Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

3.03.2018
sobota

Kult jednostki powraca

3 marca 2018, sobota,

Był początek marca 1953 r. Moja mama trafiła na oddział położniczy szpitala w Katowicach. Oczekiwała narodzin swego pierwszego dziecka. Niestety, ja urodziłem się już w Stalinogrodzie. Kiedy kilkadziesiąt lat później opowiedziałem tę historię w większym towarzystwie, jedna z młodych osób ze współczuciem w głosie zadała pytanie: to pan się urodził w Związku Radzieckim? Cóż takiego się zdarzyło, iż miejscem mych narodzin stał się nieoczekiwanie Stalinogród?

Przyczyny były dwie. Pierwsza – po prawie 28 latach rządzenia w ZSRR Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili, zwany Stalinem – szczęśliwie dla wielu – zamknął oczy na wieczność. Druga – kilku najważniejszych towarzyszy rządzących w Warszawie, postanowiło upamiętnić zmarłego, nadając jego imię jakiemuś miastu w Polsce. Podobno było kilka wariantów do wyboru. Ale ostatecznie – padło na górnośląskie Katowice, ówcześnie traktowane jako przemysłowa stolica Polski. Takie symboliczne centrum polskiej klasy robotniczej.

Józef Stalin dał się poznać całemu światu. Odcisnął swoje piętno na licznych krajach środkowej i wschodniej Europy. Zaktywizował także ruchy komunistyczne na Zachodzie. Wszystko dzięki ostatecznemu zwycięstwu Armii Czerwonej w wojnie, do której sam się przyczynił w 1939 r. Jego śmierć zapoczątkowała nowe, masowe, na ogromną skalę upamiętnianie jego osoby.

W Kraju Rad już za życia, był traktowany jak żyjący bóg – ojciec narodów pierwszego na świecie socjalistycznego państwa robotników i chłopów. W samym ZSRR sześć miast nosiło jego imię. W pięciu krajach, które w wyniku drugiej wojny znalazły się w radzieckiej strefie wpływów, także został wyróżniony swymi miastami.

Teraz, do tego szeregu dołączyła Polska, przemianowując z dniem 9 marca 1953 r. Katowice na Stalinogród. Pierwszemu urodzonemu w nowym mieście chłopcu z urzędu nadano imię Józef. Na pamiątkę przywódcy narodów.

I trwało by tak długimi latami, gdyby nie polityczne, październikowe trzęsienie ziemi 1956 r. Nikita Chruszczow – gensek KC KPZR – na XX plenum radzieckiej partii zapoznał zgromadzonych z referatem o skutkach działalności wodza narodów. A konkretnie o wypaczeniach (czytaj – zbrodniach) oraz kulcie jednostki, jakim otaczano Józefa Stalina przez lata jego rządów. Ten referat oraz wcześniejsze wydarzenia w Polsce (śmierć pierwszego stalinisty kraju – Bolesława Bieruta w marcu, wydarzenia czerwca w Poznaniu) wystarczyły do pierwszego politycznego przełomu. Pod kierownictwem nowego sekretarza KC PZPR, partia postanowiła o zmianach. Polityczna odwilż zaowocowała odejściem od kultu jednostki, zwolnieniem wielu ludzi z więzień oraz przywróceniem Stalinogrodowi starej nazwy – Katowice. O dziwo, po latach nikt nie chciał się przyznać do autorstwa pomysłu na zmianę Katowicom nazwy.

I na tym mógłbym skończyć historię kultu jednostki w Polsce. Bo niby odszedł wraz ze stalinizmem i latami się później nie ujawniał. Jednak Polacy mają w sobie taką potrzebę posiadania mitu wielkich przywódców. I jego pielęgnowania w narodzie.

Pierwszym został wielki papież z Polski – Jan Paweł II, będący patronem ponad dwóch tysięcy rozmaitych podmiotów. Za jego życia w Polsce stawiano mu licznie pomniki, wytyczono górskie szlaki turystyczne. A łączna długość dróg jego imienia jest większa od zsumowanych kilometrów polskich autostrad. Ale można powiedzieć, iż JP II zasłużył sobie na taką pamięć. Wzmocnił znaczenie Kościoła katolickiego w kraju i przysłużył się w obaleniu poprzedniego systemu.

Drugi – Józef Piłsudski powrócił z przymusowego zapomnienia. I chociaż można mieć o nim różne opinie, to jednak sporo spraw polskich wokół niego się kręciło. W końcu nawet niepodległość 1918 r. jemu właśnie przypisano.

Dzisiaj wyrasta nam nowy kandydat na pomniki, szkoły, place czy ulice. To nieżyjący brat-bliźniak pewnego prezesa z Żoliborza. Lech Kaczyński jest intensywnie promowany jako patron ulic i placów. Ostatnio w akcję włączyło się kilku wojewodów, zastępując nowym bohaterem, wymazywanych z obywatelskiej pamięci przez IPN. Czy ten „bohater” rzeczywiście zasłużył na aż taką promocję? Na szczęście nie będzie miasta jego nazwiska – jakieś takie niemiejskie. Głowy jednak nie dam, nie takie pomysły przepychano w Polsce.

W każdym razie kult jednostki w narodzie wraca.

zak1953

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 254

Dodaj komentarz »
  1. A – ha.

    Wiec wracamy do realiow. Moze niekoniecznie do realiow Rakowskiego – ‚Realia panowie realia’ [nie ‚towarzysze], rok zdaje sie 1983 byl – ale jednak. O kulcie jednostki sie nie wypowiadam.

  2. Stalinogrod zamiast Katowice, zaku? Szczegolnie jesli ‚Katowice’ nie polskim slowem byly? UwazamZe KACZPOLSKA jest stosownym nastepca nazwy kraju poprzednio dla niektorych znanego jako POLSZA. I niczym wiecej

  3. Czy zasłużył na promocję? To nie jest kwestia zasługi, tylko machiny propagandowej prawicy i Kościoła – umieszczenie LW na Wawelu było pierwszym akordem tego sojuszu.

    Jak znam rodaków, to wszystkie 400 pomników (nb to estetyczny dramat) i wszystkie ulice w dużych miastach znikną zaraz po utracie władzy przez rządzących. Nastąpi to, a jakże, ze względów handlowych – taka nazwa ulicy obniża wartość nieruchomości.

    Los pomników i ulic w mniejszych miejscowościach zależy od reakcji obecnych zwolenników rządzących – teraz ich kochają, ale miłość nie trwa wiecznie a zawiedziona może łatwo przerodzić się w nienawiść.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Art63
    3 marca o godz. 21:16

    Ahem, chyba nie tego L umieściłeś (przedwcześnie) na Wawelu. Poza tym zgoda.

    ***

    pombocku, dziękuję pięknie za zimowe spokojne zdjęcia.

  6. A jaśniepanujący ostatnio się ukrył, wybory idą czy co :/

  7. @ zak1953
    „Niestety, ja urodziłem się już w Stalinogrodzie. Kiedy kilkadziesiąt lat później opowiedziałem tę historię w większym towarzystwie, jedna z młodych osób ze współczuciem w głosie zadała pytanie: to pan się urodził w Związku Radzieckim?”

    A ja się urodziłem w Litzmannstadt w roku 1944.
    Polish city Łódź prepared during WW II by the German invaders after annexation of the city by the Third German Reich. The city was renamed Litzmannstadt.

    Mnie Armia Czerwona wyzwalała nawet z nazwy miasta w którym się urodziłem.
    Tym się Polacy różnią od siebie nawet po upływie 3/4 wieku dzielącego nas od wojny. Idiotami są jednak ci , co przewracją pomniki, zacierając te sentymentalne różnice między nami.

  8. Co by nie mówić, najsłabszy z kandydatów na „własne” miasto (a kysz, a kysz), kolejną ulicę, pomnik czy plac jest forsowany na bezczela przez brata – Lech K.
    W sumie żal faceta, bo jeśli jest gdzieś po Drugiej Stronie to chyba zwyczajnie mu wstyd. A może nie?

  9. Nefer
    3 marca o godz. 21:46
    Możemy przyjąć, że to Lech Wawelski tam spoczywa.
    Osobiście jestem przeciwny, chowaniu kogokolwiek na Wawelu. Stolica państwa polskiego znajduje się w Warszawie . I tam winno znajdować się takie super-honorowe miejsce, gdzie składano by szczątki najbardziej zasłużonych dla republikańskiego państwa. I największy nacisk kładę na określenie „republikański”. Odrodzone pod koniec 1918 roku państwo, zostało republiką ze stolicą w Warszawie. Nekropolie królewskie winny obejmować wyłącznie okres monarchii.

  10. mag
    3 marca o godz. 22:06
    Po twoim wpisie, zajarzyła mi w głowie taka myśl niespokojna; a może Jarosław jest bezczelnym ateistą, pojmującym, iż nie ma Drugiej Strony. I braciszek Lech nic nie zrobi, ani się nie zawstydzi za bliźniaka, ani nie obróci ze sromoty w sarkofagu.

  11. zak1953
    3 marca o godz. 22:16

    No ale to super honorowe miejsce to zapewne byłaby katedra. Jeśli nie wyciskarka do cytryny. W republikańskim państwie z konkordatem. Ha i ha.

  12. zak1953
    Idę o zakład, że JK był i jest ateistą, o tyle bezczelnym, że udaje wierzącego, odkąd mu to pasuje.
    Zaczął się pojawiać regularnie, jeszcze bez ochrony, bo nikt na niego nie miał zamiaru dybać, gdzieś po 2000 roku w małym kościółku na ul. Czarnieckiego na Żoliborzu. Chyba wtedy zaczął się szykować do roli Polaka-patrioty-katolika.

  13. Kult jednostki w narodzie zawsze był i nigdy nie zginął. Jednostki się zmieniały, kiedyś byłi to królowie czy książęta ( zależnie od szczebla!), potem wojownicy czy politycy, czasem nawet jacyś myśliciele, ale ta potrzeba wielkiej jednostki na czele trwa do czasów dzisiejszych. Pewnie, że martwy jednostek jest wygodniejszy niż żywy, bo martwego można modelować w zależności od potrzeb a żywy weźmie i wierzgnie, jak Walęsa nie przymierzając.
    No to ja słabo widze tę demokrację w Polsce 🙂

  14. Rozwiązanie jest proste – należy wybrać miasto gdzie PiS dostał największe poparcie i zmienić mu nazwę. Ze swej strony proponuję na KACZOGRÓD

  15. Jajogród im. Jadwigi, Jarosława, Lecha i Marii Kaczyńskich. Żeby mieli długi adres w dokumentach do wpisywania za każdym razem.

  16. @Nefer
    3 marca o godz. 23:38
    Mściwość i okrucieństwo godne liberała a ja piszę o żywotnych potrzebach Seweryna

  17. Slawczan
    4 marca o godz. 0:11

    He he
    ***
    Autocorrect Ci się popsuł;)

  18. mag
    3 marca o godz. 22:06
    Czegóż to się nie robi dla obywateli. Jarosław mówił, iż miał takie marzenie, aby zostać zbawicielem wszystkich Polaków. Kurcze, mógł zostać Prymasem!

  19. Nefer
    3 marca o godz. 23:38
    To daje tylko jeden adres. A Jarosław-Polskę-zbaw jest totalny. On chce wszystko.

  20. @zak1953
    Nie moge zgodzic sie na zestawienie kultu Stalina z kultem Jana Pawla II, choc w obydwu przypadkach byl to kult jednostki. Kult Stalina byl narzucony terrorem policyjnym i w Polsce niewiele bylo ludzi, ktorzy uwielbiali Stalina szczerze. Osobiscie znalam takich, ale oni byli przekonani, ze Chruszczow klamal ujawniajac zbrodnie Stalina. Dzien, w ktorym podano przez radio wiadomosc o smierci generalissimusa, dobrze pamietam. Moj Dziadek siedzial z uchem przy radiu i pamietam jak kiwnal glowa z satysfakcja mowiac razem ze spikerem : „… zmarl Jozef Stalin.”
    Kult Jana Pawla II byl szczery i zywiolowy, i to nie tylko w Polsce. Miliony ludzi w roznych krajach
    odbywaly uciazliwe podroze i tloczyly sie godzinami, zeby wysluchac odprawianej przez niego mszy i kazania. Jest to fakt niezaprzeczalny rowniez dla tych, ktorzy nie byli entuzjastami tego papieza.
    Kult, ktory nam teraz Kaczynski chce zaprowadzic, nie porownuje sie do zadnego z dwoch poprzednich. Jest groteska w samym zalozeniu. Ubostwienia dla zmarlego prezydenta ludzie raczej nie dadza sobie wmowic, nie wszyscy nawet wyborcy PiS. Aparatu terroru Jaroslaw nie ma i malo prawdopodobne, ze zdazy taki stworzyc przed zejsciem z tego swiata. Wiec mamy zalosna szarpanine i towarzyszace jej zwykle swinstwa – nic ponadto. Mysle, ze pamiec o Lechu Kaczynskim na tym ostatecznie ucierpi. Mowiac o bratu, ze „polegl” Jaroslaw go osmieszyl.

  21. @zak1953
    Pochowanie Lecha Kaczynskiego na Wawelu bylo zlamaniem umowy, ze wawelska nekropolia jest zamknieta. Kard.Dziwisz w bezczelny sposob wkroczyl w domene publiczna uzgadniajac cichcem sprawe z JK. To byl pierwszy krok w probie stanowienia kultu Lecha i jednoczenie w dzieleniu spoleczenstwa i jatrzeniu jednych przeciw drugim. Dziwisz myslal pewnie, ze postapil zrecznie, zaciesniajac w ten sposob wiezy miedzy panstwem i Kosciolem. Tymczasem w niedalekiej nawet przyszlosci jego nazwisko moze otwierac liste hierarchow i duchownych, ktorzy przyczynili sie do upadku Kosciola w Polsce.

  22. Kult jednostki czy mit to jedna strona medalu. Groźniejszy jest coraz bardziej widoczny w polskim społeczeństwie trend do powrotu do jedynie słusznej idei. Wprawdzie podobna zasada obowiązuje na przykład w kościele katolickim, ale w polityce państwowej zasada ta może być wspierana przez tzw. aparat przymusu, potencjalnie znacznie efektywnieszy w zastraszaniu społeczeństwa niż współczesne środki oddziaływania kościelnego.
    Zasada jedynie słusznej idei szczególnie mocno eksponowana była przez państwo w okresie stalinizmu. Wspierana wtedy między innymi poprzez rozbudowany system donosicielstwa uniemożliwiała praktycznie jakielolwiek swobodne, publiczne wyrażanie swoich opinii społeczno-politycznych czy też wspominanie wydarzeń historycznych w sposób odmienny od politycznie poprawnej interpretacji. Niepokornych spotykały różnej rangi represje – do zagrożenia życia włącznie. Czytam teraz, że fundacja „Łączka” planuje pozwy w sprawie tzw. żołnierzy wyklętych. Prezes tej fundacji Tadeusz Płużański skomentował: „Ustawa, dzięki której 1 marca stał się Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych z jednej strony pozwala oddawać hołd naszym żołnierzom, a z drugiej strony powinna powodować, że ci żołnierze znajdują się pod ochroną państwa. Bo ta ustawa określa ich jako bohaterów narodowych. Jeśli ktoś występuje przeciw bohaterom narodowym, powinien liczyć się ze słowami. A jeśli nie liczy się ze słowami, liczyć się z konsekwencjami”.
    Jak niestety widać, w społeczności zawsze ujawniają się oportuniści, gotowi do ograniczania swobody wyrażania opinii innych niż ich własna. Co smutniejsze – grożą wykorzystaniem środków przymusu państwowego do osiagnięcia swojego celu.
    Prawdziwie smutną ironią polskiego losu jest to, że przedstwiciele fundacji, która m. in. przywraca społecznej pamięci żołnierzy – ofiary stalinizmu, próbują dziś postępować w sposób bardzo podobny jak prześladowcy tamtych ofiar.

  23. Pisał prof. Tadeusz Kotarbiński:

    „Wypada zająć stanowisko względem nawoływania, by wzbudzać entuzjazm do socjalizmu (…). Nie wystarczą wysiłki szkół i zawodowych wychowawców. Głównym czynnikiem musi się stać tutaj praktyka konstruktorów socjalizmu. Obyż umieli oni tak budować ten ustrój bytu społecznego, by porwał on ku sobie samym własnym, realnym, namacalnym niejako przykładem już in statu nascendi”.

    Tymczasem czort wie, który raz w historii Polski kolejna uliczna banda tworzy niby-fundament niby-nowego państwa z założycielskich mitów, a nie z założycielskich faktów. A PRAWDA, ta odwieczna kurewka, robi za maskotkę.

  24. kruk
    4 marca o godz. 2:00
    To zestawienie jest przypadkowe. Wynikło jedynie z kolejności wyliczania. Ale ta jest już nieprzypadkowa. Władysława Gomułki już w Polsce nikt nie fetował po jego odsunięciu od władzy, podobnie jak i Gierka. Wiecowe pokrzykiwania „Wiesław, Wiesław” czy „Edward, Edward”, nie przeniosły się na budowę pomników, tablic pamiątkowych czy nadawania ich imienia wielu podmiotom. Upamiętnianie JP II zaczęło się już za czasów Polski Jaruzelskiej.
    Czy J.K. nie ma aparatu terroru? Uważam, że ma. Są widoczni i aktywni wobec kontrmanifestacji, a czasami grup obserwatorów. Legitymowanie osób z białym kwiatem jest najprostszym przykładem. Potraktowanie sprawców śmierci Igora S. we Wrocławiu – kolejnym. Widzimy na razie kamyczki, nie obejmując wzrokiem całej mozaiki z tych kamyczków tworzonej.

  25. Był kult jednostki,ale była i jednostka-tak sobie gadały sieroty po Stalinie.
    Czy JPII przyczynił się do upadku bywszego ustroju zwanego u nas realnym socjalizmem,cokolwiek to
    znaczy,a dalej ogólnego rozpadu komunizmu?Złożyło się na to wiele przyczyn:niewydolność gospodarki,
    narzucony przez Regana wyścig zbrojeń,a także siły odśrodkowe,u nas Solidarność.Przypisywanie mu
    szczególnych zasług w tym procesie to też budowanie mitu.
    Trzymając się naszego podwórka to jego wielką zasługą jest narzucony konkordat i wszystko co się z nim wiąże.No i ci sympatyczni biskupi.
    Wprowadzany kult LK to inna bajka.Przecież pamiętamy jaki był,co robił i czego nie robił ,a wszystko z woli brata,włącznie z nieszczęsnym Smoleńskiem.Ba,ten kult obejmuje matkę bliżniaków nawet,co
    suweren akceptuje.No,ale nie takie kulty bywały a przeminęły,takoż i ten przeminie.Niech tylko zabraknie dorzucającego do pieca…

  26. Brokoz
    4 marca g.9:51
    Każdy kult jest chory, ale poza kultem Stalina, który przyszedł z zewnątrz i choć wyrządził wielkie szkody, mignął ledwie jak zły sen, wypracowaliśmy własne o bardziej dalekosiężnych skutkach.
    Czy kult Marszałka Piłsudskiego jeszcze za jego życia nie był groteskowy? Choćby te dziesiątki tysięcy kart z życzeniami zdrowia itp, które szkolne dzieci słały bodaj na Maderę, gdzie „Dziadek” wypoczywał.
    Wiadomo, ze nienawidziła go endecja, ale nawet wielu jego fanów zwątpiło po zamachu majowym i wobec Berezy Kartuskiej.
    Kult JP2 to zupełnie inna bajka, lecz również chora. Przypisuje mu się zasługi ponad miarę, o czym wspominasz, w obaleniu tzw. komuny, ale co tak naprawdę nam zostawił? Cały zastęp konserwatywnych, przygłupiastych abepów i biskupów w rodzaju Dziwisza czy Głodzia, konkordat który de facto uczynił RP państwem wyznaniowym i tysiące obrzydliwych pomników jegomościa, które powstawały jeszcze za jego życia, a mógł się temu przeciwstawić.
    Acha, i podobno pozostawił „pokolenie JP2”. Hi, hi, hi, he, he, he!
    Najnowszy, całkiem absurdalny kult LK odbieram jako wyjątkowo przykry i smutny z uwagi na osobę kultu – prezydenta, który zginął w idiotycznym, bo można było go uniknąć, wypadku lotniczym.
    Myślę, że pod bardzo wieloma względami różnił się od brata bliźniaka i byłby chyba mocno zażenowany tym, co Jarosław wyczynia co miesiąc na Krakowskim Przedmieściu, a przede wszystkim pochówkiem na Wawelu.
    Wyobrażam sobie, jaka mogła być wściekła gdzieś tam w Górze (jeśli ta Góra istnieje) pani Maria, żona prezydenta, wspaniała, mądra kobieta, ale mam nadzieję, że sobie odpuściła. Oliwa i tak na wierzch wypływa. Wcześniej czy później.

  27. Stalin niekoniecznie zamknął oczy na wieczność. „Non omnis moriar” – mówią, i mają dużo racji: nie umarł ten, co żyje w pamięci ludzi. Dyktatorzy najwyższej klasy, a takim był Stalin, czerpią siły żywotne od poprzedzających dyktatorów, dodają własne i nowatorskie rozwiązania – dlatego są dyktatorami najwyższej klasy – a następnie te ich dyktatorskie osiągnięcia pozostają w czułej pamięci wielu, jako inspiracja i pożywka dla kolejnych dyktatorów.

    Podobno było kilka wariantów do wyboru. Ale ostatecznie – padło na górnośląskie Katowice, ówcześnie traktowane jako przemysłowa stolica Polski. Takie symboliczne centrum polskiej klasy robotniczej.
    Owszem. Ale padło na Katowice nie tylko z powodu symboliczności robotniczej, ale i z powodu wagi, jaką w trakcie wojny Stalin przywiązywał do jak najszybszego zdobycia Górnego Ślaska. On bowiem był głównym ośrodkiem zasilającym siły wojenne III Rzeszy, a jego zdobycie gwarantowało śmiertelne osłabienie Hitlera. Stąd właśnie tempo natarcia i wielki wysiłek wojenny Armii Czerwonej, by jak najszybciej wywalić z Górnego Śląska Wehrmacht.

    Wszystko dzięki ostatecznemu zwycięstwu Armii Czerwonej w wojnie, do której sam się przyczynił w 1939 r
    Stalin się całkiem słabo przyczynił do wojny w 1939 roku. Owszem – do wojny radziecko-fińskiej, ale nie o nią tu zapewne chodzi, a o zbrojne wkroczenie na teren Polski.

    Polacy mają, niezwykle silna, potrzebę życia w przestrzeni mitologicznej, a to dlatego, że żyją w nieustannym lęku przez życiem w rzeczywistości, od wielu stuleci, właściwie od tysiąca pięćdziesięciu lat. Zaś życie w micie jest bardzo łatwe i łatwo o mitycznych przywódców, którzy nic nie muszą umieć poza produkowaniem lub podtrzymywaniem mitów. Współcześnie – to przypadki Świętego Ojca Świętego Lolka giewontowego oraz Kaczyńskiego. Teoretycznie – Lecha, ale nie o Lecha chodzi w aktualnym micie, a o Kaczyńskiego Jarosława.
    Życie w micie jest bardzo tanie i bardzo łatwe dla wyznawców – też nic nie muszą umieć ani wiedzieć, ale najwygodniejsze – dla obiektów mitu: żadna odpowiedzialność, żadna kompetencja, a swoboda pławienia się w oparach nierzeczywistości, niemal nieograniczona.

    Koszt, gigantyczny, powstaje wyłącznie w zderzeniu z rzeczywistością. Dlatego za wszelką cenę konieczne jest życie w micie. I to jest właśnie ta cena: wszelka.

  28. mag
    4 marca o godz. 12:02

    Sądzę, że dość jest argumentów za tym, by dowieść, że Lolek był największym współczesnym szkodnikiem wobec Polaka. Nie tyle się przyczynił do „upadku komunizmu”, ale przyczynił się – najwybitniej -do zamiany półzniewolenia, lub ćwierćzniewolenia „komuną”, którą z czasem mało kto się czuł zniewolony, na pełne zniewolenie przez Kościół kat.
    Dosyć trafne jest stwierdzenie, że Stalin mógł łatwo zabić ciało, ale znacznie trudniej – duszę, Kościół kat robi to odwrotnie: dewastuje ciało, wsadza je go klatki przesądów, przemocy, molestowania religią i jej szantażami, ale najłatwiej zabija duszę. Co widać wymownie na załączonym obrazku: Polska XXI wieku.

  29. Każdy „świeży” władca ostro krytykował kult jednostki w poprzednim okresie, ale tak naprawdę miał na myśli, że zły jest lub był kult niewłaściwej jednostki. Jemu i tylko jemu należy się taki kult, bo to on jest tym zbawcą…od wszystkiego. Długo żyję, niestety, i przeżyłem dużą liczbę kultowych jednostek. Nie będę zastępował dra Gugla, ale pierwszym, cenionym np. w Niemczech bohaterem, materiałem na „kultową” jednostkę, był mój ojciec chrzestny. Nie zmyślam, to prawda, bo zaszczyt ojcowania i w przypadku niemożności opiekowania się dzieckiem przez rodziców, przypada podobno ojcu chrzestnemu (o matce nie wspomnę). To wiem z autopsji, bo też byłem ojcem chrzestnym bratanicy. Niezbyt się nią opiekowałem, bo brat sobie radził, a teraz siara się o emeryturę i liczę na jej opiekę, jeśli moja urzędowa (katolicko!) opiekunka nie będzie w stanie, bo tez mocno dojrzała (80+).
    Wracam do pierwszego bohatera, okrzyczanego w Niemczech zwycięzcy bitwy pod Grunwaldem. Wam się wydaje, że przesadzam jak Kaczyński z tymi królewskimi koneksjami (Jagiełło?), a ja mówię o feldmarszałku Hindenburgu, który w 1933 roku był formalnie szefem następnego, charyzmatycznego idola, godnego kultu właściwej jednostki, Adolfa Schickelgrubera, znanego blogowiczom pod pseudonimem „Hitler”! Co miał wspólnego Hindenburg z Jagiełłą? W tym samym miejscu kierowali żołnierzy do boju, Jagiełło u boku Ruskich, a Hindenburg przeciw Ruskim podczas I wojny światowej, gdy Grunwald nazywał się Tannenberg.. Obaj wygrali bitwy, tylko znaczenie tych zwycięstw nie jest już porównywalne.
    Powracam do moich chrzcin. Faktycznie prezydent Niemiec był moim honorowym ojcem chrzestnym i przysłał kartkę z powinszowaniami dla rodziców …siódmego… dziecka oraz 5 talarów (20 RM, około 40 przedwojennych złotych – majątek!), bo taki miał zwyczaj wobec każdego 7-ego dziecka – taki prekursor Kaczyńskiego – początek 500+!
    Kult jego jednostki szybko przeminął z przyczyn zdrowotnych (szybko umarł) i przekazania władzy Adolfowi.
    Kult tej jednostki (podobno nie tylko w Niemczech a w Polsce w lasach do dziś!) już był niesamowity i porównywalny z kultem Stalina, oba na taki zasłużyli, słowami i niestety czynami. Słyszałem Hitlera nieraz w radiu i w kronikach filmowych, nie mówił głupio, ale zawsze wrzeszczał! To przejął po nim nasz prezydent, ale bez siły przebicia Adolfa.
    Nie pamiętam początku kultu Hitlera, ale zaliczyłem jego koniec. Mimo wszystkich nieszczęść, jakie sprowadził na naród niemiecki, wielu płakało po jego śmierci, tak jak inni po Stalinie. Już ktoś na tym blogu pisał na temat oporu przed uświadomieniem sobie, kim był naprawdę pan Dżugaszwili i lżyli Chruszczowa za referat. Byłem wtedy na studiach i na zebraniu na którym lektor z KC przeczytał sławny referat Chruszczowa. Wielokrotnie padały słowa…” unicestwił ..tu liczba milionów” … ludzi takiego lub innego społeczeństwa. Obecny na sali asystent z matematyki (po studiach w Rosji i z żoną Rosjanką ) z płaczem wrzeszczał na lektora, że to wszystko kłamstwa! Podejrzewam, że w ZSRR wielu ludzi tak sano przeżywało zmianę idola w rankingu kultowych jednostek. O Putinie nawet nie wart wspomnieć. Każdy jego bohaterski czyn, np. latanie za żurawiami (a może przed?), wzbudza orgazmy psychiczne ludzi i nikt mu nie wypomni miliardów zagrabionego mienia i kapiącego ze ścian złota w pałacu cara. Wymieniłem tylko kilku idoli, bo pełna lista to materiał na kilka książek, doktoratów i profesur dla IPN.
    Pozostanę przy tym, od którego zacząłem, gdy już byłem świadomy, jak wygląda świat. Nie płakałem, gdy w maju 1945 dowiedzieliśmy się o śmierci Hitlera, ale było mi go żal. Typowe zachowanie fanatyków mogę zaprezentować na przykładzie pewnej znajomej. Byliśmy wtedy w małym obozie dla uchodźców w Górnej Austrii – obecnie Czechy. Ta pani była Ślązaczką z okolic Katowic. Jej mąż był szpiclem Gestapo. Mówiła znakomicie po polsku, ale ujawniło to dopiero, gdy wracaliśmy do domu transportem kolejowym – oficjalnie Polaków, wracających do domu. Armia Czerwona była o dwa dni przed nami, Czesi nas nienawidzili i tylko czekali, jakby sobie frust zmniejszyć w gnębieniu kobiet i dzieci, a ta idiotka wzięła portret Hitlera, przyozdobiła kirem i zaniosła Czechom do kościołka i postawiła na ołtarzu!!! Czesi się przyglądali… i nic! Bohaterami stali się dopiero po wkroczeniu Sowietów i wyżywali na uchodźcach, którzy zostali (m. in. ludzie z pod Olesna, którzy mówili wyłącznie po polsku z babcią) i na niemieckich sąsiadach. My zdołaliśmy uciec do strefy amerykańskiej.
    Wniosek jest banalny, już podany na tym blogu:
    Kult jednostki był, jest i będzie – oby to był kult „właściwej” jednostki, nie tych którymi obecnie suweren dysponuje (nie wymieniam ksyw, bo są brzydkie).

  30. mag
    4 marca o godz. 12:02

    Gdyby w watylkanie nie urzędował był Karol Wojtyła jako JP II, prawdopodobnie nie podpisanoby jeszcze konkordatu. Obecnośc Polaka na stanowisku Papieża przyspieszyła pewne działania, bo Polska juz w latach międzywojennych starała się zawrzeć konkordat ze stolicą apostolską. Wojna, czas powojenny i inne zawirowania historyczne spowodowały, że wciąż ten temat nie stanowił potzreby nr 1, ale śmiem przypuszczać, że Karol WOjtyła „trochę” naciskał na podpisanie owego dokumentu.
    Niedawno w Przeglądzie natknęłam sie na artykuł Pawła Bortkiewicza o tym, co mamy z Konkordatu.Mam ten artykuł wycięty. Można powiedzieć, że biskupi żądają coraz więcej dla siebie, dla kościoła powołując się na zapisy Konkordatu, tymczasem nie istnieją zapisy, na które Kościół polski się pwoołuje. Ale nikt nie zaprotestuje, bo zaraz rozległby się krzyk, że Kościół jest poniżany, że znów dybią na katolików, prześladują chrześcijanitp. Dlatego KK idzie na Bezczela, żądając od państwa coraz więcej.

    Z kultem JP II -szczególnie po jego śmierci zaczęło się szukanie Pokolenia JPII (niewiele z tego wyszło), przypisywanie mu, o czym wspominasz, sprawczości wydarzeń zainicjowanych jego słowami (niech zstąpi duch twój ….) A one działy się niezależnie od niego samego, bo akurat toczył się walec historii.
    Solidarność i sierpień 80 też nie byłby chyba tak udany, gdyby nie nałożyło się na siebie wiele zdarzeń w Europie, w ZSRR ( Gorbaczow i jego pierestrojka).

    Na Wawelu królów się nie chowało; oni byli na Wawel przenoszeni po latach.Wawel to nie była nigdy nekropolia, w której władca zaraz po śmierci trafiał.
    A Lech Kaczyński i tak spoczął w przedsionku…

  31. mag
    Masz rację w każdej linijce.A”pokolenie JP2″ to pewnie ci co maszerowali pod hasłem „My chcemy Boga”.Ktoś im go odebrał?A i dziwne,że ten ich bóg słysząc te życzenia dla „innych”gromem nie cisnął.
    Może oglądał kino akcji w Syrii wtedy?

  32. Nieprawda.Kult jednostki trwa za życia tej jednostki.Czy dziś nasze purpuraty cytują JP2 na miarę jego kultu.?Nie .JP2 bardzo przeszkadza w bieżącej polityce Naczelnika.Bo np. chciał OS,.w brew ojcu premiera dzisiejszego.Bo spotykał się z Jaruzelskim ,któremu chcą wykopać grób i odciąć pagony.A Lech Kaczyński chciał zabrać Jaruzelskiego na obchody zakończenia w ojny do Moskwy.Kult jednostki jest dziś na Nowogrodzkiej.Jeżeli jeden człowiek podejmuje wszystkie decyzje w każdej sprawie państwowej ,prywatnej i ludzkiej ,to musi być otoczony kultem swoich przybocznych i.wielbicieli z KK i biorących pińcet.Kult jednostki ma podłoże psychiatryczne ,-amok.A jak ta choroba .opuści przydupasa ,to zrobi to co zrobili z Neronem ,albo po śmierci tyrana w Moskwie.

  33. Zasłużył, zasłużył… tylko polityczni oponenci z zawiści nie mogą tego strawić. No cóż nie jestem lekarzem by leczyć ich z kompleksów.

  34. jeśli ktoś zainteresowany, na TVN 24 jest film pt Dworzec Gdański – marcu 68 i jego skutkach

  35. Letę na rodzinny obiad.
    Odezwę się, jak wrócę.

  36. Tanaka
    4 marca o godz. 12:24
    „Non omnis …”. Żegnając się z anumlikiem sam użyłem polskiej wersji tego określenia. Bo choć jego teatrzyk zamknął swoje podwoje na wieczność, treści pozostaną w naszych głowach i w pamięci dysków komputerów.
    Podobnie stało się ze Stalinem. Pozostawiono nam przynajmniej kilkanaście tomów jego dzieł (po Leninie aż 55 tomów). Do tego liczne opracowania historyków, socjologów czy politologów z całego świata, opisujących jego postać jako historyczne zjawisko. I chociaż „wolne” polskie władze zrobiły wiele, aby papierowe tomy usunąć ze sfery publicznej, to one i tak w niej będą obecne.
    Musimy pamiętać, iż Stalin otrzymał dobre, seminaryjne przygotowanie teoretyczne z zakresu historii doktryn politycznych świata do końca XIX wieku. Wszystko to miał pod ręką, w bibliotece seminarium duchownego, gdzie pobierał nauki. Nawet jeśli były to prohibita, młodzi seminarzyści zawsze znaleźli drogę do zabronionych treści. A gdzież szukać dzieł szatańskich, jak nie u duchowieństwa?
    „… wariantów wyboru”. Któż na Górnym Śląsku miał aktywnie protestować przeciwko przemianowaniu Katowic w 1953 roku? Ślązacy, których cały czas jeszcze poniewierano jako zdrajców polskości za przyjęcie volkslisty, za służbę w Wehrmachcie w czasie wojny? Ślązacy, których ojców i braci, po przejściu frontu w 1945 roku wysłano na wschód do ZSRR? I którzy wcześniej oberwali od Niemców za międzywojenną kolaborację z Polską? A może mieli to być kresowiacy, których przesiedlono na Śląsk? Czy też Polacy z centralnej Polski, którzy przyjechali tutaj do pracy w kopalniach, hutach i innych przedsiębiorstwach przemysłowych? Fakt, znalazło się kilka osób, które rozrzuciły naprędce zrobione ulotki – licealistki z Chorzowa. Reszta przyjęła zmianę bez większego oporu.
    Paktem Ribbentrop-Mołotow Stalin dał Hitlerowi wolną rękę w rozpoczęciu działań wojennych przeciwko Polsce. A że zagwarantował sobie tajnym protokołem podział upadającej po agresji Polski, musiał do niej wkroczyć zbrojnie. Czyż to nie było włączenie się do wojny? I to po stronie agresora, a nie alianta. To, że wojna z Niemcami dotknęła ZSRR dopiero w czerwcu 1941 roku, jest inną kwestią.
    Kościół i Karol Wojtyła jako papież, to odrębny, acz ważny temat. Ale może do innego, odrębnego komentarza.

  37. Antonius
    4 marca o godz. 12:37
    Drogi Antoniusie w jednej ksiązce poświęconej Republice Weimarskiej są dwa rozdziały poświęcone prezydenotom republiki. O prezydencie Ebercie przytoczono uwagę ,,wyborny człowiek ale nie nadaje sie do portretowania” a o ,,ojczulku chrzestnym”? Autor pisze, że na pewno ,,nadawał się do portretowania ale czy wyborny człowiek”? Dalej pokazuje, że przy całym godnym sztafarzu była to wyjatkowa kanalia – sam kierował dyktatorsko (wespół z Ludendorfem) wojną zapewniając o bliskim zwycięstwie az pewnego dnia odjął ręce oświadczając, że armia ,,nie gwarantuje utrzymania frontu”. Klka lat później choć znał przecież systuację jak nikt inny zeznając pod przysiegą potwierdził, że ARMII WBITO NÓŻ W PLECY, potwierdzając sądowanie jeden z mitów założycielskich nazizmu. Ot, kanalia. Z bardziej ludzkich elementów – lubił kolekcjonać obrazy Matki Boskiej.

  38. Panie Redaktorze!
    Co się stało z komentarzem Kropkozjada? Był i nie ma go!
    Przeczytałem i uważam, że był ciekawy. Chciałem z nim podyskutować, jak kilka lat temu, a nie zdążyłem go skopiować. Szkoda!

  39. @Slawczan
    4 marca o godz. 14:56

    Tak btw, epizod z chrztem podałem dla rozweselenia. Ojcem chrzestnym nie interesowałem się zbytnio, choćby dlatego, że nie widziałem grosika z tych 5 talarów – została mi tylko kartka!

  40. zak1953
    4 marca o godz. 13:49

    Oczywiście – na Górnym Śląsku nie bardzo kto miał wiarygodnie protestować przeciw przerobieniu Katowic w Stalinogród, z podanych przez Ciebie powodów. Ja zwróciłem uwagę na zupełnie inny powód wyboru Katowic, który miał korzenie ściśle wojenne.

    „Pakt Ribbentrop-Mołotow dał wolną rękę Hitlerowi” – to jest interpretacja bardzo popularna, zwłaszcza w Polsce, ale słabo osadzona w rzeczywistości politycznej, gospodarczej i wojennej, natomiast bardzo silnie w stronniczych wyobrażeniach. Hitler, z paktem czy bez paktu i tak na Polskę by napadł, napadłby by ZSRR, oraz inne kraje. Wynikało to i z głowy Hitlera, z doktryny nazistowskiej, z całej konstrukcji III Rzeszy i z przygotowania się do napaści na Polskę. Chciał i musiał.
    W 1939 Hitler ostatecznie przygotował się i napadł na Polskę, by ją podbić, zniszczyć i przygotować teren do napaści na ZSRR. Stalin nie miał symetrycznego zamiaru i nie był do wojny przygotowany. Robił wszystko co mógł, by wojnę odwlec.

  41. @zak1953

    Zgrabny i owszem wstępniaczek i na czasie! Lubię twoje teksty, dawaj więcej!

    Co do miasta ku czci – ono musi być koniecznie od nazwiska, nie imienia bo Lechogród czy Lechowice Wielkie mogą się jeszcze komu z nie tym Lechem co trzeba skojarzyć. Więc musi być od nazwiska koniecznie. Kaczowice. Kaczawa. Albo: Trójmiasto – Kaczańsk, Kaczynia i Kaczopot. A jeśli od imienia to tak, żeby od razu było wiadomo o którego Lecha chodzi np. Święty Lech.

  42. @kruk stawianie pomnikow Stalinowi wynikalo nie tylko z terroru w jakim zyli tam ludzie, ale niestety z potrzeby wierchuszki i ludu w danym rejonie. Takie pomniki nadal istnieja, tez w Europie. Ogladalam je na podroznym kanale tv: w jednym z malych krajow Europy, a takze w stolicy Mongolii i na Dalekiej Syberii. Widocznie az tak nie rania, czy raza tamtejszych spoleczenstw.
    @zak1953 nie obrazaj setek milionow, ktorzy przezyli lub fizycznie nie przezyli terroru, lub ktorzy obecnie zyja pod terrorem. Ty piszesz: „uwazam, ze J.K. ma aparat terroru” , czego przykladem ma byc aresztowanie osob z bialym kwiatem i potraktowanie sprawcow smierci Igora S. Odroznij terror od nekania, zapewne i naciskow na wymiar sprawiedliwosci, co akurat nie jest specjalnoscia PiSu. Nie znam sprawy Igora S., ale za tym stali ludzie z wymiaru sprawiedliwosci, ktorym nie grozila czapa ani lagier, ani zabranie paszportu, ani wyrzucenie z mieszkania, czy nieprzyjecie dziecka na stosowne studia.
    Wiecej umiarkowania, czasami wydaje mi sie, ze jakas „uczciwa” duza akcja ze strony tego aparatu terroru bylaby na reke przeciwnikom obecnego systemu. Nawet o Rosji , gdzie gina w dziwny sposob przeciwnicy wladzy, a z manifestacjami jest bardzo roznie zapewne nie napisalbys, ze to terror.
    Jednym z pierwszych narzedzi terroru jest cenzura. Jak na razie z cenzura spotkalam sie wylacznie na forach Polityki, na tym forum tez sie na nia skarza, czasem sie wyjasnia, ze to pomylka, ale skad ta obawa? U D. Passenta istnieje ona zawsze, dziala bardzo wybiorczo -raz tak, a potem inaczej. Podobnie na innych forach. Tak, wiem, ze prywatne spotkanie i mozna kogos nie chciec przy stole. A komu cenzura panstwowa nie przepusciala w GW, Polityce, Newsweeku artukulow przeciwnych obecnej wladzy? Czy wydawnictwa maja swoja polityke oparta na znajomosci literatury, trendow, sprzedawalnosci, czy na strachu? Czasami wydaje mi sie, ze to w Ameryce ksiazki nie sa wydawane, tlumaczone na angielski, bo istnieje obawa narazenia sie stosownym lobby. Dotyczy to np.ksiazek, ktore sa przetlumaczone z francuskiego na polski, ale juz nie na angielski. Nie pisze o literaturze pieknej.
    Demostracje przeciwko obecnej polityce w Polsce odbywaja sie. Jesli jakies filmy nie ukazuja sie na ekranach to dlatego, ze dystrybutor liczy kase i obawia sie, ze nie bedzie ogladalnosci, zwlaszcza jak wlaczy sie w to kk. Chociaz niekoniecznie, sami od siebie potrafimy tez byc dziwni.
    Zaraz dostane przyklad jak to Frasyniuka zaaresztowano, a minister kultury jest bogoojczyznianym narodowcem i tak po uwazaniu rozdziela pieniadze i glupio gada. Moze trzeba by pomieszkac w kraju z prawdziwym terrorem?
    Tez uwazam, ze Polacy maja powaznego fiola w pomnikowaniu, nadawaniu nazw wybrancom i L. K. nie zasluzyl na cos takiego. Byl mierny, a moze nie zdazyl. Ale co grozilo Dziwiszowi, zeby sie sprzeciwic pochowaniu malzenskiej pary? Juz nawet predzej rozumiem jego brata, ktoremu autentyczny bol podsunal taka mysl.
    Czy jesli w gminie takiej i takiej radni sprzeciwiliby sie nadaniu stosownego imienia, czy wybudowaniu stosownego pomnika to dosiegnalby ich terror z Zoliborza? Juz nie mowie o spontanicznych akcjach obywateli, ktorzy np. zbieraja podpisy, ze nie chca mieszkac przy ulicy takiej i takiej i miec na tym placu pomnika. To ja, skromna osoba bylam w stanie w nienajlepszych latach 80-tych przeprowadzic akcje, zeby nie zmieniano nazwy ulicy, a takze druga, zeby nie wycinano drzew. Udalo sie.

  43. Z kultem jednostki a la Stalin się nie zetknęłam osobiście, może w pewnej mierze można za kult uznać polską miłość do amerykańskich prezydentów. Niestety tylko republikańskich. Już w liceum moja nauczycielka angielskiego powtarzała że Nixon był bardzo dobrym prezydentem, może nawet najlepszym (tylko miał pecha i złych doradców). A Regan to już w ogóle nasza wielka miłość, w końcu razem z JP2, jak Kloss ze Sztyrlicem własnoręcznie rozwalili komunizm. Kiedy prezentowałam tego typu wdrukowane mądrości moim nowym amerykańskim znajomym, to patrzyli na mnie ze zdumieniem, ale wyrozumiale. („Nie, nie uważam że Regan udawał głupiego, żeby zdobyć głosy, myślę że naprawdę był bardzo głupi”).

    Potem przyszedł Bush W, którego kochał nawet prezydent Kwaśniewski. W wyborach w 2004 opowiedział się otwarcie za Bushem, „bo on rozumie, naprawdę rozumie ogromne wyzwania jakie niesie terroryzm”. No rozumiał, tak dobrze że wyeksportował tortury do krajów pokroju Polski, klepiąc jednocześnie z uznaniem po plecach. To klepanie jest kluczowe. Teraz kochamy Trumpa, bo też nas dobrze poklepuje po naszym ego. Tu anegdota, pewna moja polska znajoma po trampowym przemówieniu w Warszawie podzieliła się swym zachwytem z amerykańską koleżanką. Ta ją bez słowa komentarza usunęła z fejsbuka. Bardzo mi się to spodobało. Gdybyż to wszystkie problemy dało się tak łatwo rozwiązać.

    W gazecie ciekawa rozmowa z pisarką Magdaleną Tulli pod chwytliwym tytułem, „Jak rozmawiać z koleżanką z PIS i nie rzucić się jej do gardła”. Muszę przyznać że to click-bait, bo wcale się nie dowiedziałam jak to zrobić. A bardzo by się przydałoby. Za to dużo jest o naszym polskim utwierdzaniu się w prawie do istnienia. Więc może to ma związek, bo jeśli Napoleon nas kochał, i Regan i Trump, to na pewno jesteśmy wielkim narodem. I będziemy mogli wreszcie spokojne istnieć. Chociaż raczej nie, bo to pragnienie jest nie do zaspokojenia.

    JP2 był taki światowy, cały świat go uwielbiał, a my mogliśmy powiedzieć „nasz ci on jest”, więc my też tacy wspaniali. A Lecha kocha tylko Gruzja, to trochę za mało na wydźwignięcie nas z niebytu. Cała wiara w tym że był aż tak groźny że musieli go zabić. Bez tej wiary kult rozpadnie się w drobny mak.

    Tak sobie pohipotetyzuję, gdyby tak Trump potwierdził, że zamachu nie było, to kogo by porzucili, Lecha czy Trumpa? Ale byłby fajny eksperyment. Może by tak „fake news”?

  44. Chciałem się zdetoksykować od politykowania ale zak1953 sprowokował mnie swoim wpisem i subiektywną listą bohaterów. Postanowiłem się z nią ,,rozprawić”
    1. Stalin Józef – cóż sprawa jasna – uznany zbrodniarz ale pamiętajmy, że dla mieszkańców Sojuza nie jest mordercą kilkudziesięciu milionów pobratymców ale tym, który najpierw połóżył podwaliny potęgi industrializując Rosję a potem kosztem nędznych 20mln obywateli gromiąc nazizm. Nie oszukujmy się gdyby nie Stalin nas by być może nie było. Wiadomo jakie Niemcy mieli plany wobec nas. Czekaliśmy w kolejce na miejsce zwolnione przez Żydów. Patrząc jak alianci prowadzili wojnę jakoś widze marne szanse na oswobodzenie przez nich…Tym nie mniej zbrodniarz pierwszej wody – per saldo anatema zupełnie słuszna. Szkoda, że jakoś tak mało skuteczna, szczególnie tam gdzie jego ofiar było najwięcej.
    2. Piłsudski Józef – (ważne bo JK podobno lubuje się w jego biografii a tam jest przepis na mit). Przypominam tylko – dzień przyjazdu naszego Ziuka z Magdeburga jako ,,dzień zero” odrodzonej Polski ustanowiono dopiero w 1937!!!. A kto ustanowił? Jego koledzy, następcy i beneficjenci. To nic, że w sumie sprawę załatwili do spółki koniunktura miedzynarodowa i I. Paderewski – Polska zaczęła się gdy On wysiadł z pociągu! CZy nie jest to wręcz archetypicznie polskie – Polska jest wtedy gdy ,,ja rządzę”? Czyż rząd dobrozmieńców też tak nie uważa? Ale wracając do Historii…Sam zainteresowany pomny swoich zasług skromnie ,,pozwolił” pochować się na Wawelu. No niby mu sie należało jako zwyciezcy bolszewików. Problem był jeden – ludzie pamiętali co było wtedy i jak – wcale nie panowało aż takie przekonanie, że to tylko jego zasługą jest victoria warszawska. Jak wiadomo, zwycięstwo ma wielu ojców – w tym konkretnym wypadku od Matki Boskiej po gen. Weyganda. Dwie rzeczy sa pewne: zamysły polityczne naszego ,,Ziuka” przygnały bolszewików pod Warszawę no i w chwili krytycznej nasz heros napisał o dymisję. Na szczęście cwany chłopek Witos nie dał się zrobić w konia i kazał Ziukowi sprzątać bardak jaki sprokurował. Ziuk wymyślił ale realizacja spadła na barki innych (Sikorski i Rozwadowski) – sam udał się ,,w pole”. Na szczęście po 1926r udało sie opanować szkolnictwo i tam młodzieży wskazano co i jak. Potem zdarzyła się kolejna szczęśliwa okoliczność – zainstalowanie bolszewizmu w Polsce po 1945 więc Piłsudski zaczął robić za czarnego luda a młódź pomna nauk w przedwojennych szkołach przechowała wierną acz sanacyjną pamięć o Marszałku Co To Bolszewików Pogonił. Nikt nie pamietał 500 trupów z 26.05.1926, nikt nie pamiętał o ,,wyborach brzeskich” , czy obozie koncentracyjnym w Berezie (były to elementy komunistycznego zohydzania Herosa), że skrytobójczo ubitych czy pobitych oponentach. Może gdyby nie komuna to ludek by się zastanowił nad mitem? i co najwyżej jakie pomniczki (no za Warszawę jak i Rewolucję 1905r jednak) postawił? Ale – najważnejsze – to szkoła wytłumaczyła młodzi kim był Marszałek…
    3. Drugi Tego Imienia Jan Paweł – cóż największy Polak w dziejach Galaktyki? Bo stanął na czele największej korporacji na świecie? Wbrew temu co nam sie sufluje bynajmniej nie był to ,,pierwszorzędny człowiek” coś na ten temat mogą powiedzieć ci którzy w dziecięctwie zapoznali z księżowskimi siusiakami, podobne odczucia mogą mieć ci, którym stojące w obronie cywilizacji chrześcijańskiej dyktatury w Ameryce Łacińskiej przepuszczały prąd przez siusiaki lub usuwały paznokcie. Gdy porówna się energię z jaką nasz Największy Polak angażował się w zwalczanie komunizmu z oględnością jaką wykazywał w Ameryce jasno widać, że nie chodziło mu wartości ale była to zwykła walka w obronie interesów. Potwierdza to późniejsza łapczywość z jaką jego ludzie w Polsce rzucili do rozdrapywania majątków, synekur, mamony co finalnie zostało zalegalizowane i uregulowane tzw. Konkoradtem. Dzisiejszy czarnosecinny episkopat to jego dzieło. Taki był własnie – otwarty. Skromny też – świadczy o tym ilość ulic, pomników za życia jego ustanowionych, na co dawał swe łaskawe przyzwolenie. Za to po 1989r z zasadzie wszyscy odwoływali się do jego ,,nauczania” (jakiego?). Ba im gorsza kanalia tym bardziej…
    4. Kaczyński Lech…O poprzednikach coś da się napisać a o Nim? ,,Awantura o krzesło” w Brukseli? ,,Spieprzaj dziadu”? Pan Jarek widać wie jednak jak to ulepić…LK był wielkim prezydentem – bo leży na Wawelu. Nie za kilkanascie lat z Bożą pomocą i ministry Zalewskiej (i jej następczyń) ludek bedzie wiedził, że LK Brat JK był wielkim prezydentem bo byle komu tyle ulic i pomników by nie nastawiali. Potrzeba tak…ze 3 kadencje.

  45. @Kostka
    4 marca o godz. 15:39
    Całe te Lechowice etc. to pomysł najzupełniej błędny bo:
    a) Seweryn pomyśli, że to od praszczura Lecha
    b) będzie trudno to odróżnić (szczególnie cudzoziemcom oraz dzieciom polskich emigrantów pozabwionych dobrodziestwa polskiej szkoły) czy chodzi o Lecha K. czy Lecha W!!!!!!!!. Znowu bedzie trzeba nowelizować ustawę o IPN, że ,,kto nawiązuje nazwe Lechogród do Lecha Wałęsy podlega karze do lat 3…”
    Kaczogród i owszem. Ba ze względu na poglądy wiekszości mieszkańców ,,tej ziemii” można pokusić się o zmianę nazwy kraju na Kaczostan…Suwren chyba przyjmie to z zadowoleniem byle mu to sprzedać z penalizacją ekologii, homoseksualizmu i imigranctwa

  46. Jeszcze do wczorajszego

    @wbocek
    3 marca o godz. 19:39

    „Co Pani na to, Pani Doktor?”

    Pani doktor na to , że cieszy się jak zajączek i uprasza o niestraszenie! Wprawdzie ciśnienie ma tak niskie, że skoki raczej jej nie szkodza ale czuje się nieco emocjonalnie nadszarpnieta ostatnio więc więcej przykrych wiadomości sobie chwilowo nie życzy.

    Cieszę się, że ruchem sobie ciśnienie obniżasz – tak trzymać, tylko aby nie przedobrzyc! Ponoć sok z buraka też bardzo pomaga jeśli pije się regularnie po pół szklanki dziennie – wiem od kilku osób, które stosowaly w tym celu i lekarze w UK też potwierdzają. Mój dziadek miał zaproponowana operację serca kiedy miał bodajże 73 lata (cierpiał przez całe lata na niedomykalnosc zastawki). Nie zdecydował się bo bał się, że może się nie udać albo pogorszy mu stan zdrowia (nie chcial skończyc w szpitalu w gorzym stanie niż tam trafil). Przeżył kolejną dekadę chodząc na długie spacery, zbierając grzyby i jeżdżąc na wakacje ze swoją dziewczyną (równolatka, jakby kto się zastanawiał). Bardzo płakałam kiedy odszedł bo nie zdążyl zobaczyć prawnuka ani dokończyć budowy domu – ale cieszyłam się , że nie zmarł w szpitalu ale na świeżym powietrzu, do końca będąc w całkiem dobrej formie i nagle, mam więc nadzieję że ledwo zdazyl zauważyc przejście do krainy wiecznego grzybobrania.

  47. „Poklepanie po ego” – celnie to nazwałaś. Polak staje się człowiekiem wskutek poklepania. Przy czym ego nie jest wykwitem samoistnym, a przekształconym lękiem, przeczuciem nieważności i nieistnienia, dopóki się nie nadmie, nie wyciśnie z siebie „wartości” i nie nadstawi pleców do klepania.

  48. Kostka
    4 marca o godz. 16:35

    ładnie to powiedziałaś: przeszedł do krainy wiecznego grzybobrania. Z opisu wynika jeszcze i to, że jest to kraina wiecznego chodzenia z dziewczynami.
    Bajako !

  49. @konstancja
    4 marca o godz. 12:48
    Konstancjo jako historyk spieszę z wyjaśnieniami odnośnie Wawelu – od śmierci króla Władysława Łokietka Wawel jest KRÓLEWSKĄ NEKROPOLIĄ. Jedynym władcą niepochowanym na Wawelu jest Stanisław August Poniatowski. Pozostali królowie byli chowani BEZPOŚREDNIO po śmierci. Owszem zdarzało im sie zemrzeć a to w Warszawie (Zygmunt III) a to w Mereczu (Władysław IV) ale zwłoki przetransportwano do Krakowa i przed koroncją nastęcy grzebano. Jedynym przypadkiem zakłócenia tego ,,naturalnego” porządku był pochówek Jana Kazimierza, który umarł jako eks-król we Francji i istotnie został sprowdzony i pochowany jednocześnie wraz ze swoim następcą Michałem Korybutem Wiśniowieckim. Obaj grubo ,,po terminie” bo Jan III Sobieski od pierwszych chwil urzędowania miał pilniejsze zającia niż chowanie nieboszczyków.
    Potem jako, że królów już nie byłło zaczęto chować wieszczów i herosów. Niestety nijak nie umiem przypasować Lecha K. do którejkolwiek kategorii…

  50. Slawczan
    4 marca o godz. 16:24

    ech, ja tm jestem cały w skowronkach i cieszę się jak zajączek, że mamy 100 lat niepodległości. Jak my to zrobili i jak liczyli – nie mam pojęcia, poza posiadaniem pojęcia, że – zgodnie z Sewerynem – liczymy nie za pomocą matematyki, ale matematyki smoleńskiej.

  51. Slawczan
    4 marca o godz. 16:49

    Sprawa jest jasna: Kaczyński Lech to heros za trzech! Kulom się przecież nie kłaniał, o czym precyzyjnie napisałem w jednym ze wstępniaków.
    Heros. Może i troszkę eros.

  52. @izabella
    4 marca o godz. 16:23
    ,,JP2 był taki światowy, cały świat go uwielbiał, a my mogliśmy powiedzieć „nasz ci on jest”. To taka wiedza na nasz użytek bo z tą miłością ,,całego świata” to tak różnie. Mnie akurat wieść o śmierci JP II dopadła na irlandzkiej ziemii i wiesz co? Jakoś zielona wyspa pozostała zieloną a nie pokrytą żałobnym kirem, kibice szalików nie zawiązywali etc. Odbyły się msze żąłobne i modlitwy ale puby pozostały otwarte…Z tego co pamietam to była sobota ale życie towarzyskie bynajmniej odbywało się ,,as usual” choć z realcji znajomych wiedziałem, że w Polsce juz od kilku dni trwały przygotowania do najgorszej chwili w dziejach…I żaden znak na niebie niczego nie pokazał…

  53. @Tanaka
    4 marca o godz. 16:52
    Jak eros to chyba typu katolickiego: ,,szklanka zimnej wody zamiast”

  54. A rozkwitajace kabarety polityczne, internetowe strony przeciwko wladzy to tez przyklad na wykorzystywanie narzedzi terroru w Polsce? Czy trzeba przemycac stosowne tresci jak w onych czasach, kiedy jednak nie mowiono o terrorze, tyhlko ze to najweselszy barak ludowy pobudzajacy intgeligencje..
    W zacietrzewieniu wiele mozna stracic. Dotyczy to nie tylko forumowiczow wszelakiej masci, ale tez oficjalow publicznych opozycji. Spotkalam sie juz kilkakrotnie z opinia, „ze dzieki GW, Polityce, Newsweekowi na pewno nie zaglosuje na przeciwnikow PiS-u.” Czasami nawet bez dodatku: „na nikogo nie zaglosuje”.

  55. @Tanaka
    4 marca o godz. 16:52
    Dzięki Tanako – autoerrata: przyznaję się – pominąłem tkając wieniec kaczej chwały bohaterski odwrót z frontu gruzińsko-ostetyjskiego. Wyprawę LK do Tbilisi w 2008r niestety muszę zdeprecjonować bo czołgi Putina zatrzymywał w tym czasie w Moskwie Sarkozy.

  56. @zyta2003
    4 marca o godz. 17:13
    Droga Zyto nie napinaj się tak. Raczej delektuj się naszym ,,balem na Tytanicu” – ot, my bezbożnicy dworujem sobie póki to nie zabronione.

  57. Slawczan
    4 marca o godz. 16:59

    Ja trochę z przymróżeniem oka. Z moich znajomych nikt nie płakał, a nawet jedna europejka hucznie obchodziła urodziny następnego dnia.

    Mam tylko jedną anegdotę w zanadrzu. Kiedyś z moim pętaliśmy się po Meksyku, i wszędzie zwyczajowo pytali nas skąd jesteśmy. On że ze Stanów, więc natychmiast wyciągały się ręce, albo naganiano nas do ugadanych wcześniej sklepów. Któregoś dnia sama łaziłam naokoło miejscowej katedry, gdzie zgromadziło się chyba całe miejscowe nieszczęście i bieda. Na pytanie skąd jestem, pomyślałam sobie, a co mi tam, powiem że z Polski. I zdarzyło się coś niesamowitego. Jakby się tym ludziom jakaś lampka zapaliła wewnątrz. Nagle zaczęli się uśmiechać i jeden przez drugiego krzyczeć, „Witaj z kraju papieża”, „Jak Ci się tu podoba?”, „Czy jest wystarczająco ładnie?”, „Czy ludzie są mili?”. Szczęka mi opadła, zbladłam, i zapewniając że jest pięknie wycofałam się obiecując sobie, że już nigdy się do polskich korzeni nie przyznam.
    No bo co będę JP2 wykorzystywać.

  58. Jeżeliby Katowice wywodziły nazwę od kata to ktoś popisał się refleksem i czarnym poczuciem humoru

  59. Slawczan
    4 marca o godz. 16:32

    A może Wielka Anania? Bo brzmi dumnie i elegancko. I godnie.

    PS. Od Anas platyrhynchos, jakby się kto pytał

  60. Slawczan
    4 marca o godz. 16:49
    dzieki za wyjaśnienia. Nie zagłębiałam sie w temat; uwierzyłam swoim znajomym Krakusom
    O przenoszeniu królów na Wawel mówili także i inni Krakusi, w tym jeden w postaci Michała Rusinka.
    Moi znajomi, w liczbie czterech mi znanych, ale nawzajem sie nie znających stanowią dla mnie wystarczającą tzw. próbę badawczą- statystyczną.
    Inni zapewne podzielają w 50 % tą opinię 🙂

  61. zyta2003
    4 marca o godz. 16:03
    Jakże moja skromna opinia może obrażać miliony ofiar rozmaitych terrorów? Ja tylko stwierdzam, że prezes ma ludzi, którzy potencjalnie są gotowi zrobić jeszcze więcej, aniżeli robią teraz, chociaż i tak spora część obecnych działań tzw. służb porządkowych narusza obowiązującą konstytucję. Właśnie poprzez naruszanie tych najbardziej podstawowych praw obywatelskich, gwarantowanych przez ten akt. Legitymowanie bez powodu, przeszukania bez nakazu prokuratorskiego, przetrzymania na komendach i komisariatach – to dobry początek do despocji i gremialnego lekceważenia ustawy zasadniczej w imię nowych zasad. A to się dzieje. Wystarczy zajrzeć choćby na Youtuba, aby znaleźć filmiki z nagraniami takich działań. I posłuchać komentarzy lub pytań ludzi kontrolowanych – często bez odpowiedzi albo zbywanych błędnymi artykułami z przepisów.
    Piszesz, że nie ma cenzury. Może i racja. Czasami sami się auto-cenzurujemy, bo mamy świadomość, że są czytający mogący nam dokopać na rozmaite sposoby, np. zwolnić z pracy pod rozmaitym powodem. Swoją drogą w Kk cenzura nadal obowiązuje. Bez biskupiego imprimatur żaden druk nie wyjdzie na światło dzienne, chociaż mamy koniec drugiej dekady XXI wieku.

  62. @zak1953
    4 marca o godz. 18:14
    To mój koment do @Torfo Srossi 4 marca o godz. 10:39 z blogu red. Szostkiewicza, który jakoś nie może sie ukazać a pasujący jak ulał do poruszonej przez ciebie kwestii (w tym konkretnym wypadku ,,potraktowania” przez policję protestujacego przeciwko faszystom dr. Suszka)
    I tu otwiera sie pole do popisu dla opozycji. Powinna zapowiedzieć, że po odsunięciu PiS od władzy każdy taki ,,nadaktywny” bandzior w policyjnym mundurze zostanie usuniety z policji oraz pozbawiony uprawnień emerytalnych. Precedens już jest: ustawa pisowska ustawa odbierająca świadczenia emerytalne funkcjonariuszom z PRLu. Podobne działania powinny zostać zapowiedziane wobec prokuratorów i sędziów uczestniczących w aktach pisowskiego bezprawia.
    (Niestety) Proces bandytyzacji policji postępował latami – wcześniej jednak takiej ,,obróbce” jak dr Suszek byli poddawani podejrzani, ewentualni kandydaci na podejrzanych czy też pyskujący obywatele. To klasyka ,,kuchni policyjnej” – jeżeli pobity bądź torturowany złożył skargę na postępowanie policji miał jak w banku kontrpozew o ,,czynną napaść na funkcjonariusza” oraz ,,obrazę funkcjonariusza”. Oczywiście naprzeciwko stawały ,,spójne zeznania” wielu funkcjonariuszy” kontra oświadczenie ,,rzekomo poszkodowanego” przy czym ,,niezależna prokuratura” w ,,działaniach policji nie dopatrywala się znamion przestępstwa” zaś pozew policji był traktowany z całą powagą, zaś równie ,,niezależny” sąd zwykle podzielał opinie prokuratury. (Przypominam cassus ,,wibratora Palikota” – bynajmniej nie był to wyskok politcelebryty)
    Inny kamyczek – zatrzymane w listopadzie ekolożki zostały poddane upokarzającej rewizji – rozebrane do naga,z zaglądaniem do otworów ciała w poszukiwaniu żyletek tudzież innych ostrych narzędzi bo przeca to normalna praktyka lewaczek, że kosy naszą właśnie ,,tam”.
    Kolejny kamyczek – po aferze z zamordowaniem Igora Stachowiaka – gdy opozycja grzmiała Kwakfuhrer wyszedł na mównicę i podał konkretną liczbę – 42 osoby, które straciły życie na komendach policji za rządów PO-PSL. Nie wiem dlaczego ale jakoś mu wierzę w tej kwestii. O Stachowiaku też byśmy wiedzieli to co nam powiedzieliby ,,stróże prawa” gdyby nie wyciek z rejestratora.
    Niestety PiS to nie jest jakaś aberracja – tak jak na polu ekonomii i ideologii jest on logicznym skutkiem rządów (neo)pseduoliberałów, tak jeżeli chodzi o aparat przemocy także dziedziczy on ,,osiągnięcia” poprzedników.

  63. zyta2003
    4 marca o godz. 16:03
    I jeszcze takie skromne uzupełnienie. W ubiegłym roku wojewoda katowicki z urzędu zmienił patrona przydworcowego placu, dotąd znanego jako pl.Wilhelma Szewczyka na plac imienia prezydenckiej pary smoleńskiej. Spowodowało to protesty mieszkańców miasta (aborygenów i nowoosiadłych), którzy nie godzili się na tę zmianę. Protestu na razie okazały się bezskuteczne. A obecnie, na katowickim dworcu PKP na tabliczkach kierunkowych widnieje owa nowa nazwa placu. Jak widzisz, grupa katowiczan (w tym radnych miejskich) okazała się zdecydowanie mniej skuteczna od Ciebie. Być może, gdybyśmy mieli osobę twego pokroju, władza nie olała by woli mieszkańców. Zastanawiam się przy tym, jakim to przypadkiem wojewoda wykorzystał zmarłą parę prezydencką, zamiast np. jakiegoś dawnego śląskiego, regionalnego bohatera. Podobnie uczynili inni wojewodowie dokonujący urzędowych zmian. Dziwna zbieżność – nieprawda?

  64. Nefer
    3 marca o godz. 23:38
    Już pierwszy raz czytając Twój wpis zauważyłem brak w wyliczance imienia ojca bliźniaków. Ale przeszedłem nad tym do porządku. Jednak coś w tym musi być, bo prezes Jarosław jak ognia unika wspominania swego ojca, a pełno u niego wypowiedzi o bracie (wiadomo; bliźniak) i matce. O tacie cisza, jakby to pani Kaczyńska w pojedynkę wychowała synów. Podobnie czynią – o dziwo – komentatorzy. O tacie Kaczyńskim nic.
    Dla mnie to trochę dziwne, bo nawet jako maminsynek, prawie zawsze stający po stronie mamy w zdarzających się domowych problemach, dostrzegałem i szanowałem tatę. I to nie dlatego, że w dzieciństwie zapoznałem się z jego pasem, używanym jako środek wychowawczy (vide-„Sól ziemi czarnej”).

  65. @zak1953 4 marca, godz.8:5
    Nie wykluczam, ze mamy w Polsce zaczatki terroru, ale nie sadze, zeby w naszej obecnej sytuacji geopolitycznej terror policyjny mogl zapanowac. Chyba, ze z jakichs powodow, caly swiat sie nagle zmieni.

  66. @kruk
    4 marca o godz. 20:11
    Oczywiście terror policyjny…od razu. Najpierw piącha w nos, potem 5tyś grzywny za ,,czynną napaść”…Następną razą zastanowisz się…Nie trzeba od razu zabijać.
    Albo telefon do szefa, że kontrola skarbówki w drodze…Jest tyle możliwości.

  67. kruk
    4 marca o godz. 20:11
    Ta nasza sytuacja geopolityczna nie jest aż tak stabilna, jakby to mogło się wydawać. Niektóre kraje europejskie wyraźnie skręcają w prawo, ale u nich demokracja jest trwałą podstawą ustroju. W Polsce tak nie jest. Nasza demokracja jest pozorna, o partyjnej proweniencji. Nie mamy prawdziwej samorządności terytorialnej, już widać jej ograniczanie. Przysłuchując się polskiej scenie politycznej, słyszę głosy nawołujące do odejścia od wspólnoty europejskiej. Być może do ciebie także dotarły te hasełka o polexicie, nie pogłębianiu współpracy z zachodnimi krajami demokratycznymi. Dekomunizacja i dezubekizacja narasta u nas w miarę oddalania się od tamtego ustroju i wymierania ludzi związanych z czasem przemian 1989 roku. To, przypomina mi – wypisz, wymaluj – stalinowską tezę o narastaniu walki klasowej w miarę utrwalania się socjalizmu. Tyle, że dzisiaj, taka teza jest przejawem politycznej schizofrenii. Dobra zmiana szuka sojusznika daleko – za kałużą – a wrogów tuż za wschodnią, a nawet za zachodnią granicą. Czy to może tylko ja mam takie spostrzeżenia, wynikające z nie zdiagnozowanej obsesji? Może ilość polskich służb, ich uprawnienia i działania, tylko we mnie i małej grupce blogowiczów budzą obawy?

  68. @Brokoz 4 marca o godz. 9:51, @mag 4 marca o godz. 12:02
    Karol Wojtyła, jako papież JP II na sytuację w Polsce oddziaływał dwojako; duchowo-politycznie oraz materialnie. Z czym się to wiąże? Każda tzw. pielgrzymka do Polski wiązała się z głoszeniem w odwiedzanych miejscach bardzo konkretnie przygotowanych kazań, skierowanych do lokalnej społeczności. Kazań, poruszających m.in. formalne uchybienia państwa robotników i chłopów w kwestiach praw, które to państwo miało im ofiarować w pełnej rozciągłości, a następnie gwarantować ich przestrzeganie. Wypunktowywał w ten sposób stronę partyjno-rządową, stawiając ją pod ścianą żądań społecznych. Jako zwierzchnik Kk w Polsce miał najlepsze z możliwych rozeznanie w kadrach duchowieństwa polskiego. Dzięki temu prowadził bardzo wyrafinowaną politykę kadrową jeśli chodzi o mianowania nowych biskupów.
    W kwestii oddziaływań materialnych JP II udostępnił kościelne kanały do przekazywania pomocy technicznej i finansowej dla struktur opozycji w Polsce. Znaczne środki finansowe zostały przekazane do kraju za pośrednictwem Komisji Charytatywnej EP, którą w tamtych latach kierował katowicki wikariusz generalny bp Czesław Domin. Tym kanałem, w ramach przekazywanych do Polski paczek z pomocą, trafiały również potrzebne opozycji urządzenia techniczne i materiały eksploatacyjne. A przecież w czasach obowiązkowych granicznych kontroli celnych, kwestia przekroczenia granicy była największym problemem, tym bardziej, że w drodze kołowej do Polski pojazdy z pomocą techniczną musiały jeszcze pokonać teren naszych zachodnich i południowych sąsiadów. Ten aspekt aktywności JP II jest najmniej społecznie znany.

  69. Kostka
    4 marca o godz. 16:35

    Kosteczko, dwa razy próbowałem rowerować plażą z Łaz do Dąbkowic (4 km z małym pryszczem) na mierzei Bukowskiej, czyli w kierunku na Kłajpedę. I nie wyszło z powodu, że ktoś po nocach chyba chuchał, żeby piasek był sypki, nie pod rower. Dziś, z powodu, że nocami było do minus czternastu, dojechałem. Moje fotki nie są cudo, bo mają tylko dokumentować, nie robić za sztukę – przyroda jest cudo. Miałem taką przygodę, że na zamarzniętej plażowej kałuży najechałem na grudkę lodu i fajtłem. Ale w locie kapnąłem się, że mogę nie fajtnąć, jak się nie będę kurczowo roweru trzymać. Więc odepchnąłem go – niech leci – i przez to sam nie fajtłem. To nie jest jeszcze przygoda. Wracajęcy z Dąbkowic spotkałem młodą parę i popytałem ich o drogę wydmami do Dąbkowic. Pogadalim i pojechałem laskiem na skraju wydmy w stronę Hamburga. Naraz słyszę sapanie z tyłu. Myślałem, że dzik – a to męska połowa tej pary. Podbiegł do mnie zziajany i mówi: „Chyba pan zgubił rękawiczkę”. Patrzę: faktycznie moja. Jezusmariabęc, ja wracałem górą (klifem), oni – doliną (plażą). Skojarzyłem sobie, że doszli do miejsca, gdzie fajtłem i gdzie rękawiczka mi musiała wypaść z przedniego bagażniczka. Zobaczyli rękawiczkę, a że niewykluczone, że rowerem na plaży na całym polskim wybrzeżu byłem tylko ja, skojarzyli sobie po śladach roweru, że to była moja rękawiczka. I teraz jest klu. Chłopak pobiegł plażą do tyłu, do zejścia na plażę jakie 50 metrów, wlazł na górę i górą biegł za mną po piaszczystych górach-dolinach ok. 100 metrów. No i dobiegł. Rękawiczka była głupstwem za 10 zł. Nie wiedziałem jak dziękować, bo, jak na Polskę, było to coś niebywałego. Jestem w szoku do teraz.

    Przy betonowym falochronie, który służy mewom za galerię, dzieją się cuda: morze tworzy wyspy, półwyspy imienia JPII, raz zalewa caluteńką plażę, teraz przy południowych wiatrach cofnęło się pod Szwecję. Poza tym przez tego JPII woda jest tak krystaliczna, że można śmiało pić, jak kto lubi słone. A jeszcze poza tym morze nasypało mnóstwo piasku na plażę, aż się zrobiła góra. Potem tę górę przeniosło – jeśli masz wiarę, a powiesz górze: „Przenieś się”, obowiązkowo się przeniesie – między brzeg a falochron, tak że z brzegu do falochronu znów można chodzić prawie suchą nogą, co widać na fotkach. To znaczy, suchych nóg nie widać, ale widać dno tuż pod powierzchnią wody. Po przeniesieniu tych setek ton piasku powstała w brzegu ogromna wyrwa. Jej wysokość możesz ocenić, porównując z tym gościem w żółtym – to ja. Ale nie dlatego , żeby kokietować, lecz żeby pokazać wysokość brzegów wyrwy. A w tym miejscu plaża, jak to piaszczysta plaża, schodziła sobie łagodnie do wody. Mówię: dzieją się tu cuda. Chyba opowiem proboszczowi u Świętego Ducha, gdzie JPII coś odprawiał, kiedy odwiedził Koszalin i na jego przywitanie lał pkropny deszcz.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6529183950360358049/6529183949878866562?authkey=CPm13dueg4-rDQ

  70. wbocek
    4 marca o godz. 22:09
    Podglądnąłem zalinkowanie zdjęcia. Dawno nie byłem już nad morzem. A zimowe oglądałem bardzo dawno temu. I tylko raz. Jest co oglądać. Ale wszędzie naraz być nie można. Dobrej nocy!

  71. Drogi zak1953,

    Pozwolę sobie zwrócić ci uwagę, że się mylasz, mój drogi.
    Nie znasz pomysłowości rodaków, bo zbyt mało czytasz blogi internetowe, szczególnie te o zacięciu politycznym i prawidłowym nachyleniu ideologicznym.

    Poczytaj!

    Nawet mnie, mało wyrobionemu w poetyce blogowej wymiany zdań na temat spowolnienia uzdrawiania świadomości społecznej, dziwi, że dotąd charyzmatyczni liderzy dobrej zmiany na południu kraju nie ochrzcili dotychczas na Podkarpaciu lub w Małopolsce
    parę kaczych grodów, co za sprawą stosownego pokropienia przyczyniło by się do wzmożenia politycznego.

    Znalazłem jednak, czytając ognistą wymianę zdań na jednym z blogów takie oto retoryczne pytanie: „Dlaczego, k….., kobiety dobrej zmiany są takie brzydkie”?

    Drogi kolego, pomyślałem o autorze, a może by tak pod adresem pani Mazurek jakiś komplement z okazji 8 marca (nie należy tylko kojarzyć tej daty z konatacjami wydarzeń w ubw).

  72. Rosa91b
    4 marca o godz. 22:30
    Jako dziecko wyżu demograficznego lat 50 ub. wieku, wychowywałem się w grupie rówieśniczej. Wpierw żłobek, a potem przedszkole, gdzie miałem jedną, bardzo ulubioną i ładną przedszkolankę. Dzisiaj musiała by mieć pod 90 lat. Mam ją na zdjęciu ze mną, które wykonał mój tata. Dzięki trickowi obrazu utrwalonego, ona nadal nadal jest młoda, a ja szczeniaty.
    Pani Mazurek chyba także była w przeszłości przedszkolanką? Jej, akurat zacytowane przez ciebie zdanie raczej nie dotyczy.
    Osobiście nie mam w zwyczaju krytykować i publicznie oceniać urody kobiet, które z rozmaitych względów zapuściły swój wygląd. Mam w domu kilka lusterek i luster oraz sprawne w miarę oczy. I potrafię ocenić, co widzę.
    Nie na wszystkie blogi wchodzę, bo nie mam jeszcze aż tyle wolnego czasu. Ponadto nie lubię obrzucania się bluzgami, jakie uprawiają niektórzy blogowicze. Po przeczytaniu kilkunastu wypowiedzi, na ogół mam już rozeznanie w poglądach i poziomie grupy. I rzadko zaglądam potem na schamiałe fora. Nie muszę sobie podnosić ciśnienia pyskówkami.
    Natomiast zaciekawiłeś mnie stwierdzeniem dotyczącym prawidłowego nachylenia politycznego. Czyli jakiego?

  73. wbocek
    4 marca o godz. 22:09
    wprawdzie do innej Kostki skierowałes swoje zdjęcia, ale podpatrzyłam.
    Piękne wzory rysuje morze na piasku.
    I w ogóle taki spokój, zupełnie inaczej, niż za kilka miesięcy.
    Piękny cień drzewa na polu cudownej barwy, w kolorze curry lub kurkumy

  74. @zak1953 (i szereg innych)
    Jako starszy, z tego samego rejonu, pamięcią sięgam nieco dalej. Pamiętam hasła: Ein Volk, ein Reich, ein Fuehrer, Hitlerswetter, Kroniki filmowe: Wochenschau. Jeśli teraz widzę pochody z pochodniami, porównania nasuwają się same. Ale, równolatek ewakuowany z Berlina przed bombardowaniami, nauczył mnie nie tylko piosenek dzieci ulicy, lecz także parodii hymnu Rzeszy.
    O czasach stalinowskich nie powiem nic nowego. Większość(?) komentujących czasy te pamięta.
    Odnośnie JPII i pozycji kk. Sądzę, iż jego pozycja jest nie tyle rezultatem jego siły, ile wynikiem oportunizmu polityków.
    Jako wolnomyśliciele, byliśmy wraz z żoną, na terenie lotniska w Katowicach, w czasie wizyty JPII w Polsce. Tam zobaczyliśmy, jak wiele nas jest, myślących inaczej niż każe władza. To wrażenie i opinię, zachowuję do dziś. Generalnie to moja opinia krytyczna nie odbiega od wyrażanych na tym blogu.
    A nieco na marginesie obecnego „sukcesu” medialnego Polsk w świecie.
    Jako świadek tamtych dni zostałem zaproszony przez Amerykanina, Żydowskiego pochodzenia, do wygłoszenia odczytu: Reflection on live in Poland during and after World War II. Coming of age under two uccupations. Mówiłem o tym, czego byłem świadkiem.

  75. @zak1953 4 marca, godz.20:38
    Dociera do mnie wszystko, co sie dzieje w Polsce, za posrednictwem GW i Polityki. Mam rowniez kontakt z rodzina w kraju i sama tam bywam. Od czasu do czasu slysze tez o Posce w CNN i BBC.
    Zrobie Ci wyznanie. W marcu 2015r. wyladowalam w Warszawie, z lotniska wiozl mnie jakis wystrojony mlokos podajacy sie za oficjalnego przewoznika. Znalam juz te sztuczki z Nowego Jorku, ale ze zmeczenia po dlugim locie dalam sie nabrac i orznac. Najgorsze z tego jest jednak wspomnienie jego rozgadania i narzekania na kraj. Podobno jego zona, zarabiajac 1500zl musiala (?) sobie kupic, biedaczka, kurtke za 3000. Nieszczesna splacala ja na raty. „Jak tu umierac za taki kraj?”. Mlodzian wiedzial cos o warunkach zycia swoich dziadkow i nawet im wspolczul, ale bylo to dla niego zbyt odlegle. Do tamtej pory bylam optymistka co do przyszlosci mojego kraju. Ta przygoda, w gruncie rzeczy glupia i niewiele znaczaca, wywolala u mnie prawdziwy lek. Pomyslalam sobie, ze jakies chmury sie do nas zblizaja. No i wkrotce potem te chmury mocno zawisly.

  76. @zyta2003 4 marca, godz.16:03
    Zgadzam sie. Terror musi miec swoich wykonawcow i urzednikow. Zawsze znajduja sie ludzie gotowi do sluzenia tyranom. Nie tylko chetnie stawiaja im pomniki, ale robia rzeczy bardziej haniebne. Nie mam na mysli tych, ktorzy zalamywali sie ze strachu o zycie wlasne i rodziny. Nikt nie ma prawa ich sadzic. Chodzi mi o tych, dla ktorych klimat terroru byl wlasciwym zywiolem.

  77. Nie ma to jak pomoc. Ta satysfakcja z dobrze spełnionego obowiązku.
    „wyszukaliśmy stare kurtki, które były już do wyrzucenia…”
    https://www.tvn24.pl/poznan-runela-kamienica-zbiorka-dla-poszkodowanych,819704,s.html

  78. Czy kult Marszałka Piłsudskiego jeszcze za jego życia nie był groteskowy? Choćby te dziesiątki tysięcy kart z życzeniami zdrowia itp, które szkolne dzieci słały bodaj na Maderę, gdzie „Dziadek” wypoczywał.
    Wiadomo, ze nienawidziła go endecja, ale nawet wielu jego fanów zwątpiło po zamachu majowym i wobec Berezy Kartuskiej.
    @mag

    Nie tylko endecja, jak mogę sądzić po tym jak reagowali, aż do końca swojego życia, na dźwięk nazwiska Marszałka, moi krewni związani politycznie z Chrześcijańską Demokracją.

    4 marca o godz. 12:37
    „Kult jednostki był, jest i będzie – oby to był kult „właściwej” jednostki, nie tych którymi obecnie suweren dysponuje (nie wymieniam ksyw, bo są brzydkie).”

    @Antonius
    Na tej planecie nie znajdzie się żadnej jednostki, która zasługiwałaby w pełni na bycie obiektem kultu! Nawet wybitne umysły, najlepsi specjaliści w swoich dziedzinach, często zapadają, po otrzymaniu nagrody, na tzw. chorobę noblowską – tzn. zaczynają znać się na wszystkim i pleść bzdury.

  79. Kostka,

    dwa krociutkie wpisy do Ciebie jeszcze pod ‚Tempo 22 – klocki w zęby!’.
    Prosze zajrzyj.

  80. gsj
    4 marca o godz. 23:26
    Odnośnie JPII i pozycji kk. Sądzę, iż jego pozycja jest nie tyle rezultatem jego siły, ile wynikiem oportunizmu polityków.

    Mój komentarz
    Tak jest. Oportunizm polityków. A także ogólny oportunizm obywateli, konserwatyzm, praktykowanie wiary tak jak wszyscy, po co się wychylać, co by ludzie powiedzieli.
    Jest to związek z grupą poprzez bierność. KK jest tak samo konserwatywny, jak jego wierni. Wierni się nie wychylają, to i KK się nie wychyla jako całość. Ogół wiernych jest stabilny poprzez bierność, a jednostki, gdy się wychylą, są pacyfikowane różnym prostymi metodami.
    Pzdr, TJ

  81. tejot
    g.11:02
    Ci wierni niejako przez „zasiedzenie” w wierze przodków w większości traktują kościół instrumentalnie. Przywykli, że trzeba dopełniać sakramentów, bo tak karze tradycja, niechęć do pchania się przed szereg, zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie rządy sprawuje wójt, pleban i pan, czyli najbardziej wpływowa osoba w parafii. W tej materii od czasów Reja niewiele się zmieniło.
    Kościół odpłaca im tym samym, czyli instrumentalnie przykładnie ciągnie kasę za udzielanie sakramentów i wespół z zainteresowanymi tworzy całą otoczkę, czyli subkulturę chrztów, komunii, wesel a także pochówków na bogato.
    Nawet niewierzące albo tylko niepraktykujące osoby (rozmawiam z bozią prywatnie i niepotrzebni mi pośrednicy w postaci katabasów i dajcie mi spokój) ulegają presji rodziny, lokalnej społeczności itp.
    Jednak coś się zmienia, kościoły naprawdę pustoszeją (do praktyk przyznaje się średnio ok. 40% katolików, czyli osób ochrzczonych), coraz więcej dzieci (bodaj 20%) rodzi się w wolnych związkach, a jak się kiedyś mówiło „życie na kocią łapę” nie budzi już zgorszenia.
    Mam żal do dorosłych, którzy wbrew sobie posyłają dzieci na religię, choć widzą absurd tej sytuacji. Nie chcą zaryzykować otwartego sprzeciwu, a przecież gdyby się zmówili, postawiliby na swoim.
    Ktoś musiałby zacząć pierwszy, ale ochotników jakoś nie widać i zawsze to tłumaczenie – nie chcę, by moje dziecko odstawało od innych i było sekowane.
    Nieco inaczej wygląda sytuacja w „wygaszanych” gimnazjach i liceach, ale nawet wtedy zbuntowane nastolatki nie mogą się doprosić lekcji etyki.

  82. Mag, zgadzam się w tezą, że Kościół zachowuje swoją pozycję siłą bezwładności swoich wiernych oraz siłą praktycznych zachowań polityków, którzy po pierwsze starają się nie demonstrować publicznie krytycznych postaw wobec zastanego układu – społeczeństwo, wiara, Kościół państwo, bo to się przekłada na utratę głosów części elektoratu, a po drugie politycy od 30 lat widzą, że opłaca się demonstrowanie co najmniej życzliwej neutralności wobec KK, a jeszcze lepiej – przychylności wobec KK, a tym samym wobec obywateli-wiernych KK, co pochlebia tożsamości tych obywateli potwierdza ich identyfikację, gwarantuje tym obywatelom stabilność w bierności, a politykom przynosi profit w postaci wysokich słupków poparcia.
    Pzdr, TJ

  83. @mag, tejot
    W małych miejscowościach, gdzie sąsiad wie wszystko (i więcej) o swoich sąsiadach, jest także ważna presja psychiczna: a co pomyślą sąsiedzi?
    Obserwuję takie właśnie podejście do udziału w różnych uroczystościach kościelnych, a zwłaszcza mszy niedzielnej. To nie wiara, a sąsiedzi są motywacją konserwatywnych zachowań.
    Młodsze pokolenie wyłamuje się jednak z tych rytuałów. Także obserwacja własna.

  84. @zak 1953A jak duza byla ta grupa Katowiczan, ktora sprzeciwila sie zmianie nazwy , ile zebrali podpisow, ile razy usilowali dostac audiencje do stosownych wladz, z iloma radnymi rozmawiali i dostali zaproszenie na posiedzenie radnych, jak wygladalo naglosnienie w prasie? Duze prawdopodobienstwo, ze nic z tego nie wyjdzie. Z niczego nic, nigdy nie wyjdzie, no nie? A moze trzeba sie nie zrazac?
    No i zasadnicze pytanie skad sa ci radni? Z nadania Zoliborskiego, czy z wolnych wyborow, na ktore poszli autochtoni i naplywowi?
    Na pewno nic nie wyjdzie, ani z tego, ani z niczego innego, jesli ci w opozycji do istniejacych porzadkow nie zrozumieja, ze robienie z Polakow potworow, z dostajacych 500+zl meneli, a modlacych sie przyglupow……. niesie wrecz przeciwny skutek. To pisze z troska, bo wylacznie ponizanie slabszych, glupszych, niewyedukowanych, biedniejszych ( moze tylko w naszych oczach tacy sa, a i tak naleza do tego samego gatunku – polskiego) nigdy nie daje dobrych rezulatow wychowawczych.
    Niepotrzebnie drwisz z moich sukcesow ze tak powiem spolecznych. Jak zaznaczylam jestem skromna osoba i mieszkalam w zwyczajnym miescie i sukces byl na moja skale. Zapewne twoja skala jest wieksza – tylko cieszyc sie z tego.
    Co do tego, ze pojechalez po bandzie z tym terrorem, nie zmieniam swojej opinii. Moge? Oczywiscie.

  85. zak1953
    To wszystko prawda,ale czy to tylko miłość ojczyzny była przyczyną tych działań?A może chciał ustanowić kościół hegemonem w tejże ojczyżnie? I stało się. Wszak interes kościoła jest najważniejszy.
    No i za to trzeba płacić,więc ta miłość i pomoc nie była taka bezinteresowna.
    Tak czy siak jego kult,pomnikowe szaleństwo są mocno na wyrost.

  86. zyta2003
    5 marca o godz. 16:07
    Nie gniewaj się na mnie, jestem jak najdalszy od drwiny z osób, które potrafią osiągnąć coś w pojedynkę. Sam przekonałem się dawno temu, że czasami wystarczy tylko się zmobilizować i wystąpić z jakimś słusznym postulatem, a okaże się, iż sprawę da się łatwo załatwić. Niestety, w tym przypadku, taki wariant nie zagrał. Katowiccy radni, nie zgodzili się na usunięcie Wilhelma Szewczyka z patronatu przydworcowego placu. Opierając się ustawie dekomunizacyjnej i opinii IPN, wojewoda katowicki własną decyzją dokonał takiej zmiany, co spotkało się z oporem obywateli miasta, którzy w liczbie kilkuset osób skrzyknęli się na manifestację w intencji utrzymania dotychczasowej nazwy. O sprawie pisano w miejscowych gazetach (katowicka GW, Dziennik Zachodni) oraz internecie. Zebrano podpisy pod apelem do władz o zaprzestanie zmian (ponad 1,5 tyś. podpisów). Radni miejscy ponownie zwrócili się do wojewody o wstrzymanie jego działań. Zero efektu. Radni miejscy pochodzą z wyboru sprzed 4 lat. Kolejne wybory samorządowe mamy jesienią tego roku.
    Ciekawostką może być to, iż Katowice nie są jedynym miejscem, gdzie takie rzeczy się dzieją. A już wisienką na torcie jest informacja, że we wszystkich przypadkach zmiany nazw ulic i placów przez rozmaitych wojewodów, nowym patronem został zmarły w katastrofie lotniczej prezydent Lech Kaczyński albo samodzielnie albo w połączeniu ze swą małżonką Marią. Taki dziwny przypadek. W żadnej sytuacji wojewodowie nie skorzystali z miejscowego bohatera bądź postaci z odleglejszej historii danego regionu.
    Osobiście, nie miałbym niczego przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu. Rzecz w tym, iż tutaj mamy do czynienia z działaniem sterowanym odgórnie z Warszawy. A osoba Lecha Kaczyńskiego wg mnie wymaga wyjaśnienia pewnych okoliczności, które mają wpływ na ocenę jego kandydatury.
    Po pierwsze – jako prezydent miasta Warszawy uczestniczył w wątpliwych prywatyzacjach kamienic warszawskich, a przynajmniej jego nazwisko i podpis wypływają w konkretnych dokumentach. Nie muszę niczego dorabiać w tej kwestii – komisja Patryka Jakiego, której zadaniem było pokazać rolę obecnej prezydent stolicy w prywatyzacjach, niechcący musiała pokazać dokumenty wiążące się z Lechem K.
    Po drugie – nadal nie jest wyjaśniona rola prezydenta w trakcie lotu smoleńskiego zakończonego katastrofą samolotu rządowego. A to on i jego kancelaria organizowali obchody 10 kwietnia 2010 roku.
    Bez wyjaśnienia tych dwóch kwestii, będę uważał Lecha Kaczyńskiego za niegodnego bycia kandydatem na patrona rozmaitych podmiotów.
    Co do oceny czy obecna policja i rozmaite służby państwa polskiego są zdolne do przekroczenia prawa polskiego, ponownie odpowiem – tak. Do takich naruszeń zresztą już doszło. Jeśli uważasz, że zauważanie łamania prawa przez funkcjonariuszy państwowych jest jechaniem po bandzie, to nie wiem jak będzie można w przyszłości określać drastyczniejsze przypadki, jeśli do nich dojdzie. Ja, dostrzegam taką potencjalną gotowość. Wolno mi?
    Mam nadzieję, ze taka skrótowa odpowiedź będzie satysfakcjonująca? Jeśli potrzebujesz potwierdzenia, to poszczególne elementy możesz wyklikać sobie na internecie. Pozdrawiam i pozostaję do dyspozycji.

  87. Ktoś na blogu (nie pamiętam kto) poinformował blogowiczów, ze Niemcy poparli Hitlera w 90 %, a więc tyle samo Niemców było odpowiedzialnych za jego zbrodnie. Nie jest prawdą, że w miarę wolnych wyborów w latach 1932 i 33 Hitler i jego partia mieli takie poparcie. Prawda jest taka, że Hitler przegrał wybory na prezydenta (tak jak Kaczyński), a jego partia uzyskała rok później, w ostatnich wyborach prawie demokratycznych tylko 44% -tak jak wskazują obecne słupki dla partii Kaczyńskiego.
    Analogia jest totalna, bo obaj łamali prawo na kawałeczki i dopasowywali pod siebie. Dalszy ciąg u Hitlera jest znany – obozy koncentracyjne i zbrodnie ludobójstwa.
    Nasz Fuehrerek może też spróbować czynić podobnie, tylko musi ludobójstwo ograniczyć do Polaków, bo były minister wojny skutecznie zniszczył morale i potencjał nawet śmiesznej armii, dodatkowo powołując – znów jak u Hitlera – partyjno-prywatną zgraję uzbrojonych oszołomów, która ma utrzymać w ryzach suwerena, gdyby próbował podskakiwać. U Hitlera nazywała się ta formacja SA -„oddział szturmowy”, a u prezesa „obrony terytorialnej”. Żal mi przywódców tej formacji, bo Hitler swoich kazał wymordować. Uczyniła to przyboczna straż – SS.
    Prezes dysponuje chwilowo tylko grupką osiłków, ale może ją powiększy – np. o kiboli? Można ją nazwać KK (Korpus Kaczy).
    „Nie idź tą drogą, malutki wodzu”!
    Wzorzec-Poprzednik dużo narozrabiał, był powszechnie lubiany przez swych fanów, a tak marnie skończył!
    Jarosław-Polskę-Zbaw może skończyć podobnie!

    PS
    Dlaczego nazwałem wybory z marca 1933 „prawie demokratycznymi”?
    Bo były mocno „pilnowane” przez bojówki SA, co mi przywodzi na myśl nasze najbliższe wybory po „dobrej zmianie”. „Uczciwie” fałszowane przez odpowiednio dobrane osoby do liczenia głosów.
    SA biło i strzelało do oponentów jedynie słusznej partii. Wiem coś o tym, bo strzelali do mojego ojca i matkę uderzyli w brzuch, co mnie zabolało. Dlatego jeszcze przed urodzeniem miałem szansę na stanie się antyfaszystą, ale chyba z niej nie skorzystałem, dzięki znakomitej propagandzie Goebbelsa. Nasz wódz ma tylko panią M. i ona panu G. nie jest godna buty lizać – pardon – czyścic. Gdy Goebbels kłamał, to nie było szans mu to udowodnić, a kłamstwa panienki M. mają kacze nóżki – za krótkie!
    Gdy Goebbels przekonywał suwerena, że jest mu bardzo dobrze dzięki wodzowi, to objaśniał to na przykładzie marmolady. „Mamy nie tylko jedno- dwu- lub trzyskładnikową, a czteroskładnikową marmoladę”. W oryginale to stopniowanie było znakomite, w tłumaczeniu nie ma takiej siły sugestii. To była prawda, choć marmolada była okropna. Powiem tylko o dwóch składnikach, które zidentyfikowałem na podstawie kawałków – pocięte razem ze skórą mandarynki włoskie i buraki pastewne, reszta była mi nieznana. Była ohydna, tak jak i margaryna. Mam uraz do dziś i nie zjem najlepszej margaryny, wolę suchy chleb.
    Drugi przykład – mniej żartobliwy:
    Nigdy nie mówił, że Niemcy uciekają w popłochu z Rosji, mówił tylko o „planowym skróceniu linii frontu” – to przecież to samo i prawda, ale ogromna różnica w odbiorze informacji. Żałosne było tylko to, że ta linia w maju 45 była małym owalem dookoła Berlina. Po tej linii jeździł po wielu latach „Sputnik” – enerdowska kolej podmiejska.

  88. Brokoz
    5 marca o godz. 17:42
    Patriotyzm ma rozmaite twarze. I w różny sposób potrafi się wyrazić. Czasami efekty ludzkiego patriotyzmu przybierają postać określonych materialnych dokonań. W niektórych przypadkach mogą zaowocować zbrodnią. W spisanej historii ludzkości, znajdziemy wiele takich przykładów – paleta jest ogromna.
    Karol Wojtyła jest szczególnym przypadkiem. Urodził się już w wolnej Polsce i takie wychowanie odebrał. Kiedy został duchownym realizował politykę kościoła katolickiego w Polsce. Jako kardynał reprezentował polski episkopat na forum kościoła powszechnego, z głową tego kościoła w Watykanie. A potem, kiedy sam został papieżem tego kościoła, został jego światowym jego przywódcą. Formalnie przestał być obywatelem polskim i takimże regionalnym duchownym. Został pierwszym papieżem wywodzącym się z Polski w historii chrześcijaństwa nad Wisłą. I polskim wiernym kościoła katolickiego sam ten fakt wystarczył, aby jego awans w strukturze Kk, przenieść symbolicznie na katolików zamieszkałych w granicach RP i poza nimi. Hasło; papież z Polski podbudowało ego jego miejscowych współwyznawców. Taka swoista kompensacja pozycji zajmowanej w społeczności europejskiej i światowej. Podrzędny katolik z Pcimia czy jakiejkolwiek zapadłej polskiej dziury poczuł się lepiej i ważniej. To wystarczy, aby wynieść go na pomniki. Bo w ten sposób sami choćby szczątkowo wynosimy się na te postumenty. I inni postrzegają nas lepiej, gdy skonstatują, iż pochodzimy z tej samej społeczności, którą reprezentuje ktoś ważny i znany im.
    To, że obecna hierarchia kościelna nie posługuje się elementami nauczania papieża z Polski, to już inna sprawa. Oni często olewają nauczanie swego aktualnego szefa. A na diecezji biskup sobie panem. Kto mu coś zrobi?

  89. gsj
    4 marca o godz. 23:26
    Każdy z nas ma swoje własne doświadczenia oraz przekazy bliskich. Moja trwała pamięć zaczyna się w połowie lat pięćdziesiątych. Wcześniejsze wydarzenia na G.Śląsku znam z opowieści rodziców, ich starszego rodzeństwa oraz ich dzieci. Moi wojenni i przedwojenni kuzyni lubowali się kiedyś w opowieściach wojennych i obserwacji jakie te historie robią wrażenie na powojennym smarku. Dorośli zawsze byli bardziej oględni w przekazie. Co krwawsze kawałki starali się pomijać. Nie będę cię nudził śląskimi opowieściami, bo sam masz ich pewno sporo.
    Moi rodzice, pomni tych rodzinnych doświadczeń, starali się wychować mnie tak, abym w polsko-przyjezdnym środowisku zamieszkania na katowickiej Koszutce, nie wyróżniał się śląskością spośród innych dzieci. Dlatego nie uczyli mnie języka niemieckiego, chociaż sami co i rusz przechodzili na ten język. To był ich język tajemnic. Pierwsze zdania po niemiecku wypowiedziałem dopiero w wieku 22 lat. I był to dopiero mój czwarty język, po polskim, rosyjskim i angielskim oraz szczątkowym czeskim.
    Zostałem wychowany w duchu konformizmu, gwarantującego spokój ze strony co bardziej patriotycznych przyjezdnych z centralnej Polski. Do dzisiaj pamiętam tyradę bytomskiego milicjanta, który po wparadowaniu do kabiny prowadzonego przeze mnie samochodu dostawczego, po bardzo swojskim przedstawieniu się „jestem Jasiu Sala z Zakopanego” opowiedział, jak bardzo nienawidzi miejscowych Ślązaków. A było to w 1977 roku. Wyraźnie nie posiadał „psiego” nosa – miał przed sobą oryginalnego śląskiego aborygena i go nie wyczuł. Dzisiaj o takich przypadkach można już mówić w formie anegdotycznej.

  90. Antonius
    5 marca o godz. 18:13

    Przez kilka pierwszych powojennych lat, każdy świeżo urodzony niemiecki synuś miał 95-97% szans na to, że jego tatuś był w Wehrmachcie. Tusk się nie załapał, czego bardzo żałują mu pisoidy, więc mu zrobili dziadka z Wehrmachtu. Ponadto, taki synuś miał i drugą przyjemną okoliczność: miał 30% szans na to, że tatuś należał do NSDAP.
    Hitler zwyciężył w wyborach także dlatego, że samolikwidacji uległa katolicka partia nacjonalistów, by mu to ułatwić.
    Analogii z Polską dzisiejszą jest wiele, wszystkie te mityczności „wielkich Niemiec”, „kultu bohaterów” mają pełną analogię. Polski mały dyktatorek, a jest dyktatorem w sposób oczywisty: dyktuje co inni mają robić (włącznie z konstytucyjnymi organami władzy) i oni to robią, choć niczym poza partią formalnie nie rządzi, stosuje wiele znanych metod władania ludźmi, kłamania, szantażowania, straszenia i karania. Różnica jest tylko w skali i dolegliwości, nie ma różnic mentalnych ani kulturowych. Róznice te, takie są konstytutywne cechy dyktatorów, łatwo się mogą zatrzeć. Nadwiślański dyktatorek nie zaatakuje Francji, bo ma tylko widelce, ale już porozbijał stosunki międzynarodowe i opinię o Polsce, a co do strefy wschodniej, nie ma pewności, czy nie doprowadzi do poważnej katastrofy. Jedną już zrobił: smoleńską i na niej do dziś jedzie swoim autkiem defiladowym.

  91. zak1953
    4 marca o godz. 19:30

    Zaczku, nie mówię do Ciebie przeciw zamorskim i innogalaktycznym pouczaczom, lecz w ich intelektualnym interesie. Po opuszczeniu Polski znaleźli się w odmiennym obszarze cywilizacyjnym, a po dziesięcioleciach przebywania w nim są Polakami, że tak powiem, wspomnieniowymi, sentymentalnymi i ogólnikowymi, w szczegółach są od dawna obcy. Żeby być w szczegółach polskim Polakiem, trzeba tu być – znać konkretne problemy i uwarunkowania nie z internetu, lecz z własnego życia. Z perspektywy osobniczego trwania weszli oni do bardzo starych demokracji i szybko sobie standardy tamte przyswoili. Dlatego po dziesięcioleciach przebywania na obczyźnie, która stała się ich swojszczyzną, łatwo się im poucza z innych światów tutejszych Aborygenów: Niektórzy to robią nawet z zapałem dziecka, które coś poznało: „Ja wiem, ja wiem, plose pani!”. Zapał obcych rodaków do pouczania Aborygenów odkrywałem przez parę lat kontaktów ze znajomymi zza miedzy – z Niemiec i jednego z Danii. Widzę na blogach, że zapał rodaków z dalszych światów jest jeszcze większy. W moich sporach z niemieckimi rodakami poznałem też ich mantrę, że z oddali się lepiej widzi. Możliwe. Ale nie z oddali się buduje, lecz tu na miejscu. I nie słowami. Jeśli ktoś sobie wyobraża, że Polskę zmieni się od ich pouczeń, to jest dzieckiem wychowanymi na bajkach, na przykład – o pocałowanej żabce, która w mgnieniu oka się zmieniła w księcia. W mgnieniu oka to można stracić oko, a nie zmienić mentalność destruktorów, których historia przyuczyła do olewania prawa i obyczajów, nie do ich przestrzegania. Nie wzięło się to z powietrza. Podlegają tej niechlubnej polskości i władza, i lud. Najwięksi współcześni łamacze – kaczkowate – też nie są oryginalni, nie wyrośli na dziewiczym gruncie. W PRL księża usprawiedliwiali okradanie zakładów pracy przez pracowników jakże logicznie: że to nie kradzież, lecz wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę. Oczywiście, za bardzo głupi, ślepi i interesowni byli (i są), by rozumieć, że nie ma przykazania „Nie kradnij państwowego” ani „Nie kradnij prywatnego” – jest przykazanie „Nie kradnij”. Do zmian konieczne są realne pokoleniowe zmiany tu na miejscu, a nie zamorskie mantry.

    Krótko mówiąc, innogalaktycznym Polakom zdarza się mówić pozornie słusznie – nam tutaj też – ale tylko pozornie. Boć i domniemany Jezus mawiał słusznie. Tylko co z fragmentarycznych słuszności chrześcijaństwa, skoro całe wykonanie – do dziś gówniane. Podobnie przecież było z tzw. komuną i z innymi utopiami: słuszne plany. Więc czy sama słuszność jest słuszna, skoro w realu nikt jej skutków na oczy nie zobaczył? Więc, drodzy innogalatyczni Rodacy, gadać i pouczać zawsze można, bo bardzo to jest ludzkie…

  92. @zak1953
    5 marca o godz. 18:59
    Jak anegdotycznie to na wesoło. Moja żona jest repatriantką z okolic Tarnopola. Pracowaliśmy w Wałbrzychu jako nauczyciele szkol średnich. Znajomi uważali, że żona jest Ślązaczką, a ja porządnym Polakiem. To zasługa mojej wspaniałej polonistki.

    @Tanaka

    Masz rację z tym Wehrmachtem. Mój ojciec był 3 dni w ww. – pierwsze dni września 1939, był za stary i zwolniono go z wojska. Nie załapał się jednak na Volkssturm pod koniec wojny, bo był cywilnym pracownikiem Biura Uzupełnień i został ewakuowany na zachód w lutym 1945. Frontu nie widział, ja zresztą też nie, tylko gehennę powojennego powrotu na Śląsk. @Zak1953 jest językowo lepszy ode mnie, bo tak w pełni znam tylko 3 języki, dwa „ojczyste” i francuski z przymusu. Angielski liznąłem w amerykańskiej strefie, gdzie bawiłem się w tłumacza między tamtejszą ludnością i żołnierzami amerykańskimi.

  93. wbocek
    5 marca o godz. 20:05

    Pożytek z poznania innych rodzajów społeczeństw, innych cywilizacji oraz różnych zestawów wartości, norm i zasad jest przede wszystkim taki, że dostrzega się to, czego się nie widzi, więc i nie pojmuje, gdy się siedzi w jednym garnku. Dlatego, z zasady, każdy Prawdziwy Polak – podobnie jak i inni prawdziwi i słuszni w swoich sosach, jest monofoniczny i jałowy. Gada na jedną nutę, myśli nie myśląc, a jak gada to do siebie i o swojej nędzy. Nie da się na tym zbudować nic innego jak wsobność: byt kruchy, niedożywiony, nieelastyczny, pękający i walący się w ruinę gdy pojawia się coś innego, co się nie mieści w takim kulawym konstrukcie.
    Taka pycha i zadęcie będące skutkiem lęku niepewności własnej wartości, to prosty i skuteczny sposób na katastrofę.

  94. Tanaka
    5 marca o godz. 20:38

    Jasne, Tanako. Deklamujesz elementarz, mając mnie mnie chyba za przedszkolaka. Ale ja mówiłem o pustym paplaniu i pouczaniu – trochę się wymądrzającym i podniebnym – zza mórz i oceanów, nie o realnym budowaniu bogatszym o inność z innych szerokości. Od jakiegoś czasu wstąpiła w tutejszych Aborygenów nadzieja, że wrócą dwa miliony lub więcej wyjechanych i nauczonych mądrzejszej inności i dopiero oni odnowią lub na nowo wymalują oblicze tej ziemi – nie gadaniem, lecz działaniem. A najbardziej myślałem o tym, że na zmianę oblicza potrzebne są pokolenia, a nie liczone jednostkowym życiem lata, choć z paplania może się tworzyć nastrój sprzyjający zmianom. Myślałem o takich niereformowalnych w skali jednego pokolenia codziennych drobiazgach jak chodzenie skrajem chodnika, a nie środkiem, nie wtrynianie się poza kolejką, niepalenie tam, gdzie jest palenie zabronione (moi sąsiedzi chcą mieć w siebie czyste powietrze, więc kopcą na klatce schodowej w pobliżu moich drzwi), prowadzanie groźnych psów na smyczy i w kagańcu (przedwczoraj zaatakowały mnie luzem puszczone z gospodarstwa dwa rottweilery w Łabuszu), niezastawianie chodników i ścieżek rowerowych blaszakami, nieobrzydzanie sąsiadom życia hałasem i tym podobne zachowania uwzględniające interes cholernego bliźniego, a nie tylko własny. Gadanie o takich rzeczach pamiętam z życia i z prasy sprzed 60 lat. I co? I nic.

  95. @Antonius (zbiorowo)
    Jak wspomnienia o skutkach działania dyktatora(ów), to wspomnienia. Ja mam w pamięci początek i koniec wojny. Początek, kiedy uciekaliśmy przed przyszłymi okupantami i bombardowanie naszego konwoju przez bandytów Luftwaffe. Bomba spadła obok.
    Wejście wojsk Radzieckich, traktowane przeze mnie, jako wyzwolenie miało miejsce 27 stycznia 1945 roku, a nieco wcześniej byłem naocznym świadkiem Marszu Śmierci.
    Syn wujka, ze statusem Staatenlos (bezpaństwowiec), został wcielony do Wehrmachtu, kiedy tylko osiągnął właściwy wiek.
    Zagmatwaną sprawę języków, wolę pominąć. Obowiązywała zasada (nie zawsze przestrzegana), że „Wer Polnisch spricht, wird mit dem Tode bestraft” – Kto mówi po polsku, będzie karany śmiercią. Ale, na koniec coś weselszego. Pamiętam takie powiedzonko (piszę fonetycznie): Gris Got. Posłali mie z hajot po pora szmot, a jak mi nie docie to powiem w hajocie, że wy po polsku godocie.

  96. Antonius
    5 marca o godz. 20:18
    Z tymi językami to rozmaicie bywa. Godać już prawie nie ma z kim. Rosyjski teraz jest takim językiem, jak kiedyś angielski. Znamy ale jeśli się nie rozmawia, to człowiek rdzewieje językowo. Dobrze, że jest internet i można posłuchać. Po niemiecku zacząłem dosyć dobrze czytać i tłumaczyć teksty techniczne, szczególnie wydawnictwa lotnicze DDR, które w czasach PRL, tam były zdecydowanie lepiej wydawane. Nie miałem też problemu z opowiadaniem treści, które wcześniej sobie przemyślałem. Ale zrozumienie mówionego. O! Z tym bywało różnie. W Niemczech jest tyle gwar i slangów, że miewałem spory problem ze zrozumieniem mowy. Melodia i rytm języka gdzieś uciekał i musiałem często prosić o powtórzenie, tyle, że wolniej i wyraźnie. Kiedy dodawałem, że przyjechałem ze Śląska i nie wszystko zrozumiałem już nie było takiego problemu. Ale potoczny język niektórych regionów potrafi człowieka wbić w grunt. W 1978 roku odwiedziłem Drezno, aby kupić sobie dodatkowe obiektywy do posiadanej Practiki VLC. Przechodząc ulicą zobaczyłem w sklepie fajną zabawkę dla dziecka. Niestety, zabrakło mi słowa na jej określenie. Poszedłem po rozum do głowy i stwierdziłem, że w tym całym NRD także uczą rosyjskiego i rozpocząłem zakupy w języku Puszkina. Efekt był piorunujący. Sprzedawczyni przeszukała magazyn, a że nie znalazła tam owej rzeczy, zdemolowała wystawę, z której ściągnęła zabaweczkę i mi ją sprzedała. Polacy, którzy także byli w tym sklepie, z przekąsem komentowali, jak to ci Niemcy skaczą wokół ruskiego. Miałem ubaw jakich mało. Podziękowanie i pożegnanie było już po niemiecku. Dopiero później zacząłem analizować całe wydarzenie i doszedłem do wniosku, iż zostałem potraktowany jak oficer KGB, stacjonujący w okolicy. Bo zwyczajni żołnierze nie byli wypuszczani na miasto. A ja byłem samotnym, dobrze ubranym cywilem w wieku około 25-30 lat, mówiącym z dobrym rosyjskim akcentem oraz po niemiecku. Wypisz, wymaluj kagiebowiec w czasie wolnym od pracy.

  97. Pokolenie JP2 już nie funkcjonuje. Albo to problem oszczędzania farby, bo na murach częściej widać JP.

    Może zamiast kultować (kulcić?) LK, lepiej byłoby już zacząć przygotowywać wielkie transparenty z JK? Tylko w Polsce nie ma NSK, więc nie ma komu tego zrobić. Przepraszam, że skrótami, ale tak bezpieczniej.

  98. gsj
    5 marca o godz. 21:22
    Te klimaty znam już tylko z rodzinnych opowieści ale rzeczywiście tak bywało, tyle ze młody hajotek czasami ryzykował w domu spotkanie z pasem, bo w końcu sam posługiwał się godką. Mojej mamy za grzechy dziadka nie chcieli przyjąć do BDM. Ale po jakimś czasie im się odmieniło i zaczęli nakłaniać do przystąpienia. Ale wtedy dziadek się wkurzył i zabronił mamie chodzić na zbiórki. Przy okazji objechał miejscowego leitera i w efekcie mama miała spokój.

  99. bubekró
    5 marca o godz. 21:30
    Uuu! Prezes Jarosław nie ma szans. To Lech coś znaczył w Solidarności, a Jarosław nawet nie należał do związku. Nikt mu teraz nie spreparuje odpowiednich papierów potwierdzających martyrologię i personalny ucisk SB. Tutaj jedynie radzieccy mogliby zadziałać. Ale oni nie ujawniają swoich archiwów.

  100. wbocek
    5 marca o godz. 21:18

    Pombocku, nie do Ciebie jako przedszkolaka, ale bardziej tak na kanwie gadałem. A że elementarz, to owszem, ale i ten elementarz – jak widać – za trudny dla Prawdziwego. Więc może to skrypt magisterski, w dodatku magisterium PRL-u, bo dzisiejsze mnie dosyć śmieszą, gdy zagada jakiś magister.
    Ja bym się nie upierał, żeby koniecznie chodzić chodnikiem prawostronnie, bo mi się zdaje, że całkiem wystarczy, gdy się po prostu ludzie nie potrącają i drogi sobie nie blokują. A jak kto chce łazić chodnikiem w zygzak, to mu dajmy, niech ma.
    Korzystam, bardzo często, ze schodów ruchomych. Nagminny zwyczaj polskiego katolika jest taki, że się usadzi na środku schodów i rękoma za obie poręcze złapie. Blokada: przejść się nie da, albo trzeba czekać za katolikiem aż się wjedzie albo zjedzie, albo dopraszać, żeby dał przejść. Czasem się taki zreflektuje i puści, a bywa, że nieco i mityguje, że zablokował, ale to rzadkość. Znacznie częściej daje wyraz temu, że krzywda mu się stała, że rączki musiał opuścić i człowiekowi dać przejść. Jak powiem, że schody mają w nazwie to, że się po nich chodzi, to się potrafią obrazić: cham jeden!
    Daniel Passent, będzie prawie 30 lat już, rzekł, że 3 pokolenia muszą przeminąć, zanim się z PR-u wyrośnie. Miał rację, ale się mylił: nie z PRL-u trzeba wyrosnąć, a całkiem z czego innego, a poza tym możność wyrośnięcia w ogóle nie jest pewna. Bo, że z katolictwa trzeba wyrosnąć, to – owszem – pewna rzecz. Kto bowiem drugiego miłuje, jak miłuje katolik, nic innego nie robi, a patrzy, jak by drugiemu nieba przychylić, na schodach puścić, psami nie szczuć, trawnika autem nie rozjeżdżać, świeżo posadzonych drzewek nie połamie, a nawet powie „dzień dobry”, zanim się przedstawi : kur.a mać!
    Taki katolik miłujący, a od niemiłującego w ogóle nie da się odróżnić. I na tym katolicyzm polega ! No i przez to chyba znacznie gorzej idzie to cywilizowanie. Bo taki, weźmy, luteranin potrójnie reformowany, to jak pamiętam z kraju zagranicznego, człowieka w ogóle nie zna, a powie ‚dzień dobry” i nawet nie naśmieci po sobie.

  101. gsj, zak1953

    Panowie, najmocniej przepraszam, liczę, że się nie pogniewacie, jako że moje wtręty okołojęzykoznawcze nie są pod adresem konkretnych ludzi, lecz dotyczą językowych powtarzających się praktyk. Choć, oczywiście, impuls może iść od osoby, ale ja nie osobę krytykuję – sam też jestem osoba, jej mać, się potykająca – lecz zjawisko.

    Zagościło w internecie pisanie dużą literą tego, co się dużą literą pisać nie powinno. Oczywiście, nie można nikomu odbierać woli uszanowania ludzi pisaniem dużą literą wyrazów do nich się odnoszących nawet jeśli są to zaimki w trzeciej osobie „on”, „ona”, przymiotniki „polski”, „ojczysty” czy rzeczowniki pospolite „premier”, „minister”, „ojciec”, „matka”, ale takie pisanie stało się już epidemią.

    Więc nie ma potrzeby pisania: „Wejście wojsk Radzieckich„, powinno być: „radzieckich” . Natomiast w innym zdaniu – odwrotnie. Jeśli w „Niemcy skaczą wokół ruskiego”, wyraz „ruski” nie jest przymiotnikiem, lecz polskim potocznym, bardzo powszechnym odpowiednikiem wyrazu „Rosjanin”, to, oczywiście, musi być pisany dużą literą: „Ruski”. Jest też w użyciu „Rusek”.

  102. zak1953
    5 marca o godz. 21:25

    No, jak Ty byłeś taki porządnie ubrany, po cywilu, w Niemczech, choćby i enerdowskich, po niemiecku i rosyjsku gadający, to czy czasem nie byłeś Putin?

  103. wbocek
    O pogniewaniu nie ma mowy. Na naukę nigdy za późno. Wahałem się z tymi wojskami, bo chciałem napisać Rosjan. Ale, narodowościowo była to armia bardzo zróżnicowana. Inna rzecz, że od tego czasu mówić mogłem swobodnie po polsku (dobrze?) także na ulicy.

  104. Tanaka
    5 marca o godz. 22:19
    Oj, niestety nie. Ale namiastkę specjalnego potraktowania wtedy miałem. Sam byłem zaszokowany, bo w tym momencie nie wiedziałem dlaczego tak się stało. Ale twardo grałem ruskiego i nie dałem po sobie poznać, że przyjechałem z Polski. Enerdowcy nie byli zbyt wylewni wobec Polaków. I nawet dzisiaj można to u nich odczuć. W zachodniej części już nie.
    Ech, Putin. Miałbyś Tanaka, znajomego prezydenta Rosji, z dobrym polskim.

  105. zak1953
    5 marca o godz. 21:49

    Aaaa. Prezes Jarosław, Jarosław Prezes. Dziękuję, teraz już rozumiem ten napis JP.

  106. wbocek
    5 marca o godz. 22:05
    Masz Waść rację po stokroć. Zauważyłeś pewnie, iż staram się pisać poprawnie. Ten mój „ruski” z małej litery jest absolutnie rozmyślny. Chodziło o podkreślenie kolejkowych komentarzy Polaków wobec mnie, rosyjsko-języcznego osobnika wokół, którego młode Niemki skakały jakby był samych Ulbrichtem. Oni odbierali mnie zupełnie inaczej, aniżeli owe sprzedawczynie. Przy tym nie mieli świadomości rozumienia przeze mnie ich komentarzy. Wobec nich, dumnych Lechitów, powinienem był zapaść się pod ziemię, a nie spokojnie przyglądać się demolowaniu wystawy. W Polsce, kazano by mi przyjść po zmianie wystawy, aby móc coś z niej kupić. Dla rodaków to było wtedy coś nie do pojęcia. Z czym nie spotykali się w kraju.
    Mam nadzieję, iż moje wyjaśnienie zostanie przyjęte. To była taka prozatorska „licentia poetica” dla podkreślenia pożądanej małości osobnika. W tym przypadku – mojej skromnej osoby.

  107. A tymczasem

    zaglądam se na blog chociaż powinnam
    przeczytać dwie zaległe Polityki
    przeczytać trzy zaległe Przekroje
    schować ostatnie osiem numerów Wiedzy i Życia bo nieprzeczytane i kłują w oczy
    czytać dalej dziś zaczęte „Wszystko za Everest” Krakauera
    obejrzeć ze trzy odcinki Star Trek z Picardem

    yyy…

  108. Konstancja
    Może i fajna ta babcia na sankach, ale uchodzić za dziwo – jednak przykre, gdy się pamięta normalne figle i swawole zimowe za młodu.

  109. bubekró
    5 marca o godz. 22:48
    Ech, złośliwcze! Dwóch pałeczek nie raczył zobaczyć? Wyobraź sobie kazanie głoszone przez JP. I spróbuj go sobie porównać z głosem i stylem mówienia JP II. Przyznasz – niebo a ziemia.

  110. Nefer
    5 marca o godz. 22:56
    A tymczasem – tutaj same głupoty na blogu.

  111. zak1953

    Czyli po staremu jak zawsze 🙂

  112. zak1953
    5 marca o godz. 23:01

    Staram się męczyć mózgu wyobrażaniem kazań, przemówień i innych mąceń do mas. Mącenia toleruję tylko w przypadku mąki ziemniaczanej, ewentualnie kartoflanej.

    Bo gdyby nie mąka kartoflana, nie powstałby buddyń.

  113. Wróć – nie męczyć. Nie męczyć mózgu. Nie męczyć i nie zamulać.

  114. Tanaka
    5 marca o godz. 22:04

    Oczywiście, Tanako, przykłady egoizmu i egocentryzmu oraz wchodzenia innemu w paradę i irytowania mogą iść w tysiące. Mam na myśli nie to, co ulega postępowi, lecz to, co nie ulega. To, co stwarza większe lub mniejsze niedogodności bliźniemu, choć przy odpowiednim wychowaniu mogłoby nie stwarzać i w ogóle nie istnieć. Bo to są niefatygujące drobiazgi, do których zaistnienia można łatwo nie dopuścić. Ale żeby łatwo nie dopuszczać do zaistnienia, trzeba najpierw wychować ludzi uważnych i wrażliwych na bliźniego. Domniemany Jezus nie miał bladego pojęcia jak to się robi – umiał tylko pleść ogólnikami, jakim trzeba być. Jako i my pleciemy. Tymczasem pleść –
    to bardzo mało, to prawie nic. Żeby ludzi wychować, trzeba pierw wychować wychowawców, którzy potem wychowają dobrze wychowane dzieci, które, jak dorosną, wychowają swoje dobrze wychowane dzieci. Parę takich kolejek i za 100 lat może powstać odnowione społeczeństwo. Może – ale od tysiąca lat za cholerę nie powstaje. Więc jest jak jest. Sam popatrz.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6529587307132122194?authkey=CMDd_ajiq8X4cw

  115. zak1953
    5 marca o godz. 22:55

    Zaczku, licencję możesz sobie mieć na swój użytek dowolną, ale poprawny odbiór upublicznionego zdania „Niemcy skaczą wokół ruskiego”, może być przy takiej pisowni tylko jeden: „Niemcy skaczą wokół języka ruskiego”. Bo jeśli wokół Rosjanina, to tylko wokół Ruskiego. Nazwy nacji piszemy WYŁĄCZNIE dużymi literami.

  116. konstancjap
    5 marca o godz. 22:43

    Ho, ho, tak tymczasem,, że aż na czasie, oraz and now for sth completely different:

    http://siberiantimes.com/other/others/features/meet-the-skating-babushka-of-baikal-lyubov-morekhodova-her-family-name-means-the-one-who-walks-on-sea/

  117. wbocek
    5 marca o godz. 23:32

    Otóż to właśnie. Ale dlaczego, w krajach zagranicznych, a nawet półzagranicznych – weźmy takie Czechy – choć szukałem, to dziwnie mało takic obrazków znajdowałem? Oto wielka tajemnica wiary.

  118. bubekró
    5 marca o godz. 23:16

    to jest słuszna racja. Choć mnie się zdaje, że budyń, bardziej od mąki, robi się od kręcenia. pamiętam z przedszkola.

  119. Nefer
    5 marca o godz. 22:56

    A tymczasem ja mam gorzej: w przedszkolu zacząłem czytać Wielką Encyklopedię Powszechną, 13 tomów, a co tom to nie wiem ile stron – i do dziś w całości nie przeczytałem.

  120. wbocek
    5 marca o godz. 23:42
    Mea pulpa.

  121. Do obejrzenia
    ‚http://www.abc.net.au/news/2018-03-06/diver-films-wave-of-plastic-pollution-off-bali-coast/9508662?section=environment

  122. gsj
    5 marca o godz. 22:26

    Gsjotku, jak wlazę na konia, nie zlazę, dokąd nie spadnę. Męczyło mnie we śnie męczenie męczeńskie, skąd wytrzasnąłeś dużą literę w „wojskach Radzieckich”, no i wymęczyło. Otóż niewykluczone, że – ze skojarzeń, których w mówiącym zwierzęciu jest moc. Co świadczy, że nie jesteś w ostatnią niedzielę urodzonym oseskiem, który skojarzeń mieć nie może. Mogła się więc ta litera wziąć z błąkających się po głowie nazw obowiązujących w przeszłości: Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich (w skrócie: Związek Radziecki), oficjalnie obowiązująca po wojnie nazwa Armia Radziecka, Północna Grupa Wojsk Radzieckich – stąd mogła się komuś przywidzieć nieistniejąca, więc niepoprawna nazwa Wojska Radzieckie. Poza nazwami rzeczownik „radziecki” był wyrazem pospolitym, tyle że używanym od wielkiego dzwonu, bo na co dzień w mowie potocznej zastępował go o wiele bardziej poręczny, choć nieadekwatny wyraz „ruski”: „ruska ambasada”, „ruski pisarz”, „ruskie wojska” itp. Nieadekwatny, bo wszystko, co w Związku Radzieckim, było dla nas „ruskie” – nawet Gruzin, Czeczen, Kazach, Litwin. Choć oficjalny język był, rzecz jasna rosyjski. Lub ruski.

  123. Tanaka
    5 marca o godz. 23:46

    E tam, Tanako, tajemnica. Toż my Lachy jesteśmy prosto z lasu. A nawet prosto z drzew. Kudy nam do takich, weźmy, Czechów. Żeby nie powiedzieć mocniej: Niemców.

  124. wbocek
    5 marca o godz. 22:05

    „Ale Idę, Idę, bo inni tyż Idą i tak to my wzajem siebie jak owce, cielęta, na ten Pojedynek prowadziemy i próżne plany, próżne zamysły i postanowienia, gdy człowiek ludźmi przymuszony, w ludziach jak w ciemnym zagubiony Lesie. Otóż to idziesz, ale Błądzisz, i postanawiasz co, planujesz, ale Błądzisz i niby tam wedle woli swej układasz, ale Błądzisz, Błądzisz i mówisz, robisz, ale w Lesie, w Nocy, błądzisz, błądzisz…”

    Tylko geniuszom wolno – caly ‚Trans-atlantyk’ taki 🙂

    „A płyńcież wy, płyńcież Rodacy do Narodu swego! Płyncież do Narodu waszego świętego chyba Przeklętego! Płyńcież do Stwora tego św. Ciemnego, co od wieków zdycha a zdechnąć nie może! Płyńcież do Cudaka waszego św. od Natury całej przeklętego, co wciąż się rodzi, a przecież wciąż Nieurodzony! Płyńcież, płyńcież, żeby on wam ani Żyć, ani zdechnąć nie pozwalał, a na zawsze was między Bytem i Niebytem trzymał.”

  125. Czy u Paska Tak nie Bylo – bo Juz nie pamietam Jego pamietnikow?

  126. Dla odmiany coś dla odmiany.

    Kolega miał dzisiejszej nocy dyżur w klinice. I na tę okoliczność miał też nocną wizytę pacjentów szczególnych. Patrol policji dostarczył zatrzymanego. Chyba w celu hospitalizacji. Zatrzymany: Obywatel Syryjski. Chomik Syryjski. Obdukcja nie wykazała żadnych urazów. Tajemnicą jest dla nas powód zatrzymania obywatela Syryjskiego. Może nielegalny imigrant? Polecono zatrzymanego zatrzymać i utrzymać, zapewniając wyżywienie i opiekę medyczną do rozstrzygnięcia sprawy. Może nie dojdzie do deportacji.
    Pacjent wykazuje aktywność życiową charakterystyczną dla zdrowych Chomików Syryjskich, apetyt umiarkowany. Czekamy i staramy się zapewnić godniejsze warunki pobytu zamiast ciasnej celi, w której go dostarczono. Przede wszystkim izolować od reszty towarzystwa, ze szczególnym uwzględnieniem obywateli Kotów, przejawiających żywe zainteresowanie nowym.

  127. paradox57
    6 marca o godz. 9:06

    A nie mogliście mu pomóc na miejscu?

  128. mag
    5 marca o godz. 23:01
    chodzilo mi o koalicje pokolen.
    Oj, niejedna babcia dalaby rade i bez wnuka.
    I chcialoby sie w wieku 86 miec takie marzenia. albo temu podobne i chciec je zrealizowac…
    Przyznasz, ze jest to jednak zjawisko pozytywne…

  129. DEMOKRACJA POD BUTEM RYDZYKA

    PIS został wybrany demokratycznie – taka jest prawda. I co dalej ?
    Pewien Adolf tez został wybrany demokratycznie, co było dalej, wiemy. Nie dało się go pozbyć drogą demokratyczną. Trzeba było Stalingradu , Overlord w Normandii, by tego demokratycznie wybranego polityka usunąć.
    Kiedy w 1933 roku Niemcy postawili na nazistów, byli w głębokim ekonomicznym kryzysie. Krach na giełdzie w Nowym Yorku sprawił, że miliony Niemców zostało pozbawionych pracy, inflacja osiągnęła niebotyczne rozmiary. Dochodzą resentymenty po przegranej wojnie. No i zjawia się wybawiciel, który wie co trzeba zrobić. Przede wszystkim należy rasowo oczyścić naród z żydostwa.
    Polska w 2015 roku, członek Unii Europejskiej powoli dogania stare kraje Unii, jest na wznoszącej fali ekonomicznej. PIS wygrywa głosząc , że Polska jest w ruinie. Kiedy doda się do tego nieudolność wszystkich partii, przegraną Komorowskiego, a potem fatalną kampanię PO,SLD i rozłamową akcję partii zwanej Razem, to wygrana jest przytłaczająca, ale nie taka, która by pozwalała PISowi zmieniać konstytucję. Skoro nie może jej zmienić to ją bezczelnie łamie.
    Wiemy, wiemy…po co powtarzać ?
    Ale wśród tych czynników , które spowodowały spektakularną wygraną PISu, trzeba wymienić wpływ radia Maryja i Tadeusza Rydzyka. Bez Rydzyka PIS nigdy nie uzyskałby takiego rezultatu.
    Oddziaływanie na masy wyborców tego radia i sterowanych przez nie proboszczów jest decydujące. I na razie ta nadająca od Uralu po Chicago stacja ma w rękach monopol na polską demokrację. Kiedy PIS doszedł do władzy, ten monopol się utwierdził, gdzie Trwam, Republika ręka w rękę idą z tzw. publiczną telewizją Kurskiego. Resztki demokratycznych mediów, TVN24,TOKFM nie docierają do większości zakątków Polski. Poddawani praniu mózgów ludzie, nie mający możliwości konfrontowania podawanych w pisowskich mediach wypowiedzi z obiektywnymi faktami, ulegają propagandzie.
    I za tę sytuację jest odpowiedzialny Kościół. Nie ma to znaczenia, że trafiają się w Kościele przyzwoici ludzie, tacy Jak Pieronek, Boniecki czy Gużyński. Nie oni decydują o polityce Kościoła. Może i wśród hierarchów trafiliby się jacyś antypisowcy, ale ich głos jest cichutki, jak prymasa Polaka, czy jakieś strachliwe wykręcanie się Nycza od oceny smoleńskiej hucpy na Krakowskim Przedmieściu.
    Liczą się Rydzyk, Jędraszewski, Michalik, Ryczan, a jakby co to głos może zabrać polski antypapież Terlikowski. Ale bezapelacyjnym liderem jest Tadeusz Rydzyk.
    A zbawicielem – szary poseł z Żoliborza. To jemu rodzimi faszyści zawdzięczają nobilitację, potwierdzaną i uświęcaną przez Kościół na Jasnej Górze. To dzięki niemu antysemicka, brunatna fala rozlała się po kraju, usankcjonowana uchwałą godnościową Sejmu.
    Wątpliwe jest, aby ten demokratycznie wybrany niedemokratyczny rząd dał się obalić na drodze demokratycznej. Nie dopuści do tego Rydzyk i jego radio. Chyba, że pojawiłaby się dla Rydzyka bardziej interesująca oferta, np. od skrzywdzonego Macierewicza albo młodzieńców wszechpolaków. Może pojawiłyby się w toruńskim radio niekorzystne informacje na temat Kaczyńskiego, że on wcale nie taki porządny Polak, a może nawet Żyd ?
    Co robić ? – Nie wiem. Tak samo nie wie szamocząca się opozycja, która szuka lidera, Mojżesza, który wyprowadzi ten naród z mocy faraona.
    Może jakiś nowy Overlord, może na wybrzeżach Bałtyku we Władysławowie, Serbinowie, Chałupach wylądują Szwedzi, wyzwolą nas od tej opresji i zawieszą na budynku Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu sztandar Unii Europejskiej ?
    Bo sami sobie z tym nowotworem rady nie damy.

  130. Ewa-Joanna
    6 marca o godz. 2:51

    Lat temu 15-20 badacze oszacowali, że po Pacyfiku dryfuje ląd ze śmieci, wielkości Wysp Brytyjskich. Od tamtej pory ten ląd ciagle się rozrasta. W żargonie zwany jest już siódmym kontynentem.
    Doniesienia o kolejnych koncentracjach śmieci na oceanach ciągle się pojawiają. Naukowcy ogranizują wyprawy badawcze, w celu ustalenia wpływu tych śmieci na środowisko morza, a poprzez morze i lądów. Wnioski coraz bardziej zatrważają. wiele gatunków wymiera, liczne chorują, choroby przenoszą się na kolejne, zaczynają zagrażać ludziom.
    Taką sobie załatwiliśmy cywilizację, o której coraz trudniej mieć dobre zdanie.

  131. wbocek
    6 marca o godz. 4:36

    Po tym Twoim męczeńskim męczeniu się we śnie to widzę, że masz tak, że wszystko dokładnie zbadasz. I będzie zbadane. Nawet to, o czym mówi niebieska książeczka: niezbadane są wyroki niebieskie.

    Ale jak Lachy mogą być spode krzaka, jak są od Przenajświętszej Panienki? To by też trzeba było zbadać.

  132. Miałem widzenie: przyszedł do mnie Jezus i mówi:

    – Co wy tu, kuwa, wyprawiacie?! 48 lat całowaliście klamkę w Watykanie i, kuwa, wycałowaliście – macie konkordat. I po co? Dziejowa konieczność? To oszustwo, nie konieczność. Próbowaliście bez „konieczności”, że się tak teraz mądrujecie? Konieczność – to kiedy mi się alarmowo chce, a nie jak myślę, że się chce. Powiedziałem wyraźnie: Cesarzowi – co cesarskie, Bogu – co boskie. Nie powiedziałem: Wszystko – i boskie, i cesarskie – Kościołowi. Nie zakładałem żadnego Kościoła, bo nawet nie wiedziałem, co to jest. Zły go założył. Idźcie więc do dupy śpiewać z waszymi pałacami, błyskotkami, konkordatami, papieżami, Millerem, Rydzykiem i Kwaśniewskim . Wybacz, Ojcze, ale powiesz mi w końcu, po kiego żeś mnie do tego dziadostwa, kuwa, posłał?

  133. Duda nie ma wstępu do Białego Domu

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23104719,sensacyjne-ustalenia-dziennikarzy-sankcje-dla-polski-duda.html#Z_MT

    Przemknęło mi przez głowę wczoraj jak zobaczyłam Trumpa w Izraelu że coś z tego będzie.

    No ciekawe jak się Nadkaczalnik z tego wyłga, juz nie tacy milusi ci Amerykanie, zastępy trolli pisowskich ruszą do ataku w internetach obrzydzać nam „sojusznika” Za to Putin nas chętnie przyjmie, kura nie ptica

    I znowu sukces :/

  134. @Tanaka
    5 marca o godz. 23:50

    Co się tyczy czytelnictwa, to mnie chyba nie przebijesz. Nie chodziłem do przedszkola, bo byłem w podobnej sytuacji jak pewne miasto nie strzelające z armat na przywitania Napoleona (tez niezła gnida gatunku kultowych satrapów, walczących o demokrację). Nie było u nas przedszkola! W wieku około 3 lat czytałem swobodnie gazety ojca, popełniając jedną gafę, którą mi rodzina wypominała długo, nazwę pewnej partii czytałem tak, jak była napisana, bo nie wiedziałem, że każdą literkę czyta się osobno (jak ZSRR). Nie zdradzę nazwy tej partii!

    Zmiana tematu – powrót do niewłaściwego kultu. Martwimy się kultem jednostki (nawet parszywej), a za 2 dni będzie głośno na świecie o kulcie całej masy jednostek, pewnie miliardów tych jednostek. Święto, wymyślone przez socjalistów amerykańskich i przez prezydium ZSRR uczynione dniem wolnym od pracy! Ja protestuję! Rano będę budził żonę z okrzykiem „precz z komuną”, jak nie przymierzając wybitny prokurator stanu wojennego, ikona dobrej zmiany, znakomity łamacz prawa.
    A tak szczerze mówiąc po głębokim zastanowieniu – co złego jest w idei komunizmu? Wszyscy równi, nawet kurduple z gigantami, wszystko wspólne, nawet żony. A miałem przecież tyle seksownych sąsiadek w bloku! Wielka szkoda, że nie było u nas komuny, nawet budowaliśmy dopiero zręby socjalizmu. W Kędzierzynie do dziś stoją zdewastowane przez ząb czasu budynki planowanej, ogromnej inwestycji socjalistycznej – petrochemia na skalę światową (tylko skąd ten „petro”?). Teraz te bloki straszą pustymi oczodołami okien i okolica zarosła trawą.

    To już lepiej produkcja paliw na bazie węgla. Podczas wojny działało, bo koszty nie odgrywały roli, teraz trzeba dobrych wynalazców, aby produkcja była opłacalna – przez ten cholerny kapitalizm!
    Niezmiernie mamy pewien fart, chyba wodzimy prym w produkcji trujących smrodów, wypuszczanych przy akompaniamencie hałasów w nocy. Dziwnym trafem od lat służby nie umieją zidentyfikować truciciela. Taki kraj, takie państwo i nawet dobra zmiana nie zmieniła sytuacji, a w Warszawie marszałek Senatu ubolewał nad strasznym smogiem w parlamencie. Sądzę, ze ma rację ze smrodem na Wiejskiej, ale jak mówi nazwa, chyba chodzi o gnojówkę (z ust pewnej posłanki), a może są to pestycydy, którymi prezes niszczy chwasty – te resztki demokracji?

    Chyba odbiegłem zbyt daleko od tematu, więc kończę, życząc wszystkim kobietom na blogu awansem miłego święta!

  135. wbocek
    6 marca o godz. 10:24

    Przepraszam, w szoku będąc, zapomniałem napisać: „przyszedł do mnie król Polski Jezus”. Nie wiem, czy jest królem Polski i czy wie, że jest królem Polski, skoro sam się mianował wyłącznie królem żydowskim, ale może wypada tak mówić, skoro tak się mówi.

  136. Nadrabiam nad kawą i po przeczytaniu wpisów pombocka i Antoniusa naparskałam sobie w kubek….

    Wreszcie mogę z powrotem pisać bo po wywinięciu (niepatriotycznego) orła przy odśnieżaniu nie mogłam używać prawicy przez dwa dni a zwłaszcza paluszka od literki „k” (albo od wyrażania negatywnej opinii w niegrzeczny sposób, co kto woli) co było mocno irytujące.

    Poza tym – Alleluja- Lewy wrócił! (bo już się szykowałam z akcja poszukiwawcza…). To może byś został tym razem na troszkę dłużej na blogu? Pretty please! 😉

  137. konstancja
    6 marca o godz. 9:38

    Mi sie ta babcia bardzo spodobala! Tak trzymac! Kiedyś pewien znajomy Anglik powiedział mi: „You are never too old to have a happy childhood” co tłumaczy sie na: nigdy nie jest za późno żeby sobie zorganizować szczęśliwe dzieciństwo. Albo do niego wrócić.

  138. @Nefer
    6 marca o godz. 9:26

    @paradox57
    6 marca o godz. 9:06

    😀 😀 😀

  139. Ewa-Joanna
    6 marca o godz. 2:51

    Tanaka
    6 marca o godz. 10:08

    Szokujacy filmik. U nas ostatnio było głośno na temat tego, ze poziom zanieczyszczenia lokalnych ekosystemów cząstkami plastiku na Orkadach (które są tak daleko na północ, ze nie powinny mieć takich problemów) jest porównywalny z industrialnymi wodami Clyde w Glasgow czy Firth of Forth w Edynburgu.

    Z drugiej strony (żeby dodać coś pozytywnego) mówi się o tym, ze ostatnia seria Blue Planet zaowocowała tzw. Efektem Attenborough i zwiększonym zainteresowaniem recyklingiem i ograniczeniem używania plastiku

    https://resource.co/article/attenborough-effect-searches-plastic-recycling-rocket-after-blue-planet-ii-12334

    Ale do tego potrzebna jest telewizja z misja a nie z ryjem…I praca od podstaw w szkolach

  140. kurcze pieczone
    od wczoraj gdzies w niemczech jestem. Nie moge wejsc na swoja poczte prywatna, znajacym moj adres mailowy prosze o dolozenie literki ‚e’ po ostatniej literze ‚b’a potem tzw malpa czyli@ itd
    Bede tu trzy tygodnie, mam nadzíeje , ze jakas korespondencja do mnie trafi.
    Do kompletu ta niemiecka klawiatura…

    Kosteczko, wczoraj widzialam na jakims portalu kupe nieszczescia w Irlandii i w ANglii z powodu kilku cm sniegu….
    Nawiasem mowiac, chce byc taka babcia jak ta przeslana linkiem dla Was…postaram sie o kondycje. Kupilam sobie kilka takich urzadzen

  141. Kostka
    6 marca o godz. 11:35
    Piękne hasło, choć z problemem. Chodzi o to, aby nie zdziecinnieć za bardzo, kiedy zostało się samym na tym świecie. Bo gdzie znaleźć sobie nowych rodziców, którzy zaopiekują się takim „dziecięciem”?

  142. Jeszcze wracajac do kultu…

    izabella
    4 marca o godz. 17:23

    Uśmiałam się bo mamy podobne wspomnienie z tego samego kraju, tyle że my mieliśmy w dodatku w odwodzie specjalna kartę atutową – kolegę autentycznie pobożnego i z… Wadowic! W życiu bym nie przypuszczała, ze ktokolwiek poza Polska wie o co chodzi z Wadowicami, a tu proszę – na hasło „Somos polacos” następował najczęściej entuzjastyczny odzew „ Papa! Papa Juan Pablo” na co nasz kolega (nauczony po pierwszym takim spotkaniu) zakładał aureolkę, przybierał uduchowiony wyraz twarzy i dodawał z powaga i dobitnie „A ja jestem z Wadowic” na co ludność rzucała się ściskać mu z szacunkiem prawice lub kłaniała się przykładając rękę do serca. Wcale nie ściemniam! A ze nam przez asocjacje na ogol tez dostawała się na ogol większa kupka mięsa i warzyw na placku po takim wstępie do rozmowy wiec nie protestowaliśmy….

    I jeszcze troche nadrabiania:

    Nefer
    5 marca o godz. 22:56

    Czy to ten Krakauer o wypadkach z 1996? (Into thin air). Pamiętam, ze kilka lat temu przechodziliśmy fazę na czytanie książek na temat wypraw w Himalaje i inne wysokie góry i tego Krakauera łyknęłam niemal jednej nocy.

    @act
    5 marca o godz. 8:53

    Zajrzałam! „Antyki” oglądam rzadko (bo zawsze czuje się zawstydzona moja ignorancja w tym względzie przy oglądaniu) ale ten ze Szkocji chyba sobie wyszukam na iplayer. I nie bij się w piersi za tenement houses bo to moja wina, ze walnęłam dziwoląga przekręcając nazwę. Tez nie znałam tego terminu aż do przeprowadzki do Glasgow – chłopak z agencji, który nas oprowadzał po domu, który chcieliśmy wynająć był jakoś mało zdeterminowany, żeby przedstawić nam zalety mieszkania za to znienacka rozgadał się na temat architektury Glasgow w ogolnosci i tak zaczęłam doczytywać sobie. A ostatnio był ciekawy program „A storm that saved the city” (jest na YouTube) gdzie dużo o było o tym jakie problemy „tenementy” stwarzały i jak o mały włos nie wyburzono wszystkich doszczętnie.

    @Tanaka
    4 marca o godz. 16:47
    Ano, bo tak powinno być po drugiej stronie!

    @konstancja
    6 marca o godz. 12:24

    Przetestuje 😉 Poza tym wszystko prawda – jedna wielka kupa a zwlaszcza nieszczescia – nie wiadomo smiac sie czy plakac. 40 cm sniegu u nas spadlo i od razu miasto sparalizowane a ludnosc wykupila ze sklepu mleko, jaja, chleb, make i pizze… ze az wszystko wymiotlo do czysta. Nie wiem jak w Polsce ludzie przezywaja zime ale my to zjawisko bierzemy bardzo powaznie! W koncu telewizja ostrzegla w srode, ze wyjscie z domu moze grozic zgonem…

  143. zak1953
    6 marca o godz. 12:42

    Ano! Z niczym nie nalezy przesadzic ale tu chyba chodzi glownie o to, zeby nie zapomniec co czlowiekowi moze sprawic frajde.. 😉

    A teraz juz naprawde zmykam popracowac bo sie rozgadalam za duzo

  144. Wbocku
    Zacznę Ci chyba bić pokłony, bo mało, że chodzisz po wodzie, to masz osobiste widzenia z Panem Jezuskiem.
    Jezus Król Polski (tak się przedstawił?) słusznie ci powiedział, że nie zakładał żadnego kościoła, bo w ogóle nie wiedział co to jest.
    I tego się trzymać.

  145. Kostka
    6 marca o godz. 13:00

    Właśnie ten. Tak przetłumaczyli ten tytuł na polski. Jestem dopiero na samym początku i „czyta się”, to mało powiedziane, w tramwaju, nad obiadem, w przeciągu itd szkoda że na biurku nie mogę mieć.

    Też zmykam.

  146. Nefer
    6 marca o godz. 14:12
    Kostka
    6 marca o godz. 13:00
    o jakim Krakauerze mowicie? bo mnie sie tylko z tym kojarzy… https://www.davidkrakauer.com/. ‚
    bywam co roku na koncertach w ramach Festiwalu Kultury Zydowskiej. On byl w 2014 lub 2015 roku. Ma facet powera

  147. wbocek
    6 marca o godz. 10:24

    gdyby Jezus dzisiaj zmartwychwstał pewnie by został apostatą i diabli by wzięli kult jednoski

  148. konstancjap
    6 marca o godz. 17:55

    Też dobry, ale chodzi – moim zdaniem – o tego Krakauera: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/262015/wszystko-za-everest
    Z tym, że ja to patologia jestem.

  149. Tak, o tę książkę i tego Krakauera (Jona). Bardzo dobrze napisana.

  150. A poza tym boję się internety otworzyć bo Trump Trump misia bela i KRS. Czy już mamy PRL?

  151. Nefer
    6 marca o godz. 19:54
    Jeszcze nie. Póki co zbliżamy się do Polski Wyklętych.

  152. zak1953
    6 marca o godz. 20:03

    Pacz pan. A wygląda że owszem.

    http://natemat.pl/231909,kto-w-nowej-krajowej-radzie-sadownictwa-sejm-wybral-15-czlonkow

    Eksperci i politycy opozycji zwracają uwagę, że reforma Krajowej Rady Sądownictwa to tylko przykrywka, żeby wprowadzić do KRS ludzi mniej lub bardziej związanych z PiS. A dokładnie z ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą.

    A miałam gada na wyciągnięcie ręki, było przysolić :/

  153. Jochwed
    6 marca o godz. 18:23
    i Nefer

    dziekuje za info…widzialam w ksiegarniach, ale dopiero od niedawna wyszla w audiobuku. Poza tym lubie ksiazki z polecenia.

  154. Nefer
    6 marca o godz. 20:22
    Dopiero po czasie okazuje się, że w przeszłości mogliśmy zrobić coś co zapobiegłoby czyjejś obrzydliwej karierze. A ponieważ mieliśmy jakieś skrupuły w dokopaniu wstręciuchowi, licząc że się opamięta, pozostaje nam żal, że jednak trzeba było.
    Ta kwestia zawsze jednak pozostanie nierozstrzygnięta – co wybrać, jak się zachować w niektórych sytuacjach? Czy nie reagując od razu z całą mocą, przyczyniliśmy się do dalszego ześwinienia bliźniego? A może jednak karma (i ja to piszę na ateistycznym blogu) go dosięgnie? Wiem jedno – jeśli w przyszłości dojdzie do zamieszania społecznego, nie pozostanę już obojętny.

  155. Sejm wprowadził ograniczenia dla tzw. myśliwych, która to nazwa z nieznanych mi powodów kojarzy się z myśleniem. Uważam to za krok we właściwym kierunku, ale za mały. W XXI wieku legalne zabijanie dla przyjemności to zwyrodnialstwo. Proponowałbym odebranie broni dotychczasowym zabójcom, zakazanie amatorskiego mordowania zwierząt i wprowadzenie mordowania zawodowego dla regulacji populacji i usuwania chorych zwierząt pod ścisłą kontrolą państwa.

  156. Jochwed
    6 marca o godz. 18:19
    Gdyby dzisiaj Jezus zmartwychwstał, nie ogłoszono by cudu, a nowe, jednostkowe osiągnięcie medycyny. Skoro można po godzinnej reanimacji przywrócić człowiekowi funkcje życiowe, to współczesny Jezus zostałby takim medycznym sukcesem. Albo życiową porażką, lekarza orzekającego zgon. Niedawno coś takiego zdarzyło się chyba na kontynencie amerykańskim, gdy pochowano osobę, której zgon orzeczono i jej ciało złożono w grobowcu. Tam, ta osoba doszła do siebie ale nie poradziła sobie ze śrubami trumny i udusiła się zanim nadeszła pomoc, wezwana przez panią odwiedzającą cmentarz. Usłyszała hałasy z grobowca i powiadomiła kierownictwo cmentarza.

  157. mag
    2 marca o godz. 21:22

    Dopiero teraz zajrzałam na blog. Zamurowało mnie.
    Cudowny, wspaniały Anumlik! Król życia i poezji!
    Miałam szczęście poznać Go również w realu.
    Pamiętasz Żorżyku nasze wspólne z nim spotkanie w kawiarence na Świętokrzyskiej i ty, Loniu, gdy odnaleźliśmy się razem w „Żywicielu” na Żoliborzu?
    Ech…
    Trzymaj się Anumliku tam Na Górze i pisz dalej anumliki – powtórzę za Orteqiem i pombockiem, a także sonety, liryki pełne dynamiki i co tylko zechcesz.


    Pamiętam nasze spotkanie w Hektorze, poznaliśmy się wtedy w realu. Miło wspominam. 

    Jak trafiłem na- wtedy jeszcze- Listy ateisty, to nie dało się ukryć, że to ciekawa postać, która wnosi wiele kolorytu na blog. Nie da się wypełnić luki po anumliku.‎

    Anumlik jakiś czas temu popełnił anumlika dla mojej córci Zośki. ‎

    Kołysanka z aluzjami

    W kominku, na kupce żużli,
    Przysiadło kilka aluzji.
    Wmrukują się w Zosi sen.

    Jedna udaje Greka;
    Daleko jej do człowieka,
    Ot, takie ni to ni sio.

    Druga, z loczkami jak pudel,
    Damę udaje, choć bubel
    Nie byle jaki z niej.

    Trzecia, wymądrzać okrutnie,
    Chce wszystkie domowe kłótnie,
    Choć one i tak głupie są.

    Czwartej rozsądek odjęło;
    Muzyczne wyrażać chce dzieło,
    Choć mysim piskiem jest.

    Piąta, najmłodsza z aluzji,
    Rozwiewa kilka iluzji
    Z życia najwyższych sfer.

    I tak, z iluzji w iluzję,
    Wchodzić aluzje chcą w fuzję
    Z rozsądkiem, którego im brak.

    Dosyć paskudne to stadko
    Plotkuje, aż słuchać hadko.
    W kominku, gdy Zosia śpi.

    Zbudź się, rozpędź koszmarki;
    Poczwarki i nocne Marki,
    Niech nie rujnują ci snów.

    Niech aluzyjne kumochy,
    Z prawdy strojące wciąż fochy,
    Czepiać przestaną się słów:

    „Że najradośniej jest w lecie,
    W czasie, gdy słońce na świecie
    Świeci, jak żółty ser”.

    „Że najpaskudniej jest w pluchę,
    Gdy tylko to bywa suche,
    Co w środku kominka jest”.

    „Że białe oznacza białe,
    A nie szarego kawałek
    Zmieszany z tuszem do rzęs”.

    Prawda jest, Zosiu, w prostocie.
    Aluzje niech topią się w błocie,
    ‎Gdzie ich istnienie ma sens.

  158. Żorż Ponimirski
    6 marca o godz. 22:29

    Możesz wkleić w Kąciku Anumlika (link po prawej)

  159. zak1953
    6 marca o godz. 21:49

    I tak bym mu nic nie zrobiła bo nie jestem wyrywna niestety. On wtedy był w przechowalni w Bxl. Ale pamiętam jak się rozpajedziłam na sam widok, aż mnie zatrzęsło.

    Bardzo jestem ciekawa jak się teraz pisy wyplączą z amerykańskiego pata. Bo się po świecie rozniesie że prezydęt nie jest przyjmowany na salonach. Nawet przez Trumpa.

    Mój ci Jezu.

  160. @nefer po przeczytaniu Twojej informacji, ze Duda i Morawiecki maja zakaz wstepu do Bialego Domu i nr 45 nie bedzie ich przyjmowal do czasu poprawienia ustawy o IPN poszukalam se w angielskojezycznych stronach o co tu chodzi. Znalazlam takie informacje z powolaniem sie na wiodacy ( tak napisano) polski serwis informacyjny Onet, ktory podal ta informacje.
    Jesli jest to falszywka Onetu to…. ach n ie podziele sie mysla…

  161. No to krotko mowiac Q….o najwyzszej proby Onetu, Polityki i zapewne innych opozycyjnych organow. Mozna zapytac sie dla czyich interesow pracuja te organa?
    Rzeczniczka Departamentu Stanu Heather Nauert zapytana dzisiaj na konferencji prasowej o wzmiankowany „ban” na Polske odpowiedziala po wstepnych ogolnikach, ze jestesmy zywo zainteresowani rozwojem sytuacji w zwiazku z ustawa itd i ze absolutnie nie ma zadnych retorsji wobec Polski, ani ze strony WH, ani prezydenta i Polska w dalszym ciagu jest traktowana jako parnter i sojusznik. To bylo dosyc dlugie i kazdy moze sobie znalezc w internecie. Oczywiscie mozna wolec wiarygodne zrodlo inormacji w postaci Onet, Polityki. W inne nie zagladalam
    Polityka powoluje sie juz w powaznym doniesieniu na Feez – Buzz, co jest dosyc smieszne dla tak powaznego pisma, gdyby nie bylo skandaliczne. Ile z tego g….a wystrzelonego tez przez m.in. Polityke przyschnie?

  162. Nefer
    7 marca o godz. 0:15
    Jako zwolennicy „Wielkiej Polski” prezes i jego kamaryla najchętniej zrobiliby kraj tworem zamkniętym, samowystarczalnym. Charakter współpracy międzynarodowej i tak wyklucza ciągłe i częste kontakty bezpośrednie polityków różnych państw. Dla obecnych; prezydenta i premiera, osobiste kontakty z Trumpem nie są potrzebne do realizowania zadań państwa. A to co chcą kupić w Stanach i tak jest w priorytetach tamtejszych firm. To one, poprzez swoich lobbystów przepychają przez władze swoje interesy ekonomiczne. A na razie nie ma twardych zakazów i ograniczeń amerykańskich wobec Polski. Zresztą już dawno temu, Urban wyraźnie stwierdził: „rząd się wyżywi”. Bo jakieś takie polityczne ograniczenia zawsze najpóźniej dotykają władz. To obywatele jako pierwsi poczuliby kłopoty na własnym grzbiecie i w portfelach. Zdecydowana większość nie ma jednak bladego pojęcia o tych kwestiach. A niektórym wystarcza otrzymanie np. 500+, aby siedzieć cicho i cieszyć się życiem.

  163. Podziel sie mysla, zyto2003

  164. zak195
    6 marca o godz. 21:58

    To trzeba będzie znów dzwonki przy trumnach montować.

    zyta2003
    7 marca o godz. 5:28

    Heather Nauert potwierdziła jedynie, ze USA nie zrywa stosunków i współpracy z Polską. Od pytania dotyczącego PAD i PMM się wyślizgała. Ban nie byłby banem gdyby był tajny/poufny, jakiś przeciek był potrzebny. Onet po prostu przedobrzył i poszedł w kierunku spekulacji m.in. co mógłby zrobić Senat i takie tam. Uważam, że gdyby w tym artykule ograniczyli się jedynie do kwestii bana nie byłoby wczorajszej konferencji DSUSA.

  165. Danusia Jurandówna umarla.
    Smutno mi.

  166. Na dzień dobry taka oto ciekawostka:

    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1740692,1,dzieci-rysuja-wrogow-w-teatrze-zaglebia-w-sosnowcu.read

    Czyli co narysowaly dzieci poproszone podczas warsztatów o narysowanie „wroga”…

    (Uwaga – link w artykule zamiast do artykułu o powieści graficznej Davide Cali która jest materiałem źrodlowym zabiera do artykułu o spektaklu Klaty. Powieść można sobie wyguglac).

    Moim zdaniem ciekawy eksperyment, zwłaszcza, że temat „wrogów ” w przeciwnych okopach jest mi bliski. Rezultaty ciekawe choć mocno niepokojące. Czemu natomiast rodzice złożyli skargę na organizatorów nie do konca rozumiem.

    Zmykam bo dzień dziś mocno zajęty póki co

  167. Poczekamy do maja i zobaczymy czy PAD pojedzie do USA bo się wybierał. A jeśli pojedzie to kto go przyjmie.

  168. Kostka
    7 marca o godz. 8:26

    Czemu natomiast rodzice złożyli skargę na organizatorów nie do konca rozumiem.

    Może na zasadzie: na złodzieju czapka gore – te dzieci „skądś” wzięły wzorce wrogów a tu teraz jakaś kobieta z domu kultury stawia im lustro przed nosem.

  169. wbocek
    6 marca o godz. 21:55

    Mój komentarz
    Wbocku, jestem za. W etapie przejściowym prawo powinno dopuści polowania z dzidą i w łapciach na nogach lub boso.
    Pzdr, TJ

  170. zyta2003
    7 marca o godz. 5:28

    No to krotko mowiac Q….o najwyzszej proby Onetu, Polityki i zapewne innych opozycyjnych organow. Mozna zapytac sie dla czyich interesow pracuja te organa?
    Rzeczniczka Departamentu Stanu Heather Nauert zapytana dzisiaj na konferencji prasowej o wzmiankowany „ban” na Polske odpowiedziala po wstepnych ogolnikach, ze jestesmy zywo zainteresowani rozwojem sytuacji w zwiazku z ustawa itd i ze absolutnie nie ma zadnych retorsji wobec Polski, ani ze strony WH, ani prezydenta i Polska w dalszym ciagu jest traktowana jako parnter i sojusznik. To bylo dosyc dlugie i kazdy moze sobie znalezc w internecie. Oczywiscie mozna wolec wiarygodne zrodlo inormacji w postaci Onet, Polityki. W inne nie zagladalam
    Polityka powoluje sie juz w powaznym doniesieniu na Feez – Buzz, co jest dosyc smieszne dla tak powaznego pisma, gdyby nie bylo skandaliczne. Ile z tego g….a wystrzelonego tez przez m.in. Polityke przyschnie?

    Każdy może sobie sprawdzić – tak jest, najlepiej u źródła, czyli na stronie Departamentu Stanu i przeczytać, albo wysłuchać pytań i odpowiedzi Heather Nauer, rzeczniczki, w sprawie doniesień Onetu i „Polityki”.
    https://www.state.gov/r/pa/prs/dpb/2018/03/279076.htm

    Każdy kto ma uszy do słuchania, oczy do czytania a rozum do rozumienia kapuje, że rzeczniczka nie odpowiedziała na pytanie o ban na spotkania Trumpa i jego zastępcy z Dudą czy Morawieckim, co było istotą sprawy przedstawionej przez Onet. Wyraziła się wyłącznie ogólnikowo i paplała na okrągło o zastrzeżeniach USA wobec polskiej ustawy.
    W trakcie Igrzysk Olimpijskich w Korei Polska zabiegała o wsadzenie Dudy na spotkanie z Trumpem, choćby na 10 minut, nic z tego nie wyszło.
    W języku dyplomacji te fakty oznaczają, że nazwany, lub nienazwany ban istnieje.

  171. Oglądając wczoraj Szkło Kontaktowe przeraziła mnie informacja, że Jarosław K. Jest już na kolejnym etapie do dyktatorskiego władania Polską. Od czasu do czasu wskazywałem na analogię zdarzeń w Polsce dziś z wydarzeniami dojścia pewnego dyktatora do władzy w Niemczech w latach 30-tych. Wczorajsza wiadomość była taka, że – „wódz” już napisał pewnie bliźniacze dzieło jak Adolf swój „Mein Kampf” i podpisuje w sejmie dla wiernych towarzyszy walki. Mam tylko wątpliwość, czy naprawdę chodzi o walkę z monopartyjnym systemem, czy o umocnienie istniejącego właśnie takiego systemu, utworzonego przez i dla autora tej książki.. Książki nie czytałem, ale recenzję miłośnika „małego księcia”. Kopiuję ją z sieci, gdyż w sposób zawoalowany prezentuje „walkę” i zamierzenia autora oraz biografię bohatera. Wypisz, wymaluj, „Mein Kampf” Fuehrera. Czytałem autobiografię Hitlera w pierwszej części książki – wspaniały człowiek, szlachetny patriota itp. Nic o dyskretnej chorobie, ani o preferencjach seksualnych, bez których biografia nie jest pełna. Nie przeczytam książki o walce z monowładzą jednej partii, bo rezultaty walki tej monopartii z szeroko rozumianym narodem widzę codziennie w Polsce, ciekawią mnie jednak informacje delikatne czy np. „Operacja BUŚ” jest prawdą, czy pomówieniem? Hitler o syfilisie też nie wspomniał w swojej autobiografii. Czyżby zapomniał? Może nie chciał zgorszyć dzieci, bo ja to czytałem, mając może 10 lat, tylko część pierwszą, bo reszta była dla mnie niestrawna i przerwałem czytanie. Dziś może przeczytałbym, może nawet obie, być może bliźniacze dzieła, ale trudno zdobyć te „starą” książkę, bo ta „świeża” jest tania, nawet dla mnie..

    Recenzja z sieci – autora chyba nie podano, lub nie zauważyłem. Pewnie jest z tyłu na okładce książki, tak często drukarnia zachęca potencjalnych czytelników, a z przodu goła baba, choć chyba nie w tak wiekopomnym dziele. Tam może być np. samolot lub las krzyży, a może te schody do nieba z placu dawnego dyktatora, co kulom i demokracjom się nie kłaniał.

    „Porozumienie przeciw monowładzy” to zarówno autobiografia jednego z najważniejszych polskich polityków XX i XXI wieku, jak i historia dowodzonej przez niego formacji politycznej – Porozumienia Centrum.

    To także doskonała odpowiedź dla wszystkich zatrwożonych dziś z powodu „zagrożonej demokracji”. Przywraca pamięć o tym, kto robił na tę demokrację zamach, a kto o nią walczył w czasach upadającego PRL-u i po roku 1989. Pokazuje, jak środowiska związane z szeroko rozumianą lewicą próbowały pod szyldem „Solidarności” stworzyć monopartyjny system władzy w Polsce, jak z nowych rządów chciano wykluczyć tych, którzy nie podzielali poglądów władzy bądź też mieli „niesłuszne rodowody”. Ci, którzy tak głośno dziś krzyczą, mieli stać się jedynymi beneficjentami solidarnościowej rewolucji.

    Można by tę polityczną autobiografię szefa PiS- u nazwać „Moją niezgodą” czy „Moim sprzeciwem”. To Jarosław Kaczyński i dowodzona przez niego partia Porozumienie Centrum postanowiły bronić wartości chrześcijańskich i demokratycznych, zgodnych z narodową tradycją – nie dopuścić, aby totalitarny system odrodził się w demoliberalnej szacie. Były momenty, gdy wydawałoby się, że walka Jarosława Kaczyńskiego skazana jest na niepowodzenie, kiedy zostawał sam na placu boju albo też formacja, której chciał przewodzić, była skrajnie podzielona.

    Książka jest opowieścią o nadziei, o odwadze, o sensie walki, gdy już niewielu wierzyło, że zakończy się ona zwycięstwem.

    PS
    Nie skomentuję recenzji, każdy może z niej wyczytać hipokryzję i fałsz, jeśli porówna dzisiejsze zachowanie autora książki z „świńskimi mordami i kanaliami” z treścią dzieła, jeśli wyda tych kilkadziesiąt PLN i zechce zgłębić skomplikowaną psychikę człowieka „wolności” + inne przymioty – ujawnione przez miłośników – np. charyzma, poświadczona przez krwistoustną czarownicę, łagodność baranka, kochającego braci Moskali i patriotę Gierka, chociaż… szkoda, że Gierek nie był generałem, bo można by mu teraz dop…ić!
    Niestety od czasu do czasu wyłazi ta „świńska…itd.” z człowieka z wyższej półki. To może być pozostałość z brzydkiej PRL, która ukształtowała psychikę bohatera, jak wierszyk o Leninie, wpisany przez mamę w zeszycik jego brata. To siedzi w człowieku i w odpowiedniej chwili wychodzi.

  172. @act
    7 marca o godz. 8:23

    Ech, dla mnie rola Jurandówny w filmie była taka jakaś niewyraźna, mdlejąca, w tle i w ogóle zupełnie abstrakcyjna, choć niby ważna, że mogę tylko odnotować odejście aktorki. Pewnie szkoda, ale tak to kulawo wykombinował sam Siąkiewicz (uważasz: Danusia, się wzruszasz i siąkasz w rękaw), a Ford nie bardzo chyba miał szansę, by to poprawić. Taka rola – do wzdychania i siąkania, a nie do życia.

  173. Żorż Ponimirski
    6 marca o godz. 22:29

    Biorąc pod uwagę okazję, to chyba jeden z najpiękniejszych anumlików. Macie, z Zosią, bardzo specjalną wyprawkę.

  174. zyta2003
    7 marca o godz. 5:28
    No to krotko mowiac Q….o najwyzszej proby Onetu, Polityki i zapewne innych opozycyjnych organow. Mozna zapytac sie dla czyich interesow pracuja te organa?
    Rzeczniczka Departamentu Stanu Heather Nauert zapytana dzisiaj na konferencji prasowej o wzmiankowany „ban” na Polske odpowiedziala po wstepnych ogolnikach, ze jestesmy zywo zainteresowani rozwojem sytuacji w zwiazku z ustawa itd i ze absolutnie nie ma zadnych retorsji wobec Polski, ani ze strony WH, ani prezydenta

    Mój komentarz
    Rzeczniczka DS mówiła prawidłowo – nie ma retorsji wobec Polski. Jakie retorsje? To czy prezydent, czy wiceprezydent US będzie się spotykał z polskim prezydentem lub premierem, zależy od wielu okoliczności, od kalendarza spotkań, od pilności spraw, od sytuacji wewnętrznej, zewnętrznej, itd. Nie należy z tego robić zaraz retorsji. Taki był wydźwięk wypowiedzi rzeczniczki.

    Poza tym retorsja wedle zasady jest odpowiedzią na jakiś nieprzyjazny czyn jednego państwa wobec drugiego. Ustawa o IPN, to ustawa o IPN, i żaden amerykański urzędnik przy zdrowych zmysłach nie powie oficjalnie, że jest to nieprzyjazny akt wobec USA.
    Co do innych reperkusji, które wywołała ustawa, można dyskutować, lecz do retorsji nikt się nie przyzna, nie potwierdzi, nie nazwie retorsji retorsją.

    Podoba mi się zdanie Kowala – rzecznik Departamentu Stanu zaprzeczała tak, żeby nie skłamać.

    Co jeszcze można dodać w tej sprawie. Fantastyczną nieudolność PiSowców w kłamaniu o tej sprawie. Jak dzieci.
    Wiceminister Cichocki oświadczył, że nie ma planów spotkania prezydentów Polski i USA. Celowo pominął słowo „już” (już nie ma planów, ale takie plany były i się zmyły). Jak to się mówi – dorobił historyjkę do faktów, po fakcie stwierdził, że wcale tak nie było (w domyśle), bo nie mieliśmy zamiaru.
    Czy to są poważni ludzie? Macherzy, manipulatorzy, machlojkarze.
    Pzdr, TJ

  175. Uprzejmie uprasza się Antoniusa o niemarnowanie wstępniaków 😉

  176. Sejm uchwalił tzw. ustawę degradacyjną. Zakłada on możliwość pozbawiania stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą „sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”. „To oddanie sprawiedliwości bohaterom polskiej wolności” – powiedział szef MON Mariusz Błaszczak. Opozycja skandowała „Oddaj premię”, bo jej zdaniem ustawa ma odwrócić uwagę od nagród przyznanych ministrom i kwot wydanych przy użyciu kart kredytowych w MON. Politycy opozycji mówili też, że ustawa otwiera „nowy rozdział polityki uprawianej na grobach”, a minister obrony bez sądu może degradować dowolną osobę.

    (…)
    Gdyby nie premier Kaczyński, gdyby nie świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński, dziś Polska byłaby oligarchią taką, jakie są za wschodnią granicą, wy chcieliście żeby Polska była taką oligarchią – mówił Błaszczak.

    Płaszczak – nie mam słów, tak zupełnie publicznie, bez mydła.

    http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-sejm-uchwalil-ustawe-degradacyjna-symboliczne-rozliczenie-ep,nId,2553796

  177. Kochani, jestem wciąż pod wrażeniem wczorajszego wieczoru pamięci o Gustawie Holoubku w dziesiąta rocznicę jego śmierci, który odbył się w jednej z sal projekcyjnych Narodowego Instytutu Audiowizualnego.
    Oprócz – rzecz jasna – wdowy po mistrzu, Magdalenie Zawadzkiej opowiadali o nim koledzy artyści: reżyserzy – Zaorski i Majewski, aktorzy Englert, Olbrychski, Łukaszewicz i inni.
    Było mało patetycznie, naturalnie, zabawnie, wzruszająco, bo nie zabrakło skrzących się dowcipem anegdot związanych z Holoubkiem, jego niesamowitą osobowością i ogromnym poczuciem humoru.
    Podsumowaniem jakby tego wyjątkowego spotkania bliskich i przyjaciół mistrza była projekcja świetnego filmu dokumentalnego o Holoubku i jego największym przyjacielu Tadeuszu Konwickim, który nakręcił Jan Holoubek, junior, znany operator filmowy.
    Obejrzyjcie, zachęcam.
    https://www.youtube.com/watch?v=PoL0fjrDQt4

  178. Nefer
    7 marca o godz. 13:38
    Płaszczak – nie mam słów, tak zupełnie publicznie, bez mydła.

    Mój komentarz
    Nefer, cóż ty chcesz? Żeby PiSowiec na stanowisku przestał być PiSowcem? Błaszczak zachował się zgodnie z etykietą PiSu. W PiSie palenie głupa jest nazywane wyjaśnianiem i inteligentnym tłumaczeniem, a często gęsto zaorywaniem partnerów politycznych, pochwała staje się mądrą analizą, włażenie w tyłek należnym hołdem dawanym wybitnej postaci polskiej historii.

    Prezes napisał książkę (tą książką wszedł do panteonu wybitnych polityków światowych) o walce z monowładzą. Monowładza, cóż za pokrętny termin – to PO i inne postkomunistyczne tałatajstwa. A zatem należy się na świeżo jakiś hołd autorowi pracy historycznej w postaci wyartykułowania np. głębokiego przekonania, że gdyby Prezes w ostatnim momencie (tzn, my-PiSowcy wszyscy razem z Prezesem na czele), po długich, mądrych i planowych przygotowaniach nie zwyciężył i nie uwolnił Polski od monosmoka, to byśmy wylądowali na Syberii (to dalej niż Smoleńsk). Że niby PO i to całe tałatajstwo, to ruskie pachołki. Insynuacja, to podstawowa broń Prezesa Polski.

    Antonius powyżej pisał szerzej o takim mechanizmie znanym mu z autopsji – wódz pisze książkę i od momentu jej wydrukowania staje się ona źródłem niezgłębionej wiedzy oraz stale aktualną wytyczną.
    Pamiętam, jak w imieniu Wałęsy napisał książkę Jarosław Kurski. Zachwytom gości tego samego pokroju nie było końca.
    Pzdr, TJ

  179. PiSowcy z wolna idiocieją. Wyprawa na K2 – narodowa. Dużo szumu i kicha. Czyli kicha narodowa.

    PiSowscy decydenci chcą przenieść aukcję Pride of Poland koni arabskich do Warszawy z okazji Dnia Niepodległości. Narodowa aukcja koni arabskich. Jak to brzmi? Żeby chociaż jakaś polska rasa, jakiś zgrabny konik polski. -To nie, uparli się na konia arabskiego. A co? To w Polsce już nie ma pełnokrwistych koni?
    Pzdr, TJ

  180. mag
    7 marca o godz. 14:00

    Maguś – świetny klip, montaż oparty na mocnym kontraście światła i cienia, stanowczego i miękkiego skupionej twarzy Holoubka i dramatycznego monologu z miękką sceną parkową dwóch starszych panow.

  181. tejot
    7 marca o godz. 16:43
    Decyzja Krzysztofa Wielickiego o przerwaniu akcji zimowego zdobycia szczytu K2, na tle polityki PiS powinna być uważana za przejaw profesjonalizmu i racjonalności. I pod tym względem to jest sukces, że wszyscy wracają do domu żywi. Na dodatek, ich wyprawa choć zakończona niepowodzeniem z uwagi na warunki meteorologiczne, zaliczyła akcent pozytywny. Jej uczestnicy wzięli udział w akcji ratowniczej na Nanga Parbat. Ze znanym skutkiem. Jest także pewien minus, czyli problem z jednostkową próbą wejścia na K2 przez Denisa Urubko. Takie sprawy winny być uzgodnione przed wyjazdem ekipy – nomen omem narodowej – w góry, gdzie ekipa winna być jednością. A nią nie była. Odmienne podejście w kwestii traktowania wejścia za zimowe, winno być jasno sobie wyjaśnione jeszcze przed wyjazdem. W efekcie doszło do karygodnego naruszenia dyscypliny sportowej w ekipie. Dobrze, że nie zakończyło się to tragedią.
    Ten akurat fragment wyprawy mieści się idealnie w stylu działania partii prezesa z Żoliborza.

  182. mag
    7 marca o godz. 14:00
    Jak to dobrze, że doczekaliśmy się takich mediów, w których możemy powrócić do historii ludzi kultury i sztuki sprzed lat.
    O ile socjalizm był dosyć skromny i momentami siermiężny, to pozwolił na rozkwit wielu artystom, których dzisiaj możemy obejrzeć na starych nagraniach, przeniesionych do internetu. I, czego by nie powiedzieć, tamten czas podniósł ogólny poziom kultury społeczeństwa.
    Mamy z czego schodzić w dół.

  183. Tak sobie przypomnialam na okolicznosc radosci w wiodacych polskich mediach, ze nr 45 pojechal do Natanyahu i ten mu nakazal r…ic Polske. Widac, ze istnienie lobby zydowskiego silniejszego od mocarstwa jest oczywistoscia, o ktorej nie ma co dyskutowac. Ja sama nierzadko tez tak mam. Jednak kiedy zobaczylam jak Polityka i Onet dziala metoda „na ruska” z kampanii wyborczej w Ameryce to se uporzadkowalam niektore drobne wspomnienia.
    Niedawno wspomnialam tu nazwisko M. Kicinskiej autorki ksiazki ” Pani Stefa” o najblizszej wspolpracownicy J. Korczaka, ktora ( autorka nie p. Stefa) zbiera pieniadze na ofiary Alleppo. To nie moja prywatna znajoma, zetknelam sie z nia na spotkniu promujacym ta ksiazke w USA, napisana zapewne za stypendium z Polin, czy Zydowskiego Instytutu Historycznego, a moze i ministerstwa kultury. (Zeby cos z tego zyciorysu mozna bylo wycisnac zinteresowano sie watkiem feministycznym, jak to p. Stefa bylo najciezej pracujaca osoba i nie miala czasu i ochoty na promowanie siebie- nie watpie, ze 100% racji. Nie wiem kto sfinansowal w calosci czy czesciowo przyjazd poczatkujacej autorki i dziennikarki do USA, ale na pewno opiekowal sie nia polski Konsulat w NY, bo dowozil ja autem, umawial spotkania itd..
    W tym samy mniej wiecej czasie OlgaTokarczuk tez byla w NY na panelu PEN-u. Na jej okolicznosc okazalo sie, ze zadne instytucje polskie nie pomogly jej finansowo w zakupie biletu i zorganizowaniu pobytu, o opiece polskiego kosulatu nie wspominajac. To obcy jej pomogli., Wiadomo, PiS-owskie wladze n ie lubia O. Tokarczuk, wola autorke ksiazki o P. Stefie.
    W dawnych dobrych czasach konsulat byl otwarty na wszelakie spotkania kulturalne dla zwyczajnych ludzi. Skonczylo sie. Teraz takie spotkania sa bardzo wybiorcze, dla pewnych osob. Wiem o nich, bo kilkakrotnie mieszkaly u mnie stazystki z konsulatu. Dzieki mojej zydowskiej przyjaciolce dowiedzialam sie i zapisalam na spotkanie w kon sulacie z jakims autorem wspomnien o zolnierzach zydowskich w Armii Andersa. Towarzystwo, chyba oprocz mnie, towarzyszacej mi osoby i pani konsul wylacznie zydowskie. Ciekawi ludzie, ciekawe wypowiedzi, ok, chociaz w dalszym ciagu uwazam, ze nie wszyscy byli Jozefem Henem, ktory by w Palestynie nie uciekl z Armii. Po spotkaniu byl poczestunek, jak to bywa na spotkaniach z lepszej polki.
    Niedlugo potem bylam na promocji ksiazki Normana Daviesa „Szlak nadziei” o szlaku bojowy Armii Andersa. Spotkanie odbylo sie nie w kosulacie, ale wielce podniszczonych, pachnacych starzyzna pomieszczeniach Zwiazku Weteranow Polski ( adres b.dobry, pozostalosc z dawnych czasow). Dlaczego to spotkanie nie moglo sie odbyc w konsulacie? Przeciez to jedna parafia: zwiazek, konsulat i PiS.
    Bardzo szanuje Anne Applebaum za jej dokumentacyjna pasje. Kilka lat temu w ostatniej chwili odwolano coroczna choinke dla dzieci w Ambasadzie w Waszyngtonie i w to miejsce zorganizowana byla promocja -spotkanie z autorka ksiazki o Gulagach. Wtedy sobie myslalam, ze robia kobitki problem, teraz nie watpie, ze byly to jednak inne, niekoniecznie logistyczne wzgledy.
    PS na tym spotkaniu promujacym ksiazke o Armii Andersa duzo dowiedzialam sie o pracy IPN, bo bardzo wielu ludzi z tego spotkania zlozylo tam wszelakie memoralia po czlonkach rodziny i chwalilo sobie wspolprace z tym instytutem, ktora naogol nie jest jednorazowa. Dzieki temu zrozumialam, ze IPN to niekoniecznie tajne gestapowskie archiwa, ktorych materialy sluza do niszczenia ludzi.

  184. zak, zgubiłeś „3”, leży u Gospodarza w szufladzie do odbioru

  185. Nefer
    7 marca o godz. 18:28
    Dzięki za zwrócenie uwagi. Już znalazłem zgubę i ustawiłem ją karnie w szeregu. A to wszystko z winy zbyt ruchliwego kursora, który czasami ucieka gdzieś tam w cyfrową przestrzeń i zmienia treść oraz jej znaczenie. Na ogół wyłapuję jego wyskoki i poprawiam natychmiast zmiany. Ale czasami zdarza się nie wyłapać wszystkich poczynionych szkód. I wtedy… .

  186. zyta2003
    7 marca o godz. 18:25

    „Bardzo szanuje Anne Applebaum za jej dokumentacyjna pasje. Kilka lat temu w ostatniej chwili odwolano coroczna choinke dla dzieci w Ambasadzie w Waszyngtonie i w to miejsce zorganizowana byla promocja -spotkanie z autorka ksiazki o Gulagach. Wtedy sobie myslalam, ze robia kobitki problem, teraz nie watpie, ze byly to jednak inne, niekoniecznie logistyczne wzgledy.”

    A jak w te ‚inne wzgledy’ z przed kilku lat wpisuje sie obecna postawa pani Applebaum? Chociazby taka:

    „Teraz, kiedy polski rząd chce kryminalizować rozmowę o Holokauście w Polsce, ludzie zaczynają pytać: co oni chcą ukryć?… Jest eksplozja tego tematu, który nie istniał… Po co macie mieć więcej wrogów niż trzeba?”.

    https://wpolityce.pl/polityka/383472-kuriozalne-slowa-anne-applebaum-nt-nowelizacji-ustawy-o-ipn-po-co-macie-miec-wiecej-wrogow-niz-trzeba

    Pro-rzadowe „wPolityce.pl” nazwalo wypowiedz pani Applebaum ‚kuriozalnymi słowami’…

  187. uklon w strone wiernego druha Rycha Czarneckiego (skursywilam ten kawalek)
    Ustawa opisuje tryb pozbawienia stopnia osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-90 „sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”. Opisane w ustawie przejawy przeniewierstwa to np. kierowanie działaniami mającymi na celu zwalczanie podziemia niepodległościowego w latach 1943-56, wydawali rozkazy użycia broni palnej wobec cywilów, jako sędziowie lub prokuratorzy Wojskowej Służby Sprawiedliwości skazywali lub oskarżali osoby zaangażowane w działalność niepodległościową. Powodem degradacji jest też prześladowanie żołnierzy ze względu na religię lub pochodzenie.

    Nie pozbawia się stopnia tych, którzy bez wiedzy przełożonych wspierali działania na rzecz niepodległości.

    Degradacji dokonuje minister obrony, w przypadku marszałka Polski, generałów i admirałów postanowienia wydaje za zgoda prezydenta. Szef MON wszczyna postępowanie na wniosek premiera, naczelnego dyrektora Archiwów Państwowych, szefa UdsKiOR, stowarzyszeń weteranów i żołnierzy. Wnioski złożone przez inne podmioty pozostają nierozpoznane. Informacji o osobach, której ma dotyczyć postępowanie, dostarczają ministrowi IPN oraz jednostka MON właściwa do badań archiwalnych. Na postanowienie przysługuje skarga do sądu administracyjnego.

  188. zyta2003
    7 marca o godz. 18:25
    „Dzieki temu zrozumialam, ze IPN to niekoniecznie tajne gestapowskie archiwa, ktorych materialy sluza do niszczenia ludzi.”
    Z zachodniego wybrzeża Atlantyku sytuacja w Polsce może wyglądać zdecydowanie inaczej, aniżeli widzą to miejscowi. Czasami lepiej, czasami zdecydowanie gorzej. To oddalenie daje z pewnością jedno – nie czuje się na sobie negatywnych skutków rozmaitych zdarzeń. Pozytywnych zresztą także. Czasami ten dystans pozwala na chłodny ogląd tego, co się dzieje w starym kraju, bez wchodzenia w bezpośrednie interakcje.
    IPN to spora, rządowa instytucja. Teoretycznie badawczo-naukowa, z dodatkiem prokuratorskich uprawnień. Większość pracowników tzw. merytorycznych, to ludzie z doktoratami nauk humanistycznych z dziedziny historii. Czyli super-baza do naprawdę merytorycznego opisywania osób, rzeczy i zdarzeń przeszłych.
    Niestety, z tą merytorycznością działań różnie bywa. Przeglądałem kilkanaście ich opracowań, byłem na spotkaniach autorskich z ipeenowskimi autorami rozmaitych opracowań. I powiem prosto – zdarzało się, iż byłem załamany poziomem tak dzieł, jak i twórców. Okazuje się, że można pracować na archiwalnych dokumentach i popełniać duże błędy w ich rozumieniu. Część z tych błędów wynika z przyjętego w IPN sposobu analizy i rozumienia dokumentów np. dawnej SB. Rzecz w tym, iż dla mnie osobiście, ta instytucja stała się państwowym organem zaczerniania historii Polski czasów po II wojnie. Przeglądając „dzieła” doktorów z IPN, wyraźnie widać realizację wyłącznie założonej tezy, o zbrodniczym charakterze tamtego państwa i ludzi dlań pracujących. Na ogół panowie doktorzy nie pracują na materiałach gestapo, bo tych jest w Polsce niewiele. Zostały najczęściej wywiezione wkrótce po ich przejęciu w kierunku wschodnim, do archiwów dawnego NKWD. I tam znajdują się do dzisiaj, gdzie są raczej niedostępne dla obecnych historyków z IPN. Zresztą oni nawet nie starają się do nich dotrzeć, co wyciągnąłem od „naukowców” w trakcie kilku bezpośrednich dyskusji.
    Oceniam, iż sytuacja jest jeszcze gorsza. Oni bardzo często nie mają pojęcia o rozmaitych opracowaniach pamiętnikarskich, spisanych za czasów komuny przez bezpośrednich uczestników, które są rozrzucone w rozmaitych gminnych czy szkolnych izbach pamięci. Podobnie rzecz ma się w wydawaną w PRL-u literaturą faktu.
    Ciekaw jestem, co oni zrobią z owymi memoraliami, o których piszesz. Pożyjemy, zobaczymy.

  189. tejot
    7 marca o godz. 16:28

    Dopiero teraz mam czas. No jeju, no. Jakieś resztki wpojonej niezatrutej pisem przyzwoitości mi zostały i wołają o pomstę do nieba.

    A czy można zastosować książkę wodza o zwalczaniu monowładzy do zwalczenia monowładzy tegoż?

    Poza tym nie właź tam bo znowu będziesz musiał buty wycierać 😉

    ***
    Jeszcze raz usłyszę/przeczytam „narodowy/a” o czymkolwiek to mnie coś trafi.

  190. az wstyd mi to podrzucac, ale skoro rodzina katolicka….i taka biedna….
    https://wiadomosci.onet.pl/opinie/andrzej-dera-sytuacja-pierwszej-damy-jest-dramatyczna/b8knz9c
    nazwac to dramatyczna sytuacja, to juz mocne przegiecie…garsonki kupuje jej kancelaria Prezydenta.. Dramat to naprawde (gdzie tu jest znak zapytania)

  191. zapomnialam dodac, ze dobry komentarz wystawila Damie Dorota Lyko…

  192. konstancjap
    7 marca o godz. 19:27

    Nie pozbawia się stopnia tych, którzy bez wiedzy przełożonych wspierali działania na rzecz niepodległości.

    Czyli – zdrajców(?)

  193. 7 marca o godz. 20:57

    Dramat pani Dudy jest niewątpliwie niewątpliwy. Pani Duda nie istnieje. Była ale znikła. Udało jej się powiedzieć „nie boję się Pana, panie prezesie” i to już był koniec tego, co miała do powiedzenia i zrobienia.
    Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie – szukajcie pani Dudy, a nie znajdziecie.

  194. konstancjap
    7 marca o godz. 20:57
    Gdyby sprawy pierwszych dam były uregulowane prawnie, to już za czasów Lecha Kaczyńskiego byłaby załatwiona sprawa ojca dyrektora Tadeusza, po tym, gdy wyzwał prezydentową od czarownic. A tak, to może on cały czas występować z kolejnymi wnioskami o budżetowe pieniądze, którymi partyjni politycy, kupują sobie spokój i wsparcie ze strony kościoła toruńskiego. To jest świadome zaniedbanie polityków.

  195. Tanaka
    7 marca o godz. 12:13

    Miala byc kontrastem dla Jagienki co to pupa orzechy miala rozlupywac.
    Milosc romantyczna, eteryczna, byc moze aseksualna (‚chivalry’ etc.) vs ‚normalnym’ sklonnosciom mezczyzny. Uwazam, ze to panom S. i F. calkiem wyszlo.

  196. Gdyby ktoś się pytał to z plecakiem zbliżam się do pierwszej bazy na Evereście (na kanapie obok)

  197. Jacek Kowalczyk
    7 marca o godz. 20:14

    Jeśli fakty nie przystają do opinii ciotki z Hameryki, tym gorzej dla faktów.

    ;)‎

  198. Jacek Kowalczyk
    dziekuje dobremu duszkowi- Gospodarzowi za wyprostowanie skursywionego.

  199. Tanaka
    7 marca o godz. 12:16

    Trudno się z tym nie zgodzić. 😉

    @Tanaka, tego Buffeta ślę Ci na okoliczność pozdrówek. W ulubionym temacie. 😉

    ‎https://i.pinimg.com/474x/50/d8/57/50d857e1d1b2bf44297d0df7eb2f7123–oil-on-canvas-buffets.jpg‎

    A tego dla blogowych pań.

    https://www.expertisez.com/images/easyblog_images/511/Bernard-Buffet_20161207-142835_1.jpg‎

  200. Linki nie działają.
    jk

  201. zak1953
    7 marca o godz. 21:30
    nie jestem pewna, czy w ogole to jakos regulowac. W tak skatoloným kraju jak nasz. nie ma na to miejsca. W gloszonym wszem i wobec, ze kobiecie nie wolno uzywac tego lub owego, nosic spodni, miec inne zdanie niz maz, nie prowokowac, byc dla wszystkich mila lub przymilna* gdyby pani prezydentowa miala swoje zdanie, tak, jak potrafily ja wyglosic p. Kwasniewska, Komorowska i Kaczynska? Pani Agata tez nazywa sie na K. Ale swiadomie, po wygloszeniu jednego zdania, ze sie nie boi zamilkla i nie ma opinii na zaden temat.
    Nie wiem, jak jest w innych krajach, ale nie wierze Derze i pomimo jego zapewnien mam wrazenie, ze to znow skok na kase. Kancelaria moze jej oplacac skladki emerytalne i inne.
    Mialam w pracy posla, przedtem radnego. Na czas pelnienia funkcji rednego nei wzial urlopu, ale w czasie swojej obecnosci w pracy zalatwial lownie sprawy Rady miasta. Gdy zostal poslem, najpierw zwolnil sie z pracy, a poniewaz kadencja zostala skrocona, szybko do niej wrocil. Oczywiste bylo, ze ‚wygral’ konkurs na swoje stanowisko. Teraz jest raaadnym miejskim i od 8 lat na urlopie bezplatnym. Radnego nie mozna zwolnic bez zgody rady miasta. Jesli kiedys wroci do pracy, nie wiem, czym sie zajmie, bo nawet jego stanowisko juz nie istnieje (dobra zmiana je zmiotla).
    Pani Kwasniewska nie miala problemu z urlopem bezplatnym przez 8 lat na czas pelnienia funkcji przez meza. ALe jak zaznaczylam, nie wiem, w ktorym kraju placi sie zonie za bycie ‚przy mezu’

  202. Z innej beczki zaczerpujac garscia, przypomnijmy co Henry Kissinger powiedzial o przylaczeniu Krymu z powrotem do Rosji przez Putina kilka lat temu

    http://www.bibula.com/?p=80009

    „Krym jest szczególnym przypadkiem. Ukraina była częścią Rosji przez długi czas. Oczywiście, nie można zaakceptować tego, że jakiś kraj zmienia granice i zabiera część terytorium. Ale jeśli Zachód chce być uczciwy wobec siebie, musi przyznać się do własnych błędów. Przyłączenie Krymu nie było krokiem ku globalnemu podbojowi. To nie było tak, jak z Hitlerem wkraczającym do Czechosłowacji – twierdzi Henry Kissinger, były Sekretarz Stanu USA.”

    Czy ktos mogl sie jeszcze ludzic, po TAKIEJ wypowiedzi TAKIEGO bylego sekretarza stanu, ze realista Trump bedzie bez konca sie upieral przy sankcjach krymskich przeciwko Rosji?. No chyba ze mu na nic nie pozwola „mozni” Waszyngtonu. To wtedy bedzie sie upieral

    Napisalem to wbrew sympatii jaka mam dla prezydenta Obamy. I wbrew antypatii jaka mam dla Trumpa. Co mam dla Kaczego, w tej akurat sprawie, nie chce powtarzac

  203. 7 marca o godz. 21:36

    Tak, Danusia miała być w opozycji do konkretnej i żywej jak srebro, krzepnięcia i konkretnej Jagienki. Ale S. przedobrzyl, ta eterycznych, czystość, niewinność skrzywdzona, aseksualnosc i bezkobiecosc czyni ją tak kryształowa że aż abstrakcyjna. W ogóle nie nadająca się do niczego poza nieszczęśliwym wzdychaniem.
    Az szkoda, bo bardzo lubię w kobiecie eterycznosc, lekkość bytu, ale aż taka niezywosc mnie nie przekonuje. A właściwie to chciałbym postać Danuski lubić, w książce nie – taka maniera, ale w filmie można to było żywej pokazać.
    Posmuce się z Tobą, ale trochę na sucho

  204. a niezaleznie od tego od 8 lat pan radny blokuje stanowisko pracy

  205. (Z bazy na Everescie)

    Tanaka
    7 marca o godz. 22:07

    Kurczę, ale kiedy o to właśnie chodziło. Miała być taka, jak z eposu rycerskiego. Bardzo dobre przeciwstawienie jednej i drugiej, witraż w oknie kontra samo życie. Niedoceniana zupełnie powieść a film ją tylko spłycił i zepsuł.

  206. Jacek Kowalczyk
    7 marca o godz. 22:04

    https://m.youtube.com/watch?v=nwrAJMZUPKM, ale jutro przy kompie znajdę te Buffety pod innymi linkami. ‎

  207. Nefer
    7 marca o godz. 22:13
    kiedy zakladasz drugi oboz?

  208. Nefer
    7 marca o godz. 21:38

    Ha! Tak myślałam, że Cię wciągnie jak nie przymierzajac w szczelinę w lodowcu… 😀

    Poza tym siedzę cichutko i tylko zerkam kątem oka co na blogu piszczy bo strasznie ze mnie zapracowany tymczasowy bezrobotny.

    PS. A Siąkiewicz to chyba nie mógł się sam zdecydować jakie kobiety lubi – raz tak, raz tak. Lidia jeszcze gorsza lelijka była.

  209. Żorż Ponimirski
    7 marca o godz. 21:59

    Żorżyku, otóż to – linki nie działają. Spróbuj jeszcze raz.

  210. Orteq
    7 marca o godz. 22:06

    Opinia Kissingera to opinia dużego kalibru, ale nawiększy kaliber miały nierozwiązane wczesniej sprawy wewnętrzne samego ZSRR. Jak się tego nie uzględnia, to są tego skutki.

  211. Nefer
    7 marca o godz. 22:13

    No ale ja bym chciał takiej Danuśki! Tylko żeby miała choć z 10 deko życia więcej. A najlepiej ze 20. epos rycerski niezły był, ale chyba nieco inny niż nam się zdaje. Chyba więcej w nim było życia. Boy, wielki znawca czegoś bliskiego – poezji i kultury trubadurów, bardzo ciekawie o tym pisał.

  212. Nefer
    7 marca o godz. 22:13

    No właśnie, halo-halo, a baza III, IV i atak na szczyt to kiedy?

  213. konstancjap
    7 marca o godz. 22:48

    Pewnie jutro w tramwaju 🙂

  214. Tanaka
    7 marca o godz. 22:07
    Danusia Jurandówna tylko z powodu nałęczki wchodziła pod uwagę jako przyszła żona Zbyszka z Bogdańca, któremu stryj Maćko przewidział już wcześniej Jagienkę. Maćko miał czysto chłopskie, gospodarskie (choć był szlachcicem) podejście do życia i w ożenku z Jagienką widział możliwość połączenia dwóch sąsiadujących majątków szlacheckich. A do tego przewidywał wzbogacenie na wojnach, czyli dodatkowe ręce jeńców do pracy oraz przejęty majątek ruchomy.
    Rzeczywiście Zbyszkowe fochy mogły zepsuć prawidłowo przygotowany biznesplan średniowiecznego rycerza. Dlatego Danuśka musiała odejść w sposób dramatyczny.

  215. @wszyscy

    Nie przeszkadzać bo mi żyłka pę… znaczy lina strzeli i odpadnę (od kanapy)

    Tanaka, maila se sprawdź, gapo jedna

    /książka/

  216. Nefer
    7 marca o godz. 23:13

    No tak, człowiek coś tu grzecznie powie i zaraz, że gapa. jak gapa, to Gapiszon, a jak Gapiszon, to mi się gęba śmieje. Lecę sprawdzać, łogapoboskoczęstochosko.

  217. zak1953
    7 marca o godz. 23:10

    Mnie zastanawia też taka myśl: pragmatyczność Maćka jest poniekąd pragmatycznością męską. Standardowy facet wybiera kobietę o odpowiednich cechach: zdrowie, matczyność, sprawność i te sprawy, a reszta – u Desmonda Morrisa. Jakby miał realnie Zbyszko wybrać Danusię, to nie wiadomo, czy ród by się miał dobrze, choć wzdychanie pewnie świetnie.

  218. Acha, juz wiem, dlaczego taki smutek po Danusi.
    Mialem jakies 4 lata kiedy pierwszy raz widzialem ‚Krzyzakow’ (pierwszy ‚dorosly’ film po ‚porankach’).
    Obraz Danuski roztanczonej i rozspiewanej (‚Oj dana, dana…’) z dziewczetami w wianuszkach na glowach pozostaje mi do dzis jako (dziecinnie wtedy pojety) archetyp proto-slowianskiej szczesliwosci.
    Co by nie mowic o Fordzie (tragiczna to postac) mial on przeblyski geniuszu.

  219. @act
    7 marca o godz. 23:41

    O, właśnie, to może być klucz do sprawy: wczesnodziecięce przeżycia. Nic tego nie przebija, to na zawsze zapada w pamięć. Jakoś tak meandrowalem szukając wyjaśnienia sprawy Danuśki, a Ty ją celnie objaśniłeś. No i Neferka.
    Z Fordem masz rację, bardzo ciekawa postać.

  220. Tanaka
    8 marca o godz. 0:09
    @act
    7 marca o godz. 23:41

    Co się komu podoba? 😉 Spodobała mi się od razu Jagienka bo z mojego młodocianego punku widzenia Jagienka była o wiele bardziej „cool… Z łuku strzelała, na koniu galopowala (o co chodzilo z tą kiecka co ją wiatr powiewal to nie załapam tak od razu ale to insza inszosc), z oszczepem na niedźwiedzia poszła pomóc Zbyszkowi w nocy – no zuch dziewczyna. 😉 Zupełnie nie rozumialam czemu Zbyszko od razu sie w niej nie zakochał na zabój. Jak dorosłam troszkę to wreszcie załapałam że nie wszyscy chłopcy lubią jak się z nimi konkuruje we wspinaniu się na drzewa i strzelaniu z łuku…I ze niektórzy wolą młode dobrze wychowane damy a nie żeńskie wariacje na temat Huckleberry Finna… 😉

  221. Mamy nowe, poPOowskie lemingi rzadowe

    http://static.gamespot.com/uploads/original/1534/15341624/2398769-2816409325-lemmi.jpg

    Dla ulatwienia dla suwerena, karykatury wciaz te same

  222. Kostka
    8 marca o godz. 0:28

    Niezly z Ciebie ‚tomboy’ i Ty to wyznajesz w Dzien Kobiet 🙂

  223. Oczywiscie pozdrawiam wszystkie panie w ten Dzienkobiecy, ktory powinien byc celebrowany codziennie.

  224. zak1953
    7 marca o godz. 23:10

    Swietny rozbior historyczno-spoleczno-ekonomiczny watku Danusi i Jagienki.

  225. Wracajac do ‚historycznosci’ postaci Jezusa. Z lemingami nie majacej za wiele wspolnego

    ‚Najważniejszym źródłem biograficznym w tej sprawie są trzy Ewangelie synoptyczne oraz Ewangelia Jana. Podają one fakty historyczne z życia Jezusa, jednak z punktu widzenia współczesnej metody historycznej nie są dziełami historycznymi, lecz katechezą pierwotnego Kościoła. Są zapisem ustnych przekazów i nauczania Apostołów, którzy zostali – według tego, jak określali sami siebie – wybrani uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim /Jezusem/ jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu. Te przekazy o życiu i nauczaniu Jezusa służyły przygotowaniu nowych wyznawców wiary chrzescijanskiej do chrztu.

    Moondust o ‚historycznosci’ postaci Jezusa. Ktory to Jezus zadnym Chrystusem nie byl. Tym bowiem byl, podobno, jego brat Jakub. Kto sie zglasza do napisania nastepnej cock and bull story o Jezusie? Tym razem w ponad dwa tysiace lat po Jego rzekomym zaistnieniu i smierci. Wniebowstapionej. Czy wniebowzietej. Myla mi sie te terminy

    Choc SP Anumlik mial widzenie w tej waznej sprawie w 1981 na Ursynowie. No ale o tym niech przemowia ci co Go znali w realu ursynowskim

    https://lawfirmpracticemanagementtips.files.wordpress.com/2015/11/32894015_s.jpg

  226. A Dzienkobiecy jak najbardziej. Poczynajac od Srodkanocy. Hip hip. I czy gozdziki jako ‚Flowers First’

  227. Orteq,

    milo Cie widziec i slyszec jak gadasz po ludzku. Trzymaj fason i nie draznij lwa.

  228. A wytłumaczcie mi skąd się ten Chrystus wziął? Bo Jezus to rozumiem – imię. Funkcjonuje do dzisiaj, choć nie wiem czemu nie w Polsce, ale Chrystus? Ki to diabeł?

  229. E-J

    ‚Funkcjonuje do dzisiaj, choć nie wiem czemu nie w Polsce…’ – ???????

    Za Wiki:

    Etymologia i znaczenie imienia

    Osobny artykuł: Jezus (imię).

    Polska forma pierwszego członu imienia – Jezus – pochodzi od łac. Iesus, które z kolei pochodzi od greckiego Ἰησοῦς (Iesous). Grecka forma jest zhellenizowaną formą hebrajskiego lub aramejskiego imienia ישוע) יֵשׁוּעַ; Yēšuaʿ, Joszua), które z kolei jest skróconą formą hebrajskiego יְהוֹשֻׁעַ lub יהושוע, יהושע) יְהוֹשׁוּעַ; Yehōšuaʿ, Jehoszua) lub w języku polskim Joszua (alternatywne formy: Jeszua, Joszue)[3][4]. W języku hebrajskim יְהוֹשֻׁעַ (Yehōšuaʿ ), gr. Ιησούς i znaczy – Jahwe jest zbawieniem.

    Imię Joszua występuje także w Starym Testamencie. Nosił je następca Mojżesza Jozue (zob. Joz 1,1) – w tradycji polskiej brzmi ono inaczej ze względu na szacunek i wyjątkowość, lecz po hebrajsku ich imiona brzmią identycznie. Imię Jezus nosił również autor księgi Mądrości Syracha, z tego samego powodu nazywa się ją od imienia ojca autora[5].

    We współczesnym języku hebrajskim skrócona wersja imienia ישו) יְשׁוּ; Yěšû, Jeszu) jest używana jako imię Jezusa Chrystusa[6].

    Drugi człon – Chrystus to nie imię własne, lecz zaszczytny tytuł, wskazujący na doniosłą rolę Jezusa z Nazaretu. Już w Nowym Testamencie stał się jakby jego drugim imieniem: hebr. משיח) מָשִׁיחַ; Mešiah, Meszjah) gr. Χριστός (Christós) – namaszczony, pomazaniec, Mesjasz[7].

  230. @act
    Dzięks. Tak mnie ten Chrystus męczył i męczył…
    Ale chyba żydzi nie uznają go za mesjasza? To dlaczegóż go tak przezwali robiąc kłopot przyszłym pokoleniom? I jeszcze ci Grecy się wtrącili. Jaki oni mieli w tym interes? 🙂

  231. PS @act
    Te twoje ???? 🙂 No przecież w Polsce nie ma chyba faceta o imieniu Jezus?

  232. E-J
    Aaaaa… to teraz ja zajarzyl…ale czy jestes zupelnie pewna 🙂

  233. @act

    „milo Cie widziec i slyszec jak gadasz po ludzku. Trzymaj fason i nie draznij lwa.”

    A ktorego lwa mam nie draznic? Tego co na Orteqa bez powodu ryczy? Czy tego co w odpowiedzi na owe ryczenie, na Ortequ muskuly cwiczy? I cwiczy. I cwiczy

    Wracajac zas do adremu

    „Co Jezus miał do przekazania ludziom w tamtych czasach? Żył w konkretnej epoce i, jak byśmy to dziś nazwali, niepokoił go etyczno-moralny poziom wzajemnych kontaktów międzyludzkich. To co najistotniejsze w jego przekazie i całkowicie nowe wobec starotestamentowego oko za oko, ząb za ząb, to było wezwanie do miłości. Nie chodziło mu o biologiczną miłość matki do dziecka, plemienną miłość ojca do syna i wojownika do wodza, czy społecznie konieczne miłosne przywiązanie męża do żony. Chodziło mu o miłość do każdego napotkanego człowieka, o uznanie go bratem mimo braku związków krwi. Prawdziwi krewni Jezusa. ‚Któż jest moją matką i którzy są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką» [Ewangelia wg św. Marka, 3, 33-35] ”

    Tam, juz wtedy, chodzilo o uznanie Tuska bratem Kaczego. Po smierci Blizniaka Brata. Czy sie tam komus juz wtedy something pojebalos?

    Smierc Prezydęta Wszechczasow nigdy nie zostanie przebaczona Narodowi Polskiemu przez obecny rzond Pomrocznej. Bo to Narod Polski byl tego sprawca, pod ZLYM przywodztwem, tego potwornego ZAMACHU.

    I niewazne, ze prawdziwym sprawca tej smierci byl akurat brat Prezydęta Wszechczasow. Bo to on nakazal ladowanie pomimo gestej mgly. Dowod tego nakazania figuruje w cyberprzestrzeni natowsko-kagiebowskiej. Posiadajacej nagranie rozmowy Braci przez telefon satelitarny kilka czy kilkanascie minut przed zderzeniem z pancerna brzoza

  234. @act
    Nie, dlatego chybam.

  235. Drogie Panie. Poza życzeniami w tym dniu, nieco lektury:

    http://krytykapolityczna.pl/multimedia/czy-nalezy-bic-mezczyzn/

  236. Ewa-Joanna.
    Nie ma w Polsce imienia Jezus. Fakt. Ale znałam faceta z Podhala, który nazywał się Jezusek. Był zresztą księdzem.

  237. w Polsce imię Jezus występowało raczej w formie: Josek vel Joshua.

  238. Wypisane z dziela „Teoria Wszelkich Rewolucji” [TWR]

    Jaki powinien byc przebieg wszelkich rewolucji. Oto jaki:

    1. Musi nastapic strzal z dziala Aurory. Z jedynego ladunku tego dziala
    2. Rzad Kierenskiego musi zostac uwalony. Jako zdradziecki rzad
    3. Nowy rzad musi zawierac calkowicie nowe twarze. Niewazne jak paskudne
    4. Wiec je zawiera. Wlacznie z paskuda Dzierzynskim. Feliksem. Choc to polski szlachcic
    5. Zwyciestwo rewolucji jest dopiero wtedy gdy zostanie ogloszone jako takowe przez rewolucyjne wladze. Wszystkie wczesniejsze zwyciestwa sa tylko wstepem do nastepnych zwyciestw rewolucyjnych.

    REWOLUCJA TO NIEUSTAJACY PROCES.

    A nie jakies tam jednostkowe zwyciestwo pomazancow tzw. rewolucyjnych. PiS sie nie zalapuje

  239. paradox57
    Dziękując za życzenia, pragnę zaznaczyć, że bardzo mi się podoba Stowarzyszenie Tradycyjnych Żon i Matek, a zwłaszcza trawestacja tradycyjnych przysłów polskich.
    Po pierwsze: „ Jak się męża nie bije, to mu wątroba gnije.” Po drugie: „Częste męża bicie wydłuży mu życie”. I po trzecie „Bicie męża zło w nim przezwycięża”.

  240. W kwestii imienia Jezus…

    Obracając się wśród hiszpańskiej diaspory na Wyspach nabyłam chyba z pięciu kumpli o dźwięcznym tradycyjnym imieniu Jesus – które w Hiszpanii (na oko chyba wśród populacji 40latkow i powyżej) wydaje się dosyć popularne.
    Tyle, ze cos co w wymowie oryginalnej słychać jako He-zUs , z gardlowym „h” i akcentem na „u” brytyjscy tubylcy nie zawracając sobie głowy niuansami przerobili na …(surprise, surprise) Dżizus…. Zas moi nieszczęśni kumple byli często witani z daleka okrzykami „Oooo, Dzizus!” i tradycyjnymi dowcipami w temacie (Jak tam dzisiaj chodzenie po wodzie idzie? Poprosze troche wina w tej butelce) Co wszyscy, oprócz samych ofiar uważali za bardzo zabawne.

  241. paradox57
    8 marca o godz. 8:21

    😀

  242. @Orteq

    Idac twoim bratnim tropem… Coz zatem z „jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (jesli juz przyjmiemy dla potrzeb tego dyskursu teze o „winowajcach”)?

  243. @mag
    8 marca o godz. 8:42

    Ale znałam faceta z Podhala, który nazywał się Jezusek. Był zresztą księdzem.

    Dla księdza to chyba normalka. Ja pamiętam inne, ciekawsze zdarzenie, bo wśród „komunistów”. Na zebraniu egzekutywy partyjnej prowadzący oznajmia: „Przemawia towarzysz Krzyż , a przygotowuje się towarzysz Jezusek”!
    Było to w Raciborskiem.

  244. Szanowni!
    A zwłaszcza szanowne Pani! Oto niespodzianka od Tanaki, do której chętnie się podłączam.
    JK

  245. Kostka
    8 marca o godz. 9:57

    Z winowajcami w pierwszej modlitwie chrześcijańskiej, Kosteczko, jest taki szpas, że te słowa, jakkolwiek by je wykręcał, są zachętą, by domniemany stwórca wszystkiego, również nas, zachowywał się tak jak my. „I odpuść nam nasze winy JAKO I MY ODPUSZCZAMY naszym winowajcom”. Rób, Ojcze nasz, to, co my, naśladuj nas (nawiasem mówiąc, robi to, bo inaczej nie potrafi – nie jest z kosmosu, lecz Z TEJ ziemi. Bo my ciebie jak mielibyśmy naśladować, skoro ani cię oko nie widziało, ani ucho nie słyszało. Wierzyć Słowu? Że na przykład, będąc niby wszechwiedzącym, wypróbowujesz Abrahama jakbyś nic nie wiedział, każąc mu zabić syna? Że sam swego domniemanego syna z premedytacją posyłasz na śmierć? Co zresztą psu na budę się zdało. Przy bezmyślnym odklepywaniu modlitwy – a inaczej chyba nawet dezenter nie potrafi – nie wpatruje się człek jak szpak w znaczenia słów, lecz żyje ich patosem, ale one te znaczenia mają. Można, oczywiście, na upartego się dokopać w polskiej wersji do innego znaczenia (nie mam pojęcia, jak ta modlitwa wygląda w hebrajskim, aramejskim czy starogreckim). ale to już, jak na Słowo Boga, ekwilibrystyka nie dla ludzi, do których jakoby Słowo było skierowane. Tak więc rób, Ojcze nasz, identyczne głupstwa jako i my robimy, bo z nas jesteś, a nam ani w głowie jakieś odpuszczanie. A te durnowate modlitwy do ucha wszechwiedzącego to takie granie na czekanie.

  246. Odnośnie imienia Jezus. Krążyło kiedyś nazwisko hiszpańskiego ambasadora „diego jezus ale jebie”, które tylko po polsku nie brzmi ładnie, przez hiszpańską wymowę „j=h” traci brzydkie znaczenie, bo już po portugalsku jest inaczej. Pamiętam zabawny epizod z moich wojaży po świętych miejscach, to przecież obowiązek każdego ateisty, nawet mojego jako bezbożnika. Trzeba poznać wroga, aby móc go zwalczyć. Mam dowody na brak cudów w takich miejscach, poza tym obrzydzenie do opisanych cudów np. w Lourdes. W kolejce do groty zrozumiałem potęgę katolickiej indoktrynacji od dziecka do mohera. Stojąca obok nas para staruszków zlizywała ze skały i mchu kapiącą wodę deszczową, która kapała z ulicy powyżej groty i gorąco modliła się – chyba o cud! Ten mógł nadejść z bakterii połykanych przy okazji z brudu ulicznego – bliższe spotkanie ze stwórcą w obszarze wiecznej szczęśliwości. Czytałem tam książkę pewnego Padre, który opisuje praktyki cudotwórcze w tym „wodolecznictwie”: Kąpano kolejno w tej samej wannie i wodzie (oszczędność świętej wody) rożnych chorych z niesamowitymi chorobami. Gdy sobie to wyobrażałem, to zbierało mi się na wymioty. Wiadomo pielgrzymom, że nie ma bezpośredniego dostępu do źródła, jest przykryte pancerną szybą, a woda uzdrowicielska może być czerpana z kranów w ścianie obok groty, chyba z 10? Sądzę, że jest to woda z miejskiej sieci, ale dowodu nie mam. Żona napełniła butelkę dla domowników i mi nakrapiała oczy. Nie pomogło, bo mam nieuleczalną chorobę siatkówki, ale może nie było cudu, bo w niego nie wierzyłem? Biedacy, którzy się kąpali w wydzielinach wrzodów … i nie tylko… swoich poprzedników, może uwierzyli i im taka kąpiel nie zaszkodziła? Mnie ta głupota i fanatyzm pielgrzymów przeraziła.

    Zupełnie inaczej było w Fatimie, gdzie poznałem różnice w wymowie imienia Jezus miedzy Hiszpanami (Hezus) a Portugalczykami (żusz). Był piękny, słoneczny wieczór, kamienie nagrzane, siedziałem koło Portugalek poza „barakiem” – takim zadaszeniem, gdzie śpiewała gawiedź i profesjonalistki – siostry zakonne – modlitwę do MB w różnych językach, tylko refren każdy sobie. Po godzinie już umiałem Ave Maria po portugalsku, własne z tym „Żuszem”, niestety już tego nie pamiętam. Z podziwem patrzyłem na młodą kobietę, która z niemowlakiem na rękach na kolanach przemierzała ogromny plac przed katedrą. Była to taka gładka ścieżka w środku placu, pewnie wyślizgana przez kolana osób oczekujących lub proszących o cud. Potem był naprawdę poruszający element pielgrzymki. W ciemności zaczął się marsz Narodowców – pardon, tu coś pomyliłem, oczywiście pielgrzymów i to nie z pochodniami faszystowskimi, tylko świecami. Zrozumiałem wtedy znów jaką potęgą jest wiara i uczucie przynależności do wybranej grupy ludzi. Jestem jednak świnia – pamiętam to wszystko , ale słabiej niż wspaniałe żarcie, jakie przygotowali dla nas gospodarze noclegowni. Była to duża willa, do której nas zaprowadził student, z którym się w południe dogadałem po francusku. On naganiał chętnych do swojego domu rodzinnego. Przyszedł po nas po ceremoniach.

  247. @Kostka
    8 marca o godz. 9:57

    „I odpuść nam nasze winy JAKO I MY ODPUSZCZAMY naszym winowajcom”

    Do tego sformułowania nie mam zastrzeżeń, ale diabeł siedzi w szczegółach, w moim przypadku w niemieckiej wersji tego fragmentu. Niby brzmi tak samo, ale znaczenie słowa „wina” to po niemiecku „Schuld” i podobnie winowajca to „Schuldiger”. Pech w tym, że wyraz „Schuld” ma i drugie znaczenie , a według mojego słownika komputerowego tylko to drugie znaczenie: Dług, zobowiązanie, Schuldiger to dłużnik.
    Brzmienie tego fragmentu byłoby takie:
    „Podaruj nam nasze długi, jako i my darujemy naszym dłużnikom”,
    a ojciec błagał tylko o prolongatę. Czasy były bardzo ciężkie da rzemieślników, ludzie chętnie zamawiali ubrania, które ojciec szył z własnych materiałów, ale płacić nie chcieli. Trzeba było błagać choć o zwrot części kosztów, bo ojciec zadłużał się u hurtownika w Opolu. Gdy szedłem z dworca do liceum zawsze przechodziłem obok domu tego hurtownika (obecnie siedziba GUS). Jedną radę dla siebie wyciągnąłem z tej sytuacji. Płaciłem każdemu robotnikowi natychmiast po wykonaniu pracy.

    Historia była taka. Mój ojciec musiał się zapożyczyć , aby nas wyżywić, a nasz proboszcz miał drugi fach, ważniejszy niż służenie Bogu – był lichwiarzem. Proboszcz oczywiście „pomógł” biedakowi (początek lat 30-tych, kryzys światowy), ale jako biznesmen zabezpieczył się wpisaniem długu w księgach wieczystych.
    Gdy ojciec nie mógł w terminie spłacić raty długu poszedł przed mszą do zakrystii, prosić proboszcza o prolongatę, ten odmówił i zapowiedział wizytę komornika. Zmartwiony ojciec idzie do środka kościoła, może chciał wymodlić cud? To tylko mój domysł. Wchodzi ksiądz na ambonę i zaczyna trucie wybranym motto – właśnie ww. fragmentu, który po zastąpieniu wyrazu wina na dług przypomniał ojcu prawdziwe oblicze reprezentanta Boga w Kędzierzynie – pardon „Kandrzinie”, wstał, wyszedł z kościoła i do śmierci już nie wszedł . To postępowanie ojca miało też pewnie wpływ na mój stosunek do KK.
    Mijają lata, była wojna i czas po wojnie. W latach 60-tych sejm uchwalił ustawę o uporządkowaniu spraw własności gospodarstw rolnych. Nasze śmieszne gospodarstwo (1.15 ha, w tym budynki) przeszło na własność siostry i szwagra. I tu „siurpryza”! Urząd dopatrzył się w księgach niezapłaconego długu proboszczowi. Ten już nie żył, poszukiwania spadkobierców w Niemczech nie dały wyników i zwrot długu należał się państwu i grzecznie zapłaciliśmy.

  248. @wszyscy; jako stały i pilny czytacz na blogu , zauważyłem, że banita @Orteq pojawia
    się tu bez ograniczeń. Czyżby była jakaś amnestia? A swoją drogą, nie mam nic przeciw kontrowersyjnym wpisom p.@Orteq`a.

  249. @mag
    Bicie żony jest chamstwem, ale bicie męża – głupotą.

  250. Piszacym i tym co tylko czytaja bloga, wszystkiego najlepszego Osmio Marcowego.

    Zycze.
    ~l.

    A w miejsce „gozdzika” daje „5 zeta na kobiete …” – czyli ksiegowy z jakiegos Zakladu Pracy.

    Do zobaczenia pod zalinkowanym linkiem:
    https://www.facebook.com/Pewex/videos/10151454636298898/