CBDU.

  284. @basiu.n
    Przykro, że z mojego powodu jest Ci przykro. Ale ja nic nie poradzę na to, ze ja jazgotu, bełkotu blogowej Pawłowicz nie mogę znieść.
    Z kolegą T znamy sie od lat, znamy sie jak łyse konie,ale nie będę ci podsuwać oceny tego pana. Skoro go lubisz to go lub, najważniejsze że mnie tez lubisz

  285. Mane, tekel, fares

    smh…

  286. @Lewy 27 maja o godz. 15:15

    I w tym miejscu trafiłeś w dziesiątkę. Traktowanie innych wyznań jest przez kaka jest zawsze protekcjonalne. Kaka z zasady (całkiem kretyńsko i całkiem otwarcie) traktuje ateizm jak jeszcze jedno wyznanie. „Tolerancja” polega na wyznaczeniu nie-skatolonym (czyli „wątpiącym”, jak to głupio określił twój zakonnik) miejsca na „dziedzińcu pogan”, czyli w przedsionku jerozolimskiej świątyni, bo do świątyni mają wstęp tylko prawidłowi Żydzi, pardon, wyznawcy. Ci „poganie” jeszcze nie dostąpili objawienia i czekają poza murami na „łaskę wiary”. To nie jest wymysł – to jest praktykowane.

    Porównaj „kulturalny” blog pod nazwą Kleofas, gdzie bardzo chętnie widzi się niewierzących – pod czujnym okiem dyżurnego xiunca. Kaka bardzo chętnie połknie wszystko i wszystkich – na marginesie sukcesu Olgi Tokarczuk xiunce wysmażają elaboraty o tym, że „Jezusek był… uchodźcą”. I wszystko gra. Szalenie kulturalnie!

  287. @Nefer 27 maja o godz. 15:25
    Mnie bez różnicy. Nie należę do TWA.

  288. Lewy
    27 maja o godz. 15:22

    Wszystkich Ateistow lubię ! I lubię TYLKO Ateistów 🙂 🙂

    Dlatego w może naiwnych marzeniach chciałabym, aby ta grupa w ramach oczywistej dynamiki blogowej i przeróżnych charakterów – miała to,czego inne blogi nie mają:)

    Dodam -że lubię również Namargineskę,chociaż Jej wypowiedzi są często bardzo ostre. Ale widzisz to jest chyba tak, że my mamy jednego wspólnego wroga – ludzką glupotę i naiwność. I często potrzebne są różne metody,aby robić wyłom 🙂 Wiesz przecież, jak potrafi walczyć pitekantop,którego oboje cenimy 🙂

    A teraz to już może posłuchamy tego Beethovena ??? 🙂

  289. Na marginesie
    g.15:15
    Chciałam napisać do Basi.n, która jest tu „nówką” i jakby kontynuatorką moich wieloletnich już wysiłków mediacyjnych nie tylko na tym blogu, coś w podobie. Bardzo fajnie mnie wyręczyłaś.
    Twoje krótkie charakterystyki blogowych tuzów, zwłaszcza panów, tutejszych obyczajów towarzyskich itp. są dowcipne i trafione.

  290. Na marginesie
    27 maja o godz. 15:15

    Namarginesko wyjaśniłaś…:)

  291. Na marginesie
    Aha, i podoba mi się @basi.n entuzjazm.
    „To się zwykle tak zaczyna”, a z czasem trochę przechodzi. Tak jak mi.
    Pozdrawiam basiu!

  292. @mag

    Też mi przeszło. Teraz niech basia niesie pochodnię 😉

  293. mag
    27 maja o godz. 15:49

    Wiesz – ten blog jest tak szczególny,że warto czasem zabrać głos w sytuacjach konfliktowych 🙂

    A wracając do spraw bardzo ważnych i istotnych ( o ktorych wspomniałaś wczoraj) to protest w Sejmie został zawieszony
    Oto słowa Iwony Hatwich:
    „Chciałam powiedzieć, że to był nasz głos rozsądku. Po tym jak zostaliśmy potraktowani przez Marszałka Sejmu i jego straż, obawialiśmy się o nasze życie i zdrowie” – mówiła podczas konferencji przed Sejmem Iwona Hatwich.”

    Mam nadzieję,że znajdą się ludzie,ktorzy zaczną wspierać w dalszej walce tę bohaterską protestującą grupę !

  294. @mag,@Nefer

    O nie – to tak nie będzie 🙂 🙂

    Albo wszystkie,albo żadna 🙂

  295. Ja bywam prorokiem i prorokuję, że coś sie stanie niedługo. Jak się nie stanie, to wam nie opowiem, co sie miało stać, bo by to znaczyło, że jestem kiepskim prorokiem.

  296. CREDO
    Na początku nie było Początku, nie było czasu ani przestrzeni, była Pustka a niej schowany Kosmos.
    I stał się Wielki Wybuch.
    I to był Początek
    I Kosmos się objawił i stworzył niebo i gwiazdy.
    A na koniec Ziemię.
    A Ziemi dał ewolucję.
    I ona stworzyła Życie a na końcu Człowieka.
    Zaś oto wśród ludzi zapanowało Zło.
    I wymyślili bogów, bo byli ciemni i nie znali Ewolucji.
    I tak powstała Religia, a wśród nich najgorsza Katolicka.
    I działa ona przez szantaż, uroszczenia, potępienie, stwarza wewnętrznaą pustkę i upadla.Stwarza zniewolenie podobne do tortur, odbierające podmiotowość poprzez zamknięte kręgi wtajemniczenia, oazowców, pielgrzymkowców, grup modlitewnych. Powoduje deprywatyzację swobodnego kontaktu, możliwości uzyskania wiedzy, wyrażania siebie. W sumie – działanie zbrodnicze przeciwko ludzkości.
    A uosobieniem tego Zła jest Kremówkowy Lolek.
    Zło jednak zwalczone będzie i spotworniała, gangrenowata i strupieszała KAKA wpadnie do Czarnej Dziury.
    Tak nam dopomóż T.

  297. Lewy
    27 maja o godz. 16:08

    Powiedz,proszę tylko,czy chodzi Ci o jakieś wydarzenia w kraju ?

  298. mag
    27 maja o godz. 15:53

    Napiszę jeszcze raz – potrzebne są wszystkie Panie,aby były przynajmniej Cztery Muszkieterki ,albo i więcej 🙂

  299. Stachu39
    27 maja o godz. 16:14
    Znakomite. Stachu można bez bezsensownych wrzasków przedstawić w sposób jasny, logiczny genezę religii.
    Aha , i kulturalny !

  300. @basiu.n
    Nie dam się. Jak sie nie spełni, to nic nie powiem, żeby się jako prorok nie skompromitować.
    Wysłuchałem Beethovena.Jak zwykle dostarczasz same cudowności muzyczne.

  301. Lewy
    27 maja o godz. 16:24

    No to trudno – to już o tym nie mów.
    Najważniejszy był przecież Beethoven:)

    Jest jeszcze jedno jego wspaniale nagranie – w wykonaniu Evgeni Kissina. Chciałam najpierw podać wlaśnie link z nim ( bo nagranie jest nowsze) ale na youtube w pewnym momencie coś się zacina,dlatego wybrałam rownie piękne wykonanie.
    Ale jeśli masz ochotę na szczególne wrażenia – to może jeszcze to?

    https://www.youtube.com/watch?v=e3VTh86RTsI

  302. @Stachu39
    27 maja o godz. 16:14

    Trafne podsumowanie. I dlatego wśród polskiej młodzieży szerzy się nowe słowo: odjaniepawlić 😎

  303. @basia.n
    27 maja o godz. 14:58

    Don’t worry!
    Może aktualnemu arbitrowi kultury blogowej nie udaje się przełknąć drobnego sarkazmu na swój temat, ale to nie powód, żebym go nie lubił albo i lubił. Moje potrzeby uczuciowe realizuję raczej w realu, a byty wirtualne darzę zależnie od okoliczności większą lub mniejszą sympatią, ewentualnie ignoruję. To nie jest trudne.

  304. basia.n
    27 maja o godz. 13:16

    Wiesz,tak to już jest ,że ja ciągle na coś nowego natykam się w temacie Prawda i Życie. Chociaż wydawało mi się,że sporo wiem na ten temat.
    Ja też się natykam. Niby – i w zasadzie – nudne to i nużące przez swoją banalną powtarzaność, ale z niejaką fascynacją dla umysłów skrzywionych, co raz też odnotowuję swoiste perełki katolickiego skrzywienia. Są tacy, co jest wybitnością w bożym głowopopapraniu, ktorzy potrafią się wnieść na tatrzańskie szczyty i wyprodukować sublimaty, czyste niemal jak diament, umysłowego pokręcenia, zawoijasowości popapralności, co potrafi przyjąć wymiary a to epickie, a to rozrywkowe po ból brzucha, a to maskujące się za nibynaukowością (takie „bruzdy dotykowe” na czołach dzieci urodzonych dzięki in vitro – dla przykladu, albo lolkowe „coś w tym jest” – na temat ewolucji, lub bozia w kształcie matematyki – wedle katolickiego profesora Hellera Michała), a to ulatujace w karmel landrynkowych fantazmatów, lub z innej strony – pieniste bałwany wściekłych potępień , pomówień i katowskich orzeczeń, które tylko wskutek niekatolickich wypadków historii nie pozwalają już dziś – w Europie, na wzięcie topora i skrócenia rączek, nóżek i wreszcie ogólnej długości – o długość głowy.

    basia.n
    27 maja o godz. 13:39

    Ach te marzenia….
    Ale czym byłoby życie bez marzeń.
    Pisałeś o Glucku,Orfeuszu ,Eurydyce,…

    Pamiętam (w zarysie) rozmowę, sprzed iluś lat, z którymś ze znanych muzyków, o jego upodobaniach w sprawie kompozytorów. Pytany muzyk, odpowiedział – przewrotnie i dowcipnie – że ma upodobanie do takich, których imiona i nazwiska składają się na szczególną kombinację. Za swojego ulubieńca uznał Christopha Willibalda Glucka. Ze względu na całość, oraz na onomatopeiczne nazwisko: gluck, gluck, gluck….! 😀
    Od dawna bardzo mnie ciekawi postać Zimmermanna. Wydaje mi sie bardzo osobny, zupełnie zanurzony w pianistycznym mistrzostwie. Kiedyś w wywiadzie powiedział – pytany, czemu tak rzadko przyjeżdżał do Polski (właściwie, przez długie lata, w ogóle nie przyjeżdżał) – odrzekł, że nie znajduje w Polsce tego poziomu, który jest niezbędny w muzyce. Co wielu wzięło za afront z jego strony, a nawet gorzej. Skądinąd znany jest też z tego, że do każdego koncertu podchodzi z taką specyfiką skupienia, przygotowania i wysokich wymogów, że dosyć rzadko koncertuje, w porównianiu do innych pianistów, którzy robia to regulanie, a nawet na okrągło i niemal w dowolnym miejscu.
    Jesli wiesz o nim więcej i masz swoje spostrzeżenia , chętnie się od Ciebie dowiem.

  305. basia.n
    27 maja o godz. 16:18

    Basiu, sprawa jest poważna: tak czarująco czarujesz pląsaniem na blogu, że ja, jako fachowy biskup (ja-jako-b, bo nie „jajakobyły”), klękam i mówię do Ciebie ładny paciorek. 🙂

  306. Tobermory
    27 maja o godz. 17:22

    Jeśli mówisz,aby się nie martwić – to dobrze:)

    Napisaleś o aktualnym powiedzeniu „odjaniepawlić”
    Nigdy z tym się nie spotkałam – bardzo trafne.
    Staram się zawsze ,jeśli rozmawiam na te tematy – mówić o tym,że on świadomie krył wszystkie watykańskie świństwa. Bo wlaśnie z tymi naiwnymi wiernymi o tym trzeba mówić. Żeby dotarło w końcu,jaki to naprawdę był ten ich „święty”

  307. Tanaka
    27 maja o godz. 17:42

    Ojej – Ty nie mów paciorka,tylko może rób,proszę te obiecane zdjęcia 🙂

  308. @Tobermory, @basia.n

    Czytałam niedawno o tym słowie i ono raczej nie znaczy co mi się wydawało że powinno.

    http://wyborcza.pl/7,75968,22830945,atencja-czyli-szacun-oto-slownik-gimbazy.html

    To żart językowy, który wykorzystuje w wołaczu formę imienia pojawiającego się w przestrzeni publicznej niezwykle często. Od tego młodzież utworzyła czasownik, który zastępuje inny, wulgarny. Słowo to jest używane bezrefleksyjnie – bez żadnych intencji – ani złych, ani dobrych. Po prostu młodzi tak mówią. I to mówią powszechnie. To ciekawy przypadek, bo jest świadectwem reakcji na narzucony dyskurs, w którym Jana Pawła II w otoczeniu młodzieży jest najzwyczajniej bardzo dużo.

    Na liście znalazł się jeszcze RIGCZ, czyli skrót od „rozum i godność człowieka”

  309. Pewnie we wtorek Kaczyński wyjdzie ozdrowiały ze szpitala. Bo już po NATO i protest w sejmie się skończył :/ a na poniedziałek podejrzanie za wcześnie. Chyba żeby nie wyszedł to będzie jeszcze ciekawiej.

  310. @Nefer
    Uwielbiam Ciebie czytać. Jesteś twitterowa i to jest bezcenne przy tej masie do przeczytania codziennie.

  311. Tanaka
    27 maja o godz. 17:37

    Przepraszam – ale ja pisząc odpowiedź dla @Tobermory,nie zauważyłam Twego pierwszego wpisu. Więc dalam Ci tylko tę żartobliwą odpowiedź.

    Więc teraz może o Zimermanie,o którego zapytałeś. Rzeczywiście koncertuje rzadko,ale jest w Amsterdamie prawie każdego roku 🙂
    A więc słyszę go zawsze z wielką radością.Bo to jest tej jeden z niewielu,dotknięty przysłowiową różczką Apolla 🙂
    Jeśli chodzi o fakt,ze przestał przyjeżdżać do Polski – był jakiś powód polityczny. Bo on już od dawna wypowiadał się w różnych sytuacjach na ogólnoświatowe i polskie tematy polityczne. (szkoda,że teraz nic nie mówi o tym ,co się tu dzieje…)
    Jest rzeczywiście perfekcjonistą,ktory jest skupiony na studiowaniu sedna każdego utworu muzycznego.Trwa to rzeczywiście bardzo długo. Ale on z niczym nie chce i nie musi się spieszyć.Wydaje mi się,że dla niego to co jest najbardziej istotne,to wlaśnie praca nad utworem,a nie jego prezentowanie dla publicznosci. 🙂
    No i jego fortepiany – bo ma ich kilka,specjalnie dla niego wykonywanych przez Yamahę przy jego współpracy. Mają różną barwę,przystosowaną do różnego repertuaru.
    Tak jak Horowitz,zabiera ze sobą instrument na koncerty.
    I rzeczywiście jego występ,to czas bardzo szczególny – pozwala oddalić się w zupełnie inną krainę.Taką pełną dobra,piękna i zagubionych w świecie ideałów 🙂

  312. @mag
    Ja też dolewam zimnej wody mineralnej do gorącej herbaty.
    Na protesty chodzimy rodzinnie, ale nie maszerujemy.
    Pogarszamy statystykę, ale wzruszenia przeżywamy.
    Całuski
    PS
    Jeno mnie nie pozwij…

  313. @Lewy
    Jakowaś qrwica Cię nawiedza od czasu do czasu. Znamy się tyle lat, zawsze miałem Cię za gołąbka pokoju.
    Wpis świetny, momentami dyskusja na wysokim poziomie. Dużo się uczę na starość.
    Ścisk

  314. Tanaka
    27 maja o godz. 17:37
    Na ogół sprawdzam tekst,ktOry piszę,a tym razem widzę paskudny błąd,który natychmiast poprawiam – „różdżka ” 🙂

  315. @Lewy
    Muszę przeczytać o Samuelu, który podobno bzyknął Lilith.
    Ale przyznam Ci się Lewy, że co ostatnio przeczytam, to zapominam na drugi dzień.
    A wiesz co pamiętam?
    Haziajka z bazara adnożdi priszła…
    Mój dziadek jak umierał, wygłaszał greckie wiersze z gimnazjum.
    3msie

  316. @ izabella
    27 maja o godz. 18:02

    Szkoda, że nie zacytowałaś akapitu wyżej. Akurat nieźle pasuje do poruszanej na blogu kwestii ulegania / uwewnętrzniania presji speców od obrazy uczuć. Uległ jej „dawca” wywiadu, zgodnie zresztą za to obśmiany w komentarzach.
    Oto ten akapit:

    ” Na początku uznałem, że należy je potraktować tak, jak inne słowa wyrażające jednoznaczne pozycje w walce politycznej lub wyśmiewające się z nazwisk osób publicznych jak Kaczyński czy Tusk. Planowaliśmy ten czasownik zamieścić w tabeli zgłoszeń, ale nie wspominać o nim w werdykcie. Jednak okazało się, że /…/ to słowo miało najwięcej zgłoszeń. Pojawiły się nawet listy /…/, dlaczego go nie ma wśród komentarzy. Ostatecznie je więc uwzględniłem w podsumowaniu plebiscytu, ale nie chciałbym go promować. Nie ulega wątpliwości, że ten czasownik pochodzi od imienia Jan Paweł II i dla ludzi wierzących czy takich, dla których papież jest świętością, może być bluźnierstwem. Uznaję, że omówienie tego słowa w werdykcie plebiscytowym to błąd”.

    Przyznasz, że Tobermory miał jednak dobrą intuicję.

  317. midaro
    27 maja o godz. 18:42

    No masz rację, to bardziej wymowny fragment, ale pomyślałam sobie że zainteresowani i tak przeczytają całość. Rozmówca (prof Łaziński) wydaje się bardzo zgorszony, taka ta polska elita (wierząca, obrażona i wiecznie zgorszona).
    Może im młodzież da popalić, ale to pewnie tylko miastowa elita tak mówi. W Warszawie są licea gdzie na religię chodzi mniej niż połowa klasy.
    A jak wygląda reszta kraju to szkoda mówić.
    Czy jak gimnazjalista powie „ale ci odjaniepawliło”, to dostanie w mordę od nacjonalisty? Albo jakiegoś Roggera?

  318. Freeman:
    „patrzę na ciebie i ślinię się”…
    Też się pare razy w życiu „śliniłem”, ale nigdy o tym nie pisałem, powiem więcej – uważałem to za swoją słabość.
    Czekam na powrót długich sukni z bawełny hinduskiej/indyjskiej(?).
    W czasach hippisowskich czar był ukryty, wyobraźnia pracowała, niejednokrotnie byliśmy wieczorem zaskoczeni, ale to były piękne, niewinne czasy.
    PS
    Protest się skończył, więc trochę dworuję dla rozluźnienia atmosfery.
    Na TT apeluje o to Hołdys.

  319. stasieku
    27 maja o godz. 18:22

    Oczywiście: Neferka jest uwielbiana i jest bezcenna. Taka prawda, a na prawdę nic nie poradzimy. Bo i nie ma co radzić 🙂

  320. basia.n
    27 maja o godz. 18:30

    Tak patrzyłem, że nic nie widziałem. Plamka jakowaś na monitorze była, akurat w adekwatnym miejscu. Mucha, musi, upscyła. 😀

  321. basia.n
    27 maja o godz. 18:24

    Nie słyszałem nigdy Zimermana (zdawało mi się, że jego nazwisko pisze się w oryginalnej formie niemieckiej) na żywo. Znajoma mojej Pięknej – muzyk z wykształcenia – jeździ po całej Europie na koncerty najlepszych muzyków i śpiewaków, bo najbardziej pasjonuje ją opera. Aż taki pasjonat jeżdżenia dla głosów opery nie jestem, bo bardziej jestem włóczykij krajobrazowo-kulturowy, ale doceniam. Zimermana mam w różnych płytowych wydaniach, chyba wyłącznie Deutsche Grammophon, w tym oba koncerty Chopina jego dyrygentury.
    Wiem, że wozi ze sobą instrumenty (bodaj w wielkim, klimatyzowanym i specjalnie chronionym przed drganiami pudle TIR-a), ale jak wspomniałaś o Horowitu, to mi się też Mścisław Rostropowicz przypomniał, który wożąc swój (swoje?) instrumenty, znacznie mniej miał do wożenia. 🙂

  322. Nefer
    27 maja o godz. 18:06

    Na tym właśnie polega Kaczyński. Oprócz kolana.

  323. Tobermory
    26 maja o godz. 20:26
    chętnie obejrzę też Walencję, jeśli masz. Aparat mi się wówczas zepsuł i zero zdjęć.

  324. basia.n
    27 maja o godz. 17:49

    No i myślał indyk, że w niedzielę, dniu bożym i tak dalej,, nieco odsapnie. No więc chyba nie odsapnie – do roboty wzywają. do czynu, znaczy. Dobrze, że nie ojczyna, a blogowa dama. 🙂

  325. stasieku
    27 maja o godz. 18:55

    Zgrabnie to ująłeś. 🙂

  326. Szanowni!
    Antonius się zastanawia, czy Polska to naprawdę dziki kraj. I wychodzi mu, że raczej tak. Przykre.
    Zapraszam
    JK

  327. Tanaka
    27 maja o godz. 19:29

    Zimerman to postać bardzo szczególna,pod wieloma względami.
    Był od dziecka wychowankiem muzycznym w zasadzie jednego pedagoga – prof. Andrzeja Jasińskiego,który poświęcał mu bardzo wiele czasu.(również ćwicząc) Wiem,że miał on również ogromny wpływ na kształtowanie jego wiedzy ogólnej ,a Zimerman to umysł i humanistyczny i ścisły. Więc śledził „od zawsze” wszelkie nowinki techniczne.Pamiętam pewien wywiad z jego żoną,kiedy mieszkali jeszcze w Paryżu. Mówiła,że każdego przedpołudnia przegląda wiele prenumerowanych czasopism technicznych. Stąd również jego ogromna wiedza na temat tajników konstrukcji fortepianów,wykorzystywana przez Yamahę.
    To ,co w jakiś sposób mówi o nim,jako o człowieku ,to fakt,że kiedy wręczano mu pierwszą nagrodę na konkursie Chopinowskim ( a był wtedy osiemnastolatkiem jeszcze na roku maturalnym) zeskoczył z estrady i pobiegł przez salę do prof. Jasińskiego ,aby dzielić się z nim tym osiągnięciem.Wyraźnie pokazał,komu zawdzięcza sukces .
    Roztropowicz i każdy wiolonczelista,ma zawsze swój „dobytek” na plecach 🙂

    Podróże twojej znajomej na koncerty po całej Europie – to dla muzyka coś bardzo szczególnego. Dobrze,że jest w stanie finansować takie częste wyjazdy.
    Ja mam to szczęście,że mogę słuchać najlepszej światowej orkiestry i wspaniałych solistów w Amsterdamie. Bo wystarczy wsiąść w pociąg Intercity direct, aby w ciągu 30 min. dostać się tam z Rotterdamu 🙂

  328. basia.n
    27 maja o godz. 20:08

    No popatrz, a ja w R’damie spędziłem sporo czasu.