Ach, jak przyjemnie

A gdyby tak zostać Suwerenem z prawdziwego zdarzenia. Pomyśleć tylko, gdyby nagle Kaczyński zaczął się jawić jako Zbawca Narodu, obrońca Polski, Ten Pomagający Jej Wstać z Kolan?

Gdyby nagle prezydent, taki młody, przystojny i niezłomny, zaczął się zdawać godnym reprezentantem tegoż Narodu, który Konstytucję (tę komunistyczną, wiadomo) poprawia (bo przecież nie łamie) w słusznym celu dla dobra Kraju.

Gdyby tak komunistyczny prokurator przestał być drzazgą w oku, chmara Misiewiczów wywoływała uznanie dla przedsiębiorczości, zakaz handlu w niedzielę był korzystny dla wszystkich, a polska polityka zagraniczna powodem do Prawdziwej Dumy.

Gdyby tak nagle zaczęły się podobać marsze ONR-u, bo ten obcy element, wiadomo.

Gdyby tak uznać, że wiodąca Partia ma jedynie słuszną linię i bazę i wręcz powinna wziąć Naród za rączkę i Mu przewodzić.

Gdyby tak ze zgrozą w oku i ręką na sercu śledzić uważnie dokonania naszego Najlepszego Ministra Obrony na polu smoleńskim.

Gdyby tak, zupełnie po katolicku, być szczerze przeciwnym aborcji i zacząć słusznie wymagać, żeby te wredne feministki przestały ujadać. Oraz ci wszyscy żałośni POpaprańcy z KODu czy co to tam jeszcze z tego zostało.

Gdyby tak zrozumieć mozolną, odpowiedzialną pracę naszych Hierarchów, podpartą kieliszkami – przecież są po ludzku zestresowani wyczerpującą walką ze Złem.

Gdyby tak być pełnym podziwu dla skuteczności naszych demokratycznie wybranych posłów forsujących odważnie po nocach i wbrew Totalnej Opozycji wszystkie ustawy jak leci. I nie będzie Bruksela pluła nam w twarz.

Życie byłoby piękne, proste i przyjemne.

Chcielibyście, chociaż na chwilę?

Nefer