Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

16.01.2018
wtorek

Sztuczna inteligencja

16 stycznia 2018, wtorek,

Tytułowe określenie sugeruje istnienie inteligencji naturalnej. Cóż to takiego? Pomijam z premedytacją trudność jej zdefiniowania i przyjmuję, iż każdy ma swoje wyobrażenie o inteligencji. Przynajmniej własnej. Gdy mówimy o naturalnych zdolnościach do np. malowania czy muzykowania, mamy na umyśle konkretne cechy, jak postrzeganie i umiejętność zapamiętywania kompleksowych obrazów czy szczególnie wyczulony słuch. Ponieważ u noworodka nie jesteśmy w stanie stwierdzić tych cech, choćby nie wiem jak były silne, zatem same w sobie są one warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym do ujawnienia talentu. Konieczne jest celowe działanie. Sporadycznie może ono wystąpić samorzutnie, bowiem człowiek – jak każdy układ zużywający energię – podąża drogą najmniejszego oporu, czyli czynienia tego, co dla niego najłatwiejsze.

Ponieważ inteligencję lokalizujemy w mózgu, zatem jest ona taką samą własnością fizjologiczną, jak np. pamięć. Jak każda inna cecha, stanowi potencjalną możliwość. I tak jak nie każdy osobnik obdarzony słuchem muzycznym nauczy się muzykować, tak i nie każdy nauczy się „inteligentnieć”.

Aby zostać znaczącym muzykiem czy sportowcem, trzeba intensywnie trenować. Na ogół wiele lat. Podobnie jest z inteligencją. Trzeba trenować. Tak jak i w innych dziedzinach, tak i tutaj ważne jest właściwe podejście, bo źle wyuczone bardzo trudno wyprostować.

Większość z nas uczy się, by mieć z nauki pożytek, czyli móc wyuczone sprzedać. Uczymy się zatem „pod kątem”, czyli w z góry określony sposób. Nasze szkoły i uczelnie też są bardzo ukierunkowane. Tym samym, nasza wyuczona inteligencja jest wpasowana w system społeczny i dba, byśmy podążali właściwym nurtem.

Ale inteligencja to również sfera indywidualna (prywatna?) każdego osobnika. Zaliczyć do niej można wszelkie uczucia, odczucia, przeczucia i inne… czucia. Są one niewątpliwie nabyte w trakcie uczestnictwa w życiu – szczególnie zbiorowym. Bo czyż osobnik, który nie słyszał o nartach może zapałać do nich uczuciem? Albo do jakiegoś boga? Konieczna jest informacja. Albo dowiedziona albo przekonująca. Z powyższego wynika, iż nasza inteligencja jest nabyta, czyli sztuczna.

Wnioski są tyleż wspaniałe, co straszne – prawie każdego można dowolnie wychować, czyli ukształtować jego inteligencję. Stąd biorą się kraje pełne rozmodlonych, kraje pracujących, kraje żołnierzy, kraje pijaków itd. Tylko nieliczni próbują sami „inteligentnieć”. Niektórym się udaje. Przykład: kilku studentów łódzkiej Szkoły Filmowej otrzymało Oscary. Żaden z nich szkoły nie ukończył.

Nasuwa się pytanie, czy (prawie) każdy posiada potencjalne możliwości „inteligentnienia”? Śmiem twierdzić, że tak, przy czym najistotniejszą rolę odgrywa wychowanie. Im ono szersze, tym większe wyzwanie i szansa dla inteligencji. Cytat: „Niczym są krzywdy wyrządzane pasierbom przez złe macochy w porównaniu z wyrządzanymi synom przez kochające matki”. Generalnie „wychowanie w rodzinie” zaspokaja częściej potrzeby wychowawców niż wychowanków. W rodzinach jednodzietnych latorośl jest albo niemożliwie rozpieszczana albo kompletnie zaniedbana. W rodzinach wielodzietnych wpajana jest kolejność dziobania i lojalność klanowa. Dzieci chowane od maleńkości w dużych i różnych gromadach są najlepiej przygotowane do życia w społeczeństwie – z jednej strony są bardzo samodzielne i samowystarczalne, a z drugiej tolerancyjne, czyli zdolne do współpracy. I są bardzo ciekawe świata i okolic. Bowiem im wcześniej przyzwyczajamy się do jakiejś sytuacji, tym naturalniejsza jest ona dla nas.

Tu dochodzimy do istotnej cechy inteligencji – umiejętności dostrzegania powiązań pomiędzy faktami i innymi powiązaniami. Im większa różnorodność doznań, tym więcej materiału porównawczego i tym ciekawsze powiązania do odkrycia. Rozróżniłbym z grubsza inteligencję otwartą oraz zamkniętą. Pierwsza traktuje nieznane jako godne poznania, a druga jako godne potępienia. Pierwsza rozwija się w sposób ciągły, druga stosuje chów wsobny, prowadzący z reguły do wynaturzeń. Cechą drugiej jest również ucieczka w mity (religie), czyli szermowanie szczegółami według nietykalnych (boskich) zasad.

Nie znamy jeszcze naszego hardware’u na tyle, by móc go ulepszyć lub powielić. Skazani jesteśmy (na razie) na stosunkowo krótkie życie, w którym inteligencję wykorzystujemy najwyżej 40 lat. To bardzo mało. Gdybyśmy mieli jeszcze 100 albo 200 lat do dyspozycji…

Jak długo więc nie wiemy, jak nasza inteligencja funkcjonuje, zarówno hardware’owo, jak i software’owo, dywagacje o stworzeniu sztucznej są mniej lub bardziej naukowym gdybaniem.

Na koniec przypuszczenie: Wielki Wybuch, który traktujemy jako początek Wszechświata, był w rzeczywistości końcem kolejnego, mało udanego, ewolucyjnego projektu „inteligencja”.

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 221

Dodaj komentarz »
  1. Qba pomieszał dokładnie inteligencję z uczeniem się, z wychowaniem, z mentalnością, uczuciami oraz z kodem społeczno-kulturowym, który każdy nabywa (świadomie lub nie) w czasie dorastania i dojrzewania oraz uzupełnia lub nie podczas egzystencji w dorosłości.

    Z tego pomieszania Qba wytworzył na potrzeby swojego wstępniaka powstały takie pojęcia, jak „kraje pełne rozmodlonych, kraje pracujących, kraje żołnierzy, kraje pijaków”.
    Śmiem się domyślać, że ścieżka rozumowania była w tym przypadku taka sama lub równoległa do myślenia prezydenta DT, który nie potrzebuje imigrantów z asshole countries. W tym przypadku nie chodzi o imigrantów, tylko o kraje.
    Pzdr, TJ

  2. tejot
    16 stycznia o godz. 16:15

    Wlasciwie to moznaby wysnuc wniosek, ze inteligencja potrafi wyprodukowac teksty zaprzeczajace posiadaniu inteligencji. Oczywiscie wpierw zakladajac, ze Quba posiada inteligencje i nie jest to inteligencja „au reoburs”…

    Ciezki problem, z ta inteligencja… ciezki.

    pozdrowka
    ~l.

  3. Qba, ten tekst jest rzeczywiście nieco chaotyczny – ale moim zdaniem inspirujący. Czyli inteligentny?
    Ale właściwie czym jest inteligencja? Oto definicja prosto z wiki – tak niejasna, że aż lekko zabawna.
    Inteligencja (od łac. intelligentia – zdolność pojmowania, rozum) – zdolność do postrzegania, analizy i adaptacji do zmian otoczenia. Zdolność rozumienia, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy i umiejętności w różnych sytuacjach. Cecha umysłu warunkująca sprawność czynności poznawczych, takich jak myślenie, reagowanie, rozwiązywanie problemów.
    W 1983 Howard Gardner przedstawił teorię Inteligencji wielorakiej; rodzaje inteligencji według Howarda Gardnera:
    1. Inteligencja językowa – umiejętność czytania, pisania i porozumiewania się za pomocą słów, doskonale rozwinięta u pisarzy, poetów i mówców.
    2. Inteligencja logiczna lub matematyczna – umiejętność rozumowania oraz liczenia. Najlepiej jest rozwinięta u ekonomistów, naukowców, inżynierów, prawników i księgowych.
    3. Inteligencja wizualno-przestrzenna – umiejętność malowania, rysowania, robienia artystycznych fotografii, rzeźbienia lub wyobrażania sobie trójwymiarowych kształtów; doskonale rozwinięta u nawigatorów i artystów.
    4. Inteligencja muzyczna – umiejętność układania piosenek, śpiewania, gry na instrumencie, pisania wierszy, a także stosowania rymu i rytmu. Szczególnie rozwinięta u kompozytorów, dyrygentów, muzyków.
    5. Inteligencja interpersonalna (społeczna) – umiejętność nawiązywania kontaktów; rozwinięta u sprzedawców, nauczycieli i przywódców.
    6. Inteligencja intrapersonalna (refleksyjna) – umiejętność skupienia uwagi na swoich uczuciach, umiejętność wyciągania wniosków z przeżytych doświadczeń i umiejętność planowania. Ten rodzaj zdolności wiąże się u niektórych ludzi z wielką intuicją.
    7. Inteligencja ruchowa – zdolności manualne oraz umiejętności sportowe; dobrze wykształcone u gimnastyków, tancerzy, rzemieślników i sportowców, a także chirurgów.
    8. Inteligencja przyrodnicza – umiejętność rozumienia praw natury i postępowania zgodnie z nimi; dobrze rozwinięta u biologów, rolników i osób działających na rzecz ochrony przyrody.
    Jedynie dwa pierwsze rodzaje inteligencji są uznawane przez klasyczne modele edukacyjne
    Koniec cytatu.
    Aha, jest jeszcze inteligencja emocjonalna. Co to za zwierz?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. tejot
    16 stycznia o godz. 16:15
    „prezydenta DT, który nie potrzebuje imigrantów z asshole countries.”

    Z shithole countries, tejocie. Związek między asshole i shithole jest taki, że to co wypada z „asshole” często wpada w „shithole”. Zwłaszcza w krajach z których nie chcemy emigrantów. Asshole to w potocznym znaczeniu dupek (tak twierdzi słownik), ale nie jestem pewna, bo nigdy nie nazwałam nikogo dupkiem. A asshole-m się zdarzało.
    Co do „shithole” to postuluję tłumaczenie na „zasraną dziurę”, nie żadne „zadupie”. Nie ten sens ani poziom wulgarności i pogardy.

  6. @namargineska rozplątała to, co Qba poplątał.
    Qba, jest mi przykro, ale muszę Ci powiedzieć, że nie panujesz nad dryfem swoich myśli.
    Zacytuję Ciebie
    Rozróżniłbym z grubsza inteligencję otwartą oraz zamkniętą. Pierwsza traktuje nieznane jako godne poznania, a druga jako godne potępienia. Pierwsza rozwija się w sposób ciągły, druga stosuje chów wsobny, prowadzący z reguły do wynaturzeń. Cechą drugiej jest również ucieczka w mity (religie), czyli szermowanie szczegółami według nietykalnych (boskich) zasad

    To nie są dwie rózne inteligencje, lecz dwie różne psychiki. Owa wsobna psychika raczej nie jest inteligentna, więc trudno ja nazywać jakimś rodzajem inteligencji, jeśli to co nowe jest dla niej godne potępienia.

  7. @izabella 16 stycznia o godz. 16:48

    Suszna uwaga! Dodam, że „asshole” w większości zastosowań równa się „jerk”, czyli „assholem” jest na przykład kretyński i złośliwy szefuńcio. Albo kierowca, który bezczelnie zajeżdża drogę.

  8. E tam…

    Wykluczajac przypadki kliniczne, wszyscy pozostali ludzie maja inteligencje, ktora jest nieodlaczna od bycia czlowiekiem.

    Jak do tej pory wszyscy rodzimy sie naturalnie, nawet jesli powstali niektorzy z zaplodnienia in vitro.

    KAzdy posiada jakas intelignecje. Ale poniewaz nie jestesmy z fabryki, to jedni maja jej „srednio” i ci stanowia wiekszosc, inni ci z obu koncow rozkladu Gaussa, maja ledwo co, lub super duzo.

    Na to nakladaja sie indywidualne predyspozycje w jakims kierunku. Muzyki, tanca,matematyki, czy czego tam jeszcze.

    W/g mnie podzialy na „inteligencje”, to twor sztuczny, wymyslony dla pocieszenia, a nie mowiacy cos o samej inteligencji.

    ************

    W tekscie Quby jest tylko jedna mysl, z ktora sie zgadzam w pelni. Mianowicie ta, ze tak naprawde to nie wiemy, czym jest, z czego sie sklada i jak dziala inteligencja. Jedyne co umiemy to zaobserwowac skutki dzialania i po nich probowac dokonywac ocen. Ilosc skladowych i samo dzianie sie w mozgu umyka wciaz mozliwosciom obserwacyjnym, choc staraja sie to zbadac bardzo inteligentni ludzi.

    Brak sukcesow obserwacyjnych nie gasi nadzieji na to, ze pewnego dnia, pewien czlowiek pokona przeciwnosci i zdola powiedziec cos bardziej konkretnego o tym czym jest i jak dziala inteligencja.

    pozdrowka
    ~l.

  9. Qba
    Jak długo więc nie wiemy, jak nasza inteligencja funkcjonuje, zarówno hardware’owo, jak i software’owo, dywagacje o stworzeniu sztucznej są mniej lub bardziej naukowym gdybaniem.
    lonefather
    W tekscie Quby jest tylko jedna mysl, z ktora sie zgadzam w pelni. Mianowicie ta, ze tak naprawde to nie wiemy, czym jest, z czego sie sklada i jak dziala inteligencja. Jedyne co umiemy to zaobserwowac skutki dzialania i po nich probowac dokonywac ocen.

    W tekście Qby jest dużo ogólnie uznanych „prawd”, niekoniecznie mających związek z inteligencją, oraz jedna myśl z którą nie zgadzam się w pełni. Mianowicie że nic nie wiemy czym jest, z czego się składa i jak działa inteligencja.

    Czas poczytać panowie a nie wymądrzać się na blogach. Uciekam, bo zaraz pojawi się pewien asshole i będzie szarpał po nogawkach.

  10. @izabella 16 stycznia o godz. 16:48
    Ja prezydencki język dyplomacji przetłumaczyłem sobie na kraje-srocze.
    Może niepięknie, ale dosłownie. Shit_hole to dziura do srania czyli srocz.

    Wiele lat temu, zdopingowany polskimi debilami-emigrantami dającymi głos w radio 1030AM, postanowiłem dokopać się do argumentacji dawnych polityków i do jej odbicia w ówczesnej amerykańskiej prasie, czyli do tzw. tekstów źródłowych. Chodzi mi o eugeniczne argumety używane wtedy dla uzasadnienia ograniczenia imigracji do USA z Włoch oraz z Europy Wschodniej. Zgodnie z tymi argumentami, opartymi na ówczesnych badaniach naukowych, Włosi, Słowianie i Żydzi mieli być elementem niepożądanym, gdyż obniżającym inteligencję amerykańskiego społeczeństwa.

    Niestety, jak wiele moich planów, także i ten pozostał w rubryce „do zrobienia”. Zresztą wątpię, aby cokolwiek przekonało polski, imigracyjny white trash. Polonijny biały śmieć dlatego popiera Trumpa, gdyż widzi w nim swój rasizm, swoją pogardę dla innych, jakoby gorszych nacji wywyższone do kategorii cnoty. Usprawiedliwone i zalegalizowane prezydenckim przykładem.
    Coraz mniej wierzę, wróć, nie wierzę, że zapoznanie się tych debilów z rasistowskimi, antypolskimi tekstami sprzed 100 lat mogłoby jakoś na nich wpłynąć i skłonić do refleksji.

    W każdym razie wpadłem na pomysł (targowica! zdrajca! donosiciel!) napisania do felietonisty gazety „Chicago Sun-Times” aby podsunąć mu pomysł na właśnie taki artykuł.

    Surprise, surprise! Po wejściu na jego bloga znalazłem ponizszy wpis:
    http://www.everygoddamnday.com/2018/01/how-many-poles-does-it-take-to-screw-in.html

    Niekoniecznie używający moich argumentów z prasy lat dwudziestych. ale brzmiący nawet bardziej autentycznie przez osobiste wspomnienia Steinberga.

  11. Qba

    Z podziękowaniem za wstępniaka. Czytam i zastanawiam się, którędy biegnie przewód Twojej myśli. Czyli wykazuję inteligencję, ale którą – sztuczną, czy niesztuczną? Ale może to taka moja cecha: bo myślę? Albo – skoro inteligencja jest w mózgu – to może to taka „własność fizjologiczna”?
    Nie wiem jednak jaką inteligencję wykazuję, chyba niską, bo ciągle nie mogę się połapać: o co chodzi?

    Mówisz, że aby być sportowcem trzeba trenować, latami. I że z inteligencją jest tak samo: trzeba trenować. Dlaczego niby trzeba? Może i nie trzeba,, mało jest ludzi inteligentnych, a pełno byle jakich. Oni może nie słyszeli, że trzeba, albo im się nie chciało? Ale jak mogło im się nie chcieć, skoro wiadomo, że trzeba?

    Nie bardzo wiem, dlaczego użyłeś przykładu noworodka do wyjaśniania czegoś, z czym noworodek albo niewiele ma wspólnego, albo wprost przeciwnie – wyjaśnia wszystko i dalszy wywód w ogóle nie jest potrzebny. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy noworodek nie posiada wyostrzonego słuchu, zdolności do rozróżniania obrazów i tak dalej? Jesteśmy, a przekonujemy się o tym bardzo szybko. Chyba, że sami nie posiadamy zdolności postrzegania tego, co sobą nam noworodek komunikuje. Ale to nie problem noworodka, tylko nas: brakuje nam inteligencji do postrzegania obrazów noworodka, słuchania dźwięków jakie wydaje, zauważania i wnioskowania z gestów i całej mowy małego ciałka.

    Cokolwiek się powie o inteligencji, jest ona, na podstawowym poziomie, umiejętnością do tworzenia modeli rzeczywistości. Inteligencja nie jest też oddzielna i niezależna do psychiki. Stany psychiki wpływają działanie inteligencji a inteligencja wpływa na stany psychiki. Ponieważ jednak psychika jest całością, a inteligencja częścią, to psychika ma więcej możliwości działania na inteligencję.

    Temat inteligencji, z którym się już nie pierwszy raz mierzysz, jest tak złożony i wymagający ostrożnego stąpania oraz bardzo klarownego prowadzenia myśli, że znacznie lepiej jest się brać za jakiś drobny fragment sprawy niż od razu za wielki wywód, o nieczytelnym przebiegu i jeszcze bardziej niepewnych wnioskach. W przeciwnym wypadku nie można nadążyć za własną inteligencją.

  12. izabella
    16 stycznia o godz. 16:48
    tejot
    16 stycznia o godz. 16:15
    „prezydenta DT, który nie potrzebuje imigrantów z asshole countries.”

    Mój komentarz
    Izabella, masz słuszność, nie doczytałem i wyłagodziłem wypowiedź Trumpa. Niemniej uważam, że podobne myślenie daje podobne wyniki.
    Pzdr, TJ

  13. Wstępniak @Qby niestety bardzo chaotyczny. Poza tym zgadzam się z @izabellą, że „czas poczytać panowie”. Przynajmniej w moim przypadku to się bardzo sprawdza. Co znajdę jakiś artykuł prasowy, książkę czy prezentację na youtube na temat ostatnich postępów w AI to mi „szczęka opada”. (A powinno być żuchwa, ale ktoś kazał opadać „szczękom” 😉 )

  14. Sorry, ze zakloce dyskusje o sztucznej inteligencji. Ale dla relaksu proponuje wariacje na temat Ogorek. Moze anumlik cos dorzuci
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114883,22905028,fala-ogorkizmu-zalala-internet.html#Czolka3Img

  15. izabella
    16 stycznia o godz. 17:37

    Mysl, ktora raczylas wyrwac i nie dajac rozdzielnika polaczyc z kawalkiem tekstu @Quby, jest z czytania.

    Jest z czytania New Scientist. Numer New Scientist, w ktorym ja znalazlem podawalem przy poprzednim obracaniu problemu AI, pod wstepniakiem autorstwa @Lewego.

    Nie wiem, czy z pospiechu, czy z premedytacji placzylas kawalek mojego postu z kawalkiem wstepniaka, ale tym zabiegiem wyrzadzasz dwie krzywdy na raz, sama tworzac trzecia, ktora wyrzadzasz sobie samej praktykujac takie niegodne zabiegi.

    I na koniec, jesli sie sama nie zorientowalas, to prawdziwy w stosunku do mnie bylby zarzut, ze czytasz za duzo… zarzyt, ze „czytam za malo” jest zwyczajnie smieszny i w dodatku to nie ja tylko Ty sama siebie osmieszasz.

    pozdrowka
    ~l.

  16. Klauzula sumienia – no cóż, kto sieje wiatr… a pis-dzielstwo się zapluwa z oburzenia.

    http://natemat.pl/227529,po-pierwsze-glupota-po-drugie-przestepstwo-srodowisko-medyczne-oburzone-klauzula-lekarza-z-rumi

    A ja pozwolę sobie zacytować panią rzecznik: ja tego lekarza poniekąd rozumiem!

  17. A gdyby ktoś miał wątpliwości, kogo ratować – sekrety zdradza ratownik medyczny pis-iego chowu.

    http://natemat.pl/227537,o-tym-polaku-mieszkajacym-w-wielkiej-brytanii-zaczyna-sie-robic-glosno-niestety-nie-ma-powodow-do-dumy

  18. zza kałuży
    16 stycznia o godz. 17:41

    Coraz mniej wierzę, wróć, nie wierzę, że zapoznanie się tych debilów z rasistowskimi, antypolskimi tekstami sprzed 100 lat mogłoby jakoś na nich wpłynąć i skłonić do refleksji.

    Wpłynąć i skłonić do refleksji? Za to można co najwyżej dostać po mordzie.

    Ja o tym myślę jak o skłonności do koli i hamburgerów. Można było całe życie przeżyć nie wiedząc że to istnieje i jeść kurczaki z mizerią popijając słomkową herbatą. Żyjąc w relatywnym zdrowiu. Ale raz ta dawka tłuszczu, soli i cukru uderzyła w nasze kubki smakowe, generując niebiańską wręcz przyjemność, nie ma powrotu do normalnej diety. Normalne jedzenie jest mdłe i nieapetyczne. A że zdrowe?

    Nasz mózg nie jest naszym przyjacielem. A co dopiero przyjacielem ludzkości. Więc wszyscy razem, zgodnym krokiem, słuchając naszych najniższych instynktów zmierzamy ku przepaści.
    Miłego wtorku wszystkim.

  19. @namarginesko
    Te parodie pod ogórkiem są świetne. Usmiałem się nieźle, a lubie sie śmiać.

  20. Kurcze, a przez te ostatnie lata tak byłem dumny z bycia Polakiem. A tu zewsząd wyłazi ta polska ohydna hołota. Polski cham uważa Ukrainkę za nie-człowieka. Straszne.

  21. Myślę, iż o inteligencji inaczej wypowiada się psychiatra, a inaczej socjolog. I każdy z nich tworzy własną definicję czegoś, co rozumie pod tym pojęciem.
    W zasadzie każdy z nas jest taką swoistą „czarną skrzynką”. W momencie narodzin jesteśmy przez lekarzy położników oceniani wg pewnej skali (znanej jako Apgar) szacującej fizyczny stan dziecka. Ten stan fizyczny może (ale nie musi) być pomocny przy ocenie naszej, wykazywanej w przyszłości inteligencji. Bowiem niektóre wady niemowlęcia odbijają się na jej przyszłym poziomie, a inne nie.
    Bo tak myślę, że każdy z nas (w mniejszym lub większym stopniu) posiada inteligencję, ona pozwala nam na adaptację do środowiska rodzinnego i zewnętrznego. I ta inteligencja zmienia się z wiekiem, środowiskiem życia oraz wchłanianą wiedzą. Przypuszczam, iż mielibyśmy problemy z inteligencją w razie kłopotów z pamięcią. Pamięć może być podstawowym elementem naszej inteligencji, co wydają się potwierdzać obserwacje osób z demencją starczą lub powypadkową utratą pamięci. Wszelka analiza i synteza informacji staje się niemożliwa, bowiem wewnętrzna nasza baza danych staje się elementem pustym (przynajmniej czasowo). Nie jesteśmy w stanie odnieść się do żadnych doświadczeń i wyuczonych wcześniej zasad współżycia w grupie, bowiem te dane stają niedostępne. Czy w takim momencie tracimy inteligencję? Nie wiem, nie jestem medykiem.
    Z pewnością naszą inteligencję możemy nazwać biologiczną, bo oparta jest na biologicznych podstawach naszego życia. W przeciwieństwie do tzw. inteligencji sztucznej, stricte mechanicznej, technicznej, wynikającej z pewnego technicznego, skomplikowanego układu opierającego się na stworzonych przez ludzi procedurach i algorytmach.
    O sztucznej inteligencji opowiadaliśmy sobie w latach 70-ch na zajęciach z cybernetyki społecznej, gdy istniejące pierwsze komputery z pamięcią taśmową bądź opartą na kartach perforowanych zajmowały całe piętra w takich instytucjach jak np. Instytut Maszyn Matematycznych.

  22. @Lewy, z godz. 18:09
    Moze anumlik coś dorzuci
    Prze Cię bardzo:

    W stylu Ewy Szumańskiej:

    Będąc młodą lekarką przyszła do mnie Ogórek. Z wyglądu i obycia o inteligencji niesprecyzowanej. Wgramoliła się na leżankę bez zaproszenia.
    – Doktor jestem, pani doktór.
    – Wiem. Od kataru.
    – Od Katarów, jak najbardziej śląskich.
    – I beginek, jak najbardziej spalonych w Świdnicy. Co pani dolega, pani doktor?
    – Swąd, pani doktór. Wydobywajcy się spod ciepłej kordły…
    – Kołdry, pani doktor. Proszę nie lecieć Kobuszewskim.
    – Gajosem, pani doktór. Uwielbiam. A co do swędu, prześladuje mnie od chwili, gdy SS Wächter owinął mnie ciepłą kordłą…
    – Kołdrą, pani doktor.
    – Którą odwinęłam z siebie wraz z ciastkiem cynamonowym, kruchym.
    – Proszę się rozluźnić i nie myśleć o kordle, tfu, o kołdrze.
    Odwinęłam w łeb Ogórek krótki a dobrze wymierzony cios anastezjologiczny…
    bęc!
    i przystąpiłam do badania swędu. Ogórek śmierdziała całościowo. Cierpiania norweskiego symbolisty przenikał chłód Bruegla oraz woń dawno nie pranych onuc kata Pragi, Reinharda Heydricha. Wzięłam do ręki zgrzebło obrotowe Trixie usuwające zbędny podszerstek bez niszczenia okrywy i dokładnie wyzgrzebliłam całość doktor Ogórek…
    chrzęst, chrzęst
    po czym błysłam jej w oczy magiczną broszką ściągniętą z podpremiery Szydło, która od czasu dymisji nawiedza reguralnie, tfu, regularnie mój gabinet za gumnem…
    błysk!
    – Może pani iść do ludzi, pani doktor. Nawet w TVP nie będzie pani śmierdzieć.
    Ogórek obwąchała się dokładnie.
    – Swąd zniknął! Chyba znów gdzieś zakandyduję. Dziękuję pani doktór.
    Gdy szła przez gumno, sprawdziłam co zostawiła na parapecie. „Lista Wächtera. SS-man, który okradł Kraków” – przeczytałam tytuł tomiszcza. Megalomanka pieprzona – pomyślałam szorując ręce z jakiegoś dzikiego swędu.

  23. @zak1953 16 stycznia o godz. 19:23
    „Pamięć może być podstawowym elementem naszej inteligencji, co wydają się potwierdzać obserwacje osób z demencją starczą”

    Mój wujek miał Alzheimera. Gdy kończył życie w szpitalu, z pielęgniarkami zauważyliśmy ciekawe zjawisko. Otóż w iektóre dni wujek porozumiewał się z otoczeniem po angielsku, w niektóre po niemiecku, w inne po rosyjsku a gdy już zupełnie wydawał się być na samej krawędzi – po polsku.
    To jest tylko jeden przypadek, ale wydaje mi się, że zauważyłem korelację formy, czyli stanu zdrowia wujka z językiem, w jakim wolał mówić.
    Otóż z pogarszaniem się formy wujka cofał się on językowo w czasie, tak jakby im wcześniej w swoim życiu nauczył się danego języka tym mniej siły kosztowało go posługiwanie się nim.

    Podzieliłem się tym spostrzeżeniem z lekarzem i z pielegniarkami i zasugerowałem wykorzystanie tego zjawiska jako narzędzia diagnostycznego.

    Wujek uczył się polskiego w domu, po rosyjsku gadał jak po polsku, ale tylko dlatego, że w czasie okupacji chodził do białoruskiej szkoły no i miał lokalnych kolegów, niemieckiego nauczył się częściowo w czasie okupacji a doszlifował już po wojnie a angielskiego dopiero jako 50-latek w Stanach.

  24. @anumlik
    Nie zawiodłem sie na Tobie
    Jak myslisz, czy ten Miller to miał zaszczyt z Ogórek, czy mu nie wyszło ? Przecież on dla Ogórek postawił los SLD na jedną kartę !

  25. Na marginesie
    16 stycznia o godz. 18:37

    Tu nawet „poniekąd rozumiem” dowodzi nierozumienia. Niejaki Chazan ma sumienie, więc odmawia tego co jego sumieniu nie pasuje, lekarz z Rumi też ogłosił, że ma sumienie.

    „To po pierwsze jest głupotą, a po drugie to przestępstwo. Żaden lekarz nie ma prawa różnicować pacjentów. ” – oświadcza prezes, ale nie ten, tylko od izby lekarskiej w Gdańsku. Tak jest, ci co podpisali klauzulę sumienia imienia Wandy Półtawskiej nie różnicują pacjentów.
    Następnie tenże, który przy tym stwierdził, że lekarz z Rumi złamał prawo, dodaje: „Polscy lekarze ratowali Niemców, którzy strzelali do Polaków w czasie wojny – przypomina prezes gdańskiej OIL. ”
    Czasem może i ratowali, ale ogólnie to nie bardzo. No ale skoro ratowali, to teraz jest tak ,że Polska mówi do wnuczków uratowanych: płacić!

    Lekarz z Rumi wyraził się jasno: kto jest taki cham, żeby pluć na Owsiaka i przyłazić do lekarza, to niech sobie popatrzy na tabliczkę i łbem w ścianę walnie. Łeb rozbity może znaleźć pomoc, czasem nawet wtedy gdy jest niemiecki.

  26. @lonefather 16 stycznia o godz. 18:29
    „Jest z czytania New Scientist. Numer New Scientist, w ktorym ja znalazlem podawalem przy poprzednim obracaniu problemu AI, pod wstepniakiem autorstwa @Lewego.”

    U mnie wygląda to nieco inaczej.
    Moja scieżka wygląda (tzn. chciałbym, aby wyglądała) jakoś tak:
    Linux —> Python —> PyBrain —> SciPy

  27. Naturalny groch z kapustą albo post-inteligentnemu.

    Jako nawołujący już kilka razy do zapoznania się z pojęciem tak hojnie szafowanym, czyli inteligencją, powinienem się cieszyć z niezwykle inteligentnego wstępniaka.
    Spełnia bowiem całkowicie kryterium pojęciowe, stanowiąc świetnie dopasowany kontentowo (nie mylić z ukontentowaniem) do celu i odbiorcy produkt, na miarę możliwości twórcy.
    Jest to więc wynik dopasowany, czyli inteligentny.
    Kłopot z dalszą częścią pojęcia, wymagającego od dopasowania jeszcze atrybutu rozwojowego, czyli niosącego źródłu inteligencji walory konkurencyjności poznawczej.
    Koryfeusze marketingu handlowego inteligencyj radzą sobie z tym problematem (z braku oryginalnych, konkurencyjnych walorów poznawczych) wymyślając po prostu nowe rodzaje różnych (!) inteligencji – od „emocjonalnej” po jejunalną i transgenderową.
    Idą za tym publikacyjne, masowe bestsellery, świadczące jednak nie o obecności inteligencji na opublikowanych tym sumptem kartach do gry w bambuko z rynkiem humbuga, ale po prostu o zaniku śladów rodzimej inteligencji w nabywcach tego typu objawień.
    Jednym z przykładów tak sformatowanych towarów, jest tzw. inteligencja sztuczna, chyba obecnie najpopularniejsza.
    I właśnie ona zagościła na naszym blogu, przedstawiając się tyleż obficie i wielokomponentalnie (o zdumiewająco postmentalnym składzie tej sieczki napisali już tu inni), co bezpardonowo będąc dopasowaną do wyobrażeń twórcy o wystandaryzowanym targecie docelowym blogów i internetowych kontentów.
    W tym względzie śmiałość i otwarcie na bezgranicza ludzkiego umysłu, należy autorowi poczytać za tyleż rozpoznawczo sztuczne, co wirtualnie inteligentne.
    Jest więc zupełnie jak w polityce – suweren otrzymuje kiełbasę, którą zamawiał, a przyrządzić może ją sobie dowolnym sosem, wierząc, że zajada ambrozję.
    Innym pozostaje dieta zamorska…hihi.

  28. @zza kałuży, z godz. 19:46
    Taki sam opis zdemencjowanego pacjenta – Chorwata – leżącego bezimiennie w kanadyjskim szpitalu, który – w miarę postępującego Alzheimera – przemawiał coraz to innym językiem, znajdziesz w wydanej w ubiegłym roku w Polsce książce Miljenko Jergovića „Psy nad jeziorem”. Tak to już jest z naszym mózgiem: nigdy nie wiadomo co i kiedy uruchomi.

  29. Właśnie mi zaświtała myśl, mam nadzieję, inteligentna. Przecież istnieje zasadnicza różnica między tym, co nazwalibyśmy inteligencją niemowlęcia czy małego dziecka a tym, co nazywamy – w dzisiejszym indywidualistycznym klimacie – inteligencją człowieka dorosłego. To pierwsze sprowadza się w zasadzie do naśladownictwa, to drugie – do szukania rozwiązań nieszablonowych.

    Jest to, rzecz jasna, olbrzymie uproszczenie, ale to prawda – dzieci są z natury zachowawcze. Uczą się poprzez naśladowanie. A ich czarujące, nieszablonowe podejście do spraw („Kotek skrada się chyłkiem. – A gdzie kotek ma chyłek?”) wynika po prostu z niepełnego przyswojenia szablonu. Stwierdzono, że nawet płód w ostatnim trymestrze reaguje inaczej na głos matki przemawiającej w innym niż zwykle języku. Kiedyś pięcioletnia podopieczna rzuciła się na mnie z pięściami, bo nagle zaczęłam rozmawiać przez telefon w języku innym niż zwykle. Ta zmiana języka wywołała u dziecka strach i agresję.

    Dziecko jest zaprogramowane, żeby chłonąć wszystko jak gąbka, a przy tym świetnie wyposażone w narzędzia poznawcze, potrzebne np. do nauczenia się języka. Ale podstawą rozwoju dziecka jest małpowanie otoczenia. Z kolei u dorosłych… no właśnie. Kierunek zupełnie odwrotny? A może to mimikra jest w pewnym sensie inteligentna? Więc jak to jest?

  30. @anumlik 16 stycznia o godz. 19:39
    😀 😀 😀
    Tylko dlaczego nie śpiewa????

  31. @zak1953 16 stycznia o godz. 19:23
    @zza kałuży 16 stycznia o godz. 19:46

    Nasz znajomy, z pochodzenia Holender, pod koniec życia rozmawiał tylko po holendersku. To znaczy kompletnie zapomniał angielski, którym posługiwał się całe życie. Inna starsza pani, zapytana o numer telefonu, bezbłędnie podawała nieistniejący telefon z czasów, gdy miała kilkanaście lat. W sumie gdy pamięć zaczyna zawodzić pozostają wspomnienia – z najwcześniejszych lat.

  32. Inteligencja może wzbudzać podziw, zazdrość lub irytację. W zależności od tego, jaki robi się z niej użytek. Czort z nią. Szacunek natomiast budzi mądrość, bo to zdecydowanie nie to samo. Znam inteligentnych durniów, kulturalnych chamów a także prostych ludzi, bez wykształcenia, niezbyt błyskotliwych – ale autentycznie, głęboko mądrych. fenomen wart głębszej refleksji.

  33. Na marginesie
    16 stycznia o godz. 20:26
    Dlaczego? Prawdopodobnie nie może. Albo nie chce. Mnie na jej miejscu nie byłoby do żartów. O śpiewie nie ma co nawet wspominać!

  34. @anumlik 16 stycznia o godz. 20:19
    „w miarę postępującego Alzheimera – przemawiał coraz to innym językiem”
    Najstraszniejsze w alzheimerze, na tyle na ile poznałem tę chorobe na 1 przypadku mojego wujka było to, iż ciężko mi było zauważyć jakieś liniowe albo nawet tylko ciągłe „postępowanie choroby”.

    Jego zachowanie, a raczej sprawnośc jego umysłu była bardzo podobna do sprawności (usterkowości) płytki drukowanej cierpiącej na tzw. „zimne luty”.
    A więc na punkty, w których lutowanie nie doprowadziło do powstania solidnego spojenia i które raz przewodzą a raz nie, np. w zależnosci od temperatury albo od mechanicznych naprężeń. Bardzo ciężkie do znalezienia.

    Były dni, a nawet godziny w czasie jakiegoś dnia, że mózg wujka funkcjonował całkiem normalnie! Aby właśnie po godzinie czy dwóch, ni z tego ni z owego, nagle „przeskoczyć” w zupełnie inny i cały czas zmienieniający swoje natężenie niesprawny stan chorobowy.

    Gdyby to było jakieś przewidywalne „postepowanie choroby” to jeszcze by „szło” sie jakoś do tego przyzwyczaić. Ludzie słabną, gorzej myślą, zapominają, przewracaja się, łamią biodro, giną w pożarze, bo zapomnieli wyłączyć żelazko czy czajnik, itp. rzeczy.

    Ale – dla mnie – okropność alzheimera polegała na tym, że wujek jednego dnia spedzał pół dni szukając klucza do zamka w drzwiach, bo przecież słyszał dobierającego się z zewnątrz mieszkania złodzieja, który kilkukrotnie miał wkładać do zamka klucz i już, już, prawie że otwierać drzwi. Wiadomo, złodziej posługiwał się kluczem, który wujek zgubił dwa tygodnie wcześniej i dlatego teraz wujek musiał ten klucz znaleźć, aby złodziej nie miał czym się do zamka dobierać.

    Gdy już sie dopasowałem do tego stanu wujka to nagle nastepowała w nim zmiana i na jakąś moją rutynową odpowiedź dostawałem tak złośliwą a jednoczesnie dowcipną i zaskakująco inteligentną sójkę w bok, że mnie z nóg zwalało.
    Jakieś połączenie (jakiś milion połączeń?) nagle zaczynało przewodzić i magicznie wracał gość, który napisał dwa ścisłe doktoraty.

    Odzyskiwałem nadzieję, wracała siła aby walczyć z chorobą.
    Na podzine, może na pół godziny.

    A potem pstryk i śnięta ryba, martwa lalka, zero świeżej pamięci, ciagłe powtarzanie pytania „która godzina” i „jak mam na imię” oraz „kim jestem?”

    Najstraszniejsza dla mnie była ta nieprzewidywalna zmienność. Rozwierające się i zwierające połączenia? Brrr….

  35. Na marginesie
    16 stycznia o godz. 20:36
    „W sumie gdy pamięć zaczyna zawodzić pozostają wspomnienia – z najwcześniejszych lat.”
    I to jest najbardziej przerażające, gdy uświadamiamy sobie, iż mamy wspomnienia z dzieciństwa, a nie pamiętamy, gdzie właśnie położyliśmy klucze bądź komórkę. Albo zaczyna nam brakować słów adekwatnych do sytuacji.
    I po co nam wtedy sprawne, zdrowe fizycznie ciało, gdy zaczynamy zapominać co z tym ciałem normalnie się robi. Przydałaby się pomoc sztucznej inteligencji, a przynajmniej jakaś kompatybilna z mózgiem karta pamięci.

  36. Qba

    Wybacz, Qbo, ale tylko zdawkowo. Dawno temu, jak próbowałem zrozumieć, czym jest inteligencja, to nie zrozumiałem i przestałem próbować. Zostało w pamięci tylko jedno – że to zdolność rozwiązywania NOWYCH zadań. Ale nawet to jedno do niczego mi nie było potrzebne. Broń Boże, nie myślę z Ciebie się ponabijać, po prostu – niech każdy się zajmuje tym, co mu pasuje. Chciałem Ci natomiast powiedzieć, że z pomocą mądrzejszych ode mnie zastąpiłem sobie obcą „inteligencję” – która „prawdziwemu” Polakowi od Piasta nic nie mówi – „umiejętnością myślenia”. Nie wiem, czy to z naukowego punktu widzenia słuszne, ale takie rozumienie służy mi jako poręczne zrozumiałe narzędzie do dziś. W wyrazie „umiejętność” jest czynność NABYWANIA umiejętności i ćwiczenia się w niej, więc mowy być nie może o czymś przyrodzonym. W wyrazie „myślenie” kryją się może różne postaci myślenia, ale główna jego postać to myślenie pojęciowe, które jest swoistą cechą nas jako gatunku. Interesowałem się kiedyś, przepraszam za obce słowo, ontogenezą mowy i myślenia – od pierwszego „Aaa!” po urodzeniu. Bardzo mnie również interesowało, co się dzieje z dzieckiem człowieka, które nie przebywa w otoczeniu mówiącym – jak Adam i Ewa, którzy nie mieli żadnego mówiącego otoczenia, więc nie mogli się nauczyć mówić. Otóż nic się samo z siebie, bez wzorców do naśladowania nie dzieje. Z psychologicznego punktu widzenia byli idiotami.

  37. wbocek
    16 stycznia o godz. 21:25

    Sformułowanie „Nie wiem, czy to z naukowego punktu widzenia słuszne” było skrótem myślowym, w którym była taka myśl: „Nie wiem, czy z naukowego punktu widzenia pojęcie „inteligencja” można zastąpić pojęciem „umiejętność myślenia”.

  38. wbocek
    16 stycznia o godz. 21:25
    „Adam i Ewa, którzy nie mieli żadnego mówiącego otoczenia, więc nie mogli się nauczyć mówić. Otóż nic się samo z siebie, bez wzorców do naśladowania nie dzieje. Z psychologicznego punktu widzenia byli idiotami.”
    Zauważ Mistrzu, iż ponoć na początku było słowo, chociaż nie było ani Adama, ani Ewy. Nie mówili? Trudno. Dzieci także zaczęły się rodzić dopiero po wyrzuceniu pierwszej pary z raju. Pewno po to, aby spełniły się boskie słowa skierowane do kobiety, iż w bólu rodzić będzie. W zasadzie, gdyby nie grzech pierworodny zjedzenia jabłka z drzewa prawdy, nie byłoby ludzkości, bowiem w raju siedziałaby nadal grzeczna Ewa z równie grzecznym Adamem. Czy nauczyli by się mowy? Może nie potrzebowali, gdyż bóg mógł kontaktować się telepatycznie – mową niewypowiadaną.

  39. zza kałuży
    16 stycznia o godz. 19:55

    Tez mam ograniczenia. moje wygladaja tak:

    Windows —-> Windows —->> Windows —->>>

  40. zak1953
    16 stycznia o godz. 21:47

    Zaku, może Buk i muk się kontaktować telepatycznie, ale się nie kontaktował – przemawiał Słowem. Łaził przecież Wszechobecny i Wszechwiedzący po ogrodzie i darł się do Adama: „Dzie jesteś?!”.

  41. @Qba
    bardzo dobry wstepniak! Daje pole do dyskusji 🙂

  42. anumlik
    16 stycznia o godz. 19:39

    Świetne 🙂
    Mogła Ogórek to w książce pomieścić. A nie pomieściła.

  43. wbocek
    16 stycznia o godz. 21:58,
    No i teraz dopiero się zaczyna. Czyli jednak Adam i Ewa nie funkcjonowali w środowisku niemówiącym. Dostali za friko dar mowy i rozumienia słów swego stwórcy. Nadal jednak nie wiem jakim językiem się posługiwali. Bo z pisma by wynikało, iż do czasów wieży Babel wszyscy ludzie mówili w języku boskim. Tylko jakim? Któryż to z języków starożytnych był tym pierwszym? Jezus, a więc i Maryja z Józefem rozmawiali po aramejsku, chociaż w otoczeniu były używane i inne.
    Swoją drogą, Adam rzeczywiście musiał być idiotą, żeby posłuchać swego żebra zmienionego w kobietę.

  44. @wbocek
    16 stycznia o godz. 21:25

    Abstrahując od kreacjonizmu, czyli jedyną i wyłączną przyczyną wszystkiego jest jakiś bóg, jesteśmy jako cywilizacja tu, gdzie jesteśmy, ponieważ potrafimy wymyślać nieznane. Tak też nauczyliśmy się mówić. Mieliśmy zdatny po temu organ, słyszeliśmy wydawane dźwięki, więc zaczęliśmy je kodować, by się porozumieć. Podobnie z innymi „wynalazkami”. Określiłbym je jako skutek uruchomienia inteligencji. Może być również „umiejętności myślenia”.
    Trudność określenia/zdefiniowania inteligencji zdaje się świadczyć o jej złożoności, a jednocześnie o jej niesamowitych możliwościach. Oczywiście można uciec do niezliczonych prób jej określenia dostępnych w literaturze i na tym skończyć. Dla mnie najistotniejsza jest możliwość wpływu na nią poprzez wychowanie.
    @Na marginesie
    16 stycznia o godz. 20:21
    A co do dzieci, co to podobno tylko naśladują. Otóż dzieci myślą w sposób wspaniale niekonwencjonalny, co bardzo denerwuje dorosłych. Niezrozumienie dzieci przez dorosłych bardzo źle świadczy o tych ostatnich. Szczególnie o ich inteligencji.
    @zak1953
    16 stycznia o godz. 19:23
    Pamięć jest konieczna do myślenia, które jest (z grubsza) porównywaniem znanego, czyli zapamiętanego z nowo poznanym.

  45. Wracają do meritum, czyli tej sztucznej inteligencji. Z pewnością myśleli o niej scenarzyści z Hollywood. Dawno temu oglądałem w kinie „Barbarellę” z Jane Fondą w roli głównej. To taka pseudo-przyszłościowa opowieść o gatunku ludzkim, gdzie w użyciu miała być maszyna służąca do wymuszenia mówienia prawdy. Albo nowsza „Pamięć absolutna” ze Schwarzeneggerem. Programowanie mózgu, kasowanie i wgrywanie pamięci itp. itd. Coś ze świata agentów służb specjalnych, gdzie delikwent może funkcjonować
    w oparciu o wgraną, spreparowaną przez innych pamięć.

  46. @lonefather 16 stycznia o godz. 21:54
    „Tez mam ograniczenia. moje wygladaja tak:
    Windows —-> Windows —->> Windows —->>>”

    I gdzie ty na tej drodze chcesz znaleźć sztuczną (albo jakąkokolwiek) inteligencję? 😉

  47. @ Tanaka

    „Lekarz z Rumii” jest inteligentnym bęcwałem.
    Jest bęcwałem, ponieważ zakłada uczciwość pacjenta wchodzącego (to termin analogiczny do życia poczętego, przed którym, czyli przed zapłodnieniem, jest śmierć), któremu przecież pis może wyjść z trzewi dopiero w czasie badania palpacyjnego. Tedy, przyjmując defacto pacjenta któremu odmawia apriori wejścia w swe sumienie gabinetu, sprzeniewierza się kodeksowi etyki, zabraniającemu różnicować pacjentów.
    A pacjentem staje się życie dopiero w gabinecie, po zgłoszeniu się do doktora, a nie w korytarzu.
    Bęcwał sam wyklucza się więc z prawa do wykonywania zawodu, łamiąc kodeks etyki.
    Jest jednak jednocześnie inteligentny, bo wie, że od dwóch ponad lat, władza wyrokiem Sądu Najwyższego nakazała pierwszeństwo ustawom nad etyką lekarską. A ustawa mówi, że prowadzenie praktyki nakazuje przyjąć do gabinetu każde życie, które się zapisało. Nawet więc to, będące w fazie przedpacjenckiej, czyli klienckiej.
    Gość więc inteligentnie wskazuje na sprzeczność prawa z etyką, a to sprzeczność niebędąca osobnością.
    Co skutkuje tym, że sumienie wywieszone na drzwiach traci moc w zetknięciu z prawem obowiązującym poza gabinetami sumień.
    Czyli, dowodzi, że powołanie na sumienie jest wobec prawa prawnie bezskuteczne.
    No, chyba że jest się koryfeuszem, sięgającym swym sumieniem poczętym aż do taksówki.
    Jak widać na załączonym obrazku (od: obraza) inteligencji pracującej, zawsze znajdzie się recepta na zdrowe i przodujące dostosowanie do portfela ofiary.
    A jeśli inteligencja niesztuczna, obejdzie się bez sprzedawania cegły.

  48. @Na marginesie, @zza kałuży

    Całkiem niedawno wpadł mi w ręce bardzo intrygujący artykuł o Alzheimerze.
    Zaczyna się od naukowca, który zbiera próbki śliny w dżungli boliwijskiej.
    Dżungla bezpieczna dla człowieka nie jest, wielu autochtonów pada ofiarą przeróżnych patogenów i pasożytów, niektóre atakują nawet mózg. Naukowiec odkrywa mutację genetyczną, która chroni mózg przed działaniem patogenów. Ci z mutacją przeżywają, bez mutacji umierają. Jak dotąd wszystko do przewidzenia.

    Przez zupełny przypadek naukowiec sprawdza u tubylców symptomy różnych chorób degeneracyjnych mózgu. I tu zupełne zaskoczenie. Ci z mutacją, jeśli zostali zaatakowani przez patogen – są zdrowi, jeśli nie – mają symptomy Alzheimera. Czyli nie wykluczone, że jest to kolejna choroba autoimmunologiczna. A neurony są jej niewinną ofiarą.

    Organizm pozbawiony wroga niestety aż nazbyt często atakuje sam siebie. Tak sobie o tym myślę obserwując polskie społeczeństwo.

  49. wbocek
    16 stycznia o godz. 21:33

    Oczywiście: nie można, i to nawet bez nauki, a przy homeopatycznej choćby komponencie inteligencji bezprzymiotnikowej myśliciela.
    Oczywiście myśliciel wysoce inteligentny zamieni ten problemat ignoranta w pytanie retoryczne, a geniusz w rozprawkę z samym sobą, (jak to nie raz i teraz czynisz, O, wbocku, hihi.)
    🙂

    Przy okazji serdeczne dzięki za bywszą uprzednio przesmakowitą rozprawkę z cudzysłowami – i cudzymi słowami 😉
    Ukony i nieboskłony zassyłam. 😉

  50. Ja jak zwykle, cieszę się nawet z cząstkowych postępów i małych kroczków. Innym dyskusja o Wielkich i Wiekopomnych rewolucjach idzie całkiem sprawnie – nie da siem i już bo nie i nie a jak nie to nie!

    Jak na razie mogę mieć małe, acz cieszące mnie drobinki, – no to ja się z nich cieszę!
    https://microscopy-analysis.com/editorials/editorial-listings/zeiss-introduces-machine-learning-capability-microscopy

  51. Jak ktoś się chce pośmiać (dopóki można) z dzisiejszej AI to może posłuchać jak Alexa gada sobie z Siri. Z pewnością do znalezienia na youtube.

  52. zak1953
    16 stycznia o godz. 22:28

    Bozia w ogóle był strasznie gadatliwy, a najwięcej gadał sam do siebie: Niechaj się stanie światłość!. jak już raz zaczął, to potem gadał coraz dłużej: Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią A potem stwierdził, że to było dobre. Zdolny facet: stwierdzić, że coś było dobre bez możliwości porównania.

  53. Gekko
    16 stycznia o godz. 22:57

    „Gość więc inteligentnie wskazuje na sprzeczność prawa z etyką, a to sprzeczność niebędąca osobnością.
    Co skutkuje tym, że sumienie wywieszone na drzwiach traci moc w zetknięciu z prawem obowiązującym poza gabinetami sumień”.

    Gekko Bogu sławiony, nie mogę Ci się odkłonić, bo mam chwilowo ciśnienie 219, ale wyciągam z życia wnioski i wkrótce odkłonię Ci się z pięćdziesiąt razy za jednym zamachem i będzie na zapas. A tymczasem Cipo wiem, że gość może i wskazuje na sprzeczność prawa z etyką, ale na pewno działa zgodnie z prawem bożym, które, jak pamiętasz, zostało przez jenteligiencje pisowatą postawione nad prawem człowieczym, a nawet państwowym. To boskie prawo wygląda tak: Oko za oko, ząb za ząb. Czyli wy w Orkiestrę kamieniem, to ja w was, kuna, też. I co mi, małpie mordy, zrobicie?

  54. Tanaka
    16 stycznia o godz. 23:54
    czy wszystko było zgodne z jego wyobrażeniem? a co bozia zrobił, gdy mu się światłość nieco przyciemniła?Abbo wyszedł produkt niezgodny z oczekiwaniami, np czekoladopodobny ?
    Sądzisz, że Bozia zawsze wiedział, jak to ma wyglądać?
    a zaklął, gdy mu nie wyszło? i powiedział do siebie O Boże!

  55. @zzakaluzy, przeczytalam wpis z zalinkowanego bloga. Dyskusja pod nim inaczej wygladalaby, gdyby to pisali Polacy, nawet zdolal ktos wspomniec, ze wydawalismy Zydow wraz z Litwinami. Co do slowa shithole, to o ile w ubieglym roku jedno z pierwszych miejsc zajelo fake news, to na pewno w tym roku ten chamski zwrot uplasuje sie w czolowce. Kiedy czytuje o nagannych zachowaniach Kaczynskiego, czy innych to mysle, ze w Polsce nie wiedza co znaczy chamstwo w stosunku do spoleczenstwa, lub poszczegolnych osob.
    Teraz nr 45 jedzie do Davos, ma zamiar jak mowiono na stacji PBS z….c zebranych ‚moznych tego swiata”, ze nie sa wdzieczni Ameryce za tyle dobrego i obiecac, ze juz wszystko poobcina, bo sa niegrzeczni.
    Pisalam juz do @404, ze wlasnie czytam ksiazke najakutalniejsza o amerykanskim Poludniu. Wsam raz na wczorajsze swieto ML Kinga. Nie mamy nawet pojecia jak strasznie gleboki jest rasizm w tych czesciach Ameryki, jakie jeszcze kilkadziesiat lat temu toczyly sie walki o przyjecie pierwszego czarnego na uniwersytet w jednym czy drugim stanie. To pod koniec lat 60-tych zlinczowano, czyli najpierw zmasakrowano, potem powieszono przypadkowo porwanego czarnego chlopaka. A my modlilismy sie wtedy do amerykanskiej demokracji. Wspomnianych zbrodniarzy z KKK lawa przysieglych uniewinnila. Itd. itd, 10 lat temu zmarl senator lat 100 z Missisipi chyba, do ostatniego tchnienia swojego zycia byl za segregacja i caly czas w Waszyngtionie walczyl o jej przywrocenie. To moze jednak pomoze lepiej zrozumiec jak wazna byl ruch MLK i jakim sq…..m jest nr 45.
    A co do samych emigrantow z Haiti, tak sie sklada, ze oprocz ogromnej nedzy jest tam elita i z tej elity wielu jest w Ameryce, np lekarzy, adwokratow. Poznalam w ostatnich tygodniach Polke , ktorej corka wyszla za maz za Haitanczyka, ktory jest dedektywem w Homeland Security, a pozostalych pieciu braci tez nie para sie kontraktorka. To zdolni ludzie. Corka owej znajomej z dwojka dzieci i mezem – naiwna – chce przyjechac do Polski z wizyta do miasteczka na Podkarpaciu. Good luck, bo coz mozna wiecej powiedziec.

  56. Przepraszam, byłem wczoraj w tzw. pędzie i wyszedł mi inny nick. Powtarzam więc:

    @wbocek
    16 stycznia o godz. 21:25

    Abstrahując od kreacjonizmu, czyli jedyną i wyłączną przyczyną wszystkiego jest jakiś bóg, jesteśmy jako cywilizacja tu, gdzie jesteśmy, ponieważ potrafimy wymyślać nieznane. Tak też nauczyliśmy się mówić. Mieliśmy zdatny po temu organ, słyszeliśmy wydawane dźwięki, więc zaczęliśmy je kodować, by się porozumieć. Podobnie z innymi „wynalazkami”. Określiłbym je jako skutek uruchomienia inteligencji. Może być również „umiejętności myślenia”.
    Trudność określenia/zdefiniowania inteligencji zdaje się świadczyć o jej złożoności, a jednocześnie o jej niesamowitych możliwościach. Oczywiście można uciec do niezliczonych prób jej określenia dostępnych w literaturze i na tym skończyć. Dla mnie najistotniejsza jest możliwość wpływu na nią poprzez wychowanie.
    @Na marginesie
    16 stycznia o godz. 20:21
    A co do dzieci, co to podobno tylko naśladują. Otóż dzieci myślą w sposób wspaniale niekonwencjonalny, co bardzo denerwuje dorosłych. Niezrozumienie dzieci przez dorosłych bardzo źle świadczy o tych ostatnich. Szczególnie o ich inteligencji.
    @zak1953
    16 stycznia o godz. 19:23
    Pamięć jest konieczna do myślenia, które jest (z grubsza) porównywaniem znanego, czyli zapamiętanego z nowo poznanym.

    Dodam do tego, iż dzieci pytają najpierw: „Tam! Co to?”. Zdobywszy pewną ilość faktów zaczynają pytać: „Dlaczego?”. Im więcej różnych odpowiedzi/interpretacji otrzymają, tym większa szansa na własne, nieograniczone i niekonwencjonalne myślenie, czyli wyciąganie „dziwnych” wniosków. Oczywiście (prawie) każde społeczeństwo/rodzina dba o jednotorowość i konwencjonalność wykształcenia, a tym samym myślenia swych członków. Nie dziwota zatem, że człowiek bombardowany codziennie wiadomościami np. religijnymi potrafi myśleć tylko na ich podstawie. I może być przy tym nawet bardzo inteligentny w sensie kojarzenia faktów i pojęć oraz wspaniale opowiadać swe przemyślenia.
    Każdy z nas tworzy sobie od dzieciństwa swój własny świat na podstawie poznanych pojęć i wyjaśnień oraz własnych doznań. I każdy z nich jest mniej lub bardziej wirtualny. Oczywiście opracowujemy to wszystko naukowo, nazywamy, dzielimy, katalogujemy i – jak na razie – jest to główny efekt zrozumienia inteligencji. Bo można wiedzieć bardzo dużo i rozumieć bardzo mało. Twierdzenie odwrotne też może być prawdziwe.
    A tak w ogóle wolimy mówić i myśleć o sobie dobrze. Bo choć wiemy, iż mamy zarówno przymioty, jak i przywary, wymyśliliśmy tylko „przymiotnik”, a przywary załatwiamy np. odpuszczeniem po spowiedzi.

  57. izabella
    16 stycznia o godz. 23:03
    „Organizm pozbawiony wroga niestety aż nazbyt często atakuje sam siebie. Tak sobie o tym myślę obserwując polskie społeczeństwo.”
    W punkt. Szczególnie, gdy organizm uzależniony od malowanych ułanów, szarych strojów, amarantów zapiętych pod szyją, białych róż i rozmarynów, bagnetów na broni. Sterowany przez szajkę, która szukanie i wskazywanie wroga stosuje jako główną metodę ogłupiania trzódki bogobojnej.

  58. Qba
    17 stycznia o godz. 6:11

    Qbo, pełna harmonia i się rozumienie. Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Dotyczy wszystkich form funkcjonowania człowiekowatych od dziecka samotnej matki lub tatki poczynając. Bezkrytyczna wiara części Polaków w to, że kiedy najuczciwsza, najprawdomówniejsza, niechuligańska i nieuliczna partia polityczna rozlokuje na wszystkich decydenckich miejscach swoich Prosiaczków, nastanie raj, świadczy o tym, że wokół nieistniejącego programu tej partii skupiły się najgłupsze z milionów nigdy nie chowanych, lecz wyłącznie hodowanych dzieci. To homo alala, dzieci niemówiące, dzieci gryzące, dzieci plujące, dzieci szczekające stereotypami, hasłami, dzieci które do własnej usranej starości nie zrozumieją oczywistości, że nie może złe drzewo wydawać dobrych owoców, że nie da się na podziałach, kłamstwie, zemście, kompleksach, bezczelności, nienawiści, budować lepszych Rzeczypospolitych niż te, które do tej pory były, lecz wyłącznie gorsze.

  59. Istnieje hipoteza o ktytycznym okresie, kiedy dziecko ma możliwość uczyć się ludzkiego języka, który to okres jednak mija bezpowrotnie ponoć długo przed uzyskaniem dojrzałości. Przykładem są feral children (dzikie dzieci).
    Dzieci pozbawione kontaktu z ludźmi mają często problem poruszania się w pozycji wyprostowanej, wykazują brak zainteresowania ludzkimi aktywnościami i oczywiście jeżeli odnalezione juz po przeminięciu tego „krytycznego okresu” nie są w stanie nauczyć się mówić. A w każdym razie jeżeli nawet nauczą się jakichś słów, to zdania z tego nie ułożą.
    Podsumowując bez enculturation they lack the basic social skills.
    Przykład z drugiej strony to; A Conversation With Koko The Gorilla: Full Documentary
    https://www.youtube.com/watch?v=8oh1uhrdc6w
    Stworzono Koko warunki podobne jak dla dziecka, uczono języka (najpierw migowego) i obserwowano jakie to da efekty. Okazało się, że rozumie około 2000 słów itd.
    Polecam film.

  60. konstancja
    17 stycznia o godz. 1:00

    Otóż to właśnie! Ta światłość co ją bozia zrobił, może była jakaś taka mało światła, albo odwrotnie: zbyt światła? Jak ją bozia pomierzył, że akuratnie światła?
    Zachodzi tu jeszcze inna możliwość. Oprócz tego, że bozia mówi do siebie, to jak mówił: niech się stanie, to może mu się zdawało, że mówi też o kogoś. Ale kogo? Ten ktoś musiał mieć rozum, żeby zrozumieć, że bozia mówi do niego i o co się w ogóle rozchodzi. Żeby była światłość, to najpierw musiała być przedświatłość. Gadał do przedświatłości, która miała jakąś taką nieśtucną inteligencję, żeby się przeflancowała na światłość.
    Próbowałem raz gadać do kartofla. Ale wynik nie był taki, żebym mógł oświadczyć: to było dobre.

  61. Tanaka
    17 stycznia o godz. 10:21

    Skoro Bóg powiedział: „Miejcie uszy ku słuchaniu”, to światłość, żeby słyszeć bozi rozkaz, musiała mieć uszy. Dzie?

  62. izabella
    16 stycznia o godz. 23:03

    Organizm pozbawiony wroga niestety aż nazbyt często atakuje sam siebie. Tak sobie o tym myślę obserwując polskie społeczeństwo.

    Toteż Polska robi co może, żeby mieć wroga. Mieć wroga – bardzo zdrowo. Mniejszy wróg: Bruksela i Berlin, który ma oddawać 4 tysiące miliardów euro; większy wróg – Putin, co zamordował i już napadł, ,ale na razie nie widać gdzie i co jest napadnięte. ma czapkę niewidkę. Ale wrogowie są obrotowi, albo obrotni, więc większy wróg to teraz UE?
    Wraz z przybywaniem wroga przybywa zdrowia: walka zapewnia krzepę. Widać.

  63. Qba

    Do Twoich rozważań, zupełnie nie pasują ludzie z zespołem sawanta, posiadajacy według przyjętych przez naukę kryteriów bardzo niską inteligencję (IQ około 50) i bedących geniuszami w jednej określonej dziedzinie

  64. wbocek
    17 stycznia o godz. 10:26

    Otóż właśnie – dzie? Przez te nasze dyskusje apostolskie na temat, to ja się popluję kawą. Ale jest bardzo dobrze: trzy minuty śmiechu to ekwiwalent 15 minut intensywnej gimnastyki. Ile razy zajrzę do niebieskiej książeczki, tyle razy jestem od razu wygimnastykowany. Śmiech ma jednak przewagę nad machaniem ręką albo nogą: ćwiczy rozum.

  65. @wbocek
    Nie mozna sie z boga nasmiewac przypisujac mu posiadanie uszow. No bo jak ma uszy, to i wszystko inne tez ma. Np. jak ktos powie ze bog ma nas w dupie, to przeciez musi dupe posiadac, jezeli w niej ma nas. Jest to sylogizm ktorego sam swiety Tomasz by sie nie powstydziL
    Troche mi wyszlo jak Qbie

  66. @ wbocek

    Przy ciśnieniu, jakie podajesz, warto byłoby zrobić rachunek sumienia – czy masz odpowiednie, aby odwiedzić ubogaconego polo-systemowo lekarza (ja bym nie zwlekał).
    Przy tej okazji konieczny byłby bilans zdrowia Twej wiary – czy spełnia kryteria etyczne i prawne, abyś dostąpił łaski bycia zbadanym i majątku, aby być leczonym, bez kryminogennego obrażania uczuć funkcjonariusza opieki zdrowotnej.
    Na koniec, remedium z bloga, które może okazać się panaceum na sztuczność inteligencji bytowania na tym gumnym polo-padole.
    Warto się zastoanowić, co może znaczyć inteligencja.
    Ponieważ w przeciwnym razie:
    „…trudność określenia/zdefiniowania inteligencji zdaje się świadczyć o jej złożoności, a jednocześnie o jej niesamowitych możliwościach…”
    A nasze trudności świadczą przecież jak najgorzej nie o nas, ale o przedmiocie sprawiającym trudność.
    Tak, jak fanaberie pacjentów uniemożliwiają systemowi opieki zdrowotnej zdrowie duchowe i merytoryczne ich funkcjonariuszy.
    Każdy dobry gumny system, także pojęciowy, funkcjonuje bowiem najlepiej, gdy służy ignorantom do stwierdzania „niesamowitych możliwości” wynikających z niewiedzy…hihi.
    Pozdrowienia ślę, dosłowne i nieustające.

  67. Lewy
    17 stycznia o godz. 10:43

    Wszechmogący ma wszystko. Sam o tym mówi. Ręką miota głazy i zabija ludzi, nogą drepce po raju i szuka Adama za krzakami. I tak dalej. Byłaby to duża ułomność mieć rączki i nóżki, a nie mieć uszu.

  68. gotkowal
    17 stycznia o godz. 8:08
    izabella
    16 stycznia o godz. 23:03
    „Organizm pozbawiony wroga niestety aż nazbyt często atakuje sam siebie. Tak sobie o tym myślę obserwując polskie społeczeństwo.”
    W punkt.

    Mój komentarz
    Izabela, gotkowal, model autoimmunologiczny pasuje do działań Jarosława Ka i jego towarzyszy.

    Pierwszym odczuciem, które miałem rozmawiając kiedyś, kiedyś z ludźmi ze środowiska, w które wdepnął Jarosław Ka i które starał się opanować swoja komplementarnością do niego, przyssać się do tego środowiska, przechytrzyć go, opanować, itd, było nieodmiennie pytanie, dajmy na to – Zieliński, a kto on jest, jakie ma kontakty, z kim się spotyka, a Kwiatkowski – to podstawiony, nie rozmawiajmy z takimi, oni nas najpierw podpuszczają na rozmowy, na ugodę, a potem nas zagarną, zniewolą, aresztują kogo trzeba, ja ich znam.

    Poszukiwanie wroga, wskazywanie na wrogów, wszędzie węszą agenci, pozorni przyjaciele, chcą nas zniszczyć, wyaresztować, jesteśmy otoczeni, itd.
    Taki był i taki jest Jarosław Ka.
    To on dostrzegł jaką skuteczną bronią zaczepną jest podejrzliwość, strach, nieufność i nienawiść i zaczął tą bronią się posługiwać na masową skalę.

    Czym jest podział Polski na pierwszy i dalsze sorty, na komuchów i złodziei oraz prawdziwych Polaków, na zdradzieckie mordy i kanalie oraz pracowite, uczciwe, piękne twarzyczki służące ojczyźnie, jak nie podziałem na swoich i obcych, dyskryminacją zachęcającą do nienawiści, do totalnej nieufności, dyskryminację zachęcającą do agresji?

    Czym jest wskazywanie na zagranicznych pijaków, potomków Wermachtu, bandę kołchoźników z ojrorzeszy, chcących odebrać należne nam prawa i pieniądze, jak nie pokazywaniem wrogów zewnętrznych gotowych do zaatakowania nas najpierw metodą paragrafu nr 7, a potem kto wie jak, nas – pokojowych, uczciwych, sprawiedliwych Polaków? Musimy się bronić.

    Jarosław Ka musi mieć wrogów, musi mieć materiał do straszenia i atakowania. Taka karma. Na razie z braku odwagi, inteligencji, konceptu jak ugryźć wrogów zewnętrznych, atakuje swój własny organizm dokładnie tak jak to się dzieje w chorobach autoimmunologicznych – w obronie organizmu atakuje komórki organizmu rozpoznane jako obce, inne, wrogie, np. komórki sądowe.
    Coraz bardziej staje się widoczne, że Jarosław Ka ma przebłyski i uśpienia, objawia się cykliczność.
    Pzdr, TJ

  69. tejot
    17 stycznia o godz. 11:02
    Wspomniany przez ciebie Jarosław Ka w ostatnim czasie rozwija kult jednostki. Dzięki naciskowi na PiS-owych wojewodów wprowadza w różnych miastach kraju, ulice, place, ronda, szkoły imienia Lecha prezydenta Ka, który w tamtych miastach nie uczestniczył w reprywatyzacjach domów. Ostatnio, w ramach tej akcji zaszczycił Starachowice, gdzie w ramach uwielbienia dla matki synów bliźniaków, zadbał o honorowe obywatelstwo tego miasta dla Jadwigi Ka. Jak widzisz, prezes Jarosław pokazuje, że potrafi kochać.

  70. @tejot
    17 stycznia o godz. 11:02
    Kaczyński sam siebie nie atakuje, on dąży do samowładztwa.
    A metody? jeżeli nie miłością, to strachem, zagrożeniem
    Stalin kiedyś powiedział;
    „Wolę, gdy ludzie popierają mnie ze strachu niż z przekonania”, a lud go kochał, dzieci nazywały dobrym wujkiem. Stworzył kult własnej osoby.
    To co Kaczyński robi, niewiele odbiega od pierwowzoru. Należy pamiętać, że on się narazie tylko rozkręca, a już kraj upstrzony nazwami ulic, placów i czegotam imionami jego rodzinki. Jak nie postumenty, to chociaż nazwy. To, że ludzie w większości nie chcą, to nie ma znaczenia. Dobrego początki zaczęte.

  71. Gekko
    17 stycznia o godz. 10:48

    Dziękuję, Gekko. Od półtora roku, od wykrycia szmerów przez starszą, uważną panią internistkę, jestem, że tak powiem, poddany z własnej nieprzymuszonej woli kardiologicznej obserwacji (prywatnie, rzecz jasna, bo w kolejce bym dawno fajtnął z nerwów). Któryś raz z kolei jestem na półrocznym urlopie, potem robię echo i liczę na kolejne pół roku wolności, bo operacja jest nieuchronna, choć obiecałem pani od echa, że gały jej wylazą na wierzch, jak jednego razu przyjdę bez zwapnienia, które siłą woli poobłamuję i przyniosę jej na dowód. Wczoraj mnie niespodziewanie siekło. Ale liczę na silne naczynia krwionośne, które może wytrzymają i 3 tysiące hektopascali. Operacja jest nieuchronna (zwapnienie zastawki), tylko nie wiadomo, czy przed śmiercią, czy po.

  72. zak1953
    17 stycznia o godz. 11:12

    Mój komentarz
    Cały ten kult poległego prezydenta, męża stanu, jest w rzeczywistości projekcją kultu Jarosława Ka na Lecha Ka. To on Jarosław Ka wypromował Lecha, to jemu meldował Lech wykonanie zadania, to on ustawiał Lecha i Lech zwyciężał Unię np. w rozmowach z Angelą, lub nie podpisując traktatów Lizbońskich, a potem podpisując, to on wymyślił i wcielił w życie za pośrednictwem Lecha zwycięska strategię powstawania Polski z kolan już w 2010 roku i organizowania wschodniej Europy w Międzymorze, to on przeciwstawiał się za pośrednictwem Lecha potęgom europejskim, z dobrym skutkiem dla Ojczyzny prowadził wielkie bitwy dyplomatyczne, kulom się nie kłaniał w Gruzji, itd. To on zasłużył na Wawel, na pomniki, na ulice, place, ronda, parki, budowle jego imienia.
    Jest to kult Jarosława Ka przeprojektowany na Lecha.
    Pzdr, TJ

  73. blondynka
    17 stycznia o godz. 11:19

    Kaczyński sam siebie nie atakuje, on dąży do samowładztwa.

    Oczywiście – dąży do samowładztwa. Nie jest ono jednak wcale samodzielnym celem. Ma cel wewnętrzny: nasycić się swoim jadem.

  74. Lewy
    17 stycznia o godz. 10:43

    W tym sęk, Lewusku, że ci, którzy wypichcili Boga, sami z niego się niechcąco, lecz najmocniej, wyśmiewają: Bóg gada sam do siebie i do ludzi, ocenia siebie samego, wącha kojącą woń pąlących się tupów, krzyczy, wścieka się, nienawidzi, brzydzi się. Nie ustaliłem tylko, czy z obrzydzenia womituje. Aha, i mści się do dziewiątego pokolenia, bo jest dobry i cierpliwy.

  75. wbocek
    17 stycznia o godz. 11:20
    Minister zdrowia dr Łukasz Szumowski :”Tylko wybrani przez Boga i związani sakramentem małżeństwa mają prawo używać organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim” (z deklaracji wiary ministra).
    Wbocku, jak widzisz masz sporo szczęścia, iż Twoja lekarka nie podpisała wspomnianej deklaracji wiary. Ona nadal leczy twoje serce i układ krążenia, więc masz szansę. Bo nowy minister lekarz kardiolog ponoć, znalazł boga w penisie i waginie. Obawiam się, iż poświęci swą aktywność na dalszą reformę polskiej służby zdrowia w preferowanym przez siebie chrześcijańskim duchu, poświęcając czas wspomnianym świętym organom, zamiast sercu.

  76. tejot
    17 stycznia o godz. 11:28

    Tejotku, skoro nas interesuje człowiek i jego psyche, to czort z tym, co Kaczor robi dla Polski i lepszego sortu, bo on nic dla wymienionych nie robi. Kiedy się próbowałem w niego wcielić, uznałem, że nie może być większej traumy od świadomości, że nikt inny, tylko on niechcący zorganizował śmierć brata (czniać 95-ciu). Jest jednak człowiekiem tak małego umysłu i wielkich obsesji, że nie wie, że niczym tego nie wymaże, nie przykryje – nawet przed ślepym z trzeźwą głową. Jest za mały, by powiedzieć: „Moja wina” – co automatycznie oznaczałoby obudzenie się wielkiego współczucia i uznania w narodzie. Brnie więc gówniarz, tapla się we własnym błocie i odchodach. Całkowicie się zaplątał. Uważam, że nie ma sensu przykładanie do tego – czyli do osoby – jakichkolwiek kryteriów rozumowych.

  77. @ tejot, 17 stycznia o godz. 11:02

    Inteligencja czyli ofiara autoimmunologii, sepsą manifestowana…

    Bardzo trafne spostrzeżenia, cny tejocie, moim zdaniem.
    Chyba jednak lepiej opisują zjawisko spajające wspólnoty plemienne (łączące się z braku postępowych, afirmatywnych wartości, lękiem przed obcym i syndromem oblężonej twierdzy).
    Antropologicznie, w obecnych czasach, zakażenie współczesnego plemienia takim spoiwem – strachem budowanym na ksenofobii, to pochodzi ze zropiałego, otorbionego źródła infekcji wewnętrznej, a nie autoimmunologii.
    Organizm jest zakażony, owszem: ciałem nie tyle obcym co trującym, zwalcza nie siebie lecz to zropiałe, niestety infekcja dotarła już do krwi i ma znamiona sepsy, zatrucia całego organizmu.
    Źródłem toksyny, o którym mowa, jest oczywiście pewna instytucja wyznaniowa, siedząca pod skórą, jak ropień, otorbiona w plemiennych dogmatach i sącząca prymitywne, z zaprzeszłych epok ontologii społecznej mechanizmy zatrucia.
    To źródło organizm skrzętnie w samoświadomości i analizie pomija, jak wściekły szukając za jego przyczyną, infekcji zewnętrznych, obcych.
    To nie autoimmunologia, tylko posocznica, czyli sepsa.

    Nb. odkąd termin autoimmunologia ustanowiono, stanowi w medycynie synonim przyczyny nieznanej. Nie ma choroby o której źródle nic nie wiemy, której nie obwiniano by o charakter autoimmunologiczny.
    W tym względzie, pełni w medycynie ta autoimmunologia elegancki i wiele ignorantom mówiący listek figowy niewiedzy.
    Dokładnie tak, jak w szerszym ogóle termin: inteligencja. Im bardziej niepojęty, tym bardziej budzący w masach lęk przed obcym, jako ta nadchodząca, sztuczna.
    Stąd nie brak inteligentnych marketingowo proroków, wieszczących na ty kanwie apokalipsę.

    Ukłony.

  78. @ wbocek, 17 stycznia o godz. 11:20

    Nic nie stoi na przeszkodzie aby spojrzeć na sprawę z perspektywy organizmu społecznego.
    Dobra operacja nie jest zła, im wcześniej tym lepiej.
    Inaczej w organizmie rozwinie się syndrom pis.
    Walący ciśnieniem na szkło, rozbijane na łbie obcych.
    W takim stanie, operacja jest jedynym, ale niemożliwym w demokratycznym systemie zabiegiem.
    Można powiedzieć, że sam organizm decyduje, czy leczyć się zawczasu w ramach ustroju demokratycznego, czy pośmiertnie, zabiegiem nie ratującym życia zdechłej demokracji, ale dającym nadzieję na wegetację szczątków organizmu.
    W tym sensie zwlekanie i lekceważenie zwiastunowych ciśnień i szmerów sprawia, że ma to charakter agresji autoimmunologicznej – organizmu przeciw sobie samemu.
    Takie więc, jak powyżej, rozpoznania i decyzje, wbrew pozorom, bywają nie mniej trudne względem osób, niż społeczeństw.
    Nieuchronnie wabi to niezdecydowanie kacyków konowalstwa, serwujących obniżające ciśnienia sanacje, przez wycięcie elit.
    Zdrówmy się więc zawczasu, czego życzę.

  79. @Gekko
    17 stycznia o godz. 10:48

    Ponieważ mnie cytujesz mniemam, iż o mnie jest Twoje stwierdzenie: „Każdy dobry gumny system, także pojęciowy, funkcjonuje bowiem najlepiej, gdy służy ignorantom do stwierdzania „niesamowitych możliwości” wynikających z niewiedzy…hihi.”
    Oczywiście przyznaję się do głębokiej niewiedzy na temat mojej inteligencji. Jak napisałem, chciałbym mieć kilkaset lat, by ją poznać. Przykro mi, że swoją poznałeś tak szybko.
    Poza tym, bardzo wyraźnie rozróżniam pomiędzy wiedzą, a zrozumieniem. Pierwsza pozwala poruszać się w miarę bezpiecznie w wielkiej grupie (np. wyznaniowej). Drugie pozwala iść dalej. Nawet, jeżeli w grupce, to i tak samotnie, co – mam nadzieję – jest zrozumiałe.

  80. @zulu24
    17 stycznia o godz. 10:30

    Wybacz, ja pisałem o inteligencji. Cytowany przez Ciebie zespół Sawanta jest specyficznym uzdolnieniem biernym, czyli odtwórczym. Kserokopiarka też genialnie odtwarza ale chyba nie można jest posądzić o wysokie IQ.

  81. @Na marginesie
    16 stycznia o godz. 16:41

    Dzięki. Przytoczone przykłady potwierdzają (według mnie) kłopoty z określeniem inteligencji. Z innych wpisów wynika, że istnieją szczęśliwcy, dokładnie wiedzący co to takiego.

  82. @ Lewy
    16 stycznia o godz. 16:57

    Bardzo się cieszę, że mam kłopoty z panowaniem nad moimi myślami. Strasznie się wyrywają do przodu.
    Z Twego komentarza wynika, że inteligencja to nie psychika ale psychika może być inteligentna. Ciekawe.
    Na własny użytek założyłem kiedyś, że inteligencja człowieka jest wynikiem wszelkich działań i oddziaływań w jego życiu. Stąd psychika może być jakimś fragmentem inteligencji. Ale to oczywiście kwestia definicji. Zakładam, że uznana przez Ciebie jest znacząco różna od mojej.

  83. Qba, 17 stycznia o godz. 13:34
    Przykro mi, że swoją poznałeś tak szybko.

    Kolejny raz, wśród niezliczonych innych tu przykładów, wnioskujesz bez podstaw i to o wiele szybciej, niż neuron generuje myśl.
    Za to demonstrowane uczucia osobistej przykrości, spowodowanej domniemanym tempem procesów poznawczych innych osób, zupełnie trafnie identyfikują motywacje, jakże czystych emocji.
    Szkoda, że i tak pochopnie.
    Moje tempo poznawcze, niestety, nie daje Ci podstaw (ani tym bardziej praw) do resentymentów; stoi za nim kilkadziesiąt lat tak studiów, jak i dzielenia się nimi.
    Więc cieszmy się, że rozum nigdy nie bywa szybszy od klawiatury, co daje Ci sporo czasu na ucieczkę do przodu.
    😉
    Pozdrawiam.

    Nb piękny nick, jesteś audiofilem?

  84. @lonefather
    16 stycznia o godz. 17:26
    „Wykluczajac przypadki kliniczne, wszyscy pozostali ludzie maja inteligencje, ktora jest nieodlaczna od bycia czlowiekiem.”

    Rozumiem, że ludzie mają inteligencję od jakiegoś boga, bo jak czegoś nie pojmujemy, to musi być boskie. I już!

  85. @Gekko
    17 stycznia o godz. 14:13

    No cóż, skoro wiesz, że nie dorastam, to oczywiście przepraszam, że żyję.

    Nick jest oczywiście wynikiem braku panowania nad myślami. Bez przerwy coś nowego wymyślają.

  86. @Qba
    Red. Woś na sąsiędnim blogu próbuje, spierajac się z Harmanem traktować określenia; cham, idiota, czarnuch, pedał ciapaty na jednej płaszczyźnie i one wszystkie w równym stopniu go obrażają, czy też jego poczucie godności ludzkiej.
    W jakimś stopniu takie „huzia na Józia”, które tutaj zaobserwowałam w stosunku do twojego wstępniaka, to mi przypomina. Jest to jakaś forma/próba wywyższania się.
    Przynajmniej ja mam takie odczucie.
    A moim zdaniem temat interesujący i interesująco podany, chociaż trudny i obszerny. Dlatego wydaje mi się, że doskonale może służyć do nawiązania dyskusji, czy wymiany myśli. Jeżeli ktoś uważa, że brak tego, czy tamtego, to niech dorzuci od siebie, albo polemizuje z czymś, z czym się w pełni czy całkowicie nie zgadza. Zawsze można się czegoś dowiedzieć nowego. Wstępniak, to w sumie pretekst do dyskusji, podsunięcie tematu.
    Wiem, że tym wpisem narażam się znowu na atak frontalny, but so be it.
    Pojawiam się tu b. rzadko, więc..
    W każdym razie Qba, dziękuję za wstępniak. Warto czasem pomyśleć o takich sprawach. Zwłaszcza, że niebywale często używamy określenia „inteligencja”.

  87. @ Qba, 17 stycznia o godz. 14:31
    No cóż, skoro wiesz, że nie dorastam, to oczywiście przepraszam, że żyję.

    No cóż, z taką wiedzą o planach mordu na nieletnich, to oczywiście zapraszam Cię do prokuratury… 😉 Tertium inteligentiae non datur.

    – – –
    Swoją drogą, czy nawet nasz system nie daje już innych opcji autoterapii, niż obwieszczenia o indywidualnych poszukiwaniach sensu pojęć zapożyczonych, jak inteligencja?
    Kiedyś tego typu badacze, na poziomie plemiennym, wymyślali wciąż coś nowego na temat Yeti.
    Wiadomo, jak się nazywa, tylko nie wiadomo co to jest.
    A jeszcze wcześniej przedmiotem badań, eo modo, było koło.
    Niewątpliwie, koło Yeti da się jeszcze mnóstwo nowego wycisnąć, ale na pewno nie z rozumu, rozumianego że nie jest publiczną materializacją bolączek ego. 😉

    Powróćmy przy stole do leguminy na wety. 😉


  88. Głos z dołka kompleksów klasowych (poziom podstawowy):
    Towarzyszu, ty nie wywyższaj się!

    Niezły syndrom inteligencji dołkującej (tzw.”bottom intelligence”). 🙂

  89. @Qba
    Nie Qbusiu.Psychika jest pojeciem szerszym. Kazdy zarowno geniusz, przecietniak jak i debil ma jakas psychike,bocos przezywa, a inteligencja jako czescia psychiki jest obdarzony w roznym stopniu. . Mniej jej u glupka, wiecej u madrego. Wybacz, ze opowiadam Ci takie banaly. Ale troche zarazilem sie od Ciebie.

  90. zza kałuży
    16 stycznia o godz. 22:54

    Jestem jak widac uparty w poszukiwaniach. W dodatku jestem, co tez widac konsekwentny.

    co moze skutkowac:

    1 – odkryciem, ze nie jestem tak intelignetny jak mniemam
    2 – doczekaniem sie na AI Windowsy, co z kolei potwierdzi moje intelignetne czekanie
    3 – doczekaniem sie jakiegokowiek AI, co tez potwierdzi moja inteligencje w tym, ze sie nie rozpraszalem biegajac jak oszalaly w poszukiwaniach…
    4 – nie doczekaniem sie, co tez potwierdzi, ze jestem inteligentny, bo ne tracilem czasu cennego na bezowocne poszukiwania

    5 – byc moze sa tez inne mozliwosci, ale jako drugorzedne pomine

    W sumie, tak na oko rzecz ujmujac, to trzymajac sie jednej sciezki postepowania, znajduje ukontentowanie w mysli, ze postepuje racjonalnie w odniesieniu do poszukiwan AI, co mnie utwierdza w opinii, co do posiadanej inteligencji.

    pozdrowka
    ~l.

  91. @blondynka
    17 stycznia o godz. 14:41

    Dzięki. Przewidywane przez Ciebie reakcje już są. Przykro mi.

    Dawno temu, pewien, były już, najwyższy rangą polityk w pewnym europejskim państwie brał udział w debacie telewizyjnej. Większość interlokutorów bardzo na niego napadała. Wręcz personalnie. A on ciągle spokojnie odpowiadał. Na koniec prowadzący zapytał, czy można go w ogóle obrazić. A on na to, iż to on decyduje, kto może go obrazić.

  92. @Gekko
    17 stycznia o godz. 14:44

    Mam propozycję – pozostań tam, gdzie Ci dobrze, a ja pójdę dalej jakąś przypadkową drogą.

  93. Gekko
    17 stycznia o godz. 12:22

    „Dobra operacja nie jest zła, im wcześniej tym lepiej”.

    Gekko, też tak sądziłem. Dokąd się nie okazało, że rozum jest po nic, bo wyewoluował bez celu, jako i ziemia się bez celu kręci. A jeśli człowiek go używa dla zapamiętywania tego, co usłyszał od kogoś, kto też usłyszał od kogoś, kto usłyszał od kogoś, to się nazywa nie rozum, lecz pamięć. Choć ona w jakimś instytucjonalnym związku z rozumem pewnie – jest. Ale rozum się nazywa „rozum”, a pamięć – „pamięć”. Żeby pan rozum rozumował rozumnie, potrzebna jest wiedza o ogóle i szczególe, a nie stereotyp do deklamowania. A ja deklamowałem. Aż mnie dwa razy ode mnie młodsi oświecili. Więc nie „im wcześniej, tym lepiej” – lepiej być wcześniakiem lub warszawskim powstańcem? – lecz wtedy, kiedy jest najkorzystniejszy czas. Właśnie po to jest obserwacja, by wybrać najlepszy moment. Pytałem, ile dałoby radę żyć bez operacji (wstawienie baraniej lub metalowej zastawki).
    – A ile by pan chciał?
    – Do pierwszego spadnięcia z siodełka.
    Lekarz się uśmiechnął i nic nie powiedział. I ja mu wierzę. Ale też liczę ciut na siebie. Znaczy, że fajtnę dokładnie wtedy, kiedy fajtnę. Na razie robię swoje i z pewnym niedosytem patrzę na starszego ode mnie o sześć lat znajomego z Niemiec, który już 29 lat żyje ze sztuczną zastawką, a torpedowe leki utrzymują mu ciśnienie na niemal stałym poziomie 120/79. I taka obsrana Kaczka będzie Niemców uczyć.

  94. @Geko
    Ty z kolei masz szalenie sympatyczny nick.
    Przyznam, ze jak cię odkryłam, to zaczęłam wchodzić na ten blog znowu, żeby zobaczyć, czy znowu czegoś nie napisałeś. Jesteś zdecydowanie utalentowany.
    Dzisiaj jednak z przykrością zauważyłam coś, co można nazwać próbą patronizing..
    Taki zgrzyt
    Wybacz, jeżeli to źle odczytałam. Mam taką nadzieję
    Znałam kiedyś osobę, o której można bez obaw rzec; to człowiek renesansu. Szalenie mądry. Ale co było chyba najbardziej wspaniałe w nim to to, że on nigdy tego nie podkreślał. Zwłaszcza kosztem drugich. To był najbardziej skromny człowiek jakiego znałam i najmądrzejszy. Cudowna kombinacja.

  95. @Lewy
    17 stycznia o godz. 14:52

    To bardzo interesujące banały. Obdarzony inteligencją. Czy stąd się wzięło darz bóg?

  96. Szanowni dyskutujacy, podziwiam zapal i zaangazowanie. Z przyjemnscia czytam i sie zachwycam. No nie wszystkimi glosami tak samo, niemniej sie zachwycam.

    Obowiazki i koniecznosc, uniemozliwily mi czynny udzial, ale nie odebraly przyjemnosci sledzenia.

    Wiele cennych mysli, ale chyba najcenniejsza jest:

    wbocek
    17 stycznia o godz. 9:00

    O drzewie zlym …

    A najdurniejsza:

    Qba
    17 stycznia o godz. 14:14

    O niby rozumieniu, czyli kompletnym nierozumienu tego co ja napisalem, a on niby przeczytal.

    pozdrowka Wszystkim
    ~l.

  97. blondynka
    17 stycznia o godz. 14:41
    Szanowna blondynko. Nam chodzi o pewwien chaos mysli,brak precyzji, które prezentuje nasz kochany Qbus, a jego dywagacje przypominaja śmieszne kroki Cleesa z Monhy Pythona. Dobra z Ciebie dziewczyna, bo pochylasz się nad Qbusiem, dodajesz mu odwagi. Wczesniej tak samo zachowaa się poczciwa Joasia Ewunia.
    Możemy jestesmy niemili, ale co tu ma do rzeczy jakies wywyższanie.Poza tym jakoś troche niejasno powiazalas to z polemika na temat chama na blogu Wosia. Czyzbys uważala nas za chamów.Bo meandry Twoich myli sa troche dla mnie niejasne.
    Ja mam 1m72 cm wzrostu, jeśli ty masz np. 1m65, to jak ja Ci to powiem, to czy znaczy to, że ja się wywyższam, czy tez jest to zwykła konstatacja oczywistego faktu. Chyba, że jestes wyższa, to mam nadzieję, że nie bedziesz się wobec mnie wywyższać
    Pozdrawiam

  98. @Lewy
    Użyłam mądrzenia się Wosia, ponieważ chciał coś udowodnić Hartmanowi, a wyszła bzdura. Taka na siłę próba zaistnienia lepszym od drugiego i jego kosztem. A wyszło, co wyszło.
    Wzrost nie ma tu nic do rzeczy, chociaż podejrzewam co chciałeś przez to dać do zrozumienia.
    Mnie chodziło o to, że jest różnica między krytyką konstruktywną, a krytykanctwem, co by połechtać swoje ego czyimś kosztem.

  99. @Qba
    17 stycznia o godz. 14:59
    Doskonale oddaje to, jak osoba z integrity odbiera ataki innych.
    Co innego dialog partnerski, a co innego huzia na Józia.

  100. Qba
    17 stycznia o godz. 14:07

    „Na własny użytek założyłem kiedyś, że inteligencja człowieka jest wynikiem wszelkich działań i oddziaływań w jego życiu”.

    Bardzo mi się, Qba, podoba taki możliwie najogólniejszy ogólnik. A jeszcze mi się podoba, że może mówisz nie dla naukowego odkrywania, lecz do pogadania. Nie znaczy to, że konkluzje Twoje nie mają poznawczej wartości, lecz znaczy, że ubrałeś wszystko w formę właśnie do pogadania. Ktoś tu powiedział w tym duchu, że zamiast pleść, lepiej czytać. Tylko czemu „zamiast”? Zwierzę mówiące ma potrzebę mówienia z paru powodów, wśród których język jest po zmysłach drugim narzędziem poznania, ale niekoniecznie – mówienie. Blog to miejsce pogadania/posłuchania/popaplania/konfrontacji, a nie naukowej prezentacji. Ja mówię, co wiem, ty mówisz, co wiesz, on/ona mówią, co wiedzą, a nie co mówi nauka. Słyszałem o wzajemnej miłości z różnych powodów – w tym o miłości od pierwszego wejrzenia, która i mnie dopadła – ale nawet mi się o kant ucha nie obiła miłość z powodu zgodności naukowych poglądów.

  101. @blondynka, z godz. 15:23
    …jest różnica między krytyką konstruktywną, a krytykanctwem, co by połechtać swoje ego czyimś kosztem.
    Tu wszyscy – łącznie z piszącym te słowa – „podbechtują swoje ego czyimś kosztem”, z tym że tylko niektórzy czynią to inteligentnie. To świadczy niejako o różnicy między inteligencją sztuczną, a taką, która sama sobie jest, co jakoś uleciało z rozważań o inteligencji, inteligentnego skądinąd Qba 😉

  102. blondynka
    17 stycznia o godz. 15:23

    Skoro Lewy powiedział do Ciebie „szanowna” , a on wie co mówi, to ja powiem: miła blondynko, co też dobrze brzmi, jak sądzę. mam zatem pytanie w sprawie: mówisz o krytykanctwie tak teoretycznie, czy praktycznie, w odniesieniu do bazy – tekstu miłego Qubusia, oraz jego wyniku – komentarzy blogowiczów? Jeśli mogłabyś wskazać konkretne przyklady, co u Qubusia jest mocne, a psute na metodę krytykancką przez tego i owego – podaj i uzasadnij, wszystkim to wyjdzie na zdrowie. Ja się trochę narobiłem, żeby podać i uzasadnić co uważam, zrób to i Ty. Na tym zyskuje jakość bloga.

  103. Nefer
    17 stycznia o godz. 15:43

    Ja nie huziam.

    Qba się zabezpieczył: nie jest Józio

  104. @ blondynka, 17 stycznia o godz. 15:04
    „@Geko … Ty z kolei masz szalenie sympatyczny nick.”

    Blądynko, mam nadzieję że nie patronizuję Twego integrity wywyższeniem znaczenia jednego małego ‚gie’ w walidacji wiarygodności ingracjacyj.
    No i nick nie pochodzi z kolei, a z celuloidu.
    Ostatecznie jednak – bez wyszywżania się, jak zachwycimy się Jeti, to będzie coś Ynteligentnie nowego i creativity, a nie analfabetyzm.
    Postaram się podglądać Cię poprzez Twe wpisy z równą uwagą, co Ciebie emocjonuje w nickach, czyli mniej więcej. 😉

    Przy okazji zapodam ze znawstwem, dla stłumienia strumienia inteligencji na blogu, że „qba” to była kiedyś zacna firma produkująca świetnie grające rzemieślnicze skrzynki.
    Każdy audiofil to wie, zanim inteligencja podpowie mu inne opcje… 😉

  105. @Qba 17 stycznia o godz. 13:54

    Przytoczone przykłady potwierdzają (według mnie) kłopoty z określeniem inteligencji.

    Tak! I z tą myślą je przytoczyłam. Przykłady z Wiki usiłują coś definiować, ale rozstrzał jest od Sasa do lasa.

  106. @ Tanaka
    >_>_>_
    Dekostruktywnemu krytykanctwu stanowcze: nie!
    Józio, z bazin.
    _>_>_>
    Za chwilę do stołu podane będą paróweczki.
    😉

  107. Pytanie pomocnicze: czemu miałaby służyć inteligencja? Podstawowym celom ewolucji, którymi są indywidualne przeżycie i zachowanie gatunku? Trudno powiedzieć, bo np. dzieci wybitnie inteligentne nie mają łatwego życia, ani wśród rówieśników, ani wśród nauczycieli. One nie pasują do „przeciętnego” modelu. Zostają potem wybitnymi innowatorami? Innowator też nie ma zwykle lekkiego życia; na spektakularny sukces przypada wiele porażek. Oczywiście osoby inteligentne bywają atrakcyjne – zatem ewolucyjny atut inteligencji jest analogiczny do ogona pawia? Czyli balast, ale jakże uroczy?

    I jeszcze jedno – wywiązała się równoległa dyskusja nad autodestrukcyjnym charakterem wsobności w Umęczonej. Czy osoby pokroju Kaczynsyna są inteligentne czy tylko durne – ale durne w sposób akceptowalnyy dla większości stada? Oczywiście, to samo pytanie miałoby sens w stosunku do kaka – zarządzanie z wykorzystaniem cudzego strachu i głupoty. I częściowo chciwości. Cel (rząd dusz) zostaje osiągnięty. A czy liczenie na cudzą głupotę jest działaniem inteligentnym? No właśnie.

  108. Słyszę głosy zachwycające się cudowną „oryginalnością” małych dzieci, ale nie widzę tu żadnych przykładów. Na czym miałaby polegać ta oryginalność? Dzieci bywają niekonwencjonalne, ale nadal uważam, że ta ich przeurocza wolność od schematów polega po prostu na tym, że schematów myślenia jeszcze nie znają. Należałoby zwrócić uwagę nie tyle na same dzieci ile na to, co nas, dorosłych, w dzieciach zachwyca. Dziecko czaruje samym swoim wyglądem, nie mówiąc już o zachowaniu – jest to po prostu uwarunkowane biologiczne, bo mały człowiek rodzi się bezbronny i potrzebuje opieki, zatem… wiadomo. A zatem „oryginalność” jest in the mind of the beholder? Takie mam wrażenie.

  109. wbocek
    17 stycznia o godz. 15:03

    „Na własny użytek zakładam” że bardzo mądrze piszesz (taki „żarcik” # 🙂 ), a system nie mówi do Ciebie dziewczęcą postacią >młodej lekarki< i głosem, jak z "Egzorcysty": czekaj tatka latka…

    Blog to nie jest, zdecydowanie, miejsce do uzdrawiania, zwłaszcza inteligencji 😉

    Zdrówko.

  110. ” Czemu miałaby służyć inteligencja? ”

    Kapitalne, poważnie, zagadnienie.
    Jak wiadomo, po czynach ich poznacie.
    Mnie się przypomniała anegdotka, czyli autentyk, jak rozmawiałem ze znajomym naukowcem polskim, co się zdepolszczył za oceanami, na obcojęzycznej uczelni.

    Mówi: wiesz, długo mi zajęło zbadanie różnicy pomiędzy recenzjami „peer to peer” (naukowiec recenzuje naukowca) tu i na mojej poprzedniej uczelni. Tu dobre prace mają dobre recenzje, a u nas dobrzy koledzy mieli dobre relacje. I co się z tej różnicy wyłania, spytałem. On na to: no, warto mieć tu kolegów co dobrze piszą, aby ich recenzować.
    To właśnie, ten kolega, to jest objaw najlepszej inteligencji, bo jej celem jest ocalenie, hihi.
    I to w stanie empirycznie dokonanym, a nie nazwanym przed zapoznaniem się choćby ze słyszenia…

  111. Gekko
    17 stycznia o godz. 15:55

    Dekostruktywnemu krytykanctwu stanowcze: nie!

    Na to nie, to,w zasadzie, tak.

    Za chwilę do stołu podane będą paróweczki.

    Tak jest, przy czym podane zostaną u hrabiego. Nie pamiętam którego.

  112. Gekko
    17 stycznia o godz. 16:11

    Słuszna racja, święte słowa i tak dalej. Dobrze jest czytać coś dobrego i postawić dobrą ocenę. Peer to peer review nad Wisłą to często droga przez mękę, czyli do zbawienia: trudno rozplątać to, co poplątane, a powinno być uporządkowane: pojęcia. A pani w szkole uczyła Jacusia: Jacusiu, nie dodajemy jabłek do gruszek, ale gruszki do gruszek, owszem, można.
    Dobrze, że mamy naukowców smoleńskich. Z tymi łatwiej: peer review robi im dottore Rydzyk Tadeusz, ks. dr hab. Oko zapomniałem-imienia, oraz ks dr hab Hoser Henryk. I cała reszta biskupów – każdy to naukowiec.
    A wszystkim peer robi historyk z wykształcenia a likwidator z pasji. Albo odwrotnie.

  113. Tanaka
    17 stycznia o godz. 16:17
    „Nie pamiętam którego”

    No tak.
    Chociaż o krytykanctwie to się własciwie wypowiadał @anumlik, to swą uprzejmą reakcją wzbudzasz mi akcję.

    Receptą na hrabich i niepamięć jest:
    a/ nazwanie czegoś niewiedzianego ->
    b/ stwierdzenie, że za nazwą niewiadomoco stoi ->
    c/ powołanie się na odnośną wieloaspektowość Wikipedii ->
    d/ wszczęcie procedury „brainstormingu” inspiratywno-afirmującego przywództwo wszczynacza
    e/ uznanie, ze niejednorodność opinii wzmacnia nieznane możliwości twórczych interpreatcji w drodze do wywyższenia ignoranta->
    f/ zaposiadanie tytułu Hrabiego Prawd Pośrodkowych, chwilowo W Drodze Do Poznania ->
    Z finałem zajadania się ostatnią paróweczką na planie Poznania, wśród applausu hurys i koryfeuszy.
    Puff i mlask mlask. 😉

  114. @Gekko 17 stycznia o godz. 16:11

    Recenzowanie przed publikacją jest anonimowe, to znaczy nie wiesz, czyj tekst recenzujesz. Rozumiem, że kolega ma na myśli recenzowanie po publikacji, albo po prostu wzajemne cytowanie. Wartość dorobku naukowego mierzy się m.in. liczbą odwołań do tekstów X. w cudzych publikacjach i wypowiedziach. Niektórzy nawet bez opamiętania cytują – siebie.

  115. Tanaka
    17 stycznia o godz. 16:25

    No to jak święta, to niech i prawda, Tanako, że jak nauka to w kościele. 😉
    Mi się przypomniało święto, jak dwóch półinteligentów, co ich nazw nie pamiętam, wspólnie i w porozumieniu zdefiniowali naukę o sztucznej inteligencji, czyli we dwóch całkiem trafnie:
    Nauka o uczeniu i inteligencji polega na tym, że ta od której uczy się druga, nie jest sztuczna.

    Jak to napisałem, to mi klawiatura zaklekotała, że wiele się z tego nauczyła.
    Ktoś ją, kurka, inteligentnie zaprojektował.
    Idzie moim śladem (żart wywyższający).

  116. @namarginesko
    Juz na samym poczatku rozjasniłas problem inteligencji podając kilka definicji.
    Nie będę się wdawal w temat,na którym znaja sie fachowcy psychologowe, antropologowe, cognitywiści(kedyś alumnik o tych ostatnich zapodał ciekawe mysli).
    Raczej idąc sladem Jureczka wbocka zajme się tym zwierzem od strony jezykowej.
    Mamy więc obok inteligencji, czyli umiejetności rozwiązywania trudnych problemów, adaptowania sie do zmiennych okoliczności, inteligencję manipulowania, uwodzenia, okłamywania, podporzadkowywania sobie ludzi, czyli spryt, który obok człowieka posiadają zwierzeta np.lisy chytrusy. Jest to taki rodzaj inteligencji, który nazywamy sprytem, chytrością. Inna jest inteligencja szachisty, inna manipulanta gnoma. Wyróżnia się obok czystej inteligencji(np.matematycznej..) inteligencję emocjonalną, jest to po prostu empatia u dobrego czlowieka i psychopatia u zlego.
    Ten rodzaj inteligencji, które wykazuja zwierzeta nazywamy sprytem chytrością a nie inteligencją. I wlaśnie tego typu okresleń uzywają antysemici wobec Żydów, których wyjatkowa inteligencja w wielu dziedddzinach (finansach, nauce, sztuce, literaturz,muzyce) nazywają sprytem. Zyd dla antysemity nie jest inteligentny, tylko sprytny, chytry, cwany, przebiegły..
    I jeszcze jedna myśl, która mi przyszła do glowy: gamoń nie jest inteligentny w sensie chytrości, ale może być inteligentny emocjonalnie, bo zna uczucia empatii.
    Ja np. jestem takim gamoniem.

  117. Lewy, 17 stycznia o godz. 16:41

    O, to jest dopiero Prolegomena!
    Szapoba (bez jakiejkolwiek ironii).

    Mnie zainspirowała do takiego ogólnego, czyli sprytnego zapytania:
    a/ czy inteligencja emocjonalna może być sztuczna?
    oraz
    b/ czy empatię można nabyć w cwanej cenie?
    a zatem i poniekąd:
    c/ czy uczucia mogą być nauczane inteligentniej, bo po znajomości?

    Sądząc z genezy większości pojęć pojawiających się w dyskusji na blogu (nie mówiąc o wstępniaku), są to pytania o znaczeniu ściśle i jakże ‚gamoniowato’ utylitarnym.
    😉

  118. @Lewy 17 stycznia o godz. 16:41
    Drobna uwaga: nie sprowadzałabym inteligencji emocjonalnej do empatii.
    Wczesny wskaźnik: marshmallow test. Decyzja: jeden smakołyk teraz czy dwa później?

    https://www.youtube.com/watch?v=QX_oy9614HQ

  119. Na marginesie
    17 stycznia o godz. 16:00

    „Dzieci bywają niekonwencjonalne, ale nadal uważam, że ta ich przeurocza wolność od schematów polega po prostu na tym, że schematów myślenia jeszcze nie znają.”
    Może właśnie o to chodzi?
    Podobno niejaki Einstein powiedział, iż „wielkie odkrycia powstają, gdy ktoś nie wierzy w to, co wszyscy wiedzą”.
    A dlaczego jest tak dużo wierzących? Bo oni wiedzą i nie chcą/potrafią wyjść poza nabyty/narzucony schemat. Im bardziej wiedzą, tym dosadniej traktują innych. A jak ktoś ma za sobą wiele lat studiowania i nauczania, to już jest zamurowany na amen. Pewnie stąd tak licznie starsi stażem i wiekiem profesorowie podpisują deklarację wiary.

  120. Gekko
    17 stycznia o godz. 16:29

    jak Ty mnie tak z klawiatury i wikipedią poprawiasz, to mi coś z pamięcią się poprawia: w temu misiu było. Coś o hrabim, albo i parówce jego. Tak, czy siak: prawda czasu, prawda ekranu. A jak prawda to taka, że w klimacie Samo-zwaniec. Magdaleny, oczywiście.

  121. Qba
    17 stycznia o godz. 17:09

    A dlaczego jest tak dużo wierzących? Bo oni wiedzą i nie chcą/potrafią wyjść poza nabyty/narzucony schemat

    W zasadzie tak, ale w sumie – nie bardzo. Zadaj wyznawcy kilka prostych pytań kontrolnych, to jego wiedza nie okaże się ani wiedzą ani nie tyle nawet okaże się wiarą, a wiara okaże się nie tyle nawet wiarą w wiarę, ale pojawi się natychmiast ciężki zator mózgowy: ani me, ani be. Ani nawet kukuryku.
    Natomiast, owszem, można: dostać w ryj.

  122. Signum temporalis, a mores.
    – – –
    Napis sprajem na ścianie transformatorowni przy przedszkolnym placu zabaw:
    Nas? Einsteinów? Prądem?!
    – – –
    🙂

  123. @Namargineska
    Tego się kotom nie robi 😉 Stanford University/i> psychologów sadystów produkuje. Jakieś Waltery Mischele, czy inne Phillipy Zimbardy znęcają się nad dziećmi i studentami po to, aby dowieść to, co znane jest inteligentnym rodzicom obserwującym swoje pociechy. Filmik z testem pianki upewnił mnie w przekonaniu, że psychologom uniwersyteckim należy cukier do herbaty pokazywać wyłącznie przez szybę. Rosjanie nazywają to пить чай вприглядку/i>.

  124. @ Tanaka

    Oj tam, nic nie poprawiam ale uniżenie paraleluję…hihi, czyli tak jakby a więc na odwrót…

    „Ostatnia paróweczka Hrabiego Barry Kenta”

    https://www.youtube.com/watch?v=BGr6h8F2AXQ

  125. anumlik
    17 stycznia o godz. 17:27
    Marsmallow test ma tyle z emocji, co jest o inteligencji, czyli zupa nic.

  126. Gekko
    17 stycznia o godz. 17:26
    No patrzcie, już przedszkolaki wiedzą, że dodatkowa energia z prądu, wyraźnie poprawia inteligencję.

  127. @namarginesko
    Tez nie sprowadzam. Upraszczam, bo nie jestem specjalista. Ale chyba empatia jest jakimś ważnym elementem inteligencji emocjonalnej.
    świetny eksperyment. Chyba będę z moim wnusiem robił takie zabawy.

  128. zak1953
    17 stycznia o godz. 17:31
    _
    W świetle inteligencji sztucznej, stwierdzenie: „przedszkolaki wiedzą” to molesta i wywyższanie się!
    One nic nie wiedzą, bo nieskrępowane schematami mogą wszystko.
    Zanim w osprejowanym domku Baby Jagi, po inteligentnym włamie, nie podetną im kreatywności kilodżule.

    Nb kiedyś takiego na ślunsku, podżulowanego, miałem nieszczęście wyrwać ze szpon kreatywności…hihi.

  129. https://www.youtube.com/watch?v=q2v1S5iSq5o
    7 Signs You Have High Emotional Intelligence: How Many Do You Have?

    To tylko 4 minutki trwa

  130. @lonefather 17 stycznia o godz. 14:56
    „Jestem jak widac uparty (…) co mnie utwierdza w opinii, co do posiadanej inteligencji.”

    Podobnie jak @anumlika twierdzącego, że „niektórzy czynią to” (tutaj na blogu) „inteligentnie.”

    Jaka jest definicja inteligencji blogowej? Wczesne i prawidłowe rozpoznanie, kto na danym blogu:

    1. Uważa się za Big Kahuna
    2. Jest Lizusem, czyli jest szczęśliwy bedąc dopuszczonym do łaski basowania Big Kahunie (albo Big Kahunom, bo czasami tych osób jest kilka). Alternatywnie taka osoba będzie także podlizywała sie Gospodarzowi bloga.
    3. Pełni rolę Głupiego Jasia Do Bicia. Głupich Jasiów dzielimy na tych, których lubimy gnoić na serdecznie oraz na tych, których gnoimy nienawistnie w celu wygonienia ich z blogu. Wtedy przysługuje im także tytuł Oczywistego Szkodnika.
    4. Był obecny „dawno temu” a teraz jest „Żyjacą W Pamięci Historią Bloga”. Czasami taka osoba „wraca” i wtedy jest „wylewnie witana”.
    Częściej nie może wrócić bo jest trupem.
    5. Jest Stałym Lokatorem a kto jest tylko Kometą.
    6. Jest blogowym Negatywem.
    Negatyw jest pesymistyczny i cyniczny.
    7. Jak wygladaja Lokalne Rytuały.
    Inaczej mówiąc kto komu i na jakie sposoby prawi dusery oraz kogo (lub co) oraz jak często jest sie zobowiazanym do oplucia.

    itd., itp.
    Inaczej mówiąc, inteligentnie widzimy, że blog to disneyowski film, szkolna klasa, wczasowy turnus lub wielodzietna rodzina.
    Wypadało by tez wiedzieć, że etykietki mogą przylepiać tylko patrzący z zwewnatrz. Samoprzylepianie jest bardzo rzadko inteligentne.

  131. @anumlik 17 stycznia o godz. 17:27

    Oj tam, kotom! Z reguły – studencinom. Prawie wszystkie eksperymenty psychologiczne opisane w literaturze fachowej sprowadzają się do eksperymentowania na studentach – osobach rasy kaukaskiej, po szkole średniej i zamieszkałych w Stanach Zjednoczonych. W tym sensie nie są reprezentatywne dla homo sapiens. Zwracano na to wielokrotnie uwagę. Oczywiście, że student potrzebuje tych paru groszy, a często również – życzliwości profesora, który to profesor firmuje eksperyment, za pieniądze uzyskane z grantu. I tak się kręci ta instytucjonalna maszynka.

    Z kolei co do kuszenia słodyczami – podobno prześledzono dalsze losy tych dzieci i stwierdzono, że te na starcie opanowane dochrapywały się wyższych stanowisk i pensji (czyli sukcesów, ale jak oceniamy ten sukces? Materialnie?)

    Inaczej mówiąc – oczywiście, że każdy eksperyment ma swoje słabe punkty i jego wartość jest ograniczona, ale że ten tak zupełnie niczego nie dowodzi – tego bym jednak nie powiedziała.

  132. @Gekko 17 stycznia o godz. 17:30

    Opanowanie odruchów, czyli delayed gratification – oczywiście, że chodzi o nieuleganie emocjom. Istotny element inteligencji emocjonalnej – IMHO. Kora przedczołowa rozwija się w pełni około 20-go roku życia. A skąd się bierze self-control u kilkulatka?

  133. Inteligentne przejęcie.

    Wśród brzęku spodeczków od herbaty i pogawędek o bytach nieznanych a więc godnych Wiary, przy sztucznym deserze, misję i znaczenie pojęcia tego bloga przejmują sąsiedzi.
    Może to nieelegancko, ale muszem zapodać o najnowszym wpisie na sąsiednim blogu profesora H. (aby nie lokować już i tak dobrze ufryzowanego produktu).

    Przepraszam za zakłócenia w żuciu pianki.

  134. PS
    Odruchy nie są powodowane emocjami (oczywiście u człowieka, a nie na kartach harlequinów) – tak przy okazji inteligencji nie mylonej z ignorancją i wiedzą w ogóle.
    Ma przyszłość.

  135. @blondynka 17 stycznia o godz. 17:46

    Spojrzałam tylko na sam początek.
    Pierwsza oznaka inteligencji emocjonalnej: „you are driven”.
    Z tego wniosek, że Kaczysław, Hitler, Stalin, Mao i Trump – to ludzie o wysokiej inteligencji emocjonalniej.
    Serio?

  136. @Gekko 17 stycznia o godz. 18:23

    Odruchy nie są powodowane emocjami? A kto twierdził, że są?
    Napisalam:
    Opanowanie odruchów, czyli delayed gratification – oczywiście, że chodzi o nieuleganie emocjom
    Z tego zdania wynikałoby raczej, że nieuleganie emocjom wiąże się z opanowaniem odruchów a nie że odruchy są powodowane emocjami.

  137. @Namargineska, z godz. 18:14
    każdy eksperyment ma swoje słabe punkty i jego wartość jest ograniczona, ale że ten (z pianką – anumlik) tak zupełnie niczego nie dowodzi – tego bym jednak nie powiedziała.
    Dowodzi tego – co wiedzą uważni rodzice (o czym pisałem) – że to dziecko, które odmówi sobie przyjemności zeżarcia natentychmiast słodkości (rym nie zamierzony), aby za kilka chwil (albo tygodni, miesięcy, lat) pożreć je w podwójności, dojść mogą (?!) do zaszczytów oraz szczytów w biznesie i polityce. Znaczy – jak to lapidarnie określa stare przysłowie: „ziarnko do ziarnka, aż zbierze się miarka” (grain by grain and the hen fills her belly – jak mówią Angole). Przyszłych matematyków, muzyków, pacykarzy i poetów (zwłaszcza!) to nie dotyczy. Ani dzieci rodziców „wyszłych” z lagrów i innych Auschwitzów. One żarły na zapas. Nie wiem (podejrzewam, że nikt nie wie), czy był to przejaw inteligencji osobniczo-emocjonalnej, czy intrapersonalnej?

  138. @anumlik 17 stycznia o godz. 19:08

    Czyli znów rzecz sprowadza się do definicji inteligencji –
    której, na dobrą sprawę, jednak brak 😉

  139. Zajrzałam pod Hartmana – i muszę stwierdzić, że niektóre komentarze przypadły mi do gustu bardziej niż sam felieton. Zawodowi etycy (Hartman, Magdalena Środa) czują się w obowiązku potępić lekarza, który wywiesił informację, że nie obsługuje spisionych. Przy czym – powtarzam – chodzi o wywieszenie informacji. Nie ma dowodu, że naprawdę odmówił komuś pomocy. Ale machina hejtu dosięgła go z obydwu stron. Niesłusznie.

  140. Tu raczej chodzi o sklerykalizowane szkolnictwo. I to jest największy skandal ostatnich 25 lat.
    Ale o tym jakoś żadna partia nie mówi. I czarnych protestów też nie ma.

  141. tejot
    17 stycznia o godz. 11:02
    W skrócie – paranoja. Aż się przypomina pan Piotruś z Kabareciku Olgi Lipińskiej.

  142. Kukiz u Olejnik twierdzi, że nigdy nie ukrywał przynależności do wspólnoty Kościoła. I że Kościół to nie tylko pasterka i wizyta księdza po kolędzie. Aż łza się w oku kręci:
    https://youtu.be/v3s02OYYTRY

  143. anumlik
    17 stycznia o godz. 19:08

    Anumliku z drugiej strony Jamniku, trajkotanie o inteligencji mnie nie zajmuje, ale kapitalną rzecz powiedziałeś, a właściwie zasygnalizowałeś: kontrolowanie pożądań, szerzej – wszelkich zachowań. Samokontrola. Dużo nie powiem, bo znów mi ciśnienie skoczyło na 420 czy cóś, ale temat wychowawczy wielki i nie wiem czy w ogóle praktycznie istniejący. Nawet Ty dałeś przykład wymyślony, nie z życia, bo takiego heroicznego odmawiania słodkości w pewnym wieku nietu, nawet kiedy rodzice są wiedzący. Ale rozumiem, że chciałeś jakoś zilustrować. A wiedzących jest czterech i pół na Polskę. Oczywiście, człowiek to nie cyborg, więc chłodnych kalkulatorów lepiej żeby za dużo nie było, ale na przykład w polityce wolałbym ze trzech takich niż sto tysięcy kaczek. O nienażartych dzieciach rodziców z łagrów również stworzyłeś sobie własny stereotyp i fantazjujesz, ale Ci wybaczam za podniesienie ważkiej rzeczy.

    Najgłupsze, co by mógł ciut kumaty rodzic zrobić, to wychowywać dzieci, że tak powiem, teoretycznie: jak tak zrobisz, Maciusiu, to skutek będzie taki. Najmądrzej byłoby, gdyby sam był żywym, pełnokrwistym wzorcem zachowań bez logiki i bez gadania, bo w wyobraźni dziecka ma powstać na całe życie obraz, który będzie dawał największe motywacje. Ale znajdź takich, kiedy dookoła same wygodnickie, ćpające, bez przerwy żrące, chlejące nawet na ulicy i pragnące durnot papugomałpy. Choć, nie powiem, z rzadka, ale widuję młodych, imponujących mi ojców, np. wożacych swoje dzieci po różnych wertepach wózkiem za rowerem. Normalnie się wtedy wzruszam jako sam z premedytacją bezdzietny. Z dzieciństwa w podstawówce zapamiętałem jednego takiego ojca. Chodziłem nad Słupię w moim rejonie we wszystkie pory roku. Kąpiele kończyłem w listopadzie, zaczynałem – w marcu, zdarzało się też nacierać śniegiem. Otóż w moich miejscach również we wszystkich porach roku często spotykałem ojca, świetnie zbudowanego dyskobola i lekarza z jego dwójką chłopaków: ćwiczyli różne rzeczy po drugiej stronie rzeki: oni – swoje, ja – swoje. Nic więcej o nich nie wiem. A pana lekarza, będąc już po studiach, widywałem dość często na dworcu w Koszalinie lub w Słupsku. Widać dojeżdżał do pracy tak samo jak ja – nie własnym blaszakiem, choć wiem od kolegów lepiej go znających, że lekarzem był wziętym. Ale nie mam wątpliwości, że ci chłopcy na pewno czegoś chcieli i doszli do tego, do czego chcieli dojść.

  144. @izabella 17 stycznia o godz. 19:52
    Jest zle – i bedzie coraz gorzej
    http://mamadu.pl/134635,terroryzm-religijny-w-szkole-czyli-wypisac-sie-nie-mozna-i-etyka-to-fanaberia

  145. Lewy
    17 stycznia o godz. 10:43
    jak to nie można się naśmiewać z Boga?
    podobno nas wszystkich, także i ateistów (jak mówi moją sąsiadka) stworzył na obraz i podobieństwo swoje. A my mamy uszy…Bozia nie ma ?

  146. Wielki powrót dowcipów politycznych. I to prawie wszędzie. Nie tylko w Rosji (stamtąd nigdzie się nie ruszały), Polsce czy na Węgrzech. Dołączył nawet kraj w tej dyscyplinie sportu całkiem nowy.

    W Waszyngtonie facet stoi w korku. Ktoś podchodzi, puka w okno. Gość opuszcza szybę i pyta – Co jest?
    – Terroryści opanowali Biały Dom, złapali prezydenta z rodziną i wszystkimi doradcami. Zagrozili, że jeśli nie dostaną 10 miliardów dolarów, zaleją cały budynek benzyną i podpalą. Dlatego chodzimy i zbieramy.
    – I co, ludzie chętnie dają?
    – Bardzo chętnie!
    – Dużo?
    – Przeciętnie po dwa galony…

  147. Czym to jeść – do czytania z rozciągniętym zwojem wzdłuż meandra.

    „Opanowanie odruchów, czyli delayed gratification – oczywiście, że chodzi o nieuleganie emocjom”

    Nieuleganie emocjom gratyfikowane(!) uczuciem satysfakcji z odsunięcia gratyfikacji w czasie, dowodzi tylko niemożności opanowania odruchu dążenia do gratyfikacji, zwłaszcza za pomocą emocji, będącej samą w sobie …gratyfikacją.

    Rzeczywiste opanowanie odruchów, a nie odsunięcie ich skutków, dowodziłoby świadomości i wpływu na przyczyny odruchów.
    To możliwe jest tylko w stanie jogina z bazin, czyli wyższej świadomości stanów odmiennych od rozumu.

    Jeśli w tym cytowanym „opanowaniu odruchów” „oczywiście(!) chodziłoby o nieuleganie emocjom”, to emocje musiałyby być przyczyną odruchów, a nie – jak są – gratyfikacją, bez znaczenia natychmiastową czy odroczoną, co tylko -w drugiej wersji- zmienia rodzaj emocji w roli gratyfikacji.

    I to są skutki nieopanowania odruchów dążenia do sensu w nonsensie – pisanie postów, że marketingowa głupota nie jest inteligencją inaczej, np „emocjonalną”, a sztuczne wynika z inteligencji twórcy (marnej), a nie że sztuczność inteligencji tworzy wzorce poznawcze inteligenta.
    Na koniec wszyscy rozglądają się za prostą paróweczką, która ma nazwę, chociaż nikt nie chce wiedzieć z czego jest zrobiona, nawet Wikipedia.
    Gratyfikacja pełnym brzuszkiem paróweczek gwarantowana, gdy pustka żądz poznawczych nie nagli.

    PS To są zgryźliwe uwagi na kanwie zaobserwowanego tu zjawiska (tzw. myślenia tzw. emocjonalnego), a w żadnym razie nie dotyczą i nie mają na celu dotknięcia Person Emocjonalnych (czy innych IntraPerson ExtraOrdynaryjnych), rozmyślnie czy nie czyniących zjawisko publicznym na tym blogu.
    Ja też kocham ludzi, tyle że później, kiedy przestają się gratyfikować na niczym.

    Z poważaniami.

  148. Na marginesie
    17 stycznia o godz. 19:42
    Zajrzyj jeszcze raz. Felieton prof. Hartmana o sklerykalizowanej szkole – znakomity. Ten o aborcji – równie dobry!

  149. Qba

    Chaotyczny i dawno nie widziany – witaj z powrotem, chyba to telepatia bo zastanawiałam się gdzie cię wcielo. Można się czepiać lub nie czepiać do stylu i składowych ale twoje wstępniaki jakoś zawsze wywołują ożywiona dyskusję! 😉 I to się liczy. Pozdrawiam!

    Na marginesie
    16 stycznia o godz. 16:41

    „Aha, jest jeszcze inteligencja emocjonalna. Co to za zwierz?”

    To to, czego nie ma moja passive-agressive manager! 😉

    Tanaka
    16 stycznia o godz. 17:46

    Odwieczny dylemat „nature or nurture” czyli geny czy wychowanie. Tak się akurat składa, że ani inteligencji nie da się wychodować czy wycwiczyc (jak sądzi Qba) gdzie jej nie ma in the first place, ani pewnych wrodzonych a uwarunkowanych genetycznie cech charakteru nie da się zmienić, żeby nie wiem jak się skręcac. Był kiedyś w Polityce świetny choć nie za wesoły artykuł na ten temat, pisany pod kątem adopcji. I dlaczego dla tak wielu adoptujacych rodziców jest szokiem to, że pomimo wychowania „po swojemu” dziecko wyrasta na kogoś zupełnie innego. Jak wygrzebie to podrzucę linkę

    anumlik
    16 stycznia o godz. 19:39

    😀 😀 😀

    wbocku

    Pozdrawiam Cię cieplutko, nie daj się doktorom!

    zza kałuży
    17 stycznia o godz. 18:11

    Wyszło ci to piknie bardzo, pewnie jeszcze coś więcej można dodać. Śmieję się do rozpuku choć pewnie nie powinnam.

    @Gekko

    Masz fanclub! 😉

    Poza tym zmykam, pod dwóch dniach przebijania się przez śniegi do roboty i z powrotem padam na nos.

    @Nefer

    Jak tam biegówki? Dziś rano widziałam starszą panią sunaca na nartach i pozazdroscilam… Też bym chciała być na emeryturze!

  150. tak sobie przypomniałam, a nigdzie o tym nawet szeptem, nawet drobnym druczkiem. Czyżby już w ogóle zmieniła się historia?
    Dziś 17 stycznia: data kojarzy mi się z imieninami mojego Dziadka Antoniego i Warszawą.

    A może Warszawa wciąż pod okupacją? nastepny wyzwoliciel potrzebny…
    e tam, chyba wstaecznictwo uprawiam.
    23 lutego w moim mieście, cytadelowcy, ulica; dekomunizacja ma ją zamienić w ul.
    Lewandowskiej.
    Jedyna Lewandowska kojarzy mi się …z niechęcią do otwierania lodówki. Bo znów wyskoczy z niej jej syn….no ten, ten…jeszcze na szczęście nieświętej pamięci….

  151. @Kostka
    17 stycznia o godz. 23:30

    Trochę mam inne zdanie na temat inteligencji.
    Zakładam, iż nasz mózg, w części odpowiedzialnej za myślenie (a więc i za inteligencję) jest w chwili narodzin pusty/niewykształcony. Wynika z tego, iż za wszystko odpowiedzialne jest – ogólnie rzecz biorąc – wychowanie. Piszę o przypadkach średnich, a więc najpowszechniejszych.
    Bardzo wiele badań potwierdza powyższe. Korzystają z tego wszyscy, w tym religie, szczególnie najbardziej agresywne sekty, jak katolicka.
    Sam fakt, iż człowiek zdobył tak wielką przewagę nad innymi istotami, pomimo braku przewagi fizycznej, świadczy o możliwościach każdej jednostki; czyli potencjalne możliwości naszego mózgu są znacznie większe, niż możemy sobie wyobrazić. Być może ta świadomość skłania nas do tłumienia rozwoju intelektualnego przez zmuszanie do udziału w wieloletnim reżymie nauczania. Kiedyś, gdy takiego masowego szkolnictwa nie było, zdarzali się geniusze. Gdzie są oni dzisiaj? Czyżbyśmy zgłupieli?

  152. Qba
    18 stycznia o godz. 0:44

    To nie jest kwestia zdania tylko wyników badań. Noworodek to nie jest tabula rasa o czym boleśnie przekonują się czasem adopcyjni rodzice. Owszem wychowanie („nurture”) też jest ważne ale nie przebije pewnych, wdrukowanych juz w momencie urodzin predyspozycji (nurture). Owszem, pewne braki można podciągnąć ale nie wyeliminować albo przeprogramowac kompletnie. Wychowanie może też wcześnie wyłapac czy pomóc rozwinąć naturalny „talent” (także do myślenia ) ale nie zastąpi go kompletnie. Z próżnego nawet Salomon i takie tam. Po prostu obie składowe są ważne choć pewnie z kogoś kto nie ma naturalnej skłonności do muzyki raczej nie wyrośnie wybitny kompozytor żeby nie wiem jak go katować naukami.

    Z Wikipedii (przepraszam, lecę do roboty więc jeszcze nie wyszukalam po polsku)

    „Important evidence against the tabula rasa model of the mind comes from behavioural genetics, especially twin and adoption studies. These indicate strong genetic influences on personal characteristics such as IQ, alcoholism, gender identity, and other traits. Critically, multivariate studies show that the distinct faculties of the mind, such as memory and reason, fractionate along genetic boundaries. Cultural universals such as emotion and the relative resilience of psychological adaptation to accidental biological changes (for instance the David Reimer case of gender reassignment following an accident) also support basic biological mechanisms in the mind”

  153. @Na marginesie wczoraj 16:31

    Anonimowa recenzja przed publikacją. Co do zasady tak. W praktyce jakoś tak dziwnie u nas się składa, że informacja o tym, czyj artykuł jest recenzowany szybko przenika do wiadomości recenzenta. Osmoza jakaś albo co. Dla rozproszenia wątpliwości: dotyczy to czasopism zajmujących się dziedziną, z którą obecnie przez pracę jestem związany. I wyłącznie krajowych. Jak jest w innych – nie wiem, ale mogę przypuszczać, że może nie odbiegać to od takiej właśnie rzeczywistości. Cóż, tu wszyscy znaczący się znają i działają w myśl zasady: kruk krukowi… (żeby tylko rzeczonej nie wywołać powinienem może ślepowrona tu przywołać).

  154. @na marginesie, @anumlik

    Może dzieciaki, zjadły piankę od razu, doskonale wiedziały, że jak poleży, to wyschnie i straci smak? I stąd taka a nie inna decyzja? Lepiej zjeść jedną dobrą niż dwie niedobre.
    Nie wiem, jakie były założenia eksperymentu z pianką, jak określono jego warunki i co tym dzieciakom eksperymentator naopowiadał. Z filmiku niczego takiego nie można się dowiedzieć. Nic też nie wiadomo o samych dzieciakach i ich otoczeniu.

    Ja wolę chleb świeży niż czerstwy, nawet jak dziecięciem byłem. Natomiast słodycze z zasady omijam stromym łukiem. Obecnie.

  155. Qba
    18 stycznia o godz. 0:44

    „Zakładam, iż nasz mózg, w części odpowiedzialnej za myślenie (a więc i za inteligencję) jest w chwili narodzin pusty/niewykształcony. Wynika z tego, iż za wszystko odpowiedzialne jest – ogólnie rzecz biorąc – wychowanie”.

    Aż tak ostro, Qbo, to może nie, bo byłbyś rzecznikiem starej teorii, która chyba nic o genach nie wiedziała. Już za bardzo nie pamiętam, ale jeśli ta teoria mówiła tylko tyle, że umysł nowo narodzonego dziecka jest nietknięty wpływami zewnętrznymi, czyli tabula rasa, to, oczywiście, zgoda. Bo o czym myśleć, jak nie ma o czym. Ale że jest pusty, to chyba nie bardzo. Nie z powietrza jest pojęcie „predyspozycje”. Aparat głosowy, którym nowo narodzony drze się „Aaa!” (nie jest to, oczywiście głoska „a”, lecz najłatwiejszy dźwięk, jaki dziecko może wydawać bez uczenia się) też nie jest w niczym wyćwiczony, powstał u konkretnego osobnika z pewnym genetycznym wskazaniem. Jeden będzie mówił basem, drugi będzie cieniasem. Podstawowe właściwości charakteru osobnika (zwłaszcza temperament) i predyspozycje też są DANE, nie wyuczone. Zapytam jako ignorant: pamięć do jakiegoś stopnia można ćwiczyć, ale jeden ma ją świetną bez ćwiczenia, inny – jak ja – fest gównianą, choćbym nic nie robił, tylko ćwiczył (nawet jakiś czas tak było). A to, co jest w umysł genetycznie wdrukowane, nie może nie mieć wpływu na proces wyrabiania umiejętności myślenia.

  156. wbocek
    18 stycznia o godz. 8:44

    Przepraszam, Qbo. Miałem zapytać jako ignorant i teraz patrzę, że nie zapytałem. Chyba dlatego, że zapomniałem, o co miałem zapytać i dalej nie pamiętam.

  157. @Kostka
    18 stycznia o godz. 7:35
    @wbocek
    18 stycznia o godz. 8:44

    Nigdy nie negowałem wpływu różnic „hardware’owych”. Dziś wiemy więcej o genach itd., ale ich wpływ w większości przypadków ciągle jeszcze przypuszczamy. Zakładam, że różnice „hardware’owe” mają wpływ również na przyswajanie wiadomości, w tym również tych podstawowych/najwcześniejszych, kształtujących osobowość/inteligencję/psychikę/… Biorąc jednak pod uwagę absolutną przewagę ludzi przeciętnych, wpływ ten jest mały. Może wręcz pomijalnie mały. A ponieważ ciągle mamy na świecie armie pełne ochotników, kościoły pełne rozmodlonych, itd., to twierdzę, że dziś, gdy głównym zagrożeniem dla ludzkości są ludzie, wszystko jest kwestią wychowania od momentu urodzenia. I nie dlatego, że święcona woda ma jakiś wpływ na „ducha”, ale dlatego, że permanentna indoktrynacja kształtuje osobowość, psychikę, itd.
    Nie mam pojęcia, jak wyglądałaby cywilizacja, gdyby pozwolić każdemu nowonarodzonemu uczyć się czego i jak chce. Pewnie byłoby znacznie więcej geniuszy (w każdym sensie), ale czy społeczeństwa wyglądałyby podobnie? Mam nadzieję, że tak, jednak eksperyment to bardzo ryzykowny. Chociaż w obliczu tego, co się dziś na świecie dzieje, może warto się zastanowić nad taką alternatywą …
    Pytanie: Czy ktoś zna badania przypadków samobójstw z podziałem na wierzących i niewierzących?

  158. „Kiedyś, gdy takiego masowego szkolnictwa nie było, zdarzali się geniusze. Gdzie są oni dzisiaj? Czyżbyśmy zgłupieli?”

    Ciekawa teza.
    Pomijając oczywiście nieokreśloną w niej definicję geniusza (nie: geniuszu), można by podejść do tematu tak jak rolnik do plantatora:
    a/ rolnik dawniejszy widział w polu to, co się urodziło i wystawało ponad łany, sądząc że w tej szkółce on wysadza takie geniusze.
    b/ dzisiejszy plantator nie oczekuje wykwitów wśród łanów (to najczęściej kolorowe chwasty samochwalstwa, jak Muski/Jobsy), ale kultywuje społeczną wydajność z hektara, inteligentnie hodując wynik zbiorowy i stwarzając mu sprzyjające otoczenie społeczno-cywilizacyjne.

    Dzisiaj pojedynczy geniusze, jeśli istnieją, efektywnie funkcjonują w zespołach i na niwie dojrzałych i głodnych postępu społeczeństw.
    Szkoła, jako instytucja, może temu sprzyjać tylko przez funkcjonowanie w zróżnicowanych forach i globalnej dostępności.
    Kamień filozoficzny wielkości wieżowca, ani święty graal geniusza na jałowym społecznie polu zbiorowości się nie urodzi, ku zbawieniu reszty gumna.
    ‚Genialny’ może być wynik funkcjonowania nauki i społeczeństwa, lecz jednostki i instytucjonalne szkoły nie mają same przez się takiego, jak kiedyś, wpływu.

    Nb mi się zdaje, że w pewnym sensie czekamy na najbardziej przełomowy wynik nauki, czyli odpowiedź:
    co się z nami dzieje, w tym świecie?
    Tymczasem, mimo nauk wszelakich tego ani nie wiemy, ani nawet nie wiemy o tym że nie wiemy, sadząc rozliczne produkty, teorie i dysputy, sezonowo modne (koniec historii…) i eternalnie i bezgranicznie jałowe.
    A może, skądinąd, ktoś na blogu wie i powie, whats up? 😉

  159. Qba napisał, ze kiedyś było więcej geniuszy niż dzisiaj. Powiedział to ot tak sobie, by podtrzymać konwersację. Jak to oszacował, nie wyjaśnił.
    Pzdr, TJ

  160. @@Gekko,tejot
    Dajcie już spokój Qbusiowi,bo nic tylko sie wywyższaście. Qubuś ma jakąs uwodzicielską moc,która to mocą uwodzi dziewczyny.
    @Gekko
    Zadałeś prowokacyjne pytanie Whats up ? Jest to pytanie , na które nauka nie udzieli nigdy odpowiedzi. Bo to tylko metafizyka, przy pomocy kórej niemieccy filozofowie swym topornym niemieckim językiem próbowali rozgryźć ten problem.
    Natomiast nasz Lolek giewontowy rozwiązał ten niepokajacy problem niczym Aleksander węzeł gordyjski powiadając; Nie lękajcie się !

  161. Chyba niepotrzebnie wprowadziłem „Ś’ do wywyższacie.Za ten błąd przepraszam tych wszystkich, którzy poczuli się obrażeni.

    Prawdę mówi Kostka, że wstepniaki Qubusia wywołują znaczne ozywienie na blogu.
    Z braku Miłośnika Jagód czy D.e.z.e.r.t.e.ra potzrzebny jest ktos taki, któremu zarozumiali ateiści prostuja ściezki pana.

  162. @Na marginesie
    17 stycznia o godz. 18:26
    @blondynka 17 stycznia o godz. 17:46

    Spojrzałam tylko na sam początek.
    Pierwsza oznaka inteligencji emocjonalnej: „you are driven”.
    Z tego wniosek, że Kaczysław, Hitler, Stalin, Mao i Trump – to ludzie o wysokiej inteligencji emocjonalniej.
    Serio?

    Poświęć całe 4 minuty i obejrzyj do końca. Może konkluzja będzie inna?
    Cierpliwości. Tak jak z marshmello

  163. @blondynka wczoraj 15:04

    Znałam kiedyś osobę, o której można bez obaw rzec; to człowiek renesansu. Szalenie mądry. Ale co było chyba najbardziej wspaniałe w nim to to, że on nigdy tego nie podkreślał. Zwłaszcza kosztem drugich. To był najbardziej skromny człowiek jakiego znałam i najmądrzejszy. Cudowna kombinacja.

    To ciekawe, co napisałaś. Skąd wiesz, że on taki mądry, jeśli on taki skromny? Twoja znajomość ludzkiej natury jest wprost porażająca. Wszedł sobie człowiek do pokoju, stanął skromnie (bo jakżeby inaczej, w kąciku), Ty na niego spojrzałaś i już wiedziałaś: człowiek renesansu. Bo on nigdy nie podkreślał, że jest taki mądry? Nie odzywał się, nie zabierał głosu w każdej sprawie, na której się znał? Nie chwalił się w ten sposób swoją wiedzą i mądrością?
    To w jaki sposób tę swoją mądrość okazywał? Promieniowała z niego, jak nie przymierzając z jezusiczka dobroć i łaska na świętych obrazkach?

  164. @ Lewy

    Nieporozumienie poczuć, czyli jak okiełznać chuci odruch 😉

    Zjawysko ‚wyszywyżania siem’ dostępne jest zmysłom ludzkim tylko z dołka kompleksów, w postaci poczucia krzywdy i niższości – jak widać nieuprawnionego i nieprawdziwego miarą obiektywną.

    Nie interesują mnie polemicznie ani nicki, ani persony, które za nimi stoją. Jak nick ładny, to też dobrze brzmi (jak skrzynki qba). 🙂
    Interesuje mnie natomiast, wytwór nicków w postaci zamieszczanych dobrowolnie i publicznie treści – i do tego się odnoszę.
    W każdym treściwym kiczu, o sumie elementów pięknej nieodparcie masom tak, że aż umysłowo niestrawnej, są elementy interesujące, intrygujące – to staram się w treściach odnajdywać.
    I tym się zajmuję.

    Paralelny dysonans towarzyski polega na tym, że ‚myślenie’ ’emocjonalne’, dostrzegające tylko ludzi, a nie sprawy które niosą, zawsze będzie w uraźliwym konflikcie poznawczym z myśleniem racjonalnym, zajmującym się treścią produkcji a nie formą istnienia białka producenta 😉
    Ale czy bez takiego konfliktu ten czy inny blog byłby reprezentatywnym dla pagórków naszego gumna, humanistycznym kiczem, godnym erupcji samopodziwu i samopałów wzruszeń i oburzeń gawiedzi niezrzeszonej?
    Hmmm… that’s up!

  165. @Gekko
    Aha ! A co z tym What’up ? Czy odpowiedz to that’s up ?

  166. @Gekko
    18 stycznia o godz. 9:30
    @tejot
    18 stycznia o godz. 9:36

    Oczywiście stwierdzenie było prowokacyjne. Ale…
    Dziś badania są niewspółmiernie bardziej skomplikowane i konieczne są zespoły dysponujące wieloma nieprzeciętnymi umysłami i cała furą sprzętu. Nie można przy tym zapominać, że głównie chodzi przy tym o doraźny zysk. Głównie, bo kilka perełek (np. CERN) na szczęście jeszcze funkcjonuje. To wszystko nie znaczy, że nie mógłby się trafić nam geniusz, który – nie wierząc w to, co wszyscy wiedzą – dokonałby jakiego ciekawego odkrycia. Ot, chociażby w sprawach magazynowania energii. Tu pojawia się jednak problem społeczno-cywilizacyjny: Chyba nie ma na świecie zaawansowanego cywilizacyjnie społeczeństwa, które wsparłoby, ot tak, swego geniusza (najtrudniej być prorokiem …). Natychmiast znajduje się mnóstwo „współautorów”, „współtwórców”, dyrektorów, kierowników, wodzów, itd. Znam to z autopsji, zarówno w Polsce, jaki i poza. W Polsce warunkiem wdrożenia, a zatem również sporych pieniędzy, było dopisanie do, już przyznanego mi patentu, 151 osób. Poza Polską było inaczej ale nie lepiej. Oczywiście można założyć, że miałem pecha. Albo za mało chciałem i po prostu zrezygnowałem.

    Powyższe nie zmienia mego zdania na temat kształcenia – odbywa się ono zawsze pod kątem doraźnych (w skali społecznej, a więc jednego pokolenia) potrzeb, czyli tego co jest. Wszelkie próby kształcenia w kierunku tego, co być może są oczywiście bez sensu, bo nie wiemy co będzie. Zatem jedyna szansa, to jak najwcześniejszy wybór co bardziej uzdolnionych w danym kierunku i danie im wolnej ręki. Tzw. indywidualny tok studiów oznacza w praktyce jedynie zniesienie reżymu czasowego, bo wybrać przedmioty można tylko z dostępnych. Kiedyś było nieco lepiej, bo studiowało się „u kogoś”. Dziś tylko „gdzie”.

    Wniosek mam ciągle ten sam – wyrzucić z nauczania wszelkie religianctwo i ideologie. Skrócić liczbę godzin lekcyjnych do kilku w tygodniu na zasadzie indywidualnych konsultacji. Poza tym, sieć jest tak powszechna, że całą resztę (podręczniki, artykuły, ćwiczenia, testy) można robić gdziekolwiek. Zysk? Mniej szkół, więcej czasu (bez strat na dojazdy, bo nawet rzeczone konsultacje można odbywać poprzez sieć), możliwość indywidualnego dopasowania poziomu wymagań (czyli nikt się nie nudzi i nikt nie czuje się stłamszony). A jeżeli już musi być jakiś certyfikat wyników, to jeden obejmujący najróżniejsze cechy i wiedzę. Cała reszta, to już życie zawodowe. Bo niby dlaczego nie można poważnie pracować w wieku lat np. 14? Tzw. szczęśliwe dzieciństwo jest przestępstwem zarówno w stosunku do dzieci, jak i społeczeństwa. Chyba lepiej, by praca była zabawą? Argumentu o harujących dzieciach w np. Chinach nie przyjmuję, bo jest to jedynie efektem „najsłuszniejszego” systemu społecznego, w którym silniejszy (bogatszy) ma zawsze rację.
    Bardzo ciekawie wygląda od lat polityka Finlandii w tym zakresie.

    Taka szkoła nie jest oczywiście możliwa w rozmodlonym społeczeństwie, którego elity naukowe ochoczo lustrują się i siebie nawzajem. Oczywiście w imię praw naturalnych dyktowanych przez wszechobecną sektę.

  167. @paradox57
    18 stycznia o godz. 11:09

    Twoja reakcja świadczy o tym, że nie miałeś szczęścia spotkać takich ludzi. Możesz ich łatwo poznać po tym, że mówią rzadko, krótko, zawsze do rzeczy i tylko wtedy, gdy mogą coś do dyskusji wnieść – zawsze przy tym czekają dość długo z wypowiedzią, by upewnić się co do istoty dyskusji oraz czy jego tezy nie będą wcześniej wypowiedziane.
    Miałem szczęście mieć takiego wykładowcę matematyki. Później też spotkałem kilku takich. I nauczyłem się zwracać uwagę przede wszystkim na milczących. Oni mają często znacznie więcej do powiedzenia. Bo pamiętasz pewnie, co napisał biskup Krasicki: „Wiesz dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny.”

  168. Jeśli chodzi o inteligencję, to język giętki ma mnóstwo nazw na nią, mnóstwo odmian, lecz jednej definicji nie ma, bowiem musiałaby to być definicja nie objawowa, a sięgająca wnętrza, podłoża, odnosząca się do natury procesów zachodzących w głowie, ich logiki, o której wiemy, ze jest, że działa, bo mamy testy na inteligencję, które filtrują tę logikę z mózgu, przelewają ją na papier w postaci odpowiedzi na różne podchwytliwe pytania wymagające rozległych, niekonwencjonalnych, niesztampowych skojarzeń i analiz, czyli inteligencji.
    Te odpowiedzi informują obserwatorów, że inteligencja jest, bo logika, czyli prawda w znaczeniu logicznym wyziera z tych testów, daje znać o sobie, pozwala się domyślać, że skoro w wynikach testów jest logika, to i wewnątrz głowy ta logika funkcjonuje. A jeśli funkcjonuje, to nadaje kształt nie tylko odpowiedziom na pytania testowe, ale w ogóle myśleniu, nowym pomysłom, zamiarom i czynom.
    Z jednym ogromnym zastrzeżeniem. Logikę tę w wynikach testów widać w formie tak/nie, czyli w postaci czystej, policzalnej, łatwej do oszacowania lecz w czynach podjętych, decyzjach wykonywanych przez ludzi tej logiki jest dużo mniej, ponieważ rozpuszcza się ta logika w prawdopodobieństwie.

    Rozpuszcza się ona, marnieje, rozszczepia, degeneruje poprzez wpływ otoczenia, czyli przez mnogość zmiennych (o różnej wadze), której żadna siła nie jest w stanie przymusić do jednoznacznego rezultatu – tak/nie.
    Ludzie mimo posiadania wysoko rozwiniętej inteligencji, świadomości istnienia logiki i umiejętności posługiwania się nią, muszą się zmagać z tą mnogością zmiennych przynoszącą wielowymiarowość, nieokreśloność, niepewność, itd.
    Pzdr, TJ

  169. @Gekko
    18 stycznia o godz. 11:12

    Jedziesz strasznie po bandzie. Jeżeli uważasz czyjąś wypowiedź za niewartą Twojej uwagi, to po prostu ją pomiń. Może dla innych ona coś znaczy? Pisząc o kompleksach, z których jakoby wynikają te wypowiedzi, dajesz wyraz głównie własnej niemożności dostrzeżenia innych niż Ty. Nawet, jeżeli w Twojej dziedzinie/branży/firmie jesteś absolutnym autorytetem. Bo im jesteś mądrzejszy, tym więcej powinieneś mieć zrozumienia dla innych. Chyba, że mądrością jest jedynie pasywnie nabyta – choćby w ogromnych ilościach – wiedza.
    A kryterium porównawczych jest tyle, ilu ludzi.

  170. @Qba
    Zatem jedyna szansa, to jak najwcześniejszy wybór co bardziej uzdolnionych w danym kierunku i danie im wolnej ręki. Tzw. indywidualny tok studiów oznacza w praktyce jedynie zniesienie reżymu czasowego, bo wybrać przedmioty można tylko z dostępnych. Kiedyś było nieco lepiej, bo studiowało się „u kogoś”. Dziś tylko „gdzie”.

    Rozwiń, jeśli możesz. Wyłuskanie najlepszych. Ktoś ich musi wyłuskać i według jakichś kryteriów. Reszta według kolejnych poziomów zdolności. Jeśli się nie mylę, zakładasz w dużym stopniu indywidualizm. Wręcz odwrócenie zasady jeden nauczyciel – jeden przedmiot – 30-40 uczniów w klasie do jeden uczeń – 15 nauczycieli?
    Ograniczenie spędów uczniów w jedno miejsce do kilku godzin w tygodniu, a potem indywidualna praca każdego? I konsultacje. Nawet konsultacje przez internet wymagają zgromadzenia w jednym czasie kilkunastu osób. Albo też należałoby je prowadzić indywidualnie. A to wymaga czasu konsultanta. I ile czasu należałoby poświęcić na takie konsultacje? Grupie lub każdemu z osobna? I skąd wziąć tylu nauczycieli d tak zindywidualizowanej pracy? Przy założeniu: jeden nauczyciel określonej specjalności na, powiedzmy, dziesięciu uczniów. Dodatkowo należy wziąć pod uwagę dorastanie uczniów. Zakładasz, że nauczyciel, który zaczął pracę ze zdolnym uczniem – siedmiolatkiem będzie mógł go prowadzić do pełnoletności i dalej przez program wyższych studiów? Czy też będą musiały być dokonywane zmiany tych nauczycieli?

  171. @tejot
    18 stycznia o godz. 11:37

    Doceniam Twe zmagania z pojęciem inteligencji. Nie wiem czy zauważyłeś, ale najpierw piszesz, że „jednej definicji nie ma”, a dalej dajesz dość konkretne wskazówki jaka ona (definicja) być by mogła. Znaczy masz własne o niej wyobrażenie – jak każdy, co podkreśliłem we wstępniaku. W ramach dyskusji zaprezentowałem nawet moją wersję rozumienia inteligencji. Jest ona dość różna od powszechnego użycia tego słowa, bo traktuję ją jako rzeczownik określający bardzo kompleksowo aktywność człowieka. Tym samym nie nadaje się na jakikolwiek epitet, bo określenie „ktoś jest inteligentny” znaczy równie mało, jak „ktoś jest religijny”.

  172. @Qba 11:36

    O szczęściu czy braku szczęścia, to może kiedy indziej, jeśli nadarzy się okazja.

    Jak sam słusznie napomknąłeś: mówią, okazują, dają odczuć. Forma jest ważna, ale z pewnością nie decydująca. Może być krótko i dosadnie, albo tak jak @Gekko.
    Być może to sprawa temperamentu. Nie mnie to oceniać.

    A co do moich osobistych doświadczeń. Miewałem i miewam styczność z różnymi. Nawet z bufonami, co w żadnym stopniu nie umniejsza ich zdolności i mądrości. Najwyżej może wzbudzać irytację.

  173. W książce Paul Theroux „Glebokie Poludnie. Cztery pory roku na gluchej prowincji”, o której niedawno Zyta2003 pisała jest ciekawe spostrzeżenie
    „… autor, po wielu, wielu miesiacach podrozy, wizytach w najprzerozniejszych domach tylko raz jeden spotkal mieszkanie, gdzie byly ksiazki. Korzysta w tym momencie azeby napisac krociutki esej porownujacy faktycznego anlfabete z osoba umiejaca skladac litery, ale nie korzystajaca z tej umiejetnosci. Wychodzi mu, ze analfabeta czesto jest bardziej otwarty na wspolczesny swiat i ma wieksza wiedze o nim…”

    Debata nature vs nurture trwa już długo. Obie strony mają swoje argumenty.
    Wcześniej dałam link do dokumentu, który pokazuje, że stwarzając specjalne warunki można i goryla nauczyć mówić. Oczywiście do pewnego stopnia, ale.. to jest jakiś dowód na nurture. Drugi przykład, który podałam też jest ciekawy. Bardzo zaniedbane dzieci (feral children), też potwierdzają wpływ, a w tym przypadku brak nurture na rozwój inteligencji.
    https://www.youtube.com/watch?v=VjZolHCrC8E
    Genie Wiley – TLC Documentary (2003)

    Jeszcze jedno. W Polsce jest nagonka na elity. Skąd to się wzieło?
    Może na tym blogu, gdzie ludzi inteligentnych nie brak.. warto się zastanowić?
    Wiele osób w naszym kraju czuło się bullied właśnie przez swoje elity. Teraz zbieramy plon.

    A odnośnie kompleksów? są te niższości, ale i są wyższości. Równie kłopotliwe dla otoczenia.
    Zapomniałabym… moja ocena osoby, o której wspomniałam opierała się na całokształcie, czyli jego czynach, osiągnięciach, stosunku do siebie i innych, a nie jego samoreklamie.

  174. @paradox57
    18 stycznia o godz. 11:53

    Oczywiście nie jest to do zrealizowania w roku czy pięć lat.
    1. Konieczność uznania ogromnej ważności nauczania. Dziś na kierunki pedagogiczne idą „odpady”. O nauczaniu przez katechetów to po prostu strach pisać.
    2. Nauczać fachu powinni fachowcy praktycy, a nie teoretycy. Nauczanie teorii w dzisiejszym wymiarze godzin jest co najmniej katastrofą, a może nawet błędem.
    3. Wszelkie podręczniki, pomoce naukowe, itd. powinny być tworzone przez jak największą liczbę fachowców praktyków, w danej dziedzinie. I oczywiście w sposób publicznie jawny od samego początku.
    4. Learning by doing. Oglądałem kiedyś szkołę średnią w byłym NRD. Byłem zachwycony ilością praktycznych pomocy naukowych do nauki wszystkich przedmiotów. Nauka teorii jako wyjaśnienie praktyki.
    5. O kryteriach wyłuskiwania najlepszych nie mam pojęcia (moje doświadczenia dotyczą kilku tylko przypadków, więc są żadne). Wiem jednak, że na świecie pracuje się nad tym problemem od wielu dziesięcioleci. Materiału wyjściowego jest więc pewnie dosyć.
    6. Ilość godzin koniecznych konsultacji zależy w głównej mierze od podręczników i materiałów pomocniczych. Ograniczeń ilościowych nie ma, bo wszystko jest w sieci. Konsultacje (jeden do jednego) byłyby raczej sprawdzianem, czy nauka postępuje i w jakim kierunku, co też jest sprawdzeniem predyspozycji. Poza tym jak najbardziej zadania grupowe – również przez sieć. I do tego kilka razy w roku spotkania/obozy celem wspólnych realizacji większych zadań. Niekoniecznie w uczonym temacie.
    7. Absolutnie jestem przeciwny jednemu nauczycielowi przez wiele lat. Wręcz przeciwnie. Im ich więcej, tym lepsze przystosowanie dziecka do życia w społeczeństwie, a także tym większe wymagania umysłowe.

    I tak dalej.

  175. @blondynka

    No, toś mi odpowiedziała. Zwłaszcza ten stosunek do siebie.
    Jedynie powód takiej a nie innej odpowiedzi jest jasny. Z powodu zapomnienia. I na odczepnego.

    Może jednak weź przykład ze znajomego i objaśnij rzeczowo, dokładnie, niekoniecznie lakonicznie. Jestem w stanie przeczytać ze zrozumieniem nawet 10 zdań ułożonych jedno za drugim. Bez godzinnych przerw między kolejnymi. I to za pierwszym razem.

  176. @paradox57
    18 stycznia o godz. 12:01

    Piszesz: „Forma jest ważna, ale z pewnością nie decydująca. Może być krótko i dosadnie, albo tak jak @Gekko.”

    Jako absolutnie niewierzący mam tylko parę lat do dyspozycji. I staram się szanować cudzy czas. Oczekuję tego również od innych. Być może wyrażam się czasem/często zbyt skrótowo. Przepraszam. Ale z krótkiego tekstu łatwiej coś inspirującego wyciągnąć, niż z opisu przyrody wokół MIT.

  177. @Qba 12:11

    Coś w rodzaju upowszechnionego tutoringu, obowiązującego na Oxfordzie? Tyle że to szkoła nader elitarna i mimo wszystko narzucająca sporo ograniczeń nawet dla tej formy kształcenia. Z obu stron.

    I pewnie, że nie za 5-10 lat. Może nigdy jako coś aż tak powszechnego? Może to tylko kolejna utopia? Chociaż kto wie?

  178. @zza kałuży
    17 stycznia o godz. 18:11
    Bardzo celne. Sądząc po braku komentarzy – trafiło.

  179. @blondynka
    18 stycznia o godz. 12:03

    Odnośnie elit.
    Lubię pewną potrawę. Na propozycję: „Zrobię ci ją”, odpowiadam często: „Nie, dziękuję.” Na pytanie: „Dlaczego? Przecież lubisz!”, odpowiadam: „Właśnie dlatego.”

    Jedną z przyczyn jest uspołecznienie wewnętrznych (grupy naukowej, religijnej, itp.) tytułów. O Wojtyle nie można było powiedzieć pan Wojtyła, ani nawet pan papież. Tak samo tytułomania naukowa (profesor, doktor) jest nie tylko powszechna, ale obowiązkowa. Rozciągnęło się to na stanowiska (dyrektor, prezes, premier). W ten sposób powstał azyl dla wszelkiego autoramentu karierowiczów, nieudaczników czy zwykłych durni, którzy mogą osiągnąć nawet wysoką pozycję w UE. Czy dziwny jest negatywny stosunek do naukowców po wypowiedziach pani profesor Pawłowicz? A ona nie jest osamotniona. A pan Wałęsa, który zostawszy prezydentem natychmiast doznał olśnienia i – jak Wojtyła – stał się wszystkowiedzący i nieomylny?
    Niestety, rozmycie jakości przez rozdawnictwo tytułów (zaczęło się od docentów marcowych) przekłada się na praktyczny stosunek społeczeństwa do elit.

  180. @paradox57
    18 stycznia o godz. 12:22

    Moje dywagacje dotyczyły szkolnictwa podstawowego i ew. średniego, ale oba mocno skrócone. Co do studiów pogłębiających, czyli wyższych, to pozostawiłbym to – przynajmniej na początku – wolnemu rynkowi.

  181. @Qba

    Teraz z odwrotnej strony. Rozmyślam, jak też można by było według Twojej propozycji wykształcić w naszych warunkach weta. Przez sieć, system konsultacji. Pewnie, może sobie na monitorze popatrzeć, jak wykonuje się sekcję zwierzęcia leżącego na stole, nad którym wisi kamerka.
    Ale generalnie to nie przeskoczy się pewnych etapów. Musi wziąć żabę w ręce, znieczulić ją (kiedyś robiło się to kamionkowym zlewem), odpreparować udko i podłączyć je do prądu.
    Musi stanąć przy krowie czy koniu, żeby nauczyć się badania klinicznego, a przy okazji upaskudzić, usmrodzić. Rękę do pyska włożyć albo wice wersa. Bez tego ani rusz. Takie indywidualne traktowanie jest możliwe przy ograniczonej ilości chętnych do nauki zawodu. Tylko spróbuj zindywidualizować, jak masz na roku 180 lub 250 osób. Takie mamy realia. Więc co, ograniczać dostępność? Niektórym marzy się powrót do sytuacji z lat 80. Przyjmowało się na I rok 90 osób. Warunki pracy zewnętrzne się poprawiły? Owszem, ale liczba ludzi kształcących wzrosła jedynie w niewielkim stopniu. W dodatku wymagania, jakie są na nich narzucone są niewspółmiernie zwiększone.

    Więc myślę, że w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat – to jednak utopia.

  182. @paradox57
    18 stycznia o godz. 12:38

    Specyfika pewnych zawodów wymaga specyficznego nauczania. Wbijania gwoździ młotkiem też trzeba uczyć się w praktyce. Jak już napisałem (pewnie się rozminęliśmy) moje dywagacje dotyczyły szkolnictwa podstawowego i ew. średniego z podstawowym celem: Nauczyć, jak się uczyć.
    Szkolenie w zawodach takich, jak weterynaria czy medycyna nie obędzie się oczywiście bez intensywnej praktyki. Ale pamiętajmy, iż technika idzie szybko naprzód i dzięki niej jeden lekarz może pomóc dziś znacznie większej liczbie pacjentów w tym samym czasie, niż przed 10 laty. Tym bardziej, że podstawowe badania czy zabiegi doskonale może zrobić pielęgniarka. Tak więc można postawić na jakość, a nie na ilość. Poza tym, można tak wychować społeczeństwo, by nie biegło z byle skaleczeniem czy katarem do lekarza. I tego też można uczyć w szkole.

  183. @Qba
    W jednym z poprzednich wpisów doniosłeś, że; ” Bo niby dlaczego nie można poważnie pracować w wieku lat np. 14? Tzw. szczęśliwe dzieciństwo jest przestępstwem zarówno w stosunku do dzieci, jak i społeczeństwa. Chyba lepiej, by praca była zabawą? Argumentu o harujących dzieciach w np. Chinach nie przyjmuję, bo jest to jedynie efektem „najsłuszniejszego” systemu społecznego, w którym silniejszy (bogatszy) ma zawsze rację.”
    Muszę przyznać, zaszokowałeś mnie.
    Czy masz swoje dzieci? Nie musisz odpowiadać, to ty sam sobie powinieneś dać odpowiedź, czy wyobrażasz sobie je pracujące niewolniczo po 11 godzin na dzień za 30% zarobków dorosłego. A w przypadku pomyłki, to kary, w tym i cielesne. To nie przypadek, że wśród tych małych niewolników współczesnych jest tak wielka ilość samobójstw. Szlachetne zawołanie, że wszystkie dzieci są nasze, tutaj się nie sprawdza.
    Zwłaszcza, że przed chwilą mówiłeś o nurture. To jak to się ma jedno do drugiego?
    Socjalistyczne Chiny już dawno wiadomo, że to jedna wielka hipokryzja. Ale tylko dlatego, że w tzw. cywilizowanym świecie można kupić tanio zabawki dla swoich dzieci, to nie wolno zapominać, że inne dzieci swoimi małymi rączkami je zrobiły i oblały łzami.
    Można znaleźć wiele dokumentów na YouTube na ten temat. Szczerze polecam

  184. @paradox57
    18 stycznia o godz. 12:16
    Źle odebrałeś. Nie było w tym żadnego lekceważenia. A szczegółowych opisów nie popełnię, bo i po co? Każdy wie o co mi chodziło. Oczywiście dobra intencja się przydaje.

  185. @Ewa-Joanna 12:27

    Dopiero Ty zwróciłaś moją uwagę na tamten wpis. Więc trafiło czy nie trafiło? Napiszę tak. Ten wpis też jest podyktowany swoistą formą uprzedzenia autora. Może też piszę z uprzedzeniem, ale jak zrozumiałem, we wpisach apologetyzujących tę drugą grupę (powiedzmy mniejszą) nie ma nic nagannego. Kółko fanów @zza kałuży, jest, i owszem – dobre, a chwalców Pana Jacka be? Że huzia na Józia jest dominujące? Nawet jeśli dominujące, to przecież nad czymś dominujące.
    Socjolog jeden.

    I pominął jeszcze jedną grupę, na szczęście nielicznie reprezentowaną. Takich, którzy zaczynają od tekstu: Wiem, że to co napiszę spowoduje, że zostanę zje… chany, ale i tak napiszę. Masochizm czyco?

  186. @paradox57
    18 stycznia o godz. 13:11

    Oczywiscie. Każdy chyba wpis jest podyktowany jakimś interesem autora i swoistą formą jego uprzedzeń. Całe szczęście można niektórych nie czytać i nic się nie traci. To też ma swoje pozytywy, nie?

  187. @blondynka

    Źle zakładasz. Nie każdy rozumie, o co autorowi idzie. Może autor mętnie coś wypowiedział, albo zrozumiale tylko dla nielicznych. A nawet jeśli dla nielicznych, to zostaje jeszcze ci, którzy nie zrozumieją. Więc trzeba wytłumaczyć, a nie zbywać. Zwłaszcza jeśli pytają. Bo jakby rozumieli, to by nie pytali przecież.

    Ale skoro przyzwalasz, a wręcz zmuszasz do interpretacji. Dopuszczalne z mojej strony jest założenie, że miewasz trudności z wyartykułowaniem: jasnym, zrozumiałym, klarownym. Tak?

    Po co? Ano, żeby nie było nieporozumień i fałszywych, może nawet krzywdzących ocen.

    Mam nadzieję, że nie posądzasz mnie o złośliwość. W sytuacji, kiedy bez bicia się przyznaję, że czegoś nie rozumiem.

  188. PS

    Suchar. Do trolejbusa wsiada starsza pani. Podrywa się młody chłopak, żeby ustąpić jej siedzące miejsce.
    – Jaki pan inteligentny – ona na to.
    To jest taki bardziej prostacki odpowiednik tego, co napisałaś o znajomym.

    A czemu trolejbus? Bo w moim mieście jest to powszechny środek publicznego transportu.

  189. @Ewa-Joanna

    Tak właśnie. Ciebie czytam, @zza kałuży jedynie, gdy o nim wspomnisz.

  190. @blondynka
    18 stycznia o godz. 13:00

    I słusznie się oburzasz. Zważ jednak, że to my doprowadziliśmy naszą cywilizację do sytuacji, gdy działalność na jej rzecz, zwana potocznie pracą, odbywa się tak niesprawiedliwie i w tak strasznych warunkach.
    Pisząc o pracy 14-latków miałem na umyśle wdrażanie do odpowiedzialności za swą działalność i ponoszenie konsekwencji – oczywiście adekwatnie do wieku i umiejętności.
    Wiele lat temu, pomieszkując w Szwajcarii, byłem na wernisażu w szkole podstawowej. Wszystkie dzieci wystawiały swe prace, które następnie zostały wykupione przez rodziców, a uzyskane pieniądze przeznaczone zostały na wycieczkę klasową. Tak było z góry zaplanowane.
    Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że dzieci są zachwycone mogąc czynić jak dorośli. I wcale nie traktują tego jak pracę, a raczej jak zabawę i – o dziwo – jak naukę.
    Niestety, przez stulecia stany szlacheckie i duchowne doprowadziły swymi wymysłami do deprecjonowania pracy jako takiej. Proszę zatem nie miej do mnie pretensji. Ja chciałbym jedynie przywrócić pojęciu pracy jego szlachetne znaczenie.

  191. @Qba 13:30

    Dodałbym jeszcze, że „beztroskie dzieciństwo” jest pomysłem stosunkowo świeżej daty. Nie tak odległe to czasy, kiedy zdecydowana większość dzieci była poddana takim właśnie rygorom, o jakich obecnie się mówi w odniesieniu do Chin (czy aby tylko do Chin powinniśmy mieć pretensje? W końcu to w dużej części są przedsiębiorstwa cywilizowanego Zachodu). Należałoby sobie uświadomić, od kiedy w Europie dzieci od najmłodszych lat nie były wdrażane do ciężkiej pracy i jakiej części społeczeństwa to dotyczyło.

  192. @blondynka

    Byłbym zapomniał. Nie fatyguj się już z próbami odpowiedzi na moje pytania? wątpliwości? Nic z tego nie wyjdzie. Z winy, prawdopodobnie, obustronnej.

  193. @paradox57
    18 stycznia o godz. 13:40
    Jednak się pofatyguję.
    To nie jest istotne kim ten człwiek był, albo czym się zajmował. Wydaje mi się, że wystarczająco (nikomu nie ujmując) odpowiedziałam na twoje pytanie.Ten blog nie jest miejscem do śpiewania hymnów na cześć tego czy owego. Podałam przykład osoby i i moją (chociaż nie tylko) opinię o nim.
    Mam nadzieję, że nie uraziłam cię, bo o to mi nie chodziło.

  194. @blondynka
    18 stycznia o godz. 12:03

    Jeszcze odnośnie elit.
    Jak można mieć do takowych w Polsce jakikolwiek szacunek, jeśli posłowie przyznają szczerze, że nie wiedzą za czym głosują.
    Zauważ, że w Polsce, kraju demokratycznym i suwerennym od ponad pokolenia, ciągle jeszcze – i to również w mediach – na demokratycznie wybrany rząd mówi się „władza”. Za tym określeniem kryje się nieco pogardy ale też obawa i bezsilność. Ta ostatnia wpajana przez wieki i również dzisiaj przez szkołę i kościół.

  195. Ktoś wcześniej wspomniał, że w Polsce peer reviewed artykuły częściej i łatwiej dostawały b. pozytywne opinie w przeciwieństwie do tego jak w Ameryce.
    Było podejrzenie o kolesiostwo.
    Ja mam nieco inną sugestię. Ale zanim o niej, to…
    Pamiętam, że jak czytałam amerykańskie podręczniki uniwersyteckie, to sobie myślałam, jaka szkoda, że tego w Polsce nie miałam. Były napisane językiem zrozumiałym, bez niepotrzebnego zadęcia, itd. Niestety to również dotyczyło wielu wykładów. Oczywiście było też wielu świetnych profesorów w Polsce, ale byli też naukowcy, którzy tak gmatwali sprawę, używali takich zwrotów, że trudno było często zrozumieć o co chodzi.
    Z artykułami mogło być podobnie. Żyby nie wypaść na ignoranta, to wielu recenzentów wolało pochwalić. O kolesiostwo raczej nie podejrzewam, bo konkurencja zawsze była na noże (tylko tak pod stołem), chociaż na zewnątrz pełna kultura.

  196. @blondynka 14:38

    taki niezbyt może dokładny cytat: parafrazując: „byłbym niewdzięcznikiem, gdybym nie wypił twojego”.

    Więc skoro się pofatygowałaś, w swoim niepowtarzalnym stylu.
    Całym swoim życiem i czynami zaświadczał, ze jest synem bożym. Ciekawe o kim też może być mowa.

    A Twój znajomy przypadkiem nie chodził po wodzie?

  197. @Qba
    Tytułomania w Polsce osiągneła apogeum. Można zaobserwować wyrażną nadprodukcję profesorów, że o doktorach (nauk) nie wspomnę. Nawet ilość mnie nie przerażałaby, gdyby szła w parze z jakością. Niestety tak nie jest.
    Czasem z zażenowaniem słyszę, kiedy reporter zapomni przedstawić delikwenta tytułem jakimś, to ten natychmiast z oburzeniem dorzuca; doktór jestem, albo; pracownik PAN, czy tam jaiś UŚ…
    Inaczej wygląda jeżeli to druga strona oznajmi w dowód swojego uznania.
    Jeśli chodzi o naszych polityków, to wymienianie ich funkcji, to jak recytacja na dworze sułtana. No i pomimo że nie chciałam, to wychodzę na narzekacza, ale tak widać było pisane.
    Odnośnie władzy, to tak my to nazywamy. To jest władza. Bardzo konkretna.

  198. @paradox57
    18 stycznia o godz. 15:18
    Skoro tak cię ciekawość pali..
    To jeden z moich profesorów uniwersyteckich

  199. @blondynka

    z polskimi politykami i ich wyksztalceniem nie jest tak zle w parlamencie UE, ot, sa o wiele wyzej w punktacji anizeli szwedzcy koledzy po UE.
    Oczywscie, masz racje w sprawie patologicznej tytulomanii i tej liczby roznych szkol wyzszych, doslownie w Koziej Wolce.

  200. @blondynka, 15:09

    „ale byli też naukowcy, którzy tak gmatwali sprawę, używali takich zwrotów, że trudno było często zrozumieć o co chodzi”

    a jakich zwrotow uzywali?

    Niestety, ten styl nie do powtorzenia, wiec pozostaje jedynie milczec.

  201. @paradox57 18 stycznia o godz. 13:40

    Ja też mam wrażenie, że nic z tego nie wyjdzie, przy czym „wina” wcale nie jest obustronna ;/

  202. @Na marginesie

    Patrz, a ja staram się jak mogę, żyły niemal wypruwam (nie swoje, nie swoje, bynajmniej). I z jakim skutkiem? Profesora mi się przed oczy podtyka. Był taki czas, że mię @anumlik docentem postponował. Znaczy, jak docent to prawie profesor. I co ja mam o tym myśleć, biedny mały żuczek?

    @ozzy 15:43
    Ty to już naprawdę złośliwy jesteś.

  203. paradox57

    sójka w bok 😛

    😉

  204. @blondynka

    tak ogólnie

    Nie pomyśl sobie tylko czasem, że ja mam jakiś niecny zamysł wobec ciebie. Że knuję, żeby wyrzucić Cię z blogu, albo nawet zniechęcić do bywania i pisania tutaj. Nie. Z przyjemnością porozmawiam z Tobą przy kolejnej nadarzającej się okazji, jeśli tylko dasz ku temu sposobność. Jedynie chciałbym już zakończyć ten wątek. Nie zależy mi też na tym, żeby mieć ostatnie słowo. Więc nie krępuj się. Odpisz mi coś, cokolwiek. Postaw kropeczkę, przecinek, pytajnik a nawet wykrzyknik. Tylko proszę, już bez tytułów swoich znajomych.

  205. @Nefer 16:08

    Aj. To z powodu żuczka, czy biednego?

    Powiesiłem sobie sójkę na ścianie. Oprawioną w ramki i za szkłem.

  206. @paradox57
    18 stycznia o godz. 16:15

    dopytywałeś się w kółko; kto to i kto to?
    To w końcu ci powiedziałam
    A teraz jesteś niezadowolony, że to był mój profesor.
    Na kogo liczyłeś? Skąd to rozczarowanie?

  207. @paradox57, z godz. 16:05
    Nie myśl, docent, z myślenia głowa boli, tylko po piwo skocz, w gardle zaschło. Aha. I zapisz to sobie w kajeciku i podkreśl: wężykiem, wężykiem 😉

  208. anumlik
    18 stycznia o godz. 16:23

    o, to, to

  209. Koniec kariery artystycznej Woody Allena*
    ———

    wszystko na to wskazuje po oskarzeniach Woody Allena o incest na 35.letniej corce Dylan Farrow. Stara historia, ktora odyzwa na nowo i tym razem Dylan Farrow ma olbrzymie poparcie wielu aktorek, I tak na facebooku Ellen Page (grala w filmie „To Rome with love”) zaluje teraz, ze grala w filmie Woody Allena („wielk blad zyciowy”).
    W rozmowie z Oprah Winfrey wspieraja Dylan Farrow Reese Witherspoonm, Nathalie Portman, Shonfa Rimes (Tv gwiazda z „Scandal”). Dalej: nowe odkrycie ekranu Timothée Chalamet ( „Call me by your name”), Rebecca Hall i Selena Gomez konkuruja ze soba w sprawie zwrotu honarariow z filmy rez.Woody Allena i chca je przeznaczyc na cele dobroczynne w tym na organizacje „Time´s up”, ktora pomaga ofiarom gwaltow na tle seksulanym.
    Szukanie odpowiedzi na pytanie, czy Woody Allen jest winny oskarzeniom o incest (zostalo oskarzenie niegdys odrzucone przez sad) nie interesuje nikogo.
    We czwartek CSB rozmawialo z Dylan Farrow w jej mieszkaniu na tle …lozeczka
    dzieciecego i chyba bedzie to koncem kariery tego 82.letniego rezysera, ktory doslownie co roku robil nowe filmy.
    Malo juz kto jest zaintersowany w wystepowaniu w filmach Woody Allena.

    ——————–
    czy mozna zgwalcic kobiete-robota, ktora mowi NIE?
    (sztuczna inteligencja sex-robot)

  210. @anumlik

    winszujesz sobie jakieś konkretne, czy mogę sam wybrać? chociaż drobna sugestia by się przydała. Ciemne/jasne, pasteryzowane/nie, kraftowe czy syfiarnia korporacyjna, puszka/szkło. Wpadło mi w oczy ostatnio grodziskie, tylko nie poppatrzyłe, czy to wielkopolskie, czy mazowieckie, bo teraz każdy ma ambicję browarniane. Na szybko mogę służyć Perłą chmielową.

  211. @blondynka

    Patrz Pan, jakimi złudzeniami żyłem do tej pory. Aż musiałem wrócić do swoich wpisów i je przeczytać ponownie. Żeby znaleźć te miejsca, w których domagam się podania stopnia, tytułu, imienia, nazwiska i wykazu publikacji. I ogólnie rzecz biorąc, jakichkolwiek danych pozwalających na Jego identyfikację. I nic. Nie ma. Pewnie Pan Jacek wziął i wykasował, coby mnie na złość uczynić. Ale dlaczego niby miałby to robić? Jaki cel miałby mu przyświecać?
    Więc żeby nie myśleć, jak słusznie mi @anumlik radzi, walnę sobie piwo albo dwa piwa, bo jak mawiają starożytni Rosjanie, jednym nie ma co sobie gęby smrodzić. A przedtem podzielę się z Tobą taką osobistą refleksją. Że może mnie nie rozumiesz, to wybaczalne. Sam miewam trudności, zwłaszcza po seczego. Ale że nie rozumiesz swoich własnych wpisów, to tego już własnym rozumem nie ogarniam.

    Więc na zdrowie

  212. Sztuczna inteligencja czyli nieuk wszechnauk.

    Dosc molestowania klawiatury komputerowej.

  213. Krytyk X o pewnym filmie

    „Ni to awangarda, ni akademicki triumf klasycznych idealow nad dekadenckim brakiem porzadku w sztuce. Mysle, ze rezyser P. gleboko wdepnal w sliska i cuchnaca maz, czyli psie bobki.”

  214. @Paradox
    Nie teoretyzuj, Docent! Jakie dowieźli, takie przynieś! Tylko szybko, bo Maruszeczko wszystko wypije!

  215. @Anumlik

    Dobrze, dobrze, co się tak gorączkujesz. Perła na stół. A za chwilę gnam po Apę. Jaka by nie była.

    @ozzy.
    Krytyk X ma psa z biegunką. Musi, co powinien do weta się udać jak najszybciej.

  216. @ozzy
    Biegunka psa krytyka X objawia się bobkami? Piersze słysze 😉 Rację ma Docent (moja szkoła!), psa do weta, a krytyka na odwyk.

  217. Szanowni!
    Troszkę odjechaliśmy w siną dal, więc może nowa lektura? Lewy szuka analogii.
    Zapraszam
    JK

  218. No a to był taki dobry wątek… Piwo dawać chcieli. No chyba, że źle zrozumiałam. 🙂

  219. paradox57
    18 stycznia o godz. 16:39
    dyskusja wpadła na takie poziomy, że nie dla mnie dziś. Mam kilkudniowe zaległości.

    Ale jeśli chodzi o piwo grodziskie, to z pewnością z Grodziska Wielkopolskiego.
    Nalewa się je ostrożnie po ściance szklanki ( kształt odwróconego stożka) bez żadnych wstrząsów. Na dnie butelki znajdują się drożdże. Chodzi o to, żeby tam zostały.
    To jest cecha piwa grodziskiego znanego od 1307 roku ( nie napisano na owej szklance, gdzie było znane 🙂 )

  220. a ja znów nie zdążyłam, dopisałam się w miejscu i czasie, do którego nikt nie wróci.
    Ech…chyba rzucę tę pracę.