Kult jednostki

Był początek marca 1953 r. Moja mama trafiła na oddział położniczy szpitala w Katowicach. Oczekiwała narodzin swego pierwszego dziecka. Niestety, ja urodziłem się już w Stalinogrodzie. Kiedy kilkadziesiąt lat później opowiedziałem tę historię w większym towarzystwie, jedna z młodych osób ze współczuciem w głosie zadała pytanie: to pan się urodził w Związku Radzieckim? Cóż takiego się zdarzyło, iż miejscem mych narodzin stał się nieoczekiwanie Stalinogród?

Przyczyny były dwie. Pierwsza – po prawie 28 latach rządzenia w ZSRR Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili, zwany Stalinem – szczęśliwie dla wielu – zamknął oczy na wieczność. Druga – kilku najważniejszych towarzyszy rządzących w Warszawie, postanowiło upamiętnić zmarłego, nadając jego imię jakiemuś miastu w Polsce. Podobno było kilka wariantów do wyboru. Ale ostatecznie – padło na górnośląskie Katowice, ówcześnie traktowane jako przemysłowa stolica Polski. Takie symboliczne centrum polskiej klasy robotniczej.

Józef Stalin dał się poznać całemu światu. Odcisnął swoje piętno na licznych krajach środkowej i wschodniej Europy. Zaktywizował także ruchy komunistyczne na Zachodzie. Wszystko dzięki ostatecznemu zwycięstwu Armii Czerwonej w wojnie, do której sam się przyczynił w 1939 r. Jego śmierć zapoczątkowała nowe, masowe, na ogromną skalę upamiętnianie jego osoby.

W Kraju Rad już za życia, był traktowany jak żyjący bóg – ojciec narodów pierwszego na świecie socjalistycznego państwa robotników i chłopów. W samym ZSRR sześć miast nosiło jego imię. W pięciu krajach, które w wyniku drugiej wojny znalazły się w radzieckiej strefie wpływów, także został wyróżniony swymi miastami.

Teraz, do tego szeregu dołączyła Polska, przemianowując z dniem 9 marca 1953 r. Katowice na Stalinogród. Pierwszemu urodzonemu w nowym mieście chłopcu z urzędu nadano imię Józef. Na pamiątkę przywódcy narodów.

I trwało by tak długimi latami, gdyby nie polityczne, październikowe trzęsienie ziemi 1956 r. Nikita Chruszczow – gensek KC KPZR – na XX plenum radzieckiej partii zapoznał zgromadzonych z referatem o skutkach działalności wodza narodów. A konkretnie o wypaczeniach (czytaj – zbrodniach) oraz kulcie jednostki, jakim otaczano Józefa Stalina przez lata jego rządów. Ten referat oraz wcześniejsze wydarzenia w Polsce (śmierć pierwszego stalinisty kraju – Bolesława Bieruta w marcu, wydarzenia czerwca w Poznaniu) wystarczyły do pierwszego politycznego przełomu. Pod kierownictwem nowego sekretarza KC PZPR, partia postanowiła o zmianach. Polityczna odwilż zaowocowała odejściem od kultu jednostki, zwolnieniem wielu ludzi z więzień oraz przywróceniem Stalinogrodowi starej nazwy – Katowice. O dziwo, po latach nikt nie chciał się przyznać do autorstwa pomysłu na zmianę Katowicom nazwy.

I na tym mógłbym skończyć historię kultu jednostki w Polsce. Bo niby odszedł wraz ze stalinizmem i latami się później nie ujawniał. Jednak Polacy mają w sobie taką potrzebę posiadania mitu wielkich przywódców. I jego pielęgnowania w narodzie.

Pierwszym został wielki papież z Polski – Jan Paweł II, będący patronem ponad dwóch tysięcy rozmaitych podmiotów. Za jego życia w Polsce stawiano mu licznie pomniki, wytyczono górskie szlaki turystyczne. A łączna długość dróg jego imienia jest większa od zsumowanych kilometrów polskich autostrad. Ale można powiedzieć, iż JP II zasłużył sobie na taką pamięć. Wzmocnił znaczenie Kościoła katolickiego w kraju i przysłużył się w obaleniu poprzedniego systemu.

Drugi – Józef Piłsudski powrócił z przymusowego zapomnienia. I chociaż można mieć o nim różne opinie, to jednak sporo spraw polskich wokół niego się kręciło. W końcu nawet niepodległość 1918 r. jemu właśnie przypisano.

Dzisiaj wyrasta nam nowy kandydat na pomniki, szkoły, place czy ulice. To nieżyjący brat-bliźniak pewnego prezesa z Żoliborza. Lech Kaczyński jest intensywnie promowany jako patron ulic i placów. Ostatnio w akcję włączyło się kilku wojewodów, zastępując nowym bohaterem, wymazywanych z obywatelskiej pamięci przez IPN. Czy ten „bohater” rzeczywiście zasłużył na aż taką promocję? Na szczęście nie będzie miasta jego nazwiska – jakieś takie niemiejskie. Głowy jednak nie dam, nie takie pomysły przepychano w Polsce.

W każdym razie kult jednostki w narodzie wraca.

zak1953