Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

9.03.2018
piątek

Oda do Bloga

9 marca 2018, piątek,

Oda do Bloga

Wierzyć mi przykazano. Złączony z Narodem,
Gdzieś pomiędzy Europy Wschodem a Zachodem,
Wsłuchany w głosy domokrążców z Watykanu,
Głoszących istnienie i wyższość boskiego planu,
Szedłem przez ciemne lata niechlujnego socjalizmu,
Skutecznie wyprany nawet z patriotyzmu.
I gdy papież uparcie definiował mi wroga,
Nie wierzyłem w boga i nie miałem Bloga.
I zamiast po bożemu porozmawiać z Panem,
Włączyłem komputer i zblogowałem się na amen,
Więc, że nie jestem się stąd wyrwać w stanie,
To Ty mnie chociaż poblogosław Panie.
I Blogu wielkie niech będą dzięki,
Za koniec tej bezblogowej udręki,
Bo bóg me prośby totalnie ignorował
I nigdym go nie ujrzał. Tak  przede mną się chował!
Nie przemówił do mnie, nie przekazał znaku,
Znaczy się, nie zaliczył mnie do Polaków.

A Ty, wewnętrzny emigrancie,
Co dzisiaj robisz  po fajrancie?
Nie bój się Bloga, co bezbożną mową
Nie jest za czynioną odgórnie odnową
I „dobrej zmianie” skąpi wszelkiego poparcia.
I nie pomogą tu szat niemodnych darcia,
Bo chociaż nieco wyboista jest ta droga,
To prowadzi prosto do Ateistów Bloga.
Ja też zadzieram kiece i tam lecę.
I niech Blog ma nas w swojej opiece.

Na blogowisku,
Na najdziwniejszych wpisów wysypisku,
Duch Anumlika trwa na posterunku
Czuwając, aby z Jego wizerunku
Nikt nie usunął wady lub zalety.
I aby wszystkie tego świata kobiety
Święto miały nie tylko ósmego marca.
I jak przystało na zawsze młodego starca,
Wygłasza prawdę najprawdziwszą z prawdziwych,
Która trafia tak w szpetnych, jak i w urodziwych,
Że jedna jest dla nas porozumienia płaszczyzna:
Blog, humor i polszczyzna.
Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 158

Dodaj komentarz »
  1. Ha ha ha ha ale fajne, dzięki Qba 🙂 🙂 🙂

  2. izabella
    9 marca o godz. 10:57

    Ja nie mogę. Natomiast na odwrót, oj…

  3. Nowy talent mamy 🙂 Brawo Qba!

    E tam, Belmondo to jest to, żadne inne nie sa takie sexi. 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Łysol…
    A brzydal z wdziękiem 🙂

  6. O, spadam bo domowy brzydal człapie na swoj fotel 🙂

  7. Cieszę się że na weekend jest coś lżejszego 🙂

  8. Co tak cicho. A teraz przyjdzie Antonius i powie że znowu wyciągnęłam jakiegoś zakurzonego Egipcjanina. A to zbiegowisko okoliczności tylko.

  9. „- Nowelizacja ustawy o IPN to zemsta wieśniaków – ocenia Christopher R. Hill, ambasador USA w Polsce w latach 2000-2004. Jego opinia pojawiła się na łamach „Washington Post”.”.

    „Zemsta wieśniaków”. Uomamuniuuu, cudo! W sam czubek gumofilca.

  10. No, no. Wczoraj wydobyłam z archiwalnego niebytu przekomarzanki Qby z anumlikiem – i od razu jest odzew. Czy przypadkowa zbieżność w czasie? W każdym razie brawo. Qbo, zostań z b(l)ogiem!

  11. Nie tylko piszesz ciekawie, ale jeszcze dasz się lubić!
    Jak Qba blogu – tak blog Qbie!

  12. Qba – moje uznanie! Wstępniak wierszowany, w kroju nieco pantadeuszowy i pacierzowy – co ma zaletę: można odmawiać koronki ody; zgrabny, dowcipny, ateistycznie trafiony i laudacyjny. Oda do Bloga, jak trwoga to też do Bloga?
    Łolabloga !

    biba
    9 marca o godz. 15:21

    Jak Qba blogu – tak blog Qbie!, biba Qbie a Qba – Rybie. Komisarzowi Rybie.

  13. wbocek
    9 marca o godz. 15:06

    Tak jest, to zemsta wieśniaków. A ściślej: wcześniaków wieśniaków.

  14. @nefer, @Ewa-Joanna, @Na marginesie, @biba, @Tanaka, @….

    Wasze uznanie, Drogie Blogowisko
    Potwierdza jedynie to wszystko,
    Co w dowodzie moim osobistym
    Zapisano pismem zamaszystym
    W rubryce – Szczególne znaki:
    Talent byle jaki.
    Teraz zatem wszystko wiesz już –
    Jak na beztalencie, to po prostu geniusz.

  15. @ wbocek
    9 marca o godz. 15:06
    @Tanaka
    9 marca o godz. 16:14

    On, jako polityk, nie mógł rzec tego dosadniej. Ja to już dawno określiłem mianem – zemsta gnojków.

  16. Jak Qba się chwali, to i ja. Opowiem przygodę.

    Czepił się mnie kleszcz. Nachlał się mojej krwi i zdechł.

    Proszę uprzejmie zerknąć. Chyba to bardziej wiarygodne niż jakiś całus turyński…tfu! całun. prawda? Neferko, ślę Ci całuny i mogę zatańczyć sirtaki, choć mam 40 gorączki. La Ciebie, jak stoję, z dziką przyjemnością w tej chwili do wody wskoczę na główkę. A jak będzie ciut cieplej, z falochronu – na dupkę, co jest trudniejsze. Żeby się przed Tobą popisać oraz na złość tym, co ostrzegają przed skakaniem.

    Wprawdzie z fotki nie widać skutku, czyli zdechnięcia kleszcza, ale z całunu nie widać przyczyny, więc proszę wierzyć na słowo, że zdechł. Znaczy, nie całun – kleszcz.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6530975951837331250?authkey=CJ2_rOP309fPcQ

  17. Blog Ci zapłać Qbo, za ten pogodny wierszyk.

    My chcemy bloga w naszym kraju,
    Wśród starodawnych polskich strzech.
    W polskim języku i zwyczaju,
    Niech bloga wielbi Chrobry, Lech.

  18. To nie ja, jakby się kto pytał.
    Nie wiem nawet kto to był Lech Chrobry

  19. Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie, czyli jak mnie największy od roku przyjaciel Krawacik wczoraj załatwił.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6530984874747173426

  20. wbocek
    9 marca o godz. 17:17

    o matko, pombocku 🙂

    basia.n
    8 marca o godz. 21:17

    Przepraszam ale chwilowo nie mogę o polityce. Jeszcze wrócimy nieraz do tematu.

    ***

    A tymczasem moi mili, nie wiem jak wy, ale dziś wieczorem pora na maleńkie seczego. Dawno nie było.

  21. Zrobię sobie przerwę w blogowaniu, bo nie przepadam za wierszami. Gdy przyznałem się mojej polonistce, że nie trawię Słowackiego i Mickiewicza, to zabroniła mi przyznać się do tego, że ona mnie uczyła polskiego. Lubię jednak niektóre wierszowane utwory, np. Załuckiego: „co spojrzę na cizię, już po dewizie” z „Polaka we Francji”. Qba idzie w tym kierunku, ja nie potrafię ripostować. Napisałem jeden wiersz w życiu, dla koleżanki z klasy maturalnej, ale się nie zachował. Ona mi zasunęła Słowackim – „choćbyś miał księżyc w swoim…coś tam, coś tam, to ja go rozłamię”. Zapomniałem jak to dokładnie było i zapytałem Gugla. Ten mi zaproponował: „Choćbyś miał się zesrać”, a tak na pewno nie było, bo dziewczę było delikatne i nie używało „wzrotów”..
    Chociaż – „on the other hand” – jak mawiał Tewje mleczarz, dwóch kolegów pobiło się o nią na śmierć i życie, bo jeden twierdził, że jest prostytutką, a drugi, że tylko kurwą. Wiem, że nie brała od nich pieniędzy. Wtedy tej istotnej różnicy nie rozumiałem, dopiero w książce Gerharda „Niecierpliwość” miałem wykład fachowca na ten temat. Smutny wniosek przy okazji święta – według definicji Gerharda wiele żon to prostytutki, bo nie robią tego dla przyjemności, a dla korzyści materialnych.
    Hurra! Przypomniałem sobie brakujące słowa: Choćbyś miał księżyc za ślubny pierścionek itd.- powrót starczą pamięcią do roku 1951 udana!
    Prawda była taka, że dziewczyna była ekstremalnie sexy i chyba chętna, bo ze swojej szkoły ją wyrzucili, choć była córką dyrektora. Było z nią jak w szkolnym dowcipie:
    Koleżanka pyta drugą: „Co odpowiedziałaś na pytanie profesora biologii”? Odpowiedź była krótka: „Tak”!
    Ja się bałem takich kobiet i z żalem przekazałem moje umowne prawa koledze, który potem bronił jej honoru.

  22. @Antonius
    9 marca o godz. 18:25

    Miło mi czytać, że podoba się Tobie Załucki. On był w swej twórczości (to moje określenie) nieco „inżynierski” w sensie optymalizacji przekazu – jak najkrócej, jak najtreściwiej i do tego do rymu i rytmu. Można powiedzieć, iż nie tworzył, a konstruował. Ale jak!
    Po zmianie ustroju w Polsce należy on do wielkich nieobecnych. Co nie dziwne, bowiem spod jego pióra wyszło (cytat być może nie dokładny, ale oddaje sens):
    „Bo wiadomo – jak alkoholik
    To Polak i katolik.”

  23. @wbocek
    9 marca o godz. 17:41

    Sadząc po filmie, powinno być:
    Prawdziwych przyjaciół poznajemy przy obiedzie.

  24. Ktoś coś tutaj o Załuckim? Zajrzałam w Gugla.

    „Doprawdy żal mi tych narodów,
    którym do śmiechu brak powodów.”

    Więcej tu:
    http://zalucki.net/tworczosc/satyra/23-komu-do-smiechu

    A ja często sobie powtarzam:
    „Odpocznę sobie. Odpocznę sobie.
    Ducha wyzionę a odpocznę!”

  25. Antonius
    9 marca o godz. 18:25

    Się bałeś bo była sexy, czy dlatego bo Ci zasunęła wierszykiem Słowackiego?
    Ja to się balem czego innego: jak się całkiem ładna i teoretycznie sexy panienka okazywała siostrą zakonną. Taki przypadek: koleżanka zaprasza na imieniny. Trochę się ociągam, koleżanka miła, właściwie prawie sexy, ,ale nie znałem nikogo oprócz jej z towarzystwa. Więc ona mnie dodatkowo kusi: będzie gitara na żywo, fajne melodie. Oooo.., myślę sobie: jakieś bitlesy albo co najmniej czerwone gitary, koleżanka i niezłe towarzystwo, idę!
    Jak przyszedłem, było tak: pojawiła się koleżanka koleżanki z ciocią. Koleżanka koleżanki wyciągnęła gitarę i dawaj: kiedy ranne wstają zoooorzeee…, pan Jezus już się zbliiiiżaaaaa… i cała reszta. Ciocia rozdaje śpiewniki i nie ma zmiłuj – każdy śpiewa. No, jak nie ma zmiłuj, to ja dostałem niestrawności.
    Koleżanka była prawie całkiem sexy, ale tylko do tych imienin. Tzn. dalej była, ale mi się ta jej koleżanka tak na niestrawność rzuciła, że koleżanka bezpośrednia na urodzie u mnie ucierpiała. Musiał to być jakiś Znak, Palec Boży albo patyk w oku, bo jej się taki mąż trafił, że łoboże i matkoboskoczęstochosko!

  26. @Na marginesie
    9 marca o godz. 19:16

    A ja często sobie powtarzam:
    „Odpocznę sobie. Odpocznę sobie.
    Ducha wyzionę a odpocznę!”

    Ja sobie też coś postanawiam:
    „Nos avons toute la vie, pour nous amuser, nous aurons toute la mort pour nous reposer”!
    Lewy może to wierszem przełożyć, aby się wpisać w trend poetycki. Jeśli tego nie zrobi, to ja nieudolnie przetłumaczę.

  27. @Tanaka

    Ja jej nie dowierzałem, nie wiedziałem, dlaczego próbowała mnie uwodzić, bo miałem inną przyjaciółkę, poważną, z którą nawet miałem plany na przyszłość. Podobała się też bardzo mojej rodzinie, poznali ja, gdy bo była druhną na weselu brata. Nie wyszło z powodu przyszłej teściowej. Nie to, że mnie nie chciała na zięcia, ale miałem koniecznie pójść na studia, a na to wtedy nie miałem szans. Wyszła po latach za dentystę.
    Panienka niezbyt ciężkich obyczajów chciała pokazać „siłę”, ale jej nie wyszło.Słowacki mi nie przeszkadzał, skoro go do dziś pamiętam.

    Załuckiego mam komplet na CD. Nikt nie potrafi recytowac jego utworów tak jak on sam. Były próby, ale nieudane. Pewnie najbardziej znany utwór to nie Polak w Paryżu, ale „stworzenie świata przez Polaka”.

  28. @Antonius 9 marca o godz. 19:35
    Ja doskonale rozumiem francuski 🙂
    Poza tym lubię Moustakiego.

  29. Qba
    9 marca o godz. 18:43

    Wybacz, Qbku, że się wytłumaczę z przeklętego dla mnie, bo pustego, wyrazu „prawdziwy”. To był cytat, nie ja. No a Ciebie rozliczę z wyrazu „skuteczny”. Mamy już wprawę w niegniewaniu się – bo i przygadywania z mojej strony nie ma. lecz życzliwość. Mówiłem parę razy, że nie interesują mnie odosobnione błędy językowe, lecz użycia papugomałpie, manieryczne, modne. Tak właśnie jest używany wyraz „skuteczny” i pochodne, które najczęściej są masłem maślanym. Np.: „Skutecznie wyprany nawet z patriotyzmu”. Tak sobie ludzie upodobali, by wzmacniać wyrazem „skutecznie” to, co i bez tego jest mocne. „Wyprany” to forma dokonana, nazywająca to, co się już stało, a nie się dokonująca. Więc już w samym tym dokonaniu jest znaczenie skuteczności. Można powiedzieć: „Był nieskutecznie prany” lub „Był prany skutecznie” – z czasownikiem niedokonanym, ale „Skutecznie” z czasownikiem dokonanym jest niepotrzebnym gadulstwem. Wystarczy „Wyprany nawet z patriotyzmu” – nic w znaczeniu nie ubyło po wyrzuceniu ozdóbki „skutecznie”.

    Qbku, piszesz ciekawie, oszczędnie i rzeczowo, A nieopanowane automatyzmy każdemu się trafiają. Chyba nie sądzisz, że mam siebie za bezbłędną kapucynkę.

    Kurde, faktycznie mi temperatura zbliża się wojskowymi skokami do 40. Jeszcze tylko wtyknę coś Neferce i Tanace i kładę się na katafalk.

  30. @Na marginesie
    9 marca o godz. 19:16

    A może?

    Najpierw za męża miała Leona,
    Potem był Franio,
    Teraz Henio…
    Bo dziś –
    Jak się trafi wierna żona –
    To wszyscy się z nią żenią!

  31. Neferka, Tanaka

    Umiłowani, wychodziłem z jeziora na morze przez próg w sztormowych wrotach, ale tylko raz przy sporym falowaniu jak na mój okręcik. Chcę to pokazać, bo zbliża się wiosna, a u mnie z niecierpliwości nogi same chodzą. To, co pokazuję, to morska turystyka polsko-rosyjska, bo jadę może na Kłajpedę, może na Królewiec – nie mam czasu patrzeć, bo muszę uważać, gdzie jadę. Filmik miał ponad 4 minuty i 440 MB, skróciłem do dwóch z groszami. Wiatr jest północno – wschpodni, więc jadę w łopocie i o żaglach nie ma mowy. Tanaka oceni, że fala jest spora, ale więcej martwa, a wiatr – nie za wielki, nawet nie czwórka. Skończyła się rowerowa turystyka plażowa, więc się szykuję do przybrzeżnej. Neferka może powie, że co to za turystyka, jak nic nie widać, sama woda. Kurde, Neferko, mógłbym na to nic patrzeć dzień i noc. Tak jak Ty czasem w ognisko może patrzysz Przy tej fali żadnego zagrożenia dla patrzenia nie ma.

    Tanace nic nie mówię, bo w takich sprawach nic mu nie trzeba mówić Powiem tylko, że wrota teraz są furt otwarte, nie ma progów, więc wyjazd do Kłajpedy czy na Bornholm jest prosty jak z powrotem wjazd. No i jeszcze w niedzielę wymyśliłem własny turystyczny szlak: z jeziora Jamno na morze, morzem do kanału Szczuczego za Dąbkowicami, kanałem wjeżdżam na jezioro Bukowskie i mogę jechać do Dąbek, Bukowa Morskiego czy gdzie mnie poniesie. Niech żyje Neferka i wszystko!

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6531010394486762130?authkey=CIDrxICE3ejVGw

  32. @wbocek
    9 marca o godz. 19:56

    Pozwolę sobie mieć inny pogląd.
    Albowiem:
    – w kraju, który cechuje m.in. niechlujstwo zdarza się coś wyprać mało skutecznie, czyli pozostają pozostałości,
    – uzurpuję sobie prawo „poetycznego” spożytkowania słów, czyli tworzenia przenośni, nierzadko dziwnych; poetyczność ma to do się.

    Tu konkretnie, nie widzę różnicy treściowej (w sensie skuteczności działania) pomiędzy „skutecznie prany”, a „skutecznie wyprany”. Skoro dopuszczasz „prać nie/skutecznie”, to przewidujesz zakończenie czynności z w.w. skutkiem. Jeżeli powiesz „prał nieskutecznie”, to sugerujesz możliwość dalszego ciągu aż do osiągnięcia skuteczności. Ale mówiąc „wyprał nie/skutecznie”, to stwierdzasz, że czynność nie będzie kontynuowana bez względu na wynik. Tym samym określenie „wyprany skutecznie” oznacza jedynie całkowicie pozytywny wynik działania.

    Życzę skutecznego spadku temperatury do zadowalającego poziomu.

  33. @wbocek
    9 marca o godz. 20:25

    Skoro już jesteśmy przy języku polskim. Pozwoliłem sobie zajrzeć do Twego wpisu j.w. mimo, iż nie do mnie adresowany. Wybacz.
    Użyłeś sformułowania „…muszę uważać, gdzie jadę.” W języku polskim istniał kiedyś zwyczaj stosowania pytania dokąd w sytuacjach dynamicznych i pytania gdzie w statycznych. Czyli „dokad jadę” i „gdzie jestem”. Nie mam pojęcia, czy to dalej obowiązuje. Potocznie słyszę na ogół wersje takie, jak Twoja. Ale ucho/oko moje marszczy się nieco.

  34. @wbocek
    9 marca o godz. 19:56

    Wybacz nieporozumienie. Ja napisałem Twój cytat ze zmienioną końcówką. I o to mi chodziło. Taki dowcip.

  35. wbocek
    9 marca o godz. 20:25

    faktycznościowo, Pombocku, fala bardziej martwa niż wietrzna, ale tłuczesz kajakiem o wodę całkiem fest. Tak się zaparzyłem na to morze, że mi się zaczęło zdawać, żeś już na sam środek wypłynął i zaraz będzie widać brzegi Karla Gustava. Miałeś jakąś porządną piankę na sobie, bo woda ma pewnie nie więcej jak z 6*C?
    Tak mnie rozśmieszyłeś pozdrowieniami dla wszystkich Polaków i Polaczek, że byłbym kawę rozchlapał na klawiaturze, gdybym o takiej porze pił.
    A że wypić trzeba, bo i ogólnie, oraz Neferka wzywa, to i seczego !

    Ale zaraz: jakżeś kajakiem po morzu wędrował mając 40* temperatury?

  36. Tanaka
    9 marca o godz. 20:45

    Tanaczku, nie powiedziałem wyraźnie – winowat – że to z tamtego roku. Jamno jeszcze zamarznięte. Ale najważniejsze, że tak będzie wyglądało. Tak się podpaliłem do tej turystyki, że temperatura może mi do 60. skoczy. Niech skacze, najwyżej się zapalę i zgasnę – jako stary dziad.

  37. pombocku, do łózia :/

    ***

    Tak sobie myślę, wszędzie polityka a tu wysepka absurdu. Bez tego zwariowalibylibyśmy.
    A więc, wspominając, – Prost!

  38. Qba
    9 marca o godz. 20:29

    Qbku, nie warto mnożyć niuansów, bo można nosacizny dostać Znam już Twój upór, ale tu nie o upór chodzi i o moje dywagacje – skoro już się nie przyznajesz – lecz o formalne masło maślane. Masz swoją konstrukcję „Skutecznie wyprany nawet z patriotyzmu” – nie może być inaczej WYPRANY niż skutecznie. I moją „Wyprany nawet z patriotyzmu”, która zawiera w sobie pełną treść poprzedniego zdania, tyle że bez niezgraności. „Skutecznie” jest w Twoim wyłącznie niepotrzebną ozdóbką, pleonazmem. Nie przyjmujesz – trudno, do wójta nie pójdziemy.

  39. @Qba

    Szapka bach, Qbusiu! Bo udało Ci się przednie! Po pierwsze – nie mogę przestać się śmiać, a po drugie…trochę się wzruszyłam bo Twój poemat zgrabnie oddał to czemu tak lubię tu przebywać…

    Tak mi dopomóz Blog!

    Happy Friday, everyone! 😀

  40. Nefer
    9 marca o godz. 20:57

    Yup! Promyczek światłosci. Wiecie co? Naprawdę lubię tu bywać…

  41. Kostka
    9 marca o godz. 21:35

    No. Byłoby miło jakby też czasem blogowym skrytożercom zechciało się odezwać 😉

  42. @Nefer
    9 marca o godz. 20:57
    @Kostka
    9 marca o godz. 21:33

    Poważnie już było. I nie pomogło. Jak Bloga kocham!

  43. Nefer
    9 marca o godz. 22:07

    Une nieśmiałe. Albo oniesmielone… 😉 Mi też zajęlo parę lat wyjście z szafy (na bloga)…

    To co z tym seczego?

  44. Qba
    9 marca o godz. 22:17

    „Poważnie już było. I nie pomogło. Jak Bloga kocham!”

    I nie pomoże! Nic naprawdę, nic nie pomoże…

    https://youtu.be/pgQbx-0Y0yY

    Głupawka mi się przez was włączyla 😉

  45. Kostka
    9 marca o godz. 22:28

    Ja tu nastałam w dniu kiedy się potwierdziło że du*a wygrał bo musiałam się wysapać. No i tak się wysapuję do dzisiaj.

    Jestem w połowie drugiego malutkiego kieliszeczka, więcej nie mogę, i tak już przez to nie zasnę do 3 rano.

  46. Qbusiu!
    Super, brawo itd!

    Talent nie byle jaki
    daje się we znaki
    kwitnąc już w marcu
    jako polne maki
    w glinianym garncu.

    P.S. A propos uprać – wyprać jestem za tą drugą forma, bo wbiła mi się w pamięć taka oto wywieszka na wystawie pralni „upiór dzienny”.
    Nie wiem już sama, czy to była anegdota, którą zapamiętałam, czy tzw. fakt realny widziany na własne oczy.

  47. Jak to było? Moskaliki czy co?

    Kto mi  powie, że z Qubusia
    Nie jest lepszy wieszcz od Wencla
    Temu spuszcze łubu-dubu 
    Pod tą kurią  w Kielcach

  48. @mag
    9 marca o godz. 22:44

    A ja pamiętam na szybie wystawowej prywatnej piekarni napis:
    „Ciastka stale świeże”

    A skoro może być „ZAKAZ DOBIJANIA DZIOBEM” z portu Gdańsk, to i „upiór dzienny” może być.

    Zrobiłem kiedyś zdjęcie (i mam je do dzisiaj) tablicy państwowej (emalia, na czerwonym tle białe litery) z napisem:
    „WOJEWÓDZKI KOMITET PRZECIWPOWODZIOWY W ŁODZI”.

  49. Nefer
    9 marca o godz. 22:39

    Ciebie pamiętam jeszcze od Passenta ;-). U Passenta też siedziałam cicho bo ja z tych nieśmiałych…

    U mnie tyci tyci gin (z Glasgow) i tonik. Ku pamięci Anumlika, niech nam świeci opiekuńczo w panteonie blogowych herosów

  50. @Kostka
    9 marca o godz. 22:48

    Ja bym z Wenclem nie zadzierał
    Bo to pewnie jest przechera
    Może piórem dziebnąć w oko
    Jak podskoczę zbyt wysoko

  51. Qba
    9 marca o godz. 22:50

    Pasjami fotografowałam dziwne napisy w czasach studenckich ale twoje przykłady są o wiele lepsze.

    Mój pocieszny był np z gór świętokrzyskich „Strefa spadania z góry lodu i innych elementów”

  52. Qba
    9 marca o godz. 22:52

    Wencel tobie nie podskoczy
    Bo grafoman nie przechera
    Same smuty i w ogóle 
    Niech się z listy lektur zbiera

    PS. Żeby dzieciom w głowie nie mącic!

  53. @Kostka
    9 marca o godz. 22:59

    Ja tam jestem przeciw walce
    (Chyba, że drogowe)
    Wolę brudy wyprać w pralce
    Albo kupić nowe
    Niech więc Wencle piszą wiersze
    Tępo lub na tempo
    Czytać będą Dudy pierwsze
    Wraz z niejaką Kempą
    Wieszam zatem broń na kołku
    I zęby umywam
    Składam dłonie na podołku
    I w sen se odpływam

    Czyli dobrej nocy życzę

  54. Puk, puk. Zamknięte.
    Spoglądam przez dziurę i cóż to widzę?
    Cały blog przy barze, w rękach kielichy
    roześmiane twarze.
    Dalej zamknięte. A na drzwiach króluje
    napis: Dziś tylko wierszem!
    Trudno sie mówi, kobyłka przy płocie,
    a ja się męczę z wierszem przy sobocie!

  55. Ewa-Joanna
    9 marca o godz. 23:52

    Caly jak caly… 😉

    Wszyscy sie pospali chyba w miedzyczasie

    Qba
    9 marca o godz. 23:19

    Oniemialam i juz w ogole nic sie nie odzywam 😉

    PS. A Nefer chyba czeka na pomoc na Everescie… Chyba, ze ciagle probuje schodzic o wlasnych silach…

  56. Jeszcze nie weszłam na Everest, dopiero wychodzę do pierwszego obozu

  57. @Kostka
    Albo sie jeszcze nie obudzili. 🙂

  58. @Nefer
    10 marca o godz. 0:06
    Uważaj i nie potknij sie o jakieś smieci, bo mnóstwo ich tam zostało.

  59. Ewa-Joanna
    10 marca o godz. 0:28

    Zeby tylko o smieci….

    Witamy nocna zmiane z antypodow! 😉 Ja juz niestety ziew za ziewem wiec chyba wraz z moim „Magusem” Fowlesa przeniose sie zaraz do lozka

  60. Ech, nocno-dzienna zmiana idzie po zakupy 🙂

  61. Jak jechałem przez Kobylnicę Słupską trzy miesiące temu, ta tablica jeszcze była. A trzyma się już może 28 lat, bo kiedy wielokrotnie tędy przejeżdżałem – była na posterunku. Mnie ona bardziej wzrusza niż ziębi i chyba nie tylko mnie, skoro nikomu nie przeszkadza. Dokąd jakaś pisowata małpa – za głupia, by rozumieć, że znaczenia rzeczom przydaje człowiek, a nie że one w rzeczach SĄ – nie oskarży właściciela o zbrodnię propagowania totalitaryzmu. Jak patrzę w internecie na kurdupla na drabince,
    dostaję zajadów ze śmiechu. Bo jeśli snuje się jak smród po gaciach jakiś totalitaryzm, to właśnie w nim. Ale znów totalitaryzm w rozdeptanym kapciu?! Stąd właśnie mam zajady.

    *https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6531227585130501169/6531227585142252242?authkey=CPSYrt-DgMrwLw

  62. Skoro wszyscy walą rymami, to napisze też, co mi luba (konkurencja seksbombeczki) napisała do zeszytu, chyba z fizyki?

    Wszystko na świecie przemija powoli,
    młodość i miłość i to co boli.
    Wszystko przemija, tak chce przeznaczenie,
    jedno na zawsze zostaje – wspomnienie.

    Skoro tak, to i kaczyzm minie, ale ja tego chyba nie dożyję.

  63. Qba
    9 marca o godz. 20:39

    Qbo, to, co prezentujesz, to właśnie najczystszy puryzm biorący się ze skromnej wiedzy o języku i prawach nim rządzących. Z całą pewnością za Twojego i mojego życia nie obowiązywało używanie „dokąd” dla oznaczania kierunku, a „gdzie” – dla oznaczania miejsca. Kiedyś latami obserwowałem wymądrzających się publicznie o języku bardzo znanych intelektualistów-niejęzykoznawców, którzy, podobnie jak Ty z tym rozróżnianiem „dokąd”/”gdzie”, dzielili się purystycznie i NIETRAFNIE tym, co im w duszy grało. Oczywiście, nikt nie zabroni używać języka zgodnie z tym, co w duszy gra, ale publiczne wypowiadanie się o normatywach wymaga jednak wiedzy, nie muzycznej duszy. Historia języka to już dla mnie bardzo stare dzieje, więc nie przypomnę sobie, kiedy „gdzie” zaczęło być używane w znaczeniu kierunku, ale z całą pewnością jeszcze przed Twą babcią lub nawet praprababcią. Rygorystyczne rozróżnianie „dokąd” i „gdzie” mogło być w języku prasłowiańskim i prawie na bank – w starocerkiewnosłowiańskim, ale później to różnymi drogami szło. W rosyjskim na przykład obowiązuje do dziś. Majaczy mi się, że również w językach południowo-słowiańskich, ale alzheimerowej pamięci bym nie ufał.
    Krótko mówiąc, Qbo, Polacy, nie mając wiedzy o języku, mają ambicję do arbitralnego wymądrzania się o nim (nie tylko o języku). Jeśli spotkałeś się kiedykolwiek z rozróżnianiem znaczeń „dokąd” i „gdzie”, to z całą pewnością był to taki właśnie znawca. Dotyczy to również części polonistów, zwłaszcza o specjalności literaturoznawczej.

  64. @wbocek
    10 marca o godz. 10:30

    Krótko, bo wybywam.
    Podejrzewam, że wątpię. Większość języków, które liznąłem, posiada wyrazne gramatyczne rozróżnienie stanu ruchu i spoczynku. Tak jak w j. polskim. A że w Polsce nie chce się tego używać, to może być częścią ogólnonarodowego niechlujstwa. Rozmawiałem o tym z prof. Bralczykiem i jego stanowisko było adekwatne – „co za różnica”. A że dla mnie jest, to i bąknąłem cóś.

  65. Qba
    10 marca o godz. 10:36

    Dlatego Cię nazywam amatorem-purystą, nie znawcą. Język to nie zbiór rygorystycznych nakazów i zakazów, lecz plastyczne narzędzie poznania, komunikacji i wyrażania emocji.

  66. Ujmując pedantycznie jesteśmy gdzieś idziemy dokądś
    Język potoczny tym się nie przejmuje i idzie, gdzie chce 😉
    Chyba żeby zmierzał, to wtedy stylistycznie ładniej wygląda dokąd

    – Gdzie idziesz?
    – Do kina
    – Co grają?
    Quo vadis
    – Gdzie idziesz?
    – Do kina!!!

  67. Ewa-Joanna
    9 marca o godz. 23:52

    Noo, jak puk-puk zamknięte, to musi być stuk-puk ta ściana tak cienka:

    Jakże ściana ta cienka z nią miła panienka,
    Która kładzie się pewnie już spać
    Wiec cichutko jak puszkiem
    muskam młotka ołużkiem
    ten mój gwoździk przeleciał psia mać

    ref. Pan wybaczy mi że śmiem
    lecz dziś spać idę wcześniej
    a pan zaczął przy ścianie coś tej
    Słyszę stuk puk a za nim,
    spadł mi gwoździk w tapczanik..
    O, dziękuje… Przepraszam.. Ojej…

    Jakże ściana ta cienka z nią miła panienka,
    Która właśnie kładzie się spać
    Więc cichutko jak puszkiem
    muskam młotka ołużkiem
    ten mój gwoździk przeleciał psia mać

    ref. Pan wybaczy mi że śmiem…

    Jakże ściana ta cienka z nią miła panienka,
    Położyła się pewno już spać
    Wiec cichutko jak puszkiem
    muskam młotka ołużkiem
    ten mój gwoździk przeleciał psia mać

    ref. Pan wybaczy mi że śmiem…

    Ależ ściana ta cienka z nią miła panienka,
    Smacznie pewno zaczęła już spać
    Wiec cichutko jak puszkiem
    muskam młotka ołużkiem
    ten mój gwoździk przeleciał psia mać

    [Jeremi Przybora]

  68. Qba
    10 marca o godz. 10:36

    Qba, nie było mowy o „większości” liźniętych przez Ciebie języków, lecz o „gdzie” i „dokąd” w języku polskim. Inne języki nie mają to nic do rzeczy. Najuczciwsza i najbardziej racjonalna postawa przy tak skromnej wiedzy o języku jak Twoja byłaby: „Nie znam się”. Ale Ci ambicja nie pozwala, więc sadzisz głupstwo za głupstwem, nie próbując nawet sprecyzować, do czego zmierzasz. Szczęść Boże.

  69. Ej! ty na szybkim koniu, gdzie pędzisz, kozacze?

    (Antoni Malczewski
    Maria)

  70. Tobermory
    10 marca o godz. 11:07

    Jeszcze i Ty, Tobermorku, ze swoją amatorszczyzną. Nie ma tu żadnej pedantyczności – to Twój wymysł. „Gdzie” i „dokąd” od niepamiętnych czasów są równoprawne w nazywaniu kierunku. Usiłujesz tworzyć w języku, zwyczajem purystów, własne bajorko. Masz prawo. Ale jest coś takiego jak język powszechny, który najpierw wypadałoby poznać, rozumieć i zaakceptować, a nie robić z niego magazynu własnych, amatorskich preferencji i prywaty.

  71. @Tanaka
    10 marca o godz. 11:08

    Stukam młotka obuszkiem

  72. wbocek
    10 marca o godz. 10:30

    To ja chyba jestem też purysta językowy, oprócz tego, że murarz-betoniarz: rozróżniam „dokąd” i „gdzie” i zgrzyta mi w głowie, gdy ktoś tego nie rozróżnia. Dokąd idziesz?; gdzie jesteś?, mam za punkt precyzji w używaniu języka i właściwego nazywania rzeczy. Gdy ktoś nie zwraca uwagi na precyzyjności, miewam wrażenie, że i może mieć trudność ogólną, z nazywaniem rzeczy, co się często sprawdza.
    Powszechna skłonność do mieszania, upraszczania, jest zrozumiała – choć pewnie zanim doszło do hipotetycznego upraszczania nie doszło do rozróżniania; delikwent nie wykształcił w sobie dość bogatego języka – ale w skutkach prowadzi do tego, na co tu zwracamy uwagę: qui pro quo – każdy gada, co mu się zdaje, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, że gada mało zrozumiale, bo gada przede wszystkim emocjonalnie, by gadać.

  73. Tobermory
    10 marca o godz. 11:19

    No popatrz – chce się wierzyć w człowieka, a nie można. Wziąłem tekst ze strony http://www.poezja-spiewana.pl – co brzmi poważnie, a tu taka niespodzianka: niepoważnie przepisane z Przybory!

  74. @wbocek
    10 marca o godz. 11:17

    Najuniżeniej pana profesora przepraszam za wtargnięcie na jego podwórko 🙄
    Skąd, dokąd, stąd, stamtąd doznają w polszczyźnie już takiego regresu, że wiele osób nie ma pojęcia o ich pisowni, bo chyba tylko z tego powodu spotykam tyle z tąd i z tamtąd
    Z czasem zaczynam wątpić w moją znajomość ortografii…

  75. Przekazywanie informacji w formie rymowanej, nadaje jej jakby wyższą kulturowo jakość. Tak często jest, np. narracje u Mickiewicza – i z za miedzy Goethego i Schillera. Znam mnóstwo przykładów ich autorstwa i pamiętam jeszcze lepiej prześmiewcze przeróbki wiekopomnych dzieł.
    Nie byłbym tego pozytywnego zdania w pełni, bo znam bardzo brzydkie, choć technicznie znakomite wiersze, choćby napisane i wypowiadane sentencje Fredry. Z tych wypowiadanych (podobno) przez samego mistrza spodobała mi się jego riposta do słów napisanych na tablicy przez niegrzecznych uczniów:
    „Stary Fredro w książkach grzebie, a młodzież jego żonę… ” – tu zakończenie do rymu!
    On na to: „Jebcie, jebcie, moje dziatki, ja jebałem wasze matki i z tej to przyczyny wy jesteście skur…”też do rymu!
    Nie wiem czy to oryginalna wypowiedź mistrza, ale IPN może to sprawdzić, gdyż według noweli ustawy zniesiono limity czasowe dla badań patriotycznych. Jeśli powtórzyłem fałszywe słowa, to piszcie do mnie na adres najbliższego więzienia, może w Strzelcach, gdzie kiblowali bracia Kowalczykowie? Wiem, ze nie obrażam redaktora blogu, bo nie są jego kuzynami.
    Odnośnie spisanych opowiastek Fredry największe wrażenie zrobiła na mnie „Królewna, która choć nadobna była, lecz zanadto się …” no itd. Gdy przypominam sobie ten fragment, to myślę o koleżance z klasy maturalnej. Niestety nie miałem wtedy jeszcze przyjemności poznania Fredry.

    Inny fragment nieodparcie przywodzi mi na myśl i plastycznie widzę prezesa, dumającego nad problemem, jakby tu jeszcze coś spieprzyć – przepraszam, że Młynarskim pojechałem, źle się wyraziłem – oczywiście polepszyć po powstaniu z kolan. Współczesny Fredro – anonim zwrócił mi uwagę na to, że przy zbyt gwałtownym wstaniu z kolan można pierdol…ć łepetyną, np. o jakąś przeszkodę i to może dać opłakane skutki.
    Fredro napisał o potomku królewskim, a może o nadwornym błaźnie? Nie, chodziło o astrologa:
    ” i szukając rady w niebie, z roztargnienia s..ł pod siebie…
    I tak siedział dzionek cały, aż mu jaja posiwiały”.

    Qba doskonale scharakteryzował kunszt „poetycki Załuckiego – mnóstwo informacji przy użyciu niewielu słów i to godne naukowca z nauk ścisłych. Na tym blogu nie wypada mi korzystać ze wspaniałych arcydzieł humoru w języku sąsiadów zachodnich, choć nimi dysponuję, fragmentarycznie słyszałem też „czastuszki” o niezłym przekazie informacji, może państwo znają dalszy ciąg do: „Nasza chata gontom kryta na wierchu p…a przybita”. Wykropkowałem wyraz znany z katastrofy smoleńskiej.
    W ciągu 70 lat obcowania z polską kulturą czerpałem z niej całymi garściami. Każdy człowiek chciałby uchodzić za człowieka kulturalnego (może nawet posłanka P.) i pewnie sam o sobie tak myśli, ale nie wypada tym się chwalić. Nie jestem wyjątkiem, ale w odróżnieniu od większości Polaków mam prawo mówić, że jestem dwukulturowy! To nie jest moja zasługa a okoliczności geopolitycznych. Znam dużo ze skarbów kultury niemieckiej, ale z czasów, gdy byłem dzieckiem, więc nie znam odpowiedników Fredry itp. Tylko przyzwoity humor, ale ten jest wspaniały. Wiersze w stylu Załuckiego wraz ze znakomitymi rysunkami największego humorysty niemieckiego – Wilhelma Buscha poznałem jako dziecko. Moralitet Max und Moritz znało każde dziecko, jak „Dzieci z Bullerbyn” moje córki. Niestety nie mam zdolności rymotwórczych Artura Andrusa, bo warto by to przełożyć. W polskim Liceum żona poznała kilka rymowanek z literatury poważnej i jedną linijkę Króla Olch pamięta do dziś, ale to fragment czubka góry lodowej. Moim fartem, albo przekleństwem, jest ta dwukulturowość, z której żona nie jest w stanie skorzystać. Trudno! Może wytrzyma ze mną jeszcze trochę =- już kombinuje, jak organizować spotkanie rodzinne z okazji diamentowych godów w jesieni, ale dała mi wybór, czy pójść do kościoła lub pilnować domu. Pewnie stanie się tak jak w życiu Francuza:
    Jest trzy razy w kościele, ale nigdy z własnej woli. Do chrztu noszą go rodzice, do ślubu ciągnie narzeczona i w trumnie noszą go przyjaciele.
    Mnie zawiezie rodzina na wózku. Gdy nie chciałem pójść na czyjś pogrzeb, argumentowałem tak: „Nie pójdę, bo on też nie przyjdzie na mój pogrzeb”!

  76. @Tanaka
    10 marca o godz. 11:23

    😉 Ja też się kiedyś tak naciąłem, gdy bez przeczytania wkleiłem tekst Obiadu rodzinnego Młynarskiego. Mam wrażenie, że osoby spisujące tekst ze słuchu mają nikłą znajomość rzeczy i wpisują, co im się zdaje 😉

    Wujek Leon z punktu ku kuzynkom czterem,
    Z odpowiednim zmierza żartem, czy duserem,
    Dziadzio je z orderem, kuzyn z profelerem,
    Ciocia tartym serem sypie w krąg.

    Moim zdaniem chodzi o propeller czyli żartobliwą nazwę muszki kształtem przypominającej śmigło.

  77. Nie mogę się wtrącić twórczo do dyskusji licznych blogowych znawców subtelności mowy polskiej, bo już dużo utraciłem ze wspaniałego przekazu mojej kochanej polonistki. Z przyczyn niezależnych w pełni ode mnie piszę i/lub myślę w 2 i pół językach. Często łapię się na tym, że po napisaniu przymiotnika za rzeczownikiem brzmi mi to niezbyt ładnie. Jest to jednak norma w języku francuskim (to ta połówka języka), występuje często w niemieckim, a w polskim głownie wtedy, gdy używa się kilku przymiotników, wtedy jeden może lub nawet musi być „z przodu” a drugi „z tyłu” i wymowa całości zależy od wyboru „przód-tył”. U mnie zwycięża wtedy lenistwo. Czuję, że po polsku byłoby ładniej zamienić wyrazy, ale w blogu mam z tym kłopoty techniczne, których nie mam w Wordzie – więc macham ręką i zostawiam szyk „zachodni”.

  78. Tanaka
    10 marca o godz. 11:19

    Tanako, nierozróżnianie „gdzie” i „dokąd” w znaczeniu kierunku nie ma nic wspólnego z precyzją, ponieważ od niepamiętnych czasów są to zaimki w tym znaczeniu równoprawne. Więc nie tylko nikt nie robi błędu, mówiąc „Gdzie idziesz?”, zamiast „Dokąd idziesz?”, ale też i nieporozumienie jest wykluczone. Więc nie tyle o precyzję chodzi, ile o splendit isolation ludzi przywiązanych do swoich skamieniałości: „Wy sobie mówcie jak chcecie, a ja będę mówił jak ja chcę”. Wolna wola oszywiśsie. Ja mówiłem i mówię wyłącznie o tym, że to ludzie nadają znaczenia wyrazom, a nie odwrotnie, więc chodzą sobie te znaczenia tak krętymi drogami, że amator za nimi nie trafi. Więc bardziej po bożemu byłoby nie licytować się na poprawność i nie wmawiać komuś niestworzonych rzeczy, lecz przygotować parę tysięcy fiszek i je wypełnić różnorodnymi użyciami. By dopiero na samym końcu dojść do konkluzji, jaka jest dominująca praktyka. Bo w życiowej praktyce głównie powstają językowe normy, a nie administracyjną decyzją językoznawców w oparciu o logikę czy Pismo Święte. Bo co na przykład jest logicznego w „siedzącym miejscu”?

    Miałem powiedzieć wyłącznie o tym, że dwa zaimki „gdzie” i „dokąd” w znaczeniu kierunku są od dawna równoprawne. To w niczym, oczywiśsie, nie przeszkadza prywatnym preferencjom. Ale z prywatnych preferencji nie można robić powszechnej normy: „Macie mówić jak ja”. Moje spore doświadczenie fiszkowe, uszne i oczne nauczyło mnie, że tak się jednak robi. Język jako twór społeczny jest o wiele bardziej plastyczny niż przywiązany do mojości osobniczy rozum.

  79. Antonius
    10 marca o godz. 12:01

    Antoniusie, mamy to szczęście, że polski jest językiem fleksyjnym, w którym miejsca wyrazów w zdaniu nie są sztywne, dzięki czemu można jednej wypowiedzi nadać 14 barw plus osiemnaście odcieni. Tyle że i tak nikt nie słucha, bo jest w Polsce tylko przymus mówienia, słuchanie zaś to wyższa szkoła jazdy, której żadne szkoły ani kursy nie uczą.

  80. Na okolicznosc rozpoczecia 20-tej rocznicy rzezi ( na uzywanie slowa holokaust oburzaja sie Zydzi) w Ruandzie obejrzalam program dokumentalny z tego kraju. Juz ze dwa razy cos stamtad ogladalam. No to wielce cywilizowane kraje jak Izrael i Polska uczyc sie, uczyc sie od tego kraju. Wysylac tam delegacje, chodzic na tamtejsze szkolenia..
    Na pewno nie jest tak rozowo jak pokazano w tych dokumentach, ale robia wszystko, tez z pomoca miedzynarodowa, zeby nauczyc sie zyc obok siebie. Tutsi, niestety nie mogli wsiasc w pociag na Dworcu Gdanskim ( wspomne ostatnia huczna rocznice jedynie) i ci ludzie musza zyc obok siebie. I jakos zyja, wszystko robi sie, azeby nie dopuscic do rozdrapywania ran. A oprocz tego jest to jeden z najbardziej rozwijajacych sie krajow w Afryce. Z tym samym prezydentem od wielu lat z plemienia Tutsi ( tego zarzynanego), ktory zapewne nie jest idealny, ale wie, ze najwazniejsze dla obywateli jest zachowac spokoj.

  81. @Qba
    9 marca o godz. 18:42
    Chciałem coś wnieść do przybliżenia blogowiczom poezji Załuckiego i wysłuchałem 20 ścieżek z jego monologami. W 14-tej jest historia jego syna, nieprzystosowanego do życia w Polsce, bo jest abstynentem. Tam jest ta fraza o „alkoholiku, katoliku i Polaku. Ubolewa nad tym, ze jego niewydarzony syn nawet nie postawi mu kieliszka, „bo nie lubi Tata z Mamą”. Nie wiem, czy dojrzalsi blogowicze jeszcze pamiętają, co to za napój?

  82. @Antonius 10 marca o godz. 14:17

    Wyguglowałam – świetny tekst
    „W całej Europie przecież wiedzą,
    od Morza Czarnego do La Manche’a,
    że w Polsce dzieci tylko j e d z ą,
    dorosły – z a k a n s z a !

    I Ministerstwo Aprowizacji
    (co stwierdzam nie bez pychy)
    mają wkrótce przekształcić…
    W Ministerstwo Zagrychy !
    A on – on co ?
    On, proszę Gości,
    w oparach tarza się trzeźwości –
    aż mi go żal ! Bo pojmie wkrótce,
    że spod nieszczęsnej jest gwiazdy…
    Wszak u nas wszystko
    załatwia się przy wódce:”

    http://teksty.org/marian-zalucki,wyrodny-syn,tekst-piosenki

  83. @wbocek 10 marca o godz. 12:43

    A ta „splendit isolation” to w jakim narzeczu?

  84. To może ja napiszę zupełnie o czymś innym,bo dziś jest wprawdzie nieoficjalny,ale MDM 🙂
    Ponieważ Tanaka tak ładnie złożył życzenia kobietom dwa dni temu,więc zadedykuję wszystkim panom piosenkę Tiny Turner – Simply the Best,
    która chyba spodoba się wszystkim.Szczególnie,jeśli wyobrażą sobie,że słowa odnoszą się do nich 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=rLi-KJJTSyc

  85. Na marginesie
    10 marca o godz. 14:36

    Dziękuję, Namarginesko. Rzeczywiście w narzeczu plemienia Kiksów.

  86. @wbocek 10 marca o godz. 16:24

    Anumlik byłby teraz coś zwierszował…

  87. Ewa-Joanna

    Ewo, z racji parokrotnej z Tobą sporności czułem się niepotrzebnie. Chciałem to jakości (wilniucka forma) odkręcić, ale siała baba mak, nie wiedziała jak. Nie mogłem Ci wręczyć z okazji Dnia Kobiet goździka ani róży. Nie że mnie to nuży – chociaż nuży – ale cóż to za okazja Dzień, skoro dni jest 365. Więc myślałem, myślałem i wymyśliłem kolory. Nie wiem, czy u Was kolory też są do góry nogami, ale liczę, że coś sobie przypomnisz z tutejszych zaświatów i nie będzie to takie szaro-bure i nieprzyjemne jak polityka. Owo Ci przedkładam.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6531370611378260865/6531370614989778642?authkey=CLKn0tXWk4SJ5QE

  88. skoro juz jestesmy przy jezykowych omsknieciach, to jak Wam brzmi w uszach takie cos…. pojechalem do Radomska, GDZIE mam wyglosic przemowe\wyklad\ prelekcje.

    Strasznie mi w uszach brzmi uzycie GDZIE zamiast W KTORYM. A coraz wiekszy zasieg ma ta zaraza. Ze poslowie tak mowia- trudno; ze politycy uzywaja- nic nie poradze.Ale nie moge wybaczyc dziennikarzom operujacym zywym slowem na antenie, albo korektorom w prasie.
    Byc moze taki stan rzeczy stanie sie uzusem, jak powiada Miodek, ale mnie do dzis zgrzyta w uszach.
    Nie wiem, jak nazwac ten status, nie jestem jezykoznawca. a moze sie czepiam i to juz jest od dawna norma, tylko ja cos przespalam?

  89. @konstancjap
    10 marca o godz. 19:13

    Hmmm… Ja bym chyba też powiedział „gdzie” 🙄 Radomsko to miejsce, gdzie można wygłosić prelekcję, wypić, przekąsić…

    Znasz li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa?

  90. @wbocek 10 marca o godz. 18:51

    Te modre chabry w srebrnym jęczmieniu – cudo!
    Przy wybiórczych herbicydach chabrów (chwastów?) już nie będzie.

  91. Tata z Mamą – spirytus z wodą? Jakoś tak zapamiętałam co do myślenia i funkcjonowania w dwóch językach prosty przykład: na Einkaufszettlu piszę: Eier ale zawsze papier toaletowy. Kiepski i bardzo ordynarny przykład. Jak czytam rozważania na temat zawiłości polskiego języka ( wbocek) to jest to dla mnie prawdziwa przyjemność, za dużo polskijęzycznej telewizji oglądam a tam w komentarzach błąd na błędzie.
    Wpisy z mojego pamiętnika, lata 70-te podstawówka na Śląsku 1000 szkół an tysiąclecie ( z basenem!)
    „Bądź dzielną Polką zawsze i wszędzie a każdy Polak kochał Cię będzie”
    „Jeśli Cię ktoś boleśnie zrani, a w sercu zostanie Ci blizna, pamiętaj, że stokroć bardziej cierpiała Twoja ojczyzna”
    „Nie jest sztuką być wesołą, kiedy szczęście zewsząd tryska, ale stać z pogodnym czołem, gdy ból do serca się wciska „

  92. – Bronek, gdzie pędzisz?
    – W krzakach za stodołą

  93. @Konstancja, Tobermory
    Mgliście pamiętam narzekania jakiegoś purysty sprzed wieku:
    „Nie piszcie, ludzie, o „kwiatach łąkowych”, bo przecież od zawsze pisano „kwiaty łączne”! Też go raziły te „łąkowe” kwiaty.

  94. To „gdzie” jest rzeczywiście źle używane ale akurat nie w tym kontekście. Też mnie drażni ale nie umiem teraz podać przykładu.

  95. „Miasteczko, w którym czas się zatrzymał”
    Bohumil Hrabal

    Czas zatrzymał w całym Hrabalowym miasteczku, a Radomsko, gdzie wygłosiłem wykład, będzie miastem, w którym chwilowo bawiłem 😉

  96. Nigdy nie byłem w Radomsku 🙁

  97. konstancjap
    10 marca o godz. 19:13

    Konstancyjaneczko, to u Ciebie i wielu milionów tylko przywiązanie do zasłyszanych (np. od pani nauczycielki polskiego) i nigdy NIE WERYFIKOWANYCH konstrukcji (nawiasem mówiąc, odgórnie zadekretowaną pisownię łączną z „nie” uważam za wprowadzenie niepotrzebnego bałaganu i sam piszę po staremu – reforma daje taką możliwość, ale pytanie jest, po cholerę reforma, skoro dzięki niej powstają jeszcze dziksze formy niż przed nią). Kiknij do słownika i znajdziesz odpowiedź na swoje wątpliwośći. Konstrukcje z zaimkami „gdzie” i „który” są równoważne.

  98. „wygłosił wykład gdzie analizuje”, coś takiego na przykład.

    Przypomnialo mi się przy okazji co jeszcze wchodzi w skład mojej Kolekcji Słów Znienawidzonych. Zakupiłem. Oprócz posiadam, nadmieniam, dedykowany i iż. Nadprogramowe „tu” w zdaniach zaczyna zbierać punkty.

  99. A „nabyłem drogą zakupu”? 😉

  100. Lepiej wykład dać w Radomsku
    Niż po mordzie dostać w Omsku 😎

  101. Nefer
    10 marca o godz. 19:35

    Do usług, Neferko.

    „Weszliśmy do pokoju, gdzie było ciemno jak u murzyna w de” – to forma poprawna, bo zaimek „gdzie” oznacza tu miejsce.

    „Odbyło się spotkanie, gdzieśmy się niczego nie dowiedzieli” – niepoprawne, bo zaimek „gdzie” nie oznacza miejsca. Powinno być „na którym niczegośmy się nie dowiedzieli”.

  102. Tobermory
    10 marca o godz. 19:58

    ja znam wersję „nabyłem drogą aktu kupna i sprzedaży” 🙂

    ***
    Oglądałam dzisiaj skoki narciarskie w Norwegii. Cała ściana skoczni obwieszona jak praniem polskimi flagami z wypaćkanymi nazwami pipidówek o których pies z kulawą nogą nie słyszał. Organizatorzy a) powinni do tego nie dopuścić b) dla zasady konfiskować na wejściu (rozmarzyłam się żeby dodatkowo karać finansowo) c) ktoś burakom powinien wytłumaczyć że straszna wiocha i wstyd (!)

    Ugh.

    (Gdybym tam była kupiłabym sobie (nabyła) czapkę z norweską flagą i udawała że nie znam. Ugh)

  103. pombocku, spotkanie na którym a czy może być spotkanie podczas którego? Nie znam się to się wypowiem 🙂

  104. Tobermory
    10 marca o godz. 19:23
    musze chyba znalezc inne przyklady. Ten nie odzwierciedla tego, o czym chcialam napisac.
    Ale teraz musze wnusiatka polozyc spac….beda mi czytaly bajke.

  105. konstancjap
    10 marca o godz. 19:13

    Jezuamariatalewariat! Konstancjo, przegapiłem. Konstrukcje z „gdzie” i „który” są równioważne, kiedy oznaczają MIEJSCE.

  106. Nefer
    10 marca o godz. 20:04

    Neferko, uocywiśsie!

  107. @Nefer
    10 marca o godz. 20:01

    O, to jeszcze lepsza wesja 😆

    Flagi z nazwami polskich pipidówek widziałem raz w Rzymie za „naszego” papieża. Były na solidnych drągach, trzymane przez krzepkich pielgrzymów w ekstazie, nikt się nie poważył konfiskować, choć mnie zabrano termos z herbatą 🙄

  108. Nefer
    10 marca o godz. 19:55

    Neferko, przykład „wygłosił wykład, gdzie analizuje” – rzecz jasna, niepoprawny, bo „gdzie” z wielkim naciąganiem dałoby się sprowadzić do znaczenia miejsca. Wykład to nie fizyczne miejsce.

  109. Tobermory
    10 marca o godz. 20:09

    To w tym Holmenkollen chyba im drągów zabronili (nie było na trybunach) natomiast pozwolili wywiesić jak pranie, cholera mnie brała jak widziałam. I taki na przykład Freitag hamuje a tu za plecami „Pipidówa Mała” „Zapupie Wielkie”

    Przepraszam za zrzędzenie ale to skutki niewyspania po wczorajszych dwóch minikieliszeczkach. Zawsze tak jest :/

    A szanpan co robił, przepraszam bardzo, u papieża, wszystkojednoktórego?

    wbocek
    10 marca o godz. 20:15

    Jestem pewna że Konstancję denerwuje to samo i o to jej chodziło

  110. @Ewamarysia
    10 marca o godz. 19:27

    Tata z mamą -według Nowego Polskiego Słownika Pijackiego są dwa znaczenia:
    1) Wódka + piwo
    2) Spirytus ze sokiem pomarańczowym lub innym

    Według mnie, była to mieszanka spirytusu i soku malinowego (raczej syropu), bo o pomarańczowy w PRL nie było łatwo.

  111. Nigdy w życiu nie nabędę cholernego szaliczka z napisem „POLSKA”

  112. wbocek
    10 marca o godz. 12:43

    Pombocku, to zupełna racja: ludzie słowom dają znaczenia, a potoczności rządzą. Prof. Miodek często podkreślał znacznie i wagę żywego języka, choć bez reguł trudno sobie język, za pomocą którego można się skutecznie komunikować, wyobrazić.
    Ale wiemy też i to, że większość z nas tak gada, że i tak nie może się dogadać, choć niby się chwyta te potoczności i utarcia znaczeń.

    To zacieranie rozróżnienia między „dokąd” a „gdzie” nie działa symetrycznie: nie mówi się „dokąd jestem”, ale tylko „gdzie”. Zdaje mi się, że to ślad wcześniejszego rozróżniania, tylko połowicznie zatarty.

    Dopóki gada się o sprawach nie mających wyraźnych kształtów czy właściwości, potoczność nich o gadania może nie być dla gadaczy, przyzwyczajonych do tego, że się nie rozumieją, bo im samo nadawanie starcza, znaczną dolegliwością. Gorzej z językiem współczesności, w którym techniczność i naukowa precyzja mają zasadnicze znaczenie, a ta precyzja sama staje się potocznym wymaganiem i nawykiem, gdy chce się rzecz precyzyjnie wyrazić, zostać zrozumianym i samemu zrozumieć. Ja to odczuwam bardzo wyraźnie: z jednej strony taką potrzebę, z drugiej – problem. Często bowiem ludzie po których można i należy się spodziewać języka jasnego, dokładnego, precyzyjnego w myśli i terminologii, wyrażają się mętnie, popadając w potoczności mowy, co zmusza do zgadywania, co właściwie delikwent miał na myśli. A ze zgadywaniem jest tak, że co chwila – pudło.

  113. @Nefer
    10 marca o godz. 20:26

    „A szanpan co robił, przepraszam bardzo, u papieża, wszystkojednoktórego?”

    Jak na ateistę przystało, nawiedziłem 😎
    Chyba tu już wspominałem, jak swego czasu zwiedzając Rzym wdałem się w rozmowę z sympatycznym austriackim zakonnikiem, który udzielał turystom różnych informacji w kolumnadzie przed bazyliką. Zapytał, czy chcę zobaczyć papieża na żywo i za darmo, i dał mi zaproszenie na popołudniową imprezę na placu. Jak się okazało, kończył się właśnie Rok Rodziny, a jego ukoronowaniem była wielka akademia w stylu stalinowskim transmitowana przez telewizję i wielkie telebimy, i trwająca do zapadnięcia zmroku. Wśród honorowych gości była Matka Teresa, przez podium przewijały się wielodzietne amerykańskie rodziny, jakieś chóry, grupy taneczne itp. a na placu wiwatował stutysięczny tłum z całego świata, nagłośniej zaś wyli i ryczeli polscy górale. Byłem chyba jednym z niewielu gapowatych, którzy nie zaopatrzyli się w zestaw pielgrzyma czyli kartonowy stołeczek i pochodnię… Ludzie obok mnie mieli małe radyjka, przez które słuchali symultanicznego tłumaczenia przemówień wygłaszanych na scenie. Z tego, co się zorientowałem, tłumaczenia te, czytane szybko i płynnie, nie miały zbyt wielkiego związku z tekstami wygłaszanymi ze sceny… Na koniec, kiedy na niebo wytoczył się księżyc w pełni i na dany znak zapłonęło 100 tysięcy pochodni, a tłum zaśpiewał, nie, nie „Barkę”, tylko bodajże „Ave Maria” i był gotowy ruszyć na kliniki aborcyjne, poczułem się jak na Parteitagu 🙄

    Termos odzyskałem.

  114. Nefer
    10 marca o godz. 20:29

    Zdaje się, że miałem takie skłonności jako sportowiec-junior. Nie było takich szalików, ale przyznawanie się do barw, klubu, wspólnoty, było oczywiste. teraz szaliki są, ale ja nie mam ochoty mieć.
    W tym kontekście mam pewną obserwację związaną z Amerykanami. Otóż oni bodaj wszędzie wciskają swoje flagi. Nie tylko na Kapitolu, ale w byle biurze, na stoisku z książkami, na wjeździe do osiedla mieszkaniowego, w bazie wojskowej i wetknięte w pączek. Skarpetki z flagi, majtki z flagi, czapka z flagi – wszystko z flagi. Trochę mnie to śmieszy, dziwi tylko nieco – tak sobie zrobili historię – a w sumie to im z tym jakoś do twarzy. Tak mają i już.
    Z drugiej strony, polskie próby narzucania flagi na głowę brzmią mi czymś fałszywym. Coś jest nie tak, chyba zupełnie inna historia niż w przypadku USA, więc to nie działa. Jak się flaga pojawi, to na chwilę i zaraz znika. A jak się pojawi, to z przesadą, zdradzającą jakąś frustrację, zajadłą demonstrację podszytą nieszczerością. Kiedyś próbowałem, razem z Amerykanami, zachęcać i przekonywać Polaków do zaadoptowania polskich barw i flagi do adopcji na stałe, włączenia w nurt zwykłego życia podobnie jak robią to Amerykanie. Nic z tego nie wyszło.

  115. Nefer
    10 marca o godz. 20:29

    Neferko, mnie za każdym razem łycha kopary opada do ziemi, jak widzę przed zwykłym prywatnym domkiem maszt z narodową flagą furkoczacą lub sflaczałą przez okrągły rok. Apele poranne i wieczorne robią czy jak? A naprzeciwko mojego bloku parkuje swój potężny motocykl smark, który chorągiewki z tyłu z barwami narodowymi chyba już z 10 lat nie zdejmuje. No pewnie – zawsze to raźniej, jak człowiek zerknie i od razu wie, gdzie jest w razie by zapomniał.

  116. Tanaka
    10 marca o godz. 20:40

    Tanako, oczywiście, że są reguły – nawet ptaszki je mają – bez nich byśmy się nie rozumieli. Te reguły jednak nie są dane raz na zawsze. Ludzie natomiast wolą jednoznaczny przekaz: Ma być tak i kropka. Bo to łatwiejsze. Tylko że żywego, łatwiejszego języka nie ma. Idea esperanto jest piękna, ale się nie przyjęła szerzej i nie przyjmie – jest milion razy uboższa od języków żywych, za którymi stoją tysiące lat tradycji.

  117. Tobermory
    10 marca o godz. 20:52

    A to mi musiało umknąć bo nie pamiętam.

    Tanaka
    10 marca o godz. 20:53

    No i są takie filmy amerykańskie na końcu których oczywiście powiewa rzeczona flaga. Bez której film byłby nieważny.

    Co innego kolory klubowe jeśli ktoś jest fanem, okej, ale od szaliczków z „POLSKA” bolą mnie zęby. Miałam jeszcze napisać że do osobników w półmetrowych biało-czerwonych kapeluszach strzelałabym bez zatrzymania ale nie napiszę 🙂

  118. W mojej okolicy flaga federalna, kantonalne i gminne dekorują ulice z różnych okazji, a ta pierwsza służy też do sygnalizowania, np. czy schronisko w górach jest czynne albo czy domek letniskowy (chalet) jest zajęty. Posiadacze czerwonych paszportów z białym krzyżem zaś bywają brani przez obsługę zagranicznych lotnisk za delegatów… Czerwonego Krzyża 😉

  119. wbocek
    10 marca o godz. 20:01
    mysle, ze konstrukcja drugiego zdaniato jest wlasnie to,co zz zastosowaniem GDZIE tak mi doskwiera.
    Nie mam problemu z lacznym badz rozlacznym pisaniem NIE z roznymi imieslowami, czasownikami( tylko mi tu podpowiedz, o jakich czesciach mowy zapomnialam, ale nie wstawiaj tzw. dydaktycznego smrodku).
    Natomiast mamy naduzycie IZ (z z kropka)oraz formuly ‚nie mam takiej wiedzy’ i tzw. nowomowy politykow i innych wypowiadajacych sie szczegolnie w tv.
    PS.Przepraszam, strasznie mi sie na tej klawiaturze pisze, co ja sie tu napoprawiam i nazamieniam Z z Y i odwrotnie.

  120. Coś na inną nóżkę, filmy starsze ale dziś było tak samo. Targi rozmaitego „zrób to sam” szycia, ozdabiania, szydełkowania, rysowania, mydło, widło i powidło, przeszłam się dzisiaj. Kupiłam tylko suszone owoce i migdały, pogapiłam się na to i owo. Fantastyczne stoły z przyprawami z całego świata, owocami czy herbatami. Reszta pięknie wygląda na targach ale jak się do domu przyniesie to traci urok i tylko w szufladach zalega.

    https://youtu.be/U5aT27bN5-U

    https://youtu.be/FyTXOLxyzeM

  121. Tobermory
    10 marca o godz. 20:09
    moja noga w tym miejscu nie postanie. Bylam tam raz, w 1976 roku, jeszcze przed najazdem polskich pielgrzymow i polskim papiezem. Bylo pustawo, nudnawo, papiez pojawil sie w oknie, ale nie pamietam ktorym (chýba to byl Pawel VI- ale pewnosci nie mam).
    Gdy kiedys zobaczylam , o tam sie dzieje od nastania polskiego Karola W przysieglam sobie, ze juz tam nie pojade. Tak, jak nie pojade do Zakopanego, nie pojde ani nie pojade na Gubalowke ani tym bardziej na Giewont.

  122. Nefer
    10 marca o godz. 20:26
    Jestem pewna że Konstancję denerwuje to samo i o to jej chodziło

    trafilas w punkt, w dziesiatke. Tak, to mnie irytuje…

  123. Antonius
    10 marca o godz. 20:27
    kandydatka na moja tesciowa ‚rozpijala mnie’ wodka czysta z sokiem pomaranczowym z puszki pn DODONI. Byly takie do nabycia w normalnych sklepach (gdziezby w Pewexach)- male puszki z cytrynowym sokiem- zajezdzal mi metalicznym posmakiem i wieksze puszki, takie ok. 0,7 l z pomaranczowym.
    Robilo sie dwie naprzeciwlegle dziurki w dormym dekielku puszki i chlup, chlup…soczek jakby swiezo wycisniety z pomarancz. Dodoni bylo firma grecka. Albo greckim eksporterem produktow spozywczych. W Pewexach widywalam tej firmy Brzoskwinie w syropie wlasnym…

  124. O, tu o wiele lepiej widać co to było, nie to samo ale prawie tak samo, na samym końcu (4:30) misy z suszonymi owocami, można łopatką samemu do torebki i na wagę. Kupiłam imbir, aloes, papaję, migdały w sezamie i – hibiskus. Zwłaszcza ten ostatni mnie zaintrygował.

    https://youtu.be/o4OKZsw9j9I

  125. wbocek
    10 marca o godz. 20:55
    flaga nie jest nigdy sflaczala.
    Ona, ta flaga sie wylopotala

  126. Na marginesie
    10 marca o godz. 19:27

    Namarginesko, przepraszam, coś miałem zrobić, ale że nie zawiązałem supełka, to długo nie wiedziałem co. Nadrabiam.

    Co do trucia piękności zwanych „chwastami” masz rację, ale część. Nie wiem jak to wygląda w skali kraju, więc sądzę tylko po tym, co widzę u siebie na Pomorzu Środkowym. A że jestem włóczykij, widzę sporo. Wielkie gospodarstwa raczej w herbatę inwestują. Daję tylko trzy obrazki, ale odnoszę wrażenie, że inwestujących i nieinwestujących może być u mnie pół na pół. Dalej choruję, więc nie chce mi się już szukać popegeerowskich ogromnych nieużytków, żeby Ci pokazać, jak pięknie na nich kwiecie kwitnie. Małe prywatne – i odłogujące, i uprawiane – też są ozdobione kolorami. Może z oszczędności. Więc względem przewagi ducha nad materią nie jest źle i długo nie będzie. Starczy cudowności w mojej dzikowatej krainie do końca.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6531417993924565281/6531417994030746018?authkey=CLGXhKHPq8yVTA

  127. konstancja
    10 marca o godz. 21:52

    Konstancyjko, pies z flagami tańcował, na pewno nie ja. Ale muszę Cię przeprosić. Twoją wcześniejszą prośbę spełnię jutro, jeśli dociągnę. Mierzyłem dwoma termometrami pod lewą i prawą pachą i wyszło mi 79 z kawałkiem. Jeszcze czegoś takiego nie grali. Więc na razie dobranocka.

  128. @wbocek
    10 marca o godz. 18:51
    Jaka piękna niespodzianka na dzieńobry! Dziękuję!
    Kwitnących łanów w Australii raczej nie ma ( na 100% pewna nie jestem, ona duża) a przynajmniej ja się nie napatoczyłam. Nasze kwiatki małe i nieśmiałe, za to drzewa kwitną pysznie
    https://www.google.com.au/search?q=flowering+trees+brisbane&client=firefox-b&dcr=0&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwj8qYnI0eLZAhVMG5QKHcAXDe0Q_AUICigB&biw=1348&bih=887

  129. Takie rymy częstochowskie.

  130. Ewa-Joanna
    10 marca o godz. 22:31

    Dopiero teraz przejrzałem na oczy, bo temperatura spadła do 60, i mogłem zerknąć na Twoje niesamowitości. Jezuniumamuniubabuniu, się nie chce wierzyć, że coś takiego może być! Cud na cudzie. Gdyby Jezus nie pieprzył jak potłuczony, że królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, do rolnika, do sieci, a powiedział do zmysłowych ludzi, że jest jak Australia, można byłoby posłuchać. A gdyby jeszcze pokazał słuchającym Twoje fotki, sam bym poleciał do takiego królestwa. Ale skąd wszechwiedzący miał wiedzieć, że jest jakaś Australia.

  131. @wbocek
    11 marca o godz. 10:25
    I na dodatek wiele z nich pięknie pachnie.
    Ale i tak człowiek tęskni do przebiśniegów i przylaszczek.
    Ukradłam sobie kilka twoich zdjęć na tapety i nawet jak sie nie zgadzasz to i tak już przepadło!

  132. Konstancja

    Z całą życzliwością, konstancjo, grom by to jasny spalił. Napisałem bardzo skrótowo – właściwie tylko przykłady – paru przypadków pisowni z „nie” i, kura jego mać, wszystko wcięło. Przecież to wcinanie trwa lata, a komputerowe dzieciaki nic na to. To mieć pretensje do innych, że coś robią nie tak lub nic nie robią? A Wy co robicie, żeby człek po dwóch godzinach siedzenia nad tekstem i utracenia go w sekundzie, nie dostał zawału lub wylewu?

    Niestety, konstancjo, nie mam siły, żeby do tego wracać. Wybacz.

  133. Ewa-Joanna
    11 marca o godz. 11:25

    A kradnij sobie na zdrowie. Ja pewnie też Twojego coś ukradnę.

  134. Drodzy moi
    Przykro mi, że trochę zakłócę Wam sympatyczne pogaduszki w tę wyjątkowo piękną, wiosenną niedzielę (w całej Polsce), ale proponuję warszawiakom spotkanie dzisiaj na Dworcu Gdańskim o g.16:30, skąd bez biletu powrotnego opuszczali Polskę jej obywatele po Marcu, z powodu Marca’68.
    Mieszkałam wtedy na tyle blisko tego dworca, że słyszałam (gdy była ładna bezwietrzna pogoda) zapowiedzi o pociągu, odjeżdżającym do Wiednia z peronu 2 (?). Serca mi się krajało. Zwłaszcza gdy odprowadzam przyjaciół jeszcze w 1971.
    Poniżej link na temat dzisiejszego spotkania.
    http://warsaw.carpediem.cd/events/6127695-prawda-i-pojednanie-solidarity-in-truth-at-dworzec-gda-ski/

  135. @Tanaka jest jeszcze bardziej z ta flaga amerykanska niz piszesz. Z poczatku mnie to razilo i smieszylo. Teraz juz nie zauwazam. Obok mnie mieszka strazak, on zawsze ma wywieszona duza flage ze stosownym motto strazackim. O bohaterach, o ochotnikach itd. Mily czlowiek, raz mialam taki zbieg okolicznosci – stanelam pod jego domem a spod maski kleby dymu, no i od razu pod nosem mialam strazaka, no wiec wale w drzwi strazaka, byl w domu i mnie wytratowal.
    Kiedy bylam w Teksasie nie zauwazalam tam amerykanskiej, czyli fedralnej flagi. Wszedzie byly, cale uliczki domkow z powiewajacymi na masztach flagami Teksasu. Jedna jej czesc to na niebieskim tle jedna gwiazda, a druga czesc dokladnie jak polska -poziomo bialo-czerwona. Motto stanu umieszczane na tablicach rejestracyjnych jest „The lone star state”, w praktyce czytuje sie glownie: ” Don’t mess with Texas”. Tyle lat mieszkama w stanie NY i nie mam pojecia jaka jest nasza flaga, slaby ten lokalny patriotyzm.
    Moj ulubiony dowcip, ktory zapewne juz umieszczalam: nad Niagara stoi Nowojorczyk z Teksanczykiem. Podekscytowany Nowojorczyk mowi; a czy wy macie cos takiego? Teksanczyk z dezaprobata odpowiada: nie mamy, ale za to mamy hydraulikow, ktorzy umieja to naprawic.

  136. mag
    11 marca o godz. 13:19

    Mag, od razu chciałem wszystkimi czterema podpisać, ale tam nie ma miejsca na podpis. Z zasady w obcych miejscach się nie loguję, a przy próbie rejestracji pojawiło się, że „nieprawidłowe hasło” Jak widzę zafajdane logowania, rejestracje, od razu mi kojarzy się z SB. Po co to???!!! Nie wystarczy podpisać imieniem i nazwiskiem i niech będą dwa miliony podpisów? Już wszyscy dostali elektronicznego zajoba i ja nie mogę być ja, tylko mam być login i hasło? Jak tak, to całujta wójta, choćby sprawa była najszalchetniejsza. Przykro, bo na swojej katedrze miałem sporo wyjechanych, a i z mojego roku parę babek wyjechało.

  137. Nefer
    11 marca o godz. 15:05

    Neferko, a gdzie ten burek-idiota to opublikował?

  138. niestety spóźnione, i do oceny,
    czy warto przenieść określenie/?/ anumlika użyte na tym blogu do kącika anumlika?
    autorka na marginesie – „kompulsywny erudyta”

  139. wbocek
    11 marca o godz. 15:54

    Wygląda na to że na fejzbuku.

  140. parafianin
    11 marca o godz. 15:58

    „Kompulsywny erudyta” to trochę rzecz wewnętrznie sprzeczna. Świadomie mówię: „trochę”, bo może przy dobrych chęciach dałoby się obejść sprzeczności. A główną sprzecznością jest uzależnienie, które ma konotację raczej negatywną, może i chorobową. Negatywne uzależnienie od erudycji? „Kompulsywny” to termin psychologiczny pewnie potrzebny psychologom, ale przez 99,99% małp niezrozumiały, więc można pytać, po kiego w niepsychologicznej praktyce go używać – dla popisu? Na moim poziomie myślenia nigdy tego wyrazu nie potrzebowałem i ani razu nie użyłem. Może dlatego, że jestem wół. Dlatego nic nie mówię.

  141. Nefer
    9 marca o godz. 11:36
    Masz rację! Yul Brynner, to jest to:
    https://youtu.be/Ns-IP_Y8_3U

  142. „Kompulsywny erudyta” musi popisać się erudycją. Kompulsja – to wewnętrzny przymus. Nic wspólnego z chorobami psychicznymi ani z wewnętrznymi sprzecznościami. (sorry, pombocku, zaliczasz pudło lingwistyczne).

  143. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23127235,krakowskie-przedmiescie-zagrodzone-autobusami-kaczynski-to.html

    – Czy prezes Kaczyński przemawiał na nie przedostatniej miesiecznicy?
    – Oczywiscie.
    – A o czym mówił?
    – Tego nie powiedział.

  144. Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów pan Jacek Sasin uczestniczył wczoraj, wraz z innymi politykami PiS, w 95-tej miesięcznicy smoleńskiej. Po zakończeniu jej porannej części został zapytany przez dziennikarzy jak długo jeszcze politycy PiS będą przychodzić z wieńcami pod Pałac Prezydencki.
    – Miesięcznice w takiej formie, jak obecnie zakończą się 10 kwietnia tego roku wraz z odsłonięciem pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej – zapowiedział SKSRM Sasin.

    Tu chodzi o monument, którego budowa ruszyła kilka tygodni temu na placu Piłsudskiego przejętym przez wojewodę. W pobliżu ma stanąć jeszcze pomnik Lecha Kaczyńskiego. Ale na jego odsłonięcie trzeba będzie zaczekać. Sasin zdradził dlaczego:
    – To jest inna technologia wykonania. Chodzi o odlanie figury z brązu. A to wymaga wielu miesięcy prac, w tej chwili te prace trwają. Planujemy tę uroczystość na jesień.

    Na szczescie, technologia ODbrązowiania figur z brązu zostala wynaleziona na dlugo przed technologia Ubrązowiania. Technologia odbrązawiania figur takich jak Marszalek Dziadek czy Generalissimus Soso istnieje od sporo juz lat nieslusznej historii.

    Bedzie ona jak znalazl na nastepną okazje. Pewnie po ktorychs tam nastepnych wyborach nadarzającą sie. Czy po innych przewrotach

  145. @parafianin 11 marca o godz. 15:58
    Dzięki za przypomnienie – ale nie sądzę, żeby umieszczanie „kompulsywnego erudyty” w Kąciku Anumlika było dobrym pomysłem – to przecież kącik Anumlika, a nie kącik Na marginesie 🙂
    Natomiast warto byłoby umieścić w tym kąciku co poniektóre przejawy erudycji Anumlika – który kompulsywnym erudytą był i już! Na razie są tam głównie wierszyki tworzone ad hoc i monologi Ortegua. Ale przypuszczam, że ten kącik będzie z czasem się powiększał.

  146. Na marginesie
    11 marca o godz. 21:05

    Lubisz rąbać, Namarginesko, bardzo po wierzchu. Ale żeby coś kwalifikować jako lingwistyczne pudło, wypadałoby coś bliższego o tym pudle powiedzieć, a nie tylko rąbnąć. Na razie powiedziałaś „Wlazł na gruszkę trząsł pietruszkę, a cebula spadła”. No to ja Ci powiem o Twoim pudle słowami prof. Doroszewskiego: „Nie należy używać wyrazów obcych dla ozdoby stylu, dla popisania się ich znajomością (…). Nie należy używać obcego wyrazu, jeżeli się nie jest całkowicie pewnym (…), że zostanie on właściwie zrozumiany przez otoczenie.

    To była moja główna myśl na blogu, na którym aż się roi od obcych wtrętów: „że zostanie on właściwie zrozumiany przez otoczenie”. Nie podejmuję się oceniać, ilu uczestników rozumie wyraz „kompulsywny” bez zaglądania do słownika, ale mogę Ci powiedzieć, że w pięciu moich słownikach (jeden pod redakcją Doroszewskiego, inny to słownik synonimów, a jeszcze inny to słownik wyrazów obcych Kopalińskiego) tego wyrazu nie ma. Wiesz, co to znaczy? Z całą pewnością w większych słownikach by się znalazł, ale moi nie byle jacy autorzy widać nie uznali go za wart wzmianki. Tyle słów okołolingwistycznych.

    A teraz wewnętrzna sprzeczność w „kompulsywnej erudycji”. Może nie zauważyłaś, ale nie upierałem się, że to mój sąd kategoryczny, i teraz się nie upieram. Nic nie mówiłem o chorobie psychicznej, więc mi to imputujesz. Natomiast wewnętrzny przymus – czyli potrzeba bez zaspokojenia której człowiek nie może normalnie funkcjonować – w jakichś przypadkach może być bliski czegoś na kształt choroby (jakiej – nie wiem, a jest u ludzi takich potrzeb niezliczoność). Faktycznie nie czujesz niezręczności, ustawiając erudytę w jednym szeregu z ludźmi kompulsji – z kompulsywnymi złodziejami, alkoholikami, seksoholikami, smarkatymi wandalami i kierowcami, antysemitami obnażającymi kły na wyraz „Żyd” – która bywa obsesją, uzależnieniem, zniewoleniem czyli odwrotnością wolności, jaką dają wiedza, erudycja?

  147. @wbocek

    Język służy do komunikacji! Jest to jego podstawową funkcją i wszelkie inne są drugorzędne. Aby komunikacja była skuteczna i jednoznaczna, wszyscy używający języka winni stosować się do tych samych reguł i oznaczeń.
    Analogicznie jak w ruchu drogowym – znak drogowy określa jednoznacznie aktualną sytuację. Jeżeli powiesz, że owszem, dany znak jest ale nikt go (od czasu babci) nie uwzględnia, to – w najlepszym razie – dojdzie do nieporozumień drogowych.
    Sprawą państwa jest nie tylko dbanie, ale wręcz wymuszanie oficjalnej wersji języka (podobnie, jak wymusza przestrzegania reguł kodeksu drogowego). Wszystkie media (nie tylko państwowe) powinny być zobligowane do stosowania jednej oficjalnej wersji języka. Winna ona uwzględniać również znaczenie słów obcego pochodzenia i sposób ich wykorzystania. I przynajmniej raz w roku powinna następować aktualizacja. I tak jest w wielu krajach. Niestety, nie w Polsce.
    Język jest używany przez wszystkich i zawsze. Generalne określanie przez Ciebie nie-polonistów z wykształcenia jako „amatorów” językowych, świadczy nie najlepiej o Tobie. Zwłaszcza, gdy określasz informatyków „smarkami”. A przecież, przynajmniej w porównaniu z Tobą, to fachowcy w tej dziedzinie. Znam „amatorów”, od których wiele się nauczyłem. Systemy nauczania, nie tylko w Polsce, są bardzo, bardzo złe.
    Chętnie bym się od Ciebie czegoś nauczył, jednak liczba używanych przez Ciebie epitetów oraz koronny argument „bo tak jest”, utrudnia mi naukę. Należę do tej grupy osób, które muszą zrozumieć. Trudność w rozumieniu Twych tłumaczeń polega m.in. na tym, że zakładasz, iż każdy rozumie słowa/wyrazy tak, jak Ty. A (patrz wyżej) przy braku jednoznacznej, państwowej wersji języka, mało jest to możliwe. Oczywiście też posiadam liczne słowniki z Kopalińskim na czele. Ale – jak sam kiedyś stwierdziłeś – nie zawsze pomagają.
    Jest jeszcze jeden aspekt. Wbrew ogólnym twierdzeniom, struktura języka jest logiczna. Oczywiście obrasta z czasem w dziwolągi i udziwnienia. Ale – jak w poruszonym wyżej przykładzie „gdzie” i dokąd” – te podstawy strukturalne są i mogą być wykorzystane. A nawet powinny, jeżeli chcemy zachować najważniejszą cechę komunikacji, czyli jednoznaczność przekazu. Bo dla wszystkich zawodów i fachowców we wszystkich dziedzinach język jest podstawą komunikacji.
    Przykładem „równania” języka w dół może być stosowanie zwrotności. Już pisałem kiedyś o czasownikach „patrzeć” i „pytać”, które nie powinny być stosowane z „się”. Znacznie drastyczniejszym przykładem jest czasownik „świecić”. Szczytem jest stwierdzenie „światło się świeci”. „Światło” może być co najwyżej skutkiem świecenia. Ale mówimy „lampa się świeci”, chociaż do słońca, księżyca i gwiazd „się” już nie stosujemy.
    Wielokrotnie obserwowałem uczących języka polskiego, używających określeń typu „tam pisze, że…”. Jako polonista z wykształcenia powinieneś się cieszyć, że „amatorzy” dbają o czystość języka tak, jak „amatorzy” dbają o puszczę czy o zwierzęta. Jeżeli uważasz, że wiesz lepiej (w co nie wątpię), to podziel się wiedzą w sposób godny mądrzejszego.

  148. „Jaja kobyły” nauczyciel szkoły podstawowej miałem często przykłady ciekawego sposobu skorzystania z języka przez dzieci. Typowy okrzyk: „Proszę pana, proszę pana, on się bije”!
    Niezmiennie odpowiadałem: „Czemu się martwisz, że on się bije, ciesz się, ze ciebie nie bije”!

  149. @Qba
    12 marca o godz. 9:36

    Nie bądź takim ortodoksą 🙄
    Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie 😉
    Światło można zapalić i zgasić, można włączyć i wyłączyć, a światłość wiekuista może świecić na wieki wieków i jeden dzień dłużej.
    Poczytałem trochę zaległości i jestem nieco skonfundowany, zwłaszcza deklaracją (nie na tych łamach) Anumlika o nawróceniu 😯 Jeśli to nie fake Chętnie bym Go o to zapytał… 🙁

  150. Przyznałem już , kiedyś, że czytam komentarze od ostatniego w górę, aż do pierwszego komentarza, który trochę pamiętam. Stąd też poważny kłopot logiczny. Najpierw czytałem znakomite słowa Qby na temat funkcjonalności języka i potrzeby ujednolicenia znaczenia słów, aby dyskutanci mogli dojść do jakiegokolwiek sensownego wyniku dyskusji. Zawsze podkreślałem, ze przed rozpoczęciem dyskusji należy precyzyjnie ustalić definicje pojęć, aby dyskusja miała sens. Pamiętam z bardzo dawnych lat, gdy jako asystent skorzystałem z pokoju gościnnego uczelni. Dzieliłem go z kolegą z fizyki, adiunktem, czyli szarżą dla mnie, która z zasady ma rację w dyskusji. Sprzeczaliśmy się całą noc i nie doszliśmy do porozumienia. Tematu ni pamiętam. Rano stwierdziliśmy, że zupełnie inaczej rozumieliśmy znaczenie użytych pojęć.
    Po komentarzu Qby, który w zasadzie był odpowiedzią, komentarzem poprzedniego komentarza Wbocka, czytałem ten poprzedni. Też znalazłem w nim rzeczy, godne zastosowania, jak ostrożność w stosowaniu obcych wyrazów, które mogą być mało znane i bez dra Gugla „wodki nie razbieriosz”, że użyję gadki, niby brzmiącej obco, ale powszechnie stosowanej w różnych sytuacjach życiowych.

    Mistrzem w idiotycznym przeładowaniu przemowy w obce wyrazy jest prezes pewnej partii. Pamiętam okres. w którym naliczyłem wiele zbitek obcych wyrazów na „d”. Wymyśliłem nawet sensowne kombinacje jak „dywersyfikacja dyfamacji” – to naprawdę ma sens w działaniu prezesa: Inaczej oczernia wrogów niż przyjaciół., czyli następuje dywersyfikacja (użycie różnych środków) w dyfamacji ludzi, w oczernianiu lub obrażaniu wrogów i łagodne traktowanie np. „obatela”, byłego wice szefa czegoś tam. Było w tych sławnych 8 latach, w których PO doprowadziła kraj do ruiny i tych wyrazów było dużo, ale już ich nie pamiętam.
    Przyznaję, że dzięki łacinie w Liceum i kilku obcym językom nie mam w krzyżówkach kłopotów z wieloma obcymi wyrazami, ale zastąpienie przedrostka „im” z „kom” w „pulsie” nie jest dla mnie zrozumiałe.

  151. Szanowni!
    Czas wejść w cudze buty, postawić się w cudzej sytuacji, spojrzeć na świat cudzym okiem.
    To proponuje nam jako eksperyment mentalny i egzystencjalny Nefer. Wejdziecie w to?
    Zapraszam
    JK

  152. @Antonius
    12 marca o godz. 10:54

    Bo to nie -puls lecz -pulsja kompulsja czyli natręctwo.
    Jest jeszcze ekspulsja 😉

  153. wbocek
    12 marca o godz. 5:14

    Zerknąłem do Kopalińskiego – słownik wyrazów obcych, wyd. 1989, „kompulsji” nie ma. Zapewne dlatego, że to pojęcie funkcjonowało wtedy, choć to przecież niedawno, w wąskim użyciu psychiatrycznym. Dziś słowo chyba już szerzej znane, ale nie dość dobrze, by swobodnie działać w języku potocznym. Właśnie – kompulsja, będąca przymusem czynienia czegoś nie zgadza się z erudycją, której podłożem musi być swoboda. Można się dopatrywać jakiejś przymusowości w obfitym i nieustającym gadaniu, ale nie oznacza ono erudycji, a prędzej neurotyczne skłonności.

  154. @Tanaka
    12 marca o godz. 11:09

    Kopaliński z 1994 roku zawiera hasło

    kompulsja – przymus, nieodparta chęć popełnienia uczynku irracjonalnego
    późn.łac. compulsio od łac. compellere = zmuszać
    pellere = popędzać

  155. Na poziomie ogólników, Qbo, nie porozmawiamy, bo nie ma o czym, ale dziękuję za wykład.

    „Generalne określanie przez Ciebie nie-polonistów z wykształcenia jako „amatorów” językowych, świadczy nie najlepiej o Tobie”.

    Jak już się powołujesz na moje wypowiedzi, to rób to porządnie. Nigdzie nie mówiłem o nie-polonistach z wykształcenia, mówiłem o nie-językoznawcach. Poloniści literaturoznawcy bywają takimi samymi amatorami w sprawach językoznawczych – a jest to specjalność dość ścisła – jak Twoi informatycy, których oceniam nie po kolorze oczu, lecz po owocach, czyli po języku. Jeśli nie kolekcjonowałeś przez, powiedzmy, 20 lat, wypowiedzi sławnych Polaków, którzy mądrzyli się o języku nietrafnie – jak i Ty się mądrzysz z „się”, zamiast sięgnąć do fachowców – nie przyjrzałeś się paru setkom różnych druków nie do zrozumienia przez ludzi, nie przyglądałeś się językowi komputerowców, jakiemu się przyglądam od dziesięciu lat, no i nie przyglądasz się językowi ponad 50 lat jako ja się przyglądam, to nie pogadamy. Zwłaszcza że rozmowy na blogu są z zasady demonstracją ambicji, nie wiedzy. Dlatego swoje gadanie o języku raz na zawsze kończę.

    PS

    Takie są ludowe mądrości: Jak ktoś mówi po polsku od urodzenia, to miałby się nie znać na języku? Identycznie z wychowaniem: kobita urodziła dziesiątkę, a ktoś ją będzie pouczał o wychowaniu? Biegłe posługiwanie się językiem, Qbo, nie skutkuje automatycznie wiedzą o języku, a urodzenie fury dzieci – wiedzą o wychowaniu.

    Nie jestem polonistą, lecz rusycystą. Ale i tym nie jestem, bo uprawiałem zawód tylko cztery lata.

  156. Tobermory
    12 marca o godz. 10:32
    chcialam poprzec Twoje zastrzezenia co do deklaracji Anumlika. W domowym laptopie mialam wpisany gotowy tekst na ten temat. Uwazam, ze jesli nawet kiedys taka deklaracja zostala wypelniona (trescia, nie czynami) a bylo to dosc dawno temu, to nie ma powodow, by w sytuacji, w ktorej sam zainteresowany juz nic nie powie, nie obroni sie- przypominanie lub wypominanie przeszlosci jest tylko rozgrywka.
    Kazdy za nas ma, mial w zyciu momenty, ktore niekoniecznie chcialby upubliczniac, choc wstydzic sie tez nie musi.
    I dlatego uwazam, ze przypominajacy ten incydent z zycia Anumlika postapil niegodnie, nieetycznie.

    właszcza deklaracją (nie na tych łamach) Anumlika o nawróceniu Jeśli to nie fake Chętnie bym Go o to zapytał…