Prolegomena do historii religii w Europie

Temat, który proponuję, jest trudny, raczej intelektualny, więc wymaga od czytelnika skupienia i oczywiście wysokiego IQ. Jeżeli szanowna czytelniczko i ty, szanowny czytelniku, spełniacie owe warunki, to zapraszam was do wspólnej intelektualnej wędrówki przez czas. Na pewno nie pożałujecie spędzonych wspólnie chwil. Większość uczonych historyków uważa, że europejska duchowość wyrasta z dwóch korzeni: grecko-rzymskiego i judejsko-chrześcijańskiego. Spróbujemy przeprowadzić fenomenologiczną analiza owych dwóch korzeni.

Grecy stworzyli panteon bardzo wyrazistych bogów. Każdy z nich miał jakąś domenę, którą zarządzał. Hades zarządzał podziemiem, do którego po śmierci udawali się ludzie, Hefajstos był kowalem, Ceres odpowiadała za resort rolnictwa, Merkury opiekował się kupcami i złodziejami, Afrodyta razem z Kupidynkiem działała na polu miłości, sama ją intensywnie uprawiając, Ares był wojowniczym bogiem wojny, przypominającym bardzo pana Antoniego, Atena była patronką mądrości, Apollo gejowskim odpowiednikiem Afrodyty, patronującym sztukom, a oboje, czyli Atena i Apollo, mieli jeszcze do pomocy Muzy. Na czele tej boskiej rodzinki, która żywiła się nektarem i ambrozją, stał władający piorunami Zeus.

Ten Zeus, taki niby wszechpotężny, wszechgroźny, miał słabostki, które go czyniły bardzo ludzkim. Przede wszystkim był seksoholikiem i wykorzystując swoje umiejętności zamieniał się w cokolwiek, wykorzystywał seksualnie starożytne Greczynki pod postacią łabędzia albo białego byka. Dlaczego nie mógł tego robić pod postacią przystojnego mężczyzny, tak jak to dwa tysiące lat później robili Don Juan czy Casanova, to tajemnica. Widocznie w starożytnej Grecji kobiety były bardziej uległe bykom i łabędziom i nawet straszenie piorunami nie skłoniłoby je do uległości.

Rozwiązłość Olimpijczyków była legendarna. Nikomu się wtedy jeszcze nie śniło o jakiejś akcji #MeToo, więc Zeusowi i pozostałym wszystko uchodziło na sucho. Zresztą Afrodyta wcale nie była lepsza i tak zdradzała swojego chromego boga kowala Hefajstosa, że ten miał problemy z dostaniem się do swej kuźni, z powodu rogów, którymi zawadzał o wrota.

Mitologia grecka jest takim starożytnym odpowiednikiem dzisiejszej telenoweli, pełnej plotek, intryg, seksu, zazdrości. Intrygantka bogini Eris rzuca na stół jabłko z napisem „dla najpiękniejszej”. Baby boginie wyrywają sobie to jabłko, wzywają na arbitra przybłędę Parysa i z tego bierze się Wojna Trojańska, którą bogowie na Olimpie oglądają sobie na jakichś ichnich monitorach.

Ale w tej pogodnej atmosferze rozwiązłych bogów łobuziaków, krętaczy, intrygantów wkracza los. I tu przestaje być śmiesznie. Los skazuje Edypa na ojcobójstwo i kazirodztwo, i mimo że Edyp stara się robić wszystko, aby umknąć przeznaczeniu, los się dokonuje. Są u Greków takie ciemne momenty, które wywołują lekki niepokój, jak w bajkach braci Grimmów.

Ale co to jest niepokój, strach, groza, tego Europejczyk doświadcza wraz z nadejściem chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo jest pasem transmisyjnym przerażającej wizji okrutnego Boga wymyślonego przez starożytnych, semickich pasterzy. Ów Jehowa nie figluje jak Zeus, nie ma takich słabostek. Nie w głowie mu seks. Jest to satrapa, którego jedynym celem, motywem postępowania jest całkowite poddanie człowieka, jego bezgraniczna uległość. Jest to prawzór dla wszystkich mniej lub bardziej krwiożerczych satrapów, takich jak Czyngis chan, Stalin, a nawet nasz malutki satrapka z Żoliborza, który też nie ma słabostek Zeusa, za to bezgraniczną wolę podporządkowania sobie wszystkich. Kiedy Jehowa sprawdzał Abrahama, każąc mu zarżnąć syna, w ostatnim momencie wstrzymał egzekucję. Nasz satrapka nie wstrzymał samolotu lecącego do Smoleńska.

Ten Jehowa, Bóg wszechmogący, wszechsprawiedliwy, w ogóle pod każdym względem „wszech” jest źródłem namiętnych sporów teologicznych. Dotyczy on predestynacji. Fanatyczni puryści Augustyn, Pascal, Luter, Kalwin… uważali, że w żaden sposób nie można wpływać na decyzję Boga w kwestii zbawienia. Że decyzja należy wyłącznie do niego i żadne człowiecze starania nie mogę nic zmienić. Zbawienie jest łaską udzielaną przez Boga.

Przeciwny nurt (Pelagiusz) był za dopuszczeniem wpływania na decyzję Boga przez zasługę. Ten pogląd reprezentowali już faryzeusze, którzy przestrzegając skrupulatnie wszystkich reguł nie dawali Najwyższemu swobody udzielania łaski (choćby takiej, jakiej Duda udzielił Kamińskiemu).

Uważali, że są w porządku, w związku z czym Jehowa może im nagwizdać.

Ten faryzeuszowski nurt wziął górę w Kościele katolickim i stał się potężnym źródłem dochodu. Bo okazało się, że nie tylko możemy naszą nienagannością wymuszać na Bogu decyzje o zbawieniu, ale nawet jeśli popełnimy jakiś grzech, np. zamordujemy żonę, to możemy zmusić Boga do decyzji o zbawieniu, wpłacając na rzecz Kościoła jakąś adekwatna sumę (taryfikator ustalony przez specjalną komisję do spraw odwoławczych, działającą w Watykanie).

Takich problemów nie mieli Grecy. Zeus był tylko cholerykiem, rzucającym piorunami, ale żadnych łask nie miał zamiaru udzielać. Dał ludziom żyć w spokoju, chyba że mu jakaś żona tego spokojnego człowieka wpadła w oko. A z bliskiego wschodu przyszedł ponury, mściwy, nielogiczny potwór i przepędził tę sympatyczna olimpijską rodzinkę. I teraz ludzie się gryzą: co robić, abym został zbawiony?

A co na to ateista? Powiem, co ja myślę. Otóż mam kilka hipotez na temat mojej po-śmierci. Pierwsza najoczywistsza, że wrócę tam skąd przyszedłem, czyli z niebytu w niebyt. Mniej prawdopodobne hipotezy są takie, że:

– może się zreinkarnuję i pojawię ponownie na Ziemi, a może w innej galaktyce albo w innym równoległym świecie; znów będę coś przeżywał, kochał się w jakiejś Syriuszce, ale nic nie będę pamiętał o tym, że byłem kiedyś jakimś Lewym;

– a może rzeczywiście stanę przed jakimś sądem ostatecznym, który będzie ważył moje grzechy. Spróbuję wtedy użyć całej mocy mojego osobistego uroku, aby przekonać Pana Boga, że jestem fajny, a przy okazji doniosę Mu, że na Ziemi działają oszuści, którzy podszywają się pod Niego, i jako Jego reprezentanci każą sobie słono płacić. Może On coś wreszcie z tym zrobi. No i może wpuści ponownie na Olimp Zeusa i jego zajebistą rodzinkę, bo tych telewizyjnych seriali nie da się już oglądać.

Lewy