Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

14.02.2018
środa

Jak poznać w sobie Polaka?

14 lutego 2018, środa,

Z rozpoznawaniem kto jest kim, sprawa bardzo prosta: Żyda poznaje się wtedy, gdy mu się pogmera w gaciach. I że zawsze źle Polsce życzy. Inteligenta poznaje się po szczupłych rączkach, a Wałęsę poznaje się po tym, że jest agent Bolek – największy zdrajca ojczyzny. Chyba większy od samego Boga, bo tego św. Augustyn poznał po tym, że jest największą największością, o jakiej można sobie pomyśleć, a Wałęsa jest tak wielki zdrajca, że tego się w ogóle nie da pomyśleć. Taki on zdrajca! Czyli – większy od Boga.

Katolika nadwiślańskiego jeszcze łatwiej rozpoznać: wlazł do kościoła – katolik! Jak się głośno modli, najlepiej na Krakowskim Przedmieściu – katolik! Jak jest biskup – to też katolik. Bo żeby katolika poznać po tym, że robi to co Jezus mówił, żeby robić, albo że go naśladuje, to nie, nie da się katolika poznać. No ale ciągle nie wiadomo, o co tam z Jezusem i jego ewangeliami chodziło – każdy gada inaczej albo w ogóle nic nie gada – więc nie ma się co dziwić, że katolik taki jest zagubiony, że mu się to ciągle myli i przez to jest jakiś taki nieswój. Nie jest sobą, więc jak by go było można poznać? Pepsico Inc. mówi: Łyknij pepsi, bądź sobą! – ale katolik widać za mało pije pepsi; tylko 67 proc. strażaków pije pepsi, a przecież nie każdy katolik to strażak. Nie jesteś sobą, zjedz snickersa – mówi Snickers, ale katolika też niełatwo namówić na jedzenie snickersów. I dlatego te skutki: sobą nie jest, więc marnie mu idzie naśladowanie Chrystusa. Jak dobrze łyknie i zakąsi, wtedy jest.

Inna prosta sprawa rozpoznawcza jest taka, że kto nie z Kaczyńskim, a nawet z Dudą, to jest Najgorszy Sort Polaka. Ja nie z Kaczyńskim ani z tym drugim, co do którego mam niejasność: kto to taki, taki on niejasny, bo Kaczyński to przynajmniej jest jasny, czyli sprawa jasna: nic z Polakiem nie mam wspólnego, poza najgorszym sortem. Jest ustawa, nie, nie TA, ale o sortowaniu śmieci. Czyli chyba jednak ta. Nieważne, która ustawa, ważny ten sam skutek. Otóż zgodnie z ustawą, najgorszy sort trafia w miejsce zgodne z nazwą sortu. Tu się jednak sprawy komplikują, co już poznaliśmy po niedawnej ustawie, co miała osiągnąć skutek, ale wyzwoliła skutki przeciwne: jako najgorszy sort rozpoznałem w sobie Polaka.

Rozpoznanie w sobie Polaka wydaje się trudne, a w Najgorszym Sorcie wręcz niemożliwe. Ani grzebanie w gaciach, ani sprawdzanie rączek, ani śledzenie, czy się wlazło do kościoła nie dają wiążącej odpowiedzi: nie-Polak może być nieobrzezany tak samo jak Najlepszy Sort, do kościoła może wleźć dla zmyły, a modli się pod figurą, mając diabła za skórą – co jest znakiem rozpoznawczym Najlepszego Sortu, a przecież tu idzie o sort najgorszy.

Sam się zdumiałem, że takie proste jest rozpoznanie w sobie Polaka, w dodatku prawidłowego Polaka, ośmielę się rzec – Najlepszego Sortu, co automatycznie degraduje sort nominalnie najlepszy w miejsce, które przewiduje ustawa o sortowaniu. W tym celu wystarczy zrobić miksturę z mąki, wody, mleka i jaj, zabełtać i wlać na patelnię. Oto skutki. Wielkiej wiarygodności, bo nieuświadomione: miał być naleśnik, ale wyszła ze mnie Polska. Prawda w kuchni zawsze wyjdzie z człowieka. Rozlałem na patelni i od razu się okazało, że całe moje pozaświadome jestestwo, to czysta polskość.

Oto dowód numer 1 [exhibit no 1]:

To mnie nieco zaskoczyło i dało do myślenia: taki jestem nie-Polak, a co tu się robi? Postanowiłem lać dalej.

Dowód nr 2 [exhibit no 2]:

Tu już wszystko jasne: co naleję, to mi zaraz Polska wyjdzie. A z serca lałem. Może i ta Polska nie całkiem słuszna, bo jakaś taka peerelowska, no ale i Kaczyński w tej samej żyje i jakoś nie umiera, choć odszkodowania od pogrobowców Hitlera żąda. Ale od Putina nie żąda, co jest bardzo dziwne.

Leję znowu, też z serca, bo inaczej nie umiem.

Dowód nr 3 [exhibit no 3]:

No, jak to nalałem, to aż podskoczyłem, wstrząsnałem się, choć nie zmieszałem: Polak ze mnie wzorowy! Patriotyczny i kresowy. Jest wszystko i jeszcze więcej: Polska od morza do morza i każdy widzi: Warszawa, Kraków, Gdynia, Wilno i Lwów nasze! Morze nasze morze, Trójmorze i o Boże!

I tak poznałem w sobie Prawdziwego Polaka.

Polaku Najgorszego Sortu: też spróbuj! Będziesz zadowolony. Kto ma serce szczere i szczodrą rękę, niezawodnie się upewni, że z Kaczyńskim jest wszystko odwrotnie, do góry nogami, czyli tak jak być musi: kogo on nazwie Najgorszym Sortem, ten okazuje się – Najlepszym. A że się sam nazwał najlepszym – to wiadomo co – odwrotnie.

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 175

Dodaj komentarz »
  1. Diabeł ci rękę trzymał i do Helu cię ciągnął. Przyznaj się! Inaczej skąd tak wielka ta mierzeja.

  2. Ogólnie – słusznie.

    A szczególnie – przesadzasz.

    Pierwszy z brzegu przykład (choć są i inne; zgoda, że niezbyt licznie): ksiądz Lemański twierdzi, że „robi to co Jezus mówił, żeby robić”.

    Ja sądzę, że robiłby to, co robi, również wtedy, gdyby nie był wierzący, bo po prostu jest porządnym człowiekiem.

    Ale jakie mam prawo stawiać wyżej to, co ja sądzę o jego motywacjach, ponad to, co on sam o nich sądzi?

    PS: Przesadzasz często, co nie dodaje mocy twoim argumentom. Wręcz przeciwnie, osłabia je.
    A szkoda, bo, jak zaczęłam mój komentarz, piszesz ogólnie słusznie.

  3. @Tanaka

    Mam tylko jedno, ale za to zasadnicze pytanie.

    Moje pytanie jest najmojsze i brzmi tak:

    Soliles, cukrzyles, czy zapomniales doprawic?

    a poza tym to pozdrowka
    ~l.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Tanaka
    Tanaczku miły, żadne odkrycie. Jak się smaży naleśnik, to wychodzi przeważnie Polska, ta po 1945, a gdy ręka ci drgnie oraz patelnia, to się wydłuży na prawo (o ile nie jesteś mańkutem) i zyskujesz Wilno z Lidą, także Lwów i Stanisławów.Tylko po co ci to?
    Może już lepiej gorącego wosku sobie polać na wodę (choć to Walentynki, nie Andrzejki), a figury mogą być najróżniejsze.
    Choćby takie serce, co je można „wziąć na drogę”, całkiem prywatnie, w kolorze jednolicie lewacko – czerwonym.
    https://www.youtube.com/watch?v=Og9sQgce5kg

  6. Naleśniki naleśnikami ale lepiej nie myj okien bo jeszcze Ktoś ci się ukaże 😉

  7. Nefer
    Łomatko – Matka Boska!

  8. @mag

    No 🙂

  9. Naleśnikowo to ja jestem ziemia, bo moje są okrągłe.
    Właśnie skończyłam smażyć.
    A tak naprawdę? Coraz mniej we mnie Polki a coraz więcej Australijki.

  10. Ha, ostatnie zawirowania naszych „panów” pokazują, że albo jest naród albo Polacy. Bo naród jako taki, nie może polski. Bo ja jako Ślązak jestem Polakiem, choć jak stwierdził żoliborski prezes – ukrytej opcji niemieckiej. I są jeszcze Polacy co się chyba nie myli jak powiadał ojciec Tadeusz toruński, bo mają ciemną skórę jak choćby nożny kopacz Olisadebe czy poseł Godson. A do tego jeszcze Ukraińcy z Bieszczad na Ziemiach Pozyskanych, gdzie ich rzuciło po akcji Wisła. I prawosławni Białorusini oraz muzułmańscy Tatarzy. I to wszystko są polscy obywatele, ale czy naród jak chcą Morawiecki z Dudą?

  11. @zak1953
    Trudna sprawa 🙂

  12. A co z tymi Polakami w filcach?

  13. @Ewa-Joanna 23:27

    I spoczywają na czterech słoniach, a te słonie stoją na czterech żółwiach, a te żółwie…
    Ech, paradox, coś mi się widzi, że chcesz w mordę dostać.

  14. Ewa-Joanna
    We mnie też jakoś ostatnio coraz mniej Polaka, w każdym razie tego pierwszego sortu. angliczeje. Nie boję się muzułmanów, przyjaźnię się z sąsiadami że Sri Lanki, do polskiego kościoła nie chodzę ( angielskiego też nie). Nie pluję na lesbijki i gejów, czarnym rękę podaję. Zabiero mi musi łobywatelstwo, bo i wąsów nie mam i łba na łyso nie golę. Co najgorsze, miesiączki warszawskie mnie już tylko smieszą. Podpadam chyba pod definicję zaprzańca. Łolaboga ament.

  15. Usmażę dzisiaj naleśniki, jak mi wyjdzie podobnie do dzieła Tanaki, to może jeszcze nie jestem ze szczętem stracony. Trzeba próbować.

  16. @paradox57
    15 lutego o godz. 7:45
    A te żółwie na 7 żabach, bo tyle mieszka w żabim apartamentowcu 🙂

  17. @60vito
    15 lutego o godz. 7:56
    A jakie nadzionko? 🙂

  18. O!

    Odblokowalo sie… juz nie jestem moderowany ???

  19. A tymczasem Polak Najpierwszego Sortu Ziemkiewicz doczekał się, tego że wredni Anglicy zmawiaja się żeby go nie wpuścić z wizytą do rodaków….Widać jego poglądy (prima sort!) nie trafiają w tutejszy gust… 😉

    https://www.theguardian.com/uk-news/2018/feb/14/home-office-urged-to-refuse-polish-far-right-speaker-entry-to-uk

    Pozdrawiam znad pierwszej kawy i wirtualnej gazety! Wrócę jak odstawie potomka

  20. Ciekawie jest też czasem sprawdzić co podają oficjalne wiadomości. Teraz już wiemy (jak stało kiedyś we wstępniakach Gospodarza…) – Frasyniuk to „renegat” Solidarności, który chce z siebie zrobić męczennika” a w ogóle to zdradził prawidłowe wartości i poszedł „na układ”…. Jak mówi inny działacz, którego nazwisko nic mi nie mówi mimo że on sam najwyraźniej nie był renegatem.

    https://www.tvp.info/36013873/frasyniuk-jest-renegatem-solidarnosci-chce-z-siebie-zrobic-meczennika

  21. @Kostka
    Jak już było wolno i bezpiecznie to aż dech zapierało ilu tych działaczy sie ujawniło 🙂

  22. Tanako nie moje problemy – niestety jestem tylko człowiekiem. Czy gdybym się urżnął w palec to by mnie mniej bolało?
    Jedyną rzeczą która czyni człowieka Polakiem to podwyższona tolerancja na alkohol metylowy. Ale nawet ten kwantyfikator okazuje się błedny bo ten rodzaj człowieczeństwa jest też przymiotem Rosjan

  23. Errata: Etylowy rzecz jasna

  24. Drogi Tanako!

    Ratuj, bo nam nie wychodzą testy naleśnikowe. Moja żona wprawdzie należy do gorszego sortu według prezesa, choć nie należy do „zakamuflowanej opcji”, ale jest gorącą patriotką starego typu, co to się urodziła od razu z pieśnią Bogurodzica na usteczkach i zamiast wrzasku, deklamowała śliczny wierszyk o małym Polaku i Białym Orle, co zresztą przekazała dalej następnemu pokoleniu. Niestety wychodzą jej wyłącznie idealne koła, obrzezana Polska z czterech stron, choć z dużą plażą w okolicy Gdańska. Gdzie prezydent wszystkich Polaków najlepszego sortu będzie się kąpał w Juracie? Quadem jechać kilometry w kierunku Szwecji?
    Ubytek z lewej, górnej części rozumiem – oddamy Niemcom Szczecin, który Alianci w Poczdamie zostawili Niemcom, a Stalin cichcem dodał Polsce jak kleks dżemu na już usmażony naleśnik. Ubytek z prawej, górnej części pojawił się po rozmowach Antoniego M. z rzekomymi pracodawcami, aby Kaliningrad był trochę większy, żeby się Iskandery zmieściły. Prawy dół dostaną banderowcy, bo kiedyś źli komuniści ich stamtąd wygnali nad morze. Lewy dół pozwoli Czechom lepiej zorganizować Igrzyska Zimowe z obu stron ŚNIEŻKI, wykorzysta się hotele W Jeleniej Górze. Cieszy mnie, że mój Śląsk nie zostanie obrzezany, wręcz przeciwnie, nawet Krnov wreszcie nie będzie za granicą i moje zakupy piwa i Herkulesa (salami) nie będą kontrolowane przez ZOMO, pardon – celników.
    Czy taki test może by uznany za wiążący? Moja żona nie umie inaczej. Akurat zabiera się do smażenia mięsa dla prawnuków, których mama wylądowała w szpitalu (a babcie za daleko- Pomorze i Nadrenia), ale u nich usmaży te testowe elementy. Poproszę, aby wnuczek udokumentował fotograficznie wynik testu, wtedy może go upublicznię, a może i nie – zależnie od wyniku.

  25. Mnie często wychodzi Antarktyda 🙁

  26. U mnie test naleśnikowy od zawsze jest jednoznaczny. Polskość nijak nie chce się objawić. Naleśniki idealnie okrągłe, a ciasto rozlewa się równiutko.
    Poza tym nie hołduję zapanowanej u nas ostatnio modzie na oblewanie ich syropem klonowym. Więc może chociaż w tym iskierka nadziei się tli?

    PS. nie próbowałem jeszcze smażyć naleśników na patelni o kształcie zbliżonym do Polski. Pewnie dlatego, że w sklepach do tej pory takich takich nie stwierdziłem. Może to jest jakiś pomysł dla producentów. Podrzucam, jakby co, za darmo.

  27. Zona przychodzila na cmentarz skarzyc sie zmarlemu mezowi na trudnosci zyciowe. Stroz, ktoremu to sie znudzilo powiedzial grobowym glosem zza drzewa:

    – Smaz nalesniki!
    – Jakze mam smazyc? Nie mam pieniedzy.
    -No to nie smaz.
    -Jakze mam nie smazyc? Przeciez umre z glodu.
    – No to smaz.

    Po tym poznac mozna Polke i Polaka.

  28. Tanaka test na prawdziwego Polaka zdał, bo mu wszystko się kojarzy, nawet naleśnik. Smacznego. Tylko czy nie będzie to ojczyznożerstwo?

  29. @@Ewa-Joanna, 60vito
    Ze mną jest gorzej, a może tylko inaczej, bo mieszkając w Polsce, wścieka mnie to, że jestem Polką niejako z automatu (obywatelstwo w paszporcie i polski dowód osobisty), choć się do wykoślawionej, coraz częściej ksenofobicznej polskości, z którą jestem mimowoli utożsamiana, absolutnie nie poczuwam. Ani do żadnej wspólnoty z prawdziwymi durniami czyli prawdziwymi patriotami katolickimi, obojętnie czy to mohery, kibole, czy faceci w markowych garniturach i panie w stosownych garsonkach należący do jakichś dziwnych watykańskich oraz im podległych korporacji.
    No i jak żyć, moi mili, z drugiej strony mając w tyle głowy te wszystkie albumy ze zdjęciami pełne zawadiackich ułanów, dzielnych żołnierzy spod Monte Cassino lub Lenino, nauczycielek siłaczek, zacnych wiejskich gospodarzy, co zakładali kółka rolnicze oraz ich progenitury idącej na uniwersytety. Te wszystkie lektury od Kochanowskiego, Mickiewicza po Miłosza, Gombrowicza, czy Mrożka, Chopiny, Komedy, Pendereckie itp. itd
    Ech…

  30. @mag 12:16

    Było tyle czytać? Od czytania mózg próchnieje.

  31. @paradox57
    g.12:18
    A od muzyki się głuchnie. Chyba głównie od disco-polo, którą ja osobiście nazywam „muzyką podłogową”.

  32. Gdzie się podział @Tobermory?!
    Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

  33. A moja miłość nie potrafi usmażyć omleta.CIerpię przez to.A jak wreszcie usmaży, to dopiero wtedy ,poznam prawdę do końca..Martwi mnie to ,że duch Gruzina krąży nad krajem pierwszego i dalszych sortów.Przyłożył ten pomnikowy dziś gościu w Gruzji, linijkę do mapy, i prościutko wyznaczył granice na wschodzie i północy.Jak ten czyn przechodzi w kształty na patelni ,zostanie tajemnicą .Robił to pewnie na trzeżwo ,bo gdyby mu ręka drgnęła ,ciepły człowiek ze wschodu miałby całą puszczę i szyszki dalej wisiałyby na drzewach.A bezdyskusyjne jest to ,że Polak to katolik od 966roku.Oznacza to ,że największymi i najbardziej uznanymi Polakami są funkcjunariusze Pana Boga.Po nich pierwszy sort ,czyli szlachta a reszta to chłopi pańszczyżniani.Problem jest jeden.Dlaczego ci najbardziej polscy, są jednocześnie poddanymi Watykanu?

  34. @Tanaka
    Ten Hel to Ci jakiś fallusowaty wyszedł…Aluzja że Jurata itd.?
    Czasem grzebię w sobie polskości szukając,a tam tylko polactwo i lewactwo.Jak z tym żyć?!

  35. bubekró
    14 lutego o godz. 21:20

    Diabeł ci rękę trzymał i do Helu cię ciągnął.

    Skoro mi wyszło z szydło, ze jestem Polak Najlepszego Sortu, to nie mogła być rączka diabelska, ale wyłącznie anielska.

    midaro
    14 lutego o godz. 21:27

    Ogólnie – słusznie.

    A szczególnie – przesadzasz.

    Pierwszy z brzegu przykład (choć są i inne; zgoda, że niezbyt licznie): ksiądz Lemański twierdzi, że „robi to co Jezus mówił, żeby robić”.

    No, skoro szczególnie, to może znasz takiego biskupa albo proboszcza co by gadał, że on nie robi tego co mu Jezus kazał?

    lonefather
    14 lutego o godz. 21:32

    Soliles, cukrzyles, czy zapomniales doprawic?

    Soliłem. Cukier, ewentualnie, do nadzienia. Albo bez. Rodzynki wystarczą za słodkość.

  36. mag
    14 lutego o godz. 21:45

    Jak się smaży naleśnik, to wychodzi przeważnie Polska, ta po 1945
    W zasadzie – tak. Co by znaczyło, żeśmy wszyscy skażeni, pardon – smażeni – peerelem. Ale jak się tak całkiem z serca leje, znaczy – serce na dłoni, talerzu i na patelni, wyjdzie Polska słuszna, od morza do morza.
    Dlatego mówili: Polak jak rzodkiewka.

  37. Nefer
    14 lutego o godz. 21:53

    Naleśniki naleśnikami ale lepiej nie myj okien bo jeszcze Ktoś ci się ukaże

    Dobra przestroga. Jeszcze by mi się ukazał Kaczyński – „samo dobro”. Zwariowałbym. Może nawet ze szczęścia.

  38. Ewa-Joanna
    14 lutego o godz. 23:27

    Naleśnikowo to ja jestem ziemia, bo moje są okrągłe.
    Właśnie skończyłam smażyć.
    A tak naprawdę? Coraz mniej we mnie Polki a coraz więcej Australijki.

    Czyli jesteś Ziemianka. i masz dowód, z naleśnika, na słuszność Kopernika. A nawet Ptolemeusza i od razu Kolumba, co popłynął w prawo, a się okazało, że płynie w lewo. Wszystko przez tą okrągłość Ziemi.
    Ale jak jest tak okrągło, to się, kurcze, nie wie, gdzie się kończy Australia a zaczyna Polska. Dlatego słuszna Polska musi być bardziej kanciata. Najlepiej – w kształcie krzyża, wstającego z kolan.

  39. maidan
    15 lutego o godz. 3:22

    A co z tymi Polakami w filcach?

    Filc jest potrzebny do trzymania patelni.

  40. Drogi Antoniusie
    Przepraszam, że się wcinam między Ciebie a Tanakę, ale wczoraj coś napomknęłam a propos obrysu naleśnikowego naszych granic, a co może Ci umknęło:
    „Tanaczku miły, żadne odkrycie. Jak się smaży naleśnik, to wychodzi przeważnie Polska, ta po 1945, a gdy ręka ci drgnie oraz patelnia, to się wydłuży na prawo (o ile nie jesteś mańkutem) i zyskujesz Wilno z Lidą, także Lwów i Stanisławów.Tylko po co ci to? ”
    Bardzo interesująco przedstawiasz różne możliwe kombinacje, jakie wynikały z przesuwania granic. Trzeba się cieszyć, tym co mamy i szanować.
    Czegoś nie zrozumiałam, czy twoja żona smaży naleśniki z mięsem?

  41. Lepsze są gumofilce, bo w przypadku awarii patelni elektrycznej, nawet jak prąd kopnie, to przeżyjesz.

  42. Filcy, Tanako. Ew. gumofilcy tych wszystkich Polakow co to som INNEGO sortu

  43. @Kostka 8:44
    „A tymczasem Polak Najpierwszego Sortu Ziemkiewicz doczekał się, tego że wredni Anglicy zmawiaja się żeby go nie wpuścić z wizytą do rodaków….Widać jego poglądy (prima sort!) nie trafiają w tutejszy gust…”
    To nie „wredni Anglicy” zmawiaja się , żeby nie wpuścić Ziemkiewicza ,
    tylko jeden „naleśnik” protestuje , ale według polskiego „naleśnika” Kostki – to Anglicy protestują. Tak wygląda polityka naleśnikowa IV władzy.

  44. Poszed ja na rynek kupil sobie filcy. Nie filce, mag. Pzdr

  45. Wróciłem z poczty. Poszedłem tam z awizem o przesyłce poleconej. Aby odebrać list z wymiarem podatku, musiałem okazać dowód tożsamości, a tam stoi jak byk: Rzeczpospolita Polska – czyli Polak! Nadal jednak mam wątpliwość: narodowy czy tylko z obywatelstwa? A może samo urodzenie wychowanie w państwie polskim wystarczy, aby mieć pełną jasność?

  46. „A może samo urodzenie wychowanie w państwie polskim wystarczy, aby mieć pełną jasność?”

    Trzeba zapytać reżysera Mariana Marzyńskiego. @ozzy wyjaśni kto zacz i przypomni jego zaslugi.

    Pan Marzyński przyszedł mi do głowy, wręcz narzucił się pod wstępniakiem red. Szostkiewicza o sprawiedliwej katechetce.

    Niestety z powodu natłoku komentarzy moje dwa nie zdołały się przepchać przez sito tamtejszej cenzury.

    ***************************************************

    • zza kałuży 15 lutego o godz. 13:45

    Teraz należy tylko czekać na następnego wdzięcznego Polakom za swoje ocalenie Mariana Marzyńskiego.

    Urszula Antosz-Rekucka z opisu @Gospodarza wydaje się być kopią Zbigniewa Romaniuka z filmu Marzyńskiego pt. „Shtetl”.

    Antypolskiej gadzinówki, zawierającej wystarczająco propagandowego materiału na cały semestr kursu etyki dla reżyserów filmowych.

    Twój komentarz czeka na moderację.

    • zza kałuży 15 lutego o godz. 14:12

    Próbka „warsztatu filmowego” pana Marzyńskiego, tak jak została mi w pamięci.

    Jak przedstawić Polaka w filmie?

    Punkt pierwszy to wyselekcjonować właściwego osobnika.
    Złapać go na polnej drodze albo za oborą przy gnojówce.
    Ubranego w roboczy waciak, walonki i majtalony.
    Nieogolonego.
    Rozczochranego.
    Szczerbatego.
    Cośtam szeleszczącego swoją kartoflaną mową.
    Czeba mu tłumaczyć, zupełnie jak dziecku, jak durniowi.
    Zaskoczonego kto, co, po co i dlaczego podtyka mu mikrofon i kamerę pod nos?

    Jak fimować Żyda w filmie?

    Każdy się nada, bo Żydzi są piękni z natury, pięknem wewnętrznym i zewnętrznym.
    Należy tylko zatelefonować 3 miesiące wcześniej i umówić się na spotkanie.
    Wyjaśnić co, po co i dlaczego.
    Uprzedzić z duużym wyprzedzeniem, bo tak jest grzecznie.
    Zasugerować fryzjera, drogie ubranie, buiżuterię; kostiumolog pomoże.
    Charakteryzatorka zajmie się odmładzającym makijażem.
    Dekorator wnętrz ustawi książki na półkach za plecami, wybierze robiące wrażenie grzbiety. Tu i tam albumy o sztuce niedbale rozrzuci. Biureczko i fotel wypożyczy się z antykwariatu, przetrze woskiem i ustawi przed regałem z książkami.
    Nastrojowa lampa, rozumie się samo przez się; nie ma pani akurat takiej jaką wymarzyła sobie pani dekorator? Nie szkodzi, przywieziemy naszą.
    Pan Maciek ustawi reflektory i odbijające, srebrne ekrany, zajmie się oświetleniem i wykreuje atmosferę.
    Czy o czymś zapomnieliśmy?
    Acha, prosze się nie matrwić, wszelkie koszta pokrywamy sami, bardzo nam miło, ze chciała pani z nami porozmawiać, dobrze wiemy, jaki to dla pani bolesny temat.

    Jeszcze z tym chłopem, znaleźliście to ujęcie szczekającego, zabiedzonego, wiejskiego kundla, które dokręciliśmy koło Poznania?
    Taa? To świetnie, doklei się to do przesłuchania chłopa przy zarośniętym krzakami rowie.

    ***************************************

    Cała ta peerelowska, propagandowa robota poszła na marne.
    Masa komentarzy zostawionych przez Amerykanów na internetowych stronach dyskutujących po filmie nie pozostawia wątpliwości; tendencyjność i prymitywizm panareżyserowej propagandy tylko wzbudziła sympatię dla chłopa i podejrzliwość do lokatorki apartamentu na Piątej Alei.

  47. @ Tanaka
    15 lutego o godz. 14:06

    Ja: Pierwszy z brzegu przykład (choć są i inne; zgoda, że niezbyt licznie): ksiądz Lemański twierdzi, że „robi to co Jezus mówił, żeby robić”.

    Ty: No, skoro szczególnie, to może znasz takiego biskupa albo proboszcza co by gadał, że on nie robi tego co mu Jezus kazał?

    Pisałam o robieniu, nie o gadaniu.
    Zechciałeś nie zrozumieć, co napisałam? Twoje prawo.

  48. mag
    14 lutego o godz. 21:45

    Maguś, mnie tam Stanisławów na nico. Ale chodzi o to, że mi się sam patriotyzm robi na patelni, a do kosza szkoda wyrzucać, kotu nie dam, bo nie mam, pies nie jest taki znowu patriota, albo odwrotnie: jakby zeżarł tą przedwojenną to patriotyzmu dzisiejszego dowiódł. Ale pies nienaleśnikowy i trudno mu przetłumaczyć: weź i zeżryj taką Polskę!

    A że Grechuta to samo serce to fakt. panienki się do niego garnęły że aż to i drugi fakt. Bo oprócz tego to i pięknie śpiewał, co jest faktem nad faktami bo i drugi się taki nie urodził. Dzięki 🙂

  49. zak1953
    15 lutego o godz. 0:01

    Ha, ostatnie zawirowania naszych „panów” pokazują, że albo jest naród albo Polacy. Bo naród jako taki, nie może polski. Bo ja jako Ślązak jestem Polakiem, choć jak stwierdził żoliborski prezes – ukrytej opcji niemieckiej.

    Ciekawą kwestię zgłaszasz: naród czy Polak?
    Zanim coś się da ustalić albo i nie, mam takie uwagi:
    – Żeś jest Polak jako Ślązak to musi być Twoje zdanie. Bo dużomały, biorąc Cię za „ukrytą opcję niemiecką” wyraził się dość jasno: żaden Polak, tylko się przebrał za naszego, a prawda jest taka, że dziadek z Wehrmachtu. I to cała prawda – we łbie dużomałego.
    – w kwestii naród czy Polak to bym dodał, że jest jeszcze coś: mieszkaniec oraz obywatel. Czy mieszkaniec Polski – „fakt obiektywny”, bo mieszka, to zaraz obywatel? Związek ten widzę jako dosyć luźny.
    – Między „Polakiem” a „Żydem” luźność jest w ogóle tak wielka, że większa niż w sparciałej gumie co już dawno z gaci wypadła: Polak, po naszemu, znaczy katlickiemu to Polak-katolik. A Żyd to nie wiadomo co, ale wiadomo, że jak powiemy „Polak” to Żyda co w Polsce mieszka od pokoleń do tego zbioru nie wliczamy. Żyd to Żyd i szlus.

  50. 60vito
    15 lutego o godz. 7:56

    Próbuj, ale bez napinki. Sam przecież wiesz: Prawdziwy Polak zawsze chodzi w luźnych gaciach. Wystarczy obejrzeć galerię malarstwa polskiego w Muzeum Narodowym.

  51. Stachu39
    15 lutego o godz. 12:14

    Tanaka test na prawdziwego Polaka zdał, bo mu wszystko się kojarzy, nawet naleśnik. Smacznego. Tylko czy nie będzie to ojczyznożerstwo?

    To będzie znaczyło, że Ojczyzna jest mi najdroższa,najsłodsza i tak dalej. Samo dobro, rozumiesz. No i że cały żyję Ojczyzną. Bez żarcia Ojczyzny Prawdziwy Polak umiera. Ona mu matką, krwią i pokarmem.

    Pamiętasz zresztą jak jest z Jezuskiem: wcinasz ciastko – a to sam Jezus. Polska Chrystusem Narodów. Wszystko się zgadza. Musi.

  52. Antonius
    15 lutego o godz. 10:45

    Widzę, że wszystko widzisz prawidlowo, bo w naleśniku jest wielkie bogactwo treści ojczyźnianej. A Ojczyzna szczodra – i mąką i jajami i do jaja każdego przygarnie, może nawet i marnotrawną opcję niemiecką, choć to będzie dosyć trudne. No, ale miłość Ojczyzny w ogóle trudna jest.
    Róbcie z żoną naleśniki, a żona może też popróbować swojej prawidłowości patriotycznej rozklepując kotlet do kształtu Umęczonej i Wyśnionej.

  53. Nefer
    15 lutego o godz. 11:07

    Mnie często wychodzi Antarktyda

    Ziemia planetą ludzi! – zawołał wielkim głosem Marynarz wód, czyli Franciszek Pieczka. Jak Ziemia to i Antarktyda. Nic się więc nie martw. Jest i korzyść taka, że na Antarktydzie mniej tloczno. No i ile miejsca na narciarstwo bez dośnieżania. A nasi mieli tam niegdyś 2 stacje naukowe. teraz chyba pół ćwierci jednej, ale nic nie szkodzi: nasza Ojczyzna od morza do morza przecież to i Antarktydy sięgnie. A Ty już tam będziesz: powitania, kwiatki-rąsie-buzie ze strony dużomałego i cała reszta atrakcji. Eeee…, niekoniecznie od dużomałego? To się rozumie, ale też się nie martw: zanim Ojczyzna sięgnie, dużomały będzie zimny.

  54. @Tanaka 17:53

    Znaczyłoby, że każdy prawowity katolik to co chwilę ludożerca, kanibal. Żeby: żydożerca. A gadają, że to Żydzi krew dzieciątek do macy dodają.

  55. Trochę zdjęć z dzisiaj (te na końcu, od nart, starsze)

    https://goo.gl/photos/2TuRqGf8skPZyxuZ7

  56. Tanaka
    Z tymi naleśnikami to niezły żart. Ale jak ja mam zdefiniować
    moją polskość? W 1946 osiadłem na Śląsku jako „repatriant”
    w nowej ojczyźnie ze starej ojczyzny (Żydaczów, woj. stanisławowskie). Żeby uściślić: jako aktywny członek pierwszej Solidarności, alergicznie reaguję na kaczorów, gwiazdów i innych morawieckich. Jak zaznaczyć moją
    polskość jeśli na demonstracji nie mam zdrowia, a na
    emigrację za późno(80+)?

  57. Amonit63

    Ta ty pojc na rynek i kup sobie filcy. Nie beret filcowy a rychtyk filcy. Of razu poczujesz kto jezt zdrajca a kto dobra zmiana. I wtedy be nikakich zaglosujesz z moherami. Bo ci som urodzeni w beretach i som dobrym sortem z pisdziackiej natury. Ty zas jako repatriant masz pod gorke. A pod gorke najlepi siem wchodzi w filcach. Ew. w gumofilcach

  58. Polska B, cala w filcach, murem stoi za do dobra zmiana. Jeszcze troche i Polska B stanie sie Polska A!

  59. Tanaka

    Jo tam nie potsebuje wiedzić, cy jo Polok, cy co. Wim, ze ja, to ja, a kto ja taki? A na co mie to. Zaź jak Ty smazys placków na całom Polske, to mie sie moc podoba. Nie bez to, ze polskie. Ino bez to, ze nie ruskie pirogi. Z rodzynkami? Bo co to takie pińć w cecim placku? Uolstyn, Poznań, Kraków, Censtochowa? A na góze co – Danie ześ zatentegował? Mie sie to podoba, bo wole Danie jak Polske, chociem nigdy nie był (moze w tyn rocek skikne na Borhol, jak dozyje. Bo jak nie dozyje, dzie mi tam skikanie bydzie w gowie). Uojeny, jak patse, to widze, że to nie Dania, ino nie wim co. Scecin? A Wilna to jo nie chce. Ani Lwowa, ani tyn. Bo na co? Co z tym zrobie – gzyby bede zbiroł sam? Komu, jak tam nikogo moich ni mo? I mie tam ni mo. A gzybów to jo i tu mom potund. Chiba zeby Ewowego talezyka poprosić, zeby mame, tate wystukoł z zaświatów , to bym jim prezent na tyn dziń cy drugi zrobił. Niech pogadajo w swoich Rakiskach z tymi, co ich jus zaś ni śtuki ni mo. Jo tyz z Rakisków, ino mie wisi, skund ja i dokund. Wim, ze dotamtund i ślus.

    A tak to, panie, tyn – na jaki cinzki wuj mie wiedzić, co jo Polak, cy co inse. Jak za parę dni, za dni pare odwalał byde kite, to lepi, zeby Polak? A bez co – ulgowy bilet bydzie? Co to takie Polak – lepse uod Franca, uod Eskimo, uod Zyd? Leze tera, goronckuje i widze, że nic nie lepse – takie same g…pseprasam…cy widzis te gruzy na scycie, Tanako, abo te kozice? Po górach ześ łaził, to ześ może słysoł, cy uny jedne do drugik gadajom: „Kto ty jezdeś?”?

  60. Jest nowy ambasador USA w Polsce. Strzal w dziesiatke. Ambasador-ka jest uosobieniem establishmentu Ameryki rzadzonej przez Trumpa. Nie tylko pod wzgledem wizualnym, ale stylu zycia, tez doswiadczenia i zaangazowania w prawdziwe problemy Ameryki.
    Gdzie tu porownac ja z dotychczasowym ambasadorem Paulem W. Jones mianowanym przez Obame. Taki sobie zwyczajny, wyksztalcony, doswiadczony, skromny facecik.
    Bylam na filmie „Insult”_obraza , na ktory nikt z Was nie pojdzie. Taki marny, polityczny o wspolczesnym Libanie z rzutem na przeszlosc. Smieszny incydent miedzy nielegalnym Palestynczykiem , managerem na budowie – a Libanczykiem – chrzescijaninem wlascicielem warsztatu samochodowego przeksztalcil sie w wojne polityczna w sadzie i oczywiscie na ulicy. My wiemy tylko o sobie i naszym be kk, i naszych winach. A caly swiat sklada sie ze spraw rownie nie do rozwiazania i rownie istotnych dla ludzi, ktorych dotyczy i z ludzi, ktorzy nie sa aniolami.
    Pare deklaracji w filmie mi sie spodobalo: np. „nikt nie mowi, ze musimy sie pokochac, ani zapomniec, ale czas juz najwyzszy przewrocic kartke”, albo: „nikt na swiecie nie ma wylacznosci na cierpienie”.
    W pewnym momencie Libanczyk rzuca z wsciekloscia Palestynczykowi: ” zycze ci azeby cie Ariel Sharon zrownal z ziemia”. O.. tego bylo juz za duzo. Krewki i ponury ( wszyscy byli tam ponurzy) Palestynczyk jednym ciosem uszkodzil dwa zebra Libanczykowi, co m.in. zawiodlo ich do sadu. I okazuje sie, ze wprawdzie bic sie nie nalezy, ale to co powiedzial Libanczyk z tym Sharonem bylo najwieksza z mozliwych mow nienawisci. Nawet jego obronca wyjasnial, ze ten nie powiedzial, zeby cie…. , tylko zyczy mu itd,
    Po przyjsciu do domu poczytalam sobie o kolejnym na Bliskim Wschodzie nieszczesnym kraju i jego ludnosci, a my sie bedziemy teraz marcowac. Za kolejne 50 lat, na setna rocznice to beda dopiero uroczystosci. I jak urosnie wina calego narodu polskiego na okolicznosc tej rozgrywki politycznej wierchuszki.

  61. Tanaka
    15 lutego o godz. 14:06

    Nie bluźnij. Upadłoanielska.

  62. amonit63
    15 lutego o godz. 18:39

    Zawsze możesz mieć „wolny balkon” albo chociaż „wolne okno”

  63. Zyto,

    Pani Georgette Mosbacher to jest to. Nie dosc ze ma doswiadczenie – trzech mezow – to jeszcze blondynka. W Sam raz na ambasadorstwo w Pisdolandzie

  64. Trzydzieści lat temu, na drzwiach łazienki, ukazał mi się Chopin. Z profilu, jak z obrazu Delacroix. Niestety, niestety – kiedy zmieniłem żarówkę – zniknął. Tajemnicza historia!

  65. wbocek
    15 lutego o godz. 19:51
    Nawet nie wiesz, jak chciałbym usłyszeć to co napisałeś. Już nawet sobie to wyobraziłem ale wyobrażenie to jednak nie oryginalnie wschodnia mowa. Nasza śląska godka jest strasznie twarda, a wschodnie mowy mają taki fantastyczny zaśpiew. Niestety, większość dzieci i wnuków Kresowiaków, którzy przyjechali po wojnie na Śląsk, utraciła swój charakterystyczny akcent. Polska szkoła mocno zunifikowała mówioną polszczyznę. Coraz trudniej poznać po wymowie region pochodzenia człowieka.

  66. Powinnam sie ustosumkowac do najnowzej strzelaniny na Florydzie. Juz dosyc dawno doszlam do muru i…nic nie mam do powiedzenia. Powiem na ucho, sprawdzilam jak glosowali w tym okregu. Niewinne, bezbronne dzieciaki. I jesli cos sie zmieni, to wyposazenie kazdego nauczyciela w bron polautomatyczna. A co?
    Troche zrobilo mi sie wstyd za siebie, ze jestem taka s…a, kiedy zobaczylam komentatora CNN, byly pracownik FBI. Nprmalnie nie ma u niego sympatycznego usmiechu, taki stary zgryz, a tym razem nie wytrzymal i zaczal szlochac.
    Mysle, ze z zalu nad kolejnymi dzieciakami i ze swiadomosci, ze nic sie nie zmieni.

  67. Ostatni wpis u red. Szostkiewicza, z wykrzyknikiem:

    **********************************************

    @ozzy 15 lutego o godz. 19:25
    !
    Polecam dokument Mariana Marzynskiego
    „Shtetl”
    https://www.pbs.org/wgbh/frontline/film/shtetl/

    **********************************************

    I patrzcie państwo, cenzura przepuściła!
    Ciekawe dlaczego? 😉

    Wy w ty Polske będziecie siem z tymy Żydamy do kuńca świata naper*alać. Dlapoczemu? Bo to lubicie, to po pierwsze.

    A po drugie dlatego, że jesteście starzy i na starość już nie nauczycie się niczego innego. Od wieków jedni z was będą na Żyda naskakiwać a drugie będą go bronić. Jakby @RadziłówJedwabne napisał, to, co przed wiekami było ważne to dzisiaj jest tylko śmieszne. Żydy skryły się pod amerykańskim i pod swoim własnym parasolem atomowym i mają polaczkowate, prawdziwe czy fałszywie polaczkowate, spory głęboko w życi.
    @RadziłówJedwabne ma rację, drugu raz Żydzi do żadnych stodół zapędzić się nie dadzą. Drugi raz w żadnym gettcie mordować się nie pozwolą, z cudzą czy z własną pomocą. Żadna prawdziwie czy fałszywie polska karuzela nie będzie na to patrzeć.

    Polacy nie wyciągnęli żadnej lekcji. Wróć, dla mnie przecież nie ma żadnego znaczenia ta czy inna narodowość. No chyba, że w blogowej kłótni, kiedy jakiś palant się tak napuszy, że aż przyjemnie mu ten jego balonik przekłuć.

    Ludność, miejscowa ludnośc między Odrą a Bugiem niczego sie nie nauczyła. Rok 2017 a oni prawie żadnej obrony plot nie mają. Nie chcą myśleć i nie chcą do siebie dopuszczać zupełnie z punktu widzenia wojska oczywistego ruchu na czas wojny. Wszystkie polskie F-16 „w razie czego” robia frrrrr i odlatują natychmiast na lotniska w Niemczech.

    Tak jak najnowsze okręty PMW w pamiętnym Wrześniu odpłynęły w siną dal.

    Dlaczego odlatują? Bo nikt i nic nie obroni ich lotnisk w Polsce. Tylko startując z Niemiec mogą mieć jakąś szansę na wzięcie udziału w walce.

    A polskie wojska lądowe? No cóż, bez obrony plot bedą rozstrzelane i już. Z niemieckimi czołgami czy bez. Może Amerykany nam pomogą? Może generałowie amerykańscy, po tym bajzlu, jaki zobaczyli w Umęczonej na miejscu, wybłagali u Trumpa forsę na obronę plot, bo bez niej po raz pierwszy w dziejach amerykańskiej armii musieliby walczyć bez przewagi w powietrzu, mało tego, nadzy jak ich bozia stworzyła.

    To jest dorobek Polaków. Po PRLu i po 28 latach wolnej Polski.

    No i żremy się o Żydów sprzed prawie 80 lat. Bo lepszych tematów nie ma. Bardziej palących. Antysemityzm, uleczony, zaleczony czy ropiejący nas uleczy. Duszy wywisekcje co do takiej czy innej naszej natury nas uleczą. Polskiej, chińskiej, ruskiej czy żydowskiej. Góralskiej czy kurewskiej.

    W BBC jakiś oczywisty psychiczny krzyczał przed momentem, że w jakimś Kongu gdzieś w Afryce Murzynki się mordują z coraz większą intenywnością, no i że ten krzyczący psychiczny zupełnie nie wie, dlaczego świata to nic a nic nie obchodzi?!

    Tak krzyczał, że chyba z pińć razy wiency tych wykrzykników stawiał po każdym wyrazie, a nie tylko po „Niech żyje Armia Czerwona! tak jak to robi @ozzy.

    Albo wtedy, gdy reklamuje produkcje wdzięcznego za ocalenie Mariana M.

    Wariat z BBC krzyczał, że świat tylko ciągle Syria, Syria, Jemen, Jemen a o jego Kongu cisza. I że to skandal, bo on też chciałby być w telewizorze ze swoim Kongiem w tle. Bo u niego tez dużo jest puchnących trupów. Bardzo fotogenicznych. Wykrzyknik. Wykrzyknik.

    A u pana Kowalczyka o Żydach.

    A u pana Hartmana o Żydach.

    A u pana Szostkiewicza o Żydach.

    A u pana Passenta o Żydach.

    Itd., itp.

    W całej Umęczonej o Żydach,

    A w Kongu trupy. A w Izraelu nowy układ scalony, nowa linijka kodu, nowa firma, nowa sprzedaż na giełdzie. A w USA sie postrzelali w szkole, wcześniej w Chicago zastrzelili Bardzo Przystojnego Gliniarza.

    Dobrze radzę miejscowym paniom – wygóglujcie sobie zdjęcie Zastrzelonego Gliny z Chicago – nie pożałujecie. W mundurze, co za uśmiech, takie ciacho, że chciałybyście widelczykiem do tortu go jeść.

    A tu o Żydach. Do śmierci, niestey prędzej blogowiczów niż tego tematu.

  68. zak1953
    15 lutego o godz. 22:14

    Wiesz Ty co, zaczek, Ty mnie cóś podpowiedział. Jak ja udchuruja i nie odwalia kity, spical’nia Tobie przygotowia taka jedna rzecz na ucha.. Jak mnie uszy nie zmarzno.

  69. zak1953,

    Nie uslyszysz wschodniej mowy
    Nie wszytkie belkoty sa mowami wshodnimi

  70. maidan
    15 lutego o godz. 22:50

    Ty znasz wschodnia mowa, trolliątak? To powiedź choć jedna słowa.

  71. zak1953
    15 lutego o godz. 22:14

    Zaczku, zapomniałem powiedzieć – mam 39 gorączki – a trollątko mi przypomniało: tamten tekścik to w ramach językowych wygłupów, w które się paru na blogu lubi bawić. Nie miał nic wspólnego ze wschodniością – ot taka mieszanka. Dopiero po Twoim głosie, jak dojdę do siebie i nie fajtnę, spróbuję przygotować swoim głosem.

  72. Nadrabiam…

    @Tanaka

    Wracając do zasadniczego tematu, czyli testów naleśnikowych – moje wszystkie wskazują na globalizm bo okrągłe (sprawdziłam we wtorek bo akurat wypadł Pancake Tuesday). Chyba, że oznacza to cos innego. Aha – jeszcze kwestia ostatniego placka – u nas nie wywala się resztówki ciasta, którego jest już za mało na pełnego naleśnika wiec wylewa się to na patelnie, zawija patelnia z lekka i sprawdza jaki tym razem potwor (jak mawia najmłodszy ateista) wyszedł. Biada temu kto porwie potwora nie oddając go najmłodszemu ateiście, bo może skończyć się srogim rykiem. Najczęściej potwor ma wiele pokręconych odnóży z czego wnoszę ze jest to Latający Potwor Spaghetti. Nie wiem jednak czy to wszystko świadczy o tym, że zdałam test…

  73. maidan
    15 lutego o godz. 22:50
    Mam wrażenie, że wyobraźnia tobie siadła. Ja jestem Ślązakiem, który wychował się w środowisku przyjezdnych Polaków, nie tracąc jednak kontaktu z mową śląską. I pamiętam jak rodzice moich koleżanek i kolegów, mówili z tak różnymi akcentami, że nie uwierzyłbyś, iż to wszystko są Polacy. A oni przyjechali ze wszystkich zakątków II Rzeczpospolitej i nie potrafili od ręki pozbyć się swego środowiskowego akcentu. Dopiero ich dzieci zaczęły tracić akcent rodziców. Mnie także na rękach wybijano linijką śląszczyznę. Całą polską rozmaitość diabli wzięli.

  74. Pombócku, kuruj się więc, abyś mógł na spokojnie siąść nie tylko na rower ale i do klawiatury. Będę cierpliwie czekał na niespodziankę. Dobranoc.

  75. zyta2003
    15 lutego o godz. 22:24

    Ciezko znowu to widziec. Dzis na Twitterze pojawil sie wpis jednego ze swiadkow strzelaniny w odpowiedzi na kondolencje Trumpa (rozprowadzony dalej przez te sama poslanke, ktora zglosila Ziemkiewicza do Home Office, stad wpadl mi w oko):

    “I don’t want your condolences you f*****g price (sic) of s**t, my friends and teachers were shot.
    “Multiple of my fellow classmates are dead. Do something instead of sending prayers. Prayers won’t fix this. But Gun control will prevent it from happening again.”

    Ale podobno recepta jest prosta – uzbroic nauczycieli…

    Tymczasem w zeszlym tygodniu zaczely wychodzic pierwsze przebisniegi – najpierw ucieszylam sie na ich widok a potem, jak co roku przypomnialo naszla mnie chwila zadumy – przebisniegi bowiem staly sie memento szkolnej masakry w Dunblane, od ktorej uplynie wkrotce 22 lata. W odpowiedzi na slynny Snowdrop Petition, o ktorym juz kiedys pisalam dosyc drastycznie zaostrzono regulacje dostepu do broni a liczba strzelanin znaczaco spadla na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Tylko po co zmieniac prawo skoro wystarczy nauczyciel ze spluwa…

  76. Nefer
    15 lutego o godz. 18:18

    Pieknosci! A ja sie podniecam niezdrowo jak mi posypie 2 cm sniegu…

    Az mi sie Skaldowie z „Kuligiem” wlaczyli odruchowo… 😉

  77. woytek
    15 lutego o godz. 15:13

    Czy jeden naleśnik protestuje czy więcej to się dopiero okaże, póki co o Ziemkiewiczu zrobiło się głośno. Wydaje się tym bidak strasznie zdziwiony, nie wiem czemu, bo cytaty z jego wypowiedzi są dosyć akuratne to o co się pieklić. Tak się przyzwyczaił, że nikt mu nie zwraca uwagi a tu proszę – wychodzi na to, ze co przechodzi bez echa w pewnych zdziczałym nieco ostatnio kraju nie uchodzi na sucho w innym. Fajnie zresztą Ziemkiewicz piekli się na swoim Twitterze i fejsie – wzywać husarie, ja to babsko i tego Guardiana do sądu pozywać będę. Jak nie przeproszą, ale już! I już cały dzień czeka na odpowiedz z Guardiana, a Guardian nic. Zignorował go jakby. Zresztą liczę bardzo, ze dotrzyma słowa i będzie pozywał bo czemu nie ucieszyć się pięknym widowiskiem ale wiesz co? Pewnie się nie doczekam.

  78. mag
    15 lutego o godz. 12:43
    Gdzie się podział @Tobermory?!
    Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

    Toby nie wraca ranki i wieczory. We lzach go czekam i trwodze… Popieram, moglby juz wrocic!

    Ostatnio, ale to juz z miesiac temu nadawal z drogi na koniec swiata a potem cisza.

  79. zak1953
    15 lutego o godz. 22:14

    „Polska szkoła mocno zunifikowała mówioną polszczyznę. Coraz trudniej poznać po wymowie region pochodzenia człowieka.”

    I szkoda, ze to zanika. W Anglii po regionalnym akcencie można człowieka zidentyfikować niemal co do wioski (jak jest z Yorkshire). A i tak narzeka się ze regionalne akcenty powoli się rozwadniają w Anglii i maja się lepiej w Szkocji. W samej maleńkiej Szkocji zaś (która mówi dosyć specyficzna wersja angielskiego) jest około 10 dialektów regionalnych. I to jest piękne. Zwłaszcza kiedy znane osoby pozostają przy własnym akcencie nie przejmując w pełni modulowanego sposobu mówienia.

    PS. Nie mialam jakos jeszcze okazji pogratulowac ci swietnego wstepniakowego debiutu… Wiec z opoznieniem – gratuluje! Swietny tekst i mam nadzieje na nastepne. Pozdrawiam

  80. zak1953
    g.23:15
    To bardzo ważne co piszesz o zacieraniu się, rozmywaniu językowych odrębności regionalnych, gubieniu nie tylko słów, ale akcentu czy intonacji. W szkole przecież wręcz karano (nawet linijką po łapie, jak ciebie) za używanie „swojskiej” mowy.
    Na szczęście nie jest chyba tak źle, skoro moje wrażliwe ucho wychwytuje rozmaite „inności” dla jakiejś grupy ziomali normalne, a sprawia mi to prawdziwą przyjemność.
    Śmieją się moi bliscy, że np. na Podlasiu zaczynam mówić z kresowym zaśpiewem, całkiem bezwiednie, a gdy się znajdę wśród górali, łapię akcent na pierwszej sylabie.
    Lubię słuchać, gdy mąż mojej pasierbicy w jednej chwili przechodzi ze śląskiej gadki w rozmowie ze swoim pracownikiem na polszczyznę literacką, bo zwraca się do mnie. A już kaszubski to jak węgierski. Czy śląski też doczeka się oficjalnego uznania, czyli będzie szkolnym „przedmiotem”?
    Nie wiem, jak teraz jest w szkołach w różnych regionach Polski, ale na pewno symboliczna „linijka” nie wchodzi w grę albo nie jest potrzebna.

  81. Zak

    Komu ona, ta wyobraznia, sjiadla tu sjiadla. Mnie nic do tego

  82. Kostka
    Może @Tobermory zaszył się gdzieś głęboko, bo wypróbowuje na sobie tzw. szkołę przetrwania.
    Jest wprawdzie sybarytą i smakoszem, ale nie dziwiłabym się, gdyby naszła go ochota na takie smakowanie życia.
    Jak myślisz?

  83. mag

    Ile zaspiewu podlaskiego masz pod 19:51?

  84. Zanosi sie na to, ze na Trumpa padlo bec: on bedzie wprowadzal gun control w Ameryce. Zaden inny Obama nie odwazyl sie zmierzyc z ultra konserwatywnym NRA. Pomimo tego, ze dzieci w szkolach padaly jak muchy of kul kolegow of wielu lat.

    Zaglosujesz wowczas na multi bilionera, Zyto?

  85. Zdaje sie, ze dolozylismy troche zer Donaldowl. On, wedle naszej arytmetyki, jest, zwyklym miliarderem. Sorry my za to

  86. Zak – 23:15

    Napisales co umiales widziawszy czy nie widziawszy to co padlo w goraczce pod 23:09? Tak czy owak obrazic mnie nie udalo wam sie

  87. maidan
    16 lutego o godz. 5:13

    Młody człowieku, kto swoje występy na blogu zaczyna od wytykania, ironizowania i złośliwego czepiania się, i właściwie do tego się jego obecność sprowadza, obnaża
    tym nie tyle innych, ile siebie. Podobnie jeden małowielki na drabince, który urządza życie innym sposobem niekończącego się wymyślania wrogów, ujawnia – pewnie o tym nie wiedząc – że sam tych wrogów potrzebuje jak powietrza. A kto wie jak się staje człowiek, świetnie również wie, jak się rodzą takie potrzeby. Każdy z nas bez wyjątku swoimi działaniami i słowami opowiada przede wszystkim o sobie.

    Więc z czego wziąłeś, że udaję wschodnią mowę, skoro już pierwszy wyraz „jo” ze wschodem nie ma nic wspólnego i w ogóle w moim tekście nie ma nic z udawania jakiegokolwiek dialektu? Udawanie, oczywiście, jest, ale nie konkretnego, realnie istniejącego dialektu – to zwyczajna zabawa z mieszanką regionalizmów. Skoro tego nie zrozumiałeś, masz sporo do zrobienia z samym sobą. Sądzisz, że szkolony językoznawczo pół wieku temu popisywałby się tak dziecinnie czymś, o czym nie ma pojęcia? A Ty, bratku, jeszcze bardziej kuriozalnie pytasz mag, ile podlaskiego zaśpiewu jest pod 19.51. Brak podlaskości mi przypisujesz?! A skąd wziąłeś, że ktoś CHCIAŁ, żeby ona tam była, tylko mu nie wyszło? W ten sposób możesz przypisać brak londyńskiego zaśpiewu w mojej polskiej mowie, macedońskiego oraz czukockiego. I będziesz miał rację! Dziecinną, bo dziecinną, ale zawsze.

    Masz świetne zadatki na trolla. Ciekawi mnie natomiast, czemu wybrałeś na te popisy akurat blog ateistów, skoro to można robić w tysiącach miejsc w internecie we wszystkich językach i dialektach świata, a nawet żargonach.

  88. mag
    16 lutego o godz. 0:01
    Masz rację, spotyka się jeszcze takie, w zasadzie pojedyncze osoby. Trzy lata temu w korku na autostradzie pod Monachium spotkałem człowieka spod Wrocławia (mieszkającego i pracującego w Monachium), który przywitał mnie z tak wspaniałym kresowym akcentem, ze naprawdę robiło to wrażenie. Podobnie jest z mieszkańcami Srebrnej Góry (Silberberg) na Dolnym Śląsku. Tam wszyscy mieszkańcy przyjechali z rejonu Stanisławowa. I do dzisiaj u nich słychać to pochodzenie. Ale generalnie to już zanika tak mocno, że wkrótce nie zostanie śladu. Ze śląską mową jest podobnie. Ona się niesamowicie spolonizowała. I to co dzisiaj słychać na konkursach, ma się nijak do owego żywego języka jaki słyszałem jeszcze 60 lat temu. Te konkursy to już tylko cepeliada. Smuci fakt, iż nasza mowa przetrwała kilkaset lat rządów władców niemiecko-języcznych, a padła pod panowaniem warszawskich urzędników.

  89. Zak

    Nie dasz glosu? Tej mowy wschodniej nie ja szukalem u trolloznawcy

    Co za paranoja

  90. Pisanie na smartfonie to wyrywanie zdrowych zebow. Nie bedzie slowotoku z mojej strony

  91. @wbocek
    16 lutego o godz. 7:53
    Bo nie ma to jak stary wróg. Nawet pod nowym nickiem stare nawyczki zostają.

  92. maidan
    16 lutego o godz. 5:13
    Człowieku, o czym ty piszesz? Gdybyśmy chcieli cię obrazić to zrobilibyśmy to wprost. Ja nie mam takiego zwyczaju, aby na publicznych forach kłócić się z kimś lub czymś.
    Co twoich wpisów – zadbaj o ich poprawność. Zanim klikniesz „opublikuj” przeczytaj swój wpis jeszcze raz, aby zweryfikować błędy własne lub urządzenia, bo niektóre twoje teksty wyglądają jakby wyszły spod automatycznego tłumacza. Więcej staranności. I mniej zaczepliwości w relacjach blogowych, proszę.

  93. zak1953
    16 lutego o godz. 7:54

    Bardzo masz rację, zaczku, z cepeliadą. Dawno temu, kiedy jeszcze się gapiłem w tele, był program – nie pamiętam, czy robiony w Wilnie, czy u nas – bodaj „Kaziuki”. Występowali ludzie, którzy mówili, owszem, po wilniucku sto razy lepiej niż wszyscy nasi aktorzy, z wyjątkiem Wacława Kowalskiego (Pawlaka), ale przez demonstracyjne wzmacnianie na scenie dosłownie wszystkiego, z akcentem (rozumianym językoznawczo jako przycisk, a nie ogólny zaśpiew) w wielu wyrazach na ostatniej sylabie włącznie (np. „czeka’j ty”), takie to dla mnie – wychowanego w końcu w tej gwarze – było sztuczne, że oglądnąłem ze dwa razy i uciekłem na piwo. Podobnie było z programem o lwowiakach. U nas repatriantów tez zaśpiew, rzecz jasna, powoli zanikał, pozostały tylko pewne elementy. Ale całkiem niedawno się dowiedziałem od człowieka ze Śląska, że w moim głosie jest wyraźna zabugowość. A on miał paru sąsiadów stamtąd i podobała mu się ich mowa. Zdumiałem się, bo mi się zdawało, że mówię jak rdzenny centralak. Dopiero kiedy zrobiłem parę filmików, w których dałem głos, aż siadłem z wrażenia: żeby cię grom, może nie taki czysty, ale wilniuk! Więc łatwo utracić słownictwo, bo ono się najmocniej słyszy i do niego się człowiek w nowym miejscu najszybciej przysposabia, ale mniej ważna w komunikacji intonacja z krainy dzieciństwa pozostaje na dłużej lub na zawsze. Wcześniej nagrywałem swój głos, ale wyłącznie po rusku, do przygotowywanych dla słuchaczy ćwiczeń, więc do siedemdziesiątki nigdy mówiącego siebie nie słyszalem.

  94. Ewa-Joanna
    16 lutego o godz. 8:52

    Zaintrygowałaś mnie. Bo i ja o tym nicku jako nowym u starego pomyślałem. Od czepiania się przecież zaczął występy.

  95. wbocek
    16 lutego o godz. 9:31
    Dzieciństwo i mowa rodziców najbardziej się utrwalają w naszym mózgu. Ten pierwotny okres tworzy w nas swoistą matrycę mowy i pewno części zachowań. To jednocześnie czas najbardziej spontaniczny i przypadkowy. Dopiero później zaczynamy się uczyć tzw. poprawnej mowy. Ale to jest jak układanie warstw cegły na okrzepłym już fundamencie. Sami najczęściej nie zauważamy specyficznych elementów naszej mowy, bo traktujemy ją jako normę, do której przykładamy mowę innych ludzi. Podobnie dzieję się przy przenoszeniu naszych treści na papier. Osobiście, w oficjalnych wystąpieniach nie wykazuję owej śląskiej twardości wymowy. Ale to jest wynik edukacji szkolnej oraz planowania większości wystąpień. A mimo to specjalista, po analizie tekstów pisanych i części mówionych, wyłapie moje pochodzenie i wpływ przodków na język. Tak przynajmniej przydarzyło mi się w pewnej redakcji w Katowicach. Sekretarz redakcji po kilkunastu puszczonych u nich tekstach, w prywatnej rozmowie nawiązał do pewnych charakterystycznych cech mojego języka, wyłapał je w tekstach pisanych i częściowo szyku zdań, chociaż już w nie w akcencie.
    Miałem kuzyna (rocznik wojenny), którego super-niemiecki tata wymagał uczenia go tylko języka niemieckiego. Jednak pewne wydarzenia spowodowały całkowite zatarcie tego języka pierwotnego. Jako dorosły człowiek nie potrafił powiedzieć jakiegokolwiek zdania po niemiecku.To ja, rozpoczynając wstępną naukę niemieckiego w wieku 22 lat mogłem być jego tłumaczem. Być może napiszę o tym kiedyś. Pozdrawiam

  96. maidan
    16 lutego o godz. 8:09

    Maidanie ortegopodobny, nie o to, kto czego szukał chodzi, lecz o Twoje kleszczowe czepiactwo jako sposób bycia na blogu/blogach. To od dawna znany w psychologii sposób odreagowywania własnych deficytów. Pies z kulawą nogą by się nimi nie interesował, gdyby ich nosiciel nie obrzydzał innym śniadania, obiadu i kolacji.

  97. Się mi wydaje, że podlaskie to bardziej „sledziki” a wileński to zupełnie coś innego. Mało pamietam ale zaśpiew mam, bo babcia częsciowo mnie wychowywała.

  98. Zak,

    Jesli odniosles wrazenie, ze ja bylem bylem pierwszy w zaczepliwosci to przepraszam. Ta siadajaca wyobraznia to musi byc prawdziwy bul..

    Jezykowo bede sie staral podciagnac. Jezyk polski nie jest jezykiem wyniesionym z domu. Ani uzywanym na codzien of wielu wielu lat.

    Ja osobiscie przewijam denerwujace mnie teksty. W kilku jezykach zreszta

  99. zak1953
    16 lutego o godz. 10:04

    Same słuszności mówisz, zaczku. Dorzucę tylko zwyczajną niezdolność – lub bardzo ograniczoną zdolność – obserwowania samego siebie w ogóle, a własnej mowy – w szczególności. Moi bracia – o 9 i 10 lat młodsi ode mnie – nigdy nie mieli tych wschodnich tonów, jakie ja mam. Ale przecież powołano ich do życia w innym otoczeniu niż moje z dzieciństwa, no i rodzice byli już dość długo poza swoim naturalnym środowiskiem. Inna rzecz, że kiedy na dobre zasiedliśmy w Słupsku, w najbliższym otoczeniu były aż trzy rodziny wilniuckich kuzynów, a i pół ulicy było zza Buga, jak się mówiło.

  100. Jesli mnie czyjs jezyk denerwuje czy wrecz obrzydza, przewijam. Dyskusje, zwiezla, podejmuje wtedy gdy sie z czyms nie zgadzam. Kadzenia nie potrafie. Ot, tyle

  101. zyta2003
    15 lutego o godz. 22:24

    Rozstrzelanie dzieciaków odbyło się w miejscu o pięknej nazwie Parkland. Specjalna oprawa scenograficzna i symboliczna dla masakry.

  102. Hej Tanaka!

    Z jajem napisane, bo i naród z jajem trza traktować, aby niwelować pomp/ę/atyczność wokół niego.
    Ile w społeczeństwie jest narodu, tyle w nim będzie proporcjonalnie antysemityzmu. Naród to twór, który powoli traci racje bytu, tyle że obywatelstwo, które ledwo kiełkować zaczęło w katoliku jest za słabe, aby wyprzeć z niego naród. Obywatelstwo to demokracja, a demokrację ma się w głowie.

    U mnie naleśniki są jak u Kostki, zawsze krąglutkie, znaczy się kosmopolityczne. 😉

  103. midaro
    15 lutego o godz. 17:21

    Ja: Pierwszy z brzegu przykład (choć są i inne; zgoda, że niezbyt licznie): ksiądz Lemański twierdzi, że „robi to co Jezus mówił, żeby robić”.
    Ty: No, skoro szczególnie, to może znasz takiego biskupa albo proboszcza co by gadał, że on nie robi tego co mu Jezus kazał?

    Pisałam o robieniu, nie o gadaniu.
    Zechciałeś nie zrozumieć, co napisałam? Twoje prawo.

    Bardzo ładnie, że mi dajesz takie prawo. Sama też masz prawo: nie rozumieć co piszesz.

  104. Żorż Ponimirski
    16 lutego o godz. 11:03

    Żorżyku, z gdzieżeś Ty sie podziewał?

    Z tą okrągłością naleśnika to pewnie z Kostką macie rację: okrąglość jest najprawidłowsza. Da się to wyjaśnić na kilka sposobów, ale tu użyję sposobu katolickiego, chociaż II gatunku – wziętego z Tischnera: najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, a wreszcie księdzem.
    Jak najpierw to najpierw – człowiek jest najpierw, a nie żaden naród, a zwłaszcza Naród. A ksiądz to już w ogóle – śmiech i ogon.
    Nie wiem jak sobie sam Tischner z tą kolejnością radził, zdaje się, że sobie nie radził. bo ładnie mówił, ale jak co powiedział to często wewnętrznie sprzecznie, albo tak, że nic z tego nie wynikało.
    Czy obywatel i demokrata to równie naturalny stan człowieka jak człowiek sam w sobie to by warto się zastanowić. Z perspektywy cywilizacyjnej zdaje się że tak. Ale patrząc pod górkę rozwoju człowieka, to chyba nie bardzo. Chociaż kto wie, gdyby bozia człowiekowi nie przeszkadzał, może by inaczej było.

  105. Ewa-Joanna
    16 lutego o godz. 10:29

    Otóż właśnie, Ewo-J, te zabugowskie babcie. Prawie całe dorosłe życie spędziły w swoim naturalnym językowym otoczeniu, dopiero końcówka – z dala od ojcowizny. Były nieskażone i oryginalne w stu procentach. Tak było i z moją babcią. Przyjechała z dziadkiem za dziećmi w 1951. Dziadek zmarł szybko, a babcia żyła jeszcze długo, ale jej życie polegało na siedzeniu u dzieci i odwiedzaniu ich po kolei co jakiś czas. Żyła więc w jednorodnym językowo otoczeniu, nie mając żadnych spraw poza nim. Stąd zachowała język w całej jego krasie do ostatniej sekundy życia. Ostatni raz widziałem się z nią w 1980. Jeszcze wtedy się nie rozczulałem nad wileńskością, dopiero później zacząłem kojarzyć we wspomnieniach, że zawsze mówiła tak samo – bez dominujących we wzorcowym języku polskim konstrukcji, odmian i artykulacji.

  106. Ewa-Joanna
    16 lutego o godz. 11:13

    Nie cyklon się zbliża, tylko Pan Jezus już się zbliża Przecież to sam Jezusek albo jego tatuś, co na jedno wychodzi, oni obaj jedno, cyklony produkuje.
    Jak kogoś cyklon nie zatopi, nie przywali spadającym dachem, to będzie cud boski. A jak kogo zabije to będzie, że los tak chciał

  107. wbocek
    16 lutego o godz. 11:15

    Pombocku, co się zbiorę, żeby Ci odpowiedzieć, to mi coś przeszkadza. Zły jakiś albo fusy z kawy.
    Z tymi niepotrzebnościami kresowymi i podobnymi to racja I Naród też nie wiadomo po co, poza jednym co wiadomo: żeby się ciągle między Narodami tłuc i mordować i bozię wzywać, że trupy i cała reszta.
    Pamiętam dane z ostatniego, przedwojennego rocznika statystycznego, który kiedyś kupiłem w antykwariacie: przed wojną jakieś 800 tysięcy,może więcej, mieszkańców Polski nie przyznawało się do żadnego Narodu, żadni tam Polacy, Żydzi, Niemcy, Litwini, Rusini, Słowacy, Ukraińc, ale tutejsi. Tutejszość była ich znakiem, ich tożsamością i treścią. Na pewno pamiętasz to z „Konopielki”.
    Po wojnie też wielu mieszkańców tak się określało. Błąkają mi się po głowie liczby, ale nie chcę podawać, bo mniej jestem ich pewien.
    Zdaje mi się też, że poza oficjalnymi danymi, wielu ludzi, może w istocie większość, znacznie bardziej jest „tutejsza” niż zaraz „Narodowa”. W „Narodzie” strasznie dużo jest abstraktu, a w „tutejszości” – życia. Tak mi się zdaje, że „tutejszy” prędzej się wstrzyma przed śmieceniem na własnej ulicy niż ten co żyje „Narodem”, ale może się mylę.

  108. Tanaka
    16 lutego o godz. 11:05

    Chciałem wczoraj zapytać oną damę: „A co innego biskupy i proboszcze robią poza gadaniem?”, ale cyklon mnie walnął w język i nie zdążyłem. Dziś już za późno pytać. Można tylko dodać, że Jezus – poza cudami-niewidami – też nic innego nie robił.

  109. Tanaka
    16 lutego o godz. 11:14

    Przysiadałem często na blogu, ale tylko czytałem bez logowania. Zresztą ostatnio bywało tu nieciekawie, bo przerośnięte ego co poniektórych dawało się we znaki, fermentując atmosferę. A poza tym córcia staje się coraz bardziej wymagającym łobuziakiem i pochłania większość wolnego czasu.

  110. Tanaka
    16 lutego o godz. 11:25

    Zgadzając się z Tobą i z sobą co do „tutejszości”, dodałbym, że może „narodowość” wstaje na krótko z martwych w chwilach wzmożeń, zagubień, na rozdrożach, w konfrontacji z innością. Obrazek z 1951. Idę ze świeżo przyjechanym dziadkiem gruntowym chodnkiem między cmentarzem a browarem, a z naprzeciwka – dwaj oficerowie polscy. Dziadek, wzruszony na ich widok, zasalutował. Oni elegancko odpowiedzieli. Dziadek nigdy nie był w wojsku.

  111. zak1953
    16 lutego o godz. 10:04

    Poruszasz ciekawe zagadnienia, a szczególnie zgrabnie nazwałeś tą naszą dziecięcą pierwotność za pomocą ilustracji z budowaniem na okrzepłym już fundamencie. Wiele nauk, a psychologia na czele, ale i potoczna obserwacja wskazuje, jak silne, dominujące i nie do trwałego zanegowania są wpływy, na całe życie, naszych lat dziecięcych.

  112. Żorż Ponimirski
    16 lutego o godz. 11:03

    Cześć, Żorżu! Mówisz słuszność nad słusznościami: „Ile w społeczeństwie jest narodu, tyle w nim będzie proporcjonalnie antysemityzmu”. Dodam: i w ogóle „anty”. Co innego słychać z drabinki i z wysokich stołów przez ostatnie dwa latka? Widmo kurduplowatości krąży nad Europą.

  113. Żorż Ponimirski
    16 lutego o godz. 11:29

    Taka córcia to nieustająca cudność. W dodatku nawet jak już całkiem wyrośnie, to ciągle taka sama cudność. Nie mam pojęcia czemu tak jest, ale jest.
    Jeśli dobrze pamiętam, ma na imię Zuzia? – Zrobię więc naleśnik imienia Zuzi. Będzie odpowiednio kosmopolityczny. 🙂

  114. wbocek
    16 lutego o godz. 11:38

    Tak jest: w chwilach krótkich i wśród zagubień oraz lęków. Jestem też z wilniuków, podobnie jak Ty, anumlik i jeszcze paru blogowiczów, i taki moment kryzysu, przełou, gdy konieczne było znalezienie w sobie „Narodu” się pojawił: repartiacje. Trzeba się było określić – czy się jest „Polakiem” i chce się przenieść do nowopowstałej Polski w nowych granicach politycznych i geograficznych, czy się jest jakiejś innej tożsamości, przynależności czy indentyfikacji.
    Podobnie było np. gdy Niemcy proponowali wpisanie się na volkslistę.

  115. @Tanaka

    Prawie trafiony, ale nie zatopiony. Zosia, Zuzia ma na drugie imię. 😉

  116. wbocek
    16 lutego o godz. 11:48

    Każda „wymuszona” tożsamość potrzebuje potwierdzenia w antytożsamości, taka naturalna prawidłowość.

  117. Nalesnik Zuzia? To to, napisz namaluj, Johnny Cash i jego A boy named Sue. On to wyspiewal w Gdansku bodajze

    Boy=nalesnik. To mi zawsze sie kojarzylo

  118. Czechowicz „Kowboj Zuzia”

  119. Ktos Orteqa odwazyl sie przywolac? Hunwejbinskie sumienie dreczy?

    Biedny maidan. Cierpi za mnie. Niczym inny Zyd co cierpial za innych

  120. wbocek
    Zostaw @ponbocku tego @maidana samego ze sobą, zamiast się do niego odzywać. Ot, bojkocik, bo to jedyne co go może pokarać. Słusznie.
    Jak tam zdrówko? Chyba lepiej, skoro klepiesz jednak w klawisze. Ale jeszcze chyba nie rowerujesz. Strach mówić o pedałowaniu w naszej wiosze pięknej całej.
    A propos Wileńszczyzny, czy u Ciebie w domu mówiło się na zwierzaka źwierz (jak w moim ), bo u Tanaki z tego co pamiętam, też. A tatowe „sljedzikowanie” bardzo lubiłam.
    Żorż Ponimirski
    Hej, hej, dawno nie widziany! Jak tam panna Zosjeńka, a? No i Mamusia oraz Ty?

  121. Żorż Ponimirski
    16 lutego o godz. 11:57

    A widzisz! Blisko byłem, a Zuzia mi się w trwalszą pamięć wpisała. Oba imiona takie ładne, że zamiast naleśnika dwojga imion będą dwa.

    Jakoś tak się przymierzam, by o Żorżu Ponimirskim napisać, znaczy – Wojciechu Pokorze, ale mi słabo idzie. O uwielbianym niełatwo pisać, żeby nie popaść w banał albo męczącą egzaltację.

  122. mag
    16 lutego o godz. 13:02

    Jakiś czas temu wysłałem Ci maila (na interia), ale nie odpisałaś. Odbierasz?

    U nas wszystko w porządku. Łobuziak lubi oglądać cartoony i przez to nie jestem na bieżąco z krajowymi wydarzeniami, ale za to jestem na bieżąco z tym co się dzieje w „Porze na przygodę”, czy w „Niesamowitym świecie Gumballa”. W sumie przygody Fina i Jake’a i perypetie rodziny Richarda Wattersona są o wiele ciekawsze od informacji płynących z drabinki, czy poczynania „dobrej zmiany”. 😉

    Tanaka
    16 lutego o godz. 13:11

    Napisz koniecznie. Tylko nie pij spirytusu szklankami. 😉
    https://www.youtube.com/watch?v=N4zdeA4Zgu4

  123. Wqurw !!!

    Wqurw moj polski codzienny, codziennie upewnia mnie, ze pomimo lat w Ukeju przezytych, jestem Polakiem !!!

    Nie nalesnik, czy inny „picture on the glass”, mnie upewnia w byciu, ale wrecz ujawnia i odslania mnie jako Polaka.

    pozdrowka
    ~l.

    ps Moze wiec chaslo miec powinnismy wierszowane:

    Kto Ty jestes?
    Polak maly !
    Jaki stan Twoj?
    Wqurw niemaly !

  124. Tanaka
    16 lutego, g.13:11
    Jako Żorżyk miał Pokora niby niewielką rolę w „Karierze Nikodema Dyzmy” (Nikuś czyli fantastyczny Wihelmi jakby „wziął wszystko” – nawet mimo świetnego Pawlika – Kunickiego i pięknej, fascynującej Barszczewskiej), ale Ponimirski był jako sfiksowany arystokrata, lecz jedyny przytomny w tym towarzystwie snobów, hipokrytów i niedouków r e w e l a c y j n y.
    Czy widzisz na horyzoncie jakiegoś Żorżyka – pogromcę dzisiejszych kretynów, różnych takich współczesnych Januszów, jak np. ten z „Tanga” Mrożka?
    Swoją drogą, aaaale były w „słusznie minionych czasach” seriale! „Noce i dni”, „Polskie drogi” Dom”, „Alternatywy 4”, że o legendarnym Klossie i „Czterech pancernych” nie wspomnę.
    Dziś mamy tasiemcowe tele-nowele-duperele. Nie będę wymieniać tytułów, bo jest ich bez liku, a wszystkie podobne.

  125. W moim zestawie wspomnieniowym niezachwianą pozycję ma „Daleko od szosy”. To jest jeden z flagowych seriali obyczajowych tamtych lat.

  126. Ile Polakow w Narodzie?

    odpowiedz brzmi – 86%

    Skad ja znam?

    Z ankiety Superstacji, ktora sie zapytala: „Czy Niemcy powinni wyplacic Polsce odszkodowanie z II wojne swiatowa?

    I wlasnie te 86% odpowiedzialo, ze TAK !!!

    Ja wskazalem, ze NIE, co mnie wyklucza z bycia Polakiem, ale TAK 86%, tak w…ilo mnie jak najprawdziwszego Polaka!

    No to jestem, czy nie jestem….?

    Oto jest pytanie !

    Ale hamletyzowac wiecej poza pytaniem nie zamierzam.

    pozdrowka
    ~l.

  127. Żorż Ponimirski
    16 lutego o godz. 13:56

    Dzięki za pyszny filmowy cytacik, odpisując @mag coś dorzucę.

  128. mag
    16 lutego o godz. 14:16

    Maguś, oczywiście – Wojciech Pokora był, jako Żorż Ponimirski, r e w e l a c y j n y, znakomity, wspaniały i właściwie słów brakuje, a ciągle dopiero początek oddawania mu należnych słów.
    Co najmniej od czasu „właśnielecikabarecika” Olgi Lipińskiej, w ktorym wykonał, w duecie z Krystyną Sienkiewicz – oboje równie r e w e l a c y j n i e szlagier Valdemara Matouszka (a może to szlagier jeszcze przedmatouszkowy?) „Ta laska nebeska…”, w konwencji – genialnie wymyślonej (Olga?) bo rokokowej, miałem już Wojtka Pokorę za wspaniały i delikatny talent komediowy najwyższej próby. I w ogóle – aktorski. Co, równocześnie, potwierdził w filmie „Poszukiwany poszukiwana”, w którym sam siebie podobno nie lubił, ale miliony go za tą rolę kochały.
    A tu „Laska nebeska” (w kilku wersjach, mnie totalnie wzięła ta w sztafarzu rokokowym wlaśnie, ale każda jest genialna)

    https://www.youtube.com/watch?v=3LEK_1VrQV8
    https://www.youtube.com/watch?v=f2zHtz0UW6M
    https://www.youtube.com/watch?v=DoiuC-QefeU
    https://www.youtube.com/watch?v=dzRaB7aq-Jg

    I jeszcze „Sluniczko”
    https://www.youtube.com/watch?v=gOMtDMWcBwc

    Eva Pilarová a Waldemar Matuška ve svém nejpopulárnějším duetu:
    https://www.youtube.com/watch?v=cV-Jt0jZnGU

    Z dzisiejszych seriali podobał mi się „Glina” z Radziwiłowiczem i Maćkiem Stuhrem. NIźle osadzone, porządnie zrobione kino sensayjne, czyli takie do jakiego tęsknił a nie mógł sie doczekać Zyzio Kałużyński.

    Te wszystkie „Klany” „Emjakmiłości” i im podobne, o nieznanych mi tytułach, bez końca, środka, ani nawet początku – to w ogóle nie jest żadne kino. Jak się kąsliwie wyraził o aktorach w tych produkcjach występujacych Hanuszkiewicz: oni wychodzą i mówią że kochają. A nie umieją kochać. Gadają o swoich rolach zamiast grać. Aktor ma kochać, a nie gadać: „o moja ukochana, jakże ja cię kocham!”

  129. lonefather
    16 lutego o godz. 14:07

    Wqurw – to racja. Ale naleśnika łatwiej sfocić. I jakiś taki elegantszy jest. A Polakowi elegancji śtraśnie brakuje.

  130. mag
    16 lutego o godz. 13:02

    Cześć mag, wiosenna pogodo, niech będziesz powalona…tfu!…pochwalona!
    Dostałem chwilową przepustkę na życie. Bez przyczyny mnie złapało przeziębienie z gorączką 39 i trzy dni ciśnienia powyżej 200. Ale wyszlim dzięki żonie, która miała być z zamiłowania pielęgniarką, ale nie było pieniędzy na szkołę, więc po latach została z zamiłowania kuratorką – 72 lata i jeszcze lata na rowerze mojej roboty, o który paru starszych panów nagabuje, że albo sprzeda, albo ukradną. Nie że jakieś cudo, ale że – niskopodwoziówka, nie potrzeba drabinki dla starszych.

    Z tym „źwierzem”, mag, jest w wilniuckiej mowie tak: wszędzie, gdzie „z” występuje przed miękką spółgłoską, też ulega zmiękczeniu. Dlatego: „źbić”, „źbierać”, „źbijać”, „źbiórka”, „źdjąć” lub nawet „źniąć” – od ruskiego „sniat’”, „źmienić”, „źniknoł” itd. Mówię, rzecz jasna, o mowie ludzi nieuczonych, bo ja z tych wysokości.

    W każdym razie kiedy słucham teraz ludzi na wsi, to słyszę, że ich mowa – w prostych sprawach egzystencjalnych – nie różni się specjalnie od mowy ludzi wykształconych, a nawet wysoko wykształconych. To jest efekt skoku cywilizacyjnego zafundowanego Polsce przez przeklinaną przez pisowate i peowate małpy komunę. Ale kto by tam rozumiał cywilizację, jak już ją w sobie ma.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6523157181234907474?authkey=CO7q1cu-3-jGxwE

  131. @lonefather 16 lutego o godz. 14:49
    Z ankiety Superstacji, ktora sie zapytala: „Czy Niemcy powinni wyplacic Polsce odszkodowanie z II wojne swiatowa?”

    @lonefather drogi, jak zwykle okazuje się, że redakcja pytania jest równie ważna jak jego temat.

    Twierdzę, że ludzie odpowiadali na pytanie „Czy Niemcy powinni wyplacić Polsce odszkodowanie z II wojnę światową BEZ JAKIEGOKOLWIEK POGORSZENIA STOSUNKÓW MIĘDZY NASZYMI KRAJAMI, TZN. ABY POZOSTAŁO TAK JAK TERAZ JEST, ABY BYŁA ROBOTA U NIEMCA W REICHU I U NIEMCA W POLSCE, ABY BYŁ TAKI SAM HANDEL I W OGÓLE TAKIE SAMO WSZYSTKO.”

    A nie na zacytowane przez ciebie pytanie.

    Ludzie wbudowywują w swoje odpowiedzi to co chcą wbudować. Projektują swoje nadzieje i przekonania.

    I dlatego tak łatwo manipulować np. instytucją referendum. Gdzi ediabeł tkwi w UCZCIWYM sformułowaniu pytania, gdy PRAWIE NIKOMU nie zależy na uczciwości.

    Gdyby ktos chciał UCZCIWIE zapytać o te odszkodowania to musiałby przetłumaczyć ciemnemu ludowi na język zrozumiay dla ciemnego luda.

    Jesteś malarz-kafelkarz i mieszkasz w Koziej Wólce. Zdzisiek jest deweloperem i daje ci robotę na swoich budowach. Tej roboty starcza ci na pół roku każdego roku. Dziadek Zdziśka kiedyś zgwałcił twoją babcię i ukradł jej pierścionek.

    Czy pójdziesz do redakcji „Głosu Koziej Wólki” i poprosisz dziennikarzy tam pracujących aby napisali długi artykuł o tym, że na Zdziśka trzeba uważać, bo to może być gwałciciel i złodziej, bo charakter dziedziczy się po rodzicach, no i że tobie należy się odszkodowanie po babci.

  132. Nie słyszę na blogu zachwytów żadnej blogowiczki na temat urody ZASTRZELONEGO GLINY.

    Chyba mój przedpoprzedni wpis umknął uwagi.

  133. Ciekawostka, która może nikogo nie zainteresuje, prócz Tanaki, który i tak te rzeczy zna.

    Fotki z kamerki w Mielnie pokazują poziom morza w tym samym miejscu: jedna, wczorajsza – przy dość długo i do dziś rana się utrzymujących słabych wiatrach południowych lub w pobliżu południowych, czyli wiejących od brzegu (takie tam wianie, prawie wcale wiatru nie było), druga – po zmianie wiatru dziś rano na południowo-zachodni przechodzący w zachodni z perspektywą sztormu. Miejsce po którym jeszcze dziś rano ludzi chodzili suchą nogą, już zalane.

    Bardzo lubię kontrolować okiem brzegi morza na odcinku od Chłopów doi Łaz. Kiedyś, jak rybaczyłem w Gąskach, postawiliśmy siatki przy słabym wietrze południowym (pojechaliśmy śmiało jakie 18 km), a na drugi dzień zbieraliśmy przy wzmagającym się północno-wschodnim. Ryby dowaliło od groma (potem wyszło, że 2,5 tony), więc łódka siadała coraz bardziej. Wracaliśmy może nie pod strachem, ale bardzo uważnie – bo fala lekko boczna, więc trzeba się było odpowiednio ustawiać, jak szła dziewiąta, czyli coś większego. Na brzegu – niespodzianka: stanęliśmy ze trzydzieści metrów od brzegu i dalej ani rusz, mimo fali, która niby podnosi, ale więcej nas oblewała niż podnosiła. Za ciężcy byliśmy, za duże zanurzenie, wryliśmy się w piasek i fifka. Szyper Zbychu nie umiał pływać i był zupełnie inny człowiek w wodzie niż na wodzie. Drugi wspólnik za długo się zastanawaił, więc wlazłem ja, a był bodaj luty. Nic wielkiego, wody nie było nawet do…no, jeśli nie liczyć fali po pierś – trzeba było tylko dociągnąć do łódki linę z hakiem, a jako, jako zimowy kąpielowicz, nie miałem oporów przed kąpielą.

    Okropnie szybko – nawet w oczach – potrafi się zmieniać morski brzeg. A przecież, wydawałoby się – okiem wczasowicza – furt taki sam.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6523170892159190129/6523170896285594162?authkey=CJukx7KJzrevsAE

  134. Nie lubiejemy Poszukiwany poszukiwana i co mi pan zrobisz

  135. Tanaka
    16 lutego o godz. 15:17

    Dzięki za kolekcje „lasek”, cudo po prostu.

    A poniżej dwa w jednym – Pokora i Gałczyński (a w zasadzie trzy bo i Kabaret Olgi Lipińskiej). Teraz już takich nie robią!

    https://youtu.be/Hl1EA4uFHvY

    Pokora ponoć narzekał, że za bardzo identyfikowano go z rolami komediowymi a miał w sobie przecież taki piękny dramatyczny pazur (i tak ni się jakoś ta „Madonna” zapamiętala, co zresztą było takie typowe dla kabaretu pani Olgi, po prostu klasa).

    Happy Friday, everyone!

  136. @wbocek 16 lutego o godz. 16:53
    Fotki z kamerki w Mielnie pokazują poziom morza w tym samym miejscu

    Naści, dobry człowieku, naści;

    http://www.iopan.gda.pl/oceanologia/OC_6/OC_6_37-53.pdf

    http://im.gda.pl/images/Aktualnosci/zoo/01Publikacja%20sympozjum%20gotowa.pdf

  137. A mnie tam nacią od pietruszki wisi do jakiego sortu ten czy inny popapraniec mnie zaliczy.
    Wystarczy być człowiekiem chociaż mam wątpliwości czy to brzmi dumnie, Polak z pewnością nie.

  138. Ziemkiewicz odwołał swoją wizytę w UK, twierdząc, że to przez to że policja zastraszyla właścicieli klubów i pubów w których miał się produkować… I nazwał UK krajem „coraz bardziej faszystowskim”. Żałosny bubek, i w dodatku bez jaj bo koniec końców posłance labuzystów nie udało się uzyskać banu na wjazd póki co więc nikt mu nie broni próbować. Tymczasem wygląda na to że do posłanki Rupy Huq „donieśli” na Ziemkiewicza własni rodacy… Ups.

    Ziemkiewicz współczuje mi (zwracając się ogólnie do emigrantow), że muszę mieszkać w takim strasznym kraju. Ja współczuję tym co muszą produkcje Ziemkiewicza znosić na codzień! Cieszy mnie że dostał solidnego prztyczka w nochal. A teraz piszczy „Ratunku, Niemcy (czy raczej Anglicy) mnie biją”. Żenada.

  139. zza kałuży
    16 lutego o godz. 17:30

    Dziękuję, dobry człowieku, za naukowe treści, ale po fajrancie żyję zmysłami.

  140. Pani Kostko, nikt nie musi znosić tego pana no chyba, że jest masochistą.
    Jak za dawnych czasów gdy był jeden program, nikt nie musiał znosić towarzysza Gomułki, no chyba, że instalował wycieraczki na ekranie.

  141. wbocek
    16 lutego, g.15:57
    Czyżby to śliczny zielony rowerek twojej żony (przypomina trochę bydgoskiego „Rometa”), jakby z żagielkiem z tyłu?
    Ten Twojego autorstwa?
    Taki chop jak ty, to skarb. Wiem że chopie mówią na Śląsku, ale chyba nie tylko.

  142. Tanaka
    16 lutego, g.15:19
    „Wielkie dzięki za te piosenki” (coś mi je podesłał), Tanaczku miły.
    O matko, z czego to było, choć lekko przeze mnie strawestowane?
    Co to seriali kryminalnych, to chyba niezła była „Wataha”, ale drugiej serii nie widziałam.
    Przy wszystkich zastrzeżeniach miałam sentyment do „Dziewczyn ze Lwowa”, no i oczywiście do „Rancza”, a zwłaszcza „ławeczki” przed sklepem.

  143. @@Tanaka, Żorż
    A Pokorę jako pana magistra zakochanego w Madzi Karwowskiej pamiętacie?

  144. mag
    16 lutego o godz. 18:44

    Mag, żonie zrobiłem rowerów 4, a w sumie 12 albo 13. Ona jest prawie dwa razy ode mnie lżejsza, więc o wiele dłużej jeździ na jednym. Na tej fotce pokazuję Ci pierwszy żoniny niskopodwoziówek zrobiony faktycznie z rometowego składaczka (zielony z tamtej fotki jest z włoskiego składaczka za 100 zł). Nazywała go „pędziwiatrem”, bo prawie fruwał, tak chodził. Został ukradziony. Żona płakała dwa tygodnie. Nawet poszedłem na policję. Przyjęli zgłoszenie, ale z nieskrywanymi uśmiechami. Innych wartości niż pieniądz widać nie znają. Nosiłem ze sobą na wszelki wypadek fotkę. I co Ty powiesz – po dwóch latach się przydała. Wracam z lasu i widzę z daleka na mojej ulicy kobietę, która prowadzi po pasach mój rowerek. Drugiego takiego nie ma w świecie (żaden z moich przerobionych nie ma sobowtóra). Siadła kobita i jedzie, a ja – za nią. Wyprzedziłem, poprosiłem, żeby się zatrzymała, powiedziałem, w czym rzecz, pokazałem fotkę i zapytałem czy dobrowolnie odda, czy wzywamy policję (gdyby rowerek nie był miłością żony, machnąłbym ręką). Powiedziała naiwnie, że go znalazła na śmietniku (oczywiście, powszechne jest w Polsce wyrzucanie dobrych rowerów na śmietniki), ale skoro to mój, mówi się: trudno. Oddała, a mnie się zrobiło głupio, że musiała biedna wracać pieszkom. Może miała to samo z kolanami, co ja, dlatego jej synek gwizdnął rower spod bloku. Po odzyskaniu nie był już pędziwiatr, a żona od dawna miała nową miłość – ten zielony – i czniała starą.

    Na fotce rowerek jest z konieczności w towarzystwie żony, bo nie mam innego bardziej plakatywnego zdjęcia, gdzieś się rozproszyły.

    Drugi rowerek jest mój – też pierwszy własny wypusk (koła 24)

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6523216193568369698?authkey=CN3skZvCy_HTMg

  145. wbocek
    16 lutego o godz. 19:41

    Rowery całkiem fantastyczne. Z perspektywy ramy wydają się być z gumy, a od korby jadą jeszcze mocno w dół, prawie do ziemi. Spawanie ramy do słupka pod takim kątem to niezła robota, ale najbardziej mnie ciekawi sztywność przestrzenna takiego układu. Wytrzymały w każdych warunkach terenowych i trybach jazdy? I do tego pod obciążeniem z dwoma koszami?

  146. mag
    16 lutego o godz. 18:59

    No nie da się nie pamiętać Pokory – kierownika laboratorium wodociągów. I słodkich oczek Madzi robionych do onego.
    „Ranczo z chęcią oglądałem, ale już nie mogę, nie bardzo się strawne zrobiło, w takiej ilości. Za dużo słodkości, kościelności, fantazyjności i „polskości”. Ale są postaci i są motywy – ławeczka z pewnością – dla których chce się oglądać. „Dziewczyn z Lwowa” nie znam.

  147. wbocek
    g.19:41
    Co niby znaczy „rowerek z konieczności w towarzystwie żony”?
    Przecież to chyba miła okoliczność, a nie konieczność – pokazać żonę.
    Do twarzy jej z tym rowerkiem.
    Czyli jesteś rękodzielnikiem, gdy o rowery chodzi (kilkanaście sztuk -ho, ho!).
    A czy łódki, choćby takie jak ta twoja pomarańczowa (?), też sam wytwarzasz?

  148. Kostka
    16 lutego o godz. 17:29

    Z którejkolwiek strony spojrzeć – Wojciech Pokora to jest Aktor. Napatrzyć się nie da.

  149. Nefer
    16 lutego o godz. 17:15

    No to smutek w tropikach. Ale co tam, pijmy, a z picia to Twoje śnieżne foty są strasznie pyszne.

  150. Kostka
    16 lutego o godz. 17:40

    Ziemkiewicz to taka nędzna postać, że i w garmażu na zimno za niedoborów w PRL-u byłby nie do przełknięcia. Ci co go łykają to specjalna mutacja.

  151. Wbocek
    Oby cię już nigdy nie spotkała taka przygoda z rowerem, jak Wojtka
    https://www.youtube.com/watch?v=sc44LldCp5k
    Dobranoc

  152. zza kałuży
    16 lutego o godz. 16:10

    Masz rację, ale przecież media nie zadają pytań wymagających precyzyjnych, jasnych i niepodlegających swobodnej interpretacji pytań. Ludzie zaś sami nie wiedzą, co myślą gdy odpowiadają, bo nie myślą. Z kiszek głownie gadają.
    Ze dwa razy, tytułem złośliwego figla, nagrałem oficjalnie wypowiedź jednej pani i jednego pana w sprawie, po czym, po jakimś czasie puściłem im wideo z ich własnymi wypowiedziami, nie ujawniając jednak że to o nich chodzi. Wyciąłem początki nagrania z twarzami, puściłem same wypowiedzi, a dopiero na końcu powstawiałem twarze. Zanim jednak twarze pokazałem, zatrzymałem nagranie. Obie osoby zareagowały na same siebie identycznie: to jakiś/jakaś idiotka, ciemna masa gadała! Gdy puściłem twarze, szok i pomieszanie były kompletne. Kobiecie po jakimś pół roku przeszło i zaczeła się do mnie odzywać, a facet mnie do dziś za to nienawidzi.
    jest ciekawie.

  153. mag
    16 lutego o godz. 21:02

    Mag umiłowana, napisałem „z konieczności w towarzystwie żony”, bo się nie chciałem chwalić.

    No i aż tak, żeby teraz okręty wytwarzał, to nie, tylko udoskonalam. Ale ciut bywało. Na początku 90-tych lat szkutnik po wpłaceniu większości umownej sumy migał się może dwa miesiące przed rozpoczęciem budowy ślicznej łódeczki projektu stoczni marwoja w Gdyni. Aż wreszcie postawiłem – dureń jeden, bo trzeba to było zrobić na początku, ale nie jestem przyzwyczajony do łapówkarstwa – parę flach, fest popiliśmy i za parę dni skorupa łódki była wyklepana (oszukał tak, że zaoszczędził na jednej warstwie laminatu – dał trzy zamiast cztery, powiedziałem bez złości w oczy i znów wypiliśmy), tyle że dalej znów nie mógł się zmobilizować. Zaproponował jednego wieczoru, że mi pokaże, jak się robi, on trochę opuści, a ja sobie sam wyklepię. Tak było. Więc, można powiedzieć, połowę okrętu faktycznie sam zrobiłem. Trochę pochodziłem po morzu, bo to było zarejestrowane jako zawodowa łódka rybacka. A potem były właściciel przystani w Gąskach i kolega wyłudził ode mnie flaszkami zgodę na używanie łódki na łososia i latem – do wożenia pasażerów. Raz zostawił na noc tak blisko wody, że sztorm ją podziurawił o falochrony. Załatał i zostawił tak samo drugi raz. Sztorm był tym razem sporo większy, zachodni, i poniósł łódkę na Kłajpedę. Już jej nie zobaczyłem. Po paru latach zgadałem się z rybakami z Unieścia i się dowiedziałem, że widzieli okręt-widmo – a coś takiego się pamięta – z moim znakiem rozpoznawczym sunącą na sztormie właśnie na Kłajpedę

  154. @ Tanaka
    16 lutego o godz. 11:05

    Ja: Zechciałeś nie zrozumieć, co napisałam? Twoje prawo.

    Ty: Bardzo ładnie, że mi dajesz takie prawo. Sama też masz prawo: nie rozumieć co piszesz.

    Ja: Napisałam, że masz prawo, a nie – że ja ci je daję.
    Nie rozumiesz tego, co czytasz.

  155. Tanaka
    16 lutego o godz. 20:57

    Tanaczku, z dwunastu rowerów tak robionych nie wytrzymał jeden. Ale nie przez konstrukcję, lecz przez materiał. Dałem za cienkie rurki. To był rower dla żony, a ona waży mniej niż na jeden raz motylek zje, więc sądziłem, że wytrzyma. Wytrzymał trzy lata. Fakt, że żona miała go za bagażówkę, bo lubi jeździć obładowana. Ale ciężar był za małą przyczyną. W dodatku te felerne rurki miały wprawdzie ciut grubsze ścianki niż fabryczne rowerowe, ale średnicę miały za małą, no i w końcu puściły przy samych spawach. Moja porażka. A jeździliśmy z żoną po górach, lasach. Ja dalej tak jeżdżę na tym, o którym mówiłeś kiedyś, że w końcu od sprężynowania się zmęczy i trzaśnie. Nie mówię, że nie, ale coś mi wygląda, że prędzej ja niż on.

  156. bardzo smieszny to 🙂 super

  157. wbocek
    Pombockowy Okręt – Widmo w Kłajpedzie!
    Czysta poezja!
    Ale wystarczy mi, jak sobie (i nam) chodzisz po wodzie.

  158. Tanaka
    16 lutego o godz. 20:57

    Tanako, najbliższy ziemi to jest ten (koła 26). Jeden z trzech, jakie mam. Jeden trzymam w Słupsku u kumpla, żebym miał czym jechać pod Słupsk, jak do brata busem jeżdżę. Ten na zdjęciu jest najmocniejszy. Myślałem kiedyś, że może bym buraki woził, węgiel albo na postoju bagażówek postał. Ewentualnie riksza. Ale mi od razu wyparowały kasowe głupoty, jak okazyjnie kupiłem za grosze okręt. Chyba że zrobię konkurencję transjamnikowi „Koszałkowi”: dokupię drugi, zrobię katamaran i będę za przewoźnika na drugi Jamna brzeg dla samej przyjemności przewożenia.

    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6523272006456256066?authkey=CJ3XvrfRkuvcHQ

  159. Tanaka
    16 lutego o godz. 21:06

    Zeby byl pozostal on, znaczy sie Zemkiewicz, przy sf…, bylby calkiem udany pisarczyk sf…

    Niestety dla niego i nas, nie pozostal.

    pozdrowka
    ~l.

  160. A poza wszystkim, to pozdrawiam z Torunia blogowisko zbiegowisko. I sie wypoczywac udaje… z lampka rozowego, Kalifornijskiego „Peticoat” Zinfandel.

    pozdrowka
    ~l.

  161. mag
    16 lutego o godz. 22:48

    Uoj mag! Myślałem, że ten, a Ty, bracie, nie śpisz. No pewnie – do roboty nie idziemy. Jutro spróbuję wychynąć na świat, ale, psia jego mać, jak zima się kończy, to śnieg ma padać. Uobacymy, co ranek przyniesie.

    Chciałem Neferce złożyć ukłon za zimowe fotki. Bardzo piękne, choć niecierpięśnieguzimybosenosyodmrozimy. Ale fotkowe widoki to całkiem inny świat. A jeszcze jak myślisz, że to nie żaden fryzjer…ten…fotograf do albumu robił, ale ciut znajomy żywy człek, w dodatku baba, to ojej – tylko oko zawiesić i pomyśleć. O przemijaniu.

    Dobranocka, mag.

  162. @Tanaka 16 lutego o godz. 21:13
    ale przecież media nie zadają pytań wymagających precyzyjnych, jasnych i niepodlegających swobodnej interpretacji pytań.
    A ja jestem niepoprawnym zwolennikiem szwajcarskich referendów o wszystko i na każdy temat. Nie znam się ale obiło mi się o uszy że oni tam się ciągle referendują i dobrze mają.

    Kobiecie po jakimś pół roku przeszło i zaczeła się do mnie odzywać, a facet mnie do dziś za to nienawidzi.
    I dlatego Mądra Matka Natura wymyśliła zapominanie, ułomną ludzką pamięć a na dodatek mechanizm szybszego zapominania rzeczy przykrych i stawiających nas w złym świetle od tych przyjemnych i pozwalających poczuć się z siebie dumnymi.

    Oczywiscie Matka Natura nie była doskonała i jak już obdarowała nas Celowo Ułomną i Tendencyjnie Wybiórczą pamięcią to zaraz musiała spieprzyć swój projekt i dała nam, zupełnie bez potrzeby, Świetnie Wszystko Pamiętające Żony.

    Oraz – rzecz najbardziej wkurzająca – Bezczelne Własne Dzieci. Które z Głośnym Rechotem Dzikiej Satysfakcji nie przepuszczą żadnej okazji przyłapania nas na wszystkim, od zwykłej pomyłki czy przeoczenia przez niewinną konfabulację aż po próbę prymitywnego kłamstwa.

    Pomiędzy pamięcią żony oraz drapieżną spostrzegawczością dzieci człowiek jest normalnie zaszczuty i do zmyśłania pozostaje mu tylko anonimowy blog. 😉

    Nagrywanie czy cyfrowe kopiowanie, które są ostateczną formą dokumentowania i uwieczniania czyichś słów i czynów, idą pod prąd wypracowanym przez tysiąclecia mechanizmom przystosowawczym, a więc czyniącym międzyludzkie współżycie znośnym, o ile w ogóle możliwym.

    Wszyscy doświadczamy na sobie przekleństw dziewięćdziesięciu ilustam miesiączek smoleńskich. Normalna, a nawet religijnie nienormalna żałoba trwa przecież tylko 6 czy 12 miesięcy. A nie 67, 96 czy 115.

    Podobnie powinien być czas przeniesienia Katyniów i Piaśnic na karty książek historycznych i do muzeów. Na taśmę filmową i do partytury.

    Inaczej musiałbym pojechać do Berlina i zarżnąć tam jakąś Niemrę w bramie jej bloku, wyrwać jej torebkę, kupić bilet do Moskwy tylko po to, aby powtórzyć tam na kimś zarzynanie i kradzenie.

  163. zarzynanie czy zażynanie? bez googla chyba jednak zarzynanie, ale dlaczego zarżnąć wygląda „dobrze”?
    Polska ortografia jest wymysłem złośliwego, ruskiego trola.

  164. Bojkociki? Bring it on!

  165. Email mi sie pokitwasil w dziurawej pamieci, podczas zmiany oprzyrzadowania. Przepraszam, Gospodarzu

  166. Na ciekawa rzecz sie zanosi u naszego Nowego Wielkiego Brata

    W wyniku strzelaniny na Florydzie najwieksze oskarzenie padlo ma FBI. Ze nie zareagowala na doniesienie o zamiarach swira Nicolasa Cruza. Tego ktory zastrzelil 17 niewinnych niczemu uczniow. Jedyny honorowym rozwiazaniem takiego pata jest rezygnacja dyrektora FBI. Na co czeka caly swiat

    Nikt nic madrego nie mowi o gun control. To ze swir mogl sobie sprawic za psi grosz odpowiednika AK-47, umyka uwadze wiekszosci.

    A dyrektor FBI to ten Sam gosc ktory wydaje sie byc sklonnym do pograzenia samego Trumpa w ramach hashtagu #Metoo. Ze niby prezydent wiedzial a nie powiedzial o biciu zon przez prezydenckiego przydupasa Roba Portera

    Jak Trump wywolal strzelanine na Florydzie tylko po to zeby pograzyc FBI, nikt nie wie.

    Tak samo jak nikt nie wie jakim cudem gnom zoliborski doprowadzil do katastrofy smolenskiej tylko po to zeby uwalic PO

  167. zza kałuży
    17 lutego o godz. 2:40

    „Polska ortografia jest wymysłem złośliwego, ruskiego trola”.

    Nie tylko polska – wszystkie ortografie takie są, może poza esperanto. Tyle że nikt nie siadał za biurkiem i ich nie wymyślał – tworzyły się w powszechnym użyciu. Bywają też próby upraszczania – jak np. ostatnia wielka reforma pisowni z „nie”, która, na moje oko, dała skutek byle jaki. Najskuteczniejszym sposobem opanowania poprawnej pisowni nie jest przyswajanie zasad poprawności, lecz – jak najwięcej czytania od najmłodszych lat, jeszcze przed podstawówką. Czyli odwrotność tego, co się faktycznie dzieje w epoce tele-morele, komputerów i komorek. Formalna niepoprawność to pół biedy. Brak umiejętności uporządkowanego myślenia i takiegoż zapisu – to cała bieda. A oba braki – z braku czytania w młodziuteńkim wieku, czyli intymnego obcowania z obrazami, myślą i językiem.

  168. 13 Rosjan oskarzonych o spowodowanie wygranych przez Trumpa wyborow 2016 bedzie musialo poczekac swojej kolejki w waznosci natloku waznych spraw swiatowych. Do proklamowania tych wyborow nielegalnymi dluga droga

  169. lon

    Zinfandele za slodkie, z reguly, sa. Bojkotowac paskudztwo!

  170. zza kałuży
    17 lutego o godz. 2:40

    Co innego było w głowie, niż spadło z języka.

    Oczywiście, ortografia jako uporządkowany zapis dźwięków miał autorów znających się na rzeczy. Nie miały natomiast konkretnych autorów dźwięki jako język najpierwszy – to efekt ewolucji może ciut krótszej niż wstawanie z czterech na dwie.

  171. Szanowni!
    Antonius proponuje jedną ze spraw, na które zwrócił kiedyś uwagę. Może ktoś coś jeszcze wie na ten temat.
    Zapraszam
    JK

  172. midaro
    16 lutego o godz. 21:41

    Nie napisałaś „masz takie prawo”, co lipnie sugerujesz. Pisanie o „prawie” najpowszechniejszym i niekodeksowym, które w ogóle nie jest żadnym prawem jest i bezsensowne i nadęte i jest jego lipnym przydzielaniem przez nadawcę komunikatu.
    Robisz z tego sztuczną mgłę, by zasłonić to, że nie rozumiesz co piszesz. Napisz coś rozumnego, mgła się rozproszy i będziesz zadowolona.

  173. Tanaka
    17 lutego o godz. 10:54

    „Pisanie o „prawie” najpowszechniejszym i niekodeksowym, które w ogóle nie jest żadnym prawem jest i bezsensowne i nadęte i jest jego lipnym przydzielaniem przez nadawcę komunikatu”.

    Masz rację. Od dawna mnie irytuje to „mienie” prawa i staram się nie używać, choć przez językoznawców jest usankcjonowane w znaczeniu „mienia swobody decydowania”. Nie jest to, oczywiście, żadne „nadawanie” prawa ani „przyzwolenie” na coś, lecz przeniesienie jurystycznego znaczenia wyrazu „prawo” do języka codziennego dla nazwania swobody wyboru, wolności wyboru, wolnej woli i jak tam jeszcze. W polskim języku nie ma poręcznego wyrazu bądź wyrażenia dla nazwania tego dość abstrakcyjnego znaczenia nieistnienia przymusu, ograniczeń, więc konstrukcja „mieć prawo” nieźle się do tego nadaje. Ale „nadaje się” wedle powiedzenia „Z braku laku, dobry – kit”. Bo jednak w rozmowach ludzi językowo wrażliwych zdarza się odczuwanie „nadawania” takiego prawa, co widać w tym konflikcie, w którym przyznaję rację i Tobie, i midaro. Ty krytycznie – podobnie jak ja – oceniasz konstrukcję „mieć prawo”, midaro korzysta z usankcjonowanego i powszechnie używanego znaczenia metaforycznego – i też ma rację.
    Różnice są w subtelnościach.