Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

4.01.2018
czwartek

Wygaszanie człowieka

4 stycznia 2018, czwartek,

Tytuł i inspiracje zawdzięczam znakomitemu artykułowi Edwina Bendyka w noworocznej papierowej POLITYCE. Z artykułu wyłuskałem tylko pewne kwestie, które mnie pobudziły do przemyśleń. Co nie znaczy że pozostałe są mało ważne, ale przecież nie będę przepisywał tego znakomitego tekstu, który zasługuje na osobną, uważną lekturę. Ową kwestią jest sprawa podmiotowości robotów, próby jej prawnego uregulowania. Czy robotom przysługuje jakiś kodeks praw i obowiązków? I kreowania nowej religii. W tej kwestii „Anthony Levandowski, specjalista w dziedzinie sztucznej inteligencji z kalifornijskiej Krzemowej Doliny, proponuje najbardziej radykalną odpowiedź – czas uznać, że nadludzkie możliwości sztucznej inteligencji wymagają myślenia w kategoriach religijnych, a nie wyłącznie technicznych”.

Skoro przegrywamy w szachy czy w go ze sztuczną inteligencją, to pozostaje nam tylko wierzyć w naszą wyższość metafizyczną, łudząc się, że są obszary dla maszyn niedostępne (Jacek Dukaj).„Ostatnim bastionem zdaje się być twórczość artystyczna, ta najbardziej ludzka z naszych kompetencji, odróżniająca człowieka od innych organizmów”. Tylko że maszyny już potrafią tworzyć.

„Wraz z poczuciem zbędności nadejść musi odkrycie utraty podmiotowości, skoro najwyższy jej wyraz – zdolność do tworzenia – zaczyna tracić sprawczą moc wobec nadludzkiej mocy maszyn. I owszem, przewiduje Dukaj, ostatki twórczych porywów zużywać będziemy na podtrzymywaniu »mitologii prawdziwego człowieczeństwa: coraz węższej wyjątkowości, bronionej zasiekami coraz bardziej szczegółowych zastrzeżeń i warunków. Nie wątpię, że powstaną z tych mitologii całe nurty filozofii, polityki, religie nawet«”.

Nową religią może być np. dataizm, oznaczający wiarę w dane, bez intelektualnej możliwości ich zrozumienia, tak jak intelektualnie nie pojmujemy jedności w trójcy czy wiecznej dziewicy co porodziła syna. Na czymże to polega, to nasze człowieczeństwo? – że się tak kolokwialnie zapytam.

Wydaje się, że na posiadaniu jakiejś szczególnej podmiotowości, którą należy oddzielić od inteligencji. Tę podmiotowość przypisujemy wyłącznie sobie, bogu, aniołom i diabłom też. Odmawiamy jej zwierzętom i całemu „niższemu” światu ożywionemu.

W czym rzecz? Otóż jest to specyficzny sposób przeżywania siebie samego i świata w różnych modalnościach; estetycznej, erotycznej, kulinarnej, podziwiamy ludzi moralnych, gardzimy łobuzami, kochamy, nienawidzimy… Może inteligentna maszyna stworzy jakieś arcydzieło, przygotuje jakieś wyjątkowe danie z trufli. Ale czy ona doceni własny wytwór? Czy zachwyci się namalowanym przez siebie obrazem, kantatą na organy, wpadnie w ekstazę na widok pięknej kobiety albo przystojnego mężczyzny, doceni smak trufli, zakocha się w innym komputerze? Dopóki nie osiągnie takiego poziomu emocjonalnej percepcji, możemy śmiało odmówić jej posiadania podmiotowości.

„O ile więc można zautomatyzować produkcję, o tyle automatyzacja konsumpcji, nawet jeśli technicznie możliwa, musiałaby prowadzić do zahamowania mechanizmu akumulacji” (jeśli nie bardzo kojarzysz, piękna czytelniczko i ty przystojny czytelniku, to odsyłam do artykuł Bendyka).

Więc nie bójmy się, że nam maszyny odbiorą monopol na przeżywanie; dopóki żadna z nich nie osiągnie poziomu Gałkiewicza, czyli że nie będzie potrafiła zachwycać się i nie zachwycać, to ta cała nawet najdoskonalsza produkcja nie będzie miała sensu bez wrażliwego na piękno, smaczną potrawę czy wartości etyczne odbiorcy, jakim jest obdarzony tymi wszystkimi cechami potomek przodka szympansa, któremu uroiło się, że go Bóg na własne podobieństwo ulepił z gliny.

Lewy

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 327

Dodaj komentarz »
  1. Ta nasza podmiotowość to dosyć wesoła sprawa. Jest nieoddzielna od „godności” i „bycia sobą”. Dopiero kiedy „jesteśmy sobą”, a dokładniej, kiedy NAPRAWDĘ JESTEŚMY SOBĄ, jesteśmy oryginalni, jedyni tacy, najjedyniejsi w całym świecie i mamy swoją podmiotowość oraz godność. Gdybyśmy byli nieoryginalni, jacyś tacy mało odróżnialni od innych, nie bylibyśmy sobą i nie byłoby jasne, czego dotyczy „godność”. Jakieś wspólności, niewyróżnialnej, nieindywidualnej? A ta część indywidualna byłaby pozbawiona godności, mająca ćwierćgodność czy byłbyby nakładające się na siebie godności?
    Szkopuł w tym, że być sobą to strasznie trudna robota. Mało komu się udaje. Chyba, że skorzysta z którejś z tych metod bycia sobą:
    1. „łyknij Pepsi, bądź sobą”.
    2. „bądź sobą, zjedz snickersa”.
    3. „stary, nie jesteś sobą, golnij sobie, to ci się poprawi”

    Podobno człowiek otrzymuje – od Wszechmogącego, w momencie tzw. poczęcia, „godność osobową”. Tak mówią biskupi i Lolek imienia swojej wyspy na kanale Jamna. Co się jednak dzieje z godnością osobową zarodka abortowanego osobiście przez Wszechmogącego? Na jeden zarodek zagnieżdżony w macicy przypadają cztery abortowane. Co by chyba znaczyło, że godność jest jak puchar przechodni: Olmajty daje i odbiera. Ale kolejny problem jest taki, że kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera.
    Z tego wynika pewien optymizm dla robotów: one są dziełem człowieka a człowiek jest roboty Wszechmogącego. Kto jest przyjacielem mojego przyjaciela jest moim przyjacielem Z czego by wynikało, że robot też człowiek i ma swoją godność osobową, tożsamość, jest sobą i jest podmiotem. To może jednak nie jest optymizm dla człowieka, który, faktycznie, musi robić coraz paniczniejsze i coraz węższe definicje tego w czym on jest inny i lepszy od robota.
    Jeszcze nie wiemy, może się dowiemy jak święci dni ostatnich, kiedy się skończy historia człowieka. Stephen Hawking i wielu innych przewiduje, że czasu jest mało, albo jeszcze mniej i trzeba wiać na inne planety. Przed samozagładą, jaką ściągamy na Ziemię, także przez utratę kontroli nad nowym monstrum: robotem. Tylko jak mialby człowiek uciec skoro ciągle nosi swoją głowę i mu się zdaje, że jest sobą?

  2. Scenariusze przyszłości ludzkiego gatunku pod współrządami sztucznej inteligencji lub pod dyktaturą robotów są kalkami zdarzań zaszłych wiele razy w historii, interpolacjami tych zdarzeń w przyszłość – zniewolenie, przemoc, wojny.
    Jak ludzie ułożą sobie funkcjonowanie społeczeństwa, współżycie z techniką w świecie wypracowanych przez sztuczna inteligencję rozwiązań i decyzji, jest do pomyślenia lecz nie do przewidzenia.

    Uzupełnię wypowiedź lewego o ostatnią wiadomość ze świata sztucznej inteligencji, która do mnie dotarła. Otóż google stworzył program komputerowy, który potrafi ocenić zdjęcie, obraz z punktu widzenia estetyki, czyli program ten umie dostrzec piękno – to co jest wyłączna właściwością człowieka.
    Z pozoru jest to jeden z przypadków na drodze wiodącej nas ku utracie podmiotowości na rzecz robotów, pozbycia się, zdjęcia z nas wyjątkowości, jedyności, zrzeczenia się nadrzędnego prawa do panowania nad nami samymi i całą resztą świata.

    Na zapytanie – skąd ta sztuczna inteligencja nabyła taką cechę, jak umiejętność rozpoznawania piękna, twórcy programu powiedzieli, że to było proste. Najpierw zebrali jakieś reprezentatywne grono ludzi, któremu przedstawiono szereg zdjęć, po czym każdy oceniał indywidualnie każde zdjęcie i przyznawał mu punkty od 1 do 10.
    Następnie te same zdjęcia przedstawiono sztucznej inteligencji wraz z „ludzką” punktacją i poproszono sztuczną inteligencję by przeanalizowała strukturę każdego zdjęcia i jakoś sobie znanym (lecz zaprogramowanym w niej) sposobem oszacowała, które elementy zdjęć są punktowane wyżej, które niżej. By sobie przyswoiła kryteria piękna.

    Robotowa inteligencją porównywała zdjęcia, doszukiwała się w nich elementów decydujących o pięknie, segregowała te elementy, uczyła się rozpoznawać piękno.
    Zdjęcia ocenione przedtem przez ludzi były dla niej jak gdyby szablonami treningowymi, które należało przeanalizować i skojarzyć z punktacją. Jeśli na jakimś zdjęciu były elementy, którym towarzyszyła ludzka punktacja wysoka, to robot przyswajał sobie regułę – aha, ten element należy preferować, ich obecność na zdjęciu zwiększa punktację.

    Wewnątrz tej sztucznej inteligencji zachodził podobny proces, jak np. w głowach sędziów punktujących tańce na lodzie – aha, trudny skok wykonali, należy im się dużo punktów lub – potknęli się, a to unieważnia wysoką ocenę. Itd. Odpowiednikiem takiego oceniania w przypadku zdjęcia może być np. pięknie (wg szablonu estetycznego) usytuowane w kadrze drzewo, robi wrażenie, ale niestety zdjęcie jest niedoświetlone – błąd, nie ma wysokiej punktacji.

    Sztuczna inteligencja została „nauczona” dostrzegania piękna na partii ocenionych zdjęć przez ludzi i punktowała zdjęcia pod względem „podobania się” tak (podobnie), jak punktowali ludzie. Sztuczna inteligencja poprzez naśladownictwo nabierała charakteru „ludzkiego”.

    Teraz jest pytanie. Czy sztuczna inteligencja byłaby w stanie nauczyć się czegokolwiek bez przykładu, bez wzorca, bez kanonów, tak sam z siebie?
    Z pewnością nie.
    Można pytanie rozwinąć. Czy człowiek bez wzorców piękna, bez kanonów utrwalonych w kulturze (nie koniecznie to musi być kultura wysoka), może dostrzec „piękno” w obrazie, rzeźbie, muzyce, poezji, itd?

    Moim zdaniem – nie, ale z drugiej strony jednak – w pewnym stopniu tak, bowiem w toku ewolucyjnego rozwoju homo sapiens powstały w nim jakieś zalążki, predyspozycje, bez których niemożliwe by było sprawianie się człowieka z życiem, ze sztuką. z pięknem. Tak jak u ptaka, który wyszedł z jaja. Nie umie latać, lecz ma pewne niezbędne predyspozycje do latania i gdy zobaczy przykład u swoich rodziców, czy rodzeństwa, to zaczyna pomachiwać skrzydłami i wychodzi mu to coraz lepiej.
    Z drugiej strony – jeśli już powstanie zaprogramowana inteligencja i nauczy się ona rozpoznawać piękno, to czy nie może się ona stać przykładem dla innych inteligencji jak to robić? Czy te inne inteligencję nie mogą się uczyć od tej pierwszej zaprogramowanej inteligencji?

    Czy w ten sposób – poprzez naśladowanie i uczenie się nie powstanie jakaś kultura sztucznych inteligencji, kultura robotów?
    Pzdr, TJ

  3. Lewusek i tejotek w jednym stali domu

    Koledzy, proponuję nie używać sformułowań w rodzaju „rozpoznawanie piękna przez robotową inteligencję”. Człowiek produkuje roboty, a nie roboty – człowieka. Nie ma żadnej robotowej inteligencji – jest sprawność skonstruowanej przez człowieka maszyny. Ta maszyna nie rozpoznaje ani piękna, ani niepiękna – rozpoznaje coś na podstawie wklepanych w nią danych, a nie żadne piękno. Wstawcie zamiast wyrazu „piękno” – „dupa biskupa”, a maszyna natychmiast odczyta, że Wasze piękno to dupa biskupa. Jak maszyna w domniemanym pięknie się zakocha i będzie chciała mieć z nim dzieci (Jakie – z krwi i kości czy z elektroników i zębatych kółków?), wtedy pogadamy. Czyli na bank po Sondzie Ostatecznej. Tymczasem proponuję nie łączyć z maszynami, jak sensacyjne pismaki, pojęć odnoszących się do człowieka ani do zwierząt. Co najwyżej – do…a pies z nimi tańcował.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ale co to jest modalność, coś o ubraniach? *podkowa*

  6. @wbocek
    Brawo!!!

    Dla Panów @Lewego i @tejotka mam dwa anumliki powstałe dziś od tak, ale po dłuuuugich przemyśleniach:

    Pierwszy:

    Jest
    Zajął już całe nic
    I ciągle mu mało
    Jam Jest Który Jest
    Powiedział
    I ciągle mu
    Kurwa
    Mało

    Oraz drugi:

    Śnił mi się absurd
    Wyglądał jak nic
    Później śnił mi się Bóg
    Też wyglądał jak nic

    Konia z rzędem oraz pierwsze miejsce w bardo w kolejce do nowego najlepszego bytu dla tej AI, która takie hecne kawałki (doceńcie Sztuczni Inteligenci autoironię) wyklepie. Albo inaczej zapoda PT Publiczności.

    Też Was kocham 🙂

  7. !
    nie na temat
    ale aktualny tekst blogowy pana profesora Hartmana zasluguje na szczegolne uwage

  8. anumlik
    4 stycznia o godz. 21:01

    Anumliku, ten pierwszy to może o mnie? Bom też jest, który jest. I też mi ciągle, kurła, mało: dwulitrowy lód z Biedronki ginie nie wiadomo kiedy. I znów bym ten, i znów, i znów…Ja takoje dieriewo, takoje…takoje…takoje.

  9. NeferNeferNeferka

    Neferko, niczego nie obchodzę, ale Ten Który Jest sprawił mojej żonie niespodziankę: zakwitł jej różą dokładnie w Sylwestra. „Czy to róża, czy pokrzywa, jak ta miłość się nazywa, gdy puka do drzwi?”. Może Sztuczna Jenteligiencja?

    W każdym razie za wiedzą i zgodą żony w Twoje ręce perswaduję bieluteńk, jeszcze niczym nie zapisany nowy rok.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6507293005194962994?authkey=CL6GxLD9ip7-Qg

  10. wbocek
    4 stycznia o godz. 20:46
    Ta maszyna nie rozpoznaje ani piękna, ani niepiękna – rozpoznaje coś na podstawie wklepanych w nią danych, a nie żadne piękno.

    Mój komentarz
    Jasne.
    Ale sztuczna inteligencja jest dlatego inteligencją, ze potrafi się uczyć. Rozpoznawania piękna ludzie też się uczą od innych, mimo że mają w sobie jakieś predyspozycje. Wynik uczenia się jest w każdym osobniku nieco inny.
    Jeśli maszyna potrafi się uczyć (w zadany przez człowieka sposób, według programu), to znaczy, że ta właściwość może być wykorzystana nie tylko do rozpoznawania cech „piękności” na obrazie, lecz także w innych dziedzinach, np. dla rozwiązywania problemów decyzyjnych, w których do przeanalizowania jest ogromna ilość danych, do projektowania przedsięwzięć, projektowania następnych maszyn, itd.

    Maszyny w szybkości przetwarzania danych już od dawna prześcignęły ludzi.
    Jak dalece mógłby człowiek zaufać uczącej się szybko maszynie, która przeanalizowała ogromną ilość danych i wydała jakiś werdykt, jeśli człowiek ze względu na tę olbrzymią ilość danych nie jest w stanie sam ich ogarnąć, nauczyć się, uogólnić je w inny sposób, jak tylko za pomocą innych maszyn przetwarzających dane?

    Budować maszyny parami i zadawać im te same zadania do rozwiązania? Jeśli wyniki z obu maszyn będą takie same, to znaczy, że maszyna nie oszukuje? Czy jak? Czy człowiek będzie potrafił tak komunikować się z maszyną, tak formułować dla niej problemy i wprowadzać dane wyjściowe, by ostateczny wynik był zawsze godny zaufania? Na zasadzie, ze to nie komputer się myli, tylko człowiek?

    Nie chodzi tylko o rozpoznawanie piękna, lecz o wyliczanie ostatecznych parametrów, które mają być wiarygodnymi wskazówkami, wytycznymi do podjęcia decyzji przez człowieka.
    Pzdr, TJ

  11. @tejot, z godz. 21″41
    wyliczanie ostatecznych parametrów, które mają być wiarygodnymi wskazówkami, wytycznymi do podjęcia decyzji przez człowieka.
    Lepiej bym tego nie ujął, Tekotku. Bo o to chodzi. O decyzje człowieka. Nie AI. Nie Boga. Człowieka. Reszta jest… tym… no…Aha. Milczeniem. I niech tym pozostanie 😉

  12. Pare mysli…

    Dzieki AI powstanie fake-wideo, ktore bedzie tak rzeczywiste, ze zarowno dziennikarze jak i sedziowie beda mieli klopoty z jego rozpoznaniem.
    Czy roboty moga miec swiadomosc?
    Czy chcemy roboty ze swiadomoscia, ktore beda nam pomocne czy tez bez swiadomosci zombie-roboty, ktore bedzie mozna wylaczyc bez wyrzutow sumienia?
    AI ma byc tez przedmiotem debaty spolecznej, politykow etc – cyber ataki, wykorzystywanie militarne robotow, automatyzacja pracy etc etc.
    A moze „artificiell meat” ?
    Czy tez „Caenorhabditis elegans” – C-elegans, obly malutki robaczek, ktory bedzie zapewne pierwszym organizmem, ktory bedzie mozna symulowac przy pomocy komputera. Bedzie mozna obserwowac, jak jego 302 neuronow zachowuje sie jednoczesnie przy uzyciu optogenetycznej techniki. (polecam teksty szwedzkiego profesora fizyki i kosmologa Maxa Tegmarka, MIT)
    Na koniec trzeba byloby zyczyc mniej technodystopii z Hollywoodu a wiecej pozytywnych wizji przyszlosci, ktore mozna bedzie urzeczywistnic.

  13. tejot
    4 stycznia o godz. 21:41

    Piękno angażuje naszą psychikę i emocje. Nie tylko inteligencję, czy nawet szerzej – intelekt. Nie da się go stworzyć w oparciu o formuły i reguły. Albo więc sztuczna inteligencja posiadła właściwości psychiki i emocji typu ludzkiego, co, jak sądzę nie nastąpiło i długo jeszcze nie nastąpi, albo (prawie) wcale, bo AI wytworzy, może, nie ludzką, a własną psychikę, zresztą pewnie wielu rodzajów, albo należy inaczej zdefiniować piękno i podobne mu fenomeny.

  14. tejot
    4 stycznia o godz. 21:41

    Tejotku, nigdy nie miałem futurologicznych ciągot, więc i sajensów fiksowatych za bardzo nie czytałem. Apelowałem wyłącznie o nieprzypisywanie właściwości i zachowań człowieka oraz ich nazw maszynom. Tylko człowiek ma durnowatą skłonność do nieuprawnionego używania nazw kojarzonych wyłącznie z człowiekiem do nazywania np. zachowań zwierząt. Więc piesek, kotek, kanarek i świnka zachowują się JAK człowiek, myślą JAK człowiek, chcą powiedzieć JAK człowiek. Albo na przykład znany grzyb kania. Dla zobrazowania jej smaku mówi zawodnik, że kania smakuje JAK schabowy. Kurde, kania smakuje jak kania, a maszyna pracuje jak maszyna, a nie jak człowiek. Znasz taki niby-komplement pod adresem kobiety, że myśli JAK menczizna? Komplement jak sto diabłów. Dawajmy odpowiednie rzeczy słowo, bo słów ci u nas dostatek. Tylko trzeba na nie poświęcić trochę czasu, a nie jak leniwa komputerowa smarkateria: pisze długą instrukcję po angielsku, a na końcu po polsku – „tak”, „nie”, żebym ja, nie znający angielskiego, wybrał.

  15. Bajki robotów, albo mocno przesadzone pogłoski inteligencji projektu o zbędności myślenia.

    „Parę dni temu przeglądałem stare archiwa. I trafiłem na coś zupełnie niezwykłego: opracowanie słynnej amerykańskiej RAND Corporation sprzed ponad 30 lat, zawierające prognozę rozwoju cywilizacji aż do końca wieku i dalej. RAND wykonała wówczas swoją pracę rzetelnie: zwróciła się o opinię do setek najwybitniejszych specjalistów świata, odrzuciła poglądy skrajne, w długotrwałym procesie wymiany zdań uzgodniła i ujednoliciła ich sądy, opracowała wszystko statystycznie… Tak więc — między innymi — RAND obiecywała nam kompletną automatyzację prac biurowych i usług, pociągającą za sobą 25% redukcję administracji w skali globu… na rok 1975. W tymże roku miało być całkowicie zautomatyzowane wyszukiwanie informacji prawnych i bibliotecznych; w pięć lat później automatyzacja miała objąć podejmowanie decyzji na poziomie kierowniczym w sektorze państwowym i prywatnym.
    W kolejnym pięcioleciu (1985-90) roboty miały raz na zawsze rozwiązać nam problem z odpadkami i ich sprzątaniem…”

    [źródło:Bogdan Miś, portal Racjonalista, 2005]

    „Przyszłość jest nieunikniona, ale może się nie wydarzyć” Jorge Luis Borges

    I to by było na tyle w kwestii inteligencji uczenia robotów, zamiast się. Zamyślenia.
    😉

    PS pamiętajmy, że emotikony też wyrażają empatie znaków graficznych i uczucia pikseli…

  16. @Lewy

    Bardzo ciekawy temat na wstępniak i świetnie napisany! Ja dziś niestety tylko przelotem bo odrabiam pracę domową na jutrzejszy kurs, wrócę do dyskusji już z pociagu jutro. Chciałam tylko szybciutko dorzucić tytułem uzupełnienienia do tematu poruszonego przez Ciebie fragmenty z eseju Gary Kasparova – któż jesli nie szachista, który dostał publicznie łupnia w szachy od maszyny powinien mieć uzasadniony uraz czy obawy w stosunku do dominacji „sztucznej inteligencji” tymczasem jego pogląd jest bardzo ciekawy i bardziej optymistyczny niż apokaliptyczny, co chyba zdaza się rzadziej niż ta druga opcja.

    Fragmenty tutaj, spróbuje potlumaczyc jutro:

    https://www.techdirt.com/articles/20170416/22213937166/how-garry-kasparov-learned-to-stop-worrying-love-machines-that-beat-him-his-job.shtml

    Usłyszałam ten esej kilka miesięcy temu w radiowej cyklicznej audycji BBC Radio 2 „What makes us human” („Co czyni nas ludźmi”) i byłam pod sporym wrażeniem odmienności podejścia do tematu.

  17. @wbocek

    „kania smakuje jak kania, a maszyna pracuje jak maszyna, a nie jak człowiek”.

    Pięknie i trafnie to ująłes!

  18. Tanaka
    4 stycznia o godz. 21:56

    Otóż właśnie, Tanako. Zwłaszcza że człowiek to głównie tonokilometry emocji i szczypta rozumu.

  19. Tanaka
    4 stycznia o godz. 21:56

    Tyz piknie powiedziane!

  20. wbocek
    4 stycznia o godz. 22:14

    W punkt.
    Marketing osobowości jąder systemu czy podmiotowości duchowej stułbi nie mniej się sprawdza, niż przed wiekami.

    „Chrześcijanie powołują się na proroków, którzy
    przepowiedzieli wszystko, co się tyczy Jezusa.
    Prorocy twierdzą, że ten, który ma przyjść, jest
    wielkim władcą, panem całej ziemi, wszystkich narodów
    i wojsk. Nie zapowiedzieli jednak /faktu nadejścia/ takiego nędznika.”
    [Celsus]

  21. Gekko
    4 stycznia o godz. 22:19

    No właśnie. Jak zwykle bardziej fikszyn niż sajens… 😉

    Plus zgrabny cytat

    Pozdrawiam!

  22. @wbocek
    4 stycznia o godz. 20:46
    Człowiek produkuje roboty, a nie roboty – człowieka. Nie ma żadnej robotowej inteligencji – jest sprawność skonstruowanej przez człowieka maszyny. Ta maszyna nie rozpoznaje ani piękna, ani niepiękna – rozpoznaje coś na podstawie wklepanych w nią danych, a nie żadne piękno.

    @tejot
    4 stycznia o godz. 21:41
    Ale sztuczna inteligencja jest dlatego inteligencją, ze potrafi się uczyć…Jeśli maszyna potrafi się uczyć (w zadany przez człowieka sposób, według programu), to znaczy, że ta właściwość może być wykorzystana nie tylko do rozpoznawania cech „piękności” na obrazie, lecz także w innych dziedzinach, np. dla rozwiązywania problemów decyzyjnych, w których do przeanalizowania jest ogromna ilość danych, do projektowania przedsięwzięć, projektowania następnych maszyn, itd.

    Robot to skomplikowane zwierzę, ma kamerki, żeby widzieć, mikrofony, żeby słyszeć, i łapki żeby pakować pudełka dla amazona, na przykład. Ale ma też te tajemnicze kawałki oprogramowania, które coś analizują i coś z siebie wypluwają. Jak mówi wbocek, człowiek napisał program i ten program coś robi. Żadne wielkie mecyje, już pralka automatyczna robi to co jej człowiek każe. Więc skąd te fascynacje „uczeniem się”? Sztuczna inteligencja jest pojęciem na wyrost, ale tylko trochę. Zacznę od małego trochę nudnego przykładziku, takie AI-101, do rozpoznawania cyfr. Kiedyś programista kiedy chciał rozpoznać ręcznie napisane cyfry (na przykład adresy na kopertach), biedził się nad opisaniem jedynek i dwójek, i ósemek, bo to różna wielkość, różny kąt, różny charakter pisma. Masa błędów, bo brzuszek nie taki, a ogonek za krótki. A teraz po prostu zapoda setki przykładów wszystkich cyfr, i zażąda od programu: sam wykombinuj co definiuje jedynkę, dwójkę i trójkę. I ten program kombinuje. Nie tak sam z siebie, oczywiście, sztuczna inteligencja ciągle jeszcze potrzebuje prawdziwej inteligencji programisty. Bo nie jest łatwo te rzeczy zakodować. A gdzie to uczenie się? Poczuję się trochę jak „party pooper”. Uczenie się to tylko dobór (poprzez optymalizację) współczynników całej serii specjalnie zdefiniowanych liniowych i sigmoidalnych funkcji. Magią nie są same funkcje, magią jest dlaczego coś tak prostego działa. Ano działa, bo podobnie, w dużym uproszczeniu działają nasze neurony. Każdy neuron ma kilka wejściowych połączeń, i powyżej wartości progowej napięcia następuje jego pobudzenie elektrycznie i przekazanie impulsu. Sztuczna sieć neuronowa zachowuje się jak uproszczona prawdziwa. Oczywiście programy naszego mózgu pisane i udoskonalane są od kilku miliardów lat, a sztuczna inteligencja jest w powijakach. My się uczymy od natury, i od rodziców, a program to kawałek kodu który „widzi” tylko to co mu damy na wejściu. Ale jak połączymy te różne kawałki, do patrzenia, do słuchania, do rozpoznawania, do decydowania, to sami nie wiemy co nam może z tego wyjść. A wychodzi już całkiem sporo.

    I jeszcze to:
    Nie chodzi tylko o rozpoznawanie piękna, lecz o wyliczanie ostatecznych parametrów, które mają być wiarygodnymi wskazówkami, wytycznymi do podjęcia decyzji przez człowieka.

    No niestety, sieć neuronowa da nam odpowiedź, ale żadnego zrozumienia dlaczego tak wyszło. Wyszło i już. Podobnie jak z naszej głowy.

  23. izabella
    4 stycznia o godz. 23:12

    Bardzo przepraszam, ale – przy całym szacunku dla klarownego i pouczającego wywodu- porównywanie architektur funkcjonalnych kabelków w komputrze i fizologii neuronów to nie uproszczenie, ale marketingowe (tak, tak) nadużycie. Co z tego, że powszechne.
    O funkcjach neuronalnych wiemy nieskończenie mniej niż o konstrukcji sieci kabelków, co nie dziwi, biorąc pod uwagę znaczną różnicę w twórcach obu konstruktów.
    „Sieci neuronalne”, to taki sam pojęciowy humbug jak „sztuczna inteligencja” (gdzie inteligencja, a więc zdolność myślącego przystosowania się, zredukowana jest do samoobsługi zadanych algorytmów, nazwanego „uczeniem”).
    Tak, jak chyb Tanaka (wbocek?) słusznie stwierdził, nowa rzeczywistość powstaje nie w kabelkach, ale mitologiach redefinicji pojęć.
    Na pohybel ludzkiej inteligencji …poznawczej.
    Ukłony

  24. Bardzo dziękuję pombocku, przyda się na pociechę bom właśnie wróciła z koszmarnego urlopu

  25. Gekko
    4 stycznia o godz. 23:23

    O żadnych kabelkach nie pisałam. Skąd te kabelki? Internet to nie jest „series of tubes”, jak twierdził pewien senator, a sieć neuronowa nie składa się z kabelków.

    Sieć to abstrakcja. A sztuczna sieć neuronowa to nie jest żaden humbug. Tak zwane głębokie uczenie dość dokładnie imituje funkcje kory wzrokowej. Wynik niezwykłej współpracy neuro-naukowców i programistów.

    Widzę, że niektórzy bardzo zazdrośnie strzegą ludzkiej terminologii. To może trochę buddyzmu dla odmiany: nasze mózgi też tylko wykonują programy, bardzo wyrafinowane, ale programy. Z jednym celem: przeżycia i przekazania genów. Myśli, uczucia, świadomość, to fikcja. Tak zwane self – to fikcja.
    Czy to też boli?

  26. ozzy
    4 stycznia o godz. 21:07

    Ależ to jest bardzo na temat.
    To o inteligentnym projekcie rozróżniającym humanomedioida od homo sapiens.
    Ten pierwszy łyka algorytmy jak pelikan(lic.poet. Hartmani), a ten drugi tylko to, co strawne (czyli rozumne i myślane).
    Pierwszy wypluwa sieczkę, drugi kreuje postęp.
    Rozróżnienie obu wyników wymaga od aktualnej populacji, niestety, coraz więcej uczenia się, lecz zasoby w tym względzie skurczone, jak jajca hipstera.
    Dlatego łatwiej szerzyć wiarę w rychłą inteligencję lodówki czy nano-majtek.
    Hartman woła na puszczy, ale śpiewnie, łabędzio.

    Przy okazji: duże pozdrowienia, ozzy.

  27. my tu sobie gdybamy na temat zadany przez Lewego (gratulacje 🙂 )jako ateiści możemy nadać robotom podmiotowość, uznać ich prawa, przydzielić obowiązki, dać czas na odpoczynek i wiele innych przywilejów, stosownie do tego, ile tych praw im przyznamy.
    Ale jeśli roboty staną się powszechniejsze, niż dziś komputery (jeszcze nie pod każdą strzechą) trzeba to będzie rozstrzygnąć na poziomie rządu, epidiaskopu i innych krajowych ważnych gremiów, w oparciu o wyżej uchwalone prawo ; np. na poziomie Grupy Wyszehradzkiej , Porozumienia Trójmorza i Kongresu im. Braci Kaczyńskich .

    I wówczas bez pokropku, chrztu, komunii, coniedzielnego uczestnictwa w stosownym budynku i wrzucenia odpowiedniej kwoty, obliczonej odpowiednim algorytmem, dot. wielkości, wysokości i innych parametrów robota na tacę się nie odbędzie.
    W Polsce taki robot będzie nikim. Jak niektóre kobiety…

    PS. ta wizja przyszłości nieco przeraża, ale cóż, daleko mi do Lema

  28. izabella
    4 stycznia o godz. 23:39
    „Skąd te kabelki? Sieć to abstrakcja…”

    Widać, że mój wpis lepiej, abyś przeczytała więc przez sieć, by zrozumieć ontogenezę kabelków.

    Przy okazji gratuluję znajomości mózgu i jego wykonu, a także pewności, jaką niesie niewiedza.
    Jeśli rozmawiam z ro-bootem, to przepraszam za wygórowania i metafory.
    Nawet, jesli przeprosiny bezcelowe, bo jak mniemasz: „…Myśli, uczucia, świadomość, to fikcja.”
    Puff, ale wdepłem.

  29. Gekko
    4 stycznia o godz. 23:49

    Oj, komuś nadepłam na wielkie ego, więc atakuje jak kobra.
    Na drugi raz obejdę naokoło. Bo buty zafajdają, albo i co gorzej.

  30. A to widzieliście?

    https://youtu.be/kOmetklrzfk

    Jeszcze niedawno nie było możliwe. Terminator nadchodzi…

  31. A to dopiero ciekawe, zwłaszcza z tym kijem hokejowym pod koniec

    https://youtu.be/3OKZ_n8QW4w

  32. @izabella
    No to już wiesz jak się musiała czuć biedna Miriam zaraz po zwiastowaniu… 😉

    Dobrze radzę, powtórz jej kwestię a zaoszczędzisz sobie duuużo kłopotów! Blogi polityka.pl są wybrukowane historiami komentatorów, którzy nie od razu ukorzyli się przed Archaniołem Gabrielem i skutkiem tego byli straszeni donosami nie tylko do redakcji „Polityki” ale także do prokuratury. No kidding! 😉

    Zwracam ci uwagę, iż nasz Archanioł Gabriel Convolutional Neural Networks skojarzy zaraz ze stacją telewizyjną i bedzie z tego bardzo dumny. Wiesz, to taki jego dowód na bywanie w Wielkim Świecie.

    *************************************************

    Dziecięciem będąc zaczytywałem się w „Faraonie” i w „Tajemniczej Wyspie” mniej wiecej w tym samym czasie. Czy nie było by fantastyczne móc przenieść się w czasie do epoki faraonów z moja XX-wieczną wiedzą i tak jak inżynier Smith być w stanie odtworzyć w starożytnym Egipcie wynalazki i narzędzia na jakie pozwala stan XX-wiecznej nauki i techniki? Ach, w jakież zdumienie i podziw mógłbym wprawiać starożytnych Egipcjan, z kapłanami, generałami i samym faraonem włącznie!

    Szybko nadszedł tzw. reality check, tzn. siedząc przy biureczku w moim żółciutkim pokoju sam przed sobą musiałem ze wstydem przyznać, że miałbym niejakie trudności w tych demonstracjach XX-wiecznej wiedzy i techniki Egipcjanom. Co sobie wymyśliłem jakiś przykład to zaraz uświadamiałem też sobie wielkość moich dziur w wiedzy. Oj, inżynierem Cyrusem Smithem nie tak łatwo było by zostać!

    Czy @izabello nie wydaje ci się, że ogromna wiekszość stałych komentatorów tego bloga w dziedzinie techniki i nauk ścisłych to wypisz-wymaluj tacy starożytni Egipcjanie których wehikuł czasu przeniósł do XXI wieku i którzy mieli już trochę czasu na oswojenie się ze współczesnymi gadżetami?

    Poczatkowe rozdziawienie gęby, poczatkowy przestrach, być może nawet przerażenie już minęły. Ośmieleni i poinstruowani dotknęli już współczesnych smartfonów, laptopów i samochodów. Polecieli samolotami. Włączyli i wyłączyli prąd, weszli na Iternet, być może nawet za pomocą jakiegos niebieskiego zęba czy innego łajrelesa.

    Zielonego pojęcia nie mają o zasadach działania urządzeń, którymi się posługują. I wcale im to nie przeszkadza! Mają za to opinie co jest czym. I co czym nie jest.
    Linijki kodu nigdy w całym swoim życiu nie napisali ale opinie mają jak najbardziej.
    O neuronach ostatni raz czytali 30-40 lat temu z książek przekazujących stan wiedzy sprzed pół wieku. Ale mają opinie.

    ja ci mówię, CNN. Nic tylko CNN. Albo Fox News. 😉

  33. Demis Hassabis
    Shane Legg
    Mustafa Suleyman

  34. @tejot
    „Zdjęcia ocenione przedtem przez ludzi były dla niej jak gdyby szablonami treningowymi, które należało przeanalizować i skojarzyć z punktacją. Jeśli na jakimś zdjęciu były elementy, którym towarzyszyła ludzka punktacja wysoka, to robot przyswajał sobie regułę – aha, ten element należy preferować, ich obecność na zdjęciu zwiększa punktację.”

    AlphaGo

    „Teraz jest pytanie. Czy sztuczna inteligencja byłaby w stanie nauczyć się czegokolwiek bez przykładu, bez wzorca, bez kanonów, tak sam z siebie? Z pewnością nie.”

    AlphaZero

  35. Dzien dobry,

    wiosna, wiosna…bez zmian PLUS 4-5 C . Anomalia beda temperatury ujemne w zachodniej Szwecji.
    A tymczasem ksiazka Michaela Wolffa o Donaldzie Trumpie „Fire and fury” jest najbardziej zamawiana z ksiazek na liscie Amazona. Recznik Bilageo Domu tak komentuje: „Ta ksiazka z pewnoscia zajmie miejsce na polce przecenionych z pwodu czystej fikcji”
    Pozdrawiam szanownego @Gekko za to, ze dostarcza humoru do blogu „ateistow”
    a wiadomo, ze dobry zart to wedlug Wittgensteina osnowa filozofii.

  36. Czuję się nieco zakłopotany własną ignorancją i niewiedzą, chociaż staram się być na bieżąco z rozmaitymi wiadomościami szczególnie z zakresu techniki, nauk biologicznych czy medycyny. Z jednej strony niesamowity postęp rozmaitych technologii przemysłowych, z drugiej ograniczenia życia w zamkniętym układzie Ziemi. Niesamowita rozpiętość poziomów i sposobów życia naszego gatunku. Pełnia dostępu do osiągnięć techniki oraz ludzie żyjący na sposób sprzed tysiąca lat. Część społeczności pławi się w energetycznej rozpuście, część nie ma dostępu do energii elektrycznej, bieżącej czystej wody. Nadal nie wiemy dokładnie ile procent naszego mózgu jest efektywnie wykorzystane. Podobno kilkanaście procent potencjalnych możliwości. Ale stworzyliśmy maszyny, które potrafią wykonywać miliardy obliczeń na sekundę, odciążając nasze szare komórki. I robią to w sposób nieosiągalny dla większości ludzi. Mimo wszystko nie są w stanie podjąć samodzielnie decyzji, chociaż w ułamku sekundy są w stanie przeprowadzić bardzo skomplikowane analizy danych bazowych. Bo nie przewidują tego ich zero-jedynkowe algorytmy. Coś stworzonego przez ludzkiego programistę. Podejrzewam, iż są na świecie laboratoria w których przeprowadza się tajne doświadczenia biologiczne i inne w celu wytworzenia żywych tkanek potrafiących współpracować z układami technicznymi (bez konieczności posiadania ciała). W tym rozwoju technologicznym widzę tylko jeden problem – energia. Energia, której zastępujące nas roboty będą potrzebować coraz więcej. Nawet przy zastosowaniu technik energo-oszczędnych. Póki co, nie znam prawdziwego perpetum mobile.

  37. @tjocie
    Z pewnością można takiej sztucznej inteligenci poddać do analizy wypowiedzi ludzi na temat piękna i ona sobie uloży taki program i wypluje odpowiedź,że Rafael czy Da Vinci są piękni, a namalowana seria z puszka coca coli Warhala, to taka sobie , albo w ogole.Zas niektórzy zasugeruja odwrotną odpowiedź , bo lubią pić coca colę.
    Problem podmiotowości czy tez świadomości leży głębiej (Tanaka poruszył tę kwestię). Chodzi o przezywane emocje.Czy komputer podając analizie jakieś dzieło sztuki, albo piękny krajobraz, czy też piękną kobiete, przezywa owo piękno.Czy w innych przypadkach, jak mu grupa testowanych ludzi podsunie opinię, że Miłoszewski jest grafomnem, bedzie odczuwał do „dzieł”tego twórcy odrazę ? Myślę, że watpię.
    Bo na naszą podmiotowość składa się doświadczenie milionów lat, jest to doświadczecenie emocjonalne, które w wiekszym stopniu ukształtowało naszą podmiotowość niż rozwój inteligencji.
    Weźmy np.źródło naszych doznań estetycznych. U podstaw leży erotyka. Kiedy oglądam wspaniały balet rosyjski, moje oczy biegają za pieknymi tancerkami, ich piekno mnie zachwyca. A przecież tancerze też są wspaniali, piękni i być może zachwycają swoją cielesnością kobiety albo gejów. Z tego wyrasta przeważajaca cześć sztuki w malarstwie, poezji,muzyce;owe Laury, muzy Petrarków i Chopenów. Tylko przesycona homoseksualizmem sztuka grecka preferowała piękno ciała męskiego.
    Gdybym byl sloniem albo hipopotamem, to z pewnością nie widziałbym nic szczegolnie pięknego w ciele kobiety, a za to zachwycałaby mnie trąba jakiejś słonicy, chyba, że byłbym słoniem gejem.
    Gdyby dać pod rozwagę takiemu komputerowi testy przeprowadzone na hipopotamach czy słoniach, ten by nauczył się dostrzegać wydobyte przy pomocy jakiegoś algorytmu kanon słoniowego piekna, ale czy by się zachwycał ? Znowu myślę , że watpię.
    Sztuczna inteligencja jest tylko inteligencją, pozbawioną owego wlekącego się za nami atawistycznego ogona, ktore sprawia, że zachwycamy się , zakochujemy, nienaiwidzimy, zachowujemy się mimo rozumu nieracjonalnie.
    Sztuczna inteligencja np. gdyby mogla to by po prostu usunęła to całe pisowskie towarzystwo, postapiłaby pragmatycznie. Kiedy ja człowiek obdarzony owłoseniem i atawistycznymi emocjami chetnie bym trochę pomeczył wcześniej to lajdactwo.
    Bo ja jak lubię to lubię, jak kocham to kocham, a jak nie lubie to nie ma przeproś. I to jest ta moja podmiotowość, ktorej komputer nie posiada.

  38. Humor na bucie, z antenką na tupeciku…

    @ ozzy…
    No owszem, humor i satyra to jednak nie jest to, co rozpoznają byty (które-wierzą-że-są) zrobione z kabelków.
    W tym kontekście, sztuczna inteligencja i możliwość nabycia jej drogą komunikacji sieciowej z lodówką, to wizja podmiotowości jakże je kusząca… 😉
    Ja sobie nawet wyobrażam, że w trakcie mojej pracy spawania neuronów, będę im to robił od dziś lutownicą!

    A jeszcze @lewy porusza jakże wrażliwą kwestię życia erotycznego robotów!
    To trochę jak -nieco powyżej- humanizm nauk biologicznych brygadzisty inżynieryjnego, odnawialny chłeptaniem świeżuchnych mądrości z kałuż sieciowych.
    No, …mózg staje – z kolan, przed przyszłością 😉

    Jedno jest pewne: im mniej o czymś wiemy, tym sieć czyni nas poważniejszymi, mądrzejszymi, wymowniejszymi, profetyczniejszymi…
    I to jest chyba zwycięska, jakże demokratyczna inteligencja sieci, dostępna już dziś w abonamencie.
    Ukłony, niemniej.

  39. konstancja
    4 stycznia o godz. 23:47

    Robot religiosus?
    Coś mi się wydaje, że prędko do tego dojdzie. Właśnie opublikowano wyniki mszalności (dominicantes) Polaków nadwiślańskich. Najniższe od 1980-go. Lolek giewontowo-narciarsko-kremówkowy schnie i zanika, co jest dosyć dziwne w tym bujnym krajobrazie.
    Co prawda stopień napełnienia kościoła Polakiem nie ma większego znaczenia z powodu uwłaszczenia się Kościoła kat.na Polsce – bijące źródła finansowania nie biją w kościele ale w państwie polskim – ale dla ładności wyglądu kościoła w oku proboszcza i jego biskupa znaczenie, może nieprzesadne – jest. Jakoś trzeba, dla zadowolenia onych, napełnić. Tu w sukurs przyjdą roboty. Zdaje się, że nawet teraz już można to śmiało wykonać. Odmawianie paciorka, memolenie przewielbienia, cochwilne przyklęki, pukanie się w pierś i głowę, fałszywe melorecytatywne pieśniośnięcia, podajrączki zaświadczające o rzekomym pokoju gdy na ludziach ćwiczona jest opresja szantażu – robot to łatwo, tanio, chętnie i bez męki wykona.
    Do nabycia są, w cenach promocyjnych, roboty sprzątające. Cóż za problem – puścić go na kościelną posadzkę, i niech on zaiwania ze szmatą zamiast pań parafialnych. Dla ubogacenia w tradycyjne wrażenia, można go zaopatrzyć w kieckę oraz odtwarzacz MP3 generujący liczne i solidne pokasływania, stękania, smarkania – co panie parafialne nad posadzką często robią. Klimat tradycji, to się rozumie. Od 1050 lat.

    Tylko jedna rzecz nie bardzo się tu tej zrobotyzowanej perspektywie zgadza: roboty zaludniają kościoły od dawna. Od zarania. Kto wejdzie na mszę i dysponuje własną głową, od razu to czuje: parafianie nie są sobą. Są jak manekiny, automaty, roboty po prostu. Jak zaczynają wyłazić, wylewać się z cienia na słońce, po wykonaniu tych zrobotyzowanych rytuałów, wraca im do łbów życie. Nieprzesadnie, ledwo co, ciut ciut, ale jednak.
    Automatyka, robotyka, cybernetyka, fantomatyka, to dziedziny w których Kościół kat przoduje od 2000 lat. Ciągle gada, że jest przodownikiem, niech mu będzie.

  40. A jakby takiego sprzatającego kościół robota spedofilił ksiadz.Ten robot musiałby byc małolatem, dopiero co wyszłym z kliniki robotów. Ale co by sobie kapłan użył to by se użył. Żeby go tylko prąd nie kopnął

  41. Światełko wiślanych prądów sztucznej inteligencji.
    Pomimo spadalności obecnościowo-cielesnego świadectwa wiary w kościołach (o którym donosi -ulga podatkowa się należy w nowym roku- Tanaka), sieć nie traci wiary w naszą ekspansję sztucznej inteligencji.
    Jeden z portali w sekcji o innowacyjności też donosi, że nauka wdychana z dymem kadzidła nie idzie w las, ale podbija zakałuże cywilizacji.
    Oto polska skromna firma, ale z TORUNIA(!), do niedawna na zapleczu osiedlowego marketu (czyli w nowoczesnej kruchcie?), dziś:
    „…wypromowała się w USA jako marka premium. Za ocean wysyła już całe kontenery towaru”.

    To, czym podbijamy premialnie USA można zobaczyć tu:
    http://cdn.innpoland.pl/5d147dc7965e6ceb52101406f3793b2b,780,0,0,0.jpg

    Więc, drogi @lewy, żaden prąd nowoczesności nas nie kopnie, to my kopiemy! Bez prądu, ale za to z INNowacyjnym przesłaniem premium sort!

  42. Lewy
    5 stycznia o godz. 8:42

    Mój komentarz
    W kontekście dyskusji o komputerach, o tym co potrafią dziś i co będą umiały w przyszłości, wałkowane są zwykle problemy metafizyczne, czyli filozoficzne – co to jest piękno, co to jest inteligencja. Nie ma definicji, są tylko przejawy, zewnętrzne cechy, przyjęte kanony, kryteria rozpoznawania, oceny.

    Maszyna sama w sobie nie może być inteligentna, ponieważ to co wykonuje, to zwykłe przetwarzanie danych według zadanych poleceń (programu) przez człowieka.

    Skoro tak, to zatrzymam się na pięknie.
    Lewy, podzielam pogląd, ze zalążki piękna, miłości, przyjaźni, przywiązania zrodziły się, zostały wygenerowane przez ludzkie elementarne potrzeby – żyć, rozmnażać się, jeść, spać, itd.
    Także. Jeśli jest piękno, miłość i przyjaźń, to muszą istnieć ich antynomie – brzydota, nienawiść, wrogość, itd.

    Zalążki brzydoty, odpychania, pogardy i nienawiści zrodziły się w przeważającej mierze z seksu i wydalania. To jest dłuższa sprawa, lecz najbardziej obraźliwymi frazami językowymi, obrzydzającymi kogoś lub coś są chyba w większości języków (u nas kultywowane szeroko przez środowiska kibicowskie i nie tylko) są – j…ć ich, ciebie, kogoś, oni są po…ani, j..ię to wszystko, olewam równym sikiem, na c..j mi to, koło ch..a mi nie oblata, o kant.., itd. Brrr.

    O pięknie pisane były i są traktaty, z których wynika, że nie da się precyzyjnie zdefiniować piękna, a jeśli nie da się łatwo zdefiniować, to jak nauczyć rozpoznawać piękno przez maszyny? Człowiek się uczy rozpoznawać piękno od innych ludzi. A zatem, czy może się udać takie postępowanie – nauczenie rozpoznawania piękna przez maszynę? Da się, i nie da się.

    W jakiejś mierze da się, bo wystarczy wprowadzić do maszyny szablony do nauczania (takie jak np. komplet zdjęć rozpoznanych i ocenionych przedtem przez ludzi, wraz z ocenami) i przetrenować ją na tych szablonach piękna.
    W innym szerokim sensie nie da się, ponieważ nie ma jednej definicji piękna, a jeśli jakaś jest, to jest to definicja „objawowa” odnosząca się do ludzkich wrażeń, ludzkiej percepcji, coś na kształt – piękne jest to, co wzbudza zachwyt u ludzi. Ściślej mówiąc (statystycznie ujmując) – u pewnej grupy, frakcji ludzi, bo nie u wszystkich.

    Piękno, poczucie piękna (piszesz o sztuce greckiej, o baletnicach), to aprobata dla kształtu, dla formy demonstrowana, pobudzana przez wyuczone (także wrodzone?) kanony.
    Nie ma definicji piękna twarzy, lecz ja pojedynczy osobnik i my zgraja chłopaków „wiemy”, która twarz jest ładna, która nie. Wiedzą o tym także wydawcy wszelkich popularnych mediów, które zapełniają fotografiami takich twarzy i fotkami przedstawiającymi celebrytki które pokazały za dużo. Zamieszczają dlatego, bo wiedzą, ze takie fotki podobają się ludziom, są w szerokim sensie uznawane za ładne, przyciągające oko. Nie będę się dalej wgłębiał w temat, bo to by mogło być poczytane mi za samowolne, nieprzystojne wkraczanie na teren rozpustniczy.

    By bardziej zagmatwać dyskusje o pięknie, poruszę zwyklejsze aspekty problemu piękna. Weźmy takie obiekty spotykane powszechnie w naturze, jak kwiaty. Dla większości ludzi kwiaty są symbolem piękna, a w sztukach plastycznych, w wielu ich rodzajach są fundamentem wzorniczym, w poezji są składnikiem metafor, w mowie podobnej składnikiem komplementów, itd.

    W czym widzę problem? W pytaniach, na które nie mam odpowiedzi. Dla kogo zostało „stworzone” wyewoluowało to piękno kwiatów? W jakim celu?

    Odpowiedź na pierwsze pytanie wydaje się oczywista – dla owadów, by przyciągać ich swoją odmiennością, wyjątkowością, oryginalnością (kwiaty danego gatunku, czy rodzaju są odwiedzane przez niektóre tylko owady).
    Zgoda. Tylko dlaczego przy okazji ewolucja wytworzyła to coś, co nazywamy pięknem (kwiatów)? Przecież nie dla owadów, bo owady maja zbyt małe mózgi (zwoje nerwowe) by postrzegać, uzmysławiać sobie, że coś jest piękne i dlatego lecę do niego a coś jest brzydkie, to to omijam.

    A może to piękno, które widzimy w kwiatach, to naturalny symetryczny, kolorowy wytwór procesów biochemicznych, które mają taka „naturę”, że lubią produkować obiekty, organy, całe organizmy jako twory symetryczne?
    Piękno elementarne, to symetria, zgodność, proporcje, okręgi, rozety, elipsy, trójkąty, podziały, itd. Czy piękno jest zaklęte (zakodowane) w genach i procesach biochemicznych przebiegających wg instrukcji zawartych w genach?
    Pzdr, TJ

  43. Kryteria piękna?
    Jak coś w naturze jest symetryczne, proporcjonalne, harmonijne, to na ogół jest właściwie rozwinięte (zdrowe) i nadaje się do rozmnażania. Jeśli jeszcze pachnie (cuchnie) zniewalająco… 🙄
    „Sztuczna inteligencja” jest na tyle inteligentna, co jej programiści. Mam starszą znajomą z bujną wyobraźnią. Kiedy pokazuję jej zdjęcia formacji skalnych albo nacieków jaskiniowych, to widzi w nich postaci ludzi, zwierząt, kalafiory, organy etc. Mój komputer wskazuje miejsca, które mu się kojarzą z twarzami i pyta: Czy to Kazik?

  44. zza kałuży
    5 stycznia o godz. 6:23

    „Zielonego pojęcia nie mają o zasadach działania urządzeń, którymi się posługują. I wcale im to nie przeszkadza! Mają za to opinie co jest czym. I co czym nie jest.
    Linijki kodu nigdy w całym swoim życiu nie napisali ale opinie mają jak najbardziej.
    O neuronach ostatni raz czytali 30-40 lat temu z książek przekazujących stan wiedzy sprzed pół wieku. Ale mają opinie”.

    Zzakałużku, jak trafiłem na filologię między 40 dam, miałem jak Ty. Ja stary, doświadczony dwudziestolatek, który pracował zarobkowo przed studiami, mechanik okrętowy, który zjeździł polskie rzeki, jeziora plus cztery miesiące praktyki na morzu, stary kajakarz, biegacz, pływak, gimnastyk, łucznik szyjący na maszynie i umiejący spawać, kuć, robić na tokarce i posługiwać się wieloma narzędziami i one – siuśmajtki po ogólniaku, dzieci dumne z tego, że nic nie wiedzą o budowie żelazka, suszarki do włosów, mostu, po którym chodzą, choć właściwie nad nim przepływają, bo są nad materią, nad życiową prozą, są z lepszego świata.

    Miło mi poznać w Twej osobie siebie samego sprzed pięćdziesięciu paru lat. Tyle że ja z takiej dumy szybko ze wstydem wyrosłem.

    Stwierdzasz jak ja kiedyś o koleżankach-dyletantkach: „I wcale im to nie przeszkadza!”. Zamknięty w sobie, ściśle zaprogramowany robot, nie zrozumie, kiedy dama powie: „A na kij mi to potrzebne!”. Ciebie interesują rzeczy, więc wiesz o nich więcej niż o wiele od niej ważniejszym człowieku. Ważniejszym, bo to rzeczy są dla niego, a nie on – dla nich. Rzecz jest po to, by służyła, a nie po to, by wiedzieć, jak jest zbudowana i jak szczegółowo działa – od tego są specjaliści. Zwykle trochę ciemniejsi w dziedzinie człowiekowatości.

    Opinie o materialnych rzeczach nie biorą się z dogłębnej ich znajomości, lecz z użytkowania, dla którego zostały wymyślone – bo ileż jeden człowiek może poznać z ogromu maszyn, przyrządów, organizmów, budowy ziemi, kosmosu. Nie tylko nie może, ale i niekonieczne go interesuje. Opinie prowokują tacy jak Ty pasjonaci techniki. To opinie są chyba wyłącznie okazjonalne, czyli niekoniecznie porządnie przemyślane, bo któryż nietechnik – albo i technik w niezawodowym życiu – przy obiedzie, w kinie, na spacerze w lesie, na rowerze żyje taką abstrakcją jak porównywanie człowieka z jego własnymi wytworami.

    Krótko mówiąc, zzakałużku, nie mam zielonego pojęcia i mieć nie chcę, jak działa komputer. Trochę mam pojęcie, jak działa człowiek, który wtyka do komputera programy czyli mam o nim opinię. On działa w jednym miejscu fachowo, w innym –
    gówniano. Gówniano dlatego, że jest młodziutki, nie ma życiowego doświadczenia, nie zna psychiki i potrzeb człowieka, nie ma zielonego pojęcia o komunikacji, o języku. I nie ma pojęcia o tym, że człowiek by sobie nie życzył zawracania mu głowy sto razy na dzień, jak tylko otworzy komputer, milionem natręctw, skoro korzysta tylko z trzech. Co to za świńska moda ciągłe stukanie do drzwi z aktualizacjami, z machaniem przed nosem reklamami, z tsunami informacji poniżej poziomu morza! Kiedyś natręctwo było traktowane jak chamstwo, teraz wmawiają, że to wszystko jest konieczne, również reklamy! Kłamstwo! Jak wszędzie, gdzie się się szarogęsi prawo zysku. Z tego niby dogadzania użytkownikowi powstaje taki bardak, że jak zaczniesz czegoś szukać w komputerze rano, to pod wieczór znajdziesz albo nie.

    A Ty, bratku, wytykasz: „Ale mają opinię”. Pierw ustal, zzakałużku, dla samego siebie, O CZYM mają opinię, nim dasz swój szyderczy głos. Bo trochę niepoważnie wygląda, kiedy robisz dla ludzi maszyny i kpisz, kiedy mają o nich opinie.

  45. Gekko
    5 stycznia o godz. 11:15

    tu zachodzi pewne, ciekawe, zjawisko konstrukcyjne owej milddle finger i tak dalej, świeczki: paluch skierowany w górę. Do niebna, znaczy. mam nieustający podziw dla takich kościelnych potentatów, co jak zrobią maryjnie, to im ryjnie wychodzi, a na zdrowie pedałom, pedrylom, parówom, masonom, komuchom, ateistom i ogólnie – cywilizacji śmierci.

  46. Tobermory
    5 stycznia o godz. 11:38

    Tak jest. Śtucna inteligencja umie rozpoznawać nie tylko twarze, to w sumie drobiazg zestawienia zapamiętanych wzorów, ale rozpoznać wiek osoby. Jakieś 2 lata temu postanowiłem sprawdzić, na sporej próbie losowej, jak to działa. Tak działało, że na dobrze ponad 100 pokazanych twarzy, ani razu śtucna inteligencja nie zbliżyła się na mniej niż 2 lata do rzeczywistego wieku osoby ponad 20-letniej. Jak dałem portet niemowlaka, błąd był mniejszy niż 2 lata, ale wyszło na to, że niemowlak jest dzieckiem poczętym, a nawet przedpoczętym, co musi oznaczać, że śtucna inteligencja to dar od Boga
    Natomiast osobę lat 46 określiła jako dziada lat 83, a bywało i odwrotnie, z czego się dziad bardzo cieszył.
    Jak się kto cieszy, jest pociesznie. Ale jest coś jeszcze: można, na ile to trafnie będzie działać to rzecz osobna, rozpoznawać w twarzy 4 latka schorzenia dające mu 83-letni wygląd. Inteligencja nieśtucna tego łatwo nie wyłapie, śtucna – może.
    Jak sobie popatrzę nieśtucną inteligencją na przedstawienia niejakiego Szyszko i niejakiego Terleckiego, to jasne jest, że to są mumie. Lat, odpowiednio, 3448 i 3327.
    http://i.iplsc.com/ryszard-terlecki/00067TXI34BAHKGK-C122-F4.jpg
    https://d.wpimg.pl/1223773556-1695124110/szyszko.jpg

  47. @ wbocek
    Przy okazji Twego komentarza humanistyczno-językoznawczego (ileż w nim ciepła i troski i spolegliwej pokory wobec sztucznej inteligencji przedmiotu kazania), a na okoliczność zmagań z kabelkami podłączonymi do monitora…
    Mnie się jawi taki wielki temat na wstępniak bloga (jak znalazł, dla językoznawcy).
    Kontentyzm.
    Czyli o różnicy imperatywu staruchów, co (jakoś) myślą, (coś) wiedzą, reszta poza tem cosiem i jakosiem ich pociąga, ciekawi, a w sieci o tym piszą, rozmawiają polemizują… tworząc głupsze czy mądrzejsze treści, ale poznawcze – dla zapoznanych w biedzie rozumu.
    Antynomią tegoż uwiędłego imperatywu, jest współczesny kontentyzm, co ma przymus kategoryczny wylewać w sieć swe emo-neuronalne prądy błądzące w różnych członkach, z lekka tylko inkrustowane sensacyjno-apokaliptycznymi wtrętami z widzianego w nieposkładanych okruchach świata fejków.
    Tak oto kontentyzm tworzy i zamieszcza jedynie oglądalnościowe kontenty, stanowiące ikonostas trendu, warunkującego podmiotowość każdego kłębka kabelków o dumie i aspiracji neurona.
    I stąd mnóstwo nieporozumień, bo staruchy nieprzepłoszone behawioralnie sfromatowanymi kontentami potrzebowymi (d. zwanymi nachalnym reklamiarstwem), natykają się na kontenty i zwijają się z pustego śmiechu. Czym oczywiście czynią hejterski molest kabelkom.
    No więc, Twoje kazanie mi otworzyło drogę, jak sensownie mówić do ptaków (o ile nie ma się nic innego do roboty).

    PS Atak niezamawianych kontentów na ekran można dość skutecznie powstrzymać, za pomocą przydatnych, kabelkogennych aplikacji – np. u-block.
    Na pewno jakaś przyjazna, sztuczna inteligencja się znajdzie i pomoże Ci w instalacji…(tak jak mię).
    Pozdrawiam.

  48. Tanaka
    5 stycznia o godz. 12:06

    Tanaka, twe spostrzeżenie o niebiańskiej direkcji asocjacyjnej faka, wbiło mnie w grunt. Ech, umieć dostrzegać drogę od świeczki do niebios, nawet, jeśli ona schowana w d…(uszy?).
    Bez sarkazmu – aspekt naprawdę poruszający i pouczający, można by rzec: eksportowy!
    Ukłony od pokornego importera 😉

  49. Chłopaki, wy ciągle o tym samym, że sztuczna inteligencja może rozpoznać twarze, a więc również można jej zaprogramować odbiór wgranego w nią poczucie piękna. Ale ja się pytam, czy ta inteligencja bedzie przeżywać owo pczucie, wpadać w ekstazę, podniecać się itp. Tu jest clue problemu, który mnie dręczy.

  50. @ Lewy
    „…ja się pytam, czy ta inteligencja bedzie przeżywać owo pczucie, wpadać w ekstazę, podniecać się…”

    Lewy, mnie też piękno erotyki tej dysputy (i nie tylko) podnieca, ale czy to czyni ze mnie inteligencję? 😉

    Tak dla ożywienia wątku, to chyba pora, aby zdekonstruować na użytek dyskusji nadużytek pojęcia inteligencja w kontekście kabelków.
    No i zdywersyfikować inteligencję (sensu stricto) od istoty i fizjologii procesów ‚przeżywania’ i emocji.
    Przepraszam, że na poważnie.
    Ukłony.

  51. Nefer
    4 stycznia o godz. 20:50
    Nefciu, drogie dziecko, modalność to nie jest nic z ubrań, ani nie jest podkową. Modalność to po polsku „sposób”, „rodzaj”. Używana jest w języku psychologów i filozofów, do określania sposobu odbierania przez nas świata i siebie samych. Jak wiesz, świat dociera do nas pięcioma zmysłami, są to modalności zmysłowe. Ale również modalności dotyczą stanu naszej psychiki (ducha, że się tak wyrażę) Zawsze odbieramy w jakiejś modalności; inaczej gdy jesteśmy głodni, inaczej kiedy wpadamy w ekstaze, inaczej gdy jesteśmy znudzeni, gdy kochamy albo nienawidzimy, gdy za dużo wypijemy Własciwie takie zupełne pozbycie się jakiejś modalności, czyli osiągnięcie czystej percepcji, jest niemożliwe, bo nawet najbardziej racjonalny naukowiec dokonuje swoich odkryć w modalności „ciekawości”, a potem cieszy się swoim odkryciem a nawet może popaść w modalność pychy Jak na razie inteligentne maszyny są pozbawione owych „zanieczyszczjących” percepcje modalności. Człowiek jak wygra w szachy albo skoczy jak Stoch, to się cieszy. Wątpie, żeby maszyna cieszyła się wygrywając z Kasparowem.
    Heidegger nazywa te psychologiczne modalności po niemiecku, no bo jakże inaczej, słowem „Stimmung”, co tłumaczy się na polski jako „nastrój”. Co też dobrze oddaje istotę rzeczy, bo kiedy jesteśmy pijani, to gadamy i myślimy jak rozstrojone skrzypce.

  52. @Gekko
    Jeśli Cie podnieca, to wcale nie czyni z Ciebie inteligencję. świadczy tylo o tym, że masz ludzką podmiotowość. A to, że jesteś inteligentny, to wiem z innych źródeł, a nie z tego, że się podniecasz.

  53. KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ dzien 804 (01/01/2018)

    . ”Wszystkie zwierzęta sa rowne, ale swinie sa równiejsze…”
    George Orwell. Folwark Zwierzecy

    Pisze wciąż trzeci „noworocznoswiateczny” odcinek Kontrrewolucji, ale okoliczności zdecydowaly za mnie i spowodowaly, ze się oderwałem, żeby skomentować to co się dzieje w związku z kryzysem w Sluzbie (Ochronie) Zdrowia, czyli podzielić się kontrrewolucyjnym punktem widzenia ….

    Mój osobisty pogląd jest taki:

    Cala klasa polityczna powinna się dogadać ponad podzialami i zgodzić się na jeden wspólny, wieloletni sila rzeczy program naprawienia Ochrony Zdrowia.

    A teraz wracam do Kontrrewolucji Kaczystowsko Kosciolkowej i tego co w tej sprawie uczyni, czyli nie uczyni Jaroslaw Kaczynski.

    Ponad wszelka watpliwosc nie będzie Jaroslaw z nikim zawieral jakichkolwiek sojuszy i z nikim dzielil się wladza. Nie po to zdobyl władze, żeby się nia dzielic !

    A jakiekolwiek rozmowy, czy układy, będą wlasnie dzieleniem się wladza.

    Przypomne, co się dzialo jesienią w czasie strajku lekarzy rezydentow. Poza strajkiem dosłownie nic się nie dzialo, nie było jakichkolwiek negocjacji, a to co niby miało nimi być okazało się być zaprzeczeniem negocjacji. Stanelo na tym, ze rezydenci zmienili forme protestu, Jaroslaw podrzucil im pare milionow i koniec. Koniec, bo mam być tylko i wyłącznie wola Jaroslawa.

    Nie może Jaroslaw okazac jakiejkolwiek slabosci, bo mu się jego PiS wewnętrznie rozwali, wiec nie będzie zadnych ustępstw, a jeśli będą, to tak starannie ukryte, żeby się nikt nie zorientowal, ze sa ustępstwa, czyli będzie jakiś „Pakiet naprawczy”, czy inna „reforma”, w których zostaną ukryte ustępstwa.

    Ewidentny tchórz jakim jest Jaroslaw Kaczynski, nie ma zdolności ustępowania, bo mu się kojarzy ustępowanie ze slaboscia, a jakiekolwiek podejzenie o slabosc, jak w wilczym stadzie spowoduje osłabienie jego władzy nad PiSem, za pomocą którego coraz mocniej trzyma Polske za gardlo.

    Nie ma Jaroslaw Kaczynski wyboru innego, jak rozwiazac konflikt z rozpadajaca się Sluzba Zdrowia silowo, albo podstępem.

    Czy zdecyduje się wziąć lekarzy i caly personel medyczny w „kamasze”, raczej watpie, wiec pozostaje podstęp i zwodzenie. I to wlasnie, jak mysle, będziemy obserwowali w najbliższych miesiącach.

    Jedyne czego nie będzie, to nie będzie negocjacji faktycznych, ani nie będzie dogadania się politycznego z opozycja.

    Choc to ostatnie może się przytrafić w postaci ultimatum, ze mogą poprzeć projekt Jaroslawa Kaczynskiego, a jak nie popierają, to sa szkodnikami, szkodzącymi Polsce, czy jakos podobnie …

  54. Lewy
    5 stycznia o godz. 12:52
    Ale ja się pytam, czy ta inteligencja bedzie przeżywać owo pczucie, wpadać w ekstazę, podniecać się itp. Tu jest clue problemu, który mnie dręczy.

    Ta SI o której piszecie – nie. Ale w wiekszosci to nie sztuczna inteligencja a narzędzie stworzone przez ludzi, taki bardziej skomplikowany młotek. Ale nowa generacja SI to zupełnie inna sprawa – coś o czym pisałeś wyżej – „Gdybym byl sloniem albo hipopotamem, to z pewnością….” – bo powoli nie wiemy jak ona działa. Przykład – najnowszy „program” szachowy, który wygrał zdecydowanie z najlepszymi programami napisanymi przez ludzi, korzystał z algorytmów nie napisanych przez człowieka. Stworzono go podajac dane wejściowe: zasady gry w szachy i cel: wygrać. Cała reszta, czyli sposób na osiagniecie celu została „wymyślona” przez maszynę. Inny – postanowiono zrobić burzę mózgów różnych SI, ale miały się ze soba komunikować po angielsku. Dość szybko maszyny zmodyfikowały język porozumiewania się na wygodniejszy i szybszy dla nich, no i niezrozumiały dla ludzi. A to tylko to co się ukazuje na forum publicznym. Co się dzieje za zamknietymi drzwiami trudno powiedzieć. Tak, że na postawione przez Ciebie pytanie dla tych SI nie byłbym już tak pewien odpowiedzi, ale one będą patrzyły z innego punktu widzenia.

  55. @Lewy

    Nie drecz sie bo nie ma jeszcze sztucznej inteligencji, sa podejmowane wysilki jej stworzenia, ale do sukcesu pelnego to bedzie jeszcze z pol wieku z okladem. Wiec nie ma sie co dreczyc, szkoda na to czasu.

    Juz lepiej bedzie sobie uzupelnic lekture Edwina Bendyka tym co maja do powiedzenia ci co co na ten temat wiedza, bo sie sami tym zajmuja, lub sie stykaja z „niemowleca AI”, jak chocby prof Stephen Hawking, ktory uzywajac na co dzien takiego niemowlaka sztuczno inteligentnego, ostrzega przed zajmowaniem sie i budowaniem AI.

    Wywiadzik dla BBC Stephena Hwkinga znajduje sie tutaj:

    http://www.bbc.co.uk/news/technology-30290540

    Stephen Hawikng ostrzega i Elon Musk tez ostrzega, choc obaj ostrzegaja z zupelnie innych punktow postrzegania problemu budowy AI.

    Wiecej i glebiej o problematyce budowy, czy stworzenia AI mozna znalezc w New Scientist, chocby w zalinkowanym nizej artykule napisanym przez Jessica Hamzelou:

    https://www.newscientist.com/article/2102360-turning-tech-into-a-god-is-seriously-bad-news/

    Zeby przeczytac, trzeba sie zalogowac, zeby sie zalogowac trzeba otworzyc konto. Nie bede calosci tlumaczyl, zeby nie lamac praw autorskich, niemniej pozwole sobie na wyrwanie jednego cytatu:

    One of the soundest reminders of human brilliance is comedy, says Lloyd, which artificial intelligence has never been able to achieve. “Every year, Richard Wiseman makes a list of jokes written by a computer,” he says. “And by god they’re shit.”

    Tlum moje:

    „Jednym z mocniejszych dowodow ludzkiej inteligencji jest zdolnosc do rozumienia humoru dowcipow, czego sztuczna inteligencja nigdy nie zdola osiagnac, mowi Lloyd. (chodzi o John Lloyd, producer of TV show QI). „Kazdego roku Richard Wiseman tworzy liste dowcipow napisanych przez komputery,” i jego komentarz do tej listy brzmi tak: „Na boga, to jest gowno.””

    To jest ludzki koment, ale nie wiemy, czy komputery ze swoim poczuciem humoru, nie zasmiewaja sie z tych swoich dowcipow do rozpuku.

    Problem, ktory Ciebie zafrapowal, zafrapowal lata temu Philippa Dicka tak, ze napisal o tym ksiazke Do Androids Dream Of Electric Sheep? Ksiazke mozesz sobie kupic i przeczytac, bo nic nie stracila na aktualnosci przemyslen:

    https://www.amazon.co.uk/Androids-Dream-Electric-Sheep-Masterworks/dp/0575079932/ref=sr_1_2?s=books&ie=UTF8&qid=1515157092&sr=1-2&keywords=philip+k+dicks+do+androids+dream+of+electric+sheep

    A jesli nie na Amzon.uk, to gdziekolwiek, bo na francuski tez zostala przetlumaczona.

    pozdrowka
    ~l.

  56. zulu24
    5 stycznia o godz. 13:29

    „…Stworzono go podajac dane wejściowe: zasady gry w szachy i cel: wygrać. Cała reszta, czyli sposób na osiagniecie celu została „wymyślona” przez maszynę…”

    Ciekawe… to zupełnie jak w mojej starej maszynce do nawigacji satelitarnej. 😉 O ile programista naniesie na mapę roboty drogowe, co w poniedziałek rano „zrobić się nie da”.
    🙂
    Swoją drogą zauważmy, że w tym modelu trafność decyzji maszyny zależy od kodu źródłowego, czyli reguł gry, wprowadzonych przez człowieka.

    A co byłoby, gdyby sztuczna inteligencja, jakiej jeszcze nie znamy, zaprogramowała rozgrywki polskiej ligi piłkarskiej? Byłoby jak w kasie na dworcu PKP: tam zawsze komputer przeszkadza w wypisaniu biletu…

    Przy okazji, nawet prawdziwe przesłanki czy obserwowane faktyczne objawy, niekoniecznie prowadzą do wniosku, że jeśli czegoś NIE WIEMY, to mamy powód do mówienia, jak będzie… -hihi – i że to jest i na tym polega inteligencja.

  57. lonefather
    5 stycznia o godz. 13:28

    KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ dzien 804 (01/01/2018)

    errata dzien 804 to jest dzis, czyli 05/01/2018…

    Przepraszam, ale to korekta przepuscila z nieuwagi, czy jakos tak…

  58. zulu24
    5 stycznia o godz. 13:29

    cyt:
    …ale one będą patrzyły z innego punktu widzenia.

    Wlasnie przed tym ostrzega prof Stephen Hawking.

  59. lonefather
    5 stycznia o godz. 14:02

    Wbrew pozorom, Lonku, gdy trwają przepychanki kolejnego rządu z kolejnymi adeptami wykonywania dochodów medycznych, coś się dzieje.
    W zeszłym roku w Polsce zmarło tylko w pierwszym i drugim kwartale o 42 tys. ludzi więcej, niż w analogicznym okresie 2016.
    Nie ma racjonalnych powodów, aby prognozować zamarcie tego trendu w obecnej sytuacji.

  60. zulu24
    5 stycznia o godz. 13:29
    „Przykład – najnowszy „program” szachowy, który wygrał zdecydowanie z najlepszymi programami napisanymi przez ludzi, korzystał z algorytmów nie napisanych przez człowieka.”
    Podejrzewam, że mimo wszystko ten program korzystał z ludzkich algorytmów. Nie był czystą maszyną (bez pamięci danych), któremu wprowadzono tylko podstawowe dane nt. szachów, jak podałeś w komentarzu. Super program może mieć algorytm porównywania danych z innych programów i przy swej prędkości obliczeniowej może wybierać najkorzystniejsze w danym momencie rozwiązania. Mam za mało danych na poważne rozważania. Z drugiej strony maszyna chyba nie cierpi na automatyczne gubienie danych z ludzka zwane zapominaniem, a w najgorszym Alzheimerem. Komputerowy Alzheimer także jest tworem człowieka – robalem czy innym stworem nastawionym na przejęcie danych, transkrypcję wg innego kodu, czy w najgorszym przypadku zniszczenie całej bazy danych oraz elementów komputera wskutek np. niszczącego przegrzania.
    Myślę, że nie poznam odpowiedzi na obecnie postawiony problem. Pewnie prędzej wyłączą mi się programy życiowe z powodu wieku jednostki osobowej, napotkania wirusa ostatecznej zagłady albo innego człowieka ogarniętego misją wygaszania innych. Najwięcej ludzi wygasili inni ludzie, korzystając z coraz lepszych i wydajniejszych narzędzi. Póki co robot to jednak narzędzie często sprawniejsze i szybsze od człowieka.

  61. Gekko
    5 stycznia o godz. 14:09

    A czy ja sie odnioslem w czymkolwiek do wzrostu smiertelnosci?

    W niczym sie nie odnosilem, wiec komentujesz, ze tak powiem nie na temat, tego o czym pisalem.

    Smiertelnosc jest i jej wzrost tez, dla Jaroslawa Kaczynskiego niczym innym jak „collateral damage”. Moze niepozadanym, ale tylko skutkiem ubocznym, z ktorym sie latwo pogodzi z kilku powodow:

    Po pierwsze sam ma zapewniona najlepsza opieke medyczna.
    Po drugie jak sam wielkrotnie mowil, zmiana systemu, czy ustroju wymaga ofiar …
    Po trzecie moze wzrost smiertelnosci wykozystac propagandowo i obciazac opozycje.
    Po czwarte, jedynowladztwo jak sama nazwa wskazuje, z nikim i z niczym sie nie liczy..

    Za to wszyscy maja sie liczyc z wola jedynowladcy.

    pozdrowka
    ~l.

  62. lonefather
    5 stycznia o godz. 14:27

    Odnoszę się do tego:
    „…Przypomne, co się dzialo jesienią w czasie strajku lekarzy rezydentow. Poza strajkiem dosłownie nic się nie dzialo„.
    Otóż, działo się, ale wśród PODMIOTU tych przepychanek, traktowanego jak PRZEDMIOT i to nieistniejący.
    Resztę pozostawiam bez komentarza, kto umie – zrozumie, a reszta – do kolejki.

  63. Gekko
    5 stycznia o godz. 14:47

    Gekko,
    kilkukrotnie przymierzalem sie do ujmowania innych niz czysto kontrrewolucyjne aspektow tego co robi Jaroslaw Kaczynski i albo „grzezlem” w zlozonosci, albo zbaczalem na manowce rozwazan i domyslow.

    W koncu doszedlem do wniosku, ze kazdy kto czyta sam sobie dopisze, dopowie, dolozy, w/g wlasnej woli i uznania i tego czym sie bardziej interesuje, a ja sie skupiam wylacznie na Jaroslawie Kaczynskim i jego Kontrrewolucji KAczystowsko Kosciolkowej.

    Na opisie kolejnych krokow, etapow i sposobach wraz z motywami osiagania tego co osiaga. To ze tak ograniczylem sie, pozwala mi opisywac i analizowac sama kontrrewolucje, bo ograniczenie sie pozwala na wglebienie sie i lepsze rozumienie tego co i jak i dlaczego wlasnie tak, sie dzieje.

    pozdrowka
    ~l.

  64. Lewy, rozpoznawanie i szacowanie, ocenianie czegokolwiek, w tym „piękna” zadanego przez programistów komputerom, to jest jedna sprawa. Przeżywanie, emocje, to jest druga sprawa.

    Tak nawisem mówiąc – kiedy zrodziły się emocje u organizmów żywych – to jest problem do rozważenia. Ale wpierw należy uzgodnić, czy tylko człowiek potrafi przeżywać, jest zdolny do wyrażanie emocji, do dokładania emocji do swoich ocen przy obcowaniu np. z pięknem, do osądów obiektywnych i nieobiektywnych, zdolny do stronniczych ocen i stronniczych emocjonalnych zachowań.

    W odróżnieniu od maszyny nauczonej rozpoznawać piękno, człowiek potrafi odczuwać, ma szersze „zachowania” niż zimna, formalna ocena piękna. Piękno wzbudza w nas odzew, różne odczucia, skojarzenia, wrażenia, emocje, stronniczość, odsuwa od obiektywizmu.

    Maszyna szacująca piękno na zdjęciach została „nauczona” piękna przez człowieka, wg ludzkich reguł, kryteriów drogą prostej implementacji ludzkich wzorców do niej. Wydaje zimny, formalny, liczbowy werdykt bez emocji.

    Człowiek ma elementarne poczucie piękna gdzieś tam zakodowane w genach i rozwinięte lub nie przez wychowanie, kontakty z innymi ludźmi, z kulturą. W miar/e rozwoju osobniczego przyswaja sobie (najczęściej nieświadomie, po drodze) kanony piękna, wiąże je z przeżywaniem, odczuciami, emocjami.

    Przechodzę do sedna mojego problemu.
    Czy zwierzęta mogą odczuwać piękno?
    Czy zwierzęta w ogóle mają uczucia takie jak gniew, obraza, odwet, empatia, przyjaźń?

    Moje obserwacje i doświadczenia wykonane na psach i kotach wykazały że tak – zwierzęta mają uczucia. Byłem niepocieszony w późniejszych lektur mówiących mi, że nie byłem pierwszy w tym odkryciu, a raczej ostatni.
    Psy i koty mają stosunek do rzeczywistości, mają skierowane do drugiego człowieka, do innych osobników swojego gatunku uczucia, potrafią przeżywać zwycięstwa i niepowodzenia, potrafią być zadowolone, zmartwione, ciekawe, wesołe, itd.

    Może te uczucia są płytsze, oparte na instynktach, na pierwotnych ośrodkach układu nerwowego, lecz są w nich i działają bo tak ewolucja ukształtowała ich układ nerwowy, wzbogaciła go w uczucia „wyższe” i tylko dlatego, bo to sprzyjało reprodukcji pokoleń, przetrwaniu gatunku.

    Schodząc w dół po drzewie ewolucji napotykamy coraz prostsze układy nerwowe. Zatrzymam się przy pszczołach i osach. Te owady są zdolne do rozpoznawania takich obiektów jak kwiaty, bo to jest właściwość, od której zależy ich przetrwanie. Patrząc najgrubiej na tę właściwość i po ludzku, można ją ocenić jako rozpoznawanie czegoś, w czym ludzie widzą piękno.
    Z pewnością owady nie są w stanie do tego stopnia odbierać „piękno” kwiatów, by to piękno wzbudzało w nich emocje, skojarzenia z odczuciem ładu, porządku, właściwych proporcji, itd., lecz kształty i kolory owady te z pewnością odbierają i jakieś bardzo pierwotne reakcje (prekursory emocji) z tym związane mają.

    Jako przykład emocji, ale nie związanej z „pięknem” kwiatu, można podać zachowanie pszczoły , gdy chcemy ja odgonić od słodyczy pyłku lub osy, która się strasznie denerwuje i chce nas użądlić gdy chcemy ją przegonić od słodkich gruszek leżących na stole.

    Tak więc zwierzęta i to te z najprostszym układem nerwowym mają jakieś zalążki emocji. Nawet z w zaleceniach dla przygodnych ludzi przechodzących koło uli, czy gniazda os mówi się, żeby ich nie denerwować, bo jak się wkurza, to wpadną w szał i użądlą każdego, będą za nim gonić aż do upadłego.
    Czy to są emocje, czy tylko instynktowne, proste zachowanie regulowane przez kilka elementów pobudzających w sieci neuronowej ich mózgów?
    Czy tego typu emocje, o czym wzmiankował ozzy, można modelować w tzw. sieciach neuronowych? Od czegoś trzeba zacząć.
    Pzdr, TJ

  65. Gekko
    5 stycznia o godz. 14:47

    nic sie nie dzialo jest retorycznym uwypukleniem, ze sie dzialo pokazanie tego, ze z woli Jaroslawa Kaczynskiego zadnych uczciwych negocjacji nie bylo

    Najwyrazniej jestem niezbyt udolnym kronikarzem Kontrrewolucji i najpewniej powinienem zrezygnowac z pewnych chwytow, ale sie raczej nie opre, bo mam do nich slabosc jakas dziwna.

  66. ten wstępniak przypomniał mi dawno czytane Stanisława Lema „Golem XIV”,
    oraz opowiadanie /autora i tytułu nie pamiętam/, gdzie przy końcu świata ludzie do walki z siłami piekieł wystawiają roboty, roboty wygrywają i to one zostają zbawione, zmartwychwstają i idą do nieba,
    i cytat z Sławomira Mrożka w „Seksmisji” „Jutro to dziś – tyle że jutro”

  67. @lonek
    Czytam Twoje teksty na temat KONTRREWOLUCJI KACZEJ i tak zgadzam się z Toba, że własciwie nie mam nic do dodania. W telewizji, zwłaszcza na Superstacji oglądam u Elizy Michalik fantastycznie mądrych ludzi;np. Marcina Matczaka, Celińskiego, Cezarego Michalskieho, Sierakowskiego, Comoszewicza itd , ale nachodza mnie smutne myśli; Ile ludzi ich slucha, ogląda, może 10% Polakow, a możenawet tylko 1%. ?
    Nie ma wymiany myśli, jeśli zgadzamy sie całkowicie, jak i nie ma , kiedy mamy do czynienia z zakłamaną kanalią, oszustem, ziejącym nienawiścią gnomem.
    Lubie dyskutować z kimś,kto ma inne zdanie, ale kiedy jest to człowiek życzliwy, który chce rozmawiać, żeby się wymienić myślami,poglądami. A nie dlatego, żeby wykazać sie jakąś domniemana wyższością. Ciebie nie mam na myśli, bo jesteś szczerym człowiekiem. Ale, powtarzam, w przypadku szajki Kaczora nie mam nic do dodania, bo pisałem o tym sqrwielu juz dziesię lat temu i się wyczerpałem. No bo ile razy można powtarzać zachowując świeżość przezkazu, że łobuz jest łobuzem…
    Ale nie znaczy to, że miałbym coś przeciwko Twoim odcinkom na temat Kontrrewolucji.
    Trzeba to powtarzać, ale ja juz pasuję.

  68. taki dowcip
    pacjent u psychiatry ogląda narysowane różne figury geometryczne, plamy, i mówi z czym się mu kojarzą, a kojarzą mu się wyłącznie z intymnymi częściami ciała kobiet i sexem,
    psychiatra mówi „pan jest zboczony, trzeba pana leczyć!”,
    pacjent mówi „a kto pokazuje mi te świństwa?”
    i do tego piosenka https://www.youtube.com/watch?v=K9xC0SUf99Y

  69. lonefather
    5 stycznia o godz. 14:56

    Całkiem mnie to przekonuje, z pewnych względów.
    Jedyny mankament w tym, że takie ujęcie polityki pozbawia ją sensu społecznego; staje się ona bytem samowystarczalnym.
    „Bunt” rezydentów i strajk rządu przeciw temu buntowi nie ma nic wspólnego z funkcjami państwa (zdrowotnymi), a przez to zupełnie nie tyczy się pacjentów, a więc nie ma skutków istotnych społecznie. Podobnie podpisanie czy niepodpisanie, publikowanie i niepublikowanie…
    To właśnie wizja polityki i państwa, jaką sprzedał chętnie kupującemu to ludowi.
    Władza się żre, polityka to walka o władzę (i to cel końcowy), a suwerena obchodzi o tyle, o ile rzuci coś mu ze stolca, ta władza – albo ie rzuci.
    Tak, Lonku, to jest to gumno, o które chodzi.
    Że rezydenci, decydenci i pacjenci to zupełnie odrębne, nieprzystające do siebie i rangi politycznej władzy, byty.
    Ja bym w tym widział naszą odwieczną, zbiorową sztuczną inteligencję, że można widzieć drzewa, ale nie las.
    Lecz, co zrobić, jak człowiek tak inteligentny i tak wszystkiego nie ogranie.

    PS Nie bierz broń boże tego do siebie, jak tak ogólniej, o zjawisku, na kanwie. Trud edukacyjny kroniki doceniam i czytam co do joty. 😉

  70. tejot
    5 stycznia o godz. 14:58
    Tejotku, nigdy nie powiedziałbym, że zwierzeta nie odczuwaja emocji. We wstepniaku tylko sobie zażartowalem, ze ową emocjonalną podmiotowośc posiadamy wyłącznie my, anioły bóg i diabły, a nie żywe istoty „niższe”.
    Możemy jednak domniemywać, że stopień skomplikowania naszych ludzkich emocji jest większy. To człowiek stworzyl czyste, pozbawione zupełnie utylitarnego aspektu dzieła muzyczne, pisze wiersze, zachwyca się. Trudno wejść w duszę np psa. Kiedyś miałem takiego sympatycznego wilczura, który jak tylko zasiadałem do pianina, zaczynał po wilczemu wyć. Nie wiem czy robił to zachwycając się moim graniem, czy też odwrotnie, nie podobało mu się moje rzępolenie, bo gdy mu puszczałem płytę z Mozartem, to nie wył.
    Ale również trudno wejść w psychikę drugiego człowieka. Kiedyś wiozłem samochodem kolegę, prostego chłopaka z którym dobrze mi się piło wódkę. Właczyłem kasete z Koncertami Brandenburskimi Bacha. Kolega mnie zapytała: Co to tak szumi ? Więc natychmiast wyłaczyłem muzykę.
    Więc mogę domyślać się, że poziom skomplikowania emocji u mnie jest wyższy niż u kolegi od wódki. Natomiast co do psa, to nie wiem do końca.

  71. Gekko
    5 stycznia o godz. 15:14

    Mi sie widzi, ze jest dokladnie na odwrot, czyli opis i analiza wystarczaja do tego, zeby wzbudzac emocje u czytajacych, ktorzy maja w glowach wlasne obrazy emocjonalne.

    Wlasnie ten kontrast podkresla bezdusznosc i technicznosc grania na emocjach jakiego dopuszcza sie manipulant Jaroslaw Kaczynski

  72. lonefather
    5 stycznia o godz. 15:35

    Amen.
    Kronika jest bezcenna, szacun.
    Pozdrawiam.

  73. @Lonefather 14:00

    Ba, Dick.
    Douglas Adams wymyślił Elektrycznego Mnicha – urządzenie, które za swojego właściciela wierzy w różne rzeczy. Model zaawansowany potrafi „uwierzyć nawet w takie rzeczy, w które nie wierzą w Salt Lake City”.

  74. Nefer
    4 stycznia o godz. 23:37
    …przyda się na pociechę bom właśnie wróciła z koszmarnego urlopu

    A czemu taki koszmarny? Natura nie dopisała czy ludzie? Mam ogromną ochotę na tydzień w górach na nartach, ale natenczas nie mam takiej opcji.
    Więc zazdroszczę wyjazdu, ale współczuję koszmarności 🙁

  75. izabella
    5 stycznia o godz. 17:09

    Głównie natura oraz liczne pechowe zbiegowiska okoliczności. Wzięłam biegówki do samolotu ale prawie nic nie pojeździłam (40 minut dreptania na 10 dni) trasy biegowe nie były zrobione, nawet jak śnieg się pojawił. Próbowałam sobie wydeptać ale mi skutery śnieżne wszystko niszczyły, próbowałam alpejskiego ale nie przepadam. Zagryzam zęby żeby nie jęczeć jak sobie przypomnę, nie ma czego zazdrościć 😉

  76. @Lewy 15.30
    A próbowałeś porównać rodzaj emocji i ich głębię u kolegi przy piciu różnych wódek? Może to kwestia modalności?

  77. @zak1953 5 stycznia o godz. 7:59
    „Bo nie przewidują tego ich zero-jedynkowe algorytmy.”

    Lotfi A. Zadeh

    a jeżeli już komentować po polsku, to:

    Jan Łukasiewicz

  78. Lewy, zapewne dostawianie przez ewolucję do układu nerwowego coraz bardziej złożonych i operacyjnie wydajnych struktur działających na rzecz rozpoznawania sytuacji oraz podejmowania decyzji, o czym pisałeś tu na blogu kilkakrotnie, komplikowało emocje, wytwarzało ich coraz to bardziej złożone formy, aż wytworzyło miłość, uznanie, przyjaźń tęsknotę, poczucie piękna, itd.

    W tym sensie gatunek ludzki jest wyjątkowy. Wątpliwości można mieć jednakże co do małp człekokształtnych, które poza tym że są inteligentne i posiadają zdolności odczuwania, przejawiania emocji, to jeszcze umieją knuć, grupować się w klany, zawierać taktyczne sojusze, komunikować się jawnie i ukrycie ze sobą w tych sprawach, itd.
    Pzdr, TJ

  79. tejot
    5 stycznia o godz. 14:58

    Tejotku, uparliście się z Lewuskiem na piękno i stało się to w końcu aż marudną mantrą, jakby SETEK różnorodnych emocjonalnych przeżyć i zachowań, ich nawrotów, wzmocnień, gaśnięć i przeniesień nie było. W ten sposób powstaje stereotyp powtarzany przez miliony – jak ta durna zupa, co niby była za słona. Nigdy się z taką pretensją w swoim życiu nie spotkałem, co najwyżej zdarzyło się raz na piętnaście lat zwyczajne stwierdzenie – żony lub moje, zależnie kto gotował. Ale poszła zupa w lud i leniwe papugomałpy będą to powtarzać do końca świata, rezygnując z poszerzania doznań, z bogactwa języka, budzenia bogatszych poznawczych motywacji u czytelników/słuchaczy. Podobnie Wy: uparliście się na „piękno”. Widać nie dotarło do Was, że gdybyście takimi sformułowaniami uczyli uczniów – że można nauczyć maszynę „rozpoznawać piękno” – to utrzymywalibyście ich w stanie infantylnych złudzeń, jakimi się żywiły jako dzieciątka ożywiające na swój użytek wszystkie martwe przedmioty w okolicy. Maszyna nie „rozpoznaje żadnego piękna” i nigdy rozpoznawać nie będzie! Rozpoznaje wklepany w nią program – nic więcej. Niech ten program będzie boski w swej doskonałości, to i tak będzie to tylko wklepany program, a nie wewnętrzne życie martwej maszyny, jej psychika i przeżywanie. Po jaką ciężką cholerę przydajecie jej ludzkie cechy, nie mając po temu ŻADNYCH przesłanek. Piękno, brzydota, strach, gniew, złość, gorycz, wścieklość, żal, tęsknota, wygoda, niewygoda, złośliwość, ukojenie, smutek, podziw, ból, przesyt, niedosyt – to ludzkie emocje, ludzkie przeżywanie, pewnie i zwierzęce, ale nie cechy martwego przedmiotu. Najdoskonalsza maszyna zrobiona przez człowieka jest MARTWYM przedmiotem, a nie przeżywającym podmiotem. Nie wykluje się z niej życie. Nie będzie się SPONTANICZNIE cieszyć, martwić, płakać, wściekać, tęsknić za Lewym i tejotkiem – nawet jak się w nią wklepie techniczne charakterystyki takich uczuć. Będzie realizować program

    Mówię tylko tyle: nie spieszcie się z opisywaniem działań maszyn nazwami stanów psychicznych istot żywych. Szukajcie adekwatnych nazw. Bo na razie sami działacie jak maszyny, powtarzając bezmyślnie i ucząc bezmyślności innych – że można nauczyć maszynę rozpoznawania piękna. Nawet rozpoznawania, przepraszam, gówna nie można nauczyć ani tym bardziej odróżniania gówna od piękna. Można wklepać program i maszyna będzie rozpoznawać elementy programu, a nie gówno czy piękno. Umrę przez Was w kwiecie wieku.

  80. @wbocek 4 stycznia o godz. 20:46
    „Nie ma żadnej robotowej inteligencji – jest sprawność skonstruowanej przez człowieka maszyny.”

    Jak to miło, że w końcu ktoś wreszcie rozstrzygnął sensowność przeprowadzania testu Turinga.

    Teraz trzeba opinie @wbocka nieco szerzej rozpropagować.
    Ambona przychodzi mi na myśl.

  81. izabella
    5 stycznia o godz. 17:09

    …natenczas nie mam takiej opcji.
    Więc zazdroszczę wyjazdu, ale współczuję koszmarności

    Natenczas Wojski chwycił. Było to dosyć koszmarne: na recytacjach Mickiewicza wszyscy się tego chwytali.

  82. @wbocku
    Wybacz, że Cie zirytowwalismy. Przecież powtarzanie w kółko,że maszyny nie moga doznać piękna,może każdego, a więc i Ciebie też wnerwić.
    Zawsze byłeś przeciwnikiem takich mądrali,którzy nakazują co na blogu o czym , a o czym nie nalezy pisać. Wydaje mi się, że ta zasada zostałą obalona i juz teraz można,każdemu zwrócić uwagę, że np. pogawędka o kochających robotach mogłaby doprowadzić uczniów do stanu infantylnych złudzeń, a Ty sobie takich efektów nie życzysz. Więc spróbuję o czyms innym, ale nie wiem, czy znowu Cie nie wkurzę.
    A naprawdę nie chciałbym,żebyś przez nas umarł w kwiecie wieku

  83. paradox57
    5 stycznia o godz. 17:55
    Różne napoje próbowaliśmy (oczywiście wyskokowe), a kolegi nie zgłębiłem

  84. Nefer
    5 stycznia o godz. 17:41
    Nefciu, w takich okolicznościach to ja bym na Twoim miejscu pił.Zawsze tak robie jak pogody nie ma.

  85. Wbocek, rdzeniem mojego wątku o pięknie nie jest opowiadanie o tym, co jest, lecz pytanie, jak to się rozwinęło, jak powstało, jak ewoluowało i jakie analogie tego czegoś mogą zawierać się w działaniu maszyn przetwarzające dane – tzw. sztucznych inteligencji.
    Pzdr, TJ

  86. Lewy
    5 stycznia o godz. 18:48

    Lewusku, już prawie jestem umarty, a pić nie piję. Odróżnij pretensje w rodzaju „Czemu o tym, a nie o tamtym”, w których specjalizuje się paru zamorskich – czyli wjeżdżanie na cudze zainteresowania – od wytykania ogromnego błędu poznawczego i wychowawczego polegającego na przypisywaniu życia martwym przedmiotom. A tak się właśnie dzieje, kiedy ktoś opisuje działanie martwych maszyn, używając nazw odnoszących się wyłącznie do człowieka. Z używaniem ich w opisywaniu zachowań zwierząt też trzeba być ostrożnym. Nikt Ci niczego nie każe powtarzać w kółko – trzeba się trochę wysilić i poszukać stosownych nazw, nie tworzących idiotycznego złudzenia, że maszyny myślą. Bo tak to wygląda jakby kowal w kuźni używał nazw narzędzi zegarmistrza, a Lewy, opisując swój były cudo-rower, posługiwał się żargonem żeglarskim.

  87. tejot
    5 stycznia o godz. 19:08

    Tejotku, tu nie ma się co tłumaczyć. Twoje sformułowanie „maszyna nauczona rozpoznawać piękno” jest nieuprawnione. Mnie nie interesuje sztuczna inteligencja – interesuje w tym temacie wyłącznie dawanie właściwego rzeczy słowa.

  88. @Lewy 18:52

    Pił nie pił. Ja otwieram Kormorana. Piwo z Olsztyna. Czemu Kormoran? Nie wiem. Widywałem kormorany jak morze długie i szerokie. @Wbocek potwierdzi? Pewnie nawet zdarzyło mu się, chodząc po wodzie, uwieczniać je smarkfonem.

  89. Wasze zdrowie nieustające.

  90. @wbocku
    Jureczku kochany, ale ja własnie twierdzę to samo co Ty, że maszyny nie posiadają podmiotowości. Może ja to jakos inaczej nazywam. Natomiast co doprzyszłości to ja nie jestem całkiem tak pewien. Podejrzewam, że te maszyny nieobarczone tym ewolucyjnym garbiem, który my nosimy, będą racjonalne do bólu, np. nie będą pić wodki, nie będą się niepotrzebnie zachwycać kwiatkami, ale za to będą dużo bardziej skuteczne. Ale czy w związku z tym będą czegoś pragnęły, czy będą miały wolę, aby cos odkrywać, z ciekawościa patrzec na świat,, dążyć do czegoś ?
    Na szczęscie , Jureczku, jestesmy już w takim wieku, że tego nie dożyjemy.Mam nadzieję, że mój wnuk też tego nie zobaczy

  91. Lewy, tejot

    Mogę podpowiedzieć, że maszyna nie może być nauczona rozpoznawania piękna, brzydoty, smutku, euforii choćby z tego powodu, że bezwzględnych, wszechobejmujących kryteriów piękna, brzydoty, smutku i euforii nie ma. Nie to piękne lub brzydkie, co jest piękne lub brzydkie, lecz to, co się komu podoba lub nie podoba.

  92. @wbocek 5 stycznia o godz. 12:04
    Zamknięty w sobie, ściśle zaprogramowany robot, nie zrozumie, kiedy dama powie: „A na kij mi to potrzebne!”.

    Nie doceniasz albo nie pamietasz tego, że ja na tym blogu mówiłem, iż słucham tysiecy godzin radia. Celowo, jak radiowy krytyk. I uczę się metod propagandy radiowej.

    Pisanie „zamknięty w sobie” jest wartościowaniem, mało tego, jest próbą narzucania twojej subiektywnej oceny czytelnikom twojego komentarza.
    Typowe narzędzie propagandy.

    Podobnie jak „ściśle zaprogramowany robot”.
    Dla mnie to akurat jest komplement ale twoja intencją było poniżenie.
    Typowe narzędzie propagandy.

    No i w całości: nie zrozumie, (…) „A na kij mi to potrzebne! piszesz, jakby miało to znaczyć, że to żle.
    Źle, bo powinien „zrozumieć”.
    Zapewniam, że to trywialne zadanie, aby wspólczesny „robot” był wyposażony w encyklopedyczną wiedzę o istnieniu i znaczeniu zwrotu „a na kij mi to potrzebne”.

    Ciekawsze jest twoje @wbocku zmartwienie supozycją, iż przypuszczalne niezrozumienie będzie „złe”.

    Bo @wbocek jest człowiekiem i jako taki sam sobie przyznał prawo do bycia ostatecznym i najwyższym arbitrem tego co jest złe a co dobre. Wartościowe i godne pogardy. Ludzkie i nieludzkie. Zimne i ścisle zaprogramowane czy emocjonalne.

    Jakież to katolickie!

    Jaki tu ziejący brak pokory wobec procesów ewolucji. Jakiż brak miejsca dla myśli, że biologiczny, organiczny, węglowy czy jak go tam nazwać człowiek jako gatunek jest tylko jednym z mniej znaczących kamyczków w ewolucyjnym rozwoju kolejnych form tzw. „życia”.

    A może tak cenione przez @wbocka formy komunikacji są funta kłaków warte? Może bez żalu powinny być spuszczone w ewolucyjnej ubikacji?

    Ponieważ były na kij potrzebne następnym, na przykład krzemowym, elektronowym, fotonowym, żelazowym czy jakimkolwiek innym formom życia?

    „Ciebie interesują rzeczy, więc wiesz o nich więcej niż o wiele od niej ważniejszym człowieku.”
    Nawet nie chce mi się szukać po Wikipedii cytatów ze świętego Ojca świętego oraz z Lenina czy Stalina.

    Wszyscy oni człowieka stawiali na piedestale.

    A co, gdyby się okazało , że człowiek to był tylko taki termit albo mrówka dla następnej formy życia?

    „Rzecz jest po to, by służyła, a nie po to, by wiedzieć, jak jest zbudowana i jak szczegółowo działa – od tego są specjaliści. Zwykle trochę ciemniejsi w dziedzinie człowiekowatości.”
    -Panie mechanik, ja dobrze wiem, że w tym gaźniku to nie ma żadnej inteligencji! Nie dam się nabrać na żadne płacenie za żadne odczytywanie jakichś głupich kodów! To tylko ściema aby z naiwnych wyciągnąć więcej forsy! Pan niech mi ten gaźnik przeczyści i wyreguluje a nie ściemnia o jakimś komputerowym ECU!

    „Opinie o materialnych rzeczach nie biorą się z dogłębnej ich znajomości, lecz z użytkowania,” jak wielokrotnie mówił polski robotnik wbijając gwoździe kombinerkami.

    „To opinie są chyba wyłącznie okazjonalne, czyli niekoniecznie porządnie przemyślane”
    W przeciwieństwie do opinii humanistów, stawiających człowieka, jakiego widzą w lustrze na samym szczycie czyli na podium i wręczającego mu złoty medal za doskonałość.

    Niby na codzień i teoretycznie głoszących racjonalność ewolucjii ale jakby tak trochę poskrobać to zaraz pod pozłotką ukazujący leninowsko-katolickie uwielbienie dla człowieka – króla stworzenia.

    „Krótko mówiąc, zzakałużku, (…) On działa w jednym miejscu fachowo, w innym – gówniano.”
    A wiec powinien zniknąć, a jak nie zniknąć całkowicie, to przejść do roli termita w nowej cywilizacji maszyn.

    „że człowiek by sobie nie życzył zawracania mu głowy sto razy”
    A kogo to obchodzi co sobie gówniany gatunek życzy a czego nie życzy?

    „Co to za świńska moda ciągłe stukanie do drzwi z aktualizacjami”
    A dlaczego czepiłeś się Windows 10?
    Mało masz innych opcji? Wróć do Siódemki. Zainstaluj darmowego Linuksa.
    Kupiłeś sobie spodnie i teraz narzekasz, że cię piją w kroku.
    Kto cię zmusza do ich codziennego wkładania?

    „z machaniem przed nosem reklamami,”
    Aaaa, przpraszam, Pan Bolszewik teraz przemawia!
    Nie wiedziałem.
    Interent i jego przeróżne usługi maja być za darmo.
    Bo @wbocek się irytuje.
    @wbocek za nic nie zapłacił, ale ma być za darmo.
    Komuno wróć!!!!!

    „z tsunami informacji poniżej poziomu morza!”
    Kiedyś xiunc jak wracał z miasta, to gazetę przywoził. I państwo mogli ją sobie potem przez miesiąc czytywać. Po obiedzie.
    Cos tak przez skórę czuję, że także narzekali na tsunami informacji.

    „Jak wszędzie, gdzie się się szarogęsi prawo zysku.”
    Komuno wróć!!!!!
    Ja się chyba powtarzam…..

    „Bo trochę niepoważnie wygląda, kiedy robisz dla ludzi maszyny i kpisz, kiedy mają o nich opinie.”
    Ja maszyny robię aby mieć co jeść i aby mieć z tego radochę.
    Gdybym chciał coś „robić dla ludzi” to bym wstąpił do zakonu i pojechał na misje.

  93. Lewy
    5 stycznia o godz. 19:29

    Lewusku, jeszcze, psia twoja mać, kochańszy, w przyszłość to ja się nie wtrancam, bo już przyszłości nie mam, ja się wtrancam wyłącznie w kulawy język.

  94. Lewy
    5 stycznia o godz. 18:52

    A opiję, dziś jak znalazł. Będę próbować świeżo przywiezionej morelowej, za całe 22 zł.

    Umkł mi wpis o modalności, bardzo to uczenie wywiodłeś i wyonaczyłeś a ja widzis mam ulubione słowa, na pierwszym miejscu jest „dedykowany” (nieodnoszący się do utworów literackich) na drugim „nadmieniam” od dzisiaj razem z „modalnością” 🙂

    a teraz tak bez powodu

    http://memnews.pl/images/0/0/0/5/5/0/9/7/yr1057aq.png

    oraz

    http://memnews.pl/images/0/0/0/5/5/0/8/2/byvyitfy.png

    PS kto obejrzał te super roboty?

    https://youtu.be/3OKZ_n8QW4w

  95. zza kałuży
    5 stycznia o godz. 19:45

    Zzakałużku, skoro piszesz o mnie: „twoją intencją było poniżenie”, to wiesz lepiej ode mnie o moich intencjach. Na tym zakończyłem czytanie Twojego wpisu.

  96. Nefer
    5 stycznia o godz. 19:53

    Wy tu seczego a ja utkwiłam o suchym pyszczku w podróży, z pociągiem opóźnionym grubo i przegrzanymi kabelkami w mózgu! Not fair! I z kiepską ofertą dworcowej księgarni na dodatek… Tak kiepską, że przez moment zaczęłam rozważac zakup „Ultimate asshole survival guide”…. 😉

    PS. Odzwyczailam się od Anglików! Zaczynam rozumieć czemu Szkoci traktują ich jako zagranicę… 😀

  97. wbocek
    5 stycznia o godz. 19:28
    tejot
    5 stycznia o godz. 19:08
    Tejotku, tu nie ma się co tłumaczyć. Twoje sformułowanie „maszyna nauczona rozpoznawać piękno” jest nieuprawnione.

    Mój komentarz
    Nie utożsamiam inteligencji ludzkiej z właściwościami „inteligentnych” maszyn umiejących przetwarzać dane (analog myślenia) i się uczyć, czyli nabywać dane, je grupować, analizować i podejmować w jakiś sposób, kontrolowany oczywiście przez człowieka, decyzje.
    Zwracam uwagę na pewne analogie pomiędzy wykonywaniem i wynikami pewnych czynności przez myślących, władających inteligencją ludzi, a wykonywaniem analogicznych czynności przez maszyny przetwarzające dane.

    Maszyny są oczywiście bezwolne i bez tożsamości, są nagie duchowo, bezemocjonalnie, lecz procesy w nich zachodzące mimo, ze zaprojektowane i wywołane z zewnątrz – przez człowieka są analogami niektórych procesów zachodzących w głowach ludzi.
    Pzdr, TJ

  98. @zzakałuży 19:45

    Ja maszyny robię aby mieć co jeść i aby mieć z tego radochę.

    Znaczy dla pieniędzy. Czyli dla ludzi, którzy zechcą te pieniądze za te maszyny zapłacić. Mam nadzieję, że przy okazji nie odmawiasz tym ludziom prawa do wyrażania opinii o tych maszynach. Bo skoro zrobiłeś, to zrobiłeś doskonale i niech nikt się nie czepia, że skrzypi, że trzeba serwisować, że instrukcje do ich obsługi nie są jasno sformułowane. Bo użytkownik tych maszyn musi posiadać dogłębną wiedzę o zasadach ich konstruowania, prawach rządzących ich działaniem, jakości i cechach materiałów użytych do ich budowy oraz procesach fizycznych na poziomie molekularnych, jakie w nich zachodzą. Tak? A jeśli tego nie wie, to niech nie waży się wyrażać opinii?

  99. paradox57
    5 stycznia o godz. 19:28

    Paradoxiku, ze znajomymi z daleka kormoranami jest taka dziwota, że suszą się na tych palach, a jak przekroczę widoczną tylko przez nie granicę bezpieczeństwa, żeby z mniejszej odległości pstryknąć, zrywają się, odlatują i siadają na wodzie. Cała robota z suszeniem na nic, muszą zaczynać od nowa. Gdyby to im szkodziło, bym po pierwszej próbie więcej nie przeszkadzał, ale tylko trochę się oddalę – wracają.

    Nie spotkałem ani jednego kormorana tak śmiałego jak nasza przystaniowa kaczka i jej dziatwa (teraz nie ma, być może przenosi się do miasta). Mamusia, jak zabłądzą w moją zatoczkę, pilnuje młodych oddalona ze trzy, cztery metry ode mnie, ale szkraby prawie mi na kajak wskakują i się kręcą koło nóg, jak stoję w wodzie. Raz je karmiłem z brzegu nasionami dyni: wyciągałem garstkę z kieszeni i rzucałem na wodę. Najodważniejszy, jak zobaczył, skąd biorę, podszedł do samych nóg i mało do kieszeni nie wskoczył.

    A raz ogromny zaskroniec podejrzanie się przy mnie w wodzie kręcił. Na wszelki wypadek uciekłem na jezioro.

  100. @Nefer

    A konfrontacje Flipa z klamką widziałaś? 😉

    Ostatni filmik w artykule. Wprawdzie zdanie o manual dexterity chyba nieco przesadzone bo są już bardzo precyzyjne roboty ale akurat klamka Flipa przerosła…

  101. @Wbocek 20:22

    Może one miały jakąś formę „zabawy” z tym moczeniem i suszeniem, a Ty dostarczałeś im jedynie pretekstu? Nie mam pojęcia. Nie mnie próbować rozumieć kormorana, chociaż kilka razy, będąc na Mazurach i podłażąc pod kolonię czaplowo-kormoranią byłem obsrany. Na szczęście jako człowiek przezorny ubierałem się w pelerynę z kapturem. Nijak nie wpłynęło to na moją zdolność rozumienia kormoraniej natury. Natomiast tym zaskrońcem wprawiłeś mnie w lekkie zdumienie. Wszystkie zaskrońce, jakie do tej pory spotykałem na swojej drodze (czy raczej bezdrożach) raczej wolały się dyskretnie lub nie oddalić i musiałem wkładać sporo wysiłku, żeby je dopaść. Od razu zaznaczam, żaden z mojej przyczyny nie zginął.
    Więc nie chcę sugerować, że mógł uznać Cię za żabę.

  102. tejot
    5 stycznia o godz. 20:16

    „Nie utożsamiam inteligencji ludzkiej z właściwościami „inteligentnych” maszyn”.

    Używając sformułowań w rodzaju „maszyna nauczona rozpoznawać piękno”, UTOŻSAMIASZ, tejotku. Utożsamiasz nie dla siebie, bo wiesz, o co chodzi, lecz dla mniej zorientowanego czytelnika/słuchacza. A dzieci mogą się nawet pobić, kiedy ten, co słuchał Twojego wykładu powie, że są już takie maszyny, co rozpoznają piękno, czyli myślą, a drugi na to: „Ty durniu!”.

    Mogę się domyślać, że to językowy skrót lub przenośnia. Ale przecież nie mawiasz alegorycznie jak Jezus. Starasz się być precyzyjny. Tu nie jesteś. Gdybyś powiedział opisowo: „Maszyna nauczona rozpoznawać kod, w jakim operator zapisał atrybuty piękna (już mówiłem, że takich uniwersalnych atrybutów nie ma), wszystko byłoby jasne bez niepotrzebnego antropocentrowania. Jeśli się chce mówić niezmyłkowo, precyzyjnie, trza się pogimnastykować.

  103. Kostka
    5 stycznia o godz. 20:10

    Naszykuję Ci kieliszeczek morelowej, całkiem niczego sobie. Ja tam wszędzie zabieram czytnik coby mi książek nie zabrakło;)

    A teraz w świeżo kupionej białoczerwonej czapce z orzełkiem i pomponem oglądam na sofce wczorajsze skoki w Innsbrucku, nie wiem kto wygrał bo omijałam polskie portale.
    Klamkę będę później zobaczać;)

  104. @Wbocku

    Krążył taki dowcip:
    „Pięknie, k… pięknie” – rzekł tato Jasia na wieść o tym, że jego 14-letnia córka zaszła w ciążę. To jest dopiero swoiste pojmowanie piękna. Jaka maszyna to pojmie?

    Neferko, poczęstowałbym Cię kieliszeczkiem Becherovki, ale nie wiem, jak by to Twój organizm zniósł. Pół literka kurzy się u mnie już od jakichś 15 lat. @Kostka pewnie by powiedziała, że dobra 15-letnia ruda na myszach nie byłaby zła.

    W każdym razie stawiam na stół dla amatorów ziołowych destylatów na dolegliwości żołądkowe.

  105. paradox57
    5 stycznia o godz. 20:34

    Paradoxiku, kormorany po polowaniach pod wodą muszą się suszyć, bo ich upierzenie przemaka. Dlatego główna ich robota na lądzie to suszenie.

    Jak byłem trzy miesiące na praktyce na statkach Żeglugi Mazurskiej, parę razy zdarzyło się jechać z wycieczkami do Węgorzewa (najczęściej to Giżycko – Ruciane i tamte strony). Na Mamrach jest po drodze wyspa Kormoranów. Same wyschnięte, białe drzewa od ich tego, co jest efektem jedzenia, dlatego wolę nie jeść. To był 1962 rok, więc nie wiem, czy jeszcze stoją. Załoga miała durnowaty zwyczaj (teraz mówię „durnowaty”, a wtedy uczniakowi się podobało) strzelania rakietami przy tej wyspie. Wystraszone kormorany wzbijały się ciężko w niebo, a pasażerowie cieszyli się jak dzieci. Szkoda mi każdego zwierza, ale kormorany potrafią być plagą dla hodowców ryb, dla jeziorowych rybaków.

    Z zaskrońcem – żartowałem. Czasem je obserwuję, jak szukają czegoś na ząb w ćcinach, ale żywego polowania jeszcze nie widziałem. Natomiast pomagałem jednemu moczykijowi wyplątywać z siatki (z drobnymi oczkami na przynętę) dwa zaskrońce, które skusiły się na wplątane rybki i same wpadły. Uratowaliśmy je. Podziękowały, machając ogonami i odpłynęły.

  106. Nefer
    5 stycznia o godz. 20:57

    Jakoś do czytników nie mogę się przełamać 😉

    Nabyłam w końcu specjalne wydanie Economista o tym co za zgrozy przyniesie rok 2018. Plus norweski kryminał na wypadek gdyby przegrzane kabelki tych mądrości nie przerobiły. Nie podejrzewałam Cię o czapeczke z orzelkiem! 😉

  107. paradox57
    5 stycznia o godz. 21:08

    Pewnie że 15 letnia ruda (na myszach, żeby sobie coś ktoś nie wyobrazil) zła nie jest. 😉 Choć ja czasem wolę 10tke lub 12tke bo łagodniejsze i nie zalatuja wyciągiem z dębowej klepki tak mocno… W rejonach powyżej 21 to już poezja ale droga impreza. Rozmarzylam się a tu jeszcze do domu daleko!

  108. @zza kałuży
    paradox57
    5 stycznia o godz. 20:19
    Bo użytkownik tych maszyn musi posiadać dogłębną wiedzę o zasadach ich konstruowania, prawach rządzących ich działaniem, jakości i cechach materiałów użytych do ich budowy oraz procesach fizycznych na poziomie molekularnych, jakie w nich zachodzą. Tak? A jeśli tego nie wie, to niech nie waży się wyrażać opinii?

    No to się doigrałeś, zzakałużniku. Na kupą, mości panowie to chyba nawet Ty nie poradzisz. Chociaż zazwyczaj radzisz sobie całkiem dobrze.

    Ja nie wiem czy ma sens tłumaczyć, że Ty jako zajmujący się układami scalonymi, naprawdę nie masz nic wspólnego z windowsami na pombockowym laptopie, błędami, aktualizacjami, i reklamami w przeglądarkach. Chyba nie ma sensu.
    Miałam kiedyś kolegę który pracował dla znanej kablówki, pisał jakiś tam firmware. Zdradził, że nigdy przenigdy nie mówi nikomu gdzie pracuje, bo natychmiast zaczynały się bluzgi i narzekania na jakość programu telewizyjnego, a na koniec ludzie jeszcze chcieli żeby im załatwił zniżkę.
    Teraz widzę jak to działa 🙂
    Mnie nie zaskakuje niewiedza, bo świat jest zbyt skomplikowany, abyśmy rozumieli dogłębnie wszystko. Bardziej intryguje mnie agresja, bo ona jest taka … pierwotna.

  109. wbocek
    5 stycznia o godz. 20:49
    tejot
    5 stycznia o godz. 20:16
    Mogę się domyślać, że to językowy skrót lub przenośnia. Ale przecież nie mawiasz alegorycznie jak Jezus. Starasz się być precyzyjny. Tu nie jesteś. Gdybyś powiedział opisowo: „Maszyna nauczona rozpoznawać kod, w jakim operator zapisał atrybuty piękna (już mówiłem, że takich uniwersalnych atrybutów nie ma), wszystko byłoby jasne bez niepotrzebnego

    Mój komentarz
    Wbocku, wydaje mnie się, że komplikujesz temat.
    Maszyna nie rozpoznaje kodu, tylko go używa do rozpoznawania „piękna” na modłę zadaną przez ludzi, w ujęciu najprostszym – przez porównanie ocen 10 zdjęć dokonanych przez 10 ludzi z wyglądem tych zdjęć, każdego z osobna.

    Sprowadza się to wpierw do przyjęcia dwóch grup danych przez maszynę. Jedna grupa, to dajmy na to jest 10 fotografii (cyfrowych oczywiście). Druga grupa, to 100 ocen piękności 10 fotografii podjętych przez 10 ludzi.

    Maszyna jest wyposażona przez człowieka w program rozpoznawania elementów kompozycji na zdjęciu i przyporządkowywania tych elementów do ocen dokonanych przez ludzi. Maszyna odnajduje wedle programu sporządzonego przez człowieka typowe elementy kompozycji na fotkach i przyporządkowuje je do punktacji. Maszyna nie niucha, nie staje obok, pod światło i ze światłem, nie przekrzywia głowy, nie mruży oczu, tylko na zimno odnajduje znajome elementy, klasyfikuje je.

    To jest analog uczenia się. Rozpoznawanie piękna w tym przypadku jest rozpoznawaniem elementów kompozycji obrazu, które uważane są przez grupę ludzi dobranych do eksperymentu jako „nośniki” piękna. Uważane w założeniu, bo przecież ludzie ci tylko oceniali fotki w całości, a nie wskazywali na nośniki piękna. Trywialne to, sztuczne i sztywne, lecz taki jest ten eksperyment.

    Gdy maszyna na jakimkolwiek zdjęciu odnajdzie, wyodrębni typowy element kompozycyjny, to przypisuje mu punktację. Tak została „nauczona”. Nie jest to nauka, jaką pobiera człowiek – przez wieloletnie doświadczenie, naciski, wskazówki, przymusy, zachęty, profity. To jest nauka prostacka, prymitywna lecz mimo to dostarczająca wyniki dające dużo do myślenia.

    Ponieważ maszyny wykonują przetwarzanie danych dużo szybciej niż człowiek, więc takie uczenie się przez maszyny np. szacowania piękna, wycenianie przez maszynę „piękna” na analizowanym obrazku jest cennym doświadczeniem, a być może zapowiedzią. Być może maszyny będą potrafiły więcej. Nie wiemy ile i czy jest granica, lecz na wszelki wypadek wsłuchujemy się w ostrzeżenia znawców, specjalistów w branży maszyn do przetwarzania danych o przyszłości, która może nieść niebezpieczeństwa dla gatunku ludzkiego.
    Pzdr, TJ

  110. Ależ @Izabello.

    Dzisiaj jestem jak najdalszy od jakiejkolwiek agresji. Że zacytuję: „zero agresji”. Zdumiewa mnie raczej ten sarkazm w zdaniu: „nie napisali w życiu ani jednej linijki kodu”. I coś tam było jeszcze o podręczniku neurobiologii sprzed 30 czy 40 lat. Ale opinie śmią wyrażać.

    No, śmią. Bo niby dlaczego nie mieliby śmieć? Skoro @zza kałuży może szafować opiniami o wszystkim, to i ja chcę móc, kiedy mam ochotę. Inna sprawa, czy akurat muszę z tego korzystać. Nie muszę.

    Tak, @Izabello. Kupy nikt nie ruszy, chyba żeby patykiem. Chociaż nie mam oporów przed ruszaniem kupy. Zbierałem sowie wypluwki, zbierałem odchody rysia w Puszczy, więc co mi tam jakaś kupa. Całkiem znośnie czuję się w jej towarzystwie.

  111. Dzis piontek, pionteczek wyczekiwany, wiec mlodociany wali coke, a ja bombay gina z tonic woda, zrobinega przez f-me Kinley… , tego z dodatkiem limonki, dzieki czemu oszczedzam na zakupie cytryn.

    Wasze, cni blogowicze !

  112. @paradox57 5 stycznia o godz. 20:19
    „Znaczy dla pieniędzy. Czyli dla ludzi, którzy zechcą te pieniądze za te maszyny zapłacić.”
    Wyobraź sobie, że w ostatniej pracy, w której miałem biuro a w nim biurko, mógłbym o wiele więcej zarobić, gdydbym poszedł w kierowniki zamiast taplać się w chemicznym laboratorium i ślepić pod mikroskopem.
    Wszyscy szefowie (niestety) szybko wpadali na to, że ja do roboty przychodziłbym i bez zapłaty, bo sam przywilej codziennego bawienia się w półprzewodnikowej piaskownicy był i jest dla mnie takim prezentem, że gdybym mógł to bym jeszcze do niego dopłacał. Moja praca była moim hobby więc według niektórych ja nawet jednego dnia w życiu nie przepracowałem.

    „Mam nadzieję, że przy okazji nie odmawiasz tym ludziom prawa do wyrażania opinii o tych maszynach. Bo skoro zrobiłeś, to zrobiłeś doskonale”

    -Panie doktorze, ale to dzisiejsze wiercenie zupełnie nic nie bolało!

    Ale mi się po tym komplemencie dostało….
    Pan dentysta chyba miał zły dzień, ale wybuchnął w mniej wiecej taki sposób:

    -Proszę pana! To chyba oczywiste, ze „nie bolało”!
    Nie po to studiowałem w Polsce 6 lat, nie po to robiłem w Polsce dwie specjalizacje, nie po to po przyjeździe do Ameryki praktycznie powtórzyłem studia stomatologiczne i zdałem trudne egzaminy nostryfikacyjne aby teraz kogoś u mnie w gabinecie „miało boleć”!
    To jest mój psi obowiązek aby zapewnić pacjentom rzetelną i zgodną z najwyższymi zawodowymi standardami opiekę!
    „Nie bolało”!
    No coś podobnego…

    Jak widzisz @paradox57, pan Podwójny Dentysta O Wielu Specjalizacjach Zdobytych Na Dwóch Kontynentach z jakiegoś powodu się wkurzył i „odmówił mi prawa do wyrażenia opinii” o jego robocie… nawet, gdy nieporadnie chciałem aby był to komplement… 😉

  113. Kostka
    5 stycznia o godz. 21:09

    Ale tam, korale mecyje 😉 ja się rzuciłam na czytniki jak tylko się pokazały, jeszcze w 2009. Co za ulga, za granicą mieć dostęp do polskich książek bez czekania na pocztę i podwójnej opłaty za przesyłki. A to wina Polityki, że palcem pokażę, bo przeczytałam wtedy artykuł na ten temat.

    Co, czapeczki nie wolno? Ona taka ładna, amieri… no, tego…
    Natomiast szalika nigdy nie nabędę, nie znoszę (oraz tych wysokich kapeluszy i innych bezeceństw)

    paradox57
    5 stycznia o godz. 21:08

    Pewnie by nie zniósł bo ja to liturgicznie i naparstkiem, więcej tego gadania niż prawdy 😉 ale za pomyślunek dziękuję. A beremuchę weselną masz?

  114. izabella
    5 stycznia o godz. 21:30

    „Ja nie wiem czy ma sens tłumaczyć, że Ty jako zajmujący się układami scalonymi, naprawdę nie masz nic wspólnego z windowsami na pombockowym laptopie, błędami, aktualizacjami, i reklamami w przeglądarkach. Chyba nie ma sensu”.

    Nie podejrzewałem Cię o puste paplanie nie na temat, ale co tu podejrzewać, skoro je podajesz na talerzu. Przytoczysz moje słowa, z których by wynikało, że ja zzakałużkowi to, co wymieniłaś wmawiam? Dawałem mu, dyletantowi w tematyce człowiekowatych – wymądrzającemu się, że człowiek nie zna działania maszyny, a ma o niej opinię – ilustrację, z czego rodzi się opinia użytkownika-dyletanta, który nie zna działania maszyny i programów i znać nie chce. Nie odnoszę się do jego wpisu do mnie, bo zbłaźnił się na samym początku nierozumieniem tego samego, co
    Ty – że nie można imputować człowiekowi intencji na podstawie własnych urojeń. Poważnie można rozmawiać o podniesionych w rozmowie FAKTACH, blablanie o intencjach to dowód nieznajomości elemantarnych zasad rozmawiania.

    Imputowanie jest jedną z częstszych praktyk w internecie, raczej w wykonaniu dzieciaków, ale niespecjalnie częsta na tym blogu od czasu, gdy główni imputanci wybyli. Widzę, że ich godnie zastępujesz. Chyba to przypadek, że wszyscy z nich są zagraniczni i czytają z lotu ptaka, który na pewno nie jest sokołem.

  115. wbocek
    5 stycznia o godz. 22:16

    pombocku miły nie fukajże. Podstaw sobie „neferkowym laptopie” i na jedno wyjdzie 🙂
    (na wszelki wypadek schowam się pod fotel)

  116. @zza kałuży

    Podziwiam. Strasznie długi wywód, panie doktorze „nie bolało”. Ja rozumiem: jak się człowiek nie pochwali, to siedzi jak opluty.

    Tyle, że jak dla pieniędzy i dla radochy, to ja rozumiem wprost: i dla pieniędzy, i dla radochy. W takiej kolejności.

    Przy okazji. Na zabiegi stomatologiczne chadzam sobie na medyczny do studentów. Muszą przecież na kimś sobie ćwiczyć. A i ja mam korzyść z jeszcze funkcjonującego uzębienia. I patrz pan: bez dwóch fakultetów, bez nostryfikacji amerykańskiej, a też nie boli.

  117. tejot
    5 stycznia o godz. 21:33

    Tejotku, dziękuję, ale niepotrzebnie mi tłumaczysz. Nieprecyzyjnie się wyraziłem jak Ty, kiedy mówiłem o rozpoznaniu kodu przez maszynę. To potoczne, nieprecyzyjne nazwanie jakiejś operacji maszyny, która mnie nie interesuje – ani operacja, ani maszyna. Przy tym dla dyletanta jest to rzeczą zupełnie uboczną, niewartą sekundy uwagi, precyzyjne nazwanie działania maszyny, bo i tak wiadomo najważniejsze – że maszyna realizuje wgrany program, a nie sama myśli. Twoje sformułowanie ma inny kaliber, bo dyletant łatwo je odczyta, że maszyna myśli. Na tym chyba odpuścimy. Dobranocka.

  118. Nefer
    5 stycznia o godz. 22:23

    Neferko cholerko, kto jak kto, ale Ty jak mi zaczniesz wmawiać, żem jakiś „fukajże”, to nie mam już po co i dla kogo żyć. Jada jutro na woda w suche ściny – ma być trochę słoneczka – i maluczko, a zobaczysz, że jestem ten, którego nie ma. Bobra nocka.

  119. *coś chichocze pod fotelem*

  120. To całe święto sześciu króli jutro (windows mi zaanonsował). To jest coś co zaistniało po moim wyjeździe i nijak nie dociera, ja jak ten góral spod Chicago, nadal mówię gwarą, hej.

  121. @ wbocek
    5 stycznia o godz. 21:08
    „To był 1962 rok, więc nie wiem, czy jeszcze stoją.”

    Otóż: Stoją!!! (wiadomość z czerwca’17). Niemniej i nieonegdaj, tudzież nienatenczas, stoją na Nidzkim!
    Wraz z czaplami srają z drzewiej i jak drzewiej bywało.
    Tamże bobry w dzień biały spodwody czapkują.
    Ech, przyroda, przyroda, sztuczna inteligencja emocjonalna ptasich uniesień, bobrzych wynurzeń…
    🙂

    Nie ukrywam, a wręcz lubieżnie ekshibituję smaczność Twoich pięknych (w moich oczach umysłu) wywodów jęzorowych ku tejotowi i lewemu słanych.
    Jakże inteligentnie konsonansują z poznawczym ogniem krzyżowym óstrz intelektu obu wspomnianych!
    Piękna dyskusja, zaiste choć nie od najsampierw, każdy kabelek i kernelek to przyzna…
    Dziękuję za wzruszenia!
    Prosit – więcej.
    Ukłony i lansady.

  122. „i niech nikt się nie czepia, że skrzypi, że trzeba serwisować, że instrukcje do ich obsługi nie są jasno sformułowane. Bo użytkownik tych maszyn musi posiadać dogłębną wiedzę o zasadach ich konstruowania, prawach rządzących ich działaniem, jakości i cechach materiałów użytych do ich budowy oraz procesach fizycznych na poziomie molekularnych, jakie w nich zachodzą. Tak? A jeśli tego nie wie, to niech nie waży się wyrażać opinii?”

    A na ten aspekt to już dobrze odpowiedziała @izabella
    5 stycznia o godz. 21:30

    Aby być grzecznym odpowiem ci jak to może wyglądac w tzw. „praktyce”.
    Usterkowość samochodowego czujnika cisnienia, przy którym pracowałem wynosiła pomiedzy 2 a 4ppm.

    Co oznacza, że najwyżej 4 czujniki na 1 000 000 wyprodukowanych i na rok pracy się psuły.

    To jest usterkowość porównywlna na przykład z tą, jaką osiągają położne w amerykańskich szpitalach gdyby zmierzyć ilość „awarii” wystepujących podczas operacji przenoszenia nowo narodzonego dziecka. Czy to w celu podania go matce czy to w celu przeniesienia go od mamy na pobliski stół.

    Jakiś czas temu czytałem, że w amerykańskich szpitalach rocznie około 10 niemowląt JEST UPUSZCZANYCH PRZEZ POŁOŻNĄ NA PODŁOGĘ.

    Na całe szczęście nie wszystkie samochodowe czujniki ciśnienia są montowane w zastosowaniach mających powiązanie z funkcjami zagrażającymi życiu czy to kierowcy czy to otoczenia, niemniej jakość jest wysoka.

    A klient i jego narzekania?

    Przez jakiś czas miałem do czynienia z wydrukami (zrzutami ekranów) komuterów diagnozujących problemy samochodów oddanych do gwarancyjnej naprawy 3 dużych firm samochodowych.

    Oraz miałem tez możliwość weryfikacyjnych testów czujników ciśnienia zdiagnozowanych przez te dilerskie komputery jako wadliwe.

    95% zdiagnozowanych u dilerów jako „zepsute” (w czasie gwarancji) części okazywało się działającymi poprawnie.

    Czy myślisz, że nie przedstawiłem tego raportu komu trzeba?
    Reakcja dyrektorów odpowiadających za firmowa kontrolę jakości była oczywista i uzasadniła brak jakiejś specjalnej reakcji niewspółmiernością kosztów poprawy diagnostycznego oprogramowania do kosztów gwarancyjnych zwrotów.

  123. @Nafer, z godz. 22:37
    coś chichocze pod fotelem
    Rude. Na myszach i na sztucznej inteligencji pokątnie hodowane. Łomajngot! Musi ateista z bloga redaktora Kowalczyka? Zacnego redaktora, dodam. Mniej zacny już by wywalił to towarzystwo spod fotela.

    Pros’t! Mam pożegnalną kolację z dziećmi i wnukiem. Jutro do Wiednia jadą. Niezłą malagę piję na deser. Pros’t!

    Aha. Przez dziesięć dni obserwowałem uważnie czterolatka (od dwóch miesięcy czterolatka). Żywa, rozwijająca się in statu nascendi inteligencja, nie ma sobie równej. Synapsy aż furkoczą przyswajając sobie wiedzę i abstrakcyjne myślenie. Tego nie da się porównać z niczym 😀

  124. @zza kałuży 23:04

    Już kiedyś pisałem o tym studencie wet., który pytany o pole stłumienia wątrobowego, zaczyna opowiadać o neurobfizjologicznych podstawach podejmowania decyzji u konia. W tym przypadku jest dokładnie to samo.

    Mnie idzie o rzecz całkiem prostą. Mianowicie o Twoje zastrzeżenia co do prawa do wyrażania opinii przez tych, którzy nie posiedli dogłębnej wiedzy o działaniu czegoś. I którym ta wiedza jest w ich statutowej działalności zupełnie niepotrzebna. No chyba że jako hobby.

    Hmm, odpowiedź @Izabelli, powiadasz. Kiedy ona odpowiada @Pombockowi. a cytat z mojego postu to się tam znalazł przez niedopatrzenie, albo w celu udzielenia Ci wsparcia. Niepotrzebnie chyba.

    Chciałem kilka słów o piszących kody i znawcach działania tych urządzeń, którzy mi ostatnio udzielają wsparcia, ale sobie daruję. Napiszę jedynie tyle, że po tygodniu szarpaniny usłyszałem, żebym zresetował system. Następnym etapem będzie chyba wymiana komputera na nowy.

  125. Ouuupsss…

    Wciaz to samo…

    Ide w „tango” , znaczy sie zrobc drugiego drina… Bombay Gin 1/4 + 3/4 Kinley Tonic Water Lemon… w sumie klasyk, chc bez plasterka cytryny…

    Zdrowie szanownych!

  126. @anumlik

    Opowiem Ci jak mój mnie zastrzelił. Coś tam chciał ze straganu (a miał już sześć)

    – nie
    – a teraz?
    – nie
    – a teraz?
    – nie
    – a teraz?
    – a teraz?
    – a teraz?
    – a teraz?
    – ani za rok
    – a za dwa lata?
    – ani za rok, ani za tysiąc ani za dwa miliardy trzysta osiemdziesiąt milionów sześcset czterdzieści osiem tysiecy pięćset dwadzieścia siedem lat

    (no, myślę sobie tych liczb nie powtórzy i w ułamku sekundy słyszę:)

    – A ROK POTEM?

  127. sie jak cham zachowalem… sorry…

    pozdrowka

    ~l.

    ps spadam do drina i Wolodii, Wysockiego Wolodii:

    zapraszam rozumiejacych rosyjski:

    https://www.youtube.com/watch?v=24jpkENzpkI

    Trudne! Zgadza sie…, ale warto. Mi znaczy sie w moim odczuciu, to nie ma lepszego NIC, co by ilustrowalo muzycznie sytuacje w jakiej sie obecnie nasza Polska znajduje…

  128. Too many chiefs not enough indians…

  129. Nefer
    5 stycznia o godz. 23:40

    hahhahaaa… trafiona! zatopiona!

    Ale sie nie przejmuj za bardzo, ja to mam to samo najmniej ze dwa, czy trzy razy na tydzien … i zyje !

  130. Ewa-Joanna
    5 stycznia o godz. 23:42

    Lack of aboriginal people, or something else …?

  131. @lonefather, z godz. 23:43
    ja to mam to samo najmniej ze dwa, czy trzy razy na tydzien … i zyje !
    I na to/takie życie nie narzekasz (?!) A wyobrażasz je sobie z AI gdzieś w salonie (albo w pokoju dziecinnym, albo w kącie)? Ja sobie nie wyobrażam.

    Pros’t!

  132. anumlik
    5 stycznia o godz. 23:56

    Mam 62, idzie na 63 co oznacza, ze mam farta i niedoczekanie moje, czyli ja nie doczekam… Jesli wierzyc fachurom od tematu, co przewiduja, czy obliczaja ze AI sie spelni nie wczesniej niz za jakies 50, czy 60 lat … Ludzie tak dlugo nie zyja, czym sie w swoim wieku pocieszam

    zdrowko i pozdrowko

    ~l.

  133. anumlik
    5 stycznia o godz. 23:56

    A na tera sie slucham Cesarii:

    https://www.youtube.com/watch?v=oWYKTiqPvYA

    tez o zyciu, a jakie ladne !

  134. @Nefer

    Wpadłem w zachwyt.

  135. W której to książce Lema komputer drukuje esy floresy a w środku puste koło jako wzór doskonałego piękna? Bom przepomniała :/

  136. paradox57
    6 stycznia o godz. 0:03

    Ja też. I bezczelnie się puszę:)

  137. @anumliku

    Tak mnie naszlo, bo bylismy z mama Jasia na ostatnim europejskim koncercie Cesarii w czasie London Jazz Fastival… ech!

    Byla, ale mamy wciaz ja i jej piesni…, wiec sluchajmy i sie cieszmy, ze mamy !

  138. @Nefcia

    na mnie nie licz wczesniej niz 10 Luty, bo moj „Lem” na polce w Warszawie, a ja w londku…

    Ale @Tobermorry Ci pomoze, on nie takie info w necie odszuka w kilka momentow.

  139. @lonek

    Chętnie skorzystam, próbowałam znaleźć sama ale wujek Gugiel pokazał mi język.

    ***

    Mam nadzieję że Tobermory nie został zasypany śniegiem. Najlepszy komentarz z interii jaki widziałam na temat śniegu i trudności turystów w Alpach
    Tak to jest, jak się zachłannie pobiera cały śnieg dla Europy tylko dla siebie.

  140. anumlik
    5 stycznia o godz. 23:56

    Ach!

    Ta Cesaria!

    To przez nia, nie odpowiedzialem, co powinienem, tak sie wsluchalem…

    Mnie to to „wali” , czyli nie dotyczy, bo ja jestem RI, a nie AI…

    Jesli rozumiesz co mam na mysliach tego tyczacych.

  141. Nefer

    Głowy ani ręki uciąć sobie nie dam, ale myślę, że to był „Golem”. Tak mi się błąka w głowie, tyle że nie mam możliwości sprawdzenia, bo większość książek jeszcze w pudłach po remoncie.

  142. @lonefather
    Za Cesarię dziękis. Wsłucham się zaraz. Ale za Wołodię dzięki stokrotne. Mam z nim osobiste wspomnienia z Moskwy w 1980 roku, z okresu kilku tygodni przed jego śmiercią. Piliśmy, śpiewaliśmy (znaczy on śpiewał, a ja potulnie za chórek robiłem) i – jakby to rzec – дружился. Po kilku tygodniach, w Warszawie, przyjąłem jego śmierć jak walnięcie obuchem w łeb. To była poje…na osobowość, ten Wołodia. Ale żywa настоящая inteligencja. Kudy AI do niej!

    Pros’t!

  143. @paradox57 5 stycznia o godz. 23:30
    „po tygodniu szarpaniny usłyszałem,”
    A co jemu jest?

    @lewego to bym się bał tak po prostu zapytać, bo by mi z wyższością odparł, że co by i nie było to Malwina Fajnsztajn Heideggera czyta.
    A ciebie się jakoś nie boję.
    No więc a co temu komputeru jest, że go oddać chcesz?

  144. Nefer
    6 stycznia o godz. 0:23

    Ale jaja, @Nefciu…..”caly snieg dla siebie…”

    Dobre! I nawet lepsze niz dobre… Zachlannosc przywalona pozadanym… !

    Super !

  145. paradox57
    6 stycznia o godz. 0:26

    Otóż Golem chyba nie. A może to jakieś opowiadanie było. I masz babo placek, teraz mnie będzie gryźć.

  146. Nefer
    5 stycznia o godz. 23:40

    😀 😀 😀

    Było się zaczynac?

    Padam na dziób ale wreszcie dotarłam z powrotem za mur nie tylko Hadriana ale i Antoniusza i z tak bezpieczego dystansu mogę spojrzeć z góry na dziwną nacje na południe od muru i też wreszcie zażyć seczego. Slàinte!

  147. Nie, chyba jednak nie „Golem”

  148. @anumlik

    JA mialem wykupione bilety na wszystkie 3 warszawskie koncerty, a kumple z „Akwarium” gwarantowali mi wejscie …

    O jego odejsciu sie dowiedzialem z radia w pociagu do warszawki … dojechalem…, otrzasnalem sie trzy dni pozniej… co bylo nie wiem i nie chce wiedziec …

  149. Napisalem „koncerty”, choc to byly przedstawienia Taganki „Hamleta” z rola glowna Wolodii Wysockiego… ech!

  150. @zza kałuży

    ale że komu jest? administratoru? Nie wiem, może brak kompetencji.

    A komputera wcale nie chcę oddawać. Jeśli już, to zrzucić go z okna. Pod warunkiem, że pod oknem administrator stanie.
    Nieważne, albo od poniedziałku ruszy, albo uczelnia się zawali, bo studenci ankiety nie będą mogli wypełnić, oceniającej kadrę naukową. Bo ankieta dostępna jedynie przez komputer, a bazy nie można zaktualizować, bo „no launch”. I tak od Nowego Roku, a i przed nie było lepiej.

    PS
    Co to straszak jakiś jestem, żeby się mnie bać albo nie bać? Chyba żebym kleszcze Zanda z szafy wyciągnął, a Ty nawinąłbyś mi się pod ręce w chwili wnerwu, to wtedy tak. Ale ja się rzadko wnerwiam, prawie nigdy. Raz w życiu, jak mi fachowiec kabinę prysznicową zamontował. Wtedy się wnerwiłem, bo tak to nie.

  151. Kostka
    6 stycznia o godz. 0:33

    No 🙂 strasznie się uśmiałam, pochwaliłam za bystrość ale nie kupiłam

    A tu tak bez powodu, skoro wieczorową porą mniej uczenie

    https://scontent-bru2-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/26167289_1674176059325091_1861421838834418767_n.jpg?oh=831f165ac496aabb6dd4edc4cfad2803&oe=5AECEFCE

    paradox57
    6 stycznia o godz. 0:33

    Muszę do Pirxa zajrzeć :/ albo poczekam aż Tobermory się odkopie

  152. @paradox57
    Eeee… jak on jest pracowy i wie, że ma swojego admina to dziwne by było, żeby się nie zawieszał i humorów nie pokazywał.

    Musisz w kolejkę do technika z kustomer serwice działu AjTi siem zapisać i pokornie czekać na swoja kolej. Une te techniki som oceniane i rozliczane z szybkości reakcji na twój tyket i jeim zależy aby zrobic to jak najszybciej. Czasami bedom próbowały zadzwonić do ciebie i zrobić wszystko zdalnie, bez telefon i przez networka znaczy siem. Wtedy najlepiej, po otworzeniu technikowi dostępu do wszystkiego, pójść sobie precz od biurka i zająć się czym innym.

  153. @zza kałuży
    Ależ on już próbował zdalnie. I próbował. A ja w tym czasie herbatę po sąsiedzku piłem. Żeby konsternacji mu nie przysporzyć i na ręce nie patrzeć. Aż mię spęczyło od herbaty. Chociaż lubię herbatę.
    A potem mi powiedział, że mam system zresetować. Takie wsparcie. Oni byli najpierw Ośrodek, a teraz zrobili się Centrum. Taka magia słowa. I cały czas mieszają i zmieniają. A mnie każą resetować.

  154. Sztuczna inteligencja
    To co napisały gazety o meczu szachowym,, nie jest żadnym dowodem możliwości sztucznej inteligencji. Budowane do tej pory komputery nie są maszynami inteligentnymi, a jedynie maszynami o zaawansowanych algorytmach, są deterministyczne i prymitywne w działaniu. Działają wyłącznie na liczbach wymiernych. Tak zwane myślenie komputerów ma charakter algorytmiczny. sztuczna inteligencja, jeśli ma być myśleniem musi mieć charakter niealgorytmiczny. Komputery nie rozumieją czym są liczby niewymierne i co to oznacza, przy ich sposobie działania nauczenie ich tego nie wydaje się możliwe. Komputery nie odróżniają liczby pi od jej przybliżenia 3,141582……Pojęcia takie jak piękno ,radość, samoświadomość, różne emocje itd ,nie mają nawet przyzwoitych definicji matematycznych, więc nie może być nawet mowy o ich stosowaniu w programach.
    Mimo swych ograniczeń komouter jest cudownym urządzeniem, które zmieniło i nadal zmienia świat.
    Ma miliardy zastosowań i to jest właśnie cudowne. Jest na ten temat fajna książka, również po polsku (mało w niej wzorów matematycznych) Roger Penrose NOWY UMYSŁ CESARZA.

  155. A po sąsiedzku, u redaktora Jażdżewskiego zmasowany atak naszego dezertera… Który ma jednak talent do wkręcania innych rozmówców. Kupa śmiechu, stare, dobre (żartuje) czasy mi się przypomniały, brrr! Nie stesknilam się raczej.

  156. To tak w temacie botów internetowych było…

  157. @paradox57 6 stycznia o godz. 1:29
    „A potem mi powiedział, że mam system zresetować.”
    No i co, pomogło?

  158. Kostka
    6 stycznia o godz. 2:12

    @Kosteczko, jesli pamietasz, to ja wielokrotnie pisalem, ze tolerujac tu zdezertorowanego, udzielamu mu darmowego treningu…

    Qu***zwa NIKT mnie nie posluchal i nikt nie zdolal ZROZUMIEC, ze tolerujac go, dyskutujac… – trenujemy go i pozwalamy mu sie doskonalic…

    Ale super jest, ze nie tylko zauwazylas, ale i swoje zauwazenie na blog zapodalas… Moze nastepnym razem @Jacek Kowalczyk predzej uslucha, gdy ktos mu podpowie zeby nie dawac podobnemu do zdezerterowanego mozliwosci szlifowania i doskonalenia sie… Moze????

  159. @Wiktor10p 6 stycznia o godz. 1:58
    „Komputery nie rozumieją czym są liczby niewymierne i co to oznacza, przy ich sposobie działania nauczenie ich tego nie wydaje się możliwe. Komputery nie odróżniają liczby pi od jej przybliżenia 3,141582……”

    Komputery to nawet siku do sedesu same nie zrobią… a tak praktycznie, bo wiesz, skoro ty o tych małozmyślnych komputerach, że „one czegoś nie umieją” to czy mógłbyś uprzejmie podać konkretny przykład problemu, którego te głupie komputery nie policzą?
    Podaj proszę praktyczny przykład życiowego zadania, (może coś z twojej pracy?), komputerowych wyliczeń których nie byłeś w stanie wykonać z powodu tej komputerowej niezdolności do posłużenia się liczbą niewymierną.

  160. Jak widzę towarzystwo ma problem z wirusem. I to jest chyba podstawowe podobieństwo inteligencji ludzkiej i sztucznej. Jesteśmy nieodporni. Z rakiem czyli botem jest chyba podobnie. Na szczęście umierają wraz z nosicielem.

  161. lonefather
    6 stycznia o godz. 3:29

    Oj tam, oj tam – zaraz „wyszlifowal”… 😉 Po mojemu bredzi dokładnie tak samo jak i wcześniej, nie widzę różnicy, chyba to nie z tych uczących się botów ;-). Nie zwracałam sobie też głowy czytaniem jego produkcji w szczegółach, tak jak i przewijalam go kiedy udzielał się tutaj. Ja byłam raczej za tym, żeby nie karmić trolla to znudzi się i pójdzie w cholerę ale pokusa była zbyt wielka czasem (dla niektórych). Co jest zaś ciekawe to popatrzeć z zewnątrz jak bardzo zapaskudza komentarze, kiedy ktoś się złapie w pułapkę i zaczyna nie kończąca się wymianę na temat niebieskiej książeczki (jak mówi Tanaka. Zresztą jakiej niebieskiej, teraz takie kupowato brązowe robią raczej, sama widziałam w hotelu, aż schowałam pod szafę żeby mnie nie straszyło. Czemu w ogóle w niektorych hotelach zostawia się toto na widoku, jeszcze jakieś dziecko znajdzie? Temat na wstępniak czy co? 😉 ).

    A wracajac do zdezerterowanego (od rozumu)…Ech, przydałaby się namargineska z bratnią pomocą u sąsiada ale gdzieś się chowa.

  162. Kostka
    6 stycznia o godz. 10:34

    Ty jestes uodporniona, a na tamtym blogu jak sama napisalas „epidemia”.

    Wnioski sa jak dla mnie oczywiste.

    pozdrowka i udanego dnia
    ~l.

  163. Komputery są deterministyczne w sensie dokładnego stosowania się do algorytmów. Programy komputerowe są deterministyczne w sensie obliczeniowym, lecz nie całkiem.

    Jeśli z danego algorytmu komputer może wyprowadzić 100 000 rozwiązań, to są one „jednoznaczne” dla komputera, lecz dla człowieka, który nie jest w stanie przetworzyć takiej ilości danych, rozwiązania takie stają się tylko prawdopodobne, trafi, nie trafi, uda się nie uda, a nie jednoznaczne. Z powodu ilości.
    Dla człowieka jest to statystyka – zbiór teoretycznych wariantów, który może zawierać np. milion lub dwa miliony takich elementów. Dla komputera nie ma znaczenia ile ma w zbiorze elementów, jeśli tylko posiada odpowiednią moc obliczeniową.

    To co może komputer staje się niedostępne dla człowieka. Dlatego komputery zaczynają wygrywać w szachy z człowiekiem. Procesy zachodzące w komputerze, to nie jest myślenie w sensie człowieczym, jednak jest to bardzo szybkie liczenie, przetwarzanie danych, w tym operacje logiczne, według szablonów (bardzo skomplikowanych) zadanych przez człowieka.

    Co prawda ludzki mózg nie pracuje dokładnie tak jak komputer, bo jest to sieć neuronów, ale porównywać te dwa rodzaje operacji (w przypadku mózgu nie wiemy jakiej operacji) na podstawie tego, co dostają oba „podmioty” – liczący i myślący na wejściu i co uzyskujemy na wyjściu, można i należy.
    W coraz większej ilości przypadków komputer na wyjściu daje lepsze wyniki. Obawy futurologów, co do przyszłych ról tzw. sztucznej inteligencji nie są wydumane, bowiem nowy rodzaj układów przetwarzających dane (myślących?) – sieci neuronowe jest dopiero na początku rozwoju.

    Komputer „wie” co to jest liczba Pi, ponieważ ma wklepany w siebie malutki algorytmik, który definiuje tę liczbę. Jeśli poda mu się nazwę tej liczby w odpowiednim zapisie, np. Pi(), to ją przyjmie i poniesie dalej do obliczeń. Jeśli mu się poda liczbę 3,14 lub 3,141, lub jakiekolwiek inne przybliżenie liczby Pi, to potraktuje to jako zwykłą liczbę. Dlaczego miałby traktować ją inaczej?
    Pzdr, TJ

  164. lonefather
    6 stycznia o godz. 10:38

    Może my też powinniśmy misjonarską działalnosc zacząć uprawiać na zaafektowanych blogach… Patrząc na to powiem szczerze aż zaczęło mnie kusić! W międzyczasie doczytałam sobie o tych brązowych książeczkach w hotelach i uśmiałam się po pachy (zwłaszcza z tego jak różnią się komentarze polskie i angielskie w tej sprawie).

    Pozdrowionka i miłego dnia!

  165. Nefer
    6 stycznia o godz. 0:47

    Wreszcie udało mi się zobaczyć zawartość linki i kulgam się ze śmiechu

  166. Kostka
    6 stycznia o godz. 10:34

    Kosteczko, chętnie bym się z Tobą zgodził jako z bratnią leśną duszką, że nie karmić trolla to sobie pójdzie, ale jako fest wplątany z własnej woli w wymianę monologów z dezynteremuoteśjot, czyli w mówienie do ściany, dawno temu wywnioskowałem, że ucieknięty ŚJ sobie nie pójdzie. Świetnie wie, że gdzie jak gdzie, ale na łamach „Polityki” na pewno żadnej rybki nie złowi, ale uporczywym bywaniem pokazuje, że już nie o to mu chyba chodzi. Po prostu wyhodował w sobie zupełnie nie apologetyczną motywację: uzależnił się od bywania wśród większej niż samotna babcia publiczności. Nie ma znaczenia, czy go ktoś będzie żywił, czy nie będzie – występuje PUBLICZNIE i to go trzyma (w większym, mniejszym stopniu jest to motywacja wszystkich blogowiczów). Nieważne, co mówi, zwłaszcza że nie mówi od siebie, lecz odgrywa wciąż tę samą starą płytę.

  167. Nefer
    5 stycznia o godz. 22:37

    Ciń doberko, Neferko.

    Księżyc już poszedł, psy się zbudziły,
    Wciąż coś chichocze po stołem.
    Niech To przestanie, bo czkawki dostanie.
    Jadymy na woda łowełem

  168. Kostka
    6 stycznia o godz. 10:34

    Prawidłowa niebieska książeczka jest niebieska, o:
    ‚http://sklepnazaret.pl/images/08%20PISMO%20SWIETE/BIBLIA%20OAZA%20A.jpg
    Prawidłowość niebieskiej książeczki potwierdza i utwierdza nasz Święty Ojciec Święty adekwatnym wpisem „Przekazując młodzieży akademickiej w Polsce Biblię Tysiąclecia życzę, aby odnajdywała w niej Chrystusa, który jest Prawdą, Drogą i Życiem”.
    Jan Paweł pp. II 29-9-1987

    Mnie ta dedykacja nieustająco rozczula i zachwyca, tak bardzo, że muszę sobie łyknąć Pepsi i zjeść snickersa, żeby być sobą. To samo ma młodzież akademicka w Polsce, tylko odwrotnie: żeby być sobą musi odnaleźć Chrystusa w niebieskiej książeczce, który jest i tak dalej.

    Ktoś mógłby sobie pomyśleć, że młodzież akademicka jest po to, żeby była akademicka. Znaczy: myślała, czytała, zastanawiała się, badała, zadawała krytyczne pytania, nie zgadzała się z narzuconymi treściami, upierała się, że jedyne dobre i warte tego słowa myślenie to myślenie w warunkach bycia wolnym i nieuprzedzonym, ale nic z tego. Po to jest młodzież akademicka w Polsce, żeby się zgadzała z tym co orzeka nasz milusiński na sposób niemiłosierny Lolek – badacz niebieskiej kremówki.

    Natomiast niebieska książeczka w kolorze brązowym jest nieprawidłowa. Prawidłowa brązowa książeczka to jest Koran. Zdaje się też, że Mein Kampf również był wydawany w kolorze brązowym.
    Świat ma cały bukiet prawidłowych książeczek: zielona (Kaddafi) i czerwona (Mao). Widziałem też różową książeczkę, dla pań, pod tytułem: seks po wietnamsku.

  169. Kostka
    6 stycznia o godz. 10:55

    Nie warto. Szkoda wysilku. Sami musza sie zorientowac kto on taki. Tego sie nie przyspieszy. A poza tym bylaby to misja bez szans na powodzenie.

    pozdrowka
    ~l.

  170. Jest jedna rzecz, ktora mi sie zawsze podobala w niebieskiej ksiazeczce. Papier na ktorym jest zwykle drukowana, taaaaaki cieniutenki, z eniemal przezroczysty, jak bajedy na nim wydrukowane.

    A z tresci to tylko „Piesn nad piesniami” i te „dwa jagniatka” …. (lol)

  171. Kostka
    6 stycznia o godz. 10:34

    Kostka, powyżej Pombocek skomentował zdezerterowanego należycie. Dodam jeszcze, że nie tylko wtedy się na naszym blogu rzeczony odzywał, gdy ktoś chciał z nim gadać. Wystarczył dowolny pretekst, jakieś słówko w rodzaju: droga, but, słowo, gwóźdź i co tak jeszcze, całkiem jak w wyszukiwarce gógla – i zaraz się rzeczony zgłaszał pod tytułem: zobaczmy co Biblia mówi na ten temat …
    Nic nie stało rzeczonemu na przeszkodzie. Gdyby nie był wreszcie zbanowany, to aktualny wstępniak @Lewego by się świetnie nadał, chociaż on o sztucznej inteligencji i pozornie nie ma to nic wspólnego ani z Jezuskiem ani z arką Noego. Nic nie szkodzi, rzeczony zaraz by zaczął bełkotać o tym, co bozia nakazuje w sprawie androidów.
    Ten smutny wyznawca, o zdewastowanym umyśle musi włazić gdziekolwiek i reagować na cokolwiek. Dręczy go kompulsja włażenia i gadania dowolnej bredni i popełniania każdego kłamstwa, byle gadać. Gdyby przestał gadać, a zaczął słuchać, pękłby, umarł, przepadł na wieki. Szok poznawczy by go zabił. Gadaniem musi zagłuszać siebie i wypierać człowieka w sobie.Tak mu każe Jehowa. Ma też cwany interes, o którego załatwienie strasznie drży ze strachu więc tym paniczniej musi gadać: musi się zmieścić w gronie tych 144 tysięcy co zostaną zbawieni. Reszta trafi dopiekła, a jemu się strasznie zdaje, że chce być zbawiony.

  172. @zza kałuży 2:19

    Nie wiem jeszcze. W poniedziałek sprawdzę.
    Prawdę powiedziawszy w tej zabawie z ankietą inna sprawa jest znacznie bardziej zabawna. Wypełnia się ją w komputerze. Cóż bardziej naturalnego w dzisiejszych czasach powszechnego dostępu do sieci i posiadania komputera. Natomiast już zestawianie danych ankietowych wykonuje…. Zgadniesz? Nie, żaden program obliczeniowy. Człowiek, a właściwie dwóch ludzi musi poświęcić temu tydzień pracy. Bo komuś nie chce się napisać kilku linijek kodu? Może nie umi?

    Sama ankieta jest skonstruowana w taki sposób, że zawarte są w niej odpowiedzi typu zero-jedynkowego. Tak lub nie. Ewentualnie: oceń w skali od jednego do 5. Jedynie dwa pytania mają charakter opisowy. Znaczy: uzasadnij. I to uzasadnij nie ma charakteru obligatoryjnego, więc uzasadnia grubo licząc, jakieś 20%.

    A Ty mnie pytasz, czy pomogło. Powiem szczerze: wolę asystować przy sekcji padłej krowy, niż przy czymś takim. Dlatego przed monitorem w pracy siądę dopiero w poniedziałek. Zapewne bliżej południa, po obejrzeniu kilkunastu szkiełek pod mikroskopem. To znacznie bardziej odprężające.

  173. lonefather
    6 stycznia o godz. 0:02

    Cesaria jest piękna na piękny sposób. Słuchanie najlepiej wychodzi w parze z ruszaniem się. Tak jak na Kubie i w reszcie regionu: biodra, nogi, ramiona, ręce, głowa, samo się robi. Konieczność.

  174. Tanaka
    6 stycznia o godz. 11:36

    Cesaria była z Cabo Verde (Zielonego Przylądka), śpiewała po portugalsku, ale poza tym wszystko prawda. Też byłam i jestem wielką fanką.

  175. A w Gazecie wywiad z Andrzejem Celinskim ciekawy. Niemal z wszystkim sie z nim zgadzam i sie tylko nieco dziwie, ze wciaz jeszcze krazy, choc powinien w lot wiedziec na czym sie Kaczynski z jego PiSem wywroca.

    Choc wskazuje wine Tuska, to wciaz jeszcze go oszczedza i nie mowi wprost, ze Tusk Polske „sprzedal” za brukselska posadke. Sprzedal w tym sensie, ze zeby dostac posade nie zrobil niczego, co mogloby wywolac w kraju jakiekolwiek wieksze niepokoje i w ten sposob „oszczedzil” rozliczenie dwuch pierwszych lat rzadow Kaczysnkiego z lat 2005/7, co pozwolilo sie Kaczynskiemu z klopotow wykaraskac, wzmocnic i przejac wladze w 2015.

    I za slabo punktuje, za cienko ostrzega przed tym co moze przyjsc „po Kaczynskim”, czyli prawicy skrajnej, ze niemal pewnie faszystowskiej… Kto jak kto, ale on to powinien rozumiec i nie mowic, tylko krzyczec !

    Wywiad tutaj skopiuje, bo jest dostepny dla prenumeratorow. Mam nadzieje, ze mi redakcja Gazety wybaczy, bo pro publiko… to robie.

    Wywiad Andrzeja Celinskiego dla Gazety przeprowadzil Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl

    Andrzej Celiński: Na koniec władzy Kaczyńskiego przyjdzie czas około 2021 r. Kiedy kiełbasy zabraknie

    Michał Gostkiewicz
    Podziel się
    1826
    Tweetnij
    Większość Polaków to konformiści. Przystosowujemy się. Ale czasem obalamy tych, którym zdaje się, że moc zawsze będzie po ich stronie. Dlatego moje pokolenie było wyjątkowe i nie jest tak, że nic dzisiaj nie może dać młodym. Nam się udało w 1989 r., a na Kaczyńskiego przyjdzie czas około 2021 r. Kiedy zabraknie przysłowiowej kiełbasy – mówi Andrzej Celiński, jeden z liderów „Solidarności”.
    Jak to jest być tatą półtorarocznego malucha, a samemu rocznikiem 1950?

    – Długo się wzbraniałem – przed nowym związkiem, małżeństwem. O dziecku w ogóle nie mogło być mowy. Miałem poczucie, że ja już wszystko przeżyłem. Że to już nie dla mnie. Że nie mam siły. Że nie mogę dać z siebie tyle, co swoim starszym synom.

    Ale?

    – Ale okazało się, że żona wiedziała lepiej! (śmiech) Nie wyobrażałem sobie, jak ja się będę nim zajmował, wypełniał obowiązki. A potem… (Andrzej Celiński uśmiecha się).

    Trochę wpisał się pan z tym nowym życiem w obraz pana pokolenia. Pokolenia buntowników z „Solidarności”. Po 2015 roku trochę odmłodnieliście. Na demonstracje przeciw PiS chodzicie. Macie przeciw czemu walczyć.

    – O nie, proszę pana. Ja tłumu nie znoszę. Dla mnie już „Solidarność” była ciężką próbą. Nie lubię zabierać głosu, kiedy jest więcej niż 10 osób. Wrzasków nie lubię, skakania, nakręcania się, skandowania. Nigdy tego nie lubiłem. Ale czasem trzeba.

    29.06.2016 Bialystok , WOAK Spodki . Andrzej Celinski . Spotkanie z politykiem Andrzejem Celinskim w ramach Uniwersytetu Latajacego KOD na Podlasiu . Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta
    Andrzej Celiński (fot. Marcin Onufryjuk/AG)
    Poszedł pan bronić Trybunału Konstytucyjnego w 2015 r.

    – Bo moja 96-letnia mama prosiła, żebym z nią poszedł. Było zimno, mokro, wietrznie, padał deszcz – przekonywałem, żeby nie szła. Usłyszałem lód w słuchawce, a była dla mnie nadzwyczaj ciepłą kobietą: „To ja sama pójdę”. Więc poszliśmy. Nie miałem w tym żadnej przyjemności. Spełniłem obowiązek.

    Wie pan, mój tata, oficer w oddziale specjalnym Kedywu, rocznik 1920, żył – tak mi się wydaje – z pamięcią strachu. Nie mówił nam nic o tym, co było przed 1945 rokiem. Części dowiedzieliśmy się po jego śmierci, gdy odwiedził nas jego dowódca. Ojciec przeżył wczesny PRL, bo jego koledzy zginęli i nikt nie mógł donieść, załamać się w śledztwie, wygadać przy wódce. Ale i tak był człowiekiem wycofanym. Więc ja jestem, gdy trzeba wystąpić publicznie, synem mojej matki. Też tłumu nie lubi, ale kiedy trzeba, idzie. Wtedy powiedziała: „To jest okropne, Andrzejku, że ja muszę tam iść. Ale muszę”.

    Jak tam stałem w tłumie, nie czułem nadziei, tylko rozpacz.

    Rozpacz?

    – Tak. Żeby było jasne: ja się „ich”, PiS-u, nie boję. Mogą mi naskoczyć.

    Ale pana synek będzie żył w kraju, który urządzi PiS.

    – Zgadza się. Ale wie pan co? Jeżeli władzy wydaje się, że może mi coś zabrać, to odpowiem anegdotą. W 1986 roku właściwie wszystko dla komuny było już pozamiatane, ale jednak wzięli mnie na Rakowiecką, do MSW. Przesłuchiwał mnie major Kucharenko. W wolnej Polsce pułkownik i doradca komisji śledczej ds. Orlenu. Ja miałem dobre kontakty z Amerykanami, musieli o tym wiedzieć…

    W 1986 roku?!

    – W 1981 roku organizowałem wizytę Wałęsy w USA. Była planowana na luty 1982. I Kucharenko w jakimś momencie się wściekł i krzyczy: „Damy panu paszport. Jedź sobie pan do tej swojej Ameryki”. Ja na to: „Natychmiast. Jak tylko pan do tej swojej Moskwy wróci”. Zbladł, zaczął wrzeszczeć, że idziemy na dołek. Wstałem. On pyta, dlaczego wstaję. Wiedziałem przecież, że bez telefonu do „góry” może co najwyżej ugryźć się w tyłek. Tak jak ci teraz. Za mali są. Nie wiedzą, bo i skąd mieliby wiedzieć, co to jest wolność. Nie mają o tym pojęcia. Ja, proszę pana, jestem wściekły na coś zupełnie innego, nie na nich.

    Na co?

    – Na polski mit. Na życie w sieci zmyśleń. W nieprawdzie.

    29.06.2016 Bialystok , WOAK Spodki . Andrzej Celinski . Spotkanie z politykiem Andrzejem Celinskim w ramach Uniwersytetu Latajacego KOD na Podlasiu . Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta
    Andrzej Celiński (fot. Marcin Onufryjuk/AG)
    Polski mit?

    – Polacy żyją w jakiejś fatalnej dla wolnego narodu mitologii. Spadek po 123 latach braku państwowości. Wtedy „naród” to byli ziemianie, inteligencja, w wielkich miastach kupcy. Wieś to był inny świat. W naszej mitologii większość narodu polskiego to bohaterowie, buntownicy. Tymczasem w najlepszym razie większość się nie wychylała, a w gorszym kolaborowała. Potem chłopi przejęli ten mit. Przez prawie cały dwudziesty wiek aż do dziś żyjemy mitem Polaków jako narodu wszechobecnego bohaterstwa i oporu. Karmimy się mitologią nadzwyczajności i konieczności dania odporu światu, który chce nas stłamsić. I odpychamy od siebie najgorszą z możliwych prawd.

    Jaką?

    – Że ciężką pracą wielu pokoleń, głupotą, zdradą, egoizmem jednostek i egoizmem klas uprzywilejowanych zasłużyliśmy na to, co mamy. Kto uwłaszczył polskiego chłopa? Kiedy? Trzeba było ruskiego cara i powstania styczniowego, by dać chłopu polskiemu to, co w Europie było standardem.

    Według pana sami zapracowaliśmy na polityczny kryzys?

    – Nie zaniedbaliśmy niczego.

    „My”, czyli kto? Mamy dwa pokolenia. Są młodzi, ci od protestu ze świeczkami, i jest pana pokolenie – dawnych opozycjonistów z „Solidarności”. I ci młodzi was nie kupują, tego waszego smętnie śpiewanego „wolność, kocham i rozumiem”. A to, że ktoś tam 30 lat temu siedział w pudle, mają w d**ie.

    – Ja nie chodzę tam dla nich. Chodzę dla siebie. Ja uważam, że sprawa, polska sprawa, jest przegrana.

    Przez kogo?

    – Przez Donalda Tuska. Musiał wiedzieć, że taka polityka i takie działania, jakie prowadzi, sprawią, że po porażce jego formacji nie będzie alternatywy – poza Kaczyńskim.

    Jakie działania?

    – Najpierw głupawy, prymitywny neoliberalizm, potem zbliżanie się do anachronicznej, sprzedajnej, hurrakatolickiej prawicy, potem rezygnacja z jakiejkolwiek wielkiej idei. Jeszcze w pierwszej kadencji Tuska powiedziałem mu to wprost w Sejmie z mównicy.

    Co Tusk na to?

    – Nic. Siedział, poszarzały, z kamienną twarzą. Dopiero później dowiedziałem się od wspólnych znajomych, że powiedział, że „Celiński taki jakiś gorzki strasznie”.

    20.12.2017 Krakow . Przewodniczacy Rady Europejskiej Donald Tusk podczas wizyty w redakcji ‚ Tygodnika Powszechnego ‚ . Fot. Filip Radwanski / Agencja Gazeta
    Donald Tusk (fot. Filip Radwański/AG)
    Może Celiński jest gorzki, bo się czuje niepotrzebny?

    – Jedyna demonstracja, na której się dobrze czułem, to była ta zorganizowana przez Akcję Demokrację w lipcu. W obronie sądów na Krakowskim Przedmieściu, przed Pałacem Prezydenckim. To była „moja” demonstracja, inny był język, inny sposób myślenia, otwartość, szczerość, lekkość, żadnej ściemy. Stałem tuż przy łańcuchach, za mną już tylko kamienne lwy strzegące wejścia w przejście dla idących od placu Zamkowego lub w przeciwnym kierunku. Wąskie. Na jedną osobę. I wie pan co? Zaliczyłem ze sto uścisków dłoni w niecałe dwie godziny. Stoję tam, taki stary, siwy luj, obok młodzi – i wszyscy się ze mną witają. Nie, nie czułem się tam obco. Nie czułem się niepotrzebny.

    A mimo to pisze pan na blogu, że nie czuje nadziei. Że wierzył pan w lud i się pan zawiódł, że był pan naiwny.

    – Bo byłem.

    Naprawdę nie ma pan wrażenia, że nie jesteście już tej młodzieży potrzebni?

    – Mam. Dlatego o tym nie mówię i nie piszę.

    Ma pan do 30- i 20-latków o to żal?

    – Chyba nie. To nie jest moja odpowiedzialność. Mam to w nosie.

    Pan tak. Kaczyński nie. Nie jest pan o to na niego wściekły? O to, że obecne, młodsze pokolenia są zmuszone żyć tak, jak im zagracie wy, z obu stron barykady – ludzie, których czas chwały i walki przypadł 30 lat temu i wciąż w tym mentalnie tkwią.

    – Ja do niczego nie zmuszam. Uważam, że moje pokolenie i jeszcze dwa poprzednie mają wielkie zasługi. To było wyjątkowe pokolenie. Może nie tak piękne jak to wojenne, pokolenie moich rodziców, ale dzięki historii i własnej roztropności szczęśliwe. Doprowadziło do rzeczy niewyobrażalnych dla kilkunastu poprzednich pokoleń.

    Był pan naiwny, bo wierzył pan, że to pańskie pokolenie będzie Polsce potrafiło przewodzić?

    – Wierzyłem. Zapomniałem, że Polska nie znosi przywództwa, nie znosi liderów. Że najlepiej, by przywódcą – jeśli już musi jakiś być – był „pan nikt”.

    Jak to? Przecież – mówiąc tym elitarystycznym językiem – ten lud ciągle błaga o lidera.

    – Proszę pana, to jest mit, że lud potrzebuje lidera! Mit!

    Bez lidera nie wygra się w Polsce wyborów, bo wybory wygrywają partie, które charyzmatyczny lider umie wziąć za mordę.

    – W Polsce relacja między obywatelami a władzą jest relacją folwarczną. Jest rycerz i jest jego folwark, osada, wieś. Dopóki nie ma powodzi, pożaru, napaści innego rycerza, to jakoś tam osada z rycerzem ze sobą żyją. Ale niech cokolwiek się stanie, to lu! Rycerza w łeb, głowę ucinają, bo to przecież wszystko jego wina.

    Dlaczego?

    – Bo on, choćby z nich pochodził, już nie jest „ich”. Już jest „onym”. Jak Lech Wałęsa. Przy czym tu proces wyalienowania zadziałał w obie strony. Wałęsa, nasz człowiek, robotnik, przestał być człowiekiem z ludu. A dla ludu przestał być „nasz”.

    03.07.2006 GDANSK SAD OKREGOWY PROCESZ WALESA KONTRA WYSZKOWSKI SWIADEK ANDRZEJ CELINSKI FOT. DOMINIK SADOWSKI / AGENCJA GAZETA
    Rok 2006, Sąd Okręgowy w Gdańsku. Proces Wałęsa-Wyszkowski. Na zdjęciu Lech Wałęsa i Andrzej Celiński (fot. Dominik Sadowski/AG)
    Straszny ten lud, że za byle co biednego rycerza skraca o głowę. A może to rycerz nabroił albo już się nie nadaje, bo miecz stępiał, tarcza się wyszczerbiła, a i kopię na starość ciężko udźwignąć? Mój redakcyjny kolega Grzegorz Sroczyński zarzucił panu i pana kolegom syndrom tzw. „grupy rekonstrukcyjnej Unii Wolności”. Cytuję: „My, etos, Solidarność, 16 miesięcy, myśmy kierowali, inteligencja, itd. To jest nieznośne!”. Elita opozycji, w latach 80. zbratana z robotnikami, w latach 90. szybko przestała rozumieć, o co ludowi chodzi. Do tego stopnia, że dalej nie rozumie, dlaczego jej ostatniego rycerza, szefa KOD, ścięli.

    – Gdybym ja dostał taką szansę, jak Mateusz Kijowski! Gdybym miał w ręku przez chwilę taką możliwość, jak on! Jego telefon byłby odebrany wszędzie, gdzie warto by dzwonić. Odbieraliby go ludzie w Polsce najwybitniejsi, w każdej istotnej dziedzinie wiedzy.

    To co by pan zrobił?

    – Najpierw bym spróbował zrozumieć, dlaczego naród w podobnej sytuacji i w podobnym momencie historycznym co inne poszedł tam, gdzie poszedł. Dlaczego w 2015 roku odrzuciliśmy przyszłość? Spróbowałbym podzielić zjawiska zachodzące w Polsce na takie, które obiektywnie wywołują gniew, i na te, które rozmaite złe duchy serwują w mediach, by ten gniew sztucznie wywołać. Spróbowałbym postawić rzetelną diagnozę rzeczywistych problemów Polski. Coś przecież się zdarzyło, że Polacy wybrali PiS.

    Coś się rzeczywiście zdarzyło. Które to więc są rzeczywiste problemy Polski?

    – Deficyt kapitału ludzkiego, słabe realne możliwości młodych w porównaniu z Zachodem, deficyt demokracji, skutki liberalizacji handlu w skali globalnej, fatalna przestrzeń publiczna, deficyt solidarności, Kościół i inne wielkie grupy uzurpujące sobie nie swoje prawa i pieniądze, brak zrozumienia w społeczeństwie co jest prawdą, a co populizmem… Mam wymieniać dalej? Tego jest ogrom!

    A jak już by pan to wszystko miał spisane i opracowane?

    – Podjąłbym próbę zorganizowania wielkiego okrągłego namiotu…

    Okrągły stół już w Polsce był. Potrzebny jest kolejny?

    – Dla wszystkich, którzy cokolwiek w tej Polsce zrobili nie dla siebie, a pro bono. W tym namiocie politycy byliby uczestnikami na równi z ruchami miejskimi, watch-dogami i innymi organizacjami pozarządowymi, liderami biznesu, aktywistami z niewielkich miast, sędziami – zwłaszcza tymi, którzy sprawdzili się w instytucjach międzynarodowych, ekspertami.

    19.07.1993 WARSZAWA , UNIA DEMOKRATYCZNA , KONWENCJA WYBORCZA UD , BRONISLAW GEREMEK , WLADYSLAW FRASYNIUK , ANDRZEJ CELINSKI FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETA UNIA DEMOKRATYCZNA SK DVD 017 A
    19.07.1993 r. Warszawa. Konwencja wyborcza Unii Demokratycznej (fot. Sławomir Kamiński/AG)
    Po co takie wielkie zebranie gadających głów?

    – Po to, by wypracować formułę restartu Polski do pełnego i istotnego uczestnictwa w politycznej Europie. Kluczowe jest to, żeby odsunąć od władzy tych, którzy prowadzą Polaków ku przepaści. Trzeba wypracować wspólną listę wyborczą, która dopiero po wyborach i przywróceniu samorządności mogłaby się podzielić.

    To jest rzeczywiście kluczowe? Mało było takich prób? Co by to dało?!

    – Zmusiłbym tym samym partie do respektu wobec obywateli. Partie w demokracji mają wybitną rolę, ale obywatele są ważniejsi. Reprezentatywność systemu politycznego jest warunkiem jego sensu.

    Pana ostatni wpis na blogu kończy się słowami: „nadziei nie ma, za dobrze nam”. To co, żebyśmy my, Polacy, się zbuntowali, to teraz musieliby nam zabrać paszporty, Internet, wolną prasę, godziwe zarobki tym nielicznym, co je mają, i parę razy spałować dla zdrowia w świetle kamer TV?

    – Tak. I byłoby oczywiście za późno. Polacy zorientują się, co nabroili, dokładnie w okolicach 2020-2021 roku. To będzie czas, kiedy skumuluje się kilka negatywnych czynników.

    Po pierwsze, zacznie się kończyć kasa z Unii.

    – Po drugie, przyjdzie rachunek za emerytury i skrócony wiek emerytalny. Po trzecie, koniunktura gospodarcza Europy, która teraz rośnie, prawem cyklu będzie spadać. Ten spadek trafi nas szczególnie boleśnie. I po czwarte – przyjdzie zmęczenie dobrą zmianą. Ile można wytrzymać tę nawałnicę kłamstwa pomieszanego z głupstwem? Dwa miliony urodzonych w Polsce żyje poza jej granicami. Część z nich widzi różnicę między tu a tam. Będą raportować do rodzin, przyjaciół. I to zafunkcjonuje tak, że Kaczyński, jeżeli będzie jeszcze żył, albo Brudziński, który będzie jego następcą…

    Taki jest pan pewien?

    – Tak. Jeśli sprawa sukcesji pozostanie w wielkiej pisowskiej rodzinie. Mówiłem, że możemy kiedyś wspominać Kaczyńskiego jako przedsionek prawdziwego zła.

    11.12.2017 Warszawa , Palac Prezydencki . Uroczyste zaprzysiezenie nowego rzadu pod kierownictwem premiera Mateusza Morawieckiego . Prezes PiS Jaroslaw Kaczynski . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
    Jarosław Kaczyński (fot. Sławomir Kamiński/AG)
    No właśnie, kto jest w izbie za przedsionkiem?

    – Nie widzi pan tych narodowców w tle? Hołubionych przez część mediów, głaskanych po łysych główkach przez kolejną część mediów, dobrze wyglądających na narodowych mszach w Kościele katolickim? Ja widzę. Dziś jeszcze nie jest ich czas. Są lekceważeni. Ale oni się przygotowują. A Kaczyński przysposabia prawo, według którego będą rządzić. Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny, wymiana sędziów, zbratanie Kościoła i władzy…

    I nie obroni swojej władzy przed nimi?

    – Odrzucam opinie, że to wielki polityk, „bo przetrzymał przegrane 7 razy wybory i wziął całą władzę”. Jest to polityk mierny, opętany władzą, który, i to jest prawda, potrafi fantastycznie budować siłę wyborczą, potrzebną do zdobycia tej władzy. Ale kiedy już ją ma, nie wie, jak widać, po co mu jest potrzebna. Umie za to gromadzić negatywne emocje, szczuć, oskarżać, dawać wielkiej liczbie ludzi usprawiedliwienie ich rzeczywistych lub wymyślonych niepowodzeń.

    Jakie usprawiedliwienie?!

    – Takie, że ich niepowodzenia zawsze za przyczynę mają coś, co nie od nich zależy. Kaczyński jest jak Gomułka współczesnej demokracji. Jego władza jest jej karykaturą. W swoim rozumieniu narodu, państwa i integracji europejskiej jest politykiem końca XIX wieku. A równocześnie jest Kaczyński wybitnym, najwybitniejszym w moich oczach, analitykiem polskiej polityki.

    Geniusz i Gomułka w jednym? Karkołomne.

    – Wnioski, do których dochodzi, traktuje ze śmiertelną powagą. Inni się oszukują, pomijają to, co niewygodne, a on potrafi być okrutny także dla siebie. Tu jest wielki.

    Nieszczęściem jest, że tworzy politykę w czasie, gdy splot okoliczności pozwala Polakom uzyskać pozycję lepszą, niż to by wynikało z naszych atrybutów. W efekcie on, człowiek nierozumiejący współczesnego świata, Europy, mechanizmów budowania pozycji państwa, przygnieciony jakimiś kompleksami, odebrał Polakom historyczną szansę znalezienia się, w sensie politycznym i cywilizacyjnym, w centrum Europy.

    Już odebrał? Już po szansie? Już „porzućcie wszelką nadzieję”?

    – Polska jest wciąż terenem misyjnym. Cywilizacyjnie jesteśmy na obrzeżach, nie do końca i nie za bardzo wiemy, czym dzisiaj jest Europa i jakie polityki są w niej skuteczne dla realizacji własnych i europejskich interesów. Mamy wciąż szansę – a przynajmniej mieliśmy ją przed PiS – żeby być w centrum, ale wciąż wymagany jest ogromny wysiłek dla nadrobienia setek lat dystansu. Musielibyśmy wypełnić różne deficyty naszej kultury politycznej, naszej polityki. Ja je grupuję w pięciu dziedzinach.

    Jakich?

    – Po pierwsze – deficyt pomysłu na siebie i na Europę. Nawet o tym nie rozmawiamy publicznie. Po drugie – deficyt demokracji. Mamy teatr demokracji, marnej zresztą jakości, a nie demokrację. Dalej – deficyt solidarności. To wstyd, że nic z niej nie zostało. Po czwarte – najważniejsza rzecz, decydująca o pozycji w świecie – deficyt kapitału ludzkiego. Wreszcie deficyt zaufania. Jeśli te braki nadrobimy, to jest nadzieja, że za 200 lat nasz czas zostanie uznany za ten, gdy dokonała się zasadnicza zmiana polskiego losu. Na lepsze. Jeśli nie – będzie to epizod, drobna korekta w czasie doskonałej zewnętrznej koniunktury. I właśnie teraz to się decyduje. A my stanęliśmy nad przepaścią. Te deficyty się pogłębiają. Żeby je wypełnić, trzeba rządzić dobrych 15 lat. Pokolenie!

    Ten rząd, który teraz mamy, może zostać u władzy przez dobrych 15 lat.

    – Tyle że on ucieka od Europy zamiast budować w niej naszą pozycję. Ogranicza demokrację. Beznadziejnie dzieli Polaków.

    Ale póki co musi pan zaakceptować, że te deficyty będzie próbował nadrobić właśnie Kaczyński, bo to on rządzi.

    – To był chyba 1990 rok. Pamiętam, o, dobrze pamiętam, słowa Jarosława Kaczyńskiego. Że Polska ma ogromną szansę, ale Polacy sobie nie poradzą, bo są, jacy są. On nie miał w sobie wiary, że w warunkach wolności, demokracji wykorzystamy tę nieprawdopodobną szansę. Zabawne, że ja wtedy też mówiłem, że pierwsze, co należy zrobić, to zbudować prawdziwą, silną policję, bo demokracji trzeba bronić. A Jacek Kuroń na to, z absolutnym spokojem, mówił ciepło: „Andrzejku, nie da się demokracji zbudować bez jej praktykowania. Przez to wszystko trzeba przejść”. To jest też odpowiedź dla Jarosława. I to samo powiedziałbym dziś Ryszardowi Petru, Kamili Gasiuk-Pihowicz i innym młodym politykom. „Ja wiem, że jesteście ambitni, ale pamiętajcie o hierarchii ważności spraw”. Rada dla nich od mojego kolegi, Jacka Merkla: „trzeba się umieć przesunąć na ławie”.

    To znaczy?

    – Otworzyć przestrzeń dla ruchów miejskich, dla aktywistów społecznych, odtworzyć potrzeby i możliwości dla aktywności obywatelskiej. Partie wzięły ten kraj jak swój. Dla siebie. Odepchnęły ludzi. Wprowadziły na powrót nomenklaturę. Ja nie chodzę na demonstracje, żeby coś z tego mieć. Jeśli politykę robi się pod siebie, a nie pod kraj, pod ludzi, to się przegrywa.

    16.12.1993 WARSZAWA GLOSOWANIE NAD ABSOLUTORIUM DLA RZADU HANNY SUCHOCKIEJ HANNA SUCHOCKA , TADEUSZ SYRYJCZYK , ANDRZEJ CELINSKI , TADEUSZ MAZOWIECKI , WLADYSLAW FRASYNIUK , JAN LITYNSKI , KATARZYNA PIEKARSKA FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETA SK DVD 022 A
    16.12.1993 r., głosowanie nad absolutorium dla rządu Hanny Suchockiej, na zdj. m.in. Andrzej Celiński (fot. Sławomir Kamiński/AG)
    Jakbyście się wy wszyscy przez ostatnie 30 lat umieli przesunąć na tej ławie, toby teraz Polska inaczej wyglądała.

    – A skąd! Gdyby ci z Solidarności Walczącej, od starego Morawieckiego, różni radykałowie, którzy tylko Ruskich chcieli precz stąd przegnać (wtedy!), mieli w latach 80. wpływ na „Solidarność”, toby się skończyła ona wcześniej i bardziej tragicznie.

    Krwią jak w 1981 r.?

    – Nie. Chociaż może i tak. Tego już nie sprawdzimy, chwała Bogu.

    To czym?

    – Kompromitacją. Clou jest takie, że Polakom wydaje się, że są nie wiadomo kim! A Polacy byli przez pokolenia problemem dla świata. Przez swoją nieobliczalność, przez muchy w nosie, ciągłe roszczenia i brak empatii wobec innych.

    Jest wielką zasługą pokolenia „S”, tych, którzy sterowali tym wielkim ruchem, że raz w naszej historii, w sytuacji, gdy Pan Bóg rozsypał przed nami worek diamentów, potrafiliśmy narzucić taki sposób myślenia o Polsce i w Polsce, w którym wartością było przeżyć, a nie zginąć. Wartością było, żeby wielkie cele osiągać rozumem.

    To znaczy?

    – Unikać siłowej konfrontacji z nieporównanie silniejszym przeciwnikiem. Szukać sojuszników, a nie atakować pretensjami. Proszę pana, nie ma dziś konfliktu pokoleń. To jakaś bzdura, kolejny mit. Jabłko pada zawsze pod jabłonią. Jaki ojciec, taki syn. Już przeszło pół wieku temu, a potem jeszcze dwa razy co dekadę, w swoich metodologicznie fenomenalnych badaniach wielki polski socjolog, profesor Stefan Nowak, udowodnił, że postawy się dziedziczy.

    To by znaczyło, że większość społeczeństwa dziedziczy postawę bierności i konformizmu.

    – „Solidarność” wybuchła najpierw przez brak kiełbasy, a nie przez brak wolności.

    A teraz póki co kiełbasa ciągle jest.

    – Ano właśnie. W 2021 roku zabraknie. I rycerz zostanie ścięty.

    05.02.1993 WARSZAWA BELWEDER POSIEDZENIE KAPITULY GODLA ‚TERAZ POLSKA’ FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETA ANDRZEJ CELINSKI [ TERAZ POLSKA ] SK DVD 010 A
    Andrzej Celiński w 1993 r. (Fot. Sławomir Kamiński/AG)
    Andrzej Celiński. Polityk i socjolog, do 1989 działacz opozycji demokratycznej. W sierpniu 1980 był współautorem apelu 64 intelektualistów o negocjacje i porozumienie między władzą a strajkującymi. Od września 1980 był członkiem „Solidarności”, kierował gabinetem Lecha Wałęsy. W stanie wojennym internowany w ośrodkach odosobnienia w Warszawie-Białołęce, Jaworzu i Darłówku, zwolniony 7 grudnia 1982. W latach 1983-1987 współpracował z Lechem Wałęsą i środowiskiem ekspertów „Solidarności”. W latach 1989-1990 był członkiem Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie oraz uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu. W wolnej Polsce senator I i II kadencji, poseł na Sejm II, IV, VI kadencji, w latach 2001-2002 minister kultury w rządzie Leszka Millera, od 2012 do 2015 przewodniczący Partii Demokratycznej.

    Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, „Dziennika” i „Newsweeka”. Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

  176. Tanaka
    6 stycznia o godz. 11:16

    Też mnie ta dedykacja rozczulila ale pozostałam niewzruszona – może dlatego że ani ona ani owa wersja książeczki nie trafiła do mnie w latach studenckich… Zresztą gdyby nawet trafiła to wątpię czy wytrzymałaby konkurencję ze wszystkimi podręcznikami do nauki, książkami czytanymi dla przyjemności oraz „Filmem”, „Polityką” i „Podróżami” i kilkoma innymi – słowem, za dużo było innych ciekawych rzeczy do czytania żeby studiować jeszcze religijne teksty. Co jakiś czas mnie kusi, żeby trochę doczytać i potem zaginać religijnych dyskutantów z nie-logiki owego dzieła ale….wciąż jakoś jest dużo więcej innych rzeczy do czytania w kolejce i o wiele ciekawszych 😉

  177. izabella
    6 stycznia o godz. 11:42

    Racja! głupoty nagadałem. Muszę się napić Pepsi, żeby być sobą. Cesaria mi się skleiła z „Buena Vista Social Club’. Wina słodkiej Pepsi i Tuska. Właśnie słucham i już się kręcę.

  178. Kostka
    6 stycznia o godz. 11:52

    Niebieska książeczka jest ciekawa. O tyle, że wpłyneła na dzieje ludzkości i jeszcze wpływa, co jest niewątpliwym fenomenem. Bardzo ciekawe też jest w niej to, że to co o niej gadają religie to jedno, a treść to drugie. Badanie rozbieżności i wręcz sprzeczności między jednym a drugim jest chyba jeszcze ciekawsze. A może najciekawsze jest to, że Wszechmogący śmiało się w niej przedstawia jako najkoszmarniejszy potwór, zaś Jezusek grubo się myli co do ojca i w ogóle jest w całej tej historii zupełnie zagubiony.
    Ale masz rację: jest tyle książek poznawczo czystych, wewnętrznie niesprzecznych, jasnych, budujących, pobudzających rozum do ćwierkania w szczęściu poznania, że długie przestawanie z niebieską książeczką jest stratą czasu i psuciem sobie piękna mrocznościami.

  179. Gra w trzy króle, albo: Wygaszaniu człowieka zapobiegnie PoloNarodowa Sztuczna Inteligencja.

    Nawiązując do wątku głównego, śpieszę w te święto z dobrą nowiną do ateistów.
    Państwo Piss czuwają, o wygaszaniu człowieka skrzywdzonego nie ma mowy, a przeciwnie kwitnie homopiss ludens – jezd postemp, som piniondze na Rezydent Evil (a to się rezydenci ucieszą):

    „…Państwowa agencja daje fortunę na te projekty; prawie 2 mln zł na „Algorytm Prawdziwego Życia”.
    Narodowe Centrum Badań i Rozwoju dało ponad 200 mln zł polskim producentom gier.
    Huckleberry Games dostało 1,6 mln na stworzenie enigmatycznego „Algorytmu Prawdziwego Życia”.
    JuJuBee zaś, dostało 1,34 mln zł na budowę szablonu do tworzenia sztucznej inteligencji wykorzystywanej w grach strategicznych.

    [żródło: INN Poland]

    Warto się tego języka komunikacji z inteligencją nauczyć: zacznijmy od powtarzania sobie jujubee, jujubee, jujubee… 😉

    Inteligencja, jako pojęcie, to bowiem nie jest myślenie, ani odczuwanie, a skutek tych procesów(?), polegający na przystosowaniu się.
    Polecam.

  180. wbocek
    6 stycznia o godz. 11:13

    O, ale ładnie zaśpiewałeś pombocku 🙂

    przypomniało mi się

    tam waćpanna śpisz po trudzie a ja tu brzdąkam na du…dzie

  181. lonefather
    6 stycznia o godz. 11:43

    Czytałem już wcześniej ten wywiad z Celińskim. Bardzo mi odpowiada sposób jego rozumowania, w tej rozmowie i w ogóle, uważam go za jedną z najsensowniej myślących postaci dawnej opozycji. Ale też co jakiś czas mam wątpliwość co do trafności jego sądzeń.
    Tu, pod koniec wywiadu, mówi, że Solidarność wybuchła najpierw z powodu braku kiełbasy, a nie wolności. Z tym się zgadzam, zresztą dowód na to jest jasny: 21 postulatów i kluczowe hasło: „socjalizm tak, wypaczenia – nie!” Rządzi kiełbasa, nie wolność. Nic się specjalnego pod tym względem nie zmieniło. Suweren zagłosował na PiS w ogóle się nie przejmując, że odbiera sobie słabowitą jeszcze wolność, natomiast poczuł zapach kiełbasy. Zapach, bo zabieranie wolności zawsze jest połączone z zabieraniem kiełbasy. W zamian suweren dostaje celulozę w kiszce, sen o kiełbasie, sen psa. Długo musi żreć i spluwać, zanim się zorientuje, że to ersatz. Stracił coś realnego, dostał coś złudnego. Ale sam chciał, wybierając mniemaną kiełbasę.
    Niedługo się okaże, kto ciągle śni o kiełbasie, a komu zależy na wolności niezbędnej do realnego żarcia kiełbasy, a nie żucia mniemań.

  182. Moim zdaniem najistotniejszy fragment z wypowiedzi Celińskiego, to ten:

    „Proszę pana, nie ma dziś konfliktu pokoleń. To jakaś bzdura, kolejny mit. Jabłko pada zawsze pod jabłonią. Jaki ojciec, taki syn. Już przeszło pół wieku temu, a potem jeszcze dwa razy co dekadę, w swoich metodologicznie fenomenalnych badaniach wielki polski socjolog, profesor Stefan Nowak, udowodnił, że postawy się dziedziczy.”

    Innymi słowy kod społeczno kulturowy (zbyt „przestarzały” wyrosły, dostosowany do innych systemów niż demokratyczne państwo prawa), to jest to, z czym się zmaga demokracja w Polsce, a co Kaczyński wykorzystuje instynktownie, na czym pogrywa. To jest to, co w innym miejscu wywiadu Celiński wyszczególnia:

    „- deficyt kapitału ludzkiego, fatalna przestrzeń publiczna, deficyt solidarności, Kościół i inne wielkie grupy uzurpujące sobie nie swoje prawa i pieniądze, brak zrozumienia w społeczeństwie co jest prawdą, a co populizmem, Mam wymieniać dalej? Tego jest ogrom!”

    To są składniki kodu społeczno-kulturowego, który był formowany przez stulecia i który może się się zmieniać skutecznie tylko poprzez ewolucję (zbyt powolną jak na nasze oczekiwania). Kod ten jest dziedziczony przez kolejne pokolenia i jednocześnie jakoś tam wolniutko ewoluuje. Jak na zapotrzebowanie demokracji w Polsce zbyt wolno. Jak na zapotrzebowanie demokracji w Umęczonej ten kod jest w sam raz.
    Pzdr, TJ

  183. @ lonefather

    „…To był chyba 1990 rok. Pamiętam, o, dobrze pamiętam, słowa Jarosława Kaczyńskiego. Że Polska ma ogromną szansę, ale Polacy sobie nie poradzą, bo są, jacy są…”

    Twój cytat z Celińskiego jest identyczny z moim zapamiętaniem.
    Pamiętam z tych czasów sporo, świeżo uwłaszczonych na zagranicznym kapitale, mentalnych i zawodowych ubeków (!), którzy już wtedy szykowali inwestującym w Polskę kapitalistom za te inwestycje sznurek, na którym ich powieszą.
    No i teraz wieszają, wychowawszy od ’89 całe hordy neo-wieszatieli.

    Nb, p. Celiński, postać zacna moralnie, ale obecnie, z rozpaczy chyba, postradająca intelekt na rzecz zmysłów.
    Poetyka i frazeologia bloga p. C. budzi konfuzję podziwu dla morale i zniesmaczenia ekspresją i odnośnym wnioskowaniem.

  184. tejot
    6 stycznia o godz. 12:21

    Moim zdaniem (jw) analizy Celińskiego nie spełniają warunków falsyfikacji.
    Uprzejmie zachęcam (wszystkich zainteresowanych) do porównania z czymś znacznie bardziej poznawczym (choć nie w każdym fragmencie, ale jednak):

    Gdula:
    ,http://natemat.pl/226717,oto-czlowiek-ktory-rozgryzl-tajemnice-sukcesu-pis-jesli-ktos-mysli-ze-chodzi-o-500-jest-w-totalnym-bledzie
    Skarżyński:
    ,http://wyborcza.pl/osiemdziewiec/7,159012,22858855,ilu-polakow-nigdy-nie-weszlo-do-unii.html

    Ukłony

  185. tejot
    6 stycznia o godz. 12:21

    Tak, Celiński celnie to nazywa, za prof. Nowakiem, u którego chyba się uczył.
    Suweren w 1980-tym chciał więcej kiełbasy i lepiej pachnącej, bo zwyklejszą kiszkę miał. Natomiast sam Celiński, Kuroń, Michnikowski, Modzelewski i jeszcze ktoś chcieli wolności. Jak to w Polsce zwykle bywa, nastąpiło qui pro quo, pomylenie rzeczy. Ci chcący wolności jednak kapowali, że wolność zdobędą za pomocą chcących kiełbasy, bo sami mieli na to za chude uszy a i wyznawców kiełbasy do niejasnego pojęcia „wolności” nie przekonają. Wyznawca kiełbasy jest przecież wyznawcą bozi, a bozia jest dokładnie przeciwny wolności.
    Wyznawcy wolności, osiągnęli niejaki sukces, posługując się narzędziem – wyznawcami kiełbasy. Sukces ma swoją cenę: po 1989 powstały dwa światy równoległe: półwolny i kiełbasiany. Teraz ci wolni na sposób półwolny są bardzo pogubieni, dziwią się i złoszczą, że inni wolą kiełbasę niż wolność. Kaczyński zrozumiał ten mechanizm i użył wyznawców kiełbasy, by odebrać wolność przede wszystkim wyznawcom tejże. Oni pierwsi odczuwają jej brak. Wyznawcom kiełbasy też wolność odebrał, ale im wolność mniej pachnie niż kiełbasa.

  186. Gekko
    6 stycznia o godz. 12:27

    W 1980-tym, wyznawca kiełbasy, robotnik, uznał, że „obali komunę”. Dosłownie. takie słowa słyszałem od robotników, którym się pomyliło żródło kiełbasy ze źródłem wolności. I faktyczne – obalili komunę. W ten sposób sami się obalili. Z dumnej roli robotnika, przodownika, klasy przodującej stali się „pracobiorcami” dla których nie ma pracy.
    Powinni być zadowoleni: obalili, czego najtężsi sowietolodzy w Waszyngtonie nie przewidzieli. Ale wygląda na to, że nie są zadowoleni. Bardzo dziwne.

  187. Tanaka
    6 stycznia o godz. 12:43
    Zgadzam się z teorią kiełbasianą tłumaczącą rok 1989 oraz transformację Polski w Umęczona przeprowadzana pod przewodnictwem Jarosława Ka.
    Jest to model pasujący jako tako do rzeczywistości, tłumaczący przebieg wydarzeń, motywacje i zaszłości w głowach ludu, a tym samym stanowiący podstawę do spekulacji – co będzie dalej, co należałoby zrobić i kto ma to zrobić, aby nie było tak jak zawsze.
    Model, jak każdy model społecznych przemian, ma to do siebie, że jest pewną projekcją, agregatem faktów i założeń, analogii, życzeń i postulatów.
    Pzdr TJ

  188. Tanaka
    6 stycznia o godz. 12:49

    Bardzo mi odpowiada zgrabna synteza o kiełbasianym jadzie, paraliżującym, a nie wyzwalającym wolność (by tak, nieidentycznie to strawestować).
    Jednak, w sumie, z tą wolnością i niosącymi ją w sercach i umysłach na pochlastanych plasterkach kiełbasy, to obawiam się zbyt szlachetna projekcja.
    Wśród nosicieli wolności, zbyt wielu było i zbyt dominujących tych, co zniewoleni ewidentnie byli antydoktryną komunizmu, czyli KK.
    Pomylili to zniewolenie, czyli wolność od doktryny na rzecz antydoktryny, z wolnością. Nie taką -od, ale taką bezprzymiotnikową.
    I nic nie uczynili, nic a nawet mniej bo przeciwnie, aby geny wolności folwarcznej masie zaszczepić, a tym samym ją – od toksyny ideolo (kato- czy innej noeokonowej sieczce).
    Tak więc, Kiełbasa Polska Sp. zoo, okazała się niemożliwa do stworzenia, bez zburzenia rzeźni doktrynalnych.
    I owszem, rzeźnia wróciła cofką, która po tym naszym eksperymencie cywilizacyjnym, będzie musiała za kiełbasę robić, sycąc pustym mitem wolności, ubranym póki co w garnuszek unijny.
    Że czerep pusty, okaże się nie prędzej, niż garnuszka na kiełbasiany jad doktryn zabraknie.

  189. Trochę erraty do 6 stycznia o godz. 13:21:
    Oczywiście, kiełbasa spółka okazała się niemożliwa bez rzeźni (a nie bez zburzenia ich).
    W przeciwieństwie do wolności.

  190. tejot
    6 stycznia o godz. 13:01

    Nie wiem, czy to aż model, raczej synteza szukająca głównej łodygi rośliny a po niej – korzeni. Model, lub narzędzie, może być w tym, że gdy się go przyłoży do polskich dziejów w wiekach, nie tylko dobrze przystaje do zdarzeń minionych, a najczęściej wypartych, ale i nieźle pozwala pojmować zdarzenia dzisiejsze i – jak sądzę – przewidywać przyszłe. W pewnym, rzecz jasna, przybliżeniu.

  191. Gekko
    6 stycznia o godz. 13:21

    Dlatego też wspomniałem o mętności wolności. Wyznawca wolności sądzi, że kapuje na czym ona polega, ale to powierzchowne kapowanie. Zresztą, „polska młodzież akademicka” z niebieskiej książeczki może znać tylko jedną wolność: słodką niewolę miłości do Wszechmogącego. Cóż więcej o wolności mogłaby kapować, skoro tą niewolę za wolność bierze?
    Z wyznawcami wolności którzy są zarazem wyznawcami dumania, taki jest też organiczny kłopot, że jak się człowiek zaduma nad tym, co to takiego wolność, to się zaraz bardzo poci, bo mu wątpliwości przybywa zamiast ubywać. Stąd też znacznie łatwiej posłużyć się protezą wolności od, zamiast wolności.
    To zrozumiałe, gdy się zastosuje moją syntezę, lub też model, jak to nazwał tejotek: Polak nie znał nigdy w swojej historii żadnej wolności, nawet wolność od jest ciągle niedoświadczona. Nie wylazł całkiem z niewolnictwa pańszczyźnianego, co jasno widać po usilnym szukaniu nowego dziedzica , którego znalazł: dziedzica smoleńskiego. Nie wylazł w ogóle z niewoli u biskupa swego, jakże miałby więc mieć jasne pojęcie nawet o wolności od.. ? Tęga głowa, ale słaba, Adam Michnik rzekł – ledwie z rok chyba temu, że bez Kościoła kat Polak jest zgubiony. Nie jest to nietrafna diagnoza, obejmuje przecież i samego Michnika – innego świata nie może zobaczyć. Więc i sam widzi powierzchowność: wolność mniemaną od pana i wolność zupełną która jest całkiem niewolna – od biskupa nadwiślańskiego.
    Poniekąd to jednak Sukces nr 1: ćwierćwolność wolności od, to jak na polskie głowy, którym najlepiej przychodzi ginąć w powstaniach, na szosie po wódce i pod Smoleńskiem – wynik może i wybitny.

  192. Gekko
    6 stycznia o godz. 12:27

    Lacze sie, a wlasciwie laczy nas podobne odbieranie bloga Andrzeja Ceilnskiego. Czesto zagladam, nieczesto sie zdaza, ze doczytam do konca.

    Masz pojecie co mysle, widzac to co widzi kazdy, a swoim mysleniem dzielac sie w pisywanych nieregularnie odcinkach Kontrrewolucji. Mozliwe, ze jestem z nieco innej gliny niz Celinski i w dodatku nie tkwie w „oku PiSowskiego cyklonu” dewastujacego Polske i dlatego mam mniejsze opory w dosadnie doslownym nazywaniu tego co widze po imieniu jakie sie nalezy…

    Wielokrotnie @wbocek, czyli @pombocek zwracal uwage na wlasciwe nazywanie. Wlasciwe nazywanie jest podstawa wlasciwego rozumienia tego co widzimy i o czym myslimy. Po dwuch latach pisania moje przekonanie nie zmniejszylo sie ani o jote, nie dlatego ze je stosuje, a dlatego, ze obserwuje, czytam, slucham wszystkich, ktorzy z roznych wzgledow i powodow nie zdobyli sie, lub nie umieli sie zdobyc na poprawne nazwanie tego co i jak robi Jaroslaw Kaczynski ze swoim PiSem.

    Nie nazwanie tego kontrrewolucja, czy hybrydowa kontrrewolucja, powoduje ze brna w opis dzialan Jaroslawa jezykiem normalnej polityki.

    Nienormalne opisywac normalnym jezykiem?

    Z tym wlasnie mamy do czynienia i ze skutkami tego tez. Mamy lacznie w Sejmie i Senacie 296 przestepcow spod znaku PiS. Przestepcow, ktorzy od dwuch lat popelniaja jeden za drugim akty przestepczego lamania polskiego prawa w tym Polskiej Konstytucji…

    Czy poza domniemywaniem, ze mozliwe ze zlamali slyszales, lub czytales kiedykolwiek u kogokolwiek, poza mna, zeby nazwali przestepcow wprost przestepcami?

    To jest tak, ze jesli masz mafioza ewidentnego, to nie nazwiesz go mafiozem?

    Nie masz oporu i nazwiesz. To dlaczego nie nazywac przestepcow politycznych, przestepcami?

    Jak ich nie nazywasz tak na co dzien, to wpadasz w pulapke zapomnienia i i mowisz o nich jak o normalnych uczciwych ludziach. Jak tak o nich mowisz niejako ich autoryzujesz i w oczach niezbyt lotnych, czy obojetnych ludzi wytwarzasz wrazenie, ze oni nic zlego nie zrobili, bo przeciez, gdyby zrobili, to wszyscy by o tym krzyczeli…

    A tu nikt nie krzyczy, poparcie sie utrzymuje, albo rosnie… Fajno jest, co nie?

    I Celinski choc jestem przekonany, ze to wie, to tego nie krzyczenia nie uprawia. Tak jak nie powie dokladnie na czym i dlaczego polega to, ze swoim kunktatorskim, zeby nie powiedziec wprost egoistycznym interesem brukselskim spowodowal, ze sie kaczynski po raz drugi dorwal do wladzy…

    Nie da sie cofnac czasu, ale gdyby byla taka mozliwosc, to teraz w wyborach 2007 roku oddalbym glos na Kaczynskiego i wszystkich bym do tego namawial, bo wtedy w kryzysie lat 2009/2012 by sie wywalil i bylby skonczony politycznie na zawsze. Niemniej choc czasu cofnac sie nie da, to wnioski wyciagnac nie tylko mozna, ale trzeba, co ja w swoim drobnym zakresie staram sie czynic i dzielic sie piszac Kontrrewolucje.

    pozdrowka
    ~l.

  193. Gekko
    6 stycznia o godz. 12:27

    Przedostatni akapit to oczywiscie jest o Tusku…

    Powinno byc tak:

    „Tak jak nie powie dokladnie na czym i dlaczego polega to, ze swoim kunktatorskim, zeby nie powiedziec wprost egoistycznym interesem brukselskim Donald Tusk spowodowal, ze sie Kaczynski po raz drugi dorwal do wladzy…”

  194. No to maly przerywnik na popatrzenie sobie na cos wrecz „bosko” pieknego, czyli zwoje niebieskich chmur na Jowiszu:

    Na fotki mozna popatrzec tutaj:

    https://www.space.com/39298-blue-velvet-jupiter-new-juno-image.html?utm_source=notification

  195. Krakowska sucha w jelitach niewoli, albo czarne lustro ciemności
    @ Tanaka
    6 stycznia o godz. 14:24

    Podobno, jednym z syndromów wolności, a więc objawów zewnętrznych tego, co w nas siedzi, jest zdolność odpowiedzialności (a nie żadnej empatii czy innych humbugów na u żytek marketingu usług niepotrzebnych).
    Odwrotnością tej odpowiedzialności, a więc syndromem zniewolenia, jest potrzeba przynależności i akceptacji – jeśli bezwarunkowa i przymusowa niezależnie od okoliczności.
    Jak przeczytałem Twój, Tanako komentarz to poczułem się tak zniewolony, że wbrew swej wolności, zupełnie folwarcznie się wyeksponuję: tak, zgadzam się z przyjemnością i każdym słowem.
    Jak miło.
    To mocniejsze, niż żywiecka i krakowska sucha! 😉
    – – –
    Przy tej okazji i okazji tematycznej, podsyłam ciekawostkę, jak mi się zdaje dość mocno wspierająca temat (poniższy cytat ujmuje istotę rzeczy).

    „Zagrożeniem nie jest wcale technologia, wszechobecne aplikacje, sztuczna inteligencja, ale uzależnienie od opinii innych, potrzeba splendoru i lęk przed krytyką….

    Bohaterowie ‚Black Mirror’ to ludzie, których ciała i emocje nie dorosły do cywilizacyjnego przewrotu. Jeden z najlepszych odcinków, to opowieść o rzeczywistości, w której hierarchię społeczną ustalają oceny innych… a wartość człowieka ‚w realu’ mierzona jest jego popularnością w sieci.”

    [źródło: ‚http://krytykapolityczna.pl/kultura/film/serial-back-mirror/]

    Warto się z tym tekstem Emilii Konwerskiej zapoznać, IMHO.

    Nb Warszawa (metro i rozliczne media) cała zaklejona jest czarnymi płachtami reklam tej produkcji – jakaż ironia.

  196. lonefather
    6 stycznia o godz. 14:32

    Dodam swoje trzy grosze zasłyszane u wiewiórek.
    Ponoć, kandydatura Tuska do UE została wynegocjowana przez tow. Putina z p. Merkel.
    Ze względów oczywistych.
    Mnie to o tyle przekonuje, że aby pycha najpewniej pokroczyła przed upadkiem, trzeba ją postawić na czele równi pochyłej…hihi.

  197. @Gekko

    Czasem wiewiorki duzo mowia o tych, co je slysza..hahha.

    Ale to nie o Tobie, bo wiem, ze ty tylko przytoczyles tych co slysza.

  198. lonefather
    6 stycznia o godz. 14:32

    Byłbym zapomniał (hihi) że istotnie, podzielam Twoje wyrażone w poście opinie, co do joty.
    Nazywanie rzeczy po imieniu nie jest objawem histerii, ale obrony wspólnych wartości, co jeśli się nie dzieje, działa na rzecz kontrrewolucji.
    Jej istotą jest inicjalna i w zamierzeniu dyskretna podmianka systemów wartości i odwrócenie znaczeń, do czego służy język, język i jeszcze raz: język!
    Tyle, że są to również do pewnego stopnia procesy ewolucyjne.
    Od nas zależy, czy wprzęgniemy je w postęp, czy… podstęp.

    Pozdrowienia, jak najbardziej.

  199. @ lonefather
    6 stycznia o godz. 14:51
    Czasem wiewiorki duzo mowia o tych, co je slysza..hahha.

    Hahaha – i owszem, np. o weterynarzach! 😉

  200. Gekko
    6 stycznia o godz. 14:55

    Nie moze byc !
    Czyzbys „pil” do @Kostki?

  201. Gekko
    6 stycznia o godz. 14:53

    Dziekuje za uznanie.

    Do podobnych do moich wnioskow powoli dochodza tez inni. Tym innym potrzebne byly dwa lata rzadow Jaroslawa Kaczysnkiego i specjalne badania socjologiczne, zeby dostrzec to co widac golym okiem od zawsze, jesli sie bez zludzen patrzy na Jaroslawa.

    Na przyklad jednym z tych, ktorzy przejzeli na oczy jest dr Andrzej Bratkowski, ekonomista i byly v-prezes NBP.

    Przejzenie na oczy znalazlem w 1:07 minucie Krzywego Zwierciadla, ktore zacytowalo przejzenie:

    http://www.superstacja.tv/program/krzywe-zwierciadlo-manuela-gretkowska,6621225/

    Nazywac rzeczy po imieniu i nie mowic ogolnie PiS, tylko mowic nieustannie Jaroslaw Kaczynski i nieustannym powtarzaniem wyciagac go na swiatlo dzienne nie pozwalajac sie ukrywac za pisowskimi marionetkami.

    Byc moze raporty i badania sa potrzebne jesli nie umie sie patrzec i rozumiec co sie widzi. „Zobaczylem” po raz pierwszy Kaczynskiego jesienia 1989 roku przy okazji powstawania rzadu Mazowieckiego, docenilem skutecznosc, zrazilem sie podstepna dwulicowoscia i jak go wtedy „zobaczylem” to patrze nadal. I pisze co widze i rozumiem. A co do dwuch lat potrzebnych, zeby dotarlo, to lepiej ze w koncu dotarlo, a jeszcze lepiej bedzie jesli nie tylko do dr Bratkowskiego, a mozliwie duzej liczby ludzi dotarlo, i zeby powaznie potraktowali jego wezwanie do wlasciwego nazywania.

  202. lonefather
    6 stycznia o godz. 15:32

    W żadnym wypadku.
    Posługujemy się przecież językiem ezopowym, a jak rozumiem, Kostka to w realu.
    😉

  203. lonefather
    6 stycznia o godz. 15:46

    W kwestii ‚uznania’, taka, proszę wybaczyć, uwaga o sobie na blogu, czyli Gekko.
    Jak ‚nie uznaję’, to się nie odzywam.
    I nie chodzi mi o uznawanie osób, ani nawet nicków, ale treści, jakie zamieszczają.
    Więc, Lonku, nawet, a zwłaszcza jeśli COŚ komentuję krytycznie, to znaczy, że jakoś tam mnie to rusza, więc znaczy dla mnie – znaczy.
    Inna sprawa, że znaczenie postów na blogu, uważam, tworzy wartość godną jakiegoś obiektywnego uznania przede wszystkim swą zbiorowością i różnorodnością, w poszanowaniu pewnych wartości uznanych wspólnie za łączące udziałowców.
    Piszę to, bo nie uważam, aby moje indywidualne uznawanie (w tym zgadzanie się) z jakimiś treściami, miało wartość, a zwłaszcza …wartościującą.
    Innymi słowy, stoję na antypodach Prezesa…hihi.

    Swoją drogą, Kaczyński to jest nasz wspólny potwór z bazin, nie ten, to byłby inny, to musiało wybić.
    Chciałbym wierzyć, że on to już apogeum gnomiej toksyczności, jaka może nam się zdarzyć; obawiam się jednak, że sa w kolejce jeszcze bardziej kabotyńscy i nie mniej szkodliwi, liczni imitatorzy tej żołądkowej małości i nienawiści.
    Uff.

  204. Gekko
    6 stycznia o godz. 16:02

    Oto skutki nieprecyzyjnosci wyrazania sie mojego. Uznanie dla mnie byloby mile, ale znacznie wyzej cenie uznanie slusznosci pogladow wyrazanych. I za nie wlasnie podziekowalem.

    Postaram sie pamietac i byc dokladniejszy w przyszlosci.

    pozdrowka
    ~l.

  205. tejot
    6 stycznia o godz. 13:01
    Znałem dobry czas temu (byliśmy zaprzyjaźnieni) historyka z wykształcenia i pewno pasjiteż. Uznawał ,by ocenić czasy obecne w miarę obiektywnie (chyba chodziło m.in. o „wychłodzenie emocjonalne”) potrzeba odstępu czasowego , wg. niego 50 lat. Tu uwaga: nie chodzi o ostatnie 50-lecie! Te 50 lat jeżeli już, odnieśmy do czasów dzisiejszych…
    Patrząc z pewnej perspektywy nie tylko czasowej, niejako jesteśmy świadkami powtórki z historii.Tej bardziej odległej.

  206. Swiat bez religii jest (niestety) zludzeniem. I to nie dlatego, ze wariaci religijni ja narzucaja… to tez, ale nie tylko to…
    Jedyna mozliwosc, ze religie znikna jest taka(hipotetyczna), ze na tej planecie wyladuja istoty z cywilizacji wyprzedzajacej nas o miliony lat i powiedza:”Sorry ziemianie ale przemierzelismy wszechswiat, wzdluz i wszerz… i nie widzielismy boga…”
    Ale nawet wtedy, jesli prawdopodobienstwo, ze sie tu pojawia wynosi 0, 00000000000001, to beda ludzie, ktorzy wlasnie ich okrzykna bogami. Ale wtedy bedziemy sie musieli zastanowic nad tym, czym sa nasze prawa fizyki. jesli sie pojawia, to predkosc swiatla okaze sie bzdura…, a jesli ona mialaby byc bzdura….to chyba wstystkie inne… zajmijmy sie soba—z religia czy bez. na tej ziemi rozstrzyga sie nasz los. O tym mowil filozof Hans Jonas

  207. Szymonowicz swoje, a Kamil Stoch swoje, czyli 132,5 metra… Nie filozofowal, tylko skoczyl.

  208. Hej Szymonowicz, czy dostrzegasz jak bosko skacze Kamil Stoch?

    Po prostu bosko. Bogiem nie jest, bo ich nie ma, ale skacze po prostu bosko !

  209. Szymonowicz
    6 stycznia o godz. 17:05
    Od czasu kiedy pojawiła się psychiatria jako dziedzina medycyny, nie mamy poważnych objawień, ani proroków. Ci lekarze wyraźnie nie napotkali żadnego osobnika, którego cechy osobnicze nosiłyby charakter bezsprzecznie boski.

  210. @Szymonowicz 17:05

    Schodząc na ziemię. Powiedz nam, czy jak zbliża się burza, taka z piorunami, to wystawiasz w oknach obrazki święte, czy też wolisz polegać na piorunochronie?

  211. No i jest bosko !

    Kamil Stoch zwycieza w Bishoshofen,co daje mu drugi wygrany TCS i powtorzenie osiagniecia Svena Hannawalda sprzed 16 lat, kiedy zwyciezyl we wszystkich czterech konkursach w jednym sezonie.

    Wielkie brawa dla boskiego Kamila Stocha.

    Panie Szymonowicz, dziekuje, bo to dzieki paniskiemu wpisowi przypomnialem sobie o istnieniu przymiotnika „boski”, ktory sie jak malo komu nalezy wlasnie Kamilowi Stochowi.

  212. zezem
    6 stycznia o godz. 16:48
    tejot
    6 stycznia o godz. 13:01

    Patrząc z pewnej perspektywy nie tylko czasowej, niejako jesteśmy świadkami powtórki z historii. Tej bardziej odległej.

    Mój komentarz
    Tak, to jest powtórka, której logika rozwoju pokazuje, że jest to powtórka. Te same ciągoty przywódców by być absolutnie i bez reszty na czele i działać tylko i wyłącznie w imieniu narodu, dla naszego umęczonego traktatami państwa. Te same argumenty serwowane dla ludu:

    – kraj w ruinie

    – powstańmy z kolan, odzyskajmy godność

    – da się, damy radę, wygramy, Polska wygra

    – nie damy sobie wydrzeć suwerenności, bądźmy solidarni w tej sprawie

    – otaczają nas wrogie siły, wiarołomni przyjaciele, pijacy oraz ich kamerdynerzy w rodzaju Tuska, którzy w tajnych rozmowach podejmują decyzję za nas

    – Zachód, wytwór Oświecenia gnije, nie będzie Europa nam przykładem

    – my będziemy, już jesteśmy przykładem dla Europy, przebudujemy, odzyskamy

    – precz ze złudzeniami demokracji, ona jest nieporadna, słaba, szkodliwa i gnijąca, potrzebujemy silnego państwa, będziemy go mieli

    – precz z tymi, którzy doprowadzili nas do takiej upokarzającej sytuacji, precz z ostatnimi sortami, masonami i polskojęzycznym, zdradzieckimi mordami i kanaliami, precz ze stanowisk, powracajcie do siebie, wasze miejsce, to dolna półka
    itd.

    Jak by powiedział Celiński – góra tego jest. Dokładnie tego samego. Wodzostwo, etnocenryzm ekskluzywizm, dyktat traktatowy, zamaskowani wrogowie.
    Pzdr, TJ

  213. W Dniu Pingwina w wiadomościach czas się zgina…

    Łączę się dziś w bulu(!) z Lonkiem, do czego nas Niemce wiodą:
    „…Stefan Horngacher namówił Kamila Stocha na wielką zmianę”.
    Tak wiodą Polskę Niemce do zwycięstwa, jak w pieśni: …na Stoch, na Stoch, na Stoch.
    Zupełnie ignorując Dobrą Zmianę.
    Jakie więc barwy ma to zwycięstwo, bo zdaje się że nie dwu- ale pięciokolorowe…?

    Ateiści, radźcie: (anonimowo rzecz jasna)
    Z okazji nadchodzącego Dnia Pingwina, obok zakonnic i chińskiej pandy, wystąpił w wiadomościach Zwierzchnik Kościoła Katolickiego w Polsce, z przemową do Narodu, w której zagroził:
    „Bóg jest dla wszystkich, bez wyjątku.
    Co więc robić, jak się jest wyjątkiem?
    Wyć, czy od razu wąchać bez od spodu?

    Tejot opisuje powrót do przeszłości, czyli opisuje historię niezmiennej ludzkiej natury, w jej objawach, paroksyzmach i przecież w tym samym, co inaczej nazwał Szymonowic: niemożności bezreligii.

    Ale, są wiadomości tego rodzaju, jak powyżej, że czas się zgina jak Dzień Pingwina.
    Jest szansa, że ci bez religii wyjdą -tym czasem- z drugiej strony dzioba.

  214. @Gekko

    Zawsze może być gorzej, bycie wyjątkiem może grozić śmiercią lub kalectwem

    http://fakty.interia.pl/swiat/news-w-egipcie-chca-karac-ateistow,nId,2504771

    Oglądałam Kamila, teraz paznokcie sobie robię 🙂
    http://memnews.pl/images/0/0/0/5/5/0/8/3/ou675ua9.jpg

  215. Gekko
    6 stycznia o godz. 19:36

    Jak juz pandy do listy dopisales, to dlaczego zapomniales o „morskich pandach”? Skoro one zupelnie jak pandy i pingwiny s bialoczarne?

    „Morskie pandy” wygladaja tak:

    https://www.google.co.uk/search?q=killer+whales+sea+pandas&rlz=1C1CHWA_enGB649GB649&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwiRzfLuiMTYAhVZGsAKHZPzCWwQsAQIJg&biw=1242&bih=579#imgrc=x9bERoSVab_vuM:

    A poza tym dobrzy ludzie staraja sie jak moga …:

    https://www.thepetitionsite.com/en-gb/138/485/326/stop-the-discrimination-rename-killer-whales-to-sea-pandas/

  216. @Nefciu

    A komu oczy wydrapac masz zamiar?

  217. Odebralismy dziś potomka na ostatnie dni ferii zdeponowanego u przyszywanej babci (babcia honoris causa trochę dalsza rodzina i tak jak my emigrantka ale od lat ponad 30stu). Otóż babcia wyraziła zaniepokojenie (czyli po tutejszemu concern) bo najmłodszy ateista wywołal dyplomatyczny incydent podczas pobytu… Odwiedził babcię znajomny ogrodnik/złota rączka, prosty acz życzliwy Szkot wraz z wnuczka w wieku naszego ancymona (lat 8). Młodzież bawiła się świetnie, że aż im łepetyny odskakiwaly w czasie ganiania po domu aż (nie do konca wiem w jakich okolicznościach ) zaczęły dzieciny rozmawiac o sprawach wyższych. I tu bęc bo mój potomek zawrzasnal głośno i wyraźnie, że on sam to akurat nie wierzy w bozia. Dziewczynce ponoć zrobiły się oczy jak spodki na takie dictum i kiedy odzyskała mowę zawrzasnela równie głośno, że jak tak można w ogóle nawet pomyśleć a co dopiero powiedzieć. I kto przecież stworzyl te wszystkie drzewa, ptaszki i człowieka. Na to mój że same się takie z siebie porobiły. Ponoć kłótnia trwała przez jakiś czas ale niestety nie udało mi się ustalić wszystkich szczegółów. Babcia zgłosiła „concern” do nas bo może należałoby z młodym człowiekiem porozmawiać, że lepiej tak głośno o tym nie mówił i że już mu wytłumaczyla że w boga można wierzyć albo nie ale niejaki Jesus był postacią historyczną (na co z kolei wrzasnelam ja. W protescie. No może nie wrzasnelam bo w sumie ja na ludzi nie wrzeszcze). Ancymon na to, że on już ma najlepszego kumpla w klasie z którym ustalili że będą kumplami mimo że ten drugi wierzy a on nie, i że to w niczym nie przeszkadza kiedy obaj lubią czytać o Harrym Potterze….

    No i masz babcia placek. Kiedy pytam czemu tej dziewczynce nikt nie zwrócił uwagi a mojemu tak to nic nie mówi. Całe szczęście, że babcia taka raczej agnostyczna i do naszego stylu bycia już przywykla. Za to do starego kraju nijak nie da rady wrócić póki co 😉

  218. lonefather
    6 stycznia o godz. 20:30

    Buahahaha. Pandy jak wiadomo też polują w świecie zorganizowanych stadach, stosując zasadzki i rozmaite podstępne sztuczki w celu osaczenia ofiary. Dziwne, że nikt ich jeszcze nie przechrzcil na killer bears…. 😉

    Lonek, a ty tylko gin z niebieskiej butelki pijasz czy mogę ci zaproponować szkocki? 😉

  219. A tak wracając do tematu głównego – czy ktoś widział film z Joaquimem Phoenixem pod tytułem „Her”? O facecie, który zakochał się nie tyle nawet w androidzie co w AI systemu operacyjnego swojego komputera? Ciekawe ujęcie tematu.

  220. Kostka
    6 stycznia o godz. 20:49

    Wiem ze sie Bombay glownie z Sapphire kojazy. Niemniej Sapphire nie jest jedynym ginem marki Bombay. Ja obecnie konsumuje Bombay London Dry, ktory u mnie w Sainsburym zostal przeceniony na £15.00 za butelke 0,7 litra. Znakomicie sie komponuje z Lemon/Lime Kinley Tonic.

    I wyglada tak:

    https://www.31dover.com/spirits/gin/bombay-dry-gin.html?utm_source=shopping&utm_medium=cpc&utm_term=Bombay+Dry+Gin+70cl&utm_campaign=Shopping&mkwid=%5Buniq_id%5D_d%5Bdevice%5D&fo_c=580&fo_k=159c111b2857fc797a5af709f2c488cd&fo_s=gplauk&gclid=EAIaIQobChMIzdHmyY7E2AIV4r3tCh113wF8EAYYASABEgK_JfD_BwE#agegate=1&pdg=kwd-295898574430:cmp-360609527:adg-24212131967:crv-83044305527:pos-1o1:pid-31D3582

  221. Kostka
    6 stycznia o godz. 20:49

    Przegapilem… „szkocki” Slow Gin tez jest w Sainsburym, ale jest nieprzeceniony, nie mowiac o tym, ze moja wlasna tarninowka bez sprawdzania jest lepsza, wiec po co mialbym sie gorszym katowac?

  222. @ Nefer

    No tak, może być gorzej i w Tym nadzieję pokładajmy (ale te paznokcie !!! nie mogą – prawdziwa z Ciebie Wierna, Drapieżna Kocica, ojej).
    Nawet, można powiedzieć – jest gorzej, pojawiło się przesłanie do Listów Ateistów:
    „…Nie walczy się wprost z Bogiem, po prostu się o nim milczy… W sposób milczący odchodzi się od Boga.”
    [Dziś, Abp Marek Jędraszewski o „wizjach miłości”]

    Ateistom, a nawet osobliwie Gekko, nie wolno milczeć. Jak inaczej Arcybiskup odnajdzie cel swych Strzał(ów) Miłości Bożej?
    – – –
    @ Lonek

    A rzeczywiście.
    Morskim Pandom bliżej do Dnia Pingwina, niż Chińczykom do dzioba.
    rewanż multimedialny dla Ciebie tu: 😉
    https://www.tvn24.pl/poznan,43/siostry-chodza-jak-pingwiny,734667.html

  223. @ Kostka
    6 stycznia o godz. 20:52

    Duża część facetów konstatuje z czasem, że zakochała się w androidzie i stoi za tym systemem dżin.

    🙂

  224. I jeszcze, z braku dżinu, podśpiewajka-zalewajka dla wrażliwych duszy-ateuszy.

    Na-kazanie
    W sposób milczący odchodzę od boga.
    Nawracam więc, aż mi język kołowacieje.

  225. @Kostka
    6 stycznia o godz. 20:52

    Ja widziałem, ale ni ma casu, ni ma casu 🙁
    Odezwę się może z mojej drogi na koniec świata. No, prawie.
    Trzymcie się ciepło!

  226. lonefather
    6 stycznia o godz. 20:58

    Aaa, takie buty! Nie znałam i muszę sprawdzić zatem. Ja nie o sloe zapytywalam bo ten mam własny – tegoroczny i pięcioletni. Bardziej o klasyczny. Byłam przywiązana właśnie do Saphire aż moja siostra lat temu ze dwa zwrócila moją uwagę na to, że Szkocja zaczyna produkować i eksportować gin w sporych ilościach i wyborze (często w tych samych regionach które produkują whisky). Od tamtej pory jestem conwert i jak zdarza nam się babskie wyjście to testujemy nowe i zawsze szkockie. Poza tym tez poluje na przecenione (bo skubancy sie cenią). Obecnie na składzie mamy Caorunn z Highlandów a wcześniej bardziej lokanego Hendicksa. Świetne giny robi się też na Islay. Jeśli będziesz miał okazję to polecam eksperymenty 😉

  227. Gekko
    6 stycznia o godz. 21:20

    A, zapewne bywa i tak. Life is hard and full of zasadzkas.

  228. @Kostka

    Mialem w reku ten Slow Gin, ale jakos nie sprawdzilem producenta, bo zauwazylem przeceniony Bombay.

    Napisalas „Hendicksa” … Czy to pewna nazwa, czy tez zgubilas „r” spomiedzy „d i i”?

    Bo jesli zgubilas to „r” to i owszem Hendricksa znam i cenie.

  229. Kostka
    6 stycznia o godz. 20:39

    Ta babcia to ciekawy przypadek: bozia niekoniecznie musi być, ale że Jezusek to tak? A co jest Jezusek bez tatusia? Pan z wąsami. Chcociaż nie, on się golił maszynką Gilette: „najlepsza dla meeeeee–zszszszczyyyzzzz-nyyyyyy..!”

  230. Kostka
    6 stycznia o godz. 20:52

    No nic właśnie. Jakby kto, niech mówi.

  231. Rodzina pojechała do Wiednia (dopiero co dotarli szczęśliwie), w domu dziwna pustka, żaden czterolatek nie roznosi wszystkiego swoją energią, sączę (przez zęby) jakieś wytrawne seczego i czytam Wasze komentarze oraz „Carycę i i zwierciadło” Janusza Szpotańskiego. Kawałek (ach, jak pasujący do naszej dzisiejszej rzeczywistości) wklejam:

    Bo nie rozumie prosty lud
    nigdy potężnej duszy władcy.
    Dlatego musi świszczeć knut
    i muszą dręczyć go oprawcy.

    Gdy car prorocze ma widzenia,
    zawsze je spłyci cham i łyk,
    dlatego muszą być więzienia,
    zsyłka i łagier, kat i stryk.

    Dla ludu – eto wsio rawno,
    czy car, czy chan jest jego katem,
    bo lud to swołocz i gawno.
    Batem go, batem! Batem! Batem!

  232. Nefer
    6 stycznia o godz. 20:03

    hahaahh! Te paznokcie to jakieś takie moje muszą być. Studentem będąc, zaszłem, zaszłem raz do pewnej koleżanki, co była siłą fachową w luksusowym naonczas sklepie kosmetycznym. Która była pomalowała mi fachowo paznokcie w różniaste kolory za pomocą lakierów chyba Guerlaina albo jakoś tak i nienachalnie zaróżowiła usta. Następnie udałem się do kościoła w celach mszalnych i usiadłszy skromnie w dalszym rzędzie wyłożyłem rączki na oparcie ławki zerkając przeciągle i ciepło na współwyzawców mszalnych figlarności. Następnie przystąpiłem do starennego odmawiania paciorków, co szybko przyciągnęło uwagę towarzystwa, a odciągnęło od proboszcza.
    Wyznam jednak z pewnym wstydem, że jak zobaczyłem delegację silnych panów parafialnych zbliżających się do mnie szybkimi krokami od strony wejścia z zakrystii, postanowiłem opuścić dom boży i udać się do spożywczego na oranżadę.

  233. anumlik
    6 stycznia o godz. 21:46

    Tak działa magnetyzm: jest plus i jest minus. Żeby car i pan mieli myśli głębsze, musi być cham i jego prostactwo.

    Aha, bo jak w domu dziwna pustka, to kapustka. Potrzebna rozpustka.
    https://www.youtube.com/watch?v=zJ5Ahmsfjnc

  234. @Tanaka

    Ale w kościele w karty nie grałeś *kaszelek*

  235. Prezydent Ukrainy podpisał ustawę o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy w rodzinie. Jak podaje Kancelaria prezydenta Poroszenki Prezydent podpisał Ustawę Ukrainy nr 2229-VIII „O zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie”.

    Dokument przewiduje wdrożenie kompleksowego podejścia do walki z przemocą w rodzinie, istotnego uzupełnienia istniejących instrumentów takiej walki, wprowadzenia nowych definicji terminów i innych norm mających na celu poprawę ochrony ofiar przemocy w rodzinie. W szczególności ustawa przewiduje utworzenie i utrzymanie funkcjonowania Jednolitego Krajowego Rejestru Przemocy w Rodzinie.

    Dokument ma na celu zharmonizowanie obowiązującego ustawodawstwa Ukrainy w zakresie zwalczania przemocy domowej i przemocy wobec kobiet oraz dostosowania jej do standardów europejskich, które zapewniają przygotowanie podstawy ratyfikacji konwencji stambulskiej.

    Ciekaw jestem czy postanowienia ustawy będą na Ukrainie przestrzegane tak, jak w Polsce, gdzie ustawa ustawą, a i tak najważniejszy na prowincji jest głos księdza proboszcza, który decyduje czy Józek bijący Magdę dopuszcza się przemocy, czy tylko egzekwuje swoje prawa do baby.

  236. Zza kałuży/
    Nie wiem czemu komputer kojarzy Ci się z sikaniem, ale każdemu według potrzeb.
    A teraz poważnie. Liczby wymierne to ciało liczbowe, taki zbiór liczb ,że działania mnożenia, dodawania i dzielenia elementów tego zbioru i wynik tych działań też należy do tego zbioru. Pozostałe działania i funkcje, są obliczane w przybliżeniu. Czy to przeszkadza, to zależy, dla obliczeń „normalnych ,prostych rachunkowo np. projekty ,rachunkowość zawsze jest dobrze lub bardzo dobrze.
    Podczas obliczeń rekurencyjnych (wynik obliczeń w cyklu stanowi dane do obliczeń w cyklu następnym) np. prognoza długoterminowa pogody doprowadził do powstania teorii chaosu -błąd rachunkowy stał się porównywalny z obliczaną wielkością. Zachowanie chaotyczne to nie tylko wynik stosowania wyłącznie liczb wymiernych ale one pogłębiają chaos. Stosowanie liczb wymiernych zubaża bardzo wszystko to ,co można wyrazić w programie, ale jest tanie i spójne obliczeniowo.
    Stosując taki sposób liczenia tracimy informację o charakterze zjawisk.
    To wszystko dotyczy również tzw. sztucznej inteligencji (AI). Osobiście nie znam przypadku niealgorytmicznej AI. Znam przykłady zagadnień zadań niealgorytmicznych ,albo tak mi się wydaje:
    1)Udowodnić ,że liczb pierwszych jest nieskończenie wiele.
    2)Wykazać że za pomocą cyrkla i linijki nie można skonstruować podwojenia sześcianu.
    3) Udowodnić że każdą mapę na płaszczyźnie można pomalować za pomocą czterech barw, pokażdej ze stron linii muszą być różne kolory.
    4 Z książki R. Penrose’a Znajdź kształt płytki, która ma własność pokrycia całej płaszczyzny w sposób nieokresowy (Znaleziono dwie płytki , które użyte razem pokrywają płaszczyznę nieokresowo).

  237. Dzięki red Kowalczykowi za prowadzenie tego blogu. Jedynie umysł ateisty – nie skrepowany niczym – może tak śmiało żeglować po bezkresnych obszarach nauki, sztuki i intelektu. Czytam blog z nieukrywaną pzyjemnością.
    Proponuję uhonorowania p Jacka nagrodą „Zasłużony dla najgorszego sortu”.

  238. Nefer
    6 stycznia o godz. 22:38

    Na kaszelek, to ja chciałem powiedzieć: ascoferek ! (w niebieskim, okrągłym zakręcanym pudełeczku z przezroczystym wieczkiem). Ale ascoferek był na dobrą krew. Też dobrze: czerwone paznokcie w kościele jak znalazł, a ciut skromniej, na cześć Panienki.
    Bo na kaszelek to chyba bł syrop pinii. Mniam, mniam !

  239. astra
    7 stycznia o godz. 3:12

    Za takie chrześcijańskie słowa na cześć pana Jacka, no i chyba pod adresem gadającego najgorszego sortu, pójdziesz do nieba. Ale ponieważ mówią: „niebo w gębie”, to całkiem możliwe, że tu jest to właściwe miejsce.
    Pomysł na nagrodę – bardzo prawidłowy. Trzeba będzie pomyśleć o jakiejś kapitule.

  240. Tanaka
    7 stycznia o godz. 10:45

    Wniosek o nagrodę popieram! 🙂

    A poza tym przesyłam pocztówke z wczorajszego spaceru nad morzem.
    https://photos.app.goo.gl/JQm3bkUJKm5epTHr2

    Lecę rozbierać ateistyczna choinkę.

  241. Tanaka
    6 stycznia o godz. 21:54

    😀 😀 😀

    Specjalne wyróżnienie kapituły za odwagę i tak!

  242. @ Kostce
    Ateista i może…

    Boże, jak chciałbym ja nad morzem
    mieszkać;
    czemu kostka losu
    pozbawia mię
    mórz etosu…

    Tam mentality gorszego sortu
    znajduje swe wejście
    do portu.
    Tymczasem, z braku mórzności
    u Kowalczyka wysysam
    ości.
    Niech więc nagrodą Onego
    będzie List Ate
    w butelce
    seczego.

    Jakie piękne Kostko okoliczności przyrody; zazdroszczę bez zawiści 😉

  243. Udało nam się dotrzeć do maszynopisu książki, którą wkrótce wyda wydawnictwo Nasza księgarnia. Jest to dzieło zbiorowe; wśród autorów można zauważyć posłów Pięte,Suskiego,Kuchcińskiego, o intelektualny sznyt zadbali spindoktor, senator Bielan, posłanka Pawłowicz,profesor Zybertowiczoraz grupa tak zwanych niepokornych dziennikarzy; Karnowscy, Semka, Lisicki, Wildstein, Walczak, Harczuk …i jeszcza paru.
    Zauważyliśmy, że zarówno pod względem treści jaki i formy, opowiadania te bardzo przypominają książkę autorstwa Zoszczenki, która tez była wydana przez Naszą Księgarnię w latach 70tych, ale dzieci wolały wtedy czytać Przygody Pana Samochodzika, gdy tymczasem dorośli kupowali tę książkę spod lady i wzajemnie ją sobie wyrywali. Jeśli nawet autorzy inspirowali się Zosczenką, to nie jest to żaden zarzut. Bach inspirował się Vivaldim, a Stoch Małyszem.
    Za chwilę pokażemy pierwsze opowiadanie o panuJarosławie pt. KARAFKA

  244. KARAFKA

    Kiedy pan Jarosław miał osiem lat, zdarzyła mu się mała przygoda, o której później, po wielu latach, wspominał jego świetej pamięci brat pan prezydent Lech. Brat pana Jarosława opowiadał o panu Jarosłwie, że był psotnikiem nie lada, lecz przy tym prawdomównym chłopcem. Nigdy nie kłamał i przyznawał się zawsze do spłatanych figlów.
    Pewnego razu wydarzyła się taka historia:
    Mały pan Jarosław, po prostu Jarek, pojechał z ojcem i bratem do Radomia. Mieszkała tam ich krewna, ciocia Andzia. Ciocia Andzia również miała dzieci – kuzynów i kuzynki pana Jarosława, po prostu Jarka.
    Spotkanie było bardzo wesołe. Uradowane dzieci dokazywały, biegały po mieszkaniu i wymyślały różne zabawy
    Któregoś dnia tak się rozdokazywały, że strąciły ze stolika karafkę, która spadła na podłogę.
    A stało się to podczas bardzo wesołej zabawy. Dzieci goniły się nawzajem i pan Jarosław, znaczy się Jarek, przebiegając przez pokój, wpadł na stolik. Stolik zachwiał się, a piękna kryształowa karafka zleciała na podłogę i stłukła się na drobne kawałki.
    Nikt nie zauważył, kto to zrobił. Rozbawione dzieci biegały bez przerwy po całym pokoju.
    Dopiero kiedy rozległ się brzęk tłuczonego szkła, zapadła cisza.
    Wtem otwierają się drzwi i do pokoju wchodzi ciocia Andzia. Ciocia usłyszała brzęk tłuczonego szkła, przyszła więc zobaczyć, co się stało.
    Na widok rozbitej karafki ciocia Andzia zapytała dzieci:
    – Kto to zrobił ?
    Ale wszystkie dzieci odpowiadały: „to nie ja”. Pan Jarosław, znaczy się mały Jarek również powiedział :”To nie ja”. Odezwał się tak cicho, że ledwo go było słychać.
    Pan Jarosław, znaczy się Jarek powiedział nieprawdę, ponieważ się przeląkł w pierwszej chwili. Był przecie w mało znanym domu, w obcym mieszkaniu, prawie nie znał cioci Andzi. A prócz tego był wtedy malutkim chłopcem. Nie mogło mu przejść przez gardło”To ja zrobiłem”.
    Ciocia Andzia powiedziała
    – To znaczy, że karafka stłukła się sama. Pewnie znudziło się jej stać na stoliku, więc sobie spadła na podłogę.
    Dzieci w śmiech i mówią:
    – Ona chyba chciała pobawić się z nami. Dlatego skoczyła ze stolika napodłogę. Ale biedaczka zapomniała, że jest ze szkła, no i się stłukła.
    I znów parsknęły śmiechem. Tylko mały pan Jarosław nie śmiał się. Wszedł do sąsiedniego pokoju i siadł przy oknie. Siedział tam dość długo i myślał o czymś. Dopiero wieczorem znów zaczął się bawić ze wszystkimi.
    Od owego dnia minęły dwa miesiące.
    Pan Jarosław, znaczy się Jarek powrócił do Warszawy do domu. Znów zamieszkali w swojej rodzinnej willi na Żoliborzu.
    Pewnego wieczoru, kiedy dzieci szły spać, mama pana Jarosława, czyli po prostu Jarka, podeszła do łóżeczka i zobaczyła, że pan Jarosław zalewa się łzami.
    Mama zapytała:
    – Dlaczego płaczesz ?
    A pan Jarosław, szlochając, odpowiedział:
    – Mamo, kiedy byliśmy w Radomiu, oszukałem ciocię Andzię. Powiedziałem jej, że to nie ja stłukłem karafkę, a właśnie ja to zrobiłem.
    Mama zaczęła go pocieszać i rzekła tak:
    – Nic strasznego się nie stało! Nie płacz !Napiszę list do cioci Andzi. Na pewno ci przebaczy.
    Pan Jarosław powiedział przez łzy:
    – Koniecznie napisz list do cioci Andzi ! Napisz, że to ja stłukłem karafkę.
    Mama znów zaczęła go pocieszać. W końcu Jarek, znaczy się pan Jarosław uspokoił się i zasnął.
    Mama ucałowała go, otuliła kołdrą i pomyślała: „Jakie to dziwne dziecko. Dwa miesiące pamiętal o tym zdarzeniu i dwa miesiące martwił się, że niechcący powiedział nieprawdę ! Ale teraz, kiedy przyznał się, lżej mu się zrobiło na sercu i zasnął z uśmiechem na buzi”.
    Nazajutrz napisała list do cioci Andzi. Wkrótce nadeszła odpowiedź. Ciocia Andzia pisała, że wcale się nie gniewa na swego miłego siostrzeńca i zaprasza go znów do siebie.

  245. @Kostka, z godz. 11:14
    Twoja pocztówka z wczorajszego spaceru nad morzem skojarzyła mi się tak:

    W nieruchomym punkcie krążącego świata.
    Ani cielesnym, ani bezcielesnym.
    Ani od, ani ku. W nieruchomym punkcie, tam trwa taniec,
    Ani bezruch, ani ruch. Nie mówcie mi, że to stałość,
    Że stygnie i co będzie, i co było. Ani ruch od czegoś, ni ku czemuś,
    Ani w górę, ani w dół. Gdyby nie punkt, nieruchomy punkt,
    Nie byłoby tańca, a jest jedynie taniec.
    Mogę powiedzieć, że t a m byliśmy raz: ale nie wiem gdzie.
    I nie mogę powiedzieć jak długo, bo nikt nie umieści go w czasie
    .
    (T.S. Eliot, „Burnt Norton (Cztery Kwartety) II”. Tłum. Czesław Miłosz)

  246. Tanaka
    7 stycznia o godz. 10:45
    astra
    7 stycznia o godz. 3:12

    Nieglupia sprawa, zwlaszcza z tytulem „Zasluzony dla Najgorszego Sortu„.

    Mi sie podoba, dlatego proponowalbym, nim powolamy Kapitule, doprecyzowac jakie to konkretnie maja byc honorowane zaslugi i czy honorowana/y ma byc osoba fizyczna, czy tez moga byc honorowane organizacje.

    Jesli uda nam sie zgodzic co do „konkretnosci” zaslug i czy ograniczamy sie wylacznie do osob, czy tez szerzej szukamy zasluzonych, to dopiero wtedy wylonmy i powolajmy Kapitule. Bo Kapitula to zwieczenie, a konkretnosc zslug, to fundament.

    Zacznijmy od fundamentu.

    I tu sie przyznam, ze sie zatrzymalem, bo wiem, ze bez ryzykownej decyzji Pana Jacka, zeby udostepnic Inicjatywie Oliwskiej dalsze prowadzenie swojego bloga, by go juz najpewniej nie bylo… Caly czas jest Pan Jacek zaangazowany i w tym sensie dalej blog prowadzi, tyle ze w zupelnie innym znaczeniu, niz pisanie bloga.

    Pisanie bloga wzieli na siebie blogowicze i w tym sensie sami blogowicze prowadza blog i tu najwiecej wysilkow, czyli najwiekszy wklad pracy, wiec rowniez zaslug, ma @Tanaka.

    I jesli mialbym oddac swoj glos na „Zasluzonego dla Najgorszego Sortu”, to oddalbym go wlasnie na @Tanake.

    Gdyby zostalo dopuszczone honorowanie wieloosobowe, to bym oddal glos na pare @Tanaka z @Jackiem Kowalczykiem.

    Niemniej prosze p.t. czytelnikow, czyli blogowiczow o zwrocenie laskawej uwagi na to jak cienkie sa uzasadnienia, ktorymi podparlem swoje wybory. Cienkosc polega na tym, ze sa to wybory z wlasnego grona ograniczonego swiatka

    https://kowalczyk.blog.polityka.pl

    Powyzsze podalem by na konkretnym przykladzie pokazac, ze wpierw nalezy ustalic zasady tego co mamy honorowac, zeby nie wpasc w pulapke zamkniecia sie i uduszenia sie we „wlasnym sosie”…

    Ale oczywiscie mozemy spuscic z tonu i swiadomie ograniczyc sie do wlasnego grona, a konkretniej do autorow wstepniakow blogowych i tu mozemy przyjac, na przyklad:

    1) Za najciekawszy, najcenniejszy, wstepniak roku

    2) Cos innego

  247. 🙂 🙂 🙂

  248. Lewy
    7 stycznia o godz. 12:27

    Dziekuje.
    Wzruszylem sie …

    Zoszczenki nie czytalem, wolalem Pana Samochodzika.

  249. @Lewy, z godz. 12:27
    Zoszczenko wiecznie żywy, ale napisz który z wymienionych (Pięta, Suski, Kuchciński, Bielan, Pawłowicz, Zybertowicz, Karnowscy, Semka, Lisicki, Wildstein, Walczak, Harczuk) jest autorem dramatu dydaktycznego, pod nazwą „Karafka”? Cudo 😉

  250. Lewy
    7 stycznia o godz. 12:27

    I skleroza mnie chyba zaczyna dopadac, bo nie powiedzialem za co dziekuje.

    A dziekuje za ostrzezenie, dzieki czemu bede na 100% wiedzial co omijac. Wymienionych przez Ciebie autorow i tak bym omijal, ale teraz bede omijal jeszcze bardziej.

    A wzruszyla mnie Twoja troska o mnie i reszte blogowiczow i ostrzezenie nas, ze kult jednostki nadciaga.

    Jeszcze raz dzieki.

    i pozdrowka
    ~l.

  251. Szanowni!
    Dziękuję za różne miłe słowa, komu trzeba. Ale dalej bym się nie rozpędzał.
    Zawrót głowy od sukcesów? Nagradzanie samych siebie? Jakoś tego nie czuję…
    Zrobi się prawdziwe TWA.
    JK

  252. @lonefather, z godz. 12:38
    Ogłaszam jednoosobowo, że Złoty Krzyż Zasługi z Gwiazdą dla Redaktora Jacka Kowalczyka, został przeze mnie przyznany bez udziału jakichkolwiek kapitułów [fanfary, weble, flaga na maszt!]. Powoływanie tychże kapitułów, z wydzielaniem dla kogo (poza Jackiem Kowalczykiem) oraz za co, skutkować może – jak znam życie – rozbiciem blogowej jedności. [flagę opuścić!] 😀

  253. @Jacek Kowalczyk
    Jacyśmy jednomyślni, Panie Jacku, hy, hy 😉

  254. Jacek Kowalczyk
    7 stycznia o godz. 12:43

    Dziekuje za uznanie.

    pozdrawiam
    ~l.

  255. Można też medal z kartofla 🙂

  256. Ja bym nie topil dziecka z wylewana kapiela.

    Pdpieram ta opinie przypomnieniem wstepniaka @Jiby z reportazem z „Czarnego Protestu” w malym miescie.

    Problem z tym jest, ze jest ryzyko TWA, ale … no wlasnie to „ale” odnoszace sie roznej wagi wstepniakow warte moze byc poswiecenia mu uwagi.

    Moze udaloby sie znalezc rozwiazanie, ktore z jednej strony ograniczy ryzyko powstania TWA, a jednoczesnie moze byc zacheta wspierajaca podnoszenie poziomu i jakosci bloga.

    Moze jestem zbyt optymistyczny, ale powodzenie Inicjatywy Oliwskiej zacheca mnie do podjecia wysilku i na tym polu. Watpiacym przypomne ich wlasne zwatpienie sprzed niemal dwuch lat, po ogloszeniu decyzji @Pana Jacka o zawieszeniu dalszego prowadzenia bloga.

    Mam pomysl na techniczne rozwiazanie problemu glosowania. Nie bede nim w tej chwili zawracal glowy jesli przewazy strach przed powstaniem TWA.

  257. Jacek Kowalczyk
    7 stycznia o godz. 12:55

    Nie nagradzanie, a uznanie.

  258. Lewy, opowiadanie jest kapitalne. Spindoktorstwo oraz ghostwriterstwo szlusujące do działu literatura dziecięca.
    Trochę mi to przypomina opowiadania o małym Soso.

    Przerażające spindoktorskie powtarzanie w kółko „Pan Jarosław, znaczy się Jarek”.
    Wysoce naciągana dziecinność opowiadania i infantylizm autora widoczne jak szwy na dżinsach, wpisywane, dopisywane, wciskana w narrację bezładnie, pod zamówienie, w pośpiechu.

    Zoszczenko by się uśmiał. Nie z opowiadań, lecz z nieporadności autorów pozujących swoim pisarstwem pod pana Jarosława znaczy się pana Jarosława psyche, że znaczy się Jarek ją posiada i jest ona ogromna, przebogata, szczera, odważna, z prawdy zrodzona.
    Pzdr, TJ

  259. @Astra
    @Tanaka
    @Kostka
    @anumlik
    @JacekKowalczyk

    Popelnilem post o godz. 12:38 w ktorym napisalem jak bym glosowal.

    W tym samym poscie zaproponowalem konkretnosc, a na koniec doszedlem do propozycji nagradzania i kliknalem „OPUBLIKUJ KOMENTARZ”…

    Koment sie opublkowal, a ja sobie uswiadomilem, ze wstepniakiem, ktry na mnie i nie tylko na mnie wywarl najwieksze wrazenie, byl wstepniak @Jiby i to na niego bym glosowal, a nie na @Tanake, czy @Jacka Kowalczyka, gdyby przyszlo do glosowania…

    Wstepniak @Jiby byl w/g mnie tym, ktory najbardziej, najlepiej wspieral „Najgorszy Sort”. I bylbym, jestem bardzo ciekaw, czy tylko ja tak mysle, czy tez wiecej blogowiczow tez by tak uznalo i glosowalo.

    Wydaje mi sie, ze decyzje podejmowane w strachu przed TWA, beda zlymi decyzjami jak wszystko co strachem jest dyktowane. Po to mamy rozum, zeby podejmowac decyzje i znajdowac rozwiazania eliminujace zagrozenia.

    Do czego serdecznie zachecam @Gospodarza i reszte blogowiczow.

  260. @ Lewy
    @ tejot, 7 stycznia o godz. 13:22
    „Lewy, opowiadanie jest kapitalne…Trochę mi to przypomina opowiadania o małym Soso.”

    Mam identyczną opinię i skojarzenia, nawet zupełnie nie trochę.
    Obawiam się jednak, że (Lewy?) nie do końca łapię, czy zajawka z zamierzoną publikacją to jeszcze żart, czy już nasza Dobra Przemiana w Prawdziwego Człowieka Godnego Z Kolan (innymi słowy: rzeczywiste zamaiary wydawnicze).

    W tym kontekście, mam też niestety inne skojarzenia, podobne do wyrażonych przez p. Red. Kowalczyka.
    Na melodię narracji promocyjnej „Brawo My”.
    I też zachęcam do wytrwaniu na blogu w trzeźwości (nie licząc, jakże uprawnionego Wymienionym Osobom, okolicznościowego, dekompleksującego seczego, poza blogiem).
    😉

  261. A opowiadanie „Karafka” mozna wzbogacic o ilustracje muzyczna.

    Ilustracja muzyczna moze byc taka:

    https://www.youtube.com/watch?v=IUjirC9we2s

    Albo jeszcze lepiej oddajaca ducha opowiadania wersja:

    https://www.youtube.com/watch?v=v4DrY1gl_bI

  262. Lewy
    7 stycznia o godz. 12:27

    Lewy, to jest pyszne! I jakie nośne.

    Pan Jarosław, znaczy się Jarek, nie mógł przeboleć tego jedynego w życiu kłamstwa. Zastanawiał się nad tym, jakże wstydliwym, ba – palącym czyste sumienie Jarka, znaczy się pana Jarosława – problemem, który miał rozmiar traumy. Cóż mogło być tego przyczyną, jacy szatani byli tutaj czynni? – tak się jął wgłębiać w ten fundamentalny problem moralny i ciężką skazę na życiorysie, że gdy inni w tym czasie umawiali się z panienkami na randki, chodzili ze sobą i nawet w liceum pewnego razu rozniosła się wieść, że Krzysio z IV c całował się w krzakach z Halinką z II A – nie odwiodło go to w żadnej mierze od badania problemu. Nie miał przez to czasu znaleźć sobie narzeczonej, ani nawet dać jakiejś koleżance choćby ze trzy buziaczki i to oficjalne, na imieniny, przy jej rodzinie i z kępą czerwonych jak sztandar – ten co wiadomo – goździków patykami do góry. Raz w życiu dał kobiecie, jednego, buziaczka. Było to wtedy, gdy pani, rencistka, z rady parafialnej roznosiła opłatki i on je przyjmował z serca i z wdzięcznością w imieniu ukochanej mamusi, której akurat nie było w domu bo dowodziła Powstaniem Warszawskim na uroczystej kolacji u prałata Zenona G., wydając rozkazy i przyjmując meldunki od dawnych towarzyszy broni. Pani z rady była dziwnej urody i jakoś tak podobna do zmarłej już cioci Andzi z Radomia. Skradłszy jej nieśmiałego, acz dziwnie pociągającego buziaczka, rozpamiętywał potem długo co by to miało znaczyć.
    By móc mieć czas na badanie, nie mógł mieć czasu nie tylko na buziaczka, narzeczoną i nie daj Bóg – żonę i dzieci, ,ale nawet na założenie konta w banku, zrobienie prawa jazdy czy noszenie ze sobą portfela, by móc zrobić zakupy w „Biedronce”.
    Jak to się mogło stać? – dumał z największą powagą w trakcie pisania doktoratu i robił na marginesach tajemnicze notatki. Notatki te, pieczołowicie gromadzone w domowym archiwum pod czujnym okiem pani Jadwigi, kochającej mamusi Jarka, znaczy się pana Jarosława, zostaną, po śmierci i wniebowstąpieniu Jarka, znaczy się pana Jarosława, przekazane, wolą jego woli, czyli drogą testamentu, i umieszczone w sarkofagu, wokół którego zostanie zbudowana świątynia wdzięczności, Panteon Narodu dla jego najlepszego syna.
    Jarek, znaczy się pan Jarosław wielki jest pedant i szczególarz naukowy. Aby więc ostatecznie znaleźć ostateczną odpowiedź na tak dręczące go pytanie, założył partię PiS i zgromadził wokół siebie najtęższe umysły oraz najtęższe ruptury, by wreszcie niepokojom sumienia dać ulgę w postaci słusznej odpowiedzi. Pracuje ciężko, dniami i nocami, a właściwie – głównie nocami, nakazuje spuścizna Wielkiego Językoznawcy, której Jarek, pan Jarosław znaczy bynajmniej nie wrzucił do kosza, a należycie przyswoił. Jest już blisko rozwiązania: konstytucja obalona, ustawy zdemontowane, sądy pogonione, policja zmobilizowana. Już tylko przedostatnia niewiadoma jest do rozszyfrowania, co wynika z jego tajemnych notatek: czynnik „gamma”. I oto właśnie Jarek-Jarosław doszedł do znaczenia czynnika: wstać na kolana! Nie da się znaleźć Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Kłamstwa na klęczkach! Trzeba to robić na stojąco, w pozycji godnej, uroczystej i patriotycznej.

  263. lonefather
    7 stycznia o godz. 12:38

    Sprawa jest godna i sprawiedliwa. Kapituła jest po to, żeby była słuszna, a jak będzie słuszna, to słusznie wybierze, uchwali, rzęsiście zaopatrzy brawami, uzna i nagrodzi pana Jacka.
    W górę serca i tak dalej. Panu Jackowi – niebo 🙂 I powaga uznania.
    A jak mówisz co o mnie, to ja się zaraz zawstydzam, rumieńców dostaję, blednę w czas wieczorny, włosy tracę oraz psują mi się zęby przednie, uciekam od ludzi i dostaję waporów, globusów i rozlicznych omdleń. Żeby się jakoś pocieszyć, muszę sobie pomalować paznokcie – w kolory i wzory różne – zaordynowane w instrukcji od @Neferki, oraz łyknąć oranżadę. Z bom.., z bom.., z bąbelkami.

    Głosowanie na najlepszy/najciekawszy tekst? Dobra myśl.

  264. lonefather
    7 stycznia o godz. 13:32

    Jiba napisała kilka wstępniaków, więc nie jestem pewien, który masz na myśli. Mnie się wszystkie jej wstępniaki podobają, może najbardziej ten o pisoidalności prowincjonalnej.

  265. Tanaka
    7 stycznia o godz. 14:49

    Nie czytaj w pospiechu, to nie przegapisz…

    Ja wskazalem ten reportaz z „Czarnego Protestu” w malym miasteczku.

  266. Dalszy ciąg opowiadań o panie Jarosławie

    SZARY KOZIOŁECZEK

    Kiedy pan Jarosław był małym chłopcem, to prawie niczego się nie bał.
    Śmiało wchodził do ciemnego pokoju. Nie lękał się, kiedy opowiadano straszne bajki. I w ogóle bardzo rzadko płakał.
    A miał młodszego brata, Lecha, ładnego i dobrego chłopca. Lecz Lech odznaczał się niezwykle czułym sercem.
    Wystarczyło, by ktoś zanucił smutną piosenkę, a Lechowi zaraz łzy płynęły z oczu. Szczególnie zaś gorzko płakał, kiedy dzieci śpiewały piosenkę „O koziołeczku”.
    Mnóstwo dzieci zna tę piosenkę o babuleńce, która miała szarego koziołeczka.
    W piosence mowa jest o tym, że babuleńka kochała bardzo szarego koziołeczka. Nie pozwalała mu chodzić do lasu, ale koziołeczek nie usłuchal babuleńki i wybrał się do lasu na spacer. W lesie napadły na niego szare wilki, rozszarpały go i zjadły. A babuleńce zostawiły różki i nóżki koziołka.
    Jest to naprawdę bardzo smutna piosenka. Ale rzecz jasna, nie ma powodu do płaczu. Przeciez to jest tylko piosenka. Wszystko w niej jest zmyślone, wcale tak nie było. Prawda, że koziołeczka żal. Ale sam był sobie winin: dlaczego poszedła do lasu bez pozwolenia.
    Lechowi zawsze drżał głos i wargi, kiedy razem z dziećmi śpiewał piosenkę o szarym koziołeczku. A gdy dochodziło do smutnych słów: „Napadły na koziołeczka szare wilki.” – za kazdym razem zaczynał płakać.
    Pewnego dnia dzieci zebrały się przy fortepianie i zanuciły pioenkę o babuleńce i jej koziołeczku.
    Odśpiewano spokojnie dwie zwrotki. Ale gdy przyszła kolej na smutne słowa o tym, że kozioleczek poszedł do lasu, Lech rozbeczał się.
    Wówczas pan Jarosław, znaczy się mały Jarek zrobił straszną minę, zwrócił się do Lecha i umyślnie, jak tylko najgłośniej i najgroźniej, zaśpiewał: „Na-pad-ły na-a ko-zio-łecz-ka sza-a-re wil-ki..”
    Oczywiście, Lech dopiero teraz rozszlochał się na dobre.
    Mama zaczęła strofować pana Jarosława, znaczy się Jarka za to, że drażni się z Lechem.
    A na to pan Jarosław, znaczy się Jarek odpowiedział:
    – To dlaczego Lech się boi ? Ja nie chcę, żeby Lech beczał zde strachu. Dzieci powinny być odważne.
    Wówczas Lech rzekł:
    – No to już nie będę.
    Dzieci od nowa zaśpiewały tę sama piosenkę. A Lech razem ze wszystkimi odważnie odśpiewał ją do samego końca. Tylko jedna łza spłynęła mu przez policzek,kiedy zabrzmiały ostatnie słowa piosenki: „Zostawili babuleńce różki i nóżki”.
    Pan Jarosław , znaczy się Jarek ucałował młodszego braciszka i powiedział:
    – No, teraz zuch z ciebie

  267. Jutro przedstawimy kolejną opowieść o tym „Jak się uczył pan Jarosław”

  268. Lewyyyy *odgłos uderzenia czołem o biurko*

  269. Lewy, teraz poznaję. Tylko Ty potrafisz tak spastiszować PiSowską mentalność, wypreparować z niej akcenty, poumieszczać je w opowiadanku dla dzieci, przyprawić radością, ciepłem, naiwnością i ufnością dziecięcą nie zapominając o dydaktyzmie, kulcie bohatera i optymistycznej puencie. Świetne apokryfy.
    Pzdr, TJ

  270. Nefer
    7 stycznia o godz. 16:28
    *odgłos uderzenia czołem o biurko*

    *odgłos uderzenia czołem o biurko* (drugi) 🙂
    – – –
    @ Lewy (NRSVP)
    A może to powinno być nowe motto Sejmu, wyryte na katafalku, pardon, kapitelu?
    „Na-pad-ły na-a ko-zio-łecz-ka sza-a-re wil-ki..”
    I opozycja się zewrze, odpłacze?

  271. „Świetne apokryfy” hehe…

    Po newsach o przyłębskiej-tfuTK-naczele i macierewiczu-na-ministrze, też takie plotki wiernych, że to bajki, chodziły…
    Tak, te Lewego apokryfy tak świetne, że profetycznym weryzmem ciarek przechodzą. 😉

  272. Sztuczna inteligencja truchleje, czyli na drugą nóżkę

    Jak wiadomo, kiedyś to bajki i zoszczenki papierowe dostarczały ludowi wiedzy i otuchy co do potrzeb i preferencji władcy.
    Pięknie to zilustrował przeciekiem z drukarni Lewy.
    Dzisiaj, to dialektyczna, czyli przyszła sztuczna inteligencja, śledząc preferencje w sieci, określa behawioralnie, jaki prezent reklamowy najlepiej fituje dany target.
    Idąc tropem ciekawości Lewego, ja znalazłem taki oto sieciowy dowód inteligencji, jako małej -po prezesiemu- sztuki, czyli sztuczki:

    „Moimi największymi atutami w życiu są: stabilność psychiczna i bycie naprawdę mądrym …Przeszedłem drogę od odnoszącego sukcesy biznesmena, przez gwiazdę telewizji, do prezydenta Stanów Zjednoczonych, który wygrał wybory za pierwszym podejściem. Myślę, że kwalifikuje mnie to nie tylko jako mądrego, ale również stabilnego geniusza„.
    [źródło:Dziś, Twitter, by Donald Trump]

    No i ciekawe, jaki PREZENT NOWOROCZNY podpowiedziałyby inteligentne sieci takiemu zuchowi?
    To byłby konkurs, jak w piosence Bajmu: „Co Ci Panie dać…?”
    Czy dziwi powściągliwość oldskulowej inteligencji bezprzymiotnikowej przed konkursami z nagrodami, inspirowanymi oceną własną?

  273. Lewy
    7 stycznia o godz. 16:09

    Pierwsze bylo super. Bo ostrzeglo przed nadchodzacym kultem jednostki.

    Drugie to potwierdza i wystarczy.

    Trzecie to bedzie znecanie sie.

    Czy jestes sadysta?

    I sam sobie odpowiedz.

    pozdrowka
    ~l.

  274. @Lewy

    Inteligentnym ludziom, co sie po tym najlepszym z blogow szlajaja, naprawde nie trzeba po wielokroc powtarzac oczywistej juz oczywistosci, ze nadciaga w przyspieszonym tempie kult jednostki.

    Juz to wiemy.

    Prosba jest o nie powtarzanie tej wiesci, w nowych odslonach o niej gloszacych, a majacych wspolna ceche ociekajacych tonami wazeliny, nedznych literacko gniotow, i wypierdow pisowskiego ducha zarazem.

    Niedobrze sie robi na sam widok. A sygnowane Twoim nickiem prowokuja do czytania.

    Stanowczo apeluje o rozwage i nie obnizanie poziomu bloga.

    ~l.

  275. Zeby odtruc zatrucie miazmatami naniesionymi na blog przez omamionego @Lewego chwila muzyki.

    Chwile muzyki, czyli odtrucia, funduje nam za darmoche Youtube:

    https://www.youtube.com/watch?v=ljYtiQWJxQM

  276. Gekko
    7 stycznia o godz. 11:42

    Zaniemówiłam z wrażenia. Piknie i zgrabnie bardzo! 😉

    W sprawie widoków – nie chcę żeby wyszło że się kryguje ale…Plaże ze zdjęcia miłe są oku zwłaszcza że dają widok na góry na wyspie Arran ale kudy im do tych dalej na północ, z dostępem bezpośrednio do Atlantyku nie do zatoki. Te daleko na północnym zachodzie, zwłaszcza na Hebrydach są uważane za jedne z najpiękniejszych na kuli (albo na płaskim, zależy w co kto wierzy). Kraina deszczowców ma swoje uroki czasem.

    Pozdrawiam!

  277. Lewy
    7 stycznia o godz. 12:27

    Wzruszyłam się! Twoim talentem do parodii. Bomba. Uśmiałam się przednie, nie powiem. Młodzieńcze lata Soso, nie ma co

  278. anumlik
    7 stycznia o godz. 12:38

    Piękny wiersz i też mi się takie rzeczy plączą po głowie, kiedy laze po płaszczyźnie zawieszonej w czasie miedzy niebem a wodą. Dziś zaś lazilismy po pagórkach w Trossachs i taka myśl mnie nawiedziła, że jest w jakiś sposób pocieszające, że niewiele się tu zmieniło od czasów gdy grasowal w okolicy Rob Roy…. a z braku Szyszki raczej nie wiele się zmieni (mam nadzieję! ). Ot, ten Great Trossachs Forest co go sadzą etapami żeby uzupełnić to co w dawnych czasach wycięto tu i ówdzie (tu się współcześnie sadzi w parkach narodowych, nie wycina naturalne lasy) będzie rósł coraz większy choć ani ci co go sądzą, ani ja, ani nawet mój syn nie zobaczymy go w pełnej krasie bo na trzeba poczekać z dwieście lat. Ale i tak mnie to cieszy. Myślę że tych co sadzą też. To się nazywa „mieć wizję „.

  279. Wieczór dobry. Świetny był dzień dla pedałów. Żal, że już poszedł. Ale parę śladów zostało. Więc w Wasze ręce perswaduję. Kostka i Gekko rzekli o morzu, to i ja rzekam. Nie mogę się powstrzymać za każdym pobytem od pstryknięcia półwyspu JPII z racji, że obaj nie są wieczni. Falochron pokazuję nie dla falochronu, lecz dla śladów quada. Smarkateria już nie wie, gdzie się tym paskudztwem wepchać. Najlepiej, żeby je sobie wzięli do łóżka i tam razem zostali. Ale dopóki za taki wjazd (również do lasu) nie będzie kary najmniej 10 tysięcy, nic się nie zmieni.

    Kolejny raz pokazuję wczasowe domki do wynajęcia na wodzie w Mielnie.

    No i specjalnie dla Kostki – styczniowe grzybobranie. Oczywiście tych zimówek aksamitnotrzonowych nie grzybobrałem, bo przy szosie do Mielna (spory ruch), chodziło mi tylko o pokazanie, że jak najbardziej są zimowe grzybobrania. Zimówkę i boczniaki już pokazywałem. Są jeszcze dwa gatunki, które zbierałem jako dodatek – bo każdy doświadczony, więc nie umarty, grzybiarz wie, że ten, ale najbardziej to właśnie mieszanka – więc jak przez najbliższe dni las trochę podeschnie – spróbuje je zaprezentować: to ucho bzowe i żagiew bulwiasta.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6508373148872062833/6508373150960153554?authkey=CMbZ-JL59LT2gAE

  280. Weźcie Wy się, kochani moi, odstosunkujcie od Lewego i bajek jego.
    Ja uwielbiam parodie, a Lewy, zdaje się, ma do nich talent.

    Zechenter mi się przypomina i jego wariacje na temat piosenki „wlazł kotek na płotek”.
    Oto „wlazł kotek” jako pieśń masowa. Dla suwerena więc obecnie jak znalazł:

    „Hej, czy widzicie, oto płotek!
    A na ten płotek wylazł kotek!
    W tym jego wielka jest zasługa
    Że z tego płotka do nas mruga!
    Obywatele, tak jak kot
    Wyłaźcie wszyscy za nim w lot!
    Na płot, na płot, na płot!”

    Cytuję z pamięci, wykrzykniki moje.
    @Lewy, nie daj się zafukać! Więcej fcem!

  281. Też jestem za odtentegowaniem się gawiedzi od Lewego. Świetna parodia Zoszczenki. @Lewy pisz, pisz. Masz wielu znakomitych antenatów – głównie po stronie ojca – piszących parodie.

    @Namargineska
    Parodia kotka, który wlazł na płot i mruga, co ją przypisałaś Zechenteru, wyszła spod pióra jakowegoś anonima. Ale inne parodie tego wierszyka są równie przednie. Oto Tuwima: „Jak Bolesław Leśmian napisałby wierszyk >>Wlazł kotek na płotek<<":

    Na płot, co własnym swym płoctwem przerażony,
    Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie,
    Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łaskocie
    I podwójnym niekotem ściga cień zielony.
    A ty płotem, kociugo, chwiej,
    A ty kotem, płociugo, hej!
    Bezślepia, których nie ma, mrużąc w nieistowia
    Wikłające się w plątwie śpiewnego mruczywa,
    Dziewczynę-rozbiodrzynę pod pierzynę wzywa
    Na bezdosyt całunków i mękę ustowia.
    A ty płotem, kociugo, chwiej,
    A ty kotem, płociugo, hej!

    Albo taki Gałczyński:

    Oto kot.
    Popatrz, żono,
    Natalio: kot na płocie.
    A gwiazdy wysoko płoną
    otwarte jak usta na oścież.

    Czemu mruga ten zwierz?
    Kto wie, co jeszcze się stanie…
    Przedziwna piosenki tej treść…
    Zaczarowany kot,
    zaczarowany płot
    Zaczarowane mruganie…

    Andrzej Braun
    Wlazł jak kot
    na rusztowanie –
    przodownik w łażeniu –
    wlazł na płot
    i rozpoczął
    planowe
    mruganie.
    Wzniosłej
    trzymając
    się
    formy
    mrugał
    i mrugał
    i mrugał –

    mrugania przekroczył
    normy!
    Piękna to piosenka,
    niedługa
    .

    Wiech też o kocie na płocie napisał:

    Przyuważyłem, jak na ten płotek w kołek szarpany zaiwanił czarny kot. Wlazł tam, w ogon naparzony, i mruganie odstawiał, frajerskie zwierzę. Mówię ja wtedy:

    – Gieniuchna! Słuchaj tej piosenki, bo piękna jest, aż wątroba puchnie, a taka niedługa, jak sobie z tobą długiego szczęścia i kwintesencji życzę!

    Wreszcie cudo Wyspiańskiego:

    — — — — — —
    Na brzegu morza stoi płot
    na płocie czarny siedzi kot
    od kota biegnie ślepi blask
    apollinowy włożył kask
    i mruga — — — —

    KOT

    1. Na szczebel dachu jam się wspiął
    mruganiem dusze w czary wziął
    i Leszy w lecie ludziom gędzie
    kto mrugać będzie? kto mrugać będzie

    ERYNJE
    ukazały się z za płotu

    GROMADA
    cofnęła się

    PIERWSZY Z GROMADY
    cofnął się

    Na kocie apolliński kask
    W mocniejszy coraz rośnie blask
    Ofiarą rośnie przemienienia:
    Kot się powoli w boga zmienia.

    KOT-APOLLO

    2. Na me mruganie ja wam Bóg
    Posyłam waszym żyłom dreszcze
    Słyszycie mrugający róg?
    Czy nie czas jeszcze?

    ERYNJE
    poruszyły się

    GROMADA
    cofnęła się

    PIERWSZY Z GROMADY
    cofnął się

    PIERWSZY Z GROMADY

    3. Coś okiem swojem wziął na cel
    Powiadaj blasków witeziowi.
    Bo jeśli boski widzisz cel
    To my odmrugnąć gotowi — — —

    GROMADA
    cofa się

    Gotowi! — — —
    — — — — — — —

    Pozdrówka 🙂

  282. Umknelo mojej uwadze, gdzie uslyszalem, ale uslyszalem, ze jednym ze spodziewanych skutkow „dobrej zmiany”, czyli spadku miedznarodowej pozycji Polski bedzie powrot „Polsh Jokes„…

    Takim wojskowym Polsh Jokes jest:

    – Co robi polski sierzant na widok Lodowki General Electric?
    – Salutuje !

    Switnym preludium do powrotu Polsh Jokes jest to co sie zdazylo, a wlasciwie nie zdazylo 6 Stycznia w Powidzu.

    W Powidzu nie zdazylo sie to:

    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1733442,1,do-polski-przylecial-najwazniejszy-wojskowy-usa-nikt-z-rzadu-sie-nie-pofatygowal.read

    Wstalismy z kolan, czy ki diabel?

    Sie powyzej zapytalem retorycznie, bo to co mialo miejsce w Powidzu, samo w sobie jest aktualnym Polsh Joke, zupelnie jak cala reszta tego co wymodelowal i zaaplikowl Polsce Jaroslaw Kaczynski.

  283. anumlik
    7 stycznia o godz. 21:20

    Brawo, anumliku. To i ja dołożę swoje grosze o kotu, co spad z płotu.

    Wlazł kot na płot
    I spad

  284. Jako „gawiedz” do plota przywolana, odpowiadam.

    Zoszczenki nei trawilem od pierwszego slowa.
    Kaczynskiego, slucham, czytam, z najwiekszym obrzydzeniem i tylko po to zeby wiedziec co planuje, zamierz uczynic najwiekszy wrog Polski.

    Dwie produkcje parodyjne @Lewego, uwazam za dosc, nei ze wzgledu na @Lewego, ale na polaczenie dwuch nielubien w jednym. Wystarczy, zeby poznac i sie posmiac za pierwszym, usmiechnac przy drugim, zobojetniec przy trzecim…

    Wyrazilem prosbe i podparlem ja argumentami.

    Nadmijcie @Lewemu balona samouwielbienia, OK ale pamietajcie, ze nei on, tylko Wy bedziecie winni.

    gawiedz (czyli lonefather)

    pozdrowka
    ~l.

  285. @anumlik 7 stycznia o godz. 21:20

    To jest znakomite! „Zaczarowane mruganie” pamiętam skądś. „Kocurzak miauczurny” też mi się mgliście kojarzy. Ale tego „odmrugnąć gotowi” chyba nie znałam. Zresztą nie wiem. W każdym razie wielkie dzięks! Sam smak.

  286. @wbocek, z godz. 21:30
    Dołożę swoje groszaki:

    Gdy kot, wlazły na płot,
    wpadnie w pudło Schrödingera,
    nikt nie rozezna co to za cholera.

  287. anumlik
    7 stycznia o godz. 21:40

    A nu, kotu, pudejć du płotu!

  288. A jesli powyzszego za malo, to jako „gawiedz” dopowiem, to co powinno byc oczywiste.

    Najlepszy dowcip jest dobrym dowcipem, gdy jest pierwszy raz opowiadany, pozniej sa juz tylko popluczyny.

    A jesli to za malo, to jeszcze przypomne za co Kain zabil Abla i ze bylo to opowiadanie starych dowcipow. Zmiana dekoracji dowcipu, nie zmienia dowcipu.

    „Karafka” jest oryginalem, wszystko dzieki stylowi, bo nie temat karafki jest dowcipem, tylko sztafarz w jaki zostalo opowiadanko ubrane. Ten sam sztafarz powtorzony w „Szrym Koziolku” juz nie robi wrazenia, powtorzony w kolejnych stanie sie nudny jak flaki z olejem.

    Judzac @Lewego do kontynuacji, narazacie go na los fatalny Abla, przynajmniej w roli parodysty Zoszczenki.

    pozdrowka
    ~l.

  289. @wbocek, z godz. 21:46
    Żywym, czy martwym mam pudejć? A?

  290. @Loneczku, słoneczko Ty nasze Albiońskie, mógłbyś nam, profanom, jakąś furteczkę zostawić, abyśmy sami decydowali, jak mamy twórczość blogowego kolegi oceniać? Ę?

  291. anumlik
    7 stycznia o godz. 21:51

    Anumliczak, ja chciał, żeby Ty podeszet i mnie upuwiedział o tym kotu. Bo ja pszedtem nic o nim nie wiedział. Poleciał ja du wiki-miki, a tam piszy:

    „dopiero w momencie poczynienia obserwacji kot przyjmuje jeden, konkretny stan”

    A josz twaj mat’! Znaczy, jak ty pupatszysz z liewaj, kot bendzi martwy; jak ty pupatszysz s prawaj, bendzi żywy – tak ano?

  292. @ Kostka

    Buk zapłacz za dobre słowo 😉
    Szkocja to moja destynacja niespełniona, jak dotąd.
    Tylko niewysokim lotem przejrzana literackim, podebranym kobiecie romansom kryminalnym z Hebryd Zewnętrznych(!) – oczień wkusne, oraz ulubionemu Rebusowi z edynburka.
    A twoje zdjęcia (tj. nie Twoje, a Tobą robionem morzem) nie mniej kuszące.
    Ukłony, na miękko.

  293. @wbocek, z godz. 22:07
    Ano tak. Dziwy w tym pudle Schrödingera dzieją się. Rozumem nie ogarniesz 🙁

  294. Lewy
    7 stycznia o godz. 12:27

    Lewusku, dopiero teraz przeczytałem Twój tekst „Parafka”…ten…”Karafka”. Przeczytałem i się zauroczyłem. Nie cierpię już oglądania Kaczki ze wszystkich stron, bo dawno temu uchwaliłem sam ze sobą, kto on i co, i przestał mnie zajmować. Więc nie Jarkiem się zauroczyłem, lecz Twoim prostym, spokojnym, bez wydziwiań opowiadaniem w zimowy wieczór przy piecu. Podobnie uroczo pisze Kostka, więc z Was dobrana para. Cud, uważam, książeczka dla dzieci by powstała, gdybyś rzucił w diabły polityczną bieżączkę, znalazł w wobraźni lub w życiu ciekawego bohatera…i pojechali.

    Dwie uwagi krytyczne.

    Powtarzanie „znaczy Jarek” uważam za niepotrzebne i natrętne – wystarczyłoby raz. Najfajniejsze są opowiadania dla dzieci bez sztucznych literackich didaskaliów, pisane językiem nie ozdobnym, lecz najprostszym, potocznym. Oczywiście, potocznym można pisać w sposób bardzo wyrafinowany – kiedy nie wyrafinowanie będzie na widoku, lecz zwyczajność.

    Napisałeś:

    „Dzieci w śmiech i mówią:
    – Ona chyba chciała pobawić się z nami. Dlatego skoczyła ze stolika napodłogę. Ale biedaczka zapomniała, że jest ze szkła, no i się stłukła”.

    Lewusku, ta „biedaczka” nie jest z języka TYCH dzieci, lecz jest Twoim ozdobnikiem. Oczywiście, jak kto się lubi kłócić, może kręcić, że ta „biedaczka” jest konsekwencją uważania jej przez dzieci za istotę żywą – więc znaczy współczucie dla niej. Ale takie traktowanie jej przez dzieci oznaczałoby duży ich dystans do całej sytuacji, czyli coś nieprawdziwego. Stłuczona karafka to strach dzieci przed konsekwencjami, a nie wydumany dystans. Skreśl „biedaczkę” i wszystko gra – masz opowiadanie do książeczki. Jeszcze z sześćdziesiąt, siedemdziesiąt i kupisz sobie nowy galanty rower o wartości nowego blaszaka.

  295. anumlik
    7 stycznia o godz. 21:54

    A odbieram Tobie, czy komukolwiek prawo/mozliwosc oceniania?

    Pytam, bo nie znalazlem u siebie zadnych zakazow stawianych komukolwiek.

    Nawet piszac do @Lewego tylko poprosilem.

    Ciebie i innych tez poprosze nie o ocenienie kolegi blogowego, tylko tego na co w mojej ocenie wskazalem i wyciagniecie wnioskow z tego co napisalem, w polaczeniu z tym o czym napisalem, czyli parodystycznych dzielach kolegi.

  296. @anumliku

    na dobranoc parodie, jak zawsze przednie w Twoim nie do podrobienia kunszcie;
    ostatnio zalapalem sie na Zuzanne Ginzburg (Ginczanke) – sama pieknosc poetycka
    i jej tragiczne dzieje (ur 1917-1944). „Look What Hashem gave Me”

    Pozdrawiam

  297. anumlik
    7 stycznia o godz. 22:32

    Oczywiście, anumliku, chodziło mi o sformułowanie kuriozalnego językowo
    zdania: „dopiero w momencie poczynienia obserwacji kot przyjmuje jeden, konkretny stan”.

    Wychodziłoby na to, że stan kota jest zależny od obserwacji, a nie od tego, co na niego zadziało. Tymczasem kot, pani matko, kot, kot, narobił mi w pokoiku łoskot PRZED czyjąkolwiek obserwacją, więc nie przyjmie żadnego stanu w momencie obserwacji – to obserwator w momencie obserwacji dowie się, w jakim stanie kot JEST.

    Autor użył pojęcia „przyjmuje”, nie rozumiejąc jego znaczeń.

  298. *masując guz na czole*

    Ale ja to z podziwu dla kolegi Lewego tudzież z przerażenia bo i śmieszno i straszno…

  299. i jeszcze @anumliku

    a jakby Ci poszedl Miron Bialoszewski ( jest jeszcze Mirolawka na pl. Dabrowskiego?) z tymi kotami (moim ulubionym byl „kot” Jelenski)

  300. anumliku, była jeszcze pono cała seria o gaciach wedle poetów narodowych, w rodzinie cytowana, ale nic teraz nie pamiętam:(

  301. Tanaka
    5 stycznia o godz. 10:50

    ha! podesłane przez Neferkę linki do filmików o robotach nie wskazywały, że roboty klęczą. Inżyniery musza jeszcze nad tym popracować.

    Robocik zapełni kościoły, ale czy da na tacę? czy przyjmie po kolędzie (popłoch w okolicy- gdzie można kupić świece- nie gromniczne? ksiądz nawiedza wiernych), wysłucha i walnie w rękę księdza, wsunie bilon w kieszonkiu ministranta?
    Czarno to widzę, ale ta barwa bardzo mnie cieszy. W tej sprawie im czarniej, tym więcej jasności.

  302. Nefer, 7 stycznia o godz. 23:14
    „*masując guz na czole* / Ale ja to z podziwu dla kolegi Lewego tudzież z przerażenia bo i śmieszno i straszno…”

    Kot Schroedingera w lekturze tekstu też PRZYJMUJE stan, na jaki czytającemu zasoby percepcji pozwalają.
    Czyli: tą razą wbocek wbija guza na czole – sobie (w miejsce strzału w stopę), bo anumlik, uważam nieskromnie, wiedział, co pisze, pisząc o kota przyjmowaniu, wskutek indukowanej percepcji.

    Podobnie, by uniknąć nieporozumień, ja wyjaśniam że dowcip Nefer, taki między wierszami, o waleniu głową w stół podpisałem, bo identycznie jak Ona wyrażam podziw nad ujęciem przez Lewego kwestii omawianej w sposób rozbrajający i zwiotczający mięśnie twardych od rozumu karków – wobec spraw, których się rozum nie ima.

    Ciekawe, jak jeszcze inaczej i kiedy następnym razem zróżnicowanie opinii na blogu padnie ofiarą zróżnicowania sympatii?
    Games of Thrones – w wersji dla dzieci? Warto? 😉

  303. @ konstancja

    Jak donosi nauka polska (politechnika), to przed zrobotyzowaną sajgonką sztuczna inteligencja – i budżet niemałego państwa klęczy:

    Podgrzewanie humbuga dla wygaszonego człowieka
    „…Pierogi i sajgonki z automatu.
    Na Politechnice Wrocławskiej zaprezentowano pierwszy Bistrobot.
    W środku kryje nowoczesną technologię, opracowaną przez studentów i absolwentów uczelni, który ma wręcz zrewolucjonizować podejście do jedzenia.
    Wybierz, płacisz – 10 do 18 zł, czekasz – 3 do 5 minut, i gotowe.
    Posiłki z ich automatów są nie tylko łatwo dostępne, ale też zdrowe …podawane w ekologicznych pudełkach ze sztućcami.
    Gotowe dania są przygotowywane wcześniej – jak zapewniają producenci (z politechniki, sic!) – ze świeżych składników i bez konserwantów a następnie są mrożone w temperaturze poniżej – 20 stopni… system grzewczy jest jednym z najważniejszych atutów maszyny… dania nie sprawiają wrażenia(!) podgrzanych w mikrofali…

    Firma pracowała nad zbudowaniem Bistrobota ponad sześć lat.
    Kosztowało to 7 mln zł.
    Prawie 5 mln zł firma otrzymała w ramach unijnego grantu z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.


    I kto tu mówi o wygaszaniu człowieka? Przecież to grzeje paru ludków na 7 milionów fajerek!

    🙂

  304. Na marginesie
    7 stycznia o godz. 20:45
    zaśpiewałabym ten tekst w tonacji Stasi Celińskiej „Uśmiechnij się” 😉

  305. Gekko
    8 stycznia o godz. 0:13

    Gekko najgekkokokkowniejszy, zdrzyłem się, ale cóś mnie tak okropnie tarmosiło, że się obudziłem. Tarmosiła mnie niejasność, kto strzelił komu w stopę. Bardzo chętnie będę to ja strzelony przez siebie we własną, bo wyjdę na jołope, przez co wszystko się wyjaśni – więc sam zysk. Więc mi rzeknij tylko slowo a będzie zbawiona dusza moja. Mówiłem do anumlika, ale nie o anumlkiu, lecz o zdaniu z wiki-miki.

    Więc po otwarciu skrzynki z kotem obserwator widzi kota, jakim go widzi jego, obserwatora, wyobraźnia? Czyli obiektywny stan kota, niezależny od widzenia obserwatora, nie istnieje? Więc kociak normalnie w oczach się zmienia: raz jest obiektywnie żywy, raz – obiektywnie martwy, potem znów – obiektywnie żywy (jak Jezus), zależnie od tego, czego się napił lub nawąchał obserwator? Chwalmy Pana!

  306. wbocek
    8 stycznia o godz. 1:20

    Ha, sprobuj udowodnic, ze jezioro Jamno nie przestaje ‚przyjmowac’ stanu bytnosci, gdy nikt/nic go nie obserwuje albo, ze szumi, gdy nikt/nic nie slucha. 🙂

    Schrödinger wypuscil swego kota, by skompromitowac tzw. interpretacje kopenhaska mechaniki kwantowej. Dzis tych interpretacji jest od cholery wlacznie z teoria istnienia mnogosci wszechswiatow (multiverse theory)

  307. @act

    Jasne, actku, niech będzie pochwalony mroźny i pogodny ranek, ale takie rzecz względem Jamna lub malarskiego arcydzieła na bezludnej wyspie ja wiem od samego dziadka Marksa. Albo mi się zdaje. A wiki-miki tłumaczy to, co tłumaczy – ze śmiertelną powagą, a nie tam. Jeśli było jak mówisz, to wiesz co mówisz, więc od teraz i ja wiem jako niewiedzący, za co dziękuję. Choć mnie zainteresowała wyłącznie konstrukcja słowa, a nie kot. Miau.

  308. @act
    8 stycznia o godz. 5:43

    Acktu, jeszcze dorzucę rzutem na taśmę, że mnie kwanty nie interesanty, jako bezkwantowym jest. Więc nie bardzo wiem, komu i po co miałbym udowadniać to, co Ty powiedziałeś o jeziorze czyli o wszystkim. To taka teoretyka, że niech się nią zajmują te, co diabły na ostrzu szpilki liczą. Sam kiedyści, jak mnie zajęła joga, siedziałem na podłodze w pozycji chata jogi, czy mata jogi i patrzyłem w punkt na swoim czole. Ten punkt w miarę patrzenia rósł, ogromniał i się tak skomplikowywał, że po jakimś czasie nic nie widziałem, tylko nieskończenie ogromny skomplikowany punkt – tak urośnięty,że już był wszechświatem. Szczęście od Boga, że ostatkiem przytomności puknąłem się w ten punkt i, patrz pan – znikł. A ja żyję. I nie muszę nikomu tego udowadniać. A jak przestanę żyć – tym bardziej nie będę udowadniać. Chwalmy Pana, bo jest na nasze podobieństwo i siebie kocha jako i my siebie kochamy.

  309. No to obiecany fragment książki, która niebawem nakładem PISu ukaże się w sprzedaży

    OPOWIEŚĆ O TYM JAK SIĘ PAN JAROSŁAW UCZYŁ

    Pan Jarosław uczył się bardzo dobrze, a nawet świetnie. Ukończył szkołę podstawową ze świadectwem z czerwonym paskiem. Zapewne uczyłby się również dobrze w szkole wyższej, ale pan Jarosław nie lubił komunizmu, za co go komunistyczne władze usunęły z uniwersytetu. Rząd komunistyczny nie mógł znieść pana Jarosława za to, że pan Jarosław nie lubił komunizmu i dlatego nie pozwalał mu kształcić się na uniwersytecie.
    Ktoś inny na jego miejscu pozostałby bez wyższego wykształcenia. Ale pan Jarosław postanowił zrobić inaczej.
    Powiedział do swojej matki tak:
    – Muszę ukończyć wyższe studia.
    Czas mijał. Minęły już dwa lata od usunięcia pana Jarosława z uniwersytetu. Wreszcie pan Jarosław napisał podanie do ministra oświaty. Prosil,by pozwolono mu przystąpić do egzaminów końcowych z wszystkich przedmiotów.
    Zdumiony minister pomyślał sobie:
    „W jaki sposób on zda wszystkie egzaminy od razu ? Przecież nie chodził do żadnej uczelni. Dobrze. Udzielę mu pozwolenia, ale wątpię, żeby mu się to udało”.
    Kiedy nadeszło pozwolenie ministra, pan Jarosław wziął się ostro do nauki.
    Całe dnie spędzał z książką w ręku, czytał, pisał, uczył się języków obcych, tłumaczył i tak dalej.
    W lecie poszukał w ogrodzie cichego zakątka w alei zarośniętej gęsto lipami. Wkopał w ziemię stół i ławkę. Rankiem przychodził tu i uczył się samotnie aż do obiadu.
    Po odpoczynku kąpał się w rzece, powracał do swego stołu w ogrodzie i znów uczył się trzy lub cztery godziny. A wieczorem, po drugim spacerze i kąpieli, znów widziano go pochylonego nad książkami.
    Cała rodzina była zdumiona tym, że pan Jarosław może się tak dużo uczyć. Lękano się nawet o jego zdrowie. Ale pan Jarosław powiedział swoim najbliższym
    Człowiek, który umie prawidłowo odpoczywać,potrafi dużo uczyć się i pracować.
    Rzeczywiście, pan Jarosław prawidłowo odpoczywał. Godzinę uczył się, potem uprawiał gimnastykę. Później znów pisał godzinę lub dwie, a następnie biegł nad rzekę i pływał.
    Po odpoczynku lub spacerze w lesie wracał do książek i uczył się znowu.
    W swoim letnim gabinecie, w pobliżu stolika, ustawił drążek do ćwiczeń gimnastycznych. I od czasu do czasu ćwiczył na drążku.
    W ładną pogodę kąpał się w Wiśle kilka razy dziennie. Pływał doskonale. Tak znakomicie, ze wszyscy byli zdumieni.
    Jeden ze znajomych pana Jarosława, wspominając przeszłość, opowiadał, że na Wiśle w pewnym miejscu było bardzo głęboko, i że owo miejsce znane było z silnych prądów, w którym to miejscu utonęło wielu ludzi. Ale pan Jarosław śmiało pływał w nim.
    Ów znajomy powiedział kiedyś panu Jarosławowi, że musi być ostrożniejszy, bo w tym miejscu toną ludzie.
    Toną, mówi pan ? – rzekł pan Jarosław – Nie ma obawy, ja nie utonę.
    I popłynął tak daleko, że prawie nie było go widać z brzegu.
    Właśnie dzięki pływaniu i gimnastyce, dzięki prawidłowemu wypoczynkowi, pan Jarosław potrafił się uczyć wytrwale i opanował cały program nauki szkoły wyższej. A nawet zrobił doktorat jednocześnie przyczyniając się do obalenia komunizmu.
    Uczył się w ten sposób prawie dwa lata. A w ciągu tego czasu przerobił cały kurs uniwersytecki, czyli to czego inni uczą się cztery lata.
    Profesorowie tak mu powiedzieli:
    – Niezwykła rzecz. Przecież pan nie uczył się na uniwersytecie i nie słuchał naszych wykładów. Więc jak pan, panie Jarosławie, mógł przygotować się tak dobrze do egzaminów ? Chyba panu ktoś pomagał.
    Pan Jarosław odrzekł na to:
    – Nie, uczyłem się sam.
    Wówczas profesorowie zdziwili się jeszcze bardziej. A minister aż rozłożył ręce ze zdumienia.
    Bo profesorowie i minister nie wiedzieli o tym, że pan Jarosław był nie tylko bardzo mądry i bardzo zdolny,lecz również bardzo pracowity. A te umiejętności pracy zawdzięczał ćwiczeniom gimnastycznym i dobrze zorganizowanemu odpoczynkowi.

  310. @wbocek, z 7 stycznia, o godz. 23:05
    …kot, narobił mi w pokoiku łoskot PRZED czyjąkolwiek obserwacją, więc nie przyjmie żadnego stanu w momencie obserwacji – to obserwator w momencie obserwacji dowie się, w jakim stanie kot JEST.
    Łoskot kota przed obserwacją nie jest ani głuchy (kot martwy obija się o pudło Schrödingera), ani żywy (kot żywy miauczy podczas obijania się). Kot w pudle – zgodnie z zasadę zachowywania się obiektów w skali makro w mechanice kwantowej – jest w stanie superpozycji. Znaczy – pozostaje we wszystkich możliwych stanach. Autor z Wiki-Miki napisał „nie przyjmuje żadnego stanu”. Jest. Ale nie wiemy jaki jest. Gdy otworzymy pudełko, okaże się czy jest żywy, czy martwy, ten kot. Następuje bowiem załamanie funkcji falowej, w wyniku czego kot staje się – by tak rzec – masą mięśni, kości i płynów ustrojowych. Żywych czy martwych, to zależy od obserwatora, w którym momencie zajrzał do pudełka. Cały eksperyment, który Schrödinger opisał (bo nie przeprowadził) miał wykazać, że mechanika kwantowa bywa przez niektórych kwantologów sprowadzana do absurdu. Takiego jak kot jednocześnie żywy i martwy.

    Wklejam linka do filmiku pokazującego o co chodzi z kotem Schrödingera:
    https://www.youtube.com/watch?v=VlYUOelpXeY

  311. Lewy
    8 stycznia o godz. 9:03
    Jestem pod wrażeniem tekstu. Tyle, że coś takiego już kiedyś czytałem. Ale było to tak dawno temu, iż nie pamiętam już ani autora, ani tytułu. Ale jak to w życiu bywa, stare ewangelie są znajdowane w piaskach pamięci, z których są wykopywane przez archeologów propagandy.
    A tak życiowo. Jestem pod wrażeniem skutków reguły 3Z u pana prezesa, Skutecznie zakuł, skutecznie zdał i równie skutecznie zapomniał. Ale na wzór Chucka Norrisa w każdej chwili może dogadać się z każdym w dowolnym języku, pod warunkiem, ż jest to język polski.

  312. zak1953
    8 stycznia o godz. 9:34
    Przecież ja już na wstepie napisalem, że teksty są jakoś dziwnie podobne do Zoszczenki, z któtego pisowscy „pisarze” czerpią pełnymi garściami. Więc nie miej do mnie pretensji. Przypominaja one również fragmenty z Ewangelii o zyciu Jezusika. Który cokolwiek powiedział, zrobił kupę, siku, to wszyscy byli zadziwieni, zdumieni i opowiadali o tym wszem i wobec, że on tak cudownie oddawal mocz, że aż wszyscy się zadziwili.

  313. Tak ogólnie, to mam wrażenie że tego mroźnego, a przecież słonecznego poranka, PRZYJMOWANIE wielorakich postów scalających kwantowo Stany Pana Jarosława z Kotem Pana Jarosława (przecież nie jakiegoś szwaba) szykuje nam jakiś sztucznie inteligentny BISTROBOT, w którym już na świeżo umieszczeni jesteśmy (wraz z 7 milijonami), chociaż zamrożeni.
    A pomimo tego scalenia blogowego naszego, w jednej myśli i jednym czynie czytelniczo-pisarskim, a nawet, pomimo obudzenia się, czyli otworzeniu pudełka bloga,
    świat poznawalny tęgim umysłom i śmiałym relacjom, świat pissowy – nie znika.

    Drogi Blogu, czy tak może być, czy to tylko dialektyczna konieczność czy już dziejowa sprawiedliwość?
    Bardo proszę o odpowiedź na antenie.
    małe Gekko.

  314. anumlik
    8 stycznia o godz. 9:09

    Dziękuję, anumliku, dzień doberek, z ogromnym uczuciem, ale szkoda mi czasu na takie niemojości, bo idę zaraz chodzić po morzu. Chcę przejść przez przesmyk może pięć metrów od brzegu do falochronu, a może 30 (wciąż się zmienia), wleźć na falochron i z niego pstryknąć półwysep Jana Pawła Dwa. To w ogóle nie sztuka, tylko nie wiem, jaka przy samym falochronie jest głębokość – a eksperymentalnie się dowiedzieć, to już trochę sztuka. Bo jeśli po kolana, to pryszcz, ale jeśli po pas, to…tego. Albo ten. Lete. Plum.

  315. wbocek
    8 stycznia o godz. 10:07

    A tak szczególnie, to ja tego poranka, idąc po morzu, czyli Nowogrodzką (ale nie stroną), zauważyłem, że Stan Pana Jarosława zależy, jak najbardziej kwantowo, wg interpretacji żoliborskiej, od zaobserwowanych (!) słupków falochronu sondaży.
    Pan Jarosław unosi się nad morzem pląsając po słupkach, jeśli słupki rosną, a znika, przyjmując postać szydlą czy dudzią, gdy słupki pikują pod poziomem morza.
    Co zadziwia i wzbudza stan najwyższego zdumienia atomów ludu falującego, jak tylko Pan Jarosław unosi się na słupkach, automatycznie uruchamia się pułapka i Pan Jarosław chłoszcze fale ludu, poganiając im kota z martywch (zwie to polityką historyczną).
    Gdy fale zaś, wdzięczne za lekcję obywatelskości, omywają patrjotyzmem stopy Pana Jarosława, Ten rozlewa po falach kojące głaski pięćsetplusów, uczynione ze strzępów porozrywanych portfeli i zmierzwionej na nice buty elit.
    Lud więc, zgromadzony w pudełku wbija oczy w słup, cmokając buźmi w ciup.
    W tym stanie żywiołu, zamarcia sztucznych inteligencji w niemym podziwie, pozostaje jej No To Chlup.

  316. Lewy
    8 stycznia o godz. 10:00

    Lewy ale no wytłumacz mi jedno. Przecież on był wychowany w tym samym duchu co reszta, Polska odmieniana przez wszystkie przypadki, wolność i niepodległość, od Ruskich zwłaszcza, tępogłowi aparatczycy PZPR na taczki, praca dla dobra ojczyzny itede – a teraz sam przywraca opresyjny podrasowany technologicznie PRL bis którego doświadczył (w małym stopniu) na swojej skórze. Co teraz z dobrem ojczyzny. Nie mogę zrozumieć dlaczego, dlaczego on to robi własnemu krajowi, co to za potwór zajadły. Za mało mam szarych komórek.

    zak1953

    Miły zaku, pozdrów ode mnie podstawówkę im. Włodzimierza Ilicza oraz superbudę jak będziesz przechodził. A plac Szewczyka niech się trzyma. Chociaż ta nieszczęsna galeria, grrr :/

  317. Nefer
    8 stycznia o godz. 10:25
    Nefciu, ja tego squrwiela zrozumiałe juz 10 lat temu. On się kiedys sam o sobie wypowiedział,że jest moralnym kryształem. Tak jak Ty ja nie rozumiem, ale nie tego, że kanalia jest kanalią, ale tego, że ludzie tego nie widza, że maja jakąś zaćmę na oczach, są , jak to kiedys nazwał Boy, moralnymi daltonistami. Przecież chama, kanalię można szybko rozszyfrować, a tu jakiś zaczadzenie.
    Lonek się wyżywa swoją Antykontrewolucją, a ja juz się dość wyżywalem w opisie tego gnoma, Przeciez tu nic nie można wiecej odkryć. Pozostaje tylko śmiech i , jak napisałąs, groza.

  318. Przypuszczam, że był taki jezus, który plótł różne parabole, pytyjsko skonstruowane zdania, które tak zachwycały prostaczków rybaków. Na bazie tego autentcznego cierpienia, które sam był sobie winien, bo naraził się Sanhedrynowi i Rzymianom, więc go zameczyli krzyżując. Ale przecież Rzymianie krzyzowali masowo, choćby tysiace ukrzyzowanych powstańców Spartakusa. Nie zamierzać ironizować z cierpienia tego człowieka, ale dlaczego to cierpienie ma być jakieś wyjatkowe ? Na tym cierpieniu kościół zrobił niebywala karierę, dorobił się ogromnego majatku i ciagle go pomnaża.
    Kaczyński, zdolny uczeń kościoła, przejął tę metode, wykorzystując smierc brata. No bo kościól potrafi z każdego jego wyznawcy, który zginął nienaturalną śmiercią, zrobić świętego męczennika. Wprowadzony przez Dziwisza na Wawel Lech, stał się dla cynicznego Gnoma, znakomitym politycznym kapitałem, tak jak dla koscioła są owi święci, do których modli się pobożny ludek, nie zdając sobie sprawę jak jest wykorzystywany przez tę niemoralną instytucję
    Maksymilian Kolbe oddał życie za drugiego człowieka. Może to nieładnie doszukiwać się w smierci tego człowieka drugich den, ale ów przed wojną wojujący antysemita, gleboko wierzący w we własne zbawienie, miał łatwą drogę; może mu sie przejadła zupa buraczana, która Niemcy karmili więźniów. Natomiast nie mam takich wrednych myśli co do ofiary Janusza Korczaka. On mógł sie uratować, miał takie możliwosci, jego ofiara nie przyczyniła się do uratowania dzieci, ale on chciał być z nimi do ostatniej chwili,nie mógł ich opuścić. A był to ateista, któremu nie roiło się jakieś zbawienie i wieczna szczęśliwość po śmierci.
    Dla kościoła Korczak , to taka banalna śmierć, jak tysiące, czy miliony innych, a ojciec Kolbe to dodatkowy papier wartościowy do pomnażania kocielnego kpitału.

  319. Lewy
    8 stycznia o godz. 12:22

    Jedna z największych zalet, albo cnót, bycia wolnomyślicielem czy ateistą jest taka, że można być jak dziecko: proste, naturalne, ciekawe świata i rzeczy. Myśleć, zadawać pytania, fascynować się szukaniem odpowiedzi. I zauważać, że król jest nagi.
    Gnoma pod pod postacią Kaczyńskiego i odwrotnie, łączy z mniemanym Jezuskiem rodzaj tożsamości, w zacieraniu rzeczywistości na rzecz wytwarzania obrazu zmanipulowanego. Kłamliwego. „Bo we mnie jest samo dobro” – stoi w oczywistej i brutalnej sprzeczności z tym, co jen typ robi i mówi. „Samo dobro”, a ściślej – absolutne dobro, jakie rzekomo ma w sobie „dobry Bóg” bardziej niż drastycznie ujawnia się dzięki dziecięco prostej obserwacji, wziętej z instrukcji samego Jezuska: „po czynach ich poznacie” i „niedaleko pada jabłko od jabłoni”. Jak się ma oczy otwarte, a nie zakryte łuską, widzi się gdzie jabłko pada i co robią ci, co robią i mówią, że robią.
    Jezus zginął w sposób okrutny, ale, biorąc pod uwagę historię ludzkości, strasznie banalny. Nic specjalnego – można, bardzo zasadnie, śmierć tą kreślić. Przed Jezuskiem, za Jezuska i po Jezusku, nieskończone legiony ludzi umierały i ginęły w daleko bardziej okrutny sposób, a wielu ludzi, może większość,w sposób niewątpliwie dla wrażliwego człowieka znacznie gorszy o tyle, że ginęło i umierało bez żadnego sensu i znaczenia. ich śmierć żadnego większego dobra niż sama śmierć nie przyniosła. Nic ni przyniosła, oprócz samego bólu dla innych, albo i tego nie: nikt się nie dowiedział o ich śmierci, nikogo to nie obeszło. A samo umieranie było i dłuższe i koszmarniejsze.
    Jezus miał pod tym względem niezwykły luksus: umierał „za sprawę”. A sprawa nie mogła być większa, bo umierał za wszystkich ludzi i do tego umierał, bo taki los wyznaczył mu ojciec, którego nieskończenie przecież kochał Jak to bóg.
    Mniemany gigantyzm męki śmierci Jezusa jest wyłącznie taki, że jego cierpienie miało rozmiar absolutu. Zwykły człowiek męczy się, skwierczy, wyje i co tam jeszcze, ale wyłącznie w skali i zakresie jednostkowym. Czyli tak drobnym, że z punktu absolutnego – żadnym. Jezus miał odwrotnie: cierpienie jednego ma głębię absolutną.
    I na tej bajędzie oparta jest cała konstrukcja mitomańsko-oszukańcza chrześcijaństwa. Spoglądając na to z tej samej perspektywy absolutnej: absolutnie bezczelna i absolutnie nieludzka.
    Z Maksymilianem Kolbe jest problem, o którym wspominasz. Przed wojną był jednym z największych siewców katolickiego zła i antysemitą najwyższej rangi. Miał szeroki dostęp do wysokonakładowych mediów i to zło wkładał w setki tysięcy i miliony polskich głów katolickich, co ciąży do dziś i długo nie przestanie, a w czasie wojny objawiało się szmalcownictwem. Powiedzmy nawet, że przed śmiercią stał się jakoś lepszy,coś mu się poprawiło, coś zrozumiał i że może nawet postanowił odpokutować”. Cóż to jednak za odwrócenie win, w tak banalny, drobny sposób jak śmierć w obozie w czasie wojny? Jedno życie, zwykłe, nienadprzyrodzone jak w przypadku Jezusa, niezauważalna ilość cierpienia wśród tysięcy i milionów równocześnie umierających, za zło wyrządzone owym tysiącom i milionom, które później wydało zatruty owoc w postaci śmierci trzeciej z wymienionych przez Ciebie postaci – Janusza Korczaka, jego sierot żydowskich,, tysięcy i milionów Żydów oraz nieżydów, ludzi po prostu. A współsprawcą każdej z tych śmierci było to, co mówił i robił Kolbe.

  320. Nefer
    8 stycznia o godz. 10:25

    Żeby to zrozumieć, dobrze jest sięgać w głąb jego biografii i w głąb głowy. Podobnie jak w przypadku Wojtyły. W odległych czasach młodych lat kryją się odpowiedzi. To co widać później, to już tylko manifestacje tego, czym się nakarmił rzeczony wcześniej.

  321. Lewy,
    osobno to Ci składam wyrazy uznania za te śliczne, proste, pocieszne i jubilerskie smakowitości karafkowe.

  322. konstancja
    8 stycznia o godz. 0:07

    Czy robocik da na tacę? Już daje. Nie tyle komplety robocik, ale algorytm. Który opiera się na konkordacie. działa tu automat, konwejer transferujący pieniądze publiczne do prywatnej kasy przedsiębiorcy. Natomiast koszty przedsiębiorcy są transferowane do sfery publicznej. To się właśnie nazywa „Niebo”.
    Swego czasu, aferalna firma drukarska podległa niejakiemu Gocłowskiemu, arcybiskupowi, reklamowała się sloganem: „drukujemy jak w niebie”. Tak robili, czyli tak jak wyżej.

  323. Lewy
    8 stycznia o godz. 11:57

    A ja widzisz jakoś nie mogę zrozumieć że można być aż taką kanalią i z imieniem „Polska” na ustach tę Polskę rozszarpywać i niszczyć, wdeptywać w ziemię. Przecież on doskonale wie i rozumie co robi. Ludzie w masie głupie zawsze były – najgorsza swołocz to te sprzedawczyki z najbliższego grona rączkami których się posługuje. Plus pazerny kłamliwy sprzedajny kler bez wstydu. Strasznie zwątpiłam w Polaków, nie ma się czym chwalić, nie ma z czego być dumnym. Nie ma się co przyznawać że się jest z Polski. Do etykiety pijaczka, złodzieja samochodów i prostego robotnika hydraulika czy sprzątaczki doklejono nam teraz nacjonalizm, faszyzm i łamanie demokracji.

    Ja na blogu najpierw sobie wesolusio świergoliłam, potem się wściekałam i piekliłam a teraz od dłuższego czasu piszę po jednej linijce bo mi się nawet żartować odechciewa. Przez tę zimną zgrozę właśnie i kompletną, obezwładniającą bezradość. Dlaczego mój kraj został pokarany, za co i dlaczego, takim żałosnym wypierdkiem z kompleksami, mściwym gnomem bez żadnych zasad, opętanym żądzą władzy.

    Parafrazując

    Cóżeś ty, Polsko, zawiniła w świecie
    Że Cię Kaczyński swym buciorem gniecie
    zhańbiwszy pierwej

    PS Może już lepiej będę świergolić i pitu pitu bo w środku jak Kasandra, tylko szaty drzeć…

  324. Nefer
    8 stycznia o godz. 14:00
    A jakimi kanaliami i idiotami jesteśmy my i podcinamy gałąź na której siedzimy.To my pozwalamy na to wszystko udając „ciemnego luda” byle tylko skorzystać z tymczasowych profitów.Śmiem twierdzić ,że siła PiSu w czasie gospodarczej prosperity Europy i świata jest ułudna i na wyrost.Następcy PiSu skorzystają z narzędzi jakie im PiS dał do ręki.Już nie trzeba będzie się z niczego tłumaczyć tylko się wymiecie wszystkich zgodnie z prawem pisowskim.

  325. prospector
    8 stycznia o godz. 14:42

    Idiotami. Wszystkie kanalie zajęły już przyobiecane stołki. Możemy sobie krzyczeć i krzyczeliśmy „Nie pozwalam” ale dużo to da. Demokratycznie zdobyty mandat za 5.7 miliona głosów i otwarta furtka do zniszczenia kraju do fundamentów. Jedyny moment w którym pisy się wystraszyły to 16.12.16 kiedy pod sejmem ludzie zaczęli siadać na ulicy. A potem zostali rozproszeni do domów, było psiamać stać do skutku, bez kiczowatych walczyków i baloników. Od tamtej pory pisy już się nie boją, ogrodziły się barierkami i mają gdzieś.

    Następcy PiSu, chciałabym to zobaczyć…

  326. Szanowni!
    Skoro już mowa o panu z Żoliborza, to można zapytać, czy on także należy do licznego grona tych, których zdradził ojciec? W czym niewątpliwie pomoże poważna analiza ojcowskiej zdrady wpisanej w naszą kulturę czy nam się to podoba czy nie.
    Zapraszam wraz z Tanaką!
    JK