Motyl w rzeźni

Państwowokatolicka Polska tresuje swojego mieszkańca każdego ranka, kopiąc go glanem na czułe „dzień dobry Ojczyzno kochana”. Suweren ma to za kumpelską czułość szczerego braterstwa – „się rozumie”. Za pomocą kopniaka wstał Polak z kolan i świat mu już nie podskoczy. Nawet do kolan. Normalka. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka? A skąd, już pierwszą. Polubienie przyzwyczajenia i duma pełną gębą. Szczególnie – u najpierwszego sortu Polaka.

Gdy przeczytałem ten wpis pani Krystyny Łuczak-Surówki, zaniemówiłem. Zatkało mnie. Musiałem wyjść i pochodzić po mieście nocą, by wstępnie ochłonąć. Ale to coś, z czego nie da się ochłonąć, dopóki jest się człowiekiem. Pani Krystyna – zwykła obywatelka. Miała to nieszczęście, że wskutek śmierci jej męża, oficera BOR, w katastrofie smoleńskiej, została wsadzona w pisowsko-katolicką maszynkę do mięsa. Nie przedłużając własnego wywodu, oddam głos pani Łuczak-Surówce. Niech przemówią do nas jej własne słowa. Niech pokażą, w jak plugawym państwie się znaleźliśmy. Wpis zamieściła na Facebooku, tu korzystam z cytatów, z opisem redakcji, zamieszczonych na onet.pl:

„Na Powązkach w Warszawie odbyła się ekshumacja podporucznika Biura Ochrony Rządu (BOR), który zginął w katastrofie smoleńskiej. Zdarzenie skomentowała jego żona, Krystyna Łuczak-Surówka, w emocjonalnym poście opublikowanym na Facebooku. Wyraża w nim żal do władzy, że nie uszanowano jej woli i nie pozostawiono ciała jej męża w spokoju. »Walczyłam godnie i zgodnie z literą prawa o spokój ciała mojego męża«.

Wdowa po Jacku Surówce od początku była jej przeciwna, bo nie chciała przeżywać po raz kolejny pogrzebu ukochanego. »Wczoraj złamano moje konstytucyjne prawa w demokratycznym kraju«.

Rok temu wdowa złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wstrzymania ekshumacji zwłok męża. Jednak do tej pory nie otrzymała żadnego oficjalnego pisma. »Mimo orzeczenia Sądu Okręgowego w Warszawie, które skierowało sprawę w 2017 roku do Trybunału Konstytucyjnego wraz z decyzją o wstrzymaniu ekshumacji Jacka Surówki do czasu wyroku TK. Minął ponad rok. Decyzji TK nie doczekałam się ani nawet odpowiedzi na pisma, kiedy możliwym będzie zajęcie się tą sprawą? TK milczy a kontaktować się z nimi można jedynie wysyłając pisma, na które nie ma odpowiedzi«.

»Polsko, gdzie jesteś? Gdzie serce twoje? Gdzie prawo i sprawiedliwość nie tylko z nazwy? Nie zapomnę Ci tego Polsko. Nigdy nie zapomnę Ci tego świtu nad grobem, kiedy złamano moje prawa i serce. Walczyłam godnie i zgodnie z literą prawa o spokój ciała mojego męża«. Podkreśliła, że ani Kościół, ani hierarchowie nie stanęli za „swoimi owieczkami”. Polityka okazała się ważniejsza.

Zdaniem Łuczak-Surówki w XXI wieku w demokratycznym kraju prawo staje się narzędziem w rękach rządzących, a Kościół zapomina, jakich uczy praw. »Nie mam już zrozumienia. Uleciało dziś w niebo wraz z odrywaną płytą nagrobną. Nie mam słów, by opisać mój żal, rozgoryczenie, odarcie z godności, ogrom emocji gorzkich. Nie wybaczę Ci tego Polsko ani Wam wszyscy Polacy, którzy nie wyraziliście sprzeciwu, którzy uważacie, że nic się nie stało. Stało się. Świat się zatrzymał«”.

* * *
Państwo katolickie zgwałciło kobietę. Zgwałciło i poniżyło obywatelkę. Odebrało jej prawa. Ale państwo to nie byt anonimowy. Jego funkcjonariusze podejmowali decyzje, dokonali zbiorowego gwałtu. Wzięli w tym udział cynicy – biskupi, wraz zresztą swojej mrocznej organizacji – Kościoła katolickiego, który ma żądania wobec innych i szantażem oraz potępieniem ich gwałci tak, jak gwałcą kościelni pedofile. To gorsze niż zamordyzm polityków. To zabija człowieka w człowieku.

Sądzę, że każdy uczciwy i wrażliwy człowiek, każdy obywatel, nie tyko współczuje, ale realnie współ-czuje to, co przeżywa pani Krystyna. Odczuwa ten gwałt i to poniżenie. Ja także nie zapomnę tego oficjalnej Polsce, a bardziej jeszcze pisowskim i biskupim zamordystom i draniom. Rzeźnia to nie miejsce dla żywych. Zburzmy ją i wyjdźmy na kwiecistą łąkę. Tam jest miejsce dla motyli. Tam świeci słońce.

Tanaka