Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

25.01.2018
czwartek

27 stycznia. Koniec wojny w Podlesiu Śląskim na Górnym Śląsku

25 stycznia 2018, czwartek,

Styczeń 1945 roku był mroźny i biały. Wszyscy czuli przez skórę, że wkrótce coś się stanie. Armia Czerwona stała na linii Wisły, a Niemcy z Reichu nerwowo spoglądali w powietrze, gdy bardzo wysoko nad głowami jasne smugi tworzyły na niebie ślad lecących dokądś amerykańskich samolotów. Na szczęście dla miejscowych te samoloty nie zrzucały bomb na nich. Przeznaczano je dla ważnych obiektów przemysłowych, głównie chemicznych, gdzie produkowano benzynę syntetyczną dla niemieckiego wojska. Podlesie Śląskie było terenem wiejskim i zapleczem ludzkim okolicznych kopalń i innych zakładów. Do 1974 roku było samodzielną miejscowością położoną pomiędzy Katowicami a Mikołowem. Obecnie jest to modna dzielnica stolicy województwa śląskiego, w której pobudowano liczne osiedla domków. W przeszłości miało własny urząd gminy.

Tylko raz w tej wojnie w pobliżu spadły amerykańskie bomby. Wyrzucono je z uszkodzonego przez flak bombowca, który pozbył się ładunku, aby odciążyć płatowiec i spróbować powrotu do bazy. Spadły na pola z dala od zabudowy. Leje były ogromne i jeszcze przez pewien czas po wojnie tworzyły prawie okrągłe stawiki, w których stała woda gruntowa.

Po nowym roku 1945, życie mieszkańców nadal przebiegało według ustalonego na początku wojny porządku. Niemiecka władza rygorystycznie pilnowała jego przestrzegania. Zresztą, nie było już odważnych, którzy chcieliby okazać jej swe lekceważenie. Przedwojenny wieczny bezrobotny stał się najpracowitszym obywatelem miejscowości. Trzymiesięczna kuracja wychowawcza w Auschwitz, spowodowała u niego niespotykany wybuch pracowitości. Od powrotu z obozu, gdzie trafił pod koniec 1940 roku, nie zaliczył nawet jednego dnia chorobowego. Na bezrobocie wrócił dopiero po zajęciu Podlesia przez czerwonoarmistów. I do śmierci nie przepracował już ani dnia. O tym, co widział i przeżył przez te miesiące w obozie, nie opowiedział nikomu, bo obozowej władzy podpisał zobowiązanie o zachowaniu wszystkiego w tajemnicy. I żadna siła ani władza ludzka nie była w stanie go zwolnić z tego zobowiązania. Nawet po wojnie milczał jak zaklęty.

Wreszcie wschodni front znowu ruszył. Około połowy stycznia przez Podlesie, od strony Tychów, drogą na Mikołów i dalej na Gliwice przemaszerowała, a w zasadzie przeczłapała długa kolumna oświęcimskich więźniów, prowadzona przez obozowych esesmanów. Ci, chociaż mieli świadomość  odwrotu, a właściwie ucieczki, nie dopuszczali miejscowych do eskortowanych więźniów. W razie próby kontaktu gotowi byli natychmiast strzelać. Pozostawili zresztą kilku zastrzelonych więźniów, nie nadążających za kolumną.

Kiedy przeszli, na kilka dni zapanował prawie spokój. Tylko przysłani na początku wojny przez berlińskie władze do rządzenia miejscowością reichsdeutsche skrycie pakowali walizki. Ale nadal pilnowali, aby wszyscy pracowali i robili to co zwykle. Nawet, gdy od wschodu słychać było pomruki artyleryjskich wystrzałów.

Ruch zaczął się pod koniec dnia 25 stycznia i trwał przez cały następny dzień – 26 stycznia. Drogą na Mikołów najpierw przejechała zwarta kolumna zmotoryzowana. Wraz z nimi zabrali się notable z rodzinami. Potem pokazały się wojskowe zaprzęgi konne, później jakieś grupy zbrojne i wreszcie pojedynczy żołnierze. A ponieważ było zimno, szli okutani dodatkowo jakimiś kocami, kryjącymi prawie całą sylwetkę od hełmu po buty. Nawet broni schowanej pod okryciem nie było widać. I przechodzili tak aż do późnej nocy, wypraszając czasami u gospodarzy kubek czegoś gorącego. Około północy zrobiło się cicho, jak to na wsi.

Poranek 27 stycznia również był cichy. Podlesianie z niechęcią wystawiali głowy na zewnątrz. Nikt nie wiedział, co się dzieje dokoła. Mało kto wychodził na ulicę, aby rozejrzeć się po okolicy. Cisza i bezruch. Tylko ci, co musieli udać się na kopalnię, szykowali się do wyjścia, bo w tej pracy właściwie nie ma przerw. Nawet w dni wolne są tacy, co muszą zjechać na dół, aby doglądać sytuacji i pilnować, czy w górotworze coś się nie dzieje. Tak też było z moim dziadkiem Ludwikiem, który od pewnego czasu pracował na „Bożych Darach” w Kostuchnie (obecnie dzielnica Katowic), dokąd trafił z kopalni „Wujek”. Było to karne przeniesienie. Niemieckie władze nie miały do niego pełnego zaufania, za powstania śląskie lat 1919–21. A, że na „Wujku” po 1941 roku zatrudniono jeńców rosyjskich, musiał stamtąd odejść.

I już dziadek wychodził z obejścia na ulicę, gdy nagle zobaczył klika postaci w hełmach, szczelnie okrytych kocami przed zimnem. O dziwo, tym razem zmierzali od strony Mikołowa, dokąd podążali jeszcze kilka godzin wcześniej. – Wieder zurűck? (znowu z powrotem?) – rzucił w stronę najbliższego wojaka. I nie zdążył powiedzieć niczego więcej, bo żołnierze otoczyli go, odzywając się zupełnie nie z niemiecka: – Szto, szto? Ty kto, giermaniec? Szybko wepchnęli go z powrotem za furtkę i dopiero tam skonstatowali, że zatrzymany nie mówi już do nich po niemiecku, ale po polsku. Ich zachowania trochę zmiękły. Ale i tak kazali się prowadzić do domu, gdzie nikt już nie spał. Żona robiła coś w kuchni, pomagały jej trzy dorosłe córki oraz dwie nastolatki i chłopak. W takim towarzystwie sołdaci szybko rozgościli się jak u siebie w domu. Wyraźnie było widać, iż córki gospodarza wpadły im w oko. Sytuacja wyglądała niewesoło. Kilku wyposzczonych zbrojnych, o których aktywności już od dawna krążyły legendy, powtarzane przez Niemców, którym przytrafiło się wycofywać przez Podlesie, to było co najmniej niewesołe.

Ale czasami trzeba mieć odrobinę szczęścia w nieszczęściu bycia ojcem kilku dorosłych i dorastających córek w warunkach wojennych. Żołnierze okazali się szpicą ukraińskiego pułku, należącego do 60. armii frontu ukraińskiego. Zanim wstępnie pożywili się czymś gorącym, zanim wypili coś gorącego, zanim rozeznali się w sytuacji w miejscowości, pokazali się inni żołnierze i nadjechał gazik dowództwa. A dowódcą pułku – okazała się około 50-letnia, niewysoka czarnowłosa pani pułkownik, trzymająca swych żołnierzy na krótkiej, by nie powiedzieć – bardzo krótkiej – smyczy.

I oto dowództwo pułku w kobiecej postaci na kilka dni rozgościło się u dziadka. Całe zagrożenie męskimi chuciami  minęło w jednej chwili. Podobnie było z groźbą przywłaszczania mienia okolicznych mieszkańców. W bezpośredniej bliskości sztabu żaden krasnoarmiejec nie poważył się na kradzież czy gwałt. A jedyny chyba znany taki przypadek zakończył się szybkim sądem polowym i rozstrzelaniem sprawcy. Podobnie skończył złapany przez nich własowiec. Pani pułkownik była twardym dowódcą.

A mieszkańcy? W spokoju przeżyli dzień wyzwolenia i okres przechodzenia frontu. Czym nie mogli się pochwalić mieszkańcy wielu sąsiednich miejscowości wyzwalanych przez Armię Czerwoną, w tym Katowic. Ot, czasami trzeba mieć trochę szczęścia.

zak1953

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 692

Dodaj komentarz »
  1. Zanim odniosę się do aktualnego tematu, to pozwolę sobie wkleić post (chociaż nie mój), który doskonale pasuje do do ostatnio poruszanych spraw kobiet i ich statusu w naszym (polskim) gronie.
    Oto on;
    żabka konająca
    25 stycznia o godz. 8:29
    Sprawdzam kto @Bobole polecił – okazuje się że on sam się reklamuje. Sprawdzam kto utożsamia się z jego wstecznymi poglądami i oczom nie wierzę.
    Oto np. opinie o kobietach: „.. W efekcie panie, ktore maja co najwyzej kwalfikacje przywodcze wystarczajace do postawienia ich na czele kola gospodyn wiejskich czy innej organizacji wzajemnej adoracji sa zmuszone do podejmowania decyzji przekraczajacych ich umyslowe mozliwosci. Tu winni sa wyborcy, ktorzy powinni zdawac sobie sprawe, ze wybieraja na stanowiska powszechnego zaufania istoty, ktorych cechy wybitne nie ida w parze nawet z zaletami wygladu slynnej Kleopatry. Kobiety sa niezastapione w rozplodzie ale poza tym ich przydatnosc jest ograniczona. Nie zadajmy od nich wiecej niz moga dostarczyc! ”
    Panie Bobola, mogę jedynie współczuć kobiecie która poświęciła swoje życie na egzystencje przy pańskim narcystycznym boku i służyła jednie jak Pan to ujął do „rozpłodu”.
    Kto ma ochotę przeczytać wyjątkowo obrzydliwy, rasistowski wpis może to uczynić, – znajdzie tam takie oto odrażające przemyślenia:
    „..Zaniechanie tej polityki jest jedna z przyczyn obecnego kryzysu ludnosciowego i moze w przyszlosci doprowadzic do zaniku rasy bialej na calym swiecie. Kazdy kto mysli, ze wprowadzenie duzej ilosci „mlodych kolorowych byczkow” do spoleczenstwa skladajacego sie w 50% z bialych i nadmiernie wyzwolonych kobiet moze skonczyc sie inaczej niz gwaltami i produkcja kolrowych bekartow nie wie nic o naturze ludzkiej…”

  2. @zak1953

    Gratulacje z okazji debiutu, fiu fiu, to świetnie że blog ma nowego autora.

    @paradox

    Dawaj kamizelkę. Nic więcej nie pisnę.

  3. @zak1953
    bardzo wzruszające to twoje opowiadanie. Nawet łza się pod koniec w oku zakręciła.
    Stare porzekadło, że są ludzie i ludziska ciągle się potwierdza.
    Przypadkowo mój poprzedni post nieco się wpisuje w twój temat.
    Ta kobieta/dowódca… to był ktoś i dzięki takim ludziom mamy w dalszym ciągu nadzieję, że będzie lepiej.
    Moment, kiedy na sam jej widok twój dziadek i cała rodzina odetchnęła… świadczy o tym jak bardzo wrażliwość kobieca jest ważna w społeczeństwie. Oni zrozumieli, że ona nie pozwoli na hulanki i swawole z młodymi córkami dziadka.
    Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Nefer
    Dla Ciebie? Dajże spokój. Nie mam takiego rozmiaru. Ale panom, owszem, przyda się jak najbardziej. I dobre okulary do czytania. Takich cudów ten blog chyba jeszcze nie widział. Na miarę Łazarza, jeśli nie jezuska.

    Wstępniaka, pewnie że przeczytam, Tyle że dopiero wieczorem. Bo tu trzeba refleksji. Na szybko się nie da.

  6. @paradox57

    Co rozmiaru, co rozmiaru. Chodzi o siąpiący nosek.
    Ja też później o wstępniaku bo chwilowo dycham po tym jak mnie trener przegonił.

  7. blondynka
    25 stycznia o godz. 14:05
    Z faktu, iż dowódcą pułku była kobieta, wcale nie musiało nic wynikać. Ulga przyszła dopiero po rozkazach, jakie wydała podwładnym. Trzeba jednak pamiętać, iż wojna wyzwala bardzo rozmaite zachowania. Na przykład, w obozie Auschwitz kobiety, młode esesmanki były zdecydowanie okrutniejsze od mężczyzn. Pani pułkownik również mogła nieść bagaż drastycznych doświadczeń i nie reagować na bandyckie zachowania swych żołnierzy. Tutaj poczuła się kobietą i matką młodych kobiet w odwiedzonym domu.

  8. Nefer

    Na siąpiący nosek i zmarznięcie połączone ze sfatygowaniem mogę Ci zaserwować kieliszeczek muszkatołówki. Jeszcze trochę mi zostało na takie specjalne okazje. Przymierzam się do nastawienia kolejnej porcji. I ciągle tylko się przymierzam.

  9. @paradox57

    Na biegówkach nie da się zmarznąć. Nosek to nie od tego. Rozumis cy nie.

  10. @Nefer

    Chyba muszę się posłużyć cytatem: „Ja Cię rozumiem”, tak często używanym.
    Co tam będziemy. Muszkatołówka i z takiej okazji nie jest najgorsza. Ona sama z siebie jest niezgorsza. „Bo gdyby nie była, to bym Ci powiedział” Trzymając się konwencji z poprzedniego wątku.

  11. PS. „bez okazji” chciałem napisać.

  12. @zak1953

    Neferka była szybsza w gratulacjach, to ja za nią: cieszę się, że się pojawiłeś jako autor. Przeczytałem z zaciekawieniem, ten żywy obraz bardzo do mnie przemówił. Temat też dla mnie – historia, a Śląsk i Ślązacy to coś, o czym chciałbym wiedzieć jak najwięcej.
    Specjalnie zafrapowała mnie ta pani pułkownik. Na takim stopniu dowódczym niewiele kobiet było w armii. Każdej zresztą.
    Wiesz coś więcej o niej?

  13. @paradox57 25 stycznia o godz. 12:06

    kto był jego autorem. Ewentualnie poproszę autora. Kto napisał o CV rozsyłanym raz pod imieniem John a drugi raz pod imieniem żeńskim?

    Odpowiadam: izabella. I co dalej?

  14. @na marginesie

    Dalej, to już każdy musi we własnym zakresie. Prześledzić wpisy, ujrzeć na własne oczy ewolucję, jaka się dokonała. Co ja gadam, jaką ewolucję. Toż to rewolucja. Cud, jak napisałem.
    Powiem tylko tyle, że @izabella miała nosa. A ja tylko wysypkę.
    Mam tylko jedno pytanie. Lubisz mieć do czynienia z cwaniakami i manipulatorami? Ja mam obrzydzenie.

  15. @żak – gratuluję debiutu. Rozumiem, że to jest autentyczna historia rodzinna (nie pytam, czyja), którą trochę zbeletryzowałeś. Opowiadasz ją z nerwem, umiejętnie stopniując napięcie. W momencie, gdy twój bohater zagadał do własowca po niemiecku zamarłam – bo myślałam, że już po nim. Z kolei zakończenie – nic się nie stało – jest tak nieoczekiwane, że ma walor prawdziwego suspensu. Podoba mi się.

  16. @zak1953
    25 stycznia o godz. 14:15
    nieporównywałabym raczej kobiet w armii do esesmanek z Oświęcimia. Te ostatnie to szczególny sort. Chociaż napewno masz rację, że z faktu bycia kobietą nie wypływa jednoznaczny wniosek, że mamy do czynienia z osobą zacną. Są różne. Jednak nie przypadkiem się utarło, że są bardziej wrażliwe na ludzki los, bardziej opiekuńcze. Nie ujmując niczego panom..

  17. @paradox57 25 stycznia o godz. 14:54

    Ja powtarzam – do znudzenia – że w necie każdy może być każdym.
    Co do tego obrzydzenia – odpowiedź oczywista.
    Jednak najciekawszy będzie dalszy rozwój sytuacji. Moim zdaniem.

  18. @na marginesie

    Też z zainteresowaniem będę śledził dalszy rozwój. I niejednego zwrotu się spodziewam.

  19. @paradox57

    He he. Cuś jak Statler i Waldorf. Muszkatołówkę to wieczorkiem, chętnie.

  20. Słabe – brakuje żołnierzy wyklętych broniących Podlesia przed komunistami.
    Teraz śląscy młodzieńce muszą walczyć z nimi przy użyciu swastyk z wafelków.

  21. @paradox57 25 stycznia o godz. 15:03
    🙂

  22. Dobrze, że jeszcze jest komu przypomnieć, że wojna to nie tylko wielka rekonstrukcja tyle, że w realu i nie ,,gruzy na szczycie”. Ale zwykłe przeżycie jej…

  23. Tanaka
    25 stycznia o godz. 14:36
    Podejrzewam, że gdyby przejrzeć archiwa 60 armii ukraińskiej, to można by ją łatwo zidentyfikować. Jest w końcu postacią historyczną, która realnie żyła. Problem mógłby być wyłącznie z dostępem do archiwów Armii Czerwonej. W latach PRL-u wyjazd do ZSRR wcale nie był łatwy, a jeszcze uzyskanie dostępu do papierów wojska? Ponadto, gdzie teraz szukać – Moskwa czy Kijów?
    Pobyt pani pułkownik w Podlesiu był w sumie niedługi. Pułk jako podstawowa jednostka bojowa armii, został przesunięty na nowe pozycje. Dziadkowie, ani żadna z osób będąca wtedy w domu, nigdy więcej jej nie spotkała. Ale wdzięczna pamięć o tej kobiecie, pozostała w rodzinie, chociaż pani pułkownik odeszła wraz z frontem.

  24. blondynka
    25 stycznia o godz. 15:00
    Nawet sobie nie wyobrażamy ile kobiet było zaangażowanych w wojnach XX wieku. A to z tego powodu, iż zazwyczaj mężczyźni wysuwają się na czoło i bardziej starają się podkreślać swą ważność. II wojna pokazała, że czasami kobiety są w stanie zdziałać więcej w jednostkach bojowych od mężczyzn. Ale to uderza w męską dumę, więc na ogół ich udział i rolę starano się pomniejszyć. Ot, takie życie.

  25. żabka konająca wysłała mi; https://www.youtube.com/watch?v=Cp37NgqlhQ0
    A tu mamy Summertime, piosenka pochodzi z opery Porgy and Bess, którą skomponował George Gershwin, a słowa do piosenek w niej zawartych napisał jego o 2 lata starszy brat Ira. Można ją usłyszeć na początku, bo w scenie pierwszej pierwszego aktu. Opera ta została po raz pierwszy wystawiona w Bostonie w 1926 roku, ale szybko uciekła do NJ ze względu na napięcia rasowe. Dlaczego? Bo główny wątek wąkół wszystko się kręci opiera się na losach kilku czarnych ludzi z południa. Jest kaleka żebraczka Porgy, która próbuje wydostać z aresztu swojego zazdrosnego kochanka. Pojawia się tam też jej narkotykowy diler… itd
    Piękne wykonanie Joni Mitchell, przy akompaniamencie fantastycznego Herbie Hancock na fortepianie i na harmonijce Stevie Wonder. To jest Coca Cola! Serdecznie polecam. Tymbardziej, że jej refleksyjność oparta na ludowych pieśniach z tamtego terenu jakoś dziwnie pasuje do tematu wstępniaka.
    Przytaczam słowa:
    Summertime
    And the livin’ is easy
    Fish are jumpin’
    And the cotton is high
    Your daddy’s rich
    And your mamma’s good lookin’
    So hush little baby
    Don’t you cry
    One of these mornings
    You’re going to rise up singing
    Then you’ll spread your wings
    And you’ll fly to the sky
    But till that morning
    There’s a’nothing can harm you
    With daddy and mamma standing by
    A teraz w miarę możliwości postaram się je przetłumaczyć

    Letnim czasem życie zdaje się prostsze
    Ryby skaczą, a bawełna rośnie wysoko
    Twój tatko jest bogaty a mama wygląda pięknie
    Więc cicho, dzieciątko, nie płacz już.
    Któregoś ranka wstaniesz ze śpiewem na ustach
    Rozwiniesz skrzydła
    I sięgniesz nieba
    lecz do tego momentu/ranka
    wiedz, ze nic złego cię nie spotka
    bo tata i mama będą stać przy tobie

    @anumlik Dzięki, tobie szerzej niedługo odpowiem. A tymczasem trochę lata proponuję

  26. paradox57

    Ale to gorsze niż wysypka. Zobacz co mi się robi.
    https://media.mnn.com/assets/images/2013/04/meow.jpg.653x0_q80_crop-smart.jpg

  27. @Nefer
    Nie jestem o tym przekonany. Nie mam pod ręką stosownego zdjęcia. Na domowym nie trzymam. Jutro w pracy spróbuję coś odnaleźć, to zademonstruję. Wtedy możemy się policytować.

  28. @zak1953
    Podobało mi się bardzo; jest napięcie, opis tych strasznych dni przejmujący. To kawałek niezłej literatury. Opis zycia tych nieszczęsnych Ślązaków, pracy w kopalni, życia między niemieckim młotem a polskim kowadłem. Podobnych rzeczy doznali Alzatczycy, którym raz Francuzi raz Niemcy odmawiali autonomii. Aniedawno nawet sam wielki Gnom opluł Ślązaków zakamuflowana opcją.
    Myślę, że znasz to z opowiadań dziadka, albo mamy, bo nie mogłes tego sam widzieć przychodząc na swiat w 1953 roku. Nie jest to żaden zarzut, bo wiele wspaniałych relacji bylo napisanych przez autorów, którzy urodzili się później. Ciekawe, czy Twój dziadek albo mama czy ojciec zapisali te wspomnienia , czy też znasz je z ustnej tadycji ?

  29. @paradox57

    Dobra, tym czasem popcorn.

  30. @zak1953

    Okruch normalności(?). Zdarzenie losowe. Ale jak opisane.
    I słuchaj, człowieku, że wszyscyśmy równi i wszyscy mamy takie same żołądki.

  31. @Nefer

    Przeglądam. Chyba jednak nie. Zbyt drastyczne i nawet odstawienie popcornu nie pomoże. Może będzie coś z początkowej fazy i mniej zaawansowanymi objawami. Na razie zostaniemy przy kiełkach.

  32. @tejot
    25 stycznia o godz. 11:23

    Ponieważ zamieściłeś swój wpis tuż przed zmianą tematu, to pozwalam sobie wkleić parę fragmentów z niego, żeby wszyscy mieli okazję przeczytać..
    Oto one:
    „Ten który tworzy prawo w parlamencie i ma np. 70 lat, nadaje się, a ten który wykonuje to prawo jako sędzia mający 65+ lat, nie nadaje się…..

    ustawy sejmowe, które nakazują w różnych sprawach głosowanie z większością kwalifikowaną (np. 2/3, 3/5), są przegłosowywane większością zwykłą (więcej jak 50 % głosów posłów). Większość zwykła narzuca innym większość kwalifikowaną.
    I to są
    polskie paradoksy

    A odnośnie memów, które @lonefather zalinkował, to cieszę się, że nie tylko ja miałam taką dziwaczną reakcję

    Pozdrawiam

  33. @zak1945

    „Na przykład, w obozie Auschwitz kobiety, młode esesmanki były zdecydowanie okrutniejsze od mężczyzn.”
    Bylo tak. Ale w obozie zaglady Auschwitz najokrutniejsi to byli Lotysze, Ukraincy..bataliony wartownicze (sadysci)

    „Trzymiesieczna kuracja wychowawcza w Auschwitz…” — nie rozumiem? a takze zobowiaznia do tajemnicy? – nie rozumiem.
    Załoga Auschwitz była mieszanką Niemców (zdecydowana większość), folksdojczów – wcześniej obywateli państw okupowanych i sprzymierzonych z III Rzeszą (Słowaków, Rumunów czy Węgrów). Wśród tysięcy bezpośrednich lub pośrednich sprawców masowej, planowej zbrodni na narodzie żydowskim znajdowało się wielu sadystów, którzy znęcali się nad więźniami obozu dla samego faktu znęcania się.
    ——–
    „przeczłapała długa kolumna oświęcimskich więźniów, prowadzona przez obozowych esesmanów” . To byl marsz smierci, bowiem zbrodniarze, chcieli zatrzec slady swego
    ludobojstwa.

    Ps mam kontakt z tymi, ktorzy przezyli Holocaust…juz malo ich zostalo.

  34. @zak1953

    No, bracie, szapka bach, zaku. Patrzę i od strony za rozum i gardło chwytającej, w bardzo oszczędny sposób podanej treści, i od strony konstrukcji literackiej. Nie chciałbym porównywać, bo każdy może powiedzieć: „Co ty mnie do jakiegoś Miłosza czy Puszkina porównujesz! Ja jestem ja!”, ale co poradzisz, jak samo się skojarzenie pojawiło: Babel przyjechał. Inny styl, rzecz jasna, no wsio-taki miłosti prosim.

  35. Lewy
    25 stycznia o godz. 16:21
    Ślązacy wcale nie byli tacy nieszczęśni. Czasami można by powiedzieć, iż żyło im się nawet lepiej, choć nie zawsze łatwiej, aniżeli sąsiadom. Przemysł jaki zaczęto budować na Górnym Śląsku, dał im zupełnie inne możliwości, aniżeli w Wielkopolsce, habsburskiej Małopolsce czy Królestwie. Przed I wojną na tym terenie nie było problemu z pracą. Chłopskie dzieci spokojnie mogły odejść z gospodarki i stać się robotnikami, rzemieślnikami czy urzędnikami. Pod niemieckim panowaniem byli traktowani tak, jak mieszkańcy innych rejonów. A obowiązkowa, powszechna edukacja dawała spore możliwości na lepszą pracę, aniżeli aniżeli mieli ci za wschodnią granicą.
    Trzeba pamiętać, iż przed I wojną cały Górny Śląsk był najdalej drugim co do wielkości i ważności ośrodkiem przemysłowym Europy. Jako ludzie, nasi śląscy przodkowie mieli takie same zalety i wady jak inni. Bywało pięknie i wesoło, bywało też okropnie.
    Ktoś urodzony tak jak ja po II wojnie, większość opowieści o czasach wcześniejszych zna z przekazów rodzinnych. Dla jednego z dziadków byłem pierwszym wnukiem kontynuującym jego nazwisko, więc w jakiś sposób byłem bardziej hołubiony. Stąd poświęcał mi więcej czasu i uwagi, gdy spędzałem u niego czas. Drugi, był lepiej wyedukowany, jeszcze przed II wojną został sztygarem na „Wujku”, miał różne zainteresowania i znajdował czas dla wścibskiego wnuka. A do tego liczne ciotki, wujowie i starsze kuzynostwo – to kopalnia rodzinnych sekretów. Wystarczyło tylko siedzieć i słuchać. A że żyli relatywnie długo, było na to sporo czasu.

  36. @zak1953

    Przeczytałam należycie, pięknie i ciekawie napisałeś. Dumam sobie nad rocznicą wydarzeń bo nic mądrego do głowy mi nie przychodzi.
    Mnie jeszcze uczono o grozie wojny. A to co się dzisiaj dzieje i o czym słychać to nędza i ubóstwo moralne. Nawet na takim wyjeździe na narty, 80% same chamy bez kultury, coraz bardziej mi się Polska nie podoba, nie poznaję.
    I tak se odbiegłam od tematu.

  37. Ruski idzie.To do dziś słyszę.Uważałem ,że ma duży kij ,wyrosły jak góra, i goni Niemców.Chałupa na otwartym polu.Od strony lasu biegną małe ludziki.Na podwórku ,palą ogniska ,stawiają kotły ,rozbierają się do naga ,-październik -i wrzucają zawszone ,brudne łachy .Straszne rozczarownie u 7 letniego dorosłego mentalnie po okupacji malca.Nie pamiętam aby mieli co jeść ,tylko to ,że byli niscy i jacyś tacy czarniawi o skośnych oczach.Po powrocie do swojej miejscowości..Sza rża ,wysocy blondyni-ratowali przed śmiercią głodową ,smażonymi na łoju karoflami ,popijanymi gorzkim czajem.Skosztujcie .Może coś zrozumiecie?

  38. NeferNefer

    Neferko, dawno Cię nie uhonorowywałem materiałem. Bo się nie chciałem się między Twoimi nartami pętać. Jeszcze byś na mnie fajtła i by wyskoczyła u mnie dotykowa bruzda. Nie kuśmy licha ni kielicha. W każdym razie chciałem Ci dziś przywieźć z jeziora coś na ząb…tfu!…dla oka. Ale guzik wyszło, co pokazuje filmik. Więc może choć boczniaki znajdę. Szukałem po lesie i – drugi guzik. W dodatku gliną się usmarowałem, bo wysoka temperatura i wszystko taje w podskokach. Ty na tych nartach raczej nie tęsknisz za wiosną, a ja nie mogę się doczekać. Dziś mignęły mi dwa mgnienia wiosny, Chwyciłem i Ci wręczam. Ale na chodzenie po wodzie trza będzie z tydzień poczekać.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6515013003467566737/6515013004803575954?authkey=CPH86uPEycXuDw

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6515023693481182034?authkey=CPa4pcqLjtzBVg

  39. ozzy
    25 stycznia o godz. 17:13
    „Trzymiesieczna kuracja wychowawcza w Auschwitz…” — nie rozumiem? a takze zobowiaznia do tajemnicy? – nie rozumiem.”
    Trochę historii zatem. Po zajęciu Górnego Śląska III Rzesza przywróciła stan prawny z sprzed czerwca 1922 roku, czyli Ślązacy wrócili do Niemiec wraz z kawałkami II RP. I to był Reich. Dalej na wschód zrobiono GG czyli Generalne Gubernatorstwo. W przywróconej na łono Rzeszy części Śląska, gestapo i inne służby służby wujka Adolfa przeprowadziły szybką weryfikację obywateli. Odpowiednie listy przygotowano jeszcze przed wojną. Dlatego część Ślązaków mocno umoczonych w polskość uciekła na wschód, część próbowała walczyć z wkraczającymi Niemcami, przez co szybko skończyli na okolicznych cmentarzach. Z innymi przeprowadzono rozmowy, wyjaśniające co i jak. Jeśli jakiś obywatel Rzeszy nie chciał się podporządkować jej prawom ryzykował zamknięcie. Dachau pod Monachium w Bawarii otwarto i zapełniono wkrótce po dojściu Hitlera do władzy. Oświęcim, jeszcze jako obóz koncentracyjny uruchomiono w 1940 roku. I taki obywatel Rzeszy, który coś tam zmalował, postawił się władzy, unikał pracy czy też został złapany na kradzieży, zamiast do więzienia trafiał na określony czas do obozu, gdzie nie siedział, a ciężko pracował. Kiedy okres tej kary minął mógł wrócić do domu. Ale był pod czujnym okiem schupo i miejscowej władzy partyjnej. Zanim opuścił obóz, podpisywał zobowiązanie o zachowaniu w tajemnicy wszystkiego co przeżył i widział. W razie powtórki z rozrywki, obóz był dożywotnio krótki. To tyle.

  40. @zak1953
    Chyba nie zawsze było tak wesoło. Antonius móglby duzo powiedziec. Najpierw Niemcy przymusowo wcielali do Wehrmachtu Ślązaków i Alzatczyków.Po wojnie traktowano ich jak najgorszych nazistów. Zamykano w obozach.
    Niemcy, zanim ich Hitler omotał, byli nośnikiem cywilizacji, jak piszesz, była jednakowa edukacja dla wszystkich, sprawiedliwość. No ale Ślązacy woleli wrócic do macierzy, do Polski.
    Nie moge zrozumieć jak ten wielki naród Goethego, Bacha, Kanta..dał się złapac w sidła szaleńca. Jest to dowód na to, że kazdy naród może oszaleć, co na mniejsza skale dzieje się w Polsce.
    Jeszcze jeden paradoks historii: ostoja demokracji USA skręca na prawo, wybiera na prezydenta prymitywa, a Niemcy stają się obrońcą demokratycznej Europy.
    Czy wy Ślązacy nie żaujecie wboru, tych Powsań Ślaskich ?

  41. pombocku dziękuję pięknie, będę zobaczać jak link mi się na tablecie zmieści.
    Zaczynam się domyślać czemu fajtłam na sempiternę cztery razy 🙂

  42. Podsłuchane …
    Spotykają się trzy rekiny.
    Pierwszy: wczoraj zjadłem jakiegoś Francuza … Do dzisiaj odbija mi się perfumami…
    Drugi: ja miałem Ruska na obiad dwa dni temu. Do tej pory nie mogę pływać prosto…
    Trzeci: przed tygodniem pożarłem posła PiS… Łeb miał tak pusty ,że teraz nie mogę się zanurzyć…

  43. @zezem 25 stycznia o godz. 18:07
    Gdy zaczynają smakować polityczne dowcipy – to oznacza specyficzny klimat.
    Dlatego śmiejąc się z dowcipu przyznaję się jednak do dość mieszanych uczuć.
    Bo satyra polityczna kwitnie wtedy, gdy nie można otwartym tekstem. Chyba.

  44. Lewy
    25 stycznia o godz. 17:46

    To można zrozumieć – jak Hitler „omotał Niemców” Wcale ich nie omotał. Jak do tego doszło, co było źródłem, które się później rozlało w III Rzeszę, można zrozumieć i zobaczyć w filmie Michaela Haneke „Biała wstążka”. A film powstał na podstawie scenariusza autora, któremu wybitnej pomocy udzieliła w jego przygotowaniu Alice Miller. Oboje – Haneke i Miller, zebrali i przestudiowali wiele tysięcy dokumentów i materiałów źródlowych obrazujących jak kultura i państwo, oparte o religię i zinternalizowaną przemoc, prowadzą do przeradzania się normalnego i w miarę zdrowego społeczeństwa we współautorów tyranii i zbrodni.
    Alice Miller napisała książkę, która jest głębokim i niezwykle trafnym studium psychologicznym historii i wyradzania się małego Schicklgrubera w Adolfa Hitlera – największego zbrodniarza w dziejach.

  45. zak1953
    25 stycznia o godz. 15:50

    W Armii Czerwonej było dużo kobiet, może nawet bardzo dużo. Głównie w różnych służbach pomocniczych, więc nie brały bezpośrednio udziału w walce. Ale były też w walce: kobiety-pilotki, snajperki (dużo), sanitariuszki. Kojarzę parę kobiet-oficerów, ale chyba nie słyszałem o kobiecie-dowódcy pułku. Po wojnie, owszem, były i generałami.
    Niezwykłe jest to, jak mocno kobiety zaangażowały sie w ratowanie ojczyzny w czasie wojny.

  46. Tanaka
    25 stycznia o godz. 18:52
    Adolfa Hitlera – największego zbrodniarza w dziejach.
    A co z „Sosso” Stalinem?
    Hitler gnał ludzi do gazu, Batiuszka m.in wygłodził na śmierć parę milionów na Ukrainie. Pol Pot …by sięgnąć po niższą półkę…

  47. zezem
    25 stycznia o godz. 19:03

    A co z „Sosso” Stalinem?

    Ta sama liga.

  48. Nefer
    25 stycznia o godz. 17:36
    W czasach PRL-u nie dawano nam zapomnieć o rocznicach wyzwolenia spod niemieckiej okupacji. Takim szczególnym okresem był własnie styczeń. A to z powodu rocznicy wyzwolenia Warszawy 17 stycznia. Tak na przekór, aby nie wypominać radzieckim tego, że w sierpniu nie weszli do stolicy wyswobadzanej przez AK. I dlatego tak mocno fetowano zimową ofensywę Armii Czerwonej, w której wyniku wypchnięto Niemców z terenu całej Polski.
    A dzisiaj? Jak widać oficjalna władza ani się zająknie o tamtych latach. Po co przypominać ludziom jak było?

  49. Wiem Tanako. Zadałem tylko retoryczne pytanie. Bo jesli wielki naród wpadł w łapy Hitlera,to dlaczego my troche mniejszy narod nie mielibyśmy wpaść w łapki Gnoma.
    Do II wojny światowej Niemcy mieli najwięcej noblistów a i tak ich nie uchoniło przed popełnieniem straszliwych zbrodni i przed katastrofą.
    Przed nami takie malutkie zbrodnie i malutka katastrofka.
    Mrożek kiedyś zauważył , że na nazszej malutkiej Pustyni Błędowskiej żyja sobie miniaturowe wielbładziki. Jaka pustynia takie wielbłady.Alemoże to dobrze ?

  50. Czary?

  51. Proszę wybaczyć, wyboldowało się za dużo. Tego się nie da czytać. Spróbuję jeszcze raz. Chyba że Czarownica czuwa i znowu na złość mi zbolduje bez sensu. Zobaczymy…
    https://www.youtube.com/watch?v=WnXAl1ntt_4

    Update! (aktualizacja) do wpisu; blondynka z 24 stycznia o godz. 16:56

    Okazuje się, że komentowana Czarownica (w/w wpisie) pilnuje co się na blogu u red. Kowalczyka wyprawia. Właśnie przeczytałam jej kolejny list u Hartmana.
    1. Okazuje wdzięczność Tanace, że stanął w jej obronie.
    2. Pisze, że blondynka, ją zacytowała u ateistów.
    3. że nie może się produkować na łamach bloga ateistów.
    4. że brakuje jej znakomitych i mądrych wypowiedzi „Na marginesie”, które z przyjemnością czyta czyta

    Wychodzi na to, że Czarownica znalazła duchową siostrę w namarginesce, którą nawet bardzo podziwia, a zwłaszcza jej (jak to sama określa) mądrość i znakomitość.

    Jeszcze jedna sprawa mnie zaintrygowała. Dlaczego Czarownica nie może oficjalnie się pojawiać na blogu ateistów? Czy dlatego że wierzy w duchy i czary? Czy, że została zbanowana stąd?
    Będę wdzięczna, jeżeli ktoś pomoże rozwiązać tę zagadkę.
    Ale, żeby nie być gołosłowną, to poniżej przytaczam cały tekst Czarownicy. Proszę zwrócić uwagę, że tym razem w cywilizowany sposób skupia się tylko na wdzięczności dla Tanaki i pod niebiosa chwali swoją duchową siostrę „Na marginesie”.
    Pozdrawiam wszystkich, a poniżej link, o którym mówiłam, co by nikt nie zarzucił że gołosłownam jest.

    „Czarownica z Salem”
    24 stycznia o godz. 20:04
    „Tanace” składam podziękowania za poparcie i obiektywizm w ocenie moich opinii zacytowanych w „Listach Ateistów” przez kogoś podpisanego „blondynka”. Ja niestety nie mogę się tam wypowiadać.
    Szkoda „Tanako”, że tak rzadko wypowiadasz się w dyskusjach u Profesora Hartmana.
    Brakuje tutaj także znakomitych opinii „Na marginesie” i innych bardzo mądrych ateistów, które z przyjemnością czytam w „Listach Ateistów”.

  52. Lewy
    25 stycznia o godz. 17:46
    Antonius jest w wieku moich starszych kuzynów, którzy się żenili jak ja jeszcze smarkiem byłem. Poza tym on jest z tej części Śląska, która do 1945 roku była niemiecka. I ich doświadczenia trochę się różnią od tego co spotkało objętych Polską po czerwcu 1922 roku. Pamiętam dawne wpisy Antoniusa dotyczące tamtych czasów, robiły zawsze duże wrażenie. I to chyba o sprawach z owych lat napisał, jak słyszałem dwie książki. Muszę sobie ich poszukać. Bo rzeczywiście, mało jest literatury o Śląsku, popełnionej przez Ślązaków.
    Co do powstań śląskich. W maju 1971 roku przy okazji oddania Spodka do użytku, Gierek zrobił tam podwójną fetę. Świętowano 50-tą rocznicę III powstania śląskiego oraz kolejną zakończenia II wojny. Byli powstańcy oraz wierchuszka Armii Czerwonej z marszałkiem Koniewem na czele (to jego I Front Ukraiński w styczniu 1945 r. wyzwolił Kraków, Oświęcim oraz zajął cały Górnośląski Okręg Przemysłowy w zasadzie bez wielkich walk, dzięki oskrzydleniu sił niemieckich (stąd do Podlesia wkroczyli radzieccy od zachodu, a nie od wschodu, jak np. w Katowicach). Żyjącym szeregowym powstańcom nadano wtedy wtedy stopień podporucznika WP. Próbowałem wypytać dziadka o motywy udziału w powstaniach. Nie powiedział. Nigdy. Ani, gdy byłem mały, ani gdy stałem się dorosły. Zresztą podobny problem spotkałem w wielu innych śląskich rodzinach – dla dzieci i wnuków to był temat tabu. Ja mam swoją teorię, ale o tym być może napiszę kiedyś.
    Z tym powrotem do Macierzy to też nie tak proste. Nasi Piastowie śląscy woleli się zwasalizować wobec królów na hradzie (czyli władców czeskich), a nie wobec rodziny. Już Władysław zwany Łokietkiem nie panował nad Śląskiem. Te 600 lat to nie było oderwanie od Polski, a bytowanie w sąsiedztwie. Polityka musiała zapanować nad historią, bo Polska potrzebowała górnośląskiego przemysłu. Stąd owe powroty.

  53. zezem
    25 stycznia o godz. 19:03.
    Stalin wielkim tyranem i zbrodniarzem był. Tyle, że śmierć wielu ludzi miała dla niego określoną wartość. Zagłodził Ukraińców, bo na potęgę sprzedawał zboże na Zachód, za co kupił tam sporo wyposażenia budowanych przez bezprizornych zakładów przemysłowych. Przeprowadzona za jego czasów industrializacja ZSRR, mogłaby budzić szacunek, gdyby nie ludzki koszt tych inwestycji, stawianych właściwie bez pomocy maszyn, siłą rąk i nóg więźniów obozów. Gdy obejrzeć kroniki filmowe z tamtych lat, widać tytaniczną, ręczną pracę robotników.
    Zbrodnie Pol Pota nie miały na celu stworzenia przemysłu, były mordami dla siebie, obliczonymi m.in. na likwidację miejscowej inteligencji.
    Wydaje mi się, iż zbrodni poszczególnych tyranów nie da się tak łatwo porównać, a właściwie zrównać.

  54. @zak1953
    Mam nadzieje, że znowu coś podobnego napiszesz, bo czyta się Ciebie ciekawie.
    oże własnie coś z historii Śląska.

  55. blondynka
    25 stycznia o godz. 20:30

    Łomatkoboskoczęstochosko, co to się na blogu Jana Hartmana wyprawia!
    No ale musi się wyprawiać, skoro tam – stąd wywaleni – i zdezerterowany i pięciorga nicków sprężynowaty poloneza wiodą.
    Nie wiem o co chodzi z niemożnością wypowiadania się na naszym blogu „Czarownicy”, ale może spytajmy Pana Jacka.

  56. @ Jacek Kowalczyk

    Panie Jacku, pytanie: czy osoba o nicku „Czarownica z Salem” ma ban na wypowiadanie się na naszym blogu? Podobno chce, a nie może się tu pojawić.
    „Czarownica” przebywa na blogu Jana Hartmana.

  57. Lewy
    25 stycznia o godz. 20:10

    Dobrze. My wiemy. Ale wiedza i rozumienie źródeł, mechanizmów i nieusuwalnych skutków, w postaci Hitlera, Duce, Franco i podobnych łotrów (ze Stalinem wlącznie) nie jest w żadnym razie powszechna. Powiem, całkiem śmiało i pewnie: jest niezwykle mało powszechna. Własciwie wszystkie słowa krytyki jakie są formułowane wobec stanu rzeczy w Polsce są przeraźliwie płytkie, nierozumne, niecelne bo nie sięgające w głąb zjawisk. Nie polegają na dogłębnym rozumieniu.

    Polska jest we wszystkim niemal byle jaka, więc i gnom nie dorośnie do Adolfa. Jemu udało się osiągnąć wybitność, gnom marnuje swój potencjał na byle co, czyli jakąś licha podróbę w postaci kaszanki katonacjofaszosocu. Ale i podróba śmierdzi i gryzie.

    Malutkie wielbłądziki, takie nadwiślańskie? 😀

  58. Lewy
    25 stycznia o godz. 20:10
    Ubiegły wiek był w ogóle szczególny. Lata dwudzieste, na bazie sytuacji powojennej wykreowały ruchy faszystowskie w wielu krajach. Zaczęło się od Włoch, potem Niemcy, Portugalia, Hiszpania. W zasadzie nie było europejskiego kraju, w którym nie powstały by organizacje o tym charakterze. Taka była także polska sanacja, która rządziła do wybuchu wojny. Społeczeństwa mają w sobie taki polityczny owczy pęd. W końcu wg. niektórych badań około 95 % społeczności zachowuje całkowitą bierność i zdaje się na wyczucie owych 5 % aktywnych. A jeśli im zachce się wojny o wielkość narodu, to nieszczęście gotowe.

  59. A propos czarownic – a propos bo blondynka wspomniale o takiej z Salem – obejrzałem dziś film o carownicach. Otóż ściganie, prześladowanie czarownic, ów słynny Młot na czarownicę, zaczęło się dopieo w XVI wieku. Wcześniej we sredniowieczu był to „obyczaj” nieznany. Przyczyną tego była zmiana klimatu.Do XI wieku klimat w Europoe był łagodny, zbiory zbóż były obfite,gdy nagle nastała epoka mini zlodowacenia, która trwała przez półtora wieku.Nawet Bałtyk zamarzał i można było dojechać do Szwecji saniami. No i zaczł sie głód, zima trzymała do późnej wiosny, zbiory były marne, i ludzie nie potrafili sobie tego wytłumaczyć jak tylko szukając winnego.I wtedy padło na kobiety. Wystarczyło, że taka byla ponura, albo zbyt wesoła, że miała duży nos, albo pieprzyk na policzku, wzbudzała podejrzenie o konszachty z diabłem i o te fatalne zbiory. Kościół bardzo skwapliwie dołaczył sie do tepienia czarownic, torturowania, palenia na stosie.
    Mamy ocieplene klimatyczne, więc chwilowo kobietom nic nie grozi. Ja nie chce straszyc, Ale jak się klimat oziębi ?

  60. Do XVI wieku, a nie do XI , kurcze jestem niechlujny, sorry

  61. @Lewy, z godz. 21:27
    Ale jak się klimat oziębi?

    Jak się klimat oziębi,
    to my baby do przerębli!

  62. @Lewy
    25 stycznia o godz. 21:27
    Nie wiedziałam o tym. To ciekawe. Niszczono także kobiety, które zajmowały się ziołolecznictwem. Miały wiedzę ustnie przez pokolenia przekazywaną, ale stosy, topienie spowodowały, że te lekarki/uzdrawiaczki (z braku innego określenia) jeżeli nawet przeżyły.. to już się tą wiedzą nie chwaliły. I przepadła na dobre.
    A przecież mądrość, bazująca na doświadczeniach wielu wielu pokoleń, to skarbnica.
    Dzisiaj to głównie tylko antybiotyki, sulfonamidy i hormonalne środki się uznaje.
    A szkoda.

  63. @anumlik
    25 stycznia o godz. 21:42

    Klimat się ociepla i widać czarownice zaczynają się czuć coraz bardziej bezpieczne.
    Przydała by się cieplejsza rymowanka

  64. zak1953
    25 stycznia o godz. 21:10

    Stalin był ofiarą religii, państwa, kultury i rodziny. Co tworzy jeden konglomerat. Z Hitlerem było dokładnie to samo – też był ofiarą. Ofiary, na ogół, pozostają ofiarami, natomiast Hitler zwłaszcza, Stalin zapewne w mniejszym stopniu, choć z grubsza podobnie, postanowili swoje cierpienie przerzucić na innych. Hitler robił to wybitnie systemowo, Stalin mniej się tym zajmował – choć od Hitlera nie był w tym daleko – a więcej tworzeniem zupełnie innego rodzaju państwa i systemu w miejsce upadłego kolosa – Cesarstwa Rosji.

    Uważam, że z punktu widzenia osiągnięć industrialnych oraz społecznych (to akurat jest bardziej względne), za czasów Rosji Sowieckiej i rządów Stalina, osiągnięcia były niesamowite. Nie da się tej uwagi pozostawić bez drugiej, zespolonej z pierwszą w jedno: ludzki koszt, męki i zbrodni był gigantyczny. Koszmarny. Pytanie, o zasadniczej wadze jest takie: jak należało (a przecież należało, bo gigantyczność kryzysu w upadku Cesarstwa i zapóźnienie było ogromne) to zrobić bez takich strasznych i nie do przyjęcia kosztów?
    Kolejna kwestia: nie byłby Stalin Stalinem, gdyby jego celem była wielkość i nowoczesność państwa i jego obywateli.

    Stalin bardzo się obawiał wojny z Hitlerem i robił wszystko co mógł, by ją odwlec. Zdawał sobie sprawę z tego, że Rosja jest do niej nieprzygotowana, A była nieprzygotowana także (głównie) za jego sprawą: osłabienia tymi strasznymi kosztami ludzkimi tworzenia nowego państwa, oraz – na jego paranoiczne zlecenie – wymordowaniem większości wyższych oficerów w armii. Nie miał kim prowadzić wojny z Hitlerem, o czym się przekonał męczącą i fatalna wojną z malutką Finlandią. Dlatego do ostatniego dnia przed napaścią, słał do Hitlera niekończące się potoki kolejowe wszelkich dostaw, ze zbożem włącznie. Dywizje Hitlera ruszyły w głąb Rosji, a z głębi Rosji skłaby kolejowe jechały jeszcze w odwrotnym kierunku: do III Rzeszy.
    Uklad Ribbentrop-Mołotow był elementem ugłaskiwania i zabezpieczania się Stalina przed Hitlerem.
    Rosja byłaby – mniej więcej – gotowa do wojny z Hitlerem w 1944-45 roku Nie wcześniej. A ponieważ Hitler zaatakował wcześniej, odniósł tak duże sukcesy. Choć – znowu – dzięki gigantycznemu wysiłkowi Rosjan i wielkim ofiarom, już w grudniu 1941 został zatrzymany i odrzucony spod Moskwy. Ale na wyrzucenie z granic, sił Rosja nie miała. Dopiero Stalingrad stał się przełomem, a Kursk ostatecznie zakończył etap zwycięstw Hitlera i od tej pory był to już narastający pogrom jego armii.
    Mamy tu pewną miarę wielkości , wręcz gigantyzmu wysiłku wojenno-państwowego Rosji: przewidywano jej gotowość do wojny nie wcześniej jak w 1944, a przełom w wojnie nastąpił wraz z zagładą 8 armii Hitlera w Stalingradzie, zimą 1943. Atak Hitlera zniszczył ogromną część zasobów i sił Rosji, a jednak byli w stanie już w 1943 odwrócić kierunek przebiegu wojny. Przy tych wszystkich ofiarach. Jest to, najprawdopodobniej, jedyny tego rodzaju przykład w historii.

    Wtrącanie Pol-Pota nie bardzo ma tu zastosowanie.Ani ta skala, ani cele, ani struktura. Chyba więcej w tym byłp parcia do samolikwidacji, niż czegoś innego.

  65. @blondynka
    Cieplejsza, piszesz. Psze Cię bardzo:

    Stosik niezbyt duży
    czarownicom służy!

  66. @zak1953

    dziekuje za krotka lekcje historii o Gornym Slasku .
    Przyznam sie szczerze, ze malo wiem o tym regionie.

  67. Lewy
    25 stycznia o godz. 21:28

    Łotóż to: Bałtyk później zamarzł.
    Ale Paryż zalało. Będzie palenie czarownic?

  68. @zak1953
    Gratulacje, udany debiut, prosimy częściej 🙂
    Dla mnie ciekawy bo wyjaśnia mi dlaczego moja koleżanka z Jeleniej Góry uważała radzieckich ( to dobre określenie, bo obejmuje całość) za wyzwolicieli podczas gdy dla „moich” ze wschodnich rubieży Polski byli to najeźdzcy.

  69. Nefer
    25 stycznia o godz. 21:26

    Powierzmy troszkę w człowieka. 🙂

  70. Ewa-Joanna
    25 stycznia o godz. 22:04

    To wyjaśnienie jest ciekawe, ale i ciekawe jest to, że ci jeleniogórzanie też ze wschodnich rubieży. Czy gdy szli na zachód osadnicy, szlakiem Wielkiej Niedźwiedzicy to im się widzenie rzeczy tak przestawiało?

  71. Nic o tym nie wiem, chyba że to czyjś nowy nick, a adres komputera podpada pod ban.
    jk

  72. Jacek Kowalczyk
    25 stycznia o godz. 22:11

    Dziękuję.

  73. blondynka
    25 stycznia o godz. 20:30

    Blondynko, jeśli wyczułaś tę czarownicę, to duże gratulacje. Pisze ona, że nie może się produkować na tym blogu. To dla niepoznaki, bo może i się produkuje. Ona tu JEST.

    Cytuję z blogu pana Hartmana:

    „Czarownica z Salem”
    22 stycznia o godz. 18:44
    Do religijnego kołtuna podpisującego się „samba kukułeczka”:
    Podrzucasz tutaj i na inne różne blogi swoje cuchnące kościelnym kadzidłem jaja i może i dobrze bo można się nieźle pośmiać.
    A już najśmieszniejsze jest to kiedy nieudolnie podszywasz się pod ateistę.
    Jesteś podobnie jak piszący pod pseudonimem „404” niedorozwiniętym pisowsko-kościelnym embrionem”.

    „404
    23 stycznia o godz. 14:43
    @”Czarownica z Salem”
    22 stycznia o godz. 18:44
    Jakiegoś wścieku (nie wiem czego) dostałaś i plujesz jadem gdzie popało.
    Jak ci trochę przejdzie, to poczytaj jeszcze raz, ale tą razą ZE ZROZUMIENIEM.
    Odrobinę poczucia humoru też zalecam”

    Wściek czarownicy jest niepodrabialny, blondynko. Niepodrabialna też jest jej niesolidność czytania i potem imputowania wymyślonych zarzutów. „404” to kobieta, której daleko i do pisowatych i do religianctwa. Chyba zauważyłeś, Tanako, że tamtejsza czarownica Cię uwielbia. Ona i tu Cię uwielbia. Aż zajdroszcza.

  74. @Tanaka
    25 stycznia o godz. 22:09
    Nie wiem. Ale chyba przed wojną też tam jacys mieszkali?

  75. Ipien nam się tu robi… I magiel.

  76. @Tanaka

    Taki tam magielek i tyle.

    ***
    pombocku, obejrzałam i się podobało. Ale co to tłukłeś, zupełnie jak mój, żadnej zamrożonej kałuży nie przepuści:)

  77. @Czarownica z Salem – nie piszę na innych blogach Polityki trochę dlatego, że nie starcza mi czasu, a trochę dlatego, że są mniej starannie monitorowane niż ten. W ogóle to niewiele piszę, ale cieszę się, że moja… tfurczość zyskała twoje uznanie. Jeśli zechcesz zajrzeć na blog ateistów – to dołączam się do zaproszenia Tanaki. Piszesz ostro w bardzo bliskim mi kierunku. I tak 3mać! Serdecznie pozdrawiam.

  78. @wbocek 25 stycznia o godz. 22:13
    Pombocku, mam wrażenie, że znowu szczujesz i imputujesz. Nie idź tą drogą.

  79. @zak1953

    Pamiętam, chodziłam do podstawówki w PRL. I zamiast 8 maja był 9 dniem pobiedy.

  80. Ja lubię Tanakę 🙂

  81. Tanaka
    25 stycznia o godz. 21:53
    O Pol Pocie wspomniałem wyłącznie w odpowiedzi na przywołanie tej postaci. Jego zbrodnie są nieporównywalne ze Stalinem i Hitlerem. Mord dla mordu. Totalny bezsens.
    Twój wywód na temat Stalina i II wojny jest ciekawy. I w większości zgadzam się w twoimi słowami. Nie zgodzę się tylko z jednym; oceną gotowości i potencjałem wojennym AC. Hitler w 1941 roku zagrał va banque wbrew zdaniu większości swych generałów, którzy mieli wywiadowcze rozeznanie sił Armii Czerwonej. ZSRR w czerwcu 1941 roku miał więcej czołgów (notabene lepszych i większych w tym momencie od niemieckich), więcej samolotów i pojazdów opancerzonych. Stalin nie miał tylko jednego – wyższej kadry dowódczej, dzięki czystkom końca lat 30-ch. Do tego nie przyjmując do wiadomości informacji swojego wywiadu o zbliżającej się agresji III Rzeszy, nie zadbał o rozśrodkowanie jednostek. W efekcie ogromna większość jego jednostek została zniszczona w swoich garnizonach, a samoloty na lotniskach. Niemieccy generałowie byli zaskoczeni pierwotnym sukcesem kampanii 1941 roku. Stąd Hitler urósł do rangi wojennego geniusza. Zaryzykował. I pierwotnie odniósł sukces. Jego wojska niszczyły i przejmowały ogromne ilości uzbrojenia oraz brały do niewoli całe dywizje żołnierzy. To było niesamowite. Ponadto Hitler myślał, że zdobywając Moskwę, wygra całą wojnę. Wyraźnie nie odrobił lekcji Napoleona. Wchodził w głąb ZSRR i nic tego nie wynikało. Hitler wyraźnie nie doszacował potencjału ludzkiego i gospodarczego ZSRR. I nie pomogło mu dorobienie się całego szeregu bardzo dobrych czołgów, tyle, że zbyt kosztownych, zbyt precyzyjnych i trudnych do naprawy w warunkach polowych. Ponadto zbrodnie Niemców na jeńcach wojennych oraz ludności cywilnej witającej początkowo wehrmacht z radością, stały się powodem zmiany tej sympatii i wzrostem oporu na zapleczu wojsk niemieckich. Podsłuchy niemieckich generałów i wyższych oficerów wziętych do niewoli, jakich dokonali Angole, były pełnym zaskoczeniem dla aliantów. Te materiały przeleżały kilkadziesiąt lat w ukryciu.

  82. @Ewa-Joanna 25 stycznia o godz. 22:29

    Ja też lubię Tanakę, to znaczy lubię czytać jego teksty. Ale zupełnie nie rozumiem rewerencji graniczącej z uwielbieniem, z jaką potraktował go ostatnio Gekko, a za Gekkiem pombocek – przy czym obaj zarzucili mi niezrozumienie lekcji i brak nalezytego szacunku dla wstępniaka Tanaki. Nie podzielam i nie będę podzielać tak pojętego – i wyłącznie męskiego – odruchu lizania… no powiedzmy pięt.

    Poza tym nigdy nie pisałam nic na blogu Hartmana. A to, co przed chwilą opublikował pombocek – jest najzwyczajniejszym wrednym paszkwilem.

  83. Nefer
    25 stycznia o godz. 22:23

    Neferko, to nie było tłuczenie dla tłuczenia. Chciałem pochodzić swoim arktycznym lodołamaczem wśród lodów i załatwić sobie tym sposobem łatwiejsze wychodzenie z przystani, bo temperatury są plusowe i połamany lód by szybciej topniał. A tłukąc nogą lód, sprawdzałem grubość. Przy tej grubości dałbym radę łamać okrętem, gdybym wyszedł z przystani i się rozpędził – wśizgnąłbym się po prostu na lód, a on by się pod okrętem załamał. Niestety, przy tej grubości lodu, nie dałbym rady wyjść z przystani, bo bez rozpędu okręt na lód się wślizgnie. Cza czekać.

  84. pombocku to przyślę ci mojego, zaraz wszystko wytłucze 🙂

    Brakuje Kostki 🙁 i Tobermory nie wiada kiedy wróci 🙁

  85. @Na marginesie – 25 stycznia o godz. 22:37
    Zgoda na czytanie, precz z uwielbieniem 🙂
    Też nie pisze u Hartmana, w zasadzie nigdzie poza tutaj nie piszę, bo mi się nie chce wałkować bzdur. Te blogi to jak te „Łysy i piękny” co to od 30 lat leci w telewizji i obojętnie kiedy włączysz zawsze jesteś na bieżąco.

  86. Popie… ups. Pokićkane to wszystko. Ale tfurcze jak cholera.

    PS
    Może lepiej by było, gdybyśmy skupili się na wstępniakach. Tak sobie myślę.

    @zak1953
    Gratuluję pióra i refleksji. Szerzej – bo mam swoje przemyślenia – odniosę się jutro. Właśnie przyjechali moi (współcześni, kurna!), którzy nie skumają ani słowa z Twoich wywodów. Trudno im wytłumaczyć długo nie odkurzane niuanse 😀 Pozdrówka!

  87. @Ewa-Joanna

    Ha ha prawda, ale bardziej wciąga

  88. A @naoczny świadek ciekawie napisał powyżej to przegapiliście

  89. Nefer
    25 stycznia o godz. 22:43

    Dziękuję, Neferko, za gotowość, ale może poczekajmy do wiosny, bo twój przy okazji tłuczenia lodu mógłby się pomylić i mnie wytłuc.

  90. pombocku ale on mały, 10 lat. I miłe toto, Tanaka przyświarczy.

  91. zak1953
    25 stycznia o godz. 20:02
    17 stycznia pisałam i pytałam, czy ktoś kojarzy 17 stycznia z wyzwoleniem Warszawy.
    Widać poszło w niepamięć, albo nie wypada przypominać tej daty, bo wiadomo, że ze wschodu szli.

    W Poznaniu w wypędzeniu i wyzwoleniu miasta z niemieckiej okupacji brali udział i miejscowi. Najdłużej walki trwały na Cytadeli, a poznaniaków walczących w tym miejscu do dziś nazywa się Cytadelowcami.
    Dzień 23 lutego jest dniem poddania się Niemców na Cytadeli, jest dniem wyzwolenia i date tę upamiętnia jedna z ulic.
    Na mocy dekomunizacji ulic w Polsce właśnie chcą ją nam zamienić na ulicę Lewandowskiej.
    Moi Dziadkowie wyrzuceni z domu na początku zimy 30/40 roku spędzili wojnę w świętokrzyskiem. Wracali do miasta prawie 2 miesiące. Trafili pod koniec lutego, gdy już ucichły odgłosy wojny.

  92. Na marginesie

    Dobry wieczór, Namarginesko. Nie bardzo rozumiem, czego sobie ode mnie winszujesz, skoro ja nie tylko nic od Ciebie nie chcę, ale i nic do Ciebie ani o Tobie nie mówię. Ba – nawet nie myślę.

  93. Nefer
    25 stycznia o godz. 22:57

    Ajajaj, co za pomyłka! Myślałem, Neferko, że Twój wąż chodzi po Belgii jak kafar i kałuże tłucze.

  94. Nefer
    25 stycznia o godz. 22:57

    A tak nawiasem, Neferko – to już Twój chłopak taki stary?! Uomamuniu, ależ to leci!

  95. Nowa awantura w Brytanii.

    Okazało się, że już od 33-ech lat, oddbywający się corocznie obiad dla bogatych facetów (prezydentów, właścicieli firm, bankierów, miliarderów, celebrytów, itp) w celach charytatywnych…. jest wielką kompromitacją. Trzeba podkreślić, że TYLKO dla mężczyzn ta gala.
    W tym roku, w luksusowym hotelu było 360-ciu chłopa, ale żeby mieli obsługę, to zatrudniono około 130 hostesses. Warunki jakie one miały spełniać to; wysokie, młode, ładne, długie nogi, szczupłe, ubrane seksownie… A żeby nie ryzykować gdyby któraś nie wiedziała co to znaczy… to dostarczono im czarne mini spódniczki i czarne majtki (które obowiązkowo musiały użyć) Za 6 godzin pracy były opłacane 150 funtów plus 25 funtów na taxi. Wiele z nich twierdziło potem, że to najciężej zarobione pieniądze w dotychczasowym ich życiu.
    Dlaczego? ktoś zapyta…
    Bo były obłapiane różnie, łapane za krocze, wsadzano ręce pod spódnice, proponowano wycieczki do pokoi hotelowych. A jeden to nawet swoją męską aparaturę wyjął przy obiedzie i na to próbował poderwać jakąś młódkę. Drugi z kolei stwierdził, że kobitka nie wystarczająco wstawiona, więc zażądał; “down that glass, rip off your knickers and dance on that table” (chluśnij do dna, zedrzyj majtki i tańcz na stole). Jak kulturnyj narod.

    Jeszcze jedno, albo dwa. Poseł z Partii Pracy MP Jess Phillips, który przewodzi w walce z kulturą seksizmu i harasmentu powiedział; “This is horrendous example of rich men acting with disgusting entitlement.” (To jest okropny przykład zachowania bogatych mężczyzn, którzy mają obrzydliwe przekonanie, że im się to należy). Przedstawicielka Liberałów z kolei wyraziła się tak; “simply stomach-churning”. (po prostu żołądek mi się przewraca) i dodała; “More than 300 rich businessmen were perfectly happy to attend such an event, which shows the rotten, sexist culture still alive and kicking in parts of the business community. Time’s up on this crap.”
    (Więcej niż 300 bogatych biznesmenów czuło się całkowicie w porządku, żeby uczestniczyć w takim evencie, co pokazuje zginiliznę i seksitowskość kultury, która jest w dalszym ciągu żywa i obecna w biznesowym środowisku. Czas się skończył dla tego gówna).
    Liderka Równość dla Kobiet powiedziała; “Men from across political, business, and entertainment worlds are implicated in this grotesque circus of sleazy rich men pawing at young women and buying crude ‘lots’ in the name of charity.”
    (Mężczyźni ze świata polityki, biznesu, rozrywki są wmieszani w ten groteskowy cyrk obślizgłych bogatych facetów obłapiających młode dziewczyny i kupujących prostackie/grubiańskie/niesmaczne rzeczy w imię pomocy charytatywnej)
    Po czym dodała: “Those who are worried that women’s confrontation of sexual harassment has gone too far and turned into a ‘witch hunt’, look no further.”
    (Ci, co uważają, że konfrontacja kobiet z seksualnym harasmentem posunęła się za daleko i zamieniła się w polowanie na czarownice, niech nie patrzą dalej)
    Posłanka Konserwatystów Anna Soubry powiedziała; “I should imagine the charities will be appalled that their good name has been sullied in this way….
    ….It was never acceptable but it’s 2018 for goodness sake and I thought – hoped – we’d moved on to being a more civilised decent society. Well we need to”
    (Wyobrażam sobie, że org. charytatywne będą oburzone, że ich dobre imię zostało sponiewierane/zbrukane w ten sposób…. …. To nigdy nie było akceptowane, ale na miłość boską, mamy 2018 rok i ja myślałam,… miałam nadzieję, że posuneliśmy się do przodu w kierunku bycia bardziej cywilizowanym, przyzwoitym społeczeństwem. W każdym razie napewno musimy)
    Ciąg dalszy nastąpi
    A poniżej państwo znajdziecie więcej

    MP calls for tougher laws after women ‚groped’ at men-only charity gala
    https://www.theguardian.com/uk-news/2018/jan/24/women-groped-and-sexually-harassed-at-london-charity-gala

  96. pombocku 🙂

  97. Tak prawda, dopiero się urodził 3 lata temu a już ma 10, dziwy panie…

  98. Nefer
    25 stycznia o godz. 23:13

    Może to, Neferko, jakoś przyhamuj, bo w takim tempie to ani się oglądniesz, jak trzy razy od Ciebie będzie starszy.

  99. Kobiety w wojsku. Nie wiem ile było kobiet – dowódców pułku w Armii Czerwonej.. Na pewno dużo było w formacjach pomocniczych jak napisał Tanaka.Ale wygłądaly tak pięknie jak Marusia w Czterech Pancernych. Ich los był ciężki, bo były wykorzystywane seksualnie. A już całkiem tragiczny był los kobiet w oddziałach leśnych, niezależnie czy to była partyzantka sowiecka polska, czy żydowska. Nie ma się czym chwalić i o tym rzadko się pisze.

    Moje wspomnienia z wyzwolenia.Ostatni wystrzelony pocisk uderzył w komin domu, gdzie mieszkaliśmy i komórki na podwórku. Rano wszystko było czerwone od pyłu ceglanego. Rosjanie pojawili się kilka godzin później. Było to 17 stycznia. Znacznie później, było już ciepło, na naszej ulicy rozbił swoje namioty jakiś pododdzial sowiecki. Szukano kwater. Myśmy byli już przygarnięci jako uchodźcy z Warszawy i nie było miejsca. Dziadek, który służył w wojsku rosyjskim, a potem w polskim pokłócił się z ichnim majorem , krzyczeli na siebie przez furtkę, w pewnym momencie dziadek użył argumentu, że jest wyższy stopniem, był podpułkownikiem. Myśleliśmy, że już po dziadku ale major odpuścił.

  100. Miało być nie wyglądały.

  101. zak1953
    25 stycznia o godz. 22:35

    Wiem, że Pol Pota wspomniałeś bo został wcześniej przywołany.
    W sprawie Stalin-Hitler, podtrzymuję swoje zdanie. Znam te fakty, o których mówisz, ale tu decydujące jest co innego: suma zjawisk i struktura stanu rzeczy w państwie. Sama ilość czołgów niewiele ma do rzeczy. Nie walczą czołgi, ale ludzie w czołgach. A ludzie to całe zaplecze i od razu cały stan państwa. Czołgi i samoloty (na lotniskach, nie w powietrzu!) zostały stracone w pierwszych dniach wojny właśnie przez niewydolność państwa, nieprzygotowanie do wojny. A nie tylko przez sam brak wybitych na rozkaz Stalina generałów (i pułkowników).
    Kim wybitych zastąpić? Można kaprala mianować jedną decyzją marszałkiem. I co? Stawi czoło armiom Hitlera? A zgranie 300 dywizji, a na poziomie taktycznym, operacyjnym i strategicznym? A zgranie zaplecza logistycznego, całego aparatu gospodarki z armią? A Zgranie i zoptymalizowanie „zasobów ludzkich” do takich celów?
    Hitler myślał o wojnie jeszcze zanim napisał Mein Kampf, a jak został kanclerzem (rok 33), to już niemal wyłącznie wojną się zajmował. A Stalin nawet się jeszcze nie przyszykował do wymordowania generałów (rok 36 i 37).
    To że Związek Radziecki nie był gotów do wojny wynika z wewnętrznych dyskusji przywódców radzieckich, specjalistów od gospodarki i wojska, z licznych raportów i analiz, oraz narad w kierownictwie na Kremlu. To są fakty, a fakty te są znane historykom, którzy je przedstawiaja i potrafią wyciągnąc trafne wnioski. Nie mam się jak nie zgodzić z poważnymi i uznanymi historykami i faktami, tym bardziej, że problematyka gosporadcza, planowana, zarządzania strategicznego jest mi bliska. I mam też pewien ogląd spraw wojskowych.

    Tak: czołgi radzieckie – T-34 były znakomite, nie miały konkurencji na początku wojny i realnie tą wojnę wygrały, choć Tygrysy były potężniejsze, a Pantery mniej więcej na podobnym poziomie. Ale czołgi niemieckie były skonstruowane z licznymi wadami, co się mściło w czasie wojny i co trafnie wskazujesz, z Tygrysy w ogóle się nie nadawaly a front wschodni i były nie tyle wynikiem racjonalnego myslenia, ale manii wielkości Hitlera i wielu jego generałów.

    „Entuzjazm przyjęcia” dotyczył bardziej Ukrainy i nie był specjalnie wielki. Ze na Ukrainie był zauważalny – nic dziwnego: Stalin załatwił im hołodomor. Żeby rozkułaczyć, podporządkować, no i mieć zboże do wysłania Hitlerowi.
    Zaś wywiad Hitlera niespecjalnie się sprawdził. Powiedziałbym nawet, że się całkiem marnie sprawdził. Problem jest zawsze w tm samym: jak interpretować informacje? Co one znaczą? Gdzie jest istota rzeczy? Niemiec, w swoim aparacie pojęciowym i nawykach rozumu, nie bardzo mógł pojąć ani Stalina ani rzeczywistości tego gigantycznego państwa i jego ludzi. A nawet ze zbieraniem prostych informacji było ciężko. W państwie totalitarnym to ciężka robota i obarczona wieloma błędami.

  102. Nefer
    25 stycznia o godz. 22:57

    Neferko, jak tylko mi mówisz, że mam coś poświadczyć, to w ogóle nie patrzę co, tylko poświadczam: taka prawda ! I jak bonie dydy. Troszkę się obawiam tych dydów ale cóż – dydy !

  103. konstancja
    25 stycznia o godz. 23:04

    17 stycznia pisałam i pytałam, czy ktoś kojarzy 17 stycznia z wyzwoleniem Warszawy.

    Ja tam wiem, co było 17 stycznia. Ale właśnie – co było? Bo jak nie wyzwolenie, to może w niej ciagle 40 tysięcy hitlerowców siedzi? I dlatego te reparacje?

    W ogóle, z tymi wyzwoleniami, to bolesna męka, jak u Jezusa: żołnierze przeklęci nie wyzwolili, Anders na białym koniu nie wyzwolil, Armia Krajowa nie wyzwoliła, więc wychodzi wedle IPN. że w ogóle – nikt. o co to za zwycięstwo było, ja się pytam? Na co te szampany i wiwaty? Znowu lipa jakaś? Co za szok: znowu kto inny robotę odwalił i pozbawił prawdziwego Polaka przyjemności osobistego wyzwolenia się.

  104. @Tanaka.
    Wiem, że argumenty Suworowa, że Stalin planował atak na Niemcy, a Hitler go uprzedził są podwaźane przez historyków, mnie przekonują.

  105. blondynka
    25 stycznia o godz. 23:16
    Przyznam się, że pod jednym względem jestem podobny do ortodoksyjnego Żyda. Tak jak i on jestem wdzięczny opatrzności, iż przyszedłem na świat jako chłopiec. To uchroniło mnie przed losem jaki kiedyś mimowolnie sprokurowaliśmy naszym koleżankom. Bo tak nas wychowywano, takie wzorce małpowaliśmy od starszych kolegów. Zbiorowe polowania na koleżanki na szkolnych korytarzach zdarzały się dosyć często. Bo czuliśmy różnicę ale jeszcze nie wiedzieliśmy na czym to polega. Już nie byliśmy bezpłciowymi maluchami, ale jeszcze nie mężczyznami i kobietami. Ot początek dojrzewania. Na szczęście ojciec koleżanki był lekarzem, takim katowickim Lwem Starowiczem, który zorientował się kłopotach córki, jej koleżanek i kolegów. W porozumieniu z innymi rodzicami i wychowawczynią klasy, zrobił nam pierwsze zajęcia z płciowości i dorastania. Osobno dla chłopców i dziewcząt. I chociaż to była 6-ta klasa podstawówki (1966 rok), poczuliśmy się bardziej dorośli, bo w normalny sposób opowiedziano nam o naszych odczuciach, czego nie potrafili ani nauczyciele, ani rodzice. Bo, wcześniej zwyczajnie nie było tego w zwyczaju. Ten ojciec koleżanki uświadomił nam co wypada, a co nie, we wzajemnych relacjach koleżeńskich.
    Niestety, są tacy, których nic i nikt nie nauczy kultury, taktu i szacunku w relacjach międzyludzkich.

  106. Ewa-Joanna
    25 stycznia o godz. 22:29

    Na takie dictum dostaję rumieńców: nie biegaj tyle, bo się spocisz i dostaniesz rumieńców! – wołała mamusia do synusia.
    Żeby się nie spocić, co idzie w pakiecie, w taki razie ładnie dygnę. A jak się dyga, pamiętam z przedszkola. 🙂

  107. Stachu39
    25 stycznia o godz. 23:55

    Argumenty Suworowa są słabej jakości. Mnie się podobała jedna, czy dwie jego książki, ale wraz z ich pisaniem popadał w coraz większy zachwyt nad sobą i przybywało mu fantazji.
    Stalin mógł sobie roić, cokolwiek, nic z tego jednak nie wynikło. „Uprzedzający atak” Hitlera nic nie miał uprzedzającego, a sam Hitler od końca I wojny już upatrywał w Rosji sowieckiej wroga, z którym będzie się trzeba zmierzyć. I od tamtej pory się do tego szykował. Nie odwrotnie.

  108. Widzę ze sami Ślązacy tutaj, ja też poniekąd z tamtych okolic, chociaż nie z tego górniczego Śląska, ale z tego gdzie przed wojną mieszkali prawie sami Niemcy. Kiedy zobaczyłem przedwojenne zdjęcia mojego rodzinnego miasteczka, byłem w lekkim szoku, bo niby miasto znajome, rynek i ulice trochę podobne, ale jednak zupełnie inne, jakieś takie kompletne. Rynek otoczony pięknymi kamienicami, pośrodku wspaniały ratusz. Dzisiaj kamienic zostało kilka, poza tym prawie pusty plac, cała reszta spłonęła, ale nie w wyniku walki. Po prostu żołnierze radzieccy tam stacjonowali (Niemcy już wtedy dawno uciekli, część z nich zginęła od bomb w trakcie ucieczki) i spali w tych kamienicach. A jak spali, to rozpalali ogniska żeby się rozgrzać, bezpośrednio na podłogach mieszkań opuszczonych przez Niemców. Jak ruszyli dalej, to te niedopalone ogniska zostawili, no i spłonął prawie cały rynek. Ratusz ocalał, ale po wojnie przyjechał ważny pan z Warszawy i kazał rozebrać na odbudowę stolicy.

  109. Ewa-Joanna
    25 stycznia o godz. 22:19

    Mieszkali, ale zwiali. Jeleniogórzanka o której mówisz pewnie z naszych, a nie z tamtych. A jak nasi, to nie Heimat, ale Ziemie Odzyskane, a jak odzyskane, to prezent od pana z fajką, a jak prezent to miło i wyzwolenie, albo jakoś tak.

  110. Tanaka
    25 stycznia o godz. 23:41
    Tak na szybko i krótko. 22 czerwca 1941 roku Niemcy nie mieli jeszcze Tygrysów, ani Panter. Te wyszły w pole bodajże w 1942 i 1943 roku. Podstawowe czołgi ustępowały rosyjskim. Miały jednak super wyszkolone i zgrane załogi oraz bardzo dobrze przygotowanych do wojny dowódców. Tyle na teraz.
    Dobranoc tobie i wszystkim.

  111. @wbocek 25 stycznia o godz. 23:04
    Na marginesie
    Dobry wieczór, Namarginesko. Nie bardzo rozumiem, czego sobie ode mnie winszujesz, skoro ja nie tylko nic od Ciebie nie chcę, ale i nic do Ciebie ani o Tobie nie mówię. Ba – nawet nie myślę.

    Cóż, skoro tak zawzięcie nie rozumiesz, to wyjaśnię:

    Ja po prostu skomentowałam szczujny tekst w twoim wykonaniu:

    @wbocek 25 stycznia o godz. 22:13
    Wściek czarownicy jest niepodrabialny, blondynko. Niepodrabialna też jest jej niesolidność czytania i potem imputowania wymyślonych zarzutów. „404” to kobieta, której daleko i do pisowatych i do religianctwa. Chyba zauważyłeś, Tanako, że tamtejsza czarownica Cię uwielbia. Ona i tu Cię uwielbia. Aż zajdroszcza.

    Wykazujesz w tym tekście “niesolidność czytania i potem imputowania wymyślonych zarzutów”, którą przy okazji zarzucasz innym.

  112. @Rogger77
    26 stycznia o godz. 0:08
    Ja też z tych odzyskanych i też słyszałam identyczne opowieści. I dlatego pozwolę je sobie zaliczyć do urban myths. Część prawdy w tym mogła być ale tylko część i to niewielka.
    Za to opowieści o szabrownikach znam z pierwszej ręki.

  113. @Tanaka
    26 stycznia o godz. 0:11
    W takie szczegóły sie nie wdawałam 🙂

  114. @Zak1953
    Jestem ci bardzo wdzięczna za tę wypowiedź. Niewielu mężczyzn potrafi zauważyć sprawy o których mówisz. Do tego mądrze, ze zrozumieniem i z empatią.
    Nie chcę kadzić, ale nie umiem innych słów znaleźć, aniżeli: należysz do mocnych mężczyzn i oby ich było coraz więcej. A dzieci, uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć. To jest chyba jedyna droga.
    Wspomniałeś o pogadance katowickiego Starowicza. Ja przeprowadziłam pierwszą taką podobną rozmowę z moim synem jeszcze wcześniej. A właściwie to wypożyczyłam film (cartoon) z biblioteki specjalnie dla dzieci na temat jak powstają dzieci, jak się rodzą, czym kobiety od mężczyzn się różnią itd. Razem go obejrzeliśmy, były też śmiechy. Pełny relaks. Film był świetnie zrobiony. Z lekkim humorem, a jednocześnie bez pruderii chociaż nie wulgarnie i rzeczowo. Potem porozmawialiśmy o tym co go zaintrygowało, co wydało się niezrozumiałe, itd w atmosferze naturalności , bez niepotrzebnego zażenowania. Ta rozmowa nawet długo nie trwała. Dziecko było usatysfakcjonowane i potem długo mnie nie pytał o te sprawy. Kiedyś przyszła znajoma ze swoim dzieckiem w podobnym wieku do mojego i tamten mały poruszył te sprawy z moim, mój wyjaśnił mu co trzeba. Na to znajoma się bardzo zdenerwowała. Zaczęła mi wyrzucać, że zabieram mu dzieciństwo, mówiąc z nim o takich rzeczach,….. Jak to mówią life. A dzisiaj możemy spokojnie rozmawiać o rzeczach, o których rodzice nigdy nie mówią ze swymi dziećmi. A przecież mogliby doradzić, pomóc, jeżeli nie byłoby tego niezdrowego wstydu.

    teraz jeszcze jeden temat chcę poruszyć.
    Napisałeś 25 stycznia o godz. 22:35; „… Podsłuchy niemieckich generałów i wyższych oficerów wziętych do niewoli, jakich dokonali Angole, były pełnym zaskoczeniem dla aliantów. Te materiały przeleżały kilkadziesiąt lat w ukryciu.”

    Czy możesz rozwiąć ten temat, albo podsunąć materiały? Bardzo mnie to zaciekawiło.
    A odnośnie gotowości ZSRR w 1940 roku, to obiło mi się o uszy, że umocnienia, fortyfikacje, i cała strategia była nastawiona na agresję, a nie na obronę i to też przyczyniło się do sukcesów niemieckiego blitzkrieg.
    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję

  115. @Stachu39
    25 stycznia o godz. 23:29
    „Kobiety w wojsku. Nie wiem ile było kobiet – dowódców pułku w Armii Czerwonej.. Na pewno dużo było w formacjach pomocniczych jak napisał Tanaka.Ale wygłądaly tak pięknie jak Marusia w Czterech Pancernych. Ich los był ciężki, bo były wykorzystywane seksualnie. A już całkiem tragiczny był los kobiet w oddziałach leśnych, niezależnie czy to była partyzantka sowiecka polska, czy żydowska. Nie ma się czym chwalić i o tym rzadko się pisze.”
    To ciekawe, co piszesz. Byłabym wdzięczna, gdybyś kiedyś rozwinął ten temat. Bo faktycznie nic o tym nie wiem. Domyślam się jedynie co tam się działo i jak te kobiety miały obrzydzany los.
    Pięknie to ująłeś. Następny mądry, mocny mężczyzna. Bo tylko taki potrafi pisać w ten sposób.
    Pozdrawiam przyjacielu

  116. @Stachu39
    25 stycznia o godz. 23:55

    „Wiem, że argumenty Suworowa, że Stalin planował atak na Niemcy, a Hitler go uprzedził są podważane przez historyków, mnie przekonują.”

    Mnie również przekonują. Wspomniałam do Zaka1953, że cała strategia ZSRR była astwiona na atak, a nie na obronę. Nawet ogromna ilość szkolonych skoczków spadochronowych o tym świadczy. Budowanie wszędzie wież spadochronowych dla młodzierzy do ćwiczeń, jak place zabaw. To było przygotowywanie do ataku.
    A jeśli chodzi o Stalina, to tam nie było strategicznego myślenia. On chciał zaprowadzić swój porządek wszędzie gdzie się dało. Koszt ludzki nie miał dla niego żadnego znaczenia. Jedyne o co mu chodziło to WŁADZA absolutna i mocarsto, tylko jego. Tym właśnie między innymi przypomina Pol Pota.
    Pozdrawiam

  117. @Tanaka
    25 stycznia o godz. 22:15
    „Czarownica z Salem”
    24 stycznia o godz. 20:04
    Jeśli nie został na Ciebie nałożony ban, nie powinno być przeszkód w uczestniczeniu w dyskusjach

    Tanaka, chyba nie zauważyłeś, ale red. Kowalczyk już powiedział, że nick Czarownica nie ma banu, ani jej public IP address nie ma banu.
    Ale ładnie jej podziękowałeś za umiłowanie ciebie u Hartmana. Gentelmen z waćpana jak się patrzy. Po takim zaproszeniu to ciekawe jak zareaguje.
    Jeżeli wbocek nie ma racji … to Czarownica się tu pojawi.
    A jeżeli wbocek ma rację, to przypuszczam, że będziemy ją widzieli tyle, co zeszłoroczny śnieg.
    Pozdrawiam
    A na dobranoc kołysanka czyli The Circle Game
    https://www.youtube.com/watch?v=vRa6Ta2tw_M

  118. @ zak1953
    Koniec wojny a tylko niektorzy moga to wspominac dobrze. Bo mieli troche szczescia. Tak rozumiem wymowe Twojego bardzo ciekawego opowiadania. Czy dobrze rozumiem?
    Nasze wojenne losy byly tragiczne. Tymczasem, jak zwykle, w komentarzach pojawiaja sie glupawe przesmiewki z marnosci Polski i Polakow. Nie cierpie „prawdziwych Polakow”, ale staram sie wyobrazic sobie co czuli ci zwykli „wyzwalani” przez Armie Czerwona. Nawet pamietam z wczesnego dziecinstwa po wojnie straszne, dlugoletnie przygnebienie mojego bardzo mlodego wtedy ojca. Ilu ludzi poczulo sie wtedy zlamanych? Cos mozna sie o tym dowiedziec czytajac np. dzienniki Kisielewskiego albo wywiad-rzeke z Lemem.
    Ja zawsze pamietam date 17 stycznia ale nie jawi mi sie ona radosnie. „Poland, God’s playground” – dobrze to okreslil Davies.
    Moga sie teraz pojawic glosy, ze nie bylo tak zle, Rosjanie nas nie eksterminowali, kraj sie odbudowywal, chlopi trafiali na wyzsze uczelnie, Wajda krecil filmy itp. Wszystko to prawda, ale nie zmienia faktu, ze stalismy sie kolonia ZSRR i dla ludzi naszych elit, ktorym udalo sie przezyc wojne, bylo to tragedia. Odebrano nam dopiero co odzyskana niepodleglosc. A mowiac o elitach mam rowniez na mysli ludzi wyksztalconych chlopskiego pochodzenia. Znalam takich i wiem, ze cierpieli.
    Jest jeszcze w Twoim opowiadaniu budujacy watek kobiecej solidarnosci bedacy przyczyna tego szczescia, ktore miala Twoja rodzina. Mile to dla ucha kobiety.
    Podsumowujac, bardzo ladnie to wszystko napisales.

  119. Na marginesie
    26 stycznia o godz. 0:27

    Namarginesko, gdybym chciał powiedzieć: „Uderz w stół, nożyce się odezwą” , to bym powiedział. A przecież nie mówię. Więc czemu tak okrutnie, przy ludziach, TY właśnie do mnie lgniesz? Bo kiedy powiedziałem o czarownicy, tylko Ty się odezwałaś i nikt więcej. A ja przecież – o czarownicy, nie o Tobie i nie do Ciebie. Czemu komentujesz mój „szczujny”, jak mówisz tekst, skoro idą akurat ciekawe tematy, a mój jest o nikim? Rozumiałbym, gdyby nikt był Twoją przyjaciółkę, ale nikt nie może być niczyją przyjaciółką. Aż tak Cię moja szczujność w stosunku do nikogo zabolała? Chyba że wskażesz tego zaszczutego przeze mnie. Dokąd nie wskażesz, może porozmawiaj z kimś mądrzejszym, bo ja, z całym szacunkiem, ni ch.ja nie ponimaju, odmeldowuję się, biorę smoczek i maszeruję dalej spać.

  120. Cholera, już prawie spałem, ale jeszcze raz zerknąłem. A jakże: nie dość, że demencja, to jeszcze alzheimer. Ma być: „Rozumiałbym, gdyby nikt był Twoją przyjaciółkĄ”.

  121. @wbocek 26 stycznia o godz. 2:14
    Czemu zatem urządzasz polowanie na czarownice, skoro tu jak twierdzisz “idą ciekawsze tematy”? Czyżbyś naprawdę nie miał nie miał nic ciekawszego do powiedzenia?
    Czemu, pombocku, publikujesz bzdety? Demencja?

  122. Zaszczuwanie „Czarownicy z Salem” rozpoczęła tu blondynka, a pombocek wysmażył wybitnie chamski na jej temat. Dwoje forumowych „poczciwców” z miodem w gębie opluwa tu zaocznie dziewczynę z innego forum, jednocześnie zastanawiając się, czy ona tu się pojawi. A myślałam, że blondynki i pombocki potępiają takie wredne praktyki? Więc jednak nie?

  123. No i jeszcze te tematy, które idą… W tekście językoznawcy (ach, jakiego znawcy!) który wszystkich ciurkiem poucza, jak mają pisać. Śpij spokojnie, pombocku i wyśnij nowe konfabulacje. Już nikt rozsądny nie potraktuje cię poważnie.

  124. A w chwilach wolnych od polowań na czarownice będą się pojawiać miodopłynne pierdułki, kwiatki, serduszka, całuski i umoralniające opowiastki. Polskie piekiełko w najserdeczniejszym wydaniu!

  125. @Na marginesie
    Wystarczy. 🙂

  126. Dzien dobry,
    wiosna z pewnoscia niebawem, +6C, zachodnia Szwecja

    Czym rozni sie ten blog od innych polskich blogow?
    Zabrzmialo jak pytanie z paschalnej haggady.

  127. zak1953
    26 stycznia o godz. 0:16

    Zgoda: załogi niemieckich czołgów były dobrze wyszkolone, ale co z tego wynika?
    1942/43 to był już okres przełomu wojnie. Kursk, mimo nowych czołgów, dobrze wyszkolonych załóg i niezłego (taktycznie) dowodzenia, nie odwrócił losów na korzyść Hitlera, ale ostatecznie pogrzebał nadzieje na odbój Rosji.
    Wojna zimowa z Finlandią 1939/40 potwierdziła, że Rosja nie była przygotowana do wojny z Niemcami.

  128. zak1953
    25 stycznia o godz. 23:58

    Bardzo ciekawa historia, z ojcem koleżanki, który jako lekarz postanowił szerzyć oświatę seksualną. Rzadki przypadek. Natomiast Lew Starowicz wydaje mi się mniej trafnym porównaniem, bo on później zaczął niż choćby Andrzej Jaczewski, który też nie był pionierem oświaty rodzinno-seksualnej w Polsce powojennej, ,ale jego nauczyciel, którego nazwisko w tej chwili sobie nie przypominam. No i Wisłocka, zupełny fenomen, która napisała najgenialniejszą i pewnie najważniejszą książkę PRL-u. Ta ksiażka wpłynęła na życie Polaków znacznie bardziej i lepiej, niż cała robota Mickiewicza. No i lepiej, tu w ogóle nie ma co porównywać – niż niebieska książeczka.

  129. Rogger77
    26 stycznia o godz. 0:08

    Pozyskiwanie materiału „na odbudowę stolicy” to była powszechna praktyka po wojnie, przez ładne kilka lat. Z czego miała być Warszawa odbudowana?

  130. zak1953
    25 stycznia o godz. 23:58

    szkoda, że w dzisiejszej szkole nie kontynuuje się takiej możliwości. Pewnie większość rodziców byłaby -za, ale sprzeciw wnoszą kuratorzy, dyrektorzy i księża, którzy bardziej szkołą rządzą, niż niejednemu dyrektorowi się wydaje.

    O ile mniej byłoby tragedii i dramatów wśród małolatów, nastolatków i wyrosłych z nich dorosłych.
    Ówcześnie dostęp do książek typu,”co każda dziewczynka/ chłopiec wiedzieć powinien” był powszechny i niczyjego protestu nie budził.
    A może mnie się wydaje, że był powszechny? dziś zastępuje je internet z całą swoją zawartością…
    A jakże miłe i niewinne z dzisiejszej perspektywy były zaloty chłopców polegające na pociągnięciu warkocza,ha!

  131. blondynka
    26 stycznia o godz. 1:36

    Wspomniałam do Zaka1953, że cała strategia ZSRR była astwiona na atak, a nie na obronę.

    A jeśli chodzi o Stalina, to tam nie było strategicznego myślenia. On chciał zaprowadzić swój porządek wszędzie gdzie się dało

    Wypada się zdecydować: miał Stalin strategię ataku, czy nie miał? Czy może chciał atakować Europę (może cały świat?) bez strategii, co by było bardzo polskie: szlachta na koń wsiędzie, ja z synowcem na czele i jakoś to będzie ?

    A propos strategicznego myślenia, to Hitler i jego generałowie oraz stratedzy – tak jest – mieli przyzwoite strategiczne myślenie, czy nie mieli?

    Nawet ogromna ilość szkolonych skoczków spadochronowych o tym świadczy. Budowanie wszędzie wież spadochronowych dla młodzierzy do ćwiczeń, jak place zabaw. To było przygotowywanie do ataku.

    Stalin chciał zawłaszczyć Europę za pomocą skoczków spadochronowych? jakby to miał zrobić? Miał może do tego odpowiednie samoloty? I całą niezbędną resztę?

    Strategia, blondynko, to jest poważna sprawa. Zwłaszcza jak się chce napaść i podbić Europę, co jak mówisz – uważasz za swoje przekonanie co do Stalina, który jednak nie miał żadnej strategii – jak mówisz. Luźne myśli i potencjalne chcenia, jakie mógł mieć Stalin, a realne możliwości, to zupełnie różne bajki. Warto to rozumieć i odróżniać.

  132. konstancja
    26 stycznia o godz. 8:40

    szkoda, że w dzisiejszej szkole nie kontynuuje się takiej możliwości. Pewnie większość rodziców byłaby -za, ale sprzeciw wnoszą kuratorzy, dyrektorzy i księża, którzy bardziej szkołą rządzą, niż niejednemu dyrektorowi się wydaje.

    Konstancjo – to oznacza, że jesteśmy dziś w tamtych czasach: partyzanckich. Tyle, że upłynęło jakieś 60-70 lat. To jest dopiero szokujące! Gdzie my – tak zwana Polska – jesteśmy? To, że jesteśmy w innym świecie, poza cywilizacją, potwierdza następne Twoje zdanie: pewnie rodzice byliby za… Rodzice nie są za, rodzice są przeciw. Jeśli bowiem byliby.., o ile rządzący by im to – sami z siebie najwidoczniej – dali, a oni wtedy by to przyjęli, to znaczy, że nie są ci rodzice żadnymi suwerenami i żadnymi podmiotami stosunków, ale niewolnikami, którzy się może i ucieszą, jak pan da. Ja ze stołu im co rzuci.
    W tym tkwi dramat polskiego społeczeństwa: czeka, liczy na łaskę, na zmiłowanie, na możność wkręcenia się do układu. Albo na nic nie liczy, nawet na siebie, bo się pociesza lolkowym życiem wiecznym. Kto się sam ze sobą liczy, coś robi. Organizuje się na dole, tworzy grupy, organizacje, samorządy, fundacje, działam krzyczy, uczy, oświeca, tworzy własny system i jednocześnie wymaga od władzy, wyrzuca biskupów z państwa do kruchty.

  133. Na marginesie
    26 stycznia o godz. 2:51

    Śpij spokojnie, pombocku i wyśnij nowe konfabulacje. Już nikt rozsądny nie potraktuje cię poważnie.

    Rozbawiłaś mnie tym mniemaniem o „nikim”, czyli o wszystkich. Ja traktuję Pombocka poważnie.

  134. @Tanako 9:03
    Popełniłeś przed chwilą insynuacyjny stekowy bluzg, w dodatku konfabulując

  135. @Tanaka ja nie osądzam, po prostu przytaczam historyczne fakty. Można to zrozumieć, że była wojna, a po wojnie odbudowa stolicy miała pierwszeństwo. Nie zmienia to faktu, że przed wojną Dolny Śląsk był najwyżej cywilizacyjnie rozwiniętym regionem Europy, a dzisiaj te miasta i zabytki, chociaż ciągle jeszcze ze śladami dawnego piękna, to ruina coraz większa, bo nowi mieszkańcy niestety nie utożsamiają się i nie dbają o „poniemiecką” spuściznę. Wczorajszy wybuch w Mirsku dotkliwie o tym przypomniał.

  136. Lewy
    26 stycznia o godz. 9:26

    Tak jest, w dodatku sam na siebie.

  137. Rogger77
    26 stycznia o godz. 9:28

    Jakbyś powiedział: najwyżej rozwinięty w tej części Europy, to bym miał skłonność się zgodzić. Ale skąd ta ambicja, że zaraz – całej Europy? No bo skoro nie osądzasz, to jak to osądziłeś, że właśnie tak?

    Z Ziemiami Odzyskanymi Polska miała stały kłopot. Były one, jako całość, najbardziej zaawansowaną cywilizacyjnie częścią Polski zaraz po wojnie, a nowi mieszkańcy mieli duże trudności w oswojeniu się, przyjęciu tego swoistego daru cywilizacyjnego, pojęciu go, docenieniu i mądrym wykorzystaniu. To trudne zadanie, i nie całkiem sie powiodło: w ciągu niewielu lat przeskoczyć na inne piętro cywilizacyjne.
    Czy dziś to jest dalej tak niedocenione jak 70 60 lat temu? Chyba jest lepiej, ale można też mówić o wątpliwościach.

  138. @Tanaka

    No to trochę szkoda że nie patrzyłeś co poświadczasz bo mi się głupio zrobiło. Ale trudno, świetnie.

  139. Tanaka
    26 stycznia o godz. 8:56
    nie wiem dlaczego dzis rodzice nie są w stanie przebić się z żądaniem lekcji etyki dla swoich dzieci (mogą również chodzic na religię), wpuszczenia takich organizacji jak Ponton, przygotowanych do rozmów z młodzieżą na tzw. trudne tematy, wpuszczenia organizacji pozarządowych, uświadamiających dzieci i rodziców o problemach środowiska ( woda, śmieci, energia odnawialna). Pani Dorota ŁOboda, matka i nauczycielka protestująca przeciw reformie Zalewskiej proponowała nawet tzw. komplety, niekoniecznie tajne, dokształcające dzieci w przedmiotach i tematyce, która w szkole nie istnieje.
    No, ale jeśli potulnie znosimy reformę Zalewskiej i niewiele jest protestów, szczególnie rodziców siódmoklasistów, które w dwa lata maja przerobic materiał z trzech lat gimnazjalnych, skoro w tej sprawie nie ma pospolitego ruszenia(wiem, że rodzice tych dzieci to dośc rozproszone środowisko, a szkoła, nauczyciele nie pomogą w dotarciu do innych), a to znaczy, że poddalismy sie dyktaturze zoliborskiej.

    Dzis słuchałam Grzegorza Schetyny w radio Tokfm.
    Moim zdnaiem nie zdobędzie więcej mandatów w sejmie i gdziekolwiek, jesli będzie tylko mówił o wadach Żoliborskich, nie proponując niczego, nie próbując nawet stawiać pytań i proponować nowych rozwiązań swoim ew. wyborcom.
    Może stracic tych, którzy jeszcze są chętni, żeby ich wesprzeć. A nie zyska nikogo nowego.
    Uważam, że Schetyna i pokolenie 55+ powinno zostać co najwyżej doradcami młodszego pokolenia w ugrupowaniach politycznych.

  140. Nefer
    26 stycznia o godz. 10:19

    wyraziłem się z akcentem żartobliwym. Patrzyłem, a dałem znak, że się nie migam. Niech Ci nie będzie głupio, ale odwrotnie. 🙂

  141. Nefer
    26 stycznia o godz. 10:19
    myślę, że bardziej chodziło o to, że Tanaka wierzy w Ciebie, ma zaufanie do Twoich pomysłów i w ciemno im przyklaskuje. Oraz poświadcza.
    Nie wiem czemu zrobiło Ci się głupio; dla mnie jest to dowód zaufania do Ciebie.

  142. Nieważne, pozdrawiam

  143. konstancja
    26 stycznia o godz. 10:23

    Ale właśnie, powyżej, wyjaśniłem – dlaczego tacy rodzice. Szukanie odpowiedzi w warstwie zewnętrznej, łatwo prowadzi do niepełnych, czy nietrafnych odpowiedzi. Trzeba, szukając, zejść do głębi. Podobnego rodzaju pomyłkę w sprawie oceny popełniamy, gdy patrząc na autostrady wyciągamy wniosek, że to jest dowód na to, że Polska to kraj cywilizowany. Nie po tym się poznaje istotę cywilizacji.

    O Schetynie wyraziłem się w którymś z miejsc w „Polityce” jak tylko został szefem partii, jakoś tak, że to jest nikt i czarna rozpacz. I działa. Jak był, tak jest: nikt. I czarna rozpacz.

  144. konstancja
    26 stycznia o godz. 10:25

    Konstancjo, dziękuję, bo chyba zgrabniej wyraziłaś to, co sam próbowałem.

  145. Towarzysze, mam okropnie poważny problem, a nigdy nie miałem i nie mam zwierzaków w chacie, więc się nie znam.

    Parę dni temu był mróz. Piesek, którym się opiekuję (właściwie dwoma) był ze mną na przystani i schodząc z wału stanął na zamarzniętej kałuży. Nagle prawa łapka sama się podkurczyła i zwisała bezwładnie. Piesek przekuśtykał parę kroków na trzech i za chwilę już normalnie szedł i biegł. Kiedyś go pokazałem w filmiku, jak mnie odprowadza 2,5 km do Jamna i zawsze prowadzi peleton. Wczoraj znów tam byłem. Piesek biegał, wariował na przywitanie, ale jak poszliśmy na przystań – znów identyczna sytuacja z bezwładną łapką, tyle że na trawie, bez widocznego powodu. Trwało to sekundy i za chwilę znów szedł i biegł normalnie. Chciałem mu oglądnąć łapkę, ale się nie dał – skacze na mnie prawie do szyi, wita się, daje się głaskać, ale łapki nie pozwoli oglądnąć. Rowerem go do weterynarza nie zawiozę, samochodem nikt nie chce, no i głupi jestem. Może się coś wbiło – kolec jeżyny na przykład i raz uwiera, raz nie. Chcę chłopu pomóc, ale jak? Może lonek coś podpowie, może mag?

  146. Zapomniałem powiedzieć, że ten piesek jest bardzo wolnościowy włóczykij – coś jak ja. Lata na panienki w promieniu nawet do 6.km – w tym nie jest jak ja. Jak sobie wczoraj wyobraziłem utratę sprawności przez takiego latacza, to aż mnie coś kolło.

  147. @Tanaka może nie wyraziłem się dosyć jasno, nie osądzam w sensie moralnym, natomiast nie napisałem, że w ogóle nie wyrażam żadnych sądów. Moim zdaniem mógł ten region śmiało konkurować o pierwszeństwo cywilizacyjne w całej Europie, pod względem rozwiniętego przemysłu, zamożności mieszkańców, kultury. Przykład: miasteczko ok. 5 tys. mieszkańców (mniejsza o nazwę), a w samym miasteczku przed wojną: kilkadziesiąt zakładów rzemieślniczych, młyn, port rzeczny, żeglowne kanały, fabryka leków, ogromna cukrownia najnowocześniejsza w całej Europie, dwa kina, teatr, hotel. I tak było w całym regionie, dzisiaj zostały z tego ruiny. Wiem o czym mówię, bo chodzi o moje rodzinne strony. Jeśli mówisz że nowi mieszkańcy mieli „kłopoty z oswojeniem się” to jest to bardzo życzliwy eufemizm. Przepaść cywilizacyjna była porażająca, przykro mi że mówię o moich ziomkach, ale to obiektywna prawda.

  148. @wbocek,
    bez pomacania to raczej trudno o diagnozę. To może być nadciągnięte ścięgno, albo jakis ostry kamień między palcami.
    Kostka ratunku!!!!!

  149. @Rogger77
    26 stycznia o godz. 10:42
    Zapomniałeś o szabrownikach.

  150. kruk
    26 stycznia o godz. 2:09
    Mój wstępniak dotyczy momentu przejścia frontu przez miejscowość i kilku dni po tym fakcie. W opisanym przypadku, wojnę było słychać dookoła ale sam moment zmiany wojsk przeszedł w niezauważalny sposób. Późno w nocy Niemcy wycofywali się jeszcze przez Podlesie na zachód, a następnego dnia rano od tamtej strony weszli czerwonoarmiści. Nie było przejazdu czołgów czy masowego przechodzenia wojsk i walki. To było to szczęście. Nie było zniszczeń, pożarów, śmierci ludzi. Ale już kilkanaście kilometrów dalej zacięte walki walki trwały prawie do końca marca. Żory zostały zdobyte przez AC i Czechów dopiero 24 marca. Efekt – stare śląskie miasto zniszczone w około 80-ciu procentach. A Katowice i Chorzów zajęto szybko 27 stycznia. Ale już Bytom oberwał mocno, bo tam Niemcy próbowali się bronić. Część zabudowy katowickiego rynku przetrwała zajęcie miasta. Została jednak podpalona przez czerwonoarmistów kiedy miasto było całkowicie wolne od Niemców.
    Prawa wojny są okrutne. Miejscowość mojej mamy i jej mieszkańcy mieli jednak szczęście. Walec frontu ich ominął. Przeszedł bokiem.

  151. Tanaka
    26 stycznia o godz. 9:03

    Tanako, oczywiście, dziękuję, ale się w ogóle nie wyrażam i nic nie mówię.

  152. zak1953
    26 stycznia o godz. 10:51

    Zaku, pisałem, że przeczytałem z przyjemnością Twoje właściwie piękne literackie opowiadanie, ze świetną wzruszającą puentą, choć autentyk. Ale o temacie się nie wypowiadam, bo nie mój obszar zainteresowań, jako raczej nie żyjący przeszłością jestem, więc nie mam nic powiedzenia. Liczę, że może się nie pogniewasz.

  153. Warte obejrzenia lub przeczytania 😉
    ‚http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/7,107881,22944194,kobiety-zrobily-niedorzeczna-debate-chcemy-by-kazdy.html#BoxLSImg

  154. @wbocku

    Bez obejrzenia łapy faktycznie się nie pomoże.

    @E-J Przyznam, że mam wątpliwości. Gdyby to było coś wbitego w łapę, pies byłby tym mocno zainteresowany. Próbowałby się pozbyć. A z opisu @wbocka wynika, że to epizodyczne. Naciągnięte ścięgno też dawałoby stały, widoczny efekt w postaci kulawizny.

  155. PS
    Może to jest sprawa czegoś, co było w samym podłożu. Nieważne, na lodzie czy w trawie. Może tam było coś, co go uraziło. Ostry kawałek lodu, kawałek drutu w trawie?

  156. @Tanaka 26 stycznia o godz. 8:18, @blondynka 26 stycznia o godz. 0:50
    Czasami żartuję, że tow. Wiesław czyli Władysław Gomułka czyli ówczesny I sekretarz KC PZPR oraz prymas Wyszyński byli do siebie podobni pod względem podejścia do spraw seksu. Oświata seksualna w szkołach w latach 60-ch ub. wieku? Zapomnij. Żaden program szkolny tego nie przewidywał. Ani szkoła, ani rodzina nie były w stanie zająć się kompetentnie tą tematyką. Na rynku wydawniczym nie było jeszcze ani Lwa Starowicz, ani Michaliny Wisłockiej. Literatura fachowa była więcej niż skromna. Wychowawczo byliśmy na tym samym etapie jak uczniowie w II RP. Pod tym względem Boy się kłaniał, bowiem nadal aktualne były jego uwagi. Ale problemy wieku dojrzewania były prawdziwe. Podstawówka, do której uczęszczałem od 5-ej klasy, była dużym 3 kondygnacyjnym budynkiem. Najmłodsi uczyli się na parterze, średnie klasy na pierwszym piętrze, a klasy najstarsze na drugim. Zacząłem na pierwszym piętrze, a rok później przeniesiono nas na drugie. I tam poznaliśmy polowania na koleżanki, o których pisałem wcześniej. Na przerwach starsi koledzy beż żenady zaganiali koleżanki w jakiś kąt korytarza i tam próbowali łapać je rękami w miejscach intymnych. Im ładniejsza dziewczyna, tym częściej była narażona na atak. Ale taka była szkolna tradycja, z którą dyżurni nauczyciele nie potrafili sobie poradzić. Osobiście zacząłem chodzić z klasową koleżanką jeszcze w piątej klasie. Naraziłem się tym moim kolegom, bo dla nich wtedy jeszcze było nie do pojęcia jakieś trzymanie się za ręce z dziewczyną i chodzenie na spacery, a nie wspólna podwórkowa zabawa. Musiałem także stawić czoło starszemu koledze, który uzurpował sobie prawo do chodzenia z tą samą dziewczyną. Napuścił na mnie swego kumpla, któremu stawiłem jednak skuteczny opór, nokautując go pierwszym uderzeniem. Zyskałem sobie szacunek starszych chłopaków i zgodę na prowadzanie się z koleżanką.
    I właśnie w takim momencie, gdy trafiliśmy na drugie piętro i staliśmy się świadkami polowań starszych kolegów, ojciec koleżanki zorganizował owe zajęcia. Wszyscy rodzice poparli pomysł, bo sami nie wiedzieli jak się za niego zabrać. Nauczyciele także. Za panem doktorem stał lekarski autorytet oraz jego niewątpliwe doświadczenie w tej kwestii.Spokojne doktorskie argumenty trafiły na podatny grunt.
    Ale trzeba to jasno powiedzieć, to był wyjątek, a nie reguła. I mam wrażenie, że tak jest do dzisiaj. Szczególnie, że kościelne dogmaty i opinie mają priorytet w polskich szkołach. Tak, nasze społeczeństwo nie odeszło daleko od poglądów naszych dziadków i babć na sferę seksu, choć nam się wydaje, iż staliśmy się nowocześni i bardziej świadomi tych spraw. Fakt, wzrosła ilość wydawnictw. Ale mało kto pamięta, że Lew Starowicz zaczął publikować swój poradnik w studenckim „itd” dopiero na początku lat 70-ch. Mam wrażenie, że nieźle nakręcił popyt na to czasopismo. Z wypiekami na twarzy czytali studenci i licealiści. A słynna „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej dopiero się pisała. Dzisiaj, podobnych wydawnictw jest od groma. Czy wszystkie są dobre? Nie wiem, nie interesuje mnie już ten problem. Choć on sam nadal istnieje.

  157. paradox57
    26 stycznia o godz. 11:16

    Dziękuję, paradoxiku, zaraz tam lecę i będę jeszcze próbował dobrać się do łapy. Mam cholerną zagwozdkę z jedzeniem dla piesków. Kupiłbym w geesowskim sklepie zapas puszek i psie kiełbasy po niemal kilogramie sztuka (raptem 3 zł jedna taka kiszka), ale się obawiam, że właściciele-moczypały, zamiast dać psom – sami zjedzą, jak ich przyciśnie.

  158. Rogger77
    26 stycznia o godz. 10:42

    Owszem,, wyraziłem się nieco eufemistycznie.
    Znakomitym znawcą Ziem Odzyskanych był Aleksander Małachowski, który przez lata, we Wrocławiu, zajmował sie inwentaryzacją, odzyskiwaniem dóbr od ziomków-szabrowników, bohaterskiej Armii Czerwonej, oraz planowaniem rozwoju tych ziem.
    Sporo miejsca sprawom odbudowy Polski po wojnie poświęca tygodnik „Przegląd”. Są tam bardzo ciekawe artykuły, przywołane raporty, badania, wywiady z ludźmi, którzy się na problematyce znają z osobistego i rozległego doświadczenia.
    Mam też własnego, osobistego, znakomitego znawcę problematyki integrowania tychże z Polską, a Polski – z nimi. Tworzenia, nigdy wcześniej nie istniejącego, wspólne logiki i systemu infrastruktury całej Polski. W sumie więc, kilka przytomnych zdań jestem w stanie sformułować.
    Wnioski jakie płyną z sumy tej wiedzy i doświadczeń są tego rodzaju, że Polska otrzymała niezwykłą wartość, na której się nie poznała, albo -żeby znowu być miło eufemistycznym – nie dość poznała. Zamiast w pełni wykorzystać to dobro, zajmowała się głównie marzeniem o Andersie na białym koniu, o III wojnie światowej i odzyskiwaniu Kresów.
    Co celnie podsumował, zapomniany pewnie już dziś Aleksander Bocheński książką „Dzieje głupoty w Polsce”.

    Masz sporo racji rozczulając się nad niegdysiejszym poziomem rozwoju tych ziem i tego małego miasteczka. Były inne miasteczka, miasta, regiony w Europie nie gorzej rozwinięte albo lepiej. Ale nie rzecz w tym, przynajmniej dla mnie (Twój sentyment rozumiem, sam mam swoje, do jakiegoś innego miasteczka, miasta czy miejsca) , by się koniecznie trzymać wersji „najlepszego w Europie”, ale może w konstatacji, że gdyby wartość tych ziem została pełniej – nie mówię, że w absolutnej pełni, takich mądrali to nie ma – wykorzystana, dawno bylibyśmy na wyższym poziomie cywilizacji i zamożności. I nie musielibyśmy tak fałszywie zawodzić nad brakiem reparacji wojennych ze strony Niemiec, żeśmy tacy niebogaci, a oni tacy Krzyżacy.
    Ale to są gdybania i fantazje noworoczne. Jak napisałem wyżej – nie da się mentalności i stanu spraw zmienić w tak krótkim czasie. Niestety. I dziś się to wcale tak silnie nie zmieniło – że się znowu eufemistycznie i z fantazją c-dur w sprawie wiary w człowieka znad Wisły, wyrażę.

    Dolny Śląsk jest ewidentnie piękny. Ni tylko z powodu krajobrazu, ale i tego, jak się działania człowieka złączyły z tym krajobrazem. Bardziej – masz rację – te przedwojenne.

  159. konstancja
    26 stycznia o godz. 10:23
    Czy jesteś pewna, że środowisko młodych zechce słuchać rad otrzymywanych od ludzi 55+? Przecież oni mogą wszystko co potrzebne znaleźć w internecie. Po cóż więc im wiedza i doświadczenia starszych. Ponieważ są starsi, to pewno ta wiedza jest już zdezaktualizowana. Przecież wystarczy dać im nowego laptopa albo iphona i zobaczyć jak odchodzą do niego, jak do jeża.
    Osobiście, nie jestem przekonany do twojej opinii. Tym niemniej Schetyna powinien poćwiczyć trochę sposób mówienia i zastanowić się nad swoim wizerunkiem jako polityka. Ja odbieram, go co nieco przaśnie.

  160. @ blondynka
    Szanowna Pani!
    Nie rozumiem Pani zabiegów i tajemniczych prób w kwestii wytłuszczania tekstu, proszę się nie przejmować nadmiernie szczegółami graficznym; co ma być zrozumiane – będzie zrozumiane. Pisze Pani jasno, cała reszta to didaskalia.
    Pozdrawiam
    JK

    PS
    Zasada zamieszczania linków pozostaje bez zmian, bo ten mój kaprys pozwala uczestnikom forum widzieć, czy obserwuję dyskusję. Niezwykle rzadko zdarza się, bym nie dopuszczał do upowszechniania linku. Ale się zdarzało.
    jk

  161. @wbocek

    Jeśli uda Ci się jakoś nakłonić psa do współpracy, to obejrzyj dokładnie opuszki palcowe (poduszeczki, mówiąc potocznie) i zajrzyj w przestrzenie międzypalcowe. Trzeba rozchylić i zobaczyć, czy nie są zaczerwienione, czy nie ma tam skaleczeń. I czy przypadkiem któryś z pazurów nie uległ naderwaniu bądź innemu uszkodzeniu. Na odległość jedynie tyle mogę.
    Jeśli to jakiś syf z podłoża (różne świństwa ludzie wyrzucają), to i tak sprzątania świata nie zarządzisz.

  162. zak1953
    26 stycznia o godz. 11:40

    Tak było, zaku. Nie miałem żadnych takich szkoleń ani w podstawówce, ani przez całe technikum. Dopiero gdzieś na czwartym czy piątym roku na studiach koledzy z rady akademika zorganizowali jedną prelekcję seksuologa. Mogłoby się wydawać, że w tym wieku to już musztarda po obiedzie, a jednak zainteresowanie było duże.

    Identycznie również było z tym, przepraszam, zbiorowym macaniem koleżanek. Sam nie brałem w tym udziału, bo byłem bardzo nieśmiały. Patrzyłem na to z mieszaniną zdegustowania i przyjemności, bo mi się zdawało, że koleżanki są krzywdzone, ale w duchu też mi się chciało pokrzywdzić. Tak więc nieśmiałość nieśmiałością, a w środku nie byłem chłód-lód: poszliśmy raz z kumplem i jedną chętną koleżanką w gruzy (gdzieś połowa lat pięćdziesiątych, czyli miałem lat jakie 11), żeby nam POKAZAŁA. Poznanie jest wartością najwyższą.

  163. wbocek
    26 stycznia o godz. 10:36
    Trochę za mało napisałeś o tym zdarzeniu z łapką psa. Ale kiedyś miewałem podobne problemy z owczarkiem. Wiązało się to z niską temperaturą podłoża. My chodzimy zawsze obuci. Nasze psy i w domu na podwórku używają nie osłoniętych swoich łapek. Otóż w niskich temperaturach między poduszkami łapy potrafią zgromadzić się krople wody zamarzające w postaci igiełek raniących łapę. Wystarczyło, że wziąłem łapę w dłoń i chwilę potrzymałem, aby lód się stopił i ból ustąpił. Ty jednak masz problem z zaufaniem ze strony tego pieska, bo on obawia się podać ci łapę. I koło się zamyka. Jeżeli to jest ta sama łapa, być może potrzebna będzie wizyta u lekarza. Oni mają sposób na każdego psa.

  164. zak1953
    26 stycznia o godz. 11:40

    Ja jestem zupełnym wyznawcą Boya, tak samo ma @Lewy, a dziś Boy jest nawet bardziej aktualny niż 80-90 lat temu. Nie wiem, na ile znasz jego felietony, teksty, wystąpienia i działalność dotyczącą spraw społecznych, oświatowych, rodzinnych, wolnościowych i obywatelskich – mogę jasno powiedzieć, ze są wytworem fantastycznego, mądrego, wrażliwego i odważnego człowieka.
    To, że dziś stan rzeczy niewiele się poprawił, jest cywilizacyjnym horrorem. Głównym producentem tego horroru są „Nasi okupanci”.

    Znam taki sam stan rzeczy w szkołach, bo to było, rzecz oczywiste, normą. Facetowi trudno sobie wyobrazić, jak przeżywały takie częste, wręcz codziennie, polowania na nie, koleżanki szkolne. Dla nas – facetów – to wydaje się nie mieć żadnego znaczenia ale i dziś, po latach, wiele pań, wspominając szkolne czasy, wraca do swoich dawnych, koszmarnych, przeżyć.
    Była też inna strona medalu. Tzw. kindersztuba, tzw. przyzwoitość, wstydliwość. Z dzisiejszej perspektywy – nieraz śmieszna: chłopak „chodził” z koleżanką pół roku, zanim dał jej niewinnego buziaczka. A chodził pod okiem mamusi. Swoją drogą, podoba mi się to sformułowanie – „chodzić ze sobą”.

    Przed Starowiczem był Jaczewski, autor świetnej książki „Tylko dla chłopców”, genialnie zresztą zilustrowanej przez mojego ukochanego Bohdana Butenkę. Sam sobie kiedyś nabyłem, drogą kupna, ową książkę, najpierw dla Butenki, a dopiero potem dla Jaczewskiego. Ale jak zacząłem czytać, to jedno i drugie łykałem równocześnie.
    Jaczewski jest też współautorem (wraz z Wandą Kobyłecką) podobnej książki – dla dziewcząt (cóż za piękne słowo – dziewczęta, uwielbiam!): „O dziewczętach dla dziewcząt”.
    Taka literatura zaczęła się szerzej pojawiać mniej więcej od przełomu lat 60/70, choć wcześniej też coś było, ale pisane tak, by trafiać do młodych, chyba dopiero wtedy.
    No i sobie przypomniałem nazwisko nauczyciela prof Jaczewskiego i pioniera seksuologii w Polsce powojennej: Kazimierz Imieliński, profesor.

    Lekarz o ktorym mówisz, mógł, zdecydował sie poprowadzić takie zajęcia, a rodzice łatwo i szybko to zaakceptowali. To mnie zastanawia: gdzie są tacy lekarze teraz? Gdzie tacy rodzice?

  165. @zak1953

    Sposób lekarza to jedno, a głównym problemem jest, jak wynika, dostarczenie psa do niego.
    To może być jakiś problem neurologiczny lub ze strony układu ruchu. Tylko nie wydaje mi się, że może on być rozstrzygnięty w pierwszej lepszej przychodni. Nie każda dysponuje chociażby aparatem RTG. No i koszty.

  166. zak1953
    26 stycznia o godz. 12:17

    Dwa słowa na wylocie, zaku. Żona, która jest ze wsi i jest przyjacielem zwierząt i była domowym felczerem powidziała jak Ty – że może właśnie lód. Za pierwszym razem zgadzałoby się z obserwacją, że łapa była bezwładna krótko. Kojarzyłem sobie z tym, że lód, który się wbił – stopniał od ciepła łap. Ale wczoraj już nie było mrozu, a z łapą stało się podobnie. No nic, spróbuje przemówić Krawacikowi do rozumu, żeby podał łapę. Dziękuję, lete.

  167. PS. Chyba nie ma co na razie tworzyć scenariuszy. Zamarznięta woda może być przyczyną, zwłaszcza u takiego łazęgi, który całe życie przebywa na powietrzu. Chociaż w dalszym ciągu twierdzę, że nie trwałoby to tylko chwilę i nie przechodziło samo z siebie.

  168. wbocek
    26 stycznia o godz. 10:36

    Myślę, że warto w tej sytuacji poświęcić czas, by dać psiakowi możliwość większego zaufania. Nie mam się za speca od nieznajomych psów, ale jestem psiarz, a zaufanie da się uzyskać, tylko to może wymagać trochę czasu Możliwe, że to cierń, albo skaleczenie, a kontakt wrażliwego ciała z lodem wywołuje taki efekt. Może też reumatyzm, ale na to chyba nie poradzisz.
    Pobyć z psiakiem trochę, pogadać, zjeść na spółę puszkę tuszonki, okazać serdeczność – najlepiej w jakimś ograniczonym przestrzennie miejscu, żeby nie fikał, a był blisko, wtedy powinien być skutek. Można też dać tabletkę na uspokojenie w tuszonce.
    To mogę zaproponować.

  169. @Tanaka, 12:24

    u nas w Szwecji takie problemy zupelnie inaczej wygladaly a jednoczesnie byl wypaczony ,jakis bardzo stereotypowy opis tego kraju a rzeczywistosc byla inna. Wszystko bylo normalne, jesli nawet to chodzenie nie bylo „chodzeniem”. Jestem o wiele pozniejszego rocznika i moje wchodzenie w swiat erotyki to koncowka lat 70.

    PS nas „edukowala” pani Teresa Orlowski.hahahaaa…Wroclawianka

  170. @Tanaka
    26 stycznia o godz. 12:24
    Jaja kobyły…
    belfer czyli nauczyciel w szkole i wychowawca w internacie miałam nieco przejść z edukacją seksualną jak mi najspokojniejsza i najlepsza uczennica (15 lat) powiedziała, że jest w ciąży i co ma robić. Możesz sobie wyobrazić moje zdrętwienie, ale oddrętwiałam i zaczęłam zadawac takie różne pytania i wyszło, że dziewczyna nie ma okresu co jest przecież absolutnym dowodem na ciążę. To że chłop do tego potrzebien to już jej umknęło a mnie kamień z serca zleciał z hukiem. Poszłyśmy razem do ginekologa i rozwiązał się problem.
    No i wtedy wpadłam na pomysł pogadanek. Troche głupio mi było z chłopcami to poprosiłam kierownika internatu o stosowną pogadankę. Pogadał, owszem, ale jakoś takoś… o dosiadaniu konia, waleniu konia i tym podobnymi końskimi odniesieniami.
    No i musiałam sama… ale im zapowiedziałam, że jak bedą głupio chichotać to znaczy, że są niedorośli smarkacze i na pogadanki tego typu nie powinni przychodzić, bo mnie też jest troche głupio i niezręcznie. No siedzieli poważnie, nie powiem. 🙂
    Do pudełka od butów wrzucali kartki z pytaniami a ja nieszczęsna sierota co tydzień im te pogadanki serwowałam perfidnie lekko traktując fizyczne nauczania a koncentrując sie na odpowiedzialności i szacunku. Mam nadzieje, że im pomogło.

  171. @Tanaka
    26 stycznia o godz. 8:45
    Wróciłam do tekstu do którego nawiązujesz (26 stycznia o godz. 1:36).
    I chwała ci, bo zbyt pospieszne pisanie, a co za tym idzie zbyt skrótowo wyrażane myśli zamulają i wychodzi gniot. Tacy jak ty, zmuszają dyskutanta do głębszego zastanowienia jak używa słowa/określenia. Wszystko coś znaczy. Jeżeli kontekst jest niewystarczająco wyjaśniony to prowadzi właśnie do takich niekonsekwencji, które słusznie wytykasz.
    Ja użyłam określenie; strategiczne/y nie wyaśniając kontekstu i stąd nieporozumienie. Dyscyplina w używaniu pewnych określeń jest konieczna, żeby odbiorca czyjejś myśli mógł ją waściwie zrozumieć.
    I tak idąc za wiki; ” Strategic planning is an organization’s process of defining its strategy, or direction, and making decisions on allocating its resources to pursue this strategy. It may also extend to control mechanisms for guiding the implementation of the strategy.” nie ma po polsku, więc moje mniej lub bardziej udolne tłumaczenie
    ( Planowanie strategiczne to proces organizowania określający jej strategię lub kierunek oraz podejmowanie decyzji dotyczących alokacji zasobów w celu realizacji tej strategii. Może również obejmować mechanizmy kontrolne służące do kierowania wdrażaniem strategii)

    Strategic planning became prominent in corporations during the 1960s and remains an important aspect of strategic management . It is executed by strategic planners or strategists , who involve many parties and research sources in their analysis of the organization and its relationship to the environment in which it competes.
    (Planowanie strategiczne stało się widoczne w korporacjach w latach sześćdziesiątych i pozostaje ważnym aspektem zarządzania strategicznego. Jest on realizowany przez strategicznych planistów lub strategów, którzy angażują wiele stron i źródeł badawczych w analizę organizacji i jej związku ze środowiskiem, w którym konkuruje)

    Strategy has many definitions, but generally involves setting goals, determining actions to achieve the goals, and mobilizing resources to execute the actions. A strategy describes how the ends (goals) will be achieved by the means (resources). The senior leadership of an organization is generally tasked with determining strategy. Strategy can be planned (intended) or can be observed as a pattern of activity (emergent) as the organization adapts to its environment or competes.
    (Strategia ma wiele definicji, ale zazwyczaj obejmuje wyznaczanie celów, określanie działań zmierzających do osiągnięcia celów i mobilizowanie zasobów do realizacji działań. Strategia opisuje, w jaki sposób cele (cele) zostaną osiągnięte za pomocą środków (zasobów). Kierownictwo organizacji zazwyczaj zajmuje się wyznaczaniem strategii. Strategia może być planowana (zamierzona) lub może być obserwowana jako wzorzec działania (emergentny), gdy organizacja dostosowuje się do swojego środowiska lub konkuruje)

    Strategy includes processes of formulation and implementation; strategic planning helps coordinate both. However, strategic planning is analytical in nature (i.e., it involves „finding the dots”); strategy formation itself involves synthesis (i.e., „connecting the dots”) via strategic thinking. As such, strategic planning occurs around the strategy formation activity.
    (Strategia obejmuje procesy formułowania i wdrażania; planowanie strategiczne pomaga koordynować oba. Planowanie strategiczne ma jednak charakter analityczny (tj. Obejmuje „znajdowanie kropek”); sama formacja strategiczna obejmuje syntezę (tj. „łączenie kropek”) za pośrednictwem myślenia strategicznego. W związku z tym planowanie strategiczne odbywa się wokół działań związanych z tworzeniem strategii)

    Strategic thinking Not to be confused with Strategic planning
    (Myślenie strategiczne Nie należy mylić z planowaniem strategicznym)

    Strategic thinking is defined as a mental or thinking process applied by an individual in the context of achieving success in a game or other endeavor. As a cognitive activity, it produces thought.
    (Myślenie strategiczne definiowane jest jako proces mentalny lub myślowy stosowany przez jednostkę w kontekście osiągnięcia sukcesu w grze lub innym przedsięwzięciu. Jako działalność poznawcza wytwarza myśl)

    When applied in an organizational strategic management process, strategic thinking involves the generation and application of unique business insights and opportunities intended to create competitive advantage for a firm or organisation
    (W przypadku stosowania w procesie strategicznego zarządzania organizacyjnego myślenie strategiczne które angażuje generowanie i stosowanie unikalnych analiz biznesowych i możliwości mających na celu stworzenie przewagi konkurencyjnej dla firmy lub organizacji)

    It can be done individually, as well as collaboratively among key people who can positively alter an organization’s future. Group strategic thinking may create more value by enabling a proactive and creative dialogue, where individuals gain other people’s perspectives on critical and complex issues.
    (Można to zrobić indywidualnie, a także wspólnie z kluczowymi osobami, które mogą pozytywnie zmienić przyszłość organizacji. Grupowe strategiczne myślenie może tworzyć więcej wartości, umożliwiając proaktywny i także twórczy dialog, w ramach którego osoby zyskują perspektywy innych osób na krytyczne i złożone kwestie)

    Wiem, że tu mowa głównie o biznesie, ale wydaje mi się, że to podobnie się ma do rozumienia wojskowej, czy politycznej strategii. Jeżeli nie, to chętnie usłyszę jak to naprawdę jest. Myślę, że na tym blogu są osoby naprawdę na tym się znające.

    Podsumowując, użyłam określenia strategia dwa razy , ale za każdym razem trochę co innego miałam na myśli.
    Ale chyba wyjaśnię to następnym razem, bo rozpisałam się już za dużo.
    tymczasem Ta Ta

    A dla ucha to jeszcze MARIE LAFORET zaśpiewa Viens,viens (przyjdź, wróć ojcze)
    https://www.youtube.com/watch?v=i5QAQFdZgYU

    Próba mojego tłumaczenia:
    przyjdź, przyjdź
    przyjdź, przyjdź, to jest modlitwa
    przyjdź,przyjdź, nie dla mnie, mój ojcze
    przyjdź, przyjdź, wróć dla mojej mamy
    przyjdź,przyjdź, ona umiera, żeby cię zobaczyć
    przyjdź, przyjdź, więc wszystko może zacząć się od nowa,
    bez ciebie życie
    jest niczym, tylko długim milczeniem,
    które nigdy się nie kończy

    Wiem doskonale, że ta dziewczyna jest ładna
    Że dla niej zapominasz o swojej rodzinie
    Nie jestem tutaj, by cię osądzać
    Ale żeby cię sprowadzić spowrotem
    Słyszałem, że jej miłość zawładnęła twoją duszą
    Czy uważasz, że to cennijsze niż miłość twojej żony?
    która dzieli twoje życie / twój los
    Nigdy nie puszczając twojej ręki

    przyjdź, przyjdź, matka we wrześniu
    pomalowała sypialnię
    tak jak wcześniej
    spałeś tam
    to jest modlitwa
    nie dla mnie, mój ojcze
    wróć dla mojej mamy
    ona umiera, tak chce cię zobaczyć
    Czy wiesz, że Jean zaczął szkołę?
    Zna już alfabet, jest zabawny
    Kiedy udaje, że pali,
    naprawdę wygląda jak ty

    przyjdź, przyjdź, to jest modlitwa
    uśmiechasz się, mój tato
    zobaczysz, że mama
    jest piękniejsza niż wcześniej
    niż wcześniej niż wcześniej, niż przedtem, niż przedtem
    przyjdź, przyjdź, nie mów nic ,mój tato
    przyjdź, przyjdź, pocałuj mnie, mój tato
    przyjdź, przyjdź, jesteś przystojny, mój tato

    (pominęłam wpisywanie przyjdź (wróć) czyli Viens,viens Bo za duzo pisania by było

  172. @zak1953

    historia Gornego Slaska jak i wiele innych regionow Polski, zwlaszcza zachodniej sa mi bardzo malo znane. W wielu polskich miastach nie bylem. Moje korzenie to Bialostocczyzna i Warszawa a blizej zawsze mi bylo do terenow na wschod od stolicy.
    Mam takie pytanie do Ciebie, a mianowicie jak Gorny Slask wowczas, moze juz mniej teraz, odnosil sie do dzialalnosci politycznej i spolecznej Wojciecha Korfantego.
    Dlaczego pytam o niego? Otoz, jeden z moich przodkow przebywal z nim w twierdzy brzeskiej (sprawa Centrolewu). Korfanty byl krotko a i z samego procesu brzeskiego zdaje sie zostal wylaczony.
    Dziekuje i pozostaje z wyrazami sympatii.

  173. Tanaka
    26 stycznia o godz. 12:24
    Nie wspomniałem o doktorze Imielińskim, bo jego książka była poważnym dziełem, a nie książeczką o charakterze poradnika dla młodych. Moi rodzice mieli ją w swojej biblioteczce i skrycie udawało mi się do niej zajrzeć. Mam ją zresztą nadal w rzeczach po nich.
    Co do naszych rodziców. W tamtych latach gros przedsiębiorstw należało do państwa, które przestrzegało czasu pracy swych pracowników. Lekarze nie biegali od szpitala do szpitala bądź przychodni. Niewielu prowadziło prywatne praktyki. Ponadto telewizja jeszcze wtedy miała tylko jeden program. Program 2 tv pojawił się na początku lat 70-ch. Do tego nie było internetu. Był czas dla dzieci.
    Z drugiej strony, rzecz dotykała córki doktora. A że był fachowcem od tych spraw, pomagając nam, pomógł także swej córce. I co chyba najważniejsze, więzi międzyludzkie były jednak bliższe, aniżeli obecnie. Nasi rodzice nie byli również tak zróżnicowani jak teraz.

  174. @blondynka

    Marie Laforet (jakze piekne nazwisko!, tylko gdzie jest na klawiaturze „maly kapelusik”?)), wprawdzie nie moja generacja ale lubie francuska piosenke…niedawno zmarl Johnny Hallyday, a jego niegdys sympatyczna blondynka to Sylvie Vartan. Moi dawni: Francoise Hardy, Yves Montand, Jacques Dutronc, Michel Polnareff (ojciec jego z Odessy, Lejbe, kompozytor)…wiekszosc odeszla.

  175. a mowiac o strategiach (temat mi osobiscie arcynudny) i innowacjach, to musze sie pochwalic, ze Szwecja ( no.1 w swiatowej ekologii) to czolowka swiatowa w innowacji (Global Innovation Index 2017) nr 2. Wielki awans Holandii z 3 (9)
    Gratulacje Szwajcarii za NR 1.

  176. ozzy
    26 stycznia o godz. 13:10
    Wojciech (a właściwie Adalbert, bo tak zapisano w jego akcie urodzenia) Korfanty dzisiaj jest osobą bardziej kontrowersyjną, aniżeli w czasach swej aktywności. Był człowiekiem wykształconym powyżej średniej. Przed I wojną jeszcze, został śląskim posłem do niemieckiego parlamentu. Był niesamowicie ambitny. Chciał grać pierwsze skrzypce na Śląsku. A po przyłączeniu części Górnego Śląska do Polski prawdopodobnie liczył na fotel premiera, co mu szybko warszawka wybiła z głowy. Jego największym oponentem został niejaki Michał Kurzydło, powszechnie znany jako Grażyński wieloletni wojewoda śląski, który zwalczał jak mógł Korfantego. W wyniku rozgrywek w Polsce Korfanty na dłuższy okres trafił na emigrację. Kiedy wrócił do Polski został zatrzymany przez władze i wkrótce zmarł w wysoce podejrzanych okolicznościach. Są podejrzenia o mord polityczny (otrucie) przez władze sanacyjne. Trudno jednak je zweryfikować, bo do dzisiaj władze polskie nie są zainteresowane ekshumacją szczątków i odpowiednimi badaniami. Korfanty był nazywany jako ten, który przyprowadził Ślązaków do Polski. Gdyby okazało się, iż został zamordowany przez polskie władze, mogłoby to doprowadzić do poważnego kryzysu w tej części Polski. W okresie międzywojennym na bazie konfliktu pomiędzy Korfantym, a Grażyńskim doszło do podziału w związku powstańców śląskich oraz pęknięcia więzi w wielu śląskich rodzinach, bo część należała do związku popieranego przez wojewodę Grażyńskiego, a pozostali do związku Korfantego. Ten podział można wyraźnie zauważyć do dzisiaj. Warto wspomnieć, iż kiedy w sierpniu 1939 roku odbywał się pogrzeb Korfantego w Katowicach, Grażyński zabronił podległym sobie urzędnikom udziału w ceremonii pod groźbą zwolnienia z pracy. Osobiście uważam, iż to jest bardzo wstydliwy dla polskich władz fragment historii oraz ich relacji ze Ślązakami. Śmierdzi do dzisiaj.

  177. Ewa-Joanna
    26 stycznia o godz. 11:05
    Podałaś interesujący link. Ja tyko zacytuję z niego wiele-mówiący fragment.
    „Wracając do debaty o viagrze – można się spierać, czy wykonanie jest dobre, a poczucie humoru bawi wszystkich (czy takie w ogóle istnieje?), ale na pewno Krytyka Polityczna zrobiła niezły kabaret, czyli swoim pomysłem trafiła w sedno. Publiczna debata o prawach kobiet w Polsce to jest kabaret, a zwykłą, rzeczową rozmowę może w niej widzieć chyba tylko ktoś, kogo temat zupełnie nie dotyczy.
    Tym razem kilku panom mogło zrobić się nieswojo, bo kobiety się z nich pośmiały i to dotykając (sic!) tematu polskiego penisa jako dobra narodowego. A dobro narodowe – jak wiadomo – jest wspólne. Czyli nigdy tych, do których naprawdę należy.”

    Rozmowy o aborcji są często prowadzone w gronie samych mężczyzn np. w ostatniej Kawie na Ławie, gdzie nie było nawet jednej kobiety.

    W tym przypadku odwrotność.
    SAME kobiety, ani jednego faceta dyskutowały, czy Viagra nie powinna być na receptę, a sztucznie wywołany wzwód penisa, to wbrew religii i rodzinie.

    Ha ha ha ha
    Pozdrawiam

    http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/7,107881,22944194,kobiety-zrobily-niedorzeczna-debate-chcemy-by-kazdy.html#BoxLSImg

  178. Dzięki Nefer.W zamian życzliwości dodam inny fakt.Łaziłem w za Niemcem ,i wymuszałem ,-bum ,bum ,cukierka.W pokoju 5 na 3 ,stały w stojaku karabiny.Stałem przy drzwiach około wycelowaŁ we mnie i strzelił Widzialem trzy iskry wyklatujace z lufy..Pomogło mi zrozumieć dziś to zdarzenie ,dlaczego Breivik zamordował tylu ludzi.Ale nie wiem ,czy buta Jadżwinga kazała ,patrzeć jemu w oczy ,czy strach ,bo wiedziałem do czego służy karabin.Uciekłem do kuchni,przytulilem się do mamy – metr sześdziesiąt wzrostu -a moja głowa w połowie brzucha.-ile wtedy miałem lat /?Za mną Niemiec ,,zerwał ubranie ,nie znalazł rany i dostałem bum ,bum.No i czy dziś mogę porównać tego Niemca do opisanego wcześniej Rosjanina.?Jedno jest pewne ,nienawidżę i brunatnych i czerwonych ,którzy zamordowali moich dwóch dziadków.A ślady bum ,bum pozostały do dziś w głowie.I pluję na naszych neofaszystów..jakimi by nie byli i z jakiej by to nie było opcji.

  179. blondynka
    26 stycznia o godz. 14:15
    @ozzy
    26 stycznia o godz. 13:27

    „maly kapelusik”? czy to jest /była polska wersja z jej repertuaru? nie pamiętam niestety.

    Ale w zamian coś, co mam nadzieję też ci się spodoba.
    https://www.youtube.com/watch?v=g1Lf0agzECw

  180. blondynka
    26 stycznia o godz. 13:47

    Sztuczny wzwod jest wbrew Prawu Naturalnemu. Obraza Wszechmogacego i proboszcza. To cywilizacja smierci. Cywilizacje smierci zwalcza(l) niejaki Szyszko, ktory jest za cywilizacja milosci. Tnac stojace w pionie drzewa. Zeby byly niestojace. Skad to sie bierze, wyjasnialem pod poprzednim wstepniakiem.

  181. Pan Kowalczyk,
    Dziękuję za wyrozumiałość. Postaram się oszczędzać z wytłuszczaniem.
    Pozdrawiam

  182. naoczny świadek
    26 stycznia o godz. 13:56

    Nie namawiam Cie do dalszych wyznan, bo to niezwyle osobiste, ale powiem, ze takie slowa sa wazne i cenne.

  183. @ozzy 13:27

    Nad szóstką?

  184. ozzy
    26 stycznia o godz. 13:38

    Badz pochwalony.
    Polska ma, niestety, najnizszy wskazni innowacyjnosci w UE, moze do spoly z Bulgaria.
    Wiem co nieco o innowacyjnosci Finow, Szwedow tez, sporo o innowacyjnosci Dunczykow. Jeszcze wiecej o innowacyjnosci Holendrow, oraz paru innych nacji.
    A propos Holendrow, przez szereg lat byli mistrzami swiata w innowacyjnosci dotyczacej naziemnej organizacji transportu lotniczego. Na glowe bili Amerykanow, ktorzy mieli najwieksze lotniska, najwiecej pasazerow i najwieksze linie lotnicze. To Holendrzy uczyli Amerykanow, nie odwrotnie.
    Jak mam pomyslec, czego by Polacy mieli uczyc Holendrow, Finow i Amerykanow to musze leb wsadzic pod kran, bo mi sie gotuje, z nerw.

  185. Dodam.Serdecznie wyrażam pogardę dla tych co ochraniają naszych neofaszystów i rozumieją ich działania.

  186. zak1953
    26 stycznia o godz. 13:17

    Doktor mogl, w domu, dukowac wlasne dziecko. Nie musial sie podejmowac edukacji w szkole, ale chcial, bo najwidoczniej uznal to za wazne.
    Dzis sytuacja jest taka sama: nie ma w szkolach porzadnej edukacji, a jest antyedukacja. Internet to taki zart. Nie jest to edukacja w takim rozumieiu, jakiego potrzebuje dorastajace dziecko.
    tak dzis lekarze maja wiele biznesow, ale pytanie o to, na ile i czy wlaczamy sie w funkcjonowanie na rzecz innych, ani troche sie nie zmienilo. Zmienilo sie to: chcesz edukacji ? Kup ja sobie.

    Tak jest: Imielinski pisal ksiazki jezykiem niespecjalnie dostosowanym do umysu nastolatka. Ale tez ozna sie byli sporo od niego dowiedziec, nie majac jeszcze Jaczewskiego czy Wislockiej.

    W sprawie wolnego czasu i rodziny: lata srodkowego i poznego PRL-u to byly najlepsze lat dla Kosciola kat i rodziny, w calej historii „tradycji chrzescijanskiej Polski”. Kosciol kat by na to slepy, bo on z urodzenia jest slepy. tak wzorowej rodziny juz nie bedzie mial.

  187. TanakA Nigdy bym nie odkrył swoich przeżyć ,gdyby nie parszywa zmiana ,i troska o losy moich bliskich.I nurtuje pytanie .Czy to Bóg na czuwał nad moim życiem./?Bo niby dlaczego nie chciał bronić narodu wybranego?Tego narodu ,który dał światu Wywabiciela a dziś nasi neofaszyśći czczą mordercę ,który eksterminował potomków naszej Królowej Polski?Jest On czy nie?

  188. blondynka
    26 stycznia o godz. 12:56

    Wiem, co to takiego strategi i cala reszta – wspominalem – ale ciagle chcialbtm sie dowiedziec, jak niemajacyzadnej strategii Stalin mial, za pomoca spadochroniarzy, zdobyc cala Europe?

    Dziekuje za Marie Laforet i tlumaczenie jej wielkiego przeboju. We Francji pewnie spiewala znacznie dluzej, ja ja znam tylko z niektorych piosenek, z tej wlasnie – najbardziej. pamietam, ze zagrala w filmie, razem z Belmondo, film mi sie podobal, z kilku powodow, a jednym z glownych byl Marie Laforet.

  189. wbocek
    Weterynarz się kochanieńki kłania
    A poniżej to wcale nie a propos
    https://www.youtube.com/watch?v=r9Gfv6ckSUo

  190. naoczny świadek
    26 stycznia o godz. 14:32

    Czczenie tego, kto mordowal, rok w rok, ponad milion Polakow i mial zamiar wymordowac wszystkich, gdyby nie to, ze Armia Czerwona mu w tym dziele przeszkodzila i wreszcie zmusila, by sobie w leb strzelil, jest stanem gleboko psychiatrycznym.

    Skoro pytasz o to, czy dobry Bog czuwal, to odpowiadam: oczywiscie! kto jak nie Maryja Fruwajaca wygral Bitwe Warszawska? Acybiskup Hoser zna szczegoly. Ja tez.
    Sam Jezusek zreszta mowi: zmow paciorek, a bedziesz wysluchany. Widocznie ci co byli mordowani nie mowili paciorkow.
    Pani z telewizji pisowskiej,niejaka Holecka Danuta, wlasnie oswiadczyla, ze strasznie ja bolala glowa przez wejsciem do studia. Pomodlila sie, Jezusek ja wysluchal i natychmiast bol glowy minal.

  191. Ewa-Joanna
    26 stycznia o godz. 12:53

    No przeciez, wspominalas, ze bylas nauczycielka. I wiesz swietnie, jak wielki byl stan niewiedzy, wrecz szokujacy. dziewczyny ciagle pytaly: czy od pocalownia chlopaka zachodzi sie w ciaze? Czy plywanie w tm samym basenie co chlopacy powoduje zajscie w ciaze?
    tak bylo kilkadziesiat lat temu,ale do dzis wcale to nie zniknelo. Co raz dowiadujemy sie z mediow, ze jakas dziewczyna nieoczekiwanie urodzila dziecko, ale nie wie, jak to sie stalo,ze byla w ciazy. A jej rodzice nic nie zauwazyli, przez 9 miesiecy! Matka po prostu uwazala, ze corka jest gruba.

  192. Tanaka
    26 stycznia o godz. 14:32
    Myślę, że edukując swoje dzieci w domu, nie pomożemy im rozwiązać problemów agresji szkolnej, i to zarówno fizycznej jak i seksualnej, wynikającej z okresu dojrzewania. Bo co może ojciec powiedzieć córce; kopnij agresora w krocze, a w ślepia wbij mu palce? W stosunku do chłopaka, byłoby to może skuteczne; nie daj się, oddaj mu. A jeśli napastnik był starszy, większy, silniejszy? Jedynym skutkiem byłyby uwagi nauczycieli o agresji dziecka w stosunku do rówieśników, wezwania do szkoły, a być może nawet relegacja. I wtedy także to tak wyglądało. Tyle, że wtedy dzieciaki odczuwały jeszcze jakiś szacunek dla autorytetów, dla wiedzy rodziców, ich zasłużonej pozycji społecznej, a nie materialnej. Do tego mówiąc mądrze i spokojnie o sprawach interesujących (a to naprawdę interesowało każdego szczyla). Dzisiaj uruchomi internet, wywoła strony dla dorosłych, I co zobaczy? Teresa Orlowski to już prehistoria. Może znajdzie fotki bądź filmik z koleżanką, pokazujący co i jak. Dzisiaj zrobiło się łatwo. My, musieliśmy się nagimnastykować, aby czegokolwiek się dowiedzieć. Ale jednak ostatecznie dochodziliśmy do konkretnej wiedzy, a nie pornografii. Jak kto był zainteresowany świerszczykami, to także musiał trochę poszukać na szaberplacu. Milicja ścigała handlarzy wydawnictwami sprowadzanymi z Danii i Szwecji. Było drogo i chędogo.

  193. @Tanaka
    26 stycznia o godz. 14:36
    Kraj, który nie przygotowuje się do agresji, nie szkoli na zabój spadochroniarzy.
    Oni są głównie w taktyce używani do napadu, a nie do obrony.
    Inaczej się kraj przygotowuje go ataku na sąsiada np., a inaczej do obrony.
    W to wchodzą/wchodziły również struktury obronne (budowle). Również planowanie rozmieszczenia wojsk, itd.
    Stalin nie tylko nie dbał o obywateli swego kraju, ale ich masowo okrutnie tępił. W tym upodabnia się do Pol Pota (albo na odwrót). Czystka w armii, strukturach politycznych czy dyplomatycznych (1936-1938) Большо́й терро́р, gdzie ponad 40 tysięcy ludzi na czołowych stanowiskach, szalenie ważnych dla państwa, jego przetrwania a tym bardziej w obliczu wojny na horyzoncie…… nie świadzy o jego myśleniu strategicznym najlepiej
    Cieszę się, że lubisz tę piosenkę

  194. Tanaka

    Dziękuję, Tanako Tobie i wszytkim ludziom dobrej woli. Wróciłem właśnie od psiaków. Przewidując ewentualne badanie łapy wziąłem coś do odkażenia: pół litra. Z takim uzasadnieniem, że jak ewentualnie odkażę łapę, reszta będzie dla właściciela po to, by obudzić w nim tym gestem sumienie, żeby nie zażarł ponad 5.kg psiej karmy, którą chciałem zostawić u niego dla psiaków. Na szczęście, sprawa się wyjaśniła. Jaki ten właściciel jest, taki jest, ale ten pies z nim śpi. Więc mi powiedział, że już wcześniej oglądnął jego łapę. Było niewielkie skaleczenie, tyle że u tego włóczykija to nie pierwszy i nie dziesiąty raz – z reguły samo się goi. No i faktycznie dziś piesek był żywy, skaczący, radosny, więc nie było co odkażać. Ten kłopot, że gdybym temu właścicielowi za każdym moim pobytem brał coś na odkażanie, sam poszedłbym z rowerowymi torbami, a po drodze zeszedł na psy.

  195. @Lewy 26 stycznia o godz. 9:26
    Mylisz się zasadniczo co do kryteriów oceny tekstu. @Tanaka 26 stycznia o godz. 9:03 wyraził zdanie odrębne w nader uprzejmy i kulturalny sposób.

    Ja tej opinii nie muszę podzielać – chociaż i tak podzielam ją częściowo, bo w pewnym sensie wszystko i wszystkich traktuję poważnie – ale nie mam powodu jej potępiać.

    Co do „dowodów zaufania” w tekście Konstancji – to jest moim zdaniem trafny opis, ale czegoś co mnie byłoby w takim wydaniu zupełnie obce.

  196. @naoczny świadek
    26 stycznia o godz. 14:32
    Ciekawie piszesz. Ja chciałabym się dowiedzieć czy on cię trafił tym strzałem, czy nie? Bo nie bardzo zrozumiałam.
    Pozdrawiam

  197. blondynka
    26 stycznia o godz. 14:40

    Sądzisz, blondynko, że w sprawie pieska bym poszedł do fryzjera? Problem nie z lekarzem, lecz z dostarczeniem pieska do niego, bo wioska jest wprawdzie już dzielnicą Koszalina, ale od mojej chałupy jest ponad 9 kilometrów. Na rower psiak za duży, do samochodu nikt nie weźmie. Pytałem. Ale na szczęście sprawa się okazała banalna. Samo przeszło.

  198. zak1953
    26 stycznia o godz. 14:55

    Parę dni temu czytałem o nastolatce z gimnazjum, bodaj z Koszalina, która napisała pracę konkursową o tym, jak się seksią gimnazjaliści. Dziewczyna wiedziała, co pisze, to jej środowisko i każdy kto ma oczy – widzi. Ale nie dyrekcja, która była oburzona, że dziewczyna to opisała. W rezultacie spięcia na linii dyrekcja-uczennica i jej rodzice, chyba juz jest innej szkole.

    Nie jestem całkiem pewien, czy w sumie młodzież docierała do wiedzy, ale mam wrażenie, że było z tym lepiej pod względem , hm, tempa i pewnego miarkowania się, oraz posłuszności wobec autorytetów. Zwykły nauczyciel, który mógł być byle jaki, już był autorytetem. Rodzice – oczywiście, urzędnik – ho, ho! A taki ktoś z wyższym wykształceniem – pan mgr inż. – o kurcze! A jakby się jaki profesor napatoczył – szok autorytetu.
    No i siostra zakonna – też jakiś taki autorytet była. Bo że proboszcz – to jak grawitacja – autorytet bezwzględny.

  199. @Tanaka 14:44

    Pani Holecka powinna być bardziej ostrożna w formułowaniu tego o co się modli i przede wszystkim do kogo się modli. Starożytni Rosjanie powiadają, że na ból głowy najlepsza jest gilotyna. A może to byli Francuzi? Wszystko mi się miesza przez te widelce.

  200. No proszę. Ja rozumi take rzecz w maj. Rozumi kwiecień, zielony marzec ja na moja północ nie rozumi. A tu, panie, styczeń! 26!

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6515364802185858370?authkey=CNjk_6K57P-f0gE

  201. @ blondynka
    Nie musi się Pani z niczym oszczędzać. Jak Pani wygodnie i czuje Pani potrzebę – jest wolność (przynajmniej w tym skromnym zakresie).
    JK

  202. Tanaka
    26 stycznia o godz. 15:29
    Dulszczyzna w narodzie nie ginie. Może się dziać, byle tylko nie mówiono i pisano o sprawie. Niech żyje wolność i swoboda. Ale siostrzyczka (zakonna) to nie autorytet. To zazwyczaj sierotka.

  203. Wbocek się zdezynfekował, bo piesek nie musiał się odkażać. Sama radość.

  204. blondynka
    26 stycznia o godz. 15:07

    Spadochroniarze nie sa od wygrywania wojen. Nadaja sie do zastosowania punktowego, lub w bardzo ograniczonej strefie i przez krotki czas.

  205. zak1953
    26 stycznia o godz. 15:48

    Dulszczyzna ginie. Cos mi sie zdaje, ze jak by popytac gimnazjalistow albo i licealistów co to jest „dulszczyzna” to albo będzie wzruszenie ramion, albo odpowiedź: coś z kuchni azjatyckiej.
    Sprawa nie ginie, ale jak nie ma na nią dobrego słowa, to tym lepiej sie ma, bo jej nie ma.

  206. zak1953
    26 stycznia o godz. 15:52

    O nie, zaczku! Nie piję już bodaj 17 lat, nie palę – 18. Ale radość z powodu pieska – jest, mimo pogody pod trzema psami.

  207. @wbocku
    A ja dzisiaj wieczorem wypiję. Za Ciebie, za siebie i pieska. Co będę czekał 17 lat, żeby nie wypić.

  208. @naoczny świadek

    Dziękuję. Cieszę się że piszesz, da się tu czasem rozmawiać jak akurat kufle nie latają.
    Później coś dopiszę, dopiero wróciłam z nart.

  209. wbocek
    26 stycznia o godz. 16:21
    Cieszę się z powodu pieska. U mnie w Katowicach pogoda późno jesienna. +3 stopnie, bez opadów. Pogodnego wieczora.

  210. @Nefer

    Mimo wszystko podrzucam kufelek w Twoją stronę.

  211. A myślałem ,że kawały o blondynkach mogą obrażać.To ,że nie potrafią doczytywać ,jest jasne jak ich włosy.

  212. @Tanaka nie rozczulam się nad przedwojennym światem ani losem małych miasteczek w czasie wojny, nie jestem aż tak sentymentalny, interesują mnie fakty. Historia pozwala spojrzeć na rzeczywistość z szerszej perspektywy, a przy okazji oderwać się trochę od ciasnego kręgu polskich sporów i animozji, opartych właśnie na emocjach, sentymentach i resentymentach. Lubię wyciągać z konkretnych historycznych faktów wnioski dotyczące rozległych procesów dziejowych, pozwalające zorientować się w jakim miejscu jesteśmy i jak do tego miejsca doszliśmy w toku historii. Fakt, że Polska nie wykorzystała odpowiednio potencjału Ziem Odzyskanych, ale po wojnie chyba raczej nie było do tego warunków politycznych ani ustrojowych. Przytoczyłem konkretne fakty obrazujące pewien stan cywilizacyjny, który obiektywnie powinien robić wrażenie nawet dzisiaj, jest też literatura na ten temat, ale nie będę się spierał czy był to region najbardziej rozwinięty w Europie, czy też jakiś inny region miał palmę pierwszeństwa. Mnie bardziej interesuje ten temat w kontekście całej historii Europy, a konkretnie pytania (ktoś już wcześniej o tym pisał, bodajże czy nie Ty), jak to się stało, ze po klasycznym okresie XIX-wiecznego postępu kultury i cywilizacji, przyszedł czas barbarzyństwa, Europejczycy rzucili się sobie do gardeł i niemal zniszczyli swój cywilizacyjny dorobek, a dodatkowo pozwolili barbarzyńcom wedrzeć się tutaj i plądrować. Uważam, że to jest właśnie najciekawsze, a rozmaite szczegółowe fakty, czy też takie opowieści z czasów wojny jak we „wstępniaku” rzucają na te problemy zupełnie nowe światło.

  213. @zak1953

    dziekuje za troche historii o Wojciechu Korfantym.

    @blondynka, 14:15

    „maly kapelusik”, chociaz brzmi to jak tytul jakiegos szlagieru jest czym innym.
    To znak akcentu, ktory wystepuje m.in. w nazwisku Laforêt (nad „e”) – l’accent circonflexe.
    Zdaje sie, ze go Akademia Francuska usmiercila (w nazwiskach pozostaje) w latach 90. „Le petit chapeau” – jak nazywal ten znak diakrytyczny moj nauczuciel francuskiego albo chyba lepiej „daszek” (^).
    *
    Jacques Dutronc, ” J´aimes les filles” (1967, tekst: Jacques Lanzmann, autor wielu znanych fr. piosenek, jego brat Claude, autor dokumentu „Shoa”)
    https://www.youtube.com/watch?v=v8TYlaGI-cE

  214. @ozzy

    Jest na klawiszu z „6”. W TeXu oznaczany jako /dash.

  215. Rogger77
    26 stycznia o godz. 17:53

    Ciekawostka, Roggerze, z Ziem Odzyskanych. Na innych nie mieszkałem. Od 1946. badzialiśmy się z mamą po Mazurach (Ełk, Straduny, Bienie, ojciec – w łagrze), zamieszkując to tu, to tam u jej wcześniej przyjechanego rodzeństwa, potem prawie dwa lata w Barcianach koło Kętrzyna, potem z ojcem – w Dąbrównie koło Słupska i wreszcie Słupsk. Ja – ponad 10 lat we Wrocławiu: technikum, studia.

    Ta ciekawostka to wzajemna pomoc sąsiedzka w wykopkach i żniwach. Poznałem to w wioskach, gdzie mieszkało rodzeństwo mamy, a ja spędzałem u nich całe wakacje. Skromne gospodarstwa niemieckie były wyposażone w pługi, radła, kultywatory, brony, grabiarki, żniwiarki, kopaczki, młocarnie, wialnie. Ale za żniwiarkami trzeba było snopki wiązać i ustawiać, za pojedynczymi kopaczkami – zbierać kartofle, które, wiadomo, fruwały po całym polu. Potem żmudna młocka. Ludzie na wsi – prawie wyłącznie – repatrianci zza Buga. Na obczyźnie garnęli się do siebie. Więc do najżmudniejszych robót – żniwa, wykopki, młocka – sąsiedzi, którzy ze sobą dobrze żyli, szli do pomocy całymi rodzinami – pierw Pawlaki do Kargulów, potem Kargule do Pawlaków. Wakacje spędzałem u ciotek/wujków, więc ostatni raz uczestniczyłem w takiej wzajemnej pomocy bodaj w roku 1960. Później – zwłaszcza na studiach – też zdarzało się zasuwać na wsi w czasie wakacji, ale już zarobkowo.

    A mówię o tym dlatego, że w latach 70. i 80. jeździliśmy z żoną do pomocy jej rodzicom, jak się to mówiło, w „centralnej Polsce”. Nigdy tam takiej wzajemnej sąsiedzkiej pomocy nie widziałem, a żona mówiła, że u nich to nieznana praktyka – każdy sobie.

  216. Rogger77
    26 stycznia o godz. 17:53

    Zgadzam się.
    I, faktycznie, raz po raz, o tym piszę. I we wstępniakach i w dyskusjach.

  217. @paradox57

    u mnie jest oddzielnie z ¨oraz ~ blisko szwedzkiej samogloski „å”

  218. wbocek
    26 stycznia o godz. 18:50

    Pombocku, jak pierwszy raz zobaczyłem „Samych swoich”, lat mając może ze 12, od razu wiedziałem: samo życie. A Ty mi tu znowu podajesz samo życie.

  219. @ozzy

    Taa. Ja mam QWERTY. Amerykańską. Taki postęp ci u nas, że polska klawiatura wyszła z użycia tak dawno, że już nie pamiętam kiedy. Zwykłej maszyny do pisania użyłem po raz ostatni chyba pod koniec lat 80. I wtedy też chyba wyszła z użycia klawiatura z oznaczonymi polskimi znakami diakrytycznymi.

  220. @naoczny świadek

    Moja rodzina też ucierpiała, jak każda. Jeden nie wiadomo gdzie zastrzelony przez przez Niemców i nie ma grobu, jeden w partyzantce, jeden więzień Auschwitz, jedna z dzieckiem na przymusowych robotach w Niemczech a jeden siłą wcielony do Wehrmachtu. Skąd uciekł.

    Tym naziolom zrobiłabym rekonstrukcję, zostaliby na tydzień więźniami w Oświęcimiu. Ze wszystkimi detalami historycznymi.

    Jak to się stało i kiedy że edukacja tak zawiodła.

  221. @paradox57

    u mnie tez QWERTY ze znakami szwedzkich samoglosek – a wlasciwie w jezyku szw.
    jest jedna, ktora nie wystepuje w niemieckim „å” (otwarta samogloska „oe”) i stoja na koncu alfabetu – w niem. inaczej A Ä B.
    Gdzies tam w 1986 trafil do mnie IBM PC xt – kawal zelastwa, pracowal glosno
    10 MB hard disc, drukarka iglowa… mialem tam zainstalowany polski word.
    Ostatnia zwykla maszyna do pisania byl Remington.

  222. wbocek
    26 stycznia o godz. 18:50
    Mój komentarz
    Pombocku, tego samego doświadczałem okazjonalnie na wsi na zachodzie Polski, jeśli chodzi o zwyczaj pomocy sąsiedzkiej, która to cecha zresztą zanikała w miarę upływu czasu, wymiany pokoleń, migracji do miast, itd. Mam jakieś nieodparte przeczucie, że ta mentalność, której cechą dostrzeżoną przez Ciebie kiedyś była sąsiedzka samopomoc, bardzo dobrze koreluje z rozkładem elektoratu głosującego mniej na PiS (ziemie zachodnie i północne, poznańskie Śląsk, itd.).
    Pzdr, TJ

  223. Tanaka
    26 stycznia o godz. 18:54

    Tanaczku, mając lat 9, 10 jeździłem sam pociągiem do ciotki w Dabrównie. Pociąg się zatrzymywał na stacji Potęgowo (33 km od Słupska) i prułem 7 km polną drogę. Tylko gdzieś około 1. kilometra – główną szosą Słupsk – Gdańsk. Raz jechałem tam w czasie żniw i maszerując ze stacji, pomogłem po drodze przy żniwach zupełnie obcym ludziom. W ten sposób, że przechodząc koło nich, krzyknąłem: „Szczęść Boże!”. Wszyscy mi odkrzyknęli: „Bóg zapłać!”. Do dziś ten obrazek pamiętam, więc rozumiesz, jak szczun był wzruszony i dumny, że spełnił dobry uczynek i że go dorośli tak poważnie potraktowali. Kościół z czasem chyba się połapał, jak śmieszny jest taki pozdrowieniowy dialog („Niech ci Bóg szczęści” – „To i niech Bóg zapłaci za twoją dobroć”: Bogiem się obeszli się rozeszli), więc zdaje mi się, że chyba od tego czasu, jak łacina wybyła ze mszy, Kościół nakazał na pozdrowienie „Szczęść Boże” odpowiadać: „Szczęść Boże”.

  224. @paradox57

    Po cichu powiem że kufli jakoś nie lubiejemy

  225. tejot
    26 stycznia o godz. 19:43

    Rzeczywiście, tejotku, podsunąłeś dzielną myśl. Dopiero przez żonę poznałem tę czysto polską mentalność sobków i walczących o miedzę. No i na jej ziemiach (Piotrków Trybunalski, Radomsko) zobaczyłem szachownicę mikrych spłachetków ziemi – prawie jak działek ogrodowych. A nawiasem mówiąc, na Ziemiach Odzyskanych był spory opór przeciw kolektywizacji. Owszem, zakładano PGR-y, ale pamiętam, jak wujek w Dąbrównie wrócił z zebrania i powiedział mniej więcej tak:
    – No i gówno, nikt się nie zgodził na spółdzielnie.
    I nigdy tam spółdzielnia nie powstała.
    Dla obecnie rządzących przykościelnych chuliganów nie istniały w PRL żadne ustrojowe niuanse. Mnie hadko tego słuchać, bo z doświadczenia wiem, że chłopi zdecydowanie się socjalizmowi opierali. A raz jechałem z wujkiem konnym wozem od czwartej rano z 28 kilometrów do Słupska, żeby sprzedać wóz prywatnych kartofli. Wjeżdżając stromą Gdańską ulicą do Słupska, wujek musiał hamować ciężki wóz drewnianym drągiem, bo konie by nie utrzymały.

  226. zak1953
    od roku 1989 , czy od blisko 30 lat nie czytałem bardziej wzruszającego opowiadania.

  227. @Nefer
    Jak można nie lubić kufli, no jak?

    Ale w knajpie dorożkarskiej,
    róg Kpiarskiej i Kominiarskiej,
    idzie walc „Zalany słoń”;
    ogórki w słojach się kiszą,
    wąsy nad kuflami wiszą,
    bo w tych kuflach miła woń
    .

  228. tejot
    26 stycznia o godz. 19:43
    Tę atomizację życia widzieli wszyscy mogący w czasach komuny jeździć na Zachód. I opowiadali o tym. Tabliczki „nie wchodzić, własność prywatna” wtedy wydawały nam się czymś dziwnym. A obecnie stały się normą. Nawet ludzie żyjący w ogrodzonych nowych osiedlach, dodatkowo separują się od innych owymi tabliczkami. A samopomoc sąsiedzka zaczęła sypać się wraz ze wzrostem usprzętowienia się gospodarstw. Gospodarze powoli stawali się samowystarczalni i więzi sąsiedzkie także stały się samowystarczalne. Sprzyjał temu naturalny ubytek starszych przyzwyczajonych do dawnych zasad.

  229. Blondynka
    Co do udziału kobiet w Armii Czerwonej: Świetlana Aleksijewicz „Wojna nie ma nic z kobiety” ale pewnie wszyscy już czytali.
    Co do edukacji seksualnej: moja mama poszła do księgarni (ja stałam na zwenątrz) poczym z rumieńcem na twarzy dała mi do ręki książeczkę pod tytułem „Co każda dziewczynka wiedzieć powinna” autora nie pamiętam. Pewnego dnia ojciec zabrał mnie na spacer i opowiadał o ptaszkach i motylkach. A w szkole podstawowej (jestem niezbyt wysoka ale zawsze miałam duży biust) narażona byłam ZAWSZE na macanie a na ulicy na gwizdanie roboli ” oj ta to mo”. Na szczęście mam przyjaciółkę, która przeżyła to samo, kto tego nie przeżył nie rozumie. Zak 1953 Śląsk to mój Heimat, w Angorze nr 3 artykuł Dariusz Dyrda „Znów przyjdą wyzyskać kolonię! ” i znowu powtórka z historii. Egzamin dla Ślązaków: wypiętrzona Jorga z parku przed rondem? Na wszelki wypadek w zesłym roku zrobiłam sobie zdjęcie pod pomnikiem

  230. Ewamarysia
    26 stycznia o godz. 20:27

    Ech, o ptaszkach i motylkach niejeden rodzic opowiadał. Tak jakoś bliżej, o człowieku, wstydził się, nie umiał i też często niebyt wiele wiedział. owszem, że dzieci, ale te niuanse, subtelności, zalezności… No i dzieci miały sie domyślać, co miał na myśli mówiąc o trutniach. Po naszemu: drony.

  231. zak1953
    26 stycznia o godz. 20:21

    Już o tym wcześniej wspominałem,nawet parę razy: z Europy i ze świata zjeżdżali się do Polski zobaczyć to kulturowo-psychologiczne dziwactwo – dziki pęd do grodzenia się. na zagrodzie chłop równy wojewodzie.

  232. woytek
    26 stycznia o godz. 20:07

    ładnie rzekłeś.

  233. wbocek
    26 stycznia o godz. 19:49

    Jasne, że rozumiem. W ogóle, dziecko, a i podrostek, to taka istota, że jak się dobre, doceniające słowo szepnie, podskakuje jak na sprężynie. Tym bardziej więc łotrowskie jest gasić, psuć, krzywić dzieciaka, a chwalebne – wspomóc go w rośnięciu na siebie samego.
    A te czasy to już półlegenda. Jeszcze trochę, a całkiem.

  234. Breaking news
    Paryz pod woda. W Lyonie deszcz leje. Najwiekszy kucharz wszechczasow lyonczyk Paul Bocus odszedl w zaswiaty. W lyonskiej katedrze saint Jean msza pozegnalna , wzielo udzial ponad stu, ubranych w biale kitle kucharzy z calej Francji, a moze nawet z calego swiata. A z nieba leje i leje.

  235. Ewamarysia
    26 stycznia o godz. 20:27
    To mamusia dając wiadomą książeczkę trochę na łatwiznę poszła. Ale wcale jej się nie dziwię. Można już było kupić, to skorzystała z okazji. Moi dziadkowie (XIX wiek)tak łatwo nie mieli. Raz – dzieci mieli więcej. Dwa – nie było żadnych książek o dorastaniu i dojrzewaniu. Jakoś sobie poradzili. I co ważne potrafili ze sobą przeżyć lata, podobnie jak ich dzieci. Dziadkowie ze strony ojca ponad 60 lat, ze strony mamy ponad 55 lat, moi rodzice – 57 lat. Przyznam się, nie wiem jak to robili.
    Ze starym Jorgiem, myślę, że niektórzy połamią sobie zęby. Bo nie wyobrażają sobie jakie demony wypuszczają w przestrzeń społeczną. Obrzucanie kogoś epitetami bo poradził sobie w tak porąbanych czasach i warunkach, nie przynosi inkwizytorom chwały. W Polsce zaczyna się fetowanie 100 lecia odzyskania niepodległości, ale to przecież nie był taki jednoczesny i ogólnokrajowy akt, jak pokazuje i forsuje IPN. Myślę, że nawet na naszym blogu te tematy niedługo wyjdą. Takie medium jak internet nie pozwoli na przeforsowanie jednej jedynie prawdziwej wersji. W rodzinnym archiwum mam wspólne zdjęcia dziadka, ojca i świeżego generała Ziętka z 1971 roku.

  236. Lewy
    26 stycznia o godz. 21:24
    Niebo płacze, chyba francuska kuchnia się kończy. Francuski parlament, wzorem polskiego powinien wznieść modły o zaprzestanie opadów. Może zadziała. Nasi jak w 1997 roku w warunkach suszy pomodlili się o deszcz, wymodlili pamiętną powódź. Może bozia wysłucha, bo przecież w dawnych latach Francja była najwierniejszą córą Kościoła.

  237. Tanaka
    26 stycznia o godz. 21:17

    Oj, Tanako, zachowania dorosłych wobec dzieci pobudzające ich przyrodzony zapał do poznawania, do życia i wyobraźnię oraz zachowania odwrotne, gaszące – to ogromny temat. Ale go nie ruszam, bo mnie weźmie, a jutro ruszam w pierwsze wiosenne ciutkę większe niż minionej dziś zimy rowerowanie (zależnie od sytuacji w drodze: 50 – 60 km) w kierunku, w którym „Szli na zachód osadnicy” Hasiora, czyli na Kołbaskowo albo Wrocław.

  238. zak1953
    26 stycznia o godz. 21:33
    Na te intencje pije wino. Bo ja mam taki zwyczaj, ze jak leje i nie ma slonca to pije. Takie same obyczaje panuja w krajach polnocnych , skandynawskich i w Szkocji (Kosteczka potwierdzi). Arabowie maja za duzo slonca, dlatego nie pija.
    Ciekawe jakie sa zwyczaje w Australii. Pija czy nie pija. Ewunia-Joasia moglaby nas oswiecic.
    Chyba mi kable przemokly, bo moj internet dziala z przerwami.Ide spac

  239. W Australii mogą być kłopoty z wodą, z piwem – nigdy!
    A w produkcji win chyba wygryzamy Francję. Tak dobrze nam idzie, że winogron na rynku coraz mniej i coraz droższe, bo wszystko idzie w butelki.

  240. @Blondynka
    O sytuacji kobiet w oddziałach partyzanckich pisze m.innymi Ludmiła Ulicka w książce pt.Daniel Stein, tłumacz. Tytuł oryginału: Daniel Sztajn, pierewodczik. Wydanie polskie. Nasza Księgarnia 2012. Jest to powieść oparta na w znacznej mierze na biografii tytułowego Steina,( w rzeczywistości nazywał się inaczej, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć jak), Żyda , karmelity, partyzanta, poligloty, który zorganizował ucieczkę z getta w Mirze, obecnie Białoruś. Uciekinierzy przetrwali do wyzwolenia w partyzantce. Książkę bardzo polecam , prawie na pewno była tłumaczona na angielski.Mój egzemplarz jest z biblioteki.
    Pozdrowienia.

    Teraz na inny temat: Molestowania w szkole uczennic przez uczniów

    To , co opisuje Zadie Smith w swojej niby biograficznej ostatniej książce: Swing Time, budzi przerażenie. Mam nadzieję, że w polskiej szkole jest lepiej.

  241. RIP
    MARK E SMITH, 60 lat

    jeden z moich ulubionych muzykow brytyjskiej sceny alternatywnej, niesamowite poczucie humor – prawie 3o lat na scenie

    https://www.youtube.com/watch?v=T1oQzkXd-K0

  242. Widzę, że kiepskie życie szkolne miałem. Rudego okularnika mało poważali, w dodatku jeszcze nie kościółkowy. Dzisiaj pewnie strzeliłbym sobie w głowę z łuku.

    @Nefer.
    A gdybym do kufelka wlał coś bardziej podchodzącego? Tak na dwa palce. Przecież to nie musi być nic od kobyły z cukrzycą.

  243. zak1953
    26 stycznia o godz. 12:04
    spróbuj znaleźć w intermnecie odpowiedź na pytanie, zadane przez pombocka w sprawie psa.
    (Przepraszam, że dopiero teraz piszę, pracowałam, wróciłam do domu i teraz jestem radosna niczym skowronek o świcie)

    Naprawdę sądzisz, że doświadczenie zyciowe da się zastapić informacjami z internetu? Przypuszczam, że żartujesz…

  244. przypomniałam sobie, że cichaczem wyciągałam z biblioteki domowej książkę pt Biologia miłości. Autorów nie pamiętam. Rysunki zamiast zdjęć. Sporo intrygującej treści, ale czerwonych uszu nie miałam.
    Mama schowała ją w drugim rzędzie książek, na pierwszym planie była literatura dziecięco- młodzieżowa.
    W bibliotece publicznej ( w Poznaniu im. Edwarda Raczyńskiego – fundatora Gmachu Biblioteki i wielu jej zasobów materialnych w centrum miasta) takich książek nie było do wypożyczenia w domu, a niewielu ryzykowało świdrujący wzrok bibliotekarki wypozyczającej książki do przeczytania na miejscu. Przyglądała się dzieciom chcącym sobie poczytać taką pozycję, czy np. skończył 13-14 lat (tak przypuszczam), ale uwag nie robiła.

  245. konstancja
    27 stycznia o godz. 0:19

    Konstancyjaneczko, wieczór dobry, nocek dobry i dobroje utro.

    Do „Biologii miłości”, jeśli nie pogardzisz sentymentalizmem, może nawet egzaltacją, chciałbym Ci z całej mej nocnej duszy dodać filozofię miłości i poezję miłości, i zarazem melancholii, radości i smutku istnienia w najbardziej dla mnie przejmujących słowach i dźwiękach – greckich.

    https://youtu.be/BLTNfMgoz6g
    https://youtu.be/7R8az2A5f8g
    https://youtu.be/3yIVfBHRZQ4

  246. @Ewa-Joanna
    Zgoda na czytanie, precz z uwielbieniem
    Też nie pisze u Hartmana, w zasadzie nigdzie poza tutaj nie piszę, bo mi się nie chce wałkować bzdur. Te blogi to jak te „Łysy i piękny” co to od 30 lat leci w telewizji i obojętnie kiedy włączysz zawsze jesteś na bieżąco.

    The sentiment is shared. Cross-pollination of views and opinions on Polityka’s blogs coming from such a repository of all wisdom as yourself is in not high demand. Be grateful to the few kind souls operating on this blog for being tolerated . On other forums they’d just laugh you off within seconds.

    What a bloody cheek to say a thing like that. A Polish prig at its worst and living in Australia at that.

    Enjoy the rest of your day.

  247. @ Tanaka 26.01 o godz.10:42
    Pisane do Roggera77: „…Polska otrzymala niezwykla wartosc, na ktorej sie nie poznala… Zamiast w pelni wykorzystac to dobro, zajmowala sie glownie marzeniem o Andersie na bialym koniu, o III wojnie swiatowej i odzyskiwaniem kresow”.
    O jakiej to Polsce piszesz? Bierut marzyl o Andersie na bialym koniu i odzyskiwaniu kresow? A po nim Gomulka?
    Jakos tez pomijasz sprawe, ze Armia Czerwona zdemontowala co mogla z fabryk na Ziemiach Odzyskanych i zabrala ze soba. Zwykli ludzie nie byli pewni, czy tych ziem nam nie odbiora, bali sie tez III wojny swiatowej i pewnie byl to jeden z powodow, ze wiecej bylo szabrowania niz inwestowania. Za calosc zaniedbania tych ziem odpowiada rzad PRL, a nie nostalgicy kresow.

  248. @kruk
    27 stycznia o godz. 1:49
    Jakoś obciążając Bieruta i Gomułkę winą zapominasz o tym co zostało z Polski po wojnie i z czym musiała się ówczesna władza mierzyć.

  249. W ramach poszukiwania wpisw guzdry wzmoya się moja aktywność przeglądania blogów polityki. I takim to sposobem trafiłam na komentarz, które może państwa zainteresuje.
    Oto on;

    Jacobsky
    26 stycznia o godz. 13:12
    Zbitka z onet.pl i z wiadomosci.pl

    Pod koniec listopada naukowcy wystosowali list do rektor Wyższej Szkoły Administracji i Prawa w Ostrołęce, gdzie wykładała Krystyna Pawłowicz. Domagali się postępowania dyscyplinarnego przeciwko posłance PiS.

    – Pani profesor zwróciła się do mnie z listem w tej sprawie i wyraziłam zgodę na rozwiązanie pracy za porozumieniem stron – powiedziała rektor WSAP dr Elżbieta Maria Łojko w rozmowie z TVN24.

    Wpis Krystyna Pawłowicz wywołał ogromne oburzenie. 2000 osób, w tym ponad 200 naukowców, podpisali się pod listem do rektor Wyższej Szkoły Administracji i Prawa w Ostrołęce, w której pracowała posłanka PiS. Zaapelowali o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec posłanki Pawłowicz.

    „Prof. Pawłowicz w ciągu ostatnich kilku lat swojej działalności publicznej i obecności w dyskursie medialnym przyczyniła się do znacznego obniżenia poziomu debaty publicznej w Polsce poprzez notoryczne szerzenie treści ksenofobicznych, homofobicznych, rasistowskich oraz używanie przy tym obraźliwego języka względem swoich adwersarzy politycznych, jak również zwykłych obywateli niepodzielających jej przekonań. Są to fakty powszechnie znane i szeroko komentowane w mediach, dlatego dziwi nas niezmiernie fakt, że publiczne wystąpienia prof. Pawłowicz nie stały się jak do tej pory przedmiotem troski Pani Rektor” – tłumaczono w liście.

    Autorzy listu napisali, że czarę goryczy przelał wpis dotyczący śmierci 14-letniego Kacpra. Wpis posłanki nazwali „niezwykle nieetycznym”. Dodali, że „wiktymizuje ofiarę i usprawiedliwia sprawców, przez co daje przyzwolenie dla takich zachowań”. Autorzy listu uznali postępowanie posłanki PiS za niezgodne z Kodeksem Etyki Pracownika Naukowego. Dlatego zaapelowali do rektor uczelni o rozwiązanie umowy z posłanką PiS.

    Rektor uczelni dr Elżbieta Łojko w rozmowie z dziennikarzami magazynu „Czarno na białym” telewizji TVN24 poinformowała, że Krystyna Pawłowicz nie jest już pracownikiem uczelni. – Pani profesor zwróciła się do mnie z listem w tej sprawie. Wyraziłam zgodę na rozwiązanie pracy za porozumieniem stron – powiedziała rektor uczelni w Ostrołęce. Dr Łojko dodała, że powinno się protestować w takich sprawach. „By ten sposób myślenia o drugim człowieku nie miał miejsca, (…) sposób pełen uprzedzeń” – tłumaczyła w „Czarno na białym”.

    Inicjator listu ws. posłanki Pawłowicz, dr. hab. Jakub Urbanik z UW powiedział w rozmowie z WP, że „cieszy się, że pani Pawłowicz już nie uczy i nie przekazuje dalej swoich poglądów”.

    neospasmin, uwagi o problemach z czytaniem ze zrozumieniem prosze sobie zachowac dla siebie.

  250. Jeszcze jeden podkradziony komentarz. Pisze on o rzeczach napewno znanych, ale łączy je w całość, tym sposobem podsumowując całą taktykę PISu.
    Moim zdaniem wart przeczytania, bo zaczynamy się przyzwyczajać do zmian „dobrej zmiany”, a to jest bardzo niebezpieczne.
    Oto on;
    tejot
    26 stycznia o godz. 11:55
    W sprawie łamania konstytucji poprzez uchwalanie aktów niższego rzędu – ustaw niezgodnych z konstytucją, PiSowcy jak jeden mąż idą w zaparte
    Identycznie jak w sprawie naziolskich demonstracji w Marszu Niepodległości, czy w sprawie wieszania w Katowicach przez nazioli portretów posłów PE – zdrajców Polski.

    Nie odnoszą się do problemów prawnych, tylko czarują swój lud i zagranicznych wścibskich kręcących nosem na to zuchwałe łamanie konstytucji ściśle sformatowanymi gadkami nie odstępując ani o krok od zadanego szablonu, jak:

    a) to jest reforma sadownictwa i to jest nasza wewnętrzna sprawa

    b) to jest reforma państwa, wyzwalamy państwo z komunistycznego jarzma

    c) reformy przeprowadzane przez nas są zgodne ze standardami Unii Europejskiej

    d) celem tych reform jest odbudowa państwa, pozbycie się komunistycznych przeżytków w sądownictwie jeszcze ze stanu wojennego przetrwałych. Celem naszym jest usprawnienie funkcjonowania sądownictwa, polepszenie pracy organów naszego państwa, przyspieszenie, itd.

    e) Polacy szeroko popierają tę reformę, Polska rośnie w siłę, nie cofniemy się, no pasaran

    f) nie pozwolimy wtrącać się w wewnętrzne sprawy państwa, nie będą nam dyktować żadne komisje weneckie, czy europejskie co mamy robić. Tu jest Polska. Tuuuu jest Polska!

    g) Będziemy prowadzić rozmowy wyjaśniające z politykami unijnymi, aby ich poinformować co do celów i metod reform, pokazać, jak są prawidłowe, prawne, potrzebne i wyczekiwane, bo politycy ci są zamknięci w jakimś domu bez okien i nie maja pojęcia, co w Umęczonej się działo, kto rządził, kto sprzedawał Polskę, komu na rękę był taki system i co teraz się dzieje, itd.

    h) W Polsce wszystko funkcjonuje normalnie, zgodnie z prawem. Polska jest atakowana przez agentów PO w Parlamencie Europejskim, przez tych agentów i z ich inspiracji (donosy) są obrażani polscy posłowie, jak np. wiceprzewodniczący PE Czarnecki. Komuś zależy na tym, by kalać dobre imię Polski, zatrzymać ją w rozwoju, sparaliżować reformy ekstremalnymi żądaniami podporządkowania się dyrektywom wydawanym przez unijnych urzędników niepoinformowanych prawidłowo w sprawie reform w sądownictwie polskim, nie znających Polski i Polaków (tych prawdziwych).

    Z kombinacji tych elementów można teoretycznie ułożyć, w różnej kolejności, z powtórzeniami i bez powtórzeń z różnymi łącznikami i komentarzami dziesiątki tysięcy wypowiedzi „wyjaśniających” tłukom unijnym, że niczego nie rozumieją, dziesiątki tysięcy różnych składanek, które idą w świat i zaświadczają o mądrości i dalekowzroczności PiSowskich przywódców.

    Itd.
    Można by jeszcze dopisać jakieś 5 – 15 elementów (memów), z których PiSowscy łamacze konstytucji budują swoje wyjaśnienia udając, że są one najprawdziwszą prawdą podzielaną przez suwerena, wyznawaną i praktykowaną przez przeciętnego obywatela, który o TK (za sprawą m.in. PiSu, który gmatwa wszystko, co się da) może tyle powiedzieć, że jest to skrót składający się z dwóch liter – T i K, pomijając, ukrywając nieznośną dla siebie prawdę – że nikt w UE, poza skrajną prawicą, nie uznaje tych wyjaśnień za wiarygodne, uczciwe, nośne i zgodne z unijnymi normami, zasadami i standardami tyczącymi się współpracy wewnątrzunijnej, układaniu stosunków między sąsiadami bliższymi i dalszymi, wyrównywaniu szans, zasypywaniu podziałów, równaniu w górę, itp.

    Unijne instancje delikatnie wypominają, ponaglają, domagają się szanowania traktatów unijnych, a PiSowcy reformatorzy wciąż z tą samą odzywką – a o co chodzi, przecież my nic nie łamiemy, a raczej łączymy, prostujemy i czyścimy. Wszystko funkcjonuje normalnie.
    Pzdr, TJ

  251. @paradox57

    Otóż ni. Nie mogę, religia mi nie pozwala 🙁 tak samo jak, pardą, bo nawet wstyd pisać, picia z gwinta. I nikt mnie nie zmusi do założenia adidasów.

    A poza tym zagryzam zęby i bardzo się staram nic nie mówić bo jakieś złe instynkta mnie opanowują.

  252. Panie Boże, pomóż, bo zwariuję!
    Tak Daniel Passent tytułuje ostatni swój wpis na blogu.

    „…Ponieważ żaden rząd, żadna władza, z Trumpem na czele, nie jest z mediów w pełni zadowolona, media publiczne mają coraz gorliwiej bronić rządu. Trudno o większą bzdurę. Przypomnijmy pani Holeckiej i innym zwolennikom tej teorii, że telewizja publiczna ma być – jak sama nazwa wskazuje – publiczna, a nie rządowa, finansowana przez społeczeństwo, a nie przez rząd.
    Jeżeli PiS, rząd albo Zjednoczona Prawica pragną założyć swoją telewizję, to nikt im nie broni.”

    A kończy;
    „Nie zamierzam wyśmiewać cudzej wiary, śmiać się z Pana Boga ani z cudzego bólu, czego obawia się pani Holecka. Mogę ją tylko zapewnić, że nie ona jedna dostaje bólu zębów od „Wiadomości”

  253. kruk
    27 stycznia o godz. 1:49

    Dzień doberek, kruku. Wiesz co mi się zdaje? Mi się zdaje, że Tanaka zastosował jakiś skrót, którego ja też nie rozumiem, ale nawet do głowy by mi nie przyszło, że nie wie, co mówi. Nie wiem, kto mógłby marzyć o Andersie, ale skąd przypominam sobie takie tęsknoty, zabij mnie – nie pamiętam. Na pewno nie tęsknił przy flaszce lud mojej nowej ziemi. Mogłem gdzieś kątem oka przeczytać. Jestem i byłem lud, z robotnictwa, więc nawet tęsknot „A przed wojną…” se nie przypominam, owszem – przypominam obowiązkowe rozmowy dorosłych o tamtym czasie w czasie wizyt starych znajomych – że kto miał pracę, był gość, a krowa kosztowała 100 zł, ale to nie były tęsknoty, raczej wspominanie biedy. Ojciec przy flaszce, rzecz jasna, zawsze przy którymś kieliszku zaczynał o łagrach. A mama furt zajęta była wiązaniem końca z końcem i nie w głowie jej były białe konie, krowy, kozy ani nawet koty. Ale też nie było Twojego tematu szabrowania przez wyzwolicieli, co najwyżej zdawkowe wtręty o zabieraniu ludziom zegarków, rowerów i ogólniki o tym, że fabryki Ruscy wywieźli. Rutynowe wtręty, a nie rozmowy z konkretami. Mówię tylko o swoim słupskim rejonie i o tym, co wiedziałem od rodziny na Mazurach. Te regiony za Niemców nie były przemysłowe, więc i kraść hurtowo nie za bardzo było co. Detaliczni szabrownicy w pierwszych latach powojennych – pewnie byli, ale ja ich znam tylko z nazwy. Co my zabugowcy mogliśmy wiedzieć konkretnie o szabrownictwie, skoro przyjechaliśmy na obce ziemie i guzik wiedzieliśmy, jak tam i co tam wcześniej było, żeby wiedzieć, co zginęło. Szaber na Ziemiach Odzyskanych to oczywistość, ale dla nas to nie był temat. Szczęściem było, jak ojciec dostał pracę i jeden pokoik z kuchnią w starym piętrowym domku, ze wspólną ubikacją na parterze, do której się nosiło wodę w hitlerowskim hełmie z kranu na korytarzu. Woda do domowego użytku wszystkich na parterze też była z tego kranu.

    Nie jestem pewien, czy można mówić o zaniedbaniach rządu na tych ziemiach, skoro była heroiczna robota w przywracaniu do życia terenów przemysłowych – życiodajnych dla Polski, a nie tam jakieś zadupie. w regionie mojej żony mówiono o naszych terenach „dziki Zachód”.

    Z jednym masz rację: „Zwykli ludzie nie byli pewni, czy tych ziem nam nie odbiora, bali sie tez III wojny swiatowej”. Ale my przy morzu, w Słupsku lękami raczej nie żyliśmy. Usłyszałem o nich dopiero, jak byłem bliżej granicy, we Wrocławiu – i to dość późno, bo w drugiej połowie lat 60-tych. Pod koniec wakacji kolega z geologii (takiego wydziału na uniwerku chyba nie było, ale specjalność była może przy geografii) zaproponował mi kopanie szurfów na górze Świętej Anny koło Bogatyni. To były dołki w sam raz jak grób, a jego profesor miał badać układ skał pod warstwą ziemi. Mieszkaliśmy u gospodarza, który miał plantację porzeczki. Raz z nim popiliśmy i pytaliśmy, czemu, skoro ma taką piękną plantację, się nie buduje i żyje, owszem, w dużej, ale rozlatującej się chałupie. „Panowie – powiedział – tu nikt się nie buduje. Kto wie, co będzie. Może wojna będzie, Może Niemcy wrócą – daleko nie mają”. Prywatne budowanie zaczęło się dopiero za Gierka. I to też nieśmiało na początku.

  254. @@kruk, wbocek
    W latach pięćdziesiątych takie pieśniczki wśród ludu pracującego chodziły: Truman, Truman, spuść ta bania, bo już nie do wytrzymania albo Jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa. Sam słyszałem. A co do statusu tzw. ziem odzyskanych, to już w nazwie został on uwidoczniony: Ziemie niemieckie pod okupacją radziecką, czasowo oddane w administrację Polsce Rzeczpospolitej Ludowej. Czasowa administracja nie skłaniała do inwestowania, a raczej do rabowania. I to się działo. Zmienił to układ zgorzelecki w 1950 roku, ale dopiero umowa pomiędzy Kohlem i Mazowieckim, zawarta w roku 1989 (tzw. polsko-niemieckie pojednanie) pod nadzorem Anglii, Francji i USA, unormowała niepewny status ziem zachodnich. Na Andersa na białym koniu nikt nie czekał, na wybuch III wojny światowej po cichu liczono w latach pięćdziesiątych.

  255. Swoim wspominkowymi ciekawym tekstem zak1953 zainspirował równie ciekawą dyskusję.Tylko ktoś
    na marginesie dopisuje bzdety.
    @Tanaka
    Holecka doznała zębowego uzdrowienia bo wierząca jest.Tak bardzo że wierzy nawet w idiotyzmy,które z bożą pomocą wygłasza.
    @wbocek
    W moich stronach na „Szczęść Boże” odpowiadano „Daj Panie Boże”.

  256. kruk
    27 stycznia o godz. 1:49

    Zapomniałem powiedzieć, że na Ziemiach odzyskanych – pod którymi rozumiem tylko te, które znam, a nie Szczecin na przykład czy Wrocław – wielkiego przemysłu niemieckiego wprawdzie nie było, za to były wielkie majątki rolne panów junkrów, z których pewnie mieli co podprowadzać i wyzwoliciele, i szabrownicy. Takich majątków trochę poznałem, pracując w melioracji, bo na ich podstawie powstały PGR-y. Ale lepiej się im przyjrzałem dopiero na emeryturze w nowym tysiącleciu, kiedy zacząłem rowerować na potęgę. O paru z nich z wielkim uznaniem wyrażali się i wyrażają Niemcy, którzy przyjeżdżają nie z wojną, żeby odbierać, ale żeby się wzruszać i podziwiać, a nawet parę dni pomieszkać. Takie majątki to na przykład Strzekęcino koło Koszalina, Krąg koło Polanowa, Nosowo jak się jedzie z Koszalina na Białogard, Zegrze Pomorskie. Strzekęcino za Niemców sławne było z naukowej hodowli kartofla. Polacy tej tradycji w PRL nie zaprzepaścili, bo niedaleko powstał Instytut Ziemniaka w Boninie, tyle że transformacja to…no, może niecałkiem, ale w sporym stopniu zaorała. A w Strzekęcinie, oprócz pięknie utrzymanego pałacu (hotel, pełno Niemców, wesela się odbywają) i bajkowego parku z jeziorem, dalej widzę eksperymentalne pola ziemniaka. Niemcy podziwiają i się cieszą, i ja, jak jestem, chodzę dumny jak te pawie w parku. Z czego ja taki dumny – nie wiem, bo przecież palcem przy tym nie kiwnąłem. Choć moi koledzy melioranci – tak. Bo za tzw. komuny o meliorację się dbało. W PGR Objazda 20 km od Słupska robiłem w czasie wakacji po pierwszym roku przy budowie ogromnego systemu melioracyjnego. Po zakończeniu budowy cudne łąki tam wyrosły. W tamtym roku pojechałem tam rowerem zerknąć na to z wieży widokowej, która powstała przy jeziorze Gardno. Wprost cudny zielony widok z tej wieży na moją robotę. Tyle że od lat to nieużytki, a były PGR, prócz pałacu, gdzie ludzie mieszkają, to jedna wielka ruina. Nawet maszyny rolnicze zardzewiałe stoją i nikt nie bierze na złom.

  257. Skoro jesteśmy przy rodzinnych anegdotkach wspominkowych. W roku 1948, w czasie trwania we Wrocławiu Wystawy Ziem Odzyskanych, zostałem – odświętnie ubrany – zabrany do Hali Ludowej i okolic (z ZOO-em włącznie). Pięciolatka wystawa trzyletnich osiągnięć Polski Ludowej w odbudowie ziem zachodnich nie interesowała i czekał ów pięciolatek na spacer do ZOO, gdzie miał zobaczyć lwy. Tłumy na terenach wystawowych były niewyobrażalne, a mnie było nudno. Zacząłem więc marudzić: Ja chcę lwów! – marudziłem coraz głośniej. Usłyszał to jakiś jegomość, Lwowiak, musi co, i zaczął się drzeć: Ta, ludzi, ta słuchajcie, ta on chce Lwów! Taki mały a do Lwowa chce! Ta, ludzi, ta słuchajcie!. Ludzi słuchali, tłumek przy nas gęstniał i nie wiem jak by się to skończyło, gdy mamuśka wyszarpnęła mnie z tworzącej się ad hoc manifestacji – i pognaliśmy do ZOO, do lwów. Za takie chcenia, w 1948 roku, roku stalinowskiego terroru, jechało się bezapelacyjnie „na białe niedźwiedzie”. Lwowa się zachciało gówniarzowi. Auć 😉

  258. kruk
    27 stycznia o godz. 1:49

    Krótko odpowiedziała Ci Ewa-Joanna, właściwie wyczerpując temat na poziomie zasadniczym, ale skoro do mnie piszesz i mówisz, że „jakoś też pomijam,” to sam też coś powiem. Ale najpierw wyczyszczę kompa, bo kawą upaćkałem czytając o tym, że „ja jakoś pomijam”, a Ty wiesz co i jak.

    Właściwie nie czuję się skuszony by odpowiadać, bo jak czytam, że „jakoś też pomijam” to czytam przypisaną mi złą intencję. A jeśli „jakoś pomijanie” dotyczy wyposażenia i maszyn zdemontowanych i wywiezionych przez Armię Radziecką, to widzę że i intencja zła i szwankowanie rozumowania zachodzi. Pomieszanie pojęć i poziomów znaczenia. Razem: mało to skłania do poważnej dyskusji, znacznie bardziej do wywalenia poczty do kosza z opisem: spam.

    „Jakoś pomijasz” istotę rzeczy i poziom spraw o całe warstwy geologiczne głębszy niż demontowanie przez Armię Czerwoną wyposażenia fabryk. Spodziewasz się po Rosji i Stalinie, że w sytuacji, gdy armie Hitlera zostawiły spaloną ziemię od Leningradu, przez przedmieścia Moskwy po Stalingrad, podnóża Kaukazu i brzegi Morza Czarnego – wręczą Polsce prezent: nietknięte przez siebie wyposażenie fabryk czy części domów?
    Chętnie się dowiem od Ciebie, jak to jest: wróg, podły Stalin, ma Polsce dawać prezenty, a Prawdziwy Polak pyskuje, że nie daje.
    Ale daje, co mnie jeszcze bardziej dziwi w tym, o co mnie zaczepiasz, a „jakoś pomijasz”: kosztem śmierci 620 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, zapewnił ten podły Stalin ocalenie Polaków przed wyrżnięciem przez Hitlera, który znów się zdaje być w Polsce miłym człowiekiem. To było w szkole, więc wiesz: co roku Hitler mordował ponad milion Polaków. Tempo było słabe, bo więcej mordował na wschodzie. Po wygranej – przykra sprawa, że mu to Armia Czerwona uniemożliwiła – miał dokończyć mordowania Polaków w znacznie szybszym tempie. Rozumiesz: wysiłek podboju zamieniony na wysiłek robienia porządku z Polakami i zagospodarowaniu Ziem Odzyskanych – Polski. W ciągu ośmiu lat – redukcja pogłowia Polaków do 15% stanu, w kolejnych latach zmierzanie do zera. Generalplan Ost.

    Prezent w postaci ocalenia Polaka od Hitlera i zachowania, „substancji” – pasuje, czy nie pasuje? Przyjmujesz, czy odrzucasz? Mówi się „dziękuje”, i zachowuje we wdzięcznej pamięci, dając dowody szacunku za prezenty, czy mówi się „spierdalaj”?

    Aha: „wyposażenie fabryk” było polskie? Czy niemieckie? Jak niemieckie, to nic Polakowi do tego, że niemieckie Iwan wziął. Jakby Polak wziął – to by ukradł. Jak polskie – brawo! – akceptujesz, że Ziemie Odzyskane są odzyskane, a nie zagrabione na Niemcach. A co Polak z Ziem Odzyskanych odzyskał? Walczył może o ich odzyskanie? Armia Krajowa Polskę wyzwoliła, Wrocław, Gdańsk, Kołobrzeg, Szczecin? Czy odzyskał dlatego, że „walczył pod Monte Cassino”?Marzyciele o Andersie i bombie atomowej nad Moskwą wiedzą jak było: „polskojęzyczne oddziały zbrojne” brały udział w walkach. Nie żadni Polacy. Jak nie, to nie: maszyny z fabryk Wrocławia staną w odbudowywanych fabrykach Smoleńska, Leningradu, Kijowa, Kurska.

    Trzeba by tu jeszcze sporo powiedzieć, ale samego mówienia o rzeczach podstawowych za dużo na odpowiedź. No i chęć u mnie mała. O takich rzeczach było w szkole podstawowej, a następnie to już głowa miała odrobić lekcję myślenia. Zanim napiszesz – daj dowód, że myślisz. Wtedy rozmowa nabiera jakiegoś sensu.

    Na koniec, trzy krótkie uwagi:

    O Andersie i III wojnie marzyli – i dalej marzą – Prawdziwi Polacy. Tematu nie będę rozwijał, ciekawy, ale psychiatryczny. Inna płaszczyzna.

    O wielkiej i niedocenionej wartości Ziem Odzyskanych dla Polski mówił Aleksander Małachowski. Wielu innych też. Niech jedno nazwisko tu wystarczy.

    W rozumowaniu: najpierw rzeczy zasadnicze, a dekoralia – później.

  259. Brokoz
    27 stycznia o godz. 10:54

    Sprawa zębów Holeckiej Danuty ma kluczowy wymiar teologiczny: jak zmówiła paciorek – Wszechmogący zrobił, co przez Jezuska obiecał: wysluchał, ból znik.
    Jak już Holecka zeszła była, z anteny, ból wrócił. Holecka przestała wierzyć w człowieka, znaczy w Jezusa, bo zamiast znowu zmówić paciorek na okoliczność, żeby znowu znik – pojechała do dentysty.
    To zasadnicza kwestia dla teologów imienia Świętego Ojca Świętego: czemu nie zmówiła drugiego paciorka, czemu ból wrócił, czemu się Holecka zaparła Jezuska wybierając dentystę.

  260. Dzis 73.rocznica wyzwolenia nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz oraz
    Dzien Pamieci o Ofiarach Holocaustu
    ________________________
    Szanowny@Tanako,
    Twoj tekst, 11:43 doskonale wpisuje w ten dzien rocznicowy i nie tylko – dla tych, ktorzy
    te pamiec ocalaja, by kanalia nazistowska juz wiecej nie podnosila lba a jest, jak wiemy, hydra.
    Pozdrawiam ze slonecznej zachodniej Szwecji

  261. Tanaka
    27 stycznia o godz. 11:43

    Nie wyczułem, Tanako, zasugerowany reakcją kruka (ptak inteligentniejszy ode mnie), w jakim kierunku wzmiankujesz konia i tego, co na koniu. Bo cała Twoja opowieść zgodna jest z tym, co oczy me widziały. Ocena PRL przez prawictwo dokonywana jest, z celowym pominięciem tamtych realiów, w politycznym interesie tych na białym koniu, a nie w interesie poznania. Bardzo łatwo było wmawiać smarkom po transformacji i teraz, że w PRL byli sami ubecy i zdrajcy, Ruskie nas trzymali za mordę i okradali, a późniejsze ZOMO tylko latało po ulicach i pałowało. Smark jest celowo odmóżdżony, więc nie powie Kaczyńskiemu: „To ty też byłeś ubek” lub „Kogo ZOMO pałowało, jak wszyscy byli ubekami – swoich?”.

  262. @Tanaka,

    ad. Holecka

    a moze ta pani Holecka, nawet nie mam pojecia kim jest, w tym suplikacyjnym
    uniesieniu uslyszala:
    „To pojdz dziecko do dentysty”
    ————
    Niegdys pewien Zyd, ciagle zawracal „glowe” swemu Stworcy i marudzil:
    „Panie, oj, panie, daj wygrac na loterii”!
    I razu pewnego uslyszal byl: „To kup los wreszcie, Berele!”

  263. wbocek
    27 stycznia o godz. 11:13

    Pombocku, parę uwag o melioracji.

    Meliorant to był w PRL-u ktoś. Jak „Kronikę filmową” obejrzałem, oraz film dokumentalny „Melioranci” , mężczyzną będąc świeżo pokomunijnym – do razu mi szczęka opadła – choć taki młody, czyli było wrażenie – i od razu chciałem być meliorantem.
    Ale mi przeszło. Nie pamiętam już dlaczego, ale może dlatego, że się umówiłem z koleżanką Zosią i to był priorytet.

    Melioranci zrobili kawał koniecznej roboty: fundament pod Polskę. Na ile przy tym popsuli naturalność przyrodniczą, to osobna sprawa. Inne były wtedy priorytety i gradacja rzeczy: najpierw ziemia dla rolnictwa i chleb, potem atrakcje dziewiczych krajobrazów. No i suche grunty budowlane.

    Ale skoro o suchych gruntach pod budownictwo i końcu wojny mowa – mam, dosyć spore, doświadczenie antymelioranckie. A ściślej takie: na przedwojennie niemieckich terenach, sztuka regulacji wód w gruncie stała na wysokim poziomie. Na terenach zurbanizowanych, w miasteczkach i miastach, bardzo dbano i drenaż gruntów w strefach ulic, ciągów zabudowy i pojedynczych budynków. Mnóstwo, mnóstwo większych i mniejszych, ceramicznych ciągów drenarskich i opasek wokół budynków dobrze zbierających wodę i oddających do kolektorów i zbiorników retencyjnych.
    Po wojnie, w trakcie przebudów, rozbudów, dodawania nowego, często – niestety – nie rozumiano znaczenia tych systemów. Cóż to takiego – jakies skorupy w ziemi – i je cięto, rozbijano, mielono zębami koparek, bo detal i szczegół starannego planowania i wykonania ustępował masowej przeróbce mas ziemnych.
    Właściciele pojedyńczych budynków nie rozumieli bardzo często – po co w ziemi jakieś ceramiczne skorupy po co tu czy tam wystają studzienki Śmieci jakieś. Robiąc prace wokół domów, psuli dawne drenaże.
    I pojawiały się skutki: osiadanie budynków, pękanie ścian, osłabianie stabilności, cofki na odwróconych poziomach kanalizacyjnych, zagrzybienia ścian, murszenie drewnianych stropów i schodów, przyspieszone rdzewienie rur i awarie elektryczne.
    Dziś i do dziś bardzo wiele pięknych, przedwojennych kamienic jest w złym, trudnym do poprawienia stanie technicznym. W skali kraju tysiące takich domów zostało przeznaczonych do rozbiórki i zlikwidowanych. Właśnie z tego powodu. Łatwo się niszczy to co dobrze działa, a jest delikatne i ze znajomością rzeczy stworzone, a naprawianie tych zaniedbań i zniszczeń to już znacznie trudniejsza sprawa.

  264. wbocek
    27 stycznia o godz. 12:07

    To własnie jest tragiczność w Polskiej głowie: pomylenie spraw i końców oraz chrześcijański popęd śmierci: żyć fantazmatami, rojeniami, w kłamstwie i przeciw sobie. Podniecać się snami o mniemanej potędze, nadymać balon próżnią, by nic z tej potęgi nie móc osiągąć i nie własną mądrościa, ale ciągle na służbie: stale u bozi i u starszego brata.

  265. i jeszcze inna anegdota:
    __________

    Josele, mlody czlowiek z nowojorskiego Willimasburga, syn zamoznego jubilera Szlojme, zakochal sie bez pamieci w Maryanne, mlodej przeuroczej blondynce. Krotko mowiac:
    Yiden mit Shtreimel, chasyd, postanowil porzucic Yiddishkeit dla shikse (dziewczyna nie-Zydowka), ktora chciala by jej bogaty narzeczony wygladal „normalnie” – bez chalata, bez brody i pejsow etc etc.
    Wiadomo zakochani mezczyzni spelniaja wszystkie zyczenia tej drugiej polowy. Byl
    u fryzjera i swiezutko ogolony i pachnacy kolonska chcial powiadomic Maryanne o spelnionych jej zyczeniach.
    Zatrzasnal drzwi salonu i caly w skowronkach….. wpadl pod kola duzego Forda.
    Smierc na miejscu.
    Josele trafia do Stworcy i wymawia mu, ze on byl taki pobozny, obchodzil szabat, spelnial tyle „micw” (rozne dobr uczynki) i w taki sposob skonczyl swoj zywot.
    -„Panie, Panie , dlaczego?!” – biadolil
    „Alez, moj drogi, ja nie wiedzialem, ze to Ty jestes, Josele, nie poznalem Cie” – usprawiedliwial sie Stworca przed nim.

    Milego popoludnia

  266. ozzy
    27 stycznia o godz. 12:14

    To powiedział Jahwe swojemu Żydowi. Ale nie powie bozia swojemu katolikowi.

  267. ozzy
    27 stycznia o godz. 12:04

    „bądź pozdrowiona” – powiedział ktoś do Maryi. „No to i ja cię pozdrawiam” – to i cóż żeś w Szwecji.
    No i dobrze, że słonecznie. Szwecja – piękny kraj.

  268. Open Australia wygrala po fanstycznym meczu Wozniacki, pardon, Wozniaki, z akcentem na ostatnia sylabe. Tak slyszalem we francuskiej telewizji. Rumunku Simona Haleb, mimo ze przegrala, byla znakomita

  269. wbocek
    27 stycznia o godz. 1:37

    Wychodzi więc na to, żeśmy bracia krwi.
    Ale nie Kaczyńscy – na to też wychodzi.
    „No i chwała bogu” – jak ktoś powiedział, zanim wpadł do szamba. Jak go wyciągnęli, też powiedzieli: „no i chwała bogu”. I że „odszedł do pana”.

  270. @Tanko,

    Jahwe we trzech Osobach – tripolarism.
    Hail Mary, mother….

  271. Lewy
    27 stycznia o godz. 12:48

    To, chyba, wielki sukces Polski? No i dowód, żeśmy wstali z kolan?
    Bo taka „Polonia z Chicago”, to sama Polska. No to też – Kopenhaga.

  272. ozzy
    27 stycznia o godz. 12:51

    W zasadzie tak, ale nie bardzo: Jezusek byl dopiero przewidziany. I nie przez Jahwe, ani nawet jego zdezerterowanego, ale przez prawdziwego bozię.

  273. konstancja
    27 stycznia o godz. 0:19

    przypomniałam sobie, że cichaczem wyciągałam z biblioteki domowej książkę pt Biologia miłości… Mama schowała ją w drugim rzędzie książek, na pierwszym planie była literatura dziecięco- młodzieżowa.

    piękne! I jakie prawdziwe!
    Tak było. 😀

  274. @anumlik.
    W 1948 r byłem n koloniach letnich w Solicach Zdroju, obecnie Szczawno Zdrój. Na kolonie jechaliśmy wagonach towarowymi, takimi z dachem i zasuwanymi drzwiami. W wagonach były senniki wypchane słomą i koce. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy sie we Wrocławiu, i chyba tam nocowaliśmy, żeby zwiedzić wystawę ziem odzyskanych. Z wystawy pamiętam głównie maszt.

  275. Pan rzekl do mnie: Tys mym Synem, jam dzis Ciebie zrodzil..

    Prawdziwy Bozia, czyli ten znad placzacych wierzb, gdzie z panienskim rumiencem mlodywikary dwukonka zajezdzal, miedzy zboza rozmaite ganial pleban Magdusie a szpaner Wojski z cymbalem a wszystkim sie tam zdawalo….

  276. @Tanaka
    27 stycznia o godz. 11:43
    Strasznie napadłeś na Kruka. Wydaje mi się, że widzisz to trochę zbyt jednostronnie.
    Rosyjskim żołnierzom nic nie ujmuję i sądzę, że Kruk również. Dla Stalina stratega od siedmiu boleści… to było mięso armatnie. Starali się jak mogli, ale nie mając prawdziwego dowódctwa to głównie w masie była ich siła. Atakując hurmą niestety jest wiele niepotrzebnych śmierci.
    Odnośnie wyzwolenia i wdzięczności dla żołnierzy radzieckich, ale też polskich…. nikt normalny im tego nie ujmuje.
    Jednak grabież i wyworzenie z powojennej Polski co się dało, nie jestem w stanie tłumaczyć tak jak ty to robisz, że Rosja była zniszczona.
    To wyzwolenie łaczyło się nie tylko z grabieżą mienia, ale wsadzaniem do więzień pod byle pretekstem. Wystarczyło tylko pomówienie. Śmierć, tortury, więzienia, wywózka…. A co mogą powiedzieć ludzie, których ta szczęśliwość wyzwoleńcza spotkała już 17 września 1939r.. A zwłaszcza ci co bydlęcymi wagonami na polowanie z małymi dziećmi byli wysyłani w głąb Rosjii. Czy sądzisz, że oni też powinni czuć wdzięczność dla batiuszki Stalina?
    Pozdrawiam

  277. @Blondynka

    „Jednak grabież i wywoRZenie z powojennej Polski co się dało, nie jestem w stanie tłumaczyć tak jak ty to robisz, że Rosja była zniszczona”

    „Jednostronnosc” @Tanaki jest zbyt duzym uproszczeniem, i mowiac krotko: nieprawda.

    Przeczytaj raz jeszcze ten tekst!

  278. Żyjemy zanurzeni w mitologii. Mamy mity o miłujących wolność Polakach, co to nie szczędząc trudów, poświęceń i krwi, bez ustanku walczyli „Za naszą i waszą”.
    Rosjanie mają mity niosącym pokój Związku Sowieckim. O Stalinie który bał się Hitlera. Dlatego od dojścia rzeczonego do władzy, udostępniał mu poligony wraz z zabronionym przez Traktat Wersalski uzbrojeniem. Czy ten o „Wielkiej Czystce” w armii, w wyniku której, miał zginąć kwiat sowieckiego dowództwa – stąd klęska w lecie 1941-go.
    Amerykanie mają swój mit wielkiej demokracji. Australijczyków przepełnia wzruszenie, że żyją w egalitarnym, wolnościowym społeczeństwie – ale przynajmniej poczuli solidną zgagę po tegorocznym Dniu Australii.
    Na tym blogu dobrze sobie radzimy z powszechnym przekonaniem o dobroczynnym wpływie religii na moralność i życie społeczne, ale jesteśmy marginesem marginesu.
    Tymczasem mity, legendy i zwykłe urojenia, w miarę wzrostu wykształcenia populacji człowieka rozumnego (homo sapiens – cha, cha, cha) nie tylko trzymają się mocno. Wciąż powstają nowe.
    Co do tematu.
    To jedno z najbardziej niesamowitych zdarzeń w historii Europy. Dwa spontaniczne powstania. Tych oburzonych, że były trzy powstania, informuję, że tzw. trzecie powstanie było militarną reakcją Drugiej Rzeczpospolitej na przegrany plebiscyt. Zaplanowaną, zorganizowaną i przeprowadzoną przez Drugi Oddział Sztabu Generalnego. Poprzedzoną przez operację „Most”, polegającą na wysadzeniu mostów na Odrze, by uniemożliwić Niemcom ściągnięcie posiłków. Bo to nie prawda, że marszałka Śląsk nie interesował. On tego nie mógł okazać.

    http://www.nto.pl/magazyn/reportaz/art/4055907,iii-powstanie-slaskie-rozkaz-wysadzic-most-akcja-sabotazowa-grupy-wawelberg-w-szczepanowicach,id,t.html

    Przypomnę: Polska utraciła Śląsk w XIV wieku, za Kazimierza Wielkiego przeszedł pod władanie Czech. Potem rządziła tu Austria, Prusy i Cesarstwo Niemieckie. Takie wybryki, jak świadomość narodowa, to jak wiadomo dziewiętnastowieczne wynalazki. Wcześniej chłop był tutejszym pańszczyźnianym niewolnikiem, cyklicznie wcielanym w kamasze a mieszczanie mieli inne sprawy na głowie. Narodowe mitologie mogłyby zajmować tylko, nieliczną z natury, szlachtę. Ta jednak była całkowicie zniemczona.
    Na wsiach, wśród chłopów, naturalnym trybem zachował się język, regionalna odmiana średniowiecznego języka polskiego. Oczywiście ewoluował, nabierał zapożyczeń z czeskiego i niemieckiego. Ważnym elementem tożsamości był katolicyzm. Kto był katolikiem i rzykoł (modlił się) po śląsku – nie zaliczał się to Niemców.
    Tajemnicza miłość Ślązaków do Polski, szczególnie chłopów, to nic innego, jak tęsknota za rajem utraconym. Za krajem równości, sprawiedliwości, dostatku i szczęścia. Krajem, który do listopada 1918 roku nie istniał. Taki widać los utopii.
    Zainteresowanym tym niezwykłym tematem, polecam książkę niemieckiego pisarza, urodzonego w Gliwicach – Horst Bienek: „Die erste Polka”, „Ostatnia Polka” (spokojnie, chodzi o taniec) a w niej esej o Adalbercie (Wojciechu) Korfantym. Niezwykły esej dotyczący tego fragmentu historii, bo obiektywny, pozbawiony narodowej stronniczości, uczciwie przedstawiający racje stron.

  279. Przy omawianiu problemu wyzwolenia w czasie wojny od Niemców środkowej Europy pomijana jest całkowicie pewna zasadnicza kwestia.
    Sformułuję ją upraszczająco, a tym samym prowokacyjnie – czy Stalin mógł stanąć z wojskami na jakiejś linii granicznej i czekać, co będzie dalej? To była II Wojna Światowa, a nie wojna o wyzwolenie.
    Pzdr, TJ

  280. Obejrzałam niedawno ciekawe spotkanie na ASP z gen. Romanem Polko. Dla zainteresowanych zamieszczam link;
    https://www.youtube.com/watch?v=0gIT5qaj4Jw

    Interesujco mówi o swojej drodze zawodowej, o sytuacji jednostek specjalnych w Polsce, ich zadaniach, itd
    W drugiej części padają pytania z sali, głównie od młodych ludzi.
    Charakter tego człowieka …. jak dla mnie to prawdziwy Gościu (to komplement)
    Zapraszam.
    Jeżeli dla kogoś to stary temat, to proszę przewijać, przewijać i się nie przrjmować.
    Pozdrawiam

  281. Tanaka
    26 stycznia o godz. 8:09
    Początek maja 1945 roku potwierdził, że Związek Sowiecki był przygotowany na wojnę z Niemcami. To tak dla żartu. Bo na serio na to pytanie już dawno odpowiedzieli Wiktor Suworow, Mark Sołonin czy Władimir Bieszanow. Stalin nigdy nie planował i nie przewidywał wojny defensywnej. Był do niej całkowicie nieprzygotowany. Armia Czerwona nie dysponowała mapami sztabowymi terytorium ZSSR. Zdemontowała system umocnień, Linię Stalina. Miała za to znakomite mapy krajów sąsiednich, ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec. Co innego z ofensywą, co pokazał pod Kurskiem, Nad Dnieprem czy w idiotycznej, ze strategicznego punktu widzenia, operacji berlińskiej. Dla Soso ważniejsza jednak była polityka.
    Wojna z Finlandią pokazała, jak świetnie do wojny obronnej była gotowa Finlandia, W czy znacznie pomogły jej warunki klimatyczne i terenowe. Stuletnie lasy (wystarczy zniszczyć pierwszy i ostatni pojazd w kolumnie, by zablokować drogę), półtorametrowa pokrywa śnieżna, głazy narzutowe, mróz dochodzący w nocy do -40 stopni, niewykrywalne ładunki wybuchowe zamontowane w filarach mostów w trakcie ich budowy – to wszystko stwarzało idealne warunki do obrony. Dla nacierających był to koszmar. Dowodem ich najwyższych umiejętności i determinacji było to, że dotarli tak daleko.
    A co do słynnej czystki w Armii czerwonej, to statystyka jest bardziej miarodajna niż mity i propaganda. W zagadnienie solidnie wgryzł się Wiktor Suworow, a zdumiewające wyniki przedstawił w Książce „Oczyszczenie”. Polecam i pozdrawiam.

  282. @zak1953
    W Katowicach była ul. 27-go Stycznia. Przemianowano ją.
    Załganie lub jak użył pewien polityk : „zaprzaństwo” totalne.
    Jeżeli chodzi o mnie , dla mnie nadal 27-go Stycznia. To są fakty historyczne a nie „wojewódzkie”.

  283. Żeby nie było….. to odniosę się jeszcze do Stalina i jego wyzwalania.
    Uwaga tejota jest jak najbardziej zasadna. Ofensywa radziecka nie mogła się zatrzymać, zostawiając Niemców w Polsce. Chodziło o bezwarunkową kapitulację.
    Zapomniałam porzednio dodać, że polskie tereny wschodnie też zostały zagrabione przez Sowietów. Dzisiaj ja życzę tym nowym krajom za naszymi wschodnimi granicami wszystkiego najlepszego, ale to nie zmienia faktu, że w 1945 aneksja ziem wschdnich do Polski należących się odbyła. Churchill i Roosevelt to przyklepali, podobnie jak dominację sowiecką w Polsce. Nie wiem tego napewno, ale wydaje mi się, że mogli oni mieć wpływ na istnienie Polski jako wasala sowieckiego, bo gdyby nie, to biorąc pod uwagę apetyt Stalina – raczej by ją zaaneksował całą. Ważne też jest tu wspomnieć o ogromnej pomocy materialnej w tym przede wszystkim sprzętu wojskowego od Ameryki dla stalinowskiego sojuza .

  284. blondynka
    27 stycznia o godz. 14:16

    W sprawie @kruk: @ozzy trafnie proponuje – przeczytaj jeszcze raz, co napisałem.

    W sprawie gen. Polko:
    1. zaraz po katastrofie w Smoleńsku wystąpił publicznie w mediach: TVP, program „Waro rozmawiać”, niejakiego Pospieszalskiego, z którym nie warto rozmawiać Oświadczył był – generał Polko – że na miejsce katastrofy powinni byli być natychmiast wysłani polscy komandosi, którzy dokonają tam desantu,, otoczą miejsce i nie dopuszczą Rosjan.
    Generał Polko oświadczył więc, że chce wojny z Rosją i jest gotowy osobiście ją wywołać. Oraz, natychmiast – zginąć. O czym głośno nie powiedział. Biorąc pod uwagę co i jak powiedział, powiedzmy, że „w pale mu się nie mieściło” co sam mówi.
    Oznacza to też – taki automat znaczenia – że gen. Polko już się cieszy na myśl, że jak jakiś rosyjski samolot spadnie w Polsce, to przyleci Specnaz, zrobi desant, odetnie teren i nie dopuści Polaków, we własnym kraju, do miejsca zdarzenia.
    Oznacza to też co najmniej 2 rzeczy:
    * polska psychiatria ma świetlane perspektywy.
    * Polaka popęd śmierci jest esencją jego duszy, a wojna Polaka ze sobą samym ma jeszcze lepsze perspektywy niż polska psychiatria. Żyć bez wojny nie może. Pokój go zabija.
    Tenże gen. Polko musi być wybitnym specem od helikopterów: Amrykanie przewieźli go, raz a może parę razy, swoim Black Hawkiem. Polko doznał ośnienia i oświadczył (też w mediach), że to najlepszy helikoper świata. A że medialna dyskusja odbyła się na kanwie uwalonego Caracala od Airbusa, wniosek był oczywisty: Caracale to śmieci. Z czym się zgodził i niejaki Berczyński i niejaki Kownacki. Dla przypomnienia: Berczyński, Władeczek – jak go zwie Macierewicz, pochwalił się, że to on, osobiscie, uwalił Airbusa. Pracował dla konkurencji – Boeinga i miał nieprawniony dostęp do dokumentacji przetargowej. No i był szefem „podkomisji smoleńskiej”. Tej od zamachu Tuska z Putiem na Kaczyńskiego.
    Zaś niejako Kownacki, też w mediach, oświadczył, że Caracale to śmieci, bo się po prostu rozpadają. Co nie może dziwić, skoro Polak uczył Francuza jeść widelcem, co samodzielnie również oświadczył.

    Taki Polko. Oraz pozostałe polki.

  285. gotkowal
    27 stycznia o godz. 14:32

    Widzę, że tezę podpierasz za pomocą antytezy. Włos mi się jeży.

  286. Stachu39
    27 stycznia o godz. 12:59
    Ja pamiętam,że Wrocław nawet w wiele lat po wojnie był kompletnie zniszczony. Jazda wśród ruin w kompletnych ciemnościach…
    Pięknie położona Nowa Ruda jeszcze w latach 70-tych ub. wieku przypominała miasto wymarłe. Wiele budynków miało drzwi i okna zabite dechami. Na pytaniie dlaczego: „…panie, a czy to moje..?” Wiele osób tam mieszkających nie wierzyło w zapewnienia w „powrót Ziem Odzyskanych do Macierzy”…

  287. tejot
    27 stycznia o godz. 13:53

    Równie prowokacyjnie: czy Stalin był prawidłowo zorientowany, że to jest wojna światowa, a nie Otczestwienna Wojna? Co by zresztą ze „światowej” miało wynikać partykularnego? Każdy,obojętnie, światowa czy nie – robi na wojnie co uważa i co może.
    Na umówionej dwustronnie granicy już się obie strony zatrzymały. Poczynając od 1939. A w takiej Korei to się już trzymają całkiem dużo lat. Będzie ze 60. A w Afryce Zachodniej…, i tak dalej.

  288. Tanaka
    27 stycznia o godz. 14:41
    A nawet, zgodnie z zaleceniem Hegla, gotowym do syntezy.

  289. @wbocek
    27 stycznia o godz. 12:07
    Teraz dopiero zauważyłam twój wpis. W pełni się z tobą zgadzam. To pisowska dobra zmiana robi ludziom wodę z mózgu i o białych koniach bredzi.

    A tak z innej beczki. Widzę, że kochasz pieski. Ostatnio dowiedziałam się od psiego specjalisty, że jak pies macha ogonem w lewo, to drugi pies leżący koło niego jest spokojny i jego rytm serca bez zmian. Natomiast jeżeli macha ogonem w prawo, to u tego drugiego obserwuje się znaczne przyspieszenie bicia serca. Nadmienię, że ma on na sobie kamizelkę, która bada np. jego czynności serca. Przyspieszenie akcji serca miałoby świadczyć o stresie, a co za tym idzie…
    uważaj jak zwłaszcza nieznany ci pies macha w prawo.
    Pozdrawiam

  290. Tanaka
    26 stycznia o godz. 15:29
    Czy jest jakiś „dostęp” do wspomnianej pracy konkursowej?
    I jaki tytuł miał sam konkurs?

  291. Dołączam się do prośby @zezem 27 stycznia o godz. 15:02
    Nie mogę znaleźć w necie – ale znalazłam coś ciekawego:

    „Należy również pamiętać o tym, że seks nieletnich jest czynem karalnym. Jeśli dzieci, które nie ukończyły piętnastego roku życia odbywają ze sobą stosunek seksualny, zajmuje się nimi sąd rodzinny. – Grozi im za to dozór kuratora, albo nawet poprawczak – przestrzega Olga Tusińska, prawnik, ekspert od prawa rodzinnego na portalu Familie.pl.”
    http://www.familie.pl/artykul/Co-dziesiaty-gimnazjalista-uprawia-seks,1131,2.html

    Jeśli tak jest, to gimnazjalistka opisała środowisko przestępcze. Jeszcze jedno typowo polskie (???) curiosum.

  292. zezem
    27 stycznia o godz. 15:02

    Nie wiem jaki był tytuł konkursu, mogę domniemywać, że na temat problemów wśród młodzieży szkolnej, czy może szerzej – problemów społecznych.

    http://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/15letnia-Klaudia-musiala-zmienic-szkole-bo-dyrekcji-nie-spodobal-sie-jej-felieton

  293. Tanaka
    27 stycznia o godz. 14:48
    tejot
    27 stycznia o godz. 13:53

    Równie prowokacyjnie: czy Stalin był prawidłowo zorientowany, że to jest wojna światowa, a nie Otczestwienna Wojna? Co by zresztą ze „światowej” miało wynikać partykularnego? Każdy,obojętnie, światowa czy nie – robi na wojnie co uważa i co może.

    Mój komentarz
    1) Z Wojny Światowej wynika to, że nie była to wojna partykularna.

    2) Stalin nie zatrzymał wojsk na żadnej linii w środkowej Europie, bo tak było uzgodnione z aliantami, jak również taka na wojnie jest zasada, ze nie należy, nawet kosztem nieco większych (pozornie) ofiar, przeciwnikowi dać oddechu, pola do manewru, czasu na przegrupowanie, itd., tylko jeżeli jest szansa na szybszy marsz do przodu, to ją chwytajmy. W sumie będziemy dalej i z mniejszymi stratami niż kombinowanie z postojami, odpoczynkami i wywiadowaniem się, co tam panie w polityce słychać, co wielokrotnie taktycznie i strategicznie od końca 1942 roku dowództwo radzieckich wojsk wypraktykowało na froncie wschodnim.
    Nie mam na myśli operacji berlińskiej, tylko ogół działań na froncie wschodnim. Operację berlińską, jej stosunkowo szybkie przygotowanie i przeprowadzenie należy rozpatrywać poprzez uwarunkowania polityczne.
    Pzdr, TJ

  294. @Tanaka
    Piszesz; „A co Polak z Ziem Odzyskanych odzyskał? Walczył może o ich odzyskanie? Armia Krajowa Polskę wyzwoliła,”

    Tak Polacy walczyli. Mój tata był ciężko ranny na wale pomorskim. A należał do armii polskiej, nie sowieckiej.

  295. tejot
    27 stycznia o godz. 15:19

    Z nazwy niewiele wynika, bo w kazdym przypadku decyduje konfiguracja checi i mozliwosci. Polacy mieli w wojnie wielkie checi, ale mozliwosci sobie stworzyli tylko takie (oraz takie byly z zewnatrz uwarunkowane), ze realne wyzwalanie kraju mogli robic idac od wschodu, a nie od zachodu czy z Monte Cassino.

    Umowa Stalin-Anglia-USA, jak wiesz, była umową drżącą. Każda strona miała orientację w tym,że z jednej strony umowa jest, a z drugiej – nie wiadomo w jaką stronę pójdzie jej realizacja. (Chyba) Roosvelt mnie się interesował szczegółami europejskimi, bo miał jeszcze Japonię i patrzył globalnie, Churchill nie dowierzał Stalinowi, a Stalin – obu, a bardziej – Churchillowi. Znamy przebieg i wynik, ale to spojrzenie a posteriori. W trakcie, nawet nie bardzo znaczące wydarzenie, mogło inaczej poprowadzić ścieżki wojny.
    Owszem: rozwalenie III Rzeszy do końca i ukatrupienie Hitlera niewątpliwie było jednym z głównych i oczywistych celów dla Stalina, co nie przesądza i innych możliwości.
    Usilne poszukiwanie przez część hitlerowców możliwosci dogadania się z aliantami zachodnim, a to przez Szwecję, a to Szwajcarię, mogło doprowadzić do zmiany konfiguracji warunków wojny, a więc i innych decyzji niż te które znamy i innych skutków dla Polski.

  296. blondynka
    27 stycznia o godz. 15:20

    Ci co walczyli na Wale Pomorskim to nie byli żadni Polacy, ale zdrajcy. Sowieccy nasłańcy, „polskojęzyczne oddziały zbrojne”, pachołki Rosji, dzieci Stalina (m.in. Aleksander Kwaśniewski został ogłoszony „dzieckiem Stalina” – przez Prawdziwych Polaków). tak orzeka obecna, słuszna i zbawienna historia według IPN, katoprawactwa Prawdziwych Polaków.
    Ja takie orzeczenia mam za łajdactwo.

  297. Tanaka
    27 stycznia o godz. 14:48
    Piszesz; „Na umówionej dwustronnie granicy już się obie strony zatrzymały. Poczynając od 1939”

    W 1939r. nikt poza Stalinem i Hitlerem tego nie ustalał.
    Ziemie polskie były okupowane przez Stalina w 1939r. tylko krótko, jakoże przyjaciel Hitler poszedł na wschód i tyle było z ich braterstwa.
    Przyzwyczajenie się do myśli, że jak nasza noga gdzieś kiedyś na chwilę stanęła – to już na zawsze nasze… to chyba się nazywa prawem kaduka. Zwłaszcza, że to była napaść zbrojna.
    To, że dostali te ziemie, będąc wcześniej agresorami i okupantami…. to się dotąd w mojej głowie nie mieści. Wpisuje się jednak w opowiadania o historii IIWŚ jakie słyszę w Ameryce. Notorycznie pomija się milczeniem FAKT, że IIWŚ zaczeli Niemcy i Sowieci wespół zespół.

  298. W ogóle powojenne strefy wpływów w Europie były dość płynne. NRD zacementowano, ale Austria – też, tak jak Niemcy, podzielona na cztery strefy – wymknęła się spod władzy Sojuza w 1955 roku. Losy Austrii pod sowiecką okupacją są słabo znane, a powód wycofania Rosjan z Austrii – do dziś niejasny. Jednak czytając o metodach utrwalenia wpływów Rosji w Austrii trudno nie porównywać Austrii z Polską.
    Więcej tu:
    http://www.eurozine.com/the-soviet-occupation-of-austria-1945-1955/

  299. Według niektórych wersji historii (zwłaszcza niektórzy rosyjscy historycy) Stalin miał w planach zajęcie całej Europy i wcale nie planował zatrzymania się w Berlinie. Powstrzymało go (podobno) użycie bomby atomowej w Japonii. Prawda czy legenda?

  300. Tanaka
    27 stycznia o godz. 15:38
    Usilne poszukiwanie przez część hitlerowców możliwosci dogadania się z aliantami zachodnim, a to przez Szwecję, a to Szwajcarię, mogło doprowadzić do zmiany konfiguracji warunków wojny, a więc i innych decyzji niż te które znamy i innych skutków dla Polski.

    Mój komentarz
    Wiele elementarnych uzasadnień przemawiało za tym by nie prowadzić jakichkolwiek rozmów z przegrywającymi Niemcami. Bo po co?
    Stalin przez swoich doradców był przekonany na 200 %, że to jest zbyteczne, niemożliwe, po kiego wałeczka miałbym z leżącym pertraktować i o co?

    Wyrażanie przypuszczenia, że możliwe było dogadywanie się przegrywających na wszystkich frontach Niemców z Rosjanami w sprawie np. zatrzymania się Armii Czerwonej na linii Bugu jest wyciąganiem argumentu, którzy waży zbyt mało, by szerzej nad nim dyskutować.
    Pzdr, TJ

  301. blondynka
    27 stycznia o godz. 15:46

    Toż napisałem, że była to umowa dwustronna: Hitler i Stalin to nie dwóch?

    Notorycznie pomija się milczeniem FAKT, że IIWŚ zaczeli Niemcy i Sowieci wespół zespół.
    To jest nazwa używana konwencjonalnie, ale nieprecyzyjnie.
    Wojna nie zaczęła się jako „światowa”, ale stała się taka z czasem. To jest – „notorycznie” – niepamiętane.

  302. tejot
    27 stycznia o godz. 16:05

    Pamiętasz pewnie o tym, że propozycje hitlerowców wobec zachodnich aliantów były takie, by ustalić rodzaj kompromisu na tym kierunku, by całością sił powstrzymać Stalina.

  303. Warto pamiętać, że amerykańska wersja historii jest całkowicie zorientowana a USA, przy czym reszta świata – to dla nich tylko tło. Dlatego według Stanów Zjednoczonych II wojna światowa rozpoczęła się atakiem na Pearl Harbour. I takiej wersji historii uczą się dzieci w USA. Podobnie w polskich szkołach rzadko się mówi o tym, co działo się np. w Afryce.

  304. No, @wbocku. wreszcie Cię doceniono. Więc skoro tak, to ja też chciałbym podzielić się z Tobą wynikami naszych badań naukowych. Otóż na studiach stwierdziliśmy empirycznie, że jak Kot macha ogonem, to jest zadowolony. A jak Kotu machać ogonem, to nie jest zadowolony. Aha, kamizelkę trzeba było Kotu zakładać w drugiej fazie doświadczenia. Brak publikacji mogę wytłumaczyć jedynie tak, że nie mogliśmy zebrać odpowiedniej grupy. Wszystkie Koty, gdy tylko widziały nas majaczących na horyzoncie, umykały. Zresztą, w okolicy nie za dużo Kotów się kręciło.

  305. @paradox57 27 stycznia o godz. 16:23
    A jeśli zawierzak macha ogonem w obie strony?
    To znaczy wte i wewte?

  306. @na marginesie

    Widać kiepski ze mnie obserwator zwierząt. Ale podzielę się z Tobą moim wrażeniem. Otóż jest ono takie, że jak pies machnie ogonem w lewo to za chwilę machnie nim w prawo. A jak machnie w prawo, sytuacja się odwraca i kolejne machnięcie odbywa się w lewo. Ale, jak zaznaczyłem, ja się nie znam. Jak myszy łapałem i kroiłem, to one nie chciały machać. Ani ogonem, ani łapami.

  307. @paradox57 27 stycznia o godz. 16:29

    Przyznam się, że odniosłam bardzo podobne wrażenie.
    Inaczej byłby to tylko jeden mach, a nie machanie.
    A myszom chyba zapomniałeś założyć kamizelki!

  308. Ale potęga eksperymentu wielką jest!

  309. PS
    Dobrze. Teraz trochę poważniej, ale tylko trochę. Skoro u nas (człowieków) występuje zjawisko, które nazywa się lateralizacją, to czemu to samo nie miałoby występować u pozostałych saków? Nie widzę powodów. Skoro u człowieki preferują używanie prawej strony ciała kosztem lewej (praworęczność, prawooczność), to czemu nie miałoby to mieć miejsca u psów? I może to co zaobserwowano, jeśli zaobserwowano miało miejsce, miało z tym związek. Czy ktoś pokusił się o zbadanie stronności u tych psów.

  310. @na marginesie

    Przyznam, że byłbym w..rwiony, gdyby mi ktoś kazał machać czymkolwiek w jedną stronę. Kamizelki… Hmmm. Nie pomyśleliśmy o kamizelkach. Znaczy nie uwzględniliśmy wszystkich uwarunkowań planując eksperyment. Przepadło. Już nie kroję myszy.

  311. Uzupełniając. Dokonałem bardzo dużego uproszczenia pisząc, że łapałem myszy. Owszem myszy. Ale też myszaki, nornice, norniki, orzesznice, ryjówki, zębiełki, rzęsorki, badylarki. Raz złapaliśmy dwie żołędnice. Tych nie pokroiliśmy, tylko poszły w las.

  312. @paradox57 27 stycznia o godz. 16:46
    Przyjmuję twoje wyjaśnienia. Jest spora szansa, że świat ssaczy ci wybaczy, bo sądząc z opisu nie czyniłeś krzywdy szczurom. Właśnie przeczytałam, że szczury posiądą ziemię gdy homo sapiens w końcu wysadzi się własną petardą. Szczury mnożą się jak oszalałe, są w stanie przeżyć upadek z 15 metrów, są niesłychanie inteligentne, organizują się jak armia, roznoszą zarazki 115 rodzajów dźum – dla nich samych nieszkodliwe – a przy tym w sprzyjających warunkach mogą rosnąć do gigantycznych rozmiarów. Ciekawe tylko, czy wymyślą szczurze bóstwo? No i w którą stronę machają ogonem?

  313. P.S. Terry Pratchett (sir, ale ja pomijam tutaj nabiał) popełnił, poza świetną serią świata dysku, również kilka książek dla dzieci. W jednej z nich (przeczytałam ją z rozpędu) bohaterami były szczury. A powieść była z tezą – Pratchett wpajał młodym czytelnikom sympatię dla tych wszędobylskich zwierzątek i konieczność pokojowego współistnienia. Na koniec podpisano traktat pokojowy, gwarantujący szczurom swobodę rozmnażania i niczym niezakłóconej koegzystencji. Niczym nie zakłóconej, dodajmy, ze strony homo sapiens.

    Za tę książkę i szerzenie pacyfistycznie szczurzych idei Pratchett otrzymał jakąś specjalną nagrodę. Przyznam się, że przyjęłam rzecz z mieszanymi uczuciami. Bo współistnienie współistnieniem, ale szczury??? Pratchett podobno spędził kilka lat na ich studiowaniu, więc nie można powiedzieć, że nie wiedział, z czym ma do czynienia.

  314. @na marginesie

    Masz pewność, że w jakichś ciemnych zakamarkach lochów, piwnic, kanałów nie siedzą już stosowne szczurze bóstwa? Potem to się nazwie katakumby. Które tylko czekają na sprzyjający moment, żeby wyjść na światło dzienne i uczynić sobie ziemię poddaną? Pierwszy warunek już spełniony. „Mnożą się jak oszalałe” konkurując tym samym z królikami.

  315. PS
    Po wodzie chyba jeszcze nie chodzą, ale taki gekkon karłowaty robi to bez wysiłku i kiedy tylko mu się spodoba. I wcale nie potrzebuje widzów, którzy by to poświadczyli.

  316. W Dniu Pamieci Ofiar Holocaustu, 27.01

    https://www.timesofisrael.com/lapid-poland-was-complicit-in-the-holocaust-new-bill-cant-change-history/

    Przywodca izraelskiej partii Yesh Atid, Yir Lapid, potepil przyjete przez polski senat prawa, ktore zabrania uzywanie okresslenia „Polskie obozy zaglady” pod grozba kary wiezienia. „Polska odgrywala aktywna role w zabijaniu Zydow podczas II wojny swiatowej” stwierdzil Yair Lapid, czlonek Knessetu.
    Protestowala amb. Polski w Tel Aviwie a Lapid pisze w Tweeterze

    „Your unsupportable claims show how badly Holocaust education is needed, even here in Israel

    — שגרירות פולין (@PLinIsrael) January 27, 2018

  317. Odpowiedz Yaira Lapida na powyzszy:

    „I am a son of a Holocaust survivor. My grandmother was murdered in Poland by Germans and Poles. I don’t need Holocaust education from you. We live with the consequences every day in our collective memory. Your embassy should offer an immediate apology.”

    — יאיר לפיד (@yairlapid) January 27, 2018

  318. @paradox57 27 stycznia o godz. 18:01

    No jeśli szczury mają Maryję fruwającą – to żadna siła już nas nie uratuje! 😉
    Gekkona podobno próbuje skopiować jakaś nowa technologia. Chodzi o chodzenie po ścianach i suficie, ale nie wiedziałam, że chodzą też po wodzie.

  319. @ozzy 27 stycznia o godz. 18:16

    Czyli jednak są zgrzyty – a ja niedawno widziałam gdzieś informację, że rządzący w Izraelu Likud i PiS – to ideologicznie dwa bratanki, zatem zbliżenie między dwoma krajami – murowane. A tak w sumie – nie po raz pierwszy mam wrażenie, że oba narody są do siebie bliźniaczo podobne w sposobie odczuwania i reagowania.

  320. Witajcie, w górach Beskidu Śląskiego jeździć na nartach można tylko w ośrodkach narciarskich. Chociaż od 15 stycznia, gdy zamieściłem link do naszych zdjęć Beskidu wykonanych z pokładu balonu na ogrzane powietrze, trochę śniegu spadło, to leży on wysoko i nie daje możliwości jazdy poza ośrodkami, które na bieżąco się dośnieżają. Niestety, pogoda bardzo późno jesienna, temperatura w górach w Istebnej wynosiła +1 stopień, Na najbliższe dni nie przewiduje się zmian warunków. Dzisiaj zdjęć z balonu nie będzie, lot się nie odbył, podstawy chmur były zbyt nisko, a zaraz za górkami zaczynały się mgły, ciągnące się do samych Katowic.

  321. ozzy
    27 stycznia o godz. 18:13

    U Rydzyka sa wielkie tablice z nazwiskami tych Polaków, co ratowali Żydów. Nie ma tablic z nazwiskami tych Polaków,co mordowali Żydów, sprzedawali Żydów, donosili na Żydów, okradali Żydów.
    Samo to, że są one u Rydzyka, jest obrazą pamięci i prawa.

    Wygląda na to – pomysł jest oficjalnie przedstawiony (Sellin) i ma poparcie, że będzie kolejne święto państwowe: tych,, co ratowali Żydów. Nic nie slychać o koniecznym drugim święcie. I nie będzie słychać.

  322. Dziś już ze mnie pożytku nie będzie. Gorączka, ból głowy i stawów, połamane kości. Idę po kurę.

  323. @Tanaka 27 stycznia o godz. 18:35
    Nie pamiętam, ale zaraz poszukam tytułu. W antologii polskiego reportażu – historia o Polakach ratujących Żydów, którzy za żadne skarby nie chcą żadnych zaszczytów – bo sąsiedzi się dowiedzą, że oni ratowali Żydów, a z sąsiadami muszą żyć. Z kolei gdyby w tym były dla nich jakieś dutki – to co innego! Tyle reportaz. Prosty ludek, do rany przyloz.

  324. NeferNefer

    Dziś miałem, Neferko, otwarcie wiosennego sezonu, wieczór dobry, i od razu niesamowitość: słonko wzeszło na zachodzie i to wieczorem. Jarku, Tusku, Rusku, co się dzieje? Na szczęście półwysep Jana Pawła II jest chwilowo stały i tylko się umacnia, a morze było zielone. Ale trzeba patrzeć, bo jak nie patrzeć, nic nie widać. A były kolory mimo całodziennej pochmurności.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6515787550065197281/6515787550418796578?authkey=CLK_i-jv_7Dg5QE

  325. @Tanka

    tak, to prawda ale to rzad RP a tym bardziej Kosciol katolicki w Kraju, jego hierarchia zwlaszcza, jest ta obraza pamieci i prawa. Rydzyk jest pochodna chorego spoleczenstwa,
    owych wiernych (?), ktore modeluje na wlasne podobienstwo i potrzeby.
    Czytam u Wasyla Grossmana (korespondent Frontu Bialoruskiego) w jego ” Latach wojny (1941-1945)” w: „Pieklo Treblinki” opis okolic:”Niejednemu zapwene sposrod tych, kogo w 1942 roku przywieziono do Treblinki, zdarzalo sie w czasach pokoju przejezdzac ted, roztargnionym spojrzeniem ogladac monotonny pejzaz – sosny, piasek, piasek i znow sosny, wrzos, suchy chrusniak”
    Gdy to czytam, to pojawia w moim umysle ksiazka Jana Tomasza Grossa „Zlote zniwa”, ktorej tresc jest Ci znana. Ta piaskownica, pustkowie, sosny, ta ziemia nieuprawna i nieurodzajna.
    Jakie to zniwa tutaj? A ktoz sa ci zniwiarze?

  326. @paradox57 27 stycznia o godz. 18:46
    Masz rację, nie lekceważ. Rosołek, dużo płynów do picia i pod pierzynę.
    Będziesz jak nowy. Zdrowia!

  327. Już mam: „Lęk sprawiedliwych” Piotra Pawła Reszki.
    W antologii Mariusza Szczygła „20 lat nowej Polski w reportażach”

  328. ozzy
    27 stycznia o godz. 18:13
    Bardzo stanowczo pan L. mówi o współwinie Polski za Holokaust. O setkach tysięcy Żydów, którzy zostali zabici przez Polaków. Z jego słów wynika, że Państwo Podziemne, Rząd w Londynie i Rada Narodowa RP – zaangażowane były w organizowanie i realizację Szoah. A Polacy masowo mordowali Żydów. Widocznie ma na to wszystko niezbite dowody. Takie czasy, że można bez wstydu powiedzieć każdą bzdurę i znajdą się chętni by słuchać. Świetna pożywka dla oszołomów w obydwu krajach.

  329. @Na marginesie

    pisal niegdys o tym Henryk Grynberg w periodyku „Kontakt”, wydawanym w Paryzu, ktorego redaktorem byl Bronislaw Wildstein (nr 49, maj 1986). Prawie codziennie
    spotykam dwie starsze panie, ktore przezyly okupacje dzieki pomocy Polakow. Maja
    swoje poczesne miejsce w Instytucje Yad Vashem.
    Polecam tez pismiennicto Bogdana Wojdowskiego a zwlaszcza jego genialna powiesc
    „Chleb rzucony umarlym” (autor popelnil samobojstwo 1994, pochowany na cmentarzu na Okopowej, kwatera 2, rzad 9)

  330. @ozzy – czytałam coś niedawno. Małe miasteczko, jakich w Polsce wiele. Przed wojną – Żydzi stanowili tu nie tylko bardzo duży procent populacji, ale w zasadzie nadawali ton instytucjami typu chór, miejscowa gazeta itp. Dzisiaj… to jest właśnie najbardziej przerażające, pustka po nich – którą wypełnili, zdaje się, przybysze zza Buga. A ci nieliczni, którzy przeżyli i odwiedzają to miasteczko, mówią: nie chcemy ciągłej żałoby, nie chcemy być wspominani jako ofiary. My tu przecież żyliśmy. I chcemy z tego zachować dobre wspomnienia. Jak zwykle nie pamiętam gdzie, ale prawie na pewno był to polski Newsweek.

  331. @gotkowal

    https://www.haaretz.com/israel-news/israel-blasts-poland-s-holocaust-bill-no-law-can-change-the-history-1.5767743

    Premier Netanyahu:

    Prime Minister Benjamin Netanyahu condemned Saturday new legislation in Poland which bars any mention of crimes by the „Polish nation” during the Holocaust, calling on Israel’s ambassador in Warsaw to meet with the Polish prime minister on the contentious bill.

    „The law is baseless. I strongly oppose it. History cannot be changed and it is forbidden to deny the Holocaust. I ordered the Israeli embassy in Poland to meet with the Polish Prime Minister and express my firm stand against the law,” Netanyahu said.

  332. blondynka
    27 stycznia o godz. 14:59

    Umiłowana w panu Urbanu blondynko, niezupełnie kocham psy i zwierzęta – mam przed nimi respekt taki sam jak przed ludźmi: najczęściej omijam szerokim łukiem, ale współczuję jak każdemu krzywdzonemu lub cierpiącemu życiu i, jak można, pomagam. Ze zwierzętami mam tak, że one sobie, ja sobie. Mówiłem tu kiedyś, że jak robiłem w lesie, lis tak prosto gonił zająca, że nam flaszki poprzewracał, a mnie, widzisz, nawet się ręka nie podniosła, żeby pogłaskać – ani jednego, a ni drugiego. Natomiast okropnie się cieszę, że mój półpodopieczny Krawacik sam siebie uzdrowił.

    Dziś jechałem 62 km, ale pod koniec dnia jeden kilometr między mokradłowymi łąkami wykończył mnie bardziej niż pozostałe 61 km. Gruntowe drogi, nawet sypnięte szlaką, są mokre, więc jedziesz jak po głębokim śniegu. Zmachałem się tak, że mam wstręt do machania ogonami i czymkolwiek, w lewo czy w prawo – obojętne.

  333. @Na marginesiei

    widze, ze jestes wierna czytelniczka Newsweeka (zdaje sie red. Lis jest naczelnym, lubilem jego TV debaty, ktore moglem sledzic niegdys via YT).
    Rzeczywiscie okres miedzywojnia i owe slawetne sztetle, skupiska spolecznosci zydowskiej roznego rodzaju, dosc czesto bardzo zamkniete a jednoczesnie, zwlaszcza w miastach przemyslowych, bardziej otwarci, czestokroc zsekularyzowani, bibliofile, antykwarysci, filantropi etc etc. Wlasne instytucje medyczne, straz pozarna, instytucje
    ksztalceniowe – noe mowie o czasopismiennictwie a to w jezyku idysz i hebrajskim a takze po polsku
    – w samej Warszawie wydawala spolecznosc zydowska niesamowita ilosc a zarazem mozaike czasopism i periodykow. Lawia czesc byla prasa religijna, ktora nie jest latwo
    zamiescic pod nazwa „religijna”. Ta tematyka w Kraju zajmowal sie prof. Marian Fuks
    z Zydowskiego Instytutu Historycznego (niegdys nagrodzony przez „Polityke”) – chyba jeszcze zyje prof.Fuks?

  334. P.S. I mnie poraża właśnie ta pustka. Fakt, że tak bardzo się starano zatrzeć pamięć.
    Zresztą dotyczy to nie tylko Żydów w Polsce, ten sam odruch mają miejscowi na dawnych wschodnich rubieżach Rzplitej. „Ten kredens to solidna robota – należał do polskiego gospodarza” – ale o tym cicho sza. Jak to na wsi.

    Jak dyskutować z nieutulonym bólem? Przecież się nie da.

  335. @ozzy 27 stycznia o godz. 19:34
    Newsweek czytam – chociaż nie jestem specjalnie wielbicielką redaktora Lisa. Pamiętam okoliczności, w jakich objął rządy w redakcji i zmiany, jakie wprowadził. Ale nie można mu odmówić talentu do soczystych sformułowań. Ostatnio: „O Polsce mówi się teraz, że przypomina dom wariatów. Ale jest on specyficzny. Akurat pacjenci są w nim całkowicie normalni”.

    Kiedyś powiedział o jakiejś publicznej ostrej dyskusji, że jest jak wuzetka – dwa pierniki a w środku bicie piany. Przypomina mi się to czasem… ale gryzę się w język. Cicho sza 🙂

  336. ozzy
    27 stycznia o godz. 18:58

    Oczywiście, że to Kościół kat jest głównym winnym: siewcą zła, kłamcą, gwałcicielem i porazicielem umysłów i moralności. Żyje z lęków i lęki zaszczepia. właśnie mamy kolejną falę: lęk przed nieistniejącym terrorystą muzułmańskim nad Wisłą, roznosicielem pasożytów i gwałcicielem. Tylko słowo „żyd” ( z małej litery) zamienione jest na „muzułmanin” treść taka sama.

  337. Tanaka
    27 stycznia o godz. 12:23

    Tanako, mój podziw i szacunek do Niemców zaczął się właśnie od melioracji – kiedy m.in lokalizowałem, odkopywałem – na zlecenie mojej firmy lub jako prywatną fuchę – niemieckie sączki i zbieracze, czyściłem i zakładałem z powrotem. Bywały takie systemy, które wystarczało oczyścić na odcinku paru metrów od wylotu i woda pruła z szumem, aż miło było, że człowiekowi 200 metrów stąd zeszła woda z podwórka, a w parę dni podwórko było suchutkie. Bardzo przemyślane był te niemieckie systemy. Inna rzecz, że na polach, zwłaszcza na dużych obszarach pegeerowskich, owszem, szło się koparkami przez rurki, w ogóle na nie nie zważając, ale to dlatego, że były, powiedzmy, na głębokości 50. cm – a prywatnie odkopywałem nawet na 40. cm – i były za płytko jak na współczesny, o wiele cięższy niż para koni z pługiem sprzęt. My zakładaliśmy dreny nawet na 80. cm.

  338. wbocek
    27 stycznia o godz. 19:20

    Pombocku, w sprawie Ty vs zwierzątka, to ja mam mniejsze przekonanie w Twoje słowa – że one sobie a Ty sobie, a większe w to, że jesteście sobie bliżsi niż Ci się zdaje.

  339. ozzy
    27 stycznia o godz. 19:19
    Na pozór, zanosi się więc na niezłą awanturę. Netanyahu ma widocznie za mało wrogów, a gracja i elegancja z jaką pis prowadzi swoją dyplomację i „politykę historyczną” na naszych oczach przechodzą do legendy. Jednak, z dużej chmury mały deszcz.
    Ps. Lisa możesz oglądać na onet.pl
    https://vod.pl/tomasz-lis-program

  340. wbocek
    27 stycznia o godz. 19:55

    Ludzie którzy zasiedlali poniemieckie domy, a domy były albo otoczone parcelą, albo wolny teren był na zapleczu (jak domy stały w szeregu,, przy ulicy) standardowo robili coś takiego: tu się postawi budę garażową, najlepiej z kanałem technicznym, tam się poszerzy skrzydło domu, tu się postawi oficynę, tam piwniczkę, tu komórki.
    I tak dźgali ziemię,ryli pod te swoje mająteczki, że masowo sączki i systemy drenarskie rozwalali, często w ogóle nie kapując, co to takiego. Bo i skąd mieli wiedzieć, jak niekształceni, a z Kresów jakich suchych przyjechali, albo i błotnych, ale bagiennych, więc i kulturalny drenaż był tam po nic.
    A teraz, wiele tych domów do są obiekty komunalne, a jak wspólnoty to niebogate i tych koniecznych remontów nie mają za co zrobić. I tak wszyscy tracą, a i domy też. Może jeden zarabia: ten co kupi, półdarmo, „do remontu”. Ale jak kupuje półdarmo to sprzedający półdarmo sprzedaje.

  341. @Tanaka, 27.01, 19:50

    ujales to krotko i rzeczowo.Tak dlugo jak pozycja Kosciola bedzie konformistyczna, nie nalezy sie spodziewac zmian. Mozna dodac, ze im dluzej taki stan bedzie trwal, to
    czarosecinne elementy beda sie umacnialy.
    Dzien Pamieci o Ofiarach Holocaustu to takze przypomnienie pewnego etapu europejskiej i chrzescijanskiej cywilizacji. Sekretarz Stanu USA Rex Tillerson odwiedzajacy Warszawe zlozyl wieniec pod pomnikiem Boheterow Getta a wiec
    miejsca-grobu polskich Zydow, symbolu oporu i bohaterstwa.

  342. Tanaka
    27 stycznia o godz. 18:35

    Ja też nie lubię Rydzyka. Ale czy twoja niechęć do niego trochę cię nie zaślepia?
    Czy naprawdę byś chciał, żeby ktokolwiek miał na swoich ścianach portrety łobuzów, albo święto rocznicowe na ich cześć urządzał?
    Nie daj się zwariować z tego nielubienia.
    Pozdrawiam

    @wbocek
    Wysłałam do ciebie liścik, bez żadnych linków i czeka na moderację.
    Żadnych niewłaściwych, czyli zdrożnych myśli, ani słów się w nim nie dopatrzyłam. Zaczynam serio wierzyć w czary.

  343. @wbocek
    27 stycznia o godz. 19:20

    Czytając twoją notkę do mnie…. widziałam cię na rowerze z pieskiem biegnącym obok na tle krajobrazów, które tak pięknie uwieczniłeś dla Nefer. A ja je podejrzałam.
    Są niesamowite. Jeden z nich już wzięłam jako motyw do moich malunków. To ten, gdzie drzewa odbijają się w ultramarynowym strymyku a złocisty mech…..
    A na wszystkich ten nastrój, gdzie niebo z chmurami… jak na obrazach z okresu romantyzmu.

    Odnośnie pieska i moich gadek o machaniu ogonem. Rzecz w tym, że w dalszym ciągu ludzie wielu rasom poprawiają wygląd, obcinając ogony. Stąd zaczęły się badania nad tym. Okazuje się, że ogon jest niesamowicie unerwiony i sposób jak nim pies macha jest jego swoistym sposobem porozumiewania się. Była mowa też o innych pozycjach, ale dobrze nie pamiętam, więc nie będę kombinować. Co do w prawo, czy w lewo to zapamiętałam dokładnie. Nie jestem weterynarzem, ani treserem to mądrzyć się nie będę. Tylko powtarzam.
    Jeszcze jedno.. 60 km jednego dnia to b. dużo. Z twoim ciśnieniem może troszkę za dużo. Warto być aktywnym, ale na miarę możliwości, a nie marzeń.
    Chyba trochę zbyt dosłownie wziąłeś; Młodości! ty nad poziomy wylatuj,….

  344. ozzy
    27 stycznia o godz. 20:09

    Ależ pozycja Kościoła kat wcale nie jest „konformistyczna”. Pozycja jest psychiatryczna: to głębokie, na poziomie psychologii głębi, życie wśród mroków przerażeń, ich wyparć, a wskutek tego – skłamanego życia, jakim żyją członkowie kleru indywidualnie i jako zbiorowość, oraz wszyscy prawidłowi wyznawcy, starannie zakażeni tym mrocznym mazidłem, ale i lgnący do tego śmiertelnego mroku jak ćmy do ognia.
    Tyko nieprawidłowi wyznawcy, tacy co, owszem, co jakiś czas polezą do kościoła na mszę, ale stoją za drzwiami, mogą być mniej chorzy i spaczeni. Mogą, to nie stan, a potencjalność.
    Zaś „konformizm” to pojęcie drobne, nie istotowe. jest takim sobie objawikiem , uklepanym, wygładzonym, manifestacji zewnętrznego istnienia Kościoła kat.

  345. Tanaka
    27 stycznia o godz. 20:06

    Połączmy dwie sprawy: zwierzątka i melioracje.

    Krawacik piesek, który się sam podkulawił i uzdrowił, należy – nie wiem, co znaczy „należy”, ale tak się mówi – do właściciela sporego niewykończonego na zewnątrz, piętrowego domu. Mówił mi, że jest wilgoć. A on już jest za stary i za uzależniony, żeby się o los domu martwić, który zbudował jego zmarły brat. W dodatku nie ma pieniędzy, bo wyszły i nie wróciły. Tu jest inna historia niż rozwalanie odwadniających systemów – w ogóle odwodnienia nie ma, w dodatku albo nie ma też izolacji, albo po pijanemu kładziona. Ewentualne założenie drenarki i odprowadzenie do jeziora – rowów w pobliżu nie ma – to z 250 metrów. Koszt niewyobrażalny dla człowieka wody i, zdarzało się, większego grosza – był rybakiem morskim, potem jeziorowym na Jamnie – którego jednak grosz się za cholerę nie chciał trzymać. Ale Krawacik, długodystansowy piesek, śpi z nim w nogach, obaj się wzajemnie grzeją i dobrze jest. Na razie, boć czas nie stoi w miejscu.

  346. blondynka
    27 stycznia o godz. 20:19

    Mylisz pojęcia. Nie o nielubienie chodzi, a o Prawdę. W najściślejszym znaczeniu tego, jakie biskupi słowu temu, z wielkiej litery pisanemu, nadają.
    Dla mnie Rydzyk nie jest dość żywy i bliski, żebym miał go nie lubić.

  347. @gotkowal
    27 stycznia o godz. 20:04
    Dzięki za adres
    Pozdrawiam

  348. @gotkowal

    dziekuje za informacje o programie pana Lisa.
    Jeden z moich ulubionych Tv gwiazd jest Dave Letterman, niegdys w CBS „Late Show”, obecnie dla sieci Netflix prowadzi godzinne biesiady z znanymi tego swiata. I tak gosciem programu-premiery, 12 stycznia 2018 byl Barak Obama, talk-show nosi taka nazwe: „My Next Guest Needs No Introduction. With Dave Letterman, ktory podpisal umowe z Netflix na 6 programow à 2 mln dol/show. W kolece jest George Clooney.
    PS nie wiem dlaczego przypomina mi Dave Letterman z ta siwa olbrzymia broda
    amer. poete 19. wiecznego Walta Whitmana, ktory byl takze znakomtym dziennikarzem

  349. @Tanaka
    27 stycznia o godz. 20:31

    Może się źle wyraziłam. Mój drogi, ty chyba go nienawidzisz. A nie warto aż takich emocji mu poświęcać. Czy naprawdę chciałbyś dekorować mu ściany portretami esesmanów i z nimi kolaborujących łotrów? Zastanów się.

  350. wbocek
    27 stycznia o godz. 20:29

    No popatrz, jak dobrze łączenie dwóch w jedno wychodzi. W zasadzie, to najlepiej wychodzi łączenie popijania z przekąszaniem, ale i pieska z melioracją łatwo nam przychodzi połączyć.
    Dobra nasza, albo coś w tym rodzaju.

    To też popularna w narodzie rzecz: budować po ludowemu. Każdy się na budownictwie zna, więc efekty widać. Izolacja przeciwwilgociowa pozioma powinna być na poziomie ławy fundamentowej i na poziomie glajchy pod pierwszym stropem (powiedzmy -wysokiego parteru). Musi być to papa na smole, a nie papier ledwo nią nasączony, o którym lud mówi tak samo: papa. Zaś warstwa musi być na całym rzucie ścian kładziona i szczelna Inaczej będzie występować zjawisko kapilarnego podciągania wody w górę. Nawet na całą wysokość budynku.
    Wszelkie wystające ze ścian zewnętrznych lub dachu elementy, zwłaszcza kominy, gzymsy, okapy, opaski i parapety – muszą być tak zrobione, żeby woda nie spływała po ścianach. Ściany zewnętrzne powinny być albo wykończone tynkiem cementowym, lub z wykorzystaniem gliny, ale nie wapiennym, albo z gęstomasowego materiału ceramicznego. Czyli cegły klinkierowej, lby powlekanej masą szkliwioną. I zaprawa do murowania ścian zewnętrznych też powinna być cementowa lub cementowo-gliniana. Oraz mieć odpowiednie proporcje składników.
    To takie pierwsze z najważniejszych uwag.
    Sam od razu zgadniesz, że mało kto o tym wie, mało kto tak budował. I do tego trzeba mieć rzemiosło w ręce. dobry kosiarz czy woźnica nie czyni dobrego budowlańca. Stąd i skutki o których mówisz.

    Często ze smutkiem patrzę na wypasione domy na wsiach, wielkie i rozłożysyte, a marne, brzydkie i bardzo niezdrowe. Dom za te same pieniądze zbudowany, a nieco mniejszy oraz postawiony z głową byłby porządną inwestycją, w dodatku dającą się korzystnie sprzedać, gdyby kto na stare lata, potrzebował czegoś mniejszego, bliżej lekarza i ludzi. Ale nie – góra pieniędzy poszła, a efekt marny. I rozczarowanie: jak to – rodzice całe życie na dom harowali, a teraz to tak mało warte? No tak.

    Edukacja, edukacja i nie na skróty. Ale gdzie jest ta polska edukacja i kaganek oświaty?

  351. blondynka
    27 stycznia o godz. 20:20

    Blondynko (jakoś mi nie przechodzi przez gardło „blondyneczka” jako może…nie tyle poufale, ile protekcjonalne) w tekście zatrzymanym może jest jakiś zbanowany nick?

    A co do ciśnienia Ci powiem więcej jako też nie weterynarz. W r. 1997 lekarka wykryła u mnie ciśnienie 200. Przepisała prochy, wykupiłem, ale wierzyłem i wierzę w samolecznictwo. Byłem wtedy na bezrobociu i akurat dostałem robotę w mojej starej melioracyjnej firmie. Pozasuwałem ostro miesiąc i zgłosiłem się do lekarki. Ciśnienie: 120/ 74. „Widzi pan – ona mówi – jak lekarstwo pomogło?”. Tylko że ja ani jednego procha nie wziąłem – liczyłem na lecznicze właściwości wysiłku i ruchu. Oczywiście, każdy osobnik to niepowtarzalny egzemplarz, więc moje lekarstwo nie dla każdego byłoby przydatne, choć ruch można, oczywiście, różnie dawkować. Dla mnie było i jest przydatne. Latem, kiedy szesnaście razy więcej jeżdżę, wiosłuję i w chacie gimnastyczę, ciśnienie jest bliżej 160 niż 200. Pierwszy kardiolog po pół roku obserwacji ustalił, że moja prywatna norma ciśnienia niech będzie właśnie 160.

    Nie koncentruję się tu na sobie, lecz na problemie. Lekarze, do których są kilometrowe kolejki, jeszcze przez tysiąc lat nie będą mogli konkretnego osobnika poznać i traktować jako indywiduum, a nie jako numer choroby, któremu się przepisuje odpowiednie numery leków. Trzeba siebie poznawać i w miarę możności pomagać sobie samemu – to chciałem powiedzieć.

  352. @Tanaka, 27.01, 20:23

    jak najbardziej pojmuje Twoj opis tej instytucji, bardzo malowniczy zreszta w metafory
    „Konformizm” tej instytucji to normatywny w swoim rodzaju i konserwatywny – typowy
    outer containtment jenostek (Lud Bozy), ktory jest posluszny wobec oltarza, malotworcze
    karly, swiat jawi sie im jako”black and whte”. Najlepiej ilustruje to Slawomir Mrozek
    ustami Edka: „Ale nie bojcie sie, byle cicho siedziec, nie podskakiwac, uwazac, co mowie, a bedzie wam ze mna dobrze, zobaczycie”. Edek to taki „swoj chlop”.
    Herbert w jednym ze swoich poematow pisal: ” musze takze obmyslic lepszy system wiezien”, marzenie dyktatorow.

  353. blondynka
    27 stycznia o godz. 20:20

    Zapomniałem powiedzieć. Blondynko, 62 km to wiosenny początek dłuższych jazd po pogodowej przerwie, przy bardziej ustabilizowanej pogodzie i dłuższym dniu jedziemy 80, 100 i 120 km dziennie. Nie ja jeden – Lewy też jest taki. Może Ci wyjaśnię jako pedalski praktyk, że rower to wysiłek, owszem, ale w górach i dla dzieciaków – ja jestem spokojny turysta-włóczykij i nigdzie się nie spieszę. Piesze marsze to o wiele większy wysiłek – dźwigasz na nogach cały ciężar ciała, a na siodełku sobie siedzisz jak basza i tylko przebierasz nóżkami.

  354. blondynka
    27 stycznia o godz. 20:47

    Może się źle wyraziłam.
    Z pewnością. Jeszcze źlej się wyraziłaś, niż poprzednio.
    Czytaj uważniej, baczniej wnikaj w sens. Będzie wtedy lepiej.

  355. @blondynko
    Troche wyręczę Tanakę. Nie rozumiesz w swej poczciwości czy naiwnosci istoty.
    Tu nie chodzi o jakąś nieawiść tylko zwyklłą konstatację, że Rydzyk jest esencją zła, demoralizującym podstepnie naiwnych Polakow, ktorym najpierw serwuje modlitwę , ktora te biedaki potrzebuja, by potem sączyć anysemityzm i wszelakie zło. Ten truciciel umysłow , antysemita przywłaszcza sobie nazwiska ludzi, którzy ratowali Żydów, Jakim prawem sporzadeza taką liste ? Bezczelnie wykorzystuje po to, aby dowodzić , że Polacy nigdy Żydów nie prześladowali, tylko szlachetnie ich bronili. Owszem było troche porządnych, a nawet odważnch Polaków, ale duzo wiecej było antysemitów, szmalcowników, albo takich obojetnych, którzy po cichu byli zadowoleni, że dzieki Niemcom proble żydowski jest załatwiany. Dlatego Tanaka napisał, żeby Rydzyk zainteresował się tymi mniej szlachetnymi i sporzadził liste ich nazwisk, która z pewnościąą byłaby dużo dłuższa. Oczywiście ta propozycja nie jest do zrealizowania. Tanaa tylko w ten sposób uwydatnil cala podłość Rydzyka.
    Dlatego, blondynko, Twoje pytanie „ Czy naprawdę chciałbyś dekorować mu ściany portretami esesmanów i z nimi kolaborujących łotrów? Zastanów się.” jest troche głupawe.

  356. Zbrodniarzy to Rydzyk już na ścianach ma.
    Cała galeria kaka-świntych to zbrodniarze, mordercy, inkwizytorzy…

  357. … i pedofile lub ich obroncy. Tutto qua.

  358. Premier Morawiecki w Davos dla „Politico”:

    „Morawiecki pytany był też o możliwość osłabienia polskich instytucji demokratycznych w kontekście reformy sądownictwa. Jego zdaniem, takiego zagrożenia nie ma.

    „Nie osłabiamy instytucji. Jestem absolutnie przekonany, że te instytucje wzmacniamy. System sądowniczy w Polsce, po naszych reformach, będzie bardziej niezależny, bardziej obiektywny, bardziej przejrzysty i skuteczniejszy” – zapewnił Morawiecki. Według „Politico” premier stwierdził, że jego gabinet stawia nacisk na rozmowy z Brukselą.”
    „(Wiceszef KE) Frans Timmermans wykonuje swoją pracę i my wykonujemy swoją pracę i mam nadzieję, że nasze stanowiska będą coraz bliższe” – odparł szef polskiego rządu, zapytany, czy uważa pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej za zagrożenie dla dialogu.
    Odnosząc się do kwestii Sądu Najwyższego premier zauważył: „Nawet dziś w Sądzie Najwyższym mamy 11–12 sędziów, którzy bardzo aktywnie wydawali przerażające, odrażające wyroki na polskich bojowników wolności tamtych czasów. To długi cień komunizmu, z którym teraz mamy do czynienia”.

    Mój komentarz
    Tak wygląda nowe podejście nowej ekipy rządowej do problemu postępującej izolacji Polski w Unii Europejskiej – palenie głupa, mówienie nieprawdy, odwracanie znaczeń, zapieranie się w żywe oczy.
    W mediach pytano Morawieckiego i innych nie mówiących prawdy na temat łamania przez ekipę PIS konstytucji ustawami o sądownictwie, by podali nazwiska tych 11- 12 osób w Sądzie Najwyższym, którzy wydawali przerażające, odrażające wyroki na polskich bojowników wolności. Cisza ze strony Morawieckiego i innych łamaczy konstytucji była jedyną odpowiedzią.

    Ale to nie koniec. Morawiecki pojechał w tym tygodniu do Davos i tam apiat od nowa – Sąd Najwyższy, to siedlisko sędziów, którzy wydawali przerażające wyroki, a reforma sądownictwa prowadzona przez PiS z łamaniem konstytucji po drodze, o czym ani słowem nie wspomniał premier, to krótko i treściwie:
    ”System sądowniczy w Polsce, po naszych reformach, będzie bardziej niezależny, bardziej obiektywny, bardziej przejrzysty i skuteczniejszy”.
    Pięknie wychodzi premierowi RP operowanie komunałami o zbrodniczych sędziach w Sądzie Najwyższym i bohatersko przez PiS wdrażanej w życie reformie czyszczącej SN z tych odrażających jurystów.

    2) Premier Morawiecki pojechał do Budapesztu i tam wyraźnie zasugerował, że naszym największym wrogiem jest Rosja.

    3) Także samo dziś szeregowy poseł Jarosław Ka w siedzibie PiSu na Nowogrodzkiej wygłosił taką oto opinię o Niemczech jako państwie w kontekście naziolskich wybryków w Polsce:

    „Jeśli kraj taki jak Niemcy nam udziela rad to, to jest szczyt bezczelności ”

    Czy ci ludzi cokolwiek czytają, myślą nad tym co przeczytali, słuchają, patrzą, widzą, coś dostrzegają, jakieś refleksje przebiegają przez ich głowy?

    Z ich wypowiedzi wynika, że nie tylko są lamerami w dziedzinie polityki międzynarodowej lecz i przemądrzałymi zadufkami. Im się miesza styl przewodzenia w PiSie, poddaństwo i służalczość ich popleczników z polityką międzynarodową, do której ten styl bez nikakich przenoszą i czują się z tym komfortowo. Obrzucają kogo się da inwektywami, insynuują, nie mówią prawdy o Polsce, palą głupa, przedstawiają siebie jako dobrze poinformowanych w przeciwieństwie do urzędników unijnych, którzy nie są w ogóle poinformowani o Polsce, nie rozumieją PiSowskich reform, czepiają się jakichś nieistotnych szczegółów przedstawiając detale jako naruszanie konstytucji, itd.

    Wchodząc w sferę polityki międzynarodowej, szeregowy poseł Jarosław Ka i podpremier Mateusz M. zachowują się jak najemni reklamiarze, sprzedawcy pieczonego powietrza. Nie widzą luster przed sobą.
    Pzdr, TJ

  359. @Lewy
    27 stycznia o godz. 21:20
    Dziękuję za przybliżenie mi co Tanaka miał na myśli.
    Jest to jednak bardzo emocjonalne podejście do Rydzyka. Jak wcześniej wspomniałam to nie jest osoba z mojej bajki, ale żeby chcieć być poważnie potraktowanym, to nie można tak bardzo dać sie ponosić emocjom. Tzw. „argumenty” zaczynają dziecinnieć.
    Ja to trochę rozumiem, bo mój syn ma podobne reakcje jak widzi niesprawiedliwość. Ja się trochę tym martwię. Bo chcąc być skutecznym, niestety, ale trzeba się nauczyć balansu pomiędzy uczuciami, a chłodną oceną sytuacji i wtedy możemy mieć jakąś strategię. Nawet w przekonywaniu drugich do naszych poglądów.
    Bo mieć rację to nie wszystko. Forma jak ją przedstawimy też jest ważna. Oczywiście jeżeli chcemy żeby była odebrana serio… ta nasza racja.
    Pozdrawiam

  360. „Sprzedawcy pieczonego powietrza” – wyławiam bon mot. Udany.

  361. @Lewy
    Jeszcze słówko lub dwa do wcześniejszego tematu

    Mój tata nie był człowiekiem, który dużo mówi, ale był uważnym obserwatorem i ważył słowa. Moja mama zawsze powtarzała, że na nim można polegać jak na Zawiszy. Zresztą obcy ludzie też ciekawie go odbierali np. mówili; jeżeli mój tata coś obieca, to napewno to zrobi, że jemu można ufać, bardziej niż komukolwiek. Nawet teraz jak sobie o nim wspominam, to czuję dumę. Ja nie tylko go kochałam i kocham, ale szanuję.
    Dlaczego o nim tu wspominam?
    Bo to jego „lekcje” (w cudzysłowiu, bo bez lekcji) do dziś mam w pamięci. A zwłaszcza w trudnych sytuacjach, czy irytujących…..
    Jak byłam b. młoda, to też miałam tendencje do egzaltacji i rozmowa z tatą wtedy kończyła się szybko. Bo mówił; sorry ale w tej chwili nie mam partnera do dyskusji i wychodził z pokoju, albo zaczynał bezceremonialnie zajmować się czymś innym. A ja zostawałam z językiem w ustach. To mnie wiele nauczyło. Po kilku takich razach, wiedziałam, że jak zacznę swoje co to ja bym nie zrobiła, itd…. to będzie koniec gadki. Nauka nie poszła w las. Chociaż czasem i dzisiaj dam się ponieść emecjom. Niestety.
    Pozdrawiam

  362. i na dobranoc:
    Argumenty zaczynaja dziecinniec, czyli metafizyczne katusze w czwartym wymiarze z romantyczna zadra. I jak tu byc, na milosc boska, realista nad, nad polskim absurdem.
    Lataja mole. Czuc naftalina.
    Dostojewski przypominal, ze niewiara w istnienie diabla jest najlepszym argumentem na
    rzecz jego istnienia. Nie wierzysz, bo cie opetal. Ot, taka diabelska logika. Od zarania
    inkwizycji az po Ojca Dyrektora.

  363. pombocku miły, bardzo dziękuję. Ogromnie podobają mi się te w pomarańczowym świetle i z szarym niebem

  364. blondynka
    27 stycznia o godz. 22:28

    Moja babcia miała odwrotnie: chętnie mówiła. A też była uważnym obserwatorem życia.

  365. @ozzy 27 stycznia o godz. 22:33
    Te argumenty:
    Miazmaty z taty… w miodopłynnym sosie.
    Ale wcale nie emocjonalne, skądże znowu!

  366. Lewy, z tą naiwnością to ja nie wiem.
    Czy istnieje taka naiwność, co jest kuta na cztery nogi?

  367. blondynka
    27 stycznia o godz. 21:55

    Powiedziałaś, refleksyjna blondynko do Lewego:

    „Dziękuję za przybliżenie mi co Tanaka miał na myśli”.

    Wybacz, ale od dawna grzebię w takich właśnie stereotypach. „Co miał na myśli” to nie tylko stereotyp, ale nawet skamieniały frazeologizm. Tymczasem jest to tylko subiektywne nazwanie tego, co zaobserwowane w drugim człowieku. Nikt nie ma wejścia do cudzej psychiki – słyszy wypowiedzi i widzi czyny, nic więcej. „Co miał na myśli” jest tylko wygodną, ale nieprawdziwą frazą. Ani Ty, ani Lewy, ani nikt nie może powiedzieć, co inny miał na myśli. Lewy nie powiedział, bo nie mógł, co Tanaka miał na myśli, lecz co on Lewy miał w tej sprawie do powiedzenia – wypowiedź Tanaki była tylko pretekstem do występu Lewego. Oczywiście, niektórzy tu się trochę poznali i się, bywa, rozumieją i zgadzają w poglądach, ale nikt nie ma wiedzy, co drugi akurat w jakiejś konkretnej sprawie miał na myśli. Tanaka mógł mieć na myśli żart, prowokację, kpinę lub zły humor.

    „Bo chcąc być skutecznym, niestety, ale trzeba się nauczyć balansu pomiędzy uczuciami, a chłodną oceną sytuacji i wtedy możemy mieć jakąś strategię. Nawet w przekonywaniu drugich do naszych poglądów”.

    Blondynko, to sterylna teoria. Któż to sobie jakieś strategie do gadania z ludźmi kleci. Albo się uczy jakichś balansów między uczuciami a chłodną oceną. Gada się jak leci. Wypieranie uczuć lub tworzenie balansów to byłoby zabijanie człowieczeństwa. Uczucia można skrywać, ale sterować nimi za bardzo się nie da, bo by nie były uczuciami, lecz czymś innym, nawet nie wiem, czym. Kiedy powiesz: „Milcz serce”, sądzisz, że posłucha? Ale, z rzadka bo z rzadka, trafiają się ludzie, którym emocje nie przeszkadzają trzeźwo myśleć. Obrazowo: bywają jegomoście spokojni, chłodni, którzy bez emocji plotą nieprzytomne rzeczy. Co z tego, że grzeczni, skoro głupi jak pantofel Jarka. No i bywają raptusy z racją i prawdą po swojej stronie. Na blogach przekonywanie przeciwników do racji nie ma za bardzo sensu, bo z drugiej strony nie ma gotowości do słuchania racji, jest – do wypowiadania własnych. Kiedy zaś ludzie mają poglądy podobne, nie muszą się przekonywać, raczej je wypowiadają tylko po to, żeby się zaprezentować, pokiwać głowami: „Tak, tak, mój Gerwazeńku”, „Tak , tak, mój Protazeńku”, a nie żeby kogokolwiek przekonać.

    Blogi to bardziej chyba forma zaspokajania potrzeby kontaktu emocjonalnego między człowiekowatymi niż potrzeby dowodzenia czegokolwiek. No bo jeśli odkryłem błąd w czyimś rozumowaniu, to na co mi ogłaszanie tego przez tubę? Wiem, że błąd i starczy, jadę na grzyby. A jednak nie – czym prędzej pędzę, żeby to ogłosić. A czemu nie powiedzieć na ucho? Albo nic nie powiedzieć? No właśnie.

  368. ?
    a moja babcia Bronja poslugiwala sie zruszczona polszczyzna

  369. tejot
    27 stycznia o godz. 21:45

    „Jeśli kraj taki jak Niemcy nam udziela rad to, to jest szczyt bezczelności ”
    To, samo w sobie byłoby sensacyjne, gdyby Kaczyński Jarosław wyraził się z raz-dwa inaczej niż tak. Że ma w głowie z pół klepki, albo choć jedną drzazgę nie przesiąkniętą tym co ma.
    Ale wrócę do oświadczenia. Zachodzą tu dwie zasadnicze, możliwości znaczeniowe:
    A. „taki kraj”
    Jest piosenka: ukochany kraj, umiłowany kraj…
    Aha, ale to chyba nie o tym.
    Wrócę do takiego kraju. No właśnie, jaki to kraj te Niemcy roku 2018? O co się mówiącemu rozchodzi? Co się nie podoba? Że robia lepsze auta niż my? No robią, bo my nie robimy żadnych. Żadnych własnych. Że mają Lufthansę? A co, wstydzi się mały nadmuchanego LOT-u?
    Coś tu nie tak, nie o to się rozchodzi. Jak nie o A, to B się rozchodzi.
    B. „taki kraj”. Właśnie taki: III Rzesza, anno 2018. taki umysł nowogrodzki.

  370. Tanaka, także sugestia Morawieckiego o Rosji jako największym naszym zagrożeniu jest próżna, co oznacza, że w tym temacie Morawiecki ma głowę próżną i plecie, co mu ślina na język przyniesie (zgrubnie, kołkowato i przaśnie, nie ma w tym żadnego miarkowania się, rozwagi, namysłu) i co mu podpowiadają nawiedzeni propagandyści z PiSowskiego matecznika na Nowogrodzkiej.
    Pzdr, TJ

  371. Nefer
    27 stycznia o godz. 22:47

    Ty mik się wtysz pogdobasz, Feferko. Lategosztesz ma wiosnmaradosnma la Cię jerzd (bom jerz) żułta. Bobra nocka.

  372. tejot
    27 stycznia o godz. 23:27

    Co znaczy tyle, że jak Polska była fantazmatem, tak i (z małymi nieciągłościami) jest. Ale ponieważ te odklejone od rzeczywistości rojenia prostego posła który jes nadpremierem i nieprostego premiera który jest podpremierem, są w tak zasadniczych sprawach, to już jest groźne.
    choć właściwie, mało co jest u nich niegroźne. A jak już tak wszystko groźne to i żałośnie śmieszne.

  373. 🙂

    pombocku, hej. Ale sobie rozmyślam wieczorową porą, dla Ciebie kajak i wodna przestrzeń i cisza a te moje narty to odmiana tego samego. Cicho, biało, wysiłek, dalekie widoki i nikt nic nie mówi. I to Ci na dobranoc zostawię.

  374. Lewy
    27 stycznia o godz. 21:20
    a jeszcze zachodzi przy tym taka okoliczność, że Rydzyk tę tablicę ku czci Polaków ratujących Żydów robi, bo liczy na kasę
    – z odpowiedniego ministerstwa (na pewno w ząbkach mu przyniosą)
    – z Izraela, z którego przedstawicielami niedawno nawiązał „przyjazne kontakty”
    – dla innych, nam nieznanych jeszcze miejsc, z których da się wyciągnąć kasę na to „dzieło III Tysiąclecia”
    Pod płaszczykiem róznych dzieł wyciąga się państwową ( w przekonaniu niektórych osób -niczyj) kasę na różne pomysły.
    Żeby państwo dosypało kasy na Wyciskarkę, postanowiono w niej urządzić muzeum poświęcone wielkim Polakom_-Wyszyńskiemu i Wojtyle. I juz można corocznie liczyć na kilka milionów dotadcji rocznie
    Nasza wyciskarka będzie bardziej kosztowna niż Sagrada Familia w Barcelonie. Choćstopień trudności budowy tej drugiej jest nieporównanie większy, ale stopień wyjmowania pieniędzy z kasy państwa lepiej… dopracowany.
    Ta nasza wyciskarka zrobi z wielu pomysłodawców (sposobu na wyjęcie kasy państwowej) bogaczy.
    Co tam Licheń! My mamy najdrożej zbudowaną świątynię w świecie (Bizantyjskie świątynie kapiące złotem niech się schowają)
    Niechby państwo kiedys nie chciało wesprzeć finansowo tych „wielkopomnych dzieł”? odpowiednio hałaśliwy protest i tekst wysmaży się w we własnych gazetach.
    Żaden rząd nie zdecyduje się na przykręcenie kurka z pieniędzmi na tak zbożny cel.
    Prezegrną w nastepnych wyborach ma wówczas jak w banku.

  375. errata:
    stopień wyjmowania pieniędzy z polskiej kasy państwa
    ……………………………………….
    Przegraną w następnych wyborach ma wówczas jak w banku

  376. no i na koniec jeszcze mi skursywiło….

  377. @Tanaka, @Rogger77 Bardzo upraszczacie dlaczego Dolny Slask, czy szerzej Ziemie Odzyskane tak sie zmarnowaly. Nie bede pisac anonimowo o terenach, ktore znalam ale po imieniu. Mieszkalam omal 20 lat najpierw w Nowej Rudzie, a potem Walbrzychu. Nowa Rude pamietam jako wymuskane miasteczko z basenem, domami z okiennicami , winnym powojem na murach, ladnymi szkolami…. I co z twego zostalo? I dlaczego tak sie stalo? Potem Walbrzych juz nie byl taki wymuskany, juz w tych latach poza kilkoma dzielnicami byl paskudny.
    To byl wspanialy prezent dla Polakow? O tak, tyle, ze niechciany, ukradziony komus innemu i dlatego tak srednio lubiany. Bo czy on jest naprawde moj, ten prezent? Poczucie tymczasowosci minelo po wielu dziesiatkach lat. Nawet moj ojciec, czlowiek swiatly, zamiast kupic przechodzac na emeryture jako zasluzona osoba w tamtejszym przemysle wille w Szczawnie Zdroju wolal z mozolem wybudowac paskudny szescian na obrzezach Krakowa. Tak postepowalo wielu, tam sie nikt w tym czasie nie budowal, nie remontowal. Na nie „Prastarych Ziemiach Polskich” juz od dawna ludzie sie budowali. Dlatego te domostwa podupadaly, a wydzialy komunalne w miastach nie mialy zadnych pieniedzy na utrzymanie posiadanych zasobow. Nie wiem niestety jak przedstawiala sie sprawa na wsi Dolnoslaskiej, gdzie wygladalo na najwiekszy upadek. Jak bylo z wlasnoscia ziemi, bo poczucie poczucie stalosci, wlasnoci bardzo zasypuje przepasc kulturowa. Mozna zrozumiec traume tych ludzi.
    Osiedlajacy sie z Boryslawia, Stanislawowa, Sambora, Drohobycza, i z innych miasteczek zza Buga chyba nie tak bardzo odstawali od Niemcow, a ktorych za moich pierwszych lat bylo tam jeszcze mnostwo. Nawet w szkole byly klasy niemieckie i bylam ze dwa razy na kolonii, gdzie byly i niemieckie dzieci. Tak, roznilismy sie, bo my bylysmy glosne, tluklysmy sie pilka na ciszy, a one cichutko robily na drutach, haftowaly. To bylo juz ladne pare lat po wojnie, a nie umialy ani slowa po polsku. Zapewne w jakims Samborze nie mieli ludzie biezacej wody, ale chyba od razu pojeli jak uzywac spluczki klozetowej, a nawet jak dziala piecyk gazowy. Bo co do wanien to w przeogromnej ilosci domow Niemcy tez jej nie mieli. Wiec nawet nie bylo mozliwosci zalatwic sie do niej, jak ten przyslowiowy Rosjanin mial czynic. Mnie uczyli w pierwszych latach omal wylacznie nauczyciele zza Buga, na pewno pozostawione przez nich domostwa byly ubozsze, ale oni woleli te swoje i na skrzydlach by do nich wrocili, pozostawiajac Niemcom ten cudowny prezent jaki daly im mocarstwa. Szabrownicy to jak opowiadano potem byli glownie z „Centralnej” Polski, a nie ci sponiewierani przez los, skazani na tulaczke.
    Przemysl w tych miastach i miasteczkach byl, a jakze. W Nowej Rudzie oprocz kopalni, byly chyba dwa zaklady wlokiennicze, jakis duzy tartak, nowoczesna drukarnia…. a w Walbrzychu to oczywiscie cale Zjednoczenie Weglowe, koksownie, fabryki porcelany ( az trzy), zaklady chemiczne i co tylko, co nie wywiezli w stosownym czasie Rosjanie. I o dziwo zarowno w Nowej Rudzie jak i w Walbrzychu znalazla sie kadra, ktora niekoniecznie byla z awansu politycznego, ale ktora omal zawsze w koncu musiala nalezec do partii. Pracownicy produkcyjni nauczyli sie fachu i produkowali jak za Niemca slynna porcelane z zakladow Krzysztof, tkali dywany w Kowarach, , czy produkowali radioodbiorniki w Dzierzoniowie, albo szyli ubrania w Bielawie, a nawet budowali lokomotywy we Wroclawiu. Wymieniac dalej? I to wszystko, z malymi wyjatkami, istnialo do momentu zmian ustrojowych. W nowym systemie prywatyzacyjnym zniklo dokladnie wszystko. Wiec to nie lata powojenne spowodowaly spustoszenie gosodarcze Dolnego Slaska.
    Co do harmonii jaka podobno stworzyli Niemcy miedzy przyroda a rozwojem gospodarczym – to troche watpie. Tak to moze wyglada z peryspektywy Karpacza, czy Swieradowa. Walbrzych byl straszliwie zanieczyszczonym miastem, legendy mowily, ze przed wojna byl tam jakis dodatek za szkodliwe dla zdrowia, jakies wyjazdy na dobre powietrze. Nie wiem, czy rzeki, jeziora za Niemca byly czyste, ale odkad pamietam okoliczne rzeczki byly sciekami. Tym bardziej to bolesne, ze ziemie te sa bardzo ubogie w rzeki. Smrod jaki byl w promieniu wielu kilometrow np. nad jeziorem Pilichowickim pamietam do dzis, bo wybralismy sie tam na oboz pomaturalny.
    I na zakonczenie, w jednym przebijalismy na Dolnym Slasku kulturowo wszystkich. W umiejetnosci wspolzycia obok siebie najrozniejszych grup narodowosciowych, ktore zjechaly z najrozniejszych krajow jako ofiary zawieruchy wojennej. Bron boze to nie integracja, ale umiejetnosc wspolzycia i uszanowania drugiego. I dumna jestem z tego.

  378. @zyta2003
    28 stycznia o godz. 0:32

    A co się stało z siecią kolei w całym kraju? Z torowiskami?
    Właśnie już po 89 roku.

  379. @ wbocek
    Powiadasz, ze @Tanaka nie moze nie wiedziec o czym mowi i stosuje jakis skrot myslowy. Zauwazam tedy jakas dziwna prawidlowosc w obronie absurdow, ktore nierzadko wychodza spod piora @Tanaki. Kiedys @Tanaka do rozlicznych przydomkow, ktorymi obdarza Jana Pawla II, dodal „smolenski”, w domysle przypisujac mu prosmolenskosc. Kiedy zauwazylam, ze Wojtyla zmarl piec lat przed powstaniem religii smolenskiej, pospieszyla mi z odpowiedzia @ Na Marginesie, argumentujac, ze @Tanaka robi skrot myslowy. Teraz onze napisal, ze „Polska” nie docenila, zmarnowala wielki dar Stalina, jakim byly dla nas Ziemie Odzyskane. Ktora to Polske o to zaniedbanie oskarza? Te, ktora „marzyla o Andersie na bialym koniu i odzyskiwaniu kresow”. Tylko, ze nie ta „Polska” byla wtedy u rzadow. Trudno o bardziej oczywisty absurd. A tym razem Ty spieszysz mu z odsiecza i mowisz cos o skrotach myslowych. Nie ja zaczelam temat zaniedban tych ziem. Stwierdzilam tylko, ze jezeli mowa o zaniedbaniach, to odpowiedzialni za to nie ci marzacy o Andersie i o kresach.
    Co do zrodel mojej wiedzy o losach tych terenow zaraz po wojnie – sa te same, co Twoje. Ja tez urodzilam sie za Bugiem ale na ziemiach nalezacych do II RP. Przez pierwsze dziewiec lat mojego zycia mieszkalismy w drewnianej chalupie podzielonej miedzy trzy rodziny. Takiego luksusu jak kran nie mielismy. Wode czerpalo sie ze studni. Mama urzadzala nam, dzieciom, kapiele w balii do prania.
    O Ziemiach Odzyskanych slyszalam wokol od ludzi to samo co Ty. O demontowniu fabryk przez Armie Czerwona czytalam w jakims powaznym zrodle (inne lekcewaze), niestety nie pomne jakie to bylo. @ Tanaka zachlystuje sie wdziecznoscia dla Stalina za podarownie nam tych ziem i grzmi oburzeniem na nasze zaniedbanie tego daru. No to napomknelam, ze Stalin sobie cos z tego prezentu uszczknal.
    Z przyjemnoscia czytam to, co piszesz na temat dbalosci przesiedlonych rodakow o dobra poniemieckie. W latach 80. czytalam w amerykanskim „Reader’s Digest” wzruszajaca historie o pewnej rodzinie wysiedlonych Niemcow, ktora odwiedzila swoje dawne gospodarstwo i zastala je w dobrym stanie. Podobno zegnali sie czule z polskimi gospodarzami. Pare lat temu widzialam reportaz – chyba BBC – o parku granicznym wspolnie pielegnowanym przez Niemcow i Polakow. W tejze BBC widzialam jakas niemiecka formalna spadkobierczynie wielkiego majatku po naszej stronie Odry. Opowiadala, ze udajac sie zobaczyc miejsce swoich przodkow , obawiala sie zetkniecia z wrogoscia Polakow. Tymczasem miejscowi przyjeli ja serdecznie i „dali jesc i pic”. Tez rozpiera mnie duma, kiedy slysze takie rzeczy.

  380. @ Tanaka
    Nie masz dobrej, celnej odpowiedzi na moja uwage do Ciebie, wiec zarzucasz mnie potokiem slow nie na temat. Zapomnijmy o tym, ze Polska niekomunistyczna nie mogla byc odpowiedzialna za zmarnowana, Twoim zdaniem, szanse jaka dal nam, znowu Twoim zdaniem, podarunek Stalina. Przypomnijmy, ze Stalin wyzwolil nas od Niemcow i nie mial obowiazku dawania nam prezentow. Tylko my ciagle skamlemy, ze cos sie nam nalezy. Piekne odwracanie kota ogonem. Nie wiem dlaczego sie dziwisz, ze oskarzam Cie o zla wiare. Jestes pelen zlej wiary – jak to z zawzietymi moralistami bywa. Mysle tez, ze moglbys bardziej szanowac czas swoich rozmowcow i popracowac nad zwiezloscia wypowiedzi. Czy w szkole uczono Cie, ze im wypracowanie dluzsze a styl bardziej zawily, tym lepiej?

  381. anumlik
    27 stycznia o godz. 10:50

    Mam nadzieję, że pominięcie tego układu to niedopatrzenie a nie realizacja aktualnie obowiązującej polityki historycznej:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Układ_PRL-RFN

  382. „Miazmaty (z gr. miasma – splamienie, brud) – przestarzałe określenie oznaczające niezdrowe powietrze, zaduch. W dawnej medycynie były to wyziewy chorobotwórcze pochodzące z rozkładu organizmów zwierzęcych lub roślinnych czy też z zanieczyszczenia powietrza.” (Wikipedia)

    „Miazmaty z taty… w miodopłynnym sosie.”
    Tak pisze na margineska na czułe wspomnienie o czyimś ojcu.
    Ile pogardy dla człowieczeństwo i jego uczuć trzeba mieć, żeby coś takiego spłodzić?

  383. kruk
    28 stycznia o godz. 3:04

    Kruku, wcięło mi tekst, który do Ciebie napisałem – i to uważam za ważki problem do rozwiązania przez komputerową smarkaterię, a nie to, że wrócimy znów do Wilna lub czemu ach czemu jest tak, jak jest, choć mogło być inaczej. Więc półtora słowa.

    Tanaka działa najprawidłowiej jak można: porządkuje przeszłość we własnej głowie, trzymając się uwarunkowań przeszłego czasu, a nie dzisiejszego. Kto natomiast chce zarządzać czort wie jakim prawem milionami autonomicznych ludzi we własnym ambicjonalnym interesie, robi to, włażąc na drabinkę, zamiast we własną psychikę.

    Jedyne, co człek może sensownie robić przez parę sekund jedynego, niepowtarzalnego życia na bezsensownie się kręcącej ziemi – to żyć. Zgodnie ze swoją strukturą psychofizyczną. Pierw tę strukturę trzeba poznać. A to robota na całe życie.

  384. @hetajr z godz. 6:10
    Pisałem wczoraj o godz. 10:50: – Zmienił to układ zgorzelecki w 1950 roku, ale dopiero umowa pomiędzy Kohlem i Mazowieckim, zawarta w roku 1989 (tzw. polsko-niemieckie pojednanie) pod nadzorem Anglii, Francji i USA, unormowała niepewny status ziem zachodnich. Nie przedstawiłem całego kalendarium wydarzeń (także na arenie międzynarodowej), które doprowadziły do traktatu pomiędzy Polską i Niemcami, podpisanym oraz ratyfikowanym przez parlamenty obu krajów w 1990 r. Traktat ten był poprzedzony w 1990 roku konferencją 2+4 (NRF, NRD + Rosja, USA, GB, Francja), po której w 1990 r. zawarto traktat w sprawie zjednoczenia Niemiec, który potwierdzał granicę na Odrze i Nysie. Układ zgorzelecki z roku 1970 był krokiem (fakt – ważnym) na drodze działań mających prawnie usankcjonować polską granicę zachodnią.

  385. @blondynka, z godz. 8:44
    Twoja niechęć do Namargineski nie powinna fałszować jej wypowiedzi. @Na marginesie pisząc wczoraj o godz 22:53 – Miazmaty z taty… w miodopłynnym sosie – nie miała na myśli „czułych wspomnień o czyimś ojcu”, a konkretnie „miazmaty” (ja bym to jeszcze ostrzej nazwał), który powstały (i powstają) z działalności… Ojca Dyrektora, jak nazywany jest redymptorysta z Torunia. Namargineska odniosła się do postu @ozzy’ego, z godz. 22:33, w którym wspomina on o Ojcu Dyrektorze. Sprawdź, proszę.

  386. kruk
    28 stycznia o godz. 3:33

    moglbys bardziej szanowac czas swoich rozmowcow i popracowac nad zwiezloscia wypowiedzi.

    To się da łatwo zrobić – że zwięźle. Zaraz będzie zwięźle.

    kruk
    28 stycznia o godz. 3:04
    @ Tanaka zachlystuje sie wdziecznoscia dla Stalina za podarownie nam tych ziem

    To są łajdacko kłamliwe słowa.

    Właśnie po to jest szkoła podstawowa: pobrać podstawowe nauki i podstawowy zakres rozumienia rzeczy. Ponieważ, zamiast powiedzieć coś podstawowo rozumiejącego, gadasz byle co, zrobiłem Ci tą darmową uprzejmość przedstawienia spraw podstawowych. Żebyś wreszcie mogła skończyć szkołę podstawową, więcej mówić do rzeczy i – nie chcąc pojmować, mieć tą łatwość gadania łajdactw.

    Lolek smoleński został nad wyraz dokładnie przestawiony i na takie bezrozumne o nim gadanie jakie produkujesz już nie ma miejsca w ramach zwięzłości.

  387. anumlik
    28 stycznia z godz. 9:23

    Układ z 1970 roku niczego prawnie nie unormował w zakresie uznania granicy Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej a Niemcy byli gotowi do jego zerwania w każdej chwili? Wytrzymali układ i granica 20 lat a zerwać go usiłował Helmut Kohl – niewątpliwie wielki przyjaciel Polski i Tadeusza Mazowieckiego.

  388. Dzien dobry, wiosna juz blizej, +6C, troche deszczu

    do powyzszego: jak w anegdocie o Czukczy, ow nie
    „czitatiel a pisatiel” i z tego wychodza same miazmaty.

  389. @hejtar, z godz. 9:49
    Masz rację. Podczas obrad paryskiej konferencji dwa plus cztery, w 1990 roku, Kohl był przeciwny jakimkolwiek „osobnym” traktatom granicznym z Polską. Dopiero stanowcza odpowiedź Margaret Thatcher, która zagroziła nie poparciu przez GB zjednoczenia Niemiec oraz zakulisowe działania Skubiszewskiego, aby przedstawiciel Polski uczestniczył w paryskiej konferencji, do czego doszło 17 lipca 1990 roku, Traktat o potwierdzeniu istniejącej granicy polsko-niemieckiej, podpisany 14 listopada 1990 roku, nie zostałby uchwalony. Na marginesie. 22 listopada 1990 roku, czyli 8 dni po podpisaniu traktatu, Margaret Thatcher zrezygnowała z kierowania rządem Wielkiej Brytanii.

  390. zyta2003
    28 stycznia o godz. 0:32

    Zyto, powiem za siebie, @Roger może za siebie: nie mówiłem o tym, że te ziemie „tak się zmarnowały”. Mówiłem co innego: nie zostały dość dobrze pojęte zrozumiane i docenione, a wskutek tego – wykorzystane, w mądry sposób dla zbudowania nowej, spójnej, sprawnej Polski.
    wymieniałem też niektóre, moim zdaniem, zasadnicze powody tego niedocenienia i niewykorzystania: inność kulturową, właściwie – cywilizacyjną, która rządziła polskimi głowami. Ona była bardziej kresowa, ukraińska, nie miejska, nie żyjąca w cywilizacji zurbanizowanej, miejskiej, opartej na prawach miast i zawartości miast: reguł, kanonów, urzędów, uniwersytetów, badań,, dokumentów, kantorów handlowych, wymiany międzynarodowej dóbr, usług, idei, banków, organizacji życia, mieszkania w mieszkaniu a nie w chałupie, nie w polu, ale wśród ulic miasta.
    o zupełnie inny rodzaj cywilizacji, z czym do dziś mamy problem w całej Polsce, nie tyko na dawnych Ziemiach Odzyskanych: nie bardzo rozumiemy jak działa miasto, nie szanujemy go, psujemy, rozwlekamy miasta po polach, łąkach i lasach, marnujemy przestrzeń, wszędzie gdzie można i nie można włazimy z byle jaką zabudową.
    Cywilizacja oparta o miasta, bogatą infrastrukturę tej cywilizacji: sieci energetyczne, koleje, drogi, obiekty obsługi komunikacyjnej – technicznej i podróżnych, sieć infrastruktury wodnej (wodociągi, studnie, zbiorniki, retencje, regulacje, melioracje; kanalizacja; infrastruktura komunikacji rzecznej – konieczna w takiej cywilizacji, a nieobecna na Kresach, i właściwie w Polsce niemal wcale nieistniejąca, w nowoczesnym, pewnym, sieciowym znaczeniu jaka była już na obszarach niemieckich). Tego co Polska zastała na przejętych ziemiach zachodnich i północnych, tego SYSTEMU cywilizacji, Polska przedwojenna niemal nie znała.

    Niedocenienie i dalece niewystarczające wykorzystanie wielkiego potencjału cywilizacyjnego jaki te ziemie zawierały miało też ważne źródło w tym, że zapatrzeni byliśmy ciągle na wschód, na te Kresy, na tą bezkresną, niemiejską Ukrainę, na tą folwarczność, dworki i pałace. I te marzenia o Andersie, odebraniu Lwowa i Wilna oraz bombie atomowej nad Kremlem.
    Coś takiego nie może nie wiązać nóg, rąk, a najbardziej – umysłów. Wieczne zapatrzenie w przeszłość. A przeszłość nie mogła wrócić. Co dla ludzi mających głowy do myślenia było jasne. Trzeba iść do przodu, wziąć to co jest, co dostaliśmy, a dostaliśmy coś o niezwykłej wartości, i na tym budować. Bo jest na czym. I jest co.

    Mowiąc o zgraniu z krajobrazem, nie mówiłem o przemyśle ale o zabudowie. O urbanizacji, zasadach planowania, wykorzystania potencjału przestrzeni i krajobrazu. Owszem, przemysł był tego częścią. Planowanie miast i połączeń między nimi, oraz wprowadzania infrastruktury w przestrzeń było poddane konsekwentnym – tacy Niemcy – zasadom i rygorom. Dlatego też miasta mają swoją wyraźną strukturę. Wiadomo co jest miastem, a co nim nie jest. Jest przestrzeń zabudowana, racjonalnie i efektywnie wykorzystana i jest przestrzeń otwarta: pola, łąki, zbiorniki wodne, cieki, lasy, góry. dzięki temu, widząc miasteczko wśród lasów, bądź w górach, mamy poczucie większej harmonii i klarowności. Urbanizacja nie jest tak intruzywna i bałaganiarska, a architektura zabudowy jest rządzona konsekwentnymi zasadami. Nie ma tego szaleństwa budowania byle czego byle jak i co kto uważa, a właściwie – nie uważa. Miasta niemieckiego przedwojnia były głownie takie. To zostało, w to weszła Polska i jej kultura oraz zasób pojęć i uprzedzeń. ten zasób, te zasady zostały, w znacznym zakresie, niewykorzystane, a – też w sporym zakresie – popsute, może bardziej przez nierozumienie i zlekceważenie, niż celowe niszczenie.

  391. @anumlik
    28 stycznia o godz. 9:39
    Doceniam twoją wiarę w czyjąś dobrą wolę, ale jeżeli prześledzisz jej wpisy chociażby z poprzedniego dnia…. to zauważysz rzecz ciekawą. Niemal obsesyjne nawiązywanie do jakichś moich wypowiedzi i zawsze w tonie prześmewczym. Poniewąz nie można gadać z samym sobą (chociaż i to miało miejsce), to znalazła/y się osoba z którą te złote myśli wymienia. Jeżeli nawet pozornie rzecz dotyczy czegoś innego, to zawsze nawiązuje do mnie. Jak powiedziałam już wcześniej obsesja i to złośliwa.
    Ja wychodzę z założenia, że jeżeli działam komuś na nerwy, to niech mnie ignoruje, jako i ja to czynię. A jeżeli się kogoś ciągle zaczepia, to w końcu ten zareaguje.
    Pozdrawiam

  392. @hetajr
    9:49

    troche poszedl kolega na skroty a Helmut Kohl, jako pragmatyk polityk „nie usilowal” zerwac go, ale w zwiazku ze zmieniajaca sie sytuacja w srodkowej Europie (zjednoczenie Niemiec, a wczesniej krytyka rzadu PRL w stanie wojennym, wybory do Bundestagu) nie byla to sprawa nr 1 na agendzie w Bonn.
    Prof. Klaus Ziemer z uniwersytetu w Trewirze ( uważa, że „Polacy czuli, iż Kohl jako kanclerz zjednoczonych Niemiec był niezawodnym partnerem, który dotrzymywał słowa”. Nie musze chyba przypominac, ze w polowie lat 90. sam kanclerz Kohl byl bardziej popularny w Polsce niz w Niemczech.

  393. @blondynka
    Twoje obsesje są Twoimi obsesjami, obsesje Namargineski są jej obsesjami. Ani mi w głowie ich śledzić. Odniosłem się do jednej Twojej wypowiedzi, którą także @ozzy skomentował (o godz.10:27) anegdotką o Czukczy.
    Pozdrówka

  394. @anumlik
    28 stycznia o godz. 10:52

    Mówienie o czyichś obsesjach nie jest w porządku, jeżeli nie ma się na to pokrycia. Zrównanie mnie w tym wypadku z osobą prawdziwie obsesyjną (na co są przykłady) odbieram jako niepoważne.
    Anegdotka o Czukczy też mnie nie rozbawiła.
    Nie wiem czy o to chodziło, ale jest mi przykro.

  395. Tanaka napisał:
    „Miasta niemieckiego przedwojnia były głownie takie. To zostało, w to weszła Polska i jej kultura oraz zasób pojęć i uprzedzeń. ten zasób, te zasady zostały, w znacznym zakresie, niewykorzystane, a – też w sporym zakresie – popsute, może bardziej przez nierozumienie i zlekceważenie, niż celowe niszczenie.”

    Mój komentarz
    Różnica zaraz powojenna między osiedleńcami na Ziemiach Zach. a niemieckimi mieszkańcami tych ziem była zasadnicza – po osiedleńczej stronie kapitał ludzki był skromny, mniejszy od tego u przedwojennych mieszkańców tych ziem, a zderzający się ze wszystkimi strukturami, zasadami wypisanymi w zabudowie, zagospodarowaniu przestrzeni, w koncepcji człowiek i środowisko, miasto i jego funkcje, w prawie, które współkształtowało to wszystko jako regulator nie tylko porządku społecznego, ale i przestrzennego, państwowego, samorządowego, itd.

    Z tymi niedostatkami kapitału ludzkiego i społwecznego nowi osiedleńcy musieli się zmagać, chociaż pewnie mało kto z nich wiedział o tym, po prostu patrzyli na to co było i twierdzili z umiarem – jest jak jest, może Niemcy umieli lepiej gospodarować (najczęściej spotykana opinia przeze mnie), może im to ktoś kazał, może oni są posłuszni i dlatego, tak wszystko od A do Z poskładali, itd.

    Moim zdaniem kultura, która przez wieki kształtowała się w miastach, która wytworzyła samorządność, prawo, harmonizowała ludzi i ich wytwory z warunkami krajobrazu, handlu, żyzności ziem, komunikacyjnym położeniem, itd, to jest to co odróżniało przedwojennych mieszkańców od nowych przybyszów.
    Kody społeczno kulturowe kształtowane były przez wieki i były z grubsza biorąc dwa – jeden miejscowy, miejski, samorządowy, prawny, drugi przyjezdny, swojsko-przaśny, rozchłestany, rozsadzający na co dzień, a łączący tylko od święta, podstawiający emocje pod roztropność, spontaniczność pod systematyczność, nieufność pod szacunek, itd.

    Te kody zmagały się ze sobą przez dziesiątki lat – pierwszy zaimplementowany (jego resztki) w krajobrazie miast, drugi w głowach przybyszy. Wynik znamy. Kręcimy nosem, że nie jest dobry. Czy mógłby być inny? Oczywiście. Mogło być gorzej.
    Pzdr, TJ

  396. anumlik
    28 stycznia o godz. 10:52
    blondynka
    28 stycznia o godz. 11:05

    My obession, your obession…
    https://www.youtube.com/watch?v=bKWzH2IAZls

  397. Mackiewicz po raz siódmy podjął próbę zdobycia zimą Nanga Parbat, a Revol po raz czwarty. Tym razem wyruszyli we dwójkę, działali w stylu alpejskim, sportowym, bez żadnego wsparcia ze strony tragarzy oraz nie mając tlenu w butlach.
    Może ktoś wytłumaczy (mi) jaki jest sens takich wspinaczek?
    No i ten styl… „sportowy … nie mając tlenu w butlach”…
    Jeszcze parę dni temu media dumnie donosiły o planowanym wyczynie (?) ,a ja sobie przypomniałem tragiczną polską wyprawę w Himalaje sprzed paru lat…

  398. laudetur,
    na rozladowanie tej minorowej atmosfery a na dodatek –dies Dominica—zapraszam
    do Salonu Niezaleznych na telewizje
    https://www.youtube.com/watch?v=4j_o-F9Mv7Q

  399. @zezem, z godz. 11:19
    Nie znajduję się „pomiędzy przyciskami” (czy innymi pokrętłami), nie uczestniczę w eksperymencie Milgrama. Choć… cholera wie. Jak człowiek z własnej woli znajdzie się pomiędzy młotem a kowadłem?

  400. @blondynka

    Ma być bezpośrednio, to niech będzie. Bez złośliwości. Nie wiem, skąd czerpiesz swoją wiedzę o sprawach z zakresu weterynarii, ale najwyższa pora, żeby przynajmniej próbować ją weryfikować, zanim wyskoczy się z kolejną głupotą, jak to miało miejsce w Twoim przypadku. Sama przyznajesz, że niezbyt dokładnie pamiętasz treść artykułu, ale jesteś pewna, że tam było o tym machaniu ogonem. Moja rada: czytaj dokładnie, bo inaczej wychodzi to co wychodzi, a czego dowody dałaś rozliczne chociażby w tym miejscu. P drugie, nie wiem, w jakim barbarzyńskim miejscu zamieszkujesz. W Polsce już od kilku ładnych lat kopiowanie uszu i ogonów u psów jest zakazane. A jeśli nawet spotyka się pinczery czy boksery z kopiowanymi uszami, to jest to albo pozostałość po wcześniejszym obyczaju, albo jakiś barbarzyńca robi to po domowemu. W każdym razie żaden normalny weterynarz takich zabiegów nie wykona. I obecnie łatwiej można spotkać pinczera (dobermana) wyglądającego jak przerośnięty jamnik niż takiego z agresywnym exterierem. Więc zanim wzięłaś się za pisanie o cięciu uszu i ogonów, należało to sprawdzić, albo przynajmniej zapytać.

  401. @blondynka, z godz. 11:05
    jest mi przykro.
    Mnie nie. Chcesz brać do siebie wszystko, co inni na jakikolwiek temat napiszą, to bierz. Ale uważaj – ten typ obsesji opisał już Mrożek w opowiadanku „Mały przyjaciel”. Dla przypomnienia:
    http://varapanyo.blogspot.com/2014/04/sawomir-mrozek-may-przyjaciel.html

  402. konstancja
    26 stycznia o godz. 23:49
    Wybacz, że dopiero teraz odpowiadam. Praca przede wszystkim. Z czegoś trzeba żyć.
    Nie zgadzam się z tobą, że grupa 55+ nadaje się już tylko na doradców młodych. Również winna być w parlamencie i pośród radnych. Rzecz tylko w wyborze – zarówno u młodych, jak i wśród 55+ można znaleźć rozsądnych i mądrych, jak i porąbanych. Rzecz w tym, iż część młodych, ludzi starszych i doświadczonych nie poważa. Ma gdzieś zarówno ich wiedzę i doświadczenie. Na wszystko mają internet. I tyle gwoli wyjaśnienia.

  403. My obsession (nagrany jeszcze w 1966)
    „Between the buttons” album The Rolling Stones, album z 67 r, tytul autorstwa Charlie Wattsa, ktory zapytany podczas nagrywania plyty wlasnie tak odpowiedzial:
    „It´s between the buttons”, czyli jeszcze nie zdecydowalismy. Na drugiej stronie
    winylu wydanie brytyjskie DECCA ( a mam go przed soba) sa rysuneczki – seria rymowana Wattsa

  404. @blondynka
    W dalszym ciągu uważam, że w Twoim przypadku potrzeba wymagania od Ciebie dokładnych źródeł prezentowanych informacji „naukowych” jest zasadna.

  405. RIP
    zmarl
    INGVAR KAMPRAD, 91 lat

    zalozyciel legendarnej IKEA,czyli I (ngvar) K (amprad) E (lmataryd) A (gunnaryd)
    – te ostatnie dwie to nazyw miejscowsci w szwedzkim regionie Småland (stale miejsce zamieszkania Kamprada, niczym Omaha dla Warrena Buffetta). Zalozyciel IKEA juz
    jako 17.latek mial pomysl skladanych mebli, ktore bede dostepna dla szerszego kregu
    konsumentow.
    Lata 40 i nieco pozniej, jak odkryl w 1994 dziennik „Expressen” to niechlubna karta
    Kamprada i jego fascynacja nazizmem. Nie byl aktywnym i zlozyl to na karb swojej
    niewiedzy i naiwnosci, Przprosil publicznie i zalowal tego krotkiego epizodu. „Wstydze sie jak pies” – mowil Kamprad.
    IKEA (2015) to 328 domow sprzedazy w 43 krajach i 170 tysiecy zatrudnionych.

  406. Michał Faraday,fizyk i chemik angielski,miał kiedyś zabawną przygodę, która wydarzyła mu się na sobotnim pikniku.Otóż pewna lady w wolnych chwilach rozmawiała z nim o temperaturze wrzenia wody itp błahych tematach. Faraday był nieco zakłopotany, ale udzielał odpowiedzi grzecznych i wnikliwych.
    Okazało się, że owa lady uważała go za Fahrenheita i kiedy na drugi dzień dowiedziała się, że nim nie jest, zerwała z Faradayem wszelkie stosunki, nie wyłączając towarzyskich

  407. @anumlik 28 stycznia o godz. 10:28
    Traktat o potwierdzeniu istniejącej granicy polsko-niemieckiej, podpisany 14 listopada 1990 roku, nie zostałby uchwalony. Na marginesie. 22 listopada 1990 roku, czyli 8 dni po podpisaniu traktatu, Margaret Thatcher zrezygnowała z kierowania rządem Wielkiej Brytanii.

    Anumliku, jakże mogłeś zrobićmito? Paczę ja paczę i co widzę? Mój osobisty, własny nick! W zestawieniu z Margaret Thatcher! A ta Margaret to była córka sklepikarza i wredna wydra, bo zamknęła kopalnie i wysłała górników na bruk! Anumliku, wytłumacz się gęsto, co miałeś na myśli. A może nawet czego nie miałeś. Buuuu! Tak mi przyyyykro!!!!

  408. ·@blondynka
    25 stycznia o godz. 15:59

    Szanowna blondynko!

    Zniszczyłaś swoimi profesjonalnymi informacjami kompletnie moje wspomnienia z „Porgy and Bess”! Według Ciebie opera uciekła do NJ, a w filmie, który widziałem to nie opera, ale Bess uciekła do do NJ w celu podniesienia standardu życiowego , daleko od Sporting Life’a i biedny, zakochany w Bess żebrak (rodzaju męskiego!!) kaleka Porgy, wybrał się za nią na swej desce-rolce, wyjąc radośnie. Pamiętam, że zrozumiałem nawet jego angielskie słowa, ale ich już nie pamiętam. Płyta winylowa jest w piwnicy, tam jest zimno i dla mnie zbyt daleko.
    Porgy nie miał nóg, ja wprawdzie mam, ale mnie nie słuchają.

    Do wpisu zaka cos dorzucę później, bo dla mnie data 27. 1.1945 jest jak najbardziej historyczna – był to początek ucieczki naszej rodziny przed frontem. Bardzo dobrze pamiętam okoliczności.

  409. Panowie..
    Ktoś kiedyś powiedział, że Facet łyknie każde pochlebstwo, byle oprawione w wielkie niebieskie oczy.Być może za nickiem stoi zarośnięty dwumetrowy brunet ale Wy widzicie słodką ,niewinną panienkę. Wystarczy parę och i ach, jak ty ciekawie mówisz i jaki jesteś mądry….Nic dziwnego, że namargineska się z lekka wkurzyła (wybacz). Swoją drogą nie wiem, czy to nie jakiś test.
    Pozdrawiam i proszę o nierzucanie gromami.

  410. Drobna uwaga do cytatu:

    „przeczłapała długa kolumna oświęcimskich więźniów, prowadzona przez obozowych esesmanów . To byl marsz smierci, bowiem zbrodniarze, chcieli zatrzec slady swego
    ludobojstwa”

    Wszystko się zgadza, ale sugestia, że ten marsz był 27.stycznia, wydaje mi się niezgodny z faktami. Moja rodzina wyjechała ostatnim pociągiem niewojskowym z Kędzierzyna w nocy, 27.1.45 i byliśmy około tygodnia w Racławicach. Tam widziałem jak pędzono więźniów ze wschodu na zachód, ale było to na początku lutego. Faktycznie słyszałem od czasu do czasu strzały, prawdopodobnie do „maruderów”, hamujących tempo całości. Mróz był straszny, śniegu też dużo.

  411. Sląsk
    Od lat siedemdziesiątych mieszkałam na Śląsku opolskim. Potem na Dolnym Śląsku. w tym również w Świdnicy.To prawda, że także na opolszczyżnie wyzwolenie niekoniecznie było wyzwoleniem. Armia wkraczała na wrogi teren , i gwałty były czymś normalnym . Chowano dziewczęta , ale to nie zawsze się udawało W każdym razie matkę mojej przyjaciółki znaleziono Przeżyły gwałty, ale pozostało na nich odium dziwek rosyjskich. Po roku 70 masa znajomych wyjeżdżała do NRF, w ramach łączenia rodzin.Każdy miał tam jakąś bliską rodzinę I teraz ja mam w Niemczech paru przyjaciół.

    w

  412. @zuzanna51

    Pisałem wcześniej, że niejednego jeszcze zaskoczenia oczekuję.
    A co do @blondynki. Jojczy i tyle.

  413. @Lewy
    Przyznaj się, anegdotę o Faradayu przepisales z „Zefirka historii” Eryka Lipinskiego.

  414. Fragment mojego felietonu, zatytułowanego:
    „Ucieczka, wypędzenia, powroty i pojednanie”

    Moja rodzina przy ponad 30-stopniowym mrozie pewnej styczniowej nocy, gdy czołgi radzieckie ze Strzelec zmierzały w kierunku Koźla, wzięła na plecy przygotowane od kilku dni woreczki z ciuchami, mnie na sanki i ostatnim pociągiem pojechała kilkadziesiąt kilometrów na zachód do krewnych, a gdy Rosjanie przyszli bliżej, przygodnym transportem wojskowym znowu kilkadziesiąt kilometrów dalej, finalnie aż do Szpindlerowego Młyna, obecnie czeskiego, o podobnym brzmieniu miejsca, gdzie siostra pracowała w szpitalu wojskowym. Transport wojskowy z Rumunii – dywizja SS spiesząca na odsiecz Wrocławia – nie dysponował węglem do lokomotywy i żołnierze wycinali przydrożne drzewa, aby palić w kotle parowozu. Moc parowozu była tak mała, że w okolicy Nowego Świętowa 12 godzin próbowano zdobyć lekkie wzniesienie, dziś niezauważalne przy normalnym pociągu, aby dojechać do Prudnika i potem Nysy. Siedzieliśmy w szoferce ciężarówki całą noc, nogi na stosach „Handgranatów” i nigdy w życiu nie zmarzłem tak jak wtedy. Matka dostała 40 stopni gorączki i tylko 16-letnia siostra była na tyle sprytna, że zorganizowała dalszy transport do Szpindlerowego Młyna. Tam zaczęła się sielanka, prawdziwe wczasy zimowe. Nie brakowało jedzenia (żywnościowe kartki młodzieżowe). Mieszkaliśmy w hotelu Hubertus (odwiedzałem te miejsca po 50-iu latach, nic się nie zmieniło). Wczasy zimowe skończyły się, gdy słychać było kanonadę armat radzieckich wojsk, które oblegały Wrocław już ze wszystkich stron. Wszyscy uchodźcy zostali skoszarowani w Vrchlabi a potem przewiezieni przez Pragę do Böhmerwaldu (Szumawy – okolice dzisiejszego Krumlova). Przyszła wiosna 1945, piękna i gorąca, ale znów Rosjanie się zbliżyli i my już własnym sumptem, za wódkę, którą moja matka kupiła na kartki, płaciliśmy traktorzyście, który nas zawiózł – tym razem na południe w kierunku strefy okupowanej przez armię amerykańską. Było już kilka dni po wojnie, pierwsza połowa maja. Temperatura była tak wysoka, ze kąpaliśmy się w przydrożnych stawach. W pewnym momencie spotkaliśmy, przy kompletnie zatłoczonych drogach, lekki wóz pancerny, z którego „wystawał” żołnierz machający błyszczącą w słońcu szabelką – jechali po przydrożnym polu bo szosą się nie dało – to byli Jankesi – przestaliśmy się bać Czechów i Rosjan. Sytuacja idealnie pasowała do opisu przegranej wojny. W rowach pełno porzuconej broni różnego kalibru i innego materiału wojskowego. Porzucony lekki czołg z kilkoma skrzynkami amunicji do armatki 4-lufowej stanowił dla nas podstawowe wyposażenie zabawowe, oraz łowienie raków i rybek w czystym strumieniu. Rozbicie o kamień pocisków i „zagospodarowanie” prochu do różnorakich zabaw było normalnym zajęciem, gdy matka pracowała na polu. Także wrzucanie granatów ręcznych (o kształcie jajek) do gnojówek okolicznych gospodarstw było nie lada atrakcją. W tym czasie matka i siostry ciężko harowały u „bauerów”, abyśmy mieli co jeść. Nie działała już żadna władza cywilna, organizacja, pieniądze nie miały żadnej wartości, tylko „niewolnicza” praca była podstawą przeżycia i wymiana towarowa. Niestety matka dawno już wymieniła kosztowności i lepszą odzież na żywność, pozostał „odrobek”. Dla dzieci to był raj: Koniec strachu przed nalotami, piękna pogoda, brak przymusu szkolnego, zabawy z porzuconą bronią! Każdy chłopak miał kilka pistoletów, wprawdzie Amerykanie kompletowali zdobytą broń na hałdach, ale specjalnie nie pilnowali, można było się częstować dowoli. Kroplą dziegciu były warunki zakwaterowania, kilkadziesiąt osób w jednej sali, jeden piecyk do gotowania wody i ogromne ilości pcheł i wszy. Jedno przeciągnięcie zwykłym grzebieniem przez włosy „uwolniło” kilkadziesiąt dorodnych egzemplarzy. Zakładaliśmy się o to, kto ma najwięcej „mieszkańców”. Okazało się, że młody fryzjer, który pomadował swą czuprynę. Umieszczono nas w budynku szkoły obok obozu jenieckiego, który będę pamiętał długo z dwóch powodów: Poznałem tam brata Maxa Schmelinga, jedynego białego boksera, który pokonał sławnego Joe Louisa przed wojną i po drugie – nabyłem pierwsze doświadczenia jako kierowca. Uruchomiłem porzuconego przez wojsko forda, stojącego na podwórku i dojechałem do ściany, silnik zdechł i koniec podróży, bo do tyłu nie wiedziałem jak. Po drobnych zmianach miejsca pobytu – za armią amerykańską, która wycofywała się z części zdobytych terenów na rzecz Sowietów, nasza tułaczka doszła do kresu w miejscowości Stein (obecnie Polna na Šumavě) – to był koniec ucieczki!

    PS

    Jak widać, mieliśmy kłopoty, ale w sumie wielkie szczęście. Gdy Sowieci wkroczyli do naszej dzielnicy to postępowali dokładnie tak jak mówiła propaganda. Ciotkę- sąsiadkę co nieco zgwałcili, syna – niepełnosprawnego umysłowo zastrzelili, krowy zabrali i ludzi „ewakuowali”. Nam groziło podobne traktowanie, ale dopiero przy i po powrocie, ale to już inna historia. Jak będzie okazja to zacytuję drugą część wspomnianego felietonu.
    Aby moje słowa nie były zbyt poważne, to mały dodatek. W naszym domu nocowali Rosjanie. Zachowali się nieźle, bo ne spalili domu (co czynili cywilom w sąsiedniej wiosce), tylko skonsumowali ostatnie konserwy z piwnicy i słoiki wykorzystali do uwiecznienia swoich fekalii. Można uznać, że było ok!

  415. zuzanna51
    28 stycznia o godz. 16:41

    „Panowie..
    Ktoś kiedyś powiedział, że Facet łyknie każde pochlebstwo, byle oprawione w wielkie niebieskie oczy.Być może za nickiem stoi zarośnięty dwumetrowy brunet”.

    W tym konkretnym wypadku na pewno nie stoi. Masz widzę skromne doświadczenie obserwacyjne. W najdrobniejszym szczególe zachowań siedzi cały człowiek. Jego odczytanie zależy od umiejętności i doświadczenia obserwatora, mniej – od umiejętności maskowania się obserwowanego, który nie jest w stanie się wcielić bez reszty w inną postać. Każdy ma specyficzny i nie kontrolowany przez siebie sposób reagowania na określone tematy, układania zdań, dobór wyrazów, swoisty temperament i parę innych swoistości, których, choćby się nadął jak balon i pękł, się NIE POZBĘDZIE. Najbardziej znany z tego blogu jest a r o n e k t y s i ą c a n i c k ó w, który co rusz próbuje wychodzić z siebie i rżnąć kogo innego. Nie wychodzi mu i nie wyjdzie, choćby właśnie pękł.

  416. @Antonius

    „Marsz smierci” z Auschwitz to 17.01-21.01.1945 (do Loslau a pozniej do Rzeszy)

  417. @ Na marginesie, z godz. 16:29
    Może ta Thatcher i zołza, córka fryzjera i wredna wydra, co to zamkła kopalnie i górników na bruk! na bruk! – ale to dzięki jej postawie podczas paryskiej konferencji mamy jakoś tam (lepiej lub gorzej) zagwarantowany spokój na zachodniej granicy. Może jej się zachciało za Churchilla à rebours robić? Nie buuuucz już, nie bucz 🙂

  418. hetajr
    28 stycznia o godz. 9:49
    a zerwać go usiłował Helmut Kohl – niewątpliwie wielki przyjaciel Polski i Tadeusza Mazowieckiego.
    O ile dobrze pamiętam, między innymi w tej sprawie Helmut został wezwany przez George’a (seniora) na czerwony dywanik i tam chyba został poinformowany „co i jak”.

  419. @zuzanna51, z godz. 16:41
    Aprops blondynek i ich oddziaływania na panów. Najlepiej to oddał Wiesław Michnikowski, w końcówce pieśniczki z Kabaretu Starszych Panów. Voilà Madame:
    https://www.youtube.com/watch?v=lreRm6J57ag

  420. gotkowal
    28 stycznia o godz. 17:23
    Przyznaje sie. Bo pasuje do pewnej lady na blogu

  421. Antonius
    28 stycznia o godz. 16:52
    Przemarsz oświęcimskiej kolumny przez Podlesie miał miejsce zaraz po połowie stycznia 1945 roku. Data 27 stycznia dotyczyła wyłącznie wejścia do miejscowości przez czerwonoarmistów, co przez lata było traktowane jako rocznica wyzwolenia spod władzy III Rzeszy.

  422. @ wbocek
    Znowu zrobiles sie zagadkowy jak Sfinks. Mam rozumiec, ze to ja wlaze na drabinke i chce rzadzic psychika milionow? Jak do tego wniosku doszedles? Pewnie znowu jakis skrot myslowy dla mnie nie pojety. Wole Twoje doglebne wywody.

  423. @Antonius 28 stycznia o godz. 17:26
    Łoł! Ciekawe. Masz gdzieś tego więcej?

  424. @ Tanaka
    A wiec nie powiedziales tego, co powiedziales. Coz ja mam na to powiedziec?
    Co sie tyczy wypracowan szkolnych, moja zlosliwosc wobec Ciebie byla nasladownictwem Twoich poczynan z rozmowcami. Teraz rowniez popisales sie wytworna swada. Jak pisze @wbocek styl kazdego z nas jest rozpoznawalny i niepowtarzalny. Ciebie dotyczy to bardziej niz kogokolwiek.

  425. @ozzy
    DECCA pluła sobie w brodę , gdy zlekceważyła czwórkę z Liverpool’u. Nie popełniła tego błędu z RS.
    Mam m.in. ich o wiele wcześniejsze LP jak np. „England’s Newest Hit Makers” czy też „Around And Around” wydane przez wspomnianą wytwórnię.

  426. kruk
    28 stycznia o godz. 18:14

    A niech Cię chudy bocian, kruku, przepraszam! Tanaka mówił i mówi najtrzeźwiej jak można i zgodnie z FAKTAMI, natomiast jeden silnie zakompleksiony, stąd interesowny kurdupel, historią wedle swych kurduplowatych interesów ZARZĄDZA. Z drabinki, rzecz jasna. Ani mi w głowie było mylić Ciebie z nim. Choć jak się przyglądnąłem swojemu skrótowemu wpisowi, wyszło, że rzeczywiście mogłaś przyjąć to do siebie. Nie przyjmuj. Jeśli miałaś z tego powodu dyskomfort, to moja wina. Przepraszam. Wściekly byłem z powodu znikniętego wpisu, nad którym się nasiedziałem, ale to mnie nie usprawiedliwia.

  427. gotkowal
    27 stycznia o godz. 13:16
    „Przypomnę: Polska utraciła Śląsk w XIV wieku, za Kazimierza Wielkiego przeszedł pod władanie Czech.”
    Pozwolę sobie na niezgodę z tym stwierdzeniem. Tym razem ja przypomnę: już ojciec Kazimierza III zwanego później Wielkim, czyli Władysław I Łokietek nie sprawował senioralnej, ani faktycznej kontroli nad ziemiami śląskimi, których władcy czyli piastowscy książęta śląscy woleli zostać wasalami króla czeskiego, aniżeli podlegać panu na Krakowie. Jego syn Kazimierz III tylko potwierdził tę sytuację, zrzekając się formalnie roszczeń do panowania nad księstwami śląskimi. To właśnie w efekcie tej woli poszczególnych śląskich Piastów, a nie rezygnacji Kazimierza III cały Śląsk znalazł się w królestwie czeskim i w następstwie zmian dynastycznych pod władzą Habsburgów.

  428. @zezem

    a bylo to tak, owczesny szef DECCA Dick Rowe zaniechal podpisanie kontraktu z The
    Beatles a pozniej Andrew Loog Oldham przygarnal The Rolling Stones, byl ich producentem i managerem, i to dzieki niemu w jakiejs mierze, RS mozemy sluchac i
    chodzic na koncerty. The Beatles tez mialo wspanialego managera i producenta, czyli Briana Epsteina i Georgaa Martina

  429. @ozzy, z godz. 18:35

    Polski rzad zmienia historie, czyli jak bylo n a p r a w d e?

    Chce zmienić. Czy mu się uda? W wielu głowach na pewno namiesza. Wklejam opinię Galopującego Majora, jednego z rzetelniejszych polskich blogerów:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,22953887,galopujacy-major-izrael-ma-racje-ze-tupnal-noga-w-sprawie.html

  430. · ozzy
    28 stycznia o godz. 17:31
    @Antonius
    „Marsz smierci” z Auschwitz to 17.01-21.01.1945 (do Loslau a pozniej do Rzeszy)
    ·
    zak1953
    28 stycznia o godz. 17:58
    Antonius
    28 stycznia o godz. 16:52
    Przemarsz oświęcimskiej kolumny przez Podlesie miał miejsce zaraz po połowie stycznia 1945 roku. Data 27 stycznia dotyczyła wyłącznie wejścia do miejscowości przez czerwonoarmistów, co przez lata było traktowane jako rocznica wyzwolenia spod władzy III Rzeszy.

    Pewnie obaj macie rację. Cytujecie konkretne daty, wiec pewnie wiecie, co piszecie. Ja tylko gdybałem, gdy powiązałem moje obserwacje na początku lutego z powojenną informacją o marszu śmierci. Nawet nie pamiętam, czy widziałem gwiazdy Dawida, bo nie zbliżyłem się do tych biedaków, bo jestem raczej tchórzem. Wiem, że szli ze wschodu na zachód – w kierunku Nysy. O wynikach strzałów (trupy w rowach za miastem) powiedział nam wujek, kolejarz, u którego mieszkaliśmy. Zastanawiam się tylko, ile kilometrów mógł przejść taki pochód w ciągu doby? Odległość od Auschwitz nie jest duża, ale pieszo to na pewno wymaga kilku dni. Gdy my wialiśmy z Kędzierzyna, to Sowieci byli w Strzelcach – może z już wyzwolonego Opola? Nie doszli szybko do nas, bo wszystkie mosty na Kanale Gliwickim i Odrze były wysadzone i czołgi miały kłopoty. Dużo wcześniej wyzwolili Opole, niszcząc je kompletnie i to przeważnie po ustaniu walk! Jestem (a raczej byłem) specem od wyzwolenia Opola, bo dyrektor Liceum zmusił mnie do wygłoszenia w auli referatu „dziękczynnego” o tym „wyzwoleniu”. Musiałem, wiec mówiłem, ale co o tym myślałem, to było tajemnicą. Dyrektor zakpił sobie ze mnie podwójnie:
    1) Byłem uznany jako „pomiot wroga klasowego”,
    2) powierzył tak szlachetne zadanie Ślązakowi – przedstawicielowi zakamuflowanej opcji. To chyba miało zadziałać wychowawczo, a wzbudziło tylko niesmak.

    PS
    Gdzie jest ten Loslau?

    @Na marginesie
    28 stycznia o godz. 18:21
    Oczywiście mam!

  431. Antonius
    28 stycznia o godz. 19:27
    Zajmowanie Śląska miało bardzo zróżnicowane tempo. Sporą część Górnego Śląska Armia Czerwona zajęła prawie z marszu, bez większego oporu ze strony Wehrmachtu, dzięki operacji oskrzydlenia wojsk niemieckich. Jednak były pewne granice owego ustępowania. Jak podałem wcześniej, miasto Żory oddalone od Mikołowa około 20 km poddało się dopiero 24 marca. Zapłaciło jednak znacznym zniszczeniem (ok.80% zabudowy). Ponadto czerwonoarmiści mieli pełną świadomość, iż jeszcze w styczniu weszli na ziemie III Rzeszy, które wcześniej nie należały do II Rzeczypospolitej. A tam nie mieli już żadnych zahamowań. Nie bawili się w rozróżnianie obywateli Niemiec na Ślązaków i inne nacje. Stąd twoje, Antoniusie doświadczenia musiały być zupełnie inne, aniżeli Ślązaków mieszkających kilkadziesiąt kilometrów bardziej na wschód. Czego by nie powiedzieć, to jednak na przedwojennych ziemiach polskich, czerwonoarmiejcy zachowywali się zdecydowanie łagodniej. Problemem, jak wszędzie byli maruderzy, czyli umundurowani i uzbrojeni rabusie, udający regularne oddziały AC. Dla nich nie było żadnych świętości, ani w Polsce, ani w Niemczech. Jeśli wpadali w ręce regularnego wojska, kończyli najczęściej tak jak byli jeńcy radzieccy, którzy zdecydowali się na służbę w armii niemieckiej – z kulą w głowie.

  432. @Antonius,

    to Wodzislaw (niem. Loslau)

  433. kruk
    28 stycznia o godz. 18:26

    A wiec nie powiedziales tego, co powiedziales.

    Powiedziałem, co powiedziałem: to Twoje łajdacko kłamliwe słowa: @ Tanaka zachlystuje sie wdziecznoscia dla Stalina za podarownie nam tych ziem.
    @Pombocek powiedział jak się robi własny wizerunek: nieuctwem i ślepotą w sprawach rudymentarnych, fałszowaniem skali, kręceniem i łajdactwem dajesz podpis do własnego portretu.

  434. Tanaka
    28 stycznia o godz. 20:22

    Uchuchuchu… sie wsciekles !

    Jeszcze nigdy nie widzialem, zebys tak dosadnie i bez wybacz kogoklowiek okreslil. Ale sama sobie nagrabila ta @kruk, co nie tylko po lajdacku przekrecila co pisales, ale na dodatek swoim nickiem prawdziwe kruki obrazila podszywajac sie pod nie.

    pozdrowka
    ~l.

  435. @zak1953
    Oczywiście masz rację. Uzylem skrótu, bo historia Śląska jest zbyt zawila nawet dla Slazakow.

  436. „Rozdziobią was kruki, wrony”?

  437. gotkowal
    28 stycznia o godz. 20:37
    Perypetie Slązaków w sposób zabawny, ironiczny nieco i spostrzegawczo opisuje autor kryjący się pod Janosch np. w książce „Polski blues” lub „Cholonek , czyli dobry Bóg z gliny” /tyt.
    oryginalny: „Cholonek oder der liebe Gott aus Lehm”.

  438. @Antonius 28 stycznia o godz. 19:27
    No to może byś tak kiedyś wstępniak jaki (sugeruję nieśmiało)

  439. @lonefather 28 stycznia o godz. 20:30
    Też bym się w na miejscu Tanaki w końcu odgryzła, bo ile można?

  440. @Na marginesie, z godz. 21:10
    Przeca się odgryzł. Najmocniej jak potrafił i na jakie odgryzienie się pozwala dobre wychowanie. Ja bym opierdolił, ale Tanaka jest delikatniejszy 😉

  441. zezem
    28 stycznia o godz. 21:08
    Racz zauważyć, że „Cholonek” dotyczy Ślązaków mieszkających po niemieckiej stronie granicy, która w 1922 roku podzieliła Górny Śląsk na dwie części. I kiedy w 1974 roku ukazało się I wydanie książki Janoscha, została ona wydana w wersji okrojonej przez cenzurę. Jedno jest pewne, Ślązacy zawsze byli ludźmi z krwi i kości, pełnymi ogromnych zalet i takichże przywar i wad.

  442. @anumlik 28 stycznia o godz. 21:18
    Rozmawiamy o fakcie dokonanym.
    Aczkolwiek nie wiadomo… ale nie wywołuj kruka z lasu 😉

  443. gotkowal
    28 stycznia o godz. 20:37
    Nie rzucałbym się o dawną historię, gdyby nie to, iż taki skrót myślowy staje się oficjalną wersją części polskich historyków i IPN-u, odpowiedzialnego za polską politykę historyczną. A przecież IPN jest głównym odpowiedzialnym za przygotowania obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę.

  444. @zak1953 28 stycznia o godz. 21:20
    Właśnie czytam (w Newsweeku, co tu kryć) o Jolancie Jackiewicz, śląskiej prowodyrce Czarnego Protestu: „Wzywom wszystki Śląskie Perły, postońcie. Przyjdźcie. Pokożcie siła. Przeca są żeście siłaczkami”. I dalej: „Przeciwko progordzie i wszelkim gwołtom, przeciwko łomaniu praw, kiere się nom przynależom. Przeciwcko wszelakiyj dyskryminacji.” To po śląsku?

  445. lonefather
    28 stycznia o godz. 20:30

    Aaa, to; no, z taką subtelnością i w baletkach. Skoro rzeczona moje obszerne przedstawienie zagadnienia zamienia w zachłystywanie się wielbieniem Stalina to należy to ładnie nazwać: łajdactwem.

  446. Na marginesie
    28 stycznia o godz. 21:23

    ale nie wywołuj kruka z lasu

    wyjęcie kurka z dupy kruka
    wywoła pożar lasu: już bucha!

  447. Czyli po prostu: odpowiednie dać rzeczy słowo.

  448. @Tanaka 28 stycznia o godz. 21:32

    Ąć! A może by tak Leśmianem?

    „Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze,
    Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie.
    Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze
    I węszy świat, którego nie zna, nie rozumie.”

    Dalej jest jeszcze ciekawiej, ale powściągnę się z cytowaniem.

  449. Na marginesie
    28 stycznia o godz. 21:37

    Tu bym miał niejaką wątpliwość. Ja się wyraziłem ściśle i z czułością. A Leśmian to jakoś tak… prosto z mostu.

  450. Zejdźcie już z kruka, co za dużo to niezdrowo.
    Umknęło mi – co z tą ustawą o IPN – to było głosowanie w Sejmie czy wygłup rządowy? Bo jak głosowanie to może dobrze by było wiedzieć kto, jak i za ile…

  451. @,@zezem, zak1953
    Cholonek to karykatura, groteska. Trudną, skomplikowaną prawdę o Śląsku podzielonym pomiędzy Polskę i III Rzeszę, wraz z dramatycznym, wrześniowym finalem – uczciwie w swej trylogii opisal Horst Bieniek – polecam, choc trudna do zdobycia.
    Wszyscy mamy solidny zapas historii, rodzinnych i nie tylko, tragicznych i smiesznych; jednak solidna literatura te paskudne czasy przybliża najlepiej.

  452. Na marginesie
    28 stycznia o godz. 21:28
    Przez kilkaset lat, kiedy Śląsk znajdował się pod władzą południowych, a w końcu zachodniego sąsiada, mowa moich przodków przetrwała obok oficjalnego języka władzy. Od czasu kiedy, Polska przyszła na Śląsk, to się zmieniło. W końcu, wg władzy śląska mowa to język polski w swej pierwotnej wersji. I w czasie nauki w szkole niejeden raz zebrałem drewnianą linijką na sztorc za „godanie”, a nie mówienie. Nie byłem w tym jedyny. Kiedyś zdarzyło nam się zastrajkować za sekowanie naszego kolegi przez licealną nauczycielkę z powodu śląskiego akcentu. Kiedy Polska przyszła na Śląsk w 1922 roku, nauczycieli przywieziono z Polski. Zresztą obowiązywały szczególne przepisy, stosowane wobec polskich nauczycieli na Śląsku, wprowadzone przez władze warszawskie. To co dzisiaj uchodzi za mowę śląską, ma się nijak do śląszczyzny jaką znałem jeszcze 60 lat temu, którą posługiwali się moi dziadkowie, wujowie i ciotki, a nawet starsze kuzynostwo.
    Kiedy byłem kilkulatkiem byłem świadkiem edukowania moich rodziców przez repatriantów ze wschodu jak poznawać pochodzenie przyjezdnych. Wszyscy z końcówką nazwiska na -uk, -ak, to mieli byli Ukraińcy, bądź spolonizowani Ukraińcy, zaś ci z nazwiskami na „icz” pochodzili z rejonów białoruskich lub litewskich. I to były poważne wykłady.
    Jackiewicz to nie jest ortodoksyjnie śląskie nazwisko. Ale ja się nie będę czepiał. W końcu, ktoś w trzecim, czwartym czy nawet piątym pokoleniu żyjący na mojej ziemi, może o sobie powiedzieć, że jest Ślązakiem, bez względu to, w jakiej guberni carskiej Rosji żyli jego dziewiętnastowieczni przodkowie.
    A co do tej wypowiedzi? Ta pani tak rozumie swoje śląskie słowa. Dla mnie, to zwyczajnie stylizowany na śląskość polski.

  453. Hej,

    ogladalem przed chwila program-debate „Studio Polska” z dnia 27.01
    – nikogo nie znam z gosci, troche Adama Sandauera (piszeo tym pan Celinski na blogu)
    Pierwsza i jedyna refleksja: a to wlasnie Polska!
    Smutno mi Boze!

  454. @Namargineska:

    Rzekł Bajdała do Boga:
    O, rety – olaboga!
    Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,
    Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?

    @Ewa-Joanna, z godz. 21:46
    A laszego mamy zejść z gupiej baby?

    A ustawa była ipeenowska. Uchwalona w piątek. 28 stycznia. I pewnie przejdzie przez senat i doczeka się podpisu prezydenta.

  455. zak1953
    28 stycznia o godz. 21:20
    Racz zauważyć, że „Cholonek” dotyczy Ślązaków mieszkających po niemieckiej stronie granicy, która w 1922 roku podzieliła Górny Śląsk na dwie części..
    No właśnie. Byli Slązacy „polscy” i „niemieccy”. Jest interesujące jak jedni drugich postrzegają czy postrzegali. Co do wydanej książki, dysponuję egzemplarzem „nieokrojonym”.
    Sam Janosch z tego co mi wiadome mieszka z dala od europejskiego zgiełku(Teneryfa). Znany jako autor i ilustrator książek dla dzieci cieszących się dużą popularnością.
    Podobno pytany o przynależność narodową odpowiada ,że jest Schlesier.

  456. !!!
    Stefan Zeromski, „Rozdziòbia nas kruki, wrony” (prawie jak horror)

  457. Znam Slask tylko z filmowych perelek pana Kazimierza Kutza, zreszta bardzo interesujaca osoba, laureat „Cegly Janoscha”

  458. @anumlik
    28 stycznia o godz. 22:27
    Jajec!

    Rany ja nietutejsza – co to znaczy „ustawa ipeenowska”?
    IPN sobie zrobił czy przeleciało to w Sejmie. Chyba przeleciało, bo jak ma być Senat i dudek… Ale na stronach nic nie ma. 🙁

  459. Polecam serdecznie, genialny narrator o Slasku

    KOD MISTRZÓW – Relacja ze spotkania z KAZIMIERZEM KUTZEM (Teatr Groteska, 24.02.2014)

    https://www.youtube.com/watch?v=xfvy2Zcb_dc

  460. @zak1953 28 stycznia o godz. 22:21
    Stylizowany na śląskość polski – ja też odniosłam takie wrażenie. Ty je potwierdzasz.

  461. zezem
    28 stycznia o godz. 22:27
    Ten podział ma stosunkowo krótki życiorys, wytworzony przez politykę. Gdyby carska Rosja nie przegrała w starciu z cesarskimi Niemcami, być może jednym z landów Niemiec byłby taki o nazwie GrossPolen.
    Jeśli chodzi o Górnoślązaków problem wyskoczył w czasie II wojny. Starsi Ślązacy nie mieli problemów z wzajemnymi kontaktami. Mieli go młodsi urodzeni tuż po I wojnie. Przy poborze do Wehrmachtu, ci z polskiego G.Śl. często nie znali języka niemieckiego, bo przeszli wyłącznie przez polskie szkoły II RP. A niemiecki był niemile widziany przez ówczesne polskie władze. Podobnie była za PRL-u. Niemieckiego mogłeś uczyć się na Mazowszu ale już na Śląsku – nie.

  462. @anumlik 28 stycznia o godz. 22:27
    „Tu tkwiły włóczyzmory, w swym konaniu zwinne,
    Pstrocinami złych ślepi przeraźliwie czynne,
    Strawione przeraźliwym liszajem niebytu,
    A łase na ułomną podobiznę świtu,,,”

  463. ozzy
    28 stycznia o godz. 22:32
    Z tą „cegłą Janoscha” to taki trochę pic, bo to nagroda przyznawana przez mieszkańców regionu głosujących, na osoby które ich zdaniem zasłużyły się czymś najlepiej w minionym roku dla Śląska. Czemu cegła Janoscha? Bo redaktorzy zachowali jakąś ilość cegieł z rozbiórki budynku zwanego familokiem, którym miał mieszkać Janosch (czyli Horst Eckert) w dzieciństwie w Zabrzu. Czyli domu Janoscha na polskim Śląsku już nie ma. Pozostały tylko pojedyncze cegły. I to one są wręczane za budowanie tutaj czegoś dobrego.

  464. @ wbocek 28.01 godz.18:36
    Nie poczulam specjalnego dyskomfortu. Drabinka oczywiscie skojarzyla mi sie ze znanym karlem, ale zachcialo mi sie troche poprzedrzezniac. Zaluje, ze przepadl Twoj dluzszy komentarz. Moze zrozumialabym wscieklosc, jaka wywolala u paru osob moja klotnia z @Tanaka. Jedna dobra rzecz wszak z niej wynikla – @blondynka mogla nieco odetchnac.

  465. ozzy
    28 stycznia o godz. 22:23

    Idzie marzec ciemną nocą… fiku-miku, świt w kominie.
    Ozzy, ta audycja to zwiastun. To testowanie granic i próba generalna.
    Jeśli ktoś, dość naiwnie, zastanawia się jeszcze, po co są nowe marionetki w stylu Morawiecki, lub importowane w stylu Mg (od Magdalena) Ogórek, oraz, w jakim celu Partia I Rząd mrugają oczkiem do ONR-u i neoendeków (a pod stołem ich hoduję), to objaśnienie jest dośc już oczywiste.
    Mamy grę w dobrego i złego policjanta, przy czym ten dobry ‚tv-ogórek’ i zły ‚narodowiec’ to oba – nie PIS! Piss siedzi z boku i…tonizuje, tonizuje – a nie bynajmniej szczuje.
    I tak ma wyglądać.
    Przy tej okazji podaję popularny link o Adamie S. (poniżej), postaci o zacnej legendzie, ale i kontrowersyjnym usposobieniu.
    http://pikio.pl/adam-sandauer-studio-tvp/
    Jest on też znany -skądinąd- jako wieloletni, bezkompromisowy i uporczywy tropiciel spisków lekarskich, wyrażających się błędami medycznymi (co wynika z ignorancji Sandauera w kwestii pojęcia, ale i niestety słusznej oceny spiskowego stanu funkcjonariuszy systemu opieki zdrowotnej w PL).
    Bardzo ciekawa osobowość i ciekawie uwikłana.
    Co oczywiście nie ma nic wspólnego z jego związaną z pochodzeniem piękną historią i ze złowrogą prowokacją (bez wątpienia!) w TVPiss.

    Nb ja tych telewizji zupełnie nie oglądam. Dziś na ten sam temat, na krawędzi prowokacji wobec Passenta wystąpili w tvn24 (loża prasowa) dwaj dziennikarze – jeden „dobrozmienny” (bez nazwiska znanego przyzwoitemu odbiorcy), drugi do niedawna trzeźwy choć z aspiracjami do balansowania (Stankiewicz).
    Teza tych dwóch w sumie: ustawa słuszna jak najbardziej, bo nas murzyni biją.
    Passent nie wiedział, gdzie się ze wstydu schować, reagował z najwyższej próby szacowną godnością, mimo że sprowokowany udziałem do osobistych stanowisk w sprawie.
    Sytuację ratowała skutecznie, o dziwo, red. Wielowieyska, słusznie nazywając problem: od dziś wskazanie, że szmalcowali Żydów Polacy (jak Passenta i jego rodzinę, o czym wspomniał) jest karane. Trudno bowiem wskutek ustawy udowodnić, że nazywając szmalcownika Polakiem nie podpada się pod paragraf „kto naród obraża…”.
    Jak słusznie Passent doniósł (haha) w jego (!) sprawie, objaśniono mu (prawnie), że aby uniknąć paragrafu, szmalcownika trzeba objawić po nazwisku, a nie po narodzie.
    Passent stwierdził, że to nazwisko jest znane wielu ludziom, lecz go nie podał.

    Tak oto wracają prawem i sprawiedliwością czasy, gdzie niesławny, z gnidzich gąb wypluty traktat o gnidach stał się paragrafem.
    Naśladowców-ignorantów nie brak.
    Pociecha w tym, że jest porządek i wkrótce każdy, bez względu na poglądy i pochodzenie będzie mógł sprawdzić swoją legalność u źródła, w Narodowym Serwerze Rozwoju i Godności na Nowogrodzkiej.

    Bez tego impulsu, obŻydzanie gnidami studiów telewizyjnych napotka na spolegliwe zaproszenie z powrotem do Ogórka, może i z zapitką.

    Pozdrawiam Cię, tymczasem.

  466. Tanaka
    28 stycznia o godz. 21:28

    Lajdactwo wypowiedzi oczywiste.

    Dosadnosc reakcji Twojej dla mnie oczywista. Uzasadniona.

    Chetnie na tym poprzestane. Choc mam swiadomosc, ze to nie koniec… , niestety.

    pozdrowka
    ~l.

  467. @Tanaka I to jest ta ulomnosc ( a takze wspanialosc, bo wogole mozemy sie porozumiewac) internetu. W realu przegadalibysmy w temacie Ziemie Odzyskane czasu wiele i na pewno bez klotni. Ja tak naprawde nie mam miejsca na ziemi, nad czym specjalnie nie boleje, bo gna mnie ciekawosc swiata, a na dodatek bardzo lubie miasto, gdzie mieszkam. Ale oczywiscie jesliby mialo byc gdzies moje miejsce na ziemi, to jest to Dolny Slask. Moj brat, ktory mieszka w Walbrzychu (wrocil z gornictwa na Gornym Slasku), jest wielkim patriota i znawca tych ziem, to samo zaszczepil trojce swoich dzieci. Kiedy przyjezdzam tam „zamecza” mnie wycieczkami i o wszystkim wszystko wie, zreszta podobnie robi za przewodnika wsrod licznych kolegow szkolnych z Izraela, ktorzy tez maja ogromny sentyment do stron swojej mlodosci i regularnie przyjezdzaja na te ziemie.
    Trzeba czasu, zeby poczuc chociaz troszeczke, ze to moje miejsce na ziemi i moja mala ojczyzna. Musimy duzo wybaczyc tym pierwszym nieszczesnym osadnikom. Polecam ksiazke „1945” , autor chyba Grzebalkowska, wlasnie o tym roku na „odzyskiwanych” ziemiach.
    PS. Pisales pod poprzednim watkiem, ze twoja znajoma w srednim wieku nie interesuje sie niczym, co jej nie dotyczy. Np prawami reprodukcyjnymi kobiet, bo ja juz to nie dotyczy. Wiec chcialam przypomniec, ze pigulka antykoncepcyjna zostala wprowadzona do farmokologii dzieki pieniadzom i ogromnym zaangazowaniu 74 letniej amerykanskiej milionerki – feministki. Od strony naukowej problem byl wyjasniony, pozostal drobiazdzek. Trzeba bylo pastylke wyprodukowac w wersji najmniej szkodliwej na uklad hormonalny, przeprowadzic testy na kobietach i wmowic konserwatywnej agencji do wprowadzania lekow, zeby ja dopuscila. Udalo sie, wmowili, ze to pastylka na zaburzenia hormonalne. Czytalam o tym interesujaca ksiazke. I tym sie rozni pani zapewne wyksztalcona lat ok. 60 z Polski od 74-letniej wyksztalconej Amerykanki. Dlatego napisalam w tamtym watku, ze juz przestalam wspolczuc polskim kobietom, wlasnie za brak zaangazowania. ( Bardzo przepraszam te, ktore jednak szerzej widza swiat niz zachowanie „kompromisu” aborcyjnego) Moja corka jest (byla) na forach zaanagazowanych Polek, jakie zalozyly po czarnym marszu. Takie nawet tylko polotwarte. Po roku wycofala sie, nie po drodze jej z nielojalnymi wzgledem innych kobiet, wszystko najlepiej wiedzacymi kobietami- matkami -Polkami Niestety, nie widze swiatelka w tunelu.

  468. Dzien dobry, 29.01, 00:27

    dziekuje @Gekko za obszerny komentarz-wyjasnienie i nieco materialu w sprawie
    AS – wlasciwie nie powinien korzystac z tej „goscinnosci” telewizyjnej, jakze niesympatycznych gospodarzy Studio Polska.
    Pozdrawiam

  469. @tejot 27 stycznia o godz. 13:53
    „czy Stalin mógł stanąć z wojskami na jakiejś linii granicznej i czekać, co będzie dalej? To była II Wojna Światowa, a nie wojna o wyzwolenie.”

    Po pierwsze to właśnie tego, czyli rozejmu z Niemcami i wyjścia ZSRR z wojny najbardziej bano się na Zachodzie. I miedzy innymi dlatego zarówno tak ochoczo zaopatrywano ZSRR w materiały, żywność i broń potrzebne do prowadzenia wojny oraz dlatego tak bardzo ustępowano Stalinowi politycznie. Aż do samego końca, czyli robiąc wszystko aby tylko wciągnąć go do wojny z Japonią. Czego skutki odczuła na swojej skórze Europa Środkowo-Wschodnia zaraz po wojnie jak i przez następne prawie pół wieku.

    Po drugie, wprawdzie tylko na części transkontynentalnego frontu ale jednak, Armia Czerwona to zrobiła. Front w Polsce stanął na linii Wisły na prawie pół roku, począwszy od wybuchu Powstania Warszawskiego. Warszawiacy za ten drobny przystanek Armii Czerwonej zapłacili około 200 tysiącami trupów.
    Tak więc twoje przypuszczenie wcale nie jest takie teoretyczne a dla nas Polaków miało całkiem wymierny koszt.

    Opcja pierwsza to jest mój ulubiony argument w dyskusji z pierwszym sortem, w odpowiedzi na ich banialuki o tym, że „obie okupacje Polski, czyli niemiecka i sowiecka były praktycznie takie same”.
    Radzieccy by sobie wyszli z wojny i poczekali na rezultat starcia uwolnionych z frontu wschodniego, zaprawionych w boju, tych głupich kilkuset dywizji z siłami Eisenhowera. Oraz na dokończenie przez Niemców operacji mordowania Żydów i przejście do fazy następnej, czyli do przemysłowego mordowania Polaków-katolików, a więc słowiańskich podludzi z numerkiem dwa w kolejce do hitlerowskiego krematorium.

  470. @Tanaka 27 stycznia o godz. 14:48
    „Równie prowokacyjnie: czy Stalin był prawidłowo zorientowany, że to jest wojna światowa, a nie Otczestwienna Wojna? Co by zresztą ze „światowej” miało wynikać partykularnego? Każdy,obojętnie, światowa czy nie – robi na wojnie co uważa i co może.”

    No to są jakieś żarty chyba…
    Wynik lokalnego konfliktu zbrojnego na rzeką Chałchin-Goł miał jak najbardziej światowe konsekwencje. Po pierwsze uratował samo istnienie ZSRR. Po drugie skierował japoński imperializm na południe, co po pierwsze doprowadziło do likwidacji kilku dalekowschodnich imperiów kolonialnych państw europejskich a po drugie do wciągniecia USA do wojny. Właśnie światowej a nie lokalnej. Do wybiciu Japończykom z łbów wszelkiego militaryzmu aż do dzisiaj. Do upadku ich kontynentalnych zdobyczy i przegonieniu ich spowrotem na wyspy. W konsekwencji do powstania Chin Ludowych w dzisiejszych granicach.
    Ciężko sobie wyobrazić bardziej globalne skutki niewielkiego starcia gdzieś na końcu świata, gdzie diabeł mówił dobranoc a konie mongolskich żołnierzy chciały sobie poskubać trawę na łące o spornym położeniu wzgledem granicy.

  471. @Tanaka 27 stycznia o godz. 16:07
    „Wojna nie zaczęła się jako „światowa”, ale stała się taka z czasem. To jest – „notorycznie” – niepamiętane.”

    @Tanaka to raczej ty zejdź z konia i wejdź do jamneńskiego kajaka. To ci z ladowej na morska perspektywę zmieni.

    Wielka Brytania wojnę Niemcom wypowiedziała 3 września 1939.
    Co oznaczało, że do „lokalnej wojny” przystąpiło mocarstwo imperialne, światowe, nad którym „słońce nie zachodziło”.

    Polski blogowy kawalerzysta zaraz na mnie naskoczy z szabelką o „dziwnej wojnie” polegajacej jakoby tylko „na zrzucaniu ulotek”.

    17 września 1939 – zatopienie lotnickowca „Courageous” ze stratą nieco większej liczby marynarzy aniżeli na wszystkich okrętach Polskiej Marynarki Wojennej w ciagu całej II wojny światowej

    14 października 1939 – zatopienie brytyjskiego pancernika „Royal Oak”, na którym zginęło prawie 2 razy tyle marynarzy, co na wszystkich okrętach Polskiej Marynarki Wojennej w ciagu całej II wojny światowej, w tym około 100 nastoletnich kadetów.

    połowa grudnia 1939 – bitwa brytyjskich okrętów z okretem niemieckim u ujścia La Plata, czyli na granicy Urugwaju i Argentyny. To zdaje się jest Ameryka Południowa, czyż nie?

    „Notorycznie” to polscy kawalerzyści zapominają, że konflikt rozpoczęty przez niemiecko-sowiecka agresję na Polskę „z czasem” zaledwie kilku tygodni zamienił się w bardzo krwawą wojnę, (a nie tylko w zrzucanie ulotek) a w czasie trzech i pół miesiąca jak najbardziej w wojnę światową nawet w sensie geograficznym.

  472. @Na marginesie 27 stycznia o godz. 16:15
    „Warto pamiętać, że amerykańska wersja historii jest całkowicie zorientowana a USA, przy czym reszta świata – to dla nich tylko tło. Dlatego według Stanów Zjednoczonych II wojna światowa rozpoczęła się atakiem na Pearl Harbour. I takiej wersji historii uczą się dzieci w USA.”
    Banialuki. W każdym amerykańskim szkolnym podręczniku do historii jaki miałem w rękach II wojna światowa rozpoczyna się we wrześniu 1939 atakiem na Polskę. Oczywiscie ilość materiału poświęconego amerykańskiemu udziałowi w wojnie jest najwieksza, ale czy w tym jest coś dziwnego?

  473. Pierwszy z brzegu przykład, wyciągnięty z bałaganu: Burton F.Beers, „World History, Patterns of Civilization”, Prentice Hall, 1988, podręcznik do szkoły średniej.
    Książka jest „od początku świata”, pierwszy rozdział to „prehistoria do 3000 BC”, drugi to „starożytny Egipt” (7000 BC – 30 BC).

    Rozdział 32: Powstanie państw totalitarnych w Europie, 1922-36
    1. Rewolucja w Rosji
    preludium / rewolucja Marcowa / bolszewicy przejmuja władzę / wojna domowa w Rosji / nowa polityka ekonomiczna Lenina /
    2.ZSRR za Stalina
    Stalin przejmuje władzę / plan 5 letni / państwo totalitarne / życie codzienne pod Stalinem / walka o uznanie międzynarodowe
    3. Faszyzm we Włoszech
    Powojenne niepokoje / Benito Mussolini / Włochy państwem faszystowskim / polityka zagraniczna
    4. Dojście nazistów do władzy w Niemczech
    Republika Weimarska / Adolf Hitler / Wrozrost potęgi nazistów / ustanowienie III Rzeszy / Hitlera program umocnienia Niemiec
    5. Militaryzm Japoński
    Era reform demokratycznych / wpływ kryzysu / potęga wojskowa / agresja w Mandżurii /

    Rozdział 33: „Swiat w wojnie” (1936-45)
    1. Droga do wojny
    hiszpańska wojna domowa / inne wyzwania dla pokoju / polityka ustępstw / kryzys czechosłowacki / Polska
    2. Ofensywa państw osi w Europie
    początkowe miesiące (tutaj jest 1 września 39 – moja uwaga) / upadek Europy Zachodniej / Bitwa o Wielką Brytanię / Nazistowskie Imperium w Europie / późniejsze agresje (Bałkany, Grecja, północna Afryka) / neutralnośćAmeryki.

    Rozdział 32 to 20 stron, ładnie ilustrowanych zdjęciami i mapkami ale bez wariactwa, to nie komiks z samymi obrazkami tylko sensownie napisany tekst

    Rozdział 33 to 10 stron, znow nie przeładowanych zdjęciami ii mapkami.

    Dopiero dalej „idzie” rozdział
    3. Wojna na Pacyfiku….

  474. Napisałem niejasno; 10 stron liczą tylko punkty 1 i 2 rozdziału 33-go.

  475. Nb. punkt 3. Wojna na Pacyfiku ma tylko 2.5 strony.

    4. Odwrócenie fortuny (?) „turn of the tide” było…
    wielka mobilizacja / zwrot w Afryce Północnej i w Europie / ofensywy aliantów w Europie / zdobycie Berlina / zwrotne punkty w wojnie na Pacyfuku / pokonanie Japonii
    5. Skutki wojny
    pokłosie wojny / ujawnienie Holokaustu / spory polityczne w Europie / świat powojenny

    Cały rozdział 33 ma 22 strony.

    Rozdział 34: „Odbudowa Europy i Zimna Wojna”

  476. @paradox57 27 stycznia o godz. 16:23
    „Otóż na studiach stwierdziliśmy empirycznie, że jak Kot macha ogonem, to jest zadowolony. A jak Kotu machać ogonem, to nie jest zadowolony.”

    Słabe te studia musiały być. Ja już w liceum doświadczalnie ustaliłem moduł Younga kota.

    No powiedzmy, mojego kota, ale zawsze.

  477. Ciekaw jestem czy mi red. Szostkiewicz puści:

    *************************************************

    zza kałuży 29 stycznia o godz. 4:46
    „Co do samego inkryminowanego określenia, to w języku angielskim „Polish death camps” nie musi oznaczać przypisanie odpowiedzialności Polakom, tylko lokalizację na terenach polskich. Jest jednak dwuznaczne i powinno się go unikać.”

    Można zapytać co redaktor Szostkiewicz w ciągu swojej długoletniej i miedzynarodowej kariery dziennikarskiej zrobił w tym kierunku, aby określenie „Polish death camps” przestało być dwuznaczne i aby redakcje najbardziej znaczących środków masowego przekazu na świecie zaczęły go unikać?

    Czy redaktor Szostkiewicz poparł inicjatywę amerykańskiej Polonii i podpisał petycję Fundacji Kościuszkowskiej z 2010 roku w tej sprawie? Czy redaktorowi Szostkiewiczowi umknęła ta inicjatywa? Ja bardzo chętnie podeślę redaktorowi Szostkiewiczowi nazwiska sławnych Polaków zamieszkałych zarówno w świecie jak i w Polsce, którzy petycję zauważyli, nie lenili się i ją podpisali.

    Warto wiedzieć, że petycja Fundacji Kościuszkowskiej odniosła skutek i redakcje licznych, w tym bardzo znanych w świecie gazet zmieniły swoje manuale i dodało do nich zakaz używania zwrotu „Polish death camp”. Łącznie z agencją Associated Press.
    Tytuły gazet, które zmieniły swoje stylebooki są bardzo łatwe do wyguglowania. Szczególnie dla kogoś, kto chwali się znajomością znaczeniowych niuansów historyczno-geograficznych.

    Twój komentarz czeka na moderację.

    *************************************************

    Zarówno ja jak i wszyscy członkowie zmobilizowanej przeze mnie wtedy rodziny podpisaliśmy petycję Fundacji Kościuszkowskiej.
    „Polskie obozy smierci”: jest po pierwsze debilizmem a po drugie bywa złośliwą i kłamliwą propagandą.

  478. Kilka lat temu pewien artykuł w NYT a właściwie ilustrujace go mapki były popisem durnoty amerykańskich redaktorów.

    „The Holocaust Just Got More Shocking”

    http://www.nytimes.com/2013/03/03/sunday-review/the-holocaust-just-got-more-shocking.html

    z dwiema mapkami, trzeba sobie na nie kliknąć na stronie artykułu, zaraz po prawej stronie od zdjęcia „Brody”.

    Jedna mapka jest zatytułowana „Ghettos for Jews in Eastern Europe” a druga „SS Concentration Camps”.

    Czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego ilustrator w Nowym Jorku w 2013 roku użył konturów państw z roku 2013-go do ilustrowania położenia niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych z czasów II wojny światowej? Podobnie z mapką pokazującą położenia żydowskich gett.

    Jak dobrze się przyjrzymy, to spostrzeżemy, że czasopiśmienny leń skorzystał wtedy z gotowca, czyli z mapek Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. A zatem to „fachowcy” z owego muzeum byli tacy „mundrzy”.

    Wiadomości idą w świat i każdy następny zamiast pomysleć – odwala od popzedniego. Jak w szkole na klasówce.

    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2287071/Full-shocking-scale-Holocaust-revealed-researchers-Nazis-created-42-500-camps-ghettos-persecute-Jews-Europe.html

  479. Chwała Ci, @zza kałuży, za to, że przedstawiasz obraz świata w XX wieku globalnie, a nie z perspektywy naszego nadwiślańskiego gumna. Znaczy: Twoja perspektywa jest perspektywą amerykańską, jankeską, jak byśmy powiedzieli. Dopiero co (wczoraj) wyleciał do swego mieszkania w Waszyngtonie amerykański boyfriend (już coś więcej – w przyszłym roku ślub) mojej najmłodszej. Córka ma – prócz polskiego magisterium – tytuł Master of History niezłej amerykańskiej uczelni. Porównywaliśmy sobie w dyskusji „wkład do łbów” serwowany polskim beanom i amerykańskim beanom. Nie da się porównać.

  480. anumlik
    29 stycznia o godz. 9:42

    Oj tam oj tam !

    Porownac sie jak najbardziej daje. Tyle, ze efekt porownywania jest porazajacy !

    pozdrowka
    ~l.

  481. zyta2003
    29 stycznia o godz. 4:30

    Bardzo mi sie podoba to c napisalas o 74 letniej amerykance. Bardzo.

    Nie @Tanaka pisal o polskiej 60 latce.

    pozdrowka
    ~l.

  482. @@@@@zzakaluzy

    Wnosisz wielki i cenny wklad. Pomoc amerykanska poznalem na wlasne oczy w Muzeum Wojska Polskiego, jako radziecka. Jak sie zmienilo po 1989 nie chcialo mi sie sprawdzic, czy pozostala jako radziecka, czy odzyskala tozsamosc.

    pozdrowka
    ~l.

  483. @doktorze Nie bolało 9:18

    Co ty tam możesz wiedzieć o słabości. Zwłaszcza że ustalałeś na swoim kocie, a nie na naszym Kocie. Na swoim kocie to żadna sztuka. Nawet sześcioletnie dziecko robi to bez zadyszki.

  484. zak1953
    28 stycznia o godz. 23:06
    Przy poborze do Wehrmachtu…
    Znałem osobę, dosyć popularną w pewnym okresie na Sląsku. On jako młody chłopak był powołany do Wehrmacht’u, jego ojciec niemal w tym samym czasie „wędrował” do Auschwitz…
    Jeszcze we wczesnych latach piędziesiątych często było słychać mowę niemiecką na ulicy,a niektórzy moi koledzy szkolni mieli typowe niemiecko-brzmiące nazwiska. Nie przeszkadzało to absolutnie we wzajemnych kontaktach…
    Na temat układów polsko-niemieckich w rodzinie pisze np. Günter Grass w swojej książce „Blaszany bębenek”.

  485. @anumlik 29 stycznia o godz. 9:42

    Nie ma co porównywać poziomu amerykańskich graduate studies w danej specjalności z poziomem szkoły średniej, ani polskiej ani amerykańskiej. Choćby tylko liczba godzin historii w USA jest bardzo mała, nawet gdy dany stan czyni z historii przedmiot obowiązkowy. Co dopiero powiedzieć, gdy np. taka Historia Europy czy Świata jest tylko wybieralna. Tak więc Amerykanin musi świadomie wybrać sobie taki (historyczny) profil aby czegoś więcej się nauczyć. Albo dopiero na studiach.
    Zresztą to wszystko jest bardzo silną funkcją jakości danej szkoły a ta z kolei zamożnoscią dzielnicy, w której szkoła ta stoi.

    Ja tylko zaprotestowałem, że w amerykańskich podręcznikach II wojna nie zaczyna się od Pearl Harbor.

    A mógłbym być złośliwy i napisać tak:

    – Wiadomo, że nie zaczyna sie od żadnego „Pearl Harbour” tylko od „Pearl Harbor”! 😉

  486. Całkiem na inny, choć dla mnie oburzający temat.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22955256,skasowali-bilety-w-tramwaju-nagle-wszedl-kontroler-do-zaplaty.html#Z_Prze
    Przecież to skandal, zeby skasowac ludzi na ponad 500 zł za brak informacji! Zamiast płacić kontrolerom, a pewnie jest ich wielu, można zainwestować w sprawniejszy system opłat za przejazd. Od lat już kilku u nas funkcjonuje płacenie dotykową kartą przejazdową – wchodzisz klap w czytnik, wychodzisz klap w czytnik. I tyle. Jak nie masz kredytu na karcie albo ci zabraknie też nie tragedia – dopłacasz później i tyle.
    Odzwyczaiłam się już od takiego ścigania za kichnięcie…

  487. Zresztą ja od dawna czułem, że dużo sensowniej jest gadać nie o jakimś szczególnie ważnym początku II wojny światowej tylko albo jako o kontynuacji I wojny światowej (niestety, z negatywna rolą samego faktu powstania państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski) albo, tak jak w przytoczonym powyżej amerykańskim podręczniku, jako o czymś, co zaczęło się raczej w czasie hiszpańskiej wojny domowej a nie we wrześniu 1939 w Polsce.

    No ale za takie „globalistyczne” podejście to dzisiaj traci się posady dyrektorów w muzeach historycznych zamiast dostawać ministerialne medale.

    Nasza wojna najważniejsza i od nas się wszystko zaczęło i na nas się wszystko kończy!

    Jak to gdzieś ten (wstretny) Ruski mówił?
    -Westerplatte? I wy się chwalicie tym waszym Westerplatte?
    A ilu tam waszych zginęło?
    -U nas w Brześciu to (tu nie pamiątam liczby) tysięcy naszych zginęło!

    No ale podobno te „Ruskie” – podobnie jak my Westerplatte – też sobie zmitologizowali i solidnie podkolorowali. Zawsze ku chwale swojej ojczyzny a na pohybel prawdzie historycznej… 😉

  488. zezem
    29 stycznia o godz. 10:12
    Teraz powoli wnuki zaczynają opowiadać historie swych dziadków dotyczące II wojny i ich służby w armii niemieckiej. Sam mógłbym opowiedzieć o kilku takich zdarzeniach w mojej rodzinie. Zdarzały się także przypadki, iż Ślązak walczący w czasie kampanii wrześniowej w armii polskiej, później trafił do Wehrmachtu.
    Takie coś przydarzyło się jednemu z moich wujków, który jako starszy szeregowy WP, we wrześniu znalazł się w niemieckiej niewoli. Pod koniec listopada 1939 roku został ze stalagu zwolniony do domu pod Pszczyną. W kwietniu następnego roku dostał wezwanie na niemiecką komisję poborową i wcielony do Wehrmachtu. Oczywiście Niemcy zachowali mu stopień z wojska polskiego.
    Kiedy odwiedzałem rodzinę, zawsze mogłem obejrzeć dwie fotografie stojące w jednej większej ramce na telewizorze – wujek jako starszy szeregowy w mundurze polskim i niemieckim.

  489. Gekko
    29 stycznia o godz. 0:27

    Mój komentarz
    Strategia polityczna PISu stosowana na rynku wewnętrznym, to wchłanianie przystawek partyjnych wszelkimi metodami. Strategię poprzez wchłanianie ideologiczne, upodobnianie się, przechwytywanie haseł, pomyślnie (tak mu się zdaje) zastosował Prezes w stosunku do skrajnej prawicy, endecji i nazioli i dzięki temu PiS stał się ONRem bis, łagodniejszą, strawniejszą dla elektoratu formą narodowego socjalizmu, tzw. demokracji nieliberalnej.

    Ustawa o obrażaniu narodu polskiego jest klasycznym przykładem poplątania z pomieszaniem, chęci odegrania się i formy tego odgrywania się, przykładem nieudolności politycznej, zastępowania rozumu i namysłu cwaniactwem i bezczelnością oraz otaczaniem swoich prawnych partactw brutalnymi wyjaśnieniami typu – a u was murzynów biją.
    Pzdr, TJ.

  490. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 10:13
    Czegóż chcieć od Amerykanów, skoro i w naszym kraju przedmiot o nazwie historia, często jest tylko apologetyką Polski, a nie nauki rzetelnej (i prawdziwej) historii.
    Być może dlatego dzisiaj więcej się mówi o polityce historycznej zgodnej z polską racją stanu, aniżeli o historii. Właśnie zaczynamy kolejną kampanię polityczną pod nazwą „Stulecie odzyskania niepodległości”.

  491. tejot
    29 stycznia o godz. 10:35

    Ustawa o obrażaniu narodu polskiego jest klasycznym przykładem poplątania z pomieszaniem, chęci odegrania się i formy tego odgrywania się, przykładem nieudolności politycznej, zastępowania rozumu i namysłu cwaniactwem i bezczelnością oraz otaczaniem swoich prawnych partactw brutalnymi wyjaśnieniami typu – a u was murzynów biją.

    Chyba sobie zarty robisz, bo uwierzyc nie dam rady, ze nie wiesz i nie rozumiesz po co ta ustawka, co Zydow na calym swiecie rozdraznila zostala przez Kaczysnkiego wrzucona wlasnie teraz.

    Popatrzmy globalnie, czyli na calosc. Jest zaogniajacy sie konflikt z KE? Jest !!!

    I do niego dorzuca Kaczynski drugi i to jaki konflikt, juz na skale nie tylko europejska, ale swiatowa, bo z wszystkimi Zydami na calym swiecie….

    Efekt? ….

    Widoczny golym okiem, czyli wiekszosc gadania swiatowego i europejskiego z problemu polskiej praworzadnosci, na konflikt z Zydami sie przeniosla….

    Mozliwe ze i trzeci jakis konflikt miedzynarodowy zostanie wysmazony…. Bo jest to identyczna taktyka, jaka zastosowal Kaczynski od poczatku zaprowadzania dyktatury.

    Bo przez caly czas, gdy kolejne kawalki wolnosci byly odbierane kolejnymi ustawkami, zawsze sie pojawialy a to Puszcza, a to pigulka, a to aborcja, a to co innego, co dzialilo protesty spoleczne na te w obronie demokracji i te z wrzutki…. i rocienczaly protesty w obronie demokracji.

    Teraz mamy ta sama metode, tylko ze w wersji miedzynarodowej.

    Ta „obrona czci” to nic innego jak wrzutka co juz rozcienczyla przez rozszerzenie, a jeszcze bedzie ja mozna uzyc jako wytlumaczenie suwerenewi, ze to wsciekli Zydzi to czy tamto Polsce uczynili, za to ze swojej czci bronic sie osmielila.

    I uwierz, ze nie tylko „ciemny lud” to kupi…

    pozdrowka
    ~l.

  492. Ewa-Joanna
    29 stycznia o godz. 10:17
    Całkiem na inny, choć dla mnie oburzający temat.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22955256,skasowali-bilety-w-tramwaju-nagle-wszedl-kontroler-do-zaplaty.html#Z_Prze
    Przecież to skandal, zeby skasowac ludzi na ponad 500 zł za brak informacji! Zamiast płacić kontrolerom, a pewnie jest ich wielu, można zainwestować w sprawniejszy system opłat za przejazd. Od lat już kilku u nas funkcjonuje płacenie dotykową kartą przejazdową – wchodzisz klap w czytnik, wychodzisz klap w czytnik.

    Mój komentarz
    Na moim wyrtlu (Viertel) ten system elektronicznego kasowania kwoty za przejazd działa od 9 lat. Równolegle z nim są zainstalowane tradycyjne kasowniki do biletów papierowych jednorazowych. Równolegle działają kontrolerzy. Pierwsze co robi kontroler, to wyłączą pilotem elektroniczne kasowniki, by gapowicz nie mógł z boczku po cichu przesunąć po nim swoim magnetycznym kartonikiem, po czym przystępuje do kontroli. Jak praktyka wykazuje, częściej niż rzadziej napatoczy się im jakiś gapowicz.
    Pzdr, TJ

  493. Gekko
    29 stycznia o godz. 0:27

    Wielkie, genialne!
    Nazwisko szmalcownika można podać, ale nie jego polską narodowość” Jak się poda – kara.
    Polska coraz większa. Orbitą sięga Oriona.

  494. lonefather
    29 stycznia o godz. 1:19

    Że pozdrówka, to jasne: pozdrowiony pozdrawia pozdrawiającego.
    Pozdrówka ! 😀

  495. Tanaka
    29 stycznia o godz. 11:12

    I na pochybel lajdakom ! Ot co ! Panie !

    I pozdrowka, bo dobrych pozdrowek nigdy dosc

    ~l.

  496. zyta2003
    29 stycznia o godz. 4:30

    Dolny Śląsk jest miejscem ewidentnie wielkiej urody, choć komuś z zewnątrz może łatwiej ją zauważyć w rejonach podsudeckich.
    Ciekawie, w poprzednim wpisie, o miejscu i czasie opowiadałaś. W ubiegłym roku zwiedzałem kopalnię węgla, która została zamknięta, a niedawno otwarta znowu, ale już dla użytku turystycznego. Wrażenie zrobili na mnie przewodnicy, różni,, bo sporo ich było, męzczyżni i kobiety, młodzi, albo w średnim wieku. Miałem okazję nieco dłużej porozmawiać, poza samym zwiedzaniem. Wyczuwalna pasja duża wiedza i pewnie pierwiastek dumy, choć dookoła niewiele już z dawnego przemysłu węglowego zostało. Kontinuum środowiskowe, dzieci rodziców którzy byli dziećmi osadników. Mam wrażenie, że czują się – nie od dziś – gospodarzami. „Ich” ziemia, choć ten zaimek jest trochę subtelny.
    To mi się podoba.

    Jak może pamiętasz, we wstępniaku „Kobieta wstaje z kolan, z kościelnej posadzki..” o oznakach i o potrzebie, by nastąpił realny przełom i kobiety rzeczywiście wstały z kolan, pisałem. Ale też wyraziłem powątpiewanie, czy te objawy są oznaką zmian czy czymś chwilowym i ograniczonym do – próby! – załatwienia jednej sprawy, a reszta już nieważna i kobietom niepotrzebna.
    Martwi mnie to, że nie widać powodów, by uważać, że poza jakimś fragmencikiem, chodziło o coś więcej. Chyba silniej działa wśród kobiet nie tyle lojalność i poczucie, że w jedności (losu) siła, ale może bardziej coś innego: ja uciekłam spod noża, a reszta mnie nie interesuje.

  497. lonefather
    29 stycznia o godz. 11:22

    😀

  498. @tejot
    29 stycznia o godz. 10:55
    Nie dam głowy, że u nas gapowiczów nie ma, ale z mojej obserwacji wynika, że głupio jest wejść do (tu wpisać czym sie jedzie) i nie klapnąć w czytnik. Po prostu każdy to, robi więc ten co nie robi zaraz z tłumu sie wyróżnia.
    Poza tym w dawniejszych czasach biletów tygodniowych mój syn został złapany przez kontrolera, bo jechał na bilecie ulgowym a nie miał ze sobą legitymacji szkolnej. Dostał upomnienie i miał lecieć do urzędu miejskiego i pokazac legitymację.
    A teraz to nawet nie wiem czy są jeszcze jakieś bilety. Może na pociąg? W autobusie to chyba awaryjnie u kierowcy mozna kupić jak ktoś nietubylec. Chociaz taką kartę można nabyć prawie wszędzie bez problemu.

  499. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 7:37

    Obawy były po obu stronach: Brytyjczycy obawiali się, że Hitler zwycięży Rosję. Lub, że dojdzie do porozumienia Hitler-Stalin (Stalin to rozważał) Co by oznaczało klęskę Anglii. Cała Europa dla Hitlera.
    Stalin obawiał się, że alianci nie utworzą frontu na zachodzie, w późnych fazach wojny hitlerowcy (nie sam Hitler) dogadają się z aliantami zachodnimi.

    „Front w Polsce stanął na linii Wisły na prawie pół roku, począwszy od wybuchu Powstania Warszawskiego.”
    Nie stanął, ani na pół roku, ani „nad Wisłą” – w rozumieniu „stania” wzdłuż rzeki. I nie „od początku Powstania”.
    Armia Czerwona zrealizowała największą kampanię wojenną – operację „Bagration”. Zanim mogłaby prowadzić kolejne strategiczne uderzenie, musiała się do niego przygotować, nabrać sił, dokonać reorganizacji i uzupełnień do walki w nowych warunkach. Następna kampania miała mieć podobną wielkość jak „Bagration”: serią szybkich i skoncentrowanych uderzeń opanować Górny Śląsk (przemysł, zasoby, zapasy: odebrać je Hitlerowi, pozyskać dla siebie), na Poznań i do Odry oraz na północny zachód, by nie dopuścić do włamania się armii niemieckich od strony Bałtyku. Czyli Pomorze i Wał Pomorski.

  500. @zza kałuży
    29 stycznia o godz. 9:25

    Zacny blogowicz zza bardzo dużej kałuży pozwolił sobie na dowcip i napisał komentarz „auto-moderowany” w dyskusji z red. Szostkiewiczem.

    zza kałuży 29 stycznia o godz. 4:46
    „Co do samego inkryminowanego określenia, to w języku angielskim „Polish death camps” nie musi oznaczać przypisanie odpowiedzialności Polakom, tylko lokalizację na terenach polskich. Jest jednak dwuznaczne i powinno się go unikać.”
    Można zapytać co redaktor Szostkiewicz w ciągu swojej długoletniej i miedzynarodowej kariery dziennikarskiej zrobił w tym kierunku, aby określenie „Polish death camps” przestało być dwuznaczne i aby redakcje najbardziej znaczących środków masowego przekazu na świecie zaczęły go unikać?
    Czy redaktor Szostkiewicz poparł inicjatywę amerykańskiej Polonii i podpisał petycję Fundacji Kościuszkowskiej z 2010 roku w tej sprawie? Itd.

    Nie wiem czy podpisał i nie będę dyskutował na tak konkretny temat – chyba osobisty Pana Szostkirewicza. Dawno temu zrezygnowałem z jego blogu po niezbyt ładnym, ani uczciwym skomentowaniu mojego komentarza – nawet już nie pamiętam, o co chodziło. Tym niemniej mam swoje zdanie na temat pewnego bumerangu p.t. „polskie obozy…” można dodać do smaku – „smierci” lub „koncentracyjne”, albo taksie łagodne dodatki typu „pracy” czy „odosobnienia” oraz również „przejściowe”. Tylko pojęcie „obozy jenieckie” nie stanowi problemu, każdy wymyśli sobie definicję bliską rzeczywistości. Spotkałem w literaturze (część w życiu) wszystkie nazwy – te uzupełnione. Nieraz mi się kiszki skręcały, gdy widziałem nazwy i wiedziałem, co się w tych obozach działo.
    Muszę teraz odkryć najważniejszą informację – chodzi mi o obozy, działające po zakończeniu wojny światowej, ale na terenie Polski, zarządzane przez Polaków, którym polskie państwo płaciło za zbrodnie polskie pieniądze, a nawet emerytury!!!
    Podam dla przykładu – istniały „obozy pracy”, w których przetrzymywano niemowlęta i starców – nie wiem czy to było zgodne z ówczesnym prawem pacy? Zainteresowani tematem mogą poczytać prace pewnego pasjonata – Ewalda Polloka_ np. w Silesii. Nawet jeśli przesadza, to poważna część jego badań ma pokrycie w faktach. Osobiście poznałem i rozmawiałem z ludźmi, którzy przeżyli „polskie obozy” (koncentracyjne i o innych dodatkach do nazwy).
    Moja rówieśniczka opowiedziała mi, jak wyglądało przyjęcie do obozu „Zgoda”. Na oczach 13-letniej dziewczyny zgwałcono i zamordowano jej matkę. Czynili to Polacy, mówili po polsku, byli ubrani jak trzeba, nie wiem tylko czy gwałcili i mordowali po polsku, czy międzynarodowo. Patrioci zwalają winę, albo na komunistów (taka narodowość pewnie istnieje – trzeba zapytać w IPN). Inni zwalają winę na szefa polskich morderców – Salomona M. , wiadomo jakiej narodowości lub rasy. Nawet oficjalne statystyki wspaniałej pracy strażników i ich szefa mówią o tysiącach „zgonów” w okresie kilku miesięcy (po wojnie). Czy taki obóz nie mógłby nosić pięknej nazwy „”polish dead camp”?
    W każdej dyskusji należy precyzyjnie zdefiniować użyte pojęcia, aby dyskusja miała sens. Z obozami koncentracyjnymi jest kłopot, bo trudno znaleźć definicję, pasującą do angielskich obozach dla Burów, gdzie też osadzeni ginęli jak muchy, i do niemieckich obozów w Niemczech i okolicy (chyba nie tylko w Polsce???). Wiem na pewno, że były obozy koncentracyjne dla Cyganów w Austrii. Odkomenderowano tam czeladnika mojego ojca. Gdy odmówił strzelania do więźniów, został sam legalnie zastrzelony przez kolegów i rodzinie nawet Hitler nie złożył kondolencji. Taki drobiazg – Ślązak ze wsi, gdzie za Niemców większość mówiła po polsku – Rudolf Pieczka (czysto niemieckie nazwisko) jako katolik nie chciał brać udziału w zbrodni i został unicestwiony, a rodzina zhańbiona.
    Każdy „wykształciuch”, który w młodości liznął trochę łaciny, nie potrzebuje definicji z Wikipedii, wie że koncertowanie czegoś lub kogoś to zebranie w jednym miejscu i nie razi go ten wyraz. Problem pojawia się tam, gdzie określa się cel tego zgromadzenia. Tu właśnie zaczyna się żonglowanie tymi dodatkami, ale tylko po to, aby nazwa wyglądała przyzwoicie i nie obrażała godności Polaków, którzy z założenia jako katolicy- nie są w stanie bić, gwałcić i mordować, bo nie ma na świecie drugiej takiej nacji, dziewiczej i niezdolnej do okrucieństwa.
    Ja nie jestem naiwny i w taką świętość całego narodu nie wierzę w pełni, może dlatego, że katowanie mojego ojca przez młodych byczków w mundurach polskiej Milicj Obywatelskieji latem 1945 jest faktem. Mój szwagier już nie jest taki pewny, czy w obozie „opiekowali” się nim Polacy czy Rosjanie, bo poniemiecki obóz jeniecki w Kędzierzynie działał jeszcze długo po wojnie, ale nie wiem pod jakim światłym kierownictwem. Według osób, badających działanie obozów „…” po wojnie i pod koniec wojny na terenach wyzwolonych, infrastruktura poniemieckich obozów świetnie nadawała się do wykorzystana. Nawet Auschwitz stał się „Oświęcimiem” przez dłuższy czas, do czego podobno ostatnio przyznała się dyrekcja Muzeum. O kontynuacji działania obozu w Oświęcimiu (chyba polskim mieście?) dowiedziałem się dawno temu, niestety nie wtedy, gdy zwiedzałem obóz jako dziecko z wycieczką szkolną. Pamiętam, ze największe wrażenie zrobiły na mnie stosy ubrań i butów osób, którym już nie były potrzebne. Dlatego nigdy już nie zwiedzałem tego Muzeum. Dziś zapytałbym kustosza o daty znalezienia eksponatów – ile pochodzi od Ślązaków i cywilów niemieckich, osadzonych tam po wojnie?

    Wniosek końcowy dla patriotów polskich:
    Precyzujcie zawsze, czy chodzi o obozy koncentracyjne przed wojną, podczas wojny i po wojnie, nie obrażając się, jeśli ktoś użyje właściwej nazwy dla powojennych. Odróżniajcie nazwy miast – Auschwitz od Oświęcimia i postepujcie analogicznie przy pozostałych, wykorzystanych przez polskie państwo, na terenach polskich do zbawczej działalności. Jeśli niedobre media piszą o niemieckich obozach na terenach polskich „polish” to protestujcie śmiało i żądajcie sprostowania i ukarania, gdy jednak piszą o powojennych w Polsce – to lepiej nie! Wyjdzie głupio, gdy się to nagłośni, a ewentualne procesy, wygrane w sadach , „zreformowanych” podczas „dobrej zmiany” – przegracie z kretesem w Strasburgu i przypomni się Europie zbrodnie polskie – fe!!! Chyba nie na tym zależy prezesowi?
    Sędziowie europejscy sięgną choćby po akta zaocznego procesu komendanta Łambinowic.

  501. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 8:20

    „Światowość” wojny nie jest pojęciem precyzyjnym i kształtującym się z czasem, w miarę jak coraz więcej państw, na coraz większej liczbie kontynentów było w nią wciągane i do niej przystępowało.
    Nie słyszałem o tym, żeby 1 września 1939 żołnierze na Westerplatte wiedzieli, że walczą w „II wojnie światowej”.
    W sprawie „światowości” należałoby się zastanowić nad Czechosłowacją. Chyba jej się należy udział w wojnie „światowej”, więc może „światowość” należy liczyć od, no właśnie,czego – „zdrady w Monachium”? Albo od „wkroczenia Wehrmachtu do Czechosłowacji”?

    Realna wojna, trwała w 1939 roku bardzo krótko. Po 5-7 dniach była przez Polskę przegrana, po góra 3 tygodniach było już punktowe wykańczanie resztek walczących polskich oddziałów, co w żaden sposób nie mogło już odwrócić losów starcia.
    Ulotki czy nie ulotki, realne,, na dużą skalę, działania wojenne na kontynencie, wybuchły w maju 1940.
    Punktowe starcia na morzu, które podajesz, są punktowymi starciami, o ile nie są związane z wojną na lądzie. Polska marynarka wojenna była śladowo drobna wobec brytyjskiej,nic więc dziwnego, że straciła mniej marynarzy. A straciła mniej także dlatego, że udało się ich część, wraz z najlepszymi okrętami: dwoma niszczycielami i okrętem podwodnym, uchronić i przeprowadzić do Anglii.
    Wojna eskalowała, ze starcia III Rzesza (+wtargnięcie zbrojne Stalina) – Polska – (a wcześniej – Czechosłowacja?); III Rzesza – Francja/Anglia, Holandia, Belgia, Luksemburg, Dania, Norwegia; III Rzesza – ZSRR, wreszcie Japonia-USA i III Rzesza- USA.
    Eskalacja rozszerzała się etapami, swoistymi kręgami, wreszcie ogarniając cały świat (choć jest w tym schowany pewien eufemizm). Na każdym z etapów mogła pójść w inną stronę niż realnie poszła. I poszła, w tą inną stronę. Ocena, że poszła w tą, a nie w inną jest oceną aposterioryczną. Z perspektywy ułożyła się w znany nam dziś scenariusz, idąc ścieżkami wielu scenariuszy.

  502. @Tanaka

    @Zza kałuży do listy okrętów brytyjskich powinien, dla rozszerzenia światowości dołożyć zatopienie USS „Reuben James” w październiku 1941 roku przez niemiecki okręt podwodny. Zanim USA wypowiedziały wojnę Japonii i Niemcom.

    Zabitych ponad setka. Ciekawe jak to @zza kałuży odniesie to do liczby poległych polskich marynarzy. Dużo mniej czy dużo więcej?

  503. Antonius
    29 stycznia o godz. 12:12

    Antoniusie. Poruszasz bardzo ważną sprawę, zawzięcie przemilczaną, a teraz już może niezwzięcie, bo od tej zawziętości niemal zniknęła z z obszaru wiedzy, a prawie na pewno zniknęła – z refleksji i stosunku emocjonalnego. Bo niezniknięty jest Auschwitz i „polskie obozy” w wersji patriotycznie słusznej, a la IPN.
    Polska to jest państwo światowe, a nie byle co, więc chyba polski katolik to też jest światowy katolik. Skoro mógł niemiecki katolik mordować, to chyba i polski mógł. Oczywiście, znając proporcje. Czemu więc polski światowi katolicy uważają, że nie mógł? Ich nie ma co pytać, z jasnych powodów, ale trzeba – jak to celnie robisz – zapytać o definicje, trzeba uporządkować pojęcia. No ale „trzeba” to jedno, a że nie trzeba, a nawet nie wolno, to drugie. By gdyby uporządkować, słuszność Polaka stałaby się nie tak jednoznacznie słuszna, a niesłuszność cudza, mniej jednoznacznie niesłuszna.

  504. paradox57
    29 stycznia o godz. 12:34

    Świadomość światowości się nam poszerza. I światowość świadomości.

  505. @Antonius 12:12

    Jeśli IPN zabierze się za roztrząsanie tych problemów, zaraz się okaże, że to z pewnością musieli być prowokatorzy albo zakamuflowana opcja. W demaskowaniu jednych i drugich IPN wraz z rządzącymi mają niezaprzeczalne doświadczenie i kultywują tę tradycję z sukcesami.

  506. @Antonius 29 stycznia o godz. 12:12
    Ja niestety nie jestem niemieckojęzyczny, kiedyś dawno temu liznąłem podstawy po czym wszystko zapomniałem. Dlatego prasy innej niż angielskojęzyczna (oraz od wielkiego dzwonu rosyjska) nie czytam.

    Nigdy nie spotkałem się w prasie angielskojęzycznej z użyciem terminu „Polish death camp” w innym, aniżeli tylko w odniesieniu do najbardziej sławnych niemieckich, nazistowskich obozów koncentracyjnych, czyli najczęściej Auschwitz, Majdanka czy Treblinki.

    Nie są mi znane żadne kontrowersje spowodowane w angielskojezycznej prasie nazwaniem jakiegoś powojennego obozu prowadzonego przez powojenne, katolickie, narodowo-katolickie, katolicko-faszystowskie, komunistyczne, żydokomunistyczne, żydowskie czy argentyńsko-brazylijskie władze,- wyrażeniem Polish death camp.

    Zapewniam, że gdy tylko napotkam na takie właśnie określenie w stosunku do obozów smierci czy koncentracyjnych w których po wojnie niesprawiedliwie cierpieli Ślązacy to zawstydzę się i wezmę na siebie pełną odpowiedzialność.

    Za polskich katolików, narodowych katolików, kato-faszystów, komunistów, żydokomunistów, Żydów oraz Argentyńczyków i Brazylijczyków.

    Tam, gdzie wylano krew 1000000 ludzi tam nikt nie dostrzeże kilkuset galonów krwi zatłuczonych dodatkowo 1000 osób.

    Dosypanie kilkuset kilogramów popiołów do góry powstałej po spaleniu miliona nikt nie zauważy.

    Bardzo przepraszam, ale tak jest. Dzisiaj zamordowanie kogoś we Wrocławiu byłoby tematem na pierwszą stronę.
    Podczas oblężenia Breslau nikt by o tym nie napisał.

    W żydo-katolo-komuni-argentyńsko-polskich obozach dla Ślązaków zamęczono ich tysiące. Mieli tego pecha, że stało się to w pięć minut od zamordowania milionów i na nikim nie zrobiło specjalnego wrażenia.

    A o samych powojennych obozach słyszałem. Nie od szkolnego nauczyciela, tylko jakoś już z „internetu”

  507. @paradox57 29 stycznia o godz. 12:34
    „Zabitych ponad setka. Ciekawe jak to @zza kałuży odniesie to do liczby poległych polskich marynarzy. Dużo mniej czy dużo więcej?”
    W poprzednich wpisach pomyliłem się. Mając na myśli straty PMW na Zachodzie napisałem o stratach „w całej II wojnie”, czyli także we wrześniu 39. Z tego co wiem, straty wrześniowe PMW to około 1000 zabitych a straty PMW u boku aliantów to jakieś 450-500 marynarzy.

    A zatem porównywałem straty na „Roayal Oak” (800+) oraz straty na „Courageous” (500+) tylko do strat PMW na Zachodzie (powiedzmy) 500 marynarzy.

  508. @Tanaka 29 stycznia o godz. 12:18
    „Światowość” wojny nie jest pojęciem precyzyjnym i kształtującym się z czasem, w miarę jak coraz więcej państw, na coraz większej liczbie kontynentów było w nią wciągane i do niej przystępowało.
    Aha. Skoro tak piszesz, to tak musi być. Widocznie korzystasz z prywatnej definicji „świata”. To jest nawet urocze.
    Dla tego gościa który ostatnio został na Wysokiej Górze, zdaje się, że owa góra stanowiła cały świat.

    Nie słyszałem o tym, żeby 1 września 1939 żołnierze na Westerplatte wiedzieli, że walczą w „II wojnie światowej”.
    Dla twojej informacji @Tanaka, 1 września 1939 roku polscy żołnierze na Westerplatte rzeczywiście walczyli samotnie. Sojusznicy dołączyli dopiero 3 września. Wraz z ich koloniami na wszystkich poza Antarktydą kontynentach.
    Rozumiem, że brak Antarktydy nie pozwala ci nazwać wojny „światową”.

    W sprawie „światowości” należałoby się zastanowić nad Czechosłowacją. Chyba jej się należy udział w wojnie „światowej”, więc może „światowość” należy liczyć od, no właśnie,czego – „zdrady w Monachium”? Albo od „wkroczenia Wehrmachtu do Czechosłowacji”?
    Mnie się podoba liczenie od 1914 zgodnie z tezą, że obie wojny to tak właściwie jedna i ta sama wojna tylko przedzielona 20-letnim antraktem.
    Albo przynajmniej od wojny domowej w Hiszpanii.

    Realna wojna, trwała w 1939 roku bardzo krótko. Po 5-7 dniach była przez Polskę przegrana, po góra 3 tygodniach było już punktowe wykańczanie resztek walczących polskich oddziałów, co w żaden sposób nie mogło już odwrócić losów starcia.
    Doradzałem zejście z tego konia, no ale bez rezultatu.
    Polskie materiały wywiadowcze i kryptologiczne przekazano Anglikom nawet przed wybuchem wojny. Kto wie, czy nie były one dla światowego wysiłku wojennego aliantów ważniejsze od ofiary kilku polskich dywizji na wrześniowym froncie.

    „Punktowe starcia na morzu, które podajesz, są punktowymi starciami, o ile nie są związane z wojną na lądzie.”
    Podobnie jak „punktowe starcia w powietrzu”, czyli np. Bitwa o Wielka Brytanię?
    No bo dla kawalerzysty liczy się tylko ciągnieta za kuniem podwoda.

    Otóż bez obronionej Wielkiej Brytanii nie byłoby inwazji w północnej Europie, czyli tej najszybciej wiodącej do serca Niemiec.
    A obronienie Brytanii nie było możliwe bez floty, blokujacej inwazję. Natomiast obronienie floty nie było możliwe bez panowania w powietrzu. I tak oto widać, że rola wszystkich rodzajów sił zbrojnych nam się zazębia.

    I gadki o „punktowych” starciach sensu nie mają. Punktowe wybuchnięcie pewnej teczki pod pewnym mocnym stołem, w razie innego postawienia teczki, stołu i pana Hitlera, mogłoby mieć całkiem inny skutek. Punktowe zatopienie „Lusitanii” z pewnością miało jakiś wpływ na zmianę nastawienia amerykańskiej opinii publicznej do udziału USA w I wojnie światowej.

    Wojna eskalowała, ze starcia III Rzesza (+wtargnięcie zbrojne Stalina) – Polska – (a wcześniej – Czechosłowacja?); III Rzesza – Francja/Anglia, Holandia, Belgia, Luksemburg, Dania, Norwegia; III Rzesza – ZSRR, wreszcie Japonia-USA i III Rzesza- USA. Eskalacja rozszerzała się etapami, swoistymi kręgami, wreszcie ogarniając cały świat (choć jest w tym schowany pewien eufemizm).

    A więc jednak geograficznie?

    Poza tym, grałeś kiedyś w szachy? Czy w każdym naszym posunięciu zabijamy jakąś bierkę przeciwnika? Czy przeciwnik w każdym ruchu zabija jakąś naszą bierkę?

    Czy wykorzytywanie przez wielka Brytanie oraz Francję zasobów ich ogromnych, właśnie światowych kolonii każdego dnia polegało na zestrzeliwaniu niemieckiego samolotu? Takze w Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii, Afryce i w Azji?
    Czy produkowanie i przemieszanie milionów ton materiałów wojennych z jednego krańca świata na drugi nie liczyło się?

    Słyszałeś o konwojach? O wojnie podwodnej?
    Tylko kawaleria na lądzie?

    Wojna stała się światowa 3 września 1939 właśnie przez światowy zasięg gospodarek imperiów kolonialnych Wielkiej Brytaniii i Francji.

  509. 7% !!!

    Taka sie okazala skutecznosc naprotechnologii na Mazowszu w 2017 roku. 43 pary naprotechnologizowane w Szpitalu Brudnowskim byly i 3 z pan, ktore uczestniczyly w tym procederze, tak reklamowanym przez nasz ukochany kosciolek katolicki, zaszlo w ciaze…

    Na calosc wydano 300 000 zlociszow z kasy Marszalka Struzika, co oznacza niemal 7 000 zlotowek wydanych na jedna ciaze.

    hmmmmm….

    Tak sie przygladam tym liczbom i nie moge sie oprzec wrazeniu, ze wielokrotnie tansze byloby zorganizownie dobrej wielodniowej imprezki, gdzie w atmosferze swobodnej zabawy w niestresowym srodowisku, i brakiem srodkow antykoncepcyjnych, osiagnelibysmy lepsze rezultaty. A w ostatecznosci takie same.

    Wiecej pisze o tym Polityka, choc sie skupia na porownywaniu ze skutecznoscia metody in vitro. Poniewaz mysle to co mysle o naprotechnologii, to nie in vitro jej przeciwstawiam, a calkowicie naturalna metode praktykowana od zarania ludzkich dziejow, czyli dobra zabawe. Malo co jest rownie skuteczne, jak luzik zabawowy co naturalnie prowadzi do rownie naturalnych swawoli.

    A o naprotechnologii w ujeciu na powaznie, mozna sobie tutaj poczytac:

    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1735320,1,pierwsze-efekty-naprotechnologii-w-polsce-trzy-ciaze-czyli-fiasko.read

  510. Szanowna kałużo!

    Nie martw się! Nie poczytasz w polskiej prasie o tych obozach. Niektórzy próbowali napisać to straszono ich sądem, były nawet rozprawy. Jedna była groteskowa – satyra na kółkach: Oskarżał obrażony Polak o nazwisku Polok, a oskarżonym był – Pollok. Głupio tu mówić – oskarżony Pollok został uniewinniony. Może przedstawił w sądzie dokument (kopie?) urzędu w Niemodlinie o „utworzeniu obozu koncentracyjnego” dla Ślązaków w poniemieckim obozie jenieckim w Łambinowicach (kiedyś Lamsdorf) , których władza zamierza wysiedlić za Odrę?

    Poza tym wpadasz w pułapkę logiczną z tym liczeniem ofiar. To spotkało mnie dawniej ze strony żony – wschodniaczki, gdy zastanawialiśmy się nad tym, którego oprawcę można jeszcze uznac za przyzwoitego człowieka. Moim zdaniem zwyciężył negatywny ranking Pol Pot, który był „najlepszy” w procentach zamordowanych w porównaniu z procentem ocalałych obywateli własnego narodu. Przy nim Stalin i Hitler to łagodni oprawcy, a taki Gęborski z kilkoma tysiącami cywilów śląskich – to już bohater. Tak zresztą stwierdził „niezawisły” sad PRL. Nikt nie odkopywał płytkich grobów masowych.
    Kiedyś sobie zakpiłem z tego sprawiedliwego wyroku. Wiem, dlaczego sąd miał wątpliwości. Sąd zawiadamiał na piśmie zamordowanych o dacie procesu…. a oni się nie zgłosili!!!
    Było prawie tak, jak z wezwaniem Wołodyjowskiego przez jego szefa – nie przyszedł, choć ojczyzna była w kłopotach. O prawdziwym „death camp” pisał Kutz, którego nie można uznać za wroga narodu polskiego. Podaje fragment jego artykułu:

    Kazimierz Kutz – Obóz w Świętochłowicach

    Przykład upamiętnienia ofiar filii KL Auschwitz oraz powojennego obozu pracy Zgoda Świętochłowice – tablicą na zachowanej bramie obozu. Kontrowersja dotyczy treści napisu w odniesieniu do więźniów powojennych – pierwotna koncepcja zakładała użycie zwrotu „katownie tysięcy mieszkańców Sląska”. Wobec świadomości, że wśród powojennych więźniów nie wszyscy byli „niewinni”. Rada uzgodniła rozszerzony napis „obóz pracy MBP dla osób podejrzanych o kolaboracje z hitlerowcami”. Znalazło sie wsrod nich wielu niewinnych mieszkańców Sląska.
    Tablice zostały zrealizowane 17 czerwca 2007 r. według wersji, która nie uzyskała akceptacji Rady OPWiM, natomiast ogłoszenie stanowiska Rady w tej sprawie wywołało gwałtowne dyskusje i polemiki. Ostatecznie tablice zostały zdjęte na polecenie władz miasta pod pozorem usunięcia błędów wykonawczych. Spór pozostaje nierozstrzygnięty. Umówmy się, to nie żadne „pozory błędów wykonawczych” sprawiły zdjęcie napisu, a chęć zatuszowania ludobójstwa komunistycznego na Górnym Śląsku. Dziś już wiemy, ze w obozach urządzonych przez bezpiekę w PRL-u zamordowano 25 tys. osób.
    Obóz w Świętochłowicach był typowym gułagiem, czyli polskim obozem zagłady i straciło w nim życie – miedzy lutym i listopadem 1945 r. – od 1800 do 2500 istnień ludzkich. Ich jedyna „wina” było wpisanie się podczas okupacji na niemiecka listę narodowościową.
    Ustalony przez Radę napis „podejrzanych o kolaboracje z hitlerowcami” dowodzi, że stanowisko rządu polskiego do zamordowanych w 1945 r. Slązakow jest analogiczne do stanowiska władz rosyjskich w stosunku do oficerów zabitych w Katyniu. Nie ma różnicy miedzy zbrodniami hitlerowskimi a zbrodniami stalinowskimi i być ich nie może.
    Pomordowani w Katyniu maja jednak swoje miejsce pamięci i swoje cmentarze, choć leżą poza granicami państwa. Można je odwiedzać, modlić się i odprawiać nabożeństwa. Tymczasem o miejscach kaźni ludności śląskiej – notabene polskich obywateli, wolno zaledwie półgębkiem wspominać.
    Dlaczego współczesne rządy Polski tak bezwzględnie chronią zbrodnicze obozy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego? (Fragment artykułu „Stare srebro” z „Gazety” 27.03.09)

    PS
    Pomylił się Pan Kutz tylko z tym „gułagiem” zamiast „łagrem”, ale to typowy błąd ludzi, którzy nie rozszyfrowali skrótu. Ja to kiedyś zrozumiałem, gdy przeglądałem „Archipelag” – francuskie tłumaczenie – w latach 70-tych, gdy się ukazał w Paryżu.

  511. O obozach na Śląsku już po wojnie słyszałem i czytałem. Wiem ,że był również taki obóz pracy w Łodzi dla Niemców i tych , którzy podpisali Volkslistę. Przebywały tam osoby cywilne, również dzieci.
    Najpierw byli tam Polacy za Niemców „Arbeits und Erziehungslager”,potem więzienie NKWD, potem obóz dla folksdojczów, potem obóz jeniecki . Miałem pacjentkę, która trafiła tam mając kilkanaście lat, jej matka zmarła w obozie.

  512. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 14:10

    Ale sie Ciebie zapytam, czy zarejestrowales fakt polityczny, ze USA pare dni temu wbily noz w plecy polskiej demokracji?

    pozdrowka
    ~l.

  513. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 14:10

    Z nas dwóch, widzę, żeś większy kawalerzysta na koń siadłeś, nurka z nim dałeś i się nadąłeś figuratywne, faktograficznie i strukturalnie.
    Tak jest, słyszałem o „Bitwie o Anglię”.
    „Rozumiem, że brak Antarktydy nie pozwala ci nazwać wojny „światową”. Dobrze, że o Antarktydzie wspomniałeś, nie ma to jak perspektywa. A ona jest taka, że to w ciężka choroba Europy była powodem wojny. Ale że ta chora Europa sięgała poza siebie, a to głównie za pomocą kolonii, zakaziła wojną i inne kontynenty. Nic by było mieszkańcom Indii, Nigerii czy Nowej Zelandii do wojny, gdyby nie ten fakt. „Światowość” wojny nie jest taka sama dla wszystkich i niekoniecznie dumna.
    Na tej konstatacji poprzestanę, bo ozdobność meandrów mowy jaką stosujesz w takiej sprawie i chaos argumentacyjny nie pozwolą dojść do żadnych wspólnych konkluzji. Nie widzę też celu jaki zamierzasz osiągnąć za pomocą dowodzenia apriorycznej światowości wojny, nawet – jak to sugerujesz, od wojny domowej w Hiszpanii, albo i od I wojny – światowej.

  514. lonefather
    29 stycznia o godz. 14:21

    Tak jest!

    W tym całym katolickim ściemnianiu i kłamaniu, byle tylko nie było szatańskiego in vitro (techniczna manipulacja „dzieckiem poczętym” ! – szok i zgroza i spowiedź święta!) i szczęścia ludzkiego, najbardziej mi się podoba owo skromne słówko: „technologia”!
    Kościół technologiczny, religia technologiczna no i naprotechnologia. Zimność stechnicyzowania, bezwzględność badania, odczłowieczenie technologizowania – tak gada biskup, a tu proszę: tuląca do serca technologiczność – katolickość. Nasza jest bowiem ona, nasza, katolicka i szczera.
    Jak cholera.

    Rację masz bardziej niż można: ludność niezestresowana swoją katolickością, wyszłaby w jaką ciepłą porę roku do parku, na plac zdrojowy, na rynek, na łąkę, do lasu się udała i tam, wśród brzęczących pszczółek a bez brzęczących telefonów, oddała się nietechnologicznemu stosowaniu gier i zabaw podwórkowych, które z takim dobrym demograficznie skutkiem uprawiała za Piasta Kołodzieja i za faraona Zenona.
    I jaka społeczna przyjemność, możność dobrosąsiedzkich kontaktów, czyli Szczęście Narodowe. Zaś o skończonych radościach, Naród wstaje z piernatów, łąki zielonej i niezawodnie – Wstaje z Kolan. Sam z siebie.

  515. Rozniste roznosci o wojnie napisane czytalem. Ale im wiecej czytalem, tym bardziej docenialem i cenie do tej pory, wklad Jaroslawa Haszka.

    Wklad znalazlem w zbiorku opowiadanek. Ani tytulu zbiorku, ani tytulu opowiadanka nie pamietam, bo czas zatarl. Za to pamietam tresc.

    Tresc jest wspomnieniem weterana co przesluzyl cale zycie w wojsku Aleksandra Macedonskiego. Znaczy sie nie tylko walczyl, ale mial na oku czyli obserwowal i do tego wykonywal wszystko co rozkazywal ten geniusz wojskowosci. Konkluzja jaka dzielny i rozumny wojak sie podzielil w swoich wspomnieniach, jest mniej wiecej taka:

    Zaczelismy skromnie od pomszczenia zniewag jakich doswiadczyl Filip, tata Aleksandra, przez co zaczelismy graniczyc z tymi draniami, co juz krzywo patrzyli na nasze sukcesy. Wiec musielismy ich zaatakowac i pokonac zanim oni by to zdradziecko nam uczynili…. I tak po kolei, wrog za wrogiem, az do Indii i Afganistanu…. Niestety smierc zabrala Aleksandra przedwczesnie przez co sie nasi wrogowie wzmocnili i zaczeli nam dawac lupnia, co dowodzi niezbicie, ze racje mial Aleksander, ze zeby panowal pokoj, to trzeba prewencyjnie unieszkodliwic tych wszystkich drani, co pokojowi zagrazaja.

    Od zapoznania sie z powyzszym wytlumaczeniem, ilekroc czytam cokolwiek ktokolwiek napisal o wojnie, zawsze znajduje potwierdzenie prawdy napisanej przez Jaroslawa Haszka. I jakos mam pewnosc, ze cokolwiek jeszcze bede czytal, tez sie potwierdza slowa weterana z armii Aleksandra Macedonskiego…

    pozdrowka dla milosnikow i przeciwnikow wojenek

    ~l.

  516. @Tanaka 29 stycznia o godz. 14:28
    „Nie widzę też celu jaki zamierzasz osiągnąć za pomocą dowodzenia apriorycznej światowości wojny”

    Strach. Zwykły strach. Strach, że w wyniku kłótni Dużych I Wku*wionych Polska oberwie rykoszetem. Już tu kiedyś snułem bajania o ruskiej rakiecie w Bydgoszcz. Na postrach. Nie teraz, tylko gdy napięcie między Dużymi kiedyś, z jakiegoś powodu wzrośnie i strzelenie atomowa rakietką nawet w małe miasteczko ale jednak położone w cywilizowanym kraju „Naszego Świata” będzie z punktu widzenia Rosji zbyt niebezpieczne. Ale nie zrobienie niczego także zbyt niebezpieczne. Tak jak niezajęcie w swoim czasie Krymu. Jak niezrobienie rozpie*duchy w Donbasie.

    Polskie miasto może „się nadawać” na poglądową lekcję. Bo za nie nikt nie zechce umrzeć. Ani się odegrać.

    I dlatego panicznie i strachliwie sekunduje każdemu i wszystkim, którzy zawsze i wszędzie chcą jaknajbardziej uświatawiać tzw. kampanię wrześniową. „Kampania wrześniowa” jest moim osobistym wrogiem.
    Bo zbyt blisko sytuuje się od „to nie była nasza wojna, tylko jakiś tam Donbas czy Krym”. Lokalna bijatyka, co nam do tego?

    A od tego do stwierdzenia, że Ameryka palcem nie kiwnie tylko krok.
    Tzn. ja i tak i tak jestem przekonany, że „nie kiwnie”, ale skoro już tylu polskich polityków tyle zrobiło aby Amerykanie byli w Polsce i tylu osobom ten pomysł wydaje się podobać, to ja nie chcę być sypiącym piasek w tryby…

    Polska mrówka MUSI CAŁY CZAS krzyczeć natowskiemu (=amerykańskiemu) słoniowi do ucha, że RAZEM PRZEKROCZYLIŚMY TĘ RZĘKĘ!

  517. @Antonius
    Na temat pierwszego polskiego obozu koncentracyjnego (nie obozu pracy, nie obozu zagłady i nie obozu jenieckiego), w Jabłonnie pod Warszawą, gdzie w czasie wojny polsko-bolszewickiej, w 1920 roku, z rozkazu naczelnego wodza Wojska Polskiego skoncentrowano za drutami 17 tys. żołnierzy polskich pochodzenia żydowskiego (ochotników i poborowych), pisałem we „wstępniaku”, z dnia 24. 11. 2017 roku. „Dziedzictwo bezwstydu” – tak nazwałem swój artykulik. Wklejam linka:
    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2017/11/24/dziedzictwo-bezwstydu/

    O obozach dla Ślązaków (obojętnie – z podpisaną Volkslistą, czy tylko ze śląską gwarą w kontaktach z UB-owcami) słyszałem już w latach sześćdziesiątych. O szczegółach, w tym o roli jaką odegrali enkawudowcy żydowskiego pochodzenia (z Salomonem Morelem na czele) dowiedziałem się już po tzw. transformacji. O tym, że w Oświęcimiu, tuż po wojnie, na terenie KL Auschwitz-Birkenau zapudłowano tysiące Niemców (a co się baraki mają marnować), wiedziałem już jako siedemnastolatek od „pensjonariuszy” niemieckiego Konzentrationslager. Jeśli się chce dowiedzieć jak było (oczywiście w przybliżeniu) naprawdę, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby dotrzeć do materiałów, ludzi i ich wspomnień. To, co się w tej chwili wyprawia, jest żerowaniem na lenistwie, głupocie i ciemnocie „prostego ludu”. I za to żerowanie oskarżam Jarosława Kaczyńskiego i jego kamarylę.

  518. Antonius
    29 stycznia o godz. 14:24

    Gulag od Gosudarstwiennyje Lagiera, czyli Panstwowe Obozy, sluzyly jak sama nazwa mowi, do trzymania w nich najcenniejszego dobra, czyli mieszkancow. Tak byli cenni dla panstwa, ze nalezalo ich objac kontrola, zeby sobie sami jakiejs krzywdy nie uczynili.

    Nasze panstwo, pod wodza Jaroslawa Kaczysnkiego jest na dobrej drodze do pelnego zabezpieczenia cennych panstwowo obywateli. Pierwszym krokiem jest ustawka o objeciu „ochrona” wartosciowych jednostek przez nowo powolana Sluzbe Ochrony Panstwa. Jesli sluzba sie sprawdzi, to moze na tym sie skonczy, ale jesli ilosc obywateli, ktorych panstwo nasze bedzie „ochraniac” przekroczy zdolnosci ochronne SOP, to moze sie zdecydowac na zgromadzenie ich w jednym miejscu, czyli w obozie, bo tam bedzie im moglo zapewnic „ochrone” duzo mniejszymi silami.

    Jesli do tego dojdzie, to byc moze, naturalna nazwa Oboz Panstwowy, zostanie zastapiona modnym obecnie Obozem Narodowym…. , o ile wczesniej JAroslaw Kaczynski nie zarezerwuje tej nazwy dla polaczonych wspolnota interesow sil PiSu i wspierajacych PiS sil koncesjonowanej opozycji parlamentarnej.

    Jak bedzie dowiemy sie w nadchodzacej przyszlosci.”

    (w kursywie fragment kolejnego odcinka Kontrrewolucji Kaczystowsko Kosciolkowej)

    pzodrowka
    ~l.

  519. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 14:55

    Teraz sprawa robi się jasna, a najlepiej od tego było zacząć. Strach jako powód to rzecz zupełnie zrozumiała. Strach ma to do siebie, że bywa wywołany rzeczywistym i proporcjonalnym do strachu powodem, albo nie: „strach ma wielkie oczy”. A to już ryzyko dla osoby odczuwającej strach, że w jego skutku zrobić coś, co będzie działać przeciw niemu i może działaniem wywołać to, czego się bał, choć to nie istniało, ale działaniem sam to wywołał. Jak się boję, że mi ktoś da w mordę, więc w odruchu brawurowej paniki sam dam temu komuś w mordę – może się to dla mnie źle skończyć. Chcący dać w mordę wcale w mordę dać nie chciał, a ja zostanę uznany za agresora i dostanę w mordę tak, że już drugi raz nie trzeba będzie poprawiać. Stąd też możność rozpoznania, czy strach jest zasadny, ma podstawowe znaczenie.

    To co mi się bardzo nie podoba, to nieustanny polski strach który jest oparty na mniemaniach, a w skutkach wywołuje ataki paniki, w miejsce działań neutralizujących strach – i u siebie i u innych, który najlepiej się rozładowuje za pomocą nawiązywania relacji, gestów pozytywnych, wchodzenia we wzajemne związki i robienie interesów.
    Dwaj królowie, co mieli ze sobą na pieńku, by dojść wreszcie do sensownej zgody żenili nawzajem swoich synów z córkami. Metoda star jak świat. Nie wiem, czy to zapewniało pełne szczęście żenionych, podobno lepiej się żenić z miłości a nie z korzyści, ale ta miłość to wynalazek świeżej daty. No i można się pomylić, czy to była miłość, czy co innego.
    Polacy z jakąś zawziętością nie chcą ani miłości, ani związku z rozsądku. Wolą tzw. honor. Więc się znowu usiłują drażnić z tymi po lewej i z tymi po prawej. Chyba po to właśnie, żeby dostać w mordę.

  520. lonefather
    29 stycznia o godz. 15:16

    Zupełny drobiazg, lonek: „Gułag” to skrót od Gławnoje Uprawlienije Łagieriej.

  521. lonefather
    29 stycznia o godz. 15:16

    Ale w praktyce dorobiło się również drugiego znaczenia – jako synonim wyrazu „łagier” – obóz.

  522. @ Ozzy, 29 stycznia o godz. 7:13
    Wyzwolenie do zniewolenia.
    Tak, też się zastanawiałem, jaki cel miał AS biorąc udział w tym miejscu w takim programie.
    Pierwsza opcja, to taka, że on w ogóle lubi występy tv i mierzenie się z konfrontacjami.
    Druga to taka, że sam przede wszystkim chciał samą obecnością sprowokować.
    W obu przypadkach daje rozpaczliwe świadectwo: gdzie i kim jesteśmy.
    Bardziej, znacznie bardziej, niż roztrząsanie historii „wyzwolenia”, bo jeśli coś wtedy wyzwolono, to wolność do zniewalania, co by tłumaczyło dzisiejsze owoce wolności bez moralności, spadające nam na puste głowy leżące na łopatkach pod samą jabłonką.
    Pozdrowienia.
    – – –
    @ Tejot, 29 stycznia o godz. 10:35
    Nic dodac nic ująć temu, co piszesz o objawach.
    Ja mam głębokie przekonanie, że strategia bezczelnego i opętańczego konfrotowania nas z całym cywilizowanym światem, to jednak nie jest scenariusz napisany w piss.

    Nie mam wyobraźni, jak Polak mógłby coś takiego wymyślić (i to moja słabość, ta tożsamość godnościowa z własnym plemieniem, jakże naiwna i bezmyślna…).

    To jest ewidentne rujnowanie nas, podważające filary racji bytu Polski we współczesnym świecie: relacji z Niemacami, z Francją, z Ukrainą (a nie brak i samobójów strzelanych w Nadbałtyki, Czechy i Słowację).
    O ile powyższe można by odbudować, choć latami i wielkim kosztem, to konflikt z Izraelem i Żydami wynikający z paragrafu zakazującego de facto rozliczenia z haniebną naszą przeszłością i nie mniej sromotnie pachnącą zwiastunowo współczesnością, to już nas dyskwalifikuje raz na zawsze i wszędzie. Daje rację bytu wręcz wstrętowi świata, do Państwa, co ustawowo zakazuje prawdy o sobie, lokuje nas w regionach Kirgisko-Moskiewskich, wyzutych z cywilizacji.

    Skąd się to wzięło, co relizują bezrozumnie i głupkowato pissy i akolici, wskazuje jedyny sąsiad, z którym formalnie żadnego konfliktu nie mamy, czyli cui prodest.
    Rosja to więc realizuje scenariusz, w którym gdy zechce z Polską konfliktu (zamrożonych jaj węża tu nie brak), nikt, ale to nikt nie podniesie nawet szeptu w obronie.
    Ukłony.
    – – –
    Chyba jakoś w tym kierunku idą też rozważania
    @ lonefather, 29 stycznia o godz. 10:50,
    …przy czym łapanie innych za mordę przez konflikt i nienawiść, istotnie charakteryzująca pewnego chytergo, jak sam głupkowato sądzi, karła, jest tylko rzeczywiście sprytnym wykorzystaniem go w scenriuszu polskiej samozagłady, sterowanym z Kremla.
    Nic prostszego, niż zaprząc pyszałka do woza, o którym sam sądzi że powozi bo …sypie mu się za to obrok.
    Tak oto pycha własna powozi upadkiem ślepców, ciągnących wóz ku przepaści.
    Saluto.
    – – –
    @ Tanaka, 29 stycznia o godz. 11:09
    Wół u wrót czyli gates of delirium
    Wielkie i genialne…hm.
    Tanako, mnie się na sarkazm i ironię już nie zbiera. Przepraszam, że wątkowego tematu historycznego nie podejmuję, choć znam Ślązek Górny po przodkach; są tu na blogu o niebo lepsi eksperci.
    Zaznaczę mimochodem, że Twych -o ile je rozumiem z tekstu- opinii n/t wyzwoleń i białych koni nie podzielam, co wyjaśniałoby, czemu kruk krukowi nie wykole. Ja bym bowiem @kruka w tym względzie kołem nie łamał.

    Niestety, mamy wokół nas historię co wróciła wołem, a wrota powrotu do przeszłości już wyważone.
    Dzieje się Polsce tyle, że o naszą godność walczy jak lew Tel-Awiw, w starciu z tutejszym gumnym a łubiańskim szmalcownictwem, kapującym nas wszystkich pod pręgierze cywilizacji.
    Mówił dziś o tym po nazwisku i jak zwykle przemądrze (!) Eugeniusz Smolar (w tokfm), a pisze trzeźwo, sine ira, Jacek Gądek (nie znam), w GW.
    Co niniejszym Tobie i Innym zasyłam, ku przestrodze, bo wyzwolenia od gumna, na horyzoncie nie widać.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22956475,wstawac-z-kolan-trzeba-umiec-rzad-pis-ponosi-dyplomatyczna.html#Z_MT
    Z uszanowaniami.

  523. Brawo, tak trzymac!

    Biskup Tadeusz Pieronek: Cały świat widzi, że w Polsce rodzi się faszyzm

  524. @@lonafather, wbocek
    Drobiażdżek do drobiażdżku, doprawdy. Gułag (GUŁAG) to akronim rosyjskiej nazwy Главное управление исправительно-трудовых лагерей и колоний (Główna Dyrekcja/Zarząd Obozów Pracy Przymusowej i Kolonii).

    Pozdrówka

  525. @Gekko, 17:45

    przeczytalem cv pana Adama Sandauera – niestety, taki jakis „Piszczyk”….KPN, PiS…
    lubi telewizje ; )

  526. Marcin Wojciechowski w Newsweeku Polska – rzecz o niedawnych wypowiedziach polityków Izraela:
    „Inne państwa widzą, że Polska potyka się o własne nogi i dlatego mogą sobie poczynać wobec nas coraz śmielej. Ale przecież trudno je za to winić, odpowiedzialność za wizerunek Polski spoczywa na Polsce, a nie na zagranicy. Kompletna nieznajomość realiów życia międzynarodowego, a momentami nawet w ogóle ignorowanie jego istnienia, połączone ze zwykłą nieudolnością obecnych władz powoduje, że pisowska polityka zagraniczna polega obecnie głównie na rozwiązywaniu stworzonych przez siebie problemów.”

  527. @anumlik

    Ja skopalem koncertowo. Poprawiony przez @wbocka poszukalem i znalazlem:

    Glávnoe upravlénie ispravítelʾno-trudovýkh lageréĭ (po angielsku)

    Mam wklejac , a tu siurpryza od Ciebie. Slusznie i naukowo rzecz przedstawiles.

    Tak wiec nie poprawiam Ciebie, tylko pokazuje, ze sie umiem zreflektowac, poszukac, sie poprawic, bez oczekiwania ze ktos to za mnie zrobi. Ale i tak najlepsze jest ot ze na blogu pomylki sa szybko naprawiane. Blogowi niech beda dzieki.

    pozdrowka
    ~l.

  528. Gekko
    29 stycznia o godz. 17:45

    Gądek celnie pisze. Pisoidalność polega i na tym, że w tego rodzaju sprawach osiąga skutki przeciwne do zamierzonych. Efekt okazuje się antyefektem. I to jest wielkie, genialne, godne i sprawiedliwe.
    Gdyby pisoidy siedziały cicho, efekt zamierzony byłby efektem spełnionym. No, w przybliżeniu. To nie jest automat, że jak ktoś w dalekim świecie słyszy „polskie obozy” to od razu rozumie, że to Polacy stworzyli SS i tam mordowali. Prędzej pewnie skojarzy że chodzi o jakąś geografię i może pierwszy razu usłyszy, że jest jakaś „Polska”.
    Poland.., Poland.., aaaa – Holland! Żart nie pada daleko od życia. I Anglik może nie kojarzyć, co to takiego „port Gdynia”: Gdynia – must be somewhere in Scotland, I guess.
    A z tej wrzawy, jaką pisoidalna nędza wywołała, skutek prędzej będzie taki, że musi coś być na rzeczy z tymi „polskimi obozami”, że się tak zajadle wypierają.

    Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki (SP) zapewniał, że rozmawiał z ambasador Izraela w Warszawie o jego zapisach i wyjaśniał sprawę już dawno.
    Kto patrzy, to widzi: Jaki się spotkał i wyjaśniał Przyszedł, wyjaśnił i poszedł. Ambasador Izraela nie poczuła się należycie objaśniona. Jakby było: wyjaśniono. , to by przynajmniej wskazywało, że dwie strony uczestniczyły w procesie. A nawet może doszłoby do uzgodnienia. Stanowisk.
    Kto patrzy, ten widzi: MSZ ma statystyki własnych interwencji – jest ich dużo. MSZ powinien mieć statystyki własnej edukacji. Od tego są ambasadorowie: spotykają się,wyjaśniają, urządzają konferencje, promują, zapraszają redakcje, redaktorów, historyków piszących o wojnie i Holokaście i dają rzetelną informację, podaną nie w tonie pretensji i interwencji, ale przyjaznej rozmowy i wyjasnienia, że to temat dla Polski subtelny i wrażliwy, a każdy z miejscowych ma pojęcie co to znaczy i bo i miejscowe państwa mają swoje wrażliwości i tejże się po innych spodziewają. Da się zrobić, jak się chce i trochę umie. Pisoidy ani chcą, ani umieją.

    Skoro jest jak jest, to być musi co musi: odwrotności z mniemaności. I moralnej godności.

  529. Gekko
    29 stycznia o godz. 17:45
    Nic dodac nic ująć temu, co piszesz o objawach.
    Ja mam głębokie przekonanie, że strategia bezczelnego i opętańczego konfrotowania nas z całym cywilizowanym światem, to jednak nie jest scenariusz napisany w piss.

    Nie mam wyobraźni, jak Polak mógłby coś takiego wymyślić (i to moja słabość, ta tożsamość godnościowa z własnym plemieniem, jakże naiwna i bezmyślna…).

    Mój komentarz
    Dzisiaj szeregowy poseł, a nieformalny przywódca narodu (w języku oenerowskim – wspólnoty narodowej) – Jarosław Ka udzielił dla Gazety Polskiej wywiadu na temat konfrontacji Polski z Unią, w którą tenże wódz wspólnoty narodowej z uporem wkręca państwo polskie.

    Prezes rządzącej partii zwyczajem PiSowskim palił głupa plotąc ogólniki, banały i rzucając odłamkami filozofii prawicowo – narodowo – historycznej próbował sugerować, że buduje z nich, z tych odwiecznych zasad solidny gmach polityki zagranicznej Polski.

    W wywiadzie dla GP, wódz zafilozofował następująco:

    „Są eksperci, którzy twierdzą, że Unia wobec Polski poszła za daleko i teraz będzie się wycofywała. Inni mówią, że nie ma na co liczyć. Zobaczymy. Tak czy inaczej my musimy bronić naszej suwerenności, naszej godności, ale przede wszystkim naszych interesów. Szczególnie tych związanych z rozwojem gospodarczym naszego kraju. Jeśli ktoś myśli, że jest jakiś ośrodek zewnętrzny, który będzie nas wspierał w wychodzeniu z ekonomicznych peryferii Europy, to się myli. Jeśli chcemy osiągnąć sukces i wejść do centrum UE, mieć porównywalny PKB z Niemcami, to musimy zdawać sobie sprawę z tego, że inni będą nas w tym blokowali. A jedyną drogą do osiągnięcia tego celu w przewidywalnym czasie, a nie za kilkaset lat, jest pilnowanie własnych interesów.”

    „Musimy bronić naszej godności, suwerenności, interesów”, czyli postawa pasywna, obronna, ktoś nas atakuje, rzuca kłody pod nogi, otacza przeszkodami, itd. A my nic, tylko się bronimy.
    Typowa taktyka PiSu na kilometr śmierdząca ignorancją, cwaniactwem i bezczelnością. Odwracania znaczeń, projekcja swoich własnych błędów na innych, insynuowanie wrogości wszystkim wokoło, całkowite pomijanie istotnych faktów, itd.

    Na pytanie GP:
    Czy coś nam grozi ze strony Unii Europejskiej – pozaunijny Prezes Polski odpowiedział taką samą cwaniacką filozofią, tylko owiniętą w nieco inne sformułowania:

    „W czarnym scenariuszu – jakieś utrudnienia, niedogodności. Ale równie prawdopodobny, albo i bardziej prawdopodobny, jest scenariusz optymistyczny, wedle którego faktycznie nic nam nie grozi. Proszę Państwa, jeśli ktoś wchodzi w nowe towarzystwo, w którym wszyscy są już ze sobą dogadani i podzieleni wpływami, to musi napotkać opór. Tak jest w zwyczajnym życiu, tak jest w polityce międzynarodowej. Albo sobie wywalczymy pozycję, albo jej nie będziemy mieli. Na piękne oczy czy po koleżeńsku nikt nam nic nie da.”

    Ani słowa o tym, czym jest Unia Europejska. Kaczyński sugeruje, daje do zrozumienia pogrywając na nieufności krajan, że Unia jest zbiorem tajemniczych ktosiów dogadanych już ze sobą i stawiających opór (przeciwko czemu i komu – nie wiadomo), którzy „na piękne oczy nic nam nie dadzą” i których celem jest rzucanie kłód pod nogi PiSowi, przeszkadzanie w rozwoju Polski i nie dawanie nic za darmo.

    Ani słowa o tym, że Polska jest partnerem w Unii, stroną traktatową, że wiążą ja postanowienia traktatów oraz praktyka ich wykonywania w UE. Jarosław Ka gada o Unii jako o jakimś faraońskim państwie, które nie daje nam spokoju, chciałoby z nami współpracować, lecz na zasadzie lennej i trybutów się domaga. Nie z nami Brunner takie numery – rzuca Jarosław Ka w stronę Unii. My się nie damy! Musimy się postawić, (w czym postawić), walczyć (o co walczyć?).

    Ani słowa o tym, ze ekipa rządzącą PiSu w imieniu traktatowego członka UE – Polski łamie normy unijne, nabija się z unijnych zasad, z unijnych porozumień, z unijnych urzędników, z unijnych form współpracy i rygorów.
    Gdyby ktoś postronny, niezorientowany poczytał te jego nieudolne kłamstewka, zawiłości i uogólnienia, to nie doczytałby się niczego innego niż – Polsko, Polacy, brońmy się, walczmy o swoją godność, suwerenność, nie damy się, itd.

    Pustka, kompletna pustka w obszarze meritum, czyli prowadzonej przez niego polityki zagranicznej wewnątrz unijnej, co do której Jarosław Ka po raz kolejny pokazał, że jest kompletnym lamerem, ignorantem i cwaniaczkiem-nieudacznikiem. A w wywiadach pozuje wciąż na wyzwoliciela, przywracacza godności i suwerenności Polsce i Polakom.
    Pzdr, TJ

  530. Za chwilę być „wiedza zakazana”, a te pozycje mogą stać się „białymi krukami”.
    – Jan Grabowski, JUDENJAGD. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu, Warszawa 2011
    https://www.holocaustresearch.pl/index.php?show=478
    – Barbara Engelking, JEST TAKI PIĘKNY SŁONECZNY DZIEŃ …
    Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945, Warszawa 2011
    https://www.holocaustresearch.pl/index.php?show=477
    – Mirosław Tryczyk, Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów, Warszawa 2015
    http://www.newsweek.pl/…/pogromy-zydow-w-polsce-miasta-smierci
    – Tadeusz Markiel, Alina Skibińska, „Jakie to ma znaczenie, czy zrobili to z chciwości?” Zagłada domu Trynczerów, Warszawa 2011
    https://www.holocaustresearch.pl/index.php?show=496
    – ZARYS KRAJOBRAZU. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945, praca zbiorowa, Warszawa 2011
    https://www.holocaustresearch.pl/index.php?show=490
    – Joanna Tokarska-Bakir, Okrzyki pogromowe. Szkice z antropologii historycznej Polski lat 1939-1946, Gorlice 2012
    https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/okrzyki-pogromowe
    – Anna Bikont, My z Jedwabnego, Gorlice 2004 (nagrodzona w 2011 European Book Prize)
    https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/my-z-jedwabnego
    Do tego dwanaście tomów rocznika naukowego „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” oraz wiele innych książek i artykułów.
    Wszystkie opowiadają o współudziale Polaków w Holokauście, a więc podpadają pod odpowiedzialność karną, zgodnie z nową ustawą o IPN.

  531. Gekko
    29 stycznia o godz. 17:45

    Chyba za swobodnie dywagujesz. Ze wredne, bo male, to zgoda. Ale ze na pasku „diadi Wolodii” to nie sadze.

    pozdrowka
    ~l.

  532. @anumlik

    dzieki za te liste ksiazek, jesienia ub r byla u nas pani Anna Bikont, ktorej przyznano tytul doktora honoris causa Wydzialu Humanistyki uniwersytetu w Göteborgu/Szwecja.

  533. lonefather
    29 stycznia o godz. 18:57

    a bez paska?

  534. Z satysfakcją notuję powrót i zmianę retoryki Gekko. Mnie się podoba.
    Jednak nie mogę się zgodzić z jego oceną forumowych wyczynów pani kruk:

    @Gekko 29 stycznia o godz. 17:45
    „Ja bym bowiem @kruka w tym względzie kołem nie łamał.”
    Chodzi o marzenia o powrocie Andersa na białym koniu.?
    Jednak warto przypomnieć, że przecież nie w tym rzecz.

    Kruk 28 stycznia o godz. 3:04
    @ Tanaka zachlystuje sie wdziecznoscia dla Stalina za podarownie nam tych ziem

    Tanaka Tanaka 28 stycznia o godz. 9:41
    To są łajdacko kłamliwe słowa.

    Kruk imputuje i zwyczajnie łże. I za to, moim zdaniem, warto jednak łamać kołem.

  535. Czytając te wszystkie komentarze, zastanawiam się jak długo nasi narodowi przewodnicy pozwolą się wypowiadać swobodnie i bezkarnie. Nowa ustawa o IPN w ogólnodostępnych dyskusjach przypomina smoka o wielu głowach i straszliwej ilości uszu. Do tego, smoka któremu zagwarantowano stałe dostawy świeżego, niepokornego mięsa.

  536. anumlik
    29 stycznia o godz. 18:32

    No to drobiażdżek niech się drobiażdżkiem odciska, a drobiażdżkami uczmy dzielić się za młodu. To, co podałeś, anumliku jest pełną nazwą oficjalną, która, oczywiście, w codziennym języku nie była używana. Nawet Sołżenicyn używał skrótowej.
    Zawsze się bardziej skomplikowane nazwy przysposabia do szybszego języka mówionego. Np. u nas nikt nie używał w rozmowach, a pewnie i bardzo rzadko w oficjalnych wystąpieniach, pełnej nazwy „Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich”, lecz – „Związek Radziecki”. Polskie narodowe zidiocenie i tu dało o sobie znać w transformacyjnym odwecie na nazwie teraz brzmiącej: „Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich” ze skrótem nie do rozszyfrowania „ZSRS” (Związek Socjalistycznych Republik Szurniętych?). Nazwy na piśmie rozpoznaje się, jak wiadomo, nie nosem, lecz je zapamiętują oczy – więc co znaczy dla oczu jeszcze bardziej skrócony skrót „ZS”?

  537. @Namargineska
    Kruk imputuje i zwyczajnie łże. I za to, moim zdaniem, warto jednak łamać kołem.
    Zaraz tam kołem. Wykałaczki pod paznokcie i niech kontempluje portret Dżugaszwilego na białym koniu, gdy ten wielkopańskim gestem ofiarowuje nam ziemie zachodnie i północne.

  538. W piątek 2 lutego o godz. 17:00 katowicki Przystanek Historia IPN organizuje spotkanie, którego tematem będzie: „Wkroczenie i obecność Armii Czerwonej na Górnym Śląsku w 1945 roku. Nowe ustalenia”. Ciekawe co nowego panowie od polityki historycznej mają do powiedzenia o tamtych czasach?

  539. @anumlik 29 stycznia o godz. 19:26
    🙂
    Ale:
    Mnie chodzi po prostu o sedno konfliktu, a nie jest nim różnica poglądów politycznych.
    Jest nim złośliwe przeinaczenie cudzego tekstu. I o to chodzi.

  540. zak1953
    29 stycznia o godz. 19:28

    W piątek 2 lutego o godz. 17:00 katowicki Przystanek Historia IPN

    bardzo dobre, a nawet znakomite. Z przystankami to jest tak, że – parafrazując Piłsudskiego – IPN-owi historia wysiadła. Na przystanku Prawda. IPN pojechał dalej. Teraz – Katowice.

  541. @wbocek
    Też się wobec tego podzielę drobiażdżkiem, pókim młody. Akronimy, skrótowcami po polsku zwane, ułatwiają nam życie i najczęściej tworzą neologizmy. Taka Czeka, znana także jako czrezwyczajka, to przecież akronim. Всероссийская чрезвычайная комиссия по борьбе с контрреволюцией и саботажем при СНК РСФСР to (brrrr!) prawidłowa nazwa tworu Dzierżyńskiego. Bez neologizmu czrezwyczajka nie mielibyśmy tych pięknych słów:

    Ech jabłoczko, kuda że katiszsa;
    w czrezwyczajku popadiosz, tak nie warotiszsa

    (Эх, яблочко куда же катишься, в чрезвычайку попадешь так не варотишься.)

  542. anumlik
    29 stycznia o godz. 18:57

    Dobrze, że dałeś te linki.
    Duda Andrzej wyszedł i „ogłosił swoje stanowisko”: nie było SYSTEMOWEGO wsparcia, ani SYSTEMOWEGO mordowania. A ci co mordowali, to byli „pojedynczy ludzie”.
    Ja się na tym może nie znam, zna się Duda, ale może najbardziej się znali ci, co byli mordowani: chyba im było obojętne czy z SYSTEMOWYM wsparciem, czy bez niego byli mordowani.
    Obrzydliwość tego pokrętnego krycia się za słowem „systemowe” jest wymiotna.

  543. @Namargineska
    Aaach tak! Masz słusznego. Za złośliwe przeinaczenie cudzego tekstu – pręgierz i łamanie kołem na miejskim rynku 😉

  544. Na marginesie
    29 stycznia o godz. 19:35

    Ja bym to ujął jakoś tak, że to niewiedza, tępota, ślepe uprzedzenie i zła wola zostały razem zamienione w łajdackie pomówienie. Swoją łajdackość rzeczona wzmocniła późniejszym swoim oświadczeniem, że to była „kłótnia”. Taki wykręt, by zatrzeć tropy, który je w rezultacie utrwala. Kłótnia dzieje się między w miarę równymi stronami. Tu sprawa jest prosta: jednostronność i łajdactwo.
    To łajdackie pomówienie ma swoje miejsce w niebieskiej książeczce: nie dawaj fałszywego świadectwa. No, ale to taki żarcik.

  545. anumlik
    29 stycznia o godz. 19:39

    A twój, anumliku, nik to też czasem nie skrót? A nu mliku dawaj, baba! Biegom!

  546. Tanaka
    29 stycznia o godz. 19:35
    Oni są tak zapracowani, że kiedy w ubiegłym tygodniu zaglądałem na stronę IPN Katowice, tej informacji jeszcze nie było. Niestety, pani która zajmowała się informowaniem społeczeństwa za chwilę wyląduje na macierzyńskim, a panowie doktorzy widać słabo sobie radzą ze współczesną techniką i mają zatory informacyjne. Z drugiej strony taka informacja o ich brakach w kwalifikacjach biurowych jest pocieszająca. Któregoś dnia zadławią się własną robotą.Pozdrawiam.

  547. @Tanaka, z godz. 19:42
    Duda łże jak pies, albo nie zna historii. A najprawdopodobniej – jedno i drugie. Było systemowe wsparcie. Na szczeblu lokalnym było. Niech se Tryczyka „Miasta śmierci” poczyta. Cytuję:

    Rozpoczęło się tuż po wkroczeniu na te tereny (Białostoczczyzna i Podlasie – anumlik) Niemców w czerwcu 1941 roku. W przygranicznych miasteczkach jak Jedwabne, Radziłów, Wąsosz, Szczuczyn, Goniądz, powstały wtedy lokalne struktury polskiej władzy i milicje, ponieważ Niemcy swoją administrację powołali dopiero na początku 1942 roku. Milicje te noszące w zależności od miejsca powstania różne nazwy, np. straży obywatelskich, milicji obywatelskich, samorządów miejskich, samoobrony, Komitetu wyniszczenia komunizmu itp. przystępowały do rozprawy z komunistami i Żydami. Na ich czele stawali polscy mieszkańcy, należący do przedwojennych, miejscowych elit. Znaleźli się w nich nauczyciele (Rajgród, Szczuczyn, Suchowola), członkowie Korpusu Ochrony Pogranicza (Goniądz), policjanci (Rajgród, Goniądz), aptekarze i lekarze (Radziłów, Suchowola), listonosze i pracownicy poczty polskiej (Radziłów, Szczuczyn, Wąsosz, Jasionówka), przedwojenni burmistrzowie, radni i miejscowi przedsiębiorcy (Jedwabne, Jasionówka, Radziłów) oraz księża katoliccy (Radziłów, Wąsosz, Goniądz, Jasionówka). Na początku zaczęło się od rozprawy z kolaborantami, czyli tymi, którzy współpracowali z Sowietami. Jej ofiarami byli zarówno Polacy jak i Żydzi.

    Jeśli to nie było polskie Vichy w miniaturze, to ja jestem naturalny syn papieża. O tym w ogóle Polacy nie chcą mówić i słyszeć. I to – dla mnie – jest najbardziej podłą częścią polskiej historii. Jej oceny. To jest objaw pamięciobójstwa.

  548. Tanaka
    29 stycznia o godz. 19:49
    Na marginesie
    29 stycznia o godz. 19:35

    „Taki wykręt, by zatrzeć tropy”
    „nie dawaj fałszywego świadectwa. No, ale to taki żarcik”.

    Pewnie, że żarcik. Sam Jahwe dla zatarcia tropów kazał Izraelitom, by dali Egipcjanom fałszywe świadectwo prośbą o wypożyczenie drogocenności, a nie ich zwykłe podpierdzielenie.

  549. Głowa Państwa – z głowy
    Nie chcąc mącić wątku śląskiego, zaznaczę tylko, że skoro historia dzieje się na naszych oczach, patrzmy, co widzimy.

    Mamy więc z głowy dylemat intelektualny, jaka mentalność i jaka kultura, choćby prawnicza, sformułowała w ustawie o IPN passus, że (w skrócie) karalne jest wiązanie Narodu lub Państwa Polskiego ze zbrodniami nazistowskimi.
    Pominąwszy wszystkie absurdalne i niemoralne aspekty tego typu regulacji (np. co z pamięcią o/tych co wiązali i co byli wiązani lub zamykani w stodole?) , uprzejmie donoszę, że właśnie rozwiązał sprawę Pan Prezydent Duda, w sposób wstrząsająco innowacyjny, jak dla mnie.
    W swym wystąpieniu stwierdził, że (cyt. z pamięci):
    „o odpowiadzialności państwa /polskiego/ mowy być nie może, ponieważ w tym czasie Państwo Polskie nie istniało (a Polski nie było).”
    No i nie ma sprawy, a kto widział tam i wtedy Polaków wiążących, to musi byli wynarodowieni bezpaństwowcy.
    Bo wynika, że prawdopodobnie nie było i narodu, tylko „indywidualne, pojedyncze przypadki” (cyt z innej opinii narodowej).

    Dzięki tak tęgiej prawniczej głowie, jaką mamy na karku Państwa Polskiego, mamy także z głowy zwrot mienia tym powiązanym ze strony beneficjentów wiążących.
    Nic bowiem co Polskie nie może być od dziś nam Obce, ani oszczędzone.
    – – –
    Postaram się do indywidualnych, nienarodowych komentarzy wiązanych z Gekko odniesc poźniej, gdy walec historii trochę zwolni.

  550. @wbocek, z godz. 19:53
    Ty! Wilniuk! Znaczenia słowa anumlik nie znasz? Nie wierzę. Anumlik to w wileńskiej gwarze coś jak mały Armagedon. Mleko się wylało – Ot, anumlik, cielę z dwoma głowami się urodziło – anumlik, wojna wybuchła – anumlik. Ile ja się tych anumlików nasłuchałem od mojej babci – Wilniuczki. Ale Twoje – A nu mliku dawaj – też smaczne 🙂

  551. ?
    АБЫРВАЛГ
    a skad pochodzi powyzszy skrotowiec?
    (tylko bez pomocy komputera!)

  552. lonefather
    29 stycznia o godz. 18:57

    Lonefather, serdeczne dzięki za łyk optymizmu.
    Z drugiej strony, byleby nie był oślepiający…hihi.

  553. anumlik
    29 stycznia o godz. 19:56

    Tak, tego typu ‚pamięciobójstwo’ (świetne ujęcie) to prototyp naprotechnologii.
    Z podobnym skutkiem – wiecznej pustki.
    Tu: moralnej.

  554. @ozzy, z godz. 20:06
    Opowiadanie „Serce psa” Michaiła Bułhakowa ja czytał, więc i zaskoczenia nijakiego u mnie nie ma:) A tu masz, ozzy, filmową ilustrację do АБЫРВАЛГA:
    https://www.youtube.com/watch?v=H2_Txc5zAr8

  555. @anumlik, 19:56

    tak, tak, moglbym troche jeszcze wiecej szczegolow do poniektorych miejscowosci dodac… zyja jeszcze ich potomkowie, oj, pozostalo wiele starych domow, z kamieniami
    macew na zagnojonych podworkach, by mozna bylo pojsc do wychodka sucha stopa, badz jako progi do mieszkan…kiedys zrobilem krotki film z zagraconego cmentarza na tamtych terenach – obok katolicki przez mur z czerwonej, zmurszalej cegly. Przed zaduszkami katolicy porzadkowali grobu swoich bliskich a smiecie przez mur na zydowski, a tam smiecie, butelki po winie, wodce…nawet w gowno mozna bylo wdepnac ( nie wiem jak teraz, ale to bylo w 2004 roku, ale…czy chodzi o to?)
    Oj, nie daj Bog, by ktos na katolickim to zrobil, to zatlukliby klonicami….

  556. tejot
    29 stycznia o godz. 18:54

    Oj, zmusiłeś mnie do czytania cytowanych tekstów skarlałych.
    Mój komentarz wspierający Twój komentarz, niech będzie nieco dalej idący.
    To niestety jest zupełnie nieświadomie jawna ekspozycja strategii kmiota, co do dworu wdarł się niezasłużenie i robi odwracający uwagę raban, żeby godnie wynieść srebrne łyżeczki.
    Przy okazji ‚motywuje’ wywrzaskiwaną a wymyśloną krzywdą klasową motłoch, co pod oknem czeka na zajumany przez herszta węzełek z fantami.
    Myślę, że dalsze tego pana prostactwa i prymitywu egzegezy, poniekąd, uwłaczają zdrowemu i przyzwoitemu umysłowi.

    O wiele ciekawsze są skala i mechanizm transgresji licznych gapiów tego procederu w motłoch. 😉

    Wyrazy szacunku.

  557. ozzy
    29 stycznia o godz. 20:06

    Ozzy, radzieccy Radzieccy to mistrzowie świata w wymyślaniu skrótów, a Ty, kuna, jakieś szwedzkie testy z alzheimerowymi starcami od Zuzanny kombinujesz.

  558. @anumlik

    BRAWO!
    Moj ulubiony film „Sobaczoje sierdce” z niezapomnianym Jewginiejm Jewstignijewem
    jako profesor Preobrazenskij

  559. Szanowny @wbocku

    daj Boze, ja takiego alzheimera jakiego Ty masz, na moja starosc dostal…
    A z Zuzanna? To juz inna historia. Psst!

  560. @ Tanaka, 29 stycznia o godz. 18:52

    Tak, oczywiście, efekt jest idiotycznie odwrotny do zamierzonego… chyba że przestaniemy sądzić o efekcie, po deklarowanych zamiarach.

    Moim zdaniem efekt zamierzony jest (co wspiera wpis tejota, wyżej komentowany) zupełnie zgodny z celami i zupełnie odwrotny do deklaracji.
    Co gorsza, to świetnie działa, być może ze względu na powyższe qui pro quo.

    Jeśli bowiem prawdziwym celem jest takie skompromitowanie Polski i takie skłócenie jej wewnętrznie i z sąsiadami, taka deprecjacja i izolacja, aby MOGŁA LICZYĆ TYLKO NA SIEBIE (tj. swój piss) i na swego kieszonkowego jedynowładczego zbawcę, to efekty sa spektakularne i lawinowe.

    Kmiot dający się w swej nieskończenie niskiej pysze podpuścić pod takie scenariusze, takie, aby wszyscy i wszystko musiało wisić na jego łasce, bez odwrotu, to po prostu ‚inteligent’ z biaoruskiego pegeeru, a nie z paskudnej zapyziałej dzielniczki na Ż., stolycy gumna.
    Co zresztą można prześledzić w Mińsku, jak to działa. Tyle że Moskwa może sobie trzymać na garnuszku korytarz białoruski, bo niewiele kosztuje, ale celem korytarza żoliborskiego jest cudzego, naszego garnuszka wypicie i rozbicie kretyńskiemu karłowi na pustym łbie.
    Kwestia dyplomacji semantycznej, słusznie podniesiona przez Ciebie i trafnie rozebrana do rosołu, to już tylko niezamierzenie szydercza wyliczanka z płatków róż u kożucha wśród płonących lasów.
    Dobrze jednak, jak dobrze, że inteligencja bezcudzysłowna wierzy jeszcze w sprawczość umysłu nad żywiołem ordynarnie wybitego nam wszystkim w twarz szamba.
    Łączę się w nadziejach.
    – – –
    Btw, jak piszę że w enumeratywnie wskazanej sprawie ja bym kołem nie łamał, to pisze dokładnie to, co piszę.
    Powiem więcej, ja w ogóle łamanie kołem w jakiejkolwiek pozostawiam tępym kołom.
    I zdaje się ta wyrafinowana pod nich usługa chwyciła się haczyka, choć nie tego, co sama łamiąc cytaty i podstawiając treści, zamiarowała.
    Mi się Tanako zdaje, znając Twoje opinie, choć nie zawsze podzielane, że tak w kwestii kłamstw jak i pomówień, mamy identyczne zdanie i postawę.
    Nie zmieści się tu, pomiędzy nami, żaden cienki kołek. 😉
    Uszanowania.

  561. ozzy
    29 stycznia o godz. 20:22

    Jakby(ś) lub kto inny był w warszawie, to aktualnie polecam dyskusyjne lecz ze wszech miar interesujące spectaclum Teatru Współczesnego z Borysem Szycem w popisowej roli sobaki (reż. J. Englert).
    Temat w Polsce obecnie, z gatunku realizmu futurystycznego, czyli nonsense friction.
    😉

  562. Wertynski,,,ach, Wertynski
    Татьяна Кабанова, „Кокаинеточка” А. Вертинского
    https://www.youtube.com/watch?v=Xr3g7dNyaSo
    Кокаином распятая в мокрых бульварах Москвы

  563. @Tanaka 29 stycznia o godz. 19:42
    „Duda Andrzej wyszedł i „ogłosił swoje stanowisko”: nie było SYSTEMOWEGO wsparcia, ani SYSTEMOWEGO mordowania. A ci co mordowali, to byli „pojedynczy ludzie”.”

    Wydaje mi się, (o ile pamietam tekst nowej ustawy), że jednak jest różnica pomiędzy użytym w projekcie ustawy „narodem” a „państwem”.

    Osobiście nie dodawałbym w tekście „narodu” ale broniłbym dobrej opinii „państwa” polskiego, jako tego „systemu”, który nie brał udziału w eksterminacji Żydów i nie współpracował z okupantem.

    Chociaz i tutaj mam – pewnie spowodowane niekompletną wiedzą – wątpliwości co do roli w końcu „systemu” granatowej policji. „Systemu” w dużej części przejetego przez okupanta, chociażby pod przymusem dla policjantów.

    W skrócie, ja broniłbym tylko zwrotu „państwo polskie” jako tego „systemu”, który nie był winnym za działania okupanta/okupantów.

    Dlaczego? Gdyż inne państwa właśnie systemowo współpracowały z hitlerowcami.
    Toż to jakaś paranoja aby państwo, które jako pierwsze postawiło się hitlerowcom nie miało prawa do lepszej opinii od hitlerowskich sojuszników i kolaborantów! Którego zbrojne ramię czyli Armia Krajowa „systemowo” nie było antysemickie, choćby nawet zdarzały się incydenty. Przecież trzeba rozróżnić pomiedzy postawą NSZ a postawą AK!

    Co do „narodu” czy „pojedynczych ludzi” to tego pojęcia, tak czy owak opisanego, do ustawy bym nie włączał. No bo przecież szmalcownicy byli.

  564. @Gekko

    oj, oj…dawno nie widzialem stolicy….jakies 14 lat? A teraz..nie mam ochoty
    (jak w religijnej piesni: „nie z przymusu lecz z ochoty”)

  565. Po wpisaniu w google zwrotu „German death camps” dostałem 129 000 stron.
    Po wpisaniu „Polish death camps” – 198 000.

    Czy to jest normalne?

    Jakie wnioski wyciagnie chiński czy filipiński nastolatek?

  566. ozzy
    29 stycznia o godz. 20:47

    Pochwalam ten izolacjonizm 😉
    Dużo się tu zmieniło przez 14 lat i jest jeszcze baardziej, to co zawsze było.
    Urbanistycznie, to takie kwiatki Dubaja na ugorze peggeru w ramach budżetu RKS „Orzeł”.
    Czyli jedyny Miś, jaki może nam stanąć 😉

    Inscenizacja jednak dobra, być może pojawi się w mediach, czasem coś przenoszą na wersje cyfrowe…
    Na przykład dokumenty: http://www.dokumentcyfrowo.pl/kategorie/miasto.html
    Ukłony.

  567. @ozzy
    Wertyński, ach Wertyński. Śpiewany był u mnie w domu często przez babcię, która znała go osobiście, ale nigdy nie zdradziła, czy coś ich – choć na krótko – łączyło. Pytana, odpowiadała – A po co tobie ta wiedza?A? Tu masz oryginalnego:
    https://www.youtube.com/watch?v=QAg_9PsUD7Q

  568. anumlik
    29 stycznia o godz. 19:56

    No i właśnie mnie tak samo na to ścieklica bierze. Te zamazywania, kręcenia, wyłgiwania, zasłaniania małym wielkiego: jak szmalcownik to nie Polak, ale „indywidualna osoba”, jakiś bezpaństwowiec i przypadek co spadł z kosmosu a nie wyrósł na tej glebie. I sam działał: nie było dwóch, trzech, ulicy, wsi, powiatu, umówienia, że złapią, doniosą, zatłuką, zawłaszczą, a potem wyplują imię, nazwisko, historię, kilofami rozbiją, macewy na podkład pod parking na wozy zrobią.
    Ta kłamliwa lepkość mowy ubrana w świętość, cieknąca z gąb najwyższych państwa pospołu z pospólstwem najniższym i stanem pośrednim – ohyda.

  569. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 20:44

    Obok, Edwin Bendyk sporo wyjaśnia.
    https://antymatrix.blog.polityka.pl/2018/01/29/ustawa-o-ipn-krzyk-slabosci/?nocheck=1

  570. A ogólnie cała dyskusja w niektórych amerykańskich mediach przypomina mi dzielenie na czworo powodów decyzji ratowników na Naga Parbat. Czy iść po Polaka czy nie iść.

    Kanapowi siorbacze kawusi czy innego piwka wydają „opinie” o etyczności czy nieetyczności ryzykowania swoim życiem w nocy, w strasznym mrozie, na stromej, oblodzonej skale, w rozrzedzonym powietrzu, przy dużym ryzyku lawin, po wielkim wysiłku i w obliczu załamania pogody —

    —- przez całkiem kogoś innego!

    To jest właśnie ta zachodnioeuropejska i amerykańska ignorancja historyczna.

    -Polacy byli współwinni Holokaustowi, bo gdy naziści przyszli po Żydów to ci źli Polacy się lenili i nawet nie zadzwonili po policję!

  571. @Tanaka 29 stycznia o godz. 21:09

    „Obok, Edwin Bendyk sporo wyjaśnia.”
    No tak, szczególnie rozpoczynanie tego ustawowego bronienia dobrej opinii na Kresach i od 1925 roku jest łagodnie mówiąc strzelaniem sobie w stopę. Bedndyk ma racje.

    Wypada tylko westchnąć. Ja bym napisał coś bardzo zawężonego i tylko dla walki ze zwrotem „Polish death camps” (i jego kilku podobnymi wariantami) w światowych mediach.

    Chyba uniknąłbym tej całej dyplomatycznej burzy.
    No ale jak zauważa @tejot, Kaczyśkiemu moze właśnie o te burzę chodzić.

  572. anumlik
    29 stycznia o godz. 18:57

    Moze beda palic nocami na smolenskich sabatach?

    Pewna wprawe w nocnych marszach z pochodniami juz posiadaja, wiec zaden problem zeby rzucic na stos pochodnie, a pozniej ksiazki z listy twojej i innych list…

    pozdrowka
    ~l.

  573. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 21:24

    Gdyby @tejot przeczytal post do niego przypity, to nie tylko by zauwazyl, ze „Kaczynskiemu” chodzilo o wywolanie burzy, ale i dlaczego ja wywolal.

    Wystarczy poprzegladac same tytuly, zeby sie zorientowac, ze temat praworzadnosci w Polsce znikl zastapiony dywagacjami o konflikcie polsko/izraelskim.

    I o tym wytlumaczeniu zjawiska wyzej napisalem. I o tym, ze jest to miedzynarodowy wariant tej samej taktyki, ktora Kaczynski zastosowal w Polsce. Gdy rozwibrowywal Trybunal Konstytucyjny wrzucil wycinke Puszczy Bialowieskiej, a pod koniec 2017 gdy zalatwial sady, wrzuta z „zaostrzeniem aborcji”. Temat zastepczy odciagajacy uwage od tego co wazniejsze.

    Tak trudno zrozumiec, ze drugi raz tlumaczyc musze?

    pozdrowka
    ~l.

  574. @Gekko 29 stycznia o godz. 20:41
    Twój ostatni akapit – to raczej czysty paszkwil. Takie ociekające jadem wazeliniarstwo – już mówiłam i potwierdzam, że jest mi obce. Natomiast „w kwestii kłamstw i pomówień” – to nie wątpię, że jesteś dobrym specjalistą.

  575. @lonefather 29 stycznia o godz. 21:34
    Zakładasz, że JK bezbłędnie przewidział reakcję Izraela?
    Bo to chyba właśnie ta reakcja wywołała burzę, a nie sama ustawa.

  576. @Tanaka
    Długo się zastanawiałem, ale w końcu podjałem decyzję. Rezygnuje z dalszego udziału na blogu.
    Dlaczego ? Twój niebywały atak na @kruk , nazywanie tego, co napisała łajdactwem, w koncu mnie skłonił do tego. Jestes , Tanako, narcyzem, który tu bryluje, olsniewa pare osób; lonka, anumlika, no i namiętną namargineskę.
    Nie widziałem nic szczególnego w wypowiedzi kruk, co by cie upoważniało do nazywania jej krytyki łajdactwem. Jesli doszukała sie w Twych wypowiedziach jakiegoś umiłowania Stalina i Rosji, to były gorsze na blogu insynuacje, ktore jakos przeszły bez „łajdactwa”. Wydaje mi sie, że kruk Cie mocno dotknęła krytykując Twój rozgadany styl, brak zwiezłości i to wywołało Twoją wsciekłość.
    Wybacz moja szczerość, szkoda mi troche tego blogu, bo jestem ateistą, ale mi ani z Toba ani z namargineska nie po drodze.
    ps
    Panie Jacku, proszę o wyrzucenie do kosza mojego wstepniek , który do Pana wyslalem

  577. @lonefather 29 stycznia o godz. 21:34
    „Tak trudno zrozumiec, ze drugi raz tlumaczyc musze?”
    No, mnie to czasami i po kilka razy! 😉

    Ale w takim razie co jest tą operacja , dla której nowa godnościowa ustawa tylko za maskirowkę ma służyć?

    Z góry przepraszam, jeżeli już napisałeś a ja to przegapiłem. @Tanaka do mnie strzelał z rurki ryżem i dlatego nie uważałem na lekcji. 😉

  578. ps
    Jedynie Gekko ośmielił sie bronić kruk

  579. @Lewy 29 stycznia o godz. 22:00
    Jak zwykle reagujesz bez sensu i zastanowienia. Przeczytaj jeszcze raz teksty o ktorych tak wyrokujesz.

    Tanaka – obiektywnie – chyba najbardziej się przyczynił do istnienia tego blogu.
    Dlaczego tak przeszkadza niektórym? Nie mam pojęcia! Czyżby czysta zazdrość?

  580. @Lewy 29 stycznia o godz. 22:01
    Kruk posunęła się troche za daleko. Nie sądzisz, Lewy?

  581. ozzy
    29 stycznia o godz. 20:25

    Ozzy, przed chwilą się z wściekłości powiesiłem, ale sznurek się urwał. Bo mi wcięło materiał cmentarny, który dla Ciebie przygotowałem. Nie żebyś tam spoczął, ale żebyś zobaczył nie tylko ciemność, dziurę cmentarną, polskie parszywstwo polegające na ograbianiu cmentarzy, ale i cmentarną jasność: aleję niemiecką na cmentarzu komunalnym w Koszalinie zrobioną z niezagrabionych z ewangelickich cmentarzy resztek nagrobków oraz symboliczne miejsce pamięci dawnych niemieckich mieszkańców wsi Obłęże niedaleko Słupska. Przyjechali do tej wioski potomkowie mieszkańców tej wsi, zgadali się z miejscowymi i wspólnie zrobili skromne miejsce pamięci z paru ocalałych tablic. Rozgrabiony i zapuszczony cmentarz ewangelicki w Jamnie, które już jest dzielnicą Koszalina miał być tłem dla niezwykłego miejsca pamięci (już je tu pokazywałem) o niezwykłym człowieku Lolku, który dawno temu w tym miejscu wsiadał do kajaka. Właśnie temu wsiadaniu poświęcony jest cudowny kamień, droższy od diamentu, bo poświęcony. No i właśnie mi chodziło o pamięć różnych pamięci, losy pamięci i wszystkiego tego, co kogo kręci. Rozumiesz, że żydowskich cmentarzy na Wybrzeżu niet, ale ja myślę, że jak dzikie grabie (bośmy fest dzicy) grabią do siebie, to czy one patrzą na narodowość? Mi się zdaję, że one patrzą tylko na to, CO grabią, a nie – KOMU. A Polacy są znani na świecie m.in. dzięki grabiom, a nie tylko widelcom.

    W związku z utratą materiału skróciłem się, ozzy, więc winowat.

    Koszalin
    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6516561569253329473/6516561573716915394?authkey=CN32m72QtNbMdg

    Obłęże
    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6516563734510825073/6516563733099945426?authkey=CKmDzIKRmK7o2QE

    Jamno
    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6516567054865891665/6516567052519320162?authkey=COL4vqG2_cD5CA

    Słupsk
    https://plus.google.com/photos/photo/101580844869959615096/6516567989394803522

  582. Kubeł zimnej wody – może jednak byłby wskazany?

  583. Lewy
    29 stycznia o godz. 22:01

    Mój komentarz
    Lewy, kłótnia była wkurzająca i niepotrzebnie opatrywana zjadliwymi inwektywami, lecz zdarza się to nie po raz pierwszy.
    Spokojnie, odczekamy chwilę, burza przeszła, wiatr ucichnie, zmarszczki się wygładzą, emocje opadną, dymy się rozwieją, ciekawość świata, ufność i spolegliwość powrócą na blog.
    Pzdr, TJ

  584. Szanowny @wbocku,

    pieknie uporzadkowane, tak ma byc – przypomina mi cmentarz sztokholmski
    Skogskyrkogården
    https://hiveminer.com/Tags/skogskyrkogarden%2Cwoodland

  585. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 22:00

    Zebys nie musial szukac:

    Moj post do @tejota.

    tejot
    29 stycznia o godz. 10:35

    „Ustawa o obrażaniu narodu polskiego jest klasycznym przykładem poplątania z pomieszaniem, chęci odegrania się i formy tego odgrywania się, przykładem nieudolności politycznej, zastępowania rozumu i namysłu cwaniactwem i bezczelnością oraz otaczaniem swoich prawnych partactw brutalnymi wyjaśnieniami typu – a u was murzynów biją.”

    Chyba sobie zarty robisz, bo uwierzyc nie dam rady, ze nie wiesz i nie rozumiesz po co ta ustawka, co Zydow na calym swiecie rozdraznila zostala przez Kaczysnkiego wrzucona wlasnie teraz.

    Popatrzmy globalnie, czyli na calosc. Jest zaogniajacy sie konflikt z KE? Jest !!!

    I do niego dorzuca Kaczynski drugi i to jaki konflikt, juz na skale nie tylko europejska, ale swiatowa, bo z wszystkimi Zydami na calym swiecie….

    Efekt? ….

    Widoczny golym okiem, czyli wiekszosc gadania swiatowego i europejskiego z problemu polskiej praworzadnosci, na konflikt z Zydami sie przeniosla….

    Mozliwe ze i trzeci jakis konflikt miedzynarodowy zostanie wysmazony…. Bo jest to identyczna taktyka, jaka zastosowal Kaczynski od poczatku zaprowadzania dyktatury.

    Bo przez caly czas, gdy kolejne kawalki wolnosci byly odbierane kolejnymi ustawkami, zawsze sie pojawialy a to Puszcza, a to pigulka, a to aborcja, a to co innego, co dzialilo protesty spoleczne na te w obronie demokracji i te z wrzutki…. i rocienczaly protesty w obronie demokracji.

    Teraz mamy ta sama metode, tylko ze w wersji miedzynarodowej.

    Ta „obrona czci” to nic innego jak wrzutka co juz rozcienczyla przez rozszerzenie, a jeszcze bedzie ja mozna uzyc jako wytlumaczenie suwerenewi, ze to wsciekli Zydzi to czy tamto Polsce uczynili, za to ze swojej czci bronic sie osmielila.

    I uwierz, ze nie tylko „ciemny lud” to kupi…

    **********************************************

    Wskazalem na „rozmydlajaca” napiecie wokolo praworzadnosci role wrzuty z IPNem, ale calkiem mozliwe jest, ze „plan Kaczynskiego” jest w tym wyborze kwestii zydowskiej na obecna wrzute, wielopoziomowy.

    NP. Jest jasne i oczywiste jak zostanie osadzona w Europie polska praworzadnosc i trzeba to bedzie jakos „ciemnemu ludowi” objasnic. No to nie ma nic prostszego jak wskazac na Zydow i na to co juz gladza pisowczycy, ze chodzi o reparacje, czyli kase…

    O ! Zakrzyknie „ciemny lud”. Jesli chodzi o kase i kreca sie kolo tego Zydzi, to juz wszystko jasne !

    I to dlaczego na Polske taka napasc !
    I to dlaczego Europa co wiadomo ze na pasku zydowskim chodzi na Polske napada !

    Mozna skwitowac, ze to klasyk … Two birds, one stone !

    pozdrowka
    ~l.

  586. Lewy
    29 stycznia o godz. 22:00

    Jesli sie dlugo zastanawiales, to prosze zebys sie jeszcze ciut pozastanawial. Teraz nie moge, bo wiadomo co. Ale pozniej na priv do Ciebie napisze, wiec zagladnij rankiem na poczte.

    pozdrowka
    ~l.

  587. @Lewy 29 stycznia o godz. 22:01
    „ps Jedynie Gekko ośmielił sie bronić kruk”

    Przepraszam, ale nie zawsze czytam wszystkie komentarze.
    Mam wrażenie, być może błędne, że dosyć często @na magrinesie walczy na godnościowym froncie i to mnie troszeczkę zniechęca.

    Korespondencja z @Gekko na innym blogu zostawiła na mojej głowie tyle blizn, że 90% jego komentarzy przewijam. Pomijajac fakt, że te, które czytam, w wiekszości są dla mnie niezrozumiałe.
    Przyznaję bez bicia, zbyt często intelektualnie nie dostaję, (i wtedy myśle sobie „spokojnie, to tylko bełkot”) choć czasami w pełni się z jego zdaniem zgadzam.

    Z @wbocka ogladam obrazki, bo komentowanie zakończyło się dla mnie zadrapaniami kocim pazurem. Ja koty bardzo lubie, ale cudze. Na codzień nie wytrzymałbym z kotem, który ma kocie humory i może znienacka a to pazurem a to kłem przywalić. Kocie zachowanie jest „czarujące” tylko dla psychicznych masochistów. Jak chcesz być samoswój i siedzieć na swojej półce pod sufitem to sobie tam siedź.

    @Lewy jest równie czuły na prawdziwe czy urojone podważanie statusu Lokalnego Guru jak i @Tanaka. Jesteście skrojeni z identycznego materiału. Takiegosamiutkiego!
    Tylko wy, panowie możecie miec rację i ostatecznie rozstrzygające zdanie. Nigdy przenigdy nie dopuścicie możliwości swojej niedoskonałości i kometowanie traktujecie jak pojedynek na szpady.
    Niekoniecznie honorowy, bo od czasu do czasu zdaży się wam mało elegancka próba poniżenia dyskutanta.
    Syndrom wieloletniego belfra jak na dłoni!

    Itd., itp. Każdy komentator ma swoje zady i walety. Nawet @Gekko, bo zmusza mnie do zaglądania do słownika 😉

    Im wiecej różnych dziwadeł na blogu, tym lepiej. Byle nie zatkała pojedyncza osoba swoją produkcją bloga na amenT. Dla każdego co innego. Jak dyskutujecie państwo na tematy kulinarne, w tym np. o winach to ja całkiem wysiadam, bo alkoholu nie pije, całej tej sfery życia nie znam, z gotowania to jestem noga kompletna. Dlatego nigdy nie skomentowałem niczego na blogu pana Adamczewskiego(?).

    Gdy @ozzy z @anumlikiem zaczynają przerzucać się błyskotliwie cytatami z rosyjskiej literatury to najpierw się we mnie wkurza moja amerykańska, prawdziwie polonijna dusza prawdziwego antysemity i chcę zawrzeszczeć „a do cholery z tymi żydokomunistami, czy żydoopozycjonistami, kto chce o nich czytać!” Aby się uspokoić (przynajmniej w wiekszości wypadków), i spróbować przeczytac ich wpisy grażdanką i nawet od czasu do czasu wyszukać sobie coś na zapisanym bukwami internecie. Jakis wiersz czy cóś takiego.

    W wielości, w różnorodności siła, blogowe multikulti ma swoja moc!

  588. Na marginesie
    29 stycznia o godz. 21:51

    Kaczynski ma wiadomo gdzie Izrael. On sie keiruje wylacznie potrzebami rynku wewnetrznego i dla potrzeb tegoz zrobil wrzute zydowska. Wszyscy wszedzie rozwazaja i roztrzasaja juz tylko i wylacznie to, choc jeszcze kilka dni temu tematem wiadacym byla Polaska praworzadnosc rozkminiana przez Europe….

    Euroa i tak rozkmini, czy sie chce, czy nie, ale w Polsce temat znikl i juz nie ma szansy na wytlumaczenie „ciemnemu ludowi” o co chodzi i dlaczego Europa rozkminia. Teraz tematem wiodacym jest IPN i szkalowanie Polski. Nawet tu na blogu terz sie odbywa roztrzasanie i poza mna nikt nie zwrocil uwagi na polaczenie tego roztrzasania z zaprzestaniem roztrzasania praworzadnosci i co na to Europa….

  589. @ Lewy

    Wcieło mi serdeczny post do Ciebie z prośbą o zmianę zdania, cholera.
    ***
    Proszę, nie czyń swą nieczynnością na blogu miejsca pustkom, niewartym uwagi.
    ***
    Trudno i smutno dogłebnie będzie przewijać, bez nadziei na kontakt z Tobą.
    ***
    Piszę to na śmiertelnie poważnie i z nie mniejszym poważaniem.

  590. @Lewy
    Ty nie bądź taka obraźliwa dziewica kosekwencyjna!
    Przeczytaj sobie post zakałużnika z 22;44 i zastanów się nad tym co napisał, bo napisał mądrze a podobał mi się szczególnie ostatni akapit:
    W wielości, w różnorodności siła, blogowe multikulti ma swoja moc!
    Jak będą wszyscy mieć jednakowe zdanie i spijać sobie z dzióbków zagryzając cyrylicą to można będzie umrzeć z nudów i blog umrze!
    A kruka ja pierwsza broniłam tu: Ewa-Joanna
    28 stycznia o godz. 21:46
    Zejdźcie już z kruka, co za dużo to niezdrowo.

  591. Komentarz E. Bendyka.

    Warto zauważyć model postawy w tym, co pisze EB, a na co zwrócił uwagę Tanaka.

    To jest merytoryczna, godna i nastawiona na rzetelnie ukonstytuowaną sprawę postawa komentatora.

    Przy tej okazji, konkluzja EB, ze penalizacja niejednoznaczności świadczy o słabości państwa, wydaje mi się mocno powściągliwa w całej swej trafności.

    Moim zdaniem, to świadczy o słabości tak ostentacyjnej i prowokacyjnej, że trudno mi uwierzyć, ateiście, że pochodzącej od samych Polaków.
    Nawet jeśli sami w to wierzą, na swą niecną zgubę.

  592. W sumie to nawet nie chodzi o kruka (chociaż mi z nią zupełnie nie po drodze).
    Ale złośliwe przeinaczanie cudzego tekstu – to jest coś, na co warto zwracać uwagę.

  593. Lewy
    29 stycznia o godz. 22:00

    Przyjmuję Twoje słowa z zaskoczeniem i smutkiem. Twój udział w blogu był/jest ważny, cenny i bardzo sympatyczny. Kiedy widziałem wstępniaka, odkładałem inne sprawy, by przeczytać i miałem z tego z reguły satysfakcję, na wielu poziomach: poznawczym, tematycznym, pisarskim. Kiedy zauważałem nicka „Lewy” na liście dialogujących osób, z sympatią i nieraz omijając kolejkę czytania, przeskakiwałem, by poczytać co i o czym mówisz oraz z chęcią odpowiedzieć.

    Jestem więc smutny, że teraz nie znajdę Twojego nicka pod wstępniakami i w komentarzach. Podwójnie – ponieważ – jak wyjawiasz, nie blog jest przyczyną Twojej decyzji, ale ja, a dokładniej – mój narcyzm, jak to nazwałeś. Jeśli ktoś poza mną ma podobne zdanie co do Ciebie i Twoich wpisów, a jest tak z niepodważalną pewnością, co poświadczają rozliczne dowody wprost, na piśmie i pośrednie, z oczywistego domysłu , to strata jest tym większa. Wytrzymałeś wielu trolli, wielu ludzi złej woli, wchodzących na blog po to, by dać upust swoim palącym frustracjom, napluć na kogoś i uciec, a także pospolitych i męczących durniów, ale mnie (wreszcie?) nie wytrzymałeś.

    Mój narcyzm musi mieć niezwykły rozmiar i wielką siłę , że tak nim olśniewam i @lonka i @anumika i @namargineskę, a pewnie jeszcze kogoś. Aż się boję powiedzieć, bo wywołany może być naznaczony, ale trudno – liczę, że da radę się obronić: musiałem też swoim narcyzmem oczarować też @Pombocka. Nie poznali się, albo też mój wielki narcyzm im pasuje.

    Używam słowa, jakim mnie opisałeś – „narcyzm” serio, tak jak go użyłeś. Serio odpowiem: Lewy, nie zgadzam się z Twoją oceną. Zupełnie się nie zgadzam. Ci, co mnie znają w realnym życiu dobrze wiedzą jak mi daleko do narcyza. Nie chcę się jednak podpierać innymi. Każdy może sobie ocenić co i jak piszę, czy mówię na tym blogu, jakie tematy poruszam, co o nich wiem lub nie wiem jak płyną moje z innymi rozmowy i jakiego rodzaju wartość lub antywartość to stanowi. Jak wiesz, nie jestem tu od dziś. Jako przez Ciebie napiętnowany, mam słowo w swojej sprawie: weź to za narcyzm, właściwie już wziąłeś, co mnie – w tym zdaniu – przestaje obchodzić: mam swoją obecność na blogu za pozytyw także dla innych.

    W związku z Twoim wpisem, mam Ci coś do wytknięcia: dokonałeś złej oceny sprawy pomiędzy mną a @kruk. Ja się wypowiadałem, sporo razy, w sprawach związanych z tematem wstępniaka: wspomnieniami roku 1945 i wydarzeniami zarówno historycznymi, jaki i wojennymi, politycznymi, próbując szukać w tych płaszczyznach wzajemnych związków, wpływów i skutków tych relacji. Jako nominowany narcyz powiem Ci wprost: nie pisałem bzdetów. Zareagowałem zaś mocno i stanowczo na to, o czym świetnie wiesz: na konkretne pomówienie, o konkretnej treści, a treść tą wyraźnie podałem. I do treści pomówienia się odniosłem. Nie odnosiłem się do @kruk jako takiej. Zaś jej pomówienie nie było żadną „krytyką”. Nie prowadziliśmy dialogu polemicznego, nie było dawania lepszych argumentów na słabsze, dogłębniejszego wniknięcia w temat na mniej dogłębne. Nie krytykowała tez tego, co nazywasz moim „rozgadanym stylem”. Ja gadałem do innych, a inni do mnie. A czy w danym momencie było to rozgadane czy nie, nic to nie ma do rzeczy w sprawie między mną a @kruk. I właściwie – nic Ci do tego, cz z kimś gadam oszczędniej, czy wylewniej. Nie był to ani dialog z Tobą, ani wstępniak, byś to oceniał pod względem „rozgadania” i dawał to jako argument do mojego narcyzmu i Twojej manifestacyjnej rezygnacji.
    Powinieneś te rzeczy rozumieć i je rozróżniać. A że nie rozróżniłeś, o to mam do Ciebie pretensję.

    Jak ktoś na pomówienie reaguje, to jego sprawa. Nie dotyczy osób postronnych, bo pomówienie rozgrywa się w głowie pomówionego i on ocenia jego wagę. Nie możesz o tym wiedzieć, choć możesz odczuwać dyskomfort na widok zapisu reakcji. To sprawa przede wszystkim pomiędzy dwoma stronami. Możesz też sprawę pominąć, nie Ciebie, przynajmniej nie wprost, dotyczy. Nie pomijasz jednak, ale przedstawiasz ją jako zasadniczy powód tego, że wycofujesz się z blogu. Uważam to za nadmierne, nietrafne, i zawierające coś, co z kolei mnie się nie podoba. Nie wiem dokładnie co to takiego, ale w jego skład wchodzi taki element, że to Ty wiesz lepiej, jak ja mam traktować pomówienie, co sobie o tym myśleć i jak reagować, żebyś nie był zniesmaczony, oburzony i wreszcie nie poczuł, że popełniłem czyn tak niedopuszczalny, że musisz opuścić blog i nakazać zniszczenie Jackowi Kowalczykowi napisanego już wstępniaka.

    Przestawiam Ci moje stanowisko, moje wyjaśnienie i uwagi na Twoje zarzuty. Dodam, że czuję się rozczarowany Twoimi słowami. A dlaczego, wyżej przedstawiłem. Na tym kończę.

  594. @Ewa-Joanna 29 stycznia o godz. 23:03
    Ale blogowe multi-kulti ma sens, jeżeli szanowne strony się rozumieją.
    I o to chodzi.

  595. @Na marginesie
    29 stycznia o godz. 23:30
    Nie ujęłabym tego w ten sposób. Zamiast słowa „rozumieją” uzyłabym chętniej słowa „akceptują” lub „szanują”.

    @ Tanaka, narcyzie luby!
    U mnie stoisz na piedestale 🙂

  596. Lewy
    ostatnio więcej tu czytam niż sama daję głos, ale pochlipię soebie lub zaleję dom rzewnymi łżami, jesli ubędziesz z grona ateistów na blogu- czynnym i często dającym swój głos do komentowania.
    Juz jestem zasmucona Nanga Parbat, nie dokładaj mi!

    Poza tym podzielam opinię @zakałużnika, popartą zdaniem Ewy-Joanny „W wielości, w różnorodności siła, blogowe multikulti ma swoja moc!”

    Nie wspominając o tym, że sam @Tanaka też poddaje się samokrytyce.

    Że nie wspomnę o szkockiej Kostce-przecież bardzo sie lubicie?

  597. Przepraszam, jesli wypowiedziałam sie w cudzym imieniu.

  598. Lewy
    29 stycznia o godz. 22:00

    Zasmuciłem się, Lewusku. Nie dość, że żona wczoraj mało nie umarła (jakoś już wraca do życia), to jeszcze Ty mnie dobijasz. Samym odejściem. Trochę tu zawodników odchodziło łącznie ze mną – ja ze trzy razy. Za każdym razem – na zawsze. Przywiązałem się do Twojej pogody bez względu na pogodę. Miałem się w ogóle o meritum sporu nie wypowiadać, bo wypowiedziałem się w dłuższym tekście do @kruk, ale mi go wcięło, to i ja się zaciąłem. Uważam jednak, że komentowanie z boku w rodzaju „Nie kłóćcie się” jest jałowe i puste, bo stawia strony na równi, podczas gdy jedna może krzywdzić, druga – być krzywdzoną. Sprawiedliwiej więc byłoby zważyć role, wytropić winę, zająć stanowisko. Zwykle przecież ktoś zaczyna i wtedy – jego wina. A zaczynanie to na przykład gniew, złośliwy komentarz lub, co gorsza, fałszywy. Niestety, konkluzja @kruk – „Tanaka zachlystuje sie wdziecznoscia dla Stalina za podarownie nam tych ziem” jest zwyczajnie nieprawdziwa, jeśli się trzymamy znanych znaczeń języka. Nie tylko nieprawdziwa, ale i przypisująca Tanace postawę niemal bałwochwalczą w stosunku do Stalina. Przecież to nie tylko nieprawda, ale i krzycząca nieprawda. Ba – to powszechna w Polsce obrażająca rozmówcę niefrasobliwość w obdarzaniu go takimi charakterystykami. Tak przecież PiS etykietuje 33 miliony ubeków, zdrajców i konfidentów, które na niego nie głosowały. Nie wiem jak bym na miejscu Tanaki zareagował, bo jak się dziś chciałem po kolejnym utraceniu materiału powiesić, tak nagle zobaczyłem, że trochę zwisający jestem. Co uważam za słuszne na sekundę przed przymierzeniem drewnianej koszulki. Więc może bym pokpił, jako i zwykle Ty potrafisz i robisz, ale równie prawdopodobne, że bym się wściekł. Z powodów czysto językowych. @kruk dała bardzo gówniane i nieprawdziwe rzeczy słowo – IMPUTOWAŁA. Co jest paskudnym zwyczajem w Najjaśniejszej. Tanaka stwierdził z matematycznym spokojem FAKT podarowania nam przez Stalina ziem, a nie wyrażał, zachłystując się, wdzięczność, którą @kruk sobie ubzdurała. Uważam, że odpowiedział jej adekwatnym subiektywizmem. Słyszałeś, Lewusku, kiedykolwiek w Polsce o zachłystywaniu się wdzięcznością do Stalina? Ja nie. Tanaka pewnie też nie. No to w końcu słyszał. Że to on się zachłystuje. Jedyny z 38. milionów. Najmocniej może człeka ugodzić przypisywanie mu czegoś, co jest niezgodne lub całkiem sprzeczne z jego osobowością. Być może, Tanakę, coś takiego ugodziło.

    Powiedziałem to bez żadnej wrogości do @kruk. Przedobrzyła. Może po nieuważnym czytaniu Tanaki, może po nieprecyzyjnym jego wyrażeniu się, ale, w moich oczach
    przedobrzyła. Kłaniam się obu stronom i Tobie, Lewusku. Kto z was jest bez grzechu, niech we mnie pierwszy kamieniem rzuci. Błogosławieni, którzy przynoszą pokój. A jesteśmy coraz bliżej pokoju. Wiecznego. Amen

  599. W sumie widać jakiś postęp. Blogowicze przeprowadzają auto-ogląd i z bólem wielkim ale jednak wydają się składać samokrytykę, a przynajmniej ciche wyznanie win. Zastanawiam się, na ile to będzie msza o odpuszczenie win, a na ile zebranie blogowej egzekutywy. Cóż, jeśli dojdzie do rozłamu, to ludzie Jarosława Ka poczują zapach zwycięstwa. Jeśli utrzymamy blogową jedność będą musieli nadal tkwić w swoim błotnym bajorku.
    Teraz pozostaje tylko podjąć decyzję, dajemy tyły, czy dajemy przeciwnikom wolności i otwartości po tyłkach?

  600. @Ewa-Joanna 29 stycznia o godz. 23:43
    A mnie chodzi dokładnie o „rozumieją”, czyli po prostu o umiejętność czytania.
    Oczekiwanie jakiejś ogólnej akceptacji czy szacunku jest moim zdaniem utopią.
    Chodzi o tekst. Od czegoś trzeba zacząć.

  601. @zak1953 29 stycznia o godz. 23:54
    Jesteś tu krótko. Nie takie burze przeżyliśmy 🙂
    I to nawet za mojej pamięci, chociaż i moja pamięć nie jest długa.

  602. ozzy
    29 stycznia o godz. 22:34

    Dziękuję bardzo, ozzy, za cmentarz. Od pierwszego wejrzenia – inna kultura. Okropność, jak mi się podoba takie spoczywanie wśród drzew, wśród prawie zwyczajnego lasu. Wprawdzie spoczywającym nagwizdać, gdzie spoczywają, ale odwiedzającym – nie. No i podoba mi się bijąca w oczy skromność nagrobeczków, ciut się jednak różniących od momentami wręcz pałaców na naszych cmentarnych targowiskach próżności. Oraz piękna zielona przestronność. Ozzy, czy na szwedzkich cmentarzach w ogóle nie ma dróg? To też by mi się podobało.

  603. Nie takie numery tu odchodziły. A wystarczy więcej zwykłej uprzejmości do drugiej osoby i tyle.

    Lewy, nie rezygnuj, tu nikt tak tongue in cheek nie potrafi jak Ty.

    Ukłony dla zza kałuży, wbocka i zaka za ich powyższe posty.

  604. @lonefather, wygląda na to że, przynajmniej w oficjalnej wersji, Polacy nie przewidzieli negatywnej reakcji Izraela i teraz jakby usiłują coś odkręcać. Oczywiście przyjmuję te deklaracje ze szczyptą soli, bo twoja wersja jest co najmniej równie prawdopodobna. Inaczej mówiąc – kto ich tam wie.

    „Moment uchwalenia nowelizacji ustawy o IPN był zdecydowanie niezręczny. Naszym politykom wydawało się, że to będzie bardzo dobrze przyjęte, bo wiąże się akurat z rocznicą Dnia Pamięci Ofiar Holocaustu. Tymczasem okazało się, że to był strzał w płot, strzał we własną stopę – powiedział w RMF FM Jan Wojciech Piekarski, były ambasador Polski w Izraelu.”

    Dalej też jest ciekawie.

    http://www.newsweek.pl/polska/polityka/nowelizacja-ustawy-o-ipn-kryzys-w-stosunkach-polsko-izraelskich,artykuly,422552,1.html?src=HP_Section_2

  605. Jak ja stąd kiedyś zniknę to bez zapowiedzi. Problem z tym że stąd się nie da wyjść, próbowałam to wiem.

  606. Wróciłem, przeczytałem komentarz @Tanaki z 27 stycznia o godz. 11:43.
    To chyba było blisko początku kontrowersji. Robię jeszcze dwie rzeczy, więc może coś przeoczyłem, ale:

    1. zgadzam sie w 100% z merytoryczną zawartością tego komentarza
    2. w 100% nie zgadzam się z jego formą, z jego tonem

    W idealnym świecie każdy by komentował w podobnie spokojnej formie jak @tejot.
    Och, jak ja dobrze rozumiem @Tanakę, bo masę razy, wkurzony, ładowałem ze wszystkich luf w „tego debila czy tę debilkę, który/która nie rozumie takich oczywistych oczywistości!”

    No ale czasami dobrze jest posłuchać żony i postarać się ją zrozumieć. Toksycznie cięta forma wypowiedzi zabija samą ochotę do jakichkolwiek kontaktów z moja osobą. Treść jest wtedy drugorzędna. Co z tego, że masz rację, kiedy twoja racja mnie nie obchodzi.

    @Kruk lubię, bo jako pierwsza przywitała mnie na tym blogu ciepło, miło, komplementem. Nielogiczne? Mało intelektualne? Ano pewnie tak. Ale lubię i od tamtej pory cieplej patrzę na to, cokolwiek napisze. Myślę, subiektywnie, tak, wiem, subiektywnie, że rozumiem co @kruk miała na myśli. (Nie prychaj, kocie @wbocku, nie prychaj, siedź se na wysokiej półce i tylko głęboko wzdychaj!)
    Rozumiem też i zgadzam się z argumentami @Tanaki.

    Niech żyja rzeczowniki.

    Przymiotniki i czasowniki są do d*py.

  607. @Na marginesie
    30 stycznia o godz. 0:09
    Każdy ma swój lepszy i gorszy dzień, każdy ma życie poza blogowym i to życie często włazi że tak powiem w paradę , przynajmniej u mnie włazi: pisze mądrze i wiem na jaki temat, a tu przylezie pan mąż z głupim pytaniem – co jemy na obiad i zanim mu wytłumacze, to diabli biorą i wątek i temat, skleroza mnie dopada i kończe szybko i byle jak, zła jak cholera. I podobnie pewnie jest z czytaniem 🙂
    Poza tym jednak operujemy różnymi językami i tu mam na mysli znaczenia słów. To co dla jednych może być normalnym sformułowaniem dla kogoś innego może być obraźliwe albo poniżające.
    To zamiast się zaperzać i napadać i obrażać, lepiej sjet zapytać i porozmawiać, wyjaśnić co też autor miał na myśli.

  608. to : sjet , to skrót od ‚się jest’ chyba 🙂

  609. A @anumlik nie umie napisać anumlika na samych rzeczownikach! 😉

  610. @ Lewy 29.01 godz.22:00
    Nie pierwszy raz okazujesz mi wielkodusznosc i czuje wielka wdziecznosc za tak gorace slowa w mojej obronie. Bardzo Cie prosze, zebys nie opuszczal bloga, bo jestes waznym jego glosem i silna odtrutka na jad plynacy spod niektorych nickow. Najbardziej przykra konsekwencja calej mojej awantury z @Tanaka byloby Twoje odejscie. Nie chce byc jego przyczyna.
    A tak zwyczajnie – jestes fajny kawal chlopa i smutno by bez Ciebie bylo.