Oderwani

Łeb ci urwę! – krzyknęła kochająca katolicka mamusia do ślicznego komunijnego synusia, gdy znowu zaczął grzebać w lodówce – i zdzieliła go ścierą przez łeb. Co się nazywa tradycyjne wychowanie. Ewentualnie Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta. 

Magdalena Środa, z którą lubię się zgadzać, bo to mądra, wrażliwa i zorientowana osoba oraz taka, dzięki której polska gęba nosi jeszcze drobne ślady urody, mówi tak [tokfm.pl]: Dawno się oderwaliśmy od chrześcijaństwa. I tak jak lubię się zgadzać z panią Magdaleną, tak i co raz się muszę z nią pospierać, co dobrze robi na umysł i sprawy wewnętrzne, którym źle robi niejaki Jojo. Zaraz, a kiedy Polska była nieoderwana, żeby teraz miała być oderwana? Za Piasta Kołodzieja? Za Łokietka, Jagiełły, Sasa, cara i Franciszka Józefa świeć-panie-nad-jego duszą i tak dalej? Za wielusetletniego katolickiego niewolnictwa pańszczyźnianego? A może za kolonializmu katolickiego na Kresach, znaczy na Rusi ukraińskiej, Dzikim Wschodzie i Dzikich Polach, oraz regularnej nędzy człowieka, jaką katolicki polski pan gwarantował polskiemu i ruskiemu niewolnikowi – chamowi?

A może wtedy, gdy car oraz pozostali źli ludzie wyzwolili niewolnika z pańszczyzny, a Kościół katolicki natychmiast rzucił się na wyzwoleńców przeklinać ich za to, że mają czelność chcieć być ludźmi? Może za II Rzeczpospolitej Polska była nieoderwana od chrześcijaństwa, a przyklejona do miłowania kobiety, dziecka, Żyda czy Rusina i nieżądająca nieustannej produkcji dzieci w celu przerobienia ich na mięso armatnie? Tak była Polska nieoderwana, że Tadeusz Boy-Żeleński napisał Naszych okupantów?

Ale zaraz, może choć za Peerelu Polska była przyklejona do wartości chrześcijańskich za pomocą tysiąclecia chrztu, a następnie, tysiąca kościołów na tysiąclecie, co wydało piękne owoce: sto tysięcy biskupów na tysiącpięćdziesięciolecie?

Bo jak kto powie, że Polska była dobrze sklejona z chrześcijaństwem za pomocą Totus Tuus oraz przedstawień obwoźnych, to należy mu powiedzieć: i dlatego te skutki!

No i tak nam mija te tysiąc pięćdziesiąt lat oderwania od chrześcijaństwa. Im dłużej – tym bardziej. Tylko że właśnie te tysiąc pięćdziesiąt lat każdy biskup, co do jednego i znacznie więcej, nazywa chrześcijaństwem. I na tym opiera swoje żądania, z tego czerpie siłę do potępiających wrzasków, władzę ponad wszelką władzę i pychę ponad wszelką pychę. To właśnie, cała ta cieknąca substancja, to jest chrześcijaństwo. Innego nie ma. Nie było, i nie będzie.

Zacna pani Magdalena mówi też i to: Jakakolwiek rewolucja polityczna w tym kraju powinna się zacząć od Kościoła. Bóg jest wszędzie, ale w kościele jest tylko PiS. Podobno Jezus był rewolucjonistą, a nawet starszym bratem Che Guevary i pewnego ministra, który wie, co i gdzie wybuchło. Tak mówią. Z rewolucji to się niewątpliwie udała katolikom kontrrewolucja, znaczy – kontrreformacja. Nie ma co. A jak się jakaś znośna refleksja teologii wyzwolenia pojawiła, to ją zaraz nasz Totus Tuus rozgonił.

Dwa tysiące lat tych rewelacyjnie rewolucyjnych skutków: kłamstwo założycielskie tych baranków bożych pokój miłujących, co jak tylko doszli w Rzymie do władzy, zaraz, następnego roku, przypasali miecze i zamienili się w wilki boże, których znojną robotę mieczem tak opisywał Sienkiewicz, ku pokrzepieniu serc, rzecz jasna, że mu szczęśliwi chrześcijańscy rodacy dwór w prezencie sprawili: dar od Narodu. Po Piusa XII, wielkiego admiratora Hitlera i sojusznika wzywającego do wielkich czynów, na tych Dzikich Polach i wszędzie indziej.

Bóg jest tak bardzo wszędzie, że go nigdzie nie ma. Nic nie szkodzi, brak wypełnia chrześcijanin. Dlatego – wypełniacz. To, że w kościele jest tylko PiS wynika z natury rzeczy, miła Pani Magdaleno. Dom Boży – tak mówią. Właśnie widać. Zaś pomyłka co do tego, co jest czym, prowadzi do pomyłki co do tego, co robić, żeby było nie tak, jak jest, ale jak by się chciało. Błąd diagnozy jest błędem leczenia. Ile jeszcze razy musi to być wykazane za pomocą niejakiego Radziwiłła, Panie Kochanku, o pardon – miła pani Magdaleno? Jak mówili na podwórkach: chciało by się, chciało – słodkie kakao! Aż się…, no dobrze, nie powiem co, bo się wstydzę. Pani nauczycielka, najdalej w V klasie ośmioletniej szkoły podstawowej miała za zadanie nauczyć dzieciaki porządkowania pojęć. Tysiąc pięćdziesiąt lat chrześcijaństwa, niezliczone wojny, z tego dwie światowe, Polska Ludowa, Polska wstała z kolan, ale nie na tyle, żeby zdać do V klasy. I dlatego takie czasy.

Tanaka