Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

16.03.2018
piątek

Między wiedzą a wiarą

16 marca 2018, piątek,

Powoli zbliżamy się do kolejnego święta obchodzonego przez większość polskiego społeczeństwa. Wielkanoc. Dla Kościoła katolickiego  to święto najważniejsze, związane ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa oraz powoływaniem nowych duchownych. Moja opowieść związana jest z elementem celebrowanego święta.

Historia, którą chcę opowiedzieć, zapowiadała się wspaniale. Dotyczy dwóch osób, które poznałem osobiście – każdą z osobna – w różnych okresach ich życia, zanim życie połączyło ich w parę. On – nazwijmy go Adam – był moim podwórkowym kolegą, rówieśnikiem z tej samej szkoły podstawowej, a następnie pobliskiego liceum ogólnokształcącego. Po maturze wybrał studia medyczne. Przez rok (zanim rzuciłem studia politechniczne) jeździliśmy jeszcze wspólnym, porannym pociągiem na zajęcia na uczelni. On wysiadał w Zabrzu, ja jechałem dalej do Gliwic. Ewę – bo tak nazwę bohaterkę – poznałem na wspólnych studiach uniwersyteckich. Była moją grupową koleżanką. Ładna, poważna i inteligentna. Podobała się wszystkim kolegom.

Poznali się na spotkaniach duszpasterstwa akademickiego przy katowickiej katedrze. To było miejsce spotkań młodych katolików z różnych śląskich uczelni. Tam, w razie potrzeby, mogłem spotkać większość moich koleżanek i kolegów z liceum. Ewa i Adam zostali parą, a potem małżeństwem. Po studiach Ewa została nauczycielką, Adam – szpitalnym lekarzem. Początek jego pracy nie był łatwy. Przez pewien czas łapał infekcję za infekcją. Choroby odpacjenckie były jego koszmarem. Wreszcie mu przeszło i mógł już bez przeszkód kontynuować życie lekarza w socjalistycznym szpitalu. Ewa edukowała młodzież, Adam leczył pacjentów i zdobywał specjalizację z ginekologii i położnictwa. Już jako fachowiec asystował w przyjściu na świat swoich dzieci – córki, a następnie syna.

Nasze spotkania w tamtym okresie  stały się sporadyczne. Podwórkowe i szkolne grupy przestały w zasadzie istnieć. Pierwsze po dłuższej przerwie spotkanie zorganizowaliśmy w piętnastolecie matury. Uaktualniliśmy też swoje dane kontaktowe. Wszyscy mieli już trochę więcej wolnego czasu dla innych. Bo dzieci rosły, a kariery rozwijały się pomyślnie. Kolejne grupowe spotkania klasowe organizowaliśmy regularnie co pięć lat. W końcu w Polsce zmienił się ustrój. Rutyna życia pozostała – dom, praca, rodzina. I okazjonalne spotkania z przyjaciółmi. Czasami w miejscach nieoczekiwanych. Tak było, gdy w trakcie balonowych mistrzostw Polski, Adam znalazł mnie za pośrednictwem swej pacjentki pracującej w hotelu, gdzie byłem zakwaterowany ze swoją ekipą. Okazało się, iż pan doktor miał w okolicy domek letniskowy po dziadkach. I akurat przebywał tam z rodziną.

Wtedy też poznałem bliżej jego dzieci. Wcześniej nie było na to czasu ani nawet chęci. Córka Adama zaczynała właśnie studia ekonomiczne, syn zbliżał się do matury. Niespodziewane spotkanie odnowiło nasze kontakty, tym bardziej że dzieci zainteresowały się moją lotniczą aktywnością. Kilka razy zostałem zaproszony przez młodych na spotkania w katowickim mieszkaniu, aby przybliżyć im tematykę lotniczą. A czas leciał. Przekroczyliśmy pięćdziesiątkę, ale nadal trzymaliśmy się mocno.

Któregoś dnia, niespodziewanie spotkałem Adama na osiedlowym targowisku. Wyglądał nieszczególnie, był wyraźnie wcięty i jakiś taki zagubiony. Od słowa do słowa, wyciągnąłem z niego prawdę o przyczynie jego niecodziennego stanu. Żony z dziećmi nie było akurat w Katowicach. On siedział sam w domu i bił się ze swymi myślami. A były to myśli czarne jak burzowa, niszczycielska chmura. Okazało się, iż synowi zdiagnozowano nowotwór kości udowej. Śląscy lekarze nie rokowali pomyślnie. Jedyną – być może skuteczną – terapię dostrzegali w natychmiastowej amputacji zaatakowanej chorobą nogi. Adam miał świadomość powagi sytuacji. Nie potrafił jednak swych obaw przekazać rodzinie. Wymusił na mnie zachowanie tajemnicy o całej sprawie wobec żony i dzieci. Bo, oni święcie wierzyli, że da się ocalić chorą nogę – inną – niechirurgiczną metodą. Nie dopuszczali zrobienia kaleki z młodego 22-letniego studenta, aby uratować mu życie?

Zaczęły się intensywne i bardzo szybkie poszukiwania innego wyjścia, umożliwiającego zachowanie chorej kończyny. Nadzieję znaleziono w Teksasie w USA. Wkrótce młody człowiek znalazł się w uniwersyteckiej klinice w Stanach Zjednoczonych. Po trzech miesiącach leczenia, radosny powrócił do domu. Wydawało się, że wszystko co niedobre przeminęło jak zły sen. Kilka kolejnych miesięcy spokoju potwierdzało skuteczność amerykańskich medyków. Wiara rodziny zdała się triumfować na całego. Adam jednak  z niepokojem śledził kolejne badania kontrolne. Jego wiedza i doświadczenie nie pozwalały mu spać spokojnie. Późną jesienią jego obawy się potwierdziły. Choroba powróciła i to ze zwielokrotnioną mocą. Ewentualna amputacja nic już nie dawała. Nowotwór zaatakował dodatkowo inne ważne części ciała. Po nowym roku syn Adama odszedł. Rodzina i przyjaciele pożegnali go w zimowe przedpołudnie. Adama nie było na pogrzebie. Serce ojca nie wytrzymało sytuacji i zatrzymało się rano, w dniu pogrzebu syna. Męska połowa rodziny przestała istnieć. Pozostały tylko dwie pogrążone w żałobie kobiety.

Adam stracił nadzieję, kiedy poznał szczegóły diagnozy. Jako lekarz sam zdiagnozował wiele podobnych przypadków. Koledzy lekarze, którzy próbowali coś zrobić z nowotworem, byli wysokiej klasy specjalistami z ogromnym doświadczeniem, co wykluczało pomyłkę w diagnozie i wyborze metody leczenia. Adam nie przyznał się rodzinie do swej niewiary w amerykańskie leczenie. Miał świadomość roli, jaką nadzieja i wiara może odegrać w życiu ludzkim. Według ewangelii Jezus zmartwychwstał. Niestety, Adam z synem byli zwykłymi (choć na swój sposób niezwykłymi) ludźmi.

Wiara i nadzieja przegrały. Człowiek wiedzy także, bo tylko wiara i nadzieja dawały mu cień szansy na sukces.

zak1953

PS

Imiona bohaterów zmieniono.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 492

Dodaj komentarz »
  1. zak1953

    Przejmujące, zaku. Pomilczę.

  2. Wiara i nadzieja są często ze sobą sprzężone, szczególne wtedy, gdy człowiek zaczyna myśleć o zakończeniu swego istnienia. Można życie zakończyć przynajmniej dwojako – będąc zdrowym i szczęśliwym – znam takie przypadki, lub praktycznie zdrowym, ale przestać cenić to życie. W obu przypadkach czynnikiem decydującym jest psychika. Znałem ludzi, którzy pozornie w pełnym zdrowiu pewnego ranka się po prostu nie obudzili. Błogosławiona taka śmierć, jeśli przychodzi po długim i spełnionym życiu. Jest ulgą dla zmarłego, nie musi się martwić o dalszy los i dla rodziny, która będzie go pamiętała takim, jakim był wczoraj. Matka niani mojej córki wieczorem już ułożyła ubrania do jutrzejszej mszy, na którą wybierała się z siostrą, a doszło jedynie do mszy pogrzebowej. Każdy starszy człowiek boi się innej śmierci – długoletnie leżenie w okropnych bólach. Nie każdy ma szanse na maksymalne zmniejszenie bólu w przypadku nieuleczalnej choroby – regulacja własna odpowiednią pompką ze środkiem uśmierzającym ból. Niezależnie od sposobu śmierci, często ma lub może mieć miejsce pewna rozmowa, jak podczas pogrzebu mojego wujka. Siostra wdowy (moja inna ciotka) składa wdowie kondolencje, a usłyszała to:
    „Tino, ty mnie nie żałuj, bo jemu dobrze, a mnie jeszcze lepiej”!
    Wtedy mieliśmy potwierdzenie plotki, że nie miała zbyt różowego życia z wujem. Ja tego wujka pamiętałem z początku wojny, gdy przyjeżdżali z polskiego (przed wojną) Ożegowa. Najpierw kroczył potężny wujo Józa, a metr, dwa za nim dreptała truchcikiem ciocia.

    Gdy myślę o moim, zbliżającym się pożegnaniem, to nie bardzo wiem, czy nie wybiorę jeszcze innej drogi. Jeśli zniknie wiara w sukces medycyny i brak nadziei na wsparcie nadprzyrodzonej siły, jak to u bezbożnika, to lepiej „odmeldować” się samemu. Nie jest to u nas prawnie zagwarantowane w sposób humanitarny i nie mogę liczyć na pomoc religijnych członków rodziny, więc tylko fortel i długie przygotowania mogą umożliwić takie odejście. Nie jest tak, że bardzo pragnę odejścia do Nirwany, ale coraz mniej mnie cieszy na tym świecie, więc wielkiej straty dla rodziny nie widzę, tylko dla siebie. Nie zobaczę już pięknie kwitnących wiśni i jaśminu przed moim oknem, podziwiałem je z dużego tarasu. I takie tylko drobne uciechy, chwilowo jeszcze niezłe jedzenie emeryckie (polędwica, bułczanka i kaszanka – te ostatnie przysmażone, z ziemniakami i kapustą – wszystko idealnie dobrane do obowiązkowej diety cukrzycowo-wątrobiowo-woreczkowej. Na blogu Passenta wałkują dietę Kwaśniewskiego, ale ja eksperymentuję własną, z pewnością mi zaszkodzi i wrócę do zupek na czystej wodzie, ale z marchewką i ryżem, czym mnie żona karmiła latami.
    Moje odejście nie zostawi takiej dziury jak śmierć Hawkinga, ale żonie będzie lepiej, jak mojej ciotce, tylko zabraknie jedyny dodatni plus mojego istnienia – emerytura z ZUS (nieco stary portfel, ale nie najstarszy).

  3. Ani wiara, ani nadzieja, ani medycyna. Ostatecznie nie pomaga nic.
    Najtrudniej pogodzić się z tym, że wygrywa nieznane.
    Przypisany każdemu koniec, który czasem udaje się odwlec, ale nie da rady go „przeczekać”, bo i tak dopadnie.
    Chyba każdy z nas otarł się o nadzwyczajne przypadki „cudownego” wyleczenia, ozdrowienia, ale oczywiście, to „działa” tylko na jakiś czas.
    Zmartwychwstania, poza mitologicznym casusem Jezusa i Łazarza, świat empiryczny, nam dostępny nie zna.
    Może to i lepiej, by nie krążyły wokół żywych żywych – zombi.
    Równość wobec śmierci, to jedyna pociecha ubogich i rozczarowanych demokratów.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Co komu pisane?
    Znajomy psychiatra po otrzymaniu diagnozy nowotworu siadł z butelką whisky nad kilkusetmetrową przepaścią

    https://f2.blick.ch/img/incoming/origs3207994/7661032811-w980-h960/Basejumper1.jpg

    wypił i skoczył.
    Odwiedziłem wczoraj po południu przyjaciela po 6-godzinnej operacji nowotworu trzustki. Jest pełen optymizmu…

    @Antonius
    16 marca o godz. 17:00

    Nie doceniasz siły przyzwyczajenia. Twojej żonie nie będzie lepiej. Mnie na pewno będzie gorzej 🙁

  6. Tobermory
    16 marca o godz. 17:18
    Rozumiem, iż znajomy psychiatra skoczył bez wyposażenia, jakie ma na sobie człowiek z twojego linku. I adrenalinę zastąpił alkoholem – dla kurażu.

  7. zak1953 bardzo smutne.Największa tragedia ojca ,który nie potrafił podjąć decyzji by uratować życie syna.Niedziwię się ,że mu serce pękło.
    Antonius .Wiśnie ,jaśminy,polędwica,kaszanka,ziemniaczki z kapustą.To jest to.Jestem w stanie ciebie zrozumieć,że na samą myśl o zupkach na wodzie i marchewki z ryżem żyć się odechciewa.Jeśli dobrze zrozumiałem to wybierasz się „na tamtą stronę” przed żoną ale mylisz się,że żonie będzie lepiej bo żona straci poczucie wartości,przecież tyle lat gotowania zupki a tu taka pustka.No i oczywiście jeszcze emerytura.

  8. @Antonius
    Wiem,nie ma lekko.Ale wiosna idzie,jaśmin Ci znowu zakwitnie…Wszystkiego dobrego!

  9. @zak1953
    16 marca o godz. 17:27

    Oczywiście. Chciałem szybko pokazać to urwisko. Znane z tego, że już prawie 50 gości, w takim wyposażeniu (wing suit) lub ze spadochronem, zakończyło tam nieoczekiwanie i nieintencjonalnie swój młody żywot. Nie każdy base jump się udaje 🙄

  10. Jak tam na dole biegam na nartach, to zawsze z niepokojem popatruję w górę 🙄

  11. Czy amputacja uratowałaby życie młodego człowieka, nie ma pewności. Dzisiejsze procedury przewidują najpierw chemoterapię w celu zmniejszenia guza i ewentualnych mikroprzerzutów, potem interwencję chirurgiczną. Jeśli są widoczne przerzuty, muszą też być operatywnie usunięte. Potem znowu chemia…

  12. @prospector
    16 marca o godz. 17:32

    Jakie prawo do decyzji ma ojciec wobec 22-letniego syna?

  13. Cóż powiedzieć. Też sobie pomilczę bo nic do śmiechu nie wypada a nawet na myśl nie przychodzi. Nie lubię Wielkanocy, najbardziej przygnębiające święta.

  14. Wielkanoc w domu rodzinnym kojarzy mi się głównie z sernikiem, do którego ser ucierałem zawsze ze starszym szwagrem. A wcześniejsze, z dzieciństwa, z chłodem, bo w niedzielę matka nic nie gotowała poza herbatą i podgrzaniem bigosu. Poniedziałek był OK, niezależnie od pogody odbywały się bitwy wodne z sąsiadami. Jak już kiedyś wspominałem, mieliśmy hydronetkę, którą czasem udało się wyrwać ojcu 😉
    Najgorsze były korowody ciotek i wujków odwiedzających nasz dom w drodze do domu dziadka, obściskujących dzieciaki, które musiały siedzieć grzecznie i nie pobrudzić świątecznych ubranek. Wraz z młodszą siostrą zasłynęliśmy w rodzinie nieortodoksyjnym przywitaniem wielkanocnym. Na wujowskie sakramentalne:
    – Chrystus pan zmartwychwstał!
    odpowiedzieliśmy wyniośle zgodnym chórem
    – My już dawno o tym wiemy 😎

  15. …ale pięknie piszesz, zaku.

    ***

    A mnie nijak nie udawało się radować po miesiącu Gorzkich Żalów, postów i wypominania że to przeze mnie Jezus został ukrzyżowany itd. No i jakoś tak z piątku, soboty na niedzielę nie umiałam się nagle przestawić. Traumatyczne.

    Za to w niedzielę wielkanocną bilety lotnicze są tanie.

  16. @Nefer
    16 marca o godz. 19:25

    Bo ty masz bardzo wrażliwe serduszko. Ja tam szybko wyczaiłem, że ta coroczna mistyfikacja będzie miała happy end i nijakiego poczucia winy nie potrafiłem z siebie wykrzesać. Bardziej rozczarował mnie zajączek, który nie przyniósł nic do gniazdka, które mu uwiłem pod krzakiem agrestu 🙄 Ale o tym też już wspominałem. To był początek mojego sceptycyzmu 😎

  17. Nie spodziewałem się, że się częściowo zgodzę z Roggerem77, który pod poprzednim tematem napisał:
    „Tak emocjonalnie i z takim patosem piszesz Tanako o wielkości nauki, że czynisz z niej niemal przedmiot kultu. To by był kolejny dowód na to, że człowiek bez religii nie da rady i potrzebuje jej w takiej czy innej formie. Jak to ujął Mircea Eliade: homo religiosus est. Nawet jeśli odrzuca nieśmiertelność metafizyczną, to i tak ujawnia się nieodparta potrzeba unieśmiertelnienia w jakiś sposób zmarłych bliskich, przyjaciół, idoli…”.

    Oczywiście, nie jest to żaden dowód, że człowiek bez religii nie da rady i że potrzebuje jej w takiej czy innej formie, a wmawianie, że nauka jest przedmiotem kultu, jest tylko pojęciową nieporadnością i sprowadzaniem nazewnictwa do znanych stereotypów: np.: „Nóż chirurgiczny to taka kosa, tylko mniejszy”. Natomiast potrzeba unieśmiertelnienia zmarłych bliskich, niezgoda na ich śmierć to pewnie doświadczenie wspólne wierzących i ateistów. I raczej bez związku z jakąkolwiek religią. Wołanie przez moją mamę w demencji jej dawno temu zmarłych sióstr i głośne rozmawianie z nimi nie miało nic wspólnego z religijnością, natomiast wszystko wspólne – z realiami z przeszłości. Nie darmo jesteśmy homo sapiens – z mową i wyobraźnią. Ja ateista również ze zmarłymi bliskimi się spotykam i rozmawiam. Tyle że oni nie są wcale zmarli. Narobiłem fotek, filmików i jak nie ma nic ważniejszego do roboty, to się spotykamy. Tak będzie do końca.

  18. To chyba dość charakterystyczne, że w Polsce „należy” ukrywać złe rokowania, a już na pewno „nie wolno” mówić choremu, że nie wyzdrowieje. Za kałużą zasady są zupełnie odwrotne – pacjent, przynajmniej teoretycznie, ma prawo znać fakty i wiedzieć, jeśli choroba jest nieuleczalna. Z dwojga złego chyba wolę opcję zakałużną. Też jest ciężko, ale nie ma zdziwień – najwyżej są przyjemne niespodzianki…

    Oczywiście, historia śmiertelnie chorego dwudziestolatka jest przejmująca. Ale to bicie się z myślami i samotne dźwiganie ciężaru fachowej wiedzy – w tak intensywnie katolickiej rodzinie???? Przecież katolicy z definicji wierzą w chwilowość śmierci i życie pozagrobowe. A oni nawet nie brali pod uwagę, nie dopuszczali do świadomości takiego obrotu sprawy? Poza tym jak to możliwe, że ojca-lekarza nie zapytano nawet, co sądzi o szansach syna? Dziwne to wszystko… ale życie dziwnym jest.

  19. Tobermory
    16 marca o godz. 19:41

    Jak to powiedział pewien doktor do pacjentki, patrząc na jej zdjęcie rentgenowskie: „przejrzałem panią na wylot”

    Nie wiem czego rodzice mnie gonili do kościoła jak sami nigdy nie chodzili, po co mi to było :/

  20. Nefer
    16 marca o godz. 20:12
    Może żebyś nie była jak ten jeżyk z prosiaczkiem, z książki Michaela Schmidta-Salomona i Helge Nyncke? Poznałaś i wiedziałaś, że kto boga nie zna, temu nic nie brakuje, a kto go poznał, poznał byt-niebyt zbędny?

  21. W bardzo głębokiej duszy chyba każdy ma nadzieję żyć wiecznie, tylko nie wypada przyznać się do tego. Są wyjątki – mam znajomego, który zamierza dożyć do XXII wieku, choć jest starszy ode mnie. W małżeństwach też się partnerzy czasem zastanawiają nad tym, kto najpierw umrze i jak wyglądałoby życie bez niego (niej). U mnie sprawa jest prosta. Jeśli moja lepsza połowa mnie opuści, choć jest 4 lata młodsza, to muszę się zainstalować w domu opieki, bo córkom nie chciałbym zasr.ć życia opieką nad inwalidą. Mam już wybrany dom i finansowo stać mnie nań. Gdyby jednak córka się uparła na „dobroczynność” i zostawiła mnie w moim własnym domu, to pierwsze moje działanie to wyrzucenie wszystkich kwiatów z parapetów, abym miał dojście do okien. Bez dochodzącej opiekunki nie mógłbym być, więc lepiej Dom Seniora i dogorywać spokojnie.

    Jeśli zgodnie z metryką pierwszy kopnę w kalendarz, to żona będzie miała bardzo blisko na cmentarz i pewnie będzie tam często zaglądała dla odprężenia. Tak robi od 3 lat teściowa mojej córki i niezależnie od pogody jedzie na rowerze kilka km na cmentarz, przejeżdżając koło naszego domu. Nie tylko ona. Co rano tabuny wdów przyjeżdżają autobusem na cmentarz, widać taka jest wdowia terapia. Niedroga i sympatyczna.
    W związku z tym, co napisałem, przypomniał mi się jeden z doskonałych dowcipów żydowskich. Moniek mówi tak: „Salcie, jeśli ktoreś z nas pierwsze umrze… to ja się przeniosę do Krakowa”!
    W tym jest to drugie dno – Moniek w duchu nie wyobraża sobie, że to on może nie mieć szansy na przeprowadzkę. Mój żydowsko-francuski przyjaciel – błogosławionej pamięci – zawsze mawiał: „Nikt nie ma umowy z Panem Bogiem”!
    Umarł w dniu swoich urodzin (90+). Próbowałem mu przekazać życzenia i dzwoniłem z Cordoby, stojąc na moście nad rzeką Gwadalkwiwir, toczącą lśniące zielone wody, a on w tym czasie umarł w szpitalu – rak trzustki! Człowiek, który nie pił alkoholu, nawet wina i bardzo dbała o niego żona z branży medycznej, faszerując go lekarstwami i suplementami na wszelki wypadek, bo do choroby się nie przyznał i załatwił wszystkie sprawy prawno -finansowe, zapewniając nawet opiekę prawną i pomoc po jego śmierci. Ona w dniu śmierci dopiero wiedziała co się dzieje. Została kompletnie sama i bezradna wobec realiów życia. Niebiedna, ale oszukiwana przez adwokatów, którzy ją doili jak PiS ojczyznę.

  22. Zaku, opowiadasz ciekawie i o ważnej sprawie. Nie całkiem wprost, ale i o sprawie. Otóż kiedyś, zupełnym przypadkiem, znalazłem się w ogniu fachowej dyskusji lekarki z nielekarką o tym, czy pacjentowi lekarz powinien mówić prawdę o poważnym stanie jego zdrowia, a zwłaszcza o stanie który skończy się w widocznej perspektywie, śmiercią. Panie dyskutowały ze sobą, a było to na imieniniach, ja siedziałem między nimi i dyskutowałem z kimś innym o czym innym. Ale wkrótce nie dałem rady i stałem się częścią dyskusji między paniami. Lekarka stanowczo twierdziła, że absolutnie nie wolno mówić pacjentowi prawdy. Bo się przerazi, bo się zdemobilizuje, bo to nie ma sensu, bo może się w międzyczasie znajdzie lekarstwo. Nielekarka argumentowała, że pacjentowi się należy prawda i to nie podlega decyzji lekarza, a poza tym prawda, sama w sobie, ma zasadniczą wartość.
    Moje zdanie jest podobne do zdania nielekarki. Tu uwaga na boku: lekarze, często, wolą nie mówić prawdy, bo im jest łatwiej. Nie powiedzieć prawdy to oszczędzić sobie stresu i nie musieć brać współodpowiedzialności za prawdę. Także za sam fakt, że prawdę się powiedziało. Ale nie lekarz tu jest istotą sprawy, a sama prawda i to, co się z nią robi. Żeby cokolwiek móc robić, trzeba ją najpierw znać. Zdaje się, że wielu ludzi samodzielnie dochodzi do prawdy, a z lekarzem prowadzą rodzaj gry w złudzenia, w pocieszenia, w różne nadzieje. Czasem też jest tak, że prawda o sobie (w rozumieniu odległości do końca) jest jedną z niewielu rzeczy, jakimi realnie dysponujemy i jest to nieraz, a może zawsze, nieoceniona wartość.

  23. Witaj wbocku, nareszcie ktoś, z kim można normalnie podyskutować! Nie do końca chyba jednak zrozumiałeś moje intencje, nie czynię nauki przedmiotem kultu, lecz zauważyłem taką jej apoteozę w tekście Tanaki. W jego zachwycie nad harmonią wszechświata odkrywaną przez naukę przebija ta charakterystyczna metafizyczna potrzeba, która legła u podstaw religijności – taki mały paradoks. To samo jeśli chodzi o potrzebę nieśmiertelności – jest to uniwersalna ludzka potrzeba, zawsze obecna w każdej kulturze. Masz rację że tęsknota za wiecznym życiem nie jest charakterystyczna tylko dla takiej czy innej religii, ale to tylko potwierdza jej uniwersalność. Niezgoda na śmierć jest immanentną cechą ludzkiej natury, dlatego zawsze będzie pobudzała metafizyczne poszukiwania czegoś więcej, niż tylko ten ograniczony, ulotny byt wątpliwej jakości, którym dysponujemy przez te ulotne kilkadziesiąt lat między jedną wiecznością a drugą. Póki jest w miarę znośnie, to się o tym nie myśli, ulegamy złudzeniu że carpe diem wystarczy i jakoś tak można funkcjonować. Tak jest dopóki człowiek nie zajrzy w czarną egzystencjalną pustkę i zrozumie prawdziwą istotę śmierci, wtedy wszystkie takie złudzenia nikną na zawsze. Oczywiście, wielu ludzi, może nawet większość, nigdy w życiu nie zaznaje takich doświadczeń, więc może sobie żyć optymistycznie i radośnie nie troszcząc się o coś więcej niż bieżące sprawy. Ja jednak zaznałem, a że mam wolę życia i nie uśmiecha mi się szybkie wessanie przez tę egzystencjalną czarną dziurę, nie mogę sobie pozwolić na luksus carpe diem. Muszę mieć metafizyczną perspektywę, aby czerpać z niej siłę na każdy kolejny dzień, to nie jest tylko potrzeba światopoglądowa albo kulturowa, ale właśnie egzystencjalna.

  24. Nefer
    16 marca o godz. 20:12
    mnie tez gonili, razem z bracmi, ale dawalismy noge na sasiednie ulice, w niedziele puste i nieuczeszczane przez samochody, na jezdni rysowalismy trase wyscigu pokoju i guzikami robilismy wyscigi
    Az nas dopadla jakas sasiadka wychodzaca ze swiatyni i napotkawszy wychodzacych z innej strony nadala info rodzinie.
    Babcia z Dziadkiem odpuscili nam szybko, matka troche sie ciskala, ale i ona dala spokoj.
    Zadne z rodzicow, ani dziadkowie nie nawiedzali kosciola, ale jak to mowia- dali nam to, co sie dzieciom w posagu daje-chrzest, komunie i bierzmowanie. Pewnie Twoi Rodzice tez wyznawali te zasade.
    A potem robta co chceta…

  25. konstancjap
    16 marca o godz. 21:13

    Są rozliczne korzyści chodzenia w młodości na religię i do kościoła. Powiem więcej – są to wielkie zyski. Z zastrzeżeniem: tylko wtedy, kiedy się, w trakcie tych atrakcji, nie zostanie spaczonym i dalej toczy się życie krzywym kołem. Gdy się jednak spaczenia nie dozna, lub potrafi się człowiek wyprostować, stanąć na własnych nogach i spojrzeć w słońce, doświadczenie takie może być nieocenione. Spośród nich może jedno z największych jest takie, że się zna, z bogatego doświadczenia, realia, rzeczywistość wewnętrzną Kościoła kat, sposoby jego działania, ich skuteczność. Suma doświadczeń mówi z zupełną jasnością o tym, jak wielka jest teatralność i jak licha treść. Oraz gdzie znajdują się treści cenne, a są one w ogóle nie tam, gdzie je Kościoł kat przedstawia.

  26. Tanaka
    16 marca o godz. 20:49
    uwazam, ze dorosly czlowiek ma prawo wiedziec, co z nim sie stanie za jakis czas, jesli ma kilka miesiecy lub kilka tygodni przed soba. Przynajmniej zdazylby zalatwic pewne sprawy prawne, spadkowe, ma szanse zamknac niezamkniete. I nie obciazac przeszloscia swoich bliskich.
    Jedni sie zmobilizuja i nie poddadza, inni odpadna od sciany od razu.
    Nie wiem, jakbym sama sie zachowala, ale kilkanascie lat temu wobec zdrowotnie niewiadomej sytuacji zazadalam poinformowania mnie o rokowaniach, bo mialam nieletnie dzieci.

  27. konstancjap
    16 marca o godz. 21:28

    Myślę, że rzecz nie tylko w sprawach spadkowych, czy innych formaliach. To sprawy ważne dla pewnego porządku i biegu spraw, ale nie w nich kryje się trudna do nazwania istota sprawy. Żyjemy w określonym poczuciu siebie samego, własnego wewnętrznego kształtu, treści, przesłanek i dążeń. Taki autentyzm poczucia: tak zmierzam do końca, jeszcze kilka kroków, chcę mieć wolność ich wykonania – to może być istota człowieczeństwa. To się wiąże z kwestią prawa do samodzielnego zakończenia życia, którego do dziś nie chce nam dać religia i motywowane nią państwo.

  28. Mój komentarz wcięło. W sumie chodzło mi o to, że człowiek ma prawo zejść z tego świata jak chce, kiedy chce i w godności. Dlatego rozumiem Antoniusa i sama biorę taką ewentualność pod uwagę

  29. @zak

    Strata i jej odczuwanie to straszna rzecz i trzeba, albo ogromnej sily woli, albo rownie wielkiej motywacji, zeby zniesc i nie dac sie zgniesc i nie odejsc. Jak malo kto to wiem… Bo gdyby nie motywacja. Gdyby nie motywacja, to wybralbym odejscie, tak bylem zgnieciony. Dzis juz to minelo i sam z siebie, dla siebie i innych jestem.

    pozdrawiam
    ~l.

  30. wbocek
    16 marca o godz. 19:42

    Niezgoda na odcinkowość życia, na takie klikanie klawiszem: jestem-nie ma mnie (moich bliskich, w ogóle – świata) w ogóle nie ma nic wspólnego z religią, ponieważ ją poprzedza. Religia to wtórność wobec naszej biologii, fizjologii, psyche. Niezgoda na śmierć bliskich i zapomnienie o nich jest naszą zgodą na własne życie i niezgodą na nieżycie. Skoro pamiętam o bliskich, to dowód, że sami żyjemy, a przecież częścią życia naszych bliskich byliśmy/jesteśmy my sami.
    W świecie naszych krewnych obserwuje się wiele bardzo podobnych zachowań. Mnie, na przykład bardzo poruszają zwyczaje i rytuały pogrzebowe słoni, czy waleni. One wiedzą, że są i są jak my, a my – jak one.

  31. Na marginesie
    16 marca o godz. 19:50
    Ojciec-lekarz zareagował jako pierwszy, gdy tylko syn coś wspomniał o problemie z nogą. Zabrał go do szpitala, gdzie pracował i skorzystał z pomocy wszystkich lekarzy, którzy mogli być przydatni. I diagnoza była szybko i jednoznaczna. Nadzieja była w jednym – szybkiej amputacji w tej wczesnej fazie nowotworu. Nawet chłopak w rozmowie z lekarzami, został poinformowany, że ich zdaniem to jest jedyna forma pozbycia się nowotworu. Niestety, wraz z nogą. Jak w wieku 22 lat przyjąć do wiadomości taką informację? Ojciec, miał stuprocentową jasność. Rodzinie także powiedział, że sytuacja jest poważna. Nie powiedział tylko, że bez amputacji – beznadziejna. Bo i syn i rodzina dopuszczali, że miejscowi lekarze mogą się mylić. Albo nie mają dostępu do najnowszych terapii. A Ameryka? Czyż nie mamy w Polsce takiego kultu wszechmożliwości i wszechumiejętności tamtejszej medycyny i farmakologii?
    Powiedzenie, że tonący brzytwy się łapie – nie wzięło się z powietrza.

  32. lonefather
    16 marca o godz. 21:49

    Lonek, to są sprawy niewypowiadalne i jednocześnie niezwykle warte wypowiadania.

  33. Bardzo ciekawie piszesz, żaku. Tragiczna historia, i nie dziwię się że ojciec nie udźwignął odpowiedzialności. Nie zgadzam się że to była decyzja syna, zbyt ciężka na tak młody wiek, i wielu chorych jest w chorobie małym dzieckiem, pocieszanym przez rodzica lub lekarza że jest jeszcze nadzieja. Nikt mu nie powiedział, tniemy albo umrzesz. Uczepili się wiary w cud.

    Przypomniała mi się historia Arona Ralstona, który sam sobie odciął ramię przywalone przez skałę (Utah, 2003). Czekał 5 dni, po czym zdecydował nikt nie przyjdzie. Albo będę żył bez ręki albo wcale.

    I jeszcze inny przypadek, człowieka który mógł sobie powiedzieć, mój brat nie będzie prezydentem, ale będzie żył. Wolę go jako zwykłego człowieka ale żywego. Też podjął złą decyzję, ale od niej nie umarł.

    Wiara może zabić. Nie ma co do tego wątpliwości.

  34. Tanaka
    16 marca o godz. 21:43
    wspomnialam tylko o tzw. ziemskich sprawach; tych, ktore ujales w swoim komentarzu nie potrafilam nazwac,choc mam ich istnienia swiadomosc.
    Dzieki, bo w tym tez zawiera sie potrzeba otrzymania informacji od lekarzy.

  35. Ewamarysia

    Myślę dokladnie tak samo. Każdy powinien mieć prawo decydowania o sobie w obliczu choroby. Ale „od zawsze” wtrąca się w to i religia i państwo.

  36. Lekarze mają świadomość, że pozytywne nastawienie psychiczne pacjenta, może być pomocne w trakcie leczenia. Pacjent zrezygnowany, pogrążający się w depresji jest pacjentem coraz trudniejszym w miarę postępu choroby. Świadomość nieuchronności konkretnych następstw, nie ułatwia współpracy z lekarzem. Problemem naszej medycyny może być problem z komfortem chorowania, szczególnie w zakresie zwalczania bólu w trakcie choroby. Czasami można odnieść wrażenie, że zwycięża tutaj chrześcijańskie hasło niesienia swego krzyża, a więc przeżywania bólu związanego z chorobą. Popatrzmy co się dzieje dzisiaj w Polsce; za chwilę np. padną wszystkie badania prenatalne w imię katolickiej ortodoksji. Czyżby w imię słów: „Bóg tak chciał”?

  37. @Rogger77 16 marca o godz. 20:50

    W ramach deklarowanej „potrzeby egzystencjalnej” nie tylko opowiadasz sobie bajki, ale dogryzasz innym, których owe bajki nie przekonują. Serwujesz nam uparcie religianctwo w roli protezy dla ludzi, którzy nie umieją stać na własnych nogach. Jako reklama religianctwa taki proceder wygląda dość żałośnie. Twoje grzebanie w domniemanej cudzej psychice jest dość głupawe, a prezentacja własnego wnętrza – żenująca. Co do histerycznego czepiania się Tanaki… dno.

  38. W naszej kulturze raczej nie potrafimy rozmawiać o śmierci, o bólu związanym z chorowaniem, a często jest to dla osoby chorującej i ból fizyczny i ten, którego nie widać – psychiczny. Być może za Seneką Młodszym – „Boimy się nie śmierci, ale wyobrażenia jakie mamy o niej.”
    Dodatkowo w opisanym przypadku choroba nowotworowa dziecka, leczenie i w tym ojciec – lekarz, posiadający wiedzę o nie uniknionym, a jednocześnie w zakamarkach „duszy” – nadzieja, że może coś uratuje, może przedłuży życie o długie lata, bo przecież postęp nauk medycznych dzięki nowym technologiom jest bardzo duży. Moja kuzynka lekarka mówi, że im lekarzom najtrudniej jest pogodzić się z chorobami bliskich, bo targają nimi sprzeczne emocje – szukanie ratunku za wszelką cenę i gdy postęp jest mały dołączją wyrzuty sumienia, że za późno dostrzegli objawy, że mogli zrobić coś więcej – żyją wówczas na potężnej dawce adneraliny i jeśli ten stan trwa długo to … serce może nie wytrzymać.
    „Życie jest chorobą, cały świat szpitalem a śmierć – lekarzem.” -Heinrich Heine

    Tanaka
    16 marca o godz. 20:49

    Często słyszę od znajomych, że lekarze nie chcą, a może nie potrafią mówić prawdy pacjentom i ich rodzinom prawdy o chorobie, możliwości leczenia, czy też ryzyku związanym z leczeniem.
    Osobiście raczej może dwa razy spotkałam się z grzecznymi unikami o prawdzie. W przypadkach nazwijmy krytycznych dotyczących bliskich czy też własnego zdrowia zadając pytania , uzyskiwałam odpowiedź dość szczegółową – fakt, że nie było to jedno pytanie w stylu jaki stan i co dalej, a możliwe, że ciąg pytań w stylu dlaczego tak , w jakim %, co można jeszcze zrobić itd. Czasami niektórych w ostatnich latach trochę „wkurzałam”, ale gdy wyczułam, że chce mnie zbyć – przypominałam lekarzowi, że jest opłacany z naszych podatków i mam prowo do wiedzy dokładnej. Uważam, że owszem należy się lekarzom szacunek i uznanie za ich wiedzę i niewdzięczną pracę, ale nie powinniśmy my pacjenci traktować ich jak „bogów życia i śmierci”. To są ludzie i jak w każdej grupie zawodowej są o zróżnicowanych usposobieniach o różnej wrażliwości.
    Tym bardziej, że nfz wcale nie ułatwia „życia” i wypełniania obowiązków lekarza, domagając się od lekarzy głównie „leczenia procedur” a nie pacjentów.
    Nawiązując do tytułu to najbardziej w szpitalach na pewnych oddziałach „widać i czuć ” jak przemykają nadzieja, wiara i wiedza.

  39. zak1953
    16 marca o godz. 22:07

    Z niezwalczaniem bólu, motywowanym chrześcijańskością, to nie są nawet wrażenia, czy podejrzenia, ale fakty. Tak: Polska to kraj, w którym nie oszczędza się pacjentom bólu, ponieważ Jezus umarł na krzyżu i tak dalej. To, nawet wprost, słyszy bardzo wielu pacjentów i nie może być inaczej, skoro na tym jest ufundowany system.

  40. @zak1953 16 marca o godz. 21:49
    To potworny dylemat – kalectwo albo życie, przy czym życie wcale nie jest gwarantowane. Ja w podobnych okolicznościach straciłam bliską osobę i bardzo długo po śmierci nie mogłam jej darować, że nie zgodziła się na tę operację. W przypadku, który opisujesz była w dodatku złudna nadzieja „nowoczesnego” leczenia… zatem rozumiem tę rodzinę. Chyba.

  41. karol_cia
    16 marca o godz. 22:12

    Nic mi nie wiadomo o tym, żeby praca lekarzy miała być „niewdzięczna”. Każdy zawód jest niewdzięczny, z pewnością bardziej zawód pielęgniarki niż lekarza, ale i śmieciarz ma niewdzięczny zawód i pani z Biedronki i polityk partii rządzącej i każdej innej, ale ten pierwszy – bardziej: Suweren go nie docenia, a on sobie żyły wypruwa, czyli jest chirurg. I tak wracamy do lekarza, którego niewdzięcznością pracy lepiej się nie zajmować, a lekarz mógłby przecież wykonywać wdzięczniejsza pracę: być wojskowym, bo wojskowy „czuje wdzięczność Narodu” – tak mówią.
    Ale, żeby nie ciągnąć dalej tych figli powiem tylko, że przyszłych lekarzy na studiach nie uczy się niemal wcale należytego stosunku do drugiego człowieka, bo nie powiem, że pacjenta. Pacjent to nie pacjent, ale człowiek. Lekarz nie umie powiedzieć prawdy, boi się mówić, ucieka od mówienia, a jeśli powie, nieraz zrobi to najfatalniej, tak, że od tego chce się umrzeć, albo udusić lekarza, co może jest lepsze. rzecz nie tylko o mówieniu o sprawach terminalnych, ale w ogóle o mówieniu do pacjenta i z pacjentem, w zwykłej przychodni. Tak – procedury zastępują relacje.

  42. zak1953
    16 marca o godz. 22:07
    jesli w Polsce problemem jest zwalczanie bolu, nieodstepujacego chorych w ostatnim etapie zycia, to coz wspominac o tym, ze kobietom dzis kaze sie w bolach rodzic. Za chwile nie bedzie mial kto nam wypisac recepty na srodki przeciwbolowe, a tzw. klauzula sumienia farmaceutow doprowadzi do zaniechania ich sprzedazy: w koncu Jezus cierpial na krzyzu, no nie? (jakby zapytal Týtus).

  43. karol_cia
    16 marca o godz. 22:12
    mysle, ze bardziej lekarze nie chca mowic o smierci. Nie sa do takich rozmow prztygotowani, nie ucza tego uczelnie medyczne. Trudno sie dziwic, ze albo przekazuja rodzinie zbyt medyczne dane, albo wala wprost, a rodzina i sam chory nie zgadza sie z diagnoza i stad powodzenie maja wszelcy szarlatani, wyciagajacy pieniadze z kieszeni zrozpaczonej rodziny. Marzenie o tym, zeby kazda placowka typu szpital miala psychologa potrafiacego porozmawiac z rodzina o stanie chorego (bylo takie zalozenie ) jest marzeniem z gatunku „polece na ksiezyc”.

  44. Tanaka
    16 marca o godz. 22:21
    Pisząc o niewdzięcznej pracy miałam na myśli lekarzy tych, którzy głównie pracują w szpitalach i na oddziałach trudnych. A w przychodniach bywa faktycznie bardzo różnie i coś Ci opowiem – pewien lekarz specjalista z tendencją do spóźniania się , raz mniej innym razem więcej i zdarzyło mi się raz spóźnić się przez korki i wyobraź sobie przesunął mnie na koniec – czyli blisko 3 godziny czekania. Następnym razem spóźnił się i to o blisko godzinę, zwrócił lekarzowi głośno uwagę, że choćby za pieniądze jakie płaci do nfz należy nam się szacunek. Cóż , grupa pacjentów oburzona na mnie zwróciła mi uwagę, że jestem bezczelna i teraz pan doktor będzie nie miły i szybko wszystkich „załatwiał”. Czasami myślę, że my pacjenci popełniamy błędy traktując lekarza jak „boga” a nie kogoś, kto nam winien służyć.
    Mam w rodzinie dwie osoby – lekarzy, nie korzystam z ich „pomocy”, by sobie jakoś ułatwić, natomiast wiem, że pracując w szpitalach ich życie jest mocno „rozregulowane” – fakt, że są lekarzami z tzw. powołania – bo jest to zawód wymagający dużej odporności psychicznej połączonej i empatii.
    Natomiast dramatem jest, że musimy pod dobrowolnym przymusem przynależeć do nfz, który niestety, ale główne zadanie jakie stawia przed lekarzami to „leczenie procedur” – bo one później decydują o tym czy przychodnia, szpital przetrwa czy zadłuży się będzie musiał odsyłać pacjentów z kwitkiem.
    A tak na marginesie, to jeśli lekarz wypisze skierowanie na kosztowne badanie, bo podejrzewa jakieś kłopoty zdrowotne pacjenta, a później okaże się, że wynik jest poprawny i „było brak wskazań” do tego badania to za to określone badanie ma potrącane z pensji.

  45. U nas studenci medycyny maja specjalne zajecia przygotowujące ich do oznajmiania niedobrej prawdy i pacjentowi i rodzinie. I jestem jak najbardziej za, dobrze jest wiedzieć o zbliżającym się końcu życia, mozna uporzadkować swoje odejście i ułatwić życie pozostającym.
    Ciągle jest dyskusja o eutanazji i ciągle wtrącają się różni religianci i przeszkadzają jak mogą.
    Swoją drogą obraz wspaniałego, bez chorób, bez problemów itp. życia wiecznego powinien powodować, że wierzący w to umierają radośnie. A oni się boją śmierci jak każdy inny…
    I czemu?

  46. @karol_cia
    16 marca o godz. 22:51
    Straszne to co piszesz o tym potrącaniu z pensji…

  47. konstancja
    16 marca o godz. 22:41
    Myślę, że lekarze potrafią mówić o zagrożeniach i nieuchronności śmierci. Bardziej widzę nieprzygotowanie na takie wiadomości rodzin. Spór o to, czy mówić pacjentowi o jego beznadziejnym stanie, trwa w Polsce od kilkudziesięciu lat. Pamiętam dyskusje z czasów studenckich, a było to 40 lat temu. I co się zmieniło? Poprawiło się wyposażenie diagnostyczne lekarzy, umiejętności praktyczne lekarzy rozmaitych specjalności, leki nowych generacji. Ale kwestia przekazywania decyzji ostatecznych, wydaje się nie do ruszenia. Generalnie, każdy chciałby znać dokładną diagnozę i rokowania w swojej sprawie. Ale mam wrażenie, iż interesuje nas wyłącznie ta pomyślna, a nie dopuszczamy zejścia z tego świata. No, bo jak młody człowiek, który jeszcze „nie pożył” ma nagle odchodzić z powodu jakiegoś choróbska, które może nawet nie boleć i nie dawać jakichś makabrycznych objawów?

  48. @konstancja 16 marca o godz. 22:41

    To nie jest wcale marzenie – to jest standard. Profesjonalnego podejścia i szacunku dla pacjenta powinny uczyć właśnie uczelnie medyczne. Do dziś pamiętam szok, jaki przeżyłam, gdy lekarka przyjmująca mnie w gabinecie w trakcie jakiegoś przemeblowania – nie było drugiego krzesła – posadziła mnie na tym jedynym krześle, a sama stała. To było dla mnie wtedy takie niezwykłe, że nie wiedziałam, jak się zachować.

    Pracownicy socjalni – czy jak to się tam nazywa – zatrudnieni są w szpitalu na etatach i wręcz przysysają się do rodziny pacjenta zagrożonego nagłym zgonem. Zawodowo! Z drugiej strony takie reakcje pacjentów, o jakich czytam w polskich tygodnikach – rzucanie się z pięściami na lekarza, wrzaski czy opluwanie – o takich rzeczach w Kanadzie się nie słyszy. Gdyby się zdarzyły, chyba wmieszałby się ochroniarz – tez zatrudniony na etacie. Ale dramaty lekarzy wożonych karetką pogotowia są tu nieznane – bo lekarz nią nie jeździ. Jeżdżą tylko ratownicy medyczni, przeważnie zresztą młodzi i dość barczyści.

    Czy służba zdrowia jest przeciążona? Oczywiście! Czy zdarzają się błędy? No pewnie. Sama się o nie otarłam nieraz. Na niektóre zabiegi też się czeka miesiącami, a nawet przypisanie się do lekarza pierwszego kontaktu nie zawsze jest łatwe – bo lekarzy jest za mało. Ale cały ten system opieki medycznej chyba jednak wygląda inaczej. Przede wszystkim wiele czynności zastrzeżonych w Polsce dla lekarzy wykonują pielęgniarki – różnych szczebli. Tzw. „registered nurse” ma uprawnienia niewiele mniejsze niż lekarz. Ale z kolei pacjent w Polsce by się oburzył, gdyby zajmował się nim nie-lekarz. Co kraj to obyczaj…

  49. @Na marginesie
    16 marca o godz. 23:06
    No właśnie. Co kraj to obyczaj. 🙂
    U mnie jest podobnie.
    I zwolnień L4 nie ma i na ciążę zwolnień nie ma i do specjalisty nie lata się z każdym g.uzikiem.

  50. @Rogger77
    Zgadzam sie, ze wiara jest egzystencjalna potrzeba. Rzecz w tym, ze jedni ludzie te potrzebe odczuwaja a inni nie. Nasza Magdalena Sroda wielokrotnie pisala, ze ona tej potrzeby nie odczuwa. Nie wysmiewa jej jednak i szanuje odmienne wrazliwosci sumienia. Taka postawa wydaje mi sie godna racjonalisty i jednoczesnie humanisty – podejscie do wiary jako potrzeby a nie wyrazu glupoty czy rezultatu prania mozgu i zastraszania, choc i takie przypadki wiary na pewno czesto sie zdarzaja.
    Dodam, ze egzystencjalna potrzeba wiary niekoniecznie pojawia sie dopiero wtedy, kiedy smierc zajrzy czlowiekowi w oczy. Obserwujac ludzi prawdziwie wierzacych moge stwierdzic, ze nie wszystkim byl potrzebny taki szok do przezywania wiary. Z drugiej strony sa tacy, ktorzy nawet w obliczu smierci pozostaja sceptykami do konca.
    Ciekawe jest rowniez, ze religijnosc w swoich zewnetrznych przejawach i wiara nie musza byc tozsame. Czlowiek wierzacy w Boga moze nie chodzic do kosciola i nie wyznawac zadnej doktryny. Po prostu wierzy, ze swiat ma jakis cel a zycie ludzkie jakis sens i mozliwy jest kontakt z Bogiem. Inni natomiast sa dumni z poddawania sie praktykom religijnym, upatrujac w tym jakiegos rodzaju cnote. To poczucie wlasnej cnoty wydaje sie zastepowac im wiare.
    Sa jeszcze jednostki uznajace sie za przedstawicieli Boga na ziemi. W takiej postawie jest cos wiecej niz egzystencjalna potrzeba wiary.

  51. @zak1953
    Przejmujacy jest Twoj tekst. Przeciwstawiasz w nim wiare wiedzy i zwiazany z tym problem odpowiedzialnosci moralnej. Opisana przez Ciebie historia jest przypadkiem bezradnosci wiedzy i pozostawia czytelnika rowniez w poczuciu bezradnosci.
    Latwo jest oburzac sie na ludzi uciekajacych sie do zabobonow, kiedy istniejaca wiedza daje sposoby na rozwiazanie problemu. Trudniej jest przyjac rozstrzygajaca postawe, kiedy mamy tylko wiedze a brak nam narzedzi.

  52. Ponieważ Gucio bardzo boi się nieistnienia, więc umówimy się, że nieistnienie nie istnieje!
    I w żadnym wypadku nie będziemy śmiać się z Gucia – bo on realizuje swoją (hi hi !!!) egzystencjalną potrzebę.

  53. Są rozliczne korzyści chodzenia w młodości na religię i do kościoła. Powiem więcej – są to wielkie zyski.
    No, Panie Tanaka – jest Pan ostatnia osobą po której bym sie spodziewał tego stwierdzenia. Czyzby zmiana paradygmatu?

  54. @Rogger77
    Wrociwszy do Twojego wpisu zauwazylam, ze oprocz potrzeby wiary przypisujesz ludziom potrzebe niesmiertelnosci. Watpie w powszechne wystepowanie tej drugiej. Kto by sam ze soba wytrzymal przez cala wiecznosc? Zgodzilabym sie tylko na potrzebe wiary w zycie pozagrobowe bliskich, ktorzy odeszli. To wbrew pozorom dwie rozne rzeczy.
    Z drugiej strony nie mozna zaprzeczyc, ze wszyscy, z nielicznymi wyjatkami, boimy sie smierci. Moze najbardziej boimy sie strachu w chwili umierania? A strach moze byc czysto fizjologiczny. Czlowiek w czasie ataku serca boi sie sercem, nie rozumem. Mozg jest spokojny, nie widzi zagrozenia, a serce zachowuje sie tak, jakby sie bylo w stanie leku. Ten lek mozna porownac do bolu zeba, strasznie przeszkadza.
    Nie bede sie jednak madrzyc, bo poki nie nadejdzie ta ostatnia chwila, nie mozemy wiedziec co sie wtedy czuje.

  55. @Tanaka
    Czy można zakażać wszystkie dzieci tym wirusem wiedząc że tylko kilkoro się z tego wyleczy a reszta pozostanie w tym toksycznym uzależnieniu? I poniesie wirusa dalej. To się nie godzi panie T.

  56. P.S. A gdyby Gucio odczuł egzystencjalną potrzebę uwierzenia, że jest cesarzem Napoleonem? Czy wtedy również byłoby naszym obowiązkiem gorliwe dopieszczanie Guciowego ego?
    I dlaczego pie.doły o „egzystencjalnych potrzebach” religiantów serwuje się ciurkiem i bez mydła zdeklarowanym ateistom? Dlaczego ten mętny proceder uprawiają stale te same osoby?

  57. @astra
    17 marca o godz. 3:57
    A przeczytałeś całą wypowiedź, czy tylko to jedno zdanie?

  58. Jeszcze troche o S. Hawking’u wiadomosc o smierci ktorego przyjalem ze z duzym zalem . Pamietam jak borykalem sie z jego ” A Brief History of Time”. Potem bylo juz latwiej, polecial P. Davies, J.Capra, L.Krauss, L Smolin et al. Oprocz ogromnych osiagniec w dziedzinie astrofizyki, Hawking zaintryglowal mnie ostrzezeniem pod adresem ludzkosci , ze za c.400-500 lat trzeba bedzie pozegnac sie ze slaniajaca sie juz na ostatnich nogach Gaia i szukac szczescia wsrod gwiazd. Trudno jest byc prorokiem we wlasnym kraju, a tym bardziej w skali miedzyplanetarnej ale nie ignorowalbym tej przestrogi mimo, iz nie miesci sie ona w horyzoncie czasowym wiekszosci blogowiczow. Charakterystyczne, ze liczba osob pragnacych wybrac sie na Marsa z biletem w jedna strone zwieksza sie podobno w tempie geometrycznym. Ma to zapewne swoje uzasadnienie w codziennych, tchnacych optymizmem doniesieniach prasowych. A swoja droga uwiezic taki umysl w takim ciele przez tyle lat, odebrac sluch L.Beethovenowi, glos J. Kaczmarskiemu, wzrok E.Degas, nawiedzic E.Ciorana demencja – inwencja biblijnego zartownisia o wdziecznym nicku Jahwe, podobnie jak On sam, doprawdy nie ma granic.

  59. kruk
    17 marca o godz. 3:21
    Wiedza nie okazała się – moim zdaniem – bezradna. Pokazała, że w tym konkretnym przypadku mieliśmy do czynienia z bardzo agresywną odmianą nowotworu, dającą bardzo małe szanse na skuteczne leczenie. I to pod warunkiem szybkiego i kategorycznego działania chirurgicznego. Bezradność wiedzy (ewentualna) polega na nie posiadaniu na obecnym poziomie technologii medycznych, sposobu skutecznego zwalczenia części odmian nowotworów. Wiele kobiet, które dotyka np. rak piersi, nie ma szansy na skuteczne leczenie, ponieważ ok. 70 % zachorowań, to odmiana póki co nie leczalna.
    Współczesna medycyna osiągnęła poziom nieosiągalny jeszcze 50-60 lat temu. Taki Rudolf Valentino (gwiazda amerykańskiego kina niemiego) 100 lat temu zmarł z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego, dzisiaj rutynowo operowanego. Ba, lekarze potrafią uratować ludzi z przypadków po zapaleniu otrzewnej spowodowanej rozlaniem się tegoż wyrostka.
    Jest taki obraz – lekcja anatomii doktora Stulpa. Pokazuje przypadek uczenia się anatomii na ciele zmarłego. A przecież było to kiedyś działanie absolutnie nielegalne i zakazane. Ówczesny główny nosiciel wiedzy i nauki (czyli Kościół) zabraniał pod groźbą anatemy, a nawet śmierci, takich działań. Postęp niereligijnej nauki odbywał się wbrew naukom luminarzy Kościoła, przy aktywnej pomocy inkwizycji, karzącej stosem np. osoby parające się zielarstwem, skutecznym w leczeniu wielu chorób.

  60. Rogger77
    16 marca o godz. 20:50
    „nie czynię nauki przedmiotem kultu, lecz zauważyłem taką jej apoteozę w tekście Tanaki. W jego zachwycie nad harmonią wszechświata odkrywaną przez naukę przebija ta charakterystyczna metafizyczna potrzeba, która legła u podstaw religijności”.

    Roggerze, zahaczasz o rzeczy fundamentalne, więc niech precyzja będzie też fundamentalna. Nie wystarczy powiedzieć, że u ateisty metafizyczna potrzeba, która legła u podstaw religijności sobie przebija – trzeba ją pokazać, jeśli uważasz, że jest. Bo ja u Tanaki ani u siebie żadnej metafizyczności nie widzę, Owszem, widzę wprawdzie wspólność człowieczego losu, ale nie ma w nim najmniejszego śladu bogów ani metafizyczności. Jest marzenie, że jednostka po śmierci nie przestaje istnieć. Ale to przecież zwykła pamięć, wyobrażenie, marzenie, Roggerze – nic więcej. Dotąd istnieje pamięć, dokąd żyje pamiętający osobnik. Ani Tanaka, ani ja nie tworzymy żadnych koncepcji, żadnych alternatywnych światów. Poza tym nic nie stoi w miejscu, więc i świeże początkowo marzenia z czasem się starzeją, gasną. Stąpamy po cieniach zapomnianych przodków, w których od wieków, od tysiącleci nie ma najmniejszego śladu metafizyki.

  61. Na marginesie
    16 marca o godz. 22:20
    W tym konkretnym przypadku, jedyną szansą było natychmiastowe amputowanie zajętej nowotworem nogi. I dawało prawie pewną gwarancję przeżycia. Wiem to akurat od lekarza diagnosty. Tyle, że z drugiej strony tworzyło młodego człowieka kalekę, skazanego na konieczność poruszania się przy pomocy protezy i kul. Dzisiaj mamy np.protezy stawów biodrowych, ale nie mamy protez całej kości czyli tworu żywego, mającego znaczenie dla organizmu.
    Ta „nowoczesna” jak zaznaczyłaś, medycyna potrafi zwalczyć jakąś chorobę i uratować życie, ale bez gwarancji powrotu do stanu przed chorobą i tamtego komfortu. Cóż, takich dylematów nie ma najczęściej w przypadku postępowań powypadkowych. Chociaż efekt medyczny jest podobny – uratowany zostaje kaleką.

  62. Zyski z posyłania na religię dzieci ateistów? Ależ tak, Astro! Powiem więcej – to najlepszy sposób na uchronienie dziecka od religianctwa. Bez tego byłoby trudno zaszczepić w dziecku racjonalizm, albo byłoby to stresogenne. Jeżeli rodzice są niekościółkowi, a dziecię chce się spróbować z religią – wtedy prędzej czy później sam dojdzie do wniosku, że to lipa. Ogradzany od religii mógłby się borykać z wątpliwościami: czy nie został zaindoktrynowany. Oczywiście mówimy tu o rodzicach świadomych i dzieciach zdolnych do samodzielnego rozumowania.
    Mojego wnuka zainfekowano religią już w przedszkolu, więc i w szkole chciał na religię chodzić. Po trzech latach sam poprosił o wypisanie. Choć wymagało to odwagi. Bo szkoła choć prywatna i jakby elitarna, zareagowała nerwowo. Był telefon do mamy: czy pani zdaje sobie sprawę jak to może wpłynąć na psychikę syna? Najbardziej zaś symptomatyczne były życzliwe pouczenia od niektórych koleżanek i kolegów: czy ty wiesz, że nie będziesz mógł dostać ślubu kościelnego i po śmierci pochowają cię w rowie…
    Bo chyba nie ma czegoś takiego jak potrzeba religii. Jest ( u większości ludzi ) potrzeba dostosowania do większości, niezależnie od sensu. Sam ten społeczny mimetyzm już jest sensem.

  63. Na temat:
    miałem dotąd wielkie szczęście, nie musiałem nigdy podejmować decyzji podobnej do opisanej w blogu. Czy będę miał je dalej? Oby?

    Nie na temat:
    Umieram od lat, po komórce, odkąd przestałem rosnąć, jak każdy.
    Nie boję się śmierci, boję się tego ostatniego stadium umierania. Oboje z ukochaną spisaliśmy obowiązujące prawnie zalecenia, zakazujące sztucznego utrzymywania przy życiu, wykraczającego poza pierwszą pomoc. Oszczędzamy na Dignitas, tak na wszelki wypadek, żeby móc pojechać razem.
    Nauka religii bardzo mi się przydała – serwowane przez nią sprzeczności, logiczne nonsensy i optymistyczne chciejstwo pomogły wcześnie wyleczyć się z wiary w dobrego miłującego bozię.

    Na zakończenie:
    Najpopularniejszym epitafium na rzymskich nagrobkach było ponoś „Non Fui, Fui, Non Sum, Non Curo”. Podpisuję się pod tym wszystkimi czterema nogami.

  64. „jedyną szansą było natychmiastowe amputowanie zajętej nowotworem nogi. I dawało prawie pewną gwarancję przeżycia. Wiem to akurat od lekarza diagnosty”

    Ja bym się tak kurczowo tego diagnosty nie trzymał. Jego twierdzenia (po fakcie) nie da się udowodnić. Nowotwory złośliwe kości mają wielką skłonność do wczesnych przerzutów wzdłuż naczyń krwionośnych, dlatego w nowoczesnych procedurach tej choroby stosuje się intensywną chemoterapię przed- i pooperacyjną.
    Amputacje wydają się naprostszą drogą, to takie myślenie lekarzy wojskowych. W żadnym kraju nie amputuje się tylu kończyn (z różnych powodów) co w Polsce.

  65. Tobermory
    17 marca o godz. 9:57
    Jako nie medyk, jestem skazany na orzeczenia lekarzy. Sam pozostawiam sobie w moich stwierdzeniach furtkę w postaci określeń; szansa czy prawie. Orzekanie o stuprocentowej pewności może dotyczyć tylko określeń pewnych np. że 2+2=4 czy takich zero-jedynkowych, gdzie odpowiedź może być jednoznacznie określona tak – nie. W każdym innym przypadku, będziemy poruszać się po układach jakiegoś prawdopodobieństwa – mniej lub więcej. Pisałem, że diagnoza nie była efektem pracy jednego lekarza, a całej grupy ludzi z ogromnym doświadczeniem zawodowym. Do tego starali się pomóc koledze – mieli dodatkową motywację do unikania działań drastycznych w skutkach. Osobiście, wierzę temu diagnoście, którego sugerujesz się nie trzymać. Także jest moim kolegą, ciut starszym, byłym ordynatorem oddziału chirurgiczno-ortopedycznego, obecnie na emeryturze, choć dorabiający. Poznaliśmy się dzięki wspólnemu hobby. Znam także kilka innych osób z tej grupy. Są fachowcami ale nie cudotwórcami. A warunki ich pracy nie zależą od nich, a od polityków, ustawiających tzw. politykę zdrowotną w państwie. Której efekty odczuwamy na własnej skórze.

  66. Ewa-Joanna
    16 marca o godz. 22:58
    Niestety tak bywa, stąd bardzo często obawa lekarzy przed wystawianiem skierowań na badania kosztowne, bo istnieje bat, że nfz nie zrefunduje jakiegoś z ich punktu widzenia „zbędnego” badania. Generalnie więlszość lekarzy jest świadoma, że nie ma ludzi idealnie zdrowych, a jedynie są ludzie nie zdiagnozowani lub źle zdiagnozowani. Czy da się „wyleczyć służbę zdrowia” samymi aktami prawnymi przy bardzo niskich nakładach finansowych ? Nie wiem. Tym bardziej, że w dalszym ciągu nie wszyscy płacą składki w wymiarze 9% od dochodów – rolnicy dalej symboliczną, natomiast za kapłanów, wymiar sprawiedliwości płaci budżet państwa – czyli my wszyscy się na to składamy. Wszyscy ponoć jesteśmy równi wobec prawa – ale w wielu obszarach naszego życia to prawo jednocześnie tworzy wyjątki tworząc „równych i równiejszych”

    zak1953
    16 marca o godz. 21:49

    Skoro ojciec wiedział i był świadomy, że jedynym ratunkiem dla syna jest amputacja nogi, ale nie powiedział o tym synowi, bo … wydaje mi się, że bał się reakcji syna-młodego człowieka iż może nie wytrzymać psychicznie faktu zostania kaleką w młodym wieku. Jednocześnie łudził się nadzieją, że postęp w zakresie medycyny i farmakologii uchroni przed najgorszym, przedłuży życie. Możliwe, że jako lekarz przeżywał to w sobie bardzo ciężko. Dla mnie z tego wynika jeszcze jeden aspekt – zbyt często rodzicom wydaje się, że mają obowiązek ochronić swoje dzieci przed wszelkim złem, jakie może je dotknąć w życiu , myślą bardziej ZA nich niż o NICH. Pewnie jako lekarz i ojciec nie wyobrażał sobie młodego syna wchodzącego w dorosłe życie jako kaleki – bo kalectwo jest okrutne. Pewnie wypierał ze swej świadomości, analizę argumentów rzeczowych,z których wynikało, że leczenia nie daje 100% gwarancji, że po nim już nie będzie nawrotu i to bardzo szybkiego i silnego. Czy da się swoim dzieciom ułożyć życie „usłane różami” ciągle myśląc za nich. Czasami warto podjąć ryzyko i gdy dziecko jest już dorosłe umieć uczciwie przedstawić rzeczowe argumenty za i przeciw i pozwolić mu samodzielnie podjąć decyzję.
    Ogólnie z tą naszą wolnością wyboru, która nam jakby przynależy jest dość dużo problemów. W pewnych obszarach sami trochę „sprzedajemy” swoją wolność – czasami dla bezpieczeństwa, czasami dla „świętego spokoju”, czasami dla wygodnictwa. Bo wolność wybierania, decydowania to również odpowiedzialność za swoje wybory.

  67. Pewnemu ważnemu księdzu w Umęczonej odbiło. Wygłosił on mowę, w której oznajmił, że modli się on o śmierć papieża Franciszka.
    Pzdr,TJ

  68. tejot

    Cóż, dla wielu kapłanów to tylko oni mogą nawracać innowierców na katolicyzm i stąd przed obcymi należy zamknąć „wrota”.
    Ortodoksja jest raczej niebezpieczna, bo każdego obcego uznaje za wroga.

  69. @karol_cia
    17 marca o godz. 10:36

    Mnie zastanawia postawa lekarza diagnosty, który nie rozmawiał z pacjentem, w końcu pełnoletnim człowiekiem, o szansach i ryzyku ewentualnej terapii. Pozostawienie ojca w sytuacji jedynego mającego pełne rozeznanie sytuacji to jakaś okrutna paranoja. I co z opieką duszpasterską całej pobożnej rodziny? Żadnego psychologicznego wsparcia?

  70. Rogger77
    16 marca o godz. 20:50

    Ponocne majaki religianta, czyli @Roggera bredzenie o „zachwycie @Tanaki nad harmonia wszechswiata…„, ktory to zachwyt przyrownuje do religii, klejac je metafizycznoscia.

    @Roggerze wiem, ze sam z siebie nie widzisz absurdalnosci swoich majakow. Wiec wskaze Tobie co mnie i innych czasem smieszy, czesciej zas zlosci w Twoich i podobnych do Twoich twierdzeniach.

    Gwarancji, ze trafie do Ciebie nie mam, niemniej choc raz warto sprobowac, zeby nie bylo, ze nawet nie podjalem proby.

    Zacznijmy od „ab ovo„, czyli jajka, nie dlatego, ze sie Wialkanoc zbliza, ale dlatego, ze roznice sa u podstaw.

    Podstawa w Twoim wypadku sa slowa o „zachwycie nad harmonia wszechswiata”, ktore nie sa niczym innym religijnym bredzeniem, ktorym religianci probuja zamazac i uniewaznic roznice pomiedzy nauka i jej osiagnieciami, a tym co same religie glosza o wszechswiecie.

    Problem jest w tym, ze nauka sie niczym nie zachwyca. Nauka badana naukowymi metodami niczym sie nie zachwyca. Sam zachwyt jest antynaukowy.

    Odwrotnie jest z religia, ktora wszystkim co sama wyprodukowala sie nieustannie i na kazdym kroku zachwyca, a najbardziej to sie zachwyca sama soba.

    I w tym wlasnie, w tej podstawowej roznicy, tkwi problem.

    Stosujac metodologie naukowa daje sie rozwiazywac problemy, czyli zdobywac i poszerzac wiedze i rozumienie, A tkwiac w religii i „zachwytach religijnych” tkwi sie i drepcze w miejscu, co najwyzej zachwycajac sie harmonijnoscia dreptania i zachwycania sie.

    Mam watpliwosci (o naukowych podstawach), czy tkwiac w swoich zachwytach zrozumiesz o czym napisalem, niemniej probe poszerzenia Twojego rozumienia nauki i czym sie rozni od religii i religijnosci podjalem.

    pozdrowka
    ~l.

  71. tejot
    17 marca o godz. 10:39
    Ten ksiądz profesor życzy swemu papieżowi „dobrej śmierci”, cokolwiek to może oznaczać. Historia Kościoła pełna jest niespodziewanych śmierci , z których część z pewnością zmieści się w kategoriach śmierci wspomożonej np. dodatkiem do ulubionej potrawy. Przecież nawet w przypadku poprzednika JP2, te okoliczności nie zostały wyjaśnione w jasny sposób. Ot, został wezwany do domu ojca.

  72. Tobermory
    17 marca o godz. 10:52
    Pewnie diagnosta uznał, że dość bolesną prawdę najlepiej młodemu człowiekowi przedstawi ojciec, który jednocześnie jest lekarzem i myślę, że tu w tej podwójnej roli ojciec „przestawił się” na rolę opiekuńczego ojca. Dziwne bywają koleje losu.
    Natomiast opieka duszpasterska ? – myślę, że wspierała ojca i jego rolę w życiu dziecka.
    Gdzieś kiedyś w jakiejś kolejce zasłyszałam głos „załamanej matki”, że ksiądz poradził jej powiedzieć córce, że ona jako matka jest odpowiedzialna za życie dziecka przed Bogiem.
    Nie wiem czego sprawa dotyczyła, mogę domyślać się, że ta córka była już dorosła, bo ta matka na wygląd była bliżej 80 niż 70 , ale przypomniałam sobie, że przecież w 10 przykazaniach jest „czcij ojca i matkę swoją”. Zawsze mnie to drażniło, bo wolę określenie „szanuj matkę i ojca swego” – bo dali ci życie.

  73. Tobermory
    17 marca o godz. 10:52
    W tekście głównym napisałem, że śląscy lekarze nie rokowali szans na wyleczenie bez amputacji kończyny. O tym zawsze się rozmawia z pacjentem, szczególnie dorosłym, chociaż młodym. Nie mogą jednak zmusić pacjenta do podporządkowania się ich opinii. Podobnie ojciec nie mógł nakazać formalnie dorosłemu – chociaż nadal na jego utrzymaniu – synowi podporządkowania się takiej procedurze. A takie zdania zmieniające sens tekstu, umieszczasz w swym komentarzu. To nie tak jak piszesz.
    A duszpasterze? Każdy wierny niesie swój krzyż i z pokorą winien przyjąć wyroki boskie. Aż dziw, iż sami tak biegają po lekarzach w razie choroby.

  74. tejot
    17 marca o godz. 10:39

    Pozdrawienia @tejocie,

    Obawiam sie,ze temu ksiedzu nie odbilo. Jest gorzej, czyli lepiej, bo ujawnil publicznie to co jest powszechnie wiadome, ze kosciol „powszechny”, czyli katolicki, nie jest powszechny i sie na naszych oczach coraz bardziej z tym obnaza.

    jeszcze raz pozdrowka
    ~l.

    ps Ciekawe co tez ten powszechny kosciolek z wspomnianym ksiedzem uczyni? Bo Franciszek mu wybaczy, ale kosciolek jesli chce nadal uchodzic za powszechny to powinien temu Ksiądzu profesorowi Edwardowi Staniekowi co sie modli o rychla smierc Franciszka, dupe przetrzepac…, zeby go do porzadku przywolac.

    Wiecej mozna sobie doczytac tutaj:

    https://zycieumyslowe.wordpress.com/2018/03/16/polski-ksiadz-modli-sie-o-smierc-dla-papieza/

  75. Mało jest takich odważnych,którzy naprawdę chcą tej najprawdziwszej prawdy od lekarza.Ludzie chcą usłyszeć kolejne kłamstwo,w które chcą uwierzyć,które ich pokrzepi,da jakąś nadzieję.
    I chyba nie każdy potrafi udżwignąć prawdę,że koniec jest tuż,tuż…
    Zresztą to tylko takie teoryjki,bo kto wie jak się zachowa w ostatniej godzinie?
    Przy okazji-czy zauważyliście,że taki papież czy kardynał odchodzi do domu Ojca,księża zazwyczaj do
    domu Pana,a reszta zwyczajnie umiera?

  76. Modlitwa o „odejście do Domu Ojca” nielubianego i nieszanowanego papieża to kwintesencja miłości bliźniego w katolickim wydaniu.

    „Drugim punktem błędnie rozumianego miłosierdzia jest otwieranie drzwi do Eucharystii, pokarmu świętego, dla ludzi, którzy wybierają grzech jako swój świat.”

    Kaznodzieja ma tu na myśli rozwodników. Ja bym mu podsunął wizję księży pedofilów, a także aktywnych seksualnie księży gejów oraz hetero, wybierających „grzech jako swój świat”.
    Gdyby modlitwy miały moc sprawczą, piękny byłby widok padających trupem, jeden po drugim, biskupów i prostych klechów 😎 Aż by się chciało chodzić do kościoła…

  77. @zak1953
    17 marca o godz. 11:15

    Z twojego tekstu zrozumiałem, że ojciec był jedynym w rodzinie znającym rzeczywistą prognozę i utrzymywał ją w tajemnicy przed rodziną.
    „Wymusił na mnie zachowanie tajemnicy o całej sprawie wobec żony i dzieci

  78. Tobermory
    17 marca o godz. 11:18

    Gdyby modlitwy miały moc sprawczą, piękny byłby widok padających trupem, jeden po drugim, biskupów i prostych klechów Aż by się chciało chodzić do kościoła…

    Na publiczna egzekucje przestepcy tez bys poszedl sie pogapic?

  79. karol_cia
    17 marca o godz. 11:11
    Proszę nie spekuluj na temat czy coś powiedziano czy nie. Zajrzyj do; zak1953
    17 marca o godz. 11:15.
    Rzecz w tym, iż ojciec lekarz od początku miał świadomość skutków tego nowotworu. Sam diagnozował podobne z wiadomym dla pacjenta skutkiem. Nie mógł mu jednak kategorycznie odbierać nadziei, chociaż rozumiał iluzoryczność tej nadziei.

  80. @karol_cia
    17 marca o godz. 11:11

    Ojciec-ginekolog najlepiej przedstawi synowi złą prognozę jego choroby? To by było zwyczajne tchórzostwo onkologa diagnosty. Na miejscu syna zapytałbym, dlaczego nie mówią mi tego wprost lekarze, którzy mnie badali?
    Ja tu widzę ogólną strusią postawę chowania głowy w piasek w trudnej sytuacji. Smutne i tragiczne.

  81. pisnę cieniutko że planuję wycieczkę do Mont Saint Michel i się cieszę na samą myśl:)

  82. @zak1953
    17 marca o godz. 11:26

    Trochę się plączesz. Teraz mówisz, że „ojciec lekarz od początku miał świadomość skutków tego nowotworu”. To wierzył czy nie wierzył w szanse uratowania przez amputację?
    Można przedstawić pacjentowi diagnozę bez odbierania nadziei, ale należy go poinformować o szansach i ryzyku, i nie obarczać osoby bliskiej pacjentowi niesieniem złej nowiny. Nie bez kozery mądrzy lekarze unikają leczenia swoich najbliższych.

  83. Tobermory
    17 marca o godz. 11:23
    Chodziło o to, abym nie poruszał tej kwestii w kategoriach szans na wyleczenie i nie odbierał im wiary w możliwość wyleczenia z zachowaniem pełnej integralności cielesnej syna. Szczególnie znając prawdę.
    Rzecz w tym, iż nie wiemy jak się zachowamy w ekstremalnej sytuacji, dopóki sami nie mamy z czymś podobnym do czynienia. Nie jestem lekarzem. Nie mógłbym namawiać syna do amputacji tylko dlatego, że jego ojciec był przekonany o słuszności takiego działania. W końcu nawet najlepszy specjalista może się pomylić, chociaż tutaj w grę wchodziła wiedza i doświadczenie grupy lekarzy.
    Osobiście, jako instruktor lotniczy, przyczyniłem się do przerwania szkolenia lotniczego kilku młodych ludzi. Ze względów bezpieczeństwa. Ale i w tym przypadku, decyzja nie należała tylko do mnie. Ja wyłapałem przesłanki do nieszczęścia. Ponieważ mogłem się mylić, inny bardzo doświadczony instruktor musiał zweryfikować moją ocenę. Czy mogłem w ten sposób kogoś skrzywdzić? Myślę, ze tak. Przynajmniej w odbiorze tego młodego człowieka, który chciał zostać pilotem.

  84. karol_cia
    17 marca o godz. 10:51

    Mój komentarz
    Powoli wypływa prawda o tym, że taki ksiądz Międlar nie było przypadkowy, jedyny. Strach się bać, na jaką drogę pchają KK tacy osobnicy i to za przyzwoleniem ważnych polityków, którzy wskazują narodowi, kto roznosi pasożyty, za przyzwoleniem (udawanym, że go nie ma) na takie sobie hasła o Europie białej, albo wcale, za życzliwym przyjmowaniem happeningów w rodzaju wieszania portretów eurodeputowanych i nazywaniu ich targowiczanami, czyli zdrajcami narodu, itd.

    Te szczególne przypadki nie są wcale takie szczególnie przypadkowe. One tkwią w tym nurcie polskości, który intensywnie podsycają PiSowscy prawdziwi Polacy, od szeregowego posła-lebiegi poczynając, poprzez prezydenta-łamacza konstytucji do podpremiera Mateusza – nauczyciela historii.

    Te działania dają wyniki. Wydobywają z mroków historii polskie demony, hodują ich potomstwo. My te wyniki obserwujemy i nie możemy nic zrobić. Taka jest siła odżywcza populistyczno-nacjonalistycznej papki, która nauczyciele karmią swój lud. Taka jest zawartość obywatelstwa w obywatelu Umęczonej.

    To są zdarzenia dla przeciętnego obywatela niedostrzegalne, bo pełzające, takie ciche małe strumyczki, które mogą się połączyć w jedną falę, gdy będzie już za późno.
    Pzdr, TJ

  85. Tobermory
    17 marca o godz. 11:39
    Tak. Wierzył, że amputacja w krótkim czasie po diagnozie, dawała synowi duże szanse na przeżycie. Na bycie kaleką z jedną nogą ale na życie. Stu procent nikt nigdy nie ma. To kwestia pewnego prawdopodobieństwa, o czym już wcześniej pisałem.

  86. Nefer
    17 marca o godz. 11:37
    Wow! Z lekka zazdroszczę.

  87. lonefather
    17 marca o godz. 11:16
    Formalnie wszyscy duchowni są równi od momentu przyjęcia świeceń kapłańskich i działają zgodnie ze swym sumieniem oraz własnym rozumieniem woli boskiej. Kościół instytucjonalny może karać duchownego za konkretne działania przeciwko instytucji, a nie za słowa. A sama modlitwa o dobrą śmierć innego duchownego, choćby najwyższego zwierzchnika, to tylko słowa, które można rozmaicie rozumieć. Wystarczy pogadać z klechami, sami to potwierdzą.

  88. zak1953
    17 marca o godz. 12:02

    Mozna sie modlic o „dobra smierc”, mozna o dlugie i dobre zycie…

    Mam nadzieje, ze roznica jest dla Ciebie widoczna.

    Efekt, czyli wniosek jest prosty. Obluda modlitwy o „dobra smierc” jest dla mnie oczywista i ujawnia to co napisalem.

    pozdrowka
    ~l.

  89. zak1953
    17 marca o godz. 12:02

    Mój komentarz
    Słowa księdza profesora:
    „Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a jeśli tego nie uczyni –modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca. O szczęśliwą śmierć dla niego mogę zawsze prosić Boga, bo szczęśliwa śmierć to wielka łaska” – mówił w homilii.

    Perfidia tej modlitwy polega na prośbie do Pana Boga o szczęśliwą i szybką śmierć dla papieża Franciszka. Jest to modlitwa błagalna.
    Ksiądz profesor tłumaczy dlaczego modli się o szybką śmierć dla papieża:

    „Papież Franciszek na wysokim świeczniku, będąc pod presją układów, wyraźnie odchodzi od Jezusa.”
    Pzdr, TJ

  90. @tejot
    17 marca o godz. 12:31

    Perfidne, podłe i w złej wierze. Papież nie wybiera się jeszcze na tamten świat i nie leży chory w beznadziejnym stanie, więc modlitwa o „dobrą śmierć” jest niezawoalowanym życzeniem komuś, żeby umarł i to możliwie wkrótce.
    Parszywe, niegodziwe, nikczemne i niechrześcijańskie.

  91. lonefather
    17 marca o godz. 12:18
    Mam skromną nadzieję, iż nie podejrzewasz mnie o inne rozumienie takich słów. Ja przedstawiłem jeden z możliwych wariantów odpowiedzi np. sekretariatu EP. Już kiedyś usłyszałem z ust katowickich kurialistów podobne wyjaśnienia w kwestii publicznej wypowiedzi jednego z księży. Taka wypowiedź, jeśli niesie jakieś wątpliwe treści obciąża sumienie danego księdza i to on odpowiada za nie przed bogiem. To zamyka dla Kościoła instytucjonalnego wszelką dalszą dyskusję.

  92. @kruk nie chodzi tylko o sam strach przed śmiercią, ale jej bezsens. Człowiek jest istotą racjonalną, natomiast śmierć jest zjawiskiem antyracjonalnym, bo unieważnia wszystkie ludzkie dążenia. Cokolwiek człowiek by nie osiągnął w życiu, jak bardzo by nie pracował nad swoim samodoskonaleniem, śmierć wszystko unieważnia i obraca w nicość. To jest totalnie nielogiczne, tylko ludzie najczęściej przechodzą nad tym absurdem do porządku dziennego i stosując swoje bieżące strategie życiowe, udają że to wszystko ma sens. Uważam jednak, że podświadomie każdy ma poczucie takiego bezsensu, chociaż świadomie wcale nie musi odczuwać potrzeby metafizyki, nieśmiertelności itd.

    @wbocek ależ nie ma problemu, jeśli nie uznajesz żadnej metafizyki, to ja Tobie jej na siłę nie chcę imputować. Ja natomiast tekst Tanaki zinterpretowałem po swojemu i uważam że mam do tego prawo. „Nauka to poezja rzeczywistości” – jest w tym jakiś cień metafizyki, nieprawdaż?

    @Lonefather, @Na marginesie, wasze obelgi nie robią na mnie specjalnego wrażenia, a nawet sprawia mi niejaką przyjemność czytanie waszych agresywnych bzdetów (używając waszego języka), tak jak może sprawiać perwersyjną przyjemność obserwowanie wściekłego psa, który z pianą na pysku szczerzy kły do przechodniów, bezsilnie rzucając się za ogrodzeniem. Poza tym te wasze wypociny, pełne jakiejś takiej obsesyjnej wrogości i nienawiści do bliźniego, są ciekawym przyczynkiem do moich prywatnych, amatorskich studiów psychologicznych. Czekam na więcej waszych wynurzeń.

  93. lonefather
    Moja wielce pobożna babcia tłumaczyła mi jako dziecku zadającemu różne niewygodne pytania, że modlitwa o „dobrą śmierć” oznacza nie „łatwą” i „szybką”, np. we śnie, ale całkowicie przytomną, by można było zdążyć żałować za grzechy, a jeszcze lepiej przyjąć ostatnie sakramenty w przytomności.
    A jeśli człowiek okrutnie cierpi, umieranie się przedłuża? – drążyłam.
    To na chwałę pana – usłszałam.
    W tym czasie właśnie „ciężko” odchodziła moja ukochana ciocia i wtedy pierwszy raz calkowicie zwątpiłam w miłosierdzie boskie (pamiętam, że mialam taki obrazek Jezusa z otwartym gorejącym sercem).
    Ileż musi się „nabać” i „nazamartwiać” dziecko wychowywane po katolicku, wie tylko ten, kto przez to przeszedł. Nieustające poczucie winy z powodu wciąż popełnianych grzechów, a już gdy chodzi o sferę seksu, to całkowita masakra.
    Ale wlasnie dzięki tym ostatnim „przewinom” i dociekliwości klechy „w temacie” jako nastolatka rozeszłam się z kk na dobre.

  94. Rogger77
    17 marca o godz. 12:42

    Docen, ze robie dla Ciebie wyjatek odpowiadajac na cos co na ogol litosciwie olewam…

    Po pierwsze obrazasz mnie piszac moj nickname z duzej litery. Ale zostawmy to, bo to jest drobiazg niewart kruszenia kopii.

    Po drugie, to jedyne co mnie zaciekawilo, to jest to co uznales w moim poscie:

    lonefather
    17 marca o godz. 11:03

    za obelgi?

    Z gory dziekuje za wysilek i wskazanie co konkretnie jest w moim poscie obelgami.

    pozdrowka
    ~l.

  95. A cóż to za dziwo @Rogger77, bo nie nadanżam ostatnio.
    Osobnik, który ma przyjemność w obserwowaniu wściekłego psa, który z pianą na pysku rzuca się na niego, calkiem jak @Na marginesie i @lonefather. Wow!

  96. @mag

    Jestem moim rodzicom nieustannie wdzieczny, ze mi tych traum, ktore wspominasz, oszczedzili.

    Jasiowi ich oszczedzam, co przychodzi mi bez wiekszego trudu, a Tobie i innym jestem dodatkowo zobowiazany, ze od czasu do czasu przypominacie mi o tym przeklenstwie.

    Pozdrawiam cieplo z zasniezonego zadziwiajaco marcowo, Londynu.

    lonefather

  97. @lonefather (z małej litery, służę uprzejmie)

    „Ponocne majaki religianta, czyli @Roggera bredzenie o „zachwycie @Tanaki nad harmonia wszechswiata…„, ktory to zachwyt przyrownuje do religii, klejac je metafizycznoscia. @Roggerze wiem, ze sam z siebie nie widzisz absurdalnosci swoich majakow.”

    No chyba komplimenty i dusery to to nie były?

  98. mag
    17 marca o godz. 13:01

    Aaa … nno tak … Wiesz, ze zycie nie znosi prozni na miejsce oproznione przez jednego zbanowanego religianta, pojawil sie nowy, o ile to nie jest stary w nowym przebraniu.

    pozdrowka
    ~l.

  99. @lonefather ojoj bo się zaraz rozpłaczę przezwanym „religiantem” będąc. Mimo szczerych intencji dopieczenia religiantom, nie na wiele Cię stać, poczciwcze.

  100. Rogger77
    17 marca o godz. 13:08

    Opinie!

    @Roggerze to sa moje opinie o wartosci logicznej tego co piszesz, a nie obelgi.

    Moglbym zbyc prostym, ze prawda w oczy kole, ale dopowiem, zeby uniknac przedluzania zbednej wymiany postow.

    Masz jak kazdy prawo do swoich wlasnych wnioskow i mozesz z tekstu @Tanaki je wyciagac. Kazdy najglupszy nawet wniosek bym spokojnie przyjal, bo kazdy ma prawo sie mylic. Tym co mnie w Twoich „wnioskach” poruszylo i obruszylo, to to, ze przypisales @Tanace swoje wlasne „zachwyty nad harmonia i na koniec zmieszales przypisywany @Tanace zachwyt ze swoim religijnym zachwycaniem sie…

    To wlasnie przypisanie i zmieszanie, jest bredzeniem i majakami, bo mieszasz nieistniejace z wydumanym.

    pozdrowka
    ~l.

  101. @Rogger77 17 marca o godz. 13:14
    Właśnie czekałam na ostateczne potwierdzenie i już mam – agent Rogger to po prostu skatolone wydanie jehowity dez-ert-era. Ta sama psycho(pato)logia i dokładnie te same metody. On tu przebywa zawodowo. Cyborg-katarynka.

  102. mag
    17 marca o godz. 12:52

    Maguś mówisz proste, mądre i oczywiste rzeczy, one jednak dla wyznawców nie są proste, ani oczywiste. To szokujące dla osoby jasnego umysłu, że ktokolwiek może serio wierzyć (ta jest – wierzyć!) że cierpienie człowieka przydaje chwały Bogu. A im większe cierpienie, męka umierania, ty to jest piękniejsze, godniejsze i „powiększa sumę dobra” – jak regularnie gadają wyznawcy. Ten absurd i to skłamanie uderza w każdy otwarty rozum z wielką siłą, ale umysł zniewolony w Bogu tego nie rejestruje.
    Gdy jednak tak gadający wyznawca sam się znajdzie wśród koszmarów cierpień, wtedy się okazuje, że skrajnie trudno jest mu wyrażać z tego powodu radość, a radość powinna być tym większa, im więcej cierpi, bo to „powiększa sumę szczęścia na świecie”, „oddaje chwałę Panu” i jest wymownym znakiem tego, że „Bóg mnie szczególnie umiłował” – skoro zsyła na mnie tak wielkie cierpienie.
    To bardzo smutne, jak można się zakłamać, jak sie w istocie odwrócić od siebie i swoich bliskich, by nurzać się w formalinie tak – chciałoby się rzec – nieludzkiego skłamania i cynizmu. Ale to przecież ludzkie, wyłącznie ludzkie. Niestety.

  103. @lonefather 17 marca o godz. 13:20
    Kolega Rogger to kaka-kagiebista.
    Ma na tym forum tylko jeden cel. Kuriewny 🙂

  104. @ Na marginesie mylisz się, Rogger77 to Rogger77, jedyny i niepowtarzalny oryginał. Wszystko co robi i pisze, to li tylko dla własnej satysfakcji, bynajmniej nie dla agenturalnych celów jakichś instytucji czy organizacji kościelnych czy sekciarskich. Jeśli Cię (słusznie) ruga, to też tylko dla własnej satysfakcji, to jedyny cel.

  105. mag

    Znam tak dobrze to,o czym napisałaś. Ja również zadawałam jako dziecko niewygodne pytania na tematy religijne. Pamiętam też bardzo dobrze ten paskudny lęk przed pierwszą spowiedzią ! O wiele większy niż przed egzaminami w szkole muzycznej…
    Tanaka napisał wcześniej cyt.”Są rozliczne korzyści chodzenia w młodości na religię i do kościoła. Powiem więcej – są to wielkie zyski. Z zastrzeżeniem: tylko wtedy, kiedy się, w trakcie tych atrakcji, nie zostanie spaczonym i dalej toczy się życie krzywym kołem.”

    Myślę,że wszyscy zostają w dzieciństwie tym spaczeni,potem pewna część obojętnieje,a jeszcze mniejszy procent staje się ateistami – szukając i znajdując odpowiedzi na swoje wątpliwości. Chodzi zarówno o wszelkie głoszone „prawdy”,jak o ich głosicieli.Dlatego wychowanie przedszkolne i szkolne powinno być wolne od jakiejkolwiek religii . Bo już sam fakt poczucia winy za grzechy o którym napisała mag – nie zapewnia właściwego rozwoju dziecka.

  106. Na marginesie
    17 marca o godz. 13:24

    Kolega?

    Ja sie z nim, ani z nikim mu podobnym nie koleguje. Wybredny jestem i na dodatek dbam o swoje zdrowie psychiczne.

    Tobie tez doradzam to samo, choc domniemywam, ze sie Tobie ten „kolega” tylko przypadkowo wymknal spod kontroli pisania.

    pozdrowka
    ~l.

  107. basia.n
    17 marca o godz. 13:32

    Nie wszyscy zostaja spaczeni w dziecinstwie. Mi, jak wyzej do @mag pisalem, rodzice oszczedzili tego spaczenia.

    pozdrowka
    ~l.

  108. Rogger to produkt kuriewnej obróbki, uczepiony jak rzep Tanaki i przypisany do blogu ateistów.
    „Argumenty” jakie wytacza to standardowy skatolony chłam. Gucio się boi nieistnienia, więc skasujemy nieistnienie. Śmierć jest (rzekomo) nielogiczna – twierdzi kaka i ten motyw powtarza w kółko liturgia. („a śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i podlegają jej ci, którzy do niego należą”). Śmierć jest nielogiczna – powtarza jak papuga agent Rogger.
    Religia ogłupia i żeruje na strachu, a Gucio Rogger jest tego najlepszym przykładem.

    Kiecun Rogger (bo nie wątpię, że jest kiecunem lub przystawką do kaka) zaraz mi powie, że
    a) jestem agresywna
    b) gwałtownie potrzebuję chłopa
    c) nienawidzę religii, bo religia mnie uwiera.
    Argumenty spod budki z piwem – religiancki standard blogowego podskakiewicza.

    Rogger jeszcze nie powiedział na tym blogu nic oryginalnego.

  109. @Na marginesie szczekaj piesku, szczekaj.

  110. @lonefather 17 marca o godz. 13:43
    Jak każdy agent, Rogger jest do bólu przewidywalny. Całe jego „wykształcenie” to kakalubna propaganda i „argumenty” powielane w ramach „formacji” kaka. Poza tym (i bluzgami) nie ma w ogóle nic do powiedzenia. Typowy troll.

  111. zak1953
    17 marca o godz. 12:37

    Nawet przez chwile nie zywilem wspomnianych podejzen.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Co do reszty to ta sama taktyka co wobec pedofilow sukienkowych.

    pss Owszem zgadzam sie, ze w ten sposob staraja sie zamknac i niedopuszczac do dyskusji i analizy mafii jaka jest od samego poczatku kosciolek katolicki.

  112. @Na marginesie a co ty ciekawego masz do powiedzenia? Twoje wypociny to paranoiczny i nienawistny bełkot składający się głównie ze słów: kaka, kuriewny i ksiunc.

  113. @Rogger77 17 marca o godz. 13:51

    Arsenał się wyczerpał? Wikary prowadzący nie dostarczył ci materiałów?
    Zbanowany tu jehowita dez-er-ter wykorzystywał portal internetowy swojej sekty.
    Może ty zajrzysz do internetowej skarbnicy KEP? Oryginalności tam nie uświadczysz, ale przynajmniej podbudujesz swoje guciowe kaka-ego. Nie to co tu.

  114. basia.n
    17 marca o godz. 13:32

    Oczywiście – nie każdy, w istocie – mało kto jest w stanie wyzdrowieć z choroby jaką w głowie i ciele zasiewa religia, jej funkcjonariusz i zarażone otoczenie. Mówimy: „co nas nie zabije to nas wzmocni”, co brzmi ładnie, ale cena tego jest bardzo wysoka: wzmocnionych wychodzi niewielki procent, a zabitych – takich zombie osobowościowych,, oraz klinicznie cierpiących jest ogromna ilość.
    Kto natomiast wyzdrowieje, ma w dorobku nie do przecenienia źródło wiedzy o istocie religii, wewnętrznym życiu Kościoła kat (religii jako takiej) oraz doświadczenie przeżywania i wychodzenia z choroby, co – generalnie – uodparnia na całe życie.

  115. Na marginesie
    17 marca o godz. 13:49

    Rogger jeszcze nie powiedział na tym blogu nic oryginalnego

    Powiedzial:

    Rogger77
    17 marca o godz. 13:14

    @lonefather ojoj bo się zaraz rozpłaczę przezwanym „religiantem” będąc. Mimo szczerych intencji dopieczenia religiantom, nie na wiele Cię stać, poczciwcze.

    Chyba przyznasz, ze nazwanie mnie „poczciwcem”, jest wielce oryginalne, co najmniej…

    pozdrowka
    ~l.

    ps Zycze udanej zabawy, bo widze ze Twoja przepychanka z religiantem rozwija sie w najlepsze.

  116. Tanaka
    17 marca o godz. 14:00

    A mi sie widzi, ze gdyby nie coniedzielna dawka, obecnie coraz skuteczniej zastepowana presja srodowiska, to wiekszosc zarazonych, gdyby ich odseparowac od zrodla zakazenia i srodowiska wspomagajacego chorobe, by predzej, czy pozniej wyzdrowiala nieco, lub calkiem.

    Ale moze sie mi tylko tak zdaje, ze odseparowanie by wystarczylo?

    Bo jak widzimy na przykladzie podanym przez @mag, czy @basia.n, ktore wyleczylo przedawkowanie, to skutecznosc lecznicza przedawkowania jest niewielka.

    pozdrowka
    ~l.

  117. @karol_cia 17 marca o godz. 11:11

    ksiądz poradził jej powiedzieć córce, że ona jako matka jest odpowiedzialna za życie dziecka przed Bogiem.

    To jest ze strony xiunca tak podłe, że po prostu brakuje słów. Ale to przecież religiancki standard. Religia szablonowo wychodzi z założenia, że nikt nie ma prawa do własnych decyzji – dlatego „należy” koniecznie „nawracać” innych i w dodatku robić to nachalnie – „głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę” – upominaj bliźniego i podobne kwiatki. Dlatego „należy” odprawiać modły przebłagalne ze rzekome uchybienia innych osób. Dlatego „należy” różańcować na granicach. Z arsenału religianckiego szaleństwa: katecheci zachęcali dzieci do zadawania rodzicom pytań „czy przypadkiem, mamusiu, nie zabiłaś mi braciszka”? Paranoja – ale zakodowana w samej istocie religii, która żywi się szantażem emocjonalnym i nachalnym wpieraniem ludziom poczucia winy.

  118. @lonefather 17 marca o godz. 14:02
    Nazywanie cię „poczciwcem” to standardowy myk – próba wyprowadzenia interlokutora z równowagi. Myk tak naiwny, że aż żałosny, ale zapewne na bezrybiu i rak ryba. Gucio Rogger nie ma żadnych argumentów, zatem chwyta się rozpaczliwie czego popadnie. Ale oryginalnego w jego bredzeniu nie ma nic 😉

  119. @mag 17 marca o godz. 13:01
    Służę uprzejmie: Rogger to blogowa wańka-wstańka, która pojawia się sporadycznie i tylko po to, żeby przedstawić kolejny cuchnący naftaliną „argumencik” z arsenału kaka. Argumenciki są ograne – bo innych nie ma. Ale Rogger nie ustaje w wysiłkach.

    Moja diagnoza: osobnik liznął co nieco „wiedzy”, ale wyłącznie wiedzy katechetycznej, dlatego demonstruje dla owej „wiedzy” wielki podziw – bo innej nie zna. Krytycznego myślenia go nie nauczono, karmiąc go scholastyczną „logiką” w ramach zamkniętego systemu. Poza owym systemem nie umie się poruszać, więc stosuje dziecinne zagrania spod budki z piwem – wyuczone zapewne we wczesnej młodości, czyli zanim zaczął pochłaniać spreparowany katechetyczny chłam. Aha, Rogger jest specjalnie uczulony na Tanakę i z reguły właśnie z nim usiłuje nawiązać

  120. … nawiązać kontakt.

  121. @Na marginesie

    OK

    Ale po co?

    Nie szkoda ci czasu? Nie Ty jedna to widzisz.

    Mysle, ze wiecej czasu naszego, mu poswiecanego, sie mu nie nalezy. Zwyczajnie, nie nalezy. Mozna wrocic do tematu zapodanego przez @zaka1953, czyli czy mowic pacjentowi, czy nie, lub zajac sie czyms innym bardziej pozytecznym, czy chocby ciekawszym, niz obnazanie „nagiego”.

    pozdrowka
    ~l.

  122. @Rogger77.
    Pozwoliłeś sobie wyrazić własne zdanie i zostałeś zaatakowany z furia przez dyżurnego bull-terriera. Na tym blogu tego nie można.
    Tutejsi inkwizytorzy ateizmu – gdyby mogli – spaliliby na stosie albo wbili na pal wszystkich podejrzanych o „religianctwo”.
    Albo trąbisz w ich trąbkę, albo jesteś durnym bezmózgowcem, tzw „religiantem”.
    Odpuść sobie.

  123. astra
    17 marca o godz. 15:03

    hehhee

    Jesli cokolwiek jest na tym blogu wyszydzane, czy wysmiewane, to brak wlasnego zdania i bezrozumne powielanie …

    Wlasne zdanie, chocby nie wiem jak kontrowersyjne, jest na tym blogu w jak najwyzszej estymie, byleby bylo wlasnie wlasne.

    pozdrowka
    ~l.

  124. @astra bynajmniej nie zamierzam wdawać się w długie polemiki z tymi osobami, dobrze znam ich zagrywki. Masz rację że takie zapiekłe i nienawistne ataki zdradzają właśnie mentalność inkwizycyjną a rebours. Ale to są właśnie ciekawe psychologiczne paradoksy, dla których m.in. warto tutaj zaglądać, a ja zawsze byłem ciekawy różnych dziwacznych fenomenów. Zdarzają się też sensowne polemiki z osobami nie tak zapiekłymi. Pozdrawiam.

  125. Na marginesie
    Myślę że @Rogger i jemu podobni, którzy zmieniając nicki, pojawiają się na tym blogu z misją nie tyle nawrócenia (he, he), co zdeprecjonowania ateistycznego lub agnostycznego sposobu myślenia oraz stylu życia – mimowiednie oddają nam przysługę.
    Obnażają żałosność, gnuśność, bezproduktywną wtórność „prawd” przez siebie głoszonych i wyznawanych (albo i nie, bo może są tylko komiwojażerami).

  126. lonefather
    A propos tekstu @zaka53, napomknąłeś o bardzo ważnej sprawie – mówić bliskiej osobie prawdę, czyli że zostało mu niewiele życia? Mimo że ją wypiera?
    To bardzo trudne, ale warto spróbować. Przekonałam się sama, dowiadując się na koniec ważnych faktów, które dręczyły bardzo bliskiego mi człowieka, a ich wyjawienie chyba pozwoliło mu odejść w spokoju. Przynajmniej choć trochę.

  127. @mag 17 marca o godz. 15:18

    Rogger i inni religianci są o tyle przydatni, że przyczyniają się do zdefiniowania zjawiska. Powielają stale te same wyświechtane „argumenty” – innych nie mają i mieć nie będą. Po kilku takich wymianach zdań już niczym nie są w stanie do nas trafić. Ale to nie znaczy, że nie będą próbowali. Najśmieszniejsze, że takie zagrywki są finansowane z pieniędzy podatników – topionych w kaka.

  128. @Na marginesie ależ ja z niczym nie chcę do ciebie trafiać bidulko ani o niczym przekonywać. To ty do mnie przyczepiłaś się jak rzep do psiego ogona, z obsesją aż wręcz dwuznaczną i zastanawiającą.

  129. Tanaka oczywiście jest racja w tym,co napisaleś 🙂
    A teraz żeby się troszkę pośmiać (chociaż to nie kawał – autentyczne) opowiem o siedmioletnim synu mojej przyjaciółki,ktory był ksztalcony religijne przez babcię tak ,jak @ mag.
    Ponieważ babcia opowiadała o dobrych aniołkach i złych diabłach w pewnym momencie Paweł zapytał : babciu ,a jakich ludzi zabiera diabeł do piekła? Oczywiście złych ludzi – odpowiada babcia.
    To przecież on dobrze robi – stwierdził Paweł.

    Więc tak,to jest,kiedy dziecko potrafi bardzo logicznie myśleć 🙂

  130. @astra 17 marca o godz. 15:03

    Pamiętaj o tym, że każdy polski ateista był wielokrotnie – i stale jest – przedmiotem nachalnego religianckiego molestowania. Taki mamy klimat w Umęczonej – bardzo wiele instytucjonalnego wysiłku poświęca się na mumifikowanie kaka-absurdów. Nawet portal pod nazwą Racjonalista zaprasza do „dyskusji” rzekomo oświeconych kiecunów.

    Tym sposobem utrwala się iluzję, że kaka ma coś ludziom do zaoferowania. Z kolei blog z ateizmem w nazwie jest od dawna magnesem dla różnego rodzaju religianckich świrów. Nic nowego, tak jest od lat. Rzecz jest w sumie zabawna – cudzy ateizm ich boli. A sejmowa komisja do „przeciwdziałania ateizacji” to typowy symptom choroby trapiącej Umęczoną. W normalnym kraju nic takiego by się nie miało prawa zdarzyć. Może w Iranie pod rządami ajatollahów…

  131. Kaka udaje, że ma coś do powiedzenia – stąd idea wysyłania xiuncuff na ulice i plaga kaka-Roggerów na polskich forach internetowych. Ze szczególnym uwzględnieniem blogów z ateizmem w nazwie.

  132. Wszyscy nawiedzający ten blog religianci przychodzą tu chyba z powodu masochistycznych skłonności i skrytych marzeń o nasadzaniu na pal albo innych tego typu przyjemnościach 🙄 Nikt ich nie prześladuje w prywatnym życiu, to się napraszają o jakieś choćby małe biczowanko ze strony ateistów, co ich upewni w słuszności wiary, że jeno drogą per aspera ad astra zasłużą na koronę niebieską.

  133. @Rogger77 17 marca o godz. 15:50
    Wiem – ty byś chętnie porozmawiał sobie z Tanaką.
    Ale Tanaka woli bożej nie czuje, ty bardziej, ale za to Tanaka jakoś nie…
    A to feler.

  134. @Na marginesie

    Nie ma mnie od dawna w Polsce,od kilku miesięcy prenumeruję digitalną Politykę,aby zorientować się co dzieje się w kraju. Poznałam już wiele faktów, ale to o czym wspomniałaś – sejmowa komisja do „przeciwdziałania ateizacji”, to zupełnie nie mieści się w głowie.
    Tak rzeczywiście może się zdarzyć tylko w Ciemnogrodzie…

  135. @Na marginesie te wszystkie urojenia o moim pragnieniu porozmawiania z kimś… zapewne powiedziały ci to głosy w twojej głowie? Czy to aby nie początek jakich objawień? 😮 Ateistka z objawieniami, to dopiero byłoby kuriozum 😀

  136. @Tobermory 17 marca o godz. 16:08

    Przecież to cały kaka-biznes – oni w tym celu się szkolą! Czytałam kiedyś artykuł o działalności „apostolskiej” na Woodstocku: specjalnie przeszkoleni aktywiści krążą wśród młodzieży, oferując integracyjne ciepełko. Młodzież, szczególnie podczas festiwalu, jest podatna – otwarta, przyjacielsko nastawiona i skłonna do rozmowy z obcymi. Poza tym młodzi ludzie są często spragnieni uwagi i dowartościowania („Jezus cię kocha!”), na czym gorliwie żerują kaka-świry.

    Te informacje zaczerpnęłam z portalu KAI – gdzie chwalono się „ewangelizacją”. Fakt, że wykorzystano do tego celu festiwal organizowany przez Jerzego Owsiaka był na piszących tylko dodatkowym powodem do chwały 🙂

  137. Przytoczę wam dwa przykłady, które świadczą o związku wiedzy z wiarą, choć skutki są diametralnie różne. Młoda, bardzo miła i dzielna koleżanka zaczęła kaszleć w sierpniu, stereotypowo potraktowała wyraźnie widoczne przeziębienie, ale nie chciało być lepiej. Badania wykazały raka płuc. Nie paliła, ani nie piła i była pełna wiary w wyzdrowienie. Miała powody, żeby żyć, m. in. małe dzieci. Ta głęboka wiara (bez pierwiastka religijnego) niestety nie dała efektów, wiedza medyczna analogicznie i przed zimą pochowaliśmy koleżankę z wielkim żalem, bo była wspaniałym człowiekiem, może przesadnie prawym, ale to jedyna wada.

    Przypadek drugi: Kolega, kiedyś nawet zaliczany przeze mnie do grona przyjaciół, kilka lat młodszy ode mnie. Zrobił rozsądną karierę naukową, bez rewelacji, ale kto się takimi może wykazać? Z grona przyjaciół wymeldował się, gdy stwierdziłem, że nie jest gentlemanem w sprawach materialnych. Nawet darliśmy czasem koty, aż do chłodnego rozejmu i istnienia obok siebie bez agresji. Kilkanaście lat temu zachorował. Wykorzystał wszystkie możliwości polskiej medycyny, bo było go na to stać. Mądre głowy profesorskie ogłosiły wyrok- nieoperacyjne narośle na wątrobie i w momencie szczodrości podarowali mu kilka miesięcy życia. Na tym etapie ja zacząłem z udarami i resztę opowieści mam z drugiej ręki. Skoro oficjalna medycyna jest bezradna, przypomniał sobie, że mamy wspaniałego „kolegę” Pana Boga w Watykanie i zwrócił się do niego z odpowiednią prośbą. Wiem, że to było zanim kardynał W. został w 100 % świętym. Nie wiem, czy się tylko modlił czy korzystał z fotek papieża, ale żyje do dziś, bo usłyszałbym o śmierci profesora uniwersytetu. Nie wiem, czy wyzdrowienie potwierdził metodami diagnostycznymi tradycyjnej medycyny, ale sądzę, że tak, bo chciał zgłosić w Watykanie cud, potrzebny do procesu beatyfikacji JP2. Czy to zostało wykorzystane czy nie, tego nie wiem, bo zupełnie straciliśmy z nim kontakt (nie tylko ja), bo obraził się na uniwersytet, ale nie wiem o co.
    Jaka była procedura religijna, prowadząca do wyzdrowienia, tego nie wiem, ale mogę pogdybać. Skoro była chora wątroba to fotka papieża chyba nie mogła być w bezpośrednim kontakcie z chorym organem. Może pił wino mszalne? To znalazłoby drogę do wątroby, wiem coś o tym na przykładzie mojego brata, miał wzorcową marskość wątroby, ale umarł na zupełnie inną chorobę. Związek chorób z nadmiernym spożywaniem alkoholu to chyba mit, znam 3 przykłady z najbliższych mi osób, które praktycznie wcale nie piły alkoholu (jedna przez kilkanaście ostatnich lat), a zachorowały na taką chorobę, gdzie statystyka podaje: 60 lub 70% przyczyn to alkoholizm. Tym razem chodzi o organ lekko stowarzyszony z wątrobą – trzustkę. Dwie osoby zmarły, ja czekam na swoja kolej.

  138. @basia.n 17 marca o godz. 16:13
    Kropla w morzu – przecież już były modły w Sejmie o deszcz czy coś podobnego… To nie żart. To specyfika tego kraju 🙂
    A sejmowa komisja do przeciwdziałania ateizacji była już nawet przed sPiSieniem, za rządów PO.

  139. @Antonius 17 marca o godz. 16:22
    Ale żaden z tych dwóch przykładów nie dowodzi związku wiedzy z wiarą 
    Taki związek jest tylko efektem twojej interpretacji.

  140. @Rogger77 17 marca o godz. 16:19
    Ale skoro jak twierdzisz wcale nie chcesz „rozmawiać z kimś”, to twoje gościnne występy na tym blogu nie mają żadnego sensu. Elementary, my dear Watson.

  141. Na słusznego św. Patricka, którego bardzo kochamy:
    https://www.youtube.com/watch?v=y07at1bU89Q

  142. @Antonius
    Cuda i dziwy na tej ziemi się zdarzają, ale nie ma żadnej pewności, czy aby na pewno za sprawą nadprzyrodzoną.
    Podałeś dwa przykłady nie bardzo wiem na co. W każdym razie człowiek ozdrowiał nie wiadomo czemu i nie wiadomo na jak długo.
    Moja przyjaciółka, ogromnie racjonalna osoba, po latach przyznała mi się, że podała mężowi w ciężkiej sepsie (po dwóch nieudanych operacjach) do wypicia flakonik wody z Lourdes. Ktoś jej akurat przywiózł, a ona nie miała nic do stracenia. Minęła doba i kryzys minął. Pewnie minąłby i bez tej wody, ale kto to wie?
    Otóż to drogi @Antoniusie. Z zasady wątpię we wszystko, a gdy coś to wątpienie podkopie, po prostu się cieszę.

  143. @zak1953 17 marca o godz. 12:37
    To co usłyszałeś od sutannitów, to typowe instytucjonalne wykręty, bo kaka nie ma żadnego problemu z kneblowaniem ludzi, którym naprawdę chce odebrać głos. Czytałam kiedyś o liście biskupa do ofiary xiunca-pedofila. Biskup zapodał, że kapłan na parafii jest tylko „luźno związany ze swoim biskupem” i w gruncie rzeczy wcale mu nie polega… Hi hi hi!!! Zwyczajne łgarstwo, ale jak starannie opakowane!

  144. „Woda z Groty Lourdes

    Wystarczy jej dla kilku chorych osób. Większa czy mniejsza ilość tej wody nie ma wpływu na skutek. Najważniejsze to czyste serce i silna, żywa wiara oraz wielka, dziecięca ufność w miłosierdzie Boże, wskutek czego chory po użyciu choćby kilku kropel tej wody może być uzdrowiony. Sama zaś woda, użyta bez wiary i ufności nie uzdrowi chorego, choćby jej użył bardzo dużo.

    W chorobach wewnętrznych można tę wodę pić; w dolegliwościach zewnętrznych należy zwilżyć nią chore miejsca.

    Przed użyciem wody z Lourdes należy się wyspowiadać i przyjąć godnie Komunię świętą, gdyż prośby duszy czystej, zjednoczonej z Bogiem, Niepokalana prędzej wysłucha. Jeśli, mimo to, poprawa nie nastąpi, nie należy tracić nadziei, ani się zniechęcać, bo Pan Bóg i Niepokalana najlepiej wiedzą, co jest pożyteczne dla chorego: zdrowie czy choroba. Dlatego należy z poddaniem się woli Bożej prosić Niepokalaną o zdrowie.”

    Chodzi o buteleczkę z 10 ml wody z Lourdes sprzedawanej za co łaska przez wydawnictwo Niepokalanów.

    Po co komu szpitale w tej Polsce?

  145. Tobermory
    17 marca o godz. 9:57
    w Polsce jest oproblem z profilaktyka. wielu amputacji moznaby uniknac (np przy stopie cukrzycowej) gdyby wczesniej byl interes (W typie NFZ zaplaci za procedure) w leczeniu schorzen wynikajacych z cukrzycy, ale takze wielu innych chorob.

    Wkurzam sie, gdy slysze, ze profilaktyka nowotworu piersi itp nic nie daje, bo tylko 20 % kobiet zapraszanych na badania zglasza sie do szpitala.
    Moze sie zgadzac- sama dostaje corocznie przynajmniej 4-5 zaproszen na mamografie, a wykonac te badania mozna raz na dwa lata. Z roznych wzgledow nie naswietla sie czesciej. I skorzystam z jednego zaproszenie od jednej jednostki typu szpital, klinika, Zespol Profilaktyki Chorob piersi przy szpitalu…czyli korzystam z 20 % zaproszen raz na dwa lata…
    Nie wiem, jak to jest liczone; jesli wg zgloszen liczonych wyslanymi zaproszeale korzystam z jednego miejsca badan, a skad inne jednostki maja moje dane, ´to tylko domyslac sie moge

  146. @Na marginesie

    To co piszesz wygląda wobec tego jak koszmarny sen,a jest niestety koszmarną rzeczywistością.

  147. Tanaka
    17 marca o godz. 16:43

    Happy St Patrick’s Day!

    i pozdrowka i Irish Blessing for St Patrick’s Day

    May your troubles be less and your blessings be more

    And nothing but happiness come through your door.

    – Irish Blessing

    Lyczek Guinessa lyk lyk..

    ~l.

  148. lonefather
    17 marca o godz. 17:53

    Świetne życzenia!
    No, skoro łykamy Guinness’a, to łyknijmy i Kilkenny !

  149. Tobermory
    17 marca o godz. 16:58
    „Chodzi o buteleczkę z 10 ml wody z Lourdes sprzedawanej za co łaska przez wydawnictwo Niepokalanów.
    Po co komu szpitale w tej Polsce?”
    Niestety, szpitale są konieczne. Bo czasami, bandy krasnoludków przedzierają się nad ujęcie owej świętej wody z Lourdes i zwyczajnie do niej szczają, przez co ona traci swe wspaniałe zdolności. A wystarczy tylko jedna dziesiąta kropelki sików na cysternę wody dla jej zepsucia.

  150. Witamina ce, woda z Lourdes, czy wyprawa do Rzymu. Ogromna jest siła placebo, ale nie nieograniczona. Wiele badań nad tym przeprowadzono, wiele książek napisano. Wiara w lek, czy w leczenie jest ważna, a brak wiary w leczenie może pogorszyć rokowania. Placebo i nocebo, dwie strony, jasna i ciemna, naszego umysłu który jest w stanie i pomóc i zaszkodzić, spowodować ból, i różne lękowe dolegliwości, lub je wszystkie uśmierzyć. Pozytywne nastawienie może też wzmocnić nasz system immunologiczny, a negatywne osłabić. Powiedzenie prawdy też nie musi odebrać nadziei, chyba wszystko zależy od zdolności i empatii lekarza.

    Nie wiem gdzie jest Mont Saint Michel, ani kiedy jest Wielkanoc. Nie wiem co gorsze.

  151. Tobermory
    17 marca o godz. 16:58

    Aha.
    Czyli po straceniu nadziei po raz pierwszy – bozia wie lepiej, że choroba jest lepsza, modlimy się dalej, wodę łykamy i czekamy na cud. Ponieważ cud nie następuje, tracimy nadzieję po raz drugi, ale nie ma co tracić nadziei, zgodnie z instrukcją popijania wody z Lourdes, dlatego trzeci raz włączamy nadzieję, modlimy się, popijamy wodę z Lourdes, po czym…. nie tracimy nadziei po raz 836353038 i popijamy wodę z Lourdes.

  152. Na marginesie
    17 marca o godz. 16:54
    Ale generalnie, to owi panowie w sukienkach chcą tylko dobrze. Inaczej nie posłuchaliby mamy i nie poszli do seminarium albo do zakonu. A która mama chce złego dla syna?

  153. izabella
    17 marca o godz. 18:09

    Nie wiem gdzie jest Mont Saint Michel, ani kiedy jest Wielkanoc. Nie wiem co gorsze.

    Najgorzej jest nie mieć pod ręką książeczki Tomasa A Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”.

  154. izabella
    17 marca o godz. 18:09
    Mont Saint Michel można zwiedzić, albo obejrzeć na ekranie: https://www.arte.tv/pl/videos/069092-000-A/mont-saint-michel/?xtor=CS1-98&kwp_0=669819&kwp_4=2399821&kwp_1=1013308
    Wielkanoc tylko przeżyć pod warunkiem, że jesteś w chrześcijańskim kraju.
    Nie wiem co lepsze. Ale zwiedzanie przynajmniej zmusza do ruchu.

  155. @Rogger77 17 marca, godz.12:42
    Twierdzisz, ze zycie ma sens, bo zyciu bezsensownemu, tzn.bezcelowemu, przeciwstawia sie logika. Mysle, ze nasze indywidualne zycie ma taki sens, jaki sami mu nadajemy. Moge pogodzic sie z mysla, ze sens naszego zycia nie jest zewnetrznie okreslony, choc nachodzace chyba kazdego czlowieka poczucie bezsensu jest przygnebiajace. Pomijam osobniki czujace sie same sobie opoka, ujawniajace sie rowniez na tym blogu.
    Nie widze z Twojej strony zadnych prob prozelityzmu. Moze to wlasnie budzi wscieklosc blogowych inkwizytorow, ktorzy chca wmowic reszcie, ze nie ma ludzi zwyczajnie wierzacych w Boga, sa tylko propagandysci Kosciola. Swoja droga to ustawiczne tepienie „religiantow” swiadczyloby o jakims podskornym leku zakazenia sie wiara. Mowie to jako osoba gleboko niechetna Kosciolowi ze wzgledu na wlasne z nim doswiadczenia a takze z powodu fatalnej roli Kosciola w dzisiejszej Polsce. Moja niechec nie przeklada sie jednak na pojedyncze osoby wierzace, bez wgledu na wyznawana doktryne. Rozmowa z czlowiekiem inaczej myslacym i czujacym jest dla mnie ciekawsza niz niezmordowane utwierdzanie sie we wlasnych pogladach. A juz zupelnie niepotrzebna mi jest sfora fanatykow, chociazby stala po tej samej co ja stronie sporu.
    Wroce jeszcze do potrzeby niesmiertelnosci. Wydawaloby sie nielogiczne oddzielanie jej od potrzeby wiary, ale moim zdaniem ma to sens. Jeden moj przyjaciel opowiadal mi kiedys o swoim znajomym ateiscie, ktory uwierzyl w Boga, kiedy umarla mu coreczka. Pomyslalam wtedy, ze bardziej naturalna w takiej sytuacji jest utrata wiary. Zastanowiwszy sie troche moge jednak tego czlowieka zrozumiec. Wlasna niesmiertelnosc nie byla mu potrzebna, ale nie mogl sie pogodzic z nieistnieniem dziecka. Zeby zniesc zycie po jej smierci musial miec nadzieje, ze dziewczynka nadal zyje w jakims innym wymiarze.

  156. Tanaka
    17 marca o godz. 18:10

    Nie tracimy nadzieji, bo pomiedzy lykaniem wody z Lourdes dajemy na tace, co juz niezawodnie umacnia nadzieje, bo za wode tez dalismy, przed lyknieciem. Czego dokonawszy lykamy po raz 83635039, nie zapominajac o daniu stosownie na tace.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Zebys samotnie nie spozywal sie w Kilkenny zaopatrzylem. Lyk…

  157. Lyk .. jednak wole Guinessa… jakos…

  158. @kruk
    Ja doskonale rozumiem potrzebę wiary że bliski (dziecko, rodzic, partner) gdzieś istnieje, i może się spotkamy w krainie wiecznych łowów. Ale częściej widzę kolejny krok, śmierć jest karą za czyjeś grzechy, swoje, moje, lub jeszcze kogoś innego. I wtedy zamiast ukojenia następuje szczucie. Zatruwanie siebie i innych. A skąd się bierze przekonanie że to kara? Nie muszę chyba mówić.

    Znajoma niedawno mi oznajmiła że jej własna matka zmarła w wieku lat 50 i paru, bo nie chodziły do kościoła. Ani ona ani matka. Śmiać się czy płakać?

  159. Misiek Stiepan, wychowany od maleńkiego przez małżeństwo Rosjan żyjących pod Moskwą. Od 25 lat do dziś jest w ich domu. Zarabia na swój wikt przez reklamowe spoty, a i gospodarze przy nim się pożywią.

    https://www.n-tv.de/20332551

  160. @Tobermory
    17 marca o godz. 16:58

    Przed użyciem wody z Lourdes należy się wyspowiadać i przyjąć godnie Komunię świętą, gdyż prośby duszy czystej, zjednoczonej z Bogiem, Niepokalana prędzej wysłucha. Jeśli, mimo to, poprawa nie nastąpi, nie należy tracić nadziei, ani się zniechęcać, bo Pan Bóg i Niepokalana najlepiej wiedzą, co jest pożyteczne dla chorego: zdrowie czy choroba.

    Mam tzw. osobisty stosunek do oszustwa z wodą w Lourdes. Opisałem mój kontakt z tym sacrum niedawno temu i zacytuje dłuższy tekst (autoplagiat):

    Pamiętam zabawny epizod z moich wojaży po świętych miejscach, to przecież obowiązek każdego ateisty, nawet mojego jako bezbożnika. Trzeba poznać wroga, aby móc go zwalczyć. Mam dowody na brak cudów w takich miejscach, poza tym obrzydzenie do opisanych cudów np. w Lourdes. W kolejce do groty zrozumiałem potęgę katolickiej indoktrynacji od dziecka do mohera. Stojąca obok nas para staruszków zlizywała ze skały i mchu kapiącą wodę deszczową, która kapała z ulicy powyżej groty i gorąco modliła się – chyba o cud! Ten mógł nadejść z bakterii połykanych przy okazji z brudu ulicznego – bliższe spotkanie ze stwórcą w obszarze wiecznej szczęśliwości. Czytałem tam książkę pewnego Padre, który opisuje praktyki cudotwórcze w tym „wodolecznictwie”: Kąpano kolejno w tej samej wannie i wodzie (oszczędność świętej wody) rożnych chorych z niesamowitymi chorobami. Gdy sobie to wyobrażałem, to zbierało mi się na wymioty. Wiadomo pielgrzymom, że nie ma bezpośredniego dostępu do źródła, jest przykryte pancerną szybą, a woda uzdrowicielska może być czerpana z kranów w ścianie obok groty, chyba z 10? Sądzę, że jest to woda z miejskiej sieci, ale dowodu nie mam. Żona napełniła butelkę dla domowników i mi nakrapiała oczy. Nie pomogło, bo mam nieuleczalną chorobę siatkówki, ale może nie było cudu, bo w niego nie wierzyłem? Biedacy, którzy się kąpali w wydzielinach wrzodów … i nie tylko… swoich poprzedników może uwierzyli i im taka kąpie nie zaszkodziła? Mnie ta głupota i fanatyzm pielgrzymów przeraziła.

    Już wiem, dlaczego mi ta woda nie pomogła – nie spełniałem warunków podanych przez Tobermory – sam sobie jestem winny!

    mag
    17 marca o godz. 16:47
    @Antonius
    Cuda i dziwy na tej ziemi się zdarzają, ale nie ma żadnej pewności, czy aby na pewno za sprawą nadprzyrodzoną.

    ŚWIĘTE SŁOWA! Wiem z fizyki i chemii, że większość procesów w przyrodzie jest nieodwracalnych, ale bywają odwracalne, jeśli stworzyć odpowiednie warunki. Tak sobie pomyślał pewien naukowiec japoński i sam, jakby potęgą umysłu odwrócił w swym organizmie występujący proces wzrostu komórek rakowych. Nie pamiętam nazwiska, ale nie wymyśliłem sobie tego. Nawet mnie przekonało, bo typowy wzrost entropii może być zastąpiony procesem odwrotnym, ale kosztem energii swobodnej. Ta nam (ludzkości) się skończy i tylko nowy boom lub akt stworzenia mogą uratować ludzkość – tylko nie wiem – po co?
    Gdy pisałem o koleżance, to miałem nadzieje, ze jej ogromna wola życia zahamuje zniszczenie organizmu jak u tego Japończyka, ale niestety ta wiara, kłócąca się z wiedzą, nie wystarczyła. Co uratowało życie kolegi nie mam pojęcia. Nie wierzę w reakcję JP2, bo kolega też niezbyt spełnił warunków do cudu, ta ww. „czystośc”itp. była raczej iluzoryczna, bo jednak był trochę świnią.

    @Na marginesie
    17 marca o godz. 16:23

    Kropla w morzu – przecież już były modły w Sejmie o deszcz czy coś podobnego… To nie żart. To specyfika tego kraju

    W sejmie są wysoce inteligentni i moralni ludzie, więc niech się modłą meteorologcznie, w zależności od potrzeby gospodarki narodowej o deszcz lub słońce. Nie oni jedyni. Niedaleko mojej miejscowości jest parafia, w której proboszcz pertraktował z Bogiem o deszcz, a kościelny zbierał materiał do tej dyskusji z Bogiem. Gdy modlący się o deszcz proboszcz słyszał z ambony hałasy drobniaków, to się wkurzył i zawołał: „Ludzie, za takie kotlouki, to się nawet nie zamroczy”!
    Miał na myśli zachmurzenie, ten podstawowy warunek przyszłej ulewy. Pieniądz wzmacnia potęgę modlitwy do Boga, o tym należy pamiętać. Przecież sejm miał wyjście – dalszych kilkadziesiąt milionów ojczulkowi z Torunia i sprawa załatwiona, można zabrać się za inne sprawy dobrej zmiany.

  161. @lonefather
    17 marca o godz. 18:46

    Proponuję, przy jakiejś okazji, spróbować piwa o nazwie Beamish. To też irlandzkie, dużo mniej popularne, ale zdecydowanie bardziej wyraziste, prawie czarne, bez dwutlenku węgla, gazowane azotem, o smaku skórki razowego chleba. Kiedyś można je było w Polsce nabyć stosunkowo bezproblemowo, dzisiaj są kłopoty, a szkoda. Nawet był jeden pub we Wrocławiu, który je oferował, ale chyba nie było popytu i zamknął podwoje.

  162. izabella
    17 marca o godz. 18:53

    Wspolczuc.

    pozdrowka
    ~l.

  163. Zaintrygował mnie ten zespół parlamentarny … więc sprawdziłem.
    Rzeczywiście w trakcie poprzedniej kadencji Sejmu istniał „Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski” , tworzyli go w zasadzie tylko i wyłącznie posłowie i senatorowie miłościwie obecne panującej partii pt PiS. Ostatnie posiedzenie odbyło się w marcu 2015.
    Oto tematyka wybranych posiedzeń:
    18-02-2014 – Dyskryminacja telewizji Trwam elementem prześladowań chrześcijan w Europie. Gościem posiedzenia będzie europoseł Peter van Dalen
    23-01-2014 – Ideologia gender – zagrożenie dla cywilizacji. Spotkanie z ks. prof. Dariuszem Oko
    06-11-2013 – Przyjęcie stanowiska w sprawie obrony krzyża
    etc
    Swoją drogą, jeśli spora część społeczeństwa – pewnie teraz jakieś kilkanaście procent – to ateiści, to jak mógł istnieć zespół parlamentarny z założenia walczący z tą częścią społeczeństwa? J
    To jakaś aberracja.

  164. Neferce
    Nefer
    17 marca o godz. 11:37
    zycze pieknych, niezapomnianych wrazen ze zwiedzania Mont St.Michel…
    sama jeszcze kiedys bede, moja pierwsza wizyta tam to wstyd przyznac, ale ze trzy dziesiatki lat minely…

  165. pastucha
    17 marca o godz. 19:02

    Sie bylem wybralem do sweetshopa na rogu w celu zakupienia Kilkenny, coby @Tanaka sie samotnie nie umartwial. Sadze ze moich poswiecen sie na dzis wystarczy i po Beamish’a lecial nie bede, choc stoi na polce obok Guinessa i Kilkenny. Za to jako nastepne to otworze 0,33 „By the Night with the Wand” z lokalnego artystycznego browaru… Zacny stout, choc w nieco innym niz Guiness smaku. Niemniej baze z przypalonego „malt” ma podobna. Polecic nie moge, bo w ilosciach niewielkich jest warzony i sa zapisy na pol roku do przodu. Co skutkuje tym, ze jedynie moge wyszeptac: „wish you drink that…„…

    pozdrowka
    ~l.

  166. dwa zespoły o intrygujących nazwach, z tych istniejących w bieżącej kadencji:
    Parlamentarny Zespół ds. Dziedzictwa Świętego Jana Pawła II
    Parlamentarny Zespół Obrony Chrześcijan na Świecie
    A w sumie jest tego ponad 200!
    Strasznie zapracowani ci nasi posłowie i senatorowie: nie dość, że mamy największą ilość nowo stanowionego prawa ( w zeszłym roku prawie 20000 stron, dwa lata temu podobno prawie 25000), to jeszcze tez zespoły. I pewnie dużo więcej różnych innych aktywności.

  167. @lonefather
    17 marca o godz. 19:18
    I u nas, w Polszcze, namnożyło się przeróżnych browarów rzemieślniczych co niemiara. Trudno zliczyć. W takim niedużym pubie/restauracji w piwnicy pod wieżą Hali Targowej we Wrocławiu jest kilkanaście, jeśli nie ponad dwadzieścia, nalewaków z takimi właśnie rzemieślniczymi wynalazkami, zresztą cyklicznie się zmieniającymi. Chyba gonimy Europę? Próbowałem większości, ale jakoś nie mam siły i zdrowotnych możliwości, coby spróbować wszystkich 😀

  168. @zak1953

    Przejmujący artykuł. Pięknie piszesz zaku o ważnych i niełatwych rzeczach. 

    Owszem nadzieja czy wiara w pomyślne zakończenie jest na pewno ważna by dodać sił w walce ale wydaje mi się  (z własnego skromnego doświadczenia) że najpierw potrzebne jest w tym celu uczciwe przedstawienie sytuacji pacjentowi i jego rodzinie. Lekarze w UK raczej nie mają z tym problemu.

    Nie jest łatwo zaakceptować brutalną prawdę ale jak można w ogóle podjąć walkę  (czy to o życie czy o godny koniec) nie mając jasnego obrazu z czym się mierzymy. Zresztą może mówie za siebie bo ja akurat zawsze wolę wiedzieć na czym stoję niż się łudzic.

    Twój wpis przywołał bardzo osobiste wspomnienie – takie do którego nie wracam myślami często ale wystarczy zamknąc oczy i widzę wszystko tak wyraźnie jakby to było wczoraj a nie ładnych kilka lat temu. 

    Oddział dziecięcej ortopedii w szpitalu w Yorku. Na łóżku mój zaledwie półtoraroczny syn. Śpi wymeczony głodówka przed anestezja do rezonansu i biopsji i samym zabiegiem. Nie chodzi od sześciu czy siedmiu tygodni. Wciąż brak diagnozy ale wiem, że dostanę ją dzisiaj. Nie wiem czy chcę ją poznać. Przecież zaledwie kilkanaście minut temu widziałam miny radiologow, kiedy go odbierałam z zabiegu. Dlaczego żaden z nich nie chciał spojrzeć mi w oczy po badaniu kiedy zapytałam co wyszło? Dlaczego ten jeden, który zdecydował się przemówic tylko mruknął  (patrzac na swoje buty, nie na mnie) że doktor wszystko mi później wytłumaczy? Wiem, że znaleźli coś co mi sie nie spodoba. Czuję, że zabija mnie na raty ta niepewność, niech już wreszcie w cholerę ktoś przyjdzie i powie mi o co chodzi. Zaciągnąm parawany dookoła łóżka. Nie mogę patrzeć na lato za oknem, na dzieciaki szczebioczace w łóżkach obok (na sali mamy do towarzystwa dwa złamania i jedno wywichniecie). Nie chcę, żeby ktoś patrzył się na mnie bo bardzo mocno próbuje zebrać się do kupy a coraz gorzej mi to wychodzi. Nie mogę odpedzic nieprzyjemnego wrażenia z MRI godzinę wcześniej kiedy wierzgajace ciałko mojego syna zwiotczalo mi na rękach pod wpływem narkozy, tak jakby już go ze mną nie było. Idiotycznie przypominają mi się nagle te wszystkie  psy i koty, które tak samo wiotczaly na stole lecznicy po pożegnalnym zastrzyku. Zastanawiam się czy aby nie wariuje od niepokoju. Jestem wściekla na męża, którego nie ma ze mna w takim momencie bo pracuje. Na szpital, że tyle to wszystko trwa. Na życie, że takie niesprawiedliwe. Czy było mi łatwiej gdybym mogła się modlić o pomyślne zakończenie? Wszak nasi wierzący przyjaciele kiedyś powiedzieli – łatwo ci mówic że jesteś ateistą i jest ci z tym dobrze ale pomyśl jakbyś się czuła gdyby twój mąż lub syn umarł lub był ciężko chory. No dobrze, myślę teraz, no i co by to zmienilo. Czy byłoby mi teraz łatwiej? Czy sprowokowaloby mnie to zwrócenia się po opium dla mas? Nie sądzę. Czekam.

    Wreszcie pojawia się nieco irytujący i arogancki ortopeda. Z ogonem asysty młodszych praktykantów, których właśnie chyba spotyka lekcja poglądowa jak przekazuje się matce małego dziecka, że…No właśnie. Że co? – że lekarze na podstawie wyników rezonansu myśla że jest to nowotwór kości udowej. Bardzo bezpośrednio, nie ma co owijac w bawełne. Oczywiście trudno coś więcej powiedzieć na tym etapie ale takie nowotwory są często łagodne więc, żeby się od razu nie załamywać zupełnie. Ale tego nie mogą zagwarantować bo może być to akurat złośliwy. Owszem, może się to skończyć ucieciem nogi ale jak już doktor mówil, w tym momencie, bez bardziej szczegółowej diagnozy trudno dać jakiekolwiek rokowania. Aha, jest jeszcze opcja że to nie jest nowotwór tylko martwica głowy kości udowej. W tym przypadku kość najprawdopodobniej przestanie rosnąć. Nic więcej nie mogą mi dziś powiedzieć. Potrzebny jest inny, specjalistyczny szpital w Birmingham i dalsze testy. No, ale jest piątek po południu. Sierpień, (w którym to miesiącu wszystkie szpitale borykają się z niedoborami lekarzy). W przyszłym tygodniu dowiem się czegoś więcej… Konsylium opuszcza salę a ja tuż przed zaciągnieciem parawanu łapię zszokowany wyraz twarzy matki z sąsiedniego łóżka, która ewidentnie słyszała rozmowę. Nic to, może przynajmniej przestanie się tak przejmowac głupim złamaniem nogi swojego potomka. Zostaję sama. a świat, wraz z całą przyszłością nagle kurczy mi się do tej małej klaustrofobicznej przestrzeni ograniczonej zasłonami wkoło łóżka w którym dalej śpi mój syn, nieświadomy dramatów przetaczajacych się nad jego głową. Pustka w głowie. Pierwsze wrażenie jest takie, że nie potrafię się pocieszyć, że nic to. Że jakoś będzie. Że kiedy się obudze spojrzę na rzeczy bardziej optymistycznie. Że nie działa wiersz, który w ciężkich momenach potwarzam jak mantrę „Czemu ty się zła godzino z niepotrzebnym mieszasz lękiem. Jesteś a więc musisz minąc. Miniesz, a więc to jest piękne…”

    Nic nie działa. Nie wiem co będzie za rok. Może mój syn będzie kaleką bez nogi. Może będziemy przechodzic kolejne chemie patrząc jak cierpi. Może wcale go nie będzie. A może wszystko jakoś się ułoży. Problem w tym, że nie wiem. I nie mogę nijak  się pocieszyc że wszystko będzie dobrze.

    Nic to. Póki nie wiem, mogę jedynie skupić się na teraźniejszości. Resztę wezmę jak leci. Kłody przeskakiwac jak je zlokalizuje. I tak nie mogę nic zrobić. W tamtym okropnym pierwszym momencie nie mam nawet jakiejs specjalnej nadziei, że to wszystko jakoś się ułoży. Czy wierzę, że mój syn wyzdrowieje? Nie potrafię na to odpowiedzieć, mam za mało danych.

    Zbieram się do kupy z powrotem. Kiedy następnego dnia w szpitalu odwiedzają nas przyjaciele, z synem w podobnym wieku, widzę po ich bladych i przerażonych twarzach, jak bardzo zła jest wiadomość otrzymaliśmy. Mam wrażenie że w jakiś sposób to jednak nie dociera do końca. One step at the time and I will worry later. Kończy się tym, że to my musimy ich pocieszać, żeby aż tak się nie martwili… My w międzyczasie przechodzimy do etapu żartów z sytuacji – czyż T nie wygląda komicznie podobnie jak Terminator z ostatnich scen oryginalnego filmu, jak tak pełza po trawniku podciągajac się jedną łapka? No weź nie rycz, kobito, zobacz że on się tym za bardzo nie przejmuje…Patrz jak za twoim szybko pełza, będzie jak znalazł jesli mu utna nogę!

    Nie było nam na szczęście dane odbyć tej próby do końca. Bo cudownym trafem szef pediarii miał inny pomysł niż szef ortopedii i zaczął leczyć w ciemno  (wreszcie! ) zapalenie szpiku i kości. Po kilku dniach konskich dawek dozylnych antybiotyków moj syn raczył powstać o własnych siłach a diagnozę ortopedow odesłano cichcem w zapomnienie. Byłam zbyt wycienczona stresem żeby robić jakiekolwiek awantury o nastraszenie nas do stopnia, który rzucal długi cień na naszą rodzinę przez następne lata. Koniec końców młody wyzdrowial a po 7 latach od zdarzenia przebiera długimi kulasami, że trudno go dogonić. Ja akurat miałam szczęście więc nie ma co się czepiać.

    Czy zdecydowałabym się na obcięcie mu nogi gdyby powiedziano mi wtedy, że to jedyny ratunek? Myślę, że tak. (Gorzej gdyby okazało się potem, że niepotrzebnie ; -) W UK nigdy nic nie wiadomo). Bez nogi można żyć. Nie pomogła mi w przezyciu tamtej sytuacji żadna wiara – ani w boga, ani w karmę, ani nawet w wyzdrowienie.  Ale – zaznaczam – miałam szczęście bo wszystko trwało krótko i skończyło się dobrze. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono…

    Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza tych z wewnętrznym Irlandczykiem w sobie, święto-patrykowo!

  169. @konstancja
    17 marca o godz. 19:17
    Jest jeszcze samotnia o podobnej nazwie, San Michele, ale dużo mniej znana od Mont St. Michel. Mieści się na Capri, właściwie na Anacapri, a jej budowniczym był swego czasu Axel Munthe. Sądząc z opisów zamieszczonych w „Księdze z San Michele”, jest dużo mnie monumentalna, ale dużo bardziej przyjazna człowiekowi. Niestety, jeszcze nie udało mi się tam dotrzeć, ale kto wie? Wszak lata emerytury jeszcze przede mną 😀

  170. A dla Nefer…

    https://youtu.be/SZ_jGod8pec

    Taki tam Oldfield Mike 😉

    Pod wycieczkę!

    Idę włączyć the Chieftains, z okazji Patryka 😉

  171. @Antonius
    17 marca o godz. 18:59

    Byłem w Lourdes dwa razy i na własne oczy widziałem pielgrzymów zlizujących wilgoć ze ścian groty. Biznes kręci się znakomicie, rocznie przybywa tam 6 milionów chorych w nadziei na uleczenie. Niestety, od ponad 30 lat nie zanotowano ani jednego cudu, a w od początku cudownego objawienia w 1858 roku zaledwie 66. Pierwszym uleczonym był lokalny kamieniarz, który jakoby cudownie odzyskał wzrok. Kamieniarz nigdy nie był ślepy, ale wieść poszła w świat i zaczęły się pielgrzymki…
    Zanik cudów tłumaczy się tym, że początkowo cudowne uleczenia dotyczyły chorych na gruźlicę. Kiedy w 1905 roku rozpoczęto badania chorych przy pomocy aparatu rentgenowskiego i zbadano kontrolnie sporą liczbę rzekomo uleczonych, okazało się, że żaden z nich nie chorował na gruźlicę.
    Sama Bernadetta nie zaznała łaski uzdrowienia i zmarła na gruźlicę kości w wieku 35 lat.
    Smutna jest historia tej biednej, umysłowo ograniczonej 13-letniej analfabetki, którą ciotka po aresztowaniu ojca pijaka oddała w łapy księdza Abbe Adera, a ten, sam będąc fanatycznym wielbicielem Maryi, indoktrynował ją religijnie i karmił wizjami objawień. Emil Zola opisał to w książce „Lourdes”.
    W zeznaniach po „objawieniu” zanotowano, że Bernadetta widziała coś w bieli. Czy to była Najświętsza Panienka? Nie, dziewczynka. Zapytana, czy przedstawiła się jej jako Matka Boska, odpowiedziała – Nie.
    Źródełko w grocie jest mikre i ledwo ciurka, ale krany na zewnątrz stoją do dyspozycji i można sobie „cudownej” wody utoczyć do woli.

  172. Notabene, Axel Munthe był lekarzem, ale w czasach, gdy jeszcze nie było NFZu i procedur. Polecam lekturę, dużo w niej o tym, o czym dzisiaj większość postów: o odpowiedzialności lekarza, o człowieczeństwie w ogólności.

  173. @pastucha czytam o tych zespołach parlamentarnych i wprost wierzyć się nie chce,że istnieje takie państwo na świecie,w którym czas się cofa ,zamiast iść do przodu.

  174. Tanaka
    17 marca o godz. 16:43

    😀 😀 😀

  175. Jeszcze o naszym tzw Parlamencie.
    Czy ktokolwiek ze zgromadzonych tu na blogu czcigodnych blogowiczów jest w stanie przeczytać ze zrozumieniem 25000 stron aktów prawnych w ciągu roku? Odliczając soboty i niedziele, tudzież dodatkowo kilka dni ustawowo wolnych od pracy pozostaje cirka ebaut 250 dni roboczych. Czyli sto stron dziennie do przeczytania. A gdzie czas na krytyczne spojrzenie, porównanie z prawem obowiązującym, wymyślenie w miarę logicznych poprawek? Cała ta ciężka praca parlamentarna to zwykła fikcja. A przy okazji utrudnia się życie milionom zwykłych ludzi, którzy nie są w stanie tego prawa ogarnąć, a przecież nieznajomość prawa wcale nie zwalnia z odpowiedzialności za jego nie stosowanie.

  176. @pastucha

    Mnie też marzy się Anacapri właśnie ze względu na Księgę z San Michele:)
    Axel Munthe był z pewnością bardzo szczególnym lekarzem. Nie tylko ludzi, ale i zwierząt. Napisał jeszcze jedną książkę – Księga o ludziach i zwierzętach w której pisze o swojej praktyce w najbiedniejszych dzielnicach Paryża,ale również …… w paryskim Zoo.

  177. Ehehoho…

    Znaczy sie reklama, czyli ponoc najlepsza reklama piwa. Jej „najlepszosc” jest chyba w wysmianiu innych reklam ze zrodlanymi wodami i innymi dobrami co to maja cud wlasciwosci i je piwom przekazuja… Ponoc.

    Sie kiedys skusilem i moja opinia o piwku z reklamy jest prosta – zwykly nudny lager…, ale reklama fakt, ze zabawna, choc moze tylko dla tych co juz jakis czas swiadcza Patrykowi…

    Reklame wspomniana kazdy oglada na wlasna odpowiedzialnosc, a mozna ja zobaczyc tutaj:

    https://www.youtube.com/watch?v=Sjl5_vDfiuM

  178. Kostka
    17 marca o godz. 19:41
    Przejmujący komentarz Kostko. Istotny i wiele wart, bo komentarz uczestnika, osoby będącej wewnątrz wydarzeń i jednocześnie dotkniętej problemem. Sam nie piszę o takich szczegółach, bo zrobiłbym z tego książkę albo scenariusz filmu, a nie artykuł wstępny do blogu. Mam to szczęście, iż byłem tylko świadkiem towarzyszącym, osobą stojącą z boku, nie obarczoną żadną odpowiedzialnością. Kimś w rodzaju księdza wysłuchującego penitenta w konfesjonale ale także bez obowiązku zachowania w absolutnej tajemnicy tego, co usłyszałem od zrozpaczonego i co tu mówić, finalnie zrezygnowanego ojca.
    Ty, Kostko, byłaś bezpośrednio zaangażowana w historię. Opisałaś bardzo dramatycznie czas oczekiwania na pierwsze wyniki badań swego syna. I tak podziwiam, dokładność opisu sytuacji zewnętrznej, lekarzy i ich zachowań, w sytuacji, gdy z dzieje się coś dramatycznego z małym dzieckiem. Diagnozowanie i podjęcie decyzji o sposobie leczenia, zajęło w twoim przypadku jakiś czas. Tutaj było podobnie. Diagnozowanie nie trwała krótko. W twoim przypadku, TY podjęłabyś decyzję o akceptacji ewentualnej terapii. Tutaj, pacjent był już dorosły i ojciec mógł co najwyżej przekonywać syna do proponowanej metody. I tylko tyle. Nie mógł za syna podjąć decyzji, jaka spoczęła by na tobie, gdyby trzeba było dokonać amputacji. Każde zdarzenie jest odmienne. I na szczęście kończą się także odmiennie. Miałaś sporo szczęścia w problemie. i cieszę się z tobą twym szczęściem. W przypadku kolegi takiego przywileju nie już nie miałem. Mogłem go tylko odprowadzić na miejsce ostatniego spoczynku – już spokojnego i cichego śmiertelnym spokojem.

  179. pastucha
    17 marca o godz. 19:37

    Mam wrazenie, ze na zachod od Odry stosuje sie okreslenie „piwo artystyczne”, bo niewielkie ilosci pozwalaja na dopieszczenie niemozliwe przy produkcji tysiecy hektolitrow.

    Bywszy ostatnio w Barcelonie bylem rozdarty pomiedzy winami, a piwami artystycznymi. Doslownie 60 krokow od mojego hotelu byla piwiarnia z takimi wlasnie piwami. W ofercie okolo 70 roznych piw warzonych w 5 malutkich browarkach, co pozwala na delektowanie sie tematyczne. Jeden wieczor poswiecilem American Ipa, a buteleczki 0,33 pozwolily mi na przetestowanie 14 roznych piw i zaknczenie wieczoru w postaci 15ej butelki tego, ktore najwyzej ocenilem.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Gdybys sie wybieral do Barcelony, to polecam Pub na Carrer de Llacuna, Barcelona, dwa kroki od skrzyzowania z Rambla del Poblenou. Numeru nie pamietam, ale znajdziesz bez problemu, tylko pamietaj, ze otwieraja po 17…

  180. @lonefather
    17 marca o godz. 20:50
    Jakoś tak się złożyło, że nie przepadam za dalekim podróżowaniem i póki co kontentuję się peregrynacjami w obrębie grajdoła, zwanego Polską. Poza kilkoma pobytami w Szwabii i Bawarii (połączonymi oczywiście z degustacją, ale nie w czasie Oktoberfestu – masówek nie znoszę) krążę to na miejscu. I odkryłem na przykład lokalny browar w Zawierciu, który onegdaj robił doskonałe Piwo Czekoladowe i kilka innych.
    A kiedyś zupełnie przypadkiem znalazłem się w Jaśle na Dniach Wina, takiej niedużej wystawie połączonej z degustacją i sprzedażą lokalnych win polskich, czeskich, słowackich, węgierskich i diabli jeszcze wiedzą, jakich (Asasello pewnie by wiedział).
    Dziękuję więc za namiary w Barcelonie, być może jakiemu innemu blogowiczowi się przydadzą 🙂

  181. pastucha
    17 marca o godz. 21:03

    Przepraszam. Na ogol sie wystrzegam, czasem jak mnie temat wciagnie, to daje sie poniesc. Zlaszcza gdy temat jest smakowity tak jak piwa artystyczne bywaja…

    Z Polskich to polecic te zpare moge, bo i po Polsce tez sie wlucze corocznie i w roznych porach roku. I od lat wszedzie niemal natykam sie na produkty malych lokalnych browarow. Polska nie jest duzo gorsza pod piwnym wzgledem i jedyna roznica jest nasycenie iloscia producentow. A jedynymi krajami, w ktorych tego ruszenia sie w warzenie piw artystycznych nie zauwazylem to kraje o duzej ilosci lokalnych browarow, choc moze i tam to jest, a tylko ja nie zauwazylem.

    Moze @Nefcia by cos wiedziala o Belgii? Bo i tam jak w UK tez sie ludzie rzucili warzyc piwa artystyczne?

    pozdrowka
    ~l.

  182. Kiedy dowiedzialam sie, ze bohater wstepniaka szukal ratunku dla syna w Ameryce, w Teksasie od razu mi zadzwonil dzwonek ostrzegawczy. Od kilkudziesieciu lat przez Ameryke przewija sie postac dr. Stanislawa Burzynskiego, ktory wlasnie urzeduje w swojej klinice w Teksasie. Jest on prawdziwym doktorem, jednak jego metody leczenia sa co najmmniej kontrowersyjne, od bardzo wielu lat oficjalne boardy medyczne usiluja go dopasc, ma bardzo wiele procesow, co wszystko mozna ujac w jednym zdaniu: „sprzedaje falszywa nadzieje rodzinom i pacjentom”. W internecie roi sie od informacji o nim. Sprytny szarlatan, zreszta kiedy ogladalam go w jakis migawkach to raczej byl sprzedawca a nie lekarzem.
    Nigdy nie wiemy jak my sami zachowalibysmy sie w jakiejs sytuacji, czy na odleglosc z Polski tez nie wydawalby sie cudotworca, chociaz przy moim sceptycyzmie moge podejrzewac jak bym postapila.
    Co do okaleczenia dziecka za cene zycia… to tu n ie mialabym cienia watpliwosci jak nalezy postapic. Moze w Ameryce fizyczna ulomnosc nie jest koncem swiata, tez dla mlodego. I to nie tylko dlatego, ze jest dziesiatki tysiecy mlodych weteranow lat 20 – 30 bez nog czy rak, nie mowiac o juz o wypadkach komunikacyjnych czy wlasnie nowotworach kosci w udzie, ( zwlaszcza u mlodych ludzi. Jakie sa procedury na rozne ich rodzaje i jak lecza naprawde – nie wiem. Nie ma jednego raka. Taka amputacje w wieku lat 18 przeszedl jeden z synow najmlodszego z klanu Kennedych senatora Edward Kennedy. Mysle, ze w tej chwili jest po 50-tce, ozeniony, dzieciaty, nie tak slynny, ale dzialajacy u demokratow, a takze jezdzacy na nartach i bioracy udzial w ich jakis rodzinnych grach sportowych.
    W zeszlym roku na lotnisku w Dublinie spotkalam grupe mlodych Irlandczykow w wieku plus minus 20, wiecej minus 20. Naogol chlopaki, kilka dziewczyn, wszyscy po jakis amputacjach ( nog, rak) ich opiekun tez i wszyscy w jednakowych strojach sportowych. Zapewne lecieli do Polski spotkac sie z jakims innym klubem na jakies zawody. Ci z protezami nog dzielnie je odpinali, zeby przyszly przez detektor, nie wiem na ile ich to zenowalo, a na ile byli przyzwyczajeni do tego. Chyba nie musze wyjasniac dlaczego podalam ten przyklad.

  183. pastucha
    17 marca o godz. 19:42
    moze nie nazwalam tego prawidlowo, ale mialam na mysli klasztor St Michael, do ktorego prowadzi droga, zalewana przez przyplywy i tak samo odcinajaca gore i klasztor od stalego ladu.

    Kostka
    17 marca o godz. 19:41

    Wspolczuje Ci tamtych przezyc; pamietam, gdy bylam w szpitalu moim mlodym, wowczas siedmioletnim, ktorego ze szkoly wziela karetka.
    Badania w roznych szpitalach, dwoch; rezonansu magnetycznego jeszcze w Poznaniu nie bylo, ale potrzebne badanie EEG wykonano w innym szpitalu. To byly czasy, gdy rodzice nie mieli wstepu do szpitali, byly tylko odwiedziny raz w tygodniu i przez szybe.
    Mojemu synowi od razu na wstepie przypisano epilepsje. RAny Julek- skad takie cos w rodzinie? ani my alkoholicy, ani zadna patologia. Nic nie wiedzialam o chorobie, ale zle mi sie kojarzyla (ogladalam kiedys dodatek filmowy w kinie, po kronice, przed wlasciwym filmem. I tam byla wlasnie epilepsja zwiazana z derilium poalkoholowym i taki obraz przetoczyl mi sie w glowie po diagnozie).
    Badania potwierdzily wstepne rozpoznanie. Przede wszystkim obawa o przyszlosc dziecka- kim moze byc, co moze robic, jak da sobie rade w zyciu….to mi nieustannie towarzyszylo.Znajomy neurolog wytlumaczyl mi, co i jak, gdy mu sie splakalam w sluchawke z diagnoza tego dnia, gdy wstepnie ja uslyszalam…
    Dobrze dopasowane leki, wieloletnie pilnowanie ich dawkowania wyleczylo moje dziecko.

    Dzis „dziecko’ ma trzydziesci pare lat, przebyta choroba uchronila go od poboru do wojska, skonczyl normalne uniwersyteckie studia dzienne i dobrze mu sie wiedzie. Ten rodzaj choroby mija z wiekiem jest przypisany do wieku dzieciecego, ale leczyc oczywiscie trzeba. Diagnoze mozna postawic wlasnie dopiero u dziecka 6-7 letniego.
    Ale niepokoj towarzyszyl mi cale lata, obawy o zle postawiona diagnoze i moze niedopasowane z wiekiem leki trwal dosc dlugo. I nikomu nie zycze takich jak nasze przezyc, zostawia to w nas pewien slad.

  184. Moja mama zaczytywala sie w ksiedze z San Michell. Ksiazke wzielam sentymentalnie do Ameryki, zajrzalam do niej jakis czas temu i omg – jaka to ramota. Nawet zainspirowala mnie, azeby zglosic temat do naszego klubu ksiazkowego: ksiazki, ktore po latach mnie rozczarowaly. Zreszta podobnego rozczarowania doznala moja corka, kiedy bedac we Wloszech wybrala sie z mezem na wysepke, gdzie rezydowal Axel Munthe. Ziliony takich samych naiwnych jak ona turystow, a posmak takiej wysepki mozna zakosztowac w wielu innych miejscach. Jej amerykanski maz, ciagle dopytywal sie o co to chodzi. Nie wyczul wyzszej kultury europejskiej. Poza tym moze i leczyl Axel Munthe biedote, ale bardzo krotko, a potem juz byl wylacznie lekarzem celebryta, co to glownie histerie wyzszych sfer leczyl.
    Tak, nie bylo wowczas zlego polskiego ubezpieczenia, powiem wiecej – nie bylo zadnego. I jak by nie patrzec daleko odeszlismy od jego czasow. I chwala bogu.

  185. Kostka
    Poruszająco opisujesz swoje doświadczenie.
    Co do Mt St Michel, to miejsce jest niesamowite, choć już naruszone masowością turystyki. Skała, domy miasteczka u podnóża klasztoru, sam klasztor, niebo, woda rozlana dookoła, ptaki – uroda trudna do nazwania. Aha, bo można sobie też kupić świecące miecze średniowieczne albo chińskich mnichów skaczących na jednej nodze do wyczerpania się bateryjki.
    Tak że ten jest fajnie. Najlepiej tam przyjechać przed wschodem słońca.

  186. Tobermory
    17 marca o godz. 19:54

    To tak, wszystko pięknie-ładnie, ale jak sobie z Lourdes nie przywiozłeś fosforyzującej Matki Boskiej długości pół metra, to taki pobyt się nie liczy.

  187. @konstancja, Kostka

    Serdecznie Wam dziękuję 🙂 zobaczymy co wyjdzie, tymczasem zarezerwowałam hotel:)

    Kostko, przeleciałam Twój tekst wzrokiem ale nie przeczytam bo nie mogę. Jestem straszny sucker jeśli chodzi o dzieci, chore, albo którym się krzywda dzieje i skręca mnie od samego czytania.

  188. @zyta2003
    17 marca o godz. 21:5,
    To wszystko kwestia subiektywnego odbioru.
    Weźmy na przykład takie nieduże miasteczko w Connecticut, nazywa się New Canaan. Nic specjalnego, zwykłą mieścina, jakich jak Stany długie i szerokie mnóstwo. Ale jest tam jeden dom, absolutnie niezwykły, Glass House Philipa Cortelyou Johnsona. Jeśli ktoś o nim nie wie, albo nie ma pojęcia o modernistycznej architekturze lat czterdziestych, to go nawet nie zauważy i stwierdzi, że New Canaan jest beznadziejne, i będzie miał rację. Ale ja wiem, gdzie jest to szklane pudło i co jest wokół niego, znam genezę, dla mnie to coś istotnego, a New Canaan jest miejscem szczególnym. Podobnie Anacapri i dom Axela Munthe.
    Podobnie z „Księgą z San Michele”: jednym się nie podoba, inni nie są w stanie przeczytać nawet jednego rozdziału, ja wracam do niej co jakiś czas, podczytuję fragmenty, i jakoś mi się nie nudzi.

  189. @lonek

    Tu jest z 1000 gatunków piwa. Lubię Duvel i Tripel Karmeliet. Krieka nie lubię a Hoegaarden jeszcze bardziej (nie pamiętam które to paskudztwo było, jakiś blond). Mort Subite Framboise albo Mort Subite Kriek, a pfe. A na reszcie się nie znam:(

    https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Belgian_beers

    180 browarów w kraju wielokrotnie mniejszym od Polski, taki mają klimat.

  190. zak1953
    17 marca o godz. 11:26 napisałeś do mnie:
    „Proszę nie spekuluj na temat czy coś powiedziano czy nie. Zajrzyj do; zak1953
    17 marca o godz. 11:15.
    Rzecz w tym, iż ojciec lekarz od początku miał świadomość skutków tego nowotworu. Sam diagnozował podobne z wiadomym dla pacjenta skutkiem. Nie mógł mu jednak kategorycznie odbierać nadziei, chociaż rozumiał iluzoryczność tej nadziei.”

    Przykro mi jest jeśli odebrałeś mój post jako spekulacje, nie było to moim zamiarem. Pewnie zbyt emocjonalnie potraktowałam Twój post wcześniejszy niż ten, który podałeś.
    Pisząc do Ewy-Joanny i pod spodem do Ciebie bazowałam na Twoim poście: 17 marca o godz. 10:36, w którym to między innymi napisałeś ” Ojciec, miał stuprocentową jasność. Rodzinie także powiedział, że sytuacja jest poważna. Nie powiedział tylko, że bez amputacji – beznadziejna. Bo i syn i rodzina dopuszczali, że miejscowi lekarze mogą się mylić.”
    Dla mnie te przytoczone powyżej zdania to … otwiera się film sprzed dwudziestu paru lat.
    Mam jedno dziecko, ma wówczas niepełne 19 lat, ogrom szczęścia, że dostało sie na wymarzone studia i taki jeden dzień … słoneczny piękny, wychodzi z domu, by spotkać z koleżeństwem i za jakieś dwie godziny telefon ze szpitala – moje dziecko jest w cięzkim stanie na OiOMie po wypadku komunikacyjnym. Nie jest to nowotwór, jedynie popękana czaszka, rozległy krwiak, pozrywane jakieś wiązadła nerwowe, brak przytomności, trochę potłuczona ręka i częściowo zmiażdżone mięśnie nogi. Śpiączka trwa siedem dni, czekamy wg lekarzy czas pokaże, organizm jest młody, silny. Po siedmiu dniach wybudzenie. Niewiele wiemy co i jak – moje dziecko nic nie pamięta, nie pamięta nawet, że wyszła z domu … Mijają miesiące, postępy są takie wolne jak na niecierpliwość młodości. Ja głęboko wierzę, że wszystko będzie dobrze, leczenie , rehabilitacja, są dni lepsze i gorsze. Włączona do pomocy medycznej lekarz – ciocia, która probuje od strony medycznej wytłumaczyć dziecku, że to dochodzenie organizmu do jakiejś normalności wymaga czasu, że te pozrywane wiązadła żeby odbudowały się to będzie trwało około pół roku do roku. Przed upływem roku pod szwem na czaszce pojawia się coś jakby miękki guzek, który rosnie w dużym tempie. TK i czeka dziecko operacja głowy, cos się dzieje. Płacz, bunt i brak zgody mojego dorosłego dziecka na operację. Wówczas lekarz przypomnial sobie, że są rodzice i prosi nas na rozmowę, by wpłynąć na dziecko, że operacja jest niezbędna. Długie dyskusje, kłótnie i … to wówczas moje dziecko wykrzyczało mi, że lekarz w szpitalu i ciocia lekarka ją oszukali, bo miało być juz dobrze, a tu ma mieć nową operację i NIE, bo nie …Pozwoliłam przez parę dni wypłakać się i poprosiłam, by jednak rozważyła zgodę na tą operację, bo może coś zostało przeoczone, gdy była nieprzytomna . Skończyło się pomyślnie, był jakiś skrzep z małym odpryskiem kości, zostało oczyszczone, w miarę pełny – z bardzo drobnymi mankamentami- powrót nastąpił po ponad dwu latach. Do dziś ma wyrwę w pamięci z tego wypadku i tych siedmiu dni w śpiączce, ale … to nieważne , bo my dowiedzieliśmy się od bardzo miłego Pana policjanta, że … tak naprawdę to nasze dziecko jemu zawdzięcza swoje życie – przejażdżali radiowozem w odległości ok. 100 metrów i gdy Pan zobaczył „kogoś” podbitego przez samochód w górze – pierwsze radiotelefonem podał informację, że potrzebne natychmiast pogotowie do wypadku – moje dziecko w ciągu 25 minut było już w szpitalu. Jakie było te dwa i pół roku ? – bardzo trudne, ale w sumie ok.

  191. @zyta2003
    Axel Munthe mieszkał w Anacapri,które jest częścią wyspy Capri,a to przecież nie jakaś mała wysepka.Turyści przybywają na Capri od dawien dawna,ze względu na wszystkie pozostałości zabytków z czasów cesarzy rzymskich,szczególnie Tyberiusza,który miał tam swoją willę i bardzo często przebywał. Na jej ruinach powstała willa Axela Munthe. Stąd jej unikalny charakter.

  192. Spiesze wyjasnic tym, ktorzy z duma informuja, ze zastrzegli, azeby nie podtrzymywac ich sztucznie przy zyciu. Nie kazdy ma takie szczescie, ze ulegnie wypadkowi, w ktorym wysiadl mozg, albo dostanie wystarczajaco ciezkiego wylewu, ze mozna rozpatrywac odlaczenie od aparatury. Zreszta i wtedy nie jest to taka hop siup decyzja – odlaczamy. Przynajmniej w Ameryce nie jest to tak oczywiste, nie watpie, ze we wszelakich innych krajach podobnie. Naogol umiera sie dlugo i wszelakie organy pracuja i nie ma nas od czego odlaczac. Stad problem legalizacji eutanazji, zeby przy tych „pracujacych” organach jak mozg pluca, serce moc zakonczyc zycie. Moja znajoma opowiedziala mi ostatnio, ze jej babka i prababka w wieku statecznym, kolo 90-tki popelnily samobojstwo nie czujac juz potrzeby dluzszego zycia. Babka zazywajac zbierane przez kilka lat srodki uspokajajace i nasenne.
    Z zachwytem mowimy o zmarlym fizyku, ile to on dobrego dal swiatu. Niestety nie kazdy, ktoremu los wybral chorobe zanikowa rodzi sie z takim fartem, czyli takim mozgiem. Inni maja podobna niesprawnosc, ale za to majac zwyczajny mozg, nie sa otoczeni kochacymi kobietami, czy wielbicielami na calym swiecie … Zreszta byl on fenomenem medycznym, na takie choroby neurologiczne umiera sie po uzyskaniu calkowitej niesprawnosci max. w ciagu kilku lat. Zapewne mial warunki zyc dluzej…
    Dla mnie te choroby sa najgorsze. Od paru lat zauwazono, ze nie tylko istnieje rak, serce i ASIDS, ale straszliwe choroby ukladu nerwowego.
    Macie w pogardzie wszelakich celebrytow, ale to od nich zaczynaja sie wszelakie akcje, tez wlasnie w ostatnich latach dotycza chorob psychiatrycznych i systemu nerwowego. Bo ktos tych celebrytow ich zainteresowal, bo maja kogos w rodzinie.

  193. @pastucha
    17 marca o godz. 19:33
    No to i nie ma się co dziwić, że posłowei nie wiedzą na co głosują, bo od tego nadmiaru zgłupli!

  194. Moze za ostro potraktowalam Axela Munthe, ale jestem osoba z sercem po lewej stronie nie tylko biologicznie, ale i z powodu zapatrywan spolecznych. Dlatego mimo fajnych historii i nostalgicznych opowiesci za odchodzacym swiatlem ( swiatlem, mnie swiatem) uwazam, ze jest to jedynie modna w swoim czasie ksiazka.

  195. @Izabella 17 marca, godz.18:53
    Smierc jako kara za grzechy nawet nie wlasne, ale przodkow, jest idea Starego Testamentu. Jednak nie wszyscy wierzacy biora ja doslownie. Tzw. grzech pierworodny jest archaiczna nazwa zla tkwiacego w czlowieku. Taka chyba czesto bywa obecna religijna wykladnia tego pojecia. Istnieniu zla w czlowieku trudno zaprzeczyc, choc czlowiek jest czescia przyrody, do ktorej pojecia zla nie mozna odnosic. Z ta sprzecznoscia logiczna nie mozna sobie nijak poradzic.
    Sa archaiczne idee, ktorym nadaje sie nowe interpretacje. Oprocz tego sa jeszcze archaiczne umysly, jak tych pan, o ktorych piszesz. Na to tez nic nie poradzisz. Mozesz tylko chronic wlasne dzieci przed wplywami takich osob.

  196. Może trochę nie na temat ale bardzo ważne moim zdaniem.
    „Wolność kobiety nie może przesądzać o pozbawieniu życia dziecka poczętego” – tak uznali posłowie z komisji ustawodawczej. Orzekli, że aborcja ze względu na duże ryzyko ciężkich wad płodu lub nieuleczalnej choroby jest niezgodna z konstytucją. Opozycja nie protestowała.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23155345,bez-dyskusji-bez-opozycji-poslowie-uznali-ze-kobiety-powinny.html#Z_MT

    No to macie (tu są różne brzydkie wyrazy) świetną opozycję! Nic tylko głosować na PO albo Nowoczesną i patrzec jak klęczą u stego starego grzyba.

  197. @Kostka 17 marca, godz.19:41
    „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.” Prawdziwe i pieknie powiedziane. Nic nie rowna sie z miloscia do dziecka i nie ma gorszego przezycia niz jego smierc lub chocby smiertelne zagrozenie. Mialam podobna sytuacje z moja corka, choc stan zawieszenia trwal znacznie krocej. Reaguje na takie zdarzenia jak @Nefer, ale przeczytalam uwaznie.

  198. @Nefciu

    Ja nie o tym.

    W UKeju jak przyjechalem bylo cos kolo 500 browarow i jakies 3500 marek piwa, z czego wiekszosc malutka, lokalna, nie butelkujaca produkcji, tylko rozprowadzajaca ja po lokalnych kilkudziesieciu Pubach.

    A pomimo tej obfitosci pare lat temu ruszyla jak lawina mikro produkcja piw artystycznych. Tlumacze doslownie „artistic beers”…

    Trzy lata temu w Brixton byl jeden mikrobrowar warzacy bodaj 6 roznych piw. Dzis w Brixton sa 4 takie mikro browary i lokalny dystrybutor ma w codziennej ofercie od 20, do 40 roznych piw i wszystkie sa wylacznie od lokalnych wytworcow. Wszystkie butelkowane, bo za malo wytwrzaja, zeby w kegach do Pubow dostarczac.

    Wspomniane 4 lata temu w Norwood (rejon Gminy Croydon) nie bylo zadnego mikrobrowaru, dzis sa dwa. W jednym z nich mam nawet 5 udzialow, ktore kupilem rok temu, gdy na wiosennym festynie w Crystal Park byli ze swoja oferta promocyjna i zbierali kase na rozwiniecie produkcji. Tak mi posmakowalo ich piwo, ze kupilem te udzialy. Pare dni temu dostalem maila z info, ze moje udzialy kupione za £100.00 sa obecnie warte £118.50, zaledwie po roku i to bez wzrostu ceny produktu, a wylacznie wskutek zwiekszenia sprzedazy. Mam opcje na zakup nowych udzialow, jesli takowe sie pojawia i nie bede sie wachal.

    Produkcja „mojego” browaru nie stoi na polkach sklepowych i jest wylacznie rozprowadzana przez sprzedaz zapisowa, w okolicznych restauracjach i czesciowo wsrod udzialowcow. Gdy dostaje info, mam 24 godziny na zarezerwowanie tego co chce kupic. 24 godziny wystarczaja na sprzedanie calosci kazdej wywarzonej ilosci piwa.

    I ja wlasnie o takie mikro browary i ich wytwor w postaci piw artystycznych sie pytalem. Bo to tutaj w UK jest zjawisko wrecz fantastyczne, jesli sie wezmie pod uwage ilosc browarow i ilosc gatunkow piw przez nie warzonych. Bo przy tej obfitosci to wydawaloby sie, ze juz na nic nie ma miejsca na rynku, a tu sie od paru lat okazuje, ze nic bardziej mylnego, ze jest miejsce na ta wysublimowana, wrecz artystyczna piwna wytworczosc.

    I wlasnie o to czy podobne zjawisko w Belgii tez sie pojawilo, sie zapytowywuje?

    pozdrowka
    ~l.

  199. kruk
    18 marca o godz. 0:14

    Wpadłam na chwilę i dorzucam sprostowanie, na wszelki wypadek – cytat „tyle wiemy o sobie” pochodzi z Szymborskiej – nagle ze zgroza zdałam sobie sprawę z tego, że nie postawiłam zawiasów (anumlik by mi pogonil kota!).

    Też mam tak jak Nefer i większość mam – kiedy zaczyna mieć się własne dzieci, pewne rzeczy zaczynają trafiać o wiele bardziej do wyobraźni. Pamiętam, że oglądając po raz drugi (już mając dziecko) film „21 grams” miałam duży problem z dokończeniem go.

  200. @zyta2003
    Kiedy mowa o zyciu z powazna ulomnoscia, zawsze przychodzi mi na mysl Thomas Quasthoff, ofiara talidomidu i wysoce utalentowany spiewak. Wiele lat temu ogladalam program o nim. Byly w nim filmiki z lat dziecinstwa pokazujace kalekie ale radosne dziecko. Na kikutach zamiast ramion mial rece z trzema palcami. Jako dorosly potrafil tymi palcami cos zagrac na klawiaturze, wiec mozna sobie wyobrazic, ze bylby swietnym instrumentalista majac normalne rece. Na szczescie natura obdarzyla go pieknym glosem barytona-basa. Wygladal na czlowieka spelnionego. Ale tez chyba dzieki innemu darowi natury – zdolnosci do cieszenia sie zyciem. Nie kazdy ja posiada, ilez jest malkontentow zyjacych w zdrowiu i dobrobycie, ile ludzi latwo popada w ciezka depresje.
    Dlatego wybor miedzy kalectwem i smiercia syna nie moze byc oczywisty.

  201. Dostalam, biezaczki wpisowej, prosze wybaczyc.
    @Ewa Joanno, caly czas mowie, ze nie widze roznicy w efektach dzialania na polu swiatopogladowym „tych i tamtych”. Nie przysiegne sie, ze gdyby rzadzilo PO to dzisiaj nie mogliby zostac wychowawcami ksieza i katecheci. To przeciez nie PiS wciagnal na liste plac ksiezy, a potem wielkie rzesze katechetow (-tki). To nie zaczelo sie 3 lata temu, na litosc boska. Powazne, a nie oszalale z nienawisci analizy mowia, ze J. Kaczynskiemu wcale nie sa w tej chwili na reke poczynania tego np jakiegos Ordo Iuris, tak jak i ostatnie zamieszania sejmowe. Niestety Ordo Iuris ma prawo zglaszac swoje pomysly ustawodawcze, a przynajmniej zna droge jak to sie robi i nie sa to moherowe babki z kruchty, tylko zdolni prawnicy, etycy i co tam jeszcze. Wolnosc, o ktora tak walczycie dotyczy nie tylko Was, ale i przeciwnika.
    Zachodzi pytanie, kto ich finansuje. Zapewne nie kuria, ktora nie ma potrzeby trwonic zgromadzonego majatku. Przeciez jest duzo laickich, z tradycjami mafijnymi organizacji religijnych, co swoja struktura obejmuja swiat a wiec i Polske.
    Dyskutowaliscie na poczatku wpisow, czy nalezy pacjentowi mowic, czy nie mowic? A spytal sie ktos pacjenta, czy chce wysluchiwac ile mu jest pisane. Nawet bardzo chory pacjent jest jeszcze jednostka prawna i moze cos chciec lub nie. Naogol i tak wszystko wie z internetu i w ogromnej wiekszosci przypadkow lekarz mowi o procedurze leczniczej jaka go czeka, wiec i tak wie co mu jest i jakie sa rokowania. To tak ladnie wyglada na filmach „zachodnich”: masz pan pol roku zycia to jedz pan w podroz dookola swiata. Zapewne zdarzaja sie takie przypadki. Wiem o dwoch bardzo zle rokujacych nowotworach: raku trzustki i glejaku mozgu, kiedy to okres przezycia wynosi …. niewiele. Wie o tym kazdy chorujacy na to, niezaleznie od mowic nie mowic.

  202. @zyta2003
    Nt. utrzymywania przy życiu. Oglądałem ongiś dosyć demaskujący dokument w TV, o problemie z ludźmi starymi albo pozbawionymi już możliwości decydowania o swoim losie, albo w stanie wegetatywnym, których utrzymuje się przy życiu w szpitalach, często przez dłuższy czas, mimo prawie 100% pewności, że ich stan jest beznadziejny. Dlatego że rodzina nie chce/nie ma odwagi/nie przyjmuje do wiadomości beznadziejności sytuacji, a lekarze boją się oskarżenia o pomyłkę lekarską. Sporadyczne „cudowne” wyzdrowienia umacniają takie podejście. No więc sobie zastrzegliśmy, na wszelki wypadek, by próbować uniknąć ew. wegetacji z pomocą wentylatora.
    Na eutanazję nie można na razie liczyć. W szwajcarskiej Dignitas jest ponoć 2-letnia kolejka.
    Na razie nasza zachodnia cywilizacja może sobie ekonomicznie pozwolić na utrzymywanie na siłę przy życiu osób chorych/niepełnosprawnych. Zapomina się przy tym, że to tylko ostatnie 100 lat, skrajnie wyjątkowe w historii gatunku.

  203. @Rogger77 oraz inni.
    Niektórzy członkowie tego blogu cierpia na syndrom „oblężonej twierdzy”, atakowanej przez zastępy „religiantów” wspomagane przez zaciężnych „kaka”. Zeloci ateizmu próbują przeciwnika zdyskredytować i obrzucić łajnem „religianctwa”, sugerując nawet płatne wpisy.
    No cóż, mnie jakoś ojciec Rydzyk nie docenia bo żadnego czeku jeszcze nie dostałem.
    Pisze tutaj kilkoro rozsadnych ludzi ale marginalne giermki obrzydzają życie i denerwują okropnie.
    @biba 8:27
    Nie narażałbym swojego dziecka na takie ryzyko.
    PS. Czy gdzieś w sieci kołatają się wiersze śp. anumlika? Były świetne.

  204. Olac!

    Zwyczajnie olac trollowatosc powyzszego postu…

    pozdrowka
    ~l.

  205. Panie Jacku, poprzedni proszę wyrzucić! 🙂
    @astra
    Tu się kołataja jak jeszcze nie byłeś.
    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/kacik-anumlika/

    Co do reszty to nie jest żaden syndrom, ale zmęczenie materii. Od dawna wchodza tu na blog ludzie tylko po to, żeby walnąć jakimś tekścikiem rzekomo demaskującym albo wyzszościowo moralnym i nie podejmują żadnej dyskusji poza obrażaniem sie i dalszym obrzucaniem nas syndromami i innymi.
    To znaczy, każdy sprzeciw wobec ich poglądów to personalny atak na nas, czyli ateistów tutejszych, a nie dyskusja. A jak nieszczęśliwie czasem przyznamy im rację ( bo czasem miewaja) to jest to dowód na istnienie boga i nasz zakamuflowany katolicyzm.
    To co się dziwisz, że niektórzy mniej odporni reagują tak a nie inaczej?
    Spróbuj dyskusji. Poprzednio zacytowałaś Tanakę, wyraziłeś zdziwienie i zamknąłeś sie, ucinając dalszą rozmowę.
    To znaczy mówiąc prostym językiem – przyszedłeś, naplułes i udajesz że to ciebie oplul

  206. @Ewa-Joanna
    Dzieki za link. Pozdrowienia z drugiego końca AU.
    Myślę że jednak macie kompleks oblężenia i walicie z grubej rury do każdego „just in case”.
    Tanaki nie oplułem tylko czekałem na odpowiedź.
    Gaszenie dyskusji nazywając kogoś płatnym agentem „kaka”, czy to jest fair?
    Jak sama zauważyłaś czasami „religianci” mają ździebko racji, ale jak zauważyłem @dezerterowi już dawno przeszła chęć Was nawracać.
    Wy się nie bójcie że Was przekabacą to raczej Wy zasiejecie zwątpienie w ich sercach. Ale walenie ich łeb na przywitanie to kiepski pomysł.

  207. @astra
    Witaj Krajanie.
    Dezerterowi nic nie przeszło, został zbanowany. Nawraca na innych blogach.
    Nie boimy się, że nas przekabacą, po prostu nie chcemy, żeby nam tu śmiecili swoimi skrzywionymi poglądami i wciskali nam jakieś dziwnoty.
    Dla mnie to strata czasu i zapału. Dla innych pewnie też.
    Co do zwątpienia w ich sercach, to byłabym raczej krytyczna – jak sie ktos pcha na blog ateistów z ewangelizacją to z tym zwątpieniem u niego krucho. Raczej odwrotnie.

  208. @Ewa-Joanna.
    Oj, przywaliliście mi w twarz „religiantem” i płatnym agigatorem, ale ja Wam wybaczam bo nie wiecie że źle czynicie.
    Jestem ateuszem (moja mama tak mnie nazywała) od wielu, wielu lat – Bóg mi świadkiem.

  209. @astra
    Ja ci niczym nie przywalałam! Usiłuje tylko, pewnie bez sensu, wytłumaczyć uczulenie niektórych osób na podstępne wciskanie wiary 🙂

  210. @Ewa-Joanna.
    Oczywiscie, nie o tobie myślałem – sorry. Ale czy nie przyznasz że jesteście najeżeni i mało toleracyjni do innych perspektyw widzenia świata. Myślę że brak wam luzu i zrozumienia róznorodności ludzkich postaw, wynikłych z różnych doswiadczeń życiowych i charakterów.
    Ja mam wielu dobrych znajomych, z różnych religii i różnych poglądów politycznych, bawimy sie dobrze i nikt nikogo nie nawraca lub ośmiesza.
    Trzeba ludzi szanować jakimi są bo każdy ma prawo iść swoją drogą.

  211. @astra
    Sam byś się najeżył. My nie łazimy na katolickie czy inne religijne fora, a przynajmniej uczęszczane przez wiernych róznego rodzaju, szerzyć niewiarę w bogów. To oni przychodza do nas głosząc swoje przekonania i wobec sprzeciwu wylatują z argumentem dyskryminowania, nietolerancji i czort wie co jeszcze. Czepiaja się do słów lub osób, staja się napastliwi i obrażeni, czują się prześladowani i tępieni.
    A który z nich napisał: Witajcie, jestem nowy, chciałbym pogadać bo nie zawsze zgadzam się z tym co piszecie. Nikt. Od razu z kopa z nadętą mina, bo ja się nie zgadzam.
    No to i jesteśmy najeżeni bo z doświadczenia nam wychodzi, że z taką osobą będziemy mieli kłopoty, bo będzie mędzić i mędzić, żadnego argumentu nie wymyśli ale za to się obrazi i wyzwie nas od różnych. To cykliczne, bo niektórzy wracają po kilka razy pod innym nickiem.
    To powiedz, po kij jasny oni to robią? Z masochizmu?

  212. @astra
    Skleroza… Miałam zapytać czy te pożary ci nie zagrażaja, bo nie wyglądają dobrze.

  213. Zdezerterowany nigdy nie odpowiedział na konkretne pytania, siał tylko swoje wszczepione w wyprany mózg mantry i cytaty, podobnie jak fanatyczni zwolennicy szarlatana z Ciechocinka.
    Pisałem już kilkakrotnie o masochistycznych skłonnościach „nawiedzaczy” tego blogu, żaden nie zaprotestował. Co najwyżej wyrażał swoje poczucie bycia „prześladowanym za religię” nie tłumacząc, czego tu tak naprawdę szuka. Moim zdaniem szuka potwierdzenia słuszności bycia wierzącym, bo ateiści reagujący na niewybredne zaczepki na pewno robią to ze słabości swych przekonań 🙄
    Tymczasem żaden ateista nie stoi na rogu ulicy z ulotkami nakłaniającymi wierzących do porzucenia modlitw i kościoła, ani nie chodzi parami od domu do domu głosząc wyższość poglądów racjonalnych nad wiarą we wszechmogącego boga.
    Nie wpycha się też na religijne fora w internecie z zarzutami, że nie tolerują tam niewierzących.

    „Ja mam wielu dobrych znajomych, z różnych religii i różnych poglądów politycznych, bawimy sie dobrze i nikt nikogo nie nawraca lub ośmiesza”

    Ja też mam wielu dobrych znajomych, ale nie mam pojęcia, czy są wierzący i w co, bo ich religia czy orientacja seksualna nigdy nie były tematem naszych rozmów. To nie tabu, lecz kwestia kultury, która szanuje sprawy prywatne i intymne, nie będące kryterium przy zawieraniu bliższych znajomości.

  214. Tobermory.Można i tak.Ja mam wielu znajomych i z niektórymi rozmawiam na temat orientacji seksualnej,spraw prywatnych i intymnych i zdarza się,że ktoś kogoś ośmieszy czy pokłóci się z kimś.I co z tego?Dalej jesteśmy znajomymi i dalej się szanujemy.

  215. @Ewa-Joanna & @Tobermory
    Fantastycznie, jedziemy na jednym wózku.
    Ja też mam wielu dobrych znajomych, ale nie mam pojęcia, czy są wierzący i w co, bo ich religia czy orientacja seksualna nigdy nie były tematem naszych rozmów. To nie tabu, lecz kwestia kultury, która szanuje sprawy prywatne i intymne, nie będące kryterium przy zawieraniu bliższych znajomości. – to jest to KWESTIA KULTURY.
    Zyję w kraju gdzie kobiety rozmawiają o dzieciach lub wnukach popijając winko, mężczyźni o meczach lub rybach z piwkiem w dłoni, przechodnie się uśmiechają do siebie, właściciele psów zbierają psie g** do żółtych toreb, nie ma tytułomanii i nikt nie interesuje się prywatnymi sprawami innych (religią, finansami, polityką, orientacja seksualną czy statusem cywilnym) – taka kultura. Dlatego tak mnie razi polskie: pouczanie, krytykowanie, wyśmiewanie, wytykanie.
    Mam masę znajomych i ani jednego wroga. Kocham ten kraj i tych ludzi którzy potrafią tak bezkonfliktowo współżyć.
    PS. W Perth jest OK – na razie. Dzięki za troskę. Have good evening, Ewa.

  216. @prospector
    18 marca o godz. 8:29

    Nie ma tematów tabu. Jak ktoś sam z siebie ma ochotę mówić o swojej orientacji, religii, poglądach politycznych – proszę bardzo. Nie ma wypytywania, oceniania, wścibskiego zaglądania pod kołdrę, bo nie ma takiego zwyczaju. Tak samo, jak nie wypytuje się rozmówcy, czy jego ładne uzębienie jest własne, czy od protetyka.
    Może żyjemy w różnych kulturach?

  217. Ja tam na nikogo nie napadam. Takie „macie” „walicie” „jesteście tacy i owacy” na wejściu to trochę kiepski pomysł i niesprawiedliwa generalizacja wobec znakomitej większości uczestników.

  218. astra.Też mi to pasuje bo łatwiej się żyje ale gdy zawrze się bliższe znajomości to okazuje się ludzie są podobni do ludzi mieszkających w Polsce.Jest różnica w tzw. normach współżycia społecznego i przestrzeganiu prawa i jest mało prawdopodobne,że ktoś kogoś nazwie publicznie np. „zdradziecką mordą” i nie wyląduje w sądzie.

  219. „Zauważyłem, że nawet ci, którzy twierdzą, że wszystkim rządzi przeznaczenie i nie możemy zrobić nic, aby je zmienić, i tak rozglądają się na boki, zanim przejdą przez ulicę.”
    (Stephen Hawking)

  220. Poznanie cudzych pogladów politycznych czy seksualnych może prowadzić do podświadomej niechęci do tej osoby – dlatego mnie to nie interesuje. Natomiast w środowisku polonijnym gdzie nie robi się z tego tajemnic następuje polaryzacja, dobrzy znajomi się rozstaja, i powstaja konflikty.
    @Nefer
    Przepraszam, że tak uogólniam ale takie miałem ogólne wrażenie. Przepraszam osoby które nie pluły mi w kaszę.

  221. Tobermory.Żyjemy w tych samych kulturach ale jesteśmy jacy jesteśmy są jacy są.Temat rzeka.Pozdrówko!

  222. astra
    18 marca o godz. 4:04
    Wiemy, wiemy. Będziesz się za nas modlić. Abyśmy doznali łaski, przejrzeli na oczy i się nawrócili. Amen!

  223. @Prospector.
    Nie wiem gdzie żyjesz teraz ale jeżeli myślisz o polskiej kulturze dnia codziennego to różni się ona znacznie od innych, zachodnich. Niestety na niekorzyść. Wykładnikiem jest kultura polskich posłów.

  224. @astra
    18 marca o godz. 9:35

    Moje prywatne kontakty polonijne są zerowe. Najwięcej o Polakach za granicą dowiaduję się… tutaj 😎
    Sporadyczne i przypadkowe obserwacje i rozmowy pomijam.

  225. Nefer
    17 marca o godz. 22:41

    Nie jestem wielki piwosz, więc nie mam pojęcia ile w Polsce jest gatunków piwa. Od kilkunastu lat obserwuje się trend mnożenia się browarów lokalnych, „domowych” – takich które obsługują niewielką ilość knajpek, czasem połączonych z hotelem, co tworzy pewien klimat miejsca: ten hotel z tą knajpą oferuje takie widoki i takie piwo, a inny hotel ma już nie taką ofertę. Można trafić na ciekawie smakujące piwa i w dodatku w sympatycznym otoczeniu urbanistyczno-krajobrazowym, co daje wrażenie, że Polska to normalny kraj i do tego całkiem miły.
    Spożycie piwa osiągnęło dosyć stabilny poziom, zmienia się natomiast struktura spożycia, na rzecz piwa lokalnego i „domowego”. Stąd masowi producenci piwa, należący do koncernów międzynarodowych, oprócz regularnych piw bezsmakowych i nieróżniących się niczym oprócz nazwy, idą w kierunku różnicowania oferty.
    Akurat Hoegaarden mi smakuje. 🙂

  226. astra
    18 marca o godz. 4:58

    @Ewa-Joanna.
    Oczywiscie, nie o tobie myślałem – sorry. Ale czy nie przyznasz że jesteście najeżeni i mało toleracyjni do innych perspektyw widzenia świata. Myślę że brak wam luzu i zrozumienia róznorodności ludzkich postaw, wynikłych z różnych doswiadczeń życiowych i charakterów.
    Ja mam wielu dobrych znajomych, z różnych religii i różnych poglądów politycznych, bawimy sie dobrze i nikt nikogo nie nawraca lub ośmiesza.
    Trzeba ludzi szanować jakimi są bo każdy ma prawo iść swoją drogą.

    Ładnie mówisz, ale są to komunały. Komunały, na tym blogu, są dosyć szybko zauważane, a jak ktoś gada komunałami to wytwarza wrażenie, że niespecjalnie jest zainteresowany rozmową i niespecjalnie ma w szacunku rozmówcę. Mówi nie sobą, ale papką banału – co może jest lepszą wersją dla wygłaszacza banałów, bo jest jeszcze inna: jest sobą i nie po innych powtarza, ale własne, banalne, wnętrze wywala w takiej postaci.
    Skoro „trzeba szanować ludzi” to trzeba szanować. A skoro „każdy może iść swoją drogą” to niech idzie: jak mu przeszkadza to, że niewyznawca krytykuje religianckie głupoty, niech nie włazi na blog. Są inne, które religianta chętnie przytulą.

  227. lonefather
    18 marca o godz. 0:32

    Nie mam zielonego pojęcia bo się tym nie interesuję.

    Tanaka
    18 marca o godz. 10:29

    lonek się zapytowywał, nie ja. Spożycie piwa jakiegokolwiek zupełnie mnie nie obchodzi, gdziekolwiek by się nie odbywało.

    Mniej więcej raz w roku w ogrodzie latem, wieczorem na leżaku, nie mam nic przeciwko zimnemu Duvelowi ale na tym moja znajomość tematu i zainteresowanie się kończą.

    Moja mama zawsze uważała że damy piwa nie piją

  228. @Tanaka
    18 marca o godz. 10:37

    Może zamiast bezowocnego pouczania ateistów o braku luzu i zrozumienia dla innych postaw, a także braku tolerancji dla innych perspektyw widzenia świata daliby ci zatroskani i życzliwi na mszę w intencji? 😉

  229. Piwo tylko w duży upał, po dużym wysiłku. W NZ piłem tamtejsze wina, a czasem piwo Steinlager.

  230. @Tanaka
    Oczywiscie że to jest banalne, tak jak twoja rozprawka o piwie. Nic nowego nie odkryłeś. Wysil sie troszkę.

  231. astra
    18 marca o godz. 11:00

    Jeszcze nic nie powiedziałeś. To pomyślna wiadomość.

  232. Zrzędzenie na niedzielę

    Przy okazji słowa banał. Niniejszym dołączam do mojej Kolekcji Słów Znienawidzonych słowo „klisza” użyte w znaczeniu „banał” czego nie ustrzegł się nawet szanpan Hartman obok Bo myślą i mówią kliszami

    Jak można myśleć kliszami? To chyba trudne :/ klisze to były w aparatach fotograficznych, grrr

    Cholera mnie bierze, kalka z angielskiego (francuskiego)

  233. Tobermory
    18 marca o godz. 10:52

    Krzysztof Kowalewski, w „Dudku” mówił tak: u mnie jest przykrość, ja to strawestuję tak: u mnie jest – niejaki – podziw dla takich co mają głowy i portki ściśnięte fantazmatem, ale gadają o braku luzu u innych. Dla więźnia to przykre, gdy widzi normalne życie zza krat, więc musi to uliczne życie sobie zohydzać – brakiem luzu i zrozumienia. Cela zaczyna wtedy pachnieć majem.

  234. Nefer
    18 marca o godz. 11:04

    Jakoś też nie jestem wyznawcą słowa „klisza”, ale też „klisza” nie wydaje mi się znaczeniowo identyczna z „banałem”. „Klisza” zawiera w sobie element bezrefleksyjnego powtarzania po innych, zwykle właśnie – banału.

  235. Jeśli komuś szybko nie więdną uszy, to jest tu coś na niedzielę: Hitler chce być księdzem
    https://www.youtube.com/watch?v=mnKyZHR7_mQ

  236. Nefer
    18 marca o godz. 10:50

    Mama miała rację.

  237. @Tanaka
    18 marca o godz. 11:14

    Po powrocie z podróży zastałem to w mojej poczcie od polskiej przyjaciółki. Zastanawiałem się, czy zamieścić na tym blogu, przez wzgląd na uszy właśnie… 😉

  238. Tanaka
    18 marca o godz. 11:12

    Niech sobie zawiera.

    Oxford dictionary:

    cliché
    (also cliche)

    NOUN
    1 A phrase or opinion that is overused and betrays a lack of original thought.

    2 A very predictable or unoriginal thing or person.

    Origin
    Mid 19th century: French, past participle (used as a noun) of clicher ‘to stereotype’.

    (banał, stereotyp, komunał)

  239. Klisza, sztampa, komunał, sztanca, slogan, banał… same obce słowa 😉

  240. Tobermory
    18 marca o godz. 11:23

    pet peeve i co mi pan zrobisz 😉

  241. astra
    18 marca o godz. 4:58

    Trzeba ludzi szanować jakimi są bo każdy ma prawo iść swoją drogą.

    Zgadza sie!

    Kazdy ma prawo do wlasnej drogi!

    No to teraz wez i zauwaz, ze gdy komus jest sila lub podstepem narzucana inna droga niz jego wlasna, to ma niezbywalne prawo sie najezyc i dowalic narzucaczowi, zeby obronic swoje prawo do wlasnej drogi.

    Ewentualnie ktosiu moze byc „cool i na luziku” i stracic mozliwosc chodzenia wlasnymi drogami, bo mu narzucacz narzuci swoje widzenie i swoje rozwiazania.

    Powyzej to zycie w realu, na blogu sie dzieje podobnie z dostosowaniem do tego co na blogu jest mozliwe i dopuszczalne.

    pozdrowka
    ~l.

  242. Przeglądam przy niedzielnej herbacie artykuły w Polityce i ręce mi opadły,czytając nagłówek – Za tydzień możliwy całkowity zakaz aborcji. Strajki pod diecezjami w całym kraju a dalej
    Posłowie na usługach biskupów

    Po prostu nie mieści się mi w głowie jak mogło dojść do tak skrajnej sytuacji,aby ci ludzie mieli tak wiele do powiedzenia o wszystkim ! Wiem,że jest na to wiele odpowiedzi i można by rozmawiać o tym w nieskończoność. Ale to straszne,kiedy z uporem maniaka duża część społeczeństwa polskiego maszeruje do tyłu.

  243. @Nefer
    18 marca o godz. 11:26

    Nic ci nie zrobię, każdy zna takie irytujące go szczególnie zwroty 😉 Najlepsze remedium – długi spacer i relaks.
    Siedzę nad deklaracją podatkową… 👿

  244. Nefer
    18 marca o godz. 11:21

    otóż to właśnie ! 🙂

  245. Tobermory
    18 marca o godz. 11:32

    Wybieram się dzisiaj po południu mimo że zimnica tu i nawet śnieg prószył.
    Udanego siedzenia 😉

  246. basia.n
    18 marca o godz. 11:31

    To jest, rzecz jasne, niemiłe, ale lepiej, żeby to się mieściło w głowie. Nie ma co zamykać oczu na rzeczywistość. A jaka ona jest – właśnie taka. Ta-kataka-taka-ta – śpiewał Jeo Dassin i wiedział co śpiewa.

  247. Tanaka
    18 marca o godz. 11:15
    Nefer
    18 marca o godz. 10:50

    Zmartwilam się – nie jestem damą…

    A, fige!

    Wcale się nie zmartwilam 😀 😀 😀

    Wolę nie być damą i mieć frajdę z dobrze zasłużonego długim spacerem pint of local ale…. 😉
    Czy z Guinnessa z gęsta pianą…
    Czy z Krieka kiedy robię świąteczne gotowanie…

  248. Kostka
    18 marca o godz. 11:41

    Łomatkobosko, to ja już sam nie wiem jak jest

    A, figusa (czyli to nie klisza, bo klisza to fige! 😀 )
    Właśnie, że wiem! I Neferka i Ty jesteście damami. I szlus! 😀

  249. Po raz kolejny zasypalo nas śniegiem!

    Z tej okazji wszystkim, którzy czekają na wiosnę i nie mogą się doczekać przesyłam brytyjska piosneczke o pogodzie:

    https://youtu.be/_eT40eV7OiI

    Wraz z własnym, mocno frywolnym tłumaczeniem:

    Styczeń śnieżkiem na nas  prószy
    Że aż różowieją uszy

    W lutym lód i z deszczem śnieg 
    wnet odmrożą uszy twe

    Witaj, marcu, z wiatrem zimnym
    Nie bądź dla nas tak niemiły!

    Kwiecień kapuśniaczkiem mami…
    Który bębni godzinami!

    Maj rolnika niepokoi…
    W nocy mróz a w dzień grad łoi

    W czerwcu dni trzydzieści deszczu
    Czy na polach jest co jeszcze? 

    W lipcu słońce pięknie lśni… 
    U nas może?
    Chyba śnisz! 

    Zimny jest i mokry sierpień
    Przyniósł deszczu jeszcze więcej

    Słotny wrzesień – błoto w krąg 
    Aż do szpiku kości ziąb 

    Wnet październik, dmą  wichury,
    Dodaj deszcz i grad ponury

    W listopadzie ciemno, mgła
    Nie wystawisz za drzwi psa!

    W grudniu deszcz marzący przyszedł…
    No i znów cholerny Styczeń! 

    Styczeń snieżkiem na nas prószy…

  250. Tanaka
    18 marca o godz. 11:45

    Przesyłam Ci mój najbardziej promienny poranny uśmiech! 😀

    Niebycie damą mnie nie martwi, gdyż:

    „Good girls go to Heaven
    Bad girls go wherever they want” 😉

  251. konstancja
    17 marca o godz. 21:52

    Współczuję Ci tej historii (tak jak i @karolci) i ciesze się że wszystko dobrze się skończylo. Co porusza mnie dodatkowo w twojej historii to to, że nie mieści mi się w głowie sytuacja w której moje dziecko jest samo w szpitalu a mnie z nim nie ma! Nie wiem co za idiota wymyslil taki system ale aż wzdrygam się na samą myśl. Myślę, że łatwiej było mi przebrnąć przez to wszystko warujac przez cały czas przy łóżeczku małego jak czujny owczarek! Słyszałam że w Polsce trochę się pod tym względem poprawiło ale matki sypiaja na karimatach przy łóżkach (dobrze że nie pod łóżkiem ). Ja miałam na noc normalne składane łóżko z pościela obok mojego syna. Wszystkim się to chyba bardziej opłacało bo mogłam się nim zajmować, więc pielęgniarki nie musiały. Nie mam zbyt dobrej opinii na temat tutejszej służby zdrowia ale niektóre jej aspekty są bardziej przyjazne dla pacjentów niż w Polsce

  252. Tanaka
    18 marca o godz. 11:15
    Nefer
    18 marca o godz. 10:50

    Mama miała rację.

    Mama sie mylila !

    To znaczy mylila sie w odniesieniu do tego co jest czynione z piwam artystycznymi obecnie.

    W czasach, gdy mama miala taka opinie o piwach, zapewne miala czesciowa racje. Czesciowosc racji polega na tym, ze w Polsce z jej klasowo/kastowymi uprzedzeniami i ukrywanym, ale powszednim snobizmem, szerzyl sie poglad, ze piwo jest „pfe pfe napitkiem klas nizszych”. Poglad ten zyskal w PRL podklad w postaci paskudnej jakosci wiekszosci produkcji piwnej, co wzmocnilo snobistyczne nastawienie „pfe pfe klasy sredniej”…

    Tak bylo w Polsce i jak widac wciaz pokutuje w najlepsze co widac i tu na blogu. Ale w krajach wysokiej kultury wytwarzania i spozywania piwa, ta opinia mamusi, ze „piwo nie jest dla dam„, nigdy nie powstala i budzi co najmniej zdziwienie.

    Nie bede sie wymadrzal jak jest wszedzie w Europie, powiem o tym co znam z autopsji, czyli w UK i z miejsc w ktorych mialem okazje widziec na wlasne oczy.

    Generalnie jestem „winnym” milosnikiem, ale moja „winnosc” nie zamyka mnie wylacznie w kregu wina, co pozwala mi bez uprzedzen poznawac coraz bogatszy swiat piw, ktory widze nastepujaco:

    – masowka w milionach hektolitrow, gdzie lagery roznych producentow sie niemal niczym od siebie nie roznia poza nazwa producenta

    – przyzwoita produkcja niewielkich lokalnych browarow, czesto z wybitnymi produktami, znanymi tylko lokalnie, ktora urozmaica doswiadczenia wakacyjnych podrozy, nowymi i czesto fajnymi doswiadczeniami smakowymi, dodatkowo dajac okazje do dyskretnego poobserwowania lokalsow w srodowisku naturalnym.

    – wyjatkowa i zwykle wyjatkowej jakosci i gamy smakowej produkcja mikrobrowarow warzacych piwa artystyczne. Piwa o wyjatkowych smakach, ktore dostarczaja niespodziewanych i wysokiej klasy doznan smakowych.

    Te piwa nawet dla najwybredniejszej i najsnobistyczniejszej mamusi w zadnym wypadku nie beda sie nadawac do stwierdzenia, ze „piwo nie jest dla dam„, bo ceny butelki 0,33 litrowej zaczynaja sie £2,50 i potrafia siegnac nawet do £7,20, co odpowiada cenom win z wyzszej sredniej polki. I nie tylko ceny sa zblizone, ale i jakosc i doznania smakowe sa na tym samym poziomie.

    Mysle, ze najwyzsza pora, zeby strzasnac z butow kurz snobizmu i uprzedzen i otworzyc oczy na zmiany i na to, ze piwa, dobre piwa sa jak dobre, czy bardzo dobre wina.

    Zadne slowa nie przekanaja lepiej niz kubki smakowe, wiec zachecam do posmakowania osobistego. A jesli ktos watpi w to co pisze o piwach, niech sobie uswiadomi fakt, ze nie tylko jakosc wody, ale rodzaj ziarna, czyli pszenica, zyto, owies, kukurydza i oczywiscie jeczmien i slod na ich bazie uzyskiwany, ziarna moga byc czyste,lub w mieszankach roznych zboz i roznych proporcji, a slod tez daje mozliwosci wplywania na smak przez rozny stopien prazenia, dalej dochodza rozne rodzaje chmielu w roznych proporcjach i mieszankach…, i na koniec drozdze piwne, ktorych roznorodnosc gatunkow tez ma wplyw na to co dostajemy do delektowania sie.

    JAk widac wyzej „paleta” czynnikow majacych wplyw na smak piwa jest wrecz gigantyczna w porownaniu z winami. Co wiecej w wypadku win jestesmy zdani na nature i w roznych latach roznie z jakoscia bywa. Mozna wina „podkrecic” mieszankami o roznych proporcjach zblizonych smakowo win, ale na tym sie wplyw wytworcow konczy.

    W wyoadku piwa, mozliwosc ksztaltowania smakow, kolorow, stopnia gazowania, czy chmielowosci jest w rekach, czyli w doswiadczeniu, smaku i pomyslowosci wytworcow. Ich piwa sa ich dzielami w o wiele wiekszym stopniu niz wina dzielami winiarzy.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Wszystkim co sie odwaza podpowiem, niczym nie ryzykujecie poza zakochaniem sie w piwach, a co najmniej dopuszczeniem ich do czestego goszczenia w waszym zyciu, czego z pewnoscie nei bedziecie zalowac.

  253. Kostka
    18 marca o godz. 11:48

    Sliczna, ale jestes pewna tego, ze „brytyjska”?

    Mi ten opis wyglada na Irlandie bardziej, gdzie wiecej niz 95 dni slonecznych w roku uznaje sie za wyjatkowo dobry pod wzgledem pogody…

    pozdrowka
    ~l.

  254. Piwo nie jest dla dam, bo dama nie wysika się pod murkiem albo innym żywopłotem 😎

  255. Tobermory
    18 marca o godz. 12:40

    Ale po co pod murkiem, kiedy w pubie jest WC?? Także dla „gentlemanów”, nie tylko dla dam… 😉

  256. @Kostka

    Piwo nie jest przede wszystkim dla idiotow.

    pozdrowka
    ~l.

  257. Australia bez piwa? Nigdy! 🙂

  258. Kostka
    18 marca o godz. 11:50

    U mnie słońce tak ostro świeci, że jak nic – od Twojego uśmiechu.
    Niegrzeczne dziewczynki idą dokąd chcą, ale : it is very good to go wherever one wants – co nie może znaczyć nic innego niż to, że niedobra dziewczynka jest dobrą dziewczynką.

  259. lonefather
    18 marca o godz. 12:30

    Mama miała rację.

    Mama sie mylila !

    Ale mówimy: mamusia ma zawsze rację.

  260. A rzeczywistosc skrzeczy… Skrzeczy ksiezulkami co sie zajeli masturbacja. A zajeli sie bo jak twierdzi jakis ks Malkowski, ponoc socjolog, nikt sie nie zjamuje edukacja seksualne mlodzierzy, wiec kosciol i imie PRAWA NATURALNEGO sie zajal edukacja… i zaczal od masturbacji, kota jest oczywiscie samym zlem i prowadzi do …

    Ale co ja bede mowil, sami sobie posluchajcie:

    http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2018-03-18/cala-prawda-o-masturbacji-ulotki-dla-uczestnikow-rekolekcji/

    pozdrowka
    ~l.

  261. Ja lubię piwo w ładnym kielichu jak tu podają (zdaje się że każde piwo ma swój z logo), natomiast kufel (albo toporna szklana) is a big no no. Tak jak picie z gwinta czy puszki (na samą myśl dostaję globusa) i adidasy.

    https://blog.arkieva.com/wp-content/uploads/2015/06/Beer.jpg

    Jeden z najciekawszych (nie piłam do tej pory)

    https://s3.amazonaws.com/beertourprod/beers/pictures/000/000/035/original/Pauwel_Kwak_beer_bosteels_900.jpg?1383818648

  262. Ewa-Joanna
    18 marca o godz. 12:48

    Australia bez piwa? Nigdy!

    W zasadzie, tak. Ale słyszałem, że w Rzeszowie można się napić piwa bez Australii. Tylko nie wiem, co by to miało znaczyć.

  263. Tanaka
    18 marca o godz. 12:57

    Ja tego nie mowie, ale jakos tam tez kocham mame… choc nie zwsze i nie we wszystkim miala , czy ma racje.

    Staram sie o tym pamietac, nawet wisi przypominajka, zebym nie zawsze „mial racje” i pozwalal Jasiowi miec racje…

    pozdrowka
    ~l.

  264. lonefather
    18 marca o godz. 12:59

    Rzuciło mi się to na oczy, gdy wczoraj wlazłem na nety. Jak jaki ksiądz tak gada, to ja go od razu wielbię.

  265. @Kostka
    18 marca o godz. 12:43

    Z moich obserwacji wynika, że piwo przypomina o sobie głównie jakiś czas po wyjściu z pubu 🙄 😉

  266. Tobermory
    18 marca o godz. 13:00

    🤣

  267. @Nefer
    18 marca o godz. 13:00

    Ładny kielich jest OK, nie przepadam za wąskimi u góry. Grimbergen ma takie w sam raz.

  268. No to idę na ten spacer co to mówiłam, może przestanę zrzędzić 😉

  269. Piwo? Seczego to nie zadne tam piwo. Choc moze niekoniecznie zawsze wyborowa.. How about nowozelandzkie wino Stoneleigh Latitude Marlborough Sauvignon Blanc? Z czerwonych moze ujsc 2Trinity Hill Syrah Hawke’s Bay Homage. Vintage 2014.

    Piwo zdecydowanie nie jest dla dam. Wino jak najbardziej. Poparte likierem grand marnier. Podanym jednakze dopiero w sesji buduarowej

  270. Kraj bez piwa to kraj alkoholikow.

    Piwo bowiem jest ucieczka, w strone alkoholizmu kontrolowanego, uzaleznionych od alkoholu. 5% zawartosci trujacej substancji to o wiele mnie niz w smirnowie. Czy w innej wyborowej

    Inni uzaleznieni ratuja sie czym moga. Seczego zostalo wynalezione na tym tutaj blogu jako zastepstwo ratunku od uzaleznienia. Nigdy nie jako 40-procentowiec. Dziala wtedy kiedy dziala. How about rozcienczanie do poziomu 10%?

  271. @lonefather 11.29
    No to teraz wez i zauwaz, ze gdy komus jest sila lub podstepem narzucana inna droga niz jego wlasna, to ma niezbywalne prawo sie najezyc i dowalic narzucaczowi, zeby obronic swoje prawo do wlasnej drogi.
    Czy ja wam coś „siła lub podstepem narzucam” ??? Gdzie???
    Wyraziłem swoją opinię – popularną, owszem, dlatego banalną – ale siłą i podstępem, bądź pan poważny.
    PS. Co do modlitwy za was to musicie to załatwić we własnym zakresie, ja się tym nie zajmuję. Poproscie dezertera.

  272. @Orteq
    18 marca o godz. 14:18

    Czerwone nowozelandzkie są okrutnie drogie, piłem raczej australijskie, też syrah. Białych w NZ jest kilka całkiem dobrych. W gościnie nie zawsze patrzyłem na etykietki, ale wszystkie mi smakowały. Lud nowozelandzki zdaje się preferować białe, lekko słodkawe. Zwłaszcza w upalne lato.
    Byłem w Hawkes Bay, widziałem winnice, ale bardziej mnie zainteresowały kolonie głuptaków 😉

  273. astra
    18 marca o godz. 14:47

    Wyglada na to, ze sie „nozyce” odezwaly, choc w „stol nie walnalem”, a wylacznie wyjasnilem o co chodzi. W dodatku wyjasnilem po zapytaniu…

    No to jak jestes „nozycami”, czy sie cosik pomylilo?

    Bo to „pomodlenie sie” by na pomylke wskazywalo, jako ze nie znam modlacych sie ateistow.

    wciaz pozdrowka
    ~l.

  274. Tobermory
    18 marca o godz. 13:05

    I wtedy należy znaleźć kolejny pub… 😉

    Nefer
    18 marca o godz. 13:48

    A ja właśnie wróciłam! Już mam trochę dosyć tych zimowych monochromatycznych widoków…

    https://photos.app.goo.gl/oWurE7U9vqkPBmZC3

    lonefather
    18 marca o godz. 12:46

    Piwo jest bardzo egalitarne – są więc i wersje dla idiotów… Każdy bawi się jak umie – jeden żeby się nabzdryngolic, inny posmakować

  275. astra
    18 marca o godz. 4:58

    „Ale czy nie przyznasz że jesteście najeżeni i mało toleracyjni do innych perspektyw widzenia świata. Myślę że brak wam luzu i zrozumienia róznorodności ludzkich postaw, wynikłych z różnych doswiadczeń życiowych i charakterów. Ja mam wielu dobrych znajomych, z różnych religii i różnych poglądów politycznych, bawimy sie dobrze i nikt nikogo nie nawraca lub ośmiesza.
    Trzeba ludzi szanować jakimi są bo każdy ma prawo iść swoją drogą.”

    Wiesz co, astra, mi się zdaje? Mi się zdaje, że koniecznie chciałeś coś powiedzieć, nie bardzo wiedziałeś co, więc palnąłeś byle co. Pojechałeś takimi przedszkolnymi stereotypami, że na „dzień dobry” należałaby Ci się lekcja od pierwszego Twojego zdania do Ewy: „Ale czy nie przyznasz że jesteście najeżeni i mało toleracyjni do innych perspektyw widzenia świata”.

    A cóż to za wymuszanie przyznania? Nie potrafisz wypowiadać sądów bez apelowania o przyznanie Ci racji, tak by zdobywały słuchacza w trakcie mówienia samą swą słusznością?

    Powiem Ci, astro, jako stary grzybiarz i pedalista, że kiedy słyszę o luzie („daj na luz”, „wrzuć na luz”, „wyluzuj”) od razu odbieram takiego zawodnika jako niedorostka, nie żyjącego myślami, analizami, lecz klockami Lego – jako człowieka powierzchownego. „Wyluzuj” to papugomałpi rozmowny tik, który w Polsce, będącej pawiem narodów i papugą przyjął się pierw wśród smarków, potem wśród dorosłych małpujących smarków i znaczy właśnie nic. „Wyluzuj”, „nie przejmuj się”, „nie myśl”. Nie myśleć i nie przejmować się może wyłącznie ten, kto w ogóle nie myśli i się nie przejmuje, a taki apel do człowieka myślącego jest po prostu głupi, z poziomu piaskownicy.

    Pięknie, że masz wielu dobrych znajomych, ale czemu o nich wspominasz, jakby tutejsi blogowicze to była banda zgorzkniałych alkoholowych singli z innej gliny, chlejących ponuro do lustra? Kto ma potrzebę wspominania o znajomych – wspomina, kto nie ma potrzeby – nie wspomina. Wspominaj o swoich na zdrowie, ale nie używaj ich jako kontrastu dla głupawej dosyć tezy, że Ty ze swymi różnorodnymi znajomymi żyjesz dobrze. Ja też. I wielu innych blogowiczów. Nie wszyscy się palą, żeby o tym opowiadać. Tu wchodzimy nie z bandą znajomych, lecz z własnymi poglądami.

    No i najważniejsze:”Trzeba ludzi szanować jakimi są bo każdy ma prawo iść swoją drogą.”

    Nie wiem, skąd wytrzasnąłeś „Trzeba ludzi szanować” i niespecjalnie mnie interesuje. Wobec bardzo wielu staram się być grzeczny, czasem usłużny, z jednymi się witam, innych nie zauważam, ale że „trzeba ludzi szanować, jakimi są, bo każdy ma prawo iść swoją drogą”, to, przyznaję, taki dla mnie myślowy łamaniec, że chot’ ubiej, nie pojmu. W moim pedalskim życiu mijają mnie tysiące ludzi – blaszakami, rowerami, pieszo, nawet nad głową z Warszawy do Szczecina lub odwrotnie coś przeleci. Każdy posuwa swoją drogą. Czy to wystarczający powód, bym go szanował? Jeśli Ty potrzebujesz – lub potrzebujesz głośno o tym mówić – to sobie szanuj na zdrowie, ale nie wciskaj drugiemu na siłę, co Tobie miłe, bo w ten sposób demonstrujesz odwrotność tego, co sam deklarowałeś: „że brak Ci luzu i zrozumienia róznorodności ludzkich postaw, wynikłych z różnych doswiadczeń życiowych i charakterów”.

  276. Niech będzie pochwalony Leon Niemczyk.‎

    Dojechalem do wczorajszego poranka, ale wtrącę coś na szybciocha. 

    Między wiedzą a wiarą (nauką a religią/rozumem a emocjami) są tylko mieszane uczucia. 😉

    To jak z bebopem, niby nowoczesny, a tradycyjny. 

    Biblia podaje, że Adam i Ewa, no ale wiadomo- ewolucja i te sprawy.
    Małpoludy radzą sobie z wiarą i wiedzą na tyle dobrze, że dysonans poznawczy nie wywołuje silnych napięć, co pozwala aby jednocześnie działały dwa modele stworzenia. W odpowiednich okolicznościach przyrody stosuje się bardziej pasujący do wnętrza i towarzystwa, no i nastroju ducha. To efekt postępu. Pamiętacie reakcje przednowoczesnego Kaziuka, jak mu syn powiedział, że Ziemia jest okrągła. Hihi. Koniec końców Kaziuk chwycił za kose przy żniwach, pozycja na jeźdźca go zmotywowała. ‎

    😉

  277. mag
    17 marca o godz. 12:52

    @maguś, w ponowoczesnych czasach cywilizacji śmierci rejestruje się coraz więcej przypadków dobrej śmierci. O ile tak można nazwać zawał w trakcie szczytowania, tyle że to śmierć niewymodlona. Dziadek+ niebieska tabletka+ seks= igranie ze śmiercią. 
    Zwiększa się również przeżywanie tzw. śmierci klinicznej, bo coraz szybciej potrafimy ratować zawałowców. ‎
    Ile wymodlonych zawałów ogranicza medycyna nikt nie wie.
    😉

  278. Kochani, co Wy chcecie od piwa? A już że damie nie uchodzi, to w ogóle jakaś totalna bzdura (Nefer&Tanaka).
    Z przyjemnością napijam sie piwa w Brukseli czy Pradze (pamiętam jak ledwie dopiliśmy z Moim po litrowym kufle w jakiejś piwiarni obok Muzeum Kafki i „zaliczyliśmy” jedną kreskę u kelnera, a Niemcy obok mieli chyba po pięć).
    Ostatnio z piwem w Polsce jest całkiem nieźle. Ma się wybór, że ho, ho. Lubię rozmaite rzemieślnicze (pisał o tym Tanaczek), a „u siebie” na wsi najchętniej „Łomżyńskie”.
    Zdarza mi się pod lokalnym sklepem, gdzie są wygodne ławy i stoły, a tubylcy w sympatycznej atmosferze mieszają się z letnikami, pić z gwinta, jak inni. Korona mi z głowy nie spada, a szacunku nie tracę, bynajmniej.

  279. @wbocek gdyby w komentarzu astry słowo „luz” zamienić na „otwartość” a „szacunek” na „życzliwość”, wówczas intencje autora/autorki być może byłyby bardziej precyzyjnie wyrażone. Ja te intencje, całkiem czytelne, rozumiem w ten właśnie sposób: występuje tutaj deficyt otwartości na inne sposoby myślenia, deficyt dystansu do siebie i do innych oraz deficyt pewnej takiej elementarnej życzliwości, której minimalnym warunkiem jest dopuszczenie myśli, że ten drugi człowiek niekoniecznie musi być wrogiem, nawet jeśli w czymś tam się ze mną nie zgadza. Zamiast tego panuje neurotyczna atmosfera „najeżenia” na intruzów spoza „swojego” grona wzajemnej adoracji. Nie mówiąc już o przypadkach paranoi w stanie klinicznym lub okołoklinicznym, węszącej wszędzie agentów wrogiej kościelnej instytucji. A przecież skoro jest to blog otwarty, to różni internetowi surferzy wszelakiego autoramentu zawsze będą tutaj zaglądać, jedni z ciekawości, inni z misją nawracania na jedynie słuszną wiarę, jeszcze inni żeby propagować swoją jeszcze słuszniejszą wiarę albo zdrowe leczenie ziołowe. Ciągle ktoś zadaje tutaj „intruzom” pytanie: po co tutaj zaglądacie, skoro to jest blog dla ateistów? Odpowiedź brzmi: zaglądamy bo tak, bo możemy, bo sobie swobodnie błądzimy po internecie czytając to i owo, udzielając się tu i tam, żeby poczytać, podyskutować poważnie albo niepoważnie, albo nawet żeby specjalnie prowokować i pojątrzyć sobie (chociażby z czystego znudzenia podróżą w zatłoczonym pociągu gdzieś przy kiblu, z telefonem w łapie), a potem pośmiać się z napuszonych lub zacietrzewionych reakcji. A przecież dyskusja mogłaby być znacznie bardziej konstruktywna, zamiast odzwierciedlać i powielać typowo polskie neurozy i czarno-białe, wzajemnie się zwalczające wizje świata, mogłoby być więcej miejsca dla ćwiczenia pluralizmu światopoglądowego, pokojowego współżycia w społeczeństwie wierzących, niewierzących, półwierzących, agnostyków itd. Skoro ciągle powracającą waszą bolączką jest brak tolerancji dla ateistów w polskim, tak zamkniętym społeczeństwie, to może o wiele lepiej posłużyłoby waszej sprawie promowanie otwartości i tolerancji, wymiana poglądów z ludźmi o innych poglądach, którzy chcą dyskutować, zamiast zaostrzanie wzajemnego wykluczenia i okopywanie się w oblężonej twierdzy.

    Żeby nie było, nie występuję tutaj z żadnymi programowymi propozycjami, to tylko luźne refleksje internetowego przechodnia, który dzisiaj zagląda sobie tutaj, jutro tam.

  280. Żorż Ponimirski
    A propos „dobrej” śmierci w trakcie szczytowania, mam w tyle głowy na zawsze utrwalony obrazek z filmu „Nakarmić kruki”. Ojciec dziewczynek, oficer frankistowski, uprawia seks z prostytutką u siebie w domu, a córcia, nie pamiętam jej imienia, widzi WSZYSTKO przez niedomknięte drzwi, łącznie ze śmiercią ojca.
    To dopiero musi być trauma na całe życie, skoro ja tylko „widzka” po latach pamiętam.

  281. Konstruktywną dyskusję metodą jątrzenia i prowokacji to niech sobie @Rogger77 et Co. najpierw wypróbuje na współpodróżnych w zatłoczonym pociągu albo w pubie jakimś, ewentualnie na miesięcznicy. Odbywają się też protesty pod diecezjami – to może być dobre forum. Dozna mocniejszych wrażeń i nuda mu przejdzie jak ręką odjął.

  282. mag
    18 marca o godz. 19:14

    Co kto lubi, ja sobie siebie z litrowym kuflem w ręku nie mogę wyobrazić, tak samo z gwinta się nie napiję. I tyle.

  283. Rogger77
    18 marca o godz. 19:22

    Nie zrozumiemy się, Roggerze. Mnie nie jest potrzebny do życie poziom ogólników i żaden wydumany luz ani życzliwość. Luz mam na rowerze, na jeziorze, na morzu – bez zamawiania. Życzliwość znika mi z gęby tylko wtedy, kiedy jakaś blaszakowata menda zatarasuje blaszakiem ścieżkę rowerową. A tak to na ścieżkach rowerowych odległych od miasta mam gałązkę oliwną w dziobie i „dzień dobry” do każdego mijanego rowerzysty, również do dzieci.

    Tu na blogu natomiast odbywa się nierzadko konfrontacja poglądów. Łatwo się mówi ogólnikami, ale wyobraź sobie, że wchodzi na blog buchalter, który ze śmiertelnie poważną miną przekonuje, że sześć razy sześć jest osiemnaście. Weź potraktuj go życzliwie i kadź mu, że jest mądry. Raz, drugi, trzeci – można, ale on to powtarza 97 razy. Może więc dopiero sam pobądź w takich sytuacjach i wtedy doradzaj życzliwość i takie tam. Zresztą, jeśli nie zauważyłeś, że tu pewne granice nie są przekraczane, to może za 5, 10 lat zauważysz. Nie dzieje się na tym blogu nic niezwykłego, natomiast wpadają czasem zawodnicy, którzy potrzebują komuś przypieprzyć i wymyślają niestworzone rzeczy.

  284. @wbocek takiej życzliwości dla każdego idiotyzmu bynajmniej nie popieram ani nie wymagam, chodziło mi o tego rodzaju życzliwość, która umożliwia spokojną wymianę argumentów, tak jak teraz między nami. Kontrastuje z tym np. agresywna pisanina Tobermory czy jak mu tam, który zwrócił się do mnie powyżej z jakimiś pretensjami.

  285. Rogger77
    18 marca o godz. 19:22

    Nie wiem, skąd wytrzasnąłeś, Roggerze, coś takiego:

    „Skoro ciągle powracającą waszą bolączką jest brak tolerancji dla ateistów w polskim, tak zamkniętym społeczeństwie”.

    Sam sobie wymyślasz tezę i sam ze sobą o niej gawędzisz.

    Ja nie mam i nigdy nie miałem żadnych bolączek, nie interesuje mnie tolerancja ani brak tolerancji wobec ateistów, nikt mi nigdy nie przeszkadzał być ateistą, więc nie szukałem i nie szukam jakichś specjalnych warunków, by nim być. Znalazłem blog pana Jacka Kowalczyka, spodobał mi się i siedzę. Ale siedzę raptem z pięć czy sześć lat, a niereformowalnym ateistą jestem sporo ponad 50. Ateiści, Roggerze, to jednostki, indywidua, a nie jakaś komuna, byś o niej mówił: „waszą bolączką jest”.

  286. @wbocek może faktycznie to zbytnia generalizacja pisanie „waszą”, ale są tacy, którzy utyskują na ową nietolerancję, również tutaj. Niech więc będzie, że nie „waszą” ale przynajmniej niektórych ateistów bolączką to jest.

  287. Babcia dostał ob pielgrzyma 1 (jeden litr) wody święconej z Lourdes. Wypłukaliśmy butelkę i regularnie zmienialiśmy wodę na kranówę ( u nas akurat podobno kranówa jest ok). Babcia piła łyczkami i dożyła prawie 90! lat. Wiara czyni cuda? No nie bardzo, miała dobrą opiekę ze strony całej rodziny i jeszcze pomagała mi (mimo podeszłego wieku i niesprawności) w opiece nad synami, jak tylko mogła i to ją trzymał przy życiu. Przed ostatnie 6 miesięcy, kiedy w końcu zaległa w łóżku, miała odleżyny i okropnie cierpiała, bez słowa skargi z jej strony, przeklinałem boga, w którego wierzyła, że nie pozwolił jej po prostu umrzeć bez cierpienia

  288. Rogger77
    18 marca o godz. 20:29

    Tylko po co, Roggerze, wymyślać czyjeś bolączki i się nimi przejmować. Nie prościej włożyć na siebie coś grubszego i rozmawiać o konkretach, nie przejmując się bolączkami, nastrojami, klimatami? Jeśli ktoś potrzebuje cieplarnianych warunków, powinien kwitnąć w cieplarni, a tu się odbywa zwyczajne życie – nie gorsze i nie lepsze od innych żyć.

  289. Żorż Ponimirski
    18 marca o godz. 17:50

    Nie będzie pochwalony Peszgaldaramasz i pani sprzątaczka z przedszkola „Muchomorek”

    jak zwykle nie wiem, co powiedzieć, więc powiem, że Cowboy Bebop to jest to.
    https://www.youtube.com/watch?v=n2rVnRwW0h8

  290. Kostka
    18 marca o godz. 15:19

    Są to monochromy, ale całkiem ciekawe. Jeszcze za nimi zatęsknimy jak przyjdzie front i znowu studnie wyschną w kujawskiem.

  291. Kilkanaście rażąco kolorowych letnich maków do obejrzenia
    https://photos.app.goo.gl/Net3WqzF87dSAyp63
    Maki pozdrawiają z 2014 roku
    TJ

  292. @tejot – 18 marca o godz. 21:47

    Piękne maczki. Jaka szkoda, że nie mogę cię zagnać do zrobienia makro zdjęć moich orchidei, bo mnie za czorta nie wychodzą – za bardzo tym aparatem macham.

  293. tejot
    18 marca o godz. 21:47

    O żesz, sama feeria 🙂

  294. Aggent Rogger naprawdę nie rozumie? Właśnie tacy religianccy prostaczkowie, pojawiający się co i rusz na tym blogu, dostarczają nam darmowej rozrywki. Chcesz porozmawiać? Powiedz nam, w co ci każe wierzyć kaka. Bardzo chętnie się z tego pośmiejemy.

  295. @Ewa-Joanna 18 marca o godz. 21:55
    Dobrej cyfrowej lustrzanki nie da się trzymać w ręku. Statyw przy makro – sine qua non.
    Tejot, przepiękne te maki! I fachowo sfocone.

  296. @tejot

    Fiu fiu:) ale tulipan też by się znalazł

  297. I hibiskus. Bardzo trudny do skutecznego sfocenia – bo depth of field…

  298. Tobermory – 14:54

    „Czerwone nowozelandzkie są okrutnie drogie… ale bardziej mnie zainteresowały kolonie głuptaków”

    No to masz wygranego. Od wina do gluptaka prowadzi rownia pochyla. A ta to calkiem tanie urzadzenie.

    Jesli zas o gluptakow chodzi

    Pochodzenie nazwy gatunku głuptak zwyczajny, niekoniecznie pozytywnie sie z czymkolwiek kojarzy. Nazwa ta pochodzi z czasów gdy wciaz jeszcze polowano na te ptaszyska. Gdzie indziej nazywane boobies. Czasem bluefooted

    Wywodzi sie ta nazwa stad, iz ich troska o swoje potomstwo była tak silna, że rodzice nie uciekali przed ludźmi z dala od gniazd i siedzieli na nich dopóki ich nie zabito.

    Powierzchowna ludzka ocena o łatwym łupie dała słowne połączenie „głupiego ptaka” – głuptaka. Moros po grecku.

    Co jest, w ludzkim pojeciu, oczywiście calkowicie niesłuszne. Obrona potomstwa to pierwszy obowiazek. Reszta to irunda. Błahostka, znaczytsia pa bialastocku.

    Protect your young. Everything else The Lord will provide. Including the ammunition

  299. Chroń swoje młode. Wszystko inne Pan zapewni. W tym amunicje

  300. Ewa-Joanna
    18 marca o godz. 21:55

    Mój komentarz
    Da się fotografować z ręki kwiaty, tylko jest to bardzo trudna sprawa (nie polecam początkującym fotoamatorom, by ich nie zrazić) wymagająca żelaznej cierpliwości, dobrego sprzętu do zbliżeń, ręki strzelca wyborowego, dużej ilości kwiatów różnie ustawionych do słońca by wyszukać taki kwiat, który jest porządnie oświetlony, dobrze podświetlony poprzez płatki (co to razem oznacza, to temat na 5 stron podręcznika), wystarczająco duży, nie ma zbyt dużego wiatru by uniknąć „poruszenia” zdjęcia.

    No i ostatnia sprawa, to trzeba mieć trochę szczęścia i jakiejś podłoże doświadczenia. I mieć dobry dzień. Nieraz uda mi się osiągnąć dość dobrą fotkę, jedną, dwie, ot tak, na luzie, kilkoma strzałami, a bywa, że po godzinnej (i więcej) robocie z kwiatami wszystko nadaje się do skasowania. Dzisiaj nie wyszło, może jutro, pojutrze słońce będzie łaskawsze, wiatr mniej namolny. Porażka i wyciąganie wniosków.

    Focić można kwiaty w pomieszczeniu ze statywu, lecz wymaga to po pierwsze ścięcia kwiata i przyniesienia do domu (chyba, ze kwiat jet doniczkowy), odpowiedniego statywu, w którym kwiat będzie umieszczony, odpowiedniego tła za nim, żmudnego ustawiania statywu z aparatem, odpowiednio ustawionego oświetlenia kwiata i tła (minimum światło z 2 kierunków. Jest to robota (dla jednego lub kilku kwiatków na jakieś 1 – 1,5 godziny i gwarancja wyniku żadna. Nie polecam początkującym amatorom.
    Pzdr, TJ

  301. Mogę bardzo łatwo sfotografować hibiskus 🙂 ten suszony kandyzowany, mam w szafce. Wygląda jak wyschnięty pająk.

  302. @tejot 18 marca o godz. 22:33
    A co nazywasz „sprzętem do zbliżeń”? Obiektyw makro?

  303. @Nefer 18 marca o godz. 22:34
    Ja też mogę sfotografować hibiskus 😀
    Ale w normalnym powiększeniu (100%) zawsze część kwiatu będzie niezbyt ostra.
    A to dlatego, że hibiskus ma bardzo długi ten no, kwiatowy narząd płciowy z pylkiem.

  304. Odbieglismy sporo od tematu wpisu zaka1953. Tego na gorze figurujacego. A to grzech. Wynikajacy z niewiary w wiare. Bo grzechem wrecz smiertelnym jest miec świadomość roli, jaką nadzieja może odegrać w życiu ludzkim.

    Jaka role wiara moze odegrac w tym zyciu namarginalna ateistka? Nadajaca z kraju klonowego liscia? Raczej zerowa. Liczac na palcach.

    Palce nog pomijamy jako toes. A wiec nie fingers

  305. @Na marginesie

    Off with his… head 😉

  306. @Na marginesie – 18 marca o godz. 22:08
    E tam. Ja jestem klepacz pospolity i nawet nie wiem co to lustrzanka, bo aż takich ambicji nie mam. Ale bym chciała, żeby wychodziły ładniejsze niż wychodzą. 🙂

    @tejot – 18 marca o godz. 22:33
    Szkoda mi zrywać, bo zerwane szybko więdną a na drapaku trzymają się długo. Piszę „na drapaku” bo w sumie ta niekwitnąca część orchidei to taki bylejaki drapak. Ale jak zakwitnie i zapachnie…

  307. @Nefer 18 marca o godz. 22:47
    Head? Czy roślinne family jewels?
    Tak czy siak – już pędzę po nożyczki 🙂

  308. @Ewa-Joanna 18 marca o godz. 22:49
    A może spróbuj unieruchomić aparat – na przykład opierając go o coś?
    Z orchideami rzeczywiście trzeba uważać na tło – bo psuje efekt.

  309. Czyzby chodzilo o size?

  310. Ewa-Joanna
    18 marca o godz. 22:49

    Liczy się nie fota, ale pomysł na fotę. Jeśli nie możesz zrobić foty nieruchomej, zmień pomysł na taki, jaki można zrealizować bez poruszonego kadru.

  311. Na marginesie
    18 marca o godz. 22:39
    @tejot 18 marca o godz. 22:33
    A co nazywasz „sprzętem do zbliżeń”? Obiektyw makro?

    Mój komentarz
    Nie mam na myśli sprzętu takiego, jak do fotografii makro, gdzie fotografowane są owady, gąsienice, itd. Takie focenie wymaga aparatów z wymiennymi obiektywami plus nasadki makro do nich lub pierścienie pośrednie do nich, a to już zabawa na całego. Obiektyw plus nasadka macro zapewnia na tyle dużą odległość od owada, że się go nie wystraszy. Pierścienie pośrednie tego nie zapewniają.

    Powiększenie owada jest duże z nasadką macro, lecz głębia ostrości jest bardzo mała, nieraz zbyt mała, nawet jak np. na gąsienicę.

    Do kwiatów, podobnie jak do owadów jest potrzebna duża głębia ostrości, dużo większa niż dla owadów. Taką głębię maja obiektywy o krótkiej ogniskowej (rzędu 8 – 10 mm), przymknięte do minimum 6,3, co wymusza długie czasy naświetlania, co z kolei sprzyja poruszeniu zdjęcia (jeżeli fotkę wykonujemy z ręki). Przymykanie obiektywu powyżej 8 – 11 powoduje pewną utratę ostrości i dalsze wydłużenie czasu migawki. Pomaga system stabilizacji obrazu umieszczony w obiektywie lub w korpusie aparatu.

    Porządnym kompaktem (klasy premium), ale umożliwiającym duże przybliżenie do foconego obiektu, a nie każdy dobry kompakt to potrafi, da się robić fotki kwiatom.
    Pzdr, TJ

  312. @Na marginesie – 18 marca o godz. 22:57
    Trochę żartuję. Ale tylko trochę, bo tak naprawdę to nie rzucałam się na makro, choć czasem chciałabym, ale mi cierpliwości brak. No i zdecydowac sie nie potrafie, czy wolę całość czy tylko kawałek.
    Na przykład ten taki – nie dość, że skomplikowany to jeszcze kwitnie nocą!
    https://photos.app.goo.gl/et2DacRlD6nT90kG3

  313. @tejot
    18 marca o godz. 23:09
    To wnioskuję, że trzeba mieć pilota, bo inaczej się nie da żeby nie poruszyć. Albo na czas?

  314. @Tanaka
    18 marca o godz. 23:09
    Mnie kiedys jeden zawodowy fotograf od mody powiedział, że trzeba zrobić setkę zdjęć a wybrać jedno 🙂 No i tego sie trzymam, klepię i klepię z nadzieją na to jedno!

  315. Ewa-Joanna
    18 marca o godz. 23:13
    @tejot
    18 marca o godz. 23:09
    To wnioskuję, że trzeba mieć pilota, bo inaczej się nie da żeby nie poruszyć. Albo na czas?

    Mój komentarz
    Pilota stosuje się, gdy aparat jest na statywie. Można się obejśćtakże bez pilota wykorzystując samowyzwalacz.
    Zastosowanie statywu do fotografowania kwiatów jest o tyle uciążliwe, ze trzeba go rozstawiać, ustawiać aparat w lewo, w prawo, przesuwać nóżki, podnosić głowicę, opuszczać, patrzeć na odchylny ekran, a słońce bardzo przeszkadza, na ekranie zamiast kwiatka odbicie własnej twarzy, itd.
    Jeśli jest wiatr, to statyw nie pomaga, bo większość kwiatów się buja i focenie na dłuższe czasy typu (1/2, czy 1/8 sekundy jest niemożliwe, bo powstaje wtedy poruszenie, zamazanie zdjęcia.
    Pzdr, TJ

  316. Ewa-Joanna
    18 marca o godz. 23:15

    Fotograf gadał głupoty. Trzeba zrobić nie sto, ale tysiąc na jedno dobre. Więc jeśli niekoniecznie Cię to zadowala, lepiej zmienić taktykę i robić 1:1. No, niech będzie – 1:5. Zdjęcie nie musi być teoretycznie idealne, ważniejsze, by się składało z pomysłu.

  317. @Tanaka
    18 marca o godz. 23:31
    Mosz recht! 🙂

  318. Us tam teoryje …

    Najlepsza jest taka, ktora komu pasuje, czyli daje fajne fotki.

    Moja:

    Czasem wyjdzie, innym czasem nie.

    JAk ustawiam, to patrze, czy mi sie podoba. Jak sie podoba to pstrykam. I to co sie „pstryklo”, po pstryku na ogol tez mi sie nadal podoba. Gdyby nie to, ze „czasem nie..wyjdzie.” to byloby zawsze fajnie.

    pozdrowka
    ~l.

  319. Orteq
    18 marca o godz. 22:45
    O czym ty piszesz. Oni teraz piszą o swojej wiedzy na temat zrobienia dobrej fotografii i wierze, iż takową można zrobić korzystając z określonych procedur. A więc wszystko pasuje.

  320. zak1953 17.03 godz. 11:44

    Dopiero dziś mogłem siąść do czytania i utknąłem w tym miejscu:

    Chodziło o to, abym nie poruszał tej kwestii w kategoriach szans na wyleczenie i nie odbierał im wiary w możliwość wyleczenia z zachowaniem pełnej integralności cielesnej syna. Szczególnie znając prawdę.

    Przepraszam, bo może czegoś nie zrozumiałem. Chociaż ta kwestia przewinęła się w Twoich wpisach.
    Ale właściwie co Ty miałbyś mieć do czynienia w tym konkretnym przypadku? Rozumiem, że przyjaciel rodziny. Ale skąd sugestia, że miałbyś przekazywać tego typu informacje choremu, spekulując na temat szans? Jeśli już, jest to rola lekarza prowadzącego. Niezależnie od bliskości Twoich relacji z tą rodziną.

  321. @paradox57
    19 marca o godz. 8:17

    No wiesz, jesteś zaproszony na kolację, rodzina pełna nadziei rozprawia o rychłej podróży do teksańskiej kliniki, a ty się zwracasz do ojca pacjenta: A nie mówiłeś, że tylko amputacja, inaczej zero szans?

  322. To tylko drobna spekulacja, bo nie atestuję autorowi wpisu ani takiego braku taktu, ani też megalomanii. Widzę raczej sporą dawkę fantazji i drobne braki w spójności przekazu.

  323. Wyrażając swoją postawę życiową nie spodziewałem że się spodoba na tym blogu. Nawet zdałołoby się oczywiste (banalne) stwierdzenie jak: Trzeba ludzi szanować jakimi są bo każdy ma prawo iść swoją drogą . Wzbudziło ostre kontrowersje.
    Tymczasem nie uznanie tego – banalnego, ale będącego podstawą tzw human rights – znaczy że: Nie należy ich szanować jeżeli nie idą nasza drogą . A to jest dokładnie to co głosi Rydzyk i „kaka”.
    I dokładnie takie jest motto tego blogu.
    Niemniej, dziękuję red Kowalczykowi za możliwość wyrażenia swojego zdania, nie będę sie spierał z kontestatorami bo jak napisałem, każdy ma prawo do własnego zdania.
    Twierdza jest mała i każdy przybysz jest mocno podejrzany, torturowany i wyrzucony do fosy.
    PS. Dodam tylko na marginesie że Polacy aspirujacy do tzw „kregu kultury zachodu” maja przed sobą długa drogę.

  324. Aha, kolejny ukrzyżowany męczennik blogowy 😆
    Niech mu internet przyjaznym będzie.

    @tejot

    Fajne te twoje maki. Też tak lubię zaglądać kwiatkom do środka. Mam chyba jednak skłonność do obejmowania obiektywem szerszego planu. Wnętrze można zawsze trochę przybliżyć (scroll)

    https://photos.app.goo.gl/MS7vFNWIYOS6An2f2

    Wszystko z wolnej ręki i w świetle dziennym (robaczek świętojański – w nocy)

  325. @Ewa-Joanna
    Nie jestem zawodowym fotografem ale radziłbym spróbować nastepujacego sposobu.
    1. Zrobić zdjęcie na macro z odległosci około 30 -40 cm, bardzo wysokiej rozdzielczości aparatem (nie mniej niż 16 Megapixel), ze statywu. Pozwoli to wyostrzyć na całości kwiatu.
    2. Fotoshopem (lub podobnym) wybrać kwiat i powiekszyć. Oczywiscie straci sie na ziarnistości ale cały kwiat bedzie dobrze widoczny.
    Pozdrawiam.

  326. Czy mam Kaczyńskiego szanować jakim jest bo ma prawo iść swoją drogą?

    Po jego trupie.

  327. Nefer
    19 marca o godz. 11:22

    To jest dobre pytanie. Swoją drogą idzie też papież Franciszek, więc były rektor arcybiskupiego seminarium, uważasz – duchownego, w mieście Krakowie, ksiądz – uważasz, profesor – hahahah! – uważasz, niejaki Staniek modli się o jego szybkie odejście do Domu Ojca.
    Polska to jest kraj, w którym wszyscy się ciągle modlą, więc dobrze jest się zastanowić nad tym, czy się aby nie pomodlić.

  328. Tanaka
    19 marca o godz. 11:33

    Miałam napisać „po moim trupie” ale niby dlaczego.

    Lepiej już się mydlić niż modlić bo za mało zwykłego mydła

  329. Każdy ma prawo iść swoją drogą, dopóki nie ustanawia się kontrolerem innych uczestników ruchu i nie próbuje zmusić ich do marszu w jedynym słusznym kierunku.

    https://www.youtube.com/watch?v=8B0PJkS0iyk

    A propos… W NZ jeden 6-latek zapytał mnie: Do you know AC/DC? 😯

  330. Tobermory
    19 marca o godz. 11:16
    Też tak lubię zaglądać kwiatkom do środka. Mam chyba jednak skłonność do obejmowania obiektywem szerszego planu. Wnętrze można zawsze trochę przybliżyć (scroll).

    Mój komentarz
    Tobermory, szeroki plan dla kwiatów przynosi pewną trudność, a mianowicie tło.
    Tło powinno być co do zasady nieostre, lub ciemne, a najlepiej jednolite, ale gdzie takie znaleźć wśród kwiatów. Oba przypadki są bardzo trudne do uzyskania.
    Tło przy fotografowaniu kwiatów bywa z reguły złośliwe, pokręcone, bezładne, itd. Tło raz pomaga, raz przeszkadza, raz się komponuje z głównym obiektem, innym razem nie chce, kolor tła przeszkadza, tło odciąga uwagę, itd.
    Pzdr, TJ

  331. @tejot
    19 marca o godz. 11:51

    Tak, tło jest problemem, ale też czasem się przydaje jako kontekst np. przy kwiatach górskich.

  332. Nefer
    19 marca o godz. 11:36

    Marzenie Starszych Panów, spisane przez Jeremiego Przyborę. Fragmencik:

    Dobranoc, dobranoc ojczyzno
    Już księżyc na czarnej lśni tacy
    Dobranoc i niech Ci sie przyśnią pogodni, zamożni Polacy
    że luźnym zdążają tramwajem, wytworną konfekcją okryci
    i darzą uśmiechem się wzajem, i wszyscy do czysta wymyci
    i wszyscy uczciwi od rana, od morza po góry, aż hen
    Dobranoc, ojczyzno kochana już czas na sen

  333. Nefer
    19 marca,g.11:36
    W temacie mydła poleciałaś słusznie Boy’em, który jak mało kto nadaje się na dzisiejsze sztandary, banery itp. dla manifestujących w całym kraju kobiet, broniących prawa do aborcji.
    Poszły wreszcie z wieszakami tam gdzie trzeba, czyli pod kurie biskupie i arcybiskupstwa. Nie wiem, czy wykorzystały jako hasła nauki i postulaty choćby z „Piekła kobiet” Boy’a Żeleńskiego.
    Powoływanie się na tego prekursora świadomego macierzyństwa miałoby szczególnie dramatyczny wydźwięk, jako że po ponad 80 latach, w XXI wieku kobiety muszą walczyć od nowa o to, o co walczyły ich prababcie.

  334. astra
    19 marca o godz. 10:58

    Szanowny nowo narodzony astro, Twój bzdet „Trzeba ludzi szanować jakimi są bo każdy ma prawo iść swoją drogą” nie wzbudził żadnych konkrowersji („wzbudzać konktrowersje” to jeden z licznych pismackich tików nie znaczących NIC), bo jest pustym bzdetem, a nie cokolwiek znaczącym sformułowaniem. Widać nie zrozumiałeś tego, co usłyszałeś. „Mieć prawo” to również nadużywany i przez to pusty znaczeniowo tik. Czy ktokolwiek mówi, że ktoś „ma prawo” oddychać? Jeść? Pić? Chodzić w butach lub bez? I jeśli ktoś idzie w butach, to powinienem go szanować, a jeśli bez butów, to tym bardziej? Mówię jak do dziecka, bo widzę, żeś dziecko. Odkrywasz Ameryki na poziomie szacunku do wszystkich. I świetnie, tylko że w tej piaskownicy szacunki już mamy przerobione.

  335. Refleksja Patrioty

    „Są dwa poważne powody,
    dla których Polska mi zbrzydła
    za dużo święconej wody,
    za mało zwykłego mydła”

    a to pono akurat nie Boy tylko Paczkowski Jerzy, tak internety podają

  336. Tobermory
    19 marca o godz. 11:50

    Każdy ma prawo iść swoją drogą, dopóki nie ustanawia się kontrolerem innych uczestników ruchu i nie próbuje zmusić ich do marszu w jedynym słusznym kierunku.

    Nie masz racji – państwo, poprzez swoje władze ma prawo zmuszać do marszu w jedynym słusznym kierunku. W teorii istnieją zabezpieczenia przed widzimisie władz, ale praktyka często odbiega od teorii

  337. mag
    19 marca o godz. 12:02

    Mag, ciń doberek od samego rana.

    Kiedy czytam Twoje słowa – „Poszły wreszcie z wieszakami tam gdzie trzeba, czyli pod kurie biskupie i arcybiskupstwa” – to wybacz, ale Cię nie poznaję. Smark astra Cię zaraził szacunkiem do biskupów za to, że 1700 lat idą swoją świńską drogą? A co biskupy mają do kobiet, a one – do biskupów? Tę pasożytniczą bandę trzeba olewać i kompletnie nie zauważać. Z jakiej racji – do nich? Co oni, emisariusze obcego państwa, mają tu do rządzenia, do gadania? Nawet mniej niż szary poseł. Pójście do nich – to poddaństwo! Ta pasożytnicza hołota ma przestać istnieć jako element polskiego społeczeństwa, bo nie jest żadnym społeczeństwem – jest wrzodem na dupie społeczeństwa i niczym więcej. Precz z biskupami, obcymi funkcjonariuszami zaborczego państwa!

  338. Tanaka
    „Polska to jest kraj, w którym wszyscy się ciągle modlą, więc dobrze jest się zastanowić nad tym, czy się aby nie pomodlić”.
    Ależ to nieprawda. Modli się klasa rządząca i to na pokaz, w blasku fleszy, czyli z określonej okazji, których zresztą jest wiele. Choćby liczne pokropki czegokolwiek w tzw. przestrzeni publicznej, ważniejsze uroczystości na każdym szczeblu waadzy, od gminy poczynając.
    Zwykły lud katolicki codziennego pacierza raczej nie odmawia w przeciwieństwie do dywanikowych praktyk muzułmanów, bywa w kościele lub nie, albo tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc (wtedy wielu przystępuje do całorocznej spowiedzi).
    Oczywiście modli się, gdy przystępuje do I komunii, gdy chrzci dziecko, żeni się/wychodzi za mąż, ewetualnie gdy umiera w przytomności. Ale to są niejako „wymuszone”, jednorazowe modły.
    Zmierzamy zdecydowanie, choć małymi kroczkami, w stronę laicyzacji.
    Wieszczę, że „wahadło” odwinie się wkrótce w drugą stronę i nastanie w Umęczonej słodka epoka jeśli nie aż libertynizmu, to przynajmniej liberalizmu obyczajowego i wolności od wszelkich praktyk religijnych na zasadzie, że nikt nie ma prawa ingerować w tę sferę prywatności.

  339. wbocek
    Cińdoberek,
    ależ, ależ, w moim pochwaleniu kobiet , które poszły z wieszakami na klechów, widzisz szacunek dla czarnych?
    Właśnie w tym rzecz, że owe plebany i abepy, które o wieków uzurpują sobie prawa do kobiecych dusz i ciał (rodzicielek-inkubatorów posłusznych mężom) zasługują na wszystko co najgorsze.
    Sami władzy nad owcami/baranami się nie wyrzekną, a niezmierzony majątek i wpływy zapewniają im nie tylko dożywocie, ale i wieczną chwałę.
    Oczywiście, okrutnie żartuję, ale jest coś w przysłowiu „dłużej klasztora niż przeora”.

  340. paradox57
    19 marca o godz. 8:17
    Myślę, że zrozumiesz, jeśli kiedyś staniesz się powiernikiem tajemnicy, która nie mogła dotrzeć do wiadomości rodziny owego człowieka.

  341. mag
    19 marca o godz. 12:31

    Maguś – jak się Polak nie modli, to się tym bardziej modli. Taka substancja Polaka. Ponieważ się nie modli, to ma na głowie biskupa i swojego proboszcza, któremu daje co ma i nie ma do dania, co oznacza, że modli się nadzwyczajnie.

  342. wbocek
    19 marca o godz. 12:26

    Dobrze zrobiły, poszły prosto do źródła intrygantów politycznych. Którym PiS jest winien rozliczne przysługi i których się boi aby z ambony głosowania nie popsuli.

    Co oni, emisariusze obcego państwa, mają tu do rządzenia, do gadania? Nawet mniej niż szary poseł. Szary poseł tańczy u nich na sznurku i wypłaca się za poparcie polityczne.

    Co oni mają do gadania? W normalnym państwie nic. W naszym są partią polityczną z usłużnymi posłami w sejmie. Z całą resztą się zgadzam.

  343. mag
    19 marca o godz. 12:44
    Wielu duszpasterzy zostało księżmi, bo takie było życzenie ich matek, którym byli bezwzględnie podporządkowani i posłuszni. Mimo, że mieli inne plany życiowe. Ale zabrakło im odwagi, aby postawić się despotycznej mamusi. A potem po długim czasie w seminarium i otrzymaniu święceń, nadal byli pod nadzorem, a to swego proboszcza, a to mamusi-gospodyni, gdy sami zostali proboszczami. I nadal realizowali ambitne matczyne wyobrażenie o synku księdzu. Aż do biskupiej sakry, gdy wreszcie mamusia nie mogła zająć miejsca w kurii. Gdzie wreszcie synek uzyskał wolność od mamy, ale nie mógł już nic więcej jako mężczyzna. Została mu tylko awersja do kobiet jako emanacji matki.

  344. mag
    19 marca o godz. 12:44

    Kościół kat posiadał, do niedawna, człowieka w całości. To się sypnęło w krajach cywilizowanych, w Polsce, która jest słabo cywilizowana, trzeszczy, ale nie bardzo się jeszcze sypie. Żeby się nie sypało, Kościół kat załatwia sobie, za pomocą braterskiej partii rządzącej odpowiednie przymusy i szantaże prawne oraz wdraża pozaprawne zwyczaje, czyli tak zwaną tradycję: dawać-dawać-dawać.
    Ponieważ trzeszczy, staje się to widoczne dla poszerzających się kręgów widzów i świadków, że władza Kościoła kat skupia się – jak to nazywa prof. Bartoś i jeszcze inni – na władaniu ciałem kobiety oraz dziecka. Z facetami jest im trudniej, choć też się starają, ale mają słaby punkt władania, bo ograniczony do finału masturbacji. Natomiast kobietą mogą władać za pomocą tego, co oni nazywają „istotą kobiecości”. Dziećmi władają bezpośrednio i poprzez władanie nad ich matkami i ojcami. A na władanie bezpośrednie mają mnóstwo sposobów. Ostatni – ksiądz jako wychowawca klasy. Ale są i bardziej dogłębne: w czasie „spowiedzi świętej” selekcja dzieci do pedofilenia.

  345. Lepszą oznaką protestu byłyby puste kościoły, ale moherowe babcie i młode z sodalicji zapewniają chyba na razie jaką taką frekwencję.
    Gdzie są mężowie i partnerzy tych protestujących kobiet?

  346. zak1953
    19 marca o godz. 12:57

    To jest racja, ale w mniejszej części. Przykładem jest synuś tej pani, o której nic już nie słychać, choć niedawno nazywała się Szydło Bełata: synuś odbył mszę premicyjną i już jest z niego ksiądz katolicki.
    Większa część racji polega na czymś zgoła przeciwnym (co także może być przypadkiem powyższego synusia): synkowie ci wielbią swoje mamusie, poświęcają się dla swoich mamuś, przebłagują Jezuska by mamusie nie były więcej krzywdzone przez tatusia, rodzinę i tak dalej – i żeby dać świadectwo i złożyć ofiarę ze swego życia – poświęcają się bozi za pomocą kapłaństwa. Sublimatem ich mamuś, do których całe życie tęsknią, jest Matka Boża.

  347. @Tanaka
    19 marca o godz. 13:05

    „Sublimatem ich mamuś, do których całe życie tęsknią, jest Matka Boża.”

    Tak też widziałem fascynację „mojego” Hindusa, który odwiedzał we włoskiej katedrze figurkę NMP, aby przed nią posiedzieć i zapalić jej świeczkę. O chrześcijaństwie miał raczej blade pojęcie i wcale nie chciał go poszerzać.

  348. Łomajgocie, Tanaczku, prześmiewco
    Ja na poważnie o niemodleniu się całkowitym albo modleniu się rytualnym na potrzeby partii, Umęczonej, na pohybel sąsiadowi itp. a ty mi po gombrowiczowsku zgoła.
    Może i cuś w tym jest. Im bardziej się nie modlę, tym bardziej ze mnie modlitwa wychodzi. Im bardziej od niej uciekam, ona mnie dogania, bo taki to kraj.
    A jeśli ja nie daję, chociaż miałabym co i się nie modlę oraz nie mam na głowie ani abepa, ani proboszcza, bo ich w żaden sposób nie „używam”, to kto ja jestem?

  349. Tanaka
    19 marca o godz. 13:05
    Miłość i nienawiść to dwa stany tego samego uczucia. Różnią się tylko wektorem działania, że użyję matematycznego porównania. Oczywiście, taki bezrefleksyjny synuś mamusi, musi ją kochać jako emanację dobra i prawie boskiej miłości. Ale od nadmiaru słodkości można dostać mdłości, co się dosyć często w życiu zdarza.

  350. zak1953
    19 marca o godz. 13:15
    I uzupełniając. Dla takiego bezkrytycznego pasterza, tylko mamusia jest bezgrzeszna. Inne kobiety to naczynia diabła.

  351. La Virgen Blanca w Toledo (XIV w.) 153 cm

    https://photos.app.goo.gl/n1jSdO783Xz4OEiO2

    Można się zakochać?

  352. dziękuj e wszystkim za porady fotograficzne. Święcie wierzę, że kiedys mi się uda zrobić fenomenalne zdjęcie. 🙂
    @astra
    zastosowałam poradę i zrobiłam
    https://photos.app.goo.gl/AvPiYcRtfnr3juyW2
    Nawet coś widać 🙂

  353. @Tobermory
    19 marca o godz. 13:02
    Poszli na piwo.

  354. @Ewa-Joanna
    19 marca o godz. 13:24

    A teraz postaw kwiatek przed czymś ciemnym (część garderoby, okładka dużej książki itp.), a potem skróć nieco łodygę na dole i dodaj pączki u góry

    Pozwoliłem sobie 😉

    https://photos.app.goo.gl/aySgV0eB1mO9IYeh2

  355. @Tanaka, Tabermory. Swietny filmik o Hitlerze, no i ten glos…., no to ja juz bez wahania, bo slownictwo jak najbardziej poprawne wspomne o ksiazce, ktora niedawno przeczytalam na e-booku: Marcin Kacki „Poznan. Miasto grzechu”. Oczywiscie na poczatku jest kilka rozdzialow z Kroloppem i Paetzem w tle.
    Te kilka lat temu, po tamtych dwoch historiach dziwilam sie, jak moglo do tego dojsc. Moje wyobrazenie o Poznaniu bylo takie jakie wmowily mi media. To tacy pracowici, racjonalni, nowoczesni, (i inne komplementy zwiazane z wplywami pruskimi) obywatele. Reszta kraju powinna sie wstydzic i uczyc sie od nich.
    Dalej autor kresli sylwetki wielu Obywateli ( wlasnie przez duze O) tego miasta. To zasluzeni od pokolen ludzie, pracownicy uniwersyteccy, biznesmeni, ludzie sztuki, wielcy spolecznicy i wszyscy tak bardzo zwiazani sa kosciolem, a w tym konkretnie przypadku z kuria biskupstwa poznanskiego, czy jak sie to nazywa. Reprezentuja oprocz lokalnych patriotycznych wartosci takie, z ktorymi nowoczesnemu czlowiekowi nie po drodze. Wielce boleja nad zmiana Prezydenta miasta na jakiegos wyuzdanego milosnika gejow liczac, ze na jesieni to sie odmieni. Dla rownowagi sa tez rozdzialy poswiecone Tomaszowi Polakowi, a takze dziewczynie co zrobila apostazje, a urodzila sie jako pierwsza w Polsce ” z probowki”. Jej rodzina ( tez wielce zasluzeni obywatele miasta o orientacji koscielnej) ma troche zal za ta bruzde, ale dalej nalezy do katolickiego laikatu. Dostalo sie tez np. autorce Musierowicz… Interesujaca jest lista osob, ktore podpisaly sie pod obrona Paetza, czy innymi dziwnymi akcjami. Na koncu ksiazki ostatnie uaktualnienie: „W kwietniu 2017 arcybiskup senior Juliusz Paetz wrocil. Koncelebrowal msze w katedrze poznanskiej. W Dniu Ksiedza.” Obrzydliwe? Nie mam watpliwosci, ze mial tlumy obywateli na tej mszy.
    Zapewne autor nie lubi Poznania, chociaz tam studiowal, widocznie obrzydzila go tamtejsza zapyziala atmosferka. Podejrzewam, ze taki sam obraz elity spolecznstwa mozna stworzyc piszac o innych miastach. nawet w jakies dyskusji o ksiazece czytelnik z… Lodzi napisal: wypisz wymaluj tak jest w moim miescie. Ludzie ktorzy wreczali na filmiku koperty Rydzykowi usilujac go pocalowac w reke nie wygladali jak oderwani wlasnie od pluga. Wiec moze troche odpusccie pogardzanemu przez was katolickiemu prostemu motlochowi, bo to nie on jest motorem.

  356. @Tobermory
    A bo ściany mam białe 🙂
    Ten wygląda lepiej? Też nieco oszukany.
    https://photos.app.goo.gl/QhDQOJPOQqo75FGA3
    Ide spać „-„

  357. Tomembory
    g.13:02
    Mężowie, partnerzy, czy bracia tych protestujących pod kuriami też protestują.
    Widać to na zdjęciach. Możesz sobie wyguglować.
    A z moherami bywa różnie. Kryterium jest mylne. Moja sąsiadka +80 chodzi również na takie manify dla swoich wnuczek i prawnuczek, jak powiada.

  358. @zak 12:46

    A nie mógłbym wcześniej, zanim się stanę? Przecież możesz to zrobić. Przybliżyć mnie do zrozumienia czegoś, czego być może nie doświadczę. Za Twoją przyczyną. Enigmatycznie gadasz.

  359. Ciąg dalszy, niestety za paywallem. ale już sam początek wystarczy.

    Niewielu mnie rozumie, bo dla bardzo niewielu Kościół jest domem. Nie mam o to do nikogo żalu, bo wiem, że Jezusa też niewielu rozumiało” – mówił były rektor krakowskiego seminarium duchownego.

    http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,23159372,modlil-sie-o-szybkie-odejscie-do-domu-pana-papieza-teraz.html

    Widzisz, Tanaka, samego Jezusa nie rozumiesz.

  360. Ewa-Joanna
    19 marca o godz. 13:57

    fota prawidłowa. nadaje się na ścianę.
    Przed snem nie zapomnij paciorka. 😀

  361. Nefer
    19 marca o godz. 14:14

    Może ja go nie rozumiem, ale on mnie rozumie świetnie. Wpada czasem, gramy wtedy w bierki, żeby nie było, że w pokera.
    Łomatko – dwa tysiące lat rozumienia i ciągle tak wielu nie rozumie Jezuska? A jak to poznać, że ten rozumie, a tamten nie? Po oświadczeniu: ja rozumiem? Bo nie pamiętam biskupa, co by mówił, że nie rozumie. No i papież nie rozumie. Matkobosko, do czego to dochodzi, jak już tak dochodzi !

  362. zyta2003
    19 marca o godz. 13:49

    Tłum wyznawców jest takim samym motorem jak tłum biskupów. Śpiewa: my chceeeeemy booooga, my poddaaaaaniiii… Mają, jak śpiewają. To jest mechanizm wzajemnego sprzężenia zwrotnego: biskupi używają tłumu dla uzasadnienia siebie, swoich uroszczeń i szantaży, a tłum się powołuje na bozię i biskupów. Biskup bez tłumu może co prawda istnieć, ale niedługo. Więdnie i zamienia się w pospolitego biznesmena. Wyznawca, bez bozi i bez biskupa, ma tak samo: więdnie w nim wyznawca, przestaje być sobą, co jest dla niego przykre, bo ma niełatwą perspektywę: albo być człowiekiem, albo być nikim.

  363. @mag
    19 marca o godz. 14:04

    Wyguglowałem, jest paru, niewielu, tak jak przypuszczałem.

    „Kiedy po pierwszym Ogólnopolskim Strajku Kobiet 3 października 2016 PiS wycofał się z projektu całkowitego zakazu aborcji, bez najmniejszej żenady poinformowano nas, że „Episkopat upoważnił posłów do wycofania projektu” (Krystyna Pawłowicz). Tym bardziej nie będziemy udawać, że nie wiemy, kto tym rządzi. Episkopacie, odwołaj swoje pieski!”
    (Strajk Kobiet Gryfino)

    @wbocek
    19 marca o godz. 12:26

    Ludzie idą protestować tam, gdzie intuicja im podpowiada, że znajduje się władza i gdzie zapadają decyzje. Na ile dotkliwe są takie protesty? Może jak powieszą paru biskupów… 🙄

  364. mag, Nefer

    Byście chwyciły, w czym rzecz. Czas powiedzieć uzurpatorom: „Kurwa, dość!”. Nie zwracać się do nich, bo to kolejna ich nobilitacja. Trza się do nich odwrócić zadem, a nie twarzą. Stali się uurpatorami, bo im na to pozwolono. Wpieprzają się w prywatność, bo im pozwolono. A powinni usłyszeć: „Won od mojej prywatności, czarna zarazo! Nikt nie ma prawa urządzać człowiekowi jego prywatnego życia – ani państwo, ani czarni pasożyci, ani brzuchaty gnom na drabince. Nam prawdę o życiu przekazuje nauka, a nie baśnie z tysiąca jednej nocy. Won z Polski, brzuchate darmozjady, do swojego niebieskiego królestwa. Tam się paście na trawie.

  365. @wbocek
    19 marca o godz. 14:40

    Masz rację, ale jak im to powiedzieć, żeby dotarło pod właściwy adres?
    Kuria mać 👿

  366. @Tanaka

    Widzę, że się wdałeś w polemikę z red. AS. Toż to groch o ścianę 🙄

  367. Tobermory
    19 marca o godz. 14:31

    Nie pleć, Tobermorku, jakbyś nie rozumiał, o czym mówię. Mówię o pokazaniu wreszcie czarnej zarazie, gdzie ich miejsce: w czarnej dziurze. Są niczym. Są kołtuńskim niczym i tak powinni być traktowani. To nie biskupi, ani rząd mają decydować o najważniejszych dla narodu sprawach, lecz naród. Nie wiem, czy naród do tego dorósł, na razie tylko mówię, ale jak mnie poniesie, to kur, kur, kurrr!!!

  368. Tobermory
    19 marca o godz. 14:44

    Uważam, że w ogóle z manekinami nie rozmawiać, niczego nie uzgadaniać, nie prosić – są powietrzem. Zorganizować siłami społecznymi referendum. Poza rządem. Rządy to takie samo bydło jak Kościół.

  369. wbocek
    19 marca o godz. 14:40

    A jednak, pombocku, trza im do gardła skoczyć i one to robią. Pokazują palcem „to wy jesteście odpowiedzialni, to wy mieszacie w polityce, won od mojej prywatności”

    Nie będę się kłócić. Tako uważam i koniec (i bomba)

  370. @wbocek
    19 marca o godz. 14:47

    No, właśnie, jak cię poniesie, to co?
    Podpalisz pałac biskupi?
    Czy może pójdziesz do następnych wyborów?

  371. A poza tym gdyby Umęczona była normalnym krajem z normalnym rządem to by miało sens. Nie, jeśli cały rząd jest na usługach biskupstwa i na wyścigi całuje w pierścień. Chyba jeszcze nie było protestów pod kuriami, już za to samo należy się tym kobietom pochwała za odwagę.

  372. Tobermory
    19 marca o godz. 14:45

    Widzę, że się wdałeś w polemikę z red. AS. Toż to groch o ścianę

    To było pożyteczne . Wykazałem onemu, że minął się solidnie z prawdą, oraz, że podstawą jego różnych ocen jest niewiedza, nierzetelność oraz odrzucanie ustalonej wiedzy, a przyjmowanie fobii jako podstawy twierdzeń.
    To, że ów nie przyjmuje tego do wiadomości, nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, co zrobił, a ja to wykazałem.

  373. wbocek
    19 marca o godz. 14:51

    Pombocku – tak, prosić zmiłowania czy opamiętania, w jakiejkolwiek sprawie nie należy. To poniżej godności (nie proszę oprawcę, by mnie przestał tłuc) i poniżej skutku. Ale równocześnie, trzeba kłamcy, uzurpatorowi i oszustowi głośno i wyraźnie powiedzieć: jesteś kłamca, jesteś oszust!

  374. @Tanaka
    19 marca o godz. 15:07

    Dobrze, że to napisałeś, przeczytałem z podziwem. I nie zostało usunięte, co uważam za plus dla AS. Jedyny.

  375. Nefer
    19 marca o godz. 14:51

    Nie, Neferko. Kościół jest autorem poniewierki kobiet od 1700 lat. Więc do niego po zrozumienie?! Puknij się. Mówisz jak kościelna niewolnica. Tę instytucję trzeba sprowadzić do zera – bo to jest jej właściwe miejsce. Absolutnie tyłem do Kościoła! Won z naszej prywatności! Won z naszych domów! Precz od naszych dzieci! Won z naszego życia, czarna zarazo!

  376. Naród od siedmiu boleści zdecydował, czyli wybrał sobie posłów na Sejm którzy utworzyli rząd, który ma prawo w jego imieniu podejmować decyzje w najważniejszych dla narodu sprawach. Dopóki naród nie dorośnie do zrozumienia że jedyny głos jaki ma to są wybory a kandydatów trzeba wybierać starannie i z namysłem oraz ich rozliczać to będziemy mieli popaprańców, jak widać na załączonym obrazku.

  377. „Nie interesuje mnie zdanie Kościoła na temat aborcji”. „Nie interesuje mnie zdanie bezdzietnych katabasów na temat wychowania dzieci”. Katabasy, precz ze szkół!”. „Nie interesuje mnie zdanie Kościoła na temat in vitro”. „Nie interesuje mnie zdanie Kościoła na żaden temat” – tak powinny wyglądać rozmowy z uzurpatorami.

  378. wbocek
    19 marca o godz. 15:12

    Po jakie znowu zrozumienie. Kto mówi że one tam poszły po zrozumienie. One nie poszły się tam PROSIĆ one poszły PROTESTOWAĆ przeciwko nim. One nazwały wprost i jasno kto jest winien temu co się dzieje – czarna mafia i jej macki w polityce. A politykom zależnym od poparcia nie w smak cokolwiek z tym zrobić.

    Było nie podpisywać konkordatu, od rzemyczka do koniczka, każdy po kolei sejm szedł na ustępstwa i jest co jest.

    Ale od kościelnych niewolnic to jeszcze mi się nie dostało, no, no.

  379. Tobermory
    19 marca o godz. 15:12

    To wisiało w moderacji od wczoraj. Co prawda jestem zalogowany, ale jest tam drugi filtr: kogo red. wpuści, a kogo nie. Ma już na koncie wywalanie moich wpisów, ale od dawna już tam niemal nic nie piszę, bo – jak zauważyłeś – polemika z rzeczonym nie ma sensu. Tym razem nie wywalił, ale postanowił ściemnić. Nie mógł, nie dając po raz kolejny fałszywego świadectwa, odpowiedzieć wprost, więc usiłował sprawę zwekslować na inne tory.
    Właściwie nieco się zdziwiłem, że aż tak się rozpędził dając jak przykład swojej „prawdy” niewiarygodność „raportu Anodiny„, bo to już w ogóle nie jest dziennikarstwo, ale ciężka obsesja. Pomówienie Rosji, że oskarżyła Brytyjczyków o otrucie Skripala – to jeszcze grubsze przestępstwo dziennikarskie. Tak działa rzeczony.

  380. – Bierzemy wieszak dla biskupa i idziemy ze słowem na niedzielę powiedzieć, co myślimy o urządzaniu nam życia i odbieraniu nam zdrowia, godności i wolności przez biskupów-władców macic oraz zależnych od nich polityków prawicy – wzywała Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

  381. Nefer
    19 marca o godz. 15:14

    Nigdy nie było i nie będzie żadnej staranności w wyborach – to pobożne życzenia. Natomiast naród ma coś większego niż tylko głos w wyborach. Tym większym była pierwsza „Solidarność”. Na szczęście była to inna sytuacja polityczna i społeczna, a część władzy miała więcej oleju w głowie niż część durniów prących do konfrontacji. Za rządów SLD został przegapiony przez ludzi władzy bez kręgosłupów moment, kiedy można było walnąć pięścią w stół z poparciem dużej części narodu i powiedzieć Kościołowi „Stop!”.Teraz stawka idzie o to, czy będziemy w średniowieczu, czy w XXI wieku. Akurat o tym nie ma co debatować ze średniowiecznym Kościołem. Tę instytucję obcego państwa trzeba, gdzie się da, marginalizować. No tak, ale ja se tylko ten.

  382. @Tanaka
    19 marca o godz. 15:28

    Na rzeczonym blogu zostało umieszczone bardzo celne spostrzeżenie prof. Łagowskiego

    „w Polsce jest bardzo dużo ludzi całkiem rozsądnych, z którymi można dyskutować, spierać się, ale to się kończy w momencie, gdy sprawa dotyka Rosji, stosunków polsko-rosyjskich. Wtedy rozum się zupełnie ulatnia.”

    Obserwuję to od lat z coraz większym zdumieniem 🙁

  383. Nefer
    19 marca o godz. 15:23

    Przykro mi, Neferko, że nie rozumiesz, że nie idzie się do oprawcy, by mu tłumaczyć, że jest oprawcą. Kościół jest głównym sprawcą piekła kobiet. Najmniej się nadaje do tego, by o tym piekle z nim rozmawiać. Nadaje się wyłącznie do olewania go.

  384. wbocek
    19 marca o godz. 15:41

    Wiem że nie będzie ale może, być może, jeden z drugim się zastanowi czy wybiera kościelnego sługusa czy nie. Bo jednak każdy MA wpływ.

    Drugiej Solidarności już nie będzie, ja się nie łudzę że PiS razem z kk zostanie zmieciony z polityki. Nie ta mentalność teraz, nie te możliwości. Prędzej myślące jednostki wyjadą z kraju, bo łatwiej, niż wezmą się za naprawę. Zbyt się wszystko zglobalizowało, rozlazło, nie wiem jak to opisać. Ducha nie ma i naród już nie ten, spsiał i zmarniał mentalnie – dowód? Duda prezydentem.

    Trzeba było wcześniej nie dopuszczać kk do wpływów ale rządzący nie mieli dość odwagi cywilnej. Trzeba było kk oddać co cesarskie za udział w solidarnościowym zrywie.

    Te kobiety nie debatują. One kk wykrzykują prawdę w oczy, gdzie jest miejsce czarnych i gdzie sobie mogą wsadzić swoje decyzje w sprawach kobiet.

    Marginalizować, olewać, już się nie da, na to za późno, dużo za późno. Odciąć od koryta i taśmociągu decyzyjnego. Ale kto ma to zrobić, PiS? PiS ma olać kościół i darmową reklamę swoich kandydatów co niedziela z każdej ambony?

    19 marca o godz. 15:46

    Jeśli wszyscy wiedzą że oprawca jest i działa i nikt z tym nic nie robi a wręcz się dostosowuje to chwała tym którzy temu oprawcy w twarz głośno publicznie rzucają „winien!”

    pombocku, ty widzisz po swojemu ja z innej perspektywy i się nie dogadamy.
    Kończę więc.

  385. Tobermory
    19 marca o godz. 15:45

    Mnie w żadnym razie nie zdumiewają fobie antyrosyjskie. To jest bowiem choroba polskiej niedojrzałości, niewiedzy o świecie, niechęci, by wiedzę posiąść oraz niezdolności do pojmowania rzeczy. Za polskie problemy odpowiadają wszyscy, ale nie Polska. Ponieważ Rosja jest najbliżej, więc Rosja najbardziej odpowiada.
    Fobie te biorą się też ze sporego podobieństwa: Rosja była państwem imperialnym, i Polska była państwem imperialnym: kolonizowała ziemie na wschodzie, zniewalała ludność i ją traktowała krwawo. Jednak Polska nie była państwem dość wielkim, silnym i poważnym, by – jak Rosja – tworzyć coś, co dr. Sowa w swojej księdze o fantomatycznej Polsce nazwał „cywilizacją-światem”. Polska okazała się małym, najpierw coś znaczącym, następnie nic nie znaczącym peryferyjnym krajem, tak wobec zachodniego centrum cywilizacji europejskiej jak i wobec wschodniego. Fobie polskie biorą się ze slabości (sami się załatwiliśmy), z zawiści (chcielibyśmy być jak Rosja, ale nie potrafiliśmy), z wyparcia własnych win i zbrodni (co złego to inni. a my wstajemy z kolan), wreszcie – z fundamentalnego kłamstwa założycielskiego („Polak” nie był żadnym Polakiem, bo Polak to był wyłącznie dobrze urodzony, a nie niewolnik pańszczyźniany, których w Polsce było 85% do końcówki XIX wieku, oraz „1050 lat „Tradycji chrześcijańskiej”).
    Dzisiaj, polskie fobie są wzmacniane przeczuwanym oszustwem: niby wstaliśmy z kolan, ale nie ma żadnych na to dowodów poza zaklinaniem rzeczywistości, a w istocie – jest to zapaść mentalna, moralna i cywilizacyjna. Rosja zaś – cokolwiek złego mówić o Putinie czy Rosji w ogóle, ma znowu swoje realne i silne miejsce w ścisłej czołówce graczy świata. Co Polska strasznie chce mieć, ale mieć nie będzie.

  386. Nefer
    19 marca o godz. 14:14
    Ciąg dalszy, niestety za paywallem. ale już sam początek wystarczy.

    Niewielu mnie rozumie, bo dla bardzo niewielu Kościół jest domem. Nie mam o to do nikogo żalu, bo wiem, że Jezusa też niewielu rozumiało” – mówił były rektor krakowskiego seminarium duchownego.

    Mój komentarz
    Ksiądz profesor a pali głupa dokładnie tak samo jak szeregowi posłowie PiSu.
    Palenie głupa, zapieranie się w żywe oczy, okrzyk – to nie moja ręka – w razie złapania za rękę, to stałe element gry prawdziwych Polaków.

    My łamiemy konstytucję? A w którym miejscu – proszę powiedzieć. To zagrywka wymyślona przez prokuratora Piotrowskiego.

    My psujemy wizerunek Polski? – Jest odwrotnie, my podnosimy Polskę z kolan. To element gry forsowany przez Prezesa.

    Nasze stosunki z USA są zamrożone? Ależ skąd, są normalne. To chwyt dyplomatyczny stosowany przez ministra spraw zagranicznych.

    Premier Morawiecki powiedział coś szczególnie niestosownego w Monachium? Ależ skąd. Powiedział prawdę. To chwyt wypowiadany przez chór PiSowskich ignorantów nie mających pojęcia o polityce międzynarodowej oraz o historii swojego kraju (z Prezesem na czele).
    Itd., itp.
    Pzdr, TJ

  387. tejot
    19 marca o godz. 16:40

    Owszem, ale warte podkreślenia jak jego ekscelencja czuje się niezrozumiany, zupełnie jak Jezus. Czyli postawił siebie na równi z nim. „Niewielu mnie rozumie, tak jak Jezusa”. Niesłychana pycha.

  388. Nefer
    19 marca o godz. 16:47

    Jak ktoś narzeka, że jest nierozumiany, to wyjaśnia – żeby go rozumieć. I sprawa załatwiona. Ale on jest i ksiądz i do tego profesor, co oznacza, że on jest ani be, ani me, ani kukuryku: nie umie w ogóle tak gadać, żeby się dało zrozumieć. Dlatego ksiądz i dlatego – profesor.
    Taka niedojda. A nie, że taka pycha.
    Żartowałem.

  389. Ciekawe co się dzieje bo na moim przystanku metra pełno policji i uzbrojonych po zęby żołnierzy 🙁

  390. paradox57
    19 marca o godz. 14:11
    Kpisz, czy o drogę pytasz? Twoja dociekliwość jest niepoważna. Informacja w tekście i późniejszych moich komentarzach jest absolutnie wystarczająca. A, że tobie nie starcza… ?

  391. Agata Szczerbiak napisała wczpraj w Polityce artykuł na temat tych prostestów,cytując :” Chcemy powiedzieć, co myślimy o biskupach żądających wprowadzenia w Polsce całkowitego zakazu aborcji – zapowiadają organizatorki Strajku Kobiet.”

    Miejsce protestu bardzo słuszne,bo kk „żąda” i miesza się w sprawy,w których nie ma prawa cokolwiek powiedzieć.

    A ponieważ 14 marca panowie biskupi wystosowali do panów posłów następujący komunikat : Biskupi wzięli na siebie obowiązek „przypomnienia o konieczności bezwarunkowego szacunku należnego każdej istocie ludzkiej we wszystkich chwilach jej istnienia”. – więc właśnie oni muszą dostać taką odpowiedź od kobiet.Bo mówi się,że wielu posłów jest na usługach biskupów!

    Myślę,że ważny jest również fakt,że ktokolwiek”odważył się” oficjalnie skrytykować postawę kk i protestować. Były na przestrzeni lat protesty,strajki przeciwko różnym władzom. Ale kk pozostawał nietknięty w swoim „majestatcie”. Dlatego takie oficjalne wystąpienie jest niezwykle ważne.Bo po nim mogą przyjść następne. I o to chodzi – niech ich będzie jak najwięcej.

  392. Nefer
    19 marca o godz. 16:47
    Neferko, księdzu nawet z tytułem profesorskim tytuł ekscelencji nie przysługuje. Dopiero jak się załapie na sakrę biskupią, będzie mógł być tak tytułowany.

  393. Nefer

    Neferko, spokojna glówka, czy z prawa na lewo, czy z lewa – na drzewo, rozumiemy się się i się zrozumiemy. Nie polazę przecież za Tobą w proteście, żeby drzeć podstępnie mordę „Neferka kłamie!”, tylko będę się darł tak samo jak Ty, np.:”Złaź ze mnie, katabasie!”, „Odpieprz się, biskupie, od mojego brzucha!”, „Ile swych zarodków zamordowałeś, celibatku?”, „Tatusiu księziuusiu, ciemu kaziałeś mamusi mnie ziabić?”. Pójdę za Tobą jak burza.

  394. Nie protestować, tylko wypisać dzieci z religii. Wypisać dzieci z religii. Wypisać dzieci z religii…..

    Ale one nie są na to gotowe. Jak będą gotowe to pogadamy. Dopóki co, mogą sobie pospacerować z wieszakami. Aresztuje je milicja na 24 i będzie po ptokach.

  395. To może i protestować i wypisać dzieci z religii

  396. @Tanaka, ja do końca nie łapię o co chodzi w Twojej wymianie z AS.
    No dobra, z grubsza rozumiem słowa, aż taka tępa nie jestem. Ale Rosja jaka jest każdy widzi. Co nie znaczy że nie trzeba się z nią dogadać. Dogadanie się nie wyklucza dostrzegania faktów. Jak oszustwa wyborcze. Każdy nawet jednooki statystyk ci powie że wybory parlamentarne od 2004 są najprawdopodobniej fałszowane. Być może to lokalna aktywność a nie sterowana centralnie, ale coś jest na rzeczy. Otrucie szpiegów wygląda kiepsko, a Gekko wrzucił w odpowiedzi cytat, że Rosja próbuje zwalić winę na UK. Akcje Putina w reakcji na „Panama papers” też mogą budzić niepokój.
    Nie chce mi się o tym mówić w kontekście tekstu AS, bo go prawie nie czytuję. Ale czy Ty mówisz, że tego wszystkiego nie ma, czy że to wszystko jest usprawiedliwione, bo im wolno. Czy że trza siedzieć cicho dla dobra relacji. Czy że to wszystko prawda ale AS używa jej w złym celu. Czy jeszcze coś. No i widzisz, że nie ogarniam 🙁

  397. zak1953
    19 marca o godz. 17:31

    Ja tę ekscelencję to ze złośliwości (bo prawie Jezus) ale w pisanym nie widać. Oni wszyscy ekscelencje, niech ich gęś kopnie.

  398. Tanaka – 15:28

    „Pomówienie Rosji, że oskarżyła Brytyjczyków o otrucie Skripala – to jeszcze grubsze przestępstwo dziennikarskie.”

    Tam troche moze i jest na rzeczy z tym ‚pomowieniem’ Rosji

    „Maria Zakharova, Russia’s foreign ministry spokesperson, said the probable sources of the nerve agent could be Great Britain itself, as well as Slovakia, the Czech Republic, Sweden and the US.”

    https://www.aljazeera.com/news/2018/03/sergei-skripal-poisoning-russia-demands-proof-apology-180319132423377.html

    [Maria Zacharowa, rzecznik prasowy MSZ Rosji, powiedziała, że prawdopodobnymi źródłami agenta nerwowego może być sama Wielka Brytania, a także Słowacja, Czechy, Szwecja i Stany Zjednoczone.]

  399. @Orteq
    19 marca o godz. 18:54

    „źródłami agenta nerwowego”

    Tam teraz wszyscy agenci nerwowi nieco 😉

    Zdumiewająca jest łatwość, z jaką opinia publiczna łyka informacje o winie Putina i jednoznacznej roli Rosji. Normalnie kolejny zamach smoleński.
    Nikogo nie zastanawia partacka lichota tego londyńskiego zamachu? Niesłychanie śmiertelna trucizna, a ofiary powoli dochodzą do siebie?

  400. @Orteq

    Czy ty wzorem jednego mojego znajomego „obserwujesz” kolejne święta?

  401. Podchwytliwe pytanie, Tobciu? Ze niby ateista a swieta ‚obserwuje’, he he? I to jeszcze podwojnie moze!

    Jesli masz na mysli roznice pomiedzy kalendarzem gregorianskim i julianskim to rzeczywiscie w tym roku jest tydzien roznicy pomiedzy dwoma Wielkanocami. Putin zdaje sie bedzie obchodzil tydzien pozniej niz rozmodlona Pomroczna. Czyzby to on byl tym twoim znajomym?

    Dzieki za pamiec.

    A w sprawie ‚dochodzenia do siebie’ Skripali, taka wrzuta

    „Choć Skripal i jego córka Julia wciąż walczą o życie w szpitalu w szpitalu w Salisbury, według Mirzajanowa perspektywy przed nimi nie są dobre, bo użycie broni takiej jak nowiczok pozostawia efekt na całe życie. Przekonał się o tym jego kolega z ośrodka, który w wyniku nieszczęśliwego wypadku zatruł się związkiem. Po podaniu antidotum przeżył jeszcze pięć lat, ale nigdy nie wrócił do pełnego zdrowia. Cierpiał na epilepsję, chorobę wątroby, był osłabiony i miał chroniczne problemy z koncentracją”

    https://wiadomosci.wp.pl/wynalazca-trucizny-do-siergieja-skripala-przepraszam-6230137192040577a

  402. @Orteq
    19 marca o godz. 19:22

    Podchwytliwe? A w życiu! Chodziło mi tylko o twoje tłumaczenie z angielskiego na polski terminu „nerve agent” 😉

  403. Nie wiem, do jakiego stopnia odzyskają zdrowie ofiary tego zamachu (życzę im jak najlepiej), być może dojdą do siebie na tyle, że przypomną sobie, gdzie do tego doszło. Na razie jest mnóstwo hipotez i żadnych dowodów.

  404. Zapytałem mojego znajomego (Polak w USA) w jaki sposób obserwuje te święta (Thanksgiving czyli Dzień Dziękczynienia), może przez lornetkę?
    Obraził się.

  405. zyta2003
    19 marca o godz. 13:49
    Twoje wyobrazenie juz dawno przeroslo wyobraznie i realia. W solidnym Poznaniu ( a jestem od kilku dziesiecioleci jego mieszkanka i czasami fanka) takie rzeczy jak pedofilia, szczegolnie z dyreýgentem i chorzystami, chluba i duma miasta, ktore chorami slynie nie wywleka sie na wierzch, tylko chowa za firanka lub zamiata pod dywan.
    Nie ma juz tego solidnego Poznania, ktory przywolujes; jest w miescie mieszanka wszystkiego, co i w innych miastach, czasami tylko stary poznaniak pisnie niczym myszka, ze sie nie godzi smiecic na ulicy, wykorzystywac stanowisko do prywaty i inne dobre cechy miasta przypomni, ale kto by sluchal takich piskow.
    Taka rzecz mogalaby zdarzyc sie w szedzie, akurat Gadecki poznaniakiem nie jest, ale gdyby nawet i byl, to pierwej jest biskupem i o swoje stadko (rodzina, rodzina!) zadba. Pal szesc pozostali; oni jak bezksztaltna masa maja dac na tace i to najlepiej z szelestem. Nie lubimy brzeku monet….

  406. Tobermory – 19:32, 19:37

    Taka wrzuta na temat ‚dochodzenia do siebie’ Skripali

    ‚https://wiadomosci.wp.pl/wynalazca-trucizny-do-siergieja-skripala-przepraszam-6230137192040577a

    „Choć Skripal i jego córka Julia wciąż walczą o życie w szpitalu w szpitalu w Salisbury, według Mirzajanowa perspektywy przed nimi nie są dobre, bo użycie broni takiej jak nowiczok pozostawia efekt na całe życie. Przekonał się o tym jego kolega z ośrodka, który w wyniku nieszczęśliwego wypadku zatruł się związkiem. Po podaniu antidotum przeżył jeszcze pięć lat, ale nigdy nie wrócił do pełnego zdrowia. Cierpiał na epilepsję, chorobę wątroby, był osłabiony i miał chroniczne problemy z koncentracją”

    ps. Nerve agent wujaszu google przetlumaczyl na agenta nerwowego. Zapewne wujaszu mial problem z przetlumaczeniem nerwowego agenta na nerwowa trucizne. Nie dziwie sie sie biednej maszynie. Ja w tym nie pri czom

  407. A skąd oni tak dobrze znają ten środek o nazwie „nowiczok”? Przecież wszystkie kraje z czołówki najbardziej uzbrojonych, prowadziły własne badania. Jeśli Brytyjczycy, wiedzą, iż to jest ten konkretny środek, to prawdopodobnie wiedzą co jest odtrutką na tę substancję. W końcu same Stany Zjednoczone próbowały zabić Fidela Castro około 200 razy, w tym wiele razy środkami chemicznymi i truciznami. Chyba nie próbowały używać maści na szczury, tylko coś ze swego arsenału broni paraliżujących. Coś w rodzaju środka na braciszka Kima?

  408. izabella
    19 marca o godz. 18:43

    Nie komentowałem samego tekstu rzeczonego, ale jego wpis w ramach dyskusji pod tekstem. w tymże wpisie, rzeczony zakwestionował wiarygodność raportu MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej, nazywając go zresztą „raportem Anodiny” – czyli tak, jak go nazywa Macierewicz. Stwierdził też, że Rosja oskarżyła UK o śmierć Skripala co jest nieprawdą. Rosja nikogo, więc i UK nie oskarżyła, wskazała natomiast na możliwe źródła pochodzenia substancji chemicznej, która została użyta do zatrucia Skripala i jego córki.
    Na tego rodzaju nierzetelnościach i fałszywych świadectwach rzeczony opiera różne swoje narracje i tezy.

  409. zak1953
    19 marca o godz. 20:11

    Jak dotąd, nie wiadomo skąd znają, bo nie powiedzieli. Jest to, zdaje się, bo czytałem też takie sformułowanie – „grupa substancji” o określonych sposobach działania.

  410. Wbocek
    Pombocku, tym razem nie ty, ale Neferka i ja mamy rację. Musisz to jakoś przełknąć.
    Nikt w tym kraju jeszcze pod kuriami nie strajkował.
    Ostatni chyba przejaw nieposłuszeństwa miał miejsce pod koniec XVIII wieku, gdy w Warszawie wieszano katabasów na latarniach.
    Zbuntowane kobiety tak dalece chyba się nie posuną, ale strachu czarnym napędzą. One o nic nie proszą, jak zdajesz się sugerować, ani nie zamierzają dyskutować. One mówią wyraźnie – odpier…. się od nas i naszych macic.
    Jeśli za tym pójdzie zdecydowany wzrost absencji w kościołach i automatycznie odpływ kasy, to czarni mają się czego bać.
    Jeśli nie dziś, to jutro albo pojutrze pokorne niewiasty na kolanach ze szmatami w rękach wstaną z kościelnych posadzek i już nigdy do tej symbolicznej roli nie wrócą.
    Buntują się nawet zakonnice i głośno mówią o tym, że nie chcą być dłużej służącymi księży, którym gotują i piorą gacie.
    Ukazała się właśnie skandalizująca książka jakiejś siostrzyczki, ot, mignęło mi w necie, wiec nie pamiętam szczegółów.

  411. Doszlo do zdublowania? Przepraszam za te aszibke, Tobermory

    zaku, ja dawno temu dalem sobie spokoj ze stosowaniem logiki jesli o chodzi o rozgrywki miedzy szpiegowskie. Tam zadnej logiki nie ma. Tam jest bezwzgledny terror. Szczegolnie gdy dochodzi do wymiany szpiegow, podwojnych szpiegow I innych Jamesow Bondow. A Skripal, na swoje nieszczescie, byl tym wymienionym podwojnasem.

    On myslal, ze kod honorowy, niby obowiazujacy przy takowych wymianach, bedzie obowiazywal i w jego przypadku. Zapomnial skad przyszedl Putin

  412. @Orteq
    19 marca o godz. 19:51

    Myślałem, że czytasz wstawiane przez siebie teksty.
    Wujaszek gugiel ubogi jest bardzo pod względem tłumaczeń. Czasem bywa nawet zabawnie, jak z tym „nerwowym agentem”.
    „Agent” po angielsku ma znacznie więcej znaczeń niż po polsku. Tu należałoby przetłumaczyć na „środek” trujący (paraliżujący).

  413. @Orteq
    19 marca o godz. 20:21

    „On myslal, ze kod honorowy, niby obowiazujacy przy takowych wymianach, bedzie obowiazywal i w jego przypadku.”

    Kod honorowy dla ruskich szpiegów? Tego nie ma nawet w Bondzie.

  414. mag
    19 marca o godz. 20:21
    Zakonnice nie chcą tylko pracować za „Bóg zapłać” co spotyka je, jeśli jak napisałaś obsługują ośrodki dla księży np. emerytów czy siedziby biskupów. Te, które obsługują sierocińce lub domy opieki na ogół otrzymują wynagrodzenie podobne do pielęgniarskiego. W wielu przypadkach takie zakonnice rzeczywiście mają odpowiednie wykształcenie pielęgniarskie, a nawet lekarskie. Z zakonów żeńskich, takimi siostrami do wszystkiego były szarytki, używane właśnie jako rodzaj pomocy domowej. O ile bycie księdzem bądź zakonnikiem mogło sprawić przyjemność, to bycie siostrą zakonną już do przyjemności nie należało i chyba nadal nie należy, chociaż w ostatnich dziesięcioleciach sporo zmieniło się im na lepsze.

  415. mag
    19 marca o godz. 20:21

    Ani mi w głowie mieć rację, mag. Przez parę godzin byłem jeden wielki wqrw i chciałem pójść o trzy mosty dalej niż babki: w ogóle się do tych męskiego rodzaju mendoweszek nie odzywać, nie reagować, nie zauważać. Ale jeśli babki robią właściwie to samo, to się walę w chudą pierś jak goryl i wyję z satysfakcji. Dość urządzania kobietom życia przez śmieszne męskie dziwki w sukienkach!

  416. @zak1953 19 marca o godz. 20:49

    Te, które obsługują sierocińce lub domy opieki na ogół otrzymują wynagrodzenie podobne do pielęgniarskiego. W wielu przypadkach takie zakonnice rzeczywiście mają odpowiednie wykształcenie pielęgniarskie, a nawet lekarskie.

    Żaku, czy ja cię dobrze rozumiem? Wynagrodzenie podobne do pielęgniarskiego otrzymują zakonnice bez odpowiedniego wykształcenia? Założę się, że siostrzyczka Bernadetta z Zabrza otrzymywała wynagrodzenie podobne do wychowawczego?

  417. Konstancji na odtrutkę – coś pozytywnego o Poznaniu
    „Odważyli się na coś, czego większość rodziców się boi. Wzięli na celownik Kościół”
    http://mamadu.pl/135673,czy-dzieci-maja-obowiazek-chodzic-na-rekolekcje?sgnt=

  418. Tobermory

    Rozchodzi sie o specjalny kod honorowy. Obowiazujacy przy wymianie aresztowanych szpiegow. On czasami jest dotrzymywany. Nawet przez Putina..

    Skripalowe wyjatkowe nieszczescie to jego ‚zycie w ciekawych czasach’. Odznaczajacych sie wzmozonymi wysilkami Zachodu zmierzajacymi do podporzadkowania sobie Trumpa. Umizgajacego sie do Putina. Skompromitowac wszystko co dotyczy Putina. Skompromitowac wszystko co dotyczy wyborow 2016, niby zmanipulowanych przez Rosje.

    Bo Rosjanie do wszystkiego sa zdolni. A wiec i do tego, zeby otruc Skripala i jego corke nerwowym gazem pn. nowiczok. Wymyslonym przez Rosjanina Wila Mirzajanowa w latach 70ch – a wiec wiele lat przed upadkiem komuny – jako WMD.

    Ta bron masowego razenia podobno zostala do konca zniszczona w Rosji w 2017 roku, zgodnie z ustaleniami miedzynarodowymi.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,23153654,wet-za-wet-ws-skripala-ambasador-na-dywaniku-rosjanie-wyrzucaja.html

    „In 2017, the Russia completed the destruction of all of its existing stocks of chemical weapons, as verified by the @OPCW, the relevant international entity. Incidentally, the US has still not destroyed its chemical-weapon capacities”

    Nie zostala ona jednakze zniszczona w UK, USA i w kilku innych krajach. Produkujacych nowiczoka na potege w ostatnim cwiercwieczu. I do dzisiaj je posiadajacych. Na wszelki uzytek

    No i badz tu madry. Kto ostatnio produkowal WMD? I je kto stosowal jako srodek zabijania pojedynczych osob?

    Jesli UK wyjdzie z tego obronna reka to tylko dlatego, ze o wiele latwiej jest byc oglupionym przez MI5/FBI/CIA niz przez KGB/GRU/SRF. Stopien oglupienia jest ten sam

  419. Na marginesie
    19 marca o godz. 21:19
    Dziekuje Ci, troche miodu w tej lyzce dziegciu…

  420. Ciśnienie mi skacze jak czytam takie … słow brakuje.
    Po pierwsze częściowo zgadzam sie z ponbockiem , że należy wykopac katabasów. Ale to teoria. Praktyka nadal na klęczkach, bo te kobiety z wieszakami jednak chrzczą swoje dzieci i posyłaja je na religie i daja na tacę. Może nie wszystkie, ale wiele z nich. I wiele z nich boi się powiedzieć głośno, prosto w wypasioną morde zboczeńca w sukience – Won!
    To realistycznie patrząc – zaostrzy się ustawe o aborcji i Polki będą rodziły wszystko.
    Bo dodatkowo jest jeszcze ta różnica między chamem (który pojazuje malym dzieciom spraeparowany filmik o aborcji i Pasje) a inteligentem (który uważa że nie należy odpowiadać chamstwem na chamstwo). W takim starciu inteligent stoi na przegranej pozycji.

    Po drugie, otruty przez Putina szpieg. Prościej byłoby zastrzelić, albo dziabnąć nożem, albo przywalić bejsbolem. Czysta robota. I miejscowych można wynająć za parę funtów, zamiast paprać się z jakimś gazem ( agentem ) co to może poleci nie tam gdzie trzeba albo i co innego. To tyle na temat metody.
    Powody. Zemsta Putina brzmi cienko, facet jest za mocny na takie coś. I za mądry. Komu przeszkadza podwójny agent? Tym, których zdradził czy tym, których zdradzić może? I Tereska od razu wiedziała, że to Rosja? No no…

  421. Putin za mądry? Jakiś czas temu wypowiadała się dziennikarka w nyt, która przeprowadziła wywiad z Putinem. Opisała go jako rosyjskiego Trumpa. Taki sam egocentryk i równie głupi.
    Ewuniu, jakieś dowody mądrości Putina? Albo jego mocy? Ja nic nie biorę na wiarę.

    A Litwinienkę kto otruł?

  422. izabella
    19 marca o godz. 22:21
    Parafrazując pewnego, rosyjskojęzycznego literata, Litwinienko otruł się, oczywiście, sam.

  423. Ewa-Joanna
    19 marca o godz. 22:05

    Właśnie mi mignęło przed oczami takie hasło protestujących kobiet: „co mamy zrobić, żebyście się od nas odczepili”? – adresowane do biskupów.
    Hasło jest, nie dość, że idiotyczne, ale i potwierdzające mimowolnie, stan niewolnictwa, w jakim tkwią „feministki” (?). Feministki, te najśmielsze z kobiet w Polsce, proszą o decyzję biskupów, a one ją wykonają ??? To jest, także, szaleństwo legitymowania łobuzów, mrocznych drabów, dawania im praw do decydowania, co też oni żądają w zamian za to, że się od kobiet odczepią? Toż to i wewnętrzna sprzeczność: nigdy się nie odczepią, bo z poniżania kobiet żyją!

    W tym znaczeniu, Pombocek ma zupełną rację: żadnego gadania (w ten sposób!) z klerem. Absolutnie nie: „czego żądacie”, „co my mamy zrobić”, ale prosto i jasno: jesteście wrogami kobiet, życia i wolności, wrogami ludzi! Na Księżyc, jazda do Watykanu, do więzienia, gwałciciele dzieci!

  424. Agent, srodek. Paralizujacy, trujacy. Czy to nie jedno i to samo, Toby?

    Precyzja slow jednakze czasem pomaga. Np. taka precyzja, dzisiaj wyrazona :

    ‚UE z zadowoleniem przyjęła zapowiedź współpracy Wielkiej Brytanii z Organizacją ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW)’

    Skripalowe zostali porazeni bronia chemiczna kilka tygodni temu. Stalo sie to na terenie Wielkiej Brytanii. A dzisiaj UK zapodaje zapowiedz wspolpracy z OPCW. Organizacja zakazujaca posiadania i uzywania broni chemicznej.

    ‚http://niezalezna.pl/220142-sankcji-nie-bedzie-bruksela-poprzestanie-na-quotslowach-potepieniaquot-a-rzecznik-putina-zada-przeprosin

    Jak ta zapowiedz przyszlosciowej wspolpracy Albionu z OPCW sie ma do zamachu dokonanego sporo dni temu na Skripalach, nikt nie wspomina ani slowem. Musi byc, ze to tez ladnie

  425. @izabella,
    Ja też nie. I dlatego dziennikarce amerykańskiej też nie wierzę. 🙂
    Czy głupiemu i próżnemu facetowi udało by sie wydźwignąć Rosję z jelcynowego dołka na szczyt? Wątpię, choć nie wiątpię, że jelcyn bardziej sie podobał, taki dusza człowiek i pośmiać się z niego mozna było i oskubać z kopalń… nie to co ten zimny kagiebista.
    Poza tym nie podoba mi sie i nie akceptuję przyjętej w ostatnich latach maniery oskarżania bez pokrycia w faktach na zasadzie „bo ja wam to mówię a ja wiem”. Zaczęło sie bodajże od Saddama ( no wiem jeszcze dawniej, ale tu ryzykuje posądzenie o anty) i owej sławnej BMD której nie było i mimo skandalu nikt nie poniósł konsekwencji. I tak sie to robi do dzisiaj – a to Libia a to Syria w której nie wiadomo kto jest kto i dziennikarzom sie myli totalnie, gdzie ISIS, rebelianci wojska rządowe i ruscy.
    Ostatnio leci nagonka na Rosję z powodu Trumpa. Ale to Ameryka sobie go wybrała, nie Rosjanie. To zachwyceni i entuzjastyczni wyborcy zagłosowali. I macie ten pasztet na własne życzenie.
    A tak swoja drogą, czy to nie jest zabawne, że jakieś ruskie prymitywy ( bo przecież taka jest obiegowa opinia) potrafią wpływać na wybory w najpotęzniejszym państwie świata. Nie zgrzyta ci to?

  426. O Litwinience muszę poczytać, bo nawet nie wiem kto to był.

  427. Na marginesie
    19 marca o godz. 21:17

    Pojęcie „wynagrodzenie” w Kościele kat nie ma zastosowania. Nie tylko dlatego, że „Bóg zapłać”, ale też dlatego, że nic tam nie działa, jak w naszym świecie.
    Któryś z kłamców-biskupów,, całkiem niedawno „wyjawił” swoje „wynagrodzenie”. Chyba jakieś niecałe 2,5 tysiąca złotych. Biskup, uważasz, dwa i pół tysiąca. A biskup to jest taki ktoś, kogo wszelkie zachcianki są spełniane. Za friko, za „Bóg zapłać”. My to sobie spełniamy z wynagrodzenia. Oni – z nieba.

  428. izabella
    19 marca o godz. 22:21

    Izabello, mówiąc poważniej niż to, że „każdy widzi”, to możesz sobie zrobić porównanie stanu Rosji z czasów Jelcyna, ze stanem z dnia dzisiejszego. Oba stany dotyczną największego i możliwe, że najbardziej skomplikowanego państwa świata.
    Kierowanie się opinią dziennikarki amerykańskiej, która uznała, że gada z rosyjskim Trumpem, wybacz, to żart. Podobnie jak kierowanie się opinią miejscowego „znawcy Rosji”.

  429. @Tanaka
    19 marca o godz. 22:30
    No właśnie. Ale jestem pesymistką. I jak smurf Maruda powiem – nie uda się.

  430. Podoba mi sie co piszecie. Sma bym nic madrzejszego dzis nie napisal.

    pozdrowka
    ~l.

  431. Ewa-Joanna
    O wstawaniu z klęczek z kościelnych posadzek ze ścierą w łapie to ja pisałam, a Pombocek o „wykopaniu katabasów”.
    Hop, siup, łatwo powiedzieć. Niby jak, rach, ciach, ciach?! Facetów, za którymi stoją wielkie kościelne majątki, a murem obecnie rządząca partia i kilka poprzednich?
    Zwróciłam uwagę, bo TO JEST novum, że zbuntowane kobiety idą pod siedziby katabasów, a nie np. pod sejm, gdyż wiedzą, skąd idzie nacisk.
    Jeszcze biorą śluby kościelne, chrzczą dzieci i posyłają je na religię, jeszcze… zwłaszcza w Polsce gminno-powiatowej.
    Ale bliżej niż dalej, jak sądzę, do wyrwania się spod czarnej kurateli.

  432. Ewa-Joanna
    19 marca o godz. 22:42

    Jesteś realistką: jak się ktoś doprasza łaski pana, nic nie osiągnie. Gorzej: osiągnie pozór, bo upewni pana w jego kradzionym prawie. Wykorzysta to. Tego, niestety, nie pojmują panie. Co mnie martwi.

  433. Nikt nie wspomina slowa ‚prowokacja’ w odniesieniu do zamachu na Skripali. Ciekawe dlaczego. Choc tam to slowo sie doprasza obecnosci

    O prowokacji gliwickiej tez dosyc dlugo bylo cicho w swiecie. A w Ameryce to praktycznie az do ataku w Pearl Harbour. Przez ponad dwa lata swobodnego gazowania pewnego gatunku ludzi cyklonem b. Nie nowiczokiem zatem..

    Czekamy na powtorke ze slawnej historii?

  434. mag
    19 marca o godz. 22:49

    Maguś – stoją majątki! Za każdym panem stały majątki, wojska, policja i formalne prawa. Każdy król to był pomazaniec boży. Stał za nim Wszechmogący. I co? Były rewolucje – i tylko dlatego jesteśmy dziś tu, a nie tam.
    Co stało za jednymi i drugimi w 1980-tym? I co ? Zapomniane lekcje? Zapomniane, najwyraźniej.

  435. lonefather
    19 marca o godz. 22:45

    jak nie dziś, to powiedz wczoraj, ,ewentualnie jutro.

  436. @mag
    19 marca o godz. 22:49
    Nie odbieram ci autorstwa, ale ja nie o tym…

  437. @Orteq
    19 marca o godz. 22:51
    Powiedziałabym raczej ustawka niż prowokacja.

  438. Tanaka
    19 marca o godz. 22:56

    dziś nie, wczoraj sie nagadalem, ,ewentualnie jutro tez, ale czy to konieczne ?

    pozdrwka
    ~l.

  439. mag
    19 marca o godz. 22:49

    Niestety, mag, przez chwilę się uwiodłem. Maszerowanie do katabasów to nie jest żadne nowum, lecz starum jak światum. To legitymizowanie oszustów. Kościół prawem kaduka przywłaszczył sobie moc decyzyjną w całości spraw dotyczących życia intymnego po to, by mieć narzędzie do wymuszania posłuszeństwa, a nie mając najmniejszych merytorycznych kompetencji. Dlatego protesty przed oszustami uważam za nieporozumienie. Protesty w sprawie oszustów mogłyby być przed policją, ale nie przed oszustami. Kompetentną stroną dla kobiet może być wyłącznie medycyna naukowa i tylko z tymi ludźmi trzeba gadać, nimi się podpierać i ich opinie upowszechniać. Nie jest również stroną żaden prawicowy rząd chodzący na pasku Kościoła. Jestem za rewolucyjnym odstawieniem Kościoła od jakiegokolwiek decydowania w sprawach publicznych, wyrzucenia konkordatu do kosza i pokazania oszustom, gdzie ich miejsce. To nie znaczy, że chcę odbierać ludziom religię. Chcę pokazać, że w państwie świeckim ma rządzić świecki rząd, nie jakiś zafajdany Kościół. Radykalnie mówię, bo radykalnie myślę. Katabasy nie są i nigdy nie będę dla mnie żadną stroną – są i będą po wsze czasy uzurpatorem i pasożytem, z którym się nie rozmawia o niczym.

  440. @Tanaka
    zauważyłam, że u AS nasi wielcy nieobecni obrabiają cię dokładnie.

  441. @wbocek
    19 marca o godz. 23:23
    Pomarudzę: Nie uda się…
    Ale podoba mi sie twoje podejście i mogłabym dołączyć do rewolucji.

  442. Na marginesie
    19 marca o godz. 21:17
    Belfegor w spódnicy czyli siostra Bernadetta, była chyba wyedukowanym pedagogiem. Niejaki Trynkiewicz, który zamordował kilku nieletnich – także. Samo wykształcenie nic nie znaczy. Ono tylko formalnie pozwala pełnić czy też wypełniać określone funkcje w społeczeństwie. Czasami ułatwia realizację innych „pragnień”, poprzez ułatwiony dostęp do różnych grup ludzi, czy to dzieci, czy bezradnych staruszków. Nigdy nie wiemy co siedzi w głowach ludzi, dopóki rozmaite fakty nie ujrzą światła dziennego. I dopiero wtedy podnosi się larum – zawsze spóźnione. A przecież nikt nie pyta dlaczego
    młodzi, którzy byli prześladowani przez ową siostrzyczkę, znaleźli się pod jej kuratelą. Samotna kobieta, chyba po klimakterium albo w trakcie, mogła równie dobrze nie wytrzymać presji i zachowań młodych, zaniedbanych przez dom rodzinny. Do tego w takich ośrodkach młodzieżowych, podobnie jak w zakładach karnych, powstają rozmaite subkultury, niemile widziane przez chowane w określonym rygorze siostrzyczki. Skoro młodzi mogą nakładać na głowy swoich nauczycieli kubły na śmieci? Ale co ja piszę? Hulaj dusza! Piekła nie ma. A jednak spotykamy się z nim czasami ze strony bliźnich.

  443. Ewa-Joanna
    19 marca o godz. 23:32

    Zerknąłem, żeby było, że jest zerknięte. Ciekawie mówi Satoshi Politico, rozkłada rzeczonego na łopatki oczywistością racjonalnej argumentacji. Rzeczony kręci, jak może: Putin nie odcyfrował kodu genetycznego człowieka i nie wyleczył raka u ludzkości. Oto jego durnota i brak wkładu do ludzkiej cywilizacji.
    Cóż, zmarwił i zdziwił mnie @Gekko. Smutne jest, gdy ktoś nie odróżnia oskarżenia wprost o dokonanie zamachu – co zrobił UK, a najwyraziściej Biris Johson, minister spraw zagranicznych UK, wprost wskazując palcem na Putina jako autora zamachu na Skripala, od wskazania strony rosyjskiej, że strona brytyjska znała formułę substancji, była w stanie ją wyprodukować, a zakłady chemiczne zdolne do wyprodukowania znajdują się w niezbyt dużej odległości od miejsca zamachu. To są 3 fakty, a fakty te zostały podane po, a nie przed, oskarżeniem Rosji i Putina, wprost, o dokonanie zamachu.
    Zaś rzeczony nie wie, o czym mówię – tak oświadcza.
    Zaśmiałem się na tą wesołą niewiedzę rzeczonego speca od Rosji, Putina i od wszystkiego.

  444. @Ewa-Joanna, Tanaka
    A gdzie ja się kieruję opinią dziennikarki, i na czym miałoby moje kierowanie polegać. Ale ta pani przynajmniej miała z Putinem osobisty kontakt. Ewunia żadnego. Opinia za opinię, czy są równe czy któraś ma większą wagę?

    Ja nie porównuję Rosji Putina do Rosji Jelcyna. Jest wiele czynników które decydują o gospodarce, jak cena ropy na przykład, światowa koniunktura. W Polsce też PKB jest wyższe niż w 2009, czy to świadczy o mądrości naszych przywódców?
    Mnie obchodzą fakty, a nie ich usprawiedliwienia. Czy Putin wzbogacił się kosztem swojego państwa? Czy zabija się w Rosji dziennikarzy? Czy wrzuca się przeciwników politycznych do więzienia? Może lepiej tam być nie może, ale ja nie o tym.

    A tak swoja drogą, czy to nie jest zabawne, że jakieś ruskie prymitywy ( bo przecież taka jest obiegowa opinia) potrafią wpływać na wybory w najpotęzniejszym państwie świata. Nie zgrzyta ci to?

    Nie, nie zgrzyta. Łatwo jest niszczyć i siać zamęt. Trudniej jest budować. Budowanie wymaga mądrości, planowania i konsekwencji. Sianie zamętu wymaga łutu szczęścia. Dezinformacja, propaganda, szantaż, przekupstwo, to stare metody służb specjalnych. Putin jest jak hazardzista, który zaryzykował i wygrał dużą stawkę. Tylko czy to go uszczęśliwi? Jak mówią, nie proście bo będzie wam dane. Niestety poprosił i zostało mu dane. A co dalej, nie wiadomo. „Unintended consequences” w akcji. Nikt z nas nie wie co będzie dalej, i tu właśnie widać kardynalny brak mądrości.

    Jasne że dużo się działo w Iraku, Syrii i Libii. Czy ja kiedyś broniłam Busha? Albo Trumpa? (Nawet Obama nie jest bez winy, ale przynajmniej miał dobre chęci). Republikanie kradną wybory po czym na kogoś napadają na bliskim wschodzie. Każdy ma swoich nacjonalistów. Tylko czy to jest powód żeby iść do papy Putina?

    Dla mnie jest on tak samo mądry jak Burlesconi i Trump. Po owocach ich poznaję.
    A obrona Putina w Polsce brzmi czasem jak obrona dobrej zmiany przez pisowców. Wystarczy zamienić Putina na Kaczyńskiego.

  445. Obrona Putina? W Polsce? Chyba tylko na portalach przez samego Putina finansowanych

  446. https://sophico21.blogspot.ca/

    „FB poinformował mnie iż zawiesza mi możliwość komentowania rzeczywistości na FB na tydzień, bo skomentowałam niezgodnie ze standardami FB …bociany! Na dodatek kilka miesięcy temu!”

    I jeszcze pani Sophico21:

    „Lojalnie ostrzegam tropicieli moich poglądów i bojowników hybrydowej wojny z Rosją – że im więcej takich nonsensów, tym lepsza i wiarygodniejsza dla mnie argumentacja do pisemnej skargi, jaka niebawem wyląduje na biurku prezesa FB, pana Marka Zuckerberga. Moja w tym głowa, by zdrowo odczuł idiotyzm osób, które chcą wchodzić ze mną na dróżki wojenne z naruszaniem moich praw obywatelskich i człowieka w rozumieniu prawa międzynarodowego i polskiej konstytucji.. Sprawa duperelna, ale im bardziej idiotyczna, tym bardziej medialna, nośna.”

    Nie wiem kto finasuje blog sophico21. Podejrzewam, ze nikt. Bo raczej nie Putin. Na moj rozum biorac

  447. @izabella
    20 marca o godz. 1:01
    Mam wrażenie, że sie nieco mijamy, pewnie przez mój telegraficzny styl pisania.
    Napisałaś Ja nic nie biore na wiarę, odpisałam ci, że ja też.
    i że właśnie dlatego nie wierzę w to co mówi amerykańska dziennikarka nyt na temat Putina, chociaż to ona go spotkała a nie ja. Nota bene chętnie bym przeczytała ten wywiad, musze poszukać. Po prostu nie wierzę w jej rzetelność chociaż mogę uwierzyć w lojalnośc.
    Ja oceniam Putina jako szefa państwa, kogoś kto pozbierał do kupy te resztki po Jelcynie i kto buduje coraz silniejszą pozycję swojego kraju na arenie międzynarodowej. Nie poprzez podskakiwanie i grożenie nukem, ale poprzez nieustępliwość i pewną otwartość. Ooops, złe słowo, wywoła lawinę 🙂
    Zauważ, że większość tzw, ruskich „wpadek” była efektem nie ich pierwotnego, ale wtórnego działania. Niebezpieczne zbliżanie się NATO do granic Rosji, działania Nuland na Ukrainie – i mamy aneksję Krymu.
    Rosja winna!
    Rakiety NATO w Polsce – Rosja winna!
    A poza tym nie wiem czy zauważyłaś, że przepadł nam wróg – Al Kaida zdechła wraz ze śmiercią Ben Ladena, zaopatrzony w broń amerykańską ISIS został rozgromiony wspólnym wysiłkiem Rosji i syryjskiego rządu, bo i włąściwie po ich występach trudno sie było do nich przyznać, choć próbowano tworzyć jakich opozycjonistów syryjskich w tym bałaganie.
    Nie ma wroga! Chiny za silne i na razie zbyt wiele interesów sie z nimi prowadzi, żeby ich ostro zaatakować. Bo jeszcze każa sobie zwrócić dlugi…
    Zostaje nam stary i odwieczny wróg – Rosja, więc, ponieważ obraz Rosji jakby przez te lata złagodniał trzeba jej dorobić gębę – a to skandal z dopingiem, a to Krym, a to otrucie szpiega.
    Afera z Putinem mieszającym w amerykańskich wyborach prezydenckich to sposób na pozbycie się Trumpa, ktorego republikanie głupio poparli i który natychmiast sie im urwał ze sznurka. Nie zaprzeczam, że mógł coś z ruskimi załatwić, ale to na gruncie prywatno – biznesowym a nie na państwowym.
    Nie sądzisz, że twoje słowa: Łatwo jest niszczyć i siać zamęt. Trudniej jest budować. Budowanie wymaga mądrości, planowania i konsekwencji. Sianie zamętu wymaga łutu szczęścia. Dezinformacja, propaganda, szantaż, przekupstwo, to stare metody służb specjalnych. można równie dobrze doczepić do każdego kraju, bo w każdym z tych liczących sie na świecie takie rzeczy się robi, Rosja nie jest wyjątkiem.
    Opowieści o bajecznych zasobach materialnych Putina to tylko opowieści jednej strony (ostatnio słyszałam o ponad 200 mld dolarów), moim zdaniem on i tak ma wszystko czego chciał a jakoś nie słychać, żeby jego żona czy córka kupowała penthousy w NY za miliony dolarów, albo szlajała sie po Paryżu z kolejnym narzeczonym. Czemu nas nie dziwi bogactwo innych przywódców innych państw?
    Dziennikarze giną nie tylko w Rosji, to ryzyko zawodu, ściganie i zamykanie przeciwników politycznych też jest na porządku dziennym, po prostu nazywa się to inaczej, bo nie po to są dobrze opłacane służby żeby haków nie zdobyć.
    Jakby tak policzyć ofiary US i R za ostatnie 20 lat, to jaki byłby bilans?
    Ja w takich przypadkach zawsze zadaję sobie pytanie – kto na tym korzysta i wtedy robi sie jaśniej w tej gmatwaninie.
    Najgorszym scenariuszem dla świata jaki znamy, jest sojusz Rosji i Chin, a na to się zanosi punkt ciężkości bowiem przenosi sie w stronę Azji. Odepchnięta od „zachodu” Rosja, która jednak zawsze czuła się bardziej „europejska” niż azjatycka, skuma się z Chinami i nikt im nie podskoczy, bo Indie dołączą w podskokach.
    A wszystko przez głupią chciwość militarnego lobby w Stanach. Tu właśnie szukałabym tych głupich 🙂

  448. @Orteq
    20 marca o godz. 2:36
    Dawno u Zosi nie byłam. Często tam zaglądasz?

  449. Ewa-Joanna, 23:13, 5:17

    Ustawka zgrabniejsza niz prowokacja? Zgodzilbym sie z tym gdyby tu nie chodzilo o … prowokacje. A ta jest jasna jak slonce

    Trwaja proby, miedzynarodowe juz, wysiudania/impiczmentu Trumpa przy pomocy jego rzekomych konszachtow/zwiazkow z Putinem. Zeby te proby mogly nabrac ksztaltow realnosci, konieczne sa posuniecia taktyczne. Takie jak np. prowokacje.

    Wiec zrobmy prowokacje i uzyjmy paralizujacego srodka o rosyjskiej nazwie nowaczok. Do porazenia szpiega, podwojnego i wymienionego, Tripala na ziemni brytyjskiej. Toz to, wypisz narysuj, prowokacja gliwicka! Przez Tereske administrowana tym razem. AH nie zyje.

    Uderzyc Tripala, naszego po wymienieniu szpiegow, udawanymi silami wroga. Uderzyc gazem nowaczokiem o rosyjskiej nazwie, znaczy . Wciaz produkowanym w UK. Ze nie produkowanym wiecej w Rosji? A kto tam tym kacapom bedzie wierzyl, ze oni zniszczyli nowaczoka w 2017 roku?

    Jednego nie wiem: czy Putin da sobie w zacierke nacharkac az tak paskudnie przez Tereske baby?

    Na blog sophico21 tez zagladam b. rzadko, E-J. Tylko jak trwoga to ja do sophico bloga.. If you get my drift.

    Chodzi o polska NIEZACHWIANA wiare w Putina. A tej nigdzie, procz u Zosi, nie znajdziesz

  450. Inni wierza w „prawde” nadawana z drugiej strony kaluzy. Wszystko zgodnie z ludzkim prawem do wiary.

    Ludzkiego prawa do wiedzy nikt nie wymyslil jeszcze. To chyba o tym jest ten wpis na gorze. Moge sie mylic

  451. Przypomnijmy

    O wiele latwiej jest byc oglupionym przez MI5/FBI/CIA niz przez KGB/GRU/FSB. To ostatnie, FSB, ros. Федеральная служба безопасности Российской Федерации, ФСБ to wor czysto putinowy. Stopien oglupienia jest jednakze ten sam.

    A nam nic innego nie pozostaje jak ulegac temu oglupieniu

  452. Jesli ktos ma WIERZYC , ze sprawa PODWOJNEGO skazenia szpiega Tripala rosyjskim srodkiem paralizujacym – thanks Toby – jest NAJWAZNIEJSZA prawa miedzynarodowa na dzien dzisiejszy, to nich moze powroci do dziedziny WIEDZY. Tez dosyc niepewnej
    dziedziny.

    Kto zatrul Tripalow, nie zostanie naukowo wyjasnione. Tak jak katastrofa smolenska pozostanie podobna troche niewiadoma na wieki wiekow

  453. @zak1953 wczoraj 17:27

    I niech tak pozostanie.

  454. izabella
    20 marca o godz. 1:01

    Ja nie porównuję Rosji Putina do Rosji Jelcyna. Jest wiele czynników które decydują o gospodarce, jak cena ropy na przykład, światowa koniunktura. W Polsce też PKB jest wyższe niż w 2009, czy to świadczy o mądrości naszych przywódców?

    Mnie obchodzą fakty, a nie ich usprawiedliwienia.

    Łatwo jest niszczyć i siać zamęt. Trudniej jest budować. Budowanie wymaga mądrości, planowania i konsekwencji. Sianie zamętu wymaga łutu szczęścia.

    Ponieważ nie porównujesz Rosji Jelcyna do Rosji Putina, to nie masz układu współrzędnych, który jest niezbędny do określenia wartości X, Y, Z. Dalsze dyskutowanie staje się przez to coraz bardziej sztuczne, oddala się od faktów, które jak mówisz – obchodzą Cię, a zanurza się w krainie fantazji, mniemań, uprzedzeń, fobii czyli projekcji emocji, a nie projekcji faktów.

    Jelcyn, ostatecznie, załatwił to, że rozpadł się ZSRR, nagle, dramatycznie. Spadł na głowy jego mieszkańcom i mieszkańcom wielu państw świata, dla których był ważnym partnerem ekonomicznym, społecznym, edukacyjnym, politycznym i militarnym. Zaczęły się walić dawne republiki, po chwili – nowe państwa. Rosja – też. Rosja środkowego i późnego Jelcyna, to było państwo w upadku – dosłownym.
    Rozpad ZSRR oznaczał rozpad wewnętrznych więzi, całego systemu gospodarczo-społecznego i infrastruktury: technicznej, gospodarczej (z infrastruktura PRACY), społecznej, edukacyjnej, kulturalnej zdrowia i opieki społecznej i każdej innej.
    Mam nadzieję, że powyższym zdaniom poświęcisz poważną i refleksyjną uwagę. To są kwestie poważne, bardzo.

    Putin odwrócił ten stan rzeczy, może nie całkowicie, ale to niemożliwe, bo celem Putina nie jest odtworzenie ZSRR, ale zbudowanie nowoczesnej Rosji, czyli innego bytu.

    W polskich mediach nie uświadczy się realnie żadnej poważniejszej refleksji na tematy gospodarcze, strukturalne, społeczne strategiczne – nie tylko dotyczące rzeczywistości państwa o nazwie Rosja. Piszą i gadają o tym dziennikarze którzy pod względem znajomości rzeczy są, mówiąc wprost – idiotami. W dodatku często chorymi na fobie. Niewiele lepsi są tzw. eksperci, których wiedza jest zupełnie powierzchowna i też często skażona ideologią.

    Bardzo trafnie mówisz: trudniej jest budować. Budowanie wymaga mądrości, planowania i konsekwencji.
    Oczywiście! Może jeszcze tego nie zauważyłaś, ale w ten sposób pozytywnie się wyraziłaś o Putinie i o Rosji jako takiej.

  455. @Ewa-Joanna
    20 marca o godz. 5:15

    Ujęłaś sprawę tak jak ją też widzę. Putin – ucieleśnienie zła, demon, głupi kagiebista etc. ma udowodnić, że to nie on wybrał Trumpa, otruł szpiega i nie jest wielbłądem. Jak nie udowodni, to sankcje.
    Tak wygodnie mieć wroga, który nic innego nie robi, tylko knuje i planuje najbardziej wyrafinowane zamachy, tylko ludzi do wykonywania ma jakichś kiepskich i miejsca źle dobiera… Głupi kagiebista, wystarczy mu spojrzeć w oczy

    https://cdn.history.com/sites/2/2018/02/GettyImages-543922264_edit-Horizontal.jpeg

  456. Ewa-Joanna
    20 marca o godz. 5:15

    No kurcze blade, trzeba to było dać na wstępniaka !

  457. @Tanaka
    20 marca o godz. 9:01
    Eee tam, przesadzasz.

  458. Tanaka
    20 marca o godz. 8:53

    Dodaj do tego jeszcze rozpad RWPG. Rosja z jednej strony ma przewagę nad państwami zachodnimi – liberalizm ne zdołał rozerwać więzi społecznych, z drugiej strony problemy z islamem oraz z Chinami (Chiny patrzą bardzo łakomym okiem na Syberię – surowce i tereny do zasiedlenia). Na to wszystko nakłada się jeszcze duma narodu (wygrana w IIWŚ, mocarstwowość) Putin w tym wszystkim musi manewrować, a brakuje mu prozaicznie pieniędzy.

  459. @Tanaka

    Jehowicki religiant u ASz. dołączył do sfory. Mściwy łgarz i krętacz. Nieźle palantowi zalazłeś za skórę 😎

  460. Niektóre opinie o polityce ekipy Putina przedłożone tutaj są skrajnie naiwne, nie tylko uproszczone, lecz niebywale selektywne, ociekające sentymenatalizmem i wiarą w krasnoludki.
    Rzekomo Putin jest zaszczuwany przez Ukrainę i panią Nuland, i jak najnautralniej broni się zajmując Krym, Donieck i Ługańsk oraz opowiada o swoich rakietach jak kula ognia, które zniszczą wszystko na swojej drodze, o podwodnych dronach, które zgromadzi kilometr pod wodą na oceanie wokół USA i poczęstuje z każdego drona Amerykę 100 megatonowym nukiem, itd.

    Przyjaciele Putina pokazali, ze to fraszka dla nich i zestrzelili samolot pasażerski, a propaganda rosyjska wmawiała przez lata ludowi, że to ukraiński samolot, który nie był w stanie wznieść się na tę wysokość, zestrzelił samolot Boeing nad Ukrainą.
    Itd.
    Pzdr, TJ

  461. No, pewnie. Każdy, kto spróbuje nie ulegać rusofobii, jest sentymentalnym naiwniakiem wierzącym w krasnoludki. Dobrze przynajmniej, że jeszcze (już?) nie jest płatnym pachołkiem Putina lub trollem na pasku Kremla 😉

  462. wbocek
    Ależ, ależ, Pombocku, ja chętnie na barykady i w „czarny piątek” pójdę z czarną parasolką (dziś zakupiłam w Biedronce, bo takowej nie miałam).
    Nadal jednak uważam, że warto było postraszyć katabasów. Przecież nie chodziło o rozmowy z nimi pod kurwiami (pardą), ale pokazanie za pomocą mocnych haseł, co się o nich myśli i gdzie ich miejsce.
    Mam nadzieje, że tym razem stawi się wielu facetów, by nie było, że to wściekłe feministki i inne kodówy gorszego sortu są za „cywilizacją śmierci”.
    Swoją drogą, co ten nieszczęsny JP2 nawyczyniał, wymyślając to hasło i pozostawiając owczym baranom jako swoje „dziedzictwo” w postaci różnych Dziwiszów, Dydyczów, Gocławskich i innych, których wszak namaszczał.

  463. @Nefer
    20 marca o godz. 12:27
    To się świetnie wpisuje w credo tej religii – cierpienie, ból i przemoc. Niech idą.

  464. mag
    20 marca o godz. 12:32

    Mag, przeca nie bydymy na jednym podwórku dwóch partii robić. Jdę za Tobą jak w dym i się drę najwykwintniejszymi słowami, żeby Ci wstydu nie przynieść: „Katabasy” to kutasy!”, „Księdze to nędze”, Biskupy – won od cudzej
    dupy!”, „Kościół to największy przekręt w dziejach” „Kościół – pod kościół!”. „Przerywam, kiedy mie się chce”. „Dość niewoli z księżej woli!”

  465. @Nefer
    20 marca o godz. 12:27

    Tak, bez samobiczowania? Eee… 🙄

    https://www.youtube.com/watch?v=e4q6eaLn2mY

    Spacer bałtycką plażą przy księżycu (pełnia 31. marca) może być nawet romantyczny. W mojej okolicy bywają fajne górskie wędrówki w czasie pełni. Na koniec – wschód słońca oglądany z wysokości ponad 2000 mnpm.

  466. Być może się mylę, ale obecnie wygląda to tak:
    1. Sekta zwana potocznie kk uzurpuje sobie prawo decydowania o życiu i śmierci innych osób. Głównie chodzi tu o całkowity zakaz aborcji, przy czym kk odcina się od wszelkich tego konsekwencji, czyli ewentualne kalectwo czy niedorozwój płodu spada całkowicie na rodziców. Również państwo nie poczuwa się tu do specjalnej opieki.
    2. Sekta kk składa się głównie z samców rodzaju ludzkiego(?) z wyraźną inklinacją seksualną w kierunku innych samców lub – niestety bardzo brutalnie – w kierunku dzieci płci obojga.
    3. Samce w sekcie kk żyją w celibacie czyli nie mogą oficjalnie zawierać małżeństw, a małżeństwo to – wg kk – jedyna możliwość posiadania potomstwa.
    4. Sekta kk cieszy się w Polsce przywilejami wykraczającymi daleko poza jurysdykcję z konstytucją włącznie. Praktycznie ma status świętej krowy. Skutkuje to niewiarygodną potęgą finansową, co w systemie kapitalistycznym przekłada się na realną władzę.
    5. Sekta kk uzurpuje sobie prawo niekontrolowanej indoktrynacji dzieci już od przedszkola.

    Proponuję wystąpić do sejmu z obywatelskim projektem mającym na celu ułatwienie kk działalności.
    Wszyscy obecni i przyszli członkowie sekty kk podlegają kastracji. Ponieważ narządy płciowe nie są im potrzebne (dożywotni celibat), a seks jest tylko przeszkodą (grzech!) i prowadzi często do molestowania osób trzecich, w tym również dzieci, więc rozwiązanie jest naturalne, na co tak chętnie powołuje się kk. Konsekwencje są dla wszystkich zainteresowanych wyłącznie pozytywne: kk nie grzeszy i nie molestuje, bo nie ma czym czyli nie ma po co i może się skupić na swych obrzędach. Kastrowani misjonarze nie będą narażeni na pokusy.
    W porównaniu z zakazem aborcji kastracja jest zabiegiem bezpiecznym i społecznie znacznie tańszym. Oczywiście zaczynamy od góry. Niech udowodnią, że naprawdę wierzą i dadzą przykład.

  467. @Tobermory 20 marca o godz. 13:44
    Rytualne urazy mózgu mogą wiele wyjaśnić… Trach.

  468. @Qba 20 marca o godz. 14:21
    Pomysł jest znakomity, ale sekta nigdy na to nie przystanie, bo xiuncu „musi być doskonały”. Kaleki (a do kalek zaliczani są np. panowie z jednym jądrem) odbiegają w przedbiegach i nie mogą zostać wyświe-chceni. Ciekawe jednak, że prawie-ślepota Kaczkowskiego (tego od hospicjum) nie została uznana za przeszkodę. Jeden z sutannowych decydentów oświadczył, że skoro tylko kandydat jest w stanie odczytywać cyfry na banknotach – to mu wystarczy. Na temat jąder historia milczy….

  469. @wbocek 20 marca o godz. 13:29
    W kwestii haseł wyrażę opinię ekstremalną:
    Na transparentach – portrety Chazaniątek.
    Naturalnie z podpisem: „Dzieło boże”.

  470. @Na marginesie
    20 marca o godz. 14:29

    Aj, aj. Reagujesz jak beznadziejnie zindoktrynowana katoliczka. Przecież jest demokracja i kk musi się podporządkować żądaniom większości (tzw. suwerenowi). Po to są projekty obywatelskie, by coś niecoś wymusić. Tak, jak kk wymusza zakaz aborcji, tak samo musi się poddać dyktatowi większości, jeśli dalej chce doić ten kraj na tej Ziemi.
    Nie chodzi o to, by rzeczywiście taki projekt przepchnąć, lecz by uświadomić suwerenowi w jakim szambie się znalazł.

  471. @Qba 20 marca o godz. 14:40
    Ja bym postulowała powołanie się na ewangeliczny nakaz „jeśli twoje oko cię gorszy, wyłup je”. Xiunc doskonały powinien coś sobie odrąbać, podobno robili to w ekstatycznym szale wyznawcy bogini Kali. Dlaczego nie wyznawcy katolickiej bogini-w dodatku rzekomo przeczystej? Wyobraź sobie te przyschnięte wota… brr.

  472. Krąży legenda o św. (chyba) Janie Vianneyu. Onże sutannita ściął jabłonkę, która rodziła przesmaczne owoce. Te owoce podkradały okoliczne urwipołcie, a święty w swojej niezmierzonej (boskiej) mundrości zlikwidował drzewo, coby nie siało zgorszenia. Precedens jednak ryzykowny, bo jeśli jakiś inny gorliwiec zapragnie „wysłać do domu Ojca” lgnące dzieci?

  473. Sa.mba kuku (Aaaaa, „ja tu jeszcze wrócę, redaktorku!”) produkuje się teraz pod Hartmanem.
    A czyni to z następującym skutkiem:
    Gekko
    20 marca o godz. 12:19
    @ sa.m.ba ku.kul.eczka

    Gdyby nauka była cepem, a moralność kukaniem, młóciłabyś jak słowik.

  474. Ewa-Joanna
    20 marca o godz. 5:15

    Widzimy świat zupełnie inaczej, więc chyba się w tej kwestii nie dogadamy.
    Nawet taki jeden zarzut, że republikanie chcą się pozbyć trumpa, bo im się urwał ze sznurka, jest z alternatywnej rzeczywistości. Republikanie właśnie nie chcą się go pozbyć, jak na razie go kryją kosztem dobra państwa. Wszystko co dotąd przepchnęli z jego pomocą jest w ich programie od dawna.
    Czytając to dostaję rozdwojenia jaźni jak słuchając moich znajomych pisowców. Niby ten sam świat a odbity w jakimś krzywym zwierciadle. Trochę popękanym w dodatku. Zły Zachód który nie chce silnej Polski. Zły Zachód który nie nie chce silnej Rosji. Trzeba wroga bo upadła Al Kaida. Trzeba gdzieś wepchnąć uchodźców żeby zniszczyli naród polski. Itd, itp.

    Ruscy agenci w otoczeniu Macierewicza to też wina Zachodu? Podsłuchy PO prowokacja zachodu? Pewnie, bez Kaczyńskiego, le Pen, Farage’a Rosja nie miałaby kim manipulować, więc nie Rosji wina. Ale zawsze jest jakiś Kaczyński i Farage.

    Może ja po prostu nie widzę coraz silniejszej pozycji Rosji na arenie światowej. Widzę to jak włoską mafię. Pewnie że ma wpływy i ludzie jej się boją. Ale to jest rak który przeżera zdrową tkankę i kiedyś ją przeżre do końca.

    Chciwość militarnego lobby w Stanach? Każda korporacja jest chciwa. My też ponosimy tego koszty, całkiem duże. Sporo ludzi ma potrzebę dwubiegunowego świata, Rosja dobra, Ameryka zła, Ameryka dobra, Rosja zła. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowany, każdy kraj ma elementy złe i dobre. Dla mnie zły jest i nasz militarny kompleks, i Putin. Tylko demokratyczne transparente społeczeństwo może z tym walczyć, u nas nastąpiła mała katastrofa, ale walczy się do końca. W Rosji nie ma żadnej walki ani żadnej kontroli bo Putin to wszystko zniszczył.

    Mówicie, że Putin jest dla Rosji wybawieniem. Dla mnie on jest tragedią Rosji.

  475. Zejdę z Putina, bo mi niewygodnie. Co do hasła „co mamy zrobić, żebyście się od nas odczepili”, to niestety mam taki sam stosunek. Jak również do narzekania że pis czy kk upokarza kobiety.
    Czy kobiety są wystarczająco wkurzone, żeby dać wystarczający tego wyraz? Wybić szyby w pałacu biskupim? Przekłuć opony w biskupim bmw? Byłam w Polsce nie tak dawno i co mi się głównie rzuciło w oczy, to bierność. Przerażająca bierność kobiet których pociechy siedzą w szkole na dwie zmiany i przychodzą zbyt zmęczone żeby żyć. Których dzieci pewnie nie dostaną się do liceum bo przyjdą dwa roczniki naraz. A że trzeba będzie rodzić kalekie dzieci? To dotknie tak mały procent, że zabraknie wyobraźni żeby się iść o to bić.
    @mag to widzi bardzo optymistycznie, chciałabym żebyś to Ty miała rację.

  476. Tobermory
    20 marca o godz. 13:44
    Spacer bałtycką plażą przy księżycu (pełnia 31. marca) może być nawet romantyczny.
    Tak też zrobiłem 2 latat temu na początku marca. Co prawda pełni nie było, zapadał zmrok. Tylko morze , ja i ciągnąca się przede mną plaża. Może nie tyle romantycznie ale b. nastrojowe…

  477. tu dodatek…
    http://www.nadmorski24.pl/kamery/47.html
    widoczny sygnał latarni na Rozewiu…

  478. @zezem
    20 marca o godz. 18:40

    Nastrojowe, powiadasz?
    A ten nastrój miał zabarwienie: smutne, radosne, bojowe, pokojowe, melancholijne, romantyczne, nostalgiczne, pełne zadumy, strachu, tęsknoty, złości, żalu, zawstydzenia, podniecenia, euforii? 😉
    Żartuję sobie, bom w nastroju przygnębienia i beznadziei, tęsknię za słońcem i ciepłem, a tu od dwóch tygodni szaro, mglisto, wilgoć i złe wiadomości 🙁

  479. Lubię rozbłyski światła z latarni morskich. Popatrzyłem także na skrzyżowanie w Wejherowie i na filharmonię kaszubską oraz molo w Jastarni i wpadłem w nastrój nostalgiczny…

  480. @Tobermory
    Odpowiem, nawet bardziej serio. Była to wędrówka w przeszłość.
    A więc melancholia z nostalgią. Tęsknota też…powodowana poszukiwaniem minionego czasu…

  481. @Tobermory
    Te kąty ,które wymieniasz i inne polskiego wybrzeża , znam dobrze, a niektóre b. dobrze…

  482. Tobermory
    20 marca o godz. 19:12

    Znasz dźwięk syren statków we mgle?

  483. E tam, precz, precz od nas smutek wszelki

    Tobermory, coś na rozruszanie, choćby i ducha

    https://youtu.be/HgGAzBDE454

  484. Szanowni!
    Zachęcony przez autora, trochę wcześniej publikuję tekst @zak1953 w związku z wiadomościami nagłośnionymi dziś przez TOK FM o opiniach biegłych w dochodzeniu prokuratorskim w sprawie smoleńskiej katastrofy. Coś z osobistej perspektywy.
    Zapraszam
    JK

  485. @Tanaka
    20 marca o godz. 19:38

    Buczki mgłowe? Znam, po niemiecku noszą nazwę Typhon albo Nebelhorn. Znam też dźwięki buczków na wybrzeżu angielskim. Szczególnie przejmujący wydał mi się sygnał w pobliżu latarni morskiej nad miejscem, gdzie leży już sporo wraków. Nie pamiętam nazwy tego przylądka, ale sobie przypomnę.

  486. @Nefer
    20 marca o godz. 20:05

    Dzięki, od razu mi cieplej 🙂

  487. Tanaka
    20 marca o godz. 8:53
    „…bo celem Putina nie jest odtworzenie ZSRR, ale zbudowanie nowoczesnej Rosji, czyli innego bytu.”
    Genialny żart, muszę powtórzyć znajomym! Uwielbiam ludzi z angielskim, purnonsensowym poczuciem humoru.

  488. gotkowal
    20 marca o godz. 20:39

    Wszyscyśmy niby racjonalni ateiści, a nie dogadamy się ani w sprawie Rosji, ani uchodźców, ani być może seksizmu i #metoo. To chyba główne płaszczyzny konfliktów, czy coś pominęłam?

    Widać nie można być totalnie racjonalnym. Gdzieś nasz irracjonalizm musi znaleźć ujście. Trochę szkoda, ale może tak jest ciekawiej. Kiedyś myślałam że wymiana poglądów sprzyja uzgodnieniu stanowisk, teraz widzę totalny odjazd. Nie będę ukrywać że jako matematyk i logik cierpię z tego powodu. Jako czytelnik blogu „not so much”.

  489. Tobermory
    20 marca o godz. 20:16

    Buczki mgłowe. W portach, na redach, kotwicowiskach, kanałach.