Stephenowi Hawkingowi – nauka to poezja rzeczywistości

BBC informuje: He died peacefully at his home in Cambridge in the early hours of Wednesday – zmarł spokojnie w swoim domu w Cambridge, w środę, w godzinach porannych.

Stephen Hawking niemal jak Alien w naszym świecie. Kadr z klipu „Symphony of Science” https://www.youtube.com/watch?v=9Cd36WJ79z4

Jak ktoś umiera w spokoju, to znaczy, że mu Wszechmogący błogosławi, co nie może dziwić: Wszechmogący trzyma stronę Hawkinga i w ogóle – nauki, dzięki niej dowiaduje się bowiem fascynujących rzeczy, o których nie ma pojęcia. Trudno nie odczuwać radości płynącej z poznania, gdy się zaczyna od tak fantazyjnych opisów świata, jakie przedstawił sam Wszechmogący w swojej księdze: najpierw było światło, a dopiero później – jego źródło, albo wielokrotnego zawieszania zasad działania Wszechświata, które sam stworzył, w celach mało zbożnych – a to wstrzymania Słońca na niebie, by Izraelici mogli przy świetle dokończyć mordowania innego plemienia, a to, gdy własną ręką ciskał głazy w ludzi, a to gdy już w nowszych dziejach Wszechmogącego św. Józef z Kupertynu fruwał, całymi latami, pod sklepieniem katedry i parę tysięcy świadków – pod groźbą męki (gdyby mieli kłamać) badanych przez Świętą Inkwizycję – potwierdziło fruwanie. Czy wreszcie – w XX już wieku, w Fatimie, Słońce robiło na niebie esy-floresy i kilkadziesiąt tysięcy świadków ochoczo potwierdziło: tak było! – Madonna fruwała zaś nad polem Bitwy Warszawskiej w 1920 roku, co też tłumy świadków potwierdziły, o czym wszystko wie niezawodny i wielce naukowy biskup Hoser Henryk. Tak się jakoś dziwnie składa, że im więcej wie nauka, tym mniej wiedzą biskupi, a cuda stają się coraz bardziej blade: jakiś profil Jezusa w kałuży, skrzyżowane smugi kondensacyjne samolotów na tle nieba, uzdrowienie za pomocą pocierania brzucha obrazkiem ze świętym Józefem.

Podobno Stephen Hawking był dosyć rozczarowany tym, że go Jan Paweł II nie potępił za ateizm i naukowe poglądy, ale nie ma czego żałować: dziś potępienie przez Watykan jest już bardziej śmieszne niż poważne. A to dzięki ludziom wolnej myśli. Gdyby nie oni, Hawking skończyłby jak Giordano Bruno, a co najmniej jak Galileusz.

Moje pierwsze, poważniejsze, spotkanie ze Stephenem Hawkingiem było takie, że właśnie wyszła jego książka „A Brief History of Time” (Krótka historia czasu), w którą tak wsiąkłem, że nie mogłem jej przestać czytać nawet jeżdżąc rowerem, dzięki czemu nauczyłem się jeździć bez trzymanki. Mam to sobie za drobny, prywatny honor i motyw: jazda bez trzymanki przez 5 kilometrów imienia Stephena Hawkinga. Jak się raz pozna taki umysł i taką nieskończenie fascynującą przestrzeń – naukę i myślenie – nie da się już tego porzucić, nawet ryzykując upadek.

Szukając kilku słów pożegnania i wielkiej admiracji zarówno wobec Stephena Hawkinga, jak i nauki w ogóle, nie musiałem szukać daleko. Z wielką urodą i naukową trafnością takie słowa wypowiedział inny wielki naukowiec i fenomenalny popularyzator nauki, a zwłaszcza ewolucji – profesor Richard Dawkins: Science replaces private prejudice with publicly verifiable evidence – nauka zastępuje osobiste uprzedzenia publicznie weryfikowalnymi dowodami. To, jak sądzę, jedne z najpiękniejszych i najwartościowszych słów, jakie można powiedzieć zarówno o nauce, dorobku naukowca, jak i o życiu. „Science Is the Poetry of Reality” – nauka to poezja rzeczywistości. To także słowa Richarda Dawkinsa. Dr Lawrence Krauss dodaje: scientists love not knowing – naukowcy uwielbiają nie wiedzieć, bo niewiedza jest powodem głodu poznania i otwiera przed każdym z nas drzwi do fascynującej przygody rozwijania własnego umysłu, własnej osobowości. Richard Feynman zaś dopełnia: they don’t feel frightened by not knowing things – nie lękają się niewiedzy.

To jest w nauce i w poznaniu takie fascynujące: można powiedzieć cokolwiek, a każdy może to potwierdzić lub obalić mocą dowodu. To tak drastycznie różni naukę od wiary religijnej. Wyznawca nie ma wolności badania, każde badanie musi bowiem się zgodzić z odgórną tezą. A nieusuwalnym fundamentem religii jest lęk, od którego wolna jest nauka. Dlatego też nauka jest poezją rzeczywistości, a Stephen Hawking był jej wielkim artystą. My zaś ani sobie zdajemy sprawę – przyjmując to za niemal oczywistość – jak wiele zawdzięczamy nauce i odważnym ludziom, mając dziś możność wyjścia z mroków i opresji religii duszącej życie, by móc podróżować ku gwiazdom.

Tanaka