Sen o kraju

Zasnąłem późno, jak to w maju,
I spałbym pewnie do soboty,
Lecz sen zacząłem śnić o kraju,
A to oznacza znów kłopoty.
Zaczęło się od umywalki
Z kranem cieknącym jak cholera.
Nie chciałem poddać się bez walki,
Lecz nie wiem, jak się go rozbiera.

Po hydraulika zadzwoniłem,
Co był dostępny też w soboty
I tyle tylko ustaliłem,
Że w Niemczech pełno ma roboty.

Zamek mam w drzwiach dawno zepsuty,
Bo ślusarz w Anglii ma robotę,
A ja dziurawe noszę buty,
I chodzić muszę na piechotę,

Albowiem warsztat jest zamknięty,
Bo mechanicy są w Hiszpanii.
A mój samochód jest stuknięty.
A szewc wyjechał do Albanii.

Nawet poczciwe nasze gliny
Mają już fuchy w Ameryce,
A weterynarz naszej psiny
W Australii tuczy kangurzyce.

Dziecko dotknięte grypą beczy,
Żona też chce już za granicę,
Bo lekarz dawno Szwedów leczy,
A szpital ma tylko kaplicę.

Nauczycieli też nie minie,
Bo im zamknięto wszystkie szkoły.
Czasem otwarte są jedynie,
Jakieś urzędy i kościoły.

W urzędzie straszna siedzi jędza,
Poszedłem zatem do kościoła
I poprosiłem pana księdza,
By swego Boga tu przywołał.

Wrzuciłem banknot mu do michy,
Choć mam w kościele abonament.
Wnet głos mnie z nieba dobiegł cichy:
Gdzieś zapodziałem mój testament!
  
To taki żart był, dość banalny,
Same absurdy oraz brednie.
Tylko ktoś nieodpowiedzialny
Mógłby je wziąć za przepowiednie.

Tu rozejrzałem się wokoło
Po twarzach tych, co pozostali,
I puknąć się musiałem w czoło,
Bo co mądrzejsi dawno zwiali.

I przyznać się musiałem grzecznie,
Że czeka najtrudniejsza sprawa.
Muszę wyjaśnić ostatecznie,
Czy to sen jeszcze, czy już jawa.

Qba