Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

12.03.2018
poniedziałek

Ach, jak przyjemnie

12 marca 2018, poniedziałek,

A gdyby tak zostać Suwerenem z prawdziwego zdarzenia. Pomyśleć tylko, gdyby nagle Kaczyński zaczął się jawić jako Zbawca Narodu, obrońca Polski, Ten Pomagający Jej Wstać z Kolan?

Gdyby nagle prezydent, taki młody, przystojny i niezłomny, zaczął się zdawać godnym reprezentantem tegoż Narodu, który Konstytucję (tę komunistyczną, wiadomo) poprawia (bo przecież nie łamie) w słusznym celu dla dobra Kraju.

Gdyby tak komunistyczny prokurator przestał być drzazgą w oku, chmara Misiewiczów wywoływała uznanie dla przedsiębiorczości, zakaz handlu w niedzielę był korzystny dla wszystkich, a polska polityka zagraniczna powodem do Prawdziwej Dumy.

Gdyby tak nagle zaczęły się podobać marsze ONR-u, bo ten obcy element, wiadomo.

Gdyby tak uznać, że wiodąca Partia ma jedynie słuszną linię i bazę i wręcz powinna wziąć Naród za rączkę i Mu przewodzić.

Gdyby tak ze zgrozą w oku i ręką na sercu śledzić uważnie dokonania naszego Najlepszego Ministra Obrony na polu smoleńskim.

Gdyby tak, zupełnie po katolicku, być szczerze przeciwnym aborcji i zacząć słusznie wymagać, żeby te wredne feministki przestały ujadać. Oraz ci wszyscy żałośni POpaprańcy z KODu czy co to tam jeszcze z tego zostało.

Gdyby tak zrozumieć mozolną, odpowiedzialną pracę naszych Hierarchów, podpartą kieliszkami – przecież są po ludzku zestresowani wyczerpującą walką ze Złem.

Gdyby tak być pełnym podziwu dla skuteczności naszych demokratycznie wybranych posłów forsujących odważnie po nocach i wbrew Totalnej Opozycji wszystkie ustawy jak leci. I nie będzie Bruksela pluła nam w twarz.

Życie byłoby piękne, proste i przyjemne.

Chcielibyście, chociaż na chwilę?

Nefer

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 243

Dodaj komentarz »
  1. „Chcielibyście, chociaż na chwilę?”

    Może po lobotomii, wsadzeniu palców do kontaktu i wypiciu dwóch butelek żołądkowej gorzkiej…

  2. Neferko – Alleluja i do przodu!
    Zadałaś bardzo ciekawe pytanie. Odpowiadając wprost, czy chciałbym choć na chwilę wleźć w to roztopione masło życia prostego, pięknego i przyjemnego pod słusznym przewodem prostego posła z ławy i jego Drużyny Cierpienia (za Ojczyznę) i Dumy (z Ojczyzny), odpowiadam: nie chciałbym. Ponieważ piękne, proste i przyjemne nie jest ani piękne, ani proste, ani przyjemne.
    Substancja życia ma to do siebie, że jest dosyć skomplikowana. Jak się człowiek wdrapie na taki poziom, na którym rozpoznaje wiele z tych skomplikowań i uznaje je za ową substancję, a nie coś, co należy za wszelką cenę uprościć, przyciąć, zredukować to tej pięknoprostej przyjemności jaką funduje ów prosty poseł z ławy, oraz ceni się sobie wdrapanie się na poziom, to się nie chce złazić do poziomu bulionu pierwotnego, w jakim kipi prostemu posłowi mózg, oraz się już zleźć nie może. Byłoby to negacją substancji życia.
    Uroda jest wynikiem syntezy złożoności: krajobraz który widzę jest piękny wskutek nieskończonej złożoności z jakiej się składa, choć w pierwszej iskrze widzenia zdaje się, że jest absolutnie prosty: pasek zielonego lasu, krzywa płachta pola, w tle szarych kamieni kupa, z boku turkusowe morze a u góry – biała chmurka i śliczne słoneczno rażące oczy prostymi falami produkowanymi przez termonuklearny piec.
    Nawet prosty kanał jamneński i plaża zalewana przez falę, jaką widzi Pombocek, jest syntezą nieskończonej złożoności.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. @Nefer

    Rozsmakowałem w moim samodzielnym, samorządnym, niezależnym sposobie bycia i żadna partia, żadna religia, żaden system społeczny nie jest mnie w stanie oczarować.

  5. Nefer

    Fest się musiałaś umordować, Neferko, wchodząc w takie buty. Niestety, nie mogę Ci potowarzyszyć jako nie potrafiący gdybać. Ale że po takim skoku na główkę musisz dojść do siebie, to na pewno. Dlatego Ci proponuję, małpując piękne słowa Tanaki, urodę, która jest skutkiem nieskończonej złożoności. To ogromne zagłębie leśne w okolicy Warcina – gdzie technikum leśne – Korzybia, Kępic, czyli już województwo pomorskie, ciut bliżej Kamczatki. Siądź po mym liściem, a dychnij sobie.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6531989231416067409/6531989234217731970?authkey=CKyYt4aj7c3ORg

  6. @wbocek
    12 marca o godz. 11:27

    Skoroś Waść rusycysta, a nie polonista, toś taki sam amator językowy, jako i ja. Przy czym ja używam na co dzień również innego języka, z racji przebywania poza Polską od prawie 40 lat.
    Drobna uwaga na wstępie: Tytuł naukowy nie jest dla nie wystarczającym dowodem mądrości/wiedzy/inteligencji/autorytetu/…
    Rozumiem Twoje podejście do otaczającej rzeczywistości: Taką zastałem, taką opanowałem i taka ma być pókim żyw. Też bym tak chciał. Aliści biorę czynny udział w kształtowaniu tejże i godzę się – z konieczności – z jej zmiennością w ogóle, czyli również w zakresach, na których się nie wyznaję i których (obsługi) nie chciałbym się uczyć od nowa co kilka lat, albo i częściej.
    Aby dać sobie mimo wszystko radę, stosuję metodę konstrukcji, a nie odwzorowania. Ta ostatnia polega na uczeniu się tego co jest, w stopniu wystarczającym do korzystania. Ta pierwsza bazuje na próbie zrozumienia zasad. Ponieważ nasza cywilizacja jest tworem ciągłym, przede wszystkim w sensie osiągnięć technicznych i technologicznych, przeto każdy następny krok wynika z poprzednich. Skoro więc ktoś ten następny krok wymyślił, to i ktoś inny go może zrozumieć. Podchodzę więc do zupełnie mi nieznanego urządzenia czy systemu bez specjalnych obaw, a z nadzieją, że i to pojmę, uruchomię i wykorzystam nie czyniąc nikomu ani niczemu krzywdy.
    Funkcjonuje to w tzw. międzyczasie całkiem dobrze i bardzo jestem z tego rad, że nie muszę zaśmiecać pamięci instrukcjami obsługi, które ważne będą tylko 3 miesiące. Inna sprawa, że umiejętności takie nadają się do punktu repasacji pończoch i kariery nie umożliwiają. Ale na tym mi akurat najmniej zależy (patrz: uwaga powyżej).
    Z racji konieczności opanowania dodatkowego języka, zacząłem studiować również język polski, co okazało się bardzo pomocne w opanowaniu obu. Oczywiście stwierdziłem szybko, że polski jest jednym z wielu, zachodzących na siebie języków o podobnej strukturze, podobnych regułach i częściowo podobnym słownictwie. I nie da się ukryć, że polski traktowany jest przez mówiących nim mocno niechlujnie. Kiedyś, była jeszcze forma „literacka” ale już dawno wsiąkła w gumno.
    Nie chodzi mi przy tym o „zamurowanie” języka na jakimkolwiek poziomie. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają, to i języki muszą się zmieniać. Ale podstawowe kryterium komunikacyjne powinno być respektowane zawsze. I reguły, które to kryterium spełniają. Nawet, jeżeli można je łatwo obejść, to żadne media nie mogą tego czynić. Porównując tylko kraje europejskie, nigdzie politycy nie muszą się tak często tłumaczyć, że „zostali źle zrozumiani”.
    Ponieważ „kultura” języka jest równie ważna, jak każda inna, przeto rani mnie mocno prezentowanie biblii jako wzorca języka polskiego. Koszmar językowy dorównujący treściowemu. I jak długo ta sekta będzie publicznie i w szkole słuchana, będzie coraz gorzej.

  7. Tobermory
    12 marca o godz. 11:12

    Nie do rymu nie do taktu 🙂

    wbocek
    12 marca o godz. 11:59

    Umordowałam się bo dziś nad ranem o 4 zeszłam z Everestu do Obozu II. Więc spałam 2,5 godziny. Niedotlenienie i choroba wysokościowa spowodowały efekt w postaci wstępniaka.

    Chętnie pod liściem odpocznę sobie (piękne widoki) bo nie bardzo jarzę co z czym do czego. Na przykład Tanaka użył dużo trudnych słów i coś tam, coś tam, nic nie dociera.

  8. Kaczyński, jak wiemy od niego, jest wrogiem wpuszczania do Polski uchodźców, bo roznoszą pasożyty i choroby. Jeśli weźmiemy własne życie za bardziej złożone od życia wirusa, to owa piękna prostota życia jaką nam załatwia Kaczyński, jest prostotą na poziomie pasożyta. Wyizolowaną ze świata ewolucji, wsobną, cofniętą w rozwoju, redukcyjną. Polak ma się przestać rozwijać, przestać myśleć, zatruć w sobie procesy poznawcze, by móc się wyłącznie zgadzać z Kaczyńskim i biskupem. Cała substancja życia w Polaku ma być zredukowana od prawidłowej reakcji o charakterze odruchowym, na impulsy zadawane przez tą dwójkę: prostego posła z ławy i prostego biskupa z episkopatu.
    Jest to prosty przepis na śmierć, dosłowna cywilizacja śmierci której ta dwójka jest emisariuszami, choć dwójka ta nieustająco gada i o żuciu i o godności. To całkowicie normalne u tych typów: kłamstwo nazwać Prawdą to zasada ich działania.

  9. @Qba
    12 marca o godz. 12:26

    Widzę, że nadzwyczaj <i<sierioznie podchodzisz to tematu, więc wyrozumienia upraszam za cytaty z Pisma, choć to też polszczyzna, choć szczególnego rodzaju.
    Mnie nie razi „świecące się światło”, może też niechluj językowy ze mnie 🙄
    Mam to chyba zakodowane od najmłodszych lat, bo moja ciotka, u której byłem przechowywany parę dni jako dwulatek, i której kurczątka ułożyłem do wiecznego snu, przez całe lata wspominała, jak to nie chciałem zasnąć żądając:
    – Fieć fiatło, fieścik citać bende…
    Za to latarka LED, którą zapalam, aby coś widzieć w mroku, bawi mnie za każdym razem 😉

  10. Podobno Sokratesowi kazano wypic trucizne bo uwazal, miedzy innymi, ze czlowiek moze osiagnac w zyciu szczescie wobec powszechnemu pesymistycznemu podejsciu do zycia wsrod jego ziomkow. Wychodzi na to, iz czlowiek indywidualnie I zbiorowo stara sie aby zycie nie bylo piekne, proste I przyjemne dla niego samego jak i innych, no tylko od czasu do czasu przez chwilke dla wytchnienia na tym lez padole. Metod zadawania bolu fizycznego I psychicznego jest zdecydowanie wiecej bardziej wyrafinowanych i uzywanych czesciej I przez wiekszosc niz tych do zadawania szczescia i przyjemnosci.

  11. @Tobermory
    12 marca o godz. 13:11

    Oświetlenie staram się włączać. Może wynika to z faktu, że często w życiu zmieniałem okolicę zarówno zamieszkania, jak i działalności zawodowej. Precyzja wyrażania była i jest po prostu przydatna.

  12. @MajsterKlepka
    12 marca o godz. 13:15

    Metod zadawania bolu fizycznego I psychicznego jest zdecydowanie wiecej bardziej wyrafinowanych i uzywanych czesciej I przez wiekszosc niz tych do zadawania szczescia i przyjemnosci.
    Podejrzewam, że wątpię. Metody, o których piszesz, są po prostu bardziej medialne. A poza tym, w katolickim kraju nie wypada epatować szczęściem, bo to trąci grzechem. Co innego tortury i ukrzyżowania.

  13. @wbocek 12 marca o godz. 11:59
    Nefer
    Fest się musiałaś umordować, Neferko, wchodząc w takie buty.
    To ma być przykład nienagannej polszczyzny? Please…

  14. @Tobermory 12 marca o godz. 13:11
    Wbocek ma alergię na słowo “kompulsywny”. Bo łono łobce, panietentego, i nieboszczyk Doroszewski by nie pogłaskał.

  15. Nefer
    „Ach, jak przyjemnie
    … kołysać się wśród fal”. A najlepiej z @wbockiem na jego łajbie.
    Kurde, dzisiaj w Warszawie +15. Wiem, że jeszcze może nadejść zamróz, ale tak czy owak, wiosna blisko.
    Będę w Brukseli w okolicy Wielkanocy. Może tym razem uda się nam spotkać.
    „Gdyby tak być pełnym podziwu – piszesz – dla skuteczności naszych demokratycznie wybranych posłów forsujących odważnie po nocach i wbrew Totalnej Opozycji wszystkie ustawy jak leci. I nie będzie Bruksela pluła nam w twarz.
    (…)
    Życie byłoby piękne, proste i przyjemne”.
    Bardzo podoba mi się twoje „gdybanie” jako pewna konstrukcja stylistyczna, za którą kryje się nasz orwellowski świat, więc tylko pociągnę temat w stronę jednak opty(mistyczną).
    Jak powiada mój Krzysiu „będzie dobrze” (kombatant Opozycji sprzed 1989. Nie takie my miazmiaty brały na klatę!).
    Zobaczysz Neferko, że to piźnie szybciej niż spodziewają się pesymistyczni politolodzy i inni krakacze.

  16. Dlatego obce słowa (takie jak „kompulsywny”) powinny zostać ograniczone do kontekstu… psychiatrycznego. Bo jak nie to…

  17. @Na marginesie
    12 marca o godz. 13:50

    Przyznam, że określenie „kompulsywny” usłyszałem pierwszy raz jakieś 10 lat temu od przyjaciela, który się zapisał do AA i na jakieś kursy, i nagle w rozmowach zaczął używać tego terminu, aż musiałem sprawdzić u Doroszewskiego 😉

  18. … czy mnie aby nie obraża 🙄 😉

  19. Zgaduję: do „piźnie” jamneński wbocek żadnych zastrzeżeń mieć nie będzie…
    Ach, ta blogowa policja purystyczna!

  20. (spod liścia)

    Ale czy nienaganna polszczyzna istnieje?

  21. @Tobermory 12 marca o godz. 13:59
    🙂 🙂 🙂

  22. @Nefer 12 marca o godz. 14:00
    W pojęciu wbocków najwyraźniej jak najbardziej!

  23. @Qba
    12 marca o godz. 13:25

    A ja (po niemiecku) oświetlenie (Licht) włączam, ale gaszę 😉
    Po polsku: zapalam i gaszę.
    Po angielsku jest prościej 🙄
    Moich kolegów niezmiennie bawiło „zapalić zapałki” po rosyjsku 😉

  24. mag
    12 marca o godz. 13:57

    Dziękuję. Tak mnie dzisiaj najszło z rania. Efekt braku snu.

    W okolicach Wielkanocy prawdopodobnie będę w PL. O ile dobrze pójdzie już drugą niedzielę wielkanocną spędzę w samolocie/podróży. Nie cierpię Wielkanocy brrrr.

    Och, żeby było jak mówisz, i to prędko, ament.

    ***

    A czy ktoś z Państwa gasi (bądź zapala) telewizor?

  25. @Qba
    12 marca o godz. 12:26

    Ta pierwsza bazuje na próbie zrozumienia zasad. Ponieważ nasza cywilizacja jest tworem ciągłym, przede wszystkim w sensie osiągnięć technicznych i technologicznych, przeto każdy następny krok wynika z poprzednich. Skoro więc ktoś ten następny krok wymyślił, to i ktoś inny go może zrozumieć. Podchodzę więc do zupełnie mi nieznanego urządzenia czy systemu bez specjalnych obaw, a z nadzieją, że i to pojmę, uruchomię i wykorzystam nie czyniąc nikomu ani niczemu krzywdy.

    Mądrze piszesz, ale nie uwzględniłeś uwiądu starczego. który się pojawi, prędzej czy później. Kupiłem kilka lat temu najnowszy, bardzo mądry piec gazowy i opanowałem sposób wykorzystania jego podstawowych funkcji z dwustronicowej instrukcji. Ma jednak w zanadrzu wiele subtelnych możliwości w optymalizacji ekonomicznej po dokupieniu Sensora. Opis tych możliwości to już gruba książeczka i bez jej zrozumienia ani rusz! Intuicyjnie umiałem ustalić temperaturę wody grzewczej (naciskając + albo -) oraz wody użytkowej – toże! Przestałem się interesować ekonomiką i powierzyłem instrukcję dr hab. z fizyki i jej mężowi-biologowi z wykształcenia. Obydwoje świetnie posługują się intuicyjnymi sposobami wykorzystania smartfonów itp. urządzeń, a ja po przeszkoleniu – umiem odebrać telefon, zadzwonić z listy i to wszystko, bo już nie ma uczciwej, pisanej instrukcji!!! Nawet nie czytam i/lub piszę SMS’ów na smartfonie, bo młodzież zainstalowała mi jakiegoś pitbulla (mniej więcej) i piszę jak z bramki SMSowej, tylko łatwiej i pewniej. Minęło kilka lat i piec zwariował i zrobiło się zimno. Cóż mi zostało jako właścicielowi domu – albo wezwać fachowca, co w sobotę po południu nie jest łatwe, albo przeczytać instrukcję. Mnie już mentalnie na to nie stać, młodzież nie potrafi przestudiować długiej instrukcji z powodu nawału zajęć swoimi „padami” – aj lub inaczej, pozostało poczekać do poniedziałku. Mrozu nie ma, do przykrycia dodatkowy koc. Na szczęście Dr hab zresetowała układ wyciąganiem sensora i piec ożył! Nie pamiętał ostatnich ustawień, ale też nie wrócił do fabrycznych, hybryda jakaś. Aby do wiosny!
    Żal mi tych czasów, gdy były proste instrukcje, łopatologiczne, bo w telefonii nie widzę tego wolnego postępu, który pozwalał wykorzystać nabyte umiejętności i je intuicyjnie poszerzyć. Przjeście ze zwykłej komórki dla staruszków (taką oddałem zonie) do nowego smartfonu – to już skok w przepaść. Leżę w dole!

  26. @Tobermory
    12 marca o godz. 14:07

    Co kraj, to pożyczaj.
    Ich schalte das Licht ein und aus. Löschen kann ich das Feuer.

  27. Marzenia ściętej głowy. Bez znaku zapytania.
    Rozumiem to „gdyby”.

  28. @Antonius
    12 marca o godz. 14:18

    Nie mam podobnie drastycznych problemów. Prawdopodobnie dlatego, że „od zawsze” param się techniką.
    Problem instrukcji obsługi polega m.in. na tym, że piszą je twórcy urządzeń. A dla nich problemem wartym wyjaśnienia jest zupełnie co innego, niż użytkownika-laika. Rozwiązaniem jest unifikacja obsługi wszystkiego – co już powoli postępuje. Przykładem mogą być samochody.
    Elektronika jest jeszcze stosunkowo młoda i trwa walka o prymat systemów. Ale wkrótce wymyślimy coś zupełnie nowego i część starych systemów wymrze, a te, które zostaną, upodobnią się do siebie, aby przeżyć.

  29. @Antonius 12 marca o godz. 14:18
    Z racji chwilowego braku wbocka wchodzę tu z entuzjazmem w jego buty:
    „Sensor” to brzydkie, obce słowo, fuj!
    Profesor Doroszewski, spec rodem z Moskwy (1899-1976) na pewno zaleciłby przepiękne arcypolskie słowo „czujnik”.
    P.S. Żartuję. Ale chyba i tak wiesz.

  30. O, widzę kolejny bon mot Tomasza Lisa:
    „Lista wpadek, błędów i koszmarnych pomyłek popełnianych przez polskie władze jest coraz dłuższa, ale to nie zła passa. To PiS-owskie DNA.”

  31. Ja znalazłam coś takiego w internetach:

    – Co robi Kaczyński gdy spytają go o życie intymne?
    – Odwraca kota ogonem.

  32. @Nefer
    12 marca o godz. 14:00

    Ale czy nienaganna polszczyzna istnieje?

    Istnieje!!!
    Miałem w życiu zaszczyt kontaktu z takową – poza moją wspaniałą polonistką.
    Pewna Żydówka w Paryżu, kuzynka mojego szefa, po polonistyce we Lwowie, oraz w roku 1953 na kursie kierowników szkól w Miedzeszynie, czyli Warszawie 90? Zajęcia z kultury prowadził starszy pan, pracownik ówczesnego ministerstwa kultury, to naprawdę pod każdym względem była ozdoba tego ministerstwa, również odnośnie polszczyzny.

  33. Antonius
    12 marca o godz. 14:46

    Antoniusie drogi, „po polonistyce we Lwowie” i „starszy pan w latach 90” niekoniecznie dzisiaj oznacza „istnieje”. Oby żył wiecznie.

  34. Odpowiedź dla „marginesu społecznego”:
    Ja użyłem nazwy handlowej produktu „Sensor’. Na pewno były w nim czujniki i mnóstwo elektroniki do sterowania piecem, nawet dodałem zewnętrzny czujnik temperatury powietrza. Dopiero z tym dodatkiem mamy kłopoty – za mądry!

  35. @Nefer
    Masz racje – istniała!

  36. …a instrukcje, drogi Antoniusie, pozwolę sobie zauważyć, daje się do ręki Jasiowi lat 10 😉

  37. Qba
    12 marca o godz. 14:27
    Prawdopodobnie dlatego, że „od zawsze” param się techniką.
    https://voyager.jpl.nasa.gov/mission/status/
    To też technika i to jaka!
    Dla mnie fascynująca.
    Co na to @Antonius, @Tobermory? ;–)
    PS. Sama tabela jest godna bardziej wnikliwego przeglądu…
    Ale dla zainteresowanych.

  38. Antonius
    12 marca o godz. 14:54

    Póki są profesor Miodek i Bralczyk to istnieje nadal.

  39. @Qba
    12 marca o godz. 14:27

    Nie mam podobnie drastycznych problemów. Prawdopodobnie dlatego, że „od zawsze” param się techniką.

    Ja przecież także jako fizyk doświadczalny. Rozprawiczyłem niejeden skomplikowany przyrząd, ale zawsze delikatnie i po przeczytaniu instrukcji producenta. Niestety nieraz stwierdziłem gwałt zamiast czułej defloracji, ze strasznym skutkiem dla urządzenia. Koledzy kupili bardzo drogi przyrząd do rentgenowskich badań. To ustrojstwo miało 4 okienka jak Światowit. Niektóre były przykryte ołowiem. Kolega śrubokrętem je zdeflorował i drogi przyrząd stał się niebezpieczny. W mojej pracowni spektrograficznej był Zeissowski przyrząd do pomiaru zaczernień kliszy, nowiutki i za dewizy, jak też ten rentgen strukturalny. Zanim zdążyłem go obejrzeć to tym razem szef zgwałcił delikatną szynę, po której ślizga się uchwyt kliszy – nie usunął aretażu , chroniącego delikatny przyrząd przed zniszczeniem w czasie transportu. Ten błąd był nie do naprawienia, a wystarczyło przeczytać instrukcję, szef znał niemiecki.

  40. Wszystko to piękne i ładne, godne i chwalebne, ale to tylko tzw Wielka Polityka.
    Z mojej perspektywy (mieszkam od kilku lat na wsi na pograniczu Dolnego Śląska i Wielkopolski) Suwerena definiować można nieco inaczej.
    Podążając za Nefer, uzupełniam:

    Gdyby tak zrozumieć, że trzymanie psa cały boży dzień na dwumetrowym łańcuchu przy budzie, bez miski wody mimo upału, jest normalne i nic do tego jakimś dziwadłom z różnych lewackich organizacji domagających się praw dla zwierząt?

    Gdyby tak uznać, że palenie w piecu czym popadnie, a w szczególności resztkami płyt meblowych (wokół zagłębie meblarskie) i śmieciami, które w ten sposób spełnią pożyteczną rolę, a i jeszcze da się zaoszczędzić na utylizacji, to doskonała metoda ochrony środowiska? Bo przecież nie trzeba wtedy węgla kopać, gazociągów ciągnąć po wsiach, czy lasów wycinać na opał?

    Gdyby tak przyjąć, że wycięcie wszystkich śródpolnych zadrzewień i szpalerów stuletnich lip przy drogach gminnych, przeszkadzających przy orce i czasem podstępnie doprowadzających do kolizji na tychże drogach, jest błogosławieństwem możliwym tylko dzięki umiłowanemu ministrowi Szyszce?

    Gdyby ze szczerym uczuciem zacząć całować w rękę tzw dobrodzieja, który co roku w ramach wizyty duszpasterskiej w styczniu przychodzi na plotki o sąsiadach i po kopertę (dobrze, że tylko raz, bo przecież mógłby częściej) pod pretekstem tzw błogosławieństwa?

    Gdyby uznać, że topienie miotów kociąt i szczeniaków jest dużo bardziej humanitarne, niż nieludzka (dosłownie) antykoncepcja, czy też, o zgrozo, sterylizacja podwórkowych ulubieńców?

    Wkraczamy w obszary praktyki życia codziennego, a nie tylko teorii wielkiej polityki.
    Pomijając wątki polityczne opisane przez Nefer genialnie, nie zostanę Suwerenem głównie z powodu tego, co widzę często wokół siebie.

  41. Pastucha
    Brawo! W punkt!

  42. @Qba
    12 marca o godz. 14:18

    W skrócie to ja mówię: mach das Licht aus! 😉

  43. pastucha
    12 marca o godz. 15:10

    Otóż to właśnie! Suweren potrafi sprawy załatwić – prosto-przyjemnie-skutecznie. Chłop żywemu nie przepuści. Co żywe, to skomplikowane i nieokełznane, trzeba upraszczać. Właśnie chłop (znowu) zredukował sobie konia (żywego) do konia nieżywego: woził kuligi w Wisełce. Znaczy: chłop walił konia batem, koń ciągnał, aż padł. Kuligowicze zadowoleni, ale nie bardzo: padł na ich zmianie. Jakby padł na następnej – zabawa byłaby ze wszech miar udana. Następni by kwękali, ale coż to znaczy, ważne, że nie my!

  44. pastucha
    12 marca o godz. 15:10

    Zamiatam podłogę piórami mego kapelusza 🙂

  45. @Antonius
    12 marca o godz. 15:10

    A ja miałem to szczęście/nieszczęście, że pracowałem w Polsce kilka lat w pewnym naukawym instytucie, w którym do moich zadań należało m.in. opracowanie instrukcji obsługi automatyki dużego procesu technologicznego. Automatyka owa została zainstalowana przez zachodnią firmę. W ramach oszczędności otwarcia gierkowskiego, zakupiono ją bez jednej litery opisu. Mnie to akurat interesowało (przynajmniej początkowo) i zaowocowało kilkoma patentami. I tak mi już zostało. Zgodnie z prawem Murphy’ego:
    „Gdy już wszystko inne zawiedzie, przeczytaj instrukcję.”

  46. @Zezem
    Obejrzałem dane. Niesamowite – 40 lat! Z przyrządów to znam dobrze tylko spektrometry UV i VUV, pewnie taki jest ten UVS, bo skąd w próżni powietrze przeszkadzające w badaniach dalekiego ultrafioletu. A może interesują się innymi przedziałami widma? Wiem, co to jednostka astronomiczna, ale co o jest to „mi”?

  47. @Tobermory
    12 marca o godz. 15:15

    A ja mówię w skrócie: Ich nehme an, ich nehme zu. Leider.

  48. @zezem
    12 marca o godz. 15:08

    Te Voyagery bidulki jak ten krasnoludek za siedmioma górami, rzekami, lasami etc. wszędzie mają daleko 🙁
    Tabelka interesująca, ale chyba czegoś nie czaję. Oba obiekty znajdują się w przestrzeni międzygwiezdnej, ich odległość od Słońca rośnie, a od Ziemi maleje?

  49. Mnie jeszcze nikt nie pytal ale to pewnie tylko przeoczenie. Jak zapytaja to szczerze i w prostych slowach (jednym slowem?) odpowiem 🙂

  50. @Antonius
    12 marca o godz. 15:34

    Może mile?

  51. Nefer
    12 marca o godz. 14:13
    wlaczam i wylaczam telewizor (jesli cos dla mnie do ogladania) wlaczam radio (czasem i wylaczam), robie swiatlo ( zrob swiatlo!),ale i wylaczam. Nie wiem, dlaczego robie , a nie zapalam, zaswiecam i oswietlam chalupe.
    ………..
    Neferko
    a gdyby bylo tak, jak gdybasz, byloby nudno i na coz by nam byla cala ta przystawka w poslami, senatorami, ministrami, skoro mielibysmy taka madrale, ktora z ust by nam spijala nasze pragnienia, zyczenia i chec ulatwiania nam zycia.

    Na nieszczescie mamy takiego jednego posla, ktorego mrowka nie doniosla…ale nadto przewrocila mu w glowie, wiec i on nam, jego winowajcom, niedoceniajacym jego Wielkiego Brata, Najlepszego Prezydeunta w Tysiacleciu oraz najlepszego Dowodce wszechsil i wszechczasow („prezydeunt nie podjal jeszcze decyzji co do ladowania”), wiec on nam teraz zycie urzadzi jako ten brat w rewanzu. Dokonczy dziela, ktorego brat nie zrealizowal, a bratowa byla pod wplywem, ze tak przystala chetnie do konwencji kobiet. Ktora potem zmieszal z blotem jeden taki, co dzis ma caly rzad i jeszcze jednego posla w kieszeni.I nie tylko tam ich ma.
    Jesli zniknie ze swiata ten zwykly posel, to bedzie walka na smierc i zycie o schede w jego krotko trzymanej trzodce.
    Juz sie klebia, od czasu do czasu widac, jak spadaja znaczeni przynaleznoscia do jednego MM czy do innego ZZ.
    Chyba, ze on niesmiertelny jest…ale nie…takiej mocy to jednak nie ma
    spokojnie pojde spac, nikt mi zadnego z tego „gdyby” nie przepusci.
    Ale pomarzyc…dobra rzecz.

  52. @Antonius
    12 marca o godz. 15:34

    mi to pewnie mile. Da się przeliczyć z jednostek astronomicznych.

  53. @konstancja
    12 marca o godz. 15:37

    „Robienie” światła to mógłby być wielkopolski germanizm 😉

  54. a teraz trochę optymizmu
    motto: „Pierwsza jaskółka wiosny nie czyni”
    Jak już wspomniałem, mieszkam na wsi. Kilka lat remu, po długich i bolesnych podchodach, zakupiłem ruinę podobno zabytkowej chałupy, z mniej więcej trzeciej ćwierci dziewiętnastego wieku. Mieszkałem i pracowałem we Wrocławiu, raz na kilka dni jechałem na wieś, gdzie zaufana dwuosobowa ekipa dłubała przy ruinie. Któregoś pięknego letniego popołudnia w 2010 zatrzymałem auto przy chałupie, chcę wysiadać, i nagle prze szybę widzę coś, co na początku wziąłem za apteczne złudzenie ludzkiego oka, jak mawiał Wiech: na wysokości około stu metrów leci gigantyczny ciemnozielony, czterosilnikowy samolot, wprost na mnie i na moją chałupkę ! Oczywiście nie rozbił się, z ja zobaczyłem amerykańskie oznaczenia na pięknym Hekulesie C130. Od tej pory w miarę regularnie widywałem pojedyncze maszyny, czasem dwie, latające tam i z powrotem, niezmiennie na minimalnych wysokościach, zawsze tą samą trasą. I nagle, mniej więcej w połowie 2015 roku, loty się urwały. To zdaje się wtedy ministrem obrony Umęczonej został Androni.
    Więc jak miło się dzisiaj na sercu zrobiło, kiedy przed południem znowu nad chałupką pojawił się, tym razem, klucz trzech Herkulesów. Zbieg okoliczności, bo Androniego od jakiegoś czasu nie ma na stolcu ministerialnym? Może sojusznicy wiedzą coś więcej o zmianie dobrej zmiany? Pierwszy Herkules wiosny nie czyni, ale może… ?
    PS
    Wysokości przelotów mierzyłem za pomocą internetu, twierdzenia Talesa i kciuka.

  55. Nefer
    12 marca o godz. 15:29

    Jam niegodny (jeszcze), ale będę czynił starania 😀

  56. Dla znających niemiecki:
    Wnuczek wraca z odwiedzin u dziadków. Rodzice pytają, co dziadkowie robią. Wnuczek ze zgrozą:
    – Siedzą na kanapie und haben nichts an (have nothing on)
    Weder das Radio, noch TV 😯 / Neither the radio nor tv

    (podwójne znaczenie: „nic na sobie” lub nic włączonego)

  57. Antonius
    12 marca o godz. 15:34
    „mi” to odległość podana w milach. Ale tych amerykańskich.
    Sam fakt ,że sygnał w tej chwili dociera po ponad 19-stu godzinach jest już bardzo wymowny. Poza tym ta odległość i właśnie „wyłapywanie”sygnału.. Przecież z każdą sekundą „Podróżnik” jest coraz dalej – podają prędkość 17km/sec. (!).
    Tu mam pytanie, czy nie można (by było) przyspieszyć…?
    Podobno silniki jeszcze działają t.j. można je odpalić… 40 lat!!!
    Czytałem , że obecna ekipa ,aby móc „sterować” wygrzebuje z archiwów stare oprogramowanie i niejako się uczy od nowa bądź ściągają ówczesnych programistów z zasłużonej emerytury…
    Sam temat „Voyager’a” czy „Pioneer” (te też lecą przed siebie ,ale kontaktu już nie ma…) wart byłby szerszej wymiany zdań…

    @Tobermory – z tymi odległościami (tak pół żartem, pół serio) to zależy od punktu odniesienia. Znalazłem stronę ,gdzie podają położenie „Voyager’a” w Universum… „Kręćka” można dostać.
    PS. Do tego dochodzi „sensacyjne” doniesienie o tym , co sądzi Stephen Hawking co było przed WIELKIM BUM. Otóż on twierdzi ,że nie było NIC.
    Jeden z filozofów (tych starożytnach) twierdził, że wszystko co nas otacza to tylko złudzenie.

  58. @Na marginesie: „Profesor Doroszewski, spec rodem z Moskwy (1899-1976) na pewno zaleciłby przepiękne arcypolskie słowo „czujnik”.

    W jednym zdaniu – dwie podłości.
    Od czasu zacytowania przez mnie listów pisowatej Marii przypisującej milionom Polaków ubectwo, konfidenctwo, zdradę itp. tak podłej, pisowatej insynuacji, jakiej się dopuściła @Na marginesie w stosunku do nieżyjącego, nie było. W ogóle takich szczurowatych tonów na blogu nie było. Imputować nieżyjącemu człowiekowi, CO BY ZROBIŁ – brak słów na takie prostactwo.

    I co miałoby znaczyć czysto prawiczkowie grzebanie w życiorysie w sformułowaniu „spec rodem z Moskwy” – uznanie dla profesora? I czym to się różni od „dziadka z Wehrmachtu”? Żywiąca się imputowaniem, mściwa ignorantka językowa miota się jak oszalałe dziecko, nie mając zielonego pojęcia o ogromnym dorobku językoznawczym profesora (dzieło życia: jedenastotomowy „Słownik Języka Polskiego”) i o roli językowego doradcy milionów Polaków w radiowym i w papierowym „Poradniku językowym”.

    Fakt, że kpienie z cudzego dorobku typowe jest dla ignorantów.

  59. Znam w Polsce paru pisowców. No więc czasem po spędzeniu bolesnych chwil w ich towarzystwie, przemknie mi przez przyłbicę, jakby to było myśleć tak jak oni. I próbuję przez parę sekund wierzyć w to wszystko, bo może byłoby łatwiej. Nie walczyć, poddać się, zaufać :). Ale dłużej niż parę sekund się nie da. W dodatku widząc że gmach się powoli wali. Chociaż oni pewnie tego nie widzą, widząc za to coraz bardziej oblężoną twierdzę. Wrogowie naokoło, jak zawsze. Polska sama, zdradzona o świcie.
    Nie wiem, jak długo można zaprzeczać rzeczywistości, która coraz bardziej otacza. I nas i ich.
    I tak w ogóle myślę sobie że różnice są biologiczne. Nie do przeskoczenia znaczy. Choćby nie wiem jak się (człowiek) wytężał.

  60. Ptaszek piękny, a kontakty nie po to budowano, żeby palce do nich wsadzano

  61. Gdybym…
    gdybym to ja miała
    skrzydełka jak gąska
    poleciałabym (dziś) ja…
    No właśnie – dokąd?
    Anumliku! Help!

  62. A oto rzeczona gąska, która poleciałaby, gdyby…
    http://www.ptakiozdobne.pl/Photos/ges.jpg

  63. Pastucha
    A bocianów ty na chałupką nie widział, a?

  64. Qba
    12 marca o godz. 14:27
    mam wrazenie, ze za jakis czas, kilkanascie lub kilkadziesiat lat, tez nie nadazycie za zmianami, do ktorych bedziecie zmuszeni. Innych rozwiazan nie bedzie ,starsze sie zuzyja technicznie, nie bedzie komu naprawic, nowszych technik, jako pokolenie nie przyswoicie.
    A pomyslec, ze jeszcze nie tak dawno dziadkowie objasniali swoim wnukom techniczne zawilosci. Sama objasnialam swoim dziadkom dzialanie magnetofonu szpulowego ZK 140T. Ze juz o kasetowym nie wspomne.
    Moj dziadek chyba zatrzymal sie na pozycji Kolibra…
    Ech, ta nasza mlodosc…dla nas, a dla naszych mlodszych pokoleniowo-zamierzchla przeszlosc.

  65. mag
    Od dwóch lat, niestety, nie gniazdują, chociaż gniazdo jest.
    Trzy lata temu ktoś podobno (takie chodzą słuchy) zastrzelił jednego z pary, która wychowywała młode. Pozostały przy życiu ptak nie zdołał wykarmić potomstwa, jesienią odleciał, ale co roku wraca na gniazdo na kilka dni, a potem leci gdzieś, pewnie szukać drugiego do pary.
    W zastrzelenie nie wierzyłem, dopóki ktoś nie postrzelił w środku wsi mojego psa, małego kundelka, który wyrwał się wiosną na wolność, pohasać bez smyczy.
    Po bocianach zostały mi tylko zdjęcia sprzed lat.
    Pozostało obserwowanie i fotografowanie żurawi, dzikich gęsi, kaczek, i mnóstwa innej drobnicy, z kowalikami i dzięciołami na czele. Na mojej działce rośnie gigantyczny dąb: korona ma średnicę ponad 30m, więc ptasich mieszkań w nim bez liku. A pod dachówkami gniazda mają mazurki, cała chmara. Niestety, nie dorobiłem się jaskółek, ani jerzyków: okap chałupki zbyt niski.

  66. @wbocek 12 marca o godz. 16:00

    Imputujesz – nie rozumiejąc o co chodzi. Profesor Doroszewski urodził się w Moskwie i zmarł ponad czterdzieści lat temu! Powoływanie się na taki autorytet w kwestii dotyczącej współczesnego języka jest absurdem. Nie widzisz tego? Szkoda. Podobnie śmieszne są twoje insynuacje w kwestii żartobliwego określenia „kompulsywny erudyta”, którym obdarzyłam swego czasu anumlika. Anumlik się nie obraził – ale wbocek musiał się wtarabanić z „lingwistycznym” wykładem, wmawiając mi, co rzekomo miałam na myśli i podpierając się Doroszewskim.

    P.S. Nie tylko że urodził się w Moskwie, ale tam też ukończył szkołę i studiował. Żałujesz mu?

  67. Jestem sobie pisoid mały
    trala-la, trala-la
    wokół widzę moc pedałów
    na sto dwa!

    Jestem sobie pisoid duży
    hopsa-sa, hopsa-sa
    Topię zboków ja w kałuży
    na sto dwa!

    Polska pełna nie-Polaków
    trala-la, trala-la
    powypuszczam im coś z flaków
    na sto dwa!

    Kto biskupa nie szanuje
    hopsa-sa, hopsa-sa
    tego w łańcuch się zakuje
    na sto dwa!

    Jestem sobie Polak szczery
    Prawdy we mnie od cholery
    zionę nią na wszystkie strony
    i przepędzam złe zagony

    Prawda Boża to nasz znak
    wszystko w sobie mam na wspak
    dobrze mi z tym, aż że tak
    robię sobie hop-sa-sa!

    Ha-ha-ha!

  68. Tanaka
    Dzieki @tanaczku za tanaczyk, skoro zatęskniłam za @anumlikiem, który już bezpowrotnie wziął i odeszedł.
    Musimy się jakoś ogarniać w nieco mniejszym gronie i tyle.
    Pozdro

  69. „Żywiąca się imputowaniem, mściwa ignorantka językowa” – to zapewne przejaw jamneńskiej wysokiej kultury? Fest kultury – dodajmy bez aprobaty

  70. mag
    12 marca o godz. 17:28

    Pod względem sztuki to ten mój „tanaczyk” jest uczniowski, pod względem kultury – całkiem akuratny. Kultura pisoidów/Suwerena musi być prosta, rytmiczna, na znaną melodię. Żeby było miło, się kojarzyło i w ogóle – jak zawsze od Piasta Kołodzieja. Ale żeby kultura była jak trzeba to i sztuka musi się dopasować. Nie odwrotnie.

  71. Może jeszcze powołamy się na Antoniego Kępińskiego jako na autorytet z dziedziny psychologii? A kysz, a kysz!

  72. Na marginesie
    12 marca o godz. 17:13

    Dziecinna choleryczna ignorantko, która znasz się wyłącznie na imputowaniu, nie na przepraszaniu. Nie interesował mnie anumlik, lecz pretensjonalny wyraz nieobecny w życiu publicznym. Człowiek rozmawiający uczciwie, nie poszczekujący, kiedy mówi o wmawianiu czegoś przez rozmówcę, daje, zamiast pleść ogólnikami, konkretną ilustrację domniemanego wmawiania. Ja wmawiania, co kto miał na myśl, unikam jak zarazy i jednej z najgłupszych, niedorosłych form rozmawiania, bo nikt nie może wiedzieć, co kto ma na myśli. Twoje niedojrzałość i odwracanie kota ogonem kończy ten niepotrzebny dla mnie kontakt.

  73. Tanaka
    Dedykuję ci mag(owiaczka)

    Mazowszanka jedna taka
    miała za chłopca strażaka
    Cieszyła się wręcz wielce
    Nawet gdy ratował piśdzielce
    Bo słusznie uważała
    Że należy im się kara
    I choć nawet od boga
    To nie aż tak sroga.
    Za dobra ona była
    i marnie skończyła
    Nad Narwią w chałupce
    Gdzie mieszkają gołodupce.

  74. korekta, jaka pewnie by zrobił Anumlik:
    Nad Narwią w chałupce
    Gdzie żyją gołodupce

  75. @wbocek 12 marca o godz. 17:42
    Nie umiesz przyznać, że się zwyczajnie wygłupiłeś.
    Przypomnę, że wyzwiska – którymi bluzgasz – nie są argumentem.

  76. No i kto tu jest dziecinny?

  77. …czyli jak przed wojną

  78. Nefer
    Przed która wojną? Trochę ich było…

  79. pastucha
    12 marca o godz. 15:43

    Ależ one na wiosnę wróciły i pewnie będą gniazdować:) i może się wyklują, takie małe samolociki…

    izabella
    12 marca o godz. 16:18

    Nie znam żadnego zagorzałego pisowca. Byłam latoś u dawno niewidzianej rodziny w Łodzi i najpierw czujnie rozpoznałam teren – bo a nuż by mi walizki wystawili. Ale nie, ten sam sort co ja.
    Tu mi na miejscu jeden kolega spisiał, na kawie nie da się rozmawiać o polityce bo jego zachwyty dla skuteczności pisów oraz niejaki, trochę wstydliwie skrywany ale jednak, zachwyt nad Trumpem dość mrozi nasze pogaduszki. Wobec czego rozmawiamy o wszystkim innym.

    Ale właśnie to miałam na myśli się produkując, jakby to łatwo było i wygodnie, dulce et decorum, się urządzić w tej dudzie gdyby człowiek był w stanie.

    mag
    12 marca o godz. 18:44

    a nic, takie tam, do siebie.

  80. Tak w ogóle to nie jest tak że komputerowe smarki same piszą dokumentację użytkownika. Smarki są za drogie żeby marnować ich czas na taką prostą i niskopłatną czynność. U nas zazwyczaj był do tego jakiś lingwista z technicznym drygiem. A pozycja nazywa się „technical writer”. Do nich proszę mieć pretensje.

  81. Nefer
    12 marca o godz. 19:02

    He, he. Ja raz trafiłam na takiego taksówkarza. Siedziałam cicho, żeby mi walizek z taksówki nie wystawił, a na pociąg się spieszyłam.

    Nie ma rozmowy, to jak z religiantem.

  82. izabella
    12 marca o godz. 19:15

    Za to mam sąsiadkę która Tuska uważa za Wielkie Zło o Wilczych Oczach.

    Gdzieś tu w Polityce był artykuł że PiS działa jak sekta ale nie mogę teraz znaleźć.

  83. Tanaka – 17:39

    „Kultura pisoidów/Suwerena musi być prosta, rytmiczna, na znaną melodię. Żeby było miło, się kojarzyło i w ogóle – jak zawsze od Piasta Kołodzieja. Ale żeby kultura była jak trzeba to i sztuka musi się dopasować. Nie odwrotnie.”

    To pewnie o makulturze*) mowisz. Scisle związany z makulturą jest odstawca**). A popularnym wytworem makultury jest kpieśń***). Kpieśń to nie jest zadna tam sztuka.

    Albowiem, z gatunku sztuka wywodza sie łgaskotki****). Tych to juz naprawde zatrzesienie w blogosferze
    ——————————————————————-
    *) makultura – kultura tworzona z odpadków
    **) odstawca – przyjeżdża i zabiera, inaczej wywoźnik
    ***) kpieśń – melodyjne złośliwości
    ****) łgaskotki – udawane łaskotki

  84. Nefer
    12 marca o godz. 19:36

    Wielkie zło to nic, ja się dowiedziałam że Tusk jest satanistą. On i Merkel i jeszcze ktoś. Nawet video jest w internecie, można obejrzeć. Niby most otwierają, a naprawdę szatana czczą. Może powinnam była wziąć link, ale wzięłam nogi za pas.

  85. No i jeszcze nie wolno zapomniec o połajniku*). Szeroko stasowanym na tym tutaj blogu
    ——————————————————————————————————–
    *) połajnik – niby-poradnik, którego treść raczej skupia się na przekazaniu czego i jak robić NIE należy, niż co i jak czynić trzeba

  86. Orteq
    12 marca o godz. 19:41

    tak jest, substancją czynną jest w tym wszystkim pleśń.

  87. mag
    12 marca o godz. 17:43

    Nad Narwią w chałupce
    skończyli Mazowszankę
    gołodupce
    ło-jejkujejku-jej
    skończyli gołodupce

    Tu się straszna historia
    wcale nie kończy jeszcze:
    „obalę drugą Mazowszankę
    tylko się jesce odescę”

    Rzekł tak herszt-gołodupiec
    do kamratów swoich mrocznych
    „dawajcie mi tu następną”
    rzucił do świadków naocznych.

    Chwycił ją w pół,
    odgryzł korek
    pociągnął
    i nie wytrzymał –
    puścił mu rozporek

    Na widok ten straszny
    kamraci zawyli
    wszyscy popadali
    i też źle skończyli.

    Ło-jejkujejku-jej
    też źle skończyli

    Tu się kończy ballada
    wszystkie kamraty pokotem
    no dobrze, ale co będzie
    co będzie – potem?

    Puenta by się zdała
    Lecz puenty nie będzie
    Leży jak gołodupce
    w nadnarwiańskiej chałupce.

  88. Gdyby…
    Gdyby można iść w cieplejszą porę roku
    W siedem słońc i w cieni siedem
    Z termosem pełnym lodów, z pledem,
    Z prawdziwą kobieta przy boku…
    Gdyby można siąść, rozłożyć pled na trawie
    W takim miejscu gdzie nie ma nikogo
    I żeby się ukradkiem przyglądać jej nogom
    Z uczuciem, że się popełnia bezprawie.
    Żeby spłoszony zając spod nóg skoczył w zboże
    I żeby ją podtrzymać, gdy krzyknie: O Boże!
    I żeby wracając patrzeć jak księżyc przygląda się miastu
    Gdzieś z międzygwiezdnych czeluści
    I żeby bileter nie chciał nas wpuścić
    Na film dozwolony od lat osiemnastu…
    Ludwik Jerzy Kern
    Takie wierszydełko musiałem sobie wygrzebać z pamięci, bo uncle Google nie chciał mi pomóc w odszukaniu oryginału(za dziury i przekręty sumituję się). Kolega z liceum ten wiersz recytował (początek lat szeźdiestych) na jakiejś akademii, a mnie zazdrość skręcała, bo mnie Pani od polaka przydzieliła „Maraton” Ujejskiego.
    A podrzucam go na blog, bo pogdybać zawsze miło, zwłaszcza o cieplejszej porze roku…

  89. Gdybym :
    wierzyła, że rząd ma swoją skarbonkę,
    z której to hojną ręką daje mi „many”,
    wierzyła, że zadba o moje zdrowie,
    wierzyła, że zadba o moje mieszkanie,
    wierzyła, że w moim interesie daje ordynację wyborczą,
    w której metoda d`Hondta przelicza głosy bardzo „nie-demokratycznie”
    wierzyła, że ci, co zginęli w katastrofie samolotu,
    to jednak polegli – na polu chwały?
    wierzyła, że mam zagwarantowaną wolnośc słowa i wyznania,
    wierzyła, że już teraz to właściwie mam raj na ziemi
    i jeszcze w parę innych abstrakcyjnych rzeczy …
    i nie ważne jest moje samodzielne myślenie,
    bo przecież całą wiedzę o moim rządzie, o świecie mam …
    podaną w pigułce w narodowej telewizji …
    i chyba najważniejsze – gdybym tak potrafiła wyzbyć się braku zaufania
    do … słów i czynów wypowiadanych przez rządzących i Prezydenta to
    być może byłabym tym suwerenem, którym tak się „zasłaniają”
    nasze rzadzące elity, że przecież oni tak ciężko pracują nad zmianami,
    by nasze życie było jedynie sprawiedliwością społeczną o której to
    marzy SUWEREN – wszystko dla niego i z myślą o nim …
    Kiedyś było inaczej, bo „naród z partią, partia z narodem” …
    Wtedy też był „zgniły zachód” i elementy wywrotowe.
    A dziś ? …

  90. Na osiemnastkę Kerna:

    Kiedy dostaję
    lat osiemnastu
    to już, normalnie, czuję
    że nie mam ich –
    jedenastu

    Podrywam ja wtedy każdą panienkę
    zgarniam je hurtem na moją wędkę
    taką, normalnie, mam w sobie –
    przynętę

    A one piszczą bardzo radośnie
    Od razu widać – jest już przedwiośnie

    I wszystko pięknie
    i wszystko ślicznie
    tylko co raz myśl mi ta
    błyśnie:

    ach, żeby mieć te lat jedenaście
    i kaszkę z mleczkiem wsuwać-
    pyszniaście.

  91. do @nefer:
    przepraszam za ew. nieortodoksyjne skojarzenia, ale…. trochę dawno już temu pomiędzy zabawą w Indian a kopaniem gały przerywanych na ogół tylko przekąską a’la szczaw z nasypu i mirabelki „wychowywały” nas tzw ludowe mądrości, tu by pasowała np:

    Gdyby kózka kwiecień plecień to by ślimak kij ci w oko.(*)
    (*) – w wersji soft

    Najlepszy spec od mniemanologii stosowanej odszedł był już dość dawno temu.
    A telewizora czy innego elektro inwentarza nie GASZĘ od kiedy pralka przestała mi CHODZIĆ.
    Na TEN temat jest taka uwaga, że JKM nie tylko odwraca kota ogonem, bo się za nim jeszcze chowa.

  92. @Nefer,
    dałaś kiedys linka do ogłoszenia w sprawie modlitwy o swiatło w garażu.
    Ja durna pięknie to wydrukowałam i pokazałam swojemu. Rżał przez 3 dni, a teraz modli się o wszysko – o zmianę świateł na skrzyżowaniu na ten przykład. 🙂 I rży.
    *
    Cała dyskusja o języku jest niepotrzebna, bo wszyscy maja rację tak samo jak jej nie mają. Język żyje i to dosyć energicznie co wyraźnie widzą emigranci nie bywający w Polsce – ja na przykład często mam problemik ze zdefiniowaniem znaczenia jakiegoś wyrazu, bo za moich czasów nie istniał.
    Jak na przykład piar, ziomal, hejter 🙂 A jest więcej.

  93. Też coś dla znających niemiecki. Jest wiele podwójnych znaczeń jak z tymi gołymi dziadkami. Gdybym ja usłyszał, że „nie mają nic an, to nie miałbym żadnej wątpliwości, co wnuczek miał na myśli. Tłumaczyłem dużo niemieckich tekstów na polski i odwrotnie i doskonale wiem, jak idiomy utrudniają Zycie tłumacza. Był taki moment, że moja córka ze względów rodzinnych wyjechała do Niemiec, znając tylko to: „Haende hoch i buch do auta” z filmów o łapankach. Niestety jest do mnie bardzo podobna, więc odziedziczyła po matce brak talentu do języków obcych, druga córka dokładnie odwrotnie. Miała już 50-kę na karku i uczyła się języka od podstaw. Przez skype’a odrabialiśmy godzinami zadania z kursu Berlitza, który zdała najlepiej, mimo wieku. Męczyła mnie gramatyką, a ja się uczyłem gramatyki podczas wojny i już niewiele pamiętam. Powiedziałem zawsze, żeby mi nie truła te plusquamperfekty itp. tylko przeczytała zdanie i ja jej powiem czy jest dobrze i ewentualnie jak zmienić. Ja to po prostu czuję. Polskiej gramatyki też już nie pamiętam, ale czuję, czy coś jest ok, czy nie. Pamiętam, jak ktoś przetłumaczył „na rogu ulicy” na „am Horne der Strasse” – idiotyzm kompletny (Horn to róg np. byka, albo instrument muzyczny.

  94. Tanaka, 20:01

    „Orteq, 12 marca, 19:41 – tak jest, substancją czynną jest w tym wszystkim pleśń.”

    Z pleśni wyprowadzono pleśniarke*). My tu mowimy o NAJNOWSZYCH neologizmach polsko-jezycznych, Tanako. E-J chyba do nich troche nawiazala. Chociaz moze niekoniecznie do nich akurat ona nawiazywala
    ———————————————
    *) pleśniarka – podstarzała gwiazda estrady
    ‚http://www.polishexpress.co.uk/podstarzala-polska-gwiazda-pracuje-fizycznie-w-londynie-aby-przetrwac

    Ja oczen sorry za ten ilustracyjny link

  95. Piękne dygresje Państwo tu prezentują, ale chciałbym zauważyć, że 67% tegoż Narodu uważa prezydenta, za ich godnego reprezentanta ?!?

  96. Antonius
    12 marca o godz. 14:18

    Mój komentarz
    Miałem podobny problem, również dotyczący systemu grzewczego.
    Nie będę wchodzić w szczegóły, lecz tym problemem było to, że system działał niestabilnie. Nie codziennie, od czasu do czasu blokował się obieg wody grzewczej, woda się gwałtownie nagrzewała (bo nie było obioru ciepła z niej), zaczynał wyć alarm, itd.

    Tak dwa trzy razy w sezonie. Wzywani fachowcy po obejrzeniu fachowym systemu, a w nim było rurek, zaworów, filtrów, odpowietrzników, zbiorników buforujących, pomp, wymienników, zawór trójdzielny automatyczny, ręczny, ślepa wypustka, upust przelewowy wody, upust ciśnieniowy, termopara, itd. że głowa boli, stawiali diagnozy w rodzaju – wstawić obejście lub dodać przepust lub wymienić zawór lub wymienić filtr, itd.

    Patrzyłem na ich fachowe diagnozowanie, komentowałem tylko w myśli, bo fachowcowi nie wolno nigdy wejść w słowo, bo się obrazi i pójdzie sobie, lecz odnosiłem wrażenie, ze dermatolog mówi o wrzodach żołądka, psychiatra zajmuje się chorobami serca, w jednym i drugim przypadku nielekarz może nic, jest głupi jak but.

    Postanowiłem rozszyfrować system. Zacząłem od instrukcji fabrycznej. Po tygodniowym męczeniu się ze słownictwem, gramatyką i polskim językiem technicznym (np. co autor rozumie przez to, że przelew prawy uzasadnia odbiór ciepła przy stanie temperatury powyżej TB2 wskazywanej na regulatorze CBA12-3). Tfu.

    Odrysowałem cały układ hydrauliki i po kilku dniach rozszyfrowałem jaka woda gdzie płynie, gdzie zimna, gdzie ciepła. Do następnego razu, gdy znów pisk alarmu zbudził w nocy lokatorów. Dolano zimnej wody, alarm się wyłączył. Postanowiono grzać bez przesady. Na szczęście zima była lekka. Ale dla zarządczyni domu pojęcie bez przesady nie miało znaczenia technicznego. Ma być ciepło i już. Przez kilka miesięcy było spokojnie. Do nowego alarmu.

    W końcu napatoczył się fachowiec od systemów nie tylko fachowy, ale i rozmowny, który ukończył technikum zawodowe w tej materii i z którym po dłuższej (5 minut) rozmowie doszliśmy do ugody, ze trzeba spróbować. Wstawimy nowe centrum sterowania (taka skrzyneczka, która mierzy, włącza i wyłącza co potrzeba w systemie grzewczym). Tak też się stało. Fachowiec spokojnie podebrał w technicznym markecie odpowiedni sterownik, przywiózł na miejsce. Odkręcił stary, podłączył nowy. System zadziałał bez oporu, od tego momentu nie było zacięć.

    Co się okazało. Fachowiec oddawał starą skrzyneczkę mi by ją w zutylizować gdzieś, a ja zaproponowałem, żeby zajrzał do środka. A w środku? Jakiś fachowiec napchał do skrzyneczki (być może po to by lepiej śrubki przyciskały panel sterujący do płyty głównej) pianki poliuretanowej, takiej uszczelniającej jak do okien, napsikał jej do środka. Pianka wypełniła skrzyneczkę i po pierwsze bardzo utrudniła odpływ ciepła ze skrzynki, a w pewnych miejscach odnaleźliśmy nadtopienia pianki i plastiku skrzyneczki, które mogły zwierać (lub rozwierać) jakieś ścieżki, co powodowało nagłą zmianę działania układu grzewczego poprzez przełączenie głównego zaworu regulującego odbiór ciepła z nagrzewnicy (wymiennika). To powodowało nagły niewytłumaczalny wzrost temperatury w obiegu wody pierwotnej oraz uruchomienia alarmu (słuszne).

    Po pięciu latach okazało się, ze stawiane analizy, diagnozy i przypuszczenia były tak skomplikowane, że nic nie warte. Po prostu urządzenie elektroniczne sterujące było zapchane poliuretanową pianką. Kto by mógł przypuścić taką głupotę?

    Podobnie chcą (po kryjomu, nierozpoznawalnie) zapychać system prawny dobrozmianowcy w Umęczonej, by móc występować w razie alarmów (wywoływanych przez siebie) w roli diagnostów-ratowników systemu.
    Pzdr, TJ

  97. Jasne, że instrukcje należy czytać – ja rozebrałam prawie całą drukarke jak mi papier zjadło, guzik uzyskałam i dopiero jak zaczęłąm przemyśliwać nad kupnem nowej, ściągnęłam instrukcję i doczytałam że wystarczy podnieść takie dwie wajchy i szlus, papier prawie sam wyskakuje. 🙂

  98. TJ – 23:28

    No to zes dal czadu. Zapchanie poliuretanową pianką urzadzenia hydraulicznego wobec systemu prawnego dobrozmianowcow w Umęczonej. Wszystko po to tylko by móc występować w razie alarmów, wywoływanych oczywiscie przez siebie, w roli diagnostów-ratowników systemu. Ze ja na to sam nie wpadlem. Podczas gdy prezes wpadl!

    Wiec on bedzie rzadzil nami wiecznie. Niczym Xi Jinping w Chinach, od dzisiaj poczynajac. Xi może bowiem sprawować teraz władzę dożywotnio.

    ‚http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,23133206,chiny-zmieniaja-konstytucje-xi-jinping-moze-sprawowac-wladze.html

    „Xi Jinping Jjst jak bulldozer”. Nawet Putin nie pretenduje do bycia buldozerem. Wiec prezes ma szanse na zostanie srebrnym buldozerem w swiecie.

    Ze to go akurat zloto musialo ominac

  99. Bo Putin wlasnie wyjawil swa slabosc, z przed 4 lat. Tuz przed wyborami prezydenckimi w Rosji to czyniac.

    ‚http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,23130408,putin-w-wywiadzie-tuz-przed.html#TRNajCzytSST

    „Do opisywanej sytuacji doszło tuż przed inauguracją Igrzysk Olimpijskich w Soczi. Putin powiedział, że służby bezpieczeństwa poinformowały go o przejęciu przez terrorystę samolotu lecącego z Ukrainy do Turcji. Rzekomy porywacz boeinga 737 linii Pegasus miał grozić, że ma bombę i żądać lądowania właśnie w Soczi. Na pokładzie maszyny było 110 osób. Doradcy poinformowali prezydenta, że w takim wypadku procedura przewiduje zestrzelenie samolotu. Putin:
    – Powiedziałem im: działajcie zgonie z tą procedurą

    Po kilku minutach służby powiadomiły prezydenta, iż był to fałszywy alarm. Groźby wygłaszał nie terrorysta, a… pijany pasażer. Samolot bezpiecznie kontynuował lot do Turcji.

    Nawet Trump by sie nie przyznal do takiej aszibki. To pewnie dlatego Trump przegral/wygral wybory z Hilary pol procentem podczas gdy Putin wygrywa 80-ma procentami. Jesli nie wiecej.

    Przyznac sie do aszibek. Szczegolnie tych nie dotyczacych bezposrednio obywateli Rosji. Jak w zagrozeniach w lotach miedzynarodowych. I wygrana jest zapewniona.

    Trump napewno zastosuje te metode swojego guru Putina juz w nastepnych wyborach

  100. Instrukcje, instrukcje… 🙄
    Czyta się, kiedy intuicja zawiedzie 😎

    A recent survey has found that one in three men are just as stupid as the other two

  101. @izabella
    12 marca o godz. 19:13

    Aliści, lingwista z zacięciem technicznym musi najpierw uzyskać informację o opisywanym wynalazku od jego konstruktora. I tu właśnie leży …
    Teoretycznie powinno być tak, że po wyprodukowaniu partii próbnej jest ona testowana przez potencjalnych użytkowników i to oni „piszą” instrukcję obsługi. W praktyce, głównie dzięki ogromnym możliwościom procesorów, tworzy się „obsługę intuicyjną”, co w praktyce sprowadza się do minimalizacji możliwości ingerencji użytkownika. Skutkuje to, niestety, drastycznym ograniczeniem potencjalnej naprawy przez nie-fachowca. Który i tak dokonuje naprawy poprzez wymianę prawie wszystkiego. Bo to tańsze. Przy masowej produkcji koszt materiałowy minimalny, a czas drogiej pracy przy wymianie znacznie krótszy, niż samo szukanie błędu.

  102. karol_cia
    12 marca o godz. 20:43

    Cześć karolcia. A dziś? Kaczyński jest niedointernowany, biedaczek, dlatego to wszystko. I rację ma tejot w zupełności że pisy wywołują problemy których nie było żeby potem je gasić, ubrani w nimb Obrońcy Narodu.
    Tylko stanu wojennego patrzeć :/

    Pasy bym darła (powoli) i jeszcze solą posypywała.

    scrambler
    12 marca o godz. 21:46

    Uśmiechnęłam się pod wyimaginowanym wąsem 🙂
    Telewizora też ani zapalam ani gaszę ale słyszałam na własne uszy że niektórzy tak robią. Tak jak niektórzy wychodzą na pole zamiast na dwór. Zgroza. Ja z tych dworskich…

    ***

    Szanowne Państwo Nowe Osoby, uprzejmie uprasza się o niezniechęcanie się jeźlikto (cytat z Puchatka) od razu nie odpisywa. I czasami łopatki latają ale uchylanie się można wyćwiczyc.

  103. Orteq
    13 marca o godz. 2:34
    Putin wcale nie przyznał się do błędu. Gdyby rzecz się nie wyjaśniła, mogło skończyć się zestrzeleniem tej maszyny nad morzem. Podobnie postąpiłyby władze amerykańskie. Procedury postępowania z porwanym samolotem przewidują w najgorszym wariancie zestrzelenie takiego samolotu przed osiągnięciem przezeń ważnych obiektów bądź dużych zgromadzeń ludzi. Nie bez kozery, w ich pobliżu pojawiają się samoloty wojskowe, które próbują nakłonić osoby pilotujące do podporządkowania się wskazówkom przekazywanym przez samolot wojskowy. Przy braku reakcji, w tym na strzały ostrzegawcze, drugi samolot woskowy poruszający się z tyłu, za porwaną maszyną, może otrzymać polecenie otwarcia ognia, aby przerwać lot. Nikt nie pozwoli sobie na powtórkę sytuacji z września 2001 roku. Brutalne ale prawdziwe.Każdy szkolony pilot w ramach zajęć z prawa lotniczego, ma okazję zapoznać się tymi informacjami.

  104. Ewa-Joanna
    12 marca o godz. 21:55

    he he, i co, pomaga? 🙂

  105. @tejot
    12 marca o godz. 23:28

    Dziękuję za Twój tekst. Mam akurat znowu kłopot z piecem (gwałtowny wzrost ciśnienia wody niewiadomego pochodzenia) i niechęcią młodzieży do czytania instrukcji. Układ jest źle ustawiony, ja nie potrafię go ustawić, musiałbym umieć stać bez trzymania się balkonika, dzieci widać uważają, że to formalny gospodarz powinien im zapewnić komfort termiczny. Ubawił mnie szczegół tekstu, ten nieszczęsny zawór trójdzielny. Zepsuł się w poprzednim piecu i już nie było części zamiennych do starego pieca. Taki drobiazg, a kosztowny, bo musiałem wyrzucić prawie doskonały piec. Niech żyje myśl techniczna, ułatwiająca dobrą zmianę w domu!

    @Tobermory

    Jest nas w domu tylko dwóch – zięć i ja, ale widać faktycznie obaj bardzo stupid. On nawet lepiej zrozumiałby Twoją angielszczyznę niż ja, biedny frankofil, ponadto z zakamuflowanej opcji, bo zawodowo zajmuje się tłumaczeniem tekstów angielskich. Gdyby instrukcja była tylko po angielsku, to zmusiłbym go do jej zrozumienia, bo to podstawowy warunek rozpoczęcia procesu tłumaczenia (z sensem!).

  106. @Ewa-Joanna
    13 marca o godz. 1:51

    Skoro już zeszliśmy na urządzenia wysokiej klasy, jak drukarki, to mogę dorzucić, że mój zięć wyrwał zeżartą kartkę kawałkami po częściowym rozmontowaniu drukarki. Niestety popsuł jakiś element i po uruchomieniu coś okropnie telepie i hałasuje, ale potem działa. Poszukam faktycznie, czy mam instrukcję, może i tu są jakieś wajchy. Firma porządna HP i cena też była słuszna, więc szkoda wyrzucić.

  107. Nefer.Dorzuciłbym jeszcze nowy hymn-Kuba Sienkiewicz ODA DO RADOŚCI

  108. prospector
    13 marca o godz. 10:11

    No to dorzucaj proszę, bo nie znam 😉

  109. Antonius
    12 marca o godz. 22:11
    Udawanie znajomości jakiegoś języka czasami bywa proste. Tak zachowywała się np. moja śp. małżonka. A czyniła tak dzięki swojemu ojcu. Teść pracujący w katowickich Zakładach Wytwórczych Urządzeń Sygnalizacyjnych na stanowisku kierownika działu badań, często wykonywał dwukierunkowe tłumaczenia techniczne w języku niemieckim.
    Wojnę przesłużył w biurze podróży Wehrmacht jako radiooperator w jednostkach artylerii polowej. Z wojennej wyprawy powrócił w 1948 roku, po trzyletnim wizytowaniu białych niedźwiedzi. W ramach RWPG-owskiej współpracy zdarzało mu się wyjeżdżać do podobnych firm w NRD. Zdarzało mu się również jeździć na wczasy do ich ośrodków wczasowych. Kilka razy towarzyszyła mu moja żona, która nie znała niemieckiego, jak wielu młodych Ślązaków. Wszystkie rozmowy załatwiał teść. Żona nie wtrącała się do rozmów. Ale czasami, w trakcie jakichś dyskusji potrafiła z mądrym i przejętym wyrazem twarzy, ni stąd ni zowąd rzucić krótkie „unmoeglich”, aby wszyscy byli przekonani, że zna perfekt niemiecki, a tylko z grzeczności nie wtrąca się w rozmowy starszego pokolenia. Nie wykluczam, iż musiała otrzymywać od teścia jakiś znak, aby wtrącić owe nieśmiertelne słowo – niemożliwe.

  110. Nefer.Znajdź na YouTube bo moderator nie przepuści.

  111. Zanim napisze co innego, to zapytam – Widzieli?
    „http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23131263,otworzyla-paczke-z-ciastkami-byly-zgniecione-na-miazge-celnicy.html#Z_Czolka3Img
    Wygląda śmiesznie, ale śmieszne nie jest z powodu tego:
    według rozporządzenia ministra rozwoju i finansów, na które powołuje się w pokwitowaniu toruński urząd celnicy mogą rewidować także krajowe paczki. Możliwe jest to od 23 lutego 2017
    Żeby nie było zaskoczenia.

  112. zak1953
    13 marca o godz. 10:23

    Udawanie znajomości języków obcych jest jeszcze prostsze, a w dodatku może budzić niesłychany podziw u każdego zagraniczniaka: Niemca, Anglika, Holendra, Francuza, Hiszpana, Włocha, Amerykanina, Japończyka, Chińczyka i tak dalej. Wystarczy gadać po fińsku albo węgiersku. Mnie to wychodzi bardzo ślicznie i każdy jest pod głębokim wrażeniem.

  113. @Nefer
    13 marca o godz. 9:57
    No pewnie, że pomaga! Światło zmieniło się na zielone… 🙂
    *
    @jfk51
    12 marca o godz. 22:47
    Bo on gładki taki jak dupcia niemowlaczka…
    Witaj 🙂

  114. @Tanaka
    13 marca o godz. 10:59
    Pracowałam kiedyś w hotelu w Berlinie i jak przychodzili nowi goście, to słuchałam jak mówią i jak nic nie rozumiałam to na pewno byli Węgrzy! (czasy byli peerelowskie )
    Wszystkich innych europejskich dało się jako tako zrozumieć.

  115. Ewa-Joanna
    13 marca o godz. 10:58

    Już o tym słyszałem. Zamordyzm postępuje. Zarówno pisowski przepis, sposób działania i odpowiedzi na pytanie o powód i uzasadnienie otwarcia paczki to są wzorcowe elementy państwa totalitarnego.

  116. jfk51
    12 marca o godz. 22:47 powiedzialabym, ze w tej i podobnych sprawach wazne jest, kto liczy glosy.
    Jacy liczacy, taki wynik.

    A liczacy na etat lub synekure w PIS

  117. Ewa-Joanna
    13 marca o godz. 11:04

    W takim razie coś Ci przypomnę. Ile razy to oglądam, pękam ze śmiechu. Sam się tak bawiłem, więc skoro, pracując w hotelu w Berlinie nic a nic nie rozumiałaś jednych takich, to bardzo możliwe, że ci jedni tacy to byłem ja.

    ‚https://www.youtube.com/watch?v=XOl-cRMngUM

  118. Moja ulubiona scenka:
    Polska recepcjonistka w irlandzkim hotelu, pierwszy dzień pracy. Gość z pokoju 22 dzwoni z prośbą o dwie herbaty
    – Two teas to room two two
    Recepcjonistka po chwili namysłu:
    – Pam param pam pam

  119. nie chcialo mi wyswietlic, zadalo ode mnie Abmelden, ale dalam rade (ojc, nie cierpie tej frazy)

    „https://www.youtube.com/watch?v=67FHkFlTdsg’

  120. prospector
    13 marca o godz. 10:27

    Puści tylko postaw znaczek przed linkiem np * albo ‚

    Zobacz np u Tanaki powyżej albo Ewy. Przyjdzie Gospodarz i uaktywni.

  121. Tanaka
    13 marca o godz. 10:59
    No tak. Czuć tę perfidię językową w twoim pisaniu. Tylko co z tym realnym kontaktem, kiedy ostatecznie będziemy musieli przejść na migowy?

  122. Umiem migowy 🙂

  123. Nefer
    13 marca o godz. 9:55
    Prezes nie ma nic do stracenia. Historia jest tworzona każdego dnia wczorajszy dzień już jest historią, dziś tworzymy kolejny „historyczny dzień”. Żaden potomek gdzieś , kiedyś za lat …np 50 nie będzie się za niego wstydził. A dziś im większe igrzyska tworzy się na co dzień , tym więcej SUWERENOWI umyka wiele takich niby nic nie znaczących spraw, które się dzieją. W minionym tygodniu przy okazji rozmów, wizyt polsko-izraelskich czy też polsko-amerykańskich sejm zaklepał ustawę o tym, że osoby typowane do rad nadzorczych w spółkach skarbu państwa nie muszą mieć wyższego wykształcenia i pchnął ją do senatu – nazwane w odległych czasach izbą refleksji – dziś nie wiem nawet jak to nazwać.
    Gdy czasami wsłuchać się w wypowiedzi polityków PiS to aż strach się bać. Czasami tak sobie myślę, że może jest to cena, jaką płacimy w sumie za „bezkrwawe przejście” z jednego systemu do drugiego, a jeśli do tego jeszcze dodać pewien postulat z roku 1981 – „chcemy socjalizmu z ludzką twarzą” – tak się wielu ludziom wówczas marzyło.
    A samo dowartościowanie się prezesa i jednoczesne złagodzeniu bólu powiązanego być może z wyrzutami sumienia jest widoczne gołym okiem w dążeniu za wszelką cenę w dopasowywaniu historii do bieżącej polityki. Wcale nie zdziwię się (jeśli doczekam) gdy za ileś tam lat w naszej historii najnowszej znikną pewne nazwiska a pojawią się te z drugiego szeregu.

  124. karol_cia
    13 marca o godz. 11:49

    Zaklepanie ustawy znoszącej konieczność posiadania wyższego wykształcenia przez członków rad nadzorczych (chyba też zniesiono wymóg skończenia odpowiedniego kursu na owych członków) oznacza, że pisoidom skończyli się już ludzie z wyższym wykształceniem.
    U Lenina były kucharki, u nas lepiej: zbrojarz-betoniarz, taksówkarz, listonosz, pani sprzątająca, gospodyni plebana – oto Marka Polska po rządami pisoidów.

  125. karol_cia
    13 marca o godz. 11:49

    Ja mam szczerą nadzieję wbrew wszystkiemu że ta obecna poruta potrwa może jeszcze ze dwa, trzy lata, a potem się odbudujemy. I że, tak jak postulował i ostrzegał w 2014 roku Palikot, zostaną wprowadzone mechanizmy obronne przed jakąkolwiek partią demokratycznie wybraną która podniesie rękę na Konstytucję.

    I chyba to co się dzieje to nie cena za to co mówisz. Pisząc złośliwie, ten samolot spadł Kaczyńskiemu J z nieba. Niestety. A resztę sobie własnymi ręcami umiejętnie wykreował, z pomocą sprzedawczyków i bullterrierów.

    Ach, wytarzać wszystkich pisów w smole i w pierzu…

  126. Tanaka
    13 marca o godz. 12:00

    Po prostu bardzo krótka ławka. Kiedyś były takie powiedzonka – „nie matura a chęć szczera zrobi z ciebie oficera” i to słynne …”mierny, mierny, ale wierny” a dzięki katastrofie smoleńskiej powstała u nas silna religia, bo przecież NAS, NASZYCH – swoich nie dotyka jakiś tam zwykła katastrofa – musi być martyrologia.

  127. Nefer
    13 marca o godz. 12:09

    Nefer pisząc, że płacimy cenę za łagodne przejście miałam na myśli NAS – społeczeństwo, obywateli , że już mamy demokrację, że już nic się mocnego nie wydarzy a ta katastrofa to fakt, że „cud z nieba”, który dał możliwość stworzenia religii smoleńskiej -swoistej martyrologii , która umożliwiła wygraną. Ale to wszystko, co się dzieje mniej więcej od roku 2005 wskazuje, że my jako społeczeństwo nie dorośliśmy do prawdziwej demokracji, szczególnie w dwubiegunowości partyjnej, że jeszcze ważniejsza jest idea – szczególnie potęgi narodowej od twardej rzeczywistości.

  128. Nefer
    13 marca o godz. 11:35
    Ale z tego co słyszałem, to języki migowe w poszczególnych krajach się różnią. I mimo wszystko można się nie dogadać z obcokrajowcem.

  129. zak1953
    13 marca o godz. 12:33

    Różnią się nawet między Warszawą a Gdańskiem. Amerykański/angielski migowy – czasami złapię ze trzy słowa ale nie więcej (na filmach)

  130. Antonius
    13 marca o godz. 10:10

    Mój komentarz
    Skoro już zeszliśmy na urządzenia wysokiej klasy, jak drukarki.
    Drukarki komputerowe zacinają się odkąd istnieją. I są odblokowywane przez użytkowników nie według instrukcji, bo w żadnej instrukcji wytwórca nie napisze jak odblokowywać na amen zaciętą drukarkę, ponieważ tym samym napisałby, że jego drukarki się zacinają. Owszem, napomina w instrukcji, by używać najlepszego papieru, bo lichy papier może być powodem zacięć (nie drukarka!). Ale co to za rada, jeśli cena najlepszego papieru nieraz jest trzykrotnie większa od ceny „zwykłego” papieru.

    Więc klienci się męczą, domowym sposobami próbują to „nieudane ustrojstwo” przywrócić do pracy. Tu puknę, tam pociągnę, z tyłu podważę, z przodu popchnę, itd. Takie działania nieraz, o dziwo, przynoszą wyniki w postaci odblokowania drukarki.
    Od lat jakichś trzydziestu nie spotkałem się by jakiś uruchamiacz drukarki czytał dokładnie instrukcję przed jej zainstalowaniem (łącznie ze mną).

    Antoniusie, ostatnio zdenerwowałem fachowca hydraulika do białości samowolnym pokazaniem mu w instalacji kędy płynie gorąca woda i dlaczego w instalacji jest zawór trójdzielny.

    Przy tym moim kilkuzdaniowym wymądrzaniu się fachowiec zamilkł i na szyi zaczęły mu nabrzmiewać żyłki. Po czym zapytał mnie kontrolnie, jeśli już jestem taki mądry, bym wskazał gdzie jest naczynie wzbiorcze. Ja mu na to, że w instalacji są dwa naczynia wzbiorcze – na zimną wodę i na ciepłą wodę i że działają chyba prawidłowo, bo ciśnienie w układzie grzewczym się utrzymuje, itd. Tego było za wiele. Pan hydrualik oświadczył, ze ja jestem jajko mądrzejsze od kury i poszedł sobie mamrocząc pod nosem zaklęcia.
    Krajanie są tak honorowi, że nawet utrata zarobku ich nie przeraża, jeśli chodzi o obronę honoru fachowca poprzez obrazę i porzucenie zlecenia, co ja uważam za zwykłą wsobność, a nie honor, to jest zwykła nieumiejętność współpracy z innymi.

    Tyle wystarczyło by obrazić fachowca.

    Jeśli chodzi o zawór trójdzielny, to u mnie był pośrednią przyczyną nagłego przegrzewania się wody w instalacji, ponieważ zawór ten przypadkowo był przełączany przez sterownik na prawą, zwykle nieczynną gałąź, która nie odbierała ciepła i układ błyskawicznie się przegrzewał. A przełączanie to było wynikiem błędnego działania sterownika spowodowanego pewnie przegrzaniem płyty głównej w nim i np. odłączeniem jakichś obwodów wewnątrz sterownika.
    Pzdr, TJ

  131. @karol_cia
    13 marca o godz. 12:23

    BMW (bierny, mierny, ale wierny)

  132. Ewa Siedlecka obok:

    Polska staje się wyspą. Tyle że nie „zieloną wyspą” dobrobytu. Raczej wyspą, na której w dawniejszych czasach izolowano trędowatych.
    Ale za to nie zginamy karku ani kolan. Tyle że to raczej nie sprawa godności, tylko choroby zwyrodnieniowej.

  133. Tanaka
    Dziękuje za śliczną balladkę dziadowską inspirowaną Narwią i mną(?!) w chałupce.
    Właśnie przeczytałam powyżej cytowany przez @Na marginesie fragment tekstu Ewy Siedleckiej i odechciało mi się niewinnych żarcików.
    Letę w okolicy Wielkanocy do Brukseli i pewnie zasięgnę języka u źródeł z racji mojego synka, który cholernie się trapi Polską obecną jako pracownik Komisji UE. Rozmowy tel. to jednak nie to samo.
    Smutno mi, niekoniecznie akurat, Boże.

  134. karol_cia
    13 marca o godz. 12:31

    Suwerenowi demokracja do niczego nie potrzebna. A człowiek ani wiedział ile tego suwerena wśród nas.

    tejot
    13 marca o godz. 12:51

    Ja taksówkarzowi nigdy nie tłumaczę którędy ma jechać. Ze strachu.

  135. zak1953
    13 marca o godz. 9:56

    „Putin wcale nie przyznał się do błędu. Gdyby rzecz się nie wyjaśniła, mogło skończyć się zestrzeleniem tej maszyny nad morzem. Podobnie postąpiłyby władze amerykańskie.”

    Rzecz w tym, ze maszyna byla wlasnoscia TURECKICH linii lotniczych Pegasus Airlines. A wiec nie rosyjskich. Ani nie amerykanskich. Czysto tureckich linii Pegasus ona wlasnoscia byla.

    Putinowe sluzby dzwonily do Putina w tej sprawie dlatego, ze pijany Ukrainiec Artem Kozlow, domniemany „terrorysta”, usilujacy porwac turecki samolot lecacy z Kijowa do Istambulu, chcial sobie poleciec do Soczi na otwarcie zimowych igrzysk olimpijskich tamze.

    „On 7 February 2014, Pegasus Airlines Flight 751, a Boeing 737, was the victim of an attempted hijacking by a Ukrainian passenger Artem Kozlov who claimed he had a bomb on board. The passenger demanded to be flown to Sochi, the host city of the 2014 Winter Olympics, where the Opening Ceremony was taking place. The plane landed safely in Istanbul”

    To w tej niepowaznej sprawie Putin otrzymal telefon od swoich sluzb. I on zadecydowal: zestrzelic samolot. Choc to nie rosyjski byl samolot. Tyle ze tam byla, niby, grozba, iz rzekoma bomba na pokladzie mogla byc wymierzona w Putina. Juz siedzacego na widowni putinowego widowiska Soczi2014. Dzisiaj podeptanego w swiecie olimpijskim przez antydopingowe usilowania.

    Na szczescie, jego niezbyt bystre sluzby prawie ze na czas sie zorientowaly, iz maja do czynienia z pijanym swirem tylko. A nie z terrorysta z bomba w plecaku. One tylko troche za wczesnie zadzwonily do szefa. I go wprowadzily w blad. Do ktorego to bledu Putin sie przyznal na tydzien przed wyborami.

    Eto wsio, zaku1953. Innych glebszych tresci w tym przyznaniu sie Putina do aszibki ja bym nie probowal sie doszukiwac

  136. mag
    13 marca o godz. 13:52

    Miniemy się w powietrzu bo właśnie kupiłam bilet do PL.

  137. Nefer
    13 marca o godz. 13:58
    mag
    13 marca o godz. 13:52
    wy w powietrzu, a ja dolem siostry, dolem .Pociagiem.W strone PL

  138. @Orteq
    13 marca o godz. 13:58

    „choć to nie rosyjski samolot”

    Nie sądzisz, że ten samolot zostałby zestrzelony w rosyjskiej strefie powietrznej? Wówczas nie gra roli, do jakich linii lotniczych należał. Czy może uważasz, że Putin może strącać tylko ruskie maszyny?

  139. Tobermory
    13 marca o godz. 14:10

    Niektóre mają futra :/

    konstancja
    13 marca o godz. 14:06

    Będziemy sobie machać 🙂

  140. @Tejocie! Może Twój zawór 3-drożny nie miał kaili na ueberlaufie? Trzeba było vershluss roztrajbować, bo drosselklapa była tandetnie zablindowana?. Mój zawór był zepsuty, ale nie wariował, była i woda do kąpieli i ogrzewanie, tylko równocześnie, chyba. Wiem, że jeden sezon tak mieliśmy, potem zmiana na kondensacyjny, niby z wyższej półki, a przynajmniej o wyższej cenie. Zięć się zdenerwował przy próbie czytania instrukcji i wyciągnął z uchwytu okład sterowniczy, a na samym piecu ja sobie radzę.

  141. @Antonius
    13 marca o godz. 14:30

    Bez holajzy ani rusz 🙄

  142. Na marginesie
    przypomniałem „erudytę”, gdyż /mam wrażenie/ sam anumlik potraktował to autoironicznie,
    tu rozmowa Sekielskiego /przydługa/ z Bierzyńskim https://www.youtube.com/watch?v=onJc1u_r84U i opowieści z krypty o kryptogeju,
    no i B. Pawlik z trupem https://www.youtube.com/watch?v=-loJ3JJ6hIA

  143. Rex Tillerson zdymisjonowany – i po co zaczepiał Dudę?

  144. Orteq
    13 marca o godz. 13:58
    Już to, że samolot wylądował na lotnisku przeznaczenia, potwierdza fakt, iż załoga we własnym zakresie poradziła sobie z problemem. W przypadku realnego zagrożenia, przeczytalibyśmy zupełnie inną relację.
    Przynależność narodowa przewoźnika w sprawach terroryzmu nie ma znaczenia. Wszystkie służby starają się ocenić na wszelkie sposoby realność zagrożenia. Tak, jak napisałem, zestrzelenie takiego statku powietrznego jest ostatecznością. Ale absolutnie nie jesteśmy w stanie takiej ewentualności wykluczyć. W opisywanym przez ciebie przypadku, piloci prawidłowo ocenili realność zagrożenia. Pijany osobnik na ogół nie myśli o potencjalnych skutkach swego zachowania. A przecież mógłby nawet sam stracić życie na pokładzie maszyny. Czasami piloci z takim pijanym awanturnikiem robią emergency landing w najbliższym porcie lotniczym. Delikwent po sprawie sądowej ponosi wszelkie nakazane w wyroku konsekwencje, bardzo dotkliwe, zwłaszcza finansowo.

  145. @Tobermory

    Wiem! Mam zawsze holajzę przy komputerze i korzystam z niego (niej?), gdy komputer ryksztosuje. Rodzaj holajzy zależy od narodowości właściciela (ta holajza – patriota-katolik-alkoholik-Polak, das Hohleisen – zakamuflowana opcja).

  146. @Antonius, Tobermory

    Bo trychter robiony był na szoner a nie krajcowany!
    Zresztą chodziło o zagnypowanie lochbajtla w celu udychtowania pufra.
    I dlatego bez holajzy ani rusz.
    Tuwim, tuszę. On kolekcjonował takie kwiatki 🙂

  147. P.S. Anumlik zaraz by się objawił i wytłumaczył, jak to było z tym Tuwimem.
    Kompulsywny erudyta… żal, psiakręć!

  148. parafianin
    13 marca o godz. 14:45

    Tillerson musiał się za bardzo stawiać, że nie wspomnę nazwania prezdenta „moronem”

    Instytucje się trzymają, ale jak długo jeszcze. Do wyborów 8 miesięcy, do zaprzysiężenia nowego kongresu 10. Dużo można w tym czasie rozwalić.

  149. Ja naprawdę rozumiem około 90% tekstu.

  150. Tobermory
    13 marca o godz. 14:10

    Do Ameryki Południowej Cię zaniosło?

  151. @izabella
    13 marca o godz. 16:11

    Nie.

  152. mag
    13 marca o godz. 13:52

    Oprócz tego, że balladka dziadowska była inspirowana Tobą, chatką nadnarwiańską, to i jeszcze Chyłą. Naści, na zdrowie.
    A z tym trapieniem, sprawa taka jest:
    Przy kominku grzeje dłonie
    odrażający drab
    dobry Boże trap sie trap,
    odrażający drab

    Przybora wiedział, jak będzie: prosty poseł z ławy to odrażający drab.
    Ale, Maguś, się nie-trap. Nie takie my sprawy ze szwagrem załatwiali. Wespół-wzespół załatwimy draba, z tzw. bożom pomocom.

  153. @Tobermory 13 marca o godz. 16:15
    A skąd pingwiny? Geodome w Europie?

  154. @Tanaka 13 marca o godz. 16:16
    „Kupię sobie dubeltówkę, wezmę wyjdę i buch, buch…”
    Spokojnie, to tylko Przybora 😉

  155. Tak mnie naszło na przednówku…

    Na Blogu

    Gzi się na Blogu sitwa leciwa,
    Kwiat intelektu, ziele mądrości.
    Wszyscyśmy prości, choć większość krzywa,
    Ale i tak nam każdy zazdrości.

    I wspominamy w kolejnym Marcu
    Młodość, co szybko dojrzeć musiała,
    I zapewniamy na Blogu Starców,
    Że nikt z nas nigdy nie dawał ciała,

    Że wreszcie – wolni i niezawiśli,
    Z duszą, co ciągle jeszcze jest młoda
    Z gonitwą zawsze nieprawych myśli…
    I tylko czasem trochę nam szkoda,

    Że teraz, kiedy nareszcie wiemy
    Co trzeba zrobić, by lepiej było,
    To chyba bardzo mało możemy,
    Bo jakby coś się dla nas skończyło.

    Marzy się nam blogowe tsunami
    Choć świetnie wiemy, że nie wystarczy.
    Dobrze, że dzielnie czuwa nad nami
    Starszy blogowy, Jacek Kowalczyk.

  156. @Antonius 13 marca o godz. 16:07
    A ja w to chętnie wierzę. Przecież to jest rzeczywisty fachowy żargon.
    Tym zabawniejszy, że czysto polski – hi hi !!!

  157. @Qba 13 marca o godz. 16:20
    Boskie! Powoli smakuję wszystkie smaczki 😀

  158. Antonius
    13 marca o godz. 15:36
    mam wihajster

  159. tejot
    13 marca o godz. 12:51
    Pytam z prostej ciekawości. Jaki to typ/rodzaj pieca czy podgrzewacza wody? Na przykład ustawiony w piwnicy domu (może opalany węglem)? Lub rodzaj bojlera?
    Ja korzystam z tzw. elektrycznych podgrzewaczy przepływowych (zasilanie 400V).
    Proste w konstrukcji i z moich obserwacji niezawodne(nawet przy dużej twardości wody). – jeden działa od bodaj ponad 15 lat.. .
    Co drukarek to fakt ,że są niekiedy „nieobliczalne”. W moim przypadku mam trick. Deinstaluję ją z systemu „Widnows”, wyciłgam kable „drukarka – komputer + zasilanie elektr., wyłączam komputer z sieci, pozostawiam na 5 min. układ w „spokoju” by „ochłonął”. Włączam ponownie komputer, łączę wspomniane kable… Windows zaczyna „szukać i węszyć” ,że coś jest podłączone i po paru minutach melduje ,że znalazł… drukarkę. Ta jest gotowa do akcji…
    Innny o wiele bardziej niezrozumiały dla mnie fenomen to tzw. aplikacje w smartfonach. Czy chcesz czy nie chcesz jest tego już przy zakupie cała masa. Nie wiadomo przy wielu (aplikacjach) do czego służą, jak je obsługiwać. Czyli po co i na co… Mało tego „źre” to-to energię a pożytek żaden. Na siłę „usszczęśliwia” się przyszłego klienta bzdurami nie mówiąc o wykradaniu danych osobistych. A Komisje w EU zajmują się emisją sadzy ze świecy (autentyczne).

  160. Na marginesie
    13 marca o godz. 16:19

    Jest z tego spokojna korzyść: pozamieniam na gotówkę obywateli dwóch.
    Tych dwóch chyba starczy.

  161. Qba
    13 marca o godz. 16:20
    sedno, dziesiątka, w punkt.
    I wężykiem….

    PS. w coś pacnelam i nagle, bez rozbieranie mam polskie czcionki….
    chyba wihajster zadziałał….

  162. @Na marginesie
    13 marca o godz. 16:17

    Skąd pingwiny?
    A stąd:
    https://photos.app.goo.gl/QRVq1k1yyfcVymHH2

  163. @Tobermory 13 marca o godz. 16:34

    Jeśli to w języku language,
    to Bluff wydaje się najbliżej…

  164. @Tanaka 13 marca o godz. 16:32
    Powinno starczyć. Właśnie przeczytałam po raz drugi i spokojniej „Homo Deus”. Harari twierdzi, że tzw. masy nie zmieniają biegu historii. Masy najwyżej trochę pokrzyczą. Ale rzeczywiste przewroty organizuje z reguły garstka zdeterminowanych i doskonale zorganizowanych jednostek. No i masz.

  165. @Tobermory

    New Zealand?

  166. Izabella g. 15.54
    ja żartuję i czekam co powie np. Sasin

  167. @Tobermory
    A nich to dunder świśnie i kule biją

    To ci wyprawa. Tylko pozazdrościć 😍

  168. zezem
    13 marca o godz. 16:31
    tejot
    13 marca o godz. 12:51
    Pytam z prostej ciekawości. Jaki to typ/rodzaj pieca czy podgrzewacza wody? Na przykład ustawiony w piwnicy domu (może opalany węglem)? Lub rodzaj bojlera?
    Ja korzystam z tzw. elektrycznych podgrzewaczy przepływowych (zasilanie 400V).

    Mój komentarz
    To jest układ dwusystemowy, w którym obieg wody w kaloryferach jest odizolowany od obiegu wody w podgrzewaczu, a obieg podgrzewacza nie jest ciśnieniowy, jest otwarty, a mimo to posiada zawory bezpieczeństwa. Miał to być w założeniu układ hybrydowy – podgrzewający wspomagająco wodę w elektrycznym bojlerze i jednocześnie dający ciepło do kaloryferów. Strasznie skomplikowana konstrukcja.

    Muszę przyznać, że fachowcy mają się czym denerwować, gdy popatrzą na taki układ. Ten co się obraził na mnie, był poleconym majstrem, znającym się na robocie, tylko zbyt szybko poddał się przy moim układzie, który miał obejrzeć, przeanalizować i zaproponować jakąś przeróbkę. Zamiast analizy powziął podejrzenie, że ja go w coś wrabiam, wpadł w obrazę i sobie poszedł. Pozostał wielki znak zapytania – co dalej?

    Podgrzewacze elektryczne przepływowe podobają mi się, są proste, natychmiast działające, samowyłaczające się, gdy przepływ ustaje. Niestety opinia powszechna o tego rodzaju podgrzewaczach jest taka, że są zbyt energochłonne, z czym się absolutnie nie zgadzam oraz, że nie można im założyć taryfy nocnej by w nocy grzały, a w dzień odpoczywały.

    A propos taryfy nocnej. Jest ona tak ustawiona przez dostawcę prądu, ze opłacalna jest tylko przy stosunkowo dużych poborach ciepłej wody. Przy umiarkowanej konsumpcji (prysznice zamiast wanien) może się okazać, że taryfa tzw. nocna jest droższa niż jednolita całodobowa.

    Lecz z przepływem energii oraz z tym ile energii potrzeba do podgrzania wody i skąd ona się bierze, w pojęciu ludu krajowego sprawa nie jest prosta. Lud ten uważa, że jeśli coś jest powolne, powolnie grzeje, to może oznaczać tylko jedno, że to powolne jest tańsze niż to szybko grzejące. Jest odwrotnie, lecz takie lud ma przekonanie i nic mu nie zrobisz.

    Przepływy ciepła, to najtrudniejsze do wyobrażenia procesy, bo trudno sobie wyobrazić przepływ ciepła bez nośnika tego ciepła. Tak więc przeciętny obywatel nie wyobraża sobie przepływu ciepła, a tym bardziej przepływu mocy cieplnej, a tylko widzi w wyobraźni przepływ ciepłej wody – szszszsz lub prszzzz.
    Pzdr.TJ

  169. tejot
    13 marca o godz. 17:57
    Podgrzewacze elektryczne przepływowe podobają mi się, są proste, natychmiast działające, samowyłaczające się, gdy przepływ ustaje. Niestety opinia powszechna o tego rodzaju podgrzewaczach jest taka, że są zbyt energochłonne, z czym się absolutnie nie zgadzam oraz, że nie można im założyć taryfy nocnej by w nocy grzały, a w dzień odpoczywały.
    Lud ten uważa, że jeśli coś jest powolne, powolnie grzeje, to może oznaczać tylko jedno, że to powolne jest tańsze niż to szybko grzejące. Otóż to!
    I tu jest właśnie pies pogrzebany.
    Przed wielu laty jak zobaczyłem podgrzewacz przepływowy to się… wystraszyłem. Faktem jest,że to-to bierze od razu sporo energii.
    Zamykasz kurek, podgrzewacz natychmiast „milknie”. Dzisiaj nie tylko ja ale i fachowcy
    od tej „materii” wiedzą ,że tego typu podgrzewacze są w sumie oszczędniejsze.
    Inne rozwiązania jak np. bojlery to takie wańki-wstańki. Tempertaura wody opada, to termostat już zaczyna działać (czy potrzeba czy nie..).
    Co do opisywanej konstrukcji kaloryferowo- grzewczej coś mi tam „ćmiło”, że ustrojstwo musi być very complicated… ;–)

  170. zezem
    13 marca o godz. 18:49
    i wszyscy pozostali Szanowni Blogowicze w kwestii ogrzewania i podgrzewania
    Wkraczamy jakby w moją działkę, albowiem od lat trzydziestu jestem tzw budowlańcem, a od kilku użytkownikiem odbudowanej z ruin dziewiętnastowiecznej chałupki.
    Będę jak Chitchcock, czyli na początek morderstwo, a potem coraz lepiej.
    Od lat mnóstwo ludzi, którym od czasu do czasu doradzam przy projektowaniu i budowie domu, zadaje mi to samo pytanie: „Jakie ogrzewanie i podgrzewanie jest najlepsze?”
    Od lat odpowiadam: elektryczne, ale nikt nie chce mi uwierzyć. Zrobiłem takie w swojej chałupce. W żelbetowej płycie posadzki zabetonowałem kilka obwodów grzewczych. Koszt wyjściowy: kilkanaście setek złotych, do tego trzy termostaty i jeden zegar sterujący. Koszt wyjściowy kotłowni na pellet, czy gazowej: pomieszczenie o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych, czyli na wejściu kilkadziesiąt tysięcy, do tego kotły, grzejniki, rurki w posadzkach, sterowniki, zawory trójdrogowe, podzielniki, naczynia wzbiorcze, coroczne przeglądy kominiarskie, etc … jak kiedyś wyliczyłem na starcie to jakieś minimum 50000 złotych. Jeśli w kredycie, dochodzi co najmniej drugie tyle. Jeśli ktoś sobie zamarzy kominek z płaszczem wodnym, następne kilkadziesiąt tysięcy. Co lat 10 wymiana kotła, bo nie będzie serwisu i części zamiennych. Grzejniki zaczną korodować, bo ktoś połączy miedziane rurki z grzejnikiem aluminiowym i wykona piękne ogniwo galwaniczne.
    Nie daj tzw bóg strzeli jakaś rurka w podłodze, bo sieciowane PVC też ma jakąś określoną wytrzymałość …
    A kable w płycie żelbetowej są wieczne.
    Owszem, miesięczne rachunki za gaz są niższe, niż za prąd. Ale raty kredytu za KOTŁOWNIĘ i KOMIN SYSTEMOWY + kocioł+rurki+sterowniki+zaworki+grzejniki, do tego coroczne przeglądy kotłów i kominów … i co 10 lat wymiana kotła.
    Poddaję pod rozwagę każdemu następnemu, który zechce się budować.
    Kable grzeją doskonale, po chałupce biegam na bosaka, nie płacę corocznej dzierżawy za rurę gazową pod drogą gminną, nie płacę kominiarzom, nie płacę serwisantom, nie wymieniam kotłów.
    Pozdrawiam serdecznie :]

  171. I jeszcze drobiażdżek, dosyć istotny: instrukcja obsługi jest w zasadzie zbędna, bo ustawienie zegara i trzech termostatów zajmuje kilkanaście minut i jest wykonywane JEDEN RAZ.

  172. NeferTen utwór powstał dobrych pare lat temuO radości, iskro bogów, kwiecie Elizejskich Pól!
    Z tobą będziem j—ć wrogów, ten czy tamten – jeden c—j.

    Przyjdzie Ruski, wszystko spali, przyjdzie Niemiec, puści gaz.
    Trzeba szybko się nawalić, pójść na szaber jeszcze raz.

    Chińczyk na—a, Arab zgwałci, Turek byle gówno zje,
    Stary pedał z Amsterdamu eutanazją zajmie się.

    Przyjdzie Ruski, wszystko spali, przyjdzie Niemiec, puści gaz.
    Trzeba szybko się nawalić, pójść na szaber jeszcze raz.

    Pie—ol szkołę i robotę, zeżryj wszystko to, co masz.
    Nie odkładaj nic na potem, gębą s–j a dupą patrz.

    Przyjdzie Ruski, wszystko spali, przyjdzie Niemiec, puści gaz.
    Trzeba szybko się nawalić, pójść na szaber jeszcze raz.

    O radości, iskro bogów, kwiecie Elizejskich Pól!
    Z tobą raźniej jebać wrogów, ten czy tamten, jeden…

  173. Tobermory, zazdraszczam bardzo!
    Może opowiesz coś więcej o tym wojażu?

  174. prospector
    13 marca o godz. 19:16

    Oranyjulek. Może to sobie tu w Bxl zaśpiewam. Kiedyś było „Niech żyje nasz związek zbieraczy podwiązek” albo „wszystko co nasze oddam za kaszę a co nie nasze oddam za ryż”

  175. pastucha
    13 marca o godz. 19:10
    Systemy typu „elektryka w podłodze” jest stosowana w wielu krajach jak np. Norwegia czy Szwecja. Efekty są b. dobre. Ciepło „utrzymuje się” stosunkowo b. długo i… dyskretnie.

  176. zezem
    13 marca o godz. 19:37
    Skandynawia ma klimat cokolwiek bardziej ekstremalny, niż nasz, szczególnie jeśli chodzi o zimy. Żelbetowa płyta z kablami grzejnymi to gigantyczny grzejnik akumulacyjny, o masie kilkudziesięciu ton. Podgrzewany w nocy, ciepło oddaje w czasie całego dnia. Skandynawowie poszli dalej, wymyślili coś, co ma nazwę handlową legalett. To żelbetowa płyta fundamentowa na warstwie izolacyjnej umieszczonej na nasypie żwirowym.
    Po co nasyp żwirowy? To proste i genialne: u nas głębokość przemarzania gruntu to 80-120cm. U nich dużo więcej. Żeby uniknąć szkód związanych z przemarzaniem zamiast zagłębiać fundamenty poniżej poziomu przemarzania wymyślili płytę, która nie jest wrażliwa na przemarzanie, bo jest wykonana na warstwie suchego żwiru, który pozbawiony wody nie zmienia objętości w czasie panowania niskich temperatur. A jeśli nie zmienia objętości, to nie powoduje odkształceń budynku, nie narusza jego struktury.
    Płyta ma wykonane kanały, którymi płynie ogrzane powietrze. Można je ogrzać grzałką elektryczną, można ogrzać kominkiem z turbiną. Powietrze nie wymaga naczyń ciśnieniowych, nie wymaga zaworów trójdrogowych. Nie miałem ekipy, która mogła by takie cudo wykonać, więc mam kable w płycie żelbetowej. Ale i tak, per saldo, jestem do przodu w porównaniu ze wszystkimi, którzy męczą się z coraz bardziej skomplikowanymi systemami, w których czynnikiem grzewczym jest woda.
    A pompy ciepła to już zupełnie inna bajka.
    Niestety, ze względów konserwatorskich i różnych innych, nie udało mi się zamontować wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła. Ale gruntowy wymiennik ciepła mam.

  177. Tobermory
    „Nie sądzisz, że ten samolot zostałby zestrzelony w rosyjskiej strefie powietrznej? Wówczas nie gra roli, do jakich linii lotniczych należał. Czy może uważasz, że Putin może strącać tylko ruskie maszyny?”
    zak1953
    „Już to, że samolot wylądował na lotnisku przeznaczenia, potwierdza fakt, iż załoga we własnym zakresie poradziła sobie z problemem.”

    Wszystko sie zgadza. Rozchodzi sie o to, ze Putin, siedzacy na olimpijskiej trybunie honorowej Soczi2014, musial podjac decyzje stracenia samolotu BEZ POWODU. I on te decyzje podjal. Zupelnie niepotrzebnie. Czyli blednie. Tam nic groznego sie nie dzialo i nic sie nie wydarzylo.

    Putin przyznal sie do bledu. Nie rozumiecie tego? Wyborcy rosyjscy rozumieja. I to swoje zrozumienie wyraza w wyborach prezydenckich. Za kilka dni tylko. Niech ktos zgadnie jak dobrowolne przyznanie sie Putina do bledu wplynie na wynik wyborow..

  178. pastucha
    13 marca o godz. 20:23
    A pompy ciepła to już zupełnie inna bajka.
    Niestety, ze względów konserwatorskich i różnych innych, nie udało mi się zamontować wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła.

    Mam znajomego ,który ma zainstalowaną takie wymienniki ciepła (pompa ciepła).
    Z jego relacji wynika ,że jest to kosztowne ( zwrot kosztów stoi pod sporym znakiem zapytania) i wymagające częstych doglądów…

  179. @Na marginesie
    13 marca o godz. 19:32

    Opowiem, jak dojdę do siebie (jetlag) i pozbieram zdjęcia z czterech różnych ustrojstw, posegreguję i wybiorę coś do pokazania z tych tysięcy… W tej chwili mam wrażenie, że te dwa miesiące tylko mi się śniły. To jest tak strasznie daleko, a ja nie lubię latać 🙁 Nie chciało mi się w ogóle wracać, ani dowiadywać, co się na pozostałym świecie dzieje. W ogóle mi nie przeszkadzało, że przeważnie nie było sieci. W tamtą stronę rytm dnia i nocy przestawił mi się natychmiast, zegarka nie trzeba było przestawiać, bo to dokładnie 12 h różnicy czasu. Lato w zimie (podobno styczeń 2018 był najgorętszy w NZ od początku regularnych pomiarów) przeżyłem pierwszy raz w życiu 🙂 Temperatury rzędu +36 w cieniu przy suchym powietrzu dają się wytrzymać, komary i wredne muszki (sandflies) przypominają jednak, że to nie raj 🙁 Do tego cyklony znad Pacyfiku…

    https://www.youtube.com/watch?v=xgRVK2ge1ys

  180. Nasze czysto polskie holdy bite na czesc NIEZLOMNOSCI Putina to, you know. I dunno. Te rosyjskie wybory za kilka dni wszystko wypaczajo

  181. @Tobermory
    13 marca o godz. 20:58
    Do cyklonów można się przyzwyczaić. 🙂

  182. Jak łatwo urazić redaktora:

    – jako były nauczyciel-polonista…
    – Nie jestem byłym polonistą, tylko polonistą z wykształcenia i byłym nauczycielem licealnym oraz wykładowcą wyższej uczelni prywatnej oraz byłym członkiem Rady Języka Polskiego…
    (na sąsiednim blogu, trafiłem przypadkiem)

    Mój nowozelandzki znajomy ma nad biurkiem taką sentencję:

    People are so ungrateful.
    No one ever thanks me for having the patience not to kill them 🙄

  183. @Tobermory 13 marca o godz. 20:58
    To pozbieraj i się podziel, koniecznie.
    Te dwa miesiące nie-bytu… dopytywały się tu o ciebie różne osoby 🙂

  184. @Ewa-Joanna
    13 marca o godz. 21:26

    Tys prowda 😉 Do halnych i huraganów przywykłem. Ale na Tonga jednak nie chciałbym mieszkać 🙄
    Widziałem szkody po już osłabionej Gicie (osuwiska, podmyte drogi, zniszczone domy) w NZ, nie wiem, skąd ich rząd weźmie pieniądze na to wszystko. Oni tam wiążą wielkie nadzieje z tą swoją nową premier 🙄

  185. @Tobermory
    13 marca o godz. 21:43
    No fakt, w ostatnich latach jest to bardziej gwałtowne. Nasza północ jeszce do końca się nie podniosła po cyklonie Yasi, a teraz im leje już od miesiąca i maja powodzie po 6 latach suszy.
    Ja bym się bardziej bała trzęsienia ziemi w NZ niż cyklonów bo te to jednak wyżej szaleją.
    Ludzie zrobili się wygodne i zaczęli lekceważyć naturę. Kiedyś w moim Queenslandzie większośc domów to były takie:
    https://i1.au.reastatic.net/1020×769-resize,extend,r=33,g=40,b=46/7c48e1adb11089dc885edd3f6584b7f9bb7e4c8ae83de4877589d12c410613e6/main.jpg
    obecnie, na tych samych terenach stawia sie takie:
    https://i1.au.reastatic.net/1020×769-resize,extend,r=33,g=40,b=46/ba8f89ae975818d95799cb775f12942fafd100e51ab14d881e6a66d9e8959ea5/main.jpg
    to co się dziwić…

  186. A w Hobbittown byłeś? 🙂

  187. Tobermory
    13 marca o godz. 20:58

    Ciekawe, hej. Też chętnie posłucham i pooglądam, jak już będziesz mógł coś pokazać. Zwiedzanie, podróżowanie… przepadam

  188. @Ewa-Joanna
    13 marca o godz. 22:06

    U Hobbitów nie byłem, ale wspiąłem się na Castle Hill, gdzie też kręcono „Władcę pierścieni”. Wszędzie było pełno Chińczyków, bo mieli akurat Nowy Rok.
    Twoje obrazki się nie otwierają 🙁
    Byłem w Christchurch, widziałem szkody po ostatnim trzęsieniu ziemi i widziałem też nową architekturę. Nie wolno budować nic wyższego niż 6 kondygnacji. W ogóle ta NZ jest, poza centrum Auckland i Wellingtonu, parterowa, a domy takie bardziej w stylu barakowym, większość bez izolacji, pojedyncze szyby, różnica temperatur między zewnątrz i wewnątrz (jeśli bez klimatyzacji) nie przekracza 5 stopni 🙄
    Spędziłem też 3 noce na czynnym wulkanie Ruapehu, ale nigdzie nic się odczuwalnie nie trzęsło.
    Najbardziej ze wszystkiego przypadły mi do gustu gorące źródła, zwłaszcza te słabo znane i za darmo 😎
    Doszedłem do wniosku, że jednak należało podróżować w tamte strony 30 lat temu, kiedy NZ nie była modna, za to była dzika i wolna od komercji. Gdyby nie różni znajomi i starzy przyjaciele sprzed lat, to bym albo zbankrutował (i tak wolę nie myśleć o rachunkach za kartę) albo nie przeżył większości moich przygód.

  189. O, zniebieszczone się otworzyło. Faktycznie, nic się ludzie nie uczą z doświadczeń 🙄

  190. @Tobermory
    13 marca o godz. 22:35
    Tak w ogóle to i oni i my takie raczej parterowe 🙂
    Nie na darmo Sydney nazywają największą wsią na świecie.
    Uzupełnię informacje jak wrócę z obowiązku, teraz spadam.

  191. 221:33

    „No one ever thanks me for having the patience not to kill them”

    Powinno byc:

    „No one ever thanks me for having the patience not to kill ME”

    Pomysl o tym

  192. „w życiu trzeba patrzeć na gwiazdy, a nie pod własne nogi”

    Zmarł Stephen Hawking – ateista.

    ”Mózg jest podobny do komputera – mówił swego czasu przy okazji premiery nowego filmu dokumentalnego o nim samym – a umysł jest czymś w rodzaju programu, który przestanie działać, gdy zawiodą jego komponenty. Nie istnieje niebo ani życie pozagrobowe dla zepsutych komputerów”.

  193. @Orteq
    14 marca o godz. 6:25

    Pomyślałem, ale nie rozumiem 🙁

  194. Tego kawałka chciał słuchać Hawking umierając:

    https://www.youtube.com/watch?v=a8TeeYZVe6Q

  195. @Tobermory – dźwięki tego kwartetu Beethovena,które towarzyszyły Hawkinsowi są jak gwiezdny pył…

  196. Czy faktycznie słuchał, nie wiem, ale kiedyś wyraził takie życzenie, że gdyby czuł zbliżającą się śmierć…
    Hawking uważał, że mimo nieuleczalnej choroby, która uwięziła go w sparaliżowanym ciele, i tak był szczęśliwy, bo mógł oddać się swoim największym przyjemnościom – fizyce i muzyce…

  197. Niebo nad NZ

    https://photos.app.goo.gl/RpirbrU9vk0T63jp2

    Nigdy nie widziałem tak klarownych gwiazd, jak na sięgnięcie ręką…

  198. Fizyka i muzyka pozwałały mu wyjść poza sparaliżowane ciało w bezkres…

  199. @Tobermory
    14 marca o godz. 9:25
    Kiedy pierwszy raz pojechałam w głębokie country do Lightning Ridge na camp do znajomych, to wylazłszy wieczorem na zewnątrz zastygłam z otwarta gęba na ponad godzinę, gapiąc się i gapiąc na te świecące niebo i Drogę Mleczną której nazwę dopiero wtedy pojęłam. To jest przeżycie. 🙂

  200. Też się na Mleczną Drogę nie mogłem napatrzeć. I na Obłok Magellana, i na Krzyż Południa, i na odwróconego Oriona…
    I na te wszystkie satelity i meteoryty…

  201. Tobermory
    14 marca o godz. 6:32

    Kiedy się, dawno temu, dowiedziałem o Stephenie Hawkingu, a później, jeżdżąc rowerem, czytałem jego „Krótką historię czasu” miałem takie wyraziste poczucie, że nie da się go nie lubić. I tak w ogóle i z powodu jego fenomenalnego umysłu.

  202. @Tanaka
    14 marca o godz. 10:55

    Może też dlatego, że do końca, kiedy już był prawie kompletnie sparaliżowany, ciągle jeszcze był w stanie się uśmiechnąć.
    https://www.youtube.com/watch?v=OH8s4N15zdg

  203. basia.n
    14 marca o godz. 9:46
    Kiedy nie mógł korzystać z ciała, wykorzystał na maxa umysł.

  204. Próbuję w wolnych chwilach doczytać zaległości i widzę, że ominęły mnie ciekawe dyskusje, ale też pojawiły się nowe, interesujące osobowości, powitałem ten fakt z radością. Szczególnie jednak ucieszyła mnie obecność Antoniusa, którego dawniej czytywałem na innych blogach, bodajże u Janiny Paradowskiej. Dyskusja o wysokościomierzach doprowadziła mnie wtedy niemal do stanu gotowości ufundowania ekskursji zwiedzającej jakiegoś tupolewa 🙄 Cieszę się, Antoniusu, że nadal dopisuje Ci tak dobra forma i ochota do udzielania się na tym forum 🙂

  205. Przy okazji dyskusji o podwójnym obywatelstwie, to mnie wytłumaczono to tak: Polska nie uznaje podwójnego obywatelstwa, ale też go nie zabrania. Jeśli Polak mieszkający za granicą przyjedzie do Polski z polskim paszportem i coś mu się przytrafi, to będzie traktowany jak obywatel polski i nic mu nie pomoże obywatelstwo innego kraju. Nikt się o niego nie upomni, choćby innych paszportów miał jeszcze z tuzin. Co najwyżej Amnesty International albo Fundacja Helsińska…

  206. Tobermory
    14 marca o godz. 13:39
    Ale to może oznaczać, że możesz mieszać w wyborach we wszystkich krajach, których paszport posiadasz. Bo przecież nie ma obowiązku przebywania przez określony czas przed wyborami w danym kraju. Nigdy nie byłem za kałużą i nie znam tamtejszych uwarunkowań. Ale wiem, że Polacy z amerykańskim paszportem głosowali np. na Trumpa, chociaż on wcześniej puścił sporą ich ilość bez kasy za roboty, które oni dla niego wykonali. A oprócz tego, posiadając nadal polski paszport, mieszają także nam w polityce. Ty chyba niezbyt eleganckie, nie?

  207. @zak1953
    14 marca o godz. 13:54

    Pewnie, że nieeleganckie. Choć wpływu Polonii amerykańskiej na wybór Dudy bym nie przeceniał. Wiem, że Polacy w USA gremialnie oddali na niego głosy i ponad 75 proc. wybrało PiS, ale uprawnionych do głosowania jest tam mniej niż 30 tys. osób. W sumie za granicą jest zaledwie ok. 260 000 Polaków uprawnionych do głosowania w polskich wyborach. Sam się zdziwiłem.

  208. Polacy z amerykańskim paszportem głosujący na Trumpa sami sobie winni. Jak i reszta Amerykanów, co poszli na lep Fryzury. Może też chcieli wstać z kolan i być great again?

  209. Tobermory
    14 marca o godz. 14:05
    Przyznaję się bez bicia, nie znałem liczby uprawnionych do głosowania, mieszkających za granicą. Ich głosy pewnie zaliczane są do oddanych w Warszawie. I tam pewnie mogliby niesamowicie namieszać, głosując gremialnie. Bo byłoby to ponad 15 % uprawnionych w stolicy. W końcu w stolicy uprawnionych może być trochę ponad milion osób (odpadają wszyscy do lat 18, a tego trochę jest i cudzoziemcy stale zameldowani). A patrząc na ostatnie frekwencje na poziomie ok. 50 %, te 260 tysięcy, to potęga. Jest o co się bić.

  210. Ładne i jakoś tak wzruszające.

  211. Nefer
    14 marca o godz. 14:34
    No, tak. Tyle się wysiedzieć, aby w końcu odejść.Tylko czy to jest wolność, czy jednak nicość, obok której funkcjonuje tylko społeczna pamięć o osobie i jej dziele?

  212. zak1953
    14 marca o godz. 15:16

    Ja to odbieram zupełnie inaczej. Wolny nareszcie, wśród swoich gwiazd… też mnie wzruszyło. Inne pytania nie są mi w tej chwili potrzebne.

  213. Nefer
    14 marca o godz. 15:27

    Właśnie. Gwiezdny pył.

  214. Nefer
    14 marca o godz. 14:34
    Nie mam pojęcia czyje to, ale ładne

    Mój komentarz
    Pomysł i wykonanie 5-ciogwiazdkowe.
    Metafora niesamowita, kosmiczna, a w skali ludzkiej, przy tym ciepła, wyzwalająca, każdy powie po kliku sekundach – to jest to – moje myśli.
    Pzdr, |TJ

  215. Tobermory
    14 marca o godz. 14:05
    naprawde tylko tylu ma uprawnienia do glosowania w Polsce? troche to dziwne, bo w samej W`GB i D przebywa ponad milion osob.
    Moi nie glosuja, bo maja za daleko do ambasady czy do konsulatu (4 h w jedna strone z dziecmi, kotem i psem) ale brali udzial w glosowaniu, gdy Tusk zjechal do Anglii prosic polskich tambylcow o glosowanie (udzial).

  216. tejot
    14 marca o godz. 16:31

    Szukałam po internetach kto to narysował ale nie udało mi się znaleźć. I szukałam jeszcze dodatkowego słowa którego mi zabrakło i w końcu mi przyszło na myśl

    zdrowy…

  217. @tejot 14 marca o godz. 16:31
    „Każdy powie po kilku sekundach moje myśli”

    Podkreślenie moje.
    Czy ty, tejocie, mówisz to, co ja przypuszczam, ja – niepoprawny sceptyk?
    Czy tylko doszukuję się tutaj drugiego dna?

  218. @konstancja
    14 marca o godz. 16:37

    Liczba Polaków za granicą, a liczba uprawnionych do głosowania różnią się bardzo, bo aby głosować za granicą, trzeba trochę fatygi, więc głosuje ten, komu bardzo zależy

    Głosowanie za granicą

    Dotyczy osób stale zamieszkałych za granicą lub osób stale zamieszkałych w Polsce, ale czasowo przebywających za granicą. Następuje na wniosek o wpisanie do spisu wyborców w obwodzie utworzonym za granicą, złożony u konsula. Forma zgłoszenia nie odgrywa roli (może być ustna, pisemna bądź telefoniczna).

    Wniosek powinien zawierać:

    – nazwisko i imiona,
    – imię ojca,
    – datę urodzenia,
    – numer ewidencyjny PESEL,
    – adres zamieszkania lub pobytu wyborcy za granicą,
    – adres zamieszkania wyborcy w kraju, tj. miejsce ujęcia w rejestrze wyborców (w odniesieniu do osób przebywających czasowo za granicą),
    – numer ważnego polskiego paszportu oraz miejsce i datę jego wydania.

    Zgłoszenie takie powinno być złożone najpóźniej na 3 dni przed rozpoczęciem wyborów.

  219. @Tobermory 14 marca o godz. 13:39
    Jeśli Polak mieszkający za granicą przyjedzie do Polski z polskim paszportem i coś mu się przytrafi, to będzie traktowany jak obywatel polski i nic mu nie pomoże obywatelstwo innego kraju.

    Dorzucę jeszcze jeden szczegół: rząd kanadyjski całkiem otwarcie ostrzega, że nie jest w stanie się upomnieć o własnych naturalizowanych obywateli w krajach pochodzenia. Jeśli taki obywatel odwiedza własny kraj pochodzenia, to czyni to na własną odpowiedzialność. Oczywiście praktyka bywa nieco inna – były przypadki zabiegów dyplomatycznych o uwolnienie np. Kanadyjczyków irańskiego pochodzenia aresztowanych w Iranie. Ale o deklarowanej zasadzie warto pamiętać, zwłaszcza teraz w epoce PiS-landii. Chodzi o osoby z obcym paszportem w danym kraju.

  220. @Konstancja

    „za granicą do głosowania uprawnionych było 257 161 osób; wydano 160 749 kart, oddano 158 499 ważnych głosów, nieważnych 2250. Frekwencja wyniosła 62,51 proc.”

    Jak widzisz, zarejestrowało się niewielu, z tego niecałe dwie trzecie poszło głosować. Na całym świecie!

  221. @Tanaka – to jest ten gwiezdny pył z kwartetu op.132 Beethovena 🙂

  222. A w związku ze sprawą paszportów zaczęłam się zastanawiać jak ja wyglądam prawnie – może mi podpowiecie

    Otóż od wielu lat posiadam obywatelstwo holenderskie i nigdy nie przedłużalam paszportu polskiego,więc go nie mam. Ale ponieważ nie zrzekałam się obywatelstwa polskiego,więc „gdzieś tam” figuruję chyba jako obywatel ? Czy wobec tego to bezprawie może mieć do mnie „prawo” ,czy jestem od nich wolna?

  223. @basia.n
    14 marca o godz. 17:51

    Polskie władze musiałyby jakoś udowodnić twoje obywatelstwo, tak jak i ty, gdy ewentualnie zapragniesz powrotu na łono Macierzy 😉 Nie mam pojęcia, czy istnieje jakiś nowoczesny, centralny system ewidencji ludności zawierający także dane o Polakach, którzy wyjechali przed laty. Podejrzewam, że nie. Z niedawnego doświadczenia wiem, że ustalenie, że jakaś osoba (w Polsce) już nie żyje (zmarła w latach 90.) zajęło urzędom 2 lata.

  224. Jeśli nie masz pesela i się nie pochwalisz ostatnim polskim adresem, to cię raczej nie znajdą.

  225. @basia.n
    14 marca o godz. 17:51

    Powinnaś założyć, iż polskie władze wiedzą, że masz polskie obywatelstwo. I wyciągną to, gdy będzie im wygodnie. Jeżeli nie jest ono Tobie potrzebne, to możesz się go zrzec. Niestety, potrzeba do tego licznych dokumentów zaświadczających, iż nie jesteś państwu nic dłużna (mieszkania, pieniądze, praca, itd., itp.). Z tego co wiem, obywatelstwo nie wygasza samoistnie. Nawet w przypadku śmierci (ewentualny spadek).

  226. @basia.n, Tobermory

    Kiedyś czytałam coś na temat „wyjechanych” Polaków. Otóż nikt nie ma pojęcia o ich liczbie. Wiadomo, że w niektórych rejonach kraju zostały tylko niedobitki, bo większość mieszkańców przebywa „na saksach”. Tymczasowych czy nie? Tego nie wiadomo. Z niektórych obserwacji wynika, że Polska się wyludnia. Ale oficjalnie o tym cicho sza, bo dotacje z unijnego budżetu są jakoś tam zależne od liczby mieszkańców. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…

    Basiu, Tobermory ma chyba rację. Z obcym paszportem nikt się ciebie nie doliczy 🙂
    Jednak uwaga, w wielu paszportach figuruje miejsce urodzenia. Kanada ostatnio ogłosiła, że można je sobie zastrzec, to znaczy zażyczyć sobie, żeby miejsca urodzenia nie było w samym dokumencie. Ale z pewnością figuruje ono w aktach, a czy elektroniczne dane w ramach Unii są udostępniane urzędnikom innych państw? Oto jest pytanie

  227. @Na marginesie
    14 marca o godz. 17:40

    Prawdopodobnie chodzi o dosyć popularny proceder, polegający na zrzeczeniu się dotychczasowego obywatelstwa, przyjęciu nowego (naturalizacji) w kraju „marzeń”, a następnie wystąpieniu o ponowne przyznanie pierwotnego obywatelstwa w kraju pochodzenia. W ten sposób, przykładowo, Turcy mają w Niemczech dwa obywatelstwa, choć przepisy niemieckie na to nie zezwalają. Nie ma jednak możliwości egzekwowania tego przepisu.
    W sytuacji, gdy kraj naturalizowania nie wie oficjalnie o posiadaniu przez swego obywatela również obywatelstwa kraju pochodzenia, nie jest go (obywatela) w stanie tam obronić.

  228. @Qba
    14 marca o godz. 18:31

    Nie jest w stanie, ani nie jest zainteresowany, jeśli oznacza to koszty, a ów obywatel niczym szczególnym się krajowi naturalizowania nie zasłużył.

  229. Na marginesie
    14 marca o godz. 18:21
    Pragnę przypomnieć, że elektroniczny system ewidencji ludności funkcjonował już w czasach PRL-u. Całe lata 80-te ub. wieku urzędnicy oraz służby państwa korzystały z wprowadzonych tam danych. I te dane z pewnością nie przepadły. Ktoś kto został tam wpisany, figuruje tam nadal, z ewentualną informacją o ostatnim przekroczeniu granicy państwa. A przecież polska przynależność do Schengen, od kiedy swobodnie, bez kontroli granicznej i celnej przekraczamy granice jest stosunkowo świeża.

  230. Na marginesie
    14 marca o godz. 18:21

    Tak jest: nikt dokładnie nie wie, ilu Polaków wyjechało i gdzie są. Od dawna są w Polsce rejony szczególnie mocno dotknięte „syndromem emigranta”. Jednym z nich jest opolszczyzna. Dziesiątki tysięcy rozłączonych, lub rozbitych rodzin i dziesiątki tysięcy „eurosierot” zostawionych pod opieką, często iluzoryczną, babć, cioć, czy sąsiadów.
    Wyludnianie się Polski to fakt, nie tylko z powodu emigracji, ale i oczywistości działającej od dawna: katastrofalnie niskiej dzietności. Miasta też się wyludniają, a wedle badaczy, najwięcej ucierpią miasta średnie – wielkości kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców. Ale i największe ucierpią bardzo silnie, wśród nich Poznań i Łódź. Z tych największych, szanse na stabilność, lub powolny wzrost ludności mają tylko bodaj trzy: Warszawa, Gdańsk i Katowice, albo nieco bardziej generalnie: aglomeracja gdańska i katowicka.

  231. @zak1953 14 marca o godz. 19:13

    No jeśli tak, to tym śmieszniejsze są dywagacje, ilu obateli tak naprawdę pozostaje poza granicami Umęczonej. Nie powinno być przecież żadnego problemu z ustaleniem tak prostej rzeczy? A jednak jest.

    Trudno powiedzieć, na ile ten system jest dostępny przeciętnemu urzędnikowi i aktualny. Oczywiście, jeśli jakiś agent zagnie parol np. na Basię, to ją w końcu zgarnie. Ale z punktu widzenia przeciętnego pracownika kontroli paszportowej to chyba jednak wygląda dużo prościej. On nie ma czasu za każdym razem przeszukiwać ogromnej bazy danych. Bo przed okienkiem tupie niecierpliwy tłumek, a szef nie pogłaszcze za zakłócanie przepustowości. Tak domniemywam. 🙂

  232. Szanowni!
    Tanaka żegna Stephena Hawkinga i dorzuca parę refleksji.
    Zapraszam!
    JK

  233. @Tanaka 14 marca o godz. 19:44

    To może ucierpią liczebnie też PiSie bastiony? Oby!

    Żartuję. Ale w sumie to wygląda niewesoło.

    W Kanadzie jest podobny problem – najpierw przyjeżdżają wielodzietne imigranty, a potem te dzieci się kształcą, obrastają w piórka i wcale nie mają ochoty się rozmnażać. Ale Kanada zawsze była otwarta na „newcomers”. W Polsce przeforsowanie podobnej polityki (ze wszystkimi konsekwencjami – przepisy, ułatwienia dla osiedleńców) to chyba jednak marzenie ściętej głowy – za duży opór społeczny i poczucie, że my tu, panie, jesteśmy u siebie.

    Faktem jest najazd Ukraińców za chlebem, ale z tym będą chyba z czasem swoiste problemy – bo oni przecież też mają swój szowinizm? Bliskość kulturowa nie zawsze gwarantuje świętą zgodę. Jak wszyscy wiemy.

  234. Co do obywatelstwa : jeśli ktoś oficjalnie nie zrzekł się np polskiego obywatelstwa to prawnie jest obywatelem Polski. Może teraz ( nie wiadomo jak długo jeszcze ) odnowić sobie dowód i uzyskać pesel, co pomaga np.w kwestiach majątkowych czy też w zakupie nieruchomości albo w umieszczeniu rodzica w domu opieki w Polsce. Niemcy tolerują podwójne obywatelstwo ale w razie problemów nie biorą odpowiedzaialności za np Polaków , którzy takie mają ( problem z obywatelami z podwójnym obywatelstwem niemiecko- tu.reckim to zupełnie inna bajka). nie mamy polskiego obywatelstwa , zrzeczenie kosztowało niemało wtedy, marek. A jak to z tą polskością ?Jo dziołcha ze Śląska jest a Ślązoki to nie Poloki i nie Niemcy. Ściskam żak 1953

  235. Tobermory
    14 marca o godz. 17:38
    coz, sporo y´zachodu, jesli chce sie spelnic obywatelski obowiazek zagranica.
    W sumie nie wiem, czy czlowiek, ktory mieszka iles lat poza krajem ma prawo po powiedzmy 10-15 latach jeszcze prawo glosu. Prawnie tak, ale przeciez serio nie jest w stanie zaglebic sie w specyfike problemow, jakie tu mamy, przynajmniej od dwoch lat.
    Prosze, nie mysl, ze komukolwiek odbieram prawo do oddania glosu. Chcialabym wiedziec jakie sa praktyki w innych unijnych krajach. Przypuszczam, ze jest tak, jak w Polsce.

    Moj znajomy Anglik ma klopoty z poruszaniem sie, ale bedac w Polsce glosowal przez Internet. A u nas nowoczesnosc zostala z wyborow wyrugowana ostatnimi zmianami w Prawie Wyborczym…bo prezes nie uzywa.

  236. @konstancja
    14 marca o godz. 21:33

    Nie wiem jak jest w Unii, ale tutaj ludzie głosują głównie listownie (materiały dostaje się pocztą, a potem wysyła lub osobiście wrzuca do urny), również za granicą.
    Też jestem zdania, że nie powinno się dokonywać wyborów, których konsekwencji nie będzie się ponosiło osobiście, ale o tym już tu kiedyś dyskutowaliśmy.
    Co do „wgłębiania się w specyfikę problemów”, to mam dosyć sceptyczne zdanie, bo i tubylcy się specjalnie nie wgłębiają i nie jestem pewien, czy za każdym razem rozumieją istotę i dalekosiężne skutki określonych decyzji wyborczych. Mówię o referendach w słynnej tutejszej demokracji bezpośredniej.
    A w Polsce widziałem już wybory lokalne, w których kandydaci nie dostali ani jednego głosu, znaczy nawet sami na siebie nie zagłosowali, ani ich rodzina 😉

  237. Dziękuję wszystkim za informacje 🙂
    Stało się dla mnie jasne,że w razie ewentualnego przyjazdu nie należy afiszować się poglądami zarówno na temat spraw państwowych,jak religijnych. Bo mogliby jeszcze zacząć wzywać do sądu za obrazę uczuć religijnych i patriotycznych 🙂
    Niby żart – ale ocierający się o prawdę.