Hołd złożony profesorowi Jedlickiemu

Profesor Jerzy Jedlicki zmarł 31 stycznia 2018 roku, w wieku 88 lat. Pośród masy obecnych historyków, wyróżniał się głębokim rozumieniem procesów historycznych, wiedzą polityczną naszych dni i zrozumieniem przeszłych klęsk. Był umiarkowanym sceptykiem; nie wierzył w uniwersalne recepty ziemskiego zbawienia. Nie ufał skrajnościom ani z lewa, ani z prawa, ani buńczucznemu, dufnemu w swą absolutną rację racjonalizmowi, ani romantycznym porywom prawicowych serc.

Podobnie jak Profesor, nie wierzę w nastanie jakiejś ery społecznej harmonii, takiego marksowskiego raju, gdzie wszyscy będą szczęśliwi, źli staną się dobrzy, zniknie wyzysk i wszelaka krzywda. Zabieganie o maksimum szczęścia to dążenie do utopii. Profesor postulował takie postępowanie, którego celem jest raczej zmniejszenie sumy nieszczęść, zła i krzywdy. Bo zło jak choroba jest łatwiejsze do zdefiniowania, łatwiej uchwycić jego sens niż sens życia, zdrowia i dobra. Nie ufał tak wydawałoby się oczywistym sloganom jak „nie ma chleba bez wolności”, bo może być tak, i to łatwo, że jest chleb bez wolności i, chociaż trudniej, „wolność bez chleba”.

Nie jest tak, że wszelkie dobra ludzkie wyraźnie się odcinają od zła, nieprawości, że jedno jest białe, a drugie czarne. Jedno dobro może konkurować z innym dobrem; interesy grupowe z potrzebami indywidualnymi, potrzeba chronienia słabszych z pragnieniem samodzielności, rozwój i dążenie do nowości z ciągłością i tradycją kultury. Między tymi sprzecznościami należy szukać złotego środka równowagi.

Metoda kompromisu nie wypływa z tchórzostwa ani z braku własnego zdania, lecz z poszanowania drugiego człowieka, klasy, narodu, rasy; zaś ideologiczny monopol wiąże się z pogardą dla tych wszystkich, co mają inne marzenia i inny ideał życia. Fanatycy porządku i fanatycy przewrotu na równi nie uznają kompromisów, bo zawsze wiedzą lepiej i nie wahają się przed ceną, jaką wszystkim przyjdzie płacić za ich projekty sprawiedliwości i organizacji społecznej.

***
Chętnie podpisałbym się pod tymi poglądami Profesora. Ale jest jedno ale. Co zrobić w sytuacji, kiedy dana społeczność czy naród zostaną opanowane przez ludzi, którzy nie kierują się zasadami wyłożonymi przez Profesora, którzy w swym cynizmie albo nie rozumieją, co to znaczy kompromis, albo uważają kompromis właśnie za tchórzostwo? Ci ludzie też mają jakieś marzenia i inne ideały życia. Ryszard Czarnecki z pewnością ma swoje marzenia i ideały, o czym świadczy jego dobrze odżywiona twarz i coraz mniejsze oczka tonące w zwałach tłuszczu.

Co zrobić, jak w tkankę społeczna wżarła się organizacja, która bez skrupułów pasożytuje na nim, która gospodarczo, moralnie (amoralnie) narzuca własne interesy, będąc zupełnie nieprzydatna, a za to całkowicie szkodliwa dla społeczeństwa?

Bardzo szanuję profesora Jedlickiego, chciałbym, aby jego postulaty tolerancji, kompromisu, wzajemnego szacunku stanowiły podstawę polityki, życia społecznego. Ale wygląda na to, że w sytuacji stanu wyjątkowego, kiedy bez wojny, bez wyraźnej przemocy fizycznej, czyli bez zabójstw, masowych aresztowań, jednak dokonuje się w sposób dyskretny mord na demokracji, kiedy ciemna materia Kościoła, niczym potężna siła grawitacyjna, wspiera gangsterów u władzy, to postulaty Profesora chyba należy zawiesić. I wrócić do nich wtedy, gdy opanowany przez zarazki i nowotwór organizm wyzwoli się od nich i powróci do zdrowia.

Lewy