(Nie)wesołe jest życie staruszka!

Wiele lat temu (8) zdarzył się pewien wypadek, który wywołał dyskusję nad potrzebą weryfikowania zdolności kierowania pojazdami przez ludzi starszych. Temat wracał wielokrotnie, aż doczekał się unijnej dyrektywy i propozycji zmian ustawowych – likwidacji bezterminowych praw jazdy. Przemyślałem wtedy skutki takiego stanu prawnego i konsekwencje zmian. Cytaty są z portalu TVN24. Moje komentarze znajdują się pod nimi.

„Po tragicznym wypadku na oleśnickiej obwodnicy na forum Kontaktu 24 zawrzało. Wielu użytkowników za wypadek wini podeszły wiek (77 lat) kierowcy Fiata Uno i nawołuje do zmiany prawa. Inni apelują o niewyciąganie pochopnych wniosków z tej tragedii i zwracają uwagę, że więcej wypadków powodują młodzi”.

Wypadek spowodował kierowca Fiata Uno, wjeżdżając nieprawidłowo na obwodnicę.

„Najwyższa pora wprowadzić obowiązkowe, okresowe badania dla osób starszych, które będą potwierdzać ich zdolność do kierowania pojazdami. Tak jak jest w USA”. „Część komentujących podaje za przykład własnych krewnych”.

Prawdopodobnie ja jestem swoim najbliższym krewnym. Prawo jazdy otrzymałem w wieku 40 lat – na 5 lat z powodu wady wzroku i co 5 lat musiałem badać wzrok – choć wiadomo, że krótkowzroczność przy starzeniu się zmniejsza.

Jakiś 24-latek bardzo narzekał na taką dyskryminację: „ten fakt tak bardzo mnie irytuje ponieważ mam 24 lata, pewną wadę wzroku i ja muszę powtarzać badania co 5 lat bo inaczej strace uprawnienia do kierowania pojazdem, a ktoś kto dostal prawo jazdy 40 lat temu gdy był młody, piękny i sprawny, teraz jest dziadkiem ma słaby słuch i wzrok nie musi sie badać. Jak dla mnie to porażka”.

Znam ból tego młodzieńca, ale mu nie współczuje, bo nie wiem, jaką ma wadę wzroku. Należałoby to sprecyzować w przepisach – przecież i tak jest wzmianka w prawie jazdy: „W okularach!”.

Jako kierowca zdążyłem „okrążyć” kulę ziemską ponad 10 razy (przejechałem około pół miliona km) i spowodowałem tylko dwa wypadki:

1) Jako świeży kierowca wpadłem w poślizg na oblodzonej szosie pod górę, gdy próbowałem uniknąć zderzenia z gówniarzem na sankach, który sobie zjeżdżał na szosie z Góry św. Anny i to w sylwestra, gdy chciałem dzieciom pokazać piękną szopkę. Mój fiat stracił jeden z pięknych rogów na murze i to było wszystko. Może nawet nic by się nie stało, gdyby żona w stresie nie wyrwała mi kierownicy z rąk. Do dziś zaprzecza, iż to zrobiła, ale mam świadków.

2) Drugi wypadek był „poważniejszy” – z pustego parkingu wjechałem tyłem w nieprawidłowo zaparkowany na ulicy samochód i „otworzyłem” lekko drzwi do środka tłumikiem rury wydechowej. Jak na pół miliona km to chyba nie dużo. Chcąc uniknąć podobnych wypadków zamontowałem ostatnio czujnik parkowania.

W wieku „strasznym” i starszym (75 lat) i po udarze chciałem korzystać ze samochodu z automatem, bo lewa noga jest niezbyt sprawna, co utrudnia obsługę sprzęgła. Wtedy żona zaprotestowała (samochód 2-litrowy Hyundai został przekazany wnukowi) i wybrałem się do specjalisty z medycyny pracy, gdzie przeszedłem pełny test na kierowców zawodowych. Lekarz ocenił moje możliwości kierowania pojazdem bardzo wysoko. Wszystkie testy psychologiczne ze skojarzeniami oraz szybkości reakcji i koordynacji ruchowej rąk i prawej nogi były bardzo dobre, a lewa nie jest potrzebna przy automatycznej skrzyni biegów. Żona się „poddała” wobec takiej opinii lekarza i jeżdżę moim autkiem, ale faktycznie absolutnie ostrożnie i przepisowo, jestem więc przez młodzików uważany za zakałę.

Statystyki w obronie osób starszych

W obronie osób starszych staje @Romek: „Bez przesady, pędzić to może BMW, Audi itp., a nie Fiat Uno. Poza tym nigdy nie widziałem starszego człowieka jadącego szybciej niż 60 km/h. Dziadek zrobił dokładnie to samo, co robią młodzi kierowcy, którzy mają największy udział w wypadkach. Starsze osoby są zwykle zawalidrogami, a nie piratami drogowymi(tutaj mamy wyjątek, potwierdzający regułę). Ja osobiście wolę 80-latka w aucie niż 20-letniego kaskadera, który uważa, że droga należy do niego”.

„Statystyki niestety pokazują, że ludzie powyżej 65. roku życia powodują tylko około 4% proc. wypadków drogowych. Najwięcej wypadków – i to tych najgroźniejszych – powodowanych jest przez ludzi w wieku do 25 lat. Z tym zabieraniem ludziom starszym praw jazdy wstrzymałbym się i zwróciłbym uwagę na umiejętności prowadzenia pojazdów przez tych powodujących najwięcej wypadków” – zaznacza @dziadek.

„Jadąc drogą ekspresową pod prąd tylko matoł nie zorientuje sie ze cos jest nie tak!”

Jazda pod prąd występuje często i nie ma związku z wiekiem, bo jako „młody” kierowca wjechałem we Francji podobnie na autostradę, tylko się zaraz wycofałem (dwa kolejne wykroczenia po sobie), a w Rzymie zawracałem na autostradzie, bo nie widziałem innej możliwości oprócz wielokilometrowego objazdu, a auto było niesprawne i przejechałem właśnie obok Fiat Servizio na Via Magellana, którego szukałem.

Dla rozweselenia czytelnika tak poważnych rozważań przytoczę tu dla porównania przykład zachowania naszej milicji (policji?) na skrzyżowaniu w Gliwicach. Światło czerwone. Młoda kobieta stoi (w aucie), a za nią radiowóz. Zmiana świateł, kobieta gorączkowo rusza gałkami – i nic! Milicjanci włączyli megafon i doradzają grzecznie: „Proszę Pani, proszę się nie denerwować, wrzucić pierwszy bieg i powoli puścić sprzęgło…”. Jeszcze bardziej zdenerwowana kobieta wrzuca bieg – wsteczny i uderza porządnie w radiowóz tych miłych panów, którzy tak troskliwie jej pomagali radami. Wtedy rozlega się ryk z nie wyłączonych megafonów: „A mówiłem ci, że ta kurwa w nas wpierdoli!”

Piękne zderzenie Wersalu z życiem.

 

Przyjrzyjmy się statystykom, co mówią o tym strasznym zagrożeniu stwarzanym przez ludzi starszych. Okazuje się, że staruszkowie powodują mało wypadków, a najwięcej ludzie do 39. roku życia. Poniżej 10 proc. zajmują dopiero dojrzali powyżej czterdziestki – tak jak ja zaczynałem. Proponuję więc podwyższyć wiek osób uprawnionych do kierowania pojazdami – zgodnie z liczbami o zagrożeniach (maksymalne 24–39), i dawać prawa jazdy dopiero 40-latkom. Wtedy dla zrównoważenia wprowadzić obowiązkowe badania dla starych kierowców, aby zdusić jeszcze trochę te procenty wypadkowe dwukrotnie – poniżej 2 proc.

„Starsi kierowcy jeżdżą zgodnie z przepisami – to zawalidrogi!”

Ten zarzut jest prawdziwy, ale chyba niepoważny w świetle prawa. Jeżdżę tylko po Kędzierzynie i nie przekraczam 70 km/h na obwodnicy i na zakręcie 30 km/h, co wk… wszystkich młodych kierowców, ale nie wywalam się na tym zakręcie, co uczynił niedawno zawodowiec, blokując obwodnicę znacznie dłużej niż ja moją prawidłową jazdą.

Poza tym niebagatelne przy ocenie możliwości kierowania pojazdem jest doświadczenie uzyskane po wielu, wielu kilometrach i to na przeróżnych typach dróg od autostrad, na których każdy idiota może spokojnie jechać prawym pasem, po drogi alpejskie czy francuską Corniche. Moim szczytowym osiągnięciem było przejechanie pasma górskiego między Neapolem i Amalfi w niedzielę po południu, gdy Włosi wracali masowo z morza do miasta do domu tą niesamowicie wąską i krętą górską dróżką – przejechałem bez zadrapania samochodu – do dziś nie wiem, jak mi się to udało. Po wszystkich moich kłopotach na drodze wymyśliłem definicję „doświadczenia kierowcy” – to suma niebezpiecznych sytuacji, z których się wyszło cało. Mógłbym ich opisać dużo i to bardzo różnych, które się składają na moje doświadczenie.

Z „automatem” zapoznałem się w wieku 76 lat. Przy pierwszym wyjeździe tyłem z garażu uszkodziłem sąsiadowi lekko płot, ale po roku korzystania z auta, którym przejechałem „aż” 1100 km po mieście i na lotnisko (70 km) chyba też już mam doświadczenie i moim zdaniem nie stanowię zagrożenia ani dla siebie, ani dla prawidłowo jadących kierowców – już nawet spotkałem drugiego takiego uważnego kierowcę, ale z wyglądu chyba był starszy ode mnie. Czasem się spotykamy na parkingach dla osób niepełnosprawnych, notorycznie zajmowanych przez młodych gnojków, którzy odpowiedni znak drogowy mają w… – wiadomo gdzie. Może wreszcie ktoś wyegzekwuje te 500-złotowe mandaty lub odholuje bezprawnie zaparkowane samochody? Na razie stwierdzam zerową reakcję na nowy przepis – totalne lekceważenie obowiązuje dalej. Gdybym żył na Dzikim Zachodzie, to przestrzeliłbym chętnie z mego kolta opony „fur” sprawnych młodzików, którzy mają za nic inwalidów.

Jednym z powodów wymienionych przez internautów, dla których starsi ludzie nie powinni kierować samochodami, jest zmniejszona z wiekiem szybkość reakcji w niebezpiecznych sytuacjach, stworzonych na ogół nie przez nich, tylko przez młodych piratów drogowych. Gdyby tym odebrać prawa jazdy, to liczba wypadków zmniejszyłaby się drastycznie i „dojrzali plus starzy” kierowcy mogliby spokojnie korzystać z uroków automobilizmu. Nieliczne wypadki byłyby prawdopodobnie spowodowane awariami technicznymi (np. pękła mi opona poloneza na autostradzie) lub ekstremalnie złymi warunkami pogodowymi, z których bez szwanku potrafią wyjść tylko specjalnie przeszkoleni kierowcy rajdowi – tu wiek niewiele znaczy.

O badaniach lekarskich

„Trzeba zacząć od lekarzy! Taki staruszek to przyjaciel lekarza. To on go utrzymuje! Więc pierw trzeba opodatkować lekarzy prywaciarzy stałym podatkiem tzn. 8h*25dni = 200 osób miesięcznie * 50 zł (średnia opłata) = 10 000zł. Z tego 40 proc. podatku i lekarze mają mieć obowiązek ewidencjonowania swoich pacjentów. Wtedy jak taki dziadziuś przyjdzie, to lekarz mocno się zastanowi, czy mu dać zgodę na prowadzenie, czy też nie. Jeśli wprowadzą teraz obowiązek badań – to nic nie da!”

Uważam te rozważania fiskalne za idiotyczne, choć zgadzam się z końcowym wnioskiem, że wprowadzenie obowiązku badań w chwili obecnej mija się z celem, choć sam problem badań okresowych jest sprawą poważną. Ja jestem za wprowadzeniem badań (a nawet przeciw), ale po głębokiej analizie skutków, które taki przepis będzie miał.

Zacznijmy od realnych możliwości przeprowadzenia takich badań w Polsce (może w USA jest dużo lekarzy?). Najpierw należałoby ustalić, ilu jest kierowców w danej kategorii wiekowej i jakie są możliwości „przerobu” aktualnych specjalistów z medycyny pracy upoważnionych do takich badań. Nie wolno zapomnieć, że oni przede wszystkim muszą badać tych, którzy nie mają w ogóle praw jazdy oraz okresowo kierowców zawodowych.

W zasadzie nie byłem zobowiązany do badań, gdyż inny lekarz przy ustaleniu stopnia niepełnosprawności poświadczył mi zgodnie z jakimś tam paragrafem kodeksu drogowego, że mogę korzystać z mojego prawa jazdy, które na starość było już bezterminowe, wyrobiłem kartę parkingową i z niej korzystam. Zrobiłem badania, bo moja żona nie wierzyła w moje możliwości mentalne i manualne i namawiała lekarza, aby mnie zdyskwalifikował. Moje kłopoty z obsługą sprzęgła (żabki jak podczas kursu) chciałem rozwiązać przez zakup auta z automatyczną skrzynią biegów.

Umówiłem się z lekarzem po godzinach pracy, prywatnie. Moje badanie trwało chyba 2 godziny lub więcej i kosztowało mnie 100 zł. W ciągu typowej zmiany przerób jednego lekarza jest więc około 4 osoby/dobę, jeśli badanie ma być uczciwe. Niech ktoś policzy, ile lat potrwałoby jednorazowe przebadanie wszystkich starych kierowców, uwzględni również młodych adeptów czterech kółek i okresowo badanych zawodowców przy aktualnej liczbie specjalistów uprawnionych do prowadzenia takich badań, wtedy stanie się jasne, czy ustawowy przepis będzie sensowny, czy zostanie martwy jak zapis o możliwości chodzenia na lekcje etyki zamiast religii w publicznej szkole. A martwych przepisów ci u nas dostatek.

Antonius