Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

30.03.2018
piątek

Nie idę ze święconką

30 marca 2018, piątek,

„Nie idę ze święconką” – takie hasło na jednym z blogów wyczytałam niedawno. To kontynuacja Czarnego Piątku, tym razem mająca uderzyć bezpośrednio w Kościół katolicki. Autorka wpisu na FB proponuje „jednorazowy zimny prysznic” – nieobecność i brak pieniędzy na tacę.

Po raz pierwszy tak publiczne, bezpośrednie interwencje hierarchów w politykę i życie obywateli zostały pokazane palcem podczas protestów, nagłośnione i napiętnowane – oddolnie. Po raz pierwszy oburzenie wybrzmiało szerszym niż zazwyczaj echem. Potulni dotąd ponad miarę obywatele poczuli, że dość już mieszania się „pasterzy” w ich życie prywatne, „pasterzy”, którzy z definicji mają jedynie teoretyczną wiedzę o rodzinie i wychowaniu dzieci. Widziałam również na FB nawoływanie do dokonania apostazji i dyskusje już nie czy, ale jak.

Zbiega się to z okrzykami z ambony (bo już nie zza pulpitu w Sejmie) byłej premier – „te nagrody nam się należały!”. Potwierdził to prezes PiS Jarosław Kaczyński, mówiąc: „Nagrody dla ministrów rządu PiS to absolutnie nie jest żaden skandal”, i dodając: „Mamy do czynienia z legalnymi nagrodami za ciężką pracę”.

Ręka w rękę PiS razem z Kościołem katolickim drwią z obywateli. Odmówiono wcześniakom leków, emerytom podwyżek. Nagrody się należały – za niszczenie powagi państwa polskiego (jak argumentował niedawno Zbigniew Ziobro wycofywanie się z nowelizacji ustawy o IPN przygotowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości, któremu Ziobro szefuje). Czy hierarchowie tym razem definitywnie przekroczyli granicę? Czy mieszanie się hierarchów do polityki innego państwa nie jest złamaniem konkordatu?

Jestem ciekawa, czy hasło „Nie idę ze święconką” rzeczywiście zatoczy szerszy krąg. Ja nie idę.

Nefer

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 329

Dodaj komentarz »
  1. Ja też nie idę 😎

    „Legalne nagrody za ciężką pracę”.

    Zapytałbym panią S. za co nagrodzone osoby pobierają miesięczne wynagrodzenie? Za samo przychodzenie do biura? A jak kiwną palcem, to od razu premia?

  2. Nie pójdą ze święconką, ale dzieci poślą, bo jak to tak, Wielkanoc bez pobłogosławionego jajeczka? W gardle stanie 🙄

  3. 30 lat chyba będzie jak nie idę…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ale dzieciom można nie dać pieniędzy na tacę 🙂

  6. : )

    Wszystkiego dobrego na swieto Pesach

    https://www.youtube.com/watch?v=IcvBb4ipT7s
    John Zorn, Exodus

  7. Czy wszystkie jaja można święcić? Bo na ten przykład nie wszystkie palmy przyjmują wodę święconą.

  8. Nefer

    Jasne, Neferko, dober dzieniek, że mówisz same słuszności. I z tej radości, że mówisz prawie tak jak ja do siebie, zaraz letę na pierwszy po puszczeniu lodów spacer po Jamnie. A sprzeciw „Nie idę ze święconką” w wypadku katolika uważam za merytoryczny. Nie bardzo natomiast rozumiem, z jakiego powodu TY nie idziesz ze święconką. Lub z jakiego powodu o tym mówisz. Że ja nie idę i nawet o tym nie mówię, to oczywiste – jestem trawożerny – ale czemu Ty?

  9. @Ewuniu-J.!
    Nie przelicytujesz mnie tą marną 30-ką lat nie poświęconych jajek, ja takowych nie mam od początku mojego życia!!! Wyjaśniam ewentualne nieporozumienie. Nigdy nie bawiłem się spacerem z koszykiem do koscioła, to była domena żony i córek, obecnie prababci, babci i mamusi drobiazgu rodzinnego. Nie mam sumienia próbować im to wyperswadować, dla szlachetnego wezwania pięknej Egipcjanki (Nefer), ale nie dlatego, że kocham napełnienie tłustych brzuchów kapłanów jedynej prawdziwej religii (których to religii i tak są setki), a z powodu tradycji dla maluszków. Mnie bardzie wkurza indoktrynacja od przedszkola przez katechetów niż zwyczaj przygotowania i szukania gniazdek, w których Zajączek wypróżnił się , zostawiając łakocie dla dzieci. Kiedyś sam chętnie szukałem. Nasz rodzinny zajączek jeszcze nie zdecydował, czy kupka zajączka ma być „techniczną” (Lego) czy „wedlowską” z Aldika lub Lidla. Z Zajączka dzieci wyrastają szybciej niż z zamroczenia tajemnicami tego skomplikowanego strukturalnie boga, wciskanego im na chama przez kapłanów. Niektórym pozostaje ten wpływ do śmierci, przed którą się nawet nasila. Nie wiedziałem, że poświęcenie koszyczka wiąże się z ofiarami, ale pouczono mnie, że tak. Apel Nefer jest więc zasadny. Odwrócę lekko genialną wypowiedź pyskatej Beatki: „Pochwalam, ale rozumiem, jeśli w mojej rodzinie apel Nefer nie zostanie wysłuchany”.
    STARAM SIĘ UKRÓCIĆ PAZERNYM KLECHOM WPŁYWY W INNY SPOSÓB, O KTÓRYM MOŻE NAPISZĘ W INNYM KOMENTARZU.
    Capslock przypadkowy.

  10. Czyli zeszłego roku poszła?

  11. @Nefer – no tak, od czegoś trzeba zacząć 🙂

    Poza tym spryskiwanie jedzenia salmonellą… fuj!
    Tak samo jak brudne paluchy xiunca na wafelkach,
    wciskanych trzodzie do rozdziawionych gąb.

    Pozdrawiam świątecznie wszystkich blogowiczow!

    W Kanadzie przedwielkanocny piątek to martwy dzień –
    jeden z niewielu dni w roku, gdy wszystko jest pozamykane.
    Podobnie jak Canada Day i Labour Day.
    Aha, jeszcze Victoria Day – urodziny krolowej Vicky

    O tej królowej niedawno zrobiono miniserial z Jenną Coleman
    w roli młodziutkiej, impulsywnej, głupiutkiej i genialnej monarchini.
    Dobry, polecam! Zwłaszcza podchody w kwestii jazdy pociągiem (łoł!)
    i szeptane metody zapobiegania ciąży. Pączuś!

  12. Obawiam się, iż konformizm katolickich rodzin polskich spowoduje olanie inicjatywy „Nie idę …”. Wierzące panie, zagulgotane antyaborcyjnym wezwaniem hierachów ich Kościoła przesuną swoje rozliczenia z ortodoksyjnymi facetami w sukienkach, na inny czas aniżeli święta. Tym bardziej, że wielkanocne obchody są robione głównie pod ich dzieci, i ich wychowanie w tradycji przodków. W wielu polskich rodzinach religia jest bardziej odziedziczonym przyzwyczajeniem, aniżeli realną potrzebą. Ale święta, to okazja do zamanifestowania swej postawy wobec sąsiadów i znajomych. A wiadomo – Polak katolik.

  13. A może trochę o Syrii na święta.
    Jak każdy wie ten Assad to morduje i morduje. Kocioł we wschodniej Ghoucie został rozbity na 3 i już drugi kociołek kończy opróżnianie. Rosjanie stawiają kamery i każdy może zobaczyć na żywo jak dziesiątki tysięcy ludzi wychodzą. Ostatnio ponad 100 autobusów z „bojownikami” (mają prawo zabrać broń) i ich rodzinami (ok. 1:3) wyjechało do Irbin w prowincji Idlib, gdzie od razu wzięli się za łby między sobą (zabici, zabici). Ciężkie walki o zrabowany Kurdom magazyn żywności. Niektórzy jednak skorzystali z amnestii Assada i nawet zostali przyjęci do jego armii, 177 osób. Na wyzwolonych terenach otwarto szkoły dla 15000 dzieci (czysty bandytyzm). A przy wsiadaniu do autobusów zabierane są pasy samobójców, już 50 sztuk. No i nie można Rosji oskarżyć.
    Został tylko kocioł z Armią Islamu w Doumie. Nie można odesłać
    bo nikt ich nie chce, nawet Turcy. Dlatego obiecują wojnę do końca. Kto nie wie, to ci, którzy trzymali chrześcijan z dziećmi w klatkach na dachach dla obrony przed rosyjskimi samolotami. Mają szanse bo firma Caterpillar w ramach pomocy humanitarnej umożliwiła wykopanie potężnych umocnień i tuneli. Dzisiaj armia odkryła tam wielkie magazyny żywności i środków medycznych nad których brakiem dla cywilów tak się tu użalali.
    Gorzej w kotle Qadam na południe od stolicy, zajętym do spółki przez ISIS i Kogośtam. Ci ostatni na życzenie Zachodu zawarli umowę i wyjechali zielonymi autobusami oddając teren armii. Wcześniej jednak pozwolili ISIS po cichu zająć tunele (jak wyżej) i brygada palestyńska weszła w pułapkę. Teraz ogłoszenie, że ISIS opróżni lodówki oddając na początek 87 trupów. Humanitarne.
    Z południa Syrii wczoraj wiadomość, że jeden z dowódców ISIS wpadł podczas walk ze swoimi. I obcięli mu głowę.
    Czyli przyjacielsko, Wesołego Jajka.

  14. @zak1953 30 marca o godz. 14:01
    Sęk w tym, że akurat święconkowate tradycje (podobnie jak pasterka czy kolędowanie) to w sumie najsłabsze ogniwo tyranii kaka. Poza tym kulturowy aspekt religii to (moim zdaniem) dość sympatyczny element kolorytu lokalnego. Pomijając wrzaskliwe i arogancje procesje na ulicach miast – kolorowy religiancki folklor mi nie przeszkadza.

    A w kaka warto uderzać tam, gdzie zaboli – czyli odebrać im przede wszystkim prestiż i kasę. W kategoriach indywidualnych – nie chrzcić dzieci. I nie posyłać ich na katechezę. Oczywiście, żaden rodak się nie wychyli – bo co by ludzie powiedzieli? Ale fakt, że coś się dzieje jednak cieszy. Kaka skutecznie rozwścieczył kobiety. Nareszcie!

  15. Hulaj dusza, piekła nie ma. No i czym teraz kaka będzie straszyć?
    http://natemat.pl/234311,czy-pieklo-istnieje-papiez-franciszek-mial-stwierdzic-ze-nie

  16. Myślę, ze ludziom z koszyczkami nie zależy na salmonelli z kropidła, a faktycznie chodzi o rodzinne tradycje. Spór o wyższość Świąt Bożego Narodzenia nad Świętym Zmartwychwstania toczy się od tysięcy lat i nie ma rozstrzygnięcia. Najlepiej powiązać owe święta w „temacie” tradycji i dopiero całość skomentować. Tak musi być w moim przypadku – rodziny mieszanej kulturowo. Typowe u mojej żony jest przejęcie po rodzicach zwyczajów typu „opłatek” i „jajko”. Mnie to trochę śmieszy lub żenuje, ale na szczęście nie odgrywam roli głowy rodziny, której przypada zaszczyt latania wokół stołu biesiadnego z opłatkiem i/lub święconym jajkiem. Od ślubu praktycznie wszystkie święta spędzaliśmy u moich teściów i teść nabożnie dzielił się jajkiem (no i opłatkiem). Mnie to nic nie mówiło, bo na Śląsku takich zwyczajów nie było, ale szanowałem ich tradycję. Po śmierci „dziadków” rolę głowy rodziny w tej materii przejęła żona. Przekazała historię z opłatkiem córce, mieszkającej w Niemczech, kupuje i posyła opłatki co roku. Nie wiem jak jest z jajkiem na Wielkanoc. Wielu znajomym córki podobał się ten obyczaj i sobie z nią łamią przysłane opłatki. Nie poznałem tego jako dziecko w domu rodzinnym i nie mam stosunku emocjonalnego do tego obyczaju, ale siedzę cicho i pozwalam żonie urzędować.

    W śląskiej części mojej rodziny (złożonej z dwu mocno dojrzałych osób) nie ma takich obyczajów, niezbyt kłopotliwych finansowo – dwie ofiary – jednak bardzo szkodliwy jest zwyczaj nadmiernego karmienia kapłanów dobrami doczesnymi. Moja siostra – rencistka, mająca po ostatniej podwyżce 1100 zł renty potrafiła w ciągu jednego roku zmarnować powyżej 20 000 zł oszczędności z całego życia jej i zmarłej, jeszcze starszej siostry, na cele kościelne, a za naprawę komina mnie przyszło zapłacić.
    Potrafiła dać 600 zł na uporządkowanie cmentarza i setki na ofiarę. Do tego około 10 mszy za zmarłych krewnych lub znajomych. Przeputała wszystko, również na kościelne fundacje. Podziękowania za hojne dary jeszcze przychodzą ze sugestiami ponowienia daru. . Mam tego dość. Mógłbym ją prawnie ubezwłasnowolnić, ale nie mogę się podjąć opieki, bo sam jej potrzebuję. Zastopowałem jednak jej szczodrość wobec bożych sługusów, gdy stan konta wynosił 60 zł, a rachunek za gaz 881 zł. Dziś chciała znów wyłudzić pieniądze na potężną serię opłacanych mszy dla połowy mieszkańców miasta – nie ze mną takie numery, Brunner! Dostanie dychę na ofiarę w niedziele i na tym koniec. Ksiądz nie przyjdzie, aby jej ogrzać mieszkanie, a żywi ją moja żona gratisowo, nosząc jej codziennie ciepłą strawę. Mogłaby przyjść, kilkadziesiąt metrów, bo chodzić umie, demencja dotknęła mózg i to strasznie. Tylko głęboko zakorzeniona chęć sponsorowania kościoła jest niezniszczalna. Taki jest efekt indoktrynacji od dziecka.
    Niemało setek poszło też systematycznie za tzw. „zalecki”, podobno polski wyraz to „wypominki”. Za godziwą opłatę ksiądz czyta nazwiska zmarłych, na których Pan Bóg ma wejrzeć łaskawie, gdy ich dusze są w czyśćcu. Ja piszę te pierdoły na komputerze i stąd o tym wiem. Mnie szlag trafia, gdy ksiądz sobie gębę wyciera nazwiskiem matki, która bezpośrednio po śmierci musiała się znaleźć w hipotetycznym niebie, a tu kilkadziesiąt lat siostra karmi kler przy okazji „zalecek”. Jeśli Pan Bóg istnieje, to go takie idiotyczne wołania muszą wkurzyć nie mniej niż mnie.

  17. Ile w Was czcigodni obywatele jest ateizmu w Waszym ATEIZMIE.
    jak zajrzałem do tego blogu, to nic się nie zmienił, chyba od zawsze.
    mamy XXI wiek, czas by dorosnąć. Zachowujecie się, jak profesor w filmie „Nie ma Boga”, taki stu procentowy ateista – a jak go potrącił samochód i ma odejść z tego świata, to „przypadkowy” ksiądz z ulicy wyciska od niego zmianę swych poglądów. Wspaniały film wyprodukowany przez kościół.
    Wasze teksty – sama słodycz, dogryzacie sobie, czy poszła w zeszłym roku czy nie? ( to jest Wasz jedyny problem). Taki „ateista” w domu gdzie wszyscy wokół są zagorzałymi katolikami – co on ma robić? najlepiej nic, to istny lukrowany „bez teista”.
    a obejrzeć się w wokół, co ja jeżeli jestem tym za kogo się podaję zrobiłam-łem, by przekonywać do świadomego rozumienia świata. Legendy i bajki są dobre, ale do pewnego wieku, później trzeba z nich wyrosnąć.
    Czyż nie uczycie się w szkołach jak powstał Wszechświat itd.
    czy Wasze jazgotanie na tym blogu ma sprowadzać się do takiej błazenady, nie macie poważniejszych tematów do przedstawienia?
    Prawie zapominałem o najważniejszym, do tego potrzebna jest ODWAGA ŚMIAŁEGO PATRZENIA W PRZYSZŁOŚĆ, a nie egoistyczne zabezpieczanie sobie „tyłów”(to taki synonim – piekielnego raju).

  18. Na marginesie
    30 marca godz.13:46
    „…spryskiwanie jedzenia salmonellą…” Znakomity bon mot. Jeśli nie jest chroniony
    prawem autorskim – będę upowszechniał bez podawania źródła.

  19. lius_Corn8
    30 marca o godz. 16:45

    Mógłbyś przetłumaczyć w dwóch prostych zdaniach ososichozi?

  20. @amonit63 30 marca o godz. 17:08
    Wszelkie prawa w tej materii – niezastrzeżone 🙂

  21. @lius_Corn8 30 marca o godz. 16:45
    Skąd wiesz, że „turpin” jest ateistą? – pytam nieśmiało.

  22. lius_Corn8
    30 marca o godz. 16:45

    A przede wszystkich, młody zbuntowany kurczaku, do kogo mówisz w liczbie mnogiej? Czyżbyś tu zauważył Trójcę Świętą lub, nie daj Boże, Ośmiornicę?

  23. lius_Corn8
    30 marca o godz. 16:45
    Ile jest rozumu w twoim rozumie?
    Bo widzisz, na tym świecie jest kilka miar czasu. Ty piszesz, że żyjesz w XXI wieku. Spytaj muzułmanina o to samo. Albo buddystę lub starozakonnego. I kto z was będzie miał rację? Jesteś w stanie rozsądnie to wyjaśnić? I to bez błazenady, jaką nam zarzucasz? Na czym polega twoja ODWAGA ŚMIAŁEGO PATRZENIA W PRZYSZŁOŚĆ?

  24. Na marginesie
    30 marca o godz. 13:46

    U nas leci serial o Viktorii na PBSie, ale ja go szczerze nie trawiłam. Widziałam pierwszy sezon i mi starczy. Głupia to ona była naprawdę, i film doskonale to pokazuje. Ale takie stereotypy o nierozgarniętej żonie i jej mądrym mężu strasznie mnie męczą, bo jest ci tego dostatek na każdej szerokości geograficznej. Nie mogę znieść głupich kobiet, sorry. Głupich facetów również, ale ich jest mniej w produkcji artystycznej, panowie sobie robią lepszą reklamę. W życiu natomiast to już zupełnie inna sprawa. Właśnie skończyłam pracowe zebranie i jeszcze mi dymi z uszu.

  25. Ach, wielkanoc. Ostatni raz szłam święcić w podstawówce, spadło na mnie jako najmłodszej. Nikt inny nie chciał 🙁

  26. Przeflancowane z blogu Hartmana:
    wbocek
    29 marca o godz. 21:59
    Na marginesie
    29 marca o godz. 0:31
    Pombocek nie jest przekonany, lecz na bank wie, że Na marginesie i „Czarpownica z Salem” to jedna i ta sama czarownica. Jeśli sądzisz, że zmieniając nick, ukrywasz osobowość, to widać należysz do maluchów w przedszkolu. Oczywiście, mnie takie odkrycia nie podnoszą cisnienia i do niczego nie są potrzebne – udawaj sobie, kogo chcesz – po prostu zauważam wygłupy, odfajkowuję i jadę dalej.

    Komentarz: pombocek na bank wie – i co mu zrobisz?

    I jak traktować można poważnie takich pombocków?

  27. @izabella 30 marca o godz. 18:45

    Głupia była – ale za to jaka zabawna!
    Poza tym sardoniczny lord Melbourne mi się podobał 🙂

  28. Na marginesie
    30 marca o godz. 19:11

    Uderz w stół – nożyce się odezwą. Uderzyłem raz, a Ty brzęczysz i brzęczysz. Weź smoczek i idź spać.

  29. @wbocek 30 marca o godz. 19:26

    O, pombocek uczynił heurekę – i nie pozwoli jej sobie odebrać.
    I nawet biedakowi przez myśl nie przejdzie, że im-pu-tu-je.
    W dodatku jeszcze bez zupełnie bez sensu.

    Mam wiele sympatii dla „Czarownicy z Salem”.
    Ale nie da się ukryć, że „Czarownica z Salem” nie jest mną.

    Prawdziwy „językowiec” już by to dawno sobie „wydedukał”.
    Co innego „językowiec” auto-imputowany.
    No i wyszło szydło z worka, bo kto się tutaj podszywa pod „językowca”?
    Nie z nami te numery, Brunner!

  30. pax hominibus bonae voluntatis

  31. @ ozzy
    spokojnego świętowania w klimacie.
    https://www.youtube.com/watch?v=YJ1BKSAMFS0

  32. Dokładniej rzecz biorąc, to w wodzie święconej dominują gronkowce (flora bakteryjna skóry) i Escherichia coli czyli flora bakteryjna jelita grubego.
    Nie wiem, jak jest w polskich kościołach, ale w austriackich kontaminacja bakteryjna wody święconej w pojemnikach, gdzie wierni zanurzają palce, jest tysiąckrotnie wyższa niż w Niemczech.

  33. @izabella 30 marca o godz. 19:55

    Większość internautów ma niepowtarzalny styl.
    Więc wystarczy porównać wypowiedzi 😀

  34. @Tobermory 30 marca o godz. 20:31

    Święconka zakrapiana enterokokiem? Brr.

    W Polsce sanepid nie ma wstępu do przybytków, więc sikania do chrzcielnicy nikt nie wykryje. A ilu wiernych myje rączki po skorzystaniu z toalety?

    http://zdrowie.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/438550,bakterie-kalowe-w-wodzie-swieconej-czy-to-grozne-dla-zdrowia.html

  35. Po „Wielkim żarciu” kolej na „Cenę strachu” (wersja hard)
    *https://www.youtube.com/watch?v=f8C7pdCWUE0

  36. Otwiera się kolejny front walki z kaka – kaka-„leczenie” gejów i lesbijek to oszustwo.

    http://wyborcza.pl/7,75398,23213420,onz-chce-od-polski-wyjasnien-w-sprawie-leczenia-gejow-i-lesbijek.html

  37. Amonit63,
    Wydaje mi się, że Na marginesie przeholował z tą salmonellą.
    Przeszukując sieć, kiedyś przypadkowo wpadłem na dane dot wody święconej i wyszło na to, że to raczej nafaszerowana jest zwykle „Escherichia coli” a nie koniecznie salmonellą choć też pięknie się nazywa.To tak na marginesie. 😉
    Ceterum censeo – Nim dasz na tacę, puknij się w glacę.

  38. Antoniusie,
    a propos świąt, to w poniedziałek wielkanocny rozpoczyna się „China Open” 😉

  39. Amonit,
    ano widzisz, Na marginesie niejako potwierdza, że to nie salmonella.
    A tak na marginesie, to podobno najwięcej E,coli jest w brodach brodaczy z racji przebywania w kiblu i spuszczania wody. Stąd by osłabić siłę działania aerozolu kiblowego, we wszystkich moich łazienkach są samoopadające deski i nigdy nie spuszczamy wody dopóki się nie zamknie 😉

  40. @zezem 30 marca o godz. 20:55
    Piękny manewr. Ciekawe co zawierała ta cysterna?

    Właśnie oglądam „Long Way Round”
    Dwóch zwariowanych facetów okrąża glob na motocyklach,
    ale te przeprawy przez rzeki na Syberii… zgroza w oczach.
    https://www.youtube.com/watch?v=CPep-KUM
    https://www.youtube.com/watch?v=4-0uBcnmE2M

  41. @legat 30 marca o godz. 21:06
    PrzeholowałA, ale mniejsza o większość, czyli liczy się licentia poetica.
    A święconka zakrapiana enterokokiem też dobrze brzmi.

  42. @legat 30 marca o godz. 21:16
    Fragment tasiemcowego serialu „CSI – Crime Scene Investigation”:
    Policjant usiłuje zaprosić laborantkę na lunch do pobliskiej restauracji.
    Ona: w żadnym wypadku! Każdy posiłek w restauracji zawiera ślinę całego personelu kuchni. Bo oni nad tym jedzeniem rozmawiają!.
    Czyli jest coś takiego jak lekka przesada 🙂
    Ale że praktyki religijne są przeraźliwie niehigieniczne – to fakt.

  43. @Na marginesie
    30 marca o godz. 21:29
    I nie tylko rozmawiają ale i robią mnóstwo dziwnych rzeczy… A każda z nich mało higieniczna 🙂

  44. @Antonius
    Mnie w czasach dziecięcych wysyłali z tym koszykiem, potem pilotowałam siostrę, potem zgubiłam święconkę w knajpie, do której zaszłysmy na piwo. Całe szczęście kelnerka nas dogoniła i święconka ocalała. Potem poszłam z córką, która zrobiła awanturę na cały kościół, że jej ksiądz nie pokropił koszyczka, tylko machał tym kropidłem w inną stronę. A potem to już umarła moja mama, potem mój tata i już nie musieliśmy się wygłupiać, bo nie było dla kogo. A potem wyjechaliśmy do kraju kangurów…

  45. Neferko, Twój wstępniak jest w czołówce internetowej Polityki. Gratulacje!!!

  46. @Vera
    30 marca o godz. 14:24
    Ciekawe to co piszesz, mało na ten temat w oficjalnych źródłach.
    Ja tylko zauważyłam, że się naszym dziennikarzom często myliło kto był ISIS, kto rebeliant a kto prorządowy, z czego byc może wysnułam mylny wniosek, że owi rebelianci antyrządowi w panterkach i szmatach na łbie wspierani przez nas, to właśnie ISIS.

  47. @Na marginesie
    30 marca o godz. 19:47
    Poleciał za tobą do Hartmana?

  48. dodam, ze w tym roku PIS obniżył niepełnosprawnym dzieciom refundację do pieluch.
    Nic juz nie rozumiem.
    ………………………….
    Dwa dni wiosennej laby…ale z wiosną ma być kłopot- bardziej na narty, niż z kijami w las.

  49. @ E-J
    Nie wiem, czy za mną, czy za jają smrodek 🙂
    Ale dyskusja była dość ostra, a najbardziej oberwał zmutowany Aaaa.
    To było pod poprzednim felietonem H.
    Aktualny też dobry!

  50. Ze święconką nigdzie nie chodzę. Nawet jej nie przygotowuję, i to nie z obawy o drobnoustroje obecne w wodzie święconej.
    Ufam drobnoustrojom mojego przewodu pokarmowego oraz tym, które mam na skórze całego ciała. Jest ich nieporównywanie więcej niż w przysłowiowej wodzie święconej, która chyba nie jest zbyt dobrą pożywką dla nich.

  51. @legat
    30 marca o godz. 21:16

    „… podobno najwięcej E,coli jest w brodach brodaczy z racji przebywania w kiblu i spuszczania wody.”

    Gdy przeczytałem te słowa, ręka gładząca brodę zamarła mi z przerażenia. Do dupy z taką modą, idę się ogolić! 🙂

  52. Na marginesie
    30 marca o godz. 21:16
    Nitroglicerynę!

  53. @@legat
    30 marca o godz. 21:16
    Brody nie mam, ale co? Nie spuszczać? 🙂

  54. gdyby jednak ktoś zmienił zdanie lub zabrakłoby drogowskazu to:

    https://poznan.onet.pl/wielkopolskie-aplikacja-drogowskaz-wskaze-dokad-pojsc-ze-swieconka/1828qpq

    nie wiem, czy płakać ze śmiechu czy tylko się śmiać.

  55. @Na marginesie
    bardzo dobre jest to co napisałaś:
    Awantura o przymus donoszenia Chazaniątek powinna do reszty zniechęcić kobiety do obłąkanej ideologii kaka. Moim zdaniem, Chazanięta na billboardy! Te bezgłowe, przerażające swoim wyglądem, bez szans na życie, z mózgiem wypływającym uszami. W ramach odtrutki na przekłamany „Niemy krzyk” serwowany już od żłobka naszym dzieciom, załgane zdjęcia rozkawałkowanych płodów, szantażowanie matek podżeganiem dzieci do zadawania w domu pytań w rodzaju „mamusiu, czy nie zamordowałaś mi braciszka?” i zmuszanie małolatów do produkowania się na scenie w workach, przebranych za płody. Aha, i za drogi krzyżowe w przedszkolach i religiancką pornografię z rozwieszonym gołym truchłem na każdej ścianie. Kaka nie ma skrupułów w kwestii epatowania horrorem. Szantaż emocjonalny i zastraszanie – to przecież dla nich chleb powszedni. Dlatego mówię: Chazanięta na billboardy! I koniecznie z podpisem: „DZIEŁO BOŻE”.

  56. @konstancja
    30 marca o godz. 22:51
    I śmiać się i płakać Konstancjo. Nad głupotą…

  57. @Nefer

    Gratuluję zgrabnego wstępniaka na czołówce internetowego numeru Polityki!

    Też nie idę… ale to żadne mecyje bo nie chodzę od strasznie dawna… Muszę wyznać, że akurat wycieczki z koszyczkiem w dzieciństwie lubiłam bo…czas przebywania w przybytku był najkrótszy z możliwych! Nie zdążyłam się wynudzic… 😉 Poza tym lubiłam popatrywac co kto ma w koszyczku a po odstaniu pogapic się na strażaków pilnujących „grobu”. Wszystko było takie podniosłe i super tajemnicze a mimo to w powietrzu czuło się święto wiosny bo w domu pachniało wielkim sprzątaniem i świeżo pranymi firankami. I tak mi się chyba Wielkanoc kojarzy – z poczatkiem wiosny. Bazie, kurczaczki i jaja. Atawizmy jakieś takie. Po ostatecznym przekwalifikowaniu się na ateiste początkowo brakowało mi (troszeczkę) całej tej mistyki i „głębszego sensu” ale bardzo szybko mi przeszło – czyż początek wiosny nie jest bardziej mistyczny niż jakiekolwiek świątynne obrzędy? Mój dom, wysprzatany dzisiaj po tygodniach zaniedbania( dzisiaj bo akurat miałam wolne) pachnie zatem świątecznie i wiosennie – i to by było na tyle. W lodówce czeka biała kiełbaska od lokalnego masarza („A czy do koszyczka?’ zapytał z nadzieją kiedy pojechałam odebrać, jak co roku zresztą ale jak co roku z uśmiechem go rozczarowałam). A w radio jakieś podniosle pienia, które akurat mi nie przeszkadzają bo jakoś tak światecznie. Wiosna!

    Pozdrawiam wszystkich!

  58. Za każdym razem zbierają na tacę i do tej pory jeszcze nie zebrali.
    To z czego ta taca jest zrobiona, ze tak trudno na nią zebrać ?

  59. Jak byłem mały, to chodziło się ze święconką, bo pod kościołem stali straganiarze i między innymi sprzedawali korki do korkowców i kapiszony do kapiszonowców. Takie pudełko korków to był prawdziwy skarb.

    A sama święconka ? Taśma jak w fabryce. Tyle że kościele pachniało jajkami i kiełbasą. Klecha wyszedł, cos tam pomamrotał, pokropił, i następna grupa. Oczywiście blink – blink jako ofiara, a raczej symboliczna złotówka, bo reszta szła na korki i na kapiszony.

    I pewnie dlatego razu pewnego cioteczka zadławiła się jajkiem świeconym, na szczęście skończyło się tylko na wytrzeszczu i na kaszlu wykrztuśnym.

  60. Wracając do wstępniaka – niestety nie mam za dużych nadziei na to, że internetowe nawolywanie do bojkotu świąt w kościele coś da – świecka tradycja splotła się tak mocno z kościelną, że dla większości dobrowolna rezygnacja z ‘uświęconej tradycji’ jest prawdopodobnie po prostu nie do pomyślenia – zbyt duży szok do organizmu. Jeśli się mylę, to… będę się przeokropnie cieszyć w tym konkretnym przypadku, jeśli wyjdzie, że nie miałam racji. Bo owszem – zgodzę się, że jedynie uderzenie tej bandy po kieszeni dałoby (może) wreszcie jakiekolwiek efekty. Czytając wpis Antoniusa o tym jak bezwstydnie ta złodziejska szajka wykorzystuje sytuacje jego siostry wyciągając łapska po pieniądze (ze tez ich tak kasa nie parzy!) aż się we mnie gotowało.

    Co do wątku apostazji – to chyba temat na osobnego wstępniaka, który chodzi mi od jakiegoś czasu po głowie. Ateistów jest całkiem sporo, ale prawdziwych apostatów wśród nich wciąż jak na lekarstwo. Czemu? Być może ostatnie wydarzenia i internetowe apele coś zmienia? Oby. Zaczęłam ostatnio dowiadywać się jak to zrobić i czy mogę za granica (wychodzi ze tak) – dam glos, jeśli mi się uda. Czy ktoś z was ma jakieś doświadczenia w tym temacie może? Lat temu prawie czternaście, tuz na początku pobytu w UK rozmawialiśmy z naszym kumplem Hiszpanem. On: ‘Jadę do domu wypisać się z kościoła’ My (nieco zszokowani, głównie ze komuś chce się robić sobie tyle zachodu i zawracać sobie głowę): ‘Ale po co? Przecież i tak nie chodzisz, to co cię to obchodzi’. Na to kumpel (nomen omen o jakże stosownym dla ateisty imieniu Jesus): ‘Bo nie podoba mi się, ze pomimo iż nie chodzę wciąż liczę się do tych cholernych statystyk z których wynika ze 98% Hiszpanów należy do kościoła… I nie chce żeby mnie liczono’. Zajęło mi jeszcze kilka ładnych lat żeby w pełni dojrzeć do tej samej decyzji – ze w tym przypadku przebrniecie przez wszelkie plotki kuryjnych biurokracji, które wcale nie chcą się pozbyć owieczek jest ze wszech miar pożądane a wręcz obywatelskie…

    PS. Cieszę się jak zajączek, ze wstępniak Neferki dano na czołówkę ale… Uśmiałam się kiedy zobaczyłam, ze normalny podpis ‘Listy Ateistów’ zastąpiono w tym przypadku (mniej zniechęcającym publikę?) podpisem ‘Blog obywatelski’….

  61. @legat
    30 marca o godz. 21:08

    Dziękuję, ale przypadkowo wiedziałem. Czułem, ze musi być blisko i zapytałem Google’a.
    Przeważnie przegapiam połowę.

  62. Posłuchajcie drodzy Ateiści:
    Co jest lepiej, być złupionym LEGALNIE przez bandę nieudaczników znając złupioną kwotę czy też kolekcja szwajcarskich sikorów wzamian za… lub ,,na 100% załatwię Rysiu” co nas kosztowało….Gdy to mi TVPiS przypomniało – zdenerwowałem się.
    Dla ułatwienia: obsysanie przez czarnosukienkowych utrzymanie na niezmiennym poziomie: WYSOKIM -adekwatnym do aktualnych potrzeb w danym momencie rządzących.
    PiS ostro gra więc rachunki od kaki są wyższe.
    Obecny spadek sondażowy PiSu nie tylko ma tak prostackich przyczyn jak owe nagrody, tak jak jego zwycięstwo nie miało tak prostackich korzeni jak ,,ogłupiona ludożerka sprzedała się za 500zł” ale wynika z ogólnego przeciążenia Suwerena nadmiarem atrakcji i zagubieniem pośród pól walki za Ojczyznę na których swe epickie boje stacza obecna władza. Teraz powinna nastąpić szarża opozycji by ,,dorżnąć watahę” ale po kolesiu, który pomagał ,,100 % załatwić” można się spodziwać tylko szarży na rezurekcję a potem na jajca przy świątecznym stole…
    Ps. Kulsony napdały na mieszkanie dziennikarki bo ,,miała tak samo na imię jak osoba zamieszana w przestępstwa gospodarcze w tym mieście”. Każda normalna opozycja by marzyła o takim ,,zajączku” a nasza? Pewnie obmyśla kolor pisanek…

  63. @Kostka
    31 marca o godz. 0:26
    Apostazja v lenistwo. Lenistwo górą.
    To mój przypadek 🙂

  64. Re: Apostazja
    Rodzice mojej koleżanki dali jej niedwuznacznie do zrozumienia, żeby zrobiła to po ich śmierci (nie mylić z po ich trupie), bo im sąsiedzi żyć nie dadzą. I co z takim fantem począć.

  65. Jeszcze do wczorajszego watku kulinarnych watkow filmowych..

    @Tobermory 30 marca o godz. 0:47 i @izabella 29 marca o godz. 22:26

    Dzięki za podpowiedzi (z przyjemnością obejrzę tych, ktorych jeszcze nie widzialam). Chciałam nieco z przymrużeniem oka dorzucić do waszej listy ‘Delicatessen’ Jeuneta ale po prawdzie mimo jego kultowego statusu średnio za nim przepadam. Za to przypomniały mi się dwie ‘jedzeniowe’ scenki z innych filmów tego reżysera. Z ‘Amelie’ – o tym która część pieczonego kurczaka jest najlepsza… (z wzruszającym zakończeniem tego wątku w końcowych scenach). Zaś z ‘Very long engagement’ scena kiedy młodociany żołnierz skazany na śmierć za dezercje dostaje kubek gorącej czekolady i pajdę chleba z miodem…

    Z filmów o jedzeniu jest jeszcze ‘Chef’ z 2014: https://www.youtube.com/watch?v=qK-ZUFX5fnk

    Jeśli chodzi o ‘Chocolat’ to wole książkę (czytam co jakiś czas w okolicach wielkanocnych )
    ‘Departures’ tez mi się bardzo podobały mimo nieco ckliwego zakończenia. A poki co dorzucam do mojej listy inspiracje z waszych zestawow! Dzieki!

  66. Ewa-Joanna
    31 marca o godz. 0:43

    Jak w wiekszosci przypadkow 😉 Moim tez. Dopiero ostatnio postanowilam sie zebrac do kupy i zrobic nieco rozeznania jak to ugryzc. Ale dumam sobie, ze powinno sie

    izabella
    31 marca o godz. 0:50

    W Polsce ponoc w czasach (do niedawna) kiedy do dokonania apostazji potrzeba bylo dwoch swiadkow trudno bylo wlasnie owych swiadkow zdobyc bo nikt sie nie chcial podpisywac pod odstepcą… Plus rodzina spazmy robi na ogol. Mysle, ze gdyby procedury mozna bylo dyskretnie dokonac przez internet to nastapiloby to co stalo sie w Norwegii: https://www.dobreprogramy.pl/Apostazja-przez-Internet-Kosciol-Norwegii-ma-strone-pozwalajaca-wypisac-sie-z-wiary,News,76149.html

  67. @Nefer
    Gratululacje za dobry i na czasie tekst. Nie dziwi mnie, ze zostal tak powaznie potraktowany przez redakcje Polityki, ktora od siebie dodala do Twojego tytulu: „kontynuacja Czarnego Piatku”. Wlasnie teraz moga wazyc sie losy Kosciola w Polsce i czekamy z zapartym tchem na dalszy tok wydarzen. Samo chodzenie z swieconka jest tylko polska tradycja ludowa, moze nawet troche poganska, ale jej bojkot po Czarnym Piatku bylby wiele znaczacy. Taki protest spoleczenstwa moglby w koncu ustawic Kosciol na wlasciwym mu miejscu. Masowego bojkotu swieconki dzisiaj raczej sie nie spodziewam, ale zaczal sie bunt i to w najwieksze swieto koscielne. To moze byc znak czasu.

  68. Nie idę ze święconką ?

    Oj, będą szli ze święconką połączone elity Platformy i PiS w asyście kościoła, kiedy Izba Reprezentantów uchwali ustawę nr 1226.
    Zaniosą „święconkę” z mienia bezdziedzicznego spisanego przez urzędników premiera jako ofiara ocalałym z Holocaustu obywatelom polskim, żyjącym i rozsianym po całym świecie 75 lat po wojnie, a obecnie zjednoczonym przez „Przedsiębiortwo Holocaust”.
    Takiej święconki to nie pamiętają nawet najstarsi górale.
    Będzie dużo radości z ograbienia Polski 75 lat po ostatniej wojnie, po zakończeniu której, została Polska sprzedana dyktatorowi komunistycznemu, a teraz zostanie sprzedana kolejny raz jako ofiara dla ocałałych z Holocaustu, którzy przez 75 lat czekają na ofiarę ze strony ociągających się Polaków, którzy nie ponieśli żadnych strat w trakcie ostatniej wojny? Ma tego być od 65 miliardów do 300 miliardów dolarów.
    Przy tym , co Polsce szykują najlepsi sojusznicy wspierani w tym wysiłku przez elity polskie , wasalne wobec najlepsztych sojuszników, to bledną wszystkie święconki świata.

  69. woytek
    31 marca o godz. 2:28
    Wiesz co woytek: tobie jak rekrutowi – o czym by nie zaczął, na dupie kończy.
    PS. Zgodnie z wieloletnią tradycją ze śwìęconką nie idę, kuria mać.

  70. prof Adam Grzegorczyk rozmawia z „Kubusiem” Wątłym nt rozpoczęcia inicjatywy #3MLNPODPISÓW” w sprawie opodatkowania instytucji od święconek, i jej pokrewnych
    https://www.facebook.com/KubaWatlyTV2/videos/vb.171356606978011/190569698390035/?type=2&theater

  71. lius_Corn8
    30 marca o godz. 16:45

    Juz myslalem ze samotny jestem. Nazwalem kiedys uczestnikow katolikami, sekcja (sekta) Ateisci. Wypisalem z aktywnego uczestnictwa jak przeczytalem wpis jednej z Pan, zapomnialem nick. Cytuje z pamieci ”… jestem ateistka ale, posylam dzieci na religie.” To bylo po pierwszym Czarnym Protescie. Nikt nie zaprotestowal. Czy kazde slowo moze znaczyc cokolwiek? Jak mozna sie komunikowac, dowolnie pojec uzywajac? Na rozmowkach najchetniej, z tez bylym uczestnikiem SuteneremXX.

    O ”swieckowaniu” jajek aktualnym.

    Moje jajka (dwa), oswiecila wlasnie, okolo godzine temu jedna Rosjanka. Cztery miesiace w Szwecji. Chodzi na moje komputerowe kursy dla nowoprzybylych migrantow. Ortodoksyjna, mam nadzieje, to chyba oswieci jeszcze raz za tydzien. Oni maja przesuniecie czasowo-przestrzenne. 52 lata, teraz pochrapuje slodko. Zrobie kawe i obudze. Moze powtorka z pokrapiania jajek. Bez salmonelli czy tych innych jednokomorkowcow.

    Seleuk pozdrawia lius_Corn8 i reszte

  72. seleuk|os|
    31 marca o godz. 7:22

    Seleuku, z tego, że Ty kogoś jakoś nazwałeś, nic nie wynika – nazwałeś i tyle, Twoja prywatna własność. Skoro jednak masz uczestników tego blogu za jednorodną masę, to i ja się raz na 70 lat wygłupię i też wyskoczę jak filip z konopi z liczbą mnogą.

    Otóż seleuki to zwykle bardzo sympatyczne krasnoludki, jak śpiewają, tańczą, dłubią w nosie lub przy komputerze i prowadzą komputerowe kursy. Ale niech tylko zrobią skok w Brok i zaczną filozofować, to choć siadłszy, płacz. Świetnie przecież pamiętam Twoje kpiarskie wymądrzanie się, kiedy nazwałem siebie „chrześcijańskim ateistą”. Oczywiście, nie dotarło do Ciebie, że mówię O SOBIE, a nie o jakimś zbiorze „chrześcijańskich ateistów” i nawet się nie zainteresowaleś, co to za zwierzę, tylko od razu zacząłeś kpić. Ty pojęcia „chrześcijański ateista” nie ogarniasz, więc jest dla Ciebie dzikim, wewnętrznie sprzecznym wymysłem. To powszechna postawa krasnoludków. Ale ja sobie to pojęcie wymyśliłem (nie sugeruję tym, że jestem jedyny i oryginalny, mówię tylko, że na niczym i nikim się nie wzorowałem), kiedy latami siedziałem nad Biblią, pisząc o religii i religianctwie literackie teksty ATEISTYCZNE, bo najlepiej ujmowało dla mnie samego to, kim jestem, skąd się wywodzę i co robię. Cudze rozumienie lub nierozumienie tego do niczego mi nie było i nie jest potrzebne. Bardziej refeleksyjni ateiści wywodzący się jak ja – z chrześcijaństwa, nie mają problemu z rozumieniem takiej nazwy.

    Więcv kiedy, seleuku, nie rozumiesz i rozumieć nie chcesz, to może lepiej zajmuj się swoimi jajkami, miast jałowo pleść o tym, czego nie rozumiesz. Oczywiście, o używaniu jajek nie musisz aż tak dosłownie się na blogu zwierzać.

  73. wbocek
    31 marca o godz. 8:38

    Ja nie o uzywaniu jajek, tylko o „swieceniu” wpis zrobilem. Pora taka i Nefer wstepniak dala. Ty Pombocku, ”wyznawca” mowienia jezykiem katolickim, jednak powinienes roznic ”uzywanie” od ”swiecenia”. Konstytucyja nadwislanskosci wlos zaleca na cztery dzielic. Wielokrotnie widzialem (czytalem), ze Ty osobiscie wlos na 13,5 podzielic potrafisz. Nawet. Bardziej niz Konstytucyja zaleca. Brawo. Czy przecinek za ze(z kropka) czy przed ze(z kropka) postawic. A moze po obydwu stronach trzeba, jednoczesnie? Hmmm…

    Jezykiem (pojeciami) ”chrzescijanskim” to mozna debate tischnerowskorydzykowska prowadzic. To taka debata gdzie wszyscy sa zadowoleni. Ulubione zajecie, jak dlubanie w nosie, dyskutantow, nawet chrzescijanskich, nawet ateistow. Wszyscy zadowoleni. Wplyw KK na panstwo, na tischnerowskorydzykowskim jezyku zalecaja opisywac. Rozwiazan szukac. Coby wiecej tego bylo albo mniej. Wedlug ulubienia wlasnego.

    Tak Pombocku. Ja nie tylko po wodzie chodze. Latac potrafie tez, po wodzie. Na moim bojerze, IceWooHoo. Zima, latam jak wieje jakotako.

    Tyle o semantycznej roznicy miedzy ”uzywaniem” a ”swieceniem” jajek, w czasie kiedy… Bez tischnerowskorydzykowego jezyka. Dwubiegunowego, co zadawala wszystkich. Wszystkie pojecia miesci. Wspolnoty.

    Pzdr dla wbocek od seleukos

  74. Ewo-Joanno,
    no nieeeee, spuszczać! – ale raczej po zamknięciu, czyli gdy deska jest opuszczona. Półśrodek ale zawsze.

  75. seleuk|os|
    31 marca o godz. 9:36

    Znaczenia nie ma to, na ile włos się dzieli, lecz co się ma o włosie do powiedzenia. Oczywiste jest, że będąc znawcą komputerowym mógłbyś dzielić włos nie na 13,5, lecz na tysiąc trzysta. Ciebie nie obchodzi mój włos, mnie – Twój, więc aż tak głupio gadać po prostu nie ma po co. Poza tym skoro nie rozmawiasz, lecz wyłącznie odgryzasz się kompletnie chaotycznie i na temat – szczęść Ci kiszona kapusta.

    A o powtórkach z pokrapiania jajek rozmawiaj raczej ze swoją damą, a nie otwarcie z blogiem.

  76. Maciej2 30 marca o godz. 22:15 do mnie: -„Gdy przeczytałem te słowa, ręka gładząca brodę zamarła mi z przerażenia. Do dupy z taką modą, idę się ogolić!”

    Macieju 2,
    no to przepraszam, że narobiłem tyle dymu.
    Powiem szczerze, że ta informacja dot brody i jej zalet też mną tąpnęła i od tego czasu jej nie noszę choć wytrwali mogą przecież ją opierać po każdym spotkaniu z WojciechemCejrowkim.

    Można też pójść na „kompromaajz” i zamienić muszlę na amerykańską gdzie defekuje się w kałużę, która przecież wysysana jest do zera razem z wsadem. Już w „gościnnym” wymieniłem i próbuję zmieniać swoje nawyki.
    Tak, że bez paniki.

  77. Ach, „jednorazowy zimny prysznic”. Cóż za bohaterstwo. A za rok znów pokornie, z koszyczkiem, podtrzymując te religijne brednie i pastuchów je głoszących. Padnę ze śmiechu.

  78. wbocek
    31 marca o godz. 10:15

    Pombocku, Pombocku. Brutusie, Ty co tyle razy mnie radziles sam ”nie podoba tobie sie, przewijaj…”. Brutusie, Ty co tyle razy mnie radziles ”daj temat nowy, jak ten nie podoba tobie…”.

    Przewijaj Pombocku. Ciesz sie, ze zdjec nie dodaje do wpisu, jak Ty. Wpisy robie jedynie w tematach interesujacych mnie. Co mam doswiadczenie praktyczne rowniez. To moglbym i Google album adress dac. Calkiem jak Ty Brutusie. Wpis o swieconkach byl wstepny. Ja ”swiece” calorocznie. Bezkoszykowo. Skorzystaj Brutusie z wlasnej rady. Przewijaj.

    O wlosa podziale nastepujace. Kiedys dawno temu, @ozzy z rownowagi wyprowadzil mnie. Napisalem ze Mazowiecki z Piaseckim z jednej lawki, z jednej szkoly, z jednego jezyka ”chrzescijanskiego” sa kolezki. On mnie pare tytulow na odpowiedz dal, tak jakbym ja nie czytal costam. Oburzony byl, ze smialem ja… I ja niegrzecznie odpowiedzialem. I tylko przykro mnie pozniej bylo, bo lubie jego wpisy, na drugich miejscach tez, o muzyce np…

    Ale czy nie jest dzis tak Pombocku, ze na ta postMazowiecka JasnaGore dzisiaj postPiaseccy chadzaja? Z pochodniami. Sztandary, sztandary. Race, race plonace. Czy nie daleko Brutusie jablko od gruszki? Tak jest uzywac (konsekwencja) dwubiegunowy jezyk Brutusie.

    Tak, tak, publikuj Pombocku texty i zdjecia jak po wodzie chodzisz. Ciesz mnie i innych. Ciesz sie rowniez, ze ja jakis text opublikuje, ale bez zdjec. Bez zdjec ”swieconki”. Choc pora jest, podobno. Chcesz innym przekazac cos, pokazujesz? Piszesz, przyklady podajesz? Zle o politykach myslisz aktualnych naprzyklad? Tabu, ich tabu chcesz pokonac? Swoje tabu wlasne, wpierw zlam. To bedziesz umial, moze innych. Na wegetrian „przerobic”. Nikt „smarkiem” nie bedzie. Zlam wlasne tabu.

    Raduj sie krolu, Seleuk mowi

  79. A ja idę!

    Ps. I nie każę nikomu chodzić 🙂

  80. A nie zapomnijcie (ci, co idą) wracając ze święconym obejść dom trzy razy, zgodnie ze wskazówkami zegara, co wypędzi złe moce z gospodarstwa 😎

    Fajny, wczesnośredniowieczny obyczaj prosto z pogaństwa.
    Jedna z atrakcji turystycznych w Polsce. Moi znajomi zwiedzający Kraków w wielkanocnym czasie byli zachwyceni tą egzotyką 😉

  81. Czytam, że ulicami Warszawy przeszła droga (krzyżowa).
    Z dawnych czasów przypominam sobie ludzi pokonujących (przebywających) drogę krzyżową, znam też parę takich historycznych tras, ale żeby droga wyruszyła w drogę? 🙄

    Pombocku, co ty na to, jako językowiec?

  82. Chicagowscy górale w swoim Domu Podhalan co roku od ponad ćwierć wieku organizują Konkurs Koszyczka Wielkanocnego. Na emigracji znaczenie takich spotkań daleko wykracza poza aspekty religijne.

    Mówi sie, że każdy dobry radiowiec dopracowuje się własnego, unikalnego zakończenia programu. Nieżyjący już pomysłodawca konkursu koszyczka czyli Józef Bafia, wraz z Andrzejem Gędłkiem przez wiele lat prowadzący program radiowy pt „Na góralska nutę” miał zwyczaj na koniec każdej audycji życzyć słuchaczom „trzymojcie się!”

    Gędłek bardzo przeżył śmierć swojego przyjaciela i jak pierwszy (oraz kilka następnych) prowadzony już samotnie program zakończył słowami „trzymojcie się!” to poryczał się nie tylko on ale pewnie i pół polonijnego Chicago.

    Myślę zatem że samo istnienie, i to od tylu już lat, Konkursu Koszyczka Wielkanocnego jest czymś w rodzaju dorocznego zakrzyknięcia, nie tylko pana Bafii ale i góralskich polonusów, że „trzymomy sie!”
    Nic innego w polskim hymnie przecież nie ma.

    Poniżej zdjęcia z tych lat, które polonijny „Dziennik Zwiazkowy” jeszcze trzyma na swojej stronie internetowej.

    2015
    http://dziennikzwiazkowy.com/polonia/konkurs-goralskiej-swieconki-po-raz-25/

    2016
    http://dziennikzwiazkowy.com/polonia/tradycyjny-wielkanocny-konkurs-u-podhalan/

    2017
    http://dziennikzwiazkowy.com/polonia/swiateczne-tradycje-w-domu-podhalan-27-konkurs-koszyczka-wielkanocnego/

    Liczba koszyczków przyniesionych w danym roku, na podstawie relacji DZ:

    2009 ponad 200
    2010 około 200
    2011 około 200
    2012 około 200
    2013 ponad 200
    2014 ====200
    2015 blisko 150
    2016 ====180
    2017 ponad 150

  83. Tobermory
    31 marca o godz. 11:22

    Nic ja na to – szykuję nowe żagle.

    Jak mama żyła, jeździłem na święta do jej samotni w ośrodku wczasowym w Rowach tylko ze względu na nią. Teraz święta odczuwam wyłącznie jako dolegliwość w sklepach i niebezpieczeństwo na drogach.

  84. seleuk|os|
    31 marca o godz. 7:22

    Moje jajka (dwa), oswiecila wlasnie, okolo godzine temu jedna Rosjanka. Cztery miesiace w Szwecji. Chodzi na moje komputerowe kursy dla nowoprzybylych migrantow.

    Mój komentarz
    Seleuk|os|, to ciekawe. Mógłbyś kilka słów dokładniej na temat oświecania jajek?
    Czy ten eksperyment oświecania (jeszcze nie wiem jaki, nawet się nie domyślam) odbył się w ramach kursu dla nowoprzybyłych, czy w ramach prywatnych korepetycji. Na czym ten obrzęd polegał?
    Pzdr, TJ

  85. Oświecanie jajek widziałem kiedyś w sklepie GS. Było takie urządzenie podświetlające jaja w specjalnym, przezroczystym pojemniku. Oświecający wykrywał zbuki 😎

  86. Statystycy wyliczyli, że tegoroczny koszyczek wielkanocny jest droższy od zeszłorocznego. Szczególnie drogie będzie jajeczko, ale chrzan i majonez potaniały 😎

  87. Pomysł dobry, ale czy będzie zauważony to nie wiem. Wielu z nas, którym postawa episkopatu się nie podoba, już od dawna na tacę nie wrzuca. Żona ostatnio zaproponowała coś, co może być bardziej widoczne i zapraszam, żeby dołączyć. „Wychodzę z kazania” – zademonstrujemy zarówno hierarchom, jak i politykom, że nie idziemy do kościoła ich słuchać tylko spotkać Boga. (tokarnia.blogspot.com/2018/03/kto-by-sie-ba-kaczuszkow.html)

  88. tejot
    31 marca o godz. 11:57

    Uroczystosc ”swiecenia” jajek znana jest we wszystkich kulturach od poczatkow. Jajka swiecone sa krotszym lub dluzszym pedzelkiem, umieszczonym na trzonku, dluzszym lub krotszym. Ruchy pedzelka mniej lub bardziej gwaltowne. Plyny ”swiecen” rowniez roznorakie byc moga. Z reguly ”swiecenia” poprzedzane sa seria rekodzielnictwa i oralnych wyczynow. Tak zwana gra wstepna. W kk cos xiundz mamrocze cos. Rece podnosi i opuszcza. Dosyc nieskomplikowane. W innych obrzedkach, czynnosci rekodziela i oralne popisy wiecej wymagaja.

    Druga czesc. Ja lubie obie czesci. Obustronnie. Nie tylko kaplan ale i kaplanka wypowiada sie rekodzielniczo i oralnie. Czynnosc ”swiecenia” jest aktem koncowym. Poczem seria podziekowan nastepuje. Rekodzielniczo i oralnie. Tu wyraznie roznie sie od katolikow, nawet ateistow. Ale mialem doczynienia z ksiedza jedna (rodzaj zenski, po tutejszemu diakonissa) to wiem.

    Trzecia czesc. Ja lubie experymentowac, ale nie na kursach systemow operacyjnych, CISCO i podobnych. Czy poczatkach TCP/IP. Na moich kursach jest wiekszosc kobiet. W bardzo konkretnym celu. W rodzinach i pojedynczych, nowoprzybylych, patriarchalne i auktorytarne warunki panuja. Z krajow pochodzenia wyuczone schematy. To znaczy mezczyzna jest pierwszy. Na kursach tez. Moim warunkiem bylo zeby Arbetsförmedlingen (PosrednictwoPracy) wysylalo wiecej kobiet. Niech np maz siedzi w domu, gotuje, pilnuje dzieci etc. A ona jest pierwsza aktywna zawodowo. Jezyk, pieniadze etc. Zaakceptowano, to mam 8 osob. 5,6, pan. 2, 3 panow. Na kurs. Dwie grupy na tydzien, trzy miesiace kurs. Oczywiscie nie bylbym soba, gdybym czasem ktorejs z pan na lunch nie zaprosil do chinczyka. 200 metrow dalej. Bufet, tak ze wegetarianki i muzulmanki tez moga. Gdyby glodne byly. Potencjalne.

    Ale to @Tejot juz jest poza kursem. Sfera prywatnosci. Co komu do tego. Na takim lunchu staram sie zobaczyc czy bylaby atrakcyjna dla mnie. Pozwalam rowniez okreslic jej, czy ja jestem atrakcyjny. Nie prowadzimy komputerowych tematow. W wypadku Rosjanki, inicjatywa obrzadkow ”swieconkowych” wyszla z jej strony na lunchu nr 2. Uwielbiam kobiety zdecydowane, dobrze wychowane, z przyjemna budowa i oczytane/wyksztalcone. Byc moze, bedziemy ”swieconkowac” jajka czas dluzszy. Nie wiem.

    Tu powinienem umiescic powiedzonko w tutejszym jezyku, nieprzetlumaczalne. Gra slow, oznaczajaca wystrzal, uderzenie, pacniecie etc i bycie w ciazy. Po tutejszemu ”att bli på smällen”. To samo slowo. Dzieki compkursom ”Dwie muchy w ciazy naraz. ”Två fluggor i en smäll”. Z tego co wiem, duzo katolickich xiundzow tez umie dwie muchy za raz, tylko kursy inne prowadza, czesciowo w tym celu. Katechetyczne. Ja byly proboszcz MikroMiekkiego, musze inne nabozenstwa organizowac. Ekumenicznie o TCP/IP rodzinie swietej protokolow. Poruszam od zarania. Na poczatku byl Chaos. Pozniej Telnet zstapil…

    Mam nadzieje Tejot, ze wyczerpujaco odpowiedzialem na Twoje pytania. Lece (jade) mojej Rosjance pokazac replike okretu z Gokstad w skali 1:1, Sigrid Storråda. Lezy w tym samym porcie co moja ULDB Woohoo2. Pa…

    pozdrawiam Seleuk

  89. Tobermory
    31 marca o godz. 11:22

    Przepraszam, Tobermorku. Zrobiłem se małą przerwę, zerknąłem na blog i widzę, że w reakcji na Twój wpis palnąłem głupotę kompletnie nie na temat, czyli o świętach. Jakoś mi się Twoje pytanie kompletnie bezpodstawnie skojarzyło ze świętami i powiedział, co wiedział. A co do Twojego pytania, to teraz mam wolną chwilkę i mogę se pomyśleć.

    Kuriozum to na pewno nie jest, choć, oczywiście, droga, która sobie chodzi to trochę dziwląg, ale język jest pełen dziwolągów: jak miejsce jest siedzące, to i droga może być chodząca. Nie jest natomiast kuriozum dlatego, że takie użycie to zwykłe przeniesienie znaczenia, tu – z nazwy „droga krzyżowa (Jezusa)”, na nazwę całej kościelnej ceremonii, uroczystości itp. Nie byłoby nic niezwykłego, gdyby ktoś powiedział skrótowo: „Przejechało wesele” lub „Przeszedł pogrzeb”, to i „Przeszła droga krzyżowa” da się przełknąć, zwłaszcza że jest to ekonomiczny skrót od nie wiem nawet jakiej dłuższej nazwy, ale może na przykład od czegoś w rodzaju „Uczestnicy ceremonii drogi krzyżowej”. „Przeszli uczestnicy ceremonii drogi krzyżowej” ciągnie się jak guma z majtek, więc ktoś dał prosty i powszechnie zrozumiały skrót: „Przeszła droga krzyżowa”.

  90. „Owoskop – służy do prześwietlania jaj klientom”. Wywieszka taka. W sklepie PSS „Społem”. Dawno temu.

  91. seleuk|os|
    31 marca o godz. 13:27

    Mój komentarz
    Seleuk|os|, mnie również nic do tego, ale zapodałeś się na blog z tym oświeceniem jajek, to poczułem się zainteresowany. Opisałeś mechanizmy, chucie i ceremonie, które uskuteczniałeś z kursantką i tyle z tego pojąłem, że trzeba się pilnie przyglądać, taksować, szacować, a nuż da się coś nakręcić.
    Pzdr, TJ

  92. @wbocek
    31 marca o godz. 13:42

    Dziękuję. Pierwszy raz spotkałem się z takim zwrotem „droga krzyżowa przeszła ulicami”. Gdyby to była „procesja drogi krzyżowej” albo „odprawiono drogę krzyżową na ulicach Warszawy”, to bym pewnie nie zareagował.
    Wesele czy pogrzeb od dawna są również uproszczonymi formami odpowiedniego orszaku, w mowie potocznej. W gazecie takiej jak GW oczekiwałbym jednak lepszej polszczyzny.

    @gotkowal
    31 marca o godz. 13:58

    Jawohl, owoskop 😎

  93. @tejot
    31 marca o godz. 14:00

    A będąc w zaawansowanym wieku należy wszelkie sukcesy w tej dziedzinie ogłaszać gdzie się da, nawet na blogu ateistów 😉

  94. seleuk|os|
    31 marca o godz. 13:27
    „Oczywiscie nie bylbym soba, gdybym czasem ktorejs z pan na lunch nie zaprosil do chinczyka.”
    Gratulacje i życzenia dalszych sukcesów!

  95. (znad walizek)

    Pięknie dziękuję wszystkim, Gospodarzowi również

    https://i.pinimg.com/originals/11/07/d8/1107d8e5da85968bc0138116f0c0e080.jpg

    i:

    a) czy mógłby ktoś mnie spakować bo nie cierpię
    b) piszcie wstępniaki bo w poniedziałek rano ten będzie jak jajeczko drugiej świeżości
    c) pombocku, ja nie chodzę z koszyczkiem, nawet do babci.

    To rzekłszy kłaniam się pięknie oraz wybywam

  96. Z blogu w tajemniczy sposób wywiało wszystkie ateistki. Aż strach podejrzewać, ale czyżby ostatnie, gorączkowe przygotowania do „świąt”?

  97. @Nefer
    31 marca o godz. 15:00

    Ile masz tych walizek do spakowania?
    Szczęśliwych wojaży!

    @gotkowal
    31 marca o godz. 15:02

    Ateizm sobie, a tradycja sobie.
    Nie naśmiewaj się, tylko ucieraj ten sernik 😎

  98. Gotkowal,
    czy widzisz coś złego w zaangażowaniu ateistek w przygotowania do „świąt” służących wielu jako okazja do rodzinnego spotkania? Jakoś trudno mi dostrzec coś niewłaściwego w tym, że święta kościelne są jakąś inspiracją by wolny czas spędzić w gronie rodzinnym.
    Są też święta grilla (1-2-3 maj). Też fajne do spędzania czasu w gronie rodziny czy znajomych.

  99. gotkowal
    31 marca o godz. 15:02

    Gotkowalku, dam Ci przykład z własnej chaty. W mojej głowie nie istnieją żadne nie tylko święta, ale i inne tradycje w rodzaju imienin, rocznic i jakichkolwiek obchodów czegokolwiek, nie istnieje ceremonialność. Nawet pogrzeby brata, potem mamy to było pięciominutowe wstawienie do grobu urny i zasypanie. Dwie osoby: pracownik zakładu pogrzebowego i ja.

    Moja żona to inny świat: Jej bardzo silnie ze sobą związana rodzina z piątką dzieci to kultywowanie wszelkich możliwych tradycji. No i przede wszystkim to była wieś. Ten świat jest w żonie do dziś. Wiara w niej praktycznie nie istnieje, ale „gorączkowe przygotowania do świąt” to u niej mocna tradycja. Świąt, oczywiście, nie ma, ale przecież nawet u wierzących święta to nie religia, lecz świąteczne obżeranie się. Żona święta ma po prostu w rękach – musi. Czasem tak robię, że nie musi. Zdarzało mi się celowo wywoływać przed świętami awanturę, żeby nie musiała. Dla siebie samej nie będzie przecież placków piec czy innych świąteczności.

  100. legat
    31 marca o godz. 16:40
    wbocek
    31 marca o godz. 16:56
    Oczywiście, że prowokuję. Nie mam nic przeciwko tradycyjnym, rodzinnym, świątecznym spotkaniom. Od dawna, dla większości, utraciły religijny charakter. Czy ktoś na serio wierzy jeszcze w zmartwychwstanie Jezusa? Obok spotkań i wypoczynku, niekiedy obżarstwa, pozostały nieszkodliwe „pogańskie” rytuały pchane wielowiekową siłą inercji.

  101. Seleuk, ale od Sweet Emmy na pewno byś nic nie uzyskał, bo ją mamusia ostrzegała przed takimi jak Ty:
    https://www.youtube.com/watch?v=gLCt2cns2KE

  102. Gotkowal,
    OK, wycofuję swój sęk 😉

  103. gotkowal
    31 marca o godz. 17:14

    Co Ty, gotkowalku mówisz o „niekiedy obżarstwie”, skoro święta do obżarstwa się właśnie sprowadzają! No i do nowej od kilkudziesięciu lat tradycji: chlania. Nawet w czasie bożonarodzeniowej wigilii, kiedy, przynajmniej na mojej wilniuckiej wyspie, do picia był najwyżej kompot z suszonych śliwek. Dlatego mówiłem, że dla mnie pedalarza czas świąt i tuż po – jest okropnie niebezpieczny.

    Najnowsza tradycja to te cholerne grille. Latem wszystkie najpiękniejsze miejsca w okolicy jeziora śmierdzą pieczonymi trupami, aż nos zatyka. Człowiekowate wyjeżdżają brykami na łono przyrody po to, żeby żreć. Właściwie całe życie tych małp to nieustanne żucieć, żarcie, ćpanie, mniamnianie i praca szczęk. Tylko ślepy nie widzi, jak nawet dzieciom w wieku 7 – 8, lat brzuchy i dupy rosną. Polska bodaj najgrubsza jest w Europie.

    Gdzieś w 1971. lub 1972. spotkałem przy Jamnie nawet szczęsliwych Cyganów. Byli dwoma samochodami, siedzieli wokół ogniska. Też żarli, ale wtedy mi się to wydało romantyczne – taka to była rzadkość. Teraz, jak zaczną się przy jeziorze i po jeziorze snuć te trupie smrody, odechciewa mi się przyrody.

  104. wbocek
    31 marca o godz. 17:59
    A co rodak ma robić z wolnym czasem? Teatr, filharmonia czy kino? Teatrom min. Gliński nie przepuścił, w kinach amerykańskie śmieci a melomanów u nas na lekarstwo.
    O dynamicznym wzroście czytelnictwa też nie słychać. A ponieważ nie sposób wciąż spacerować lub pedałować, to suweren znalazł sobie inne rozrywki. Szczególnie, gdy zamknęli mu galerie handlowe.

  105. Antonius, zak1953

    Towarzysze Ślązacy, zak rzekł niedawno, że nie widział zimowego Bałtyku. Zapamiętałem to sobie. Okropnie żałuję, że nie mogę Wam pokazać fotek Bałtyku zamarzniętego w większej części od brzegów po horyzont. Mówię “w większej części”, bo wtedy w Rowach większy obszar był zamarznięty, ale w pobliżu ujścia rzeki Łupawy było na morzu ogromne jezioro, po którym pływały chyba dziesiątki tysięcy ptaków. Może to był koniec lat 80-tych, może – początek 90-tych, a ja, kurde, nie interesowałem się wtedy fotkowaniem, więc nawet aparatu nie miałem. Przedkładam Wam w to miejsce zimowy Bałtyk z roku 2012 (lodowe fotki) i najostatniejsze z tego roku (z kamerki mieleńskiej przy głównym wejściu na plażę w Mielnie – gdzie zwykle się chlapią morsy). Te najnowsze fotki z kamerki są z ostatnich dni.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6539149886437527649/6539149887567297762?authkey=CPTx65LPpZC6Zw

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6539152324952578545/6539152324469369986?authkey=CJmCl6jijayDIw

  106. gotkowal
    31 marca o godz. 18:36

    Gotkowalku, nie dorabiaj ideologii do pustoty rodaków. Kiedy to tak masowo rodacy chodzili do kina i teatru? Świetnie pamiętam lata pięćdzisiąte, kiedy brzegi Słupi w słoneczne niedziele – mniej w robocze dni – były po parę kilometrów obłożone ludźmi i, kurde, ani jednego trupiego smrodu. Tak samo na plaży w Ustce, choć wtedy nieśmiało wchodzily smażalnie ryb. Po prostu się zrobiła nieprzytomna moda na żarcie. Bo i podaż jest ogromna. Przez to i wałki – ogromne, i dupy, i brzuchy, i te tłuste ruchy.

  107. Jeszcze drobiażdżek na dobranockę.

    Język to największe nasze bogactwo. Współczesne media obecne w każdym domu mogłyby to bogactwo wydatnie i zauważalnie pomnażać. Tymczasem robią na odwrót: ostro zubożają. Przykład z gazeta.pl:

    „Jak upiec kurczaka, by miał idealnie chrupiącą skórkę?”.

    Modny przymiotnik „idealny” i jego odmiany zastępują dziesiątki możliwych epitetów i większych konstrukcji. To na wzór mowy smarków, w której trzema wyrazami dzieciarnia potrafi sobie opowiedzieć wszystko. Oczywiście, wszystko, co się składa na ich ubożuchny światek. Taki ubogi język był wśród małorolnych pewnie zawsze, tyle że funkcjonował wyłącznie wśród małorolnych. Znana jest anekdota o sierżancie, który uczył obsługiwania karabinu, używając jednego wyrazu w mnogich wariantach. Środki masowego otępiania tak się rozpleniły, że ze swoim agresywnym ubóstwem docierają może nawet do nieba. Bo głuchy słyszy, że ziemscy wysłannicy niebios to wręcz wzorcowe (idealne) ubóstwo.
    Dobranocka.

  108. wbocek
    31 marca o godz. 19:16
    Wczoraj, czyli w Wielki Piątek mieliśmy w planie lot balonem nad Jurą. Niestety, klientom coś wypadło i z planów wyszły nici. A pogoda była jak malowanie, wczesnowiosenna. Za to dzisiaj na południu Polski szaro i mokro. W niedzielę i poniedziałek będzie dmuchać. Czyli pozostają tylko spacery.Udanego weekendu.

  109. wbocek
    31 marca o godz. 19:16
    Brawo! Nareszcie! Zalinkowałeś fotki rasowego rip currenta! W Mielnie, zimą.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6539149886437527649/6539149887567297762?authkey=CPTx65LPpZC6Zw

    Jaka siła wyciąga z brzegu w morze i to na kilkanaście metrów, spore bryły lodu? Fot. w kolejności: 1, 2, 4. Na fot. nr. 4, rc zaczyna się tam, gdzie pomyka gość w kapelutku.

  110. @Tobermory
    „Fajny, wczesnosrednowieczny obyczaj prosto z poganstwa”
    Ciesze sie, ze mowisz o nim „fajny”, bo moim zdaniem rozne takie obyczaje bywaja urocze. Wszystkich Swietych, Boze Narodzenie i nawet Matka Boska Zielna. Wyznaczaja rytm czasu, pozwalaja sie ludziom spotykac i sklaniaja do roznych form tworczosci – kulinarnej oraz innych. Pamietam z dziecinstwa jeden epizod Matki Boskiej Zielnej. Nie wiem dlaczego akurat tylko ten jedyny raz zauwazylysmy z siostra, ze jest to dzien noszenia wiankow do kosciola i postanowilysmy tez uplesc wianki i zaniesc. Niestety droga do kosciola szedl sznur starszych kobiet z wiankami tak pieknymi, tak fantastycznie misternymi, ze ogarnal nas wielki wstyd z powodu topornosci naszych. Oprocz pamieci tego wstydu pozostal mi wielki podziw dla kunsztu tych pan.
    Chcialabym, zebysmy mogli w Polsce widziec w takich obyczajach trwanie malowniczych tradycji bez poczucia opresji ze strony Kosciola. Daja one pokrzepiajace poczucie ciaglosci czasu, a jakie to poczucie jest wazne dowodzi np. trwalosc monarchii w UK.
    Kraj, z ktorego pochodza Twoi znajomi, zapewne ma rowniez swoj koloryt lokalny, ktory przybyszom z Polski moglby sie podobac.

  111. gotkowal
    31 marca o godz. 20:34

    Przed śmiercią zerknąłem do zmartwiona, a tam gotkowalek rozrabia. Gotkowalku, ja nie teoretyzuję, lecz jestem żywym dowodem nieistnienia przy południowych brzegach Bałtyku żadnych konkurentów. Te bryły lodu przy przegu się urodziły i przy brzegu się skończyły – nic ich w morze nie ciągnęło, bo tu w Bałtyku nie ma pływów, które mogłyby wyciągać cokolwiek w morze. Tu morze wyrzuca na brzeg, a nie wyciąga od brzegu. Mówię to z wieloletniego doświadczenia, a nie z czytania czy patrzenia w sufit. Prądy są tu wyłącznie wschodnie lub zachodnie, a to co Ci się wydaje, że wyciągnęło bryły lodu kawalątek w morze, to nie z powodu wyciągania one są dalej od brzegu, lecz z powodu przyrastania lodowej kaszy. Po prostu jej szerokość się powiększa. Najpierw zauważ, że ta kasza nie płynie w żadne morze, lecz jak się utworzy przy brzegu, tak przy brzegu trwa, dokąd nie stopnieje. Widzę, gotkowalku, że masz zero doświadczenia i zapał do jałowego sprzeciwiania się w tym nieznanym Ci temacie. A jeśli masz jakieś obserwacje, to może z oceanów lub innych mórz, gdzie są pływy. Nie wiem, jak sprawa się ma na Bałtyku zachodnim w pobliżu cieśnin, gdzie ewentualnie może być większy wpływ Morza Północnego i Atlantyku i bardziej zauważalne pływy, bo tam nie byłem.

    Jest tu jedna dama, która okropnie lubi pleść ogólnikami i naigrawała się ze mnie, kiedy mówiłem, że mam ponad 60-letnie doświadczenie z obcowania z Bałtykiem. Że niby jestem tak głupi, że moje osobnicze doświadczenie i mniemanie uogólniam na uniwersum. Nie rozumie chodząca do góry nogami, że jest bez znaczenia, czy TYPOWE zjawisko przyrodnicze zauważa jeden czlowiek, czy 60 tysięcy, jeśli ono rzeczywiście istnieje. A domniemany (medialny!!!) prąd wsteczny ma obowiązywać NA KAŻDYM CENTYMETRZE CAŁEGO WYBRZEŻA i tylko do takiego jego bzdurnego opisu się odnoszę. Gdyby istniał, wyciągałby w morze KAŻDEGO, który by wlazł do wody przy silnym falowaniu, a przecież w takich warunkach kąpią się setki. Nie dziwne, że tych setek nic w morze nie wyciąga? Jeśli mnie nigdy nawet nie próbował wyciągał, choć wypływałem do kilkuset metrów od brzegu, to znaczy, że takiego zjawiska nie ma. Obiektywnie istniejące zjawisko nie jest zależne od żadnych prywatnych widzeń, przywidzeń i mniemań. Jeśli na blogu trzeba tłumaczyć poznawczy elementarz, to lepiej kamyki zamiast jajek na twardo jeść – mniej tuczą. Jesteś rzeczowy, gotkowalku, ale w tej akurat sprawie nikt na blogu, poza Tanaką, nie ma pojęcia, że przynosi swoje konkurenty i z zupełnie innych szerokości i próbuje na siłę wmontować w południowy Bałtyk, mając w ogóle zero doświadczenia z morzem. Nikt tu niczego detalicznie nie analizował (bo na jakiej podstawie, skoro tylko wyczytał i się popisuje) – i to jest najlepszy dowód, że zabiera głos o tym, o czym nie ma bladego pojęcia. Krótko mówiąc, w paru sprawach odbywała się na blogu i odbywa dziecinada. Branocka, gotkowalku.

  112. Myślę że blog ateistów jest najwłaściwszym dla tej opinii, dodam opinii osoby niewątpliwie wierzącej: „Odmówił przejścia przed kościół i machnięcia kilka razy kropidłem. Nie spełnił posługi kapłańskiej, a przecież to jego praca i obowiązek …”
    To o księdzu w pewnej polskiej wsi i proszę zwrócić uwagę na słowa „…machnięcia kilka razy kropidłem…”
    Czyli wierni mają świadomość rangi święcenia.
    Całość w artykule którego link podam poniżej z uwagi na moderację, co prawda Ewa-Joanna podesłała mi niedawno radę, ale zapomniałam.

  113. @gotkowal

    No i potrzebne ci to było? 🙄
    Ja tam też widzę to, co ty, ale zachowam dla siebie 😎

  114. Widzę, że drużyna papierowych znawców się powiększa. Takim nawet film robiony przy dużym falowaniu nie wystarczy. Gapiłem się na te siuśmajtki nie z racji mojej starości, lecz oczekiwałem, że coś je porwie w morze, a wtedy skiknę i je uratuje. Ale ślepy widzi, że fala je do brzegu pcha, a nie od brzegu. Jesteście, Koledzy, nierformowalni ki teoretyczni jak pisowate. Jeśli mielibyście coś sensownego do powiedzenia, wyjaśnilibyście dyletantowi z 60-letnim stażem, Z CZEGO by miał powstać taki prąd. Może nie wiecie, ale do powstania prądu musi być nie byle jaka sila.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6539206092359623378

  115. Tobermory
    31 marca o godz. 22:19

    Nic Ty, Tobermorku, nie widzisz, bo masz zero wiedzy nie tylko o prądach w ogóle, ale i o tym, o czym jest konkretnie mowa, czyli o bzdurnym prądzie wstecznym. Gdybym Cię zapytał, czy wiesz dobrze, o czym mówię, czyli co takiego ten prąd wsteczny i czy dokładnie wiesz, do czego się odnosisz ze swymi dyletanckimi uwagami, a Ty byś mi precyzyjnie i rzeczowo odpowiedział, uznałbym, że w dalszym ciągu nie masz pojęcia, o czym mówisz, ale jesteś fantastycznym chiromantą i prestidigitatorem.

    Ty widzę też nie rozumiesz, że przy falowaniu woda się przy brzegu między falochronami kręci, bełta, zwłaszcza kiedy jest lodowa kasza, ale nie wychodzi stąd w morze. Ta lodowata kasza była w tym miejscu ze dwa tygodnie i w żadne morze nie poszła. Może ewentualnie iść wzdłuż brzegu, ale za bardzo nie pójdzie, bo kawały lodu są za duże jak na przestrzenie między palami. Nie wypowiedziałeś nigdy ani jednej kompetentnej uwagi na temat prądu, Tobermorku, więc tyle wiesz, co zjesz. A najprościerj się schować za „schowam dla siebie”.

  116. Dwa szagi nazad… czy jak to tam było.
    @Gotkowal
    Korzysta sie z 4 wolnych dni, to czasu na blogowanie po prostu nie ma.
    W piatek, kiedy to o zgrozo! sklepy zamknęli, polecielismy popatrzec jak to tego królewskiego batona wloką na Gold Coast na rozpoczęcie prywatnych igrzysk olimpijskich byłego imperium brytyjskiego. Wczoraj, fakt po wizycie w warzywniaku i obejrzeniu tłumów w sklepach ( warzywniak Araby otworzyli nowy), nieco gotowania po polsku, bo dzieci z przydatkami się zapowiedziały na popołudnie, żadnych jajek, pyzy z mięsem i naleśniki, nic nie zostało bo resztę zabrały ze sobą.
    Dziś ogrodnictwem się zajmiemy a potem może skoczymy łapać rybę… Ot, takie zwyczajne życie ateisty 🙂
    *
    @izabella
    Bardzo długą odpowiedź ci napisałam i przez jakis skrót klawiaturowy poszła w kosmos. Nie miałam czasu i możliwości powtórzyć ( patrz wyżej) ale nic straconego – postaram sie w przyszłości. Niedalekiej. Tylko chciałam ci powiedzieć, że to nie z powodu olania, ale tego skrótu, żeby go diabli wzięli!

  117. @kruk
    31 marca o godz. 21:21

    Kraj, z którego pochodzą moi znajomi, ma całe mnóstwo oryginalnych tradycji i obyczajów, również kilka związanych z Wielkanocą, ale są one bardzo lokalne, żadne na masową skalę, niektóre jeszcze średniowieczne. Jeden jest szczególnie bombastyczny, procesja wielkoczwartkowa ze scenami z pasji, grana przez 200 amatorów, w kostiumach kupionych w 1898 roku z zasobów garderoby mediolańskiej La Scali. W spektaklu bierze też udział 50 koni.

    https://media.ticinoweekend.ch/media/Processioni-storiche-18510-TW-Slideshow.jpg

    W innym małym miasteczku w wielką sobotę wieczorem na placu śpiewa 60-osobowy chór męski średniowieczną pieśń „Surrexit Christus hodie”, a potem wszyscy jedzą kiszoną kapustę z kiełbasą na znak końca postu 😎

  118. Tobermory
    31 marca o godz. 22:19
    A kiedyż ma nastąpić solidne mycie głowy, jak nie na Wielkanoc?
    wbocek
    31 marca o godz. 21:56
    Pombocku, kończąc zabawę z prądami morskim, zapytam tylko, czy dostałeś odpowiedz na swój list, wysłany do Wydziału Oceanografii i Geografii UG?

  119. żabka konająca
    31 marca o godz. 22:13
    Link wystarczy poprzedzić gwiazdką, przecinkiem czy początkiem cudzysłowu. Koniecznie bez spacji.

  120. @gotkowal
    1 kwietnia o godz. 0:12

    Przypomniał mi się juhas, co przy okazji wielkanocnej kąpieli odnalazł swój serdak, którego bezskutecznie szukał od Bożego Narodzenia.
    Pod kosulom był 😎

  121. Za dużo wolnego mam. Nudy. Czytam, czytam cały dzień.
    Taki blog otworzyłem: http://watykanizacja.blogspot.com/

    Przeglądam tytuły…

    Biskup Michalik oskarża krytyków PiS o to, że są Targowicą. Tymczasem członkami Targowicy byli… biskupi przeciwni Konstytucji
    Ksiądz Kneblewski: Halloween to święto satanistów, penetruje osobowość dziecka
    Ksiądz Chyła porównuje miłość do gwałcenia psa
    Abp Michalik: Prawo powinno być zgodne z katolickim sumieniem
    Wacław Depo: Nie zgadzamy się na deprawację naszych dzieci
    Bp Pieronek: In vitro bywa fanaberią. Dziecko jak laleczka
    Bp Balcerek: Ministerstwo Edukacji Narodowej promuje zło i nienormalność
    Abp Michalik: Kościół czasami domaga się ofiary od niepłodnych ludzi
    Bp Mering o prezydenturze Komorowskiego: Było tylko coraz gorzej
    Bp Tyrawa żąda, by Bydgoszcz przepłaciła ponad milion złotych za bezużyteczny grunt kościelny
    Ks. Bortkiewicz: Woodstock czyni człowieka bardziej karłowatym
    Ks. Oko: Widocznie media głównego koryta chcą ukryć coś złego o Owsiaku

    Abp Jędraszewski: Konwencja antyprzemocowa może być uznana za zdradę wartości moralnych Powstania Warszawskiego
    Rydzyk o Prezydencie ws. in vitro: Hitler też miał profesorów
    Abp Dzięga do dzieci z invitro: Kochamy was, choć żyjecie dzięki zabiciu innych dzieci
    Biskupi: In vitro powoduje śmierć rodzeństwa, senat powinien odrzucić ustawę
    Stanisław Parzygnat: Modlę się o to, by rodziły się wam dzieci z wodogłowiem!
    Marek Gancarczyk: Życzę Dudzie budowy nowego średniowiecza w Polsce
    Józef Michalik: Parlament depcze prawo Boga (rzymskokatolickiego)!
    Józef Wróbel: Społeczeństwo popiera in vitro dlatego, że go nie rozumie
    Wiesław Mering twierdzi, że prawo Kościoła rzymskokatolickiego jest ważniejsze od prawa Państwa polskiego
    Piotr Libera: Zapłodnienie in vitro to technologia śmierci
    Piotr Kieniewicz: Dzieci z in vitro są chore psychicznie
    Jan Wątroba: Po co in vitro skoro najskuteczniejsza jest modlitwa
    Tadeusz Pieronek: Kto ludziom z niepłodnością dał prawo do dzieci?
    Tadeusz Pikus: Kobiety nie mają prawa do antykoncepcji, aborcji i in vitro
    Ksiądz Rusnak: Nauka etyki to zaparcie się wiary, nie ma rozgrzeszenia
    Ksiądz do rodziców: Choroba waszego dziecka to kara za in vitro
    Abp Gądecki: Zapłodnienie in vitro jest przestępstwem podobnym moralnie do Holokaustu
    Stanisław Dziwisz: Zasady kościelne obowiązują wszystkich
    Tadeusz Rydzyk: Mnie jako katolika nie obowiązuje prawo Państwa polskiego

    To tytuły z r. 2015. Jak widać gorący okres przedwyborczy.
    Tak sobie patrzę na to i pomyślałem, że mam najlepsze teksty na transparenty. Tego trzeba jako młotka w czoło owieczkom i barankom.
    Kiedyś była moda na artystę, który owijał znaczące gmachy złotą folią . Taką folię można łatwo zadrukować i opleść kuriewne pałace.
    Ponownie odważę się twierdzić, że kobiety potrafią zmieść PiS. Tylko trzeba je gremialnie wesprzeć. Jeżeli faceci mają jajka (tak w nawiązaniu do felietonu Nefer), mają wieszak i parasol, to muszą iść ramię w ramię. Jak są bezjajeczni, to niech idą w…. czarne sukienki.
    Spokojnych dni wypoczynkowych.

  122. gotkowal
    1 kwietnia o godz. 0:12

    Niestety, gotkowalku, profesor nie odpowiedział. Pytałem go nie dla siebie, lecz dla oponentów. Mnie – podobnie jak dziecku z piątej klasy podstawówki – nie jest potrzebna odpowiedź uniwersyteckiego profesora matematyki na pytanie, ile jest dwa plus jeden. Poza tym nie jest takie pewne, że profesor oceanografii słyszał i ma cokolwiek do powiedzenia o polskim potworze z Loch Ness, wymyślonym przez plotkarskie media. Przypuszczam, że żaden z moich oponentów, łącznie z Tobą, do dziś nie wie, na jaki temat sie spierał – z ich strony był to festiwal dziecinnych ambicji, a nie spór racjonalistów. O jakim zresztą sporze i racjonalizmie można mówić, skoro żaden z nich nawet ćwierćsłówkiem nie zdefiniował dla porządku mojego tematu (jak się to w porządnych sporach robi i jak robi to na przykład uporządkowany tejotek), by była jasność, na jaki temat się wypowiada i czy go rozumie (ja robiłem to co najmniej trzy razy, pokazywałem filmy, ale do ściany), i nie przeprowadził najmniejszej choćby analizy przedmiotowego zjawiska, tylko plótł nie na temat o jakichś kurach czy kurantach, czyli nie o tym, co ja podniosłem. Dlatego głupio mi, że dałem się wczoraj ponieść z powodu Twojej skrajnie dyletanckiej uwagi o zdjęciu. Uwaga była dyletancka, bo przedmioty barachtające się przy brzegu może ewentualnie wypychać bardzo, bardzo wolno w morze południowy wiatr, który przy brzegu zasłoniętym klifami jest tak słaby, że motylka z jego trasy nie zepchnie, a nie wyciągać w morze – urojony prąd wsteczny, który przy brzegu nie ma z czego powstać, bo nie ma siły, który by go tworzyła.

    „Dajcie mi punkt podparcia, a ruszę ziemię”. Pokażcie mi siłę, która miałaby tworzyć prąd wsteczny, a ja od razu wskażę punkt podparcia i ruszycie ziemię.

    Obiecuję sobie po raz kolejny: nigdy więcej blogowych przekomarzanek z dyletantami, bo czasem głupiej tu niż na bazarze. O święty Jerzy, co w cuda wierzy, daj mi…a zresztą pierniczę.

  123. Kilka dni temu w serwisie internetowym Polityki mignal mi artykul swiatlego czlowieka, co to zdaje sobie sprawe z tego i tamtego. Tym razem wypowiedzial sie on o upadku edukacji w kraju ilustrujac teze migawka, ktora krazy po YT: „co by pani zrobila, gdyby wiedziala, ze urodzi homo sapiens?”
    Znalam filmik i caly czas uwazalam, ze glownie ilustruje jak bardzo kobiety maja uprane mozgi. Zadna nie zastanawiala sie co to jest ten homo, ale natychmiast odpowiadala, ze urodzilaby i chowala.. Ha, ha, ha, no nie? Dla mnie bylo bardziej przerazajace, ze 17 kobiet nie mialo przez ulamek sekundy watpliwosci, co by zrobily. Mysle, ze zapytane inaczej, np. co to jest homo sapiens, pewna z nich czesc odpowiedzialaby poprawnie, ale podtekst dot. mozliwosci usunieciu ciazy wylaczal im prace mozgu.
    Pan autor tego co powyzej napisalam nie zalapal. Bo tak naprawde, co go to obchodzi, ze kobiety sa tak oglupione, z wpojonym poczuciem winy. Na dodatek nie przyszlo mu do glowy, ze debilizm spoleczenstwa pokazuje na przykladzie kobiet. Puscmy wodze fantazji, PiS przegrywa wybory i o kraju, w tym i o prawach kobiet i prawach reprodukcyjnych decyduja juz nowoczesnie myslacy ludzie, tacy jak ten pan.. Zatrzymamy sie na slusznym kompromisie aborcyjnym, no nie?
    Mysle, ze chodzenie z koszyczkiem jest bardzo sympatycznym polskim obyczajem, lubia go male dzieci i dlatego to z nimi paraduja odswietnie ubrani rodzice, glownie mamy. W NY bardzo sie to podoba Amerykanom i innym nacjom. Oprocz Polakow podobny obyczaj maja Portorikanie.
    Dziasiaj na FB przywalilam leciutko znajomej Zydowce, ktora przepytywala, co ma Chrystus do mycia okien na okolicznosc Wielkanocy. Odpowiedzialam, ze religijni Zydzi swoje szalenstwo sprzatania w tym samym mniej wiecej okresie na Pasover moga wyjasnic swoimi swietymi ksiegami, ktore nakazuja na ten okres usunac z domu najmniejszy okruszek chleba. W sumie kazdy powod jest dobry, zeby sie zmobilizowac do przetarcia szyb.
    Czasami zaluje, ze moje szalenstwo swiateczne jest wiecej niz umiarkowane, to i glowa nie ma kiedy odpoczac od biezacych spraw.

  124. Jutro śmigus. Dla mnie i moich najlepszy był kilka lat temu w Tajlandii. Lepsza połowa i ja mieliśmy fantastyczną zabawę, podróżując na pace terenówki z beczką wody i karabinami na wodę, lejąc bez zaograniczania się po przechodniach i innych autach, pod bezustannym wodnym bombardowaniem z drugiej strony. U celu podróży na pace było do pół łydki wody a nas i nasze bagaże można było wykręcać. Musieliśmy nawet suszyć potem na sznurku spory zapas bahtów, bo nawet portfele nam przemokły. Paszporty na szczęście wsadziliśmy do szczelnej foliówki.

    Ten ichni śmigus nazywa się Songkran i przypada ździebko później niż ten polski. Tyle, że jest do potęgi jeśli idzie o ilość wylanej wody i przyjemność polewania się ww. – o wiele lepiej pasuje do tropików. Ludzie leją się: z węży, z gigantycznych pistoletów/karabinów wodnych, z wiader, z czego popadnie. Czasami wstępnie obsypują mąką ryżową, co nadaje większy sens polewaniu.
    Festiwal ma źródła rolniczo-kalendarzowe, choć z przymieszką buddyzmu – gdy ktoś chce poprawić sobie Karma, drepce do świątyni i obdarowuje mnichów żywnością. Motto Songkran to „Pracuj jaknajmniej, nie wydawaj pieniędzy, nie szkodź ludziom czy zwierzynie i nie kłam!” (pod czym osobiście podpisuję się wszystkimi czterema!).

    Mieliśmy trochę szczęścia z tymi festiwalami, parę lat później widzieliśmy Wesak Poya (urodziny Buddy) w górach na Sri Lance. Bez lania wodą, ale wszystkie domy oświetlone są wtedy lampionami, we wsiach stawia się szlabany by przechodniów i przejeżdżających obdarowywać słodyczami. Księżyc był w pełni, do tego zaćmiony i czerwony, do tego te lampiony…. bajka! No i miód palmowy z bawolim jogurtem…. ech….

  125. tejot
    31 marca o godz. 14:00
    i @inni

    Zapodalem na temat swiecenia jajek bo taki temat wstepniaka. Czynnosc z prostota opisalem do @lius_Corn8 i nic by dalej nic, gdyby nozyce sie nie odezwaly. Kazdy tu swiateczne zwyczaje opisuje na blogu. To ja Tejot nie moge? Razi kogos moj zwyczaj? Kogos ”co ateista jest, ale na religie dzieci…”. Mam przewijac?

    Gotkowal, Tobermory. Tejot. Dzieki za komplementy i rozumienie. To mnie inspiracje daje napisac o przemianach (metamorfosis) dalszych swietowania. Po wizycie u tej Sigrydy, co zreszta, chyba, siostra byla niejakiego Chrobrego Bolka. Legat, dzieki. Elena obiecala mnie jelly roll (makowczyk) jak pora na ortodoxow bedzie. Za tydzien. Zapytam zaraz czy mamusia ja ostrzegala.

    Na 19.00 wczoraj, nabylem wczesniej bilety na Cosi fan tutte. To pojechalismy, przedtem dokonawszy zmian w garderobie, az do bielizny wlacznie. Libretta podawal nie bede. Rzecz klasyczna jest od circa 200lat. Niejaki Wolfgang A. popelnil. Zwroce tylko uwage Blogowiczu Twoja na momenty.

    A momenty byly. I Chor. W chorze, miedzy innymi, Kobieta z broda, ale w gornych partiach rozmiar FF obustronnie. Poskramiaczka pytona zywego na scenie, symbolicznie tylko odziana. Polykaczki mieczy i ognia. Z meskich, zwrocil nasza uwage Murzyn, co kosci zupelnie nie mial, tak sie ruszal osobnik, a sztywny jak malo kto. Przyodziany jedynie w zdzbla cciny zeszlorocznej. pozolklej. Para jedna, dojrzala, wzrostu okolo 120cm, w kapeluszach. Ale nie o tym.

    Pierwsza aria w duecie dwie siostry, narzeczone obie. Duzy fragment o mistycznym punkcie G, drganiach w dolnych czesciach cial, przed nieuniknionym rozstaniem. Narzeczeni marynarze. Akcje wartko Wolfgang prowadzi z pomoca nejakiego Don Alfonso i pokojowki hotelowej imieniem Despina. Intryge oboje zawiazuja na bazie USA dolarow. Tu Wolfgang wprowadza nowy element do Sztuki. Zmiane zon i mezow znacie? Znacie. Wolfgang zmiane narzeczonych wprowadza do Sztuki. Rzecz pierwszego aktu Mekami Panskimi sie konczy. Ale nie w Mela Gibsona stylu. Otoz na scene wkracza Doktor, znaczy Despina przebrana za Einstaina Alberta w poznym wieku. Element naukowy on/ona wprowadza do Mek Panskich. Wibrator rozmiarow ogromnych, nieelektryczny mianowicie. Wolfgang nic o bateriach Duracell wysokowydajnych nie wiedzial. Wibrator dal na korbe przewijany, chyba rowniez parowy, bo dym lecial czy para, z przekladni zebatych jak przewijali korba, ten Murzyn bez kosci i EinstainDespina. I tak ich uratowali. Wibratorem. Zgrzyt jeden, wedlug mnie, nastapil. Don Alfonso, daje aria product placement Wibratora. Sorry, nie znam pl odpowiednika. Jakoby rzeczony Wibrator mysli technicznej obszaru niemieckojezycznego byl wynalazkiem, we Francji coraz bardziej popularnym. Zgrzyt i nieprawda. Wtedy akt 1 sie konczy.

    WielkiWieczor niepostrzezenie w wielkaNoc metamorfuje. Suprajz, suprajz. Zaprosilem Elene na supé w foaje salonu. Zachwycona, o czym pozniej. Pol godziny, akt 2.

    Despina zaczyna aria o wychowaniu panienek powyzej pietnastoletnich, na stabilnym lozku hotelowym odegrana. Siostry Dorabella pomoc udziela zmiana narzeczonego poparta kamieniem w wiekszym wymiarze i duzej przezroczystosci, wreczonej przez tego zamienionego narzeczonego drugiej siostry. W Ogrodzie oliwnej Rozkoszy siostra Fiordiligi tymczasem meczy sie dalej z G punktem, bujajac w oblokach na gondoli wynalazku Montgolfier braci Przypieta jednak pasem bezpieczenstwa. Cieple powietrze dmucha ta Kobieta z broda i rozmiarem FF na miechach. Miala czym dmuchac. Steruje jednoczesnie joystick zgrabny w formie fallusa. Wszystkie Meki i przebieranki, koncza sie szczesliwie na koniec. Kontrakty slubne spisane, co Despina czyta tym razem za Sedziego Pokoju przebrana. Zwroc uwage katolicki ateisto sluby cywilne. Wolfgang jeszcze zapodaje lekka swingers historie. Pary mianowicie miesza. Jeden z narzeczonych z ta co 120 w kapeluszu miala kombinowac zaczyna naprzyklad. Na stojaczka i kleczac. Zywy pyton na boa z pior zamienia u Dorabelli. A Don Alfonso z Despina na stabilnej skrzyni. Ona na wierzchu. Don Alfonso w fioletowym smokingu w esyfloresy zloconym. Troche do tego Jedraszewskiego co widze jak to pisac zaczalem teraz na ”Polityce”. Tylko mu kija pastoralnego brakowalo.

    Elena zachwycona aktem drugim byla. Zna sie, nie powiem na tej sztuce. Niejaka Netrebko omawialismy. Pare rol. Opowiedzialem historie z salonu, jak ja widzialem w La Traviata, pare lat temu. Za raczki sie trzymalismy, paluszkami bawiac wzajemnie, Elena i ja. Tak nam niepostrzezenie wielkiWieczor w wielkaNoc zamienil.

    Niech kto powie, ze piatek Wielki Piatek nie byl, czy sobota Sobota. Zreszta piatek po tutejszemu to Fredag, dzien Freyi. Ona/on bogini byla ta Freya. Teraz w niedziele, niedlugo, opuscic musze Elene niestety pare godzin. Bede Hoki Ryu medytowac. Elene z kotami dwoma zostawie. Zaden klopot instrukcje dalem. Dwa wibratory rowniez zostawiam. Zaden klopot. Instrukcji uzytkowania udzielilem plus hands on. Duracell na nowe zmienilem. Z niecierpliwoscia oczekujemy oboje Lanego Poniedzialku Herstoryk.

    Tak Gotkowal, Tobermory, Legat i Tejot. Nie ma to jak okresy Wielkiego Przedpoludnia wielkimi Popoludniami konczone. Tradycja. Ide do lazienki. Pomoc Elenie uzyc moja maszynke do golenia. Wola mnie o oliwke. O brazylijskiej depilacji nie slyszala. Tradycja pewnie tez.

    Pzdr Seleukos ateistow katolickich tradycyjnie swietujacych.

  126. @seleuk|os|
    1 kwietnia o godz. 7:39

    Widzę, żeś szczęśliwy i chętnie szczęściem się dzielisz, więc Alleluja!
    A propos baterii, to w Polsce najbardziej pożądane są marki Patriot

    http://bi.gazeta.pl/im/36/23/16/z23213622V,Andrzej-Rysuje—PATRIOT.jpg

  127. A tu (oparta na faktach) historia „elektrycznego asystenta” 😉

    https://www.youtube.com/watch?v=E2cE3hAouKY

  128. @Ozzy @Gekko z pozdrowieniami – fragment z festiwalowego koncertu na którym byłam w 2013 r 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=o_VnSeboG_s

  129. wbocek
    1 kwietnia o godz. 5:57
    Pomimo szacunku dla Twojej wiedzy i doświadczenia, hipotezę o południowym wietrze zdecydowanie odrzucam. Czy południowy wiatr, wypychający przedmioty w morze, wieje wybiórczo, pasmami o szerokości kilku metrów? Stale nad tym samym fragmentem brzegu? I na odcinku kilkudziesięciu metrów potrafi stale skręcać o 90 stopni (fot. nr. 4)? Jeśli nie wiatr, to co zatem utrzymuje przedmioty w wodzie? Na fot. 1 i 2, widać wyraźnie, że istnieje ostra granica występowania lodu w wodzie. Przecież fala dawno powinna wyrzucić go na brzeg. Co zatem sprawia, że wciąż jest w morzu, a kilka metrów dalej już nie?

  130. @wbocek
    Pombocku, do końca nie rozumiem. Kwestionujesz istnienie prądów strugowych (rozcinających, tzw. rip currents), czy uważasz, że nie występują na południowym Bałtyku? Bo zjawisko jest dobrze zbadane i opisane, a mechanizm jego powstawania nie kryje żadnej tajemnicy. Występuje przy wietrze od morza, już przy niewielkiej fali. Istotne jest ukształtowanie dna, tzn. występowanie przerwy w wale rewowym. Co do lochnesowości prądów strugowych, to nagranie (oraz setki podobnych, dostępnych w sieci) – rozwiewa chyba wątpliwości:
    https://youtu.be/AOkSvx-bn5k
    Również specjaliści z IO UG, choćby dr Aleksandra Dutkowska czy dr Gabriela Gic-Grusza, twierdzą, że zjawisko jest powszechne na Bałtyku,
    Jednakże, jeśli znajdziesz przekonywujące wyjaśnienie sytuacji z zalinkowanych fotek (lód w morzu, a obok, jak ręką odjął – już go ni ma; mało tego – zakręca pod kątem 90-ciu stopni) – to bez zbędnej zwłoki wlezę pod stół, by głośno szczekać.

  131. gotkowal
    1 kwietnia o godz. 11:49

    No więc widzisz, że gadasz, jak wszyscy prócz Tanaki, nie na temat, bo nawet nie wiesz, co jest tematem. I to jest największy i najczęstszy grzech paplaniny na blogu. Nie interesowały mnie i nie interesują żadne prądy strugowe czy jakieś rozrywające. Jezusmariat, powtórze czwarty czy piąty raz: Mówiłem od początku (z filmikiem, na którym pokazywałem jak niewidomym, że morze przy sporym falowaniu wyrzuca mnie na brzeg, a nie porywa do Szwecji) o medialnym bzdurnym wymyśle, który media nazywają od dziesięcioleci „prądem wstecznym”. Medialna jego definicja jest zabójcza: To prąd, który wywołuje powracająca do morza fala (!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!). Zatem taki prąd powinien działać na każdym przybrzeżnym centymetrze, gdzie jest spora fala i kąpielowicze powinni pruć z prądem w morze setkami. Tylko że te durnie, które wymyśliły idiotyzm o nazwie „prąd wsteczny” podstawówki nie powinni skończyć, skoro nie wiedzą, co to fala. Fala z morza na płaskim bałtyckim brzegu rozlewa się po piasku i gaśnie do zera. Powracająca cienka warstwa wody nie jest żadną falą, lecz cienką warstwą wody, która traci swój malutki impet powrotu pół metra od brzegu, a nie wytwarza z niczego jakiś „prąd wsteczny”. To, co media, a za mediami – wystraszeni gówniani pływacy (ba, nawet ratownicy, tyle że ratownicy to tacy sami specjaliści od prądów jak ja – od komputera, choć go przecież używam) nazywają „prądem wstecznym” NIE ISTNIEJE. Niczego więcej i o niczym innym nie mówiłem. Tak mi dopomóż…ten…zapomniałem.

  132. gotkowal
    1 kwietnia o godz. 11:49

    Prądy wschodnie i zachodnie, które, oczywiście, towarzyszą każdemu falowaniu, to zupełnie inny temat. Mogę tylko powiedzieć że otumanieni przez media kąpielowicze będący gównianymi pływakami – a znam bezpośrednio od nich od cholery takich relacji – jeśli się im w kotłowaninie fal, zwłaszcza przy palach falochronów przytrafi utrata równowagi i wpadają w panikę, to potem do opowiadań biorą to, co pod ręką, a co im podsunęły durne media: „prąd wsteczny”. „Prąd wsteczny” ich ciągnął w morze. A stojącego obok mnie (podawałem parę razy rękę tym wystraszonym) nie ciągnął. Widocznie Bóg tak chciał.

  133. Jarosław Kaczyński także nie poszedł ze święconką. Został tam zawieziony przez swoich ochroniarzy. Jak ten facet musi bać się ludzi, że nie potrafi normalnie chodzić po ulicach. A Lech nadal nie zmartwychwstał. Wciąż jest zimny.
    Pogodnych świąt z zimnym Lechem. Osobiście wolę zimne Tyskie albo Żywca.

  134. wbocek
    1 kwietnia o godz. 12:25
    Masz rację. Dobrze jest zdefiniować przedmiot dyskusji. Ponieważ na zalinkowanych zdjęciach zobaczyłem całkiem dorodny prąd strugowy („https://pl.wikipedia.org/wiki/Pr%C4%85dy_strugowe ), pozwoliłem sobie na mały żart. Nigdy i nigdzie natomiast nie bredziłem o rzekomych prądach wstecznych, działających na całej długości wybrzeża. Niepotrzebnie, moim zdaniem, zamiast pochylić się nad ciekawym zjawiskiem hydrologicznym – dajesz upust emocjom. Mało tego, próbujesz, dość bałamutnie, snuć opowieści o jakichś wiatrach od brzegu, choć gołym okiem widać, że nie ma to żadnego sensu. Proponuję zakończyć ten spór konstruktywnie. Jeśli nie tego, to przyszłego lata, pojawię się w okolicach Unieścia i będzie okazja do wspólnego eksperymentu. Pozostając z nadzieją na wspólna działalność badawczą, serdecznie Cię pombocku pozdrawiam.

  135. Coś wzniosłego, z okazji świąt.
    Dobry papież Franciszek, nie zamierza przepraszać za prowadzone przez kk przymusowe szkoły dla dzieci kanadyjskich Indian, Inuitów i Metysów. Widocznie, znacznie lepiej zna się na rachunkach, niż to się postronnym wydaje.
    https://wiadomosci.wp.pl/zaskakujaca-decyzja-franciszka-nie-przeprosi-6236441759975553a

  136. @gotkowal
    1 kwietnia o godz. 12:48
    Myśmy to przerobili bodajże rok temu, może troche dalej. A na końcu wyszło, że nie o zjawisko chodzi ale o określenie, które sie nie podobało.
    Ale sie nie zniechęcaj 🙂

  137. gotkowal
    1 kwietnia o godz. 12:48

    Weź nie wpadaj w emocje, kiedy nawet Ty, nie rozpoznawszy, w jakim celu mówię o wiatrach od brzegu, powiadasz, że „gołym okiem widać, że nie ma to żadnego sensu”. Co widać gołym okiem? Mówiłem ogólnie o tym, że wypychać w morze od brzegu w naszych warunkach (nie mówię oczywiście o wpływie rzek, innych cieków lub jakichś innych przyczynach) mogą tylko południowe wiatry, a nie żadne prądy. Ogólników, gotkowalku, nie widać nie tylko gołym, ale i uzbrojonym w laserowe sztylety okiem. Przykleiłeś się do jednej fotki, nie przyglądając się szczegółom, więc wyciągnąłeś wniosek SUBIEKTYWNY wspierający Twoje nie bardzo nawet wiem co. A w tym miejscu jest zwyczajne zawirowanie wody of fali i od pali. Ten sam lód tkwił tam ponad dwa tygodnie, aż stopniał – i nigdzie go nie poniosło.

    Eksperymenty natomiast z prądami zakończyłem ze 40 lat temu. Teraz tylko fotkuję ciekawostki w związku z pojawieniem się komórkowych aparatów, które nie wymagają ciemni ani fachowości. Dlatego zerknij sobie, jak mnie wynosi w morze i nie może wynieść nawet przy dużym falowaniu wyśniony przez małorolnych „prąd wsteczny”. Świetnie natomiast widać prąd zachodni. I równie świetnie widać obserwowaną przeze mnie od paru lat z upodobaniem falę odbitą. Piękne grzywy-piuropusze to właśnie spotkanie fali odbitej od falochronu z falą z morza. Falą powracającą w morze (idzie ze 30, 40 metrów, zależnie od wielkości falowania i fala z morza ją wygasza) jest tylko fala odbita od jakiejś przeszkody – od nabrzeża, od falochronu, od skalistego brzegu, a nie cienka tafla wody spływająca z płaskiego, piaszczystego brzegu.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6539455330261440770

  138. Nie mam nic wspólnego z mizoginami z KK od 40 lat.

  139. Ewa-Joanna
    1 kwietnia o godz. 14:28

    Kolejny fachowiec, jak tak mucha na wole, zabiera głos: „Myśmy to przerobili”. „Myśmy”. Znawca BUM-BUM 24. A co konkretnie „przerobiliście”, skoro, jak cała reszta do dziś nie masz pojęcia, o czym była lekcja?

  140. Ewa-Joanna
    1 kwietnia o godz. 14:28

    W dodatku lepiej ode mnie wie, osochoziło. Puknij się w swój kwadratowy pukiel.

  141. @ basia.n / 1 kwietnia o godz. 10:15

    …dziękuję, istotnie odświętne…

  142. @Ewa-Joanna 1 kwietnia o godz. 14:28
    Beznadziejny przypadek. I nic go nie przekona, że białe jest białe.
    Ale poza tym (jak twierdzi Nefer) dusza człowiek. Czy jakoś tak 😉

  143. Neferce
    moje serdeczne gratulacje za ujęcie tematu bardzo na czasie. Esencjonalnie.

    zyta2003
    1 kwietnia o godz. 6:08

    oglądałam filmik na YT.
    Myslę, że pytanym kobietom trudno było przyznać, że nie wiedzą, co to jest homo sapiens. Z pewnością termin ten kiedyś obił się wielu z nich o uszy. Ale w danej chwili zabrzmiał jak nazwa choroby.
    Gdyby głębiej się zastanowiły, może inaczej podeszłyby do tematu.
    Choc oczywiście zaskakujące jest, ze żadna z nich nie powiedziała o aborcji.
    A statystycznie co czwarta z rozmówczyń aborcję miała już za sobą.
    ………………………
    Nie wiem, jak w Twoich okolicach, ale mieszkam niedaleko kościoła i widzę, jak ubierają się ludzie tam idący. Nie widzę szczególnych różnic miedzy codzienną garderobą a ubiorem niedzielnym, światecznym. Starsze pokolenie, tak 70+ może jakoś celebruje ubiór do kościoła, idzie ubrana odświętnie, ale tak samo widzę kobiety i mężczyzn odświętnie, niecodziennie ubranych w filharmonii czy teatrze. Z pewnością w tym pokoleniu nie królują dzinsy i wyciągniete swetrzyska. Wychowywani byliśmy w przekonaniu, że własnym ubiorem okazujemy szacunek tym, w progi których przybywamy. Nie rozciągałabym więc tej teorii tylko na kościoł i świąteczne ubiory tam idących. Nawet dzieci na codzień noszą rzeczy, które w czasach mojego dzieciństwa uchodziły za specjalne, a jeszcze, gdy były w granatowym kolorze, z pewnościa nadawały się do szkoły.

  144. Swiąteczne rozważania w Wyborczej…

    Kaka gromadzi dane osobowe wbrew przepisom UE
    – i liczy na to, że wykręci się sianem

    „Od lat osoby chcące opuścić Kościół walczyły o to, by apostazja była łatwiejsza. Skutecznie. Od 2016 r. Kościół nie wymaga już np. przyprowadzenia dwóch świadków apostazji. Nic natomiast nie zdziałały w sprawie usuwania przez Kościół danych na ich temat.”
    „Co rok księża odwiedzają wiernych w ich domach. Po każdej kolędzie aktualizują informacje na ich temat w kartotekach. Co w nich jest? Dane adresowe rodziny, numery telefonów, sytuacja materialna, informacje o tym, czy członkowie rodziny chodzą do kościoła, a dzieci na religię, czy wierni przystępują do spowiedzi i komunii św. i jak często, ile dali na Kościół, czy w domu rodzice piją itd. Kościół tłumaczy, że zbieranie takich danych jest niezbędne do prowadzenia misji, np. do tego, by pomóc potrzebującym.”
    Całość tu:

    http://wyborcza.pl/7,155287,23213238,rodo-idzie-do-kosciola.html

  145. Na marginesie
    1 kwietnia o godz. 18:54
    Co rok księża odwiedzają wiernych w ich domach. Po każdej kolędzie aktualizują informacje na ich temat w kartotekach.
    1. No ale chyba nie wszyscy zgadzajä się na odwiedziny…
    2. A nawet jak jest kolęda czy wizyta księdza – jest się zobowiązanym do udzielenia informacji? A jak nie udzieli się tychże, to co? Ekskomunika?

  146. Na marginesie
    1 kwietnia o godz. 15:15

    „Beznadziejny przypadek. I nic go nie przekona, że białe jest białe”.

    Jeszcze tej plotkary brakowało! Nie ma pojęcia o przedmiocie ani o głupawym sporze, ale jak by się miała nie wtranżolić Z NICZYM, kiedy coś się dzieje. Co z tego, że nie wie osochozi i nie ma nic do powiedzenia, skoro jest okazja nasikać na nielubianą wycieraczkę.

  147. zezem
    1 kwietnia o godz. 19:00

    Nigdy, rzecz jasna, tych czarnego pasożyta i oszusta nie wpuszczam, ale sporo razy widziałem przez judasza, jak zatrzymywał się przy moich drzwiach i coś odnotowywał. Sądzę, że tym łamie prawo nie tylko świecie, ale i kanoniczne. Nie wyobrażam sobie, by Kościół mogł legalnie sporządzać jakieś proskrypcyjne listy.

  148. Kto mi powie, że pombocka
    Wsteczna fala się nie ima
    Temu się wydłubie oczka
    U świętego Hieronima
    😎

  149. gotkowal
    1 kwietnia o godz. 12:48

    Zerknij, gotkowalku, z lepszej perspektywy na falę odbitą. Wiele razy właziłem na ten falochron – włazić nie wolno – siadałem na oklep i się gapiłem. Tak wyglądały i wyglądają moje obserwacje i zdobywanie wiedzy o przyrodzie: muszę dotknąć, pogłaskać, powąchać, posmakować, a nie się gapić w papier. Potem dzieciarnia mnie poucza.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6539532375357415586

  150. @zezem 1 kwietnia o godz. 19:00
    Żartujesz? Xiuncu dokładnie wypyta sąsiadów 😀

  151. @Tobermory 1 kwietnia o godz. 19:19
    Fala jak fala – ale zdolność porozumienia raczej świeci nieobecnością, bo zwykle trudno się zorientować o co mu chodzi. Kwiecista paplanina przesłania wszystko i zwykle staje się celem samym w sobie. Do tego jeszcze te monologi na temat, he he he, języka… W zacietrzewieniu wykapany Kargul. Też poczciwina…

  152. Byłam dzisiaj na mszy w kościele, pozdrawiam 🙂

  153. @Nefer 1 kwietnia o godz. 20:00
    Prima aprilis a gupiemu radosc 🙂

  154. @Nefer – a gdzie ??? I dlaczego ?? Czy uległaś pesji rodzinnej ? 🙂

  155. P.S. Ale dyżurne religianty się ucieszą!

  156. @Na marginesie
    A ja naiwna złapałam się w sidła żartu Nefer 🙂

  157. @basia.n 1 kwietnia o godz. 20:16
    Na razie jeszcze nie wiadomo, czy to był żart.
    Ale lustracji przeprowadzać nie zamierzam 😉

  158. @Na marginesie 🙂 🙂 🙂

  159. He he 😀

  160. @Na marginesie

    Kiedy w ubiegłym roku byłam wiosną w Granadzie,aby zobaczyć Alhambrę,byłam również w olbrzymiej ( drugiej co do wielkości w Hiszpanii) katedrze. Były tam bardzo ciekawe organy,więc ze względu na zawodowe zainteresowania,postanowiłam udać się tam w niedzielę,aby usłyszeć jak brzmią. Przyszłam za wcześnie w czasie kazania.Wrzask rozlegał się dzięki ogromnym głośnikom w całym monumentalnym budynku. I słychać było wciąż powtarzane zrozumiałe słowo INFERNO Wyleciałam stamtąd jak wystrzelona z procy. Już nie miałam więcej ochoty na te organy 🙂

  161. Nefer żartownisio:)

  162. @basia

    Dzieciar mi robi prima aprilis co pięć minut cały dzień, to nie będę gorsza 🙂

  163. A jutro to dopiero mi da popalić, już się nie mogę doczekać :/

    Oglądam Everest na TVN, a dopiero książkę czytałam, ciekawe

  164. @Nefer to ten Twój dzieciar nie zna umiaru 🙂

    Ale wobec tego uważaj jutro rano 🙂

  165. @basia.n 1 kwietnia o godz. 20:29

    Wiosną w Granadzie??? Cielos abiertos!
    Zazdraszczam mocno, bo ja nigdy nie byłam wiosną.

    Na terenie Alhambry jest kościół, który tam stylem pasuje jak pięść do nosa. I cała masa półdzikich kotów. I przeważnie chmary turystów. Przez te chmary zgubiliśmy się z moim. Ja usiadłam na słoneczku i leniwie obserwowałam ruchomą tłuszczę, próbując z niej wyłowić znajomą twarz, on pobiegł do hotelu (gdzie mnie nie było) i z powrotem do Alhambry, gdzie mnie w końcu szczęśliwie znalazł. Happy end!

    Co do tego kazania w katedrze… Hiszpanie=dramat 🙂 🙂 🙂

  166. @Na marginesie

    Wiosnę wybrałam specjalnie,bo ja nie cierpię wysokich temperatur,dlatego dla mnie zwiedzanie to wiosna lub jesień.
    Na terenie Alhambry niedaleko od tego kościoła jest maleńki hotelik Ameryka ( tuż przed wejściem do ogrodów) Tam świadomie zalatwiłam sobie pokój,aby być w pobliżu. I wykupiłam na dwa dni możliwość zwiedzania. Oczywiście tam gdzie jest ten kościół był przecież meczet,ale katoliccy zdobywcy natychmiast to zmienili.
    Chmary turystów najbardziej uciążliwe są w pałacach Nasrida. Ale w ogrodach zawsze można od nich uciec 🙂

  167. Podsumujmy dotychczasowe osiagniecia nasze okoloswiateczne:

    zwisajace jaja, poswiecone wielkanocnie i bakterialnie, czy nie poswiecone, to wszystko rezultat spadajacych slupkow PiS-u. Dyngus slupkowy przed Lanym Poniedzialkiem

    Jak te spadajace jaja wielkanocne kacze zostaly zniesione ostatnio, i przez jakie ptaki oraz w jakim gniezdzie, zapytajmy? Odpowiedzmy doswiadczeniem zdobytym z praktyki prasowej:

    to sie odbylo tak, ze w wyniku doniesien prasowych o nagrodach i premiach panstwowych, suweren pisowo-rzadowy polski po rozum do swojego lepka poczlapal na kaczych lapach. Na koniec bedac zmuszonym to to czyniac. I wtedy dotarl do prawidlowego zrozumienia istoty kaczyzmu:

    KACZYZM TO ODZYWCZE GUANO DLA POLSKI.

    Tak zawyrokowal suweren. A moze nawet nie tylko dla Polski to guano odzywcze jest. Swiatowy suweren przeciez on jest. A nie tylko polski. On moze zatem ferowac wyroki dalekosiezne. Dalej niz wzrok siega

    Zapytajmy w takiej sytuacji:

    co jest w polskim kaczyzmie obiecujacego dla Polski i Europy? Bo przeciez nie te milionowe nagrody i premie dla bylych urzedasow panstwowych, wyplacane po kilku miesiacach na stanowiskach panstwowych.

    Pytanie z innego nieco gatunku :

    za dokonanie czego te milionowe nagrody i premie ministerialne czy urzednicze sa? Za dokonanie kononowiczowego NIczego?

    Tak wiec ponarzekalismy sobie przyjajecznie i zadna dlon Wladyslawa B. nam tego nie przekresli. Podczas gdy niektorym Ludwikom W. moze umozliwic powrot do Kraju

    Ja, Ludwik Orteq, tez muszem do Kraju. Do mas suwerenskich, do roboty czarnej, do partii naszej pisdzianej.

    No i do dyngusa slupkowego. Jesli jeszcze sie zalapie. Bo dyngus slupkowy przeminie szybko. Jak wszystko inne na tym ateistycznym swiecie

  168. …czyli jak zarżnąć rozmowy na blogu

    Książka była lepsza.

    Idą dwie kozy i z obu końców zjadają taśmę filmową, idą, idą, jedzą, spotykają się w środku i jedna do drugiej mówi:
    – ale książka była lepsza

  169. @Na marginesie
    1 kwietnia o godz. 19:52
    Nie musi wypytywać, sami mu powiedzą, z ochotą i dobrowolnie.

  170. Ech, znowu jestem 4 godziny do tyłu. I z kim tu gadać jak wszyscy śpią?

  171. Oni nie spia ot tak sobie. Oni sa ZARZNIECI.

    Wstepniak wciaz wytrzymuje probe zatem. Probe rżniecia.

    Bo hasło „Nie idę ze święconką” to proba rżniecia glupa w katolickim na wskros kraju. Dorownujace hasłu prezesa „Mamy do czynienia z legalnymi nagrodami za ciężką pracę”. Ciezka praca w katolickim na wskros kraju!? Tylko w rżnieciu glupa takie cos moze ujsc

    Polaczenie tych dwoch hasel w jednym wstepniaku bylo zatem brilliant. Thanks, Nefer

  172. http://www.obrazki.jeja.pl/199418,dobry-ziomek-duch.html

    Takie sobie wytlumaczenie internetowe dlaczego ‚ksiazka byla lepsza’ pomyslu Neferki..

    Film „Wesele” – który nie dorasta do pięt arcydziełu Wyspiańskiego. „Wesele” – to jednak jest to najlepsza sztuka w języku polskim, zdaniem pewnych znawcow. Darujmy filmowej rendycji tej teatralnej sztuki pewne uchybienia. Ok?

    Natomiast „Ziemia obiecana” to jedyny w naszej historii polski film, który jest lepszy od książki Prusa. Hands down. Mam przetlumaczyc, purysci?

    PS. No i są jeszcze „Noce i Dnie”. Gorsze ( oczywiście ze gorsze) od książki ale i tak jest to produkcja absolutnie mistrzowska. Wyszło, że filmy na podstawie lektur są dobre, srednio takie sobie, i złe. Choć akurat w tym przypadku raczej świetne i beznadziejne. Z naciskiem na beznadziejnosc niektorych z nich. Rozchodzi sie o promowanie kultury polskiej. Dzisiaj, w kaczystowskiej Polsce promowanie

  173. Prus, Reymont. Who cares kto napisal „Ziemie Obiecana? Wazne kto obrocil to dzielo Reymonta w NOBLA. Filmowe podchody pod noblowskiego pisarza to zwyczajne proby dotarcia do Oscara. Prus nie mial z tym nic wspolnego. Sorry, Prus. Moze dotrze toto do Ciebie. Z blogu ateistow nadawane

  174. Wyjasnijmy do konca

    Do nagrody Nobla Reymont został zgłoszony przez Polske w 1918 roku. Ale autor „Chłopów” w środowisku literackim Szwecji był praktycznie nie znany. Bowiem dopiero w 1919 roku przetłumaczono na szwedzki, jako pierwsza jego powiesc, „Ziemię obiecaną” .

    Pierwszy tom „Chłopów” przetlumaczono w roku 1921. Od tych dwoch wydarzen zaczelo sie zainteresowanie twórczością Reymonta w Skandynawii. Kilka lat pozniej, po przetlumaczeniu na szwedzki „Chlopow”, Reymont dostal Nobla. Boleslaw Prus wciaz nie mial z tym nic wspolnego.

    Natomiast „Ziemia obiecana” Reymonta miala cos wspolnego z Noblem dla Reymonta za „Chlopow”. Tam chodzilo o Jego literackie zdolnosci. Te umozliwiajace wnikliwe przedstawianie realiow zarowno wielko przemyslowych Lodzi jak i tych malo chlopskich z okolic podlodzkich.

    Literackich wyg trywiarstwa przeprasza sie za upierdliwe przypominanie historii tego i owego

  175. Czy wstepniak – „ksiazka” – jest zawsze OBIEKTYWNIE lepszy/a od tego co nastalo po „ksiazce”? Czy tylko subiektywnie lepszy/a? Wciaz wyznaje, ze wpis Nefer mi sie podobuje

    Niech sie uczestnicy tego obiektywnego forum wypowiedza

  176. No juz dobrze dobrze, E-J. Nie musisz tam trwac jak nabzdyczony kangur. Powiedz co masz do zakomunikowania

  177. Pewnie drzemka przed/poobiednia trwa w Antypodach. Przywilej wieku taki to jest. Nawet do gory nogami ustawiony

  178. Orteq
    2 kwietnia o godz. 7:30
    A w Katowicach wieje jakby sam prezes Jarosław się powiesił.

  179. @Orteq
    2 kwietnia o godz. 6:43
    A tam. Pogoda piękna, rybę poszłam łapać.

  180. Ewa-Joanna
    2 kwietnia o godz. 12:26
    I teraz nad Katowicami słońce, 7 stopni ciepła i piękne cumulusiki na 200 m nad gruntem, z pokryciem 2/8 czyli ładnie. Wiatr także trochę słabszy niż rano, pewno kaczorka zdjęli ze sznurka.

  181. @zak1953

    Jak to różnie bywa z tą pogodą. W Rotterdamie pada od rana niezbyt gęsty ,ale jednak deszcz . I z malymi przerwami będzie tak cay dzień.
    Więc spacer tylko pod parasolem .A kaczorkowi tak,czy owak życzymy wszystkiego najgorszego !

  182. @wbocek 2 kwietnia o godz. 12:52

    Dyć kożden widzi, że to pombocek dał nura w ćciny!

  183. basia.n
    2 kwietnia o godz. 13:21
    W Parku Śląskim (dawny WPKiW) tłumy spacerowiczów. Wesołe Miasteczko otwarte i spora część urządzeń została udostępniona odwiedzającym. Do tego pomiędzy Stadionem Śląskim a Wesołym Miasteczkiem można przewieźć się kolejką linową. Nawet małe dzieci podtrzymują tradycję dyngusa, biegając z pistoletami na wodę i polewając się wzajemnie wodą. Temperatura 9 stopni i małe zachmurzenie. W słońcu jest naprawdę ciepło, bo wiatr ciągle słabnie.

  184. Duda zapodał chełpliwie, że cały czas się uczy.

    O „wzorowym” prezydencie Hartman napisał felieton.
    „Dojrzały człowiek zachęca młodych do nauki, lecz raczej własnym przykładem, a nie przechwałkami, które robią zawsze niedobre wrażenie. Zdaje sobie sprawę z tego, że świat dorosłych ludzi bardzo różni się od świata szkoły, z lekcjami, klasówkami i stopniami. Naiwny entuzjazm i porywy samozadowolenia są mu tak samo obce jak młodzieńcze zblazowanie i próżny cynizm. Nie gada za wiele o sobie, a jak już, to raczej źle (choć z umiarem, by jego kokieteria nie okazała się maską próżności). Gdy poważny człowiek otwiera usta, to po to, by powiedzieć coś ważnego lub dobrego, a nie po to, by chwalić się swoimi osiągnięciami i cnotami.”

    A pombocek celnie skomentował pod Hartmanem:
    „Cały czas się uczę. Bo uważam, że to jest jedyna droga do tego, żeby cały czas się uczyć.”

    Żeby nie było, że jestem gołosłowna – filmik w tekście:
    http://natemat.pl/234469,plebiscyt-srebrne-usta-w-trojce-andrzej-duda-i-film-caly-czas-sie-ucze

  185. Ciekawe… jak zdobyto (dziki???) Zachód.

    http://www.newsweek.pl/wiedza/historia/ziemie-odzyskane-wroclaw-i-szczecin,artykuly,392645,1.html?src=HP_Section_2

    Kto to jeszcze pamięta? Bo mówi się o tym niewiele.

  186. O, ktoś jednak zadbał o tę pamięć:
    https://www.youtube.com/watch?v=oryLvA8ZE0Q

    A tu to samo – raz na ludowo. Suweren jest dumny ze swojej tradycji:
    https://www.youtube.com/watch?v=0_Tf2PlEoYA

    No i (oczywiście!) jest jeszcze taka wersja parcia na Zachód.
    To zresztą jedna z moich ulubionych piosenek, a podkład filmowy… ciekawy jest.
    https://www.youtube.com/watch?v=dH4KuCZOTF8

    Pytanie: jak to wszystko teraz pogodzić
    bez pomniejszania czy eliminowania kogokolwiek?

  187. @Na marginesie
    2 kwietnia o godz. 16:04

    Wiem o tym dużo z historii rodzinnych, żyją też jeszcze osoby pamiętające repatriację i zasiedlanie Ziem Zachodnich od kwietnia 1945, zanim jeszcze front dotarł do Berlina.
    „Prawo i pięść”, a nawet „Sami swoi”, to nie były zmyślone, nierealne fabuły.
    Szabrownicy, biedota z „centrali”, bandy sowieckich maruderów, fałszywy mnich, który wyświęcił katolikom protestancki kościół, młodzież zbierająca niewypały i broń po lasach, konie i paczki z UNNRA-y, amnestie w celu zlikwidowania zorganizowanego podziemia… Fascynujące, czasem jeżące włos na głowie historie słyszało się w dzieciństwie 😎

  188. @Tobermory 2 kwietnia o godz. 16:45
    Hmmm. Pamiętam, że coś pisałeś o trupach odgrzebanych w ogrodzie.
    I natychmiast z powrotem zagrzebanych. Tam musiało rzeczywiście być… gorąco 🙂

  189. Tradycyjnie w Lany Poniedziałek byłem na nartach. Świeciło słoneczko (do południa) w sam raz na bieg w krótkim rękawku, śnieg gipsowaty, moje tradycyjne 13 km przebiegłem, a raczej przeczłapałem w rekordowo długim czasie, bo nawet z górki trzeba się było odpychać. Poza tym co chwila trafiali się znajomi narciarze lub rakieciarze na przebiegającym obok szlaku, wszyscy w dobrym humorze, bo to słońce i endorfiny… Pogadać trzeba było.

  190. Ponad połowa badanych uważa, że katastrofa, do której doszło 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiej, nie była wynikiem zamachu – wynika z sondażu przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown na zlecenie TVN. Rośnie jednak liczba zwolenników tezy o zamachu.
    Pytanie (był wstępniak na ten temat):
    Kto z tutejszych blogowiczów wierzy(!) w zamach smoleński?
    Szczere wyznania mile wydziane, absolutorium gwarantowane.

  191. Tobermory
    2 kwietnia o godz. 16:54
    Ja przejechałem po paskudnej grypie na rowerze pierwsze kilometry. Mijali mnie nieznajomi rowerzyści. Ja z lekką (?) zadyszką dowlokłem się do domu… Czas też był podejrzanie rekordowo długi…

  192. @zezem
    2 kwietnia o godz. 17:09

    Nie forsuj się za wcześnie. Rekonwalescencja po grypie to spore wyzwanie. Raz w życiu miałem taką prawdziwą grypę, akurat na przełomie 1999/2000. Zapadłem po znajomym pogrzebie tuż po Bożym Narodzeniu, a w połowie stycznia wybrałem się pierwszy raz na biegówki. Wlokłem się bardziej niż dzisiaj, choć warunki na trasie były perfekcyjne 🙄

  193. @Tobermory
    Dziękuję za radę. Brałem to już pod uwagę. Tzw. przeziębienie grypy grozi m.in. angina pectoris… Znam taki przypadek.

  194. zak1953
    2 kwietnia o godz. 15:47
    A kolejka szynowa (wąskotorwa) istnieje jeszcze?

  195. @zezem
    2 kwietnia o godz. 17:32

    Jedną z komplikacji pogrypowych może być zapalenie mięśnia sercowego (myokarditis), jeśli forsowny trening rozpocznie się wcześniej niż tydzień po ustaniu symptomów grypowych (gorączka, ból głowy, stawów i mięśni etc.).
    Znam osobę, która nabawiła się długotrwałego zapalenia osierdzia.

  196. @zezem

    Myślę,że tutejsi blogowicze absolutnie nie wierząw tezę o zamachu. Bo tylko skrajny głupek może w to wierzyć ! Tak zresztą jak w królewstwo niebieskie 🙂

    Ponieważ u mnie przestał padać deszcz i wyjrzało słońce – ruszyłam na długi spacer przez polder. Mógł być też i rower,ale chciałam zrobić trochę zdjęć. Bo w Holandii wiosnę widać. Nie tylko kwitnące żonkile i forsycje ( krokusy już przekwitły) Ale spotkałam w jednym z ogrodów parę kwitnących tulipanów. No i małe krzewy i drzewka puściły już zielone listki. Wierzby również .

    A grypa jest absolutnie zdradliwa . Mój ojciec narobił sobie kłopotów właśnie z sercem.

  197. Kukułcze jajo do koszyka do świecenia

    Jeden strzał to ponad dwadzieścia milionów złotych. A nie strzela się pojedynczo, tylko salwami. W ciągu kilku sekund w powietrze może polecieć nawet sto milionów złotych. Polskie wojsko zakupiło właśnie najdroższą broń w swojej historii i nie może się już zatrzymać. Musi jej kupić jeszcze więcej, bo inaczej zmarnuje to, co właśnie kupiło – za miliardy złotych. (http://www.tvn24.pl)

    To początek artykułu na temat kukułczego jajka Wielkanocnego, które przemysł zbrojeniowy USA chce podrzucić Polsce za mnóstwo miliardów PLN. Polska to bogaty kraj z tanim państwem, więc znajdą się oczywiście pieniądze na zakupy, tak jak na nagrody dla ministrów PiS i pozostałych „dobrych” uczynków tej partii dla suwerena (500+ i „korekta ” wieku emerytalnego) przy jednoczesnym rozroście administracji. Gdzie są te pieniądze? Oczywiście w bankach zagranicznych. Biedne nasze pra-pra-prawnuczęta, gdy odsetki przekroczą dochód narodowy brutto. Wtedy rząd posili się naszymi oszczędnościami (jeśli jeszcze będą), bo musi nagradzać ciężko pracujących ministrów.
    Jaka będzie korzyść z tych baterii patriotów, jeśli Putin się zdenerwuje i naprawdę zechce się zabrać do zaatakowania Polski. Będzie wiedział dokładnie, gdzie jest radar i centrum decyzyjne, bo nie musi nawet wiedzieć, gdzie są patrioty. Wystarczy, że pośle chmarę dronów na rzekomo bronione miasta czy obiekty, aż patrioci opadną z sił, tzn. zestrzeli się całe barachło i zabraknie kamieni do patriotycznej procy. Układ albo rozpozna lipę, albo nie. Putin ma tyle rakiet, że może zlikwidować „oczęta” patriotyczne i supernowoczesna broń będzie martwa, a „dolary fuccificato”.

  198. @basia.n
    2 kwietnia o godz. 17:52

    Wierzący w królestwo niebieskie lub coś w tym stylu nawiedzają ten blog wcale nie tak rzadko, Może i przedstawiciele religii smoleńskiej bywają tu in disguise 😉

  199. … albo „in koguto” 😉

  200. Virtualmente disguisati (czy disgustati?)
    Tylko proszę nie pytać, co to za język… 😛

  201. @Tobermory

    Ja odwiedzam ten blog dopiero od 1 marca ( wtedy przeczytałam smutną wiadomość o Anumliku) Trudno mi się więc jeszcze zorientować w tych zawiłościach 🙂
    Na początku prenumeraty Polityki czytałam tylko artykuły. A potem zdarzyło mi się przeczytać parę razy komentarze u prof. Hartmana u włosy trochę stanęły mi dęba od „mądrości” niektórych odwiedzających. W sumie nie mam ochoty reagować na pewne wypowiedzi,bo i po co ?
    Myślę,że to sprawia pewną przyjemność tym piszącym.Tu wśród ateistów poczułam się „na swoim miejscu”. Ale nie mialam pojęcia,że i tu pojawiają się emisariusze głupot wszelkich .

  202. A tu siostry Benedyktynki z opactwa w Staniowie proszą NAS o wsparcie w wys. 2 mln zł ,- a czy nie powinne się z tą prośbą zwrócić do szefostwa w Watykanie. ? ( TVN 24 )

  203. zezem
    2 kwietnia o godz. 17:34
    Wyremontowano część torowiska i przez jakiś czas kolejka jeździła. Z tego co pamiętam, to wiosną ubiegłego roku wstrzymano jazdy. Nie znam jednak dokładnych przyczyn. Sprawa może leżeć na styku zarządu parku, podległego wojewodzie, a kierownictwem wesołego miasteczka, które obecnie jest chyba pod zarządem Słowaków lub Czechów. W każdym razie plany nadal przewidują jazdy kolejką wąskotorową od Stadionu Śląskiego przez planetarium i zoo do wesołego miasteczka. Jak będzie? Nie wiem.

  204. Sprawa może leżeć na styku zarządu parku, podległego wojewodzie, a kierownictwem wesołego miasteczka, które obecnie jest chyba pod zarządem Słowaków lub Czechów
    Stary Jorg się w grobie łobraca…

  205. Z okazji mijającego święta roznoszę prezenta. Sądzę, że ten w tym miejscu jest w sam raz: turyn całyński. Autentyk zajentyk, bo coś jest w środku. Albo ktoś. Bałem się, że, nie daj Boże, zmartwychwstaniec, więc bliżej nie podszedłem – serce by nie wytrzymało. Dziwne, że kiedyś tylu zwykłych ludzi widziało zmartwychwstańca i nikt trupem nie padł. Proszą sobie wyobrazić, że Wasz zmarły tata – albo mama – wchodzi do was przez zamknięte drzwi. Mój na szczęście szybko zniknął. Ledwie zdążyłem pstryknąć.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6539914578448064210?authkey=CMfItv2n9_yaFA

  206. @Antonius 2 kwietnia o godz. 17:56
    Wystarczy, że pośle chmarę dronów na rzekomo bronione miasta czy obiekty, aż patrioci opadną z sił

    Z tego co podano do wiadomości wynika, że Polska na razie zakupiła tylko jeden rodzaj pocisków, (PAC-3), zaprojektowany specjalnie do zwalczania rakiet balistycznych. Nie słyszałem, aby tymi pociskami można było zwalczać samoloty, śmigłowce, pociski manewrujące nie mówiąc już o jescze mniejszych drobnoustrojach.
    To jest dobry przykład warstwowości nowoczesnej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Wyrzutnie takie jak Patrioty z pociskami PAC-3 bronią przed rakietami balistycznymi, ale same są bezbronne przed atakiem np. rakiet manewrujących czy/oraz klasycznych samolotów. Muszą zatem być bronione przez inne wyrzutnie pocisków krótszego zasięgu, wyspecjalizowanych do zwalczania stosunkowo wolnych pocisków manewrujących, samolotów wraz z przenoszonymi przez nie „klasycznymi” pociskami rakietowymi powietrze-ziemia. Stąd podział w polskich planach tych systemów na „Wisłę”, „Narew” i inne. Każde o innych zadaniach, innym zasiegu pocisków i radarów, innm trybie pracy.

  207. @wbocek 2 kwietnia o godz. 20:33
    Z okazji mijającego święta roznoszę prezenta. Sądzę, że ten w tym miejscu jest w sam raz: turyn całyński.
    Był taki okres kiedy firma w której pracowałem, zwracała się dosyć często o pomoc do Instytutu McCrone.
    https://www.mccrone.com/
    Korzystaliśmy z fantastycznych możliwości ich laboratoriów, lepszych w wielu przypadkach od naszej pracowni failure analysis.
    W tamtym czasie przeczytałem też raporty Instytutu McCrone z przeprowadzonej tam, na zlecenie Watykanu, analizy próbek Całunu Turyńskiego. Malowidło z połowy XIV wieku, o ile dobrze zapamiętałem.
    Wtedy raporty te były dostępne na ich stronach internetowych, za friko.
    Do tej pory bardzo mile wspominam odwiedziny w Instytucie. Masa łebskich ludzi i tony fantastycznych zabawek.

    Ciekawe, że przez ponad ćwierć wieku pobytu w Chicago nie słyszałem aby jakiś polonijny ksiądz wspomniał o wynikach analiz Całunu przez McCrone, w końcu lokalnego, bo mieszczącego się na przedmieściach Chicago laboratorium. 😉

  208. Teraz trzeba płacić, no ale książka ma 350 stron. Ja czytałem o wiele mniej…
    https://www.mccrone.com/judgement-day-for-the-turin-shroud

  209. @zezem – 17:05
    @basia.n – 17:52
    @Tobermory – 18:21

    „Wierzący w królestwo niebieskie lub coś w tym stylu nawiedzają ten blog wcale nie tak rzadko, Może i przedstawiciele religii smoleńskiej bywają tu in disguise”

    Wierzącym w królestwo niebieskie raczej nie jestem. Natomiast w „religie smolenska” to i owszem. Tyle tylko, ze moja religia smolenska nalezy do sekty zupelnie innej niz Macierewiczowa.

    Otoz dotknal mnie przypadek wiary w fakty a nie w gusla. Wierze w fakty wskazujace na zamach przez zaniechanie oraz przez ogolne niechlujstwo. Wymienmy kilka z nich

    1. Calkowicie zaniechano prob unikniecia zdublowania uroczystosci obchodow 70-tej rocznicy zbrodni smolenskiej
    2. Lot do Smolenska organizowano tak, ze sp amb Jerzy Bahr mial nieustajacy bol zebow, patrzac na to. O bulu w d.pie tez sie mowilo
    3. Sąd Apelacyjny podtrzymał wyrok 1.5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata dla byłego wiceszefa BOR, Pawła Bielawnego. Za zaniedbania przy organizacji lotow do Smolenska premiera Tuska i prezydenta Kaczynskiego
    4. Przed tym samym sądem, który w ubiegłym roku skazał Bielawnego, toczy się proces Tomasza Arabskiego i czterech innych urzędników Kancelarii Premiera. Za zaniedbania..
    5. Zaden z pilotow nie mial prawa siedziec w kokpicie. Nie mieli uprawnien do tego lotu oraz tak mala ilosc godzin nalotu, ze zagraniczni piloci do dzisiaj kreca glowami z niedowierzaniem
    5. Pakowano sie w gesta mgle wbrew nakazom odejscia za lotnisko zapasowe. Tzw. Glowny Pasazer nie podjal bowiem decyzji o odejsciu na inne lotnisko. Wybral wiec ostateczne odejscie.
    6. Generalowie i inni przelozeni kapitana Protasiuka siedzieli mu na karku w kokpicie.
    7. Piloci nie odpowiadali na polecenia kontrolerow lotow

    Chyba chwatit tych faktow na ktorych zbudowana jest moja religia smolenska. Solidnie zbudowana na nie teorii ale na praktyce zamachu przez zaniechanie i niechlujstwo. Debesciactwo ogolne nasze takie

  210. @ All
    prezes podał do wiadomości,że 10 kwietnia nie będzie końcowego raportu.To oznaczałoby,że on chce to ciągnąć do końca swego marnego żywota !

  211. basia.n
    2 kwietnia o godz. 21:16
    Prezes wyraźnie powiedział, że niedługo dojdziemy do sytuacji, gdy staną pomniki. A mówi o dwóch pomnikach; ofiar katastrofy oraz swego brata prezydenta-nieudacznika Lecha Kaczyńskiego. Prezes ma świadomość katastrofy własnej narracji smoleńskiej i dlatego będzie próbował przekonać, że przyczyny są nieznane, bo znajdujące się poza dostępem polskiej prokuratury.Dlatego bawiono się w tworzenie jakiejś dziwnej podkomisji z rozmaitymi pseudonaukowymi hochsztaplerami, a nie poproszono np. amerykańskiej NTSB o obiektywne badanie. Bo Amerykanie nie postawili by swego prestiżu na oszukańcze teorie Macierewicza i samego prezesa Jarosława.

  212. @zak1953 ponieważ w Holandii nikt nie podaje do wiadomości spraw polskich – poza takimi faktami jak sama katastrofa w 2010 r,więc każde wyjaśnienie tu u Was jest dla mnie ważne. Dlatego wiele dowiedziałam się z Twego wcześniejszego wstępniaka na ten temat. No i z raportu ,ktory wtedy zacytował @Antonius. Ale ciągle trudno mi zrrozumieć,że spora część polskiego spoleczeństwa wierzy w wierutne brednie.Może to jakaś dziwna potrzeba karmienia się sensacjami,spiskami itp.

    A mówiąc o stawianiu pomników przypomniałam sobie zasłyszaną kiedyś historię. Nie jest to kawał,ale nie mam pojęcia o jakie miasto to chodziło. Otóż podobno ktoś wpadł na znakomity pomysł,aby pomnik Dzierżyńskiego posmarować wilczym sadłem. W efekcie zbierały się tam psy z calej okolicy i wyły.Nie pomogło żadne zmywanie i w pewnym momencie pomnik po prostu znikł,aby zakończyć tę aferę 🙂
    Może ktoś zrobi to samo z monumentem nieudacznika ??

  213. zak1953
    2 kwietnia o godz. 21:56
    Mój komentarz
    Obchodom 8 rocznicy katastrofy smoleńskiej dodaje groteskowości zaplanowany event, a mianowicie zostanie odsłonięty kamień w miejscu, w którym ma stanąć pomnik Prezydenta Tysiąclecia.
    Pzdr, TJ

  214. basia.n
    2 kwietnia o godz. 22:15
    Na tym polega istota wiary, iż przyjmujemy tzw. prawdy objawione nie żądając dowodu. Bo kto normalny, wychowany na tradycji polskich lotników, którzy polecą nawet na drzwiach od stodoły, może przyjąć do wiadomości popełnienie podstawowych błędów przez teoretycznie super-wyszkolonych pilotów. Że byli niedokształceni, że nie posiadali ważnych uprawnień do wykonywania określonych procedur. Że zostali skazani na bylejakość przez swoich polityków, w tym przez prezydenta i swego dowódcę. Sam zaliczyłem kilka pogrzebów kolegów-lotników, którym zabrakło trochę szczęścia, aby wyjść cało z niebezpiecznej sytuacji, którą sami sobie sprokurowali. Osobiście staram się nie prowokować takich sytuacji, bo nie wiem czy nie wyczerpałem już limitu swego szczęścia. Zwyczajnie, wzrósł u mnie popyt na dłuższe życie, a zmalał na poziom adrenaliny. Ale starsi tak już mają – mam nadzieję.

  215. basia.n
    2 kwietnia o godz. 21:16
    To oznaczałoby,że on chce to ciągnąć do końca swego marnego żywota !
    Trafny wniosek!

  216. @Na marginesie
    Z fascynacją przeczytałam ten artykuł o Ziemiach Odzyskanych.
    Co prawda sama urodziłam sie już w jako takiej zorganizowanej rzeczywistosci, ale doskonale pamiętam opowieści długo żywe wśród mieszkańców.
    Trochę mi się nie zgadzało stwierdzenie Polacy zza Buga, z Podola i Wileńszczyzny nie mieli wielkiego wyboru: władza radziecka i tak zamierzała wyrzucić ich z domów. Alternatywą dla podróży na zachód była wywózka do Kazachstanu lub na Syberię oraz utrata obywatelstwa polskiego. z opowieściami rodzinnymi. Polacy na Wileńszczyźnie musieli zdecydować, czy będą radzieccy czy polscy, ale nic nie słyszałam o wywózkach. Po prostu zostawali i mieszkali dalej tak jak przedtem. Ci, którzy wyjechali do Polski, mieli potem w dowodach miejsce urodzenia: ZSRR.
    I pamiętam opowieści o szabrownictwie i strach przed bandami z centralnej Polski. Potem wiele z tych „wyczynów” zwalono na Ruskich.
    Moi rodzice przyjechali z Niemiec dopiero w 47 roku i tedy wszystko już było „zajęte” ale ojciec jako fachowiec dostał mieszkanie w bloku Żeglugi Mazurskiej, niestety wyrzuciło nas stamtąd UB i trafiliśmy do wspólnego mieszkania, najpierw z jakimś wariatem, który usiłował zabić moją matkę w czasie nieobecności ojca. Po solidnych awanturach ów wariat zamienił się na mieszkanie z rodziną i tak to mieliśmy spokojniejszych sądiadów, ale za to w wannie stały worki z osypką i obok wielki gar z peklowanym i okrutnie śmierdzącym mięsem. No ale nikt za nami z nożem nie latał i z czasem nawet się zaprzyjaźniliśmy.
    Wszystkie dzieci były świetnie oznajomione z różnymi typami bomb, niewypałów i amunicji. Było tego pełno wszędzie i kusiło chłopców dużych i małych. W szkołach dzieciom kazano meldować o każdym zauważonym niewypale i pamiętam taka dośc zabawną historię:
    W parku niedaleko domu znaleźliśmy piękną, ogromną niewybuchłą bombę lotniczą i zgodnie z zaleceniem zameldowaliśmy o znalezisku. Obok bomby ustawiliśmy koślawymi literami ( moje dzieło, bo już byłam w pierwszej klasie!) napisane UWAGA NIEWYPAŁ i lataliśmy tam kilkanaście razy dziennie sprawdzić, czy już saperzy zabrali „naszą” bombę.
    No przez kilka dni nie zabrali i nasza cierpliwość się skończyła, bo przecież jakieś dzieci mogą to znaleźć i spowodować wybuch, więc zdobywszy jakiś zdezelowany nieco wózek i kłąb szmat zapakowałiśmy naszą bombę, starannie unikając dotykania czubka „bo lotnicze maja zapalnik na czubku!” i powieźliśmy na posterunek milicji. Tam wytargaliśmy te bombęz wózka i sapiąc i stękając bo ciężka była, wnieśliśmy do srodka. Do dziś pamiętam osłupiałe i spanikowane miny dwu pozostałych milicjantów ( reszta uciekła) i nasze nieporadne tłumaczenie o niebezpieczeństwie.
    Zostawiłiśmy im tę bombę ale poprosili nas stanowczo o mniej aktywności społecznej i nieprzynoszenie innych bomb, podkreślając stanowczo, że należy to zostawić wojsku.

    A wracając do tematu zasiedlania – długo jeszcze po wojnie, gdzieś tak chyba już w późnych latach 70 widać jeszcze było gdzie przebiegała granica polsko-niemiecka jak się jechało pociągiem z Olsztyna do Bałegostoku.

  217. @zak1953 od początku bolało mnie to bezczelne obwinianie pilotów.Bo to szukanie najłatwiejszego kozła ofiarnego. Mam szczególny szacunek i sentyment dla pilotów,bo jeden z ojca braci wykonywał ten zawód.
    A ja w pewnym momencie byłam zafascynowana książką „Ziemia,planeta ludzi ” A.de Saint-Exupery.

  218. @Ewa-Joanna 2 kwietnia o godz. 23:21
    Niesamowita historia, dzięki! Ten niewypał w wózku… a to dopiero 🙂

  219. @zak1953 – 23:10
    „Sam zaliczyłem kilka pogrzebów kolegów-lotników, którym zabrakło trochę szczęścia, aby wyjść cało z niebezpiecznej sytuacji, którą sami sobie sprokurowali. ”
    @basia.n – 23:33
    „@zak1953 od początku bolało mnie to bezczelne obwinianie pilotów. Bo to szukanie najłatwiejszego kozła ofiarnego.”

    Ta wasza zgodnosc w temacie tak jakby rozjechala sie. Ale kapke tylko sie rozjechala. Bo zgodnosc chyba wam wyszla w tym, iz piloci ‚zostali skazani na bylejakość przez swoich polityków, w tym przez prezydenta i swego dowódcę’

    Nieodpowiedzialnosc, czy wrecz kretynstwo jakie pokazano w nalocie na Smolensk 10 kwietnia 2010, przechodzi ludzkie pojecie. Naiwnoscia jednakze by bylo oczekiwac od prezesa pojscia po rozum glowy. I poddania sie po nieogloszeniu koncowego raportu smolenskiego podczas 96 miesiecznicy za kilka dni.

    Czy on jednakze do upadlego bedzie bronil honoru pilotow, tak jak niektorzy z nas probuja? I wszystko zwali na Tuska i Putina, jak chce Macierewicz? Nie jestem tego taki pewien

  220. @Ewa-Joanna 2 kwietnia o godz. 23:21
    z opowieściami rodzinnymi. Polacy na Wileńszczyźnie musieli zdecydować, czy będą radzieccy czy polscy, ale nic nie słyszałam o wywózkach. Po prostu zostawali i mieszkali dalej tak jak przedtem.

    Kolejny świadek historii.
    Nie, nie tej z lat 1944-46 a raczej tej z lat 50-tych do 70-tych. I nie z Kresów tylko z Odrodzonej Polski na Prastarych Ziemiach Piastowskich.
    Komusza propaganda zrobiła swoje. Nikogo nie wywieziono w latach 1944-46. A te tendencyjne bajki o około 50 tysiącach polskich zesłańców z tamtych lat to tylko szczucie pomiotów zaplutej sanacji.

    Nikt nie zachęcał mojej babci do wyjazdu do Nowej Polski słowami: „chce dołączyć do męża?”

    Akurat jego wywieziono w 1940-tym, ale pytanie padło w 45-tym.

    Niemiecki Czerwony Krzyż pod koniec (czy w połowie, już nie pamietam) lat 70-tych przysłał nam pierwszą odpowiedź sowieckiego biura. Sowieci odpowiedzieli Niemcom, bo na listy z Polski, kierowane za pośrednictwem Polskiego Czerwonego Krzyża od 1946 roku przez 30 lat nie reagowali.
    W końcu ktoś podsunął pomysł, aby korzystając z niemieckiego nazwiska dziadka, poprosić o pomoc Niemiecki Czerwony Krzyż. Oni zapytali o niego jako o Niemca. I im Sowieci odpowiedzieli.
    Polskie gówno nie było warte odpowiedzi.

    Podobno zmarł na aniewrizm sierdca w jednym z gułagów pod Magadanem.
    Nie ma to jak dobra bo radziecka diagnostyka medyczna, i starannie prowadzone archiwa.

    Babcia z dwójką małych dzieci udała sie w życzliwie zasugerowaną jej podróż do Polski w węglarce, jadąc luksusowo, bo od padającego śniegu przykrywając się ciepłą kołdrą. Zresztą nie ma co narzekać, bo śnieg przecież nie padał na całej, kilkudniowej trasie Grodno-Radom.

    Nie udało mi się nigdy namówic ani mojej mamy ani jej brata na wyprawę w rodzinne strony. Pod gankiem zostały przecież zakopane:

    1. Garnek miodu
    2. Słoik ze srebrnymi monetami.
    3. Serwis porcelarnowy.
    4. Radio

    Ciekaw jestem jaką logiką kierowała się babcia? No ale ona w końcu dziedziczka, do roboty nie przyzwyczajona, pod koniem, który nie chciał dalej iść, ognisko na drodze rozpalała. Pierwszy w życiu raz nie było woźnicy i musiała sama koniem rządzić, a do stacji daleko.

  221. Wróć, pomyłka, w 1945 mój wujek nie był już dzieckiem tylko szybko doroślejącym nastolatkiem. Mama zaś młodszą nastolatką. Nie ma co sie zatem rozczulać nad tym wyganianiem do Polski. Identyczna sprawa jak z Żydami-komunistami w 68-ym.
    W obu przypadkach największymi przegranymi okazali się ci, którzy nie wyjechali.

  222. @zza kałuży
    3 kwietnia o godz. 5:49
    A twoje opowieści prawdziwsze, czy może nsiąkniete juz nowszą propagandą antykomunistyczną o komunie, której nigdy w Polsce nie było? Ale im dalej w czas tym więcej bojowników z komuną się objawia.
    Napisałam to co zostało mi przekazane przez moją babcię i ciotkę, że miały do wyboru albo zostać i być obywatelem ZSRR albo zostawić wszystko i wyjechać aby być Polakiem. Część Polaków na wileńszczyżnie została i jakoś nie wyginęła.
    Nie wiem czy twoja babcia oczekiwała pullmana, ale moja była zadowolona nawet jadąc towarowym. Jechała do kraju.

  223. Orteq
    3 kwietnia o godz. 5:25
    Prezes Jarosław nie broni wcale honoru pilotów, tylko polityków ze swego środowiska politycznego, którzy stworzyli konkretne warunki pracy pilotom pułku specjalnego. Cywile regularnie ćwiczą na symulatorach rozmaite sytuacje, które mogłyby się przytrafić (czasami trudno wyobrażalne), aby być przygotowanym na rozwiązanie tych i podobnych problemów i na ćwiczenie współpracy w załodze wieloosobowej. Wojskowym tego odmówiono. Nie „zabili” się kilka razy w wirtualu, zrobili to raz, a skutecznie w realu. Do tego zachowania prezydenta spowodowały niechęć ludzi do latania z takim vipem.

  224. Cafnijmy sie kapke

    „Ziemia obiecana” to jedyny w naszej historii polski film, który jest lepszy od książki. Reymont dostal Nobla, tak naprawde, za doskonala powiesc „Ziemia obiecana”. Choc ta nagroda miala niby byc za „Chlopow”.

    Noblowscy skandynawowie w 1924 roku nie mieli, oczywiscie, najmniejszego pojecia o tym, ze w niedlugiej przyszlosci nastapia jakies klocki pomiedzy nagrodami Nobla i nagrodami Oscara. Wiec Nodel przypadl Reymotowi za „Chlopow” niby. Powiesci napisanej w kilka lat po „Ziemi obiecanej”.

    A wiec, mamy powiesc „Chlopi”. Bedaca obrazkami uciemiezonych. I mamy „Ziemie obiecana”. Obrazujaca ciemiezycieli. Tych zydowsko-przemyslowych wczesnych kapitalistow lodzkich. Czasy byly porewolucyjne. Czy mam cos jeszcze dodawac?

    Nobel dla Reymonta za „Chlopow”, w 1924 roku, to byla pierwsza najwyzsza nagroda za POPRAWNA polityczna tworczosc literacka tamtych czasow.

    Stalinizm przetrwal, dzieki temu, nastepne 29 lat. How fricken lovely

  225. No tak, zaku1953. Protasiuk jedynie okazal sie slabeuszem. Przez co zginelo, w sumie, 96 osob. Czy ktos odpowie za te multi smierc?

    Protasiuk nie odpowie. On ma wylaczony internet przebywajac tam gdzie dzisiaj, od osmiu lat przebywajac, przebywa.

    Dlaczego nie ma internetu w Niebie?

  226. zza kałuży
    3 kwietnia o godz. 5:49

    Nie bardzo rozumiem, z jakiego powodu opowiadasz o swojej rodzinnej historii jako KONTRĘ do tego, co zrelacjonowała Ewa- Joanna, skoro jedna i druga opowieść są o faktach. A to, co powiedziała Ewajotka, jest jakby opowieścią również o mojej rodzinnej historii – i to dosyć mnogiej. W roku 1946 wyjechało z Wileńszczyzny do nowej Polski – zwyczajnie wyjechało – prócz mojej mamy ze mną niespełna dwulatkiem – czworo jej rodzeństwa z małżonkami i z dziećmi. Dwie siostry i brat osiedli na wsiach na Mazurach, najstarsza siostra z rodziną – pod Słupskiem, a my z mamą badzialiśmy się najpierw parę miesięcy po jej rodzeństwie na Mazurach, później mama wylądowała ze mną w miasteczku Barciany w domku, który jej został przydzielony. Mieszkaliśmy tam dwa lata. Do przyjazdu ojca z łagrów, który siedział 4,5 roku. Ruscy zwinęli go ze wsi Rakiszki, gdzie mieszkaliśmy, z calą grupą młodych mężczyzn. On rzeczywiście przeżył wywózkę i dramat łagrów (mąż najstarszej siostry mamy zwiał z podwody, którą ich Ruscy wieźli, i nigdy go już nie dopadli, spokojnie przyjechał z rodziną do Polski). Z uwolnieniem ojca i z jego przyjazdem do nas były korowody – do ostatniej chwili próbowali mu wmawiać Ruscy, że jest Ruskii – ale zakończyło się szczęśliwie: jakoś wczesną jesienią w 1948 – przyjechał z drobnymi prezentami z UNRR-y. Do dziś pamiętam niezwykły smak czekolady i gwizdek, jaki mi zrobił z łozy, kiedy siedzieliśmy nad stawem. Rodzice mamy i spora część dalszej rodziny została w moich rodzinnych Rakiszkach (Kiedy u nas był ocet na półkach, cioteczna siostra mojej mamy przysyłała nam, biedna, słoninę, choć aż tak źle z kartkami przecież nie mieliśmy). Babcia z dziadkiem dołączyli do nas w 1950 roku. Siostra ojca z mężem i z czwórką dzieci przyjechała do Polski w drugim rzucie repatriacyjnym w roku 1957.

    Jak potrafiłeś w tych zabugowskich losach wyszperać powód do sporu – nie pojmu. Nigdy się specjalnie historią nie interesowałem, a tęsknoty za miejscem urodzenia mam zero. Wiem o tamtych czasach z historii rodziny tyle, że były wywózki Polaków (ssyłki) do najróżniejszych – odległych, na Syberii i bliższych – miejsc odosobnienia i łagrów. Ojciec był kolejno w kilku łagrach. Zdarzyło mi się nawet mieszkać na kursie językowym w Moskwie przy ulicy, gdzie kiedyś była fabryka, w której pracowali więźniowie, w tym – mój ojciec. Ale te wywózki i w zasadzie nieskrępowany wyjazd ludzi do Polski, do których Ruscy nic nie mieli, to dwie odrębne sprawy. O co się spierać? Chyba że masz dość teraz typowego antykomunistycznego szmergla (w Polsce sztucznego, jako że komunizm był u nas tylko na jęzku, a nie w rzeczywistości), który im dalej od PRL, tym staje się potężniejszy – coś jak z antysemityzmem.

  227. i być obywatelem ZSRR

    Человек проходит, как хозяин
    Необъятной Родины своей.
    (…)
    Я другой такой страны не знаю,
    Где так вольно дышит человек.

    https://www.youtube.com/watch?v=8OIGCkfmK8w

  228. Jak potrafiłeś w tych zabugowskich losach wyszperać powód do sporu – nie pojmu.
    Zabużańskie losy zależały raczej silnie od zawodu czyli od pełnionej wtedy funkcji/pozycji społecznej oraz od donosu.

    Którego prawdziwość potwierdzała lub nie wymalowana na twarzy ilość przeczytanych książek, formalne wykształcenie oraz fakt noszenia przez podejrzany element kapelusza.

    Wyśmiewanie się przez małe dziewczynki z nowej zawiadowczyni stacji w Lidzie, przybranej na okoliczność pobiedy nad polskimi panami w piekną suknię zrobiona z firanek ukradzionych w pierwszym polskim domu też mogło sprowadzić nieszczęście.

    Wtedy – realne. Dzisiaj tylko polegające na przelaniu czary niecheci gospodarza na blogu red. Passenta i na nieprzepuszczeniu wpisu o ubranej w fiiranki wyzwolicielce. Red. Passentowi wydał sie ten opis przesadą obszarniczej propagandy! Popatrz, popatrz, jakie wysokie standardy! I u kogo!

    Powiedz, dlaczego 9-latka zapamiętała sukienke z firanek (czy to w ogóle możliwe, aby 9-cio letnie dziewczynki umiały rozpoznać firanki sąsiadów na sowieckiej żołnierce i zapamietać ten fakt na 40 lat?) i opowiadała o tym synowi w czasach Gierka?

  229. Chyba że masz dość teraz typowego antykomunistycznego szmergla (w Polsce sztucznego, jako że komunizm był u nas tylko na jęzku, a nie w rzeczywistości), który im dalej od PRL, tym staje się potężniejszy

    Nie, drogi @wbocku, jest całkiem odwrotnie. Szmergla nie mam, bo od ćwierć wieku tłumaczę przy każdej okazji miejscowym na czym polegało polskie udawanie, załatwianie i kombinowanie, i że było ono, raczej szczęśliwie dla obu stron, równie intensywne po stronie obateli, udających, że:
    1/pracuja solidnie,
    2/są ideowi,
    3/wierzący w socjalizm,
    4/uczciwi, itd.
    oraz po stronie władzy, że:
    1/im uczciwie płaci za pracę,
    2/swoje działania opiera na jakiejś idei,
    3/wierzy w głoszone hasła,
    4/promuje kompetencje itd.
    Amerykanie słuchają, wybuchają śmiechem, bardzo chwala polską zdolność przetrwania i przystosowania się i zgadzają się, że wschodni Niemcy, Rumuni, Radzieccy to była inna bajka i wtedy ja im opowiadam o najweselszym baraku w obozie.

    Nie mam przy tym ani grama złudzeń, że ten sam Amerykanin za pięć minut, gdy nadarzy sie mu taka okazja, w rozmowie ze wschodnim Niemcem, Rumunem czy Rosjaninem przyzna im rację, jakim to zakutym komunistycznym betonem byli Polacy. W porównaniu do miłujących wolność i posiadających wysoka kulturę mieszkańców kraju jego aktualnego rozmówcy.

    Mocarstwa takie jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone już tak mają. Ich mieszkańcy nauczyli się, że przez wieki wala do nich poobijani biedacy z całego świata i że każdy z tych poobijanych biedaków ma swoją najważniejszą na świecie, pobijaną, biedną historię i że aby taki poobijany, biedny imigrant mógł za chwilę przepoczwarzyć się w wydajnego pracownika w brytyjskim czy amerykańskim kieracie – trzeba mu okazać trochę pańskiego zainteresowania i udać troszeczkę współczucia. Biedny i poobijany dużo iei potrzebuje aby zaraz z pracowitością mrówki rzucić się w nowej ojczyźnie do radosnej, chociaż ciężkiej pracy.

  230. zza kałuży
    3 kwietnia o godz. 8:09

    Wybacz, ale kiedy z zapamiętanych przez dziecko opowiadanych epizodów robisz ideologię i pokazujesz czarne podniebienie, demonstrujesz to, co robi oszalały PiS, madam Pawłowicz, Wyszkowski, niektórzy moi koledzy ze szkoly, kiedyś gorliwi pezetpeerowcy, którzy na starość stali się antykomunistycznymi szaleńcami (pewnie dla zatarcia tej pezepeerowskości, która mnie akurat obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg) oraz niejaka Maria, której obłędność i antykomunistyczną pianę na ustach (wyjechało to dziecko z Polski w wieku 20 lat) tu prezentowałem, to nie pogadamy. Przeszłość wywołuje we mnie spokojne wspomnienia, nie przeżywałem żadnych dramatów z powodu ustroju i akceptuję tylko rzeczowe, bez ideistycznych smrodów badania historyczne, a nie szał patetycznych, skrajnie wybiórczych rozliczeń z nieistniejącym.

  231. Jak sie bardzo staram aby także nie wzbudzać się za bardzo emocjonalnie ale jak widać są czułe struny i jak ktoś napisze coś szczególnie potrącającego taką strunę to się układ wzbudza. I generuje drgania.

    Zauważ, że raczej mocno zaszokowany biograficznymi szczegółami @anumlika nie pisnąłem ani słowem. Przyznasz chyba, że to, co teraz wiemy na temat tego człowieka, w zestawieniu z jego wieloletnim produkowaniem się tutaj w roli jednego z filarów blogu ateistów, występowaniem nie tylko w roli ateisty ale jeszcze kompasu moralności, jest piramidalną szyderą z każdego porządnego człowieka.

    A jemu tutaj ołtarzyk wybudowano! Dużo mi nie brakuje, aby użyć odpowiednich dla tego człowieka i dla budownicznych ołtarzyka określeń.
    „Czarne podniebienie”?
    U was na wsi tak mówią? Pogubiłem się na zakrętach historii, zapomniałem kto kogo tak wyzywał i nic a nic mnie ta obelga nie dotyka.

  232. zza kałuży
    3 kwietnia o godz. 9:07

    Nie pisnąłeś ani słowa o anumliku? Właśnie pisnąłeś, a nawet się rozwodzisz. Tym się różnimy, że gówno mnie przeszłość anumlika, pogodnego człowieka wielkiej klasy intelektualnej, obchodzi. Natomiast to z czym wyskoczyłeś do Ewy-Joanny jest Twoim brakiem wiedzy o losach ludzi, których nikt nigdzie nie wywoził, a Ewa-Joanna, być może, nie miała rodzinnych przekazów o wywózkach. W mojej bliższej i dalszej wielkiej rodzinie było i jedno, i drugie.

    Sam się potrafię wściekać, ale kiedy obserwuję szydercze spory wynikające z niechęci do rozumienia drugiego i z wielkiej chęci do spierania się, głupio mi, że też czlowiekowaty jestem.

  233. O ludziach z „czarnym podniebieniem” mawiał czasem mój ojciec. Nie wiedziałem, co ma na myśli. Później rozmawiałem z dziadkiem o psach, bo chciałem mieć własnego, dowiedziałem się, że przy wyborze szczeniaka należy mu zajrzeć do pyska, bo te z czarnym podniebieniem są agresywne. Taki przesąd.
    Jako wczesny nastolatek przysłuchiwałem się opowieściom sąsiada, który w 1956 powrócił z Magadanu. Niesłychanie sympatyczny, pogodny człowiek pochodzący z okolic Lidy, a opowiadał niesłychane horrory. Zapytany, za co trafił na Syberię, powiedział, że Ruscy na Białorusi tuż po wyzwoleniu tych terenów aresztowali akowców i wywozili ich do łagrów za udział we wrogiej partyzantce. Czy sam był akowcem? Nie, ale jeśli NKWD miała rozkaz dostarczyć np. 20 „bandytów”, a znała (głównie na podstawie donosów) tylko 15, to resztę dobierała z lokalnej młodzieży. Tak mówił.
    Na Białorusi zostali jego krewni, później w latach 70. odwiedzał ich tam i potem opowiadał kolejne horrory o tamtejszej biedzie.
    Nauczył mnie grać w domino, które było jedną z głównych rozrywek w obozach na Kołymie, a potem w Magadanie. Nie wiedziałem, że można w to grać na pieniądze lub fanty 😯

    O traktowaniu Polaków kresowych jako obywateli ZSRR opowiadała również moja matka, która wywieziona jako 17-latka przeżyła ostatnie dwa lata wojny jako robotnica przymusowa w Berlinie. Po zdobyciu miasta Rosjanie dokonywali selekcji wyzwolonych niewolników z różnych krajów Europy. Matka zorientowała się, że Polaków pytają, z jakiej okolicy pochodzą i ci z Kresów lądują w innej grupie niż reszta z „centrali”. Kiedy przyszła na nią kolej, powiedziała, że jest z Krakowa. Tę grupę puszczono potem wolno, niech sobie wracają w swoje strony. Rosjan, także wyzwolonych jeńców wojennych, i ludzi z terenów ZSRR potraktowano jak zdrajców, którzy powinni odkupić teraz swoje winy pracą w łagrach na Syberii.

  234. zak1953
    3 kwietnia o godz. 6:40

    Mój komentarz
    Piszesz o treningach na symulatorze. Polscy piloci tego nie mieli. A niewątpliwie były one konieczne. Bo wpajałyby oprócz techniki zasady.
    Zasady są ważniejsze od techniki, jeśli sytuacja jest tak prosta, jak cep – nie zniżaj się we mgle poniżej 100 m, nawet jak ci kolega kapitan, który wylądował, poradził byś spróbował.

    Zadaję sobie pytanie – czy treningi symulatorowe mogły odwieść kapitana Tu-154M w Smoleńsku od wlecenia w gęstą mgłę poniżej 100 m, od spróbowania, czy jemu także się uda i czy symulator na treningach mógłby podpuszczać pilota – siadaj , śmiało, zmieścisz się, itd.?

    A przecież system TAWS dostając od systemu czujników wiadomość, że wysokość jest mała, prędkości zniżania zbyt duża, głośno wołał – terrain ahead, pull up. I nic to nie dało.
    Pzdr, TJ

  235. @wbocek
    3 kwietnia o godz. 9:26
    Rodzinne przekazy o wywózkach były, ale dotyczyły okresu wcześniejszego, więc uznałam za mniej istotne.

  236. @Tobermory
    3 kwietnia o godz. 10:17
    Zdaje mi się, że mówiono tak o Ukraińcach przesiedlonych w ramach tej akcji Wisła czy jakoś podobnie.

  237. @Ewa-Joanna
    3 kwietnia o godz. 10:30

    Akcja „Wisła” miała na celu odcięcie wrogiego, upowskiego podziemia od wsparcia, które dawała im, niekoniecznie dobrowolnie, ludność bieszczadzkich wsi.
    Chodziłem do szkoły z takimi „Matlukami”, nie mając pojęcia, skąd i dlaczego się w naszej okolicy wzięli. Akcja objęła wtedy nie tylko Ukraińców, ale i wielu Łemków i Bojków z terenu Bieszczad.
    Moja kresowa babcia po kądzieli, która w wołyńskim miasteczku pod koniec zimy 1945 dostała propozycję nie do odparcia, aby w ciągu pół dnia spakować dobytek i załadować go do połowy wagonu towarowego, nie wahała się długo. Rodzina ojca, która przed banderowcami uciekła z rodzinnej wsi do tego samego miasteczka, również pakowała się bez oporu. Natomiast siostra babki po mieczu, zamężna z Ukraińcem, zdecydowała się na pozostanie w tym mieście, mimo że od tego momentu stała się obywatelką ZSRR. Jej mąż miał duże ogrodnictwo, sprzedając goździki w Leningradzie prosperowali znakomicie. Własnych dzieci nie mieli, więc zapraszali do siebie siostrzeńców z Polski, a ci wracali ze złotymi zegarkami.

  238. Kiedy w 1970 roku odwiedziłem tę cioteczną babkę, miała dwoje starszych „domowych” (służących) i prywatną ukraińską lekarkę na każde zawołanie. Miała też wychowanicę, która niebawem miała wyjść za mąż, w związku z tym jej narzeczony Iwan pędził samogon i martwił się, czy nadąży, bo wesele za miesiąc, a on miał dopiero 70 litrów gotowego 🙄

  239. Tobermory – 10:53, 14:06

    A niektorzy do zlotych zegarkow dokladali sobie jeszcze zlote zęby. Zeby wygladac ladnie.

    Samogon zas pedzono dosyc lacno i w PRL-u. Trzeba bylo tylko posiadac sprzet. Moj ojciec posiadal. Przechowujac w krzakach z daleka od domu. No bo wszystko bylo nielegalne. W produkcji alkoholu panowal monopol panstwowy

  240. @Orteq
    3 kwietnia o godz. 14:14

    Mój wuj też posiadał, ale trzymał w szopce na zapleczu domu, w którym mieszkał. Czuł się bezpiecznie, bo piętro wyżej mieszkał komendant miejskiego posterunku milicji 😎

    Złotymi zębami świecili białoruscy goście wspomnianego wyżej sąsiada. Polacy jeżdżący za Bug wstawiali sobie złote plomby i koronki na trzonowce, ale na froncie chcieli mieć białe 🙄 Tylko jeden mój wuj wrócił raz z błyskającą złociście górną czwórką 😉

  241. @wbocek
    Strasznie żałuję, że mam tak daleko do wiadomego falochronu. Chętnie poobserwowałbym odbite fale. No, pomiędzy piątką a ósemką, żeby mnie nie wywiało.
    A co do twojej wymiany zdań z @zakałużnikiem, to ma on Ci sporo racji. Są życiowe błędy(?), które skutkują tym, że delikwentowi nie podaje się ręki i nie siada z nim przy jednym stole. I to niestety, chyba ten przypadek.

  242. gotkowal
    3 kwietnia o godz. 19:00

    Nie ma takiego wypisanego wielkimi literami na niebie bezosobowego przykazania, gotkowalku, jak „NIE PODAJE SIĘ ręki” czy „NIE SIADA SIĘ przy jednym stole”. To konkretny ja, ty, on, ona mogą sobie nie podawać ręki – ich wychowanie, ich osobowość, ich wola. Ja nie byłem uczony nie podawania ręki ani nienawiści (najwyżej mogę mieć do kogoś niechęć, czuć jego obcość, nie ma nieodwołalnego przekreślania człowieka), choć moja rodzina była ciężko doświadczona. Katolicka większość pierwszego po transformacji sejmu (później też było niewiele lepiej) wręcz się licytowała sama między sobą na okazywanie pogardy i nienawiści do posłów SdRP i później SLD (przez kogoś przecież wybranych). Dawała – podobnie jak obłudny Kościół – piękny przykład narodowi. To od głowy zaczęła się psuć ryba w początkach transformacji. Nie bardzo wierzyłem i wierzę w szczerość tego niby moralnego wzmożenia. Natomiast widziałem i widzę ostentacyjne licytowanie się, kto mocniej kopnie leżącego. To była demonstracja polskiego prostactwa, a nie wymierzanie sprawiedliwości. Sprawiedliwość została już wymierzona: ustrój padł. A Wałęsa był gotów podać Kwaśniewskiemu nogę, zamiast ręki. Piękny przykład z Matką Boską w klapie. Zły gnom Kaczyński, który jawnie podzielił naród na dwie nienawidzące się wzajem części, tylko wykorzystał to, co wcześniej było zasiane – być może wieki wcześniej. Z tym niepodawaniem ręki, z budowaniem nowego na fundamencie nienawiści, nieuleczalną odwetowością (nie wiem jak wielkiej części Polaków, ale wystarczająco dużej, by nikt nie musial daleko szukać), jesteśmy dzikiusami i daleko nam nie tylko do cywilizacji XXI wieku, ale i do poziomu jednego prostego kaznodziei sprzed dwóch tysięcy lat.

  243. tejot
    3 kwietnia o godz. 10:20
    Ćwicząc na symulatorze; alarm systemu TAWS, wyrobiłyby odruch warunkowy odejścia na drugi krąg, przy braku widoczności ziemi.

  244. wbocek
    3 kwietnia o godz. 20:31
    Ewa Szumańska, Stanisław Barańczak, Lothar Herbst już nie żyją – więc nie dowiemy się co o tym sądzą. Żyje Ludwik Flaszen, Jacek Łukasiewicz i przede wszystkim Urszula Kozioł. I to ona, jako bezpośrednio zainteresowana, określiła rzecz jasno i dobitnie: to była wyjątkowa podłość. Ale nie to jest najgorsze. Poraża dezynwoltura w stosunku do swych przeszłych „dokonań” i całkowity brak refleksji moralnej. Lepki, brzydko pachnący smutek.

  245. gotkowal
    3 kwietnia o godz. 20:41

    Najogólniej mówiąc i nie pretendując do objęcia tym mówieniem wszystkich możliwych wariantów funkcjonowania człowiekowatych na tym padole: nie w tym, na co człowiek patrzy, jest nienawiść, lecz w nim.

  246. wbocek
    3 kwietnia o godz. 21:00
    Daleki jestem od nienawiści. Brak mi powodu. Przykro mi. Bardzo niemiły szok.

  247. tejot
    3 kwietnia o godz. 10:20
    Zadaniem symulatora jest przećwiczenie kwestii zbyt ryzykownych do trenowania ich w realu. Tam możesz zabijać się do woli i przećwiczyć rozmaite warianty zachowań. A potem jest czas na omówienie twoich błędów w trakcie takiego lotu symulowanego. Wyjdzie także kwestia braku umiejętności współpracy z zespole (czyli załodze wieloosobowej). Podejrzewam, ale nie mam tej pewności, że na rosyjskim symulatorze mogły być ćwiczone również podejścia na dwie NDB, czego w zasadzie już nie spotkasz w cywilnych międzynarodowych portach lotniczych. A przecież problem wynikł m.in. z tego, iż nasi lotnicy próbowali tupolewem podchodzić w automacie, czyli jak na lotnisko z czynnym ILS (instrument landing system), czego w Smoleńsku nie było. To był kardynalny błąd. Na co oni lądowali, tego w zasadzie nie doszedłem.

  248. gotkowal
    3 kwietnia o godz. 20:31
    tejot
    3 kwietnia o godz. 10:20
    Ćwicząc na symulatorze; alarm systemu TAWS, wyrobiłyby odruch warunkowy odejścia na drugi krąg, przy braku widoczności ziemi.

    Mój komentarz
    Oczywiście, doskonalenie umiejętności i kształtowanie nawyków, to rola symulatora.
    Chociaż dla mnie wołanie TAWSa „terrain ahead, pull up”, to jak czerwone światło na drodze. Czy czerwone światło podlega jakiejkolwiek dyskusji? Czerwone – stop, zielone jechać. Temat wyczerpany.

    Podobnie było z lotem do Smoleńska. Załoga nie ma uprawnień? Stop. Kontroler lotów komunikuje – warunków do przyjęcia samolotu nie ma. Odlot.

    O czym tu można dalej dyskutować? A jak się okazało można było. Można było jednym tchem powiedzieć, że „tu p..a jest ale nam się udało, bo ja wiem, możecie spróbować.”

    Polnische Wirtschaft w głowach załóg lotniczych i ich wysokich pzrwełożonych było silniejsze od „warunków do przyjęcia nie ma”, silniejsze od „tu p..a jest”. Silniejsze od instynktu samozachowawczego.
    Pzdr, TJ

  249. tejot
    3 kwietnia o godz. 21:17
    „Świętymi księgami” pilota wojskowego są: Regulamin lotów lotnictwa sił zbrojnych RP i Instrukcja bezpieczeństwa lsz RP. Obydwie mówią wyraźnie: przy braku widoczności ziemi, na lotnisku nie wyposażonym w ILS, alarm systemu TAWS: „terrain ahead” – jest rozkazem odejścia na drugi krąg. Alarm: „pull up” to już dzwon pogrzebowy, oznajmiający – za chwilę zginiesz!

  250. gotkowal – 20:41

    Poraża cie dezynwoltura, powiadasz? I panuje lepki, brzydko pachnący smutek?

    Co mnie bardziej poraza i smutkiem napelnia to gotowosc az tylu niedawnych wielbicieli talentu zmarlego niedawno czlowieka do calkowitego Jego dzisiaj zapomnienia. Pomimo faktu, iz dolaczyl On do ruchu „S” zaraz po jego powstaniu. I do starej wiary w Swietlany Ustroj nigdy nie powrocil.

    Nowy ‚ruch S’ nie przytulal Go za bardzo do serca. Co to to nie. Czemu sie nie dziwie zbytnio. Rozumiem tylko troche lepiej powody dla ktorych On sie przytulil do dwoch, glownie, blogowisk. Obu nastawionych mocno krytycznie do kaczyzmu.

    Bo kaczyzm to wice wersa „S”

    PS
    Co do odczuc niektorych czlonkow srodowiska literackiego Wroclawia, i nie tylko Wroclawia, mam pelne wyrozumienie. Ja tez nie mam zbyt wiele sympatii dla donosicieli na mnie.

  251. ‚W PRL dziennikarz, publicysta, krytyk literacki. Polityką zajął się w latach 90. Związany z prawicą, przez dwie kadencje był burmistrzem Ożarowa Mazowieckiego, w 1994 r. stanął na czele warszawskiego sejmiku samorządowego. W 1997 r. był wśród kandydatów na AWS-owskiego wojewodę warszawskiego, zaś po reformie administracyjnej – pełnomocnikiem premiera, który organizował urząd marszałkowski województwa mazowieckiego. W 1998 r. został wójtem Michałowic. Do PKiN przyszedł w 2002 r. za prezydentury Lecha Kaczyńskiego, już jako prezes miejskiej spółki wydał tomik „Zwykli ludzie”, w którym mówił m.in. o „narodzinach duszy dziecka i jej szybkiej deprawacji”. – Jestem duszą poetycką , człowiekiem w niektórych środowiskach bardziej kojarzonym z literaturą niż polityką – tłumaczył’

  252. gotkowal

    Piszę przed śmiercią na zmartwionie. Mówiłem o tym, że nienawiść jest właściwością patrzącego, a nie obiektu, na który on patrzy. I mówiłem o Polsce opanowanej w czasie transformacji przez nienawiść, nie o Tobie.

  253. Orteq
    3 kwietnia o godz. 21:38
    Pisząc o dezynwolturze, miałem na myśli przywoływany przez Ciebie wywiad. Bo chyba nie naprowadzałeś nas na niego, nie znając go w całości?
    Wiem, co myślą, niektórzy poszkodowani w wyniku operacji „Twórcy”. I w tym przypadku, ich głos jest decydujący.

  254. Honor est in honorante

  255. Tobermory
    3 kwietnia o godz. 21:52
    Masz rację.

  256. a może by tak rozprawa nad katoliczką?
    https://www.youtube.com/watch?v=wakl69xds5Q

  257. gotkowal, Tobermory

    Syn po smierci Ojca napisal w komentarzu do blogowiczow :

    „Niech spoczywa tam, gdzie chciał się znaleźć!”.

    Czy tylko ja rozumiem to zdanie jako dobitne okreslenie JAKA smiercia On zmarl?

    On sam zadecydowal o swoim odejsciu. Z dwutygodniowa choroba czy bez niej. Tylko takie zrozumienie slow Jego syna potrafie wygenerowac.

    Honor est in honorante. Indeed. Jaka szkoda

  258. Rozumiem ze donosy, oraz raporty TW w latach 70-tych gierkowszczyzny, byly strawa codzienna Przywodcow Narodu. Ja tych spraw nie znam z autopsji z oczywistych wzgledow: ja bylem wyjechany.

    Jesli za gierkowszczyzny lat 1970-80 raporty TW, czy innych donosicieli, upupialy w jakis sposob tworcow takich jak Baranczak czy Koziol, cala moja sympatia dla upupianych. Jesli natomiast tam chodzilo o WYPROMOWANIE upupianych – kto slyszal o Koziol przed 1970? – to I dunno.

    Wiekszosc tworcow drugiego obiegu zaslynela dzieki upupianiu. Potem prawie wszyscy przepadli posrod uwolnionych talentow

  259. Orteq
    3 kwietnia o godz. 22:56
    Daj już spokój. Pora na zasłonę miłosierdzia. I milczenia.

  260. gotkowal, – 21:50

    „Pisząc o dezynwolturze, miałem na myśli przywoływany przez Ciebie wywiad. Bo chyba nie naprowadzałeś nas na niego, nie znając go w całości? Wiem, co myślą, niektórzy poszkodowani w wyniku operacji „Twórcy”. I w tym przypadku, ich głos jest decydujący.”

    Tez bym chcial zeby glos NAPRAWDE poszkodowanych przez donosy byl decydujacy. Tak sie jednak sklada, ze owo ‚poszkodowanie’ to najczesciej uzdurane wymysly tzw. poszkodowanych.

    Ubecja tamtych czasow nie miala najmniejszego konceptu co robic z donosami tych przeroznych TW-ow.

    Ja np. bylem poszkodowany przez donosy na mnie tylko tak, ze w rozmowie przed przyznaniem mi paszportu officer zapytal: czy ma pan problem z alkoholem?

    Po udzieleniu przez mnie prawidlowej odpowiedzi, ubecki oficer chyba zapomnial o zaproponowaniu mi ‚wspolpracy’. Czy innej lapowki. I tak to wyjechalem. Na krzywy ryj wlasciwie.

    Moja rodzina w Polsce. po prawie pol wieku juz, wciaz mnie egzaminuje: no nie pier.ol zes nikogo nie posmarowal i wyjechal. Bo to na pol-oficjalnym przyzwolenstwie na smarowanie polegalo gierkowskie poluznienie paszportowe.

    Moj kuzyn Mikolaj, urzednik paszportowym w miescie ok. 30-tysiecznym, dzis bezpiecznie pochowany na cmentarzu tuz przy bialoruskiej granicy, pozostawil rodzinie majatek przynajmniej milionowy. Ile musial wypic, przy okazji roznych smarowan okolopaszportowych, moze swiadczyc wiek w dniu jego zejscia: 55 lat. Czyli ponizej sredniej wieku zejscia mezszczyzn kraju pn. Ukraina.

    Ten kraj nigdy nie zaistnial w przeszlosci. Procz 28 dni w 1918. Jako zblizona do wczesnej sowieckosci republika nadchodzacego imperium pana Stalina

  261. Nie da sie nakazac nikomu milczenia. Bo juz sam mechanizm nakazywania sugeruje brak czegos. W tym przypadku, brak wyrazania opinii.

    Jedynym ratunkiem na zapobiezenie wyrazaniu opinii dla nas niepozadanych, jest CENZURA. Znana od lat w roznych systemach

  262. @Orteq
    A ty o czym? Jakoś nie chwytam, za dużo aluzji których nie rozumiem.

  263. @Orteq

    W jakimś sensie masz rację ,ale rację mają też i inni…
    Przyglądam się wszystkiemu z boku,ale wiem o co chodzi.
    I wydaje mi się,że w pewnych sytuacjach słuszne jest powiedzenie –
    „Mowa jest srebrem,a milczenie złotem”.
    I nie chodzi oczywiście o jakikolwiek nakaz,czy zakaz.
    Ale czasem po prostu potrzebna jest cisza…

  264. @E-J,
    @basia.n
    @gotkowal poza konkursem

    O Drogim Przeminionym Poecie naszym blogowym my tu rozmawiamy. Do ktorego ja przejawialem sympatie od pierwszych dni spotkania z Nim na blogu.

    I o tym ile On szkody mogl narobic, w latach 70-tych, bedac ubeckim TW czasow gierkowskich. Czasow ktore byly okresem formujacym „S”. Bo to wtedy powstawaly, jak pieczarki w blocie, rozne KORy, ROBCIE i inne latajace uniwersytety.

    Donosy roznych TW-ow z tamtych przelomowych czasow gierkowskich jesli sie do czegos przysluzyly to chyba tylko do Przelomu89. Ktorego poczatek nastapil w Sierpniu 80.

    Czy Baranczak, albo Koziol, albo ktokolwiek inny ze srodowiska tworcow wroclawskich – na ktorych nasz Dearly Departed podobno donosil – zostali upupieni tworczo? Czy w jakikolwiek inny sposob? I dunno.

    Tam sie odbywala maskirowka. Wymierzona na wyprodukowanie rzadow nadchodzacych gieroi, martyrow i w ogole zarzadcow swiata bedacego pod niepodwazalnymi rzadami watykanskiego Polaka JPII. Wspieranego przez zaprzyjaznionych nie-Polakow. Takich jak Gorbaczow czy Reagan. Nie brakowalo tez innych wspieraczy.

    Czerwone Imperium musialo odejsc. Balcerowicz musial odejsc troche pozniej. Nigdy nie odszedl. I dobrze

    Przepraszam za moj styl aluzyjny. Jesli jest to w ogole jakis styl. I jesli aluzje jakies tu padaja. Dla mnie sa to wszystko oczywiste oczywistosci

  265. Przerwac milczenie o naszym Dearly Departym poecie. Ogromnie meczylo mnie to milczenie. Zaa kaluznik, gotkowal i wbocek milczenie to przelamali. Dzieki im za to.

    Ja juz nie wyrabialem wklejajac co moglem w Kaciku Anumlika na zakladce tego blogu

  266. Zagadkowe Odejscie Na Zawsze naszego Poety, zaledwie dwa tygodnie po stwierdzeniu jakiejs nieokreslonej choroby, meczy mnie niemozebnie. Zastanawiam sie dlaczego panuje calkowite milczenie na ten temat? I dlaczego syn sp Poety nigdy nie powrocil na blog zeby cos zapodac np. o pogrzebie.

    O milczeniu zony sp Poety, pisarki, po Jego smierci, tez nie wiem co myslec. Enigma jakas

  267. Strasznie to wszystko zawile co piszecie panowie. Czy chodzi o to, ze autor anumlikow okazal sie, czlowiekiem wierzacym w boski porzadek swiata (bo mignal mi taki fragment jego wywiadu na ktoryms forum), a tak sie zakamuflowal na ateistycznym blogu? A teraz miga mi tu, ze byl on TW w srodowisku literackim. Hm…
    Moze niekoniecznie trzeba spuszczac zaslone milosierdzia, poniewaz byl to blogowy czlowiek, sypmpatyczny, inteligentny i z takim sprawnym piorem -brzytwa, ktora kaczyzm darl na strzepy. Tez taki kamuflaz … wyprowadzil w pole swoich wielbicieli i przyjaciol.
    Czy wzgledem wszystkich, ktorzy okazali sie niegodnymi mamy milczec czy tylko wzgledem „naszych”, bo to „jest pewna sytuacja”. Jaka? Bo swoich kryjemy, bo wielki absmak (Kaczynski) za niego i za nas…
    A moze to tylko moja chora wyobraznia z tych strzepow takie cos wymyslila? Chcialabym sie mylic.
    @Orteg, nie jest rozgrzeszeniem donosicielstwa fakt, ze zebrane materialy niekoniecznie sie na coskolwiek przydawaly.
    Maz mojej kolezanki z pracy na przelomie lat 70-tych bez watpienia zaplacil wspolpraca za paszport do USA dla chorej zony, ktora tam miala rodzicow, a ktora w Polsce skazana byla na rychla smierc. Dzieki operacji w Stanach zyla jeszcze kilkanascie lat. Nie mam cienia watpliwosci, ze postapil slusznie.
    Uwazam, ze jesli w tamtych latach ktos wyjezdzal na jakies stypendium, to podpisywal zobowiazanie wspolpracy. Dzieki temu mielismy w momencie transformacji troche wyksztalconych na Zachodzie ludzi. Dwuznaczne to, oczywiscie. Bardzo duzo drobnych kryminalistow wychodzilo wczesniej po, podpisaniu zabowiazania, nie tyle uczciwosci, co wspolpracy. To takie plotki masowo przeniknely dokomisji zakladowych Solidarnoasci.
    Jak kazdego oceniac?
    A w sumie „nigdy nie mow nigdy”, czy „gwarantuje”, czy „ja bym tak nie mogl”. To rady na wszelaka okolicznosc.

  268. Enigma albo wczesniejszy rozwod.

    Tam musialy byc jakies namacalne szkody wyrzadzone przez donosicielstwo pana TW Kasander. Innego wytlumaczenia kondemnacji naszego Zmarlego Poety nie znajduje.

    Wszyscy TW z lat 70-tych to byly ustawki i gry podjazdowe. Wtedy to zaslynal Macierewicz. Czy mam cos tu jeszcze dodawac?

    Maskirowka

  269. zyta2003 – 3:19
    „Uwazam, ze jesli w tamtych latach ktos wyjezdzal na jakies stypendium, to podpisywal zobowiazanie wspolpracy.”

    No to uwazaj sobie jak chcesz. Ja wyjechalem w tamtych latach, moze nie na stypendium tylko na PROFESJONALNA umowe miedzynarodowa, i nie kazano mi
    podpisywac zadnego zobowiazania wspolpracy. Czasy byly gierkowskie.

    Warto o tym pamietac. Ostatecznie, Sierpien80 nie wzial sie z niczego.

  270. Zapytano tylko, w biurze paszportowym: czy pan nie naduzywa alkoholu? Bylem swiezo po studiach i UB juz wiedzialo, ze jako student nie wylewalem do zlewu w 2-osobowym pokoju akademika na Rakowieckiej. Wspolmieszkaniec do dzisiaj twierdzi, ze nie donosil

  271. Bylo to studenctwo podyplowe. Moze on i nie donosil. Who cares

  272. „jako student nie wylewalem do zlewu w 2-osobowym pokoju akademika na Rakowieckiej”

    No, też mi tajemnica 2-osobowego pokoju 😆
    W sąsiednich pokojach nikt nic nie zauważył, ściany nie miały uszu? W akademiku?!
    Problem alkoholowy najpóźniej dostrzega sam zainteresowany.

  273. @panowie Dobrze, ze wyjasniliscie sprawe Anumlika. Jestem tak wstrzasnieta jak jego smiercia. Ale nas wszystkich wy….l, mozna rzec – lebski z niego facet byl. @Orteg, przepraszam, jesli cie urazilam. Chyba przesadzilam piszac, ze ci co wyjezdzali na stypendia, to zawsze musieli sie zobowiazac. Jednak co innego jest wyjechac do pracy jak to sie mowilo ” na kontrakt”, a co innego byc wyroznionym nieosiagalnym omal stypendium na naogol amerykanskim uniwersytecie. Z mojego zakladu pracy wyjezdzalo na kontrakty dziesiatki i dziesiatki ludzi w ramach umow handlowych (szkolenie obslugujacych maszyny, serwis, zaopatrzenie itd). A w calym kraju dziesiatki tysiecy. To byly mecyje, ale nie az takie wielkie.
    PS Dezertera pryncypialnie wyrzucono tu za niepodanie zrodla, czy autora cytatu. Po prostu oszust byl.

  274. zyto,

    Dezertera wyrzucono bez daj racji. Bo tylko za to, ze cytowal swoja ukochana Good Book. Ktora byla jego jedynym zrodlem. To nie bylo zadne oszustwo. To byla jego jedyna wiara. Wiara w Good Book.

    Gdy ja widzialem wejscia wierzacego jehowity na blogu ateistow, czulem ze ten blog jest otwarty na poglady drugiej strony. W celach dyskusyjnych, oczywiscie. Wyrzucenie dyskutanta to cenzura z ulicy Mysiej. Na ktorej uwalano i moje teksty. Lata byly zaprzeszle

  275. Tobermory – 4:48

    „No, też mi tajemnica 2-osobowego pokoju W sąsiednich pokojach nikt nic nie zauważył, ściany nie miały uszu? W akademiku?! Problem alkoholowy najpóźniej dostrzega sam zainteresowany.”

    Cos masz na rzeczy, Tobciu.

    Po uplywie pol wieku od mojego nie wylewania do zlewu w akademiku, ja wciaz odmawiam dostrzezenia w sobie problemu alkoholowego. Cos masz na rzeczy. Czyzbys to ty byl tym ktory na mnie wowczas donosil? I na moj problem alkoholowy?

    Jesli tak to dlaczegos byl az tak beskuteczny? Dlaczego mnie nie powstrzymano w tym moim upojeniu tyle lat temu? Czy ty wyobrazasz sobie ile ja bym mial dzisiaj dutkow gdyby mi bylo zabrano smoczek w pierwszym roku rzadow towarzysza Edwarda?

    Bo to wtedy poszly pierwsze donosy. Naszego sp Drogiego Poety nie znalem wowczas. Ani pozniej

  276. @Orteq
    4 kwietnia o godz. 6:12

    Odniosłem się tylko do twoich podejrzeń wobec współlokatora.
    Na pozostałe pytania, absurdalne i obraźliwe, nie oczekujesz chyba odpowiedzi.
    Wygląda, że nadal nie wylewasz do zlewu, tylko pokój już jest jednoosobowy 🙁 Rozszerzanie go na blog przynosi ci jakąś ulgę i przyjemność?

  277. zyta2003 – 5:31

    „@Orteg, przepraszam, jesli cie urazilam. Chyba przesadzilam piszac, ze ci co wyjezdzali na stypendia, to zawsze musieli sie zobowiazac.”

    W ogole mnie nie urazilas droga zyto. Wiem bowiem o czym mowisz.

    Ja wyjezdzalem w zorganizowanej kilkudziesiecio osobowej grupie. Ta nasza grupa miala lidera. Znajacego jezyki i w ogole. To lider wzial na swoje barki obowiazek ‚zobowiazania’ jak to nazwalas. Dzieki temu nam szaraczkom odpuszczono.

    Wiem natomiast od kolegi inzyniera, ktory wyjezdzal do Szwecji na zbior truskawek, iz jemu nie przepuszczono ‚zobowiazania’. Z ktorego to zobowiazania on sie wywiazal po powrocie, opowiadajac prowadzacemu oficerowi wierudne pierdoly. Wszystko przeszlo gladko. Bo nikt tych jego opowiadanych pierdol nigdy nigdzie nie analizowal. Gdyz bylo to pierdzenie baby w kubek. Absolutnie nikomu do niczego nie nadajace sie.

    Kolega inzynier, piszacy w prasie na dodatek, domyslal sie, ze oficer prowadzacy UB/SB mial dodatkowe wynagrodzenie za wierszowke. Naliczana wedlug stron i wierszy raportow skladanych po rozmowach z powracajacym z zachodu delikwentem. Raportow ktorych nikt nigdy nie czytal. No bo i po co

  278. Tobermory – 6:43

    Rozszerzanie nalogu kazdemu uzaleznionemu przynosi jakąś ulgę. Czy przyjemność tez? Bebe musial sie nad tym zastanowic gdy przetrzezwieje kapke

  279. Orteq
    4 kwietnia o godz. 5:57

    „Dezertera wyrzucono bez daj racji. Bo tylko za to, ze cytowal swoja ukochana Good Book. Ktora byla jego jedynym zrodlem. To nie bylo zadne oszustwo”.

    Nieprawda, Orteg. Racja była dana dezerterowi kilkakrotnie, ale z tego nie skorzystał. Anumlik znalazł w internecie identyczny tekst chyba niezidentyfikowanego autorstwa, jaki dezerter umieścił tu na blogu BEZ ZAZNACZENIA, ŻE TO CYTAT, czyli formalnie wyglądało to na plagiat. Był proszony o wyjaśnienie. Nie wyjaśnił. Pan Jacek zbanował go tylko warunkowo, zostawiając możliwość powrotu po ewentualnym wytłumaczeniu się. Dezerter już nie powrócił. Zaczął natomiast dezerterzyć, czyli indoktrynować wyuczonymi mantrami, na innych blogach. Nikt mu nigdy nie groził zbanowaniem za te mantry, choć NIE BYŁ ŻADNYM DYSKUTANTEM, lecz maszyną odtwarzającą wyczone teksty. Irytował paru blogowiczów, ale pan Jacek nigdy nie pisnął choćby pół słówka ostrzeżenia z powodu tych mantr. Dezerter wchodził tu reklamować swój produkt, a nie dyskutować – za samo to mógł być spokojnie wyrzucony. Trzeźwi ludzie chcą usunięcia religii ze szkół – czy to nie forma cenzury? Każdy gospodarz blogu ma pełne prawo dobierać sobie tematy i towarzystwo, i cenzurować materiały (czyli właściwie akceptować lub odrzucać i materiały, i autorów), i sporo autorów polityki.pl tak właśnie robi. Bo blogi są AUTORSKIE, a nie państwowe z jakimś uniwersalnym posłannictwem. Ale pan Jacek niie stosuje żadnej cenzury – wyłącznie pilnuje regulaminu.

    Plagiat jest złodziejstwem. Dezerter był kilkakrotnie proszony o wyjaśnienie, czy był plagiat, czy go nie było. Nie wyjaśnił. Sam się więc zbanowal.

  280. wbocek
    4 kwietnia o godz. 7:40

    Wolność słowa i w ogóle wolność rozumiana jako życie bez ograniczeń to infantylny mit
    biorący się, być może, z innego infantylnego mitu: „Bóg dał rozum i wolną wolę”. Konsekwencja tego dania jest taka, że skoro dla odtwarzaczy biskupich mądrości życie poczęte jest człowiekiem, to również ludzki zarodek ma rozum i wolną wolę. Ciekawie byłoby z nim o tym pogadać.

  281. Ja nadal nie rozumiem… 🙁
    I w ogóle to sie parszywie czuję czytając te aluzje i napomknienia.
    Tym bardziej, że martwy już sie nie może bronić.
    Jak był żywy to mu tu kadziliście a martwego opluwacie. Jakojścik nieładnie.

  282. Ewa-Joanna
    4 kwietnia o godz. 8:27

    Zgadzam się z tą nieładnością. Ale sam też się nieciekawie czuję, kiedy czytam wymówki bez adresu: „kadziliście”, „opluwacie”.

  283. @wbocek
    4 kwietnia o godz. 8:33
    Bo nie wiem dokładnie, pogubiłam sie w tych aluzjach.
    Zachwyty kadzidlane nad anumlikiem to prawie każdy bywalec ma odznaczone jeszcze za życia, to plucie mnie trochę pogubiło bo nie wszystkie aluzje zrozumiałam.

  284. Orteq

    A jednak nie powstrzymałeś się od dalszego ciągu. Szkoda…
    To nie sztuka wkładać przysłowiowy kij w mrowisko. Nie zawsze i nie wszystko musi być przemielone jak w młynie.

  285. kadziliście

    No może czasami i mu kadziłem.

    Ostatnia linijka w twoim opracowaniu jest o niebo lepsza. Nie umiałem rozwiazać problemu z anumlikiem walącym byki a ty znalazłeś świetne rozwiązanie. Moje przy twoim to jakiś gwałt na jezyku i to w biały dzień. (…) Ogólnie przyznaję ci rację, że twoja wersja jest lepsza.

    Ale zaczęło się od mojego przywalenia mu tym wierszykiem:

    Pan blogowicz to brzmi dumie
    Przede wszystkim nie jest w trumnie
    Tu uszczypnie, tam zamąci
    Altzheimerem clou wytrąci
    Specjalista od fizyki
    Anumliki pisze, byki

    co @anumlik poprawił na:

    „Wali byki, anumliki.”

    A więc przy pierwszym kontakcie mu troche dopiekałem a trochę kadziłem. Nb. to było w 2013 i ja nie znam wczesniejszego użycia słowa „anumlik” na jego twórczość.

    Konkretnie.
    Kiedyś pochwalil się tutaj swoim dyrektorowaniem PKiNowi i podał nawet kiedy to było. Z tego bardzo łatwo odnalazłem jego nazwisko. Ale na tym poprzestałem i nie przeszukałem internetu na okoliczność „kto zacz”. Nie wiem, co bym zrobił, gdybym wtedy przedzierzgnął się w psa tropiącego i to zrobił. Co bym @anumlikowi napisał.

    A w sieci jest całkiem pokaźna ilość materiałów o jego donosicielstwie na kolegów literatów. I różnych internetowych na jego temat dyskusji. Że niby sam niespełniony i zapoznany to donosił do wierchuszki partyjnej na sławniejszych od siebie.

    Od razu mówię, ja na nikogo nie donosiłem. Żeby nie było. Nawet jako student, nawet jako szczeniak. Przypadek @anumlika w gebę mnie jednak trzasnął myślą odkrywczą: kto jeszcze donosił?
    Z moich znajomych w rzeczywistym życiu.
    Ze znajomych blogowych? Czemu nie?

    Wygóglowałem sobie nazwisko ulubionego księdza z liceum i ze studiów. Wpisałęm w okienko wyszukiwarki IPNowskiej, w takie archiwum czy jak oni je zwą… (Google reaguje na „inwentarz archiwalny IPN”).

    I okazało się, że to był TW.

    Data początkowa:____1983
    Data końcowa:______1990

    Wpisałem nazwisko i imie mojego ojca.
    I okazało się, że to był TW.

    Anteriora:__________1969
    Data początkowa:____1973
    Data końcowa:______1976
    Posteriora:_________1984

    Jakieś łacińskie anteriory i posteriory, kurcze, u księdza ich nie było…
    No i co ja mam z tym zrobić?

    @anumlik także pary z ust nie puścił, gdy jedna z pań napisała tutaj wstepniak o uduchowionym talerzyku, co się tak komuś poruszał i z którym można było gadać…
    … a przecież internety mówią, że mu się sam Chrystus pokazał! Furda gadający talerzyk! @anumlik kontakty miał mistyczne z samym I sekretarzem niebieskiego KC!
    No nie wiem, może wtedy już był chory i nie komentował bo w łóżku siedział.

    W każdym razie sprawa @anumlika dotknęła mnie osobiscie, po pierwsze bo nie wiem, co mam zrobić z odkryciem ojca w inwentarzu IPNu a po drugie będę teraz każdego starszego niż X lat podejrzewał o bycie TW.

  286. Orteq
    4 kwietnia o godz. 3:14
    zamknij się!

    Nasz Gospodarz wpuścił Cię tutaj, na nasze łamy, gdy byliśmy zszokowani stratą Anumlika. A Ty się tu rozsiadłeś i wrzucasz swoje przemyślenia i snujesz rozważania na ten sam temat, z powodu którego zostałeś niedawno na trzy miesiące zbanowany.
    Wówczas Anumlik mógł bronić sie sam.
    Teraz już sie nie obroni. Ale nie ustajesz w wysiłkach, zeby nam go obrzydzić, obrzucasz błotem, bo a nuż coś sie przyklei…jesteś wyjątkowo obrzydliwy w tej roli.

    Cokolwiek Anumlik zrobił w przeszłości – nie za to był tu ceniony i poważany.
    Nikt nie drąży życiorysu żadnej z osób tu pisujących, komentujących czy tylko czytających. Jesteśmy tu anonimowi, nasze dane ma nasz Gospodarz, występujemy pod własnym wymyślonym nickiem i niech tak zostanie. Niech tylko teraźniejszość decyduje o tym, jak postrzegają nas czytający.
    Grzebanie w cudzej przeszłości jest łatwiejsze, gdy bywa sie osobą nieco publiczną. Albo niegdyś publiczną.
    Nie masz prawa dociekać i szukać w IPN albo w innych miejscach naszej przeszłości, także tych zmarłych i wszem i wobec ogłaszać. Nic Ci do tego.
    Uważam, że powinieneś zostać pożegnany ( bez specjalnego żalu-przynajmniej z mojej strony), bo nie potrafisz wyciągać wniosków z czasów i powodów, dla których czynny wstęp na te łamy miałeś zawieszony.
    Widocznie nie chcesz.

  287. Ewa-Joanna
    4 kwietnia o godz. 8:49

    Jednak podnieśli rzecz znani z nicków. Ale czort z nimi. Podchodzimy do tego widać podobnie. Ja z takim tropicielstwem, które niczemu nie służy, prócz zaspokajania pokrzywionych potrzeb tropicieli, zetknąłem się w roku bodaj 2009 (mniej więcej początek mojego obcowania z internetem). Był to dla mnie szok, ponieważ pierwszym takim zidiociałym z nienawiści tropicielem „prawdy” (większy pisowiec od Kaczyńskiego, a kiedyś mocny pezetpeerowiec) okazał się mój kiedyś przyjaciel ze szkoły, z którym 5 lat mieszkałem w jednym pokoju w internacie. Później poznałem więcej, choć bardziej z daleka, obrońców „prawdy” i z reguły – wszechmocnego Boga. Unikam tych sprawiedliwych jak zepsutego powietrza.

  288. konstancja
    4 kwietnia o godz. 9:36

    Brawo, konstancjo! I Ewo-Joanno, i basiu.n.

  289. konstancja
    4 kwietnia o godz. 9:36

    „Nikt nie drąży życiorysu żadnej z osób tu pisujących, komentujących czy tylko czytających”.

    Niby zwyczajna, oczywista obserwacja, ale bardzo słusznie ją wyraziłaś. Na jej tle to grzebanie Ortega w cudzym życiorysie dopiero po śmierci a., kompletnie dyskwalifikuje grzebacza jako uczestnika tego forum. Popieram Twoją sugestię o ostatecznym pożegnaniu zawodnika. O nierformowalności tego starego dziada zdarzało mi się już ze dwa razy mówić.

  290. Kostancja

    Myślę bardzo podobnie. Bywają często ludzie,którzy niestety zamiast żyć wlasnym życiem,wkładają palce w życia innych. A w polskiej rzeczywistości
    powstała jakaś chora tendencja rozliczania wszystkich ze wszystkiego .Bo wtedy rozliczający czują się niejako na piedestale. Nie chcę swoim stwierdzeniem wywolać jakiejkolwiek niepotrzebnej dyskusji. Bo ja też uważam,że ten temat powinien być zakończony

  291. basia.n
    4 kwietnia o godz. 10:01

    Dziękuję

  292. Dziękuję Konstancjo, pombocku i basiu.n za wasze słowa poparcia i potępienia.
    Aż mi lepiej. 🙂

  293. Szanowne Panie, pruję zaraz na pierwsze wiosenne chodzenie po wodzie. Christos woskries i przepadł. To może w zastępstwie mnie się uda przynieść Wam pod wieczór szczyptę wiosny. Ceś!

  294. @zza kałuży
    4 kwietnia o godz. 9:25
    Nie mam zwyczaju dochodzić kto tkwi za nickiem na blogu. To co wiem o każdym, to tyle ile sam o sobie powie i zakładam, że to co mówi o sobie to prawda. Gó…zik mnie obchodzi kto jest kim w życiu realnym, lub kto kim był. No gó…zik. I tyle.

  295. wbocek
    4 kwietnia o godz. 9:58
    Ewa-Joanna
    4 kwietnia o godz. 10:23

    🙂 🙂 🙂

    adresat mojego wpisu tymczasem śpi, ale wieczorem obrzuci nas wszystkich błotkiem.

  296. Ewa-Joanna
    4 kwietnia o godz. 10:23

    No, kurde, na wylocie – mówię – jeszcze zerknę. Wiesz co, Ewo-J? Chwilami mówisz tak , jakbyśmy bliźniacy jednojeczni byli. Chyba właśnie zzakałużkowi powiedziałem sporo wcześniej mniej więcej to samo, co teraz Ty. Może to wspólny wpływ wieloetnicznego Wrocławia? Żartuję, ale jakiś wpływ – na pewno. Zdrowia i pogody. Jadymy.

  297. Brawo. Wrocilismy do punktu wyjsciowego z przed kilku miesiecy. I niewazne ze tym razem rozmowa jest o czlowieku ktory odszedl byc moze z wlasnego wyboru.

    Przypominam zapominalskim, ze to nie ja rozpoczalem te ostatnia runde. Ja tylko probowalem dolozyc cegielke, czy kilka, w obronie sp lubianego Poety. Zaatakowanego po smierci nie przeze mnie

  298. @orteq 13:40

    Bardzoś skwapliwie podjął temat. Musiało Cię męczyć niezmiernie to milczenie. Aż nóżkami przebierałeś w oczekiwaniu, że komuś się wymsknie i @zzakałużny nie wytrzymał. Natomiast wyjątkowo parszywie wybrzmiewa Twoja sugestia o przyczynie śmierci @anumlika. Jeśli tak wygląda obrona kogoś w Twoim wydaniu, to nie chciałbym czytać ataku.

    Parszywe te Twoje cegiełki.

  299. @ Orteq
    Po raz kolejny obnażył Pan swoje nadzwyczaj niewyszukane morale. To, co Pan wypisuje, nawet nie jest podłe, tylko podławe. Chętnie korzysta Pan z nocy (w Polsce), by wstawiać na blog rzeczy, które usunąłbym natychmiast, gdybym mógł.
    To jest moje ostateczne ostrzeżenie. Kolejne podławe enuncjacje zakończą się ostatecznym zbanowaniem Pana. Nie widzę innej możliwości.
    JK

  300. @paradox57 4 kwietnia o godz. 14:07
    Parszywe. I nie pierwszy raz.

  301. Fakt obecnosci i tolerowania Wierzacych (w cokolwiek) na blogu ”Polityki” Listy Ateistow, mozna zrozumiec/wytlumaczyc racjonalnie. Jest to spowodowane potrzeba, gleboka potrzeba, Swietej Klikalnosci. Zrozumiec czy wytlumaczyc nie znaczy zaakceptowac. Chetnie przez nastepne 60 lat, chetnie bytem ”opiniotworczym”, zrozumiec i wytlumaczyc mozna. Listy Ateistow to inaczej (blogowi purysci jezykowi) wpisy, uwagi, spostrzezenia etc ateistow. Tolerancja redakcji jest zrozumiala. Swieta Klikalnosc, nazywana dla kamuflazu pluralizmem pogladow. Lekko zwichrowane pojecie, naciagniete, bo wiara pogladem nie jest. Blondyn to nie charakter, odwaga to nie fryzura. Choc o salonie fryzjerskim mowa. Taki i z wiara jest, co niby synonim pogladu jest. Ale…

    Fakt obecnosci, pojawiania sie i tolerowania Wierzacych na Listach Ateistow tylko glupota da sie racjonalnie wytlumaczyc. Na Swietej Klikalnosci Wam zalezy wlasnych textow? Oczytaniem w Pismidle chcecie zaimponowac? Cytatami? Komu? Zycia poza blogiem nie ma? Nie macie? Jest, i na dokladke niehistoryczne zycie. Biezace. Tych textow o przesiedlaniu ludnosci po bitwie pod Plowcami nie dosyc? W czyjej rodzinie przesiedlen, wywozek nie bylo? Czym spowodowanych? Najczesciej tym co donosicielstwem nazywacie tu. Sasiad zapodal do aktualnie terenowej wladzy ze (…) Wstaw cokolwiek. Jakakolwiek wladza autorytarna. Przestan ateisto wiara sie onanizowac. Historycznymi zagadnieniami.

    Przestan sie onanizowac historyjkami. Obrazkami. Sex zacznij na biezaco uprawiac, nie onanizm. Jezyk na ”nie wiary” jezyk zmien. Sformuluj pojecia. To Partnerka Twoja, byc moze, nie bedzie potrzebowala drucianego wieszaka do przerywania ciazy uzywac. Inne zagadnienia tez sie rozwiaza. Moze dzieci wreszcie kto uczyc zacznie o swiecie dzisiejszym i przyszlym? Da do tego swiata narzedzia. Bo ktos zaproponuje kiedys nowe inne rozwiazanie. Nowym jezykiem? Kto na kogo i dlaczego donosil, donosi? Facebuki twittruja dzis. Czy ”facebukizm” to donosicielstwo? Zapytajcie analitykow BigData. Cos mnie sie zdaje, ze wiekszosc klikala bez czytania, co jest donosicielstwo. Smsow nie dostajecie z bylejakich sieci handlowych o wyprzedazach? Zgodziliscie, bez czytania, nowoczesnej bajki o donosicielstwie, drobnymi literkami, klikajac, smsy dostawac? Uzywajac caly czas religijnego jezyka, ateisci, ciagle zastanawiac bedziecie kto Judasz. To podobno taka bajka o donosicielu. Tu cytatami zawziecie popierana. Ateistom z mlekiem mamusi dostarczona. Bez innego jezyka, z tej bajki nigdy nie wyjdziecie. I nie Wy jestescie kierownikami tej bajki. Wydawcami. Nigdy nie bedziecie.

    Nie da sie jezykiem matematyki opisac choroby rakowej. Moze statystyka, rachunek prawdopodobienstwa ma poboczne zastosowanie. Lekarz, onkolog, duze trudnosci mial bedzie z opisem trajektori ruchu w trzy/cztero(piecio wymiarowej przestrzeni. Rak toczy tu opisywana spolecznosc. Co jutro bedzie, bezrakowo, tylko poza jezykiem wiary mozna probowac szkicu. Kazdy typ jezyka ma zasob narzedzi.

    Co jest problemem Waszym i frustracja? Kto kogo przesiedlal? Czy kto kogo dzis i jutro chce/bedzie przesiedlal? Mial mozliwosci przesiedlac i manipulowac to robil. Jak Wy na historyjkach i jezyku z czasow bitwy pod Plowcami, chcecie przyszlosc opisywac? Czy jest przypadkiem, ze w tym kraju ktory ciagle w kategoriach religijnych opisujecie, zaden nowoczesny produkt nie moze powstac? Dlaczego? Ile swiatowych chinskich korporacji potraficie wymienic? Ile szwedzkich naprzyklad? A ile polskich notowanych na NYSE czy Nasdaq? Tylko jedna jest w Pl Korporacja. Nienotowana, rodzinna. Bo monopol ma na Wasz jezyk. Monopol. To manipuluje. Ateistami, co niby racjonalnie mysla tez manipuluje. Za Was pojecia formuluje i sprzedaje. Tischnerowskie nylonowe gacie i rydzykowe barchanowe gacie. To i produktu innego byc nie moze jak bzdury o Judaszu, donosicielstwie onanizm. Kto to chce kupic? Zamiast procesorow do Waszych komorek? Napiszcie sprawozdanie o donosicielstwie do Huawei.

    Wpis na temat ”jaj swiecenia” w equinox solstice, ateistom Seleuk, ale katolickim☻. Chwilke czasu mialem zbedna, to blog przelecialem na lunchu.

    PS Orteq
    4 kwietnia o godz. 13:40
    Ty po prostu cham glupawy jestes. Bezdyskusyjnie. Katoliku.

  302. @seleuk|os|
    4 kwietnia o godz. 14:28

    Aleś zasunął tym biednym ateistom, aż im w pięty poszło 🙄
    Teraz tylko zdefiniuj, co rozumiesz przez „equinox solstice” i wszystko będzie jasne.

    Mam nadzieję, że się nie za bardzo ostatnio przesiliłeś i teraz ci się coś ostrzegająco świeci.
    Wiek ma jednak swoje prawa 😎

  303. PS.
    Nie kry­tykuj mas­turbac­ji! To seks z kimś, ko­go się kocha!
    (Woody Allen)

  304. seleuk|os|
    4 kwietnia o godz. 14:28
    Mój komentarz
    Seleuk|os|, przeczytałem Twój komentarz wprost i niewiele dotarło do mnie poza jojczeniem na temat katolickich ateistów.
    Mam pytanie. Co ma do tego bitwa pod Płowcami?
    Pzdr, TJ

  305. Tobermory
    4 kwietnia o godz. 15:14

    Moj wiek kalendarzowy jest 65. Moj wiek fizjologiczny jest ok 50-55. Mam papier z uniwersyteckiego szpitala w Örebro. Zrobilem ”probe pracy” (arbetsprov) przed byciem buccaneer. Jak zagle/maszt nowy. Chcialem zobaczyc ile ja moge wytrzymac. Nie jestem z kevlaru i mylaru.

    Pojecia ”equinox i solstice” sa okresleniem czasu, pozareligijnym. Dla przykladu. Ty Tobermory, masz problem ze znalezieniem? Musisz okreslenia Wielki Poniedzialek uzyc? Inne okreslenia czasu tez istnieja. Tylko przyklad to byl.

    Na temat onanizmu nie wiem tak duzo jak Woddy. Sorry. Preferuje onanistke juz jezeli.

    tejot
    4 kwietnia o godz. 15:22

    Bitwa pod Plowcami Tejot, to chyba pod Grunwaldem byla na Wolyniu. I tam zwyciezyli Tejot ”zolnierze wykleci”. Pod dowodztwem Protasiuka (stopnia wojskowego nie pamietam). Chyba hetman koronny. Taki jezyk, takie pojecia, taka „smolenska” przyszlosc. Jest polski krol, to i hetman musi. To tez takie czasu okreslenie jezykowe. Historyczne. Z tego co wiem, dosc dzis popularne. Duzo sie nawet przebiera. I ciagle zwyciezaja.

    Pozdrawiam Panow, przebieram zostac samurajem na pare godzin. Seleukos

  306. @seleuk|os|
    4 kwietnia o godz. 15:57

    equinox = równonoc
    solstice = przesilenie

    Przesiliłeś się w równonoc?
    Dobrze, że skończyła się noc polarna, która duszna jest i parna i czasem nawet nowy maszt nie wytrzyma 🙄

  307. Musze juz isc. Na tego krola polskiego to mozecie posadzic mojego znajomka z Peloponezu, co pisalem kiedys i foto dalem. Jezus Ermionczyk. Meczyc z Nazarenczyk? Ten Ermionczyk to wode w chipura umial zmienic. Takie cuda, ze mna prawda byly. Ale cuda to cuda. S.

  308. seleuk|os|
    4 kwietnia o godz. 15:57
    tejot
    4 kwietnia o godz. 15:22
    Bitwa pod Plowcami Tejot, to chyba pod Grunwaldem byla na Wolyniu. I tam zwyciezyli Tejot ”zolnierze wykleci”. Pod dowodztwem Protasiuka (stopnia wojskowego nie pamietam). Chyba hetman koronny.

    Mój komentarz
    Seleuk|os|, dziękuję za odpowiedź. Rozumiem, że intelekt musi się na czymś wyszumieć.
    Pzdr, TJ

  309. Tobermory
    4 kwietnia o godz. 16:04

    Dziek za slowniki. Koniec.
    „Przesiliłeś się w równonoc?” Aaaaa….

    Seleuk

  310. @Jacek Kowalczyk 4 kwietnia o godz. 14:22
    Zaraz zostanie Pan nazwany „hunwejbinem” 🙂

  311. @Tobermory, tejot, seleukos
    Chłe chłe chłe (tak się w Trójce śmiał Zagłoba)
    Ale co to właściwie jest chipura?

  312. Alternatywna pisownia dorady po grecku? Lub turecku?

  313. @seleuk|os| 4 kwietnia o godz. 14:28
    W temacie moich ostatnich wpisów:
    1. Na temat wstępniaka, coby pokazać, iż moim zdaniem pielęgnowanie zwyczaju święcenia koszyczków ma nie tylko religijne znaczenie ale także tworzące wspólnotę, kulturę społeczną, jezyk porozumienia
    2. Wymądrzyłem się @Antoniusowi, że chmary dronów nie zasypią wyrzutni „Patriot” jak Kozacy fosy Zbaraża faszyną. Będzie jeszcze gorzej… 😉
    3. Pochwaliłem się że bywałem w laboratorium, które Całun Turyński badało. Po żarcie @wbocka o Turynie Całuńskim.

    Dopiero w czwartym komentarzu onanizowałem sie publicznie wysiedleniami. Nie wytrzymałem po wpisie @Ewa-Joanna 2 kwietnia o godz. 23:21, kiedy napisała, że Polacy na Wileńszczyźnie musieli zdecydować, czy będą radzieccy czy polscy, ale nic nie słyszałam o wywózkach. Po prostu zostawali i mieszkali dalej tak jak przedtem.
    Szczególnie to „jak przedtem” mnie zakłuło. Bo „przedtem” to „tam” znaczyło wielkie zsyłki z lat 39-41. Czyli efektywne zamordowanie mi dziadka. To znaczyło ucieczkę z domu rodzinnego do lasu i życie w leśniczówce. Czy raczej w czymś, co kiedyś, pewnie za Jagiełły, było leśniczówką. To też znaczyło prawie to samo, z czym spotkali się powracający „po wojnie” do swojego domu Żydzi. Czyli pytanie „chcesz dołączyć do męża?” czyli delikatną sugestię, że jak się nie wyniesiecie, to załatwimy wam pojazdkę na białe misie.

    No a tym „obywatelem ZSRR” to już mnie @Ewa-Joanna dobiła. Napisała najkrótszą definicję wewnętrznej sprzeczności.

    I na koniec, jak zwykle, @wbocek mnie skopał z paragrafu „do emocji na tym blogu to tylko ja mam prawo”. I tak dobrze, że mi nie przywalił w szczękę oskarżeniem o to, jak wysoko mu ciśnienie podniosłem.

    Generalnie z tym Huawei to przyznaję ci rację, @seleuk|os| i na swoja obronę zapodaję, że skutkiem przenosin mojej ostatniej „stałej i normalnej” pracy na Tajwan i na Filipiny teraz – ale tylko od czasu do czasu – płacą mi za próby zdalnego pomagania w rozsupływaniu problemów z tamtego końca świata. Co kończy się usiłowaniem pogodzenia życia według tajwańskiego i amerykańskiego czasu pisząc komentarze na polskim blogu.
    A wiec nie wszystkie one muszą mieć sens. To tak na moje usprawiedliwienie.

    Do diabła z historią!
    Projektujmy procesory!

    Ostrzegam tylko, ze @wbocek niczego nie chce projektować, bo on zaraz umiera.
    No, może odłoży umieranie na potem, jak nakarmi tego psiaka i jak wróci z ćcin.

  314. Dziwne to… na blogu ”ateisty” odgraza sie, ze nie pojdzie ze swieconka… hmm.. czy to oznacza, ze przedtem chodzil??? A ja myslalam, ze to dziatki, a nie dziadki z koszyczkiem do kosciolka sa wysylane… heheh

  315. Szanowne Damy i Koleżanki, wiosna!

    Dziś u mnie była patelnia: 16 stopni! Przebiśniegi wprawdzie sygnalizowały wiosnę ponad miesiąc temu, ale przyszły takie mrozy, że po plaży jak po asfalcie se rowerowałem. A one to, skurkowane, jakoś przetrzymały, bo dziś na staruteńkim cmentarzu ewangelickim w Jamnie królują kolor biały i zielony.

    Najwiarygodniejszą oznaką wiosny są u mnie ropuszki. Tylko że…Jak się nie cieszyć wiosną, skoro to życie. Komu życie, temu życie. Na trasie z Jamna do Łabusza, gdzie przystań, szosa idzie gdzieś 400 metrów wzdłuż łęgowego lasu przylegającego do hektarów jeziorowych ścin. Ropuszki każdego roku, jak przyjdzie ich czas, wędrują z łąkowych nieużytków po przeciwnej stronie szosy do tego lasu. Króciutka, wydawałoby się, droga przez wąską szosę pod kątem prostym. Niestety, dla bardzo wielu ropuszek jest to droga ostatnia. Na pierwszy rzut oka wygląda, że rozjechana przez blaszaki jest ogromna większość, bo wędrujące żywe – to pojedyncze sztuki, czasem, oczywiście, jedna na drugiej. Śmierć w miłosnym uścisku. Wiem, że z wędrującymi wiosną żabkami na całym świecie jest podobnie. Jako pedalarz, mam tę ponurą przewagę nad blaszakowcami, że jadąc z prędkością poddźwiękową, widzę na szosach wszystko z detalami, co zabija niepowstrzymana fanaberia człowiekowatych. Normalna rzeź. Na przykład przejechanie przez jedną chudą dupę blaszakiem 2,5 km z Jamna do Łabusza, kosztuje życie pięciu ropuszek. Proszę to pomnożyć przez sto blaszaków i dziesięć, weźmy, dób. Potem ofiarami padają na tej tej trasie zaskrońce – na szczęście, tylko pojedyncze młode.

    Zainaugurowałem dziś sezon chodzenia po wodzie. Najlepszy dla mnie czas, bo jestem sam na dwóch tysiącach dwustu hektopasca…tfu!…hektarach. Pół godziny cudnego spaceru na jednym żagielku. Oczywiście, cudowności tej z boku nie widać – skakać z euforii w kajaku przeca żem nie muk – bo tak jak nienawiść jest w człowieku, nie w przedmiotach, tak i radość, i cudowność, ale obiecałem przywieźć kawałek wiosny. to przywożę. Mały paradoksik: najwięcej i najlepiej wyrośniętej i widocznej wiosny jest na cmentarzu. Ja liubliu tiebia żyźń i nadiejuś, szto eto wzaimno.

    Filmiki są w takiej kolejności, jak je robiłem. Ropuszki to smutny widok, ale pokazuję udaną przeprawę przez szosę jednej młodej – chyba samczyk, bo taki mały. Zdrowia-szczęścia, chłopie!

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6540611807535554450

  316. agatkam
    4 kwietnia o godz. 18:16
    Widzę, że ktoś tu selektywnie czyta teksty. Bo gdyby czytał rozumnie, to wiedziałby, iż tytuł jest wzięty z akcji osób religijnych, które poczuły się dotknięte kościelnym mieszaniem w sprawy kobiecej rozrodczości. Duchowni powinni głosić ewangelię, a nie zajmować się damskimi brzuchami (chociaż niektórzy nagminnie rozbierają swoje albo sąsiedzkie parafianki i szepczą im do ucha treści inne ani religijne i to w stricte męskim celu). Tak się składa, iż do ateistów takie areligijne zachowania panów w sukienkach także docierają. I trudno takiej hipokryzji nie skomentować. Ci pasterze mają więcej brudu na koncie, aniżeli części wiernych się wydaje. A tacy z nich moraliści. I z ciebie chyba także?

  317. @agatkam 18:16

    O czym właściwie myślałaś, pisząc to co, co napisałaś? O ile myślałaś?
    Tu nie ma „ateistów”. Natomiast często gęsto przytrafiają się jakieś takie owakie, ni w pięć ni w dziewięć, co piszą byle co, żeby tylko zaistnieć. Efemerydy, jętki jednodniówki.

  318. @ Pombocek

    Pombocku, ja tam nic nie powiem, oprócz tego, że powiem, że jak zobaczyłem filmik z Jezuskiem biegającym po wodzie, to spadłem ze schodów ze śmiechu i ciągle tak mam: spadnięty i chichot.

  319. wbocek
    4 kwietnia o godz. 18:26

    Szanowne Damy i Koleżanki, wiosna!

    to ja się zgłaszam jako koleżanka. Albo, najlepiej i od razu – dama. U mnie jest 20*C.

  320. Tanaka
    4 kwietnia o godz. 19:00

    Ojej, Tanako! Wszelki duch Pana Boga chwali!

  321. Tanaka
    4 kwietnia o godz. 19:00

    Wiedziałem, Tanako, że będzie jakieś zmartwychwstanie. A że ze szczerym chichotem, to bliższe tej ziemi i wiarygodniejsze niż to pierwsze. Congratulucikrólululu.

  322. wbocek
    4 kwietnia o godz. 19:09

    Czuj duch!, powiedział Stasiek do Azora. Azor poniuchał i wyczuł Ducha, znaczy – Onego. Znaczy – Wszechmogącego. I zamerdał ogonem, znaczy – pochwalił.

  323. Szanowni!
    Nowy wpis opublikowany. Tanaka odnosi się do bieżących spraw, które nie mogą zniknąć nam sprzed oczu.
    Zapraszam
    JK

  324. Na marginesie
    4 kwietnia o godz. 16:25
    Zeby zjesc cos pozadnego wymiaru, a wiele osob glodnych i spragnionych biblijnie bylo, to trzeba cudu. Cud nazywa zaklusowac (nazwa prawidlowa). Na Aegean wszystko przelowione. Tylko male rybki. Na przyladku Atos mnisi mieszkaja. Swiecone ikony maluja na produkcyjnych tasmach, moze ABB (szw-szwajc) roboty wprowadza. Nowoczesnie wyprodukuja, po staroswiecku idiotom sprzedadza, swiete. Tam lowic nie wolno. Zabronione. Wszystko dla siebie chca mnisi. Zaklusowac mozna/trzeba. Nawet granatem czy el-pradem. To Jezus, Ermionczyk tylko, zna takich co umieja. I transport maja, logistyka. A ja bylem co z Jezusem E. (za pomoca) trafilem. Po drodze nabywszy troche napitkow, nie zapominajac. I tak wyszedl cud. Religijny. Z wody chipura wyszla. Latimeria -(o) podobne. Znaczy wode na pokarm zamienilismy o napitkach nie zapominajac. A i rzesze byly. Cieszyly rzesze, doznawszy chipury i napitkow zbawiennych skutkow. Nakarmilismy i napoilismy. Skad mialem wiedziec jak sie toto po pl nazywa. Ja nie ichtiolog, tylko cudotworca, 50/50 jestem. Klusownictwo proponowalem na nadwislanskiej domenie.

    Daje Tobie Na marginesie link do bardziej wykwintnej restauracji. Przykladowy.

    http://www.sidestarhotels.com/beach/en/chipura-fish-ala-carte-restaurant

    Czesto po roznych tavernach, taka mozna palcem wskazac w basenie. Szklonym. Wylowia na garnek.

    My cudu dokonalismy na swiezym powietrzu. Wieczornym. W naturze. Jezus ze mna. Oliwki dookola, Oliwna Gorka. Foto nie chce mnie jeszcze raz prezentowac/szukac teraz na innym kompie. To bylo (bez pewnosci) jak Tanaka dal wstepniak o Blondjezusie. Zaprotestowalem. Znam osobiscie gagatka. Blondynem nie jest, choc nieogolony. I wypic lubial, dodam. Byl czy jest Pasterzem.

    zza kałuży
    4 kwietnia o godz. 16:57
    Na usprawiedliwienie moich wpisow. Moja mama tez przesiedlona, ”ze stratami”. Mieszkala/urodzila pod Pinskiem (Bialorus). Mnie w W-wie prawobrzeznej, na Szmulowiznie. Tam agnostykiem zostalem. Lata miedzy, u mnie milczeniem. Co te opowiadania/historyjki mialyby do jutra budowac? Mnie tylko jutrzejszy dzien interesuje. Dlatego historie czytam. Mnie czasem ”zakluje”, jak Ciebie. Zawsze te ”religijne dialogi”. Smietnik. Miedzy ateistami, agnostyk zawieruszyl, przewijac. To tez, co wpisac moge? Posmiac i ”zakluc”.

    agatkam
    4 kwietnia o godz. 18:16
    Ja ze ”swieconka” caly rok chodze. Jak popadnie jaka kaplanka, ksiedza. Tylko nie do budynkow watpliwej konduity chodze. Placic tez nie place, za swiecenie. Bo nie musze, ”jeszcze”. W tych budynkach to gronkowce pielegnuja, czy inne, co na blogu bylo. Zarazaja, ”jadem kielbasianym”. Chodzi taki ”porazony”, chetnie drugich ”porazil”, do placenia gdyby umial. Umie, zdaje ”porazonemu” sie. Lolka wzywa i Bolka. Nadaremno,

    @Na marginesie i @zza kaluzy, Seleuk pozdrawia.