Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

22.01.2018
poniedziałek

Dwie drogi

22 stycznia 2018, poniedziałek,

Okres okołoświąteczny, przed i po. Dwa pogrzeby. Pierwszy klasyczny: kaplica i ksiądz katolicki. Sala, kilkadziesiąt osób w środku. Przed nimi – ksiądz. Robi to, co robił już tysiąc razy, mówi to samo co mówił, gesty zautomatyzowane. Standardowy cytat ze świętego Jana: – Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Słowa, jak się zdaje księdzu i przyuczonemu do mniemania jak i ksiądz mniema – sensu i pociechy: zmarły żyć będzie wiecznie. Nikt nie zwraca uwagi na dziwaczność słów świętych: Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Po co taka gadka, jak nie po to, by pozornie wzmocnić siłę przekazu i utwierdzić w wierze, a faktycznie wzbudzić wątpliwość: tak upewnia, że to musi być dęte. Jeśli ktokolwiek się zastanawia nad tymi słowami. Ale przecież nie po to się jest wyznawcą, żeby się zastanawiać. Słowa mają wytworzyć nastrój: jest niemiło, będzie milej.

Ksiądz katolicki cytuje dalej. Oprócz ludzi w kaplicy, są i w przedsionku. Wchodzą, wychodzą, na schodach popalają papierosa, esemesują, w środku gadają o tym, co u kogo słychać, niespecjalnie słuchając, co tam gada ksiądz. Po co słuchać, znają to na pamięć. Nuda. Standard pogrzebowy. Ksiądz skończył cytaty. Ani słowa o zmarłej osobie, nic. Owszem, raz, na początku: – Żegnamy dziś zmarłą Leokadię. I koniec. Kim była Leokadia? Jak żyła? O czym marzyła, co jej się udało, co nie, czy była szczęśliwa albo może przeciwnie? Nic się nie dowiemy. Nic o człowieku, którego ksiądz tak miłuje. Ona jest bowiem nieważna. Jest obiektem, pretekstem. Wszystko zaś o Wszechmogącym: paciorki do niego, cytaty z niego, pokłony dla niego. Nie ma spotkania człowieka z człowiekiem; to ostatnie spotkanie, to pożegnanie to czynności pacynek. Zimno, pusto, dykta i kawałek druta. Katecheza. Koniec, ksiądz wyszedł, idzie do siebie, odsapnie, poczyta gazetę, wypije kawę. Może się nawet pomodli, mechanicznie: pokręci się kółko i trzaśnie zapadka. Wychodzę z uczuciem, że wziąłem udział w jakimś strasznym rytuale odczłowieczania człowieka. Realnej cywilizacji śmierci.

Drugi pogrzeb, nieklasyczny. Ta sama kaplica na cmentarzu komunalnym. Nie ma księdza. Jest świecki celebrans. Przy trumnie wymieniają się przyjaciele zmarłej. Każdy mówi o swoim spotkaniu ze zmarłą, każdy mówi ludzkie, zwykłe, ciepłe, troskliwe, ale przede wszystkim żywe słowa. Coś wiem, wchodzę w jakiś mały świat zmarłej, czegoś się dowiaduję. Między ludźmi coś żywego i ciepłego. Gdy kończy się uroczystość w kaplicy, idziemy na miejsce spoczynku. Tam głos zabiera celebrans. Mówi o zmarłej, o jej życiu i jego przypadkach, nie unika mówienia o bólu, o rozpaczy i smutku. Nie udaje, nie zagaduje pustymi cytatami o mieszkaniach wielu, które są, bo inaczej bym wam powiedział. Wiemy, że to ostatnie spotkanie. Tym silniej się czuje wartość i sens życia, każdej jego minuty. Tym większe znaczenie uważności życia. Tym to prawdziwsze. Celebrans dużo czasu poświęcił, by mówić mądrze, z czułością wobec nieznanej sobie osoby i uczestników pogrzebu. Rozmawiał z rodziną, szukał dobrej formuły mowy, znalazł odpowiednie słowa u poety i pisarza, celnie i wrażliwe je wkomponował w pożegnanie. Mówił o zmarłej, mówił do ludzi. Mówił i do mnie. Coś ludzkiego, wzruszającego, pięknego, bo prawdziwego, choć okoliczność taka smutna.

Takie zderzenie w krótkim czasie: pogrzeb katolicki, za chwilę wigilia, a niedługo po niej – pogrzeb świecki. Taka jasność: pierwsze nie jest dla człowieka. To zaparcie się człowieka. Lęk przed byciem z nim. To ostatnie jest dla ludzi. Coś ważnego i współdzielonego. Godnego człowieczeństwa. Coś jasnego, choć bolącego. Czego częścią jest wolność końca i wolność zniknięcia, by wrócić do stanu astralnego – najpiękniejszego widowiska świata, jak to pięknie i mądrze powiedział Richard Dawkins: jako garść molekuł i atomów, z których się wzięliśmy. Co zostało nam dane, tym się dzielimy i to zwracamy do puli Wszechświata. Ktoś inny się urodzi, urośnie na nas drzewo rodzące orzecha, z którego ucieszy się wiewiórka. I o to chodzi, nic więcej nie trzeba. Reszta to lęk z zakłamania, który karze księdzu w kółko i nierozumnie powtarzać mantry, a wyznawcom zamieniać się w marionetki. Lepszy byłby już taniec derwisza, ma w sobie więcej rytmu i estetyki.

* * *

Czytałem swego czasu rozmowy z ludźmi, którzy nie chcą zakończyć swojego życia tak seryjnie banalnie jak w pierwszym z opisanych przypadków. Zapamiętałem opowieść pewnej kobiety, która chce zostać spopielona i rozsypana na leśnej polanie, na której pierwszy raz całowała się ze swoim przyszłym mężem i z którym, czuląc się do siebie, wybierali nasiona pinii i rzucali wiewiórce. Dookoła nich rozległy, pełen cienia i brzmień las, a oni we dwoje na skąpanej w słońcu polanie. Skąpani w słońcu i w szczęściu. Tak chce zamknąć historię swojego życia. Nic więcej, żadnych płyt, tablic, nazwisk, znaków przynależności. Jedyna autentyczna przynależność: ta miłość i ten świat. I już. I hyc!

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 428

Dodaj komentarz »
  1. Mnie się podoba „sure and certain hope” w kwestii hipotetycznego życia pozagrobowego. To jest stały element anglikańskiego obrządku pogrzebowego. Czyli nawet ichnia liturgia odnotowuje fakt, że „pewność” w tej kwestii dotyczy wyłącznie „nadziei”, chociaż przekaz jest tak kazuistycznie zamotany, że chyba nie każdy słuchacz nawet zwraca na to uwagę. Zakłamanie jako nieodłączny element „niebiańskiej” wizji? Trudno się z tym nie zgodzić. Przy czym zilustrowałeś… poglądowo.

  2. Z poprzedniego wątku:
    @izabella 22 stycznia o godz. 16:40
    Ale co próbujesz sobie opisać – słodkość, toksyczność czy idiotyzm?
    Oczywiście, że podtekstem każdej subiektywnej opinii są osobiste uprzedzenia i preferencje. A ja wygłosiłam opinię, nie pewnik. Z kolei wartości obiektywnie wymierne, w których jak twierdzisz lepiej się czujesz – to inna sfera.

  3. @ Tanaka

    Pięknie napisane.
    Paskudnie skomentowane (?) jak powyżej.
    Jak się trochę godny wpisu dystans zrobi, to coś apropo wpisu dodam, z własnego doświadczenia.
    Oj, nieprędko.
    Dziękuję Ci już.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Już dawno podjąłem decyzję jak ma wyglądać moje pożegnanie. Kremacja i świeckie pożegnanie. Na świecką modłę pożegnałem przed dekadą swych rodziców. I takie przygotowałem dyspozycje na moje odejście. A potem? Po ceremonii trochę partyzantki, bo polskie prawo trochę sztywne. Na razie nie dozwala na rozsypanie prochów w dowolnym miejscu. A mnie się zamarzyło spaść z nieba na ziemię jak pył z komina albo saharyjski piasek przyniesiony stamtąd przez południowe wiatry. Ponieważ od lat szwendam się po niebie, kilka razy nawet skoczyłem z samolotu ze spadochronem. W tym ostatnim pożegnaniu chciałbym się wysypać z urny nad moją rodzinną ziemią w trakcie spokojnego lotu balonem. Takie będzie ostatnie zadanie moich przyjaciół – wysypać mnie po cichu nad puszczą pszczyńską z kilkuset metrów.
    Może tej partyzantki nie trzeba będzie uprawiać? Władze od dłuższego czasu obiecują nam liberalizację postępowania z prochami po kremacji. Ale jak na razie, nic się nie dzieje. Lobby sutannowe jest mocne i wpływowe. Oni wiedzą o co walczą. I chociaż deklarują, że pieniądz nie jest najważniejszy, to w ich wypadku taka deklaracja jest tylko deklaracją, a nie praktyką. Ale ja na razie jeszcze nie wybieram się na drugą stronę życia. Może doczekam się normalności. I możliwości ogarnięcia swymi atomami hektara powierzchni.

  6. No i wybieraj : życie wieczne w jakimś raju w nieokreślonej przyszłości, a może w piekle? Czy życie dalsze w postaci jakiejś molekułyi jako część przyrody . A decyzja i tak zapadnie poza mną, ci co zostaną zadecydują , co będą mi śpiewać nad urną czy trumną i kto.
    Tak poważnie ‚ – pogrzeby świeckie ostatnio się poprawiły, do niedawna były to nieudolne próby naśladowania ceremonii kościelnych..
    Kształtujmy sobie życie po życiu świadomie i zgodnie z duchem czasu.

  7. @Tanaka
    Polecam koniecznie „Pogrzeb” Wisławy Szymborskiej

  8. Swoją drogą takie dylematy ostatniego pożegnania nieźle przedstawili chłopcy z kabaretu młodych panów. Kto nie widział, polecam przeszukanie youtube’a. Przyjemniej się potem myśli o tej nieuniknionej chwili. I pisanie dyspozycji na ten czas idzie lepiej.

  9. Bralem udzial w wielu pogrzebach na miejscowych cmentarzu gminy zydowskiej. Moglbym pisac bardzo wiele na temat agonii, smierci i chowniu zmarlych. Ostatnia posluga jest w gestii „Chewry Kadiszy” (bractwa pogrzebowego). Trumna jest budowana z surowych (nieheblowanych desek), przycina sie je na miare pila. Podluzne deski i poprzeczne dopasowuje sie za pomoca wycinanych fug. Nie wolno uzywac gwozdzi.
    Pochowek jest bardzo egalitarny: jednakowe trumny, macewy prawie jednakowe (rozmiary) a grzebia sie zmarlego, jesli wczesniej nie bylo grobowca zony czy meza, kolejno w szeregach — kremacja jest niedozwolona. Zadnych kwiatow. A odwiedzajacy grob, zmiast kwiatow, zostawiaja kamienie.
    pozniej grob

  10. Moja tesciowa miala bardzo swiecki pochowek – znajomi grali muzyke: sax+gitara.
    Pozniej prochy wysypano do lasku i byl szampan. Tesc tez juz zamowil podobny –
    moze zaspiewamy „Miedzynarodowke” (spytam go) i podobnie. Zadnych tablic, kamieni etc. Zadnej zaloby itp.

  11. Klechy zajęły wszystkie z punktu widzenia człowieka strategiczne miejsca, czyli najważniejsze momenty w życiu: narodziny, ślub, pojawianie się dzieci, śmierć. Ta firma bezczelnie, nachalnie żeruje na tych wyjatkowych chwilach. A w międzyczasie jeszcze dorabia na komuniach, bierzmowaniach i innych tego typu hecnych imprezach.
    Tanako,dobrze pkazałeś tę istotna róznice między autentycznością a hucpą przebranego w skomplikowane szatki agenta łobuzerskiej mafii.
    Panie Boże dlaczego pozwalasz tym oszustom robić to wszystko ? A może ciebie nie ma ?

  12. @ozzy 22 stycznia o godz. 19:49
    Żadnej żałoby – bo to jest celebration of a life.

  13. Notuję z satysfakcją, że Gekko (aka: gnida Gekko?) znów na mnie bluzgnął.
    Dezaprobatę ze strony G. niezmiennie poczytuję sobie za zaszczyt.

  14. @Na marginesie

    jak najbardziej!
    Lubie ten film „Tree of life”
    Funeral Canticle
    https://www.youtube.com/watch?v=GCxDZaWRAvo

  15. Nie bardzo rozumiem, czego miałby dowodzić ten ironiczny tekst? Że katolickie pogrzeby są be, a świeckie cacy? Mocno tendencyjna i uproszczona teza, pogrzeby jak to pogrzeby, bywają różne, katolickie czy niekatolickie. Jeden ksiądz będzie klepał rytualne formułki, inny wygłosi piękne i osobiste przemówienie. Słyszałem i takie i takie przemówienia na pogrzebach, kazania w kościołach, jedne nudne jak flaki z olejem, bełkotliwe i znakomite, pełne erudycji i głębi. Jedno mi utkwiło w pamięci jeszcze z czasów komuny, kiedy proboszcz w moim rodzinnym mieście opowiadał swoje przeżycie z czasów wojny, kiedy był światkiem jak hitlerowiec roztrzaskał główkę małego dziecka o ścianę, na tym zbudował bardzo poruszające kazanie. Żeby coś obiektywnie ocenić, warto mieć jakieś porównania, doświadczenia życiowe itd.

  16. „Świadkiem” chciałem napisać.

  17. Na marginesie
    22 stycznia o godz. 20:00

    Pozwolę sobie w nieuroczystym dla mnie pogrzebowym nastroju nie przypuścić, ale powiedzieć z dużą pewnością siebie, że nie notujesz żadnej satysfakcji ani nie poczytujesz sobie za zaszczyt, że Gekko na Cię bluzgnął, bo to psychologicznie nieprawdopodobne. Zaszczyt z tego powodu, że ktoś Ci wytknął brak taktu?! Natomiast, owszem, jest to Twój ambicjonalny, kłamliwy popis przed publiką, więc i przede mną – stąd moja reakcja. Jedno z pokazowych, może czysto polskich, kłamstw, które mają świadczyć o dystansie i niewrażliwości krytkowanego na krytykę. Najpowszechniejsza (męska) wersja takiej jak Twoja reakcji to „Koło wuja mi to lata”. Samokrytyka po krytyce to u nas nie honor. A o przyczynie krytyki – pisowatym zwyczajem z Twojej strony cisza.

  18. No widzisz, widzisz, Tanaka – patrz i ucz się. Przecież pogrzeby jak to pogrzeby. A ksiądz poruszył Roggera głową o ścianę, zatem nie można generalizować! Oto wielka tajemnica wiary.

  19. Rogger77
    22 stycznia o godz. 20:32
    Masz rację. Katolickie pogrzeby mogą być cacy wykwintne, ale niestety, większość Polaków nie śmierdzi gotówką i mało który wydaje coś więcej, niż ZUS daje. Ale od czasu do czasu taki bogaty full wypas pogrzeb się przydarza. I wtedy długo się o nim mówi. Szczególnie jak miejscowość nie największa.

  20. @wbocek 22 stycznia o godz. 20:46

    O przyczynie krytyki – to cisza przede wszystkim ze strony G. Naprawdę tego nie zauważyłeś, pombocku? Szkoda! Poza tym Twój komentarz to stek insynuacji. Nie masz podstaw do zarzucania mi kłamstwa. A co do „prawdy psychologicznej” – no wybacz. Od kiedy zostałeś psychologiem?

  21. breaking news
    ________________

    Polska aktorka Julia Kijowska przed chwila zdobyla prestizowa nagrode szwedzka Guldbaggen za role drugoplanowa Agnieszki w filmie „Jordgunnslandet” (ang.”Strawberry Days”), rez. Wiktor Ericsson

  22. Czy już mogę odpisać namarginesce? Bo o śmierci i pogrzebach chwilowo nie mam weny 🙁

    Na marginesie
    22 stycznia o godz. 18:54

    Nie jestem pewna czy to słodkość, toksyczność czy idiotyzm. Raczej pewna nieautentyczność. Której nie umiem dokładnie przygwoździć. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że osoba z nikiem blondynka jest albo brunetką albo blondynem. I bada reakcje na swój nik do pisanej właśnie pracy doktorskiej.

    Dość popularne są obecnie eksperymenty, w których to samo resume raz podpisane John, a raz Kate, wysyła się do różnych firm lub uniwersytetów. I jest faktem że w przypadku bycia mężczyzną osoba jest oceniana jako bardziej kompetentna, i oferuje się jej wyższą pensję.
    To że blondynkę traktuje się tu bardziej protekcjonalnie niż innych blogowiczów jest faktem. Nie będę wymieniać przez kogo, sama się tego dopuściłam. I być może nie jest to obiektywnie uzasadnione. Być może to ten nik na przynęte. That’s all.

  23. errata:
    „Jordgubbslandet” (pol. „Kraina truskawek”)

  24. P.S. A najbardziej rozśmieszył mnie zarzut „braku taktu”.
    W wyjątkowo nietaktownym – i konfabulacyjnym – komentarzu.

  25. @izabella 22 stycznia o godz. 20:53
    Ale skąd Ci się tu nagle wzięła blondynka? Bo cukier? Czy uznałaś, że to jakaś blondynka jest toksyczna? Albo że jest idiotką? O to chodzi?

  26. Rogger77
    22 stycznia o godz. 20:32

    „Nie bardzo rozumiem, czego miałby dowodzić ten ironiczny tekst? Że katolickie pogrzeby są be, a świeckie cacy? Mocno tendencyjna i uproszczona teza”.

    Ja natomiast bardzo rozumiem, że się czepisz jak pijany płotu. Z jakiej racji imputujesz Tanace jakieś DOWODZENIE? I z jakiej racji ta liczba mnoga „katolickie pogrzeby”, „świeckie pogrzeby”, skoro Tanaka przedstawił jeden katolicki i jeden świecki pogrzeb? Zamiast „dzień dobry” dla stęsknionych za Tobą, od razu się obnażasz jako ten. Albo i tamten. A idź ty do dupy śpiewać!

  27. P.S. Zauwaź, że kobieta zbiera na forum gromy, gdy zostaje uznana za „nietaktowną”. Ale jeśli mężczyzna zachowuje się po chamsku, to jest tylko na swój sposób przeuroczy. Przeuroczy „na sposób szczególny” – jak powiedziałby przedstawiciel kaka-ludku.

  28. Rogger77
    22 stycznia o godz. 20:32
    Kiedyś (też za komuny) także byłem świadkiem takiego księżego, samodzielnego kazania. Po 30-tu sekundach kazania księżulkowi zabrakło słów. I zamilkł. I dalej już nic nie powiedział, bo zapomniał tekstu, a nie miał kartki bo chciał wszystko z głowy powiedzieć. I tak, po jakichś dwóch minutach milczenia oraz marszczenia przezeń czoła, inny ksiądz koncelebrans zakończył jego wysiłki słowami: „módlmy się”. A zapowiadało się na mocno polityczny występ.

  29. Izabella – blondynka na tym forum zebrała gromy? Naprawdę? Ja na tym forum widzę gromy sypiące się z różnych stron np. na Roggera. Rogger to męski nick – i zbiera gromy, bo zamieszcza na tym forum sporo bzdur. Co do blondynki – panowie potraktowali ją raczej pobłażliwie. Owszem, obśmiewali się w kułak, ale łagodnie – nawet Paradox, któremu najpierw postawiła zarzut na podstawie kompletnie przeinaczonego tekstu, a potem zapodała, że „ona tak to przeczytała” i już! Gdyby mnie spotkało coś takiego, chyba wyszłabym z siebie. Nie znoszę ludzi, którzy nie umieją czytać.

  30. Na marginesie
    22 stycznia o godz. 20:52

    Nie zostałem żadnym psychologiem, natomiast jeszcze przed urodzeniem – czyli ponad 70 lat temu – słyszałem jak ludzi rozmawiają i mnie zaciekawiło – zacząłem się przysłuchiwać. Po studiach językoznawczych zacząłem coraz precyzyjniej odróżniać zachowania stereotypowe, papugomałpie, martwe, skamieniałe, od zachowań żywych, własnej roboty, niepowtarzanych, niepodrabianych. „Od kiedy zostałeś psychologiem?” to też bezrefleksyjny, popularny schemat – zmienia się tylko dopełnienie. Rzeczywiście najbardziej Cię interesuje – od kiedy? Wręczysz mi jakiś rocznicowy medal?

  31. W Ameryce coraz czesciej pogrzeb jest skromna uroczystoscia, na ktorej sa najblizszi. Niezaleznie czy swiecki, czy religijny. W kilka tygodni potem przygotowuje sie uroczystosc upamietniajaca zmarla osobe. Sa i wspomnienia, czasem igawki filmowe, mlodzi dzieci graja na instrumentach, spiewaja recytuja. jesi zdardzy sie prawdziwy artysta to jeszcze lepiej. Oczywiscie wszystkie wspomnienia maja byc z nutka usmiechu, nie tyle monumentalne, co cieple.
    Wczoraj przelatujac kanaly, azeby nie sluchac polityki natrafilam na jakis odcinek Kardashianek. (Zdaje sobie sprawe, ze nikt tu nigdy ie dotknal nawet patykiem tego programu), ale akurat fragment byl w sam raz tematycznie. Otoz matka rodu kupuje jaka takis wytworny szklany pojemnik. Kiedy rozpakowuje nadchodzi ktoras z corek. A co to? Na to matka z czarujacym usmiechem, atrakcyjna kobieta mowi: zyje pelnym zyciem, ale musze myslec o przyszlosci. Jak wiesz mam byc po smierci spalona, a teraz sie reklamuja, ze prochy mozna przerobic na diament. I to wlasnie mam zamiar zrobic ze swoimi szczatkami. A to jest pojemnik na wystawienie diamenciku ze mnie. Corka, nie mowi: och mamusiu bedziesz zyc wiecznie, tylko pyta, a skad wiesz, ze to nie bedzie fake ten brylant. No tez wlasnie musze szczegoly omowic z firma. No i dzwoni do firmy, mily pan cos tam wyjasnia, a ona na to, ze u niej problem jest z tym, ze ona ma 6-cioro dzieci i kazdemu by chciala dac po brylanciku po sobie…no i tak dalej. Niewazne ile dostala za reklame, podobalo mi sie naturalne podejscie do sprawy.

  32. Tanaka
    Nic tylko potwierdzić.
    Stycznia ósmego zeszłego roku na Cmentarzu Północnym w Wwie byliśmy na świeckim pogrzebie i to była najbardziej poruszająca uroczystość pogrzebowa w moim życiu. Jedyna, która odnosiła się do zmarłego. W przepięknej mowie dowiedzieliśmy się, że zmarły był osobą, która miała znaczny udział w komputeryzacji kraju. Ale najpiękniejsze było zdanie: Teraz nie czas mówić o wadach, pokażmy to, co było piękne w jego życiu. I koncert skrzypcowy.

    I jaka wielka różnica w porównaniu do pogrzebów kościelnych, a było ich ostatnio trzy, z których można się było dowiedzieć że zmarli mieli na imię. Na jednym z pogrzebów ksiądz pomylił kartki i gadał nie na temat ( a może był wczorajszy?). Treść wszystkich tych kazań od Kielc do Elbląga była zawsze taka sama: żałujcie za grzechy i dajcie na tace. I jeszcze dajcie na kolejne msze za duszę… Nic więcej.

    Dlatego: Jeśli mi się zdarzy kopnąć w polski kalendarz, pogrzeb tylko świecki na Cmentarzu Północnym. I urna, podobno można wykombinować (nawet tutaj kombinuj) otrzymanie jej do ręki i rozsypanie w miejscu na życzenie.
    Może to tak podsumować: Człowiek żyje tak długo, jak długo żyje w pamięci innych. I stawianie sobie histerycznego pomnika na cmentarzu nic tu nie zmieni.

  33. Na marginesie
    22 stycznia o godz. 20:52

    Brniesz jak łoś. Gekko ma publicznie się tłumaczyć ze skromnej reakcji: „Paskudnie skomentowane (?) jak powyżej”?!

  34. A tak odbiegajac od tematu wlasnie media podaly, ze Polak z zielona karta o nazwisku Lukasz Niec lat 43 lekarz internista zostal aresztowany i skierowany do deportacji. Odnawial zielona karte ( przyjechal do Ameryki jako dziecko z rodzicami) i go sprawdzono. Jako nastolatek mial dwa wykroczenia wycenione na po 100$ zabor mienia, i uszkodzenie mienia. Po latach zostalo to wymazane z rejestru, widac ze jednak gumka nie wymazuje do konca. Nastepnie w 2003 roku cos tam byl w pracy pod wplywem alkoholu, byl na probation, minelo. Kilka lat pozniej mial sprawe o przemoc domowa, zostal uniewinniony.
    A teraz przykladowo przy odnawianiu zielonej kaety go capneli, znaczy sie w kilka dni po wizycie w INS zostal aresztowany. Juz nie beda sie czepiac demokraci, ze tylko ludzie o wszelakim odcieniu brunatnosci skory sa deportowani.

  35. @wbocku
    Trzy piranie są bardzo solidarne na punkcie godnościowym, szczególnie jedna, która wszędzie węszy mizoginizm.Ostatnio dopadły nieszczęsną Blondynke i podgryzaja ja juz namolnie ze wzgledu na jej cukierkowatość. Jak tylko jedna coś zauważy natychmiast dwie przypływaja na pomoc. Wystarczy, że niejaki G mrugnie okiem, a główna pirania już wrzeszczy, że że niesłusznie zbiera gromy, że obrzucono ją bluzgiem, ale czasami pirania okazuje poczucie humoru, kiedy ktoś jej zarzuci „brak taktu” ,to ją najbardziej rozśmiesza.
    Trzeba uważać na piranie, bo one w stadzie sa straszliwie groźne, a mściwe jak cholera.
    Ciekawe czy odezwą sie nożyce.

  36. @wbocek dzień dobry, miło mi że się stęskniłeś. Mocne i dosadne słowa o dupie nie bardzo mnie ruszają, chociaż przyznaję że całkiem to dowcipne.

    „Takie zderzenie w krótkim czasie: pogrzeb katolicki, za chwilę wigilia, a niedługo po niej – pogrzeb świecki. Taka jasność: pierwsze nie jest dla człowieka. To zaparcie się człowieka. Lęk przed byciem z nim. To ostatnie jest dla ludzi. Coś ważnego i współdzielonego. Godnego człowieczeństwa.”

    Nie wiem, może źle powyższe słowa rozumiem, ale wydaje mi się że jest tutaj jasne uogólnienie, że katolicki pogrzeb (w ogólności) jest be, nie dla człowieka, a świecki (w ogólności) jest cacy i dla ludzi. Klarowna i prosta teza, której mają dowodzić podane przykłady. Ale być może Twoja interpretacja jest inna.

  37. @Na marginesie, ty chyba jesteś jakaś niewyżyta i masz widoczny uraz do mężczyzn.

  38. @wbocek 22 stycznia o godz. 21:27
    Na marginesie
    22 stycznia o godz. 20:52
    Brniesz jak łoś. Gekko ma publicznie się tłumaczyć ze skromnej reakcji: „Paskudnie skomentowane (?) jak powyżej”?!

    Pombocku, sam wdepnąłeś – i brniesz bez sensu. Z jakiej racji ja miałabym publicznie się tłumaczyć z komentarza:
    Na marginesie
    22 stycznia o godz. 20:00
    Notuję z satysfakcją, że Gekko (aka: gnida Gekko?) znów na mnie bluzgnął.
    Dezaprobatę ze strony G. niezmiennie poczytuję sobie za zaszczyt.

    O którym Ty sam – nieproszony – byłeś łaskaw napisać stek wyssanych z palca bzdetów?

  39. @Rogger77 22 stycznia o godz. 21:39
    @Rogger77 22 stycznia o godz. 21:39
    @Na marginesie, ty chyba jesteś jakaś niewyżyta i masz widoczny uraz do mężczyzn.

    Rogger, niestety nie ma dowodu, że ktokolwiek na tym forum jest mężczyzną. Taka jest specyfika wirtualu. Dotyczy to również – a może przede wszystkim – ciebie. Przemyśl to sobie – jeśli dysponujesz odpowiednią aparaturą (na której istnienie też, niestety, nie ma dowodu)

  40. @wbocek 22 stycznia o godz. 21:13
    Czyli jesteś po prostu bezrefleksyjnym dyletanetem, pozującym na tym forum na mundralę?

  41. @ Na marginesie, nie muszę tobie niczego udowadniać, chociaż w realu mogłabyś się mocno zdziwić. Być może brakuje w twoim otoczeniu prawdziwych mężczyzn, skoro nie potrafisz chociażby intuicyjnie rozpoznać takowego na forum?

  42. @Rogger77 22 stycznia o godz. 21:48
    Zaczynam podejrzewać, że jesteś impotentem i masz kompleksy – wnioskując z twoich przechwałek, że sam należysz do „prawdziwych mężczyzn”, których rzekomo brakuje w moim otoczeniu.

  43. Vera
    22 stycznia o godz. 21:27

    Tak właśnie na pogrzeby moich bliskich patrzę: zmarły jest pamięcią w żywym, potem żywy jest pamięcią, potem są cienie zapomnianych przodków, a potem nie ma nic. Pogrzeb może być ciężką próbą dla żywych, ale to tylko chwila. Śmierć natomiast dla rozwiniętego umysłu jest tak ogromnym absurdem życia, że wszelkie porządkujące, ratunkowe słowa, którymi człowiek się przed tą absurdalnością broni są tylko wyrazem niemocy. Nawet kiedy się powie, że skoro nie ma ratunku, nic nie mogę, to nie ma się nad czym zastanawiać, to też są to tylko słowa-zatyczki, od których absurd nie przestanie być bolącym absurdem. Po co całe życiowe wzbogacanie się, poznawanie, uczenie się, ogromna wiedza, mistrzostwo, kompetencje, ogromny, nieskończony świat psychiki, skoro brzdęk i fifka? Jakby tego wszystkiego nie było. A mnie się, ateiście, widzi, że wszystko, co w życiu się zdarzyło, znów się zdarzy i będzie się zdarzać bez końca, na życzenie. Że jeszcze nie raz i nie dziesięć pojadę z mamą na jagody, na grzyby. Że wrócą życiowe banały, drobiazgi i jeszcze się nimi będzie żyć. Bo gdzie by się podziały, skoro były?

  44. @Lewy, piranie mają w tej chwili pełne ręce roboty – zatem nie licz na odezwanie się nożyc.

  45. zak1953
    22 stycznia o godz. 19:17

    Partyzantka potrwa jeszcze długo, długo. Tyle samo długo, ile odpowiednie wpływy Kościoła kat. Natomiast jak ktoś chce rozsypać prochy tu czy tam, można to zrobić bardzo prosto: wyjąć urnę z grobu, wsadzić za pazuchę lub do worka z „Biedronki” i zrobić co się chce, gdzie się chce. Bez urzędowego potwierdzenia zgody, rzecz jasna.

  46. Witold
    22 stycznia o godz. 19:20

    Dobra rzecz.

  47. Na marginesie
    22 stycznia o godz. 21:40

    Nie pierwszy raz widzisz nie to, o czym mowa na lekcji. Gekko odniósł się do Twojego wejścia na samym początku. I to wejście miałem na myśli, a nie Twój komentarz do Gekka. Lepiej już nic nie mów, jako i ja kończę.

  48. Mam niewielkie doświadczenie, bo ani na śluby ani na pogrzeby nie chodzę, chyba że bardzo muszę.
    Byłam w sumie na trzech pogrzebach – rodziców i teścia. Dwa kościołowe katolickie rodziców, na pogrzebie ojca ksiądz tak nawijał z satysfakcją w moim klierunku ( nie mogłam bowiem odpysknąć, jak to miało miejsce przed pogrzebem), że w pewnym m,omencie parsknęłam śmiechem i musiałam udawać wielką rozpacz. Czyli wypełniłam dzięki księdzu wolę ojca, którego życzeniem było żebym na jego pogrzebie sie śmiała a nie płakała.
    Pogrzeb teścia w wykonaniu adwentystów był trochę przyzwoitszy i poza incydentem z ichnim księdzem któren na mój widok uciekł, nie obfitował w żadne rewelacje.
    Na ślubie kościołowym byłam tylko jednym i ksiądz z takim zapałem mówił o rozmnażaniu się, że aż czekałam kiedy mu się ta sutanna uniesie.
    Moje ma być prosto i dzieci maja dokładne instrukcje – spalić i wysypać, nie zabierać miejsca na ziemi żywym.

  49. @wbocek 22 stycznia o godz. 21:59

    Bo przecież gdyby Gekko musiał się tłumaczyć z bluzgu, których chlapnął, to byłby skandal!

    Tak wynikło z twojej wypowiedzi. Bezsensownej z wielu innych powodow tez.

  50. @Tanaka
    22 stycznia o godz. 21:59
    Ale zapłacić za to prus paprus referendum duptus trzeba zanim się tę urnę wygrzebie?

  51. @ Na marginesie nigdzie się niczym nie chwalę, sama zaczęłaś temat „aparatury” i obecności mężczyzn na forum. Dochodzę do wniosku, że jesteś osobą, która chce każdego mężczyznę sprowadzić do parteru i pokazać mu jaki jest mały, stąd wnioskuję jakiś uraz z przeszłości. No ale poprzekomarzaliśmy się i wystarczy mi już tej rozrywki.

  52. Lewy
    22 stycznia o godz. 19:55

    Panie Boże dlaczego pozwalasz tym oszustom robić to wszystko ? A może ciebie nie ma ?

    Olmajty, oczywiście, jest. Udowodniła to w sposób bezwzględnie przesądzający Danusia. Holecka Danusia, ta z telewizji PiS. Oświadczyła bowiem owa Danusia, że przed wejściem na tak zwaną antenę – co jej się mogło łatwo pomylić z wejściem na wieżę PKiN – dostała ostrego bólu głowy. I już myślała, że nie da rady wejść z tego bólu – uważasz, Danusia myślała – ale – znowu pomyślała, że zmówi paciorek i poprosi Onego, żeby zrobił co trzeba. I zrobł! Ból głowy odjęło natychmiast, Danusia weszła z promiennym uśmiechem pełnym miłującej bliźniego dobroci katolickiej i przedstawiła Prawdę w Wiadomościach. Samą prawdę.

    Pani Danusia wyraziła to własnymi, że się tak wyrażę, słowami:

    Wyszłam z newsroomu, uklękłam i zaczęłam prosić: Panie Boże, pomóż, bo zwariuję. (…) Niech pan sobie wyobrazi, że po chwili wstałam z kolan, wróciłam do swojego biurka, usiadłam przy komputerze i nagle poczułam, że mogę skoncentrować się na pracy. O czym poinformowała P.T. Publiczność Światową w „Do Rzeczy”.

    Jak wzięła i wyszła z anteny, podobno ból wrócił. Udała się więc do dentysty. Nie zostało wyjaśnione czemu się udała do dentysty zamiast zmówić następny paciorek.

  53. @wbocek 22 stycznia o godz. 21:59
    Na marginesie
    22 stycznia o godz. 21:40
    Nie pierwszy raz widzisz nie to, o czym mowa na lekcji. Gekko odniósł się do Twojego wejścia na samym początku. I to wejście miałem na myśli, a nie Twój komentarz do Gekka. Lepiej już nic nie mów, jako i ja kończę.

    Pombocku, serio? Twój stek insynuacji wbocek 22 stycznia o godz. 20:46 miałby się nie odnosić do mojego komentarza do Gekka? A ty pragnąłeś mi udzielić jakiejś… „lekcji”? Czy tobie już zupełnie odbiła szajba? Dlaczego właściwie miałabym nic nie mówić? Tylko dlatego, że ty nagle postanowiłeś (marnie) skończyć? Weź się zastanów

  54. Rogger77
    22 stycznia o godz. 21:33

    Roggerku, kiedyś zauważałem to z wściekłością, ale widzę, że w miarę młodnienia, czyli dziecinnienia, mi powoli przechodzi, choć jeszcze rusza. Tanaka niczego nie uogólnia w tym tekście – on jest w faktografii naukowiec – lecz porównuje dwa konkretne pogrzeby. A że daje do myślenia, to daje, inaczej nie byłby Tanaką. To Ty mu przypisujesz uogólnianie, co świadczy o czym – o Twoim uczuleniu, przeczuleniu, czy o leniu w myśleniu? Bądź dobry dla Tanaki, ja będę dobry dla Ciebie, Ty – dla mnie, aż pomrzemy w pokoju na Jamnie. Z tej dobrości.

  55. Ewa-Joanna
    22 stycznia o godz. 22:05

    Urna może być zakopana w ziemnym grobie. Przychodzisz z łopatką, albo z braku łopatki rączką z paznokciami, dłubiesz i masz. Następnie wkładasz do reklamówki Lidla, Biedronki albo Adidasa i oddalasz się niczego nie uiszczając.

  56. @Rogger77 22 stycznia o godz. 22:08
    Rogger77
    22 stycznia o godz. 22:08
    @ Na marginesie nigdzie się niczym nie chwalę, sama zaczęłaś temat „aparatury” i obecności mężczyzn na forum. Dochodzę do wniosku, że jesteś osobą, która chce każdego mężczyznę sprowadzić do parteru i pokazać mu jaki jest mały, stąd wnioskuję jakiś uraz z przeszłości. No ale poprzekomarzaliśmy się i wystarczy mi już tej rozrywki
    Głodnemu chleb na myśli… „Aparatura” w moim tekście oznacza po prostu aparaturę między uszami. Z mojego komentarza wynika jasno, że chodzi o myślenie. Jednak jak widać tobie „aparatura” kojarzy się tylko z jednym – jak Jasiowi d. Przy okazji demonstrujesz, że również między uszami nie masz nic godnego uwagi. Moje kondolencje!

  57. Rogger77
    22 stycznia o godz. 20:32

    Nie bardzo rozumiem, czego miałby dowodzić ten ironiczny tekst? Że katolickie pogrzeby są be, a świeckie cacy? Mocno tendencyjna i uproszczona teza, pogrzeby jak to pogrzeby, bywają różne, katolickie czy niekatolickie.

    Uściślijmy: nie tyle nie bardzo rozumiesz, a nie rozumiesz. Co czyni sporą różnicę. Tekst nie jest ironiczny, tylko zupełnie inny, czego właśnie nie zrozumiałeś.

  58. @wbocku sam przyznasz jednak, że ten cytowany fragment można rozumieć różnie, nie czepiałbym się, gdybym tak do końca nie miał powodu. Ale skoro zapewniasz, że jest tutaj ścisłość faktograficzna, nie widzę powodu aby Tobie nie wierzyć, wobec czego przyłączam się do Twojej apoteozy wzajemnej dobrości.

  59. Lewy
    22 stycznia o godz. 21:31

    Dlatego nie mogę, Lewusku, doczekać się wiosny. Na Jamnie ani na morzu nie ma piranii – ino niegroźne pijawki, zaskrońce, żabki i najpocieszniejsze ze wszystkich – dziatki przystaniowej kaczuszki, która spędzała u nas już trzeci sezon. Młode mi prawie z ręki jedzą.

    Owszem, w sezonie jest coś gorszego: wodne ryczydła zwane „skuterami”. Nikt tych współczesnych osesków nie uczy słuchania, patrzenia i ciszy w przyrodzie.

  60. @Tanaka
    22 stycznia o godz. 22:15
    Ja się całkiem poważnie pytam. A przedtem? Tak palą na życzenie bez tych szopek?
    Nigdy bowiem nie wiadomo kiedy wiedza może sie przydać. 🙂

  61. Vera
    22 stycznia o godz. 21:27

    Tanaka
    Nic tylko potwierdzić.
    Stycznia ósmego zeszłego roku na Cmentarzu Północnym w Wwie byliśmy na świeckim pogrzebie i to była najbardziej poruszająca uroczystość pogrzebowa w moim życiu. Jedyna, która odnosiła się do zmarłego.

    Istotą pogrzebu katolickiego jest to, że ksiądz otwiera usta i produkuje dźwięki adresowane do bozi. Nie są to słowa, o ile za słowa bierzemy manifestację działania żywego i własnego umysłu osoby produkującej dźwięki. Ksiądz po raz tysięczny, albo pięciotysięczny jak ma więcej praktyki na cmentarzu, czyta to, co jest napisane w niebieskiej książeczce. Działa jak taśma magnetofonowa. To właśnie, z zasady, różni pogrzeb katolicki i świecki. Albo nieco inaczej: to właśnie może zasadniczo różnić te dwa rodzaje pogrzebów,o ile celebrans, czy inni uczestnicy zachowają się tak, jak opisałem ja i jak opisujesz Ty. Nie są bowiem związani i odczłowieczeni kanonem religii, który nakazuje księdzu tak się właśnie zachować: jak taśma, odprawiając na pogrzebie, kolejny raz, katechezę.

  62. @Na marginesie nie bardzo chce mi się analizować jaką „aparaturę” miałaś na myśli, jako że z natury zgodliwy ze mnie gość, nie będę się sprzeczał, możesz sobie (wirtualnie) myśleć o mnie jako o pozbawionym mózgu impotencie czy jak tam sobie chcesz, jeśli to sprawia tobie satysfakcję.

  63. Ewa-Joanna
    22 stycznia o godz. 22:28

    Toż i poważnie odpowiadam. Natomiast koszty pogrzebu z urną są większe niż z trumną, ale nie jest to różnica drastyczna. Nie pamiętam już dokładnie dlaczego – taki pogrzeb organizowałem już jakiś czas temu – chodzi bodaj o samą kremację i jeszcze jakąś opłatę. Jeśli jest na cmentarzu kolumbarium, urna może się tam znaleźć (to coraz popularniejsze), albo w tradycyjnym grobie ziemnym (też stosowane).

  64. @Rogger77 22 stycznia o godz. 22:30
    Moja opinia na twój temat jest od dawna sprecyzowana i nie wymaga od ciebie autoryzacji.

  65. Szanowni,

    „prawdzwy mezczyzna” to jak „prawdziwy Polak”, czyli IDIOTA

  66. Pirania odpowiedziała, że nie ma czasu na odezwanie sie nożyc, więc jednak nożyce sie odezwały.Wiem, wiem chodzi o krwawą rozprawe, na razie z pombckiem, a atak jest nastepujący byłeś łaskaw napisać stek wyssanych z palca bzdetów?
    To było pierwszy atak.Kolejny był naatępujący Czyli jesteś po prostu bezrefleksyjnym dyletanetem, pozującym na tym forum na mundralę?
    No i coup de grace bo powtórzenie tego steku,po którym wbocek juz umarł byłeś łaskaw napisać stek wyssanych z palca bzdetów? Ja bym podpowedział piranie, zeby ubogaciła tęostatniśmiertelny cios , wyssane z brudnego palca. Bedzie bardziej kulturalnie.
    Już widze jak druga pirania Izka w pospiechu doplywa, aby wbockowi zarzucic nietrzeźwość i stek insynuacji.
    Jeszcze jeden inteligentny cios A najbardziej rozśmieszył mnie zarzut „braku taktu”.W wyjątkowo nietaktownym – i konfabulacyjnym – komentarzu.
    Jak się nauczysz taktu,kulturalnegojęzyka od piranii, to może przestaną cie owe krewkie rybki ogryzać
    Ps
    Zdrobnienie „rybki” w celu zdeprecjowania pierogów.

  67. @Na marginesie chyba trochę trudno sprecyzować sobie miarodajną opinię o kimś nie znając człowieka, jedynie na podstawie wpisów internetowych. Ale być może w twojej wirtualnej rzeczywistości nie takie cuda są możliwe. Fantazjuj na zdrowie!

  68. @Lewy 22 stycznia o godz. 22:35
    Cytujesz obszernie, ale nieuczciwie, bo pomijasz komentarze pombocka, które są stekiem insynuacji. Wybiórcza ślepota to jednak dość powszechna przypadłość.

  69. na dobranoc
    _______________
    lovely ….Ezra Furman,Tell Em All to Go to Hell (Coachella 2017)
    https://www.youtube.com/watch?v=Y0zZIoAtRow

    : ) like him so much

  70. @ozzy 22 stycznia o godz. 22:34
    Bo ma przemożną potrzebę… kompensacji braku?
    Mam na mysli brak aparatury między uszami.

  71. @ozzy 22 stycznia o godz. 22:40
    🙂

  72. Rogger77 22 stycznia o godz. 22:37
    @Na marginesie chyba trochę trudno sprecyzować sobie miarodajną opinię o kimś nie znając człowieka, jedynie na podstawie wpisów internetowych.

    O, to ciekawe! Od kiedy tak uważasz? Bo przed chwilą publikowałeś wyssane z palca bzdety na temat mojego niedowartościowania, braku „prawdziwych mężczyzn” w moim otoczeniu itp. Twoje konfabulacje nadal wiszą na forum. A teraz nagle, przyciśnięty potrzebą, uczyniłeś odkrycie? A to dopiero!

  73. Tanaka
    22 stycznia o godz. 21:59
    Tym ja się już martwić nie będę. Zadaniem rozsypania będą się zajmować moi koledzy, a kombinować potrafią. zawsze można informować urzędy polskie o zamiarze pochowania prochów za granicą. A tego już nie sprawdzają.

  74. Rogger77
    22 stycznia o godz. 22:26

    To się cieszę, Roggerku. Zawsze to lepiej, jak jest lepiej, niż jak gorzej.

    Dziś jeździłem z gulem po świecie i dojechałem do kanału Jamneńskiego. Zdjęcia w guglu są z 2012 roku. Więc kanał widziany z mostu jest przed zaświnieniem go betonem, który służy temu, żeby był i niczemu więcej. To jedno niewyraźne zdjęcie zrobiłem z ekranu laptopa (więcej nie dało się poprawić), a dwa – z natury. Dziś tematem lekcji jest pogrzeb, więc trzymam się tematu i pokazuję pogrzeb urody, która nie potrzebowała betonowego makijażu. A przez jednego Norwega ma w tym miejscu powstać jakieś straszne bałtyckie Monte Carlo. Uojeny, co za szczęście, że mnie już nie będzie!

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6513994535714540113/6513994533840931570?authkey=CLaenOmH5NWjjwE

  75. @Na marginesie skoro już wspominasz o swoim niedowartościowaniu, niech zgadnę, czyżby to był ksiądz?? Chodzi mi o tego faceta, który pozostawił w tobie uraz.

  76. Na dobranoc:

    Ktos pytal Henri Bergsona czego oczekuje po swoim zyciu.
    Bergson odpowiedzial: „J´attends ma mort avec les plus grand curiosité”

    (wyczytane u Stephena Spendera, Journals 1939-1983, Faber & Faber, London 1985)

  77. Namarginesko

    Ja bez trybu, czyli jako gołąbek z gałązką oliwną, albo tango z różą w zębach: mogłabyś tak bez tych „steków”, co i raz? Weźmy takiego Pombocka, jako przypadek ilustracyjny: jak mu tak „stekiem bzdur” przyłożysz, albo czym podobnym, to mu okręt wodę puści i na dno pójdzie. A tego bym nie chciał.
    Komu się należy, temu się należy, ale mi się zdaje, że rzadziej się należy niż stosujesz.
    Tak, chociaż, bez „steków” – możesz? Sama „bzdura” chyba starczy, jak już bzdura. Dzieci-kwiaty i kraina łagodności. 🙂

  78. @wbocku cóż, wiele pięknych rzeczy już zniknęło na świecie i jeszcze więcej może zniknąć w przyszłości bliższej czy dalszej, ale taka jest natura rzeczy, że wszystko przemija i chyba trzeba się z tym jakoś pogodzić. Natura ma jednak to do siebie, że się odradza, więc to może być podstawa do optymizmu. Bez optymizmu i bez przekonania, że jest jednak głębszy sens i że jest przyszłość dla nas wszystkich nie mógłbym funkcjonować, nawet w codziennym życiu, dlatego nie jestem nawet w stanie zrozumieć poglądu, że przyszłość jest tylko jednym wielkim powrotem do nicości.

    Obiecałem sobie, że już nie będę się wdawać w dalszą pyskówkę z „Na marginesie”, ale chyba muszę jeszcze poćwiczyć moją słabą silną wolę…

  79. wbocek
    22 stycznia o godz. 22:55

    Pombocku, rety, mógłbym ze dwie foty od Ciebie pożyczyć dla zilustrowania wstępniaka. Żywe i niebetonowe jezioro, aż mi pachnie z kompa.

  80. Rogger77
    22 stycznia o godz. 23:22

    Ja, Roggerku, jestem w stanie rozumieć, tyle że swojego ateistycznego rozumienia nie rozumiem i wciąż pytam, czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie. Rozumienie absurdu istnienia czegoś tak zaawansowanego w rozwoju jak np. praktycznie nieograniczona możliwość zbierania w malutenieczkim stosunkowo mózgu człowiekowatych ogromnego bogactwa wiedzy i przeżyć przekracza moje możliwości opanowania tego jakąś zborną myślą – wolę się oddać marzeniom o tym, że raz powołane do życia życie się powiela, powtarza i że, jak mówiłem, jeszcze pójdę z mamą na grzyby lub, jak pójdę sam – zadzwonię do niej i będę w środku lasu opowiadał przez komórkę, co znalazłem.

  81. Tanaka
    22 stycznia o godz. 23:39

    Tanaczku, realne jezioro na chwilę zamarzło. Szykują się ze dwa dni sporego mrozu – ok.6 – 7 stopni – to jeszcze podmarznie, ale jak patrzyłem wczoraj w Mielnie na morsy siedzące po szyję w wodzie, widziałem w tym wiosnę. Dwa te morsy były. Trochę może próżnawe chłopaki, bo se upodobali akurat najbardziej zaludnione miejsce w Mielnie. Ale kwitną i to się liczy. Aby do wiosny.

    Zwróciłeś, Tanako, niedawno uwagę, że na mojej fotce z łęgowego lasu były chyba ćciny, lecz bodaj irysy. Tak jest – tak mi się tylko powiedziało. W tym miejscu ścin nawet nie ma.

  82. Tanaka
    22 stycznia o godz. 23:39

    Poprawka: „były chyba nie ćciny”

  83. chciałam coś dodać od siebie, ale w piaskownicy okładają sie łopatkami i sypią w oczy piaskiem….

  84. @Konstancjo
    Masz rację, uwazaj, bo Ci jakaś pirania sypnie w oczy piaskiem steków bzdetów i bedziesz musiała zmykać.

  85. 22 stycznia o godz. 23:22
    Też kończę z okładaniem się łopatkami w piaskownicy (dzięki Konstancjo), ale też , jak to ładnie wyraziłeś, mam słabą silną wolę. Więc już nie będę Cie ironicznie nazywał bratem Roggerem.
    Napisałeś bardzo ciekawie do @wbocka
    cóż, wiele pięknych rzeczy już zniknęło na świecie i jeszcze więcej może zniknąć w przyszłości bliższej czy dalszej, ale taka jest natura rzeczy, że wszystko przemija i chyba trzeba się z tym jakoś pogodzić. Natura ma jednak to do siebie, że się odradza, więc to może być podstawa do optymizmu. Bez optymizmu i bez przekonania, że jest jednak głębszy sens i że jest przyszłość dla nas wszystkich nie mógłbym funkcjonować, nawet w codziennym życiu, dlatego nie jestem nawet w stanie zrozumieć poglądu, że przyszłość jest tylko jednym wielkim powrotem do nicości.
    Dwie rzeczy. Po pierwsze różne są psychiki ludzkie, Ty bez perspektywy jakiejś kontynuacji nie potrafiłbyś funkcjonować. Ja dostrzegając to przemijące piękno też czasami ogarniety jestem smutkiem, że wszystko dla mnie przeminie. Ale to są takie chwilowe nastroje, bo na ogół jestem z tą moja skończonością i powrotem do niebytu pogodzony.
    Po drugie. Ludzki rozum odkrywa kolejne warstwy świata i coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że w tym odkrywaniu nie ma dna,nigdy nie dotrze do ostatecznej prawdy czy wiedzy o świecie, która zawsze będzie majaczyć za horyzontem (Co było przed Bing Bangiem, czy logika mechaniki kwantowej jest ostateczna itp). Więc jest tajemnica.
    Ale jak można owa tajemnicę „wyjaśniać” przy pomocy bajd wymyślonych 2000 lat temu przez szamocące się mózgi różnych rybaków, pasterzy i nawiedzonych proroków.
    Jeżeli nie możesz żyć bez nadziei na wieczność, że to Cie pozbawia głębszego sensu istnienia, to wymyśl sobie coś sam, a nie podążaj posłusznie za ową celebrowana albo przez głupców albo oszustów wiarą w odkupienie i wieczną szczęśliwość.
    Świat był, jest i będzie zawsze dla nas zagadką. Więc jedyny kościół d którego bym wstąpił, bylby taki w którym na ołtarzu jako jedyny symbol tej osobliwej religii, znajdował się wielki znak zapytania.
    Natomiast wszystkie odpowiedzi, jakie udzielają wszystkie religie, to próby pójścia na skrót, to bajdurzenia przestraszonego dziecka, które bez tego placebo nie potrafi funkcjonować.
    Odwagi Roggerze. Pozdrawiam

  86. Chciałbym jeszcze wrócić do wątku zatrudniania tych popaprańców do porządkowania cmentarzy żydowskich. Trudno mi się autorytatywnie wypowiadać, ale odnoszę wrażenie, że w tradycji żydowskiej nie ma czegoś takiego jak porządkowanie grobów, cmentarzy, przyozdabiania grobów, palenia świeczek. Ot, odwiedzający położy kamyk. I wszystko. Dlatego powstaje straszny dysonans między widokiem uporządkowanych lapidariów, które tu i ówdzie powstały, a widokiem zachowanych na fotografiach cmentarzy z tych czasów, kiedy nikt ich nie likwidował, nie używał macew na podmurówki stodół i do brukowania dróg.
    Dlatego ponownie. Żadnych nazioli na cmentarzach. Niech przynajmniej tam dadzą im spokój.

  87. Lewy
    23 stycznia o godz. 7:49

    Lewy, piszesz:
    Świat był, jest i będzie zawsze dla nas zagadką. Więc jedyny kościół d którego bym wstąpił, bylby taki w którym na ołtarzu jako jedyny symbol tej osobliwej religii, znajdował się wielki znak zapytania.

    Pamiętam, że o znaku zapytania na ołtarzu wspomniałeś w jednym z wczesnych wstępniaków, ale tu chcę zwrócić uwagę na ów kościół z tym znakiem. Do takiego kościoła należą naukowcy. Richard Dawkins, Neil deGrasse Tyson, Lawrence Krauss, Stephen Hawking, Frans de Waal, Jacob Bronovsky, Daniel Dennett, oczywiście – Einsten i każdy, włącznie z nienaukowcami, których fascynuje proces formułowania pytań, bo pytania trzeba umieć sformułować, a to sama w sobie fantastyczna praca, oraz szukania na nie odpowiedzi.
    Jest to bardzo prosty kościół, bez dziwacznych rytuałów, otwarty dla każdego. Coż może być bardziej fascynującego i godnego czlowieka, który się nie prosił by być, a jest, więc może korzystać z całego swojego zasobu dla sprawiania sobie – i innym – niekończącej się satysfakcji.

  88. @paradox57
    23 stycznia o godz. 8:01

    Rozumiem twoje odczucia w tym względzie, dlatego uważam, że muszę się wytłumaczyć z mojej poprzedniej wypowiedzi. Wydawało mi się, że jeżeli ci młodzieńcy dojrzeją (po różnego rodzaju przygotowaniu) do zrozumienia, jak bardzo błądzą…. to SAMI będą chcieli jakoś tę krzywdę naprawić. Wspomniałam o cmentarzach żydowskich, bo jak narazie oni bredzą okropne głupoty o czystej rasie, Żydach itd. Więc niemal symboliczne by to było.
    Z drugiej strony zdałam sobie sprawę, że zabrakło sensitivity w mojej propozycji. Była nieprzemyślana wystarczająco.
    Dziękuję, że zwróciłeś uwagę.
    。♥_♥。)

  89. @blondynka

    Wiesz co?
    „Nie chce mi się z Tobą gadać.”

  90. PS. Albo tak, bo kilka słów wyjaśnienia jednak się należy. Na początku myślałem (wbrew @anumlika zaleceniom), że to kwestia Twojego niepowtarzalnego i nader oryginalnego stylu. Jak zwał to zwał. A Ty jesteś po prostu nieprzemakalna.

  91. @Tanaka
    Wiesz , oczywiście masz racje,że to wszystko robią ci wielcy uczeni. Ja stosuję tu taką kościelna parabole, która jest skierowana do tych,którzy zostali wciagnięci do tajemnicy wiary , chcę im pokazać inny prawdziwy „kościół” prawdy. Ciebie nie muszę wyciągać z domu bajek i wciągać do prawdziwego domu wiedzy.
    Szukam jakiejś płaszczyzny, na której dało by się rozmawiać z osobą wierząca, bo metoda piranii, czyli bluzganie bzdetami jest mało twórcza i daje małą nadzieęe na osiągnięcie choćby niewielkiego zbliżenia.

  92. @Tanaka
    Poruszyłeś bardzo istotną sprawę, dla każdego kto ma serce i pragnie pożegnać osoby im drogie w najbardziej godny sposób. Jakoś w tym ostatnim geście uhunorować ich życie, a jednocześnie podkreślić ich znaczenie dla nas, pozostających w niemocy i często tylko z obezwładniającym nas smutkiem.
    To jest ważne, zwłaszcza dla pozostających przy życiu, żeby ta ostatnia droga nie była na odwalenie. Księża faktycznie zbyt często tak to traktują. Jak odfajkowanie następnej roboty. Brak empatii w takim momencie jest chyba najmocniej odczuwalny. Skostniałość instytucjii kościelnych niestety tutaj jest szalenie widoczna. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że są również księża z powołania, o wysokim poziomie człowieczeństwa. Tak jak wszędzie. Jednak od księży powinniśmy oczekiwać więcej niż wyjątków przyzwoitego zachowania.
    To, że ludziom potrzebna jest wiara (tak jak Roger wspomniał) jestem w stanie zrozumieć, ale instytucja kościelna wraz z jej przedstawicielami nie powinna tego wykorzystywać. Bo to jest obrzydliwe. Zwłaszcza w tak ciężkiej chwili. To nie jest tzw. chleb codzienny dla ludzi opłakujących odejście ukochanej osoby.
    Pozdrawiam i dziękuję za poruszenie tego tematu(-_-)

  93. @paradox57
    23 stycznia o godz. 8:48
    Co ciebie tak mocno oburzyło, że aż do inwektywów się uciekasz?
    Zechciej wyjaśniśnić, proszę.

  94. paradox57
    23 stycznia o godz. 8:48
    Niepotrzebnie złościsz się na Blondynkę. Jest to poczciwa dziewczyna, tak naiwna, że aż rozczulajaca. Przypomina mi ona ową damę z rysunku w New Yorkerze, która bedąc w teatrze na Otellu, i widząc jak ten Otello dusi Desdemone, zwraca sie do męża; „Myśle, że przy odrobinie dobrej woli mogliby sie dogadać”
    Powiem Ci, że ćwierkającą Blondynke lubie, nie wchodząc z nia dyskusje. Za to nie znosze agresji przeczulonych na punkcie własnej wyjatkowości, broniacych honoru płci piranii.

  95. Lewy
    23 stycznia o godz. 7:49

    Lewusku, z jednej strony bardzo mi pasuje, że życzliwie potraktowałeś Roggera, z drugiej – nie pasuje, że go indoktrynujesz. On powiedział bardzo ładnie, że bez przekonania o większym sensie istnienia nie mógłby funkcjonować w codziennym życiu. Ta ładność jest w skromnym mówieniu o sobie, a nie o ludzkości – to jego osobiste, intymne doświadczenie. Występowanie wobec takiego człowieka z ateistyczną argumentacją odbieram jako zgrzyt w tej ładności. Rogger to jednak inny kaliber niż dezenter, który nigdy nie mówił i nie mówi jak szeregowa owieczka, lecz – jak kaznodzieja – z wysokości. Z agitacyjną ozdóbką „wnikliwa analiza”. Agitacja jest w wyrazie „wnikliwa”. Łatwo to odebrać jako „Tylko my jesteśmy wnikliwi”.

    Odnoszę się tylko do tego, co Rogger w tym wpisie powiedział. A dobra wola to cenna rzecz.

  96. @wbocek
    Troche Jureczku pieprzycie. Ja tez podszedlem z wyrozumiałością do lęków Roggera. Natomiast zadałem mu pytanie, czy nie mógłby znaleźć jakiegos innego sposobu na usmierzenie swoich leków, jakichs mniej niedorzecznych niz bajeczki z niebieskiej ksiązeczki. A Ty upatrujesz we mnie pychy wnikliwosci. Jesli ja powiadam że świat powstał w wyniku bing bangu, a Rogger, żew siedem dni, no to „Tylko my jesteśmy wniklwi ?”
    No chyba , że Ci sie tak z rana napisała, zeby cos napisać.

  97. @Lewy chyba jednak nie do końca zrozumiałeś moje intencje i trochę stwarzasz sobie urojony byt, z którym następnie polemizujesz. Nie mam żadnych lęków, nie przeraża mnie wizja niebytu, natomiast do codziennego funkcjonowania, do nieskrępowanego działania w życiu, potrzebuję realnej perspektywy, poczucia że życie to coś więcej niż tylko krótka chwila pomiędzy dwiema czarnymi dziurami nicości, chwila która kończy się w ciemnej jamie pełnej spróchniałych kości, w której to dziurze jest prawdziwy kres wszystkich świetlanych perspektyw. Taka moja natura. Natomiast nigdzie nie napisałem że wierzę w świat stworzony w siedem dni albo że bezrefleksyjnie idę za taką czy inną instytucją, posłuszny dogmatom albo sprytnym szalbierzom, którzy zarabiają kasę na naiwnych, narzucając im swoją rzekomą wyższość moralną. I bez Twojego pouczenia wiem że mam rozmaitość wyborów światopoglądowych, sam, w drodze własnych przemyśleń i refleksji, mogę dojść do własnego światopoglądu.

    Z drugiej strony nie mam poczucia, że żyję w jakiejś szczególnej opresji ze strony tej czy innej instytucji religijnej, zwłaszcza tej która dominuje w polskim życiu publicznym. Świat jednak dzisiaj jest już trochę inny, pluralistyczny, możliwość wyboru nie ogranicza się tylko do dwóch skrajnych alternatyw (tak jak niegdyś dwóch programów telewizyjnych na czarno-białym monitorku), tj. albo bezwzględne oddanie kościołowi, albo totalne odrzucenie wszelkiej religii i duchowości. Granice są otwarte, ludzie jeżdżą po świecie, poznają inne kultury, modele życiowe. Dzisiaj to raczej ten tradycjonalistyczny kościół jest w defensywie, mimo że podejmuje próby przywrócenia swojej dawnej dominacji w życiu publicznym i nad umysłami wiernych. Możliwa jest spokojna i obiektywna dyskusja zarówno nad ciemnymi, jak i jasnymi stronami tej instytucji, jak i w ogóle życia religijnego, bez zacietrzewienia i konieczności zajmowania skrajnych stanowisk. Nie uważam też tak jak Ty, że Biblia to bajki dla dzieci, lecz że należy do bogactwa duchowego ludzkości tak jak inne księgi religijne, filozoficzne i że możliwa jest indywidualna, pogłębiona duchowa i filozoficzna interpretacja tych treści, wolna od dogmatyzmu, fanatyzmu i naiwnych wyobrażeń. Także jeśli zachęcasz mnie do odwagi, to ja Tobie wzajemnie mogę też powiedzieć: odwagi, odważ się wykroczyć poza ten ponury, czarno-biały schemat katolicyzm-ateizm i dostrzec całą różnorodność i otwartość współczesnego świata, która już istnieje i jest na wyciągnięcie ręki.

  98. Lewy
    23 stycznia o godz. 9:36

    Lewusku, „wnikliwość” jest agitacyjną ozdóbką i własnością wyłącznie dezentera. Dodałem go jako kontrast Roggera i ani w głowie było jakimś szczurzym sposobem odnosić to do Ciebie. Weź przestań, bo się popłaczę z racji adoracji. Do Ciebie miałem tylko to, że dorosłemu swoją drogę podsuwasz, co mi ciut zawadzało w dobrej atmosferze.

  99. Rogger77
    23 stycznia o godz. 10:52

    Nie uważam też tak jak Ty, że Biblia to bajki dla dzieci, lecz że należy do bogactwa duchowego ludzkości tak jak inne księgi religijne, filozoficzne i że możliwa jest indywidualna, pogłębiona duchowa i filozoficzna interpretacja tych treści, wolna od dogmatyzmu, fanatyzmu i naiwnych wyobrażeń.

    Bajki dla dzieci należą do „bogactwa duchowego ludzkości” i możliwa jest „indywidualna, pogłębiona duchowa i filozoficzna interpretacja tych treści, wolna od dogmatyzmu, fanatyzmu i naiwnych wyobrażeń”.

    Bardzo ciekawe jest to, jak należy „interpretować Biblię”, w sposób „wolna od dogmatyzmu, fanatyzmu i naiwnych wyobrażeń”. Poinformuję Cię, lub tylko przypomnę, że chrześcijanie mają – oficjalnie – ponad 41 tysięcy sposobów „interpretowania Biblii”, a każdy jest inny i każdy „wolny od dogmatyzmu, fanatyzmu i naiwnych wyobrażeń” – ale tylko wedle jednego z nich. Wszystkie pozostałe interpretacje spośród 41 tysięcy są pełne ” dogmatyzmu, fanatyzmu i naiwnych wyobrażeń”.

    Czy w tej sytuacji mógłbyś rozwinąć temat i przedstawić na czym polega „wolność od dogmatyzmu, fanatyzmu i naiwnych wyobrażeń” przy „interpretowaniu Biblii”?

  100. Tanaka
    23 stycznia o godz. 11:18
    /na czym polega „wolność od dogmatyzmu, fanatyzmu i naiwnych wyobrażeń” przy „interpretowaniu Biblii”?/
    Myślę, że Roggerowi77 chodzi o czytanie bez prób interpretowania Biblii i innych podobnych dzieł. Niestety, Rogger77 zdaje się nie pamiętać, iż najnowsze z tych dzieł powstało około 1400 lat temu. A przez te 14 wieków ludzie doszli do innego etapu swego rozwoju, szczególnie naukowego. To czego w tamtych czasach nie wiedziano i nie rozumiano, zostało często dogłębnie wyjaśnione. A rozwój psychiatrii zahamował społeczną aktywność kolejnych proroków.

  101. blondynka
    23 stycznia o godz. 9:04

    Skostniałość instytucjii kościelnych niestety tutaj jest szalenie widoczna. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że są również księża z powołania, o wysokim poziomie człowieczeństwa. Tak jak wszędzie. Jednak od księży powinniśmy oczekiwać więcej niż wyjątków przyzwoitego zachowania.

    Tak: skostniałość jest dominująca, wynikająca z istoty tej instytucji. Nie może ona być nieskostniała.
    Gwoli sprawiedliwości, tak trzeba przyznać: są również księża „z powołania” – cokolwiek to znaczy, a nawet „o wysokim poziomie człowieczeństwa”.
    Gwoli tej samej sprawiedliwości należy przyznać, że są to rzadkie wyjątki: „są również” – jak to celnie nazwałaś.
    I także gwoli sprawiedliwości należy przyznać, że „tak jak wszędzie” nie wiadomo, co znaczy. Zasadniczo – myli.
    Tak jest: od księży należy oczekiwać „więcej niż wyjątków dobrego zachowania”, ale jest to oczekiwanie marzycielskie, naiwne, niemożliwe do spełnienia. W sumie – bez sensu. Jest jak było, a będzie jak jest. Wynika to właśnie ze skostniałej istoty instytucji, a skostnienie to osadzone jest na oszustwie założycielskim i kłamstwie codziennym, operacyjnym.

  102. zak1953
    23 stycznia o godz. 11:27

    Właśnie ponieważ nie wiem o co Roggerowi chodzi, dlatego pytam. Czytanie bez interpretowania? Niemożliwe. Tzn, możliwe, owszem, więc jak bozia mówi, że własną rączką ciśnie piorun, to znaczy że ma rączkę. A jak wygląda rączka – łatwo sprawdzić.
    Skor ma rączkę, ma i nóżkę. Co wiadomo bez interpretacji, bo bozia sam mówi o sobie, że się przechadza po Edenie. Kto nie ma nóżek, nie może się przechadzać. I tak dalej i tak dalej. Lepiej nie iść tą ścieżką ( Edenu) bo się dojdzie do poważnych pytań: gdzie bozia chodzi piechotą i to tam robi, skoro ma i kiszki?

  103. @Rogger
    Tak jakoś się składa, że czytam dużo, że mimo podeszłego wieku wciąż świat, nauka, literatura, filozofia mnie interesują. Więcej głębi znajduję w poezji niż w dogmatach wszystkich religii. A jeśli jakaś religia mnie porusza, to nie ze względu na to co ona explicite wyraża, ale na elementy duchowe, które w nią wnoszą poeci albo muzycy, jak np. Bach.
    Pracowałem przez wiele lat we Francji w katolickiej szkole. Doskonale rozumiałem się z księżmi, ojcami Maristami. Mnie ich wiara nie przeszkadzała, im mój ateizm. Kiedyś zapraszali mnie na mszę poświęconą rocznicy ich kongregacji. Powiedziałem, że przyjdę, bo ich lubię, ale że jestem niewierzący. Wówczas jeden zapytał: To jesteś ateistą? Odpowiedziałem: Nie wiem, czy ateista czy agnostykiem, w każdym razie nie wierze w to co głosi kościół. Wtedy odpowiedział: To nie ma między nami wielkiej różnicy, bo my też mamy wątpliwości.
    Natomiast moje nieprzejednanie, niezgoda pojawiła się wraz ze wzrostem bezczelnej hucpy polskiego kościoła, tej pazerności, zakłamania, ujawnianych a jednocześnie ukrywanych faktów pedofilii.
    Ponieważ ta nasz wymiana myśli została wywołana przez wstępniak Tanaki, więc próbuje Ci wytłumaczyć, dlaczego pogrzeby kościelne, to mieszanie się do najintymniejszych momentów życia ludzkiego, jak śmierć, seks, małżeństwo, narodziny odczuwam jako bezczelne włażenie z buciorami, wciskanie się we wszystkie szpary dla… ano dla pieniędzy.
    Już to kiedyś opowiadałem na blogu. Kiedy moja matka umierała w szpitalu, zjawił się ksiądz, który zaczął gorliwie namawiać matkę, żeby się pogodziła z bogiem. Matka w końcu nie wytrzymała nachalnego klechy i kazała mu się wynosić. Zmarła następnego dnia. Mój niezbyt mądry szwagier koniecznie chciał, aby pogrzeb teściowej był w asyście księdza. Pechowo trafił na tego, którego matka wyrzuciła za drzwi. Powiedział szwagrowi, ze on nie będzie swoja osoba uświęcał pogrzebu tej prostytutki. Mój szwagier był słusznie oburzony, bo moja matka nie zarabiała na życie szukając klientów na ulicy, lecz była nauczycielką matematyki.
    Zakończyłeś bardzo ładnie
    ja Tobie wzajemnie mogę też powiedzieć: odwagi, odważ się wykroczyć poza ten ponury, czarno-biały schemat katolicyzm-ateizm i dostrzec całą różnorodność i otwartość współczesnego świata, która już istnieje i jest na wyciągnięcie ręki.

    Wydaje mi się, że ja wykraczam poza ten świat ponury, a na tym blogu wyrażam swój stosunek do niebywałych nadużyć, chamstwa firmy, która sprzedaje niewiarygodne cuda, przy których fantazmaty smoleńskie Macierewicza są bardziej racjonalne niż zrodzenie z wiecznej dziewicy, czy chodzenie na bosaka po wodzie.

  104. Rogger77
    23 stycznia o godz. 10:52

    Rogerze, pierw napisałem do Lewuska, potem przeczytałem Ciebie. Z przyjemnością. Dlatego, że ludzki osobnik to dla mnie nie jeden świat, lecz co najmniej dwa, czyli jedyny w dwójcy, trójcy, czwórcy… Ot choćby tak: w rozmowach, w analizach, w chwilach skupienia kieruje się zasadami uporządkowanego myślenia, logiką, a w codziennej praktyce, w codziennych zwyczajach, w stosunkach z bliskimi bywa nielogiczny lub bardzo nielogiczny. Racjonalista bywa więc i logiczny, i nielogiczny. Może być mądry, ale zdarza się głupotę palnąć – zwłaszcza kiedy nie ma nic do powiedzenia, ale mówi. Może być wierzący w nadprzyrodzoność i równocześnie z wątpliwościami, czy ona taka jest jak ksiądz mówi. Może kierować się rozumem, a równocześnie nie godzić się emocjonalnie z porządkiem rzeczy. No i oczywistość: przewaga – większa, mniejsza, ale chyba u wszystkich człowiekowatych – emocji nad rozumem. Więc i we mnie, niereformowalnym ateiście, jest emocjonalna niezgoda na absurdalność, bezsens życia, choć wyobrażam sobie za mądrzejszymi, że wiem jak powstało i powstaje, i że mamy tylko to, co mamy, więc nie zgadzać się na to to jak nie zgadzać się, że z jakiej takiej racji mam dwie nogi, a nie trzy. Ale się nie zgadzam – pod kocem zwłaszcza. Bo jak sztormuję na Jamnie moim okrętem, to się bardzo pilnie zgadzam i muszę uważać na to, co JEST, a nie co sobie wyobrażam.

  105. @Lewy 9:11
    Ja to wiem, i wiem, że złość piękności szkodzi, a nic mi tak nie dolega jak fakt, że moja piękność może ucierpieć w jeszcze większym stopniu.
    Wylało mi się a nie mam pod ręką szmaty, żeby zebrać i wyżąć z powrotem do naczynia.
    Więc żeby już się nie posuwać:

    https://www.youtube.com/watch?v=Pu8I7h9Uz20

  106. @Tanaka
    Są jednostki takie jak ty i im wiara jest niepotrzebna. Ale są też i tacy, którzy bez niej by się rozpadli, jest im potrzebna jak powietrze. I też powinniśmy ich uszanować, bez wywyższania się, czy udzielania im niechcianych lekcji. Odnośnie instytucji… powiedziałam, że są też księża z powołania. Jeżeli nie wiesz co to znaczy, to zajrzyj do Googla, tu jest za mało miejsca , żeby rozmawiać o podstawach. Powiedziałam, że są tam i dobrzy i źli księża, tak jak w innych profesjach. Jest to tzw. oczywista oczywistość. Dzwonek Gaussa odnosi się też i do tej grupy.
    Wśród lekarzy, nauczycieli też są ci z powołania i są tacy, których dobrymi nazwać nie można. Ktoś ci powie, że notorycznie ma złe doświadczenia np. z lekarzem, albo nauczycielem… czy to znaczy, że powiesz mu, że jest głupi bo idzie do szpitala, albo do szkoły? Oczywiście zareagujesz, że to inne sprawy. Dla ciebie tak, ale dla innych ludzi ..nie. Ta ogromna ilość organizacji religijnych, świadczy o tym, jak wielu ludzi poszukuje „prawdziwości” (cokolwiek by to nie znaczyło) ich wiary i środowiska z którym będą ją dzielić. To też świadczy o tym, że jest potrzeba duchowości, potrzeba szukania sensu swojego istnienia itd. , a jednocześnie świadczy o niezadowoleniu z dotychczasowych instytucji, które zmonopolizowały sprawę.
    Ten cały przydługi wywód nie jest próbą nawracania ciebie. Jest jedynie próba zwrócenia ci uwagi, że ani ja, ani ty, ani X, nie mamy monopolu na wiedzę, a tym samym na nauczanie jak inni mają dążyć do swojego małego szczęścia, czy przynajmniej spokoju ducha. Oczywiście, że ja pierwsza będę protestować, gdyby np. Terlikowskiego na medycznym uniwersytecie wsadzić na etat jako etyka. Bo on właśnie będzie prowadził indokrynację.
    Podsumowując, jak to mówią; żyj i daj żyć. Oczywiście jeżeli to nie powoduje szkód w społeczeństwie. I żeby temat wyczerpać, to jestem za laickim państwem zdecydowanie, ale państwem, które szanuje innych przekonania.
    That’s all.

  107. Rogger77
    23 stycznia o godz. 10:52

    Oczywiście, Rogerze, to, co wyżej powiedziałem to przechadzka po labiryncie ludzkiej, jednostkowej wyobraźni, natomiast religia ujęta w pisanym źródle jest dla mnie wyłącznie materiałem dowodowym na to, jak człowiek wymyślił Boga, a realny Kościół to jedno z największych oszustw i paskudztw w dziejach człowiekowatej małpy. Przepraszam, że tak zdecydowanie mówię, ale to – dla jasności. Natomiast trzeci składnik religii – wierni i moje relacje z nimi – to całkiem odrębny temat, który na blogu był wielokrotnie poruszany.

  108. Trochę pofilozofuję na kanwie interesującej (bardzo interesującej – piszę to bez ironii) dyskusji, ponieważ znów (po raz nie wiem który już raz?) pojawiają się terminy – wiara, wiedza i zrozumienie. A one – mimo, że są oddzielnymi pojęciami – są z sobą ściśle związane.

    Moja własna śmierć jest dla mnie niedoświadczalna – napisał Karl Jaspers, a ja dodam do tego, że także moje poczęcie jest dla mnie niedoświadczalne. Pomiędzy tymi dwoma „niedoświadczeniami” rozciąga się ocean moich doświadczeń jako człowieka. W tym: wiedza, zrozumienie i wiara. Nie umniejszam znaczenia wiary, jeśli wynika ona z niedostatku zrozumienia. Wiedza przychodzi z doświadczenia własnego (osobniczego) oraz nauki będącej sumą doświadczeń innych (także całych zespołów, plemion, populacji). Zrozumienie zaś to aksjomat; pewność, że to, w co wierzę jest falsyfikowalne z punktu widzenia nauki. Ponieważ śmierć kończy okres mego doświadczania i jest – jak to ujął Jaspers – niedoświadczalna, to i to, co po śmierci jest niedoświadczalne. I dlatego w ogóle mnie nie interesuje. Dlaczego? O tym napisał 2300 lat temu Epikur, a jest to jeden z najsłynniejszych bon motów Epikura: Kiedy ja jestem śmierci nie ma, kiedy śmierć jest, nie ma mnie. Reszta jest (i powinna być) milczeniem.

  109. @Lewy 23 stycznia o godz. 9:11
    „Jest to poczciwa dziewczyna, tak naiwna, że aż rozczulajaca”
    W dodatku jeszcze nie-pirania!
    Czyli Lewy na forum deklaruje wszem i wobec, że osobiście woli kobiety odmóżdżone od agresywnych.
    Ale przecież ten sam Lewy nie tak dawno cytował tu odzywki swojej „pani”, z których wynika, że owa pani jest czymś w rodzaju straszliwej megiery, pomiatającej „Lewym” bez miłosierdzia. Więc jak to, na forum nie lubimy piranii ale w życiu codziennym lgniemy do nich?
    Coś się nie zgadza w tych publicznych deklaracjach?

  110. P.S. Odzywka „ja też, mociumpanie, mam wątpliwości” wygłoszona do ateisty przez kiecuna to kaka-standard, wyuczony zapewne w seminarium. Nie wiem, jak można się jeszcze na coś takiego nabierać. Ale Lewy, jak widać daje radę!

  111. Tanaka
    23 stycznia o godz. 11:32
    Wiernym już dawno wmówiono, że nie mają się zajmować interpretacją treści. Od tego są inni. Po cóż są domy modlitw i ludzie, którzy omawiają tam „boskie słowa” ze „świętych ksiąg”? Czy duchowny osobistym przykładem pokazuje jak walczyć z wrogiem? Zarówno ksiądz, jak i mufti siedzi spokojnie na czterech literach, wysyłając innych do bezpośredniego działania czy walki.
    Podobnoż bóg również unosi się nad wodami i ziemiami. A przecież nie spotkałem się z opisem, iż sam posiada skrzydła. Może jego spacery po Edenie były formą lewitacji tuz nad gruntem, gdzie nogi nie byłyby mu potrzebne. Jako istota wszechmogąca może sobie stwarzać każdy organ aktualnie mu potrzebny. Mojżesz boga nie widział, a tylko słyszał głos. Mahomet również go nie spotkał bezpośrednio, o ile pamiętam, to poszczególne wersy usłyszał we śnie, a właściwie licznych snach. Przypomina mi to opowieści poetów o natchnieniu, spał i nowy temat przyśnił mu się. Na szczęście nie zapomniał treści po przebudzeniu.

  112. @namargnesko
    Przykro mi, mieszasz wszystko, plujesz dookoła. Najpierw probowałem Ci delikatnie tłumaczyc, to sie oburzyłas. Teraz chaotycznie argumentujesz moja panią, że ja cos deklaruje wsem i wobec. Szkoda mi Ciebie, bo masz wiedze, bywasz madra, ale zapiekłość, zawziętość odbiera Ci rozum no i wychodza takie niedorzeczności. Ja lubie kobiety z charakterem, ale nie nawiedzone fanatyczki. Moja pani ma charakter, dlatego jest dla mnie partnerem.
    Przez chwil, jak Cie tu nie było, można było nawet ciekawie podyskutować, ale teraz pewnie znów uslyszymy wrzask w stylu,; steki, bzdety, ksiunce i pretensje do wszystkich, że Cie przesladują.

  113. blondynka
    23 stycznia o godz. 12:04

    Powiedziałaś, że są księża z powołania i poradziłaś Tanace, że jak nie wie, co to znaczy, żeby zajrzał do gugla. Ja też nie wiem, co to znaczy. Ale jak nie było jeszcze gugla ani komputerów, to nam ministrantom wytłumaczył ksiądz – że „z powołania” znaczy „powołany przez Boga”. Więc chyba rozumiesz, że ateiście NIGDY żaden gugiel-mugiel nie wytłumaczy. Najwyżej ateista – jak ja na przykład – może wytłumaczyć guglowi.

    Otóż religijnego chowu konstrukcja myślowa „z powołania” od dawna jest w świeckim użyciu i znaczy tyle, że człowiek jakiegokolwiek zawodu wykonuje go nie tylko z racji przyuczenia, lecz i z głębszych motywacji – z racji jego lubienia, oddania się mu bez reszty – jak doktor Judym – ukochania, i jest w tym wykonawstwie mistrzem. W takim znaczeniu również skromny, wierzący w cuda-niewidy ksiądz może być wyróżniany przez wiernych jako ksiądz „z powołania”. Dla mnie ateisty brak w języku powszechnym poręcznego odpowiednika konstrukcji „z powołania” bywa czasem dokuczliwy, bo zamiennik „z prawdziwego zdarzenia” jest za ogromny, a poza tym ma w sobie znielubianą przez mnie, nic nie znaczącą „prawdę”. Więc rzadko bo rzadko, ale zdarza mi się użyć „z powołania” z półgodzinnym wyjaśnianiem, że czegoś takiego jak „powołanie” nie ma.

  114. I jeszcze kwestia „dobrych” xiuncuff, którzy podobno gdzieś istnieją. Porównano ich tu z „dobrymi” lekarzami itp. Dobry lekarz jest specjalistą w swoim fachu i uważnym diagnostykiem. Dobry prawnik… tu już zdania mogą być podzielone, bo prawo bywa elastyczne, a gdzie leży lojalność prawnika? A kim właściwie jest „dobry” xiunc? Kimś, kto skutecznie wciska ludziom ciemnotę? Ojczulkiem dla parafian, czy oddanym synuniem dla Hoserów? Krzewicielem „wiary”, która jest w gruncie rzeczy stekiem bzdur? Na czym miałaby polegać owa „dobroć”?

  115. @wbocek
    23 stycznia o godz. 12:38
    Tak, ja użyłam to określenie w popularnym tego słowa znaczeniu.
    Dla językoznawców, czy filozofów, to skomplikowana sprawa, a jednocześnie rozumiem w ich przypadku konieczność dokładnego definiowania.
    Ja do nich nie należę, więc używam tak jak w potocznym języku.
    Ale dziękuję, za twoje spostrzeżenia na ten temat.

  116. @Lewy 23 stycznia o godz. 12:35
    No wybacz, ale przecież to jest zwyczajny bzdet. Wrzucasz tu jakieś fantastyczne konfabulacje na temat mojego rzekomego charakteru, wciskając mi w dodatku „zapiekłość i zawziętość”. Nie interesuje mnie twoje życie prywatne, po prostu czytam twoje publiczne wypowiedzi i podśmiewam się z obrazka, który się z nich wyłania. Nie ma się co oburzać – twoja twórczość!

  117. Piranio, bywaja poczciwi ksieza, mimo tego ze opowiadaja stek bzdetow. Taki jest ten swiat troche dziwny i Lewy jakos daje rade.

  118. Piranio kochana
    Znowu zwyczajny bzdet i jeszcze prosisz mnie żebym Ci wybaczyl ? Więc Ci wybaczam. Ja Cię zapewniam, że ty nie masz rzekomego charakteru,który Ci wciskam.
    Fajnie, że podśmiewasz sie z obrazka, który się z mojego zycia wylania i wcale sie nie oburzam. Pośmiewanie to rzecz zdrowa. Ale jak nie interesuje Cie moje zycie prywatne, to dlaczego po prostu czytasz i dlaczego po prostu. Co masz na mysli z tym po prostu.
    Ech, a ja Cie kiedyś miałem za inteligentna osobę !
    Sorry, znow coś wcisnąłem i za chwle w ramach „Niezapieklaości i niezawzietości” oberwe jakims stekiem, brizolem albo kotletem siekanym.

  119. „Poczciwi” księża jak głupiutkie kobietki? Kierunek twoich deklarowanych sympatii jest oczywisty, ale dlaczego chcesz narzucać swoje sympatie? Ja nie cenię poczciwości i głupoty. A ty okazujesz się szalenie tolerancyjny tylko i wyłącznie dla poczciwości i głupoty.
    P.S. Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie piranią, zacznę nazywać cię po.ebanym pantoflarzem. Deal?

  120. @blondynka
    Popieram.. To, że jestem ateistą, nie daje mi prawa do pogardzania. inaczej myślącymi .
    Ten odcinek bloga jest funeralny i ponieważ, jak się domyślam, większość uczestników przekroczyła już wiek dojrzały, nie należy się zajmować głupstwami, tylko się zastanowić, w której sukience/garniturze mamy być pochowani/spaleni.

  121. Dobrze slodka Piranio. Pasuje mi pojebany Pantoflarz. A co sie dzieje z Twoimi kolezankami piraniami E-J i Izunia. Buszujaw innych regionach Amazonki, czy co ?

  122. @Stachu39
    23 stycznia o godz. 13:09
    Zgoda, ale jak już przygotujemy sukienki/garnitury, to pożyjmy jeszcze.
    Oczywiście nie patrząc już na bzdury

    „We are stardust
    Billion year old carbon
    We are golden
    Caught in the devil’s bargain
    And we’ve got to get ourselves
    back to the garden” ლ(╹◡╹ლ

  123. Lewy
    23 stycznia o godz. 12:52

    Namargineska rzeczywiście ze swoimi „stekami bzdetów” jest tak niezapiekła, że Bóg z nią. Niech żyje niezapiekłość! A ten swój króciuteńki wpis z ust mi wyjąłeś, bo właśnie w tym duchu chciałem rzec. „Ksiądz z powołania” to pewnie wymysł chrześcijański, ale szaman, który był lekarzem plemienia, tłumaczem różnych niezwykłości, odstępstw od normy, doradcą, pocieszycielem, duchowym wsparciem, bez którego plemienne życie byłoby chyba niemożliwe – na pewno nie był chrześcijańskim wymysłem. Więc jeśli się zdarzy również taki dobry, życzliwy, opiekuńczy, skromny, „z powołania” szamański ksiądz, to nie ma powodu wieszać na nim psów tylko dlatego, że jest funkcjonariuszem oszukańczej religii, bo on jest wartością nie dla ateistów, lecz dla swoich. I może być nie świadomym oszustem, lecz mocno wierzącym chrześcijaninem. Bywają i tacy.

    Wspominałem tu kiedyś księdza z Wileńszczyzny, o którym mi zawsze z uczuciem opowiadała mama. Mieszkał samotnie w rozwalającej się chatce, ale mało w niej mieszkał, bo wciąż był wśród ludzi. Tak skromny, że nic nie potrzebował, a pieniądze z nabożeństw rozdawał biednym, a znał świetnie wszystkich. „Oni bardziej potrzebują niż ja” – mawiał. Kto jest bez grzechu, niech pierwszy nazwie go „oszustem”.

  124. Lewy
    23 stycznia o godz. 8:54

    To jest bardzo ciekawy temat: jak gadać, żeby się jakoś, wstępnie i z grubsza, dogadać.
    Historia naszej cywilizacji podpowiada, że słabo to wychodzi, właściwie bodaj jedyny sposób dzięki któremu udało się coś osiągnąć to wojny religijne do wyrżnięcia przeciwnika, a jeśli się nie udaje wyrżnąć – długa męka tarcia, z licznymi i bolesnymi ranami, co po długim czasie prowadzi(ło) do jakiego-takiego ustalenia zasad ogólnych „nie wywodzących się z jednej religii” czy siedmiu, a znajdujących się w strefie, powiedzmy, neutralnej.
    Ten brak „wywodzenia się” dałem w cudzysłowiu, to cytat z preambuły polskiej konstytucji, który wcale nie jest neutralny. W centrum wartości stawia bowiem religię, a ludzi niereligijnych nazywa, niemal wprost – odszczepieńcami.
    Każda tego rodzaju formuła segreguje i mamy tego przykład.
    (Ponoć) formułę tą wymyślił Mazowiecki.
    Jak gadać, oto jest pytanie.

  125. Lewy
    23 stycznia o godz. 13:11

    Padło tu określenie „pojebany pantoflarz”? Jestem w takim razie trochę zdziwiony, ponieważ o ile się znam, ale może nie znam się – to jak facet jest pantoflarzem, to chyba nie on, a jego pani jest ten-tego-ten, że się tak wstydliwie wyrażę.

    Czy ktoś to może wiążąco wyjaśnić?

  126. @Lewy Polska to kraj straumatyzowany, po doświadczeniach historycznych. Kościół czuje się tutaj pewnie, bo jest częścią tożsamości, instytucja do której Polacy mogli się odwoływać w czasach zagrożenia tej tożsamości. Dlatego każdy atak na kościół czy nawet krytyka zawsze była odbierana jako atak na narodową tożsamość i tak zostało do dzisiaj. Arogancja kleru, a przynajmniej pewnej jego części, to fakt i wynika to z jego mocnej pozycji społecznej i politycznej, ale wynika też jeszcze z pewnej pół-feudalnej mentalności, która jest obecna wszędzie w społeczeństwie. Dla mnie o wiele większym zagrożeniem jest podobna feudalna arogancja i zadufanie polityków i urzędników. Arogancki ksiądz w szpitalu może irytować i oburzać, ale jak przychodzi po kolędzie, mogę go nie wpuścić, na tacę też nic nie dać. Przed wszechwładzą polityków i urzędasów nie ma ucieczki, oni rządzą każdą dziedziną życia, tłamszą rozwój i przedsiębiorczość, to jest prawdziwa plaga.

    @wbocek myślę że prawda wynikająca z bezpośredniego doświadczenia, a prawda o tym, co wykracza poza to doświadczenie, to jednak dwie różne kategorie. W przypadku faktów nie ma dyskusji, trzeba je przyjąć do wiadomości, jak jest sztorm na morzu, trzeba statkiem uciekać. W drugim przypadku jest możliwość dyskusji i różnych interpretacji, bo nikt tak naprawdę nie wie, jak wygląda ta niedoświadczalna rzeczywistość i nikt nie może tutaj autorytatywnie, bezwzględnie czegoś potwierdzić albo zaprzeczyć, ani religia, ani nauka, ani filozofia. Z własnego doświadczenia wiem na pewno, że jest we mnie ta potrzeba poczucia sensu życia i otaczającej rzeczywistości, którego nie jestem w stanie do końca odnaleźć w bezpośrednim doświadczeniu, w otaczającym świecie, stąd wnioskuję, że musi być coś więcej, co wykracza poza to doświadczenie i poza śmierć, która stanowi ostateczne zaprzeczenie wszelkiego sensu życia. I tutaj pojawia się interesująca refleksja anumlika, że na śmierć nie trzeba zwracać uwagi, bo jak starożytni stoicy już stwierdzili, gdy jesteśmy, to nie ma śmierci, a gdy ona przychodzi, to nie ma nas. Ja osobiście uważam, że jest to całkowicie błędny pogląd. Śmierć jest obecna non stop w naszym życiu, działaniu i myśleniu, już nie mówiąc o emocjonalnym, świadomym lub podświadomym strachu o bliskich. Śmierć jest obecna nie jako stan nieistnienia, ale jako ostateczna perspektywa, która wyznacza ramy wszelkich naszych życiowych perspektyw. Owszem, człowiek jest istotą logiczną, ale właśnie dlatego nieuchronny jest jedyny logiczny wniosek, że cokolwiek w życiu byśmy osiągnęli i cokolwiek byśmy planowali, śmierć i tak to ostatecznie przekreśli i zakwestionuje tego sens, niezależnie ile sensów byśmy szukali na pocieszenie w obrębie samego życia. Dlatego jestem przekonany, że głębszego, bardziej obiektywnego sensu nie sposób szukać tylko w samym życiu, ale trzeba też sięgnąć poza nie (nie uciekając od samego życia). To jest taki mój osobisty „dowód” na to, że ten głębszy, transcendentalny sens jednak jest nieodzowny i potrzebny, a skoro jest potrzeba, to musi też i być powód, dla którego taka potrzeba istnieje.

  127. Stachu39
    23 stycznia o godz. 13:09
    Myślę, że zrobię sobie jakieś zdjęcie, na którym będę wyglądał lepiej, aniżeli w realu. Niechaj zapłakani patrząc na fotkę, współczują że taki jeszcze niestary, dobrze zachowany odszedł, aniżeli mieli oglądać kogoś realnie schorowanego ale modnie odzianego. Przecież wtedy komentarze mogłyby mieć odwrotny skutek. Patrz, zamiast się leczyć wydawał forsę na ciuchy. I żeby to jeszcze zgodnie z aktualną modą. Ten garnitur, to był zeszłoroczny krój, a buty sprzed trzech sezonów.
    A tak, fotka – piękny i młody. O, i nawet nie bity w wypadku, w którym zginął. I do tego serceszczypatielnyje słowa mistrza ceremonii.

  128. Z funeraliów. Pochówki szkieletowe, ciałopalenie. Mnie czasem przychodzi na myśl ten sposób, o którym wspomina znajomy Berndta Heinricha, o czym ten napisał w „Wiecznym Życiu”. I przecież tu i ówdzie praktykowany całkiem niedawno. Tylko skąd wziąć taki las i taki obyczaj?
    W każdym razie nic bardziej naturalnego. Nawet sukienki/garnituru nie trzeba. I butów.

  129. @Stachu39, z godz. 13:09
    G…wno mnie obchodzi w czym mnie pochowają. Wyjaśniłem to w poście z godz. 12:11.
    A tu piosneczka, z której blondynka zacytowała wierszowany kawałek:
    https://www.youtube.com/watch?v=ZY8JKPbnslo

    @blondynka, godz 13:22
    Źródełko cytacji należy podać. Nie wystarczy opatrzeć cudzysłowem 😉

  130. wbocek
    23 stycznia o godz. 13:22
    „… ale szaman, który był lekarzem plemienia, tłumaczem różnych niezwykłości …”
    Szanowny wbocku, literatura rozbiła moje dawne przekonania o niezwykłej postaci, jaką jest plemienny szaman. I to za sprawą zażartego katolika Cejrowskiego, który w jednej ze swych książek, opisał takiego szczególnego człowieka. Rzecz w tym, iż Wojtek C. zdradził tajemnicę człowieka, który ponoć uratował mu życie, a potem był jego plemiennym opiekunem. Otóż, ten szaman, wybrany z plemienia przez swego nauczyciela, został pozbawiony atrybutów męskości, przez co przeszedł trzeciej płci.

  131. zak1953
    23 stycznia o godz. 12:32

    Podobnoż bóg również unosi się nad wodami i ziemiami. A przecież nie spotkałem się z opisem, iż sam posiada skrzydła. Może jego spacery po Edenie były formą lewitacji tuz nad gruntem, gdzie nogi nie byłyby mu potrzebne.

    Mówiąc fachowo, a jak się gada z wyznawcą należy być fachowcem (mówię nie o Tobie, a o nich), nad wodami unosi się Duch. Spacer nie bardzo mógł być lewitacją, to powszechnie znany i ściśle opisany (mechanika ruchu) sposób poruszania się, natomiast lewitacja jest czymś innym i nie polega nawet na fruwaniu.
    W przypadku lewitacji niepotrzebne są nogi, nawet przeszkadzają.
    W związku z nogami, rączkami i tak dalej, zachodzi innego rodzaju problem: bozia, żeby mieć nóżki, musi się ograniczyć. Stracić Doskonałość. Każda bowiem konkretność jest niedoskonała. A bozia chrześcijański jest Doskonały w każdej sytuacji. Nie może więc mieć nóżek, ani tym bardziej – dwunastnicy, która jest niedoskonała na dosyć przykry sposób.
    Człowiek zaś nie jest w stanie opisać bozi, ponieważ jest niedoskonały. Sama czynność opisowa, prowadzona przez byt doskonały daje taki sam skutek jak w przypadku człowieka: dowodzi niedoskonałości bozi. Właśnie przez swoją opisowość, czyli treść, cechy, stany, właściwości Doskonałego.
    W dodatku nie da się o bozi w ogóle nic pomyśleć – będąc człowiekiem – bo od razu wpadamy w ten sam kłopot: gadamy różne rzeczy nie o istniejącym Doskonałym, ale o niedoskonałościach. Nic więc nie wiemy o bozi, niczego się nigdy nie dowiemy, ale gadamy.

    Aha: jeśli doskonałość miałaby opisać istota doskonała, to by znaczyło, że bozia sam do siebie gada i o sobie. Co mu się, nawiasem mówiąc, ciągle zdarza. Innej doskonałości bowiem nie ma i być nie może. Doskonałość jest jak doskonały szpikulec igły; więcej i ściślej: jest jak punkt: jest, ale nie ma żadnego wymiaru, żadnej wagi ani innej cechy.
    Bozia sprowadzony do punktu. Na to by się pewnie obraził i tym przeraził sam Michał Heller, który szuka bozi w matematyce. Czyli błąka się we własnym zbłąkaniu.

  132. Temat funeralny, jak by nie patrzeć, jest poważny (czy to po świecku, czy po katolicku) i powaga mu się należy, dlatego przykrym dysonansem zatrąca jazgot nad symboliczną trumną (co kto komu powiedział, obraził, wypomniał).
    Zdarzyło mi się kiedyś brać udział w pożegnaniu bardzo zacnej osoby, głęboko religijnej, ale jednocześnie niezwykle tolerancyjnej i pełnej ciepłych uczuć dla wszystkiego co/kto żyje oraz niesłychanie pomocnej ludziom. Był tłum osób z różnych pokoleń i różnych poglądów, bo pani Róża – człowiek instytucja – nigdy nie dzieliła ludzi na jakiekolwiek sorty. Wielu podzieliło się swoimi wspomnieniami o niej, towarzyszyła temu dyskretna muzyka organowo-skrzypcowa, a samą mszę koncelebrowało … dziesięciu kapłanów, w tym dwóch biskupów.
    Chyba nie ja jedna czułam pewne zażenowanie, myśląc że zażenowana musiałaby być sama Róża, osoba bardzo skromna, takim wypasionym pogrzebem.
    Zupełnie inny był pogrzeb mojej przyjaciółki. Świecki i bardzo piękny. Na małym podwarszawskim cmentarzyku, na skraju lasu. Wspominaliśmy wspólnie spędzone z nią chwile, nie zabrakło anegdot i śmiechu przez łzy, a mąż Ewy „puścił” jej ulubione ballady jazzowe.

  133. @Rogger77

    Jeśli on przychodzi po kolędzie, faktycznie mogę go nie wpuścić, mogę go nawet wyprosić. Tylko powiedz mi, dlaczego on przychodzi do mnie nie proszony. I czemu to przychodzenie powtarza z irytującą regularnością, mimo że z równie irytującą regularnością go nie wpuszczam, wypraszam i uprzejmie informuję, że sobie nie życzę. Tłumaczę za każdym razem, że drogę do parafii znam, bo codziennie idąc do pracy i wracając z pracy ją mijam. Więc jeśli odczuję taką potrzebę, to sam trafię i zostawię zaproszenie. Ustne lub pisemne.
    Mało tego. Dobre wychowanie (pewnie resztki) nie pozwalają mi otwierać komukolwiek drzwi wtedy, gdy siedzę w domu w samych gaciach. Wciągnięcie portek chwilę zajmuje, a taki potrafi po 5 sekundach nacisnąć dzwonek przy drzwiach ponownie. Bo domownik ma obowiązek trzymania warty przy drzwiach i reagowania natychmiast.
    Cóż, może w przyszłym roku, jeśli nic nie ulegnie zmianie, przyjmę go po domowemu. Tyle że, cholera, boję się, że może to być ryzykowne. Jeszcze poczyta to za zachętę. On w sukience, jak w gaciach. Sytuacja ekstraordynaryjna.
    Napisałeś, że nie odczuwasz opresyjności ze strony tej instytucji. Ja to właśnie odczuwam jako opresyjność i molestowanie.

    PS.
    Było u mojej szwagierki kilka lat temu tak, że miejscowy proboszcz przez posłańca przekazał parafianom życzenie, żeby w dniu kolędowania domownik stał w otwartych drzwiach do mieszkania w oczekiwaniu na przybycie.

  134. @blondynka
    23 stycznia o godz. 12:04
    @wbocek
    23 stycznia o godz. 12:38

    Wtrącam się z nadzieją, że moje 26 groszy trochę wyjaśni.
    Po pierwsze, drogi @wbocku, kościół ma tendencję do anektowania co i jak mu pasuje, w tym symboli i pojęć. „Powołanie” jest całkowicie potocznym określeniem i tak – można być powołanym, jak i można czuć się powołanym do czegokolwiek. Przykro mi, że kojarzy się Tobie z kościołem.
    Wyznając teorię braku rozumu/osobowości/psychiki/…itd. przy urodzeniu uważam, że wszelkich tych cech nabywamy w trakcie dorastania, czyli kształtuje nas otoczenie. Stąd twierdzę, że w każdym systemie światopoglądowym, społecznym, rodzinnym itd. można wychować człowieka, który będzie poważnie i rozumnie podchodzić do tego, co robi. Obojętnie co to jest. Trochę tak, jak Bartoszewskiego „być uczciwym”. Po prostu zawsze. Dlatego spokojnie mogę przyjąć w takim przypadku, że czuje on „powołanie”.
    Interesujący jest natomiast wniosek z powyższego. Jak to się dzieje, że pomimo zapewnień wszystkich rodziców, przywódców, prezesów, biskupów, itd., itp., spotykamy na co dzień tak rzadko ludzi „z powołaniem”, że aż musimy ich szczególnie wyróżniać.

  135. Rogger77
    23 stycznia o godz. 13:33
    Własnie, śmierc to nie gdzies tam, za jakis czas, ano zobaczy sie, bo narazie jej nie ma. Bo ona jest wiszacym nad życiem cieniem. Moge umrzeć za dziesięć lat, a moge za pięc minut.. Dzieki śmierci, a własciwie dzieki uświadomieniu sobie jej ciagłej obecności, zycie nabiera wartości. Jesli kocham kobietę, córke syna, to ta miłość jest podszyta niepokojem; przeciez coś mogłoby im sie stać, dlatego tacy sa dla mnie bezcenni, że śmiertelni. Czy możnaby kochać istote nieśmiertelną.?
    Zapoznałem sie kiedys z przemyśleniami buddystów na temat śmierci. Budda postuluje, żebyśmy zrezygnowali z podmiotowości, że jest to złudzenie to moje „ja”, a jak mi sie ud pozbyc tego złudzenia, to zniknie problem mojego istnienia lub nieistnienia.
    Poczatkowo nawet mi sie to podobalo, swietnie jest uzyskac taki dystans do wszystkiego, taka wolność od emocji, cierpienia …Ale potem mnie to zirytowało. Byłem z żoną i dwojgiem małych dzieci, kochałem, martwiłem się o nie, niepokoiłem, rozpaczałem kiedy moj trzyletni wtedy syn dostał zapalenia opon mózgowych.
    Pomyślałem sobie; jak to ? To ja mam teraz dążyć do rozpuszczenia mojej podmiotowości ? Nabrania dystansu po to by nie cierpieć. A niech tam wolę cierpieć, kochac, przeżywać to wszystko, nie chcę pozbywać się tych uczuć . Buddym wydał mi się straszliwie egoistyczny..
    Baudlaire tak to ujął, (odtwarzam z pamięci) : Śmierć jest jedyną pocieszycielką , jedynym celem naszej egzystencji, światłem , które oświeca szarość naszego życia.

  136. Qba 13:59

    Powołanie, powołaniem, nawet jak szczere i prawdziwe (wybacz @wbocku, więcej nie będę prawdzikował, mam nadzieję), ale ja bym wolał zobaczyć czasem jakąś formę umowy o pracę zawartą między powołanym a jego prawdziwym pracodawcą.

  137. zak1953
    23 stycznia o godz. 13:48

    literatura rozbiła moje dawne przekonania o niezwykłej postaci, jaką jest plemienny szaman.

    Nie należy czytać literatury o szamanach,ale zapoznać się z istotą postaci szamana. Literatura o szamanach to bajędy oraz Cejrowski w jednym.
    Szaman jest osoba która kontaktuje się z ludzkim wnętrzem osobowym, inaczej mówiąc, z psychologiczną głębią. Podobni do szamanów, ale też i inni są psychologowie głębi.
    Nic wspólnego z istotą szamana nie ma ksiądz. Nie kontaktuje się z głębokim człowiekiem, ponieważ nie umie, nie może i jest zablokowany. On musi nieustannie zwracać się ni do głębokiego człowieka, ale do bozi, czyli do niczego, porzucając tym samym autentyczną relację z człowiekiem, co jest podstawą działania szamana.
    Ksiądz natomiast stosuje pewne (ale bardzo ubogie) „szamańskie sztuczki”: wymachuje lampą z kadzidłem, dzwonią mu dzwoneczkami, nosi dziwaczną czapę na głowie oraz takiż, niemęski i niekobiecy strój, śpiewa z reguły przykro fałszując i tak dalej.

  138. @Tanaka

    Z okazji poruszonego przez Ciebie tematu (nie trzeba było ruszać, spał spokojnie w kącie, a Ty …) chciałbym zwrócić powszechną uwagę na efekty ponurej twórczości PiSków. Z jednej strony mamy właścicieli posiadłości z legalną bronią i prawem do bezpardonowej obrony włości , a z drugiej uzbrojonych matołów zwanych myśliwymi, którzy mogą polować wszędzie, a więc również na wszystkich (oprócz kościelnych, oczywiście, niewątpliwie) prywatnych posiadłościach. Czy nie jest to zaprogramowana wojna domowa? Czy dlatego PiS nawołuje do rodzenia dzieci?

  139. Tanaka
    23 stycznia o godz. 14:18
    Cóż, w żadnych naukowych opisach szamana nie znalazłem informacji, aby ten człowiek przed rozpoczęciem edukacji, został wcześniej przez swego mistrza pozbawiony przyrodzenia, aby utracił potencjalną chęć porzucenia swej funkcji. Dopiero Cejrowski, w swym gadulstwie pochwalił się takową wiedzą.
    Masz niewątpliwie 100 % racji – nie można porównać naszego księdza i szamana. Rzeczywiście, przeciętny ksiądz nie dorasta szamanowi do pasa. Nie taka jego rola. Chociaż od jakiegoś czasu mają wykładane podstawy psychologii. Seminarium duchowne jako ośrodek tworzenia tzw. formacji, jest podobne nieco do biurokracji unijnej – na wszystko są procedury, których efektem jest zunifikowany ksiądz. Ksiądz – wbrew pozorom oderwany od społeczności i jej problemów. Seminaryjny system wychowawczy nastawiony jest na wdrukowanie alumnowi ściśle określonych poglądów, norm i zachowań, przy jednoczesnym usunięciu tych, które mogłyby być szkodliwe dla instytucji. Takie coś w rodzaju szkolenia wojskowych służb specjalnych, gdzie rozkaz jest jedynym nakazem moralnym.

  140. Qba
    23 stycznia o godz. 14:33
    Takie paradowanie uzbrojonych myśliwych po prywatnych gruntach jest dopuszczalne tylko u nas. Ot, taka pamiątka po szlacheckich czasach, gdy panowie mogli rozbijać po wszystkich gruntach, bez pytania gminu o pozwolenie na zadeptywanie ich upraw.
    W USA człowiek z bronią, który pokaże się bez zapowiedzenia i zgody na czyimś gruncie, może spodziewać się postrzelenia przez właściciela.
    Jakiś czas temu, mój kolega przekonał się na własnej skórze jak traktowane jest prawo własności. Otóż, zdarzyło mu się wylądować balonem na zapleczu prywatnej farmy, a ponieważ komórki dopiero wchodziły w użycie, musiał poszukać telefonu. Oczywiście, udał się w stronę zabudowań farmy (od zaplecza, a nie od drogi dojazdowej) i został powitany przez uzbrojonego właściciela, który pod bronią doprowadził go w pobliże budynku i wezwał miejscowego szeryfa, z którym przeprowadził rozmowę wyjaśniającą. Ponieważ miejscowa prasa pisała o zawodach balonowych, w których koledzy z Polski brali udział, rzecz zakończyła się pomyślnie. Ale z ostrzeżeniem, aby pamiętać o prywatnym charakterze gruntów, na których przychodzi lądować.

  141. mag
    23 stycznia o godz. 13:54

    Maguś, rzadko ostatnio bywasz, więc jak jesteś – święto !
    Właśnie w tym rzecz: dwaj biskupi i 10 księży niższej rangi zasłania, zabiera to, co ważne, autentyczne i przynależne do żegnanej osoby i jej przyjaciół oraz uczestników pożegnania. Jest to, patrząc na to bez zasłony, uzurpacja i kradzież. Ale tak tego nie nazywamy, bośmy wszyscy tą zasłoną omotani. W tym zasadniczy problem: tak jak ludzie żyjący są paciorkami i przewielbieniami oddzielani od samych siebie i siebie nawzajem, tak i w ostatnim momencie, musi być tak samo.
    Uważam to za jedną z najgorszych cech religii i jej funkcjonariuszy: zaparcie po kres.
    Tym bardziej podobają mi się proste, szczere, bez aktów strzelistych, a prawdziwe, serdeczne i czułe słowa. I takie nastawienie współdzielone przez uczestników.

  142. zak1953
    23 stycznia o godz. 14:40

    Ależ rola księdza jest taka sama jak szamana. W zamierzeniu, bo nie w istocie Ksiądz usiłuje kopiować szamana, z niego się przecież kulturowo wywodzi, ale że ma swoje książeczki, paciorki, liturgie, nie może powiedzieć ani pomyśleć nic z głębi siebie. Wszystko jest ustawione, poddane procedurze – jak trafnie zauważasz – do końca, do ostatniego szczegółu. Pozór własnych słów – kazanie – jest nawet boleśniejszy, bo niemal nigdy kapłan nie powie nic z siebie. Bo nie ma – został wytrzebiony – i mu nie wolno. Czyta niebieską książeczkę i gada jak to należy rozumieć, co przeczytał. I tyle. Jak spróbuje „coś od siebie”, to prawie zawsze poniesie klęskę. Teraz zresztą może sobie kapłan kupić w necie gotowe kazanie. Wyobrażasz to sobie: gotową papkę? Może i miło brzmiącą, napisał je jakiś bieglejszy w mowie członek kleru, albo nawet polonista czy katolicki literat, ale wszystko to poza człowiekiem mówiącym te słowa. Pardon: wydającym dźwięki. Globalny produkt. Tą samą papkę wygłasza 2695 księży w tym samym momencie, w dowolnym z krajów świata.

  143. Qba
    23 stycznia o godz. 13:59

    „Powołanie” jest całkowicie potocznym określeniem (…) Przykro mi, że kojarzy się Tobie z kościołem”.

    Mnie jest przykro, Qbo, że nieuważnie przeczytałeś moje zdanie „Otóż religijnego chowu konstrukcja myślowa „z powołania” od dawna jest w świeckim użyciu”.

    Mówiłem, że wyraz „powołanie” ma RODOWÓD religijny (kto chce, znajdzie to w Starym Testamencie). W samym wyrazie jest czynność wołania. Woła, powołuje do czegoś Bóg. Tak było na początku funkcjonowania tego wyrazu w języku (w językach). A Ty znacznie późniejsze jego rozszerzone znaczenia przedstawiasz jako dowód braku jego związku z Kościołem.

    Ateista woła: „O Boże!”, „O Jezu!” w znaczeniu „O kurwa!”. Też Ci będzie przykro, że się to z Kościołem wiąże, a mówiąc precyzyjniej – ma kościelny/religijny rodowód?

    Tenże ateista używa wyrazu „święto” w znaczeniu „Święto Ludzi Pracy”, „1 Maja” – z kościelnym przecież rodowodem. Stwierdzam, Qbo, nie oceniam. Losy wyrazów w ich historii to objętościowo byłoby więcej niż piętnaście Biblii z Koranem do spółki, Wedami, mitami greckimi i rzymskimi do kupy.

  144. Qba
    23 stycznia o godz. 14:33

    Myślistwo, zwłaszcza w takiej bandyckiej formie, to nic innego jak manifestacja popędu śmierci. Własnej śmierci.
    Już to, nie tak dawno, podkreślałem. Spójrz tylko na czołowego myśliwego nadwiślańskiego, znanego z pasji do taśmowego rozstrzeliwania ptaków i zabijania Puszczy Białowieskiej.
    Temu co ma oczy do patrzenia, ten artefakt wyjaśnia wszystko:

    https://d.wpimg.pl/1223773556-1695124110/szyszko.jpg

  145. paradox57
    23 stycznia o godz. 13:36

    Od ręki się może nie da tego wziąć, ale jest sens w tym, by nad tym popracować.

  146. Rogger77
    23 stycznia o godz. 13:33

    Polska to kraj straumatyzowany, po doświadczeniach historycznych. Kościół czuje się tutaj pewnie, bo jest częścią tożsamości, instytucja do której Polacy mogli się odwoływać w czasach zagrożenia tej tożsamości. Dlatego każdy atak na kościół czy nawet krytyka zawsze była odbierana jako atak na narodową tożsamość i tak zostało do dzisiaj.

    Jedna tylko uwaga: przekonanie o tym, że był jakiś „Naród”, który miał „tożsamość” i obejmował ogół mieszkańców państwa, lub choćby tylko naród jako grupę etniczną (częścią „Narodu” nie byli więc Żydzi, Rusini, Białorusini, Litwini, Żmudzini, Prusowie, Niemcy, Anglicy, Węgrzy,Słowacy oraz inne grupy etniczne, czy pojedyńcze osoby zamieszkujące w granicach państwa polskiego – to jest mniemanie o historii i tożsamości,a nie realny fakt. Naród to byli panowie szlachta. Cham pańczyźniany, oraz obcoplemienny to nie był żaden „Naród”. Cham to cham,nic mu więcej nie trzeba.
    Natomiast prawdą jest, że i cham się trzymał Kościoła. Kościół go gwałcił, a on się trzymał. Z grubsza, oczywiście się trzymał. Znany syndrom psychologiczno-kulturowy.

  147. Takie coś. Jak już wspomniałem, przechodzę dwa razy dziennie obok przybytku. Chyba, że chodzę skrótem, ale o tej porze trochę ciężko, więc muszę naokoło. I patrzę. I widzę dwie budowle. Jedna dla bozi, druga dla sług bozi. Ta dla sług taka, że takich jak właściwa weszłyby dwie i jeszcze salkę kinową można by wykroić. A ta druga pożal się boziu. Gdybym nie wiedział, że to jego, to bym pomyślał, że stodoła, w której słudzy bozi trzymają inwentarz.
    Nie wiem, o co tu chodzi. Może @Rogger 77 by mi to wyjaśnił.
    Nie powiem, ma być inaczej. Od dekady pojawiają się z regularnością kolędnika dwie panie, które zbierają datki na budowę kościoła. Po co w takim razie drugi kościół prawie w tym samym miejscu? Chyba że ma być większy od domu sług bozi, to rozumiem. Są przykłady opisane w pewnym dziele, że potrafi się wk… Więc chyba gniewu bożego się boją. Że się w końcu zorientuje, jak go w capa robią.

  148. @wbocek
    23 stycznia o godz. 15:31

    Nie jestem religijnego chowu, nie posiadam znajomości pism świętych i nie mam zamiaru ich studiować. Rozumiem, że głównie pisma kościelne i kościelnych z dawnych lat się uchowały. Ale – wybacz – to nie znaczy, że kościół wymyślił te wszystkie słowa w jego pismach zawarte. On sobie tylko prawo do tego uzurpuje. A ponieważ jest wszechobecny w życiu większości Polaków od poczęcia, to i kojarzą oni wszystko z kościelnymi. Tysiące lat przed katolikami żyli ludzie i gadali ze sobą i używali większości potocznie używanych dziś słów.

  149. @ Tanaka
    23 stycznia o godz. 15:37

    „Myślistwo, zwłaszcza w takiej bandyckiej formie, to nic innego jak manifestacja popędu śmierci. Własnej śmierci.”
    Nie wiem, kto to wymyślił i dlaczego. Trochę to za głębokie dla mnie. I niech sobie takie będzie.
    Intryguje mnie natomiast artefakt na załączonym zdjęciu myśliwego. Ni cholery nie dostrzegam. Musi com ślepy. Pomożesz niepojętnemu ślepemu?

  150. Qba
    23 stycznia o godz. 16:07

    Qbo, staram się mówić precyzyjnie. Nie mówiłem więc o żadnych Kościoła „wszystkich słowach w jego pismach zawartych”, lecz o jednym wyrazie „powołanie” religijnego chowu. Szkoda, że brak Ci dyscypliny. Zamykam temat.

  151. @Tanaka 23 stycznia o godz. 13:31
    Padło tu określenie „pirania”. I do tego określenia się odnieśmy.

  152. @Rogger77 23 stycznia o godz. 13:33

    Cały ten wywód – to jeszcze jeden religiancki standard, którego sam sobie nie wykoncypowałeś. Został ci podany na talerzyku i podlany ezoterycznym sosem. Oczywiście, że (standardowo) przedstawiasz ten myk jako swoje własne przemyślenia. Jednak taka wersja jest fałszywa – wyssałeś takie „rozumowanie” razem z religianckim mlekiem i szerzysz w ramach narzucania swojej wizji świata, do czego cię aktywnie zachęca i obliguje wiadoma ambitna instytucja.

  153. Małgorzata Gersdorf została przewodniczącą KRS. Podobno musiała, bo tak przepisy stanowią. Pozostawiam bez komentarza.

  154. @mag 23 stycznia o godz. 13:54

    To miło że się pojawiłaś, ale…
    „Przykrym dysonansem zatrąca jazgot”???
    Skąd ta niezachwiana pewność, jak „należy” potraktować temat?
    Czy przypadkiem nie pomyliła ci się sama ceremonia pochówku z mówieniem o nim?
    Ale twoje podejście do tematu jak widać nie jest odosobnione, bo podobnie (choć na swój chamski sposób) zareagował wczoraj Gekko, a za nim pombocek. Zatem przekonanie, że o pochówku koniecznie trzeba z powagą jest w narodzie dość rozpowszechnione. Ale – przypominam – chodzi o wstępniak Tanaki, który (jak zwykle) jest znakomicie i ciekawie napisany. Jednak nadal nie rozumiem, skąd się bierze u Rodaków przekonanie, że w obliczu takiego wstępniaka coś „wypada” w kategoriach nastroju.

  155. @wbocek
    23 stycznia o godz. 16:22

    Mój świat nie zaczął się z nastaniem katolików czy innych testamentowców. Nie przyjmuję zatem do wiadomości „pochodzenia religijnego”. Choćby dane słowo występowało w piętnastu bibliach, to i tak najpierw to słowo było długo w użyciu i to w różnym znaczeniu, aż kiedyś, dużo później zostało użyte do spisania jakiegoś mitu. Nawet, jeśli wierzysz, że było odwrotnie.
    Dobrze, że brak mi dyscypliny, bo nie wyjrzał bym poza miskę z wodą święconą.

  156. @paradox57 23 stycznia o godz. 16:47

    Brak mi słów… Bo na ten temat chwilowo mnie zamurowało.
    Więc pomilczę sobie teraz – ale będzie to milczenie wymowne!

  157. @Qba 23 stycznia o godz. 17:04
    I tu jest coś na rzeczy

  158. @paradox57

    „Dlatego ponownie. Żadnych nazioli na cmentarzach. Niech przynajmniej tam dadzą im spokój.”

    I tak trzymac!
    Pozdrawiam

  159. Qba
    23 stycznia o godz. 16:17

    Nie widzisz na tej twarzy tablicy Mendelejewa wszelkich możliwych chorób? Degradacji i rozpadu twarzy? Tych opadających na oczy brwi, worów pod nimi na pół twarzy, obrzmiałego oblicza, opadającej szczęki i wywiniętej wargi, ust łapiących oddech jak karp wyjęty z wody, duszenia się, gdy próbuje oddychać nosem? Niezdrowej cery?
    Tego bagiennie mętnego, nieżywego spojrzenia? Skrzywionej mimiki, porażonych mięśni twarzy, maski w miejsce tego co powinno być żywe?
    Nie czujesz kwaśnego oddechu rozkładu? Wszystko jest dokładnie przedstawione. Na jaką fotę nie spojrzysz, to samo.

    Ten półmartwy typ musi mieć pociąg do tego, co da mu złudne poczuci, że jeszcze nie całkiem strupiał. Żeby pobudzić zimną krew, zabija. Nie – morduje. Mści się na życiu za swój stan.

    https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/qYiktkqTURBXy9lNTg1ZjUzYTAxNGMxNjU5ZGRhZjhjYTdhYWE2MDRmOC5qcGVnkZMCzQMmAA

    http://bi.gazeta.pl/im/df/fd/12/z19912159IER,Minister-Jan-Szyszko.jpg

    http://wnet.fm/wp-content/uploads/2017/01/szyszko-jan-minister-e1496730008767-842×402.jpg

    Wystarczy tych obrazów. Od patrzenia można się rozchorować.

  160. @zak1953
    Pojechałem trochę z tym garniturem. Przecież jest jeszcze całun i opaska biodrowa.
    Pozatym równie ważne jak się będzie wyglądać, jest jak się będzie pachnieć,

  161. Mam wrażenie, że Polacy nie będą w stanie porozumieć się ze światem, jeśli nie zwerbalizują i nie wyjaśnią takich odruchów, jak ten, który właśnie zaobserwowałam, a który wczoraj zaprezentowali Gekko i pombocek, a dzisiaj mag. Nazwę go roboczo „przerostem poczucia sacrum” z braku lepszego określenia. No bo skoro religia wciska się bezwzględnie i niepostrzeżenie w każdą dziedzinę życia, to… kształtuje się swoiste „poczucie przyzwoitości”. Lewy, filozof marksistowski, który wykładał w szkole księży marianów, chyba w dużym stopniu takie poczucie podziela – i stąd jego nieustanne filipiki i wyzwiska. Naturalnie w najlepszej wierze i serdeczne bardzo – taką formułę dyscypliny promowali zapewne księża marianie?

  162. Stachu39
    23 stycznia o godz. 17:59
    Niewątpliwie masz rację. Dlatego postawiłem wyłącznie na fotkę. Reszta zamknięta na 7 kłódek. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy zostaniemy znalezieni w bezruchu. A może zdążymy rozejść się po mieszkaniu, zanim ktoś zauważy, że coś nas nie widać, za to czuć przez drzwi?

  163. @wbocek
    23 stycznia o godz. 16:22

    Człowieku, powiedziałem, jako językowiec, o religijnym pochodzeniu wyrazu „powołanie”, a Ty furt ze swoim stosunkiem do religii wyjeżdżasz???!!! Toż to dziecinna zabawa w pomidora. Idź i baw się z dziećmi.

  164. @Tanaka
    23 stycznia o godz. 17:42

    Miałem nadzieję na coś konkretnego.
    Przekonano mnie, by nie osądzać nikogo po wyglądzie. Przekonałem się wielokrotnie, że to bardzo prawda. Zdarzyło mi się słuchać z zapartym… ludzi, wyglądających znacznie podlej niż rzeczony Szyszko. I na odwrót.
    Ale skoro twierdzisz, co twierdzisz, to – zakładam – że wiesz co twierdzisz i przyjmuję to do wiadomości.

  165. @Na marginesie
    23 stycznia o godz. 18:07

    Może to syndrom zagniazdownictwa, opisywany tu kiedyś obszernie. Nawet tzw. ludowa mądrość powiada – czym skorupka za młodu …
    Zauważyłem, iż wielu aktywnych uczestników tego bloga permanentnie odwołuje się do świętych, pism takowych czy ogólnie religii, choć twierdzą jednocześnie, iż wyznają ateizm. Jednocześnie atakują mocno religiantów, co świadczyć może o ateistycznym neofictwie. Szkoda, że nie mogą się oderwać od nabytych w dzieciństwie wzorców.

  166. Lewy

    Lewusku, widzisz, Ty filozofie marksistowski, który wykładałeś w szkole księży marianów, jak Cię pampersowa pirania łatwo rozszyfrowała? To może teraz Ty ją rozszyfruj i wytłumacz narowistemu dziecku – bo ja bachorów nie cierpię – że poczucie sacrum może sobie wsadzić w tylną część, a poczucie przyzwoitości to nie stosunek do żadnej zafajdanej idei, lecz do ludzi, jeśli ktoś potrafi odróżnić ideę od człowieka. Również stosunek do Tanaki razem z przyniesionym przez niego bagażem – raczej dla niego nietypowym, bo w zamyśleniu, bez kpiny, na poważnie. Poza tym o przyzwoitości nie ma co gadać – się ma lub się nie ma.

  167. @Qba 23 stycznia o godz. 18:32

    Słuszna obserwacja – chociaż mnie to zupełnie nie przeszkadza pod warunkiem, że sprowadza się do dekonstrukcji paradygmatu. Po prostu wielu ateistów wie o religii więcej niż religianci, a to dlatego, że odrzucili ją po głębszym poznaniu. Z punktu widzenia promowania kultury świeckiej – warto znać wroga, poza tym każde krytyczne spojrzenie na religię ujawnia jej… gliniane nogi. Zresztą kuriewni ideolodzy doskonale o tym wiedzą i boja sie konstruktywnego krytycyzmu. Religia bazuje na niewiedzy, mglistej otoczce i tzw. goodwill (o kaka tylko dobrze!). Bazuje również na wykutych na blachę katechizmowych schematach, egzystencjalnym lęku i stadnym instynkcie. Dlatego można podważać jej tyranię pośrednio i na wiele sposobów – podkruszając te gliniane nogi. Tak to widzę.

  168. @wbocek 23 stycznia o godz. 18:37
    Bzdecisz, wulgaryzujesz i wyzywasz.

  169. Qba
    23 stycznia o godz. 18:32

    Kolejne imputowanie z Twojej strony. Wygląda na to, że nie bardzo rozumiesz znaczenia wyrazu „imputować”. To Ci powiem jak technik technikowi: to wciskać w cudzą osobowość idiotyzmy zrodzone w Twojej głowie. To nie ktoś jest taki, jak mówisz, lecz TY MÓWISZ, że on jest taki. Mówisz o swoim widzeniu obiektywnego bytu, nie o rzeczywistych właściwościach tego bytu. A Twoje widzenie zależy od Twojego poziomu poznania, od umiejętności obserwacji, od poziomu myślenia. Takie smarkate wmawianie rozlało się na całą Polskę, nawet tę nieinternetową. To wmawianie ludziom ubectwa, esbectwa, zdrady, konfidenctwa i tysiąca innych rzeczy. Ty, wmawiając drugiemu swoje przywidzenia o nim, różnisz się od kaczkowatych tylko co do treści, styl jest ten sam. Wmawiasz ateiście z ponadpięćdziesięcioletnim ateistycznym stażem ateistyczne neofictwo, bo w Twojej główce coś nie może się pomieścić. Jak ateista może interesować się źródłem religii, przywoływać świętych i równocześnie atakować religiantów. A rozumiesz, że jeden lubi mleko, a drugi po nim womituje? Panie Boże, powiedz coś temu gościowi, ja muszę lecieć, bo mnie ciśnie.

  170. @Tanaka w dużym stopniu się zgodzę z tym argumentem o narodzie szlacheckim, do którego „cham pańszczyźniany” nie był włączony. Te podziały jednak w nowszej historii chyba trochę się zatarły, bo ta pierwotnie szlachecka idea narodowa została przynajmniej w pewnym stopniu zinternalizowana również przez szerokie masy. Dzisiaj właśnie widać, szczególnie w polityce, to narodowe wzmożenie w znacznej części społeczeństwa, połączone z obroną przed zewnętrznym wrogiem idei narodowej i religijnej połączonej w jedno.

    @Na marginesie nie bardzo jest jasne co rozumiesz pod pojęciem „własne przemyślenia”. Oczywiste jest, że wszystkie nasze przemyślenia powstają pod jakimś wpływem, również religijnym, czy się to komuś podoba czy nie, religijne myślenie zawsze było obecne w kulturze i wywierało na nią wpływ. Żyjemy w społeczeństwie, w którym funkcjonują rozmaite idee i te idee wywierają wpływ na każdego, nikt nie ma jedynie swoich własnych przemyśleń, niezależnych od poglądów innych.
    W każdym razie zauważyłem, że ty jak dotąd specjalnych przemyśleń tutaj nie zaprezentowałaś, własnych czy cudzych, jedynie emocjonalne odniesienia do innych uczestników dyskusji. Te twoje osobiste wycieczki zdradzają pewien szczególny rys, który nazwałbym gorliwością w tropieniu odchyleń od jedynie słusznej idei. Jest to cecha która budzi jednoznaczne skojarzenia i skłania do refleksji, że trochę mogłaś się minąć ze swoimi właściwymi czasami, w których znacznie skuteczniej mogłabyś tropić rozmaite „religianckie odchylenia” itd.

  171. @wbocek 23 stycznia o godz. 19:08

    „wciskać w cudzą osobowość idiotyzmy zrodzone w Twojej głowie”
    Znakomicie to nazwałeś. Spojrzyj w lustro.

  172. @Rogger77 23 stycznia o godz. 19:12

    Imputujesz, konfabulujesz i nie umiesz powiązać swoich wniosków z cudzym tekstem. Tak jak mówiłam – jesteś seryjnym produktem, powielającym na tym forum „myślenie” kaka. Historyjka o tym, co rzekomo „siedzi” w człowieku to raczej stały kuriewny repertuar, którym nasiąkłeś.

  173. U red Passenta jest taki Saldo Mortale i Panteodor\Teodor. Oboj na zmianę, albo w duecie zanudzają blogowiczów. W kółko powtarzając jak zdarta płyta jedno i to samo. Czepiają się słówek, recenzują wypowiedzi innych, oczywiście używając niewybrednego języka. Podszywają się pod cudze niki. Cały ich wysiłek idzie w kierunku udawadniania pozostałm, że są potworami, śmieciami nic nie wartymi osobnikami. Nikt tego słuchać nie chce, więc uciekają stamtąd.
    Tutaj zauważyłam, że też jest podobny problem. Jest jednostka, która bluzga na każdego, kto w jej mniemaniu nie wystarczająco myśli tak jak ona, albo nie uwielbia jej tak, jak ona potrzebuje, albo ma zły dzień i z braku laku, to przywali temu, czy innemu. Kto pod ręką. Napewno dobry materiał na dyktatorka. Porządek selon moi by był. A właściwie powinnam powiedzieć Ordung i jedyna poprawna odpowiedź to jawohl.
    Co jest najbardziej zabawne w tym wszystkim, to to, że ta osoba tocząc pianę… kompletnie tego sama nie zauważa. Natomiast, doprowadzając innych do reakcji na to gryzienie po kostkach…tę ich reakcję uważa za skandaliczne zachowanie, kompletnie nie pamiętając o swoich brutalnych prowokacjach. No i oczywiście dalej na te kostki się rzuca. Czasem mały Sancho Panza leci do asysty…..

    “When life itself seems lunatic, who knows where madness lies? Perhaps to be too practical is madness. To surrender dreams — this may be madness. Too much sanity may be madness — and maddest of all: to see life as it is, and not as it should be!”
    ― Miguel de Cervantes Saavedra, Don Quixote

  174. Dobrze, że znajdujemy się na różnych końcach sieciowych kabelków. Dzięki temu mogę poczytać o personalnych animozjach i potyczkach, mając świadomość nie zakończenia dyskusji ceremoniami właśnie omawianymi.

  175. @Na marginesie.
    Tak mi się wydaje, że reprezentujesz” jedyne słuszne poglądy „, Cóż , świat się zmienił i niektórzy, nawet jeśli są seryjnym produktem, mogą mieć inne.. przemyślenia, na które wpływ ma otoczenie najszerzej pojmowanie, w tym również ” kaka”, Och czuję tu zapał i rygoryzm komsomolski.Kak zakalałaś stal.

  176. Rogger77
    23 stycznia o godz. 19:12

    tak. Nastąpiło, częściowe zatarcie dawnego podziału. Częściowe. Na to nałożył się nowy podział: pan – ten co się dorobił i reszta – chamy. Teraz, za pisoidów wraca stary podział, na razie jeszcze nie wedle majątku, bo to zostało zanegowane przez pisoidów jako zło wcielone Tuska i wszystkich co nie są pisoidami. Teraz podział jest wedle tzw. wartości i przynależności. Podział wedle majętności też się zaczął: uwłaszczanie sie pisoidów na Polsce trwa, co każde gały przeznaczone do patrzenia widzą.
    Podział wedle wartości i przynależności będzie niemal identyczny z podziałem historycznym. Potomkowie chamów, czyli „suweren” już są traktowani po chamsku, ale oczy im pisoidy mydlą. A cham nie rozumie na kogo głosuje, więc się przekona. Albo się podpisze pod wartościami i się przyłączy, albo zobaczy co to znaczy być chamem, o czym usiłował zapomnieć. Głównie dzięki PRL-owi.

  177. @Blondynka.
    Nie uciekaj z tego blogu! Polubiłem Cię. A jak uciekniesz, , powiedz dokąd, podążę za Tobą .

  178. @Stachu39
    23 stycznia o godz. 20:45
    it’s a deal
    (✿ ♥‿♥)

  179. blondynka
    23 stycznia o godz. 20:34

    U red Passenta jest taki Saldo Mortale i Panteodor\Teodor. Oboj na zmianę, albo w duecie zanudzają blogowiczów. W kółko powtarzając jak zdarta płyta jedno i to samo. Czepiają się słówek, recenzują wypowiedzi innych, oczywiście używając niewybrednego języka. Podszywają się pod cudze niki. Cały ich wysiłek idzie w kierunku udawadniania pozostałm, że są potworami, śmieciami nic nie wartymi osobnikami. Nikt tego słuchać nie chce, więc uciekają stamtąd.

    Tak jest. Szkoda, że u tak świetnego autora. Takie się jednak zebrało towarzystwo, a autor, czy też admin, nie reagują.

    Tutaj zauważyłam, że też jest podobny problem.

    Tu jest inaczej. Niejednego trolla, szkodnika, postać bezczelną, zamulacza czy kłamcę potraktowaliśmy, jako blogowicze, stanowczo i czasem bez rękawiczek. Czasem, rzadko, zadziałał pan Jacek. Zbanował, na zbiorowe życzenie blogowiczów.
    Chuligani nie mają tu lekko. Same wstępniaki jak i poziom sporej części blogowiczów nie są na ich głowy. Czują się wyobcowani. Urągają, ale skutek nie jest wielki.
    Bywają wzmożenia, bywają kłótnie w piaskownicy i walenie się łopatkami. Bywają i mijają. Na mój gust – trochę za często, ale cóż – taka przyroda nad Wisłą. Dominują jednak sympatyczne pogawędki, ciekawe dyskusje, ważne tematy, twórcze spory, nieporozumienia wymagające długiego wyjaśniania, żarty, figle, śmiechy, nieoczekiwane ciągi mowy rymowanej albo do góry nogami (w oparach absurdu, że nawiążę do kogo trzeba) a czasem panowie się czulą do pań, ale czasem jakby bardziej nieśmiało i lękliwie: #MeToo. Czasem to trwa, zanim się któraś z dam blogowych zorientuje, że pan chciał być czuły, ale się wyraził niezgrabnie.
    Tak mi się jakoś, z grubsza, zdaje.

  180. Tanaka

    Miałem powiedzieć, ale zapomniałem. Teraz przypomniałem.

    „Nikt nie zwraca uwagi na dziwaczność słów świętych: Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Po co taka gadka, jak nie po to, by pozornie wzmocnić siłę przekazu i utwierdzić w wierze (…). Jeśli ktokolwiek się zastanawia nad tymi słowami. Ale przecież nie po to się jest wyznawcą, żeby się zastanawiać”.

    No i nie po to Jezus mówił alegoriami, żeby ludzie rozumieli. Dlatego uczniowie pytali, on tłumaczył, oni dalej nie rozumieli (bo weź, rozum, zrozum, że królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy) i tak to leciało. Cytowane przez Ciebie słowa pamiętam, że sprzed dobrych dwudziestu lat, jak zbierałem dowody na spore umiejętności agitacyjne pierwszego komunisty (fakt, że nie na tyle duże, by otumanić naród żydowski). A takich słów było więcej. Dwa przykłady:

    „Nawet jeżeli ja sam o sobie wydaję świadectwo, świadectwo moje jest prawdziwe, bo wiem, skąd przyszedłem i dokąd idę”.

    „Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym jak wy – kłamcą”.

    Ale nie będziesz prorokiem we własnym domu, to będziesz gdzie indziej.

  181. @blondynka
    Poczekaj, nie uciekaj. Różne tu bywały zawirowania, ale jakoś trzymamy się w kupie. Nawet jak na jakiś czas ktoś zanika albo… nabroi.
    Na żadnym blogu nie ma tylu ciekawych i niegłupich ludzi. Uwierz mi, weterance.
    Nara
    Uściski również dla Tanaki, wbocka i Lewego

  182. wbocek
    23 stycznia o godz. 18:37

    Również stosunek do Tanaki razem z przyniesionym przez niego bagażem – raczej dla niego nietypowym, bo w zamyśleniu, bez kpiny, na poważnie.

    Pombocku, ja ciągle na poważnie gadam. A że kpina, sarkazm czy przewrotność, to sam wiesz: czyszczą przedpole i wzmagają powagę myśli. Oprócz tego, że – tak się wyrażę – umajają. I powagę czynią lżejszą.
    No i ten – śmiech boli wyśmiewanego. I o to chodzi, i o to chodzi, jak powiedział Gołas.

    https://www.youtube.com/watch?v=Z8J_yzppjI8

  183. @Tanaka
    23 stycznia o godz. 21:01
    Chyba nieuważnie czytasz posty. Albo nie widzisz, bo ataki nie są na ciebie skierowane.
    To trochę dziwne, bo wydajesz się być bardzo spostrzegawczy w innych sprawach.
    Pozdrawiam

  184. mag
    23 stycznia o godz. 21:05

    Uściski również dla Tanaki, wbocka i Lewego

    Maguś, czuję się ściśnięty. I dobrze mi z tym. 😀

  185. blondynka
    23 stycznia o godz. 21:12

    Chyba nieuważnie czytasz posty. Albo nie widzisz, bo ataki nie są na ciebie skierowane.

    Prawda: nie wszystkie posty zdążam przeczytać, a bywa, że coś nieuważnie i wtedy durnowato reaguję.
    Też prawda: mało kto mnie wali w łeb łopatką. Ale bywa. Nie bardzo wiem dlaczego. Czasem się też bronię. chyba ze dwa razy walnąłem łopatką. Może trzy.
    I to prawda: nieraz włażę między śmigające łopatki i rozdzielam łopaciarzy. Albo czule przemawiam i prosze o chrześcijańskie zmiłowanie i podanie sobie rączek oraz przekazanie znaku pokoju.
    Ale i i to prawda: robię to nieetatowo, czasem. Czasem jestem leń, czasem wolę z kimś ciekawie rozmawiać niż pilnować, by się nie tłukli.

    Sama widzisz: już Cię proszą poważne postaci, żebyś się nie zniechęcała niejakimi trudnościami. Przyłączam się. Po wstępnym przetarciu się, zwykle jest już dobrze. Jak nad Wisłą: słońce też wschodzi.Jak powiedział ktoś, ale nie pamiętam, kto. 😀
    Bądź tu i miej się jak najfajniej.

  186. @mag
    23 stycznia o godz. 21:05

    Mnie też miło mi cię widzieć
    (=^・ェ・^=)

    A tu też blondynka https://www.youtube.com/watch?v=gcTDoi9JQiY

  187. mag
    23 stycznia o godz. 21:05

    Mag niebywała, boję się Ciebie odściskiwać, bo właśnie mierzyłem ciśnienie i mam 220. Boję się – ale nie żebym się bał – że jak ściśnę, skoczy do 500, a tego jeszcze nie próbowałem. Natomiast mam dla Ciebie wiadomość o Narwi. To kiedyś była rzeka żeglowna. Kombinuje się, żeby to przywrócić. Żyj, mag, nad tą Narwią szybciej, żebyś już była wyżyta, kiedy polskie, niemieckie, ruskie, białoruskie pchacze i beemki zaczną Ci dzień-noc łomotać w tym cudnym ustroniu.

  188. Tanaka
    23 stycznia o godz. 21:11

    Nie musisz mi mówić, Tanaczku, że Ty zawsze – na poważnie. Przecież nie na poważnie właściwie nawet nie umiesz – nawet markowo kpisz.

  189. paradox57
    23 stycznia o godz. 16:47
    nie znam okoliczności powołania prof. Gersdorf na nową przewodniczącą ( słyszę, że na czas określony), ale przestałam wierzyć w słowa tej pani.
    W sieci było zdjęcie (filmik) siedzących obok siebie na galerii sejmowej pań Przyłębskiej i Gersdorf włąśnie, zaśmiewających się z dowcipu, opowieści?

    Biorac pod uwagę, że kilka dni później TK nie rozstrzygnął sprawy nieprawidłowości powołania na stanowisko Prezesa SN p. Gersdorf, a SN nie wypowiedział się (uznał, że nie jest włąściwą instancją?!?) na temat okoliczności i procedur powołania (się!)mgr Przyłębskiej na stanowisko Prezesa TK uznałam, że żadna z Pań nie chce zaszkodzić drugiej, że te stanowiska zostały tak uzgodnione między sobą, a gawiedzi przekazano włąśnie taką ściemniającą informację o braku instancyjności do przeczenia i w zakresie p. Magister, i w zakresie p. Profesor.

  190. blondynka
    23 stycznia o godz. 21:26

    Ja też mogę posłuchać? Głupio się pytam, bo już słucham. Ładne brzmienie.

  191. wbocek
    23 stycznia o godz. 21:33

    Cholera, alzheimer! Ma być: „nawet gdy markowo kpisz”.

  192. nie chodzi mi przy tym o to, żeby obie Panie siedziały w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie i patrzyły nań okiem czy wzrokiem Bazyliszka, ale ich komitywa na tej sejmowej galerii była bardzo widoczna. Może tylko mnie sie zdawało, ale kilka osób potwierdziło podzielenie podobnych uczuć.

  193. @wbocek
    23 stycznia o godz. 19:08

    Strasznie jesteś apodyktyczny. Nie próbujesz nawet zrozumieć mojego pisania – jeśli nie zgadza się z Twoim zdaniem, potępiasz dosyć gwałtownie. Wręcz impertynencko. Jednocześnie piszesz dość długie wyjaśnienia mocno kwiecistym językiem, który ma oczywiście swój urok, jednak zaciemnia Twoje wywody tym bardziej, że używasz nader często epitetów. Przykładowo – moje dywagacje na temat określenia „powołanie” kompletnie olałeś i upierasz się przy religijnym pochodzeniu słowa. Czy jako językowiec mógłbyś cofnąć się badawczo przed katolików? Może jednak używano go dawniej w innym, niż religijne, znaczeniu?
    Ja nie jestem ateistą. Jestem od urodzenia niewierzący. Kompletnie niewierzący. Mój staż jest zatem dłuższy i śmiem twierdzić, że w ocenie kieruję się tylko faktami. W miarę możliwości takimi, które sam mogę sprawdzić. A to, w jaki sposób się wysławiasz i jak reagujesz, to są fakty.

  194. @Tanaka, Rogger77
    Nie wchodząc w meritum sporu o podziale polskiego społeczeństwa, chciałbym powiedzieć, że nie lubię słowa „cham” w odniesieniu do pewnej grupy ludzi czy to w sensie społecznym czy historycznym.Jest w tym wyższość, pogarda, reminiscecencje Polski szlacheckiej ale w takim gorszym wydaniu. W sensie obyczajowym – tak , ale tylko w stosunku do pojedynczej jednostki. Ja wiem, że nie tylko na tym blogu, ale i przez innych to słowo też jest kontekście socjologicznym używane. Moja poprawność polityczna się burzy..

  195. @Stachu39 23 stycznia o godz. 20:39

    Stachu, nie odpowiadam za twoje wybrażenia o mnie. Natomiast jeśli chodzi o tekst Roggera – to właśnie mówię, że on nie zawiera żadnych przemyśleń. On powiela co do joty partyjną linię kaka. Zapał i rygoryzm – oczywiście. Tak zakaliałas stal. Nie widzisz tego u Roggera a widzisz u mnie? Śmieszne to. Ale jakże polskiej.

  196. @Tanaka
    23 stycznia o godz. 21:34
    To jedna z moich ulubionych pieśniarek. Jest zawsze autentyczna, bez blichtru. Sama pisze teksty i myzykę. Jest też świetnym malarzem.

    https://www.youtube.com/watch?v=6If65D_DXS4
    Enjoy (’-’*)

  197. @Tanaka
    „Slonce wschodzi raz na dzień” – Wieslaw Dymny. Henryk Kluba (jeden z szafodzwigaczy) zrobil z tego film. Zagral Franciszek Pieczka.

  198. Qba
    23 stycznia o godz. 21:40

    Dobra. Było więc tak, że ja – o dupie, Ty – o słupie. Powiedziałem o religijnym pochodzeniu konstrukcji „z powołania” i tylko to mnie interesowało. Twoje dywagacje o neofitach i o czym tam jeszcze były nie na temat. To był niepotrzebny informacyjny szum. Gdybyś podał jakiś udokumentowany dowód, że konstrukcja „z powołania” – a być może i sam wyraz „powołanie” – funkcjonowała w jakichś świeckich znaczeniach przed powstaniem Starego Testamentu, gadka byłaby na temat. Ale tego chyba nie podasz, więc prztykanie się było w bok od sprawy i niepotrzebne. Nietrzymanie się tematu lekcji (temat swoim wpisem zacząłem ja, ty się do niego odniosłeś) swobodne się do niego odnoszenie, subiektywne domysły, poruszanie innych wątków to główne przyczyny blogowych zamieszek. Przyznaję jednak, że choć konstrukcję „z powołania” uważam za odreligiancką, jej odległych losów i pochodzenia nie znam. Jak nie odwalę kity, spróbuję poznać i dam Ci znać – tylko daty na wszelki wypadek nie wyznaczę.

  199. gotkowal
    23 stycznia o godz. 22:00

    O! Szafonos to mój ulubieniec nieodwoływalny. To znaczy – obaj, no i cała reszta. Franciszek Pieczka, powiadasz? Oooo, toż on właśnie 90 urodziny obchodził, a ja jestem jego wyznawa. Musowo sobie rzecz przypomnę. Dzięki.

  200. blondynka
    23 stycznia o godz. 21:48

    Dziękuję . Zanim posłucham całości, powiem co widzę obok Buena Vista Social Club. Mój klimat.

  201. Stachu39
    23 stycznia o godz. 21:41

    Ja też nie lubię słowa cham. Jest chamskie. Ta chamskość to substancjalna część polskiej Tożsamości, Spuścizny Ojców Naszych, 1050 lat Tradycji Chrześcijaństwa, no i dzień dzisiejszy.
    Żeby mówić trafnie, dobrze jest używać trafnych słów.

  202. @wbocek
    23 stycznia o godz. 22:07

    Z góry dziękuję.

  203. wbocek
    23 stycznia o godz. 21:05

    Pombocku, będę gadał tak, że się powtórzę, choć nie całkiem dokładnie. Napisałem, i wcięło. No to jeszcze raz.

    Bardzo mnie rozbawiłeś cytacikami z Jezuska, bo to w ogóle strasznie zabawne. Pamiętasz może naszą rozmowę, sprzed jakiegoś czasu, o tym, że przecież bozia mógł, zamiast kazać pisać książeczkę o sobie, włożyć człowiekowi poczciwemu całe swoje Objawienie prosto do głowy. Książeczka niepotrzebna, kłopot z tłumaczem odpada, niechlujność ewangelisty nie ma znaczenia, co mu sie w głowie pomieszało, o czym zapomniało, a co tam tak namącił, że i bez wódki i z wódką – nie razbieriosz – nie ma znaczenia.
    Człowiek ma wszystko w głowie, znaczy – pod ręką, bozia wszystko mu wyłożył jasno, prosto i zrozumiale. Korzyści obopólne: chłop wie jak jest i co robić – i jest zadowolony. Bozia też ma wielką korzyść: człowiek wie co i jak, więc już nie może się zasłaniać tym, że tłumacz był byle jakim ktoś wyrwał kartkę, a ten kleks to chyba znaczy: Polska gola!, a nie: bądź uwielbiony!

    Prawdę mówiąc, a jak mówimy o bozi to od razu Prawdę, bozia nie zachował się ładnie wobec człowieka, z tą mętną, fantazyjną, alegoryczną, bałaganiarską, dziwaczna i straszną książeczką. Jak by na to nie patrzeć: brak szacunku, pogarda i zdrada. Chyba też podagra, ale o to mniejsza.

  204. Qba
    23 stycznia o godz. 18:23

    Miałem nadzieję na coś konkretnego.
    Przekonano mnie, by nie osądzać nikogo po wyglądzie. Przekonałem się wielokrotnie, że to bardzo prawda. Zdarzyło mi się słuchać z zapartym… ludzi, wyglądających znacznie podlej niż rzeczony Szyszko.

    Dałem Ci konkret. Nie poznałeś.
    Dla mnie to sensacja, żeby po wyglądzie nikogo nie oceniać. Cała ewolucja każde po wyglądzie oceniać: patrzysz na zielony owoc i się zastanawiasz – pożywny czy trujący, świeży czy zgniłek. Jak na człowieka spojrzysz, to już po 5 sekundach masz pierwszą ocenę. Która w dodatku trudno zmienić. Kura widzi na ziemi ten no – orła cień i już wie, jak to ocenić: w nogi!
    Język ciała, zwany fachowo mimiczno-gestycznym, choć to nie cały język, natychmiast odbieramy i natychmiast oceniamy osobę po tym języku. Znacznie pewniej niż po słowach.
    Bez oceniania nie ma życia. Ktoś mi powiedział kiedyś: ja nikogo nie oceniam! Skłamał.
    Aha, bo bym zapomniał: każdy porządny lekarz patrzy w taką facjatę i wie: sprawa bardzo poważna. A nawet znacznie gorzej.
    Słyszałeś – bez pudła – że oczy wyrażają stan umysłu. Patrz na te oczy: czy te oczy mogą kłamać?

    Ta twarz jest manifestem popędu śmierci. Czyny są z twarzą w pełnej zgodności.

  205. @Tanaka
    23 stycznia o godz. 22:53

    Przyznaję się do ogromnej niewiedzy medycznej. Nie mam pojęcia co, np. oznaczać mogą podkrążone oczy oprócz niewyspania (z jakiegokolwiek powodu), a otwarte usta są dla mnie oznaką kłopotów z oddychaniem nosem. Umówmy się, że interpretuję objawy na korzyść obserwowanego.
    Jedyne na co mocno reaguję , to „zapach” niemytego ciała.
    Jeżeli już zwracam uwagę na ludzi, to raczej na sposób ich poruszania się, czyli czy idą sprężyście czy też ratują się przed upadkiem, czy odgłos kroków jest symetryczny, itp.
    Z oceną czekam do rozmowy, bo to co człowiek ma w głowie jest dla mnie ważniejsze od figury i wyglądu. Z bardzo prostej przyczyny – wygląd jest nieistotny, a figurę się ma, natomiast zawartość głowy, to produkcja własna.
    Kilka razy udało mi się zobaczyć „śmiejące oczy”, m.in. u pani Szaflarskiej.

  206. Qba
    23 stycznia o godz. 23:13

    To co tu mówisz, to jest to, co Ci się zdaje, że widzisz. Mówisz bowiem o tym, co zarejestrowała świadomość i co zapamiętałeś. To co rejestruje nieświadomy umysł, jest nieporównanie większe i głębsze.
    U pani Danuty, oprócz śmiejących się oczu, widziałeś z pewnościa wiele więcej.
    Wielu ludzi mówi: „nie mam szczęścia do ludzi” czy też „nie umiem wyczuć ludzi i ciągle się nacinam”. To się stąd bierze, że słabo się komunikujemy świadomością z nieświadomością, nie ufamy własnym obserwacjom, zmuszamy się do świadomego przyjęcia innej oceny niż ta, którą dyktuje wewnętrzny umysł: „on na pewno nie kłamie” – tak wolimy „sądzić”, bo mamusia ma taką opinię o tym człowieku, a my wierzymy w mamusię.
    Sławny eksperyment w Stanfordzie to pokazał: słuchamy i ulegamy tym, którzy, w naszym „przekonaniu” mają autorytet. Naukowiec w białym kitlu mówi: złociutki, wciśnij ten guziczek, to ci dobrze zrobi, zaufaj mi, ja wiem, co mówię. I wciskamy. I człowieka zabijamy.

  207. Gdybyś podał jakiś udokumentowany dowód, że konstrukcja „z powołania” – a być może i sam wyraz „powołanie” – funkcjonowała w jakichś świeckich znaczeniach przed powstaniem Starego Testamentu, gadka byłaby na temat. Ale tego chyba nie podasz – napisał @wbocek (o godz. 22:07) do @Qba.

    I nie Qba nie poda, bo i skąd by miał ową świeckość wziąć. Od czasów starożytnych bowiem władza pochodziła z boskiego nadania, była przekazywana przez dziedziczenie i chroniona prawem boskim i ludzkim. Władców otaczał nimb boskości. Cezarowie rzymscy byli władcami – bogami, podobnie jak egipscy faraonowie, czy sumeryjscy królowie. Jak to wyglądało w porządku chronologicznym możemy sobie przeczytać w dość krótkim, bo tylko 8 stron druku liczącym artykule Władysława Bojarskiego „Invocatio Dei w starożytnych zbiorach prawa”:
    http://bibliografie.wpia.uw.edu.pl/bprp/files/Bojar.28.pdf

    Poza krótkimi okresami demokracji ateńskiej i republiki rzymskie, gdzie rządzący byli wybierani, a nie namaszczani w imieniu bogów przez kapłanów, władcy byli powoływani, jednak w powszechnej historii dziejów starożytnego świata były to epizody, choć i w greckiej demokracji i w rzymskiej republice nic bez woli bogów się nie mogło wydarzyć, a pilnowali tego żandarmi, zwani dla niepoznaki kapłanami. Oskarżenie o bezbożność (ateizm, znaczy) wniesione przez żandarma religii, archonta basileusa, przeciwko Sokratesowi pokazuje dowodnie jak silna była „moc bogów” w republice ateńskiej.

  208. PS
    Bogowie też nie byli nieśmiertelni, a zostali stworzeni, co znakomicie obrazują „Hymny Rigwedy”.

    A teraz bogów narodziny
    Pełni uznania głosić chcemy,
    Dla tych, co w pieśniach uroczystych
    Słuchać ich będą w przyszłej erze.
    Brahmanaspati światy te
    Jak gdyby kowal razem skuł,
    W dawnej epoce przed bogami
    Z niebytu się narodził byt.
    W epoce pierwszej przed bogami
    Z niebytu się narodził byt,
    Po nim zrodziły się przestrzenie,
    Po nim powstały – z nóg rozwartych.
    Świat się narodził z nóg rozwartych,
    Ze świata przestrzeń się zrodziła

    (Hymny Rigwedy, Mandala 10, Hymn 72, Początek bogów, z sanskrytu przełożył Franciszek Michalski)

  209. wbocek
    Pombocku drogi
    Mam nadzieję, że wypiłeś przed snem jakąś meliskę na spokojność, to i ciśnienie Ci spadło.
    Odezwę się jutro, bo dopiero teraz skończył się film na „Kulturze” z moimi ukochanymi Meryl Streep i Shirley MacLaine („Pocztówki znad krawędzi”).
    Dobranocka

  210. @Tanaka
    23 stycznia o godz. 23:31

    Oczywiście pojęcie „śmiejące się oczy” obejmuje całą twarz, mimikę i parę innych, mniej lub bardziej, uświadamianych przez obserwatora szczegółów.
    Wielokrotnie miałem okazję/możliwość/obowiązek oceny ludzi, ale zawsze była to sytuacja komfortowa, ponieważ znałem/sam ustalałem kryterium oceny. Natomiast tzw. ogólna ocena towarzyska jest mi w zasadzie obca. Nie mam ku temu inklinacji ani wiedzy/praktyki. Pozostawiam to fachowcom i tzw. fachowcom czyli plotkarzom.
    Tu ciekawostka: Słowo plotkarka/plotkarz istnieje w obu rodzajach, a gaduła nie. Czy można z tego wnioskować, że pojęcie plotkarstwa powstało znacznie później?

  211. @anumlik
    23 stycznia o godz. 23:41

    Miło, że cytujesz takie zamierzchłe teksty. Abstrahując od faktu, iż bardzo niewielka ilość starych tekstów dotrwała do naszych czasów, to zanim one zostały spisane, były gadane, czyli słowa wszelakie istniały dawniej niż dawno i cholera wie, jakie one miały znaczenie.
    Może istniały przed pierwszymi greckimi demokracjami całkiem świeckie systemy społeczne? A późniejsze wynalazki religijne niszczyły bohatersko pogaństwo, jak to znamy z naszego rodzimego i całkiem współczesnego katolicyzmu?

  212. Qba
    Może istniały przed pierwszymi greckimi demokracjami całkiem świeckie systemy społeczne? A późniejsze wynalazki religijne niszczyły bohatersko pogaństwo, jak to znamy z naszego rodzimego i całkiem współczesnego katolicyzmu?
    Istniały, ale one wszystkie były oparte o wiarę w bogów, czy w bóstwa opiekuńcze; w wiarę w magiczne siły przyrody. Niektóre – jak w Chinach – kult przodków/opiekunów stawiały na bardzo poczesnym miejscu, ale w każdym księstwie cesarstwa nieodmiennie ustanowiony był panteon bogów. To co nazywasz pogaństwem (także na naszych ziemiach) również na bogach, bożkach i opiekunach spoza ziemskiego świata się opierało. Władza nad rodem, plemieniem, grodem, czy państwem była władzą księcia, naczelnika plemienia, czy króla dzieloną z władzą religijną – kapłana strzegącego wierzeń plemienia. Szamani plemienni w wielu miejscach na ziemi byli i przewodnikami duchowymi i szefami stricte świeckimi, ale zawsze w łączności ze światem nadprzyrodzonym. W pełni świeckie systemy społeczne pojawiły się bardzo niedawno, bo po rewolucji francuskiej. Czego dziś w naszym kraju zdają się nie zauważać polscy żandarmi sumień – biskupi i księża.

  213. Qba

    Na razie, Qbo, rzecz wygląda tak: w przeglądarce znajdziesz religijną i świecką interpretację konstrukcji „z powołania” oraz znaczenia wyrazu „powołanie”. Świecka mówi, oczywiście, o współcześnie funkcjonujących znaczeniach – mnie interesuje rodowód konstrukcji, nie współczesność – religijna sięga głębiej, uwzględniając samą budowę wyrazów „powołać”, „powołanie”. Oddaję głos stronie internetowej „Powołanie franciszkańskie”:

    „Kiedy słyszymy słowo „powołanie”, przed oczyma naszej wyobraźni staje najczęściej człowiek ubrany w długi strój: sutannę, habit. Na myśl przychodzą nam zakonnicy, siostry zakonne, czy księża.
    Czasem możemy usłyszeć o „lekarzu z powołania”, „nauczycielce z powołania”, „pielęgniarce z powołania”. W ten sposób mówi się o ludziach, którzy wykonują swój zawód z pasją, z ogromnym oddaniem, często poświęcając większość swojego życia, swoje zdolności, talenty, całego siebie… dla innych.
    Te określenia i skojarzenia tylko jednostronnie przybliżają nam znaczenie tego słowa. Wskazują tylko na człowieka, który otrzymał powołanie i odpowiedział na nie konkretnym sposobem życia, szlachetną postawą. Ale jest jeszcze druga strona medalu: skoro mówimy, że jest powołany, to oczywiste jest, że musi być także KTOŚ, kto obdarza powołaniem (ktoś, kto WOŁA – JP). Tym, który powołuje jest Bóg. Pismo święte Starego Testamentu opisując ideę powołania, określa ją terminami: „wołać”, „zapraszać”, „wybierać”. Z jego lektury wynika jasno, że powołanie jest darem Boga dla człowieka”.

    My, oczywiście dary Boga możemy sobie darować, ale nie możemy sobie darować starożytnej rzeczywistości, w której nic ważnego bez bogów się nie obywało (również powołanie do władztwa) – co jakże słusznie unaocznił anumlik. Czyje więc powoływanie, wołanie, zapraszanie, wzywanie mogło być tak bardzo obecne w życiu społeczeństw (za pośrednictwem zawodowych tub w sukienkach, rzecz jasna), że aż nazwy wołania do wszystkich upowszechniły się w języku, nabierając przy tym uroczystej wagi („do Ciebie zanosim wołanie”, „głos wołającego na puszczy”)?

    Ciekawostka: Rosjanie przywrócili ustanowiony bodaj przez Piotra I Order Świętego Andrzeja Apostoła Pierwszego Powołania
    Орден Святого апостола Андрея Первозванного.

    Skoro więc powoływanie było dziełem Boga, wyraz „powołanie” nie mógł być ani w starożytności, ani przez wiele wieków później używany w innym znaczeniu (świeckim) niż tylko religijnym. Dopiero pewnie od Rewolucji Francuskiej zaczęła się odważniejsza laicyzacja i przydawanie doczesnych znaczeń wyrazowi „powołanie”. Ale wołanie przez Boga – zostało.

    Jeszcze, Towarzyszu Qbo, spróbuję znaleźć „powołanie” w słowniku etymologicznym A. Bruecknera, jeśli w dawnej bibliotece wojwódzkiej w Koszalinie ten słownik będzie. I na tym dochodzenie zakończymy. Miałbym też inną drogę: prof. Miodek za pośrednictwem bliższego mi kolegi – nawigatora po mojej szkole, a później profesora językoznawcy – ale działam nie pozytywistycznie, lecz na fali emocji. Jeszcze ciut chęci i fala się skończy. Zwłaszcza że dziś rano jestem starszy od siebie niż wczoraj wieczorem. No i nie jestem aż tak wnikliwy jak śp, dezenter. Szczęść Boże kaszubski.

  214. @Konstancja
    Niespecjalnie przykro mi o tym mówić, ale o walorach pani (nie, bynajmniej nie o te fizyczne, na pierwszy rzut oka widoczne mam na myśli) Profesor nie miałem dobrej opinii już od dłuższego czasu.
    Twierdziła wczoraj, że poczucie obowiązku nie pozwoliło jej nie objąć tego stanowiska (czy jakoś tak), mimo jego tymczasowości. I jeszcze, że za jej wyborem głosowało 14 sędziów a tylko 3 było przeciwnych. I jeszcze, że w sytuacji takiej jaka się wydarzyła po rezygnacji sędziego Zawistowskiego to z automatu funkcję przejmuje I sędzia SN. W takim razie po co było to głosowanie?
    Zresztą skoro wiadomo, że KRS i tak za chwilę zostanie rozwiązany (co już zapowiadają wszyscy rabini z Pisu), a moc wpływania na cokolwiek obecnego składu KRS jest wiadomo jaka, można było przynajmniej twarz zachować.

    Widać chce się zasłużyć i będzie jedną z pierwszych, którzy zostaną wybrani do nowego składu. Niewykluczone też, że liczy na pozostanie na obecnej funkcji. Ludzie przyzwyczajają się do bycia pierwszymi i trudno im się z tymi stanowiskami rozstać. Lepiej jeszcze przez 5 lat brać 100% poborów pierwszego niż 80% w stanie zawieszenia. Zawieszenie na dłuższą metę może się okazać pozycją mocno uciążliwą.

  215. wbocek
    24 stycznia o godz. 8:03

    Przepraszam, dopiero po wklejeniu zobaczyłem, że zdanie „Ale wołanie przez Boga – zostało” może być okropnie zrozumiane – że chciałem powiedzieć, że jak zostało wołanie przez Boga, to i wołający musi BYĆ. Tak nie chciałem – chciałem powiedzieć, że została podstawa słowotwórcza „wołać”.

  216. PS.
    To może być jakaś ilustracja rozziewu między tym, co ta pani opowiada a jej postępkami. Tak przy okazji oceniania ludzi po wyglądzie i mówieniu (w domyśle, tym co ma w głowie @Qbo).

  217. @anumlik
    24 stycznia o godz. 0:38

    Gratuluję wiedzy. Ja napisałem „może istniały”, a Ty stwierdzasz nie tylko, że istniały, ale wiesz nawet jakie.
    A może było jednak tak, że istniały kiedyś systemy społeczne całkowicie świeckie, a „szamani” byli fachowcami od leczenia, budowania, etc.. A bogów wymyśliliśmy dopiero wtedy, gdy w miarę rozrastania się społeczeństw władcy mieli coraz więcej problemów z utrzymaniem porządku – jaki by on nie był. „Policja” była za droga, nie zawsze można było na niej polegać i była do tego bardzo nieekonomiczna – wiązała bezproduktywnie wiele siły roboczej po obu stronach. Wymyślono więc bogów, siłę wyższą, której „bali się” również władcy, co jest bardzo przekonującym argumentem.
    Kiedyś przeżywali głównie bardzo sprawni fizycznie i umysłowo. Każdy musiał – z braku dostępu do Google’a – posiadać całą możliwą wiedzę i bez przerwy ją uzupełniać. A że przekazywano ją ustnie, przeciętna sprawność umysłowa była więc co najmniej porównywalna z dzisiejszą. Do tego posługiwaliśmy się bardzo intensywnie naturalnymi przyrządami pomiarowymi (wszystkie nasze zmysły), czyli zalew informacji był potężny. I każdy był zdany głównie na siebie (numer alarmowy 112 jeszcze nie funkcjonował), zatem miał – z konieczności – bardzo intensywne poczucie wolności, bo wolnemu łatwiej się bronić, walczyć, zdobywać pożywienie. Dlatego „wszechwładni” bogowie łatwiej go przekonywali, niż zwykła przemoc, z którą był obyty w codziennej walce o przetrwanie.
    Wiemy dziś o bardzo wielu wynalazkach czy odkryciach, które kiedyś nie mogły być zrealizowane z braku techniki, technologii czy z powodu oporu religijnego. Czyli, że sprawność umysłowa była już dawno cechą naszych przodków. Może zgłupieliśmy dziś do tego stopnia, że nie dostrzegamy schematyzmu naszego myślenia i przykładania dzisiejszego sposobu postrzegania do dawnych czasów i stąd nie wyobrażamy sobie świata bez bogów. Bo przecież wiara jest dziś rozpowszechniona również wśród naukowców. Dzisiejsze nauczanie powszechne jest tak popularne i efektywne, ponieważ bazuje (prawie) wyłącznie na pamięciówce, czyli tym, co każdy z naszych przodków praktykował od zawsze. I rozciągamy to nauczanie poza okres najbardziej kreatywny (około 18), bo myślących nie lubimy. Być może bardziej niż kiedyś, gdy widziano w nich nadzieję na lepsze jutro, a dziś widzimy zagrożenie naszego kochanego (lajkowanego) status quo. Być może potrzebujemy bogów nie dlatego, że nie pojmujemy świata, ale dlatego, że nie dajemy sobie rady z coraz większą ilością informacji zalewającej nas bez przerwy. Może dlatego marzymy coraz częściej o „sztucznej inteligencji”, bo widzimy, że nasza nie dorasta do stworzonych przez nas samych problemów. I dlatego wybieramy na wodzów „naszych”, czyli wiedzących, a nie myślących, a wyższość pozostawiamy bogom. Naturalnym albo sztucznym.

  218. Z wielkim wzruszeniem słuchałem wczoraj relacji o tym, że 90% sędziów zrzeszonych w organizacjach sędziowskich wyraża dezaprobatę co do zgłaszania się i generalnie uczestniczenia w wyborach. Cóż, oni jeszcze nie zasmakowali bycia sędziami SN, NSA, KRS. Poza tym zawsze pozostaje jeszcze te 10%, które bądź nie wyraziło dezaprobaty, albo „nie mają zdania”.

  219. @Qba 8:31

    „Policja była za droga”. Cóż za eufemizm. Żadna policja nie może być droższa niż policja wyznaniowa. I nie jest. Na krótką czy dłuższą metę.

  220. Się powtórzę. Mimo wszystko chciałbym zobaczyć u takiego powołanego umowę o pracę. Ostatecznie ci lekarze i nauczyciele „z powołania” podpisują takie.

  221. A ja nawiążę do wstępniaka i w imieniu wszystkich, którzy czuli ból po utracie ukochanej osoby zaproponuję duet Nana Mouskouri i Charles Aznavour

    https://www.youtube.com/watch?v=BdAhaanFg3I
    Chanson triste. Mais combien belle
    The joys of love
    Are bur a moment long
    The pain of love endures
    A whole life long
    („Plaisir d’Amour”)
    ✿(*”*)

  222. queste parole d’amore (te słowa o miłości)
    https://www.youtube.com/watch?v=NUX9XrWlehA
    Robertino Loreti – Mamma 1961

    A tu w wykonaniu Luciano Pavarotti
    https://www.youtube.com/watch?v=xMfpiIkBacc
    Mamma, son tanto felice (Bixio) Budapest
    9 dni odszedł na zawsze on i jego piękny głos.
    Kruchość życia, albo jak ktoś wcześniej wspomniał; życie w cieniu śmierci
    (╯︵╰,)

  223. Przepraszam moderatora, ciągle zapominam dodać aaa.

  224. @wbocek
    24 stycznia o godz. 8:03

    Bardzo mi miło, że zadajesz sobie tyle trudu przekonania mnie o wyższości …
    Ja wcale nie neguję Twojej wiedzy, którą podpierasz wieloma źródłami, artykułami, autorytetami, itd. Ja nie neguję również samej wiedzy. Ja tylko dodaję: „Według stanu wiedzy na dzień dzisiejszy …”.
    Kiedyś wszyscy wiedzieli, że Ziemia jest płaska. A jak się już zaokrągliła, to była pępkiem świata. I – jak na razie – żadna wiedza nie jest ostateczna. W najlepszym razie obowiązuje w ograniczonym zakresie.
    Ja tylko gdybam. I nikogo nie usiłuję przekonać do mych poglądów, bo sam je często zmieniam. Jeżeli dla Ciebie tak ważna jest stałość wiedzy, to nie czytaj proszę moich wypocin i obaj będziemy mieć spokój. Ja świecki, a Ty jaki chcesz.

  225. W moim poprzednim wpisie, nie tylko literki uciekły, ale i całe słowa. Teraz ci, co często mnie nie rozumieją (nawet jak wszystkie słowa są)… będą mieli dowód, że piszę bez sensu. Więc szybko koryguję.
    Luciano Pavarotti 9 dni po wyżej przytoczonym koncercie zmarł.

    A teraz saxofon, chyba najbardziej (oprócz wiolączeli) oddający uczucie nostalgii, smutku, refleksji. A za oknem pada śnieg …https://www.youtube.com/watch?v=gJE7NfI5Utc

  226. @Qba, z godz. 8:31
    A bogów wymyśliliśmy dopiero wtedy, gdy w miarę rozrastania się społeczeństw władcy mieli coraz więcej problemów z utrzymaniem porządku – jaki by on nie był.
    Nie bez powodu umieściłem (o godz. 23:45) fragment z „Hymnów Rigwedy”, będących częścią Wed, a powstałych około trzech i pół tysiąca lat temu, gdzie nieznany autor pisze o narodzinach bogów. Powtórzę, jakby Ci to umknęło:

    A teraz bogów narodziny
    Pełni uznania głosić chcemy,
    Dla tych, co w pieśniach uroczystych
    Słuchać ich będą w przyszłej erze.
    Brahmanaspati światy te
    Jak gdyby kowal razem skuł,
    W dawnej epoce przed bogami
    Z niebytu się narodził byt.
    W epoce pierwszej przed bogami
    Z niebytu się narodził byt,
    Po nim zrodziły się przestrzenie,
    Po nim powstały – z nóg rozwartych.
    Świat się narodził z nóg rozwartych,
    Ze świata przestrzeń się zrodziła

    (Hymny Rigwedy, Mandala 10, Hymn 72, Początek bogów, z sanskrytu przełożył Franciszek Michalski)

    Była – znaczy – jakaś „epoka przed bogami” (pierwsza – jak ogłasza autor Hymnu), kiedy to „z niebytu narodził się byt”. Nie jesteś w swej konstatacji, Qbo, oryginalny 😉

  227. Jeszcze wrócę do poprzdniego wpisu i do queste parole d’amore . Słowa tej piosenki ja bym powiedziała raczej pieśni, są tak wymowne, że postanowiłam zamieścić ich angielskie tłumaczenie. Wydaje mi się, że większość zna ten język w przeciwieństwie do włoskiego, a polskiego tłumaczenia nie znalazłam. Sama w obecności Anumlika nie chcę się kompromitować marnymi próbami.
    http://lyricstranslate.com/en/mamma-mom.html#ixzz555oTNO5a

    Mom
    Mom I am very happy
    because I am returning to you
    my song is telling you
    that it is the most beautiful day for me
    mom I am very happy
    why should we live apart?

    Mom, only for you
    my song flies
    mom, you will stay with me
    you’ll not be alone anymore
    how much I love you
    these words of love
    that my heart is whispering to you
    maybe are not longer used

    Mom, but my most beautiful song is you
    you are my life
    and for the rest of my life I’ll never leave you again

    I can feel your tired hand
    looking for my golden curls
    I can hear, and your voice is a whisper
    the lullaby of back then
    today, your white head
    I want to hold tight to my heart.”
    (Anumlik, nie wiem kto tłumaczył) 。-_-。

  228. @Tanaka , dziękuję.

    Tak właśnie zostali pochowani moi Rodzice, mamusia tuż przed śmiercią poprosiła o pogrzeb z udziałem księdza, ojciec zastrzegł w testamencie że pogrzeb ma być świecki. Ponieważ odeszły dwie najbliższe osoby w naszym życiu, jedna pod drugiej nieomal, trudno było w tym czasie nam jako dzieciom (mimo że dorosłym) oceniać wymiar ceremonii. O pomoc w przygotowaniu pogrzebu kościelnego poprosiłam przyjaciółkę (pisałam wcześniej nie raz, że takie przyjaznie są do pogodzenia niezależnie od światopoglądu) i samą uroczystość wspominam jako bardzo wzniosłą, być może dlatego że przez wieki tworzono i dopracowano ten obrzęd.
    Pogrzeb ojca pamiętam jako wydarzenie bardziej rodzinne, mistrz ceremonii wspominał go jako dobrego męża, ojca i przyjaciela, podchodziliśmy po kolei do trumny i każdy w prostych słowach po raz ostatni żegnał się ze zmarłym. I wiesz, teraz po latach myślę że forma pogrzebu nie jest aż tak istotna przy całej tragedii utraty bliskiej, kochanej osoby.

    Ps. czasami zaglądam na blog ateistów – ten temat akurat mnie zaciekawił.
    Ale też znajduję że niewiele się zmieniło, tak jak napisałam kiedyś „…przepraszam czy…”
    Pozdrawiam.

  229. Refleks i spostrzegawczość chyba trochę śniegiem przysypana była, bo pod tym samym w/w adresem było polskie tłumaczenie.
    Oto ono;

    Mamo
    Mamo, jestem taki szczęśliwy
    Bo wracam do Ciebie.
    Moja piosenka mówi Ci,
    że jest to najpiękniejszy dla mnie dzień.
    Mamo jestem taki szczęśliwy
    Będąc daleko ponieważ

    Mamo, tylko dla Ciebie
    Moja piosenka lata
    Mamo będziesz ze mną
    Nie będziesz już sama
    Tak bardzo Cie kocham
    Tych słów miłości,
    które szepce Ci moje serce
    Może już się nie używa
    Ale mamo, moją najpiękniejszą
    piosenką jesteś Ty
    Ty jesteś życiem, a ja do końca już cię nie zostawię

    Czuję, że twoja zmęczona dłoń
    Szuka moich złotych loków
    Słyszę, brakuje ci głosu
    w kołysance z dawnych czasów
    Dzisiaj twoją białą głowę
    chcę przytulić do mojego serca.

    Ps. wyszedł na początku mały ogóreczek niechcący (●´□`)

  230. @Qba
    24 stycznia o godz. 8:31
    @anumlik
    Ładnie to opisałeś. Mnie się wydaje, ze nasi dawni przodkowie mieli potrzebę zrozumienia cierpienia, miłości, śmierci, niesprawiedliwości…. Sami sobie z tym nie umieli poradzić, więc zwracali się do swoich bogów o pomoc.
    Oktreślenia typu; powołanie… przypuszczam, że jeżeli dosłownie tak nie nazywali tego pojęcia, to je czuli tak samo, jak my dzisiaj. Może nawet bardziej. Poprzednio Wbocek elokwentnie wyjaśnił, co przez to rozumie.
    Religie zaadoptowały te różne rzeczy. A nazwa? może z łaciny, może z greki pochodzi? nie wiem.
    Przypomniała mi się sytuacja, kiedy wówczas z 14-letnim synem intensywnie zwiedzaliśmy Paryż. Któregoś dnia oświadczył; Mamo, nie wiedziałem, że ludzie kiedyś byli tacy mądrzy….
    A on był wcześniej oświecany w każdy możliwy sposób. Jednak zobaczenie naoczne coś więcej mu uświadomiło.
    ♥╣[-_-]╠♥

  231. Ewa-Joanna
    24 stycznia o godz. 10:28

    Bierzyński mnie trochę zdziwił. Najpierw coś diagnozuje (w tym „głód szacunku” u Polaka, który to szacunek sobie wytwarza za pomocą pogardy dla innych: obcego=terrorysty) a następnie każe się „liberałom i lewicowcom” przejrzeć w lustrze: opluwacie i nienawidzicie „ludu” (suwerena co zagłosował na PIS) , bo go krytykujecie za nienawiść wobec tego obcego, co sieje terror, wiezie do Polski dynamit i gwałci polskie dziewice.

    Słowem: jest dobrze czyli źle i źle bo dobrze. Z takim gadaniem Bierzyńskiego, faktycznie, dobrze nie jest. A nawet gorzej. Pytanie chyba już retoryczne: czy ktoś nad Wisłą potrafi jeszcze gadać przytomnie?

  232. żabka konająca
    24 stycznia o godz. 10:50

    Miło, że się odzywasz, może częściej?
    Nic nie wiem o podniosłości pogrzebu religijnego który opisujesz, więc nic o tym nie powiem. Zaś moje obserwacje i wnioski z „podniosłości”, są we wstępniaku.
    Dzwoneczki, kadzidełka, zaklęcia, kolorowe stroje nie uważam tego w niczym za podniosłe. One nie dotyczą głębi autentycznej psyche, ale stanowią dekoralia maskujące brak żywej treści.

  233. blondynka
    24 stycznia o godz. 10:45

    Ładne słowa. Wypowiadane często przez synków marzących o matce, jakiej nie mieli.

  234. @Ewa-Joanna
    24 stycznia o godz. 10:28

    Niewątpliwie tekst wart zastanowienia.
    Poniżej fragment z niego;
    „Liberałowie lubią o sobie myśleć, że są otwarci i tolerancyjni. Z kolei osoby o lewicowych poglądach są dumne ze swojej wrażliwości społecznej. Reakcje pod moim tekstem w obu grupach skłaniają do negatywnej weryfikacji tych przekonań. „Oni są gorsi” – to dominujący ton komentarzy.”
    (`△´+)

  235. blondynka
    24 stycznia o godz. 9:06

    Świetny duet. Nany Mouskouri nie slyszałem już dawno. Z Aznavourem i bez niego.

  236. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 11:30
    Ja akurat należę do szczęśliwców. Mamę miałam cudowną. Chociaż powinnam powiedzieć; MAM, bo zawsze jest obecna w moim sercu. (・◇・)

  237. blondynka
    24 stycznia o godz. 11:31

    Jeśli ktoś za „gorszego” uważa osobę która niżej od siebie stojących nienawidzi („terroryści” – bo bezdomni uchodźcy), czyli właśnie ma za gorszą, to diagnoza ta jest trafna. Bierzyński ma mętlik w głowie. Ale pretensje o to do innych.

  238. blondynka
    24 stycznia o godz. 11:34

    Świetnie. Każdy tak powinien mieć. 🙂
    Nie miał tak Michalik. Dlatego został biskupem.

  239. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 11:23
    Bierzyński miał na myśli różnicę między krytyką konstruktywną (dialogiem) a bluzgiem
    `*)ノ

  240. blondynka
    24 stycznia o godz. 11:41

    Nie wiem, co miał na myśli, bo poplątał rzeczy.

  241. Qba
    24 stycznia o godz. 9:37

    Dobry dzień, Qbo.
    Nie czytać można zawsze, bo to o wiele łatwiejsze niż czytać. Gorzej z rozumieniem. Twoje pierwsze zdanie – mówię to z przykrością – w którym znów coś mi przypisujesz na swój strój,

    „Bardzo mi miło, że zadajesz sobie tyle trudu przekonania mnie o wyższości …”

    świadczy o tym, że żyjemy w odmiennych światach i posługujemy się odmiennymi kodami, więc rzeczywiście rozmowy nie mają sensu. Nie interesują mnie żadne wyższości/niższości i idee, lecz język i moja własna teza – że konstrukcja „z powołania” i wyraz „powołanie” mają chrześcijański rodowód. Wiedza (gasnąca) o funkcjonowania języka, skromna wiedza o dziejach chrześcijaństwa i elementarna logika niemal bez namysłu każą mi widzieć źródło „powołania” w chrześcijaństwie. Tak też piszą o tym źródła chrześcijańskie. Nie są one dla źródłem wiedzy językoznawczej, lecz potwierdzają fakt wczesnego używania wyrazu w najstarszym ze wszystkich jego dzisiejszych znaczeń. U Bruecknera może się uda sprawdzić, kiedy było odnotowane najstarsze użycie wyrazu i w jakim znaczeniu.

  242. @żabka konająca
    24 stycznia o godz. 10:50
    Doskonale ciebie rozumiem. (-_-)
    A tu; Song To A Seagull
    https://www.youtube.com/watch?v=ChDSlzbVnx4

  243. Lewy 23.1.18 r. g. 12.35
    „Przykro mi, mieszasz wszystko, plujesz dookoła. Najpierw probowałem Ci delikatnie tłumaczyc, to sie oburzyłas. Szkoda mi Ciebie, bo masz wiedze, bywasz madra, ale zapiekłość, zawziętość odbiera Ci rozum no i wychodza takie niedorzeczności. Ja lubie kobiety z charakterem, ale nie nawiedzone fanatyczki. Moja pani ma charakter, dlatego jest dla mnie partnerem.
    Przez chwil, jak Cie tu nie było, można było nawet ciekawie podyskutować, ale teraz pewnie znów uslyszymy wrzask w stylu,; steki, bzdety, ksiunce i pretensje do wszystkich, że Cie przesladują.”
    ja to odczytuję jako, samokrytykę?
    Tanaka 23.1.18 r. g. 15.37
    jeśli chodzi o czytanie twarzy https://www.google.pl/search?q=tadeusz+mazowiecki&tbm=isch&source=iu&ictx=1&fir=VoA2pakJTi2GAM%253A%252CnrqRDEUW_-G0QM%252C_&usg=__qHg5tUZbMGue1dCCCVWLh1KeMjY%3D&sa=X&ved=0ahUKEwjviIOMwfDYAhUNbFAKHaaAB8YQ_h0ImQEwDw#imgrc=qCMKi95ESDY12M:
    a to mój nieustający hit i ten głos https://www.google.pl/search?q=Piotr+Semka&tbm=isch&source=iu&ictx=1&fir=1Lk-TXBwi9QQUM%253A%252CGEO6XRXJCBS-wM%252C_&usg=__6zJKiKZdI6aHSuVOm2isVXS7xeY%3D&sa=X&ved=0ahUKEwjIiOvywfDYAhWMUlAKHXK0AIcQ_h0IgQEwDA#imgrc=8-7q7T0las5P6M:

  244. tylko dlaczego mi brakuje pewnego wesołka

  245. @parafianin

    Właśnie, dlaczego Ci brakuje? Oczekujesz odpowiedzi, czy tylko tak zagajasz, żeby zagaić? Pokazać, że masz coś do powiedzenia?

  246. Powtórka z morskich ciekawostek. Fotki na razie – z mieleńskiej kamerki, sam zrobię, jak będzie lepsza pogoda – jutro lub pojutrze. Sporo jest tej zimy-lata południowych wiatrów, stąd brzeg wygląda jakby nawiedziły Bałtyk odpływy. Tak się przerzucamy tą wodą ze Szwedamy. Na fotce z drzewem widać między falochronami bardziej pomarszczoną wodę niż za falochronami – to płycizna, jakiej jeszcze nie widziałem. Bywały takie, że z trudem wychodziliśmy łódką, ale nie aż takie. Po tej płyciźnie w pantoflach by poszedł i by się nie nalało.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6514590624157602113/6514590625771196962?authkey=CPf3rJmDpMrdVA

  247. „PAKISTAN WSTRZĄŚNIĘTY ZDARZENIEM

    Brutalne morderstwo Zainab dało początek nie tylko fali demonstracji i protestów. Kobiety zaczęły mówić o własnych doświadczeniach związanych z przemocą seksualną.

    Na takie wyznanie zdecydowała się m.in. pakistańska projektantka mody Maheen Khan, która była molestowana przez mężczyznę, który uczył ją Koranu. – Drżę ze strachu dzień za dniem – napisała na Twitterze”.

    Wiele by się zmieniło w świecie na dobre, gdyby i islamskie kobiety wzięły sprawy – czyli czarne parasolki – w swoje ręce. Bo w islamskich chłopów za bardzo nie wierzę. Ani w naszych. Z oczywistymi wyjątkami.

  248. @wbocek 24 stycznia o godz. 11:44

    “Wiedza (gasnąca) o funkcjonowania języka, skromna wiedza o dziejach chrześcijaństwa i elementarna logika niemal bez namysłu każą mi widzieć źródło „powołania” w chrześcijaństwie. Tak też piszą o tym źródła chrześcijańskie.”

    Pombocku, oczywiście, że źródła chrześcijańskie tak o tym piszą! Każda liszka swój ogonek chwali. Powołujesz się na „powołaniową” franciszkańską stronę internetową, która jest religianckim odpowiednikiem telewizyjnej reklamy proszku do prania. I w takim tekście chcesz się doszukać naukowości, obiektywności, autorytetu?

  249. @anumlik
    24 stycznia o godz. 10:01

    Nigdy nie twierdziłem, że jestem oryginalny w mych konstatacjach. Przeciwnie. Już kiedyś tu pisałem, iż „świat jest tak duży, że nie ma czegoś takiego, czego by nie było”. Twoją uwagę o braku oryginalności mógłbyś spokojnie podczepić do każdego tekstu czy wpisu na tym blogu. I nie tylko. Tym bardziej ciesze się z zaszczytu bycia wyróżnionym.
    Użyłem tej konstatacji jedynie celem podparcia mych wątpliwości dotyczących religijnego pochodzenia czegokolwiek, a szczególnie słowa.
    Oczywiście cieszę się, że znalazłeś potwierdzenie moich wywodów. Choć osobiście podchodzę z pewną rezerwą do źródeł artystycznych. Od razu wyobrażam sobie archeologów, którzy za tysiąc lat odkryją obrazy Picassa i będą na ich podstawie wnioskować o dawnym wyglądzie ludzi.

  250. @parafianin 24 stycznia o godz. 12:42

    Lewy bez przerwy zapodaje coś o kobietach, a „jakie kobiety lubię” – to u niego dominujący temat. Na ogół (jak wszyscy) lubi kobiety milusie i uległe, a przy tym – jak sam wczoraj oświadczył – naiwne i głupiutkie. Te, które nie pasują do schematu, nachalnie napomina, nie przebierając przy tym w słowach. Z kolei jeśli chodzi o jego własny aktualny związek – to niektóre wypowiedzi tej jego „pani” z charakterem, które tu dumnie cytował, są równoznaczne z traktowaniem Lewego jak debila i mokrej szmaty. Dlatego wytknęłam ten oczywisty dysonans między forumowymi preferencjami a realem.

    W sumie to Lewy po prostu często nie panuje nad własnym słowotokiem. Nie twierdzę, że nie umie pisać – bo pisać umie, ale jego osobiste wycieczki jednak często budzą niesmak. Jak wielu mężczyzn uważa, że skoro bywa przeuroczy, to mu wszystko wolno. A tak nie jest.

  251. @Na marginesie

    Tak trzymać. Przynajmniej nie jest nudno i wiadomo o co chodzi.

  252. @na marginesie
    Proponuję ci zawzięta wścieklico. Zejdź ze mnie,przestań sie mną interesować. Bo tylko Lewy i Lewy. Atakuj stekami, bzdetami ksiunców i innych religiantów. Ja już nie będe zwracał na ciebie uwagi.To ostatni raz zwracam się do ciebie.

  253. @Lewy 24 stycznia o godz. 14:55
    Sęk w tym, że już nie po raz pierwszy obiecujesz, że już się nigdy do mnie nie zwrócisz.
    Poza tym wcale nie o to chodzi, żebyś się w przyszłości do mnie nie zwracał, tylko żebyś zachowywał się kulturalnie. Przy okazji przypominam, że wyzwiska nie są argumentem – to puste słowa.

  254. @Qba
    Jesteś przeeeeraźliwie poważny i uważasz, że na każdą ironiczną (nawet nie złośliwą) wypowiedź pod Twoim adresem, musisz odpowiedzieć językiem prawie naukowym. Jeśli uważasz, że napisanie, że nie jesteś oryginalny w stwierdzeniu, że bogowie byli traktowani 3500 lat temu jako byty wymyślone przez człowieka, to jak Ciebie sorry. Ale furda Twoje poczucie urażenia, bo sprawa jest poważniejsza. Wedy, których częścią są „Hymny Rigwedy”, to nie dzieło artystyczne, a święte księgi hinduizmu, najstarsza – całościowo obejmująca kondycję człowieka sprzed od 4 tysięcy do 3 tysięcy lat temu żyjącego – księga. Teksty składające się na Wedy (Wedy, to wiedza w sanskrycie), podzielone są na kilka grup – od opisów rytuałów religijnych, po opisy zachowań człowieka wobec innych ludzi oraz wobec bogów. Całość Wed jest zapisem sześciokrotnie przewyższającym Biblię. Rygweda – jako część Wed – stanowi grupę będącą „wiedzą hymnów pochwalnych”, których w Rygwedzie jest 1028, ułożonych w 100 mandali. Niektóre z nich są prawdziwymi perłami metafizycznego spojrzenia na świat, bogów i człowieka. A że są napisane językiem kunsztownym, zmetaforyzowanym i dojrzałym artystycznie, co sprawia, że czyta (i słucha) się je jak najprzedniejszą poezję, to inna sprawa. Podobnie doskonałym artystycznie dziełem w Biblii jest „Pieśń nad Pieśniami”, czy Księga Koheleta, zwana inaczej Księgą Eklezjastesa, albo Księgą Kaznodziei Salomona. Wiedza na temat ludzi i bogów (z tym jednym Jahwe) zawarta w Wedach i w Biblii, jest bezcenna.

  255. @Qba 24 stycznia o godz. 14:36
    🙂

  256. Znasz bajkę o żabce i skorpionie? Natura, to natura. O czym żabka niestety się przekonała.
    Większość amerykańskich komediantów wykorzystuje w swoich żartach swoją rodzinę…
    i rodzina też się śmieje. Poczucie humoru, umiejętność śmiania się nawet z siebie, to jest błogosławieństwo, na którego nadmiar niestety wielu nie cierpi.
    Głowa do góry. Nie każdy może nas obrazić. O tym my decydujemy. Wkurzyć tak, ale obrazić… Nie.

  257. @anumlik 24 stycznia o godz. 15:12

    „Wiedza na temat ludzi i bogów”? Naprawdę chodzi tu o wiedzę?
    Po przecież nie o wiedzę empiryczną. Raczej o „wiedzę” o ludzkich wyobrażeniach, zawartą w poezji.

    Poza tym Wedy relatywnie nie są stare – historia istnienia człowieka jest o wiele dłuższa, a na temat początków szeroko pojętej kultury i wierzeń homo sapiens nie wiemy nic.

  258. @blondynka 24 stycznia o godz. 15:13
    Zapewniam cię, że lewy nie jest w stanie mnie obrazić.

  259. Z kolei przyglądanie się umizgom niektórych „naiwnych” – bezcenne.

  260. W jakiś sposób czuję, że zapoczątkowałam nieszczęsny temat o „z powołania”.
    Ktoś zaczął wiwisekcję skąd pochodzi, jak to się zaczęło…
    Obaj macie rację. Ludzkość (na terenach obecnej Polski też) nie zaczęła się od chwili chrysianizacji, czy hinduizacji gdzieś tam indziej, jeżli to w tym wypadku ma jakieś znaczenie.
    Już wcześniej jedni mieli jakieś powołanie, a to do malarstwa (przykł. w jaskiniach uchowane), a to do ziołolecznictwa, a to do wojaczki, itd.
    Wszelkie religie, w tym chrześcijańska wcieliły te różne sprawy, czy zapożyczyły. Przypuszczam, że właśnie o tym Qba mówi.
    Ta vivisekcja rozmienia na drobne, a właściwie odciąga od tematu zasadniczego, jednocześnie niewiele wnosząc. (・_・ヾ

  261. A nożyce skaczą po stole oszalałe

  262. @Na marginesie, z godz. 15:18
    Wedy to w sanskrycie wiedza. A że o człowieku i bogach? Cóż ja na to mały żuczek poradzę. Huna składająca się na system wierzeń mieszkańców wysp hawajskich, którą odkrył i przyswoił innym Max Freedom Longa, to też wiedza. Takie to literalne ma znaczenie. A gdyby nie Ty, to na to, że historia istnienia człowieka jest o wiele dłuższa, a na temat początków szeroko pojętej kultury i wierzeń homo sapiens nie wiemy nic – nigdy bym nie wpadł. Dzięki Ci, Namarginesko 😀

  263. @anumlik
    24 stycznia o godz. 15:12

    Może ujmę to tak: Każdy jest inny i każdy ma inne samopoczucie humoru (ma, nawet jeśli go nie dostrzegamy, bo tak nam obce). Kilkoro uczestników tutejszego bloga nie zrozumiało moich – w moim mniemaniu – humorystycznych uwag i zareagowało bardzo ostro, więc dmucham na czarne i wymachuję białym i staram się być obojętny, narażając się na mniemany brak poczucia humoru.
    A co do Twoich
    Poza tym nie bywam tu tak często, by poznać każdego z jego poczuciem. Pozostanę więc poważny.
    Pozwoliłem sobie już kilka razy na ironię w stosunku do Ciebie. Potraktowałeś ją niezwykle poważnie. I dobrze. Tak trzymać.
    A co do Twoich peanów na cześć …, to zgadzam się z opinią @Na marginesie 24 stycznia o godz. 15:18

  264. @Qba
    24 stycznia o godz. 15:40
    Podejrzenie o brak poczucia humoru… NIE ciebie dotyczył
    (★^_^★)

  265. @@bondynka &Namargineska

    Wywracając białka ruchami śmiesznemi,
    Spowolniła blondynka półżarty złej ksieni.
    Blogowa zła ksieni z katalogu hycła:
    Patrząc żabce w oczy domaga się hycla.

  266. anumlik
    24 stycznia o godz. 15:45

    ✿◠‿◠)

  267. @blondynka
    24 stycznia o godz. 15:31

    Bo oni szli lata całe w tym kierunku, więc tak są napakowani wiedzą, że małe szanse są na zmianę. To ci, którzy w szkole lubili mówić: To ty tego nie wiesz?! Ale i tak ich podziwiam i chwała im za to.
    Ja nie wiem i co rusz dziwię się jak dziecko. I jak dziecko natychmiast zapominam, bo po co mi ta wiedza, skoro oni wiedzą. Wystarczy zapytać. A, że popatrzą z wyższością? Traktuję to jako niezbędny koszt.

  268. @blondynka
    24 stycznia o godz. 15:44

    Odniosłem się do „Jesteś przeeeeraźliwie poważny…”

  269. Na marginesie
    24 stycznia o godz. 14:16

    Biblia – a o nią tylko chodzi – to bardzo stary, zwłaszcza Stary Testament, piśmienniczy zabytek, w którym są piśmiennicze obiektywne FAKTY świadczące o dawności językowych konstrukcji. Jeśli w starogreckim zabytku jest wyraz „gyne”, tym samym dowiadujemy się o jego starożytnym znaczeniu i dawności. Tak też jest z wielokrotnym POWOŁYWANIEM przez nieistniejącego Boga, WZYWANIEM, ZACHĘCANIEM, NAKAZYWANIEM biblijnym bohaterom takich lub innych zachowań. To są piśmiennicze FAKTY mające dla językowca wartość dokumentu. Nie ma znaczenia, kto sporządził dokument i kto się nim indoktrynacyjnie posługuje, skoro naukowo dowiedziona jest jego dawność. Poważny naukowiec ma dostęp do wielu wersji Biblii, które może konfrontować i upewniać się w powtarzalności różnych konstrukcji. Ja naukowcem nie jestem i nie będę wyważał dawno otwartych drzwi, natomiast w rozmownej intencji trochę się pofatygowałem i jeszcze się pofatyguję. Nie muszę niczego szukać u franciszkanów, bo mam Biblię, i w niej mogę do woli grzebać, ale z ciekawości zaglądnąłem na stronę religiancką. Znalazłem na niej potwierdzenie, tego, co i bez franciszkanów mam w głowie od najmniej 20. lat. Potwierdził moje rozumowanie swoją wiedzą i rozumowaniem o sześć poziomów nieba i piekła wyższy ode mnie anumlik. A ja uznałem, że akurat w takiej materii żadnej manipulacji religiantów być nie może. Przykro mi, ale jeśli en bloc odrzucasz źródła kościelne tylko dlatego, że – kościelne, to ujawniasz tylko swoje uprzedzenie. Które uniemożliwia lub zaciemnia racjonalne widzenie.

  270. @Qba
    Przeca nie żądam od Ciebie, abyś kochał Słowackiego, czy inną świętą księgę. Ja znajduję (czasem) przyjemność pobuszować: a to w Biblii, a to w Koranie (rzadko, bo piękna nie znajduję, a nakazy), a to w Hymnach Rygwedy, a to w Eposie o Gilgameszu, a to w Słowie o pułku Igora, a to w Aweście. Ot, taki nieszkodliwy świr. Jak coś mnie zaciekawi, albo budzi moją wątpliwość – ściubię w innych książkach, esejach, opracowaniach. I tak się tą wiedzą „napakowuję”, że aż czasem pękam i aby nie pęc całkiem ulewam część tej wiedzy: na blogu ateistów, na FB, czy na innych forach. Czasem jakiś anumlik z tego ulewania wylizie. Emeryt jestem, dzieci odchowane, wnuki daleko, co se mam wiedzy żałować 😉

  271. blondynka
    24 stycznia o godz. 15:31

    Blondynko, nie zrozumiałaś widać – nie Ty jedna – że chodzi o to, czy WYRAZY „powołanie” i konstrukcja „z powołania” są religijnej, bardzo dawnej proweniencji, jako powołanie przez Boga, a nie czy istniała w starożytności ZDATNOŚĆ człowieka nazywana tym wyrazem. Nie zdumiewa mnie, że ludzie po studiach mają kłopoty z rozróżnianiem nazw i ich desygnatów, bo tyle miałem doświadczeń z tym nierozróżnianiem, że bym w dwóch swoich okrętach nie zmieścił. Ciebie może sprawa nie interesować i nie musi. Natomiast może się rozumiemy, co do Nany Mouskouri. Niech i tyle starczy.

  272. adresuję głównie do @Tanaki, kontynuując naszą poprzednią wymianę zdań w tym temacie.

    Ewa-Joanna podała poprzednio ciekawy adres. Chodziło o to czy środowiska uważane/ uważające się za postępowe i liberalne istotnie takie są. Autor powołał się na komentarze pod swoim artykułem. Ku jemu zdziwieniu… nie okazały się one stać na piedestale, na którym chciałyby być.
    Dla zoobrazowanie powyższej konkluzji przytoczę parę przykładów.

    Okazuje się, że jednostek „walecznych” nie brakuje i u Hartmana.
    Widać wszystkie blogi mają jakiegoś wirusa.
    Zacytuję parę wypowiedzi Czarownicy, bo są w swej zajadliwości wręcz komiczne. Ja w każdym razie zdrowo się uśmiałam.
    Zapraszam do lektury;

    „Czarownica z Salem”
    12 stycznia o godz. 20:32
    „Moje życie, moje ciało, mój wybór” panie Profesorze.
    Czy słyszał pan o takim czymś?
    Jeśli nie to proszę przyjąć to prawo kobiet do wiadomości.
    Napisał pan, że nie ma żadnych zwolenników aborcji…
    Bzdury pan wypisuje bo są i ja także do nich należę.
    Jestem antynatalistką i twierdzę, że ludzie nie powinni się rodzić choćby z dwóch powodów:
    – Ludzie to najokrutniejsze zwierzęta na Ziemi, szczególnie te rodzaju męskiego,
    – Ziemia jest przeludniona o conajmniej 3 miliardy.
    Mimo, że uważa się pan za ateistę – myśli i pisze pan zgodnie z katolicką doktryną pedofilskiego ka-ka :
    cyt: „…I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię,….. Nota bene – ten kiepski horror ociekający krwią, przemocą i okrucieństwem oraz religie, wszystkie religie wymyślili właśnie mężczyźni.
    Dlatego powtarzam:
    klechy i kołtuny religijne w krawatach i w apaszkach – won od kobiet!
    ps:
    Wszystkim bardzo polecam do przeczytania artykuł Ł.Piotrowicza pt: „Nie pierdol”
    Zgadzam się i popieram te twierdzenia.

    „Czarownica z Salem”
    14 stycznia o godz. 19:02
    Do poddpisującego się nickiem „JanKalema”:
    Kołtunie religijny proponuję żebyś to ty użył „foliowego woreczka” i zachęcił do tego takich jak ty ponieważ właśnie ludzie twojego pokroju są złem tej planety i jako pierwsi powinni zniknąć z jej powierzchni.
    Wszystkie religie, ich kler i ich wierni to cywilizacja zła i śmierci.

    „Czarownica z Salem”
    16 stycznia o godz. 16:36
    Do „ijon tichy”:
    Z niedorozwiniętymi i dziedzicznie uszkodzonymi embrionami nie dyskutuję, a ty właśnie do takich należysz.

    „Czarownica z Salem”
    20 stycznia o godz. 17:30
    W przeciwieństwie do pana Profesorze ja jestem wielką zwolenniczką aborcji.
    Jestem antynatalistką ponieważ ludzie to najokrutniejsze bestie wśród zwierząt.
    Odnośnie zaś kołtuna religijnego Terlikowskiego to zadziwia fakt, że taki „niedorozwinięty embrion” jak on, Rydzyk i im podobni mają doktoraty i profesury…

    „Czarownica z Salem”
    22 stycznia o godz. 18:44
    Do religijnego kołtuna podpisującego się „samba kukułeczka”:
    Podrzucasz tutaj i na inne różne blogi swoje cuchnące kościelnym kadzidłem jaja i może i dobrze bo można się nieźle pośmiać.
    A już najśmieszniejsze jest to kiedy nieudolnie podszywasz się pod ateistę.
    Jesteś podobnie jak piszący pod pseudonimem „404” niedorozwiniętym pisowsko-kościelnym embrionem.

    (´ ▽`).

  273. anumlik
    24 stycznia o godz. 16:12

    Anumliku, ze zwykłej babskiej ciekawości: oglądałeś w pantomimie Tomaszewskiego „Gilgamesza”? Bo dla mnie to był jedyny spektakl pantomimy, jaki widziałem. Nie gustuję w żadnej teatralności poza Gogolem i „Przedstawieniem Hamleta we wsi Głucha Dolna”, ale ten spektakl po latach dał mi kopniaka do zainteresowania się głównym bohaterem – stąd ciut szerzej spojrzałem na judaizm i chrześcijaństwo jako na wtórność.

  274. @wbocek
    24 stycznia o godz. 16:07

    Pierwsze polskie tłumaczenie biblii powstało w XIII wieku. Czyli wcale nie tak dawno. Podejrzewam, że gadany język polski miał się wtedy już całkiem dobrze. A tłumaczenie polega przecież na zastąpieniu tekstu oryginalnego tekstem w języku istniejącym i zrozumiałym dla odbiorców. Jeśli użyjemy w tłumaczeniu nowotworów językowych, to musimy je wyjaśnić np. w przypisach. Jeśli zaś słowa są znane, to możemy im przypisać nowe znaczenie, ale to też musi być w przypisach. W pozostałych przypadkach następuje użycie znanych wyrazów w typowym znaczeniu.
    Czyli może tu chodzić nie o pochodzenie wyrazu i znaczenia, ale o pierwsze użycie w powszechnej publikacji. Co nie zaprzecza w zasadzie Twojej tezie, bo również języku gadanym określenie to mogło być wprowadzone w religii.
    Ale oczywiście nie jest to istotne (przynajmniej dla mnie) i nie warto tracić czasu na spory.

  275. @Pombocek

    W sprawie tych fot z kamerki i lamaczy fal mam pytanie fachowe: jaka jest ich skutecznosc, gdy fala idzie do nich prostopadle? Mam wrazenie, ze sladowa.

  276. @wbocek
    24 stycznia o godz. 16:29
    Zrozumiałam, a z resztą to się całkowicie zgadzam.
    (☆^ー^☆)

  277. @wbocek 24 stycznia o godz. 16:07
    Przykro mi, ale jeśli en bloc odrzucasz źródła kościelne tylko dlatego, że – kościelne, to ujawniasz tylko swoje uprzedzenie. Które uniemożliwia lub zaciemnia racjonalne widzenie.

    Jest to odpowiedź na post
    Na marginesie 24 stycznia o godz. 14:16
    @wbocek 24 stycznia o godz. 11:44
    Pombocku, oczywiście, że źródła chrześcijańskie tak o tym piszą! Każda liszka swój ogonek chwali. Powołujesz się na „powołaniową” franciszkańską stronę internetową, która jest religianckim odpowiednikiem telewizyjnej reklamy proszku do prania. I w takim tekście chcesz się doszukać naukowości, obiektywności, autorytetu?

    Nie wiem z czego, pombocku, wysnułeś wniosek, że „odrzucam źródła kościelne”, a w dodatku „tylko dlatego, że kościelne”. Czy ty na pewno uważnie przeczytałeś? Ja podważam sens powoływania się (ąć! Coś kościelnego???) na treść internetowej franciszkańskiej agitki. W dodatku przypominam rzecz oczywistą: że pochodzenie tekstu wpływa na jego obiektywność. A kaka z reguly ostro kadzi samemu sobie, czyli uprawia bezwstydna autopropagandę.

    Pombocek pisze:
    Biblia – a o nią tylko chodzi – to bardzo stary, zwłaszcza Stary Testament, piśmienniczy zabytek, w którym są piśmiennicze obiektywne FAKTY świadczące o dawności językowych konstrukcji.
    Dzięki pombocku za informację, że Biblia jest baaaardzo stara! Ale jak to pogodzić z twoim twierdzeniem, że „powołanie” to wyrażenie chrześcijańskie? Stary Testament w żadnym wypadku nie jest tekstem chrześcijańskim. Został przejęty i wcielony do chrześcijańskiego kanonu po to, żeby udawać, że ta całkiem nowa religia jest archaiczna i tym samym nadać jej jakieś pozory autentyczności. Oddaj Żydom co żydowskie, pombocku! Nie mówiąc już o wcześniejszych tekstach, sumeryjskich tekstach wcielonych do Tory.

    P.S. Co to znaczy „piśmiennicze obiektywne FAKTY”? W Biblii???? I co to właściwie są fakty piśmiennicze?

  278. Ciekawa jestem, czy Czarownica (o której pisałam niedawno), jako samo-deklarująca się ateistka tutaj się pojawia?
    To pytanie odnosi się do mojego wpisu z godziny 16:56
    (´ω`★)

  279. Qba

    Zgoda, Qbo. Dla jednego ważne są żuczki, dla drugiego – traktory, dla trzeciego – Jamno i żuczki oraz język. I przy tym zostańmy w pokoju. Najlepiej – słonecznym.

  280. Kolejna czytanka dla dzieci w pisowskiej szkole (wciąż na bazie Zoszczenki)

    Jak pan Jarosław przechytrzył bezpiekę

    Kiedy pan Jarosław mial 40 lat był już powszechnie znanym opozycjonistą, a rząd komunistyczny bał się go jak ognia.
    Generał Jaruzelski kazał go zamknąć w więzieniu.
    Pan Jarosław przesiedział w więzieniu czternascie miesięcy. Potem milicjanci zawieźli go w Bieszczady do Arłamowa. Tam pan Jarosław spędził dwa lata.

    Mieszkał tam pilnowany przez milicjantów Nie było tam nic szczególnego. Obok płynęła mała rzeczka.A w lesie rosły drzewa szpilkowe i liściaste, trochę inne niż te, które pan Jaroslaw obserwował na Żoliborzu.
    Ale pan Jarosław nie przejmował się tym, że zesłano go tak daleko, na pustkowie. Dużo pracował, pisał do podziemnych gazetek artykuły niebezpieczne dla komunistycznej władzy. Czasami, gdy udało mu się uśpić czujność pilnujacych go milicjantów, spotykał się w ukryciu z miejscowymi chłopami, którym służył radą.
    Grał w szachy, a figury szachowe sam wyciął z kory. Zrobił to bardzo dobrze, wprost doskonale.
    Tak mijał niepostrzeżenie czas. Prawie dwa lata.
    Ale kiedy pan Jarosław dostał pokojowa nagrodę Nobla, komuniści pozwolili mu wrócić do domu. Ale pan Jarosław dalej prowadził opozycyjną działalność.
    Ale pewnego dnie do willi pana Jarosława na Żoliborzu przyszli nidobrzy funkcjonariusze Słuzby Bezpieczeństwa. To ta służba prześladowała wszystkich opozycjonistów, a zwłaszcza najgroźniejszego pośród nich pana Jarosława. Przyszli i powiedzieli tak
    – Zrobimy za chwile rewizję. Jeżeli znajdziemy coś zakazanego przez generała Jaruzelskiego, to biada panu. Znowu wyślemy pana do Arłamowa., co najmniej na trzy lata.
    A pan Jarosław miał w mieszkaniu różne zabronione przez geneała Jaruzelskiego książki oraz opozycyjne dokumenty. Zarówno książki jak i dokumenty znajdowały się w szafie służącej za bibliotekę.
    I oto gruby, wysoki milicjant stanął przy drzwiach, żeby nikt nie mógł wyjść ani wejść.Zas drugi niski kręcił się po pokoju i wszędzie zaglądał.
    Przeszukał biurko, komodę, zajrzał do piekarnika i nawet nie lenił się wleźć pod łóżko, by sprawdzić , co się tam znajduje.
    Potem podszedł do szafy na książki i zapytał
    – Co pan ma w tej szafie ?
    – Tam są moje książki.
    -Zaraz sobie to obejrzę i przekonam się, jakie to są książki.
    Pan Jarosław pomyślał „Oby zaczął od górnej półki.Bo jeśli od niej zacznie, to pod koniec rewizji będzie już zmęczony i niezbyt uważnie sprawdzi dolną półkę. Ale jeśli zacznie od dolnej, to źle: bo na niej właśnie , wśród innych dzieł, znajdują się książki zabronione przez generała Jaruzelskiego.”
    Uśmiechnął się do swoich myśli, wziął krzesło, postawił przed bibliotek. A do mlicjanta mówi.
    – Niewygodnie panu będzie wspinać się na palce. Niech pan stanie na krześle, tak będzie łatwiej sprawdzić książki.
    Mały milicjant zaskoczony taką uprzejmością ze strony opozycjonisty, podziekował panu Jarosławowi i wlazł na krzesło. A ponieważ tak zrobił, to rzecz jasna, że zaczął przeglądać książki stojące na górnej półce. A panu Jarosławowi o to chodziło. I patrząc na małego milicjanta uśmiechał się.
    Więc milicjant grzebie wśród książek na górnych półkach, czyta tytuły i przetrząsa każdą książkę. A czas płynie. Książek jest sporo. W ciagu trzech godzin milicjant zdążył zaledwie przejrzec cztery półki.
    Piątą oglądał już niezbyt uważnie. Tym bardziej ze wysoki, gruby milicjant stojacy przy drzwiach zaczął wzdychać i kwękać,, a nawet powiedział do swego kolegi:
    – Och, jak długo trwa ta rewizja.Zmęczyłem się już, jestem glodny.
    A nały milicjant odrzekł:
    – Zaraz pójdziemy na obiad. Pozostała mi tylko ostatnia półka. Ale pewnie nic tam nie ma, skoro w całej bibliotece nic nie znalazłem
    Wówczas wysoki i gruby rzekł:
    – Jasne,nic tu nie ma.Chodźmy na obiad.
    Mały milicjant, prawie nie ruszając książek na dolnej półce, zwrócił się do pana Jarosława:
    – Okazuje się,że nie znaleźliśmy u pana żadnych niedozwolonych książek.Moje uszanowanie.
    Z tymi słowami milicjanci odeszli.
    A kiedy zamkneły się za nimi drzwi, pan Jarosław zaczął się śmiać serdecznie z tego, jak udało mu się wyprowadzić milicjantów w pole.

  281. @Lewy 24 stycznia o godz. 17:22
    Cukiereczek! Wez i wydaj jako zbior.

  282. blondynka
    24 stycznia o godz. 16:56

    Cytaty jakie podajesz potwierdzają moje wrażenia z czytania tego co napisał ów autor, które wyraziłem powyżej.

    Krótko się odniosę do elementów z cytatów:

    „Czarownica z Salem”
    12 stycznia o godz. 20:32
    Mówi chaotycznie, mając rację w tym: moje życie-moje ciało-mój wybór. To właśnie chcą Polakom ukraść (całkowicie) biskupi i pisoidy.
    Bezsensownie się wyraziła mówiąc, że jest antynatalistką, czyli zwolenniczką aborcji. Antynatalistą można sobie być, bez automatycznego bycia zwolennikiem aborcji.
    „Ludzie to najokrutniejsze zwierzęta na Ziemi, szczególnie te rodzaju męskiego,” – tak jest. W przypadku rodzaju męskiego” sytuacja jest subtelniejsza. Jednak to „rodzaj męski” stworzył i ciągle dba o patriarchat i wynikające niego poniżenie kobiet i dzieci. Wojny rodzą się w głowach mężczyzn i oni głównie mordują. Jest to więc twierdzenie silnie uzasadnione.
    „klechy i kołtuny religijne w krawatach i w apaszkach – won od kobiet!” – pełna racja.

    „Czarownica z Salem”
    14 stycznia o godz. 19:02
    „Wszystkie religie, ich kler i ich wierni to cywilizacja zła i śmierci.” Poza zróżnicowaniem sytuacji co do wiernych, w sprawie religii i kleru – pełna racja.

    „Czarownica z Salem”
    20 stycznia o godz. 17:30
    „Odnośnie zaś kołtuna religijnego Terlikowskiego to zadziwia fakt, że taki „niedorozwinięty embrion” jak on, Rydzyk i im podobni mają doktoraty i profesury…”
    Bardzo zasadne. „niedorozwinięty embrion” nie brzmi elegancko, jest jednak odpowiedzią na język tychże. Dlatego został tu użyty cudzysłów.

    „Czarownica z Salem”
    22 stycznia o godz. 18:44
    „Do religijnego kołtuna podpisującego się „samba kukułeczka”:
    Podrzucasz tutaj i na inne różne blogi swoje cuchnące kościelnym kadzidłem jaja i może i dobrze bo można się nieźle pośmiać.
    A już najśmieszniejsze jest to kiedy nieudolnie podszywasz się pod ateistę.”
    Bardzo ściśle: niejaki „samba” i tak dalej, to znany na blogach oszust. Grasował i na tym blogu, aż został wywalony.

    „Czarownica…” używa języka wyrazistego, i dobrze. Słabowitość i drżąca grzeczność mowy oraz zachowania wobec walącej niepisoidów i niekatoli mowy i działań przyczynia się do wdeptywania słabeuszy w ziemię. To walkower. Mowa obrończa nie powinna być chamska i kłamliwa, ale jak najwyrazistsza.

    Czy to ma dowodzić, że „środowiska liberalne/postępowe” „wcale takie nie są”?

  283. wbocek
    24 stycznia o godz. 16:29

    Nie zdumiewa mnie, że ludzie po studiach mają kłopoty z rozróżnianiem nazw i ich desygnatów

    Mnie raczej zdumiewa to, że ktoś po studiach umie odróżnić jedno od drugiego. Mylenie jest tak powszechne, że jak się ktoś przytomny znajdzie, można popaść w szok.

  284. @Tanaka 24 stycznia o godz. 17:27

    „Czarownice”, dziewczyny z Femenu itp. mają, moim zdaniem mają istotną role do odegrania. Są jak ostrzał artyleryjski – oczyszczają przedpole. A pod obstrzałem sunie do przodu rzesza całkiem zwyczajnych kobiet, które – zwyczajnie – chcą mieć podobne prawa, jak kobiety w większości krajów UE.

  285. Nefer
    24 stycznia o godz. 16:27
    Nefciu, w dugiej połowie lutego wyjezdżam z moją Panią do Wysowej; biegówki, basen, wody mineralne i dobrze zaopatrzony w wino barek.
    Wysowa, to cudowna górska miejscowośc na wschód od Krynicy i w przeciwieństwie do zapaskudzonej reklamami i nawałą gości Krynicą i Zakopanego, jest wciąż nieskazitelna.
    Jakbys szukała takiej zimy jak na Twoich zdjęciach, to gorąco polecam Wysowę

  286. anumlik
    24 stycznia o godz. 15:45

    W mulistem dnie i głębokiem
    Spojrzała harpia złem okiem
    Drugi raz nie spojrzała
    Zadrżała
    i zdefekowała
    Tak to ją bozia pokarała.

  287. P.S. Bo wiadomo, że percepcja zjawisk zależy od kontekstu. Dlatego w sklepach eksponuje się np. szalenie drogi telewizor. Nie po to, żeby go koniecznie sprzedać, ale po to, żeby ten obok, dużo tańszy ale też drogi, wydał się klientowi szalenie tani. Chodzi o rozrzut spektrum. Dlatego cenię Femen.

  288. @Tanaka 24 stycznia o godz. 17:41
    Ale kto tu właściwie harpią jest? Bo ja dostrzegam kilka kandydat… ek/ów.

  289. A może harpią się bywa… w ulepkowo słodkiej zalewie?

  290. Na marginesie
    24 stycznia o godz. 17:33

    Krzysztof Pieczyński, który parę dni temu, w centrum Warszawy został zbluzgany i dostał po ryju od Prawdziwego Polaka mówi, że Polska jest na skraju wojny (wewnętrznej, cywilizacyjnej, ale może to się łatwo przewodzić w wojnę z użyciem terroru i przemocy fizycznej jako standardowego środka działań ze strony władzy i Prawdziwych Polaków). Zgadzam się z nim. Jest.
    Działania, które tu nazwę „wyzwoleńczymi” zawierają w sobie także pierwiastek siły. Nieporównywalnej ani w skali, ani w użytych środkach do działań autorów przemocy której „wyzwoleńcy” się przeciwstawiają.

  291. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 17:27
    O ile z wieloma poglądami się zgadzam, to NAPEWNO nie chciałabym być broniona przez adwokatkę Czarownicę (w razie konieczności nawet).
    Nie wyobrażam sobie również należeć do partii, w której ona ma decydencką pozycję.
    Tu zaczyna się stary jak świat dylemat; forma, czy treść?
    Moim zdaniem (nie musisz się zgadzać), zarówno TREŚĆ jak i FORMA są ważne.
    Ponadto pojawjają się u Czarownicy zdanka typu; „Ludzie to najokrutniejsze zwierzęta na Ziemi, szczególnie te rodzaju męskiego”…..
    Jeżeli osoba zarzuca agresję innym, a robi sama to co akurat zarzuca…..
    To jak to rozumieć? Brak konsekwencji? tak delikatnie? Czy podburzanie innych do właśnie agresji. W rozmowach pokojowych Czarownica napewno nie zagrzałaby stołka nawet 5 minut.
    Mówisz, że ona kogoś cytuje. To prawda, ale jednocześnie SAMA stwierdza, że się pod tym podpisuje.
    Podsumowując…… Obrażaniem Hartmana, blogowiczów, plucie jadem (pomijam niektóre merytoryczne bzdury)… do niczego dobrego nie prowadzi. A napewno potwierdza to o czym autor wcześniej wspomnianego artykułu pisał.
    Bycie postępowym jak wściekły Jakobin… prowadzi tylko do krwawej, bezmyślnej rzezi.
    Także zarówno treść, jak i forma powinna mieć znaczenie dla człowieka mieniącego się być postępowum i otwartym na świat.
    (^ ^)

  292. Na marginesie
    24 stycznia o godz. 17:46

    To wierszyk bez tezy.

  293. Tanaka
    24 stycznia o godz. 17:01

    Tanako, jeśli masz na myśli te palisady-falochrony, to sam się zastanawiałem. Ale prócz zastanawiania się mam mnóstwo własnoręcznych doświadczeń i obserwacji. Przed najgroźniejszymi dla całej naszej linii brzegowej wiatrami północnymi widzę, że te

    pale nie chronią wcale.

    Po każdym takim sztormie jest co naprawiać, bo już przy 9 – 10 fale dochodzą do klifów i je podmywają. Drugie groźne – północno-zachodnie. O spodziewanym poziomie zagrożenia najlepiej się dowiedzieć z obserwacji mew i rybaków. Jak rybacy podciągają łódki wysoko i gromadzą się w knajpach – na bank będzie ostry sztorm północny. To samo może być przed ostrym północno – zachodnim. Ale już przy północno-zachodniej ósemce nie ma co podciągać, bo ta fala daleko nie sięga. Podobnie zachodnia i rzadkie – ze wschodnich kierunków. Te mniej groźne wiatry tylko piasek z miejsca na miejsce przesypują. A południowe no to wiadomo – glada przy brzegu. Jak dziś, jutro, pojutrze i może jeszcze parę dni.

    Sensowniejsze, ale i kosztowne jest to, co pokazuję w Darłówku. Taka ochrona plaż i ludzi, w mniejszej skali, jest też w Jarosławcu, poza tym – nie wiem gdzie. Na moim kawałku – od Ustki do Kołobrzegu – chyba nigdzie więcej. Jak Bóg pozwoli, skoczę na wiosnę do Rewala i Trzęsacza, gdzie zabytkowa ściana kościoła się na skraju klifu trzęsie, więc zobaczę jak ciut dalej od moich ziem wygląda i powiem/pokażę. Te darłówkowskie falochrony są bodaj z gwiazdobloków – fotki wyraźnie nie pokazuję, a moja pamięć – jeszcze bardziej nie.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6514662281580366209/6514662282407892050?authkey=COLl_tuk2tCQngE

  294. blondynka
    24 stycznia o godz. 17:51

    NAPEWNO nie chciałabym być broniona przez adwokatkę Czarownicę
    Nie widzę takiej perspektywy, ale, hipotetyzując, powiedziałbym podobnie jak Ty.

    pojawjają się u Czarownicy zdanka typu; „Ludzie to najokrutniejsze zwierzęta na Ziemi, szczególnie te rodzaju męskiego”…..
    Jeżeli osoba zarzuca agresję innym, a robi sama to co akurat zarzuca…..
    Zaraz: gdzie tu jest AGRESJA ze strony Czarownicy?

    W rozmowach pokojowych Czarownica napewno nie zagrzałaby stołka nawet 5 minut.
    Zgoda.

    Obrażaniem Hartmana, blogowiczów, plucie jadem (pomijam niektóre merytoryczne bzdury)… do niczego dobrego nie prowadzi.
    Tu należy odróżnić, kto jest źródłem przemocy. Nie Czarownica. Można mieć krytyczne uwagi do metod obrony, ale nie można odmawiać prawa. Zaś jak mówi prawo – uzasadnione środki obrony są środki współmierne do napaści. Dobrze jest o tym pamiętać. Zaś elegancja obrony to zupełnie inna sprawa. Uzasadnione środki obrony bywają nieeleganckie. Mają obronić, a nie spełniać kryteria estetyczne.

    A napewno potwierdza to o czym autor wcześniej wspomnianego artykułu pisał.
    Moje zdanie jest takie, że nie potwierdza. Autor, jak już napisałem, zrobił w swoim tekście bałagan, przez co nie trafia w tarczę.

  295. Na marginesie
    24 stycznia o godz. 17:11

    Przestań już nudzić, dziecko.

  296. @wbocek, z godz. 16:58
    Odpowiem jak baba babie. Widziałem. Byłem na premierze w maju 1968 roku oraz na kilku innych przedstawieniach „Gilgamesza” później. Swoją dorosłą przygodę z teatrem zaczynałem u Henryka Tomaszewskiego pod koniec lat pięćdziesiątych jako tzw. adept i w kilku etiuach występowałem u niego – w charakterze halabardnika bardziej niż mima. Miałem niezłe warunki fizyczne (trenowanie przez kilka lat pływania, podnoszenie ciężarów, judo) oraz fascynację baletem i operą, więc egzamin na ucznia zdałem celująco. Reżim, który narzucił nam (kilku nas było, w tym jeden mój kolega z klasy) Tomaszewski był taki, że dałem sobie po roku spokój. Ale fanem Teatru Pantomimy pozostałem. Później przerzuciło się to na miłość do teatru Grotowskiego i przyjaźń z Ryśkiem Cieślakiem – genialnym aktorem, który po odejściu mistrza Grotowskiego w inne rejony sztuki, sam reżyserował późniejsze (po Apocalipsis cum figuris) przedstawienia Teatru Laboratorium. Na punkcie teatru miałem absolutnego pierdolca i potrafiłem pół nocy jechać do Warszawy, albo Krakowa (osobowym, często na stojąco), aby zobaczyć jakiś ważny spektakl. Dejmka „Dziady” obejrzałem tuż przed „wydarzeniami marcowymi w 1968 roku, a spektakle Hanuszkiewicza – niemal wszystkie. Dość, bo popadnę w starcze gadulstwo.

  297. wbocek
    24 stycznia o godz. 18:01

    Poprawka, Tanako. Toż dwa razy w tym…e…tamtym roku byłem w Czołpinie. Czyli takich falochronów nie ma od Czołpina do Kołobrzegu. A parę lat temu nie było też w Łebie. W każdym razie będę dokumentował, byś, w razie się nieopatrznie zestarzejesz, wiedział, gdzie jechać na pływanie, żeby Cię nieistniejący prąd wsteczny do Szwecji nie poniósł. A w takich prawie zamkniętych basenach najwyżej pieprzniesz główką w gwiazdę.

    W tym roku kombinuję skontrolować odcinek wybrzeża od Władysławowa – gdzie zdarzało mi się na ostatniej praktyce stawać „Panną Wodną” – do Rewala.

  298. wbocek
    24 stycznia o godz. 18:01

    To co widzę w Darłówku wygląda mi na brzydką i niechlujną robotę. Nie opartą o porządne badania hydrodynamiczne i hydrotechniczne. Psuje plażę i widoki.
    A propos widoków: to strasznie nagminna przypadłość nadwiślańsko-nadbałtycka – niechlujstwo i bezczelność. Załatwiane – w najlepszym razie – metodą „na inżyniera”. Czego przykładem kanał jamneński. takie roboty powinien robić architekt i architekt krajobrazu, a dopiero pod nim – inżynier. Walenie betonu i stali gdzie się tylko da; rżnięcie, cięcie, rozwalanie zastanej przyrody to czystej wody, polskie, chamstwo.

    Łamacze fal działają wtedy, gdy wygaszają, stopniowo i miękko, energię fal. Czyli działają tylko przy określonych kątach natarcia, gdy w części następuje odbicie i „uślizg” wektora energii,oraz rozproszenie, czyli wygaszenie, gdy woda przechodzi przez szczeliny między palami oraz nad nimi.
    Zatem wodę z wiatru NW czy NE chyba, w miarę nieźle, uspokajają, ale raczej nie z kierunku N. Zaś kierunki W i E nie niszczą plaży i wydm.

  299. paradox57 g. 12.44
    ten wesołek, przy wszystkich wypisanych pierdołach miał wiele ciekawych myśli
    Na marginesie g. 14.32
    „Szkoda mi Ciebie, bo masz wiedze, bywasz madra, ale zapiekłość, zawziętość odbiera Ci rozum no i wychodza takie niedorzeczności. Ja lubie kobiety z charakterem, ale nie nawiedzone fanatyczki. ” może tylko to powinienem skopiować?

  300. Nefer
    24 stycznia o godz. 16:27

    Neferko, toż to pierwszej wody piękności. Znaczy – śniegu, pierwszego, chociaż pewnie drugi i armatką śnieżną podrasowany, a ratrakiem uklepany.

  301. anumlik
    24 stycznia o godz. 18:12

    Dziękuję, anumliku. Przyjemnie się dowiedzieć i ciekawie, że Warszawę ubogacił gość, który nie wypadł sroce spod ogona.

    Niewykluczone, że mieliśmy paru wspólnych znajomych z teatru Tomaszewskiego. Chodziłem, w szkole będąc, czyli gdzieś lata 1960 – 62, 63, do klubu ciężarowo-kulturystycznego w pobliżu placu Trzebnickiego (nie pamiętam ulicy). Bodaj „Orzeł” się nazywał. Trenowało w nim 3. lub 4. pięknie i nienachalnie zbudowanych panów z pantomimy. Starsi byli, więc znałem ich tylko z podziwiania.

  302. @Tanaka, z godz.17:41
    😀
    Prosze o wiency 😉

  303. Tanaka
    24 stycznia o godz. 18:16

    Tanako, co do tej betonowej manii, która jest betonowa i furt, że się tak odwrotnie wyrażę, „doskonalona” w dziedzinie wszechstronności betonowania się betonu, to się rozumiemy. Przecież, jego mać, nie pedałuję, powiedzmy. 90 km i więcej, żeby w cudnych okolicznościach przymorskiej przyrody betony pieprzone pstrykać.

  304. @Tanaka
    Są sytuacje, gdzie człowiek musi zająć stanowisko, jeżeli ma integrity.
    Inaczej może być posądzony o to, co jednemu z blogowiczów zarzuca Aborygen; „….Your inept masquerading as a mere political observer is starting to ring a bit hollow and it’s not hard to guess which side of the fence your legs dangle. So climb off it, and get into bed with a paradigm you evidently appear to be much more comfortable with. You’ll sleep better for it, instead of ending up with a sore bum perched on the weathered palings.”

    Parę lat temu założono Partię Kobiet. Gdzie ona jest dzisiaj?
    Zastanawiają się nad przyczynami. Ja osobiście znam kobiety, które chciały do niej wstąpić. Dlaczego tego nie zrobiły?
    Bo postępowe przywódczynie przedobrzyły. Porozbierały się do naga i zrobiły na golasa reklamę tej świeżo powstałej partii. Żadna mi znana kobieta nie miała już ochoty do niej przystąpić. Bo z jednej strony ta partia krytykowała fakt, że kobiety są traktowane przedmiotowo, że tylko ciało, a z drugiej strony, ta ich psedo goła prawda była potwierdzeniem tego traktowania i jakimś jego akceptowaniem, przyzwoleniem
    Nie rozumiem tego jak inteligentni ludzie sami strzelają sobie w stopy? Przecież było ich tam kilkanaście? Przypuszczam, że zadziorna, jazgotliwa Czarownica ich otumaniła. I partii NIE MA!
    Zwycięstwo, czy porażka?
    (T∇T)

  305. Na marginesie
    24 stycznia o godz. 15:18

    Przesdzasz z tym „nie wiemy nic„, troche jednak wiemy…

    Obraz jaki mamy jest „marnej jakosci”, bo mamy troche artefaktow, na dodatek bez ich kontekstu intelektualnego. Niemniej mamy co nieco i to co posiadamy wystarcza do podejmowania prob intrepretacji, nawet bez wspomnianego kontekstu.

    Domniemania co do kontekstu, mniej czy wiecej udatne to jedno, a drugie to sama wiedza o ludziach tworzacych wspomniane artefakty. I tu juz nie mamy do czynienia z domniemaniami, ale z scisle naukowo udowodnionymi wnioskami, z ktorych najwazniejszym jest ten, ze wspolczesnie znana umyslowosc i intelekt wyewoluowaly okolo 80 000 (osiemdziesiat tysiecy) lat temu…

    Wspomniana zlozonosc intelektualna „wyprodukowala” picassowskie wrecz uproszczenia symboliczne jak chocby zlozone z dwuch trojkatow profilowe przedstawienie kobiecej sylwetki, gdzie dolny trojkat przedstawia nogi, pupe i biodra, gorny zas tulow, biust i szyje…

    Wspomniane artefakty z kla mamuta maja okolo 40 000 lat i zostaly znalezione na jednym z obozowisk lowcow mamutow na Syberii. Ogladalismy je z synem, wtedy ledwo co mowiacym dwulatkiem na wystawie „Sztuka paleolityczna, narodziny wspolczesnego umyslu” w British Museum. Gdy je zobaczyl, te malenkie bo mierzace od 3 do 5 cm wysokosci, symboliczne przedstawienia kobiety, bez wachania zidentyfikowal: „To jest Pani !„…

    Ta identyfikacja dokonana przez wspolczesnego dwulatka dowodzi dwuch rzeczy. Po pierwsze tego jak mocna jest sama symbolika, a po drugie tego, ze jej tworca mial identyczna z nami umyslowosc, bo identycznie jak my wspolczesni identyfikowal to smboliczne przedstawienie.

    Umysl czlowieka, ktory dokonal tak daleko idacego uproszczenia, az do prostoty symbolu, identycznie jak nasz posiadal zdolnosc do tworzenia zlozonych konstrukcji myslowych, bo taka jest wlasciwosc ludzkiego umyslu, ze w obie strony dziala, czyli jesli posiada zdolnosc do uproszczen, to w druga strone ma zdolnosc do komplikowania zlozonymi strukturami myslowymi.

    Nie znamy intelektualnej podbudowy, czyli tego wszystkiego co towarzyszylo tlumaczeniu roli i pozycji kobiety w ludzkiej spolecznosci tamtego czasu sprzed 80/40 tysiecy lat. Niemniej nie trzeba posiadac „krysztalowej kuli”, zeby sobie dopowiedziec przynajmniej zreby kontekstu.

    Tym co najbardziej odroznia kobiety od mezczyzn, to jest rodzenie dzieci…

    Ta zdolnosc do rodzenia stawiala kobiety na wrecz „boskiej” pozycji, bo dzieki nim rodzily sie kolejne pokolenia, ktore gdy dorastaly wlaczaly sie w zdobywanie pozywienia, dla niezdolnych do tego czy ze starosci, czy z choroby, czlonkow spolecznosci. Bez kobiet i rodzonych przez nie dzieci, grupa lowiecko zbieracka byla skazana na zaglade… I to wlasnie nadawalo kobietom paleolitu wyjatkowa pozycje. Tak wyjatkowa, ze az boska… bo poza przedstawieniami zwierzat, wlasnie przedstawienia kobiece dominuja sztuke paleolitu.

    Nie znamy legendy, czy legend. Nie odtworzymy mitologii z jej niewatpliwymi zlozonosciami, ale proby sa czynione i jedna z lepszych prob zrealizowala Jean Auyel w cyklu „Earth Children”.

    A Ty @Namarginesko twierdzisz, ze „nic nie wiemy!

    Niestety, dodatkowo, na boku niejako pojawia sie jeszcze jedna smutna konstatacja, ze brak wiedzy polaczony z pochopna, niczym nie uzasadniona pewnoscia siebie, prowadzi do autorytarnych twierdzen o tym, „ze nic nie wiemy…”

    Usprawiedliwione byloby tylko twierdzenie, ze „„Ja nic nie wiem”, lub ze „Nic mi nie jest wiadome!”

    pozdrowka
    ~l.

  306. Tanaka
    24 stycznia o godz. 18:16

    Oczywiście są okoliczności, kiedy beton coś ratuje. Tak było w Ustroniu Morskim. Wysoki klif, przy którym bardzo blisko stały domy wczasowe, knajpa „Aspa”, różności. Przyszedł ostry północny sztorm, tak podmył klif, że alarmowo trzeba było brzeg ratować. Ale tam, gdzie nie ma zabudowań, nie bardzo widzę potrzeby w ogóle umacniania brzegów, skoro się piasek przesypuje raz tu, raz tam, a potem naabarot: raz tam, raz tu.

  307. wbocek
    24 stycznia o godz. 18:31

    Pamiętam, jak cieszyłam się, że w Polsce budują autostrady… dopóki nie pojechałam i nie zobaczyłam tych wielkich płotów/siat, biegnących wzdłuż tych autostrat. Koszmar!
    Dowiedziałam się później, że firma prowadzona przez dobrego znaomego Szyszki zarobiła na tych zleceniach wielkie pieniądze.
    One nikomu nie były potrzebne, te płoty. Oczywiście poza Szyszką i jego podopiecznymi.
    A ludziska zapłacili, widoków żadnych nie mają i jeżdżą jak w ohydnym tunelu przez pola.
    Podobnie z betonami na jeziorach, czy nad morzem. Ktoś musi zarobić. A czy to ma sens dla innych…. to nieważne się okazuje pytanie.
    (*´▽`*)

  308. wbocek
    24 stycznia o godz. 18:39

    Piasek „wedruje” wylacznie na wschod. Odwrotnego ruchu piasku na wybrzezu baltyckim nie udalo sie zaobserwowac.

    pozdrowka
    ~l.

  309. @wbocek
    Plac Trzebnicki (obecnie Powstańców Wielkopolskich – na ch..j ta obecna nazwa?) to moja dzielnica. Mieszkałem tuż obok placu Staszica, przez który – via plac Trzebnicki – szedłem na Dworzec Nadodrze (dworzec Odra, my mówili), gdzie po przejściu przez tory (co tam sokiści), wychodziłem wprost na ul. Trzebnicką, gdzie mieściła się moja „buda”, czyli VIII LO. Klubu Orzeł nie pamiętam, sam byłem pływakiem klubu Czarni-Wrocław, gdzie trenowałem (i pływanie i podnoszenie ciężarów) w kompleksie basenowo-łaziennym przy placu Teatralnym. Cały duży budynek to były sporty wodne: pływalnie, łaźnie, sale do treningów kulturystycznych i dla ciężarowców. Naprzeciwko, w sali obecnego teatru lalek, ćwiczylim (pod okiem Tomaszewskiego) wygibasy mimiczne, balet klasyczny i takie tam. Rozgrzewka siłowa – konieczna. O rzut berem był klub studencki „Pałacyk”, gdzie czasem jako jeszcze licealiści zaglądalim z kumplami, a przy placu Wolności (też rzut beretem) mieściła się kawiarnia „Artystyczna”, gdzie zaliczalim piwko, albo dwa. Za więcej – Tomaszewski dawał kopa w dupę z zespołu.

  310. lonefather
    24 stycznia o godz. 18:39

    Bardzo słuszny i dociekliwy wpis, lonek. Samą konkluzję to już wczoraj chciałem w skrócie pod jednym adresem wytentegować, ale ręka boska mnie powstrzymała. Jest nawet taki typ, który się popisuje nicniewiedzeniem wobec tych, którzy coś próbują wiedzieć. Właśnie tym bezosobowym „Nic nie wiemy” się popisuje. Co ma oznaczać najwyższej, diamentowej klasy filozoficzność: Nic nie wiedząc, wiem więcej od wszystkich was wiedzących razem wziętych. Dla takich naukowy wniosek, że kawa podwyższa ciśnienie, zastąpiony aktualniejszym wnioskiem, że guzik podwyższa, jest najlepszym dowodem, że nic nie wiemy, że nauka ge wie i tylko kijem wodę mąci.

  311. lonefather
    24 stycznia o godz. 18:49

    No nie całkiem, lonek. Gdybym nie widział na własne oczy, to bym nie mówił (Jezusa słowny trik). Wrażenie, że piasek idzie tylko z zachodu na wschód, jest stąd, że najczęściej na naszym wybrzeżu mamy wiatry i falowanie z kierunków zachodnich. Moja łódeczeczka urwała się przy sztormie północno-zachodnim i pojechała do Kłajpedy, bo tak ją zostawił dupa-nie-rybak, co ją ode mnie wypożyczył, ale i wędrowania piasku na zachód się nawidziałem. Wiatry ze wschodnich kierunków są rzadsze, ale są. Jesteśmy głównie pod wpływem Atlantyku, więc kierunki wiatrów są mniej więcej stałe: najwięcej zachodnich, reszta – różnie. W tym roku obserwuję dużo południowych.

  312. łupi i ciemny lud,
    to komu zawdzięczamy obecną sytuację?
    kto podejmował decyzję?
    ciemny lud przy głosowaniu, tak?,
    a gdzie oświecona elita?
    kto wprowadził religię do szkół /chociażby to jedno/, ktoś spytał ciemnego luda?
    ciekaw jestem co ciemny lud powiedział by na to wtedy w referendum,
    i teraz jeśli elita /np. sędziowie/ sprzedaje się obecnej władzy to skąd największe pretensje do ciemnego luda, bo oni z nas?

  313. anumlik
    24 stycznia o godz. 18:49

    Anumliku, czy ten teatr lalek jest w budynku, gdzie był TPPR?

    A Teatralna, no cóż – przez całą naukę w TŻŚ chodziliśmy na basen, na studiach chodziłem dwa lata, na sekcję plywacką (i gimnastyczną: przecież nie błaźniłbym się chodzeniem na jakiś W-F do pana…cholera, nazwisko na końcu języka…jest! – do pana Pawlika), a trzy lata mieszkałem w akademiku na rogu Teatralnej i Świdnickiej naprzeciwko „Monopolu”.

  314. @Lewy, Tanaka

    Lewy, ale ja tam w jeden dzień z cziemodanami nie dojadę. W każdym razie dzięki i dużo śniegu życzę:)

    Tanaka
    Armatki pomogły bo bez tego nijak. Dzisiaj sobie solidnie pojeździłam, dwa lata mam narty a pierwszy raz w śladzie. Instruktor się nade mną wczoraj znęcał:/

    A Kostka to gdzie się podziawszy, chciałam jej powiedzieć dopiero jak mi się udało.

    @blondynka

    Nie bierz proszę do siebie bo ja niezłośliwie ale czy na końcu każdego Twojego postu MUSI być ikonka? Jakoś mnie zniechęcają do czytania… ale jak mówił Han Solo „hey, it’s me”

  315. anumlik
    24 stycznia o godz. 18:26

    Da się zrobić:

    Jeden uczony – Marucha
    nawijał ciągle o duchach
    zszedł więc Einstein z nieba
    i uciął mu co trzeba
    teraz z uczonego – ameba.

  316. @wbocek, z godz. 19:25
    Tak. Budynek dawnego TPPR. Tomaszewski tam miał kilka salek do prób, a sala kinowa została później zaadaptowana na scenę i widownię Teatru Lalek.

    No pacz Pan, to my tymy samymy drogami badziali sie. Może i jakieś piwko w przelocie razem przelecielim?

  317. Nefer
    24 stycznia o godz. 19:32

    Ja kiedyś sporo biegałem. Ale sam sobie ślady musiałem robić. Czyli goniłem sam siebie. Może orła cień 😀
    Teraz zjeżdżam.

  318. @lonefather 24 stycznia o godz. 18:39

    Potwierdzasz tylko moją tezę, że nic nie wiemy – bo z kontekstu wynika jasno, że chodziło tu o źródła pisane. Przecież cała dyskusja – naprawdę nie zauważyłeś? – dotyczyła wyrażenia, czyli oczywiście pisma. Poza tym – jak zwykle – jesteś niepotrzebnie agresywny. Co do twoich informacji – bez zastrzeżeń, ale chodzi o artefakty, nie o teksty. I o to chodzi.

  319. @Tanaka, z godz. 19:45
    Zrewanżuję Ci się sonetem. Idealnie wedle zasad sonetowej maestrii skrojonym. Może to nie Szekspir, ani inny Mickiewicz, ale swój humor ma.

    SONET NA CZEŚĆ PURYSTY
    Puryc, jako purysta nie zawsze jest złodziejski;
    wstępując w idiolektyzm, w fantazjach leksykalnych,
    nie stroni od zapożyczeń, przez które bywa banalny,
    nawet kiedy z czystości wpada w ton kaznodziejski.

    Kaznodziejską pieszczotą słów własnych upojony
    tka z dyrdymałów wyroby czekoladopodobne.
    Wtykając – nawet w ruchy filozofa niegodne –
    Idiosynkrazję swą do purytańskiej żony.

    Żona, jak każdy wyrób z czystej przyczyny złożon,
    przeciąga się przeciągle – w dialektykę strojone
    pilpule zmieniając w potężny podręczny korzon –

    nie baczy na fantazje w leksykałach tajone.
    Leksykał purysty, milczkiem, niczym Higgsa Bozon
    hoduje idiolektów najprzemyślniejsze korony.

    Hy, hy 😉

  320. @wbocek 24 stycznia o godz. 18:07
    Na marginesie 24 stycznia o godz. 17:11
    Przestań już nudzić, dziecko.

    Kultura jamneńska na wysokim poziomie! Gratulacje!

  321. @anumlik

    HENRYK TOMASZEWSKI to ktoś, kto zawsze mnie fascynował. Jeżeli będzie ci się chciało, napisz jakieś wspomnienia z nim związane. Jesteś pierwszą osobą (dla mnie), która go osobiście znała. Np. co robił, że nie wytrzymałeś dłużej niż rok……

    Podaję link, w którym wszystko, co chciałabym powiedzieć o tym Teatrze Pantonimy…. inni w tym linku za mnie zrobili.
    Prawdopodobnie ty znasz ten materiał, ale może ktoś inny skorzysta.
    https://www.youtube.com/watch?v=gsiBU1lOUcg
    Wrocławski Teatr Pantomimy.

    Ps. Okazuje się, że moje ikonki się niepodobają, więc jej nie dostaniesz.

  322. @Tanaka
    I coś ad hoc – na okoliczność blogowych pogwarek:

    Kiedy sika
    Harpia Dzika
    porzuć nadzieję
    ona jak deszcz leje

  323. @parafianin 24 stycznia o godz. 18:20
    Na marginesie g. 14.32
    „Szkoda mi Ciebie, bo masz wiedze, bywasz madra, ale zapiekłość, zawziętość odbiera Ci rozum no i wychodza takie niedorzeczności. Ja lubie kobiety z charakterem, ale nie nawiedzone fanatyczki. ” może tylko to powinienem skopiować?

    Nie zrozumiałeś. Pochlebstwa lewego są mi tak samo obojętne, jak jego bluzgi. W dodatku lewy – jak już wcześniej zauważyłam – stosuje myk „ja lubię takie kobiety” w charakterze dziwacznego argumentu. Co mnie obchodzi, jakie kobiety lubi lewy? Dla mnie lewy jest tylko tekstem na forum. W przypadku, który cytujesz – jest tekstem obraźliwym, bo wciska mnie w rolę „nawiedzonej fanatyczki”. Głupie to bezdennie, bo chamskie wyzwiska źle świadczą tylko o „wyzywaczu”. Mam nadzieję, że tym razem już rozumiesz.

  324. @Tanaka

    Zjeżdżać nie lubiejemy. Za straszne i za szybko.

  325. blondynka
    24 stycznia o godz. 18:35

    Jak się siedzi tyłkiem na kiju to chyba jest konkret: uwiera, więc skłania do działania. Ale można być i kukiełką.
    Nie mam pojęcia, czy akurat gołe aby zniechęciły inne baby do wstąpienia do partii kobiet. Podejrzenie, że biegając goło nie dezawuują, a podkreślają niższość kobiety może jest uzasadnione, ale też może być inaczej. Intencja jest jasna – bo ogłaszana, ale sposób wykonania, hm, nie wiem.
    Może z partią kobiet jest coś takiego, że jest jednostronna? Kobieta nie tylko z kobiety się składa, ale i z człowieka. Co mogłoby ją połączyć z mężczyzną, w tej samej partii. Niech współrządzą. W partach ich za mało.

  326. Nefer
    24 stycznia o godz. 19:57

    A oczy zamknąć?

  327. @Nefer

    „Nie bierz proszę do siebie bo ja niezłośliwie ale czy na końcu każdego Twojego postu MUSI być ikonka? Jakoś mnie zniechęcają do czytania… ale jak mówił Han Solo „hey, it’s me”

    Dziękuję za uwagę. Nie wiedziałam, że one drażnić będą, ale skoro tak, to znikają, i już.
    Przyczyna dla której ja je tu rysowałam, to w jakiś sposób starałam się dołączyć do tekstu emocje (jak pantomima), żeby to wirtualne istnienie, pozbawione głosu, intonacji…. miało mały dodatek emocjonalno-plastyczny. Zauważ, że wszystkie były robione w korelacji z treścią wpisu. Praktycznie każda inna.
    Ale, może i racja. Ikonek nie będzie.

  328. I zaraz – po bluzgach lonefathera, pombocka i kogo tam jeszcze – blogowisko zadecyduje, że to ja jestem agresywna. Serio, panowie? Czy tylko kupą, panowie?

  329. anumlik
    24 stycznia o godz. 19:56

    Kiedy sika
    Harpia Dzika
    porzuć nadzieję
    ona jak deszcz leje

    Harpia sikając podłużnie
    gasi las i gadki próżne
    Podbiega strażak z OSP
    krzycząc: nie w te, w tam-te!

    Ależ proszę pana
    Harpia jemu na to
    pan nie masz do tego głowy
    ja tu jestem sikawkowy !

  330. Na marginesie
    24 stycznia o godz. 20:06

    Namarginesko – napisz wierszyk. Pomaga. W każdym razie, można spróbować.

  331. @blondynka

    No nie no 😉 tak troszku mniej – jak dla mnie. Innym pewnie nie przeszkadzają tylko ja taki dziwoląg. Zauważyłam że każda inna, i mądrala z Ciebie bo znasz jakieś kody i inne dinksy.

  332. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 20:00
    „Może z partią kobiet jest coś takiego, że jest jednostronna? Kobieta nie tylko z kobiety się składa, ale i z człowieka.”
    To prawda, kobieta to człowiek. Ale jest wiele zagadnień, na które kobiety mają swoje, czasem odrębne postrzeganie niż mężczyźni (w większości). A mężczyźni głównie są u władzy i oni w ten sposób mają możliwość wpływać też na losy kobiet, z niewielkim uwzględnieniem jak one to widzą. W partii mieszanej zazwyczaj mężczyźni prym wiodą i oni startują w wyborach. Oni są decydentami. Gdyby mocna partia kobiet istniała, przypuszczam, że byłaby w parlamencie i z taką siłą mężczyźni musieliby się liczyć.

  333. anumlik
    24 stycznia o godz. 19:45

    Piwo dudliłem w różnistych miejscach, ale jak przycisnęło, to najbliżej nauki przy Grodzkiej było takie cóś, kto wie, czy nie na wolnym powietrzu, w pobliżu biblioteki pedagogicznej. Gdzieś, jego mać, uciekają obrazy, szczegóły, kierunki. Tylko Hala Targowa stoi jak ten ułan na bidecie z końską kiełbasą w końcu po lewej stronie, której brałem po wypłacie w „Robocie” ze cztery kilo, a że katedra była rukoj podat”, to po 10. minutach byłem oskubany przez koleżanki do gołego.

  334. NEIL DIAMOND, 24.01.1941
    Happy Birthday
    ____________
    Jeden z moich ulubionych wokalistow amerykanskich, kompozytor, kolega z gimnazjum
    Barbry Streisend.
    „Craclin´ Rosie”, „Song Sung Blue”,”If You Know What I Mean”, „America”….i wiele, wiele wiecej hitow z amer. Billboarda.
    Jego „Girl, You Will Be a Woman Soon” znany jest z filmu „Pulp Fiction” – slynna scena
    z Uma Thurman i Johenem Travolta ( w filmie w wykonaniu Urge Overkill)

    https://www.youtube.com/watch?v=iiAUmsl6OHU
    _________________________________________________-
    ………… Neil Diamond chory na Parkinsona zakonczyl wystepowac publicznie

  335. @ Levy
    http://mediumpubliczne.pl/2016/02/sfalszowane-zyciorysy-lecha-i-jaroslawa-w-encyklopedii-solidarnosci/
    Sfałszowane życiorysy Lecha i Jarosława w encyklopedii Solidarności

    Ktoś już ci konkurencję robi

  336. blondynka
    24 stycznia o godz. 20:23

    No to może by kobiety tym facetom kazały się posunąć? Statuty partii, zdaje się, nie mówią nic o tym, że tylko dla facetów.

  337. Wierszyk dwustronnie ateistyczny. Oraz bardzo naukowy:

    Raz uczony radziecki
    kiedy sikał do beczki
    głos usłyszał –
    Niebieski:

    wiem, żeś kosiarz umysłów
    laureat nagród przemysłu
    i znany akademik
    (za co się chylę do ziemi)

    Beczkę zostaw w spokoju
    to mój Zderzacz Hadronów
    robię Wszechświat od nowa
    bo od tego co jest
    boli mnie głowa

  338. Na marginesie
    24 stycznia o godz. 19:49

    Jedynie sie wyrazamy w pismie?

    Doprawdy?

    Jesli tak, to Ty sie naprawde fantastycznie wyrazasz!

    Zwlaszcza sie wyrazasz, gdy sama bedac wscieklizna wcielona, az zioniesz agresja i bluzgami, jednoczesnie mi to zarzucajac.

    Przykladu brac nie bede. Byloby to ponizej poziomu mojego, o kulturze relacji nie wspominajac. Bo to ostatnie to najwyrazniej nie ma dla Ciebie najmniejszego znaczenia. W sumie smutny obrazek soba przedstawiasz. Czego z serca wspolczuje.

  339. blondynka
    24 stycznia o godz. 20:53
    Fajnie.No to teraz sa dwa świadectwa walki kartofli z komuną. Trezba napisac jeszcze dwa i będzie jak w niebieskiej kisążeczce, zwanej pismem świetym, czterech ewangelistów.
    Trzeba by zacząć od tego jak pani Jadwiga porodzila dwóch jezusków kartoflanych, jak razem z panem Rajmundem uciekali na osiołku do Egiptu, bo sam Herod Bierut dostał wiadomość, że jeden kartofel walnie głową o brzozę a drugi zostanie cesarzem Polski i chciał ich zabic i jak aniołowie zmylili ścigających jezusków komunistycznych siepaczy….No coś w tym rodzaju…Jacys trzej królowie, a mozna by dorzucic jeszcze ze czterech. A co tam. IPN potwierdzi.

  340. @blondynka, z godz. 19:52
    Tomaszewski był: po pierwsze lojalny wobec każdego, potrafił (ale rzadko) być ciepły i – jakbym dziś powiedział – empatyczny, ale wtedy – jako 17-to, 18-tolatek takich słów nie znałem, bo się ich nie używało. Był perfekcjonistą i dla niego podczas prób liczyła się tylko rzeźba ciała aktora-mima. Jego gest i mimika. Wiedział jakimi każdy z nas możliwościami ruchowymi dysponował i śrubował tak, aby te możliwości zostały wykorzystane. Na próbach panował niewyobrażalny reżim, którym wielu, większość, się poddawała, gdyż każdy liczył – nie tyle nawet na występ na scenie przed publicznością, ile na wyjazd. Z Tomaszewskim się jeździło po świecie, a to w latach drugiej połowy 50-tych i w 60-tych był towar deficytowy. Nie był tyranem (a takich widziałem na różnych próbach), ale był wymagający. Ja byłem szczeniakiem i szybko zmęczyła mnie ta tyrania. Potrafiłem kilka lat przedtem przepływać dziesiątki kilometrów dziennie na treningach pływackich, aby „urwać” kolejną sekundę dla wyniku, ale wynik (dobre miejsce na zawodach) był satysfakcją dla mnie. Nie dla trenera czy reżysera. Bo ja od zawsze indywidualistą byłem. Stąd moje odejście. Tomaszewski namawiał mnie do pozostania – pewnie widział potencjał. Rozstaliśmy się bez urazy i (pewnie) byliśmy jakoś tak przyjaciółmi. Gdy czasem spotykaliśmy się, było miło i serdecznie. W każdym razie „wejściówek” na kolejne przedstawienia mi nie skąpił; nawet na premiery.

    Zupełnie inaczej zachowywał się Grotowski, którego obserwowałem ładnych kilka lat, Także podczas prób, gdyż Ryszard Cieślak (najlepszy aktor, jakiego spotkałem) dopuszczał mnie „do konfidencji”. Grotowski nic nie narzucał. Nadawał poszczególnym scenom ramy i pozwalał aby aktor sam z siebie wydobył „potrzebne tworzywo” (ciałem, gestem i głosem), aby ramy zostały wypełnione. Grotowski miał szczęście do znakomitych aktorów. Oni sami dbali o to, aby wypracować taki artystyczny środek przekazu (brzydkie określenie, ale nie znajduję lepszego), by całość (inni aktorzy, scenografia i tekst przedstawienie) brzmiała we wspólnym portamento jak dobrze naoliwiony mechanizm. Każde przestawienie w każdym spektaklu, było u Grotowskiego inne. Widziałem ich kilkanaście, może kilkadziesiąt, więc miałem okazję porównać.

    Wklejam kawałek treningu aktorskiego (ruchowego), jaki Ryszard Cieślak w roku 1972 przeprowadził z dwójką innych – bardzo sprawnych ruchowo – aktorów.
    https://www.youtube.com/watch?v=kNzESIKUQhw

    Zauważ różnicę. To co robi Ryszard jest – nie tyle profesjonalne, ile doskonałe. Inni, na jego tle są jedynie naśladowcami. Każde z nich – osobno – zebrałoby oklaski. Ryszard – aplauz przy otwartej kurtynie.

    Tej metody nie da się w ogóle porównać z metodą pracy Tomaszewskiego. Widziałem „przy pracy” obu: Grotowskiego i Tomaszewskiego. Obaj byli geniuszami; ale każdy w innym gorsecie pracował.

    Skoro jesteśmy przy profesjonalizmie i geniuszostwie. Oglądałem przy pracy z aktorami Olgę Lipińską, która – jak pozostała dwójka – była cholernie wymagająca, apodyktyczna i nie znosząca sprzeciwu. Potrafiła „od kurew” wyzwać młodą sznasonistkę, a gdy ta się sprzeciwiła, walnąć ją w japę „z liścia”. To widziałem. Panienka, zaryczana, wypadła ze sceny, a gdy po jakimś czasie wróciła, była łagodna jak baranek i posłuszna jak duchowi świętemu Maryja. W telewizji, jak niesie plotka, walnęła „z liścia” pana Janeczka, który – dwumetrowy chłop – stał z otwartą japą długą chwilę. Już się podobno nie sprzeczał.

    Dobra! Dość anegdotek. Bądź pozdrowiona bez emotiwku.

  341. „Kto ja jestem? Polak mały
    Mały, zawistny i podły.
    Jaki znak mój? Krwawe gały.
    Oto wznoszę swoje modły
    Do Boga, Marii i Syna:
    „Zniszczcie tego skurwysyna
    Mego brata, sąsiada,
    Tego wroga, tego gada.”

    „Żeby mu okradli garaż,
    Żeby go zdradzała stara,
    Żeby mu spalili sklep,
    Żeby dostał cegłą w łeb,
    Żeby mu się córka z czarnym
    I w ogóle żeby miał marnie,
    Żeby miał AIDS-a i raka.”
    Oto modlitwa Polaka…”

  342. blondynka
    24 stycznia o godz. 20:05

    Blondynko, w tekstach może drażnić wszystko, co nie jest słowną wypowiedzią, więc niepotrzebne cudzysłowy, których sporo tutejszych nie rozumie, niepotrzebne przecinki, znaki zapytania, mnie w początkach drażniły rozmowy na linki, bo chciałem mieć do czynienia z żywymi wypowiedziami blogowicza, a nie z niekończącymi się cytatami. Na jednym blogu polityki była panienka, która w ogóle nie rozmawiała, tylko wstawiała linki. Mnie też nie pasowały Twoje znaczki, które nawet nie wiem, co znaczą i nie chciałem wiedzieć. Takich jak ja tumanów mogą drażnić wtykane angielskie teksty bez tłumaczeń. Ale już nie drażnią, bo zrozumiałem, że to nieuleczalne. Zebrało się tu sporo zagranicznych, więc czują się jak u siebie za granicą – furda tam, panie, że to polski blog w Polsce. Ewentualne wytykanie braku znajomości języków jest ciut, powiedzmy, niegalante, bo nikt z niefrasobliwych obcojęzycznych nie pyta WSZYSTKICH uczestników o zgodę na pisanie w Polsce z obca. Przed naukowymi sympozjami uczestnicy są uprzedzani o tym, w jakich językach będą wystąpienia i ewentualnie czy będą kabinowi tłumacze. Tu na blogu brak tłumaczeń to lenistwo i tym samym lekkie traktowanie nie wiadomo po co zgromadzonych, skoro o wiele wygodniej być niezgromadzonym. Był tu jeden, który poczytywał sobie za zasługę, że wyjechał na Zachód i z konieczności nauczył się angielskiego. Tylko angielskiego. Ale otwarcie i kpiąco odklepywał mantrę, że trza się uczyć JĘZYKÓW OBCYCH. Po co takiemu jak ja, trzy ćwierci do śmierci, języki, skoro bozia zna wszystkie, nie wyjaśniał. A mniemam, że takich jak ja jest więcej. Znałem jako tako trzy języki żywe – akurat nie angielski, bo nie lubię – i dwa martwe. Prawie wszystko się ulotniło z nieużywania, bo nie potrzebowałem. Ale niepoważne jest tłumaczenie dorosłym, że na polskim blogu w Polsce ten i ów oczekiwałby rozmów po polsku. Może niesłusznie, bo i tak ludkowie się nie rozumieją.

  343. O językach, właściwie o języku obcym na polskim blogu powiedziałem, co mi w duszy gra w dziedzinie zasad, ale w rzeczywistości pretensji nie mam, bo czy w świecie bilionów słów usłyszę i zrozumiem parę tysięcy mniej czy więcej, nie ma znaczenia.

  344. @wbocek
    24 stycznia o godz. 21:48

    O Janie Himilsbachu:
    Kiedyś więc chwalił się nawet, że rolę w filmie zaproponował mu sam Steven Spielberg. Pod jednym warunkiem: musiał nauczyć się angielskiego. – I co, uczysz się? – pytali znajomi. – Nie. Jeszcze nie. Spielberg się rozmyśli, a ja z tym angielskim zostanę jak ten chuj – odpowiadał Himilsbach.

  345. Lewy, historyjka o Jarosławie konspiracjoniście świetnie oddaje pisowską mentalność, pisowską poetykę, infantylizm wykształcony na powiastkach dla naiwnych, swoją alegorycznością, hagiograficzną wiernością legendzie doskonale pasuje do PiSowskiego stanu ducha, odbierania świata i stosunku do drugiego człowieka.

    Podoba mi się prześwitujące z niej delikatne, udatne przedstawienie nieudolności jako udolności, strachu jako wiary w siebie, naiwności jako bohaterstwa. Należy mu się więcej, lecz i to jest budujące.
    Pzdr, TJ

  346. Qba
    24 stycznia o godz. 21:54

    Rozumiem go. Używał kapusty również do MYŚLENIA.

  347. @Tanaka, swietna rada, zeby kobitki w Polsce kazaly panom nieco sie posunac zeby mialy troche miejsca w polityce. Ty tak powaznie? Przeciez doskonale zdajesz sobie sprawe jaki to mozol wstapic na droge polityki kobiecie, ktora ma przeciwko sobie uprzedzenia zarowno mezczyzn jak i innych kobiet. Zwlaszcza w tak zacofanym obyczajowo kraju jak Polska. To nie wystarczy kilka rzeczywiscie madrych i kobiet z Warszawy, ktore naprawde cos by chcialy zrobic. To musi byc praca u podstaw, gdzie znalezc chetne do niej, przeciezmisja kobiety jest inna, no nie? Zaglada tu Ciba, zapracowana mloda kobieta, aktywna, madra , nikt nie poparl mojego, pomyslu zeby weszla na droge polityki, chociazby na szczeblu powiatu. Lepiej zajmowac sie wyzszymi rzeczami, a reszte zrobia jacys mityczni inni. Osobiscie odpuscilam polskim kobietom, tez feministkom, ktore nie odrozniaja urlopu macierzynskiego od praw kobiet, a juz zupelnie wymieklam, kiedy okazalo sie, ze to wszystko lewicowe towarzystwo wzajemnej adoracji. Oczywiscie tak tez mozna spedzic zycie, ale to juz mnie n ie obchodzi i cora trudniej o wspolczucie.
    Dwa dni temu bylam na takiej sobie galii w Museum of NY z okazji 100 lat dzialalnosci politycznej nowojorskich kobiet zorganizowana przez wielce szacowna organizacje rownosciowa ( nie tylko kobiet). Wyszlam wielce podbudowana, nie tylko dwoma lamp(k)ami ulubionego wina, ale tym jak madrzew ramach dyskusji z sali i panelowej mowily kobiety. Byly to dzialaczki, dziennikarki, kongresmenka. Byl jeden zasadniczy temat: demokraci musza wygrac wybory w listopadzie, a wsrod tych demokratow musimy umiescic jak najwiecej kobiet. Kiedy rzucono cyfre ile kobiet juz w calych stanach zglosilo chec w kandydowaniu na roznych szczeblach to uwierzylamze moze jednak zwrocimy z tej niebezpiecznej drogi.
    Najbardziej podobala mi sie szefowa jakiejs koalicji czarnych. Tyle w niej zapalu, optymizmu i zyczliwosci, a w koncu powinna byc zgorzkniala, zawiedziona bo w tej robocie jest juz wiele lat.

  348. @lonefather 24 stycznia o godz. 21:06
    Nadal nie rozumiesz? Dyskusja dotyczyła wyrażenia „mieć powołanie” a więc mogła dotyczyć tylko tekstu. Anumlik powoływał się na Wedy, czyli teksty.

    Mój komentarz
    Na marginesie 24 stycznia o godz. 15:18
    @anumlik 24 stycznia o godz. 15:12
    „Wiedza na temat ludzi i bogów”? Naprawdę chodzi tu o wiedzę?
    Po przecież nie o wiedzę empiryczną. Raczej o „wiedzę” o ludzkich wyobrażeniach, zawartą w poezji.
    Poza tym Wedy relatywnie nie są stare – historia istnienia człowieka jest o wiele dłuższa, a na temat początków szeroko pojętej kultury i wierzeń homo sapiens nie wiemy nic.

    Ten komentarz dotyczył tekstów.
    A ty palnąłeś jak łysy o beton – co zdarza ci się tu na forum raz po raz.
    Piłeś – nie pisz

  349. @Na marginesie
    Żebyś nie wiem ile razy powtarzała i cytowała to i tak nie będziesz miała racji. Jeszcze to do ciebie nie dotarło? 🙂

  350. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 20:54

    „No to może by kobiety tym facetom kazały się posunąć? Statuty partii, zdaje się, nie mówią nic o tym, że tylko dla facetów.”
    Teoretycznie tylko to możliwe. Zobacz jaki obciach czuje Petru i inni panowie nawet z innych partii (część kobiet też)… jak Lubnauer wygrała przywódctwo. Teraz zamiast pracować dla dobra partii, to podkopuje Lubnauer i partię. Ego w dalszym ciągu u panów polityków cierpi na myśl ustąpienia miejsca za kierownicą dla pań.
    Z tym jest tak samo jak ze wszystkimi innymi prawami. Gdyby niewolnicy nie walczyli… pewnie dalej by było. Emancypacja została wywalczona, ale w dalszym ciągu jest sporo do zrobienia w tym zakresie. Fakt, że akcja metoo zaistniała, już o czymś świadczy. A jakże różne są opinie o tych, które mówią głośno ….. Albo taki wydawałoby się mniej ważny przykład. To, że Trump zdradzał Melanię z porn-aktorką, to jakoś umyka dla wielu. Natomiast mówią, że zachłanne, puste, praktycznie prostytutka, babsko oskubuje Trumpa (który na miliardy oskubuje kogo się da). Teraz sprawa aborcjii, opieki nad dziećmi, alimenta, opieka nad kalekami, starymi, zniedołężniałymi… to są tradycyjnie sprawy, którymi kobiety się zajmują, a decydować o ustawach ich dotyczących nie mogą. Ja mówię praktycznie. Bo teoretycznie, to sa tam. Ale dyscyplina partyjna, itd….

  351. @Ewa-Joanna 24 stycznia o godz. 22:15

    Dotarło. Na początku mojej blogowej „tfurczości” – nie wiem, czy pamiętasz – nawet usiłowałam go bronić bo ktoś go ponoć tutaj prześladował. Zbluzgał wtedy równo wszystkich, łącznie z Gospodarzem. On jest naprawdę kompletnie niezrównoważony, a przynajmniej tak wynika z jego tekstów. Chociaż o polityce pisze całkiem dobrze – tu też miałaś rację.

  352. zyta2003
    24 stycznia o godz. 22:06

    Zyto, chętnie się z Tobą zgodzę, tylko nie bardzo mam jak.
    Więc najpierw powiem z czym się zgodzę.
    1. Kobiety w polityce prawie nie istnieją, a rządzą tępi faceci.
    2. Trzeba zacząć od podstaw.
    Tylko,, że jakoś od podstaw kobiety albo nie zaczęły, albo poszły w nieskuteczną stronę. Jak po 27 latach mają dopiero teraz zaczynać od podstaw, to mogą szybko minąć 54 lata i ciągle trzeba będzie zaczynać, bo nie zaczętę. Samo się nie zacznie i za kobiety nikt nie zacznie. Nie przewrócę na ulicy i siłą do polityki nie zaciągnę, a tym bardziej nie zaciągnę do rozumu.
    Dyskutuję sobie te temat z pewną warszawianką, w latach w miarę dojrzałą, wykształconą wyższo i po kursach, finansowo zabezpieczoną i niezależną, która na każde moje pytanie odpowiada tak: aborcja – mnie to nie dotyczy! Równe prawa dla kobiet? Nie narzekam! Wpływ biskupów na władzę i stosunki społeczne? Nic mnie to nie obchodzi! Pomoc dla maltretowanych kobiet i dzieci? Moje dzieci są już dorosłe!
    Krótko: nie ma żadnej wewnętrznej lojalności kobiet, poza grupkami tych zdeterminowanych, którym jednak do wpływu na stan rzeczy bardzo daleko.
    Innej drogi niż przez krew i łzy nie widać: co osiągnęły wielkim wysiłkiem kobiety w krajach cywilizowanych, w Polsce nie dostaną darmo. Albo się narobią, albo nic nie będzie.
    Polska żyje, mentalnie, w II połowie XIX wieku i za pstryknięciem palca nie przeskoczy do roku 2018.

    Polki nie chcą. Powodów jest więcej niż jeden, nie będę teraz omawiał. Jakby chciały, to albo by się kazały facetom w ich partiach posunąć (co znacznie prostsze: włażą rozrabiają i zajmują fotele), albo – od podstaw – robia swoje partie, komitety, fundacje i co tam trzeba. Ze skutkiem jak widać.

  353. blondynka
    24 stycznia o godz. 22:19

    Lubnauer nie wygrała teoretycznie, a realnie. To,, że Petru z nią walczy, nie dziwi: przegrał, a zdawało mu się, że jest super – manem (z myślnikiem, nie łącznie). Taka Polska. Żeby Petru nie wygrał, skoro przegrał, inne kobiety w „N”, a jest ich w otoczeniu, zdaje się że mądrych , albo co najmniej niegłupich, niemało. Niech pomogą Lubnauer. Życie polityczne rzadko odbywa się w białych rękawiczkach.
    To jest przykład na to, że „posuń się” może działać. Kobiety i faceci co głosowali na Lubnauer mają robotę: obronić wybór. Inaczej padną.

  354. Pombocek skarży się na „panoszenie obcojęzycznych na polskim forum” (czy jakoś tak). Czytałam reportaż o nielicznych Polakach powracających do kraju z emigracji. Jeden miał samochód z hiszpańską rejestracją. W Polsce ktoś mu zabrał miejsce parkingowe, wciskając się poza kolejnością. Na zwróconą uwagę odparł: „bo ja jestem stąd”. Po kilku miesiącach z żoną wrócili do Hiszpanii – w Polsce po prostu nie dało się żyć. Najgorzej mają dzieci – bicie w szkole przez rówieśników jest na porządku dziennym, bo są „inne”. A czasem nawet źle mówią po polsku.

    W sumie awersja do „obcych” jest chyba dość powszechna, a w obecnym klimacie na pewno nie będzie lepiej. Widzę, że na forum rzecz działa podobnie – inność nie jest dobrze widziana. W sumie rozumiem żale pombocka, ale chyba jednak dawny, sielski świat (czy wydumany sielski świat?) se ne vrati.

  355. @wbocek
    24 stycznia o godz. 21:36
    Słyszę cię. Masz absolutną rację.Pamiętam, że kiedyś też zwróciłam uwagę komuś za pisanie po angielsku całych tekstów. Potem faktycznie było mi przykro, że to zrobiłam. Tutaj zaczęłam sobie pozwalać na podobne zachowania. Z jakichś powodów wydawało mi się, że wszyscy ten język znają. Lenistwo do tłumaczenia też ma wpływ. Ja myślałam sobie, że jak ktoś czegoś nie rozumie, to teraz jest tak wielkie udogodnień z Googlem, z tłumaczem w komputerze, że rach, ciach to zrobi. Odnośnie zjadania liter… to ta bieda mnie prześladuje od zawsze, podobnie jak ortografia. Także przecinki i tym podobne sprawy. Kiedyś miałam kompleks, czy coś w tym stylu, aż zaczęłam bać się pisać. Poradziłam sobie z tym często dzwoniąc. Dzisiaj żałuję, bo mogłam i dzwonić i pisać. Niestety Rodzice odeszli i już nie czekają na list ode mnie, chociaż dzisiaj bym pisała napewno.
    Jak to mówią; jestem as is. Czyli jest to co widzisz i reklamacji nie ma się co spodziewać. Jeszcze jedno. Są określenia, idiomy w różnych językach, które w tłumaczeniu tracą swoją świerzość, dosadność. To też ważne. Anyway… ha ha ha

  356. Na marginesie
    24 stycznia o godz. 22:06

    Pomine inwektywy. Bozia nie, wiec co tam sobie chcesz … z Toba i Twoimi inwektywami, ktorymi maskujesz i przykrywasz braki w wiedzy, co wybaczalne, ewidentne braki w logice, co juz jest niewybaczalne, bo obraza zarowno przyzwoitosc jak i rozumnosc reszty blogowiczow.

    A teraz jeszcze raz cytacik z Ciebie samej:

    …a na temat początków szeroko pojętej kultury i wierzeń homo sapiens nie wiemy nic.

    Nadal twierdzisz, ze ja nie na temat wspomnianych przez Ciebie „kultury i wierzen homo sapiens”, napisalem?

    Napisalem konkretnie i precyzyjnie, ograniczajac sie wylacznie do tego, wlasnie o tej posiadanej wiedzy o kulturze i o tym co wiemy o wierzeniach homo sapiensow sprzed 80/40 tysiecy lat.

    Nie rozpisywalem sie, ale napisalem wystarczajaco duzo, zeby obnazyc Twoja niewiedze i ignorancje w tej tematyce, wyrazona slowami, ze „nic nie wiemy.

    Tyle i tylko tyle, no moze poza tym, ze i tak kazdy kto czyta zwyczajnie widzi, ze atakami na mnie, wyzwiskami i oszczerstwami, odwracasz uwage od tej swojej ignorancji w zakresie kultury i wierzen homo sapiensow.

    Zycze powodzenia w zyciu zawodowym i osobistym.

    l.

  357. @wbocek c.d.
    Przypomniało mi się, jak mój mały synek mówił w takich przypadkach do mnie; Mamuś, nie używaj makaronizmów. Od Babci się tego nauczył.
    Inna zabawna sytuacja. Miał 5 latek i przyjechał kuzyn męża z Polski z wizytą. Poszliśmy do mcDonald (syn uważał, że to najlepsza restauracja), gdzie obaj podeszli do lady żeby zamówić. Było zabawnie, bo kuzyn wysoki stał i rozmawiał z dzieckiem (którego zza lady nie było widać)) po polsku, a głosik od podłogi po angielsku dawał dyspozycje. Aż kelnerka się zaśmiała. Mnie to bardzo ubawiło. Kuzyn był zachwycony syna polszczyzną i jego łatwością przechodzenia z jednego języka w drugi (bez makaronizmów).

  358. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 22:36
    Generalnie to się z tobą zgadzam, ale diabeł tkwi w szczególach.
    Do „walki” musisz mieć czas i środki. Trudno walczyć o wyższe cele jeżeli dziecko płacze, obiad ugotowac trzeba, pranie zrobić, zakupy zrobić ekonomicznie, bo pieniędzy mało, wpaść do starych rodziców z wizyta a przy okazji troche tam ogarnąć – lista obowiązków kobiety jest długa.
    A potem w wieku jak piszesz dojrzałym już się po prostu nie chce, bo sensu nie można w tym znaleźć żeby walczyć jak można wreszcie odpocząć.
    Zwróć uwagę, że większość pań polityczek to albo kobiety samotne, albo mające pełne wsparcie męża czy rodziny. Bez wsparcia za to z obciążeniem obowiązkami to się nie da.
    Ciekawie będzie z panią premier NZ która radośnie ogłosiła, że spodziewa się dziecka i wywołała konsternację, no bo jak to – premierka z niemowlakiem przy cycku na posiedzeniu rządu?

  359. @Tanaka.

    „Teoretycznie tylko to możliwe” odnosi się do: „No to może by kobiety tym facetom kazały się posunąć? Statuty partii, zdaje się, nie mówią nic o tym, że tylko dla facetów.”

    Odnośnie Lubnauer wiem i napisałam, że wygrała.
    Wewnętrzna walka teraz w małej partii, to jest jej dławienie.
    Wychodzi na to, że jego osobiste ambicje (dzisiaj urażone) są ważniejsze, niż Sprawa.
    Ego w tym wypadku nie pomaga.

  360. No dobra to ja z angielskim wyskoczę bo zabawne – w Arabii Saudyjskiej odbywa sie corocznie wybór miss wielbłądów i w tym roku na miłej imprezie skandal – wielbłądu używały botoksu! 🙂
    ‚https://www.khaleejtimes.com/region/saudi-arabia/camel-disqualified-from-saudi-beauty-contest-for-using-botox

  361. Mysl na dobranoc
    ______23:34

    „Odwaga staniala, rozum podrozal” (przypisane Arturowi Sanadauerowi)
    I w powyzszym wielki blad.
    Na szczescie braku rozumu nie odczuwamy.
    Ach, te zludzenia, z ktorymi tak wielu jest wygodnie.

  362. Ewa-Joanna
    24 stycznia o godz. 23:13

    Tak jest: kobiety mają wiele obowiązków i obciążeń, których nie mają mężczyźni. Jeśli więc cokolwiek ma się zmienić na lepsze dla kobiet – co miałyby zrobić?
    Może skorzystać z ogromnego potencjału jaki jest w ludziach i pomiędzy ludźmi. Kobietami? Który nie jest wykorzystany niemal wcale. Rozumiem chęć odpoczynku u kobiet, co już coś osiągnęły. Dlaczego jednak, skoro znają cenę, godzą się, albo może wręcz chcą, by ich córki i inne młodsze kobiety przechodziły to samo i też taką cenę płaciły? „Miałam ciężko w życiu to i ty musisz mieć ciężko”? „Musi boleć” – jak powszechnie mówią polscy, katoliccy medycy i cała reszta?
    Czy to taki wielki koszt, nie na siły „chcących odpocząć” – więcej lojalności, serdeczności, konsekwencji we wspomaganiu zmiany status quo? Konsekwentnie nie głosować na chuliganów w polityce?

    To też ciekawe: dlaczego wiele kobiet głosuje na PiS, czyli równocześnie na biskupów? Co to takiego – Szydło, która sobą autoryzowała oszustwo: premierka, co nie była premierką, „kobieta u władzy” która jest marionetką? Paprotka, bo nie aniołek. Raczej – kapusta. Jak ten przekaz dla milionów Polek zadziałał – faktycznie – kobieta to brzmi dumnie?

    Studentem będąc, w kraju zagranicznym i niekatolickim, wsiadam do pociągu i widzę: cycek! Do cycka przyssane niemowlę. Normalna sprawa. W Polsce – dziś, w 2017 potrafią za to kobietę wyprosić z restauracji, albo zrobić awanturę w tramwaju. Pretensję potrafią mieć kobiety Kobieta kobiecie to zrobi. Czy to wiele kosztuje – nie zrobić awantury, nie zwyzywać karmiącej?
    Zdaje się, że to za wielki wysiłek. Syndrom niewolnika. Mógłby, ale nie chce się wyzwolić. Inny przykład niewolnictwa i zdrady: proboszcz córeczkę molestował, matka przeklina córkę, że nakłamała. Bierze stronę zboka. Polska, 2018. A Ty o Nowej Zelandii. Polak nawet nie wie co to takiego, ta Zelandia.

  363. anumlik
    24 stycznia o godz. 21:12
    Dzięki za ciekawą odpowiedź. Ten Ryszard Cieślak niesamowity. Próbowałam to z ręką robić, ale to nie takie proste. Ale będę ćwiczyć. Poszukałam na wiki i ku mojemu zdumieniu bardzo mało informacji. Gdyby to był aktor amerykański i to takiej klasy, to byłoby Ohoho materiału.
    Dowiedziałam się tylko stamtąd, że w kilku sztukach występował z Laboratorium na początku lat 60-tych. Potem w 80-ch uczył tu i tam i że umarł na raka płuc w Huston.
    To żadne informacje. Chciałabym wiedzieć więcej co robił, gdzie, czy może wyemigrował i kiedy jeżeli już , czy miał rodzinę, dzieci i co z nimi ……
    Niesamowity facet. Szkoda, że odszedł tak młodo.
    Jeszcze jedno ten tekst był przetłumaczony tylno na francuski i na perski

  364. blondynka
    24 stycznia o godz. 23:14

    To złe dla partii, ale się dzieje. Więc niech kobiety w tej partii zrobią co trzeba, żeby egotyk partii nie rozwalił. Może trzeba go kopniakiem za okno?

  365. anumlik
    24 stycznia o godz. 21:12

    Ćwiczenia Cieślaka na wysokim poziomie, ciekawy link. Nie znam go, więc nic więcej nie powiem, natomiast coś podobnego i na podobnym poziomie, także z innymi elementami, sposobami ruchu i przepływu energii przez ciało i jej emanacji widziałem też gdzie indziej.
    Nie od rzeczy będzie przypomnieć, choć to jeszcze nieco inna specyficzność – Bruce’a Lee.

  366. blondynka
    24 stycznia o godz. 22:48

    Blondynko, bardzo sympatycznie jesteś samokrytyczna i widząca. Kiedy wytykam – nie dla satysfakcji z wytykania, lecz może dla poprawienia czegoś w komunikacji – mam na myśli różne powtarzające się zachowania, nie osoby. Sam też bywam powtarzające się zachowania: wytknął mi Qba np. mnożenie wyrazów jako ilustracji, które jednak zaciemniają tekst. Miał rację. Długie zdania podrzędnie złożone to też słuszna racja na mój temat, choć wiem, że tak nie należy. Jednak zależnie od zafascynowania tematem raz się człowiek kontroluje, innym razem – mniej. Nie usprawiedliwiam siebie. Qba mnie zdopingował, żeby lepiej o tym pamiętać, więc mu dzięki.

    Częstym zjawiskiem jest szybkie, niechlujne pisanie tekstu i niesprawdzanie przed wysłaniem. A gdzie ten pośpiech i po co, kiedy emeryt odciski na tyłku wysiaduje przed komputerem? Bo pracujących bym usprawiedliwiał. Jest różnych zachowań do usunięcia więcej, ale nikt ich nie usunie, więc tylko sobie pogadaliśmy. Nie są to zresztą ułomności takiej wagi, by miały wpływ na rozumienie się. Główny wpływ mają niereformowalne osobowości, a w nich – ambicja, niezdolność do samokrytycznego analizowania własnych zachowań, nierówne doświadczenie życiowe i intelektualne rozmówców, różne poziomy poznania i myślenia, różne obyczaje, różne temperamenty, obsesje, uprzedzenia itd. Krótko mówiąc: bezpodstawne mniemanie, że jesteśmy równi, choć nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. A sympatie i antypatie spadają jak grom z jasnego lub gwiazdka bez względu na równości/nierówności i wtedy jest Towarzystwo Wzajemnej Adoracji. I o nic więcej nie chodzi. Dobra nocka dobra, skończyła się „Kobra”.

  367. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 23:41
    Sorry Tanaka, masz rację. Ja już jednak patrzę z innej perspektywy to pewnie wychodzi mi zezowato. Sorry.

  368. Tanaka
    24 stycznia o godz. 22:36
    Uwagi, jakie przytoczyłeś od swojej znajomej znam na pamięć. Sa takie panie, wydawałoby się świadome swoich praw.
    Ale jeśli pani Kempa mówi, że dla niej feministki nic nie zrobiły, bo ją wybrali wyborcy…ręce i gatki opadają. A inna pani ministra od rodziny uznaje kobiety za…oczywisty kapitał opiekuńczy w Polsce. Ciekawe, dlaczego sama w domowych pieleszach się nie zakopała.
    Jako bywała na różnych protestach i demonstracjach, w sprawach nie tylko kobiet, ale i sądów oraz równości wszelakiej moge tylko potwierdzic, ze wielu nas mijających, przechodzących przez plac, na którym akurat jesteśmy sarkastycznie, pod nosem , ale głośno mruczą (zapewniam,że da się tak mruczeć, że nawet Adaś na odległym o 200 m pomniku słyszy) po coście przyszły, wnuki chować, wychować, kościólki odwiedzić, na tacę, na modlitwę…Już dawno dałysmy sobie spokój z wyjaśnianiem.

    Dopóki będę w stanie na własnych nogach dotrzeć na plac, będe protestować przeciw temu, co mi sie nie podoba, godzi w moje poczucie wolności lub odbiera mi moje prawa człowieka.

  369. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 23:47
    Ja jeszcze o partycypowaniu kobiet w życiu publicznym.
    W przeciwieństwie do E-J myślę, że wiele kobiet w starszym wieku chciałoby , ale… zobacz co oni wprowadzają. 65 lat i na złom, w innych przypadkach 60 lat. To są osoby z doświadczeniem (ogromnym) życiowym, profesjonalnym, dzieci już poszły z domu, mąż jeżeli jęczy, to ona mu powie; chcesz, to jęcz, a ja idę wpiriod.
    A oni uniemożliwiają. To b. smutne. Bardzo dużo ludzi w tym wieku jest b. sprawna, zwłaszcza intelektualnie. Dlaczego im uniemożliwiać. To jest chore.
    Teraz się modlą do Boga młodości. Ale tutaj też, chociaż sędziów na zieloną trawkę jeszce nie wyrzucają.

  370. @konstancja
    25 stycznia o godz. 0:03
    I tak trzymaj

  371. @konstancja
    25 stycznia o godz. 0:03
    Konstancjo jesteś wielka!

  372. @blondynka
    25 stycznia o godz. 0:04
    Co prawda do Tanaki, ale przeczytałam i nie zrozumiałam. Możesz doprecyzować te 60-65 lat?

  373. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 23:43

    „To złe dla partii, ale się dzieje. Więc niech kobiety w tej partii zrobią co trzeba, żeby egotyk partii nie rozwalił. Może trzeba go kopniakiem za okno?”

    To część pójdzie za nim i po ptokach będzie. Rozwiązanie dobre niby, ale załatwiające partię.

  374. @wbocek
    24 stycznia o godz. 23:54
    Ja akurat myślę, że jesteśmy bardziej równi sobie niż sądzisz.
    To prawda, mamy różne czasem doświadczenia. Ale to jest plus. Możemy się od siebie uczyć czegoś nowego, a nie mądrzyć się w ciasnym kółku, co wszyscy to samo myślą, czytają, doświadczają. Taka różność, jak na blogu… to dobra rzecz.
    Oczywiście wymądrzanie się, bo ja wiem więcej niż ty… a tamten powie; a ja wiem to czego ty nie wiesz.
    Wymiana i wzajemny respekt powinny dominować, bez nadmiernie nadmuchanego ego i będzie OK.

  375. blondynka
    25 stycznia o godz. 0:04
    nie jestem pewna, czy to sie tak da zrobić , jak myślisz.

    Wiele kobiet marzy tylko o domowych pieleszach, pilocik, telewizorek (największy w sklepie sie kupuje!)Fakt albo Superekspress . Ewentualnie Życie na gorąco, Na zimno; Twoje imperium, Dworskie życie itp. tytuły prasowe tzw. dla kobiet.

    Jesli nie czuje się bluesa-nie da rady. Trzeba chcieć, zadać sobie trudu, znaleźć swoją niszę dla działania. Ale z drugiej strony wiele pań spotkanych na tych manifach, demonstaracjach i protestach dopiero teraz ma czas na wszystko, wcześniej sie nie angażowały, bo praca, bo dom, bo okno brudne.
    I nagle rżnęły to wszystko wkąt, zaangażowały mężów (niech przywiezie na miejsce zbiórki) w domową pomoc i poczuły wiatr w żaglach. Mają przeczucie, że robią coś dla siebie, swojego i młodszego pokolenia, całego tabunu kobiet zajętych tym, czym same byłyśmy zajete w latach 80.
    Mają świadomość swojej siły. I mnóstwo satysfakcji z nowej formy życia.
    A przy tym nie wyglądają jak czarownice z Salem ani z piekła rodem.

  376. Ewa-Joanna
    25 stycznia o godz. 0:10
    Wysyłają na przymusową emeryturę sędziów na przykład

  377. a na Nowoczesną głosowałam w ostatnich wyborach i przez dwa lata zastanawiałam się, dlaczego tak fajnymi kobietami, posłankami z Nowoczesnej rządzi facet. Mało udany facet.

    Po wyprawie na Maderę najbardziej było mi żal p. Joanny Schmidt – wszyscy skupili się na niej, obwiniali ją o całe zło, a Rysiowi włos z głowy nie spadł.

  378. blondynka
    25 stycznia o godz. 0:24
    wkurzające jest i chyba niezgodne z prawem, ze na emeryturę w 65 roku życia wysyła poseł mający lat 76 (Morawiecki, Szyszko) lub nieco mniej ( np. 67 letni Kaczyński) i wielu jemu podobnych.

    Pomijając ten drobiazg, że o swojej emeryturze pracownik, nawet mianowany decyduje sam, to jeśli uznajemy, ze 65 sędzia nie jest w stanie orzekać, to cóż robią w sejmie takie …wapniaki, jak ww?

  379. blondynka
    24 stycznia o godz. 22:48

    „Tutaj zaczęłam sobie pozwalać na podobne zachowania. Z jakichś powodów wydawało mi się, że wszyscy ten język znają. Lenistwo do tłumaczenia też ma wpływ. Ja myślałam sobie, że jak ktoś czegoś nie rozumie, to teraz jest tak wielkie udogodnień z Googlem, z tłumaczem w komputerze, że rach, ciach to zrobi”.

    Jeszcze muszę jedno, bo zapomniałem. Chodzi o, z taką ujmującą swobodą się przyznająca do słabości blondynko (nie obowiązuje duża litera, skoro właściciel nicka pisze małą), rozmawianie z rozmówcą, a nie o podsuwanie mu „Zrób to sam”, jak sobie przetłumaczysz, to porozmawiamy. Człowiek ma dostać gotowy produkt, a nie półfabrykat lub, nie daj Boże, bubel.

    Dawno temu dałem bratankowi szwankujący, ale elegancki, zagraniczny telefon sznurkowy, myśląc, że ze swoją smykałką go naprawi i będzie miał. Nie dał rady naprawić. Dopiero po jakimś czasie uzmysłowiłem sobie jaka świnia ze mnie. Nie rób, palancie, z obdarowywanego człowieka wysypiska śmieci. Chcesz dać prezent, to daj nowy lub przynajmniej w pełni sprawny, gotowy do natychmiastowego użytku, a nie do miesięcznego, kłopotliwego remontu. Niedaleko jest podsuwanie odbiorcy nietłumaczonych tekstów od mojego prostackiego prezentu do remontu.

  380. @konstancja
    25 stycznia o godz. 0:23
    Zaśmiałam się i nawet parę łez uroniłam, bo mnie tak radośnie wzruszyłaś.
    Kiedyś płakałam, mój synek był mały i zapytał; czemu płaczesz? a ja na to; ze szczęścia synku.
    jakiś czas później znowu mnie na płacz wzięło, to on pyta; czy ze szczęścia Mamusiu płaczesz? I wiesz co? tak się zaczęłam śmiać i wszystkie troski poszły w kąt.

  381. @lonefather 24 stycznia o godz. 22:51
    Oczywiście, że od początku miałam rację – bo wyrwałeś mój cytat z kontekstu, przeinaczajac go tym samym. A kontekstu nie zrozumiałeś.
    I nadal bluzgasz, zarzucając mi niewiedzę. Czytaj uważniej. I zmądrzej trochę, gościu.
    A jeśli czegoś nie rozumiesz, to zapytaj zamiast publikować bluzgi.

  382. blondynka
    25 stycznia o godz. 0:33

    🙂

  383. @wbocek
    25 stycznia o godz. 0:31
    Będę się starać, ale jak w pędzie będę.. to wybacz. Ja jeszcze pracuję.
    Co do dużych liter….
    ja czytam szybko ileś tam postów i potem odpowiadam, więc stąd to co zapamiętam, to piszę. Pamięć mam dobrą, ale nie do dużych, czy małych liter. Niemniej dziękuję i będę się starać bardziej uważnie to robić. Pamiętaj, ja naprawdę mam kłopot z ortografią, czy tymi innymi z pisaniem kłopot. Ty jesteś w tym świetny. Ja to doceniam i cieszę się czytając, ale pod tym względem musisz mi czasem wybaczyć. Zwłaszcza, że należę do szybkich osób i często mówię skrótami.
    Wydaje mi się, że autentyczność czyjejś wypowiedzi jest w tym wszyskim chyba najważniejsza, a reszta to … Bardzo podoba mi się np Gekko, tzn jego komentarze. Ta fantastyczna zdolność abstrakcyjnego myślenia. To jest szczególny talent.
    Jedni to potrafią, inni co innego.

  384. Na marginesie
    24 stycznia o godz. 22:45

    „Pombocek skarży się na „panoszenie obcojęzycznych na polskim forum” (czy jakoś tak)”.

    Nie pierwszy raz masz spore trudności, dziecko, z rozumieniem zasad dobrych obyczajów. Bo tu o obyczaje chodzi, a nie o standardowe u Ciebie imputowanie, w tym wypadku – durnowatej tęsknoty za sielskością. Skoro mówisz o sprawie poruszonej przez dorosłego człowieka, to wypadałoby się z nią trochę lepiej zapoznać, a nie prezentować lekceważąco „CZY JAKOŚ TAK”. Lepiej pomilcz.

  385. Jeden z kilku swietnych memow ostatnich, czyli „Rzad PiSu”, po rekonstrukcji:

    http://pikio.pl/?gallery=miazdzaca-odpowiedz-internautow-na-rekonstrukcje-rzadu-memy

  386. blondynka
    25 stycznia o godz. 0:52

    Jezu, blondynko! Przestań o wybaczaniu. Błędy popełniają wszyscy, ja też, ale w moim okołokomunikacyjnym gadaniu błędy najmniej ważą. Mówiłem raczej o tym, co przeszkadza w komunikacji, w rozumieniu się, co budzi niepotrzebne emocje. No, kurcze, mówiłem. Błędy bardzo rzadko utrudniają komunikację, więc Bóg z nimi i licho. Zdrowo śpij i zdrowo wstań, choć nadziei na słonko, które daje życie, na razie nie ma. Dobranocka w podskockach.

  387. @Namarginesie

    Jedyne na co zaslugujesz, to ignorowanie.

    Dziekuje za uwage.

  388. @konstancja
    25 stycznia o godz. 0:27

    „Po wyprawie na Maderę najbardziej było mi żal p. Joanny Schmidt – wszyscy skupili się na niej, obwiniali ją o całe zło, a Rysiowi włos z głowy nie spadła.”

    Mnie nie było żal ani jednego, ani drugiego. Ona wiedziała że okrada żonę i dziecko. A to były i święta i Nowy. Jak z nią nie chciał być, to się rozwiedź. Rodzinę kompromitował, oszukiwał, a tą drugą mamił nie wiem czym.
    Zgadzam się jednak, że jej ciosów nie poskąpiono, a jego tak delikatnie tylko podgryzali.

  389. @lonefather
    25 stycznia o godz. 1:04
    przy pierwszym, to myślałam, że coś mi się z oczami pogorszyło i wszyscy jakoś podobni do prezesa… A za chwilę śmiałam się z memu i z siebie.
    Fantastyczne. Polecam każdemu na poprawę nastroju.
    Jakoś chyba wróciliśmy do PRLu. Bo wtedy też kawały nas ratowały.

  390. @konstancja
    25 stycznia o godz. 0:31
    Wyrzucają ludzi z najwiękrzym doświadczeniem profesjonalnym i życiowym. W tym wieku człowiek nabiera dystansu do siebie, życia, ludzi, sukcesów, stanowisk. Robi się w końcu mądry (z wyjątkami).
    Ale i samodzielnie i niezależnie myślący, więc niebezpieczny.
    Dlatego tylko czekać, że na sędziów będzie nabór zaraz po studiach. Bo młodzieńcy i młodzianki z braku doświadczenia, wiedzy, a z dużym wigorem, aspiracjami i pewnością siebie… będą bardziej dyspozycyjni i łatwiejsi do umodelowania na wzór i podobieństwo robota bezmyślnego. Tym starszym trudno połamać połamać kręgosłupy, węc na zieloną trawkę.

  391. @blondynka – 25 stycznia o godz. 1:53
    Sadząc po tym co się dzieje z emeriten gangsta na blogu twoje: człowiek nabiera dystansu do siebie, życia, ludzi, sukcesów, stanowisk. Robi się w końcu mądry (z wyjątkami) jest najzupełniej niepoprawne. No chyba, że te wyjątki rozciągniemy tak do 99%.
    Młodzi moga mieć aspiracje i silę napędową do zdobywania, ale taż nie mają zbyt wiele do stracenia więc i ryzykują częściej. Nie na darmo wysyła sie na wojny młodych a nie starych.
    Starzy, okrzepli w swoich zdobyczach nie są tacy chętni do ryzykowania a i z tym kręgosłupem to nie byłabym taka pewna – może już dawno zostały połamane…

  392. @lonefather 25 stycznia o godz. 1:05
    Miałeś wspaniałą okazję, żeby mnie zignorować!
    Ale nie skorzystałeś i zamieściłeś stek.

  393. @wbocek 25 stycznia o godz. 0:57

    Czy jakoś tak – to nie jest wyraz lekceważenia, tylko uznanie niedosłowności cytatu – bo dosłownego cytatu nie chciało mi się szukać. Nie jestem dzieckiem i proszę mnie w ten sposób nie tytułować. Tęsknota za sielskością – to był po prostu skrót myślowy. Sielskość – oznacza własny kraj, w którym nie panoszyliby się obcy – czyli obcojęzyczne lub przesiąknięte obcymi obyczajami człowiekomałpy – według twojego określenia. O tym pisałam.

    Twoja niechęć do nieznanych słów i nieznanych ludzi wpisuje się, pombocku, w szerszy nurt – polskiej awersji do inności. Co do zasad dobrych obyczajów, których brak mi zarzucasz – jest to, po pierwsze, zarzut imputowany (i jest to standardowe u ciebie imputowanie) a po drugie zarzut bardzo zabawny w tekście człowieka, który nie panuje nad językiem i sypie obłąkanymi insynuacjami jak z rękawa.

  394. @Tanaka, wygląda na to że nie zrozumieliśmy się. Jeśli podziękowałam – to za wspomnienie. Jeśli nie zgodziłam się z tobą w temacie wyższości świąt bożego narodzenia itd., – to dlatego że nie znajduję różnicy w sposobie pochówku ani dla zmarłego, ani dla najbliższych, tych którzy rzeczywiście odczuwają żal po stracie kochanej osoby.
    Zmarły – rzecz oczywista ponieważ śmierć jest ostateczna, żałobnicy dlatego że znajdują się przez pewien czas w stanie wyjątkowym, niecodziennym w związku z tragedią. Decydując o tej czy innej formie pogrzebu spełniają jedynie ostatnią wolę i to jest jedyne co mogą jeszcze zrobić dla bliskiego.
    Pogrzeb oceniają osoby postronne, dalsza rodzina, znajomi i oni bez emocji mogą nazwać obrządek nie dość uroczysty lub jak najbardziej godny.
    Ps. zarówno księża jak i świeccy mistrzowie ceremonii pobierają opłaty w porównywalnych kwotach.

  395. @ blondynka 24.01 godz.9:06
    „Plaisir d’amour ne dure qu’un moment,
    chagrin d’amour dure toute la vie.”
    Urocza francuska piosenka, slowa i muzyka pochodza z XVIIIw. Spiewala ja swego czasu Brigitte Bardot w jakims swoim filmie wraz z reszta obsady. Cytuje ja Alejo Carpentier w jednej ze swych powiesci (chyba „El Siglo de las Luces”). Nie cierpie spiewania jej po angielsku nie tylko z powodu mojej frankofilii ale rowniez dlatego, ze amerykanskie jej wykonanie jest dla mnie obrzydliwie zmanierowane. Odbiera prostej, swiezej muzyce caly jej urok.
    Bardzo ozywilas blog, bylo co czytac.

    @ wbocek
    Napomknales kiedys @anumlika, zeby przelozyl Ci cos z francuskiego, wiec pozwole sobie
    przetlumaczyc:
    „Rozkosz milosci trwa zaledwie chwile,
    udreka milosci trwa cale zycie.”
    @ anumlik zrobilby to na pewno lepiej ale sens chyba oddalam.
    Wyrazy uznania dla Twoich jezykoznawczych wywodow. Czytam je zawsze z wielka uwaga.
    Sama staram sie pisac najpoprawniej jak moge i sprawdzam, co napisalam, a i tak czasem cos nie wyjdzie. Z interpukcja dalam sobie spokoj, stosuje na oko. W kazdym jezyku sa troche inne jej zasady i czlowiekowi wszystko miesza sie w glowie. Czytam teraz po angielsku kryminaly pani Elizabeth George i widze, ze interpunkcje ta osoba niemalze eliminuje. Trzeba czesto dwa, trzy razy przeczytac, zeby pojac, ktore zdania sa wtracone.
    Rozumiem Twoj sprzeciw wobec naduzywania obcych jezykow na polskim blogu. Tylko ze z nami, emigrantami, tak jest, ze mowienie kilkoma jezykami stalo sie druga natura. Czesto mowimy miedzy soba dwoma lub trzema na raz. Straszna jest to kakofonia. Pochwale sie jednak, ze moje dzieci mowia dobrze po polsku mimo, ze niewiele czasu w Polsce spedzily.
    Na blogu dokonala sie jakas rewolucja, ktorej poczatki przeoczylam, bo mialam przerwy w czytaniu.
    Za rewolucyjna uznaje dyskusje na trzy glosy – @ Lewy, @ Rogger77, @ wbocek. Czytalam z zachwytem.
    Zycze Ci mniejszego cisnienia, wiem jak to sie odczuwa.

  396. @blondynka, wzruszyło mnie Twoje wspomnienie o Mamie, ucieszyło mnie to wspomnienie, sama widzisz jak niewiele mówi się i pisze o pozytywnych uczuciach, choćby i na tym blogu. Na innych także.
    A Ty pozostań sobą niezależnie czy humorów, upodobań czy zwykłej niewiedzy innych blogowiczów.
    Co my tu mamy, co ja mam dla Ciebie – Twoja ulubiona artystka i mój ulubiony utwór
    https://www.youtube.com/watch?v=Cp37NgqlhQ0

  397. zapomniałam całkiem że na tym blogu trzeba odczekać swoje zanim komentarz opatrzony linkiem się ukaże, tak czy inaczej jest to oczekujący na @blondynkę tekst okraszony piosenką.
    Niestety, piosenka jest w języku obcym co podniesie ciśnienie wrażliwszym na słowo. Ale nie na muzykę.

  398. i na koniec @parafianin 124 stycznia o godz. 19:14
    „głupi i ciemny lud,
    to komu zawdzięczamy obecną sytuację?
    kto podejmował decyzję?
    ciemny lud przy głosowaniu, tak?,
    a gdzie oświecona elita?
    kto wprowadził religię do szkół /chociażby to jedno/, ktoś spytał ciemnego luda?
    ciekaw jestem co ciemny lud powiedział by na to wtedy w referendum,
    i teraz jeśli elita /np. sędziowie/ sprzedaje się obecnej władzy to skąd największe pretensje do ciemnego luda, bo oni z nas?”
    odpowiadam:
    1. mówimy i piszemy „elyta” nieomal od 30-tu lat
    2. obecni tu ateiści, wielbiciele matki boskiej w klapie radzę zapamiętać komentarz, nawet jeśli teraz się pisze takie bzdety: -” należałem do „Solidarności”, właściwie nie wiem po co, ale należałem, nawet tam funkcję pełniłem…, przewodniczącego, czy innego jakiegoś tam…”
    Inna sprawa że tego blogu pewnie by nie było.

  399. i to jest styczeń nad styczniami – 124!
    @Gekko, czas na ciebie, zaraz się okaże kto jest bardziej zakręcony.

  400. @żabka konająca
    Trzeba pamiętać aby poprzedzić link apostrofem albo jakimś innym znaczkiem czy literka, wtedy wchodzi jako nieaktywny i pan Jacek go zaniebieszcza przy okazji. Ale nie czekasz.

  401. @Lonefather wczoraj 18:39

    Jean Auel.
    Jedynie dla sprostowania, gdyby ktoś chciał szukać.

  402. kruk
    25 stycznia o godz. 4:11

    Kruczku (zupełnie inne znaczenie niż „kruk”), dzień doberek w kolejny bury dzień na moim brzegu. Mimo sporego zainteresowania sprawami języka nie jestem purystą i ani mi przez ćwierć sekundy nie przyszło do głowy, żeby być. Czasem zabieram głos w sprawie powszechnych konstrukcji manierycznych (np. epidemiczne masło maślane „skuteczny” czy łamaniec „wydawał się BYĆ zielony”, zamiast zwyczajnie „wydawał się zielony”). Nigdy temu nie towarzyszą potępiający ton czy złośliwość. Niepoprawności u ludzi na co dzień posługujących się innymi językami są tak naturalne i zrozumiałe, że byłbym ostatnim jołopem, który by to wytykał. Odwrotnie: podziwiam tych, którym się chce dbać o język ojczysty na obczyźnie – więc właśnie Tobie się kłaniam z tego powodu, bo dawno zauważyłem Twoją dbałość i tu, i na innych blogach. Nie podziwiam dlatego, że jestem egzaltowanym patriotą (człowiekiem jestem, nie patriotą), lecz dlatego, że dla bliźniego człek się składa głównie z tego, co i jak mówi, a na blogu – tylko z tego. No, kurcze, przyjemnie pogadać, a nawet pomilczeć z kimś takim, zwłaszcza że tymi dbającymi na blogu są właśnie panie. Uroda języka panów polega na czym innym – na pasji. Zdarza mi się więc, że też ich czytam z pasją i jakiż tuman by wtedy skupiał się na głupstwach.

    Nawiasem mówiąc, powrócona żabka konająca też pokazuje zza horyzontu nie byle jaką dbałość o słowo, co zawsze dostrzegałem, mimo skłócenia z nią z mojej, zdaje się, inicjatywy. Trochę od tego czasu dorosłem, więc kłaniam się, żabko, nieśmiało na powitanie z daleka.

    Kruczku, od lat obserwuję z okna wiekową parę małżeńską. Ona – grubasek ledwo kuśtykający z chorymi nogami o kulach, on – niezwykle troskliwy, trzymający ją w podróży do samochodu za łokieć mąż. W niczym fizycznie jej to trzymanie za łokieć nie pomaga, ale zrozumiałem, że może pomagać jako znak, że zawsze przy niej JEST. Jest jak opoka. Niestety, życie nie stoi w miejscu. Już i on ma kłopoty z nogami. Do samochodu, żeby jechać po zakupy, kuśtyka o kulach. Od lat jeżdżą co dzień rano, przypuszczam, na jej rehabilitację. Wtedy on swoje kule tylko niesie pod pachą, a ją uważnie, troskliwie podtrzymuje za łokieć. Sądzę, że cierpi przy tym wspólnym kuśtykaniu. Ale jest na posterunku. Fest mnie wzięło, kiedy pierwszy raz to zobaczyłem. To są SPRAWY, a nie tam.

  403. Ewa-Joanna
    25 stycznia o godz. 2:26
    @blondynka – 25 stycznia o godz. 1:53
    Sadząc po tym co się dzieje z emeriten gangsta na blogu twoje: człowiek nabiera dystansu do siebie, życia, ludzi, sukcesów, stanowisk. Robi się w końcu mądry (z wyjątkami) jest najzupełniej niepoprawne. No chyba, że te wyjątki rozciągniemy tak do 99%.
    Młodzi moga mieć aspiracje i silę napędową do zdobywania, ale taż nie mają zbyt wiele do stracenia więc i ryzykują częściej. Nie na darmo wysyła sie na wojny młodych a nie starych.
    Starzy, okrzepli w swoich zdobyczach nie są tacy chętni do ryzykowania a i z tym kręgosłupem to nie byłabym taka pewna – może już dawno zostały połamane…

    Zacytowałam cały tekst, żeby spróbować odnieść się do wszystkich punktów i żebyś ty też nie musiała przewijać i sobie przypominać o co chodziło.
    Młodzi ludzie wysyłani są na wojny z kilku powodów. Po pierwsze sprawność fizyczna jest warunkiem koniecznym żeby znieść wszystko co z wojaczką związane. Po drugie im się zdaje, że są nieśmiertelni i właśnie dlatego tacy chętni do uczestnictwa, bo im się zdaje, że zasłynął jako bohaterowie, a dziewczyny będą sikacz ze szczęścia na ich widok, nie zdają sobie sprawy, że o ile na filmach nie czyć zapachu rozlewanej krwi, palących się domów, nie czuć zapachu rozkładających się ciał, nie słychać rozpaczy matek, ojców, przerażliwego krzyku dzieci, czy gwałconych kobiet, koszmarnych widoków rozrywanych na kawałki swoich przyjaciół, itd. Po takich doświadczeniach trudno się dziwić, że są poststresowe zaburzenia. Bo z jednej strony brak doświadczenia, a z wyobraźnią też nie najlepiej, bo widzi potencjalne bohaterstwo i bonusy za tym idące, a kompletnie w tej „przygodzie” brak tych innych rzeczy; zapachów, widoków, krzyków rozpaczy itd. Niecierpliwość to następna cecha młodości. Wszystko na raz musi być.
    Mówisz, że oni nie mają nic do stracenia. Im się tak zdaje, że nie mogą stracić życia, ale zyskać sławę i pozycję. To dwie różne rzeczy. Czyli nieświadomość utraty czegoś rzeczywiście wartościowego, a pogoń za blichtrem.
    Jeśli chodzi o ludzi starszych, doświadczonych. Oni mają poczucie swojej i innych śmiertelności i względności majątków, pozycji i tytułów. Napewno nie wszyscy, ale większość. O ile sobie zdają sprawę z kruchości i wartości życia, o tyle z małości synekur. Już wiedzą co jest jakie i co jest bardziej lub mniej ważne, albo wcale nie ważne. Nie przypadkiem we wszystkich kulturach istniały rady starszych, które decydowały o najważniejszych zagadnieniach. Bo nie ma lepszej kombinacji aniżeli głęboka wiedza, idąca w parze z dużym doświadczeniem. Bo wyobraźnię z wiekiem zastępuje doświadczenie.
    To, co podajesz za przykład, że na blogu zawierucha… Każdy człowiek ma poczucie swojej godności, jeżeli znajdzie się jednostka, która puszczając pawie z rozpryskiem, oczekuje wdzięczności….. to jest w mylnym błędzie. Będą znosić, ale do czasu. A jej dalsze szarpanie za nogawki uznają jako dodatkowy nuisance (uciążliwość, nieprzyjemność, zmora, utrapienie, naruszenie porządku, zakłócenie porządku, powolne obrzydzanie życia … wszystkie te określenia się mieszczą w nuisance).
    Nawet jeżeli ktoś wcześniej miał nadłamany kręgosłup, to w starszym wieku, zdając sobie sprawę z względności zaszczytów i majątków… bardziej go stać na integrity. (uczciwość, czystość, prawość, spójność, integralność, nie przkupność, itd)

  404. @Blondynko
    Troche mnie na początku bawiła Twoja jakby naiwność, ale i mnie rozbrajała. Teraz po dłuższym obcowaniu, myslę, że mądra z Ciebie dziewczyna, a Twoja naiwność odbieram jako ciepło, które emanuje z Twoich wypowiedzi.Cieszę sie, że sie tu zadomowiłaś

  405. @żabka konająca
    faktycznie nie widziałam twego postu z piosenką, ale poszukam.
    Z góry dziękuję

  406. Na marginesie
    25 stycznia o godz. 3:15

    Gdybyś, Namarginesko, zamiast walić z grubego moździerza ogólnikami, wytykała mi wściekliznę z pomocą obowiązkowych ilustracji, jak robią ludzie choćby i wściekli, ale poważni, dałoby się z Tobą żyć. Ale z czymś takim jak Twoje przypisywane mi „stek bzdur” czy „obłąkane insynuacje”, nie ma nawet jak rozmawiać. Stąd właśnie się wzięło „dziecko” – z Twojej, powiedzmy delikatnie, spontaniczności – z czym ja Ci, również emocjonalny, do pięt, panie, nie dorastam. Ale co będziemy ten, jak ma się na wiosnę – sama zobacz.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6514905127109463185/6514905133044479426?authkey=CKqYrqXynK2abg

  407. @Lewy
    25 stycznia o godz. 9:42
    Dzięki za dobre słowo. A jeśli chodzi o to co poprzednio powiedziałeś… To mnie troszkę ubawiło i jakoś rozrzewniło, a jednocześnie wiedziałam, że z czasem będziemy przyjaciółmi. Bo ja miałam więcej materiału, żeby ciebie oceniać, niż ty mnie.
    Dlaczego lekko rozbawiło? Bo zobaczyłam oczami wyobraźni mojego byłego męża i jego reakcję na twoje słowa o mnie.

  408. Lewy
    25 stycznia o godz. 9:42

    Lewusku, czy z tą blondynką to Ty jesteś ja? Dzień dobry, choć okropność jak gówniany.

  409. konstancja
    25 stycznia o godz. 0:03

    Mówiąc o premierce Nowej Zelandii z cyckiem i niemowlakiem orazz urlopem macierzyńskim, uświadomiłaś mi, a może raczej przypomniałaś, moje stałe oczekiwanie co do normalności: niech premierki ministerki, dyrektorki departamentów, prezeski , kierowniczki i cała reszta pań, chodzi z cyckami i niemowlakami dobrze przyssanymi. Dla zdrowia publicznego: niemowlaka, mamy, rodziny oraz Psychiatrii Narodowej. Znaczy – Narodowego Zdrowia Psychicznego.
    Cóż naturalniejszego niż mama karmiąca piersią dziecinę („dziecko boże” – jak słychać zewsząd i z każdej rury w kraju katolickim) ?
    To, że komuś to przeszkadza, wścieka, daje pretekst do awantur i przekleństw – to jest dopiero modelowe skrzywienie psychiatryczne. I żelazna obręcz na szyi oraz rękach i nogach i stygmat wypalony na czole: siedź, babo, w chałupie, tam dzieci niańcz i się nie pokazuj.
    Tak działa kraj katolicki, a zygota jest święta.

    Już bym Ci dał, jako ilustrację, piękną fotę, jaką zrobiłem niedawno przechodząc przez park, z młodą mamą i jej małym dzieckiem, w świetle impresjonistycznym i niebiańskim, ale nie mam gotowej w zbiorze który mogę pokazać w necie. Ale nic, wstawię i pokażę, bo piękna.
    Takie sceny powinny, obowiązkowo, oglądać już dzieci przedszkole, aż po emeryturę. Codziennie. Może by w główki co dobrego zapadło.

  410. @kruk
    25 stycznia o godz. 4:11
    Miło mi cię poznać, a reakcję na twój post zoobrazuję tak; (。♥‿♥。)

  411. Ewa-Joanna
    25 stycznia o godz. 0:03

    konstancja
    25 stycznia o godz. 0:03

    Normalny cham jestem, świnia, szczeżuja, co kawał życia ujadł-a i dupa z pokrzywy. Pomyliłem adres odpowiedzi: odpowiadałem Ejeotce, a adres wpisałem Konstancji. To teraz ja przepraszam i pójdę zrobić czyn społeczny: do każdej napotkanej kobiety będę się najszczerzej i nieszczeżujnie, uśmiechał. Chociaż, nie wiem dlaczego, ta szczeżuja, bo to piękne zwierzątko. Też boskie, jak mówią.
    Chociaż, przyznam, czyn społeczny pójdzie mi ławo i tanio, bo mam ogólną skłonność tego rodzaju. Ale, w sumie, ważny efekt, czyż nie?

    Konstancjo: Kępa Beata? Coś bym o niej też powiedział, ale mam się uśmiechać, więc dziś zmilczę o niej. Poza całą resztą, złamała, wielokrotnie, konstytucję, nie publikując orzeczeń TK.

  412. blondynka
    25 stycznia o godz. 10:07

    Czy Ty nie jesteś czasem pierwszą tancerką od tańców latynoskich?
    Te ozdobności ikonek, cekinków graficznych jakie chętnie wstawiasz, do takiego wniosku mnie skłaniają. Co by było bardzo miłe.

  413. @Tanaka
    25 stycznia o godz. 10:18
    Ależ nic się nie stało 🙂

  414. @Tanaka
    Nigdy nie wiem cz Kępa czy Kempa, tak samo jak klępa czy klempa, męda czy menda. Trzeba zapytać Miodka albo Bralczyka.

  415. @Tanaka
    25 stycznia o godz. 10:06
    To takie trochę rewolucyjne co mówisz. Sprawa jest nieco bardziej skomplikowana mnie się wydaje. Też miałam małe dziecko i nigdy nie znalazłam się w konieczności karmienia go w restauracji, czy autobusie piersią.
    Dotykamy tu zagadnienia barier. Czy one mają sens i wogóle po co są.
    Zacznę trochę od tzw dupy strony. Wolna miłość… dzieci kwiaty się nią chlubiły i nazywały rewolucją. Powstało w tym czasie takie mnóstwo niechcianych dzieci, że nie starczało miejsc żeby się nimi zająć właściwie. Te małe istoty były ofiarą. Właściwie to tylko młodzi mężczyźni na tym skorzystali i im było w to graj.
    To nie przypadek, że nawet wielu mężczyzn podnieca to, co jest nieznane. Na plaży nudystów nikt nie marzy o ciele drugiego człowieka i trzymaniu go za rękę, A przecież to jest chyba najpiękniejszy moment dla nas. Skromność ale nie pruderia ma swoje miejsce w naszym życiu. Dopóki nie zostałam matką, nie zdawałam sobie sprawy co to znaczy określenie błogosławiony stan. To wszystko jedno czy osoba wierząca, czy nie. Jest to tak czyste uczucie, specjalne, że wydaje mi się powinno wszystko co z nim się łączy otaczać pewien nimb. Rozumiem konieczność karmienia w publicznym miejscu, kiedy ludzie skazani na zsyłkę w wagonach jak sardynki musieli radzić sobie ze swoimi fizjoloficznymi porzebami. Ale dzisiaj to jest nie konieczne, przynajmniej u nas. Inaczej psucie powietrza, żeby uniknąć wzdęć też byłoby OK. A nie jest. jest wiele barier, które nam wbrew pozorom służą, a nie przeszkadzają. Życie bez pewnego rodzaju zachamowań, czy jak kto woli konwenansów wydaje mi się straciłoby wiele. Oczywiście, że w miarę rozwoju naszej świadomości niektóre się deaktualizują, ale likwidowanie wszystkich w czambuł… też nie jest wyjściem. Kontrolowanie naszych emocjii służy na przykład temu, że ludzie nie okładają się po mordach w chwili niezgody, albo nie wyzywają jeden drugiego. Jeżeli taka sytuacja zaistnieje, zazwyczaj spotyka się z potępieniem społecznym, a nawet sąd został po to powołany. Żeby zbyt krewkich jeżeli łagodna perswazja nie pomoże, to strach przed karą może być tym regulatorem wzmożonych emocji. Podobnie i tu, kary są nadużywane. Nie jesteśmy doskonałym społeczeństwem, ale nie niszczmy wszystkiego co było przed nami… bo stare, tylko wybierajmy co dobrze robi, a co źle. Często w tych starych kanaonach kryją się lata doświadczeń i przemyśleń. To duży temat, ale na razie to by było na tyle.

  416. Na marginesie
    25 stycznia o godz. 3:15
    „@wbocek 25 stycznia o godz. 0:57

    Czy jakoś tak – to nie jest wyraz lekceważenia, tylko uznanie niedosłowności cytatu – bo dosłownego cytatu nie chciało mi się szukać”.

    Kiedy mówisz nie ogólnikami, jest do czego się odnieść. Swoją deklarację o nielekceważeniu sama odwołujesz informacją, że nie chciało Ci się szukać. Jeśli się nie chciało, lepiej nic nie mówić, niż mówić byle co. No i, niestety, nie ma znaczenia, co autor miał NA MYŚLI, bo nikt w cudze myśli się nie wciśnie, znaczenia ma, CO POWIEDZIAŁ. Nierozumienie tego, że tekst nadany niekoniecznie jest tym samym, co tekst odebrany, prowadzi do blogowych bojów, czasem – o nic. Czyli pisząc, warto żmudnie redagować tekst, starając się przewidzieć, jak może być odebrany, a nie skupiać się wyłącznie na własnych myślach. Bardzo w tym może być pomocne dwukrotne, powiedzmy, przeczytanie tekstu przed wysłaniem.

  417. @blondynka
    Jestem pełen podziwu dla Ciebie. Z postu na post Twój język staje się coraz bardziej literacki; potoczysty, ale pełen niuansów, smakowity. I nie obrażasz się na krytykę i jakieś (nieistotne dla mnie) potknięcia. Przyjemnie Cię czytać.

    Dobra. Koniec komplementów, bo się oboje rozpłyniemy, a chciałem się odnieść do Twojego – zapytania? stwierdzenia? – zdania z wczorajszego postu z godz. 23:43. Napisałaś – Dowiedziałam się tylko stamtąd, że w kilku sztukach występował z Laboratorium na początku lat 60-tych. Potem w 80-ch uczył tu i tam i że umarł na raka płuc w Huston.To żadne informacje. Chciałabym wiedzieć więcej co robił, gdzie, czy może wyemigrował i kiedy jeżeli już , czy miał rodzinę, dzieci i co z nimi

    Ostatnim przedstawieniem wyreżyserowanym przez Jerzego Grotowskiego była Apocalypsis cum figuris (1969 I wersja, 1971 II wersja, 1973 III wersja). Grotowski porzucił teatr sensu stricte na rzecz prac warsztatowych nazwanych przez niego parateatrem, czyli próbą rzeczystego zaangażowania widza w proces twórczy aktora. Realizowane to było podczas warsztatów treningowych w Brzezince koło Oleśnicy. Działania (performerskie bardziej) rozgrywały się na pograniczu antropologii, psychologii, religioznawstwa i teatrologii. Zjeżdżali goście z całego świata a krytycy cmokali z zachwytu. Ja też kilka razy cmoknąłem podczas tych zajęć. Po jakimś czasie przestałem. Cieślak został we Wrocławiu, gdzie realizował się w coraz to nowych wersjach Apocalypsis cum figuris, sam je de facto reżyserując. Na warsztatach w Brzezince pojawiał się sporadycznie. Ja w tym czasie przeniosłem się do Warszawy i Teatrem Laboratorium interesowałem się coraz mniej. Jak podaje Wiki: Ostatnim przedstawieniem Teatru Laboratorium, już bez udziału Grotowskiego, a w reżyserii samego Cieślaka był „Thanatos Polski” (1981). Teatr rozwiązał się w 1984 roku, a w 1990 w jego dawnej siedzibie otwarto Ośrodek Badań Twórczości Jerzego Grotowskiego i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych. Placówka po dziś dzień zajmuje się dokumentacją działalności artystycznej Grotowskiego i Teatru Laboratorium, badaniem jego twórczości i recepcji. Ośrodek organizuje wiele spotkań, konferencji, warsztatów teatralnych, pokazów, w które zaangażowani są dawni współpracownicy Grotowskiego, jego uczniowie, egzegeci i naśladowcy z całego świata. 29 grudnia 2006 roku Ośrodek został przekształcony w Instytut im. Jerzego Grotowskiego.

    Sam Cieślak – podobnie jak Grotowski – zaczął jeździć po świecie, gdzie w różnych miejscach prowadził warsztaty teatralne. Stricte teatralne. Gdy W 1984 Teatr Laboratorium dokonał samorozwiązania, Cieślak pracował w Hiszpanii nad przedstawieniem Desarraigo (Wykorzenienie) w El Teatro Escuela Municipal de Albacete (premiera: 1984). Został również zaproszony do współpracy przez Petera Brooka przy realizacji sławnej Mahabharaty. Zagrał w niej króla Dhritarashtrę.

    Ostatnim wyreżyserowanym przez Cieślaka przedstawieniem był Ash Wednesday (Popielec) na podstawie „Na dnie” Gorkiego z tekstami Szekspira i Eliota, zrealizowane w Experimental Theatre Wing Uniwersytetu Nowojorskiego (1990). Kilka miesięcy później – 15 czerwca 1990 – Cieślak zmarł w Houston na raka płuc. Nic dziwnego – palił jak smok papierosa za papierosem. Jego prochy przewieziono do Polski. Został pochowany na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu. Ale o tym wszystkim dowiesz się z artykułu Moniki Pokrzyckiej-Pokora, do którego linka wklejam:
    http://culture.pl/pl/tworca/ryszard-cieslak

  418. blondynka
    25 stycznia o godz. 10:44

    Wiesz co, blondynko? Nie będę stawał w kolejce – bo się już zrobiła kolejka do Ciebie z wyrazami uznania – żeby Ci się ukłonić, powiem tylko, co mi się zdaje. Mi się zdaje, że nie trwonisz życia na nieważne duperele. Choć są i ważne duperele składające się na cud życia. Jesteś, która jesteś.

  419. @Tanaka
    25 stycznia o godz. 10:20

    „Czy Ty nie jesteś czasem pierwszą tancerką od tańców latynoskich?
    Te ozdobności ikonek, cekinków graficznych jakie chętnie wstawiasz, do takiego wniosku mnie skłaniają.”

    Lubię tańce latynowskie i chyba dobrze tańczę, ale nie profesjonalnie.
    Odnośnie moich ikonek… Ja dużo maluję i to jest forma mojego wysławiania się. Poprzez te ikonki próbowałam oddać swoje odczucia/emocje, dotyczące poruszanego tematu. Albo mój stosunek do osoby, bądź moją reakcję na jej komentarz.

  420. konstancja
    25 stycznia o godz. 0:31
    blondynka
    25 stycznia o godz. 0:24
    wkurzające jest i chyba niezgodne z prawem, ze na emeryturę w 65 roku życia wysyła poseł mający lat 76 (Morawiecki, Szyszko) lub nieco mniej ( np. 67 letni Kaczyński) i wielu jemu podobnych.

    Mój komentarz
    Równie nielogiczny jak wysyłanie sędziów na emeryturę w wieku 65+ lat przez posłów, którzy są 65+, jest fakt, że ustawy sejmowe, które nakazują w różnych sprawach głosowanie z większością kwalifikowaną (np. 2/3, 3/5), są przegłosowywane większością zwykłą (więcej jak 50 % głosów posłów). Większość zwykła narzuca innym większość kwalifikowaną.

    Poseł, który ma np. 68 lat, ustanawia prawo mówiące, że sędzia może być usunięty przez ministra ze stanowiska, bo ma powyżej 65 lat. Ten który tworzy prawo w parlamencie i ma np. 70 lat, nadaje się, a ten który wykonuje to prawo jako sędzia mający 65+ lat, nie nadaje się.
    Pzdr, TJ

  421. blondynka
    25 stycznia o godz. 1:38
    @lonefather
    25 stycznia o godz. 1:04

    Mój komentarz
    Już byłem przez chwilę zobawiony, że z moim systemem widzenia (oczy plus, to co pod czaszką) jest coś nie tak, gdy nie mogłem przez ileś sekund rozpoznać o co w pierwszym memie chodzi. Toć przecie normalna fotka. Stoją sobie rządowcy, z przodu Morawiecki, obok Szydło, Kaczyński jako sterowniczy rządowy z przodu po lewej. O co chodzi?
    Wszyscy jakoś tak dziwnie patrzą w przód i mają jednakowe miny…
    Blacha w czoło! – Oczywiście! Jest to jedna mina, jedna i ta sama twarz Prezesa Polski. Świetny mem.
    Pzdr, TJ

  422. Oj chłopaki, chłopaki, że sobie tak westchnę pokątnie.

  423. Chyba trzeba będzie się cofnąć i odszukać jeden wpis. Przemknął mi wtedy przed oczami i nie zwróciłem uwagi, kto był jego autorem. Ewentualnie poproszę autora. Kto napisał o CV rozsyłanym raz pod imieniem John a drugi raz pod imieniem żeńskim?

  424. Szanowni!
    Na koniec tygodnia coś z całkiem innej beczki. @zak1953 napisał ciekawe wspomnienie stycznia 1945 roku.
    Zapraszam!
    JK

  425. Lewy
    25 stycznia o godz. 10:23
    ona jest Beata Kempa, bywa mendą, ale nie wiem, czy nazwałabym ją klempą.