Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

17.02.2018
sobota

Wspaniałe osiągnięcia fachowców IPN – przykład z 2010 r.

17 lutego 2018, sobota,

Chciałbym tu podać do publicznej wiadomości treść jednej z „pięknych” kart w dziejach IPN, która chyba nie jest znana szerokiemu gronu. Ja te kartę obejrzałem i doceniłem prawie osiem lat temu. Wierzę w to, że nieznana mi bliżej nowelizacja ustawy o tej zacnej instytucji zwiększy jeszcze bardziej (jeśli to w ogóle jest możliwe) wspaniałe rezultaty jej prac – aż do uchwalenia ustawy o likwidacji tego szkodnika – twórcy fałszywej polityki historycznej (przykład – Jedwabne). Straciłem zaufanie do tej instytucji, gdy się dowiedziałem, że profesorowie tego instytutu wąchają  chrzcielnice kościelne, czy aby nie ma w nich urzekającego zapachu moczu byłego prezydenta (proszę nie brać tego dosłowne – to „licentia poetica”). Najpierw fakty:

Przy kopaniu gruntu pod fundamenty budowy nowego hotelu w Malborku w 2008 r. odkryto masowy grób, w którym znaleziono około 2100 ciał zupełnie nagich Niemców, bez odzieży ani innych przedmiotów. Zwłoki pochowano na cmentarzu niemieckich ofiar wojny w miejscowości Stare Czarnowo koło Szczecina. Akademia Medyczna w Gdańsku (obecnie Gdański Uniwersytet Medyczny) zbadała wiele kości i czaszek zwłok. Większość wykazała „mechaniczne uszkodzenia czaszek”, ale nie było dziur po kulach.

Tyle fakty! Teraz opis czynności zainteresowanych instytucji.

Tak zagadkowym znaleziskiem musiał się zająć IPN. Prokurator IPN pani Włodarczyk doszła na podstawie wyników prac fachowców z Gdańska i ekspertów z Medycyny Sadowej do naprawdę genialnego wniosku, że nie była to żadna masakra ludności ani mord masowy, bo nie było dziur po kulach. Nie ujawniła jednak, co to było. Na to czekam cierpliwie. W wywiadzie dla „Spiegla” pani prokurator wypowiedziała się następująco: „Nie będę przygotowywała żadnego aktu oskarżenia, bo nie można przyjąć, że to była masakra”. Fakt, że nie znaleziono odzieży ani żadnych innych przedmiotów, pani prokurator wyjaśniała tym, że prawdopodobnie usunięto je przed zakopaniem zwłok, aby uniknąć epidemii.

Tyle faktów i doniesień medialnych. Przechodzę do komentarzy – najpierw mojego, a potem niemieckich Internautów, bo artykuł przeczytałem w internetowej wersji berlińskiego tygodnika „Junge Freiheit” w 2010 r., ale sobie to teraz przypomniałem dzięki szumowi z powodu ustawy o IPN. Nie mam dostępu do archiwum tej gazety, ale artykuł ukazał się prawdopodobnie 3.06.2010, bo taka jest data pierwszego komentarza. Moja kopia na dysku nie zwiera daty, ani linku.

Na wszelki wypadek zacytuję definicję „masakry” u dra Google’a, to pozwoli lepiej zrozumieć zawiłości połączeń nerwowych w mózgu prokuratora IPN (przestroga dla blogowiczów na przyszłość):

Masakra – potoczna nazwa krwawego starcia zbrojnego lub rzezi ludności cywilnej, połączonej z okrucieństwem i znęcaniem się; krwawa rzeź. Masakrami bywają nazywane zarówno niektóre zbrodnie prawa międzynarodowego (np. ludobójstwo), jak też przypadki masowych morderstw (np. strzelaniny).

Po przeczytaniu tej definicji już wiem, na czym się skupił intelekt prokuratorki – nie na masowości (2100 ofiar) ani na okrucieństwie i innych detalach, ale na sekwencji „np. strzelaniny”. Nie znaleziono dziur po kulach – nie było więc strzelaniny, a tym samym nie było masakry. Ta pani to geniusz prawniczy, prawie prezydencki!

Podoba mi się też pomysł rozebrania zwłok przed zakopaniem. Np. tereny około obozu w Auschwitz ludność okoliczna traktowała jako źródło różnego dobra i grzebali w celu znalezienia takowego, a kieszenie 2100 Niemców mogły przecież nie być puste, choć pewnie zawierały groźne czynniki chorobotwórcze (złoto?), co mogłoby zaszkodzić Polakom, jak pasożyty uchodźców mieszkańcom Żoliborza. Nieco zaskoczyło mnie uzasadnienie tej nagości zwłok. Czy nagie trupy nie stanowią zagrożenia epidemiologicznego, a ich ubrania tak? Możliwe, ale mało prawdopodobne.

Nie wiem, czy będą dalsze badania tej zagadki. Może IPN zawnioskuje brak udziału osób trzecich? W tym duchu zakpił sobie jeden z komentatorów, wyrażając przypuszczenie, że było to zbiorowe samobójstwo członków klubu bardzo modnego do dziś w Niemczech FKK (Frei-Koerper-Kultur – nudyści), którzy się wzajemnie pozabijali. Sądzę jednak, że przynajmniej 2099. przeżył i posprzątał bałagan.

Ja jednak nie wierzę w to masowe samobójstwo z kilku powodów:

1) nie nazwana „masakrą” działalność chyba miała miejsce podczas strasznej zimy, gdy Armia Czerwona, wsparta przez Polaków, wyzwoliła (doszczętnie) Prusy Zachodnie – w zimie FKK zawiesza działanie.

2) Nie wierzę, aby ostatnia para zdołała sobie jednocześnie rozwalić potylice, przy strzelaniu jest to możliwe (widziałem w westernach), ale zostawia dziury po kulach, a takowych eksperci nie znaleźli.

3) Kto posprzątał narzędzia mordu i ubrania oraz pogrzebał ciała?

Moje wnioski mają swe źródło w oglądaniu filmu „Wejście Smoka”, gdzie też „gołymi ręcami” pozabijała się masa ludzi, ale Bruce Lee i jego amerykański kolega przeżyli i patrzyli na pobojowisko. Sprzątania ofiar bitwy już nie pokazano – domyślnie uczyniła to instytucja (nie IPN), ale brytyjskie wojsko. Czy rozebrano trupy z szat, tego nie wiem. Mam pytania, tylko nie wiem do kogo je adresować – chyba nie do tej samej pani prokurator? Czy jednoczesny zgon kilku tysięcy nagich Niemców mógł pozostać niezauważony przez mieszkańców Malborka i wojsko, zajmującego miasto? Przypomina mi to rysunki innych cudów w gazecie, gdzie pod rysunkiem był napis: –Fotografa przy tym nie było”! To byłby dowód, ze nie była to zbrodnia nazistowska – ci idioci zawsze dokumentowali ciekawsze zbrodnie, a ta wydaje mi się wyjątkowo atrakcyjna. A może (to już spekulacja) niektóre głowy z urazami należą do niewygodnych świadków tego cudu?

Pod artykułem było wiele komentarzy poważnych, niezbyt miłych dla pani z IPN, ale też satyryczne w obronie nieco „oryginalnego” prokuratorskiego wniosku. Oczywiście mój komentarz zalicza się do tej drugiej grupy. Był nawet pierwszy na liście w „Junge Freiheit”. Zacytuję go w oryginale (dla czytelników, mogących docenić mój znakomity styl w tym języku) i podam tłumaczenie. Pozostałe, wybrane przeze mnie celne, satyryczne fragmenty komunikatów cytuję w oryginale. Jeśli będzie zainteresowanie – to przetłumaczę.

Tak sobie myślę, gdyby pani Bożena W. miała choć resztki godności osobistej, to spaliłaby się ze wstydu i urna z jej prochami byłaby ozdobą Muzeum II Wojny światowej – z osobistą inskrypcją prezesa: „Poległa bohatersko w walce o prawdziwą prawdę historyczną. Cześć jej pamięci. O budowie pomnika pomyśli Naród w odpowiednim momencie. Może się upaństwowi plac koło Neptuna”?

 

Antonius von Padua aus Irgendwo

Sonntag, 06-06-10 15:57

Ich verstehe nicht, dass jemandem die Idee von „mechanischer Kopfverletzung” nicht gefällt. Ist doch billiger als Erschießen, man spart Munition für den Feind, ist auch anstrengender, schwächt also die Peiniger – ich sehe da nur Vorteile. Daran, dass sich 2100 erwachsene Menschen gegenseitig bis zum letzten Mann „Mechanische Kopfverletzungen“ beigebracht haben ist mit großer Wahrscheinlichkeit anzunehmen, die Deutschen sind doch so blöd! Es besteht deshalb kein triftiger Grund ein Massaker der humanitären Sieger zu vermuten. Hochachtung, Frau Staatsanwalt!

Nie rozumiem, jak się komuś może nie podobać idea z „mechanicznym skaleczeniem głowy”. To przecież tańsze niż rozstrzelanie, oszczędza się amunicję, którą można wykorzystać na wroga. Taka „praca” jest bardziej męcząca, więc osłabia oprawcę – ja widzę tylko zalety! To, że 2100 dorosłych ludzi sobie nawzajem dokonuje „mechanicznych skaleczeń głów” do ostatniej osoby, można przyjąć z dużym prawdopodobieństwem, przecież Niemcy są tak durni! Nie ma żadnego istotnego powodu przypuszczać, że masakrę spowodowali humanitarni zwycięzcy. Moje uznanie, pani prokurator!

 

Fragmenty komentarzy internautów:

Wieso Deutsche? Die Gebiete sind urpolnisch und in Polen hat es noch nie Deutsche gegeben! selbst die Goten waren in Wirklichkeit polnischer Abstammung! Haben alles polnische Historiker rausgefunden.

„Die Mehrheit der begutachteten Schädel wies eine »mechanische Kopfverletzung«, aber keine Einschüsse auf”. Aber es gab kein Massaker.Solche ubernaturliche Wunder kommen nur in Polen vor.

Unglaublich, da fallen gleichzeitig 2000 Deutsche vom Blitz gefallen Tod um, hauen sich dabei den Kopf ein und ziehen sich danach schnell aus und jetzt sollen es die Polnischen Freundinnen und Freundinenenenenen gewesen sein? Unerhört! Thorsten-Hans-Kevin, ich sagte doch alles Nazis bei der JF!

Mechanische Kopfverletzung, keine Kleidungsstücke, keine Gegenstände, keine Einschüsse = kein Massenmord? Womöglich gelangt die polnische Staatsanwaltschaft noch zur Überzeugung, es müsse sich um einen Massensuizid von frühen deutschen FKK-Anhängern handeln, die sich gegenseitig den Schädel eingerannt haben. Anders ist die schlussfolgernde Annahme, dass es sich nicht um einen Massenmord gehandelt habe, nicht mehr zu verstehen.

Wahscheinlich haben sie sich erst entkleidet und dann selbst oder gegenseitig den Schädel eingeschlagen. Mitfühlende Polen haben sie danach bestattet.
So wird es gewesen sein, oder?

Antonius

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 279

Dodaj komentarz »
  1. „On n’est jamais mieux servi, que par soi meme” mawiają Francuzi (samokrytyka?).

    Kilka uwag o ogólnym charakterze:

    Miewam bezsenne noce. Gdy sobie tak leżę bezczynnie to układam nowe teksty satyryczne, nawet znakomite moim zdaniem, ale gdy rano po śniadaniu siadam do komputera… to wszystko zapomniałem! Mam dodatkowo paskudną cechę, że wystarczy drobny impuls i jakieś luźnie skojarzenie i od razu moje myśli gonią w zupełnie innym kierunku niż przed chwilą.
    Przykład:
    Gdy pisałem sekwencję ” Gdy sobie tak leżę…” przypomniałem sobie fragment filmu „Sami swoi”, gdy syn Pawlaka tłumaczył ojcu powód „bliskiego” spotkania z sąsiadką na słomie: „Gdy sobie tak na niej leżę, to rośnie u mnie… no co?… oczywiście nienawiść do Kargulów”! Wszyscy wiemy, jak się ta nienawiść rozwinęła i czym się skończyła.

    Wracam do moich problemów z „liczeniem baranów”. Nagle zmroziła mnie pewna myśl:

    „A jeśli artykuł, z którego korzystałem, był zwykłą kaczką dziennikarską”?

    Powszechnie wiadomo, że media kłamią, a niemieckie szczególnie wtedy, gdy mogą psuć image Polski. Po chwili wytarłem pot z odpowiednich części obolałego ciała, bo widziałem światełko w tym ciemnym tunelu niewiedzy. To była moja niewzruszona wiara w potęgę i uczciwość IPN, który posiada wspaniałe środki techniczno-organizacyjne i dostęp do tajnych dokumentów i pomoże mi w tej sprawie – stwierdzi prawdę lub fałsz w artykule JF.
    Ustalenie prawdziwej prawdy jest banalnie proste. Wystarczy:
    1) Zwrócić się do archiwum Spiegla z zapytaniem, czy wywiad z Bożena W. miał miejsce, kiedy i gdzie.
    2) Jeśli JF go wymyśliła, to poproszę redaktora o usunięcie mojego tekstu (ów) i umieszczenie przeprosin w moim imieniu, to skończy sprawę.
    3) Jeśli jednak wywiad miał miejsce, to trzeba ustalić w jakim był języku. Jeśli pani Bożena W. mówiła po niemiecku, wtedy wystarczy porównać teksty, jeśli po polsku, wtedy trzeba sprawdzić profesjonalizm i/lub uczciwość tłumacza. To ważne, bo złośliwy tłumacz mądrych i zapewne prawdziwych słów naszego premiera przekręcił i przypisał zbrodnię Katyńską nie tym co trzeba.
    Moje oczekiwania są takie, że jednak korzystałem z nie zatrutego źródła. Zbyt dużo jest precyzyjnych danych, łatwych do sprawdzenia. Nie wierzę, aby pruscy (Berlin) dziennikarze tak głupio kłamali, niczym wielu polskich polityków. Mój ojciec mi przekazał myśl:
    „Można kłamać, ale tak, aby kłamstwo się pokryło z prawdą”!
    Jako dziecko uważałem to za nonsens, a w życiu nieraz zastosowałem z dobrym skutkiem.

    Możliwości IPN:
    a) Sprawdzić protokoły z prac budowlanych i zgłoszenia odpowiednim władzom niezwykłego znaleziska, hamującego prace wykopkowe firmy budowlanej.
    b) Przejrzeć protokoły z ekshumacji.
    c) Oglądać dokumenty z pochówku na nowym miejscu spoczynku.
    d) Ocenić protokoły z prac patologów UG i ekspertyzy Zakładu Medycyny Sądowej.

    Po analizie można opublikować „prawdę”, a jeśli się okaże prawdziwy opis zdarzenia – uspokoić moje rozkołatane serce, bo nie chciałem p.t. kolegów blogowych wprowadzić w błąd, a zaczynam mieć wątpliwości.

  2. Antoniusie
    Dobry wstępniak, dobrze się go czyta i wskazuje na ważny problem, jaki mamy z nędzą IPN-u.
    Skoro dałeś tłumaczenie na polski własnego wpisu po niemiecku, byłoby dobrze dać równocześnie polskie tlumaczenia cytatów z innych internautów, wtedy całość byłaby kompletna i spójna. A tylko niewielki odsetek Polaków posługuje się płynnie językiem niemieckim.

    Dobrze mieć wątpliwości, czy to nie kaczka dziennikarska; mam wrażenie, że zdarzenie jakie opisujesz miało miejsce, tzn. zarówno śmierć i odnalezienie zwłok, jak i ich zbadanie przez biegłych medyków z Gdańska oraz reakcja pani prokurator z IPN-u. W Malborku znajdowano masowe groby, rzecz kojarzę, choć znalezisk było może więcej, mogę mieć pewną wątpliwość co do skali: czy na pewno było to 2100 ciał, czy może mniej, kilkaset, może 210? Egzekucja jednorazowa, czy też zwiezienie z różnych miejsc takiej ilości ludzi/zwłok musiałaby być bardzo dużą operacją logistyczną.
    Trudno natomiast mieć wątpliwości co do zachowania prokuratorki z IPN-u. Brak rzetelności zawodowej, stronniczość, nonszalancja, działanie o charakterze ideologicznym, lans na trupach są w tej firmie trak częste, że właściwie zlewa się to w jedno z samą nazwą. Nierzetelność staje się synonimem nazwy IPN-u.
    Pamiętasz pewnie pewna osobę ludzką, prokuratorkę Koj, która zrobiła sobie foto-lansik w portalu „Nasza klasa” za pomocą szczątków generała Sikorskiego, którymi to szczątkami zajmowała się pod hasłem „zbrodni komunistycznej”. Zbrodni Stalina, oczywiście, nie udowodniła, ale co się nalansowała, to jej. IPN wydał na tą kpinę pół miliona złotych (pardon – Polska wydała, nawet więcej, bo suma kosztów wyraźnie przekroczyła pół miliona), zaś poważny historyk z Uniwersytetu Gdańskiego, który badał brytyjskie dokumenty i dokładnie cała sprawę katastrofy poznał – dostał na wyjazd naukowy do Londynu grant w wysokości 3 tys. zł.
    Poznawanie faktów może być bardzo tanie, w przypadku rzetelnego naukowca chyba trochę za tanie, natomiast w przypadku IPN-owskiej postaci – stanowczo za drogie i stanowczo bezzasadne, a przy tym obrzydliwe.

  3. Narasta w miarę rozwoju sytuacji.Odwrotu nie ma .Tych wszystkich ludzi należy zapisywać do białej księgi ,dla potomności,i wstydu potomków.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Skoro jedna osoba – i tak znamienita – wykazała zainteresowanie cytatami w języku nieco obcym, to oczywiście dam się do roboty. To trochę potrwa, więc na razie tylko wstęp.
    Zacznę od mojego motto (po francusku):
    „Nigdy nie jest się tak dobrze obsłużonym jak przez siebie samego „!

  6. Fragmenty komentarzy internautów- cd.:

    Dlaczego Niemcy? Te tereny są przecież odwiecznie polskie, a w Polsce nigdy nie było przecież Niemców! Nawet Goci są w rzeczywistości pochodzenia polskiego! To wszystko stwierdzili polscy historycy.

    Większość badanych przez rzeczoznawców czaszek wykazała „mechaniczny uraz głowy”, jednak brak dziur po kulach. Jednakże nie ma masakry. Takie nadprzyrodzone cuda występują tylko w Polsce. Niewiarygodne, równocześnie pada 2000 Niemców rażeni piorunem, przy tym rozwalają sobie głowy, szybko się rozbierają a teraz przypisuje się to polskim przyjaciołom i przyjaciółkom? Niesłychane!
    Jesteście wszyscy (tu nazwiska redaktorów JF) nazistami!

    Mechaniczny uraz głowy, brak odzieży, żadnych przedmiotów, żadnych oznak postrzału = brak mordu masowego? Być może dojdzie prokuratura do przekonania, że chodzi o masowe samobójstwo zwolenników dawnego FKK (nudystów), którzy sobie wzajemnie rozwalili głowy. Inaczej nie można zrozumieć końcowego wniosku, że nie chodzi o masowy mord.

    Prawdopodobnie najpierw się rozebrali i potem wzajemnie rozwalili sobie głowy. Współczujący Polacy ich potem pochowali. Tak mogło być, albo?

  7. @Antoniusie drogi, takie sobie poczucie humoru. Ale to tylko moja opinia.

    „zupełnie nagich Niemców, bez odzieży ani innych przedmiotów.”
    Z ciekawości; skąd wiadomo, że to były zwłoki Niemców? Być może jednak jakieś rzeczy przy nich znaleziono?

    Piszę to jako ktoś, kto „miał za złe” przerwanie ekshumacji grobów w Jedwabnem z powodów pretensji strony żydowskiej. Moim zdaniem każdą grudkę ziemi powinno się tam przesiać, udokumentować oraz wyeksponować na wieki w muzeum.

    Gdyby był to masowy mord na niemieckiej ludności cywilnej to oczywiście takie a nie inne odniesienie się do tego faktu przez pracownika IPN jest tylko pochodną sztywności kregosłupa tej pani.

    Opinia i wymagania szefów instytucji, w której jesteś zatrudniony sa znane i całkiem jasne. Ilu ludzi zaryzykowało by swoją karierę i dobre zarobki tylko dla jakiejś ulotnej „prawdy”?

    W każdych czasach, w każdej firmie, w każdym kraju. Odważnych i prawych jest mniej i tyle, taki truizm.

  8. Ciekawy temat. Nie słyszałam, pogrzebalam w sieci i między innymi trafiłam na taki artykuł (i dalsze linki pod nim).

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,6156566,Masowy_grob_1750_Niemcow_w_Malborku.html

  9. A tak generalnie to aby – współcześnie – wzbudzić nie tylko współczucie ale choćby tylko zainteresowanie jakimiś ludziami, zywymi czy umarłymi, to nalezy zastosować dobrze znane techniki propagandowe. Dziennikarzy pewnie tego uczą w dziennikarskim przedszkolu.

    Personalizacja. W czasie igrzysk olimpijskich, z amerykańskiego telewizora lecą godziny wywiadów dziennikarzy z kuzynami II stopnia kolegów z podwórka szkolnych przyjaciół kandydata na amerykańskiego, olimpijskiego medalistę.

    Ci dziennikarzy, którzay nie załapali się na wywiady z kuzynami II stopnia kolegów z podwórka szkolnych przyjaciół, podtykają mikrofony i kamery pod nosy pracownikom stacji benzynowej miejscowości, w której mieszka cioteczna babcia trenera potencjalnego medalisty.

    Najbardziej zaś ambitni pracownicy mediów gonią za dramatycznie tragicznymi historiami zdobywców drugich miejsc, którzy omałoco a pojechaliby na igrzyska. No ale przegrani w USA to jest zupełny hardkor i tylko dla lewacko-liberalnych mediów głównego ścieku.

    I dlatego lekturami w amerykańskiej szkole jest komiks „Maus”.
    Oraz pamiętnik Anny Frank.

    2100 ciał nie wywołuje żadnych emocji. Dopisana historia małej, szmacianej laleczki znalezionej między kośćmi – o, to już jest potencjana atrakcja. Trudno wprawdzie na tej historii sprzedawać reklamy, ale po odpowiedniej obróbce na warsztacie profesjonalnego dziennikarza – kto wie? Może mieć potencjał… przynajmniej dla odpowiedniego targetu.

  10. Antonius
    Przypadek opisany przez Ciebie dowodzi dobitnie jak nierzetelną, nieprofesjonalną, a przede wszystkim zindoktryzowaną placówką badawczą jest IPN. Jej wiarygodność spadała stopniowo, w miarę pojawiania się spektakularnych akcji, np. nagonki na Lecha Wałesę.
    Odkąd PIS podporządkowało sobie już prawie wszystkie instrumenty władzy (do połknięcia pozostały samorządy lokalne), IPN jest od pisania historii całkiem na nowo. No i co im zrobisz? Nawet nie złapiesz.
    Co ja mówię – złapiesz: na kłamstwie, manipulacji, ale wszystkiego się wyprą, zamataczą, zamiotą pod dywan to co niewygodne, a z igły zrobią widły, jeśli zajdzie potrzeba.
    Ten Instytut (potwornie zresztą kosztowny) nadaje się tylko do rozwiązania, natomiast zgromadzone akta, łącznie z „hakowymi” teczkami powinny się znaleźć w archiwach dostępnych dla historyków „różnego sortu”.
    Swoją drogą, jak to jest, że przecież są niepodważalne „papiery” na „żołnierzy wyklętych”, którzy byli bandytami i mordercami, jak Ogień, czy Bury. Jeszcze nawet żyją świadkowie lub ich dzieci i jak gdyby nigdy nic zostali uznani za bohaterów ze stemplem IPN. Można im stawiać pomniki, nazywać ulice itp.
    Czy nie jest to „masakra”, jak mówią młodzi w odniesieniu do czegoś co się bardzo nie podoba, uwiera, wkurza w najwyższym stopniu?

  11. @Kostka podała link do artykułu, który zdecydowanie różni się od tego z JF, który cytowałem. Jednak znaleziono wiele dziur po kulach i absolutny brak przedmiotów do identyfikacji, nawet złotych zębów, co raczej sugeruje drobne ograbienie trupów, a nie obawy o epidemię.. Podczas czytania artykułu rosła też liczba ofiar – od 1700 do 1850, do 2100 niedaleko. Jak to policzono, jeśli ekshumacja była taśmowo-mechaniczna – koparkami? Nie pomagało to w utrzymaniu formy kościotrupów, chyba że liczono czaszki.. Podobno dużo czaszek miało typowe dziury po strzale między oczy, jak w filmach mafijnych, ale nie można wykluczyć samobójstw (to drobny wężyk). Niektóre moje wnioski są chyba słuszne, m. in. termin tego zdarzenia – zima 1944/45, czyli nudyzm (FKK) odpada, brak przedmiotów świadczy raczej o działaniu hien cmentarnych. Pamiętam tę zimę, brrrr! Wykonałem pierwszy skok na nartach, a właściwie dwa – też ostatni. Potłukłem się i złamałem nartę.

    Jedno mnie cieszy w tej sprawie – nie była to niemiecka kaczka dziennikarska, czego się obawiałem.

  12. Antonius
    17 lutego o godz. 14:03

    Antoniusie, ja podobno pisuję humorystyczne wstępniaki, ale coś mi się zdaje, że też masz poczucie humoru adekwatne, co zresztą już bardzo sympatycznie pobrzmiewa w Twoich tekstach i wpisach. 🙂

  13. Antonius
    17 lutego o godz. 14:40

    Skoro Niemcy zdają sobie sprawę, że i sami Goci są polskiego pochodzenia, to czy także zdają sobie sprawę, że Maryja jest rodowitą częstochowianką, a Jezusek uczęszczał do przedszkola w Kielcach?

  14. @zza kałuży 15:29

    „z powodu pretensji strony żydowskiej”

    Bardzo ciekawe jest to Twoje określenie. Nawet symptomatyczne. Niektóre rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej też mają „pretensje” o ekshumacje.

  15. @paradox57 17 lutego o godz. 18:08

    „z powodu pretensji strony żydowskiej”
    Bardzo ciekawe jest to Twoje określenie. Nawet symptomatyczne. Niektóre rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej też mają „pretensje” o ekshumacje.

    Jedna śmierć to tragedia, milion – to tylko statystyka.
    Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat.

    Powiedz mi zatem dlaczego @Antonius nie przepuszcza okazji i dokładnie liczy („od 1700 do 1850, do 2100 niedaleko”) wykopane kości ofiar?
    Dlaczego Grossowi wytykano, że zawyżył liczbę zamordowanych Żydów? Pisano i mówiono, że nie 1600 (1800? już nie pamiętam) tylko „najwyżej” 300 osób.

    Idąc twoim tropem w Polsce powinny być specjalne karetki pogotowia obsadzone przez ortodoksyjnych Żydów, pielegniarzy i lekarzy, tylko mężczyzn, żadnych kobiet, oraz specjalne służby w których gestii byłoby zbieranie z ulic zwłok Żydów-ofiar wypadków drogowych. Wiesz, w Izraelu takie mają. W Nowym Jorku też, przynajmniej w niektórych dzielnicach. Razem ze szpitalem, który potrafi zająć się chorymi, rannymi czy zmarłymi ortodoksyjnymi Żydami w taki sposób, aby nie uchybić żadnym religijnym przepisom.

    Każda inna opcja to lekceważenie cudzych przekonań i uchybianie cudzej wrażliwości.

    Zastanawiam się, czy ekspozycja w Aschwitz pozostałości po więźniach jest moralnie do obrony.

  16. @zza kałuży 18:35

    Ja o gruszce, Ty o pietruszce. Imputujesz mi jakieś „moje tropy”, wynikające chyba jedynie z Twoich uprzedzeń (to oczywiście jedynie mój domysł, podobnie jak i Twoje domysły). Swoje przekonania prezentujesz nie po raz pierwszy i w sposób nieodparcie uroczy. I wystarczy.

  17. zza kałuży
    17 lutego o godz. 15:49

    „Piszę to jako ktoś, kto „miał za złe” przerwanie ekshumacji grobów w Jedwabnem z powodów pretensji strony żydowskiej”.

    „W maju 2001 roku przeciwko ekshumacji protestował rabin Michael Schudrich. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” 21 maja mówił: „To bardzo ciężka decyzja. Trzeba wybierać między respektem dla zmarłych a potrzebą prawdy. Dla nas zwycięża to pierwsze. Moim, rabina, zdaniem ekshumacja jest niemożliwa z punktu widzenia naszej religii. Bo sądzę, że ekshumacja nie da wiele, a wiele zaszkodzi. Są przecież świadkowie, są inne dowody, ekshumacja nie jest więc potrzebna”.

    „Następnego dnia rabin Schudrich tłumaczył w Radiu Zet, że „rozumie i szanuje decyzję ministra” i że „nigdy nie protestował” przeciw ekshumacji, tylko wyjaśniał, co na jej temat mówi żydowska tradycja i religia”.

    Była nawet jakaś osobistość z Izraela, która własnoręcznie wygrzebywała z ziemi szczątki. W Izraelu, o ile wiem, nie ma zakazu ekshumacji – to zakaz religijny.

    „O dokończenie ekshumacji apelowali jej uczestnicy. Apelował także Jan Tomasz Gross: „Naszym obowiązkiem i gwałtowną potrzebą, o czym świadczy choćby niezwykła dyskusja tocząca się w Polsce od miesięcy, jest sprawę mordu w Jedwabnem wyjaśnić we wszystkich szczegółach (…) religia żydowska dopuszcza rozmaite wyjątki od zasady, że nie wolno niepokoić szczątków zmarłych. (…) nie ma powodu by duchowni jakiegokolwiek obrządku rozstrzygali o tym, co Polacy i Żydzi polscy mają prawo wiedzieć o swojej wspólnej historii”.

  18. @wbocek 19:16

    Przepraszam, @wbocku, że się wetnę. Niepotrzebnie chyba tłumaczysz to @doktorowi nie bolało. On doskonale sobie z tego zdaje sprawę. Taki poszukiwacz prawdy w sieci łatwo mógł znaleźć odpowiednie stanowisko środowisk żydowskich w sprawie ekshumacji jedwabieńskich pochówków i motywów, jakie nimi kierowały. A to co napisał o „pretensjach” i sam fakt, że nazwał je pretensjami, wystawia mu stosowne świadectwo. Żadna tam słowosraczka w jego wykonaniu tego nie zagada.

  19. @paradox57 17 lutego o godz. 18:44
    Typowa reakcja dyskutanta bez argumentów. Prawda w oczy kole i zmusza niektórych aby się łapali bardzo nieładnie.

    Lech Kaczyński kierował się swoimi, polityczno-religijnymi powodami wydając decyzję o przerwaniu ekshumacji, nie mówiąc juz o tym, że sama ekshumacja była przeprowadzana w jakiś dziwaczny i połowiczny sposób.

    Dzisiaj jego brat, kierując się głównie powodami politycznymi, nakazuje przymusowe ekshumacje ofiar katastrofy pod Smoleńskiem.

    I wtedy i dzisiaj, i w jednym i w drugim przypadku, polityka ma decydujące znaczenie. A nie wzgląd na maksymalizowanie szans dotarcia do historycznej prawdy.

  20. @paradox57 17 lutego o godz. 19:24

    „A to co napisał o „pretensjach” i sam fakt, że nazwał je pretensjami,”

    Wiadomo że na blogu ateistów ale w jarmułkach są równi i równiejsi.

    Jednym wolno się wyzłośliwiać po całym słowniku a drudzy powinni bardziej uważać na słowa.

    Począwszy od cesarza Konstantyna.

  21. @zza kałuży 19:26

    Jeśli chcesz o argumentach, to zacznij o argumentach. Zwróciłem uwagę na sformułowanie, jakiego użyłeś na motywację strony żydowskiej. I co? I jajco, jak mawiają młodzi. Wywaliłeś poboczny temat, niezwiązany z moim postem. Taka metoda. Mnie zarzucasz reakcję?

  22. PS.
    Że przypomnę po raz kolejny tego studenta od pola stłumienia wątroby.

  23. @zza kałuży 19:40

    A w spodnie przypadkiem nie chcesz mi zajrzeć?

  24. Dobry wpis, Antoniusie. Oraz potrzebny. O poczucie humoru nie bede posadzal. Ludycznosci tez nie ma. Ani wschodniego zaspiewu. Mam nadzieje ze inni tez nie beda humoru szukali w Twoim wpisie.

    Masowe morderstwa, pogromy, nienawisc rasowa to tematy raczej ponure. I wbrew pozorom, slabo ludyczne. Ze wschodnim zaspiewem czy bez

  25. W Malborku w masowym grobie mogły być „jednorodne” ofiary pojedynczej zbrodni, np. masowego rozstrzelania (zatłuczenia kolbami? drągami? kilofami?) podobnego jak z warszawskeij Woli, ale mogli to być ludzie, którzy stracili życie w różny sposób.

    Część zmarła z głodu, część z chorób, część zastrzelono podczas rabunków pospolitych bandytów, część powiesili żołnierze niemieccy jako defetystów, chcących sie poddać, część mogli zadusić czerwonoarmiści np. podczas gwałtów, częśc mogła być ofirami działań wojennych typu bomby czy ostrzał artyleryjski, niekoniecznie powodujący rany czaszek, część mogła wreszcie być rostrzelana.

    Ciała mogły być zwiezione z wiekszej części miasta do masowego grobu. Wśród nich mogli zdarzyć sie nie tylko Niemcy ale też uchodźcy wojenni, robotnicy zmuszeni do przymusowej pracy, wreszcie jeńcy wojenni.itp., itd.

    Pisanie o 2100 niemieckich ofiar może być uproszczeniem.

  26. pola stłumienia wątroby

    no to już są jakieś jaja… niczego nie kojarzę 😉

  27. Msciwosc za zbrodnie wojenne Niemcow, na slepo wymierzana przeciwko niemieckim cywilom, to tez dosyc kiepski temat do zartow

  28. @paradox57 17 lutego o godz. 19:40
    Zwróciłem uwagę na sformułowanie,

    Michnikowski tez zwrócił.
    @paradox57, ja cofam ten sęk. Ja cofam wszystkie sęki na świecie!

  29. paradox57
    17 lutego o godz. 19:24

    To jest tak chaotyczna, pokrętna i nienagadana papla, że rzeczywiście masz rację: szkoda na nią każdego słowa, lepiej zamienić dwa słowa o niesamowitej krowie, co uciekła przed rzeźnią.

  30. @maidan 20:00

    Kogo konkretnie? Bo jeśli @doktora nie bolało, to się piszę.

  31. Lech Kaczyński zatrzymał ekshumację w Jedwabnym, czym sobie zasłużył przychylność globalnych opiekunów świata, co z pewnościa miało również wpływ na jego prezydencki sukces wyborczy.
    Po latach nie zatrzymano jego ekshumacji wawelskiej…

  32. Woda w morzu raz jest głęboka a raz jest płytka.

    Fala przy falochronie może łódkę podziurawić, gdy tej łódki się nie pilnuje. No i gdy czwartą warstwę lamiantu szkutnik ukradł. Albo gdy mnie nie udało się wycisnąć wszystkich bąbli powietrza jak ją kładłem.

    A pijacka łajba pełna pijackich ryboli, w nocy, za Zatoce, bez świateł i z trałem, na silniku i bez nikogo na sterze, bo pijane chamy się pospały i zarzygane leżą w zęzie, prawie że zatopiła nefryta z CWMu.
    Nie pierwszego ani nie ostatniego.

    Dobrze, że dziewczyna wzrok miała świetny, nie zasnęła na wachcie i rabanu narobiła. Inaczej kilkoro harcerzyków robiących mile na pu obudziło by się na dnie Zatoki.

    A pijane chamstwo rybolskie rano wylądowało by na plaży z 2.5 tonami ryby i 30 metrów od brzegu. Dziwiąc się, kurwa, skąd jakieś żagle im się na kurwa, kutrze wzięły.

  33. Zaledwie 8 dni temu pisałem w komentarzu o spotkaniu w Centrum Edukacyjnym IPN w Katowicach. Mowa była m.in. o książce dotyczącej obozu NKWD w Toszku (Tost) w aspekcie rocznicy wkroczenia Armii Czerwonej na Górny Śląsk. Jeden z autorów dr Dariusz Węgrzyn, pytany o szczegóły badań, ujawnił z całą szczerością, dlaczego IPN nie będzie prowadził prac ekshumacyjnych ofiar, pochowanych na dawnym cmentarzu żydowskim oraz w wyrobisku pobliskiej piaskowni. Po pierwsze nie chcą kopać na terenie kirkutu, bo to sprzeczne z żydowskim podejściem do naruszania spokoju cmentarzy. Po drugie – w piaskowni ofiary znalazły się pod ponad 6-cio metrową warstwą nadkładu z ziemi i gruzu nawiezioną po zamknięciu obozu. W tle można było odczytać także trzeci motyw – tam leżeli Niemcy. Chociaż na Śląsku ci Niemcy byli Ślązakami, może nawet podobnymi do Antoniusa (czyli formalnie Polaka w Niemczech). Wśród ofiar mogli znaleźć się także Polacy będący na robotach . Ale o tym , IPN-owscy badacze nie wspomnieli. Nie potwierdzili, nie wykluczyli. Można się domyślać, iż dopóki taki grób nie znajdzie się na drodze jakiejś inwestycji, władze nie ruszą palcem w celu ekshumacji ofiar i ich pochowania w godnym miejscu. W końcu to tylko Niemcy, wojenni agresorzy na Polskę. Zapominają tylko o jednym. Dzisiejsza Polska ma w swych granicach ziemie, które do połowy ubiegłego wieku do niej nie należały.

  34. paradox57
    17 lutego o godz. 20:09

    Paradoxiku, to regularne, pełnowymiarowe dziecko. Wracam do jaj, znaczy – do choróbska. Dobra nocka.

  35. @wbocek 20:09

    W takiej intencji, żebyś co szybciej do zdrowia przyszedł, walnę kielicha imbirówki.

  36. paradox57
    17 lutego o godz. 19:43

    A w spodnie przypadkiem nie chcesz mi zajrzeć?

    Koleżanka Mariolka, ewentualnie.

  37. zza kałuży
    17 lutego o godz. 19:26

    A widzisz jakiekolwiek merytoryczne powody nakazania wykonywania ekshumacji wszystkich ofiar (oprócz wcześniej spopielonych) katastrofy pod Smoleńskiem? To czysta zabawa w politykę, zlepiona w jedno w jakąś kompulsywność mętnych umysłów.

    Chętnie bym widział zasadę, że dokonuje się ekshumacji w celu dobrze uzasadnionego ustalenia prawdy materialnej, ale należy wziąc też pod uwagę okoliczności specyficzne. Jeśli w żydowskim kanonie religijnym czy kulturowym jest zasada nienaruszalności miejsca pochówku/spoczynku zmarłych, to dobrze jest poszukać jakiegoś wyważonego rozwiązania.

  38. @Tanaka 20:50

    Mam nadzieję, że nie sugerujesz, jakoby nasz @doktor nie bolało chciał się wysługiwać osobami trzecimi, zamiast samemu bohatersko wziąć na siebie konieczność sprawdzenia. Poza tym Mariolka mogłaby się okazać mało obiektywna.

    Twoje zdrowie też wypiję rzeczoną imbirówką.

  39. zak1953
    17 lutego o godz. 20:27

    IPN-owscy badacze … Zapominają tylko o jednym. Dzisiejsza Polska ma w swych granicach ziemie, które do połowy ubiegłego wieku do niej nie należały.

    No, po to właśnie jest IPN, żeby zapominać. I o jednym, drugim, trzecim i tak dalej.
    Ledwo co Kaczyński wywrzeszczał, że Polska nie otrzymała ŻADNYCH reparacji (od Niemiec) za II wojnę światową. Skłamał, ale to u niego modus operandii: Polska otrzymywała reparacje, choć skromne i zakończone chyba w 1953 roku. Ale nie te skromne wypłaty są decydujące. Kaczyński wolał zapomnieć o tym, że Polska sobie wzięła jakieś 100 tysięcy kilometrów kwadratowych ziem niemieckich, z dobrami środowiskowymi, geologicznymi, urbanistycznymi, szerzej – cywilizacyjnymi oraz majątkiem nieruchomym i wielką częścią majątku ruchomego. To są reparacje wojenne.
    Zapominanie to konstytutywna część pisoidyzmu.

  40. paradox57
    17 lutego o godz. 21:01

    Ja tam nie wiem o co chodzi z doktorem, ale słyszałem, że Mariolka miewała skłonności. A że nieobiektywne, to pewne, tylko po co komu obiektywność, skoro Mariolka?

  41. paradox57
    17 lutego o godz. 21:01

    Dobra, to ja Twoje zdrowie golnę porządną i mocną (55%) a czeską slivovicą domowej roboty.

  42. Nie rozumiem o co wam chodzi z taym @doktorem i Mariolką, dopiero wstałam, ale cała ta gadka mi jaszczurem jedzie.
    Nie rozumiem dlaczego za wszelką cenę i przeciw prawdzie trzeba koniecznie być anty antysemitą, za to coraz bardziej rozumiem powstanie i działanie IPN.
    A kiedys myślałam, że to kolejna polska głupota i zawracanie Wisły kijem.

  43. @Ewa-Joanna 21:24

    Nie wiem, czy potrafię Ci to wytłumaczyć jasno. Jestem trochę pod wpływem. Może nawet bardziej niż trochę.
    @doktor nie bolało (znany bardziej jako @zza kałuży) sugeruje (w sposób rzecz jasna niezłośliwy i bez podtekstów, znaczy zawoalowany), jakoby blog ateistów został opanowany przez nosicieli jarmułek.W związku z tym zapytałem, czy nie zechciałby przypadkiem sprawdzić cechy bardziej oczywistej, aczkolwiek mniej rzucającej się w oczy na pierwszy rzut oka. Stąd propozycja @Tanaki, że bardziej odpowiednia byłaby Mariolka.

    Jaszczur nie ma tu nic do gadania. Niech muchy i pająki wyłapuje. Podobnie jak anty-

    Też Twoje zdrowie.

  44. Ja w rozjazdach (Kraków) i do tego nic mądrego nie wymodzę oprócz że dzisiaj jest u mnie Dzień Lisa zamiast Dnia Kota

    http://www.as.cmielow.com.pl/!pliki/20160301/1456826505_0_lis-skradajacy-sie-duzy-.jpg

    mój ci jest od dziś

    PS Pozdrowienie szlachetnemu Antoniusowi za świetny wstępniak

  45. @Tanaka 17 lutego o godz. 20:56

    A widzisz jakiekolwiek merytoryczne powody nakazania wykonywania ekshumacji wszystkich ofiar (oprócz wcześniej spopielonych) katastrofy pod Smoleńskiem? To czysta zabawa w politykę, zlepiona w jedno w jakąś kompulsywność mętnych umysłów.
    Pełna zgoda. Napisałem poprzednio to samo. PiS wszystko wykorzysta – bezczeszcząc pamięć ofiar – do celów walki politycznej.

    Dla mnie daleko ważniejsze jest przekucie bolesnych doświadczeń na coś pozytywnego. Czy ktoś gdzieś napisał manual, instrukcje obsługi na wypadek poważnej katastrofy samolotu? Jakkolwiek tragikomicznie to brzmi.
    Z rozbiciem na położenie rejonu katastrofy, rangi i liczby pasażerów, rodzaju lotu, itd.
    Zaczynając oczywiście od wyraźnych wniosków z lotu do Gruzji, z zachowania prezydenta Kraju w stosunku do dowódcy samolotu, z zachowania polityków wobec tego pilota po locie, jak to mogło wpłynąć na zachowanie kapitana samolotu w drodze do Smoleńska.
    Poprzez analizę bezkarności pilotów samolotu z dziennikarzami, który wyladował na wariata. Podkreślając pogodową rekomendację dla tupolewa wypowiedzianą przez pilotów wylądowanego samolotu polegającą na użyciu słowa pi*da. Cofając się do wniosków z katastrofy w Mierosławcu. Do innych podobnych wypadków. Chciałbym widzieć spopularyzowane w mediach rezultaty pracy mądrych ludzi, którzy przekuli wszystkie te tragedie na przepisy, obowiązujace wszystkie zaangażowane partie.
    Chciałbym np. widzieć oficjalny formularz dla nowego prezydenta państwa, wymagający od niego podpisania zobowiazania iż nigdy nie zapyta się pilota lub swojego kierowcy czy on wie „kto jest naczelnym dowódcą”.

    Chętnie bym widział zasadę, że dokonuje się ekshumacji w celu dobrze uzasadnionego ustalenia prawdy materialnej, ale należy wziąc też pod uwagę okoliczności specyficzne. Jeśli w żydowskim kanonie religijnym czy kulturowym jest zasada nienaruszalności miejsca pochówku/spoczynku zmarłych, to dobrze jest poszukać jakiegoś wyważonego rozwiązania.

    To jest przewracanie się świeckiego państwa na grzbiet i wyciąganie wszystkich czterech łap w górę. Przepisy czy regulacje powinny być napisane dla obywateli a nie osobno dla katolików, Żydów, muzułmanów czy ateistów.

  46. Tanaka
    17 lutego o godz. 21:07
    Na razie nie mieszam kwestii reparacji wojennych do moich komentarzy. To raczej problem ogólnego podejścia do nekropolii jakie znajdowały się na ziemiach przyłączonych. Bo z jednej strony polskie władze domagają się szacunku dla swoich zmarłych, którzy pozostali poza obecnymi granicami, A z drugiej – ich dbałość o cmentarze zastane, z którą same były i są na bakier. Taka mentalność Kalego – jedynego sprawiedliwego i poszkodowanego. Polityka historyczna zamiast historii.

  47. Powyższy manual powinien być napisany przez dzisiejsza opozycję i upubliczniony.

    „Zalecenia i wnioski płynące z niedawnych katastrof polskich samolotów i samochodów rządowych”.

  48. .

    — Srebrenica —

    .

    Katynie różne są, pamiętam jak serbowie
    wykopywali UN Dutch jednostkę zanim
    rozwalili coś 7k muzułmanów, Holendrzy
    mieli ich chronić, całkiem ostatnio przeprosili
    za tchórzostwo..

    Tusk miał okazję by IPN rozwiązać,
    tak samo jak miał okazję by nadużycia
    Pana Zbyszka ukarać, ale PO to nygusy
    i tchórze so..

    Gdyby jakimś cudem Najświętszej Panienki
    PO czy inni nie-nowocześni wygrali wybory
    i dorwali się znów do koryta takie Zbyszki
    spać mogą spokojnie, żadnych konsekwencji
    za rozwalenie Polski nie będzie

    2100 niepostrzeżenie rozwalić i zakopać
    się nie da, zawsze ktoś coś wie, skąd wiedza
    że byli to niemcy, sami męszczyźni czy może
    kobiety i dzieci ?

    Co by Pani IPN expert powiedziała gdyby to
    byli polacy ?, jak by ich odróżniła of niemców?,
    czy ci dobrzy katolicy postawili tym niemcom
    krzyż?, czy spodziewa się pielgrzymów
    z Niemiec?

    Czy Polscy katolicy postawią tym Niemcom
    pomnik, czy zapalą im znicz ?, czy Pani expert wie
    kto by sprawcą ?, czy to może jakaś niemiecka
    MASADA ?

    .

    Kali nie jedno ma imię, coraz większy wstyd być
    POLAKIEM

    .

    ~

  49. zza kałuży
    17 lutego o godz. 22:06
    „Czy ktoś gdzieś napisał manual, instrukcje obsługi na wypadek poważnej katastrofy samolotu?”
    Generalnie w lotnictwie cywilnym takie sprawy ujęte są aneksie 13 ICAO – dokumencie już starym ale bieżąco aktualizowanym, głównie z przyczyn rozwoju technologii i metod badawczych. Wojsko jako państwo w państwie ma swoje procedury. Ale i one coraz bardziej zbliżają się do tych z cywila.
    W przypadku smoleńskim, rzecz w dużej mierze poszła o zrzucenie z siebie winy za bałagan organizacyjny, ze strony kancelarii prezydenta na kancelarię premiera.
    Być może już niedługo sprawa smoleńska nabierze tempa, bo prokuratura posiada materiały wykluczające eksplozje na pokładzie w locie.

  50. zza kałuży
    17 lutego o godz. 22:16
    Na razie w Polsce nie było katastrof samochodów rządowych. Były kolizje i wypadki drogowe. W przypadku „dobrej zmiany” traktowałbym je raczej jako boskie ostrzeżenia, które rządzący traktują na odwrót, że opatrzność nad nimi czuwała. W końcu, najczęściej razem spotykają się na imprezach kościółkowych.

  51. @paradox57
    17 lutego o godz. 21:32
    Aha, dziękuję.
    Może ja wyjaśnię… chociaż bardzo trudno będzie, jak przypuszczam.
    @Zza kałuży ma – moim zdaniem- bardzo logiczne podejście do wielu zagadnień i świetnie wyłapuje wszelkie nieścisłości albo ozdobniki tekstowe dodane dla uatrakcyjnienia tematu. Dodatkowo ma dostęp do informacji do której wielu z nas nie ma, więc ciekawie jest taką informacje przeczytać nawet jak się nie zgadzamy z jej treścią. Jedno i drugie razem daje ciekawy efekt do przemysleń.
    Istnienie na blogu ( i w części środowisk so called inteligenckich) antysemickiej histerii jest oczywiste dla mnie, która młotem tej histerii po łbie dostała za niewinne użycie wyrażenia: parchów dostanę.
    Jestem córką niemieckiego jeńca wojennego z kampanii września 39 i niewolnicy wywiezionej do pracy przymusowej na terenie Rzeszy, większośc rodziny zginęła w czasie działań wojennych – wschodnia z powodu działań wspólnych żydowsko-bolszewickich, warszawska z powodu działań niemieckich. Zostały jednostki, ściśle biorąc dokłądnie 3 sztuki.
    A jednak w moim domu nie było nienawiści, nie było szczucia i nie było obarczania winą kogokolwiek poza bezpośrednimi sprawcami. Język jakim się posługiwałam był językiem znaczeń pierwotnych. Z tym innym zetknełam się dopiero później i nie zawsze mogłam to zaakceptować.
    Dlatego powstanie IPN odczułam jak otwarcie bram piekieł – bo wypuściło i uprawomocniło te wszystkie starannie pielęgnowane nienawiści i krzywdy. I dlatego również czytając w australijskich publikacjach prasowych o tym, że Polacy mogli Żydów uratować ale NIE CHCIELI mogę zrozumieć niektóre z wypowiedzi @Zza kałuży, które wy uznajecie za antysemickie, bo to po prostu spojrzenie z innego punktu. Z punktu człowieka niesłusznie krzywdzonego przez potężną machinę propagandy i matactwa, zmuszonego do odpowiadania na pytanie: Dlaczego wy Polacy nie broniliście Zydów i dlaczego ich mordowaliście – bo dla większości tych tutejszych i tamtejszych IIWŚ to była wojna nazistów z Żydami no i potem przyszli dzielni Amerykanie i zrobili porządek. A prostowanie tego to jak szczanie pod wiatr…
    I jak dodatkowo stykamy sie na polskich blogach z zarzutem antsemityzmu za powiedzenie niewygodnej prawdy lub użycie jakiegoś zwrotu, to jest to dodatkowy kamyczek do uwierania.
    Bo nie dawaliście odporu Ozzy’emu za publikowanie jego tendencyjnych wpisów i linków, nie dawaliście (poza ponbockiem) odporu Gekko za wypisywanie oszczerczych, również wobec was stwierdzeń, tylko uszy stuliwszy siedzieliście cicho w poczuciu winy. A czy naprawde jesteście winni?
    Czy naprawde jesteście winni temu, że Polacy w czasie wojny i po wojnie mordowali Żydów?
    Możecie tylko pochylić głowę i powiedzieć – przepraszam, ale nie powinniście się czuć winni za cudze postępki 70 lat temu.
    Tak jak zrobili to Niemcy mówiąc – byliśmy winni, ale dziś jesteśmy innym krajem, innym społeczeństwem.
    Owszem istnieje w Polsce antysemityzm, dziwny taki, ale skąd on się bierze? Czy czasem nie jest podlewany napastliwymi i oskarżającymi wypowiedziami takimi jak prezentują niektóre nicki na blogach Polityki? Niepotrzebną ironią i sarkazmem wypowiedzi mającymi w podtekscie „dureń i ciemniak jesteś”? Kretyńskimi artykułami w prasie?
    A prawda w tym wszystkim ginie kwiląc coraz ciszej.
    Antonius podnosi sprawę Ślązaków, ja sporo słyszałam o Mazurach, bo tam wylądowali moi rodzice w 47 roku. O strachu przed „polakami”, czyli szabrownikami z przedwojennych ziem polskich, o gwałtach i morderstwach i prześladowaniach. Niewielu świadków tego pozostało.
    *
    Maidan vel Orteq
    Wróciłeś legalnie czy nie, ale nie zaczynaj swoich podsrywań, bo tak naprawdę poza toba to niewielu obchodzi.

  52. @paradox57
    17 lutego o godz. 21:32
    napisałam ci bardzo długą i bardzo emocjonalna odpowiedź, ale poszła w kosmos. Nie odtworzę niestety, bo wychodzę.
    Może jak wrócę…

  53. vertigo 13

    Najwieksze wstydy z POwodu bycia PiSlakami wciaz przed nami

  54. @maidan vel Orteq
    Legalnie tu jesteś czy nielegalnie, ale daruj sobie swoje aluzyjki bo i tak inni oceniaja cię za wypowiedzi.

  55. @maidan
    jesteś nielegalny, ban nadal obowiązuje a ja już wiem dlaczego mój tekst poszedł w kosmos.

  56. Jako przerywnik kilka fotek z dzisiejszego lotu balonem mojego kolegi z Łazisk Górnych do Mikołowa. Lot krótki dystansowo – nieco ponad 5 km w ponad 1 godzinę.
    https://www.facebook.com/lotbalonem.eu/photos/pcb.1774230775954363/1774230289287745/?type=3&theater

  57. @zak1953 17 lutego o godz. 22:44
    @zak1953 17 lutego o godz. 22:51

    Na razie do sfery publicznej wepchnięte zostały tylko wybuchy, bomby i rusko-tuskie zamachy.

    Pożytku z tych fantasmagorii dla bezpieczeństwa lotów czy przejazdów nie ma żadnego.

    Ja nie widzę opozycji próbującej równoważyć zalew pisowskiej propagandy debilizmu za pomocą konkretnego dokumentu typu „lessons learned”, „post-mortem analysis” czy czegoś podobnego.

    Chciałbym widzieć w telewizorze (hi, hi, hi, przecież ja nie mam nawet telewizora 😉 ) posłów opozycji przez tydzień powtarzających jak katarynki pięć czy sześć punktów:

    1. Po pierwsze to prezydent Polski nie dowodzi ani na pokładzie samolotu ani w rządowej limuzynie.
    2. Po drugie to nie latamy ani nie jeździmy samolotami ani autami rządowymi gdy pogoda jest pizda. (Posłowie powinni dobitnie wymawiać w mediach ten wyraz).
    3. Po trzecie nie bezcześcimy miejsc pochówku takich jak Katyń urządzaniem tam wieców wyborczych bo to jest podłe.
    4. Biskupi polscy i prymas Polski byli członkami Targowicy.
    5. Wałęsa z Jaruzelskim ocalili Polskę od wojny domowej.

  58. @Ewa-Joanna 23:00
    Nie wiem czy to źle czy dobrze. W każdym razie, jeśli uznasz, że warto odtwarzać, z pewnością przeczytam. Czyli, jak mówią starożytni Rosjanie: jak sobie stryjenka życzy.

    A moja drażliwość wynika nie z noszenia jarmułki, tylko z powodu tego, co się od kilku lat dzieje wokół cmentarzyska żydowskiego w moim rodzinnym mieście, przy pełnym „zaangażowaniu” władz miasta i służb konserwatorskich wszystkich szczebli.
    Chociaż, jak do mnie ostatnio dotarło: coś drgnęło w rajstopach i zdaje się, pewne kroki podjęto. Przy czym skutek nie jest wcale tak oczywisty, jak wskazują liczne przykłady dotyczące nie tylko cmentarzy żydowskich, ale w niemniejszym stopniu – ewangelickich. Ma to zresztą wymiar zdecydowanie szerszy i dotyczy generalnie tego, jak traktowane jest dziedzictwo kulturowe, ze szczególnym uwzględnieniem archeologicznego. Przy którym nawet Puszcza Białowieska (bliska memu sercu i z racji częstego onegdaj w niej bywania, i nieustającego znaczenia) to pikuś, pan pikuś.
    Wybacz, ale muszę zalec. Nadmiar imbirówki (niby nieduży, ale wiek już nie ten, żeby nadużywać) plącze mi język deczko.

  59. zza kałuży
    17 lutego o godz. 22:06

    Incydent w locie Kaczyńskiego do Azerbejdżanu (pseudo: „lot do Gruzji”) nikogo niczego nie nauczył, katastrofa w Mirosławcu nikogo niczego nie nauczyła, więc musiała być kolejna – w Smoleńsku, która składała się dwóch katastrof częściowych: bezkrwawej (Jak 40) i krwawej (Tu 154). Pilot Jaka 40 wprowadził pilotów Tutki w błąd co do możliwości lądowania i nie poniósł za to żadnej (oficjalnej) odpowiedzialności, odwrotnie, sam się miał w mediach za bohatera i media go tak traktowały.
    Procedury od tamtej katastrofy zmieniono, już nie mogą włazić do jednego samolotu wszyscy po kolei główni urzędnicy i funkcjonariusze państwa.

    Właściwie masz, w części albo w dużej części rację z wyciaganiem przez świeckie państwo łap w górę, z jedną uwagą: zanim się przeniesie wszelkie uprawnienia do swobodnego wykonywania ekshumacji na państwo powinno zostać uzgodnione, a przynajmniej próba uzgodnienia z organizacjami żydowskimi lub innymi, które traktują miejsce śmierci/pochówku wyznawców za nienaruszalne) zasad wykonywania ekshumacji, które dadzą państwu wystarczające możliwości działania. Uważam, że nie jest najlepszym rozwiązaniem pozbawienie związków religijnych jakiejkolwiek możliwości zachowania jakiegoś podstawowego prawa reakcji w takiej ekshumacyjnej sytuacji, ale też państwo nie może sobie pozwolić na akceptację takich ograniczeń, które będą w realny sposób utrudniać czy uniemożliwiać uzyskanie koniecznych informacji za pomocą ekshumacji.

  60. zza kałuży
    18 lutego o godz. 0:06

    Tak właśnie powinno być, a ponieważ tak nie jest, to mamy miarę dystansu Polski od cywilizacji.

  61. @Tanaka 18 lutego o godz. 0:29
    wszelkie uprawnienia do swobodnego wykonywania ekshumacji na państwo
    Ja rozumuję tak; NORMALNA ekshumacja to sa koszty. Pieniężne, czasowe i zawracanio-głowowe. Nikt przy zdrowych zmysłach (patrz: NORMALNA ekshumacja) nie będzie się na ochotnika w to pchał.

    Przecież nawet w przypadku wykopków pod drogi czy budynki archeolodzy przez inwestora są wzywani – o ile mi wiadomo – tylko dlatego, że przymuszają go do tego przepisy i nie z radością tylko z rezygnacją. Ot, inaczej nie można a jak się spróbuje to mogą dowalić karę.

    A zatem – mając nadzieję, że większość przypadków to będą NORMALNE powody ekshumacji – nie bałbym się jakiegoś rozpasania po stronie państwowej czy lokalnej administracji skutkującej ekshumacjami na prawo i lewo.

    Co innego POLITYCZNE ekshumacje, takie z jakimi mamy do czynienia w przypadku ofiar katastrofy smoleńskiej.

    Albo ekshumacje UPOLITYCZNIONE, takie jak w wypadku ofiar represji stalinowskich na tzw. „łączce” czy w starych lokacjach Urzędów Bezpieczeństwa.

    W tym ostatnim wypadku jestem zwolennikiem przeprowadzenia badań, z możliwym uniknięciem przekuwania uzyskanej wiedzy na polityczną broń. Wiem, że to jest niemożliwe i nie mam nadziei na bezstronnność badaczy.

    Pozostaja ekhumacje z czysto politycznych powodów, takie jak z tymi „smoleńskimi”. Co ja tu mogę napisać? Miejmy nadzieję, że drugiej takiej katstrofy za naszego życia nie będzie. I niech się nasi potomkowie martwią. Coś mi się wydaje, że w wyniku zwariowanych zmian klimatycznych nie można wykluczyć powodzi albo/i zmian koryt rzek powodujących masowe i katastrofalne podmycia i rozmycia całych cmentarzy.

    I co wtedy pisowsko-podobne rządy zrobią?
    Jak im do powodziowego jeziora na raz 10 tysięcy grobów spłynie? Jak wtedy będą walczyć o „godność” i o „szacunek dla indywidualnych szczątków osoby ludzkiej w naszej, chrześcijańskiej cywilizacji”?

  62. Nic mi nie wiadomo o zadnym banie. Czy tam czasem nie wyrzucila ty czego na smieci?

  63. @Antoniusie
    Do mnie ciagle wraca takie pytanie; Jak to się stało, że ten wielki naród, który wydał Bacha, Kanta, Manna, miał przed wojna najwiecej naoblistow z fizyki, chemii, stworzyl najnowoczesniesze technologie w zkresie konstruowania, samochodow,, samolotow,…był jedną z lokomotyw cywilizacji i kultury, że ten naród dał się tak omotac szaleńcowi, mordercy. Wiem, zaraz ktos mnie oświeci, że Traktat Wersalski, upokarzające warunki narzucone Niemcom, kryzys w 1929 roku
    Mogłoby Ci się wydawać, że troche odbiegam od zapodanego przez Ciebie tematu. Ale chciałem wydobyć ostateczna przyczynę tego malborskiego mordu. To co wyprawiały oddzialy Einsatzgruppen SS z Zydami, Białorusinami, Rosjanami, paląc tysiace wiosek,mordując setki tysiięcy bogu ducha winnych ludzi, tylko dlatego, że trzeba było stworzyć Lebensraum dla nadludzi III Rzeszy, to ostatecznie rykoszetem odbiło sie straszliwą tragedią na niewinych Niemcach. Owa Lebensraum skurczyła się po wojnie do granicy Odry. I mi jest naprawdę żal owych niewinnych Niemcow, mieszkańców Breslau, Stettina, Koningsbergu, miasta Kanta, którzy żyli tu od wieków i na skutek dojścia do władzy zbrodniarza wszechczasów zostali ukarani. Zemsta, nenawiść, zło które wylało się na nich, mają źródła w Mein Kampf. Zło wyzwala zło, okrucieństwo okrucieństwo,najgorsze instynkty wydobywają się na powierzchnie.
    Na naszą skromną skalę, bo jednak jesteśmy małym narodkiem, co to ani w zakresie nauki, sztuki, technologii nie ma co konkurować z Niemcami, wyhodowaliśmy też taka małą,pokraczna wersję Hitlerka.No bo co, jak Niemcy mogli, to dlaczego niby my nie ?
    Jedno jest pewne, że świat nie ma co się bać tego marzyciela od polskiej Lebensraum w Trójmorzu.Nie ta skala, nie ten wymiar. Nigdy nasze czołgi nie będa posuwać po piachach Sahary, nasze samoloty nie zagrożą Londynowi, a nasze łodzie podwodne nie zatopia żadnego statku na Bałtyku, my z naszymi muskułami mamy się tak do Niemców jak nasza Pustynia Błędowska z malymi wielbładzikami do Sahary z potężnymi Dromaderami. Ale co tam, czujemy się wążni,potężni i to nam wystarczy, żeby stworzyć pakt, no może nie z Japonią czy Chinami, ale zawsze jest Łukaszenko ze swoją technologią chat kurnych i łapci z wierzbowego łyka.
    Ale mimo tego skromnego wymiaru, to też jest zło, które tak jak Niemcy na siebie w skali gigantycznej my nałozylśmy na siebie w postaci skrzeczącego kurdupla.
    A co doIPNu, to jest to całkowicie szkodliwa instytucja,obłudna, traktujaca wybiórczo przeszłość dla nacjonalistycznych cełow. Więc co się dziwic, że mord na Niemcach nie stanowi dla nich problemu do rzetelnego znbadania. Mają inne priorytety, o czym świadczy niszczenie świetnego Muzeum Wojny w Gdańsku przez ipeenowska zgraję ni to hostorykow ni to prokuratorów.
    Pozdrawiam Cię, szlachetny Antoniusie
    Ps
    Jako frankofilowi powiem Ci, że bardzo mi przypominasz Colas Breugnon Romain Rollanda. Ta sam pogoda ducha, filozoficzny sceptycyzm, i całkowity brak agresywności wobec pajaców, padalcow i innych kreatur, tylko świetna kpina

  64. Lewy,

    Niebezpiecznie jest tlumaczyc masowe groby, czyjekolwiek, msciwoscia ludzka. Bo wtedy tylko malutki kroczek do USPRAWIEDLIWIENIA. A dla masmorderstw USPRAWIEDLIWIENIA nie ma I nigdy nie powinno byc. Pzdr

  65. zza kałuży
    18 lutego o godz. 0:06
    Masz merytoryczną rację w swym komentarzu. I wykazujesz polityczną naiwność w zakresie relacji w polskiej polityce. W USA żaden myślący polityk nie zakwestionuje opinii komisji badania wypadków lotniczych, bo umarł by śmiercią cywilną za głupotę. Jeżeli ma wątpliwości, to najpierw poprowadzi swoją wewnętrzną kampanię wyjaśniająco-sprawdzającą. I wtedy najczęściej odpuści sobie. Niestety, w naszej piaskownicy nadal metoda „pan nie wie kim ja jestem” albo „już nie pracujesz ch..u” oraz najstarsza „co wolno wojewodzie” okazuje się w większości przypadków nadal skuteczna.
    Obawiam się, iż dopóki PiS będzie u władzy ani prezes ani żaden z jego przybocznych nawet mając orzeczenie własnych ekspertów (ale rzeczywistych fachowców, a nie zbieraniny cymbałów) kwestionujące linię popieraną przez Kaczyńskiego, nie ogłoszą tego publicznie. Bo okazaliby się oszustami i mogliby stracić władzę. A przecież za chwilę mamy wybory samorządowe, które dla PiS-u są niezwykle ważne. Tam nadal nie mają największych miast. A potem będzie kampania wyborcza do parlamentu i prezydencka. Prawda o smoleńsku, chociaż znana, będzie musiała jeszcze poczekać na ogólne uznanie.
    Politycy opozycji nie mają na razie takiego autorytetu, który mógłby występować do społeczeństwa w charakterze otrzeźwiciela w kwestii katastrofy. To byłoby rzucanie grochem o ścianę moheru. Byle księżyna na niedzielnym kazaniu oskarżał by go o sprzedanie się zewnętrznym siłom antypolskim. Na razie to bezsens.

  66. Msciwosc ludzka, polaczona z zezwierzeceniem STADNYM, moze tlumaczyc masowe groby i mordy. Zas ludzkie zezwierzeceniem stadne jest wynikiem propagandy oraz ZAPASCI etycznych . Wystepujacych czasem w grupach czy w calych narodach

  67. PiS stoi na krawedzi grupowej ZAPASCI etycznej.

    Miesiecznice smolenskie, niekonczace sie po uplywie prawie 8-u lat od katastrofy przez nich samych spowodowanej, sa tego miezbitym dowodem.

    Nastepnym logicznym krokiem powinny byc MASOWE oraz BEZWZGLEDNE akcje odwetowe przeciwko „wrogom Narodu”. Taki jest schemat historyczny wedle ktorego operuje gnom.

    Bendom masowe groby jako wynik wladzy swira zoliborskiego? Nie umiem tej ewentualnosci wykluczyc. Pamietajac, ze po dojsciu Adolfa do wladzy w 1933 NIKT nie przewidywal Holokaustu

  68. @maidan
    18 lutego o godz. 9:21

    Pamietajac, ze po dojsciu Adolfa do wladzy w 1933 NIKT nie przewidywal Holokaustu

    Rozumiem, że byłeś tam w 1933 roku i przeprowadziłeś ankiety wśród WSZYSTKICH.
    A może jednak jest tak, że publikacji „za” jest znacznie więcej niż „przeciw” i te ostatnie są systematycznie niszczone? Tak, jak dzisiaj w Polsce.
    Gdy na początku lat 90-tych protestowałem przeciwko uprzywilejowywaniu kk w Polsce, wielu przyznawało mi rację. Zdarzały się nawet publiczne wystąpienia potępiające kk. Ale już moje oburzenie na pierwszą lustrację kwitowano wzruszeniem ramion. Że niby nic strasznego i może pomoże. Już działał powszechny strach.
    Czy obecna sytuacja w Polsce może doprowadzić do drastycznej dyskryminacji „innych”? Wielce prawdopodobne. I co? A no nic. Poczekamy, zobaczymy. Bo co nas obchodzą „inni”?

  69. @Lewy
    18 lutego o godz. 7:53

    Różnica pomiędzy ewangelikami i katolikami polega m. in. na tym, że ci pierwsi robią (prawie) wszystko porządnie, a ci drudzy (prawie) nic. Dlatego u tych pierwszych wszystko (również to złe) wychodzi wielkie, a u tych drugich nijakie. Bo ci pierwsi wierzą w tu i teraz, a ci drudzy w gdzieś i kiedyś.
    A wszystko jest tylko kwestią wychowania. I nie ma nic gorszego, niż wychowanie w rodzinie. Zwłaszcza katolickiej. Bo dla wychowanego w rodzinie pod nadzorem kościoła, rodzina będzie światem, a autorytetem, czyli tym, którego się boi, będzie kościół. I tylko o to będzie ewentualnie dbać. A tak w ogóle, to przecież i tak nie warto, bo czymże jest krótkie życie doczesne w porównaniu z wiecznym poczesnym…
    A społeczeństwo, a państwo? A co to kogo obchodzi? Przecież to „oni”, a nie „my”.
    Wychowanie w rodzinie miało sens dawniej, gdy nie istniała żadna „opieka” państwowa ale za to wszechobecny wyzysk. Im większa i solidarniejsza była rodzina, tym większe były szanse na – w miarę – spokojne życie. Dziś przeciętna rodzina skurczyła się ilościowo, a jej poszczególni członkowie porozjeżdżali się po kraju, a nawet po świecie. Wychowanie w rodzinie ogranicza się zatem do indoktrynacji w szkole i w kościele.

  70. Qba, ok

    Nie czepiaj sie. NIKT nie przewidzial Holokaustu. Polacy tylko pptrafili sie wspiac do poziomu „Zydzi na Madagaskar”

    „Msciwosc ludzka, polaczona z zezwierzeceniem STADNYM”.

    To Jedwabne. Rok byl 1941. Dla odmiany, jakby, wez masowy mord niemieckich cywilow w Malborku w 1944-45. Czy jest porownywalnosc skali „odwetowosci”?8

  71. Oba:nie pisalbym ,ale to o tej roznicy m.ewangelikami a katolikami to totalna bzdura: i nie pisz na ten temat bo g…..wiesz !Ty nawet nie przyjmujesz takiego faktu do wiadomosci:Najbogatsze Landy w RFN sa z ludnoscia katolicka!Sluchaj nieuku:nim cos bulkniesz sprawdz!
    A co do kk:moze mi odp.na pytanie ,ale bez zmyslania ,jak tj.? Najwieksi zbrodniarze 20 i 21 wieku to ludzie o takich pogladach jak Ty????

  72. Znad porannej kawy i z zupełnie innej beczki.

    Dzisiejsza (a w zasadzie wczorajsza) wiadomość o tym, że Brendon Cox, wdowiec po zamordowanej przez neofaszyste posłance lewicy Jo Cox, podał się do dymisji z funkcji w zarządzie fundacji „More in Common” ustanowionej ku jej pamięci ponieważ też ma na sumieniu „nieodpowiednie zachowania” tudzież niemoralne propozycje w stosunku do kobiet (za życia żony) wstrząsnela mną bardziej niż jakakolwiek inna afera #metoo. Bo łatwo się nabijać kiedy dostaje się nadętym bubkom od Torysow (vide minister obrony Sir Michael „kolanko” Fallon), których nie lubimy. Ale kiedy okazuje się, że podobne grzeszki ma na sumieniu nowa lewicowa ikona walki z nacjonalizmami i neofaszyzmem, osoba z wielkim kredytem społecznego zaufania, samotny ojciec którego przekaz przeciwko nienawiści i podzialom w spoleczenstwie uwiarygodniony jest osobistą tragedia to….nie wiem, trochę brak mi słów. Nawet nie chodzi o to, że różne przypadki chodzą po ludziach i „kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień, niech rzuci” jak śpiewał Sojka i że Mr Cox musi teraz odpokutowac za jakieś końskie zaloty, których dopuścił się w czasach kiedy nie wiedział jeszcze że za jakiś czas zostanie pierwszym wdowcem UK i twarzą kampanii przeciwko faszyzmowi.

    Fundacja „More in Common” organizująca The Great Get Together w rocznicę śmierci Jo Cox, oddolne imprezy, pikniki i koncerty, a takze wiele innych działań które mają łączyć lokalne społeczności bez względu na wyznanie i pochodzenie jest piękna inicjatywa upamiętnieniajaca to do czego dążyla Jo i za co zginęła. Brendan Cox był silnym atutem tej organizacji. Mam nadzieję, że ostatnia afera nie zaszkodzi zanadto tej pożytecznej fundacji, która wciąż jeszcze jest w powijakach mimo zeszłorocznych pierwszych sukcesów ale niestety mam wrażenie, że dostanie i tak rykoszetem. Jestem totalnie rozzalona, że wlasnie teraz kiedy każdy odpor przeciwko radykalnej prawicy jest tak wazny, More in Common może ucierpiec przez to, że główny „ojciec założyciel” nie zdołał kiedyś trzymać łap przy sobie i powstrzymac samczych popędów. Przepadł bezpowrotnie moralny mandat z którym stawiał czoła bubkom w rodzaju Nigela Faraga bo radykalnej prawicy i sympatyzujacym z nia szmatlawcom będzie teraz łatwo przykleić mu łatkę dwulicowego zboka który wypromował się na śmieci żony. Że rzeczywistość jest inna i nigdy czarno-biała? Who cares, dirt sticks. Chyba włączę się w organizację jakiejś lokalnej imprezy More in Common. Cóż innego pozostaje w tej sytuacji.

  73. zza kałuży
    18 lutego o godz. 1:36

    Kategorie „radości” czy „rezygnacji” w związku z wykonywaniem ekshumacji przy budowie drogi czy innej inwestycji są dosyć niejasne, bo emocjonalne. Z tym jest zawsze kłopot wśród ludzi, bo emocje nie u wszystkich takie same oraz można je sztucznie pobudzać.

    Sam widzisz jak to działa, sprawa smoleńska (i jej podobne w rodzaju grzebań „na łączkach”) są najwyrazistszym dowodem. Tu w ogóle nie chodzi ani o ustalenie prawdy materialnej związanej z przyczynami katastrofy, ani z szacunkiem dla wrażliwości rodzin zmarłych, które nie chcą się zgodzić na grzebanie w trumnach ich bliskich. Państwo przyłazi, na rympał trumny otwiera, bo ma cel stricte ideologiczny i przestępczy. Siłowe grzebanie w trumnach niczego o przyczynach katastrofy nie wyjaśnia, bo ta została w dwóch oficjalnych raportach wyjaśniona, ale obrazuje skalę bólu ludzkiego: w poszczególnych trumnach nie wszystkie szczątki należały do jednej osoby. Dla grzebaczy nic tonie znaczy, grzebią dalej i triumfalnie dmą w trąby: w trumnie osoby A znaleziono fragmenty ciała także osoby M ! Niczego to nie dowodzi w sprawie przyczyn katastrofy, ale rozszarpuje niedogojoną jeszcze ranę u bliskich tragicznie zmarłych. To, na oczach wszystkich, robi państwo polskie, motywowane podłymi intencjami pisoidów.

    Prawo nie wymusza takich działań, prawo je dopuszcza. Można to przeprowadzić znośniej, mniej okrutnie, w sposób zminimalizowany, albo nawet wcale nie przeprowadzać: badania, znowu powtórzę, nic nie wyjaśniają w sprawie przyczyn katastrofy, bo nie mogą wyjaśnić, co jest wiadome od początku. Źli ludzie używają państwa i jego praw, by swoją podłość przeprowadzić.
    Tu wchodzą w grę dwie sprawy: ograniczenia prawne swobody takich zachowań, ale ograniczenia takie zawsze będą ułomne, bo jak nie ma kultury, poczucia moralnego i przyzwoitości, to zawsze się znajdzie furtkę w prawie, zawsze się znajdzie usłużnego prawnika który słusznie zinterpretuje przepis, a już odpowiedni urzędnik będzie miał podkładkę pod własną podłość. Pozostaje więc kultura i poziom cywilizacyjnej przyzwoitości, jako źródło i gwarancji i nędzy. Jak widać, z tym jest w Polsce wielka nędza. A widać to nie tylko po grzebaniu w trumnach ofiar katastrofy smoleńskiej.

  74. Spróbuję dosadniej.
    1. Porównałem jedynie dwie najpopularniejsze religie w Europie. Obie wyszły z jednej szkoły i obie zakładają – możliwie pełne – podporządkowanie sobie wiernych. Jak to religie. Katolicka upiera się przy życiu po życiu, jako największej wartości i zaleca jedynie pracę na rzecz kościoła i rodziny, a druga zaleca pracę jako taką, z czego korzystają wszyscy.
    2. W Europie (poza Polską) kościoły traktowane są jak wszystkie organizacje pozarządowe. Ich siła wynika z nagromadzonego kapitału (jak to w kapitaliźmie), a nie z liczby wiernych – znanej rzetelnie z powodu płaconych przez nich podatków na kościoły.
    3. Na początku lat 30-tych w Niemczech sytuacja była inna niż dzisiaj – kościół był potegą z powodu liczby wiernych. Kazał im iść za Adolfem, to poszli. Dziś w Polsce kazał iść za kartoflem, to poszli.

    @maidan
    18 lutego o godz. 10:17
    Przed Holokaustem było kilka innych pogromów, znane były więc – niektóre świeże – przykłady. Było zatem z pewnością wiele grup społecznych, które holokaust przewidywały. Ale skoro upierasz się, że NIKT, to ja cofam wszystkie sęki świata…

    @xpawelek
    18 lutego o godz. 10:21
    A któż to jest największym zbrodniarzem 21 wieku (który dopiero się zaczął)? Oświeć mnie proszę, bo chciałbym wiedzieć jakiem mam poglądy według Ciebie.

  75. Kostka
    18 lutego o godz. 10:53

    W tej nieprzyjemnej sytuacji jest jasny punkt: podał się do dymisji. Każdemu się mogą zdarzyć czyny niewłaściwe, niegodne, ale z tego wynika odpowiedzialność. Jeśli sam ją na siebie bierze, nie jest stracony, a działający, w miarę sprawnie, kulturowy mechanizm takich zachowań – co w cywilizowanych krajach Europy wygląda na coś normatywnego, czyni państwo w miarę zdrowym. Niestety nie jest tak w Polsce. Widzimy to na codzień. Skompromitowany polityk dalej siedzi w najlepsze na urzędzie i jeszcze innych poucza i jeszcze innych dręczy.

    W sprawie Coxa mam takie pytania: sama „niemoralna propozycja” wobec innej niż żona kobiety, owszem, ma coś niemoralnego w sobie, jednak jest na tyle rozpowszechnionym zjawiskiem (dziś w obie strony, czyli także wychodzące od kobiet), że trudno z pryncypialną stanowczością upierać się przy nadzwyczajnej i wymagającej ustępowania z funkcji konsekwencji. Gdyby tak miało być, nie mógłby działać żaden rząd, parlament, partia, spółdzielnia i klub gospodyń wiejskich. O kościołach nie mówię, bo amoralność jest w nich fundamentem istnienia więc to spec-kategoria.
    Czy byla (były) to tego rodzaju propozycje, czy może mające inną naturę? Swobodna propozycja wobec kobiety (i odwrotnie) jeśli nie jest związana w wymuszaniem, szantażem, wykorzystaniem formalnej (zależność słuzbowa, interes) i nieformalnej przewagi, którą to propozycję można swobodnie i bez negatywnych (i pozytywnych, gdyby to oznaczało karierę czy inne korzyści w zamian za swobodną zgodę na seks) konsekwencji odrzucić nie wydaje mi się aż tak naganna, by musiała mieć skutek w postaci dymisji.
    Czy zatem były to propozycje z wykorzystaniem zależności, szantaż by doprowadzić do seksu, czy może coś mniej nagannego rodzaju? Znasz szczegóły?

  76. Qba
    18 lutego o godz. 10:04

    Między ewangelikami a katolikami nie ma aż tak skrajnych różnic, że ci pierwsi robią prawie wszystko dobrze, a ci drudzy prawie wszystko źle. Pytanie jest także o znaczenie owego „dobrze”. Natomiast gdy spogląda się na podział wyznaniowy z dużej odległości i bardziej generalnie, różnice się uwyraźniają: kraje o przewadze niekatolików są krajami centrum cywilizacyjnego Europy, czy – do pewnego stopnia: centrów (Rosja), zaś kraje silnie skatolicyzowane są na peryferiach.
    Jest to ujęcie bardzo ogólne, są regionalne czy lokalne odstępstwa. konkretyzowanie tych – owszem, wyraźnych – różnic: prawie wszystko dobrze vs źle, jest dosyć ryzykowne.

  77. xpawelek
    18 lutego o godz. 10:21
    Dzisiejsze bogactwo poszczególnych landów nie ma nic wspólnego z dominującą religią. Ponadto na proces historyczny związany z oceną relacji społecznych i politycznych nie można patrzeć z obecnej perspektywy. W latach 30-ch ub. wieku Bawaria wcale nie była najzamożniejszym regionem Niemiec.

  78. @Kostka
    18 lutego o godz. 10:53

    Po pierwsze – osoby szczególnie wyróżniające się społecznie (w jakiejkolwiek dziedzinie) są bardziej aktywne/agresywne niż reszta społeczeństwa. Ta aktywność bardzo rzadko jest jednokierunkowa. Na szczęście, nie wszystkie „uboczne” aktywności są dla nas szkujące. Podejrzewam, że również np. Jurek Owsiak takowe „uboczne” wykazuje i mam nadzieję, że akceptowalne.
    Po drugie – każde „wzmożenie” spłeczne typu prohibicja czy metoo idzie po bandzie i – oczywiście w dobrej wierze – przesadza i niszczy wiele stabilnych układów społecznych.
    Ponieważ każdy z nas jest inny, zatem żaden układ społeczny nie zadowoli wszystkich. Ale do każdego układu stabilnego mamy szansę się dostosować i jakoś się w nim ułożyć.
    Po trzecie – zacieśnianie więzi społecznych (poprzez religie, ideologie, prawo, itd.) prowadzi z konieczności (patrz „po drugie”) do narastania niezadowolenia, które – w przypadkach łagodnych – wywołuje społeczne „wzmożenia”.
    Wniosek – więcej wolności i inywidualności w wychowaniu. Indywidualiści niechętnie łączą się w duże grupy, zatem ewentualne szkody sa znacznie mniejsze. A że – jak to indywidualiści – jak coś robnią, to robią porządnie, to i pożytek z nich większy, niż z masowych łancuchów różańcowych.

  79. @Tanaka
    18 lutego o godz. 11:19

    Oczywiście masz rację. Ponieważ każdy jest inaczej „wierny”, zatem efekt widać dopiero z perspektywy – przede wszystkim czasu.

  80. Qba
    18 lutego o godz. 11:35
    czas jest niebezpieczną pułapką, łudzicielem i usypiaczem. Przez rok-trzy-dwadzieścia różnic zwykłe oko nie zauważy. Mija kilka wieków i nagle sie tzw. naród/państwo budzą z ręką w nocniku: a czemu ten sąsiad taki jakiś bardziej cywlizowany, lepiej urządzony, bogatszy?
    Albo i się nie budzą. Żeby się nie budzić potrzebne jest to co teraz: wstawanie z kolan i – panie – wielka, wielka jak balon GODNOŚĆ.

  81. Tanaka
    18 lutego o godz. 11:11

    Trudno powiedzieć. Z tego co udało mi się doszukać do tej pory wygląda bardziej na głupie zachowania po pijaku, które Coxowi wydawały się „flirtem” a koleżankom z pracy już nie. I to do tego stopnia, że ponoć niechętnie z nim pracowały sam na sam. Pomówienia musiały być wystarczająco poważne, że podał się do dymisji.

    http://www.dailymail.co.uk/news/article-5404303/Jo-Coxs-husband-confesses-drunken-behaviour.html

    Obserwuje karierę medialną Coxa od jakiegoś czasu wiem więc że już w przeszłości wypowiadał się że mieli z Jo górki i dołki jak każde małżeństwo i żadne z nich nie pozowalo na współczesnych świętych. Czy winić człowieka (faceta) za to że jest człowiekiem (facetem) i zdarza mu się coś głupiego co trzeba potem trzymać w szafie? Nie wiem. Jestem wściekla, że w tak kretynski sposób podkopal zaufanie do siebie jako twarzy kampanii More in Common czy Never Again( przeciwko faszyzmowi) (czy jakiejkolwiek innej organizacji charytatywnej). Bo nagle przestaje być ważne to co miał do powiedzenia na tematy poważne. Trudno jednak mieć tez pretensje do macanych (czy tylko zaczepianych) koleżanek, że nie wytrzymały oglądajac Coxa regularnie w telewizji, ze statusem męczennika i niemal bohatera o lepszy świat wiedząc że miał drugą, mało zabawną stronę. A że wyszły z tym dopiero teraz?

  82. zak1953.Naturalnie wg.Pana znajacego Niemcy z opisow ,wszystko gra!i zawsze ,zeby udowodnic swoje racje, tj.przypadek!Zacytuje Panu Gothego:wer den Dichter will verstehen , muß in Dichters Landy gehen!
    Nie mam zamiaru rozwlekac tematu ale przyjrzyj sie daw.NRD!
    Przy okazji:moze mi Pan wyjasnic:dlaczego w PL winni sa zawsze inni !

  83. Jestem przerażony liczbą komentarzy. Nawet nie jestem pewny, czy będę w stanie przeczytać wszystkie i to nie z powodu lenistwa, a aktualnych możliwości zdrowotnych. Przemyślałem ww. sprawę już na bazie trzech źródeł w internecie i zebrałem w nieco dłuższym tekście. Naprawdę chodziło mi tylko o nierzetelne działanie IPN w tej sprawie. Podczas wojny giną ludzie, to wiem z autopsji. Liczby ofiar ne są najważniejsze.

    Nie jestem taki mądry jak prokuratorka IPN, która kłamała podczas wywiadu tym brakiem dziur po kulach. Wiedziała, że było ich mnóstwo. Drugi prokurator ją wsparł równie genialnym stwierdzeniem, nie było egzekucji, bo nie znaleźliśmy kul należących do odpowiednich dziur. Co za kretyn! Moja teza jest znacznie prostsza. Armia Czerwona wiedziała, że jest na terenach niemieckich i działała zgodnie z apelem sławnego człowieka – Ilii Erenburga. Tenże zachęcił do działania żołnierzy w następujący sposób:

    „Niemcy to nie ludzie. Odtąd słowo „Niemiec” to dla nas najstraszniejsze przekleństwo. Odtąd słowo „Niemiec” odpala broń. Nie będziemy mówić. Nie będziemy się odgrażać. Będziemy zabijać. Jeśli nie zabiłeś w ciągu dnia choć jednego Niemca, twój dzień jest stracony. Jeśli myślisz, że za ciebie Niemca zabije twój sąsiad, nie pojąłeś grozy. Jeśli nie zabijesz Niemca, Niemiec zabije ciebie. On pojmie twoich bliskich i będzie męczyć ich w swoich nędznych Niemczech. Jeśli nie możesz zabić Niemca kulą, zabij go bagnetem. Jeśli na twoim odcinku jest zastój, jeśli czekasz na bój, zabij Niemca przed bojem. Jeśli zostawisz Niemca żywego, Niemiec powiesi rosyjskiego człowieka i zhańbi rosyjską kobietę. Jeśli zabiłeś jednego Niemca, zabij drugiego — nie ma dla nas niczego weselszego od niemieckich trupów. Nie licz dni. Nie licz wiorst. Licz jedno: zabitych przez ciebie Niemców. Zabij Niemca! — to prosi matka staruszka. Zabij Niemca! — to modlą się do ciebie dzieci. Zabij Niemca! — to krzyczy ojczysta ziemia. Nie spudłuj. Nie przepuść. Zabij!”

    W Niemczech jest do dziś oskarżany o wzywanie do odwetowych masakr cywilów w Prusach Wschodnich w 1944. Według brytyjskiego historyka Antony’ego Beevora, pośród żołnierzy 4 Armii Pancernej rozpowszechniany był przedruk jego apelu opublikowanego w 1942 w dzienniku „Krasnaja Zwiezda”.

    Za ten „pokojowy” apel, zrealizowany w 100% przez Czerwoną Armię, został członkiem Światowej Rady Pokoju.

    W tym kontekście wniosek IPN – Nie było też przesłanek, że była to zbrodnia wojenna, bo choć niektóre czaszki miały ślady po kulach, to samych kul nie znaleziono – wydaje się nieco wątpliwy!.

    Prokurator Waldemar Zduniak, według którego „nie było informacji, że śmierć nastąpiła w wyniku działań przestępczych”, wysłał do gdańskiego oddziału IPN jedynie listownie zawiadomienie.

    … IPN wkracza do akcji kiedy są przesłanki, że dokonano zbrodni wojennej, a takich według prokuratury z Malborka nie było.

    Zajmujący się sprawą z ramienia Urzędu Miasta Piotr Szwedowski zwrócił się do niemieckiej instytucji Volksbund Deutsche Kriegs gräber fürsorge Okazało się, że posiada ona listę 1840 osób z Malborka uznanych za zaginione pod koniec wojny. Można w ciemno założyć, że ich zwłoki znaleziono.

    W całej tej sprawie jest jeszcze jeden tajemniczy wątek. Przy martwych nie znaleziono żadnych przedmiotów. Żadnych fragmentów ubrań, zegarków, nawet złotych czy srebrnych zębów. Nic. Świadczy to o tym, że zostali oni przed lub zaraz po śmierci doszczętnie ograbieni. Czy zostali dobici, co tłumaczyłoby ponad sto przestrzelonych czaszek.
    Znaleziono dwoje świadków wydarzeń w Malborku, 10-letnią wówczas dziewczynkę, której matka zimą uczestniczyła w zbieraniu trupów, oraz 10-letniego wówczas chłopca, który te trupy zbierał latem. Zeznania są raczej sprzeczne, lub świadczą o dwóch seriach morderstw. Kobieta napisała list.

    Wniosek z świadectw dzieci był oryginalny:
    „List wedle mojej oceny wyklucza możliwość, że mordu na pozostałych w mieście mieszkańcach dokonali Rosjanie – mówi Piotr Szwedowski z malborskiego urzędu miasta.”

    List – to świadectwo dziewczynki, która widziała, jak matka uczestniczyła w zbieraniu trupów podczas zimy, a chłopak latem. Czy to były te zimowe, nie pozbierane, czy nowe? Kto urzędował w Malborku latem 1945? Skąd „samobójcy” mieli dziury od kul miedzy oczami? Kto im dał broń po wojnie (trup z lata). Były też dzieci i kobiety. Czyżby rezultat odezwy Erenburga? Prusy – Wschodnie i Zachodnie to były pierwsze napotkane tereny niemieckie, gdzie każdy dzień bez zabicia Niemca byłby stracony. Skoro wojsko niemieckie uciekło, to trzeba było zabrać się do reszty, taka konieczność chwili.
    Mnie w tej całej historii zastanawia tylko logika i brak uczciwości IPN, ferowanie idiotycznych tez i wniosków i fałszowanie wyników badań, np. nie było strzelaniny, bo stwierdzono tylko „mechaniczne urazy głowy”, a strzał między oczy u wielu ofiar to pikuś? Nie zrobili tego Rosjanie, więc kto? Wojsk niemieckich już nie było, bo nastąpiło „planowe skrócenie linii frontu” jak Goebbels nazywał paniczną ucieczkę Niemców. W maju już byli w Berlinie. Tyle pytań i żadnej rozsądnej odpowiedzi – taki jest IPN! Kto mógł ogołocić kompletnie trupy? To musieli widzieć mieszkańcy Malborka i żołnierze, nie ma żadnych notatek? Kiedy w Malborku powstała polska administracja? Na to muszą być dokumenty. W nich niech grzebią profesorowie IPN, a nie zajać się wąchaniem chrzcielnic.

    Doskonale rozumiem, że nie ma i nie będzie nowych ekshumacji, badań DNA i podobne głupoty. Cóż to jest 2000 Niemców wobec 200000 Polaków w Warszawie, daremnie poświęconych dla ambicji kilku niedorozwiniętych umysłowo dowódców AK?
    Członkowie rodzin ofiar z Malborka już wypłakali to co trzeba i mogą pielgrzymować na cmentarz koło Szczecina.
    Pani prokurator z IPN słusznie zrezygnowała ze sformułowania zarzutu ludobójstwa, ale nie dlatego, że nie było tego ludobójstwa, ale nie ma komu go przypisać. Jej tłumaczenie było chamskie, głupie i nieuczciwe. Ten typ widocznie tak ma!

  84. Qba, 11:10

    Powtorze

    Nie czepiaj sie. NIKT nie przewidzial Holokaustu. Polacy tylko pptrafili sie wspiac do poziomu „Zydzi na Madagaskar”

    „Msciwosc ludzka, polaczona z zezwierzeceniem STADNYM”.

    To Jedwabne. Rok byl 1941. Dla odmiany, jakby, wez masowy mord niemieckich cywilow w Malborku w 1944-45. Czy jest porownywalnosc skali „odwetowosci”?
    Pzdr

  85. xpawelek
    18 lutego o godz. 12:16
    Goethe był na moim Śląsku w czasach, gdy on był jeszcze pruski, a nie niemiecki. Napisałem wyraźnie, dzisiejsze Niemcy nie mogą być odnośnikiem do ich oceny z lat 30-ch ub. wieku, kiedy to Bawaria nie była najzamożniejszą częścią. NRD nie ma tym momencie żadnego odniesienia do obecnych komentarzy. Mieszanie epok oraz ocenianie dawnych wydarzeń z dzisiejszego punktu widzenia oraz rozwoju doktryn społecznych i politycznych, zakłamuje wynik analizy historycznej. Ja nigdzie nie zrzucam winy na innych (obcych), nie pojmuję więc sensu tego pytania.

  86. @paradox57
    18 lutego o godz. 0:16
    Wróć do wczoraj, pan Jacek ulitował sie nade mna i wypuscił z poczekalni, to możesz przeczytac co spłodziłam.
    Podzielam twoje odczucia w sprawie cmentarza żydowskiego, sama jako dziecko oglądałam na cmentarzu groby żydowskie, rosyjskie i niemieckie i widziałam dewastację. Dziś nie ma w tym miejscu cmentarza, jest park i niewielu pamięta jak tam wyglądało przedtem. I jak Polacy rozkradali kamienie nagrobne i inne elementy grobów też pamiętam.

  87. @maidan
    18 lutego o godz. 12:43
    Pozdrowienia od Patrycji Ząb, Darskiego, kaema, Or…qa i jeszcze kilku innych znajomych.

  88. Jak sie nazywal przydupas Pilsudskiego ktory pojechal na Madagaskar po to zeby przesiedlic tam Zydow polskich? A Jak sie nazywa blogowa qrwa nawolujaca do „nielegalnosci” nieistniejacych, zbanowanych wczesniej nickow?

    Nasz Narod zatracil poczucie wstydu. Do Antypodow juz dotarla ta zgnilizna. Boze Cara chrani. I na us mataj

  89. @Kostka – 18 lutego o godz. 12:15
    Pewnych rzeczy się zwyczajnie nie zapomina, więc wcale się tym kobietom nie dziwię. Szczególnie jak ogladaja go często w tv.
    I tak można położyć najlepszą sprawę, vide: alimenty Kijowskiego.

  90. zak1953:wiesz co, napisze ci zarozumiale,ja Slazak, nie katolik:tak jak Ty myslalem przed 60 laty ! W miedzyczasie zajmuje sie , teraz na rencie ,ale od lat 50-tych,problemem dlaczego Polska ,nawet do dzis zostaje w tyle w gospodarce!Jak napisze swoje zdanie,zawsze cenzura jak za komunay skrela moja opinie! Moze tym razem sie uda:
    .-nadmierna do granic absurdu centralizacja wladzy w wiosce Potiomkina w ,warszafie.Tj. po slasku ocipizm niegraniczonej wielkosci
    -niedpoasowny ,i to od setek lat system szkolny
    -unikanie totalnej prywatyzcji
    W zadnym wypadku kk:odp.Oba! Pozdroweinia!

  91. zak 1953:NRD.komuna zaczela z powodzeniem ,od zniszczenia kosciola ewagelickiego i tym samym,czego nie chesz zrozumiec ,doprowdzilo to do tego co sie pozniej stalo!To opisac ,takimu jak Ty nie znajacego Niemiec ,braklo by tinty!

  92. @Tanaka 18 lutego o godz. 10:54
    Sam widzisz jak to działa, sprawa smoleńska (i jej podobne w rodzaju grzebań „na łączkach”)

    Z mojej strony nie ma zgody na zrównywanie tych obu spraw.

    Smoleńsk to jest „grzebanie” gdyż jak napisałeś, ono niczego o przyczynach katastrofy nie wyjaśnia, bo ta została w dwóch oficjalnych raportach wyjaśniona,

    Wykopaliska na różnych „łączkach” nie są złośliwym i niepotrzebnym „grzebaniem”. Bez poszukiwań brak jest wiedzy na temat losów ludzi, którzy zginęli pod koniec i po wojnie. W czasie odbudowywania istnienia Polski i równoległej zmiany jej ustroju.

    Komuniści polscy (czy radzieccy w radzieckich lub w polskich mundurach) dlatego ukrywali miejsca i dane grzebanych osób gdyż wstydzili się faktu ich zamordowania i bali się pamieci ludzkiej o tych osobach.

    Krótko i węzłowato – nowoinstalowana komuna zacierała ślady swojej walki z wyrazami gorącego dla jej rządów społecznego poparcia.

    Mogła skazywać na dożywocie? Mogła. Zamiast mordować mogła sformować jakieś mniej czy bardziej humanitarne obozy pracy przymusowej? Mogła. Wtedy w Polsce było pełno roboty dla każdego. Ludzie ci dożyliby do jakiejś postalinowskiej odwilży i po latach w celi wyszli jednak na wolność. A nawet gdyby zmarli w więzieniach mogły ich ciała być wydawane rodzinom. Zadecydowano inaczej.

    Gorliwi namiestnicy Stalina w Polsce, zgodnie z obowiazującą wtedy stalinowską modą woleli skrytobójczo zamordować. Jak w Katyniu. A potem po stalinowsku łgać. Nie dziwota, że bali się późniejszego gniewu lokalnej społeczności i robili wszystko, aby razem z ludźmi zaginęła o nich wszelka pamięć.

    Badania na stalinowskich „łączkach” nie są żadnym „smoleńskim grzebaniem”.

  93. @Tanaka
    17 lutego o godz. 17:21
    Skoro Niemcy zdają sobie sprawę, że i sami Goci są polskiego pochodzenia, to czy także zdają sobie sprawę, że Maryja jest rodowitą częstochowianką, a Jezusek uczęszczał do przedszkola w Kielcach?
    Przykro mi, nie masz racji. Jezusinek wprawdzie mógł być w częstochowskim żłobku, ale nie w kieleckim przedszkolu, bo w klasztorach były tylko ochronki dla dzieci księży i to dużo później. Z tego jednak widać, że Maryja z tym swoim duchowym „in vitro” mogła tam chwilowo urzędować, aż św. Józef „uczynił ją przyzwoitą kobietą”. Ten nieco haniebny zwrot mam z klasztornych filmów o Anglii (np. Ojciec Brown).

    @zza kałuży
    17 lutego o godz. 18:35
    @paradox57 17 lutego o godz. 18:08
    Powiedz mi zatem dlaczego @Antonius nie przepuszcza okazji i dokładnie liczy („od 1700 do 1850, do 2100 niedaleko”) wykopane kości ofiar?
    Ja nie liczyłem, ani nie policzę. Nie byłem nigdy w Malborku i już nie będę. Cytowałem za dziennikarzem liczby, zaczęło się od wykopania kilkadziesiąt zwłok, potem jesienne deszcze odkryły dalsze, odkopano więc aż do tych 1850 i zima przerwała kopanie. Postanowiono kontynuować na wiosnę. Stąd pewnie ta finalna liczba – 2099+1!Kości były pewnie zmasakrowane przez koparki, może czaszki pozostały całe w celu policzenia. Druga sprawa – brak kul, np. w tych czaszkach. Eliminuje to wniosek o samobójstwie pistolecikami niemieckich cywilów, raczej przeleciała kula z pepeszy na „durch”.
    Mnie zaintrygowała inna informacja. Podobno umieszczono szczątki w chłodni, a późnej w jednym pomieszczeniu dla badaczy niemieckich. Czy to było możliwe przy 2000 ciał? Mam niezłą wyobraźnię, ale sobie takiego stosu ciał nie umiem sobie wyobrazić.

    @zza kałuży
    17 lutego o godz. 19:50
    Pisanie o 2100 niemieckich ofiar może być uproszczeniem.
    Może i tak, ale współgra to z listą mieszkańców Malborka o nieznanym losie.

    @Szanowny Lewy!
    Pewnie wiesz, że ja Ci nie odpowiem na tytułowe pytanie – dlaczego? Powiem o gwałtach na ludności cywilnej jak rzeczniczka PiS – nie pochwalam, ale rozumiem! Tak było, jest i będzie, aż do wyniszczenia całej ludzkości w następnej wojnie światowej. Pięknie opisujesz marzenia …i możliwości małego wodza. Nieźle sobie uhachałem, gdy pisałeś o łodziach podwodnych, topiących wrogie statki na Bałtyku, bo Leopardy w piaskach Sahary jeszcze bym sobie wyobrażał – Tigry Rommla tam już były! Mój wnuk jest marynarzem i miał szkolenie wojskowe. O tych statkach „wspierających” , kupionych przez Antoniego M. powiedział, że nie mają czego wspierać i szybko ich los będzie zgodny z hymnem morskich patriotów – „…albo na dnie z honorem lec”! Bombardowanie Londynu nie wchodzi w rachubę, za dużo tam Polaków, fanów prezesa.

    Wniosek końcowy:
    Jestem wrogiem niepotrzebnych ekshumacji. Nie przywrócą życia i są żmudne i bardzo kosztowne. Myślę tu głównie o niewielkiej liczbie ofiar, gdy nie wiadomo, jak zginęli i jest to ważne z jakiegoś powodu, wtedy ekshumacja m sens. Ofiary z Malborka niech spoczywają w pokoju. Niech się nimi nie zajmie więcej IPN, ale niech też niepotrzebnie nie kłamie.

  94. Kostka
    18 lutego o godz. 12:15

    Brendan Cox wyraźnie przyznaje, że oskarżenia upublicznione przez te dwie kobiety są uzasadnione. Zapewne więc wie co zrobił, wyznaje też, że rozumie to, jak jego zachowanie, któremu wtedy nie przypisywał takiego jak dziś znaczenia, mogło oddziaływać na kobiety.
    Chyba nie ma tu więc lipnego oskarżenia, choć możliwe jest i coś takiego, że w atmosferze jaka się teraz ukształtowała, Cox jest w jakiejś mierze przyparty do muru i bierze na siebie więcej, niż – może – zrobił. Atmosfera wokół takiej sprawy, zresztą i innych, nawet zupełnie innego rodzaju, miewa takie skutki.

    Nie zdejmując z niego żadnej odpowiedzialności widać zarazem, że mowi jak człowiek, a nie polityk z gumowymi ustami, który kręci,miga się, udaje że to był drobiażdżek, że nic nie pamięta, albo że to jakieś „wiadome siły”, „wrogowie ojczyzny” go wrabiają, a on – niewinny jak janiołek.
    To go całkowicie różni od polskich polityków i politykopodobnych typów. I to jest też obrazek pokazujący różnicę klas oraz odleglość cywilizacyjną.
    Masz rację są powody do złości na niego i stanowczej krytyki, bo przez swoje zachowanie popsuł coś bardzo ważnego dziś i w przyszłości w spekrtym polityki i relacji społecznych w UK. Gdy się tak zachowywał pewnie w ogóle się nad skutkami nie zastanawiał. Tak, niestety, często bywa, że ktoś generalnie pozytywny i potrzebny na gruncie publicznym ma w dorobku marne sprawki na gruncie prywatnym i sam sobie – i innym tymi sprawkami psuje ważne sprawy.

    A swoją drogą, dziennikarz odmalował go bardzo kolorowo: siedzi, rączki załamuje, oczka ma czerwone, ze smutkiem zerka w album z fotkami z żoną w miłych czasach, dookoła Tamiza a on przyjmuje dziennikarza na swojej barce mieszkalnej z kominkiem na dobrze przesuszone drewno. Bez mała bajecznie, ckliwie i nic tylko sobie popłakać. nad Brendanem i brakiem własnej barki na Tamizie.
    Nasi dziennikarze, nadwiślańscy, to nie bardzo tak umieją, pardon – umiom: albo zaraz orzeł szumi skrzydłem i Ojczyzna jęczy bez człowieka co ją ratuje, albo od razu full wypas jarmarczny z drugiego końca i jelonki na rykowisku. Jak z tym Szyszko: miły człowiek, bozię kocha, Ojczyźnie oddany i wielki naukowiec z drewnianym laboratorium profesorskim, w którym, dla chwały bozi i nauki polskiej doskonali się w sztuce rozstrzeliwania zwierząt i wycinania Puszczy, co na jedno wychodzi.

  95. Antonius
    18 lutego o godz. 14:13

    No jak nie mam racji, jak mam: a co robił – i gdzie – Jezusek skoro jego mamusia w Częstochowie mieszkała, a żadna jewangelia nic nie wspomina, że nie chodził do przedszkola w Kielcach? Jak nie wspomina, to mógł chodzić. A że przedszkole było zapchlone a kilbelki brudne i panie przedszkolanki tak na dzieci uważały jak siostra imieniem bodaj Genowefa co to ze wspołsiostrami dzieciaki poniżała i torturowała to i w jewangeliach o tym pisać było bozi hadko. Co by się miał przyznawać?

    Może i Jezusek w Częstochowie do przedszkola chodził, że niby bliżej mamusi, ale może właśnie dlatego, że o Jezusku przedszkolnym jewangelie milczą, a o dwunastolatku tuż pokomunijnym to już w ogóle ani słowa – to właśnie dlatego, że nie był pod okiem mamusi, ale na stancji i w Kielcach.

    Bo żeby Jezusek był na pustyni, to aż tak być nie może, skoro mamusia częstochowianka. Chyba, że to była pustynia Błędowska.

  96. Antonius
    18 lutego o godz. 12:21

    Antoniusie, Ty się nic nie przerażaj ilością komentarzy, tylko ciesz.

    Kretyństwo, nierzetelność, ideologiczność, nędza etyczna IPN-u to już synonim nazwy tej instytucji. W sprawie Ilii Erenburga – owszem, publikował płomienne odezwy zachęcające żołnierzy radzieckich do zabijania każdego napotkanego Niemca, ale niespecjalnie musiał się wysilać: pisał z serca, pisał z doświadczenia, pisał z przeżytej rzeczywistości wojny. Znały ją doskonale i nawet jeszcze lepiej niż Erenburg miliony żołnierzy. Suma zniszczeń, przemocy i zbrodni na którą brakuje słownika, popełniona przez Niemców na terenie ZSRR była taka, że nie można się w niczym dziwić, a z potępieniem sprawa trudna, że żołnierze mieli w sobie biologiczną konieczność zabijania, grabienia, podpalania. Tak działa na ludzi wojna.
    Czy śmierci tych dwóch tysięcy ludzi w Malborku winna jest Armia Czerwona, czy może Polacy to odrębna sprawa. Zachowanie IPN-u jest charakterystyczne i zarazem dziwne: gdyby za zabicie tych ludzi odpowiadała Armia Czerwona, to z punktu interesu IPN-u – nic tylko to nagłośnić ! I krzyczeć: jak mordowali w Katyniu to i w Malborku tak samo zamordowali! Ale tak nie krzyczą, co więcej, lawirują, kręcą i sprawę wyciszają. Musi być powód, który ze względu na interes IPN-u jest niewygodny.

  97. @Ewa-Joanna, dzięki za dobre słowo. Ja juz tak mam. Od nastolatka tak mam. W klasie wykłócałem się z synem pułkownika LWP, zreszta późniejszego pierwszego emigranta z naszej klasy. Najszybciej wyjechał do USA, najszybciej z „naszej klasy” skończył (swoje drugie) studia w USA. I najszybciej stał się pełną gebą kapitalistą, inwestorem, współwłaścicielem inwestycyjnego banku w Kalifornii a potem w Polsce.
    Wtedy gdy się ze mna wykłócał to on bronił nie tyle jaruzesko ale i siwakowej komuny, bardzo bliskiej takiego Grunwaldu.
    A ja mu wtedy „jak komu dobremu” tłumaczyłem, kto nas w szkole matematyki uczy. I kto tych naszych nauczycieli nauczył. No same przecież Żydy (pod żydowskimi nazwiskami) albo Żydy pod nazwiskami zmienionymi.

    Ja teraz tutaj żartuję, piszę „Żydy” zamiast Żydzi”, a przecież niektórzy mogą nie akceptowac takiego humoru. Żartuje nie co do tych nazwisk tylko co do formy mojego blogowego komentarza. Może to denny humor, nie wiem. Ale wiem, że różne takie @Gekka czy @paradoxy tylko czyhaja aby bez sensu napaść i przyłapać i oskarżyć i zaszufladkować. Więc może przestanę dowcipkować i tak jak mnie red. Szostkiewicz wyuczył pisania „Żydzi” zawsze i wszędzie przez „duże Ż”, tak przestanę w jakikolwiek sposób silić się na dowcip przywdziewając gębę/maskę języka szczerych, prawdziwych Polaków.

    Gdyż prowadzi to tylko do nieporozumień i niepotrzebnych, blogowych połajanek.

    W czasach liceum „po szkole”, czyli po gorących sprzeczkach o wartości ideowe komunizmu i socjalizmu i o jego przewagi nad zgniłym i fałszywym kapitalizmem, sporów prowadzonych jak się okazało z jednym z późniejszych najbogatszych Polaków, leciałem na „oazy” do kościoła. I to nie do jednego tylko wtedy – i następnie na studiach – ganiałem chyba do czterech czy pięciu kościołów. Brałem udział w spotkaniach kilku przykościelnych grup.

    Aby tam przez połowę czasu studiować biblijne szczególiki tłumaczenia z aramejskiego na grecki a przez drugą połowę bronić samego istnienia „myślących dzieci komuchów, wojskowych i milicjantów” przed gorącymi atakami nastoletnich wersji dzisiejszych prawdziwych Polaków pierwszego i katolickiego sortu.

    Lubiłem być takim pasem transmisyjnym między przeciwnymi obozami. Mój wychowaca, polonista, sekretarz szkolnej POP, gdy to zauważył to w pierwszej licealnej uczynił mnie szefem od klasowych prasówek. Za jego wiedzą mogłem i miałem klasie raz w tygodniu przedstawiać „tydzień na świecie” na podstawie Głosu Ameryki, Wolnej Europy, Radia Tirana (redakcja polska, bardzo łamana 😉 ) , Radia Pekin (redakcja polska, całkiem dobra), angielskojęzycznych gazet, chociaż to zwykle z opóźnieniem, dobrze pamiętam np. prasówki robione z wtedy (miesięcznika?) London News, (czy Illustrated London News?) oraz polskich, oficjalnych mediów.

    Wszystkim się podobało, żadnych nieprzyjemności nigdy nie miałem, widocznie nikt nigdy nie rozpaplał. Klasa była nieliczna…

    Z okna mojego pokoju w bloku pełnofalowe anteny na kilka częstotliwości fal średnich i krótkich ciągnęły się do dachu sąsiedniego bloku i też jakoś nigdy nikomu nie wpadły w oko. Widocznie były nie do odróżnienia od kabli telefonicznych 😉

    Teraz też mam podobnie. Tutaj robię za antysemickiego katola a na blogu polonijnego „Dziennika Związkowego” za lewacka gnidę, zdrajcę, zaprzańca, koderastę i osobistego wroga Kościoła.

  98. @pombocek

    Zobacz pombocku, znowu byłeś moim muzem, teraz mogę pokazać. Ale trochę scyganione bo w środku nie było morza na zdjęciu ale sam las.

    https://goo.gl/photos/m3tdKYzhe8dzFzyc6

  99. Na własny użytek akceptuję podział na „Arts and Science”. Historia w tej klasyfikacji to „Arts”.
    Znaczącą część „fachowców” z IPN zaliczam do dziejopisarzy.
    Nazywanie ich naukowcami, jest w moim odczuciu, nadużyciem.

  100. Nefer
    Nefciu, sorki, ale podejrzałam, co podesłałaś swemu muzowi.
    Bardzo mi podobają twoje rysunki. Nie wiedziałam, że taka zdolna z ciebie bestia.

  101. Nefer
    18 lutego o godz. 17:25

    No to, Neferko, ciń doberko i cóś za cóś. Wzruszyłaś mnie, ale nie dlatego, że ja, lecz dlatego, że Ty. Że tam każda trawka to Ty. Taki świat z treścią i Twoją przejętą obecnością. A mi to poza tym przecież ostatni włos na głowie podnosi, żem tak awansował. Ale to już chwalstwo-duperalstwo, odwołuję i się cieszę z Twoich owoców. Więc jak miałem zwyczaj dawać najświeższe, to w związku z chwilowym brakiem świeżości, niech będzie trochę przeszłości. Może co się nada.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6523960196141237825/6523960194654162690?authkey=CPTbtq72jOWjCQ

  102. mag
    18 lutego o godz. 18:44

    Mag, jak jedno muz, drugie – muza to co one warte bez trzeciej muzy, która tańcuje z nimi i patrzy? Zapraszam do powyżej.

  103. zza kałuży
    18 lutego o godz. 14:06

    @Tanaka 18 lutego o godz. 10:54
    Sam widzisz jak to działa, sprawa smoleńska (i jej podobne w rodzaju grzebań „na łączkach”)

    Z mojej strony nie ma zgody na zrównywanie tych obu spraw.

    Smoleńsk to jest „grzebanie” gdyż jak napisałeś, ono niczego o przyczynach katastrofy nie wyjaśnia, bo ta została w dwóch oficjalnych raportach wyjaśniona,

    Wykopaliska na różnych „łączkach” nie są złośliwym i niepotrzebnym „grzebaniem”. Bez poszukiwań brak jest wiedzy na temat losów ludzi, którzy zginęli pod koniec i po wojnie. W czasie odbudowywania istnienia Polski i równoległej zmiany jej ustroju.

    Komuniści polscy (czy radzieccy w radzieckich lub w polskich mundurach) dlatego ukrywali miejsca i dane grzebanych osób gdyż wstydzili się faktu ich zamordowania i bali się pamieci ludzkiej o tych osobach.

    Pewnie, że nie ma zgody. Antonius, we wstepniaku, właśnie opisał jedną z takich „łączek” i stosunek INP-u do sprawy: Prawdy-Prawdy-Prawdy i zaprawdę Prawdy.

    „Żołnierze Wyklęci” zabili 5,5 tysiąca ludzi. Słyszałeś może z jaką starannością IPN szuka i bada „łączki” na których są ci zabici? Odpowiedź jest znana, a wyklęci-przeklęci to dziś kanon „Prawdy” – moskiewskiej.

  104. mag
    18 lutego o godz. 18:44

    ja się trochę wstydzę, bom nie Pombocek, a podejrzałem, ale jak już podejrzałem, to zawsze na zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy, więc powiem, że masz rację: Neferka zdolna bestia – rysunkowa – jest ! Czyli zgadzam się z przedmówcą.

  105. Neferka, mag

    Jeśli któraś z Pań lubi dotykać morza kolanami w styczniu i patrzeć, to coś dla niej. A jeśli lubicie obie Panie, to dla niej i dla niej.
    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6523972915460463458

  106. wbocek
    Pombocku miły od wierszowania w krajobrazie też,
    co by nie było że ja nic
    Moje serce to jest MUZyk
    https://www.youtube.com/watch?v=OpLAzFvoptc

  107. Nie żeby konkurować z muzami, ale jak ktoś się stęsknił za śniegiem, to tu jest pod dostatkiem: https://photos.app.goo.gl/9EfCziBWmPioFP6z1

  108. wbocek
    18 lutego o godz. 19:29

    Widzę wysoki stromy brzeg i żadnych urządzeń zabezpieczających przed podmywaniem. Czyżby tam nie było problemu osuwisk?
    Piekne, śródleśne jeziorko, albo zatoczka. od razu mi pachnie, no i mam sentyment do takich drobiazgów zatopionych w lesie.
    Piękne foty.

  109. Zima taka prawdziwa, że zmarzłem od patrzenia. I jestem zadowolony !
    Gdzie ona?

  110. izabella
    18 lutego o godz. 20:24

    Jeszcze raz?

    Zima taka prawdziwa, że zmarzłem od patrzenia. I jestem zadowolony !
    Gdzie ona?

  111. izabella
    Osobiście bardzo dawno nie widziałam takiej zimy w Polsce, chyba że w telewizorze śnieżne neewsy z Podkarpacia albo Suwalszczyzny.
    Czy te piękne foty są z Kanady?
    Mnie tam tak bardzo na zimie nie zależy, bo z sanek dość dawno wyrosłam, a na nartach nie jeżdżę.
    Chciałabym jednak na jakieś 10-15 minut minut znaleźć się w mroźnym zimowym słońcu na leśnej drodze lub parkowej alejce i by pod nogami skrzypiał i skrzył się śnieg.

  112. @Tanaka, @mag

    Beskid Sądecki (i Ľubovnianska vrchovina) 🙂

  113. xpawelek
    18 lutego o godz. 13:33
    Staram się unikać terenu dawnego NRD, bo on w tamtejszych mieszkańcach tkwi nadal. Wyraźnie widać, że mają kompleks dawnej BRD. I próbują go sobie odbijać na tych co przyjeżdżają zza wschodniej granicy. Zresztą Ślązacy jadąc na zachód zawsze jechali za Łabę. W tym przypadku historia czkawką się odbija. Ale to temat na inne rozmowy. A nie o polskim IPN-ie i jego praktykach.

  114. Na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej śniegu niezbyt wiele, chociaż generalnie biel widać z powietrza. W lasach między zamkami Bobolice a Podzamcze k. Ogrodzieńca sporo zwierząt – sarny, zające i sporo dzików. Przyznam się, iż dawno nie widziałem tylu stad dzików, ile w trakcie dzisiejszego popołudniowego lotu balonem pomiędzy wspomnianymi miejscowościami.

  115. Tanaka
    18 lutego o godz. 20:24

    Tanako, fotka z wysokim brzegiem jest z Poddąbia koło Rowów. Nie obserwowałem za często tego brzegu, dopiero w ostatnich latach wzięło mnie na sentymenty. Pierwszy raz byłem w Poddąbiu (zawsze mówiliśmy „Poddębie”) na koloniach w roku 1951. Dziś zmieniło się tyle, że z paru domków – pewnie letniskowych za Niemców – zrobiło się miasteczko, no i roślinność się rozrosła. A brzegi jak były fantastyczne, tak są. Przypominam sobie z późniejszych lat 50-tych, kiedy szedłem za grzybiarską potrzebą z Ustki do Rowów przez właśnie Poddąbie, to po drodze, kiedy schodziłem z ciekawości na plażę, widziałem, że te brzegi są z niebieskiej glinki – koło Ustki również, czyli nie tak łatwo podmywalne.

    Inna ciekawostka.

    Jak byłem w 1951 na koloniach, przy samym brzegu w Poddąbiu stał niemiecki minowiec, na który można było wchodzić suchą nogą, a od strony morza starsi skakali do wody na główkę. Okręt był z nadbudówkami, były wózki do wożenia min, pamiętam pół pistoletu maszynowego i to, że jak nasza pani kucharka wskoczyła do wody na główkę, wyszła na wierzch nogami do góry. Śmiechu było fest. Potem w 1967. po trzecim roku szliśmy obozem wędrownym z Łeby do Kołobrzegu Koszalińskim Szlakiem Nadmorskim. Z tego sporo plażą. W Poddąbiu natknąłem się na resztki tego okrętu (specjalnie szukałem) – prawie nie wystawały nad wodę, ale były na granicy wody i plaży. Wywnioskowałem, że przez tych 15 lat morze chyba za bardzo brzegu nie zabrało. Tam rośnie las bukowy. Taki las pewnie by się na piaskach nie tylko nie utrzymał, ale może nawet by nie wyrósł. Wychodzi więc, że brzeg jest w Poddąbiu dosyć trwały i gwiżdże na sztormy.

  116. zak1953
    18 lutego o godz. 21:04

    O, zaczku, jak jesteś. Dumałem, jak dotrzymać słowa z tą wilniucką mową. Wychodzi, że słaby ze mnie na starość literata (a wcześniej – jeszcze słabszy), żeby napisać jaki strawny treściowo tekst, a nie tylko byle co dla mowy. Ale nagrałem sporo gadania mojej mamy, kiedy się nią opiekowałem w 2014 – 2015. Ten pech, że próbowałem w internecie się nauczyć przerabiania zapisów audio na linki, alem na razie za gupi. W każdym razie mam to w gowie i przed śmiercią postaram się zobowiązanie wypełnić.

    Teraz mnie szlag trafia, czemu nagrałem dopiero, kiedy była w demencji i często mówiła niewyraźnie, a nie wcześniej, jak prowadziliśmy długie rozmowy. Oczywiście, miała już naleciałości z powszechnego języka, ale wiele zostało w jej mowie tego, co w dzieciństwie i młodości. Jak wyjechaliśmy z Rakiszek w 1946., mama miała 26 lat.

  117. mag
    18 lutego o godz. 20:24

    Dziękuję, mag. Wprawdzie nie jestem żanrowaja piewica, ale przecież kiedyś to i owo o uszy się obiło, więc i wspomnień czar wzbudziłaś.

  118. Co to za straszne dziwo ten @maidan?
    Pisze np. o jakimś „suczym wyciu”.
    Czy ktoś coś wie?

  119. izabella
    g.20:29
    No i popatrz, a ja myślałam że to zima kanadyjska, bo tam chyba mieszkasz. Albo nie?

  120. izabella
    18 lutego o godz. 20:24

    Podobnie jak mag, nie jestem w zimie zakochany, ale co innego zima, co innego fotki o zimie. Przyjemnie mi było niedawno popatrzeć na Neferkowe i bardzo przyjemnie popatrzeć na Twoje. Zwłaszcza że zim nad morzem – na lekarstwo. Choć byli czasy.
    Zrewanżuję się dwiema fotkami z zimy z 1 lutego 2015 r. w Słupsku. Walnęło wtedy śniegu od metra. Niewykluczone, że tylko tam (pamięć mam bardzo z tyłu, a nawet dalej). Dość szybko wyparował.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6523998848517514673/6523998849878550690?authkey=CIu3xLiwsbPxyQE

  121. mag
    18 lutego o godz. 21:59

    Mag, no nie gadaj! Nic Ci nie mówi choćby jego charakterystyczne językowa galanteria, np. „Something pojebalos?”? Toż o r t e k, okropnie stęskniony. Znów się zacznie, boć stare dzieciaki są niereformowalne.

  122. I nikt inny o hunwejbinach nie mówi. Ale wyzywanie blogowiczek od qrw to coś czego tu jeszcze nie było.

  123. Podziękowanie wszystkim za miłe słowa o rysunkach. I pombockowi za inspiracje:)

  124. Nefer
    18 lutego o godz. 22:22

    A pan Jacek liczył, że przez trzy miesiące stary ortekbezportek w końcu włoży portki. No to od pierwszego wejścia pokazuje: T A K I E G O!

  125. Tak, to nowe wcielenie @Orteqa.
    Przy okazji: żegnamy się także z tą wersją.
    Pozdrawiam
    JK

  126. izabella
    18 lutego o godz. 20:49

    Skoro nazwa taka ładna to i widoki zimy – też.

  127. Jacek Kowalczyk
    18 lutego o godz. 22:29

    Mimo wszystko smutno się rozstawać z człowiekiem na zawsze, ale żalu na pewno nie będzie. Wyrazy uważania za tempo, Panie Jacku.

  128. Czytam „Dziennik” Jerzego Pilcha z roku 2010. Z dziejowej konieczności – o tej katastrofie.

    Nie będę głosił banałów, że wszystko sprawił całkowicie w swej roli pogubiony, nieporadny i małostkowy prezydent, ani nie będę frajersko podkreślał, że swój udział w makrabrycznym wypadku ma też generał na porannej lufie.

    Swoją drogą, cóż takiego nagannego w tym ostatnim szczególe? Generał przed ważnym lotem grzmocący prostowniczą setkę czy dwa nieduże piwa to jest przecież – jak na środkowoeuropejską armię – zupełny i przykry abstynent. Niby że Rosjanie ten kłopotliwy detal z całą złośliwością ujawnili? Chyba raczej ze zdumienia symbolicznością dawki. Taka symboliczność trafia się może jednemu procentowi ruskich lotników – stąd popłoch. Jak w ogóle o coś tu idzie, to – na Boga! – idzie nie to to, że generał się napił, ale o to, że wypił tak mało! Rosyjskim ekspertom oczywiście przyszło – bo przyjść musiało – do głowy, że gdyby generał walnął flaszkę i urządził tumult albo chociaż stracił przytomność w kokpicie, nawet do próby lądowania, o katastrofie nie wspominając, na pewno by nie doszło. Umieścić jednak takiej hipotezy w żadnym raporcie nie da rady – to jest wyłącznie domena finezyjnych rysów kulturowych. (…)
    Nonsensem jest oskarżanie dowódcy lotnictwa o nietrzeźwość; w tym wypadku biadać nad jego powściągliwością należy.

    O prezydencie tysiąclecia:
    Słowem, im bardziej jedni uważają, że był większy, tym silniej drudzy są pewni, że był mniejszy. I na odwrót. Płyń, wodo. Mnóż się, Polsko. Jak bakteria. Przez podział.

    O „Polityce”:
    Jakże to tak? Mnie nie ma, a wy sobie hulacie? Nawet „Polityka” jak gdyby nigdy nic nie tylko nadal wychodzi, ale króluje na rynku?

    No, no, tego nie robi się Pilchom (żart).

  129. wbocek
    18 lutego o godz. 21:17

    Z morzem jeszcze nikt nie wygrał, a to, że ten stromy brzeg wydaje się odporny na fale to pewnie bardziej zawdzięczamy dominującym kierunkom wiatrów. Wiatr N już dawno załatwiłby każdy klif.
    jako nastolatek jeszcze jeździłem do Jastrzębiej Góry, podziwiać unikatową windę plażową która już jednak nie była czynna – stabilność konstrukcji została naruszona. Jakieś kilkanaście lat temu nie remontowana i niezabezpieczona, ostatecznie runęła i tak się sprawa zakończyła – marnie. Fragmenty klifu w Jastrzębiej są zabezpieczone gabionami, może to i działa, ale fatalnie wygląda. Takie prostactwo inżynierskie wśród pięknych okoliczności przyrody, podobnie jak kanał ulgi Jamna.
    Sam też pamiętam wraki z Zatoki Gdańskiej, dla dzieciaków to była fest atrakcja, ale niebezpieczna – pociąć się na nim można było bardzo łatwo. Niektóre z nich rozebrano, ale na Helu do dziś można zobaczyć takie, wystające z wody, a te zatopione to niezła atrakcja dla nurków. Inne z kolei są atrakcją dla rybaków, są tacy co się specjalizują w ciągnięciu dorszy spod takich wraków.
    Pamiętasz może ruiny kościoła w Trzęsaczu z lat nastoletnich? Brzeg morza w tym miejscu cofnął się o dobre dwa kilometry.

  130. wbocek
    18 lutego o godz. 22:47

    racja, smutno. Rzeczony mógł był to wziąć pod uwagę.

  131. Były modne moskaliki, a teraz przerabiamy hymn narodowy (po niechlubnym skazaniu Jasia Kapeli). Pod tym linkiem wersje Szczerka i Majmurka, całkiem dobre: http://krytykapolityczna.pl/felietony/agnieszka-wisniewska/i-ty-zaspiewaj-mazurek-kapeli/

    Tutaj próbki refrenu:

    Wersja pesymistyczna Szczerka:
    Marsz, marsz Kaczyński,
    Na samobój męczeński
    Pod twoim dyktatem
    Złączym się z twym bratem

    Wersja optymistyczna Majmurka:
    Marsz Polko, Polaku
    Pozbądźmy się strachu
    Zbierzmy się do kupy
    Żeby wyjść z tej…

  132. Tanaka
    18 lutego o godz. 22:58

    Tanako, trudno bym o rzadkich i najgroźniejszych dla brzegów wiatrach od Norda (tak rybacy mówili – z „a”) nie wiedział. Mogę Ci też powiedzieć, że nawet bez specjalnego sztormu, kiedy krótkotrwały wiatr od Norda siadł, a myśmy na niego przez mylną prognozę wpadli, bo postawiliśmy siatki na łososia blisko brzegu, a rano ściągaliśmy już na martwej fali, to ta martwa, nie powiem, że dwumetrowa była, ale jak się jechało do góry, strach było w dół patrzeć. No i strach, że stroma fala może nas przez kil przekręcić.

    O Trzęsaczu, rzecz jasna, wiem od dawna, ale nie byłem. Wybierałem się w zeszłym roku – nie wyszło. Może w tym wyjdzie.

  133. Na marginesie
    18 lutego o godz. 22:49

    Pilch się niewątpliwie zna na chlaniu, ale słabo zna sie na ruskich lotnikach. Czy się ruscy badacze bardzo zdziwili, że Błasik miał tak mało alkoholu we krwi to nie bardzo ma znaczenie, ale niewątpliwie Pilch ma rację uważając, że gdyby poziom substancji we krwi uniemożliwił mu wmieszanie się w załogę, ryzyko upadku zostałoby bardzo poważnie zmniejszone.
    Błasik pewnie już na pokładzie golnął koniaczek, taka delegacja to mus honorowy, żeby koniaczek golnąć. Akurat na 0,6 promila. NIestety, to polska strona zaczęła kombinować, jakby tu te promile z Błasika wypuścić i błąkała się wokół tezy, że promile nie od golnięcia, ale od naturalnych procesów pośmiertnych się zrobiły.
    Żeby tak honor golnięcia Lotnikowi Polskiemu odbierać – to nie jest całkiem ładne.

  134. wbocek
    18 lutego o godz. 23:12
    Bałtyk to niebezpieczne morze. I ruch na nim wielki, jeden z największych na świecie.
    W Trzęsaczu, w jakieś 500 lat morze 2000 metrów zjadło, czyli rocznie 4 metry wielkiego klifu. Niezłe tempo. Przy róży wiatrów chyba bardzo podobnej do dzisiejszej.

  135. wbocek
    g.22:12
    Zauważyłam, ale wyleciał mi – widocznie z automatu – wpis, gdzie wymieniam poprzednią zbanowaną ksywkę, więc za jakiś czas pchnęłam skróconą wersję.

  136. Tanaka
    18 lutego o godz. 23:20

    Jak pojadę, wezmę ze sobą suwmiarkę, to Ci zamelduję, ile znów zjadło.

  137. Ja się w panaszczerkowe wpisy wpatruję maślanymi oczami za każdym razem. Ale na fb nie idzie sie wciś. Żeby ozór rozpuścić.

  138. mag
    18 lutego o godz. 23:23

    Mag umiłowana, akurat Tobie mówić: „Dobranocka” to sama przyjemność. Nie że się żegnać przyjemnie, lecz że…dobranocka, mag.

  139. wbocek
    18 lutego o godz. 21:29
    Tak, dzisiaj technologia pozwala już na wiele. Kiedyś, aparat fotograficzny utrwalający obrazy przelotnego zdarzenia uważany był za coś wspaniałego. Potem pokazały się magnetofony. Rejestrowały dźwięk ale bez obrazu. W tym samym czasie pokazały się kamery filmowe na taśmę 8 mm albo nawet 8 super. Ruchomy obraz, acz też bez dźwięku. Wreszcie pod koniec lat 80-ch (a w zasadzie od ich połowy) kamery wideo – pełna rejestracja kolorowego ruchomego obrazu i dźwięku na sporych kasetach.
    A dzisiaj? Każdy może sobie kupić iphona i robić samodzielnie rozmaite filmiki. Dla obecnych młodych taki obraz i dźwięk z telefonu jest normą. Nie pojmują, że to właściwie absolutna nowość. I najczęściej nie mają świadomości, że taki łatwy dostęp to oprócz możliwości utrwalenia czegoś ciekawego, wartego zatrzymania w czasie, także ryzyko naruszenia intymności swojej lub innych.
    Co nam pozostało po naszych dziadkach i rodzicach?
    Najczęściej jakieś pożółkłe lub pobrązowiałe fotografie i rozmaite przedmioty. Z późniejszych czasów fragmenty jakichś filmów video utrwalających rozmaite uroczystości lub coś wtedy szczególnego z ich życia. To i tak wiele, chociaż po czasie dochodzimy do wniosku, że zbyt długo czekaliśmy. I wielu chwil naszych bliskich nie utrwaliliśmy na rozmaitych nośnikach. Z wyjątkiem jednego nośnika – naszego mózgu. Ale na razie ten nośnik nie pozwala przenieść tamtych obrazów i dźwięków z naszych głów na coś obserwowalnego przez innych. Kiedyś miałem taką koncepcję rejestratora naszych fal mózgowych z możliwością odtworzenia przez inne osoby. Takie swoiste połączenie EEG z odtwarzaczem rzeczywistości wirtualnej. Może ktoś to zrobi? Ale chyba już nie za naszego życia.
    Przenoszenie pamięci naszych przodków w czasy naszych wnuków powoli staje się łatwiejsze. Czego jednak dotąd nie zrobiliśmy, już nie wróci. Zostaniemy z plikiem starych fotografii, często nie kojarząc już poszczególnych osób, bo nie pomyśleliśmy o ich opisie.
    Może to i lepiej? Przynajmniej IPN nie będzie miał kiedyś łatwiej. A bez pewności nie ma faktu, tylko co najwyżej domysł. I materiał na fabułę lecz nie na dokument. Pozdrawiam.

  140. @@Na marginesie
    A propos honorowego golnięcia polskiego lotnika oraz abstynencji skojarzył mi się ładny bon bot Zimińskiego w dzisiejszym „Szkle Kontaktowym” – „intelektualny abstynent” o premierze MM, co następnie rozciągnął na klasę myślicieli z PIS.

  141. Pardą, nie dopisałam do @Namargineski @Tanaki.

  142. @Tanaka 18 lutego o godz. 20:16
    „Żołnierze Wyklęci” zabili 5,5 tysiąca ludzi. Słyszałeś może z jaką starannością IPN szuka i bada „łączki” na których są ci zabici? Odpowiedź jest znana, a wyklęci-przeklęci to dziś kanon „Prawdy” – moskiewskiej.

    No bo oni przepisują historię.

    Pomyśleć, że jeszcze za środkowego Gierka samo gadanie w szkole o powstaniu warszawskim, o Monte Cassino, o Katyniu, o wojnie polsko-bolszewickiej, o AK, o zsyłkach na Syberię za sowietów; wszystkie te tematy były mniej czy więcej tabu. Zależnie od szkoły, od nauczyciela, od domu rodzinnego, od dostępu do książek, czy to prohibitów w polskiej bibliotece czy przemyconych z Zachodu, ale stosunkowo łatwo można się było nadziać na ideowego debila, sługusa czy karierowicza, takiego komuszego pisowca, i mieć w tej szkole nieprzyjemności. Mnie pani kurator-wizytatorka groziła „konsekwencjami” i mamę formalnie do kuratorium wzywała na „wyjaśniające rozmowy”. W połowie Gierka! Za pytanie na lekcji, (przyznaję, celowo prowokacyjne) o Katyń.

    A dzisiaj okazuje się, że ten synonim patriotyzmu, ten przedmiot zakazanej ciekawości nastolatka z czasów już bardzo łagodnej końcówki komuny czyli AK zostaje rugowana i zastepowana przez NSZ i powojennych „wyklętych”.

    Usprawiedliwię się. Ja pisząc o ekshumacjach pomordowanych pod koniec wojny i po jej zakończeniu ciągle tkwię metalnie w tych AK-owskich klimatach. Kto, kiedy, jak i dlaczego zamordował bohaterskich AKowców. Przepraszam, ale myślę bardzo prosto, bo nazwiskami krewnych. Taki a taki brał udział w Operacji „Ostra Brama” a po niej został aresztowany i ślad po nim zaginął. Wcześniej przypomina się aresztowanie dziadka i jego zsyłka do (podobno) Magadanu. Inny krewny, jeszcze wcześniej, bronił Lidy. Rodzinne historie cośtam szczątkowo ale bardzo dramatycznie przekazały, że strzelano do niego wtedy z obu stron.

    Ja jeszcze nie przestawiłem sie na czczenie NSZ i „wyklętych” i o nich nie myślę pisząc o IPN-owskich ekshumacjach. Ty przypominasz mi jak bardzo jestem zapóźniony.

    P.S. W chicagowskim środowisku prawdziwych Polaków objawiła się ostatnio Pani Policjantka, która pracuje w kilku polonijnych szkołach sobotnich jako katechetka.
    Od kilku tygodni słychać ją w jednym z programów radiowych gdy silnym głosem bardzo pewnej siebie młodej kobiety chwali się swoimi – na bieżąco wprowadzanymi w życie – planami patriotycznego, opartego na katolickich wartościach i powszechnym dostępie do broni wychowania polonijnych dzieci i młodzieży.

    Kult NSZ, „zołnierzy wyklętych”, życiorysy świętych Kościoła katolickiego, sportowe, zdrowe wychowanie w dyscyplinie, codzienna modlitwa i uczestnictwo we mszy świętej, nauka obchodzenia sie z bronią palną (oraz kuszami i łukami podczas obozów surwiwalowych w lesie) od małego dziecka, walka ze zgnilizną globalizmu i europejskiego lewactwa, które niestety zniszczyło katolickie korzenie Unii Europejskiej, w USA i w Polsce walka z prawem do mordowania dzieci nienarodzonych, samodoskonalenie.
    Młoda Pani Policjantka sama jest na studiach, robi magisterium z psychologii, jako katechetka udziela się z ideowego powołania, bo policyjna pensja mała nie jest.
    Mój przypisek –> po +/- 10 latach stażu zarabia w policji pewnie gdzieś pomiędzy 70 a 80 tysi rocznie a jak jedzenie kupuje w polonijnych sklepach to ja to tyle kosztuje:
    http://www.montrosedeli.com/weekly-special/?v=32aec8db952d
    http://www.richsfreshmarket.com/weekly-ad

  143. @zza kałuży, a niejako przy okazji @Ewa -Joanna

    Jeszcze raz. Jest pewnie dziełem przypadku, że Twoje określenie „pretensje” dotyczyło akurat tej, a nie innej grupy. Chociaż kto wie?
    Takie określenie głębokich motywacji kogokolwiek nie jest wyrazem żadnego, nawet najbardziej poronionego poczucia humoru, jak to usiłujesz wmówić.
    Natomiast Twoja reakcja (może należałoby napisać, Twoje reakcje) jest dosyć charakterystyczna. Próbujesz zagadywać, zalewasz rozmówcę potokiem słów niemających związku z zasadniczym problemem. Jednym słowem – zamęczasz.

  144. @Ewa-Joanna
    Nie, nie poczuwam się do winy za zbrodnie dokonane przez moich rodaków kilka dziesiątków lat temu. Ale lekceważący stosunek, prezentowany przez @doktora nie bolało wywoła u mnie taką reakcję bez względu na to, czy będzie dotyczyła cmentarza żydowskiego, ewangelickiego czy prawosławnego. Przez ponad czterdzieści lat hasania po wykopaliskach archeologicznych wystarczająco często byłem świadkiem skutków funkcjonowania takiego właśnie podejścia. Co tam jakieś pretensje o „zapomniany cmentarz”. Zresztą zapomnienie nie zawsze było takie złe. Gorzej, jak ktoś sobie „przypominał”, że można by tam postawić gustowny hipermarket.

  145. mag
    18 lutego o godz. 23:31

    Echa tej inteligenckiej abstynencji Morawieckiego w Monachium zataczają szerokie kręgi w wielu państwach świata i ugruntowują to, co się stało w związku z przyjęciem przez Sejm i podpisaniem przez Dudę ustawy kneblującej usta w sprawie Holocaustu.
    Przeczytałem opinię Setha J. Frantzmana, izraelsko-amerykańskiego publicysty, który próbował jakoś bronić strony polskiej, szukał jakiegoś punktu wyważenia, jednak, z kretesem, poległ. W ogóle nie zrozumiał istoty tej ustawy, choć starał się mówić dobrze o Polakach stawiających opór Niemcom.

    Jak to jest, że Morawiecki, człek kształcony, z gumowymi ustami i nawet prezes banku (a może własnie dlatego) jest intelektualnie abstynencki? Podobno AA nigdy nie przestają być alkoholikami, tu – wymownymi krętaczami – czy to nie tego rodzaju przypadek: chciałby rzec coś zgrabnie, ale się nie daje, wnętrze wychodzi?

  146. zza kałuży
    19 lutego o godz. 0:49

    Ja mam „ze środkowego Gierka” nico, lub po prostu inne doświadczenie z wykładem historii: w zasadzie to już tylko Katyń był tematem tabu, a i przy tym temacie nauczycielom historii tak się języki obracały w ustach, że wcale nie było to takie pewne, że Niemcy naszych tam zabili, bo może niekoniecznie. Natomiast żadne Monte Cassino nie było tematem tabu, i dobrze, bo udział polskich żołnierzy w tej bitwie jest bardzo zafałszowany obecnie: Polacy się wykrwawili, bez większego sensu strategicznego, ani nawet taktycznego. Niestety, mało sensowne wykrwawianie się to polska specjalność tożsamościowa. I właśnie – Powstanie Warszawskie – też nie było tematem tabu, choć nauczyciele podkreślali, zapewne nadmiernie, udział w nim oddziałów Wojska Polskiego zza Wisły.

    Akcja AK – „Ostra Brama” – próba wyzwolenia Wilna, była, niestety, zupełnie i fatalnie nieudana, podobnie jak wszystkie inne, bardziej nawet mniemane niż rzeczywiste, próby wyzwalania jakichś miast z rąk niemieckich. Jedyna udana operacja dotyczyła Lwowa, ale udała się dlatego, że obok była już Armia Czerwona.

    Patrzę na linki do kiełbas, jakie podałeś i widzę, no właśnie, co widzę – katolickie delikatesy zasuwają na okrągło, 7 dni w tygodniu. A gdzie Niedziela Święta – dla bozi, Kościoła i rodziny? Czy katolicka katechetka, pani policjantka nie powinna w tej sprawie wykonać jakiejś akcji fachowej, odpowiedniej strzelaniny, żeby się właściciel katolickich delikatesów opamiętał i – dla świętości oraz Świętego Ojca Świętego – wysłał pracowników w niedzielę do kościoła?

    80 tysięcy dolców w rok to, zdaje się, całkiem przyzwoita suma w USA. Kiedyś, dłuższy czas pracowałem z amerykańskim przedsiębiorcą nad Wisłą, przedsiębiorca był całkiem niekatolicki, oraz ciągle mnie pytał, gdzie w Polsce może zeżreć Polish Sausage? Polska taka katolicka i prawidłowa była, a tu żadnej Polish Sausage nie ma, tylko hot dogi. Muiałem mu raz kupić ze 3 metry kielbas, widowiskowo zgrillować na garden party i wręczyć wśród oklasków publiczności. Wreszcie był zadowolony. A tu widzę, że tylko w Ameryce można zeżreć Polish Sausage, w dodatku tanio, 1,59 dolca za funt. Tanio. Może nawet taniej niż nad Wisłą, ale nie jestem pewien – nie kupuję. To junk food.
    Rozbawił mnie ‚Krakowski Cooked Ham’. Ciekawa odmiana gramatyczna: Krakowski Ham. Powinno być albo Krakowski Cham – co zrozumiałe, albo Krakowska Ham – skoro to szynka. Chyba, że to papier – wtedy Krakowski Papier: masz, katoliku z Chicago spode samiuśkich Tater – i wsuwaj. Będziesz zadowolony. No i – jak widać – jest.

  147. @nefer
    Nie znalazłem E-booka Sinuhego, ale oglądałem połowę filmu i już wiem, skąd to potrójne imię. Sinuhe zapytał damę o imię, ta powiedziała „nefer”, co podobno oznacza „piękna” po staro żytniemu. Zauroczony Sinuhe z lubością powtórzył to imię 3 razy. Przystojny był bardzo, ale neferka tak sobie. Ciekawsza była jego późniejsza kochanka z knajpy portowej – gdy była już dojrzalszą grała matkę pięknej kochanki kardynała w „Ptakach ciernistych krzewów” (J. Simmons).

  148. Antonius
    19 lutego o godz. 10:08

    Chyba będę musiała przeczytać znowu bo już bardzo niewiele pamiętam (mam papierową). Filmu nigdy nie widziałam.
    Jeśli chodzi o moją egipskość to za granicą i tak każdy pozna skąd jestem (nawet jak się nie odzywam) bo już większymi literami „Poland” na twarzy napisać się nie da. Przynajmniej chociaż Tanaka jakoś na mój widok nie uciekł 😉

  149. kurza twarz

    http://fakty.interia.pl/polska/news-ryszard-terlecki-nie-bylismy-przygotowani,nId,2546729

    Terlecki pytany o to, jak wyglądają relacje polsko-izraelskie w związku z dyskusją wokół nowelizacji ustawy o IPN, ocenił: „Na pewno wiemy, że nie byliśmy przygotowani”. „Zawiódł nas instynkt, który powinien nas ostrzec, że coś takiego może wybuchnąć. Tymczasem ustawa leżała na półce przez cały rok z powodu wątku ukraińskiego, a nie żydowskiego” – powiedział.

    „Wpędził nas w to ruch Kukiz’15, który stale parł do zaostrzenia przepisów dotyczących Ukrainy, nie godząc się na żadne złagodzenie sformułowań. To na tyle zamazało nam horyzont, że wpadliśmy w kłopoty. Rzeczywiście nikt nie pomyślał o tym, że dzień głosowania zbiega się z rocznicą wyzwolenia Auschwitz” – powiedział lider klubu PiS.

    (…) Dopytywany o dalsze kroki w związku z tą sprawą, Terlecki wskazał, że „trzeba to spróbować wyprostować, trzeba zapomnieć o złych emocjach”. „Trzeba uruchomić te wszystkie inicjatywy, które pojawiły się w ostatnim czasie, komisje itd. Musimy wyjaśnić opinii publicznej, nie tylko w Izraelu, co naprawdę zaszło i co było naszą intencją” – przekonywał.

    To nie my, to oni, i w ogóle nie wiedzieliśmy. A teraz „będziemy przekonywać”. 30 lat układania stosunków polsko-żydowskich zniszczone ale teraz będą „wyjaśniać opinii publicznej” Dużo to pomoże.

    „Boże spuść bombę…”

  150. Nefer
    19 lutego o godz. 11:28

    Taka esencja Tożsamości: oni !
    Terlecki chce wyjasniać, a już mu Morawiecki w Monachium wyjaśnił: Żydzi mają tak samo za uszami jak jacyś przypadkowi Polacy co to właściwie żadni Polacy nie są, bo szmalcownik to „jednostka”, a nie żaden Polak i nie żaden katolik.

    Nefer
    19 lutego o godz. 10:42

    Jak ja bym miał uciekać, to jak mawiał pewien Kaszub: dajta spokój ..! – po polsku: niemożliwościowe jest. Ale jak masz napisane (tak mówią biskupi: jest napisane) „Polska”, to można od razu: Polska gola! Może być też: węgiel – polskie Dobro Narodowe! A jak Ci się udało ćwiczenie z naleśnikiem w kształcie Antarktydy, to niech będzie: Polak – pingwin, dwa bratanki !

  151. Nefer
    19 lutego o godz. 11:28
    Mój komentarz
    Tak jest – Boże spuść bombę. Pół biedy, jeśli ktoś rżnie głupa, a cała bieda, jeśli głup pali głupa. To jest przypadek Terleckiego, człowieka na wysokim stanowisku, przedstawiciela narodu.
    Pzdr, TJ

  152. tejot
    19 lutego o godz. 11:46

    Ja mam jedno życzenie do złotej rybki, jedyne rozwiązanie wszystkiego. Ale niestety podpada pod paragraf.

  153. Jakiego obywatelstwa jest Krzywousty skoro urodzony w 1968 a Polski nie było? I znakiem tego jako Polacy nie zostaliśmy ochrzczeni? Chwała Bogu.

  154. Dokonałem zadziwiającego odkrycia, a może nawet nie dziwnego bo banalnego, zgodnego z ludzką naturą. Przekomarzałem się w części rozrywkowej blogu z @nefer, dlaczego nie używa terminu Nefernefernefer z powieści Miki Waltariego „Egipcjanin Sinuhe”. Okazało się że nick był faktycznie związany z imieniem tej kurtyzany, uległ skrótowi ze względów ekonomicznych. Różniliśmy się wspomnieniami na temat jej losów. Próbowałem znaleźć e-book, bo normalnej książki już nie przeczytam. Nie znalazłem, ale na YouTubie film. Dziś szukałem scen z ta qrwą, ale nie znalazłem jej końca. Wysłuchałem jednak z uwagą długie przemówienie umierającego faraona o nadejściu jedynego Boga, potem mowę „obrończą” Sinuhego (w stylu Frasyniuka) przed uzurpatorem Horemhebem, który psim swędem „otrzepał gnój ze stop …” i został faraonem.
    Wtedy zrobił dokładnie to, co prezes czyni obecnie, manipulując IPN’em i parlamentem – pisząc nową historię Polski, kraju ukochanych władców z rodu Kaczego.
    Tak też czynił „faraon”, ówczesny Bóg.
    Nie wymyślił nasz wodzek niczego nowego. Znamienne jest zakończenie filmu.
    Człowiek, głoszący prawdę, a nie kłamstwa władcy, został „żołnierzem przeklętym” i wysłany z kraju.
    Ostatni napis na ekranie poinformował widzów, że działo się to 13 wieków przed narodzinami Jezusa, tego piewcy jedynego Boga, stworzyciela wszechświata… i okolic! Można uwierzyć w to zdarzenie lub nie, ale jest to piękne zakończenie filmu.
    Morał z niego płynący jest taki:
    Każda nowa władza pisze nową historię „pod siebie”. Prawdziwa prawda jest zakazana i zostanie ukarana (na razie tylko 3 lata).
    Wniosek? Precz z wszelkimi ipeenami!
    Budżet wykorzystać dla biednych i/lub chorych.

  155. @Antoniusie

    Horemheb był ludzkie panisko. Na dowód:
    Wpadł w gniew i zaczął się bić złotym biczem po chudych nogach, zmarszczył brwi i ciągnął:
    – Doprawdy, jesteś dla mnie jak piaskowa pchła między palcami stóp i jak giez na łopatce, nie cierpię w moim ogrodzie krzaków, które nie dają owoców, wypuszczając tylko jadowite kolce. Znowu jest wiosna w kraju Kem i w miarę jak opada woda, jaskółki zaczynają się wygrzebywać z mułu na lato, gołębie gruchają, a akacje rozkwitają kwieciem. To czas niedobry, bo wiosna zawsze rodzi niepokój i czczą gadaninę, a podnieconym wyrostkom przesłania oczy czerwona mgła, tak że podnoszą z ziemi kamienie i obrzucają strażników, zdarzyło się nawet, że moje posągi w świątyni upaćkano błotem. Toteż muszę wygnać cię z Egiptu, Sinuhe, i nigdy już nie zobaczysz kraju kem, bo jeśli ci pozwolę zostać, przyjdzie dzień, w którym będę musiał ciebie zabić, a tego nie chciałbym zrobić, gdyż byłeś kiedyś moim przyjacielem. Twoje szalone słowa bowiem mogą być iskrą, która zapali suche sitowie, a gdy sitowie raz zajmie się ogniem, płonie, póki nie spali się na popiół. Dlatego też złe słowa są czasem bardziej niebezpieczne niż oszczep. Oczyszczę kraj Kem ze złych słów, jak dobry ogrodnik plewi chwasty ze swoich grządek. Dobrze rozumiem Hetytów, którzy wbijają czarowników
    na pale przy drogach, i nie pozwolę, żeby kraj Kem jeszcze raz stanął w płomieniach – ani ze względu na ludzi, ani na bogów. Dlatego wydalam ciebie, Sinuhe, ponieważ nigdy z pewnością nie byłeś Egipcjaninem, lecz jesteś dziwnym płodem mieszanej krwi, tak że chore myśli lęgną się w twojej chorej głowie.

    Wydalił, nie nabił na pal

  156. Breaking news !!
    Z najnowszych badań amerykanskich, rosyjskich, czeskich, francuskich i jugosłowiańskich aha i ukrainskich uczonych badaczy wynika, że Bóg istnieje.
    Dowód jest nastepujacy.
    Te darcia gąb na Jasnej Górze, w Toruniu i innch Licheniach, bezprawne wybranie na króla Polski pierworodnego syna (choc kto tam wie, ilu jeszcze na bokach synów Pana Boga pętało sie i pęta po świecie, na pewno więcej niż potomstwa Zeusa) wybranie bez pytania o zgodę papy, w końcu pana papę zirytowało. A ponieważ potrafi on dokonywac cudów, więc dokonał masowej hipnozy i pod hipnozą kazał uwierzyc Polakom, że najpokraczniejszy człowieczek, bełkocący i mamlacy, najbardziej amoralny karzełek to superman, geniusz, piekny jak Di Caprio, mądry jak Einstein a nawet Zweistein, szlachetny jak Zawisza (nie ten z ONRu, ale ten z obrazu Matejki)
    Mało tego pan Bóg wmówił nieszczesnym Polakom, że otaczajacy szlachetnego supermana rycerze to wytrysk intelektu (rycerze Pięta, Kuchciński,Suski), szczytem racjonalizmu, naukowości i zdrowego rozsądku(Macierewicz), , że polskim Talleyrandem jest Waszczykowski, a hrabinie Kempa, Szydło, Pawłowicz to wykwintne damy, a Czarnecki to kulturalny dżentelmen zdolny do najwiekszych wyrzeczeń, szarmancki, poprzestający na kawałku suchej kromki chleba popitego wodą z kranu.
    I ze ci wierni rycerze i ndobne damy wspomgły supermena w wyprowadzeniu Polski z ruin; konie staneły na nogi, szkoły zaczęły w końcu uczyć, wojsko odstraszac…
    Zemsta pana Boga jest troche małostkowa. No bo za co ? Za to, że wybralismy jego syna na króla bez jego zgody ?
    Ps
    Z ostatniej chwili;Europejczyk Krzywousty dał popalić Żydom

  157. I tak Szekspir wszystko wiedział lepiej o niezmiennej ludzkiej naturze:)

  158. @Nefer

    Żaden Polak, ale ładny. Czyli – słuszny
    https://photos.app.goo.gl/66xjutpwuWoaxf4w1

  159. Antonius
    19 lutego o godz. 12:07

    Budżet wykorzystać dla biednych i/lub chorych.
    W zasadzie tak. Ale biedni i chorzy są już wykorzystani. Przez bozię, dla jego celów. Dlatego są – jak to mówią – jacy są.

  160. @ewa -joanna. Dzieki za Twoj dlugi wpis, ktory najpierw wcielo. Powinnam napisac slowo ‚odwazny”, bo tu akurat trzeba miec wiele odwagi, zeby ryzykowac narazenie sie pewnej grupie osob. Tez uwazam, ze @zza kaluzy to jeden z najcenniejszych nabytkow tutejszego forum. Madry, o wlasnych pogladach i uczciwy. Oczywiscie nie on jeden taki jest, zdarzaja sie i inni, ktorzy nie spiewaja w chorze.
    Przypomne jednak, ze ja kilkakrotnie staralam sie zwrocic uwage na prowokujace wpisy @ozzy, ktore wlasciwie nigdy nie spotkaly sie z odzewem najwazniejszych guru tego forum. Mimo jego oglady, czy walorow umyslu nie ufam mu. Moge tak miec? Nie watpie jednak w uczciwosc i intencje innych, ktorzy akurat mnie nie cierpia, ale to nie ma nic do rzeczy i z ktorymi wolalabym zgubic niz z niektorymi stad znalezc.

    Z przyczyn „niezaleznych od siebie” musialam isc na spotkanie polaczone z filmem o marcu (a tak sie zarzekalam, ze tego nie tkne.). Na sali bylo m.in. kilka nie majacych o niczym pojecia Amerykanow. Najbardziej mnie wzruszylo pytanie czarnego pana, dlaczego to Polacy tak nienawidza Zydow. Tak jak by mozna w jednym zdaniu odpowiedziec, dlaczego jakies 40% Amerykanow tak nienawidzi czarnych. Inny mlody odniosl wrazenie, ze to co przezyli Zydzi w 68 roku to jak demonstracje KKK pod domami nieszczesnych ofiar..
    W przebitkach pokazujacych fragmenty przemowien Gomolki byl i fragment, ze w Polsce Zydzi mieli sie dobrze, bo nigdy nie mieli utrudnienia w dostaniu sie na studia i pokonczyli za darmo wszelakie uczelnie. Nieprawda? Prawda, o ktorej nigdy nie myslalam. To ci od niepraworzadnych rodzicow, niezaleznie od pochodzenia mieli trudnosci z dostaniem sie na studia. Czasami bylo to two in one.

  161. @Zyta
    Z tym swobodnym dostępem do studiów przez Żydów nie zawsze było ok. W Polsce sanacyjnej nie wszystkie kierunki studiów były dostępne studentom w jarmułkach. Możesz to sprawdzić na Google’u, moim źródłem był francuski profesor fizyki, rodem z „Staedtele Belz”. Wspomniał, że jego koledzy z nauk ścisłych oblegali Politechnikę w Nancy. W PRL miała żywe kontakty z Politechniką Wrocławską, m. in. wymianę studentów. Nie pamiętam nazw zakazanych kierunków. Polonistyka była dostępna, to wiem od absolwentki, która prowadziła małą stację benzynową w Paryżu. Przeżyła holokaust, bo się nie ujawniała, kobietom łatwiej!

  162. Ciąg dalszy, paczcie państwo. Kukiz za powyższą spychologię stosowaną wyzwał Terleckiego od Stalina.

    Dajcie popcorn.

  163. zyta2003
    Wspomniałaś o @ozzym, który rzadko, bo rzadko, ale się tu pojawia. Częściej bywał u Passenta, chyba znajdując zrozumienie u bardzo dziwnego „pancjenta”, z którym też musiałaś się zetknąć, występującemu wcześniej pod linkiem @RadziłowJedwadwabne.
    Obaj panowie wyjechali z Polski („zostali wypędzeni”, jak to formułuje nie bez racji RJ) w 1968.
    Ozzy był wczesnym nastolatkiem, więc jakoś się odnalazł w nowej ojczyźnie i nie ma w nim głębokiej goryczy i traumy, chyba nieodreagowanej, jaka przepełnia RJ , który sprawia wręcz wrażenie furiata.
    Ozzy z sentymentem pisze o polskich filmach, książkach, muzyce, rzadziej odnosi się do spraw bieżących, ale od dawna nie odwiedza kraju, bo już nie ma tu bliskich. A ze czasem prowokuje, któz z nas tego nie robi?
    Trochę mi głupio o nim pisać jakby za jego plecami, ale robię to w dobrej wierze i myślę, że się odezwie.

  164. Tanaka
    19 lutego, g. 9
    Inteligencja abstynencka dopada w szczególności osobników płci obojga, gdy ci znajdą się w stajni Nadprezesa i zaczynają zabiegać jeden przez drugiego o lepszy dostęp do obroku.
    Bywa, że niektórzy z nich z powodu utraty łaski pańskiej, a inni na skutek nieudanego puczu wewnętrznego lub „nowej strategii” wodza wylatują ze stajni i uwaga, uwaga – odzyskują inteligencję bezprzymiotnikową.
    Są też tacy, którym poza stajnią się nie powiodło, więc czołgają się do Canossy i zazwyczaj zostaje im wybaczone, dzięki czemu później tym wierniej służą Panu.
    To przecież ci sami ludzie, lepiej lub gorzej wykształceni, ale co najmniej magistry, a przecież i profesorów nie brak.
    Czy inteligencję można tak po prostu włączać i wyłączać?
    Pstryczkiem-elektryczkiem?
    Oto jest „szekspirowskie” pytanie!

  165. Nie wiem, jak może komuś przeszkadzać ozzy – jedna z najbardziej zrównoważonych osób na tym forum. Co do deklaracji „nie ufam mu” – zbaraniałam. A myślałam, że już nic mnie tu nie zdziwi.

  166. Ewa-Joanna
    17 lutego o godz. 22:57

    Ewo-J, na to wygląda, że w sprawie stosunku do Żydów wywodzimy się z podobnych domów. Mówiłem już tutaj, że u mnie nigdy nie było i właściwie nie ma innego stosunku do obcych (wyłączam teraz wyznawców islamu, ale to nie stosunek z racji obcości ani nacji, lecz stosunek do roszczeniowego tsunami otumanionych przez mafie religiantów – stosunek hipotetyczny, oparty na relacjach, nie na własnych doświadczeniach) niż na przykład uznanie dla niemieckiej porządności, rzetelności i zdyscyplinowania, współodczuwanie z rosyjską „duszoj na raspaszku”, podziw dla żydowskiej inteligencji (a Babel z jego sztuką słowa to już w ogóle szapka bach), muzyki, zakochałem się z wzajemnością, choć na krótki czas w koleżance z roku, Żydówce; kiedyś bardzo mocno przeżywałem tęskną, jękliwą muzykę Arabów, potem się zakochałem w spontanicznych Grekach i ich nieprawdopodobnej muzyce, na trzecim roku zabujałem się na dwa dni w przelotnej Ukraince, uczyłem się hiszpańskiego wyłącznie dla melodii języka i raz w życiu porozmawiałem z Kubanką – z takich rzeczy się składają się moje stosunki. Więc nie są to stosunki do nacji, lecz do konkretnych ludzi, z którymi miałem okoliczność. Nie rozumiem ani antysemityzmu, ani antyukrainizmu, ani antyniemieckości, ani żadnego takiego anty. Nie zrozumiem ludzi, którzy bezrefleksyjne, papugajskie „anty” wynoszą z domu rodzinnego i nie rozumiem tych, którzy tworzą niby racjonalne teorie uzasadniające ich prywatne „anty”. Rozumiem tylko, że ci ludzie nie rozumieją mechaniki stawania się człowiekiem, więc i tego, że „anty” jest im wbite w łebki wprost – jak wiara religijna – lub mimochodem – jak ojciec pijak oswaja dziecko z piciem alkoholu i paleniem fajek jako naturalnym sposobem życia. I to „anty” nie wynika z właściwości znienawidzonego obiektu, lecz z właściwości człowieka wbijającego nienawiść. To nie Żydzi byli źli, lecz interesowny Kościół zło w nich wyczarował, kompletnie olewając boga Jahwe, którego narodem wybranym byli w Starym Testamencie właśnie Żydzi. Kościół katolicki pokazał swemu Bogu gest Kozakiewicza i dalej go obłudnie czci.

    Jednym z moich najgłupszych doświadczeń było, kiedy internetowa smarkateria rzuciła się na mnie – człowieka, w którego domu rodzinnym nie było najmniejszego śladu jakiegokolwiek narodowościowego (ani wyznaniowego – mama mówiła, że wszyscy się modlą do jednego Boga i wszystkich jednakowo uważała) „anty” – z oskarżeniami o oczywisty antysemityzm, bo przypadkiem bąknąłem słowo „giewałt”, mówiąc krytycznie o KTT, którego bardzo uważałem, a który wdał się w głupawą interpretację seksafery w Samoobronie i bezkrytycznie powielał medialne kłamstwo o głównej bohaterce. Tak jak świat został ogłupiony absurdalną ideą antysemityzmu, tak równie absurdalnie antyantysemici umieścili Żydów w klatce jak nieludzi, koło której przechodząc, trzeba uważać, żeby nie powiedzieć „dzień dobry”, bo może być odebrane jako kpina, a już nie daj Boże, żeby „Cześć, Josek!”, bo to już jawne poniżanie. Celowo wymyślony idiotyzm zwany „antysemityzmem” zrodził równie idiotyczną uczuleniową reakcję w postaci antyantysemityzmu. Człowiek, który nie jest ani antysemitą, ani antyantysemitą, i gówno go to wszystko obchodzi, a Żydów nie odróżnia od innych ludzi, jest nieprawidłowy, nie ma prawa istnieć.

  167. Wracam bo przerwie bez internetu w szkockich okolicznościach przyrody.

    Nefer
    19 lutego o godz. 11:28

    Ech, Terlecki co to mu zamazało horyzont i wszyskiemu winny Kukiz…. Nie wiadomo – śmiać się czy płakać.

  168. Tanaka
    19 lutego o godz. 13:04

    Lassie, wróć! 😉

  169. Paanie Jacku,przepraszam, że nadużywam pana dobroci,ale chciałem odnieść się do tematu wrzuconego na blog przez redaktora Jarosława Makowskiego. Pan Makowski jednak nie podejmuje żadnej dyskusji i pod jego wstepniakiem jest zero komentarzy. Mój skromny wpis Twój komentarz czekana moderacjęwciąz wisi w czyśccu u pana Jarosława i wszystko wskazuje na to , że zniknie wraz ze zmianą tematu. Więc może panowie redaktorzy, którzy nadużywają formuły blogu wrzucając „bezdyskusyjne” artykuły zechcą czasami rzucić okiem na blog ateisty, aby dowiedzieć się, że istnieją inne punkty widzenia.
    Oto mój komentarz

    Panie Jarosławie, ma pan kłopot ze zrozumieniem istoty kościoła.Opiera się pan na wypowiedziach ks.Tischnera, który podobnie jak Życiński, Pieronek, Boniecki, Lemanski, jest wyjatkiem od reguły.Bo regułą to są; Rydzyk, Michalik, Wojtyła, aż po obecnego poczciwinę papież Franciszka, który konsekruje na biskupów pedofilow(Chile) , albo Jędraszewskiego, naszego katolickiego troglodytę.
    Dla mnie tajemnicą jest że w tej organizacji czasami pojawiają sie jakieś przyzwoite osoby. Co one tam robią ?- to mnie zadziwia.
    A pan usiłuje przekonać księży, którzy stanowią samą esencję tej organizacji, aby byli najpierw ludźmi !
    No niech pan będzie poważny, ale jak pan musi, to niech pan ich namawia !

  170. izabella
    18 lutego o godz. 23:01

    Cudo! Tylko czy jak zaczniemy tworzyć na blogu to nam go nie zamkną? 😉

  171. izabella
    18 lutego o godz. 20:24

    Piękna zima na pięknych fotkach! Aż przyjemnie popatrzeć. U nas dziś 13 C, ptaki śpiewają a nad Loch Lomond o mało nie rozdeptalismy dwóch żab, które chyba właśnie ockneły się po zimie… Zimy już mi starczy w tym roku!

  172. @Lewy 19 lutego o godz. 17:19

    Jesteś głosem wołającego na puszczy!
    Masz rację tak jak wąż ma ogon (-tatusiu czy wąż ma ogon? –wyłącznie synku, wyłącznie!)
    Problem polega na tym, że dla „wierzących” fakty się nie liczą.
    A jeśli przeczą wdrukowanej wizji, to tym gorzej dla faktów.

  173. Na marginesie
    19 lutego o godz. 15:01

    Namarginesko, zamotał swoim motackim motaniem Gekko, tak głupim, że za sformułownie Ewy-J bodaj „można dostać parchów” przypisał jej antysemityzm. Ja przed chwilą drugi raz na blogu przypomniałem równie idiotyczny – za jedno słowo – atak na mnie na portalu lewicy. Gówniarze lepiej ode mnie wiedzieli, co chciałem powiedzieć. Również i Tobie przypisałem coś najczęstszego u Polaków: imputowanie, z którego zwykle nie zdają sobie sprawy. „Dostać parchów” jest czymś kompletnie innym niż wtórne znaczenie deprecjonujące – „Żyd”. Przypisywanie Ewie-J przez Gekko antysemityzmu na podstawie jego własnej interpretacji, bez upewnienia się u Ewy co do znaczenia, uważam za bezpodstawną raptusowość, a jak się obraził, to krzyżyk na drogę. Najpierw to Ewa-J została obrażona. Ozzy okazał równą Gekkowi dociekliwość, trzymając jego stronę. Nie bardzo zrozumiałem i nie chcę do tego wracać, żeby zrozumieć, ale odniosłem wrażenie, że i do mnie się odwrócił nagle tyłem po tym, kiedy wykazałem Gekkowi, że nadwrażliwie reaguje na banalne sformułowanie Ewy, które odnosi się do choroby grzybicznej, a nie do nacji. Odczytanie jej intencji jako antysemickiej jest kalumnią, zwłaszcza że nigdy nie dała pretekstu, by się w niej czegoś takiego dopatrywać. Ci cholerni odczytywacze cudzych intencji we własnych głowach to w świętej Polsce plaga.

  174. Lewy
    19 lutego o godz. 17:19

    Jeśli autor bloga daje okienko do wpisywania komentarzy, ale komentarze te lądują w śmietniku nigdy się nie ukazując choć nie są sprzeczne z netykietą – to jest poważne niedopatrzenie i lekceważenie, ze strony autora bloga albo administratora Polityki. Admin jest jednak anonimowy, autor – nie, więc do niego należy kierować krytykę. Jeśli nie życzy sobie mieć pod tekstem komentarze, niech wyłączy okienko, jak Ewin Bendyk: pisze teksty i nie interesuje go co kto ma w ich sprawie do powiedzenia. Sprawa jasna, nie ma okienka, czytać można, komentowanie jest niemożliwe.

    Jarosław Makowski sam kiedyś rzekł, że „wadzi się z Bogiem” (w TVP Kultura). Szuka czegoś, nie wiem czego, a on chyba jeszcze mniej. Może jakiegoś miłego kącika, w którym pojawi się dobry bozia, dobry ksiądz i dobry wyznawca – spotkają się, podadzą sobie rączki i ładnie zaśpiewają kręcąc malowane kółeczko. Jak w przedszkolu.
    Zdaje się, że jest podobnym typem jak Tischner, albo Tischner – jak Jarosław Makowski: bujają w obłokach, śnią ładne sny, czasem to by się – prawie – chciało wskoczyć na taki różowy i puchaty obłoczek i razem z nimi tak pobujać. Ten miły na oko obłoczek, przy bliższym oglądzie okazuje się jednak obłoczkiem nie z ciepłego pierza, a pogniecioną watoliną, workiem nabitym watą szklaną i przez to drapiący, dolegliwy i niebajeczny.
    Zaś ks. Tischner, mówiąc o sobie, że najpierw jest człowiekiem, potem filozofem, a na końcu księdzem, chyba powinien był się zatrzymać a byciu człowiekiem. Bycie księdzem mocno się bowiem kłóci z byciem człowiekiem. Tischner, czyniąc taki ciąg wartości, z których największa to bycie człowiekiem, oznajmia nieodwołalnie, że kiedy ma jakąś fundamentalną wątpliwość, niezgodę na dalsze elementy ciagu, dostrzega sprzeczność, to nie staje na przystanku „człowiek”, ale idzie dalej: kombinuje filozoficznie jak by tu wybrnąć i zakręcić dostrzeżoną sprzeczność i wzbudzoną niezgodę, by móc przejść – zgadzając się – do ostatniego etapu – księdza w sobie. Porządny i ludzki człowiek po prostu, skoro jest człowiekiem, nie dojdzie do etapu księdza. Wysiądzie wcześniej. Tischner oznajmia, że musi dojść do księdza. No, chyba, że nie dostrzega sprzeczności. Tym gorzej dla jego ciągu, czyli dla człowieka w nim samym.
    Znamy też innego sztukmistrza z Lublina, czyli z Krakowa: Karola co został papierzem, papieża co pozostał Lolkiem, papieża-łupieża i babierza – jak chciał inspektor Clouseau.

  175. Tanaka
    19 lutego o godz. 19:59

    Tfu! – papież, nie papierz, łópiesz czyli łupież, no i papież ścierny.

  176. Kostka
    19 lutego o godz. 17:16

    Lassie, wróć!

    Tak jest! Oraz: Jóózeeeeek do domu na łobiad, ojciec pszyszet z roboty !

  177. Zdaje sie, ze sprawa masowego grobu w Malborku nie jest az tak strasznie tajemnicza, jakby to sie moglo wydawac autorowi wpisu:

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,6156566,Masowy_grob_1750_Niemcow_w_Malborku.html

  178. @wbocek 19 lutego o godz. 19:41

    Nie zauważyłam, żeby ozzy się od kogoś odwrócił. Co do insynuacji Gekko w stosunku do Ewy-Joanny („jeszcze parchów dostanę”), to ja pierwsza przypomniałam kontekst i wykazałam, że Gekko manipuluje i że jego zarzuty są, delikatnie mówiąc, bezsensowne.

    Jednak Gekko nadal powtarzał te zarzuty przy następnej okazji, pośrednio obarczając odpowiedzialnością Gospodarza. Po tym występie zniknął na chwilę, po czym pojawił się znowu, twierdząc, że to jego ostatnia wrzutka na tym blogu. Ozzy natychmiast skomentował pisząc, że jest to ze strony Gekko słuszna decyzja.

    Z tego wynika, że odwrócił się od Gekko? Też nie, po prostu trzeźwo ocenił efekt działalności Gekko na tym forum. Jeśli chodzi o wyrażenie „giewałt”, to nie sądzę, żeby było antysemickie, tak samo jak wyrażenie „choćby siadłszy płacz” nie jest anty-zabużańskie. Nie wiem, kto i dlaczego zarzucił ci antysemityzm.
    Tak to widzę na podstawie forumowych obserwacji.

    Nie pamiętam, co i kiedy mi zarzucałeś. Czy to ma teraz jakieś znaczenie? Chyba nie.
    Pozdrówka.

  179. Nefer

    Neferko, zapomniałem Ci powiedzieć, że na fotce z łabędziami są łabędzie. Coto będzie, coto będzie! Te łabędzie. Są KRZYKLIWE. A nie tam mnożne i zamieszkałe w każdej kałuży NIEME. Najwięcej widziałem młodych siedem u jednej pary. Krzykliwe to rzadkość, którą widziałem (na tej fotce) chyba dopiero drugi raz. Różnią się tym od niemych, że są ciut mniejsze, mają czarną końcówkę dzioba (dorosłe nieme – czerwonawą) i szyje trzymają na sztorc. Nieme mają wygięte w paragraf. No. Tera moge spać.

    Przepr za małe fotki – z wiki.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6524356974570059697/6524356973534213442?authkey=CJLYlrSx2eGgQA

  180. Na marginesie
    19 lutego o godz. 20:52

    Namarginesko, nic Ci nie chcę przypominać – ot napomknąłem, bo się przypomniało – i ani mi w głowie mówić przeciw Tobie. Natomiast mówię trochę z innej pozycji: człowieka gromadzącego od lat i różne stereotypowe zachowania, i językowe stereotypy. Z ozzym chodziło o jedno sformułowanie adresowane do mnie – nie będę szukał – z którego wywnioskowałem, że on się solidaryzuje z interpretacją Gekka i wobec Ewy-J, i wobec mnie. O wiele bardziej mi chodzi o dość powszechne uczuleniowe interpretacje niż o osoby. Osoby to tylko egzemplum, a nie problem

  181. @paradox57 19 lutego o godz. 8:00
    Natomiast Twoja reakcja (może należałoby napisać, Twoje reakcje) jest dosyć charakterystyczna.

    Drugi.
    Jesteś drugi.

    Katolicki Kościół był pierwszy.
    Aby mnie psychicznie zniewolić, zobaczył u mnie skazę grzechu pierworodnego.

    Ty widzisz u mnie „dosyć charakterystyczne reakcje”.

    Dzięki za to „dosyć”. Widzę, że nie chcesz być niegrzeczny a tylko rzeczowo krytyczny.
    Doceniam to.

    Spowiadam się zatem Tobie, Bracie mój, z dziejów mojego wsysysania z mlekiem.

    Otóż w domu rodzinnym mieszkałem (prawie dokładnie) pierwszych 21 lat mojego życia. I przez te 21 lat tylko raz, jedyny raz, od mojej matuli usłyszałem coś, co można od biedy podciągnąć pod tłoczenie mi z matczynej piersi antysemityzmu.

    Był rok pański 1973. Albo 4ty. Albo 5ty. No w każdym razie gdzieś wtedy. Czas roweru, grania w nogę, pływania, bicia się w szkole, walki o tytuł prymusa wśród chłopców, pochłaniania książek i odkrywania u siebie zafascynowania obrazkami z gołymi babami.

    Zbliżała się wielkanoc. Mama umyła okna w całym mieszkaniu, to był chyba ostatni rok zanim ja przejąłem ten obowiazek.
    Kilka dni po maminym umyciu, costam jadłem w kuchni gdy z pokoju usłyszałem mamine:

    -„Ta cholerna Żydówka znowu zalała nasze okna!”

    Nigdy wcześniej ani później nie usłyszalem od rodziców NICZEGO o Żydach. Mogę powiedzieć, że w naszym domu pierwszy raz słowo „Żyd” pojawiło się z okazji naszego omawiania antysolidarnościowej propagandy mówiącej o „Żydach w KORze”.

    Szyby rzeczywiście były czymś zabrudzone, były na nich zacieki, Na parapecie leżały jakieś resztki, do tej pory nie wiem co to było, ale (chyba?) były to jakieś jedzeniowe resztki.

    Kilka razy potem przyuważyłem sąsiadkę z góry, (a właściwie przychodzącą do niej córkę, aby posprzątać u mamy – staruszki), po umyciu czegośtam w domu – wylewającą miskę z brudną wodą przez okno, na podwórko. Z któregośtam piętra bloku mieszkalnego.

    Skad mama wiedziała, że to akurat ona zalała? Nie mam pojęcia. Może w tamtym roku świeto Paschy było szczególnie blisko w kalendarzu?

    Sąsiadkę – mamę dobrze pamietam, była to zawsze uśmiechnięta, malutka, skromniutka, wiecznie zapracowana kobieta. Mama czasami zanosiła do niej „jakieś pranie” (słabo pamiętam, bo byłem wtedy mały) i w domu mówiła, że ona jest praczką i że bardzo dobrze pierze, krochmali i prasuje”.

    Dobrze wiem, że moje wspomnienia są głęboko antysemickie. Zamiast jako wdrukowane w dzieciństwie osoby mojżeszowej wiary mieć prawnika, chirurga czy skrzypka – ja moge tylko wspomnieć miłą staruszkę – praczkę i jej córkę, „tą Żydówkę, która znowu okna zalała!”.

    Pocieszę cię, że począwszy od ósmej klasy to się zmieniło. W ósmej klasie przeszedłem egzamin do liceum a jednym z egzaminatorów był wtedy ojciec blogowicza polityka.pl prof. Hartmana. I od tamtego czasu zaczął u mnie narastać szczery podziw, często połączony z rezygnacją, dla osiagnięć Żydów w matematyce i innych naukach ścisłych.

    Zalewając cie słowami zakończę, że jak na prawdziwego antysemitę przystalo, mój wyssany antysemityzm skanalizowałem i przekierowałem z rasistowskiej nienawiści do osobowych Żydów na potępienie dla rasistowskich praktyk państwa Izrael.

    Nie mieszczących się w pojeciu żadnego Amerykanina, za wyjątkiem oczywiście zdrowo pieprzniętych ewangelików.

  182. zak1953
    18 lutego o godz. 23:31

    Zaczku, no za cholerę się nie nauczę montować plików audio i czort z nimi. Jest na nich sporo gadania, ale się mówi: trudno. W zastępstwie niech pójdzie wideo. To chwile z nieobecną już mamą, które mi będą towarzyszyć do ostatniej sekundy mojej obecności. Filmik jest pogodny, więc może iść publicznie. Nawet nie wygląda, że mama ma demencję. Ale poznałem, że to taki stan, który się może zmieniać dość szybko – nawet parę razy w ciągu dnia. W mojej mamie nigdy nie było agresji, najwyżej żal lub pięciosekundowa złość. Jej uciążliwość w demencyjnym stanie polegała na bardzo długim gadaniu, nawet całonocnym. Nie mogliśmy z bratem zasnąć, więc mordowaliśmy się wszyscy: i ona, i my. Nagrałem sporo tego gadania, ale wtedy nie myślałem o języku. Niestety, same nagrania audio, choć jest w nich sporo językowego materiału, są znacznie gorszej jakości niż nagrania wideo. Jeśli coś jeszcze podpadającego znajdę, to Ci podrzucę. Tu nie ma, oczywiście, jakiegoś zagęszczenia wileńskości, jest tylko wschodnia miękkość spółgłosek i parę gramatycznych drobiazgów. Dlatego wyobraziłem sobie, że w celu pokazania w kupie większości charakterystycznych dla wilniuckiej mowy artykulacji, najmądrzej byłoby sklecić sztuczny tekst. Ale, cholera, byłby sztuczny. Więc w Twoje ręce, zaczku, i uszy – to co jest.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6524368847692653154

  183. @Tanaka

    Pies super:) a Waćpan czyż wujkowi Guglowi foldery był nauczywszy się dla zdjęć zakładać? Nareszcie?

    @pombocek

    Coś mi umkło, jakaś niepozbierana dzisiaj jestem. Za łabędzia dzięki:)

    @Kostka

    A ja bym sobie jeszcze pojeździła a tu psińco, znowu na wygnaniu w krainie deszczowców :/

  184. wbocek
    19 lutego o godz. 22:12
    Bardzo sympatycznie było obejrzeć Twój filmik z mamą. Cóż, potwierdza tylko to co napisałem w moim komentarzu. Taki materiał na moment przywraca przeszłość i odświeża niepowracalnie minione.

  185. Nefer
    19 lutego o godz. 22:42

    Czy co wiem w sprawie nareszcie, to nie wiem. Z biegu było, więc jakoś tak wyszło. Ale ta niby prosta logika robienia albumów wcale do mnie nie przemawia. Może wolę skomplikowaną.
    Jak już coś zmontowałem, to będzie więcej. Może Waćpanna będzie zadowolona. 🙂

  186. wbocek
    19 lutego o godz. 22:12

    Pombocku nie dość, że to kapitalny materiał filmowy, prosty a cenny i perełkowy, to dla mnie jeszcze jedna rzecz jest tu arcyciekawa: niesamowita wyrazistość i moc twarzy Twojej mamy, jej surowa, prosta uroda i fantastyczna wprost rzeźbiarskość. No i gestykulacja. A język to też kolejny wymiar zaciekawienia.

  187. @za kałuży 21:22

    Jestem załamany. Być dopiero drugim, i to za kościołem, to dosyć dołujące. Chyba zastrzelę się z łuku.

    Nie mam pojęcia, po co była cała ta spowiedź. Nigdy nie miałem zamiaru robić za konfesjonał. Więc jeśli poczułeś taką potrzebę, mogłeś się wybrać do najbliższego Ci wyświęconego przybytku i tam się spełnić.
    Powtórzę: zamęczasz, pomijając istotę sprawy. Kontekst, w jakim użyłeś słowa „pretensje” był zapewne przypadkowo związany z określoną nacją, bo o Jedwabnem była mowa. Generalizując: czy w takiej sytuacji w ogóle to określenie wydaje Ci się odpowiednie. Abstrahując po raz kolejny od wszelkich anty-. Bo po co szukać jakichś ukrytych znaczeń tam, gdzie ich nie ma.

  188. Tanaka, zak1953

    Dziękuję, Panowie. Mówię jako otwarty ateista: mama żyje, dokąd ja żyję.

    Przeczytałem ostatni tekst pani Siedleckiej o pisowatej konstytucji, która ma uznawać polskość na podstawie wiary ojców naszych (których – od Świętowita czy od Jeszui?) i rozwijania się osoby we wspólnocie narodowej. Zatem kto się rozwijał w innej wspólnocie nie ma szans bycia Polakiem? Tworzą się podstawy podstaw państwa wyznaniowego. Ale mnie ruszyło stare:

    „my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i niepodzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”.

    Mam tę konstytucję od początku – jak każda polska chata – i dopiero teraz widzę, jaką gimnastykę wykonali jej twórcy w preambule. Sformułowanie „wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna” jest dwuznaczne. Można je rozumieć jako stwierdzenie, że Bóg JEST żródłem prawdy itd. lub że wierzący WIERZĄ, że on takim jest. Od razu wali w oczy właśnie to pierwsze rozumienie proreligijne. I zostaje w umyśle, bo iluż to analizuje. Kapnąłem się, że takie sformułowanie autorów konstytucji było nie tylko kompromisem, ale i wynikło z oporów językowej materii. Można, oczywiście, precyzyjniej wyrazić to, co chcieli powiedzieć autorzy, np.:

    „wierzący w Boga i w to, że jest on źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna”

    Dwuznaczność rodząca podejrzenie, że konstytucja, mówiąc o równości obywateli od razu wskazuje równych i równiejszych – znika. Ale jeśli zerknąć okiem terlikowskim, to pojawia się dwuznaczność odwrotna: że ktoś śmie mocno za bardzo sugerować, że Bóg to nie niebiański byt, lecz tylko wiara w niego. Nie chciałbym być w skórze autora polskiej konstytucji. A gupi jak but z lewej nogi Jarka PiS bardzo chce. Już widzę tę szkaradę.

  189. paradox57
    20 lutego o godz. 8:35

    Paradoxiku, masz rację mówiąc do @zza kałuży: „zamęczasz, pomijając istotę sprawy”, bo to bije w oczy. Nie zna czegoś takiego jak praca nad własnym słowem, dawanie „odpowiedniego rzeczy słowa”, nie interesuje go odbiór, lecz wyłącznie jego własne nadawanie. Nie rozumie onże technik i nie uwzględnia w swoim paplaniu, że komunikat nadany i komunikat odebrany to mogą być, i bardzo często są, dwa różne komunikaty – nawet kiedy rozmawiają fachowcy. Poza tym mało kto tu rozumie, że ten gość to ukryta wścieklica. Wylał na mnie całą wanienkę bezsensownych, niemerytorycznych, aż wzruszająco chłopięcych bluzgów z powodu krytycznej uwagi. Nie odbieram mu w swoich myślach uznania dla mądrych i sensownie wyrażanych treści, staram się jednak widzieć w człowieku przede wszystkim dziecko, czyli niemodyfikowalny fundament jego człowieczeństwa.

  190. @paradox57 20 lutego o godz. 8:35
    Kontekst, w jakim użyłeś słowa „pretensje” był zapewne przypadkowo związany z określoną nacją, bo o Jedwabnem była mowa. Generalizując: czy w takiej sytuacji w ogóle to określenie wydaje Ci się odpowiednie.

    Człowieku, dlaczego ty mnie tak męczysz?! Czy nie widzisz, że ja jestem prosty techniczny i że nie mam aparatu nadajacego się do aż tak dogłębnych analiz? Rozdzielać znaczenie słów na czworo… brrr

    Ja sie tobie wyspowiadałem, skutkiem czego bólu zebów dostałem, bo teraz nie wiem, czy moja pamięć mnie nie zawiodła? Nie nagrałem przecież słów mojej mamy o tej Żydówce z brudną wodą i teraz być może oczerniam tutaj katolicką, chociaż rozwiedzioną kobietę… bogu ducha winną… może moja wyobraźnia to wszystko wykreowała?

    Dzieląc włos na czworo, czy to moja wyobraźnia kazała mi napisać że „znowu” ta Żydówka zalała? Skoro „znowu” to pewnie były wcześniejsze incydenty antysemityzmu mojej mamy, być może wyparte z mojej świadomości do podświadomości… a tam sobie siedziały i pączki dzikiego chociaż dziecięcego antysemityzmu w mojej głowie wypuszczały… kto to wie?

    Czy nie widzisz, ile jeszcze dogłębnych analiz będzie koniecznych zanim będę mógł zabrać się do dzielenia na czworo tego sęka pt. „pretensje”?

    Ja powiem tak – świat dzielimy na dwie części.

    Na część żydowską – czyli poziom 1 i na część nieżydowską – czyli poziom 0.

    Kwantujemy poziomy emocji i ważności.

    Teraz jasnym nawet dla mnie, technicznego, staje się to, o czym pisze redaktor Passent. Mój telefon jest głuchy. Ponieważ nie jestem izraelskim Żydem, nie mogę niczego zrozumieć. Nie potrafię pokonać różnicy poziomów miedzy „0” a „1”.

    „Pretensje” na tej zerojedynkowej skali sytuują sie gdzieś pośrodku, tak gdzieś koło 0.5.
    @Paradox57 ma pretensję, że to za mała wartość, nieodpowiadająca ważności wydarzenia. @paradox57 nakazuje mi używać słów z poziomu „1” a nie „0.5” czy „0.7”.

    No ale skąd ja mam wiedzieć, kiedy jest czas na wyłączność stosowania zerojedynkowatego, skwantowanego języka?

    Przecież ja mam w domu tylko głuchy telefon.
    Przez te matke, kurcza flak, przez te matke antysemitke od czystych szyb.

  191. @zza kałuży 9:34

    A nie mógłbyś krótko, technicznie: „paradox, odp… ty się ode mnie”?
    Bez zerojedynkowości, dzielenia włosa na czworo i egzystencjalnej męki, która Cię tak zadręcza i spać nie daje? I popatrz, uniknąłbyś bólu zębów, gdybyś poprzestał na pierwszym wyrazie swej spowiedzi.
    I mogłeś to zrobić od razu wtedy, bez wdawania się w zbędne dywagacje, tłumaczenia, powoływania się na dane z internetu, że ten czy tamten coś.

    Zdrowia życzę. I weź jakiś paracetamol albo coś.

  192. paradox57
    20 lutego o godz. 9:47

    W sumie niezły chłop, bo nie wyrafinowany, skrytobójczy, lecz spontaniczny raptus, coś pod mój gust. No i, jak na ścisłosłownego technika, nieprawdopodobna papla.

  193. wbocek
    20 lutego o godz. 8:48

    Pombocku, jeszcze słowo o filmiku i Twojej mamie: głębokość wejrzenia. Niektórzy mają taką moc spojrzenia.

    W sprawie preambuły wzywającej. Otóż, jak słyszałem z wielu źródeł, autorem tej inwokacji jest Mazowiecki. Mówią, że kompromis; nieprawda. Albo prawda w worku. Nie był to kompromis powszechny, jak i nie był takowym „kompromis aborcyjny”. Kobiety, będące co najmniej połową sprawy „kompromisu”, a może i więcej niż połową, nie wypowiadały się w sprawie, bo i nikt ich nie pytał. „Kompromis aborcyjny” załatwił – sam ze sobą – ustawodawca oraz Kościół kat. Kobieta, która jest istotą i punktem odniesienia „kompromisu” nie była jego negocjatorem.

    „Kompromis” co do preambuły w konstytucji miał podobną naturę jak ten aborcyjny: różne partie się gryzły, oczywiście nad wszystkimi fruwał Kościół kat i jak Maryja fruwająca w 1920 – przerażał.

    W tym zapisie: „my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i niepodzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł” – ślady kompromisu są bardzo marne.

    1. Bóg jest wymieniony jako pierwszy, po nim następuje doklejka: „jak i”…. jacyś inni mający „inne źródła”. Znacznie i ranga jest bezwzględnie oczywista: Bóg jest pierwszy, to lokomotywa, inni (niewierzący w Boga będącego…) i ich „inne źródła”, to tylko doczepiony wagonik, bez własnego napędu, ani sensu, jacyś uzurpatorzy co się dopchali i chcą się wieźć za lokomotywą Boga, żeby niby było, że jedzie pociąg z daleka. Nierówność, segregacja, niesprawiedliwość, nieuczciwość takiego sformułowania jest w istocie brutalna, możliwa do przyjęcia tylko wtedy, gdy ci „inni” są pod wielką presją „wierzących w Boga, ktorzy „z chrześcijańskiego miłosierdzia” zgodzili się (kompromis!) dołączyć tych uzurpatorów do swojej lokomotywy – Boga. Lub ci inni są na umysłach tak porażeni, że nie widzą co jest napisane. Skutek – taki sam.

    2. Jest orzeczenie: „…Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna”. Co oznacza, wprost
    2.a. Bóg jest
    2.b. Bóg jest źródłem owej „prawdy”, „sprawiedliwości”, „dobra” i „piękna”.
    Mazowiecki locuta, a realnie żaden Mazowiecki, ale – jak zwykle, i dziś, w Polsce – Roma locuta, causa finita.. Jest to orzeczenie ściśle katolickie. Żaden „kompromis.

    3. Przyjrzyjmy się ostatniej części zdania, traktującej o „innych”: „…jak i niepodzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”
    Zdanie to jest w istocie oszukańcze, powiem więcej – podłe. Zadam pytanie: jakie są „inne źródła” tych „uniwersalnych wartości” – jakie, wcześniej, zostały mocą stanowczego oświadczenia przypisane Bogu (katolickiemu przecież, bo nawet nie jehowickiemu, a już absolutnie nie – muzułmańskiemu i każdemu innemu)? Czyżby istniały różne źródła, wielość źródeł tych samych (tych samych
    , nawet nie „takich samych”, w rozumieniu „co do gatunku” co różne wartości i ich rożne źródła zrównuje ze sobą) wartości? Niemożliwe, skoro Bóg jest ich kreatorem, posiadaczem i dystrybutorem. Innego zaś Boga nie ma. Owe „wartości” tych „innych” muszą być gorszego gatunku, podejrzane, liche, a zasadność powoływania się na nie – silnie wątpliwa. Chyba, że, w istocie – owi „inni” , bez nazywania rzeczy – powołują się na … bozię katolickiego, wstydząc się powiedzieć: Bóg !

    4. Wniosek jest taki: nie ma w tym żadnego szczerego kompromisu, jest silne i nieznoszące sprzeciwu orzeczenie: Bóg i Bóg rządzi wszystkim, reszta to liche towarzystwo gorszego gatunku, z łaski wzięte i łaskawie znoszone, do czasu. Czas znoszenia już się objawił, jak to u bozi: narodowo-katolicka Polska już pokazuje gdzie ma zarówno konstytucję jak i tych, co nie są jej powolni i frenetycznie jej nie klaszczą.

    5. Masz zupełną rację: w głowach ludności nadwiślańskiej, z całej inwokacji, a w sumie i konstytucji ma zostać hasło: Bóg. I tak też suwerenowi we łbach zostaje. Action-reaction: jest Bóg, wszystko jasne. Cała reszta, cała Polska i cały Polak na bozi zawieszony, u klamki jego piszczący. Biskup i jego partyjny sojusznik regulują ruch w przedsionku.

    Taka Polska właśnie. Trzaśnie. Albo nie będzie w niej cywilizacji. Jako i nie ma.

  194. Tanaka
    20 lutego o godz. 11:03

    Tanako, ze wszystkim się zgadzam, co mówisz, a nawet bym poszedł dalej: po jakiego pioruna w konstytucji normującej życie doczesne, a nie szykującej do życia baśniowego jest wymieniony „Bóg”. A jeśli Bóg, to na diabła ziemska konstytucja, skoro i tak wszechobecny i wszechwiedzący rządzi.

    Ten drobiazg, że patrzyłem na cytowanie sformułowanie od strony słownikowych znaczeń. Więc „wierzący w Boga będącego źródłem prawdy” może być rozumiane jako stwierdzenie autorów konstytucji – że Bóg jest źródłem prawdy, ale też – że jest on źródłem prawdy DLA WIERZĄCYCH. czyli to drugie rozumienie jest tylko zacytowaniem istoty wierzeń ludzi wierzących.

    Czepić się można wielu rzeczy, np. Co to znaczy, że jest źródłem prawdy? Prawda to istnienie czegoś. Jeśli Bóg stworzył świat, to ten świat jest prawdą. Ale przecież ślepy widzi, że nie o takie znaczenie – równoznaczne z wyrazem „byt” – wyrazu „prawda” chodzi, lecz o znaczenie „racji” – mojej racji, naszej racji, naszej prawdy. Że jest Bóg. Bóg jest prawdą. Na czterech kółkach.

  195. @Tanaka

     „my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna”….

    Ale którego boga? Bo chyba ustawodawca zapomniał doprecyzować, że miał na myśli jedyną słuszną w domyśle opcję. Chyba, że pod pojęcie „boga” zaliczamy wszyskich opcjonalnych bogów, ktorzy dla w nich wierzących są źródłem piękna, prawdy, etc.

    Czy też wierzący w innych „bogów” niż opcja która ustawodawcy rozumie się sama przez się zaliczają się do grupy uniwersalne wartości wywodzącej z innych źródeł? 😉

    Tak się tylko ciekawie w przerwie poprawiania mojego CV….

  196. Zauważyłem u pewnej, niezbyt rozgarniętej, ale bardzo aktywnej senatorki pisowskiej uwielbienie wyrazu „symetryzacja” i tego, co może kryć takie hasło. Gdy Eryka Steinbach powołała do życia „Powiernictwo Pruskie”, to pani Arciszewska „Polskie Powiernictwo”. Założenia statutowe obu powiernictw były analogiczne, tylko adresy wspomaganych osób pokrzywdzonych były inne. Jest to temat godny oddzielnego wstępniaka, bo jest o czym dyskutować.

    Gdy polski parlament uchwalił ustawę o mniejszościach narodowych, co pozwoliło na ujawnienie obecności w Polsce niemieckiej mniejszości, pani senator zażądała kategorycznie symetryzacji sytuacji tej mniejszości z nieistniejącą prawnie „mniejszością polską” w Niemczech. Pisałem na temat tajników prawnych w tej materii dużo , nawet korespondowałem z szefem tej pseudo-mniejszości polskiej.

    Idea symetryzacji jest wspaniała, zastosowałbym ją również do aktualnego problemu – nazwy „polskie obozy koncentracyjne” (podgrupa – „obozy śmierci”). Zacznę od faktów, które podałem w pierwszym moim wstępniaku:
    Pod koniec wojny i długo po wojnie istniały „polskie obozy koncentracyjne”. Polscy rachmistrze historyczni naliczyli ich 1200, niemieccy trochę więcej, raczej nie jest to mały marginesik. Przynajmniej jeden z nich mógłby też nosić dumne miano „polski obóz śmierci”. To moja propozycja, choć nie znam definicji, w której byłoby podane minimum ofiar do uzyskania takiej nazwy.

    Symetryzując proponowałbym nie obrażać się na fakt istnienia polskich obozów koncentracyjnych i też „śmierci”.

    Mogą być stosowane dwa rozwiązania:
    1) Do każdego określenia dodać „w czasie wojny” lub „po wojnie”.
    1) Druga sprawa wiąże się ze spotkanym argumentem, ze polskie obozy nie były polskie, tylko „komunistyczne”. Polska nie istniała przecież przed pierwszą wygraną PiS’u. Tu się podpieram wypowiedzią ważnego człowieka.
    Może i tak, niech będą „komunistyczne”, jeśli szlachetny naród polski w permanentnej niewoli nie był w stanie organizować takich brzydkich rzeczy.
    Zasada symetrii wymaga wtedy zmiany nazw niemieckich obozów na wyłącznie „nazistowskie”, bo naród niemiecki może też był zbyt szlachetny? Napisał mi Lewy, że zrodził Goethego itp.
    Potem można mówić, że zaniedbywalny ułamek narodu mógł mieć drobne wpadki okrucieństwa, jak np. młodzi milicjanci wobec mojego ojca. Za „niewinność” katowano go dwa miesiące bardzo perfidnie i okradziono. Dobrze mu tak!
    Po co się uczył sam czytać i pisać po polsku jako dziecko, bo polskiej szkoły nas nie było. Milicjanci (komuniści?) nie rozumieli jego polszczyzny, a komunistycznego języka nie znał jeszcze. A może podobały im się jego „dobra doczesne”?

    Morel był na szczęście komunistą i jeszcze Żydem – nasze rączki były czyste przy morderstwach w obozie „Zgoda”. Może trochę przesadziłem, bo sam Morel nie miał szans na zabicie tylu więźniów.

    PS

    Jakakolwiek dyskusja ma sens dopiero wtedy, gdy zostały dokładnie określone definicje użytych pojęć. Według dra Gugla jest taka:

    „Obóz koncentracyjny – miejsce przetrzymywania, zwykle bez wyroku sądu, dużej liczby osób, uznawanych z różnych powodów za niewygodne dla władz”<

    Zgodnie z tą definicją wspomniane, o marginalnej liczbie 1200, polskie obozy powojenne były obozami koncentracyjnymi. To powinno być ujawnione w poprawkach do nowelizacji ustawy o IPN. Stosowanie precyzyjnych określeń publicznie nie powinno być karane, bo to nie jest „wbrew faktom”.

  197. Wy se tu o źródle prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, a tu o kościele w kontekście „Klątwy”:

    „Nikomu wcześniej nie udało się pokazać tak porażającego obrazu społeczeństwa molestowanych dzieci – brutalnie podporządkowanego, zinfantylizowanego, sprowadzonego do pozycji ofiary – a zatem wydanego na pastwę własnego resentymentu.”

    „Kościół jest instytucją totalną, która skolonizowała polską przestrzeń publiczną.”

    „Kościół sprawił, że nasza przestrzeń publiczna jest tak nasycona znaczeniami i symbolami katolickimi, że to staje się wręcz niewidzialne. Przecież na sali plenarnej w polskim parlamencie wisi krzyż, powieszony tam samowolnie w nocy przez jednego z posłów AWS-u. To było w 1997 roku i przez te wszystkie lata żadna partia, nikt nie wpadł na pomysł, żeby go zdjąć. ”

    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,150427,23030888,klatwa-zostala-rzucona.html

  198. Kostka
    20 lutego o godz. 13:44

    Cześć, Kosteczko. Ty – nie do mnie, za to ja – do Ciebie. Z tym samym, co Ty – do Tanaki. „Bóg” pisany dużą literą to nazwa bogów w religiach monoteistycznych. A że mamy tylko trzy, a ich Bóg właściwie jest ten sam, nazwiemy tym wyrazem Boga Jahwe i Boga Allaha. Tertium non datur nasermatur. Oczywiście, nie ma w praktyce takiego śmiałka, który śmiałby przypuścić w kraju z religią monoteistyczną, by mówiąc: „Bóg” miał na myśli innego Boga, niż jego, że tak powiem, własny. Więc Ty ze swoimi wątpliwościami masz słuszną rację, ale wyznawcy raczej swoich Bogów z innymi nie mylą. Mogą mężowie mylić żony, żony – mężów, Bogów – nie.

  199. W kwestii wiary, toporności języka i nieporozumień interpretacyjnych – która to kwestia pojawiła się w dyskusji.

    Jerzy Pilch, człowiek wierzący, ewangelik i poniekąd erudyta, w „Dzienniku” uznał za stosowne wyzłośliwić się nad Magdaleną Środą. Chodzi o zdanie MŚ, dotyczące pamiętnego podarcia Biblii przez Nergala.

    Zdanie brzmi: „Nie popieram niszczenia książek choć w przypadku Biblii sądzę, że bardziej destrukcyjne dla wiary i uczuć religijnych jest czytanie niż niszczenie. W Polsce na szczęście Biblii nikt nie czyta.”

    Pilch daje odpór i czyni to następująco:
    moja Biblia to słowo Boże w postaci oryginalnej, bez żadnych ludzką ręką dokonanych korekt czy redakcji, bez odgórnie (nie przez P.B., a przez człowieka) narzuconych sposobów jej czytania i rozumienia.

    Czyli chodzi o luterańskie hasło „sola scriptura” połączone z dziecinną naiwnością Pilcha dotyczącą „postaci oryginalnej” bez żadnych korekt (hi hi hi!). Brak wiedzy z zakresu historii biblijnej bije w oczy. Ale mniejsza o to, bo Pilch wywodzi dalej:

    W takim, kacerskim, czyli dla mnie i moich współbraci jedynie słusznym aspekcie Magdalena Środa – nasz, okazuje się, człowiek – ma rację: „czytanie Biblii jest destrukcyjne”, święta prawda. Tym boleśniejszy jest fakt, że autorce niestety ufać do końca nie można.

    Dlaczego? A dlatego, że teza o szkodliwym wpływie Biblii na wiarę i uczucia religijne, połączona z tezą, że „w Polsce na szczęście Biblii nikt nie czyta”, może prowadzić do wniosku, iż polska religijność panująca – konsekwentnie unikająca biblijnego niebezpieczeństwa – stoi wysoko. Nie jest to teza za często przez Środę głoszona, nie jest to potknięcie umysłu niezwykle precyzyjnego (taki umysł tak się nie potyka) – co to jest? Nie mam zielonego pojęcia.

    Koniec cytatu. Dla mnie, osoby niewierzącej, tekst MŚ, osoby niewierzącej, ma tylko jedno znaczenie: czytanie Biblii, dodajmy krytyczne czytanie, nieuchronnie prowadzi do ateizmu. Zdanie „W Polsce na szczęście Biblii nikt nie czyta” jest ironiczne – bo „wiara i uczucia religijne” mają się w Polsce świetnie – z powodu prostej niewiedzy. W jaki sposób erudyta Pilch znalazł w tym zdaniu gloryfikację katolicyzmu – nie jestem w stanie pojąć.

    W każdym razie karkołomna interpretacja Pilcha nie mówi nic o tekście MŚ, ale za to wszystko o Pilchu.

    A to tylko mikroskopijna próbka tego, jak można nadinterpretować i wypaczać teksty dotyczące „wiary” – w zależności od przyjętych założeń.

  200. wbocek
    20 lutego o godz. 13:01

    Ja do rzeczy podszedłem strukturalnie i logicznie. Ale i – co jasne – słownikowe znaczenia są równie ważne. Mam wątpliwość logiczną, czy da się utrzymać wyjaśnienie, jakie proponujesz, że ze sformułowania miałoby/mógłby wynikać, że DLA wierzących Bóg JEST źródłem prawdy i całej reszty wciórności. Punkt logiczny czy też punkt ciężkości wyrażenia widzę wyraźnie w uzurpacji która twierdzi, że Bóg JEST źródłem…, niezależnie od wierzących czy niewierzących albo krowy na miedzy.
    Umiar, czystość intencji, skromność uzurpacyjna byłaby w czymś takim: „…ludzi wierzących w Boga dla których jest on źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna…”. Oczywiście, ze wszystkimi moimi wcześniejszymi zastrzeżeniami.

    Całkowicie się z Tobą zgadzam: ni inwokacja, ani konstytucja nie jest do niczego innego jak pozorów potrzebna skoro JEST Bóg, skoro z istnienia Boga wynika istnienie PRAWA BOGA, zwanego – również dla zmyły – Prawem Naturalnym i skoro bisupi dokładnie wiedzą na czym owo Prawo polega. Za całą konstytucję państwa polskiego wystarczy Kodeks Kanoniczny, „nauczanie Kościoła” – cokolwiek to znaczy, a wiemy, że nic sensownego nie nie znaczy, co nie ma ŻADNEGO ZNACZENIA Jest nauczanie – jest więc Nadkonstytucja, jest więc Prawo Boże. Niepotrzebne są także inne idiotyzmy i oszustwa zawarte w nędznej konstytucji będącej „prawem stanowionym”, a nie Boskim: „niezależne sądy” – czyli bezczelna uzurpacja ludzi wobec Boga, Trybunał Konstytucyjny – za to wszystko starczą orzeczenia i komunikaty Konferencji Episkopatu, a regionalnie – zamiast sądów administracyjnych i powszechnych – orzeczenia danego biskupa.

    Każde i jakiekolwiek odwoływanie się do dowolnego bozi jest wewnętrzną sprzecznością logiczną i znaczeniową, po prostu segregacyjnym draństwem i – wprost – rasizmem: jest rasa lepsza – wyznawcy i jest rasa gorsza – niewyznawcy. I ten rasizm jest właśnie Prawem Bożym. Nic mniej, jeśli zarazem uznajemy – choćby hasłowo – prawa człowieka i obywatela, jakąś demokrację, ludzką podmiotowość wobec państwa i praw oraz stosunków wzajemnych.

    Między Prawem Bożym a prawami człowieka istnieje, nieusuwalna, sprzeczność. W tej sprzeczności żyjemy, tak jak od chrztu żyjemy w stanie permanentnego gwałtu. Nie może to nie dać głębokich, mrocznych i bolesnych skutków. I daje. Co widać.

    Kostka
    20 lutego o godz. 13:44

    Nie sądzę, by ustawodawca zapomniał doprecyzować o jakiego boga mu chodzi. Istnieje Jeden Bóg – to jest zawarte w credo każdego katolika. Reszta to drobne bożki, pomocnicy – jak na przykład legion świętych, ze świętym Lolkiem na czele. Żaden inny bóg nie istnieje, dlatego też ten katolicki jest pisany z wielkiej litery. Jest to uzurpacja, jest to kradzież – i tak ma być!
    Skoro tak, nic nie trzeba doprecyzowywać.

  201. Na marginesie
    20 lutego o godz. 14:11

    Wczoraj profesor Środa otwarcie powiedziała u Lisa, że źrodłem antysemityzmu w Polsce jest kościół katolicki. Czym więcej kościoła w państwie, i państwa w kościele, tym bardziej wyłazi z nor ten antysemityzm. Mam wrażenie że redaktorowi Lisowi to się nie podobało. Ale on z tych wierzących i praktykujących.
    Co do Plicha to nie wiem z których on jest.

  202. Na marginesie
    20 lutego o godz. 14:11

    Pilch tak na poważnie? Mam brwi uniesione do sufitu. Przecież nawet neptek wie że „słowo Boże w postaci oryginalnej” to jakaś bzdura. W Wolsce katolickiej nikt Biblii nie czyta, nie interpretuje, przy łóżku nie trzyma, a kk o ile się orientuję (i pamiętam z wczesnych lat szkolnych) nawet jej nie podsuwa coby się w d niektórym nie poprzewracało.

    Oj przyjdzie mi przejść do Pilcha nabożeństwo :/

  203. Na marginesie
    20 lutego o godz. 14:11

    Namarginesko,

    Po przeczytaniu cytatu Pilcha ze Środy, od razu wiedziałem, że muszę ją ochrzanić. Dopiero co ją ochrzaniłem we wstępniaku, za rojenia o rzekomo świeżej daty „niechrześcijańskości”, która to „niechrześcijańskość” jest samą istotą chrześcijańskości i żadnej innej nie ma, ale ponieważ ją dopiero co ochrzaniłem (i dalej lubię ją czytać) , to jej – trochę – odpuszczę z tym – tu Pilch ma rację, ale do połowy – cytowanym stwierdzeniem, a zajmę się bardziej Pilchem.

    Stwierdzenie Pilcha – co i Ty zauważasz chichotliwie – są fantazyjne: niebieska książeczka w stanie czystym, pierwotnym, „prawdziwym”, taka „intacta” i od razu – dziewica! Z dziewiczością hyzia mają katolicy, ewangelicy są nieco mniej skrzywieni, bo i ksiądz może mieć żonę, papieża nie mają, a jak wcinają herbatnika, to wcinają go jako symbol Jezuska. Katolik nie wcina herbatnika, ale pożera Żywego Jezusa – i jeszcze mlaska! A jak mu się Żywy Jezus do podniebienia przyklei, to i paznokciem podłubie i głębiej sobie wepchnie.

    Jedyna niebieska książeczka, w stanie absolutnie czystym, pełnym, i do tego jeszcze – zrozumiałym dla każdego, byłaby taka, jaką by bozia każdemu, w jego języku do główki włożył. Ona się w główce wyświetla i każdy jest zadowolony. Wszyscy wyznawcy bozi świetnie się nawzajem rozumieją, rączki sobie podają i są zadowoleni. Książeczka Pilcha jest tak samo nieoryginalna, zmanipulowana jak książeczka katolika, tylko manipulacje tworzą swoistą dla ewangelików (a i ewangelików jest wiele gatunków i mają też swoje gatunkowe książeczki). Pilch, jak i inni wyznawcy dowolnego gatunku, nie wie co mówi, choć to dziwne: robi zawodowo w słowie, ma z tego merkantylne zyski i jest chyba kształcony. Od takiego należy żądać więcej niż od kozy i prostego wyznawcy po 4 klasach podstawówki, więc gadanie byle czego stanowi okoliczność obciążającą.

    To prawda: katolik, zwłaszcza nadwiślański,niebieskiej książeczki nie czyta. Taka Tradycja Kościoła i taki też, wielowiekowy wymóg: ko by czytał, tego skrócimy o głowę, ręce, nogi i co a jeszcze można skrócić. O zawartości – prawidłowej zawartości niebieskiej książeczki – informuje katolika ksiądz katolicki. I starczy. Prawda: gdyby czytał, ale musiałby czytać ze zrozumieniem i poważniejszym namysłem – doznałby szoku. A gdyby do tego był osobą o wyższcyh kryteriach etycznych – heheheehh! – od czytania stałby się nie ewangelikiem – czego się Pilch, na własnym przykładzie – spodziewa, ale dozgonnym ateistą. Ominałby szerokim łukiem Pilcha i jego ewangeliczność, która jest wyłącznie drobniejszym nieco stanem hucpy niż katolicyzm, niczym zaś porządnym, uczciwym i polegającym na prawdzie.

    Nieczytanie niebieskiej książeczki można, owszem, interpretować jako uchronienie się od jej zła, ale zło jest w samym fundamencie, nieczytającego książeczki z zasady, katolicyzmu. Środzie się może zdawać – dałem tego przykład – że może i dzięki nieczytaniu jest w katoliku nadwiślańskim coś lepszego – gada wtedy głupio i dlatego trzeba ją ochrzanić – wszyscy jednak – czytacze i nieczytacze – i tak na niebieskiej książeczce siedzą. Innego źródła Objawienia NIE MA. Czytacz jednak, skoro czyta, wprost i bez możliwości ściemniania, jest obciążony tym, że czyta i zła nie widzi. Objawia więc swoją nędzę czytacza. Katolik – nieczytający – ma na kogo, w razie potrzeby, zwalić: ksiądz/biskup/Lolek – nagadali mi głupot, ja w to wierzę, więc jego, nie mnie, się czepiajcie! Czytacz (ewangelik) nie chce się do tego przyznać, co jest logicznie bez znaczenia, ale bierze na siebie wprost całą nędzę książeczki i jej bozi. Katolik (nieczytacz nie chce się do tego przyznać, co jest logicznie bez znaczenia – cała odpowiedzialność za własna nędzę złożył w ręce członka kleru.

    Pilch podsumowuje Środę: Nie jest to teza za często przez Środę głoszona, nie jest to potknięcie umysłu niezwykle precyzyjnego (taki umysł tak się nie potyka) – co to jest? Nie mam zielonego pojęcia.
    Pilch nie może mieć zielonego pojęcia co do Środy.Ponieważ nie ma zielonego pojęcia i co do siebie.

    Czy kto czyta, czy nie czyta – skutek taki sam, z mało istotnymi dla istoty rzeczy róznicami. Katolik jest, poza obłudnością, także strasznie infantylny. Co już jest sprawą poważną.

  204. Nefer
    20 lutego o godz. 14:48

    Neferko, na kremówkę Lolka: ja niebieską książeczkę koło łóżka trzymam! A nawet czytam. I dlatego jestem niewyznawcą. A z czytania co fajowniejszych wciórności daję tu co raz reportaż terenowy. W tej sytuacji chyba coś nowego machnę we wstępniaku.

  205. Tanaka
    20 lutego o godz. 14:58

    Ale Ty nie jesteś Wolak. Jak będziesz pisał nowego wstępniaka to możesz użyć tylko trzech Jezusków lub Bozi. Bo potem nosem wychodzą 😛

  206. A ja tam lubiem wstępniaki Tanaki!

  207. Na marginesie
    20 lutego o godz. 15:08

    Ja też ale Jezusków jak mrówków.

  208. @izabella 20 lutego o godz. 14:23

    Profesor Środa nie ma zwyczaju owijania rzeczy w bawełnę 😀

    Pilch jest wierzącym ewangelikiem rodem z Wisły, zadomowionym w Warszawie.
    Wszystkie te aspekty religijno-polityczno-regionalne odgrywają sporą rolę w jego „Dzienniku”.

    W roku 2009 Pilch deklaruje, że stracił wiarę, ale pod koniec roku 2011 odzyskuje tę „wiarę” z mocą neofity. „Dziennik” kończy zdaniem: „On jest”. Nic dodać, nic ująć. Sprawny, a nawet błyskotliwy, pisarz i człek skądinąd inteligentny.

  209. @Nefer 20 lutego o godz. 15:13
    Poczkaj, poczkaj, policzym mu Jezuski 😉

  210. Nefer
    Tak jest, Jezusków jak mrówków. Czy jest jeszcze jakaś góra w Polsce gdzie nie ma albo krzyżyka albo najświętszej panienki? Przynajmniej ponbockowi na wodzie nie stawiają 🙁

  211. Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale byłem przekonany, ze w preambule niemieckiej konstytucji jest odwołanie do wartości chrześcijańskich. Zaczęliście dyskusje o polskiej preambule, faktycznie „kościelno-chamskiej” – indoktrynacyjnej i to dało mi impuls do badania źródła. Jest tak:

    Im Bewußtsein seiner Verantwortung vor Gott und den Menschen,
    …hat sich das Deutsche Volk …dieses Grundgesetz gegeben.

    Będąc świadomym swej odpowiedzialności wobec Boga i Ludzi, Naród Niemiecki dał sobie tę Ustawę Zasadniczą.

    Wykropkowane przeze mnie fragmenty to prawne blabla i nie ma związku z religią jak i dalszy ciąg preambuły do końca. Można się przyczepić do kolejności występowania podmiotów – Bóg i Ludzie. Można podejrzewać drugie dno – najpierw Bóg, a potem dopiero Ludzie, albo uznać, że zadecydował alfabet, bo nie ortografia, gdyż oba pojęcia są rzeczownikami i pisze się je dużymi literami. Tu duże L jest już zdaniem tłumacza, że te podmioty są równouprawnione, co może nie być pewne dla wszystkich zainteresowanych. Proszę zwrócić uwagę na to, że nie ma precyzji, o którego boga chodzi (i co potrafi lub czym dysponuje).
    Czy nie dałoby się tak u nas, jeśli ten „Bóg” nie tylko w kościele, ale też w konstytucji jest niezbędny dla dobrego samopoczucia parlamentarzystów?

  212. Na marginesie
    20 lutego o godz. 15:18

    Możemy jeszcze policzyć kremówki i niebieskie książeczki 🙂 (najlepiej limit po dwie na jeden wstępniak, he he)

    izabella
    20 lutego o godz. 15:19

    Ale nigdy nie wiadomo czy nie poświęcona aby. A czy są i ile w Wolsce kościoły NIE-barokowe w środku? Bo chętnie bym zwiedziła (tak se zapytuję) romańska architektura na ten przykład moja ulubiona

  213. Nefer
    20 lutego o godz. 15:13

    Ja wiem, ale do Jezuska mam dwie sprawy:
    a. czułą – Jezusek, w pieluszce i przed mutacją – był całkiem miłym i wrażliwym chłopięciem piaskownicowym. Boleję nad tym, że tatuś – zdrajca, a jego zdradę we wstępniaku przedstawiłem – strasznie zniszczył niewinną dziecinę. Solidaryzuję się z Jezuskiem. Bo i Jezusek jest w nas: dziecko.
    b. poważną. Poważna sprawa jest z Jezusem: mutacja-erekcja-broda i apostołowie. Traktując Jezusa z powagą, trzeba go potraktować surowo Bez taryfy ulgowej. . Facet duży, właściwie prawie staruch – 33 lata przy średniej jakieś 20 – i co on nawyrabiał? Owszem, zdradzony przez ojca, ale jak poważnie, to poważnie – od odpowiedzialności nie może sie uchylić. Dlatego wolę w nim widzieć Jezuska. Co nie tyle jest infantylnością, ale raczej – czułością wobec dziecka w Jezusie.
    W sumie jestem po stronie Jezuska w Jezusie. Co powinno zapewnić mi miejsce po jego prawicy – gdyby sprawę potraktować poważnie. Ale na to nie liczę. Nic mi do tego.

    Jak widzisz, nie ma w tym czczej kpiny. Kpię z tego, co należy wykpić. Małego Jezuska przytulam.

  214. 7 Jezusków i 4 Jezusów. Bez kremówek.

  215. izabella
    20 lutego o godz. 15:19

    Tak jest, Jezusków jak mrówków. Czy jest jeszcze jakaś góra w Polsce gdzie nie ma albo krzyżyka albo najświętszej panienki? Przynajmniej ponbockowi na wodzie nie stawiają

    Tak jest, dlatego to jest kolejny powód, że Jezusek u mnie. Mówię o tym co raz: Polska jest cała obsikana Jezuskami, a teraz mamy też i niezliczone obsiki Lolkiem. To nic innego jak kradzież wspólnej przestrzeni: żaden niekatolik nie da rady się przespacerować po ojczyzny łonie, żeby zaraz na jaką figurę nie trafić.

    Małym chłopięciem będąc, wybrałem się z tatą na Giewont. Ledwośmy ruszyli, zaraz utknęliśmy Nie w szczelinie skalnej, ale w kolejce na szczyt. Na którym – oczywicie – rządzi jezuskowy krzyż. Góra nie jest górą, jest skałą imienia Jezuska. Jak wszystko.

    Na wodzie zaś pływa kajak imienia Świętego Ojca Świętego. Nawet woda nie ma lekko: musi być święcona.

  216. Tak przy okazji to co to za niesłychane okrucieństwo żeby od matki żądać urodzenia dziecka i wydania na śmierć w torturach. To jest dopiero coś. Jak już tak rozmyślamy przy goleniu.

  217. Nefer
    20 lutego o godz. 15:27

    Mało się ostało, bo i mało było kościołów romańskich w Polsce. Ale znajdziesz i taki z bryłą w wnętrzem romańskim, nieoblepionym rządzącym barokiem, np kolegiatę w Tumie. Jeden z moich ulubionych kościołów.

  218. @Antonius 20 lutego o godz. 15:24

    Inwokacje do różnych bóstw nie są (chyba) w konstytucjach niczym niezwykłym. Diabeł tkwi w szczegółach, to znaczy w interpretacji, przepisach wykonawczych i praktyce, która w Polsce polega na nachalnym wciskaniu się kaka we wszystkie sfery codziennej egzystencji obywateli. Równe traktowanie wierzących i niewierzących jest utopią. Jak przyznaje np. Tadeusz Bartoś, były dominikanin i nadal katolik, Kościół i demokracja są niekompatybilne.

    http://tadeuszbartos.natemat.pl/106805,kosciol-a-demokracja

  219. Nefer
    20 lutego o godz. 15:42

    Mamusię miał strasznie bezwolną, całkowicie niekobiecą, w istocie – nie-ludzką. Ale ta, też zdradzona, mamusia rzeczonego (nie powiem słowa na J. 😀 ), jest ABSOLUTNYM wzorem kobiety i matki dla katolika. To jest horror !

  220. Tanaka
    20 lutego o godz. 15:46

    „Oblepione barokiem”, otóż to. Brrr.

  221. Tanaka
    20 lutego o godz. 15:48

    A mi się zawsze widzi jako młoda biedna cielęcinka na którą spadło takie okrutne brzemię. Jak już tak sobie dywagujemy.

  222. Antonius
    20 lutego o godz. 15:24

    mam więc pytanie fachowe: skoro w języku niemieckim rzeczowniki pisze się z dużej litery, jak w tym języku zaznaczyć, że chodzi o „jedynego”, bo naszego, chrześcijańskiego bozię? „Gott”? czy to precyzuje, że o niego chodzi? A inni, jakim są opatrzeni rzeczownikiem?

  223. Nefer
    20 lutego o godz. 15:51

    Może być cielęcinka. Ale jest kłopot: być matką, już dorosłego, brodatego i gadatliwego faceta – i nieustającą cielęcinką?
    Ale i to jest fakt nie została poinformowana, przez tzw.Ducha Świętego, co ją dalej czeka, oprócz tego, że wyprodukuje dzieciątko. Powinna była chociaż spytać: ale tak ogólnie, to o co się rozchodzi?

  224. Nefer
    20 lutego o godz. 15:49

    Dosyć sobie cenię barok, choć raczej jego klasyczne początki, w wydaniu włoskim. Był, od początku, w pewien sposób skażony uwikłaniem w idologiczność i pychę, więc się strasznie wyrodził, właśnie w takie bufiaste, bezczelne, oblepienia, koszmarne i przegadane ozdobności, zdradzające wielki lęk przed wolnoscią, czystością i skromnością : horror vacui
    W samym architektonicznym wydaniu, jest -w miarę -znośny. Koszmarne jest to, że świątynie i inne wnętrza dawniejszych stylów architektonicznych masowo oblepiano barokiem.

    Jestem wyznawcą gotyku, ale i romańszczyzna budzi moje żywe uczucia. I jednego i drugiego wielką obfitość znajdziesz we Francji, nieoblepioną barokiem. Osobliwie jestem wniebowzięty malutkimi, bardzo wczesnośredniowiecznymi kościółkami, a to romańskimi, a to wczesnogotyckimi, już się wysmuklającymi, połączonymi w jedno założenie z malutkimi cmentarzykami, na których znaleźć można nagrobki sprzed pół tysiąca i więcej lat. A przy tym są te kościółki osnową urbanistyczną i zwornikiem architektonicznym oraz wyznacznikiem stylu wiosek i miasteczek, które się wokół rozwinęły. To uczta – to rozpoznawać i temu się przyglądać.

  225. Nefer
    20 lutego o godz. 15:51
    A mi się zawsze widzi jako młoda biedna cielęcinka na którą spadło takie okrutne brzemię. Jak już tak sobie dywagujemy.

    Są różne teolożki feministki, które uważają ją też za niepokorną feministkę. Bo się nie przejęła co ludzie powiedzą. Może to zależy czy groźniejszy jest bóg czy ludzie. Mnie się zdaje że ludzie. Zwłaszcza że są.

    Jak opowiedzieć o Marii inaczej niż jako o posłusznej?

    „Wystarczy poczytać Pismo. Maryja kłóci się z Jezusem, radzi mu. Brzemienna idzie kilkadziesiąt kilometrów przez góry do Elżbiety. Nie sądzę, żeby słaba i pokorna osóbka się na to zdecydowała. A niepokalane poczęcie? Wyobraź sobie, że dziewczyna mówi mężowi: ‚Jestem w ciąży z Duchem Świętym’. Nie wszyscy padliby na kolana. Maria narażała się na ogromne społeczne sankcje. Zresztą w polskich pieśniach maryjnych dominują zwroty ‚Królowo’, ‚Hetmanko’.

    Święte często trzymały się swoich przekonań wbrew obowiązującym standardom, prawu, dostojnikom kościelnym. Św. Katarzyna ze Sieny podobno wrzasnęła na papieża: ‚Albo mnie słuchasz, albo jesteś głuchy!’. To nie były spokojne kobietki, ale dziś pokazywane są jako łagodne, nieunoszące się gniewem.”

    (Joanna Tomaszewska)

  226. izabella
    20 lutego o godz. 16:12

    Joanna Tomaszewska jest jak Maryja: fruwająca w obłokach, czyli oparach. Absurdu.

  227. Na marginesie
    20 lutego o godz. 15:17

    Inteligentny, ale skłonny do uzależnień. I tu niestety jest pies pogrzebany.

  228. Tanaka
    20 lutego o godz. 16:11

    I czarne marmury (?), złocone kolumny i portrety, piszczele, wszystko ciężkie, przygnębiające i memento mori. I wszystko w Polsce na jedno kopyto – dlaczego, dlaczego. Romańskie też przyciężkie ale surowe i chłodne, bardzo mi się podobają, drzwi do innego świata – mówię o przeszłości.

    izabella
    20 lutego o godz. 16:12

    Nie rozważałam tego z takiej strony. Zawsze mi się wydawało że służebnica pańska ma niewiele do powiedzenia. Ale jako feministka? Ciekawe. To czego dziecka pazurami nie broniła i do oczu temu paternalistycznemu Bogu nie skakała. Ja bym nie wytrzymała.
    Dzięki za materiał do przemyśleń.

  229. Folklor umysłu i wynikająca z niego irracjonalność potocznego myślenia jest tak powszechna, że nie ma się co dziwić z odwołania do Ojczulka w ustawach zasadniczych świeckich państw. A Polak katolik to wyjątkowo skostniała i zabobonna formuła, dlatego min. funkcjonariusze Kaka lekką ręką zagospodarowują przestrzenie wewnątrz puszek mózgowych i wokół nich.

    Tanaka
    20 lutego o godz. 15:32

    No i wiadomo, Jezusek ma 100% zniżkę na ZTM.

    Tanaka
    20 lutego o godz. 16:11

    Szkoda, że nie jestem na emeryturze, bo napisałbym jak na mnie działa katedra gotycka, a tymczasem lecę do żłobka Zochuna odebrać.

    Pozdro Emeriten!

  230. Na marginesie
    20 lutego o godz. 15:18

    No niech będzie: Wielki Licznik Jezusków. Jak Wielki Zderzacz Hadronów.
    Ale może pokochajcie Jezuska. Albo choć polubcie. On jest do przytulenia, ten Jezusek. Bo z Jezusem sprawa gorsza: „z tym prędzej sprawa gorsza” – powiedział Pan Szaraban w „Przygodach kota w butach”.

  231. Żorż Ponimirski
    20 lutego o godz. 16:39

    Ja nie jestem na emeryturze, a piszę. Trzask-prask weź i napisz o katedrze gotyckiej. Najlepiej – wstępniaka.

  232. Nefer
    20 lutego o godz. 16:31

    Kościół może być bardzo fajnym miejscem. O ile nie przeszkadza w nim ten,no – Wszechmogący. I jego wyznawcy. Romańszczyznę bardzo lubię za prostotę i pewną nieporadność: grube, prosto ciosane mury, niewielkie rozpiętości między podparciami, zwartość bryły – co skutkuje kameralnością i brakiem nadęcia; gładkość ścian, przysadzistość i półkrągłość łuków, głębokie cienie wywołanie małymi rozmiarami okien i innych otworów, co miało też znaczenie obronne. A jestem też wyznawcą architektury obronnej. Co mi się łączy niemal w jedno romańszczyzną kościołów.
    Ponadto, kościoły romańskie są, bardzo często zaczątkiem tkanki urbanistycznej, układu osadniczego, a układy te bardzo różnie i niezwykle ciekawie się kształtowały. To były początki poantycznej Europy. Dobrze jest sięgać do źródeł.

    Gotyk z kolei niezwykle cenię, ba – uwielbiam, za zupełną fenomenalność, która do dziś niemal się nie powtórzyła: doprowadzenie zarówno konstrukcji jak i estetyki do ekstremum. Niewiarygodna smukłość i lekkość, a nie wali się Oprócz tych, które się zawaliły 😀
    A przy tym fenomenalna jasność i wielka złożoność budowli, której „szwów” właściwie nie widać. Gotyk, ten w najlepszym wydaniu właściwie wyprzedza – i to znacząco – swój czas. Wziął się z ciężkiego i przysadzistego stylu romańskiego i nawet późniejsze style, w tym barok, nie dorównały mu. Dopiero dziś, z najbardziej zaawansowaną wiedzą inżynierską i architektoniczną oraz obłędnie – teoretycznie – wobec gotyku zaawansowanymi technikami, sięgamy po taka smukłość. Ale nie osigamy smukłości i lekkości, oraz perfekcyjnej estetyki gotyku. Te wszystkie wieże jakie stawiamy, od Warszawy w skali nadwiślańskiej i takiejż przaśności estetycznej, po Dubaj – do pięt nie sięgają estetyce gotyku.

    No dobra, resztę niech napisze @ Żorżyk. 😀

  233. Nefer
    20 lutego o godz. 17:24

    Mily Jezusek. A czy robi piiiii.., jak się go przydusi?

  234. Sądzę, że w języku niemieckim wszyscy bogowie (Goetter) są równouprawnieni w pisowni. Wątpliwa jest tylko płeć boga – zdaniem pewnej ministerki RFN, która swej 6-letniej córce wytłumaczyła, że Gott wcale nie jest mężczyzną. Może mówić „ta Gott”. Kochała genderyzm i tak jej się to pop..ło. Tak a propos – ta dziwna konstelacja równouprawnionych elementów boskich – Trójca – był jednym z powodów, ze potraktowałem bajki kk jako idiotyczne. Jezusinek, mały i potem dorosły, cały czas mówił o Bogu jako swoim Ojcu, ziemska matka była raczej koniecznym balastem, a zapładnianie – nie przez Ojca, tylko przez jakiegoś kolegę (Ducha) i to indukcyjnie in vitro, to już tak poroniony pomysł, iż nie mogłem tego przełknąć.
    Wkurzyło mnie również cos aktualnego – idea posstu. Chodzi o kuszenie poszczącego na pustyni Jezusa przez diabła. Albo ten diabeł to debil, albo Doda miała rację, że biblię pisali faceci zapruci winem. Kusić Boga wszechmogącego złotem i ziemskimi dobrami to paranoja. Może sobie przecież sam wszystko wycudować!
    Coś dla rozweselenia:

    W przedmowie książki o Talmudzie (a może gdzie indziej?) jest taka powiastka.
    Rabin opowiada, jak to biedny drwal idzie przez las i znalazł niemowlę. Zwrócił się do Boga, aby mu pomógł wyżywić to dziecko. Pan Bóg wysłuchał i drwalowi wyrosły piersi. Jeden z uczniów zapytał rabina: „Po co Pan Bóg wymyślił taki dziwny sposób, mógł mu przecież spuścić mieszek ze złotem i wynająłby mamkę”!
    „Ty durniu” zawołał rabin.”Czemu ma zmarnować złoto, jeśli może sprawę załatwić cudem”!

  235. Nefer
    20 lutego o godz. 17:24
    Czy taki pluszowy Jezusek nie ociera się o profanację? Z drugiej strony pamiętam, jak dziadek uczył mnie paciorka i tam stało: „aniele stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój…”. To już jakieś takie wyobrażenie aniołka stróża nadawałoby się na dzienno-nocną przytulankę. Bo kto to widział – chłopiec i bozia-mężczyzna przytuleni razem w nocy?

  236. Antonius
    20 lutego o godz. 18:05
    Wychodzi na to, że Jezus dopóki nie zmartwychwstał, miał wyłączone pewne boskie funkcje. Niektóre z ich mogły działać dopiero z wysokości niebieskich czyli z innego wymiaru, bo inaczej w chwili męki mógłby najzwyczajniej zniknąć oprawcom, unikając męczeńskiej, bolesnej śmierci. A na tym wg pisma miała się opierać idea odkupienia.
    Może rzeczywiście do analizy pisma świętego powinno się zaangażować fizyków, a nie teologów?

  237. @powyżej

    Z tym przytulaniem to Wy sobie uważajcie. Od przytulania się zaczyna, a potem wychodzi, że te dzieciątka takie przytulaśne i same na kolana się pchały.

  238. Bóg mężczyzną jest i basta, i żaden dżender mu nie straszny. Tako rzekają niektórzy ateiści.

  239. paradox57
    20 lutego o godz. 19:03
    No, cóż. Ja sukienki nie noszę. Co prawda mam w życiu taki dziewczęcy epizod ale on wynikł z powodów logistycznych, a następnie zapomnienia personelu w sanatorium dla dzieci po żółtaczce zakaźnej w Józefowie koło Otwocka pod Warszawą.
    Cała rzecz wynikła jako konsekwencja szczepienia p-ko chorobie Heinego-Medina czyli polio w 1957 roku. Miałem tego pecha, że szczepionkę dostałem w zastrzyku, igłą która choć wygotowana w autoklawie, zachowała aktywne wirusy żółtaczki. Niestety, w tamtych latach nie było jednorazówek. I co jakiś czas ktoś załapywał się na premię. Po mojej zżółkłem jak Chińczyk. Po opuszczeniu szpitala trafiłem na turnus rehabilitacyjny do wspomnianego sanatorium.
    Byłem ślicznym cztero i pół latkiem z kręcącymi się w loczki blond włosami. Sanatorium było koedukacyjne, chociaż dzieci rozdzielone na grupy wg płci i wieku. Któregoś dnia zabrakło czystych chłopięcych ubranek na wymianę, więc panie opiekunki ubrały mnie w sukieneczkę – do czasu przywiezienia z pralni czystych męskich ubranek. Następna zmiana wychowawczyń przeoczyła ten fakt i nie wyłapała chłopco-dziewczynki (zresztą kto by to wtedy rozpoznał?). Dzieci regularnie były kąpane w dużej łaźni z prysznicami. Oczywiście, chłopcy osobno – dziewczynki osobno.
    Ponieważ panie u nas mają pierwszeństwo, dziewczynki trafiły do łaźni, a chłopcy bawili się na świetlicy. I traf chciał, że któraś z wychowawczyń zajrzała na świetlicę i wypatrzyła dziecko w sukience bawiące się klockami. A przecież dziewczynki właśnie poszły do łaźni. I szybko wyłuskała mnie z sali, wysyłając do szykujących się do kąpieli dziewczynek. I fajnie było. Jako nagusek dość szybko zostałem zauważony przez starsze dziewczęta. Moja inność była nie do ukrycia. O ile jeszcze chwilę przed, łaźnia była pełna szczebiotliwego gwaru, nagle zaległa cisza, a ja stałem otoczony takimiż nagimi dziewczynkami, komentującymi odmienność nowej dziewczynki. I ta cisza zadziwiła wychowawczynie. Zdumiało je nagłe uspokojenie się rozgadanych i rozkrzyczanych dziewcząt. Zajrzały do środka i zauważyły dziwne zbiegowisko, w środku którego stało jedno dziecko z siusiakiem, a reszta go nie miała. Ewakuacja „dziwnej” dziewczynki przebiegła sprawnie, a któraś z pań z głośnym plaskiem dłoni o czoło, zawołała: „o boże, zapomniałam”.
    I tak skończyła się moja przygoda bycia małą dziewczynką.

  240. Tanaka
    20 lutego o godz. 14:17

    „Mam wątpliwość logiczną, czy da się utrzymać wyjaśnienie, jakie proponujesz, że ze sformułowania miałoby/mógłby wynikać, że DLA wierzących Bóg JEST źródłem prawdy i całej reszty wciórności. Punkt logiczny czy też punkt ciężkości wyrażenia widzę wyraźnie w uzurpacji która twierdzi, że Bóg JEST źródłem…, niezależnie od wierzących czy niewierzących albo krowy na miedzy.
    Umiar, czystość intencji, skromność uzurpacyjna byłaby w czymś takim: „…ludzi wierzących w Boga dla których jest on źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna…”. Oczywiście, ze wszystkimi moimi wcześniejszymi zastrzeżeniami.”

    Dopiero teraz mogłem, Tanako, przyjąć pozycję horyzontalną, żebym nie ja się nad laptopem pochylał, ale on nade mną, więc niech się pochyla. To, co chcę podtrzymać, to drobiazg wobec całej sprawy, która śmiesznie się zaczyna od „my, Naród” (przecinek w takich konstrukcjach nie jest konieczny – choć nie jest błędem – bo to nie wyliczanka, i ja nie używam, ale ja tu – cytuję). Śmiesznie, bo za Jezusem też niby naród chodził, a jak doszło co do czego, nawet pies z kulawą nogą uciekł. Prawie nigdzie w rozumieniu preambuły się nie różnimy, więc tylko o tym, gdzie niepotrzebnie się różnimy. Co właśnie wyjaśniam.

    Może niecałkiem czytelnie sprawozdałem moją lewą pólkulą, co chciała rzec prawa, więc byłaby moja wina. A mnie ani w głowie było proponować rozumienie, że
    „DLA wierzących Bóg JEST źródłem prawdy i całej reszty wciórności”, lecz że autorzy preambuły mówią swoim sformułowaniem, że „DLA wierzących Bóg JEST źródłem prawdy i całej reszty wciórności”. Ty odczytujesz, jakby to było credo autorów preambuły, dlatego mówiłem o dwuznaczności takiego sformułowania. Tymczasem oni, prawem kaduka, ale jednak mówią w imieniu narodu wierzącego, nie od siebie. Nie wyobrażam sobie autorów konstytucji mówiących od siebie – nawet pisowatych. Gdyby byli aż tak bezczelni, po cóż byłby w początkach ich szarogęsienia się odmieniany przez wszystkie przypadki „suweren”.

    Chyba sobie nie wyobrażasz, że agnostyk (czyli ni pies, ni wydra) Kwaśniewski podpisuje się pod słowami, że „Bóg jest…”.

  241. Tanaka
    20 lutego o godz. 14:17

    Tanaczku, Twoja proponowana konstrukcja jest bardzo celna i sam coś w tym rodzaju chciałem zahipotezować, ale ręka mi się nie podniosła, bo nie wyobrażam sobie w dużym przecież – złożonym i z wierzących, i z ateistów – zespole redakcyjnym zgody wszystkich na takie jednoznacznie fideistyczne sformułowanie od serca. Zgoda mogła być tylko w wypadku mówienia w imieniu narodu.

  242. @zak1953
    20 lutego o godz. 19:50

    Twoja przygoda łaźniowa przypomniała mi epizod z pierwszego miejsca pracy w 1952 roku. Jadałem obiady u sołtysa, który miał troje dzieci, 2 starszych synów i 3-letnią Różyczkę. Sołtysowa się nie patyczkowała separacją płci i kąpała cała trójkę w jednej wannie. Bystra Różyczka przyglądała się uważnie braciszkom i sobie i z żalem stwierdziła: „Jee, mi ulecioł”!

  243. Ewa- Joanna

    Wyczytałem przed chwilą w Newsweeku z 12 – 18.02.2018, że w !968 roku demonstracje uliczne odbywały się m.in. we Wrocławiu. Ma tak mówić badacz dziejów PRL prof. Jerzy Eisler.

    Byłem w komitecie strajkowym na uniwerku. Sama się zrobiła u nas centrala, że tak powiem, strajków wrocławskich uczelni i co jakiś czas wpadali do nas wysłannicy z innych uczelni, by poinformować, co się u nich dzieje. Działo się to samo, co u nas: strajk okupacyjny. Mieliśmy strajkować 72 godziny. Na dramatyczną prośbę rektora prof. Jahna zaczęliśmy się rozchodzić po dwóch dobach. Ponoć niektórzy uparli się siedzieć na uniwerku, aż się wypełni czas. Nic nie wiem o ulicznych demonstracjach studentów Wrocławia. Coś słyszałaś o czymś takim, Ewo?

  244. wbocek
    20 lutego o godz. 20:14

    Pamiętasz pewnie, że prezydent Kwaśniewski jako główny patron, robotnik i współredaktor, jak też inni przytomni współtwórcy konstytucji, mieli do czynienia z Kościołem kat. Króry produkował aluzje, że gdyby konstytucja zanadto była świecka, to mogą się pojawić trudności ze staraniami o wejście do UE bo się może Kościół kat okazać jakiś taki nieprzychylny. Aluzju poniał – i prezydent i reszta tych, którym zależało by konstytucja wreszcie była, więc i była inwokacja i „przyjazny rozdział” Kościoła i państwa, co nie wiadomo co znaczy, więc znaczy to, co biskupi orzekną, albo – jak zwykle – zrobią. Była równocześnie sprawa ciążącego konkordatu, podpisanego przez niejaką Suchocką, bliżej nieznaną, poza tym, że miała znaną i bardzo ozdobną fryzurę a la wczesna Margaret Thatcher i czekającego na ratyfikację, co Kwaśniewski, w ramach tzw.wdzięczności, podpisał parę miesięcy po przyjęciu konstytucji.

    Prezydentowi bardzo zależalo na przyjęciu konstytucji, konieczność stworzenia nowej była i pilna i zasadnicza, a jemu także i osobiście zależalo na tym, by być „ojcem konstytucji”. Został nim, konstytucję przyjęto, ma zasługę – i bardzo dobrze. Mam więc i wątpliwość, czy nie podpisałby także czegoś jeszcze bardziej klerykalnego. To co jest, w zakresie relacji stron: państwo-obywatel-Kościół jest kiepskie dla dwóch pierwszych, a nadmiernie dogodne dla trzeciego, ale uznaję, że mogło być jeszcze gorzej. W takim stanie rzeczy w jakim od stuleci Polska tkwi, jest to coś nienajgorszego. Chociaż, o ile mnie pamięć nie myli, pod tym wzgledem niezła (może i lepsza) była pierwsza konstytucja po I wojnie światowej. W istocie – pierwsza działająca, choć raptem kilka lat.

  245. Antonius
    20 lutego o godz. 20:38
    1952 rok – to jeszcze na etapie mojego projektowania albo już początków produkcji, gdy nie było wiadomo, co to będzie, bo nie było USG.
    Myślę, że pod pewnymi względami tamte czasy były normalniejsze od obecnych. Było skromnie, może szaro, bez tych wszystkich obecnych gadżetów. Jednak bez wielu teraźniejszych zagrożeń i genderów. I chyba nieco serdeczniej, równiej oraz bardziej bezpośrednio.

  246. zak1953
    20 lutego o godz. 19:50

    To ja Ci powiem, że bardzo dobrze, że pobyłeś sobie małą dziewczynką. należałoby dłużej, a w ogóle w szkole powinny być fachowe kursy bycia płcią przeciwną. Byłoby lepsze porozumienie ludzkości z samą sobą.

    Też miałem żółtaczkę, z której najpierw nie byłem dumny, a potem mi się duma zrobiła, oraz były różne korzyści. Ale nie nosiłem sukienki w związku z tym, więc trochę Ci zazdraszczam. Może jednak być i tak, że Ty będziesz mi trochę zazdraszczać, przynajmniej w projekcji wstecznej, ponieważ mam całkiem sporo fachowych doświadczeń w noszeniu spódniczki i w ogóle – bycia dziewczynką. Nawet dosyć sporą.
    W czasach licealnych znany byłem jako główny ekscentryk całej budy, między innymi z tego, że na dużych przerwach pożyczałem zestawy do makijażu, różne cienie i szminki, od koleżanek, po czym właziłem do kibla jako facet (albo do kantorka TPP – co było znacznie lepsze) a wyłaziłem jako regularna dziewczyna, choć najbardziej lubiłem wyłazić jako baba. Ponieważ miałem szczególne upodobanie do kolorów ziemi w palecie cieni, no i byłem fest artysta. Więc nakładałem na siebie zielonoziemiste cienie, specjalnie pod oczami, wzdłuż rąbków bruzd mimicznych na policzkach i pod brodą, na szyi oraz wokół uszu. Zęby sobie poprawiałem czarnym lakierem, wywijałem rzęsy, zakładałem dziurawą spódnicę w kolorze nieokreślonym, a na nogi gumiaki, albo przeciwnie – różowe szpilki. Tak paradowałem po szkole, odpalając od kolegów szlugi. Aha, włosy lubiłem nacierać sproszkowaną cegłą na maśle – efekt znakomity – wizualny i kosmetyczny. Do dziś mam, pewnie od tego, burzę włosów zamiast łysej pały. No i czarna tłusta kredka wokół paznokci. Baba jak ta lala, więcej – wiedźma.
    Na strudniówkę przybylem w dwóch osobach: męskiej i żeńskiej, obie miały wielkie wzięcie. Jako żona uprawiałem taniec z figurami z dyrektorem, który się nie zorientował, że ja to on, a nie ona. No i dobrze.
    Tak było.

  247. Tanaka
    20 lutego o godz. 21:20

    Tanako, przyznaję, że niepotrzebnie szukałem potwierdzenia mojej interpretacji poza językiem i plotłem o Kwaśniewskim, żeby uprawdopodobnić. Możliwość dwojakiego odczytania jest w samej konstrukcji i niepotrzebne są do tego żadne wsparcia. Natomiast Twoje odczytanie z całą pewnością nie jest odosobnione, bo takie właśnie rozumienie od razu się rzuca w oczy przy czytaniu. Definitywne rozstrzygnięcie byłoby możliwe po wypytaniu żyjących redaktorów onej konstytucji, tyle że to już by była sztuka dla sztuki do osiemnastej potęgi. Bud’ zdorow, Pan Boh.

  248. @wbocek – 20 lutego o godz. 21:19
    Kolejna bzdura historyczna. Siedzielismy każdy u siebie, wyszliśmy dobrowolnie na prośbę Rektora Jahna, bo istniało poważne zagrożenie, że gliny wedrą się na uczelnię ( wdarli się bowiem na Wydział Architektury PW), żegnani uściskiem dłoni tego wspaniałego człowieka.
    Potem roznosilismy po mieście ulotki, które sami napisalismy jak pamiętasz i to by było na tyle.
    Był taki epizod koło dworca Głównego, kiedy to waadza usiłowała zrobić demonstrację studencką z politruków ubranych w czapki, ale jakoś szybko zdechła i prowokacja nie wypaliła.

  249. Jakiś kompletny cymbał chce, cytuję, „szybko zbudować muzeum Polokaustu”. Żeby wizerunek poprawić. Linka nie daję, co będę reklamę robić.

  250. Pombocku, powątpię i w to, że zapytanie autorów dałoby definitywne wyjaśnienie. Autorzy ci, bodaj co do jednego, byli, w większym czy mniejszym stopniu, tylko za młodu lub cały czas, związani z religią, zanurzeni w lepkiej kulturze religijnej, co jest sytuacją w dużej mierze wpływającą na człowieka także pozaświadomie. Nawet gdy ktoś, jak Kwaśniewski, ma się za agnostyka (czyli co? – jak sam celnie zauważyłeś), to nie jest całkiem wolny od, choćby dawniejszych, ale i zostawiających ślad w osobowosci, wpływów. Co więcej, pracując nad konstytucją,autorzy, choćby byli, jeden w drugiego, wzorowi ateiści, jako osoby poważne i mądre (a załadam, że główni twórcy konstytucji tacy byli), to zdają sobie sprawę, że pracują nad głównym dokumentem, regulatorem i znakiem tożsamościowym wszystich Polaków, oddają więc i -cokolwiek to znaczy – „ducha narodu”, jego „tożsamość kulturową” i „wpływ dziejów” Wszystkie te czynniki – jakoś – mają znaleźć swoje odniesienie w konstytucji. Owo „jakoś” nie może więc być całkiem wolne od nieuświadomionego wpływy i nieuświadomionej presji. Cokolwiek by – świadomie – twórcy, pytani, odpowiedzieli.

  251. Nefer
    20 lutego o godz. 22:16

    Niech buduje, byle z prywatnego, nie z publicznego. A im szybciej, tym lepiej bo gorzej. A jak gorzej, to właśnie tym lepiej. Ten „Polokaust” może być jak Polo-cocta: lepka, marna, udająca. Więcej Polokaust nie wyprodukuje. Takie Polo.

  252. Antoniusie
    podziwiam pracę włożoną w ten wpis. Otwiera oczy osobom, które mało o tym słyszały (bo skąd?), a napisany jest bardzo żywym językiem, zupełnie innym, niż podręczniki, z których przyszło mi się uczyć w szkołach różnych, różnistych. Zawsze nudny język, pełno dat, nazwisk, imion królów, zdobywców, zdobywanych. Oraz wielu liczb, które zupełnie nie przemawiały mi do wyobraźni.
    Dziekuję za przybliżenie tego i poprzedniego tematu, blisko z sobą powiązanych.
    …………………………………………………….
    dzis zapowiedż bardzo dobrze udokumentowanej książki kilku historyków, m.in. Barbary Engelking i innych uznanych.
    Przyznam, że przeczytałam tylko artykuł, . Jestem pod wrażeniem treści samego wywiadu udzielonego przez prof. Grabowskiego, o liczbach i przypadkach zaistniałych po wojnie i w czasie jej trwania.
    Z pewnością książki w dwu tomach i 1200 stronach nie dam rady przeczytać, bo potem te okrucieństwa odchoruję.
    Ale chciałabym, żeby ci krzykacze, szczególnie ten upominający się o drzewko dla Polski jako takiej przeczytali.

    https://www.wprost.pl/tygodnik/10105184/dowody-bija-w-twarz.html

    Jestem pewna, że oni to albo wiedzą, ale rżną głupa i każdą próba wyjaśniania tego, „co chcieli powiedzieć, a wyszło jak zwykle” się pogrążają, wystawiając sobie nie najlepsze świadectwo swojej wiedzy, albo byli kiepskimi magistrami tej historii, albo tytuł magistra (magazyniera) kupili na bazarze.
    Może i być tak, że jesli żoliborski kacyk zapowiedział, że ani kroku wstecz, to służalcy zaprą się własnego ojca, matki, ale nie ;przyznają się do błędu, będą brnęli w te bzdury i nawet tonąc zaznaczą gestem „strzyżone albo golone”. Wielką siłę przekonywania i worek nagród ma ten żoliborski własciciel ogoniastego czworonaga z futrem, że tak do niego lgną i są w stanie przytaknąć każdej bzdurze.
    ………………………………
    Historyk nie zna historii, prawnik prawa- takiego sms wczoraj przeczytałam w Szkiełku”…
    Trafione w punkt.

  253. Nefer
    20 lutego o godz. 22:16
    Jakiś kompletny cymbał chce, cytuję, „szybko zbudować muzeum Polokaustu”.

    Mój komentarz
    To nie cymbał, a kompletny Wolak.
    Cechą naczelną Wolactwa jest przekora, zaprzeczanie, ze tak nie było, nie jest i nie będzie, a właśnie że nie, my pokażemy, my się nie damy, do broni Wolacy.

    Takim zaprzeczeniem, przekorą, bronią Wolaków naprędce wymyśloną przez Kochana, mającą formę idei schlagwortowej, emblematycznym odwetem jest „Muzeum Polocaustu”.

    Co ? My winni? To nas tępiono, niszczono, palono, porywano, strzelano, głodzono, itd. Te Żydki w Izraelu nie mają pojęcia i nie chcą wiedzieć jaki Polocaust nam został zafundowany. Zapatrzeni w swoją Zagładę, obarczają bezwstydnie Polaków winą. Dekonstruują i anihilują naszą historię.
    Nie damy sobie odebrać Polocaustu. Muzeum ma być! Natychmiast należy zacząć budowę. Niech się mury pną do góry. Za rok ma być gotowe. Dopiero się zdziwią pejsaci, jak cały świat zobaczy, kto tu więcej wycierpiał i w jakim stylu, bez Judenratów, kolaborantów i perpetratorów. A wtedy pogadamy psia jego, itd.
    Pzdr, TJ

  254. @wbocek
    20 lutego o godz. 21:19
    @Ewa-Joanna
    20 lutego o godz. 22:03

    Brałem czynny (m.in. pilnowałem głównego wejścia i nawet udało mi się wyrzucić tajniaka) udział w strajku politechniki we Wrocławiu. O studenckich demonstarcjach w mieście nic nie wiem. Z tego co widziałem, miasto wyglądało jak wymarłe. W sobotę (drugi dzień strajku) wydz. mechaniczny miał mieć planowo „wojsko”. Władze zagroziły sądem polowym za nie stawienie się. Po burzliwej naradzie wszyscy dotknięci przymusem zostali „oddelegowani” na zajęcia. Według jednobrzmiących opowieści, władze Studium Wojskowego zachowały sie co najmniej w porządku – studentów wywieziono na „wczasowy poligon”, po którym odstawiono ich z powrotem do miasta.

  255. wbocek
    18 lutego o godz. 19:29
    niektóre widoki ( ten ułamek lasu nad wodą) to wprost z oleodruku wyszły na Twoje okolice.

  256. Nieco lzejsza sprawa, Przeczytalam dzis , ze wladze w Polsce maja zamiar podniesc do 21 lat wiek, kiedy mozna kupic alkohol. No i komentarze, wszyscy sa przeciw, bo przeciez to wymyslil PiS: niezgodne z konstytucja, pchaja sie z butami w zycie doroslych mlodych ludzi, chca sie cofac do tej kretynskiej Ameryki, gdzie bron ma kazdy 18latek, a jeszcze 3 lata musi poczekac, zeby se kupic piwa. (Oczywiscie jest to paranoja, ale nie ze wzgledu na alkohol, ale ze wzgledu na dostepnosc broni).
    A tak naprawde co zlego w ograniczeniu dostepu do alkoholu bardzo mlodym ludziom w kraju, gdzie powszechne jest nadmierne picie, pijanstwo, alkoholizm, przedwczesna inicjacja alkoholowa, a ilosc wypitego na lebka alkoholu jest rekordowa. Niewiele pomoze taki pomysl? A moze jednak taka malutka ociupinke pomoze. Udowodnione jest, ze im pozniejsza inicjacja alkoholowa, tym mniejsze szanse na nadmierne picie w pozniejszym wieku.
    Mam przyklady w najblizszej rodzinie. Moj syn jeden jedyny raz wlasciwie sie upil w wieku lat ponizej 16 na pozegnalnym ognisku przed wyjazdem do Ameryki, o czym dowiedzielismy sie kilka lat pozniej, bo po prostu nie mialam wyobrazni, ze wrocil z tego ogniska pijany. Czy jesli bylby w Polsce, to bylby to jednorazowy incydent, czy poczatek podpijania co czyni przeogromna ilosc mlodych ludzi w kraju. W Ameryce nie mial warunkow tak sie rozwinac w mlodym wieku. Jest chyba niepijacy, nawet nigdy nie zastanawialam sie nad tym, czy on wypija chociaz lampke wina na wszelakich uroczystosciach, chyba w lecie jakies piwo na grillu. Czy w Polsce tez by sie takim ostal?
    Dwoch braci, jeden skonczyl szkole srodnia w Polsce i ostatnie dwa lata liceum wielokrotnie pil jak wszyscy z jego srodowiska (doskonale liceum w Warszawie). Jego starszy brat w swoim srodowisku szkolnym w Ameryce nie mial czasu, czy ochoty na bawienie sie w podchody, kto im kupi alkohol. Inicjacje alkoholowa przeszedl wraz z kolegami, kiedy jeden z nich skonczyl 21 lat i kupili na spolke jakis alkohol do drinka. Nastepnego dnia matka znalazla w lodowce cztery szklanki koktajlowe z ledwo co nadpitymi drinkami. Starszy amerykanski brat delektuje sie wylacznie jakimis wyrafinowanymi alkoholami, a mlodszy po prostu po polsku lubi piwo. Teraz zaczyna sie juz tego troche wstydzic i tez zaczyna saczyc jakies drinki.
    Tak se mysle, ze paranoje mozna dostac na kazda okolicznosc, nawet niech se dzieciaki pija dowoli, byle dowalic PiSowi.

  257. zyta2003
    21 lutego o godz. 2:57
    Propozycja monopolowa wyszła chyba od sukienkowych. Ich sprawa. Zastanawiam się ilu ministrantów podpija księdzu wino mszalne, bo mógł nie zabezpieczyć butelek.
    Ale do rzeczy. Wiekiem formalnej dorosłości jest ukończenie 18 lat. I to jest dobra cezura. Po cóż tworzyć rozmaite ograniczenia na dostęp do używek różniące się czasowo? Uważam, że to bezsens. Jedna wspólna data wystarczy. A to do dorosłych należy takie wychowanie dzieci, aby nie sięgały po kielicha, psychotropy itp. Dzieci biorą przykład z dorosłych i od dorosłych biorą pierwszego papierosa, pierwszego skręta i pierwszy łyk alkoholu. To my jesteśmy wzorcem zachowań, które naśladują potem młodzi. Nasi pijący i palący rodzice, na ogół nie mieli wiele przeciwko, aby dać młodemu na próbę kielicha lub cygaretę. A potem była radość i śmiech z pierwszej reakcji dziecka. Musimy pamiętać, iż dziecko posiada naturalną umiejętność wejścia wszędzie i znalezienia wszystkiego, co gdzieś schowamy. Pamiętamy ile zostawiliśmy w butelce, albo ile papierosów zostało w paczce? Na ogół nie. Podobnie jest z bronią. Jeśli ojciec trzyma w domu pistolet, karabinek bądź sztucer myśliwski jest pewne, iż dzieciak od czasu do czasu chwali się przed kolegami bronią ojca. Ile było wypadków ze służbową bronią ojca trzymaną w domu? Wystarczy poczytać prasę. To nie kwestia wieku, a wychowania.

  258. @zak1953
    20 lutego o godz. 21:31

    Zgadzam sie w 100% z oceną ówczesnej sytuacji. Wszyscy dorośli na początku lat 50-tych mieli na swoich plecach bagaż wspomnień z wojny, nawet czasem biedę przedwojenną (przynajmniej ja). Inaczej patrzyliśmy na świat i nie mieliśmy wygórowanych wymagań typu „szmal, fura i komóra” obecnej młodzieży. Było jeszcze coś do rymu, ale zapomniałem. Gdy rozpoczęła żona pracę jako nauczycielka, dwa tygodnie po porodzie (bez urlopu, bo urodziła 15.sierpnia, a zatrudnienie było od 16. sierpnia!!! Urlop się podobno nie należał. „ieszkalismy” na strychu szkoły w komórkach bez prądu czy ogrzewania a jesień w górach jest już paskudnie zimna. Dla mnie w komórce żony, dziecka i niani nie było już miejsca, więc spałem w innej, z wybitym okienkiem i obok łoża leżał stos haseł o Stalinie – z bristolu na listewkach. Mieliśmy 3 przydziały do mieszkań, ale wszystkie były zajęte przez dzikich lokatorów. Jeden nawet gonił za nami z siekierą. Żona się poważnie rozchorowała i dyrektorka umieściła ją i córkę w pokoju w jej mieszkaniu. Niedługo tam była, bo ona chora to i dziecko chore i ryczało całe noce, co nas krępowało. Litościwy woźny dokonał przestępstwa i podłączył jedną komórkę kablem z oświetleniem szkoły, mieliśmy małą kuchenkę elektryczną, która spełniała rolę ogrzewania. Przyszedł kontroler z Zakładu Elektrycznego i zauważył fuszerkę i naszą nędzę. Przymknął oczy , ale ostrzegł, że następnym razem postąpi zgodnie z prawem. Inspektor, widząc sytuację małżeństwa nauczycielskiego załatwił nam przydział do nowego budynku, też bez światła i gazu, bo podłączenie mogło nastąpić po zamieszkaniu wszystkich lokatorów. Były piece kaflowe, woźny ukradł dla nas worek węgla i dokupiliśmy lofix do rozpałki. Okazało się, że socjalistyczna budowa była taka, ze piec kuchenny nie działał, bo w przewodzie kominowym były zostawione cegły, a kaflowe miały dziury wielkości pięści. Lataliśmy z bratem dookoła i szukali gliny do zatkania. Herbatkę i mleczko dla dziecka ogrzewaliśmy nad świeczką. Z powodu choroby żona straciła pokarm. Nie załamaliśmy się i po jakimś czasie było nam nawet dobrze. Wałbrzych ma klimat surowszy, ale miał najlepszy węgiel koksujący i doskonałe zaopatrzenie dla górników. Nie było problemu z wędlinami (Krakus), słodyczami (Wedel i Wawel) itp. Spełniło sie nawet marzenie żony, żeby choć mieć taki pokój jak w akademiku. Wprawdzie parkiet i piece kaflowe niezbyt się komponuje, ale były wióry stalowe do szlifowania.

    Końcowy wniosek:
    Nie było nam łatwo, ale wierzyliśmy, ze będzie coraz lepiej. Dzisiejsza młodzież nie ma naszego hartu ducha, bagażu przeszłości, ale nie ma też złudzeń, ze dzięki ich pracy będzie im coraz lepiej, bo i o dobrą pracę trudno, a chcą mieć wszystko naraz i to już!

  259. @zak

    Ta przytulanka wywołała wiele kontrowersji jakieś 2 miesiące temu czy coś, a zwłaszcza wysoka cena, no i cały mierny koncept.

  260. Antonius
    21 lutego o godz. 11:29

    Antoniusie, kapitalnie to opisujesz, dobre parę milionów ludzi tak miało, może mniej na wsi, z naturalnych powodów, ale te miliony, które się przemieszczały z miejsca na miejsce, szukały nowych warunków życia – tak, niewątpliwie miały. Ale i na wsi, szybko, także zaczął się ruch, zmiany, wręcz cywilizacyjne. Nowość i szok.
    Punkt startu był dla tak wielu tak niski, że cokolwiek nowego udało im się zdobyć/nabyć/uzyskać, albo czasem też ukraść (jak ten worek węgla ukradziony dla was przez woźnego szkoły) – to był wielki sukces i radość. Praca, szkoła której przed wojną mało kto liznął w przyzwoitszym wymiarze i sensacja – miasto, bloki, ulice, transport publiczny, park, pierwsza kawiarnia, boisko! Dentysta i lekarz – szok za szokiem.
    Zdaje się, że wtedy co jakiś tydzień, góra miesiąc, zdarzało się coś, co się dokładało do nowego stanu życia, wyżej, lepiej, inaczej. Dziś to już tak, w takiej skali i takiej gęstości – nie działa. A to co miłe i dobre, ma być natychmiast, w tempie światła: człowiek się gapi w TV albo mu się w oczy rzuci reklama z netu – już musi to mieć! Nie ma natychmiast, jest nieszczęście!

  261. Wspaniale osiagniecie fachowcow z IPN…

    Ale zawsze mozna sie poprawic i osiagnac jeszcze wiecej!

    https://www.youtube.com/watch?time_continue=2&v=Chzwlm79a-Y

    I to jest dopiero SUKCES prawdziwy, fachowcow od najlepszej zmiany !

    .

    I nie ma najmniejszego znaczenia… Juz nie ma najmniejszego znaczenia, czy sie ugna i zmienia ta ustawke co podniosla „Polske z kolan”, czy tez sie upra i nic nie zmienia…

    Dlatego powtorze to co od samego poczatku pisze w Kontrrewolucji Kaczystowsko Kosciolkowej, ze Jaroslaw Kaczysnki ze swoim PiSem i Polskim Kosciolem Katolickim, to sa po prostu ZBRODNIARZE !

    Na wszystkich obszarach i zakresach panstwa i spoleczenstwa… wszedzie zbrodniarze.

    pozdrowka dla wszystkich
    ~l.

  262. ps Do powyzszego.

    Mam prawo, kazdy je ma, nazywac po imieniu toco pewnie nie kazdy od razu widzi, ze ludzi, ktorzy dla swojego inetersiku obrocili spolecznosc miedzynarodowa przeciwko swojemu krajowi…

    Ludzie, ktorzy we wspolczesnym swiecie, powoduja osamotnienie swojego kraju i przez to jego oslabienie…

    Sa po prostu ZBRODNIARZAMI !!!

    .

    Sa zbrodniarzami, chocby im „patryjotyzm”, „honor” i bozia z plugawych ust na okraglo plynely …

    Bo licza sie fakty i ich konsekwencje, a nie gledoly obludne i zaklamane !

    ~l.

  263. Elementary, my dear Watson

  264. @zak1953 oczywiscie zlego kosciol nie naprawi, a dobrego nie zepsuje. Czy jakos tam. Czy ty myslisz, ze ja jestem taka glupia, ze piszesz mi tekie komunaly? A pijcie se coraz wiecej dla dobra przeciwnikow kk, Pisu czy kogo tam.
    W amoku nienawisci do wszystkiego co nie z waszej dzialki widac, ze nawet polityka picia jest stosowna w Polsce. Podobnie zreszta bylo z gimnazjami. Juz z odleglosci majac TVN i dostep do prasy czytalam postepowcow, ktorzy rwali wlosy na glowie i pluli na Handke na okolicznosc tworzenia gimnazjum (ow?). Potem przez dlugie lata media donosily o przedwczesnej doroslosci, o powtarzaniu programow w liceum i gimnazjum, no i oczywiscie o klopotach organizacyjnych. Teraz ogromna wiekszosc tych samych rwala wlosy na temat likwidacji gimnazjum. Taka sama ich wiarygodnosc jak wszelakiej masci politykow. Nikt nawet nie napisal: uwazalem inaczej ale w koncu przekonalem sie, ze te gimnazja to jest to.
    Poparcie dla PiS-u jest niezmiennie ok. 40%, chociaz spadlo o 2 punkty, natomiast poparcie dla prezydenta i premiera wzroslo o kilka punktow i zblizylo sie do 60%. (odp. na pytanie: oceniam dobrze, lub raczej dobrze). W najblizszych wyborach wielu bedzie mialo dylemat na kogo glosowac… a jeszcze niedawno nie byloby takowego….
    Tak, te sondy to obejmuja staruszkow, ktorzy maja telefony stacjonarne, a mlodzi z smartfonami to juz sa nieobjeci i zupelnie co innego mysla. Wiec zwroce uwage, ze rok temu te same sondy tez dzwonily do staruszkow z telefonami stacjonarnymi, a poza tym staruszkowie w wyborach sa bardzo wazni, bo to oni sa duzo pilniejszymi wyborcami niz mlodzi. A poza tym nie tak dawno czytalam dane statystyczne na tematy spoleczne, praw kobiet itd. Najbardziej konserwatywna grupa byli mezczyzni do lat 30, dziewczyny, ktorych problem dot. byly znacznie bardziej liberalne. A najbardziej liberalne byli kobiety w przedziale wiekowym 50-60. Faszyzujacy nacjonalisci wszelakiej masci, ktorzy teraz sie ujawniaja sa zreszta mlodzi i bardziej widze ich mobilizacje w najblizszych wyborach. A wy zabawiajcie sie jak to Polska sie skompromitowala przed swiatowym lobby…. Toz nawet A. Merkel wziela nas czesciowo w obrone.. Glupia.
    Glownym tematem jest jak to sie skompromitowalismy na „rynkach swiatowych”. Ogromna ilosc krajow kompromituje sie i na okraglo i kleczymy przed nimi. Nie musza to byc Chiny, gdzie mlode pokolenie juz kilka lat temu nie wiedzialo o masakrze na placu, a u nas taki marzec coraz zywszy. Moga to byc i malutkie, niezbyt silne kraje, ktorym zapomina sie nie tylko ze wzgledu na interesy, ale bo taka jest natura ludzka, bo taka jest historia swiata. Ale Polacy swoj honor maja. Pisowski, lub popisowski, lub nacjonalistyczny lub jakikolwiek.

  265. Coś nowego na ząb by się przydało. O ile jest?

  266. W uzupelnieniu, zadzwonilam do znajomej, ktora od bardzo wielu lat pracuje w przychodni uzaleznien alkoholowych na profesjonalnej pozycji. Podac dane i adres? Ma do czynienia nie tylko z Polaczkami alkoholiczkami, ( narodowosci w placowce jest wiele, z przewaga Polakow). Brala udzial w projektach, ktore udowodnily, ze wiek rozpoczecia picia ma istotne znaczenie na pozniejsze sklonnosci do alkoholu. Im pozniej tym mniejsza szansa na stanie sie pijakiem, czy alkoholikiem. Zreszta ta podana wczesniej informacje mialam od niej sprzed kilku lat, kiedy towarzysko porownywalismy modele picia.
    Teraz chciala mi nawet podac odpowiednie pozycje literatury fachowej. Po co? odpowiedzialam, nie bede sie kopac….

  267. W kompulsywnie purytańskiej Hamaryce była kiedyś nawet prohibicja.
    Z wiadomym skutkiem. Gangi…

  268. @zyta2003
    21 lutego o godz. 16:17

    Część Twoich uwag (o piciu) nie interesuje mnie, ale odnośnie edukacji masz absolutną rację. Pamiętam wrzask przy utworzeniu kretyńskich gimnazjów i obecny rwetes przy ich likwidacji. Moje zdanie było negatywne i to mówię jako były belfer. Zawsze się przechwalałem satyrycznie,, że władza źle robi, nie wykorzystując mojego bogatego doświadczenia w dziedzinie organizacji szkolnictwa. Na czym bazowałem? Pracowałem praktycznie we wszystkich typach szkół, od 1-szej klasy szkoły podstawowej do prowadzenia prac magisterskich na uniwersytecie. Możliwe, że ktoś ma podobne osiągnięcia, ale wtedy walnę konkurenta dodatkowym atutem , byłem – z polecenia inspektora, opiekunem pracy młodej przedszkolanki. Byłem przekonany o jej dobrej pracy więc głębiej interesowałem się jej urodą, miała wspaniały biust i szczupłą talię, atuty nie do przeoczenia. Niestety nie była długo kierowniczką przedszkola, bo zachorowała na gruźlicę, co chyba zakończyło jej kontakt z dziećmi. Nie wiem co było dalej, bo sam wyniosłem się z tej miejscowości bliżej Opola, a przede wszystkim blisko kolei.
    Co by nie było to obie zmiany były bardzo kosztowne i szkodliwe zarówno dla dzieci jak i nauczycieli. Według moich doświadczeń najtrudniejsza jest praca z dziećmi w okolicy V klasy, potem są już poważniejsze i nie demoralizują maluczkich. Sztucznie utworzone gimnazja stworzyły dzieciom kłopoty integracyjne, niepotrzebnie, bo mogły pójść do liceów. Prezes lubi „starożytne” rozwiązania, mógł skorzystać z pruskich rozwiązań – selekcja po V klasie – pierwszy sort do gimnazjum, drugi pozostaje do VIII klasy włącznie. Ja tak zaczynałem i mi nie zaszkodziło.

  269. zak1953
    21 lutego o godz. 7:41

    Oczywiście, że ograniczenie dostępności alkoholu i podwyższenie granicy wieku, od którego można nabywać alkohol są tak samo populistyczne i ge warte, co w PRL kolejne podwyżki cen alkoholu motywowanie koniecznością ograniczenia rosnącego spożycia. Spożycie rosło, oni podwyższali żeby nie rosło, ono wciąż rosło, oni wciąż podwyższali i tak szło. Główne przyczyny są w rodzinie, a nie w wieku czy w dostępności używek. A rodzina to, szlag by ją trafił, świętość i Kościół matka nasza każe się od niej odpieprzyć – tylko on ma wybiórcze prawo się przypieprzać – zwłaszcza do aborcji i in vitro. Ale ani on, ani szkoła, ani posłowie nic nie mówią, że młoda matka na spacerze z trzylatkiem nie ma dla niego czasu, bo jest przyklejona do komórki i bucha dymem jak parostatek. Dziecko oswaja się od urodzenia z piciem alkoholu i paleniem papierosów przez rodziców jako naturalnym sposobem życia, oraz z tym, że rodzice nie mają dla niego czasu. Samo ma od urodzenia znajdować cel i sens życia. No to znajduje. Nie musi nawet szukać, bo ma pod nosem gotowe wzorce.

    Widzę trochę dobrego – np. młodzi ojcowie z wózkami, na spacerach z dziećmi, ciągnący za rowerem wózek z dzieckiem, bawiący się z dziećmi, coś tłumaczący, przeżywający razem z dziećmi przygody, co jest bezcenne. Kiedyś – rzadkość. Ale przecież wiem od żony-kuratorki, która głęboko poznaje życie swoich podopiecznych, ile jest wychowawczej ignorancji, braku kontaktu z dziećmi, braku życiowych treści u rodziców, więc automatycznie i u ich dzieci. Skoro sami nic nie mają, to co przekażą dziecku? I szkoła niewiele potrafi w świecie, w którym coraz więcej głupawych wzorców, prymitywnej interesowności, roszczeniowości, chamstwa, arogancji, agresji. To są ogromne problemy, których ani PiS, ani żadna partia przed nim nie stawiała na najwyższym miejscu, choć odklepywała spleśniałą mantrę „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” dla samego odklepywania, a nie tam jakaś liczba punktów sprzedaży alkoholu na metr kwadratowy czy wiek gówniarzy w tych punktach.

  270. Nefer
    21 lutego o godz. 17:14

    Coś nowego na ząb by się przydało. O ile jest?

    Się wysłało. Znaczy, jest co będzie. albo odwrotnie.

  271. wbocek
    21 lutego o godz. 18:20

    zak1953
    21 lutego o godz. 7:41

    Oczywiście, że ograniczenie dostępności alkoholu i podwyższenie granicy wieku, od którego można nabywać alkohol są tak samo populistyczne i ge warte, co w PRL kolejne podwyżki cen alkoholu motywowanie koniecznością ograniczenia rosnącego spożycia. Spożycie rosło, oni podwyższali żeby nie rosło, ono wciąż rosło, oni wciąż podwyższali i tak szło.

    Pombocku – tak jest, ale gie warte teraz jest gie do kwadratu: dzisiaj Polak chleje więcej niż w PRL-u. Niedawno na temat czytałem.
    Aha, pamiętasz taki żarcik biskupów: sierpień miesiącem trzeźwości! Tak ci biskupi trzeźwość umacniali, że ludzie coraz więcej chlali, a teraz robią turbo chlanie. Świeć im panie.
    Taka moc jest w biskupie i w jego paciorku. Oraz jego czerwonym kinolu.

  272. Antonius:zapewne nie wiesz, ale jak to wyjasnil niedawno premier Bawarii ,przyjecie jak to nazywasz systemu pruskiego po wojnie ,bylo podstawa obecnego dobrobytu Bawarii!Sam obserwuje to b. dlugo i ciesze sie ze masz to sam zdanie co ja i Seehofer! Niestety dla wielu Polkow temat tabu!

  273. zyta2003
    21 lutego o godz. 16:17
    Jako niedowiarek nie mogę napisać „niech mnie pan bóg broni” przed niepoważnym traktowaniem kogokolwiek czy to kobiety czy mężczyzny. Ale zapewniam Cię, że jestem jak najdalszy od takich postaw. Jeśli uważam kogoś za głupiego lub niepoważnego, to najzwyczajniej unikam komentowania takiego wpisu. Słysząc o kościelnym wniosku podwyższenia wieku formalnej dopuszczalnej inicjacji alkoholowej do 21 lat (na wzór amerykański) stwierdziłem tylko, iż mamy już granicę, którą prawo uznało za wiek osiągnięcia dorosłości, z którą wiąże się wiele kwestii, w tym pełnego ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny. Podnoszenie tego konkretnego wieku, to takie częściowe ograniczanie suwerenności suwerennego.
    W dawnych czasach PRL-u mieliśmy już taki kwiatek związany z wiekiem dopuszczalności zawarcia związku małżeńskiego przez mężczyzn, który był ustalony na 21 lat. Przyczyną była konieczność odbycia zasadniczej służby wojskowej przez panów. Żonatym, wojsko musiałoby wypłacać środki na utrzymanie żony. Dlatego zrobiono jak zrobiono.

  274. wbocek
    21 lutego o godz. 18:20

    Z tym, że problemy są w rodzinach pochowane, masz najgłębszą rację. Ile razy słucham biskupów gadających o „świętości rodziny” tyle razy mam ciśnienie womitacyjne, albo awarię telewizora u sąsiada. Straszne skutki. Ale podoba mi się coś takiego, jest to piękność medalowa: „Kościół rodziną silny”. Wielkie! Wyjaśnia jak jest: tu nędza, to i tam nędza.
    Partie odklepują spleśniałą mantrę „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, no i jest skutek, też spleśniały: jak chowają, taka Rzeczpospolita. Widać.

  275. Szanowni!
    Głód nowego zaspokajany niemal natychmiast. Choć, przyznajmy, w tym nowym sporo starego.
    Zapraszam wraz z Tanaką!
    JK

  276. zak1953
    21 lutego o godz. 20:40

    Kurcze, ja myślałem, że była też druga przyczyna wyznaczenia wieku 21 dla facetów co się chcieli żenić: tzw. dojrzałość. Która u młodziaków nie kształtuje się w tym samym tempie co u kobiet.

  277. Wracam do tematu naszego wstępniaka czyli IPN-u.
    Dzisiaj 21 lutego, polazłem do katowickiego centrum edukacyjnego IPN na konferencję z okazji „40 rocznicy powstania Komitetu Pracowniczego/Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych w Katowicach” ściśle związanych z osobą Kazimierza Świtonia jako ich założyciela. Konferencja pod patronatem samego prezesa IPN Szarka poświęcona była właśnie osobie K. Świtonia. Prezes Szarek zaszczycił zebranych kilkuminutowym słowem wstępnym, po którym wygłoszono dwa wykłady pracowników IPN, a następnie odbył się panel dyskusyjny z udziałem zaproszonych gości; Jana Świtonia – syna, Andrzeja Czumy (ROPCiO), Andrzeja Woźnickiego (ROPCiO, gazetka „Ruch Związkowy”), Henryka Wujca (KSS KOR, gazeta „Robotnik”) Józefa Śreniowskiego (KOR, „Robotnik”).
    Na sali wśród publiczności znaleźli się m.in. dawni opozycjoniści; Andrzej Rozpłochowski, Jacek Jagiełka, Michał Luty, Adam Słomka i inni.
    Nie będę referował treści wystąpień oraz krótkiej dyskusji po panelu, bo niedługo sprawozdanie znajdzie się na stronie IPN-u Katowice. Wyniosłem stamtąd kilka niepokojących własnych przemyśleń.
    Już wystąpienie prezesa Szarka, było nie było dra nauk humanistycznych wydało mi się nie licującym z zajmowanym przez niego poważnym stanowiskiem państwowym.
    Starzy wyjadacze opozycyjni wyglądają na mocno skłóconych wewnętrznie. Andrzej Czuma jako prawnik, bardzo mocno kontrolował treść swego wystąpienia, nie dopuszczając do prób przeinaczania jego słów przez osoby z publiczności o wyraźnie ortodoksyjnie antykomunistycznym, antyliberalnym i antysemickim nastawieniu. Takim wystąpieniem zabłysnął z sali Jacek Jagiełka. O dziwo, zyskał pełną akceptację swego wystąpienia ze strony organizatorów konferencji.
    Moje podstawowe wrażenie – dopiero teraz, od dwóch lat zdobywamy prawdziwą niepodległość i najwyższy już czas, aby wkrótce pozbyć się elementów niepożądanych i nieprzychylnych bądź wrogich IV RP.
    Szanowni blogerzy – niektórym ludziom w tym kraju marzy się wojna domowa. Taka – nie na słowa, a czyny.

  278. Tanaka
    21 lutego o godz. 20:44
    No tak, prawdziwie dojrzały był dopiero chłopak po wojsku.
    Bo nie daj boże dostałby w trakcie służby list od życzliwego i nieszczęście gotowe. Albo się wojak zapłacze albo zastrzeli lub zdezerteruje z bronią.

  279. zza kałuży
    17 lutego o godz. 15:29

    Te „pretensje strony żydowskiej” były podyktowane przesłankami religijnymi. Judaizm nie zezwala na ekshumacje ani przenoszenie szczątków o ile zachowały się całe szkielety, dlatego żydowskie ofiary pochowane w „dołach śmierci” na zawsze w nich pozostaną.
    Pamiętam sytuację z Łodzi, gdy podczas remontu torowiska okazało się, że w części przebiega ono nad żydowskimi grobami – wykonano nad tymi mogiłami specjalistyczne zabezpieczenie i na drogę wrócił ruch. Zresztą to nie jedyny przypadek, gdy nad żydowskimi grobami toczy się życie. W Lelowie pod Częstochową na dawnym żydowskim cmentarzu wybudowano pawilon handlowy, który działa do dzisiaj. Co ciekawe: na tym cmentarzu pochowany został cadyk Dawid Biderman. Po 1989r staraniami środowisk żydowskich zostało ustalone położenie Jego grobu – traf chciał, że w tym miejscu znajdowały się magazyny pawilonu. Co roku chasydzi z całego świata pielgrzymują do Lelowa, tłoczą się w wydzielonej części magazynu ale nikomu do głowy nie przyjdzie by szczątki cadyka przenieść w inne miejsce. Generalnie w judaizmie w sposób szczególny traktuje się zmarłych i miejsca ich spoczynku. Dlatego palenie ciał zabitych w obozach żydów było dodatkowym i okrutnym szyderstwem Niemców.