Wariacje tokarczukowskie

Kiedy światem rządził Zeus i jego rodzina, a nie było jeszcze chrześcijaństwa, lepiej się żyło człowiekowi. I mimo tego greckiego Fatum, które kazało Edypowi wyłupić sobie oczy, człowiek nie był obciążony decyzjami, gdyż jego decyzje nie były jego decyzjami, gdyż przychodziły z zewnątrz, miały swoje miejsce w porządku świata. A skoro tak, to mniejszą ponosiło się odpowiedzialność, stąd mniej tego wewnętrznego wstydu, nieznośnego poczucia winy za wszystko, co się zrobiło.

Wtedy każdy czyn można było naprawić, można było się dogadać z bogami, składając ofiarę.

Dlatego dało się patrzeć na swoje oblicze w wodzie z szacunkiem. I spoglądać na innych z miłością.

Nikt nie był zły, żaden morderca nie mógł być potępiony, ponieważ stanowił część większego planu. Można było kochać tak samo kata, jak i ofiarę. Ludzie byli dobrzy i łagodni. Zło, które się działo, pochodziło nie z nich, ale ze świata. Świat bywa zły – i to jak!

Tymczasem chrześcijaństwo nakazuje człowiekowi skupiać się na sobie, przypisuje mu ogromną odpowiedzialność wobec wymagającego, nieludzkiego Boga. Czyni człowieka odpowiedzialnym za jego uczynki. Owo greckie Fatum znika. Zostaje niszczące każdego człowieka przekonanie, wspierane przez wszechwładny Kościół i jego wszechobecnych funkcjonariuszy, że całe zło jest w człowieku i nie da się go samemu naprawić. Może być tylko wybaczone. Wybaczone przez Kościół. Ale czy do końca ? Co to, to nie! Kościół straciłby rację bytu.

Stąd bierze się to męczące, niszczące uczucie, że jest się zawsze winnym, od urodzenia, że tkwi się w grzechu i że wszystko jest grzechem – uczynek i poniechanie, miłość i nienawiść, słowo i sama myśl. Wiedza jest grzechem i ignorancja jest grzechem.

Wszystko opiera się na następującej opowieści.

Lilith była pierwsza żoną Adama, a jako że nie chciała być Adamowi posłuszna ani leżeć pod nim, jak kazał Bóg, uciekła nad Morze Czerwone. Tam zrobiła się czerwona, jakby ją obdarto ze skóry. Bóg wysłał za nią trzech groźnych aniołów o imionach Senon, Sansenoj i Somangelow, żeby ją zmusić do powrotu. Napadli ją w kryjówce, męczyli i grozili, że ją utopią. Ale ona wrócić nie chciała. Potem gdyby nawet chciała, to już by nie mogła, nie mógłby jej Adam przyjąć, bo według Tory kobieta, która już spała z innym, do męża wrócić nie może. A kto był kochankiem Lilith? Sam Samuel!

Musiał więc Bóg stworzyć Adamowi drugą, bardziej posłuszną kobietę. Ta była łagodna, ale dość głupia. Zjadła, nieszczęsna, zakazany owoc, przez co nastąpił upadek.

Ale zjawił się Zbawiciel, który może zmazać ten grzech pierworodny. Kościół, który jest ciałem Chrystusa, dziedziczy tę moc gładzenia grzechów świata, popełnionych przez nierozważne niewiasty.

 

Dość swobodnie przytoczony i lekko zniekształcony fragment „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk, tegorocznej laureatki nagrody Bookera.

Lewy