Wojna w głowie

@ Orteq to trafnie określił: odpowiedzialność za napaść na Irak ponieśli Irakijczycy. To, co się właśnie stało, nie jest jednak powtórką z rozrywki, jak, ze smutnym optymizmem, sądzi @Ewa-Joanna. Chciałbym się z nią zgodzić, ale nie bardzo mogę. Niestety, to coś gorszego.

Irak został napadnięty, przez „koalicję międzynarodową”, co zostało autoryzowane przez ONZ, a ONZ jest jedyną organizacją międzynarodową, która może, dzięki formule zgody na takie zasady przyjętej przez Narody Zjednoczone, autoryzować interwencje zbrojne w określonych państwach, w ramach prawa międzynarodowego. To jeden z fundamentów sensu istnienia Narodów Zjednoczonych. Nie ma żadnej innej podstawy prawnej do tego rodzaju działań.

Jak wiemy, USA (przy udziale Wielkiej Brytanii) okłamały społeczność międzynarodową, twierdząc, że mają dowody na to, że Saddam Husajn ma broń chemiczną i biologiczną gotową do użycia w 30 minut, a nawet w 15 minut. USA i NATO dodawały argument, że w Iraku siedzi Al-Kaida, a Husajn to bandyta, więc trzeba się go pozbyć. Al-Kaida nie siedziała w Iraku, było to kolejne kłamstwo. Husajn był zamordystą i miał krew na rękach. Bycie łotrem u władzy nie jest przesłanką do wojennej napaści na państwo łotra. W krótkiej perspektywie historycznej, powiedzmy ostatnich 30–40 lat, w kilkudziesięciu państwach świata rządzili, rządzą i w bliskiej przyszłości będą u władzy łotrzy o skrwawionych rękach. 5 lat temu nie miał głowic atomowych przywódca Korei Północnej, ale ani Rada Bezpieczeństwa ONZ nie usankcjonowała ataku na koreańskiego łotra – co wtedy byłoby bezpieczniejsze, ani nie zrobiła tego wrażliwa na cierpienia ludzkie koalicja USA-Francja-Wielka Brytania.

Nie było też ataku na Husajna, mimo że były bardziej niż jednoznaczne dowody na to, że Husajn zagazował parę tysięcy Kurdów, we własnym państwie. Wtedy bowiem Husajn był sojusznikiem USA i – szerzej – Zachodu, przeciw Iranowi. Był skurczybykiem, ale naszym skurczybykiem – jak mówią sami Amerykanie. USA zaopatrywały Husajna w środki do wytwarzania broni biologicznej, czyli broni masowej zagłady (która później miała rzekomo być gotowa do użycia w 15 minut). Taki sojusznik jest opłacalny, mimo że ma krew na rękach. Wtedy nie ma się moralnych skrupułów i się z nim współpracuje. Nie lamentuje się za torturowanymi w kazamatach więźniami i za zagazowanymi dzieciakami. Gdy się przestaje to opłacać, to się go napada. Pomimo tego, że międzynarodowe inspekcje nie znalazły żadnej broni masowej zagłady w Iraku, a sam Husajn oświadczał, że jej nie posiada, ponieważ została zniszczona. Husajnowi nie można ufać – i słusznie, więc weryfikują to inspekcje międzynarodowe. Broni nie znalazły. Ale Zachód, czyli my, wiemy, że jak czegoś nie znaleziono, to znaczy, że to coś tam jest. Im bardziej nie ma, tym bardziej jest. Sekretarz obrony USA demonstrował, publicznie, fiolkę z zabójczą substancją, która miała dowodzić, że jest. Irak został napadnięty legalnie, mocą autoryzacji ONZ, na podstawie nieprawdziwego „dowodu”. Zatem – nielegalnie.

Husajn został złapany i powieszony. Kraj został zrujnowany, zginęło lub umarło wskutek działań wojennych – wedle różnych szacunków – od kilkuset tysięcy do grubo ponad miliona Irakijczyków. Rany odniosło jeszcze więcej. Zniszczona została infrastruktura, konieczna do życia, państwo, administracja, miasta, wsie, minimalny poziom pewności i bezpieczeństwa. Amerykanie zostawili po sobie pobojowiska skażone uranem, ponieważ strzelali pociskami ze zubożonego uranu. Nie sprzątnęli po sobie. Tysiące ludzi, dzieciaków, truje się uranem, choruje i w męczarniach umiera, nawet nie bardzo wiedząc dlaczego. Utylizacja tych narzędzi śmierci jest kosztowna. Niech zostaną w Iraku i niech umierają. Irakijczycy mają zapłacić, nie USA.

Narodził się terror i organizacje terrorystyczne. Wskutek tej napaści. I także dlatego, że wielu ludzi, wielu muzułmanów uznało się za osobiście uderzonych i zaatakowanych, ugodzonych w ich poczucie moralne, ponieważ była to wojna rozpętana na podstawie kłamstw Zachodu. To jest swoista, mroczna spuścizna czasów kolonialnych. Mieszkańcy państw niegdyś podbijanych przez państwa Zachodu zarzucają Zachodowi, zwłaszcza Ameryce, kłamstwa i niemoralność. Działanie z pozycji brutalnej, imperialnej siły. To się nie zmieniło i długo nie zmieni. Jakkolwiek się ocenia terrorystów bądź rzekomych terrorystów, to my, Zachód, definiujemy, kto jest terrorystą, a kto sympatycznym nam „powstańcem” albo „bojownikiem”, którego wspieramy moralnie, politycznie, wojskowo i finansowo. Zgodnie z wygodnymi i dopasowanymi do naszych interesów definicjami, narzucamy je innym i w oparciu o nie dokonujemy wojennych ataków.

Polska, ten najmoralniejszy kraj na świecie, mający za króla – czterokrotnie wsadzanego na tron – Chrystusa i dwustukrotnie ogłaszaną Królową Polski Maryję, wzięła udział w wojennej napaści na Irak, a nasi żołnierze zabijali ludzi. Ludzie ci, co do jednego, byli „terrorystami”, bo zabicie człowieka niebędącego terrorystą może u niektórych wywołać dyskomfort, a nawet wymioty, na co są jednak tabletki? Tabletkę na moralne zabijanie zapewniają Polakom katoliccy kapelani, w randze oficerów. W domu zaś – biskupi. To samo było w Afganistanie: atak Zachodu, owszem – tam właśnie była Al-Kaida, a nie w Iraku – i zabijanie. I komfort moralny. Paciorek, słuszność i moralna czystość. Równolegle, nad Wisłą, mamy wielką wrażliwość moralną na „dzieci poczęte”, i jak mówi Kaja Godek, episkopat i cała reszta – rozpacz i niezgodę moralną oraz konieczność cywilnej wojny domowej o to, by Polacy nie mordowali „dzieci poczętych”, pod rygorem więzienia.

Papież, Wojtyła, nasz człowiek w Watykanie, a obecnie Święty Ojciec Święty, najpierw miał dylemat moralny, opierał się i mówił, że ta wojna nie jest działaniem moralnym. Później zmienił zdanie, skonsultował się ze swoim spowiednikiem i z Zachodem – i już było dobrze. Dobrze było zabijać, bo to my – Zachód, zabijaliśmy. Tak, to się całkowicie zgadza: mamy wielką moralność w sobie, ponieważ mamy Boga w sercu. Kto nie ma Boga w sercu, jest nihilistą, bezbożnikiem, podłym człowiekiem. Codziennie to słyszymy od biskupów. Nasz Bóg uwielbia mordować. Sam nam o tym co chwilę opowiada, własnymi słowami i dlatego jest to Słowo Święte. Morduje zarówno dzieci poczęte, jak i świeżo narodzone. Morduje i zleca mord na mężczyznach, kobietach i dzieciach, ma jednak pewien miły wzgląd na dziewicze dziewczynki. Te, z łaskawością, wręcza w prezencie mężczyznom swojego Narodu Wybranego, do użytkowania. Można gwałcić. Jest to czynność święta, słuszna i sprawiedliwa.

My mamy Boga w sercu i robimy to, czego żąda, co pochwala, za co będziemy zbawieni i przez wieczność cieszyć się z obecności Pana Naszego. Muzułmanie i cała reszta nie mają Boga w sercu, bo ich bóg jest fałszywy, a oni – durnie i oszuści – błądzą i nie wiedzą co jest dobre. Bóg jest źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna – jak mówi polska konstytucja oraz mówi to, że są tacy, co nie podzielają tej wiary.

***
Asad, prezydent Syrii, podobno gazuje swoich obywateli. Podobno – tak twierdzi USA, Wielka Brytania i Francja oraz jeszcze ktoś, wśród nich – Polska. Zarówno jego inspektorzy, jak i Rosjanie ujawniają dowody na to, że broń chemiczna była produkowana przez oddziały – kogo? – miłych nam bojowników demokratycznej opozycji w Syrii, wspieranych przez USA. Na Bliskim Wschodzie, a tu – w Syrii, nie istnieje coś takiego jak „demokratyczni bojownicy”. Oni istnieją jako nazwa, którą sobie, dla własnego interesu, wymyśliliśmy. USA dwa lata siedziały w Syrii – nielegalnie, okupując ją, zakładali bazy wojskowe i walczyli z ISIS – państwem terrorystów. Tak walczyli, że ISIS się wzmacniała, zdobywała kolejne terytoria i rakiem swojego istnienia pochłaniała coraz więcej z samej Syrii i Iraku, siejąc miazmaty daleko poza ich granice, a przy tym robiąc coraz lepsze interesy: regularne konwoje setek cystern z syryjską i iracką ropą jechały prosto do Turcji (państwo NATO) i dalej ta ropa – już coraz bardziej moralnie i finansowo czysta – w świat. Z korzyścią także dla amerykańskiego biznesu.

My się zawsze zgadzamy z Ameryką. Musimy mieć kogoś, z kim się ciągle zgadzamy, a ten ktoś nas za to poklepie po ramieniu. Międzynarodowi inspektorzy nie zdążyli jeszcze przybyć do Syrii, zbadać sprawę rzekomego użycia gazu i wykazać, że to Asad go użył. Nie wyłożono dowodów na stół. Nie było rezolucji rady Bezpieczeństwa ONZ nadającej wojennemu atakowi na państwo syryjskie rangę działania w ramach prawa. Ten atak jest bezprawną agresją, aktem wojny, który będzie miał dalekosiężne skutki.

Rozbicie przez USA i „koalicję państw zachodnich” Iraku i Afganistanu, a równolegle także Jemenu (i nie tylko tych państw), ataki z dronów, za których pomocą Amerykanie zabili kilka tysięcy zwykłych cywilów w wielu państwach świata (na przykład orszaki weselne gdzieś w Pakistanie albo Afganistanie – czyli kolumnę terrorystów, albo grupkę dzieciaków za szkołą – to byli knujący terroryści, albo auto z rodziną jadącą do szpitala w Jemenie – jechali zrobić zamach), stało się zarzewiem powstania ISIS – dzikiego, terrorystycznego państwa, namnożenia się setek organizacji terrorystycznych i rozlania się ich po wielu państwach świata, przenikania na Zachód i podejmowania zamachów.

Afganistan jest dziś największym wytwórcą maku – surowca do produkcji narkotyków. Poza makiem nie ma już prawie rolnictwa, zostało zniszczone. Jego terytorium jest w prawie 90 proc. kontrolowane przez tych, których my nazywamy terrorystami, i szajki narkotykowe. A przecież tam zwyciężyliśmy i zaprowadziliśmy demokrację. Duża część ludności – po zniszczeniu przez naszą koalicję wojenną podstaw materialnego bytu tych ludzi, stała się wytwórcami i handlarzami śmierci oraz jej ofiarami. Liczba ofiar nałogu narkotykowego, nie tylko w Afganistanie przeraża. Nie było tego przed wojną w Iraku i Afganistanie lub był to lokalny margines.

***
Podobno Rosjanie, Putin, otruli Siergieja Skripala i jego córkę Julię. Dosłownie w niewiele godzin po tym zdarzeniu w Salisbury, premier Theresa May już wiedziała, że zrobił to Putin. Oskarżenie zostało wręcz wykrzyczane. Żadnych dowodów nie pokazano. Ani wtedy, ani dziś. Ale to musieli być Rosjanie. Głównym dowodem na zbrodnię prezydenta Putina jest to, że trucizna nazywa się z rosyjska – Nowiczok. Jest to nazwa nadana przez oskarżycieli, nie istnieje w świecie chemików. Jeśli spojrzeć na rzekomą winę Rosji pod kątem zasady kryminalnego dochodzenia: kto odniósł z tego korzyść, to nie jest to Rosja, ani prezydent Putin. Rosja miała wiele do stracenia: bardzo bliskie wybory prezydenckie, zbliżające się mistrzostwa świata w futbolu, krytyczny moment uzgodnień w sprawie gazociągu po dnie Bałtyku. Takie rzeczy wymagają spokoju i braku międzynarodowych oskarżeń, a wręcz pozytywnych opinii i zaufania.

Brytyjski szef do spraw bezpieczeństwa narodowego twierdzi, że Rosjanie 5 lat śledzili Skripala. Nie mogli go wyśledzić ani w Rosji, ani w rosyjskim więzieniu, więc musieli zużyć 5 lat na śledzenie nieukrywającego się przed Putinem Skripala. Tenże szef twierdzi też, że Rosjanie szkolili specjalne komando do zamordowania Skripala najbardziej niebezpieczną trucizną świata, na którą nie ma antidotum, ale jej formuła została upubliczniona w książce napisanej przez jej (prawdziwego?) twórcę. Całe to 5-letnie śledzenie, te skryte przygotowania do mordu, wyszkolone komando i zabójcza trucizna okazały się szczytem nieudolności. Trucizna chyba zwietrzała albo się rozpuściła w wilgotnym powietrzu, albo to był proszek z papryczki chili, zamordowany Skripal przeżył i ma się nie najgorzej, a jego zabita trucizną córka, wedle oświadczenia lekarzy i jej własnego – jest wręcz w dobrej, choć może nie doskonałej – formie. Wygląda na to, że najbardziej zabójczo zabójcze służby świata – rosyjskie to gang Olsena.

Ten gang Olsena, jak słyszymy w Polsce od lat – od dawna chce napaść na Polskę i właściwie cały świat, wybrał już prezydentów połowy państw, który potem mówią, że wyślą Rosjanom na głowę świeżutkie, ładniutkie i chytre rakiety. Nie może być inaczej, bo przecież ten gang Olsena zamordował, w dodatku u siebie w domu, żeby było wiadomo, że to on – najlepszego prezydenta Polski i jego małżonkę, za pomocą wybuchowych kocyków wsadzonych w skrzydło samolotu i pod podłogę kabiny pasażerskiej – jak wiemy od krynicy prawdy – podkomisji smoleńskiej i reszty polskiego państwa.

Teza, że Putin zemścił się na Skripalu za zdradę jest marna: Skripal został aresztowany, skazany przez sąd, siedział w więzieniu (kara nie była drastycznie wysoka), został uwolniony i już lata temu wyjechał do Wielkiej Brytanii. Gdyby miała to być zemsta za zdradę, było dość czasu, całe lata – i dość możliwości, by zrobić to w wygodny, a nie tak skandalicznie nieudolny sposób, po wielu latach, i nie truć niczemu niewinnej córki agenta. Zemsta zresztą ma fatalną wadę: owszem, zemsta się dokonuje. Ale jednocześnie zemsta zniechęca potencjalnych kandydatów na szpiegów. Mało jest wariatów gotowych się zgodzić na to, by zostać zabitym, gdy się nie spodobają zwierzchnikom. I jeszcze mniej służb wywiadowczych na świecie, które za pomocą takich metod chcą się odciąć od źródeł informacji wywiadowczych. Ale już wiemy – Władimir Putin to pseudonim operacyjny, prawdziwe nazwisko: Olsen.

Motywy zaś, liczne i mocne, można znaleźć u innych. A przy tym – zapasy broni chemicznej zostały przez Rosję ostatecznie zniszczone w 2017 roku, co zostało potwierdzone przez międzynarodową inspekcję z Hagi. USA do dziś nie zniszczyły całości zapasów.

Zasadą cywilizacji Zachodu, naszej cywilizacji, jest to, że działamy w oparciu o prawo i w ramach prawa, są niezależne od władzy sądy i prawo do rzetelnej obrony. Ta zasada, po raz niepoliczalnie kolejny, została całkowicie zignorowana, została złamana – zarówno w sprawie Syrii, Skripala, jak i mnóstwa innych. Za oskarżeniem nie poszło wyłożenie na stół dowodów. Oskarżony musi mieć prawo je zobaczyć i ma prawo do obrony. Te kardynalne zasady cywilizacji, uczciwości i moralności (chrześcijańskiej – na której opiera się nasza cywilizacja) Zachodu zostały złamane. Więcej – minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii – w najostrzejszych słowach potępił Rosję, a sam, co najmniej dwukrotnie w tej sprawie skłamał. Raz, gdy zapytany przez dziennikarkę o dowody na winę Rosji, wskazał na źródło tych dowodów w postaci laboratorium chemicznego Porton Down, drugi raz stanowczo zapewniając, że został absolutnie zapewniony przez zespół laboratorium o tym że to ta trucizna i jej źródłem jest Rosja. Niewiele dni potem, szef laboratorium oświadczył, że nie jest i nigdy nie było zadaniem laboratorium ustalanie źródła pochodzenia trucizny. Zaś co do samej trucizny wypowiedział się tak, że to trucizna „typu Nowiczok”, lub z rodziny podobnych substancji o zastosowaniu wojskowym. W istocie więc nic konkretnego o truciźnie nie powiedział. Pytany o substancje chemiczne wytwarzane/przechowywane w zakładach Porton Down stwierdził, że „mamy najwyższy poziom zabezpieczeń” i jesteśmy monitorowani. Nie stwierdził, że „substancji typu Nowiczok lub z rodziny podobnych substancji” nie produkuje się i nie przechowuje w tych zakładach. To znamienne w całej tej, jakże ważnej, sprawie. Zaś niezależni inspektorzy z Hagi, którzy już (po zbadaniu przez Porton Down, co jest dziwną kolejnością i zawierającą sugestię) potwierdzili wyniki badań brytyjskich, ale z jeszcze ogólniejszej natury konkluzją.

***
Idziemy, my – Zachód – w fatalnym kierunku: łamania największych i najcenniejszych zdobyczy i fundamentów cywilizacji, które sami, wielkim wysiłkiem, stworzyliśmy. Wzniecania agresji, kontynuacji zachowań wojennych i dokonywania bezprawnych, niemoralnych, odpychających napaści. Zawsze jest druga strona – oskarżona bez dowodów, pomówiona, napadnięta. Ona będzie się bronić, może też napadać wedle takich samych mrocznych zasad, jakie sobie samym przyznajemy. Komfort bezkarnego wymuszania na innych naszych zasad i robienia interesów jak nam wygodnie, nieodwołalnie się kruszy i przechodzi z wolna do historii. Świat nie będzie już jednobiegunowy, jak przez chwilę był, gdy zapadł się Związek Radziecki. Znowu jest dwubiegunowy, a właściwie już się staje trójbiegunowy (Chiny), a nawet czwórbiegunowy. Bliski i Środkowy Wschód, mimo że złożony z konglomeratu państw o różnych interesach, z taką intensywnością oddziałuje na resztę świata, że jest w istocie, czwartym biegunem. W przyszłości przybędzie więcej biegunów.

Zapłacimy za to. Za naszą politykę wojny, działania z pozycji siły, za kłamstwa i fałszywe oskarżenia i za naszą, chrześcijańską, niemoralność. W sumie tej ceny jest polska cząstka: polskie państwo, polscy politycy – ślepi, zniewoleni uprzedzeniami i fantazmatycznymi interesami, niedojrzałe społeczeństwo, w teorii – obywatelskie, polska odpychająca katolickość i umazana świętość rzekomych przewag, ale i polskie media, bo inaczej być nie może. Niestety, wśród licho i tendencyjnie piszących zawodowych dziennikarzy znajduję też nazwiska z „Polityki”. To mnie zasmuca.
Tanaka