Vox populi, vox Dei!

Prezes Jarosław zepsuł mi właśnie dobrze rokujący tekst na wstępniaka. Ba, zeźlił mnie nawet, kiedy oświadczył, iż jego partia nie będzie już ruszać zawetowanej przez prezydenta ustawy degradacyjnej. Na dodatek, zrobił ze mnie jakiś element teokracji polskiej. Vox populi, vox Dei – miał skomentować prezes m.in. moje opinie na temat degradacji generałów z czasów PRL, konkretnie okresu stanu wojennego, reprezentowanego przez WRON. Ludzie gorszego sortu się nie zgadzają na takie dictum, więc prezes PiS jest z nimi. Bzdura!

Oszustwo! Prezes K. nie zrobił nic, aby tego tematu nie ruszać. Dopiero PAD pod byle pozorem odmówił podpisania uchwalonej 6 marca 2018 r. przez Sejm ustawy i zwrócił do Parlamentu do ponownego rozpatrzenia. A przecież takich osób, którym pozbawienie stopni generałów było „w to graj” nie brakuje w Polsce. Ba, nawet bawią się w świętowanie rocznic zbrodni tzw. żołnierzy wyklętych i organizują rozmaite fety ku czci bohaterów unurzanych w zbrodni po uszy. Przy okazji terroryzują okolicznych mieszkańców, przypominając im rzezie swych bohaterów na przodkach tych ludzi. Rzeczywiście wysmakowane. A policja – NIC. Chroni narodowych piewców zbrodni sprzed lat. W końcu, to teraz bohaterowie pierwszej wody!

Przyznam się, iż czuję się oszukany, takim rozwiązaniem. Bo teraz prezes odstawia temat na bliżej lub dłużej nieznany okres, bez merytorycznej dyskusji publicznej. A przecież zarzuty były poważne. Działania przeciwko narodowi niezgodne z polską racją stanu. Przecież za takie coś, kiedyś można było trafić przed pluton egzekucyjny. Degradacja to i tak pikuś przy takim oskarżeniu. Prezydent Duda, uznał zasadność degradacji, ale dostrzegł w ustawie braki formalne, uniemożliwiające obronę oskarżonych w trakcie postępowania prawnego (?). Jego prawo. W końcu sam podobno jest prawnikiem – chociaż część jego dotychczasowych działań na to nie wskazuje, bo kilka razy zachował się jak koń, kopiąc konstytucję RP. Teoretycznie najważniejszy akt prawny Rzeczpospolitej.

Jakie racje kierują prezesem Jarosławem? Nie wiem. Może żal mu się zrobiło oskarżonego Kiszczaka, który jako generał nadzorował obrady Okrągłego Stołu i przepijał gęsto do swych politycznych przeciwników, w tym i do samego prezesa rządzącej dzisiaj partii.

Powiem otwarcie, nie miałbym nic przeciwko degradacjom. W końcu – przyznaję to dzisiaj z bólem – nie lubiłem kiedyś generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka. Pamiętam, jak odrzucała mnie postać gen. Jaruzelskiego, wyprężonego jak struna, okrutnie zwięzłego i nie okazującego po sobie jakichkolwiek emocji. Jak bym widział i słyszał robota. Dopiero później odczułem do niego szacunek, kiedy przyjmował na siebie odpowiedzialność za wszystkie swe działania i był gotów publicznie za nie odpowiedzieć. Co do gen. Kiszczaka, to był szefem takiego polskiego GRU, rzuconym na cywilny resort spraw wewnętrznych. I poczynał w nim sobie po wojskowemu, nie patrząc, iż działa na cywilnym ciele. To on domagał się od funkcjonariuszy posiadania po 12 informatorów, zwanych TW. A także rozpostarł parasol ochronny nad milicjantami, sprawcami śmiertelnego pobicia licealisty Przemyka, podobnie jak minister Błaszczak nad policjantami w sprawie wrocławskiej. Byłbym za, pod warunkiem jawnego procesu sądowego.

Dlaczego więc, byłem przeciwny tej ustawie? Po pierwsze – była selektywna, ograniczono jej działanie do lat 1943–1990. Po drugie – nie wiem, dlaczego czekano z jej uchwaleniem trzy dekady, aż podsądni zeszli z tego świata i nie mogą osobiście bronić swych decyzji i konkretnych działań. A to eliminuje merytoryczną treść ustawy, pozostawiając tylko pozaprawny odwet. W imię polskiej racji stanu?

zak1953