Tempo 22 – klocki w zęby!

PiS chce, zaraz to zrobi – „upamiętnić wszystkie ofiary katastrofy w Smoleńsku”. Tak mówi. „Usta milczą, dusza śpiewa” – tak też mówią. W PiS-ie wszystko ryczy. Upamiętnianie „wszystkich ofiar” upamiętnia PiS, a szczególnie tego, co na plastikowej drabince. „Upamiętnienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego” służy upamiętnieniu brata jego. Mówimy – partia, a w domyśle – Lenin.

Źrodło: tokfm.pl

Zwycięski projekt „upamiętnienia” to jest projekt upamiętnienia galernika z Tuluzy: Tempo 22 – klocki w zęby! – jak krzyczeli nadzorcy galerników chlastając biczami, o czym barwnie nas poucza któryś z odcinków francuskiego kina z przygodami śliczności kobiecej o imieniu Andżelika: klocek wystający z ziemi, nadgryziony zębami artysty-projektanta, a później nadgryzie go też ząb czasu.

Podobno jednak nie chodzi o upamiętnienie klocka trzymanego w zębach przez galernika, ale o 96 ofiar katastrofy. Tak przynajmniej mówią, ale ci, co mówią, nieustannie się mylą. Co wiemy z każdej strony, a najobficiej z cotygodniowych rewelacji w sprawie zamachu. Tak bardzo rewelacyjnych, że Radek Sikorski znowu musiał użyć należnego rzeczy słowa – „świr”.

Jacy sponsorzy, taki konkurs: to, co widać, to jest praca szkolna. Student I semestru wydziału architektury czy rzeźby, jeszcze może taką dosłowność popełnić: kawał kloca podpiłowanego w ząbki schodów, z platformą widokową na okolicę u góry. Dosłowność kloca jest, za pomocą „myku” – jak mówią studenci, zamieniona w obowiązkowy domysł: schody do nieba i widoki z góry. My na dole – oni u góry. W tej klocowatej symbolice mieści się też inna szkolność: na górze róże, na dole fiołki. Tu: fijołki. Gdy student zaliczy pierwszy semestr, ale dalej próbuje uprawiać taką sztukę, profesor ma jasność: jest to może kandydat na artystę parafialnego i producenta krasnali, ale nie na artystę.

PRL był jakiś, a jaki – o to trwają spory, chociaż nie ma sporu co do tego, że sponsorzy miesięcznic smoleńskich wiedzą, jaki był PRL. Tak mówią, w każdym razie, bo żeby oni co wiedzieli, musieliby poterminować w Tuluzie. Nie wiedzą bowiem tego, że w PRL-u działali i tworzyli wspaniali artyści, którzy pozostawili nam najwyższego lotu rzeźby i inne obiekty w przestrzeni publicznej, które wyrażają to co ważne, a niewyrażalne inaczej niż poprzez wybitną sztukę. Przypomnę kilka nazwisk i kilka dzieł: Marian Konieczny – Pomnik Bohaterów Warszawy („Warszawska Nike”), Kazimierz Zemła – Pomnik Powstańców Śląskich, Franciszek Duszeńko i Adam Haupt – Pomnik Ofiar Obozu Zagłady w Treblince, Duszeńko, Haupt, Kitowski – Pomnik Obrońców Wybrzeża („Pomnik Westerplatte”), Władysław Hasior – Płomienne Ptaki, Magdalena Abakanowicz… I więcej i więcej…

Teraz jest taka sztuka, że na żadnym pomniku prezydent ze Smoleńska nie jest podobny ani do siebie, ani do niczego. Żeby było wiadomo, musi być napisane to, co ma być wiadomo. Pilnująca fachowości artystów pani Gosiewska, matka syna ze Smoleńska, mówi zaś, że pomnik syna Przemysława nie przedstawia Przemysława. Trzeba uciąć głowę, ręce, chyba całą resztę, przetopić i ponownie ulepić. Może wyjdzie Golem, może Czesław, ale może się w końcu uda i będzie Przemysław. Artysta, który ulepił Przemysława, co nie jest Przemysławem, tłumaczy się: starałem się najlepiej, jak mogłem. Ja mu wierzę bez zastrzeżeń.

Za PRL-u wydano w Polsce 3 tomy albumów o sztuce francuskiego ministra kultury André Malraux: Nadprzyrodzone, Nierzeczywiste, Ponadczasowe. Tytuły podsumowują treść. Profesor Białostocki napisał fenomenalną dwutomową księgę dla każdego Polaka: „Sztuka cenniejsza niż złoto”. Zaś profesor Suchodolski swojej wielkiej księdze dał tytuł idealny na dzisiejsze czasy: „Polska – naród a sztuka. Dzieje polskiej świadomości narodowej i jej wyraz w sztuce”. Tytuł pasuje, treść – nie. Dzisiejsza, oficjalna, kultura i sztuka nie znajdą się w księgach takich autorów. Nie tylko dlatego, że nie żyją. W cieniu 40-metrowego Jezusa z blachy nie powstanie nic, co można będzie nazwać „sztuką cenniejszą niż złoto”. Nie powstanie też dlatego, że gdy profesorowie wydawali swoje księgi, w szkole można się było dowiedzieć, kto to był Rembrandt van Rijn, El Greco, Cezanne, oraz o co chodziło z tym wariatem van Goghiem i czemu Picasso malował swoje panie w częściach. Dzisiaj dowiadujemy się, że Przemysław wygląda jak Czesław, odpowiedni święty też wygląda jak Czesław, a Kaczyński Lech to już w ogóle.

Tanaka