Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

27.03.2018
wtorek

Absurdy systemów demokratycznych

27 marca 2018, wtorek,

Zacznę od próby wyjaśnienia tytułu. Powszechnie wiadomo, nawet bez głębokiej znajomości języka greckiego, że wyraz „demokracja” oznacza władzę ludu. Na tym się kończy zrozumiała część problemu. Nie wiadomo nawet, nad kim ten „demos” ma władać? Nad sobą – to pożyteczna sprawa. Nad istotami nienależącymi do wybranej grupy ludzi? Tak chyba uważali sami Grecy kiedyś, ale przez lud rozumieli pewną kastę, a nie pospólstwo. Słuszne wydaje się zdanie, że głos mędrca i idioty nie powinny ważyć jednakowo, a taka jest podstawa działania obecnych „demokracji”, gdy liczy się na działanie statystycznego prawa wielkich liczb. Wtedy faktycznie pojedyncze głosy mędrca i kretyna mają identyczne znaczenie – tzn. żadnego!

Często uzupełnia się rzeczownik „demokracja” przymiotnikiem, pozornie po to, aby przybliżyć rządzonym system. Ja wtedy od razu jestem nieufny. Demokracja może być „bezpośrednia, jak w mniejszych skupiskach ludzi od zarania dziejów i lud rządzi się sam. Blisko takiego systemu jest Szwajcaria, gdzie ważniejsze problemy lud rozstrzyga w bezpośrednim głosowaniu. Nawet takie mało istotne dla istnienia ludu jak minarety najeźdźców islamskich. Gdy ludzi jest kupa, to i Herkules d… i przechodzi się do demokracji „parlamentarnej”, w której lud powierza rządzenie wybranym przedstawicielom. Gdyby istniały kryteria mądrości i uczciwości wybrańców i nie było oszustw przy ich wyborze, to wszystko byłoby OK. W małych grupach, np. w uczelniach, taki system nawet działa zadowalająco. Wszystko wtedy zależy od stworzenia ram prawnych wyboru reprezentantów.

W skali krajowej niestety już przy wyborze reprezentantów dzieją się cuda, niezbyt uczciwa kampania, granie na fobiach wyborców (dziadek z Wehrmachtu) – ciemnego ludu Kurskiego, nachalna indoktrynacja kleru, przekupstwa i obietnice różnego rodzaju (3 mln mieszkań, 500+ na każde dziecko itp., skromność i brak korupcji i podobne banialuki). Na to nakłada się zwyczajne fałszowanie wyników wyborów, możliwe na różnych etapach procedury wyborczej.

Byłem szefem różnych komisji wyborczych, w PRL i lokalnie też w tzw. wolnej Polsce. Zawsze rygorystycznie przestrzegałem uczciwości wyborów, ale co to dało? Nic – lub prawie nic!

Pamiętam sytuację w pewnym roku, gdy byłem w komisji okręgowej, do której wpływały protokoły z podstawowych komisji. Sporządziłem zbiorczy protokół i przekazałem wyżej, do wojewódzkiej komisji. Tam pracował kolega z uczelni. Po latach przyznał mi, na czym polegała jego praca – olewał protokoły poprzednich komisji (np. moją robotę) i do Warszawy podał takie liczby, jakie sobie zażyczył KC – takie były wybory „demokratyczne” w przypadku demokracji socjalistycznej.

Obecna pseudodemokracja też zasługuje na przymiotnik, np. „pisowska” albo „kaczystowska”. Jest to nowy rodzaj demokracji, zmałpowany od niektórych przywódców (Łukaszenka, Erdogan).

Nie wierzę w rychłą zmianę w Polsce przymiotnika przy wyrazie demokracja, ale może wnuki dożyją takich czasów, że będą miały jakikolwiek wpływ na rządzenie krajem, wtedy miałbym dla nich rady, jakie absurdy powinni usunąć z systemu demokratycznego. Co do systemów wyborczych wiele osób podało już rozsądne propozycje rozwiązań, więc skoncentruję się na tym, co mnie najbardziej wkurzyło nawet we funkcjonującej demokracji parlamentarnej:

1) usunąć Senat – pozytywne żądanie w farsie 3xtak. Praktyka wykazała, że to tylko balast i koszt.

2) Ograniczyć immunitet poselski do wypowiedzi w Sejmie, a nie w życiu prywatnym.

3) Znieść prawo łaski prezydenta lub obwarować bardzo ostrymi wymaganiami, bo to co się działo w niby wolnej Polsce woła o pomstę o nieba. Żaden z prezydentów nie był uczciwy przy korzystaniu z tego prawa. Wystarczy zapytać dr. Googla, ile ułaskawień miało miejsce podczas kadencji – kolejno od Wałęsy do Dudy.

Te ostatnie najlepiej pamiętamy – ułaskawienie skazanych przestępców, aby mogli piastować wysokie funkcje w totalitarnym państwie. „Prezydent tysiąclecia” ułaskawił aferzystę, aby mógł wejść w spółkę z jego zięciem. Kwaśniewski ułaskawił mordercę, aby załatwił sprawy finansowe partii. Wałęsa ułaskawił chyba tysiące osób, trudno nawet przypuszczać, że przed podpisaniem wniosków przeczytał uzasadnienia, bo czytałby do dzisiaj.

Prawo laski monarchy miało kiedyś sens, gdy ktoś dokonał przestępstwa i groziła mu kara śmierci, lecz okoliczności zbrodni dawały podstawę do zmiany kary śmierci na inną, ale nie ułaskawienie złodzieja, aby mógł kraść z inną osobą. To są kpiny z polskiego sądownictwa. Można było broić jak się chce, byle mieć chody w Kancelarii Prezydenta, kochającego podpisywanie bez czytania i/lub zrozumienia. Ja znam tylko jeden przypadek – na szereg tysięcy – gdy ułaskawienie było moralnie uzasadnione. Pewna rodzina pozbyła się zbrodniarza, z którym państwo nie było w stanie sobie poradzić.

Bezrefleksyjne przejęcie przez demokrację tego monarszego prawa łaski jest idiotyzmem i niszczy podstawy sądownictwa kraju. Dopuszcza zbyt wiele wynaturzeń, a przecież „Nobody is perfect”, prezydent też, oj i to jakże!

4) Ograniczyć funkcję prezydenta do reprezentacji, bez możliwości wtrącenia się do prac i składu rządu. Zmniejszyć orszak prezydenta do minimum, nie dublować urzędów, bo aktualny dwurząd to nierząd! Komu były potrzebne kłótnie o krzesło lub samolot? Również z tym dowodzeniem wojskiem przez osobę, która być może miała kontakt z wojskiem tylko w postaci żołnierzyków ołowianych, to igranie z ogniem. Wyrzucić wszystkich doradców. Zostawić w kancelarii prezydenta sekretarkę, która załatwi korespondencję szefa i poda herbatę lub wódeczkę zagranicznym gościom. Zostawić personel pomocniczy, dbający o pałac i to wszystko. Aha! Zapomniałbym o kierowcach do limuzyny, najlepiej znających kodeks drogowy i mających sprawne uszy, aby w delikatnym szumie silnika limuzyny i świstu powietrza „usłyszeli” brak wycia własnych ostrzegających źródeł dźwięku. BOR tego nie potrafił, a pasażerka chyba też nie, bo nie mówi suwerenowi, jak było naprawdę. Przejrzystości, proszę! Może być szumniej – transparentnie i uczciwie, jak obiecała… i nie dotrzymała… pewna przekupka!

Pewnie jest w demokracji współczesnej więcej absurdów, ale tym się zajmą potomni – pod warunkiem, że będą mieli coś do gadania.

Antonius

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 202

Dodaj komentarz »
  1. A po jaką cholerę prezydent – pacynka? Zlikwidować, a wszystkie te reprezentacyjne funkcje dołożyć premierowi i tak sie musi gibać po zagranicach.
    We wszystkich innych punktach całkiem się z tobą zgadzam. Immunitet dla posłów w zamierzeniu miał ich chronić przed prześladowaniami politycznymi a nie przed karą za złodziejstwo.
    No i jednak podkreśliłabym niedomogi polskiego systemu wyborczego ( choć jak widać żaden nie jest doskonały) a głownie te progi wyborcze, bo one według mnie są niedemokratyczne.

  2. Ułaskawienie uczestników samosądu, którzy przy pomocy szpadla, kijów i łomu czy resora zatłukli lokalnego bandytę, a zwłoki zbezcześcili – moralnie uzasadnione?
    Czy sprawców tego linczu we Włodowie miałeś na myśli, Antoniusie?

  3. I żyrandol bym zostawiła. Niech pilnuje, bo aktualny tylko to potrafi.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Żyrandol – tak, ale żarówki energooszczędne 😎

  6. LED-owe o ciepłej barwie

  7. I wypisany długopis 🙂

  8. @Tobermory

    Do huśtania się na żyrandolu na sposób pawiani żarówki są zbędne. Nawet LED-owe.

  9. @paradox57
    27 marca o godz. 12:10

    Po ciemku? Przepisy bhp nie pozwolą 🙄
    A LED-owe nie parzą łapek 😉

  10. @Tobermory
    27 marca o godz. 11:20

    Nie pamiętam nazwy miejscowości, ale chyba tak. Nikt sobie z bydlakiem nie radził, państwo zawiodło w 100 %. Narzędzia zbrodni były takie, jakie ta rodzina posiadała. Nie byli członkami mafii i nie mogli elegancko strzelić dwukrotnie jak zawodowcy – w pierś i między oczy. Może choć szpadlem trafili? Wybacz odrobinę sarkazmu, ale wiem, jakie długo zniesiona i tłumiona bezsilność może dać skutki. Nie twierdzę, że nie zasłużyli według prawa na karę, ale powiem jak pewna Beatka – „nie pochwalam, ale rozumiem”!
    Zawsze byłem „niespotykanie spokojnym człowiekiem”, nawet jako dziecko nigdy nie pobiłem się z kolegami. Gdy jednak mój starszy brat dokuczał mi po świńsku i systematycznie to raz nie wytrzymałem i rzuciłem się na niego z widelcem w ręce, bo to było jedyne narzędzie potencjalnej zbrodni w moim zasięgu. Nie doszło do zbrodni, bo był ode mnie silniejszy, ale był to początek okresu nieagresji. A tak w ogóle to wojna zaczepna w jego wykonaniu zaczęła się, gdy ja leżałem w kołysce a on miał dwa lata. Poczuł we mnie konkurenta do miłości matki i zaatakował pokrywą kanki na mleko – ostre kanty – i przebił mi skórę głowy. Może rana była głębsza i wywarła skutki na mój rozwój umysłowy? Lekarz tego nie potwierdził, a życie zawodowe zweryfikowało. A może bez tego ataku zostałbym geniuszem? Kto wie!

  11. @Tobermory
    Po ciemku nie widać, więc może bujać się na golasa.

    A co do przepisów BHP, to jest inny kłopot. Czy ma uprawnienia do pracy na wysokości powyżej 1,5 metra potwierdzone odpowiednim zaświadczeniem?

  12. Wszystko bardzo pięknie ale weźmy dla przykładu pierwszy z brzegu postulat: „Ograniczyć immunitet poselski do wypowiedzi w Sejmie, a nie w życiu prywatnym.”. Co zrobić z poslem, ktory hejtuje drugiego posla (np. za poglądy) na Tweeterze i robi to prosto z sejmowej sali obrad?

    Wydaje mi sie, ze najwaznieszym problemem w chwili obecnej jest nie instytucja senatu czy ilosć poslów ale fakt, ze prawo także te wyborcze i sama demokracja nie nadąża za zmianami technologicznymi w postaci internetu i mediow spolecznościowych. Od tego trzeba zacząć.

  13. @Lubicz56 12:53

    Hejtowanie posła przez drugiego wpisane jest w ryzyko wykonywania tej funkcji. Zarówno dla jednego jak i drugiego. Precedensy związane z naruszaniem dóbr osobistych osób pełniących funkcje publiczne z wyboru są. Muszą mieć grubsza skórę. Natomiast wykluczenie z automatu immunitetu dla wykroczeń i przestępstw przez nich popełnianych powinno obowiązywać bezwzględnie.

  14. Antonius
    27 marca o godz. 12:47
    Coś w tym musi być. W końcu do ludzi pochodzących ze Śląska należy 10 Nobli. I to nie z literatury, a za nauki ścisłe.

  15. @Lubicz56
    27 marca o godz. 12:53

    Nie jestem ani tak młody, ani tak mądry jak niejaki Jaki, nie wymyślam prawa na kolanie, podrzucam tylko myśl, którą prawdziwi prawnicy mogą ubrać w paragrafy, nawet uwzględniając co jakiś czas nowelizacją zmiany , wymuszone przez rozwój technologii. Prezes już wprowadził nielegalnie obcego na salę sejmową i pozwolił mu nękać Marszałka swoją przemową, tego kochanego. Korzystał z nowych technologii i to mnie cieszy, że już wie, że Internet zawiera nie tylko pornosy.

  16. @Ewa-Joanna
    27 marca o godz. 11:20

    A po jaką cholerę prezydent – pacynka? Zlikwidować, a wszystkie te reprezentacyjne funkcje dołożyć premierowi i tak sie musi gibać po zagranicach.

    Ewuniu-J.
    Nie bądź tak okrutną! Tak od razu wyrzucić pajaca na bruk? Niechby sobie powisiał na żyrandolu i machał kończynami, zaopatrzonymi w długopisy. Uświetniałby stoki narciarskie i spotkania kół Gospodyń Wiejskich. Wszyscy się cieszą, a nikomu nie szkodzi. Zlikwidować tylko potworka w postaci podwójnego (nie)rządu, bo to zbyt kosztowne. Pałac z mieszkańcem to świetna atrakcja turystyczna, świadczy o kulturze Narodu, więc potrzebny jest ktoś do huśtania żyrandola, dlaczego nie pacynka?
    Chcesz poza tym rozpijać premiera, który dodatkowo musi myśleć o nagrodach za ciężką, często nocną i bardzo uczciwą pracę krętaczy z rządu. Miałby jeszcze zatruć się bigosem podczas przyjęć dla zagranicznych gości? Niech to czyni prezydent, aż mu wysiądzie wątroba, wtedy suweren wybierze następnego pajaca.

    Tak a propos „bruk”! Pamiętasz ministra z filmu o Nikodemie D., który narzekał: „Jak to? Na bruczek? Cały gabinecik?”
    Byłbym za, a nawet przeciw, bo zmiana przekupki na speca od rechrystianizacji Europy nie zmieniła jakości gabineciku. A więc – na bruczek!

  17. Czy „głos mędrca i idioty nie powinny ważyć jednakowo”?
    A kto miałby wydawać odpowiednie certyfikaty?
    Kiedy widzę, jakich wyborów dokonują moi koledzy ze studiów, w tym jeden profesor święcie przekonany o zamachu w Smoleńsku… 🙄

  18. @Tobermory 13:59

    Tylko jeden? To i tak jesteś szczęściarzem.

  19. Wolę absurdy demokracji niż wstawanie z kolan.

  20. @Antonius

    Dzięki za podjęcie tak niewdzięcznego tematu. Czytam Twoje wpisy tym chętniej, iż mogę się skupić na treści, bo forma mi to bezpośrednio umożliwia.

    Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie spotkałem w tekstach na ten temat postulatu – według mnie – najważniejszego. Obecnie mamy w Polsce system, który wymaga od członków rządu pełnej jawności majątkowej przy jednoczesnej pełnej tajności ich poczynań w ramach zarządzania przedsiębiorstwem, jakim jest demokratyczne państwo z systemem gospodarki rynkowej. Jest to tak samo racjonalne, jak udzielanie nauk przedmałżeńskich przez facetów żyjących w celibacie.
    Powinno być dokładnie na odwrót – każdy (w tym również urzędnik państwowy) spowiada się majątkowo tylko przed urzędem finansowym. Natomiast wszelka działalność państwowa jest całkowicie przezroczysta. Dotyczy to przede wszystkim spraw gospodarczych, w tym również przetargów publicznych. Całkowita transparentność tych spraw, i to od momentu pierwszych przymiarek, praktycznie wyruguje korupcję. Również systemy obronne kupowane przez MON powinny być znane bronionym. Dziś znają je głównie sprzedawcy, handlarze, pośrednicy i przestępcy. Większość z nich jest obywatelami obcych państw.
    Jeżeli obywatele chcą gospodarki rynkowej, to niech uprawiają ją prywatnie we własnych firmach w sektorze prywatnym. Mogą się do woli bawić w tajemnice handlowe i inne. Ale od państwa wara.

    Powyższe powinno wyrugować polityków (w wykonaniu polskim to wyjątkowi nieudacznicy) i odbudować zaufanie do fachowców i kształcących ich instytucji. A wszelkie sekty posłać w …

  21. @paradox57
    27 marca o godz. 14:29

    No, w zasadzie trzech za profesorów robi, jeden myśli racjonalnie, dwóch jest religijnych i głęboko wierzących, w tym jeden zarówno w zamach jak i intelligent design (geolog!!!), w czym twardo wspiera go żona, też z roku. Drugi to już dokładnie nie wiem, bo po kilku latach propagowania zamachu na „największego prezydenta” przestał się odsłaniać.
    Na 30 osób na roku uchowało się może kilkoro racjonalnie myślących a może ogólnie indyferentnych 🙄

  22. Drogi Antoniusie świetne jest w Twoim wstępniaku to, że załączone są w nim wnioski ,,pokontrolne”.
    Ja ze swej strony pragnę dorzucić:
    – Uniemożliwienie zmiany partii przez posłów w trakcie kadencji. Skoro mamy ordynację większościową czyli nie głosujemy na konkretną osobę ale na osobę w ramach listy wyborczej a ta (przynajmniej w teorii) grupuje osoby o podobnych poglądach to logicznym jest, że osoba opuszczająca daną partię opuszcza de facto program dla reprezentowania, którego została ona wybrana. Takie wnioski nasuwa mi los Ruchu Palikota, którego posłowie wraz z każdym zjazdem sondażowym opuszczali przenosząc się czasem na antypody polityczne. Jeżeli jednak dana partia będzie się sprzeniewierzała swojemu programowi i sumienie posła wymusi na nim jej opuszczenie to automatycznie go zastępuje osoba, która uzyskała drugi wynik na liście.
    – przeniesienie aktu wyborczego najlepiej na zwykły dzień roboczy. Uważam, że może mieć to znaczący wpływ na poprawę frekwencji ,,Wyszedłem do roboty to po drodze pójdę zagłosować” Zmniejszy to także wpływ maniaków katolickich bo ci zgodnie z logiką poprzedniego zdania ,,i tak poszli do kościoła to po drodze zagłosują”. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, ze zmniejszy to wpływ kleru katolickiego gdyż zwykle (ezopowo bądź wprost) cisza wyborcza ich nie dotyczy.
    – zakaz reklamy telewizyjnej oraz ścisłe określenie rozmiarów i rodzaju bilbordów
    – Co do reformy urzędu prezydenta – cóż Polacy lubią go (urząd) i zwykle obdarzają większą frekwencją. Być może inne przykrojenie funkcji mogłoby coś usprawnić
    – kwestia odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych obietnic wyborczych. Zwykła uczciwość wymaga tego. Jeżeli moja firma zawrze z kimś umowę (czyli cos obieca) i tego nie wypełni to płaci srogie kary. Akt wyboru to swego rodzaju kontrakt: wybieram najlepszą ofertę. Skończyłyby się ,,3mln mieszkań” i inne gruszki na wierzbie.
    Należy porzucić iluzję JOWów gdyż jest to świetny przepis na latynizację parlamentu. Różni lokalni kacykowie wtedy będą ,,jedynymi kandydatami”. Najlepszym przykładem tego był senator Stokłosa

  23. @DEMOKRACJA PARLAMENTARNA vs. BEZPOŚREDNIA:
    Teoria jest taka, że w przedstawicielskiej (nie tylko parlamentarnej) ludzie głosują na mądrzejszych od siebie. Co więcej, im więcej ogniw pośrednich, tym mądrzejsi rządzą ostatecznie.
    Teoria niezupełnie się sprawdza, ale pamiętam referenda (tj. demokrację bezpośrednią) i na tym tle, chyba jednak ta „mądrość” jest prawdziwa.

    @SENAT JAKO BALAST:
    Senat miał różne funkcje. W teorii służy (jako druga izba) za mechanizm kontrolny. W praktyce jako eksperymentalny (patrz wybory w 1989, czy obecna ordynacja większościowa). I chyba izba do eskperymentów z demokracją nie jest takim najgorszym rozwiązaniem. Albo, by wyrazić się jaśniej — nie widzę powodów do obrony senaty, ale jak widzę jak się próbuje majstrować na demokracji, to już wolę by majstrowano na senacie.

    @IMMUNITET:
    Immunitet jest po to, by władza nie mogła zablokować działań opozycji aresztowaniami. Takie przypadki były w historii, choćby przypadkiem jest utrwalenie początkowo niepewnej władzy przez Hitlera.
    Słowem: gdybym wierzył w uczciwość rządzących byłbym za zniesieniem. Ale skoro jej nie dowierzam, to lepiej, że jest.

    @ŁASKA PREZYDENCKA:
    Dla mnie to fajnie, że jest taki mechanizm. Mogę się zgodzić, że nadużywana, ale jednak — widzę to jako element regulacyjno-kontrolny. Zawsze może się zdarzyć, że wyroki sądów będą musiały iść pod prąd poczucia sprawiedliwości. Prezydent może to zmienić. I to tylko w stronę co najwyżej małoszkodliwą.

    @UPRAWNIENIA PREZYDENTA:
    Faktycznie, są nijakie. Ani to system prezydencki, ani nie system z oszczędzaniem na prezydencie. Wartałoby w jakąś stronę wyrównać.

  24. Fundamentalnym absurdem systemów demokratycznych jest to, że ich zasady zostały stworzone przez polityków aby służyły wyłącznie ich partyjnym, partykularnym interesom. Obywatele w takim systemie demokracji partyjniackiej nie maja nic do powiedzenia gdyż skutecznie zostali przez zasady takiej demokracji ubezwłasnowolnieni w decydowaniu o czymkolwiek. Obywatele pozbawieni w tej fasadowej demokracji podmiotowości mogą jedynie pełnić role kibiców często kiboli partyjnych walk o kasę i wpływy przy aktywnej roli mediów pełniących najczęściej rolę pożytecznych idiotów w rękach polityków. Demokracja partyjniacka wyposażyła kasty polityków w prawa, przywileje, dające im całkowitą bezkarność za podejmowane decyzje rzekomo w imieniu i na rzecz obywateli. Politycy o tym doskonale wiedzą więc nie muszą się specjalnie przejmować oczekiwaniami społeczeństwa, chyba że realizacja tych oczekiwań będzie służyła ich interesom. Posiadają wszystkie narzędzia do panowania nad obywatelami, obywatele do kontrolowania, dyscyplinowania, rozliczania polityków nie posiadają żadnych skutecznych instrumentów. Tylko wprowadzenie demokracji obywatelskiej, w której na trwale w system demokratyczny będą wprowadzone instrumenty pozwalające społeczeństwu skutecznie panować nad politykami na każdym etapie sprawowanej przez nich władzy może zmusić partie do realizacji tego, do czego w założeniu są wybierane. Nie widzę innej drogi chyba, że dalej jako społeczeństwo będziemy godzić się na role jakie przypisali nam politycy w „ich” demokracji. Podstawą demokracji obywatelskiej jest prawo obywateli do wypowiadania się i decydowania w referendach o wszystkich sprawach ich dotyczących. Pomimo że art. 4 konstytucji teoretycznie daje narodowi takie prawo to politycy szybko je zamrozili przyznając wyłącznie sobie prawo decydowania czy referendum w ogóle się odbędzie. O tym muszą decydować obywatele a wynik referendum musi bezwarunkowo wiązać polityków. W demokracji obywatelskiej to politycy muszą czuć respekt przed społeczeństwem a nie odwrotnie dlatego też w corocznych, obowiązkowych referendach partie winny uzyskać swoiste absolutorium od obywateli do pełnienia swoich funkcji. Trzykrotny brak takiego absolutorium pozbawiałby ich np. możliwości kandydowania przez kolejne dwie kadencje. Obywatele jako swoista rada nadzorcza nie mogą być pozbawieni wpływu na budowanie swojej przyszłości przez przypadkowych, najczęściej bez jakichkolwiek kompetencji ludzi.

  25. @Antonius
    Drobna korekta.
    1. W Atenach prawa obywatelskie, w tym wyborcze nie były dane jednej kaście, lecz wszystkim obywatelom, czyli wolnym mężczyznom. Biedni i nic nie posiadający także głosowali. Motłoch, jak zwykł mawiać o biednych Platon, też głosował. A do biednych, przypomnę, zaliczał się również słynny Sokrates. W tym zakresie panowała równość doskonała. Ładnie o tym mówił Perykles: nie każdy ma kompetencje do rządzenia, ale każdy ma kompetencje do oceny rządzących. Prawa głosu nie posiadały kobiety, dzieci i niewolnicy. Ryzyko rządów motłochu minimalizował mechanizm załatwiania spraw publicznych: obywatele spotykali się na agorze i dyskutowali (nawet biedni mieli na to czas, taki styl życia). Przy dyskusji należało wykazać minimum kultury i rozumu, szansa na to, że mądrzejszy wypunktuje głupszego przy dużym i kumatym audytorium była spora.
    2. Współczesna demokracja musi mieć przymiotniki. Gdyby nie była np. liberalna, to partia po wygranych wyborach mogłaby pozbawić prawa głosu np. 65-latków i starszych. A co, wprowadzamy przymus emerytalny dla sędziów powyżej 65 roku życia (i tylko dla nich), to i od razu załatwmy sprawę głosowania. Przecież to rząd większości, wybrany demokratycznie, więc ma prawo robić co chce. Przymiotnik liberalna oznacza specjalną ochronę wolności i praw obywatelskich, tak by nie doszło do dyktatury większości, czy właśnie bezwzględnych rządów motłochu.

  26. Ja napisałem o tym, co mnie najbardziej wqrwia w aktualnej, ginącej zresztą polskiej demokracji parlamentarnej, ale mądrzy ludzie piszą o innych, ważnych bolączkach, szukając rozwiązań, to budujące. Niestety są to tylko mrzonki, pokrzepiające jednak serce, dzięki wierze w cuda. O cholera! Zapomniałem, jaki jest tytuł blogu – precz z wiarą!

  27. @ezi 16:53

    Przecież liberał to obecnie jedna z najgorszych obelg, jaką można zostać obrzuconym.

  28. Demokracja ma wiele wad. Ale nic lepszego nie wymyślono. To powtórka znanego powiedzenia.

  29. krzych1405
    27 marca o godz. 16:41
    Celne uwagi. Demokracja partyjniacka albo… cwaniactwa.

  30. @krzych1405
    27 marca o godz. 16:41
    Pełna zgoda co do referendów.
    Co do ,,absolutoriów” – pomysł logiczny acz niemożliwy. Byłaby to katastrofa – gdyż rządzenie przerodziłoby się w permanentną kampanię wyborczą i co roku wierzby rodziłyby co raz dorodniejsze gruszki.

  31. Tobermory
    27 marca o godz. 13:59
    jeden profesor święcie przekonany o zamachu w Smoleńsku…
    Niedyskretne pytanie. W jakiej dziedzine profesoruje profesor?
    No i skąd wiadomo ,że jest święcie przekonany.
    Inna sprawa to b. ciekawe doświadczenie wiedzieć co profesorowie a przede wszystkim z nauk ścisłych sądzą o 10.IV.2010.

  32. @zezem
    27 marca o godz. 18:49

    Profesor nauk o Ziemi (geologii). Ten sam, co wierzy w kreacjonizm. Po paru semestrach paleontologii 😎
    Myślałem, że o 15:09 wyraziłem się dość jasno.

  33. „skąd wiadomo ,że jest święcie przekonany”?

    Z licznych i gorących dyskusji na kilku spotkaniach.

  34. Antonius, krzych1405

    Przepraszam, że adresuję do dwóch, ale mam same pochwały, to co się będę powtarzać. Antonius pięknie i przejrzyście – oj jak mi się językowcowi Twój bezpretensjonalny styl podoba! – proponuje, żeby nie było tego, śmego, owego. A ja, polityczny neptek proponuję, żeby niczego nie było, prócz świętego spokoju.

    U krzycha podoba mi się konkluzja, że wybrani przez obywateli mają w ręku wszystko do panowania nad obywatelami, a ci, którzy tę bandę wybrali, nie mają nic – nawet odwołać w trakcie kadencji chamów i nierobów nie mogą. Dlatego hołota po transformacji rzuciła się na politykę jak amerykańscy najeźdźcy zwani „pionierami” na złoto w ziemi.

    A co do domniemanej demokratyczności sprawowania władzy, to modelową praktykę pokazały wolne Niemcy. Bodaj ze trzy czy dwa lata temu zadawałem okrutnie mnie męczące pytanie, jaka to demokratyczna cholera dała pani Merkel prawo zapraszania (słynne „herzlich willkommen”) w imieniu narodu niemieckiego tsunami islamskich gości bez pytania narodu o zgodę. Przecież ta wciąż upadająca baba zachowała się identycznie jak PiS po wyborach, który się zaczął szarogęsić jakby wygrał wybory najmniej 51 – procentową większością, choć było to niespełna 19% uprawnionych do głosowania. Ta sama niedemokratyczna baba policzyła na liczydłach i przydzieliła różnym państwom Unii nie wiadomo, na jakiej podstawie porcje migrantów zwanych fałszywie i en bloc również u nas „uchodźcami”, bo sama już nie mogła się wyrobić i za wiele był złych pomruków w kraju. Więc było zero demokracji. Bo nasze PO też zgodziło się przyjąć siedem tysięcy, nie pytając demosa o zgodę, choć przecież nie na garbie Kopacz siedzieliby migranci – jeśli nie olaliby Polski słusznym moczem i nie posunęli do Niemiec.

    No a chwilę temu – rewelacja: Jest demokracja!!!

    Poszło o czas letni. Od lat ogromny, pierdzistolkowy i kosztowny Parlament Europejski przymierza się do zrezygnowania z letniego czasu i nie może się zdecydować. Choć taką decyzję chłopek-roztropek podjąłby w 5 minut i za dwie godziny, z ewentualnym poślizgiem specjalnie przeznaczonym dla Kaczyńskiego, wprowadziłaby cała Unia. Nie wprowadzi, bo ważne europejskie pierdzistołki powiedziały, że nie można tego narzucać, że musi się to odbyć demokratycznie, a nie wszystkie kraje Unii na to są gotowe (nie są gotowe na demokrację? Wierzę – bo my chyba też).

  35. „jaka to demokratyczna cholera dała pani Merkel prawo zapraszania”?

    Pombocku, może wypadałoby się zapoznać z systemem politycznym Niemiec?
    Kanclerz niemiecki, odpowiednik polskiego premiera, ma rzeczywistą władzę i moc sprawczą w państwie, prowadząc rząd i podejmując kluczowe dla kraju decyzje.

    Przede wszystkim, aby sprawnie prowadzić politykę, kanclerz musi zdecydować o liczbie ministrów (w Niemczech nie jest ona z góry ustalona) i składzie rządu, a także odpowiedzialności i obowiązkach poszczególnych ministrów. Tak jak o powołaniu ministra, tak też o jego dymisji rzeczywiście decyduje kanclerz, prezydent tylko formalnie zatwierdza wniosek. Mając sformowany rząd, kanclerz kieruje jego pracami, przewodnicząc posiedzeniom ministrów. Kanclerz jest też reprezentantem rządu – zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej. W podejmowaniu decyzji kanclerz musi brać pod uwagę opinie innych członków rządu, nie może podejmować decyzji samodzielnie i narzucać ich rządowi.
    I tak postępuje Angela Merkel.

  36. Antoniusie
    Pytanie: czy istnieje idealny ustrój ? odpowiedź : nie, tak jak nie ma idealnego człowieka, ale nikt lepszego nie wymyślił.
    Podpisuję się pod Twoimi czterema „postulatami, a od siebie bazując na naszej obecnej demokracji- pisokracji mogę dodać swój postulat, że w ordynacji wyborczej należałoby metodę d`Hondta zastąpić ponownie metodą Sainte Laque – proporcjonalne przeliczanie zdobytych głosów na mandaty w sejmie – w r. 2001 SLD, które wygrało wybory wynikiem 41.04% uzyskało 216 mandatów, a przy metodzie d`Hondta w ostatnich wyborach PiS, a właściwie zjednoczona prawica uzyskując wynik gorszy – 37,58% dostała 235 mandatów, czyli większość.
    Dodatkowo, biorąc pod uwagę, że nie jesteśmy społeczeństwem obywatelskim, a nasze „elity partyjne” tworząc partie wzorują się na „partii-mateczce” rodem z PRL – powstają partie typowo wodzowskie, gdzie wódz chce rządzić „do końca świata i jeszcze dzień dłużej” proponuję kolejny postulat związany z ordynacją wyborczą – listy partyjne układane alfabetycznie.
    Można też byłoby rozważyć, czy nie należałoby obniżyć próg wyborczy dla partii do 3%, by zwiększyć reprezentatywność jednak zróżnicowanego społeczeństwa. To są takie sobie postulaty – mrzonki, by sam wybór był choć „cieniem” utrudnienia dla szefów partii. Nie może być tak, by część „wiernych” decydowała o wszystkim, za wszystkich – to co jest od ponad dwóch to jest farsa demokracji.
    Ale tak to bywa, gdy społeczeństwo jest, jakie jest a politycy to wykorzystują i …”Demokracja jest przedsięwzięciem, które gwarantuje, że otrzymujemy nie lepsze rządy niż te, na które zasługujemy.” – George Bernard Shaw
    Chociaż absurd dzisiejszych czasów lepiej opisuje „Demokracja nie powinna iść tak daleko, żeby w rodzinie większością głosów decydować, kto jest ojcem.”- Willy Brandt, chociaż niechcący akurat ojcem dzisiejszej farsy jest ? – jeden czy też mamy dwóch ojców ?

    A teraz tak sobie dowcipnie co i jak „naprawić” :
    1. Sejm zmniejszyć o połowę, z czego 200 miejsc dostaje z marszu zwycięzca, a pozostałe 30 dla pozostałych proporcjonalnie do uzyskanych głosów – duże oszczędności
    2. Zlikwidować Senat – izba refleksji – mogąca poprawiać ustawy to siedziby: zwycięskiej partii i episkopatu
    3. Prezydent z Twoich postulatów
    Rozporządzenia dotyczące wyborów:
    1. Wszystkie wybory raz na 5 lat
    2. Wybory do Sejmu i Prezydenta razem
    3. Wybory samorządowe połączone z referendum w połowie kadencji Sejmu i Prezydenta
    Rozporządzenia dotyczące zarządzania:
    Sejm z bezwzględną większością parlamentarną niech sobie zmienia odnośne punkty nawet w konstytucji i co mu się tylko spodoba, ale wszystkie zmiany jakich dokonuje muszą być zawarte w referendum w trakcie połowy rządzenia – przy wyborach samorządowych i wprowadzenie tych wszelkich wymyślonych zmian będzie mógł wprowadzić dopiero po upływie 60 dni po uzyskaniu pozytywnego wyniku w referendum. Chaos ? – a czy teraz to nie ma chaosu ? Opozycja nie ma głosu ? – przepraszam a jaki głos ma opozycja teraz.
    Na koniec – SLD gdy wygrało w 2001 wybory i miało prawie większość „lekką ręką” zagłosowało za wnioskiem AWS i chyba UW, by do ordynacji wprowadzić „zbójecką” metodę d`Hondta w przeliczaniu głosów na mandaty – myśleli, że następnym razem to już będą zupełnie samodzielni i … przeliczyli się , wypadli z gry, jedyny zdecydowany głos przeciw tej metodzie w trakcie dyskusji to nieżyjący senator Romaszewski, że ona nie oddaje w pełni demokratycznych wyborów przy jeszcze dopiero raczkującej demokracji.
    Bo przecież „Demokracja to tylko zestaw reguł jak tworzyć skuteczny rząd.”- Francis Fukuyama

  37. Tobermory
    27 marca o godz. 21:09

    Nie interesują mnie rządy ani uprawnienia kanclerza w Niemczech – interesuje demokracja. Jest w Niemczech demokracja czy jej nie ma? Bo jeśli jest pół na pół to, przepraszam, gówno jest nie demokracja. Ale ja z wypowiedzi różnych niemieckich polityków – nie będę wymieniał, żeby nie prowokować rozmowy, która mnie nie interesuje – wiem, że krytkowali Merkel w śmiertelnie ważkiej sprawie migrantów, którzy właśnie zmieniają na gorsze tradycyjne Niemcy, za olewanie zasad demokracji. Skoro Unia w sprawie letniego czasu trzyma się demokracji, a w sprawach tysiąc razy wązniejszych demokrację olewa, to długa droga przed Europą, ale ja nią na szczęście już nie popedaluję.

  38. @wbocek @krzych1405

    Bardzo słuszne konkluzje. A jeśli chodzi o Merkel – oczywiście oszukała i swój naród i kraje europejskie,podejmując samowolnie i bezprawnie tę decyzję o „uchodźcach” i wrabiając wszystkich w to bagno.

    A dziś przeczytałam dwie ciekawe wiadomości odnośnie tego tematu:

    1. „Niemcy: Migranci czują się opuszczeni przez państwo.Ataki na meczety i rosnąca liczba przestępstw z nienawiści sprawiają, że wielu muzułmanów i Żydów przestało czuć się w Niemczech bezpiecznie. Biją na alarm i żądają od państwa więcej ochrony.

    2.Uchodźcy ignorują niemieckie premie za powrót do domu.Nie bardzo wypalił pomysł niemieckich władz, by osobom, które nie otrzymały azylu w RFN wypłacać premię za powrót do krajów pochodzenia.

    Tak się tam boją ,że chcą mieć ochronę ,ale wyjeżdżać – o nie !

    3. no i jeszcze jeden „kwiatek” – W niemieckich szkołach uczniowie żydowscy i chrześcijańscy coraz częściej padają ofiarą mobbingu. Celem słownych ataków stają się też nauczycielki.

    Tu muszę też dodać,że kiedy przed laty mój 10-letni syn poszedł do szkoły w Hadze o bardzo mieszanym profilu – powiedział pewnego dnia,że nie chce tam więcej iść,bo koledzy mówią,że je świńskie mięso,więc sam jest świnią.
    Tak było przed laty,tak jest teraz… Każda religia niesie nietolerancję,a muzułmanie przodują .

  39. @Tobermory
    Opisałeś szczegółowo system polityczny Niemiec. Ale Merkel nie prosiła parlament o zgodę,czy akceptację tego imigracyjnego projektu. A więc zrobiła to niejako”na wlasną rękę”,stawiając wszystkich przed faktem dokonanym

  40. Tobermory
    27 marca o godz. 21:09
    W podejmowaniu decyzji kanclerz musi brać pod uwagę opinie innych członków rządu, nie może podejmować decyzji samodzielnie i narzucać ich rządowi.
    I tak postępuje Angela Merkel.

    To w teorii. Co do podjętej decyzji późnym latem 2015 roku napisano wiele , wypowiedzieli się także konstytucjonaliści. Pani Merkel nie pytała się wtedy rządu czy poddała pod dyskusję w Bundestagu swoje decyzje.

  41. @basia.n
    27 marca o godz. 21:54

    Czy kanclerz Niemiec powinna była prosić parlament o zgodę na decyzję w sprawie wpuszczenia uchodźców? Opinie ekspertów są podzielone. Jedni uważają, że należało zatrzymać te tłumy na granicy austriackiej i czekać na decyzję Bundestagu, inni uważają, że decyzja mogła zapaść w ramach kompetencji rządu.
    Parlament (Bundestag z Bundesratem) to władza ustawodawcza. Kanclerz działa wraz ze swoim rządem w ramach ustalonych przez konstytucję czyli Bundesverfassung.
    Kontrolą zgodności działań rządu z konstytucją zajmuje się Federalny Trybunał Konstytucyjny.
    O ile się orientuję, nie zapadł dotąd żaden wyrok na ten temat, a najwięcej pretensji do Merkel ma Pombocek 😉

  42. @Tobermory 🙂

  43. @zezem
    27 marca o godz. 21:57

    „Tatsächlich war die als „Grenzöffnung“ empfundene Massenaufnahme von Flüchtlingen am 4. September 2015 von Bundeskanzlerin Angela Merkel (CDU) nur nach Rücksprache mit einzelnen Ministern erfolgt”

    Merkel pogadała więc przynajmniej z kilkoma ministrami.
    Gdyby się kierowała umową z Schengen, to powinna była zostawić tę masę uchodźców Austrii, która jest przecież bezpiecznym krajem. To samo powinno spotkać Grecję i Włochy. Niech się borykają sami, skoro nie pilnują swoich wybrzeży 🙄 Najwyżej mogła im podesłać parę kanonierek i długie bosaki do zatapiania pontonów na otwartym morzu 😎

  44. Tobermory
    27 marca o godz. 22:27

    Swoim zwyczajem pieprzysz ze swoimi pierdzistołkowymi dywagacjami jak maszyna do pieprzenia i ciągnięcia gumy z majtek. Żaden demokratycznie wybrany władca nie ma i mieć nie może praw absolutnych, inaczej coś takiego jak demokracja by nie istniało. Rozumiesz, że odbyło się w Polsce referendum w bardzo ważnej dla narodu sprawie przystąpienia do Unii, choć nie ma u nas zwyczaju przeprowadzania referendów? A nie rozumiesz, że nikt narodu niemieckiego, szykując dla niego (dla niego, a nie dla cholernej Merkel czy innych cholernych pierdzistolkow) tsunami nieproszonych przez naród gości o nic tego narodu nie pytał? I przemilczasz, że to jest właśnie główna pretensja do Merkel zwykłych ludzi oraz jej krytyków i przeciwników. Rozum, nie rozum – cóż mnie to obchodzi.

  45. @karol_cia
    27 marca o godz. 21:22
    Moim zdaniem 5 lat to za długo, jak się dorwie do władzy taka kaczka to dopiero narobi! 🙂

    *
    Słowo”liberalny” w polityce ma sporo znaczeń. Australijscy Liberałowie to partia konserwatywna, czasem bardzo, w sprawach społecznych natomiast bardzo liberalna ekonomicznie dla tych co zarabiają ponad pól miliona rocznie.
    Ale wracając do naszych baranów – bardzo dobry pomysł żeby posłowie zmieniający barwy musieli rezygnować z mandatu, bo dostali ten mandat nie za własną osobowość, ale za barwy partyjne.
    Pisałam już kiedyś na blogach o systemie wyborczym w Australii, który łączy w sobie zarówno JOWy jak i ordynację proporcjonalną. Jak każda metoda ma swoje wady i zalety. Wadą jest podobno to, że polaryzuje system partyjny, zaletą moim zdaniem jest to, że kazdy poseł ryzykuje, że go wyborcy wypieprzą jak im sie narazi. W taki właśnie sposób wyleciał z polityki premier Howard, po prostu go nie wybrali i tyle.
    No i żelazną zasadą jest, że premierem zostaje szef partii która wybory wygrała. Natomiast przegrany szef na ogól przestaje być szefem.
    Z tą polaryzacją tez nie do końca prawda, bo system ten pozwala na wprowadzenie posłów niezależnych jak również na wejście do parlamentu nowej partii, która nie musi mieć żadnych progów, od wyborców zależy czy jej kandydat przejdzie.

  46. karol_cia, 21:22

    „W ordynacji wyborczej należałoby metodę d`Hondta zastąpić ponownie metodą Sainte Laque – proporcjonalne przeliczanie zdobytych głosów na mandaty w sejmie – w r. 2001 SLD, które wygrało wybory wynikiem 41.04% uzyskało 216 mandatów, a przy metodzie d`Hondta w ostatnich wyborach PiS, a właściwie zjednoczona prawica uzyskując wynik gorszy – 37,58% dostała 235 mandatów, czyli większość.”

    Walke o wprowadzenie w Polsce metody d’Hondta pan prezes zainicjowal ponad cwierc wieku temu i ja wygral. Pomimo ekspertyz wskazujacych na ogromne wady tej metody. Takie jak wlasnie ta objawiajaca sie w wyborach 2015: mniejszosc, 37% zdobyta w wyborach, wiekszosc, 51% mandatow poselskich naliczona w d’Hondtcie.

    Pan prezes te walke zainicjowal, w 1990-91, po starannym przemysleniu sprawy. Jak on wyliczyl, ze po uplywie 25 lat metoda d’Hondta zaowocuje PELNYM sukcesem wyborczym dla jego partii, mozna zlozyc na karb jego kaczego gieniusia. Okupionego smiercia 96 ludzi ktorzy zgineli w katastrofie przez niego samego spowodowanej.

    PS. E-J, jestem ciekaw australijskich doswiadczen JOWo-proporcjonalnych. A jak tam jest z d’Hondtem?

  47. @wbocek
    27 marca o godz. 23:06

    Pombocku, od kilku lat już pienisz się tu na temat katastrofalnej sytuacji z powodu uchodźców w Niemczech i przejmujesz losem „zwykłych” Niemców, a może bardziej twoich polskich znajomych żyjących w tamtym kraju. Pamiętam, że odgrażali się wyjazdem z powrotem do wolnej od uchodźców Polski. Czy decyzja już zapadła i wrócili?
    Wyborcy niemieccy mieli niedawno okazję wyrazić swoją niechęć i pretensje w wyborach do parlamentu. Kanclerz Merkel i jej partia już to odczuły, ale jednak nadal większość gotowa jest powierzyć jej władzę.
    Z przyzwyczajenia?
    Z braku lepszej opcji?

  48. „…odbyło się w Polsce referendum w bardzo ważnej dla narodu sprawie przystąpienia do Unii,” wbocek
    Odbyło się w Polsce referendum w bardzo ważnej dla narodu sprawie przystąpienia do
    Wspólnoty Europejskiej, czyli konfederacji (luźny związek bez wspólnego rządu).
    Dopiero po podpisaniu w 2007r. (i ratyfikacji w 2009 r.) przez ówczesnego prezydenta , wstąpiliśmy do Unii Europejskiej ,czyli federacji( związek państw pod wspólnym rządem).
    Tak było. Unia Europejska w dzisiejszym znaczeniu jeszcze podczas referendum nie istniała ,dopiero potem powstała. Czyli, do czego odbyło się referendum?, taka zagwozdka.

  49. @Orteq
    27 marca o godz. 23:36
    Nie ma żadnego d’Hondta!
    Okręgi są jednomandatowe, startują kandydaci zarówno partyjni ( po jednej sztuce) jak i indywidualni. Każdy może o ile spełnia kryteria.
    Wyborca numeruje kandydatów na liście według swoich preferencji no i potem następuje żmudne liczenie. Wygrywa kandydat, który dostanie największą ilość głosów. Proste? 🙂
    Tu masz więcej, bo ja muszę lecieć do obowiązku społecznego.
    http://australianpolitics.com/voting/preferential

  50. Tobermory
    27 marca o godz. 23:40

    Swoim zwyczajem, widzisz we mnie coś, czego nie ma: pienienie się. Ja tylko przekazuję pienienie się Polaków w Niemczech i Niemców. Ot, ciekawostka z Polski z soboty.

    Roweruję szosą osiemnastej kategorii kociołbowej z resztkami asfaltu (mało już takich, a lubię się kręcić po zadupiach) z wioski A do wioski B (jakie 2,5 km). Jestem w skajpowym kontakcie z córką mojego przyjaciela mieszkającą w Berlinie. Widzę z daleka dwie może 12-letnie dziewczynki idące w tę samą stronę, w którą pedałuję. Wyprzedzam je, a już wcześniej słyszałem, że sobie śpiewają. Idą rozluźnione, wesołe, śpiewają. Mówię córce kumpla o tych dziewczynkach, bo mogła ich nie zauważyć, a na pewno nie slyszała.

    – Jezusmaria! – ona na to. – Czy wiesz, co to dla Niemców za obrazek?
    – Skąd mam wiedzieć? Dla mnie – zwyczajny.
    – No właśnie. A tu już tego nie zobaczysz. Przez tych cholernych ciapatych nawet sześć takich dziewczynek nie miałoby śmiałości iść pustą szosą tak daleko. O Boże, opowiem jutro w pracy – znów pochwalą Polaków.

    Mnie Twoje rządy, Tobermorku, i polityki nie interesują, więc nawet o tym nie zagaduj. Interesują zwyczajność i codzienność, na które mają wpływ szarogęszące się polityczaki.

  51. @wbocek 28 marca o godz. 0:22
    Jeśli dziewczynki są rasy białej i śpiewają po polsku, na pewno nic im się złego nie stanie (no chyba że lokalny kiecun zaprosi je na plebanię i ochędoży). Gdyby natomiast, nie daj boże, odezwały się publicznie po niemiecku, to groziłoby im pobicie przez przypadkowych patrRYJotów. Za kilka lat, gdy dorosną, mają szanse być zgwałcone calkiem bezkarnie kolegę z pracy, bo gwałt w Polsce w statystykach nie istnieje – nie ma oficjalnie takiego zjawiska, więc o nim cicho sza.
    Taka sielanka w nadwiślańskim kraju … idą sobie beztrosko i śpiewają! A ta córka kolegi z Niemiec nadal nie ma ochoty wracać do ojczyzny?

  52. Wracanie do ojczyzny to sen nocy letniej

  53. Dawno nie rozmawialem z Honza. Slowakiem co z Kanady powrocil do Slowacji po jednej trzeciej wieku emigracji po-68. No wiecie, tej po dubczekowej emigracji. Powrocil na Morawy w zaraz po zawaleniu sie komuny
    – Co Orteq?
    – Nic waznego. Dawno nie rozmawialismy ze soba.
    – Nie tesknilem. Co chcesz?
    – Nic, nic Honza. Chce tylko zapytac: co na Morawach mowio o Polsce?

    Tu wyjasnie.

    Honza sie ozenil, w Kanadzie, z Polka. Ona go zmuszala do rozmawiania po polsku.

    Czeskie g.wno z tego wyszlo, jesli o malzenstwo chodzilo. Ono sie rozsypalo w drebiezgi.

    Honza jednakze wzial sobie za punkt honoru, ze jezyk polski opanuje. I z tego opanowania on wyprowadzal swoje rozmowy ze mna po polsku.

    – Dej no klepacz.

    O mlotek chodzilo. Bosmy budowali garaz natenczas.

    Nic to nie pomoglo w malzenstwie z Polka. Honza zawsze myslal, ze ona mnie posuwala. Choc ja nic nie wiem na ten sliski temat

  54. Co mowio na Morawach o Polsce dzisiaj, dalej nie kojarze

  55. Na marginesie
    28 marca o godz. 0:45

    Są ludzie, którzy mają coś do powiedzenia i mówią i są ludzie, którzy nie mają nic do powiedzenia, a też mówią. Ty, dzieciaku z Salem, nawet z taśmą magnetofonową umiesz polemizować.

  56. Czy Salem zostalo umiejscowione w Bruce County Salem, Arran–Elderslie, Ontario, in the municipality of Arran–Elderslie? Czy moze w Dufferin County, Ontario, part of the Town of Mono? Bo to dosyc wazne rozroznienie geograficzne.

    O rozroznieniach zwiazanych z tasmami magnetofonowymi nie wspominamy. Przeminiete czasy

  57. Nie ma konca pierdolom internetowym

  58. Orteq
    28 marca o godz. 1:18
    Coś dziwny był ten twój znajomy Słowak, że wrócił na Morawy, które leżą w Czechach. Chyba, że był Słowakiem, którego rodzice przeprowadzili się do Czech i tam mieszkali. Rzecz w tym, iż za czasów wspólnego państwa, czyli Czechosłowacji, Czesi nosili nosy nieco wyżej i taktowali Słowaków z góry, czego ci zdecydowanie nie lubili. I to był jeden z powodów, który przyczynił się do rozpadu na dwa samodzielne państwa.

  59. @wbocek

    Odnoszę wrażenie, iż uprawiasz „kościółkowy” sposób rozumowania – ktoś stoi na czele czegoś więc jest za to w 100% odpowiedzialny, bo wszystko, co się dzieje jest jego suwerenną decyzją (bóg, papież, premier, kierownik). Tak w każdym razie traktujesz Merkel pytając jednocześnie, czy w Niemczech jest demokracja („władza ludu”).
    Czy w Niemczech jest demokracja? Nie ma.
    Czy gdziekolwiek na świecie jest demokracja? Nie ma.
    Czy demokracja jest realnie możliwa? Nie.
    Demokracja to taka sama utopia, jak komunizm czy katolicyzm. Z jednej strony szczytne założenia teoretyczne, a z drugiej my, czyli istoty bezwzględne dla innych i tolerancyjne dla siebie.
    Niemcy nie mają konstytucji, a jedynie tzw. Prawo Podstawowe (Grundgesetz). Konstytucja jest zatwierdzana w powszechnym referendum, a Niemcom została ona narzucona przez Aliantów po II WŚ. Jest to najbardziej demokratyczna konstytucja na świecie. Niemcy są (jak na razie) na tyle rozsądni, by jej nie zmieniać.

    Ponieważ systemem ekonomicznym jest gospodarka rynkowa, więc wszystkim chodzi o pieniądze (zysk) – im wyżej w hierarchii społecznej, tym to dążenie jest wyraźniejsze. Żadna decyzja Merkel (jako kanclerza) nie jest suwerenna. Kanclerz (premier) jest tylko wyrazicielem rzeczywiście rządzących, czyli aktualnie najsilniejszej kapitałowo grupy obywateli (np. niemożność rozwiązania afery z silnikami wysokoprężnymi). Przyjmowanie uchodźców powodowane było oficjalnie humanizmem, a w rzeczywistości ekonomią – siła robocza, której nie trzeba płacić oficjalnych stawek, przy czym koszty utrzymania rodziny pracującego uchodźcy ponosi państwo – klasyczna prywatyzacja zysków i socjalizacja kosztów.
    Rządzący już wieki temu zauważyli, że człowieka można (prawie) dowolnie ukształtować mentalnie poprzez odpowiednie wychowanie od najwcześniejszego dzieciństwa. Na tym bazują od zawsze wszelkie sekty, w tym najprymitywniejsza czyli katolicka. Jej główny dogmat wiary bazuje na domniemanej niezmienności. Jak na razie udaje im się cofać (zaklinać) rzeczywistość, tak w biednych i zacofanych krajach Afryki, jak i w – podobno – nowoczesnej i inteligentnej Polsce. Stąd katolicyzacja szkół i przedszkoli z podnoszeniem progu wieku obowiązku szkolnego. W tym samym czasie Francja obniża drastycznie tenże próg uznając, iż jest to być może jedyna droga stworzenia społeczeństwa tolerancyjnego.
    Osobiście uważam, że człowiek nie jest przystosowany do życia w stadzie. Przewaga człowieka nad innymi stworzeniami polega na możliwości podejmowania nielogicznych decyzji, czyli sprzecznych z tu i teraz. Nazywamy to prognozowaniem. A ponieważ każdy prognozuje według siebie i dla siebie (nawet, jeżeli twierdzi coś przeciwnego), to jakakolwiek współpraca możliwa jest tylko poprzez narzucenie woli jednego osobnika. Możemy to robić bardziej brutalnie (dyktatura) lub mniej brutalnie (demokracja, referendum), ale zawsze występuje konieczność rezygnacji większości, manifestowana na ogół odmową udziału w głosowaniach.
    Być może, jeżeli nie wykończymy siebie i okolicy, kiedyś powstanie społeczeństwo złożone z ekstremalnych indywidualistów, którzy robią to, co chcą, czyli najlepiej na świecie. I będziemy mogli spokojnie wierzyć w fachowość bliźnich, niezależnie od tego kim są, skąd pochodzą i co czynią. Ale to oczywiście też utopia.

  60. @wbocek
    28 marca o godz. 0:22

    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Każda dotychczasowa statystyka wykazuje w Niemczech drastyczną przewagę czynów zabronionych (łącznie z gwałtem i mordem) popełnianych przez prawdziwych Niemców na wszelakich obcych, nad deliktami odwrotnymi, czyli obcych atakujących Niemców. Jeżeli ktoś się boi w Niemczech na ulicy, to właśnie obcy.
    Strach przed obcymi jest podsycany wśród Niemców tak samo, jak i wśród Polaków. Wystarczy ograniczyć się do właściwych mediów, by otrzymać obraz strasznego panoszenia się np. islamistów.
    W dawnych czasach PRL, pewien mój współpracownik mawiał w takich przypadkach: Zmień lekarza. Ten Cię oszukuje.

  61. @zak1953
    28 marca o godz. 8:58

    W czasach Czechosłowacji, która składała się z Czech, Moraw i Słowacji, również hymn tego kraju składał się z trzech części. Zaczynał się czeską pieśnią „Kde domov můj?”, a kończył pierwszą zwrotką słowackiej „Nad Tatrou sa blýska”.
    A morawska część? To była ta cisza pomiędzy 😎

    Pamiętam doskonale ten „aksamitny rozwód” i smutnego Sylwestra 1992 z czeskim przyjacielem z Brna (emigrantem z 1968) czyli Morawiakiem. On się z tego rozpadu nie cieszył.
    A głównym powodem rozwodu były ambicje byłego boksera słowackiego Vladimíra Mečiara, który pragnął rządzić, najchętniej jako prezydent własnego kraju. Porządził niedługo, dając się poznać jako autokrata i nacjonalista.
    Po rozwodzie Czesi zawładnęli wspólną flagą tłumacząc, że niebieski trójkąt na fladze, który od 1918 r. symbolizował słowacką część wspólnego państwa, od teraz (1993) symbolizuje Morawy. Słowacy powrócili do flagi używanej przez powstańców walczących przeciw Węgrom podczas rewolucji z lat 1848-1849.

  62. Tobermory
    28 marca o godz. 9:36
    Czymś się musiała czeska flaga różnić od polskiej. Nie mogli się pozbyć niebieskiego. W końcu Czechy maja starszą państwowość. To czeska księżniczka była matką pierwszego, krótkotrwałego króla Polan.

  63. @zak1953
    28 marca o godz. 9:57
    ,,To czeska księżniczka była matką pierwszego, krótkotrwałego króla Polan” – rozwiń to proszę bo brzmi nowatorsko a przez to intrygująco.

  64. Sławczan
    27 marca o godz. 18:42
    Mylisz się zapewne nie czytając do końca mojego postu, żadnej katastrofy by nie było gdyż brak absolutorium nie odsuwa natychmiast od władzy polityków. Jest żółtą kartką od obywateli, ostrzeżeniem. Dopiero trzykrotny brak takiego absolutorium w czasie 4 letniej kadencji pozbawiał by takich polityków prawa kandydowania w kolejnych dwóch kadencjach. Nie widzę jakiegokolwiek powodu aby politycy którzy stracili zaufanie obywateli mieli dalej w imieniu tych obywateli pełnić władzę. Jest to oczywiście przykład jednego z możliwych narzędzi do wprowadzenia w system demokracji obywatelskiej. Problem jest zasadniczy więc z natury złożony i wielowątkowy więc jedno proste narzędzie wszystkiego nie rozwiąże. Zasady dzisiejszej demokracji partyjniackiej nie odpowiadają na oczekiwania obywateli. Demokracji ta nie służy obywatelom a wyłącznie politykom. Musimy więc ponownie zdefiniować swoją rolę jako obywatele w tym systemie. Można oczywiście założyć, że demokracja w jej obecnym kształcie jest optymalna i nie trzeba niczego zmieniać, wystarczy jedynie wybrać odpowiednich przedstawicieli. W mojej ocenie myślenie mocno naiwne i życzeniowe. Odpowiedzmy sobie na pytanie: czy nadal godzimy się na role jakie przypisali nam politycy, tzn. pariasów, bezwolnej masy bez jakiekolwiek podmiotowości czy chcemy być naprawdę społeczeństwem obywatelskim tzn mającym realny wpływ na budowanie, kształtowanie naszego państwa. Bez skutecznych instrumentów na trwale wpisanych w system demokratyczny pozwalających dyscyplinować polityków nigdy nie będziemy takim społeczeństwem.

  65. @zak1953
    No wiesz – Bolesław Chrobry był co prawda królem tylko 2 miesiące ale panował suwerennie (och jakie to piękne słowo) lat 33 więc pojęcie krótkotrwałości jest w jego wypadku względne.

  66. Slawczan
    28 marca o godz. 10:03
    To zbyt bujna postać, aby opisać Bolesława krótko. Twoje pierwsze zdanie opisuje sens mego stwierdzenia. Został królem, czyli suwerennym (!) władcą i umarł. Był to pierwszej wielkości zbój, który podbijał sąsiadów, aby ich ograbić, a ludzi sprzedać w niewolę. Takie jednak były czasy i wtedy było to normą, że książęta bardziej przypominali zbójów, aniżeli władców. Kto wie, jak potoczyłyby się losy, gdyby Bolesław został królem Czech, na co miał wcześniej ochotę? Ale to rozważania dla historii alternatywnych.

  67. Tobermory
    27 marca o godz. 22:34
    …In ihrer Antwort auf eine Anfrage der Linken zu den rechtlichen Grundlagen der Einreiseverweigerung und Einreisegestattung stellen die Hausjuristen des Deutschen Bundestages die Rechtsgrundlagen dar, auf denen die im Herbst 2015 getroffenen Entscheidungen hätten beruhen müssen. Sie resümieren, dass es nach wie vor „unklar“ ist, ob die Ausnahmetatbestände des Asylgesetzes § 18 Absatz 4 Nr. 2 AsylG „als Grundlage für die Einreisegestattungen ab Ende August/Anfang September 2015 herangezogen wurde(n).“ Die Juristen kommen zu der bemerkenswerten Ansicht, dass die Rechtsgrundlage, nach der die Bundesregierung weitreichende Entscheidungen getroffen hat, nicht erkennbar ist.

    Selbst auf eine parlamentarische Anfrage antwortet die Bundesregierung schwammig und benennt die Rechtsgrundlage „gerade nicht“, wie es in der Ausarbeitung heißt.

  68. Orteq
    27 marca o godz. 23:36
    Wiem o tym, że prezes już w latach 90 usilnie zabiegał zabiegał o przelicznie głosów metodą d`Hondta, ale zdumiewało mnie, że wówczas SLD miało siłę głosów w Sejmie i zagłosowało za, czyli myśleli pewnie, że tak silne poparcie będzie wieczne.
    Ponoć dobry polityk to taki, który nie tylko umie obiecać dużo i zręcznie wytłumaczyć się z niespełnionych obietnic, ale taki, który umie przewidzieć ileś tam ruchów do przodu – dobry szachista.
    Trochę nawiązując do poprzedniego wpisu Antoniusa to myślę, że prezes zna prawdę o katastrofie i ma świadomość, że tylko przeciąganie w czasie w tym dochodzeniu do prawdy jeszcze na jakiś czas zabezpieczy mu elektorat, ale głównym celem prezesa chyba jest „walka” o władzę i pokazanie swojej wielkości, doskonałości a przy okazji dobrze byłoby zniszczyć Tuska.
    PO rządziło dwie kadencje i Tusk pod konieć drugiej czmychnął do Brukseli, a my zrobimy wszystko – po przysłowiowych „trupach” – TK, SN, KRS i innych instytucjach – są na razie ciche plany, by coą zmienić w zarządzaniu administracyjnm – bo dublują się niektóre kompetencje Urzędu Marszałkowskiego i Wojewody, a co tam samorząd – ważne jest administrowanie.
    Teraz coraz częściej myślę, że taśmy to inicjatywa prezesa.
    PO popełniło kardynalny błąd myśląc, że ludzie dalej będą głosować „przeciw” a nie na „za”. A już szkolnym błędem było wybranie 3 sędziów na zapas. Gdyby uruchomili swoje myślenie i wsłuchali się uważnie jak PAD po zaprzysiężeniu ostrzegał o „zmianach ustrojowych” i jak też dość szybko wycofał swój protest z TK w sprawie wyboru nieprawnego tych 3 sędziów to mogli naprawić swój błąd? – choć nie wiem czy prawnie było to możliwe.
    Czy system australiski i JOW-y u nas by się sprawdziły ? – może w jednostkowych okręgach, a sumarycznie mogłoby to przy metodzie d`Hondta być lepeij dla dużych.
    Ludzie nie chcą już głosować negatywnie, a pozytywnie nie mają na kogo.
    Zagubiło się gdzieś w tym zalewie ogólnym zakłamywania i hipokryzji takie coś jak zaufanie. Tylko ślepa wiara ułatwia wiernym głosowanie na tak.

  69. @zezem
    28 marca o godz. 11:10

    No właśnie, „hätten, müssten” i podobne bla bla. Opozycja musiałaby wystąpić z wnioskiem o zbadanie, a potem przegłosować w Bundestagu, ale jest za słaba. Wyobrażasz sobie poparcie AfD przez FDP i vice versa?

  70. Interesująca jest aktualnie sytuacja w Niemczech, gdzie wielka koalicja (Union+SPD) z obawy, że zbyt chuda opozycja (Linke+Grüne przed wyborami do Bundestagu mieli razem zaledwie 20 proc. mandatów w parlamencie, FDP w ogóle nie weszła) może nudzić i zwiększać zniechęcenie do polityki, udzieliła jej większych praw, niż wynika to z regulaminu Bundestagu. Na przykład obniżyła próg wymagany (dotąd 25 proc. głosów) do ustanowienia parlamentarnej komisji śledczej.
    Aktualnie CDU i SPD mają 56 proc. mandatów, reszta to opozycja, ale trudno wyobrazić sobie Linke i AfD ręka w rękę przeciw Merkel 🙄

  71. @krzych1405
    ,,Dopiero trzykrotny brak takiego absolutorium w czasie 4 letniej kadencji pozbawiał by takich polityków prawa kandydowania w kolejnych dwóch kadencjach” – nawet sam w pewnym sensie, pomimo, że nie zgadzasz się z moją opinią potwierdzasz ją tym zdaniem.
    Jak ktos wyżej wskazał – żyjemy w gospodarce rynkowej a więc ZYSK jest wszystkim. Tylko to sie liczy. Reszta to didaskalia. Dlaczego więc politycy mieliby być inni? Oni niczym CEOs zrobią wszystko by utrzymać się na topie. Brać premie i awanse.
    Obecnie tym co niszczy demokrację przedstawicielską są rządy ekspertów – problem, że:
    – częstokroć ci eksperci są pseudoekspertami
    – ich uczciwość jest delikatnie mówiąc wątpliwa częstokroć ,,ekspercą” nie na rzecz tych, którzy ich mianowali (czyli nas) ale na rzecz różnych lobbies czy zwyczajnie dla kasy. To kompletna degeneracja, która finalnie doprowadziła do absolutnej utraty wiary przez obywateli w uczciwość rządzących.
    Tu wyjaśnienie o co mi chodzi – taki W. Churchill był w latach 1911-1915 I Lordem Admiralicji (odpowiednik ministra Marynarki Wojennej). Za jego kadencji wyścig zbrojeń morskich osiągnął szaleńcze tempo i skalę. Wyobraź sobie jakie sumy by ,,przylepiły” się do rąk naszym współczesnym ekspertom, ileż szwajcarskich sikorów a Churchill? Choć arystokrata zamożnym człowiekiem stał się PO II WŚ gdy skasował tantiemy za swoje pamiętniki wojenne. Do tego momentu wiódł skromne życie przedstawiciela brytyjskiej klasy średniej.

  72. zezem
    28 marca o godz. 11:10
    Pragnę przypomnieć, że nie wszyscy czytelnicy naszego bloga i komentarzy znają języki obce, którymi część z nas potrafi się posługiwać. Oni nam tego nie powiedzą, nie przyznają się do swych ograniczeń językowych.
    Stąd prośba. Jeśli umieszczamy jakiś obcojęzyczny tekst w naszej wypowiedzi, podajmy poniżej jego polskie tłumaczenie. Myślę, że przyczyni się to zwiększenia (a przynajmniej nie zmniejszenia) ilości naszych czytelników. Dobry przykład takiego działania dał autor obecnego wstępniaka w poprzednich tekstach, podając polską wersję przywołanego tekstu. Przynajmniej wszyscy będą mieli jednoznaczną wersję wpisu.

  73. Qba
    28 marca o godz. 9:30

    Qbo, nie rozumiem i nie zrozumiem tych, którzy polemizują ze mną, choć zawsze lojalnie informuję, że przekazuję WŁASNE DOŚWIADCZENIA znajomych z Niemiec, ich przemyślenia i ich stan ducha, którymi się ze mną dzielą, a nie moją prywatność. O mojej prywatności niewiele napomykałem. Jest w niej rzeczywiście powstała we mnie dopiero dwa lata temu niechęć do muslimów, choć Koran przeczytałem ze dwadzieścia lat wcześniej. Nie mam na dwie sekundy przed przejściem do niebytu żadnej potrzeby poznawania i akceptowania obcych, choć na przykład z Ukraińcami, których w moich stronach jest sporo, zdarza mi się rozmawiać sympatycznie. Chcę być wśród ludzi dobrze mi znanych, a najlepiej – ze trzy kilometry od nich, i żeby byli za lasem. Ani mi w głowie akceptować jakąkolwiek religię (jako zbiór wierzeń w cuda, bo mój stosunek do żywych chrześcijan to insza inszość), zaś agresywną religię Koranu w szczególności. To, że są nieagresywne odłamy tej religii mnie nie interesuje. Koran jest dosłownym zapisem religii agresywnej, zmierzającej do panowania nad światem. Taki jest jej wyartykułowany wielokrotnie w Koranie cel i tego dla mnie starczy. Poza tym nie prowadzę prywatnej statystyki strachów i lęków w Niemczech ani się też za bardzo zamuślimieniem Niemiec nie zajmuję – bąknę czasem parę słów o tym, co mi mówią znajomi i jada na woda. Lub w rowerową trasę. Tak więc zostań z Bogiem czy z czym tam chcesz.

  74. Metoda d`Hondta była już stosowana w Polsce przd 1935 rokiem. Stosuje ją wiele krajów, również Szwajcaria, w lekko zmienionym algorytmie Hagenbacha-Bischoffa.

  75. @wbocek
    28 marca o godz. 12:15

    Pombocku, sposób, w jaki przedstawiasz „własne doświadczenia” twoich znajomych w Niemczech, jest tak emocjonalny, że trudno oddzielić je od twoich własnych odczuć. Gdybyś nabrał większego dystansu, podobnego do tego, jaki masz do przedstawianych tu doświadczeń z pierwszej ręki bywających tu „zagranicznych” Polaków, to poziom twoich emocji, a może nawet ciśnienie, zeszłyby do niższych, zdrowszych wartości.

  76. „Absurdy systemów demokratycznych”…
    Tomasz Zalasiński, ekspert zespołu prawniczego Fundacji Batorego stwierdza: „mamy nową konstytucję jednozdaniową – bez żadnego trybu”.
    Tak działa władza PIS. Całość poniżej.
    Nawet nie chce mi się komentować.
    http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103454,23198715,ekspert-mamy-nowa-konstytucje-jednozdaniowa-bez-zadnego.html

  77. Tobermory
    28 marca o godz. 12:26

    Propoonuję nie zajmować się stanami emocjonalnymi uczestników, lecz meritum. I czytać bez imputowania czegokolwiek.

  78. @mag

    Uginasz kolana przed durniem na sąsiednim blogu, twierdzącym, że „Ateista jest wierzący odwrotnie , czyli wierzy że Boga nie ma”
    Po tylu dyskusjach tutaj, czym jest ateizm?!
    🙁

  79. Słyszałem, że podczas prawosławnego święta Chrztu Pańskiego czyli tradycyjnej epifanii telewizja rosyjska musiała robić trzy powtórki kąpieli Putina w przeręblu, bo dwa razy się zapomniał i z przyzwyczajenia chodził po wodzie 😎

  80. @wbocek
    28 marca o godz. 12:59

    A cóż ja ci imputuję? Przdstawiłem tylko jak odbieram twój sposób przedstawiania niemieckich doświadczeń twoich znajomych. A odbieram go jako wysoce emocjonalnie zaangażowany i stronniczy.
    To są moje odczucia.
    Przypuszczam, że nie tylko moje.

  81. Tomembory
    Jakie tam „uginanie kolan”? Kaganek oświaty niosę.
    Spokojnie, bez nerwacji i obrażania kogokolwiek.
    Takie są moje metody ustawicznej perswazji „przy okazji”, jaka dają niektóre wpisy osób wyraźnie pogubionych w temacie wiary, niewiary itp.
    Nie muszą ci się podobać (moje metody, a nie „te” wpisy.
    Pozdro

  82. Moje dwie odpowiedzi na niemądry post (o moim rzekomym „uginaniu kolan” na sąsiednim blogu) Tobermo’ego poszły w okno panu bogu. Jak na ironię, bo rzecz dotyczyła ateizmu.
    Panie Jacku, bardzo proszę o opublikowanie tych „zagubionych” wpisów.

  83. @wbocek
    28 marca o godz. 12:15

    Nic a nic Ciebie nie rozumiem. Prezentujesz …WŁASNE DOŚWIADCZENIA znajomych z Niemiec, ich przemyślenia i ich stan ducha, którymi się ze mną dzielą…. Skoro czynisz to publicznie, na blogu, zatem mniemam, iż oczekujesz komentarza, a przynajmniej liczysz się z takowym. A gdy ośmielę się zaprezentować moje własne doświadczenia i przemyślenia, masz pretensje. Że polemizuję. Przepraszam, ale nie zaznaczyłeś, iż Twoja prawda jest ostateczna…

    Jako niewierzący omijam szerokim łukiem wszelkie księgi prawdy – jakiej by nie były proweniencji. W zakresie ich zawartości odmawiam kategorycznie udziału w dyskusji – nie znam i znać nie chcę. A wierzących, jak i nie wierzących, oceniam (jeżeli w ogóle) po ich czynach i słowach (wyrazach). I wystarczy.

  84. Qba
    28 marca o godz. 15:03

    Specjalizuj się w nierozumieniu dalej, ale polemizuj z moimi opowiadaczami, nie ze mną. Dla mnie już jest wiosna, nie ma mnie.

  85. @wbocek
    28 marca o godz. 15:45

    Było tak od razu, żeś tylko tuba i dalniebojnyj gromkogoworitiel

    Gdzie jest Tanaka?

  86. @wbocek 28 marca o godz. 12:15
    przekazuję WŁASNE DOŚWIADCZENIA znajomych z Niemiec, ich przemyślenia i ich stan ducha, którymi się ze mną dzielą, a nie moją prywatność. Jest w niej rzeczywiście powstała we mnie dopiero dwa lata temu niechęć do muslimów, (…) Chcę być wśród ludzi dobrze mi znanych, a najlepiej – ze trzy kilometry od nich, i żeby byli za lasem.
    Te WŁASNE DOŚWIADCZENIA twoich znajomych są dość ciekawe, bo chodzi przecież o całkiem niedawno osiedlonych w Niemczech imigrantów. Jak witali tych Polaków w Niemczech zasiedziali niemieccy obywatele? Jaką opinię mieli wtedy twoi znajomi i ich znajomi? Bo obiło mi się o uszy coś o Polakach – złodziejach samochodów. Zapomniał wół jak cielęciem buł – i nowym chłopcem do bicia jest teraz „muslim”?
    Paradoksalne, ale jednak symptomatyczne.

  87. @Tobermory 28 marca o godz. 12:26
    Też uważam, że pombockowi skacze. Ciśnienie.
    Nie ulega wątpliwości, że imigracja stwarza problemy, ale zaszycie się za lasem… please.
    Zaraz usłyszysz, że im-pu-tu-jesz. To standadowy pombockowy myk 🙂

  88. zak1953
    28 marca o godz. 11:52
    Zrobiłem na tym blogu po raz drugi – w tak obszernym zakresie.
    Uwga Twoja słuszna. Z tym ,że odnosi się nie tylko do mnie. Wcześniej było sporo cytatów w języku angielskim nie wspomnę o przytaczanych linkach.
    @Tobermory
    „hätte, müßte” itd. Uwaga jak najbardziej słuszna.Czyli na dwoje babka wróżyła… Jak coś nie pasuje ..to można tak czy siak interpretować… Jak np. ,że Merkel uratowała Europę przede wszystkim Wschodnią przed zalewem z Bliskiego Wschodu ;–)

  89. zezem
    28 marca o godz. 18:06
    Mam nadzieję, że większość zaglądających na blog czyta wszystkie komentarze i wezmą sobie do serca mój apel, o podawanie tłumaczeń wpisów w językach obcych.
    Akurat ty zamieściłeś cały wpis po niemiecku. Antonius ostatnio dał takie wkładki ale zaraz po nich było tłumaczenie. Co jest istotne w takiej sytuacji? To, że nasze tłumaczenie od razu likwiduje wątpliwości co do interpretacji obcego tekstu, nadaje mu konkretną jednoznaczność rozumienia. pzdr.

  90. zak1953
    28 marca o godz. 11:52

    Przynajmniej wszyscy będą mieli jednoznaczną wersję wpisu.

    Pozwole sobie, sie nie zgodzic z powyzszym, bo …

    Na mogacy budzic watpliwosci interpretacyjne tekst oryginalny nalozy sie wlasne rozumienie tlumacza i slowa jakich uzyje …

    Tekst przetlumaczony moze, a czesto wrecz jest odzwierciedleniem mysli tlumacza i niekoniecznie musza one byc w zgodzie z tym co autor oryginalu powiedzial.

    pozdrowka
    ~l

  91. @Pombocek i inni

    Bezuczuciowo, na temat uchodzcow (jakiekolwiek przymiotniki doloz sam), migrantow.. Temat mnie bliski. Zajmuje sie tym dwa razy w tygodniu, 5 godz/raz. Komunalnie. Praca spoleczna.

    Wez otworz Excel, albo inny program do kalkulowania (pieniedzy), zacznij liczyc. @Pombocku, osobiscie przepraszam Ciebie ze takie programy wymyslyly ”smarki”.

    Uzyskanie jednego ”obywatela”, dowolnego panstwa, kosztuje. Dowolnego. Niemieckiego szwedzkiego, kanadyjskiego etc, dowolnego. Zajmuje okolo 20 lat, zeby czlowiek byl produktywny spolecznie. Hydraulik, piekarz, kierowca autobusu, etc. W zawodach wysoko kwalifikowanych minimum 25 lat. Lekarz, matematyk, programista/smark, ekonomista, prawnik etc.

    Wez Excel i zacznij liczyc w dwoch kolumnach. Kolumna pierwsza, etnicznie ”wlasciwi”. Kolumna druga, emigranci jacykolwiek. Zanim dowolny czlowiek jest pelnowydajnym czlonkiem spoleczenstwa. PRACUJE.

    1. Koszty wyzywienia, 20 (25) lat, tubylec. Okolo 6 lat (Szwecja, median) imigrant.
    2. Koszty szkoly dowolnej 20 (25) lat tubylec. 6 lat (Szwecja median) imigrant.
    3. Koszty opieki zdrowotnej 20 (25) lat tubylec. 6 lat (Szw. Median) imigrant.
    4. Koszty transportu 20 (25) lat tubylec, Ok 6 lat imigrant.
    5. Koszty…
    6. Koszty…

    Dodaj inne pozycje, mnie sie nie chce. Okolo 10-15 lat wiecej. Ta sama zasada. Tubylec kolumna, imigrant kolumna. Zysk spoleczny na kazdej rubryce jest okolo 14-19 lat.

    Dla przykladu: Koszt roczny (spoleczny= rodzice + panstwo) jednego miejsca w przedzkolu jest ok. 180 000 Skr. Koszt szkoly podstawowej roczny (tylko panstwo) jest okolo 300 000 Skr. Koszt szkoly sredniej (hydraulicznej, fryzjerskiej, matematycznej etc) jest ok 300 000 Skr. Koszt studiow wyzszych od 400000 Skr rocznie wzwyz. Jedno miejsce, jeden rok, jeden uczen/student.

    ”Zaimportowanie” kogokolwiek daje miliardowe zyski spoleczne. Sa tez inne koszty.

    Wsrod ”tubylcow” okolo 0,5% populacji jest nieprzystosowanych spolecznie. Nigdy nie beda, hydraulikami, piekarzami pizzy, operatorami koparki, profesorami etc. Wsrod ”ciapatych”, ”smoluchow”, ”brudasow” etc. okolo 0,75% populacji bedzie nieprzystosowanych spolecznie. Sprawiac trudnosci (koszty) policji, wymiarowi sprawiedliwosci, wieziennictwu etc. Nie kierowcy, nie budowlani. Wybitych szyb i polamanych jablonek. Narkotykow etc.

    To jest opis tabelki Excel albo Apache OpenOffice slowami. Na dole tabelki jest suma poszczegolnych kolumn. Mozna ”wytluscic” sume. W dwoch kolumnach, dla tubylcow i brudasow. Ta rubryka pokazuje dlaczego sa panstwa bogate i biedne. Jeden z powodow pokazuje. Import pracownikow, dawniej byly inne nazwy. Rowniez import ”ukryty” np ”umowy smieciowe”, zero kosztow 20letnich. Zero kosztow ”nieprzystosowanych”.Tylko ”koszt transportu” prostego wyrobu.

    Nie ma najmniejszego znaczenia co mysli sasiad lub sasiadka. Jakie sa konkretne koszty w kazdym panstwie nie wiem. Proporcja kosztow bedzie podobna do szwedzkich. W kazdym wysokorozwinietym. To wie Merkel, Löfven, Trudeau i inni.

    Jest idiotyzmen denerwowac sie na tabelke Excel, frustrowac. Kiedys podalem link do dokladnego obliczenia przez dunskie ministerstwo finansow. Bardzo dokladnego. Wiele dzisiatek stron, z tabelkami. Pewnie byl nieciekawy ten dunski rachunek i tabelki z cyframi. ”Smarki” napisaly.

    Ja zajmuje sie teraz, na zewnatrz, zmniejszeniem tego 6letniego mediana. Gdyby za pare lat sie tak stalo, np okres 5 lat i 10 miesiecy, to w skali kraju bedzie tez miliardowy zysk. Jest idiotyzmem na tabelke Excel sie denerwowac. Zgadzam sie, szkoda jablonek. Wazne zeby byly pieniadze na sadzenie nowych jablonek.

    Napisalem to bo temat mnie bliski i interesujacy mnie.

    seleuk

  92. zak1953
    28 marca o godz. 19:09

    Jesli odwoluje sie do jednego, gora dwuch zdan, to je tlumacze. Czasem pozwalam sobie, jesli wazne, na przetlumaczenie wiecej, bo mniej wiecej niemal wszedzie sa zastrzezenia o wlasnosci tekstu nawet we fragmentach…

    Teksty z internetu sie wrzuca w jakis translator i sie otrzymuje w miare akceptowalna wersje we wlasnym jezyku. Do tekstow z jezykow mi nie znanych na ogol sie uciekam do pomocy GoogleTranslator i potem sie jeszcze trzeba pobiedzic, zeby spolszczyc. Ale i tak od dawna jest lepiej niz dajmy na to 10 lat temu, gdy „Polish woman” (polska kobieta) byla tlumczona na „polska samica”.

    To sie do tekstow drukowanych odnosi, a jeszcze gorzej jest z listami dialogowymi z filmikow… Ja sie ograniczam do streszczenia, a calosc jest dostepna niestety tylko dla znajacych.

    Nie umiem okreslic powszechnosci znajomosci angielskiego, czy rosyjskiego na blogu, niemniej sadze ze znajacych te jezyki jest sporo, rownie sporo zna niemiecki i garstka francuski. Niemniej sadze, ze odwolywanie sie do oryginalow, nawet jesli nie sa dostepne dla wszystkich blogowiczow bezposrednio, to sa dostepne poprzez automattyczne tlumaczenia, wiec cytowanie, czy linkowanie tekstow oryginalnych, ma sens.

    Istotne jest natomiast, zeby to co sie cytuje, czy linkuje, poza „kawalkami rozrywkowymi”, mialo sens i bylo kocherentnie polaczone z dyskutowanym tematem, znaczy sie podnosilo poziom i poglebialo zrozumienie dyskutowanych zagadnien.

    pozdrowka
    ~l.

  93. seleuk|os|
    28 marca o godz. 19:25

    Hej, hej @seleuk|os|, powitac dawno niewidzianego.

    pozdrowka
    ~l.

  94. Tobermory
    28 marca o godz. 11:20
    Wyobrażasz sobie poparcie AfD przez FDP i vice versa?
    Vice versa, tak. Ostatnio zastanawiano się nad tym w prasie jak
    traktować tego typu inicjatywę czy zachowanie się AfD w przypadku jakiegoś wniosku innej partii. Ba, o ile mi wiadomo nawet już się zdarzyło.
    Przypominają mi się wczesne lata 80-te jak traktowano „Zielonych” jeszcze niedawno PDS (Linke). Jak mówią, zapomniał wół jak cielęciem był.
    Ale co tu gdybać. Zycie i realia będą weryfikować takie czy inne postawy czy życzenia.

  95. No to jeszcze o demokracji z najlepszej demokracji świata 😉

    Zawsze mnie zastanawiało, że mała Polska ma więcej posłów niż ponad 9 razy większe Stany (460 do 435) i tyluż samo senatorów (100). Gdyby się trzymać proporcji to Polska powinna mieć około 50 posłów i 12 senatorów. Ale może właśnie taka liczba jest potrzebna żeby ogarnąć rzeczywistość dowolnego kraju.

    Najpierw co mi się podoba:
    – że wybory do kongresu są co 2 lata, więc jak się coś drastycznie zmieni u władzy, to szkody można w miarę szybko naprawić.
    – że w każdych wyborach wymienia się około 1/3 senatu, (6 lat kadencja), więc zawsze zostaje ktoś kto się na czymś zna
    – że stosunkowo łatwo jest wrzucić lokalne inicjatywy na balot (ale tylko stanowy) i przegłosować

    A co mi się nie podoba:
    – federacyjne zaszłości, które dają preferencje małym stanom, a przecież ludzie się wymieszali i więcej jest poziomych podobieństw niż pionowych
    – klasa polityczna wykorzysta każdy system za swoją korzyść, więc także i JOWy mają swoje wady. Umacniają system dwupartyjny, korumpują polityków (bo każdy sam sobie zarabia na kampanię wyborczą) i często wprowadzają totalnych świrów do parlamentu byle pod szyldem partyjnym.

    Co zmieniłabym w Polsce:
    – o połowę mniej posłów i senatorów, ale senat utrzymać bo jednak w Stanach jest on bardzo istotny (więc może do Polski też to przyjdzie jak Polska znormalnieje)
    – ludzi decydują o referendum a nie politycy (nie wiem jak mogło dojść do takiego odebrania społeczeństwu władzy), ale wymagać więcej podpisów, i może 60% żeby było wiążące (nie może 51% decydować o istotnych zmianach, jak na przykład wyjście z Unii)
    – prezydent niech se będzie ale jak w Niemczech, funkcja wyłącznie reprezentacyjna
    – większe poszanowanie dla prawa, ale zupełnie nie wiem jak to osiągnąć (rozdzielić ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego konstytucyjnie, ale pewnie i to zmieniliby ustawą). Jeśli ludzie nie obronią państwa prawa, to żadna konstytucja tego nie zrobi. Jak zbudować odpowiednik FBI, który nie klęczy przed żadną władzą jednocześnie jej nie nadużywając (bo tu też nadużywa, do podsłuchów na przykład). Cały sekret w ludziach etycznych, którzy nie idą do władzy się nachapać. Jak takich wychować, oto jest pytanie.

  96. seleuk|os|
    28 marca o godz. 19:25
    1. Koszty wyzywienia, 20 (25) lat, tubylec. Okolo 6 lat (Szwecja, median) imigrant.
    2. Koszty szkoly dowolnej 20 (25) lat tubylec. 6 lat (Szwecja median) imigrant.
    Jak tłumaczyć 20 lat tubylec, a 6 lat imigrant?
    Czy chodzi tu o imigranta ,który ma jakieś pojęcie w danej dziedzinie (jest już wykształcony), brakuje mu znajomości języka. Ile kosztuje dziecko imigranta- tyle samo co tubylec :lat 20?
    Ile kosztuje imigrant ,który nie ma żadnego wykształcenia i jest bezpiśmienny?

  97. seleuk|os|
    28 marca o godz. 19:25

    NAjbardziej to mi sie podoba to bezuczuciowo, co rozumiem jako racjonalnie.

    W umeczonej niejaki Jaroslaw K., ewidentny przstepca, calkowicie racjonalnie przestawil „wajche” z racjonalnosci na emocjonalnosc i w zarodku zdusil racjonalna dyskusje tematu. Swoje dolozyl jak zawsze obludnie kosciolek kat., i w rezultacie mamy co mamy.

    Kiedys rzucilem tu na blogu, gdy sie zaczal exodus syryjski, zeby brac i sciagac lekarzy, inzynierow, czy chocby technikow, czyli calkowicie i na zimno wziac przyklad z Niemiec. Brac ich gdy sa do wziecia, bo nastepna fala to beda ludzie z afrykanskiego interioru.

    I nikt doslownie nikt nie zalapal o co sie rozchodzi, tylko „islamy/muslimy” … Ech !

    Szkoda sie wypowiadac.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Byles jak zapowiadales w Atenach? A jak byles to czy zaszedles do „Starej Ryby”?

  98. zezem
    28 marca o godz. 19:48

    NA dziecko to imigrant bedzie tyral i sie staral. Lepszy imigrant z dziecmi, niz bez.

    pozdrowka
    ~l.

  99. seleuk|os|
    28 marca o godz. 19:25

    Wszystko to prawda i też jestem za przyjmowaniem emigrantów, ale w liczbach i tempie które umożliwiają integrację. Państwo to nie biznes i nie może działać jak biznes. Inaczej zaczęlibyśmy wkrótce zrzucać chorych i kalekich w przepaść, jak w Sparcie.
    Niejeden biznesman pchał się u nas do władzy opowiadając jak on to wszystkim sprawnie urządzi i będzie jak w dobrze naoliwionej firmie. Same zyski. Okazuje się że zyski są, ale tylko dla bogatych biznesmenów. Takie też myślenie spowodowało likwidację nierentownej komunikacji w Polsce i efektywne odcięcie całej masy ludzi od cywilizacji.
    Dla polityków zawsze wygodny jest duży przyrost naturalny, bo wtedy nie trzeba rozwiązywać żadnych problemów, same się rozwiązują. Więc niech przyrasta, naturalnie czy emigracją ale niech przyrasta. A przecież nic nie może rosnąć w nieskończoność, więc czas się z tym pogodzić.

    Tabelki tabelkami, jakości życia w tabelkach nie uwzględniono, czyż nie?

  100. zezem
    28 marca o godz. 19:48

    Tak rozumiec.

    Tubylec, od urodzenia do hydraulikowania, 20 lat kosztow.
    Brudas, od przyjazdu do hydraulikowania, 6 lat kosztow.

    Jasniej nie mozna.
    pzdr Seleuk

  101. zak1953
    28 marca o godz. 19:09

    Zaku, zgadzam się z Tobą w stu procentach. Sam apelowałem parę razy, żeby się nie popisywać na polskim blogu językami obcymi, bo jest nie dla takich popisów, lecz dla komunikacji i rozumienia się. Ślepy widzi i głuchy slyszy, że w ojczystym języku trudno się porozumieć, to jeszcze brakuje obcych. To, że sporą część aktywnych blogiczów stanowią Polacy nie z Polski nie upoważnia nikogo, żeby z blogu robić makaroniarski miszmasz. Jeśli nie potafią po polsku, niech założą blog makaroniarzy. Walnięcie sporego tekstu w jakimkolwiek obcym języku jest nie tylko smarkatą manierą, ale i nierozumieniem elementarza komunikacji. Jeśli ktoś nie ma ochoty się wysilać na tłumaczenie, lepiej niech się w ogóle nie wysila i nie pisze, bo nietłumaczenie jest lekceważeniem innych.

    To, co mówi lonek to, oczywiście, dzielenie włosa na osiemnaścioro, bo nikt na blogu, na którym się papla, nie pisze, ani nie analizuje szczegółowo tekstów jakby to były wiekopomne dzieła wagi superciężkiej. A ewentualne niuanse zawsze sobie można wyjaśnić.

    Jeden gość wyrażał tu kiedyś niezwykłej wagi i oryginalności myśl, że trzeba się uczyć języków obcych. Pomylił mu się blog z młodszymi klasami podstawówki, kiedy takie sugestie są sensowne i mogą być dla dzieci inspiracją. Blog jest polski, nie obcojęzyczny, i dla dorosłych, a nawet są babcie i dziadkowie, którzy swego życia z językowych powodów na pewno zmieniać nie będą. Więc Polakom na polskim blogu wypadałoby raczej starać się mówić ciekawie i bogato po polsku, a nie wytykać nieznajomości…czego – języków obcych? Których? Bo jeśli ktoś z obcych zna tylko angielski, bo musi, bo w angielskojęzycznym otoczeniu żyje, to raczej niech nie plecie o JĘZYKACH, lecz O JĘZYKU. Angielski to nie są JĘZYKI obce. Więc ile trzeba by znać obcych, by się na polskim blogu porozumieć – pięć, piętnaście? Bo sam angielski to śmiesznie mało. A że polskie życie publiczne jest nim tak już zaśmiecone, można go wręcz znienawidzić. Oczywiście, jako bardzo byly nauczyciel rosyjskiego nie zachęcam do wypleniania z polskiej mowy obcych nabytków, mówię raczej o umiarkowaniu i włożeniu trochę wysilku w doskonalenie na polskim blogu języka ojczystego, a nie ćwiczenie się w obcych.

  102. A dla lubiejacych zwierzeta, zwlaszcza psy, wzruszajaca story z fejsa:

    Post jest francuski z angielskim tlumaczeniem, prawdopodobnie polscy fejsiarze dostana polskie tlumaczenie,a jak nie ot sie moga zadowolic moim:

    Rone Mathieu added 5 new photos.
    4 March 2016 ·
    Un chien a trouvé ce bébé dans un poubelle et l’ a montré a des passants qui l’ ont amené a l’ hopital .
    Grace a ce chien , ce bébé est vivant
    Oui je redis les animaux ont parfois bien plus de coeur que les humains. Combien de j’aime et de PARTAGER pour se Chien.

    A dog found this baby in a dumpster and showed it to passers-by who brought him to the hospital.
    Thanks to this dog, this baby is alive
    Yes, I repeat, animals sometimes have much more heart than humans. How much I love and share for a dog.

    Pies znalaz to niemowle w smietniku i zwrocil na nie uwage przechodnia, ktory zabral je do szpitala. Dzieki temu (zacnemu) pieskowi niemowle ocalalo i pozostalo przy zyciu. Tak, powtorze to, zwierzeta maja czasem wiecej serca, niz ludzie. Ja ja kocham tego psa i zycze mu jak najlepiej.

    Poza postem Rone Mathieu umiescil tez stosowne fotki, ktore mozna podziwiac po kliknieciu na linka@

    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=981130205297589&set=pcb.981130281964248&type=3&theater

    pozdrowka
    ~l.

  103. @wbocku

    A dlaczego na osiemnascioro?

    I dlaczego tylko na osiemnascioro?

    pozdrowka
    ~l.

    ps Sie zapytalem, bo ja jestem ciekaw, czemu mnie akurat wziales na wrsztat, jak ja jak malo kto tlumacze to do czego sie odwoluje, czy przywoluje w dyskusjach…

  104. izabella
    28 marca o godz. 20:07

    Jakosc zycia uwzgledniono.

    Tubylec, opiekunka staruszkow, 20 lat kosztow, od urodzenia do pracy.
    Ciapata, opiekunka staruszkow, 6 lat kosztow, od przyjazdu do pracy.

    Staruszki co znam zachwycone (wiekszosc) jakoscia zycia. Wiekszosc przyjezdnych, wypelnia spolecznie niskoplatne prace, ale nieodzowne w wysokozorganizowanym spoleczenstwie. Komputery moze Lenowo produkowac. Ok, kupie jak tanio i duzo RAM. Niestety cieknacego kranu w Chinach kupic nie moge z montazem w mojej kuchni. Chcialbym a nie moge. Musze zawolac (telefonicznie) ciapatego. Kran malocieknacy (moja zmywarka dwa dni temu) podwyzsza jakosc mojego zycia. Zdecydowanie podwyzsza, smiem pisac. Niestety w Chinach nic na to nie poradzili. To sie tez daje skalkulowac. Jakosc zycia z malocieknacym kranem. Chyba jest nawet jakis index miedzynarodowy na to. Zapomnialem nazwe.

    pzdr Seleuk

  105. seleuk|os|
    28 marca o godz. 20:08
    Tak rozumiec.
    Czyli im mniejsze wykształcenie przyjezdnego tym koszty mniejsze. Ekstrapolując: niepiśmienny z Afryki Srodkowej = zero kosztów.
    Na poważnie: para niemieckich (i młodych!) lekarzy po intensywnym kursie szwedzkiego dostała „z mety” dobrą pracę na północy Szwecji.
    Na ich miejsce trudno będzie zatrudnić hydraulika….

  106. lonefather
    28 marca o godz. 20:18

    Dlatego, że wyskoczyłeś z tymi niuansami tłumaczeń jakby z innej galaktyki. Takie niuanse nie mają tu znaczenia. Chyba że sie kto uprze – wtedy mają.

  107. zezem
    28 marca o godz. 20:27

    Wniosek jaki wyciagasz : „Na ich miejsce trudno będzie zatrudnić hydraulika….

    Jest nielogiczny, bo formulujesz go na podstawie zbyt malej ilosci danych. Technicznie nazywa sie to przyspieszona generalizacja i jest zaprzeczeniem logiki, zmierzajacym do sfalszowania dyskusji.

    Nieladnie, oj nieladnie.

    pozdrowka
    ~l.

  108. wbocek
    28 marca o godz. 20:41

    Nie wyskoczylem, tylko staralem sie odpowiedziec na poruszony problem tlumaczenia. A ze nie odpowiadam „baknieciami” jednosylabowymi, tylko mozliwie dokladnie, to napisalem jak napisalem.

    pozdrowka
    ~l.

  109. wbocek
    28 marca o godz. 20:12
    Nie jestem przeciwny używaniu jakichś szczególnych wyrazów bądź zwrotów w językach obcych dla ubarwienia bądź uszczegółowienia dyskusji ale zawsze z tłumaczeniem (choćby w nawiasie). Wyłapałem już na blogach Polityki kilka osób, nie będących Polakami, a piszących po polsku nawet z błędami. Ale widzę, iż starają się być zrozumiałymi. Miałem kiedyś kolegę, który wkrótce po studiach został sekretarzem redakcji w katowickim „Wieczorze”. Kumpel był dobry, ale lubił nadużywać słownika wyrazów obcych w ramach wykazywania się inteligencją. I byliśmy na jakimś spotkaniu zakładowym z prostymi ludźmi, którzy wysłuchali przemowy kolegi z rozdziawionymi ustami, kiedy opowiadał im o pracy redakcyjnej. W końcu jeden z robotników siedzący obok mnie spytał; panie, a o czym ten gość mówi? Wiem, że o redakcji ale większość nie pojmuje treści. I trzeba było koledze zadać kilka prostych pytań o wyjaśnienie, aby zaczął gadać normalnie. Podobnie miał były olimpijczyk Leszek Błażyński, który ocierając się o szefostwo komitetu olimpijskiego (Reczek i s-ka) łyknął od nich trochę słownictwa, którego za diabła nie rozumiał ale fajnie mu brzmiało. I na spotkaniach przedolimpijskich z młodzieżą i kibicami przed olimpiadą w Moskwie 1980 r. wtykał takie słówka w swoje wypowiedzi. Ale dobremu bokserowi nie takie rzeczy się wybacza. Miał być sportowcem, nie mówcą.

  110. lonefather
    28 marca o godz. 20:12
    Domyślam się, iż chodzi o wpis ze zdjęciem psa z noworodkiem w pysku. Noworodek miał jeszcze prawie całą pępowinę. Rzeczywiście, ludzie mocno się wzruszyli. Chociaż zdjęcie, jako takie – przerażające. Dopiero opis wszytko wyjaśniał. Mocne.

  111. zak1953
    28 marca o godz. 20:58

    Az „za mocne”, jak dla mnie. Bo sie o fake newsa (zmyslenie) opiera.

    Kto do cholery mysli o fotkach, gdy widzi takie cos?

    No kto? Sie pytam…

    pozdrwka
    ~l.

  112. zezem
    28 marca o godz. 20:27

    Nie.

    Rozumiem ze moj wpis nie zrozumiales. Przykro mnie ze nie umialem lepiej napisac. Wazny jest czas wejscia do spoleczenstwa. Im wieksze wyksztalcenie, tym jest (statystycznie) krotszy. Panstwo szwedzkie wszystkim lekarskim zawodom daje od dnia wyladowania na lotnisku pelna pensje (umowy zbiorowe) za nauke jezyka. Jeden rok. Niepismiennym z Afryki (nie lekarzom) daje wszystkie mozliwosci zostania kim chca. To zajmuje okolo 6 lat (statystycznie). Moj hydraulik co byl u mnie jest z Afganistanu. Wypytalem z ciekawosci, cztery lata w Szwecji. O stosunku Derrida do Kanta metafizyki nic nie wie, Afganczyk. Wypytalem na przykladach, bez nazwisk. Ale… Dwie sruby, przeciwbiezne i uszczelki skrecil prawidlowo. Nie cieknie. Za ile nie cieknie, zobacze jak przysle fakture. Taki jak ja, nie tylko filozoficznych i erotycznych zagadnien pragnie w zyciu doznawac, rowniez talerze czyste miec pragnie. Niestety nie spotkalem afrykanskiego hydraulika. Jak spotkam, bede wiedzial.

    Polecam szczerze zainteresowac sie kalkulowaniem. Kalkulowanie jest rodzaj gdybactwa („co by bylo gdyby…”). Gdybactwo jest jedyne zajecie czlowieka inteligentnego godne. Przykro mnie ze nie wyjasnilem dokladnie o dwukolumnowej tabelce. Zachecam do odnalezienia i przeczytania wyjasnien dunskiego min. finansow. Niezrozumialosci, polecam tlumaczyc metoda „lonefather”. Gdyby co. Tam jest dokladny opis o niepismiennych tez afrykanczykach. Czy dokladaja do spolecznej kasy, czy nie? I wielkosci bezwzgledne (w dunskich koronach) sa tez.

    pzdr seleuk

  113. lonefather
    28 marca o godz. 21:03
    Doszliśmy do czasów, gdy co niektórzy patrzą na świat przez ekran iphona. I prędzej ci zrobią zdjęcie jak padasz wskutek ataku serca i nie dolatujesz jeszcze do ziemi, aniżeli spróbują cię złapać, abyś się nie potłukł. Stąd tyle wypadków na drogach. Patrzę czasami na samochody jadące drogą i widzę, że w co trzecim pojeździe kierowca dzierży telefon w dłoni i puka kciukiem w ekran, zerkając tylko od czasu do czasu na jezdnię. A widzę to wszystko, bo często jednak chodzę na piechotę, bo w Katowicach już tak się porobiło, iż nie ma gdzie stanąć i tracisz tylko czas szukając wolnego miejsca, do tego płatnego.
    A ty się lonek pytasz, kto myśli o fotkach? Ludzie obok nas.

  114. seleuk|os|
    28 marca o godz. 21:41

    Aha, jeszcze dodam do Ciebie @zezem, ze szw. panstwo tak jest zainteresowane zeby niepismienny hydraulik skrecal moj duzocieknacy kran, ze 30% procent faktury zaplaci. Po tutejszemu ROT avdrag.

    pzdr S.

  115. seleuk|os|
    28 marca o godz. 21:41
    Może się zagalopowałem, napisałem nieco sarkastycznie. Tak się składa ,że mam własne spostrzeżenia obok doniesień prasowych i wypowiedzi ludzi z różnych środowisk. Podajesz przykład nakładów na wykształcenie afgańskiego hydraulika. Oprócz czasu wejścia do społeczeństwa trzeba uwzględnić kto i z jakimi zamiarami (jaki ma własny cel) aby „znaleźć” się we właściwym miejscu (lub i nie) w obcym środowisku,a przede wszystkim czy gotowy jest dostosować sIę do nowych reguł.
    Na poruszony temat można długo. Mam znajomego też „z innego świata” – powiedział mi znamienne zdanie: „jak za dużo soli w zupie to staje się niestrawna”.
    Wspominasz o Danii… Niedawno podano informację, że na granicy z Niemcami zaostrzono kontrole… Sam byłem świadkiem rok temu,ale przypuszczam ,że była to jeszcze wersja „light”.

  116. Przy powszechnej dostepnosci w sieci zupelnie niekiepskich programow tlumaczacych, podawanie linkow do obcojezycznycg tekstow, czy wrecz wklejanie takowych, wynika z dwoch waznych powodow:

    1. szacunek dla oryginalnosci zrodla
    2. brak odpowiednika takiego zrodla w jez. polskim

    Innymi powodami – a tych jest jeszcze kilka – nie bede dodatkowo zasmiecal i tak juz zagraconej dyskusji. Od lat wszczynanej, powracającymi falami, z jednego powodu: bezinteresownej niecheci/wrogosci do „obcych”.

    Ech, rodacy. Kto tak jak my potrafi swojego w obcego obrocic? I go klonicą szczodrze potraktowac natychmiast

  117. A ja wrócę do tematu wyborczego i demokracji.
    Może błędem jest w Polsce wielkość okręgów wyborczych? To że jakiś okręg ma tyle mandatów a inny ileś tam. Może lepiej byłoby mieć mniejsze okręgi ( mniej tych osłów, izabella ma rację!) za to z jednym mandatem?
    W Australii owe okręgi maja tylko jeden mandat poselski. Wielkość okręgu zależy od ilości mieszkańców i może być korygowana. To zna sie swojego posła i można go wyrzucic w następnych wyborach jak się narazi. Nie ma list partyjnych są kandydaci reprezentujący partię.

  118. zezem
    28 marca o godz. 22:12
    Wazne jest co tzw „decydenci” mysla i jak mysla. Dlatego tak wazne jest jakich wybierac „decydentow”. Metoda jest praktycznie nieistotna. Jakosc „decydentow” zasadnicza. Nawet o zdaniach odmiennych. Z procy na Ksiezyc pojazdu wyslac nie mozna. Saturn rakieta na slome (paliwo) tez nie doleci. Potrzeba troche wodoru i utleniacza. Obydwa elementy konieczne. To o demokracji, zeby nie bylo nie na temat.

    Dobranoc Seleuk

  119. Quuuuu…..wa !!!

    Jednak bedzie Brexit !

    Bedzie choc mialem nadzieje, ze sie z tego jakos angole wyslizgaja. Ale one nie polaki i one keep apperance (zachowac gembe, czyli twarz) i sie z EU wyflancuja…

    Wiadomosc mam z najpewniejszego mozliwego zrodla, czyli od dostarczyciela polaczen do mojej komorki. Umowe ostatnia mialem z EE czyli z konsorcjum Francuskiego Orange z Niemieckim T-Mobilem. Przed chwila dostalem telefon od operatora, czyli providera i mila panienka po przywitaniu sie zapytala, czy wiem juz:

    Ze EE zostal wykupiony przez BT-Mobile?

    NIE NIE WIEM !!!! Zgodnie z prawda odpowiedzialem … dalsza rozmowa bez wiekszego znaczenia, wiec nie powtarzam, ale caly czas w jej czasie mialem w „tyle glowy” mysl, ze sprytni Niemcy do spolki z Francuzami sie z UK wynosza …

    Znaczy to, ze Brexit juz jest faktem niemal dokonanym.

    Juz jest ostatecznie zdecydowane, skoro Niemcy srzedaja taki dobry biznes…

    ALe jeszcze ciut nadzieji jest … Zobaczymy co sie okaze po Majowych wyborach lokalnych, czyli jak wypadna LibDem, czyli Liberalni Demokraci, ktorzy jako jedyni twardo glosza pozostanie.

    pozdrowka znad kieliszka…
    ~l.

  120. zak1953 – 20:54

    „Nie jestem przeciwny używaniu jakichś szczególnych wyrazów bądź zwrotów w językach obcych dla ubarwienia bądź uszczegółowienia dyskusji ale zawsze z tłumaczeniem (choćby w nawiasie).”

    W rezultacie takiego podania tlumaczenia, w nawiasie czy nie, bedzie czesto odbiorca niedowiarek taki jak ja. Sprawdzajacy u wujka gugla poprawnosc takiego tlumaczenia na kolanie. I znajdujacy, czesciej niz rzadziej, niepoprawnosci.

    Dac ludziom okazje i mozliwosc pofatygowania sie jezykowego. No bo przeciez nie wszyscy lubia gdy sie im wciska domotworczy kit tlumaczeniowy

  121. W ubiegłą niedzielę odbyły się w moim kantonie (nieco ponad milion mieszkańców) wybory do kantonalnego parlamentu (Grosser Rat – 160 osób) i 7-osobowego rządu (Regierungsrat).
    Wybory do parlamentu są proporcjonalne, na mój okręg przypada 16 mandatów. 5-procentowy próg wyborczy pokonało 12 z 14 partii.
    Frekwencja wyborcza była nadzwyczaj niska, niecałe 30 proc. wyborców pofatygowało się do urn, a właściwie do skrzynki pocztowej, bo ogromna większość głosuje listownie.

    A propos języków, to 86 proc. mieszkańców jest niemieckojęzycznych, 11 proc. francusko-, po 3 proc. włosko- i angielskojęzycznych. Poza tym po 1-2 proc. mówi na co dzień po portugalsku, hiszpańsku, serbsku, chorwacku, albańsku lub turecku.

  122. I jeszcze sprawa tej ‚polskiej czcionki’. Czyli dodatkowych osmiu wariacji liter w polskim alfabecie. Wyprodukowanych z liter tzw. rzymskich. Wzietych z 26-literowego alfabetu angielskiego. Co sie dzisiaj okazuje?

    A no to, ze mlodzi internetowcy polscy odkryli, kupe lat juz temu, iz wstukiwanie w komputer tzw. polskiej czcionki to czysta strata czasu. Albowiem, uzywajac ‚nie polskiej czcionki’, czyli tej 26-literowej, uzyskuje sie dokladnie taki sam rezultat: pelna czytelnosc, pelne zrozumienie przez ludzi znajacych tylko jezyk polski.

    Istnieje juz nawet polska poezja pisana 26-literowcem

  123. @Orteq
    28 marca o godz. 23:19

    W sprawie polskiej czcionki nie bedziemy sie wloczyc po sadach 😉

  124. Teoretyzowanie ignorantów w sprawach językowych, choćby oni znali praktycznie 50 języków na lewą rękę i 50 – na prawą, prowadzi najkrótszą drogą do kabaretowego spektaklu, w którym dwóch Polaków rozmawia po polsku z pomocą translatora. Kiedy się nie ma ugruntowanej wiedzy O JĘZYKU, niepoważne jest udawanie, że się ją ma i tworzenie jakichś amatorskich teorii na temat poprawności. Nagle Polak, który po polsku mówi gorzej niż chodzi, wykazuje niebywałą troskę o hipotetyczną jakość tłumaczeń na blogu, na którym się odbywa zwykła paplanina, a nie naukowe sympozjum. Dajcie kłótnika, powód się znajdzie.

  125. Sprawa otwarta pozostaje polskosc, czy nie polskosc, literki ‚v’. Tej od rozcapierzonych paluchow Wielkich Stoczniowcow.

    Byla literka ‚V’ [fau] w oryginalnym polskim alfabecie czy nie byla? Pewien General podobno wyglosil sentencje w tej sprawie

  126. Owszem, mam cztery nogi. Ale 200 jezykow to ja nie znam

    Jak to, „Dajcie kłótnika, powód się znajdzie”? Toz to kryminalna trawestacja!

    Dajcie czlowieka (chodzacego po wodzie), bzdura sie znajdzie.

    Peace. And pass the ammunition

  127. Tobermory – 23:25

    „W sprawie polskiej czcionki nie bedziemy sie wloczyc po sadach”

    No widze, widze. I jeszcze pamietam, ze jurysdykcje sadownicze nasze moga sie co nieco od siebie odrozniac

  128. po sadach nie, ale po sądach tak

  129. Czy Szanowna czegos nie zrozumiala moze?

    Tu sie rozchodzi o komunikcje miedzyludzkie. A nie o jakies pierdoly przecinkowo kropkowo kreskowe.

    Czasy wydumanych wyzszosci jezykowych z racji wydumanych alfabetow chyba siem skonczyli. Tak methinks.

    No dobrze, przetlumacze: mifinks

  130. @Orteq
    Ale właśnie często ten brak ogonka zmienia znaczenie wyrazu i może prowadzić do nieporozumień, co ci słusznie wytknęli @Tobermory i @izabella.
    Mnie też wygodniej bez tych ogonków ale sie męcze i używam.

  131. @izabella 28 marca o godz. 23:49
    🙂 🙂 🙂

  132. @Ewa-Joanna 29 marca o godz. 0:57
    Ja też wolę czytać polski tekst z ogonkami, chociaż kopii o to kruszyć nie zamierzam. Natomiast ciągłe napomiania pombocka (który skończył jakiś kurs językowy i w związku z tym ogłosił się lingwistą) zaczynaja mi troszeczkę działać na nerwy.

  133. @Na marginesie
    Pombocek jest ( a przynajmniej tak mi się wydaje) filolog rosyjski ze specjalizacja językoznawstwa chyba. Ale rzeczywiście to nie upowaznia go do pouczania wszystkich i bycia jedynym językoznawcą wszechblogów. Troche się bowiem zmieniło od lat 70-tych w językoznawstwie również.

  134. Nie widze zadnego nieporozumienia jezykowego mi wytknietego, E-J. Od paru juz dzisiatek lat internetowcy polscy pizza w 26-literowcu i narzekania nie nieistniejace nieporozumienia jezykowe wysuwaja jedynie upierdliwcy. Wszyscy inni czytaja cale dane zdanie, widza jego sens i nie zawracaja nikomu niczym zadnej d-py

  135. @Orteq
    Rozumiem. Golono-strzyżono.
    A po prostu powiedz, że nie wiesz jak zainstalowac polskie czcionki. Potem sie tylko trzeba przyzwyczaić do tego prawego Alt.

  136. @Antonius, to mowisz, ze glos idioty nie powinien sie liczyc tyle samo co medrca, a co skwapliwie stosowali starozytni Grecy plci meskiej pozbawiajac tej pieknej demokracji kobiety i niewolnikow. Dosyc to wspolgra z Twoim pogladem na ciapatych, ktorzy akurat w tym felietonie zostali nazwani najezdzcami Szwajcarii.
    @ Izabello, czasami sa chwile wyzszej koniecznosci i nie mozna do konca regulowac naplywu imigrantow. Nie watpie, ze wielki z tym klopot dla kazdego panstwa. Np. nienaglosniony byl exodus dzieci do USA z krajow Ameryki Srodkowej jakies dwa lata temu. W okresie jego apogeum kazdego miesiaca przekraczalo nielegalnie granice ok. 40tys. dzieci w wieku 7 -17 lat z takich krajow jak Nikaragua, Gwatemala, Salwador… Chyba zdajemy sobie sprawe, ze wiekszy jest problem i koszty z jednym takim dzieckiem niz z jednym doroslym uciekinierem. Jakos to opanowano, dzieci dostaly dach nad glowa, chodzily do szkoly, leczono je, w miedzyczasie szukajac prawnych opiekunow w kraju urodzenia, czy tez w Ameryce. Rozwiazywano problem omal indywidualnie dla kazdego dziecka – z przyczyn humanitarnych, a nie ekonomicznych. Mysle, ze nie do konca sie z tym uporano, taki maja czasami pech bogatsze kraje.

  137. E-J,

    Tobermory nic mi nie wytykal. On po prostu zjednoczyl sie ze mna, pod 23:25, w pisaniu 26-literowa czcionka. Tak ja to zrozumialem i tak mu odpowiedzialem

  138. zyta2003
    29 marca o godz. 2:24
    Z napływającymi z Ameryki Pd dziećmi to była wzruszająca historia, bo zgłosiła się masa ludzi którzy chcieli je adoptować. Państwo ich nie chciało, a ludzie chcieli (czyli odwrotnie niż w Europie, wg pombocka)
    Bo też dzieci integrują się znacznie łatwiej niż dorośli, to z dorosłymi jest kłopot.
    Ja wiem że czasem nie ma wyboru, trzeba przyjąć. Ale niezintegrowani emigranci nikogo nie uszczęśliwiają, ani gospodarzy, ani nawet samych siebie.

  139. Czekam na technologie komputerowa czytającą w moich myslach. Jesli myslę po polsku, klawiatura sama wstawia mi te nasze ą i ę.

    Komputery czytajace w myslach pilotow F-16 czy F-18 nie mialy zagwozdki z ą i ę. Tam obowiazuja rzymskie litery i szlus. Pomimo tego, ze to Polacy na nich lataja dzisiaj. Amerykanie przeszli na inny stopien wtajemniczenia

    Jesli zas mysle, dla odmiany, po Putinowemu, bukwy wtedy sa wstawiane. Jesli sa do czegoskolwiek potrzebne.

  140. izabella – 2:56

    „dzieci integrują się znacznie łatwiej niż dorośli, to z dorosłymi jest kłopot.. niezintegrowani emigranci nikogo nie uszczęśliwiają, ani gospodarzy, ani nawet samych siebie.”

    Glownie to rozchodzi jednak o uszczesliwianie gospodarzy, nieprawdaz? Jakie to szczescie, ze dzieci-emigranci z Ameryki Srodkowej do Ameryki Proper, wykazywaly taka madrosc zyciowa. Uszczesliwiac gospodarzy! Za wszelka cene uszczesliwiac. A wtedy nadejdzie i dzieciecia szczesliwosc. Na tej obcej ziemi

  141. @Orteq
    29 marca o godz. 2:49
    Aha. OK.

  142. Nie rozumiem tego wyrażenia: integrować, niechby mi tak ktoś używajacy go wytłumaczył co ma na myśli.
    I z dorosłymi pewnie nie byłoby kłopotu gdyby potraktowac ich jak dorosłych a nie wyrośniętych połgłowków, umożliwić im pracę, bo głownie po to emigrowali, żeby mieć lepiej niż w ojczyźnie. Proste ale jakże trudne…

  143. A wracajac do tematu ą i ę. Z rozmowy z profesorem Bralczykiem zaczerpnijmy nastepujaca madrosc:

    – Gdybyśmy przyjęli taki apokaliptyczny scenariusz, że nam się tych wszystkich polskich znaków obronić nie uda, to które utrzymają się najdłużej?
    – Najczęstsze jest chyba „ł”. I choć wiemy, że w wielu słowach słyszymy „ł”, choć jest „u”, choćby „Europa”, to wydaje się, że „ł” nie zniknie. To zresztą specyficzna litera polska, wszystkie inne mają ogonki czy też kreski u góry, czasem kropki, a „ł” jest swoistą literą.

    Wiec odwazmy sie na dodanie takiej dobawki

    Ta ‚swoista polska litera’ „ł” zostala, tak naprawde, utworzona z lacinskiej literki ‚l’ poprzez ukosne jej przekreslenie.

    Dzisiejsze polskie „ł”, wymawiane jako ‚ua’ w slowie takim jak „ławka”, nie ma nic wspolnego z oryginalnym polskim „ł”. Do dzisiaj wymawianym przez moja polonistke z liceum – do dzisiaj zyjaca, bless ja na zyjaco, nieistniejacy Pon Bocku – jako ‚ły’. I nie zadne tam ‚ua’.

    Prof Bralczyk nie dodal, ze przeksztalcenie sie polskiej litery „ł” w wymowe ‚ua’ nastapilo pod wplywem jezykow nie-slowianskich. Oryginalna wymowa slowiansko-polska byla „ły” w odroznieniu od „ly”. Dokladnie taka jak u mojej polonistki z przed sporej ilosci lat. Wszystko po to zeby zeby wykazac roznice w slowach Lagry i Liubow [Лагри и Любов]

    Carscy putinowcy nie wynalezli zmiekczonej spolgloski ‚Л’ do zastosowania w slowie ‚Любов’. Wiec musieli sie uciekac do zmiekczania przez samogloski takie jak ‚ю’.

    Mysmy wynalezli „ł”. Utworzone z lacinskiego „l” do utwardnienia tej wspogloski. I nie do jej zmiekczenia.

    Tak znowu mifinks

  144. Dodam: bom ja twardszy od kagiebisty wszech czasow jest . Tak mi sie wydaje

    E-J,

    My tu mowimy o tsunami emigranckim. Finasowanym dzisiaj przez samego Sorosa. Chodzi o takie przesuniecia ludnosci w swiecie zeby ten swiat zszedl z rowni pochylej. Gdzie potegujaca sie nedza WIEKSZOSCI zaczyna zagrazac MNIEJSZOSCI. Naszej mniejszosci.

    Soros jest w takim wieku, i w takim komforcie ekonomicznym, ze moze sobie pozwalac na GLOBALNE przetasowania finansowo-ludnosciowe. Takie jak te ostatnie.

    Chyba sie poddam

  145. A tam. Pokontynuujmy kontynuacje jezykowa

    Termin spółgłoska tylnojęzykowa, lub welarna, odnosi się do sposobu artykulacji spółgłosek, polegającego na zbliżeniu tylnej części języka do podniebienia miękkiego (łac. velum). W ten sposób wymawia się np. /k/, /ɡ/, /x/ (= polskie ch) oraz /ŋ/ (welarną spółgłoskę nosową jak w angielskim thing).

    Ponieważ podniebienie miękkie ma stosunkowo dużą powierzchnię, a tył języka nie jest zbyt precyzyjnym narządem artykulacyjnym, spółgłoski tylnojęzykowe mają z reguły wiele wariantów fonetycznych i łatwo ulegają upodobnieniu np. do następujących po nich samogłosek.

    Przed samogłoskami przednimi spotyka się często warianty „zmiękczone” czyli palatalne lub tylnojęzykowe palatalizowane.

    W niektórych językach spotyka się głoski tylnojęzykowe labializowane, to jest wymawiane z zaokrągleniem warg, np. /kʷ/, w którym na artykulację /k/ nakłada się dodatkowo wymowa odpowiadająca samogłosce /u/.

    Tym ‚niektorym jezykiem’, nakładajacym wymowe odpowiadająca samogłosce /u/, jest wlasnie uzachodniony ze slowianskiego jezyk polski.

    Ta j.bana polska uafka zamiast słowianskiej ławki.

    Zeby moja wiekowa polonistka licealna tylko nie pomarla po przeczytaniu tych pierdoł. Bo kto po Jej zejsciu bedzie wymawial w Polsce uafka zamiast ławka? Jak powinno byc

  146. Ewa-Joanna
    29 marca o godz. 1:57

    „Ale rzeczywiście to nie upowaznia go (mnie – JP) do pouczania wszystkich i bycia jedynym językoznawcą wszechblogów. Troche się bowiem zmieniło od lat 70-tych w językoznawstwie również”.

    Na języku/językach, na ekonomii, na polityce, na medycynie Polacy się znają od poczęcia – dobitnie widać na blogu. Nie miałbym aż tak kołtuńskiej śmiałości, by orzekać, że „wszystkich”, że „jedyny”. Natomiast mam śmiałość wiedzieć, że kategoryczne kwalifikacje w rodzaju „WSZYSCY”, „JEDYNY” (i warianty) to język i zachowania kumoszek (np.:”Myśli, że wszystkie rozumy zjadł”), kiedy chcą dokopać. Bo jedna znana mi niekumoszka stawia konkretny zarzut i o nim mówi, a nie strzela ogólnikami z Grubej Berty. Ale taką znam tylko jedną. Inaczej mówiąc Twoje „Jedynym językoznawcą wszechblogów” i „pouczania wszystkich” to klasyczne maglowe imputowanie, które nie pokazuje obiektywnego stanu rzeczy, lecz Twoje emocje – chcesz dokopać. Jak można na poważnie przypisywać człowiekowi coś tak głupiego jak „bycie jedynym językoznawcą wszechblogów”?! Okazuje się – można, wystarczy nie mieć dobrych nawyków i zahamowań. Wielokrotnie zarzekałem się na blogu, że nie jestem językoznawcą, lecz językowcem, pasjonatem wybranych językowych tematów – to wszystko. Nie musisz pamiętać – dlatego mówię. Ponad 50 lat pasjonactwa (kwalifikowanego w początkach) daje mi pewne rozeznanie w sprawach językowych. I w tym zakresie, w jakim to rozeznanie mam, się wypowiadam. Wyłącznie w tym. Gdyby było w Tobie choć pół hektopaskala samokrytyki, schowałabyś przynajmniej nos w piasek i wystawiła resztę, by i inni mogli uczyć się skromności. A tak to…eee.

    Krytykując jedynego językoznawcę wszechblogów, stawiasz się jeszcze wyżej – jako bardziej jedyna. O czym świadczy jakże odkrywcze zdanie: „Troche się bowiem zmieniło od lat 70-tych w językoznawstwie również”. „Trochę” – na pewno, bo gdyby nie trochę, własnych dzieci byś nie rozumiała, a „Pana Tadeusza” czytałabyś w tłumaczeniu, nie w oryginale.

  147. Wszyscy juz dzisiaj wymawiaja uafka zamiast ławka. Moja polonistka nazywa(ła) sie Miłkowska. A moze Mikuła. Jakos tak po dawnemu polskiemu ona sie nazywała. Literka ł byla prominentna w Jej nazwisku

    Ta pamiec ulotna.. Szczegolnie jesli o niepolskosc polskiego jezyka sie rozchodzi

  148. No juz dobrze, dobrze. Nawet zwyczajne przyp.erdalanie sie do niektorych nickow, a czasem tylko do ich wypowiedzi, nie jest przestepstwem kryminalnym.

    Szczegolnie w sprawach jezykoznawczych. Slowo jezykoznawczych powinno byc ujete w cudzyslow w tym przypadku.

    Peace. I podawaj naboje

  149. A jesli o tlumaczenie „Pana Tadeusza” chodzi

    Lithuania – my homeland. You are like health; to lose you is to cease taking you for granted. Now that I grieve your loss, I see your beauty and set it forth in all its splendor.

    ‚http://www.goniec.net/goniec/inne-dzialy/lektura-gonca/nowy-przek%C5%82ad-pana-tadeusza-na-angielski.html

    Czyz to nie przeladne?

    Uprasza sie jednakze purystow jezykowych tego blogu o nie przekladanie powyzszej probki z powrotem na jezyk polski

  150. Jakby ktos czegos nie zalapal

    Przeskok polsko-litwinski bedzie znany tylko historykom. Jezykoznawcom niekoniecznie. Szczegolnie tym oczekujacym rymow 13-zgloskowych po przetlumaczeniu z polskiego na angielski.

    ps. Jak sie potoczylo z tlumaczeniem „Pana Tadeusza” z polskiego na litewski?

  151. Litwinski, litewski, polski. Who cares

  152. @wbocek
    29 marca o godz. 8:21
    Tobie wolno, mnie też, każdemu po uważaniu.

  153. Ewa-Joanna
    29 marca o godz. 10:17

    Oczywiście, że każdemu wolno smarkato odpyskowywać, a nie mówić do rzeczy. Do nieusłyszenia.

  154. @wbocek
    29 marca o godz. 10:34
    I każdemu wolno komentowac publiczne wypowiedzi innych, szczególnie jak te wypowiedzi mieszczą się w kategorii „bullying”.

  155. Zwykle z sensu zdania bez trudu sie wie jaka literka jest najlepsza zeby sens byl.

    Np. Jesli napisze, ze w sadzie rwalem jablka, to kazdy bedzie wiedzial co to za „sad”, a jesli napisze, ze mam w sadzie sprawe rozwodowa, to tez bedzie jasne, ze nie mam na mysli „rwania jablek”.

    Zas jesli napisze, ze „mam sprawe w sadzie”, bez dodania co to za sprawa, to faktycznie bedzie problem mial problem czytelnik, czy chodzi o „rwanie jablek”, czy o np. „rozwod”.

    Kontekst decyduje, czy tekst „bez ogonkow” jest jasny i zrozumialy…

    Tak jak zrozumialy jest tekst:

    Maryska, moja Maryska,
    Chocze ze mna rwac jabluszka.

    (z ‚ nad c i . nad z, zeby nie bylo, ze „chocze” jest pytaniem o chec rwania jabluszek)

    Gdzie kazdy, jako tako obeznany zyciowo wie, ze choc „rwanie” proponowane ma sie odbywac w jakims sadzie, to nie jabluszka beda w nim zrywane.

    pozdrowka
    ~l.

  156. @wbocek

    Potraktuj, proszę, poniższe, jako wyraz sympatii.
    Być może nie zauważyłeś, ale nikt nie kwestionuje Twojej wiedzy i Twego doświadczenia. Chodzi jednak o obszar używany (mniej lub bardziej udolnie) przez wszystkich ludzi, czyli o język. A ponieważ jesteśmy bardzo różni i pochodzimy z różnych podwórek, zatem używamy różnych zestawów określeń, różnie do tego wymawianych i różnie rozumianych. Wyrazem dojrzałości życiowej winno być zatem dążenie do zrozumienia poprzez pytanie, bo (jak sam zauważyłeś) trudno wymagać od staruchów, by nagle uczyli się na nowo języka. Tym bardziej, iż język żyje i stale się zmienia. Upieranie się przy jednej wersji jest zatem co najmniej nieracjonalne, a stosowanie w polemice określenia „smarki” jest co najmniej dziwne. To dzięki tym „smarkom” masz telefon komórkowy, dostęp do internetu, a nawet rower, który kiedyś jakiś „smark” wymyślił. Zauważ, że z powodu Twojego oporu przed nowym/innym nikt nie określa Cię „starym pierdołą”.
    Postaraj się o nieco więcej dystansu do siebie i Twojej wiedzy i pozwól się dalej lubić i szanować.

  157. Qba
    Szapobas! Nie wyraziłabym lepiej tego, co chciałabym powiedzieć @wbockowi (notabene przeze mnie uwielbianemu za całe jego cudowne zwariowanie, wiedzę połączoną z gorącym i prawym sercem).
    Wbocek, tyleż wyrozumiały dla innych, co wrażliwy na swoim punkcie jest również kimś, kto potrafi się z wdziękiem wycofać i przeprosić, jeśli uzna, że z czymś tam przegiął. A jeśli nie uzna, to już nie wiem. W końcu każdy jest zagadką, jak chyba powiedział jakiś klasyk.
    Rany boskie, mam nadzieję, że niniejszym Mu się nie narażę.

  158. Qba
    Acha, zapomniałam dodać, że @wbocek wcale nie jest jakimś zardzewiałym purystą. Lubi się też „bawić” językiem, bo świetnie go czuje.
    Czyżbyś tego nie zauważył?

  159. @wbocek jestem pod wrażeniem Twojego pragmatyzmu życiowego i bezkompromisowości, a przy tym pewnej takiej… odporności na tani sentymentalizm i szantaż moralny (nawet nie wiem jak to dokładnie określić), takie cechy są deficytowe we współczesnym świecie.

    @Orteq, z całym szacunkiem, ale to tłumaczenie inwokacji, które przytoczyłeś (nie wiem czy celowo takie), jest ohydne, a przecież nawet po angielsku może to brzmieć całkiem przyzwoicie i blisko trzynastozgłoskowca, np.:
    „Lithuania, homeland of mine, thou art like healthiness…”

  160. @mag
    29 marca o godz. 12:17

    Nie tylko zauważyłem, ale przez pewien czas podobało mi się. Niestety, @wbocek traktuje zabawę z językiem bardzo indywidualnie: Wystarczy, że dla niego jego „nowotwory” są inteligentne i jego aluzje są oczywiste. W przypadku „opieprzania smarków” taki wyrazotok ma skutek dokładnie przeciwny. Przyznaję, że czytanie wpisów @wbocka jest dla mnie czasem nużące. Gdybym pojmował finezję, dowcip i aluzje, pewnie czytałbym z zapartym …
    Co do czucia języka, to @wbocek język czuje, jak mało kto. Niestety, to jest jego język, który jest mi częściowo obcy. Inne podwórko.

  161. O, brat Rogger wywnętrzył się tym razem na temat (hi hi !!!) angielszczyzny!
    Nefer by powiedziała: dajcie popcorn.

  162. Tobermory
    28 marca o godz. 16:36

    Gdzie jest Tanaka?

    Pewnie prowadzi warsztaty wielkanocne z malowania jajek i komponowania koszyków ze święconką. 😉

  163. Kaczelnik o spadku na łeb na szyję notowań PiS:

    „Z szacunkiem i pokorą odnosimy się do wyników badań, ale też wiemy, jak są prowadzone, i w związku z tym jesteśmy pełni optymizmu”
    Czytaj: przyznajemy, że badania sondażowe to lipa?
    Co w takim razie należy sądzić o badaniach dających im przewagę?

  164. Tanako, wróć!

    Bo gdzie znajdziesz takie yaya jak te,
    które sadzi nam na blogu aggent Rogger?

  165. „PiS spada w sondażach, bo nie ma nic gorszego niż grzeszna partia wszystkich świętych”
    I dalej:
    „Dopóki jesteś szczerym autokratą, rozwalasz trójpodział władzy, łamiesz konstytucję – poparcie rośnie. Jesteś prostolinijnym nieudacznikiem bez pojęcia o dyplomacji i świecie – słupki pną się w górę. Ale spróbuj zażyć odrobiny luksusu, gdy obiecywałeś, że będziesz żyć jak mnich – już po tobie.”

    http://wyborcza.pl/7,75968,23204760,pis-spada-w-sondazach-bo-nie-ma-nic-gorszego-niz-grzeszna-partia.html

  166. Bylem w sadzie.
    A potem zajrzałem do słownika:

    Językowiec = znawca języka, badacz języka; językoznawca

    Tak twierdzi Doroszewski w swoim wielkim słowniku.

    I teraz chciałbym się dowiedzieć, co różni językowca od językoznawcy?
    Samozwańczość? 😉

  167. Pamiętacie „Dyskretny urok burżuazji”?

    https://www.youtube.com/watch?v=q9W405TukKQ

    Stephane Audran odeszła wczoraj 🙁 TV arte przypomniała wieczorem moją ulubioną „Ucztę Babette”.
    Lubię filmy, w których się je, pije i rozprawia o jedzeniu 😉

  168. Tobermory
    29 marca o godz. 17:52
    Jakby to było z „Wielkim żarciem”?

  169. @zezem
    29 marca o godz. 18:05

    Oglądałem co najmniej trzy razy. Najpierw w kinie, całkiem świeże 😉

  170. Po tym wczorajszym seansie z Babette udałem się do Francji na zakupy 😎 Szkoda tylko, że euro tak podrożało 🙁

  171. Tobermory
    Prof. Doroszewski to wybitny językowca, ale z czasów trochę zaprzeszłych.
    https://kulturalnysklep.pl/ksiazka/wszystko-zalezy-od-przyimka-jerzy-bralczyk–jan-miodek–andrzej-markowski-w-rozmowie-z-jerzym-sosnowskim-przyim
    Czyli jak mówić po ludzku i po polsku w epoce internetu, sms-ów, głupich reklam i bełkotliwych mediów, opowiada profesorskie trio Bralczyk, Markowski i Miodek w rozmowie z Jerzym Sosnowskim.”
    Polecam gorąco książkę.

    „Dyskretny urok burżuazji” – znakomity, a „Uczta Babette” to obraz z czołówki na mojej prywatnej liście filmów wszechczasów.
    A propos jedzenia , picia itd, Pamiętasz „Wielkie żarcie”?

  172. A tak w ogóle, to choć od Nowego Roku minęło już prawie sto dni, to na dobre postanowienia nigdy nie jest za późno. Postanowiłem więc zdecydowanie przestawić mój sposób odżywiania. Nie było to łatwe, ale się udało.
    I teraz… szklanka z herbatą i kanapka stoją na lewo od klawiatury 😎

  173. Rzeczniczka PiS Beata Mazurek znalazła winnego spadku poparcia społecznego dla swej partii: „to luty i marzec, kiedy rządzącym spada poparcie”.
    Czyli już w najbliższą niedzielę PiS będzie miał 100 % obywateli jako swych zwolenników. Ja wam to mówię.

  174. @zak1953
    29 marca o godz. 18:19

    Dawniej mawiano, że gospodarka socjalistyczna ma czterech wrogów: wiosnę, lato, jesień i zimę 😉
    PiS-owi szkodzą już pojedyncze miesiące.

  175. @mag
    29 marca o godz. 18:15

    Dziękuję za podpowiedź lektury.
    Na temat „Wielkiego żarcia” odpowiedziałem nieco wcześniej. Oglądałem całkiem niedawno i z jeszcze większą przyjemnością, niż przed laty. Więcej doświadczeń w tej dziedzinie 😉

  176. Uściskowuję wszystkich ateistów i nie ateistów świątecznie, jakby nie było, już dzisiaj, bo chwilowo wybywam z Umęczonej w bardziej radosne strony.

  177. mag
    29 marca o godz. 18:46

    Mag, dopiero wpadłem, a Ty wypadasz. To chociaż starym rosyjskim zwyczajem przycupnij na chwilę, strzelimy po secie kompotu jeżynowego i dopiero leć z wiatrem.

  178. @mag
    29 marca o godz. 18:46

    No to Alleluja i leć szczęśliwie 🙂

  179. wbocku kochany
    Jasne, że siadłam na chwilę, zgodnie także z Kresowym obyczajem, jaki wyniosłam z domu (jako i ty, a także Tanaka).
    Przed podróżą się siada i chwilę milczy. Przynajmniej ja tak to znam.
    A potem się wraca i co? Co się robi/mówi po powrocie?
    Czekam na odpowiedź, bo lete dopiero jutro.

  180. Tobermbory
    No to jeszcze Hallelujah według
    Cohena i do zobaczenia na blogu
    Chyba to lubisz.

    https://www.youtube.com/watch?v=YrLk4vdY28Q

  181. Qba
    29 marca o godz. 11:53

    Wszystko w porządku, Qbo, jeśli nie liczyć ogólnków, którymi gadać nie bardzo mam zwyczaj i nie bardzo umiem, choć może się przytrafić. Po prostu czasem nie wiem, o czym mowisz. Rozmowa bez konkretnych przykładów jest becelowa, bo na poziomie ogólników każdy znajdzie uzasadnienie swoich racji – nawet wzajemnie się wykluczających. Widzę od dawna, że masz sporo obserwacji i przemyśleń w materii języka, ale żeby pogadać, trzeba mówić konkretnie. Dobrym przykladem, który podnkiosłeś są moje „smarki”.

    Przecież nie będę chodził z workiem znaczeń i wszystkie na wierzch wywalał, mówiąc tylko o jednym znaczeniu. Ludzie, którzy trochę pożyli i mają między sobą jakiś psychiczny kontakt, nie muszą za każdym razem powtarzać, że kiedy mówią: „smarki”, nie wyczerpują opisu tych młodych fachowców – to ma się rozumieć samo przez się, że „smark” to nie wszystko. W pełniejszym opisie byłoby uznanie dla ich wiedzy i umiejętności technicznych. Ale się skupiam tylko na tym, co mnie irytuje, a nie przeglądam uniwersum. Na podstawie tych skupień oceniam, że ta świetna technicznie dzieciarnia ma bardzo małe doświadczenie komunikacyjne, zero wiedzy językowej i psychologicznej – stąd ich komunikaty kierowane do dyletantów (a starsi to komputerowi dyletanci, choć przecież stanowią znaczny procent użytkowników) bywają nieczytelne lub wręcz rażąco nieczytelne i frustrujące. Za złości nazywam tych biegłych w technice dyletantów komunikacyjnych „smarkami”. Qbo, kuriozalnym przykładem takiego dyletanctwa, śmierdzącego lenistwa lub jak tam jeszcze zwał, jest na przykład tekst informujący mnie o instakowanym programie. Na samym początku była informacja, że program jest po polsku, dlatego go wybrałem. Ale ten informujący tekst jest akurat po angielsku. Ja go mam zaakceptować lub odrzucić. No i rewelacja: cały tekst jest po angielsku, a „tak”, „nie” pod spodem – po polsku! Orzeszku! Jeśli nie nazwiesz takiego autora „smarkiem”, kłaniam Ci się do ziemi po kaszubsku. A poza tym wszyscy zdrowi, Qbo. Albo pomarli.

  182. Lubię. Dziękuję.

  183. mag
    29 marca o godz. 19:12

    Mag, tak wyszło na starość, że okropnie rzadko wyjeżdżam w dalsze strony. Krótki, najczęściej jednodniowy zasięg zależy od rowerowego paliwa. Ostatnio, mimo żem trawożerny, jadę na gotowanym podgardlu – nieprawdopodobnie wydajne. W tamtym roku najdalej posunąłem 60 km od Koszalina, co razem z drogą powrotną inną trasą dało ponad 120 km na jeden dzień. Ale to dosyć rzadkie, zwykle roweruję 60 – 90 km dziennie. Bywa, że nocuję w hotelu w Słupsku, żeby się więcej pokręcić, kiedy się kręcę w okolicach jeziora Gardno. Więc właściwie nie pamiętam, co się mówi po powrocie. No bo co to za podróż, skoro rano wyjechał, wieczorem wrócił. Ale chyba mówię do żony „wieczór dobry” lub „Kuwa, nic nie dawaj do jedzenia, lecę na pysk”. Wszystko zależy od tego, czy mnie żona wita w drzwiach z krzywą gębą, czy z prostą. Z krzywą – zwykle wtedy, jak zapomnę zadzwonić parę razy z drogi. Jednak ta krzywość jest oznaką wzmagającej się przed śmiercią troski.

  184. Rogger77
    29 marca o godz. 13:06

    Dziękuję, Roggerze. Najpierw, sobie przypominam, się na Ciebie zirytowałem. Być może to bylo z powodu niewłaściwego odczytania Twoich intencji, które mi się wydały wojownicze proreligiancko. Ale dość szybko zauważyłem Twoją dociekliwość, rzeczowość i jasność myślenia, no i trochę niestandardowość. Ukłony.

  185. wbocek
    Jest OK. Wszystko rozumiem. Twoje rowerowe dluuugie podróże i to ze nie bierzesz pod uwagę, że twoja żona zwyczajnie może się o ciebie martwić. Nie uważam tego za dziwactwo. Sama tak mam, gdy Mój gdzieś przepada i nie dzwoni.

  186. @wbocek
    29 marca o godz. 19:34

    Dzięki za wyjaśnienie. Rozumiem Cię bardzo dobrze, jako żem również dotknięty tym problemem. Jak już pisałem, załatwiam sprawę nieczytaniem instrukcji i uporczywymi próbami zrozumienia urządzenia. Kończy się to różnie, na szczęście na ogół dobrze dla obu stron.

    Problem wynika oczywiście z ekonomii, czyli z odpowiedzi na pytanie – kto stanowi największą grupę odbiorców produktu. I ciągle wychodzi, że nie starzy. A że przeciętny młody użytkownik instrukcji nie stara się zrozumieć, a wręcz jej nie dotyka, więc urządzenia są tak konstruowane, że podstawowe funkcje są „intuicyjne” (he, he), a do reszty trzeba miesięcznych kursów. Z punktu widzenia producenta jest to zupełnie nieistotne, bo produkt ma służyć krótko i być wymieniony na nowszy. A stary do śmieci. Już wkrótce będą wszędzie tylko śmieci. I woda święcona, niezdatna do picia.
    „Smarki” są więc jedynie wykonawcami poleceń tych, którzy chcą być jeszcze bogatsi, bo na nic innego nie mają czasu.

  187. Tobermory
    29 marca o godz. 17:32

    Słusznie zauważyłeś, Tobermorku: „językowca” Jerzego P. od „językoznawcy” różni samozwańczość. Wyjaśniałem kiedyś, że nigdy w życiu nie użyłbym w stosunku do siebie nazwy „językoznawca” – mimo językoznawczej specjalności – ze względu na składnik „znawca”, który się kojarzy z uprawianym zawodem, czyli ze znawstwem najwyższej klasy. Nie ma znaczenia, że „językowiec” to też znawca zawodowy – w samym wyrazie nie ma tego nobilitującego i onieśmielającego mnie „znawstwa” i stąd taki mój wybór. Słowniki to wielka rzecz, ale to ludzie tworzą żywy język, a słowniki tylko to odnotowują. Dlatego słowniki nigdy nie będą na bieżąco z kompletowaniem wszytkich używanych w praktyce form i znaczeń.

    Przy okazji: przywołałeś prof. Doroszewskiego. Mag, uznając, rzecz jasna, jego wybitność, napomknęła o jego trochę-zaprzeszłości. Z całą pewnością jakaś dola zaprzeszłości – zwłaszcza w słownictwie – się znajdzie, skoro wielki jedenastotomowy słownik pod jego redakcją jest z lat 60-tych. Ale znawstwo języka to grubo więcej niż słownictwo – to rozumienie praw językowych – na przykład prawa ekonomizacji środków – rozumienie logiki tworzenia nowych wyrazów, ale i rozumienie braku tej logiki przy tworzeniu, rozumienie mód językowych, rozumienie, że język i myślenie to prawie jedno, odróżnianie twórczego używania języka od dominującego w publicznej i niepublicznej komunikacji papugomałpiego posługiwania się stereotypami (również na tym blogu), rozumienie i komunikacyjnej roli języka, i poznawczej, i jako świetnego narzędzia wyrażania emocji, przeżywania smutków, radości i odczuwania przyjemności w jego używaniu – co mi się bardzo podoba na przykład u mag i u Neferki.

    Przy takim rozumieniu znawstwa języka niewiele się w języku starzeje w skali jednego życia. Gdyby było inaczej, nie rozumielibyśmy za wiele z nauk Aleksandra Bruecknera, Karłowicza, Kryńskiego, Szobera czy Doroszewskiego. A przecież to od nich się uczyli językoznawstwa profesorowie Jan Miodek (pochwalę się, że mój niebliski kolega z akademika), Bralczyk, Markowski, zmarły niedawno prof. Pisarek.

  188. Qba
    29 marca o godz. 20:33

    Świetnie się, Qbo, widzę, rozumiemy. Dodałbym może do Twojego słowa o producentach, „którzy chcą być jeszcze bogatsi, bo na nic innego nie mają czasu” – że być też może, że nic innego nie potrafią. Pytanie, czy my dzięki nim żyjemy, czy oni dzięki nam nabywcom, czy też jest to sprzężenie zwrotne.

  189. mag
    29 marca o godz. 20:04

    Mag serduszko, jak nie biorę pod uwagę, jak biorę. Nie tylko żonę biorę pod uwagę, ale również wiele nie-żon, na przykład Ciebie. Ty nie jesteś „wiele”, ale bardzo wiele – niepowtarzalny egzemplarz. A przecież jest jeszcze Neferka, jest Konstancja, Kostka, Jiba (gdzieś się podziała, ale jest), elegancka dama kruk…no, nie będę się rozpędzał, bo się rozmarzę i wjadę w słup.

  190. @wbocek

    Pozdrowienia dla „rowerowca”.Ja również jeżdżę wiele,chociaż są to zupelnie inne trasy niż Twoje. Ja przez poldery nad Morze Północne 🙂
    Dodam uczciwie,że do ubieglego roku miałam Gazelę „zwyczajną”,ale kiedy mi ją ukradli sprzed drzwi gabinetu dentystycznego – kupiłam Gazelę elektryczną.Ma to swoje zalety,ponieważ mogę jeździć również przy silnym wietrze 🙂

  191. basia.n
    29 marca o godz. 21:05

    Wieczór dobry, basiu, i jak się masz. Gdybyś podrzuciła na blog parę fotek Twoich tras, z wielką chęcią bym popatrzył. Moje trasy – Wybrzeże Środkowe – są na pewno inne (pagórkowato-jeziorowo-polnodrogowo-leśne) niż te przy groźnym Morzu Północnym, które jest dla mnie w pewnym sensie bliskie, bo jak rybaczyłem na Bałtyku, sytuacja na Morzu Północnym – zwłaszcza w okresie niżów atlantyckich jesień-zima-wiosna. pozwalała nam z wielkim prawdopodobieństwem przewidywać pogodę u nas.

    No i od lat przyglądam się rowerom elektrycznym w związku z tym, że nawet nie zauważyłem, kiedy mi stuknęło osiemnaście i się zacząłem starzeć. Tyle że dopóki akumulatory nie będą wielkości guzika od koszuli i wydajności 500 km na jednym ładowaniu, raczej sobie nie pojeżdżę. Czyli w ogóle nie pojeżdżę. Chyba że w życiu po życiu. Na pewno jazda na czymś takim to luksus, zwłaszcza pod wiatr czy pod górę, ale tych, powiedmy, 50 km działania elektronepędu to dla mnie na razie ciut mało, bo na takim rakietowcu to bym chciał jeździć, weźmy, 200 dziennie. Ale na razie do setki będę pedalować, potem się zobaczy.

  192. Dla mnie niezapomniane filmy o jedzeniu to „Eat drink man woman” i „Tampopo”. Jedzenie jest azjatyckie (Taiwan i Japonia), i nie wiem czy były w kinach w Polsce. Po prostu oczu oderwać nie można i w żołądku burczy. W ogóle dla azjatyckiego jedzenia pojechałabym do samej Azji, gdyby Stany nie były wszelaką mekką kulinarną. A w Warszawie pojawiła się bardzo przyzwoita kuchnia koreańska. Co z zadowoleniem przetestowałam organoleptycznie.

  193. Ewa-Joanna
    29 marca o godz. 3:58

    Z tą integracją to ja tak pół żartem pół serio. Mogłam powiedzieć asymilacja, ale to jest takie jednostronne. A integracja oznacza obopólny wysiłek, jednych żeby być przydatnymi, i drugich żeby tę przydatność zauważyć i przyjąć. Ale nie chodzi mi tylko o pracę. Ludzie emigrują dla pracy, ale jak już ją znajdą to chcą po prostu gdzieś należeć. I tu przyszły mi na myśl różne integracyjne inicjatywy, jak integracyjne szkoły w Polsce. Bardzo popularne wśród warszawskiej intelygencji.
    Stany to taki niby kociołek (jak też i Australia i Kanada), ale i tu nie wszystko takie różowe. Moja znajoma z pracy Chinka przeniosła się do Bostonu, lata temu. Niedawno mi napisała, że „chyba nas wreszcie zaakceptowali”. Znaczy zaproszą na obiad, na piknik, i zobaczą w nich ludzi a nie „tych chińczyków”. Wbrew pozorom nie jest to ani łatwe ani małe.

  194. @izabella
    29 marca o godz. 22:26

    Znam oba i lubię, a o „Tampopo” chyba tu już wspominałem. Na YT jest w częściach, gdyby ktoś miał chęć obejrzeć.
    Tsutomu Yamazaki (Goro w tym kowbojskim kapeluszu) zagrał też później w przepięknym filmie „Okuribito” (Departures) o bezrobotnym młodym wiolonczeliście, który znajduje pracę w firmie przygotowującej zmarłych do ostatniej podróży

    https://www.youtube.com/watch?v=Ks6ZghMqJqA

    Film dostał Oscara za najlepszy obcojęzyczny film w 2009 roku.
    Yamazaki gra w nim właściciela firmy.

  195. wbocek
    29 marca o godz. 21:46

    Dobry wieczór również. Chętnie pokazałabym zdjęcia,ale nie umiem wrzucić ich na blog.Ale moje zdjęcia z Holandii są na portalu Chomikuj.pl/basia0906
    Trafilam tam przypadkowo 7 lat temu,szukając pewnych archiwalnych audycji Trójki.Ale założyłam tam konto,aby podzielić się z innymi moimi zbiorami muzycznymi – ponieważ widziałam,że muzyka klasyczna jest bardzo źle prezentowana. ( a to jest mój zawód) A potem dodałam jeszcze zdjęcia. Folder nie jest zahasłowany,więc możesz wejść na adres,który podalam powyżej i pooglądać 🙂

  196. Inne fajne filmy o jedzeniu, kucharzach i uczuciach:
    „Ratatouille”, „Chocolat”(Johnny Depp i Juliette Binoche), indyjski „Lunchbox”, „Julie & Julia”, „The Hundred-Foot Journey” (Helen Mirren), „Comme un chef” (Jean Reno), „Skrzydełko czy nóżka” (de Funes)…

  197. @Izabella, nie wszyscy marza, zeby sie zintegrowac z ta lepsza czescia ludzkosci, co sie nazywa biala rasa. Dlaczego uwazmy, ze to inni rasowo, kulturowo (bo innym bialym odpuszczamy i pozwalamy zyc jak chca zarowno w Europie, jak i w Ameryce) maja sie z nami integrowac? A moze dajmy se wszyscy spokoj?
    Jesli chodzi o Boston, to nie potrzeba byc Chinczykiem, czy innym Azjata, czy innym innym, w tym Polakiem, zeby miec duze trudnosci „zintegrowania sie”. W takiej Warszawie naogol wszyscy sa biali ale wyraznie jedni sa lepsi a inni to sloiki, nie wspomne o innych miastach z wlasna elita od wielu pokolen. Akurat znam mily przyklad integracji Portorikanczyka z WASP-owna z Bostonu, ale na wszelki wypadek osiedlili sie w NY. Klamie, tak im wypadlo, bo tu dostali prace.
    Zareczam, ze przecietny Chinczyk i Koreanczyk nie cierpi z powodu braku integracji, mieszkaja w swoich dzielnicach, tam maja wszystko swoje, a kiedy ich spotykam w grupach na licznych wycieczkach organizowanych przez ich koscioly, czy inne wspolnoty, to sa tak zaaferowani chwila, zadowoleni, rozgadani, ze nie wiem o co chodzi, ze „musowo” nalezy sie integrowac. (Zreszta czytalam juz o podobnych community Wietnamczykow, czy Chinczykow wokol Warszawy)
    Podobne wrazenie odnosze na okolicznosc amerykanskich Latynosow. Zreszta wystarczy popatrzec na omal 50 parad narodowosciowych, etnicznych, ktore co roku maszeruja przez Manhattan (oczywiscie tez Parada Pulawskiego- z ktorej „lepsze” polskie sfery drwia). Nie widac, zeby ci ludzie byli nieszczesliwi wsrod swoich, a jako emigranci omal zawsze za gorsze pieniadze, omal zawsze bardziej wydajnie wnosza wklad w dostatek Ameryki. Tu polscy kontraktorzy powiedza, ze tylko oni umieja budowac, bo reszta to durnie, a Mechole , Spiki to tylko siedza na zasilkach. Dobrze miec dobre mniemanie o sobie.
    Kolejne pokolenia troche sprawe rozwadniaja, ale nie do konca i to niekoniecznie ze wzgledu na przynaleznosc rasowa. Wystarczy przypomniec film „Greckie Wesele’ , w ktorym na koncu „leci” dluga lista innych mieszanych wesel, z ktorych kazde mogloby byc scenariuszem filmowym.
    A tak nawiasem mowiac to asymilowanie, integrowanie -lub nie, to jedna z najbardziej interesujacych mnie rzeczy w Ameryce i bez watpienia dlatego NY nigdy mi sie nie znudzi. Zreszta to nie tylko moja fascynacja.

  198. No to ze slowem wielkanocnym:
    Przez dwa wieczory ogladalam program p.t. Obrazy smierci i zycia. Takie najrozniejsze, ze tak powiem etiudy. Wypowiadaja sie astrofizycy, kaznodzieje, filozofowie, profesjonalisci od pochowkow i pocieszen, ludzie, ktorych dotknela trauma smierci ukochanej osoby, ktorych dni sa policzone… Sa oni wierzacy lub nie, agnostycy, czy cokolwiek. W tle piekna scenografia, stosowna muzyka. Nie ma jednej reguly, mili niewierzacy, na powyzsze tematy. I pozwolmy ludziom tak akceptowac utrate kochanej osoby, czy zblizajacy sie wlasny koniec jak chca.
    Oczywiscie musze dodac rozrywkowo, ze wystepowal tez pan, ktory ma przedsiebiorstwo zamrazania osobnikow w oczekiwaniu na nowa technologie leczenia. Brrr, jak mozna chciec sie narodzic jeszcze raz w zupelnie innym swiecie? Wogole, jak mozna chciec sie narodzic jeszce raz. Juz jeden raz to troche za duzo!

  199. Napisałem parę centymetrów wyżej, że znawstwo języka to m.in. „odróżnianie twórczego używania języka od dominującego w publicznej i niepublicznej komunikacji papugomałpiego posługiwania się stereotypami (również na tym blogu)”. No i jest świeża ilustracja.

    zyta2003
    30 marca o godz. 6:02 napisała:

    „I pozwolmy ludziom tak akceptowac utrate kochanej osoby, czy zblizajacy sie wlasny koniec jak chca”.

    „Pozwólmy”!!! Co za wielkoduszność! Tylko kto ma w sprawach intymnych cokolwiek do pozwalania lub niepozwalania. Nie czepiałbym się takiego głupstwa, ale to mówi ta sama pozwalaczka i zamorska recenzentka polskich spraw, która w przeszłości publicznie „nie pozwalała” mi mówić tego, co chcę o kochanej osobie – matce w demencji. I teraz też z jakże zamorską konsekwencją plecie dwa zdania dalej w dokładnie odwrotnym kierunku:

    Brrr, jak mozna chciec sie narodzic jeszcze raz w zupelnie innym swiecie?(…) Już jeden raz to trochę za dużo!”

    „Pozwólmy ludziom tak akceptować (…) jak chcą „ i „jak mozna”

    Mówienie, a nawet robienie rzeczy wzajemnie sprzecznych to codzienność. I kołtun, i człowiek własnej, żywej myśli bywają logiczni i nielogiczni, konsekwentni i niekonsekwentni, prawdomówni i kłamcy – nic w tym niezwykłego. Nawet postawa kaznodziejska w sprawach ocen moralnych i obyczajowych nie jest – również na tym blogu – jakąś egzotyczną, jak zmartwychwstanie, rzadkością. Tyle że w porównaniu z innymi postawami czasem wygląda najgłupiej.

  200. @wbocek
    30 marca o godz. 8:42

    Zgadzam się generalnie z Twoimi uwagami, choć one dosyć drastyczne są. Znaczy mało tolerancyjne.
    Ale… skoro oburza Cię użycie określenie „Pozwólmy”, to dlaczego nie pozwalasz autorce użycia stereotypów? Jak sama nazwa wskazuje, są one powszechne, a więc nadają się świetnie do komunikacji – nie trzeba załączać wyjaśnień użytych pojęć, a prawdopodobieństwo zrozumienia jest znaczne.
    Jako znawca języka powinieneś uznawać możliwą wielorakość ekspresji. Język musi być elastyczny nawet w obrębie jednej (jednorodnej etnicznie) nacji, bo na każdym podwórku inaczej się rozwija.
    Teraz całkiem szczerze: Bardzo chętnie czytałbym Twoje uwagi językowe i – być może – polemizował z nimi, gdybyś podawał je jako jedną z możliwości, a nie jako dogmat.

    Z okazji kolejnego czczenia guseł życzę Blogowisku spełnienia niektórych życzeń, w tym przede wszystkim zamiany wody święconej w pitną.

  201. @Qba
    30 marca o godz. 9:12

    Dobrze to wyraziłeś – dogmatyzm. Wyrażany zazwyczaj w apodyktycznym i bliskim ubliżania stylu.
    Piękny dzionek dzisiaj, zawitał halny, a z nim słoneczko. To przejaśnienie ma być krótkotrwałe, udaję się zatem na narty. Stęskniłem się za bielą śniegu. Może będą też pierwsze krokusy…

  202. Szanowni!
    Świąteczno-polityczny wpis Nefer niech da nowy impuls rozmowom o wszystkim, bo chyba głównie o to chodzi.
    Pozdrawiam i zapraszam wraz z autorką!
    JK

  203. Qba
    30 marca o godz. 9:12

    Qbo, wyjaśniłem krótko, z jakiego powodu podniosłem z ziemi wykluczające się wzajemnie stereotypy u zamorskiej recenzentki. Inaczej mówiąc, gdyby nie zaszłości, widziałbym, ale bym nie zauważał, bo bardziej niż rzadko obcuję z tekstami tej damy i w ogóle na nią nie reaguję. To absolutny wyjątek.

    Qbo, można się wściec. Dlaczego moje wytykanie nazywasz: „nie pozwalasz”? Co krytyka ma wspólnego z pozwalaniem/niepozwalaniem! Przecież wytykam zamorskiej używanie właśnie tego wyrazu. Owszem, wyraz „pozwalać”/”nie pozwalać”, w codziennej komunikacji nie ma nic wspólnego z udzielaniem pozwolenia na cokolwiek. „Pozwólmy” znaczy tyle, co „zgódźmy się na coś. Ale „zgódźmy się” to też nieadekwatny apel, bo nikt tu o zgodę nie prosi. „Pozwólmy” – chciał nie chciał – kojarzy się jednak mocno ze znaczeniem podstawowym, jakim jest udzielanie pozwolenia. Dlatego jest jednym z wielu wyrazów, których obecność w pewnych użyciach jest nieadekwatna do podstawowego znaczenia, nielogiczna. Pewnie, że w bardzo wielu językowych konstrukcjach nie ma logiki – np. „pracująca sobota” – a jednak spokojnie sobie funkcjonują. Oczywiście! Nie jestem przeciw ich funkcjonowaniu w ogóle, lecz jestem za szukaniem bardziej sensownych nazw, jeśli ktoś chce mówić własnym językiem, a nie berefleksyjnie przyjmowanymi stereotypami.

    Ale również nie to było powodem mojego zainteresowania, lecz następująca po „pozwólmy”, bijąca w oczy znaczeniowa sprzeczność „pozwólmy” z konstrukcją „jak można”, która jest w pewnym sensie odwrotnością podstawowego znaczenia „pozwólmy”, czyli „udzielmy pozwolenia”.

    Mogę też otwarcie powiedzieć to, co tylko zasygnalizowałem na początku: że nie tylko niezborny w moim odczuciu język spowodował moją krytykę, ale i nieuleczalna niechęć do tej zamorskie matrony. Grzeszny jestem i raczej bez oporów mówię o sobie: „Winowat”, tu jednak nie biję się w piersi. Bywają miłości od pierwszego wejrzenia i bywają niechęci, a nawet nienawiści. Nienawiści nie znam, znam tylko chwilową wściekłość, ale człowiekowate tak się na ziemi rozmnożyły, że grubo ich za dużo, bym miał do wszystkich chęć. Takie życie.