Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

11.05.2018
piątek

(Nie)wesołe jest życie staruszka!

11 maja 2018, piątek,

Wiele lat temu (8) zdarzył się pewien wypadek, który wywołał dyskusję nad potrzebą weryfikowania zdolności kierowania pojazdami przez ludzi starszych. Temat wracał wielokrotnie, aż doczekał się unijnej dyrektywy i propozycji zmian ustawowych – likwidacji bezterminowych praw jazdy. Przemyślałem wtedy skutki takiego stanu prawnego i konsekwencje zmian. Cytaty są z portalu TVN24. Moje komentarze znajdują się pod nimi.

„Po tragicznym wypadku na oleśnickiej obwodnicy na forum Kontaktu 24 zawrzało. Wielu użytkowników za wypadek wini podeszły wiek (77 lat) kierowcy Fiata Uno i nawołuje do zmiany prawa. Inni apelują o niewyciąganie pochopnych wniosków z tej tragedii i zwracają uwagę, że więcej wypadków powodują młodzi”.

Wypadek spowodował kierowca Fiata Uno, wjeżdżając nieprawidłowo na obwodnicę.

„Najwyższa pora wprowadzić obowiązkowe, okresowe badania dla osób starszych, które będą potwierdzać ich zdolność do kierowania pojazdami. Tak jak jest w USA”. „Część komentujących podaje za przykład własnych krewnych”.

Prawdopodobnie ja jestem swoim najbliższym krewnym. Prawo jazdy otrzymałem w wieku 40 lat – na 5 lat z powodu wady wzroku i co 5 lat musiałem badać wzrok – choć wiadomo, że krótkowzroczność przy starzeniu się zmniejsza.

Jakiś 24-latek bardzo narzekał na taką dyskryminację: „ten fakt tak bardzo mnie irytuje ponieważ mam 24 lata, pewną wadę wzroku i ja muszę powtarzać badania co 5 lat bo inaczej strace uprawnienia do kierowania pojazdem, a ktoś kto dostal prawo jazdy 40 lat temu gdy był młody, piękny i sprawny, teraz jest dziadkiem ma słaby słuch i wzrok nie musi sie badać. Jak dla mnie to porażka”.

Znam ból tego młodzieńca, ale mu nie współczuje, bo nie wiem, jaką ma wadę wzroku. Należałoby to sprecyzować w przepisach – przecież i tak jest wzmianka w prawie jazdy: „W okularach!”.

Jako kierowca zdążyłem „okrążyć” kulę ziemską ponad 10 razy (przejechałem około pół miliona km) i spowodowałem tylko dwa wypadki:

1) Jako świeży kierowca wpadłem w poślizg na oblodzonej szosie pod górę, gdy próbowałem uniknąć zderzenia z gówniarzem na sankach, który sobie zjeżdżał na szosie z Góry św. Anny i to w sylwestra, gdy chciałem dzieciom pokazać piękną szopkę. Mój fiat stracił jeden z pięknych rogów na murze i to było wszystko. Może nawet nic by się nie stało, gdyby żona w stresie nie wyrwała mi kierownicy z rąk. Do dziś zaprzecza, iż to zrobiła, ale mam świadków.

2) Drugi wypadek był „poważniejszy” – z pustego parkingu wjechałem tyłem w nieprawidłowo zaparkowany na ulicy samochód i „otworzyłem” lekko drzwi do środka tłumikiem rury wydechowej. Jak na pół miliona km to chyba nie dużo. Chcąc uniknąć podobnych wypadków zamontowałem ostatnio czujnik parkowania.

W wieku „strasznym” i starszym (75 lat) i po udarze chciałem korzystać ze samochodu z automatem, bo lewa noga jest niezbyt sprawna, co utrudnia obsługę sprzęgła. Wtedy żona zaprotestowała (samochód 2-litrowy Hyundai został przekazany wnukowi) i wybrałem się do specjalisty z medycyny pracy, gdzie przeszedłem pełny test na kierowców zawodowych. Lekarz ocenił moje możliwości kierowania pojazdem bardzo wysoko. Wszystkie testy psychologiczne ze skojarzeniami oraz szybkości reakcji i koordynacji ruchowej rąk i prawej nogi były bardzo dobre, a lewa nie jest potrzebna przy automatycznej skrzyni biegów. Żona się „poddała” wobec takiej opinii lekarza i jeżdżę moim autkiem, ale faktycznie absolutnie ostrożnie i przepisowo, jestem więc przez młodzików uważany za zakałę.

Statystyki w obronie osób starszych

W obronie osób starszych staje @Romek: „Bez przesady, pędzić to może BMW, Audi itp., a nie Fiat Uno. Poza tym nigdy nie widziałem starszego człowieka jadącego szybciej niż 60 km/h. Dziadek zrobił dokładnie to samo, co robią młodzi kierowcy, którzy mają największy udział w wypadkach. Starsze osoby są zwykle zawalidrogami, a nie piratami drogowymi(tutaj mamy wyjątek, potwierdzający regułę). Ja osobiście wolę 80-latka w aucie niż 20-letniego kaskadera, który uważa, że droga należy do niego”.

„Statystyki niestety pokazują, że ludzie powyżej 65. roku życia powodują tylko około 4% proc. wypadków drogowych. Najwięcej wypadków – i to tych najgroźniejszych – powodowanych jest przez ludzi w wieku do 25 lat. Z tym zabieraniem ludziom starszym praw jazdy wstrzymałbym się i zwróciłbym uwagę na umiejętności prowadzenia pojazdów przez tych powodujących najwięcej wypadków” – zaznacza @dziadek.

„Jadąc drogą ekspresową pod prąd tylko matoł nie zorientuje sie ze cos jest nie tak!”

Jazda pod prąd występuje często i nie ma związku z wiekiem, bo jako „młody” kierowca wjechałem we Francji podobnie na autostradę, tylko się zaraz wycofałem (dwa kolejne wykroczenia po sobie), a w Rzymie zawracałem na autostradzie, bo nie widziałem innej możliwości oprócz wielokilometrowego objazdu, a auto było niesprawne i przejechałem właśnie obok Fiat Servizio na Via Magellana, którego szukałem.

Dla rozweselenia czytelnika tak poważnych rozważań przytoczę tu dla porównania przykład zachowania naszej milicji (policji?) na skrzyżowaniu w Gliwicach. Światło czerwone. Młoda kobieta stoi (w aucie), a za nią radiowóz. Zmiana świateł, kobieta gorączkowo rusza gałkami – i nic! Milicjanci włączyli megafon i doradzają grzecznie: „Proszę Pani, proszę się nie denerwować, wrzucić pierwszy bieg i powoli puścić sprzęgło…”. Jeszcze bardziej zdenerwowana kobieta wrzuca bieg – wsteczny i uderza porządnie w radiowóz tych miłych panów, którzy tak troskliwie jej pomagali radami. Wtedy rozlega się ryk z nie wyłączonych megafonów: „A mówiłem ci, że ta kurwa w nas wpierdoli!”

Piękne zderzenie Wersalu z życiem.

 

Przyjrzyjmy się statystykom, co mówią o tym strasznym zagrożeniu stwarzanym przez ludzi starszych. Okazuje się, że staruszkowie powodują mało wypadków, a najwięcej ludzie do 39. roku życia. Poniżej 10 proc. zajmują dopiero dojrzali powyżej czterdziestki – tak jak ja zaczynałem. Proponuję więc podwyższyć wiek osób uprawnionych do kierowania pojazdami – zgodnie z liczbami o zagrożeniach (maksymalne 24–39), i dawać prawa jazdy dopiero 40-latkom. Wtedy dla zrównoważenia wprowadzić obowiązkowe badania dla starych kierowców, aby zdusić jeszcze trochę te procenty wypadkowe dwukrotnie – poniżej 2 proc.

„Starsi kierowcy jeżdżą zgodnie z przepisami – to zawalidrogi!”

Ten zarzut jest prawdziwy, ale chyba niepoważny w świetle prawa. Jeżdżę tylko po Kędzierzynie i nie przekraczam 70 km/h na obwodnicy i na zakręcie 30 km/h, co wk… wszystkich młodych kierowców, ale nie wywalam się na tym zakręcie, co uczynił niedawno zawodowiec, blokując obwodnicę znacznie dłużej niż ja moją prawidłową jazdą.

Poza tym niebagatelne przy ocenie możliwości kierowania pojazdem jest doświadczenie uzyskane po wielu, wielu kilometrach i to na przeróżnych typach dróg od autostrad, na których każdy idiota może spokojnie jechać prawym pasem, po drogi alpejskie czy francuską Corniche. Moim szczytowym osiągnięciem było przejechanie pasma górskiego między Neapolem i Amalfi w niedzielę po południu, gdy Włosi wracali masowo z morza do miasta do domu tą niesamowicie wąską i krętą górską dróżką – przejechałem bez zadrapania samochodu – do dziś nie wiem, jak mi się to udało. Po wszystkich moich kłopotach na drodze wymyśliłem definicję „doświadczenia kierowcy” – to suma niebezpiecznych sytuacji, z których się wyszło cało. Mógłbym ich opisać dużo i to bardzo różnych, które się składają na moje doświadczenie.

Z „automatem” zapoznałem się w wieku 76 lat. Przy pierwszym wyjeździe tyłem z garażu uszkodziłem sąsiadowi lekko płot, ale po roku korzystania z auta, którym przejechałem „aż” 1100 km po mieście i na lotnisko (70 km) chyba też już mam doświadczenie i moim zdaniem nie stanowię zagrożenia ani dla siebie, ani dla prawidłowo jadących kierowców – już nawet spotkałem drugiego takiego uważnego kierowcę, ale z wyglądu chyba był starszy ode mnie. Czasem się spotykamy na parkingach dla osób niepełnosprawnych, notorycznie zajmowanych przez młodych gnojków, którzy odpowiedni znak drogowy mają w… – wiadomo gdzie. Może wreszcie ktoś wyegzekwuje te 500-złotowe mandaty lub odholuje bezprawnie zaparkowane samochody? Na razie stwierdzam zerową reakcję na nowy przepis – totalne lekceważenie obowiązuje dalej. Gdybym żył na Dzikim Zachodzie, to przestrzeliłbym chętnie z mego kolta opony „fur” sprawnych młodzików, którzy mają za nic inwalidów.

Jednym z powodów wymienionych przez internautów, dla których starsi ludzie nie powinni kierować samochodami, jest zmniejszona z wiekiem szybkość reakcji w niebezpiecznych sytuacjach, stworzonych na ogół nie przez nich, tylko przez młodych piratów drogowych. Gdyby tym odebrać prawa jazdy, to liczba wypadków zmniejszyłaby się drastycznie i „dojrzali plus starzy” kierowcy mogliby spokojnie korzystać z uroków automobilizmu. Nieliczne wypadki byłyby prawdopodobnie spowodowane awariami technicznymi (np. pękła mi opona poloneza na autostradzie) lub ekstremalnie złymi warunkami pogodowymi, z których bez szwanku potrafią wyjść tylko specjalnie przeszkoleni kierowcy rajdowi – tu wiek niewiele znaczy.

O badaniach lekarskich

„Trzeba zacząć od lekarzy! Taki staruszek to przyjaciel lekarza. To on go utrzymuje! Więc pierw trzeba opodatkować lekarzy prywaciarzy stałym podatkiem tzn. 8h*25dni = 200 osób miesięcznie * 50 zł (średnia opłata) = 10 000zł. Z tego 40 proc. podatku i lekarze mają mieć obowiązek ewidencjonowania swoich pacjentów. Wtedy jak taki dziadziuś przyjdzie, to lekarz mocno się zastanowi, czy mu dać zgodę na prowadzenie, czy też nie. Jeśli wprowadzą teraz obowiązek badań – to nic nie da!”

Uważam te rozważania fiskalne za idiotyczne, choć zgadzam się z końcowym wnioskiem, że wprowadzenie obowiązku badań w chwili obecnej mija się z celem, choć sam problem badań okresowych jest sprawą poważną. Ja jestem za wprowadzeniem badań (a nawet przeciw), ale po głębokiej analizie skutków, które taki przepis będzie miał.

Zacznijmy od realnych możliwości przeprowadzenia takich badań w Polsce (może w USA jest dużo lekarzy?). Najpierw należałoby ustalić, ilu jest kierowców w danej kategorii wiekowej i jakie są możliwości „przerobu” aktualnych specjalistów z medycyny pracy upoważnionych do takich badań. Nie wolno zapomnieć, że oni przede wszystkim muszą badać tych, którzy nie mają w ogóle praw jazdy oraz okresowo kierowców zawodowych.

W zasadzie nie byłem zobowiązany do badań, gdyż inny lekarz przy ustaleniu stopnia niepełnosprawności poświadczył mi zgodnie z jakimś tam paragrafem kodeksu drogowego, że mogę korzystać z mojego prawa jazdy, które na starość było już bezterminowe, wyrobiłem kartę parkingową i z niej korzystam. Zrobiłem badania, bo moja żona nie wierzyła w moje możliwości mentalne i manualne i namawiała lekarza, aby mnie zdyskwalifikował. Moje kłopoty z obsługą sprzęgła (żabki jak podczas kursu) chciałem rozwiązać przez zakup auta z automatyczną skrzynią biegów.

Umówiłem się z lekarzem po godzinach pracy, prywatnie. Moje badanie trwało chyba 2 godziny lub więcej i kosztowało mnie 100 zł. W ciągu typowej zmiany przerób jednego lekarza jest więc około 4 osoby/dobę, jeśli badanie ma być uczciwe. Niech ktoś policzy, ile lat potrwałoby jednorazowe przebadanie wszystkich starych kierowców, uwzględni również młodych adeptów czterech kółek i okresowo badanych zawodowców przy aktualnej liczbie specjalistów uprawnionych do prowadzenia takich badań, wtedy stanie się jasne, czy ustawowy przepis będzie sensowny, czy zostanie martwy jak zapis o możliwości chodzenia na lekcje etyki zamiast religii w publicznej szkole. A martwych przepisów ci u nas dostatek.

Antonius

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 370

Dodaj komentarz »
  1. Statystyki są nieubłagane dla młodych, więc czepianie się starszych nie ma sensu ani pokrycia w faktach.

    Jeśli chodzi o bardziej niemierzalne odczucie „płynności jazdy”, którą starsi rzekomo naruszają uporczywym przestrzeganiem przepisów – cóż, na drodze spotyka się różne sytuacje; wolno jeżdżą nie tylko starsze osoby, ale też właściciele bardziej „dobitych” aut, różne dostawczaki i ciężarówki przygniecione ciężarem ładunku, osoby na słabych motorach i skuterach do 50cc, itd. Człowiek, którego umiejętność kierowania pojazdami mechanicznymi zostaje potwierdzona wydaniem prawa jazdy powinien radzić sobie z niesłychaną koniecznością przyhamowania od czasu do czasu 😉 Więc znowu – czepianie się akurat starszych nie ma sensu i nosi znamiona napuszczania jednych ludzi na drugich.

  2. Szwajcarskie statystyki pokazują, że kierowcy w wieku powyżej 65 lat są odpowiedzialni za 13 proc. wszystkich śmiertelnych wypadków. Do niedawna każdy kierowca powyżej 70. roku życia był zobowiązany odbyć (co 2 lata) badania lekarskie (u lekarza domowego) potwierdzające zdolność do prowadzenia pojazdów mechanicznych. Obecnie podniesiono tę poprzeczkę do 75 lat, ponieważ starsi ludzie są dziś o wiele zdrowsi i sprawniejsi niż dawniej. Seniorzy i tak czują się upokorzeni tymi przepisami, bo w krajach ościennych nie ma takich regulacji, liczy się własna odpowiedzialność.

    Matka moich przyjaciół w wieku powyżej 90 lat i niezbyt pewnie czująca się na nogach bez podpórki, upierała się jeździć samochodem na zakupy do pobliskiego sklepu z parkingiem podziemnym. Uważała bowiem, że niedoczekanie, aby sąsiadki zobaczyły ją z rolatorem na ulicy 🙄
    Przyjrzałem się zatem nieco bliżej różnym staruszkom i faktycznie: wysiadają z samochodu, łapią wózek sklepowy i trzymając się go chodzą dziarsko wzdłuż regałów 😎

  3. Moja mama emerytka bardzo dobrze sobie radzi za kierownicą. Jedyne, czego nie ogarnia, to ruszanie pod górkę. Dowolnie małe wzniesienie jest w stanie ją zablokować 😀 I nie ma w tym nic dziwnego! – takie rzeczy się zdarzają bez przerwy, np. Zoolander nie umiał się odwracać w lewo, a rzeczniczka policji w Legnicy nie potrafi powiedzieć „kaczka”.

    Przepraszam, zniosło mnie w stronę absurdu 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pewien staruszek po dłuższej przerwie w jeżdżeniu samochodem postanowił odzyskać prawo jazdy, które zbyt pochopnie oddał w urzędzie. Lekarz nie znalazł przeszkód, ale w urzędzie komunikacji powiedziano mu, że musi odbyć próbną jazdę z instruktorem, aby praktycznie sprawdzić, czy orientuje się w nowych regulacjach drogowych.
    Po kilku godzinach wraca do domu kompletnie załamany. Nie zdał tego testu 🙁
    Żona bardzo chce wiedzieć, dlaczego?
    – No, wyobraź sobie, jeździmy po mieście i wszystko jest OK, aż tu instruktor mówi: mamy teraz mało skrzyżowań, za to wiele rond. Sprawdzimy, jak pan sobie poradzi na rondzie.
    No i pojechaliśmy, a tam znak „30”, no to okrążyłem to rondo 30 razy, a on mówi, że nie zdałem 🙁
    – Pewnie źle policzyłeś 🙄

  6. Niewielkie miasteczko pod Hamburgiem. Bylem swiadkiem takiej sytuacji: trzy panie w wieku na oko dobrze powyzej 70-tki, jada autem na rondzie. Nagle zaczynaja gestykulowac, przegapily zjazd. co zrobila pani kierowca? wsteczny bieg i auto cofa. Co zrobili kierowcy 2 aut jadacych za nimi? blyskawicznie tez cofneli. zadnego klaksonu, refleks i wyrozumialosc.

  7. Jechałem wczoraj autostradą:
    Na lewo ode mnie kobieta w nowym BMW zasuwa 130 km/h. Twarz ma przy samym lusterku i maluje sobie oczy 😯 Przez chwilę odwróciłem wzrok, jak spojrzałem ponownie, była już w połowie na moim pasie, dalej zajęta makijażem!
    Choć jestem niespodziewanie spokojnym człowiekiem, to jednak przestraszyłem się tak, że wypadła mi z lewej ręki golarka wytrącając z prawej kanapkę 🙁
    Przy próbie sprowadzenia samochodu kolanami na właściwy tor spadła mi komórka, co ją miałem przy uchu, wprost do kubka z kawą między nogami. Kawa się rozchlapała parząc mnie dotkliwie, rujnując komórkę i przerywając ważną rozmowę 🙁
    Jak ja nienawidzę bab za kierownicą!

  8. Zani po staremu – he he – zasiade za kierownica, wtrace wtracone wczesniej. Sorry Antoniusku

    Cos dla Lewuska

    ‚Zaostrzenie stosunków między USA, Iranem i Europą jest korzystne dla Rosji. Wzrost cen ropy zapewnia dodatkowe dochody do budżetu i zmniejsza prawdopodobieństwo wprowadzenia przez rząd nowych podatków. Ponadto wszystko idzie ku temu, że Europa raczej nie przyłączy się automatycznie do nowych antyrosyjskich sankcji Waszyngton. Unia Europejska jest zdecydowana skupić się przede wszystkim na własnych interesach gospodarczych.’

    Ktos chyba czegos nie padumal zanim palnal sobie w stope

  9. Jedzie człowiek pod prąd na autostradzie i słyszy w radiu. „Proszę uważać na kierowcę, który na tej i na tej autostradzie jedzie pod prąd”.
    Jego komentarz.
    „Jak to jeden kierowca? Wszyscy poza mną jadą pod prąd”

  10. Wiec podejmijmy temat dyzurny zadany przez Antoniusa

    Policjant zatrzymuje do kontroli samochód w którym jedzie bardzo nie młode małżeństwo, z kilkuletnim wnuczkiem. Daje kierowcy alkomat.
    – 0,8 promila – odczytuje wynik
    – Panie władzo, macie zepsuty alkomat – odpowiada stanowczo dziadzio. – Niech ona dmuchnie.
    – Pańska żona też ma 0,8 promila – mówi po chwili policjant.
    – Macie zepsute urządzenie i koniec. Niech jeszcze wnuczek dmuchnie
    – 0,8 promila – mówi policjant i zwraca się do kolegi:
    – Janek, alkomat nam się zepsuł.

    Samochód odjeżdża, a dziadzio do babci:
    – Mówiłaś, żeby Marcysiowi nie dawać bo mu zaszkodzi. No i zobacz – jemu nie zaszkodziło, a nam pomogło.

  11. @Antonius wspomina okolice Neapolu.
    Tam jeździ się nieco inaczej. Jadąc lata temu w kierunku Sorrento, przejeżdżałem przez duże miasto, jedna z głównych ulic była jednokierunkowa. Reszty można się domyśleć ;–). W innym miejscu duże skrzyżowanie ze światłami. Mam czerwone więc czekam. Inni jadą. Byłem jedynym ,który starał się (jeszcze!) jechać wg. wyuczonych reguł. Po pewnym czasie stwierdziłem ,że zasady tam są inne. Nawet twoje zielone nie daje jeszcze ci prawa pierszeństwa przejazdu przez skrzyżowanie. Jazda w długim i słabo oświetlonym tunelu. Wyprzedzanie nawet na ostrych łukach przy ruchu dwukierunkowym. Co niektórzy oszczędzali paliwo jeżdżąc na wyłączonych lampkach…

  12. „Mój mąż jest bardzo ostrożnym kierowcą. Przed każdym skrzyżowaniem zatrzymuje się na co najmniej 15 minut”

    Dedykuję wszystkim Staruszkom:)

  13. @wbocek. Taką ciekawostkę znalazłem w regionalnej gazecie. To prawda!?. Serdecznie pozdrawiam.http://24kurier.pl/aktualnosci/wiadomosci/ratujmy-jamno-protest-przy-wrotach-sztormowych/

  14. W ramach kultur i cywilizacji (bo różne ponoć, zwłaszcza pod względem lepszości i gorszości)
    a wszystko na luziku (małe nawiązanie do wstępniaka)

    Dla tych, którzy obejrzeli pierwszą część z przyjemnością….
    (Pod poprzednim tematem link umieściłam)
    wklejam adres do drugiej części
    Bóg musi być szaleńcem

    https://www.cda.pl/video/1244996ea?a=1

  15. Jedzie cała rodzinka samochodem i nagle wybiega na ulice dziecko. Kierowca doskonale prowadzi samochód omijając chłopca. Podbiega do niego policjant i mówi:
    – Świetnie pan prowadzi, za ten wyczyn nasza komenda ofiaruje panu w nagrodę – 1000 zł. A czy można wiedzieć na co pan przeznaczy te pieniądze?
    Kierowca odpowiada:
    – Wreszcie zrobię sobie prawo jazdy.
    Żona próbuje ratować sytuację:
    – Proszę nie zwracać na niego uwagi, on tak zawsze mówi gdy jest pijany.
    Z tylnego siedzenia odzywa się babcia:
    – A nie mówiłam, że tym kradzianym samochodem daleko nie zajedziemy…

  16. Dwóch facetów po długiej nocy spędzonej w barze nad ranem wsiada do samochodu. Po kilku minutach w okno pasażera stuka stary mężczyzna.
    – Zobacz, w oknie jest duch! – krzyczy pasażer.
    Kierowca dodaje gazu, ale twarz nie znika. Przerażony pasażer otwiera okno i pyta:
    – Czego chcesz?
    – Macie może papierosy? – pyta stary mężczyzna.
    Pasażer rzuca przez okno paczkę i krzyczy do kierowcy zamykając ze strachem okno:
    – Przyspiesz!
    Kilka minut później uspokojeni zaczynają śmiać się i żartować z poprzedniego strachu. Nagle w oknie znów pojawia się ta sama twarz.
    – To znowu on! – krzyczy pasażer. Otwiera okno i drżąc ze strachu pyta:
    – Tak?
    – Macie ognia? – dopytuje się stary mężczyzna.
    Pasażer wyrzuca zapalniczkę przez okno i krzyczy:
    – Przyspiesz jeszcze!
    Kierowca wciska gaz do podłogi, straszliwa twarz znika z okna. Pasażer z kierowcą powoli dochodzą do siebie po spotkaniu z duchem, kiedy w oknie znowu pojawia się postać tego samego starego mężczyzny. Przerażony pasażer otwiera okno i pyta:
    – Co znowu?
    – Może pomóc wam wyjechać z tego błota?

  17. – Gdzie byłeś tak długo?
    – W komisariacie. Zatrzymali mnie, za wolno jechałem.
    – Od kiedy to zatrzymują za wolną jazdę?
    – Radiowóz mnie dogonił…

  18. bukraba

    Jeszcze jak prawda. Tak długotrwale niskiego poziomu jeziora jeszcze nie było. Sporo śniętych rybek widać. Moczykije donoszą juź od dwóch lat, że ilość ryb drastycznie spadła. Przyroda świetnie dawała sobie radę sama. Czasem tylko po większych sztormach koparka musiała udrożnić zasypane ujście kanału do morza. Ale nigdy tu nie było zagrożenia powodzią, choć właśnie ochroną przed powodzią motywowana była cała inwestycja, m.in. te nikomu niepotrzebne wrota sztormowe.

  19. Za okolo 11 minut SpaceX Falcon 9 block 5 wystartuje z Cape Canaveral na Florydzie .

    Transmisje mozna ogladac tutaj:

    https://www.space.com/17933-nasa-television-webcasts-live-space-tv.html

    To bedzie drugie „podejscie”, bo pierwsze zostalo zatrzymane.

    pozdrowka
    ~l.

  20. Żona przygotowuje śniadanie. Smaży jajka dla męża.
    Nagle mąż wpada do kuchni. „Uważaj” — krzyczy…
    OSTROŻNIE! włóż więcej masła!
    O, mój Boże!
    za dużo naraz smażysz. ZA DUŻO!
    Przewróć je! PRZEWRÓĆ JE TERAZ! Potrzebujemy więcej masła!
    Oh, Boże! Gdzie teraz dostaniemy więcej masła!
    One zaraz przykleją się do patelni!. Ostrożnie! OSTROŻNIE! Mówie do ciebie, UWAŻAJ!
    Ty NIGDY mnie nie słuchasz, kiedy gotujesz! Nigdy! Przewróć je! Szybko! Zwariowałaś? Straciłaś rozum? Nie zapomnij ich posolić.
    Wiesz o tym, że ty zawsze zapominasz je posolić. Użyj sól! UŻYJ SÓL! SÓL!

    Żona stroskana, patrząc na męża pyta:
    -Co się z tobą dzieje? Sądzisz, ze ja nie umiem usmażyć dwóch jajek?

    Na to mąż spokojnie odpowiada:
    – ja tylko chciałem ci pokazać,
    jak ja się czuję kiedy prowadzę samochód.

  21. @Maciej2
    11 maja o godz. 17:57

    Kup mamie z automatyczną skrzynią biegów.
    Nie będzie miała problemów w ruszaniu pod górkę

  22. Tobermory
    11 maja o godz. 19:43
    Jak ja nienawidzę bab za kierownicą!

    Jestem babą , prawo jazdy motocyklowo-samochodowe od 39 lat jako niepełnoletnia miałam zgodę ojca. Pierwsze lata po uzyskaniu prawa jazdy jeździłam motocyklem a samochodami jeżdżę nieprzerwanie od 30 lat, kilometraż dużo większy od Antoniusa. Żadnej kolizji, stłuczki. Parę mandatów za prędkość i jeden za … stał sobie Pan na chodniku przy przejściu dla pieszych bez sygnalizacji , miałam do tego przejścia ok, 5 m – sekunda refleksji, jeszcze nie wchodzi, jechałam ok 70 , wsteczne lusterko za mną pojazd ok 20 metrów więc przejechałam, ale za mną byli nieoznakowani policjanci, no i ponoć nie pozwoliłam pieszemu przejść, a on miał tam pierwszeństwo. Uznałam dyskusję za bezsensowną, bo na wstępie pan policjant powiedział, że kolega poświadczy iż pieszy już wszedł na pasy, byłam sama, spieszyłam się więc zapłaciłam ten mandat.
    Parę lat po tym mandacie moja córka została potrącona na przejściu dla pieszych, nie pamięta jak było.
    Ja nabrałam dodatkowego odruchu zerkania na zachowanie pieszych na „krawężniku” i jeśli widzę, że wahają się na ogół wówczas zatrzymuję się i przepuszczam pieszego. Jak ja nie lubię wówczas facetów trąbiących na mnie.

    Antoniusie

    Sam wiek nie jest decydujący o tym, czy ktoś jeździ bezpiecznie czy też nie do prowadzenia samochodu trzeba mieć predyspozycje. A masz rację, że może ten przepis okazać się nie tyle martwy, co taki na niby, że owszem lekarze „medycyny pracy” byliby obciążeni dodatkowo i byłoby następny proszę …
    A tych martwych lub takich co najmniej dziwnych, zawalających sądy już trochę mamy – choćby obraza uczuć religijnych czy też naruszenia dóbr osobistych z tzw. byle powodu.

  23. pombocek
    11 maja o godz. 21:45

    Ale nigdy tu nie było zagrożenia powodzią, choć właśnie ochroną przed powodzią motywowana była cała inwestycja, m.in. te nikomu niepotrzebne wrota sztormowe.
    ——————–

    Ciekawe czy skutki ewentualnego przekopu Mierzeji Wiślanej będą podobne?

  24. Taieri
    11 maja o godz. 22:57

    Jezeli przekopia to skutki beda nie tylko gorsze, ale calkowicie fatalne. Przyrodniczo fatalne.

    Tylko tyle, ze choc jeszcze jest ciut za wczesnie, to rosna szanse, ze sie skonczy tylko na przytuleniu kasy z biura planowania i innych podlaczonych do kasodojarki biur i organizacji…

    pozdrowka
    ~l.

  25. karol_cia
    11 maja o godz. 22:44

    Ja tam ani bab, ani facetow za kierownica nie nienawidze. Zloszcza mnie zwykli idioci. Niezaleznie od plci, mnie zloszcza.

    pozdrowka
    ~l.

  26. @karol_cia
    11 maja o godz. 22:44

    Trochę się obawiałem takiej reakcji na ten dowcip 🙁

    W mojej rodzinie kobiety jeżdżą lepiej niż ich mężowie, płynniej, mniej nerwowo, nie zarabiają mandatów za wjechanie na znak drogowy przed komisariatem, ani za urwanie koła ciągnikowi, który skręcał w polną drogę, ani za przewrócenie na bok smarta na zjeździe z autostrady… 🙄 😉

  27. Jeśli wprowadzą te badania , część osób sama zrezygnuje. Dla tych, co mieszkają w miastach, gdzie jest dobra komunikacja, to nie problem. Moje córki z wyboru nie mają samochodów. Ja mieszkam na wsi, i zostałbym uziemiony. Ciągle jeszcze pracuję 15 km od mego domu. Mimo wszystko uważam, że takie badania są potrzebne. Już nie ta szybkość reakcji, orientacji , szczególnie w obcym terenie, po zmroku, przy zmianie pogody , Trzeba znać swoje możliwości.

  28. Nie ma to jak idiota w samochodzie… Niezaeznie od plci idioty…

    Parenascie lat temu musialem cos, czego nei chcialem powierzac komus, przewiezc z Londka do Wawki.

    Droga spoko,zwlaszcza przez Niemcy spoko, a potem kilka dni jezdzenia po Wawce. Rozne doswiadczenia, od zdziwka, gdzie ja siedze, bo jeszcze rodacy tak czesto do Umeczonej nie jezdzili na angelskich blachach, po takie cos …

    Jechalem Al Jerozolimskimi od Zachodniego w strone Pragi i bylem na wyskosci Centralnego, gdy sie „zielone” na „pomaranczowe” zmienily. Sie zatrzymalem. Bylem na jednym ze srodkowych pasow, wiec widzialem jak po lewej i po prawej jada na zapchane skrzyzowanie, z ktorego „za chinskiego bozi” nie zjada, bo jest kopletny „chock of block”. Ja juz stoje jak sie nalezy, z lewej i prawej jada jakby nigdy nic, a z tylu trabia na mnie. Swoje wiem, wiec spokojnie stoje, ale zerkam w tylne i boczne lusterka. Zerkam i widze, jak z 4, czy 5go samochodu stojacego za mna wysiada jakis mocno wsciekly i idzie w moja strone. Doszedl do stojacego za mna i chyba zobaczyl, ze jest po zlej stronie, bo za „kierownica”, czyli po lewej nikogo nie ma. Mozliwe tez jest, ze zobaczyl biale „jajo” z GBM/b>, bo sie zatrzymal, zawrocil i wrocil do swojego samochodu.

    Ciekawe co on chcial mi powiedziec?

    pozdrowka
    ~l.

  29. Wiekszosci problemow mozna by uniknac stosujac istniejace prawo.
    W Australii jezdza wszyscy, bo samochod jest glownym srodkiem komunikacji poza miastami. Poniewaz u nas prawo jazdy odnawia sie co 5 lat (i placi oczywiscie, macie szczescie, ze u was tego nie wymyslili), to badanie wzroku jest rutynowe przy odnawianiu. Po 75 latach swiadectwo lekarskie ze nie ma przeciwskazan. Na ogol nie ma, a poniewaz wiekszosc ludzi jezdzi zgodnie z przepisami to i specjalnego problemu z ludzmi starszymi nie ma. Czasem sa problemy z nowymi Australijczykami, ktorzy usiluja czasem pojechac jak u siebie. Ale szybko im mija, bo z naszym policjantem nie pogadasz 🙂
    Sama kiedys zaplacilam mandat za przekroczenie szybkosci na sasiedniej uliczce gdzie podobno bylo 50 a nie 60. Pan z szuszarka zatrzymal mnie i uprzejmnie powiadomil o przekroczeniu limitu. Zapytalam go co tu robi zamiast sterczec gdzies pod szkola (czas byl odpowiedni) no to mi powiedzial, ze mieli zgloszenia o hoonach to dlatego.
    Eee, o tej porze to pan tylko starsza pania z pizza zlapie a nie hoona, uswiadomilam mu smetnie. Ucieszyl sie dran. 🙂

  30. loniu,

    tu cos dla ciebie z innego niz polskie prawa jazdy skansenu. Jesli juz spisz to bron panie bocku nie odpowiadaj przed momentem wybudzenia sie

    http://adeyinkamakinde.blogspot.ca/2018/05/britain-and-syria-ten-questions-for.html

    Z dzisieciu pytan do pani Teresy May, przytoczmy cztery ostatnie

    7. Czy brytyjski rząd rozważyłby wyjaśnienie, dlaczego pozwolił na upadek sadowego procesu Old Bailey z 2015 r. Bherlin Gildo, szwedzkiego obywatela, oskarżonego o działalność terrorystyczną w Syrii? Czy rząd wyjaśniłby powody, dla których brytyjskie służby bezpieczeństwa i służby wywiadowcze byłyby „głęboko zawstydzone” swoim ukrytym poparciem dla ‚milicji’ przeciw Assadowi?

    8. Czy brytyjski rząd wyjaśniłby, dlaczego brytyjscy żołnierze, tacy jak niezyjacy sierżant Matt Tonroe z pułku spadochronowego, zostali osadzeni w amerykańskich siłach specjalnych w Syrii bez wyraźnego zaproszenia legalnego rządu tego suwerennego narodu?

    9. Dlaczego rząd bedacy pod kierownictwem Theresy May pragnie nadal finansować grupę „białych hełmów” al-Nusra „ochotniczych ratowników”, która działa tylko na obszarach objętych rebelią? Czy rząd może wyjaśnić, w jakim stopniu brytyjski wywiad jest związany z założycielem grupy, byłym brytyjskim żołnierzem, Jamesem Le Mesurierem i czy brytyjski wywiad może mieć związki z organizacją?

    10. Czy wreszcie brytyjski rząd chciałby skorzystać z okazji, by przedstawić szczegółowe wyjaśnienie, jakie interesy narodowe zmuszają Brytyjczyków do
    uczestnictwa w Syrii?

    Lewusek tez ma pelne prawo zaangazowania sie w ten pasjonujacy temat. Jak sie wybudzi. Ale nie wczesniej

  31. Ewa-Joanna, 0:37

    „Wiekszosci problemow mozna by uniknac stosujac istniejace prawo.”

    Sie zgadza. Zakladajac, ze istniejacego prawa, szczegolnie LOKALNEGO – a wydawanie praw jazdy to jurysdykcje czesto lokalne, nie tam zadne federalne – nie ustanawiali idioci. Bo takich jest pelno. Na dolach demokracji w szczegolnosci

    „W Australii jezdza wszyscy, bo samochod jest glownym srodkiem komunikacji poza miastami. Poniewaz u nas prawo jazdy odnawia sie co 5 lat (i placi oczywiscie, macie szczescie, ze u was tego nie wymyslili), to badanie wzroku jest rutynowe przy odnawianiu. Po 75 latach swiadectwo lekarskie ze nie ma przeciwskazan.”

    Na Bergamutach owszem jest co 5-cio letnie odnawianie. Ale wzrok to jest tylko badany na tyle na ile sie deliwent umi sie wpatrzyc w kamerke. Robiaca mu rzadowe zdjecie do nowego prawa jazdy

  32. U nas patrzysz w lusterko i czytasz literki jak woly. A potem w kamerke.

  33. Ewa-Joanna,

    Zawsze z przyjemnoscia czytam twoje komentarze. Te slowa chcialabym zaznaczyc
    „wiekszosc ludzi jezdzi zgodnie z przepisami”

    No wlaśnie „zgodnie z przepisami”. 10 letni chlopiec zapytany podczas pierwszej wizyty w Polsce na pytanie „jaka jego zdaniem jest roznica miedzy US i Polska odpowiedzial ze w Polsce nie można przejść przez ulice.
    U nas prawo jazdy traci ważność w dniu urodzin. Nie pamietam co ile lat bo Department of Transportation przysyla email ze czas odnowic prawo jazdy.
    Prawo jazdy to w US dowod tozsamości I równiez zaswiadczenie o wieku osoby.
    Nie wiem w jakim wieku jest wymagane zaswiadczenie lekarskie ale na pewno jest wymagane w starszym wieku. Badanie wzroku jest zawsze.

    W Polsce kierowcy parkuja na chodniku 🙁

  34. Orca
    Po prostu ulatwia to zycie.
    A jak juz pisalam poprzednio – policjanta nie zagadasz, jak sie zaczniesz uzerac to najwyzej dolozy ci obstrukcje. 🙂
    Chyba anglosaskie kraje maja podobny system bo sie sprawdzil w dzialaniu.

  35. Orco,

    parkowanie na chodniku mnie uderzylo na Marszalkowskiej. Kiedy zapytalem kogos znajacego sie w temacie, odpowiedz byla tak prosta ze az sie zdumialem:

    – ulica Marszalkowska, utworzona podczas powstawania W-wy z gruzow po-PW, w latach powojennych, zostala zaplanowana na wyrost. Chodniki glownie byly ogromnie szerokie. Wiec gdy samochody zaczely wkraczac w zycie gierkowskiej Warszawy, naturalnym miejscem dla ich parkowania byly zbyt szerokie, jak na potrzeby Warszawy, chodniki.

    I faktycznie. Do dzisiaj nie obserwuje sie pieszych korkow na chodnikach. Podczas gdy na jezdniach to łomatko przenajswietniejsza. Tam sie nie daje jezdzic w kiepskich godzinach w srodmiesciu. Ani nawet w zadnych innych godzinach

  36. Najcudniejsze zas sa sceny przed przejsciem dla pieszych. Dzisiaj ogolnokrajowym prawem okreslone tak samo jak na Zachodzie: pieszy ma pierwszenstwo.

    Pierwsze reakcje na moje zatrzymywanie sie zeby przepuscic pieszego byly od tych pieszych. Oni zawsze machali rekami: jedz! jedz! Ja pojde jak ty przejedziesz, zdawali sie sugerowac.

    W pozniejszych rozmowach prywatnych wychodzilo o co to szlo.

    Piesza babcia to osoba doswiadczona przez lata ucieczki przed samochodami. Logika wiec byla prosta, po wejsciu w zycie nowego pro-pieszego prawa drogowego:

    tak, ja wejde przed twoim blaszakiem na przejscie. A ty mnie wtedy walniesz

  37. Reakcje wtorne byly od kierowcow warszawskich.

    Gdy ja sie zatrzymywalem, po bergamucku, przed przejsciem dla pieszych w W-wie, to zawsze dolatywaly mnie epitety z otwartych szybek samochodow z lewej i z prawej:
    – ty kolku, ty gumofilcu, ty kacapie. Na co czekasz, ofiaro peknietego kondona?

    Bo ja jezdzilem po stolicy samochodem brata. On mial tablice rejestracyjne z miejsca jego zamieszkania: woj. Podlaskie.

  38. Tam nawet powiat byl okreslony na tej tablicy rejestracyjnej samochodu mojego brata. Ilez to nienawisci mozna w sobie wykrzesac w stolicy znajac odlegly powiat Polski B delikwenta?

  39. W Polsce śpia. Mozemy pisac.

    Ewa-Joanna, policjant zatrzymal mnie za przekroczenie limitu szybkości. Limit byl 60 mil/godzine. Ja jechalam 70. 6 rano, pusta droga 101, po prawej Vancouver Island, po lewej Olympic Mountains.
    Policjant spojrzal do wnetrza samochodu. Na tylnym siedzenie 6-pack of beer, na podlodze samochodu podreczny pojemnik na benzyne.
    Wyjaśnilam policjantowi, ze diesel jest po to aby spalić Scotch broom ktore zarasta nasz ogród, a piwo, aby uprzyjemnic palenie Scotch broom.
    Policjant powiedzial ze ma takie same metody zwalczania Scotch broom I nie dal mi mandatu.
    Taka jest moja historia prawie mandatu 🙂

  40. No wlaśnie „zgodnie z przepisami”. 10 letni chlopiec zapytany podczas pierwszej wizyty w Polsce na pytanie „jaka jego zdaniem jest roznica miedzy US i Polska odpowiedzial ze w Polsce nie można przejść przez ulice.
    No właśnie! Kilka razy o mało nie straciłem życia podczas wizyt w Polsce, wchodząc lekkomyślnie i odruchowo na „zebrę”, przyzwyczajony u siebie do kierowców zatrzymujących się grzecznie na widok pieszego tamże. Ale, w porównaniu z np. Iranem Polska to i tak raj na ziemi. Nie ma 6 sznurków aut na 3 pasmowej jezdni, nie trzeba gromadzić się w kilkuosobowe stadko by w wyścigu ze śmiercią przejść na drugą stronę ulicy. Zanim jednak ktoś zacznie mieszać z błotem wszystkich „onych”, w Omanie jeździ się super praworządnie. W Syrii kiedyś też.

  41. Orteq,
    Sasiedzie, czesto slysze pohukiwanie promu ktory odplywa z Port Angeles do Victoria.
    Uwazam ze parkowanie na chodniku to koszmar. Koszmarem jest rowniez brak przestrzegania przepisow dotyczacych pierszenstwa dla pieszych. Znajoma przyleciala do nas z Polski z pierwsza wizyta. Kiedy odespala rożnice czasu poszlysmy na spacer. Zauwazylam ze znajoma patrzy po kilka razy w lewo I prawo zanim weszla na jezdnie. Powiedzialam jej, ze nie ma takiej potrzeby. Po prostu wejdz na ulice I samochody sie zatrzymaja. Zabralo jej to kilka prob, aby sie upewnic ze nikt jej nie rozjedzie.
    Wyjatek stanowi próba przejscia przez autostrade. Tego sie nie robi chociaz pamietam kiedy policjant zatrzymal ruch na autostradzie I-5 aby przepuscic rodzine kaczek na druga strone I-5.

  42. @Ewa-Joanna
    12 maja o godz. 1:29
    bunya nuts
    Na północy WA, w Kimberley w podobny sposób wykorzystywano owoce baobabów -,https://outbackjoe.com/macho-divertissement/bush-tucker-plants-and-animals/boab-tree/
    Białą piankę otaczającą nasiona jadłem, ma przyjemny kwaskowaty smak i konsystencję nugatu, na mielenie i pieczenie nasion nie mieliśmy podczas bush-walk’u czasu.
    Z policjantami nie ma co dyskutować, ale kiedy mnie kilka lat temu jeden taki potraktował z góry i po chamsku, poskarżyłem się w biurze skarg. Czy policjant oberwał nie wiem, ale zwrócili mi odebrane punkty do prawa jazdy. Mandatu już nie 🙁

  43. W Polsce ludzie parkowali i chyba dalej parkują na chodnikach, bo w miastakch była niewystarczająca ilość miejsc parkingowych. Zwłaszcza w starszych dzielnicach.
    Motoryzacja w Polsce też była spowolniona, aż nagle buchnęło….
    A miasta na to nieprzygotowane.

    Co ja pamiętam z Polski, to jadąc z lotniska do domu rodzinnego…
    To koszmarne chwile grozy.
    Szwagier prowadził, siostra moja zachwycona jego jazdą. Ten pędzi, nie patrząc na speed limit. Droga była dwukierunkowa. jeden pas w każdą stronę…
    i wyprzedzanie na trzeciego, a czasem na czwartego…
    używając pobocza!!!
    Na moje wrzaski, że albo wysiadam i taryfą dojadę do domu, albo bez takich numerów…Zostałam zakrzyczana, że jestem bardzo strachliwa, że POBOCZA są bardzo szerokie i wszyscy normalni tak jeżdżą, że szwagier to super kuper kierowca, że ja histeryzuję, że się sadzę, bo z Ameryki przyjechałam i się przedstawiam, że niby lepiej wiem, itd…. W nerwach, ale jakoś dojechałam.
    Te 160 km od lotniska samochodem wyczerpało mnie mocniej aniżeli długa podróż z przesiadkami samolotem.
    następne razy albo jechałam pociągiem, albo wynajmowałam taksi.
    Wolałam tak, bo stracić życie to jedno, ale okaleczeć to moim zdaniem jeszcze gorzej.
    A ja po takich jazdach drogami w Polsce śmierć w oczach miałam wiele razy.
    Po mieście jeszcze jako tako się jeździ, ale poza miastami… makabra.

  44. Przeczytalam artykul o bunya nuts. Tak jak wiele informacji na temat Australia to rowniez jest dla mnie nowosc. Moja znajomosc tej cześci swiata jest bardzo mala. Znam kilka osob w Sidney. Poznalam rowniez malzenstwo z wyspy Tasmania, ktorzy przeplyneli Pacific I zatrzymali sie na kilka tygodni w stanie WA. Bardzo ciekawi ludzie.

  45. Babcia jedzie samochodem. Zatrzymuje ją policja
    – Widzi pani ten znak? Tu jest ograniczenie prędkości do 50 kilometrów na godzinę. A pani przekroczyła siedemdziesiątkę.
    – To ten kapelusz. Zawsze mnie postarzal, zaraza.

    Ps. Orco. Prom Coho z Port Angeles do Victorii to chyba jedyny prom w swiecie ktory nie tylko odplywa zgodnie z rozkladem co do minuty ale i przyplywa zawsze o czasie. Zupelnie niezaleznie od warunkow atmosferycznych. Jakies takie wynaturzenie natury czy co?

  46. Kobieta za kierownicą jest jak gwiazda na niebie.
    Ty ją widzisz ale nie ona ciebie

  47. Powrocmy na chwile do ogolnego przeslania tego blogu

    Wlazł facet w parku na ławkę i zaczyna się drzeć:
    – Precz z hipokryzją!
    Ludzie patrzą zdziwieni, a chłop:
    – Precz z pazernością!
    Coraz więcej gapiów przystaje, a ten dalej:
    – Precz z pedofilią!
    W końcu przechodząca obok babcia nie wytrzymuje:
    – Panie, coś się pan tak do tych księży przyczepił?!

    PS. Widzisz Antoniusie cos uczynil? Szutkom nie bedzie konca pod twoim wpisem

  48. Polaczmy ogolne przeslanie blogu z tematyka obecnego wpisu Antoniusa

    Na stację benzynową podjeżdża czarny mercedes. Wysiada facet w ciemnym garniturze i ciemnych okularach. Tankuje do pełna, potem wchodzi do środka, podchodzi do półki z alkoholami i bierze parę flaszek najdroższej whisky. To samo robi przy półce z prezerwatywami. Poddenerwowany ekspedient, czując nosem mafię obawia się rozróby przy płaceniu. Nagle z merca ukazuje sie kuso ubrana panienka i drze się z daleka:
    – Proszę ksiedza! Jeszcze ze trzy paczki chipsów!

  49. @karol- cia 22.44

    W Niemczech nie ma tego problemu. Kiedy widzę już pieszego poddchodzącego do przejścia dla pieszych muszę się zatrzymać, bo ma pierwszeństwo i w zasadzie nie musi patrzeć czy zbliża się samochód. Przejścię dla pieszych jest jego. Koniec i kropka. Próbowałem tak jeżdzić po Polsce szwagra samochodem . Ten po moich „stopach” zaczął się gwałtownie oglądać do tylu. W końcu nie wytrzymał i mówi do mnie, żebym tak się zatrzymywał, bo w końcu ktoś nas przywali w tył samochodu.

  50. I jeszcze cos, na koniec, dla upierdliwcow poprawno jezykowych

    Sonda uliczna:
    – Czy pani zdaniem używanie poprawnej polszczyzny i pewność, że używa się tylko tych słów, których faktycznie chce się użyć, jest ważna na co dzień?
    – Nie, nie przywiązuję do tego waginy.

    Mowilem, Antoniusie. Temu moze nie byc konca

  51. „Idealna para jechała samochodem po krętej drodze”

    Był sobie idealny mężczyzna i idealna kobieta. Pewnego dnia spotkali się i zostali parą, a że ich związek był idealny, pobrali się. Ślub był oczywiście idealny. A ich wspólne życie było naturalnie tak samo idealne.

    W zaśnieżony, wietrzny wieczór Wigilijny, ta idealna para jechała samochodem po krętej drodze, gdy nagle zauważyła kogoś na poboczu, kto prawdopodobnie złapał gumę. W związku z tym, że byli idealną parą, zatrzymali się, żeby pomóc.

    To był Mikołaj z ogromnym worem prezentów. Nie chcąc rozczarować dzieci oczekujących na prezenty, idealna para zaprosiła Mikołaja, z ogromnym worem prezentów do swojego samochodu. I szybko zajęli się rozwożeniem upominków.

    Na nieszczęście coraz bardziej pogarszały się (i tak już ciężkie) warunki drogowe i niestety doszło do wypadku. Tylko jedna z tych trzech osób przeżyła. Kto?
    Zastanów się najpierw, a dopiero potem przejdź niżej ….
    .
    Przeżyła idealna kobieta. Ona była jedyną osobą, która naprawdę istnieje. Każdy wie, że Mikołaja nie ma, a idealnego mężczyzny tym bardziej.

    Dla kobiet ta opowieść tu się kończy Zas Panowie proszę czytać dalej. .
    .
    Jeśli Mikołaj nie istnieje i idealny mężczyzna też nie, to za kierownicą musiała siedzieć idealna kobieta. Co wyjaśnia, dlaczego doszło do wypadku. A tak w ogóle jeśli jesteś kobietą i właśnie to czytasz (pomimo, że miałaś skończyć parę linijek wyżej), udowodniłaś coś jeszcze:

    KOBIETY NIGDY NIE ROBIĄ TEGO, CO IM SIĘ POWIE ZE MAJA ROBIC

  52. Coś mi tu zalatuje mizoginizmem!

  53. Lubię prowadzić pojazdy mechaniczne. Zaczynałem od motocykli (pierwszy złożyłem z części, bardzo stare BMW – na początku lat 60tych było to jeszcze bardzo tanio możliwe) jeszcze bez prawa jazdy, które zdobyłem legalnie w wieku 16 lat. Takie były czasy. Potem były różne samochody. Prowadziłem przeróżne pojazdy w różnych krajach. Najdłuższa trasa non-top 1600 km, szybkim autem (ponad 200 kmh) po autostradach. Najpoważniejszy wypadek miałem w Warszawie. Uniknąłem uderzenia w zajeżdżający mi drogę samochód (miałem ewidentne pierwszeństwo), przez co straciłem część zawieszenia na wysokim krawężniku. Tamten oczywiście uciekł. Poza tym uważam, że samochód – rzecz obita. Ma być sprawny, a nie wyglądać. Pewnie dlatego, że jestem mechanikiem z wykształcenia i zamiłowania.
    Po latach doświadczeń za kierownicą wymyśliłem trzystopniową skalę opanowania kunsztu prowadzenia samochodu:
    1. Opanowanie samochodu – nie zastanawiasz się który pedał, który przycisk, itd.
    2. Opanowanie otoczenia – nie zastanawiasz się kto ma pierwszeństwo i co znaczy dany znak.
    (Na tym prawie wszyscy kierowcy kończą.)
    3. Twój pasażer nie czuje, że jedzie. Zwróćcie uwagę (jako kierowcy), jak „rzuca” pasażerem w czasie jazdy.

    I jeszcze reminiscencja z Polski o przejściach dla pieszych:
    Na pasach pierszeństwo mają zebry.

  54. Nie woła dziś przewoźnik:”Wsiadaj, kto ma wsiadać!
    Niebezpieczno się wozić. gdy mrok pocznie padać.”
    Słysz, mam ja zegar w mieszkaniu, który póki bije,
    Póty też i gospodarz, co go nosi, pije.
    A ty spi, przewoźniku, nie dbając na goście;
    Byś i darmo chciał przewieźć, ja wolę po moście.
    Jan Kochanowski

    Tyle w temacie

  55. Orteg

    Wszystko byłoby w porządku, Ortegu, gdybyś powiedział jeden kawał na tydzień – choćby nawet szewski. Niestety, jesteś jak mój stary kumpel Jasiu. Raz siedzimy sporą bandą przy piwie w Smołdzinie , umówieni na rajd i czekamy na resztę bandy.
    Przyjechał autobus. Kumpel mowi mi do ucha:
    – Spie..alamy, Jasiu przyjechał z kawałami.

    Kawalarze-trajkoty, Ortegu, są śmiertelnie niebezpieczni: mogą zamęczyć.

  56. Jesli nie zamecza na smierc, wybacz im. No a jesli zamecza cie na smierc, to, you know. Nie twoj problem.

    Serdeczne pozdrowienia sa slane w cciny

  57. Trudno jest sie wymadrzac na tematy filozoficzne pod wpisem na temat praw jazdy w Polsce. Antonius to z pewnoscia przewidzial. Dlatego dal pole do popisu kawalarzom. Nawet tym mniej wybrednym

  58. Orteg

    Dziękuję, Ortegu. Serdecznością trudniej zamęczyć, a może się przydać. Jadę właśnie w mój pierwszy od 56. lat tłum. Nie bardzo tylko rozumiem przeciw czemu mam protestować, skoro głupie budowle od ponad dwóch lat – ukończone na pochybel naturze, trochę ludzi siedzi. Żeby przed budowaniem tego bubla – to rozumiem. Najprościej i najtaniej byłoby rozebrać durne wrota sztormowe – mialbym wtedy drogę na morza i oceany otwartą. Lete morde drzeć.

  59. lonefather
    11 maja o godz. 23:17
    Zgadzam się, że za kierownicą mniej ważna jest płeć czy też wiek kierowcy, a istotne jest zgranie umiejętności , sprawności, stanu drogi, pogody, stanu zdrowia kierowcy oraz wyobraźni i pamiętania, że oprócz mnie jest dużo innych użytkowników, którzy mogą mieć słabszy dzień .
    W dzisiejszych czasach dodatkowym elementem jest duża ilość pojazdów poruszających się po drogach przy złej sieci dróg i dość słabym stanie technicznym, a często również nasze znaki drogowe nie zawsze są właściwe na właściwym miejscu.
    I oczywiście ta tzw. kultura jazdy pozostawiająca wiele do życzenia.,

  60. Tobermory
    11 maja o godz. 23:19

    Twój wpis odebrałam jako żartobliwy, choć znam wielu facetów, którzy tego typu powiedzenie traktują serio i podkreślają to na każdym kroku. Mój małżonek nie obrażał się, gdy jego matka mówiła, że lepiej jeżdżę od niego i zawsze wolała, gdy ja ją wiozłam. Ale ma jednego kolegę, który czasami mu dokucza, że to głównie ja jeżdżę samochodem. Raz wiozłam kawałek drogi tego kolegę i po paru kilometrach, gdy ciągle słyszałam …zahamuj, wyprzedź, uważaj, bo ten z prawej to … zatrzymałam się na chwilę i powiedziałam, że w moich samochodzie zawsze jest tylko jeden kierowca, a ponieważ dostrzegłam jeżdżąc z tobą, że stosujesz złą technikę jazdy, która niekorzystnie wpływa na stan samochodu i nie mogę powierzyć ci kierowania, więc masz wybór – albo jedziesz ze mną i zakładasz sobie przysłowiową kłódkę na buzię, albo dalej poruszasz się piechotą, okazją a to już mnie nie interesuje.
    Wielokrotnie też i to głównie od facetów słyszałam nieprzychylne uwagi przy wpuszczaniu samochodu z podporządkowanej na główną – tzw. jazda na suwak u nas jest przez wielu „butnych” uważana za głupotę, a to tylko odrobina czasu i usprawnia poruszanie się. Faktem jest, że z tej podporządkowanej też czasami niektórzy nie czekają jeden na jeden a gdy dostrzegą gest wpuszczenia dla jednego samochodu to później ładuje się ich trzech . Można by olbrzymią historię opisać o poruszaniu się po drogach, ale faktem jest, że młodość połączona z brawurą i wiecznym pośpiechem jest gorszym zagrożeniem niż wiek ok. 70 ze zmniejszą sprawnością, która ma często podłoże w wielu chorobach i nawet jeśli mózg rejestruje sytuację prawidłowo to często ból w „aparacie ruchu” jest przyczyną wolniejszej reakcji nóg i rąk.
    Pozdrawiam

  61. Orteq
    12 maja o godz. 7:48

    Nie uważam się za idealną kobietę i przeczytałam do końca z prostej przyczyny … wiem, że ideał to coś takiego co istnieje w bajkach dla dzieci.
    A życie to nie bajka i nie sen tylko twarda rzeczywistość.

  62. Gdy zauważyłem wstępniak, było już ponad 60 komentarzy. Starałem się przeczytać prawie wszystkie, choć jest to dla mnie trudne zadanie. Pierwszy raz zwróciłem uwagę na komentarze @Orteq’a, chcąc się zorientować czy znam wszystkie stare dowcipy, np. o babach za kierownicą. Również poważne uwagi na temat zachowania kierowców na drogach i to w różnych krajach są dla mnie ciekawe. W zasadzie dysponowałem „starym” wynikiem badań o wypadkach spowodowanych przez kierowców w danej grupie wiekowej – staruszkowie około 4%, ale nie o to mi chodzi. Wiem, że za kilka lat (2 lub 3) moje prawo jazdy straci ważność, wtedy mój obecny samochód pójdzie w ślady Lantry – dostanie go wnuczka, jeśli rodzice pozwolą , finansując jej bieżące wydatki. Jak nie to na szrot! Nie wierze, aby system badań był sprawny przy wielu chętnych i dam sobie spokój z „automobilizmem”.
    Zauważyłem ciekawą przypadłość – niektórzy kierowcy nie umieją ruszać „pod górkę”. Przykładem jest moja żona. Jeździła świetnie, ale nie daj Boże czerwone światło przy wyjeździe z tunelu – lekko pod górkę – tragedia! Automat załatwiłby wszystko, ale wcale nie chce korzystać z bezterminowego prawa jazdy i przepadnie jak moje.
    Jej koleżanka zrobiła prawo jazdy na warszawie. Gdy mąż kupił fiata to wyjechała z Opola i przez rów na pole i zatrzymała się na kopie siana – to był ostatni raz, gdy siadła za kierownicą. Moja Pani przejechała raz z Opola do Kędzierzyna, kawałek autostradą w kierunku granicy i 100 m w Paryżu (zatrzymałem samochód na skrzyżowaniu i wybiegłem do banku. Zrobiło się miejsce i awansowała na bezpieczne miejsce. Zbrzydło jej jeżdżenie samochodem i teraz mamy kłopot – jest auto, a nie ma komu jeździć na zakupy.
    PS
    Chciałbym tylko uzupełnić jeden z dowcipów (@404). Było tak:
    W Opolu milicja wprowadziła dzień poprawnej jazdy i oceniła wysoko jednego z kierowców za jazdę przez rondo (wtedy było chyba tylko jedno!?), w czasach, gdy pan Jaki jeszcze nie był w planach swych rodziców. W aucie była śląska rodzina, mająca „niecne” zamiary.
    Rozmowa toczyła się z grubsza tak jak @404 pisze, tylko zakończenie było nieco inne. Obudziła się babcia i zapytała: „A som my już w Reichu”? Wiem, że tak było, bo mieszkałem około 150 m od tego ronda.

    Moja żona jest bardzo ambitna i gdy przyjechaliśmy z Opola do moich rodziców mała córka zawołała: „Babciu, jechaliśmy tak długo, bo mamusia prowadziła”!
    Sprawę zniechęcenia pogorszył fakt, że właśnie na ww. rondzie wymusiła wtedy pierwszeństwo na taksówkarzu, który uciekł na chodnik (widząc babę za kierownicą).

  63. Orteq
    12 maja o godz. 7:48

    A idealni faceci nigdy nie dostrzegają co żona aktualnie robi i nie słyszą co do nich mówi.
    Zwyczajna żona chce być choć trochę idealną gospodynią w ich domu, właśnie odkurzyła, przemyła określone pomieszczenie i powiedziała zwyczajnemu małżonkowi, który był idealnym synkiem swojej mamy, żeby przez jakiś krótki czas nie korzystał z tego pomieszczenia aż podłoga wyschnie. Zwyczajny mąż wybiera się na spacer z psem i przypomniał sobie, że nie wziął okularów słonecznych, jest już w butach i zwyczajnie wchodzi do pomieszczenia świeżo sprzątniętego … na okrzyk żony uważaj, bo trochę brudzisz … no wiesz moja matka jakoś tak sprzątała, że nie przeszkadzała nam w poruszaniu się po domu . Jakie to wszystko zwyczajne …

  64. @karolciu!
    Dyrygowanie kierowcą z tylnego siedzenia doprowadziła do perfekcji (ja uważam, że do perfidii) ta koleżanka żony z niewielkim doświadczeniem – co to jest jedna kopa siana?
    To wydarzenie miało miejsce w roku 1974, a truła kierowcę do „dojrzałości” (80+). Tylko u mnie siedziała jak trusia, bo mogła przewidzieć moją reakcję.
    Moja pasażerka tylko woła „uważaj”, a ja to przecież czynię automatycznie. Nie uważałem tylko raz … i skończyło się ciążą!

  65. Witold
    12 maja o godz. 7:11

    Niestety, u nas kultura jazdy może kosztować stłuczkę. Nasi rodacy wolą przykłady z Grecji, Włoch jak od naszych sąsiadów Niemiec. Chyba jeszcze bardzo długo musimy czekać na fakt przestrzegania norm i przepisów kodeksu drogowego.

  66. @Antonius
    12 maja o godz. 11:30
    Ja znałem ten dowcip w innej wersji. Głos „A som my już w Rajchu” wydobył się z bagażnika.

  67. Kiedy moja starsza siostra zaczynała karierę kierowcy, postanowiła przewieźć mnie po malowniczych okolicach Kotliny Kłodzkiej. Wsiedliśmy do malucha i próbujemy wystartować, nie idzie 🙁 Siostra próbuje i próbuje, a ja, żeby jej nie stresować, wyglądam przez okno i widzę szwagra na balkonie trzeciego piętra, jak daje nam jakieś znaki ręką.
    – Słuchaj, twój mąż macha nam tak dziwnie – i pokazuję, jak.
    – Ach, hamulec ręczny! – zwolniła i pojechaliśmy. W następnych 40 latach nie miała ani jednej kolizji, wypadku, punktów karnych, a jeździ dużo i w każdych warunkach.

  68. Tobermory
    g.11:58
    Ech, wzruszyłam się… Maluch – mój pierwszy samochód, którym przewoziło się najdziwniejsze i nie małe przedmioty, np. lodówkę (bynajmniej nie najmniejszą) na odległość 100 km oraz licznych pasażerów (nasz rekord- 6 czy 7 osób, dokładnie nie pamiętam). Maluch ciągnął również przyczepkę z deskami z tartaku z Borów Tucholskich do Warszawy
    Kiedy pewnego razu urwała linka, to poświeciłam swoje rajstopy, które załatwiły sprawę.
    No, a gdy przesiedliśmy się do cinqocento, poczułam sie jak w mercedesie.
    No a potem pogoniliśmy „komunę” wybijając się na niepodległość i przyszła pora na inne samochody.
    Czytałeś może Pawła Huelle ‚Mercedes-Benz? Tak mi sie skojarzyło

  69. Jak pewnie wiecie, w Istambule i podobnych miastach trzeba wciskać się i zajeżdżać drogę ile wlezie, inaczej nigdzie się nie dojedzie. Jest tylko jeden wyjątek od tej zasady: miejskie busy. Ich kierowcy nigdy nie ustępują na jotę – jakby mieli chirurgicznie wyciętą tę część mózgu, która odpowiada za strach przed stłuczką. Na początku nawet wpadłem w paranoję, bo wydawało mi się, że ten sam bus z tym samym brodatym kierowcą jeździ za mną po Istambule i celowo zajeżdża mi drogę. Potem okazało się, że białych busów jest dużo, wszystkie zachowują się w taki sposób i w każdym siedzi podobny brodaty koleś 🙂

  70. Nawet jak się potrenowało w Istambule, Tbilisi to zupełnie inny poziom hardcoru. Po Istambule nie jeżdżą auta bez zderzaków – w Tbilisi jest ich całkiem sporo, bo zderzak łatwo stracić, nie jest tani, więc co oszczędniejsi odpuszczają ten daremny wydatek 🙂 Jadąc tam po raz drugi sądziłem, że jestem psychicznie przygotowany, ale było całkiem jak za pierszym razem: przemożna chęć porzucenia samochodu i ucieczki. Rozważałem też rozebranie się do naga i protest na środku drogi 🙂

  71. @Tobermory
    Dziekuję za uzupełnienie!
    @mag
    Ja w życiu 2 razy prowadziłem malucha, raz z Opola do Kędzierzyna, bo teściowa córki ukryła u nas auto przed mężem (przed rozwodem), a on sprzedał jej garaż!, a drugi raz w Warszawie. Kolega musiał jechać po coś na Żeraniu, a bał się Warszawy. Tam, gdzie schodzą się drogi – Gierkowka z drogą z Krakowa – zmieniliśmy się miejscami.
    Przy pierwszym starcie miałem inny kłopot – nie ręczny hamulec a to durne ssanie , nie wiedziałem o tej dźwigience w podłodze. Zapomniałem, że chyba jeszcze raz jechałem kilka kilometrów, gdy kupiliśmy dzieciom używanego malucha. Zamieniliśmy starte opony nowymi z naszej przyczepy. Młodzi pojechali w Krakowie na kąpielisko i auta więcej nie widzieli, a my naszych opon. Kupiliśmy następne – auto, nie opony, na tych przyczepa stała kilkadziesiąt lat. Nigdy nie wyjechałem nią, zawsze miałem po drodze dobre adresy.

  72. @Maciej2
    12 maja o godz. 13:19

    Bo w Gruzji prawo jazdy zdobywa się po przejechaniu toru przeszkód na placu ćwiczeniowym, a kosztuje 100 euro. Kursów żadnych się nie wymaga. A wypadków śmiertelnych proporcjonalnie do liczby samochodów mają 3,5 razy więcej niż w Polsce.
    Ze wspomnień mieszkającego w Polsce młodego Gruzina, który po wielu nieudanych podejściach w Polsce postanowił spróbować zdobyć prawo jazdy w Gruzji.

    „Najpierw musiałem opłacić 63 lari (około 120 zł) opłaty za teorię i praktykę. Potem podszedłem do biurka rejestracji. Pani przy komputerze wypełniła wszystko w międzyczasie prosząc mnie tylko o złożenie podpisów na dotykowym ekranie umieszczonym na podorędziu mojego fotela. Potem powiedziała żebym spojrzał w umieszczoną na pulpicie kamerkę:

    – A bez okularów widzisz? – zapytała pani troskliwie

    – Tak – odpowiedziałem zdziwiony pytaniem

    – Ok, to zdejmij okulary. Zrobię ci zdjęcie bez, żeby od ciebie nie wymagali zaświadczenia od okulisty. Na egzamin też przyjdź bez okularów.”

    Jedyną uciążliwością było ciąganie za sobą Gruzina (ojca) potrzebnego ze względu na wymagany adres w Gruzji.

  73. Mialem Malucha. Jakims zbiegiem okolicznosci dostalem talon. Najpewniej przez urzednicza pomylke, ale mialem.

    I mialem patent na zerwana linke rozrusznika. Wozilem stosowny patyk z widelcowatym koncem, dzieki czemu nie zeslizgiwal sie…

    Na MAluchu wytrenowalem i utrwalilem dwie rady jakie od ojca dostalem, gdy go sobie kupilem.

    Pierwsza to, ze sie stane kierowca po przejechaniu pierwszych 5000 kilometrow. FAktycznie mniej wiecej w okolicach tych 5000 sie stalem. Jakos sie polaczyly swiadomowsc tego co sie dzieje dookola z automatycznymi reakcjami.

    Druga to wybor, czy chce sie znac i samemu naprawiac, czy zarabiac tyle, zeby oplacic znajacego sie. Wybralem druga metode, jakbym przewidzial, ze sie stane za te 30 czy 40 lat.

    Z Maluchem sie rozsstalem dosc szybko, jeszcze przed 15 000 km, po dowiedzeniu sie jaka ma ceche wspolna z mercedesem. Jest to jedyna cecha wspolna, ze tak powiem „konstrukcyjna”.

    I od tego czasu Maluchy jedynie ogladam zza szyb innych samochodow. Nie tylko Maluch, inne produkty koncernu tez.

    pozdrowka
    ~l.

  74. @antomius
    Wybacz, że w temacie samochód nie zabieram głosu, ale samochody są poza moim zainteresowaniem.
    Wybacz, że ośmiele się wrzucic temat oboczny, ale jestme w trakcie kolejnej lektury „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk i nie mogłem sie powstryzmac, aby pezpisać fragment i wrzucic na blog

  75. Biskup Sołtyk ma naprawdę wielki kłopot. Nawet modlitwa, szczera i głęboka, nie potrafi zmyć tych myśli. Pocą mu się ręce, budzi się zbyt wcześnie..
    Przebrany w jakieś łachy, incognito biskup gra w karty w karczmach.
    Ta gra jest uczciwsza -wszystko w rękach Boga. Jak tu oszukać ?
    Więc kiedy biskupowi narastają karciane długi, wzywa Boga, żeby go uchronił przed skandalem, gdyby sprawa wyszła na jaw. Domaga się współdziałania, wszak on i Bóg walczą w jednej drużynie. Ale Bóg działa jakoś opieszale, a czasami chce chyba uczynić z biskupa Sołtyka Hioba. Zdarza się, że biskup go przeklina; potem oczywiście kaja się i przeprasza – rzecz to znana , że jest popędliwy. Ogłasza dla siebie post i śpi we włosiennicy.
    Nikt jeszcze nie wie, że zastawił insygnia biskupie, by spłacić długi. U Żydów żytomierskich. Nie chcieli przyjąć, musiał ich przekonać. Gdy ujrzeli, co znajduje się w przywiezionej do nich biskupiej skrzyni, przykryte dla niepoznaki workowym płótnem, odskoczyli i zaczęli stękać, lamentować,machać rękami, jakby tam ujrzeli nie wiadomo co.
    _ Ja tego wziąć nie mogę – powiedział starszy z nich. – To dla was więcej niż srebro i złoto, a dla mnie kruszec na wagę. Gdyby to u nas znaleziono, już by darli z nas pasy.
    Tak stękali, ale biskup się uparł, podniósł głos, wystraszył ich. Wzięli i wypłacili czystą gotówkę.
    Biskup, jako że gotówki z kart nie odzyskał, chce teraz Żydom te insygnia odebrać, nasłać jakichś zbrojnych – ponoć trzymają je w chałupie pod podłogą. Gdyby się ktokolwiek o tym dowiedział, nie miałby już biskup życia. Dlatego gotowy jest zrobić wszystko, by insygnia wróciły znów do domu biskupa.
    Tymczasem jednak próbuje odegrać się w faraona, licząc ufnie na pomoc boską…bez skutku.
    Pisze list do biskupa Dembowskiego, prosząc go o pożyczkę, gdyż…”wdałem się w pewne niefortunne sprawy z Żydami żytomierskimi, a że w bezczelności swojej umiaru oni nie mają, potrzebowałbym tych pieniędzy jak najszybciej. Dziw, że w naszej Rzeczypospolitej Żydzi tak jawnie urągać mogą prawom i dobremu obyczajowi…Rzecz to znamienna, że wypędzono Tatarów, arian, husytów, a o wypędzeniu Żydów jakoś się zapomina, choć oni krew naszą wysysają.”
    W liście do nuncjusza donosi, „…zamordowany został chłopczyk, chłopi, znalazłszy dziecię, nieśli je do cerkwi, przechodząc koło tej karczmy, w w której umęczone być musiało. Krew się z boku lewego z najpierwszej rany puściła, i tak z tego, jako i innych na Żydów suspicji, zaraz wzięto w tej wsi dwóch Żydów karczmarzów i ich żony, którzy się do wszystkiego przyznali i innych powołali. Sprawa wynikła więc sama z siebie dzięki boskiej sprawiedliwości..Zaaresztowano trzydziestu jeden mężczyzn i dwie kobiety, i sprowadziwszy ich okutych w kajdany do Żytomierza,osadzono w dołach specjalnych na ten cel wykopanych. Po wyprowadzeniu inkwizycji odesłałem oskarżonych do sądu grodzkiego. Sąd dla pełniejszego złośliwych morderców aktu docieczenia postanowił przystąpić do badania strictissime stawionych przed nim Żydów, a to tem bardziej że niektórzy zmieniali swe zeznania, uczynione przed sądem konsystorskim, oraz zbijali obciążające ich świadectwa chrześcijan. Brano tedy oskarżonych na tortury i przez mistrza świętej sprawiedliwości po trzykroć przypaleniem potraktowani byli. Z tych korporalnych konfessat okazało się rychło, iż Jankiel i Ela, arendarze karczmy w Markowej Wolicy, namówieni przez Szmajera, rabina z Pawlaczy, schwycili jakoby to dziecię, uprowadzili je do karczmy, spoili wódką, poczem rabin scyzorykiem lewy bok przebił. Potem zaś w książkach swe modlitwy czytali, a inni Żydzi ćwieczkami i wielkimi szpilkami kłuli i ze wszystkich żył krew niewinną wyciskali do miski, którą to krwią rabin obdzielił obecnych, we flaszeczki im rozlewając.. Gdy więc oskarżyciel w sparwie nieletniego Stefana, opisując jego dolenda fata , według procedury złożył z siedmioma świadkami przysięgę,iż rzeczeni Żydzi śmierci i krwi wylania dzieciątka są przyczyną, sad skazał ich na śmierć okrutną.”

  76. Orteq,

    Piszesz pozytywnie o promie the Coho na trasie Port Angeles – Victoria. Nie wiem czy to jest najbardziej punktualny system ale zgadzam sie ze jest niezawodny. Do tego piekne widoki.
    Sama nazwa promu Coho zacheca do podrozy. Do tego historia Black Ball Ferry Line ktory prowadzi ten system.
    Kamera na zywo w ten piekny dzien na „ferry dock” w PA. The Coho przygotowuje sie na rejs do Victoria. Na masztach widoczne flagi Canada, US i Black Ball

    http://webcam.portangeles.org/webcam/image.jpg

    Nie tak dawno wystarczylo tylko prawo jazdy aby wejsc na poklad. Teraz trzeba miec passport.

    Click refresh aby odnowic I tax

  77. Obraz nie „I tax”

  78. Sprawa Żydów żytomierskich miała miejsce w 1753 roku. Choć był już XVIII wiek, nie wynaleziono jeszcze *gilotyny… Nie wiadomo, czy by się wówczas w Polsce przyjęła, jako urządzenie mało widowiskowe.
    W chrześcijańskiej Rzplitej preferowano wówczas nabijanie na pal (stara tradycja hetycka), darcie pasów i ćwiartowanie. Taki los spotkał w 1747 kilku Żydów zasławskich za rzekomy mord rytualny na dorosłym chrześcijaninie. Obcięto im też ręce i nogi.
    Modne było też rozrywanie przy pomocy koni i włóczenie zmasakrowanych zwłok po gościńcu.

    *Urządzenie ze spadającym nożem było znane i używane w różnych miejscach już w XIII wieku, ale dopiero nowoczesny model opracowany przez paryskiego chirurga Antoine Louisa tanio i solidnie wyprodukowane przez niemieckiego producenta… klawesynów, zasłynęło swoją wydajnością w czasie rewolucji francuskiej.
    Pomysłodawcą był notabene inny chirurg, Joseph Ignace Guillotin, i to jego nazwiskiem, mimo protestów Guillotina, ochrzczono owo urządzenie.

  79. @Tobermory
    Oto jak kaźń opisuje Tokarczuk ustami biskupa Sołtyka.
    …Siedmiu motorów tej zbrodni i hersztów tego pogańskiego okrucieństwa miał mistrz z rynku od pręgierza z miasta Żytomirza z okręconymi konopiami i oblanymi smołą obiema rekami, zapaliwszy, prowadzic przez miasto pod szubienicę. Tam z każdego po trzy pasy drzeć, potem ćwiartować, głowy na pal powbiać, ćwierci porozwieszać. Sześciu skazano na ćwiartowanie, jednego zaś – jako że do wiary katolickiej świętej z żoną i dziećmi w ostatniej chwili przystapił, skazano na lżejszą karę, aby był tylko ścięty. Pozostałych uniewinniono. Sukcesorowie skazanych na śmierc mieli zapłacić ojcu ofiary 1000 złotych polskich pod karą banicji wiecznej.
    Na drugi dzień odprawiłem ceremonię chrztu świętego trzynastu Żydów i Żydówek, dla zamęczonego zaś dziecięcia kazałem przygotować epitupticum, a święte ciało niewiniątka i męczennika z całą solennością kazałem pogrzebać w katedralnych grobach.

  80. @Lewy

    Czytałem tę księgę, ale co szkodzi jeszcze raz się ponapawać mistrzowskim wykonaniem chrześcijańskiego wyroku na poganach 😎
    Kudy tam ukraińskiej czerni w amoku owijającej szyje i głowy w dymiące jeszcze lackie trzewia…

  81. @Lewy @Tobermory – włosy się jeżą na głowie,
    czytając zacytowane fragmenty. Wszyscy wiemy,,że kk to zbrodnicza organizacja,ale pomimo to takie i podobne fakty szokują od nowa

  82. Wygląda na to, że Pan Redaktor o jeden dzień za wcześnie opublikował mój wstępniak o lekko frywolnym tytule. Treść dotyczyła realiów polskich – mimo powstania z kolan! Dziś próbowałem znaleźć coś ciekawego w TV i wtedy „jadę” ekspresowo przez folder „ulubione”, który zaczyna się od TVN, potem wszystkie ciekawe polskie programy dla żony, a potem – bardzo rzadko używane, nie kodowane programy niemieckie. Gdy dochodzę do ARD normalnie wyłączam telewizor. Dziś wyjątkowo dotarłem do ZDF (następny program) i co widzę? Program dokumentalny pod tytułem:
    „Jak cyfrowa technika może pomóc seniorom”.
    Obejrzałem część i szlag mnie trafiał!! Powinienem był napisać wstępniak pod nieco zmienionym tytułem:
    „Jak dobrze może być seniorom w cywilizowanym kraju”.
    Opiszę szczegóły w innym komentarzu, bo nagrałem program, niestety nie od samego początku i wyłowię z tego to, co ewentualnie mogłoby być stosowane u nas. Przykłady w tym programie pochodzą głównie z Niemiec, Szwecji i południowego Tyrolu (Włochy, ale ludność niemiecka). W Niemczech w pewnym dużym mieście, to mógł być Berlin, bo 40-tysięczna dzielnica mieszkaniowa nazywała się „Maerkisches Viertel”, a to mi się kojarzy z Berlinem, ale nie jestem pewny. Tam pewna ambitna działaczka – Marianne Grabowski, wdrażała plan przybliżenia seniorom dobrodziejstw techniki cyfrowej i nawet dostała nagrodę krajową za propagowanie Internetu wśród starszych ludzi.
    Moja żona jest realistką i wytłumaczyła mi, że ja tam nie pojadę i nie doznam tych dobrodziejstw, ale część można u nas zrealizować, bez dużych nakładów finansowych np. przez Uniwersytet n-tego wieku plus kilku zapaleńców lokalnych – wolontariuszy, dużo młodszych. Do tego wrócę po ponownym obejrzeniu programu.. i kolacji!
    Wspomnianą zjadłem, ale nie mam dostępu do TV, obejrzę jutro.
    Wspomnę tylko o Szwecji. Wadze wymyśliły, ze do tego celu można wykorzystać młodych imigrantów, którzy już przeszli kursy językowe. Młodzi Szwedzi mówią szybko i starcy ich nie rozumieją, a imigranci mówią dużo wolniej i porozumienie z „dojrzałymi” Szwedami jest lepsze. To mi przypomina, ze „zagraniczne” dzieci można zrozumieć dużo lepiej niż dorosłych.
    Na szczęście nie mamy imigrantów, ich rolę mogłyby przejąć dzieci z podstawówki i wytłumaczyć staruszkom działanie tabletów i smartfonów. Od niedawna mam smartfon i krótkie (za krótkie) przeszkolenie przez lokalną młodzież (zięcia), ale może wykorzystuję kilka procent możliwości urządzenia. Chętnie przeszedłbym przeszkolenie przez kogoś, który się nie śpieszy, bo ma ważniejsze zajęcia. Nie wiem, jak inni starcy, ale mnie ta rewolucja przegoniła, choć zawodowo korzystałem z komputerów w czasach, kiedy ich jeszcze nie było – lata 60-te. Liczyłem na Odrze 1013 pod koniec lat 60-tych, która zajmowała duży pokój… i zamiennie z najnowszych IBM’ów, ale nie w Polsce.

    PS
    Zapytałem dra Google – Maerkisches Viertel jest w Berlinie, niedawno dołączone.

  83. @basia.n
    12 maja o godz. 19:34

    Basiu, na pociechę, pod moim nickiem całkiem aktualna wiosna 😉

  84. @All przed chwilą przeczytałam wiadomość,

    Czarzasty zadeklarowal,że jeśli jego ugrupowanie wróci do Sejmu, to będzie za tym, żeby wypowiedzieć konkordat. „Jesteśmy za tym, żeby kler został opodatkowany, żeby przychody kościoła były opodatkowane. Jesteśmy za tym, żeby pomoc państwa dla kościoła została ujawniona, bo według naszych informacji to jest 5 mld rocznie” – mówił Czarzasty.
    Jak dodał, SLD opowiada się też za tym, żeby religia wróciła ze szkół do sal katechetycznych oraz żeby Episkopat „nie wtrącał się” w bieżące zarządzanie państwem.

    Gdybym miała prawo głosu( a nie mam) to od razu wiedziałabym na kogo głosować. W końcu ktoś zaczął mówić !

  85. Tobermory
    12 maja o godz. 19:41

    Rzeczywicie na pociechę 🙂 Idę oglądać .

  86. @Antonius
    12 maja o godz. 19:41

    Popieram twój pomysł z wykorzystaniem dzieci. Przypomniało mi się moje kilkuletnie dziecko, jak uczyło grać na „gemboju” mojego polskiego wuja koło siedemdziesiątki 😉 Szło im bardzo dobrze.

  87. basia.n
    12 maja o godz. 19:43
    Jesteśmy za tym, żeby kler został opodatkowany, żeby przychody kościoła były opodatkowane. Jesteśmy za tym, żeby pomoc państwa dla kościoła została ujawniona, bo według naszych informacji to jest 5 mld rocznie
    No pasaran!

  88. Antonius
    12 maja o godz. 19:41
    … ale może wykorzystuję kilka procent możliwości urządzenia
    Ja też wykorzystuję parę, paręnaście procent urządzenia. Bo reszta to są bzdety – ale to moja subiektywna ocena. Uzasadnienie: jest tam wiele aplikacji ,które są zainstalowane przez producenta, wyjaśnienia nie ma, w necie nie szukam. Jak szukam to takie ,które faktycznie przydają się w praktyce dnia codziennego. I taka uwaga. Co producent smartfona czy typ tego urządzenia to zainstalowane fabrycznie aplikacje są niekiedy diametralnie inne.

  89. Odciagnijmy lonka od malucha raz jeszcze. Przynudzmy go!

    ‚http://adeyinkamakinde.blogspot.ca/2018/05/britain-and-syria-ten-questions-for.html

    Oto pierwsze cztery z dziesięćiu pytań, które każdy poinformowany i sumienny brytyjski poseł powinien skorzystać z okazji, aby zapytać premiera lub ministra spraw zagranicznych w formalnym piśmie lub podczas odpowiednich procedur parlamentarnych, takich jak czas pytań ministerialnych

    1. Dlaczego brytyjski rząd milczał na temat wielu ataków przeprowadzanych przez Izrael w związku z konfliktem syryjskim przeciwko zarówno pozycjom syryjskim, jak i irańskim?

    2. Czy irańskie ataki rakietowe na Izrael nie są uzasadnione na mocy prawa międzynarodowego na podstawie samoobrony? W końcu Izrael strzelał na stanowiska irańskie i zabijał irańskich żołnierzy. Iran nie wystrzelił pierwszy.

    3. Czy nie jest sprzeczne z prawem międzynarodowym atakowanie suwerennego państwa (Syria) i innego narodu (Iranu), zaproszonych przez legalny rząd, aby pomóc w obronie go przed zewnętrznie wspieranymi powstańcami?

    4. Gdyby Iran ostrzelał Wzgórza Golan, czy brytyjski rząd chciałby wyjaśnić, że wojsko irańskie faktycznie ostrzeliwuje terytorium, które zostało nielegalnie zajęte i zaanektowane przez Izrael?

    I kropka nad i: odniesienie do Rosji. Bo to o Rosje w Syrii glownie chodzi. Iran w Syrii to maly pikus dla pani znanej pod ksywa „Lies, damned lies and Theresa May”

    ‚Tarcia i dysonans między Rosją a Wielką Brytanią trwaja od wieków. Ta rywalizacja oparta jest na różnicach kulturowych, antagonizmie ideologicznym i imperialnych ambicjach. Można stwierdzić, że pod wieloma względami jest to w istocie powtarzające się zderzenie cywilizacji, które dziś jest utrwalone w próbach anglosaskich potęg i ich zachodnich sojuszników, aby utrzymać swoją globalną dominację militarną i ekonomiczną w obliczu operacji Eurazji, centrum której jest Rosja. Jednak wraz z ideologiczną zimną wojną ze starym Związkiem Radzieckim długo się kończyło, kluczowe pytanie, które wciąż omija dyskusję, dotyczy skuteczności przedłużania przez Wielką Brytanię „rywalizacji” z daleką euroazjatycką potęgą.’

  90. @orteq
    Ty to sam takie makroanalizy przeprowadzasz na stare lata, czy ci troche babciusia pomaga. Zaczynasz na blogu zastepowac nieodzalowanego globalnego analityka Wiesia, choc do mistrza Wiesia jeszcze ci troche brakuje

  91. Hegemonia anglo-amerykańska i zagrożenie z Eurazji

    Kto rządzi Europą Wschodnią, rządzi Heartlandem;
    Kto rządzi Heartlandem, rządzi wyspą o nazwie Świat;
    Kto rządzi wyspą Świat, kontroluje caly Bozy świat.
    – Halford Mackinder, Demokratyczne ideały i rzeczywistość (1919).

    Ciągle te same zabawy: kto ma rządzic swiatem. A my sobie o prawkach jazdy w Polszcze. Ten Antonius to prawdziwy geniusz

  92. Staram sie jak moge, Lewusku. Naprawde staram

  93. Lewy
    12 maja o godz. 17:06

    A słyszałes, Lewusku, że Olga jest na liście do międzynarodowego „Man Bookera”?.Choć o tym dowiedziałam się z Guardiana, który chętnie o niej pisze, a nie z Polityki..

    Poza tym pozdrawiam wszystkich!

  94. Witaj Kosteczko, już zacząłem się bać , że utonęłaś w Loch Ness.
    Słyszałem, bo wszystko co dotyczy Tokarczuk bardzo mnie intereuje.
    Jest to w tej chwili największy polski pisarz i wszystkie Pilchy, Huelle, Stasiuki są bardzo, bardzo daleko za nią.
    Ja żywię nadziej, że dostanie Nobla w przyszłym roku, skoro w tym roku Nobla z literatury nie będzie, za to w przyszłym maja byc przyznawane aż dwa.

  95. @Antonius

    Świetny wstępniak choć skomentuje jutro bo przyłączyłam się właśnie do oglądania kabaretowej nocy z Lizbony 😉

    Wedle tradycji brytyjskiej zgodnie z którą konkurs Eurowizji to okazja do małego seczego…

  96. basia.n
    12 maja o godz. 19:43
    żyję w naszym kraju juz kilkadziesiąt lat i przypuszczam, że Ty masz podobne doświadczenie. Zapowiedzi polityków, czego to dla nas nie zrobią, gdy tylko na nich zagłosujemy równe są temu, co niepełnosprawnym obiecał kilka lat temu PIS. Że nie wspomnę o powstawaniu z kolan (wielu z nas nigdy na kolana nie padło) i o Polsce w ruinie (zupełnie co innego mamy przed oczami- a może tylko lepszą pamięć tego, jak wyglądał nasz kraj kilkanaście lat temu).
    Czarzastemu nie wierzę, nie dlatego, że to Czarzasty, tylko dlatego, że nie da się wypowiedzieć konkordatu mając niewielkie poparcie w społeczeństwie. A oni mają na granicy progu wyborczego (5 %).
    Jeśli zbierze wokół tej idei poparcie wielu ugrupowań- może się uda.
    Najlepiej na podpisaniu konkordatu wyszła pani Suchocka-została wieloletnią ambasadorką w Watykanie.

  97. Antonius
    12 maja o godz. 19:41
    ciekawa byłabym Twoich doświadczeń z nauczaniem nas, pokolenia 50+ technik komputerowych i elektronicznych przez małolatów.Zwane inaczej młodszym pokoleniem, któremu nie tak dawno temu dziadkowie przekazywali wskazówki, jak co działa.
    Potrafisz barwnie i z humorem opisywać życiowe perturbacje-dobrze się czyta, a teksty nie straszą po nocach.

  98. konstancja
    12 maja o godz. 22:14

    Zwróciłam uwagę na zacytowaną wypowiedź,ponieważ po raz pierwszy ktoś oficjalnie zaczyna o tym mówić. I tak jak Ty powiedzialaś – jeśli zbierze wokół tej idei poparcie wielu ugrupowań- może się uda.
    Ważne ,żeby o tym mówić,cały czas przypominać o niebezpiecznym i szkodliwym wpływie tej kasty na życie spoleczeństwa.Może to w końcu jakoś zaprocentuje.
    Aha – jest nowy świetny artykul prof. Woleńskiego – Nowa teoria źródeł prawa. Czyli jak Kościół przeinacza konstytucję.

  99. Orca – 17:11

    Powiem ci dlaczego pozytywnie pisze o promie Coho na trasie Port Angeles – Victoria.

    Coho jest najbardziej punktualnym systemem promow jaki znam. Konkluzje te wyprowadzam z co wtorkowych naocznych obserwacji. Z odleglosci ok 200 m moge widziec jak dokladnie o 10:30 rano zaczyna o kurs na Port Angeles. Jeszcze nigdy nie zdarzylo mi sie stwierdzic najmniejszego spoznienia. Nawet o minute.

    Kilka razy, sporo lat juz temu, podrozowalismy tym promem w te i nazad. Rzeczywiscie widoki ladne. Moze nie az tak ladne jak na trasie Victoria-Vancouver ale popatrzec jest na co

    A tu Active Pass, Victoria-Vanvouver

    http://blog.hellobc.com/wp-content/uploads/2015/04/Spirit-of-BC.jpg

    https://odis.homeaway.com/odis/listing/da8e7332-8814-44ac-8892-c7b5f01c9ab3.c10.jpg

  100. No to cos specjalnie dla ciebie, Orcusiu

    https://www.youtube.com/watch?v=NfyVMWuUQnw

  101. basia.n
    12 maja o godz. 22:36
    mam wrażenie, że już wielokrotnie „wypowiadano konkordat”; były również zapowiedzi o nie klękaniu przed biskupami (Tusk). O wypowiedzeniu umowy Funduszu Kościelnego tez słyszałam. Nie ma wypowiedzenia, ale wzrosło finansowanie tego funduszu o ponad 60 % w ciągu trzech ostatnich lat.

    Może moje wnuki doczekają. Choć z drugiej strony czytałam,że w 2009 roku rząd Schlezwiku-Holsztyna- landu, w którym katolików jest tylko 6 % zawarł umowę konkordatową z Watykanem. Ciekawe byłoby porównanie dwóch umów – dwa sąsiednie państwa, choć w Niemczech przeważają inne wyznania. Przypuszczam, że ma to duże przełożenie na treść konkordatu.

  102. Tu jeszcze ilustracja jak cwane Orci sa

    https://www.youtube.com/watch?v=p3xmqbNsRSk

  103. konstancja
    12 maja o godz. 23:01

    No to wygląda wszystko rzeczywiście w czarnych kolorach. Ja też byłabym ciekawa jak wyglądają te dwie umowy. Tylko,że w Niemczech państwo nie dokłada do żadnego wyznania ,więc nawet jeśli są jakieś zobowiązania finansowe w stosunku do Watykanu,to z tych 6% nie wycisną zbyt wiele 🙂

  104. basia.n
    12 maja o godz. 22:36
    niedawno w radiu słyszałam o tym, że nasi posłowie i rządzący z różnych opcji wprost „spijali z ust kościelnych” życzenia kościoła, gawiedzi tłumacząc, że tego wymaga podpisany Konkordat. Po czym okazywało się, ze ani nie wymaga, ani kościelne osoby niespecjalnie zabiegały o to. Wiele w tej audycji przytaczano przykładów, a w jednej z gazet typu Newsweek albo Przegląd (gdzieś zachowałam ten artykuł dr. Pawła B- ale nazwiska nie pamiętam) przeczytałam, ile nas dotąd kosztował ten konkordat. Jednostronnie.

    Niedawno „nasza”ministra Zalewska, ta od deformy szkolnictwa rzuciła hasło powierzenia funkcji wychowawcy klasy nauczycielom religii, katechetkom lub księżom.
    Niektórzy katecheci czy księża chętnie tej myśli przyklaskują…rodzice tymczasem anonimowo wyrażają temu pomysłowi sprzeciw.

  105. basia.n
    12 maja o godz. 23:10
    jakis pisowski poseł niedawno twierdził, ze państwo niemieckie dużo płaci na rzecz kościoła w Niemczech. Katolicki jest tam w mniejszości, zresztą, i katolicyzm w Niemczech ma inny wydźwięk niż w Polsce. Może obecność konkurencji wyznaniowej sprawia, że i księża tam inaczej się zachowują; w Niemczech nie ma problemu z obecnością kobiet świeckich przy ołtarzu. Niezależnie od tego wiemy, ze tam podatek na kościół płacą deklarujący swą wiarę podatnicy. Stąd nagle wielu Polaków wypisuje się z kościoła lub twierdzi, że do kościoła nie chodzi.
    Państwo nie wnosi żadnych dotacji na rzecz kościoła, ale te organizacje są zwolnione z płacenia różnych podatków i opłat lokalnych, co można uznać, że państwo lub landy finansują kościoły i związki wyznaniowe.
    Niebawem będe miała okazję porównać, jak wygląda komunia w Niemczech i w kraju- byłam na niemieckiej uroczystości, będę i na polskiej, w niewielkim miasteczku.

  106. konstancja
    12 maja o godz. 23:15

    Bo tych posłów w Parlamencie jest o wiele za dużo.Każdy trzyma się tej synekury i robi wszystko,żeby tam zostać jak najdłużej ( pomimo iż jak powiedział Gowin pensja nie zawsze wystarczala do pierwszego – co za bezczelność) A więc podlizywanie się kościołowi też daje korzyści.
    Jeden z komentarzy u prof. Woleńskiego bardzo trafnie podsumował:

    Trzy polskie plagi:
    1° polski papież
    2° konkordat
    3° „nauka” religii katolickiej

  107. Gdybym był…

    gdybym był lekarzem
    dwa serca bym miał
    a gdybym był sędzią
    bym je biednym dał
    gdybym był wiatrem
    to byłbym monsunem
    gdybym był kucharzem
    stronił przed piołunem
    gdybym był artystą
    to bym talent miał
    a gdybym był liściem
    byłbym tylko sam
    gdybym był zwierciadłem
    nie patrzyłbym w siebie
    gdybym był świętoszkiem
    miałbym szefa w niebie
    a gdybym był księdzem
    dawałbym na tacę
    gdybym był bankierem
    to bym jadał macę
    gdybym był siłaczem
    to bym bronił słabych
    a gdybym był słaby
    bym szukał posady
    gdybym był moralny
    to bym już nie grzeszył
    a gdybym był mądry
    bym się z życia cieszył

    Wojciech K. Borkowski

  108. Bry wieczór wszystkim 🙂

    Kostka
    12 maja o godz. 21:58

    My tu też, mały nie odpuści 🙂 Dziś wróciliśmy z Mont Saint Michel

  109. A wracajac na arene miedzynarodowa

    https://thesaker.is/the-skripals-will-most-likely-never-be-allowed-to-talk/

    Jest jedna dziwna rzecz, która naprawdę staje się niepokojąca: fakt, że Brytyjczycy najwyraźniej trzymają Siergieja i Julię Skripal w odosobnieniu. Innymi słowy, Skripalowie zostali porwani!

    Był tylko jeden telefon między Julią Skripal i jej siostrą, Victoria, w której Julia powiedziała, że jest w porządku (wyraźnie starała się uspokoić Victorię), ale było jasne, że nie może mówić swobodnie. Ponadto, gdy Victoria wspomniała, że chciałaby odwiedzić Julię, Julii odpowiedź byla: „nikt nie da ci wizy”. Potem – pełna cisza.

    Skripalowie nigdy nie będą mogli swobodnie rozmawiać z prasą. All Lies Theresa May juz zadba o to

  110. Nefer
    12 maja o godz. 23:26

    Opowiedz trochę o wrażeniach 🙂

  111. Nefer
    12 maja o godz. 23:26

    Zdjęcia proszę! 🙂 Jak wrażenia?

    Młodego musieliśmy odesłać do spania bo był padnięty po solidnym spacerze. Przynajmniej rodzice mogli w spokoju dostosować się do tegorocznych wytycznych w kwestii eurowizyjnego seczego… 😉
    W tym roku należało wychylic kielicha kiedy na scenie pojawialy się : ogień, motywy marynistyczne, kapelusze, efekty pogodowe, wielkie bębny a także portugalskie pocztówki z jedzeniem.

  112. Orteq,
    Dziekuje za video mojej rodziny. Never enough!
    Rowniez z przyjemnoscia obejrzalam zdjecie z trasy Victoria/Vancouver. PNW to najpiekniejsze miejsce jakie znam. Widok wulkanu Mount Baker jest zawsze imponujacy. Kiedy patrze na te male wysepki na wodzie wyobrazam sobie ze to kiedys byly szczyty gor, teraz otoczone woda. Widok po drodze do Vancouver przypomina mi widoki z San Juan Islands włacznie z Orcas Island. 🙂
    Odglos the Coho slysze rano kiedy jestesmy w tych stronach. Zawsze o tej samej porze.
    Tim Egan w ksiazce The Good Rain pieknie opisal roznice miedzy Victoria I Port Angeles. Tim pisze duzo o brytyjskiej tradycji w BC, o trawnikach I ogrodach wypielegnowanych na wspaniala brytyjska tradycje. Tim pisze, ze jesli ktos chce zobaczyc chwast (weed) musi wsiaść na Coho i poplynac do Port Angeles. Weed to troche gra slow, ale rzeczywiscie w Victoria trawniki sa „immaculate” bez chwastow.

  113. @basia

    W skrócie oranyjulek 🙂 a więcej „inną razą”

    Kostka
    12 maja o godz. 23:39

    Mój twardo siedzi i nie da się wygonić. Nie wiem pod co wychylaliśmy, jakoś wzdłuż i wszerz. Zdjęć mam równe 700 i nie wiem kiedy coś pokażę, zanim to obrobię to ojć.

  114. Cos o historycznych wojenkach podjazdowych brytyjsko-rosyjskich

    ‚Był taki makabryczny epizod, w którym Sowieci przerwali brytyjską próbę szpiegowania rosyjskiego okrętu wojennego „Ordżonikidze”, który był zacumowany w Portsmouth Dockyard podczas wizyty w Wielkiej Brytanii w 1956 r. sowieckiego przywódcy Nikity Chruszczowa. MI6, Tajna Służba Wywiadowcza, zatrudniła komendanta Lionela „Bustera” Crabba, emerytowanego frachtowca marynarki wojennej. Crabb przeprowadził rozpoznanie statku w ramach misji szpiegowskiej. Odbyło się bez wiedzy i zgody premiera Harolda MacMillana.

    Zakończyło się katastrofalnie. Crabb zniknął, a rzekomo jego ciało zostało znalezione przez rybaka rok później. Bylo pozbawione głowy i rąk. Nogi zostawiono. Jako zbyt trudne do zidentyfikowania’

  115. Ale brytyjskie służby wywiadowcze tez odniosiły pewne sukcesy w wojnie podjazdowej z Sowietami.

    Rekrutacja Olega Pieńkowskiego, pułkownika GRU, który dostarczył cennych informacji użytych przez Stany Zjednoczone podczas kryzysu kubańskiego z 1962 r., została z powodzeniem podjęta przez MI6.

    Nastepnie, zwrot’ MI6 Olega Gordijewskiego, agenta KGB, który później został mianowany szefem stacji londyńskiej, również uważany był za triumf. Podobnie jak jego eksfiltracja z Rosji po tym, jak został odwołany ‚do domu’ i przesłuchany jako podejrzany podwójny agent.

    I tak sie chlopcy zabawiali. Bo te tzw. zimna wojne ktos musial ustawicznie podgrzewac. Inaczej nie byloby fanu. Po rosyjsku wyrazajac, nie byloby разгулa.

    A w ogole to warto pamietac podstawowa prawde kulturowa o Rosji:

    “Смех без причины – признак дурачины“.

    Ruskie sie nie smieja ot tak sobie. Jesli juz co to rechocza. Z innych nacji najczesciej

  116. Orca – 23:52

    „Jesli ktos chce zobaczyc chwast (weed) musi wsiaść na Coho i poplynac do Port Angeles. Weed to troche gra slow, ale rzeczywiscie w Victoria trawniki sa „immaculate” bez chwastow.”

    No, Orco, swiat sie zmienil ostatnio. Ta gra slow z weed w BC nabrala – he he – rumiencow. I tych rumiencow przybedzie w lipcu gdy uprawa rekreacyjnego cannabis stanie cie legalna.

    Syn mojego przyjaciela, bylego assistanta deputy minister przez lata cale, wlasnie zalozyl sobie legalna farme marihuany. Gdy pytam ojca, wlasnie we wtorki gdy obserwujemy odplywajace Coho, popijajac poranna kawe niedaleko parlamentu, jak Stefanowi idzie farmowanie ‚chwastami’, ten odpowiada z zazenowaniem pewnym: ja jego nie pytam, ty mnie nie pytaj. Wiec przestalem pytac

    Natomiast w sprawie chwastow z moim trawniku to tyle ci doniose: za kilka tygodni one znikna. Jak co roku.

    Moj przeddomowy trawnik bowiem od lat juz nie jest podlewany. Wszystko w ramach ochrony srodowiska. Wiec gdy przychodzi letnia susza, zielenina sie obraca w brazowine. I tak jest od czerwca do listopada. Zadnego koszenia trawy przez co najmniej 5 miesiecy. Brazowa trawa nie musi byc koszona. Bo ona przestaje rosnac.

    Chwasty, takie jak np. mlecze, upierdliwsze sa niz trawa. One potrafia sie samosiac jeszcze w czerwcu. Ale potem to i one zapadaja w sen letni

    Dzisiaj, niestety, musialem kosic. Bo to jeszcze nie czerwiec. A i deszcze tez padaly do wczoraj

  117. Z dziesieciu pytan do rzadu UK w sprawie wojny w Syrii, dwa nie zostaly jeszcze przytoczone. Oto one

    5. Czy brytyjski rząd mogłby skomentować wypowiedz byłego francuskiego ministra spraw zagranicznych Rolanda Dumasa z 2013 r. Że podczas prywatnej wizyty w Anglii urzędnicy brytyjscy zwrócili się do niego o przyłączenie się do planu zorganizowania zbrojnego powstania przeciwko syryjskiemu rządowi? Według jego słów, wojna, której byliśmy świadkami prowadzona przez ostatnie siedem lat przez rząd syryjski przeciwko islamskim fanatykom, została przygotowana, stworzona i zorganizowana przed rebelią islamistow. Czy rząd brytyjski chciałby wyjaśnić zdolności swoich urzędników, którzy szukali pomocy monsieur Dumasa w tej nielegalnej konspiracji? Czy byli to politycy, agenci wywiadu, oficerowie wojskowi czy wszystkie wymienione kategorie?

    6. Czy brytyjski rząd skorzysta z okazji, by wyjaśnić, dlaczego, jak donosi brytyjska gazeta Guardian w marcu 2013 r., Brytyjscy oficerowie wojskowi stacjonowali na granicy między Syrią i Jordanią i mieli za zadanie oferować logistyczne i inne porady w jakiejś formie islamskim buntownikom i przyszłym powstańcom?

    Wyglada na to, ze w sprawie wywolana wojny siedmioletniej w Syrii sporo za uszami mieli Brytyjczycy. Czyzby robili brudna robote dla obamowej Arabskiej Wiosny Stage Two?

    Te niewygodne pytania w miedzynarodowych sprawach. Ktore to sprawy nie potoczyly sie dokladnie tak jak genialni stratedzy probowali planowac.

    Nasz domowy Genialny Strateg zolibowski podobnych pytan o jego genialne strategie w ogole nie otrzymuje. To musi dodatkowo swiadczyc o jego genialnosci.

    Kudy tam lgarce Teresce May do lgarza Jaroslawa Kaczynskiego. Zupelnie rozne ligi

  118. I jeszcze takie podsumowanie Alexandra Degrejta

    – Do tępych łbów brukselskich pięknoduchów nie dotrze, że Państwo Islamskie zarzynające ludzi niczym wieprze nigdy nie miałoby szans powstać gdyby nie tzw. „Arabska Wiosna”, która spowodowała rozbicie trzymających ekstremistów za mordę reżymów, a wcześniej atak na Irak i obalenie Saddama Husajna, które doprowadziło do totalnego chaosu w tym kraju i dominacji fanatyków strojących się w piórka bojowników o wolność walczących z najeźdźcą. Bzdura to jest kompletna, im nigdy o żadną wolność czy niepodległość nie chodziło, oni po prostu wykorzystali upadek reżymu i bardak jaki pozostawili po sobie Amerykanie wraz z sojusznikami żeby przejąć kontrolę nad ogromnym terytorium i wprowadzić na nim swoje prawa.

    Noo

  119. No ale odbieglismy od zadanego przez Antoniusa tematu dyzurnego. Z dedykacja dla Lewuska

    Wchodzi starsza babka do autobusu i siada naprzeciwko starszego dziadka, rozszerzając, jak to baba, nogi. Dziadek :
    – Niech pani zamknie ten grobowiec.
    – A co, trup się poruszył?

    Starowinka zaczepia młodego człowieka na ulicy:
    -Na cmentarz jak najszybciej się dostanę? Autobusem, czy tramwajem?
    – Niech Pani weźmie autobus i usiadzie na przednim siedzeniu. Bo najszybciej na cmentarz to czołowo. Tramwaje rzadko sie zderzaja czolowo

  120. @Orteq
    Kiedyś udało mi sie skomprymować wszystkie kawały w taki jeden uniwersalny, coś w rodzaju wytrycha, albo – jak mówią Francuzi – pass partout. Ten kawał mógłby Ci się przydać, jakby Ci zabrakło weny.
    A brzmi on tak;
    W samolocie lecieli Polak, Niemiec i Ruski. Najpierw wyskoczył Niemiec, potem Ruski, a Polak się śmiał.

  121. Lewy
    13 maja o godz. 8:20

    🙂 🙂 🙂

  122. Kostka
    12 maja o godz. 23:39

    Jak seczego – to jest i taka okazja: 8 maja Sir David Attenborough skończył 92 lata. Jestem biskup wśród jego wyznawców, ale mam koło siebie mocniejszych zawodników: kardynałki. Kobiety górują na wysokościach, a ja muszę – czasem – szorować kościelna posadzkę.

  123. @Antoniusie,
    bardzo smaczny wstępniak.
    Z kierowcami to może jest tak, że im starszy tym bardziej winny? Znaczy – nie policyjnie, a pod względem sztuki winiarskiej, no i in vino veritas Skandynawowie robią co należy, żeby w niedługiej perspektywie nie było żadnych wypadków śmiertelnych na drogach, a co najwyżej drobne otarcie naskórka. W tym też celu reorganizują działanie przestrzeni zurbanizowanych. Nad Wisłą – odwrotnie: degeneracja przestrzeni katolickiej.
    Z moich doświadczeń kierowniczych powiem tyle, że przejechawszy jakieś 4/5 miliona kilometrów, przez krajów pewnie ze 30, ani razu nikogo automobilem nie napadłem, a sam zostałem napadnięty ze cztery razy, z tego trzy – przez katolickich kierowców nadwiślańskich, a raz przez niewiadomego wyznania kierowcę we Francji. Ponieważ ten ostatni miał mocno niepewną katolickość w sobie – walnął we mnie z niejakim – Francuz przecież, co zobowiązuje – wdziękiem, bez poważnych następstw. Natomiast jeden z katolickich wyznawców nadwiślańskich miał ewidentną skłonność samobójczą, bo usiłował wjechać pod moje auto i prawie mu się to udało. Ale nad Wisłą – jak się nieraz dowiadywałem od osób zagranicznych, zwykle niekatolickich – ludność ma bardzo silne skłonności samobójcze, niewątpliwie dlatego, że nieustannie dąży do zbliżenia z Wszechmogącym. Czyli – im szybciej będą w Domu Pana, tym lepiej. Dlatego uwielbiają włazić pod maskę auta, pasy mają za nic, onieśmiela ich zielone światło na skrzyżowaniu, więc czekają na czerwone, żeby się rzucić pod samochody, kładą się spać pod kołami, i tak dalej. Pewna Szwedka nazwała swoje doświadczenie jeżdżenia po szosach nadwiślańskich slalomem między truposzami. Była tak zestresowana, że musiałem się nająć jako jej szofer i powoli jej wyjaśniać oraz wprowadzać w dziwny świat kota Filemona, czyli suicydalny świat jeżdżenia między katolikami. Metodą powolnego oswajania, udało mi się zdjąć z jej biednej, niekatolickie duszy, nieco traumy i rok później oświadczyła mi, że znowu była w Polsce autem i nikogo nie zabiła, choć paru katolików usiłowało się jej rzucić pod koła, a kilkudziesięciu rozjechać ją na szosie w związku z miłowaniem bliźniego swego jak siebie samego. Człowiek zagraniczny potrafi -jak widać – wynieść jakieś pożyteczne nauki z Polski. A mówią, że tylko Polak ma się czego uczyć od zagranicy. Szydło Bełata miała rację mówiąc,, że wstaliśmy z kolan i teraz inni mają się od nas uczyć. Oraz pod te kolana podejmować. Żeśmy ich nie pozabijali.

  124. Nefer
    12 maja o godz. 23:53

    Łomatkomojamiła.., Neferko , 700 fot to się obrabia szast-prast. Jak ja zrobię 7 tysięcy, to albo-albo: rok roboty, albo dni dwa. Jak co robię to tak, żeby później było jak najmniej roboty. Ale fakt – dobre foty wymagają nieraz dużo pracy.
    Nic się nie przejmuj. Tak sobie, w niedzielę przed kościołem, zażartowałem 😀

  125. Polak pojechał do Grodna, gdzie wsiadł do taksówki,
    patrzy przerażony jak kierowca przejeżdża skrzyżowanie przy czerwonym świetle pełnym gazem, i pyta – co robisz?
    kierowca mówi – ja dżygit,
    następne skrzyżowanie przy zielonym świetle kierowca przejeżdża wolno rozglądając się na boki,
    na pytanie – dlaczego?
    odpowiada – tu też może być dżygit

  126. parafianin
    13 maja o godz. 9:39

    😀 😀

  127. rozmowa z byłym księdzem, który jak został byłym to odzyskał wiarę
    https://www.youtube.com/watch?v=rierR_4Kg5Q
    i jeszcze, obliczenia ile Polskę kosztuje kościół, tam im wyszło przeszło 12 miliardów złotówek,
    https://www.youtube.com/watch?v=4tZV3eDRzQU

  128. Tanaka
    13 maja o godz. 9:12

    I to jest o wiele lepsza okazja! My też wyznawcy, całą rodziną (młody prawie ministrant), co powie Sir David to święte i tak ma być! Powiedział w ostatniej serii Bkue planet, żeby nie używać plastikowych słomek do picia i jak sen jaki złoty potomek przestał nudzić o slomke, kiedy jemy na mieście. A wcześniej trzeba było boje toczyć, że pić można prosto z kubka. Teraz zresztą chyba większość miejsc już usunęła

    Seczego na cześć czcigodnego jubilata wychylilismy w naturze, weekend przed 😉

    https://photos.app.goo.gl/c0E0blgz1UNT8RS22

    A ten poskładałam z myślą o tobie:

    https://photos.app.goo.gl/BFVqSUB0dzhYLWTF2

    Wprawdzie obiecywalam sobie, ze poki nie nabęde normalnego aparatu przestanę się wciskać ze zdjęciami bo Toby wpedzil mnie w kompleksy 😉 (plus smartfon nie oddaje urody tych miejsc jak trzeba) ale…

    A Sir Davidowi należy się wstępniak osobny!

  129. @Kostka
    13 maja o godz. 10:15

    Hej Kostka, c’mon! Jak spojrzysz na aktualny album pod moim nickiem, to są tam 4 zdjęcia zrobione „porządnym” aparatem, a reszta 14-letnim nikonkiem E5200 i małym ajfonkiem 🙄
    Przyjemnej niedzieli życzę i żegnam do wieczora, bo czeka mnie najazd zakatarzonych hunów 😉

  130. Tobermory
    13 maja o godz. 10:38

    To tym bardziej się zakompleksiam hahaha! Świetne zdjęcia, jak zawsze Toby, oglądam z przyjemnością. Krokusy zwłaszcza. I świstaki. Miłego dnia i nie złap wirusa od swoich hunów! 😉

  131. Kostka
    13 maja o godz. 10:15

    Dzięki! Foty są zupełnie dobre, a nawet znacznie lepsze. Widać, że skomponowane, tematyczne, z bogatą treścią różnorodności, albo detaliczności szczegółów. bardzo mi się podoba tablica z inskrypcją wziętą z Orwella. Nie badź przejmująca się fotami @Tobermorego, bo robisz co i jak trzeba. A aparat jak masz nabyć drogą kupna, to nabądź, albo i nie nabywaj, ale foć i pokazuj.
    Pewnie, że wstępniak z Sir Davidem bardzo by się przydał. Może napiszesz? Perspektywa z Wysp byłaby bardzo ciekawa.
    A teraz wracam wgapić się w Twoje foty, a jak się powgapiam, to ściągnę i dalej będę się gapił. Dlatego jestem wyznawcą Gapiszona. 😀

  132. Tobermory
    13 maja o godz. 10:38

    Też chciałem zawołać: hej, Kostka, ale zawołam: Łomatkoboska! Znowu dałeś foty smakowite. Już mam cały dzień do wgapiania się w foty. Właśnie moje krzewy – azalii i rododendronów zaczynają dostawać corocznego świra kwietnego, a w tym roku sporo wcześniej, więc też sfocę i wrzucę.

  133. sprzed trzech lat, ale aktualne, i to przedstawienie naszych „elit” i prawdziwych „władcuf” Polski
    https://www.youtube.com/watch?v=miBpQ6zh2IA

  134. parafianin
    13 maja o godz. 9:44

    facet mówi bardzo przytomnie i szczerze, o Kościele kat i o sobie, ale jest w pół drogi: „odzyskanie wiary” – oznacza, że jeszcze nie jest sobą i na razie wsuwa snickersy.

  135. Pisałem o programie dokumentalnym o seniorach w Niemczech, którzy radzą sobie z nowoczesnością dzięki programom badawczym, finansowanym przez państwo. Prym wiodą dwa uniwersytety – w Siegen i Monachium. Monachijscy naukowcy mają bardzo ambitny plan – tak przygotować miejsca pracy, aby emeryci powrócili przynajmniej częściowo do aktywnego udziału na rynku pracy. Kompletna digitalizacja takiego stanowiska pracy ma służyć temu celowi. Fachowcy obliczyli, ze w roku 30-tym zabraknie w Niemczech 3 miliony wykształconych ludzi na rynku pracy i to w różnych dziedzinach. Mnie się podobało, że również stanowisk badawczo-wychowawczych w uczelniach. Przecież nie każdy młody asystent może w pełni zastąpić doświadczonego profesora. Rewitalizacja „trupów” pracowniczych może złagodzić deficyt.
    Jeśli dożyję do setki, to…

    W tym miejscu dowcip:
    Stare małżeństwo żydowskie rozmawia przyszłości. „Salcie, jeśli któreś z nas pierwsze umrze… to ja się przeniosę do Krakowa”!

    Od dziecka marzyłem o studiach i pracy na uniwersytecie w Heidelbergu, ale wojna przekreśliła moje marzenia. Może się załapię na ten plan ożywiania staruszków? Język znam, Heidelberg też trochę, choć wyglądał inaczej niż go sobie wyobrażałem, gdy go widziałem kilkanaście lat temu. Budynek Alma Mater jest teraz biblioteką uniwersytetu, w której jedna rzecz mi zaimponowała – piękne, ogromne drzwi rzeźbione – do toalety (nowoczesnej).
    Mój plan jest oczywiście fikcją, jak mrzonki naszego premiera o potędze gospodarczej (i militarnej?) powstałej z kolan Polski. Nie opuszczę jej jednak dla nieokreślonego zysku, bo cmentarze są tam drogie a mam już opłacone miejsce kilkaset metrów od domu.
    Nie wierzę też we wprowadzenie cyfrowych stanowisk pracy dla seniorów u nas, to zbyt drogie.
    Drobny przykład tych prac dla seniorów pokazano w Szwecji – taka cyfrowa rękawica, wzmacniająca własne ruchy. Mam nawet dwie kandydatki na taką rękawicę, moja żona i teściowa córki – identyczne kłopoty zdrowotne jak u tej Szwedki, które znikły wraz z bólem przy wykonywaniu typowych czynności. Obecnie konstruują lżejszą dla niej, całkowicie na koszt kasy chorych. Drobny problem dla mojej żony – koszt około 5000 euro. Tyle wysupłałem kiedyś na moje autko.
    Jak wygląda pomoc państwa seniorom w Niemczech opiszę po ponownym oglądaniu programu. Opuszczę Tyrol, bo tam działalność lokalnych władz jest taka sama.

  136. Tanaka
    13 maja o godz. 9:29

    Uśmiałam się z twojego komentarza setnie. Na początku pobytu w UK tak ze dwa razy przejechalismy się samochodem do Polski. Muszę przyznać, że w życiu nie miałam takiego pietra na szosie – ani w Grecji, ani w Portugalii (oba kraje miały wtedy reputację najgorzej jeżdżących w Europie) ani w Meksyku (w którym o dziwo jeździło się całkiem bezstresowo, pomijając wysokie garby do spowalniania kierowców i urwane kawałki pobocza gdzieś w górach). Ani w kilku innych krajach. Po prostu odzwyczailismy się od rodzimych zwyczajów na drodze. Nawet mój własny ojczym, który nigdy nie miał wypadku wydał mi się nagle piratem drogowym, kiedy to on siadał za kierownicą. Jak my mogliśmy tyle lat autostopem jeździć w tym strasznym kraju zakrzyknelismy ze zgrozą! To przecież grozi śmiercią lub kalectwem…
    A jednak jakoś nie czułam się zagrożona przez kierowców seniorów… Ani przez „baby”.

  137. Tanaka
    13 maja o godz. 9:35

    Zaraz tam szast prast. To na szybko 5 zdjęć bez niczegój, i tak nigdy nie obrabiam, najwyżej coś lekko wyrównam jak krzywe. Zoom z odległości coś z kilometra (janioł na wieży) albo dwóch (w nocy, wszystkie z tego samego miejsca). Pytałeś kiedyś jak wychodzą zdjęcia w ciemności, bez statywu wychodzą mniej więcej tak

    https://photos.app.goo.gl/9MNuTNxpJxZlzyTz2

    może później coś dorzucę i napiszę

    @Kostka

    Ale porażka wczoraj, co?

  138. Kostka
    13 maja o godz. 11:57

    Co prawda wstaliśmy z kolan, ale widać, co to za kolana, po Kaczyńskim Jarosławie: nie ustoi. Jeżdżąc dużo po krajach zagranicznych, doszedłem do wniosku, że najlepszymi inżynierami i urbanistami od projektowania dróg i wplatania ich w substancję zurbanizowaną (a tam prawie wszystko zurbanizowane tak, że szok i trzęsienie ziemi) są Holendrzy. Drogi są logicznie projektowane, strefy widzenia są zwykle także dobrze, lub bardzo dobrze zaprojektowane (tak jest! to też się projektuje, ale nie nad Wisłą), konfiguracje techniczne drogi, w tym szerokości pasów, szykany (tzw. śpiący policjanci, co się po niderlandzku nazwywa „drempels”, oraz inne rodzaje szykan, których jest wiele i są także dostosowywane do cech terenu przyległego), najazdy na skrzyżowania, długości przeplotów, ronda, skrzyżowania, profile rzutów, oraz organizacja ruchu, zwykle bardzo złożona, są na ogół bardzo czytelne i dają możliwość kierowcy bezpiecznego orientowania się w otoczeniu, żeby siebie czy kogoś nie rozwalił.
    Francuzi z kolei dopracowali się dobrego wynalazku – ronda, które jednak robią tak, że nadwiślańscy projektanci i organizatorzy ruchu nie potrafią równie logicznie i płynnie rozwiązać. I choć rond w Polsce szybko, od lat, przybywa, są często nieprzemyślane, niedostosowane do dynamiki poruszania się aut, do ich możliwości skrętnych w bezpieczny sposób i po optymalnej krzywej, a nieraz też profile poprzeczne są robione chyba złośliwie po to, żeby się auto wywaliło, co parę razy widziałem. Raz widziałem ciężarówkę, co mało nie zabiła ludzi czekających na wysepce, na zielone światło: z paki pospadały różne ciężkie materiały budowlane – prosto na ludzi. Gdyby nie uskoczyli na jezdnię (cud boski – akurat nie było na niej samochodów) byłyby ofiary śmiertelne.
    Suicydalne skłonności katolickiego kierowcy i pieszego nad Wisłą to znana sprawa. parę razy o tym wspominałem na blogu, chyba też w jakimś wstępniaku. To nic innego, jak manifestacja głębokich skrzywień, jakie są materią kulturowego, religijnego i historycznego dziedzictwa, czyli „tożsamości Polaka”. jak kogoś, albo siebie na drodze zabije – bardzo jest zadowolony.

  139. Nefer
    13 maja o godz. 13:02

    Dzięki za foty! Właśnie, pytałem o zdjęcia nocne z ręki. Patrzę widzę, że faktycznie Twój aparat jest Wielkiej Mocy. Zwłaszcza ostania fota jest ciekawa pod względem oceny czerni i stabilności: 1/20s, ponad 100mm ISO 5000 – a nie widać rozmazań tonalnych w czerniach, drgania są zupełnie minimalne przy takim zoomie, czyli stabilizacja dobrze się sprawuje. Linie poziome, pionowe i łuki są wyraźne i dosyć czyste, przejścia od świateł do czerni też porządne. Toś sobie sprawiła świetnościowy aparat. Nie pytam, czy śpisz z nim w łóżku, bo jestem wychowany chłopczyk, ale, będąc dziecięciem okołokomunijnym, jak dostałem jaki cud prezent, brałem i spałem z nim obok, na honorowym miejscu poduszki.
    Moje uznanie; jestem pewien, że zakup był dobry. No i że byłaś w Mont Saint Michel w dodatku, jak widzę na focie, nie było chyba strasznego tłumu, a o to trudno. Samo miejsce – genialne. Tylko Strasznych Zabawek w sklepikach u podnóża skały – dziki nadmiar.

  140. Antonius
    13 maja o godz. 11:51

    Nie wiem jak to jest z realizacją pełnej cyfryzacji pracy dla emerytów, którzy mieliby jeszcze coś do zdziałania na rynku, ale znam dobrze inne metody, z rynku holendenderskiego. Są one zupełnie proste i skuteczne.Przytomne firmy tak robią: człowiek przechodzi z firmy na emeryturę, ale nie bardzo. Jeśli chce, może pracować dalej, pracując dla firmy macierzystej i jej klientów, w ramach różnych typów działalności – albo własnej, gospodarczej, albo w powołanej w tym celu małej firmie, która ma zagwarantowane zlecenia od dawnego pracodawcy. Emeryt nie znika ani z rynku, ani z horyzontu firmy w której pracował, a jego wysokie umiejętności i doświadczenie dalej się przydają, zarówno stricte komercyjnie, jak i np. do szkolenia młodszych pracowników w firmie, co per saldo wszystkim się opłaca. Emeryt, póki sił i ochoty mu starcza, dalej może, z satysfakcją, wśród wielu kolegów i zżyty ze środowiskiem, mając poczucie, że jest doceniany, działać.
    Miałem taki problem, gdy byłem szefem dużego zespołu: odejścia na emerytury. Niektórzy nie mogli się doczekać, bo mieli np. „działki pracownicze” i tam siedzieli pół roku z okładem pielęgnując truskawki, szczypior i kapustę, gościli tam znajomych na winku truskawkowym, ale ich doświadczenie i umiejętności zawodowe szybko im z głów uciekały. Inni zapierali się nogami i rękami przed odejściem, bo czekała na nich…. nicość i niepotrzebność. Miałem takiego pracownika – świetny znawca wielu spraw, chodząca historia przedsiębiorstwa, czuł się w nim jak w domu. Ale strasznie bał się odejścia na emeryturę, bo – jak mi mówił – uleci z niego dusza. Wykorzystałem wszelkie możliwe kruczki, by przedłużyć jego życie zawodowe, ale w końcu już nic nie dało się zrobić. Musiał odejść. Dawałem mu jeszcze prace eksperckie, choć nieco naciągane,ale po to, by go jakoś jeszcze przy firmie trzymać.Bo takich rozwiązań jak w Holandii czy innych przytomnych krajach nad Wisłą się nie uświadczy, w każdym razie nie systemowo. Niestety, człowiek chudł w oczach, zanikał i niedługo po odejściu dowiedziałem się nagle, że zmarł. Cholera mnie wzięła na durnotę katolickich stosunków w Polsce. Jak wzięła, tak i została.

  141. Na urodziny Sir Davida filmik BBCsprzed dwóch lat:

    https://www.facebook.com/BBCOne/videos/1136846983002385/

    pozdrowka
    ~l.

    ps sie nie naszukalem fejs mi sam podrzucil w opcji „memories”.

  142. Kostka
    g.11:57
    Świetnie cię rozumiem, bo po każdym powrocie do Polski (samochodem), czułam się trochę dziwnie, ale gdy już znalazłam się na kursie i ścieżce szybko łapałam rytm.
    Jako piesza, nieufnie spozieram na samochód, który zbliża się do pasów, ale uczciwie muszę przyznać, że jest poprawa w temacie.
    Nigdy jednak nie czułam się tak zagrożona, jak spacerując po Amsterdamie, przez…rowery.
    To dopiero ekwilibrystyka, uskoczyć przed rowerem, który jest świętą krową, a uliczki turystyczne – wąskie. Wychodzisz na przykład z knajpki i wpadasz prosto pod rower. Coś ze trzy razy tylko jednego dnia o mało mnie nie zmietło.

  143. Obejrzałem jeszcze raz nagrany program i … opadły mi m. in. ręce! Nie ma szans, aby przenieść na polski grunt to co widziałem. Jest europejski program badawczy, pod jakby dwoma hasłami: Pierwsze to „pomoc w samopomocy” i drugie „przystosowanie hightech’iem mieszkania osób niepełnosprawnych. Chodzi o to, że technika ma pomóc tym osobom uniknąć wyobcowania przez umieszczenie w domach opieki. Pewna Pani (na wózku) powiedziała tak: „Umiem się jeszcze ubrać i położyć do łóżka i nie chcę do domu opieki, bo się dobrze czuję w moim mieszkaniu”!
    Wypisz, wymaluj, moja sytuacja. Gdyby się udało np. wjechać do kuchni i łazienki wózkiem inwalidzkim, to nie byłbym taki bezradny , gdy żony nie ma w domu. Niestety człowiek budujący dom nie pomyśli o tym, że za 30 lat już nie będzie taki jak potrzeba (wolny od barier). Jest jeszcze inny problem, który tej pani rozwiązała cyfryzacja mieszkania. Gdy jest sama i się np. przewróci lub spadnie z wózka – jak i kogo zawiadomić o tym? W jej domu załatwił to system kamer i software, plus automatyczne zawiadomienie określonej instytucji i/lub rodziny. Gdy jej pies się wywracał z uciechy, to natychmiast córka otrzymała obraz i meldunek. Jedynym mankamentem takiej inwigilacji jest brak prywatności, ale czy to ma znaczenie np. dla tych biednych osób koczujących w sejmie?
    U mnie to też jest problem, gdy moja „przyżeniona” opiekunka musi np. wspierać mamę prawnucząt w Opolu, a młodzież domowa jest w sinej dali. Wtedy strach pozostać samemu. Nawet może człowieka trafić szlag „przy sr..iu” (duże prawdopodobieństwo z powodu napięć), lub wywrotka. W ciągu 15 lat inwalidztwa upadłem kilka razy, ale leżałem tak długo, aż ktoś wrócił do domu. Próbowałem ostatnio nosić ze sobą smartfona, ale to duże bydlę i nie zawsze mam kieszenie. Teraz mam małą, za to ciężką komórkę, ale w przypadku udaru i tak nie byłbym w stanie jej uruchomić, ani otworzyć drzwi domu, gdy zdołałbym się dodzwonić po karetkę. Takie automatyczne monitorowanie przez instytucję byłoby cenne. Moja starsza siostra ma taki kontakt z Caritasem (w RFN). Naciska tylko jeden guzik i pomoc jest za kilka minut na miejscu.
    Kończę, bo nie umiem odczytać moich notatek, które robiłem podczas oglądania programu.

  144. lonefather
    13 maja o godz. 13:59

    Nie znałam! Pocieszny bardzo. A ode mnie ‚What a wonderful world ‚ (według Attenborough)

    https://youtu.be/auSo1MyWf8g

    Człowiek legenda. Który jest bardziej skuteczny czasem w kwestii ochrony środowiska niż niejedna organizacja. Z pomocą grubej kasy BBC, nie mówię że nie – ale wydatki na najlepsze na świecie filmy przyrodnicze opłacają się i korporacji (filmy są potem sprzedawane do wielu krajów), i widzom, i naszej planecie. Ale do tego (jak zawsze nudzę ) potrzebna jest telewizja z misją…

  145. mag
    13 maja o godz. 15:17

    Nie wiem dlaczego powiedziałaś,że rower w Holandii jest świętą krową.
    Każdy wie,że jest ich bardzo wiele,ale mają wyznaczone dla siebie specjalne pasy. A jeśli jest zbyt wąsko na pas,to jadą przepisowo po jezdni ( nie po chodnikach !)
    Jeśli wychodzisz z knajpki i wchodzisz od razu na jezdnię nie biorąc pod uwagę,że tam oprócz samochodów spotkasz bardzo często rowery – to możesz wpaść w kolizję. Ale na najbardziej wąskich uliczkach rowery nie jeżdżą po chodnikach,więc była to po prostu Twoja nieuwaga 🙂
    Wiec dla mnie na rowerze w Amsterdamie Ty bylabyś rodzajem „niebezpieczeństwa” 🙂 🙂

  146. mag
    13 maja o godz. 15:17

    Będąc w Polsce na wiele rzeczy nie zwracałam uwagi (na drogach) zwłaszcza że tak naprawdę nie jeździłam sama zbyt wiele (stąd też nie miałam specjalnego problemu z przestawieniem się na lewą stronę). Dopiero potem zaczęłam się bać. Zresztą nawet na Wyspach jest duża różnica w kulturze jazdy pomiędzy Anglia a Szkocja (na korzyść Anglików!). Co do rowerów to raczej się ich boję i jako wedrowniczek po polnych i leśnych drogach (bo potrafią wylecieć jak pocisk z góry lub zza zakrętu i skacz tu człowieku do rowu albo wrzucaj potomka w najbliższe
    krzaki) i jako kierowca. Mieszkając pod Yorkiem wolałam do centrum jeździc autobusem bo zawsze jakoś znienacka wyskakiwaly mi pod koła albo pojawiały się nagle z boku kiedy człowiek próbowal skręcac. Uliczki w Yorku i tak wąskie i zatłoczone więc samochodem wjeżdżałam tylko wtedy kiedy naprawdę nie było wyjścia.

  147. Ja też uskakiwałam przed rowerami, ale w Utrechcie 😉

  148. Nefer
    13 maja o godz. 13:02

    Zaraz porażka 😀

    Kupa śmiechu, tego nie da się traktować na poważnie. Stąd najlepszy sposób na oglądanie to z komentarzami dyżurnych jajcarzy BBC, którzy nabijaja się z niemal każdego wejścia oprócz własnego reprezentanta i tematów politycznie poprawnych… 😉 Dodatkowo komentarze na żywo z Guardiana (które są mniej cenzurowane) i rozrywka gwarantowana chociaż chyba nie do końca tak jakby sobie tego życzyli organizatorzy. A komu kibicowaliście?

    PS. Piękne zdjęcia! Czekam na więcej

  149. Tanaka
    13 maja o godz. 11:05

    Co do wstępniaka to się pisze ale chwilowo z powodu zawalenia nowa pracą i innymi domowymi podzielił los tych 4-5 rozbabranych i nie ukończonych. Mam nadzieję, że już niedługo się pobieram do kupy.

    W międzyczasie podczas dzisiejszych robót ogrodowych odkryliśmy gdzie gniezdza się pod naszym dachem wróble i szpaki oraz rudzika na gnieździe, który spojrzał na mnie z wyrzutem kiedy wsadziłam głowę w bluszcz więc szybko się wyniosłam.

    A tak poza tym to Szkocja plus słońce minus meszki (które zaczną się na dobre lada dzień ) to piękny kraj…

  150. Nefer
    13 maja o godz. 16:00

    Przecież chyba nie na chodniku w tym Utrechcie ??? 🙂

  151. Lewy
    12 maja o godz. 21:52

    Kibicuję Tokarczuk jak najbardziej. Podrzucę ci potem linki do artykułów, które ostatnio o niej czytałam w tutejszej prasie bo sporo i dobrze o niej piszą.

    Co do Loch Ness to na szczęscie mamy daleko choć za dwa tygodnie być może tam zajedziemy ( obecnie jako notoryczny tree hugger planuję wyprawe do kolejnego arboretum, a to w którym są najwyższe drzewa na wyspach są akurat w tej okolicy). Plus trzeba sprawdzić czy potwór jest dalej w okolicy (potwora widuje się częściej niż bozia… 😉 )

  152. Kostka
    13 maja o godz. 16:00

    Tutejszy komentator też był się wyraził że reprezentantaka Finlandii miała spotkanie z kosiarką do trawy 🙂 to i owo mi umykało w komentarzach bo w niderlandzkim nie jestem aż tak wyszkolona (jeszcze)
    Najpierw kibicowalismy Austrii, Albanii, Niemcom, potem jak zobaczylismy Holandię to im, bardzo fajnie zaśpiewali. Mały natomiast Czechowi. I wszyscy oklapliśmy jak zobaczyliśmy zwyciężczynię.

    Piękne Twoje zdjęcia, bardzo chętnie wybrałabym się na długi spacer. Chociaż meszki zeżrą mnie żywcem:(

    Może wieczorem coś wrzucę ale na myśl o wybieraniu ręce mi opadywują.

    basia.n
    13 maja o godz. 16:09

    Już nie pamiętam (przez przejście dla pieszych albo jezdnię?) ale nogi musiałam zbierać bo człowiek niezwyczajny tych rowerów 😉

  153. basia.n
    13 maja o godz. 15:51

    Dla @mag była to jednorazowość sytuacji. Trzeba by się wdrożyć do systemu, czyli być dłużej i korzystać z roweru.

  154. Tanaka
    zgoda, przytomnie i szczerze,
    nie poruszyli za to tematu pedofilii i homoseksualizmu,
    to, że biskupi i ich podwładni nie wierzą dla mnie było kolejnym argumentem, że boga nie ma,

  155. Antonius
    13 maja o godz. 15:38

    Chyba faktycznie nie bardzo są szanse, żeby taki system można było wdrożyć w Polsce. Pewnie musi być mus i zupełnie pod ścianą,jak to w Polsce: nie z refleksji, że coś jest pożyteczne, pomaga ludziom i czują się bezpieczniejsi i bliżej innych, ale dopiero (jeśli) stan rzeczy będzie więcej niż katastrofalny. Musi ubyć w Polsce jeszcze z 5 milionów mieszkańców, średnia wieku skoczyć o 8-10 lat, dookoła będą sami partyzanci z czasów szwedzkiego „potopu”, to wtedy może co będzie.
    Poznać to – jak wszystko – po biskupach. W Sejmie już chyba prawie miesiąc koczują rodzice z dziećmi niepełnosprawnymi, a jedyne na co było biskupów stać, to na nich splunąć, jak niejaki Hoser, co rzekł, że oni są w politykę zamieszani (znaczy: wleźli partyjne interesy robić w Sejmie, ciągnąć ze sobą torby pełne niepełnosprawnych dzieci w celu wyduszenia z katolickiego państwa miłości bliźniego osiągnięcia korzyści merkantylnych, cudzym kosztem – oczywiście). Dopiero, po całych tygodniach rozwoju wydarzeń, a właściwie klinczu i spluwania na tych rodziców i ich dzieci przez tych co wstali z kolan,pojawił się wsród nich niejaki Nycz. Bardzo ślicznie się zachował, posłuchał i obiecał, że zmówi za nich paciorek. Kamery były przy tym. W celu uzyskania merkantylnych korzyści: biskup kocha „downy” – jak wiadomo od 2 tysięcy lat. No, jak tak, to nie może być cyfrowego mieszkania dla niesprawnych. Paciorek i po sprawie. To się nazywa Wspaniały Plan Wszechmogącego na (Twoje) życie. Ale to już chyba wiesz.

  156. Tanaka
    13 maja o godz. 13:38

    Nie bardzo wiem o czym ty do mnie rozmawiasz ale dzięki 😉 oszczędzałam na toto cały rok do świnki skarbonki i owszem, cieszę się. Może nie śpię z rzeczami z których się cieszę ale bywa że robię sobie „wystawkę” żeby się napawać wzrokowo przez jakiś czas.

    Tłumy, zwłaszcza w piątek, były sakramenckie ale jak się ma chociaż trochę refleksu to można zrobić zdjęcia jakby nikogo nie było.

  157. Tanaka
    13 maja o godz. 16:35
    Dlatego ja jeżdżę bardzo uważnie szukając w pobliżu przechodniów 🙂
    Zresztą autom też nie ufam 🙂
    Ale z kolei w Kolonii musialam się przyzwyczaić do faktu,że ścieżki rowerowe są umieszczane na chodnikach( tam gdzie są bardzo szerokie)
    Na szczęście powiedziano mi o tym zaraz po przyjeździe.

  158. parafianin
    13 maja o godz. 16:36

    Ten były ksiądz bardzo dobrze opisał wewnętrzną nicość Kościoła kat i główne motywy jego istnienia: władza i pieniądze. Przy czym zrobił to ze swojego punktu obserwacji, pomijając coś nierównie ważniejszego. To coś nierównie ważniejszego wyznał jednak w zupełnie inny sposób, nie mając świadomości, że wyznaje najistotniejszą prawdę. Być może sam na to nie zwróciłeś uwagi, więc przypomnę. Ów były ksiądz wyznał, że pochodzi z rozbitego domu, miał bardzo ciężkie dzieciństwo, niczego jako dziecko nie był nauczony, był traktowany jako obiekt a nie żywe dziecko potrzebujące bliskości i miłości, a ojciec był w nim strasznym tyranem i alkoholikiem.
    Ten dzieciak, przed koszmarem życia uciekł do Kościoła kat! W ułudę,w fantazmat, o Świętej Panience co kochała swojego synusia-Jezuska, o małym, pucatym i ślicznym Jezusku, którego wszyscy wyznawcy kochają i mu śpiewają kolendy, o dobrym i opiekuńczym bozi-ojcu, co jest sprawiedliwy i ukochał sobie wszystkich ludzi, o „świętej rodzinie” (której ten młodziak nigdy nie miał) i tak dalej i tak dalej. Ale wskakując w te fantazmaty niezaznanej miłości, trafił do bagna, do gnoju. Gdzie rządzi to, o czym powiedział wprost: forsa i władza. A nie powiedział wprost, że tam, gdzie te dwie wartości rządzą, rządzi też pedalstwo (kleryk daje dupy biskupowi i dostaje dostęp do forsy oraz więcej władzy), donosicielstwo, lizusostwo, rżnięcie panienek i mężatek parafialnych na boku („gospodyni” na plebanii, dziewczątka oazowe i pielgrzymkowe), no i nieustające gwałcenie dzieci. Ci co milczą – mają się dobrze. Ci co powiedzą o potwornościach Kościoła kat – są opluwani, terroryzowani, zniesławiani, szantażowani, topieni, wreszcie – wywalani, jako zwłoki, za kościelną bramę, z opinią „wroga Świętego Kościoła kat”. Więc jak taki coś powie prawdziwego o tej gangsterskiej organizacji, jest niewiarygodny. Wiadomo wszystkim – to wróg, więc kłamie i pomawia.

  159. Lewy, 8:20

    „Kiedyś udało mi sie skomprymować wszystkie kawały w taki jeden uniwersalny, coś w rodzaju wytrycha, albo – jak mówią Francuzi – pass partout. Ten kawał mógłby Ci się przydać, jakby Ci zabrakło weny. A brzmi on tak;
    W samolocie lecieli Polak, Niemiec i Ruski. Najpierw wyskoczył Niemiec, potem Ruski, a Polak się śmiał.”

    Wena zeszla z wyzyn. I od razu z geba

    – Ten Lewy nie zalapuje tematu zadanego przez Antoniusa. Jakby zalatywal to takich glupot by nie komrymowal. Tam przeciez wyraźnie az sie prosi:

    W samolocie lecieli Polak, Niemiec i Ruski. Najpierw wyskoczył Niemiec, potem Ruski, a Polak nerwowo sprawdzał czy jego prawo jazdy jest napewno bezterminowe

  160. Orteq,
    Dobrze ze święte zioła (holy herb) przestaje być produktem, ktory budzi tyle kontrowersji.

    Ja rownież lubie trawnik brazowego koloru.
    Problemem jest u nas roślina inwazyjna o nazwie Scotch broom, ktora niestety nie brazowieje.

  161. Tanaka
    13 maja o godz. 17:03

    Właśnie od razu zwróciłam uwagę ta tego ojca „artystę” alkoholika.
    A więc cała tragedia dziecka z rodziny z wielkimi problemami,rzutującymi na mentalność dziecka. Oczywiście były duchowny powiedział o wiele za mało o tych wszystkich draństwach kościelnych, ale ważne ,że przynajmniej jakaś część prawdy z ust „naocznego świadka” rzuca światło na tę organizację przestępczą.

  162. Nefer
    13 maja o godz. 16:52

    W takim razie powiem jeszcze raz, opisowo. Interesowały mnie sposoby pracy aparatu w bardzo trudnych warunkach oświetleniowych. To dosyć ważne dla fotografa, który foci na wyższym poziomie niż słitfocie u cioci na imieninach. W trudnych warunkach oświetleniowych (to wiesz na mur-beton) , czyli gdy jest np. ciemno konieczne jest wydłużenie czasu otwarcia migawki do wartości na tyle długich, że (bez stabilizacji obrazu) z ręki nie wyjdzie fota ostra, niezamazana. O ile stosuje się niskie wartości czułości (ISO) – które dają lepszej jakości fotograficznej (światła i cienie) obraz. A taki obraz może być później bardzo powiększony (przy prezentacjach na dużych ekranach, czy wydrukach), bez zauważalnej utraty jakości w postaci widocznych przebarwień, plam, nieostrości na krawędziach i w miejscach silnego kontrastu barw.
    Żeby nieporuszone foty wyszły z ręki, musi być znacznie poniesiona czułość (ISO), a to daje skutek w postaci problemów,które wyżej opisałem. Można temu zaradzić (częściowo, bo tylko w zakresie ostrości obrazu, nie plam i przebarwień) używając albo mechanicznego statywu, albo stabilizacji obrazu , zastosowanej w samym aparacie (obiektywie lub korpusie).
    Z kolei najlepszą pomocą na przebarwienia i plamy najlepsza jest duża matryca: od 4/3 do full frame. Twój Sony ma matrycę tzw. jednocalową, czyli sporo mniejszą od 4/3. Co podnosi ryzyko w.w. niedoskonałości. Ale też ta matryca jest sporo większa od standardowej w aparatach kompaktowych typu bridge (z dużym, wbudowanym zoomem), które mają matryce (najczęściej) 1/2,3.No i od smartfoników.
    A to oznacza szansę na sporo lepsze foty niż te robione matryca mniejszą niż „calowa”.
    Cała ta konfiguracja (potencjalnych lub faktycznych) zalet i słabości ma duże znaczenie. Im aparat lepszy tym słabości są mniejsze, a zalety – większe. Podsumowując: Twój Syny wypada tu bardzo dobrze. Można z nim spać na poduszce. Jest bardzo pyszny. Skoro zbierałaś rok cały do świnki-skarbonki, to ciesz się na całego. Foć i pokazuj.
    Czy teraz gadam bardziej jasno? A może bez sensu bo wszystko to wiesz?

    W Mt St Michel byłem 3 razy, z tego prawie dwa takie, że ludzi nie było wielu. Fantastyczne! Za czwartym razem, gdy się chciałem wybrać, stanąłem w kolejce aut długiej na dobre 5, a może i więcej kilometrów. Odpuściłem.

  163. Antonius,

    Nie dodam niczego o czym sam nie wiesz z wlasnego doswiadczenia. Miejsca publiczne w Polsce nie sa dostosowane dla osob poruszajacych sie na wózku.
    Przeczytalam w polskiej gazecie komentarz na temat miejsca w gorach w US do ktorego dostep jest po asfaltowej ścieźce. Mozna tam dojechac samochodem. W miejscach widokowych sciezka jest szersza aby sie zatrzymac I podziwiac widok.
    Komentarz byl nastepujacej treści: leniwi Amerykanie musza wszedzie dojechac samochodem.
    Napisalam ze ten odcinek jest dostosowany dla osob na wozku inwalidzkim.
    Na moje slowa natychmiast byla odpowiedz: ja tam żadnych inwalidow nie widze.
    Nic więcej nie napisalam.

  164. basia.n
    13 maja o godz. 17:21

    Tak.On powiedział o wiele za mało, bo po pierwsze widział i wiedział tyle ile mógł ze swojej niskiej w hierarchii pozycji zobczyć i się dowiedzieć, ale tez powiedział dużo, a przede wszystkim – było to autentyczne i prawdziwe. Inna z rzeczy na jaką warto zwrócić uwagę jest też taka, że gdy szukał jakiegoś innego księdza, kolegę w fachu, by z nim w miarę szczerze i poważnie pogadać – nikogo nie mógł znaleźć. To wiele mówi o tej pustce, nicości, samotności księży,którzy – co jest przez tą organizację skrzętnie ukrywane – mają ogromne problemy z chlaniem Oraz innymi patologiami, o czym wspominałem: pedofilia, sodomią, rżnieciem dziewic i niedziewic, które zmuszają do aborcji, a jak nie to porzucają, z dzieciakami (co jest potwornym zaprzeczeniem idei „świętej rodziny” i „czystości” – na czego punkcie mają psychiatryczne obsesje) korzystania z prostytutek, narkomanii, obsesję żarcia (zobacz ilu tłustych biskupów łazi po ziemi, tej ziemi!) – która to obsesja jest zastępcza wobec seksu, we wczesnej fazie rozwoju dziecka (bo oni są niedorozwinięci osobowo) – czyli oralności; obsesje analne, których manifestacją także jest żarcie-wydalanie. I kolejna, zabójcza dla nich choroba wewnętrzna: czwarta płeć (trzecia to eunuchy).Prawidłowo sformatowany człowiek kleru nie ma płci. Psychicznie musi się wytrzebić. Musi się wykastrować. Przestaje być mężczyzną, zostaje (okaleczony na całe życie) potworem: niemężczyzną, nieczłowiekiem. Bo,jak sami gadają, są wyłącznie dwie płcie: kobieta („biologiczna”) i mężczyzna („biologiczny”) – czyli istoty niewytrzebione.Oni są poza ludźmi. jako „słudzy boży” są czymś w rodzaju zastępczych aniołów.
    To jedna wielka patologia. Potwór pożerający dzieci (bo skrzywione traumami dzieciństwa młode osobniki nieświadome siebie – jak ten były ksiądz – są wsysane przez tego krwiożerczego potwora wprost do rozpalonych trzewi).

  165. Tanaka
    13 maja o godz. 13:52
    w naszym katolickim kraju emeryci, a szczególnie emerytki stanowią „naturalne zaplecze opiekuńcze rodziny”
    co tam budować i utrzymywać przedszkola, żłobki i inne formy wspierania zawodowej kariery kobiet. Wystarczy babcia, dziadek.
    Matka tez nie powinna myśleć o pracy,karierze zawodowej, czerpać satysfakcję z własnych zawodowych osiągnięć lub tylko być niezależną finansowo, tylko jak najszybciej urodzić drugie,a jeszcze lepiej trzecie dziecię, Wówczas nie w głowie jej praca, dostanie 500 + na każde dziecię, a i babci zajęć nie ubędzie.

    Cieszę się, że mnie to nie dotknęło, choć za wnukami tęsknię….

  166. Orca
    13 maja o godz. 17:34

    Komentarz byl nastepujacej treści: leniwi Amerykanie musza wszedzie dojechac samochodem.
    Napisalam ze ten odcinek jest dostosowany dla osob na wozku inwalidzkim.
    Na moje slowa natychmiast byla odpowiedz: ja tam żadnych inwalidow nie widze.
    Nic więcej nie napisalam.

    Mnie by chyba korciło, żeby napisać: nic nie widzisz, bo patrzysz za pomocą lewego buta.

  167. Tanaka,

    Co więcej można powiedzieć.

  168. Kostka
    13 maja o godz. 15:42

    No to prosze bardzo. Chyba pelna lista filmow Sir Davida. Jedyne czego na niej nie znajdzisz to takie krotkie „dokumenciki” o ludzkim zachowaniu….

    https://en.wikipedia.org/wiki/David_Attenborough_filmography

    Jest co poogladac jakby nie bylo…

    pozdrowka
    ~l.

  169. Życie staruszka istotnie bywa często nie za bardzo wesołe, ale czytanie komentarzu na tym blogu, zdecydowanie poprawia humor. Brawo.
    P.S. Jestem po przedłużeniu ważności czasu prawa jazdy.

  170. Dla zainteresowanych Sir Davidem podrzuce linke do strony na ktorej nie tylko mozna przeczytac, ale i obejzec… Jakas czesc filmow przez niego zrealizowanych,lub tych w ktorych udzilil tylko glosu. Niestety wszystkie zalinkowane filmy, seriale i inne dziela Sir Davida wylaczniepo angielsku.

    http://www.tvguide.com/celebrities/david-attenborough/credits/216069/

    pozdrowka
    ~l.

  171. lonefather
    13 maja o godz. 17:50

    Można nabrać. Dla policjanta i dla kota, który jest prawidłowy pieszy. Ale to kraj zagraniczny. Nad Wisłą nie można.

  172. Orca
    13 maja o godz. 17:59

    Bo ludzie jacyś tacy niewidzący są.

  173. basia.n
    13 maja o godz. 15:51
    Nie wiem dlaczego powiedziałaś,że rower w Holandii jest świętą krową.
    Każdy wie,że jest ich bardzo wiele,ale mają wyznaczone dla siebie specjalne pasy. A jeśli jest zbyt wąsko na pas,to jadą przepisowo po jezdni ( nie po chodnikach !)

    Skłonny jestem przyznać rację @Nefer. Może większość rowerzystów w Niderlanach jeździ prawidłowo, ale moje spostrzeżenia np. z Den Haag czy Amsterdamu doprowadziły mnie do wniosku ,że mimo wszystko trzeba b. uważać na tamtejszych cyklistów.

  174. Antonius – 15:38

    „Umiem się jeszcze ubrać i położyć do łóżka i nie chcę do domu opieki, bo się dobrze czuję w moim mieszkaniu”!

    Moja sasiadka tez tak mowi, w wieku 97 lat. Podczas gdy jej starszy brat kilka lat temu przestal tak mowic, choc byl calkiem na chodzie i potrafil wyjsc z domu. A nawet do museum dokustykac.

    Po ostatniej wizycie w tym museum, kilka lat temu cos sie w starcu odmienilo. Zazyczyl domu opieki i tam teraz 100 lat 100 lat niech zyje zyje nam.
    Zapytalem go, podczas moich ostatnich odwiedzin w wykanczalni:
    – Co cie odmienilo tak raptem, zes tu chcial sie przeprowadzic?

    On zastanawial sie przez chwile.
    – Powiem ci ale pod warunkiem ze nie powtorzysz tego mojej siostrze.
    – Nie powtorze.
    – Gdy opuszczalem muzeum, alarm sie wlaczyl

  175. zezem
    13 maja o godz. 19:44

    Wiesz może to to rzeczywiście brak przyzwyczajenia do faktu,że w Holandii rowery na ulicach są obecne prawie tak,jak samochody.
    Zapewniam Cię,że rowerzyści nie wpadają tu na pieszych,ale ci z kolei wiedzą ,że istnieje ruch rowerowy ( bo sami też przecież je używają)
    Nie ma tu przecież rodziny bez rowerów.Ale jeśli goście nie biorą tego pod uwagę,to bywają zaskoczeni pewnymi sytuacjami 🙂

  176. zezem
    13 maja o godz. 19:44

    Bo w zyciu na wszystko trzeba bardzo uwazac, nie tylko na cyklistow z Den Haag, czy Amsterdamu. Bylem pare razy w Amsterdamie, i jakos nie zauwazylem zeby tamtejsi cyklisci mi zagrazali…. Juz predzej tamtejsze tramwaje, ciche takie dranie sa ze sie trzeba nieustannie przez ramie ogladac, czy sie jakis na ciebie nie czai…

    pozdrowka
    ~l.

  177. Dyźuruję na działce przy umierającej żonie, która zatruła się świeżym powietrzem, i dumam, czemu jest jak jest. Czemu na przykład lonek i inni, jak wpadli na to, żeby pisać „waaadza”, tak będą pisać do ulanej śmierci. A przecież dowcip powtórzony w krótkim czasie dwa, trzy razy staje się antydowcipem, który wypada grzecznie znosić.

    Jeszcze gorzej – bo jeszcze dłużej – jest z ziemią, z obowiązkowym dodatkiem „tą ziemią” i z deklinacyjnymi wariantami. Gorzej – bo dłużej nudzi niż „waaadza”. Właśnie Tanaka przypomniał na zdrowie.

    Mniej więcej podobnej starości jest prawo-sławny antydowcip „PO”, czyli pisanie dużymi literami zbitki głosek jako aluzji do Platformy Obywatelskiej. Ileż milionów razy można robić tę samą aluzję. Widać bardzo dużo milionów. Co widać również na blogu ateistów.

    Przepraszam, to z nudów i z gorąca. Czołem, żona zaczyna oddychać!

  178. A wierni sie ciesza i chwala, ze beda mogli „tace” placic karta, bo kiecun terminal ma:

    http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2018-05-13/co-laska-karta-platnicza-taca-z-terminalem/

    pozdrowka
    ~l.

  179. Dzialka to nie muzeum. Alarm nie zajeczy podczas jej opuszczania przez slabo zywych dzialkowiczow.

    Daj zonie zyc, pombocku. Ona odplaci ci podobnie. Albo nie

  180. pombocek
    13 maja o godz. 20:08

    @lonek pisze „waaadza” jako synonim „wladzy Jaroslawa Kaczynskiego”, co jest ponad 4 razy krotsze w pisaniu i w czytaniu tez. A jakbym pisal tylko z 2 x „a”, to byloby nawet 5 razy krocej, ale ja pisze zawsze z 3 „a”, bo tak to wymawia Jaroslaw Kaczynski.

    pozdrowka
    ~l.

  181. basia.n
    13 maja o godz. 19:56
    ale jeśli goście nie biorą tego pod uwagę,to bywają zaskoczeni pewnymi sytuacjami
    No właśnie… Jakie to sytuacje mogą zaskakiwać ;–)? No bo przecież nie widziana ilość rowerzystów.

  182. pombocek
    13 maja o godz. 20:08

    Na „waaadzy” się słabo znam,, bo nie używam. Na „Ziemi, tej Ziemi” znamy się wszyscy, nawet gdyby ktoś nie chciał. Lolek skradł język i inaczej się nie da, a nawet jakby, to nie bardzo warto. W każdym bowiem słowie siedzi Lolek; nie m takiego którego by nie wymówił, no może poza słowem „dupa”, co jednak nie jest pewne. Mówienie Lolkiem, w odpowiedniej sytuacji, ośmiesza Lolka i kler jego, co jest bardzo cenne.
    Zatrucie świeży powietrzem to standardowa katastrofa naturalna. Jak jadę w świeże, to tracę przytomność. Po odzyskaniu mówię: dzień dobry i biorę się do życia. Wśród kwiatów to się traci niezawodnie. Dochodzi bowiem kolejny czynnik ryzyka: ich uroda.

  183. lonku

    Cus w tomacie tacy. Przez ciebie podniesionym

    Ksiądz nieznacznie napomknął w kazaniu, by wierni zaczęli rzucać większe datki na tacę. W tym momencie wstała znana w okolicy przedstawicielka najstarszego zawodu swiata i zlozyla na tace 10 000 zł. Ksiądz :
    – Mimo, iż naprawdę są potrzebne środki na remont kościoła i na wszystko inne, nie mogę, córko, wziąć od ciebie tych brudnych pieniędzy.

    W tym momencie dało się słyszeć męski głos z tylnych ławek:
    – Niech ksiądz bierze! To przecież nasza krwawica

  184. Cykliści w Holandii,
    Prawie prehistoria bo przed prawie 50 lat. Do pracy dojeżdżałem rower, ale wzajemne poszanowanie praw rowerzystów, pieszych oraz użytkowników samochodów, było dla mnie fantastyczne.
    Życzyłbym sobie, by u nas było podobnie, choć pół wieku później.

  185. Orteq
    13 maja o godz. 20:23

    A mogl dodac:

    – I moja tez …

    Ale tego to juz pewnie byloby za wiele nawet jak na ksiedza.

    pozdrowka
    ~l.

  186. zezem
    13 maja o godz. 20:18

    Goście są po prostu zaskakiwani faktem,że trzeba zwrócić uwagę na ścieżki rowerowe. Bo jeśli chcesz przechodzić gdzieś przez jezdnię w miejscu poza zebrami czy światlami,musisz brać pod uwagę ,ze z lewej strony wyjedzie Ci nie tylko auto,ale rower. I o to właśnie chodzi 🙂

  187. gsj
    13 maja o godz. 20:27

    No właśnie 🙂 Dałeś świadectwo prawdzie 🙂

  188. pombocek, lonek

    Prawidlowa wymowa slowa jest waadza. Jacek Fedorowicz ma na nia patent

    https://www.youtube.com/watch?v=eatEO3kpYxc

    „Kto ma zywnosc ten ma waadze” – 3:30. Rocznik 1981

  189. Orteq
    13 maja o godz. 20:36

    Ja sie pod autorstwo nigdy nie podszywalem. Ale thx za przypomnienie.

    pozdrowka
    ~l.

  190. lonek, Orteg, Tanaka

    Przeżyłem w związku z żoną ciężką nerwówkę i można mnie był wyżymać, bo leciałem do niej na działkę na sygnale. Więc prosiłbym kolegów o niewykańczanie mnie, lecz o zwykłe przyznanie, że w wymienionych wypadkach straciliście miarę. Ileż milionów razy można przypominać jednym i tym samym słowem jak mówi Kaczyński lub jak mówił Lolek. Ale przede wszystkim PO CO?

  191. A zresztą ebaut to pies.

  192. wbocek
    13 maja o godz. 20:59

    Qruca… Nie bede Tobie dokladal. Ale psow nie mieszaj do tego.

    Prosze, bo lubie psy…

    pozdrowka
    ~l.

  193. wbocku – 20:59, 21:01

    I te male pieski.

    Wspolczucia najserdeczniejsze z powodu stanu zdrowotnego zony. Myslalem, ze to byla twoja wrodzona oraz nabyta zartobliwosc tylko.

    Ps. Apel o relaks jest jesli chodzi o tolerancje dla ludzkich stylow pismakowania. Powtarzanie zwrotow, stylow oraz zwyczajnych pierdol sklada sie na roznorodnosc stylow grafomanstwa i pismakowania. Wiem cos o tym. Inni to tez wiedza, widza i cierpia

  194. Orteq
    13 maja o godz. 21:32

    Weź, Orteżku, żyj w kraju, w którym otwierasz internet i czytasz w AKTUALNOŚCIACH, że w twoim pobliżu jest apteka otwarta do 21. Wskakujesz na rower, zapierniczasz z piskiem opon na zakrętach, z piskiem hamujesz przed apteką, biegniesz i…pierdut łbem w zamknięte drzwi. Na których pisze, że apteka w niedziele jest otwarta do 15. Oczywiście, jest to kraj, w którym pogotowie strach wzywać – nie będę tłumaczył dlaczego. Więc tu najlepiej być samemu sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Właśnie pomasowałem żonę, aż z widoczną ulgą przysnęła. Zimna kąpiel, masowanie, sen, głębokie wydechy i wdechy, słonina na śniadanie, obiad, kolację i, rzecz jasna, modlitwa – to są w mesjańskim kraiku najnowocześniejsze i najskuteczniejsze lekarstwa. Szcześć boże dardanelski.

  195. Orteq
    13 maja o godz. 21:32

    Ortegu, a cóż ja innego robię, jak nie toleruję. Pokazuję zachowania stereotypowe, ciotkowo-kanapowe, kołtuńskie (sam też nie jestem z kraja), szwarcowate i…nie rozstrzeliwuję, a nawet mówię: wiosennych, miłych, kolorowych snów.

  196. Szanowny Antoniusie!
    Poruszyłeś temat niezwykle aktualny dla nas dotkniętych peselozą. Otóż nie jesteśmy seryjni, i z tej przyczyny pezeloza dotyka nas w różny sposób. Aby zachować pogodę ducha z upływem lat, konieczne jest uświadomienie sobie, w jaki sposób peseloza nas dotknęła, i jak sobie z tym radzić. Konieczna jest krytyczna ocena swego stanu psychicznego, fizycznego i psychomotorycznego (sprawnościowego). Sposoby są różne. Introspekcja, rozmowy z bliskimi, wizyty lekarskie zanim zacznie boleć, wsłuchiwanie się w oceny innych ludzi o sobie. Uświadomienie sobie swego stanu zdrowia może doprowadzić do hipochondrii, co jest tak samo złe, a może nawet gorsze niż przecenianie swych możliwości. Jako ateista, niemal od urodzenia, staram się stosować do zawołania niezapomnianego Jana Izydora Sztautyngera: „Po to Pan Bóg dał ci dupsko, by je wypiąć na choróbsko”. Może cytując te fraszkę z pamięci przekręciłem jej treść, ale nie sens. Oczywiście wypinanie się na choróbsko nie może oznaczać wypinania się na kontrole i zalecenia lekarskie, łącznie z przyjmowaniem leków. Chodzi o przyjęcie do wiadomości swych kłopotów zdrowotnych, i radzenie sobie z nimi, tj. o pozytywne myślenie w warunkach peselozy.
    A teraz kilka słów o moich doświadczeniach kierowcy. Mam za sobą dziesiątki lat kierowania samochodem. Z korzystania z motocykla zrezygnowałem po dwóch kraksach: świadome położenie się z motocyklem na jezdni, gdy przed motocykl wpadała mi rozbrykana gromadka maluchów, i
    gdy przewróciłem się na smudze olejowej, a także po kłopotliwym leczeniu zapalenia zatok.
    W ruchu drogowym występuje wiele zagrożeń bezpieczeństwa – udział w nim jest potencjalnie niebezpieczny, ale kierowca może zastosować wiele sposobów eliminacji zagrożeń o dużej ale nie absolutnej skuteczności. A wpływ kierowcy na bezpieczeństwo ruchu kierowanego przezeń pojazdu ma dwa aspekty:
    – kierować pojazdem tak, aby nie władować się w przeszkodę nieruchomą albo ruchomą:
    – kierować pojazdem tak, aby nie dopuścić, aby inny uczestnik ruchu drogowego nie wpakował się w niego (zasada ograniczonego zaufania, o której dowcipnie wspomina parafianin – 13 maja, godz. 9:39)!.
    Aby kierować pojazdem bezpiecznie, trzeba nie tylko opanować odruchowe posługiwanie się organami sterowania pojazdem, ale też poznać jego właściwości jezdne (przyśpieszenie, hamowanie, reagowanie na operacje kierownicą przy wykorzystywanych prędkościach, skłonność do przechylania się w zakręcie w zależności od prędkości jazdy i promienia zakrętu itp.). Ale też niezwykle ważne jest opanowanie celowej obserwacji sytuacji na drodze i poboczach. Umożliwia to przewidywanie rozwoju sytuacji drogowej i prawdopodobieństwa konieczności manewrów. Przewidywanie przyśpiesza reakcję, co jest szczególnie ważne ruchu miejskim. Gdyby rzeczywiście czas reakcji kierowcy wynosił aż 1 sek., to kierowcy jeżdżący dużo po mieście ponosiliby znaczne wydatki na farbę niezbędną do oznaczania na masce zwycięstw drogowych nad innymi uczestnikami ruchu. Gdy omijasz autobus stojący na przystanku, to zredukuj prędkość i bądź w gotowości do nagłego hamowania przed pieszym, który z niego wysiadł i wybiega na jezdnię. Dojeżdżając do przejścia dla pieszych patrz, czy do niego nie dobiega człowiek spieszący, który wpadnie na nie bez sprawdzenia, czy nie zagraża mu twój pojazd.
    Po powrocie do Kraju po kilkumiesięcznych pobytach w krajach afrykańskich kierowania tam samochodem (Egipt, Sudan, Etiopia) nie mogłem nadziwić się, jak w Polsce jeździ się bezpiecznie, zgodnie z przepisami i kulturalnie.
    Wydaje mi się, że wprowadzenie powszechnych badań lekarskich dla staruszków nie ma sensu. Każdy, kto ma uważa, że jego sprawność psychomotoryczną pogorszyła się może poddać się badaniom w ośrodku wyspecjalizowanym w badaniach kierowców. Wśród moich znajomych już 3 panie i 2 panów zrezygnowało z korzystania z prawa jazdy.
    Uważam także, iż wprowadzenie bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych na „pasach” sytuuje pieszego w ruchu drogowym jako „świętą krowę” i jest źródłem zagrożenia bezpieczeństwa dla wszystkich uczestników ruchu.
    Przestrzeganie przepisów w ruchu drogowym jest warunkiem niemal koniecznym ale niewystaraczającym dla bezpieczeństwa. Bez kultury uczestnictwa w tym ruchu, także pieszych i rowerzystów, bezpieczeństwo jest nie w pełni osiągalne.
    Antoniusie, specjalność wojskowa „jeniec wojenny” została mi przyznana żartobliwie przez nieżyjącego już przyjaciela, zawodowego pułkownika WP. Jako szeregowemu nie wypadało mi oponować, ten przydział specjalności przyjąłem jak należy w postawie zasadniczej i wobec obecności dwóch kolegów polskojęzycznych Angoli pokwitowałem spożywczym zawołaniem: „jest ser!”.
    Pozdrowienia

  197. wbocku

    To wlasnie dlatego UwazamRze – ups, izwiniajus – od zawsze, ze zycie bez internetu bylo latwiejsze.

    Czlowiek poszedl w niedziele na sume, wysluchal kazania o siodmym dniu bedacym dniem odpoczynku i sobie zakarbowal w nadwerezonej wiekiem pamieci, ze w niedziele jedynym miejscem gdzie mozesz wydac jakies pieniadze jest kosciol.

    A dzisiaj co? Everything pojebalos. Nam sie otwartych aptek zachciewa w pon bockowym Dniu Odpoczynku. I to po godzinie 15!

    W przedinternetowej epoce rozwoju ludzkosci byl czas na zycie i byl czas na umieranie. Szesc dni ciezkiego zycia przy pracy, jeden dzien odpoczynku przy umieraniu.

    Teraz nam sie zachciewa cudow niewidow. Aptek otwartych w niedziele do godz. 21. I innych odchylek od obu Testamentow.

    Ps. Czy wczesniejsze zamkniecie twojej apteki moglo wyniknac z piskatoskiego parcia na niedziele wolne od handlu?

  198. @ wbocek
    13 maja o godz. 21:48

    A co ja biedny mam począć, gdy czytam w Twoim wpisie:
    Na których pisze, że apteka w niedziele jest otwarta do 15.
    Nie pytam, kto pisze, jeno toleruję.

  199. Skoro miałam opowiedzieć o wrażeniach to krótko opowiem. Byłam zachwycona i szczęśliwa że mogę zobaczyć coś niezwykłego, połączenie potęgi ludzkiego umysłu i umiejętności z siłami natury. Dumałam często gęsto że wszystko takie stare i oryginalne a nie jak u nas, marne resztki czegoś co nie zostało rozgrabione i zniszczone w wojnach – i nie wszystko obrzydliwie barokowe w środku. Jaka ta Polska zaściankowa. Itd itp. Będę pamiętać pierwszy wieczorny widok podświetlonej wyspy w oddali. Mogłabym tak jeszcze długo ale to byłoby nudne.

    Dołożyłam sporo zdjęć

    https://photos.app.goo.gl/9MNuTNxpJxZlzyTz2

    Tanaka
    13 maja o godz. 17:26

    Dzięki. Coś tam wiedziałam piąte przez dziesiąte. Kiedy szukałam nowego aparatu do kupienia wszystkie ówczesne recenzje piały z zachwytu. A dla mnie dodatkowy plus że nic nie muszę odkręcać i dokręcać i nosić w torbie. Mam nadzieję że na jakie 20 lat mi wystarczy. Więcej zdjęć nocnych pod linkiem, wszystko z daleka. A na jednym z nich (nienocnych) masa mrówek na moście i na uliczce. W takich warunkach udawanie że było pusto wymagało trochę akrobacji 😉
    Nie przypuszczam że pojadę tam jeszcze raz bo już mi życia nie starczy na zwiedzenie świata ale raz w życiu bardzo warto.

  200. @Kropkozjad
    13 maja o godz. 22:00

    Bardzo pasowne Twoje pouczenia kierownicze odnośnie pojadów mechanicznych. Ja to ujmuję krócej: Obojętnie co się zdarzy, gdy ja prowadzę samochód – ja jestem winien. Obejmuje to oczywiście umiejętność przewidywania reakcji niekoniecznie typowych. Po prostu chodzi o konieczność wykonywania tylko tej jednej czynności. Żadnych telefonów, jedzenia, picia, podszczypywania, itd. Tym bardziej, gdy nic się nie dzieje, bo wtedy zaskoczenie jest największe.

  201. Nefer
    13 maja o godz. 22:27

    Obejrzałam zdjęcia z wielką przyjemnością 🙂
    Powiesz,proszę jaki masz ten nowy aparat ?

  202. Orteq
    13 maja o godz. 22:17

    Ortegu, tak samo jak Ty, niczemu się nie dziwię, tylko, jak w niedawno cytowanym przez Ciebie dowcipie, się wqrwiam. A na samym końcu wqrwiam się, że się w ogóle wqrwiam.
    A wqrwiam się, że internet – sobie, apteki – sobie, więc nawet do dyżurnej całą dobę nie pojechałem, bo gdybym znów trzasnął łbem w zamknięte drzwi, to mógłbym się tak wqrwić, że zapomniałbym drogę do domu i żona by umarła. A tak sobie zasnęła, a ja spokojnie czuwam. Czuj, czuj, czuwaj!

  203. @ wbocek

    Mam przypadłość językową, iż lubię sobie poprzekręcać wyrazy tak, by mnie się podobały, a najczęściej, by mnie śmieszyły. I lubię takich używać, choć często co poniektórych denerwuję. Ale choć tyle mam z życia.
    Przykład bliski Twemu ciału – siodełko rowerowe. Wymyśliłem sobie, iż nazwa wzięła się z ówczesnej wersji propozycji „siodej”. Ponieważ dziś mówimy w takich wypadkach „siadaj”, powinno być zatem „siadałko”. I tak mi zostało i ciągle mnie to śmiezszy.

  204. Czuwaj, wbocku. Ja czuwalem przez kilka lat. Ale dawno temu

    Kropkozjad – 22:00

    „specjalność wojskowa „jeniec wojenny” została mi przyznana żartobliwie przez nieżyjącego już przyjaciela, zawodowego pułkownika WP. Jako szeregowemu nie wypadało mi oponować, ten przydział specjalności przyjąłem jak należy w postawie zasadniczej i wobec obecności dwóch kolegów polskojęzycznych Angoli pokwitowałem spożywczym zawołaniem: „jest ser!”.”

    Latwo bylo tak zawolac wiedzac od Angoli, ze ser byl szwajcarski. Z dziurami, znaczy

  205. Nefer
    13 maja o godz. 22:27

    Bardzo fajne foty! Zaśmiałem się przy focie kosa, który się pluska. Znam ten ból fotografa, gdy się z wyprzedzeniem nie przygotuje: focisz sobie ślicznego ptaka, zachowuje się jak model, aż nagle się zerwie, skoczy, frunie – i fota poruszona. Parę dni temu, mimo doświadczenia, gołąb zrobił mnie tak w trąbę. A właściwie – sam się zrobiłem: Co złego to nie ja, zapiał gołąb i tyle go widziałem.
    Piękne azalie i rododendrony, u mnie też zaczynają szaleć. I fajne drobiazgi liści oraz inne widoki, Gapię się z przyjemnością. Ten karminowy kwiat to piwonia?

  206. @ Antonius

    Poruszyłeś temat dotyczący już (lub wkrótce) znacznej części czytaczy tego blogu. Każdy z nas zetknął się poza tym z podobnymi problemami u krewnych i znajomych. Aktualnie pomagam sąsiadce (prawie 90), która ambitnie zapragnęła samodzielności elektroniczno-internetowej. Została wyposażona przez rodzinę w laptop, dostęp do internetu, smartfon oraz poinstuowana przez dzieci (adekwatnych fachowców) oraz wnuków (błyskotliwych użytkowników). Po wielu próbach zgłosiła się do mnie. Po pierwsze dałem jej mój laptop, bo jej rzadko i trudno działał. Mój skonfigurowałem tak, by łatwo miała dostęp do ulubionej gry w karty oraz do intenetu i pokazałem jej, jak korzystać z googla i co to daje. Do dziś jest zachwycona i opowiada mi czego się dowiedziała, co zobaczyła, itd. Z telefonem było gorzej ale ograniczyliśmy się do podstawowych funkcji i ściągnąłem jej instrukcję i kazałem czytać w długie zimowe wieczory. A jak już będzie miała się poddać, ma pytać. I muszę przyznać, że jestem zachwycony efektami. Ale to moja stara metoda uczenia – tylko troszkę pomagać.

  207. Tanaka
    13 maja o godz. 22:47

    Tanaka, gapo jedna. Też się uśmiałam. Pod nickiem mam zdjęcia z ogrodu

    a TU —–> ‚https://photos.app.goo.gl/9MNuTNxpJxZlzyTz2 <—– z Mont Saint Michel

  208. Qba
    13 maja o godz. 22:25

    Szkoda, Qbo, że nie pytasz. Dowiedziałbyś się, że wyrazy i inne konstrukcje mogą, obok przepisanych im w dziejach języka ról podstawowych, występować w innych fiunkcjach, na przykład spójnik „że” może występować w roli partykuły. Na przykład bardzo często na tym blogu piszący piszą konstrukcje „mimo że”, „chyba że”, zwłaszcza że” i im podobne z przecinkiem przed „że”. Tymczasem „że” nie jest tu spójnikiem, lecz partykułą i nie ma przed nim żadnych przecinków. Podobnie z trzeciej osoby wyindywidualizowała się BEZOSOBOWOŚĆ. „Przeczytaj mi, co tu pisze, bo nie mam okularów”, „Tu stoi jak byk”, że Qba się przezywa.

  209. basia.n
    13 maja o godz. 22:34

    Miło mi:) To jest Sony RX10 III. Kupiłam rok temu a już wtedy był rok na rynku. Czekałam aż świnka skarbonka spuchnie a cena spadnie;) wyszedł już nowy model od tamtego czasu.

  210. Nefer
    13 maja o godz. 23:00

    Szkoda,że ja nie umiem wkładać zdjęć tak jak Wy wszyscy. Bo pokazalabym chętnie pewne ciekawostki z moich podróży. Oczywiście od razu prosząc aby Tobermory i Tanaka patrzyli z dużym pobłażaniem 🙂

  211. basia.n
    13 maja o godz. 23:09

    To jest tak łatwe jak przeciągnij i upuść na komputerze. Ale nie wiem czy masz konto u wujka Gugla. Jeśli masz email z gmail w adresie to możesz zaczynać:)

  212. Mam 🙂

  213. basia.n
    13 maja o godz. 20:35
    ze z lewej strony wyjedzie Ci nie tylko auto,ale rower. I o to właśnie chodzi
    I tak doszliśmy do finału naszych holenderskich peregrynacji. Moim finalnym spostrzeżeniem i doświadczeniem było i to niedawno, jak niespodzianie ,a nawet wręcz zaskakująco rowerzysta pojawia się z ..prawej strony i to zza zaułka… ;–).
    Nie był to jedyny przypadek,ale zaułkowe doświadczenie było wstrząsem :–)

  214. Qba
    13 maja o godz. 22:40

    Wszystko w porządku, Qbo. Żart niech się żartem odciska. Tyle że szukanie logiki w języku żartem mi pasuje, lecz na poważnie – może prowadzić na manowce. Kiedyś przytoczyłbym natychmiast z piętnaście przykładów, teraz – zbierałbym do rana. Więc Ci tylko pokażę bardzo typowy – zdarza się i tu na blogu – błąd polegający na nierozumieniu, że imiesłowy odnoszą się w zdaniu do PODMIOTU. Kiedyś kolega zrobił właśnie taki błąd, który wprowadzał dużą niejasność treści zdania. Nie zajmuję się nauczycielsko wytykaniem błędów, czasem tylko reaguję na typowe, nagminne kiksy. Więc żeby mu uzmysłowić błędność jego konstrukcji (nie zgadzał się z moją uwagą) dałem mu inne zdanie z takim samym błędem: „Leżąc w łóżku, przyszła do mnie dziewczyna” i mówię: „Przyszła do mnie, leżąc”? Wtedy zrozumiał. Oczywiście, wypowiadający takie błędne zdanie miałby na myśli, że ON leżał w łóżku i ON jest podmiotem, ale, niestety, w tak skonstruowanym zdaniu podmiotem jest dziewczyna, więc formalnie imiesłów „leżąc” do niej się odnosi, nie do niego. Przyszła, leżąc – i kropka. Różnymi drogami chadza logika w języku.

  215. Nefer
    13 maja o godz. 23:16
    Chyba będę musiał się też pochwalić… ;–)

  216. basia.n
    13 maja o godz. 23:17

    No to już 🙂 wejdź w maila, po prawej stronie u góry jak jesteś w swojej skrzynce jest kwadracik z 9 kwadracików, kliknij i zobaczysz ikonkę wiatraczek pod tytułem zdjęcia.

    Cdn jeśli potrzeba, a jeśli rozgryziesz sama „utwórz nowy album / udostępnij album” to już nie muszę nic więcej tłumaczyć. Ale jeśli trzeba pytaj.

    (Zanim zapomnę, jak nie chcesz wszystkim nie-krewnym i nieznajomym królika pokazywać swojego nazwiska to zmień w ustawieniach emaila np na inicjały zanim dasz jakikolwiek link do zdjęć)

  217. zezem
    13 maja o godz. 23:21

    Bardzo chętnie zobaczę, pamiętam piękne tulipany 🙂

  218. Nefer
    13 maja o godz. 23:23

    Dziękuję za wskazówki 🙂 Jutro spróbuję rozgryźć wszystko.

  219. Ja naciskam na „utwórz” -> „album udostępniony”, otwieram i przeciągam zdjęcia z folderu na komputerze na okno wujka Gugla. Pod ikonką właściciela jest gotowy link do udostępnienia.

  220. zezem
    13 maja o godz. 23:20

    Z zaułka to może być i z prawej strony też 🙂
    Ale na szczęście nic Ci się nie stało !

  221. basia.n
    13 maja o godz. 23:26

    Nie ma za co, mam nadzieję że się przydadzą.

  222. Nefer
    13 maja o godz. 23:29

    A jesli na blogu jestem z innego konta niz z googla?

    Mam googla konto i moge album zalozyc, to co dalej?

    pozdrowka
    ~l.

  223. Lonek
    To różne konta. Album zakładasz na guglu i dajesz link na blogu

  224. lonefather
    13 maja o godz. 23:37
    Nie pytany…
    …to ten założony album ma też opcję aby dzielić się zdjęciami z innymi użytkownikami. Po otwarciu albumu są poi prawej stronie symbole m.in. symbol dzielenia się (share).
    Wybrać należy starannie, bo są też i inne opcje jak np. zezwalające na np. komentowanie fotek przez innych (obcych) użytkowników.

  225. @lonek

    Nie ma znaczenia jaki masz email na blogu. Zakładasz album na guglu a pod ikonką „właściciel” o ile utworzyłeś album udostępniony (albo udostępniłeś już zrobiony) jest link do skopiowania. Każdy kto ma link może zobaczyć zdjęcia.

    inbox google->prawa strona u góry kwadracik „aplikacje google” -> ikonka wiatraczek „zdjęcia” -> (u góry strony) Utwórz -> album udostępniony -> przeciągnij zdjęcia -> kliknij na swoją ikonę -> skopiuj link do udostępnienia

    -> wszystko.

  226. Nefer
    13 maja o godz. 23:24
    Są też i orchidee,ale nie mam zdrowia aby to umieścić… Lenistwo.

  227. zezem
    13 maja o godz. 23:50

    Miałam to samo dzisiaj rano, 700 nowych zdjęć i weź wybieraj żeby nie zanudzić towarzystwa. Ale mam już z głowy, ufff….

  228. Piękne zdjęcia robicie i jakże fachowo! ja jestem klepacz bylejaki ale co tam. Tez robię zdjęcia 🙂

    https://photos.app.goo.gl/Nw36kiXDLk680F2H3

  229. Nefer,
    a ten twój Soniaczek jakie ma kabelki? Bo oni lubiom się gubić…
    I jak są nietypowe to paskudnie 🙂

  230. Ewa-Joanna
    13 maja o godz. 23:58

    ooo… piękne ale źle zrobiłaś bo nie są do góry nogami 😉 trzeba było zostawić jak jest a nie obracać he he
    fajnie zobaczyć drugi koniec świata którego inak pewnie nie zobaczę

  231. Nefer
    13 maja o godz. 22:54

    Tobie to się z mety przyznaję do wszystkiego i do gapy też, ale właśnie o Twoich fotach pod nickiem mówię, a tam ten kos. Bo że się zgapiłem w sprawie gołębia – to fakt. Dlatego – Gapiszon. 😀

  232. wbocek – 21:53

    „a cóż ja innego robię, jak nie toleruję. Pokazuję zachowania stereotypowe, ciotkowo-kanapowe, kołtuńskie (sam też nie jestem z kraja), szwarcowate i…nie rozstrzeliwuję, a nawet mówię: wiosennych, miłych, kolorowych snów.”

    No faktycznie tak jest jak mowisz. Ty bowiem wiesz doskonale, ze tolerancja nie jest w żaden sposób nam przez kogos nakazana. Czyli wynikajaca z jakiegos tam, nie daj Pon Bocku, Dekalogu. Wiec jak najbardziej, można nie tolerować innych ludzi, ich poglądów czy religii.

    Podczas gdy jeśli nie tolerujesz np. laktozy, to po prostu nie pijesz mleka. A nie golisz łeb na łyso i ganiasz po mieście krzycząc: j.bać krowy!

  233. Ewa-Joanna
    13 maja o godz. 23:58

    No, żesz! Gdzieżeś się podziewała, jak się na blogu nie podziewałaś? Bo tu niektórzy wyli. Z tęsknoty. Całkiem możliwe, że ja też.

  234. Ewa-Joanna
    14 maja o godz. 0:00

    Jakikolwiek mini usb. Nawet nie wiem gdzie oryginalny z pudełka bo za biurkiem mam wężowisko dwumetrowych kabli nabytych na amazonie i tym ładuję co popadnie.

    Tanaka
    14 maja o godz. 0:09

    Ah, zo. To zwracam honor do kieszeni, z podziękowaniem 😉

  235. @Tanaka
    14 maja o godz. 0:11
    No właśnie tam gdzie widać 🙂

  236. Ten włączajacy sie alarm przy wychodzeniu z muzeum. O co to chodzi? Babciusia mnie o to zapytuje. A ja nie chce jej w twarz rzucac, ze tam sie moze rozchodzic o test na wiek.

    Chyba jej powiem, zeby nigdy nic nie wynosila z naszego Royal British Muzeum bez wczesniejszego uiszczenia zaplaty. Za co pewnie tez sie obrazi.

    Mam dylemat wiec

  237. @Nefer
    14 maja o godz. 0:13
    Bo ja zgubiłam kabelek zasilający do laptopa i tak sobie leży ten laptop…

  238. Jerozolima stanie za kilka godzin siedziba ambasady USA w Izraelu. Zaraz potem zapewne stolica Izraela. Sprobujmy dociec jak do tego moglo dojsc..

    Do sklepu ze starociami w Jerozolimie wszedł turysta, rozejrzał się – same rupiecie bez wartości, zbiera się do wyjścia, patrzy, a tu przy drzwiach siedzi kotek i pije mleczko z miseczki. A ta miseczka – gościu oczom nie wierzy – porcelana z epoki dynastii Ming!
    – Wie pan co – mówi do sprzedawcy. – Ten kotek przypadł mi do serca na pierwszy rzut oka, niech mi pan go sprzeda! Dam za niego dziesięć szekli.
    – Nie mam mowy! – powiada sprzedawca. – To ulubiony kotek moich wnucząt, nie jest na sprzedaż.
    – Ale ja samotny jestem, a kotek – o, widzi pan – łasi się! – od razu mnie polubił. 50 szekli dam.
    – Wykluczone, wnuczęta by się zapłakały.
    Turysta jednak nie odpuścił, w końcu kot poszedł za tysiąc szekli.
    Gość wziął kota pod pachę, zmierza do wyjścia, ale w ostatniej chwili zatrzymuje się i powiada:
    – Wygląda na to, że kotek jest przywiązany do swojej miseczki. Pewnie by mu było za nią tęskno. Chciałbym ją kupić – dziesięć szekli dam.
    – A nie, nie! – mówi jerozolimski sprzedawca. – Miseczka jest z epoki Ming i jest warta dwa miliony dolarów… A takich kotów po tysiąc szekli to ja już przynajmniej osiemdziesiąt sprzedałem w ostatnich dniach

  239. Ewa-Joanna
    14 maja o godz. 0:24
    a próbowałaś kupić na jakimś internetowym portalu? mnie załatwiono pilota do 20 letniego telewizora, ale udało się nabyć na rodzimym portalu internetowym…

  240. Nefer
    a ile waży ten Twój sony? nigdzie nie ma info o wadze.

  241. @@Nefer, Konstancja
    Popatrzam. Zdaje mi sie, że kiedyś szukałam ale cena mnie odstraszyła, była chyba wyższa niż wart ten laptop. Może im przeszło.

  242. Kostka
    12 maja o godz. 23:39

    „Młodego musieliśmy odesłać do spania bo był padnięty po solidnym spacerze. Przynajmniej rodzice mogli w spokoju dostosować się do tegorocznych wytycznych w kwestii eurowizyjnego seczego…
    W tym roku należało wychylic kielicha kiedy na scenie pojawialy się : ogień, motywy marynistyczne, kapelusze, efekty pogodowe, wielkie bębny a także portugalskie pocztówki z jedzeniem.”

    Kostko mila,

    ja tez tak mam, ze ogladam Eurowizje co roku (it is a guilty pleasure) – mowie dzieciom, ze kicz musi byc naprawde zly, by mogl zaciekawic. Miedzy nami mowiac ogladam ten festiwal wojerystycznie – te 4 panie prezenterki i niektore piosenkarki, uhh – Cypr, zakochalem sie w minute!
    Ale dlaczego Polska wysyla amatorow z Powiatowego Domu Kultury, tego nigdy nie zrozumiem. Parada kiczu z ambicjami (oksymoron wiem) jest OK, ale dlaczego np. Estonia potrafi zachwycic a my ciagle do dupy. Aaa?
    Podejrzewam, ze Polska do dupy juz we wszystkim, nawet Eurowizji.

  243. Czy moge sie wtracic w sprawie laptopa?

    Mnie sie widzi, ze tam moze ktos probuje robic przy tym laptopie za duzo rzeczy naraz.

    Widzialem nie tak dawno na wlasne galy, ze gdy kobieta jednocześnie rozmawiala przez telefon, malowala usta oraz saczyla co chwila drinka, to niedlugo potem przelatywała przez przednią szybę swojego samochodu. Ona za duzo chciala dokonac w tym samym czasie

  244. To ostatnie bylo w ramach sprowadzania dyskusji z powrotem do tematu dyzurnego

  245. – Podobno minuta śmiechu wydłuża życie o 5 minut.
    – To zależy z kogo się śmiejemy. Jesli z meza, wydluza. Ale jesli z zony, to wice wersa

    If mama ain’t happy, ain’t nobody happy

    https://www.youtube.com/watch?v=h9eVKlF6kKw

  246. Dzisiaj odbyl sie Dzien Matki na Bergamutach

  247. U nasz tesz ale wczoraj (inne Bergamuty) – ja chce do mamy! Ale gdziez ona?

  248. U mnie przełożony na następny tydzień, bo się matka szwendała po plaży.

  249. Dla wbocka. Jesli on wciaz czuwa

    Dzwoni telefon. Odbiera zdenerwowany dopełniacz:
    – Czego?
    – Ja nie do ciebie. Ja do kogo

    A to dla Lewuska. If you will

    Pewnego wieczornego poranka, młoda staruszka siedziała pod jesionnym dębem. Nic nie mówiąc, rzekła:
    – Jakie dziś upalne zimno.

    I nie ruszając się z miejsca, uciekła. Nikt nie zatrzymal sie zeby ja dogonic.

    Ps. To wszystko w ramach bryku kawalarskiego zapodanego przez Lewego. Cos cza robic nad ranem, nie?

  250. Czego nie mozna robic nad ranem to klikac na jakies tam linki do GW. Michnik zawsze wola o kase. Zawsze!

    Czy to jego desperacja finansowa? Czy po prostu zwyczajna chciwosc starozakonnego? Ale jam nie zaden tam anty! Czy jak to nazywajom.

    Takiej pazernosci, przejawianej w kasowaniu za kazde klikniecie na cokolwiek w Gie Wu, nie da sie zaobserwowac w codziennej WIELKIEJ prasie swiatowej. Czyzby NAJWIEKSZA codzienna gazeta polska, Gazeta Wyborcza pana Michnika chciala pobic konkurencje, kazac sobie placic za kazde klikniecie? Choc glowne gazety swiatowe tego nie czynia?

    Wielce innowacyja to metoda konkurowania na rynku news w wielkim swiecie. No ale to nie ja tylko Adasku M. zarabia dutki na rynku polskiej naiwnosci. Moze on i wie, chocby w przyblizeniu, co czyni

  251. act – 3:34

    „U nasz tesz ale wczoraj (inne Bergamuty) – ja chce do mamy! Ale gdziez ona?”

    Ona czeka na nasz

  252. ‚Są wśród nas osoby, które zapalą znicz w dniu matki. Które znów uronią niejedną łzę, a znajomy ból przeszyje serce. Osoby, które oddałyby wszystko, by móc podziękować za życie, wsparcie, trud w wychowywaniu. By móc przeprosić za to, że było się niesfornym dzieckiem, że nie zawsze układało się między nimi dobrze. Te osoby oddałyby wszystko za jedną krótką wspólną chwilę, dotyk rąk, przytulenie i usłyszenie jej głosu. Chciałyby, by ich dzieci pamiętały babcię nie tylko ze zdjęć, ale by wspomnienia wciąż były żywe. Są osoby, dla których dzień matki będzie smutnym dniem.’

    Dla mnie Dzien Matki jest smutnym dniem. Bo ja moja Matke zostawilem w Polsce

  253. Gdzie alez gdzie Ortequ,

    chcialbym pogadac, wyjasnic mnostwo spraw ale dobry Bog nie zezwala, do de z takim bogiem.

    E – Jko,
    ja najzupelniej serio Ewuniu: Twoja mama cierpi na Alzheimera, czy inna demencje?
    Jezeli tak, to serdecznie wspolczuje, zdarzylo sie, ze bylem swiadkiem cierpienia chorych i ich najblizszych doswiadczonych przez te chorobe kilka razy. A jezeli odczytalem Twoj wpis niewlasciwie, to wybacz.

    Pzdr

  254. Orteq
    14 maja o godz. 4:42

    Takiego Cie lubie.

  255. Orteq

  256. @act
    Niewłaściwie odczytałeś o co nie mam pretensji do ciebie ale do braku ścisłości z mojej strony – ta szwendająca sie po plaży matka to ja! Po prostu pomkłam na urlop nie kojarząc, że jakiś Dzień Matki mi wchodzi w paradę. Moja matka juz od 30 lat nie żyje.

  257. E-J

    Przepraszam, jestem napewno przewrazliwiony na punkcie wspomnianej choroby. Kilka razy zdarzylo sie mi sie w panice szukac takiej chorej osoby, na plazy takze.
    Forgive.

  258. Orteq
    14 maja o godz. 4:42

    Właśnie z powodu mamy, Ortegu, kiedy opiekowałem się nią jak była w demencji i narobiłem zdjęć, filmików i teraz oglądam, słucham, chciałbym, by było życie wieczne. Albo choć krótkie, żywe chwile z przeszłości, do których można by wskoczyć na życzenie, posiedzieć razem, pójść na grzyby, pogadać, powiedzieć to, czego się wcześniej nie umiało powiedzieć. Ale i tak mama jest, dokąd ja jestem.

  259. wbocek
    14 maja o godz. 6:43

    Orteq
    14 maja o godz. 4:42

    Ja tam z mama (nie zyje od 34 lat) gadam prawie co dzien, najczesciej sie kloce z nia i gniewam na nia (dala wiele powodow), a potem wyznaje milosc i prosze o wybaczenie.
    A mienie sie przeciez czlowiekiem racjonalnym.

  260. @act
    14 maja o godz. 7:05

    W każdym razie, dzieje się jakaś krzywda. Nawet święty Boże nie pomoże. Trzeba różańcować, protestować, jakoś to zmienić, tag ni moze być.

  261. wbocek
    14 maja o godz. 7:17

    No jak protestowac, kiedy nie ma komu w morde dac za ten Wielki Skandal Metafizyczny

  262. Nefer
    14 maja o godz. 0:13

    Jakikolwiek mini usb. Nawet nie wiem gdzie oryginalny z pudełka bo za biurkiem mam wężowisko dwumetrowych kabli nabytych na amazonie i tym ładuję co popadnie.

    Rozchodzi się o takie wężowisko jakie miał Indiana Jones w „Poszukiwaczach zaginionej Arki”? Czy masz jeszcze większe? 🙂

    Ah, zo. To zwracam honor do kieszeni, z podziękowaniem

    To ja, z podziękowaniem, pozwolisz, że umieszczam natenczas w puzderku poważnie ozdobnym. Bo mamusia mówiła, żeby nie latać po podwórku z wypchanymi kieszeniami. Przy koleżankach nie wypada, gdy chłopiec chce być elegancki i au courant. 😉

  263. @ wbocek
    13 maja o godz. 22:58

    Znaczy różne szkoły. Zarówno w podstawowej, jak i w średniej wbijano mi do głowy, że „jest napisane” to jedyna dopuszczalna forma bezosobowa. A nauczyciele byli przedwojenni; w średniej, to nawet z doktoratem.
    Osobiście zgadzam się z Twoją tezą permanentnego rozwoju języka w sensie dopasowywania do zmieniającej się rzeczywistości. Z jednym zastrzeżeniem. W różnych okolicach rozwój jest różny. Jeżeli państwo nie dba o oficjalną (zmieniającą się) jednolitość, to mamy problem, bo np. @wbocek uważa, że zmiany zaszłe w jego okolicy muszą być przez wszystkich zrozumiałe. O ile nowe wyrazy czy określenia są oczywiste i nie do uniknięcia o tyle zmiana gramatyki, szczególnie wynikająca z braku dyscypliny czyli zwykłego niechlujstwa, prowadzi prosto do utrudnienia porozumienia. Czego przykłady mieliśmy liczne nawet na tym blogu. Zabawa językiem jest miła i nawet pożyteczna w rymowankach czy esejowankach. W komunikacji ma sens jedynie z załączoną instrukcją. Bez niej brzmi jak insynuacje J. Kaczyńskiego.

    @ wbocek
    13 maja o godz. 23:20

    Załączyłeś bardzo wymowny przykład, za co dziękuję. Niestety, nie pojąłem co on ma do mego językotwórstwa. Mnie chodziło jedynie o wyraz i jakąkolwiek pseudo argumentację. W rzeczywistości nie mam pojęcia skąd słowo „siodełko” pochodzi.

    Ale dam inny przykład. Błąd stwórcy spowodował, że zawsze musiałem mieć przy sobie chusteczki. Z czasem chusteczki higieniczne czyli papierowe. Ponieważ określenie „chusteczki higieniczne” wydało mi sie bardzo długie i skomplikowane, przerobiłem je przekornie na „chusteczki higienistyczne”. Mówiłem tak latami, aż kiedyś pisząc w Wordzie jakiś tekst wklepałem to określenie i bardzo się zdziwiłem, gdy tenże stwierdził jego błędność. Kilka minut trwało, nim dotarło do mnie, co autor miał na umyśle. Tak technika pomogła mi wrócić do rzeczywistości. Tym bardziej, że inna technika uwolniła mnie w końcu od chusteczek. Zwłaszcza higienistycznych.

  264. Qba
    14 maja o godz. 8:30

    Qbku, a nawet Wqbeczku, przykład sobie był jako przykład pokrętnych logik w języku, które w jednym miejscu są i da się rzecz tłumaczyć logfiką klasyczną, w innym miejscu logiki nie ma, więc nawet się odwracać w jej stronę nie ma po co. Kiedy rzecz powstaje bez znanego z imienia i nazwiska autora – jak na przykład Biblia – trudno szukać porządku, konsekwencji i autorskiej logiki.

  265. Qba
    14 maja o godz. 8:30

    A te błędnie używane imiesłowy, być może, zawsze będą błędne i zawsze będą, jak Polska długa i szeroka używane.

    Tylko nie wmawiaj mi takich głupstw, że „@wbocek uważa, że zmiany zaszłe w jego okolicy muszą być przez wszystkich zrozumiałe”. Gdybym tak uważał, powinienem, jako trawożerny, trupy w sklepie sprzedawać, a nie gęgolić o języku.

  266. Tanaka
    14 maja o godz. 7:44

    doczytałam. Na moich instrukcjach z gugla nigdzie ich nie było. Torebka cukru na szyi….nie wiem, czy nie zegnie mi karku.
    ale większą przeszkodą jest cena. Nie wspominając o ilości funkcji, które tenże aparacik posiada…
    dziękuję za linka.

  267. Ewa-Joanna
    13 maja o godz. 23:46

    zezem
    13 maja o godz. 23:47

    Nefer
    13 maja o godz. 23:48

    Dziekuje. Zrobie to pokaze co robie.

    pozdrowka
    ~l.

  268. @ wbocek
    14 maja o godz. 9:21

    Jest sobie Polska. Należy do UE. Stosuje w związku z tym (w sposób na ogół wymuszony) wiele standardów. Nie dotyczą one języka polskiego, bo to wewnętrzna sprawa kraju. Jak już tu pisałem, rozmawiałem kiedyś zupełnie prywatnie z panem Bralczykiem (w czasach, gdy występował cyklicznie w TVP jako językoznawca). Na moje pytanie dlaczego nie wprowadza się ogólnopolskich reguł językowych, odpowiedział – A po co?
    Ponieważ Polska to duży kraj, więc tworzą się różne odnogi językowe. W mojej przykładowo, zwrotność czasowników „pytać”, „patrzeć”, „świecić”, itd. jest traktowana jako błąd. Podobnie, jak „pisze” zamiast „jest napisane”. Te przykłady są głównie natury estetycznej choć wprowadzają również zamieszanie, np. „Ja się Ciebie pytam”. To w końcu kogo?
    Jednakże niechlujstwo językowe to również wypowiedzi rydzykowe czy kaczyńskie, które upubliczniane i powszechnie słuchane prowadzą do zupełnego zdziczenia języka i odebrania mu podstawowej funkcji, czyli przekazu jednoznacznej informacji. Brak centralnej instytucji stanowiącej oficjalną formę państwowego języka, z wymogiem stosowania przez wszystkich działających publicznie, jest tragedią. Oczywiście wpisuje się to w ogólnopolskie niechlujstwo, obejmujące np. wizualizację nazw ulic. Już nie tylko w miastach, nawet w dzielnicach jest różnie. A to przecież ważna informacja, szczególnie w dobie powszechnej mobilności samochodowej. Prowadząc samochód nie mam praktycznie szans na odczytanie nazwy ulicy, bo nie wiem gdzie jest umieszczona ani jak może wyglądać. Szczgólnie bogata kolorystyka przypomina sen wariata, albowiem dobór barw tła i liter jest tak mało kontrastowy, że wyklucza praktycznie szybkie rozpoznanie.

    Wyobraź sobie, że w kraju podobne reguły dotyczą kodeksu drogowego. W niektórych dzielnicach kolor żółty zastąpiony jest fioletowym, a pasy są w kwiatki i nie mają nic współnego z przejściem. Oczywiście obywatele się przyzwyczają. Nie mają wyjścia. Zamiast wymyślać nowości, będą się uczyć lokalnych folklorów. A to, że parę osób więcej zgnie, no cóż. Bóg tak chciał.

    Jeżeli chcemy żyć w grupie myślących, to musimy usystematyzować duperele. Tak, jak usystematyzowaliśmy kodeks drogowy, gniazdka elektryczne czy zamki błyskawiczne. Te ostatnie wydają się być oczywiste, ale spróbuj porozmawiać o nich z fachowcem. To zupełnie inna bajka, dla większości prawie niezrozumiała.

    Tak samo jest z językiem. Ma działać jak zamek błyskawiczny – pewnie i jednoznacznie. Poza tym, możesz robić z nim pywatnie co chcesz. Ale nie dziw się, jeżeli wytwór Twojej fantazji (wynikający z doświadczenia i lektury podręczników licznych autorytetów) jest dla innych czasem niezrozumiały. Rozumiem, że jest Tobie trudno to pojąć, bo brak Tobie dystansu. A takowy pojawia się, gdy uczysz się obcego języka w obcym kraju. Po dwóch tygodniach, gdy nauczyłeś się dogadywać w danej grupie, przenosisz się do innej grupy (cztery przecznice dalej) i prawie nic nie rozumiesz. Bo słownictwo inne, bo wymowa inna. Po paru latach masz te wszystkie niuanse opanowane i nie zwracasz na nie uwagi. Ale te różnice są! I dlatego taka ważna jest centralna unifikacja i wymóg jej oficjalnego stosowania. Każde szanujące się państwo czyni to od dawna. Polacy są widocznie narodem, który tylko na chwilę wpadł na tę Ziemię, więc nie ma co tracić czasu na pierdoły, bo w niebie wszyscy rozumieją się bez słów.

  269. konstancja
    14 maja o godz. 9:38

    aaaaa, znaczy, jesteś zainteresowana nabyciem, drogą kupna, jakiegoś urządzenia focącego? Aparat Wielkiej Mocy Neferki tani nie jest, fakt, a właściwie to zupełnie nietani. Wszystko jednak zależy od zamiarów fotograficznych i rozmiaru portfela. Czy mają być pstryki, czy coś więcej, czy raz w rok w Skiroławkach, czy codziennie po dwie godziny, z szybowca alboco.
    Jeśli posiadasz adekwatny zamiar, być może nadadzą Ci się jakieś moje podpowiedzi.

  270. Qba
    14 maja o godz. 10:55

    Qba, wszystko ładnie, pięknie i w ogóle, ale w żadnym razie nie jest tak, że „podstawową funkcją języka jest przekazywanie jednoznacznych informacji”. Jeśli mówisz o obróbce skrawaniem – to zgoda. Ale to fanaberia. Ludzie gadają dla wyrzucenia z siebie emocji, pokwilenia, że pragną przytulenia, wyżalenia się, zwrócenia czyjejś uwagi, gadają do innych i do siebie, żeby odpędzić uczucie samotności, albo dla wyrażenia radości. Nie ma w tym ani jednoznaczności ani czystej informacji. Jakąś tam nadbudową, kruchą i niepewną jest „przekazywanie jednoznacznych informacji”. Gienek: Te, chcesz w mordę? Marjan: a ty w ryja? I to się nazywa jednoznaczność, zwłaszcza, jak po słowach nastąpią precyzyjne czyny. Bo już o poezji i literaturze, filmie, piosnce rzewnej i kościelnej nie wspomnę. Albo takie coś: „Boże, choć cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję” – zadanie ponad siły prof. Bralczyka: ile w tym „jednoznacznego przekazu informacji”, a ile czegoś całkiem innego – i czego?

  271. Qba
    14 maja o godz. 10:55
    pytanie nie do mnie, ale …co robi i czy istnieje jeszcze Rada Języka Polskiego? kiedyś ustanawiała pewne normy, orzekała o poprawności językowych wygibasów albo codziennego użytkowania polszczyzny. „Wyśmiewała” też tzw. nowomowę, radosną twórczość naszych rodzimych zwisów męskich czy zwisów sufitowych. Wydawała tzw. zalecenia, bo wszyscy w Radzie mieli świadomość istnienia różnic językowych.
    Mam wrażenie, że to ciało jeszcze istnieje, ostatnim ich orzeczeniem było ujednolicenie pisowni NIE z różnymi częściami gramatycznymi (nie nazwę tych części, nie pamiętam). ALe to było kilka lat temu. Może mało się reklamują, może media nie piszą o jej działalności- trudno mi orzec.

    Natomiast na polu unifikacji tablic z nazwami ulic zauważam sporą poprawę. Tło w większości jest niebieskie, nazwy białą farbą pisane, różne jest liternictwo. Sporo jeszcze do zrobienia, ale samorządy jakoś ten temat opanują. Mam przynajmniej taką nadzieję.

  272. @Tanaka

    Jak pisałeś o Mont st. Michel. to mi się przypomniały moje najlepsze lata i to także w turystyce. Był to tzw. „późny Gierek”. Miałem już oszczędności dewizowe po stażach we Francji, byłem zdrowy, a dostęp do atrakcji turystycznych był na ogół nie ograniczony ciżbą . Na Mont st. Michel byłem kilka razy z krewnymi, którzy mnie odwiedzali w Paryżu. Miałem dla wszystkich stałą trasę po Paryżu, potem zamki Loary, Mont st. Michel i St. Malo! Spotykałem już Polaków (wszędzie), ale nie było ich dużo, a poza tym byli przyjaźni i nie tylko oni, ale i inni. Wszędzie spotykałem się z życzliwością.
    W St. Malo widziałem dwie niezwykłe sytuacje niemożliwości komunikacyjnych, na parkingu znaki równocześnie w obu kierunkach (strzałki obok siebie), takie „ciepło-zimno dzisiaj” i korek niemożliwy do rozładowania. Na skrzyżowaniu typu T stały auta z wszystkich 3 stron, pyskami się dotykające, a czwartej możliwości nie było, bo to było pod murem, okalającym miasto i z tego muru obserwowałem ten bezruch. Trzeba wiedzieć, że uliczki są bardzo wąskie, dlatego radzą nie wjeżdżać wcale, a jest potężny parking przed murami. Musiał się stać jakiś cud, bo na drugi dzień tego korka już nie było. Podobną sytuację przeżyłem w godzinach szczytu przed dworcem kolejowym Gare de l’Est- setki samochodów, pchających się na siebie na dużym placu i kompletny chaos. Sądziłem, że zostanę tam do zimy. Miałem bardzo stary samochód i dlatego byłem odważny i jakoś po godzinie „wyszłem” z tego burdelu bez szwanku. Nowym fiatem już nie szarżowałem i gdy przegapiłem zjazd z ronda Etoile to okrążałem je do skutku.
    Podobnie przy różnych atrakcjach w Rzymie, Wenecji i szczególne w Bernie. Gdy wracałem z żoną przez Szwajcarię, to niedziela zastała nas w Bernie. Szukaliśmy dla niej katolickiego kościoła, ale bez skutku. Wypiliśmy kawę przy stoliku na rynku – cisza, bez ludzi, czysto i spokojnie, sielanka! Nawet nie pamiętam, czy były jakieś samochody w pobliżu. Marzyłem wtedy o wzbogaceniu się i zamieszkaniu w tym ślicznym, czystym i spokojnym mieście. Ileś lat później z grupą przyjaciół próbujemy się przepychać przez być może tysięczny, hałaśliwy tłum turystów – urok prysł! Już nie żałowałem, że się nie wzbogaciłem!
    Dziś wszędzie tubylcy hamują napływ tłuszczy, zakazy i/lub kilometrowe i wielogodzinne kolejki. W Londynie odstraszyła mnie kolejka do klejnotów koronnych, wolałem je oglądać na obrazku.
    Z podobnego powodu, będąc łącznie 3 lata w Paryżu, nigdy nie byłem na wieży Eiffla! Można było piechotą na któreś piętro, ale byłem zbyt leniwy, a do windy były zawsze kolejki. Wystarczył mi widok centrum Paryża z wieży katedry Notre Dame, albo panorama z Montparnasse (Tour du Maine).

  273. @ Tanaka
    14 maja o godz. 11:14

    Dokładnie to samo możesz napisać o kierowcach – każdy z innego powodu siada za kierownicą. A jednak udało się wprowadzić podstawową zasadę (dojechać cało do celu), której podporządkowano inywidualne zachciejstwa. Czy uważasz, że nieuporządkowany komunikacyjnie język powoduje mniej ofiar, niż indywidualizm na drodze?

  274. @Qba
    14 maja o godz. 10:55

    Chcesz się uśmiać? To przypominam, że na zgniłym Zachodzie próby unifikacji znaków drogowych pod naciskiem genderowego lobby doprowadziły do tego, że pasy (zebra) nie są czarno-białe a tęczowe! Podobnie z światłami, bo tam gdzie „chłop w kapeluszu” prowadzi dziecko nieokreślonej płci (lub określonej – wtedy jeszcze gorsza dyskryminacja) krzywdzi nienamalowaną babę w jeszcze większym kapeluszu.

  275. @ konstancja
    14 maja o godz. 11:16

    Jak długo w Polsce nie będzie ustawowej, konstytucyjnej kontynuacji, nie widzę szans na poprawę. Przecież każdy, kto dorwał się do władzy, natychmiast ustawowo mądrzeje i zabiera się za zmiany tego, co ma przed nosem, czyli np. oznakowania ulic. Właściwe zadania urzędu są dla jego umysłu i tak nieosiągalne. Czyli głupcy głupio wybierają głupców. Na chwałę pana Watykana.

  276. Qba
    14 maja o godz. 10:55

    Pojechałeś, Qbo, kompletnie w bok. Jeśli chcesz ściśle kodyfikować codzienny – MÓWIONY – język Polaków, przegrałeś na samym starcie, a ja bym w takim kraju nie chciał żyć. Tam, gdzie jest potrzebny język ścisły – on JEST. To język terminów. Dla codzienności ścisła terminologia nie jest potrzebna, a i błędne formy rzadko są przeszkodą w porozumiewaniu się, a tam gdzie są, można wyjaśniać. Bardzo częsty brak porozumienia nie jest efektem różnic językowych, lecz zadziorności, ambicji, osobistej kultury, niezdolności do uznania własnych słabości.

    Nie wiem, skąd wziąłeś nieistnienie w Polsce nadrzędnego ciała językoznawczego, zajmującego się kodyfikowaniem języka i wprowadzaniem zmian. Istnieje Rada Języka Polskiego przy PAN. Jest w PAN Instytut Języka Polskiego. Istniał Komitet (lub Komisja, – nie pamiętam) Standaryzacji Nazw Geograficznych Świata. Jeśli sądzisz, że tworząc instytucje, poprawisz komunikację, jedziesz przodem do tyłu. Niczego odgórnie nie zmienisz, choćbyś wprowadził policję językową. Natomiast zasilisz grono szlachetnych i jałowych – na szczęście nie jesteś natrętny – purystów.

  277. @ Antonius
    14 maja o godz. 11:35

    Mam to na codzień. Kretynizm, ktory – na szczęście, na razie – nie dotyka meritum. Sylwetka wyświetlana na skrzyżowania jest mało istotna – ważny jest kolor i położenie światła. Gorzej jest z pasami ale tylko nieco, bowiem pasy są informacją głównie dla pieszych. Dla kierowców najważniejszy, bo najlepiej widoczny, jest znak drogowy, a ten pozostaje bez zmian.

  278. Tanaka
    14 maja o godz. 11:07
    gdy oglądam wasze zdjęcia, chciałabym mieć takie możliwości. Niespodzianką było stwierdzenie Tobermory`ego o rodzajach aparatów, którym zrobił śliczne zdjęcia. Jak widać, nie tylko w technice bariera. Czasem wystarczy zwykła „małpa”.
    Ale skorzystałam z jego rady przy fotografowaniu wnętrza tulipanów. Co prawda, skończyło się zabrudzeniem obiektywu słupkiem tulipana, zdjęcia potem były nieczytelne, dziecko miało stosowne bibułki i oczyściło.

    Technicznie aparaty nam się starzeją i coś, co było nowością kilka lat temu, dziś już trąci myszką. Noszę aparacik przy sobie i zdarza mi się przynajmniej dwa, trzy razy w tygodniu zrobić jedno zdjęcie ( nie lubię aparatów telefonicznych do tego celu- może w sytuacji awaryjnej), szczególnie teraz wiosną, gdy przyroda zadziwia. Czasem nie tylko przyroda zaskoczy; przydałoby się coś solidniejszego, co uszczegółowi szczegóły.
    Anioł złoty na obiekcie odległym o 1000 m. zrobiony moim aparacikiem byłby złotą plamą.
    Nie żebym ganiała za nowinkami…ale z czasem trzeba będzie czegóś nowego. W skarbonce same 5 złotówki, ciężar już spory. Drugą skarbonkę napełniam tym samym nominałem, w zapasie jest trzecia. Może trzeba będzie zmienić nominał na większy.

  279. @ wbocek
    14 maja o godz. 11:38

    Znaczy niezrozumiale piszę. Nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że chcę ściśle kodyfikować codzienny – MÓWIONY – język Polaków. Zawsze chodziło mi tylko i wyłącznie o język używany oficjalnie i publicznie. A więc język wszelakich urzędów, mediów, szkół i uczelni, itd. Prywatnie możesz mówić jak chcesz ale zawsze powinieneś mieć szansę zrozumieć jednoznacznie oficjalny przekaz.

    Jeśli sądzisz, że tworząc instytucje, poprawisz komunikację, jedziesz przodem do tyłu. No patrz pan, a kodeks drogowy instytucjonalnie poprawił, mało – umożliwił komunikację. I to jak! Wystarczyło instytucjonalnie KONSEKWENTNIE egzekwować przepisy i zaczęło działać.

    Samo istnienie jakiejś instytucji nie zmienia niczego. Instytucja musi mieć wpływ na działanie społeczeństwa i narzędzia egzekwowania – tak jak np. policja drogowa. Chcesz korzystać z dróg publicznych – stosuj się do kodeksu. Chcesz publicznie nadawać, pisać czy nauczać – stosuj się do oficjalnych reguł językowych.

  280. konstancja
    14 maja o godz. 11:16

    Nie wiem czy jeszcze jest, ale zakladam ze jest i dalej dziala. Niemniej Rada sobie, a zycie sobie, czyli ludzie gadaja jak umieja, lub nie umieja.

    Jak slysze slowa konczace sie literka „ą wymawiane „om„, to sie zastanawiam, czy tak wymawiajacy rowniez tak zapisuja?

    Tak wiec Rada sobie, zycie sobie, czyli zycie gora.

    pozdrowka
    ~l.

  281. Qba
    14 maja o godz. 11:37
    czy trzeba tu zaraz konstytucji (rozumianej jako ustawy, uchwały rady miasta) żeby ujednolicić oznakowanie ulic, placów. Może potrzeba na to kilku lat, bo widać, ze potrzeba jest zauważalna przez gospodarzy. To są spore koszty, a biorąc pod uwagę nieplanowane wydatki miast na edukację (po deformie ministry Zalewskiej) sprawa może się wydłużyć.
    Byle tylko nie znalazł się nowy dyktatorek i nie nakazał zmieniać tła lub liternictwa np na czerwony. Lub zielony.

    W wielu powiatowych miastach do niedawna były tablice beżowe tło z czerwonymi literami. Jesli słońce nie świeciło w tablicę, nawet z okna samochodu dało się odczytać.

    Teraz umieszcza sie nazwę ulicy z oznakowaniem numeracji ( schodkowo jako rosnącą lub malejącą) i nazwą dzielnicy. Takie są trendy w Europie, być może wynikające z przepisów unijnych. Jeszcze kilka lat temu w tym temacie panowała wolna amerykanka

  282. lonefather
    14 maja o godz. 12:15
    istnieją specjaliści w wymawianiu Ą jako ON lub OM.
    Np. p. Ryszard Kalisz, ale i wielu posłów z każdego ugrupowania sejmowego, choć specjalizują się w tym Jarek Kaczyński i jego akolici.
    Mam wrażenie, że oni świadomie tak mówią, bo jak mawiał kiedyś Jerzy Dobrowolski – ten moment musi niewątpliwie nadejść. Oni (ci posłowie, ale ogólnie władza) muszą iść w ślady swojego przewodnika i albo takimi końcówkami, albo odpowiednim akcentem określić swoją przynależność do władzy.
    ‚https://www.youtube.com/watch?v=P9sYNJ-4fc8

  283. Precyzja.

    Spotkali sie Eskimos, Europejczyk i Etiopczyk, gdzies i z jakiejs okazji.

    Europejczyk zagail:
    – W moim kraju jest teraz 20 centymetrow sniegu.
    Eskimos:
    – A jakiego jakiego rodzaju sniegu?
    Etiopczyk:
    – A co to jest snieg?

    Na doprecyzowywaniu i wyjasnianiu zeszlo im radosne pare godzin i wszyscy znacznie wzbogacili swoja wiedze o swiecie i sobie nawzajem.

    pozdrowka
    ~l.

  284. gdzieś od 4.14 minuty

  285. konstancja
    14 maja o godz. 12:23

    Czy to oznacza, ze Ryszard Kalisz dryfuje w strone prezesa? I Pani Lubnauer tez, bo tak jak ona wdziecznie i wyraznie wymawia om, to juz malo kto potrafi…

    Zeby to bylo takie proste… Moze to jakies regionalizmy som z tym om?

    pozdrowka
    ~l.

  286. konstancja
    14 maja o godz. 12:23

    A moze oni som podswiadomymi wyznawcami Lamaizmu?

    om mani padme hum…

    W wersji magiczno leczniczej mozna sie zapoznac tutaj:

    „https://www.youtube.com/watch?v=1JiNmIzZx2w

    pozdrowka
    ~l.

  287. @zezem
    13 maja o godz. 23:20

    Rowerzysta z prawej – ta nowość konsekwentnie dociera i na polską, głęboką prowincję 🙂 Mam na myśli nowe ronda, budowane z okazji remontu dróg lub tworzenia obwodnic: często mają one osobny pas ruchu dla rowerów i kierowcy zjeżdżający z ronda powinni ustępować rowerom kontynuującym jazdę dookoła. Dodatkowo ustawiane są znaki D-6a/b, aby przypominać kierowcom o konieczności wykręcania głowy w prawo. Z mojego doświadczenia rowerowego – wciąż lepiej nie zakładać, że auto ustąpi, choć sytuacja się poprawia, ludzie się uczą nowinek z dekadenckiej Europy cyklistów 😉

  288. To dorzucę do znaków przejścia dla pieszych 🙂
    https://i.pinimg.com/736x/2c/94/3a/2c943a63fb8dc1a55a2324b89ac2b463.jpg

  289. Ewa-Joanna
    14 maja o godz. 12:44

    UFFFFFF…..

    Dobrze, ze nie zapodali w opcji latajacej…. , co nie?

    pozdrowka
    ~l.

  290. „I’m Mary Poppins y’all!” 🙂

  291. Maciej2
    14 maja o godz. 12:51

    Niezle, niezle…. tylko musisz uwazac jak wymawiasz, zeby przypadkiem ktos nie uslyszal, ze sie ozeniles z propisem….

    podrowka
    ~l.

  292. lonefather
    14 maja o godz. 12:29
    Kalisz zawsze tak mówił. Z pewnością od czasów, gdy pełnił funkcje publiczne.
    Pamiętam, gdy kiedyś Marek Sawicki, będący Ministrem Rolnictwa „pojechał” podlaską gwarą, z zaśpiewem. To było piękne, lubię słuchać Podlasiaków, ale na oficjalnej funkcji rządowej nie wypada lub można zostać niezrozumianym.

    Myślę, że w przypadku p. Lubnauer to maniera z centralnej Polski (Łódź?), choć wydaje się być pewnym niechlujstwem językowym.
    Ędward Ącki był takim przykładem poprawnej poprawności.

  293. @lonefather
    14 maja o godz. 12:54

    Jako że mam bruzdę dotykową i gorszy sort wypisany na zdradzieckiej mordzie, pomyłka nie wchodzi w grę 🙂

  294. Maciej2
    14 maja o godz. 12:59

    Ty to masz dobrze …. (lol)

    pozdrowka
    ~l.

  295. konstancja
    14 maja o godz. 12:55

    Ciekawe byloby uslyszec Paniu Lubnauer jak wymawia trojkąt…, czy trojkomt ?

    pozdrwoka
    ~l.

  296. trójkont

  297. Qba
    14 maja o godz. 11:54

    Qba, jak Boga kocham, mówię tylko dlatego, że żona leży zatruta, a ja muszę obiad dla zatrutych kombinować. Pewnie dla niej będą sucharki z herbatą, ale ile to trzeba przemyśleć, żeby na to wpaść. Mówię więc, że po ostatniej reformie straszono nawet policją za używanie mięsnych słów w miejscach publicznych i karami dla handlarzy sprzedających towar bez polskich tłumaczeń instrukcji, i w ogóle było dużo szlachetnych intencji względem publicznej językowości. Szlachetne intencje mają w Polsce to do siebie, że mają krótki żywot, bo są głupie.

    Dawanie analogii drogowych z paroma zasadami ruchu do ogromu materiału językowego jest niepoważne. Kodeksu drogowego można się nauczyć na pamięć przed kursem lub w czasie jego trwania – to malutki pryszcz w porównaniu z językiem. Będzie ładnie i poprawnie mówił i pisał tylko ten, kto od dzieciństwa polubił czytanie i czytał intensywnie co najmniej kilkanaście lat, a nie dwa, trzy tygodnie na kursie na prawo jazdy. Nikt się nie nauczy praktycznie poprawnego języka ze studiowania gramatyki i słowników – musi być intensywny kontakt z ładnym, bogatym i poprawnym językiem innych. To mogą zapewnić tylko rodzina i szkoła, a nie jakieś inne instytucje. A błędy będą popełniać nawet najlepsi. Nie pojedyncze błędy mówią o człowieku, lecz co innego. Więc, Qbo, Twoje zdanie „Te ostatnie wydają się być oczywiste” jest niepoprawne i pokazuje jak będzie z proponowaną przez Ciebie i zadekretowaną poprawnością (dekretów był ci i jest u nas dostatek). Błędy to może najmniej ważna rzecz nawet w publicznej komunikacji – nie są one sprawcami nierozwiązywalnych nieporozumień. Tak jak i Twoja niepoprawna konstrukcja „wydają się być” (dość powszechna i na blogu) na pewno nie jest takim sprawcą. Poprawna: „Te ostatnie wydają się oczywiste”. Jest to konstrukcja identyczna jak orzeczenie imienne z łącznikiem „być” („jest”). „Wydaje się” spełnia funkcję tego łącznika. „Wydaje się być” to rażący delikatne ucho łamaniec językowy. Ale s griechom popołam i z łamańcami w uchu da się żyć.

  298. konstancja
    14 maja o godz. 12:55

    Przepraszam, konstancjo, ale chyba rozumiesz, że niepoważnie wyglądają narzekania na cudzy język, kiedy w tymże narzekackim tekście sama piszesz: „wydaje się być pewnym niechlujstwem językowym”. Przed chwilą skomentowałem to pod adresem Qby.

  299. wbocek
    14 maja o godz. 13:22
    poprawiam się : jest niechlujstwem językowym.

    ale zdumiona jestem, ze mój wpis jest narzekackim tekstem.
    Musze chyba zrewidować swoje tony

  300. konstancja
    14 maja o godz. 13:11

    Omajgocie !

    To jest straszne dopiero! Ten trojkont, znaczy sie. To moze znaczyc, ze ma uklad trzech kont … skad prosta droga do domniemania, ze przeplywy miedzy nimi to moze byc „pralnia”…

    Tak zle, a tak jeszcze gorzej. I tu najlepiej widac jak wazna jest poprawnosc i precyzja, a nie regionalna maniera wymawiania.

    pozdrowka
    ~l.

  301. konstancja
    14 maja o godz. 13:26

    No i widzisz jak wazne bylo pytanie Eskimosa o „rodzaj sniegu”?

    pozdrowka
    ~l.

  302. konstancja
    14 maja o godz. 13:26

    Teraz ja się poprawiam, konstancjo. Przepraszam, nie chciałem Cię nazywać narzekaczką, a tekst -narzekackim w tym znaczeniu, że jest jakoś obsesyjny, krytykancki, lecz chciałem tylko w skrócie nazwać stronę krytykującą bez żadnych ubocznych intencji.

  303. konstancja
    14 maja o godz. 12:55

    Oj dawno nie śmialam się tak,jak teraz przy słuchaniu Dobrowolskiego,ktorego link podałaś 🙂 🙂

    Jeśli chodzi o końcówkę ,wymawianą w specyficzny sposób przez p.Laubner ,to absolutnie nie ma to nic wspólnego z regionem łodzkim. Wychowalam się w Łodzi i nie spotykałam tam tego typu wymowy. Ale końcówka „om”(robiom),lub „o”(robio) jest dość typowa dla środowiska wiejskiego i małych miasteczek w całej Polsce. Oczywiście są jeszcze wszelkie gwary,które rownież przynoszą swoją wymowę.

    Ale,ale – po wielu latach braku kontaktu z Polakami ( poza swoją rodziną) zwróciłam uwagę w polskim sklepie na wymowę zgłoski „dź”
    Oczywiście nie wszyscy,ale jest pewna część ( i to młodych ludzi),którzy wymawiają ją jak”dz”. A więc np.nie dźwięk,ale „dzwięk” itp

    No i to ,co zmienilo się w okropny,zastraszajacy sposób – to używanie przez wszystkich Polaków po prostu wulgarnego ,plugawego języka. Dotyczy to zarówno starszego,jak młodego pokolenia. Mężczyźni i kobiety na równi . To okropne,kiedy idą dwie młode kobiety ,prowadząc za ręce male dzieci ,a ich rozmowa wyglada tak,jak kiedyś pod budką z piwem.. Kiedyś Holendrzy pytali,co oznacza ten wyraz na „k”,słyszany tu najczęściej. Teraz nie pytają – po prostu już wiedzą. To bardzo smutne.

  304. wbocek
    14 maja o godz. 13:43

    🙂 🙂

  305. „Zawsze chodziło mi tylko i wyłącznie o język używany oficjalnie i publicznie. A więc język wszelakich urzędów, mediów, szkół i uczelni, itd. Prywatnie możesz mówić jak chcesz ale zawsze powinieneś mieć szansę zrozumieć jednoznacznie oficjalny przekaz.” Może jestem dziwakiem, ale prywatnie wkurzają mnie dziennikarze i prowadzący różne audycje tv i radiowe, nie stosujący akcentów, przecinków , pytajników i td., dukający ( yyyy.. eee. aaa.) nie potrafiący zadać krótkiego pytania, zbyt szybko i bełkotliwe i niezrozumiale mówiący. Ponadto razi zagłuszające mowę tło muzyczne o różnym natężeniu. Czy nikt z KRRiT tego nie zauważa i nie reaguje.?

  306. basia.n
    Gratuluję twojego wpisu na en passencie w odpowiedzi na mało sympatyczną upierdliwość @żabki.
    Tutaj też próbowała kiedyś rozstawiać ludzi po kątach.

  307. basia.n
    14 maja o godz. 13:45
    czasem mam wrażenie, ze ci z małych miasteczek i wsi chcą być arcypoprawni, a nie mając pewności co do wymowy wypowiadają końcówki odwrotnie, niż w ich wsi. Tymczasem dzieci w szkołach uczą się języka literackiego, choć pewne regionalizmy z pewnością odciskają swoje piętno.
    O pani Lubnauer wiem, ze jest łodzianką, stąd to przypuszczenie. Za insynuacje jednak przepraszam.

    Kiedyś przeprowadzono badania dot, poprawności językowej w zależności od regionu kraju. Najlepszą, najpoprawniejszą polszczyzną posługują się szczecinianie i mieszkańcy okolic. Językoznawcy tłumaczyli to tym, że choć większość tych mieszkańców to ludność napływowa, to jednak starali się, żeby ich pochodzenia nie było słychać w polszczyźnie, którą się posługują, starali się przestrzegać wszystkich norm językowych. Nie pamiętam, czy w badaniach uwzględniono progi wiekowe, ale biorąc pod uwagę, że wielu przesiedlonych było analfabetami, można przyjąć, że dopiero w Polsce uczyli sie polszczyzny w piśmie i w mowie. A uczyli ich przeważnie przedwojenni nauczyciele. Też często z naleciałościami i regionalizmami, ale może starający się….
    Uciekam od Polaków używających słów zastępujących przecinek lub kropkę. Juz w Europie wszyscy poznali znaczenie tego słowa.

  308. @konstancja
    14 maja o godz. 11:45

    Nie udzielałem porad dotyczących fotografowania wnętrza tulipana. To @tejot prezentował tu takie zbliżenia, a ja wówczas napomknąłem, że raczej preferuję nieco większy plan.
    Każdy obiektyw posiada informację, jaka może być najmniejsza odległość od obiektu przy zbliżeniach. Dla mojego nikonka są to 4 cm. Jeśli zbliżyć bardziej, obraz będzie nieostry.
    A kamera to faktycznie nie wszystko. Dobrze jest wiedzieć przed pstryknięciem, co się będzie chciało pokazać. Spojrzeć na obiekt i tło, sprawdzić, gdzie jest słońce…

    Dziś pod nickiem: lawendowa Prowansja

  309. konstancja
    14 maja o godz. 12:55

    To może ja teraz opowiem coś, co dotyczyć będzie tematu głównego poruszonego przez Antoniusa,jak również tych końcowek.
    Zaznaczama,że zdarzyło się to autentycznie.

    Jeden ze znajomych jechał jakąś podrzędną drogą w woj łódzkim. Z dala zauważył przed sobą jadącego na rowerze mężczyznę. Kiedy miał go już prawie mijać,mężczyzna nagle skręcił w lewo. Kierowca zahamował tak gwałtownie,że wylądował w pobliskim rowie. Wściekły i zdenerwowany wyskoczył z samochodu,krzycząc do mężczyzny z pretensjami,że nie wyciągnął ręki,aby pokazać,że skręca. A na to starszy mężczyzna odpowiedział mu : ” Panie, tu miskom i tu skryncom”
    Zdenerwowanie i wściekłość kierowcy przerodziła się w histeryczny śmiech….

  310. lecher
    14 maja o godz. 13:56
    KRRiT nie ma w programie zatrudniania osób z nienaganną polszczyzną, tylko pociotków i znajomych królika. Mogą seplenić, używać yyyyyeeeeeaaaa,moga nie mieć nic do pwoiedzenia na żaden temat, byle przekazywali to, co prezes wymyśli, wypowie lub co ma na myśli.

    To Kurwizja właśnie.
    I BMW

  311. basia.n
    14 maja o godz. 14:15
    🙂 🙂 🙂

  312. lecher
    14 maja o godz. 13:56

    Sporadyczne słuchanie radia zakończyłem wraz z odejściem w niebyt „60 minut na godzinę, ale w tamtych czasach miałem wręcz obsesję na tle „yyyy.. eee. aaa”. Dodam rozpoczynanie wypowiedzi przez pytanego od „To znaczy”. Wygląda to tak: „Yyy to znaczy eee chciałem powiedzieć aaa jedną rzecz”. Dawno temu wytykała takie stękanie Irena Dziedzic. Nic się nie zmieniło. Jeśli się nie znajdzie/znajdą pasjonat/pasjonaci, którzy poświęcą własne życie dla sprawy języka, ożywią na całą Polskę byłą świetną akcję jeszcze z PRL „Poczytaj mi, mamo”, nie uczulą nauczycieli uniwersyteckich, by uczulali przyszłych szkolnych nauczycieli, a media nie zaczną uczulać rodziców, jałowe narzekania będą trwać do końca świata.

  313. Tobermory
    14 maja o godz. 14:13

    Wczoraj oczywiście zdjęcia od razu obejrzałam ,znów na odległość oddychając czystym ,wiosennym powietrzem gór 🙂 Urocze świstaki!
    A teraz gonię do lawendy. To jedna z roślin,które bardzo lubię.
    Chociaż moje największe roślinne ulubienie to konwalie,które wlaśnie kwitną 🙂

  314. Wbocek
    Matkomojajózefieświęty, co się stało, że twoja żona leży zatruta? Czym na litośćboską. Chyba nie powietrzem świżem nadmorskim i kolonialnym
    Dopiero teraz dotarła do mnie powaga tej informancji., bo nie udzielam się chwilowo.
    W temacie pięknych fot może i miałabym coś do powiedzenia, ale nie mam z czym startować do takich amatorów, a jednak fachowców.
    Zresztą nie umiem przerzucić foty na blog.
    Taki ze mnie tuman tumanisty, że aż mi wstyd.
    Pogłaszcz mnie chociaż po głowie.

  315. Tobermory
    14 maja o godz. 14:13
    przepraszam za przypisanie Ci zasług.
    Ze strony fotograficznej jesteś przeze mnie zaliczany do pierwszej trójki, no-piątki autorów najlepszych fotografii na blogu.

    Przepraszam również @tejot. za odebranie mu zasług.

    Nie sprawdzałam, ile cm od obiektywu mojego aparatu może być obiekt fotografowany. Było słonecznie, nawet bardzo, miałam okulary słoneczne, a nie optyczne i stąd taki przypadek. Tłusta (?) plama na obiektywie. No i poza tym tulipany różnej wielkości.

  316. lecher
    14 maja o godz. 13:56

    Ciekawostka.

    Mimo że jestem językowcem z wykształcenia, zauważyłem dawno temu takie stękanie u siebie. Jeżuszmariat, nikt mnie niestękania nie uczył! Zdanie sobie sprawy z własnej słabości to połowa sukcesu. Zacząłem mówić ostrożnie, tam, gdzie zwykle stękałem – milczałem. W tamtym czasie piłem piwo, więc gadałem dużo – trening był fest. Może ktoś nie uwierzyć albo jestem wyjątkowo tępy: kontrolowane wychodzenie ze stękania dorosłego człowieka trwało ok. trzech lat. Z tamtego czasu mam też sporo obserwacji cudzego stękania. Najważniejsza konkluzja: ludzie prości, słabo uczeni mniej stękają od uczonych. Może dlatego, że niewiele mają treści do przekazania, mówią raczej stereotypami, ale też wiedzą, co chcą powiedzieć i mówią to płynnie. Stękanie jest wyrazem braku płynności myśli. No i podobnie jak np. palenie – małpowaniem dorosłych. Stękający rodzic, stękająca nauczycielka na bank wypuszczą stękające dzieci. Może są i inne przyczyny psychologiczne, ale nad tym się nie zastanawiałem.

  317. @basia.n
    14 maja o godz. 14:15

    W podobnej sytuacji mój szwagier dachował w rowie po urwaniu przedniego koła ciągnikowi, który niespodziewanie skręcił w lewo. Traktorzysta, który nie włączył migacza, tłumaczył, że przecież wszyscy wiedzą, że on tu ma pole 🙄
    Droga była krajowa, nr 8.

  318. mag
    14 maja o godz. 14:19

    Mag najmilejsza, głaskanie po głowie i nie tylko to obustronna przyjemność, więc z okazji, że żona śpi, mogę Cię głaskać. A żonę właśnie głaskałem po nodze, właściwie masowałem – dlatego zasła.

    Doszliśmy do wniosku, że jedyne, czym się mogła zatruć, to surowa papryka. Miewa kłopoty z trzuską i właściwie powinna pić tylko herbatę i jeść sucharki, ale co by to było za życie. Więc od czasu do czasu musi, jako mięsożerna, się porządnie zatruć – jak nie kiełbasą, to smażonym kotletem, jak nie kotletem, to papryką. Dobrze, że wczoraj było na działkach trochę jej znajomych z blaszkami, bo inaczej by musiiała spać w altance – nie dałaby rady wrócić rowerem.

    Dziękuję, mag, za głos takiej nieobojętnej dla ucha troski.

  319. Tobermory
    14 maja o godz. 14:13

    Zapachniało lawendą kwitnących pól. No i urokliwy Avinion ze słynnym mostem 🙂
    https://www.youtube.com/watch?v=BHsER0a7MGA
    Bardzo ucieszyły mnie zdjęcia z Mt. Ventoux. Były lata ,kiedy jak zamurowana oglądałam gorskie etapy Tour de France – oczywiście z Armstrongiem w roli głównej. Pamiętam tę Łysą Górę i dwóch cyklistów – Pantani i Armstrong.
    Zrobiłeś zdjęcia ludzi na rowerach,ale czy Ty sam byłeś tam na szczycie też na rowerze ?

  320. @basia.n
    14 maja o godz. 14:52

    Rowerem na Mt. Ventoux to może w następnym życiu 😉 Byłem samochodem i pieszo.

    A tu na deser – konwalie 😉

    https://photos.app.goo.gl/URlaUR3RmwzoHFcQ2

  321. Tobermory
    14 maja o godz. 15:06

    Tam być pieszo to też coś !

    Dziękuję za deser. 🙂

  322. @ wbocek
    14 maja o godz. 13:16

    Nigdy nie twierdziłem, że znam się na języku na tyle, by o czymkolwiek decydować. Ale jest w kraju dostatecznie dużo fachowców, by jakieś podstawy języka oficjalnego wypracować mogli.
    Odnośnie …wydają się być…. Czy ja Tobie wypominam pisanie o kimś „Kaziu” zamiast „Kazio”?

    @ wbocek
    14 maja o godz. 14:17

    W cytowanych przez Ciebie czasach obowiązywał „egzamin radiowy”, obejmujący oprócz samej wymowy również stylistykę itp. Tam, gdzie ja się czasem kręciłem, ten egzamin był bardzo ostry. I tylko o tego typu działania mi chodzi.
    Chcesz być nauczycielem? Musisz prawidłowo mówić w języku nauczania. Obojetnie czego nauczasz.
    Chcesz być reporterem? To samo.

    Oczywiście sam ukaz niczego nie załatwi. Do tego potrzebna jest zmiana mentalności z katolickiej (niewolniczej) na dorosłą (samodzielną). Aliści, po tym jak niejaki Wojtyła ogłosił się nieomylnym, bardzo się to wszelakim urzędującym w Polsce spodobało i szybko stali się wszechmocni, nieomylni, itd. A wierzący uwierzyli.

    @ wbocek
    14 maja o godz. 14:35

    Stękactwo jest przerażające. Usiłowałem słuchać kiedyś pani Olejnik… O dziwo, prywatnie mówi całkiem składnie (siedziałem obok niej w jakiejś knajpie). Są w zasadzie dwa wyjścia. Albo sie nauczy albo zmieni zawód. I tu mnie zaskoczyli – wybrali wyjście trzecie, czyli bez zmian.

  323. Są trzy rodzaje kłamstwa – kłamstwo ordynarne, półprawda i statystyka.
    Aby powiedzieć coś konkretnego o wypadkach powodowanych przez różne grupy kierowców na podstawie statystyki, należy mieć nie tylko porównanie ilości powodowanych przez nich wypadków, ale także różne inne parametry. Należy się np. spodziewać, że grupa 4 razy liczniejsza będzie powodować 4 razy więcej wypadków. Ważna jest też ilość przejeżdżanych przez nich kilometrów, bo jak więcej jeździsz powodujesz więcej wypadków. Wypadałoby też porównać pory i miejsca w których jeżdżą obie grupy – w wielkim mieście w godzinach szczytu, gdy jedziesz na zajęcia jest więcej wypadków niż na wiejskich drogach w weekend gdy dziadek jedzie o świcie na grzyby. Jadym słwem statystyka Pana Redaktora, to nie informacja, tylko raczej dezinformacja, czyli propaganda.

  324. Qba
    14 maja o godz. 15:33

    Qba, rozmowa staje się bezcelowa. Nikt nie musi wypracowywać żadnych zasad języka oficjalnego ani zwanego „podręcznikowym”, ani też zwanego „literackim”. bo one od wieków ISTNIEJĄ. To Ty prywatnie uroiłeś sobie taką potrzebę, jakby Polacy dopiero zeszli z drzew na ziemię bez języka. Czegoś chcesz, ale nie bardzo rozumiem, czego – może językowej policji.

    „Czy ja Tobie wypominam pisanie o kimś „Kaziu” zamiast „Kazio”?”.

    Dziecinna ambicja nie pozwala Ci się przyznać do oczywistego błędu w tekście, w którym traktujesz o językowej poprawności – tylko z uwagi na kabaretową wymowę kontekstu pokazałem Ci, że psu na budę się zdadzą Twoje reformy, skoro sam jesteś niereformowalny. Poza tym odpowiadasz dziecinną złośliwością na oczywistość. Pierw uzgodnij sam ze sobą, ososichozi, bo na razie prezentujesz bliską puryzmu amatorszczyznę.

    Pisanie „Kazia” to mój świadomy i celowy wybór(takich umotywowanych żartem lub czym innym wyborów czynię dziesiątki), a Twój błąd jest z niewiedzy (plus niezdolność do przyznania się do niej), więc kończymy o języku.

  325. Qba

    Napisałem Ci sporo wyżej: „Błędy to może najmniej ważna rzecz nawet w publicznej komunikacji – nie są one sprawcami nierozwiązywalnych nieporozumień”.

    W ostatnim swoim wpisie dałeś tego świetną ilustrację: nie błąd stał się przyczyną nieporozumienia, lecz Twoja ambicja, która Ci kazała odpowiedzieć złośliwością, zamiast przyznania się do błędu. To jest główna przyczyna blogowych i nie tylko blogowych nieporozumień.

  326. @ wbocek

    Przyznać sie do błędu można jedynie wtedy, gdy posiądzie się świadomość takowego. Ponieważ nigdy nie twierdziłem, że świetnie znam język polski, a jedynie jakąś jego wersję używaną w mojej okolicy, do błędu się nie przyznaję, a zwrot …wydają się być…. zaczerpnąłem z literatury i stosuję, bo jest dla mnie urokliwy. Jeżeli według Ciebie jest błędny, to go nie używaj. Natomiast Twoje tłumaczenie „Kazia” jest …

    Twoje stwierdzenie „Błędy to może najmniej ważna rzecz nawet w publicznej komunikacji – nie są one sprawcami nierozwiązywalnych nieporozumień”. jest – według mnie niechlujno-polskie. Błąd jest błędem, a na poziomie państwa może prowadzić wręcz do wojny. Historia jest pełna przykładów.

    Na tym kończę próbę „porozumienia ponad podziałami”. Skoro – jako fachowiec-językowiec – nie widzisz potrzeby zmiany czegokolwiek, to albo niczego z życia nie rozumiem albo poszukam innego fachowca.

    PS
    Z konieczności porównuję styl/sposób pisania na blogu różnych jego uczestników. Z prawdziwą przyjemnością czytam @Antoniusa. Jego teksty są treściwe, język czysty i zrozumiały, styl dopasowany do treści. Po prostu radość. Jedyna przykrość to fakt, że bardzo rzadko zdarza mi się z nim nie zgadzać. Bo pisać same potakiwania jakoś głupio.

  327. Qba
    14 maja o godz. 17:23

    „Błąd jest błędem, a na poziomie państwa może prowadzić wręcz do wojny”.

    „zwrot …wydają się być (…). Jeżeli według Ciebie jest błędny, to go nie używaj”.

    Pleciesz o języku, żeby pleść, nie mając o nim pojęcia. Więc i nie zobaczysz sprzeczności w swojej własnej, zacytowanej wyżej paplaninie. A zwrot nie według mnie jest błędny, bojowniku o ubzduraną czystość języka. Ty nawet mówić odpowiedzialnie, bez insynuacji nie potrafisz. Weź smoczek i idź spać.

  328. @@mag,basiu.n
    Pod waszym wpływem zajrzalem na blog Passenta.
    Podbnie jak @mag tez gratuluje Ci riposty udzielonej tej Kumkajacej żabce. Kto by sie spodziewał ze taka drobna pianistka (1m52 , o ile sie nie myle), a taka twarda. Szacunek, na prawdę.
    Przy okazji zacżałem czytac wpisy u Passenta i bardzo mi si spodobał @Pitekantrop.
    Chyba tam sie zacznę udzielać. Bo tu mnie trochę nudzi problem kierowców, dyskusje językoznawcze i takie trochę od sasa do lasa.
    Co nie znaczy,że się z blogu pana Jacka wyłączam,jak tylko będzie ciekawiej.

  329. ps
    zapomniałem Wam powiedzieć, że wrzuciłem na blog Passenta fragment Tokarczuk, żeby rozsierdzić tamtejszych antysemitów i wesprzece @pitekantropa

  330. Lewy
    14 maja o godz. 18:56

    Ja napisałam najpierqw do @ozzy w związku z jego ładnym wpisem o nadchodzącej dzisiejszej rocznicy. Podzieliłam się bardzo szczerze moimi impresjami.Ale zdawalam sobie sprawę,że tam odezwą się te antysemickie panie i może nie tylko. I miałam rację…
    A jeśli chodzi o twardość – jeśli jestem o czymś przekonana,walczę konsekwentnie 🙂 Ale tam nie chcę się tam udzielać, bo ludzie tak reagujący jak ci ogarnięci ślepą nienawiścią – są dla mnie nie do zniesienia. Będę Ci sekundować i jeśli będzie trzeba – odezwę się 🙂

  331. konstancja
    14 maja o godz. 11:45

    W sprawie świnki-skarbonki, może się skonsultuj z Neferką. Ona zbierała, młotkiem na koniec w świnkę walnęła i aparat nabyła drogą kupna.
    janiołka złotego na szczycie hełmu wieży w Mt St Michel, o ile pamiętam (do sprawdzenia) zrobiła nie na maksymalnym zbliżeniu jej Aparatu Wielkiej Mocy, ale przy jakiejś pośredniej wartości (200mm?).
    Owszem, nowe rozwiązania techniczne wchodzą do użytku co parę tygodni w sprzęcie foto i po jakichś 3latach wchodzi do sprzedaży kolejny model, mocno zmieniony (albo niekoniecznie) swojego poprzednika (Sony RX10 MkII nie był bardzo zmieniony wobec modelu wyjściowego Sony RX10: dłuższy zoom, ale ciemniejszy i o zmiennym świetle, oraz trochę lepsze parametry wideo i chyba cos jeszcze, ale nie pamiętam w tej chwili, natomiast matrycę miał tej samej wielkości i chyba silnik (przetwornik obrazu) taki sam. Model Mk III (Neferki) też ma matrycę tej samej wielkości co model wyjściowy. Tak więc zmieniają się różne parametry, ale nie wszstkie z takim samym postępe w czasie, a nieraz są to zmiany, poniekąd, oboczne. Jeśli komuś starczał obietkyw sięgający 200mm, a w dodatku bardzo jasny (czyli dobrze sobie radzący bez doświetlenia w słabych warunkach świetlnych), poraz pozwalający uzyskać małą głębię ostrości (co bywa bardzo przydatne przy foceniu obiektów niegłębokich, bardziej „płaskich”, gdy chcemy, żeby tło nie było ostre, wyraźne i zakłócało odbiór głównego obiektu skupienia naszej uwagi (np kwiaty właśnie, czy owad na płatku, z nieostrym tłem), to taki obiektyw będzie super i więcej nie trzeba. I starczy na sporo lat, bo to dobry aparat i szybko się nie zestarzeje. Jesli komuś zależy na sięganiu zoomem bardzo daleko (właśnie taki janiołek na szczycie wieży oddalonej o pół kilometra, albo wróbel na dachu katedry pod którą stoisz – wtedy zoom bardzo długi (z dużą krotnością) jest ważny. Matryca zaś (podstawowej wagi element w aparacie) jest na tyle spora fizycznie i ma tyle pikseli (ok 20 mln), że pozwala uzyskać czyste i ostre obrazy (tym bardziej, że obiektyw też jest wysokiej jakości – Zeiss), że można robić naprawdę duże powiększenia i drukować porządne fotogramy, albo pokazywać na bardzo dużym ekranie.
    Są też aparaty z mniejszą matrycą, mającą mniej pikseli, a także długie obiektywy, lub te o średnim zasięgu i również dające dobre rezutaty, choć nie aż tak dobre jak wymienione wersje Sony RX10. Są rzy tym sporo tańsze, choć i model wyjściowy Sony R10 z zoomem 2,8 i zasięgiem 2000 mm nie jest już specjalnie drogi, a jest jeszcze inny aparat tej samej klasy i z takiej samej wielkości matrycą, a dłuższym obiektywem – Panasonic FZ1000. Równie wysokiej klasy. Wybór masz dosyć spory, gdybyś chciała rozbić świnkę 🙂

  332. Lewy
    14 maja o godz. 18:56

    Małe uzupełnienie – 157 cm 🙂

  333. @basiu.n
    I tak Cię lubię, mimo, że jesteś taka duża

  334. Trudno na stare lata kierowcy w Polsce, mysle, ze jeszcze trudniej na poczatku tej drogi. Zdobywanie prawa jazdy, samo mi sie napisalo „zdobywanie”, bo to ma bardzo niewiele wspolnego z jakas sensowna procedura ulatwiajaca zycie obywatelom. 1. Zaporowa cena 2. Koniecznosc zdawania egzaminu z jak to sie ladnie mowi „budowy silnika” i wszelakich szczegolow technicznych. 3. Jakies cuda jazdy do tyl miedzy slupkami, 4. Chyba konjecznosc odbycia ilus tam jazd z instruktorem.
    A przeciez umiejetnisc jazdy autem jest obecnie tak potrzebna jak umiejetnosc wybrania pieniedzy z automatu, czy wyslanie wiadomosci elektronicznie.
    W Ameryce wiedza, ze uczen szkoly sredniej poza miastem musi umiec prowadzic auto i miec do tego prawo, zeby dojechac nie tylko do szkoly, zeby odciazyc rodzicow, a takze, zeby mogl podjac jakas prace, do ktorej musi dojechac.Dlatego prawo jazdy w niektorych stanach pod pewnymi ograniczeniami mozna dostac juz po ukonczeniu 14 lat. Dlatego tez wiele osob, ktore ma zabrane prawo jazdy dostaje dokument uorawniajacy go do dojazdu do pracy jedna ustalona trasa. Przeciez nie mozna czlowieka pozbawiac zarobku. Co do anegdot starczo -samochodowych.
    Media obiegla informacja, ze w jakim stanie policja zastrzelila 94-letnia kobiete, bo w ich bazie danych wyszlo, ze ze wzgledu na wzrok dwa lata temu nie odnowiono jej prawka. Musiala byc krewka staruszka bo tak sie awanturowala, ze zwyczajem amerykanskim pomylkowo, czy nie postrzelili ja policjanci smiertelnie. Opowiadam to z najwyzszym oburzeniem mojej 80+ przyjaciolce a ona z rozmarzeniem: „jaka cudowna smierc”.
    Moj dentysta opowiadal mi o swojej matce lat 98, ktora ciagle prowadzi auto. Mowie chyba do kosciola, lekarza, czy klubu seniora. A on mowi, ze tak ale oprocz tego jezdzi autostrada do dwoch corek.
    Jezdze juz bardzo dlugo w Ameryce, w NY, poza miastem, w innych stanach. Tfu, tfu, nic sie nie wydarzylo, nawet nie zlapalam punktow karnych, kilka mandatow za parkowanie, ale obecnie w Polsce nie udaloby mi sie zrobic prawa jazdy.
    Te wielkie wymagania nijak sie nie przekladaja na umiejetnosc rozsadnej jazdy i na ilosc wypadkow na polskich drogach, a takze zagranicz ych spowodowanych przez polskich kierowcow

  335. Qba
    14 maja o godz. 11:33

    Dokładnie to samo możesz napisać o kierowcach – każdy z innego powodu siada za kierownicą. A jednak udało się wprowadzić podstawową zasadę (dojechać cało do celu), której podporządkowano inywidualne zachciejstwa. Czy uważasz, że nieuporządkowany komunikacyjnie język powoduje mniej ofiar, niż indywidualizm na drodze?

    Qba, to jest komentarz nie na temat i taki sobie myk erystyczny: ja o podstawie użycia mowy, Ty zadajesz pytanie sztychem szpady: czy indywidualizm powoduje więcej ofiar na drodze.
    Jak Ty już o tym indywidualizmie na szosie, to Ci przypomnę, że język nie powstał 125 lat temu, kiedy się na drodze pojawili pierwsi indywidualiści z koniem mechanicznym pod tyłkiem, ani nawet wtedy, gdy z koniem biologicznym pod tyłkiem, napędzanym koniczyną.
    Właściwie dałeś przykład na to, jak język nie działa w celach ściśle informacyjnych, jak orzekłeś, ale emocjonalnych głownie – co ja orzekłem.

  336. Tanaka
    14 maja o godz. 19:45

    Nigdy bym nie uzbierała na ten aparat pracując w Polsce, za moją ówczesną pensję, nawet nie patrzyłabym w stronę półki na której stał. Nie mówiłam co to jest, dopiero wyraźnie wywołana do tablicy;)

    Maksymalnego zoomu używam bardzo często więc taki był ważny powód zakupu. I tak czekałam aż cena spadnie. Dopóki będzie mi służył nie widzę najmniejszego powodu rozglądać się za nowym, mam co chciałam, miejmy nadzieję na długo.

    ***

    Ja nie wchodzę na en Passant ostatnio bo jest tam wywalony stąd paskudny zjadliwy troll który za każdym razem wyzywa mnie od najgorszych. Oczywiście bardzo się tym przejmuję i w ogóle. Ale co mam się pospolitować. Też dzisiaj poczytałam, jatka bez zmian.

  337. basia.n
    14 maja o godz. 20:01

    157 to akuratna i perfekcyjna długość kobieca na stworzenie pary linoskoczków. Znam się na tym, bo sam widziałem w cyrku. Ale jest też inna pozytywna okoliczność: gddzieś tak od tygodnia czuję w rękach taką wiosenną i elegancką ochotę, żeby jakąś panią ponosić na rękach. W ramach wolności od pisoidalności oraz wolności do wolności, równości płci, szczęścia ogólnego, partykularnego i zbratania oraz zsiostrzenia i zbliżenia się z naturą. Oraz w celach praktycznych: pani co nie musi chodzić nie męczy się, a zażywa niejakiej atrakcji, albo znacznie większej. Chodzę po mieście i pytam co raz jakąś panią, ale one jakieś takie nie bardzo pewne. A przecież jestem kulturalnym i przystojnym mężczyzną oraz należycie ubranym.
    To może ja bym Ciebie zapytał, czy nie chciałabyś…. troszkę się wstydzę :*)

  338. Lewy
    14 maja o godz. 20:12

    To się cieszę 🙂 Więc dodam,że nie mam żadnej nadwagi,dbając o to starannie,aby nikt nie mógł powiedzieć,że jest jestem szersza
    niż wyższa 🙂

  339. Nefer
    14 maja o godz. 20:19

    Myślę, że biorąc pod uwagę okoliczności, zrobiłaś najlepszy z możliwych zakupów. Niech Ci długo i dobrze służy, a poza wszystkim, z pewnością długo się nie zestarzeje „moralnie” – jak mówią na szybki postęp techniczny znawcy moralności. Zwłaszcza księża. A właśnie przeczytałem, że pewien ksiądz nadwiślański orzekł, że jak kto sobie robi tatuaż, to otwiera bramy piekła i robi się – za karę – bezpłodny. Więc on ma na to sposób: trzeba zmówić odpowiedni paciorek.

    Łojezu mój łojezu nieistniejący ani wzdłuż, ani w poprzek, skąd się tylu szajbusów nad Wisłą bierze?
    Booożee coś Pooolskieeee zaaatak liczneeeee grzieeeechyyyy pokarał srodze idjotyzzzmeeeeemmm kleeechyyyy i caaaałeeeeeegooooo Naaarooooduuuu, chyyyybaaa jeeesteśśśśśs Booooguuuuuśśśśś.. !

  340. Tanaka
    14 maja o godz. 20:21

    Ja myślę,że te niepewne panie,które pytałeś , chyba nigdy nie słyszały o tym,że kobietę można nosić na rękach:)
    No i myślę też,że należy pytać do skutku 🙂 🙂

  341. Tanaka
    14 maja o godz. 20:29

    Niedziękuję żeby nie zapeszyć 😉

  342. To ja tu jedyna gidia jak widzę. Ale Tanaka i tak pół głowy wyższy ode mnie jak pamiętam 🙂

  343. Ktos tu napiasal o jakis extra wymaganiach dla kierowcow seniorow w USA. Tu w kazdym stanie jest inaczej, ale sprawdzilam jak jest w stanie NY. Przy wymianie prawa jazdy, ale nie wiem od jakiego wieku nalezy dostarczyc papier o wzroku, ktory moze wydac wiele osob. Np optyk, optometrista, stosowna pielegniarka. W mlodszym wieku pan urzednik w wydziale komunikacji kaze przeczytac kilka liter z planszy i to wystarcza na wiele lat, bo nowe prawo jazdy po wygasnieciu starego przychodzi poczta bez sprawdzania wzroku. Widocznie wzrok nie jest waznym czynnikiem w statystykach wypadkow.

  344. Nefer
    14 maja o godz. 20:37

    Ale jak Tanaka chciałby Ciebie nosić na rękach,to może by się trochę jednak trochę przygiął 🙂 🙂

  345. @basia.n
    Tanaka to chłop , że ho ho ! Widziałem go w realu. Ale taka Pawłowicz to chyba by nie udźwignął, ale nie z powodu braku krzepy, ale chyba by sie brzydził

  346. Lewy
    14 maja o godz. 20:54

    Tą wymienioną posłankę to tylko trzeba dźwigiem na jakąś taką górę,j
    otoczoną płomieniami.Tak jak Walkiria. I z tym samym warunkiem.
    Jak się znajdzie taki śmialek co odważy się oswobodzić – to ją dostanie w nagrodę 🙂
    Chcialabym zobaczyć takiego kandydata. Może jedyny,który by chciał zaniemógł i chodzi o kulach 🙂

  347. basia.n
    14 maja o godz. 20:33

    czasy mamy jakieś takie, że panie są teraz tak śmiałe, że dech zapira, ale chyba nie bardzo. to znaczy,, że nie bardzo są takie śmiałe. Jak raz jednej pani powiedziałem, z największą rewerencją i urokiem oraz subtelnością przemowy i wyglądu, że ma piękne sandałki na równie pięknych stopach – bo miała – a prawdę trzeba mówić, to mnie nazwała zbokiem.
    Co robić, uciekać?

  348. basia.n
    14 maja o godz. 20:48

    Na szczęście nie chce 😉

  349. No dobra, bawcie się ładnie, do zobaczenia się z Państwem 🙂

  350. Tanaka
    14 maja o godz. 21:10

    Fakt – czasy mamy dziwne. Więc komplementy też są przyjmowane czasem w dziwny sposób. Może wspomniana dama była tak zaskoczona,że nie wiedząc jak ma się zachować ( bo nigdy ją taki komplement nie spotkał) odpowiedziała z godnie ze swoją naturą – gburowato.
    Więc uciekać pewnie nie trzeba było,ale oddalić się z zadowoleniem –
    z pewnością tak 🙂
    A wracając do tych obyczajów i czasów. Pouczałam kiedyś syna mojej kuzynki,jak delikatnie trzeba obchodzić się z dziewczynami. A on mi na to: ciociu,ale one się biją. To co mam wtedy robić..
    Muszę przyznać,że mnie trochę zatkało. Więc te czasy i obyczaje po prostu się zmieniają 🙂

  351. @ Tanaka
    14 maja o godz. 20:15

    Skoro komentujesz, to – zakładam – nie olewasz. Ale skoro tak komentujesz (…taki sobie myk erystyczny…, to albo nie rozumiesz (tu moja wina) albo rozumiesz ale nie popierasz.
    A mój przykład jest bardzo adekwatny. I ważne, że sprawa swieża (125 lat), bo łatwiejsza do skanalizowania. Jak coś ma 2000 lat (kk), to trudno to skanalizować, nieprawdaż? Ale czy nie warto, a nawet trzeba?
    Sprawa komunikacji automobilowej była i jest istotna, bo prowadzenie tego diabelstwa wymaga jednak pewnego kunsztu, a trup ściele się gęsto.
    Jak wygląda sprawa jędzyka – widać i słychać i czuć. Również – a może szczególnie – w Polsce.
    Moje dywagacje o języku urzędowym/państwowym (jak zwał, tak zwał) bazują na przykładzie (opisywanym tu już przeze mnie) języka niemieckiego. Nie tylko nie wprowadza jakiś szczególnych ograniczeń, ale ustępuje zwyczajom nawet ewidentnie wbrew regułom gramatyki. Przykład: „Noc” (die Nacht) jest – jak w polskim – rodzaju żeńskiego. Ale forma „pewnej nocy” (eines Nachts) występuje jak w rodzaju męskim i została uznana za prawidłową. Czyli chodnik wytyczony został tak, jak ludzie chodzą, a nie jak sobie urzędy wymyślą. Czyli można.
    W dalszym ciągu upieram się, że absolutna większość sporów jest wynikiem nieporozumień. Pomijam oczywiście kłótnie prowokowane z nudów. Ale nie będę nikogo na siłę uszczęśliwiać. Godojta jak chceta.

  352. @Qba i @wbocek
    Fascynujace sa Wasze spory jezykowe, bardzo ciekawa to dla mnie lektura (pominawszy fragmenty, w ktorych sobie wymyslacie). Mysle, ze co do poprawnosci jezyka kazdy z Was ma czesc racji. Potrzebna jest jakas kodyfikacja regul wyslawania sie ale tez musi byc miejsce na odstepstwa, zwlaszcza te przekorne.
    Kiedy przyszlo mi cos pisac, narzucalam sobie glownie dwie zasady. Po pierwsze unikac slow niepotrzebnych, tzn. nic nie wnoszacych do przekazu mysli. W zwrocie „wydaje sie byc” zdecydowanie niepotrzebne jest „byc”. Po drugie budowac zdanie tak, zeby uwydatnic jego sens. W jezyku polskim czesci zdania mozna ustawiac dowolnie ale ich ustawienie moze zatrzec albo uwypuklic zamierzone znaczenie. Dodatkowo unikalam jak ognia oficjalnego zargonu PRL w podjetym temacie,
    Wbocku, bledne uzycie imieslowu wystepuje nie tylko u nas. Blad, ktory wytknales, spotkalam u
    poczytnej autorki kryminalow – Elizabeth George – wspominanej niedawno na tym blogu.
    To z kolei przywodzi mi na mysl wplyw jezykow obcych na polski. Moze to byc koszmarne slowotworstwo plynace dzisiaj glownie z angielskiego, ale znajomosc innych jezykow pomaga, w moim przekonaniu, usprawnic polszczyzne. Oczywiscie pod warunkiem czytania bardzo dobrych dziel w tych jezykach.

  353. Tanaka
    14 maja o godz. 19:45
    przeczytałam specyfikację aparatu Neferki.
    Czy Ty pojmujesz te wszystkie wskaźniki, mierniki i dane?
    Mam z tym niejaki kłopot. Bo jak odróżnić jeden aparat od drugiego? tylko na podstawie tych danych?
    W jej aparaciku podoba mi się ten spory obiektyw, dający wiele możliwości.
    Opinie zamieszczone pod aparacikiem wskazywały same zalety, uniwersalność aparatu oraz porównania z innymi aparacikami, także tymi wskazanymi przez Ciebie i dziś sama nie wiem, co wybrałabym dla siebie.
    Zapewne w jakimś stopniu decydowałaby waga fotoaparaciku, długość obiektywu. może jeszcze inne cechy.
    na razie mam Canona, oczywiście w kolorze czerwonym sx 700. Chyba 200 – 250 g.

    Moje dziecko ma aparat z zestawem obiektywów, zabiera z sobą plecak ważący więcej, niż moja walizka ;-). Robi co prawda piękne zdjęcia, ale ja nie chcę nosić z sobą takich kilogramów.

    Skarbonkę porcelanową stłukę, gdy już będzie odpowiednio ciężka, metalowa z napisem PKO jest juz ciężka, jeszcze ze dwie napełnię i kupię coś fajnego. za kilka lat, a może jeszcze w tej dekadzie.
    Bardzo się przywiązuję do posiadanych przedmiotów i jeśli działają, trudno mi się z nimi rozstać – z 20 letnim telewizorem, jeszcze starszą pralką.

  354. @ kruk
    14 maja o godz. 21:56

    Dzięki. Z tym „być” mam problem polegający na następstwie czasów. W Polsce słyszę głównie „będę robił”, choć (teoretycznie) powinno być „będę robić”, bo czas przyszły nie powinien raczej łączyć się z czasem przeszłym. Ale – rozumiem – Polak ptrafi. Czyli zwrot „wydają sie być…” oddaje z jednej strony przypuszczenie, a z drugiej spełnia kryterium następstwa czasów, czyli formę bezokolicznikową, jako uzupełnienie. Być może wyrażam się nieprofesjonalnie lingwistycznie, ale lingwistą nie jestem. Ot, amator gawędziarz.

  355. @konstancja
    14 maja o godz. 22:07
    Nie wiem czy zwróciłaś uwagę na to co napisał Tobermory gdzieś tam wyżej – to nie aparat jest ważny ale ten co go trzyma, bo to on wybiera temat, ujęcie i sposób.
    Ja tam klepię sobie dla przyjemności bez żadnego planu, ot tak dla siebie i dla pamięci, ale czasem i mnie sie trafi dobre zdjęcie.
    Zawodowcy często robią setki zdjęć żeby wybrać z nich to jedno. Ja tak nie umiem, bo mnie sie wszystkie podobają – mają bowiem osobniczy podkład emocjonalny ( o to jest to drzewo, gdzie ugryzł mnie wyjątkowo paskudny giez!) 🙂

  356. @ Ewa-Joanna
    14 maja o godz. 22:36

    To jest to. Robię zdjęcia od zawsze (zacząłem lustrzanką dwuobiektywową z filmem 6×9) i dobrze mi tak. Kiedyś efekt widziałem dopiero po wywołaniu. Dziś widzę od razu i mogę dowolnie powtarzać. I „kręcić” filmy. Okropność ale dość przyjemna. Kilkanaście lat temu wybrałem sobie największą ścianę w największym pokoju i zapełniłem ją swoimi (odpowiednio powiększonymi) zdjęciami. I dobrze mi tak. Tym bardziej, że czasem je odśweiżam czyli wymieniam na nowe. Myślę o technice, która umożliwi wyświetlanie „filmów” w miejscu zdjęć. Możliwe to już jest (technicznie). Na razie szukam sensu.

  357. Szanowni!
    Nowy wpis to prywatny hołd dla wybitnej postaci plus trochę rozważań, całość przygotował Lewy.
    Zapraszam
    JK

  358. Wydaje się być…
    it seems to be, es scheint zu sein…
    Owszem, w towarzystwie przymiotników „wydaje się…” bez „być” np. wydawał się bliski, niebieski, chory, a był obcy, żółty, zdrowy.
    Jeśli dotyczy przysłówków — „Wydaje się być miło, ale to złudzenie”
    Albo przy użyciu bezokolicznika „być” w znaczeniu znajdować się, przebywać „Wydawał się być daleko, głęboko, a tymczasem był tuż obok”

  359. Tanaka
    14 maja o godz. 20:29

    Nefer
    14 maja o godz. 20:19

    Wy już przestancie bo mnie zawiść skręca tutaj. Też napełniam skarbonke ale od kiedy musialam się ewakuować z poprzedniej pracy na gwałtu rety, przechodząc na cześć etatu (plus opłacac dom w którym już nie mieszkam bo lokatorzy się wyniesli w tum samym czasie) mogę co najwyżej zagryzc zęby i obejść się smakiem póki co. Tym bardziej, że muszę najpierw wysuplac zaskórniaki na laptopa, który jest mi potrzebny do pracym Więc będę ganiac dalej ze smartfonem, a co! Aż wysuplam na aparat.

    @Nefer

    Też nie bywam u Passenta bo to mordowania jakaś! Czytam tylko wpis główny a potem odpadam po kilku pierwszych komentarzach. Gdybym chciała czytać świrow to czytałabym sobie prawicowe portale a nie Politykę. 😉

    Nieźle musieliśmy Lewuska wynudzic od sasa do lasa, że się wyniósł w tamte rejony!

  360. Kostka
    14 maja o godz. 23:06
    jak skomentowała Nefer, za krajową , polską pensję aparaciku by sobie nie kupiła, a i tak przez kilka lat sobie pewnie tego czy owego odmawiała.
    I teraz będzie się cieszyła z nabytku kilkanaście lat.
    Ty swoim smartfonem robisz wspaniałe zdjęcia, niezależnie od samego wdzięku sfoconych obiektów
    Masz szansę na nowy nabytek, gdy już dobrze osiądziesz w nowej pracy . Czego Ci życzę, bez skręcania się z zazdrości.

  361. Tobermory
    14 maja o godz. 23:02

    Prymusie Tobermory, Twoja specjalność to natychmiast skoczyć do wikipedii, by potem udawać, że przedstawiasz własną wiedzę i przemyślenia. Nie masz tej wiedzy i nie demonstrujesz ani jednego własnego przemyślenia ni orientacji w sprawie. Nie wiesz więc, że spór jest stary i zdania językoznawców co do tej części, w której „być” jest samodzielnym czasownikiem, a nie łącznikiem orzeczenia imiennego, są podzielone. Nie opowiem o podziale, bo już nie pamiętam, kto co mówi, ale ci, którzy dopuszczają artykulację z „być” nie bardzo widać uwzględnili, że lud pracujący (raczej pracujący głową, bo obcując większość zawodowego życia z fizycznymi, niepolskiego durnoctwa „wydaje się być” ani razu nie spotkałem) z całą pewnością nie będzie poprawnie używał dwóch wariantów, lecz wybierze jeden, nie zastanawiając się nad jego poprawnością. No i wybrał coś zaskakującego (chyba dlatego, że to lud pierdzistołkowy, nie fizyczny): Na moje oko statystycznie dominuje kaleka i połamana, obca językowi polskiemu postać z „być” – również z przymiotnikami – i co jej zrobisz. Ja tyle robię, że nie używam i nigdy nie użyję, bo zawsze ją odbierałem jako coś obcego, jako właśnie łamaniec naruszający płynność języka polskiego. Semantykę tego łamańca mam za rzecz drugorzędną.

  362. A czegóz ty w nocy nie śpisz ponbocku?

  363. wbocek
    15 maja o godz. 3:29

    Zgadza sie…

    Jest wlasnie tak ! Dokladnie tak !

    A wiekszosc Pan blogowych myli techniczna szybkosc wyszukiwania w necie, z wiedza wlasna…I technicznym umiejetnosciom nadaje range wiedzy…

    Mozna sie pomylic, rzecz ludzka, ale prawda o „wiedzy” rzeczonego odkrywa sie dokumentnie na poziomie rozumienia. Rozumienie, a dokladniej jego brak, odslania prawde nieublagana, ze to jest tylko „techniczny”, czyli sprawny pomocnik w wyszukiwaniu sprawnym i dostarczaniu.

    Od kilku juz dobrych lat staram sie bezskutecznie ta swiadomosc upowszechniac.

    Moze teraz, gdy Ty @pombocku tez to zauwazyles, moze sie tym razem uda, jesli wspolnie zdolamy blogowe Panie sklonic do zastanowienia sie…

    pozdrowka
    ~l.