Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

26.02.2018
poniedziałek

Tempo 22 – klocki w zęby!

26 lutego 2018, poniedziałek,

PiS chce, zaraz to zrobi – „upamiętnić wszystkie ofiary katastrofy w Smoleńsku”. Tak mówi. „Usta milczą, dusza śpiewa” – tak też mówią. W PiS-ie wszystko ryczy. Upamiętnianie „wszystkich ofiar” upamiętnia PiS, a szczególnie tego, co na plastikowej drabince. „Upamiętnienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego” służy upamiętnieniu brata jego. Mówimy – partia, a w domyśle – Lenin.

Źrodło: tokfm.pl

Zwycięski projekt „upamiętnienia” to jest projekt upamiętnienia galernika z Tuluzy: Tempo 22 – klocki w zęby! – jak krzyczeli nadzorcy galerników chlastając biczami, o czym barwnie nas poucza któryś z odcinków francuskiego kina z przygodami śliczności kobiecej o imieniu Andżelika: klocek wystający z ziemi, nadgryziony zębami artysty-projektanta, a później nadgryzie go też ząb czasu.

Podobno jednak nie chodzi o upamiętnienie klocka trzymanego w zębach przez galernika, ale o 96 ofiar katastrofy. Tak przynajmniej mówią, ale ci, co mówią, nieustannie się mylą. Co wiemy z każdej strony, a najobficiej z cotygodniowych rewelacji w sprawie zamachu. Tak bardzo rewelacyjnych, że Radek Sikorski znowu musiał użyć należnego rzeczy słowa – „świr”.

Jacy sponsorzy, taki konkurs: to, co widać, to jest praca szkolna. Student I semestru wydziału architektury czy rzeźby, jeszcze może taką dosłowność popełnić: kawał kloca podpiłowanego w ząbki schodów, z platformą widokową na okolicę u góry. Dosłowność kloca jest, za pomocą „myku” – jak mówią studenci, zamieniona w obowiązkowy domysł: schody do nieba i widoki z góry. My na dole – oni u góry. W tej klocowatej symbolice mieści się też inna szkolność: na górze róże, na dole fiołki. Tu: fijołki. Gdy student zaliczy pierwszy semestr, ale dalej próbuje uprawiać taką sztukę, profesor ma jasność: jest to może kandydat na artystę parafialnego i producenta krasnali, ale nie na artystę.

PRL był jakiś, a jaki – o to trwają spory, chociaż nie ma sporu co do tego, że sponsorzy miesięcznic smoleńskich wiedzą, jaki był PRL. Tak mówią, w każdym razie, bo żeby oni co wiedzieli, musieliby poterminować w Tuluzie. Nie wiedzą bowiem tego, że w PRL-u działali i tworzyli wspaniali artyści, którzy pozostawili nam najwyższego lotu rzeźby i inne obiekty w przestrzeni publicznej, które wyrażają to co ważne, a niewyrażalne inaczej niż poprzez wybitną sztukę. Przypomnę kilka nazwisk i kilka dzieł: Marian Konieczny – Pomnik Bohaterów Warszawy („Warszawska Nike”), Kazimierz Zemła – Pomnik Powstańców Śląskich, Franciszek Duszeńko i Adam Haupt – Pomnik Ofiar Obozu Zagłady w Treblince, Duszeńko, Haupt, Kitowski – Pomnik Obrońców Wybrzeża („Pomnik Westerplatte”), Władysław Hasior – Płomienne Ptaki, Magdalena Abakanowicz… I więcej i więcej…

Teraz jest taka sztuka, że na żadnym pomniku prezydent ze Smoleńska nie jest podobny ani do siebie, ani do niczego. Żeby było wiadomo, musi być napisane to, co ma być wiadomo. Pilnująca fachowości artystów pani Gosiewska, matka syna ze Smoleńska, mówi zaś, że pomnik syna Przemysława nie przedstawia Przemysława. Trzeba uciąć głowę, ręce, chyba całą resztę, przetopić i ponownie ulepić. Może wyjdzie Golem, może Czesław, ale może się w końcu uda i będzie Przemysław. Artysta, który ulepił Przemysława, co nie jest Przemysławem, tłumaczy się: starałem się najlepiej, jak mogłem. Ja mu wierzę bez zastrzeżeń.

Za PRL-u wydano w Polsce 3 tomy albumów o sztuce francuskiego ministra kultury André Malraux: Nadprzyrodzone, Nierzeczywiste, Ponadczasowe. Tytuły podsumowują treść. Profesor Białostocki napisał fenomenalną dwutomową księgę dla każdego Polaka: „Sztuka cenniejsza niż złoto”. Zaś profesor Suchodolski swojej wielkiej księdze dał tytuł idealny na dzisiejsze czasy: „Polska – naród a sztuka. Dzieje polskiej świadomości narodowej i jej wyraz w sztuce”. Tytuł pasuje, treść – nie. Dzisiejsza, oficjalna, kultura i sztuka nie znajdą się w księgach takich autorów. Nie tylko dlatego, że nie żyją. W cieniu 40-metrowego Jezusa z blachy nie powstanie nic, co można będzie nazwać „sztuką cenniejszą niż złoto”. Nie powstanie też dlatego, że gdy profesorowie wydawali swoje księgi, w szkole można się było dowiedzieć, kto to był Rembrandt van Rijn, El Greco, Cezanne, oraz o co chodziło z tym wariatem van Goghiem i czemu Picasso malował swoje panie w częściach. Dzisiaj dowiadujemy się, że Przemysław wygląda jak Czesław, odpowiedni święty też wygląda jak Czesław, a Kaczyński Lech to już w ogóle.

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 305

Dodaj komentarz »
  1. Podobno policja już dostaje instrukcje jak sprawdzać, czy demonstranci nie przygotowują się, aby na miejsce osadzenia pomnika nie przynieść brzozowych gałęzi, liści i sadzonek.

  2. Kilka lat temu „miasto Łódź”, w którym przyszło mi tymczasowo pomieszkiwać miało ambicję zostać Europejską Stolicą Kultury 😀
    Poważnie :’D
    Pamiętam sondę uliczną przeprowadzoną na tę okoliczność w okolicach superhiperniesamowicie kultowej MANU – jedna z uczestniczek, krótkim zdaniem podsumowała temat: NO. Ja jezdem za!

    ps. a gdyby tak w tym samym miejscu zapytać ludzi z „miasta Łodzi” kim był van Rijn?

  3. W uzupełnieniu wstępniaka ciekawa rozmowa wywiad z Pawłem Potoroczynem, o kulturze i polityce.

    https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/pawel-potoroczyn-polacy-nigdy-nie-byli-na-kolanach/c4mqvls

    No ale skoro ministrem kultury jest Zbolały Pierrot (wg Staniszkis) to jest co jest. I muzeum II WŚ już rozparcelowane i niezłomno-wyklęte.

    ***
    Fuj, jak tak można, zaglądać na inne blogi 🙃 tsk tsk

    A szanowne państwo blogowe co tylko czyta a się nie udziela to może by się trochę poudzielało bo blog nam padnie :/

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A mi ten projekt od razu skojarzył się z Tytusem jeszcze zanim pojawiły się memy w inernetach.

  6. zdecydowanie wolę Potoroczyna jako filozofa niż jako dyplomatę

  7. Jorge75
    26 lutego o godz. 19:18

    Aż tak Tytusów nie znam ale jakie to byo trafne i prorocze

    Jochwed
    26 lutego o godz. 19:19

    Ten wywiad jest bardzo dobry, ciekawy ustęp o komisarzach kultury z PiS – jeśli wygrają wybory samorządowe

  8. No tak, schodki dla maluczkich i extra pomniczek brata bliźniaka. Na tym samym placyku. A potem będą sztafety między pomnikami. Od żołnierza nieznanego do Lecha upadłego.

  9. Lubię sztukę, ale raczej wybiórczo. Korzystałem z wszelkich możliwości podziwiania dawnych mistrzów. Nawet nie przeszkadzała mi tematyka kościelno-biblijna w wykonaniu prawdziwych malarzy typu Rafaela, czy leonarda da Vinci, podziwiałem „oczy” osób, uwiecznionych przez Murilla. Uwielbiałem impresjonistów, ale dla pokazania, że nie jestem sztampowy, kupiłem sobie kopię van Gogha, ale nie te zwykłe słoneczniki a „Fritillaires” (5 $ za cebulkę). Nie cierpię surrealizmu w malarstwie – w dowcipach tak, jak ten o grząślu, albo pytanie: Czym się różni żaba? Każdy chce wiedzieć „od czego lub kogo”, a ja wciąż to samo, różni się tylko żaba. Rozwiązanie jest proste: „W wodzie pływa, na lądzie skacze”!
    Podziwiałem fantazję Salvadora Daliego, ale on przynajmniej pokazał talent, ilustrując jakąś ważną książkę (zapomniałem tytuł), ilustracje były „normalne” i wspaniałe.
    Rozczarował mnie Picasso. Podobała mi się tylko „dziewczyna z kulą (piłką?).
    Pamiętam stary dowcip rysunkowy:
    Starsza para ogląda figurę z podpisem – akt kobiecy. Staruszek powiedział: „Za moich czasów to inaczej wyglądało”.
    Ja dzieł Pabla P. nie trawię, ale widziałem kiedyś wystawę dzieł Picassa w pałacu Papieskim w Avignon. Picasso chciał pokazać, że umie też inaczej. Wyprodukował serię obrazów impresjonistycznych. Nie było to złe, ale prawdziwym impresjonistom nie dorównał. Tych doceniłem w Paryżu, gdy jeszcze byli blisko Luwru (chyba w Jeux de pommes?).
    Dla mnie i tak najlepszym obrazem impresjonistycznym była potężna chmura pyłu i w dali las – podpis: „Psy gończe”.
    Odnośnie tych schodów obok grobu nieznanego żołnierza to chciałbym jednak wiedzieć, kto jest bliżej nieba, a kto na samym dole? Chyba komuniści – lewacy? Brakuje mi u góry grupy aniołków unoszących prezydenta.

  10. Pomnik Reksia mamy. Pomnik Koziołka Matołka jest. Pomnik Bolka i Lolka istnieje. Będzie pomnik takiego jednego, co ukradł księżyc. A za jakiś czas dostawi się drugiego, i będzie jak znalazł. A schody faktycznie, mogą robić za pomnik Tytusa, Romka i A’Tomka, względnie Papcia Chmiela.

  11. Antonius
    26 lutego o godz. 20:26
    Antoniusie, na górze tych schodów będzie Jarosław z kamarylą, odrywający się od społecznej bazy, bądź przed społeczeństwem uciekający. To taka trochę udoskonalona drabinka smoleńskich miesięcznic, z miejscem dla wspierających prezesa od tyłu.

  12. Nefer
    26 lutego o godz. 19:58

    Wywiad tak, zresztą Potoroczyn całkiem nieźle odnajduje się w dyplomacji, na mnie sprawia wrażenie człowieka taktownego z natury.
    Moją uwagę zwrócił wątek o lękach wynikających ze zmiany wzorca kreacji (…) – i pewnie dlatego wolę Go jako filozofa 🙂
    Polityka brudzi a tego człowieka szkoda

  13. Antonius
    26 lutego o godz. 20:26

    Przepraszam, że mało eligancko, ale obrazek się ode mnie nie oderwie jak nie napiszę:

    na szczycie tych schodów wiecznie będzie nasrane przez ptaszyska

  14. Zanim przyjrzalam się porządnie, że jakiś taki ten trójkąt ząbkowany z jednej strony to pierwsze skojarzenie było – co za dziwny pomysł, czyżby to był czubek ogona tutki znikającej w jarze? – pomyślałam z niesmakiem. Potem skojarzyło mi się z filmem „Szczęki”:

    https://goo.gl/images/CNYY3M

    Mam złe skojarzenia najwyraźniej…

    OK, po powiększeniu widać że schody. Ach, jak oryginalnie. I jaki skomplikowany projekt. Schody donikąd. Trafna metafora tego co się dzieje w naszym pięknym kraju…

  15. Jochwed
    26 lutego o godz. 21:16

    „Przepraszam, że mało eligancko, ale obrazek się ode mnie nie oderwie jak nie napiszę:

    na szczycie tych schodów wiecznie będzie nasrane przez ptaszyska”

    To może na końcu przyspawac orła? Coby odstraszal… 😉

  16. Ale może się przydadzą. Można by było potem na górze gilotynę ustawić a na dole zrobić zapadnię :/ instalacja artystyczna taka po prostu

  17. …ależ niech sobie ptaszki nie żałują…

  18. Kostka
    26 lutego o godz. 21:34

    TE PTASZKI orła też …. zanieczyszczą.

  19. Cieplej, cieplej, mi się kojarzy ze schodami w świątynie azteckiej. Ze schodów korzystali tylko kapłani i ofiary. W dół leciały głowy.

  20. Każdy ma takie pomniki jakie lubi 🙂
    https://en.wikipedia.org/wiki/Australia%27s_big_things#/media/File:Big_Things_Postcard.jpg
    Jak ktoś chce więcej naszych pięknych pomników to prosze wpisac w Google australian big things.

  21. Narzekamy na formę, ale tak naprawdę mogło być gorzej. Kojarzy nam się tylko z drabinką prezesa, Tytusem, czy piramidą schodkową, a nie z trzema bombami, albo z helem na przykład. Wyobraźcie sobie pomnik helu.

  22. Na młodość autora projektu bym nie narzekała. Vietnam War Memorial został zaprojektowany przez 21-letnią wówczas studentkę Yale, córkę chińskich emigrantów, Mayę Lin. Ale to jednak nie ta klasa.

  23. Ale po kij ten pomnik?
    Od tego chyba trzeba by zacząć 🙂

  24. Ewa-Joanna
    26 lutego o godz. 21:58

    Lubię Australie od razu patrząc na te cuda! Przypomniala mi się Palma w Alejach Jerozolimskich, która spotkała się z całkiem sporą agresją swego czasu (a była z tego samego radosnego nurtu)…Albo Tęcza na placu Zbawiciela, która spotkała się z jeszcze większą…Jakiś taki ten nasz naród bez poczucia humoru czasem…

  25. @Kostka
    26 lutego o godz. 23:14
    Jak się tak jedzie droga to nigdy nie wiadomo co ci wyskoczy wielkiego – a to Szkot
    https://www.weekendnotes.com/im/002/05/big-things-australia-road-trip-attraction-tourist-1081912.JPG
    a to jakieś inne wielkości, a to wszystko w sumie po to aby przyciągnąć uwagę jadących i zmusić do zatrzymania. Ale wesoło jest.
    Sorry za użycie cudzych zdjęć, ale nie mam w tej chwili czasu na szukanie własnych.

  26. Symbolika wydaje się prosta, a jest przekorna. Schody bez poręczy zakończone przepaścią, czyli prosta droga do katastrofy.

  27. GW niedawno podala, ze w pomniku bedzie aluzja do schodow do nieba. No i wyszlo bardzo aluzyjnie i symbolicznie. Do tej pory tylko @Antonius zrozumial intencje tworcy.

  28. Czy wstepniak moze nasuwac wniosek, ze sztuka w Polsce zakonczyla sie wraz z upadkiem PRL?
    O odpowiedz zwracam sie szczegolnie do @wbocka, ktory pietnuje narodowa sklonnosc do nieusprawiedliwionych imputacji.

  29. wbocek
    26 lutego o godz. 8:45

    „Sądy doprowadzają do rzeczywistego sporu nawet w sprawach które rozpoznawane są w trybie bezspornym”.

    Mój komentarz
    Wbocku, masz rację twierdząc, że sędziowie w sądownictwie są niezbyt zmotywowani, w dużej części zachowujący się tak jakby byli puszczeni na żywioł, niechlujni, nie przykładający się, korzystający ze swej nietykalności bez umiaru, nie uczący się, aroganccy, pewni swojego, tą pewnością wiezieni sądzą średnio, bez dokładnego zapoznania się ze sprawą, byle odwalić sztukę w postaci zakończonej sprawy, byle nabić sobie punkty, itd.

    Pombocku, w Umęczonej biorąc pod uwagę proporcje, policjanci są tacy sami, prokuratorzy są tacy sami, urzędnicy w dużej części też tacy sami (choć tu jakaś poprawa jest widoczna), posłowie są tacy sami, premierzy bywają również byle jacy (biorąc pod uwagę ich pozycję i odpowiedzialność).
    To nie jest w pełni prawne państwo, w którym demokracja ma poważanie u 100 % obywateli i 100 % polityków.
    To jest Umęczona – państwo, które wydobywa się powoli z kokonu tradycji I RP, kokonu ponad 100-letniej niewoli, kokonu II RP postdworsko-zaściankowo-szlachecko-socjalistyczno-narodowo-swojsko-owsiano-gryczanej, kokonu dychotomicznej komunistyczno-buraczanej PRL, itd.

    Wydobywa się, wydobywa i nie może wyfrunąć, w pełnie rozwinąć skrzydeł, by odbyć gładki lot ku demokracji. Poderwała się do lotu ostatnio, lecz skrzydełka okazały się za ciężkie.
    Z Unii chcą dmuchać na nie, a my, tzn. PiSowski rdzeń polskości, nie damy sobie dmuchać w kaszę – dyktować ustaw, zmieniać prawa pod dyktando Unii i Izraela, stawać pod pręgierzem unijnych głosowań, poddawać się unijnym życzeniom, wprowadzać euro, bo rzekomo tak stoi w traktatach. My to jesteśmy my i żadne euro nie jest nam potrzebne. Nie będziemy prosić o łaskę.
    Jeśli polegniemy, to z honorem i pod sztandarem.
    Pzdr, TJ

  30. E tam Papcio Chmiel.
    To Escher niedokonczony (ten od ‚Relativity’) albo niedokonczony Piranesi (ten od ‚Carceri’).

    kruk
    26 lutego o godz. 23:58

    ,GW niedawno podala, ze w pomniku bedzie aluzja do schodow do nieba. No i wyszlo bardzo aluzyjnie i symbolicznie.’

    No i wyszlo, kawalek z ‚Stairway to Heaven’ Led Zeppelin:
    Zamieniam ‚she’ na ‚he’:

    „Oh oh oh oh and he’s buying a stairway to heaven

    ‚There’s a sign on the wall
    But he wants to be sure
    ‚Cause you know sometimes words have two meanings’

  31. @ act
    Czy on rzeczywiscie widzi juz ten znak na scianie? Moze i tak, wydarzenia wydaja sie go nieprzyjemnie zaskakiwac.

  32. I znow zrobilam mytzwe (znawcy wiedza co to znaczy), znaczy sie poszlam znow sie pomarcowac, z sympatii do osoby organizatora, zeby frekwencje robic. Po powrocie w ramach publicystycznego programu 60 min obejrzalam najnowsze wydarzenia w Syrii. I oprocz przerazenia poczulam wstyd za siebie, za ta pania co skonczyla medycyne w Polsce, ale ciagle pamieta te traumatyczne chwile kiedy pani gladzila ja w szkole powloskach i mowila jaka czarnulka, chyba Cyganeczka albo Zydoweczka.i za wszystkjch nas co bijemy piane siedzac se mikutko przed ekranem.
    Dlatego podpowiadam, zeby na millimetr oczyscic se sumienie dajcia donacja na dzieci w Syrii. Akurat ta zbiorke prowadzi Magdalena Kicinska autorka ksiazki o wspolpracownicy J.Korczaka, wiec chyba rekomendacje dobre. Konta nie podaje, bo boje sie, ze nie przejdzie.
    PS monument upamietniajacy ofiary WTC w NY w postaci dwoch basenow ze stale splywajaca do nich woda na ktorych gornej plycie wypisane sa wszystkie nazwiska ofiar zaprojektowal nieco starszy od wietnamskiej autorki projektu bo 24 letni student architektury. O wygranym konkursie dowiedzial sie w aucie w czasie sluchania porannych wiadomisci

  33. kruk
    27 lutego o godz. 1:08

    @ act
    „Czy on rzeczywiscie widzi juz ten znak na scianie? Moze i tak, wydarzenia wydaja sie go nieprzyjemnie zaskakiwac.”

    Jestem pewien; nie slepy, gluchy ani glupi on.
    „Writing on the wall’ bedzie rosl…chyba ze ten ten kraj juz do du.., tego, niczego.

  34. @Jorge75 26 lutego o godz. 22:07
    Wyobraźcie sobie pomnik helu.

    Mówisz i masz:
    https://www.atlasobscura.com/places/helium-time-columns-monument

  35. Ja mam słabość do pomnika papieża z ptakiem:

    https://wiadomosci.wp.pl/pomniki-niegodne-papieza-6038703118865025g/6

    zresztą cała kolekcja jest piękna

  36. Nareszcie praktyczny pomnik. Schody będą, tylko szafot trzeba bedzie zrobić. Plac też duży, dużo gapiów sie zmieści.

  37. Antonius
    26 lutego o godz. 20:26

    Atoniusie, pisze to z szacunkiem, bo wszak ‚de gustibus non disputandum est’.
    Ale po co zwierzenia typu: ‚Rozczarował mnie Picasso. Podobała mi się tylko „dziewczyna z kulą (piłką?).’, ‚Ja dzieł Pabla P. nie trawię’ albo ‚Nie cierpię surrealizmu w malarstwie’.
    ‚Nie rozumiem, nie czuje’ byloby o klase lepsze i uczciwsze.
    Co Twoje estetyczne gusta moga obchodzic tu obecnych blogowiczow. Zdysmisowac Picassa jak Ty to zrobiles, wybacz, to dziecinada – on w wieku lat 14 rysowal juz na poziomie Rafaela…
    To, ze nie lubisz, jak mowi powyzej Tanaka ‚pan w częściach’ to wylacznie Twoj problem.
    Zal, ze tak malo rozumiesz, wiesz, o tym gigancie.
    To samo dotyczy ‚grupy’ surrealistow, kazdy z nich byl osobnym, innym artysta.
    Wrzucasz ich do jednego worka. Nie lubic jedna rzecz, ‚nie cierpiec’ to juz wyznanie, nacechowane agresja do tego, czego sie nie rozumie.
    Wybacz, trafiles w nerw.

  38. @act
    Nie wtracam sie w Twoje slowa do @Antoniusa, niech on sam odpowie. Poczulam natomiast potrzebe wyrazenia uznania dla Twoich nerwow i wdziecznosci za wzmianke o Escherze i Piranesi’m, bo sklonila mnie ona do zajrzenia do odpowiednich hasel w Wiki. W wiezieniach Piranesi’ego jest rzeczywiscie duzo schodow. Ale gdzie im tam do wznioslosci schodow do nieba, ktore stana niebawem na Placu Pilsudskiego. Nie dopilnowano procedur lotu, moze ktos nalegal na ladowanie mimo niebezpiecznych warunkow i to musi upamietnic pomnik dajacy na oslode droge do nieba ofiarom.

  39. act powyzej
    ‚Zdysmisowac Picassa’ hehe – mialo byc ‚zdysmisjonowac’

  40. kruk
    27 lutego o godz. 2:36
    🙂

    Milcze o ofiarach, w tej katastrofie zginal moj przyjaciel z 4. klas w ogolniaku – nie powiem ktory, bo wole pozostac anonimowy.

  41. Nie bedzie nagrod za znalezienie podobienstw, zeby nie rzec ‚inspiracji’.

  42. Zerżnęli?

  43. E-J,

    Nie twierdze, ze tak, bo nie wiem.
    Chodzilo mi raczej o zupelny brak oryginalnosci.
    Schody to pewien archetyp w sztuce jak widac.

    Jak w tym porzekadle:

    ‚Ten, kto pierwszy porownal kobiete do rozy byl geniuszem, a nastepni byli juz tylko epigonami’

  44. Antonius
    24 lutego o godz. 20:11
    u Passenta.

    Antonius, przeczytalem wlasnie Twoj pelen pasji swietny wpis w ‚en passant’.
    Szacun.

    Stwierdzam to niezaleznie od mojej ‚krytyki’ skierowanej do Ciebie powyzej.

  45. Zdjęcie prawdziwej Polki – wierzącej patriotki. Nawet jakby trochę wyzwolonej…

    http://tinypic.com/view.php?pic=29pu89u&s=9

  46. Nie jestem tylko pewien co do tego orła…

  47. zza kałuży
    27 lutego o godz. 5:45

    http://tinypic.com/view.php?pic=29pu89u&s=9

    ani

    https://cwcrossroads.wordpress.com/2011/12/17/the-ugliest-civil-war-monument/

    sie nie rozwierajo sie, dlaczego?

    Pozostale dwa bez problemu.

  48. @@act
    27 lutego o godz. 5:12
    Poleciałam do Passenta przeczytać Antoniusa i natrafiłam na PA2155, który powypisywał tam jakies dziwne rzeczy, albo żylismy w różnych Polskach. W 66 ja, smarkata po maturze zarabiałam w bylejakim biurze 1700 zł na miesiąc, a on opowiada, że jego matka zarabiała 1500 a ojciec 2000. I że większośc szła na czynsz – to nie wiem gdzie mieszkali, bo nawet pałace ( własnośc PGRów) miały niskie czynsze. Pamietam, za swoje mieszkanie płaciliśmy 154 złote na miesiąc.
    Ale to świetny przykład na to jak sie ludziom zmienia rzeczywistość im dalej 🙂

  49. @act
    ominąłeś te ” ?

  50. @act 27 lutego o godz. 5:53
    sie nie rozwierajo sie, dlaczego?

    Nie mam pojęcia, przed chwilką podkreśliłem podane linki (za wyjątkiem początkowych gwiazdek) i mi się otworzyły…

    Może wygugluj sobie frazę „the ugliest civil war monument”?
    Zdjęcia w artykule powiększają się po kliknięciu na nie.

  51. A może w konkursie na ten smoleński pomnik kryterium „trudność zburzenia” miało tak wielką wagę, że tylko kształt piramidy dostałby wiecej punktów?

  52. To jest jedynie zapowiedź pomnika. Taka rampa do budowy właściwego.

  53. Jochwed
    26 lutego o godz. 18:30

    ps. a gdyby tak w tym samym miejscu zapytać ludzi z „miasta Łodzi” kim był van Rijn?

    Sonda uliczna: kto to van Rijn?
    wanrin, wanrin…., aaa, wiem ! – takie coś do deszczu jak na dom pada, żeby po ścianach nie leciało !

  54. Nefer
    26 lutego o godz. 19:01

    Potoroczyn mówi wiele przytomnych rzeczy. On reprezentuje zupełnie inny świat niż pisoidy, a granica jest nieprzepuszczalna. Kilka razy się z nim zetknąłem, a sporo artystów i menedżerów kultury jakich znam, ma o nim wysoce pozytywne zdanie. Oczywście, Potoroczyn musiał zostać wywalony.
    Zupełnie się z nim zgadzam: wydatki na kulturę to nie są wydatki stracone, ani „drogie”. To są zresztą wydatki na edukację, a edukacja i dzisiejsza Polska to są wewnętrzne sprzeczności.

  55. Jorge75
    26 lutego o godz. 19:18

    Jakby to było wyciągnięte z Tytusa de ZOO, to przynajmniej można by się powoływać na sztukę.

  56. jeszcze jeden do kolekcji, krajowy pomnik z Wrocławia:
    https://www.wroclaw.pl/atom-na-joliotcurie
    Nie wiem, czy to hel, czy inny wodór, ale wygląda ładnie.

  57. zza kałuży
    27 lutego o godz. 1:46

    Zdecydowanie papa lama! 😀 Creepy! Zresztą wszystkie takie są. Garb z grzechu „artysty” i to z kogutem też ładne.

  58. Moim zdaniem ten pomnik jest tak samo niewydarzony jak konferencje naukowe smoleńskie, miesięcznice smoleńskie, miesięcznice wawelskie, ekshumacje i co rusz ogłaszane przez Macierewicza przełomowe rewelacje mające dowodzić zamachu smoleńskiego wybuchowo-termobarycznego.

    To są środki zastępcze, które zapychają Jarosławowi Ka głowę, by wyprzeć z niej to co się zdarzyło, a co było zaplanowane i realizowane na modłę tegoż Jarosława, modłę, która jak dziś widzimy. w każdej niemal dziedzinie prowadzi do stwarzania problemów i ich rozwiązywania przez zakłamywanie.
    Pomniki są takim parawanami, dekoracjami, fasadami zasłaniającymi przed ludem istotę działań Jarosława Ka, która to istota objawiła się radykalnie w Smoleńsku – bylejakość, odwetowość, chorobliwa podejrzliwość, ignorancja, bezwzględność zamiast elastyczności, ślepy, paranoiczny upór w miejsce koncyliacji, itd. Katastrofa wynikła z sumy tych cech i dlatego zaszła, bo w wyprawie do Katynia samolotem via Smoleńsk wszystkie te cechy zostały zogniskowane, wyeksponowane i się tragicznie wypełniły jako katastrofa.
    Pzdr, TJ

  59. a w kwestii koguta, i innych zwierzątek, też Wrocław 🙂
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_%E2%80%9EKu_czci_Zwierz%C4%85t_Rze%C5%BAnych%E2%80%9D#/media/File:Wroclaw_PamieciZwierzatRzeznych.jpg
    Pomników zaś krasnoludków we Wrocławiu już nadmiar, trudno gdziekolwiek przejść, czy wejść, żeby się o jakiego malucha nie potknąć. Mają już nawet swoje własne muzeum, w kamieniczce Jaś.

  60. kruk
    27 lutego o godz. 0:07

    „Czy wstepniak moze nasuwac wniosek, ze sztuka w Polsce zakonczyla sie wraz z upadkiem PRL?”.

    Może nasuwać, choć za bardzo się już tym nie interesuję. Ale był czas zainteresowania. Jakieś dwa, trzy lata po transformacji pewna pani dziennikarka postawiła taką właśnie tezę, porównując dokonania w różnych sztukach w PRL z dość wyraźnie zarysowującą się pustynią w głowach sztukmistrzów. Twierdziła, że mechanizmem napędzającym wtedy sztukę była niezgoda na rzeczywistość, a chwytem poetyckim – aluzyjność. Wściekłem się wtedy na tę panią, bo jeszcze żyłem na nowej wolnościowej fali, jeszcze miałem pracę i nową zupełnie kiełkującą swobodę myślenia, no i miałem od dawna w głowie filmowe zachowanie aktorów amerykańskich, które odbierałem z zazdrością i podziwem jako zachowanie ludzi wewnętrznie wolnych. Pamiętam, że coś pisałem do tej pani, nie pamiętam, czy wysłałem. Pisałem ze złością, bo już musiałem trochę sobie zdawać sprawę z tego, że ma kobita rację. Aż zdałem sobie sprawę W PEŁNI. Główny impuls twórczy to niezgoda. A na co miałaby być niezgoda, kiedy mi wyglądało na to, że kończy się historia i zaraz będzie raj: wolność, prawda, sprawiedliwość, życzliwość, hosanna i gałązka oliwna w każdym dziobie?

    Wydawałoby się więc teraz, że za rządów chuligańskiej zbieraniny z cywilizacyjnego zaułka jest na co się nie zgadzać. Tyle że w PRL byliśmy w ogromnym systemie, z którym się liczył świat, a ten ogrom przydawał też stosownej wagi wewnętrznemu oporowi przeciw niemu, dawał silną motywację. A teraz to, co się w Polsce dzieje, to takie małe, podwórkowe, smarkate, że gdzie tam komu trzeźwemu do innych motywacji niż wziąć rózgę i wlepić każdemu, któremu się należy, ze czterdzieści na gołą dupę i odesłać, skąd wyszli – do piaskownicy.

  61. Antonius
    26 lutego o godz. 20:26

    Każdy lubi sztukę wybiórczo. Często własnej sztuki nie lubią ci, co ją tworzą. Skoro lubisz impresjonistów, to może wiesz, że mieli z tym problemy. Taki Cezanne, co jakiś czas, strasznie się wściekał na swoje malarstwo, łamał blejtramy z płótnami, wywalał, albo palił. O van Goghu łatwiej można teraz usłyszeć, bo świetny film animowany o nim (półpolskiej produkcji i polskiej roboty animacyjnej) jest kandydatem do Oscara: straszne męki. Chyba najbardziej radosnym i najmniej się męczącym ze sobą pośród impresjonistów był Renoir. Ale każdy się męczył. Sztuka.
    Picasso i te jego panie w częściach to coś innego. Trudno nam przychodzi polubienie czegoś „czego nie znamy”, co wyjaśnił inż. Mamoń na przykładzie piosenki: lubimy te, które znamy. Łatwiej jest lubić starannie i fotograficznie namalowaną przez malarza buźkę, bo jesteśmy ssakami, co wszystko wyjaśnia: dziecię boże ssie mamusiną pierś i oboje patrzą sobie w buźki. Jakby dziecię boże miało mamusię z buzią od Picassa, byłyby trudności oraz nudności.
    Dlatego tak podstawowe znaczenie ma oswajanie, edukacja, pokazywanie związków, sposobów widzenia, wrażliwości, wzajemnego przenikania się i inspiracji różnych kultur i sposobów myślenia.
    Jeszcze nie tak dawno, straszną zbrodnią było użycie w architekturze betonu. Profanacja po prostu, przecież „od zawsze” budowało się albo z z drewna, albo kamienia lub cegły.
    Martyna Jakubowicz śpiewała piosenkę („lubimy te piosenki które znamy”) „Domy z betonu”, w których nie ma wolnej miłości. W takim razie w dzisiejszej nadwiślańskości nie ma wolnej miłości, bo większość domów jest budowana z betonu.
    Może właśnie dlatego rządzi „dobra zmiana” i powstanie z kolan. Na betonie klęczeć nie jest całkiem miło. Co widać też i po kościołach: prawie każdy kombinuje tak, żeby nie klęczeć na dwóch kolanach, a nie brakuje też takich, co tylko kucają.

    A z poznaniem, edukacją, kulturą strasznie się sprzecza Prawdziwa Polska.

  62. wbocek
    27 lutego o godz. 9:00

    Tak jest: jednym z motywów napędzających sztukę w czasach PRL-u była niezgoda. Ja ją widzę tak, że, owszem, niezgoda na rzeczywistość polityczną i jeszcze jakąś, ale – przede wszystkim – niezgoda jako taka. Sztuka w ogóle zasadza się na niezgodzie, na próbach szukania nowego, kwestionowania istniejącego, poszerzania wrażeń doznań, myśli, szukania nowych pojęć, znaków, języka. Czy łączenia elementów znanych, ale w nieznany dotąd sposób.
    Był, jak pamiętasz, wielki run na kino studyjne, kabarety, literaturę, chyba każdy licealista, a zwłaszcza student miał za honor i wyróżnik społeczny nurzanie się w jakichś chudych poetach, w oparach tytoniu, żytniej, a później też trawki. No i obowiązek – mieć parę książeczek z poezji, literatury, sztuki na półce. Kto nie miał, wiadomo – cham, ćwok i nie swój.
    Na czołowe dzieła sztuki systemu, choćby na sławny obraz „podaj cegłę” Aleksandra Kobzdeja da się – i warto – patrzeć inaczej, niż nakazywała niezgoda na system. Ja w nim widzę, na przykład, coś takiego, dzięki czemu stoi dziś całkiem solidna Polska. Którą się karmią łobuzy pisoidalne a jednocześnie na nią plują.

  63. @act
    27 lutego o godz. 2:09

    wszak ‚de gustibus non disputandum est’.

    Pierwsze słyszę. Cała nasza cywilizacja jest oparta o nieustanne spory o gusty, style i racje.

  64. Jorge75
    26 lutego o godz. 22:07

    Pomnik helu, ubawiłeś mnie:)

    Tanaka
    27 lutego o godz. 8:34

    Miło było przeczytać wywiad z taką klasą i elokwencją.

  65. tejot
    27 lutego o godz. 8:53

    A teraz Jarosław Ka wsadził całą Polskę do pozostałego tuploewa i lecimy.

    ***

    Pięćdziesiąty raz powiem, co biedna Polska uczyniła że ją takie nieszczęście jak Kaczyński spotkało. Cała władza w ręce mściwego (inwektywy proszę sobie samemu wstawić), żeby chociaż prezydent nam został, połowy tej hucpy by nie było. Ale nie, jeszcze i to.

  66. Nefer
    27 lutego o godz. 9:28

    Tak. I z treścią, co się nieczęsto zdarza.
    Co biedna Polska uczyniła? – Maryją żyła, ot co. Gdy Polak-katolik-właściciel chłopa pańszczyźnianego żył wygodnie, a wsobnie, nie Polak i nie katolik tworzył państwa praw: Niemiec, Szwajcar, Holender, Duńczyk, Anglik, Szwed. A i Francuz, który, po wierzchu katolik, od połowy XIX wieku walczył z katolikiem o to, by państwo było- z grubsza – dla wszystkich, a nie dla katolików.

  67. Więc to te schody?
    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/26/101VIPatSYD.JPG

    Bo poeta przewidział: „Prosto do nieba schodami szli …”

    Może i nie byłby taki zły ten pomnik, tylko niekoniecznie w centrum Warszawy.
    Bo może to nie jest tylko pomnik tych złożonych w ofierze na ołtarzu reelekcji Lecha Ka.
    Ale też tym samym pomnik Trzeciej RP i demokracji, której wyjęto serduszko specjalną łyżeczką, a trupa zrzucono ze schodów bestiom na pożarcie (sorry, tak mi się to kojarzy).

  68. tejot
    27 lutego o godz. 0:15

    Tejotku, słowa, które zacytowałeś przed komentarzem, są oczywiście @izabelli, ale masz rację: sędziowie to tylko malutki fragment całości. Jako całość, Polacy – byle jacy. Potrafią wylecieć nad poziomy, kiedy jest mocna motywacja: popisać się, zarobić. Dlatego nie widzę w codzienności specjalnych zmian. Jak były niechlujstwo, niesłowność, niepunktualność, tak są. Na przykład panowie z firmy wstawiali nam okna. Owszem, przynieśli ze sobą koce, żeby kaflowej podłogi nie potłuc, ale koce szybko same się zwinęły, panowie staromodnym zwyczajem zwyczajem rzucali narzędzia, a nie kładli na podłogę, no i parę dziur wytłukli. Gość wstawiał nam do przedpokoju szafę typu komandor przez miesiąc. Gość z telewizji kablowej umówił się z żoną na piątek – przyszedł w poniedziałek. Tak można wyliczać.

    Dlatego znajomym Polakom z Niemiec, którzy od dawna żyją w innych standardach, proponuję, by się nie podniecali PiS-em, który nie proponuje ŻADNYCH ważkich zmian, bo Jarek, chłopczyk spod mamusinej spódnicy, na niczym się nie zna, życiowe doświadczenie ma zerowe, więc jego kurduplowate szamotanie się niczego sensownego Polsce nie przyniesie poza chwilowym zapałem do naprawiania tego, co gówniarz nabroił. Na ważkie pozytywne zmiany w mentalności potrzebna jest praca u podstaw przez POKOLENIA. Na razie pierwsze pokolenie po transformacji ma już swoje dzieci, a stary dziadyga jak ja, który po staremu skacze na główkę z falochronu, jeśli widzi jakieś zmiany w obyczajach, w mentalności, to – na gorsze..

  69. Jochwed, nie ja
    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2018/02/21/obrazek-z-wystawy-w-sprawie-ustawy/#comment-518610

    Ja niewiele wiem o polskich sądach, i chyba dobrze.

  70. tejot
    27 lutego o godz. 8:53

    Istotą sprawy jest śmiertelnej wagi przymus w głowie Kaczyńskiego Jarosława, by się wyprzeć jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, bo rzeczywistość ta obnaża jego nędzę i jego współwiny. Dlatego też, musiał mieć biskupa religii smoleńskiej – Mącirewicza, którą sam założył, do spółki z biskupami katolicko-wawelskimi.

  71. Abośmy to jacy tacy? Jakie, kuwa, „jacy tacy?! My som bele jacy!

  72. Wiem ze powiedziano to już tyle razy ze nie ma nawet sensu strzępić klawiaturę, ale…po prostu męcząca jest ta niekończąca się histeria i martyrologia wokół czegoś co koniec końców było tylko tragicznym wypadkiem lotniczym. Ileż można… Straszna jest utrata życia, straszny jest fakt, że na pokładzie była głowa (przynajmniej teoretyczna) państwa a mimo to doszło do katastrofy, której można było uniknąć (co lokuje te katastrofę w ciekawych statystykach wypadków lotniczych razem z krajami takimi jak Pakistan, Sudan, Mozambik, Irak, Panama czy Burundi). Ale nie, my musimy mieć jak najbardziej widoczny pomnik tego braku kompetencji, najlepiej w najbardziej widocznej lokalizacji stolicy. Im większy, tym lepszy.

    Sprawdziłam dziś z ciekawości jak upamiętniona została słynna katastrofa lotnicza z Lockerbie, kiedy lot PanAm 103 rozerwany w powietrzu bomba (autentyczna, nie wydumana) spadł 30 lat temu na spokojne miasteczko w południowej Szkocji obsypując okolice szczątkami pasażerów i załogi i częściami samolotu. Siła uderzenia dużego fragmentu skrzydła i wybuch zbiornika z paliwem wybiły krater o średnicy niemal 50 metrów wysadzając w powietrze domy, które znalazły się w okolicy i zabijając kolejne 11 osób na ziemi – polowy ciał mieszkańców Lockerbie nigdy nie znaleziono tak wielka była siła eksplozji. Razem: 270 zabitych, jest to zatem wciąż jeden z najgorszych wypadków lotniczych na świecie jeśli chodzi o liczbę ofiar i najgorszy współczesny zbiorowy wypadek w UK (wliczając rozmaite inne wypadki komunikacyjne, morskie i zamachy terrorystyczne – wliczając te z czasów IRA i te ostatnie). Zatem duża rzecz a „zamkniecie” tez trwało długo ze względu na ciągnące się latami międzynarodowe procesy o ustalenie sprawców.

    Pomniki? W Lockerbie są dwa, raczej skromne i nie na widoku, oba w postaci ogrodów pamięci z kamieniem/tablicami upamiętniającymi ofiary. Ten większy z prostymi tablicami z nazwiskami wszystkich zabitych jest tam, gdzie powinno być jego miejsce – na lokalnym cmentarzu. https://goo.gl/images/yu39LP

    Ten drugi, o wiele skromniejszy to prosty głaz i ławeczka przy nim w miejscu, gdzie samolot wybił krater. „https://goo.gl/images/gPx6WX

    Jest jeszcze piękny w swojej prostocie witraż w ratuszu przedstawiający flagi reprezentujące narodowości ofiar:
    https://goo.gl/images/f5VvvG

    I to tyle. W grudniu kolejna okragla rocznica ale nie slyszy sie o planach kolejnuych pomnikow…

  73. izabella
    27 lutego o godz. 9:55
    Więc to te schody?

    Moze chcieli calego tupolewa ale nie przeszedl….

  74. pastucha
    27 lutego o godz. 8:55

    Wole zwierzatka niz papieze! 🙂 Witaj na blogu.

  75. @act
    27 lutego o godz. 2:09
    Antonius
    26 lutego o godz. 20:26

    ” wszak ‚de gustibus non disputandum est’.”

    No wlasnie. Sam rzekles. Wszak Antonius tylko podal wlasne preferencje 😉
    Film francuski byl taki, na polski przez dystrybutora Gutka rynek wypuszczony pod tytulem „Gusta i gusciki”…

  76. Choćbyśmy cały świat przemierzyli w poszukiwaniu Piękna, nie znajdziemy go nigdzie, jeżeli nie nosimy go w sobie…
    [Ralph Waldo Emerson] – chyba w tej dyskusji nie uwolnię się od filozofów 🙂

    Ja Pana Ralpha rozumiem w ten sposób, że dostajemy tylko tyle piękna na ile zasługujemy. Widocznie Polska (Polacy) zasługuje na ciężką toporną bryłę zwaną dla niepoznaki „aluzją”. Idąc dalej powiedziałabym, że tylko tak czytelną aluzję znakomita większość tego znakomitego Narodu zauważy, wszak Polacy jako specjaliści od wszystkiego na czym jak na czym ale na aluzjach się znać muszą.

    Wracając do pytania: ile jest w nas piękna przypomniał mi się eksperyment społeczny z NYC
    https://www.washingtonpost.com/lifestyle/magazine/pearls-before-breakfast-can-one-of-the-nations-great-musicians-cut-through-the-fog-of-a-dc-rush-hour-lets-find-out/2014/09/23/8a6d46da-4331-11e4-b47c-f5889e061e5f_story.html?utm_term=.7a8660bfe153
    i tak sobie myślę, że podobny mechanizm działał w sferze sztuki w PRLowskiej Polsce – oficjalnie wspierana i nagradzana była sztuka, którą niewielu rozumiało i doceniało – a niektórzy nawet uważali, że jak jakieś dzieło jest niezrozumiałe, choćby ten przykładowy Picasso to to musi być Wieka Sztuka – nawet jeśli to coś w ogóle sztuką nie było. Dla mnie przez lata taką artystką była Abakanowicz – wielu się zachwycało – niewielu potrafiło powiedzieć cokolwiek poza „abstrakcyjna forma”.
    Na fali wolności Polska zaczęła się wyzwalać i spod tego „jarzma” dopuszczając do głosu „piękno tkwiące w nas” na zasadzie: nie to jest piękne co piękne tylko to co się komu podoba.
    I ja nawet rozumiem tę ulgę z jaką przeciętny zjadacz chleba nad Wisłą pożegnał się z Wielką Sztuką, 50 lat PRL-u to za mało by z analfabetów stworzyć społeczeństwo mające wewnętrzną potrzebę rozwoju emocjonalnego.

    PS: Gdyby przyjąć, że Wielką Sztuką jest taka działalność artystyczna człowieka, której nie rozumiem to musiałabym za Wielką Sztukę uznać disco polo 😀

  77. Zjechał mnie towarzysz (bez podtekstu – blogowy!) @Åct za moje wynurzenia na temat oddziaływania sztuki na wnętrze pewnego człowieka (tzn. moje). Nie jestem egocentrykiem i zdaję sobie sprawę z tego, że to co mnie wzrusza do głębi, komuś może głęboko zwisać i vice versa. Byłem widać w tzw. mylnym błędzie, sądząc, że sobie tak gaworzymy na tym wyjątkowym blogu. Ja widziałem ekstremalnego egocentryka – mojego ojca w działaniu. Opiszę jedno wydarzenie:
    Moja siostra nauczyła się pisania na maszynie i stenografowania (wiecie jeszcze co to było?), ale zawodowo była instrumentariuszką w Instytucie Onkologii w Gliwicach. Każdemu w rodzinie pisała teksty na maszynie, m. in. móją pracę magisterską i doktorską, mojej córce też magisterską. Oczywiście również ojcu pisma, którymi karmił władze w różnych sprawach.

    Pewnego dnia siostra stoi przy operacji i jest telefon, aby natychmiast przyjechała do domu – koniec informacji. Szef ją zwolnił, bo z nerwów mogła spowodować dużo złego, siostra z płaczem jedzie z Gliwic do Kędzierzynie, a tu wszyscy żyją, nawet zdrowi, ale ojciec potrzebował pisemka do magistratu, być może o jakąś duperelę. Tak działa egocentryk – uważa, że to, co go aktualnie interesuje, jest równie ważne dla tych kilku miliardów ludzi na świecie – plus Marsjan. Mając taki przykład przed sobą na codzień przysiągłem sobie, że ja taki nie będę i .. wyjątkowo.. w tej sprawie dotrzymałem słowa. Niestety wyszedł egocentryzm dziadka u wnuczek, moich córek. Nie jest to tak ostra forma jak u ich dziadka, ale symptomatyczna.
    Przykład: Siedzi żona przy TV i rozdygotanym serem czeka na informację, czy bohaterka jest w ciąży i z kim, a wpada córka, ze szkoły lub pracy i donośnym głosem opowiada, co jej się wydarzyło w ciągu dnia. Dla ratowania zdrowia (serca) żony zatrzymuję obraz.
    Przyznałem się kiedyś – też niepotrzebnie, że jestem niewolnikiem skojarzeń, jeśli mi się coś przypomni a propos, to muszę się tym podzielić, to też forma lekkiej manii. Tym razem przypomniałem sobie scenkę ze wspaniałej książki Jiriego Brdcki „Joe strzela pierwszy”:
    Bandzior wszedł do blokhauzu, w którym była piękna Lola i narrator mówi: „Rozebrał ją wzrokiem do naga, nie zważając na to, że w pomieszczeniu było chłodno”! Wprawdzie nie jest to egocentryzm, raczej egoizm, ale nie mogłem się powstrzymać od „lokowania produktu” – książki, bo film, kręcony na jej podstawie „Limoniadowy Joe” jest raczej słaby. W książce takich „elementów” jest więcej.
    Wracając do surrealizmu – ja tak mam, ale rozumiem zachwyt innych. Jak się spowiadać, to spowiadać – nie cierpię baletu. Będąc w Operze Berlińskiej na Jeziorze Łabędzim denerwował mnie okropnie pisk baletek na podłodze, co popsuło mi przyjemność słuchania wspaniałej muzyki, której słuchałem ze zamkniętymi oczami. Mści się fakt, że byłem karmiony butelkowo, zabrakło mleka matki, która uwielbiała balet. Korzyść jest taka, że do mnie nie pasuje osąd Itzhaka Shamira, że wyssałem antysemityzm z mlekiem matki, jak pozostali Polacy. I teraz nie wiem co przeważa, czy ważniejszy jest brak antysemityzmu, czy awersja do baletu?
    Pomniki nie budzą we mnie głębszych uczuć, ale czasem wesołość. Myślę o pomniku na placu Republiki w Paryżu, gdzie stoi pewna dama, symbol rewolucji (Marianne? + Joanna d’Arc?) i z różnych stron ma napisane znane hasła : Wolność, Równość i Braterstwo. Bij, zabij, nie pamiętam, co ona ma w dupie? Może Prawo i Sprawiedliwość?

    @ Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 5:57
    Piszesz o cenach w latach 60-tych. My zaczęliśmy pracę w szkołach średnich Wałbrzycha. Nowe mieszkanie 2p+k kosztowało 23 zł miesięcznie. Zarobki około 1200 zł. Ja harowałem jak idiota na 3 „gołych ” etatach i dochodziłem po roku do 5000 zł. Metr sześcienny gazu 24 grosze, ceny prądu nie pamiętam (pewnie zaniedbywalna). Przeszedłem do uczelni i jako asystent znowu miałem – z nadliczbówkami – 1200 zł i jakoś przeżyłem.

  78. @Kostka
    27 lutego o godz. 10:56

    ” wszak ‚de gustibus non disputandum est’.”

    Ja zawsz dodaję „et biustibus”!

  79. Myślę,że te schodki są tam potrzebne,bo kiedy przeniesie się z Krakowskiego na Plac,bo więcej miejsca,spędy smoleńskie nie będzie trzeba latać z drabinką po Warszawie.A nuż się zawieruszy i cały pogrzeb na nic.
    Głowyn LK są tak samo podobne do LK jak głowy JPII do Wojtyły.A może ,jeśli chodzi o sztukę, wraca trynd na maszkarony?

  80. Jeszcze jedno a potem spadam popracowac wreszcie albo co…

    @Jochwed
    26 lutego o godz. 18:30

    Jochwed, ty się z „miasta Łodzi” nie nabijaj Ani jego ambicji. („Kot z miasta Lodzi pochodzi”, ten tu tez). Z ta europejska stolica kultury to chyba nie do końca chodzi o to czy mieszkańcy owa kulturę mają na starcie… Za to udowodniono, ze zostanie owa stolica i związane z tym zaszczytem inwestycje bardzo dobrze robią na rozwój, głównie kultury wlasnie. Nie wiem kto szalony zgłosił swego czasu do tego zaszczytu Glasgow ale myślę ze spotkało się to z jeszcze większa wesołością niż kandydatura Lodzi (rząd pani Thatcher ponoć próbował ten projekt wykoleić, żeby nie robić obciachu oferując Edinburgh albo Bath w zamian). Po raz pierwszy byłam w Glasgow w roku 2001 i wydawało mi się wtedy wyjątkowo ponura post-industrialna mordownią, w dodatku raczej szpetna na pierwszy rzut oka (mimo tego, ze znajdzie się tu i trochę zabytków i jakaś sztuka…) – jak wyglądało w latach 90tych czy 80tych wole sobie nawet nie wyobrażać – wszak swego czasu uważano je za największe slumsy Europy… (Moja noga więcej tu nie postanie, rzekłam wtedy z przekonaniem, pewnie dlatego mieszkam tu od 4 lat… ). A jednak w 1990 Glasgow zostało stolica kultury a efekty, jeśli wierzyć ekspertom widać do dziś…

    https://www.scotsman.com/lifestyle/insight-glasgow-city-of-culture-25-years-on-1-3899379
    http://www.scotlandnow.dailyrecord.co.uk/lifestyle/glasgow-still-city-culture-3259040

  81. Antonius
    27 lutego o godz. 11:10

    Zgadza sie 😉

  82. @Ewa-Joanna, @Antonius
    A ja miałam koszulkę z napisem: „Mój pierwszy milion zarobiłam w Polsce”. To były czasy, tylu milionerów. Dla przypomnienia zajrzałam do wiki, i w 1994 jajko kosztowało 2 tysiące złotych.

  83. Kostka
    27 lutego o godz. 11:25
    @Jochwed

    Wszystkie emotikony z przymruzonym okiem zezarlo mi z wpisu do @Jochwed przez co moj wpis wyglada bardziej powaznie niz mial wygladac…

  84. @izabella
    Niestety nie załapałam sie na milionerkę – wyjechałam wcześniej żeby zostać milionerką. I guzik – w Polsce sie nie załapałam, w Australii dogonić nie mogę. 🙂

  85. wbocek
    27 lutego o godz. 9:57

    Mój komentarz
    Wbocku, dużo niechlujstwa i bylejakości trwa w głowach obywateli Umęczonej, przejawia się w ich czynach.
    W modelu szklanki do połowy ja opowiadam się za tym – jest jak jest, ale pójdźmy wyżej, Ty rokujesz źle, bo do tego by było w szklance wyżej potrzebne są zmiany w mentalności, a to jest problem na lata, ponieważ zmiany w mentalności nie zachodzą ot tak sobie na prztykniecie palcem, Jarosława Ka na przykład.
    Owszem, na gorsze zachodzą bardzo szybko, a na lepsze, wloką się niemiłosiernie wolno.
    Do tego trzeba edukacji, form dydaktycznych, rozruszania państwa, samorządów, organizacji pozarządowych, zaangażowania jakiejś znaczącej części obywateli, itd., a te procesy są bardzo trudne do przyspieszenia, z natury rzeczy są oporne, wolne, mało wydajne, ślamazarne wręcz.

    Moim zdaniem, poza nami wszystkimi i każdym indywidualnie odpowiedzialni są za to politycy. Tu niestety muszę przynudzić.
    Politycy, jeśli byliby lojalni wobec społeczeństwa, to zamiast projektować przeszłość w przyszłość (różni żołnierze wyklęci, ciągłe wypominanie komunizmu, pielęgnowanie klęsk i cierpień, całość zwana przez PiSowców nie wiadomo dlaczego polityką historyczną ), powinni byli się zająć przyszłością Umęczonej. A mają materiałów na ten temat obfitość, mają przykłady historyczne z całej Europy – jak przebiegał w niej rozwój, w jakich kierunkach i dlaczego. Tylko analizować, dyskutować i wypracowywać decyzje i pchać sprawę przyszłości do przodu. Ten zespół działań, to jest realizowanie wizji. Słowo niepopularne, problem lekceważony, z góry odrzucany jako utopia, naiwność i przeżytek, romantyczna fantasmagoria. Wizja, to plan na bliższą i dalszą przyszłość.

    Otóż polityk powinien mieć jakąś wizję – co chce osiągnąć, jakimi metodami, jakie szanse są na dojście do celu, ile czasu to może zająć, itd. Wizję dla państwa oczywiście, a nie tylko dla siebie.

    Kolejne rządy, kolejni premierzy w Umęczonej postsolidarnościowej nie mieli wizji. Mieli w głowach kadencyjność, co oznacza, że „planowali”, przewidywali, analizowali, co może, musi się się zdarzyć, abym przetrwał kadencję i ewentualnie stanął do drugiej kadencji. To, a nie wizja dla państwa były i są głównymi, najczęściej występującymi u polityków motywacjami.
    Generalnie dałoby się określić te motywacje słynnym powiedzeniem Tuska – dbamy o to by była ciepła woda w kranie, czyli bieżączka i uważanie by się nie potknąć, by jakiś plantator papryki nie zapytał polityka – jak żyć.
    Pzdr, TJ

  86. Czy ktoś jeszcze pamięta ruskie księgarnie za komuny? Gdzie można było kupić pięknie wydaną angielską klasykę w oryginale. Gdzieś mi się jeszcze wala po półkach Szekspir, Dickens, a nawet Kubuś Puchatek. I zdarzało mi się stać w kolejce do księgarni, bo „książki rzucili”. To se ne vrati.
    Coś jest w tej niezgodzie na rzeczywistość. I smaku zakazanego owocu.

  87. @Antonius
    Ja byłam pracownica fizyczna, to miałam lepiej płatne. 🙂

  88. Jeszcze na pozegnanie dorzuce fotke najbardziej slynnego monumentu z Glasgow (kiedys juz o nim pisalam), ktory „landmarkiem” Glasgow zostal wlasnie ze wzgledu na „ulepszenie” go przez lokalna ludnosc. Wladze miasta probowaly z tym procederem walczyc ale sie nie udalo – ludnosc i turysci wola ksiecia ze stozkiem na glowie, nawet drukuje sie go teraz na koszulkach w tej formie (kazdy ma taka stolice kultury na jaka sobie zasluzyl… 😉 ).

    https://goo.gl/images/Bdt9FJ

    https://goo.gl/images/ywJvfc

    Moze te schody z czasem tez spotkaja sie ze stosownym ulepszeniem…

  89. @izabella
    W ruskich księgarniach można było kupić przepiękne albumy ze sztuką. A książki w róznych jezykach mieli, całą klasykę, o prawa autorskie się nie troszcząc, bo swojego nie żałowali – bierzcie i drukujcie co chcecie!

  90. izabella
    27 lutego o godz. 11:32

    Pamiętam jak bukiet kwiatów kosztował więcej niż pięknie wydany album sztuki.

  91. @Kostka
    Bardzo mi się ów książę podoba w tym kapelusiku.
    W poprzedniej dzielnicy jak chodzilismy na spacer, to mijaliśmy taką pastuję, którą nazywaliśmy „praczka” bo nad jakąs miską siedziała. No i zimą zakradaliśmy sie na cudzą posesję, żeby praczkę ubrać – a to w czapeczkę, a to w szaliczek… Nie wiem czy właściciele doceniali nasz ekstraordynaryjny dowcip, chyba nie, bo czapeczki zdejmowali…

  92. pastucha
    26 lutego o godz. 20:46

    W Pacanowie jest Muzeum bajki. Z Koziołkiem, rzecz jasna, ale widziałem też, na niemuzealnej posesji, klasyczną kozę, choć nie widziałem kowala. Dwóch co ukradli w muzeum nie ma – i bardzo dobrze.
    A ogólnie – to dzień dobry na blogu. 🙂

  93. @Kostka
    A jak poszło „samozatrudnione” zlecenie? Ja ostatnio czytam o „freelance science”. Bardzo mi się ta idea podoba, tylko zacząć trudno.

  94. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 11:37

    No kurcze blade, w ruskich księgarniach można było takie książki kupić, za ceny śmieszniejsze niż śmieszne, z zwłaszcza w latach 80-tych, gdy obowiązywały przeliczniki walutowe („rubel transferowy” czy jakoś tak) z lat 70-tych. Genialne albumy o sztuce, na kredowym papierze, szyte, z twardymi okładkami i pięknymi obwolutami będącymi, same w sobie, dziełami sztuki – w cenie niewiele większej niż makulatura na wagę.
    Zupełnym przypadkiem – patrzę, leży na ladzie – wziąłem fenomenalnej jakości medycznej dzieło „Altas stref akupunktury”, o którym się dowiedziałem parę lat później, od znajomego speca od akupunktury, że cała Europa i pół świata się zabijało. Książka była uznawana za najlepsze (może poza Chinami, ale spece mieli wątpliwości) dzieło na ten temat. Opracowane z niezwykłą dokładnością.
    Mnóstwo książek z ZSRR, zwłaszcza albumy i dzieła pomnikowe, było drukowanych w Finlandii. Nie wiem, jak się rozliczali, ale cena kupna była tak wariacko niska, że szok.
    Mam dwie pełne półki takich ksiąg, ale jak pomyslę, że mogłem kupić ciężarówkę takich, to też szok.

  95. izabella
    27 lutego o godz. 11:46

    Podobno bardzo łatwo. Gapisz się w monitor laptopa, a tam – całe niebo gwiaździste przed Tobą, a ściana za Tobą. I już za chwilę widzisz – nowa planeta !

  96. Pomyślcie jak nazwać tych ,co podstępem plac zdobyli i buduja cokół?I zrozumcie ,co czuje większość rodzin,o tych ,co profanują szczątki zmarłych i wywołali konflikt nikomu niepotrzebny.w sprawie pomnika.Nie dołączajmy do hunowskiej paczki niszczącej kulturę i przyzwoitość.Przyjdzie czas zapłaty ,to odezwijmy się.

  97. Nefer
    27 lutego o godz. 12:00

    Już miałem jęknąć coś w rodzaju: jak mus, to mus, ale jak spojrzałem, to mi się zaraz oczka zaświeciły: biorę w podskokach !

    😀 😀 😀

  98. Tanaka
    27 lutego o godz. 11:53
    No tak, my zbieramy rozmaite książki, a potem tylko kłopot z nimi. Antonius pisał, iż proponował jednej z bibliotek pośmiertne przejęcie części swego zbioru – olali go. Niedawno spotkałem człowieka ciągnącego duży wózek wypełniony rozmaitymi książkami, w tym albumami. Celem był nieodległy punkt skupu surowców wtórnych.

  99. Tanaka
    27 lutego o godz. 11:45

    Dwóch co ukradli w muzeum nie ma – i bardzo dobrze.

    To powinien być skansen – tak ku przestrodze 🙂

  100. Nefer
    27 lutego o godz. 12:00
    Jestem pod wrażeniem. Ale to jednak nie na ten blog. Takie koszulki to raczej dla obecnej polskiej władzy. Kościół urzędowy chyba się nie pogniewa.

  101. Kostka
    27 lutego o godz. 11:37
    Ja się Szkotom nie dziwię, że tak traktują pomnik Wellingtona. Ale to może być dobry pomysł na potraktowanie zaplanowanych licznych pomników zimnego Lecha – prezydenta – Kaczyńskiego.

  102. Nie wiem, czy to się jakoś będzie wiązało z pomnikami. U mnie w mieście od kilku lat zapanowała moda na ubieranie różnych metalowych słupków, części ogrodzeń, stacji rowerów miejskich w ubranka dziergane na drutach z różnokolorowych włóczek

  103. tejot
    27 lutego o godz. 11:31

    „Politycy, jeśli byliby lojalni wobec społeczeństwa (…) powinni byli się zająć przyszłością Umęczonej. A mają materiałów na ten temat obfitość, mają przykłady historyczne z całej Europy”

    Otóż to, tejotku! Aż mnie zęby bolały (i powypadały ze złości, teraz bolą paznokcie), że tyle jest sprawdzonych wzorców dookoła, a nasz ustawodawczy i pierdzistołkowy legion od jakichś zachodnich barbarzyńców uczyć się nie będzie – będzie odkrywać to, co u nich dawno zakryte i zapomniane jako przestarzałe i głupie. Uczepi się na przykład pierdzistołek jak leniwiec nieśmiertelnej zasady, że jak jest czerwone światło, to choćby w promieniu stu kilometrów nie było ani jednego blaszaka, masz stać i czekać na zielone. Żaden z nich nie zada sobie pytania: To po jaką cholerę człowiekowi rozum? Kto ma rozum wołu, niech stoi jak wół, a niedopasowane do człowieka prawo jest gorsze od braku prawa, bo zachęca do jego łamania. W gnuśnym państwie dyktatury pierdzistołków, człowiek jest dla prawa, nie prawo dla człowieka – i tak ma być do końca świata. Jak dołożyć do tego bogoojczyźniany patos, to nic, tylko siadszy, płacz i płać.

  104. @wbocek
    Nie to, żebym nie doceniał Twoich rowerowych konstrukcji. Ale gdybyś np. potrzebował jeszcze jakichś inspiracji:

    http://lublin.eska.pl/poznaj-miasto/zadziwiajace-miejsca-na-lubelszczyznie-muzeum-nietypowych-rowerow-ceny-mapa-godziny-otwarcia/154610

  105. paradox57
    27 lutego o godz. 12:47

    U mnie w mieście od kilku lat zapanowała moda na ubieranie różnych metalowych słupków, części ogrodzeń, stacji rowerów miejskich w ubranka dziergane na drutach z różnokolorowych włóczek

    Kiedyś brałam udział w dzierganiu dla lokomotywy – świetna zabawa
    https://www.google.pl/search?q=%C5%82%C3%B3d%C5%BA+lokomotywa+manufaktura+druty&client=firefox-b&dcr=0&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwiv0ubnh8bZAhVHsBQKHe4ZAysQsAQINQ&biw=1366&bih=603#imgrc=4S1S9Ql0WvThWM:

  106. @Jochwed 13:10

    Taka lokomotywa do faktycznie duża rzecz.
    Nasi skupiają się na mniejszych formach.

    https://bombardowaniewloczka.wordpress.com/page/3/

  107. W wizualizacji pomnika zamieszczonej we wstępniaku zabrakło jednego istotnego elementu, chyba z zakresu małej architektury.
    https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Budka_wartownicza.jpeg
    Z obowiązkowym koksownikiem na sezon zimowy.

    Znając skłonność naszych rodaków do ozdabiania pomników treściami niekoniecznie zgodnymi z intencjami twórców, zwykły pieszy patrol pojawiający się sporadycznie w sąsiedztwie może nie wystarczyć.

  108. paradox57
    27 lutego o godz. 13:38

    to była praca bardzo zbiorowa, na ogół też skupiam się na mniejszych rzeczach 😉

  109. super fajna ta lokomotywa 🙂

  110. Jochwed
    27 lutego o godz. 12:36

    Nad Wisłą się nie uda. Gdzie by tam co miało zadziałać ku przestrodze.

  111. Jochwed
    27 lutego o godz. 13:10

    dlatego Łodź na Europejską Stolicę Kultury? Bo lokomotywę zaszydełkowali.

  112. paradox57
    27 lutego o godz. 13:55

    Co do budki to racja. Ale koksownik może nie być konieczny. W Ojczyźnie teraz ciągle świeci słońce.

  113. zak1953
    27 lutego o godz. 12:35

    Ten facet ciągnący wózek z książkami to mógłbym być ja. Ale nie byłem. Ile razy jakichś książek się pozbędę, to potem długo wyję.

  114. błagam
    27 lutego o godz. 11:58

    Jak ich nazwać? Jak całą resztę PiSu. Który podstępnie żeruje na strasznej katastrofie i czerpie z niej polityczne profity.

    Jestem przekonana że wszyscy na tym blogu są przeciwni ekshumacjom i deptaniu pamięci ofiar. Ale wszelkie zażalenia do obrzydzania katastrofy kierowałabym do prezesa. Międlenie tematu, bezczelne wykorzystywanie do kampanii wyborczych, lizusowskie budowanie karier przez członków PiS nieodwołalnie zniszczyło powagę tej katastrofy. To ubolewania godne ze praktycznie każdy inteligent (jest jeszcze taka instytucja?) na dźwięk słów „katastrofa smoleńska” przewraca oczami. Ja bym dziękowała pozostałemu Kaczyńskiemu.

  115. Chodzą słuchy, że Zenek i Sławomir wspólnymi siłami piszą utwór o charakterze elegijnym na okazję odsłonięcia monumentu…

  116. paradox57
    27 lutego o godz. 13:08

    Paradoxiku, dziękuję za pamięć, ale jak takiś chytry, że tylko jedną fotkę dajesz, to i ja Ci jedną. Ale nie z chytrości, lecz dlatego, że na obecnej wystawie blaszactwa w handlowej galerii emka jest tylko jeden taki właśnie rower. Reszta to starsze blaszaki, motocykle, parę wózków inwalidzkich na trzech kółkach i parę dzieciakowych rowerków.

    Ten rower dwadzieścia lat wcześniej może bym zrobił jako karawan dla umartych rowerzystów i wegetarian oraz dla patyczaków, których wtedy nie było, ale dla wizjonerów to nie przeszkoda. Jezus też nie przewidział samochodu, ale parę razy się przewiózł na osiołku, więc należał do pionierów wygodnictwa.

    Jestem Zosia-Samosia, paradokxiku, więc nie korzystam wzorów ni z rozpowszechnionego jak epidemia poradnictwa, jak siedzieć, jak chodzić, jak nie skakać na główkę, jak jeść, jak oddychać itd. Podstawą do konstruowania czegokolwiek były wizje, do czego ma to służyć. Podobnie jak u Boga Jahwe, który jakże mądrze wymyślił, że najmądrzejszym sposobem naprawienia tego, co on sam spieprzył, będzie zabicie jedynego syna. Ślepy widzi, że to zabicie tak służy ludzkości jako wzór dobra i słuszności, że nic nie jest ważniejsze od zabicia. Bogu niech będą dzięki.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6527239564565177298?authkey=CNW5waieh_Tl8QE

  117. Przy wiekopomnym dziele chyba trzeba będzie postawić pomnik bohatera tego filmu (smoliście czarnego bohatera): http://www.filmweb.pl/video/zwiastun/nr+1+polski-24067

  118. @wbocek 16:17

    Jej Bohu, żem nic nie schytrzył i całą galerię 8 modeli Ci podesłałem. Trzeba tylko kliknąć na środek tego kołowego rowerka kliknąć, a rozwinie się cała stronka z pozostałymi rowerkami w postaci miniaturek, które już spokojnie można sobie podejrzeć.
    Żeby pokazać jakimi ścieżkami błądzą ludzkie umysły w dziedzinie rowerowania. Żeby sobie je uatrakcyjnić, bo przecież nie dla wygody pomykania.
    A o inspiracji wspomniałem jedynie przez przekorę.

    PS. U mnie się otwiera, ale, jak wiadomo, co u mnie, niekoniecznie u Ciebie czy kogoś innego. Miewam trudności w nadążaniu za osiągnięciami w dziedzinie sieciowania.

  119. @Nefer 15:13

    Problem w tym, że te sukinsyny kiedyś kogoś zabiją, sami wychodząc bez szwanku.

  120. PS. Przepraszam za „sukinsynów”. Niezamierzone uchybienie sukom.

  121. dziękuję za miłe przywitanie 🙂

    zak1953
    27 lutego o godz. 12:35
    Zaoferowałem jakiś czas temu część własnego księgozbioru Bibliotece Gminnej w pobliskim , na pograniczu dolnośląsko – wielkopolskim. Pani bibliotekarka z przykrością odmówiła, bo mimo ewidentnych braków w księgozbiorze miejsko – gminnym nie ma miejsca na pomieszczenie czegokolwiek więcej. W całym ośrodku kultury na bibliotekę przeznaczony jest jeden niewielki pokoik, niestety. I tak książki spoczywają w kartonach w komórce. Dojrzewam, coby zrobić niewielką wiejską społeczną wypożyczalnię we własnej chałupie. Swoją drogą, ciekawe, czy ktoś przyjdzie coś wypożyczyć?

    wbocek
    27 lutego o godz. 9:57
    Od ponad trzydziestu lat nadzoruję przeróżne roboty budowlane, nie wyłączając osadzania stolarki okiennej. Na podstawie długoletniej swojej praktyki stwierdzam, że prawie 100 procent okien osadzanych jest źle, najczęściej w zbyt wielkich otworach, z niewłaściwym rozmieszczeniem punktów stałych, z niewłaściwą izolacją, etc. I co gorsza, montujący nie mają pojęcia, że robią to wszystko źle. W Niemczech jest podobnie, bywałem tam na robotach. A tak na boczku, to duża część tych robót jest u nas wykonywana niezgodnie z obowiązującymi ustawami. Po części pewnie dlatego, że co i rusz prawo się zmienia. Podobno dzierżymy palmę pierwszeństwa w UE, jeśli idzie o ilość stanowionego prawa. Większość nie nadaje się do niczego, przynajmniej w mojej branży, bo brak przepisów wykonawczych i precyzyjnych definicji.

  122. @pastucha 17:17
    Piszesz pewnie o oknach osadzanych w świeżo stawianych budynkach. A widujesz, jak osadzane są, które się wymienia w ramach tzw. termomodernizcji? To jest dopiero mistrzostwo świata.

  123. Mój osiedlowy oddział biblioteki miejskiej przyjmuje każdą ilość książek, którą dobre ludziska są skłonne przekazać. I jeszcze podziękują.
    Nawet jeśli sami nie wykorzystają, zawsze mają możliwość przesunięcia ich do innego oddziału. W mieście pod tym względem lepiej.

  124. paradox57
    27 lutego o godz. 17:27
    A to już historie nie na ten blog, paradoxie 😀

  125. Od dłuższego już czasu brałem się do pisania na blogu, ale dopiero wpis
    zza kałuży z 22 lutego o godz. 9:21
    o Romach z Hali Targowej i ogólnie, z Wrocławia, spowodował, że stało się słowo.
    Przez prawie trzy dekady, od początku lat sześćdziesiątych, mieszkałem jakie 150 metrów od Hali Targowej. I owszem, pamiętam Romów płci obojga, i ich latorośle. Z kilkoma romskimi małolatami byłem w jednej klasie. Ale jakoś nie czułem potrzeby bójek, strzelania żyletkami, czy sprokurowania sobie kastetu. Nie wnikałem też w niuanse przeróżnych handelków większych i mniejszych, które ta nacja prowadziła. Ale to samo dotyczy i handelków prowadzonych przez rdzennych, lwowskich Polaków powojennych. Czytając zza kałuży doszedłem do wniosku, że żyliśmy w światach równoległych. Albo wybraliśmy sobie z jednego wspólnego zupełnie różne fragmenty rzeczywistości.

  126. paradox57
    27 lutego o godz. 17:08

    Ha. Filozoficznie zwracam uwagę że powyższe już miało miejce chociaż nie samochodem:/

    pastucha
    27 lutego o godz. 17:43

    Cześć pastucha:) ten blog to już nie takie mecyje widział:)

  127. @Nefer 18:00

    W takim razie w moim wpisie zabrakło słówka „znowu”.

  128. Nefer
    27 lutego o godz. 18:00 napisala
    „pastucha
    27 lutego o godz. 17:43

    Cześć pastucha:) ten blog to już nie takie mecyje widział:)”

    Ano wlasnie! I jakos dalej ciagnie. 😉

    Ja niedawno zdalam sobie sprawe, ze juz od roku produkuje sie na blogu wywolana wstepniakiem pombocka…. choc niemym czytaczem bylam dlugo, dlugo wczesniej! I jeszcze nikt mnie nie pogonil… 😉

    @pastucha

    Dzieki za alternatywna wersje „romskiej” historii!

  129. Slawczan
    27 lutego o godz. 15:57

    W stylu poznego wieszcza Wencla moze? 😉

    Ale po co oni sie mecza – jest juz z czego wybierac. Chyba, ze specyficznie o pomniku beda pisac…

    http://wierszeosmolensku.blogspot.co.uk/

    Ja wiem, ze moze nie wypada sie smiac z powaznych tematow ale mam problem z czytaniem tych perelek…

    Popatrzcie sami na pierwszy z brzegu przyklad:

    „Smok wyszedł z jamy. Padłeś pod Wawelem.
    Niebo zamknięte. Srożą się wulkany.
    Nadziei w sercach strwożonych niewiele.”

    Brakuje mi @Tobermorego i jego moskalikow. I @anumlika… 🙁

  130. Jochwed
    27 lutego o godz. 13:10

    Piekna lokomotywa!

  131. @Kostka

    Mnie też brakuje Tobermorego i jego poczucia humoru. I zdjęć.
    A anumlik mam nadzieję wróci niebawem.

  132. izabella
    27 lutego o godz. 11:46

    Dzięki! (@namarginesie tez). Co ciekawego wyczytałaś, podziel się!
    Poszło dobrze – mam pierwszego własnego klienta, który właśnie rozbudował zakład i potrzebuje wszystkich procedur i dokumentacji dotyczącej bezpieczeństwa żywności wymaganych, żeby uzyskać pozwolenia od odpowiednich organów wiec siedzę, tworze i pisze! (w chwilach kiedy nie paplam na blogu, that is…). Klient nieduży, ale to jeszcze lepiej na początek. Nagonił mi go znienacka kolega (w ramach remedium na chandrę po poprzedniej pracy, bo znudzilo mu sie sluchac jak sie uzalam nad soba 😉 ) kiedy jeszcze nie zdążyłam nawet przygotować porządnie własnej działalności, ale trzeba było łapać jak dają wiec działam! 😉

    Z samozatrudnieniem różnie bywa – kilka lat temu mój mzonek bardzo się sparzył i wrócił z podkulonym ogonem do stałej pracy (ale też akurat był to zły rok na jego rodzaj działalności). Ja z kolei zaczynam w bardziej sprzyjających klimatach wiec mam nadzieje, ze jakoś to pójdzie (choć w zanadrzu mam już prace na część etatu jako backup). Najtrudniej zacząć (ja marudziłam na ten temat przez dwa-trzy lata zanim okoliczności mnie nie popchnęły).

  133. Nefer
    27 lutego o godz. 18:54

    Lewego tez mi brakuje…. obraził sie, poleciał i nie wraca!

    i jiby…
    i ciotuni Makowieckiej, ktora zabawila tu krotko ale bardzo lubilam jej wpisy…

    Z drugiej strony ciesze sie widzac nowe twarze – ukryci czytacze, dawajcie głos!

  134. paradox57
    27 lutego o godz. 16:56

    Pradoxiku, w moim lapstopie cuda się dzieją, bo mam internet mobilny. Na przykład jak go kupiłem z zainstalowanym fabrycznie windowsem10, nie mogłem otwierać blogowych linków ze znaczkiem na początku. Sam wymyśliłem sposób z Koszalina do Słupska przez Kraków, czyli przesyłałem link z jednej swojej poczty do drugiej i dopiero jako mejl się otwierał. Ale tuman komputerowy jestem i nie mam już czasu być mądrzejszy. Wolałem wyrzucić windowsa10 i wrócić do windowsa7. Co za pech! I na siódemce już jest postęp, bo postąpiły lapstopy. Mój jest prawie tym samym wariactwem, co dotykowe zmartwiony: jak jest w stanie spoczywanie, a ja w kuchni w rękaw kichnę, on się budzi; niechcący przelecę palcem nad jakąś ikonką – już się otwiera nieproszona. Programowe smarki – bez życiowego doświadczenia, jak jedna kaczka, bez znajomości elementarza komunikacji i choćby tyci-tyci psychologii, nie pytają, po co, tylko robią sobie zabawy z techniką – człowiek, któremu technika ma służyć, jest najmniej ważny: niech on się dopasowuje do smarkatej techniki, a nie ona do niego. Podobnie się dzieje z obfitością przepisów prawnych. o czym napomknął @pastucha: pierdzistołki je mnożą nie po to, by służyły człowiekowi, lecz by człowiek służył im. No i dlatego, że techniczne możliwości kodyfikowania życia są nieograniczone – można dłubać do woli i się wykazywać. Hulaj dusza!

  135. Kostka
    27 lutego o godz. 18:43

    Spojrzałem i zamieniłem się w fijołka. Ale skąd ten adres: co.uk? Polak zalbionizowany śni o ojczyźnie, Smoleńsku i wbiciu na pal – jak czeladnik-poeta, wolny duch z Tarnowskich Gór Łukasz Migdał, albo odwrotnie?

  136. ale … revenons à nos moutons, czyli w kwestii pomników na zawłaszczonym placu.
    Onegdaj byłem z bratem u rodziny, w Górach Świętokrzyskich. Nie lubię jeździć posługując się elektroniką, więc najpierw poszukałem w mapach tras dojazdu i rzuciła mi się w oko nazwa miejscowości: Kałków. Odwiedziliśmy tam sanktuarium, ale z jednego tylko względu: powstałego tam „pomnika smoleńskiego”, do którego link tutaj:
    http://slaskie.naszemiasto.pl/artykul/pomnik-tupolewa-w-kalkowie-czy-jest-kiczowaty-zdjecia,2803324,art,t,id,tm.html
    Zapewnia niezapomniane wrażenia estetyczne: brat był wstrząśnięty, ja mocno zmieszany. Dzięki Partii, bo na suwerena raczej nie ma co liczyć, Warszawie zostało to oszczędzone. Z tej perspektywy na schody można spojrzeć nieco inaczej. Żeby nie było, że przychylnie, ale z mniejszą dozą niechęci.
    Notabene, całe sanktuarium woła o pomstę.
    I pomyśleć, że ten sam naród zbudował taką na przykład Filharmonię w Szczecinie.
    http://culture.pl/pl/dzielo/filharmonia-im-mieczyslawa-karlowicza-w-szczecinie

  137. Kostka
    27 lutego o godz. 18:43

    Łorety, podskoczyłem radośnie jak zajączek. Powód – Marcin Wolski:
    Nie daje się zadeptać wrogom,
    że wygra – wie od dawna,
    więc idzie tak krzyżową drogą
    ostatnia polska święta – Prawda.

    Już się zakochałem w Prawdzie. Wprawdzie też w koledze Marcinie.

  138. Tanaka, przeczytałem pierwsze trzy, na więcej nie miałem odwagi by pompować sobie ciśnienia powyżej 180 mm Hg
    Co za jąkanina i by wytworzyć odpowiedni nastrój, klimacik mile widziany przez sponsorów każdy smoleński autor-bełkociarz jak zaprogramowany wchodzi w klimaty i nawiązania do Pisma Świętego.
    Pzdr, TJ

  139. Proszę moderatora o skasowanie tego komentarza i moich 2 komentarzy pod nickiem WI wysłanych.
    Moja pomyłka. Wpisałem do pola tekstowego „Podpis” przez nieudolność dwie literki „WI”.
    TJ

  140. Antonius
    26 lutego o godz. 20:26
    jakiś czas temu Planeta albo podobny program dał prawie 2 godzinny film o Piccasie. Przyznam, że sama nie byłam nogdy zauroczona jego malarstwem ani rzeźbami, ale ten film przybliżył mi samego artystę i jego drogę do współczesnym mu czasom w malarstwie. Nie czuję się mądrzejsza, ale mogłabym powiedzieć, że po tym filmie więcej rozumiem(?) lub przyjmuję do wiadomości.

  141. izabella
    27 lutego o godz. 9:55
    a właśnie niedawno wywieziono sprzed Pałacu kawałek jakiegoś samolotu, w którym ktoś zrobił restaurację. Byc może do tych schodów doczepią ów samolot lub tutkę nr 2.

  142. Tanaka
    27 lutego o godz. 20:09

    „Już się zakochałem w Prawdzie”

    Prawda jest taka, że większość z tego to ciężkie grafomaństwo 😀 , a spora część to ciężkie wazeliniarstwo. Klub kandydatów do nowego kanonu lektur szkolnych…

    Tejotku, czemu podnosi ci się ciśnienie? Toż to piękne kwiatki są (mieszanka cytatów z różnych autorów):

    „Stało się
    trafiony odłamkiem uśpiony żubr
    otwiera szeroko oczy ze zdumienia”

    Ja też otworzyłam jak to po raz pierwszy ujrzałam. I też ze zdumienia

    „wkraczają teraz do nieba i śpiewają im aniołowie
    tak piękni i młodzi jak stewardesy które
    wytrwały przy nich do końca”

    No comments

    „Rosną mury. Te bramy kodowe: 
    Piny, Nipy i dostęp do sieci. 
    Ludzie czują historyczną zmowę 
    I, że czają się na nas – sąsiedzi. ”

    Sąsiedzi czają się na nas historycznie za pomocą pinów i.wszystko jasne.

    Ale może nie powinnam się z tego śmiać w ogóle i bezdusznie bo ta poezja trafia w czyjeś gusta i wzruszenia?

  143. Zresztą, o Suwerena i jego edukację estetyczną doskonale dba KaKa. Można to przedstawić na przykładzie konkursu, pierwszego w Umęczonej (bardzo mi się ta nazwa podoba :]), na projekt świątyni. I to od razu nie byle (Jakiej), bo opaczności bożej. Konkurs wygrał imć Marek Budzyński, tu stosowny link do projektu:
    https://futuwawa.pl/marek_budzynski_architekt_sp.z.o.o.__swiatynia_opatrznosci_bozej-project-pl-126.html
    ale potem episkopat zmienił zdanie i mamy imponujący wyciskacz do cytrusów.
    Szkoda, że kasa z podatków i datków idzie na wyciskacz, a nie na dzieło sztuki architektonicznej

  144. tejot
    27 lutego o godz. 20:31

    To jest rozpacz poetów smoleńskich: nie umieją, nie chcą być autentyczni, szczerzy, wrażliwi, szukać czegoś w sobie, mają wbite w główki hasła, wezwania, nadęte słowa: Ojczyznę, bozię, świętych, błogosławienia, cuda, krew, legiony, marsze, ogień, ofiarę, przyszłe pokolenia, zdrady, wrogów, ginące dzieci, łzy matek i takie tam, czego ich nauczył Kościół kat, szkoła, tradycja romantyczna no i słuszność Polaka.
    To jest nieznośnie fałszywe i niestrawne: womitacje i sraczka, a nie poezja.

  145. Tanaka
    27 lutego o godz. 21:14

    No coś ty, sam cymes:) i jak tu kurturarnie na blogu zrobiło się

  146. błagam
    27 lutego o godz. 11:58
    już wielokrotnie to przetrawiliśmy, wspólczuliśmy i mieliśy innym za złe, że nie szanują uczuć rodzin ofiar.
    Uważasz, że w sytuacji, w której wielu korzysta dosłownie z bycia rodziną ofiary (nawet dalszą) i wysysa z kasy państwa odszkodowanie, to mamy wciąż im współczuć? Komu wspólczujemy, to wiemy, ale dla wielu z PIS to niezłe źródło dochodu (patrz pisowskie wdowy smoleńskie)

  147. konstancja
    27 lutego o godz. 21:07

    To też. I to też.

    http://tobrze.blox.pl/2012/06/Kalkow.html
    https://mapy.eholiday.pl/galeria-kalkow-pawlow-starachowice,75968.html

    Kostka
    27 lutego o godz. 21:14

    Wyżej – adekwatna sztuka, kultura i tak dalej: sanktuarium w Kałkowie wyjaśnia związek rzeźbiarza od Czesława udającego Przemysława z poetami, co ich sobie cytujemy, a Ojczyzna ich rozumie i się nimi bardzo wzrusza.

  148. Nefer
    27 lutego o godz. 21:22

    Wiesz, to całkiem racja. Trzeba co raz haftowaną serwetkę zawiesić na telewizorze, włączyć lampę z bryłki soli z Wieliczki pobłogosławionej przez Świętego Ojca Świętego, na stół wyłożyć kieliszki w sweterkach z włóczki i butelkę żołądkowej słodkiej w kubraczku w kształcie misiaczka, a na ścianie – mus – jelonka goniącego abądźka, ktory szczypie w pupę Lolka co został papieżem, ale nie przestał byc Karolkiem. Albo odwrotnie.

  149. Tanaka
    27 lutego o godz. 21:23
    piękny był ten samolocik w parą prezydencką w drzwiach …zdjęciem oczywiście.
    Jak wiele pomników po 89 roku zupełnie bez formy. ALe te smoleńskie= to juz pomsta. Może do nieba, bo nie wiadomo, gdzie w końcu trafili.

    W poznaniu pomnik Papieża nazywa się Batman
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Jana_Paw%C5%82a_II_w_Poznaniu
    wysiudał z miejsca obelisk z medalionem Kochanowskiego.
    A teraz szukamy miejsca dla Nowego jezusa i pomnika wdzięczności jemu
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Naj%C5%9Bwi%C4%99tszego_Serca_Pana_Jezusa_w_Poznaniu
    to wygląd przedwojenny. Tu nowa wersja, częściowa, z pokropkiem Macierewicza (zorganizował transport do koscioła)
    http://www.newsweek.pl/opinie/figura-jezusa-w-poznaniu-mimo-braku-zgody-miasta,artykuly,386640,1.html

    Wszystko w podobnym stylu….bezdennym

  150. Kostka
    bardzo podoba mi się symboliczne ujęcie -pomnik ofiar spod Lockerbie. Sama sprawa odkrycia, że to zamach był to było kilkanaście lat żmudnej pracy ślec=dczych , bo terrorysta pochodził z Libii Kadafiego.
    Podobnie z witrażem w kościele. Skromność jest tu dobrą zasadą.
    Widziałam też kilka miejsc upamiętnionych pomnikami, murem z nazwiskami ofiar wypadków.
    Nie pamiętam gdzie, ale jeden z pomników poświęconych katastrofie lotniczej wyglądał jak wznoszące się do lotu ptaki.
    Kiedyś oglądałam taki serial Katastrofa w przestworzach. O polskim przypadku 2010 też było.

  151. Tanaka
    27 lutego o godz. 21:31

    Albo pisać własne…. 😉 W stosownym stylu. Ja też pozazdrościłam połetom smoleńskim i właśnie napisałam „Elegie o schodach donikąd”

    Dokąd wiodą te schody
    Z czarnego kamienia 
    Ciężkie jak moje serce
    Kiedy na nie patrzę 

    Z gąszczu nipów i pinów
    Wznoszą się do nieba
    Ponad poziomy wylecą 
    A nad nimi kracze
    Wroga wrona

    Czemuż nam tu te schody
    tragiczne do góry
    Pytam się z goryczą 

    Echo mi odpowiada
    Szumia brzozy i dęby
    W lesie ze zdumienia 
    Tylko żubry ryczą 
    A na dębach sępy…

    Wiem, wiem….trochę się nie rymuje! Jeszcze nad tym popracuje. Chociaż w poezji smoleńskiej to chyba nie jest duży błąd?

  152. konstancja
    27 lutego o godz. 21:42

    Ten Lolek to mi raczej wygląda na mistrza tańca towarzyskiego.

  153. konstancja
    27 lutego o godz. 21:48

    Kiedyś widziałem artystyczną instalację autora z Islandii: na posadzce białe, drobne punkt światła okalają miejsce centralne: trzon czy stopę z beli papieru pod płytą z kamienia na nim spoczywającą. Świątynia, ołtarz, miejsce pamięci, krąg wtajemniczenia, obserwatorium, purgatory – co kto chce widzieć i czuć, widzi i czuje. Żadnych obowiązków, żadnych narzuconych treści.

    W centrum Helsinek jest, wycięta w kamieniu i schowana pod powierzchnią skały świątynia. Dowolnego wyznania. Kamień, cieknąca woda, światło, cisza. To wystarczy.

  154. Kostka
    27 lutego o godz. 21:58
    Mój komentarz
    Kostka, udana imitacja wiersza smoleńskiego. Potrafisz się wczuć jak mało kto w męki za pomocą pinów czynione niememu horyzontowi spojrzeń, czy jakos tak.
    Pzdr, TJ

  155. Kostka
    27 lutego o godz. 21:58

    Śliczne. Masz bożydar, albo jakoś tak. Ćwicz talent w cnocie, nie zepsuj go w smoleńskim błocie.

    O wy schody smoleńskie
    Ojczyzna zada wrogom klęskę
    Maryja dopomoże
    O Boże o Boże

    Czwórkami szli do Nieba
    Taka jest potrzeba
    Dali nam Wielkie Zadanie:
    Ukarzcie Tuska. I amen.

    Łzą krwawą wierzba płacze:
    Wy Polacy-tułacze
    Do wroga polecieliście
    I w męce skończyliście

    Nie ma tego złego
    Co na dobre nie wyjdzie:
    Pan Jezus już się zbliża
    Już puka do mych drzwi

    Od dana dana
    Nie ma Szatana
    Co ja wygaduję
    Od samego rana?

  156. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 22:13

    Na pomnik Zimnego Prezydenta Tysiąclecia bardzo się nadaje.

  157. Na pomnik zimnego prezydenta to lepsze to:
    http://www.abc.net.au/news/2018-02-21/big-bin/9416454
    Jak widzisz my tu mamy wszystko ! 🙂

  158. Tanaka
    27 lutego o godz. 22:24

    😀

    Zaczęłam dusić się ze smiechu i nie mogę przestać aż się mżonek na mnie podejrzliwie zerka.

  159. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 22:13
    te wszystkie pseudopomniki czy tez reklamy zrobione są własnym sumptem i na własnym terenie. Można każdy bohomaz sobie postawić, nie wiem, czy Australijczycy znają „wolnoć Tomku w swoim domku…” ale tak to wygląda.Czasem zabawnie, przeważnie śmiesznie, choć w zamyśle pewnie miało być poważnie.

    A tu na zaanektowanym dla celów obrony państwa (?!) Placu Zwycięstwa staje się miejscem prywaty.
    Równie uroczy ten pomnik, jak wiele pomników Kaczyńskiego. Z nich wszystkich najpiękniej wygląda Gosiewski gdzieś w nadmorskiej przestrzeni.

  160. Tanaka
    27 lutego o godz. 22:24

    Uprasza się nie rozśmieszać jak człowiek pracuje, bo się wyda 😎

  161. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 22:30

    To może być dobre – dla małego – duże. I taka święta trumna: trash bin

  162. Kostka
    27 lutego o godz. 22:32

    Tanaka
    27 lutego o godz. 22:24

    Zaczęłam dusić się ze smiechu

    Dusić śmiech – to straszny grzech!

  163. @konstancja
    27 lutego o godz. 22:43
    Konstancjo, u nas też większość prywatna i własnym sumptem, ale nasze weselsze 🙂

  164. izabella
    27 lutego o godz. 22:48

    Uprasza się nie rozśmieszać

    Człowiek rozśmieszony
    Jest jak przemodlony
    Maryja się cieszy
    żeśmy boże dzieci:

    O dzieci me radosne
    Już czujecie wiosnę
    Dzieci umajone
    Będziecie zbawione

  165. Tanaka
    27 lutego o godz. 23:07
    masz kilka ofiar 😉 ataku śmiechu na sumieniu…..(-;

  166. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 22:13

    Jak to bez podtekstów. Tak dobrze to nie ma. Ta wielka klamerka z pewnością musi sobą coś przedstawiac. Cos ważnego w przekazie. Np. umeczony ląd australijski wyprany z grzechow przeszłości podczepiony do kosmicznej linki na pranie wysycha na wietrze historii… 😉

  167. Podziwiam w wiadomościach jak zima zaskoczyła drogowców w UK (znowu!) a tymczasem szkoła przysłała smsa, że też się odwołuje na jutro (chyba po raz pierwszy od kiedy młody chodzi, pozazdrościli innym czy co bo za oknem może ze 3 cm białego). Front ze wschodu, który to przywial przezwano „Beast from the East „… 😉

  168. Kostka
    27 lutego o godz. 10:56
    @act
    27 lutego o godz. 2:09
    Antonius
    26 lutego o godz. 20:26

    ” wszak ‚de gustibus non disputandum est’.”

    „No wlasnie. Sam rzekles. Wszak Antonius tylko podal wlasne preferencje ”

    To nie tak Kosteczko; prywatne ‚preferencje’ powinny pozostac prywatnymi.
    Kogo obchodzi, ze przedkladam lody poziomkowe nad truskawkowymi a juz lodow waniliowych to zupelnie nie rozumiem i nie cierpie!
    Antonius potraktowal Picassa jak dyletanta prawie, co to raz mu tam cos wyszlo a czesciej to nie. Nie potrafilem zmilczec i musialem zaprotestowac. Antonius jest pasjonatem (vide jego wpis u Passenta) wiec zrozumie innego pasjonata.

    Kostka
    27 lutego o godz. 23:37
    „Podziwiam w wiadomościach jak zima zaskoczyła drogowców w UK…”

    Pamietam z PRL-u jak pewien ‚drogowiec’ w kufajce mowil w Dzienniku TV: i znowuz nastala tak zwana zima…bylo chyba z -30. Dzis widzialem w polskich wiadomosciach, ze
    piz..i na Suwalszczyznie i Bialostockiem – nie zarty, ludzie umieraja z oziebienia w Polsce.

    Tanaka
    27 lutego o godz. 9:20
    @act
    27 lutego o godz. 2:09
    wszak ‚de gustibus non disputandum est’.
    Pierwsze słyszę. Cała nasza cywilizacja jest oparta o nieustanne spory o gusty, style i racje.

    No co Ty, lacinskim przyslowiom nie wierzysz?

    Wilk wilkowi czasem czlowiekiem est.

  169. @wbocek 27 lutego, godz.9:00
    „Glowny impuls tworczy to niezgoda”. Zgodzilabym sie z Twoja teza, gdybys ograniczyl tworczosc do sfery kawalow. Musze Ci wyznac, ze nie slysze zadnej niezgody w muzyce, dajmy na to, Mozarta czy Bacha, ani nie dostrzegam przejawow niezgody patrzac na katedre w Chartres czy na obrazy, powiedzmy, Vermeera czy De La Tour. Wrecz przeciwnie, widze w tych dzielach oraz wielu innych pewna afirmacje. W moim odczuciu sztuka jest odkrywaniem swiata niezaleznie od tego czy sie z nim zgadzamy, czy nie.

  170. zza kałuży
    27 lutego o godz. 6:48

    Rzeczywiscie ‚a terrible eyesore’ ten pomnik.
    Tak koszmarny on, jak cala sprawa jakiej jest poswiecony.
    Brrrrrrrrrr…….

  171. @act powyzej

    ‚Kogo obchodzi, ze przedkladam lody poziomkowe nad truskawkowymi’

    ‚przedkladam nad truskawkowe’, zeby nie bylo, ze zupelnie juz slabo z moim polskim…

    Kostko,
    podoba mi sie jak dyskretnie zachwalasz i promujesz swoje miasto.
    Przeczytam pozniej zalaczony material w linkach, bo zaintrygowalo mnie Glasgow.

    ‚Znalem’ to miasto tylko z meczow Celtica i Rangers i ze nasz bamkarz Boruc ‚The Holy Goalie’ dawal ‚popalic’ Rangersom (aroganckie gesty, slowa) w czasie ich spotkan ‚derby’.

  172. @pastucha 27 lutego o godz. 17:56
    Ale jakoś nie czułem potrzeby bójek, strzelania żyletkami, czy sprokurowania sobie kastetu.
    Jak byłeś w piątej, szóstej klasie nie podchodziła do ciebie na korytarzu mała romska dziewczynka z pierwszej klasy i nie prosiła cię grzecznie; „daj 5 złotych”?
    Jak jej odmówiłeś, nie przychodziła do ciebie na następnej przerwie i nie mówiła: „jak mi nie dasz to mojemu bratu dasz dziesięć złotych”?
    Jak – zdziwiony – ja przeganiałeś, to nie czekał na ciebie w szatni po lekcjach jej nastoletni brat, mniej wiecej równolatek, i nie mówił: „dawaj dychę”?
    Jak mu powiedziałeś, aby się od ciebie odwalił to nie mówił, że jutro na mnie będą czekać?
    Następnego dnia po lekcjach nie znajdowałeś w szatni przeciętej na plecach żyletką kurtki?
    A pod szkołą nie czekali na ciebie braciszek małej dziewczynki i 2 innych?
    Nieee?

    A to dopiero początek mojej z nimi historii.

    Ale czekaj, czekaj, spróbuję inaczej…. skoro mieszkałeś blisko Hali to czy nie chodziłeś może do podstawówki numer 104?

    Nasi nauczyciele stawiali nam kiedyś tę szkołę za wzór, to może coś tłumaczyć! 😉

    Nie wnikałem też w niuanse przeróżnych handelków większych i mniejszych, które ta nacja prowadziła
    Ten się lubi z kim się czubi. Szacunek „moich” (niech ci będzie) Romów zyskałem tym, że się ich nie bałem, gdy mnie napadali to się biłem, nauczycielom nie skarżyłem, nawet jak dyrektorka szkoły (która nie wiem skąd się dowiedziała), doprowadziła do mojej rozmowy z dzielnicowym, to (bardzo mądrze 😉 ) udawałem że nic się nie stało.
    Ci sami, którzy chcieli mnie „kroić”, w przenośni i dosłownie, nie mieli nic przeciwko abym po lekcjach z nimi spędzał czas „na Hali”. Języka nigdy mnie nie nauczyli tylko śmieli się, że nie rozumiem.

    W końcu mi ta chwilowa fascynacja „niepokornymi, rogatymi duszami” minęła i zobaczyłem w nich chuliganów, bandziorów, oszustów, złodziejaszków i złodziei. Czyli – ku uldze moich rodziców i dyrektorki szkoły – dałem sobie z nimi spokój. Rychło w czas przed końcem podstawówki.

  173. kruk
    28 lutego o godz. 0:45

    Ja z kolei muszę ci, kruku, wyznać, że pojechałem głupio po całości o nazwie „sztuka”, w dodatku nie aż tak bardzo się tą całością interesując, by o niej publicznie dawać głos. Miałem na myśli wyłącznie sztukę słowa. Więc teraz od słowa wychodząc, powiem dwa słowa o tym, o czym nie mam zielonego pojęcia. W świecie paplających małp i śpiewających ptaszków takie mówienie nie jest chyba czymś niezwykłym.

    Poznawanie świata zostawiam rozumowi, czyli nauce i chłopskiej głowie. Sztuka jest kreowaniem świata emocji. Jeśli w tym kreowaniu występują elementy poznania, to są środkiem, nie celem. Sztuka tworzy konwencję piękna, którego w naturze nie ma. Jak też nie ma brzydoty. Sztucznie się skracając: piękno zaistniało wtedy, kiedy powstał wyraz „piękno”. Więc masz rację, mówiąc, że sztuka to coś więcej niż niezgoda. Bo emocje to nie tylko niezgoda, ale i zgoda. Na przykład przyjaźń, miłość. Zgoda?

  174. >6-latka w mundurze na wiecu Erdogana. Prezydent życzy jej „męczeńskiej śmierci”<

    Nie wiem, czemu to dziecko, zamiast się cieszyć, jest zapłakane, ale ślepy widzi do jakich wynaturzeń i barbarzyństwa prowadzą idee i ideologie. Nie jedyne na całą wieczność jednostkowe życie jest wartością, lecz urojenia buraków. Daj przykład, zafajdany obłudniku, i życz sobie męczeńskiej śmierci, a nie dziecku. Co za bydło rządzi światem!

  175. Sztuka tworzy konwencję piękna, którego w naturze nie ma

    Ale czasami Pani Sztuce zdarza się uznać twory Matki Natury za piękne.
    Szczególnie wtedy, gdy obu Damom wyszło to samo, nawet jesli trudno uznać, że posługiwały się tym samym narzędziem:

    https://insteading.com/blog/fibonacci-sequence-in-nature/

  176. wbocek
    28 lutego o godz. 4:53
    Gdybyś był takim Jarosławem „Wielkim choć niewysokim” to kobiety także płakałyby przy spotkaniu z tobą. To łzy wzruszenia, że mogą widzieć kogoś co z każdym miesiącem jest coraz bliżej, chociaż nie nie sieje i nie orze, a mu rośnie w portfeliku.
    A tak na serio. Każdy dyktator marzy o posiadaniu milionów poddanych, gotowych umrzeć za jego osobę. Tylko, co czeka kobiety męczennice w islamskim raju – stadko hurysów?

  177. Jerzy, zza

    „Sztuka tworzy konwencję piękna, którego w naturze nie ma”

    Hmm…

    W angielskim sa okreslenia, ktore trudno adekwatnie wylapac w polskim np.: ‚awe-inspiring beauty’, czy ‚sublime beauty’. Moga one odnosic sie do krajobrazu czy glebokiej pzzestrzeni kosmosu (np. zdjecia z teleskopu Hubble.)
    ‚Awe-inspiring’ to np. glebokie poczucie piekna zmieszane z poczuciem grozy, spokoju czy nawet ekstazy.
    Podobnie ‚sublime’…

    Trudniej odpowiedziec, czy brzydota istnieje w naturze – gnijace zwierze w lesie raczej ‚brzydkie’ jest niz ‚piekne’.

    W sztuce zas ‚brzydota’ ma czesto pozytywna wartosc estetyczna…ale to juz inny temat.

  178. Po latach, ziobrowa prokuratura zamierza udowodnić, iż Józef Pinior – legenda Solidarności lat osiemdziesiątych – jest oszustem i być może złodziejem (takie sprawy najczęściej się ze sobą wiążą). Minister spraw wewnętrznych czasu stanu wojennego gen. Czesław Kiszczak, w piekle zaciera pewno ręce z satysfakcji. Proces deprecjacji dawnych bohaterów trwa. Obecni prokuratorzy z pełnym oddaniem poprawiają historię czasów niebytu Polski lat 1944-1989.

  179. @act 7:28
    gnijace zwierze w lesie raczej ‚brzydkie’ jest niz ‚piekne’.

    Bo ja wiem? Z pewnością pożyteczne. A że śmierdzi? To raczej naturalne dla natury. Zresztą komu śmierdzi, temu śmierdzi.

  180. zza kałuży
    28 lutego o godz. 5:25

    Cudeńka. Natura jest matematyczna, a matematyka naturalna 🙂
    Jest tam jeden intrygujący przykład, populacja. Czyli coś na co niby mamy wpływ. Jest podobna reguła dotycząca wielkości miast. Jeśli wszystkie miasta danego państwa uszeregujemy pod względem wielkości populacji, rosnąco, to każde następne jest dwa razy większe od poprzedniego, zwłaszcza w prawym ogonie (Zipf’s Law).

    Ekonomiści, planiści, matematycy, a nawet filozofowie, próbują to wyjaśnić, i chyba na razie bezskutecznie. I gdzie ta nasza wolna wola?

  181. @act
    28 lutego o godz. 7:28

    Lubię te określenia: sublime beauty, awe-inspiring beauty – angielski język ma naprawdę piękne określenia czasem i trudno je przetłumaczyć tak aby w pełni oddać wrażenie.

    Jest też hauntingly beautiful oraz otherworldly beautiful a także eerily beautiful. I wiele innych..

    No i „terrible beauty” W.B Yeats’a z poematu Easter 1916, co chyba na polski przetłumaczyl Bryll (jesli pamiętam dobrze ) jako „rodzi się straszne piękno”

    W kwestii zimy – rozumiem, że w UK klimat jest łagodniejszy i prawdziwa zima występuje rzadko i rzadko na dłużej niż kilka dni. Z drugiej strony kraj jest wystarczająco daleko na północy żeby się aż tak nie dziwowac za każdym razem kiedy spadnie śnieg i nie wpadać w narodowa histerie. Próbowalismy sobie z mżonkiem wczoraj przypomnieć czy nasze szkoły w Polsce były kiedykolwiek zamknięte ze względu na śnieg i żadne z nas nie pamiętalo takiego wydarzenia. A w UK to norma kiedy robi się biało.

    Choć patrząc na zawieje za oknem która zasypala i wymraża właśnie krokusy i przebiśniegi to widzę, że próba ruszenia samochodu na letnich oponach z mojego końca wioski na pagórku powyżej reszty może być ryzykowna… 😉

  182. @act

    Doceniam Twoją obronę Picassa. Też kiedyś miałam do niego stosunek ambiwalentny. Dopóty dopóki nie poszłam do jego muzeum w Barcelonie. Do tego muzeum się stoi w kolejce. A potem dociera do człowieka to co powiedziałeś, on już w wieku 15 lat potrafił namalować absolutnie wszystko. Więc mu się znudziło.

    A już zupełnie zachwyciły mnie jego wariacje na temat Meninas. Oryginalne Meninans:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Las_Meninas#/media/File:Las_Meninas,_by_Diego_Vel%C3%A1zquez,_from_Prado_in_Google_Earth.jpg

    Picassowskie Meninas, jeden przykład, taki całkiem niewinny:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Las_Meninas_(Picasso)#/media/File:PabloPicasso_Meninas.jpg
    ale tego jest całe 58 i na koniec wygląda jak bohomazy szaleńca. Piękne, po prostu brakuje słów.

    Od tej pory jestem wyznawczynią, ale o prywatnym życiu wolałabym nie wiedzieć. Wyabstrahować. Bo to chyba zły mężczyzna był.

  183. @Kostka
    27 lutego o godz. 19:17
    Raczej nie spodziewałbym się by Prezes zaakceptował coś tak gminnego jak Ty wymieniasz. Słyszałem pogłoski z obozu Zenka, że muzycznie ma być to coś z pogranicza ,,Cwałujacej Walkirii” Wagnera wymieszanego z ,,Hej kto Polak na bagnety” i ,,Bema pamięci rapsodem żałobnym”. Co do tekstu należy się spodziewać czegoś co swoim ładunkiem emocjonalnym sprawi, że dzieło Norwida będzie przy tym zwykłą ramotką.
    Mam nadzieję, że choć oprawa muzyczna uratuje to wydarzenie skoro Tanaka był łaskaw wdeptać w ziemię stronę wizualną. Kolejnym ,,ratunkiem” może być motto np. z ostatnimi słowami Świętej Pamięci Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego ,,Tobie Ojczyzno! Dla Twego Ratunku tu giniemy”

  184. @Kostka

    Super wierszyki, dzięki, będę je sobie powoli smakować. Ciśnienie mi nie skacze, jak @tejotowi, ale doznaję poczucia osaczenia, tudzież ataku klaustrofobii, i już po paru muszę wyjść na świeże powietrze.

  185. @act
    28 lutego o godz. 7:28

    Actku, w imię taty i maty, dzień dobry nie na raty. Piękno, brzydota, dobro, zło, prawda, co w oczy kole nie istnieją w naturze, dokąd nie pojawią się małpa lub Jezusek (choć nie przypominam sobie odczuwania piękna przez Jezuska – być może nie był przebudzony) zdolne do widzenia i nazywania elementów natury jako piękno. Piękno bez odbiorcy nie istnieje, bo jest tylko społeczną umową. Zostaw obraz, który nazywasz „pięknym” na pustyni, podeprzyj nagraniem Mozarta i posągiem Gosiewskiego i czekaj, czy jakiś fenek lub szarańcza rozdziawią japy z podziwu. To, że jakikolwiek język coś nazywa jako „piękno”, nie jest dowodem istnienia obiektywnego piękna, lecz tylko dowodem, że człowiek na bardzo długiej ewolucyjnej drodze dojrzał do nazywania tego „pięknem”. Przed nazwaniem nie było to pięknem, lecz zwyczajnym, bezepitetowym istnieniem jak wszystkie inne wytwory natury.

  186. @wbocek
    28 lutego o godz. 4:53
    Moja wtedy czteroletnia córka została zabrana decyzją p. dyrektor jej przedszkola na musical pt. Dzieci powstania warszawskiego.
    Wróciła naładowana ładunkiem pozytywnej energii i pochwaliła, że podczas powstania było baaaardzo fajnie. Nam nie trzeba mundurów. I bez mundurów próbujemy wychować bandę nacjonalistycznych zjebów.
    Dopiero teraz widzę jak katastrofalną w skutkach okazała się decyzja (bardzo i przeze mnie popierana) o zniesieniu przymusowej służby wojskowej. Gdyby ten i ów cierpiący na wzwód patriotyczny młodzian został przeczołgany w masce pgaz i ubrany w OP1 przy -15 stopniach po zamarzniętym czołgowisku a potem miast wrócić ze ,,survivalu” do swojego łóżeczka, smarkfonika i michy mamusi wróciłby do koszar gdzie po ,,najpierw koń, potem broń a na końcu ułan” czekały by go jeszcze rejony w kiblu to może byłby mniejszym fanem leśnych band czy ,,twardej, opartej na wstawaniu z kolan” polityki bo by wiedział, że robienie tej ,,polityki” mogłoby wyglądać jak ta ,,polityka” na czołgowisku.
    Czasem myślę, że kapitalizm zaplątawszy się w swoje wewnętrzne sprzeczności dąży do ich rozwiązania w znajomy sposób.

  187. @Sławczan 9:20

    Może to jest jakiś pomysł. Postawić ten pomnik w dół, nie w górę. Uniknie się dzięki temu przyszłych awantur w kwestii: rezebrać czy nie rozebrać na rzecz: przykryć – odkryć, w zależności od opcji politycznej.

  188. Kostka
    28 lutego o godz. 9:14

    Przypomniałaś mi, Kosteczko, zimowy epizod z Wrocławia zimą 1958/59. Szkoły nie były zamknięte, ale w szpitalach zabrakło węgla. Byłem w pierwszej klasie Technikum Żeglugi Śródlądowej. Oddaliśmy szpitalom cały swój przydział węgla z internatu bodaj na dwa tygodnie i spaliśmy w mundurach i bosmankach – trzęśliśmy się z zimna raczej na wesoło. W szkole, w której spędzaliśmy całe dnie od apelu porannego do wieczornego, trochę było palone.

  189. Slawczan
    28 lutego o godz. 9:33

    Zgadza się, Sławczanie. Smarki oglądają przeszłość z kanapy wyłącznie jak przygodowe filmy. Pamiętam amerykański film z początku lat 60-tych. Dzieci oglądają w tele filmy o kowbojach i walkach zaborców z Indianami i szaleją na kanapie: strzelają, krzyczą, skaczą i żrą chipsy. Ojciec postanowił fundnąć im trochę udawanego realu i zorganizował wakacje w kowbojskim miasteczku-skansenie. Dzieci zanudziły się prawie na śmierć. Kiedy wróciły do chaty, z powrotem wstąpiło w nie życie: strzelały, skakały na kanapie, wrzeszczały i obżerały się chipsami.

  190. @wbocek
    28 lutego o godz. 9:51
    Widzisz – ja się nie martwię smarkami małymi jak moja córka. Kilka migawek z Dziennika TV z Aleppo wystarczyło jej by odfajnić wojnę*.
    Bardziej mnie martwią pełnoletnie smarki takie jak te maszerujące 11.11 – te smarki mają prawo głosu (i go dają a jak) w wyborach. To jest problem.
    *swoją drogą wynaturzona to cywilizacja, w której można w prime time pokazać rozerwane na strzępy trupy ale kawałek cycka od razu oburza…

  191. @paradox57
    28 lutego o godz. 9:38
    Czy widziałeś kiedyś piramidę, ziggurat prowadzący w dół?
    Nawet kaczka ma pragnienie lotu – wysoko.

  192. Slawczan
    28 lutego o godz. 10:09

    „Nawet kaczka ma pragnienie lotu – wysoko.”

    A to nie jest Kaczka Walcząca czyli Podziemna? Osaczona przez wraże siły i przedzirajaca się kanałami „ku prawdzie”.

    Oklaskuje twój wpis z 9.33 potakujac entuzjastycznie, jakże trafna diagnoza narodowego wzmożenia i jaka recepta prosta! Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej ale myślę, że masz racje. Ciekawe czy gdyby kaczoidalni przywrócili obowiązek służby ojczyźnie w kamaszach to cieszyłoby się to poparciem patriotycznej młodzieży?

    PS. Wszystko się we mnie wywraca na myśl o tym co PiS zrobił z powstania

  193. @Sławczan 10:09

    Od razu piramida. Parę schodków nie czyni jeszcze piramidy. Ta konkretna kaczka to nielot uformowany, któremu byle kałuża wystarczy.

  194. Dla tych, którym nie bardzo się wbił w pamięć pomnik świętej pamięci Przemysława Gosiewskiego wzmiankowanego we wstępniaku Tanaki. Zasługą onego Gosiewskiego miało być to, że wymyślił dom uzdrowiskowy w Dąbkach. Rowerując do Dąbkowic, co na mierzei Bukowskiej, przez Dąbki trafiłem na trąbki, znaczy uroczystość odsłonięcia z udziałem wojska i trąby hono…tfu!…salwy honorowej. Przeca poległ.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6527541663034059282?authkey=CIzXh7KFrN_uDQ

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6527538373230478546

  195. Slawczan
    28 lutego o godz. 10:06

    Smarki liczą się u mnie od zera do pięćdziesięciu. Oczywiście, poza nieprzeliczoną mnogością smarków wiecznych, jak na przykład…

  196. Slawczan
    28 lutego o godz. 10:06
    Nie od dzisiaj wiadomo, że goły damski cycek potrafi zmusić najmężniejszych do porzucenia wiekopomnej sprawy, dla której poświęcają ich rządzący.

  197. wbocek
    28 lutego o godz. 10:58

    Patrzę i widzę: Przemysław to Czesław. Chociaż nawet bardziej – Marian. Ale czytam – jest książeczka z blachy i tam jest napisane, że Przemysław. Ogólnie, jest jakiś taki mocno lejący się.

    Zasługą onego jest, zdaje się, peron we Włoszczowej. I dwie żony, które trudno od siebie odróżnić.

  198. Tanaka
    28 lutego o godz. 11:49

    Mi się zdaje, że żony można odróżnić po tym, ile która chce.

  199. Przemysław G. ma niewątpliwe zasługi dla smoleńskiego kultu. Jako wątpliwej jakości katolik, był jednym z największych krytyków pilota rządowego samolotu do Gruzji. Pierwszy dzierżył kamień obmowy i obrazy, którym rzucił pomówienie o tchórzostwo. W efekcie, następni wykazali odwagę w obliczu warunków pogodowych, w których winni polecieć na lotnisko zapasowe albo wrócić do Warszawy. Katolicki mąż dwóch żon, współtwórca pomnika smoleńskich ofiar, zasłużył na swój własny pomniczek.

  200. @wbocek
    28 lutego o godz. 11:05
    Ejże …to ja też?

  201. Uważam krytykę pomnika Gosiewskiego za przesadzoną – On jest tu ładniejszy niż był w oryginale!
    Wyobraźcie sobie jak brzydki mógłby być ten pomnik gdyby nieco wierniej odzwierciedlał naturę

  202. @wbocek

    Pombocku, trafiłam na filmik poniżej wczoraj i jakoś pomyślałam od razu o tobie wiec pędzę się podzielić. Ten szalony, który jeździ po „czarnym lodzie” twierdzi ze robi to właśnie ze względu na „nieziemski” dźwięk, który cienki świeży lód wydaje pod łyżwą – i ze jest właśnie sztuka (w naturze) a także nauka (bo trzeba wiedzieć dokładnie co się robi). Raczej sama bym nie spróbowała ale widok i dźwięk zamarzniętego jeziora jest piękny!

    „https://video.nationalgeographic.com/video/news/180130-hear-otherwordly-sounds-skating-thin-ice-vin-spd?source=relatedvideo

    Poza tym, zgadzam sie z toba w pelni w kwestii tego co napisales o Erdoganie i zyczeniach meczenskiej smierci. Z tego co pamietam w czasie ostatniego puczu dal drapaka od razu i nadawal przez Skypa z bezpiecznego miejsca jak prawdziwy bohater czekajac az jego cywilni zwolennicy zrobia porzadek z puczystami, wiec wnosze, ze on sam do meczenskiej smierci az tak sie nie wyrywa. Nie zebym sugerowala, ze akurat mu grozila wtedy ale i tak latwiej bylo zgrywac chojraka chowajac sie za plecami innych. Wiec lepiej, dziad paskudny, moglby sie przymknac a nie robic niewinnym dzieciom wode z mozgu.

  203. @Kostka
    28 lutego o godz. 10:20
    Ciekawostka – całkiem sporo byłych punków czy hipisów etc. za swoich ,,poborowych lat” jakże się migali od ,,zaszczytnego obowiązku” i to nawet w III RP a teraz na stare lat są jakże wzmożeni. Niech to będzie dla Ciebie kluczem – nie licz by zbyt wielu z tych maszerujących 11.11 jak i tych tokujących po domach i forach w te kamasze dało się obuć. Powody? zawsze się znajdą.
    Zawsze uważałem, że nie ma nic gorszego niż byli nawróceni hipisi. Najlepsze przykłady to Pospieszalski czy Terlecki (ten jest wręcz klinicznym przykładem zgubnych skutków zażywania kleju).

  204. @paradox57
    28 lutego o godz. 10:25
    Mylisz się absolutnie – w mało foremnym ciele kaczki mieści się orla natura skrzyżowana z rakietą Saturn 5. Ocean za mały a Ty wypisujesz tu o kałużach.
    Jeżeli ktoś za młodu Księżyc ukradł to cóż on sprawić może bogatszy o lata doświadczenia i 2 nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach w Warszawie? Dla kogoś takiego sky is the limit. Będzie kolej szybka i szybko do Budapesztu, będzie wielki hub nim Niemcy uruchomią swój, pozbędziemy się balastu w postaci Szczecina i Wrocławia, odzyskamy Wilno i Lwów. Będzie milion elektrycznych aut i wcale nam kabla dla nich nie zabraknie. Bedzie wszystko.
    A doraźnie delektujmy sie pomnikami…

  205. @Jochwed
    28 lutego o godz. 14:36
    Wybacz ale musze zaprotestować – ten monumentunio absolutnie nie oddaje całej złożoności i bogactwa osobowości tego męża podwakroć i wspaniałego syna kielecczyzny (a to tam działał major Hubal). Czy wyobrażasz sobie, że dar Boga można odwzorować w kamieniu (żeliwie czy mosiądzu). Uprzedzę Twoją odpowiedź jako cyniczny i bezbożny niedowiarek zapewne odpowiesz mi zuchwale – TAK.

  206. @zak1953
    28 lutego o godz. 11:24
    Może tak było w dawnych czasach – dziś mając odpowiednie zasoby gotówki możesz nabyć takich ładnych cycków ile zapragniesz (w promocji z niewielkim tylko mózgiem). Nie ma sensu i potrzeby porzucać czegokolwiek, skoro można mieć i jedno a drugie bez ograniczeń innych jak finansowe.

  207. Slawczan
    28 lutego o godz. 14:54

    Mnie się nadal bardziej podoba ten blaszany Przemek czy jak mu tam

    Czy wyobrażasz sobie, że dar Boga można odwzorować w kamieniu

    A po co? czyż kamień sam w sobie nie jest wystarczająco kompletnym i cudownym dziełem?

  208. @Kostka
    28 lutego o godz. 14:39
    Odnosząc się do Twojego ostatniego akapitu: zwykle jest tak, że ci co wydają rozkazy wydają je – takie a nie inne – bo nie będą musieli nadstawiać karku przy ich wykonywaniu. Czy jako prezesi korporacji czy jako dowódcy wojskowi. Zwróć uwagę, że z całej wierchuszki, która wydała nieprzytomny rozkaz do powstania warszawskiego NIKT nie zginął w walce a i po niej nie miał na tyle odwagi i przyzwoitości by sobie palnąć w łeb.

  209. @Jochwed
    28 lutego o godz. 15:01
    Absolutnie nie (o kamieniu) – polecam wizytę na jakimkolwiek polskim cmentarzu by pojąć kanon piękna i boskości.
    Dla Przemka co najmniej nazwa konstelacji albo planety…No chyba, że coś na skalę Świebodzińskiego Pantokratora

  210. @act
    28 lutego o godz. 4:21

    Nie znam sie na futbolu ale właśnie epickie wojny kibiców Celtica z Rangersami (w wymiarze niemal bibilijnym, prawa strona rzeki Clyde kontra lewy brzeg, katolicy kontra protestanci i takie tam) mocno dopomogły zlej slawie Glasgow swego czasu. Zresztą do dziś pamiętam kibiców Celtica w zielonych kiltach i klubowych szalikach rozbijających sobie butelki na głowie w czasie mojej pierwszej wizyty (była noc sylwestrowa, ale kiedy poszło na butelki zwinęliśmy się do domu, a ja poprzysięgłam sobie, ze nigdy w zżyciu moja noga tu nie postanie 😉 ) Ale trafnie mnie rozszyfrowałeś – mam do Glasgow duża słabość, bo to typowy underdog, brzydkie, zaniedbane kaczątko, love it or hate it. Co można zrobić z takim miejscem, pierwsza stocznia Europy, kiedy załamie się przemysł? Kolejne przeróbki miasta polegające na wyburzaniu tennenant houses pozostałych po rewolucji przemysłowej i zastąpieniu ich wieżowcami jeszcze bardziej je oszpeciły. A jednak – kiedy już otrząśnie się człowiek z pierwszego szoku zaczyna widzieć druga stronę Glasgowic – kulturę, sztukę, muzykę, atmosferę. Wspolczesny slogan promujący Glasgow głosi „People make Glasgow” (parafraza ‚Glasgow made the Clyde and the Clyde made Glasgow’) i jest to prawda. Nie sztuka zakochać się w eleganckim Edynburgu z jego piękną architekturą, tajemniczymi zakątkami itd. – to jak zakochać się w tajemniczym, nieco mrocznym poecie czy malarzu, który przesiaduje w eleganckiej kafejce czy starym pubie. Zakochać się w Glasgow, to jak zakochać się w chłopaku z doków, który może i ma artystyczne ciągoty ale na zawsze pozostanie gdzieś w środku chłopakiem z doków, nawet jeśli jest przystojny jak nasz lokalny Geralt Butler

    A juz na powaznie to faktycznie uwaza sie ze to, ze Glasgow bylo ponad cwierc wieku temu Europejska Stolica Kultury bardzo mocno dopomoglo potem w zmianie wizerunku miasta (sa na ten temat opracowania naukowe lepsze niz komentarze z podanych linkow) – ten proces wciaz jeszcze trwa a koncowy efekt zobaczymy pewnie dopiero za kolejne 10 czy 20 lat. Napawa mnie to jednak pewnym optymizmem – ze sa mozliwe rzeczy ktore 30 lat temu wydawaly sie ze strefy bajend, tylko dlatego, ze sa ludzie ktorym wydaly sie one mozliwe.

  211. Slawczan
    28 lutego o godz. 14:32

    Sławczanku, tak mówię, boć wiem, ile smarka jest w dorosłym, znacznie rzadziej – dorosłego w smarku. To nie są wartości ukryte, kiedy się wie, że w najdrobniejszym szczególe zachowań siedzi CAŁY człowiek. Licząc nie tylko od narodzin, ale może i od poczęcia. Mówię „smarki” na tych, od których niedojrzałość – w pewnych obszarach, w których urazy z dzieciństwa lub przegapienia w wychowaniu były największe – bije w oczy, choćby skończyli piętnaście fakultetów. Wiem również o własnej smarkatości, ale ze skromności przemilczę. Natomiast gdybym mówiąc o smarkach, miał na myśli Ciebie, sam byłbym większy smark niż ustawa przewiduje. Bardzo lubię czytać Twoje spokojne, celne, wyważone i poparte życiowym doświadczeniem wypowiedzi.

  212. Slawczan
    28 lutego o godz. 14:56
    Hmmm. Bardzo cynicznie podchodzisz do sprawy.To już i dawniej zamtuzy wędrowały za wojskiem. Ale czy wszystko co kupimy naprawdę nas cieszy? Miłości i podziwu nie kupisz, co najwyżej seks i zazdrość.
    A wodzowie, którym służymy, prędzej rzucą nas na ofiarny stos, aniżeli pozwolą zyskać coś ponad pieniądz. Zero romantyzmu. Tylko interes.

  213. Kostka
    28 lutego o godz. 14:39

    Kostka, dzięki, podejrzałem i podsłuchałem: dźwięki faktycznie nieziemskie. Pod koniec filmiku jest fantastyczny obrazek gnącego się pod ciężarem łyżwiarza lodu. To modelowy obrazek tego, jak pracuje membrana.
    Ostatnio wspominałaś, że śnieg Ci się skończył, no to przypomnę: to białe to śnieg, a to niebiałe, to nie śnieg, tylko jakieś inne coś.

    https://photos.google.com/share/AF1QipMLZi65fFzJ8Rmah5_QBemtAidfGfT4T8jLM7Nm-PVjnZJCsu054JlT-OaaldnMBw/photo/AF1QipP_pWmmFMRt8AM1IRUrp9mESPMY9y0R-f01Jng9?key=VVRBM204Q3BHMTNEQUFPRTBhODZVTzVGNGV5R3lB

  214. wbocek
    28 lutego o godz. 12:42

    No tak, ale która jest która, to bardzo niejasne.

    Jochwed
    28 lutego o godz. 14:36

    Skoro mówisz, że Przemysław z blachy jest ładniejszy niż w oryginale, a z blachy jest jakiś taki lejący się, to jak bardzo piękny być musiał w tym oryginale? więcej lejący się? Raz słyszałem, że był jakiś taki bardziej zwarty w sobie, ale może to były plotki.
    Sprawa poważniejsza jest z mamusią onego. Ona w onym rozpoznała Czesława a nie Przemysława i zażądała, żeby Czesława przetopić w Przemysława. Zgodnie z Twoją fachową opinią – będzie gorzej.

  215. Kostka
    28 lutego o godz. 15:12

    A juz na powaznie to faktycznie uwaza sie ze to, ze Glasgow bylo ponad cwierc wieku temu Europejska Stolica Kultury bardzo mocno dopomoglo potem w zmianie wizerunku miasta (sa na ten temat opracowania naukowe lepsze niz komentarze z podanych linkow) – ten proces wciaz jeszcze trwa a koncowy efekt zobaczymy pewnie dopiero za kolejne 10 czy 20 lat. Napawa mnie to jednak pewnym optymizmem – ze sa mozliwe rzeczy ktore 30 lat temu wydawaly sie ze strefy bajend, tylko dlatego, ze sa ludzie ktorym wydaly sie one mozliwe.

    Brytania ma bardzo poważną listę osiągnięć w przekształcaniu tradycyjnych, zapuszczonych, przemysłowych niegdyś miast w nowoczesne, gospodarczo i kulturalnie rozwinięte, atrakcyjne dla biznesu i turystów ośrodki.
    Podobnie jest z wieloma innymi krajami w Europie, poza Europą, na różnych kontynentach. Słabo, a właściwie marnie to wychodzi nad Wisłą.

  216. Wspomniałem o wystawie blaszaków w koszalińskiej galerii handlowej „emka”. Jest też parę motocykli. Może ktoś coś se przypomni z czasów młodości. Ja na motorowe blaszactwo nigdy nie chorowałem, ale trudno nie pamiętać marek „Junak”, „Iż”, „Ural”.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6527618829989493921/6527618830806002002?authkey=CM6kuLblu4ql5gE

  217. @Sławczan 14:50

    Jak absolutnie, to będę musiał postawić flaszkę Absoluta albo absolutnego. Do wyboru. Ale najwcześniej w piątek.

    Takiemu orłowi w ciele kaczki musi być cokolwiek ciasno. W dziób szczególnie go uwiera. Chciałby wydać bohaterski orli okrzyk, a tymczasem tylko smętne kwa-kwa.

  218. paradox57
    28 lutego o godz. 16:33

    😀 😀 😀

  219. Tanaka
    28 lutego o godz. 15:39

    Bardzo ładne! Skąd to? Wygląda jak Szkocja! 😉

    Mamy atak zimy więc szkoła zamknięta i jutro. Już przestałam się dziwić, tutejsze ludziska i służby od odśnieżania nienawykle do takich ekscesow. Poniżej zdjęcia z dzisiejszej wyprawy po prowiant – od tamtej pory napadało trzy razy więcej. W Polsce ludzie zyja z tym na codzien zima a tutaj mamy czerwony alert co oznacza że pchanie się na drogi (nie wiem czy samochodem czy także pieszo) może się skończyć zgonem. Tak przynajmniej straszy Metoffice. Pogoniłam rodzinę na wyprawę po zaopatrzenie (plecaki, buty do wędrówki, itd) – wygląda na to że mało który sąsiad ruszył się dziś do pracy bo niektóre uliczki dziewiczo białe. Miasteczko prawie wymarle, jakby było -40 C a nie -4 i zaspy na pół metra a nie na 10 cm. Nieliczni napotkani tubylcy uśmiechali się na nasz widok szeroko zwłaszcza listonosze i strażacy odśnieżajacy wyjazd z jednostki. Gratulowalismy sobie nawzajem samozaparcia a młody był z wyprawy dumny jakby właśnie awansował do drużyny kapitana Scotta.

    https://photos.app.goo.gl/HxwCYR4X4E2iNL7A2

  220. Tanaka
    28 lutego o godz. 15:45

    Przemek w oryginale był Bardzo Brzydki – w mojej ocenie. I wyzwalał we mnie złe emocje
    Blaszany Przemek nie jest brzydki tylko rozlazły i złych emocji we mnie nie wzbudza. Nawet wyobraźnię pobudza. Jak wypiję dzisiejszą purimową porcję wina to może nawet zobaczę w nim cień przystojniaka.

  221. @Tanaka, @Kostka

    Jaka piękna zima. U mnie już chyba po sezonie narciarskim, ale sobie jeszcze popatrzę na to białe i pomarzę. Więcej proszę 🙂

  222. Kostka
    28 lutego o godz. 14:39

    Kosteczko, byłem, jako pombocek u ojca i naradzaliśmy się, co robić, dlatego dopiero teraz reaguję na Twój pikny filimik. Ostatni raz jeździłem na łyżwach po rozlewiskach nad rzeką Słupią w 1958 roku. Nie dlatego, że byłem taki bogaty, żeby mieć łyżwy, ale dlatego, że z koleżanką zdobyliśmy dla naszej szkoły nr 3 w Słupsku mistrzostwo szkół podstawowych województwa koszalińskiego w łucznictwie. W nagrodę szkoła dostała sporo sprzętu sportowego, m.in. sześć par łyżew. Fantastyczny nauczyciel od wuefu pan Steć od razu nam je rozdał, byśmy trenowali jazdę, bo będzie zakładał drużynę hokejową. A ledwo przyszedł, założył różnych sportowych sekcji ze z pięć – łuczniczą (sami robiliśmy słomianki ze słomy z PGR, po którą pojechaliśmy z nim rowerami), siatkową, szczypiorniakową, kajakową, lekkoatletyczną. Najeździłem się na tych rozlewiskach za wszystkie czasy, bo wcześniej – tylko na pożyczonych lub na drewnianych własnej roboty z drutem pod spodem. Więc z sentymentalną przyjemnością patrzyłem na tego pięknie sunącego jegomościa po cudownej tafli. Taka gładziutka tafla ostatnio była na Jamnie w 2013 roku. Nie znam angielskiego, więc nie wiem, co powiedział o grubości lodu, ale po suwmiarce, którą mierzył widziałem, że może być 7 – 8 centymetrów. Mało prawdopodobne, żeby trzasło, ale temperatura wody na jeziorach nie jest równa, więc mogą się trafiać słabsze miejsca. Na łyżwach przez kolana już bym nie dał rady, jednak względem poszwendać się po lodzie, żeby sprawdzić, czy wpadnę, czy nie wpadnę, jestem pierwszy. A jak wpadnę – to drugi drugi. Trzy lata temu lód się załamał i żem wpadł. Nie w wodę – w błoto pod lodem. Trochę wstyd było wracać rowerem: taki stary, a taki upie…lony. Dziękuję, Kosteczko.

  223. Tanaka
    28 lutego o godz. 15:39

    Sliczności fotki, Tanako, choć za zimą ogólnie nie przepadam, ale szczególy potrafią piękne być. Domyślam się, że to z wędrówki, bo gdzie tam w Gdańsku skały.

  224. Kostka
    28 lutego o godz. 18:15

    Kosteczko, żal ściska, ale nie mogę Twojego linku otworzyć, poczekam na niebieską wiosnę.

  225. @@ Kostka, Izabella, wbocek

    Proście, a będzie wam danepowiedział ktoś, kto ma Bardzo Ważnego Tatusia. Kto chce dalej oglądać, to pod tym samym linkiem co wyżej, znajdzie więcej: wyżej, więcej, silniej. Albo odwrotnie – głosi jakieś hasło, ale zapomniałem, czy na pewno B.W.T.
    Racja, Pombocku – wielkie obrazki gubią piękne szczegóły, są przez to powtarzalnie nudne. Dlatego szczegóły.
    Foty są karkonoskie.

  226. wbocek
    28 lutego o godz. 19:06

    Grubość lodu zmierzona suwmiarką – 45 mm. Normalnie membrana.

  227. Wszystko, co pogrubione, jest z gazety.pl. A wtykam przed jutrzejszym Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych, bo od lat mnie wnerwia pismacki wyraz „kontrowersje”. Pismacy używają go może z ostrożności, ale mnóstwo użyć służy właściwie zaciemnieniu sprawy, nie rozjaśnieniu. Słownikowe i potoczne znaczenie wyrazu „kontrowersyjny” to „sporny”, „dyskusyjny”, „problematyczny”, „wątpliwy”, „niepewny” itp. Dla jednych powojenni partyzanci to „żołnierze niepodległościowego podziemia”. Dla innych – pospolici bandyci. Różnica jest ta, że „Żołnierze Wyklęci” – to ideologia, „bandyci” – to udowodnione fakty. O jakiej więc kontrowersji może być mowa, o jakim sporze, o jakiej dyskusyjności, skoro z jednej strony jest patetyczny fałsz na polityczne zamówienie, z drugiej – świadkowie, dokumenty, dowody, PRAWDA. Nie stawiam znaku zapytania – stwierdzam, że nie ma tu żadnych kontrowersji. Kontrowersje między historykami mogą być wtedy, kiedy nie ma jasności, czy morderca był w oficerkach , czy w trzewikach, a nie czy zamordował, skoro są naoczni świadkowie. Odbywa się łajdacki proces zakłamywania historii w wykonaniu współczesnych pisowsko-bolszewickich żołnierzy pokornych.

    Choć prezydent w specjalnym liście Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych pisze, że „prawda o bohaterach podziemia niepodległościowego to fundament niepodległej Rzeczypospolitej”, historie wyklętych wciąż budzą wiele kontrowersji.

    Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych przypada w czwartek, 1 marca. „Nasz naród odrzucił kłamstwo, szerzone przez dziesięciolecia w propagandzie komunistycznej” – to przesłanie Andrzeja Dudy na to święto. „Ocaliliśmy swoją tożsamość i pamięć o tym, kto – w najtrudniejszych dla naszej wspólnoty czasach terroru i opresji dwóch reżimów totalitarnych: III Rzeszy Niemieckiej i Rosji Sowieckiej oraz jej satelitów – był prawdziwym bohaterem wolnej Polski, a kto jej ciemiężcą i zdrajcą” 

    Tymczasem wiele świadectw mówi o zbrodniach popełnianych przez tak zwanych żołnierzy wyklętych. Jak chociażby ta relacja kobiety, której oddział Romualda Rajsa ps. „Bury”, czczonego przez środowiska narodowe, zamordował ojca i siostrę
     
    „Siostra dostała kulkę w usta, konała pod wierzbą”. Kolejne kontrowersje przed dniem „żołnierzy wyklętych”

  228. Tanaka
    28 lutego o godz. 20:16

    Uomamuniu! To jednak przybliżenie mnie zmyliło. Faktycznie membrana. Połazić to pewnie bym połaził, ale tak pruć w ciemno i wpaść w jakim oparzelisku z pięć metrów pod lód…Odmawiam zeznań.

  229. Czyżby Wojciech Młynarski wiedział, że jutro dzień otumanianej wnuczki, którą dla niepoznaki nazwał „babcią”?

    Koci-łapci,kici-kici,ole-olejanko,
    zajmujemy razem z babcią urocze mieszkanko,
    my mieszkamy na parterku, babcia w oficynce,
    drepce, żądna informacji o całej rodzince.
    Lecz choć u nas trwa od rana z sodomką gomorka,
    babci o tym się nie mówi, by była w humorku.

    Wujek Ziutek, co za smutek, choć kawał mężczyzny,
    świat pożegnał przy pomocy sznurka od bielizny,
    Co z Ziuteczkiem? głos babuni dźwięczy na przygórku,
    Jak mu idzie? Idzie babciu,idzie jak po sznurku!
    Lecz dokładnie informować babci nikt nie śpieszy,
    po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.

    Kuzyneczka Ernestynka , ozdoba rodziny,
    kawki z gniazda wybierała i spadła z drabiny,
    co z malutką? głos babuni z góry brzmi radośnie,
    co tam u niej? Krzywa rośnie babciu, krzywa rośnie!
    Lecz dokładnie informować babci nikt nie śpieszy,
    po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.

    Tata zasię, manko w kasie miał i siedzi w kiciu,
    były o tym wzmianki w prasie w Expressie i w Życiu,
    ale fakt ten się nie stanie dla babci udręką,
    bowiem się drukuje dla niej osobne pisemko.
    Na domowej drukarence wszystko się wyłuszcza,
    i w ogóle się babuni na parter nie wpuszcza.

    Aż rodzinnie osiągniemy, prawda ta nas krzepi,
    sytuację w której może być nam tylko lepiej.
    A jak nam już będzie lepiej panie i panowie,
    to się babci koci-łapci o tym też nie powie.
    Niech zażywa główka siwa spokojnych pieleszy,
    po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.

    Wojciech Młynarski

  230. zza kałuży
    28 lutego o godz. 4:28
    Faktycznie chodziłem do stoczwórki. W szatni nie mógł czekać żaden brat, bo szatni nie mieliśmy, tylko szafki na korytarzach, na wzór tych widywanych w różnych zagranicznych szkołach w zagranicznych filmach. A czasu na szwendanie się po Hali nie było, bo nasz nawiedzony dyrektor wymyślił sobie szkołę sportową, i tak kilka godzin dziennie jeździłem na łyżwach, albo uprawiałem co inszego. A braciszek z kolei został szermierzem. Rzeczywiście, szkoła była inna, niż inne owego czasu we Wrocławiu. Mieliśmy nawet specjalne mundurki, szyte w zakładzie krawieckim na miarę. Ale to wszystko tylko i wyłącznie za pieniądze rodziców, nie było żadnego dofinansowania z miasta, czy ministerstwa. Rodzice, co poniektórzy, zgrzytali zębami, ale wiedzieli, że per saldo wyjdzie to wszystkim na dobre. Miałem sentyment do mojej budy: przez cztery lata liceum, a potem w czasie studiów, każdą wolną chwilę spędzaliśmy z kumplami na harataniu w gałę na boisku szkolnym. I jakoś nas woźny Marian za bardzo nie przepędzał.

  231. wbocek
    28 lutego o godz. 20:49

    Hahaha, nie dziwię się. Wariaty po prostu. W opisie tłumaczą, lód napina się na zasadzie kopuły i podtrzymuje go woda pod spodem aczkolwiek dodają, że to zajęcie dla doświadczonych i lepiej nie robić tego w pojedynkę.

    Wzruszyły mnie twoje łyżwiarskie wspomnienia bo u nas też się jeździlo regularnie – albo na lodowisku wylanym w miasteczku albo pod szkoła (czemu już się tego nie robi?) albo z rodzicami na rozlewiskach nad Narwia. A w szkole średniej na lokalnym zalewie. Łyżwy pożyczalo się ze szkoły, za darmo chyba. Od lat nie próbowałam bo miejskie ślizgawki mnie nie ciągną a w Polsce bywam coraz rzadziej. Ale pamiętam ta ciszę nad rozlewiskiem i zgrzyt łyżew po lodzie (nie tak piękny jak w filmiku bo myśmy najpierw sprawdzali z każdej strony ze lód na pewno gruby jak trzeba). Mój ojczym złamał sobie kiedyś łokieć próbując zademonstrować, że potrafi zrobić piruet… 😉

  232. wbocek
    28 lutego o godz. 20:45

    Pombocku, słusznie wytykasz wtykanie słowa „kontrowersyjny” tam, gdzie kontrowersji nie ma. Też coś wytknę i naprostuję zagięte, które służy unikaniu faktów i prawdy. Otóż „żołnierze wyklęci” nie byli żadnymi żołnierzami. Ten termin jest wyłącznie uzurpacją. Żołnierz podlega dowództw, dowództwo reprezentuje oficjalne ciało o charakterze państwowym. Ciało to formułuje cele i sposoby działania dowództwa, tworzy związek wojskowy, schemat organizacji, podległości, regulaminy, znaki i tak dalej. Oraz przyznaje się do swojego dowództwa i żołnierzy, a ci – do oficjalnego ciała.
    Żadne oficjalne ciało o takim charakterze nie istniało, nie miało swojego dowództwa wraz z całą resztą. Armia Krajowa – dowództwo plus organizacja wojskowa – podlegała rządowi na wychodźstwie i było to uznawane przez państwa sojusznicze i prawo międzynarodowe, może poza III Rzeszą, Włochami i ich satelitami, ale może jednak było. „Żołnierze wyklęci” nie byli częścią AK. Odpada więc termin „żołnierz”, pozostaje „wyklęty”. Nieżołnierz, ale wyklęty staje się zwykłym bandytą. To, że oni sami siebie nazywali „żołnierzami”, tworzyli „plutony”, „kompanie” i może coś jeszcze nie ma żadnego znaczenia. Takie słowa nie tworzą treści, które musi istnieć , by istniał „żołnierz”.

  233. wbocek
    28 lutego o godz. 20:45

    W samo sedno, pombocku. Nie ma co – jeśli to jest nasz nowy mit założycielski i nowi bohaterowie to po prostu można się tylko załamać. To właśnie będzie się wtlaczac dzieciakom w głowy (w stylu, który wspomniał Slawczan) bez żadnej refleksji. Dzieciaki są chłonne jak gąbka, to łykna bez problemu. Jak tylko potem to odkręcić?

    W Polityce internetowej jest ciekawa notka na temat tego co spotkało Obywateli RP kiedy próbowali blokować ONRowcow świętujacych żołnierzy wykletych w Hajnówce. Co za chory kraj się zrobił z Polski

  234. wbocek
    28 lutego o godz. 20:49

    Po takiej membranie nie wiem, czy byś połaził. Nacisk buta inaczej się objawia i wywołuje inny rozkład naprężeń na powierzchni membrany niż łyżwa, choć ta ma mniejszą powierzchnię.
    Membrana unosi łyżwarza, który miękko zwiększa i zmniejsza naprężenia, a jej trwałość zależy od sztywnego umocowania na krawędziach, tu – na brzegach jeziora. Gdyby krawędzie mogły się pod ciężarem łyżwiarza przesunąć, nastąpiłoby ugięcie w dół, czyli w wodę, woda by się wydostała bokami, spod lodu, membrana by pękła, a łyżwiarz wpadł do wody.
    Wyjątkowość tej jazdy polega właśnie na zachowaniu stanu granicznego.

  235. @Kostka

    Rodzice odkręcą. Ja chodziłam do podstawówki im. Lenina i co. Psińco.

  236. Wrócę do tego Erdogana i dziewczynki. Według mnie to on zrobił bardzo dobrą robotę, bo już na pewno ta przerażona dziewczynka żadnego munduru nie nałoży i uciekać będzie od samej myśli.
    Ubieranie dzieci w mundury i personifikacja „walki” tym właśnie się kończy – śmiercią. Bardzo dobrze to podkreślił.

  237. Tanaka
    28 lutego o godz. 21:27
    No bez przesady! Każdy może siebie uważać za kogo tylko chce. To, że inni go za takowego nie uważają, jest inną sprawą. Zarówno „Bury”, jak i „Ogień” byli dowódcami, którzy uważali, iż działają w warunkach szczególnych, pozbawieni bezpośredniego kontaktu z uznawanymi przez siebie władzami. I stąd mają prawo samodzielnego podejmowania decyzji i rozkazów podległym sobie ludziom. Już wiele lat temu, zostali konkretnie ocenieni i uznani za bandytów przez społeczność międzynarodową. Rzecz w tym, iż to obecnie rządzący w Polsce mają o nich inne zdanie. Dla Jarosława, Antoniego, Mariusza i jeszcze wielu innych, których rodzin nie dotknęły skutki działalności owych „bohaterów”, byli bezkompromisowymi bojownikami przegranej sprawy, nie wahającymi się przed zabijaniem w imię swej sprawy. Dobrej zmianie tacy zwolennicy silnej ręki zawsze się podobali. Podobnie jak rządy faszystów, mocnych i bezkompromisowych w grupie.

  238. Ewa-Joanna
    28 lutego o godz. 21:41
    Chciałbym, abyś miała rację. Ale ta mała z pewnością była córką gorącego zwolennika obecnego prezydenta Turcji. Stąd patriotyczny mundurek i łzy szczęścia z powodu spotkania z bohaterem opowieści rodziców. Ona jeszcze nawet nie bardzo rozumie pojęcie „męczennik”. Ale w dziecięcym zapale powtórzy każde słowo swego prezydenta.

  239. Nefer
    28 lutego o godz. 21:39
    Jakie psińco? A udzielanie się na ateistycznym blogu, to pies?

  240. @zak1953
    To na pewno nie były łzy szczęścia, nie dorabiaj ideologii do przerażonego dzieciaka.

  241. zak1953
    28 lutego o godz. 21:52

    Aleś mi przygadał, aż mi w pięty poszło 🙂 rodzice do kościoła nie chodzili, jak sięgnę pamięcią. Wiesz gdzie podstawówka nr 23 im Włodzimierza Ilicza?

  242. Tanaka
    28 lutego o godz. 20:16
    45 mm (słownie: czterdzieści pięć milimetrów) to 4,5 cm (cztery i pół centymetra), co dla mnie nie jest raczej lodową membraną. Ale ponieważ nie szwendam się po lodzie, to mam słabe rozeznanie w wytrzymałości takiej powłoki. Z przezorności (zwanej lękiem) nie włażę na lód. Chyba, że to jakiś rybnik po spuszczeniu większości wody.

  243. Tanaka
    28 lutego o godz. 21:27

    Ten pech, Tanako, że wedle tego, co mówisz o pojęciu „żołnierz”, „żołnierze pokorni” (prokuratorzy historii) są regularnymi żołnierzami zgrupowanymi w pododdziałach IPN, mają legalnego mocodawcę – władzę państwową, kadrę oficerską z podwórka na Bałutach oraz naczelnego wodza na drabince widzącego takie świata kolo, jakie kaprawymi zakreśla oczy.

  244. Za wychwalanie bandytów obecni rządzący powinni po skończeniu swojej państwowoburczej misji dostać po trzy lata ręcznego kopania rowu w mierzei Wiślanej. A za wciskanie ciemnoty dzieciom ludu pracującego i wychwalanie idiotów i barbarzyńców, którzy marzyli o natychmiastowej trzeciej wojnie światowej, powinny im być odebrane wszelkie świadectwa szkolne, tytuły, dyplomy i stopnie przyznawane w PRL plus zdegradowanie do stopni szarych osłów.

  245. zak1953
    28 lutego o godz. 21:43

    Każdy może siebie uważać za co chce – bardzo mi się ta myśl podoba. Każdy też może drugiego uważać za co chce. To jeszcze fajniejsze.
    Aha, a czy Duda Andrzej, zatrudniony na etacie prezydenta wyjaśnił, z jakimi to zwierzchnikami „Bury” utracił kontakt, a zwierzchnicy ci utracili kontakt z formalnymi władzami naczelnymi bytu o nazwie, statusie prawnomiędzynarodowym i całą resztą?
    Oprócz tego, że Duda jest zatrudniony, to, zgodnie a adekwatnymi porównaniami, „Bury” z „Ogniem” i odpowiadają w sporej części definicji „zielonego ludzika”, będącej w aktualnym, nadwiślańskim, obiegu. Przy czym ów ludzik ma przypisane do siebie dosyć niegrzeczne znaczenie, ma więc takie i „wyklęty” co jest przeklęty.

  246. wbocek
    28 lutego o godz. 22:02

    Prokuratorzy IP-u są, tak jest, żołnierzami pokornymi władzy. Drobne różnice z żołnierzami można zaliczyć na ich korzyść.

  247. Kostka
    28 lutego o godz. 14:39
    to musi być niesamowite wrażenie, gdy jedziesz na łyżwach przed siebie ( nigdy nie widziałam takich łyżew!) i nie dość, że zmieniają ci się krajobrazy, widoki, to jeszcze słyszysz różne dźwięki. A nie nudna jazda w kółko na lodowisku….
    4,5 cm grubości lodu…wygląda jak równomiernej grubości lustro. Ale przejrzyste. W Polsce chyba tak nie zamarza.
    Chociaż kto wie…na Mazurach panowie skrzyknęłi się na bojery. Piękny to widok, a i szybkość bojerów niemała, coś ponad 100 km/h.

  248. zak1953
    28 lutego o godz. 22:01

    Nie grubość tworzy membranę, ale proporcja grubości do rozpiętości powłoki oraz sposób pracy. na filmie widać wyraźnie, że rozpiętość (odległości brzeg-brzeg) to co najmniej kilkadziesiąt metrów. Powiedzmy: 50 metrów. Proporcja wynosi więc 1:1000. Membrana, jak nic.

  249. konstancja
    28 lutego o godz. 22:18

    No, żeby w Polsce tak nie zamarzało, to chyba by Wszechmogący Polski nie kochał. A przecież kocha i cuda robi standardowo. Zamarza.
    Rzecz w tym, że jezioro jest dosyć specyficzne, pozwala na ukształtowanie się membrany o której mówiłem. Do tego dochodzi gładkość powierzchni i jednorodność powłoki lodu. W sumie to dosyć rzadkie zjawisko.

  250. Ewa-Joanna
    28 lutego o godz. 21:57
    Ja byłem małą dziewczynką mając 4,5 roku. I to tylko kilka dni. Więc psychika dziewczęca jest mi z lekka obca. Ponadto wychowałem się w państwie, gdzie zawsze mówiono mi o równości wszystkich i nie wpajano idei zostania męczennikiem za wiarę. Możesz mieć rację, że sześciolatka była wystraszona spotkaniem samego prezydenta wszystkich Turków.Ale już fakt, iż znalazła się na oficjalnym zgromadzeniu, do tego (i to jeszcze raz podkreślę) umundurowana w narodowym stylu, skłania mnie, aby się upierać przy mojej interpretacji tego zdarzenia – jakby nie patrzeć żałosnego w swej wymowie.

  251. Tanaka
    28 lutego o godz. 22:25
    gdyby tafla lodu miała tylko 4,5 cm, w ogóle nie weszłabym na takie cóś. Przynajmniej pół metra grubości…:-)
    Może powodem takiego stanu lodu, jego przejrzystości i pewnej elastyczności jest kilkutygodniowy mrozik? bo w Polsce mróz ostatnio dwa, trzy, góra cztery dni mrozu gwałtem nadchodzącego , kilka dni trzymającego się w ryzach, a potem nagłe ocieplenie i kruchość lodu.
    Nie wiem, czy dałabym dziś radę zasuwać na łyżwach.

  252. @zak1953
    Napisałam komentarz i zdeletowałam. Powód – nie sprzeciwiaj sie polskiemu facetowi, bo skończysz jak ta dziewczynka – płacząc. 🙂
    Ale pozostanę przy swoim zdaniu.

  253. Tanaka
    28 lutego o godz. 22:21
    Bez bicia się przyznaję – filmu nie widziałem. Stąd moja dywagacja. Ponadto oglądałem ostatnio materiał o chemicznych membranach pokryciowych, chroniących wody rozmaitych zbiorników(ale nie jezior) przed zanieczyszczeniem powierzchniowym. Ponieważ zdarza mi się jeszcze od czasu do czasu polatywać rozmaitymi statkami powietrznymi, jestem przewrażliwiony w temacie zamarzniętych jezior, na których można by awaryjnie lądować. Jeden z moich znajomych już tak utopił samolot. Lód załamał się samolocikiem i osiadł na skrzydłach na powierzchni. Osobiście także kiedyś lądowałem balonem na takim zamarzniętym i ośnieżonym stawie. Zdążyłem jednak ponownie wystartować, gdy usłyszałem strzelanie lodu pod koszem. Usiadłem ponownie sto metrów dalej, na przylegającym do stawu polu.Załoga naziemna nie musiała ryzykować wjazdu na lód i sprawdzania jego wytrzymałości.

  254. Ale osochozi z tymi membranami *podkowa*

    (uprasza się nie zwracać uwagi, latam po internetach i czytam jednym okiem)

  255. Mistrzu Tanako! Wracając do treści wpisu, pora spuścić trochę powietrza z balonu erudycji. Otóż nie w TULUZIE, lecz w TULONIE. Albo w Marsylii. Galernicy byli w TULONIE. W TULUZIE natomiast robią zdaje się samoloty. Nad morze mają tak ze 150 kilosów po górach. Nawet w tempie 22 i z klockami w zębach będzie trudno…. Pozdrowionka z Prowansji!

  256. Ewa-Joanna
    28 lutego o godz. 22:39
    Nie byłem i nie jestem damskim bokserem. Zero agresji w takich relacjach. Prędzej ja rejteruję, zanim dojdzie do zwady przeradzającej się w gorącą wojnę. Już przy jej zimnej postaci, jestem wystarczająco zdegustowany i zmykam. Pozdrawiam

  257. konstancja
    28 lutego o godz. 22:35

    Nie wiem, czy aż kilka tygodni mrozu trzeba, bo to zależy od wielu czynników: temperatury owego mrozu, pojemności cieplnej zbiornika wody, szybkości oddawania tego ciepła i tak dalej.
    Ale żebyś Ty potrzebowała co najmniej pół metra grubości lodu, to łomatkobosko ! – przecież jesteś cud-dziewczyna, a cuda wiele znaczą, ale nic nie ważą. Po półmetrowym lodzie to czołg pojedzie !

  258. Misiopysio
    28 lutego o godz. 22:48

    Najpierw mówisz „mistrzu” a zaraz potem udowadniasz, że jestem głupi Zenek. I masz rację – nie żadna tam Tuluza, ale TULON, tak jest!
    Niedawno badałem jak tam sobie radzi Airbus w Tuluzie, stąd mi się nazwy pomieszały. Ale że Francja musi być Francją, to nie mogę nie przyznać, że okropnie zawaliłem sprawę.
    Masz zasługę w niebie.

  259. @Tanaka 28 lutego o godz. 22:21
    Nie grubość tworzy membranę, ale proporcja grubości do rozpiętości powłoki oraz sposób pracy. na filmie widać wyraźnie, że rozpiętość (odległości brzeg-brzeg) to co najmniej kilkadziesiąt metrów. Powiedzmy: 50 metrów. Proporcja wynosi więc 1:1000. Membrana, jak nic.

    Czego elektroników, nawet technologów, w szkole nie uczyli a co okazało się wymagane w pracy:

    http://www.cap-recifal.com/ccs_files/articles/cuveaqua1_denisio/Timoshenko_-_Theory_of_plates_and_shells.pdf

    Ten Timoshenko to cholernie umnyj Ukrainiec był…

  260. zak1953
    28 lutego o godz. 22:44

    Ponieważ zdarza mi się jeszcze od czasu do czasu polatywać rozmaitymi statkami powietrznymi..

    My z kolegą wędrujemy sobie po niebie – oświadczył znany wędrowiec niebieski, podrywając panienkę na wędrówkę w filmie „Wniebowzięci”.
    Membrana chemiczna to nie całkiem to samo co membrana z lodu. Znajomy tam przypadkiem wylądował na lodzie, czy miał takie hobby?

  261. wbocek
    28 lutego o godz. 16:00
    Naprawdę pięknie odpicowany Junak z bocznym wózkiem. Tyle, że ten na Twoim zdjęciu jest odmalowany w nowym stylu, lakierem metalizowanym, którego w latach produkcji nie było. Na tego typu motocyklach stosowano tzw. lakier piecowy, ładnie błyszczący, ale bez efektu metalik. Mam w garażu Pannonię mojego ojca, kupioną w 1960 roku. Junak był malowany podobnie, bo to były bardziej luksusowe motocykle od WFM, WSK czy SHL.

  262. Tanaka
    28 lutego o godz. 23:04
    Miał problem z silnikiem i znalazł równą, jednolicie białą powierzchnię. Usiadł awaryjnie i spokojnie zdążył wysiąść, zanim zaczęło pękać. Przy niskich lotach nie zawsze jest czas na analizę mapy, czy to co jest w dole nie jest przypadkiem powierzchnią zamrożonego i ośnieżonego zbiornika. Dzisiaj w dobie GPS i map elektronicznych można uniknąć takiego zaskoczenia. Ponadto silniki są coraz nowocześniejsze, bardziej niezawodne i odporne np. na oblodzenie. Dla pilotów latających z silnikami gaźnikowymi, oblodzenie tego elementu jest największym kłopotem. Ale przy zachowaniu pewnych zasad, można uniknąć problemu, włączając co pewien czas podgrzew gaźnika. Tego problemu nie mają silniki z wtryskiem. A lód odkładający się na skrzydłach i np. rurce Pitota widać gołym okiem.

  263. A teraz z innej beczki.
    Jak się państwu podoba np. taka informacja – sopek prezydenta Dudy wykazał się nieuwagą i poruszając się w kolumnie po Krakowie najechał na ogranicznik rozdzielający jezdnię od torowiska tramwajowego. W efekcie oponę prezydenckiej limuzyny diabli wzięli. Coś niełaskawie nam panujący prezydent RP ma problemy z oponami urzędowych samochodów. A może to nie problemy tylko ostrzeżenia ze strony Opatrzności?
    Kiedyś mieliśmy do czynienia z chroniącymi vipów BORowikami, a teraz wyszły z tego jakieś SOPki.

  264. Bóg zapłać za dobre słowo i pokajanie. Będę czytał, będę wytykał jak coś przyuważę. Też jestem erudytą, tylko skromniejszym i czasu mam nie tak wiele. Do Tulonu mam rzut beretem (baskijskim? Nie, to nie z tej strony) i dlatego mnie to ruszyło. A 22 to był zdaje się paragraf (J. Heller się kłania) ale raczej nie tempo. Dulki by zapłonęły. Pozdrowienia i Szacunek raz jeszcze!

  265. No i po ptokach – PiSopaci będą w stanie zachachmęcić każde pieniądze.

    http://natemat.pl/231405,czy-pis-moze-przejac-pieniadze-wosp-nowa-ustawa-o-zbiorkach-publicznych

  266. Kostka
    28 lutego o godz. 9:14

    Fajne dopelnienie, nie chcialem przeladowywac przykladow 🙂

    Jezyk polski tez nie zgorszy – ‚tragiczne piekno tego swiata’ Milosza zawiera chyba wszystko.

    wbocek
    28 lutego o godz. 9:27

    No jezeli Jerzy wylaczasz czlowieka malpe, malpe czlowieka z natury, to nie ma zadnego nieporozumienia.
    Bez oka ‚patrzyciela’ nie masz piekna ani brzydoty.
    Wszak ‚beauty is in the eye of the beholder’.
    Ale przeciez sam napisales, ze to „Sztuka tworzy konwencję piękna, którego w naturze nie ma”.
    Czy byl taki czas we wczesnym rozwoju homo sapiens, ze byl ‚przed sztuka’? Mysle, ze tak. Czy nawet wtedy istnialy kategorie estetyczne w jego umysle, duszy – jestem pewien.
    Przeciez te ‚atawizmy’ estetyczne funkcjonuja do dzis jakos ‚wdrukowane’ w nasze mozgi: ‚nieskonczone’ percepcje kombinacji rysow ludzkich twarzy: twarz piekna, brzydka, odrazajaca, interesujaca, pospolita, glupia, madra, brzydka a jakos piekna (nawet seksowna), piekna ale czemus nudna (bez sex-appeal’u hehe…). To samo z tembrem ludzkiego glosu (ludzie potrafia sie zauroczyc osoba ‚przez telefon’, bo glos seksowny, gleboki, pociagajacy melodia etc) albo zatykamy uszy, badz uciekamy, bo glos okropny, ofensywny, skrzekliwy. A ‚swiergolenie’ piekne ptakow versus ‚krakaniu’ innych ptaszysk. Wszystko to sa kategorie estetyczne jeszcze sprzed sztuki.

    Natura stworzyla czlowieka, by przyjrzec sie, przysluchac sama sobie tak jej samotnie bylo – zartuje oczywiscie (‚anthropic principle’, ‚teleological fallacy’).

    Co dawno odkrylem takze natura ‚nasladuje’ sztuke: widze w kobiecie o dlugiej ‚labedziej’ szyi i migdalowych oczach portret Modiglianiego. W kawiarence noca obraz Hoppera. Patrzac na lany zboz, sady nie moge odpedzic sie od wizji obrazow van Gogha etc.

    paradox57
    28 lutego o godz. 7:41

    @act 7:28
    ‚gnijace zwierze w lesie raczej ‚brzydkie’ jest niz ‚piekne’.

    ‚Bo ja wiem? Z pewnością pożyteczne.’

    Paradoxsie,
    Czy mowie, ze nie? Gadalem o kategoriach estetycznych a nie o pozytku z gnicia.

  267. act

    ‚odpedzic sie’ – mialo byc ‚opedzic sie’

  268. @Na marginesie
    1 marca o godz. 0:29
    Jak zwykle przykryli rzecz istotna gromką awanturą. Całe ich rządy są zbudowane na kłamstwie ( np. nadwyżka budżetowa z powodu nie przelania pieniędzy do ZUS) i matactwie. I aż dziwne, że tylu Polaków się na to łapie.

  269. izabella
    28 lutego o godz. 9:06

    ‚Cudeńka. Natura jest matematyczna, a matematyka naturalna’

    No wlasnie Izabellko.
    Czy matematyke tworzymy, czy odkrywamy?
    To chyba podstawowe i najtrudniejsze pytanie dla mlodego adepta filozofii (matematyki).
    I jak trudno nie odnosic sie ciagle, po 2.5 mileniach do idealizmu Platona.

    Np. fraktale sa tworem matematycznym od niedawna, wezmy ‚Julia set’ (i inne) stworzone przy zastosowaniu jakichs funkcji liczb urojonych.
    Ale fraktale przeciez istnieja w nature, czy wszystkie ich ‚instancje’ ?, a kto to wie na pewno.

  270. izabella
    28 lutego o godz. 9:20

    @act

    ‚Doceniam Twoją obronę Picassa. ‚

    Izabellko dzieki,

    ale moja ‚obrona’ Picassa to jakby mrowka stanela w obronie slonia.

    Czytasz w moich myslach – chcialem uprzednio podac przyklad ‚Las Meninas’ wielokrotnie zreinterpretowane arcydzielo Velázqueza przez Picassa ale musialbym podac tysiac innych przykladow z ‚oeuvre’ Picassa (oblicza sie ze pozostawil ponad 50,000 prac) stworzonego przez niego przez jakichs 78 lat!!!

    Powiadasz” ‚Bo to chyba zły mężczyzna był’.

    Jaki tam ‚mezczyzna’, to byl hiszpanski byk z ogromna iloscia energii i ogromnym libido.
    Gdyby nie byl obdarzony geniuszem, to…

    Widzialem w Warszawie w poznych latach 70. wystawe jego poznych grafik – ponad 200, stworzonych, gdy mial bodaj 89 lat (2 lata przed smiercia) – tam byly same orgie i kopulacje ale warsztat jaki w wieku, w ktorym wiekszosc z nas to juz ‚ga-ga’

  271. @act
    1 marca o godz. 1:20

    Dzień dober dan, actku. Niech będzie Bóg przeklęty za to, że stworzył zakałę tej ziemi – homo. Któren doprowadzi do zagłady siebie razem ze swoimi sztukami, ładnościami i całego życia do karaluchów włącznie.

    Jak mówisz, że myślisz, to i ja powiem: myślę, że masz rację. Oczywiście, że sztukowanie się nie zrodziło tak, że jednego dnia naga małpa powiedziała: „Od dziś będzie sztuka”. Skoro w zachowaniach zwierząt człek nieobciążony odwiedzinami duchów łatwo dostrzeże pierwociny moralności, to i uprawnione jest dostrzeganie pierwocin sztukowania. Czy to, co mówisz o rozróżnianiu rysów twarzy i tonacji głosu mogłoby nimi być? Pewnie tak. Przecież samice ssaków czy ptaków jakoś rozróżniają i wybierają rywalizujące o ich łaskę samce. Więcej: Konrad Lorenz domyśla się nawet u ptaków odczuwania przyjemności w śpiewaniu. Może jest to ciut na siłę uczłowieczanie zwierząt – jak u egzaltowanych pań domyślanie się, że pies rozumie, co się do niego mówi (aż tak ostro to może nie, ale odruchy warunkowe to chyba pierwociny rozumienia) – tyle że ono aż się prosi, kiedy w wiosenny wieczór posłucha człek aż zachłystujących się od śpiewania słowików, kosów czy innych skowronków. Obserwuję też mewy z okna i z roweru. Rozumiem, że kiedy krążą między blokami, wypatrując czegoś na ząb, lub kiedy przemieszczają się całymi bandami rano w stronę bloków, wieczorem – w kierunku odwrotnym, to są to bytowe konieczności. Ale co robią, krążąc w biały dzień pod wysokimi cumulusami w prądach wznoszących? Po kiego usiłują szybować bez wyraźnego celu w sztormowy dzień? Bociany to uczą młode wykorzystywania prądów, ale mewy srebrzyste czy śmieszki na zimę nigdzie nie odlatują, więc takie bezcelowe na moje oko szybowanie jest chyba dla zwykłej ludzkiej przyjemności. Albo gromadka miejskich gołębi, która wieczorem nagle wzbija się z ziemi i wyczynia różne zbiorowe ewolucje jak piloci-akrobaci. Jakieś początki stawania się tego, z czego się składa człowiek, musiały być. Również – przedjęzykowe zapowiedzi języka. Szalom alechem, actku.

  272. Jerzy, dzieki za odpowiedz.

    Ptaszki kochasz ponad rod ludzki, nie zostaniesz swietym.

  273. Kostka
    28 lutego o godz. 15:12

    Swietnie piszesz o awansie kulturowym Glasgow.
    Przypomnialo mi sie przez to, jak Zakopane aspirowalo nie tak dawno do gospodarzenia Zimowym Igrzyskom. W czasie wlasnie zakonczonych I.Z. w Korei zachodzilem w glowe komu wtedy tam odpierdo…o. Z czym do goscia.

    PS
    ‚tennenant houses’ ? Znam Twojego ‚rodaka’ Davida Tennanta – czy chodzilo Ci o ‚tenant houses’?

    To z milosci do Ciebie…

  274. @act 1 marca o godz. 1:46
    Ale fraktale przeciez istnieja w nature

    Ano istnieją, istnieją. Kilkanaście lat temu zdarzyło mi się płukać cosik w celu doczyszczenia tego czegosika no i klapa. Na powierzchni osadziło się wstrętne takie, patrz zdjęcia. Na całe szczęście w swoim kształcie było takie fraktalne i tak podobne do znanych już mi procesów osadzania, że od razu zasugerowało co za diabeł mógł swoje pazurki mieszać w tym procesie… 😉

    http://tinypic.com/view.php?pic=358e91y&s=9

    http://tinypic.com/view.php?pic=301dajc&s=9

    http://tinypic.com/view.php?pic=2z5r4hi&s=9

    http://tinypic.com/view.php?pic=2e199w6&s=9

    http://tinypic.com/view.php?pic=dh4x2e&s=9

    http://tinypic.com/view.php?pic=35kqqz9&s=9

    http://tinypic.com/view.php?pic=2ljkj&s=9

    http://tinypic.com/view.php?pic=2mg2pzq&s=9

  275. zza kałuży
    1 marca o godz. 5:55

    Nie wiem co za cholera ale z Twoich linkow tylko 2 otworzyly sie wczoraj, z powyzszych zaden (oczywiscie usuwam gwiazdki). Szkoda.

    Zrobilem kiedys zaawansowany kurs ‚Fractal geometry’ w ramach moich studiow matematyczno-logiczno-komputerowych wiec troche pojecia o tych zjawiskach mam.

    Dzieki jednak za i pomimo…

  276. @wbocek 3:20
    Więcej: Konrad Lorenz domyśla się nawet u ptaków odczuwania przyjemności w śpiewaniu.

    W tej chwili to już chyba więcej niż tylko domysł Konrada Lorenza. W tej chwili nie pamiętam źródła informacji, ale postaram się odnaleźć. Prowadzone przez fizjologów badania wykazały, że w czasie śpiewu u ptasich samców znacząco rośnie poziom analoga wazopresyny i innych neuromediatorów odpowiedzialnych za odczuwanie przyjemności.

    Fascynujące obserwacje zachowań kruków opisuje Heinrich w książce „Umysł kruka”. Między innymi powietrzne akrobacje tychże.

  277. paradox57
    1 marca o godz. 8:10

    Dziękuję, o paradoxie, za epokową informację. Szkoda, że K. Lorenz nie zostawił adresu, bo bym zaraz posłał. Miałby satysfakcję, że jego domysły były słuszne.

    A kruki i krukowate – ojej! Czasem odnoszę wrażenie, że inteligentniejsze są od niejednej człowiekowatej małpy. Miałem okoliczność z młodziutką kawką. Żonie dali koledzy z pracy, bo jakoś nieporadnie wyfrunęła z gniazda, opadła na ziemię i chodziła, a po zakładzie się szwendały koty. No i żona przyniosła do domu. Od razu ją chciałem uczyć. Posadziłem na kredensie, odszedłem na drugi koniec pokoju, uniosłem rękę jak sokolnik i powiedziałem po kawkowemu: „Chodź!”. Ta od razu przyfrunęła, siadła na ręce i mówi: „Czego?”. Nic nie zmyślam.

  278. Jak już zeszliśmy na temat piękna, to zadam pytanie – dlaczego kwiaty (nie wszystkie) są uważane przez ludzi za piękne. Kwiaty wyewoluowały dla organizmów je zapylających (w olbrzymiej większości są to owady). Czy owady „czują” piękno i pragnąc obcować z tym pięknem siadają na kwiatach i by mieć satysfakcję zbierają pyłek i inne pożytki? Mają satysfakcję. Na co kwiatom pozostaje odpowiedź – pięknie to robią, z wprawą i gracją.

    Dlaczego kogoś nazywamy przystojnym, pięknym osobnikiem?
    Czyż nie jest to związane z seksem, reprodukcją (seksowna kobieta, seksowny mężczyzna) oraz z przetrwaniem? Kobieta powinna być piękna, co oznacza mieć zdrowe rysy, chód, sylwetkę proporcjonalną (co to oznaczałoby np. dla kosmity, który zawitał na Ziemię – trudno powiedzieć), itd, a przystojny i seksowny mężczyzna powinien być posągowej postawy, posługiwać się zdecydowaną mową ciała, spojrzenie odważne mieć, pewnością obdarzające swoich podopiecznych, itd.

    O przystojności i pięknie osobników ludzkich obu płci mogą mówić godzinami specjaliści, np. styliści występujący w specjalistycznych niektórych kanałach telewizyjnych, lecz o tym, dlaczego to piękno powstało, kiedy, dla kogo, z jakich powodów, na jakiej drodze, to już muszą zostawiać te pytania takim jak Lorenz. A Lorenz dopiero co zaczął i za gęsi się wziął. Gdzie tu logika?
    Pzdr, TJ

  279. @wbocek 8:30

    O adres można by było próbować dowiadywać się u panajezuskowych. Nie wiem tylko, czy sam Lorenz byłby z tego zadowolony. Że go za pośrednictwem akurat tego biura adresowego się szuka.

  280. PS.

    Ładnie, Ci, @wbocku powiedziała.

  281. paradox57
    1 marca o godz. 10:07

    Powiedziałem, paradoxiku, że nic nie zmyślam, bo nie zmyślałem – myślałem, że pamiętam. Ale że miałem ciśnienie 213, dopiero teraz, jak mi spadło do 198 i powietrze ze mnie wyszło, sobie przypomniałem, co rzeczywiśsie powieziała. To musiała być Neferka w poprzednim wcieleniu, bo powieziała: „Osochzi?”.

  282. @wbocek 10:29

    Ależ @wbocku. Przez myśl mi nawet przeszło, że coś zmyśliłeś. Nawet z ciśnieniem powyżej 200. Niezależnie, czy to była Neferka, czy nie była. Kawki takie są, że zapodam niezbyt odkrywcze i nie niosące żadnej treści stwierdzenie.

  283. @act
    1 marca o godz. 3:43

    Hahaha, well spotted. Nie wiem skąd się ten Freudian slip przyplątal bo powinno być „tenement houses” czym określa się typowe domy budowane w czasie rewolucji przemysłowej dla najemców (tenants) i bardzo typowe dla zabudowy niektórych dzielnic Glasgow. Sporo niestety wyburzono w latach pięćdziesiatych (były czarne od sadzy, w fatalnym stanie i często bez kanalizacji dla wszystkich mieszkań). Kiedy wreszcie powstrzymano demolke i zaczeto je naprawiac, modernizowac i doczyszczac okazało się że pod warstwą sadzy kryje się całkiem miły dla oka czerwony lub „blond” piaskowiec . Od dawna wróciły do łask bo mają na ogół całkiem spore pokoje i wysokie sufity, poza tym naprawdę ładnie i proporcjonalnie wyglądają bo nie budowano ich wyższych niż szerokość ulicy jesli dobrze pamietam.

  284. Na marginesie
    1 marca o godz. 0:29

    Co by tu jeszcze spieprzyc, panowie, co by tu jeszcze….

    Ale nie wierzę, że próba podniesienia ręki na Orkiestre skończy się bezkarnie dla pisoidalnych. Niech spróbuja, może być ciekawie

  285. Tanaka
    28 lutego o godz. 20:13

    Poleciałam sprawdzać zaraz, bardzo piękna ta ostatnia panorama i owszem! U nas przez noc dopadło jeszcze śniegu więc zaspy mam po kolano miejscami a sople juz na ponad pół metra (przy okazji mogę się naocznie przekonać ile ciepła ucieka przez dach grrrr). Więc też udokumentowuje i dorzucam do albumu. Sasiadow prawie w ogóle dziś nie widać, tylko ci z psami i tylko z większymi, które i tak maja śnieg bo brzuchy! Kataklizm! 😉

  286. „Ustawa o IPN wchodzi dziś w życie

    1 marca wchodzi w życie nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowym. Zgodnie z nią każdy, kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne, będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech.

    Taka sama kara grozi za „rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni”. Przepisy nie dotyczą badań naukowych ani działalności artystycznej”.

    Jednak nie dodali głosu sprawiedliwych, którzy proponowali komplementarne ujęcie problemu odpowiedzialności za kłamstwa: „Każdy, kto publicznie i wbrew faktom neguje udział Polaków w zbrodniach przeciw ludzkości, pokojowi i w zbrodniach wojennych, będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech”.

  287. wbocek
    1 marca o godz. 11:49
    Nikt normalny nie przypisuje i nie będzie przypisywał Polakom odpowiedzialności za zbrodnie niemieckie w czasie II wojny światowej. Polacy mają wystarczająco dużo swoich własnych zbrodni na innych obywatelach polskich w tym samym czasie. Jest także sporo czynów, których dopuszczono się wykorzystując infrastrukturę opuszczoną przez III Rzeszę. I to już w czasie, gdy II wojna jeszcze trwała oraz później. Stąd niektóre nazwy się powtarzają, raz w języku niemieckim, a potem w polskim. I oznaczają dwóch różnych zbrodniarzy, w tym jednego własnego.

  288. Kostka
    1 marca o godz. 11:00
    Oj, Kosteczko! Inaczej twoje słowa brzmią z oddali, z emigracyjnego domku, a inaczej tutaj, na miejscu, gdzie bezpośrednio odczuwa się działania partyjnego polit-biura i jego służb. Największym paradoksem jest spotkanie w cztery oczy z prostymi ludźmi, bez oporu kupującymi nową narrację dobrej zmiany.

  289. zak1953
    1 marca o godz. 13:30

    Zaku drogi, ja to przecież wiem, że lud prosty kupuje dobrą zmiane na wieku frontach (stąd mój wpis poprzedni na tematu wtlaczania dzieciom w główki określonej historycznej narracji) i z różnych powodów. Az taki pieknoduch nie jestem. Co do niektórych powodów to nawet się nie dziwię a z niektórymi w pełni sympatyzuje. A jednak wyborcu PiSu to nie są jedyni ludzie pozostali w kraju więc myślę, że jest jednak szansa że w końcu PiS pójdzie o jeden most za daleko i strzeli sobie w stopę przeważajac choc trochę szalę popularności – może procesem Frasyniuka czy Piniora. Może zamachem na Orkiestre. Może karą za Białowieże albo za ustawę o sądach. Może czyms jeszcze innym. A co, nie zdarzyło się juz tak raz?

  290. Dopiero dzisiaj cos sobie poczytalam i obejrzalam na Temat pomnika smolenskiego. Najbardziej zadziwilo mnie tempo. To ma byc gotowe za poltora miesiaca? Zdaje sobie sprawe, ze tym ktorzy nienawidza polskiej rzeczywistosci zaden pomnik by nie pasowal zaprojektowany przez wrazych artystow. Mnie tez sie akurat nie podoba, cos taki ciezki i brylowaty, ale jak bedzie wygladalo w praniu, nie wiem. Jesli pomnik L. Kaczynskiego ma tez stanac na tym placu przy tej bryle, jak pokazuja niektore wizualizacje, to nawet dla mojego niewyrobionego artystycznie oka wyglada to fatalnie i niepowaznie.
    Naogol wszelakie monumenty, pomniki, nowoczesne budowle na poczatku spotykaja sie ze sprzeciwem duzej grupy zwyklych ludzi i fachowcow. Wspomnijmy wieze Eifla, Centum Pompidou, Piramide na terenach Luwru…. chociazby. Nawet Statua Wolnosci w NY wzbudzala sprzeciw. Z czasem wszystko sie wkomponowywuje, nie tylko we Francji, na calym swiecie.
    Tym razem ja wroce do ulubionego tematu. Po polskich obozach, smierci, koncentracyjnych dotarlismy do nastepnego etapu. Pogromy, tez okazuje sie polska specjalnosc. W Polsce mialam wspolpracownika starszego pana, co pochodzil z miasteczka Klimontow na Kieleczczyznie. Opowiadal wiele, beznamietnie ( bez podtekstow rasistowsko- politycznych) o zyciu w tym miasteczku Zydow i malej ilosci Polakow z miasteczka i okolicznych wsi. Rownie beznamietnie opowiadal koncowke losow Zydow z Klimontowa. Otoz, gdy Niemcy wycofali sie definitywnie, z lasow wyszlo ok. 20 zlachanych szkieletow ludzkich, ktorym jakims cudem udalo sie przetrwac. Przerazeni Polacy, ktorzy juz zajeli te nedzniutkie domeczki z rownie nedznym wyposazeniem po prostu wystrzelali tych Zydow, jedna mloda dziewczyna byla nawet w ciazy. Ciagle mam to opowiadanie w pamieci i przynajmniej trzykrotnie umieszczalam je na roznych forach w dosc pasujacych tematycznie okolicznosciach. Tez zapewne tutaj. Ku mojemu zaskoczeniu te naprawde niewiele lat temu umieszczone wpisy nigdy nikt nie skomentowal, nie zainteresowal sie nimi nawet pies z kulawa noga. Zapewne osoba autora, czyli ja, miala na to wplyw, ale mimo wszystko dziwi mnie, ze i swiatli ludzie dostaja wzmorzenia ideologicznego pod dyktando. Jak teraz.

  291. @zak1953
    1 marca o godz. 13:25

    Moucie prouwdan!
    Nie umiem pisać po śląsku a Google-tłumacz jeszcze nie jest opracowany.

    @zyta2003
    1 marca o godz. 15:08

    A poco ci żydzi wyszli z lasu? Na „szkieleczczyźnie” szlachetna AK wystrzeliwała ich w lesie, tam sympatyczniej umrzeć, wśród zieleni i śpiewu ptaków. To potwierdził mój starszy kolega, były członek AK.

  292. Antonius
    1 marca o godz. 16:17

    No jak – po co Żydzi wyszli z lasu? – zdawało im się, że do ludzi idą.

  293. zyta2003
    1 marca o godz. 15:08

    Mnie zupełnie nie dziwi brak komentarzy, bo potencjalny komentator ma trzy wyjścia, z tego tylko jedno dobre, ale dwa bardzo miłe:
    A. splunąć
    B. zamilczeć
    To są wyjścia bardzo miłe
    C. doznać szoku poznawczego, rozerwać koszulę i pojąć, że rzeczywistość była mocno inna od rzeczywistości wyprodukowanej przez tych, co zajęli żydowskie chaty i ich dobytek oraz produkowanej przez IPN oraz Kaczyńskiego.
    To jest wyjście dobre, bo ludzkie, ale mocno bolesne. Co prawda ten z krzyża miał bolesną mękę, ale dla wyznawcy ten jeden wystarczy.

  294. Kostka
    1 marca o godz. 11:11

    Na wiadomość o tym, że w Szkocji spadł śnieg, prawdziwy Rosjanin strasznie by się spocił.
    Miałem kiedyś kolegę, Irakijczyk z Bagdadu: w polską zimę potrafił chodzić w tiszercie, na gołą klatę. Prawie szok, ale może być wyjaśnienie: miał opinię podrywacza, może dlatego.

  295. Szanowni!
    Debata przycichła, zatem czas na nowy pokarm duchowy. Nie aż tak odległe czasy wspomina @zak1953.
    Zapraszam wraz z autorem
    JK

  296. Tanaka
    28 lutego o godz. 22:53
    bo ja się bojam kąpieli w zimnej ,brrrrr…lodowatej wodzie.

  297. Kostka
    1 marca o godz. 10:54

    Kostko mila,
    nie znalem terminu ‚tenement houses’, bylem pewien, ze chodzilo Ci o ‚tenant houses’ – bije sie w piersi ze spuszczona glowa. Ignoracja nie boli tylko czasem wstyd.

  298. Kostko,

    a propos szkockich tropow nie wiem, czy ogladasz ‚Antiques Roadshow’ (uwielbiam ten program) – wczoraj ogladalem powtorke epizodu przed Balmoral Castle.
    Duzo o rekodziele i sztuce szkockiej.