Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

20.04.2018
piątek

Śląskie losy

20 kwietnia 2018, piątek,

Sto lat temu 21 kwietnia 1918 roku zginął najsławniejszy i najskuteczniejszy lotnik myśliwski Cesarstwa Niemieckiego, a zarazem pierwszej wojny światowej – Manfred von Richthofen. Oficjalnie ogłoszono, iż został zestrzelony przez kanadyjskiego pilota. Rzeczywistość chyba była inna. Niemiecki myśliwiec został trafiony kulą z karabinu maszynowego wystrzeloną przez australijskiego piechura, kryjącego się w okopie, nad którym von Richthofen przelatywał na małej wysokości w czasie walki z alianckimi myśliwcami. Manfred von Richthofen został pochowany przez aliantów z honorami wojskowymi w pobliżu miejsca swego zestrzelenia w Morlancourt na terenie Francji. Dlaczego wspominam tego młodego człowieka, który stracił swe życie w walce, jak wielu w tamtej wojnie?

Przyczyn jest kilka. Najważniejsza – urodził się 2 maja 1892 roku w Borku (Kleinburg), będącym obecnie częścią polskiego teraz Wrocławia. Gdy miał dziewięć lat, rodzina przeniosła się do Świdnicy, gdzie rodzice barona nabyli majątek ziemski. Jego dom rodzinny istnieje tam do dzisiaj. Jako śląski arystokrata został przez rodzinę skierowany na drogę wojskową. Ukończył szkołę wojskową (podobnie jak wielu polskich szlachciców i arystokratów z Królestwa Polskiego i innych części dawnej Polski) i został kawalerzystą w pułku ułanów w Miliczu. Wybuch wojny zastał go na pograniczu z zaborem rosyjskim w Ostrowie Wielkopolskim. I początkowo służył jako kawalerzysta na froncie wschodnim.

Pilotem został dopiero po maju 1915 roku. Początkowo latał na samolotach rozpoznawczych na froncie wschodnim, a następnie na zachodzie na samolotach bombowych. Szybko jednak przeszedł do lotnictwa myśliwskiego. Od 1 września 1916 roku został samodzielnym pilotem myśliwskim. Trzeba powiedzieć, że początkowo nie był sprawnym pilotem. Zaliczył kilka poważnych wpadek z uszkodzeniem sprzętu latającego. Natomiast bardzo dobrze strzelał. Umiejętności myśliwskie wyniósł z domu. Już jako chłopak uczestniczył w polowaniach w rodzinnym majątku i osiągał bardzo dobre wyniki w strzelaniu do celów ruchomych. Do tego błyskawicznie wchłonął nauki Oswalda Boelcke, ówczesnego asa lotniczego cesarskiej armii niemieckiej, który był jego lotniczym mentorem. To pozwoliło mu w krótkim czasie zostać najlepszym żyjącym niemieckim pilotem myśliwskim. W styczniu 1917 roku miał na koncie strącenie 16 samolotów wroga. Otrzymał także najwyższe niemieckie odznaczenie wojskowe – medal Pour le Merite oraz został dowódcą eskadry.

Manfred von Richthofen znany był ze zbierania wojennych trofeów w postaci fragmentów oznaczeń strąconych przezeń nieprzyjacielskich samolotów, które zbierał lądując w pobliżu miejsca rozbicia się samolotu wroga. Co było tego przyczyną? Potrzeba potwierdzenia zestrzelenia obcej maszyny. Wcześniej niemieckie dowództwo nie zaliczyło mu kilku zestrzeleń, ponieważ samoloty spadły po alianckiej stronie frontu. Przywożąc znaki rozpoznawcze strąconych przezeń samolotów, Richthofen unikał takich problemów.

W sumie, do śmierci 21 kwietnia 1918 roku, ten młody pilot legitymował się oficjalnym dorobkiem w postaci potwierdzonych 80 zestrzeleń obcych samolotów. Faktyczna liczba była większa.

Czy można żałować niemieckiego pilota pochodzącego ze Śląska? Uważam, że tak. Do 26. urodzin zabrakło mu 11 dni. Ponadto, trzeba to jasno powiedzieć, Manfred von Richthofen nie uważał wojny za przygodę, za możliwość wyżycia się w masowym zabijaniu innych. Uważał ją za coś brudnego i brutalnego. Niestety, jak wielu młodych ludzi każdej strony teatru wojny musiał walczyć o sprawę wyznaczoną ówczesną polityką elit kierujących poszczególnymi krajami. Że walczył skutecznie? A czy ktoś policzył, ilu żołnierzy zginęło z rąk strzelców, obsługujących ciężkie karabiny maszynowe, które stały się przyczyną zjawiska wojny pozycyjnej?

W tamtej wojnie mój dziadek także był żołnierzem cesarskiej armii niemieckiej, jak wielu Ślązaków czy nawet Polaków z Poznańskiego. Wspominam Richthofena także jako pilot, który nigdy nie musiał walczyć z wrogiem. Dzięki pokojowi trwającemu u nas od 1945 roku. Mam także nadzieję, że żaden z moich uczniów, nie będzie musiał wykazywać się swymi umiejętnościami lotniczymi w warunkach wojennych.

zak1953

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 516

Dodaj komentarz »
  1. To ten, co go zwali Czerwonym Baronem? Francuzi go ochrzcili diabłem („Diable Rouge”), który się pojawiał w swoim czerwonym samolociku…

  2. Było parę filmów o nim i doku-serii w niemieckiej TV

    https://www.youtube.com/watch?v=Qw-SqOL93co

    Nasz cel: strącanie samolotów, nie zabijanie pilotów, jesteśmy sportowcami.
    Latający, szlachetni rycerze 🙄

  3. Bardzo przepraszam, że nie na temat (wypowiem się później co do awiacji), ale zrobiło na mnie wrażenie coś, co warto odnotować na blogu ateisty.
    Biskup Pieronek ostro krytykuje „nasze chrześcijaństwo” oraz komentuje „heretyckie” słowa papieża Franciszka – „piekła nie ma”.
    https://wiadomosci.wp.pl/bp-pieronek-nasze-chrzescijanstwo-to-wydmuszka-blad-jest-w-nas-6243165394012289v

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ależ ten Pieronek się wije, żeby mówić, ale nic nie powiedzieć 🙄

  6. Żałować Richthofena można. Widzę to tak, że większość żołnierzy jest zarazem ofiarami wojny. Posłali ich politycy, niemal jeden w drugiego o poważnie skrzywionych osobowościach i zawsze w interesie, z których prawie każdy jest bardziej niż brudny. Ale też żołnierzyki godzili się być żołnierzami wiedząc, że przyjdzie na nich czas zabijania, albo stania się bryzgiem flaków na drzewie, ścianie albo jeszcze mniej ozdobnie – w błocie. Wejście na tą ścieżkę jest na ogół nieodwracalne. A że młody i dlatego szkoda? No, szkoda. Z perspektywy matki może najbardziej: robi dziecko poczęte, potem dalsza kariera: pieluszki, zupka, przedszkole i mutacja, a następnie – wojsko. Skoro szkoda, czemu wszystkie Matki Polski i adekwatne Matki Niemki, Francuzki oraz pozostałe – rodzą, na wojnę hodują, a następnie – rozpacz?
    Znamy takie legendy: szlachetny pojedynek w powietrzu. Jak Wołodyjowskiego z Kmicicem. Owszem, bywało, że ten co zestrzelił drugiego myśliwca, lądował przy uszkodzonej maszynie i jeśli pokonany nadawał się jeszcze do reanimacji, pomagal. To jednak były zupełne wyjątki. Reguła była inna: rozwalić pilota. A że pilot siedział w otwartej kabinie , a kadłub samolotu to było płótno na drewnianych żebrach, pilot bardzo często był trafiany bezpośrednio. Zwłaszcza od czasu wynalezienia (przez Niemców) mechanizmu pozwalającego strzelać przez obracające się śmigło.

  7. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 12:30
    Twórcą pierwszego absolutnie sprawnego synchronizatora pokładowego karabinu maszynowego z obrotami śmigła był Holender Anton Fokker, pracujący rzeczywiście dla Niemców. Dzięki temu piloci (najpierw Niemcy) przestali odstrzeliwać sobie śmigła i radykalnie zwiększyli skuteczność ognia pokładowego.

  8. mag

    Maguś, Pieronek (ten od „nawet kwasem solnym nie wypali” – wobec Izabeli Jarugi i innych polityczek lewicy), niby czasem powie nienajgłupsze słowo, ale to jest tylko niby. Zauważ, co on gada:
    „Papież Franciszek nie dzieli Kościoła kat, ale domaga się, żeby Kościół kat był PRAWDZIWYM Kościołem kat”.
    Znaczy się – teraz nie jest. A kiedy był? Nie istnieje inna logiczna odpowiedź jak – nigdy. Ale to nigdy – i to jest konsekwencja logiczna, trwa od 2 tysięcy lat. Ergo, „nieprawdziwy Kościół kat, jest prawdziwym Kościołem kat.

    Dalej gada tak: „Franciszek chce praktykować ewangelię, jak tego chciał Chrystus” Jeśli nie mówi o sobie samym, to mówi o Kościele. Znaczy, Kościół kat nie praktykuje „ewangelii tak jak chciał tego Chrystus”. Ergo: Kościół jest „nieprawdziwy”. Ale, jak wykazałem wyżej, „nieprawdziwość” jest jedyną prawdziwością i innej, od 2 tysięcy lat nie ma.

    Gada też tak: „Świat odszedł od tego modelu i to się [Franciszkowi] nie podoba”. Świat? Chińczyk odszedł, Indus, Irańczyk ze wszystkimi arabami, eskimos i cała reszta odeszła? A w ogóle – jaki „świat”, skoro sam mówi, że „Kościół kat”?

    I następna nawijka makaronu na uszy: „On [Franciszek] pokazuje, jak żyć ewangelią, a my tego nie rozumiemy, a nie rozumiemy dlatego, że nie dorastamy mu nawet do pięt”.
    Ja pierniczę: dwa tysiące lat chrześcijaństwa i nie dorastamy do pięt temu co pokazuje jak żyć ewangelią? Dwa tysiące lat i miliard katolików i nic – nie żyją ewangelią?
    O kuźwa, to jest coś!
    Ale nic nie szkodzi, przecież jest miliard ( z jakimś okładem) katolików. Którzy mają swoja „godność”, „wiare” co domaga się tego, żeby wszystko wiarą było obsikane. Wojny robią i mordują w obronie swojej „godności katolickiej” i „wiary w tzw.Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi i Syna Jego jedynego, Zbawiciela.. i tak dalej. Same katoliki, 95% Polaków to katoliki, ale Pieronek nawija, że to nieprawdziwe katoliki, a jednocześnie twierdzi, że prawdziwe. No, nie jest przecież oszust, kłamca i złodziej.
    Co robił Pieronek, jak biskupił: produkował nieprawdziwych, czy prawdziwych katolików? Betonował Kościoł kat nieprawdziwy, czy prawdziwy? I kiedy, oraz z jakiego powodu coś będzie prawdziwe?

    Bo od Kaczyńskiego wiemy,kto jest nieprawdziwy Polak. A mówi to Prawdziwy Katolik.

    Taki Pieronek i taka Polska: kto pierwszy włoży biały kitel ten psychiatra.

  9. zak1953
    20 kwietnia o godz. 12:50

    Tak jest. Anglicy nie znali tego wynalazku nie mogli go poznać, dopóki zestrzelone samoloty spadały po niemieckiej stronie frontu. Zorganizowali więc akcję wciągnięcia Niemców w pułapkę lotniczą, by zestrzelić po stronie brytyjsko/angielskiej, co im się udało. I mieli już synchronizację.

  10. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 12:29

    On się nic nie wije, tylko gada z głowy, czyli prosto z mostu. Taką ma w głowie konstrukcję, od czasów chrztu świętego. A zawartość głowy przedstawiłem wyżej naszej Magusi.

  11. @Tanaka
    20 kwietnia o godz. 12:53

    Pieronek próbuje być neutralny. Nie skrytykować papieża, ale i nie stanąć po jego stronie. Typowa gadka szmatka.
    Żyć ewangelią jak Jezus, to by na przykład znaczyło wyrzec się bogactwa i przepychu, miłować bliźniego, także tego o innym kolorze skóry i obyczajach, nie wyrzucać rozwodników poza obręb wspólnoty…
    Już tych parę praktykowanych przez Franciszka zasad stresuje bardzo polski kler skłaniając niektórych do modłów o rychłą śmierć heretyka.

  12. @Tanaka
    20 kwietnia o godz. 12:59

    Ale masz rację. W tym czerepie pustka aż dudni.

  13. Zamieściłem pod poprzednim wpisem komentarz o nieprzepracowaniu w Polsce dziedzictwa epoki pańszczyźnianej.
    Pozwalam sobie ze względu na ważność tematu ponownie wkleić ten komentarz tutaj.

    Nierozliczenie się, nieprzepracowanie w Polsce problemu dziedzictwa pańszczyźnianych stosunków społecznych ( niewolnictwa) setki lat trapiącego państwo i społeczeństwo
    Przeciwstawianie tego nierozliczenia rozliczeniu niemieckiemu jest trochę nieadekwatne. W Niemczech po wojnie takie rozliczenie było potrzebą ogólnoeuropejską mocno pilnowaną by ją zrealizować przez aliantów oraz obserwowaną ze wszystkich stron przez wszystkich poszkodowanych przez nazizm.
    Najsilniejszym bodźcem do rozliczania się dla samych Niemców była klęska nazizmu, gorsza niż uderzenie obuchem w głowę. Wstrząs totalny – cielesny, materialny, pieniężny, administracyjny, kośba dotychczasowych układów.

    Było nad czym się zastanawiać. Na przykład nad problemem totalnej i ostatecznej klęski tak zdawałoby się dobrze zapowiadającego się dla większości Niemców w owym czasie systemu,- dlaczego przedsięwzięcie nazistowskie się zaczęło pomyślnie i odnosiło sukcesy na rzecz Niemiec.

    Niemcy jako społeczeństwo po klęsce systemu stały przed niebezpieczeństwem przenicowania nowonarodzonych wartości, które jeszcze tkwiły w głowach większości, w kierunku nieznanym, nie kontrolowanym, nieadekwatnym do podłoża mentalnego, które tkwiło w głowach Niemców i było znacznie starsze niźli nazistowskie wartości w ropdzaju Niemcy ponad wszystko, praca na rzecz Rzeszy i posłuszeństwo, a w zamian za to zatrudnienie, lody na patyku i wiele innych atrakcji dla wszystkich.

    Niemieckie społeczeństwo musiało w tym układzie upadku systemu, nacisków zewnętrznych oraz tknięć wewnętrznych przepracować okres nazizmu, wyeliminować ile się da kod faszyzmu ze świadomości masowej, na jego miejsce implementować nowy kod powstały pod wpływem tego przepracowania (nie u wszystkich dobrowolnego).

    W Umęczonej takie czynniki nie zaistniały, bowiem inne były modele społeczne do wyboru, inne mentalności (trzy pozaborowe), inne tradycje społeczne, przywiązania kulturowe, inne wyobrażenia o państwie, co zrodziło konflikt i trudności z nim związane innego rodzaju niż w sąsiednich Niemczech, a konflikt ten nie był z różnych względów przepracowany tak jak w Niemczech.

    Przede wszystkim w Polsce było inne podejście do rozwiązywania konfliktów. W Polsce preferowano raczej model łup w plecy kilka razy tego, co myśli inaczej i będzie porządek (zaraz po wojnie w tym celu pociągano za cyngiel z obu stron). W Niemczech było – jeszcze poczekajmy, zważmy argumenty, on nie ma racji, on został zwolniony z przyczyn takich to a takich, ale on to musi zrozumieć. Aby bardziej unaocznić społeczeństwu przyczyny takiej akcji, urządzano wycieczki do miejsc kaźni, organizowano wykłady, opornych i winnych (nie wszystkich, bo to było niewykonalne) odsuwano, wszyscy wiedzieli za co i dlaczego.

    Jeśli chodzi o mechanizm przepracowania w Polsce problemu dziedzictwa systemu pańszczyźnianego – jak by miał wyglądać ten mechanizm, to należy rozpatrzyć trudności w konstruowaniu i zapuszczaniu takiego systemu zmieniającego mentalność ludzi. Taki system powinien zawierać elementy krótkookresowe, doraźne, oraz elementy długofalowe, w których ważną rolę odegrałaby przedsięwzięcia edukacyjne. Na przykład permanentna debata społeczna na temat naszych korzeni kulturowych, ustrojowych, klasowych, programy szkolne, itd.

    W Polsce nie było tradycji debat społecznych. Mam na myśli ustroje szlacheckie oraz krótkie miedzywojnie. Zamiast debaty wystarczyło przeświadczenie, że może być tak albo tak. Mało osób zastanawiało się dlaczego tak, a nie inaczej, bo od tego zastawiania się są inni. Mało osób było obywatelami, dużo więcej ludzi było biernymi członkami społeczeństwa oczekującymi silniejszej władzy i zdecydowanych działań, czyli preferujących rozwiązania autorytarne, siłowe mniej lub więcej. Ludzie oczekiwali ładu, porządku, bezpieczeństwa, pomyślności od rządów autorytarnych, bo tak, a nie inaczej sobie wyobrażali funkcjonowanie świata.

    Dziedzictwo okresu pańszczyźnianego, to dziedzictwo autorytaryzmu, jego formy stosowanej – paternalizmu dotyka do dziś obie strony.

    Gdziekolwiek utworzy się zależność kierownik – podwładny, to taka zależność ma tendencję do przekształcania się w stosunek pan-nadzorca lub jeszcze gorzej – w układ właściciel-niewolnik. To jest efekt nieprzepracowania naszych dziejów, a dokładniej efekt trwania w głowach obywateli kodu społeczno-kulturowego, w którym hierarchia woli, postanowień i czynów jest w niemal niezmienionym stanie przeniesiona w dzisiejsze czasy, co oznacza, że czynnikiem podstawowym modelującym współpracę społeczną, grupową, nawet współpracę jednostki z jednostką, jest pozycja w hierarchii (urzędniczej, wykonawczej, znajomościowej, politycznej, administracyjnej, itd.).

    Wyżej stojący w hierarchii ma tendencję do egzekwowania tej swojej wyższości od razu, tu i teraz, a nie do dyskusji i przekonywania, że można tak lub inaczej, zrobimy tak, radzenia się innych czy to jest racjonalne, czy nie, itd. Niżej stojący w hierarchii ma co prawda w takim układzie tendencję do ślepego oporu lecz częściej wykazuje uległość, poddaje się, bo tak trzeba, taki jest świat, tak było zawsze, itd. Są tylko dwa wyjścia – opór lub uległość. Oba skrajne.

    Hierarchiczność w głowach pcha ludzi do wytwarzania i egzekwowania hierarchiczności w realu.
    To polskie widzenie świata nie jest unikalne dla Polski, lecz unikalne w Polsce jest to, że bardzo wielu (ale chyba nie większość) w Umęczonej o takim podejściu wie, że jest przestarzałe, nieelastyczne, łatwe do wyegzekwowania, lecz stające się coraz bardziej anachronicznym i niekompatybilnym stanem w kooperacji wszelkiej, np. z Unijnymi strukturami oraz w stosunkach z urzędnikami tej organizacji, generalnie we współpracy międzynarodowej.

    Ta niekompatybilność jest rzucająca się w oczy na przykładzie współpracy rządzących państwem PiSowców z UE i polega na ślepym oporze wobec uznawanych za niewygodne działań, zaleceń i wymagań Unii, co wynika z kolei z zastarzałych uprzedzeń, z traktowania Unii jako ciała obcego, a jej przedstawicieli jako obcych wtrącających się w nasze sprawy.

    Oddziedziczona w mentalności hierarchiczność stosunków panujących w dawnym państwie polskim daje asumpt do przyjęcia w sprawach międzynarodowych jej realnej formy – ślepy upór, połajanki, puste deklaracje, wyzwiska, kłamanie w żywe oczy, powoływanie się na mityczne wartości narodowe i ogólnoludzkie, co ogólnie artykułowane jest zawołaniem – wara od polskich narodowych spraw Unio.
    W ten sposób powstaje antynomia nie do przezwyciężenia. My nie rozumiemy Unii i mamy rację (piosenka PiSowska), Unia nas nie rozumie i nie ma racji (również melodia PiSu).

    Wziąłem się za obszerny temat.

    Odniosę się krótko do wpisu zak1953.
    Miałem okazję ileś razy rozmawiać z udziałowcami po stronie niemieckiej w II Wojnie Światowej i jedną okazję z udziałowcem po stronie Niemiec w I Wojnie Światowej. Starałem się wyciągnąć maksimum informacji, lecz było to szalenie trudne. Generalnie udziałowcy ci byli mało rozmowni na te tematy. Być może, tak przypuszczam, ze wyczuwali w moim zainteresowaniu, dociekliwości jakąś niepoprawną ciekawość, lepiej więc być wstrzemięźliwym, itd. Takie same były rozmowy z ludźmi represjonowanymi na Wschodzie. Niby szczerość, ale po co ci te szczegóły, było, minęło, itd.
    Pzdr, TJ

  14. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 13:07

    A po nocach – wyje 😀

  15. @Tanaka
    20 kwietnia o godz. 12:57

    „by zestrzelić po stronie brytyjsko/angielskiej”
    Czy oni nie działali czasem na spółkę ze stroną galijsko/francuską?

  16. Żałować można wszystkich, którzy polegli w wojnach, przynajmniej tych, którzy na wojnę szli z obowiązku, nie z chęci zabijania. Ważniejsze, żeby o nich pamiętać, nie burzyć pomników, nie wymazywać nikogo z kart historii. Nie postępować jak kościół katolicki, który tak skutecznie zniszczył na ziemiach Europy, i nie tylko, zastane, istniejące wcześniej kultury, że prawie nic nie wiemy o tych, którzy żyli tu przed tzw „chrztem Polski”, czy innymi „chrztami”. Nie zachowywać się jak PiS, który próbuje zakłamać historię pierwszych powojennych lat, promując tzw „żołnierzy wyklętych”, czy usuwając z powszechnej świadomości pamięć o obozach w Jaworznie, czy Świętochłowicach.
    Nie bądźmy barbarzyńcami.

  17. 100 rocznica zestrzelenia Manfreda von Richthofena .. OK niech bedzie.

    Wojna, zabijanie, mlodosc, odwaga i fanfary i pogrzeby. I podziw i dyskusje i kontrowersje…

    Czy z ziemi zostal Manfred zestrzelony, czy z powietrza?

    A czy to wazne?

    Moze bylo wazne dla Kanadyjskego pilota Kapitana Arthura „Roy” Brown’a, ktory cieszyl sie z tego sukcesu.

    Ale autopsja zwlok wykazala, ze Manfreda dosiegla tylko jedna z setek, jesli nie tysiecy wystrzelonych w jego kierunku kul…

    Tak to ujal PETER JAEGER we artykule wspomnieniowym w Stars & Stripes:

    One bullet hit the Red Baron and went through his chest and heart, sending the triplane plunging into the ground behind allied lines.

    Kula przeszla przez piers i serce. Czy kula z okopu wystrzelona czyli z dolu mogla przejsc przez piers i serce? Pewnie mogla i najpewniej przeszla, tym bardziej, ze kula z karabinu maszynowego Browna najpewniej przeszlaby przez plecy i serce, bo przeciez lecial za nim i od tylu do niego strzelal.

    I tak sobie mozna dywagowac przez nastepne 100 lat od smierci Mafreda, jak dywagowano przez ostatnie 100 lat.

    I tylko sie zapytam jakie to ma u diaska znaczenie. Bo mi sie widzi, ze niewielkie.

    Zestrzelenie Manfreda von Richthofen, nie malo znaczenia, ani dla losow wojny, ani dla rozwoju lotnictwa, ani nawet dla odstraszenia od kolejnych wojen i wojenek. Choc tak ladny slogan sie sam cisnie:

    ZESTRZELAL (innych) PONAD 80 RAZY, W KONCU SAM ZOSTAL ZESTRZELONY.

    I juz nikogo wiecej nie zabil.

    pozdrowka
    ~l.

  18. Jako dzieciak śpiewałem piosenkę „Nasze jaki biją foki, obijają fokom boki…”
    Pamięta to ktoś?

  19. Te dwa tysiąclecia Kościoła, to tylko liczba. Różnica jest mentalna. Z wyznania uciskanych i niewolników, duchowieństwo doszło do stanu krytykowanego przez Jezusa. Faryzeusze oderwali się poziomem życia i potrzebami od swych wiernych owieczek. A współczesny Kościół katolicki to ponadnarodowa korporacja, zatrudniająca ambitnych pracowników o wysokich aspiracjach finansowych. Biskup Pieronek ma tego świadomość. Wystarczy podejść pod byle seminarium duchowne. I okaże się, iż współcześni klerycy są dobrze zmotoryzowani. Polski kościół przeszedł szybką lekcję powrotu kapitalizmu i nie waha się wystawiać sporych rachunków za swą przychylność. W końcu już w czasach minionego polskiego socjalizmu biskupi służyli władzy usługami pośrednictwa politycznego pomiędzy oporną częścią społeczeństwa, a aparatem formalnej władzy. Część polskiego episkopatu nadal nie potrafi się przystosować do nowych arcypasterzy na Watykanie. W końcu większość z nich pochodzi jeszcze z nadania polskiego papieża, który skwapliwie tępił księży praktykujących teologię wyzwolenia i pracy organicznej dla wiernych. Im, bardziej podoba się lekko bizantyjski system uprawiania duszpasterstwa i strzyżenia owieczek.

  20. tejot
    20 kwietnia o godz. 13:16
    Ciekawe uwagi. W świetle fetowania stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości, mam gdzieś w tyle głowy pomysł ruszenia pewnych tematów o wydarzeniach sprzed lat. Ten wstępniak jest elementem tego zamysłu. Pozdrawiam

  21. Tanaka, Tobermory
    Jeżeli konstrukcja umysłowa „otwartego” bp Pieronka jest ułomna i naznaczona stygmatem kk-izmu, to co dopiero mówić o jego współbraciach nieużywających mózgu, którzy odgrywają bardzo niestarannie albo wręcz nagannie swoje role?
    Wczoraj w TVN24 obejrzałam dokumentalny film o Marku Edelmanie, który całkowicie kwestionował istnienie boga jako takiego, a zwłaszcza w znaczeniu opoki, krynicy prawdy, miłosiernej sprawiedliwości itp.
    Po prostu boga nie ma. Szlus, koniec dyskusji. Wszystko inne jest manipulacją, dziecinadą, samooszukiwaniem się itp.

  22. lonefather
    20 kwietnia o godz. 13:24
    Każda machina składa się z jakichś elementów, najczęściej zwanych trybikami. O wszystkich nie napiszemy i nie powiemy. Ale o niektórych można wspomnieć. Tym bardziej, iż ten nie pchał się w struktury władzy i zarządzania zbiorowym mordem w imię wielkiej polityki światowej.

  23. „Tajemnica wzgórza 117” – Janusz Przymanowski.
    Takie rzeczy się kiedyś czytało 😉

  24. @mag
    20 kwietnia o godz. 13:42

    Marek Edelman to był mądry gość.
    Infantylizm – stan, w którym KK najchętniej widzi swoje owieczki, bo infantylny umysł nieźle poddaje się manipulacji.

  25. albo „Krystek z Warszawy” – Janina Broniewska
    Chyba z tej książki kojarzę piosenkę o jakach i fokach

  26. mag
    20 kwietnia o godz. 13:42

    Nie ma żadnego biskupa, który widziałby świat takim, jaki jest. Króty miałby zwykłą, podstawową ludzką moralność, uczciwość – bo ma „moralność chrześcijańską”, za pomocą której musiał w sobie wytrzebić tą pierwotną. Nie ma też żadnego intelektualisty bo intelektualista nie może być dogmatykiem, a musi być otwarty i nieuprzedzony.
    Owszem, jakieś pojedyńcze postaci mogą się zdarzyć. Jeden na grube setki, wręcz – tysiące. Prawdopodobnie takim dosyć przytomnym człowiekiem był kardynał Carlo Martini, który powtarzał, że Kościół kat jest dobre 200 lat opóźniony wobec świata. Ale cóż, na papieża wybrali naszego Lolka. Zresztą, jako papież, pewnie by się Martini zużył i zdemoralizował, jak nasz śliczny Lolek-kajakarz-narciarz i wsuwacz kremówek, no i intelektualista – wedle odwrotnej definicji – co gadał tak ładnie jak Pieronek, a jak został papieżem, to chyba sama wiesz, co wyprawiał.

  27. tejot
    20 kwietnia o godz. 13:16

    Miałem okazję ileś razy rozmawiać z udziałowcami po stronie niemieckiej w II Wojnie Światowej i jedną okazję z udziałowcem po stronie Niemiec w I Wojnie Światowej. Starałem się wyciągnąć maksimum informacji, lecz było to szalenie trudne. Generalnie udziałowcy ci byli mało rozmowni na te tematy. Być może, tak przypuszczam, ze wyczuwali w moim zainteresowaniu, dociekliwości jakąś niepoprawną ciekawość, lepiej więc być wstrzemięźliwym, itd. Takie same były rozmowy z ludźmi represjonowanymi na Wschodzie. Niby szczerość, ale po co ci te szczegóły, było, minęło, itd.

    Mozliwe, calkiem mozliwe, ze co czlowiek, to ciut inna motywacja.

    Moj tata walczyl w Powstaniu Warszawskim. Wiedzialem o tym, bo w domu wisi jego portret narysowany w Obozie Jenieckim w Hamburgu w Listopadzie 1944 r, przez jednego z jego kolegow. Jako dziecko kilkukrotnie probowalem sie dopytywac o Powstanie i wspomnienia. Jedyne co od niego uslyszalem, to bylo tylko to, ze „tak bylo trzeba, bo wszyscy poszli walczyc…”. I nic wiecej od niego o Powstaniu nie uslyszalem.

    O Hamburgu i o glodzie panujacym w obozie, o odgruzowywaniu po nalotach dywanowych opowiadal. O tym, jakim szczesciem byly odnajdowywane w zbombardowanych domach spizarnie z zapasami jedzenia opowiadal, a o Powstaniu odmawial tak konsekwentnie, ze jak te czterdziescipare lat temu przestalem pytac, tak do tej pory nie pytam i do konca jego dni sie nie zapytam.

    Co to jest wojna, chyba z tego milczenia o niej mozna sie wiecej dowiedziec, niz z calej reszty o niej gadanej.

    A problem najwyrazniej jest w tym, ze gadanie o wojnie slychac, a milczenia nie.

    pozdrowka
    ~l.

  28. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 13:49

    Marek EDELMAN był zanurzony w realnym życiu, a w czasie wojny z nim się brutalnie zderzył. Takie doświadczenie, człowieka realnego, niezakłamanego, prowadzi do jasnej konkluzji: bozia to fantazmat.
    Teoretycznie, coś podobnego mógł pojąć i Wojtyła, bo też miał z wojna do czynienia oraz horrorem innych ludzi. Ale że głowę miał już skrzywioną i zdemoralizowaną, widząc wojnę i ludzkie nieszczęście musiał to sobie kłamliwie wytłumaczyć: kara z grzechy; bozia ma „wyższy plan”, a dobro wojny jest większe niż jej zło; złe skutki wolnej woli i tak dalej. Obrzydliwe, zdegenerowane moralnie i i poznawczo.

  29. zak1953
    20 kwietnia o godz. 13:43

    Manfreda akurat nie chciano wciagnac w struktury wladzy, tylko wykorzystac propagandowo. Z tego co o tym czytalem, tak przynajmniej wynika. Byl „celebryta” mimo woli, ale wolal byc zolnierzem, co swiadczy przynajmniej dla mnie o tym, ze byl nie tylko odwazny, ale i odpowiedzialny. W tym miejscu moglbym sie zaangazowac w dyskusje, gdybym przeczytal jego pamietnik, ale nie czytalem, wiec nie ma o czym dalej gadac.

    pozdrowka
    ~l.

  30. Tanaka 20 kwietnia o godz. 10:24
    i
    lonefather 20 kwietnia o godz. 10:28
    i
    Tejot pozniej

    Ten Custer pod Kircholmem, to nie jest moj bohater. Kawalerzysta, moze nawet ulan malowany. Husar, ale tylko skrzydelka na czapce. Nielot. Ja buccaneer, choc niedoszly. Moze Brat Wybrzeza, moze witalijski jestem Tanaka i Lonek. Ci co uwazaja, moj wpis nielotniczy zapewniam, pare razy na lotni latalem, tylko rury kevlarowe, nie drewniane. Kto wrog, przyjaciel trudno zalapac. W kazdym razie oponent.

    W Szw. Jest 8miljonow sprzetu plywajacego. Zarejestrowanego. Znaczy wiecej co 6metrow dlugie. Jak goraczka byla polowan na radzieckie uboty, to kazdy kaper. Wraze okrety radzieckie, Wszyscy listy zapowiednie mieli, co okrety mieli. Od krola, a jak, dostali.

    Dawno temu, wybralismy rodzinnie, Kjell, ja i Nasze obydwie na zaprowiantowanie, dookola Bornholmu. „Lady Luck”, okret piracko/kaperski klasy R8. Jak okolicznosci dadza, piracko czy kapersko. Listy zapowiednie w szufladzie. Szybko na Bornholm, przy Hammerudde, pozniej powoli, bardzo powoli. Dookola. Dla prowiantowania. Ale czas bylo wracac niestety. No to wracamy. Zaprowiantowiani. Ciesnina Kalmarska. Noc jest bezksiezycowa. Nasze spia slodko w kojach. Ja i Kjell w cokpicie. Bomby w reku trzymamy, odbezpieczone. Kazdy swoja. Ja patrze, czy Kjell, juz nie pamietam, obok nas idzie rowno radziecki uboot. Ten uboot chcial przemknac obok nas niezauwazony radarowo/sonarowo przez Marine. Spryciarz. Ale my czujni, To ja z cokpitu krzycze Marina Marina. Bombe dalej odbezpieczam. Kjell na przedni poklad polecial. Ze swoja bomba i krzyczal Marina Carina. Cos takiego krzyczal. Juz chcielismy za VHF lapac, krzyczac, a tu z kabiny wyszla Carina i Moja(pierwsza). Zaspane. My zeby rakietnice dawali predzej. Kjell krzyczy zeby czerwone pierwsze, dla alarmu. Strzelac bedziemy do tego uboota kioska. Patrza na nas Nasze. My z bombami po pokladzie, bo listy zap w szufladzie mamy. Tam i z powrotem. To Carina sie zdenerwowala, jak my, ale w druga strone. Ten uboot caly czas rownym kursem z nami. Kiosk czarny. Noc bezksiezycowa. Kazdy by zdenerwowal w tak trudnych warunkach bezwietrznosci. Carina nas w koje, z pomoca Mojej. Bomby na uboota, odbezpieczone byly juz przedtem.

    Rano wstajemy Kjell i ja. No moze nie rano, bo kobitki juz po lunchu byly. W kazdym wypadku wstajemy, do cokpitu leziemy, popic cos.Uboota ani sladu. Zatopiony. Radziecki uboot zatopiony przez dwie kobitki miedzy lunchem a sniadaniem. Tak doplynelismy do Södertälje, portu matczynego okretu „Lady Luck”. Klasy R8. Zaglowego bombowca. Flage piracka pod salingiem, nad dunska, wciagnelismy.

    Zeby czym uboty radzieckie lapac mieli Czytelnicy, link do „Lady Luck” daje, po remoncie:
    http://www.yachtbroker.se/baat/international-8mr-r8/2538

    Ten zatopiony przez MarineCarine i Moja uboot, lezy dalej, tylko kiosk wystaje. Jak pozoomujecie wte wewte, to i „route” prowiantowania znajdziecie. W Ciesninie Kalmarskiej.
    https://webapp.navionics.com/#boating@9&key=uj%7CyIaygdB
    Z boczku mozna jednostki ustawic i namiary. Zeby trafic. Jakby kto na metryczne zapragnal. I cyrkiel jest i linijka. Jeszcze raz zatopic. Na pewniaka. „Yorktown” radziecki podwodny lotniskowiec, widmo kilka razy topione.

    A do Tejot Ciebie, 20 kwietnia o godz. 12:58 , i pozniej, na powaznie waznosc, o debatowaniu. Jak ja zainteresowalem, na powrot „polskoscia” zainteresowalem, to bylo jak Kaczynski wymyslil nowy przepis na kotlety mielone w „sosie smolenskim”. I zmielil Tejot, 90pare kotletow. Moje zainteresowanie zaprowadzilo do raportu o stanie spoleczenstwa, ktory zreszta link podalem. Paru profesorow, nawet jeden redaktor Polityki. 6, 7 lat temu. Zaimponowany bylem. Jaki czas pozniej czytalem nowy raport, ci sami autorzy. Powalilo mnie na kolana prawie. Link tez chyba dalem. Teraz na tapecie jest Gdula, stan spoleczny opisuje. Przedtem paru historykow. Sowa, Leder. Glebokosc analiz i faktow. Jak pomysle, co napisza za pare lat, to powalony na kolana, seiza, i wstac nie moge, bede. Wszyscy skrzetnie omijaja, coby nie raport abo dyskusja. Omijaja, jak moje koty zdechlego szczura, temat. Bez analizy, opisu nowoczesnymi metodami, destrukcyjnej roli katolickiego kosciola (administracji partyjnej wrogiej partii, na zapleczu panstwa) zadna analiza dyskusja. Namiastki, pozorowane tylko, oczy mydlic. Dupy szklem smarowac. Partie nowe zakladac i ruchy obywatelskie, „lobywateluf ruhy”. Tyle o debatowaniu. Ja po plugu panszczyznianym Tejot strony i panszczyznianych mleczarek jestem, byly niewolnik i potomek bylych.

    pzdr Seleuk, po paru milach na WooHoo!

  31. mag
    20 kwietnia o godz. 13:42

    Bozi nie ma, z dowolnego punktu obserwacji patrząc. Jedyne, czego nie można udowodnić to istnienie/nieistnienie „siły wyższej”, czyli czegoś absolutnie nienazywalnego, bo nie posiadającego żadnej treści.
    Natomiast każdy bozia, czy to żydowski, czy chrześcijański, czy 41 tysięcy boziów czterdziestu jeden (i więcej) tysięcy wyznań chrześciańskich (a u każdego z nich bozia jest inny niż u dowolnego z pozostałych), czy muzułmański i tak dalej, ma niezwykłą mnogość cech, przymiotów, szczegółów, czyli jest wysycony niezwykle złożoną treścią.
    Gdy się tą treść bada, widać jej wewnętrzne sprzeczności. Dlatego niemożliwe jest istnienie żadnego konkretnego bozi.
    „Siła wyższa” z kolei jest tak bezpostaciowa i niedefiniowalna, że na nic się nie przydaje i nic się nie da z nią zrobić. Musi być nieruchoma, w istocie żadna.Gdyby się poruszyła – już miałaby konkretną właściwość. A wtedy staje się konkretnym bozią. Gdyby „siła wyższa” „była wszędzie” – miałaby następną właściwość. Czyli także niemożliwe byłoby jej istnienie.
    Wedle Ojca Kościoła”, niejakiego Augustyna, „Bóg to jest to, o czym możemy sobie pomyśleć jako o najdoskonalszym i nic większego nie da się już pomyśleć”. Jest to – jak zawsze u wyznawców – idiotyzm. „Bóg” (chrześcijański), zostaje u tego mentalnego i moralnego krzywusa, złodziejsko podstawiony w miejsce bezpostaciowej „siły wyższej”. Człowiek zaś jest ograniczonym durniem, zaś Augustyn tego manifestacją. Ludzki, mały rozumek, może nie być w stanie sobie nic więcej pomyśleć, ale taki, weźmy – orangutan -może. Albo jakiś ufoludek. Augustyn świetnie wie, że człowiek jest prochem i nędzą – sam tak twierdzi, bo i jego bozia tak twierdzi. A tu pitoli coś o „najwyższym pomyśleniu” tego usmarkanego człowieka, co ma dowodzić Absolutności bozi. Mikrus ma udowodnić Absolut, za pomocą „pomyślenia”.
    Weź i znajdź wśród prawidłowych wyznawców jakiegoś typa, co nie będzie cymbałem, kłamcą, oszustem, albo pacjentem.

  32. @@mag, Tanaka i reszta

    Do tematu jest podklad dodatkowy w postaci wywiadu w Superstacji z prof Obirkiem. Niby nic nieznanego nie mowi, ale za to jak dokladnie i precyzyjnie objasnia mechanizm.

    Wywiad mozna zobaczyc i odsluchac tu:

    http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-prof-tadeusz-bartos,6778699/

    pozdrowka
    ~l.

  33. hehehehee ale wtopa… bo wywiad jest z prof Bartosiem, a nie prof Obirkiem…

    pozdrowka
    ~l.

    ps To przez sroki, co sie wlasnie urzadzaja na drzewie dwa ogrody na lewo od mojego domu i od 3 dni calkowicie mnie absorbuja. Moze o nich cos skrobne?

  34. @Lonefather 14:41

    U mnie urządziły się już dobrze ponad tydzień temu. Znacznie bliżej, bo jakieś 15 metrów. Ale cholery się tak urządziły, że od balkonu zasłania je spory gąszcz i mam trudność. Jakoś będę musiał sobie poradzić.

    Faktem jest, że zamętu trochę było. Najpocieszniej było, jak się szamotały z pędem długim na jakieś 60-70 cm, który zaplątał się między gałęziami. Dały radę.

  35. paradox57
    20 kwietnia o godz. 14:47

    One wiedza, ze je obserwuje i gdy stoje w oknie i sie gapie, to choc dzioby maja pelne galazek, to nie leca z nimi do budowanego gniazda, tylko gdzie indziej i udaja, ze gdzie indziej je wija. Tak jest, gdy stoje w oknie i sie tylko gapie.

    Za to gdy pale papierosa, to im nie przeszkadza ze stoje w oknie i sie patrze i leca wprost do budowanego gniazda.

    Ciekawe co nie?

    No i przez nie pale wiecej niz bym palil normalnie.

    A poza tym to najwyrazniej juz koncza bo coraz mniej nosza galazek grubszych, a coraz wiecej drobnicy, tak ze wygladaja jakby mialy krzaczaste wasy, bo tyle tej drobnicy w dzioby lapia.

    pozdrowka
    ~l.

  36. paradox57
    20 kwietnia o godz. 14:47

    Dodam cos zabawnego. Jak o tych srokach wspomnialem, to tez mi do glowy przyszlo, zeby sie o nich wyrazic per „cholery”…

    Cos w tym musi byc, ze to slowko na mysl przyszlo i mi i Tobie.

    pozdrowka
    ~l.

  37. Jak zobaczyłem srokę lotem koszącym atakującą przelatującego obok małego ptaszka i usłyszałem przeraźliwy pisk mordowanego maleństwa, to nazwałem ją dużo gorzej. Ta bandytka jednak nic sobie z tego nie zrobiła, tylko kilkanaście metrów dalej, już na ziemi, rozerwała ptaszka na strzępy i pożarła.
    Wiem, że plądrują gniazda i mordują pisklęta, ale pierwszy raz widziałem takie polowanie w powietrzu 🙄

  38. seleuk|os|
    20 kwietnia o godz. 14:14

    Mój komentarz
    KK, to struktura zrodzona, wyrosła i okrzepła w feudalizmie, mająca w sobie cechy charakterystyczne dla tego ustroju, odzwierciedlające stan stosunków społecznych z tego porządku społecznego – posłuszeństwo idei (ideą jest w tym przypadku religia), hierarchiczność personalna w działaniu, co się przekłada na posłuszeństwo patronowi. Patron zarazem jako nauczyciel i zwierzchnik duchowy – wierny jako uczeń i wykonawca.

    Posłuszeństwo, podporządkowanie, opłaty lenne za opiekę, autorytaryzm, wszystko to jest w KK wywiedzione z wartości najwyższych i przedstawiane jako służba, służba Najwyższemu poprzez służbę patronom zarówno szerokiej bazy społecznej płacącej składki i bezwolnej mentalnie wobec formy swojej posługi, jak i służbą jest nazywane zarządzanie tą bazą przez patronów, sterowanie nią metodami i sposobami wypracowanymi przez dwa tysiące lat, a przedtem oddziedziczonymi w formie bardziej pierwotnej po poprzednikach niechrześcijańskich (też jakieś ponad 1000 lat).
    Pzdr, TJ

  39. Jest +27, czereśnie i śliwy w pełnym kwiecie, susza. Sąsiad narzeka, że nie widzi pszczół na swojej wielkiej czereśni. Przyjrzeliśmy się bliżej – kilka trzmieli, pojedyncze pszczółki, marnie… Sroki pojawią się, jak owoce dojrzeją. Przybędą też chmary kosów, kruki i wrony. Nachodzi wtedy człowieka sympatia do Czerwonego Barona i jego karabinu maszynowego 🙄

  40. Bylbym sie moze i wzruszyl, gdyby nie to, ze tyle razy widzialem „malego ptaszka” co na zimno i bez zmrozenia oka, nawet bez zawracania sobie glowy zabijaniem, polykal male brzeczace o litosc robaczki, motylki i inny drobiazg….

    Bylbym sie wzruszyl, ale sie nie wzruszam, bo calkiem mozliwe, ze sprawiedliwosc zostala wymierzona zimnemu, bezdusznemu mordercy.

    Bo nei ma to jak przekladac ludzki punkt widzenia, na sroczy punkt widzenia, czy punkt widzenia malego, wzruszajacego ptaszka.

    pozdrowka
    ~l.

  41. Szkoda że nie widziałeś, jak małe ptaszki zadziobują inne małe ptaszki. Robią to metodycznie i powoli.
    Konrad Lorenz się kłania 😉 (sorry, ten usmieszek to nie do ciebie!)

  42. Siedzi sroka na żerdzi
    I twierdzi,

    Że cukier jest słony,
    Że mrówka jest większa od wrony,
    Że woda w morzu jest sucha,
    Że wół jest lżejszy niż mucha,
    Że mleko jest czerwone,
    Że żmija gryzie ogonem,
    Że raki rosną na dębie,
    Że kowal ogień ma w gębie,
    Że najlepiej fruwają krowy,
    Że najładniej śpiewają sowy,
    Że bocian ma dziób zamiast głowy,
    Że lód jest gorący,
    Że ryby się pasą na łące,
    Że trawa jest blaszana,
    Że noc zaczyna się z rana,

    Ale nikt tego wszystkiego nie słucha,
    Bo wiadomo, że sroka jest kłamczucha.
    (Jan Brzechwa)

  43. To ostatnie to bylo do
    Tobermory 20 kwietnia o godz. 15:52

  44. Och, są ptaszki wypychające inne ptaszki z gniazda…
    Nie opowiedziałem tej historii po to, by się ktoś wzruszał. Po prostu pierwszy raz byłem świadkiem takiego polowania.

  45. @tejot 20 kwietnia o godz. 15:52

    A to wszystko „zasadza się” (ulubiony zwrot kaka) na „naturalnej” hierarchii rzeczy, gdzie Ziemia jest centrum Wszechświata a Słońce i inne „ciała niebieskie” krążą wokół Ziemi jak Pan Bóg przykazał. Władza pochodzi od Boga, kobieta jako słabsza fizycznie jest podporządkowana mięśniakom, a „wszelkie stworzenie” podlega homo sapiens. To tylko tak w telegraficznym skrócie. Taki obraz świata ulega stopniowej dezintegracji, ale siła inercji jest dość duża.

    Co do reszty
    http://tadeuszbartos.natemat.pl/106805,kosciol-a-demokracja

  46. Jaka jest różnica między zającem zwykłym a latającym?
    Latający ma na plecach orła.

  47. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 14:21

    Coś mi się wydaje Tanako, że tego „durnia Augustyna” nadal będą cytować i nauczać na wszelkich uniwersytetach po upływie setek lat, podczas gdy genialny Tanaka już dawno zostanie zapomniany (jeśli w ogóle i przez kogokolwiek będzie pamiętany). I gdzie tu sprawiedliwość i logika na tym świecie?

  48. A mnie już dawno zahartowały filmy BBC z dyszkantowatym sirem – Davidem Attenborough. Paląca kwestia – czy przeżyje stadko chudych lwic i lwiątek – czy uda im się upolować antylopę – jest tam rozważana realistycznie i dramatycznie. Lwy są terytorialne, antylopy wędrują za deszczem. Od tego, czy stada antylop pojawią się cyklicznie na danym terytorium zależy przetrwanie tych śliczniutkich, malutkich lwiątek.

    A ptaki gnieżdżące się wysoko na skałach? Po kilku dniach od wyklucia pisklęta muszą zeskoczyć (sfrunąć? przekoziołkować?) na plażę i dotrzeć do morza, gdzie będą względnie bezpieczne. Na dole już czeka zapobiegliwy lisek, który musi wyżywić własne młode… Komu widz będzie kibicować? Oto question.

  49. @Rogger77 20 kwietnia o godz. 16:28

    Aggent Rogger nam wsadził jeszcze jeden kaka-gniot. Warto dodać: sic transit gloria mundi. Aha i jeszcze: memento mori. Kuriewny wyziew.

  50. A poglądy Tanaki raczej przetrwają – gdy po wyziewach Augustyna nie pozostanie nawet smród

  51. @Rogger77 16:28

    A jak to będzie z @Roggerem77? Kto będzie o nim pamiętał poza uczestnikami tego blogu? O ile zechcą o nim pamiętać?

  52. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 16:19

    Ja z kolei widziałem kiedyś żmiję, wybierającą z gniazda i połykającą małego dzwońca. Rodzice skakali wokół żmii, próbowali ją atakować, a jeden z nich (samiczka chyba, ale że się ciągle kręciła nie bardzo mogłem się dokładnie przyjrzeć) sama się gadowi nastawiała do pożarcia, byle małego puściła. Odchylała skrzydła na wewnątrz i piersią do przodu, doskakiwała do żmii, gotowa zginąć. Drugi dzwoniec usiłował atakować z góry. Żmija była jednak już zajęta połykaniem małego i nic sobie nie robiła z dorosłych. Aż mnie zmroziło.

  53. paradox57
    20 kwietnia o godz. 16:41

    Być może nikt, ale ja przynajmniej nie robię z siebie durnia, nazywając „durniem” Augustyna.

  54. Rogger77
    20 kwietnia o godz. 16:28

    Słodziak jesteś. Właśnie, a tak o sobie w tym kontekście mógłbyś się ładnie wyrazić, westchnąłbym wśród rozmarzeń i malin.
    Kto o Augustynie pamięta, to pamięta. Taki Pieronek to pamięta. Ale on zaraz wyląduje w Domu Pana. A reszta nie pamięta. Nawet o ewangelii nic nie pamięta, że aż Pieronek musi o tym mówić. Taki wyznawca, katolicki, co nie pamięta.
    Też nie pamiętasz, skoro tak czule mówisz. Zaraz poznać katolika.

  55. @paradox57 20 kwietnia o godz. 16:41

    Aggent Rogger liczy na konfitury w niebiesiech. Tam będzie się upajał wiecznym widokiem mąk „grzeszników”, który Bozia wystawił na widok publiczny. Tak wyglądała wizja raju w wyobraźni „Ojców Kościoła”. Z których jednym był manichejsko napalony Augustyn – który się wyrzekł własnego syna, jako efektu grzesznej chuci. Katolickie, czyli NIEludzkie. Standard.

  56. @Tanaka
    20 kwietnia o godz. 14:02

    Poczułem się nieprzyjemnie dotknięty. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić jakiegokolwiek porównania doświadczeń wojennych Marka Edelmana i Karola Wojtyły. Na życie tego pierwszego czyhali wszyscy, a ten drugi należał do sekty, która podpisała umowę na obsługę PR krucjaty Adolfa.
    Mity o doświadczeniu wojennym Wojtyły są tak samo katolicko prawdziwe, jak peany na cześć Kolbego.

  57. Rogger77
    20 kwietnia o godz. 16:47

    Kleiku dla reumatyków ty mój słodki. Wyjaśniłem dlaczego niejaki Augustyn durnowato nawija. Weź i odwiń. Wypuść rozum z głowy, czyli z niczego i przeprowadź dowód odwrotny. Będziesz zadowolony, będą pamiętać. A ja zmówię zdrowaśkę z podziwu.

  58. @Na marginesie 16:35

    Jedynie w swoim imieniu. Nie ustawiam się emocjonalnie po żadnej ze stron. W przeciwieństwie do mojej żony. A ponieważ nastała znowu pora włączonych kamerek internetowych, umieszczonych przy różnych gniazdach, znowu będę miał w domu lekką jazdę. Z powodu tego, że bocian Klekuś wpierdzielił połowę własnego potomstwa, albo tego, że bocianowi czarnemu w Estonii kuna wyżarła jaja, albo jastrząb porwał pisklaka. Jak też dlatego, że Kain zabił Abla (znaczy chciałem powiedzieć orlik zadziobał braciszka w gnieździe).

    Mieszka w okolicy parka fajnych rudych wiórek. Widziałem kilka razy, jak sobie zakąsiły pisklaczkiem.

    To bez to chyba, że różnym myszowatym łby urywałem. Kiedyś.

  59. Drobna uwaga: dogryzanie aggentowi jako takiemu jest bezcelowe. To taki kaka-Manfred von Richthofen. Skoszarowany i w sumie nieistotny. Za to podmywanie totalitarnej Fukushimy kaka – jest jak najbardziej potrzebne i wskazane. Wysyp aggentów – to histeryczna reakcja kadry. A kontry kaka są zawsze ad personam, dlatego Rogger tak uczepił się Tanaki.

  60. @Rogger77

    A czemu nie, skoro bozia dał człowieku wolną wolę. A skoro tak, to ta dobra wola musi przecież obejmować wolną wolę do nazwania Augustyna durniem.

    Poza tym tego rozpowszechnienia Augustyna bym nie przeceniał. Gadają o nim co najwyżej w seminariach, a i to pewnie po łebkach, bo tylu ich tych najmądrzejszych w kościele katolickim się namnożyło, że życia by nie starczyło, żeby ich wszystkich przestudiować, a co dopiero zrozumieć. I z każdym rokiem przybywa.

    16:47
    No, jeśli to jest dla Ciebie pociechą, że nikt, to co ja mogę? Chociaż, jeśli się nad tym głębiej pochylić, to jest nadzieja, że zostaniesz zapamiętany. I to nie z powodu tego, że nie nazywasz rzeczonego durniem, a z tego, że sam niezwykłe durnoty tu wstawiasz. Więc nie wiem, czy jest to powód do zadowolenia. Ale jak uważasz.

  61. Qba
    20 kwietnia o godz. 16:51

    Ja tak samo się poczułem. Wojtyła miał z wojną do czynienia, bo był wtedy młody facet. Ale już chory na głowę, czyli sformatowany. Oczywiście, nic wspólnego z Gettem i Powstaniem nie miał. Nie w tym jednak rzecz, bo kontakt z horrorem wojny miał, nawet bez chęci. Człowiek nieskrzywiony w ogóle nie musi doświadczać wojny, by pojmować, że ona dowodzi nieistnienia bozi, chyba, że bozi z pierwszej części swoich przygód, bo tam to bozia jest morderca jakich mało, albo i żadnego nie ma. Ale przecież nasz ulubiony kajakarz nie wierzy w bozię, bo nie wierzy w tego prawdziwego, który zresztą mówi sam o sobie, a nie ktoś, jak o mniemanym Jezusku zaczyna gadać byle co, kilkadziesiąt i znacznie więcej lat po jego śmierci, w ogóle go nie znawszy. A w dodatku gada czterech i sobie nawzajem przeczą.
    Znaczy to jedno, nie ma alternatywy: nasz ulubiony narciarz wybiera sobie miłego bozię, a olewa niemiłego. A że to ten sam bozia, skutek jest taki, że w żadnego nie wierzy, bo nie da się go przerżnąć piłą na pół.
    A to nieprzyjemnie dotyka. Tak jak z tym Pieronkiem – co się usłyszy, a nawet zobaczy, człowiek jest od razu nieprzyjemnie dotknięty. Smoła jakaś, albo i gorzej.
    Trzeba być cynikiem, idiotą psychiatrycznym, lub głęboko zakłamanym i sformatowanym by mając do czynienia z wojną, snuć fantazmaty o kochającym bozi i widzieć Maryję fruwającą nad Powstaniem Warszawskim (tak jest, to nie żarty, było mnóstwo świadków co widzieli, a Maryja fruwała wiele razy i są na te zeznania śliczne książeczki). Nie fruwała tylko w 1920-tym. Ona w ogóle tak ma.
    Jak już tak fruwała, mogłaby trochę bomb na szwabów spuścić, a ona nic, tylko jak synogarlica. A i to nie, bo synogarlica też co może spuścić i trzeba uważać.
    Taka prawda.

  62. @paradox57 20 kwietnia o godz. 16:55
    Nie mam żadnego sentymentu dla wiewiórek – chociaż w moich realiach to są chyba inne wiewiórki. Gryzoń jak gryzoń – szczur, mysz, skunks, szop-pracz, wiewiórka, kot sąsiadów – to dla mnie jeden pies. Ptaki na ogół zapraszamy, bo żrą robaki, a nie owoce.
    Samo życie 🙂

  63. @Qba 20 kwietnia o godz. 16:51
    Wojenne „przeżycia” Karola Wojtyły ograniczały się do pracy dla okupanta. Na tle wojennej podkrakowskiej rzeczywistości pracownicy Solvayu mieli jak u Pana Boga za piecem. Mieli przydziały dóbr wszelakich, a w szczególności papierosów, za które można było kupić wszystko. Po wojnie kierownik Solvayu wylądował w obozie – a Wojtyle wpisano do życiorysu jakiś fikcyjny udział w ruchu oporu – którego to szczegółu Watykan nigdy nie raczył zdementować.

    Ktoś (chyba David Yallop) cytuje wojenną korespondencję rzeczonego, która świadczy raczej o tym, że wojenna rzeczywistość w ogóle do niego nie docierała – on przebywał w jakimś ezoterycznym, wydumanym świecie, punktowanym lekturami typu Augustyn. Zawsze zresztą uciekał od rzeczywistosci i niczemu się nie przeciwstawiał – w sumie był to plastelinowy człowiek-nic. Tak wynika z życiorysu.

  64. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 17:17

    Parał się robótkami poezyjnymi i teatrzykowymi. No i wyrósł z niego Wielki Autor.

  65. @tejot
    20 kwietnia o godz. 13:16

    …mechanizm przepracowania w Polsce problemu dziedzictwa systemu pańszczyźnianego…
    Stawiasz tezę, iż zachodzi potrzeba odgórnie sterowanego działania, np. w postaci programu rządowego. Zakładam oczywiście, iż miałby on być najlepszy z możliwych.
    Już pisałem kilkakrotnie, że – według mnie – nie tędy droga. Przeszłość pańszczyźniana jest istotna społecznie, ale nie indywidualnie. Biorąc każdego z nas indywidualnie, otrzymamy mnóstwo wspaniałych osobników, niezależnie od przeszłości. Gdy złączymy ich – najlepszym na świecie – programem, wychodzi to, co zwsze. Przecież idee polityczne i religie są w swych pierwotnych postaciach wielce pozytywne. Ale od momentu, gdy jakaś grupa bierze je w swoje chciwe łapska…
    Jeżeli w ogóle możemy mówić o jakimś programie społecznym, to tylko na zasadzie kilku ograniczeń (jak w kodeksie drogowym), a poza tym rób co chcesz.
    Tu stawiam pytanie pomocnicze: Dlaczego odbudowa Europy po II WŚ odbyła sie tak szybko i sprawnie? Pomoc USA jest odpowiedzią błędną. USA nigdy nie czyniły nic bez 1000% zysku. Odpowiedź prawidłowa: Młode pokolenie powojenne nie zostało wychowane przez usatbilizowane społeczności. Każdy działał według swego indywidualnego odczucia. I ono było – w większości przypadków – bardzo pozytywne w sensie stosunku do innych indywiduów. Ci, którzy w tym czasie szabrowali, kradli i napadali, to były – niestety liczne – wyjątki, które wojnę znały głównie z opowiadań, a przeżyli ją na „łonie” rodziny. Znałem wielu i jednych i drugich. Powyższa reguła funkcjonowała bardzo ostro.
    Zauważ, że do wojny nawołują głównie tchórze. Całe naczalstwo II RP spieprzyło jako pierwsze, zostawiając wojsko własnemu losowi. A teraz zachłystują się Katyniem. A kto skąd się tam wzięło 10.000 polskich oficerów?
    Dlaczego sekta katolicka indoktrynuje dzieci? Bo panicznie boi się tego, że zaczną samodzielnie myśleć. Przecież teksty wypowiadane przez Macierewicza, Kaczyńskiego czy Godek kwalifikują ich do natychmiastowej izolacji.
    Wniosek: Dajmy dzieciom wolność indywidualnego wyboru (od poczęcia). Zadbajmy jedynie o to, by miały z czego wybierać. Okaże się, że 95% z nich jest bardzo inteligentnych i wybitnie uzdolnionych, bo nikt ich nie wpychał w idiotyczne ramy i nie kazał uczyć się na np. lekarza, bo to ma przyszłość. Jedyne poważne niebezpieczeństwo – jak napisałem w poprzednim wstępniaku – to pojawienie sie jakiegoś kartofla. Ale przy powyższym wychowaniu, czyli bez indoktrynacji sekty, szanse jego będa mniej niż niewielkie.

  66. @

    A propos konia. Wystawiam właśnie naleweczkę na kaszel, com ją obiecał.
    Zdrówko.

  67. paradox57
    20 kwietnia o godz. 17:02

    Można krytykować Augustyna, ale trzeba jeszcze trochę się znać na filozofii, żeby to robić w sposób kompetentny, a nie dyletancki. Akurat poświęciłem filozofii sporo życia i naprawdę nie rozumiem, dlaczego każdy laik czuje się uprawniony do wypowiadania się w takich tematach, nawet jeśli nie ma kompletnie nic do powiedzenia. Z twojego komentarza np. widać że jesteś totalnym dyletantem, bo gdyby naprawdę interesowała cię kwestia zainteresowania Augustynem, to wcześniej sprawdziłbyś chociażby indeks cytowań w pierwszej lepszej naukowej przeglądarce.

  68. @Tanaka 20 kwietnia o godz. 17:28
    Parał się, to fakt. Najpierw chodził na wycieczki, gdzie z reguły lubił uczepić się jednej osoby i drążyć stan „duszy” tej swojej nieletniej ofiary. Potem popełnił dzieło „Pod sklepem jubilera”, w którym opisał intymne życie osób i rodzin, którym „duszpasterzył”. Wszystko to, oczywiście „dla większej chwały Pana”. Bo o prawie do prywatności żaden kaka-spowiednik nic nie słyszał 🙂

  69. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 17:06

    To Ty nie mialas w ogrodzie czeresni.
    JAk sa czeresnie to sa i szpaki. Jak sa szpaki to nie ma czeresni.

    Jak sa czeresnie i spadnie deszcz, to sie spaki robia mokre i nielotne, bo sie tak od rwania czeresni same mocza. Wtedy koty maja raj na czeresni, ktory im szpakami obrodzil…

    Wiem to, bo mialem takiego jednego, zawolanego mysliwego, co mi w pol godziny naniosl do domu szesc, czy siedem szpakow, nim sie polapalem w hekatombie, ktora szpakom zrobil. Areszt na draniu polozylem, to znaczy zamknalem pomimo upalu okna, zeby po nastepne nie poszedl. Od tego czasu, az do konca dni jego, gdy byly czeresnie i spadl deszcz, prewencyjnie byl w domu zamkniety.

    Taki lajf jest, ze wolalem czeresnie poswiecic, a kota pozbawic radosci udanych polowan.

    pozdrowka
    ~l.

  70. @paradox57 20 kwietnia o godz. 17:02
    Poza tym tego rozpowszechnienia Augustyna bym nie przeceniał. Gadają o nim co najwyżej w seminariach
    @Rogger77 20 kwietnia o godz. 17:47
    Można krytykować Augustyna, ale trzeba jeszcze trochę się znać na filozofii, żeby to robić w sposób kompetentny, a nie dyletancki. Akurat poświęciłem filozofii sporo życia i naprawdę nie rozumiem,

    Zestawienie cytatów – i wszystko jasne. W jakim kuriewnym ucziliszczu studiował aggent Rogger mundrości Augustyna?

  71. @Rogger77

    Przeglądam ci ja różne przeglądarki naukowe, bo muszę i nie zauważam w nich imienia św. Augustyna. Fakt, że jest popularny w wąskim gronie filozofów i kościółkowych nie czyni z niego wybitnego uczonego. Więc grubo przesadzasz, pisząc o jego występowaniu w pierwszej lepszej przeglądarce naukowej.

  72. paradox57
    Jeśli znasz się na kaszlu, to mi doradź. Od jakichś 2, 3 tygodni dopada mnie w nocy atak kaszlu potwornie drapiącego w gardle. Wyłącznie w sypialni. Piłam syropy typu Pini i nic. Farmaceuta sugeruje, że może w łóżku zalęgły się jakieś jakieś tzw. roztocza, czy inne świństwa.
    Wszystko zostało umyte, wyprane, uprasowane itd. a ja nadal kaszlę (wyłącznie w nocy).
    Jeśli powodem jest moja ukochana kotka Dżezi (nigdy wcześniej nie bylam na koty uczulona) to trudno. Umrę kaszląc.

  73. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 18:10

    Na Wydziale Filozoficznym UJ.

  74. No, @lonefather 18:05

    Dużo miewasz w sezonie czereśniowym dni deszczowych? Bo jeśli dużo, to mógłbyś jednak raz kota wypuścić na czereśnię. A jak mało, to nie.

  75. @lonefather 20 kwietnia o godz. 18:05

    Miałam czereśnie. Już nie mam czereśni. Ich zasadzenie rzeczywiście było błędem – bo owoce jadły tylko szpaki. Jedna czereśnia zdechła śmiercią naturalną, druga wyrosła tak, że zacieniała grządki. Musieliśmy wyciąć zdrowe drzewo. Wstyd powiedzieć, nie obyło się bez łez. Śmierć drzew przeżywam na poziomie podprogowym – coś we mnie pęka.

    Szpaki są szalenie zabawne, zwłaszcza gdy ich dwadzieścia na raz włazi do ptasiego brodzika. Lądują z powietrza zawsze jeden na drugim – prawo natury?

  76. @Rogger77 20 kwietnia o godz. 18:14
    W Krakowie? No to rzeczywiście.
    Z życiorysu xiunca Natanka: „Doktor nauk teologicznych (specjalność: teologia historyczna) i doktor habilitowany nauk humanistycznych w zakresie historii. Nauczyciel akademicki, były wykładowca Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.”

  77. @mag 18:14

    Przykro mi, mógłbym znać się na kaszlu u Twojej Dżezi. A i to musiałbym dostać ją w swoje ręce.

    Żeby nie robić z blogu poradnika lekarskiego, bo bywa to po pierwsze nieprofesjonalne, a po drugie niemile widywane (czemu i nie można się dziwić). Co sugeruje farmaceuta, to sugeruje i bym się tym nie przejmował, aczkolwiek. Natomiast co mogę. Masz dwa rozwiązania: po pierwsze laryngolog, po drugie: jakiś kompetentny alergolog, znający się dobrze na próbach alergologicznych. Przy czym od razu uprzedzam. Obecnie w weterynarii (a pewnie i w ludzkiej) standardem stają się tzw. serologiczne badania alergologiczne oparte na badaniu surowicy na obecność przeciwciał. Dosyć drogie, przynajmniej u nas, znaczy w weterynarii.
    Innym standardem są tzw. prick-testy, polegające na naniesieniu na skórę przedramienia i/lub pleców kropelki alergenu, a następnie lekkim uszkodzeniu naskórka (nakłucie igłą), tak żeby alergen miał możliwość zetknąć się ze skórą właściwą. Tylko, jak zaznaczyłem, do oceny niezbędny jest naprawdę kompetentny alergolog, który umie odczytać wyniki.
    Naskórek kotów jest częstym czynnikiem alergizującym. Ale, jeśli nawet kot jest powodem, to nie ma trudno. Z każdej sytuacji jest wyjście. Ja swoje koty regularnie kąpałem pod prysznicem. Ostatniej nie muszę, bo się pozbyłem młodego z domu. Kota została.

    Jeśli byś konsultowała się z lekarzem. Ważne jest, czy ten kaszel występuje u Ciebie sezonowo, a jeśli tak, to w jakim okresie. Czy nie ma związku np. z intensywnym pyleniem roślin.
    Roztocza znajdują się w otoczeniu cały rok, więc gdyby to one były przyczyną, miałabyś problem cały czas. Podobnie z kotem.

    Przepraszam Pana Jacka i mimowolnych czytelników tego wpisu, ale mam nadzieję, że nie przekroczyłem granicy przyzwoitości.

  78. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 18:18

    Chyba prawo…

    Jak sa w kupie, to drapieznikowi trudniej wybrac i wszystkie maja wieksze szanse umknac.

    Czasem jezdze samochodem do jeszcze wiekszego Sainsburego, gdzie poza zywnoscia maja przemyslowke, w tym szkolne spodnie i buty. Raz czy dwa cos z mlodym kupilismy do zjedzenia na wynos, do samochodu… Jak sie je w samochodzie to tamtejsze szpaki zwyczajnie zebrza o zarcie. Przylatuja, siadaja na lusterku i sie wdziecza do jedzacego. Sa juz takie, ktore nie uciekaja i biora jedzenie z reki. Kiedys jeden, czy to napalony, czy wyglodzony, zwyczajnie wyladowal mi na rece, w ktorej trzymalem bulke i przez chwile on i ja na raz jedlismy ta sama bulke…

    Te szpaki, spod tamtego Sainsburego, to juz nie odlatuja na zime, tylko polegaja na tym co dostana, czy wyzebrza.

    pozdrowka
    ~l.

  79. paradox57
    20 kwietnia o godz. 18:16

    To bylo wspomnienie z przeszlosci. Nie pamietam ile bylo tych dni aresztowych. Pewnie pare, moze 3, czy 4? Nigdy nei kastrowalem swoich kocurow, wiec srednio zyly tak po 4, do 5 lat, wiec moze srednio wypadal areszt raz w sezonie?

    pozdrowka
    ~l.

  80. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 18:28

    No rzeczywiście, wstyd się chwalić takim obciachowym „uczyliszczem” 😀

  81. Ale wysyp postow w najrozniejszych tematach.
    Mnie najbardziej pasuje komentarz @lonefathera – wspanialy pilot ( bez ironii) stracil stu, a potem jego stracili. Nie wiedziec dlaczego w pierwszej wojnie swiatowej doszukujemy sie jakiegos romantyzmu, te ksiazki E.M. Remarque o honorowych oficerach a tutaj tez w bialych rekawiczkach. Napisalam kiedys, ze senator J. McCain, ktory jest bohaterem wojennym… to zostalam poinformowana, ze powinien stanac przed Trybunalem Wojennym za zbrodnie.
    I z innej beczki: Bylam ostatnio w Centralnej Bibliotece Brooklynu na dyskusji panelowej o zagrozeniu demokracji na swiecie, ze szczegolnym uwzglednieniem Europy. W dyskusji uczestniczyl Adam Michnik oraz mlody naukowiec z Harvardu i publicysta, mowca na najrozniejszych konferencjach – politolog Yasha Mounk. Tlumaczono w rozne strony, tlumaczka na angielski Michnikowi do uszka byla I. Gross. Wszystko poszlo sprawnie. Spora grupa na sali, wiekszosc Amerykanow.
    Michnik mowil o wielu przyczynach, ktore spowodowaly zwrot w Polsce w strone rzadow autorytarnych, rasizmu, ksenofobii, populizmu i co tylko…. o tym samym mowil w stosunku do Wegier jego amerykanski interlokutor omawiajac rowniez ostatnie wybory na Wegrzech….
    Potem bylo kilka minut na pytania z sali. Z uprzejmosci do starszych pan udzielono mi glosu, zapytalam sie A. M. o to, o co zawsze i tutaj sie pytam. A co robicie w Polsce aby odwrocic bieg wydarzen. Odpowiedzial mowiac o swojej gazecie, ale potem bylo troche gorzej, jakos zaczal sie rozmywac w anegdotach. Natomiast zakochalam sie w Yaschy Mounk – czyli tym drugim. Umysl jak brzytwa, a taki zwyczajny i kulturalny.
    Po zakonczeniu wianuszek znajomych, czy wielbicieli otoczyl Michnika, no to i ja podeszlam, zeby dodac troszeczke dziegciu mowiac oczywistosci, ktore zawsze tu pisze: uwazam, ze na poczatku lat 90-tych wszyscy przegapili wzrastajaca role kosciola i wymienilam przykladowo religie, konkordat, czy prawa kobiet, nawet nie probo owaliscie.. Na to A. Michnik powiedzial, ze gleboko sie myle, powiedzial to nieco ostrzej, bo nie odkrylam Ameryki, ze Polska byla i jest krajem gleboko katolickim i ludzie chcieli religii w szkole, zaostrzenia prawa do aborcji, a o konkordacie to dluga historia. Rozczarowal mnie, wiec i doniose na niego. Bardzo czuc bylo od niego alkoholem i co pomysli sobie o nim Yascha Mounk?
    Oczywiscie kupilysmy ksiazke tego mlodego czlowieka, „Stranger in My own Country” – urodzil sie w Niemczech w 82roku. Niestety jestem trzecia w kolejce do jej przeczytania. Przeczytalam jedynie jej ostatnie akapity i jak bym to ja pisala: ” Prawdziwy Berlinczyk jest ten, ktorego, przodkowie urodzili sie w Berlinie, prawdziwy Paryzanin jest ten, ktorego rodzice i jeszcze lepiej dziadkowie urodzili sie przy Champs Elysysees, prawdziwy Nowojorczyk jest ten, ktory przybyl skadkolwiek. Dlatego moje ostateczne miejsce na ziemi jest NY.” I on to mowi w wieku lat 30+!!
    A poza tym jest stalym publicysta portalu internetowego Slate, moze ktos tam zajrzy, a takze napisal dwie ksiazki o zagrozeniach politycznych we wspolczesnym swiecie.

  82. @zyta2003
    20 kwietnia o godz. 18:49

    Z przykrością stwierdzam, iż zgadzam się z Twoją opinią o panu Michniku. Ponieważ miałem już dawno co do niego wątpliwości, wybrałem się na spotkanie z nim. Wytrzymałem prawie do końca, ale już z niesmakiem. A jego gazety nigdy nie czytałem, bo generalnie nie czytam gazet ukazujących się codziennie.

    Co do prawdziwości…
    Słyszałem wielokrotnie, iż prawdziwy Wrocławianin pochodzi ze Lwowa, a prawdziwy Berlińczyk z Breslau. Takie czasy.

  83. @mag
    20 kwietnia o godz. 18:14

    Jeżeli kaszel jest mokry, to może być wyciek z zatok.

  84. Rogger77
    20 kwietnia o godz. 18:14

    1 możliwość: zmyślasz.Żaden z Ciebie absolwent Wydziału na UJ. To jest wersja bardzo miła.
    2. jesteś filozof z cenzusem mgr po UJocie. To jest wersja niemiła dla uczelni, że wypuszcza takich zawodników dając im na drogę dyplom. Jako spec-filozof gdałbyś tu tak ślicznie, że Hartman porzuciłby swój blog, byle tu stale siedzieć i spijać roggerkowe kryniczności filozoficzne.
    Jest bozia katolicki w końcu czy go nie ma, bo ani co powiesz, poza gadaniem byle czego.

  85. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 18:28

    @Rogger77 20 kwietnia o godz. 18:14

    A kto wspomni o Fest Naukowcu Katolickim dr hab. Oko Dariuszu i o dr bezhab (chyba) Hoserze Henryku nick „Maryja Fruwająca w Rwandzie i poza Rwandą”, albo o niejakim De Berrierze Franciszku, dr hab (?), nick „bruzda dotykowa na czole”, hę?
    Trza mówić,jak jest.

  86. Qba
    20 kwietnia o godz. 17:31

    Mój komentarz
    Qba, trudno mi skonstruować jakąś docierającą do receptorów myślowych odpowiedź na Twoją tezę o tym, ze państwo nie powinno mieć szerszego udziału w procesach społecznych, np. w procesie przepracowywania traum społecznych, porażek i zwycięstw, w procesach najogólniej nazywanych edukacyjnymi, udziału w stwarzaniu ram, sprzyjaniu pewnym działaniom, udostępnianiu swoich środków, itd.
    Wydaje mi się, że twoje podejście do państwa jest jakby libertariańskie – jak najmniej państwa.
    Pzdr, TJ

  87. @Orteq
    20 kwietnia o godz. 19:18

    Widziałem, zanim zamieściłem mój komentarz. Oszczędziłem wrażliwym drastycznej sceny 😉
    Kiedyś czytałem o tym zającu bodajże po słowacku i to chciałem zacytować, ale gdzieś przepadło 🙁

    U Augustyna rozbawiły mnie rozważania nad konstrukcją sklepienia niebieskiego, czysty kabaret.

    „Cóż bowiem jest bardziej przeciwstawnego, niż rozciągnięta płasko skóra namiotowa i wypukły kształt sklepienia”

    A już przekonanie, że na półkuli południowej (wiedział z greckich ustaleń, że Ziemia jest kulą) nie mogą żyć ludzie, a Adam i Ewa na pewno zostali stworzeni na półkuli północnej, pozbawiło mnie jakoś poszanowania dla takiego filozofa.

  88. Qba
    20 kwietnia o godz. 17:31

    Nie bardzo widzę związek pomiędzy potrzebą swobody w kształtowaniu siebie z szybką odbudową Europy.
    Spośród państw Europy, jedynie Niemcy mieli niezaprzeczalną sytuację: byli sprawcami hekatomby, na zewnątrz i wewnątrz. Sami, demokratycznie Hitlera wybrali i nigdy nie sprzeciwili mu się w mocniejszy sposób. Bo też na tym wygrywali, dopóki Armia Czerwona nie wlazła do Prus Wschodnich, a zaraz potem – do Berlina.
    Polska jest spec-przypadkiem. Zwycięzca (bo „polskojęzyczne oddziały zbrojne”) i wielki przegrany (bo między 1944-98 Polski „nie było” jak bredzą Prawdziwi Polacy). Niewolnictwa pańszczyźnianego nie przepracowała, bo przez złych komuchów, wnuk niewolnika nagle został mianowany na obywatela, dostał dworskie hektary, dzieciaki do szkoły za darmo, do lekarza za darmo, rodzina na wczasy za darmo, praca czeka i dyrekcje rączki wnuka niewolnika całują, żeby łaskawie zechciał i cała reszta. To co tu przepracowywać, jak śni, że jest w raju?

  89. Tejot 20 kwietnia o godz. 15:52
    i inni

    Oczywiscie tak Tejot. Tylko dodawac do tego mozna. W tym wywiadzie co @lonefather zalinkowal bylo troche jak dziala KorporacjaKatolicka. Jak kazda. Najstarsza korporacja to i metody stare. Moze troche „zaslugi” ma Benito. Panstwem ich nazwal, to sie tula do „panstwowcow”. Na Jednej Gorze zbieraja. Paulini. Historyczni. A i wspomna tam, odmiana listkow figowych tischnera zaleca.

    Historii wszedzie ucza, zeby historyjek nie plesc. Jak ten Augustyn logika.

    Dawno temu, okrety drewniane, pare desek. Dawno temu, g.wno do okretu czepialo i mowilo „plyniemy razem”. Adhezja (adhaesio), przyczepnosc. Takie prawa fizyki. Z czasem Rozum, okrety skomplikowal, deski zastapil, masztow nastawial. G.wno przyczepialo, mowilo „plyniemy”. Dalej swoje. Pozniej Rozum motory wprowadzil. A co g.wno? Dalej z okretem „plywalo”. Wreszcie oczyszczalnie sciekow na okretach montowac i wycieczkowcach Rozum zaczal. To g.wno denerwuje, coraz mniej „razem plyniemy” okazji. Na kazdej porzadnej uczelni, ucza jak oczyszczalnie budowac sciekow. Wyjasnic jaki „produkt” utylizowac zeby „nie plywal razem” ten produkt. Smierdzi. Cechy produktu daja. W kazdym miescie porzadnym, wycieczkowiec musi rura podlaczyc, jak wlasnej oczyszczalni nie ma, zbiornikow szamba. Rozum daleko od drewnianych okretow odszedl bez zbiornikow.

    „Lady Luck” co link dalem drewniana, a wlasne zbiorniki ma. Wspolczesne. Zeby nic nie przyczepilo co „razem plyniemy” krzyczy. Tego pare wykladow jest na dobrych Rozumu przybytkach. W Uppsala tez, szanghajskiego porzadku pozycja dobra. A u „nadwislanskich” nic o adhezji nie mowia. „Pozarankingowcy”. Adhezja to praca, wymiar fizyczny, co wykonac zeby przyczepnosci nie bylo. Znaczy „plywania razem” nie bylo. Bo smrod. Tyle o Augustynie Tejot, bo okazja byla budownictwo okretowe wspomniec.

    Ale sa inne produkty. Tu jest jeden spozywczy. Nazywa „surströmming”. Dla koneserow, gourmet(kow). To najbardziej przypomina produkt PRL, sledz z beczki. Na gazecie zuzytej podawany. Bardziej smak, zapach koncentrowany, ca 25x. Caly rok mozna, ale jest premiera dla Mietkow. Daje link, zeby nie bylo…
    https://www.bing.com/images/search?q=surstr%c3%b6mming+med+tillbeh%c3%b6r&qpvt=surstr%c3%b6mming+med+tillbeh%c3%b6r&FORM=IGRE

    … z wyposazeniem. Wiekszosc omija domy, ogrodki kiedy jest premiera. Ja tez. Glowny punkt przepisu jest, pod woda puszke otwierac. Klasyczna recepta, bo gazety nie daja zdezaktualizowanej. Ale co komu do upodoban innych kulinarnych? Nigdy, nigdy jednak nie slyszalem, co surströmming zeby na niedziele obowiazkowo podawac, prosto od producenta, dla wszystkich mieszkancow tutejszych. Ja tu tyle dziesiatkow lat, nigdy nie slyszalem. Nawet Prymaska tutejsza wiem, tego nie wytrzymuje, jak ja i wiekszosc zdecydowana. Tylko dla gour(mietkow).

    Pzdr Seleukos do Tejot i innych

  90. zyta2003
    20 kwietnia o godz. 18:49

    Dla mnie Michnik nigdy nie był postacią interesującą ze względu na zawartość swojej głowy. Uznaję jego rolę i zasługi z czasów przedsolidarnościowych i ciut z początku Solidarności. A później, coraz mniej.

  91. seleuk|os|
    20 kwietnia o godz. 19:40

    Śledź z beczki, cebula i wódka. Żyć, nie umierać (przed czterdziestką).

  92. Śledź z beczki koniecznie z ikrą, a drugi z mleczkiem.
    Pamiętam czasy śledzi wolnych od nicieni 🙄
    Teraz tylko filety sprzedają, bo ludzie obrzydliwe sie zrobiły przez to robactwo 🙁

  93. @tejot
    20 kwietnia o godz. 19:19
    @Tanaka
    20 kwietnia o godz. 19:35

    Ja po prostu usiłuję wyciągnąć wnioski z tysięcy lat historii wcielania indywiduów w grupy, społeczności, narody, etc.
    Uważam, że człowiek, pod względem potencjalnych możliwości intelektualnych, jest świetnie przystosowany do samodzielnego życia. Wciskanie go od dziecka w jakiekolwiek (sztuczne, bo przez kogoś wymyślone) ramy, powoduje stłamszenie rozwoju i uzależnienie go od innych. Przykładów mamy tyle ilu ludzi. Co bardziej prominentni twórcy czy przemysłowcy nie kończyli szkół. Mało ich, bo takiemu bez tytułu nie można przecież wierzyć, że coś potrafi. Zwłaszcza tak niezrozumiałego.
    Wasza reakcja też jest systemowa. Rozumiem, że w systemie (jakimkolwiek, byle stałym) łatwiej żyć, bo można raz się dopasować i potem leci. I w rezultacie mamy system gospodarki rynkowej bazujący na piramidzie finansowej, w którym najważniejszym wskaźnikiem jest wzrost gospodarczy, choć świat zalany jest złomem i śmieciami i w którym propaguje się przyrost ludności, bo kto będzie na nas pracować. A świat jest nas pełen i już się przelewa i przesypuje.
    A przecież człowiek ma (podobno) świadomość, więc wie, że życie jego jest cholernie krótkie i mało kto dobrowolnie zdecyduje się poświęcić najefektywniejsze lata na potomstwo. A jednak wystarczy kilku cwanych, by wmówić reszcie, by na nich harowali i rodzili coraz więcej dzieci. Bo konieczna jest kolejna wojna, bo nie ma już gdzie budować, więc trzeba zburzyć, zabić, zniszczyć. I wtedy młodzi zaczną z pieśnią na ustach budować radosną przyszłość.
    Cóż, ludzkość boi się myśleć i usiłuje zabronić tego pojedynczym osobnikom. Jak na razie, funkcjonuje.

  94. Ja kiedys widzialem zajaca, nielatajacego. „Orla” czy co, mial na grzbiecie noge przyrosnieta. Foto nie mam, bo bez komorki pod reka

    pzdr Seleuk

  95. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 19:46
    Wodka tak, reszta nie bo ja po czterdziestce.
    Tobermory
    20 kwietnia o godz. 19:50
    Mleczko lubie, ale nie sledziowe

    pzdr Panow Seleuk

  96. Pewien krajan z Moraw rozstrzelał ok 50 wrażych czołgów.
    Ruskich.
    Był niezmiernie rycerski i pomimo usiłowań krajanów z Moraw, służących normalnie w SS,
    by go za tą rycerskość ,rozstrzelał do dopiero ,na Morawach w 45,czołg ruski.

  97. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 19:33

    „Widziałem, zanim zamieściłem mój komentarz. Oszczędziłem wrażliwym drastycznej sceny ”

    Wiedzialem ze widziales. I o tym powiedzialem. Obrazek drazliwej sceny jest uzupelnieniem tysiaca nie zawsze niekoniecznych slow. Jak tu

    https://img2.demotywatoryfb.pl//uploads/201804/1523547316_iimmjy_600.jpg

    Czy zawsze koniecznym jest przypominanie, wieloma slowy, dlaczego ksieza sie nie zenia?

  98. No, no „mleczarze” pruderyjni
    S.

  99. Dlaczego ksieza sie nie zenia?
    Bo jeszcze nie wiedza, ze w swiece zaakceptowano malzenstwa jednogenderowe

  100. Gdy jest dyskutowany obecny trend swiatowego przechylu w strone wstecznego konserwatyzmu, wymieniane sa kraje bedace tego przykladem.

    Pierwszym krajem na takiej liscie sa, najczesciej, Filipiny. Ale zaraz po Filipinach wymieniana jest Polska. Dopiero po Polsce padaja orbanowe Wegry. To pewnie dlatego, ze wsteczny kaczyzm polski juz sie zaczal w 2005 roku. I nigdy nie ustapil. Orban nastal dopiero w 2010.

    Orban tez ma problemy z zaakceptowaniem malzenstw jednogenderowcow. Choc to real europejski dzisiaj

  101. Alesmy od Manfreda odeszli, nieboszczyka. Damy seczego za Manfreda „zdrowie”???

    S.

  102. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 19:13

    Wybacz, ale nie mam najmniejszej ochoty ciągnąć tego tematu, możesz sobie myśleć że jestem absolwentem Rydzyka, mi to jest ganz egal. Tylko twoje wybitne „refleksje” o Augustynie sprowokowały mnie do reakcji, ale już tego żałuję. Bez pozdrowień.

  103. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 19:13

    Tu wielu „szeregowcow” religijnych bylo. Na blogu. Tanaka, wyraznie splawiles „podporucznika” wyslanego. „Plyniemy” odczepil. Kiedy to przysla jenerala „plyniemy razem”? Kiedy?

    Seleuk, z honorami

  104. Jedna z podstawowych charakterystyk istot zywych – wszystkich stworzonych na chwale Pan Bocka – jest FAKT homoseksualizmu posrod nich niezmiennie wystepujacego od wielu tysiecy lat. Jesli nie milionow. Bo dinozaury to tez byly istoty jak najbardziej zywe.

    Nikt nie interweniuje w gejowstwo np. plaszczek. Czy nawet jeleni. Albo i koni. Chyba te konie sa sokolskie. Wtedy moga jakies interwencje nastapic. W Sokolce glosuja na PiS chlop w chlopa..

    W homoseksualizm sapiensow natomiast wciaz sie wtracaja jacys moralisci sapienscy. Oraz religianci z tego samego rodzaju sie wywodzacy. I twierdzacy, iz Good Book na takie bezecenstwa nie zezwala. Co jest najzwyklejszym lgarstwem.

    Biblia daje swiadectwo faktu istnienia mniejszosci seksualnych od poczatku Stworzenia. Przez Najwyzszego Pana stworzenia. Czyli tam musial byc jakis zamiar i cel tworzenia. I na tym poprzestaje. Co swiat, rowniez chrzescijanski, wreszcie zaczal rozumiec i zaczal akceptowac malzenstwa homoseksualne. Ale nie kaczpolski swiat!

    W Kaczpolszy lecimy czym lecimy. To dlatego traktuja nas jak traktuja. W calym bozym swiecie. Czy ktos slyszal ostatnio, zeby prezes byl przez kogos w w tym bozym swiecie zapraszany na herbatke?

    O wodce szkoda gadac

  105. O Augustynie jeszcze będą uczyć. Tu i tam. Bądź zadowolony. Augustyn ma już śladowe znaczenie, czas go zużył i dla współczesnego świata ma znaczenie takie, że wartość „n” zmierza do zera. A ściślej, poniżej zera była od zarania. Był częścią chorej religii, zresztą nie ma zdrowych. Ale to chrześcijaństwo przyniosło ludzkości największe cierpienia w dziejach homo sapiens. Augustyn, jako wybitny chrześcijanin, wybitnie się do tego dołożył, a filozofowanie i filozofującym Augustynie rozmywa jego robotę.
    Jak każdy tu włażący wyznawca, jesteś pełen obłudy i dramatycznie leniwy albo słaby. A filozof z cenzusem. Robienie przysrywanek to robota dla leni i gryzoni. Absolwent filozofii gada spójnie, głęboko i przytomnie. Taki jest mocarz w rozumie, że inni nic tylko mocarza czytają i jest uwielbiany.
    To taka charakterystyczna cecha obłudniów wyznających bozię: nic, lub w nudnym szczątku mieć do powiedzenia, a bujać kręcić, gadać famazony czy kłamać umieją w nadmiarze.
    Miałeś tyle okazji do gadania czegoś nowego i frapującego, ile razy tu wlazłeś. I pokazać umysł godny UJotu. A najwięcej – siebie samego.
    Też nie mam ochot i też bez pozdrowień, więc sprawa załatwiona.

  106. Orteq
    20 kwietnia o godz. 21:10

    Tak jest, ale pedrylstwo to jest szczegół wobec ogólności: każdy lubi seks, oprócz papieża, bo on co innego lubi. Mucha lubi seks, że cała lata napalona. I tylko jedno może ją od seksu odciągnąć: alkohol.
    To ja się pytam bozi: czemu te muchy ciągle takie napalone? I cała reszta, włącznie z ludźmi,, pominąwszy papieża? A jak się tak seksią, hetero i pedryle, to bozia na nich gromy spuszcza,, deszcz ognia i siarki, że oni o seksie A jak mają nie o seksie, jak ich bozia tak stworzył, że ich tak pędzi,, że wszędzie by mogli. Weźmy takiego kolegę Zenka – ten to w ogóle, a potem potępienie. Seks jest święty, bo go bozia wymyśli, czyli jest Dziełem Stworzenia i Dobrem Absolutnym, a potem nam każe ze sobą walczyć, trzebić się w celach świętych, dręczyć i życie marnować – czyli Bogu Jedynemu Na Wysokościach się sprzeciwiać, w celu, żeby mu się nie sprzeciwiać. A potem Pieronek gada, że wyznawcy nie kapują o co bozi chodzi .
    No i musi być jak jest: seks albo wódka. No i masz: co drugi członek kleru to pedryl – jak o niesutannowych homoseksualistach sami uwielbiają gadać, co piąty to pedofil, a 95% – chleje i łazi na dziwki damsko-męskie.

  107. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 21:10

    @ Rogger77
    20 kwietnia o godz. 20:51

  108. Qba
    20 kwietnia o godz. 19:58

    Możliwości zarówno ludzkiego umysłu,jak i przestrzeni psyche, oraz potencjał twórczej współpracy w grupie jest nie do opisania, bo tak obszerny i ciągle się czegoś w tych sprawach uczymy. Ale psychologia (zbiorowa i indywidualna) nie działa tak, jak opisujesz. Przyczyny szybkiej odbudowy Europy, a chyba zwłaszcza od Polski po ogromne przestrzenie ZSRR, kawał Węgier i Czechosłowacji (mniej jednak zniszczone) były w pierwszym rzędzie te najprostsze, o wręcz biologicznym wymiarze.

  109. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 19:46

    Moze byc … mam sledzia z beczki, co go ruscy w pacyfiku zlowili. Juz oprawiony i z cebulka pomieszany.Wiec choc upal pod 30, to i tak sie chetnie przylacze.

    pozdrowka
    ~l.

  110. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 21:21

    Nie musza lazic na dziwki. Dziwki same na telefon sa podwozone.

    pozdrowka
    ~l.

  111. Przeczytałem cierpliwie i ‚dokładnie” wszystkie wpisy . Czuję się jak wścibski służący podsłuchujący rozmowy jaśnie panów.
    1. W ostrowie z dumą wspominają czerwonego barona.
    2. Biedny KK okładany nahajkami. I kto by pomyślał, że ze wszystkich odłamów chrześcijaństwa jest najłagodniejszą
    bo zakłada wolną wolę i swobodę podejmowania
    decyzji /nie oczekuje ingerencji sił boskich/.
    3. Czy przypadkiem na dynamiczny powojenny rozwój Niemiec nie miał wpływu fakt uruchomienia zasobów zgromadzonych przez kilka lat rabowania Europy?
    4. Łańcuch zjadania wzajemnego od planktonu do robaków po naszej śmierci został zapewne uszkodzony
    przez ekologów. Ochrona srok i innych dużych doprowadziła do epidemii powikłań pokleszczowych. Brakuje stad wróbli na krzakach.
    5. Pozdrawiam filozofów z forum. Gdyby mieli zgodne
    zdanie – katastrofa.

  112. @Tanaka

    Sledzia wyciagajac z lodowki znalazlem cos lepszego od sledzia. Tez od ruskich w Kalince na Quinsway kupione… suszona rybe. Etykieta sie gdzies zapodziala, wiec nie wiem jaki gatunek, ale twarda jest jak kawalek drewna i slona…

    No to nakrywam klasycznie, czyli gazeta, rybka, ogorek kiszony i gorzalka.

    Zdrowko !

    i pozdrowko
    ~l.

  113. Zeby nie bylo, mlody jest na kominkach, to i ja mam wolne dzisiaj.

    pozdrowka
    ~l.

  114. No to co? Zdrowie Manfreda nieboszczka? To wam historie opowiem jednego, co w Gnieznie ekonomia zajmuje kaplan. Uswiecony. Ale on ostrozny. Sam sie podwozi. M.in do jednej, co mnie te dobre historie opowiedziala. Bo tez mnie lubila pasjami. Twardy porr, nic dla pruderyjnych. Zdrowie Manfreda?

    Seleuk

  115. A co mi tam?

    Niech bedzie zdrowie Manfreda, ktory bylo nie bylo we Wrocku sie byl urodzil…

    pozdrowka
    ~l.

  116. Ale ale … jak to zdrowie Manfreda jak on od 100 lat truposz prawidlowy?

    pozdrowka
    ~l.

  117. @Tanaka
    20 kwietnia o godz. 21:28

    Wszelkie wielkie dokonania pochodzą (na tym świecie) od jednostek. Ich realizacja wymaga na ogół współpracy (nierzadko tysięcy), ale idea jest zawsze indywidualnym pomysłem. Ponieważ jest nas dużo i działa na nas (w przybliżeniu) ta sama cywilizacja, zatem te same idee powstają w wielu głowach. Czasem równocześnie.
    Niestety, każde zbiorowisko indywidualności (bo każdy z nas jest indywidualnością) wybiera najczęściej najmniejszy wspólny mianownik, czyli rozwiązanie kiepskie, ledwo ledwo spełniające kryteria. Owszem, jest to rozwiązanie najłatwiejsze do realizacji, a tym samym najpewniejsze. Prowadzi jednak do sytuacji, gdy ideodawcą stają się coraz gorsi, bo najmniejszy wspólny mianownik osiągalny jest dla coraz gorszych. A jak się czasem trafi sytuacja, że jakiś „wariat” typu Musk’a ma nie tylko idee ale również środki do ich urzeczywistnienia, to społeczeństwo gotowe jest pomóc tylko tak długo, jak długo ma coś z tego natychmiast (w skali społeczeństwa, czyli w kilka lat). Jedyne zrealizowane przez społeczeństwa wielkie projekty dotyczą katedr i pałaców. Zarówno królestwa, jak i religie dążyły zawsze do ogłupiania „poddanych”.
    Niestety, to rozum „rozmiękcza” ewolucję homo i pozwala żyć i mieć takie same prawa osobnikom, których każdy inny gatunek wykopałby z gniazda.

  118. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 21:21

    „Mucha lubi seks, że cała lata napalona. I tylko jedno może ją od seksu odciągnąć: alkohol.”

    Nabzyngolona mucha:

    Daj seczego za Manfreda
    Wnet przestaniesz trzepac freda

  119. lonefather
    20 kwietnia o godz. 22:02

    Lonek, czas (od Manfreda) i odleglosc jest jeden (1). Czy wstepniak Zak o tym nie byl? Czy odleglosc Wrocek (Pitcairn) do Lolkowych Wysp na Jamnie nie jest jeden (1)? Logiczne jeden. Lonek, co ty pijesz? Czy Ty wode do picia uzywasz? Wieczorem?

    Hmmm… Seleuk

  120. @Qba
    20 kwietnia o godz. 22:15

    Budowa wielkich katedr w średniowieczu to był big business w celu zwabienia pątników do przechowywanych w nich cennych relikwii i zarobienia na odpustach oraz oberżach i „hotelarstwie”.
    Jedna z pierwszych, taki prawzór katedry gotyckiej, powstała w Chartres, gdzie przechowywano suknię Najświętszej Panienki, którą miała na sobie w momencie zwiastowania. Tę katedrę zbudowano w rekordowo szybkim czasie, w zaledwie 66 lat.
    Wewnątrz, na środku posadzki znajduje się mozaikowy labirynt, po którym na kolanach pątnicy mogli odbyć zastępczą pielgrzymkę do Ziemi Świętej.
    Budowa katedry kolońskiej (relikwie Trzech Króli) trwała natomiast w sumie 6 wieków, bo choć rozpoczęta w XIIII w. to dokończona dopiero w XIX. Jakoś zapał im przeszedł 🙁
    Dzieło Gaudiego w Barcelonie też się ślimaczy od 1882 roku…
    A co sądzisz o budowie Machu Picchu, piramid, wielkich budowli rzymskich, Wielkiego Muru chińskiego, a z nowszych – Kanału Sueskiego, Panamskiego, kolei transsyberyjskiej, Eurotunelu, kolei tybetańskiej (Pekin – Lhasa) itp.?

  121. rozpoczęta w XIII wieku, sorry 😉

  122. seleuk|os|
    20 kwietnia o godz. 22:44

    Russkij Standard ja popijam, klasycznie czyli setkami.

    Wlasnie 3 setke „walnalem”. Brawury juz nie ma, bo prawidlowo schlodzona do oszronienia w zamrazalniku. Co innego byla pierwsza, ktora z pospiechu, w pokojowej temperaturze zaliczylem.

    A Ty czym sie raczysz?

    pozdrowka
    ~l.

  123. lonefather
    20 kwietnia o godz. 21:36

    Słuszna racja!
    No i sam widzisz, jak durnowato gadam, zamiast gadać jak jest. mają rację blogowi wyznawcy bozi, że straszny ze mnie cymbał.

    I zdrówko, pod śledzika z Pacyfika!

  124. Orteq
    20 kwietnia o godz. 22:29

    😀

  125. Qba
    20 kwietnia o godz. 22:15

    Sie bym nie zgodzil Qba. Dajemy sobie seczego razem, dzieki zbiorowemu, wspolnemu wysilkowi, tysiecy ludzi. Inteligentnych. Zanim politycznosc panstwowa. Teraz polityczne zbiorowosci chca zawladnac katedrami, to inna historia. Zawsze robily. Moglbym innych przpadkow pare, wiecej niz katedr jest Qba.

    pzdr Seleuk

  126. lonefather
    20 kwietnia o godz. 22:52
    Ouzaki lece Lonek. Manfreda zdrowie. S

  127. Qba
    20 kwietnia o godz. 22:15

    Co do ogólnej zasady mianownika – oczywiście. Ale nie bardzo jest tak, że to indywidua załatwiają nam wielkie dokonania. Tak bywa. Einstein mógł, osobiście, wykonać wielkie dokonanie, przy czym pojęcie „dokonania” wymaga dokładniejszego przedstawienia. Wielkie, wybitne czyny – tak. Dokonanie jest czymś na tyle obszernym, że znacznie trudniej jest przypisać całość dokonania.
    Zgoda: w pewnym momencie pojawia się osoba, z imienia i nazwiska i mówi: zróbmy to i zróbmy tak. Przy czym ta jedna osoba rzadko kiedy wyskakuje z pudełka, a częściej – ujmuje w pomysł to, co wielu innych dyskutowało, zastanawiało się i ta konkretna osoba zbiera różnorodność wątków, pomysłów i je wysławia w sposób zebrany i najbardziej trafny. A że najbardziej trafny, to innym zawdzięcza: słucha, uczy się, weryfikuje to, co społeczność mówi. Nie jest więc postacią z pudełka właśnie, ale kiś w rodzaju medium. Z jednym nazwiskiem, niemal z automatu kojarzymy owe osiągnięcia, bonie da się za każdym razem opowiadać długich i nudnych dla postronnego opowieści, jak to się rodziło, że się w końcu urodziło.

  128. Lewusek znowu sie wykruszyl. Co z nim jest? A moze go Putin hakuje?

  129. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 22:58

    Ja tylko jedno zalapalem na Q… Tobermory. Czy to do tych co tylko czytaja a nic mowia? A gdzie seczePanie??? S.

  130. Wyznanie milosne…

    Kocham krukowate !
    Za inteligencje oczywista je kocham !

    A sroki zwlaszcza, bo upierzenie maja wyrozniajace i inteligencje wybitna…

    Kiedys, dawno temu, przykre okolicznosci przyrody zmusily mnie i admnistracje osiedla gdzie mieszkalem do wyciecia 4 topol, ktorych dalsza egzystencja domowi mojemu zagrazala. Sprawna i jak najbardziej profesjonalna ekipa wycinaczy drzew przyjechala i „od gory” rzeczone topole wycinala. Na jednej z nich bylo od lat zasiedlone przez sroki gniazdo, umieszczone w rozwidleniu konarow jakies 16, czy 18 metrow nad ziemia. Gdy doszli z wycinka do niego i spadlo na ziemie, mje najwieksze zdumienie wzbudzilo to, ze sie to srocze gniazdo nie rozpadlo, nie rozsypalo…

    Podszedlem i wzialem w rece i sie jemu tak dokladnie jak bylem w stanie przyjzec, przyjzalem. Gniazdo sie nie rozpadlo, bo sie okazalo byc gniazdem „pancernym”. Nie rozbieralem go, wiec tylko na oko oszacowalem, ze ponad 50% budulca, a ktorego zostalo uplecione stanowily druty wyrwane, wyszarpane, wyplecione z siatek plotow dzielacych posesje osiedla… I majac w rekach to „pancerne gniazdo”, dopiero wtedy sobie przypomnialem widok, ktory wielokrotnie widzialem, widok srok krecacych sie po ogrodzeniach i cos kombinujacych. One wyplataly z siatek druty, a po wypleceniu kilkunastu centymetrow zgnaly w rozne strony tak dlugo, az sie druty lamaly, a one mogly je zabrac i wplesc w swoje „pancerne gniazdo”…

    pozdrowka
    ~l.

  131. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 22:58
    Czerwony baron latał jednak ciut lepiej od tej muchy. Kulkę z ziemi złapał przypadkiem. Jedną jedyną z tysięcy ku niemu wystrzelonych. Widać taka była jego karma. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wg fachowców przeciętny pilot myśliwski w czasie I wojny przeżywał okres 2-3 tygodni, to Manfred i tak pożył długo.

  132. seleuk|os|
    20 kwietnia o godz. 22:57

    Ouzaki ?

    O zesz TY! Ty to jestes taki jakby masochista, czy co…

    pozdrowka i ZDROWKO ! skoro Ouzaki sie katujesz..
    ~l.

  133. Orteq
    20 kwietnia o godz. 23:06
    Bez przesady, Lewy miał problemy z komputerem. Pisał o tym niedawno na blogu.

  134. seleuk – 22:55

    „Dajemy sobie seczego razem, dzieki zbiorowemu, wspolnemu wysilkowi, tysiecy ludzi. Inteligentnych. ”

    I milionow. Inteligentnych inaczej raczej. Wybierajacych mocne seczego dla wspolnego wysilku

    https://img8.demotywatoryfb.pl//uploads/201704/1491407737_yyfplh_600.jpg

  135. lonefather
    20 kwietnia o godz. 23:14

    W zadnym wypadku sado-maso nie jestem. Ja jestem role play. Zdrowie Manfreda.

    pzdr Seleuk

  136. zak1953
    20 kwietnia o godz. 23:16

    „Bez przesady, Lewy miał problemy z komputerem. Pisał o tym niedawno na blogu.”

    Toz ja o tym mowie. Putin go hakuje. Nawet wiatraczek w jego laptopie jest hakowany przez tego kagiebiste

  137. Orteq
    20 kwietnia o godz. 23:19

    Ja Orteq nie umiem rysowac, takich obrazkow, czy foto robic. Nie umiem tez krotkich wierszy pisac. Co wiele umie na blogu. Ja moge na wiele jezykow cos tam, z powrotem przetlumaczyc. Tam i zpowrotem. Mnie Nefer brak. Ona kiedys jedno foto publikowala. Jak mnie na blogu nie bylo. Religiantami wq…urw bylem. Nefer publikowala taka para bucikow na koturne, z pomalowanymi paluszkami. To ja pomyslalem, na blog wrocic, jakby paluszki malowac. Co lubie. Orteq, nie pisz do mnie bzdur katolickich. OK Orteq? I tak nigdy nie spotkamy. Nie mozemy czasem seczego dac razem?

    pzdr Seleuk

  138. seleuk|os|
    20 kwietnia o godz. 23:19

    O zesz Ty …

    Jak zdrowie,to zdrowie! Do dna! Jak za flote Radziecka! Koniecznie do dna … !

    pozdrowka
    ~l.

  139. seleuk|os|
    20 kwietnia o godz. 23:19

    Ja to chyba z inszej gliny ulepiony jestem, bo dla mnie Ouzaki pic to jet tortura…

    Zdrowko Manfreda !

    … coby nie bylo…

    pozdrowka
    ~l.

  140. „Czy można żałować niemieckiego pilota pochodzącego ze Śląska? Uważam, że tak.”
    Czy to cytat z dyskusji Szczepana Twardocha z Leszkiem Długoszem?
    Jak to się ma do „amoralności” obecnych pilotów, którzy lecą z Francji i rzucają bomby w Syrii, nie widząc i nie znając ofiar , nie walcząc z nimi, ani nie mając wpływu na decyzję tych, którzy im wydali rozkaz do ataku zza biurka?

  141. seleuk – 23:32

    „Orteq, nie pisz do mnie bzdur katolickich. OK Orteq? I tak nigdy nie spotkamy. Nie mozemy czasem seczego dac razem?”

    Jak nigdy nie spotkamy to jak my seczego se razem damy, ha? Poprzez bzdurna katolicka komunie?

    Nie wiem jak jest z toba. Ale ze mnie to dosyc slabowaty katolik. Mnie nigdy nie probowano ksztalcic na biskupa! Jak takiego Tanake na przyklad

  142. @ Dziś czysta w użyciu, dobrze zmrożona, pod śledzia albo ogórka. To ja też dołączam. Niestety, u mnie tylko Soplica.

    Zdrowie.

  143. lonefather
    20 kwietnia o godz. 23:40

    Moze Lonek. Pierwsza szklanka. Pozniej wszystko, byle nie woda niegazowana. Ja bardzo grecki jestem Lonek. Czsem az antyczny. Azzz. Zdrowko Manfreda.
    pzdr Seleuk

  144. woytek
    20 kwietnia o godz. 23:41

    Ty!
    Czy Ty to tak na powaznie, czy tylko dla jaj?

    5 generacja, to jest klikanascie celow w powietrzu, kilkanascie na ziemi, z odleglosci od kilku do kilkudziesieciu mil … za jednym nacisnieciem, jednego guzika…

    Czasem nie pilot, tylko „dysposytor lotu” decyduje.

    A Ty czym sie zajmujesz na co dzien, ze tego nie wiesz?

    pozdrowka
    ~l.

  145. Orteq
    20 kwietnia o godz. 23:44
    Teraz Orteq, teraz. Idz do szafa,i flaszke wyciagnij. Bardziej skomplikawane to nie jest.

    Skål Orteq, Manfreda

    Seleukos pozdrawia

  146. seleuk|os|
    20 kwietnia o godz. 23:47

    No to zdrowko Manfreda… taka jego mamusia, co go kochala….

    A Ty mi wciaz wisisz odpowiedz, czy byles w Starej Rybie na rogu Teatralnej i Sokratesa.

    Zdrowko
    ~l.

  147. @OrteQ

    Z nami sie nei napijesz?

    pozdrowka
    ~l.

  148. woytek
    20 kwietnia o godz. 23:41

    Ja Tobie Julka odpowiedz moge dac. Ale mnie nie chce, spragniony jestem. O Gallach odpowiedz. Seleuk, w czsie wolnym syryjczykow obrona.

  149. lonefather
    20 kwietnia o godz. 23:52
    MILF-y uwielbiam. Adresow co Ty dales nie znam. Jak z Wrocka, to nigdy nie bylem.

    pzdr Lonek, S.

  150. paradox57
    20 kwietnia o godz. 23:46

    Dobra Soplica nie jest zla…

    Sie dolaczyles to witam na „pokladzie”, dowodzi @Selek|os|…

    pozdrowka
    ~l.

  151. lonek – 23:40

    Zdrowko Manfreda !
    Martwego zgreda
    Ktory nam nic nie da.

    Ani nikomu innemu nie da nic.
    Jego zycie i smierc to na wode pic

    Wstepniaka jednakze gratuluje ja ci, Zaku. Zadnych kontrowersji!

  152. @seleuk dowodzi?

    A skąd ja mam wiedzieć, że on nam foczego mięsa nie położy?

  153. seleuk|os|
    20 kwietnia o godz. 23:58

    Nie dam sie wkurzyc… Nie dam…

    Ale tu na blogu dawalem Tobie namiar do Starej Ryby w Atenach, w basemencie na rogu Teatralnej i Sokratesa i nei tylko zapis dawania jest w archiwum, ale i Twoja deklaracja sprawozdania z odwiedzin.

    Zdrowko Manfreda !

    pozdrowka
    ~l.

  154. Balanga ta to sie dopiero zaczyna? Czy konczy?

    Jak dlugo przodownicy beda widzieli klawiature?

  155. paradox57
    21 kwietnia o godz. 0:00
    To na sucho lec. Na „sucho”. Nie umiesz?
    Seleuk pozdrawia

  156. @Orteq

    Co ty się o klawiaturę martwisz. Na zdalnym się pojedzie.

  157. paradox57
    21 kwietnia o godz. 0:00

    Focze mieso?

    Ja tam jestem chetny bardzo. Bo na teraz pogryzam suszona rybe, wiec foka to bylaby odmiana, jak przejscie z postu do karnawalu…

    pozdrowka
    ~l.

  158. @lonek

    A mnie myśliwska podchodzi. Też sucha.

  159. @ortesiu…

    Od pierwszego wejzenia widac zes na „diecie” i bezdietowcom zazdroscisz…

    pozdrowka
    ~l.

  160. Zdrowko Manfreda!

    … cos jakby mutiny on the board …

    i pozdrowka
    ~l.

  161. @lonefather 0:08

    To oni w tej Kanadzie nie mają jakiejś kukurydzianki? Wodę piją, jak zwierzę?

  162. lonefather
    21 kwietnia o godz. 0:02

    Aaaaa Lonek. Sorry. Nie zalapalem. Jezykowe problemy zalapywania. Tego adresu tez nie pamietam. Moze bylem. Nie wiem. Moja ulubiona byla „Myrtha” w Nea Smirna. Kokoretzi dawali. Daja? Nie wiem. Tyle lat na foczym miesie teraz.

    pzdr Seleuk

  163. @paradoksie

    Sucha foka?

    Nawet nie podejmuje proby wyobrazenia sobie… Ten zapach foki… i wysuszone z tym zapachem mialbym gryzc? Mialbym jesc?

    Az tak zglodnialy to ja jeszcze nie jestem.

    pozdrowka
    ~l.

  164. @mag
    20 kwietnia o godz. 18:14
    To może być tzw. reflux. W nocy jak leżysz to kwas żołądkowy może ci drażnić gardło – stąd kaszel w nocy i ból gardła tylko rano.

  165. seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 0:11

    Cos rok temu w Listopadzie bylem w Atenach. Przypadkiem trafilem i sie na blogu, gdy o Grecji bylo, pochwalilem. Sie zapytales. Namiar dalem. Miales dac relacje, Nie dales….

    pozdrowka
    ~l.

    ps NAmiar masz, pojdz, warto.

  166. Istny bal samców
    Ale zdrowie Manfreda.
    Okazja, jak dla mnie, niezwyczajna, więc wyciągnąłem z piwniczki Jurę.
    Bez lodu i bez suszonej ryby.
    Może potem jaki bigosik od teściowej.

  167. Ewa-Joanna 21 kwietnia o godz. 0:13
    @mag 20 kwietnia o godz. 18:14

    Wezcie Panie seczego. Kazdy kwas zabije.

    Seleuk znad bieguna pozdrawia

  168. @Ewa-Joanna
    21 kwietnia o godz. 0:13
    Refluks? Czyli żydowskie piekło, przynajmniej według Wolowitza z „Big Bang Theory”

  169. Ewa-Joanna
    21 kwietnia o godz. 0:13

    O nie… @paradox ma racje z laryngologiem, bo ja mialem podobnie i bylo wirusowe zapalenie zatok…, a kaszel powoduje to co „splywa” i domaga sie usuniecia…

    pozdrowka
    ~l.

  170. @pastucha 0:17

    Dzisiaj jakoś tak się porobiło. Zwykle Panie nie stronią od seczego.
    A ten bigos to co? Mocno zleżały?

  171. pastucha
    21 kwietnia o godz. 0:17

    Sie rozkrecamy … tez mi chodzi po glowie, zeby co na ruszt wrzucic… i odkorkowac sie bedzie zdawac…

    pozdrowka
    ~l.

  172. lonefather
    21 kwietnia o godz. 0:16

    Ja Lonek, z religijnymi problem mialem. A uprzejmy jestem, taka mam nature. A nieuprzejmy jestem, taka natura, jak religijny na horyzoncie. Jakby on na odleglosc bokken, to ja Wim co robic. Virtualnie, to ja moge tylko, miejsce opuscic Lonek. Ja moge pic ile chce. Ile. Na wymioty bez picia mnie religijni doprowadzaja. Nie musisz akkceptowac, wystarczy rozumiec.

    Zdrowie Manfreda Seleukos pzdr.

  173. @paradox57
    21 kwietnia o godz. 0:20
    Teściowa mieszka 290 km ode mnie, więc jak ją czasem nawiedzam, to ma naszykowane w słoikach różne smakowitości, cobym czasem w domu o niej ciepło pomyślał.
    Prawdę mówiąc, mam nadzieję, że żona za lat X będzie taka, jak teściowa teraz.
    Ale obawiam się, że nie doczekam 🙁

  174. wbocek
    20 kwietnia o godz. 9:07

    „Cała trzeźwa część Polski wie, że PiS, który jest emanacją osobowości zakompleksionego kurdupla, nie tylko kłamstwem żyje i kłamie nawet jak śpi, ale też obowiązkowo kłamie, kiedy wyjaśnia, że nie kłamie. Lub kiedy prostuje – np. łżący jak rudy pies sejmowy dyspozytor Kuchciński – że nie to powiedział, co powiedział, bo co innego powiedział.”

    Noo, nie badz zaba baba. Jesli ok. 10 milionow Polakow przejawia takie same cechy osobowosci, to chyba naturalna rzecza jest, iz ich przywodca MUSI reprezentowac te cechy.

    Moze, owszem, powstac pytanie: a co tu kura a co jajem jest? Odpowiedz na to pytanie wydaje sie byc oczywista:

    tu mamy do czynienia ze sprzezeniem zwrotnym. Albo z samonapedzajacym sie perpetuum mobile.

    To na tym polega gienius Prezesa Wszechczasow: skaptowac moherska rzeczywistosc polska. Okolo 30% jej. Reszte sprezentuja, tez na tacy Rydzyka, lemingi.

    Mohery i lemingi. W innych jurysdykcjach mowia konserwatysci i demokraci. Na jedno wychodzi: Trump wygrywa jak chce

  175. @Orteq

    Nie mógł Ty poczekać do 9, żeby @wbockowi odpowiedzieć? A teraz to tylko wypić zdrowie Manfreda?

  176. @pastucha

    Ty musisz w takim razie teściową z wyprzedzeniem informować, że przyjeżdżasz. Żeby zdążyła naszykować.
    Swoją drogą ładnie się urządziłeś.

  177. seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 0:24

    Bym womitowal jak Ty, to bym sie sam womitowaniem zalatwil. Sie musialem uodpornic i sie uodpornilem i nie womituje. Sobie inaczej radze.

    Zdrowko Manfreda !

    … drugiej butelki nie posiadam Ruskogo Standarda … Co by tu … co by … by pic a nie mieszac zanadto? O mam, mam wlasnej roboty „zubrowke”, czyli Standard zarawiony trawka zubrowa … i sok jablkowy mam… bedie „szarlotka” …

    Zdrowko Manfreda !

    pozdrwka
    ~l.

  178. Oooo. @lonek będzie na zielono.

  179. @paradox57
    21 kwietnia o godz. 0:32
    Teściowa czeka z utęsknieniem, bo jak coś się spsuje, dajmy na to instalacja elektryczna, czy szafa wnękowa, to kto lnie naprawi lepiej, jak nie zięciunio?
    Kto piwnicę posprząta i inwenturę zasobów zrobi?
    Kto na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej zarządcę wyprostuje i zaoszczędzi jakie 20% na kosztach wymiany kanalizacji w bloku?
    Raz na kwartał jadę i prawie po rękach całuje 😀

  180. paradox57
    21 kwietnia o godz. 0:28

    To moze byc kwestia szafy wyposazenia. Seczy szafy z polkami wymaga. Czy my tu filozoficznie zaczniemy… Z Manfredem?

    Seleukos pyta i pzdr

  181. lonefather
    21 kwietnia o godz. 0:33

    Ja mam Zubrowka original. Tyz. Przejdzimy Lonek na inna jakosc? Demokratycznie?
    Seleuk zapytuje

  182. lonek

    Oby tylko, wznoszac toast: Zdrowko Manfreda!
    Nie zapominac o toascie innym: zadowolic Freda!

  183. seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 0:24

    Seleuku, Ty mnie przygwozdziles tymi religiantami, do myslenia przygwozdziles… Wiec mysle i wymyslilem, ze to przez to, ze Ty jestes Polak… To przez to cie nachodza, bo Polak to katolik jest…

    Mnie nachodzili jechowici. Nachodzili do czasu nim zmienilem przy dzwonku wpis. Zmienilem z nazwiska na „Atheist” przy dzwonku i przestali nachodzic.

    Zdrowko Manfreda !

    pozdrowka
    ~l.

  184. Orteq
    21 kwietnia o godz. 0:41

    Ty zboku !
    Ja mam kobiete i Fred mnie wali, znaczy sie ja go tez nie…

    bez pozdrowek
    ~l.

  185. Orteq
    21 kwietnia o godz. 0:41

    Kto jest Fred? Bez aluzji, bo nie umiem. Please. Link?
    S.

  186. @pastucha

    czaruj, czaruj. I tak wiadomo, że głównie o tę inwenturę piwniczy się rozchodzi.

    @seleuk.
    Żubrówka to i u mnie się poniewiera. ale jako sucha trawa. A gryźć i zapijać wódeczką jakoś mi nie pasuje. Więc konsekwentnie soplica.

  187. seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 0:40

    Ze mna jak z dzieckiem. Prosisz i masz!

    Zdrowko Manfreda !

    pozdrowka
    ~l.

  188. @seleuk

    Fred inaczej kapucyn. Lepiej nie umim.

  189. paradox57
    21 kwietnia o godz. 0:28

    „Nie mógł Ty poczekać do 9, żeby @wbockowi odpowiedzieć? A teraz to tylko wypić zdrowie Manfreda”

    O to szlo. I tak az do 9 w sobote. Dzisiaj, znaczy. W niektorych jurysdykcjach.

    Czy Manfred to przetrzyma? Spoczywajac gdzie spoczywa?

  190. @seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 0:48
    To ten sam, co Wicked Willie
    https://www.youtube.com/watch?v=6qYczZbGPQM

  191. seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 0:40

    Trawke zubrowke dwa lata temu w Bialowiezy droga kupna nabylem. Jesli pamiec mnie nie zawodzi, to ostatnia partie Standardu trawka zaprawialem z pol roku temu, po trzy trawki na flaszke. Moja niczym „oryginalowi” nie ustepuje, a smiem mniemac, ze przewyzsza.

    pozdrowka
    ~l.

  192. Orteq
    21 kwietnia o godz. 0:41
    Ja jechowitow inaczej pozbylem. Przypadkowo. Polak to ja nie jestem. Jest roznica jedna, miedzy Szanownymi a mna. Zasadnicza. Pare jeszcze musielibysmy szklanek, co bym opowiedzial. Moze byc niepotrzebnie. Ja uprzejmy Lonek, nawet jak pije.
    pzdr Seleuk

  193. @Orteq

    To ja już nie wiem, w jakim ty czasie żyjesz, że taki jesteś do przodu

  194. Seleuk do Lonka, ale przez Orteqa. Co tez jechowickie ma problema. Historyczne? S.

  195. Sie Manfred nawodni, aż go będzie suszyło.

  196. seleuk – 0:54

    No juz dobrze dobrze. O nie byciu Polakiem ty nie mnie opowiadaj

  197. Ja tam bylem, jestem i umre Polakiem i z tym nie walcze.

    @Seleuk
    Sie zorientowalem. Ja ich wpierw na sexparty zapraszalem i sie zmywali, ale po okolo miesiacu pojawiali sie nastepni i dzwonili. Przestali … widac ateistow omijaja..

    pozdrowka
    ~l.

    I Manfreda zdrowie ! Bo dzieki niemu i 100 ltom od jego zestrzelenia od wczoraj pijemy…

  198. Nie nadazam odpowiadac. Paluszki mam szybkie a nie nadazam. Przeciez ja musze Wasze linki tez ogladnac. Nie? Pastucha?

    szklanki napelnijcie, o cycuszkach zapomnijcie chwilowo, Seleuk pzdr

  199. Doszedlem do mojej granicy. Osiem setek wystarczy i ide spac.

    dobranoc i pozdrowka
    ~l.

  200. No dobra… nieparzysto ponoc sie nalezy, zeby bylo porzadnie !

    Zdrowko Manfreda !

    pozdrowka
    ~l.

  201. @seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 1:04
    Wilusia dostałem kiedyś w wersji papierowej.
    Dobry jest.

  202. lonefather
    21 kwietnia o godz. 1:03

    Jehowici na sexparty Lonek? Aaaa. Do tej klasy ja nie doroslem. Nawet na rekolekcje raz pojechalem. Tylko platoncznie bylo. Ja osobiscie, do jehowitek nic. Chetnie bym jaka zapoznal, ale „biblijnie”. Jak Lonek? Masz tips? Daj.

    pzdr Seleuk

  203. paradoxie, – 0:57

    Nawodnienie powodujace suszenie moze spowodowac niebezpieczny spadek cisnienia krwi. Dowiedzialem sie tego dzisiaj od swojego GP. Bo mi wczoraj cisnienie spadlo do poziomu 75/55

    Do tej pory myslalem, ze chlanie powoduje wzrost cisnienia krwi. A nie jego spadek. Wiec warto pomyslec o tym, aplikujac sobie nastepna dawke seczego

  204. Te emigranty zarzna blog. Posrodku nocy to czyniac

  205. pastucha
    21 kwietnia o godz. 1:09

    S.

  206. pastucha
    21 kwietnia o godz. 1:09
    Jak mnie nie udalo wstawic obrazkow? Nie wiem. Chyba Zubrowka, jak Lonek spac poszedl. W kazdym wypadku chcialem trzy wyszczerzone usmiechy wstawic.

    pzdr Seleuk

  207. @Orteq
    Najpierw to zachleją, a potem dopiero zarżną. Dzisiaj nie pracuję. Mogę się napić. Zdrówko.

  208. @Mag

    Pora może mało odpowiednia. Ale to gardło ktoś powinien dokładnie obejrzeć. Może wymaz wziąć i posiew zrobić. Bo jak kaszel trwa 2-3 tygodnie to nie jest mało poważne.
    Może jakieś zapalenie się zrobiło. Bakteryjne lub wirusowe. Po co Ty tyle czasu czekałaś?

  209. @paradox

    Tusze, iz moment zachlania bedzie zatem widoczny. A zarzniecie przyjdzie zaraz potem. To sie jeszcze nie zdarzylo na tym blogu.

    Wiec tez zdrowko. Jak narazie, cisnienie sie utrzymuje w normie: 115/70

  210. @Orteq

    Tobie z @wbockiem będzie po drodze. Ty niskie, on wysokie. I obaj na diecie.

  211. Koty moje Yatzy i Boss spia i pochrapuja (Yatzy). Czy Wy tez spicie? Czy tylko nudno? Przewijac?
    Hmmm Seleuk

    PS. Tez spac mam? Bez Mojej czy Eleny?

  212. Dobranoc Seleuk. Zdrowie Manfreda
    https://www.youtube.com/watch?v=BiEAy1LoOTk
    S.

  213. paradoxie, – 1:31

    dopiero teraz sie doczytalem, przewijajac przy piatku, ze nie wszyscy wiedzo, co to znaczy: trzepac freda. Dopiro tys, pod 0:51, zaswiecil reflektorem wiedzy tajemnej: kapucyn.

    Tak. Rozchodzi sie o trzepanie tego zakonnika. Czynnosci niekoniecznej przy stosowaniu odpowiedniej ilosci seczego. Zona natenczas tez sie staje niekonieczna w tej dziedzinie. W dalszym ciagu jednakze jak najbardziej konieczna w pozostalych podstawowych obowiazkach zycia domowego.

    To dlatego istnieja malzenstwa o stazu 70 czy wiecej lat. Raz podjety obowiazek sluzenia swojemu panu, do konca obowiazek. Bez najmniejszej zaplaty za ciezka prace

    PS Z @wbockiem to mi jest podrodze glownie w sprawie zycia domowego. On sie nie zajmuje szczegolami tego zycia, ja sie nimi nie zajmuje. Nasze baby zostaly do tego stworzone. O cisnieniu krwi dyskusji nie przyponam sobie. On tylko sie kiedys pochwalil ze z niego taki jakby abstinent. Czy jakos tak

  214. Lawrow dla BBC

    https://www.youtube.com/watch?v=EFhORWVFBUw

    ‚Za każdym gdy razem zagraniczni dziennikarze przeprowadzają wywiady z rosyjskimi politykami i starają się im przeszkadzać w każdy możliwy sposób, zadawać niewygodne pytania itp. otrzymują wynik odwrotnie proporcjonalny do ich oczekiwań. Dzisiaj ludzie są znacznie mądrzejsi, a nudna propaganda nie działa na czole, a tacy rozmówcy wyglądają głupio i nieprofesjonalnie.’

    Ten sqrwiel Lawrow lepiej po angielsku trzepie niz lonek czy ja. I on wciaz mieszka po TAMTEJ stronie. Nic nie mowie o E-J

  215. Nie jestem zbudowany tym, ze nikt nie zareagowal na wolanie na puszczy seleukosa. On chcial sie do konca uchlac na blogu! Przepijajac do kogos. I nikt sie nie zglosil. Wiec biedak pewnie zakonczyl sesje w kotami. Jak prezes, nie przyrownujac. Shame

  216. O, widzę że było wesoło 🙂
    Wszystkim uczestnikom na dobranoc

    „https://www.youtube.com/watch?v=-3aHpiuizrs&list=PLsIFLjc6vEl46xcFMSQBAjfMnMmRXQror

  217. Madeleine Albright: Ostrzeżenie dla amerykańskiego społeczeństwa

    https://www.youtube.com/watch?v=I27X9L8rReo

    ‚Faszyzm nadchodzi’

    Polska tez wymieniona

  218. I ktos mi powie, ze w amerykanskiej tv nie ma co ogladac. Wlasnie obejrzalam na kanale publicznym na okolicznosc smierci Barbary Bush ( lat 94) zony i matki prezydentow rozmowe z jej synem – nieslawnym prezydentem. Najpierw spokojne slowa o jej ostatnich dniach, kiedy odmowila pojscia do szpitala, a lekarza potraktowala, ze przyszedl przez pomylke, bo ona takiego nie potrzebuje. Jak powiedzial jej syn miala piekne i godne zycie i taka smierc. Potem mowil o jej zaangazowaniu w sprawy zdrowotne Afryki, a w szczegolnosci w walke z epidemia AIDS. Z duma mowil o jednej z corek, ktora jest zaangazowana w Afryce na full time w rozne problemy. Potem udalo mu sie wepchnac wyrazy sympatii do emigrantow ( tez meksykanskich) i poczucie odpowiedzialnosci wzgledem tych, ktorym nie udalo sie w zyciu. Blagam nie wpychajcie mi Iraku. Dziiiizas, przeciez w porownaniu z tym kogo ma teraz ma Ameryka to byl wspanialy czlowiek i prezydent. Ladne slownictwo, calkowity dystans do swojej osoby, zrozumienie spraw spoleczenstwa. Ale ten nieszczesny Irak. Nie przypominajcie Afganistanu, to byla zupelnie inna para kaloszy.

  219. „Śląskie losy”.

    Przemieszkałem we Wrocku pół życia i nigdy nie pomyślałem o nim jako o „śląskim mieście”.
    Śląsk, jakoś tak, kojarzył mi się zawsze z Górnym Śląskiem. Tamtem był „prawdziwy”. Tamten miał coś konkretnego, jak górniczy mundur. Jak film „Sól ziemi czarnej”. Dolny Śląsk pojawiał się tylko z okazji koncertu zespołu „Śląsk” oraz szkolnej lekcji geografii.

    Wrocek był „mój” tylko w mikro skali. Mogę godzinami gadać o zakamarkach miasta w które wlazłem podczas mniej czy bardziej idiotycznych zabaw. M.in. dlatego kiedyś tak alergicznie zareagowałem na wpis red. Bendyka o jakichś wyprawach miejskich eksploratorów po Wrocławiu. Jeszcze pod koniec lat 80-tych mogłem zagwarantować iż wydobędę z miejsc sobie znanych niewypały i pordzewiałe kawałki najróżniejszej broni.

    Na moim podwórku, pod moimi oknami, przy budowie zresztą kretyńsko wetkanego tam budynku, z wykopu fundamentowego wykopano masę pełnych, nigdy nie otwartych skrzynek amunicyjnych do działka plot. Pociski były jak nowe, w naoliwionych szmatach, zabite szczelnie w solidne deski skrzynek. Koparka rozwaliła jedną czy kilka skrzynek i wszystkie dzieciaki na podwórku widziały.

    Z innego pobliskiego wykopu wyciągnąłem pancerfaust, trochę podrdzewiały. Z tzw. terenów wodonośnych, na drugim w stosunku do mojego południa końcu miasta wyciągnąłem tyle złomu, że kiedyś mi się już to nudziło. Wyprawy tam odbywałem już w liceum.
    Nie wiem, może w ostatnim ćwierćwieczu posprzątano już te złogi dawnej śmierci i dlatego Bendyk może młodzież w te rejony prowadzać.

    Mój Wrocek to np. drewniana skrzynia na strychu, skrzynia przeciwpożarowa, wypełniona piaskiem, z dziurą po wypadniętym seku.
    Sęk musiał wypaść przed rokiem czterdziestym którymś, teraz już dokładnej daty nie pamiętam, ale był to rok wojenny. Dziura została bowiem zatkana zmiętym kawałkiem strony miejscowej gazety, stąd poznałem datę.

    Mój Wrocek to tzw. junkers w kuchni, czyli gazowy podgrzewacz wody do mycia naczyń. Junkers był marki „Junkers” i byłem pierwszym jego użytkownikiem, który około połowy lat 80-tych musiał wymienić w nim pierwszą zużytą część. Była to skruszała gumowa membrana. Wiem, że byłem pierwszy, gdyż aby dostać się do membrany musiałem zniszczyć plombę na skręcających korpus śrubach. Plomba miała blaszkę z adresem niemieckiego zakładu naprawy takich urządzeń. Mój ogrzewacz miał tabliczke znamionową z datą 1936, czyli był równolatkiem kamienicy. Membrana pracowała zatem pół wieku.

    Każda uliczna pokrywa od miejskiej sieci gazowej, od sieci telefonicznej, od kanalizacji, każda kratka pokrywająca uliczny otwór odpływowy miała niemiecki napis. Ja się uczyłem rosyjskiego i angielskiego, niemieckie znaczyło dla mnie „obce”, „nie moje”.
    Każdy odpadnięty kawałek farby czy tynku na każdej starszej ścianie kamienicy odkrywał niemieckie reklamy ichnich zakładów usługowych, kin czy restauracji.
    Nie moje.

    Starsze książki w miejskich i uczelnianych bibliotekach były niemieckie.

    Manfred von Richthofen jako małe dziecko mieszkał na ulicy Kasztanowej. Patrząc z południa, to po prawej stronie ul. Powstańców Śląskich, niedaleko Wieży Ciśnień, czyli skrzyżowania Powst. Śl. z Wiśniową. Trasę koło Wieży Ciśnień przemierzyłem tysiące razy, ale raczej od południa bliżej Jaworowej, a od północy Wiśniowej. Na Kasztanową nigdy nie miałem żadnego interesu.

    Najmłodsza Córa przy okazji jakiegoś szkolnego konkursu a mojej świątecznej wizyty w Kraju postanowiła przeegzaminować mnie z „wrocławskich noblistów”. Tak poznałem najnowszy wtedy fiś edukacji europejskiej. Pewnie za czasów PiS już o „wrocławskich noblistach” nie uczą.

    Ona z entuzjazmem wykrzykuje jedno po drugim wielkie nazwiska, a mnie przez łeb przelatuja całkiem inne skojarzenia.

    Tata, a słyszałeś o Fritzu Haberze?!

    Tak córeczko, cośtam mi się z gazami bojowymi kojarzy. A w drugiej wojnie jego następcy też wyniki prac Habera wykorzystali.

    A o Lenardzie?! Takim fizyku, słyszałeś?!

    Tak córeczko, nowy rodzaj fizyki wymyślił. Czysty rasowo. Słyszałaś?

  220. Ja bardzo kochać Debilju. Ach jak bardzo.
    I tego, który z nim na spacer wychodził i go karmił, czyli milutkiego Wujka Dicka Cheney.

    1. „Our enemies are innovative and resourceful, and so are we. They never stop thinking about new ways to harm our country and our people, and neither do we.”—Washington, D.C., Aug. 5, 2004

    2. „I know how hard it is for you to put food on your family.”—Greater Nashua, N.H., Chamber of Commerce, Jan. 27, 2000

    3. „Rarely is the question asked: Is our children learning?”—Florence, S.C., Jan. 11, 2000

    4. „Too many good docs are getting out of the business. Too many OB/GYNs aren’t able to practice their love with women all across the country.”—Poplar Bluff, Mo., Sept. 6, 2004

    5. „Neither in French nor in English nor in Mexican.”—declining to answer reporters’ questions at the Summit of the Americas, Quebec City, Canada, April 21, 2001

    6. „You teach a child to read, and he or her will be able to pass a literacy test.”—Townsend, Tenn., Feb. 21, 2001

    7. „I’m the decider, and I decide what is best. And what’s best is for Don Rumsfeld to remain as the secretary of defense.”—Washington, D.C., April 18, 2006

    8. „See, in my line of work you got to keep repeating things over and over and over again for the truth to sink in, to kind of catapult the propaganda.”—Greece, N.Y., May 24, 2005

    9. „I’ve heard he’s been called Bush’s poodle. He’s bigger than that.”—discussing former British Prime Minister Tony Blair, as quoted by the Sun newspaper, June 27, 2007

    10. „And so, General, I want to thank you for your service. And I appreciate the fact that you really snatched defeat out of the jaws of those who are trying to defeat us in Iraq.”—meeting with Army Gen. Ray Odierno, Washington, D.C., March 3, 2008

    11. „We ought to make the pie higher.”—South Carolina Republican debate, Feb. 15, 2000

    12. „There’s an old saying in Tennessee—I know it’s in Texas, probably in Tennessee—that says, fool me once, shame on—shame on you. Fool me—you can’t get fooled again.”—Nashville, Tenn., Sept. 17, 2002

    13. „And there is distrust in Washington. I am surprised, frankly, at the amount of distrust that exists in this town. And I’m sorry it’s the case, and I’ll work hard to try to elevate it.”—speaking on National Public Radio, Jan. 29, 2007

    14. „We’ll let our friends be the peacekeepers and the great country called America will be the pacemakers.”—Houston, Sept. 6, 2000

    15. „It’s important for us to explain to our nation that life is important. It’s not only life of babies, but it’s life of children living in, you know, the dark dungeons of the Internet.”—Arlington Heights, Ill., Oct. 24, 2000

    16. „One of the great things about books is sometimes there are some fantastic pictures.”—U.S. News & World Report, Jan. 3, 2000

    17. „People say, ‚How can I help on this war against terror? How can I fight evil?’ You can do so by mentoring a child; by going into a shut-in’s house and say I love you.”—Washington, D.C., Sept. 19, 2002

    18. „Well, I think if you say you’re going to do something and don’t do it, that’s trustworthiness.”—CNN online chat, Aug. 30, 2000

    19. „I’m looking forward to a good night’s sleep on the soil of a friend.”—on the prospect of visiting Denmark, Washington, D.C., June 29, 2005

    20. „I think it’s really important for this great state of baseball to reach out to people of all walks of life to make sure that the sport is inclusive. The best way to do it is to convince little kids how to—the beauty of playing baseball.”—Washington, D.C., Feb. 13, 2006

    21. „Families is where our nation finds hope, where wings take dream.”—LaCrosse, Wis., Oct. 18, 2000

    22. „You know, when I campaigned here in 2000, I said, I want to be a war president. No president wants to be a war president, but I am one.”—Des Moines, Iowa, Oct. 26, 2006

    23. „There’s a huge trust. I see it all the time when people come up to me and say, ‚I don’t want you to let me down again.’ „—Boston, Oct. 3, 2000

    24. „They misunderestimated me.”—Bentonville, Ark., Nov. 6, 2000

    25. „I’ll be long gone before some smart person ever figures out what happened inside this Oval Office.”—Washington, D.C., May 12, 2008

  221. Dick Cheney byl wickiem republikanskiego prezydenta. Jego rola byla prezentowac napastliwa konserwatywnosc amerykanska. Prezydent Dabja nie mogl tego robic ze wzgledu na piar. Chodzilo o zlagodzenie oblicza konserwatywnej prezydentury.

    Z przeznaczeniem na miekki elektorat po drugiej stronie. Bo moze niezbyt zdecydowani demokraci zaglosuja na republikanskiego prezydenta. Podczas gdy Cheney dbal, tylko i wylacznie, o elektorat koltunsko-moherski. Taki podzial rol, see. Plus polityka miedzynarodowa. Zawsze atakowac. Jak dzisiaj Rosje. Nie pozwola Trumpowi poprzytulac sie do Putina

    Nie przypisuj slow Cheneyego Dabja Bushowi. Szczegolnie przy okazji smierci jego Matki. Naprawde dystyngowanej Pierwszej Damy. Wyboru cytatow jednakze szczerze gratuluje. A zgadzam sie z zyta2003

  222. zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 3:56
    Wspaniałe wspomnienie. Dla mnie, Górnoślązaka który do Wrocławia latami przyjeżdżał na Sudecką, a potem Wiśniową na badania lotniczo-lekarskie realizowane w GOBL-L, było to dziwne miasto. Bo pełne wielkich, pustych przestrzeni po domach, które przestały istnieć w czasie wojny lub po niej zostały rozebrane na cegłę dla Warszawy. A jednocześnie pełne młodych, pięknych dziewczyn przybywających po naukę we wrockowych uczelniach. No i ta śpiewna mowa nowych mieszkańców.
    Swoją drogą, ad analogiam, swego obecnego miejsca zamieszkania pewno także nie traktujesz jako amerykańskiego. Ja sam, właśnie z uwagi na nowych mieszkańców Wrocławia, nazywałem całe dawne województwo wrocławskie – nowolwowskim. Kilka lat temu spotkałem kilku mieszkańców miasta w Monachium i okolicach. Kiedy ich pytałem o plany powrotu do Macierzy – odpowiadali, że nigdy. I w większości narzekali na bylejakość Polski, z której wyjechali za lepszym życiem i lepiej płatną pracą. Natomiast potomkowie dawnych Ślązaków z dużym sentymentem opowiadali o tej ziemi. Może powojenni kresowi osiedleńcy nie zdołali wrosnąć w te tereny? Pozdrawiam

  223. Orteq
    21 kwietnia o godz. 0:51
    Nawet nie muszę nic pisać. Wystarczy posłuchać waszych emigranckich opowieści, aby się zadziwić nad duszą Polaka(?) tęskniącego do byłego. W podróżach musi coś być. Ja latami nie mogłem się zdobyć na podróże po Europie i okolicy – bo kochający PRL, nie pozwalał na dalsze podróże. Co najwyżej po obozie KDL-ów, czyli głównie NRD i Czechosłowacja.
    Nawet Manfred po śmierci więcej podróżował. Bo w czasach wujka Adolfa przenieśli go z honorami do Berlina, aby robił za pomnik, a po wojnie rodzina przeniosła go do Wiesbaden, gdzie potomkowie braciszka stworzyli nowy grobowiec rodziny, do którego przytargali ze Świdnicy prochy tatki oraz innych członków familii.
    Kiedyś żartowałem, że dzięki niemieckiej armii członkowie mojej rodziny zobaczyli kawał Europy i północnej Afryki. Jeden pływał nawet pod brzegi Ameryki jako kriegsmariner na Uboocie. I przeżył, bo był akurat na urlopie, kiedy jego łajbę zatopiono na Atlantyku. Kochał ptaki, miał w domu wolierę zrobioną w połowie pokoju, gdzie szczygły i jeszcze jakieś inne kolorowe maluchy fruwały wolno, drąc się na cały głos. Do tego po wojnie dorobił się ślicznych córek, które na mnie ćwiczyły opiekę nad małymi dziećmi, zanim dorobiły się swoich. Ale fajnie było, bo człowiek był młody i kochany.

  224. Orteq
    20 kwietnia o godz. 23:59
    A ten wstępniak miał być właśnie taki kontrowersyjny, prowokujący do rozmowy o historii. Tej prawdziwej, tworzonej przez ludzi i ich dotykającej. A nie tworzonej przez władze jako emanacja rządowej polityki historycznej. Uświadamiający, że historia Polski w jej obecnych granicach, wcale nie wyglądała tak jak próbują nam wciskać dyspozycyjni „historycy” skupieni obecnie w IPN. W Polsce mamy obecnie rok setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Za pół roku władza, z prezesem Jarosławem na czele, będzie szczytować w patriotycznym uniesieniu odzyskania wolności. A przecież przodkowie prezesa czuli się super w największej terytorialnie strukturze państwowej świata – monarchii Romanowów, gdzie spora część polskiej szlachty i arystokracji znalazła godne miejsce życia. A przecież dla moich przodków Polska była krajem zaczynającym się niedaleko na wschód, tuż za graniczną rzeką. I dla nich zaczęła się od czerwca 1922 roku, a nie od listopada 1918 roku.O czym w oficjalnym przekazie cisza.

  225. @Tobermory
    20 kwietnia o godz. 22:50
    @seleuk|os|
    20 kwietnia o godz. 22:55
    @Tanaka
    20 kwietnia o godz. 23:04

    Spróbuję jeszcze raz: Ktoś (jeden), kiedyś musi mieć pomysł, by później (dużo później), cała masa ludzi (bardziej lub mniej inteligentnych) to coś zrealizowała. Ten co to wymyślił musi się strasznie nabiedzić, by jego idea została zrozumiana.
    To, co ludzkość ochoczo realizowała, to budowle ku czci. Ale to nie żaden pomysł, a wymysł, bo ludzkość ma z tym głównie problem – utrzymanie kosztuje, a wykorzystanie jest podejrzane (np. religijne).
    Gdyby pozwolić dzieciom swobodnie się rozwijać, wiele z tych wymysłów by nie powstało ale za to mnóstwo pomysłów, pożytecznych dla wszystkich, np. powszechna komunikacja publiczna zamiast milionów samochodów osobowych wożących przeciętnie 1,2 osobodupy. Dodam, iż prowadzenie samochodu jest absorbujące, zatem jest to czas stracony. W komunikacji publicznej można w tym czasie czytać, uczyć się, a nawet tworzyć.
    Pomysł życia po życiu działa hamująco na rozwój umysłowy i jest tym samym na rękę piewcom wspólnot, którymi mogą zarządzać. Do tego wmawianie strachu przed jakimś bożkiem, który to strach przenosi się łatwo na każdego zwierzchnika. Bo jak się boi, to czuje respekt i tytułuje jak trzeba. Od czasu opuszczenia Wolski nie przechodzi mi przez gardło żaden tytuł. Jeżeli mój interlokutor żąda tytułowania, to znaczy, że wstydzi się swego nazwiska, czyli nie warto z nim rozmawiać.

  226. @zak1953

    Jestem z Wrocławia w sensie miejsca urodzenia i spędzenia tam wielu wczesnych lat. Jednakże jestem z tych, którzy znacznie wyżej cenią ludzi, niż miejsca. W czasach studenckich włócząc się po Polsce przekonałem się do Ślązaków. Jakoś pasowało mi ich poczucie humoru i postrzeganie siebie. Wiele lat minęło i wiele podróży po świecie aż zrozumiałem, że trudne życie kształtuje takie osobowości. Czyli doszedł jeszcze szacunek.

  227. zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 3:56
    „Śląskie losy”.

    Przemieszkałem we Wrocku pół życia i nigdy nie pomyślałem o nim jako o „śląskim mieście”.

    ——————————-
    Bo nie był. Nie było w nim Ślązaków.

  228. @ Orteq,

    „Lawrow dla BBC”

    Drobna ciekawostka. Wywiad na Youtube i pokazany przez BBC World ( Hard Talk) nie sa dokladnie takie same. Przypuszczam, ze Youtube pokazuje zapis kamera Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji. BBC usunelo niektore fragmenty i wywiad w Hardtalk trwa +- 23 minuty.

  229. @zak1953 21 kwietnia o godz. 7:04
    Swoją drogą, ad analogiam, swego obecnego miejsca zamieszkania pewno także nie traktujesz jako amerykańskiego.
    Wręcz przeciwnie.
    Mało podróżowałem po USA, ale w każdym z miejsc, które odwiedziłem lub gdzie mieszkałem znajdowałem miejsca czysto amerykańskie. Inaczej mówiąc nieimportowane z Chin czy Tajwanu.

    W Chicago takimi miejscami sa dla mnie:

    1. centrum, zwane downtown
    2. pas zieleni nad jeziorem Michigan (wiem, bardzo to nieprecyzyjne)
    3. dzielnica z największym skupieniem domów zaprojektowanych przez Wrighta,

    Amerykańskość z USA rozumiem jako bycie kundlem i bycie z tego dumnym. Dokładnie tak o sobie powiedział mi jeden z kolegów w pracy i szalenie mi się to spodobało.

    Społeczeństwo kundli to jest mój ideał. Wszelkie apartheidy, rasizmy rasowe, religijne czy inne, białe rasy, rasy panów, żydowskie państwa, prawdziwi Polacy to recepty na rzeź.

    Historyczna niemieckość Wrocka dla mnie wyłaziła z każdego kąta, z każdej szpary. Współczesna polskość była nudna. W nim nie było kundlizmu, nie w wańkowiczowskim sensie tylko w sensie wymieszania. Lwów z Polakami, Ukraińcami, Żydami, Rosjanami, Niemcami czy Austriakami, z kilkoma religiami, był inny. Był właśnie bardziej amerykański. Wilno też nie było homogeniczne. Te dwa miasta dostarczyły najwiecej nowych wrocławiaków, ale już po żydowskiej zagładzie. Przyjechało dużo żydowskiego pochodzenia matematyków, ale masy Żydów nie mogły przyjechać, bo ich już nie było. Niemców wygnano. Ukraińców też raczej rozśrodkowywano a nie gromadzono gdzieś razem.

    Moim standardowym przekłuciem polonijnego balonika dumy z pochodzenia, że Polak – katolik to o niebo lepszy od tych wszystkich czarnuchów, meksyków i ciapatych jest zapytanie się takiego Dumnego Polonusa z Chicago o nazwisko architekta dwóch najbardziej rozpoznawalnych w Chicago budynków.

    Tzn. najbardziej rozpoznawalnych DLA NIEGO, czyli takich, które były najsławniejsze w czasach, gdy statystyczny Dumny Polonus do Chicago przyjeżdżał i do Moniek lub Tarnowa pocztówki z najwyższym budynkiem świata posyłał.

    Pierwszy to Willys Tower, na którego żaden Polonus nie powie inaczej niż Sears Tower
    https://en.wikipedia.org/wiki/Willis_Tower

    a drugi to 875 North Michigan Avenue, na którego żaden Polonus nie powie inaczej niż John Hancock Center.
    https://en.wikipedia.org/wiki/875_North_Michigan_Avenue

    Otóż oba zostały zaprojektowane przez Fazlura Khana, pochodzącego z dzisiejszego Bangladeszu. Na dodatek muzułmanina. Co w czasach Trumpa dodaje szczególnej pikanterii.

    Dwa najłatwiej indentyfikowane dla Starych Polonusów budynki w Chicago zaprojektował ciapaty muslim.

    A nie Dumny Polak – Katolik.

    Polscy kontraktorzy zbudowali w Chicago 500 pierdylionów garaży z zapałek i papy, do tego 750 pierdylionów drewnianych schodów od podwórka i pewnie 250 gazylionów domów z zapałek, gipsu i papy.
    Ale po sławnego architekta to do Modjeskiego cza się cafnąć.
    Zresztą w amerykańskich monografiach sławnych architektów wcale ten Modjeski taki łatwy do znalezienia nie jest.

    Lwią część polskich katedr w Chicago zaprojektowali Niemcy. A niewąską ich liczbę zbudowali Irlandczycy. Co za poruta…

  230. No i nie dopisałem, że miejsce numer 1 na mojej liście, czyli chicagowskie downtown to żywe muzeum architektury. Ile razy tam jestem to dostaję takiego kopa dobrej energii jak bym sobie jakiś narkotyk do żyły wstrzyknął. Co budynek to kamień milowy architektury, a z pewnością architektury wysokościowców. I wszystko oryginalne, made in USA, zero made in China.
    I wojny tam nie mieli, jak sami sobie jakiegoś zabytku nie zburzyli (co im się zdarza, oj zdarza) to dalej stoi.

    Nie byłem w Nowym Jorku, ludzie mówią, że tam jeszcze silniejsze wrażenie cie czeka, jak jesteś zakochany w architekturze.

    Chociaz dzisiaj to do Chin trzeba podróżować.

  231. zak1953
    21 kwietnia o godz. 7:53

    No i właśnie sam wstępniak, jak i jego tło cywilizacyjno-historyczne jest ciekawe. Co raz wracają na blogu wątki związane z różnorodnością ludzką nieoczywistością tego, co się chce nam ideologicznie wmówić jako homogeniczne, słuszne i zbawienne. Nigdy nie uczono nas w szkołach pełnej i maksymalnie bliskiej prawdy o historii Polski, że do niej się ograniczę. Przed wojną była to historia pańska, po wojnie pojawił się szok: historia widziana oczami niewolnika pańszczyźnianego, ale ta historia była dziwaczna. Nie tyle w tym, że ograniczona, bo dodawała bardzo ważny i nowy element, bardziej w tym, że i tak dryfowała do narracji o Polsce panów: królowie, bitwy, szlachta, husaria, Dzikie Pola, dwory szlacheckie, pałace, twierdze. Daty i daty, kucie na pamięć,bez szukania istoty i współzależności zjawisk. Teraz mamy oficjalną narrację historyczną składającą się z jednego łańcucha kłamstw. Z każdej strony oficjalnego państwa wychyla się jakiś manipulator, by ukraść kawałek prawdy, zastawić go sobą i dołożyć kolejne ogniwo do łańcucha kłamstwa. Ostatnio – niejaki Duda Andrzej,który powiedział na uroczystości rocznicy wybuchu Powstania w Getcie, że ci powstańcy walczyli za Polskę, bo byli Polakami! Za Polskę walczyli? Nie dlatego ich wsadzano do getta, że byli Polakami, nie dlatego zostali – wszyscy – przeznaczeni na śmierć i nie za Polskę się bili, tylko po to, by zachować w sobie ludzką godność: ginąć w walce, a nie jak zarzynana świnia. O czym przecież wiemy, bo świadectw jest dość. Ale oficjalna, pisoidalna Polska musi kłamać. A historia nie jest prosta jak konstrukcja cepa. Kto niewiele o niej wie, kto nie umie myśleć i dociekać, będzie okłamany i nawet tego nie zauważy, z ochotą wspierając łotrów którzy żyją zawodowo z kłamstwa.
    taka Polska.

  232. Qba
    21 kwietnia o godz. 8:06

    Na dwie sekundy przed wylotem w bezludną przestrzeń. Zwierzałem się tu jak dziecko parę razy, że niie istnieją dla mnie patos, patriotyzm (może dlatego, że nie jestem uchodźcą z Polski jak wielu na tym blogu, dlatego nie wiem, że piszę prozą), złem są lub bywają dla mnie również wszelkie ludzkie stada, zwłaszcza państwa – zwłaszcza wzniosłe i mesjańskie jak Polska. Nie zastanawiałem się nad tym, ile jest w człowieku członka stada, ile – samotnika. Wyobrażam sobie, że w miarę rozwoju kapusty na karku, stado ze swymi koniecznymi rygorami zaczęło uwierać – właśnie w kapustę. Po prostu im bardziej się staje homo indywidualistą, tym bardziej może chcieć się wyindywidualizowywać z rozentuzjazmowanego tłumu. To tylko moja teza, nie kategoryczny sąd, jako że indywidualnością się jest od poczęcia, więc mogą być i takie pindoindywidualności, które bez tłumu nie potrafią żyć – np. mis gęś. Ale z drugiej strony chyba to nie przypadek, że kto tylko ma kasę, buduje się na obrzeżach miasta albo i całkiem na wsi, ba, pojedynczy zawodnicy – nawet dość daleko od wsi, pod lasem. Państwo, plemię to życie wśród takich samych papugomałp w blaszakach, przy kompie, przy tele-morele, z komórką przy uchu nawet u karmiącej matki, z tatuażami, papierochami, narkotykami, kolczykami, prawniczym wykształceniem i różnymi pasożytami od księży i polityków poczynając, czyli mniej lub bardziej mimowolne zabijanie tego, co w człowieku niepowtarzalne, własne dla siebie, a nie własne na pokaz, żeby przestało być.

    Wyraziłem się chaotycznie i prędko, bo spodobały mi się Twoje „osobodupy”. Ja używam samej „dupy”, kiedy pytam siebie od 50. lat, dokąd zmierza cywilizacja, w której 100 – 300 koni mechanicznych (a śmiało wystarczy jeden konik na motorowerku, jeśli już) wiezie jedną chudą dupę i wydziela smród. Letymy.

  233. zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 9:34

    No narzekasz z tymi gazylionami i pierdylionami garaży z papy. A brat Pawlaka, to co? Sam pokazywał pocztówkę z Detroit z jakimś wysokościowcem, który „zbudował”.
    No i Papcio Chmiel junior pracuje dla NASA. A w telewizji kiedyś puszczali serial z policjantem o nazwisku Kołolski, co pływał na łódce. A Rambo raz też się nazywał jakoś Malinoski albo cóś. A Kojak raz ustrzelił jakiegoś typa, co się nazywał Nołoczyk, albo Novichok.
    A mamy w jułesa profesora Biniendę, co się boi chodzić po Polsce, że go zastrzelą, a w jułesa się nie boi i mamy Berczyńskiego Wiesia, co załatwił na cacy Putina i caracale i pracował dla bołinga.
    No i łyso.

  234. zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 9:34

    A Villas pokazywała swoją ozdobność, głos i włos nieskończony w Las Vegas!

  235. Toż ja nie mówię, że całkiem nie „mamy”.
    Mamy. Lekarzy, inżynierów, prawników, mamy.

    Tylko że ten muslim z Bangladeszu….
    … a w ogóle to on z Dhaki, tam były Indie czy Pakistan, kto by się wyznał skąd te muslimy się biorą…
    … a jak by to piknie było, gdyby Kołolsky Jasio albo Stasio zaprojektował. Ocha i ach, pomarzyc można… 😉

  236. A mnie już kiedyś uderzyła wysoka reprezentatywność „Wrocławian” na blogu. Nie każdy był tam długo ale każdy jakoś nasiąkł specyfiką miejsca i chyba jakimś niepokojem „dusznym” zmuszajacym do szukania, badania i wracania. 🙂 I gadania oczywiście.
    A na dobrą niedziele i na kaca dla wczorajszych balowiczów – moje żaby.
    Jak sie ta jedna podróżniczka na piętro dostała to naprawdę nie wiem, bo to że bywaja w toaletach w buszu to oczywiste.
    A na drugim zdjęciu moja żabia „stołowka”.
    https://photos.app.goo.gl/4BAbghrhvoAsBB9N2

  237. Qba
    21 kwietnia o godz. 8:06

    Kurde, zahamowałem, aż zapiszczało. Qbo, oczywiście, nie przejmuję się, co będzie, z ziemią, z życiem, kiedy mnie nie będzie. Mówię tylko o tym, że wielce rozwinięty umysł człowiekowatych mógłby kontrolować postęp, by nie szkodził. Ale nie kontroluje (poza bronią jądrową). Nie potrafi? Nie chce? Więc może trzeba by intelektualistów wytruć, żeby został sam PiS bez suwerena – coś jak zbuntowani towarzysze na wyspie Picairn?

  238. @@Ewa-Joanna, Paradox
    Dzięki za troskę. Chyba chodzi o refluks, na co wskazują objawy.
    Ech, kiedyś człowiek był, zdrowy, zdrowy, zdrowy a teraz przynajmniej, gdy po obudzeniu/przebudzeniu coś go boli, uwiera, wie, że żyje.

  239. @mag

    Bez żadnej intencji, żebyś przestała się zdrowiem przejmować. Ale pomny na to co starożytni Rosjanie powiadają: kobiety są chore, potem bardzo chore, śmiertelnie chore, a na koniec zostają wdowami.

  240. @Tanaka 10:00

    Był też serial, w którym za głównego gieroja latał Baniaczek. On był złodziej samochodów, który potem został adwokatem czy detektywem.
    Patrząc na niektóre nasze papugi, to właściwie jeden karabin.

    Cytując Kwintę: „jak już kraść to lepiej to robić jako par excellance: złodziej.”

  241. @Ewa-Joanna 10:13
    U mnie w domu po firankach tylko kota ma prawo śmigać. Żabom bym nie darował. Rzekotkom tyż.

  242. @zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 10:11
    W 1989 roku Witold Rybczyński, kanadyjski architekt polskiego pochodzenia, popełnił był książeczkę pt „The Most Beautiful House in the World”. P polsku, jako „Najpiękniejszy dom na świecie”, ukazała się w 2003, nakładem Wydawnictwa Literackiego. Czemu o tym piszę? A bo dziecięciem będąc, a i potem dosyć długo, nawet po studiach jakiś czas, zachwycałem się tymi wielkimi wszystkimi i przewspaniałymi budowlami, stawianymi wszędzie, tylko nie u nas. Ale potem w budowie kilku takich gigantów uczestniczyłem i kompletnie mi obrzydły. To się nie nadaje dla ludzi: przerost formy nad treścią.
    A Rybczyński świetnie napisał kilka esejów o budowie (własnoręcznej) swojego domu, a przy okazji pokazał mi precyzyjnie to, co dawno przeczuwałem: architekturą jest nawet wiata na rowery, czy stodoła. I jest to architektura niejednokrotnie lepsza, niż te gigantyczne gargamele. Więc nie przejmuję się kompletnie jakimiś Searsami, czy innymi wysokościowcami, popełnionymi według projektu jakiegoś Hindusa. Bo idę o zakład, że wśród popełnionych przez „Polaczków” domków, czy garażyków, są i takie, do których Sears się nie umywa.
    Polecam.

  243. pastucha
    21 kwietnia o godz. 11:25
    Bo idę o zakład, że wśród popełnionych przez „Polaczków” domków, czy garażyków, są i takie, do których Sears się nie umywa.
    Polecam.
    ——————-

    Są. Chociaż na ateistycznym blogu może o nich nie wypada wspominać…

    Przychodzi mi na myśl katolicki kościół św. Rocha w Białymstoku. Dzieło Oskara Sosnowskiego. Unikalne pod każdym względem.

  244. Paradox57
    Święta prawda. Już mam jednego na koncie, co mnie stanowczo przedwcześnie opuścił.
    Odpukać i splunąć przez lewe ramię, bo nie chciałabym zasłużyć na miano czarnej wdowy (tej co przynosi pecha).

  245. @pastucha
    21 kwietnia o godz. 11:25
    Betonowy bunkier na łące jest niczego sobie, do oglądania po wierzchu, jako zjawisko architektoniczne. Jeśli otoczenie się nie zmieni, to nadal będzie takim ewenementem urbanistycznym i niczym więcej.
    Jak jest do mieszkania i to na co dzień, jak wygląda wnętrze, nie ma wielu informacji. Przynajmniej ja do nich nie dotarłem.
    Naoglądałem się w Polsce tylu koszmarów, że głowa mała 🙄 Jakiś czas temu dyskutowaliśmy o tym, więc nie zamierzam otwierać nowego tematu.

    Zainspirował mnie za to @seleuk, co nie słyszał nic o Fredzie albo udający, że nie 😉

    Drogi @seleuk|os|

    Nasz język macierzysty, zadziwiająco ubogi jeśli idzie o niewulgarną i niemedyczną terminologię dotyczącą organów płciowych męskich i damskich, oferuje niezliczone metafory i synonimy na określenie czynności kryjących się pod „marszczeniem Freda”, „trzepaniem kapucyna” itp.
    Od A jak „aktywować rakietę”, poprzez ćwiczyć szabelkę, drapać ciupagę, grać dżojstikiem, iskać augustyna, kręcić śmigło, nieść dobrą nowinę, oliwić sworzeń… aż do Z – „znieważać głowę państwa” – fantazja nie zna granic 😎

  246. Z masztem też by się pewnie coś znalazło 😉

  247. @Tobermory
    21 kwietnia o godz. 12:08
    A o jaki bunkier chodzi, bo jakoś nie kojarzę?

  248. Gdzieś ostatnio wyczytałam, że Polacy katolicy przechodzą na protestantyzm zniesmaczeni naszym kaka. Oczywiście ci, co jeszcze nie utracili wiary mimo wysiłków kaka.
    Nie wiem, jak duża jest skala tego zjawiska. Pewnie niewielka, bo to wymaga pewnych zabiegów, tak jak starania o apostazję.
    Częściej chyba jest praktykowane tzw. zerwanie z kościołem i nic w to miejsce.
    Niestety, niepraktykujący, olewający kaka w większości wciąż nie wytrzymują presji społecznej, zwłaszcza starszej części rodziny i po dawnemu chrzczą, posyłają do I komunii, na religię itd.
    Akurat ja należę do tej starszej części rodziny i nietypowo wręcz zachęcałam, by dać moim wnukom spokój.
    Doszły do etapu komunii, na co wpływu nie miałam, ale wiem, że na tym koniec, bo rodzice poszli wreszcie po rozum do głowy

  249. @paradox57
    21 kwietnia o godz. 11:05
    Firanki w środku, żabki na zewnątrz, bo tam jedzonko do światła przylatuje.

  250. zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 9:34
    Jak się okazuje, atutem USA okazała się wielokulturowość nowego społeczeństwa, które porzuciło swoje dotychczasowe podwórka, chronione jako coś własnego i wyjątkowego. Chociaż spoglądając na amerykańską prowincję, to ona wytwarza znowu głównie więzi lokalne, preferowane przed ogólnopaństwowymi. Piszę „państwowymi” a nie narodowymi, chociaż słyszy się czasami o narodzie amerykańskim, nie ma przecież większej mieszanki społecznej, aniżeli tam. Są ludzie potrafiący po sposobie mowy odróżnić z jakiego stanu USA pochodzi dany obywatel. Wrocław okazał się dla przesiedlonych z Kresów miastem wyraźnie odmiennym, od tego do czego byli przyzwyczajeni. Podobnie było w miastach górnośląskich, chociaż akurat architektura miejska jest czymś, co najszybciej unifikuje rozmaite społeczności i trafia w różne miejsca. A rozmaite budowlane wyskoki stają się znakiem rozpoznawczym danego miejsca, ale nie społeczności.

  251. Taieri
    21 kwietnia o godz. 11:36

    No jak nie wypada wspominać, jak wypada wspominać. Co dobre, to dobre. Tyle, że skoro o kościołach nadwiślańskich mowa, to tragedia na całego. Są dobre, a nawet bardzo dobre przykłady, giną jednak w tłumie.
    Lata 80-te i początek 90-tych to to był czas mody na kościoły w kształcie skoczni narciarskich. Później na hale segregacji śmieci. Teraz moda na wyciskarki owoców, albo wucetowe kompakty.
    A każdy jeden, to Dom Boga. Jaki dom, taki bozia. I odwrotnie.

  252. zak1953
    21 kwietnia o godz. 7:04

    Mój komentarz
    Dwa Twoje przykłady reakcji na pytanie o chęć powrotu do macierzy dobrze ilustrują różnice w mentalności miedzy „przyjezdnymi” i autochtonicznymi. Ta pierwsza grupa jest zbyt chwiejna, niepewna, akceptująca wszystko, co ładne, bogate, błyszczące, pragmatyczną uprzejmość traktuje jako „chyba mnie lubią”, niechęć szybko zamienia w sympatię, sympatię szybko porzuca dla korzyści własnej, trwałość traktuje jako przeszkodę, itd.

    Ta druga grupa jest bardziej ustalona w poglądach, bardziej solidna, pewna swoich racji i upodobań, pewna trwałości swoich postaw, patrząca krytycznie, co nie oznacza niechętnie, czy z nienawiścią, częściej ważąca racje niźli ulegająca emocjom w ich ocenie, bardziej systematyczna, patrząca dalej w przyszłość, pamiętająca o przeszłości, z której się wywodzi. Itd.
    Pzdr, TJ

  253. mag
    21 kwietnia o godz. 12:13

    Eliza Michalik, przytomna i ładna dziennikarka, chyba Superstacji, przeflancowała się na ewagelikanizm, co lepsze, ale i tak mało zmienia. Teraz czas komunijny się zbliża, więc wszystkie portale prześcigają się z tekstami pod hasłem: co dzieciak MUSI dostać na komunię. To co było modre rok temu, to teraz wiocha. Komunia to nic innego jak impreza handlowa, sprzedaż relikwii. Kiedyś „gwóźdź z Krzyża”, teraz to samo: za herbatnik pt. Ciało Chrystusa – quad, albo co, co teraz jest MUSEM. I dola dla proboszcza, a naddola dla biskupa jego.

  254. Tanaka
    21 kwietnia o godz. 9:50
    Mam wrażenie, że obecna siła przewodnia jest zagubiona ideologicznie. Bo chciałaby być i szlachecko-pańska i chłopsko-przaśna. Jednak nie odrobili dobrze lekcji dziejów i nawet swoich błędów i wypaczeń nie potrafią uznać za swoje. Monumentalność ich przekazu przypomina mi majaczenia jednego Austriaka o wielkiej Germanii. A przecież politycy historyczni z IPN nie potrafią dobrze poskładać dziejów i tradycji poszczególnych ziem wchodzących obecnie w skład Polski, ponoć jednolitego narodowo państwa (co jest bujdą na krótkich nóżkach).

  255. paradox57
    21 kwietnia o godz. 11:03

    Kwinto był uczciwy złodziej. I porządny muzyk. Nie to co prezesi, dyrektorzy czy ministrowie.

  256. pastucha
    21 kwietnia o godz. 11:25

    Architekturą jest wszystko. I kosz na śmieci i krawężnik, ławka, znak drogowy, drzewko i kamień.

  257. Tanaka
    21 kwietnia o godz. 12:28

    Ten, o którym wspomniałem jest zdaje się tuż-przewdojenny.

    A co do obecnych budowli sakralnych…no cóż, jaki dom taki bozia, jak całkiem zgrabnie to ująłeś. Chociaż chyba gust (a raczej bezguście) Pastuszków więcej sie tu liczy.

  258. @pastucha
    21 kwietnia o godz. 12:12

    Myślałem, że o ten:

    https://ddob.com/kcfinder/upload/images/aszkiladz/arkakoniecznego/Brenn_FS_19.jpg

    Widzę, że pomieszali mi się architekci, bo ostatnio tylko o tym była mowa w przypadku „najpiękniejszego domu”.
    Sorry 🙁
    Nic w nocy nie piłem, może dlatego?

  259. Tanaka napisał:
    „”Ostatnio – niejaki Duda Andrzej,który powiedział na uroczystości rocznicy wybuchu Powstania w Getcie, że ci powstańcy walczyli za Polskę, bo byli Polakami! ”

    Mój komentarz
    Nie pierwszy to raz , gdy PAD robi z siebie w celach komercyjno-politycznych idiotę. A że nie pierwszy raz, to z tego wypływa wniosek, że staje się to jego sposobem bycia.
    Pzdr, TJ

  260. @wbocek
    Odpisuję dopiero teraz, bo na pewien czas odechciało mi się wchodzić tutaj,… no i pisać.
    Ja nie uważam siebie za „anioła pokoju”. Dlatego dialog w moim rozumieniu, nie oznacza nastawiania coraz to nowego policzka na ciosy. Ja mówiłam o cywilizowanych stosunkach (i słowach) z tymi, z którymi np. w kwestii światopoglądu się nie zagadzamy. Bo jest milion innych spraw. A nawet jeżeli o światopogląd zaczepiamy… to też tzw. cywilizowane zasady pomagają w dążeniu do rozwiązań różnych problemów. Wojna domowa, rewolucja… chyba nie są dobrym wyjściem.
    A teraz odniosę się specyficznie do naszej „konwersacji”
    1. dialog, o którym mówiłam nie dotyczył wiary, czy jej braku o czym wydaje mi się wyraźnie dałam do zrozumienia. Jednak, żeby był możliwy, unikanie derogatory stwierdzeń w tym zakresie… jest pomocne (co najmniej)
    2. Ten blog, jak i każde forum publiczne jest dostępne dla wszystkich, którzy przestrzegają reguł regulaminu. To, że nazywa się „blog ateistów”, nie zwalnia nikogo z tych reguł.
    A obrażanie czyjejś wiary, jest ujęte w tych regułach… jako no, no
    3. Co do puryzmu językowego…
    To Ty ciągnąłeś temat: „jako-tako”. Ja próbowałam go zakończyć. Żartobliwie (taka była intencja).
    Potem próbowałam delikatnie dać do zrozumienie nietaktowność kontynuowania tego tematu.
    Niestety bez efektu. Dlatego zacytowałam Twoje „lecę placki robić”, mając nadzieję, że to żartobliwe podejście jakoś Cię spacyfikuje (ułagodzi).
    4. W końcu uciekłeś się do tego, że „co przystoi wojewodzie, to nie wolno kmiotkowi”.
    Ja całe życie miałam problem z narzucanymi mi autorytetami. A ten wojewoda? to już wcale do mnie nie trafia. Gdyby mi się chciało nad tym dywagować, to pewnie coś więcej o tym bym napisała, ale…

    Pozdrawiam
    Ps. Powiedziałeś, że nie nie będziesz słuchał tego co Ci wkleiłam poprzednio, bo słowa „dumne i durne” drażnią Cię. Dlatego nie będę ryzykować i zamiast słów to Ci tym razem zagwiżdżę na okarynie „let it go”.
    Nie będę tłumaczyć co to znaczy „let it go”, żebyś nie zarzucił znowu, że pouczam.
    https://www.youtube.com/watch?v=XmMzoowgK8Y
    Ps.2 Teksty naszej konwersacji wkleję jako następny komentarz.
    c.d.n.

  261. Tanaka
    21 kwietnia o godz. 12:28
    Szanuję osoby wierzące i stosujące się do przyjętych przez nie reguł. Nie znoszę ortodoksów i osób nachalnie wciskających innym swą religijną lepszość albo jedyno-prawdziwość. Bez problemu współpracuję z osobami wierzącymi we wszystkie odmiany jedynego boga, jak i nie niewierzącymi. Nie zwalczam ich wiary. Natomiast czasami reaguję na nachalność części osobników nawracających swe otoczenie. Kiedyś potrafiłem się prawie że znęcać intelektualnie na takimi wyznawcami, łapiąc ich na nieznajomości własnych reguł oraz wskazując niekompatybilność wiary i nauki w wielu punktach. Teraz wykręcam się raczej z dyskusji i przekonywania.

  262. @wbocek
    c.d do wypowiedzi z 21 kwietnia o godz. 12:47
    Przedstawiam przebieg naszej konwersacji chronologicznie i parę dodatkowych wpisów, które wydaje mi się w tej konwersacji jakąś rolę pełnią.
    Pozwoliłam sobie pogrubić niektóre rzeczy
    W tym również Twoje zdania z którymi jestem zgodna.
    Ale Ty chyba nie zawsze.
    ______________________________________________________________________

    —-404 z 17 kwietnia o godz. 5:08
    „pozostaje tylko żyć w poszanowaniu siebie nawzajem i swoich poglądów i nie narzucaniu ich innym.” (Rogger77)
    (ode mnie refleksja)
    Wiara w życie pozagrobowe czy jej brak… nie powinny uniemożliwiać wspólnego, w miarę zgodnego bytowania doczesnego….. ja to tak zrozumiałam.
    Inaczej wojny krzyżowe, albo malowanie kościołów na ultramarynę nam przyjdzie przeżywać
    i jeszcze, jeszcze i jeszcze raz
    Ja optymistycznie w dialogu upatruję potencjał na jako-taką przyszłość.
    A to wszystko przez to, że prześladują mnie uporczywe pogodne myśli
    Pozdrowienia dla tych, co nie przewijali
    ———————————————————————————————————

    —–wbocek z 17 kwietnia o godz. 8:22
    do 404 z 17 kwietnia o godz. 5:08
    „Wiara w życie pozagrobowe czy jej brak… nie powinny uniemożliwiać wspólnego, w miarę zgodnego bytowania doczesnego (…). Ja optymistycznie w dialogu upatruję potencjał na jako-taką przyszłość. A to wszystko przez to, że prześladują mnie uporczywe pogodne myśli”.
    Wybacz formalną uwagę w związku z bardzo częstym myleniem konstrukcji „jaki taki” i „jako taki”. W Twoim zdaniu jest raczej znaczenie „jaka taka przyszłość”, czyli „znośna”. „Jako taka przyszłość” nie bardzo ma sens.
    W swoich wpisach uparcie rozmawiasz z duchami, czyli z czymś niewidocznym i nieistniejącym i z niewiadomych powodów pouczasz, że lepsza jest zgoda niż niezgoda między wierzącymi i ateistami. Tylko gdzie to tak widujesz w codzienności tę światopoglądową niezgodę – w rodzinie przy obiedzie, w tramwaju, w autobusie ludzie wymyślają sobie od wierzących lub ateistów? Czyżbyś tak się zasugerowała krytyką religii i Kościoła na malutkim blogu ateistów stworzonym specjalnie dla nich, nie dla religiantów, że pomyliłaś ją z polską 38-milionową codziennością? To, co upatrujesz „optymistycznie w dialogu”, to , przepraszam, egzaltacja, a nie racjonalizm. Jakiż może być między ludźmi dialog w sprawach wzajemnie się wykluczających: że (powtarzam się) wierzący zgodzi się, że trochę nie ma Boga, a ateista zgodzi się, że trochę jest? Nie widzisz, nie wiesz, że chyba każdy lub niemal każdy polski ateista miał lub ma wierzących czlonków rodziny i wielu wierzących znajomych i żyje z nimi, przyjaźni się, kompletnie nie zajmując ich wiarą, a oni – jego niewiarą? Warunkiem zgodnego życia jest unikanie światopoglądowych dialogów, a nie ich wszczynanie.
    Są, oczywiście, w życiu publicznym duże spory, ale nie o światopogląd, lecz o konkrety – 0 regulacje prawne z kościelnego judzenia się biorące. Ty możesz sobie marzyć słodko o „optymistycznym dialogu”, jednak o wstrzymanie natarcia średniowiecznej ciemnoty szykującej piekło na ziemi trzeba walczyć. Kościół i przykościelne diabły w rodzaju Godek ustąpią wyłącznie przed siłą, nie przed gałązką oliwną w dziobie

    ———————————————————————————————————

    —–404 z 17 kwietnia o godz. 12:32
    @wbocek
    ja odbieram Roggera77.
    A do tego, co powiedział w tej kwestii… dorzucę piosenkę
    https://www.youtube.com/watch?v=LILXgORnHdI
    Pokonamy Fale
    Inaczej nie będzie żadnej opozycji, bo każdy będzie oczekiwał od drugiego… myślenia/wierzenia takiego samego jakie on ma.
    węzeł gordyjski.
    Sam powiedziałeś, że masz we własnej rodzinie osoby o innym światopoglądzie niż Ty
    i żyjecie razem, kochacie się. Mam nadzieję, że nie walczycie ze sobą o to czy wierzyć, czy nie.
    Pozdrawiam
    Ps. Dzięki za jako-tako, ale mnie właśnie o takie cóś chodziło
    ———————————————————————————————————

    —–wbocek z 17 kwietnia o godz. 13:00
    do 404 z 17 kwietnia o godz. 12:32
    Chodziło Ci o jako taką przyszłość? Przyszłość to zwyczajna przyszłość, „Jako taka przyszłość” do stary manieryzm nic kompletnie nie znaczący. „Jaka taka przyszłość”, owszem, znaczy – właśnie „znośna”, taka, w której da się żyć. Nie umiesz, widzę, się przyznać do nierozumienia, a opowiadasz się za dialogiem.
    Wybacz, ale nawet nie otwierałem piosenki „Pokonamy fale”. Jako byłego rybaka morskiego te dumne/durne słowa tak drażnią, że kiedy je pierwszy raz usłyszałem, od razu zobaczyłem tych bohaterów na kutrze siedemnastce na skromnej północnej siódemce. Poza tym w ogóle nie mam zwyczaju słuchać muzyk. Ale dziękuję za dobre chęci.

    ———————————————————————————————————

    ——404 z 17 kwietnia o godz. 17:00
    @wbocek z 17 kwietnia o godz. 13:00
    Tę piosenkę akurat najbardziej znani polscy śpiewacy wykonują.
    Nie ma tam żadnej łódki z ilomaś tam rybakami.
    Mimo wszystko zachęcam do jej przesłuchania.

    Co do „jako-tako”…….. to ja to lubię…
    bo wolno mi.
    Podziwiam jednak Twoją spostrzegawczość i dbałość o aktualną, literackość języka polskiego. Ja muszę przyznać bardziej relaksowo do tego podchodzę.
    ———————————————————————————————————

    ——-wbocek z 17 kwietnia o godz. 17:15
    do 404 z 17 kwietnia o godz. 17:00
    Lubić to sobie możesz – nie moja rzecz. Mnóstwo internetowych analafabetów jest przywiązanych do swej niewiedzy. Broń Boże, nie twierdzę, że jesteś analfabetką, mówię tylko, że nie rozumiesz konstrukcji, której użyłaś. Zerknij do słownika, to może zrozumiesz.
    ———————————————————————————————————

    ——-404 z 17 kwietnia o godz. 17:32
    @wbocek z 17 kwietnia o godz. 17:15
    wbocek, a skąd wiesz, co ja rozumiem?
    Pamiętasz taką barażkę o gaździe, który z lekka wkurzony juhasa dociekaniem…
    w końcu zpytał: a ty to chiba nie po naukie przyszed
    Zacytuję jeszcze zdanko, które wydaje mi się tutaj zasadne. A pochodzi z wypowiedzi komentatora
    z sąsiedniego bloga:
    Polki i Polacy od dziesięcioleci są oduczani samodzielności już od pierwszych samodzielnych kroków w kinestetycznym ich rozumieniu. W żłobku, w przedszkolu, w powszechnej szkole i na uczelniach wyższych panuje paternalizm.
    ———————————————————————————————————

    ——wbocek z 17 kwietnia o godz. 17:39
    do 404 z 17 kwietnia o godz. 17:32
    Nie wiem, co rozumiesz, wiem, że nie rozumiesz znaczenia manierycznej konstrukcji „jako taki” i nie odróżniasz jej od konstrukcji „jaki taki”. Zasłaniasz się opowiastkami, bo nie umiesz powiedzieć: „Nie wiedziałam”.
    ———————————————————————————————————

    —paradox57 z 17 kwietnia o godz. 17:51
    @wbocek 17:39
    Po co ma rozumieć? Nie wystarczy, że lubi?
    ———————————————————————————————————

    ——wbocek z 17 kwietnia o godz. 18:00
    do paradox57 z 17 kwietnia o godz. 17:51

    No właśnie. A nade wszystko lubi zgodę. Zgadza się ze sobą i pięknie jest, i szkoda słów.
    ———————————————————————————————————

    —–404 z 17 kwietnia o godz. 18:10
    @wbocek
    A jak Ty „lecisz” placki robić…
    to samolotem, czy na skrzydłach?
    ———————————————————————————————————

    —–wbocek z 17 kwietnia o godz. 18:44
    do 404 z 17 kwietnia o godz. 18:10
    To, co demonstrujesz, to właśnie najczystszej wody puryzm. Który się bierze przede wszystkim z potrzeby przyłożenia bliźniemu w pokojowym dialogu, o jakim na początku z uczuciem nadawalaś, a nie z rozumienia roli języka i jego roli w życiu człowiekowatych. Puryści Z ZASADY nie rozróżniają tego, co przystoi wojewodzie od tego, co wolno kmiotkowi.
    Z purystami na pięknych deklaracjach o zgodzie i dialogu rozmowa się zwykle kończy
    .
    Tak im dopomóż kaszebscy Bóg.
    ———————————————————————————————————

    —–wbocek z 18 kwietnia o godz. 9:58
    Nie umiem się odnosić do sporów na blogu – z małymi wyjątkami, kiedy bardzo jest wyraźna czyjaś wina i czyjaś niewina – dlatego do większych się nie odnoszę. […]
    Bo mitygowanie czy bujanie na wysokościach w roli anioła pokoju, bez zwracania się do konkretnych ludzi z merytorycznymi uwagami, jest traktowaniem dorosłych przecież stron jak rozrabiających dzieci w sytuacji, kiedy ci dorośli dążą do wyważenia i rozumienia ich racji, a nie ich banalizowania niepoważnymii uwagami w rodzaju „Przestańcie się kłócić”. Jeszcze gorsze są podsumowania personalne, a nawet oskarżenia stron. [..]
    Czy podsumowujący uczestnik sporu lub postronny obserwator ma wystarczające kompetencje do publicznych podsumowań osoby, skoro wszyscy jak tu jesteśmy
    NIE JESTEŚMY RÓWNI i nigdy nie będziemy
    Tylko odnoszenie się do meritum może być – lub czytelnie nie być – zasadne, bo jest o wiele bardziej weryfikowalne niż prywatne opinie o osobie.
    Tyle że słusznych nawoływań do trzymania się meritum jest na blogach tyle samo, co nawoływań do pokoju na świecie.

  263. Tanaka
    Znajdź mi, proszę, prezesa, ministra lub dyrektora, który na trąbce gra, jak Kwinto, a niechby na czymkolwiek.
    Wybaczę mu nawet wynagrodzenia pod stołem albo nie (jak się bliżej rzeczonemu przyjrzę).

  264. tejot
    21 kwietnia o godz. 12:44
    PAD jest tylko zwyczajnie zakłamany i politycznie motywowany przez swego równie zakłamanego prezesa. Obaj mają problem z przykładaniem ludzkiej miary do czynów innych.

  265. @404 12:47

    Bo też chodzi o drobnostkę. Chciałaś temat zakończyć żartobliwie, żeby nie kontynuować. Pozostawiając przy tym wrażenie, że jednak wyszło na Twoje. Czyli że jednak miałaś rację, nawet pisząc błędnie. I tak jest ze wszystkim. A nie prościej od napisać, że się pomyliłaś, źle odczytałaś, nie zrozumiałaś, co kilkakrotnie sugerowałem choćby @Roggerowi77?
    Nie byłoby zbędnego, Twoim zdaniem, ciągnięcia dyskusji.

  266. Uff! Znowu te poranione fale? Kicz i tani sentymentalizm zawsze miał się w Polsce dobrze.
    A pogoda cud, będzie w cieniu +28…

  267. mag
    21 kwietnia o godz. 12:57

    Maguś, jak Ty mi taką robotę zadajesz w dzień słoneczny, to ja będę chytrusek-migusek: Clinton! Sax+sex+zioło
    Pasuje ? 😀

    Bo żebym miał co nad Wisłą znaleźć, to chyba dziury w uzębieniu prostego posła z ławy, przez które może gwizdać. Ale nie umi. No i inni mogą mu nagwizdać.

  268. @zak1953
    Ciekawy wstępniak
    Tak jak tam powiedziałeś… jakieś elity „walczą” o większą władzę dla siebie, a normalni ludzie giną naprawdę.
    Mój dziadek ze strony Taty był wcielony do armii pruskiej (pochodził z poznańskiego), podobnie jak członkowie Twojej rodziny.
    Z kolei w tej samej wojnie moi przodkowie z Wołynia byli wcieleni do rosyjskiej armii.
    Ty napisałeś o zwykłym człowieku. Takim jak my. Wykorzystanym przez tzw władców.
    Pozdrawiam

  269. @mag
    21 kwietnia o godz. 12:57

    Tak jak grał na trąbce Kwinto (Machulski) to potrafi niejeden prezes, minister i dyrektor. Czyżbyś uwierzyła, że Jan Machulski naprawdę grał na tej trąbce? To był film, a więc czysta fikcja i złudzenie.

  270. Taieri
    21 kwietnia o godz. 12:38

    W powojennej architekturze kościelnej w Polsce znajdzie się trochę niezłych i może kilka-kilkanaście dobrych przykładów, i ze trzy bardzo dobre. Co dobre, to dobre, warto dostrzec i docenić. Ale to kropla wśród potworów.
    Co roku portal Bryla.pl pokazuje takie przykłady i można głosować. Zresztą, jak ktoś jest z wielkiego miasta, sam sobie może, od ręki, wypatrzeć z kilkadziesiąt kościołów i ocenić.
    W modernizmie zdarzały się ciekawe kościoły, ,ale to już przeszłość. Ostatni czas stylów to eklektyzm, z historyzmem oraz pompieryzmem. Jeszcze jakieś nawiązania do stylów historycznych, jeszcze resztki dyscypliny i słabego echa minionej chwały w architekturze i porządku, a już obrastające pustymi dekoraliami, cukierkami, majtkami na sznurku. Mnie się podobają wnętrza proste, małych, pustawych kościółków, nienadętych pychą. Takie, gdzieś z II połowy XIX wieku są i jest ich dosyć sporo po małych miasteczkach i wsiach. One nie są twórcze, architekci powtarzali się, nie tworzyli nowego, ot jakieś drobiazi, dostosowanie do otoczenia i niewiele więcej. Ale ma to w sobie – z dzisiejszej perspektywy – właśnie rys pewnej skromności, co jest także złudzeniem, bo wtedy były to ogromniaste, wciskające niewolnika pańszczyźnianego w ziemię, budowle.
    Teraz nie ma reguł. Albo coś jest dobre, albo niedobre. A jak się odróżnia jedno od drugiego, jak to mówią: pan buk jeden wie.

  271. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 13:22

    Łomatkoboskolicheńsko – no to i co, że Machulski?

  272. tejot
    21 kwietnia o godz. 12:44

    Z tym „robieniem z siebie idioty” to jest jakoś tak, że można zrobić z siebie idiotę raz, drugi, trzeci, może nawet czwarty. Jak się te razy mnożą, to nie da się już zasadnie twierdzić o izolowanym wydarzeniu zrobienia z siebie idioty, natomiast należy zauważyć i docenić fakt, że staje się to cechą. Czyli zawodnik JEST idiotą.
    Zawodnik będzie się miotał, że ad personam i się obraża jego godność. Jest odwrotnie: taki miotający się nie szanuje ani logiki ani faktów. To nie obrażanie, to nazwanie cechy.

  273. @Tanaka
    21 kwietnia o godz. 13:11

    O, właśnie. Clinton grał naprawdę. Wśród polityków zdarzają się utalentowani dyrygenci, w Szwajcarii ministrem jest koncertowa pianistka.
    Politycy najbardziej chyba lubią walić w bęben 🙄

    Częściej niż wśród polityków zdarzają się muzykujący aktorzy. Woody Allen na przykład potrafi na klarnecie…
    Nabrałem nawet sympatii do Stevena Seagala, tego drewnianego aktora, kiedy zobaczyłem to

    https://www.youtube.com/watch?v=SqUDgQy2i3E

    Jan Machulski grywał na perkusji i akordeonie, ale takiej roli jakoś nie dostał.

  274. @Tanaka
    21 kwietnia o godz. 13:25

    Machulski przystojny był i tą trąbką uwiódł naszą @mag.
    I potem ona chce takich prezesów, ministrów i dyrektorów 🙄 W tej pszenno-buraczanej RP?

  275. 404
    21 kwietnia o godz. 12:47

    @wbocek
    Odpisuję dopiero teraz, bo na pewien czas odechciało mi się wchodzić tutaj,… no i pisać.

    Obiecałaś, dni temu parę, że mi solidnie odpowiesz i bardzo poważnie. Miało być już, już, za momencik. Jak miało, tak przestało. Bo Ci się odechciało wchodzić na blog. To się nazywa szczere olanie odpowiedzi na moje wyjaśnienia w sprawie Twojej pretensji do mnie, żem małorolny i tak dalej.
    Tak to już jest z dyskutantami, co nie umieją dyskutować, a gryźć po łydkach. @gotkowal mógł się poważnie zachować, a się nie zachował. Z Tobą podobnie.
    Alleluja, ale już mi się nie chce czekać na odpowiedź. Zostaliśmy z sytuacją, że wyprodukowałaś pod moim adresem wiadro pleceń i pomówień i bądź zadowolona. Wezmę to pod uwagę w następnych okolicznościach.

  276. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 13:36

    No, że Machulski przystojny był, to sie wie. Taki film: Koniec lata, chyba. Albo: Sublokator.I wiele innych. No i że Vabank, to jasne. Uroda dojrzała. A synek – Juliusz, zabawny: tak chomiczek z wyglądu. A lubię 😀

  277. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 13:32

    Ja mam wielkie uznanie dla bębna. To rytm naszej krwi. Dlatego w każdym zespole – bębniarz. A już afrykańskie to tak bębnią, że fruwam.
    Nasi to walą w rurę. Zdaje się, kanalizacyjną.

    Seagal to drwal. Wal równo, więc zna się na drzewie. Ale zabawne, bo mam sympatię dla części jego filmów. Trochę przegina z tymi swoimi indianersko-buddyjskimi słodkościami żelaznej pięści, ale jako komedia slapstickowa, całkiem niezła. A w paru filmach przywala całkiem nieźle Ale głównie w tych dawnych. Teraz głównie spaceruje.

  278. seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 1:11

    To bylo praktyczne zastosowanie tipsa z takiego jednego cartoon, z NewYorkera bodajze… Szukac mi sie nie chce wiec go opowiem. Scenka ma miejsce w otwartych drzwiach. W srodku facet, za progiem para SJotow z materialami swoimi w rekach. No i ten facet z jedna reka na klamce, a druga zapraszajaco wskazujaca schody na pietro mowi wlasnie te slowa: „Wchodzcie sexparty wlasnie sie zaczyna.”…

    Miny SJotow mowia wszystko, czyli w tyl zwrot i chodu…

    Raz zastosowalem i wystarczylo. Od cos z poltora roku musze byc na jakiejs ichniej czarnej liscie, bo nie przychodza.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Kawke trzecia popijam i jest fajnie. Klina nie potrzebuje.

  279. @Tanaka
    21 kwietnia o godz. 13:40

    Juliusz wdał się bardzo w matkę.

    https://i.iplsc.com/jan-machulski-z-zona-halina/0006AKA49JX73T0G-C122-F4.jpg

    Jego twarz budzi sympatię i podejrzenie o poczucie humoru.

  280. tejot
    21 kwietnia o godz. 12:44

    Nie pierwszy to raz , gdy PAD robi z siebie w celach komercyjno-politycznych idiotę.

    Czestotliwosc dowodzi nie tego, ze z siebie robi idiote. Tylko tego, ze jest idiota. Pierwszym dowodem na to, ze jest idiota, jest to, ze dal sie Kaczynskiemu za marionetke prezydencka.

    Madry czlowiek, nigdy by nie oddal sie komus takiemu jak Kaczynski we wladanie. Skoro sie oddal, to oznacza tylko to, ze Andrzej Duda jest po prostu idiota.

    pozdrowka
    ~l.

  281. @Tobermory
    21 kwietnia o godz. 12:41
    Odwodnienie jest niebezpieczne, musisz nadrobić zaległości.
    A dom Rybczyńskiego to zwykły domek, zbudowany w technologii lekkiego szkieletu drewnianego, czyli tzw dom z patyków, jak większość w Stanach. Ale jednak zupełnie inny, niż inne. To dom budowany od początku do końca świadomie, a to naprawdę rzadkość. W mojej praktyce dwa razy spotkałem się z czymś takim.
    Jako inżynier budownictwa nie mam uprawnień do projektowania architektury, ale popełniłem jeden projekt architektoniczny domu dla znajomego. Dom na trudnej działce, ze spadkami, z wjazdem od południa. Dyskusje przed ostatecznym projektowaniem trwały dłużej, niż samo budowanie.
    Drugi – to mój dom własny, czyli odbudowana od podstaw (zostały tylko resztki ścian) dziewiętnastowieczna chałupa.

  282. @pastucha
    21 kwietnia o godz. 14:26

    Samowystarczalny dom przyjaciela w NZ

    https://photos.app.goo.gl/YufvVoeQbln9r7ar1

    Własny prąd, woda deszczowa, urządzenie uzdatniające ją do picia, podłączenie do kanalizacji. Projekt kolegi – architekta.

  283. @zzakaluzy. Ciekawe jakie odnioslbys wrazenie z wizyty w NY. Ja bylam dwukrotnie w Chicago, ze tak powiem przejazdem. Wczesniejszy przylot z NY, azeby nastepnego dnia spotkac sie z grupa wycieczkowa. Wiec nocleg w hotelu przy lotnisku, skad jak wiesz jest doskonala komunikacja metrem do miasta. Raz bylo to w styczniu przed i po zamieci, stad moj wczesniejszy przylot. Oblazilam od switu do nocy i bylo wielce interesujaco. Np. downtown, ktore jest takie stateczne i eleganckie w porownaniu z rozhukanym NY. Zachwycilam sie w wielu miejscach lampami miejskimi, wjechalam wprawdzie nie na Searsa, ale na Hancocka itd. Drugi raz bylam tez tak krotko w lecie, mialam juz fitbita, wiec moge pochwalic sie, ze odwalilam 23tys. krokow. No i wiadomo znow downtown, takze Millenium Park, czy Navy Pier. Zwlaszcza w Navy Pier zauwazylam wielka revitalizacje. W sumie wolalam to Chicago w sniegu. Moglabym jeszcze dlugo sie chwalic co widzialam w wietrznym miescie, ale starczy zanudzania.
    W Polsce jesli mowi sie o tym miescie, to jako o siedlisku gangow i zniszczonych przedmiesc, nawet ja bylam wiecej niz mile zaskoczona jakie to eleganckie miasto.

  284. @Tobermory
    21 kwietnia o godz. 14:48
    Podchodziłem do fotowoltaiki, ale to jeszcze za droga inwestycja, jak na nasze krajowe warunki. Trochę za mało słońca, zbyt niska sprawność ogniw, zbyt szybka degradacja ogniw i spadek ich wydajności. Do tego żadnych dopłat. Nie ma szans na zwrot zainwestowanych pieniędzy.

  285. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 13:22
    Ech, Tobermory, ty przyziemny człowiek się robisz. Wszyscy w kinie widzieli, że Kwinto grał na trąbce, więc to prawda – prawda ekranu. Sam, jako harcerz próbowałem swoich sił na sygnałówce i chociaż wcześniej nie ćwiczyłem dałem radę zatrąbić alarm. To i Machulski mógł trzymać trąbkę przy ustach.

  286. Tobermory 21 kwietnia o godz. 12:08

    Drogi @Tobermory.
    Mnie ten Fred skojarzyl z filmem „Flintstone family”. „Krzemienna rodzina” (???). Czasy jak moje dzieci ogladaly. Calkiem mnie nie pasowalo w chwili blogowania. Prosilem wyjasnienie. Tam byl Fred i Barney(chyba). Jedna z pan Wilma(chyba). O traktowaniu kapucynow nie wiedzialem. Pytanie, dlaczego nie paulinow? Moje asocjacje zupelnie inne. Po szw. „att runka”, bezosobowo. Znaczy w samotnosci lub grupa. Znaczy jedno lub wielogenderowo. Dowolna konstelacja. Inne slowa rowniez sa, duzo. Drugie najczesciej „att pula” albo „att peta”. Wszystkie slowa, z pierwszej grupy czasownikow, odmiana czasow regularna. Elena i Moja moga runka mnie, siebie lub jednoczesnie. Ja tez. Runka jest ten brutalna prawie technika, peta tylko niedoswiadczone dziewice i przedszkolne dzieci.

    Z innej parafii. Dzieki za foto T. od kiwi. Przerabiam moj torp na „energetycznie neutralny”. Patrze szczegoly zainteresowany.

    Lonefather 21 kwietnia o godz. 13:47

    Dzieki za wyjasnienie. To moje czytanie blogowych textow ma jednak duzo wad. Patrz text do @T. Zrozumialem, miales Lonefather sexparty z jehowitka. Mnie sie ta sztuka, splawienia jehowitow, udala samoistnie. NYorker rysunku nie znalem. Samoistnie znaczy „niepokalanie”. Jak otworzylem drzwi, w drugim reku kawa, to kimono opadlo i ukazalem cala swoja dostojnosc, jehowitke hipnotyzujac. Ale nie jehowite. Skutek byl ten sam co u Ciebie. Znaczy brak sukcesu, „biblijnego” zapoznania jehowitki.

    Pzdr Seleuk

  287. Mozna kliknac i zobaczyc najnowsze rezultaty budownictwa publicznego w NY. Na jesieni zostal otwarty na wyspie Roosvelt Island na rzece East River campus bluszczowego uniwersytetu Cornell Universitet ( jak to zwykle w Ameryce „kwatera glowna” jest w zapadlych dziurach – w tym przypadku stanu NY). Na razie otwarto Bloomberg Center i Tata Center ( mysle, ze to „ten” Hindus wylozyl kase) https://tech.cornell.edu/campus.
    W najzimniejszy dzien tego roku w niedziele zaliczylam na tej wyspie jedna z nowojorskich oaz japonskiej kwitnacej wisni i po raz pierwszy ten campus. Ta wyspa jest niedaleko ode mnie, wiec jezdze tam ( znaczy sie parkuje na ladzie, bo n ie stac mnie na 25$ za godzine garazu) kilka razy w roku, za kazdym razem cos odkrywajac. Jako kobieta prosta zaimponowala mi nowoczesnosc budynkow campusu, a takze kiedy zobaczylamn ile terenu zatrawnikowali, to mysle, ze dalsze plany sa rownie interesujace.
    Btw W to zimno bylo tam tak, jak chcieliby wszyscy malkotenci, oprocz stalych mieszknacow, ktorzy tez sie pochowali spacerowo bylo oprocz nas z 5 osob. Nic nie zadeptywane, przez up…..ch turystow.

  288. @seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 15:46

    Fajnie jest mieć takie niewinne skojarzenia. Wiesz, jaki mam problem w Polsce, kiedy rozmawiam z moimi kolegami ze studiów? Im się prawie wszystko kojarzy seksualnie, jak rekrutom jakim. Trzeba uważać na słowa, których nigdy bym z seksem nie skojarzył. Powiesz: Spuściłem się na linie –
    a oni w rechot 🙄
    To opresyjne katolickie wychowanie chyba tak wpływa.
    PS.
    Zapomniałem przykładu na B – burzyć Mogadiszu.

  289. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 15:57

    Burzyc Mogadiszu to ja bym nigdy z ejakulowac nie skojarzyl. Dobrze napisales, teraz wiem. Ciekawe coby moje Etiopki na kurse powiedzialy? Duza konsternacja by byla chyba. Elena nauczyla mnie rosyjskiego idiomu „polziowatsia dildom”

    pzdr Seleuk

  290. @pastucha
    21 kwietnia o godz. 15:25

    Podróżując po NZ dziwiłem się (nie ja jeden) małej popularności paneli słonecznych. Zwłaszcza że prąd jest drogi. Teraz zmienia się polityka, nowa premier ogłosiła odwrót od kopalnych źródeł energii i zahamowanie dalszych poszukiwań ropy i gazu. Jest trend do lepszej izolacji domów (mniej energii na klimatyzację), nie płaci się podatków za samochody elektryczne, ładowanie w wielu miejscach jest gratis. Przyjaciel ma teslę. Przejechał nią już ca 15 tys. km, co kosztowało go dotąd mniej niż 30 dolarów.

  291. @seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 16:09

    A z eksplozją byś skojarzył? 😉
    Posługiwać dildo – to takie dosłowne. Słyszałem już pocket rocket, selfie stick, korean kowboy, polish chainsaw, russian unicorn…

  292. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 16:10
    @pastucha
    21 kwietnia o godz. 15:25

    To co piszecie w Szw. jest od duzo lat. Panele sa subwencjonowane chyba 35% (dzis). Lampy tylko LED. W mojej wsi wymienilismy uliczne zarowki na LED na jesieni. Biale wyposazenie w kuchni, lazience tylko osttnie klasy energetyczne. Standby polozenie jest bardzo niechetnie uzywane. Bardzo dluga lista

    To daje, bez budowy nowych elektrowni, zwiekszenie funkcjonalnosci energii. Moj torp, jak bede jakotako gotowy, nie bedzie bral energii na grzanie. Mysle na ta zima. Tylko gotowanie, ciepla woda prysznic. Latem zaloze wymiennik ciepla na wodzie odpadowej. Pralka np wypuszcza wode co ma 60-90 stopni C. Ta woda moze dac cieplo wody do prysznica. Na odwrot tez przyklad tylko.

    pzdr Seleuk

  293. Wode odpadowa deszczowa, zalozylem osobne rury jak do wody odpadowej domowej.
    S.

  294. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 16:20

    Tobermory… Ja literackim jezykiem rozmawiam. Powiedzmy, przewaznie. Pocket rocket. Hmmm… Zobaczymy. Polzowatsia paketnoj (karmannoj) sputnikom (rakietom). Chyba zakonczmy T. ten rys/ang watek (treat).

    pzdr Seleuk

  295. @seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 16:30

    U mnie (3 gminy, 15 tys. mieszkańców) dość dawno temu oddzielono kanalizację ściekową od deszczowej, teraz odzyskuje się też ciepło ze ścieków (duży szpital) i metan z oczyszczalni ścieków, subwencjonuje izolowanie domów (ograniczone fundusze, niestety) i wymianę okien, ale do zrobienia jest jeszcze bardzo dużo. Szczególnie jeśli ma się zamiar pozamykać bardzo przestarzałe (jedne z najstarszych w Europie) elektrownie atomowe, których jest pięć. Szwecja miała cztery, też leciwe, ale zamknęła już bodajże dwie?

  296. seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 15:46

    Tez tak to widze, ze opadniecie kimona bylo ekwiwalentem zaproszenia bez slow na seksparty. Dodatka przewage stworzylo odsloniecie wdziekow, czyli zero domyslow.

    Skutek potwierdza diagnoze identycznosci.

    pozdrowka
    ~l.

  297. A w pralkach praktycznie nie używa się już programu gotowania bielizny (95 st.) Wystarczające jest max. 60 st, większość pierze się w 40.

  298. @seleuk|os| 21 kwietnia o godz. 16:27
    Lampy uliczne na LED na jesieni? Ciekawa jestem, jak długo wytrzymają?
    Bo I believe (=o ile wiem) żarówki LED niezbyt dobrze się sprawdzają na zewnątrz budynku.

  299. Tobermory
    21 kwietnia,g.13:30
    Kwinto p r a w i e mnie uwiódł.
    Zdziwisz się, ale los mnie zetknął z Janem Machulskim trzy razy w życiu i w tej samej sprawie.
    Pierwszy raz w autobusie na Krakowskim Przedmieściu. Ja miałam lat 19, on co najmniej drugie tyle i choć był bardzo nawet przystojny, jak to mówią – w kwiecie wieku – i ewidentnie mnie podrywał, uznałam że jest po prostu za stary, a w ogóle aktor pewnie zepsuty powodzeniem i po co mi to.
    Drugi raz kilka lat później, na przystanku autobusowym na Ochocie (okazało się, że mieszkaliśmy na tym samym osiedlu na Rakowcu). On jechał z młodziutkim Juliuszem zapewne do miasta, a ja odwoziłam synka do żłobka. Przyuważył mnie, ale zaczepił innym razem, jak był sam na tymże przystanku.
    Znowu odprawiłam go z kwitkiem.
    Minęło jakieś 10 lat. Spotkaliśmy się, a raczej znowu los nas zetknął w Zamościu, gdzie odbywało się Lato Teatralne, nie pamiętam która edycja. On był z jakąś sztuką, ja służbowo jako dziennikarka od kultury.
    Sytuacja się powtórzyła. Na imprezie wieczorowo-nocnej, bodaj na koniec festiwalu, znowu jakoś mnie wypatrzył i zagadał. Wtedy nie wytrzymałam i spytałam, czy już kiedyś się widzieliśmy, bo ja na pewno go pamiętam i podałam okoliczności.
    Czy pamiętał to samo i tak samo, nie wiem, ale bardzośmy się uśmiali, że widocznie jestem jakimś jego niedoścignionym marzeniem z młodości, typem urody, który w tym/moim egzemplarzu się zawiera?
    Wtedy dałam mu nawet moje namiary, ale się potem lekko przestraszyłam i w końcu do niczego nie doszło.
    Szczerze mówić, może i trochę żałuję tej niespełnionej przygody,(dochodzi się do takiego wniosku w słusznym wieku), a może i lepiej, że mam tylko takie fajne wspomnienie.

  300. W kwestii skojarzeń… nie wiem czemu obśmiewanie głupoty nieodmiennie skutkuje apelami o nieobrażanie osób wierzących. Czyżby osobom o to apelującym wszystko kojarzyło się tylko w jedną stronę?

  301. Tobermory
    O matko – szczerze MÓWIĄC

  302. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 16:47

    Te elektrownie nie sa zamkniete w zasadzie. Leza w „kokonie”. To jest mozliwe w wiekszosci z oszczednosci energii, przy zwiekszaniu produkcji, ciaglym. Ubytki co sa kompensowane, wiatrakami i panelami slonecznymi, (dzis). Chyba na jutro nowa technika bedzie, mikrozrodla energii. Nie wiem jak po pl. Ogniwa paliwowe (na spirytus)?. Procent zwrotu inwestycji jest dzis w klasie ogniw slonecznych. Jest niemiecki producent, ma patent. Nie chce mnie teraz szukac. To znaczy, ze moj dom bedie mozna odloczyc od sieci elektrycznej i bede mial 220V plus ampery w tej ilosci co potrzebuje na wszystkie urzadzenia. Ja mysle ze ten proces, oszczedzania energii bedzie trwaly. To znaczy, pojawia sie nastepne kroki, bez konca. Ekonomia pozwala tylko na szybkosc, powolnosc tempa. Sam proces zmian bedzie permanentny.

  303. O, ciekawe co na to forumowi fachowcy?

    „http://natemat.pl/236043,mieszkanie-w-domu-z-drewna-w-ramach-mieszkania-plus-kowalczyk-to-mozliwe

    Ja podziwiałam tu niedawno dom z bali. Zbudowany własnoręcznie, przez laika spod znaku Zrób To Sam.

  304. O, już widzę, gdzie jest pies pogrzebany.

    „Deweloperką zajęłyby się w spółce Lasy Państwowe, Bank Ochrony Środowiska i narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Do tego jednak potrzebna jest zmiana w Ustawie o Lasach Państwowych.”
    I wszystko jasne!

  305. Na marginesie
    21 kwietnia o godz. 16:51

    Dzialaja. Tyle. Do dzis. Jutro nie wiem. U innych dzialaja tez.
    Ja z ta pralka tylko przyklad, zmywanie naczyn, tez maszyna grzeje wode. Zalezy od programu ile. Grzeje. Moja woda wejsciowa ma ok 6 stopni. Mam termometr na rurze. Nawet woda w toalecie jest podgrzana do ca 20stopni rano, jak robie siusiu i naciskam przycisk. Podgrzana od otaczajacego powietrza, chlodzi powietrze.

    To wszystko mozna policzyc (kalorymetr) i pomnozyc przez cene 1 stopnia C do ogrzania. Bardziej skomplikowane nie jest.

    pzdr Seleuk

  306. @Na marginesie
    21 kwietnia o godz. 17:02
    Jesteś następną osobą, której polecam – szczerze – przeczytanie niedużej książeczki napisanej przez Witolda Rybczyńskiego, pt „Najpiękniejszy dom na świecie”.
    W skrócie: architekt buduje własnoręcznie dom w technologii lekkiego szkieletu drewnianego, czyli dom z patyków. Szybko, w miarę tanio, logicznie. I nie jest to książeczka z cyklu DIY. Raczej zbiór esejów.
    W Stanach takich domów stoją miliony.
    Da się.

  307. Zainteresowanym, rekomenduje zapoznac z linkiem, mozna tez wiezowce wielorodzinne
    //http://www.moelven.com/
    Ja ten link daje bo uwazam firme za najlepsza na moim rynku. Jest duzo innych, jak w innych krajach nie wiem. Nie mam interesow ekonomicznych z linkowana firma. Musicie poszukac co interesuje. Strona ang. chyba w calosci

    pzdr Seleuk

  308. mag
    21 kwietnia o godz. 16:52

    Maguś, ale Ty śliczna panienka, subtelna i eterycznie-erotyczna byłaś! 😀

    …i po co mi to.
    …Znowu odprawiłam go z kwitkiem.
    …i w końcu do niczego nie doszło.

    A ja się w Tobie nieustająco podkochuję i jestem ładny chłopiec. To usłyszę: …znowu odprawiłam go z kwitkiem ? 😀

  309. @mag
    21 kwietnia o godz. 16:52

    To przynajmniej nie zostałaś uwiedziona i porzucona 😉 Z jednej strony szkoda (niezaspokojona ciekawość) a z drugiej – oszczędziłaś sobie ewentualnego rozczarowania. I szukania nowego obiektu westchnień, co jest też nieekonomiczne.

  310. pastucha
    21 kwietnia o godz. 17:12

    W Europie takich domów też stoi bardzo dużo, choć nie tak dużo, jak w USA. Z tym, że te hamerykańskie są nieco inne, bardziej dykciane.
    A w świecie, to już w ogóle z patyków stawiają.

  311. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 17:27

    No co za ponury pesymizm, z drugiej strony? A jakby się, z pierwszej strony, nie rozczarowała, hę?

  312. @vTanaka
    21 kwietnia o godz. 17:31

    Toteż napisałem „ewentualnego”. A jakby się nie rozczarowała i chciała więcej? Wiesz, jakie to implikacje i komplikacje?

  313. Tanaka
    Było minęło, a żartować z mag niegdysiejszej nie wypada.
    Opowiedziałam, bo to zabawna anegdota. I tyle. Zwłaszcza jak zostało w tyle, czyli tylko w pamięci.
    Mpja babcia powiadała, gdybyś ty, moje dziecko, wiedziała, jaka ze mnie śliczna była dziewczyna? A kto do mnie chodził?
    Jasne babciu, wiem. Ale nic nie było jasne i w ogóle niczego nie było.

  314. Idę walczyć z posuchą. Najpierw w ogrodzie, potem w organizmie.

  315. @mag
    21 kwietnia o godz. 17:39

    Moja babcia mówiła to samo. Przeżyła dwóch mężów. Drugiego o 35 lat.

  316. Poza tym daje link co napisalem do Tobermory o microenergii zrodlach
    https://en.wikipedia.org/wiki/Fuel_cell

    Ja zainteresowalem jak chcialem zwiekszyc autonomie plywania WooHoo2. Problem jest ilosc energii elektrycznej do rejsu zaglowego. Ladowanie baterii, nawet litowych czy co nie rozwiazuje. Ogniwa sloneczne nie wystarczaja, Propeler na rufie tylko hamuje wiecej. Elektronika, autopiloty, czysta woda z zasolonej, swiatla naw etc, etc. Baterii nie mozna rozladowac nizej ca 60%. Skracaja zywot. Tu jest mozliwe rozwiazanie praktyczne. Daje sie policzyc. Proste, bezpieczne paliwo. Tylko przyklad
    https://www.efoy-comfort.com/
    co bylem najbardziej(optymalnie) zainteresowany

    pzdr Seleuk

  317. mag
    21 kwietnia o godz. 16:52

    Dwa rodzaje zalu.

    Zalowac, ze sie cos zrobilo.
    Zalowac, ze sie nie zrobilo.

    W obu mysleniem, mozna nadrobic, ale zal i tak sie po duszy wspominajacej paleta.

    Przed laty bodaj cos 30, moja przykuta do lozka cioteczna babka, ktora miala juz z 90, czy 91 lat, poprosila mnie zebym zawolal do niej „tego mlodego subiekta z zieleniaka na rogu Kopernika i Tamki…, tego co sie do niej tak pieknie usmiechal.”

    Problem w tym byl, ze to mialo miejsce duzo lat przed wojna, ktora zmiotla z powierzchni ziemi dom, w ktorym byl wazywniak…

    Nie bylo sensu staruszce mowic, wiec wyszedlem grzecznie, po chwili wrocilem i rownie grzecznie babci oznajmilem, ze ten subiekt zmienil prace i nikt nie wie gdzie obecnie pracuje.

    Mysle, ze choc babcia tego nie mowila, to gdzies tam, jakos tam zalowala i dlatego chciala, zeby go zaprosic. Tak mysle, ale to chyba sie bierze z tego, ze ja sam wole zaryzykowac zalowanie, niz zalowac ze nie zaryzykowalem. I choc wielokrotnie podejmowalem podobne ryzyka, to tych ktorych bym autentycznie zalowal, praktycznie nie ma. A dodatkowa premia jest to, ze nie ma rowniez zalowania niezrobionego.

    pozdrowka
    ~l.

  318. mag
    21 kwietnia o godz. 17:39

    Ale jak bym miał żartować, jak nie żartuję ! Wyznaję… i się troszkę rumienię.
    Ach, te nasze babcie, bo dziadkowie nieco mniej: żyły światami wyobrażonymi. Ładne,piękne i urodziwe pewnie oraz niewątpliwie były, wszak nie różnimy się w tej sprawie. Ale w sprawie obyczajów i zakresu wolności to już znacznie bardziej. A może nawet, z ich punktu widzenia – szokująco bardziej.
    Mówiąc o babciach, przypomniałem sobie wpis pewnego starszawego pana, bodaj od dawna nieistniejącym czasopiśmie „itd” (?), w którym swoje porady seksuologiczne publikował młody Lew Starowicz. Wpis tego pana mnie poruszył i wzruszył zarazem. Pisał o tym,że w czasach jego młodych lat (tuż po wojnie) młodzież miała tak niewielką wiedzę i tyle ograniczeń, obowiązkowych form zachowania, koniecznego dystansu, narzuconej nieśmiałości i kontroli, że gdy widzi, z jaką swobodą i naturalnością zachowują się dziś (późne lata 80-te) młodzi, to bardzo się cieszy z tego ale i jest mu smutno, że w jego młodych latach tak inaczej było.
    Mój chrzestny kiedyś opowiadał mi, że ożenił się z pierwszą panienką, jaką w życiu spotkał. Nie śmiał jej wziąć za ręce niemal do dnia ślubu. Chociaż, pod tym względem, był nietypowy. Bardzo serio brał nauki katolickie i niejakiego księdza Okońskiego (niezwykłej popularności klecha, co się znał na wszystkich sprawach chłopca i dziewczynki i produkował książeczki na temat, jedna po drugiej), który stanowczo dowodził, że niewinny całus skradziony panience jest już Wielkim Grzechem.

  319. mag
    21 kwietnia o godz. 16:52

    Oj tam oj tam … Uwiedzenia, porzucenia, to normalne skladniki emocjonalne. Lepsze niz euforia pijacka zwykle z kacem pozniejszym zwiazana. Wiemy o kacu, a pijemy. Wiemy o porzucaniu, a uwodzimy i dajemy sie uwodzic. Nie ma rozy bez kolcow, to wlasnie o tym.

    Nie chcesz bywac porzucanym, sie wykastruj i idz do klasztoru.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Albo zaakceptuj, ze zaplacisz stresem z porzuceniem zwiazanym, za szczescie bycia uwodzonym i zakochanym.

  320. lonefather
    21 kwietnia o godz. 18:01

    I bardzo dobrze zrobiłeś! Cioteczna babcia,w jej wieku i stanie,, mogła dalej pięknie marzyć o swoim subiekcie. Może, dla wzmocnienia marzeń babci, warto by dodać równie piękną historię subiekta: zwolnił się z pracy, bo zawsze marzył o podróżach morskich. Zaokrętował się na statek handlowy i przemierzał morza i oceany, a kiedyś wyratował ze sztormu szalupę pełną rozbitków i Nowa Zelandia nadała mu medal honoru. Albo: jest w Afryce jako lekarz-ochotnik i leczy małe dzieci z cholery, narażając życie, a skrycie ciągle wzdycha do ciotecznej babci.

  321. lonefather
    21 kwietnia o godz. 18:10

    W klasztorze to z kolei bozia zdradza i porzuca, oraz przeorysza. Żadne luksusy.

  322. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 17:41

    Ale była coraz bardziej chora i dlatego została wdową?

  323. Tanaka
    21 kwietnia o godz. 18:12

    To ze zyla przeszloscia nie oznaczalo utraty trzezwosci sadow. Ta zachowala do samiutkiego konca. Im prostsza story byla, tym latwiejsza do akceptacji.

    pozdrowka
    ~l.

  324. @zak1953
    Śląsk, nawet Dolny, a także jakiś pilot , Ślązak niemieckiego pochodzenia, nie interesują blogowiczów, czego przykładem jest wpis Warszawianki @mag, jako trzeci w kolei.
    Pozdrawiam.
    Andrzej, też pilot, z Łazisk

  325. Tanaka
    21 kwietnia o godz. 18:13

    Wystawiasz mnie na pokuszenie wypowiadania sie o bozi, w kotrego nie wierze. Opre sie. Tym latwiej sie opre, ze ten bozia, czy klasztor nie maja nic do zalowania, ze sie z kims na randke umowilo. Co najwyzej jedynym grozacym zalowaniem, byloby zalowanie, ze sie pochopnie dalo wykastrowac, gdyby sie spotkalo …

    pozdrowka
    ~l.

    ps Zreszta wspomniane zalowanie zostalo przepieknie zilustrowane w anegdotce o goju co sie wzial i zakochal w starozakonnej dziewuszce, jakby gojek nie bylo, lub slub byl jedyna droga do konsumpcji zakochania. No wiec sie wzial biedak i zakochal, wiare zmianil, styl ubierania sie zmienil, w koncu poszedl do chirurga i poprosil, zeby go wykastrowal. Lekarz sie pare razy upewnial, w koncu zakochany z takim uporem trwal przy swoim zadaniu, ze je spelnil. Cos mu jednak nie dawalo spokoju i jak sie pacjent z narkozy wybudzil, sie go zapytal, czy przypadkiem nie chodzilo mu o obrzezanie …

  326. andrzej52
    21 kwietnia o godz. 18:19

    Jak to nie interesuja?
    Jak interesuja i to jak najbardziej interesuja !

    Pochopnie wyciagasz wnioski dochodzac do raptem trzeciego postu z bodaj 325, gdy swoj post pisales.

    Pol nocy pilismy zdrowie Mnafreda, wlasnym zdrowiem ryzykujac, a Ty oskarzasz nas o brak zainteresowania.

    pozdrowka
    ~l.

  327. @andrzej52
    21 kwietnia o godz. 18:19

    Zamiast narzekać, dodaj coś na temat, bo jak @pombocek wróci, to cię obsobaczy 😉
    Na czym latasz?

  328. @Tobermory
    21 kwietnia o godz. 18:55
    Zdaje się, że Andrzej był przelotnie.

  329. @pastucha
    21 kwietnia o godz. 19:17

    Może najpierw odszedł na drugi krąg i się zastanawia, czy warto lądować 😉
    Andrzeju, śmiało! Zmieścisz się 😎

  330. lonefather
    21 kwietnia o godz. 18:15

    Moja osobista babcia, niesiona do karetki po złamaniu nogi, lat mając 94 czarowała przystojnego ratownika, dowiedziała się, że za 3 miesiące się żeni i oświadczyła mu, że zatańczy na jego weselu.
    Te babcie to były rakietowe babcie. 😉

  331. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 19:46

    No przeca wyżej wyjaśniałem, co i jak. Lubi się seksić, ale jak nie ma jak, to sobie golnie z kielicha, albo nawet z gwinta nad Wisłą a potem obsikuje klatki schodowe i samochody. I jest zadowolona.
    I o to chodzi: życie muchy ma być przyjemne. Nie to, co katolika.

  332. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 18:55

    Stały motyw na blogu: wleci, nawybrzydza, naurąga albo ugryzie i poleci.

  333. @pastucha 21 kwietnia o godz. 11:25
    W 1989 roku Witold Rybczyński, kanadyjski architekt polskiego pochodzenia, popełnił był książeczkę pt „The Most Beautiful House in the World”. P polsku, jako „Najpiękniejszy dom na świecie”, ukazała się w 2003, nakładem Wydawnictwa Literackiego.

    Nazwisko Rybczyński słyszałem. Kojarzyłem z profesorem akademickim, teoretykiem urbanistyki (bardziej nawet niż architektury). Kiedyś nawet w antykwariacie zakupiłem jakąś jego książeczkę, ale przyznaję bez bicia, nie przeczytałem.

    Teraz jak czytam „najpiekniejszy dom na świecie” to kojarzę albo z
    Farnsworth House:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Farnsworth_House

    albo z Glass House:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Glass_House

    Dam się porąbać na udeptanej ziemi każdemu, kto twierdzi że są na planecie Ziemia ładniejsze od nich domy. 😉

    Dalej piszesz: to się nie nadaje dla ludzi: przerost formy nad treścią.
    No cóż, pełna zgoda! Czy ja bym zamieszkał w którymś z powyższych domów? Oczywiscie, że nie! Ja bardzo lubię sie zaszyć i schować. A w nich wszędzie szkło, jesteś jak na patelni. Brrr.

    Czyli one nie są dla takiego ludzia jak ja, w sensie domu do zamieszkania. Przerost formy nad treścią.

    Szpilki też są dla kobiecych nóg niezdrowe. Opalanie skóry powoduje raka. A jednak podobaja mi się ładnie opalone kobiety na szpilkach.

    Ale potem w budowie kilku takich gigantów uczestniczyłem i kompletnie mi obrzydły. To się nie nadaje dla ludzi: przerost formy nad treścią.

    Powiem tak, Amerykanie są bardzo mobilni. Zmieniają domy dopasowując miejsce swojego zamieszkania do aktualnie najbardziej potrzebnej im funkcji.

    Jak studiujesz to wynajmujesz „coś do mieszkania” blisko uczelni i blisko miejsc, „gdzie coś się dzieje”.
    Oczywiście dzieciom z zamożnych domów rodzice kupuja mieszkanka w takich uczelnianych dzielnicach. Nawe jak sa koszmarnie drogie. Po studiach się sprzeda następnemu. Mniej zamożni wynajmują, chociaż znowu, to jest bardzo wzgledne, bo takie wynajmowanie też potrafi być pieruńsko drogie.

    Mniej forsiaci wynajmuja daleko od tetniącej młodzieżowym życiem dzielnicy byle co, byle tanio i dojeżdżają.

    Po studiach chcesz mieszkać albo blisko pracy, albo blisko rozrywki, albo chcesz to pogodzić i szukasz w Stanach takich miast, w których jest to możliwe do pogodzenia.

    Jak się żenisz, masz dzieci, mieszkanie w bloku raczej traci sens, najważniejsze staja się dobre szkoły a te, ponieważ w USA wysokość lokalnych podatków od nieruchomości dyktuje jakość szkół, są do znalezienia na zamożnych przedmieściach. Tam nie ma domków na wynajem ani wielopiętrowych budynków, tam sa tylko domki jednorodzinne. Wysokie podatki, dobre szkoły, policja, biblioteki, szpitale, zieleń, itp.

    Kiedyś ludzie pracowali u jednego pracodawcy całe swoje życie, nawet i po 35 lat. Pracodawca oferował swoją opiekę zdrowotną, swoją emeryturę. „Dzięki” zimnowojennemu komunizmowi w ZSRR i w Chinach nikomu nie śniło się o przenoszeniu miejsc pracy do Chin i o obniżaniu zarobków związkowym robotnikom. Amerykański raboczyj kłas należało trzymać zadowolonym – bo jeszcze zrobi rewolucję.

    Nic dziwnego, że takich paternalistycznych miejsc pracy ludzie nie opuszczali. Teraz wszystko to się zmieniło. Zakłady pracy nie oferuja swoich emerytur. Koszty składek na opieke zdrowotna strzelają do nieba. Zwiekszyła się liczba powodów skłaniających ludzi do częstej zmiany miejsca zamieszkania.

    Wracając do formy i do treści. Jeszcze raz powtórzę, tym razem po tych wyjaśnieniach. Co innego jest dla ciebie ważne na jednym etapie twojego życia a co innego na innym. Jedne funcje twojego dachu nad głową zastępują inne.

    ja bym nawet posunął to do granicy niemożebności i pomarzył sobie, że gdybym mógł to bym magiczną różdżką zamienił mój dach nad głową w Glass House na 2 godziny czytania książek i prasy. Po południu w śliczny dzień po pracy albo w weekendowy poranek.

    A na noc albo gdy mnie w domu nie ma zasuwał betonowe, grube ściany i robił z niego bunkier. 😉
    Wiem, są i takie projekty, ale chyba wyjaśniłem o co mi chodzi.

    A Rybczyński świetnie napisał kilka esejów o budowie (własnoręcznej) swojego domu,
    Nie, nie, nie, nie, nieeeee!!!!
    Tylko nie to!!!!!!

    To nie jest dla mnie. Może dla budowlańców, dla architektów. Dla fachowców w branży.
    Ja spędziłem kilka ładnych lat w Polsce meblując dwa kolejne mieszkania. Samodzielnie projektujac i budując meble. Dziekuję bardzo. Jeden z największych moich błędów w życiu. Gdy wyjeżdżałem do Stanów to mój bedny ojciec musiał kończyć te moje pieprzone meble, tym razem kuchnia była nieskończona. Płyty i listwy pocięte, okucia zakupione, kleje, kołki, wkręty, okleiny, farby, itd. „Tylko” poskładać do kupy.

    Dzisiaj wiem, że moja stolarska wiedza ma mi służyć tylko i wyłącznie do oceny stosunku ceny do jakości KUPOWANYCH mebli.

    Budować własny dom?!

    Znając siebie niegdy bym go nie skończył. Dom jest – dla mnie – do mieszkania. Fachowcy są od projektowania i od budowania.

    I jest to architektura niejednokrotnie lepsza, niż te gigantyczne gargamele.
    Gargamel to jest „Solpol” we Wrocku przy przejściu podziemnym na ul. Świdnickiej. Ciężko jest mi sobie przypomnieć jego odpowiednik w centrum Chicago.

    Więc nie przejmuję się kompletnie jakimiś Searsami, czy innymi wysokościowcami, popełnionymi według projektu jakiegoś Hindusa. Bo idę o zakład, że wśród popełnionych przez „Polaczków” domków, czy garażyków, są i takie, do których Sears się nie umywa.
    „Polaczki” to tylko ci, którzy w Chicago puszą się czysto rasistowską dumą. Aby nie było watpliwości, przeciwko komu kieruję ostrze mojej kpiny.

    Oni nie mają pojęcia, jak wielokulturowa jest Ameryka i w ich pojęciu to właśnie oni są „solą tej ziemi”, bez których „wszystko by sie zawaliło i kto by na tych czarnuchów i meksyków robił”.

  334. zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 20:01

    Dalbys na udeptanej ziemi rabac, ktory obraz najpiekniejszy? Kobieta? Yacht?

    pzdr Seleuk

  335. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 12:08

    „Nasz język macierzysty, zadziwiająco ubogi jeśli idzie o niewulgarną i niemedyczną terminologię dotyczącą organów płciowych męskich i damskich, oferuje niezliczone metafory i synonimy na określenie czynności kryjących się pod „marszczeniem Freda”, „trzepaniem kapucyna” itp.”

    Juz sie samonaprawiam:

    Nabzyngolona mucha:

    Daj seczego za Manfreda
    Wnet przestaniesz marszczyć Freda.
    Manke swa wytrzepiesz zdrowo
    Niech kapucyn w szafe schowo

  336. zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 20:01

    Poza tym zgadzam 100%. Amatorszczyzna jest smiertelna. W sensie przenosnym (patrz wychow wsobny) i w sensie doslownym (patrz przyrzadzanie kotleta smolenskiego).

    Ogolnie. Tylko chirurg moze pracowac „na wlasna reke”.

    pzdr Seleuk

  337. Sredniowiecze, sady bozie na udeptanej ziemi. Nnno nnno no!

    @zakaluzniku

    Nie wiem, czy wspolczuc, czy gratulowac…

    Ale sie zapytam. Tak jestes pewien swojej oceny? Ze sie na ubita ziemie zglaszasz?

    pozdrowka
    ~l.

  338. Zacznę od końca.
    @Tanaka
    A może ktoś musi pracować, i po prostu nie ma czasu na ciągłe „bywanie” na blogach.
    Specjalnie napisałem na blogach, bo niektóre „gwiazdy” można wszędzie spotkać.
    @Wszyscy
    Czytam ten blog w miare wolnego czasu, temat @zaka przeczytałem wczoraj ok. 19.00 na parkingu pod Sangerhausen, to takie miasteczko w Sachsen – Anhalt.
    I nie przeczytałem tylko trzech pierwszych komentarzy, ale kilkanaście.
    A po prostu wkurzylo mnie, że ktoś natychmiast wchodzi z komentarzem nie na temat, tak jak by ta osoba miała w głębokim poważaniu autora , temat nie jest ważny.
    @Tobermory
    Latałem kilkanaście lat, jestem jednym z pierwszych polskich lotniarzy, latała i lata również cała moja rodzina, a tradycje kontynuuje bratanek w PLL LOT.
    „Andrzeju, śmiało! Zmieścisz się”
    nic sie nie martw, lądowałem we mgle, dlaczego żyję, nie wiem.
    Pozdrowienia.

  339. @zak1953
    Czerwony Baron zostal pochowany z honorami przez swoich wrogow. Sa w tym dwie rzeczy. Pierwsza to nieodczlowieczanie wroga, nawet w czasie wojny. Nie wszyscy sa zdolni taka postawe przyjac. Druga to podziw dla umiejetnosci wroga. Bedac sam lotnikiem najlepiej rozumiesz honory dla barona.
    Czy mozna zalowac jego smierci? Ja nie moge. Stoje po stronie aliantow i ciesze sie, ze Czerwonemu Baronowi nie udalo sie powiekszyc swojego „dorobku” w zestrzeliwaniu ich samolotow.
    Poza tym to postac ambiwalentna. Piszesz, ze potepial brutalnosc wojny. Z drugiej jednak strony dlaczego tak skrzetnie zbieral swoje trofea? Wojna musiala musiala byc dla niego niezlym sportem.
    Bardzo ciekawe sa Twoje slaskie opowiadania. Licze na wiecej.

  340. @Tobermory 21 kwietnia, godz.13:02
    Doznalam istnego olsnienia. W koncu ktos wprowadzil mnie w arkana komunikacji co niektorych glosniejszych uczestnikow tego blogu. Upominanie sie o elementarna kulture jezyka jest przejawem „kiczu i sentymentalizmu moralnego”. Zatem chuliganstwo slowne jest wyrazem dobrego smaku. Mocno glowilam sie nad tym poklaskiem dla zwyklego chamstwa wsrod niektorych uczestnikow „blogu obywatelskiego”, majacych sie za „ponadprzecietnie swiatlych”. W koncu dostalam wyjasnienie. Dziekuje.

  341. andrzej52
    21 kwietnia o godz. 21:16

    @Wszyscy, to znaczy ja tez

    Poniewaz duzo pracujesz (brak czasu na blogi ???) dalem wyjasnienie wczoreaj 22.44 dlaczego pijemy zdrowie nieboszczka Manfreda.

    Poniewaz duzo podrozujesz, prawdopodobnie zauwazyles w Europie, wszedzie, olbrzymie pola z bialymi i nie tylko nagrobkami. Historia nieboszczyka Manfreda, jest pouczajaca, jak kto jeszcze czyta. Sportowiec, bohater, Slazak czy kto, dodaj co chcesz. Co komu podoba. Nie mniej klocimy na blogu bez strzelania. To moze najwieksze Manfreda osiagniecie

    pzdr Seleuk

  342. Maja sprawcow otrucia Skripalow. Albo nie maja

    https://www.unian.info/world/10089614-police-identify-key-suspects-in-nerve-agent-attack-on-sergei-skripal-the-telegraph.html

    Police and intelligence agencies have identified key suspects in the attempted assassination of Sergei Skripal and his daughter Yulia, The Telegraph understands.
    Counter-terrorism police are now trying to build a case against „persons of interest”, who are believed to be back in Russia. The Telegraph has been told that the criminal inquiry, expected to take many more months, is understood to have made a major breakthrough in identifying key people over the nerve agent attack.

    Kto chce niech sobie przetlumaczy u wujka G

  343. @andrzej52 21 kwietnia o godz. 21:16
    A po prostu wkurzylo mnie, że ktoś natychmiast wchodzi z komentarzem nie na temat, tak jak by ta osoba miała w głębokim poważaniu autora , temat nie jest ważny.
    No i dałeś wyraz swojemu wkurzeniu i dla mnie jest spoko. Każdy kiedyś z jakiegoś powodu się wkurzy. 😉
    Skoro @zak1953 przecierpiał takie zlekceważenie zapodanego tematu to i ty możesz… 😉

    Podoba mi się takie blogowe roztrzepanie. Inaczej mielibyśmy tylko przez miesiąc wykład „Równania różniczkowe cząstkowe rzędu drugiego” albo „Kurs języka SQL dla początkujących”.

    Sto razy wolę tutejsze roztrzepanie i praktyczny brak cenzury ze strony Wyższej Waaadzy.
    Są takie blogi na polityka.pl gdzie piszesz coś i czekasz dwa dni na uwolnienie aby zamiast tojego komentarza zobaczyć, że był „nie na temat” albo że były to „banialuki”.

    Wole opublikować długaśny komentarz, z którego jestem bardzo dumny, tylko po to, aby zobaczyć kompletne jego zlekceważenie przez blogowiczów. No cóż, takie życie. Ludzie wola poplotkować o winku czy o jedzonku albo o kwiatuszkach. Ich święte prawo.

    Korzystamy tu z faktu iż Ojczyzna Kochana Najjaśniejsza Nasza została już świetnie obroniona przez Androniego, obmodlona przez Rydzyka i powstała z kolan przez Polskęzbawa.
    Nie ma tu nic innego do roboty niż tylko nawijać o kwiatkach i motylkach.

  344. @seleuk|os| 21 kwietnia o godz. 21:38
    Nie mniej klocimy na blogu bez strzelania. To moze najwieksze Manfreda osiagniecie

    Nie wywołuj wilka z lasu. Następnym razem jak otworzę zdjęcie @wbocka z jamnejskich ćcin to mi z niego jakiś strrraszny wirus wyleci i komputer zje. Nigdy nic nie wiadomo!

    @Lewemu wiatraczek taki wirus zniszczył i przestał się kręcić. 😉

  345. zza kałuży
    Właśnie z powodu równań różniczkowych, maturę z matematyki zdałem na cztery.
    Ale to było tak dawno.

  346. @seleuk|os| 21 kwietnia o godz. 21:08
    Amatorszczyzna jest smiertelna.
    Ja się łudzę, że moja stolarska amatorszczyzna dlatego była (prawie) śmiertelna, że ja nie miałem:
    1. profesjonalnych maszyn (a tylko dobre-amatorskie)
    2. odpowiedniego miejsca do pracy
    3. czasu „tylko na to” i musiałem robić wszystko „z doskoku”.

    Ale pewnie wiedzy i doświadczenia też mi brakowało, tylko o tym nie wiem… 😉

    @Pastucha nie jest budowlanym amatorem, więc niech on sobie domy buduje. Ja do niego nie piłem i nie piję.

  347. zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 21:40

    „Kurs języka SQL dla początkujących”. Mums…

    Probuje takie i inne kursy prowadzic lokalnie. Katastrofa, lokalnie

    pzdr Seleuk

  348. @kruk
    21 kwietnia o godz. 21:31

    Dżizas! Dokąd tak pędzisz, kozacze, z tym nahajem w dłoni?
    To olśnienie było stanowczo za silne jak na twój delikatny wzrok 🙄
    Mój komentarz odnosił się do tekstu tej polecanej szmiry o poranionych falach pod tytułem „Przełamiemy fale”, i do niczego więcej!

  349. @andrzej52
    21 kwietnia o godz. 21:16

    Miałem nadzieję, że moje żartobliwe „Śmiało, zmieścisz się” zrozumiesz jako zaproszenie do blogu. Miejsca nie brakuje.

  350. Tobermory
    Dzięki.
    jak będe mial czas, to chętnie pofultom z Wami.
    @zak przetłumaczy, to prawie sąsiad.

  351. @seleuk|os| 21 kwietnia o godz. 20:57
    ktory obraz najpiekniejszy?

    Kiedyś, gdy byłem mały to wszystko co na wodzie było najpiękniejsze. Dzięki rosyjskiej księgarni na wrocławskim rynku miałem dużo albumów marynistycznego malarstwa.

    Dzisiaj najpiękniejsze są obrazy Vermeera.

    Kobieta?
    Nie mam pojęcia. Mieszanki są najładniejsze. Żona najstarszego syna, polsko-laotańska mieszanka, jest bardzo piękną kobietą.

    Jacht?
    No fakt, nie podejmuję się. Mam zresztą problem, bo ocenianie jachtu tylko pod wzgledem piękna to troche tak jak hodowanie psów tylko do wyścigów. Spośród chartów z pewnością sa jakieś piękne rasy no ale przecież one jeszcze powinny być psami.
    Jachty klasy „J” są przepiękne, ale skrajnie niepraktyczne. To znaczy są skrajnie wyhodowane tylko do wyścigów. To trochę kłóci mi się z pomysłem na jacht, no ale nie mam tego przemyślanego.

  352. Toby

    andrzeja52 za pozno zapraszac. O kilka lat za pozno. A na wieksza czestotliwosc bazgrania namawiac nie ma co. On wciaz pracuje. W przeciwienstwie do pozostalej wiekszosci

  353. Spoznilem sie

  354. @Orteq
    W mojej rodzinie jest tradycja kończenia pracy po osiemdziesiątce.
    A do tego wieku mi jeszcze 20 brakuje.
    Poza tym na „pińcet” ktoś musi zarobić.
    trzecia rzecz, jeśli praca jest również pasją, to nie męczy.
    To tyle na dzisiaj.

  355. Jaka madra jest kaka

    https://demotywatory.pl/4824596

    „20 zl? Wstydzilaby sie pani”

  356. zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 22:12

    Moje pytanie bylo czy na udeptana ziemie bys stanal. Czy warto. Nie o co.

    Co do J Class zgadzam zupelnie. Jacht IntR8, co dalem link jest jakby mniejsza kopia. Wszystkie wg tej samej reguly R reguly
    https://en.wikipedia.org/wiki/J-class_yacht
    Roznica jest w wartosci R. Regula w linku

    pzdr Seleuk

  357. @zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 20:01
    Najpierw za najpiękniejszy dom uważałem Fallingwater, potem przeszło mi na Glass House i tak jest do dzisiaj.
    Gdybym mógł zamieszkać w domu Johnsona, zrobił bym to natychmiast z dziką wręcz rozkoszą. Ale nie jest to możliwe, niestety.
    Mobilny byłem prawie całe życie, dopiero od 2012 osiadłem w jednym miejscu. Przedtem był Wrocław, potem Gorzów, w międzyczasie kilkakrotnie Kraków, Białystok, Gdańsk, Częstochowa i diabli wiedzą co jeszcze.
    Książka Rybczyńskiego nie jest dla ludzi z branży. Nie ma w niej nic o meblach. O samym budowaniu jest też bardzo niewiele, zresztą napisałem, że to nie poradnik DIY. To książka, żeby tak najbardziej w skrócie podać treść, o SENSIE domu.
    To eseje, nie poradnik.
    „Solpol” został uznany za zabytek architektury postmodernistycznej. Solorz raczej nie będzie mógł go wyburzyć, a już się przymierzał.

  358. Rybczyńskiego polecam tym wszystkim, którzy się do mnie zgłaszają, żebym im pomógł zbudować dom. Najczęściej nie mają zielonego pojęcia, co to dom jest i do czego służy. Po Rybczyńskim już można z nimi próbować rozmawiać.

  359. @seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 22:31
    Jak widze jak oni tak zwisają nad tą strasznie glęboką wodą, to mi miłośc do jachtów przechodzi jak ręką odjął.
    To już szybciej wlazłabym do Tobermory’owego sraczyka.

  360. A jak kto dalej złakniony wiedzy, pożyczam mojego Alexandra, „Język wzorców”, czyli „Pattern Language”, z zaznaczonymi rozdziałami, które mogą im pomóc w myśleniu.
    Zdarzyło się ze dwa razy, że ktoś odstąpił od zakupienia tzw „projektu typowego” i poszedł do architekta.

  361. @andrzej52 – 22:22

    „W mojej rodzinie jest tradycja kończenia pracy po osiemdziesiątce. A do tego wieku mi jeszcze 20 brakuje. Poza tym na „pińcet” ktoś musi zarobić. Trzecia rzecz, jeśli praca jest również pasją, to nie męczy.”

    Docenione. Pochwalone. Utrzymuj kurs na pasje.

    Czy pincet to nie aby pincet plus juz? Moze byc ci danym ciagnac powyzej osiemdziesiatki, z tego powodu.

    Ament

  362. Ewa-Joanna
    21 kwietnia o godz. 22:37

    Oni nie zwisaja. Siedza, dla przesuniecia srodka ciezkosc, wysokosci metacentrycznej. Tu jest link do jachu najmniejszego tej klasy (R) Int2.4mR. Na tej klasie plywaja najczesciej, nie tylko, niepelnosprawni, inwalidzi etc. Mistrzostwa swiata sa tez.
    http://www.inter24metre.org/
    Masz tam E-J link do Twoich kangurow.

    pzdr Seleuk

  363. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 16:10

    Podróżując po NZ dziwiłem się (nie ja jeden) małej popularności paneli słonecznych.
    ———————
    Jeśli kilowatogodzina prądu kupowanego od dostawcy kosztuje 27c, a sprzedawana temu dostawcy 8c to się po prostu nie opłaca. Szczególnie, gdy nieduża instalacja (3kW) z panelami słonecznymi kosztuje ok. 10K a jej sprawność jest równie nieduża.

  364. zza kałuży
    21 kwietnia o godz. 21:40

    Wole opublikować długaśny komentarz, z którego jestem bardzo dumny, tylko po to, aby zobaczyć kompletne jego zlekceważenie przez blogowiczów. No cóż, takie życie. Ludzie wola poplotkować o winku czy o jedzonku albo o kwiatuszkach. Ich święte prawo.

    Niekoniecznie zlekcewazenie.

    Ja tez od czasu do czasu publikuje na blogu dlugasne odcinki Kontrrewolucji Kaczystowsko Kosciolkowej i pod ani jednym odcinkiem, nie ma chocby najmniejszego slowa komentarza. Niemniej sie nie kieruje tym, ze nikt nie komentuje i w miare jak mam cos dopowiedzenia, to pisze i publikuje.

    Czytam, poza religiantami wszystko, w tym Ciebie, znaczy sie to co napisales czytam. Czasem cos skrobne. Na ogol nie bardzo mam cos sensownego do powiedzenia, wiec co mi do glowy przyszlo, tam pozostaje.

    Wiec glowa do gory i pisz.

    pozdrowka
    ~l.

  365. @22:37

    „Jak widze jak oni tak zwisają nad tą strasznie glęboką wodą, to mi miłośc do jachtów przechodzi jak ręką odjął.”

    Jest wersja jachtowania zupelnie inna od tej ze zwisaniem z burty nad gleboka woda.

    Wersja ta polega na przedzierzeniu zeglowania z punktu A do punktu B. Jak przedzierzysz, wczogujesz sie na lad. A tam czeka happy hour. I wtedy wiesz po co to wszystko bylo

  366. Jest tez inna wersja. Najczesciej zegluja posiadacze „za duzych” jachtow. Za duzych na kieszen. Ta wersja u mnie nazywa „zeglarstwo pomostowe”. Jacht nigdy nie wychodzi na wode (koszt). Zona, maz, znajomi przyjezdzaja, jedza lunch, jada do domu. Tyle. Mialem na kursie VHF (Short Range Cert) malzenstwo. 60 foot jacht, z planami na podroz do Aegean. Zaawansowanymi. Po obliczeniach wyszlo, ze ewentualnie na druga strone, do Danii z G-borga ich stac. Czy doplyneli nie wiem.

    Seleuk

  367. Ech, ja sie najzwyczajniej w świecie panicznie boję wody 🙂

  368. @Tobermory
    Odniosles sie, powiadasz, do szmiry, ale jakos mi to pasowalo do niezwyklej tolerancji dla ekscesow slownych na tym blogu. Przeslanka nie ta, ale moj wniosek chyba sluszny. Tak sie czasem zdarza, podobno nawet w nauce.

  369. @kruk
    21 kwietnia o godz. 23:57

    Kicz i tani sentymentalizm (nic o „moralnym” nie pisałem) w odniesieniu do „ekscesów słownych”? 😯

    Zaprawdę pokrętne bywają wygibasy niektórych, aby tylko komuś „moralnie” dosolić 🙄
    Czy mamy tu już blog specjalnej troski?

  370. @seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 23:16

    Na imponujące i nadzwyczaj drogie jachty można się napatrzeć w Monte Carlo, St. Tropez, Nicei, Cannes. Patrzeć można długo, bo prawie się nie ruszają z portów.

  371. @Tobermory 22 kwietnia o godz. 0:18

    Czy mamy tu już blog specjalnej troski?

    No przecież! Stąd tabuny… zatroskanych.

  372. @pastucha

    Jako bywalec Ziemi Lubuskiej, widziałeś już może to miejsce?

    https://photos.app.goo.gl/XJw9GAXRI2nE0tjM2

  373. Premier Morawiecki u niepelnosprawnych

    – Zaproponujemy w najbliższym czasie daninę solidarnościową. Tak, by najlepiej zarabiający mogli w niewielkim stopniu zostać opodatkowani. Po to, żeby złożyć się na tych najbardziej potrzebujących. Tak powstanie fundusz wsparcia osób niepełnosprawnych – wyjaśniał premier Mateusz Morawiecki w Sejmie.

    Szef rządu wraz z minister pracy i rodziny Elżbietą Rafalską przyjechał na spotkanie z protestującymi rodzicami osób niepełnosprawnych.

    https://scontent.fyvr3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/31073173_1830243993708677_485292838720897024_n.jpg?_nc_cat=0&oh=77b86dbc3c66bdd5b946bb7ced40e131&oe=5B624738

  374. Uzupelnienie do 23:00

    Happy hour (wymawia sie ” hapi auer”)

    Nic innego jak szczęśliwa godzina, głównie oznacza ona odpoczynek od jakiegoś nudnego zajęcia, np. zeglowanie z punktu A do punktu B. A prosciej, swawolne igraszki. Juz na ladzie.

    – Jak wytrzymam to plyniecie, szykuje mi sie Happy hour.
    – Czy Happy ma na imie John ?
    – Chyba nie. Na burcie jego jachtu pisze: Happy-Gets-Lucky

  375. Get Lucky

    https://www.youtube.com/watch?v=5NV6Rdv1a3I

    Tlumaczenie. Bedace wytlumaczeniem znaczenia Happy-Gets-Lucky

    Jak w legen­dzie o fenik­sie
    Wszyst­ko koń­czy się począt­kiem
    Spra­wia, że świat się krę­ci
    Ta siła od same­go począt­ku

    Zaszli­śmy za dale­ko
    By porzu­cić to, kim jeste­śmy
    Więc pod­nie­śmy poprzecz­kę
    I nasze kie­lisz­ki do gwiazd

    Ona nie śpi aż po świt
    Ja nie śpię, żeby zali­czyć
    Ona nie śpi, żeby się zaba­wić
    Ja nie śpię, żeby mi się poszczę­ści­ło

    Nie śpi­my aż po świt
    Nie śpi­my, żeby zali­czyć
    Nie śpi­my, żeby się zaba­wić
    Nie śpi­my, żeby nam się poszczę­ści­ło (x5)

    Pre­zent bez wstąż­ki
    Wrę­czasz go cały czas
    Jak nazwać to, co czu­ję?
    Chcesz odejść, jestem za

    Nie śpi­my całą noc, żeby się nam (x4)
    Nie śpi­my całą noc razem
    Nie śpi­my całą noc (wróć­my do sie­bie)
    Nie śpi­my całą noc, żeby zasza­leć
    Nie śpi­my całą noc, by być znów kocha­nym
    Nie śpi­my całą noc, żeby się nam poszczę­ści­ło
    Nie śpi­my całą noc, żeby nam się poszczę­ści­ło

  376. seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 23:16

    „Jest tez inna wersja. Najczesciej zegluja posiadacze „za duzych” jachtow. Za duzych na kieszen. Ta wersja u mnie nazywa „zeglarstwo pomostowe”. Jacht nigdy nie wychodzi na wode (koszt). Zona, maz, znajomi przyjezdzaja, jedza lunch, jada do domu. Tyle. Mialem na kursie VHF (Short Range Cert) malzenstwo. 60 foot jacht, z planami na podroz do Aegean. Zaawansowanymi. Po obliczeniach wyszlo, ze ewentualnie na druga strone, do Danii z G-borga ich stac. Czy doplyneli nie wiem.”

    Czy ten tutaj jacht jest za duzy?

    http://s7e3a.scene7.com/is/image/boatinternational/31525_02-mia-elise-yacht-running?$cfGallery$

    Tam nawet nie ma zadnych zagli. A ja zeglowalem na NIEJ. Cwierc melona dutkow za tydzien kilka lat temu. Zostala sprzedana w miedzyczasie

    No dobrze juz, dobrze. Ja mowie o innej klasie rozpusty bogaczy

  377. I nie ja bylem tym bogaczem placacym za te rozpuste. Ja sie podczepilem do okretu i plynelismy razem. To chyba ty, seleukosie, cos meciles na podczepiania sie temat

  378. E-J,

    Jakbys wciaz nie zdawala sobie sprawy z tego, ze sekta smolenska wlasnie przeszla do nastepnej rundy

    http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/antoni-macierewicz-w-usa-ruszyl-w-trase-z-raportem-komisji-smolenskiej-opowiada-o-zamachu_1050775.html

    Wygramy Smolensk na Jackowie! No bo gdzie indziej?

  379. Natomiast nastepne wybory wygramy w Polsce. Bo taki jest trynd swiatowy. Filipiny, Polska, Wegry. Caly arabski swiat. Rosja putinowa zas najpierwsiejsza.

    Az na koniec, Trump. Ten wesolek Narod do boju poprowadzi orezem. Co do tego nie ma zadnych watpiwosci

  380. A Madelaine Albright ostrzega: faszyzm ante portas Ameryki!

    Chyba zostanie to ostrzezenie olane. No bo kto co dzisiaj wie o prawdziwych zagrozeniach wynikajacych z faszyzmu? Tyle lat uplynelo od tamtego czasu. Lata byli 30-te ubieglego wieku

    Tylko Zydzi, moze, nie pozwola na olanie tego ostrzezenia. Jesli nie przegapia madrosci swojej rodaczki. Bo ona na zapomnienie skad ona wyszla nie zezwala nawet dzisiaj:

    Wychowywano mnie jako katoliczkę, przystąpiłam do Kościoła episkopalnego, a później dowiedziałam się, że pochodzę z żydowskiej rodziny. Jestem gotowa zarejestrować się jako muzułmanka na znak solidarności” – napisała wczoraj na Twitterze była sekretarz stanu Madeleine Albright.

    Dziarska babcia

  381. @Orteq
    22 kwietnia o godz. 3:58
    To raczej dla Zzakałużnika wiadomośc – on tamtejszy, powinien sie napuścić i Maciora roznieść. Ja mam za daleko.

  382. @pastucha 21 kwietnia o godz. 22:33
    Najpierw za najpiękniejszy dom uważałem Fallingwater, potem przeszło mi na Glass House i tak jest do dzisiaj.
    No to się cieszę, że mam podobny gust do profesjonalisty.
    W domach Franka Lloyda Wrighta byłem zakochany od zawsze. Po przyjeździe za kałużę musiałem jednak zweryfikować moje dla nich uwielbienie.

    Z dwóch powodów.

    Pierwszy to powód psychiczny. Dalej jestem zakochany w ich formie, w ich architekturze. Ale mam do niej taki sam stosunek jak do „szklanych domów”, o których poprzednio wspominałem. Uważam je za bardzo piękne ale nie do mieszkania.
    Domy Wrighta, a zwiedzałem wiele z nich i niektóre po kilka razy, sa dla mnie „nie do mieszkania” z całkiem innych powodów.

    One duszą mnie kompletnością artystycznej wizji. W nich nie ma jednego śmiecia w koszu na śmieci, który to śmieć nie byby zaprojektowany przez Wrighta. Dachy są Wrighta, kominy są Wrighta, sufity są Wrighta, ściany sa Wrighta, ramy okienne i framugi są Wrighta, szyby w oknach są Wrighta, lampy sa Wrighta, chyba zarówki w tych lampach też są Wrighta, bo abażury są Wrighta i łańcuchy, na których wiszą te lampy są zaprojektowane przez Wrighta. Zabawki dla dzieci są Wrighta, kołyski dla dzieci są Wrighta, mebelki dla dzieci są Wrighta. Oczywiście meble w całym domu są Wrighta. To co się dziwić, że deska do krojenia mięsa w kuchni Wrighta też jest Wrighta.
    W domach Wrighta nie tylko kształty są Wrighta ale i kolory wszystkiego sa Wrighta. Faktury wszystkich powierzchni są Wrighta, mało tego, materiały są materiałami Wrighta.

    Jego twórczość mnie zachwyca ale jednocześnie mnie dusi, właśnie przez potegę jego wyobraźni i przez niepozostawienie niczego dla mnie. Mieszkając w takim domu, a przecież w wielu jego domach mieszkają dzisiaj ludzie, czułbym się przestępcą kupując rolkę zwykłego, białego papieru toaletowego.

    Jak ci ludzie mogą sobie wybaczyć myjąc się w zwykłej, miejskiej wodzie?

    Wright musi się w grobie przewracać!

    Drugi powód jest związany z zastosowanymi przez Wrighta technologiami budowlanymi. Ja oczywiście nie jestem budowlańcem, ale na moje oko Wielki Pan Architekt miał głęboko w d*pie takie problemy jak trwałość swoich domów. Ile razy dokładniej się przyjrzalem szczegółowym rozwiązaniom konstrukcyjnym to wszędzie widziałem na pęczki pozostawionych zaproszeń dla wody, śniegu i lodu. Wpadnijcie do nas, rozgoście się, zalejcie co się da zalać, nasączcie, zacznijcie sobie butwieć, pęczniec i pękać. Ja rozumiem, że fajnie jest domem obudować rosnące na działce drzewo i puścić sobie pień tego drzewa przez dach i ścianę, ale bez przesady…

    Być może przesadzam, być może drewno po iluśtam latach bedzie wykazywało ślady działania warunków pogodowych, być może utrzymanie wszystkich tych tak pięknie wyrzeźbionych a przynajmniej wyprofilowanych elementów z drewna jest bardzo drogie i ciężko je utrzymac w stanie „jak nowe”. Ale pamiętam swoje myśli podczas zwiedzania, że w wielu miejscach ja bym inaczej pozawijał dookoła siebie różne krawędzie, właśnie aby dać im większą szansę długowieczności.

    No i na koniec uwaga, która od lat tłucze mi sie po głowie. W wielu domach moich wrocławskich kolegów stały podobne meble. W moim też. Podobnie rude pokrycia foteli. Podobnie rude pokrycia tapczanów. Podobnie sklejkowo-złote-lakierem bezbarwnym-pokryte powierzchnie wbudowanych stolików regałach, powierzchnie półek i regałowych ścianek. Podobne drewniane listwy z wyciętymi szczelinami-prowadnicami na szklane, pomalowane na czarno, czerwono lub rudo szybki przesuwanych drzwiczek. Podobne, czarne akcenty tu i tam. Wielu z nas miało podobnie na „ciemny orzech” pomalowane poniemieckie deski podłogowe. Oczywiście w starym budownictwie, bo w nowym, już powojennym, królowały wtedy parkiety.
    Na tych naszych malowanych deskach leżały podobnych kolorów i wzornictwa wykładzino-dywany. Często-gęsto rude lub miodowe.

    Widać już do czego zmierzam. Oglądając oryginały w domach Wrighta zastanawiałem się, czy przypadkiem wzornictwo, a z pewnością kolorystyka i faktura powierzchni w socjalistycznych mieszkaniach Wrocławia meblowanych na poczatku lat 60-tych nie były rezultatem zderzenia bardzo ograniczonych możliwości wytwórczych socjalistycznego przemysłu meblarskiego z przemożną ochotą polskich projektantów wnętrz i mebli (fotelików, stolików, krzeseł, tapczaników a przede wszystkim meblościanek) odgapienia jak najwiekszej ilości pomysłów Wrighta?

  383. @lonefather 21 kwietnia o godz. 22:55
    Ja twoje kroniki też czytam i czasami się łapię na tym, że powinienem jakoś je archiwizować. Coby „później” łatwo można było lokalizować fakty.
    Na rzie jednak google i wpisywane w niego nieskładne kwerendy „dają radę”. Mam jednak kilka skopiowanych z internetu komentarzy zostawionych przez internautów na forach różnych gazet. Takich, które w wyjątkowo wyczerpujący sposób zestawiały listy faktów na temat pewnych osób czy zdarzeń.

  384. Ewa-Joanna
    22 kwietnia o godz. 4:37

    „To raczej dla Zzakałużnika wiadomośc – on tamtejszy, powinien sie napuścić i Maciora roznieść. Ja mam za daleko.”

    Noo, nie przesadzajmy. Zzakaluznik nie znizy sie do poziomu roznoszenia Maciora. To by przypominalo bowiem Dawida roznoszacego Goliata. Czy na odwyrtke. Tak czy inaczej, Pismem toto traci. A my ponadTO som.

    Pust’ wsiegda budiet Jackowo. Ze wszystkimi kosciolami jego. I ze sklepikami naszymi. W imie ojca i syna obslugiwanymi przez Czarnych. Bo robia za kilka dutkow na godzine mniei niz nasi gorole.

    Tak sie porobilo na Czikagowie. Czarni zaczeli robic za Polakow. Tego Edward Redliński nie przewidzial w ‚Konopielce’. A moze i przewidzial

  385. „Jestem gotowa zarejestrować się jako muzułmanka na znak solidarności”

    Lepiej nie. „Solidarnosc” Ms. M.Albright niektorym spolecznosciom muzulmanskim wyszla bokiem.

  386. zza kaluzy – 5:10

    „Widać już do czego zmierzam.”

    Faktycznie widac do czego Szanowny zmierza. Rozumiemy ze zmierzanie jest do odgapienia jak najwiekszej ilości pomysłów Wrighta poprzez zderzenie bardzo ograniczonych możliwości wytwórczych socjalistycznego przemysłu meblarskiego z przemożną ochotą polskich projektantów wnętrz i mebli. Odgapienia jak najwiekszej ilości pomysłów Wrighta, znaczy.

    Zapytam niesmialo: co to takiego odgapienie? Przepraszam ze nie znam tego naukowego terminu

  387. zza kałuży
    22 kwietnia o godz. 5:23
    Typowy zza przikopowy styl fotela z drewna wiśniowego (chyba dużo wiśni u Was rośnie).
    Obawiam się, że nie jest to krzesło wygodne (kąt oparcia), oraz może być niebezpieczne dla użytkownika. Trzy punkty podparcia, zamiast czterech.
    Ja polecam taki styl, europejski.
    https://www.amazon.de/dp/B011BTXVZY/ref=twister_B07BQYFGDZ?_encoding=UTF8&th=1**

  388. Tobermory
    22 kwietnia o godz. 0:22

    Wiekszosc jachtow tam stojacych jest czarter. Ladna pogoda. Pogoda dla bogaczy. Kazda rzecz ma swoja cene. Duzo nie pasuje podrozowac WizzAir. Mieszkac w hostel. To sa jachy (wiekszosc) wyspecjalizowanych firm. Jachty „za duze” sa wlasnoscia osob prywatnych, czesto „zmuszonych” dla kompletowania kasy gosciami czarterowymi. Koniecznosc. Jacht dlugosci 30metrow, motorowy i zaglowy, jest technicznie rownie skomplikowany co gazowiec LPG naprzyklad. Wymaga wysokospec zalogi. Nie bede rozwijal tematu. Na zadanie Twoje Tobermory znajde linki do roznych firm i stoczni. Rekrutacja zalog, wymogow ubezpieczenia etc. Zreszta Ty jestes duzo lepszy co ja w szukaniu.

    Orteq
    22 kwietnia o godz. 3:17

    Cena jednego tygodnia charteru jachtu jest 10-15% ceny jachtu stoczniowej. Dwa tygodnie znizka (taniej). Dotyczy wszystkich jachtow. Zaglowych, motorowych, podwodnych, rakietowych burlakowych, jakie jeszcze sa, mozesz Ty wymyslec. W kazdej klasie, nawet kajakow i dmuchanych RIB. Daja kamizelki ratunku i wiosla. Wyzsze klasy, napitki plus kucharze. Czasem kobiety malopruderyjne wchodza w cene (uwaga, nie na kajakach). Reszte patrz do Tobermory wpis wyzej.

    Mam nadzieje, nie podczepiles w pkt A jako wyznawca Augustyna. Nie podejrzewam Ciebie o takie zboczenie. Inne tak.

    Pytanie o zasadnosc plywania z punktu A do B jest pytanie o zasadnosc chodzenia w parku drzew, iglasto/lisciastych, z A do B. Podobne. Sa tez laweczki, na jachtach i w parku. A niektorzy latawce puszczaja, z A do B. Indywidualnie i grupowo.

    zza kałuży
    22 kwietnia o godz. 5:10

    Co do Franka i pl projektantow „wzornictwa przemyslowego”. Piekna nazwa wzornictwo przemyslowe. Wiekszosc projektow „nowoczesnych” PRL nasladowala szkole Bauhaus (wzornictwo). Masowosc dla mas w dobrej jakosc. Pasowalo ideologicznie. Design przerobiono na wzornictwo. Mozliwosci przemyslowe PRL w tym czasie byly mniejsze niz niemieckie w latach 20. Po zamknieciu szkoly, wszyscy emigrowali w swiat. Mies do USA m. in. Funkis, nastepca, (np. Le Corbusier) tez zostal wypaczony, wypuczony jak sklejka na kiepskich klejach kazeinowych. Budownictwo wielkoplytowe (fabrycznie gotowe elementy) na przyklad, funkcjonuje do dzis w Skand. Z bardzo dobrymi rezultatami. Rowniez kompletnie gotowe domy fabryczne. Jedno, wielorodzinne. Stropy (kondygnacje) podnoszone po produkcji na ziemi, pref szkielety etc.

    Stalo jak z emigracja humanistow po zdobyciu Konstantynopola przez Turkow, ciut wczesniej. Nowi wyznawcy idei, zadawalali popluczynami. Ach ci neofici. Ach ta nieszczesliwa odleglosc logiczna jeden, miedzy zdarzeniami bez zwiazku. Ach ta „nieznosna lekkosc wiosennego bytu”…

    Seleuk pzdr i jedzie „latac” na skiff. Ach ta nieznosna lekkosc wiosennego bytu

  389. Marian.W.O
    22 kwietnia o godz. 6:26

    ” ‚Jestem gotowa zarejestrować się jako muzułmanka na znak solidarności’.
    Lepiej nie. „Solidarnosc” Ms. M.Albright niektorym spolecznosciom muzulmanskim wyszla bokiem. ”

    Jesli nie tylem

    Nie bylo zbyt wielu Zydow w historii udajacych/rejestrujacych sie jako muzulmanie. Natomiast udawanie/przerejestrowanie sie Zyda na chrzescijana, w latach 1933-45, niczego dobrego Zydom nie przynioslo. Wszyscy szli do gazu rowno. Hitler mial swoje kryteria kogo uznac za Zyda a kogo nie.

    Noo, chyba zesmy ich uratowali, w jakiejs niezbyt imponujacej ilosci. Chodzilo o pozniejsze zostanie Sprawiedliwym Wsrod Narodow Swiata. Jesli nas wczesniej nie roztrzelano za probe ratowania naszych wspolobywateli zydowsko-polskich. Wszystko wbrew obowiazujacemu prawu okupanckiemu: za chronienia Zydow – smierc.

    Gdyby nie nasza wrodzona zaleta narodowa: prawo to wrog, ani jeden Zyd nie zostalby uratowany od Hololaustu przez Polakow. I nie mielibysmy ani jednego Polaka wsrod Sprawiedliwych Wsrod Narodow Swiata.

    A tak to mamy ich 6706 i jestesmy na pierwszym miejscu w swiecie. Holandia jest na drugim, z cyfra 5595. Reszta do piet nam nie dorasta.

    No dobrze, Ukraina jest na czwartym miejscu z liczba 2573.

    Pominmy Francje na trzecim miejscu, z 3995. Bo tam byl hitlerowski francuski rzad Vichy i tak naprawde nigdy nie wiadomo bylo kto Zydow ratowal a kto ich wysylal do komor gazowych. Reszta krajow sie nie liczyla, jesli chodzi o chronienie Zydow przed Zaglada chodzi.

    Ukraina tez nie powinna sie z tej statystyce liczyc, ze swoimi 2573. Bo co to byla za Ukraina w latach 1933-45, kiedy Niemcy rozwineli program rozwiazania tzw. kwestii zydowskiej? Tam przypuszczalnie nastapilo zdublowanie liczb. Ukraina jako panstwo nigdy nie istniala. Procz czterech tygodni w 1918

    Belgia? 1731 Sprawiedliwych. 5-te miejsce

  390. zza kałuży
    22 kwietnia o godz. 5:10

    widzę, że masz fachowe uwagi co do Wrighta. To jest architektura totalna. Podzielam opinię, że piękna w oglądzie zewnętrznym, ale człowiek nie może w domu (teoretycznie – mieszkalnym), wyrazić siebie samego, bo wszystko za niego właśnie wyraził architekt. Dom jest wtedy obcy. A jeśli to nasz dom do mieszkania i życia, a nie na wynajem, to mamy taką potrzebę (często nieuświadomioną), żeby wyrażać siebie, stworzyć takie miejsce jedynym tego rodzaju na świecie, bo to nasze gniazdo. Inna rzecz, czy mamy w sobie coś do wyrażenia i jak to się manifestuje, bo często koszmarnie.
    Ale jak już tak fachowo się wyrażasz, to zwróć uwagę na termin „technologie”, który, niemal z reguły, jest używany błędnie. To, o czym mówisz, to technika, nie technologia. Technika to wynik, a technologia to kompletny proces wykonania czegoś. Technologią będzie sposób wytwarzania materiału budowlanego, a techniką będzie dom. W tym domu zastosowano techniki.
    Zarówno architekci, jak inżynierowie popełniają masę błędów, nie dbając o to, by określone miejsca w budynkach, zwłaszcza te szczególnie narażone na wpływ czynników zewnętrznych, np. wilgoci z ziemi, bryzgi wody,opady, przegrzewanie, przemarzanie lub pracę budowli, odpowiednio zaprojektować i wykonać. W przypadku drewna dochodzi korozja biologiczna i mechaniczna, w dużej części USA, i świata – szerzej, drewno zżerają termity.
    Za czasów Wrighta dbanie o tego rodzaju szczegóły było mało poważane i mało o tym wiedziano, a totalny efekt architekoniczny miał zupełne pierwszeństwo.
    Ale też faktem jest,, że jego dom nad jeziorem uchodzi wśród architektów za kanoniczne dzieło pokazując jak wprojektować architekturę w krajobraz.
    Polskie wzornictwo okresu połowa lat 50-tych/początek lat 70-tych, miało sporo oryginalnych osiągnięć, choć było to w 3/4 amatorskie, bo przemysł miał produkować na potrzeby prostego ludu, jak najwięcej, a nie puszczać na rynek fanaberie meblarskie, czy szerzej – wnętrzarskie. Nawet było tak, że niektóre polskie rozwiązania wzornicze zgapiano na Zachodzie, bez honorowania praw autorskich.
    tak więc, wśród ogólnej ludowości na sposób banalny, były i rzeczy świetnej próby. Bardziej je cenili inteligenci, lud nie bardzo miał aparat w głowach do oceny i docenienia tego, co dobre, choć nie chałupiano swojskie.

  391. Orteq
    22 kwietnia o godz. 2:06

    Zaś rodziny niepełnosprawnych mówią dentyście Morawieckiemu, że jest nieprzytomny, bo nie rozumie, co gada.

  392. Śląsk, Richthofen, panele słoneczne, św. Augustyn, sroki, kosy, domy, architektura, Albright……
    Dopisać coś, a bo ja wiem….. co prawda pogoda paskudna, jele, wieje… nie ma co robić, a niech…..

    1. Richthofen, hmmm, czytałem gdzieś, że podczas WW 1, po raz ostatni, głównie wśród lotników, przestrzegano jeszcze pewnego kodu rycerskiego, kierującego się fair play, uznającego człowieczeństwo i równożędność przeciwnika. Zamiast traktować jak pluskwę do rozgniecenia co było promowane usilnie przez polityków i dowództwo, jak w przypadku Christmas Truce choćby.

    2. Sroki, kosy, itp. sobie odpuszczę, bo po pierwsze moja znajomość ornitologii ogranicza się do kur, kaczek i indyków, pieczonych lub duszonych, po drugie nie ma co stworzeń uczłowieczać, rządzą się prawami natury, sprowadzającymi się do „zjedz i nie daj się zjeść, a przy okazji się rozmnóż”.

    3. Panele słoneczne i domy. Otóż kilka lat temu wystawiłem dom, jako wolny strzelec, na prywatnej licencji budowlanej. W konstrukcji zwanej Reverse Brick Veneer, czyli nośny szkielet z patyków, wypchany porządną izolacją cieplną, obudowany od wewnętrznej strony solidną cegłą, dla masy termalnej. Do tego okna zaprojektowane dla maksymalnej penetracji słonecznej w zimie i dla chłodzących przeciągów w lecie. Zbiorniki na deszczówkę, panele słoneczne i takiż kolektor do ciepłej wody. Jako amator budowlaniec spieprzyłem sporo, co mnie kosztowało niemało nerwów i pieniędzy, ale dom stoi i działa. Znaczy się jest ciepły zimą, chłodny latem, od 9 lat nie tylko nie zapłaciłem rachunku za prąd, ale to elektrownia mi regularnie płaci zwłaszcza latem. Wielkiej różnicy w zmianach klimatycznych tym wszystkim nie spowodowałem, ale łagodzi mi średnioklasowo-zachodnie poczucie winy za spapranie środowiska.

    4. Architektura. Prywatna mnie raczej brzydzi, te w przytłaczającej większości pseudo-dworki czy pałacyki. Dom Wrighta podziwiam, ale jako człek praktyczny niekoniecznie chciałbym w nim mieszkać, ma podobno paskudne problemy z wilgocią.

    5. Albright zrobiła się humanitarna! Ciekawe czy dalej uważa, jak kiedyś, że przedwczesna śmierć 1/2 miliona irackich dzieci pod narzuconą przez jej rząd blokadą Iraku „była tego warta” (@Marian.W.O., popieram!). A propos humanitaryzmu, izraelsko-amerykańska gwiazda filmowa Natalie Portman zasiliła szeregi zdrajców i self-hejterów, publicznie krytykując najbardziej moralną armię świata za zabicie ponad 30 i ranienie kilkuset demonstrantów w Gazie. O czym media jakoś dyskretnie milczą, entuzjazmując się jednak 70-ą rocznią Nes (broń boże nie Nakby!).

  393. Herstoryk
    22 kwietnia o godz. 8:27

    5. Albright zrobiła się humanitarna! Ciekawe czy dalej uważa, jak kiedyś, że przedwczesna śmierć 1/2 miliona irackich dzieci pod narzuconą przez jej rząd blokadą Iraku „była tego warta”

    Jakby to powiedzieć… Parę dni temu, blogowy kolega stwierdził, że wojna w Iraku trwała parę tygodni, co musi oznaczać, że te pół miliona ofiar z dzieci, a w sumie z milion albo więcej , to bardzo nieładne pomówienia , więc to musi być ruska propaganda.

  394. 404
    21 kwietnia o godz. 12:47

    „Odpisuję dopiero teraz, bo na pewien czas odechciało mi się wchodzić tutaj,… no i pisać”.

    A ja nie odpisuję wcale, bo odechciało mi się odpisywać.

    Ukłony z siodełka do samej ziemi.

  395. Tobermory
    22 kwietnia o godz. 1:26
    Tablica prześlicznej urody. Z trzech wymienionych miejscowości nie byłem tylko w Kunowicach. Pozostałe mniej, lub bardziej poznałem w trakcie pracy, czy turystycznie.

  396. wbocek
    22 kwietnia o godz. 8:47

    Łoj,, Pombocku, jacy to ludzie mili bywają 😀

  397. @zza kałuży
    22 kwietnia o godz. 5:10
    W kwestii stosowania drewna w architekturze mam pogląd zgoła inny.
    Termitów u nas w kraju nie ma.
    Prawie całe drewno, którego w chałupce jest dosyć dużo, pozostało w stanie naturalnym, nie wyłączając odeskowania tych fragmentów ścian szczytowych, które nie są ze szkła. Jedynie elementy konstrukcyjne dachu zabezpieczyłem przed korozją biologiczną i ogniem.
    Cała reszta drewna (widoczne belki stropowe, sufit i parapety z mniej więcej stuletnich desek z odzysku, stuletnie deski na ścianach szczytowych, etc) ma się naturalnie dalej starzeć. Jeśli coś zestarzeje się za bardzo i zacznie rozpadać, zostanie wymienione, jak na przykład deski w zachodniej ścianie szczytowej, które są narażone na zachodnie wiatry i deszcze. I ten wymieniony element będzie raził naturalnym kolorem drewna przez kilka sezonów, dopóki nie upodobni się do reszty. A reszta ma przepiękny szaro-srebrny kolor i nic jej się szczególnego nie dzieje. Belki stropowe mają przekrój 20x20cm i nawet, jeśli połowę przekroju coś zeżre, przeżyją mnie i moich następców.
    Natomiast drewno zabezpieczane chemią starzeje się fatalnie. Poza tym ta chemia jest wypłukiwana i dostaje się do ziemi w ogrodzie. Co kilka lat trzeba ją uzupełniać. Pół biedy, jeśli to była bejca. Jeśli lakiery, to trzeba jeszcze dodatkowo zeszlifować to, co się nie złuszczyło do końca.
    Ogrodzenie od strony drogi też jest z niezabezpieczonego, mniej więcej stuletniego, drewna. Stoi od sześciu lat i wygląda prawie tak samo, jak na początku. Kilka sztachet musiałem wymienić, ale to żaden kłopot. Sama przyjemność. Natomiast bejcowanie, wdychanie rozpuszczalników, trucie otoczenia – zgroza.

  398. I jeszcze wracając do Wrighta: podoba mi się jedynie Fallingwater House, czyli Dom nad wodospadem. Domy, które zaprojektował dla różnych ludzi na różnych przedmieściach, to zupełnie inna bajka. Kompletnie mnie nie ruszają. Podobnie, jak meble wykonane według jego projektów.
    Jeśli już o meblach, to meble Eamesów są o niebo praktyczniejsze, nie mówiąc już o urodzie.
    Taki Eames Lounge Hair – marzenie każdego sybaryty.
    https://hivemodern.com/pages/product1475/eames-lounge-chair-and-ottoman-herman-miller
    Albo fotelik bujany:
    http://www.einrichten-design.com/en_us/eames-plastic-arm-chair-rar-rocking-chair.html
    Zupełnie inna bajka: meble dla ludzi, a nie do podziwiania.
    Zresztą, ich dom własny też jest dla ludzi, nie do podziwiania, jak eksponat muzealny:
    http://eamesfoundation.org/house/photo-gallery/

  399. @Tanaka
    Dla wierzących i naiwnych wszystko co im do ich „izmu” nie pasuje jest propagandą – ruską, żydowską, bilderbergową, smoleńską, politycznie-poprawną, antysemicką, masońską, cyklistowską, faszystowską, watykańską, pisowską, lewacką, prawacką, ……, …., tu znak nieskończoności (niepotrzebne skreślić).

    Wojna w Iraku, no cóż, niektórzy mieszkańcy Bliskiego Wschodu uważają, że Zachód wojuje z nimi od 70 lat, inni że od 1953, jeszcze inni, że od 1954, itp, itd. (wszystko nie bez podstaw). Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

    Przepraszam za „równożędność”, równorzędnie się rumieniąc! Zwapnienie postępuje…..

  400. @Herstoryk
    22 kwietnia o godz. 8:27
    „Prywatna licencja budowlana” – a cóż to takiego?

  401. Herstoryk
    22 kwietnia o godz. 9:58

    Strasznie straszne jest powiedzieć o tym, co się dzieje realnie, a nie w biznesie wojennym. Taka krucha i nieduża Natalie Portman miała w sobie bezczelność o tym napomknąć I zaraz żądanie – pozbawić obywatelstwa Izraela, wywalić i nie wpuszczać. Do Palestyńczyków należy strzelać, ale nie wolno o tym mówić.

  402. pastucha
    22 kwietnia o godz. 9:24

    Takie dostałeś, stuletnie, 20×20? Powinny być prostokątne, ale jak się dostanie zabytek, nie ma sensu ruszać.

  403. @pastucha
    Jednorazowa, udzielana raz na 10 lat, licencja dla amatora budowlańca, ważna przez 3 lata, pozwalająca na wybudowanie domu na podstawie zatwierdzonych przez dzielnicę planów, zakup materiałów w hurcie, wynajmowanie kontraktorów. Ww. amator jest odpowiedzialny za BHP, jakość wykonania, musi dać 6-letnią gwarancję z ubezpieczeniem dla postawionego budynku. Poza tym wolnoć tomku w swoim domku, jak sobie pościelesz, itp. Jeżąca włosy na głowie jazda, ale i niezłe doświadczenie!

  404. @Herstoryk
    22 kwietnia o godz. 10:56
    I to mi się podoba. Nie trzeba żadnego figuranta z tzw „uprawnieniami”, który niczego w praktyce nie nadzoruje, ale do którego potem ma się pretensje, jak coś jest nie tak.

  405. O poranku obejrzałem fragment „Babilonu”, gdzie kobiety dyskutowały o okupacji sejmu przez opiekunki osób niepełnoprawnych. Strajkującym chodzi o sprawę przeżycia w warunkach, jakie mają obecnie, a szykują się nowym pokoleniom kobiet dzięki ustawie o całkowitym zakazie aborcji. Dla katolików życie jest bezcenną wartością, niezależnie od jego jakości, a skoro „bez ceny” to darmowe i nie potrzebuje wsparcia. Gdy myślę o wygodnym życiu hierarchów kościelnych w pałacach, z przepychem niegodnym następców Chrystusa i porównuję to nawet z tak łagodnym stresem mojej żony, która się mną po katolicku opiekuje, choć zasługuje na lepsze życie, to mnie żółć zalewa (bez woreczka robi to bezpośrednio i bez umiaru). Porównywać mojej niewygody z tragedią opiekunek strajkujących to nieprzyzwoite, ale i tak mogłoby mi się lepiej żyć w tym (za….nym kraju, gdyby społeczeństwo inaczej pojmowało nauki Chrystusa, wprowadzając je w czyn. Napisałem nawet felietonik na temat „dzikiego kraju”, ale jest za długi na komentarz blogowy.
    Podobało mi się stwierdzenie jednej z dyskutantek babińca:

    Stosunek do niepełnosprawnych to miara dojrzałości społeczeństwa i my jej nie zdajemy” 22 kwietnia 2018, 6:55 (http://www.tvn24.pl)

    Do tego pasuje moje zdanie wyrażone w tekście o tytule:

    Czy Polska to naprawdę „dziki” kraj?

    Załączam fragment tekstu:

    P. t. blogowicze pamiętają zapewne słowa byłej, „pełnej” premierki, gdy spotkała się z niewygodnym pytaniem dziennikarzy:
    „Przez 8 lat rządziła w Polsce Platforma Obywatelska i doprowadziła kraj do ruiny” – dalszy ciąg był zawsze optymistyczny i mógł brzmieć tak: „A my w ciągu 2 lat uczyniliśmy z ruiny kwitnący kraj i spowodowaliśmy powstanie Polski z kolan”. Po wyprostowaniu ten kolos (na nóżkach kurdupla) stoi i groźnie spogląda na Brukselę, gdzie nasze najlepsze …syny walczą o honor naszej Polski.

    Ja sobie mgliście przypominam, że istniała jakaś, marginalna obecnie partia, której szef oświadczył publicznie, że nie ma z kim przegrać wyborów. Odnośnie własnej osoby miał rację (27/1), ale z partią jest krucho. Gdy rządziła, zdarzały się oczywiście większe i/lub mniejsze afery, nawet makabryczne jak zmowa w nocy na cmentarzu, brrrrr!
    Jednym z „aferzystów” był polityk i biznesmen Mirosław D., który swe pierwsze miliony zarobił (nie wiem jak?) w pewnym kraju i teraz może grać w golfa na Florydzie i opalać się na plaży, gdzie być może mija się z innym „wielkim i zasłużonym” Polakiem (też aferzystą?). Rozżalony brakiem uwielbienia przez Naród zwierzył się dziennikarzowi, że
    „Polska to dziki kraj”.
    Kilkadziesiąt milionów Polaków (przecież Polonia też) ostro potępiało medialnymi ustami wypowiedź tego człowieka, Fala oburzenia jak Tsunami przebiegła świat, ale chyba wzorem wspomnianego zjawiska katastroficznego po jakimś czasie osłabła i niewielu Polaków myśli obecnie o tym panu. Oprócz mnie!!! Coraz częściej myślę o tym, że to nie był lapsus, tylko rzadki przypadek mówienia prawdy przez polityka. Żyję w tym („naszym”) kraju od roku 1945 i nieraz moje zdanie pokrywało się z opinią „Mira”.
    Dla mnie bardzo przykre jest postępowanie wobec osób niepełnosprawnych. Tu naprawdę widać jak na dłoni, że Polska jest bardzo dzikim, niecywilizowanym krajem. Można zastanowić się nad tym, czy to społeczeństwo, czy władza postępują właściwie, lub nie. Rolą państwa i jego organów jest stanowienie dobrego prawa i pilnowanie jego przestrzegania, a społeczeństwo testuje na osobach niepełnosprawnych swoją empatię, wzmożoną przez katolickie wychowanie.
    Przepisy są dobre i wystarczające, ale nie są przestrzegane, ani przez społeczeństwo, ani przez państwo!

  406. @Tanaka
    22 kwietnia o godz. 10:53
    Takie były, połamane i spróchniałe, kiedy kupiłem ruinę – w zasadzie pozostały tylko resztki ścian.
    Udało mi się kupić kilkanaście metrów sześciennych drewna rozbiórkowego z rozbieranej biblioteki publicznej, ponad stuletniej, w miasteczku jakieś 60km ode mnie. Bardzo się człowiek dziwił, że na drugi dzień po ogłoszeniu się zjawiłem i kupiłem wszystko, co miał, łącznie z deskami podłogowymi i starymi skrzydłami drzwiowymi, z opaskami. Wśród tego zakupionego drewna były i belki o potrzebnym przekroju. Kupiłem to wszystko w cenie drewna opałowego. W każdym cywilizowanym kraju na zachód od Odry takie drewno kosztuje majątek. A ja mam z niego cały strop/sufit, wszystkie okna, ściany szczytowe, dwie sztuki drzwi wejściowych (wykonane z pociętych na listwy belek). Stare skrzydła drzwiowe służą jako drzwi przesuwne do łazienek i szaf. I jeszcze trochę pozostało na zaś.

  407. Seleuk po dwoch godz w zimnej wodzie…

    Pare wpisow wyzej dalem link do budowy wielorodzinnych wiezowcow z drewna i innych nowoczesnych materialow jak gliny wypalonej, kamieni wypalanych i niewypalanych etc, Powtorze:
    http://www.moelven.com

    Teraz link do jednej z wielu firm co buduje w fabryce i stawia gotowe moduly 25 m2. Szw. przepisy budowlane. Modul zawiera kuchnie i lazienke. Zestawienie 6 modulow na przyklad daje 150 kvm z dwoma lazienkami i kuchnia. Albo 150 z trzema kuchniami bez lazienek. Tylko na zakrzaczonych dzialkach. Inne warianty co komu podoba. Np cztery lazienki, zadnej kuchni. Dla odchudzajacych. Co komu podoba.
    http://www.modulhus.se/

    Tu jest link do firm co buduja takie moduly innych (116). Co komu podoba
    https://www.houzz.se/professionals/husleverantoerer-och-attefallshus/c/SE

    Tu jest link, jak „energetycznie neutralny” modul jest zbudowany w szw.klimacie, zeby rachunkow nie placic elektrycznych i innych. Ta firma zreszta moduly stawia helikopterem. Helikopter pilot daje nasmarowany klucz dla wlasciciela. Jakby na PalacuKultury, tez postawia, ale pozwolenie na budowe trzeba, albo bezludnej wyspie szkierach sztokholmu, Lolka Kremowkowego Wyspach na Jamnie. Co komu podoba.
    http://www.hantverkspoolen.n.nu/attefallshusen

    Tu jest link przykladowy, Szanowni i Zainteresowani, moga moduly projektowac wszystkie (no prawie wszystkie) sami, jak podoba
    http://markushansson.se/Martina/attefallshus-20-kvm/

    A tu jest link dla tych co wszystko umieja, a skrzynke narzedziowa posiadaja z mlotkiem i pila:
    https://www.bing.com/images/search?q=urskog&qpvt=urskog&FORM=IGRE
    Ten variant nigdy Moim nie podobal. Szesc razy cwiczylem pozostale varianty.

    Sam ja, najbardziej lubie torp
    https://en.wikipedia.org/wiki/Torp_(architecture)

    pzdr Seleuk, pa do wieczora

    ps Myslenie ma duza przyszlosc, wiara zadnej. W Szwecji kazdy moze byc „byggherre” to co Herstoryk nazwal „prywatna licencja budowlana”, byle budowla trzymala krajowe i lokalne przepisy.

  408. @Orteq,

    Dwie calkiem ososbiste obserwacje:

    1. W nanowszych czasach naduzywane sa pojecia w stylu: faszyzm, antysemityzm, rasizm, homofobia i wiele podobnych. Niczym blotem rzuca sie nimi w strone oponenta majac nadzieje, ze cos sie przylepi. W istniejcej atmosferze przylepia sie calkiem duzo a delikwent ma problemy z udowodnieniem , ze nie jest „wielbladem” – niby jak?

    2. Jesli komukolwiek, a w szczegolnosci politykowi, wzniosle pojecia nie schodza z ust nalezy „uciekac jak najdalej”, gdyz gwarantowane jest, ze miedzy wznioslymi haslami a rzeczywistymi dzialaniami osobnika istnieje caly „ocean”. M.Albright miala swoje „5 min.” w historii i nijak ma sie ono do jej najrozniejszych deklaracji.

  409. @Tanaka
    Natalie jest w tym bardzo odważna, jej kariera prawdopodobnie ucierpi, AIPACi, itp. nie wybaczają łatwo i nie darują odstępstwa. Patrz kariera Norm Finkelsteina i kilku innych podobnych.

  410. @pastucha
    Oglądałem wiernie dokumenty Kevina McCloud „Grand Designs”. Wyszło mi z nich, że w dziedzinie nowoczesnej, lekkiej, energo-oszczędnej, eko/pasywnej konstrukcji Szwecja i Niemcy są w ścisłej czołówce, Anglia jest z tyłu za Murzynami.

  411. pastucha
    22 kwietnia o godz. 11:08

    widzę, żeś niezły fachura. Najciekawsze są w tym (dla mnie) takie drobiazgi, jak drzwi, skrzynki klamkowe, stare zawiasy, opaski drzwiowe i okienne, okna skrzynkowe zwane „polskimi”, kafle, ceglane kształtki, kamienie fundamentowe albo narożne, piece ceramiczne i cała masa reszty. Jak się człowiek na tym zna, umie ocenić i umie twórczo wykorzystać, to niech się schowają nowoczesne i kompletnie anonimowe osiedla z domami bez wyrazu. Nien, nein.

  412. Marian.W.O
    22 kwietnia o godz. 11:17

    Ad 1. Tak jest. Ale… tzw. „patrioci” i „nacjonaliści” – co ma brzmieć miło, to co najmniej kryptopółfaszyści. I to należy docenić, czyli adekwatnie nazwać.

    Ad 2. Nie należy „uciekać jak najdalej”, bo nie ma dokąd i nie ma powodu. Niech dranie spieprzają i prędzej tak powinny rzeczy przebiegać. I należy stanowczo reagować. Żadne tam uszy po sobie.

  413. @Herstoryk
    22 kwietnia o godz. 11:51
    Mam wrażenie, że „pasywność”, czy „eko oszczędność”, czy „zero emisyjność”, to kolejne fetysze. Tak, jak ceramika poryzowana, czy inne konstrukcyjne materiały termoizolacyjne.
    Dlaczego?
    Wszelkie badania dowodzą, że wprowadzanie kolejnych energooszczędnych technologii nie przenoszą się zupełnie na oszczędzanie energii. Ponieważ statystyczny człowiek dochodzi do wniosku, że jeżeli z a ten sam ekwiwalent może mieć więcej, to chce więcej i kupuje więcej. Więc nie oszczędza pieniędzy na produkty, które wymagają energii do ich wytworzenia, ergo bilans, jak już kiedyś pisałem, wychodzi na zero.
    Standardowy tok myślenia: „ponieważ w przyszłości nie będę musiał płacić za energię cieplną, czy elektryczną, niezbędną do utrzymania domu, to zamiast domu o powierzchni 150m2, zbuduję sobie dom o powierzchni 250m2”. I w ten sposób równoważy sobie koszty, bo postawienie dodatkowych stu metrów w odpowiednim standardzie najprawdopodobniej będzie go kosztować więcej, niż postawienie 150m2 w standardzie mniej energooszczędnym + koszty energii.
    Ale tak się dzieje wszędzie. Mam LEDy zamiast zwykłych żarówek? No to sobie w domu zrobię 100 lamp zamiast 10. Mam samochód elektryczny, którym przejechanie 100km kosztuje 5zł? No to będę jeździł dużo więcej, niż dieslem. A przy okazji, jeśli Tesla buduje tzw „darmowe punkty ładowania” to na pewno nie są one darmowe, bo koszt energii pobieranej z tych punktów jest wliczony w początkową cenę samochodu.
    I tak się to wszystko kręci
    Jedynym logicznym wyjściem z sytuacji jest świadome ograniczenie potrzeb. Coś, o czym wcześniej pisałem przy okazji Rybczyńskiego. Nikły procent ludzi ma świadomość tego, co naprawdę robi.

  414. Antonius
    22 kwietnia o godz. 11:07

    Łojezusku świebodziński, Antoniusie, fajnie żeś wpadł, ale dawaj tekst na wstępniaka! Sprawa substancjalna i domagająca się tekstu.

  415. pastucha
    22 kwietnia o godz. 12:15

    Otóż to. Wyprodukowanie materiałów budowlanych pochłania energię. Nad Wisłą – robioną z węgla. Nadwiślańskie auta elektryczne, co to ich ma za 7 lat jeździć po katolickich drogach milion, będą produkowane na energii z węgla i będą ładowane prądem węglowym. I tak dalej. Prądu a atomu jak nie ma tak nie ma i długo nie będzie. Wiatraki nadwiślańskie zostały zbombardowane przez pisoidów na czele z Dudą, co to gadał, że „węgiel jest polską racją stanu” i łapał w powietrzu fruwające „ciało Chrystusa” wraz z elektrycznie katolickim Morawieckim.
    Tymczasem w Niemczech odwrotnie, w Danii odwrotnie, w Holandii odwrotnie, w UK – odwrotnie – i tak dalej: coraz więcej energii ze źródeł odnawialnych.

  416. @pastucha
    Mam wrażenie, że „pasywność”, czy „eko oszczędność”, czy „zero emisyjność”, to kolejne fetysze. Tak, jak ceramika poryzowana, czy inne konstrukcyjne materiały termoizolacyjne.
    Zgadza się, naukowo udowodnione. Ale. Zależy od nastawienia mieszkańców. Ja i moi, tak jak pisałem, nie płacimy za prąd i niewiele za wodę. Równocześnie zredukowaliśmy w praktyce metraż i użytkujemy energię, żywność i surowce bardzo racjonalnie (mam nadzieję) i oszczędnie. Ale to my, i robimy to nie dla pieniędzy, ale z przekonania. Większość po uspokojenia sumienia „pasywnością”, czy czym tam jeszcze, funduje sobie TV w każdym pokoju, potężną klimę użytkowaną bez oglądania się na sensowność/efektywność, co 2 lata nowe SUV z 6-ma cylindrami i turbo, itp, itd. Nie-deptanie stokrotek wymaga niestety mocnego szacunku dla dobra ogółu, skrupulatnego planowania, przewidywania, pozytywistycznego obliczania zamiarów wg. sił. Większość ludzi w społeczeństwach zachodnich niestety tego nie stosuje.

  417. @Tanaka
    22 kwietnia o godz. 12:10
    Postawiłem w chałupie kuchnię kaflową, czyli ceramiczną. Znalezienie kafli i osprzętu nie było trudne, jest w kraju kilka fabryczek. Znalezienie zduna, i to takiego, któremu zechce się kilkadziesiąt kilometrów kilka razy przyjechać, i jeszcze będzie miał jaki termin wolny – graniczy z cudem. Ja wiem, że sprawność takiej kuchni jest niewielka. Gdzie jej do gazowych kotłów kondensacyjnych, których sprawność jest większa od 100% 😀
    Ale nie zapłaciłem Viesmannowi, czy innemu Junkersowi, tylko kilku lokalnym fabryczkom i zdunowi. Za paliwo też nie będę płacił PGNiG, tylko okolicznym właścicielom tartaków i lasów.
    Fakt, że przy kuchni trzeba się krzątać, zupełnie mi nie przeszkadza, podobnie jak brak tzw „komfortu termicznego”, rozumianego jako stała temperatura w ciągu doby we wszystkich pomieszczeniach niezależnie od pogody na zewnątrz domu, czy sterowania ogrzewania przy pomocy ajfona, czy innego wynalazku.
    Przynajmniej czuję pory roku.

  418. pastucha
    22 kwietnia o godz. 12:39

    Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie mieliśmy komfortu cieplnego i było dobrze. Kuchnia ceramiczna ma swoje zalety, ale – oczywiście – wiesz, że trzeba się napracować przy niej trochę, ale to zdrowe. Z kolei piec kaflowy jest bardzo dobry ze względu na lepszą cyrkulację powietrza w pomieszczeniu, niż w przypadku ogrzewania podłogowego, które jest fatalne. Ma też bardzo dużą bezwładność cieplną, a to w podłodze, niemal żadnego. Podobnie, klasyczne, żeliwne żeberka mają sporą bezwładność. I mają swoją urodę.

  419. Tanaka
    22 kwietnia, g.12:17
    Abyś nie wzywał Łojezusika świebodzińskiego nadaremno, zapodaję, co on ma w koronie na głowie.
    https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/lubuskie-anteny-na-glowie-jezusa-w-swiebodzinie-po-co-tam-sa/5vcyr0

  420. @Herstoryk
    22 kwietnia o godz. 12:31
    Niestety niewystarczająco wielu rozumie to tak jak Ty i Twoja rodzina. Nawet na zachodzie. W biedniejszych miejscach, to bardziej bieda dyktuje potrzebę oszczędności anżeli wyższa świadomość.
    Kiedyś odwiedziłam pewną panią i zsaskoczona zobaczyłam, że grzanie u niej na maksa, a okno otwarte. Zapytałam czy nie szkoda jej energii…
    Na to ona: ja tak zawsze robię, bo lubię świerze powietrze, a za elektryczność nie płacę, bo jest wliczona w wynajem (apartamentowiec).
    Jak zaczęłam coś tłumaczyć, to patrzyła na mnie takim znudzonym wzrokiem, że przestałam. Czasem ręce opadają.
    Pozdrawiam

  421. @Tanaka
    22 kwietnia o godz. 12:48
    Ogrzewania podłogowe są różne.
    Moje składa się z dwóch elementów:
    Żelbetowa płyta grubości ok 14cm, o wadze cirka ebaut 20 ton, z zatopionymi tzrema sekcjami kabli grzewczych, z termostatami. Jak muszę się oddalić na kilka dni, albo nie chce mi się palić, albo chcę lekko podsuszyć ściany, włączam to ustrojstwo na noc, a potem mam dwa dni spokoju. Zapewniam, że bezwładność dwudziestotonowego grzejnika jest dosyć duża.

  422. Z ciekawoscia czytam wypowiedzi o roznego rodzaju usprawnieniach majacych na celu oszczednosc, racjonalnosc gospodarowania i w konsekwencji majace ratowac srodowisko. Chwalebne, nie przecze. Musze jednak zepsuc dobre samopoczucie dyskutujacych. Prosze pomyslec nad taka informacja. Wydobycie rudy zelaza podwaja sie co +- 10 lat. To z czegos wynika, przeciez nikt nie pakuje w ziemie miliardow by dla przyjemnosci wydobywac „kamien”. Obawiam sie, ze wspomniane usprawnienia raczej pozwalaja sie nam dobrze czuc, natomiast w wiekszej skali zmieniaja niewiele, gdyz obecny system ekonomiczny jest nastawiony na permanentnie rosnaca konsumpcje.

  423. pastucha
    22 kwietnia o godz. 13:07

    Wtedy jednak musisz podgrzać te 20 ton i ciepło utrzymywać, by nie tracić komfortu cieplego. Czemu aż 14 cm żelazobetonu? Jeśli jest duża bezwładność cieplna, to z kolei wzmaga inne niedostatki/wady ogrzewania w podłodze.

  424. Marian.W.O
    22 kwietnia o godz. 13:35

    Permanentnie rosnąca konsumpcja jest i będzie jeszcze bardziej, powszechnym zjawiskiem. Nie dotyczy tylko wzrostu wydobycia rudy żelaza.

  425. @Tanaka
    22 kwietnia o godz. 13:50
    Ta płyta doskonale nagrzewa się od ciepłego powietrza w domu. Nie oddaje zbyt wiele ciepła do gruntu, bo pod spodem jest dobra izolacja termiczna, w postaci 20cm styroduru, w wersji o najwyższej twardości, stosowanego pod płytami jezdnymi parkingów. Grubość minimalna, jaka była potrzebna do postawienia na tej płycie ścian działowych parteru (owalna bryła łazienki z dwoma kominami systemowymi do kominka i kuchni i czterema przewodami wentylacyjnymi, komórką techniczną, oraz schodami na poddasze). Dzięki temu uniknąłem wykonywania oddzielnych fundamentów pod kominy, co z kolei wiązało by się z kolejnymi problemami/nieciągłościami izolacji przeciwwodnych i izolacji termicznej posadzki.

  426. @Marian.W.O
    22 kwietnia o godz. 13:35
    @Tanaka
    22 kwietnia o godz. 13:52
    A to z kolei wynik kolejnego fetysza, tym razem ekonomicznego, który nazywa się „wzrostem gospodarczym”. Nie będzie owego wzrostu, to będzie kryzys, a jak będzie kryzys, to będzie źle. Żeby był wzrost, trzeba zwiększyć konsumpcję. Żeby zwiększyć konsumpcję, trzeba zwiększyć sprzedaż czegokolwiek, a to wymaga wzrostu zużycia energii. I kółko się zamyka. Energooszczędne produkty nic nie dadzą, jeśli produkujemy i zużywamy ich tyle, że zużycie energii i surowców cały czas rośnie.
    Nasza „cywilizacja” oparta na nieustannym wzroście zakłada, że zasoby planety są nieograniczone. A to błąd.

  427. Acha, powstaje jakby kącik: zrób to sam, złota rączka, albo wujek radzi.
    Nareszcie coś praktycznego.

  428. mag
    22 kwietnia o godz. 12:54

    Maguś – śliczne! Chociaż obrzydliwe, ale nic nie szkodzi: katolik zadowolony! Jak mówię, że katolicyzm jest jak widać i innego nie ma, to co pół godziny przybywa nowy dowód. Sprzedaż Jezuska na antenę. Jezusek jako podstawka pod satelitarny talerz. Jezusek do wyrywania gwoździ. Bardzo słuszne to i zbawienne.

  429. mag
    22 kwietnia o godz. 14:08

    Noższ, przepraszam bardzo: nie wujek radzi tylko ekspert radzi. Są różnice.

  430. pastucha
    22 kwietnia o godz. 14:01

    Kable masz pod ścianami działowymi? Skąd ciepłe powietrze ogrzewające żelbet? Z akwarium starczy?

  431. mag
    21 kwietnia o godz. 12:57

    Tanaka
    Znajdź mi, proszę, prezesa, ministra lub dyrektora, który na trąbce gra, jak Kwinto, a niechby na czymkolwiek.
    Wybaczę mu nawet wynagrodzenia pod stołem albo nie (jak się bliżej rzeczonemu przyjrzę).
    Jest taki, ale nie u nas . Nazywa się Putin, gra na pianinie i nawet podśpiewuje.

  432. @Tanaka
    22 kwietnia o godz. 14:15
    Projekt instalacji, ścian działowych, schodów i całej reszty był gotowy przed rozpoczęciem robót. Kabli pod ścianami działowymi nie ma. Nie ma kabli pod kuchnią kaflową. Nie ma kabli pod żelbetową wyspą w kuchni. Ciepłe powietrze jest wszędzie w domu, ogrzewa się w trakcie palenia w kuchni, albo w kominku.

  433. lecher
    22 kwietnia, g.14:17
    Poważnie? Jeśli widziałeś gdzieś stosowny materiał zdjęciowy, to koniecznie podeślij.

  434. lecher
    Natchłeś mnie i sama znalazłam Putina grającego na fortepianie.
    https://www.youtube.com/watch?v=YDUs7IO5MUc
    Może znasz jakiś inny filmik?

  435. @pastucha 22 kwietnia o godz. 12:15

    „Nikły procent ludzi ma świadomość, co naprawdę robi”

    W kontekście ekologii i energooszczędności: otóż to. Run na „energooszczędne” artykuły AGD nie bierze pod uwagę faktu, że przeciętna np. pralka kupiona dzisiaj jest optymistycznie obliczona na osiem lat funkcjonowania. Pralki nabyte w latach 70-tych działały przez 20 i więcej lat. Jaki jest koszt ekologiczny złomowania milionów ton pralek?

    Czy bardziej obciąża środowisko „pożeracz prądu” – 50-letnie lodówka, która nadal działa i chłodzi lepiej niż aktualne „energooszczędne” modele – czy 5 lub więcej „inteligentnych” lodówek, które po kilku latach nadają się na złom? Cały system ekonomiczny opiera się na założeniu, że coraz większa liczba homo sapiens będzie kupować, kupować, kupować… potem wyrzucać i kupować nowe, bo produkcyjny młynek musi się kręcić.

    Apetyczny elektryczny samochód? Cacuszko. Fantastycznie droga bateria obudowana w zasadzie byle czym? Jaki jest okres trwałości tej baterii? Dwa, trzy, cztery lata? Kto będzie chciał po trzech latach wymieniać baterię, zamiast po prostu kupić nowy samochód, który będzie od baterii niewiele droższy? O tym, że „czysta” energia elektryczna jest jedynie na tyle czysta, jak jej produkcja nie warto nawet wspominać.

    Na koniec banał: plastikowe reklamówki. Ekologicznie napaleni rodacy wędrują do sklepu z papierowym woreczkiem, baterią słoików i torbą na zakupy z tkaniny. Sklepy wprowadzają opłaty za reklamówki – najbardziej dochodowy „towar” w sklepie, z dziesięciokrotnym przebiciem. Tyle tylko, że tam gdzie mieszkam nie jestem w stanie wyrzucić śmieci, jeśli nie są zapakowane w plastikowy worek. Jaki jest sens niekorzystania z reklamówek, jeśli i tak muszę kupować plastikowe worki? Prościej byłoby upychać śmieci w reklamówki. Bez globalnej, do końca przemyślanej, wizji „ekologia” jest po prostu jeszcze jednym chwytem reklamowym.

    A już projekt budowania w Polsce drewnianych domów w ramach projektu „mieszkanie plus”, które wymaga zmiany przepisów dotyczących… Lasów Państwowych w moim odczuciu cuchnie na kilometr. Bo już bardziej „ekologiczne” byłyby domy z przetworzonych odpadów plastikowych.

  436. @Tobermory 22 kwietnia, godz.0:18
    Zgoda. Zasluzylam na „kozaka z nahajem”. Musze nawet pogratulowac Ci metafory. Co do „specjalnej troski” to nie mam zdania i nie moja to sprawa. Wylaczne prawo do „troski” przyznaje redakcji Polityki. Poza tym z blogow, na ktorych bywam, trudno mi wyciagnac jakis standard. Stwierdzam tylko, ze rozne blogi skupiaja okreslone grupy nickow z wlasciwym kazdej stylem wypowiedzi. Co do stylu mam swoje preferencje – jak zapewne wszyscy.

  437. @mag
    22 kwietnia o godz. 15:12

    A to słyszałaś? Bliu berry hill 😉

    https://www.youtube.com/watch?v=Jk7ou8Wc654

    A teraz wyobraź sobie prezesa na drabince przy mikrofonie

  438. pastucha
    22 kwietnia o godz. 12:15

    i inni z wiara gleboko zaslyszana…

    Wszelkie badania dowodzą, że wprowadzanie kolejnych energooszczędnych technologii nie przenoszą się zupełnie na oszczędzanie energii

    Czy moglbys poprzec cytat linkami do badan/obliczen?

    W Szwecji zamknieto dwie elektrownie atomowe (do kokonu) przy coraz wiekszej ilosc jednostek pobierajacych energie. Ludzi, maszyn, firm. Energiooszczedne metody wytopu stali (bo Chinczyki trzymaja sie mocno), swiatla na ulicach, montowania okien/drzwi i takie. Ja zamienilem moje okna na tzw energioszczedne. Zadnych nowych dziur nie robilem. U-wartosc, liczona na cale okno (szyby 3, obramowania, zamocowanie w scianie) ponizej 0,7. U-wartosc jest W/m2*K jednostka. Szwedzki Urzad Energetyczny (Energimyndygheten) podaje obliczenie ok 30% oszczednosc energii. Dowolne materialy, drewno, aluminium, PVC, rowniez w kompozycji. Tu link do textu po polsku, bardzo ogolny niestety:

    http://www.energimyndigheten.se/snabblankar/other-languages/polski-polska/

    po angielsku wiecej. Tabelki, obliczenia latwo znalezc.

    Tu jest ogolna tabelka w Wiki o U
    https://en.wikipedia.org/wiki/R-value_(insulation)

    Zmienilem lodowke/zamrazalnie, Taka sama objetosc, jak poprzedniej. Tyle samo jedzenia kupuje. 60% mniej rocznie elektrycznosci do chlodzenia, do tej samej temp.

    Gdybym zamienil auto benzynowe na elektryczne, wiecej bym nie jezdzil. Jezdze ok 9000km/rok. Takie mam zwyczaje. Nie mam zamiaru zmieniac, chcialbym taniej.

    Jak zaizoluje dookola domu fundament (wystajaca czesc piwnicy nad ziemia) uzyskam ok 2 st C wyzej w piwnicy, bez grzania(kupowania). To znaczy, moja podloga w domu bedzie cieplejsza bez grzania moze 1 stopien, wejsciowa (poczatkowa) temp. Wiecej mkv nie mam. Na strychu 80cm warstwa. Strych/sufit najwiekszy zlodziej.

    Wymiana ciepla na wodzie odpadowej i pobieranej, nie zwieksza mojego poboru(grzania) wody w litrach. Zmniejsza ilosc energii do grzania, tej samej ilosci litrow. Lubie ciepla wode, takie mam zwyczaje. Prysznic raz, dwa dziennie. Raz talerze i widelce dziennie. Kawy pije tyle samo. Teraz moj czajnik wode zaczyna grzac od 6 stC. Z wymiennikiem powinna grzac od 18-20 (z kranu). Do domu kazdego, wchodzi mniejwiecej tyle samo wody co wychodzi. Ani wiecej, ani mniej. Plus siusiu. Ja umiem policzyc ile jest roznica grzania wody 14-12 stopni na rok. Tej samej ilosci w litrach. Wiem ile kawy pije, czasem mam wizyty + 50%. Kawe kupuje na paczki. Sypie tyle samo. Czarna mocna. Takie mam zwyczaje, prysznic, kawa, wizyty, pare innych. Pralka. To nazywa kalorymetr. Czy Ty cieplo w kalorymetrze umiesz policzyc? Kurs fizyki, 1 gimnazjum (???)

    Moja pompa cieplna pracowala w tym roku rachunkowym trzy miesiace. Wlaczylem w polowie grudnia. W polowie marca wylaczylem. Trzymam ok 20 stC. W przyszlym roku chyba wcale nie bede wlaczal. Panasonic, 2 letnia powietrze-powietrze. Poprzednik zmienil. Raz na dwa tygodnie do zmywarki filtry. Kaloryferow nie mam zadnych, nigdzie, czy rur podlogowych, Rury podlogowe mialem dwa domy poprzednio. Pompa brala cieplo i wode ze 160metrow dziury. To bylo 2002 jak zalozylem.

    Wyciag w kuchni, lazience….

    Itd, itd, itd.

    Jakimkolwiek sposobem energia produkowana, nie ma znaczenia. Cieplo do kalorymetru kosztuje. Ze starynowej swieczki i z wegla i z soczewki slonecznej i pompy cieplnej do srodka ziemi. Na kazda kalorie. Dla zachowania tego samego komfortu zycia mniej mozna zuzyc kalorii. Ze swieczki albo wegla albo starych butow. Taniej, nie drozej. To nie trzeba nowej elektrowni (blokow), mozna w kokon wlozyc, no i kable poprawic. Na kablach ca 20% strat, jak dlugie. Indukcja, opor. PET butelki sprzedac producentowi, bo to material, nie opal. Wziasc pieniazek. Ze starych compow i komorek zloto i skand i drugie REE wydobywac, zamiast Afrykanczykow przy ogniskach wzbogacac.

    Kalkulowanie (gdybactwo) ma olbrzymia przyszlosc. Gdybactwo jest czescia myslenia. Wiara zaszlyszana, w cokolwiek, zadnej przyszlosci nie ma. Zabobon mysleniem nie jest. Nawet inz. Tadeusz Rydzyk, habylytowano/nobylytowany, z Torunia, gdybie na Twoje pieniadze. Geotermalnie gdybie.

    Czy z Polski juz wszyscy co chemi, fizyki, matematyki, medycyny, takie, umieli wyjechali? Sami politycy i politolodzy zostali? Habylytowani Dudom tylko? Reszta pragnie habylytowac?

    Pzdr Seleuk

  439. @kruk
    22 kwietnia o godz. 17:08

    Dziękuję 😀
    Pewnie byłem jedyną osobą, która naprawdę posłuchała tego gniota. Chyba pomyliłem tytuł, który prawidłowo brzmi bodajże „Pokonamy fale”, ale melodia jest natrętna i dziś, brodząc na rakietach w mokrym śniegu na stromym zboczu, nuciłem sobie „połamiemy nogi, pogubimy kije…” 🙄 Nic się jednak złego nie wydarzyło i wróciłem cały. Na wolnych od śniegu płasienkach kwitną krokusy, a ze starych krowich placków wydobywają się na świat świeżo wylęgłe muchy i rozglądają za partnerem do seksu 😉
    Na wysokości 1700 mnpm temperatura w okolicach +20°C!

  440. seleuk|os|
    22 kwietnia o godz. 7:51

    „… jakie jeszcze sa, mozesz Ty wymyslec. W kazdej klasie, nawet kajakow i dmuchanych RIB. Daja kamizelki ratunku i wiosla. Wyzsze klasy, napitki plus kucharze. Czasem kobiety malopruderyjne wchodza w cene (uwaga, nie na kajakach). Reszte patrz do Tobermory wpis wyzej. Mam nadzieje, nie podczepiles w pkt A jako wyznawca Augustyna. Nie podejrzewam Ciebie o takie zboczenie. Inne tak.”

    Jakie zboczenie, jakie zboczenie. Jesli masz na mysli zboczenie pn. manicheizm Augustyna to uprzejmie przypominam, ze On z tego zboczenia wyszedl bardzo szybko, w mlodym wieku jeszcze. Nie spasowala mu podstawowa mantra manicheizmu:

    Przejawem zła jest materia.

    Chyba ze ty sugerujesz wice wersa

  441. Sw. Augustyn byl tylko początkującym adeptem manicheizmu, majac 19 lat. Po przejściu na chrześcijaństwo stał sie zdecydowanym jego oponentem.

    Chrzescijanstwo bowiem oparte jest na materii. Takiej jak taca i to co na niej. Wiec nie moze byc przejawem zla. Sw. Augustyn madrym czlowiekiem byl

  442. Tobermory
    Putin maładziec, a nasz guru?
    Wyobrażam sobie Prezesa na drabince grającego na pile.
    A co!

  443. Orteq
    22 kwietnia o godz. 19:08
    Pominmy milczeniem Orteq nasze zboczenia. Jakie jeszcze sa. To jest otwarty blog, nieletni czytac moga. Znaczy niedopuszczeni do niebiesiech beda przez posrednikow co dopuszczeniami zajmuja. Grozba zwiekszyla presje na tace, co wyzej sam pisales.
    pzdr Seleuk

  444. Dla tych co tabelki chcieli obejrzec, a problem szukac link daje
    http://www.energimyndigheten.se/en/news/2018/energy-in-sweden—facts-and-figures-2018-available-now/

    To duza tab. Wiele arkuszy od 1970 roku chyba, ale dobrze jasno zestawione. Jakby kto mial ze szw problem (odnosniki) sprobuje przetlumaczyc

    Seleuk

  445. 22 kwietnia o godz. 19:21

    „Putin maładziec, a nasz guru?”

    Pa ruski maladziec, po polsku zasraniec.

    No nie mow ze nie slyszalas tego nad Narwia. Czy gdzies tam w Polszy B

  446. @seleuk|os|
    22 kwietnia o godz. 18:09
    Ludność Szwecji, ale tej za Bałtykiem, nie tej koło Wałcza, to jakieś 10 milionów osobników.
    Ludność Polski, to jakieś 38 milionów osobników.
    Zużycie energii elektrycznej w Szwecji, w 2015, bo do tych statystyk najszybciej dotarłem w googlach, to 170,2 TWh.
    Zużycie energii elektrycznej w Polsce, prawie czterokrotnie ludniejszej, to 164,7 TWh.
    Czyli zużycie energii elektrycznej na statystycznego osobnika szwedzkiego jest,jak wynika z dzielenia, około czterokrotnie wyższe, niż na osobnika polskiego. Zresztą, Szwecja jest w światowej czołówce tej statystyki.
    Przyrost zużycia w Szwecji rok do roku (mimo coraz bardziej oszczędnych technologii) to +5,8%. Ani wzrost gospodarczy Szwecji nie był tak duży, ani ludności w ciągu roku nie przybyło aż tyle.
    Technologie coraz bardziej energooszczędne – zużycie energii elektrycznej coraz większe.
    A tu link:
    https://www.cire.pl/pliki/2/energetycznestatystykiswiatoweza2015rok.pdf
    Tabelka zużycia energii elektrycznej jest na stronie 7.

  447. @Orteq 22 kwietnia o godz. 19:08

    Jaka materia? Pieniądz to przecież czysta abstrakcja, bo jego wartość jest umowna. Pieniądz wyłudzany w ramach handlu wirtualnym „zbawieniem” to abstrakcja podniesiona do kwadratu. Noah Harari zalicza pieniądze do wirtualnych tworów homo sapiens, współdzielonych w masowej wyobraźni. Inne podobne twory to Bóg, Microsoft i Google. Z kolei „zła” materia kojarzy się z kobietą, seksem i ciałem. Augustyn był stuprocentowym manichejczykiem.

  448. Dopowiedzmy.

    Kiedy plk Krasnokutcki powiedzial o Wosztylu: maladziec, po jego wyjadowaniu we mgle, w Sokolce automatycznie oraz natychmiast przypomniano w jezyku prostym:

    pa rusku maladziec, pa poulsku zasraniac.

    Jakze celnie. Tylko zasraniec mogl namawiac Protasiuka do ladowania we mgle gestej jak piz.a

  449. No juz dobrze, dobrze, Namarginesko.. Rozumiemy sie wsrod slow. Jak ateistka z ateista.

    Powiedzmy ze z ateista. Bo z Orteqa taki ateista jak z Putina pianista. Anything for the show

  450. pastucha
    22 kwietnia o godz. 19:50

    Dziekuje za tabelki. Mnie analiza tabelek zajmuje troche czasu. Porownania tez. Najczesciej ukladam wtedy wlasne. Duzo kawy herbaty. Odpowiem cos Tobie lub nie jak przeczytam. Do tego wszystkiego co napisalem, moge tylko dodac, ja napisalem, o moim domach, moich ekonomiach. Mialem 5 domow. Mam szosty.

    Ogolnie ludnosc Szw. od kiedy jestem (42lata) zwiekszyla ponad 2miliony. Z 7,5 do ponad 10 w styczniu tego roku. Sprobuje porownac rozne dane.

    Dziekuje i pozdrawiam Seleukos

  451. @Orteq 22 kwietnia o godz. 20:02
    Zauważyłam 🙂

  452. @zak1953
    Miałem okazję poznać p. Michała Scipio del Campo. Podczas
    jazdy pociągiem opowiadał mi m.in. jak latał na Farman’ie podczas I w.ś. Impulsem do rozmowy był czytany wtedy numer „Skrzydlatej Polski”.

  453. seleuk|os|
    21 kwietnia o godz. 16:59
    Ogniwa paliwowe (na spirytus)?. Procent zwrotu inwestycji jest dzis w klasie ogniw slonecznych. To znaczy, ze moj dom bedie mozna odloczyc od sieci elektrycznej i bede mial 220V plus ampery
    Z tym spirytusem to chyba żart. Ogniwo paliwowe działa na podobnej zasadzie jak bateria elektryczna. Z tym ,że dochodzi do efektu tzw. zimnego spalania w reakcji między wodorem i tlenem – powstaje energia cieplna i elektryczna. Jak na razie ogniwa te są drogie , wymogi techniczne wysokie.
    VxA = W(att) <= Miara mocy.

  454. zezem
    22 kwietnia o godz. 21:13
    i inni
    mnie nie chce juz odpowiadac. Sorry.
    Ja dalem link zezem, trzeba bylo zajrzec. Nie o Kaczynskim bzdury. Co kogo Kaczynski obchodzi
    https://en.wikipedia.org/wiki/Fuel_cell
    Adress firmy co dostalem oferte podalem rowniez.

    Moj poprzedni wpis, byl o moich domowych rachunkach za el. Jak chce doprowadzic do 0 (zero) Skr

    Ktos mnie kiedys zebym z uwaga czytal. To dotyczy rowniez co mnie czytaja. Linki do kalkulacji po szwedzku, patagonsku, indiansku, znajdzcie sami

    Dobranoc Seleuk

  455. seleuk|os|
    22 kwietnia o godz. 19:33

    „Pominmy milczeniem Orteq nasze zboczenia. Jakie jeszcze sa. To jest otwarty blog, nieletni czytac moga… Grozba zwiekszyla presje na tace, co wyzej sam pisales ”

    Ee tam, co bedziemy pomijac. Niech sie nieletni zgorsza na zdrowie.

    Najgorszym moim zboczeniem jest blogowanie. Owszem, nie jest to zboczenie z Good Book wziete. Bo wtedy nie bylo wirtualu. Ale nie mniej jest blogowanie takowym. Co do tego nie ma najmniejszych watpliwosci.

    Podstawowym kryterium przy okreslaniu co zboczeniem jest a co nie, jest pytanie o celewosc danego dzialania osobnika. Jaka korzysc owo dzialanie komu przynosi, na przyklad? Jesli odpowiedzia jest pyk myk, znaczy ze to zboczenie na mur flaszka.

    Nastepnym kryterium jest pytanie o tace. Czy dana aktywnosc nasza, blogowanie znaczy, zwieksza presje na tace? Mowa jest o dodatnim plusie tej presji, nie o ujemnym. My, ateisci, nigdy nie nawolujemy do ujemnych plusow zwiazanych z taca. My sie zgadzamy z taca. Byleby ona nam nie byla pod nos podstawiana.

    K sozaleniju, blogowanie nie wydaje sie posiadac zbyt wysokiego wspolczynnika determinacji z presja na tace. Blogowanie sobie, taca sobie, wyglada na to.

    Wiec, nie spelniwszy zadnego z podstawowych kryteriow, blogowanie musi byc dodane do list zboczen. Tylko jak to wprowadzic do Biblii?

  456. Uprasza sie Tanake, oraz innych ateistow, o wstepniak w temacie „Blogowanie to zboczenie”.

  457. Orteq
    22 kwietnia o godz. 21:36

    Masz racje we wszystkim, ja myje zabki, ide spac. Biblie zostawiam ateistom religijnym (wierzacym)
    Dobranoc Orteq

  458. No, dobranoc sele. Bede zbudowany jesli przeczytasz to dopiero jutro. A nie po umyciu zabkow teraz. Tu chodzi o zboczenie nazywane blogowaniem. Niektorzy nazywaja to zboczenie, eufemistycznie, uzaleznieniem.

    Mnie sie zdarza, ze po umyciu zebow, zamiast do malzenskiego loza, ja trafiam przed monitor. A ona czeka. I czeka

  459. zezem
    22 kwietnia o godz. 20:52
    Mnie doradzał w szkoleniu Franciszek Kępka senior, na Chełmie w Goleszowie, co poczytuje sobie za duży zaszczyt.

  460. Orteq
    22 kwietnia o godz. 22:06
    Uważaj, bo jak sie nie doczeka, to…

  461. Wlasnie o to sie rozchodzi, andrzeju52. „Jaś nie doczekał”

    Jak to Tobermory ujal niedawno? Ten postepujacy wraz z wiekiem stan zdrowia kobiet?

    Menopauza – Smiertelne chorobska – Wdowienstwo

    Cos na wzor i podobienstwo z zagranicy:

    Lgarstwa – Paskudne lgarstwa – Theresa May

    Przepraszam za wymieszanie ludzkiego zycia z polityka swiatowa. Those two shall never meet

  462. @Orteq
    22 kwietnia o godz. 22:31

    Ja coś ujmowałem?!
    To Paradox pocieszał Mag, przypominając

    „co starożytni Rosjanie powiadają: kobiety są chore, potem bardzo chore, śmiertelnie chore, a na koniec zostają wdowami.”

  463. Orteq
    22 kwietnia o godz. 21:48
    Aż tak cię zboczyło, że potrzebujesz na to opracowania? Czasami wystarcza wzięcie na wstrzymanie.

  464. Właśnie wróciłem z pracowitego weekendu i wożenia pasażerów balonami na ogrzane powietrze. Przejrzystości powietrza, że hej. Z rejonu Zawiercia było wyraźnie widać poszczególne elementy Elektrowni Bełchatów oraz góry Beskidu.

  465. No to ja izwiniajus, Toby. Oraz Paradoxie ja tiebia oczen sorry. zak odetchnie jak mnie w koncu wywloka do teatru nie za dlugo. Nie wiem po co..

  466. Dzieki, Toby za naprowadzenie na kurs. I na sciezke

  467. zezem
    22 kwietnia o godz. 20:52
    Również miałem okazję i przyjemność go poznać. Był członkiem Klubu Seniorów Lotnictwa przy Aeroklubie Śląskim. Na lotnisko Muchowiec przychodził odziany w spodnie typu pumpy i obowiązkowo czapką na głowie. Od czasu do czasu opowiadał młodym pilotom o dawnych czasach i swoich początkach w lotnictwie carskim.

  468. Czy lotnictwo carskie to byla jedynie militarystyka i zmierzanie do wojny? Wiesz cos na ten temat, zaku1953?

  469. @pastucha
    22 kwietnia o godz. 19:50

    Statystyczny Szwed zużywa czterokrotnie więcej energii elektrycznej niż Polak, ale sprawdź, do czego mu ten prąd jest potrzebny. Podejrzewam, że mało który Szwed ogrzewa dom spalając węgiel albo śmieci. Prawdopodobnie gotuje też częściej na prądzie niż na gazie. Poza tym ma wysoko rozwinięty przemysł, który jest głównym konsumentem energii elektrycznej.
    Notabene – Szwed zużywa ponad 800 razy więcej prądu niż mieszkaniec Czadu.
    Więcej niż Szwed „zużywa” Fin, a Islandczyk to nawet cztery razy tyle.
    A w takim Kuwejcie, Bahrajnie czy Katarze to dopiero jest rozpusta – nie produkują prawie nic poza ropą i gazem, a prądu zużywają więcej niż Finowie 🙄

  470. Tobermory – 3:18

    „co starożytni Rosjanie powiadają: kobiety są chore, potem bardzo chore, śmiertelnie chore, a na koniec zostają wdowami.”

    Gdy to przetlumaczylem Babciusi, ona jeknela: jestem dopiero co po operacji!

    Faktycznie jest dopiero co po operacji woreczka zolciowego. Nastepna operacja tarczycy za tydzien. Ma szanse na zostanie wdowa?

    Chyba bede musial sie postarac

  471. Orteq
    22 kwietnia o godz. 23:45
    Mikołaj II cały czas konsekwentnie parł na południe i Bałkany. I miał wrażenie, że jego armia jest w stanie realizować polityczne aspiracje cara i jego otoczenia. Lotnictwo cara było poważną siłą. Tyle, że akurat ta struktura pochodziła w całości z importu. Rosja w tym czasie nie miała swojej konstrukcji. Po prostu się spóźnili, Tyle, że w tamtym czasie to nie były różnice nie do pokonania. Sprzęt zachodni, piloci właśni.

  472. zaku – 0:13

    Mnie sie rozchodzi o to czy w tamtych czasach poczatkow rozwoju lotnictwa wszystko sie obracalo wokol potrzeb wojenno-wojskowych. Czy tez ktos juz wyobrazal sobie lotnictwo np. pasazerskie.

    Pewnie mozna to wszystko wyguglowac. Jakby kto chcial. A mnie sie nie chce

  473. Zanim mnie wywloka do teatru, juz naprawde za niedlugo, wciaz meczy mnie to paradoxowe:

    „starożytni Rosjanie powiadają: kobiety są chore, potem bardzo chore, śmiertelnie chore, a na koniec zostają wdowami.”

    A co sie dzieje z tymi kobietami ktore sa starymi pannami? Czy one nie przechodza w zyciu tej wzrastajacej gradacji chorobowej?

    Prawie wszystkie stare panny jakie znalem w zyciu byly ksiezymi gospodyniami. Ich ksieza byli starymi ksiezami. Co zapewne wyjasnia to i owo. Np. to, ze te kobiety nie zostawaly wdowami. Ksieza zas nie zostawali wdowcami. Swiat byl taki jakby bardziej, noo, mniej wdowienski. Co moze do dzisiaj funkcjonuje. Ale ja tego nie mam mozliwosci obserwowania. Kaka jest zbyt daleko od moich ocz.

    Jedyne co obserwowac wciaz moge to cmentarz. Na ktory zagladam raz, moze dwa razy do roku. W rocznice smierci mojej Pierwszej. Na tym cmentarzu jest grob katolickiego ksiedza, ktorego znalem przed wieloma laty. Nie zyje od ponad 30 lat. Ale! Jego grob jest codziennie nawiedzany. Sa kwiatki, jest posprzatane. Kto to czyni, zapytacie? Nie, nie zadni parafianie. Tych bylo malo, chyba niewielu zyje do dzis. My tu mowimy o polonijnej parafii. Nielicznej bardzo.

    Doglada ksiazego grobu ksieza gospodyni. Przez wszystkie te dziesiatki lat nie ustawawszy w wysilkach. Mlodsza od Niego byla o lat kilkadziesiat.

    Dopiero ostatnio cos sie zaczelo zacinac. Okazalo sie, ze jest ona na drodze do zakonczenia swojego ponad 30-letniego wdowienstwa. Jest w hospicjum juz.

    I tak to nam zycie przemija. Czy my ksieza czy inni smiertelnicy. Nie bedzie wiecej kwiatkow na grobie ks. K. A na grobie mojej Pierwszej, tez one zanikna pewnego dnia

  474. To tak tytulem wyjasnienia jaki to ateista ze mnie. Do Namargineski, przewaznie, to kierujac.

    PS. Zastrzeglem w testamencie: zadnych wzmianek o tym, ze bylem, cale swoje mizerne zycie, ateista. I chowajcie mnie jak chcecie. Wolalbym tylko zeby mnie nie uczyniono SJ. Ale nawet i to PRZEZYJE. He he

  475. @Orteq

    Wklejam link, gdzie (ku mojemu zdxiwieniu) właśnie Tucker Carlson z FOX NEWS ostro krytykuje atak na Syrię. Mówi dobitnie, konkretnie.
    Porównuje wartość takich samych „dowodów” jak w Iraku i Libii. Konsekwencje wprowadzania „demokracji” tam przez Zachód. Wymienia z nazwiska „sprawiedliwych”, którzy dążą do wojny, niszczenia Syrii. A wszystko pod pretekstem „świętego” oburzenia truciem dzieci.
    Warto zobaczyć. Ciekawostką jest to, że stacje takie jak CNN, czy MSNBC popierały generalnie atak.

    https://www.youtube.com/watch?v=U0niyl-vDBk
    Tucker Carlson Goes on Epic Rant Against War in Syria

  476. @zyta2003 21 kwietnia o godz. 14:54
    Ciągle coś nowego budują. Mało im tych mieszkań czy jak?
    Da Potwór Spagetti, Chińczyki wszystko wykupią. 😉

    https://chicago.curbed.com/maps/high-rise-tower-skyscraper-construction-map

  477. @Ewa-Joanna 22 kwietnia o godz. 4:37
    @Orteq 22 kwietnia o godz. 3:58
    To raczej dla Zzakałużnika wiadomośc – on tamtejszy, powinien sie napuścić i Maciora roznieść. Ja mam za daleko.
    Ponieważ nie ręczę za siebie w bliskiej od Androniego odległości to zlekceważyłem ostatnią wyprawę szefostwa sekty smoleńskiej religii za kałużę i polegam na relacji p. Andrzeja Jarmakowskiego.

    http://progressforpoland.com/macierewicz-uciekl-z-chicago/

    http://progressforpoland.com/o-tym-czym-sie-konczy-zadawanie-pytan-ekspertom/

  478. @zak1953 23 kwietnia o godz. 0:13
    Lotnictwo cara było poważną siłą. Tyle, że akurat ta struktura pochodziła w całości z importu. Rosja w tym czasie nie miała swojej konstrukcji.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Ilja_Muromiec_(samolot)
    http://www.wio.ru/ww1a/im.htm

    Wprawdzie to jest jedyny kontrprzykład o jakim byłem w stanie pomyśleć, ale za to jaki sławny!
    Na podstawie szczątków wiadomości pozostałych mi w łepetynie po przeczytaniu od deski do deski pacholęciem będąc „Małej encyklopedii lotniczej” z 1938 roku.
    https://archiwumalle.pl/ma%C5%82a_encyklopedia_lotnicza_rok_1938-2_3936134468.html

  479. Przypomniała mi się pewna historia związana ze „Śląskimi losami”.

    Matce mojej brattowej, Ślązaczce z Katowic (rocznik 1939), przysługiwał od władz niemieckich, jako córce oficera, dodatkowy przydział mleka. Owszem, była córką oficera; jej ojciec był kapitanem KOP-u, czyli Korpusu Ochrony Pogranicza, zamordowanym później w Katyniu.

    Без пол литра не розберёш, rzekłby Salomon. Lub Orteq…

  480. Taieri
    23 kwietnia o godz. 9:06
    Ten dodatkowy przydział mleka był przeznaczony dla kobiet, które urodziły dziecko lub wychowywały małe dzieci. To był element polityki wsparcia dla kobiet rodzących dzieci. III Rzesza Adolfa Hitlera propagowała politykę prokreacji i posiadania większej ilości dzieci. Pomijam polityczny aspekt tego działania, chociaż można przypomnieć o wielce kontrowersyjnej instytucji znanej pod nazwą Lebensborn, realizującej te zadania.

  481. zza kałuży
    23 kwietnia o godz. 8:12
    Ilja Muromiec to przykład rosyjskiego gigantyzmu, przypominający nieco nieco działo car-puszka, czy dzwon Kołokoł. Sama ilość wyprodukowanych samolotów (około 80 sztuk) mówi za siebie. Tymczasem w latach I wojny światowej wyprodukowano ogromne ilości rozmaitych samolotów, liczonych w dziesiątkach tysięcy na najważniejszych uczestników tej wojny.

  482. Orteq
    23 kwietnia o godz. 1:16
    Lotnictwo silnikowe z początku rozwijało się jako forma aktywności cywilnej. Trzeba pamiętać, ze pierwszy lot 20 sekundowy maszyny z silnikiem miał miejsce w grudniu 1903 roku. Konstruktorzy – bracia Wright – podeszli do sprawy w sposób bardzo konsekwentny i dzięki ich analizom zaczęto rozumieć kwestie aerodynamiki. Pierwsze konstrukcje były bardzo niedoskonałe, silniki awaryjne. I tak przelot przez kanał między Anglią i Francją w wykonaniu Bleriot’a w 1909 roku był uważany za wielki wyczyn.
    Fakt wojskowi szybko dostrzegli potencjał tkwiący w samolotach i wsparli pieniędzmi niektórych konstruktorów. Tak było przecież z balonami gazowymi, które były pierwszymi platformami obserwacyjnymi wykorzystywanymi przez wojsko do obserwacji ruchów nieprzyjaciela. I pierwsze samoloty wykorzystane przez wojsko były maszynami rozpoznawczo-obserwacyjnymi. A kiedy już potrafiły latać dłużej i wyżej zaczęto je wyposażać w dodatkowe funkcje. Pierwszymi, najlepszymi w początkach wojny bombowcami, były niemieckie sterowce. Szybko jednak pokazały się pierwsze samoloty bombowe, jak wspomniany wcześniej Ilja Muromiec. W czasie wojny nie było miejsca na lotnictwo pasażerskie. Ono rozwinęło się na bazie wojskowych samolotów z demobilu.

  483. @Orteq 2:06

    Dobra, zacznę się pilnować. Bo przez tych starożytnych Rosjan same problemy. Z nocy dzień robisz. Wy tam w Kanadzie w nocy nie śpicie? Co za kraj.

  484. Orteq
    Wstępniaka na temat: blogowanie to zboczenie nie napiszę (wynapisywałam się w życiu zawodowo i teraz mi się nie chce), ale refleksją podzielić sie mogę.
    Otóż jest to rodzaj sympatycznego- skądinąd – zboczenia, niejako dowartosciowujacego osobę zboczoną. Nawet jeśli uważa się za spełnioną i w zasadzie nie musiałaby sie dowartosciowywać.
    Potocznie uważa się, że angażowanie się w pisanie bez wynagrodzenia, to przejaw grafomanii. Piszę bo muszę lub chcę, nie oczekuję niczego w zamian. Oprócz uwagi. I tu jest pies pogrzebany.
    Kiedy zaczynałam swoje terminowanie w zawodzie (dawno temu nie zostawało się naczelnym/ną raz, dwa, trzy, bo tak zarządził właściciel), przydzielono mnie do tzw. listów. Redagowałam to, co przychodziło codziennie w dużych ilościach do redakcji i robiłam z tego całą „kolumnę”. To było takie „silva rerum” poniekąd.
    Matko moja, o czym ludzie nie pisali i po co właściwie, długo by opowiadać. Osobna sprawa to prośby o poradę prawną, których udzielał kolega redakcyjny po prawie.
    Łączyło tych ludzi niewątpliwie jedno. Przemożna chęć zaistnienia i ujrzenia w druku swojego nazwiska. Wiem, że ludzie dalej listy piszą do czasopism, którym jakoś tam ufają, ale to raczej epoka schyłkowa dla tego rodzaju komunikacji.
    Internet „obiecujący” anonimowość zmienił też chyba obraz dotychczasowej, jawnej grafomanii. Kiedyś zależało piszącym do redakcji raczej na przedstawieniu się w dobrym świetle (skoro nie ukrywasz swoich danych), dziś można dać upust złym emocjom bez poczucia wstydu, jakieś niewygody moralnej, dokopać, ach dokopać bliźniemu swemu, którego miłujemy inaczej.
    Rzecz jasna w mniejszym stopniu dotyczy to portali, które trzymają poziom, ale i na blogach Polityki zdarzają się spamy, hejty itp.
    Na szczęście prowadzący (choć nie wszyscy) czuwają.
    A czy zmieniły się motywacje piszących pod nickami? Chyba nie za bardzo.
    Też się starają wykazać wiedza, inteligencją, poczuciem humoru itp. by „zaistnieć”. Też niektórzy radzą sobie w ten sposób z poczuciem osamotnienia czy odrzucenia.
    A ci, którzy w tej zabawie nie biorą udziału, też się dziwią, jak kiedyś ja, (po co ludzie piszą do redakcji), że komp się wciąż u niektórych grzeje.

  485. Dziesięć dobrych rad dotyczących zużycia energii
    Interesujące są te rady.
    Nie doczytałem się jak sobie poradzić , gdy np. dobry ale stary(!) scanner nie jest kompatybilny/przystosowany/ z nowym system Windows (10). Wiele starych „agregatów” jest sprawnych, jednak trzeba wyrzucić na złom, śmietnik. Produkuje się nowe, które niekiedy wcale nie są lepsze (przykład : przemysł samochodowy) od poprzedników. Tak więc te różne oszczędności (biorąc w ogólnym bilansie) to często-gęsto zawracanie Wisły kijem.
    Niedawno patrząc jak ciężka oliwa z miłej ciuchci na ziemię spływa nie zauważyłem ,aby ktoś wyrywał sobie z tego powodu włosy i nie żądał usuwania zanieczyszonego terenu z niebezpiecznych (?) węglowodorów. Nie daj Boże, gdy wyleje się gdzieś paręnaście litrów oleju napędowego…

  486. zza kałuży
    23 kwietnia o godz. 7:47

    Mój komentarz
    Dobrze, że zalinkowałeś sprawozdanie z oficjalnej „konferencji” (mówił dziad do obrazu) przedstawicieli oficjalnej podkomisji smoleńskiej z Macierewiczem i Biniendą na czele.
    Spotkanie było przeznaczone dla amerykańskich polityków i mediów aby oświecić ich prawdą o smoleńskim zamachu wybuchowym termobarycznym.
    Na sali puchy – zero polityków, jedna Amerykanka wyłącznie anglojęzyczna, reszta to komisarze Macierewicza i polonia pisowska.

    Przypomniało mi się coś z lektury raportu.

    Mnie śmieszy w tego rodzaju wystąpieniach oraz w „Raporcie technicznym” podkomisji to, że:

    1) Raport jest oparty w całości na analizie zdjęć z wrakowiska, które pozostały po pracach komisji Millera.
    Ciekawe, że materiały, na których oparty jest raport Millera, podkomisja Macierewicza potraktowała dwojako. Nagrania z czarnych skrzynek uznała za nie warte w ogóle analizy, bo są rzekomo „niezgodne” ze sobą, czyli sfałszowane. Zdjęcia (kilka tysięcy zdjęć!), które wykonywali wysłannicy komisji Millera w Smoleńsku, podkomisja Macierewicza uznała za zgodne, wiarygodne, niesfałszowane, wskazujące oczywiście i bez wątpliwości na wybuchy zaszłe w samolocie Tu-154M w Smoleńsku.

    Raport rozwodzi się na temat koronnych dowodów wskazujących na ostateczny wybuch w samolocie (po urwaniu skrzydła) tuż przy ziemi.
    Pierwszy dowód, to wbicie na głębokość 1,5 m w ziemię drzwi. Raport nie podaje gdzie konkretnie te drzwi były i w którym miejscu względem nich odbył się wybuch.
    Drugim mocnym dowodem na wybuch omawianym w raporcie technicznym jest szerokie rozrzucenie szczątków i przedmiotów z kuchni samolotowej (???) na wrakowisku.

    Wszystko to, cały przebieg katastrofy wybuchowej podkomisarze Macierewicza wydedukowali ze zdjęć komisji Millera, które nie były sfałszowane, co jest uznaniem dziwnym, ponieważ ci sami podkomisarze odrzucili całkowicie nagrania z czarnych skrzynek (wbrew zaleceniu ICAO) sugerując, że zostały sfałszowane.

    Kręćka człowiek dostaje, gdy czyta wygibasy logiczne smoleńskich ekspertów – autorów raportu technicznego (z tytułami profesorów!).

    W raporcie nie uświadczysz śladu analizy przebiegu lotu, analizy komunikacji kapitana samolotu Tu-154M z kontrolą lotów, żadnych słów typu – jak tam u was, tu p..a jest, ale nam się udało, bo ja wiem możecie spróbować, żadnej analizy stanu technicznego samolotu przeprowadzonej na podstawie zapisów w czarnych skrzynkach. Nie ma tam żadnych opisów (tak jak zalecają wytyczne ICAO) przebiegu lotu.

    Są tylko gotowe orzeczenia mówiące o tym, że w samolocie odbyły się wybuchy. Czarne skrzynki zostały potraktowane jako non est (często stosowana metoda w PiSie – ogłaszanie, że czegoś nie ma lub jest sfałszowane lub jest unieważnione).

    W raporcie wspomniany jest eksperyment podkomisji smoleńskiej polegający na „przecięciu” na wskroś modelu skrzydła samolotu Tu-154M zbudowanego przez podkomisję poprzez wybuch paska wybuchowego o grubości 1 mm i szerokości 6 mm podłożonego wewnątrz skrzydła, poprzyklejanego do blach i innych elementów, w tym wklejonego wewnątrz zbiornika z paliwem lotniczym (skrzydło w samolocie Tu-154M pełni rolę zbiornika na paliwo).

    Jako jeden z mocnych dowodów na wybuch urywający lewe skrzydło Tu-154M w Smoleńsku (był to rzekomy wybuch pozorujący zderzenie z brzozą i jednocześnie markujący „naturalną”, typową katastrofę typu CFIT by odciągnąć śledczych od myśli o zamachu) jest zamieszczone w raporcie technicznym zdjęcie tzw. loków wybuchowych (pod zdjęciem nie opisano gdzie te loki się wytworzyły – na skrzydle w Smoleńsku, czy na modelu skrzydła podkomisji smoleńskiej) raz wskazanie na zdjęciach podkomisji Millera rzekomo takich samych loków (ja osobiście żadnego podobieństwa nie zauważyłem) na lewym skrzydle Tu-154M na wrakowisku w Smoleńsku. Na jednym ze zdjęć jest nawet podpowiedź, ze taki lok jest o tam, ma kilka mm, podczas gdy loki wybuchowe modelowe mają rozmiary rzędu kilkuset mm.
    Pomieszanie z poplątaniem.

    Drzwi wbite w ziemię na wrakowisku w Smoleńsku jako dowód na potężny wybuch (najprawdopodobniej termobaryczny) w kadłubie samolotu TU-154M

    O drzwiach wbitych w ziemię na głębokość 1,5 m raport techniczny mówi jako o głównym, zasadniczym dowodzie pokazującym, ze w kadłubie samolotu tuż nad ziemią odbył się potężny wybuch. Jednocześnie w raporcie nie ma śladu analizy tego przypadku pokazującej gdzie są te drzwi wbite na 1,5 m w ziemię, w jakiej pozycji drzwi były – na płask, czy na sztorc, jakie uszkodzenia od wybuchu stwierdzono na drzwiach, itd.

    Opisy wybuchów zachodzących w samolocie Tu-154M przedstawione w raporcie technicznym podkomisji Macierewicza, to opowieści science fiction.

    2) Śmieszy mnie to, że nagrania z czarnych skrzynek w tym propagowanym na konferencji w Chicago raporcie technicznym podkomisji Macierewicza reklamowanym jako zgodny z zaleceniami ICAO (raport jest niezgodny z zaleceniami ICAO, napisany wbrew tym zaleceniom) wspomniane są tylko w jednym miejscu raportu i to pośrednio, nie cytując broń Boże ani jednego słowa, ani jednego odczytanego parametru z nagrań, a mianowicie pisząc, że kapitan Tu-154M w Smoleńsku wydał komendę „odchodzimy na drugi krąg” na prawidłowej wysokości 100 m.

    To była faktycznie wysokość nieprawidłowa – 100 m nad dnem zagłębienia terenowego czytana głośno w kokpicie z radiowysokościomierza, a nie wysokość 100 m nad pasem lotniska.
    Podawanie w raporcie technicznym jako faktu prawidłowego odejścia – z wysokości 100 m nad pasem lotniska – na drugi krąg samolotu Tu-154M w Smoleńsku, jest wierutną bzdura, blagą, kłamstwem (w oficjalnym państwowym raporcie!).

    Raport rzekomo zgodny z zaleceniami ICAO nie uwzględnia w ogóle analizy zapisów w czarnych skrzynkach, co jest postawione w tych przepisach na pierwszym miejscu. W raporcie technicznym podkomisji Macierewicza nie ma żadnej analizy zapisów w czarnych skrzynkach, żadnego odniesienia się do tych zapisów.

    Poruta i hańba!
    Pzdr, TJ

  487. tejot
    23 kwietnia o godz. 11:58
    Antoni Blagierewicz wydaje się dobrym kandydatem do pracy doktorskiej z psychiatrii klinicznej(jako jej podmiot opisywany), a nie na urzędnika państwowego. To co zrobił, to rzeczywiście Poruta i Sromota.
    Ale był potrzebny prezesowi do kojenia jego poczucia winy. A, że część ludzi kupiła durnotę? W końcu naiwnych nie sieją, sami się rodzą. I jakoś żyją.

  488. @zak1953 12:23

    Jedynie jako casus. Przyznaję, dość ekstremalny, ale jedynie jako casus. Do pracy doktorskiej trzeba by było zebrać więcej takich, co raczej nie powinno nastręczać trudności.

  489. @404 – 6:57

    „Tucker Carlson z FOX NEWS ostro krytykuje atak na Syrię. Mówi dobitnie, konkretnie.”

    Oraz za szybko. Nie poswiecajac wystarczajacej ilosci slow dla roli Theresy May w tym ostatnim ataku na Syrie. Bo to jej wyznaczono role przewodnika tej najnowszej wycieczki do imperium Assada.

    Dla mnie, Tucker mowi za szybko. Bo ja jestem na poziomie Chauncey Gardinera. I like to watch

    https://i.guim.co.uk/img/media/f1f38e20dc9f35c8c983b421a0083a9f5d372bef/0_0_2560_1536/master/2560.jpg?w=300&q=55&auto=format&usm=12&fit=max&s=9b3100a2419539ab943704cb51357eba

    https://1.bp.blogspot.com/-TvSGMMCOh98/WtHwAlTEVEI/AAAAAAAAGrc/f3FNXVdkYEoIioKagu7HSjfoST3u0icoACLcBGAs/s1600/Theresa%2BMay%2Bsyrian%2Bpeople%2Bgullible%2Bsuffering.png

    Theresa May should beware: Putin doesn’t do cooperation very well.

    Tyle krajow arabskich wrzucono w bloto tzw. Arab Spring Obamy. We wszystkich z nich wciaz tocza sie wojny. Ale sa to dobre wojny. Po „naszej” stronie toczone. Tylko ta jeb.na Syria. Tam wojna jest wyraźnie toczona, oraz wygrywana, po stronie je.anego Putina. Jak tak mozna? Chlopcy z Pentagonu wyznaczyli zatem role Teresce May: go after Putin. I ona poszla. A Tucker Carlson pomniejszyl jej role.

    No coz. On jest tylko tworem FOXa

  490. Prawicowy, czysto trumpowy FOX dostal role przelamania amerykansko-polskiej konspiry syryjskiej. Tej o „dobrej wojnie w Syrii”. Jak w Iraku. Wojna Irak 2003 to byl jeden wielki blamaz. Oraz kleska amerykanska w wojnie arabskiej.

    Chodzi o „nasze” wyjscie, tym razem, z twarza nieco poprawniejsza niz w Iraku. No bo kto wie. A nuz widelec Putin wezmie i sie wycofa z popierania Assada w nieskonczonosc.

    Na co sie raczej nie zanosi. Wiec Tucker za daleko nie zajedzie. Sorry, 404

  491. mag
    23 kwietnia o godz. 11:21

    ” Wstępniaka na temat: blogowanie to zboczenie nie napiszę…Potocznie uważa się, że angażowanie się w pisanie bez wynagrodzenia, to przejaw grafomanii. Piszę bo muszę lub chcę, nie oczekuję niczego w zamian. Oprócz uwagi. I tu jest pies pogrzebany.”

    Ten pies, gdyby byl pogrzebany, by nie szczekal. A on, kuwa, wciaz jazgocze. Na wszystkich blogach! Szczegolnie „Polityki”

    Namawiam Cie do napisania wstepniaka na zadany temat. Szczegolnie jesli zaatakujesz ten temat od tylca strony

  492. paradox57
    23 kwietnia o godz. 12:33
    @zak1953 12:23

    Jedynie jako casus.

    Mój komentarz
    Jako przypadek, ale jakże charakterystyczny. Macierewicz i jego działania, w tym w sprawie raportu, a także sam raport jako przejaw czegoś w rodzaju grupowej psychozy, zasługują na poważną analizę psychologiczną, która stanowiłaby dobry materiał na serię publikacji w poważnych czasopismach medycznych.
    Pzdr, TJ

  493. Czy ateisci zdaja sobie sprawe z faktu, ze grzebanie zmarlych nie ma absolutnie nic wspolnego z pogladami Drogich Odeszlych?

    Pogrzeby sa dla tych co wciaz zyja. Kiedys, w poczatkach cywilizacji w Afryce, bylo latwiej: ciala zmarlych wynoszono do buszu i tam zostawiano na pozarcie zwierzetom. Dzialalo to. Jak wszystko co ludzkie

  494. @tejot 13:09

    Nie ulega wątpliwości, że kilka poważnych zespołów badaczy mogłoby się pożywić.

  495. Odwiedzanie, czy ukwiecanie miejsc „pochowkow” w buszu nie musialo trwac latami. Hieny sa wydajnymi zwierzetami..

    Po 30 latach wdowienstwa tam nawet kosci Drogiego Odeszlego przestawaly byc widoczne. Zycie, polaczone ze smiercia, bylo o wiele latwiejsze wtedy.

    To tym tylko mozna tlumaczyc fakt, iz pozbywanie sie zwlok zmarlych nie znalazlo sie jeszcze na liscie przyczyn global warming. Postepujaca technologia kremacji ma temu zapobiec. Pasmotrim, na us pamotajem

  496. paradox57
    23 kwietnia o godz. 11:11

    „Z nocy dzień robisz. Wy tam w Kanadzie w nocy nie śpicie? Co za kraj.”

    No nie mow. To u mnie slonce juz zaszlo? Nie zauwazylem. Swiatlo monitora oslepia czlowieka

  497. tejot
    23 kwietnia o godz. 11:58

    Ciekawie omawiasz te kłamstwa kłamców, przy czym zwracam uwagę, że nie jest to oficjalny raport. Oficjalny jest ten zrobiony przez „komisję Millera” ale tylko na gruncie polskim. Na gruncie międzynarodowym oficjalny jest „raport Anodiny”.
    Unieważnienie przez Macierewicza „raportu Millera” nic nie nieważnia i nie unieważni, ponieważ to co przedstawił 10 kwietnia jest tylko „raportem technicznym” – w jego nomenklaturze, ale nie jest raportem technicznym ani w nomenklaturze inżynierskiej, ani w nomenklaturze ICAO. Jest to śmieć pod tytułem „raport techniczny”. Krótko mówiąc, jest to nic.
    Jak oświadczył sam pacjent zakładu, jeszcze lata potrwają prace przy „raporcie końcowym”, bo coś tam i to oraz owo. Nie będzie prac nad raportem końcowym, dopóki nie będzie raportów obszarowych, a w tym i technicznego. A ponieważ nie ma technicznego, to nie ma nic. Trzeba by zaczynać od zera, gdyby się chciało inny niż „komisja Millera” raport sporządzić. Pisoidy, choćby rządziły sto lat, nigdy go nie zrobią.
    Z dwóch powodów: są skrajnie niekompetentni, zideologizowani, żyjący w nienawiścią stanów psychiatrycznych i skrajnie niewiarygodni u rzetelnych badaczy i naukowców, którzy nie sprzedadzą twarzy takim monstrom. Chętnie sprzedadzą się tacy, co się już sprzedali, ale oni nie maja twarzy tylko gęby, a ich cechy tożsame z cechami pisoidów są znane.
    Drug powód jest taki, że paliwo smoleńskiej religii kłamstwa i nienawiści się wyczerpuje, co same pisoidy sprokurowały, robiąc to, co robią. Muszą szukać innych paliw. Tego nie da się już rozpalić do temperatury sprzed paru lat i znowu na nim wygrać wyborów.

  498. zak1953
    23 kwietnia o godz. 10:59

    ” W czasie wojny nie było miejsca na lotnictwo pasażerskie. Ono rozwinęło się na bazie wojskowych samolotów z demobilu.”

    Wlasnie o to mi chodzilo. Lotnictwo pasażerskie rozwinęło się na bazie wojskowych samolotów z demobilu wojskowo-wojennego. I jako takie musialo zaowocowac Smolenskiem. Tylko skad oni wzieli do tego wojne? W 2010 roku?

    .

  499. @Orteq

    Tym razem to ja upraszam o wybaczenie. Myślałem, że ty na stałe jesteś zadomowiony za kręgiem polarnym. A tu taka niespodzianka.

  500. @zezem
    23 kwietnia o godz. 11:50

    Tłusta oliwa z ciuchci spływa na teren ograniczony i wyłączony z innych zastosowań. Problem będzie, jak się ciuchcię zlikwiduje, tory usunie, a teren się zechce zrekultywować i założyć np. ogródki działkowe albo pobudować domy.
    Wobec niektórych potwornie skażonych terenów przemysłowych w Polsce np. składowiska odpadów po dawnych Zakładach Chemicznych „Zachem” w Bydgoszczy, które stanowią największą bombę ekologiczną w Europie, trudno się przejmować paroma litrami oleju napędowego w jakimś rowie. Jednak każdy taki syf ma negatywny wpływ na nasze środowisko, wodę, którą pijemy i powietrze, którym oddychamy.

  501. Wojny sa wymyslane wedle aktualnych potrzeb. Oraz sa one wcielane w zycie wedle tych samych potrzeb. Te wojny ktore sa wymyslane bez przemyslenia, czasem nie sa wcielane w zycie. Najczesciej jednak sa wcielane w zycie . \\

    Jak ta wojna w Syrii. Bez zadnego przemyslenia ona jest prowadzona. Bo Putina nie da sie wyrzucic z Zatoki. Rozchodzi sie o utrzymanie rownowagi sil w swiecie. Ze to niektorzy tego nie rozumiejo. Powtarzam sie? Jak najbardziej, jak najbardziej

  502. Orteq
    23 kwietnia o godz. 13:56
    Twoje stwierdzenie nie do końca jest prawdziwe. To początki transportu pasażerskiego opierały się na demobilu wojskowym. W okresie międzywojennym powstał odrębny przemysł budowy samolotów stricte pasażerskich lub towarowych. W przypadku Boeninga wykorzystano doświadczenia z budowy ciężkich bombowców strategicznych do konstrukcji coraz większych samolotów pasażerskich, czemu sprzyjał rozwój nowych technologii materiałowych. Każdy samolot pasażerski może być wykorzystany wojskowo, jako transportowiec dla wojska i sprzętu. W drugą stronę, to rzadko teraz wychodzi. Natomiast Smoleńsk ma tyle wspólnego z wojskiem, że mieliśmy do czynienia ze starym lotniskiem wojskowym wyposażonym adekwatnie do lat 70 i pasażerską tutką latającą jako samolot rządowy pilotowany przez pilotów wojskowych. Być może, gdyby piloci byli cywilami, nie doszło by do tragedii. Bo w cywilu przestrzeganie procedur zostało mocno wpisane w szkolenie i praktykę latania. Wojacy od czasu do czasu idą na skróty, np. taki jak w kwietniu 2010. Z wiadomym skutkiem. Dlatego czasami lepiej zarobić 2 tysiące na spocznij, aniżeli 5 tysięcy na baczność. Bo nie wiadomo na jakiego trepa się trafi. A Lech Kaczyński wobec pilotów zachowywał się jak typowy trep.

  503. Tobermory
    23 kwietnia o godz. 14:07
    Takich obszarów skażeń poprzemysłowych jest w Polsce wiele. Na Górnym Śląsku mógłbym Ci wymienić długą listę takich kwiatków. Ot , choćby „Orzeł Biały” w Piekarach Śl. czy same Katowice-Szopienice po hucie metali nieżelaznych, albo katowicki Wełnowiec po zakładach cynkowych. Ludzie przez lat nie mieli świadomości szkód jakie środowisku niosą rozmaite przedsiębiorstwa. I myślę, ze w przyszłości ta lista się jeszcze wydłuży, bo wbrew pozorom ochronę środowiska traktuje się czasami jak gumę w majtkach, naciągając przepisy do granic możliwości. Szczególnie, gdy firma jeszcze należy do skarbu państwa.

  504. zak – 14:16

    „Wojacy od czasu do czasu idą na skróty”

    Gdybym sie mial nie zgodzic, to bym sie tez musial udac na skroty. Dobrze godorz

  505. Jesli Putin da sie wyrzucic z Syrii – bo to o to cala wojna sie toczy – to Trump bedzie mial wolna droge do oddania Bliskiego Wchodu we wladanie zieciowi Kushnerowi. Plain and simple

  506. Jared Kushner rzadzi Bliskim Wschodem jak chce od ostatnich wyborow . Nikt tego nie zauwaza

  507. Szanowni!
    Zapraszam do lektury nowego wpisu Tanaki – są rzeczy, wobec których nie możemy przejść obojętnie.
    JK