Goździk

Goździk, rajstopy, czekoladka mleczna „22 Lipca d. E. Wedel”, bilet do kina albo emaliowany garnek. Czasem – świecki medalik „za zasługi” albo „nagroda pieniężna za ofiarną pracę” lub skierowanie na wczasy pracownicze do ośrodka FWP nad jeziorem, morzem czy w górach. W domu, na Dzień Kobiet, mężczyźni mieli dla pań niespodziankę: jajecznicę z herbatą do łóżka. Co prawda to na Dzień Matki, ale nic nie szkodzi – ilustracja z serialu „Wojna domowa” i tak pokazuje taki sam finał: jak się mężczyzna weźmie za kobiece prace, katastrofa murowana.

Źródło: vod.tvp.pl

Nie wiem, jak wyjdzie, ale że koleżankom w klasie, paniom nauczycielkom, paniom w domu oraz innym słusznym paniom goździka podawałem inaczej niż większość kolegów, bo kwiatem do góry a nie patykiem, to czuję się upoważniony do desperackiej bezczelności, że uda mi się kilka miłych słów Naszym Drogim Paniom powiedzieć.

Zacznę jak Jezus, po czym poznać moją desperację: panie wszystkie – kocham was! A co do partykulariów, to kocham was, pięknolice damy i dziewczęta blogowe – co musi być najpierw stwierdzone; kocham się nieustająco w Barbarze Krafftównie (którą właśnie widziałem w telewizorze, a najpierw u Starszych Panów, później zaś we wstrząsającej od samego pomyślenia roli w filmie „Jak być kochaną”), w ogóle w całej reszcie pań od Panów i w Kalinie Jędrusik, co to na jej widok towarzysz Gomułka przewracał telewizor; w Krystynie Sienkiewicz i Barbarze Wrzesińskiej pod postacią Sióstr Sisters się kocham, w Oldze Lipińskiej oraz pani Monice, co ma śliczne nazwisko: Płatek. Jak tak sobie pomyślę, to sobie myślę, że się też chyba kocham w Annie Grodzkiej, natomiast co do kochania Pawłowicz Krystyny, to jest to kochanie po wierzchu, czyli katolicku: „miłość bliźniego swego”, co jej powinno wystarczyć. I chwatit w sprawie tej pani.

A jak sobie przypomnę przedszkole, podwórko i szkołę, to się ciągle kocham w różnych miłych koleżankach. Najbardziej to w takiej, co ma adekwatne imię – Ewa: Nikt na świecie nie wie,
że się kocham w Ewie, nikt na świecie nie wie, nikt…

A teraz, żeby było miło i zgodnie z tradycją, będą dedykacje muzyczne.

  1. Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego (a każdy turnus jest trzeci i każda pani to Krystyna), od sympatycznego pana Waldka (a każdy pan sympatyczny jest jak Waldek), pucio-pucio:

https://www.youtube.com/watch?v=RRfiddT5-aM 

  1. Vangelis, którego też kocham, Hymne à la femme:

https://www.youtube.com/watch?v=O5wEa1uANKQ

  1. Młodziaki: Vangelis Papathanassiou i Demis Roussos, jeszcze w zespole Aphrodite’s Child – obaj przed progiem wielkich karier solowych. Lekko, pięknie, tęskno, chłopacko. I jakie z nich przystojniaki, a Demis to już w ogóle: piękniś, słodziak, Jezusek prawdziwszy od prawdziwego i od razu do zakochania jeden krok:

  1. No, ale że w ogóle się nie da, żebym nie miał się kochać w Dalidzie, a panie, żeby się miały nie kochać w Delonie, to jest odpowiednia dedykacja – paroles, paroles. No i żeby się w kinie francuskim nie kochać, to też się nie da:

https://www.youtube.com/watch?v=ihtORsGjC2E

Panie miłe – piękne, jasne, jedyne takie: chapeau bas, tango, rueda de casino, kwiaty we włosach i wszystkiego dobrego!

Źródło: film.onet.pl

Tanaka