Nadzorczyni i nadzorcy

W ostatnim Strajku Kobiet pojawiły się, dosyć wyraźnie, nowe akcenty. Protest i hasła tego protestu, wcześniej skierowane nieco w powietrze i w kierunku polityków, zaczęły trafiać wprost we właściwych jego adresatów – biskupów. To oni, to episkopat, to Kościół katolicki są źródłem, z którego bije trucizna, przemoc i szantaż biowładzy. Politycy – emisariusze albo sojusznicy biskupów to wtórność. Pozbawieni legitymacji biskupów, tracą paliwo do pogardy i szantażu wobec kobiet, tracą legitymizację. Skuteczność walki o człowieczeństwo, równość i godność jest zależna od właściwego adresowania sprzeciwu i gniewu niezgody na uzurpacje, zamordyzm i podłość.

* * *

Rada nadzorcza (RN) spółki to jest organ reprezentujący jej właścicieli, kontrolujący jej pracę i sprawozdający właścicielom stan rzeczy oraz oceniający perspektywy przedsiębiorstwa na rynku. Oznacza to, że RN składa się z osób, których kompetencje do badania i oceniania spółki są co najmniej równe kompetencjom członków jej zarządu, a wskazane jest, by były jeszcze wyższej jakości. Nie może osoba o niskich kompetencjach ocenić merytorycznie osób o kompetencjach wyższych. Jeśli firma jest spółką, której właścicielem jest państwo lub samorząd, członkowie RN ponoszą odpowiedzialność przed ogółem podatników składających się na działanie państwa i ogółem jego obywateli. W skład RN powinien wchodzić prawnik, wszak spółka działa w ramach rozlicznych i często skomplikowanych stosunków prawnych; ekonomista lub finansista – do fachowej oceny bilansów i przepływów finansowych oraz rynkowej zasadności produkcji wyrobów bądź prowadzenia określonych usług; powinien być także specjalista branżowy – mający pojęcie o profilu działania przedsiębiorstwa, znawca problematyki strategicznego rozwoju, przydałby się też dobry marketingowiec i może jeszcze ktoś. Razem mogą kompetentnie przepytywać zarząd spółki na posiedzeniach rady nadzorczej, weryfikować rzetelność działania zarządu, wypracowywać oceny i wnioski, przestawiane następnie właścicielowi. Przekazują też życzenia właściciela wobec zarządu.

Tyle zasady. Państwo, jako właściciel przedsiębiorstwa rynkowego, rzadko się sprawdza. Z oczywistego powodu: właściciel jest uwikłany w sprawy polityczne i interesy znajdujące się poza biznesem rynkowym spółki. Rady nadzorcze padają często łupem kolesiostwa i partyjnego rozdawnictwa. To, co zrobił PiS w spółkach państwowych i samorządowych, do których miał dostęp, nie powinno dziwić – taka polska nędzna, złodziejska tradycja, choć jednak powinno szokować – bo to dewastacja gospodarcza, społeczna i degeneracja etyczna i nie można na to przyzwalać. Powinno to także szokować bezwzględnością i skalą wywalania porządnych/poprzednich menedżerów i wsadzania swoich. Totalnie niekompetentnych, ale partyjnie słusznych, bądź słusznych z racji różnych lewych interesów. PiS robi to wszystko pod hasłem „odnowy moralnej” i „przewracania zielonego stolika”. Szokuje nie tylko sama kradzież i wywalanie ludzi, ale zwłaszcza brutalność sprzeniewierzenia się własnym, moralnym i „odnowicielskim” hasłom. Oszustwo do potęgi.

Skoro są zasady dotyczące rad nadzorczych: oto mamy w radzie nadzorczej państwowej spółki niejaką Kaję Godek. Absolutną wybitność moralną i czystość katolicką. Specjalistkę od tropienia morderczyń „dzieci poczętych”, która robi wszystko, by uratować każde z trojga dzieci poczętych, mordowanych codziennie przez – katolickie – matki i judzących je do mordu ojców – też samych katolików, oraz lekarzy – takoż. No i całych – też katolickich – środowisk uwielbiających mordowanie dzieci: Najczęściej widać nienawistne twarze – jak to określił arcybiskup Gądecki, zespawany – jak pozostali – w wartościach katolickich z Godek. W radzie nadzorczej państwowej spółki produkującej komponenty do układów wtryskowych do silników wysokoprężnych, Kaja Godek zasiada od dłuższego czasu – czasu „dobrej zmiany”. Nieznane są jej kwalifikacje do pracy merytorycznej w radzie kontrolującej zarząd państwowej firmy – podobno jest absolwentką anglistyki. Pytana, na Twitterze, o merytoryczne kwalifikacje i sposób dostania się do RN, z mety oświadcza, że pytający „stosują metody sowieckie”, oraz blokuje im dostęp do swojego konta. Pytana przez „Wyborczą” – odmawia odpowiedzi. W innym miejscu oświadcza, że „pracuje merytorycznie”, ale wyjaśnienia w sprawie nie daje.

Jak się ma do czynienia z pryncypialnym katolikiem, który do tego ma wielkie wymagania wobec innych i niezwykłą łatwość potępiania, można być pewnym, co się wcześniej czy później okaże: będą pomówienia rzucane seriami – choć boskie przykazanie mówi: „nie dawaj fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, będą kłamstwa pomówienia i obrzydzanie zlepione w jedno (Aborcjoniści z GW – pełni troski o bezpieczeństwo finansowe rodzin z chorymi dziećmi – właśnie próbują zwolnić mnie z pracy. Sowiecka metoda). Co – zwolnić – owszem, powinien był zrobić właściciel państwowej firmy, a przede wszystkim – nie czynić z niej członka rady) będzie nieuczciwość (angaż do rady nadzorczej przy braku kwalifikacji i wygranego, merytorycznie, konkursu), będzie grabież publicznych i niezasłużonych pieniędzy (Godek dostaje co miesiąc około 3,5 tys. zł za „merytoryczną pracę”), będzie działanie na szkodę dobra wspólnego (pamiętacie tych „pierwszych chrześcijan”, co to sobie z dzióbków jedli i wszystkim dzielili?) – brak kwalifikacji i doświadczenia do fachowego działania w organie kontrolnym, co obniża jakość funkcjonowania spółki, a tym samym wykorzystania pieniędzy publicznych, których właścicielem jest społeczeństwo – tak zwany suweren („nie rób bliźniemu, co tobie niemiłe”). Kaja Godek uważa to wszystko za słuszne, godne i sprawiedliwe i całkowicie jej należne. Kto ma inne zdanie, ten zostanie opluty sowieckością i aborcjonizmem. Będzie więc, w sumie, pogarda wobec tego społeczeństwa i tej, katolickiej po 1050-letni fundament, wspólnoty. I kpina z „wartości katolickich”. Ale tego ostatniego właściwie niekoniecznie trzeba się czepiać: po to są te wartości, by z nich kpiono. Co nieustannie robią biskupi i kler niższej rangi oraz prawidłowi katolicy. Dlatego właśnie są to wartości katolickie. Bo cała reszta to nihilizm, jak pouczają biskupi i Jarosław Kaczyński. I czego dają nieustające dowody.

Tanaka