Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

30.12.2017
sobota

Święto zawieszenia broni, czyli święta, święta i po świętach

30 grudnia 2017, sobota,

„Droga Matko! Piszę do ciebie z okopów. Jest 11sta rano, w koksowniku buzuje ogień, naprzeciwko ziemianka wyścielona słomą. Na dnie okopu straszliwe błoto ale wszędzie indziej ziemia skuta mrozem” – pisał 19-letni szeregowiec Henry Wiliamson. Wokoło jest przeraźliwie zimno, cisza aż w uszach dzwoni, niemal nierealna po tygodniach ryku artylerii. Na zmarzniętych żołnierzy kulących się na dnie rowów i skrobiących naprędce listy do bliskich pada śnieg. Jest Boże Narodzenie pierwszego roku wojny, która do historii przejdzie jako Wielka Wojna, ale tego młody żołnierz stęskniony za ciepłym domem w rodzinnej Anglii jeszcze nie wie. Nie wie też, że wojna nie skończy się na wiosnę, czym próbują pocieszać się towarzysze niedoli, tylko potrwa kolejne cztery lata pochłaniając miliony ofiar po obu stronach. I w dodatku nie będzie ostatnią wielką wojną w historii Europy…

Henry na szczęście nie jest tego świadomy, pisze więc beztrosko: „w zębach mam fajkę, a w fajce tytoń! »Cóż w tym dziwnego« powiesz, mamo – ale czekaj tylko – to tytoń niemiecki! »Ha, myślisz sobie, zapewne odebrany niemieckim jeńcom albo znaleziony w zdobytym okopie«… i tu się mylisz! To tytoń od niemieckiego żołnierza! Tak właśnie – od  ż y w e g o  Niemca, przyniesiony z jego własnego okopu. Wczoraj Brytyjczycy i Niemcy wyszli na teren pomiędzy zasiekami, żeby uścisnąć sobie ręce i wymienić się suwenirami. I tak przez cały pierwszy i drugi dzień Świąt. Fantastyczne, nieprawdaż?!”

Relacja szeregowca Wiliamsona nie jest jedyną opisująca przedziwne wydarzenia na froncie zachodnim w grudniu 1914 roku – nieformalne zawieszenie broni na różnych odcinkach frontu z oddolnej inicjatywy samych żołnierzy (najczęściej niemieckich), niechętnie widziane przez dowództwo po obu stronach. W wielu listach pisanych w tamto Boże Narodzenie pojawiły się podobne obrazki – wstrzymanie ostrzału, aby obie strony mogły zebrać i pogrzebać swoich zabitych, Niemcy dekorujący świeczkami i zaimprowizowanymi choinkami okopy i śpiewający kolędy, na które to śpiewanie odpowiadali własnymi kolędami Brytyjczycy. Przekrzykiwanie się życzeniami świątecznymi. Żyj i daj żyć innym. Wojna wojną, ale są Święta i wszystkim należy się moment wytchnienia od walki. A w najbardziej spektakularnych przypadkach wyjście obu stron konfliktu na ziemię niczyją, żeby wymienić się tytoniem, alkoholem, drobiazgami, a nawet rozegrać szybki mecz futbolu.

„Za nic w świecie nie przegapiłbym tego dziwnego i wyjątkowego Bożego Narodzenia” – napisał Bruce Bairnsfather, karykaturzysta , wówczas w stopniu kapitana. – Wypatrzyłem niemieckiego oficera, porucznika chyba, i będąc kolekcjonerem pokazałem mu na migi, że przypadły mi do gustu guziki u jego munduru. Wyciągnąłem zatem cęgi do cięcia zasieków i szybkim ruchem obciąłem dwa z jego guzików dając mu dwa swoje w zamian. Ostatnie, co rzuciło mi się w oczy, to jeden z moich artylerzystow, w życiu cywilnym fryzjer-amator, obcinający przydługie włosy jakiegoś potulnego Szkopa, który cierpliwie klęczał na ziemi podczas gdy maszynka jeździła mu po szyi…”

Inny oficer, Robert Patrick Miles (poległy zaledwie tydzień po opisanych wydarzeniach), pisał: „Cała sprawa zaczęła się wczoraj w nocy – szczypiące zimno i biało od mrozu – kiedy tuż po zmroku Niemcy zaczęli wołać »Wesołych Świąt, Anglicy«. Oczywiście nasi zaczęli wołać w odpowiedzi i obecnie liczne grupy nieuzbrojonych żołnierzy opuściły okopy po obu stronach i fraternizują się w pasie ziemi niczyjej. Ani jeden strzał nie padł przez całą noc. Niemcy są znudzeni wojną, jeden nawet zapytał, co u diabła robimy walcząc ze sobą. W drugi dzień Świąt wciąż ignorują nasze ostrzeżenia, żeby zleźli z parapetów, więc walki utkwiły w martwym punkcie. Przecież nie zastrzelimy ich z zimną krwią! Nie wiem, jak teraz mamy ich zagonić z powrotem do roboty”.

Zaś kapitan Edward Hulse po opisie wspólnego z wrogiem śpiewania noworocznej pieśni „Auld Lang Syne” podsumował: „To było niesamowite i przysięgam, że gdybym zobaczył coś takiego w kinie to uznałbym, że to zmyślona historia a nie prawdziwa rzecz”.

Kiedy we wczesnych latach dziewięćdziesiątych po raz pierwszy zobaczyłam teledysk ilustrujący „Pipes of peace” Paula McCartneya, wykorzystujący scenki z „bożonarodzeniowego rozejmu” też ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że przedstawia sytuacje oparte na faktach. Ot, taka poetycko wymyślona historyjka, dla niepoznaki w prawdziwych dekoracjach, metafora, aby pokazać bezsensowność wojny, bo przecież coś takiego nie mogło wydarzyć się naprawdę… Eks-Beatles gra w nim jednoczesnie dwie role: żołnierza brytyjskiego i niemieckiego, którzy na ziemi niczyjej wymieniają się zdjęciami swoich niedawno urodzonych dzieci.

Może sama sobie jestem winna własnej ignorancji w tej sprawie, ale nie pamiętam, aby choć raz o rozejmach 1914 roku wspominano nam na lekcjach historii… Czy to dlatego, że historia w polskich szkołach jest taka czarno-biała z jasno zdefiniowanymi liniami podziałów? To wróg, to swój. Niemiec zły, a ten, co z nim walczy, dobry, a jeśli się brata, to znaczy, że podejrzany element, najpewniej kolaborator. Przedstawienie obu stron bratających się w wysoce niepatriotyczny sposób mogłoby tylko namieszac młodzieży w niewinnych głowach. Zasiać wątpliwości co do tego, kto kat, a kto ofiara. Nasza historia nie lubi takich dwuznacznych sytuacji…

Nie miał też wszakże ów bożonarodzeniowy rozejm żadnych poważnych konsekwencji militarnych. Dowództwo zagoniło w końcu bratające się strony z powrotem do wzajemnego zabijania. Wojna potoczyła się dalej (mimo że w opisanych wydarzeniach brało najprawdopodobniej około 100 tys. żołnierzy), a w kolejnych latach, zwłaszcza po straszliwych stratach nad Sommą czy pod Verdun, wszystkim przeszła ochota na pacyfistyczne gesty. Także dowódcy, zaniepokojeni inicjatywą żołnierzy w 1914 roku, zapowiedzieli z góry, że ponowne próby takowych będą traktowane jako niesubordynacja, jeśli wręcz nie zdrada. Anglicy przestali odpowiadać na przyjazne zaczepki Niemców w czasie kolejnych Świąt…

Pozostaje zatem „Christmas truce” historyczną ciekawostką, niewiele znaczącym i niezbyt znanym epizodem, przyćmionym przez bardziej spektakularne wydarzenia z historii pierwszej wojny światowej. Zapewne i dziś niegodnym miejsca w podręcznikach do historii (zwłaszcza w Polsce). Która to historia ma być bohaterska. I do której obrazki przeciwników palących wspólnie tytoń, nawet z fajki pokoju, nie przystają. Mimo to lubię opowieść o tym nieformalnym rozejmie za jej głęboko humanitarny, ponadczasowy wymiar…

Być może w czasie kiedy podziały polityczne przeoruja nasze społeczeństwo głębiej niż kiedykolwiek, zaś w polityce zagranicznej kuriozum goni kuriozum, tak jakby rządzący wręcz nie mogli się doczekać do wykazania się w jakiejś kolejnej wojnie, warto tę historię zadedykować wszystkim, którzy tak ochoczo próbują szukać nam wrogów – czy to wśród naszych czy za granicami.

Kostka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 249

Dodaj komentarz »
  1. Kostka
    tekst piękny, jak obraz z biblii, wilki i owce razem, tylko kto wilk i kto owca?
    odchodzę od tematu, ale coś o kk w wykonaniu prof. T. Bartosia /kondensat/,
    http://www.superstacja.tv/program/rozmowa-dnia-prof-tadeusz-bartos,6615806/
    http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-prof-tadeusz-bartos,6615800/
    i prof. Z. Mikołejko /raz/
    http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-prof-zbigniew-mikolejko,6615798/

  2. Piękny tekst Kostko.
    Mój dziadek zginął w Pierwszej Wojnie, ojciec przesiedział Drugą w oflagu, nie chciałabym zakosztować trzeciej…

  3. Kostka

    Jak zwykle oszczędnie, niby chłodno i przez to barwnie, Kosteczko, dzień dobry. A barwy są w uczuciach, jakie wywołują takie obrazy. Dwudziestolatkiem będąc, zastanawiałem się – na wojsku – po jaką cholerę i co takiego powoduje, że miliony młodych chłopców, nic do siebie wzajem złego nie żywiących, zabijają się na rozkaz różnych politycznych bonzów-trutni. Przecież dwie najstraszliwsze wojny nie zaczęły się w domach zwykłych ludzi. Nie oni ot tak sami z siebie podjęli decyzję: „Idę zabijać szkopa, kacapa, skośnookiego – zdenerwowali mnie”. Ktoś ich pierw urobił.

    Wyrżnięcie karabinem o ziem to jeden z najpiękniejszych gestów w historii człowiekowatych. Obok „Kto z was jest bez grzechu, niech w nią pierwszy kamieniem rzuci”.

    Cud pogoda. Okropna tej zimy rzadkość. Jadymy na woda.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Kostka
    Dobrze, że o tym przypomniałaś. Dziś nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Wklejam linka, w uzupełnieniu:
    http://okruchyhistorii.blogspot.com/2015/12/rozejm-bozonarodzeniowy-okopowa.html

  6. @wbocek
    „Dwudziestolatkiem będąc, zastanawiałem się – na wojsku – po jaką cholerę i co takiego powoduje, że miliony młodych chłopców, nic do siebie wzajem złego nie żywiących, zabijają się na rozkaz różnych politycznych bonzów-trutni.”
    Szybko dojrzałeś !
    Większość chłopaków dochodzi do takiego wniosku po przekroczeniu 50-60 lat.
    Syn znajomego w trakcie rozmowy na temat aktualnie toczących się wojen powiedział, że chętnie by pojechał do Afganistanu i „ubił z 10-ciu talibów”.
    A jakby ciebie zabili ? – pytam go.
    Mnie ??? – zdziwił się – a za co ???
    Składając, zwłaszcza młodym życzenia noworoczne dodaję – ” i życzę Tobie życia takiego, jakie miałem ja!”
    A co za życie miałeś za komuny? – dziwią się.
    Odpowiadam – życie BEZ WOJNY !!!.

  7. Kostka

    Ten pan ma rację powiedziała Irena Kwiatkowska, mając niezawodnie na mysli @Pombocka, który Cię należycie uhonorował.

    Bardzo ciekawe jest takie spojrzenie, spomiędzy okopów i zza, całkiem zwykłej, niechęci do mordowania, a gdy wojna dookoła szaleje i pochłania i ofiary i sprawców, zdarzającego się odruchu szukania w tej pożodze choćby chwili czegoś ludzkiego.
    Ta ludzkość chwili miałaby może szansę się wydłużyć, poszerzyć, rozrosnąć do rozmiary gaszącego pożogę, ale dzieje się to w warunkach zupełnych sprzeczności: strzelające do siebie strony działają tak na żądanie państwa i religii. Obie strony wyznają tą samą religię i ta sama religia każdej ze stron mówi, że walczą i zabijają w słusznej sprawie. Szukający chwili ukojenia żołnierze chcą przeżyć jakąś chwilę świąteczną, pomodlić się, poczuć co to takiego to Boże Narodzenie, podzielić się „dobrą nowiną” z drugą stroną. Ta „dobra nowina” jest taka, że dzieciątko krwawo skończy, a do życia powołał je ten, co zajmuje się mordowaniem z zamiłowania, honoru, godności i istoty. Jego wspominając, jemu poświęcając święto, do niego się modląc i jego wzywając w chwili śmierci, sami tą śmierć zadają, odpowiadając na święte żądanie i spełniając tym samym święty obowiązek.

    To – zwykle nieuświadomione – zamknięcie w nieusuwalnej sprzeczności, pogłębia jeszcze skalę dramatu. Z jednej strony takie spotkanie pomiędzy okopami jest czymś zwyczajnie ludzkim, wytęsknionym i chwalebnym, z drugiej strony zaś jest zaprzeczeniem siebie, bo jest częścią nieuniknionego: życzyliśmy sobie dobrego życia, wszystkiego najlepszego, a teraz bierzemy karabiny, ładujemy armaty i walimy do siebie nawzajem ze wszystkich luf. I więcej wrogów, którym przed chwilą składaliśmy życzenia, wymordujemy, im bardziej krwiście to zrobimy, tym lepiej dla nas.
    Czytając Twój tekst, pomyślałem najpierw o fenomenalnej sztuce scenicznej (nie o filmie Spielberga) pt. „War horse’, a po chwili i Remarque’u, dzisiaj już chyba trochę zapomnianym, a bardzo ważnym i czytanym autorze, dla którego I wojna, ale i II również, były osią pisarstwa.

  8. @kasejot
    Dopiero co zastanawiałem się – patrząc na czteroletniego wnuka – że jest pierwszym dzieckiem w mojej rodzinie, które ma dwie babcie i dwóch dziadków. Ja tego nie miałem. To jest bezcenny dar, który dostał od losu mój wnuk.

  9. kaesjot
    30 grudnia o godz. 13:15

    Twoja opowiastka jest – jak piszesz – wzięta z życia, ale brzmi jak anegdota o idiotach. Ludzie tacy, w masie, są – idioci Nasz chłopak ustrzeliłby paru obcych, obcym się należy, ale naszemu chłopakowi się nie należy: no bo za co? W świecie idiotów jest na to odpowiednia odpowiedź: za jajco!
    Powiedziałeś o PRL-u, że jego (główną?) zasługą było to, że ze dwa pokolenia, wśród całego pochodu pokoleń po kolei sprawdzających jak to jest na wojnie, miały pokój. Zgadzam się z tym w zupełności. To (pozorny raczej) paradoks: za PRL-u panowało oficjalne napięcie, więc prywatnie był pokój. Teraz oficjalnie nie ma napięcia, więc prywatnie jest wojna. Nie taka sama o jakiej pisze @Kostka, ale i nie bardzo inna.

  10. Moja rymowanka noworoczna

    Szron trawę zabielił, chrzęści pod butami
    Ktoś fajerwerk odpalił, Nowy Rok przed nami
    Witać go, nie witać, cóż to za różnica
    Obrzęd jak każdy – potrzeba i próżnica
    A może a jednak coś w tym się zawiera
    To coś dojdzie, czy umknie jak mija teraz
    Czekać na wygraną, życie, to jest gratka
    Spotkasz, rozpoznasz, nadal zagadka

    Listom Ateistów życzę koniunktury
    Nieustającej, nie pytając który
    Błyskotliwej twórczości, twórczego niepokoju
    Partnerów ciągnących jak do wodopoju
    Argumentów czerpanych z krynicy mądrości
    Teorii zrozumiałych, zaraźliwej radości
    Listy ateistów gościńcem na postoju
    Miejscem dyskusji w prawdzie i pokoju.
    Pzdr, TJ

  11. anumlik
    30 grudnia o godz. 12:27
    Są mądrzy i mądrzejsi. Ci ostatni zwłaszcza z „górnej” półki.
    Widziałem pola, okolice pod Verdun. Do dzisiaj są ślady jatki.

  12. tejot
    30 grudnia o godz. 13:51
    Nie na temat jednak też interesujące z wczorajszej „Rzepy”.
    I czy sąd rzeczywiście ma rację?
    http://www.rp.pl/Prawo-drogowe/312299938-Sad-PolCam-rejestruje-predkosc-radiowozu-a-nie-pojazdu-kontrolowanego.html

  13. Tanaka
    30 grudnia o godz. 13:31
    Rozumiem, że owo „oficjalne napięcie” to nie tylko okres „zimnej wojny” ale rywalizacja między Wschodem i Zachodem o dominację w świecie.
    Pierdoły o „wolności i demokracji” można tylko dzieciakom w przedszkolu wciskać. Faktycznie chodziło i nadal chodzi o dostęp i kontrolę nad zasobami naturalnymi.
    Ocena okresu PRL-u też jest wybitnie subiektywna. Inaczej będzie go oceniał syn przedwojennego parobka na majątku ziemskim, który został w PRL-u inżynierem, córka wiejskiego szewca, która została lekarzem inaczej potomek właścicieli ziemskich, który już nie mógł sobie hulać w Monte Carlo kosztem tych parobków i ich rodzin.
    „Teraz oficjalnie nie ma napięcia, więc prywatnie jest wojna.”
    Ależ jest napięcie – przynajmniej stara się nam takie przekonanie wpoić, iż zagraża nam Rosja.
    Prywatnie wojna, „kak Krasnaja Armia – była, jest i budiet”.
    To wynika z naszego charakteru ukształtowanego przez lata, gdzie nie liczyły się zdolności i umiejętności a tylko pochodzenie i posiadany majątek. W czasie PRL-u panował względny egalitaryzm. 95% moich pracowników akordowych zarabiało więcej niż ja, kierownik wydziału. Najlepsi brygadziści dorównywali zarobkami dyrektorowi technicznemu zakładu. Tak więc nie oni ( kilkudziesięciu) mnie a ja i moi majstrowie mogliśmy zazdrościć swym podwładnym zarobków.
    Dzisiaj to wszystko wróciło do relacji sprzed PRL-u : ” nieliczni mają wiele, liczni mają niewiele”.
    I to właśnie, wg mnie jest przyczyną, że ” prywatnie jest wojna”

  14. Czytałam niedawno reportaż o absolwentach jakiegoś polskiego liceum w prowincjonalnym mieście. Uczniowie tej szkoły spontanicznie pielęgnują „tradycje”, to znaczy przebierają się w mundury jakiejś konkretnej jednostki i tak maszerują w różne święta narodowe. Tekst koncentruje się na dwóch chłopakach z nieco różnych opcji światopoglądowych – to znaczy jeden jest narodowym katolikiem, drugi socjalistą.

    Obaj są już na studiach w różnych miastach, ale utrzymują ze sobą kontakt. Katolik na koniec reportażu zapodał o tym drugim: „to dobry chłopak, naprawdę dobry człowiek. Ja (dlatego) myślę, że on się jeszcze nawróci

    I to jest właśnie kwintesencja „współistnienia” tych różnych opcji, z których jedną jest skatolenie. Największy komplement, na jaki może się zdobyć katolik, to możliwość „nawrócenia” na własne kopyto.

    Co do żołnierzy w okopach – to jasne: połączył ich wspólny ciężki los, który dzielili z żołnierzami strony przeciwnej, a nie z własnym dowództwem. Światopogląd (o ile go mieli) nie ma tu specjalnego znaczenia, tych młodych ludzi po prostu zagnano do okopów i przekształcono w mięsko armatnie. To ich połączyło.

    I na koniec o patriotyzmie: Adam Zamoyski pisząc obszernie o „wiośnie ludów”, czyli zrywach „wolnościowych” w Europie, zwraca uwagę, że koncepcja „wyzwalania spod jarzma zaborcy” z początku nie znajdowała specjalnego odzewu. Agitatorzy spotykali się z obojętnością i totalnym niezrozumieniem. W kilka lat później koncepcja chwyciła – i znaleźli się chętni do przeprowadzania przewrotów w imię nowego pojęcia – „narodu”. Obecnie chyba staje się coraz bardziej oczywiste, że ten „naród”, jakkolwiek definiowany, przestał jednoczyć. Granice podziałów przebiegają dziś inaczej.

  15. Zoo w Calgary ogłosiło, że jest tak zimno, że dziś nie wypuszczają nawet pingwinów. Nie wiem, czy to kaczka dziennikarska, ale pingwiny… Ciekawe, czy niedźwiedzie polarne też nie wychodzą?

  16. W 2005 Francuzi nkręcili o tym film „Joyeux Noël” (polski tytuł „Boże Narodzenie”).

  17. Z dzisiejszego punktu widzenia tamta wojna to idiotyzm tych ,którzy posył ali młodych na front.Bo niby o co walczyli.A do jakiej wojny, i o co dziś ,szykują się epigoni tamtych.?I dlaczego świadkowie Jehowy są tak zwalczani?Nie chcą wojny ,to pewne.

  18. Na marginesie
    30 grudnia o godz. 15:51
    „Obecnie chyba staje się coraz bardziej oczywiste, że ten „naród”, jakkolwiek definiowany, przestał jednoczyć. Granice podziałów przebiegają dziś inaczej.”
    Porównaj osiągnięcia zespołu ” Orłów Górskiego” w skład ktorego wchodzili zawodnicy naszej , polskiej ligi a osiągnięcia kadry narodowej w ciągu kilkunastu ostatnich lat składającej się w większości z „gwiazd” czołowych klubów europejskich.
    Wtedy zawodnicy starali się WSPÓLNIE osiągnąć sukces.
    Teraz każdy myśli tylko jak się pokazać menadżerom bogatych klubów i dostać wielomilionowy kontrakt DLA SIEBIE.

  19. @kaesjot 30 grudnia o godz. 16:22

    Bo wcześniej nie mieli takich możliwości, ale jak daj kurze grzędę to Polak potrafi? Żartuję. Nie wiem, czy ta narodowa otoczka nie została przypisana „orłom Górskiego” przez media i kibiców? Oni zresztą byłi też fetowani i nagradzani – ale w granicach praktykowanych w demoludach.

    Z kolei komercjalizacja sportu i fakt, że można na nim zarobić coraz większe pieniądze to zjawisko globalne, a Polska po prostu po 89 roku dołączyła do globalnej wioski. Tak mi się wydaje. W Kanadzie hokej jest sportem narodowym, kadra wygrywa ciurkiem wszystkie mistrzostwa świata i olimpiady, ale najlepsi gracze mają wielomilionowe kontrakty z klubami w USA i chodzą słuchy, że na następną olimpiadę już nie pojadą, bo nie dostaną tych paru dni urlopu z klubu na reprezentowanie barw narodowych. A że dla entuzjastów sportu to zwyczajne komercyjne świństwo? No fakt.

    I jeszcze jedno skojarzenie. Michaił Kałasznikow jest twórcą jednego z najpopularniejszych karabinów w historii wojny. Jego amerykański odpowiednik, konstruktor broni, w którą wyposażono amerykańską armię w II wojnie, zarabiał jeden dolar na każdym wyprodukowanym karabinie. Oczywiście jego rodzina ma dziś zapewniony byt na pokolenia. A Kałasznikow? Przed śmiercią załapał się na firmowanie swoim nazwiskiem jakiejś wódki. Jego karabin, prosty w obsłudze i niezawodny, jest do dziś używany na całym świecie.

    Następna migawka: Chris Hadfield, kanadyjski astronauta, w swojej wspomnieniowej książce opisuje m.in. kontakty z kolegami z Rosji. Pod koniec gali po powrocie z kilkumiesięcznej misji w kosmosie, zauważa kolegę – Rosjanina w nowym, złocistym i bardzo drogim aucie. Rosjanin dostał ten pojazd w formie premii od tzw. najwyższych władz. Hadfield notuje, że obaj wymienili porozumiewawcze spojrzenie, bo on sam też uległ pokusie nabycia drogiego samochodu. Jednak co do prezentów… Kanadyjczyk, jako tzw. civil servant, czyli formalnie urzędnik państwowy, nie ma prawa ich przyjmować. To wymarzone auto kupił sobie z pensji. To są po prostu całkiem różne systemy wynagradzania zasług. Chyba.

  20. kaesjot
    30 grudnia o godz. 13:15

    Popatrz, kaesjocie, że w pewnym paraliżu umysłowym spowodowanym wzajemnym opyskowywaniem się z pisowatymi i skupianiem się na szczegółach, człowiek może przegapić w argumentacji najważniejsze. Jeśli spokój i pokój – w tym wieczny – są stanami trwałymi, trudno je cenić, skoro się nie zauważa – jak powietrza. Inna rzecz, że niedocenieni bohaterowie czasu radzieckiej „okupacji” – np. Jarek, który „na bezczela” wszedł odważnie między nogi zomowców, a oni nawet nie zauważyli – wmawiają smarkom, że w PRL nic innego się nie działo, tylko zomowcy bez przerwy pałowali ludzi na ulicach bez powodu.

  21. @ Kostka.
    Świetny tekst i intencja.
    Gratuluję.

    Kwestia przesłania metafory, w ujęciu nieco innym, niemniej analitycznie kompatybilnym z okolicznościami we wpisie.
    Ludzie są i będą skłonni do przekonań, w ich imię (przyjmujące różne szaty: np. narodowe czy religijne) gotowi są do najsroższych poświęceń i mordów.
    Szaty przekonań mają skrywać, a przez to racjonalizować i uduchawiać trywialną biologiczno-artyleryjską prawdę, że do celu, naznaczonego znajomą strzelcowi wonią tytoniu, łatwiej trafić.

    Cywilizacja kanalizuje sprzeczności ludzkich przekonań w stronę bezkrwawych, cywilizowanych właśnie, rozwiązań konfliktów.
    Dopóki demokracja, na zgubę cywilizacji, nie zaszła tak szeroko, że tę kanalizację oddała w ręce kanalii.

    Ukłony i pozdrowienia.

  22. Dawno nie było tak wzruszającego tekstu oraz komentarzy. Bo i tekst i sporo komentarzy, to słowa mi bliskie, opisujące doświadczenia mojej rodziny oraz moje. Pamiętam opowieści mojego śląskiego dziadka służącego od 1914 r. w niemieckim mundurze na Zachodzie (do czasu ranienia w rękę), a po wyzdrowieniu i rekonwalescencji na Wschodzie. Miał dużo szczęścia, bo przeżył rzeźnię zachodniego frontu, a potem wojnę i rozejm z Rosjanami oraz głód na froncie w Kurlandii pod koniec wojny. Zanim wrócił do domu pod Pszczyną, stracił pierworodnego syna (zagłodzenie + hiszpanka). Opisywany fakt rozejmu nie miał miejsca na jego odcinku, wyższe dowództwo skutecznie uniemożliwiło żołnierzom fraternizację z wrogiem. Dziadek był surowym ojcem dla swych dzieci – wyniósł to z domu. Za to nie było lepszego dziadka dla wnuków. Ponieważ byłem pierwszym wnukiem kontynuatorem linii męskiej i spadkobiercą nazwiska, miałem z dziadkiem wiele kontaktów. Oboje rodzice pracowali (to jedno z osiągnięć wczesnego socjalizmu) więc spędziłem u dziadków sporo czasu. I zachowałem w pamięci wiele opowieści z lat ich młodości (ostatnia dekada XIX w.), I wojny, II RP, a potem wczesnego PRL-u. Fakt, nie o wszystkim chciał mówić, zarówno ze swymi dziećmi jak i z wnukami. Obaj dziadkowie mieli swoje tematy tabu, jak to często bywa na Śląsku. Dziadek był człowiekiem gorliwej wiary, by nie powiedzieć – dewotem. Gdybym miał podobne doświadczenia, pewno także regularnie modliłbym się do Stwórcy. Na szczęście nie musiałem nigdy walczyć z bronią w ręku. PRL był dla naszego pokolenia czasem niespokojnego ale jednak pokoju. Nawet misje, w których w ramach ONZ brali udział żołnierze LWP były pokojowe. Pamiętam te z lat 70-ch na Bliskim Wschodzie. Nikt na nich nie musiał strzelać i bać się o swoje życie. Udział w nich był fajną i w sumie bezpieczną przygodą. Dopiero obecna wolna Polska wysłała swych żołnierzy na misje bojowe, z których co niektórzy nie powrócili żywi. Ale dzisiaj, do tamtych czasów przykładamy obecne miary i usilnie fałszujemy, a nawet zacieramy przeszłość. W imię tzw. polskiej racji stanu. Obecnie mam wrażenie powrotu do czasów polskiego stalinizmu i kultu jednostki. Niby czasów stabilnych, ale wcale nie pewnych i bezpiecznych. Nie czuję już także jedności w społeczeństwie i wzajemnego zaufania, które odczuwałem w biednych i szarych latach 50-ch i 60-ch. Może byłem zwyczajnie za młody i niedoświadczony? Ale przeżyłem w pokoju cały swój czas.

  23. zak1953
    30 grudnia o godz. 21:33

    W Twoim komentarzu widzę wiele frapujących wątków: doświadczenie wojny jako takiej, doświadczenie jej z bardziej skomplikowanej strony, źle widzianej w powojennej Polsce; problem surowego wychowania, milczenia, wyparcia, zasady obejmującej życie rodzinne, społeczne, polityczne – „o tym nie rozmawiamy”. PRL i jego objawy, zalety z wadami, widzenie z perspektywy tamtej i z perspektywy dnia dzisiejszego.
    Chętnie bym przeczytał obszerniejszy tekst na któryś z tych tematów. Wstępniak? Spróbuj.

  24. kaesjot
    30 grudnia o godz. 14:38

    To co mamy teraz, raczej kwalifikuję do prywatnego konfliktu niż do oficjalnego napięcia. Niewiele bowiem w tej sytuacji elementów obiektywnych, czy mających charakter systemowy i międzynarodowy, a więcej znacznie tych prywatnych: oto grupa ludzi ewidentnie chorych mentalnie i emocjonalnie demonstruje swoje fobie, doznaje wyrzutów swoich bolesnych i klinicznych stanów psyche, usiłując je przenieść i nimi obciążyć całe społeczeństwo i stosunki państwowe.
    Takie zakażenie może się powieść, tym niemniej widoczne wyraźnie jest jego ognisko. Widać to także w badaniach społecznych.

  25. Na marginesie
    30 grudnia o godz. 15:51

    Ta wspólnota losu w okopach, owszem, niewątpliwie była. Spleciona jednak w śmiertelną całość w antywspólnotę: żebym przeżył muszę zabić. Żeby zabić, muszę być bardziej przebiegły i bezwzględny niż ten, z którym mnie łączy wspólnota w błocie okopowym i podłe żarcie. Jak będę lepszy w zabijaniu – opuszczę ten podły okop i to podłe życie, z którego mam tylko takie wyjście.
    Dlatego wojna musiała trwać 4,5 roku, pomimo względnej wspólnoty stron w sprawie nędzy życia w jakiej się znalazły. Przez miesiące, często w dokładnie tym samym punkcie okopu strony musiały siedzieć i podejmować nieustanne wysiłki, by się wzajemnie wymordować.
    Dziwaczną, okrutną i cyniczną stroną tej wspólnoty była długotrwała równowaga we wzajemnym mordowaniu się. Co wydłużało stabilizację gnicia w okopach i odczuwania niejakiego zrozumienia dla drugiej strony.

  26. Tanaka
    30 grudnia o godz. 21:54
    ” oto grupa ludzi ewidentnie chorych mentalnie i emocjonalnie…”
    Nie wiem, czy inni, mentalnie i emocjonalnie zdrowi ale cynicznie egoistyczni, posłuszni wykonawcy poleceń przekazywanych przez tzw „lobbystów” są lepsi.
    „I have a dream”, że przyszedł gajowy i wszystkich wygonił z lasu.

  27. Tanaka
    30 grudnia o godz. 21:47
    Mój dzisiejszy wpis to właśnie opowieść o wierze i niewierze w trzech pokoleniach Ślązaków. Głębokiej wierze dziadka i równie głębokiej niewierze wnuka. I oba te przypadki mogą wiązać się z osobistymi doświadczeniami bohaterów na śląskiej ziemi.
    Tanako. Formalnie ten blog dotyczy naszego ateizmu, który rzeczywiście może obejmować wiele rozmaitych aspektów życia na polskim Śląsku; religii, pracy, polityki.
    Przyznam się, że nie mam pojęcia o procedurze ewentualnej publikacji.
    Pozostaję z życzeniami pomyślności dla Gospodarza i blogowiczów na 2018 rok.

  28. zak1953
    30 grudnia o godz. 22:16

    Procedura jest bardzo prosta: piszesz, wysyłasz do Jacka Kowalczyka – i już. Może z jakimiś uwagami roboczymi do tekstu, do załatwienia przed publikacją, albo bez uwag. Blog jest ateistyczny, owszem, ale i otwarty. Zerknij do zakładki „o nas” na pasku, pod tytułem.

  29. kaesjot
    30 grudnia o godz. 22:10

    Lobbyści też nie są zdrowi. A ich robota tym jest skuteczniejsza im silniej porażonych na psychice mają przed sobą, oraz im więcej zdołają zarazić tych jeszcze nie całkiem chorych, ale jedynie słabych i podatnych. A niektórych po prostu kupić.
    Kupowanie jest jednak bardziej ulotne: ktoś inny może podkupić. Nie ma to jak mieć fanatycznie porażonych. Trzeba tylko pilnować, żeby ten fanatyzm odpowiednio kanalizować. Nie na siebie.

  30. @kostka
    Rzadko chwalę wstępniaki, zasadniczo – nigdy, bo jak już ktoś postanowi coś skrobnąć, to z założenia – powinien to zrobić dobrze. Dlatego nie skomentuję, za to wklejam link do pesniczki Raduzy, jak mniemam, opartej na listach do Madalein Apolinara
    https://youtu.be/GdH6xl6YN6E

  31. zak1953
    30 grudnia o godz. 21:33
    Jeśli dobrze odczytuję Twój nick, to jesteś o pół pokolenia starszym Ślązakiem ode mnie. Zresztą, jaki tam ze mnie Ślązak, skoro jestem solidnie skrojcowany ze Lwowem i z Aldrajchem. Tym niemniej, proszę zostań z nami na dłużej, nie uciekaj.

  32. Ponieważ ruch na blogu zamarł, to znaczy, że czas na dobranoc. To jednak powód, by ateisty skwaszone winny być! Uśmiechać mi się tu zaraz! Bo jak nie…
    https://www.youtube.com/watch?v=khCm7xfiqiU

  33. KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ dzien 799 (31/12/2017)

    . ”Wszystkie zwierzęta sa rowne, ale swinie sa równiejsze…”
    George Orwell. Folwark Zwierzecy

    Co było do zdobycia z zakresu władzy, zostało zdobyte wraz z podpisem Rezydenta Dudy zlozonym na domniemanych (dla przypomnienia) konstytucyjnie ustawkach sejmowych o KRS i Sadzie Najwyzszym.

    Prawo i Sprawiedliwosc

    Bez ryzyka pomyłki możemy stwierdzić, ze już NIC WIECEJ nie pozostalo do zdobywania, w obszarze ustroju i organizacji Panstwa.

    Kontrrewolucja Kaczystowsko Kosciolkowa wlasnie osiagnela szczyt …

    Nie trzeba być „alpinista”, czy innym „himalaista”, żeby wiedzieć, ze po osiagnieciu szczytu, jedyne co pozostaje, to zejście z niego…, swiadome i kontrolowane, albo przymusowe, wymuszone okolicznościami nad którymi nie posiada się kontroli.

    Czy możemy oczekiwać „swiadomego” zejścia ze szczytu, czyli oddania władzy zagarnietej?

    Nie sadze. Sam Jaroslaw Kaczynski i bardziej swiadomi członkowie jego bandy rabunkowej, zdaja sobie sprawę z tego, ze to co zrobili jest po prostu przestępstwem i jesli oddadzą, lub straca władze, to zostaną tym razem, za to co zrobili i popełnili osadzeni i skazani. Zostana, mam nadzieje, bo tym razem nie ma już Tuska, który kunktatorsko „darowal” im ich winy z lat 2005/7.

    „Darowal” nie przez niemoznosc, czy lenistwo, tylko z czystego politycznego wyrachowania darowal, majac na celowniku posadke w Brukseli, posadke której otrzymanie zalezalo od tego, czy w kraju będzie spokoj. I był spokoj, nie było PiSu awanturującego się masowo na ulicach, bo Kaczynski, Ziobro, Kaminski skończyli z wyrokami zamykającymi im droge do publicznego funkcjonowania. A Tusk dostal co chciał, czyli wybor na brukselska fuche…

    Sprzedal Tusk praworzadnosc i sprawiedliwość w Polsce, za osobista korzyść. Taka jest prawda i warto zdawać sobie z tego sprawę, ze w dużej mierze, to co mamy obecnie, „zawdzięczamy” Donaldowi Tuskowi i jego egoizmowi, który doprowadzil do tego, ze nie „dorznal” pisowskiej watachy, gdy była taka możliwość…

    Wspomnialem o Tusku i jego „zasługach” by nie poszly w zapomnienie z jednej strony, z drugiej strony wpomnialem, żeby pokazac, ze jest co najmniej jeden człowiek, który tych „zasług Tuska” nie zapomnial i wyciagnal z nich wnioski praktyczne. Praktyczne, bo praktycznie w zycie te wnioski wprowadzil.

    Tym człowiekiem, który nie zapomnial i wyciagnal wnioski z „zasług Tuska” jest Jaroslaw Kaczynski.

    A praktycznym wcieleniem wyciągniętych wnioskow sa ustawki Inwigilacyjnej o podsłuchach, z wspaniałym ustępem nakazującym sic !!! niszczenie tego co zostało podsłuchane nie później niż dwa lata po podsłuchaniu…

    Czyz nie wspaniale?

    Przestepcy nie tylko stowrzyli sobie prawo popełniania przestępstw, ale na wszelki wypadek w tym samym prawie nakazali sobie samym niszczenie dowodow popełnienia przestępstwa !

    Prokuratorzy zostali podporzadkowani Ministrowi Sprawiedliwosci i zwolnieni z odpowiedzialności karnej za popełnianie przestępstw.

    System sadowniczy już jest w posiadaniu ustawowym, i zostanie niezadługo opanowany, przez obsadznie wlasciwymi ludzmi, czyli posłusznymi Ministrowi Sprawiedliwosci.

    Możemy już się nie domyslac, tylko mieć pewność, ze Jaroslaw Kaczynski jest już posiadaczem ”Prawa”… I możemy być w 100% pewni tego, ze wszedł był Jaroslaw Kaczynski w posiadanie „Prawa” nie po to żeby je posiadac, ale po to, żeby wymierzyć ”Sprawiedliwosc”

    A jest lista „krzywdzicieli” Jaroslawa dluga i choć wielu z tych co go „skrzywdzili” przeniosło się już na lono Abrachama, to bardzo, bardzo wielu wymagających „sprawiedliwości” wciąż jest i jak znamy Jaroslawa, to zostaną sprawiedliwie rozliczeni, osadzeni i skazani. To tylko jest kwestia czasu i wydolności aparatu „prawa”.

    A to, ze wymienione i nie wymienione ustawki sa tylko domniemanie konstytucyjne, nie stanowi najmniejszej przeszkody w ich zastosowaniu. Domniemanie kostytucyjne ustawy zostaną uzyte do wymierzania realnej, a nie domniemanej „sprawiedliwości”.

    Oczywiście, ze swiadomosc powyższego zastrasza, ale jeszcze bardziej będą straszyć wyroki, wiec choć będą się odbywać procesy bierzace, to naprawdę będą straszyć wyroki w sprawach do 20 lat wstecz.

    I tu uwaga do wspomnianych wyżej 20 lat wstecz. Nikomu, z komentatorow nie przyszlo na myśl, ze „Rewizja Nadzwyczajna” pozwalajaca wznowić procesy sprzed 20 lat została wprowadzona dla jednego człowieka. Dla Jaroslawa Kaczynskiego, który ma ambicje zostania „Zbawca Narodu”, a jako „zbafca” musi być nieskazitelnie czysty czyli wolny od jakichkolwiek wyrokow skazujących…

    Nie chce mi się sprawdzać, ale mam graniczące z pewnoscia przekonanie, ze najstarszy przegrany przez Jaroslawa proces miesci się w tych 20 latach.

    I nie musi Jaroslaw sam wystepowac o rewizje, ilość wazeliniarzy i innych dupowlazow w jego otoczeniu jest tak duza, a potrzeba zasluzenia się tak wielka, ze z oddolnych inicjatyw czlonkow PiSu zostaną zrewidowane wszystkie przegrane procesy, a wyroki skazujące odwrócone, lub wymazane. Czy podobna laskawosc będzie dotyczyc innych pisowcow, to się zobaczy, ale tez się zobaczy pewna ilość rewizji zwykłych procesow i wyrokow, żeby zamaskować rewidowanie spraw Jroslawa Kaczynskiego.

    Wybory.

    Ustawka o zmianie Ordynacji wyborczej ma oddac w PiSowskie lapy samorządy i zapewnić wygrywanie w wszystkich innych wyborach. A wladza nad sadownictwem daje zabezpieczenia w postaci uznania, lub nie uznania waznosci wyborow na wypadek przegranej w wyborach.

    Na uczciwość nadchodzcych wyborow mogą liczyc tylko naiwniacy, bo nieuczciwość jest zaprogramowana na wszystkich etapach procesu wyborczego.

    UWAGA****
    Opanowanie, czyli dewastacje samorzadow, nie uważam za zdobywanie władzy, bo wladza ma być centralna, a ta już jest zdobyta. Dewastacja samorzadnosci sluzy umocnieniu posiadanej już władzy i „samorządy” maja być jedynie wykonawcami centralnych rozporzadzen.

    Gospodarka

    Dzis jeszcze kwitnie.

    Możliwe, ze będzie kwitla tez w 2018 roku.

    Czy będzie tez kwitla w 2019 roku już można watpic.

    Twierdzi co prawda Jeffrey Sachs, ze z gospodarka powinno być wszystko dobrze pod rzadami PiSu:

    http://www.newsweek.pl/polska/polityka/lista-zaslug-donalda-tuska-ministerstwo-opublikowalo-imponujaca-liste-inwestycji-za-lata-2007-13,artykuly,421078,1.html

    Ale nie uwzglednia Jeffrey Sachs czynnika ludzkiego. Nie bierze pod uwagę tego, ze gospodarka znalazła się w lapach ideologa na szczycie władzy gospodarczej i dodatkowo została oddana w części państwowej w lapy partyjne. Czym się konczy gospodarka upartyjniona na własne oczy obserwowałem w latach osiemdziesiątych, wiec wiem, ze i teraz skończy się identycznie.

    Panstwowa czesc gospodarki oddana partyjniakom pisowskim, a prywatna ma na szyji zacisniete kilka petli, których zadaniem jest utrzymanie jej w poddaństwie PiSowi.

    Skutki poddania prywatnej gospodarki PiSowi już widać w postaci zwijania się prywatnego sektora. Zwijanie się zachodzi poprzez nie rozwijanie się. Bo fatalnie niski poziom inwestycji, poziom poniżej odtworzeniowego, dowodzi wlasnie zwijania się.

    Dwa lata szalenstwa w wydawaniu wystarczyly do skonsumowania rezerw zgromdzonych, ale ich skonsumowanie nie poszlo na redukcje zadluzenia, bo te pozostalo jakie było i teraz wystarczy byle tapniecie ekonomiczne w gospodarce niemieckiej, żeby w polskiej wywolac kryzys.

    A kryzys gospodarczy zawsze wywoluje bunty społeczne. Zawsze i wszędzie.

    Nie wiem, bo skad mam wiedzieć kiedy to się stanie, ale wiem ze się stanie i prędzej, czy później dojdzie do buntow suwerena.

    Ilosc miejsc i mnogość powodow do buntow jest zresztą ogromna i nie sposób przewidzieć ani miejsca, ani powodu wybuchu buntu. Można mieć tylko pewność, ze te bunty będą. Ilosc miejsc potencjalnych konfliktow zaczyna się od Puszczy Bialowieskiej, poprzez rolnictwo trzymane za morde ustawa o obrocie ziemia, gospodarke trzymana za morde ustawkami inwigilacyjnymi pozwlajacymi przejąć wlasnosc, lub obdzierać podatkami, czy nekac kontrolami, przez ograniczanie praw i swobod obywatelskich i poddawania kontroli państwowej wszelkich społecznych inicjatyw i form samoorganizacji się społeczeństwa.

    Przygnebiajaca jest swiadomosc omnipotetnego państwa kontrolującego wszystko. Niemniej nie da się wszystkiego kontrolować i Jaroslaw Kaczynski najwyraźniej zdaje sobie z tego sprawę, ze się nie da wszystkiego kontrolować i dlatego tak mocno i tak zdecydowanie wprowadza do zycia polskiego STRACH. Ten strach ma powodować, ze ludzie sami siebie maja kontrolować, żeby się nie narazić.

    Stan posiadania KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ na koniec 2017 roku:

    1) Opanowany, choć jeszcze nie do końca zdeprawowany system wymiaru sprawiedliwości.
    2) Opanowane i coraz bardziej zdeprawowane sily porządkowe.
    3) Opanowana partyjnie gospodarka, oddana w lapy PiSowskich partyjniakow, czyli odrodzenie się NOMENKLATURY.
    4) Wprowadzanie do prawa państwowego ideologicznych zwanych „moralnymi” pogladow kosciolkowych.
    5) Przygotowanie gruntu do zdławienia samorzadnosci społeczeństwa i poddanie jej kontroli państwa.
    6) Rosnace zniechęcenie i strach przed narazeniem się władzy i utraty posiadanego majątku…

    Oczywiście, ze powyższe jest niepelnym opisem, ale jest wystarczające do opisania stanu w jakim znajduje się Polska. Stanu na koniec 2017 roku…

    A o tym co z tego może wynikac, w kolejnym odcinku Kontrrewolucji, już w 2018 roku, który chciałoby się żeby był lepszy, a ze nie zapowiada się lepszy, to przynajmniej żeby nie był znacząco gorszy, od kończącego się 2017…
    Zyczy wszystkim czytelnikom Kontrrrewlucji i Bloga Spolecznego Ateistow
    Lonefather
    Przydatne linki:
    http://www.newsweek.pl/polska/polityka/rok-dobrej-zmiany-,artykuly,420854,1.html?src=HP_Section_1#utm_source=insider&utm_medium=web_push&utm_campaign=ze_zmiany&webPushId=MjgxNQ==

    http://next.gazeta.pl/next/56,150859,22780262,podatki-w-2018-r-nie-wzrosna-nic-bardziej-mylnego-zaplacimy.html#BoxBiz#BoxBizCz

    http://next.gazeta.pl/next/7,151003,22819864,zaskakujace-wyniki-badan-co-czwarty-polak-nadal-uwaza-ze-mamy.html#BoxBizLink

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114884,22792213,senat-udowodnil-ze-jest-zbedny-zapamietajmy-ten-rechot.html#BoxNewsLink&a=66&c=96

    http://wyborcza.pl/7,155287,22722872,panstwo-cenzuruje-internet-prawo-do-blokowania-stron-maja.html#BoxBizLink

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,22789873,sroczynski-zbysiu-pomoz-pis-bedzie-miec-niezly-pasztet.html#BoxNewsLinkImg&a=167&c=96

  34. „No cóż, to oczywiste, że ludzie nie chcą wojny. Czemu jakiś prosty wieśniak na gospodarce chciałby ryzykować życie dla wojny, od której w najlepszym przypadku może oczekiwać, że powróci cały i zdrowy. To naturalne, że zwykli ludzie nie pragną wojny; ani w Rosji, ani w Anglii, ani w Ameryce, ani też, prawdę powiedziawszy, w Niemczech. Mimo to, to do przywódców państwa należy formułowanie polityki, a pociągnięcie narodu za sobą to prosta sprawa, tak samo w demokracji, jak i pod faszystowską czy komunistyczną dyktaturą….
    Czy naród ma głos czy też nie, można go zawsze nagiąć do woli przywódców. Wystarczy wmówić, że grozi atak i oskarżyć pacyfistów o brak patriotyzmu oraz narażanie kraju na niebezpieczeństwa. Działa bez pudła w każdym kraju.” (Hermann Goering w Norymberdze, do Gustava Gilberta).

  35. @Ewa-Joanna
    30 grudnia o godz. 11:22
    nie chciałabym zakosztować trzeciej…

    Szanowna E-J! Ależ kosztujesz, a raczej kosztujemy. Twoje podatki (i moje pewnie też) płacą za „obronę demokracji” w Afganistanie, Iraku, i gdzie tam jeszcze, oraz za służby węszące pod każdym łóżkiem za terrorem. Asymetryczna jest ta wojna, z jednej strony Merkawy, Hummersy, F-16, Reapery, Cruise, Marines, specjalsi i co tam jeszcze, od Palestyny do Baludżystanu, z drugiej samotne i mniej samotne „wilki” z kałachami, pasami samobójczymi, samochodami, od Nowego Jorku, przez Londyn, etc. Ale jest. Jak na razie szansa bezpośredniego „skosztowania” jest niewielka, mniejsza niż 6-ka w Totka, ale to może się zmienić.

  36. Tanaka
    30 grudnia o godz. 22:03
    „Przez miesiące, często w dokładnie tym samym punkcie okopu strony musiały siedzieć i podejmować nieustanne wysiłki, by się wzajemnie wymordować.
    Dziwaczną, okrutną i cyniczną stroną tej wspólnoty była długotrwała równowaga we wzajemnym mordowaniu się.”
    „WOJNA MOTOREM POSTĘPU” – tak można podsumować twoje słowa. Myślę, iż to nie chęć mordu na przeciwniku była przyczyną uporczywego siedzenia w dobrze ufortyfikowanych okopach. To postęp techniczny w rozwoju broni strzeleckiej i artylerii odesłał do lamusa historii teorie masowych, zwartych ataków oddziałów piechoty i kawalerii. Kilka karabinów maszynowych i podręczne armaty oraz moździerze krzyżowym, seryjnym ogniem skutecznie likwidowały setki nacierających, nie pozwalając na przełamanie linii okopów. Dla siedzących na zapleczu generałów, przełamanie frontu było kwestią ilości wysłanych do boju żołnierzy, a nie taktyki działania. Wszak jeszcze niedawno, w wojnach afrykańskich czy na subkontynencie indyjskim, taktyka działania zwartymi oddziałami sprawdzała się bez zarzutu. A kto starych generałów mógł zmusić do ruszenia swych szarych komórek w interesie szeregowego żołnierza. Od zawsze wszak, jego losem było walczyć i oddawać swe życie dla władcy i jego generałów. Co za czasów Wielkiej Wojny realizowano skutecznie. A i w kolejnej takie przypadki się trafiały.

  37. „…Przygnebiajaca jest swiadomosc omnipotetnego państwa kontrolującego wszystko…” (@lonefather).

    Podzielam przygnębienie.
    Jednak przygnębiające jest co innego.
    To, że wkraczamy w nowy rok kontrrewolucji (owszem), czynionej jednak nie pissem, ale WSPÓLNOTĄ PLEMIENNĄ, niezasłużenie obdarzoną wolnością i demokracją i wspólnotą kasy UE, a wskutek tego delegującą piss i kk do wykorzenienia w Polsce cywilizacji.
    I nie ma tu mowy o żadnym omnipotentnym państwie (w znaczeniu cywilizacyjnym) i kontroli, ale przeciwnie, w miejsce państwa, ustanawiającej prymitywną szajkę kacyka skrytego pod sutanną, której celem jest okradzenie Polaków-obywateli ze wszystkiego, rękami współplemieńców, których krzywda polega na niezdolności do obywatelstwa i odnośnym mściwym resentymencie.
    Tak oto, w okopach szatana, każdy chętny, a dość zdemoralizowany, załapie się w tej nieustającej fieście motłochu na cudzy tytoń, dopóki w kieszeniach wrogów ludu i inych elyt, zostanie choć jeden okruszek do zajumania.
    Ja wszystkim na blogu życzę więc rzucenia palenia (na rzecz, niestety już tylko sensownego wzięcia broni w swoje ręce) a nie rozglądania się za kadzidłem serwowanym w okopach ludzkiego piekła.
    Z satanistycznym, bo bezbożnym pozdrowieniem i ukłonami.
    Gekko’18

  38. Dzień dobry wszystkim! Serdecznie dziękuję za pozytywne komentarze i przepraszam, że wczoraj nie dołączyłam do dyskusji – cały dzień zaganiany a wieczorem oglądalismy film z okresu Wielkiej Wojny właśnie, tym razem dotyczący rzezi Ormian – „The Promise” Terry George’a, Irlandczyka, który ma na koncie „Hotel Rwanda” i scenariusze do filmów takich jak „Bokser” i „W imię ojca”Jima Sheridana.

    Trzymał mnie ten film ze ścisnietym gardłem przez dwie godziny i takie myśli przechodzily mi przez głowe – jakim jestem szczęsciarzem żyjąc w kraju, który (poki co) jest bezpieczny i względnie normalny i w czasach, które (poki co i w tym konkretnym miejscu) są bezpieczne. I jak łatwo przestać to doceniac należycie na co dzień. I jak bardzo może być to złudne i kruche. Albo takie – życie ludzkie jest wystarczająco skomplikowane, tak jak jest (rozterki bohaterów jeszcze w czasie kiedy myślą, że to czego doświadczaja to problemy) ale to wszystko blednie, kiedy całe pokolenia są rozdeptywane pod butem historii.
    Może ten film to nie „Doktor Żywago” ale i tak całkiem solidny kawałek dobrze zagranego, epickiego kina. I tu ciekawostka – niechęć Turcji do uznania tamtej rzezi jest wciąż tak potężna ponad 100 lat później, że film ten dostał mnóstwo negatywnych recenzji – zanim jeszcze wszedł do publicznej dystrybucji. Recenzujacych na filmowym serwisie IMDb w pierwszych dniach było zaś kilkakrotnie więcej niż osób które de facto mogły w tym czasie ten film już obejrzeć…

  39. anumlik
    30 grudnia o godz. 12:27

    Dziękuję za link, anumliku. Nie natrafiłam na niego podczas pisania choć sprawdzałam co dotychczas napisano po polsku o rozejmie. Podaje on min. ciekawą informacje, która zapomniałam dodać – jednym z ludzi, którzy potępili rozejm świąteczny był młody kapral Adolf Hitler.

    Zaś sam rozejm (czy raczej późniejsze nieudane próby) był potem wykorzystywany w niemieckiej propagandzie w całkiem innej odsłonie – oto żołnierz niemiecki przyozdabia choinkę światełkami i zostaje zastrzelony przez Brytyjczyków (którzy zadbali także o to żeby zestrzelic każde światelko z choinki)…

  40. Dzien dobry w ostatnim dniu starego roku.
    Za oknem prawie wiosennie +5 C, zachodnia Szwecja.
    ___________________________________

    Ring Out, Wild Bells
    by Alfred, Lord Tennyson

    Ring out, wild bells, to the wild sky,
    The flying cloud, the frosty light;
    The year is dying in the night;
    Ring out, wild bells, and let him die.

    ***

    Zmieniajace sie lata to takze tylko cyfry albo jedna cyfra, Siodemka przechodzi w osemke tym razem. Bedziemy pisac 2018. Nowy rok, nowe zycie. Zyczymy sobie nawzajem. Skladamy noworoczne postanowienia.
    Tradycja sladania postanowien przed nowym rokiem ma jakies 4000 lat. W Babilonie
    przyrzekali mieszkancy bogom, ze splaca wszelkie dlugi i wynagrodza za krzywdy poczynione innym. Rzymianie zwracali sie do Janusa, boga wszystkich poczatkow, ktorego imie nosi pierwszy miesiac roku. Podobnie jest w chrzescijanstwie , judaizmie i islamie, pomimo roznic kalendarzowych w swietowaniu nowego roku (judaizm 2017-2018 to jest rok 5778). Wszyscy zycza, by rok byl lepszy a i ludzie byli bardziej dobrze nawzajem.
    Jak dalej bywa z zyczeniami i postanowieniami, to z reguly wszyscy wiemy. Hannah Arendt powiadala, ze obietnica czy postanowienie jest wyjatkowo ludzka proba, by
    zamowic przyszlosc i ja uczynic bardziej przewidywalna. By byla jak bardziej wiarygodna.
    Wszystkiego najlepszego Panu Gospodarzowi i Jego Szanownym Gosciom.
    Do siego Roku 2018!

  41. zak1953
    30 grudnia o godz. 21:33

    Zak – dziękuję i witaj na blogu! Dołączam do Tanaki z prośba o wstępniak, bo to co piszesz to o wiele lepsza perspektywa niż moja własna, dziecięcia lat siedemdziesiątych ! Mój własny dziadek miał zaledwie 13 lat kiedy zaczęła się druga wojna i jako jedyny brat trzech dziewczyn w rodzinie (i najbardziej obrotny) musiał bardzo szybko dorosnąć. Wojna się skończyla akurat wtedy, kiedy osiągnąl wiek poborowy więc nagle wbrew własnej woli znalazł się z armią ludową na terenach południowo-wschodnich. Nigdy (albo bardzo rzadko) nie chciał opowiadać ani o czasach okupacji, ani o tym co widział potem. Nigdy też nie przestał szukać swojej najmłodszej siostry, która po wywiezieniu na roboty do Niemiec rozpłynela się w powietrzu. Był niezwykle pogodnym człowiekiem i bezwiednie nauczył mnie jednej rzeczy (oprócz zbierania grzybów i zamiłowania do długich spacerów) – cieszyć się tym co jest na co dzień, nie czepiając się o pierdoly, carpe diem.

  42. lonefather
    31 grudnia o godz. 7:46
    A tutaj „suweren” w trakcie świąt.
    http://fakty.interia.pl/polska/news-tatry-dantejskie-sceny-na-polanie-wlosienica,nId,2483774
    Czyli dlaczego jest jak jest.

  43. Moim ulubieńcom (długo by wymieniać), hołubionym w sercu i rozumie, dobrego roku 2018, który oby spełnił ich nadzieje, marzenia i zachował w zdrowiu, życzy chwilowo mało obecna na blogu
    mag

  44. No i tylko na tyle komentarzy starczyło mi czasu póki co bo rodzina upomniala się, żeby trochę się nimi zająć. Wrócę potem

    @ozzy

    Piękne wersy z Tennysona i jakże pasują – na zewnątrz właśnie szaleje wichura (nazwana ponoć Dylan) która zawzięcie wymiata resztki starego roku…

  45. Domniemanie konstytucyjności ustaw, to bicz na TK, który rzekomo kiedyś tam (2001) został potwierdzony przez TK. Domniemanie to dotyczy wszelkich ustaw które zostały uchwalone przez parlament, otrzymały podpis prezydenta, zostały ogłoszone w rządowym monitorze i stały się tym samym obowiązujące.
    Istota tego bicza polega na tym, ze pozwala on utworzyć dowolne niemal zapętlenie w systemie prawnym.

    To zapętlenie będzie samospełniające się bez względu, czy będzie prawne, czy bezprawne, zgodne z konstytucją, czyt niezgodne. Bo nawet jak będzie bezprawne, to będzie obowiązujące, a jak obowiązujące, to można ustawą o domniemanej konstytucyjności np. wprowadzić zmiany w systemie sądownictwa na dowolnym szczeblu, w tym szerokie zmiany personalne (czystki), które będą nie do odkręcenia z powodu masowości czystek oraz ponieważ z punktu widzenia zwykłego obywatela nie tyle liczy się prawo (subtelności, formalne zgodności, specjalne przypadki, prawne domniemania), tylko intencje, dobre zamiary, poklask ludu dla władz (wywołany agitacją tych władz) i huzia na Józia.

    Dopiero wystąpienie uprawnionych osób i instytucji do Trybunału Konstytucyjnego i wydanie orzeczenia przez TK o sprzeczności całej ustawy lub poszczególnych jej paragrafów z konstytucją może być podstawa do dalszych działań prawnych „odkręcających” zmiany jako przeprowadzone zostały według przepisów ustawy sprzecznych z konstytucją.

    By nie wkraczać w niuanse logiczne podaję przykład, skrajny, lecz teoretycznie dopuszczalny.
    Większość sejmowa może uchwalić teoretycznie dowolną ustawę, która w części lub całości będzie niekonstytucyjna, w szczególności ustawę o TK, która orzeknie, że od jutra kończą się kadencje sędziów TK i na czas do wyboru nowych sędziów, prezydent mianuje sędziów zastępczych. Cóż, że prezydent mianuje sędziów, że w konstytucji nie ma takiego przepisu? Obowiązuje domniemanie zgodności ustawy z konstytucją.

    Prezydent mianuje nowych sędziów, Trybunał działa, większość sejmowa myśli nad naprawą ustawy, trwają dyskusje o domniemaniu, jedni są za, inni przeciw, a nowi sędziowie urzędują.
    Trybunał staje się „większościowy” na korzyść większości parlamentarnej, co oznacza, że nie może być niezależny, bo został zależnie wybrany. Większość sejmowa składa do TK wnioski o rozptrzenie zgodności różnych innych uchwalonych przez siebie ustaw z konstytucją
    i TK orzeka zgodność. Wyroki TK są wg konstytucji ostateczne. I co dalej? Pętla nie do rozsupłania.

    PiSowscy teoretycy zresztą głoszą, co prawda okólnie i aluzyjnie, że skoro PO wybrała 5 „swoich” sędziów TK, a to było nielegalne, tak więc my mamy prawo mieć swoich sędziów i dlatego unieważniliśmy wybór 5 sędziów PO.
    Mniej więcej podobna argumentacja obowiązuje w innych sprawach. Np. czystka w wojsku przeprowadzona przez PiSowskiego ministra jest usprawiedliwiona, potrzebna i prawidłowo podjęta, ponieważ sczyszczeni generałowie byli mianowani przez PO, są to ludzie PO. Ponieważ teraz k..a my, to w wojsku mają być nasi generałowie. Mamy do tego prawo.

    Rewolucja PiSu jest pełzająca i jest (ma być) niezauważalna dla ludu jako destrukcyjna z kilku powodów.

    Pierwszy powód, to największy kapitał Jarosława Ka – krajanie bardzo słabo interesują się swoim państwem i prawem, nie myślą za wiele o tym co będzie jutro.
    Krajanie w swoich szacunkach i poparciu udzielanym PiSowi uwzględniają na pierwszym planie emocjonalną zawartość haseł naprawy państwa (damy radę, dobra zmiana, gonić złodziei, wreszcie ktoś się zabrał się za tych palantów – sędziów, prokuratorów, lekarzy, VATowców-złodziei, itd.), a nie instytucjonalne, ustrojowe zmiany przeprowadzane w nim.

    Krajanie w poczuciu gromkiego, dętego patriotyzmu dają się także nabierać na propagandowe hasła typu – Unia Europejska wtrąca się w nasze wewnętrzne sprawy, nie pozwala PiSowi zabrać się za złodziei i komunistów. Jesteśmy suwerennym krajem, niezależną, dumną Polską. Jarosławie, nie daj się, do przodu i alleluja, itd.

    Ocena zgodności ustaw z konstytucją, niuanse prawne, spory parlamentarne, to wszystko mało obchodzi większość (chyba, ze coś głośnego się zdarzy, jakaś sensacja, aresztowanie, pobicie, kradzież butów w markecie przez sędziego, itp.). Konstytucja dla większości krajan, to niezrozumiały papier, może i potrzebny, deklarujący coś tam, ale przecież my mamy ważne sprawy do załatwienia, musimy wymieść, zamieść, zniszczyć, wypalić, zdekomunizować państwo, zaprowadzić porządek i konstytucja nam na pewno tego nie zabrania.

    Tak rozumuje duża część ludu, co jest wielkim kapitałem Jarosława Ka. Kapitał ten powoli zaczyna mu przeciekać przez palce. Palce zajęte pociąganiem za zbyt wiele sznurków.
    Pzdr, TJ

  46. Dziękuję za wszystkie życzenia i równocześnie życzę wszystkim uczestnikom blogu (również tym niepiszącym) udanego kolejnego roku, cokolwiek słowo „udany” dla każdego będzie znaczyć!
    Ale przede wszystkim życzę wytrzymałości i wytrwałości, bo przecież wiemy, że nie będzie łatwo.
    Jacek Kowalczyk

  47. Fajerwerki odpracowane, nowy rok już jest.
    Wszystkim dobrego roku a Gospodarzowi dodatkowo cierpliwosci 🙂
    Ide spać…

  48. Nie wszystkich cieszy Nowy Rok, to w końcu kolejna zmiana cyferki w końcowym odliczaniu, tym niemniej, składam wszystkim ateistom i nie tylko, życzenia dobrego, Nowego Roku, a dla podtrzymania nastroju, fragment ewangelii wg. św. Jana:
    https://www.youtube.com/watch?v=umRRCkspaQU

  49. Po powrocie z bardzo wietrznego spaceru – wszystkim blogowiczom piszącym i nie piszącym, stałym bywalcom i tym w przelocie a przede wszystkim Gospodarzowi, za cierpliwość do całej bandy i utrzymanie rezerwatu ateistów – na szkocką modłę życzę – Happy Hogmanay! A poza tym wszystkiego co najlepsze w 2018!

    Szkoci traktują noworoczne obchody bardzo poważnie – w związku z tym mamy ustawowo wolny i pierwszy i drugi stycznia (inaczej i tak mało kto byłby w stanie wrócic do pracy)… 😉 Na ulicach Edynburga będzie dziś światowej już sławy street party, które co poniektórzy emigranci będa podziwiać z domowych pieleszy i w piżamach… 😉

    A jako, że nie ma Hogmanay bez Auld Lang Syne, tradycyjnej pieśni sylwesterowej, spopularyzowanej przez wieszcza Burnsa:

    https://youtu.be/to1xT93IlUI

    Oryginalny tekst (mieszanka szkockiego z angielskim) mało kto jest w stanie powtórzyć dokładnie i nie każdy rozumie więc pokrótce – pieśn ta jest o tym by nie zapomiec starych przyjaciół i wznieść ich zdrowie! Pasuje jak ulał więc – slàinte!

  50. Dużo zdrowia i luziku

  51. Zdrowia! Pomyślności! Radości!
    I na pohybel gronkowcom! *
    [* stara szkocka, ale niewyraźna wersja: precz z Kiełbasińską!]

    Kostka
    31 grudnia o godz. 18:02

    Jako nieustający Szkot stwierdzam, że – faktycznie – słowa w tej pieśni są śpiewane jakoś tak niewyraźnie (żeby nie rzec: niechlujnie) a przez to niezrozumiale, ale melodia jest grana jak należy, a widoki są wyraźne i wdechowe. Vivat Szkocja, i cała reszta !

  52. Wraz z życzeniami – Do siego 2018 roku! – kawałek bluesa cieszyńskiego, w wykonaniu Jarka Nohavicy:

    Bláznivá Markéta
    https://www.youtube.com/watch?v=_KUHU2yBKa0

    Oraz tłumaczenie Tolka Murackiego:

    Szalona Małgosia
    w przejściu podziemnym dworca w Cieszynie
    śmieci zbiera śpiewaniem zajęta
    niczym królewna zaklęta
    z miotłą po brudnym peronie płynie
    i śpiewa jak najęta

    Dwa pety, blues
    rumowy song
    czy ktoś o bilet prosi
    smród piwa z ust
    dworcowy gong
    to aria dla Małgosi
    szalonej Małgosi

    Wspaniała subretka
    ery wojennych scen i szantanów
    była cudna piękna – że hej
    zmysłowa kokietka
    co sen spędzała z oczu plebanów
    była i nie ma jej

    Dwa pety blues
    rumowy song
    czy ktoś o bilet prosi
    smród piwa z ust
    dworcowy gong
    to aria dla Małgosi
    szalonej Małgosi

    Przejście podziemne śpi
    jak kościół po skończonej dawno mszy
    głucha cisza, Małgosia bułkę je
    potem przepędza psy
    rozwiesza resztki nędznej odzieży
    a ja ją kocham i zawsze kochać chcę

  53. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, Gospodarzowi i uczestnikom 🙂

  54. Jeszcze szybko zanim na dobre rozpoczniemy sylwestrowe piżama party…

    Tanaka
    30 grudnia o godz. 13:24

    Wspominałeś o Remarque’u – też mi się ostatnio przypomniał kiedy czytałam książke Anthony Doerr’a „All the light we cannot see”. Zanim przejdę do rzeczy – wcale nie planowałam czytać tej książki bo a) zawsze podchodzę z wielką nieufnościa do tzw bestsellerów  (nawet jeśli dochrapaly sie Pulitzera w kategorii proza ) b) z opisu wyglądalo mi to na wyciskacz emocji, c)miałam wątpliwości co do tego co Amerykanin z Idaho, w dodatku niewiele starszy ode mnie, może powiedzieć  na temat wojny w Europie. 

    Ale jakoś tak wyszło, że dostałam w prezencie od siostry więc zaczęłam czytać. I jakoś tak pierwsze sceny wciągnely mnie i nie puściły. 

    Obraz francuskiej niewidomej nastolatki kulącej się pod łóżkiem w pustym domu w Saint-Malo nad które nadlatują właśnie amerykańskie bombowce jest tak sugestywny, że czuje się jak wibrują szyby w oknach a w żyłach zaczyna pulsowac adrenalina jakby samemu chowało się pod tym łóżkiem. Zaś cofajac się w czasie – exodus ludności z Paryża w pierwszych dniach inwazji opisany z perspektywy niewidomej osoby dla której utrata rutyny, świata znajomych dźwięków i zapachów jest szczególnie dotkliwa również robi spore wrażenie. No i tak mi się przypomniał ten Remarque a zwłaszcza „Czas życia, czas śmierci”, książka która w moich nastoletnich czasach wywarła na mnie o wiele większe wrażenie niż „Na Zachodzie bez zmian”.

    A wracając do rzeczy, czyli do Doerr’a – przeczytałam potem kilka recenzji tej książki (polskich i angielskich) zarzucające autorowi, że sportretowal niemieckich bohaterów także jako ofiary przez co można odnieść wrażenie że ujął im odpowiedzialności za wojnę… Wszak Niemcy jak wiadomo… Nad Niemcami nie ma co się za bardzo rozczulac. Nawet żeby współczuć im okoliczności trefnych wyborów życiowych.

    Więc jeszcze tylko…był już McCartney więc jeszcze Knopfler 😉

    https://youtu.be/jhdFe3evXpk

  55. Można odetchnąć, najgorsze minęło

    https://pics.me.me/types-of-headaches-migraine-hypertension-stress-christmas-music-christmas-music-29731142.png

    Jeśli nadchodzący rok okaże się gorszy niż mijający, to żeby chociaż był lepszy niż kolejny 😎
    A zacząć należy właściwie:

    https://s3.amazonaws.com/lowres.cartoonstock.com/seasonal-celebrations-dog-pet-dog_owner-canine-pup-snin233_low.jpg

    Drogiemu Gospodarzowi i całej blogowej bandzie życzę zdrowia, dobrych nerwów i wytrwałości, aby przetrzymać wszystko, co nam los i rządzący zgotują. Dosiego Roku!

  56. @Tobermory
    Do siego! Przypomniałeś Dosię Trajtlesówną, od której staropolskie powiedzenie Do siego roku stało się powiedzeniem Dosiego roku. Dosia rok przeżyła, ale powiedzenie się przyjęło. Także – jak widzę – w sferach szwajcarskich Polonusów. Pros’t!

  57. Heh, o tej porze ma być gramatycznie? 🙄 😉
    Gdyby to od Dosi było
    Dosinego by znaczyło
    Do sinego rana pijmy
    I wesoło dalej żyjmy 😎

  58. .•:*¨¨*:••:*¨¨*:•.•:*¨¨*:•.•:*¨¨*:•.•:*¨¨*:•.•:*¨¨*:•.•:*¨¨*:•.•:*¨¨*:•.

  59. Nie tup, kotku, po dywanie…

  60. : )

    …i tak nastal rok 2018

    Witam serdecznie!

  61. Tobermory
    1 stycznia o godz. 8:46

    Teraz to nie tup! 😀 😀 😀

    https://youtu.be/kusEq-FzXxQ

    Śnił mi się wielki meteoryt i koniec świata ale wygląda na to że wszystko stoi, nawet sztorm się uspokoił… 😉

    Happy New Year!

  62. : )

    jeden z moich faworytow kabaretowych z PRL
    SALON NIEZALEZNYCH
    „Bazant”
    https://www.youtube.com/watch?v=9vCjnJwpl7E

  63. Witam w nowym…

    Po staremu, sie stare bledy powtarza i trza sie leczyc.

    Ale bylo milo, choc sztywnawo pomiedzy nieznanymi ludzmi z ktorymi na ulicy swietowalismy zmiane daty.

  64. Noworoczny front przechodził przez moje Katowice ponad 3 godziny. Coraz poważniejsza kanonada rozpoczęła się wg czasu Kresowego, z kulminacją o północy i lekko słabnąc, trwała dobrze poza godzinę pierwszą 2018 roku. Rozpoczęli pewno, żyjący na Śląsku potomkowie Kresowian, których w spisie powszechnym 1970 roku naliczyłem (wtedy) prawie 80 procent, a zakończyli – ekonomiczni emigranci, którzy po przyjeździe w odwiedziny do rodzin, nie przestawili swych zegarków, witając Nowy Rok w czasie londyńskim. Obecnie obowiązuje już zawieszenie broni. Wszak 2017 rok ustąpił, ustępując pola temu nowemu.
    Wreszcie cisza, spokój i pokój.
    Obyśmy spotkali się w zdrowiu w 2019 roku, zadowoleni z osiągnięć tego, który właśnie nam nastał.

  65. @Kostka
    1 stycznia o godz. 10:33

    😀 😀
    Wyobraź sobie, że pisząc „nie tup…” miałem otwartego tego Gołasa 😉 Obejrzałem i poszedłem samemu potuptać. 10 km, ale głównie po płaskim. Po drodze najpierw nie było prawie nikogo, tylko jak zwykle paru notorycznych biegaczy i nieliczne starsze osoby z pieskami, ale koło południa zaroiło się od ludzi i zwierząt, i słoneczko wiosenne nastało

    https://photos.app.goo.gl/Ba8kqSnhtSDzwvto1

  66. Tobermory
    Na nowy roczek, oby był udany,i dedykuję Ci tupot, ale białych mew w wykonaniu młodziutkiego Młynarskiego
    https://www.youtube.com/watch?v=1B2i_e0yR7Y

  67. Towarzystwo świętuje albo odsypia, a mnie po głowie krąży temat wstępniaka i przypominają się umocnione na lata okopy z I wojny w Wogezach i w okolicach przełęczy Stilfserjoch, a także cmentarz w Verdun. Woziłbym tam wszystkich chętnych do wojaczki.

  68. zak1953
    1 stycznia o godz. 12:37
    Warszawa to jak legenda głosiła nazwa wywodzi się od Wars i Sawa…
    A Katowice? ;–)

  69. Tobermory
    1 stycznia o godz. 16:15

    Towarzystwo właśnie się odbłaca po noworocznym spacerze bo też poszło sobie potupać 😉

    Piękne masz widoki!

  70. Tobermory
    1 stycznia o godz. 16:15

    Widziałam kiedys film dokumentalny cześć którego poświęcona była walkom w okolicach Stelvio Pass, warunki w jakich bytowali tam żołnierze były jeszcze bardziej drastyczne niż na równinach, zgadzam się w 100% z tym co powiedziałeś. A w ogóle to przez wczesniej wspomnianych Ormian (@Herstoryk – piękne zdjęcia) i tamtą cześć frontu przypomniała mi się powieść „Birds Without Wings” Louisa de Bernières (tego od „Captain Correli’s Mandolin” nie mylić z kiepskim filmem o tym samym tytule), która epicko opisuje tamte czasy. W niej również są wspomniane incydenty fraternizacji pomiędzy okopami tym razem tureckimi i brytyjskimi chyba w czasie kampanii Gallipoli. Z powieści tej pochodzi cytat, bardzo w temacie : „Do you know the strangest thing about being a soldier? It is that you are repeatedly ordered to commit suicide and you obey.”

  71. zezem
    1 stycznia o godz. 16:55
    Katowice? Uff, dużo by opowiadać. Sam poznałem kilka różnych historii. Może kiedyś przyjdzie na którąś czas. Ostatnia była opowieść o Stalinogrodzie. Niedługo będzie 65 rocznica jej powstania.

  72. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku życzę bywalcom tego blogu i Jackowi Kowalczykowi.Oby ten blog trwał jak najdłużej, żeby 2018 był rokiem lepszym od tego 2017, w którym jedyną wspaniała rzeczą , która mi sie zdarzyła, było przyjście na świat wnuka Mikołaja.

  73. @Kostka
    Ładnie oddałas atmosfere tego dziwacznego truce. Widziałem film o tym krótkim zdarzeniu, po którym na rozkaz dowodców, kajzerów , francuskich tępych generałow , którzy bezmyślnie, z wyjątkowym okrucieństwem wysyłali na pewną smierć żołnierzy. Szczególnie odznaczyl się generał Broulard który „ordonne au général Mireau de lancer une offensive suicidaire contre une position allemande imprenable, surnommée „La fourmilière”. Au moment de l’attaque, les soldats tombent par dizaines et leurs compagnons, épuisés, refusent d’avancer… ” (Wydał rozkaz generałowi Mireau by rozpoczął samobójczą ofensywę na nie do zdobycia pozycje niemieckie, zwane „Mrowiskiem”. W chwili ataku żołnierze padali dziesiątkami, a pozostali przy zyciu, wyczerpani, odmówili dalszego atakowania)
    Kubrick zrobił na ten temat film „Le sentier glorieux” z Kirkiem Douglasem w głównej roli. Odmawiający rozkazu żołnierze byli rozstrzeliwani.

    Pozdrawiam Cię serdecznie Kosteczko

  74. Najlepszy film Kubricka. Oglądam co jakiś czas w TV.

    https://www.youtube.com/watch?v=nmDA60X-f_A

  75. KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ dzien 800 (01/01/2018)

    . ”Wszystkie zwierzęta sa rowne, ale swinie sa równiejsze…”
    George Orwell. Folwark Zwierzecy

    Wszyscy, a jeśli nie dosłownie wszyscy, to niemal wszyscy dziela sie swoimi przewidywaniami co do tego, co nas czeka w nadchodzącym roku.

    Ja, piszący Kontrrewolucje Kaczystowsko Kosciolkowa tez mam swoje przewidywania. Przewidywania swoje wyprowadzam konsekwentnie z tego jak widze i oceniam to co się dzieje, czyli z tego kto, jak i dlaczego robi to co widzimy i czego skutkow doświadczamy i doświadczymy w nadchodzącej przyszlosci, która już niedługo zmieni się w rzeczywistość.

    W poprzednim odcinku Kontrrewolucji napisałem, ze Jaroslaw Kaczynski już zdobyl pelnie władzy nad Polska. Tak uważam, bo zdobyl wszystkie trzy składniki władzy, czyli ustawodawcza, która daly mu wybory 2015 roku, wykonawcza czyli rząd, zdobyte wskutek wygranych wyborow, oraz wladze sadownicza zdobywana etapami, poczawszy od „rozkalibrowania” Trybunalu Konstytucyjnego, po jego przejecie w czerwcu 2016 roku po odejściu Prezesa Andrzeja Rzeplinskiego, dokończenie zdobywania władzy sadowniczej zaszlo jesienią 2017 roku po podpisaniu przez rezydenta Dude ustaw o Krajowej Radzie Sadowniczej i Sadzie Najwyzszym.

    Calosc władzy znajduje się już w rekach Jaroslawa Kaczynskiego i niczego więcej już nie ma do zdobywania.

    Za to pozostaje do przeprowadzenia umacnianie się we wpływie na działania władzy sadowniczej, czyli zamiana samego teoretycznego posiadania, na posiadanie faktyczne, czyli obsada kluczowych funkcji w wymiarze sprawiedliwości swoimi ludzmi, a jeśli takowych nie ma, to obsadzanie ludzmi posłusznymi i uległymi, którzy nie postawia się i bez oporu będą realizować zalecenia ….

    Do pełni szczęścia wystarczy już tylko usuniecie tych o których wiadomo, ze się nei podporzadkuja i takie nastraszenie pozostałych, żeby im nawet myśl o możliwym oporze w glowach nie postala.

    Kolejnym obszarem umacniania zdobytej władzy będą samorządy.

    Wg mnie wszyscy, którzy mowia czy pisza o tym, ze chce Jaroslaw Kaczynski zdobyc samorządy się totalnie myla…

    Myla się, bo zapominają co Jroslaw Kaczynski powiedział o tym jaka jest jego wizja państwa.

    Panstwo ma być mocne i wladne w sprawnym wykonywaniu swojej władzy.

    Czy w tym jest miejsce na samorządy?

    Ja tego nie widze. Widze całkowicie na odwrot, czyli ze w wizji państwa Jaroslawa Kaczynskiego nie ma miejsca na samorządy i samorzadnosc bo to by w sposób ewidentny oslabialo państwo i sprawność wykonywania władzy państwowej.

    Uwazam, ze gdyby mogl, to by Jaroslaw Kaczynski jedna ustawa w 48 godzin podpisana przez rezydenta Dude zlikwidowal samorzadnosc. A nie likwiduje ich tylko chce obsadzić swoimi, bo sa mu jeszcze jakiś czas potrzebne, żeby wyciagac z Brukseli kase. Slowem dwie pieczenie na jednym ogniu, czyli atrapa samorzadnosci, żeby ciagnac kase, a pisowcy w samorządach, nie będą niczym innym tylko kolejnym szczeblem administracji państwowej w terenie, czyli najniższym składnikiem władztwa Jaroslawa Kaczynskiego.

    Czy to się uda?

    Oczywiście, ze się uda !

    Wszelkie spekulacje i plany jak pokrzyzowac plany Jaroslawa Kaczynskiego, to sa naiwności wynikające z myslenia życzeniowego, biorącego się z niezrozumienia tego z czym mamy do czynienia.

    Z niezrozumienia, albo z kunktatorstwa, albo ze strachu przed prawda, albo w końcu z kompletnej naiwności zatrzymującej się na „obrazku” i niezdolnej do zagladniecia pod obrazek i zobaczenia prawdy…

    Wielkorotnie pisałem w Kontrrewolucji o tym jaka jest według mnie prawda, ale tak dawno to zrobiłem ostatnio, ze wypada powtórzyć.

    PiS tylko z pozoru jest zwykla partia polityczna. PiS jest zorganizowana grupa przestepcza, zorganizowana przez Jaroslawa Kaczynskiego. Jest narzędziem do zdobycia władzy, władzy potrzebnej Jaroslawowi Kaczynskiemu do realizacji osobistych celów i być może do realizacji jego wizji politycznej….

    Pisze „być może”, bo majac 67 lat, raczej się już nie powinno spodziewać, ze się uda skutecznie wcielić w zycie długofalowe plany …

    A jednak jakies plany polityczne sa wdrazane i zatruwają zycie społeczne, jak choćby deforma szkolnictwa. Przyznam się, ze nie wiem co o tym myslec, bo w odróżnieniu od wszystkich innych nie ma Jaroslaw Kaczynski zaplecza i towarzystwa ludzi myslacych jak on, ma tylko takich co mowia i za nim powtarzają, bo wszystkich samodzielnie, lub trochę inaczej myslacych sam wycial i wyrugowal, pozostawiając wyłącznie klakierow i powtarzaczy.

    Jest możliwe, ze sam padl ofiara tego co stworzyl i jakos tam „wierzy”, ze jego „wierni i oddani” towarzysze walki o władze, zrealizują jego wizje i idee, gdy jego zabraknie. Byloby to ironia absolutnie sluszna, żeby on sam i jego wizje padly ofiara jego samego. Bo to co stworzyl, czyli PiS, jest tylko zorganizowana grupa przestepcza, która działa hybrydowo metodami politycznymi, wiec jakies wizje polityczne musi wdrazac.

    Ale zostawmy to i wróćmy do samorzadow.

    Nie mam watpliwosc co do tego, ze Jaroslaw Kaczynski opanuje samorządy. Nie ma innego wyboru i jeśli chce zachować władze na dluzej, to zwyczajnie musi je opanować. Legalnie, czyli w wyniku wyborow, co stara się przygotować, przygotowywujac i ksztaltujac Ordynacje Wyborcza, lub na niby „legalnie” czyli sadowo regulując niekorzystne dla niego i PiS wyniki wyborcze.

    W gre może tez zostać wprzegniete „przygotowanie” wyborow pod względem startujących kandydatow…

    Wyobrazmy sobie, ze do orrdynacji zostaje wprowadzone zastąpienie tego, z enie mogą kandydować „wyrokowcy” tym, ze nie mogą tez kandydować kandytaci przeciwko którym tocza się postepowania sadowe…

    I nei trzeba wszystkich pisowskich kontrkandytatow oskazac i wnosci przeciwko nim spraw, wystarczy wybrać paru powszechnie znanych jak choćby Robert Biedron, czy Jacek Majchrowski i przeciwko nim wnieść oskarżenia, wyelimonowac z wyscugu wyborczego, a do innych wyslac choćby miejscowych stojkowych i postraszyć … z „zyczliwa” porada, ze zdrowiej będzie się wycofać, niż się narazac na nieprzyjemności …

    Jeśli samo przygotowanie do wybvorow, wraz ze zmieniona ordynacja wyborcza nie wystarcza, to w odwodzie pozostaje sad i uznanie, lub nieuznanie wyborow za ważne. Tam gdzie się wygralo będą ważne, tam gdzie nie, będą nieważne, jedna ustawa i 48 godzin na podpis rezydenta Dudy, wymienia samorządy na PiSowskich komisarzy i samorządy zostaną przejęte.

    Tak to widze. Bardzo, bardzo chciałbym się mylic, ale wole trzeźwo i bez samooszukiwania się patrzeć i widzieć rzeczywistowsc, niż ulegac pięknym, choć głupim złudzeniom.

    Samorzady zostaną przejęte, a jeśli ktoś chce się sam ludzic, to niech przynajmniej nie ludzi swoimi złudzeniami innych. Samorzady zostaną przejęte, bo Jaroslaw Kaczynski już nie ma wyboru. To co on i jego PiS zrobili zaszlo za daleko, żeby się wycofać, teraz już mogą tylko brnac dalej i dalej, az do możliwego sukcesu, lub kleski totalnej, bo okoliczności, które stworzyli już się wymknely im spod kontroli i same swoim rozwojem zmuszaj Jaroslawa Kaczynskiego i jego PiS, do dalszego brniecia … i podejmowania działan, których nie zamierzali, czy nie planowali.

    Przypatrzmy się po kolei. Wpierw możliwość sukcesu…

    Tak sukces jest możliwy. Jak bardzo prawdopodobny to nie smiem wyrokować, ale obserwując podzialy w społeczeństwie polskim, widzac slabosc postaw demokratycznych, autentycznie demokratycznych, musze brac pod uwagę to, ze bierność i kunktatorstwo pozwola Jaroslawowi Kaczynskiemu odnieść sukces. Sukces tymczasowy zaznacze, bo dalekosiężny i trwaly, uważam za niemożliwy.

    Teraz o tym, ze już jest Jaroslaw Kaczysnki i jego PiS niewolnikiem i poddanym okoliczności, które dyktują postepowanie i wymuszają podejmowanie dzialan wcześniej nie planowanych.

    Widzialem i czytałem pare recenzji, czy komentarzy noworocznego orędzia rezydenta Dudy, ale w zadnym nie znalazłem słow odnoszących się do fragmentu, w którym apelowal o zakończenie wojny polsko/polskiej i „zasypaniu” podzialow społeczeństwa…

    Nedzne i zalosne słowa w ustach przestępcy lamiacego od niemal dwóch i pol roku Konstytucje.

    Slowa niewarte wspominania, a tym bardziej komentowania sa według mnie ważne, bo ujawniają prawde o stanie mentalnym Dudy i formacji, która go wydalila, czyli wydefekowala na urząd Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej.

    Te słowa, czyli nawolywania o zakończenie wojny polsko/polskiej, ujawniają strach przed odpowiedzialnoscia za to co się zrobilo, bo koniec wojny i pojscie w jakiś rodzaj kolaboracji z wmadztwem Kaczysnkiego usprawiedliwi popełnione przestępstwa, lub co najmniej uniemożliwi karanie.

    Duda, proszę szanownych czytelnikow Kontrrewolucji, ujawnil mimochodnie strach swój i swojego obozu, przed konsekwencjami tego co już zrobili i co zrobia, z jednej strony, z drugiej strony zas ujawnia to, ze on sam robi to do czego go zmuszają okoliczności, a nie to co było planowane, co z kolei ujawnia fakt, ze Jaroslaw Kaczysnki znalazł się już w obszarze dzialan nie zaplanowanych, tylko wymuszonych rozwojem sytuacji. Co oznacza z kolei, ze nie on ksztaltuje sytuacje, tylko sytuacja ksztaltuje jego działania.

    Ito jest początek, pierwszy moment, gdy możemy zauwazyc, z enie plan, tylko okoliczności dyktują postepowanie. Od teraz takich momentow będzie coraz więcej i więcej i można być pewnym, ze im więcej ich będzie, tym dalej i dalej od planu pierwotnego Jaroslaw Kaczynski będzie się znajdowal, i tym więcej bledow będzie popelnial. Bledow, do których popełnienia będ go popychac okoliczności nieprzewidziane.

    Ale po powyższej dygresji wracajmy do tematu, czyli tego czego się możemy spodziewać w nadchodzącym roku.

    Ze „zdobędzie” Kaczynski samorządy, to jest wg mnie pewnik, a po „zdobyciu” zamieni w atrape samorzadnosci, to drugi pewnik. Co najwyżej pozostawi jeden, czy dwa, czy kilka, jak listek figowy, którym się będzie zaslanial i twierdzil, ze przecież jest samorzadnosc, bo sa te nadal samorządne samorządy…., ale calosc zostanie przejeta i zdegradowana do roli atrapy autentycznej samorzadnosci, bo państwo Kaczynskiego ma być omnipotentne, czyli ma mieć pelnie władzy, co oznacza, ze ani jeden kawałeczek władzy nie może być poza państwem.

    „Zalatwienie” samorzadnosci to będzie tylko jeden ze skladnikow umacniania zdobytej władzy. Drugim składnikiem będzie marginalizacja, lub jeśli ktoś woli ubezwlasnowlonienie znanej obecnie opozycji.

    Najprostsza metoda bylaby delegalizacja opozycji, ale to by zbyt jaskrawo odslanialo intencje, wiec raczej odbędzie się to metoda hybrydowa, czyli punktowym załatwianiem kluczowych dla opozycji postaci polaczonym z propagandowa nagonka medialna i internetowa.

    Inna mozliwoscia będzie opcja „pozaru Reichstagu”, czyli prowokacja pozwalajaca na delegalizacje.

    Cokolwiek ma w planach Jaroslaw Kaczynski, to zwyczajnie się stanie, bo nikt i nic nie powstrzyma Jaroslawa od wdrożenia swoich planow. I warto sobie w tym momencie przypomnieć, ze 2007 roku przegral koncertowo z Tuskiem i PO, wiec nauczony doświadczeniem, wie ze latwiej będzie zdusic opozycje, niż z nia walczyc.

    Czy pojdzie droga, która wskazałem jako możliwa, czy jakas podobna, czy tez wynalazł jeszcze cos innego, to zobaczymy. Ale cokolwiek wybierze Jaroslaw Kaczynski i co zrealizuje, to będzie miało doprowadzić do marginalizacji opozycji co najmniej, a najlepiej do jej całkowitej eliminacji.

    NGoSy czyli NOSy… Czyli Niezalezne Organizacje Spoleczne…

    Trwa finansowa podmiana znanych i uznanych, na własne, czyli glownie na kościelne, lub przez kosciol katolicki wspierane, bo to one dostają państwowe, czyli nasze wsparcie, a nie te które społeczne zapotrzebowanie w latach ubiegłych ujawnilo …

    Widac, ze tu PiSy maja dylemat. Bo z jednej strony chciałoby się, żeby choćby „norweskie” pieniądze zasilily Polske, z drugiej nie chce się, żeby wsparly organizacje niezależne od rządu Jaroslawa Kaczynskiego. Widac to co zawsze było widać, czyli ze jak Jaroslaw cos spuści z oczu zajęty ważniejszymi sprawami, to pisowczycy pozbawieni dyrektywy pozwalają sprawom biec własnym biegiem.

    To tak ogolnie, ale mamy przełom roku i na 14go Stycznia mamy zapowiedziany 26 Final WOSP…

    Za 13 dni final, a tu ani Krycha Pawlowicz, ani Fronda, ani w Sieci, ani Oko Dariusz, ani żaden inny pies z kulawa noga pisowski na WOSP i na Jurka Owsiaka nie zaszczekal, ani tym bardziej nie zawyl…

    Co jest grane, u jasnej cholery?

    Czyzby PiSy odpuscily nareszcie?

    Tym co tak mysla, to ja zycze powodzenia w zyciu zawodowym i osobistym…

    Bo ja tak nei mysle.

    Zbyt długo obserwowałem wsciekle ataki na WOSP i Jurka Owsiaka, żeby teraz uwierzyć, ze PiS i Jaroslaw Kaczynski odpuścili i się pogodzili z istneineim WOSP. Ze się kosciolek katolicki pogodzil z WOSP i Owsiakiem i darowal mu ojawnienie prawdy oczywistej, ze dobroczynność jest możliwa i istnieje poza kkat.

    Takiego ujawnienia prawdy, to kkt nigdy nikomu w całej swojej historii nie darowal i Owsiakowi tez nie daruje…

    Tak wiec jestem pewien, ze to całkowite milczenie strony kosciolkowo rzadowo pisowskiej o WOSP i o Jurku Owsiaku, to jest sciema, sciama która ma uspic czujność i uczynic nieprzygotowanym WOSP, Owsiaka i spoleczenstwo na jakies totalne swinstwo, które jest w skrytości szykowane. Swinstwo, które zostanie odpalone na dzień, czy dwa przed finalem i spowoduje, albo samo będzie pretekstem do odmowy i zakazu 26go Finalu Wielkiej Orkiestry Swiatecznej Pomocy….

    Inaczej sobie nei umiem wytlumaczyc, ze w tym roku nie ma znanej z lat ubiegłych totalnej nagonki na WOSP i Owsiaka.

    Wszystkie prawicowe media milcza, wszyscy pisowscy naganiacze i propagandziści milcza, zero atakow, zero nagonki, nic a nic …

    Dla mnie jest ta cisza, zlowieszcza cisza przed burza.

    Mysle, ze chcą zalatwic WOSP i Owsiaka na amen, czyli raz i na zawsze i dlatego szykują swinstwo jakies, żeby to zrealizować i dlatego milcza jak zaklęci, żeby nie budzic społecznej czujności i zaatakować znienacka i w ostatniej chwili, tak żeby uniemozliwic skuteczne społeczne protesty.

    Tyle możemy oczekiwać, ze się stanie „centralnie”, za to w „terenie” będzie dalej postepowac skundlenie się i sqr***wienie się znacznej części rodakow, którzy z roznych pwodow przylaczaja się i będą się przylaczac do „rydwanu zwycięzcy”.

    I tak jak stozunkowo latwo przyjdzie w przyszlosci wyreprowac szkody „centralne” tak trudno będzie naprawić szkody wyrządzone w umysłach i postawach ludzkich.

    I to ostatnie oceniam jako zbrodnie, która popelnil Jaroslaw Kaczynski. Zbrodnie której nie ma w Kodeksie Karnym, co w niczym nie zmienia mojej oceny, ze to skurwienie polskiego społeczeństwa w skutek dobrej zmiany, jest po prostu zbrodnia.

    Dalej w następnym odcinku Kontrrewolucji, o tym co spowodują opisane wyżej działania Jaroslawa Kaczynskiego i jego przestępczej bandy.

  76. lonefather
    1 stycznia o godz. 21:16
    Ludzie którzy potrafią odróżnić dobro od zła, nie q…rwią się, ot tak sobie. Pod pozłotką pozornej przyzwoitości, już wcześniej musi się czaić coś, co brzydko pachnie. Ten zapach wydzielają monoteizmy, które mylą relatywizm z moralnością. Przy okazji wywrzaskując łgarstwa, jakoby nie było innych wartościowych systemów etycznych poza ich własnymi – religianckimi. I że każdy kto w Bozię nie wierzy – to łajdak i nihilista. Wdzięcznie basują im media i kółko się zamyka, bo bez znajomości etyki, ludzie nie do końca się orientują w czym rzecz. Niby tak, ale gdy przejdzie co do czego…

  77. gotkowal
    1 stycznia o godz. 21:53

    Owszem tak. Ale ja bardziej zwracam uwage na to, ze to Jaroslaw wykrzykujac z sejmowej mownicy o „mordach zdradziekich” dal znak i sygnal, z eteraz juz wolno byc soba, pod warunkiem, ze jestes z PiSu…

    Juz wczesniej zaczal wyzwalac chamstwo i chamskie postawy, teraz jzu to leci samo. Winnym tej zbrodni na umyslowosci i moralnosci jest Jaroslaw Kaczysnki.

  78. lonefather
    1 stycznia o godz. 22:00

    Lonek,

    Chyba tu się zgodzę z gotkowalem

    A „Wersalu tu już nie będzie ” (15 lat temu)

    A „Panu to ja mogę co najwyżej nogę podać ” (to już ponad 20 lat temu)

    Nie wiem czy akurat wszystkie zasługi w deprawowaniu narodu i debaty publicznej można przypisać Kaczyslawowi Pierwszemu.. Być może chamskie postawy już tam były wcześniej a Jarosław nie był pierwszym który dał na nie przyzwolenie. Poziom debaty w Polsce jest żałosny. Mogę się nabijać z naszej Tereski Majowej, brody Corbina co to szukał kawałka podłogi w pociągu czy szlachectwa dla Nicka Clegga (of all people! zapewne za danie dudy Torysom w swoim czasie co w dłuższej perspektywie zapewniło nam Brexit jak się dobrze nad tym zastanowić ) ale… obserwować tych ludzi w politycznej polemice to jak obserwować istoty z kompletnie innej planety. Takiej, na której na chamstwie nie zajedzie się w polityce za daleko a większość oszołomów odpada na etapie wyborów.

  79. Kostka
    1 stycznia o godz. 22:39

    Mój komentarz
    Kostka., skrótowo powiem – masz rację. „Chamstwo” – nazwijmy tak brak obywatelskości (bardzo mała aktywność społeczna krajan oraz bardzo słabe zainteresowanie państwem i prawem) u krajan oraz zastępowanie państwowości plemiennością.

    Kaczyński nie schamił krajan. Ona sam jako człowiek stąd wraz z towarzyszami pogrywa na tych cechach społeczeństwa, wykorzystuje je do zabijania demokracji i obywatelskości do przygarniania na swoja chwałę i swoją rozporządzalność instytucji, które z natury ustroju demokratycznego muszą być wspólne i zrównoważone.
    Pzdr, TJ

  80. tejot
    1 stycznia o godz. 22:57

    Brak obywatelskosci NIE JEST ROWNOZNACZNY Z CHAMSTWEM !

    Tak sie dziwnie sklada, ze znam osobiscie co najmniej ze dwuch ewidentnych chamow, ktorzy sa faktycznymi obywatelami i po obywatelsku dzialaja i postepuja.

    Kwalifikujac wszystkich chamow jako NIEOBYWATELI, popelniasz blad

  81. Kostka
    1 stycznia o godz. 22:39

    Nieuwaznie przeczytalas co ja napisalem, co napisal @gotkowal…

    Ja nie oskarzam Jaroslawa Kaczynskiego o to, ze spowodowal czy nauczyl chamstwa. Wskazuje go jako winnego wprowadzenia chamstwa do polityki i zycia spolecznego, choc to nie on to zrobil jako pierwszy.

    Choc cytujesz Leppera, to i nie Lepper, ani Walesa nie byli pierwsi. Natomiast zaden z nich nie dokonal tego co Jaroslaw Kaczynski, ktory uczynil z bezczelnego chamstwa standard. I to wlasnie nazywam zbrodnia.

  82. Małe uzupełnienie. Równie skutecznie jak religijne, q…wią ludzi wszelkie inne szowinizmy. Narodowe, rasowe czy nawet kibolskie. Wystarczy popatrzeć na usłaną trupami historię kibolskiej nienawiści Wisły i Cracovii.

  83. lonefather
    1 stycznia o godz. 22:00
    „Juz wczesniej zaczal wyzwalac chamstwo i chamskie postawy, teraz juz to leci samo. Winnym tej zbrodni na umyslowosci i moralnosci jest Jaroslaw Kaczysnki”

    Utrafił tym w gust suwerena, który elitami „ą, ę” brzydzi się głęboko, a w spadku po feudalnym upodleniu i przygodzie z PRL-m, na złość wszelkim panom – miał solidny, nieskrywany pociąg do chamstwa.

  84. @gotkowal

    Uzupelnienie wzbogaca obraz. Niemniej rozchodzi sie w ostatecznosci o skale… I tu Jaroslaw Kaczynski jest poza zasiegiem jakiejkolwiek konkurencji.

  85. lonefather
    1 stycznia o godz. 23:56
    Jest prekursorem. Jak dotąd, rządzący nie stawiali otwarcie na chamstwo. Nawet Piłsudski ze swymi pułkownikami.

  86. Małe uzupełnienie. Równie skutecznie jak religijne, q…wią ludzi wszelkie inne szowinizmy. Narodowe, rasowe czy nawet kibolskie.

    I kto to pisze!! Zapalony wyznawca i głosiciel pewnego izmu. Ateista, który ten izm opiera na religijnych mitach sprzed 2 tys. lat. Ech, lusterko by się przydało!

  87. zak1953
    1 stycznia o godz. 18:06
    Jak to z legendami bywa…
    Podobno Władysław IV przejeżdżał w tamtych okolicach (dajmy na to obok pewnej rzeczki ;–) ) i zapytał (też podobno) zniecierpliwiony swojego towarzysza w tamtejszej gwarze „Kaj som te wice”?
    PS. Czasy Sosso inaczej Josifa Wissarionowicza też pamiętam.
    Zwłaszcza te pochody 1-majowe ;–). Późniejszą zmianę nazwy także…

  88. @gotkowal , @lonefather
    Przydałaby się może jakaś bardziej uściślona definicja chamstwa.
    Lub kogo (można?) nazwać chamem.

  89. Cham =
    1. (dawniej) pogardliwie o chłopie
    2. człowiek ordynarny

  90. W Polsce odradza się lub bardziej otwarcie eksponuje społeczeństwo klasowe, w tym warstwa ludzi dobrze sytuowanych, o ciągotach szlacheckich, ale manierach prostackich, nie wstydząca się ordynarnego zachowania i braku kindersztuby. Gardząca intelektem i „wykształciuchami”, ceniąca spryt, siłę i bezwzględność. Nienawidzona i podziwiana przez słabszych materialnie lub fizycznie…

  91. – – –
    Pozdrowienia na nową osiemnastkę (& dla wszystkich).
    – – –
    More on Tobermory:

    „Wojna cwanych z cwanymi, która wywołuje wojnę głupich z głupimi. Wcześniej trwała w ukryciu, teraz toczy się jawnie. Nie potrzebuję haseł i zgromadzeń.
    Maszeruję po suficie. Jestem jeden, łatwo mnie policzyć.”

    – – –
    Z cyklu noworocznych ciasteczek wróżb naukowych:
    „Nauka przekonuje zacnych ludzi, że może być inaczej niż wierzyć, że jest odwrotnie…”
    – – –

  92. @Tobermory
    2 stycznia o godz. 10:20

    He he, celne 🙂

  93. tejot
    1 stycznia o godz. 22:57
    – – –
    Co-do-jota-zgoda-z-te-jo-ta… 🙂

    Pasztet na De, i ku- ku- (mi zrobicie).
    Demokracja Decywilizuje
    gdzie cała
    Kultura
    najwyżej ogryzkiem Kultu.

  94. lonefather
    1 stycznia o godz. 21:16

    Lonek,
    zgadzamy się, w dużej mierze, co do przyczyn i przewidywania skutków, oraz co do zasadniczej diagnozy, którą już ładne parę razy wypowiadałem zarówno we wstępniakach jak i w komentarzach: Polak nie przeżył siebie, swojej historii i jest w sobie zupełnie zagubiony. Jedno mu się zdaje (to jedno jest pojęciem zbiorowym) a drugie robi.

    Wybory samorządowe, którym poświęcasz sporą część wpisu, pokażą na ile Polak jest ciągle chamem, tym wsiokiem, fornalem, chłopem pańszczyźnianym niedokształconym do roli podmiotu, bo zbyt wcześnie jeszcze byłoby powiedzieć – obywatelstwa.
    Wybory samorządowe mają nieco inną naturę niż parlamentarne. Posłowie są daleko, w terenie ich nie widać, coś tam robią w Warszawie, nie wiadomo, jak to się ma do terenu i co właściwie robi poszczególny poseł, poza tym, że chleje, chodzi na dziwki, szasta publicznymi pieniędzmi, korumpuje się i zażywa immunitetu poselskiego.
    W terenie sprawa bliższa ciału każdego chama i obywatela, choć cham ma grubszą skórę i może słabiej czuć razy. Tym niemniej coś czuć może na grzbiecie, właśnie przez tą bliskość.
    Owszem, jasne jest, że pisoidy zrobią co dadza radę, by wybory samorządowe poddać własnej kontroli, manipulacji lub fałszowaniu, jednak ze względu na znacznie rozleglejsze niż w przypadku parlamentarnych, uwarunkowania wyborów samorządowych, mnogość gmin, partii, partyjek, koterii, grup, zbiorowisk, większą kolorowość, zróżnicowania i doświadczenia jakie daje mała odleglość pomiędzy decyzjami samorządowców a ich skutkami w życiu i obywatela i chama, rzecz może inaczej przebiec niż sobie pisoidy roją i kradzież samorządów niespecjalnie im się uda.
    Niespecjalność udania się skoku na samorządy będzie czynnikiem jątrzenia i rozpadu władzy pisoidów na poziomie parlamentu i rządu oraz prezydenta.
    Poziom samorządowy – może – łatwiej pobudzić wśród Polaków te żywotne siły; mające coś wolnego, podmiotowego, rozumnego i poważnego w sobie, niż inne wybory odbywane na wyższym i abstrakcyjniejszym poziomie.
    Jest to jednak raczej hipoteza, nic pewnego. Okaże się, na ile Polak to żywa osoba, a na ile to zombie, żyjący rojeniami niewolnika pańszczyźnianego w podwójnej niewoli: dawnych, nieprzeżytych zniewoleń i niewoli u Kaczyńskiego, który sam jest naczelnym niewolnikiem.

  95. Tobermory
    A może tak?
    Cham to prostak, również ten z wyższym wykształceniem, całkowicie wyzbyty empatii, grubiański i bardzo z siebie zadowolony.

  96. Kostka
    1 stycznia o godz. 22:39

    Oczywiście – Kaczyński nie wynalazł deprawacji i nie zaczął deprawować niezdeprawowanego Polaka. Jego zasługą jest – w tym jest dobry ! – dostrzeżenie (choć nie jest wynalazcą takiej konstatacji, ona ma uniwersalny charakter) potencjału jaki daje odrzucenie wszelkich zasad mozolnie wypracowanych przez demokrację i system praw równościowych, by eksploatować – i wzmacniać, pogłębiając deprawację – ludzi słanych na rozumie i osobowości, zdeprawowanych, niewolnych i przez to już tkwiących w bagnie deprawacji.

  97. @Tanace -um.
    „Wybory samorządowe … pokażą…”
    – – –
    Poezja faktu.

    Wodzirej na Sylwestrze Dwójki
    zachęcał lud do stawiania Krzyżyków
    w wyborach
    SamoRządowych.
    (w trakcie promocji audiotele za stosześćdziesiąttysięcy pięćsetplusów co minutę)

    Sam Rząd
    się wyżyje
    na nieleżących krzyżem
    i postawi na nich
    krzyżyk własną ręką
    oglądalności.
    – – –

  98. @ mag
    „Cham to prostak, również ten z wyższym wykształceniem…”
    (serdeczności)
    – – –
    NieWykształcenie 2018

    Niedouczenie
    Niezdolnych
    Nieukami.
    Pieczęć.

    – – –

  99. Kostka
    31 grudnia o godz. 19:22

    Wracając jeszcze do słów listu pisanego z okopów przez żołnierza I wojny Henry’ego Wiliamsona do matki, przypomniało mi to też coś analogicznego, z czym się zetknąłem peregrynując po okolicach Verdun i łażąc z wielką ciekawością po czeluściach podziemnego fortu w Verdun. Jednym z elementów historii, na które się tam natknąłem, jest coś bardzo podobnego. Jednak nie jeden list, a dosyć obfita korespondencja żołnierza francuskiego, porucznika, z matką i (chyba też) z żoną. Fort ten był broniony długie miesiące, bitwa (właściwie cykl bitew) pochłonął setki tysięcy żołnierzy po obu stronach, krwawość tych starć jest nie do opisania i nie do wyobrażenia.
    Nie kojarzę, żeby pod Verdun też było takie bratanie się żołnierzy w strefie niczyjej, możliwe że tak – jest to jakaś ludzka potrzeba – ale też ci co się bratali i ci co się nie chcieli bratać, ostatecznie mieli cel taki, żeby z przeciwnika zrobić jak najdosłowniejsze mięso armatnie. Gdyby wreszcie zwyciężyli (jedni lub drudzy, choć to Niemcy parli w kierunku Paryża), wtedy mogliby się już, całkiem spokojnie, pobratać – jako zwycięzcy na stosach trupów – z przegranymi.

  100. @mag
    2 stycznia o godz. 11:12

    Można i tak. Ja po prostu nie uznałem wykształcenia za istotny faktor, bo i ordynator może być ordynusem, a człowiek bez szkół mógł wynieść z domu kulturę i empatię.

  101. Tobermory
    2 stycznia o godz. 11:29

    „…człowiek bez szkół mógł wynieść z domu kulturę i empatię….”

    Tak długo wynosił kulturę i ępatię z domu
    że została już tylko
    naga prawda.


    🙂

  102. Gekko
    2 stycznia o godz. 11:18

    O Sylwestrze Dwójki (radiowej) wiem tyle, że Dwójka pada pod ciosem siekiery Szyszki-Kaczyńskiego. Tenże, najbardziej niszowy z programów (tzw.) Polskiego Radia, którego niszowość, ekskluzywność i inteligenckość miłośników wyższej kultury wydawałaby się, jakoś, swoją odrębnością, chronić przed zbójami. Naiwność sitka prysznicowego w komorze gazowej.

  103. By dyskusja o wykorzystywaniu przez Jarosława Ka niesympatycznych cech krajan, jak nieufność, brak umiejętności współpracy w grupie, nieodczuwanie takiej potrzeby, itd., nie rozjeżdżała się zbytnio, mówię, że użyłem terminu „chamstwo” z braku pod ręką innego, stosowniejszego słowa na określenie niskiego poziomu obywatelskości krajan, słabej umiejętności społecznego współdziałania, nieposzanowania norm (w tym prawa), wysokiej podatności na emocje, wysokiego poziom narodowej wsobności (wynikający raczej z niewiedzy niż ze złej woli) umożliwiającego Jarosławowi Ka i towarzyszom pogrywanie na patriotyzmie, podpuszczanie ludu pod swojskość utożsamianą z suwerennością, itd.

    Jarosław Ka gra na tych niedostatkach. Gra ta jest najskromniej mówiąc nieuczciwa, mówiąc wprost jest wymuszaniem, burzeniem porządku demokracji w imię porządku autorytarnego, co ma jakiś daleki, lecz istotny związek z monoteizmem (jeden naród, jeden… itd) jako koncepcją tłumaczą ludowi świat, pozwalająca wedle takiego tłumaczenia tworzyć nowy porządek w państwie prawdziwych Polaków pod nazwą dobrej zmiany, a Europę rechrystianizować, co nazywane jest przywracaniem wartości.
    Pzdr, TJ

  104. Tanaka
    2 stycznia o godz. 11:32

    Zaznaczając, że radiowej, wskazujesz, że wiesz, że chodzi o co innego.
    I dobrze.
    Sylwester Dwójki to nazwa własna imprezy TVPiss w Zakopanem, transmitowanej na żywo, z oglądalnością dwukrotnie większą niż imprezy stacji wolnorynkowych.
    W tym wypadku agitacja (co miało miejsce jak w poezji) równa się reakcja.
    Prędzej Michnik przejdzie przez dziurkę od sitka pissmedialnego, niż niepissowiec stanie u wrót samorządu, w tych okolicznościach przygody.
    Ukłony.

  105. Podobno ze wszystkich zwierząt tylko człowiek potrafi się śmiać, chociaż ma najmniej ku temu powodów 🙄

  106. Tobermory
    2 stycznia o godz. 11:40
    „Podobno ze wszystkich zwierząt tylko człowiek potrafi się śmiać, chociaż ma najmniej ku temu powodów

    Nie licząc indyka w sobotę, albo krzyżyka w wyborach pod regulacją Państwa Pissowców. 😉

  107. Sylwester Suwerena, czyli Polaków Noworoczne Postanowienia na Samorządność 2018.

    Według sylwestrowego sondażu CBOS, oto politycy którzy w 2017 zrobili najwięcej dobrego dla Polski. (w nawiasie % głosów).

    1. Andrzej Duda 13
    2. Beata Szydło 11
    3. Mateusz Morawiecki 8
    4. Jarosław Kaczyński 5

    Inni rankowani politycy zyskali po 1%, w tym jedyny z PO Borys Budka.
    23 i 27% badanych wskazało, że nie ma takiego polityka, albo to w ogóle ich nie obchodzi.
    Dobra zmiana przerodziła się już w dobrą Polskę.

  108. Czy było w Polsce świąteczne zawieszenie broni? W tej jednej z miliona podzielonych rodzin które nawiedziłam wigilijnie, nie było. To znaczy były pozory, apele o nie gadanie o polityce, i próby niegadanie o polityce, ale po pierwszym uderzeniu alkoholu (co wg gazety ma miejsce nawet po 15 minutach), wszelkie tamy puściły. Bo unia to złodzieje, Macierewicz to patriota, a Siemoniak kupił dla armii tablice Mendelejewa. A już największą nienawiść budzi HGW, i to nawet u ludzi którzy rzadko lub nigdy w Warszawie nie bywają.
    To nie są żołnierze w cudzej wojnie. To jest ich własna wojna. Bardziej jak wojna religijna, gdzie od liczby zabitych przeciwników zależy zbawienie.

    Po rzuceniu się sobie do gardeł ludziom robi się głupio, więc następuje chwila wytchnienie i wzajemnych grzeczności. Bo ty nie taki zły, to tamci cię opętali. A ty dobry, naiwny, idealista.
    I tak w kółko macieju. Los Broszki co poniektórych wzrusza, ale wiara w Krzywoustego i nadchodzącą wielkość Polski jest niewzruszona.

    Kiedyś lubiłam święta w Polsce, teraz to tortura emocjonalno-intelektualna.

    I przy okazji, wszystkim piszącym, komentującym i czytającym wielkie słowa uznania za poprzedni rok. I żeby w tym roku było nas więcej. Nie caliśmy zwariowaliśmy.

  109. Gekko
    z g.12:28
    Witaj, dawno nie widziany (kurde – razem czy osobno tym razem z „nie”?)
    Wszelkie rankingi, sondaże itp. dowodzą, że chyba wszystkie oba sorty ludności polskiej cierpią na rozdwojenie jaźni, głupawkę (objawiającą się również śmiechem a la Adrian), elefantialne poczucie dumy i liczne uprzedzenia, co skutkuje całkowicie porąbanym etosem zmitologizowanej tożsamości.
    Nieźle zapętliłam, ale właśnie o to chodzi, żeby było nie bardzo wiadomo, o co.
    Suwerenowi chyba imponuje język ezopowy Kaczelnika – dysponenta kukiełek w teatrzyku IV RP, który i tak wszystko wie najlepiej oraz robi najlepiej, pociągając te czy inne sznurki.
    Zdrowego dystansiku w Nowym Roku do wszystkiego i powodzenia we wszelkich zamierzeniach życzy
    mag

  110. Gekko
    2 stycznia o godz. 11:40

    Ja tam mam ufność w panu, a właściwie – pewnej pani, więc mi się zdaje, że w tej Sodomniezgomorą znajdzie się jeden ćwierćsprawiedliwy pisowiec (wśród pisoidów żadnego, bo to wyższe wtajemniczenie) i przez wzgląd na swoją półinteligencję ósmej części obywatelstwa, stanie u wrót. Jak nie samorządu, to Stalingradu. A jak Stalingradu, to sobie wybierze jakąś stronę.

    Żebym miał TVPiS oglądać, do tego zza Kopanego, to sprawa trudna, czyli niemożliwościowa. Że PiSTV i że Zakopane. Którego niegdysiejsza półładność została, dawno już, zakopana.

  111. izabella
    2 stycznia o godz. 12:55

    Żeby w tym roku było nas więcej, znaczy – niezwariowanych? Dobre życzenie, ale trudne. Albo tak: dobre, bo trudne. Co widać po Twoim mikroreportaż zza świątecznego stołu.
    „Wojna jest w nas” – powiedział ktoś, albo jakiś film, w dodatku parę razy. Prawda: w nas. Bośmy jacy-tacy. I tacy wielcy, że strach. Dlatego wojna.

  112. Prof. Zybertowicz proponuje budowę Maszyny Bezpieczeństwa Narracyjnego Rzeczpospolitej Polskiej. Wcale nie dla jaj, a dla zapobieżenia wykolejenia się „dobrej zmiany”.
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/prof-zybertowicz-jesli-nie-zbudujemy-mabeny-dobra-zmiana-moze-sie-wykoleic/6geg4tl
    Zybertowicz zapomina, że najdoskonalszą z maszyn jest strach, który będąc doskonale bezcielesnym precyzyjnie kształtuje narracje tak, aby wyeliminować wszystko co indywidualne. Strażnikiem narracji jest sam prezes, zwany pieszczotliwie Nadprzewodnikiem narracji dobrej zmiany.

  113. @ Tanaka, 2 stycznia o godz. 13:52

    Jak najbardziej, ufność w sprawczość nieoglądalności, to inna, dobrzejsza forma wiary w dobrą zmianę, albo SamoRządowy cud mniemany nad Wisłą.
    Na tej wierze (i dobrowolnej naszej, jakże racjonalnej nieobecności) oparte jest każde, i nie mniej to obecne, otwarcie wrót piekieł.
    Tak nieapropo Twego komentarza, ale Estetyka Niebytu, to kwestia percepcji i piękna zdolności różnienia się rumieńcem wstydu na policzkach, między chamy a ępa-ępa-elity.
    Co z oczu, to z serca; zakopane, załatwione. 😉

    Nb wykorzystane przeze mnie dane numeryczne o Sylwestrze Dwójki pochodzą z sieci.
    – – –

    @ mag…

    Co ja mogę dodać/oddać?
    Jeszcze więcej serdeczności i podziękowania za troskliwą ripostę.
    W kwestii zapętlenia względem dystansiku, to ja mam wrażenie, że wszyscyśmy złożeni niemocą zapętlenia, co jeszcze jedynego, zdrowego dystansu nie uskutecznili, przekraczając na amen szengeny (póki są).
    Na Berlin! 😉

  114. @ anumlik, 2 stycznia o godz. 14:02

    Coś wygląda, że nie o Maszynę, ale chodzi Zybertowiczu o zwykłą mu maszynkę – do propagandowego mielenia ozorem.

  115. anumlik
    2 stycznia o godz. 14:02

    Synchronizacja zasobów, wsparta przez pewne algorytmy, byłyby potężnym narzędziem ochrony reputacji i budowania korzystnego wizerunku Polski. po okresie „ręcznej” politycznej kalibracji działałaby już w trybie samoregulacji, przy dostarczaniu jej zasilania

    Z braku prawdziwej inteligencji, Zybertowicz chce użyć sztucznej. Może ta sztuczna przekona świat do dobrej zmiany. W końcu Putinowi tak dobrze poszło.
    A ordynarnie chodzi mu chyba o jakieś prymitywne boty. To ciekawe, bo ja myślałam że prymitywne boty to w pisie już są.

    A nadprzewodnik to trzeba zamrozić. Taki zamrożony nadprzewodnik, najlepiej w swoim własnym mauzoleum, będzie wiecznie nad-przewodzący.

  116. anumlik
    2 stycznia o godz. 14:02

    Pasjami uwielbiam takie produkcje mózgowe. Inż. Zybertowicz uprawia tu naprotechnologię: religię zlepioną z techniką. Wielki religiant i mały technik, albo odwrotnie. Fachowiec inżynieryjny: zna się na kalibracji maszynerii. I fachowiec produkcji maślarskiej: „dobrej zmianie” potrzeba państwowej maszyny, żeby się nie wykoleiła. „Dobra zmiana” to nic innego jak państwo, bp inż. mleczarz Zybertowicz domaga się więc państwa nad państwem. Którego państwa Nadprzewodnikiem będzie Kaczyński?

  117. A czego warto sobie życzyć od polityki w 2018?

    Nie mam złudzeń, że -wbrew wpisowi inicjalnemu- jakże humanogenne wzbudzanie wojen karmi się quasi-humanitarnym zwieszeniem broni, dzięki czułostkowym zawieszeniom, popieram noworoczną opinię kogoś zupełnie spoza mojego okopu.

    Oto, co opozycji radzi politycznie na nowy rok Grzegorz Sroczyński – i oby w tak wyrażonym postanowieniu rozumu wytrwał, a my razem (tfu) z nim.

    „…W 2018 roku obozowi anty-PiS nie wolno się zamykać w kokonie wyższości. Że oto cham wszedł na salony i zrobił kupę. Że Polak pokazał mordę Edka. Że Mrożek, Gombrowicz, Tischner… (i tu następuje kilka wyświechtanych cytatów). I że polski naród jest ciemny, bo ma w nosie sądy. Niestety w tę stronę ciągnie opozycję zaplecze intelektualne, a przynajmniej duża jego część. Kolejne wywiady z pisarzami, aktorami pełne są takich rewelacji, a kto mocniej na facebooku dowali „chamowi”, ten w większej potem chodzi chwale, jak odważnie wygarnął. Takie wyznania z pewnością poprawiają autorom nastrój i dają natychmiastową gratyfikację w postaci setek komci w rodzaju: „Nareszcie ktoś powiedział prawdę o polskim smrodku-narodku!”. W 2018 roku musimy znaleźć odpowiedź na zasadnicze pytanie: czy bardziej chcemy poprawić sobie nastrój, czy może jednak przekonać choć kilku niezdecydowanych.”

    źródło: GW

  118. …albo nie chcą wyjaśnić: czemu Rosja ma napaść na Polskę?
    Przypuszczam ,że będzie : no reply.

  119. @herstoryk, 31.12, 10.19

    Zacytowales Goeringa, co pewnie w polskim umysle nie jest przyjemne. Niestety jednak ma racje. Nie ma zadnych dowodow i zadnej pewnosci, ze dzisiejszy demokrata jutro nie bedzie nacjonalista, i ze nie pojdzie na wojne…jak mu rozkaza. Przeciwnie sa dowody, ze tak moze byc…
    Jedyne, co mozna powiedziec to to, ze my(tj. pokolenie 50+, chyba tez do niego nalezsz–jesli sie myle to sorry) mielismy gigantyczny fart, ze nie musielismy wybierac… Kim bylibysmy, gdybysmy zyli w nazistowskich Niemczech czy w stalinowskich Sowietach? Na pewno bylibysmy takimi demokratami jak dzis?
    Moze tak moze nie. Kto wie. Jest stare jak swiat pytanie: czy czlowiek jest autonomicznym indywiduum, czy wszystko zalezy od czasow, w ktorych zyje…?
    A moze jedno i drugie…
    Dzis moze ten czy ow ma latwa odpowiedz, ale to jest rok 2018—i nawet w pisowsko-katolickiej Polsce odwaga nie jest zbyt droga…
    Moze sie stac bardzo droga, ale wtedy gdy tylko w calej Europie, co nie jest wykluczone…
    Pozdrowienia

  120. Gombrowicz ( Dziennik 1957-1961, Kultura, Paryz 1982, s.83)

    C h a m
    „Znow go ujrzalem! Jego! Chama! On (owocarz, przyejchal wozkiem) byl przede wszystkim przysadkowaty – ale byl takze paluchowaty i pucolowaty – i zyrty, krepy, krwisty, wychrapany w betach z baba i jakby „z wychodka”, Mowie ” z wychodka”, bo w nim posladek silniejszy od geby; caly byl jak osadzony na posladku”.
    *
    У него чувств человеческих не осталось. Партийное животное! Все чувства – на
    конце члена а мозги в желудке
    (Wladimir Wysockij)

  121. Dzień dobry. E, chyba wieczór dobry.

    Jest zaklęcie „Nie będzie Bóg uwielbiony w swoich aniołach i swoich świętych”. Stąd wnioskuję, że święci też niech będą uwielbieni. A jak święci, to i Lolek. Dlatego uroczyście informuję że morze przy ujściu kanału Jamneńskiego cuda usypuje. Ostatnio usypało z okazji nowego roku półwysep im. Jana Pawła II. Wcześniej usypywało też półwyspy imienia JPII, ale bywały i wyspy, a raz usypało nawet piłkarskie boisko. Dwa razy latałem, żeby ten znakomity półwysep ładnie pstryknąć, i dwa razy, mać jego, słonko się chowało. Dopiero wczoraj, jak już wracałem w stronę Łazów, pięknie oświetlało mi drogę, więc nigdzie nie wyrżnąłem w słup.

    Pierwszy link to właśnie najnowszy półwysep im. JPII. Drugi link to inne cuda imienia JPII, a trzeci – to, co mi wczoraj wpadło w oko w drodze powrotnej przy pięknym niskim słonku z długimi cieniami i wielką jasnością. Oczywiście, to jedna tysięczna wczorajszego pykania. Pykam tylko zmartwionami, więc przy gorszej pogodzie fotgraficznej nic nie mogę względem lepszości fotek. Niech będzie Lolek uwielbiony.

    Aha, jeszcze monument imienia Lolka znad rzeki Słupi, gdzie onże sikał z…pardą…wsiadał do kajaka. Najbardziej mnie wzruszyło sformułowanie „duszpasterski spływ kajakowy”. Każdy głupi rozumie, że spływ z taką świątobliwością nie może być zwykłym chodzeniem po wodzie – musi być wzniosłym posłannictwem. Cholera, że też w tym czasie nie szedłem do seminarium, tylko – na uniwerek. Może bym się dziś kręcił po Jamnie nie jak gówniarz w przerębli, ale – duszpastersko jako pombocek duszpasterski. A na brzegu by koczowały tłumy, klękały, kłaniały się w pas:

    – Witamy Waszą Duszpasterskość.
    – Żegnamy Waszą Duszapsterskość
    – Zostań z nami, Wasza Duszpasterskość.
    – Może loda, Wasza Duszpasterskość.

    Ech, pomarzyć.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6506520607779109409/6506520610737609282?authkey=COXn8viazbCbXA

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6506521448159570033/6506521449846259058?authkey=CJeKtN323vD9HQ

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6506522006105961169/6506522004592936274?authkey=CJnMtpWM6r6ZWw

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6506529411598852705/6506529413308561682?authkey=CKqOooq28sukXw

  122. @Gekko
    2 stycznia o godz. 16:06
    Przytomny człowiek ten Sroczyński.

  123. Sygnalizuje następujące zjawisko:
    Wprowadziłem na blog „Listy ateistów” mój komentarz pt. „Zybertowicz, maszyna narracji” około godz 18 – 19:00. Ukazał się natychmiast prawidłowo na moim komputerze, po czym, po jakiejś godzinie zniknął z bloga.
    Po raz drugi wprowadziłem ten sam komentarz. Ukazał się prawidłowo i po około 0,5 – 1 godziny zniknął.

    Wprowadzam po raz trzeci ten komentarz

    Zybertowicz, maszyna narracji
    anumlik
    2 stycznia o godz. 14:02
    Prof. Zybertowicz proponuje budowę Maszyny Bezpieczeństwa Narracyjnego Rzeczpospolitej Polskiej. Wcale nie dla jaj, a dla zapobieżenia wykolejenia się „dobrej zmiany”.

    Mój komentarz
    Takiego bełkotu, takiego zakłamania i szowinistycznego traktowania otoczenia Polski jako kupy durniów i złoczyńców, jak ostatnia propozycja Zybertowicza o Maszynie Narracyjnej dawno nie słyszałem. Zybertowicz proponuje ni mniej ni więcej tylko totalne zakłamanie jako obowiązującą wzdłuż i wszerz rację stanu Wolski.

    To jest niezborne, pokrętne, surrealistyczne, ułożone pod stan umysłu Jarosława Ka. Wielka metafora (Maszyna Narracji), która ma obudzić Wolaków, siać postrach wśród obcych, wynosić wysoko Wolaka względem nieWolaków, nadawać wytypowanym przez PiS wybrańcom patronat, obowiązek czuwania nad sprawami ojczyzny, dawania sprawiedliwego i skutecznego odporu krzywdzie niedoinformowania i niezrozumienia, którą częstuje nas Zachód – od Lizbony do Tokio.

    Dowcip o Morawieckim w Tokio pytanym, co tam u was w Polsce się dzieje, jest przedni. Zakłamanie, palenie głupa, obłuda, pogrywanie na naiwności Wolaków.

    Rzeczywistość równoległa nie może dopuszczać problemów, pytań, które według tej rzeczywistości nie istnieją. Równoległa rzeczywistość PiSu może tylko uczyć, oświecać, informować i prostować kręte ścieżki zachodniej naiwności i zgnilizny moralnej. Najlepiej przez rechrystianizację.
    Takich Japończyków na przykład, co nie wiedzą, że w Polsce dobra zmiana funduszom się kłania, zaprasza, ugości, przyjmie inwestorów z każdej szerokości, wyżnie, wypali, sama się obroni, dobrej zmiany nie dognasz choćbyś miał sto koni.
    Pzdr, TJ

  124. Ten komentarz znika, ponieważ usuwam go, jako że jest w tej samej wciąż formie dostępny od g. 16:38 i nadal tam tkwi.
    JK

  125. Panie Redaktorze, ja nie widzę mojego komentarza z godz. 16:38. U mnie go nie ma.
    Dodam, że widzę na blogu od komentarza gekko 16:06 licząc do mojego ostatniego tejot 22:01 razem 7 komentarzy.
    Pzdr, TJ

  126. Panie Jacku,
    nie ma go o 16:38.

  127. zezem
    2 stycznia o godz. 9:10
    Mam prywatną definicję chamstwa, niekoniecznie obowiązującą. To prostak, który swoim prostactwem się chlubi, wręcz nim szpanuje. Oczywiście, nie należy mylić ludzi prostych, z prostakami..

  128. Jest, tylko pod poprzednim wpisem. A ja widzę wszystkie naraz. Zatem byłem trochę nadgorliwy widząc powtarzający się (z mojego, nie dość uważnego, punktu widzenia) komentarz. Ostatnia powtórka zatem zostaje w nowym wątku.
    Pozdrawiam
    JK

  129. Tanaka
    2 stycznia o godz. 11:26
    „Nie kojarzę, żeby pod Verdun też było takie bratanie się żołnierzy w strefie niczyjej, możliwe że tak – jest to jakaś ludzka potrzeba – ale też ci co się bratali i ci co się nie chcieli bratać, ostatecznie mieli cel taki, żeby z przeciwnika zrobić jak najdosłowniejsze mięso armatnie”
    Rzeźnia Verdum miała miejsce później – w 1916 roku. Bożonarodzeniowe bratanie się żołnierzy przeciwnych stron miało miejsce tylko w pierwszym roku wojny. I nie na całym froncie zachodnim. I wszyscy mieli nadzieję, iż wkrótce po nowym roku powrócą do domów. Nie powrócili. I nie otrzymywali nawet urlopów. Okazją do urlopu była na ogół odniesiona rana, gdzie po opuszczeniu szpitala, żołnierz mógł dostać wolne na odwiedzenie rodziny. Nawet medal na ogół nie dawał prawa do urlopowego odwiedzenia bliskich (mowa o cesarskiej armii niemieckiej). A bojowa zawziętość wynikała ze zwykłego strachu przez masą nacierającego wroga i jego bliskością. Mówi się, że człowiek strzela, a pan Bóg kule nosi. Ale gdy tych kul jest wiele i nie bardzo jest się gdzie schować, człowiek szybko uczy się celnego strzelania. Zdecydowanie bezpieczniej było na froncie rosyjskim. Tam niemiecka armia zdecydowanie przeważała swoim wyszkoleniem i wyposażeniem.

  130. Blogowiczom pod rozwagę. Od jakiegoś czasu grasuje tu pewna osoba, udająca niezależnego eksperta/tkę od spraw Bliskiego Wschodu. I być może ateistę. Wszystkie znaki na ziemi i niebie, wskazują jednak, że jest to islamistyczny propagandzista, dżihadysta, który za oręż ma pióro, zamiast miecza. To też forma „świętej wojny”, być może nawet bardziej istotna. Przy pomocy przemilczeń, półprawd i jawnych łgarstw, można niekiedy osiągnąć znacznie więcej niż nagą przemocą. Dla ilustracji (choć na blogu, aż tak się nie odkrywa) – niebanalna myśl niejakiego @herstoryka:
    „Zachód zbiera co posiał – plon 150. lat kolonializmu, 80. lat neokolonializmu, których najnowszym i jednym z najbardziej drastycznych przykładów jest właśnie syjonistyczna kolonia w Palestynie, będąca główną, obok imperialnej dominacji USA, przyczyną dżihadyzmu i islamskiego terroryzmu.”
    To znaczy, że Żydzi nie tylko są sami sobie winni (już to chyba gdzieś słyszałem), ale też cała doktryna dżihadu – to reakcja na powstanie Izraela i amerykański imperializm.
    Link do całości tekstu:
    https://wolnemedia.net/dlaczego-wraca-antysemityzm/
    Zresztą w sieci, aż roi się od błyskotliwych analiz tego wybitnego moralisty i myśliciela.
    Ps. Za chwilę się dowiem, że jestem bolszewikiem. Nie pierwszy już raz.

  131. tejot
    2 stycznia o godz. 23:01
    Być może mój błąd – zamieszczenie tego samego komentarza pod poprzednim wpisem i pod nowym wpisem spowodował perturbacje. Przepraszam.
    Pzdr, TJ

  132. @gotkowal
    2 stycznia o godz. 23:00
    Nie histeryzuj. Tu jest miejsce na różne poglądy i postawy o ile nie wykraczają przeciw prawu. Tobie wolno straszyć islamistami jemu wolno straszyć neokolonializmem i syjonistami. Być może obaj macie rację, być może żaden z was, ale to nie powód aby tu toczyć personalne wojny.

  133. Ewa-Joanna
    2 stycznia o godz. 23:07
    Jak zwykle masz rację. Ostateczne Rozwiązanie Kwestii Żydowskiej, też było zgodne z prawem . Trzeciej Rzeszy.

  134. Ewa-Joanna
    2 stycznia o godz. 23:07
    Ps. Poinformuję Cię, lub przypomnę – jeśli wyleciało Ci z głowy. Izrael jest legalnym państwem, członkiem ONZ ( z którego mandatu powstał) uznanym przez praktycznie wszystkie kraje, z wyjątkiem islamskich. Nie tylko dla mnie, nazywanie go „syjonistyczną kolonią w Palestynie”, odmawianie mu prawa do istnienia (a mieszkańcom – do życia) to przejaw prymitywnego antysemityzmu. Ale widocznie dla Ciebie to uprawniony pogląd, dobry, jak każdy inny. Nic tylko pogratulować i życzyć dalszych sukcesów, na drodze głębokiego humanizmu.

  135. Jak zawsze, insynuacje ad personam i hyperboliczne oskarżenia, w odpowiedzi na ocenę poglądów/wypowiedzi.

    @Ewa-Joanna
    2 stycznia o godz. 23:07
    Ja nie straszę syjonizmem i neokolonializmem, ja próbuję oceniać ich rolę w tym co się dzieje, oraz skutki. Jeśli potraktujemy obecne problemy od Bliskiego Wschodu do Europy jak chorobę, należy zdiagnozować jej przyczyny, a nie objawy, by próbować leczyć i wyciągnąć jakąś nauczkę. Tyle że, jak dowodzą jasno najnowsze dzieje, począwszy od Christmas Truce aż do dziś, wbrew powszechnie przyjętej opinii to „Historia magistra vitae NON est”, niestety!

    @Kostka
    Dalej w temacie ormiańskim, link do zabawnego filmiku o starciu pomiędzy nowym i starym, miastem i wsią, pt. „Czerwona Kiecka” – ,https://www.youtube.com/watch?v=6Fmpl7LWPWg

  136. @Szymonowicz
    2 stycznia o godz. 17:51
    my(tj. pokolenie 50+, chyba tez do niego nalezsz–jesli sie myle to sorry) mielismy gigantyczny fart, ze nie musielismy wybierac…

    Należę, niestety. Ten wybór to skomplikowana kwestia. Dziś na pewno nie dałbym się zbajerować, ale gdy byłem młody i głupszy to kto wie… Problem leży w fakcie, że do wojowania wysyła się właśnie młodych entuzjastycznych zapaleńców, często pod flagą jakiegoś „izmu”, z akompaniamentem wrzasku „patriotycznych” kibiców.
    A tak przy okazji, to swe poglądy o wojnach opisałem w https://wolnemedia.net/miraze-wojen-i-zwyciestw/
    Pozdr.

  137. mag
    2 stycznia o godz. 13:18

    Niech będzie mag uwielbiona. Mag, Serduszko, niech mnie szlag! Dopiero teraz zobaczyłem, że z duchem Gekko konwersujesz i rzucasz pytanie w sprawie pisania też czegoś duchowego: „dawno nie widziany” czy „dawno niewidziany”.

    Na wstępie Ci powiem, że mało ze złości nie zacząłem po wielu latach jeść, jak Rada Języka Polskiego niby-uprościła pisownię z „nie”. Takie to uproszczenie, że kto przed miał wątpliwości, to i po je będzie miał, bo jednak są wyjątki. Nie wiem, po co to było w takim razie ruszać. W Twojej konstrukcji możliwa jest pisownia łączna i rozłączna. Rozłączna jest wtedy, kiedy chcesz uwypuklić czynnościowe znaczenie imiesłowu – czyli formalnie oba warianty są poprawne. Dla mnie reforma niczego nie zmieniła, bo przeważnie CHCĘ uwypuklać, czyli jednak rozróżniać przymiotnikowe znaczenie imiesłowu i czasownikowe. Czasem piszę wbrew zaleceniom, bo niby-uproszczenie uważam za sztuczne, a stare zasady – za lepiej oddające różnorodność znaczeń.

  138. 2018-01-02 11:55 | Tanaka
    „Szanowny panie redaktorze (Marku Świerczyński),
    Lubię czytać pana teksty o polskiej armii i „polityce obronnej”. Ma pan dużą wiedzę w sprawie i pisze pan rzeczowo. Jest pan, niewątpliwie, jednym z najlepszych komentatorów naszych spraw obronnych. Proszę zatem wyjaśnić, dlaczego Rosja miałaby się „ośmielić nas zaatakować”? Siła polskiego oręża, duma, honor i Maryja onieśmielają Rosję do zaatakowania Polski, to jasne, ale co ją – Rosję – do tego miałoby ośmielać? Jakie atrakcje, korzyści, zyski będzie mieć Rosja z wojennego zaatakowania Polski? Opanuje polskie huty, zbankrutowane kopalnie węgla kamiennego, do których wydobycia podatnik polski dopłaca ponad 50 złotych z każdą tonę? Może chce przejąć montownie Opla w Gliwicach przejętą przez Francuzów? Może Rosja chce opanować piękną Warszawę, by Rosjanie mogli korzystać ze spacerów po pięknie przebudowanych bulwarach nadwiślańskich i z licznych a sympatycznych knajpek warszawskich? Może chcieliby odebrać Pałac Kultury i Nauki? Albo przejąć jakieś polskie wiekopomne, a niedostępne dla Rosji wynalazki? Może „polski grafen”?
    Czy poświęci pan obszerniejszy artykuł, by wreszcie wyjaśnić to, czego inni nie umieją, albo nie chcą wyjaśnić: czemu Rosja ma napaść na Polskę?
    Bardzo chętnie przeczytam, spodziewam się, że będzie ten tekst przyczynkiem do zajmującej, poważnej i ważnej dyskusji, która jest Polsce bardzo potrzebna, skoro sytuacja jest tak poważna, że Rosja miałaby napaść.”

    1. Znielubiłem pana redaktora Świerczyńskiego po tym, jak mi nie zamieścił komentarza pod caracalami. Pod artykułem o tych jakoby wyjątkowo zawodnych francuskich śmigłowcach. W moim komentarzu mało dyplomatycznie wytknąłem tzw. „specjalistom od woskowości”, tak, w cudzysłowie, nieudolność w kontrowaniu propagandy „dobrej zmiany”. Pan redaktor się widocznie obraził i komentarza nie puścił.

    2. A teraz o prawdopodobnych powodach agresji Rosji. Tzn. ja uważam samą możliwość agresji Rosji na Polskę za bardzo teoretyczną, ale jak dyskutować to…

    a/ Syndrom kubański czyli chęć wypchnięcia wojsk amerykańskich/natowskich z bliskiego sąsiedztwa Rosji. Zarówno tych głupich kilku czołgów ale co dużo ważniejsze, przeciwrakietowych radarów i rakiet oraz jednostek wywiadu i rozpoznania. USA w swoim czasie na radzieckie rakiety na Kubie zareagowało histerycznie i było w stanie świat z tego powodu podpalić. Rosja na amerykańskie („anty-irańskie”) rakiety i stacje radarowe w Europie Wschodniej i tak reaguje bardzo spokojnie. Widocznie dzisiaj jest militarnie bardzo słaba vis a vis USA i niewiele może. Polska jako amerykańska baza wywiadowcza. Mogę sobie tylko wyobrażać pożytki umieszczania amerykańskich środków wywiadu elektronicznego pod samym nosem rosyjskich centrów łączności dalej istniejących na Białorusi. To musi Putina kłuć w oczy.

    b/ Ten sam powód, który zasadniczo doprowadził do paktu Ribbentrop-Mołotow czyli odsunięcie natowskich wojsk od granic Rosji o 500 km.

    c/ Przeniesienie przyszłego konfliktu z terenu Rosji na teren obcego państwa. To jest kamień węgielny amerykańskiej doktryny wojskowej od końca drugiej wojny światowej, kiedy to Amerykanie przenieśli swoje granice na drugie strony obu opływających USA oceanów.
    Rosja i za Napoleona i za Wilhelma i za Hitlera używała przepastności swojego terytorium jako amortyzatora-pochłaniacza energii wroga płacąc za to straszliwymi stratami ludzkimi ORAZ materialnymi.

    Taktyka spalonej ziemi paliła rosyjska ziemię.

    Dzisiaj Rosja usiłuje skopiować amerykańską dokrynę przenoszenia konfliktów na teren innych państw.

    d/ Użycie terytorium Polski jako „lekcji poglądowej” w celu nastraszenia krajów NATO. Jedna atomowa rakieta np. w Bydgoszcz (tam jest chyba jakiś kawałek dowództwa NATO) i co nam zrobicie?

    Oddacie życie za miasto, którego nazwy nie potraficie nawet wymówić?
    Rozpętacie z powodu tego miasta III wojnę światową?

  139. Sniper Wonderland..to the beat of Walking in a winter wonderland…

    SGT-” Through the field, he was walking. Through my scope, I was watchin’.

    PLATOON-A shot to the head, he drops and he’s dead. Walking in a Sniper Wonderland.

    SGT-In the village, there’s a lady. In her arms, she held a baby.

    Platoon-I chambered a round, the baby hit the ground. Walking in a sniper wonderland.

    SGT-In the village, we can set a claymore. Set it up to blow at half past Twelve,

    PLATOON-we’ll surprise the fucking commie bastards and smile while we blow them all to hell. HOORAAH

    EVERYONE-Later on we’ll rape and pillage, while we burn, their fucking village. There’s no where to run, when we’re having fun. Walking in a sniper wonderland. HOORAH

  140. To the tune of Wake the Town and Tell the People

    Strafe the town and kill the people
    Let’s declare a massacre.
    Lay napalm in the square,
    So you’ll know that Jake was there

    Drop the candy in the courtyard,
    Let the kiddies gather ’round.
    Crank your twenty-millimeter,
    Gun the little bastards down.

    Come ’round early Sunday morning,
    Catch the village unaware.
    Drop a bunch of cluster bomblets,
    Get ’em while they kneel in prayer.

  141. I went down to the market, where all the ladies shop.
    I took out my machete, and I began to chop.

    DIE! DIE! DIE! DIE! DIE PEOPLE DIE!

    I went down to the playground, where all the kiddies play.
    I took out my machine gun, and I began to spray.

    DIE! DIE! DIE DIE! DIE, PEOPLE DIE!

  142. Napalm Sticks to Kids

    We shoot the sick, the young, the lame,
    We do our best to maim,
    Because the kills all count the same,
    Napalm sticks to kids.

    Chorus: Napalm sticks to kids,
    Napalm sticks to kids.

    Flying low across the trees,
    Pilots doing what they please,
    Dropping frags on refugees,
    Napalm sticks to kids.

    Goods in the open, making hay,
    But I can hear the gunships say,
    „There’ll be no Chieu Hoi today,”
    Napalm sticks to kids.

    See those farmers over there,
    Watch me get them with a pair,
    Blood and guts just everywhere,
    Napalm sticks to kids.

    I’ve only seen it happen twice,
    But both times it was mighty nice,
    Shooting peasants planting rice,
    Napalm sticks to kids.

    Napalm, son, is lots of fun,
    Dropped in a bomb or shot from a gun,
    It gets the gooks when on the run,
    Napalm sticks to kids.

    Drop some napalm on a farm,
    It won’t do them any harm,
    Just burn off their legs and arms,
    Napalm sticks to kids.

    CIA with guns for hire,
    Montagnards around a fire,
    Napalm makes the fire go higher,
    Napalm sticks to kids.

    I’ve been told it’s not so neat,
    To catch gooks burning in the street,
    But burning flesh, it smells to sweet,
    Napalm sticks to kids.

    Children sucking on a mother’s tit,
    Wounded gooks down in a pit,
    Dow Chemical doesn’t give a shit,
    Napalm sticks to kids.

    Bombadiers don’t care a bit,
    Just as long as the pieces fit,
    When you stuff the bodies in a pit,
    Napalm sticks to kids.

    Eighteen kids in a No Fire Zone,
    Rooks under arms and going home,
    Last in line goes home alone,
    Napalm sticks to kids.

    Chuck in a sampan, sitting in the stern,
    They don’t think their boats will burn,
    Those damn gooks will never learn,
    Napalm sticks to kids.

    Cobras flying in the sun,
    Killing gooks is lots of fun,
    Get one pregnant and it’s two for one,
    Napalm sticks to kids.

    Shoot civilians where they sit,
    Take some pictures as you split,
    All your life you’ll remember it,
    Napalm sticks to kids.

    NVA are all hard core,
    Flechettes never are a bore,
    Throw those PSYOPS out the door,
    Napalm sticks to kids.

    Gather kids as you fly over town,
    By throwing candy on the ground,
    Then grease ’em when they gather ’round,
    Napalm sticks to kids.

  143. Jedna z wersji „Napalm Sticks to Kids”

    https://www.youtube.com/watch?v=t9eybY9qFfY

  144. @gotkowal
    2 stycznia o godz. 23:27
    Nie histeryzuj powiedziałam, bo się zachłyśniesz własnym oburzeniem.
    W pewnym sensie, czy się to komus podoba czy nie, herstoryk ma rację. Czy słyszałeś o państwie Izrael przed wojną? Za to na pewno słyszałeś o Palestynie, to gdzieś ta Palestyna musiała być, za to Izraela nie było. Jako ateistka argumentu, że to bóg dał tą ziemię Izraelowi nie kupuję. Za to Anglicy im dali, i niech tam. Ale Izrael cały czas toczy wojny i zabiera cudze terytorium a wszystko pod te zapisy biblijne, co jest niezbyt w porządku wobec innych mieszkańców tej ziemi.
    Twój argument sygerujący moje poparcie dla ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej jest poniżej pasa, prosto mówiąc jest świństwem i nadużyciem.
    Ale jeżeli krytyka polityki Izraela jest antysemityzmem to owszem, jestem antysemitką, bo mi sie ta polityka nie podoba.
    Im się też nie podoba: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,22713552,sluzylem-w-izraelskiej-armii-wchodzilismy-do-domow.html#MT

  145. Wszystko mija, przemija. Rózne mody nagle pojawiaja sie, a potem znikają. Kiedy beatlesi wprowadzili spodnie kloszowe, zacząłem nosić podobne, zapuściłem sobie fryzure. W 68 roku po marcu z dumą nosiłem czapkę studencką z daszkiem i niebieskim otokiem mojego wydzialu. Solidarność narzuciła modę na wyciągniete sweterki i brody (u mężczyzn). Kobiety zapuszczaly modne długie wlosy, a to znowu krótkie. Spodnice i sukienki tez a to sie skracały, to znów wydlużały. Wreszcie zaczęły chodzić w spodniach kryjąc przed mężczyznami swoje piękne nogi. Obecnie na topie są dżinsy z dziurami na kolanach, a to co do niedawna uchodziło za niechlujstwo, stało się lansowana przez celebrytów, politykow modą na nie golenie się.
    Kiedy król Edward przecgodząc przez kałużę zawinął sobie nogawki, cały męski świat zaczął nosić spodnie zmankietami, a kiedy król Ludwik XIV wdepnął w świńska krew i pobrudził sobie obcasy , lażdy europejski dandys malował sobie obcasy na czerwono.
    Zawsze jest na poczatku jakiś charyzmatyczny człowiek, który rozpoczyna nową erę w zakresie noszenia bród, spodni z dziuramk itp. Odnosi się to również do mody w zakresie posługiwania się mowa i do stosunków wystepujących między ludźmi. Przez jakiś czas panuje moda na nieużywanie wulgaryzmów, ale pojawi się jakiś wybitny człowiek. rzuci mięsem i już całae społeczeństwo, nawet damy zaczynają stosowac przerywniki na k,ch, p, s.
    Wyżej toczyła się dyskusja na temat chamstwa. Na chamstwo tez moda przychodzi i odchodzi. Paradoksalnie sprawca stanu wojennego generał Jaruzelski był człowiekiem kulturalnym, posługiwał się piękną polszczyzną. Wałęsa to były pierwsze skowronki chamstwa, kiedy zaś Geremek, Mazowiecki..przywracali mode na kulturę, czyli wzajemny szacunek. Drugim skowronkiem chamstwa był Lepper i jego ekipa od erotycznych owsików, który buńczucznie oznajmił, że w Sejmie skończył się Wersal. Ale kiedy PO wrociło do władzy, kultura wróciła choćby w takich osobach jak Klich, Budka, Tusk, zaś skłonności do wyżywania się stosowaniem brzydkich słów ograniczali do rozmów prywatnych, co tak bulwersowało wrazliwych kelnerow.
    Ale prawdziwym demiurgiem nowoczesnego chamstwa, chamstwa, które nie potrzebuje wulgaryzmów, gdyż siega po lepsze sposoby wyrażania pogardy dla drugiego człowiek; insynuacji, kłastwa, opluwania jest nasz karłowaty prezesik. To on też nasz Edzio, Ludwiczek tworzy nowe trendy chamstwa. To jego, jak ja niegdyś kloszowymi spodniami nasladowałm Beatlesów, nasladuja goniący za modą fani tacy jak Błaszczak, Kurski, Brudziński i cała chmara rycerzy i dam z pod znaku tego naszego Edzia czy Ludwisia.
    Ale to też przeminie; znikną dziury na kolanach, cham z Żoliborza odejdzie w niebyt i przestaniemy się wyzywać od zdradzieckich mord, zakamuflowanych opcji, złodzieji, komunistów.
    Panta rei – że się tak starożytnie wyrażę

  146. @tejot, z 2 stycznia o godz. 22:01
    Takiego bełkotu, takiego zakłamania i szowinistycznego traktowania otoczenia Polski jako kupy durniów i złoczyńców, jak ostatnia propozycja Zybertowicza o Maszynie Narracyjnej dawno nie słyszałem.

    Ja słyszałem. W 1982 roku młody filozof i przyszła gwiazda polskiej socjologii oraz ekspert PiS-owski opublikowała była w ACTA UNIVERSITATIS NICOLAI COPERNICI, NAUKI POLITYCZNE XIII, NAUKI HUMANISTYCZNO-SPOŁECZNE – ZESZYT 123 – 1982, pod nazwiskiem Andrzej Zybertowicz, artykuł – „DEMOKRACJA SOCJALISTYCZNA A ZADANIE ŚWIADOMEGO STEROWANIA PROCESAMI ROZWOJU SPOŁECZNEGO”. Na uwagę zasługuje zdanie: Zadanie świadomego sterowania rozwojem społecznym można wykonać tylko pod warunkiem wcielenia w życie systemu demokracji socjalistycznej. Wystarczy dodać do „systemu demokracji socjalistycznej” słowo „narodowo” i mamy „system demokracji narodowo-socjalistycznej”. Aby takiego bronić przed zgniłym Zachodem Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego Rzeczpospolitej Polskiej jest niezbędna.

  147. @Lewy
    3 stycznia o godz. 7:53
    Masz rację, sporo dziedzin życia powtarza się w cyklu spiralnym. Moda, literatura, poglądy. Nowe pokolenia najczęściej nie mają świadomości, iż obecna fascynacja jakimś zjawiskiem już miała miejsce. I to czasami wielokrotnie. Ale z przemijaniem pokoleń, zapomnieliśmy o nich. Kiedy ludzie nie posiadali sztuki pisania, żyli opowieściami o przeszłości, powielanymi i rozszerzanymi o nowości w kolejnych pokoleniach. Obecnie coraz rzadziej spotykamy się na rodzinnych opowieściach. Historia została spisana, potem na potrzeby bieżącej polityki historycznej przerobiona i podana jako jedyna prawdziwa i obowiązująca. Prawie tak jak to było z ewangeliami. Niewygodne się niszczy i wydaje księgę jednolicie poprawną. Ale zawsze znajdzie się egzemplarz nie zniszczony przez inkwizycję/cenzurę/służby specjalne/IPN i ludzie pasjonują się nowym odkryciem, a właściwie dowodem fałszerstw naszych przodków. Jak się kończą takie odkrycia? Ot, choćby tak jak historia sędziego oskarżanego o porównanie działań niewysokiego prezesa o naśladownictwo austriackiego kaprala.

  148. anumlik
    3 stycznia o godz. 9:44

    Mój komentarz
    Anumlik, jak wynalazłeś tę pracę wczesnego Zybertowicza o sterowaniu procesami rozwoju społecznego? Częściowy oksymoron, bo jeśli coś jest sterowane, to nie jest rozwojem, tylko montowaniem z upatrzonych elementów.
    Tez tak podejrzewałem, ze kierunki mogą być dwa w przypadku PiSowskich filozofów-wizjonerów – demokracja socjalistyczna lub narodowy socjalizm. Trochę kadafizmu lub putinizmu też by się w tej doktrynie pomieściło.
    Pzdr, TJ

  149. Lektury Korzenne, albo Krótka Historia Wolnej Polski
    …czyli dlaczego „byliśmy głupi” to nie refleksja, ale nieustająca prognoza noworoczna nad Wisłą.

    O lekturach, które mi się kojarzą z kaczyzmem i zybertowiczyzną , jak okazuje się, pisał po kronikarsku R Kalukin we ‚wprost’ już w 2011.
    Poniżej cytat dowodowy.
    Komentarz niezbyteczny, ale już dziś daremny.

    „Rok temu, gdy władze PiS usuwały ze swych szeregów Joannę Kluzik-Rostkowską i Elżbietę Jakubiak, ich stronnik Paweł Kowal wyznał w jednym z wywiadów, że Jarosław Kaczyński zalecał mu lekturę „Krótkiego kursu historii WKP(b)”.
    Teraz, gdy spadły kolejne partyjne głowy, dziwaczna fascynacja prezesa powróciła. Na posiedzeniu klubu PiS, pierwszym po czystce ziobrystów, Kaczyński pozwolił sobie na parafrazę stylu tego samego dziełka: „Czujne organa bezpieczeństwa partii i bohaterski komitet polityczny zapobiegły spiskowi, wyrzucając ze swoich szeregów gada Zbigniewa Ziobrę oraz dwa płazy Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego”. Zabawne? Jak dla kogo. Na pewno znaczące.”


    (żródło: >https://www.wprost.pl/269600/Krotki-kurs-historii-PiS)

  150. @tejot, z godz. 11:18
    Skan pracy opublikował na Twitterze Tomasz Lis, ja „twórczo” uzupełniłem 😉

  151. Lektury Korzenne, albo Krótka Historia Wolnej Polski
    …czyli dlaczego „byliśmy głupi” to nie refleksja, ale nieustająca prognoza noworoczna nad Wisłą.

    O lekturach, które mi się kojarzą z kaczyzmem i zybertowiczyzną , jak okazuje się, pisał po kronikarsku R Kalukin we ‚wprost’ już w 2011.
    Poniżej cytat dowodowy.
    Komentarz niezbyteczny, ale już dziś daremny.

    „Rok temu, gdy władze PiS usuwały ze swych szeregów Joannę Kluzik-Rostkowską i Elżbietę Jakubiak, ich stronnik Paweł Kowal wyznał w jednym z wywiadów, że Jarosław Kaczyński zalecał mu lekturę „Krótkiego kursu historii WKP(b)”.
    Teraz, gdy spadły kolejne partyjne głowy, dziwaczna fascynacja prezesa powróciła. Na posiedzeniu klubu PiS, pierwszym po czystce ziobrystów, Kaczyński pozwolił sobie na parafrazę stylu tego samego dziełka: „Czujne organa bezpieczeństwa partii i bohaterski komitet polityczny zapobiegły spiskowi, wyrzucając ze swoich szeregów gada Zbigniewa Ziobrę oraz dwa płazy Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego”. Zabawne? Jak dla kogo. Na pewno znaczące.”


    (żródło: …www.wprost.pl/269600/Krotki-kurs-historii-PiS)

  152. anumlik
    3 stycznia o godz. 9:44

    Cytat jaki dajesz z Zybertowicza ’82 niespecjalnie jest bełkotem i zakłamaniem, jest natomiast banalnym stwierdzeniem pewnego faktu wzajemnej zależności: jak się chce „świadomie sterować rozwojem”, czyli mają tym rozwojem manipulować słuszni manipulanci, to zwykła demokracja słabo się do tego nadaje, natomiast lepiej się nadaje „demokracja socjalistyczna”.
    W obu produkcjach mózgowych Zybertowicza (z roku ’82 i roku ’17), czyli po upływie czasu jaki powinien zapewnić rzeczonemu komfortową możliwość zastanowienia się nad własną produkcją, nie to banalne stwierdzenie jest ważne, ale pochodzenie tych produkcji, co zresztą następnie zauważasz: sterujący demokrata socjalistyczny jest sterującym demokratą pisowskim. Obrotowość zorientowana na koniunkturę polityczną i merkantylną jest zjawiskiem znanym i powszechnym, jedyne co tu nie pasuje, to „profesorskość” rzeczonego sterowniczego. Ale i co do tego wiemy już jak sprawy się mają: jest nauka i jest „nauka smoleńska”
    Właściwie, coś takiego jak nauka nie jest nad Wisłą potrzebne. Wystarczą nauki smoleńskie czyli nauki katechezy. Identycznie, nie ma zapotrzebowania na prawdę, wystarczą „prawdy wiary”. Dlatego Lolek kajakarski a nie żaden Einstein czy Darwin.

  153. zza kałuży
    3 stycznia o godz. 4:15

    Podoba mi się „specjalista od woskowości”, chociaż Świerczyńskiego tak bym nie nazwał. Zna się na rzeczy całkiem nieźle i komentuje – w zasadzie – rzeczowo. Mam do niego pytania i uwagi, właśnie dałeś tego przykład, cytując moje pytanie, że ta rzeczowość bywa zawodna albo co najmniej niewyjaśniona.
    Nie wiem czy red. Świerczyński odpowie na pytanie, obaj (ja, on), albo i Ty też, wiemy, że odpowiedź na proste pytanie jest trudna, bo działa założenie ideologiczne. W wojej wypowiedzi także jest jasne to, że niewiele więcej (lub nic) ponad hipotetyzowanie nie da się wycisnąć z dorozumianej tezy ideologicznej, że „Rosja napadnie na Polskę”, w dodatku właściwie już napada – dzieje się to w tej chwili, lub już napad się dokonał, zdarzyło się to wczoraj, miesiąc, rok temu albo dwadzieścia (jak stwierdził Duda Andrzej, zatrudniony na etacie prezydenta RP – z komunizmu wyszliśmy tylko teoretycznie, aż do chwil przejęcia rządów przez PiS – wtedy wyszliśmy z komunizmu „naprawdę”). Jak oświadcza, chyba co rano, Macierewicz, trwa „wojna hybrydowa”, oczywiście Rosja ją z Polską prowadzi. Nie istnieje wojna, jeśli nie walczą co najmniej dwie strony, jak działa jedna to jest okupacja albo festiwal fantazmatów, więc albo Polska też prowadzi wojnę hybrydową z Rosją, albo jest okupowana. Ewentualnie Polska zwyciężyła – bo Polska zawsze zwycięża – więc to Polska okupuje Rosję. Co musi być faktem, sądząc z oświadczeń wiecznie zwycięskich.
    Teoretyczność teoretycznych przykładów jakie podajesz jest dalece posunięta, w dalszym ciągu jednak nie znajduję ani śladu wyjaśnienia, co mianowicie za korzyści i zyski odniesie Rosja napadając – nieteoretycznie – na Polskę. Sądzę, że możliwość spacerów po warszawskich bulwarach nadwiślańskich Wielkiej Piękności da się załatwić na poziomie wizy, a niekoniecznie zaraz wojny. Tak się, w każdym razie, robi w krajach niewariackich.
    Polska domaga się reparacji od wnuków „dziadków z Wehrmachtu”, więc w ramach rozliczeń wzajemnych to Niemcy mieliby powód, by sobie zabrać nasze „Ziemie Odzyskane”, w zamian za reparacyjną gotówkę, natomiast Rosja nie złożyła oświadczenia, że chce sobie zabrać te ziemie, co nie bardzo powinno dziwić (na tym etapie rozliczeń): wszak to nierosyjskie ziemie.
    Nie wiem, czy red. Świerczyński ma na myśli jakąś dłuższą perspektywę, i hipotezę, że Rosja może w pewnym momencie zechcieć wziąć sobie te „Ziemie Odzyskane” w ramach rozliczania kosztów historycznych? Jeśli tak, z zainteresowaniem zapoznam się z argumentacją.

  154. Najgorsze, co może się przytrafić naukowcowi, to połączenie nagłej dawki sławy, władzy, wpływu plus paranoja.
    Jedno napędza drugie. Taki zamotany naukowiec potakuje i oczekuje potakiwania od innych. Wkracza w rzeczywistość równoległą, konstruuje w niej doktryny, które mu przynoszą więcej i więcej sławy, rozgłosu i powodzenia w kręgach władzy, utożsamia się z władzą, staje się jej nieodzownym pomocnikiem, apologetą, ma ambicje być jej kapłanem i prorokiem. Staje się wpierw jej doradcą, lecz ambicja nakazuje mu widzieć siebie jako przewodnika duchowego, ważną część substancjonalną władzy, narodu, państwa. Dla wypełnienia swojej misji staje się on nieodzowny, praktyczny, elastyczny, pokrętny i dziwaczny, lecz tylko w oczach wrogów.

    W związku z tym pojawia się potrzeba podziału świata na swoich i wrogów, powstają nowe teorie, nowe wyzwania, które inspirują naukowca do poszukiwań, by wyjaśnić ostatecznie mechanizmy najogólniej mówiąc walki dobra ze złem. Tak powstają teorie typu „Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego Rzeczpospolitej Polskiej”.
    Pzdr, TJ

  155. @anumlik, @tejot
    Pan Zybertowicz jako młody socjolog zainteresowany zrobieniem akademickiej kariery wyraźnie rozróżnił „demokrację socjalistyczną” i zadanie świadomego sterowania procesami rozwoju społecznego, które leżało w interesie partii rządzącej, ówcześnie PZPR-u.
    Swego popełniłem pracę magisterską pt.”Artykulacja interesów w systemie politycznym zakładu pracy. Ujęcie modelowe”. I analizując całą sytuację państwowego przedsiębiorstwa socjalistycznego, doszedłem do wniosku, iż w procesie tzw. agregacji (czyli segregowania i scalania podobnych wniosków) można dopuścić się ewidentnej manipulacji wyrzucając niewygodne dla firmy i partii wnioski. To między doprowadziło mnie do postulatu przesunięcia poza przedsiębiorstwo związków zawodowych, z uwagi na możliwe przekupstwo zakładowych działaczy związkowych, z czym mamy obecnie do czynienia na skalę mimo wszystko niespotykaną w tamtych latach.
    Cóż, jak widać pan Zybertowicz jest wyraźnie dyspozycyjnym politycznie pracownikiem akademickim, gotowym wykorzystać swą wiedzę akademicką, do spacyfikowania aktywności społeczeństwa.

  156. tejot
    3 stycznia o godz. 12:31
    „Najgorsze, co może się przytrafić naukowcowi…”

    Jedną z istotnych, dramatycznych porażek Wolnej Polski po ’89, jest kompletne zamulenie i wywrócenie na nice (co zresztą jest kontynuacją rewolucyjnego bolszewizmu) cywilizacyjnego pojęcia „naukowiec”.
    U nas oznacza to nośnika emblematów, czyli bombek choinkowych przyczepionych do ozdobnika.
    Serdecznie proszę o rozwagę w szafowaniu takim terminem w dyspucie o wykwitach zybertowiczyzny i temu podobnych…
    To, co się dysputuje tu na blogu w odnośnym kontekście, nie jest żadne ‚przytrafienie’, ale sedno takich bytów.
    Ukłony.

  157. Nie miałem kiedy odnieść się do tak pięknego wstępniaka…
    Ale skoro pojawiły się dywagacje o 2018r…
    Tym co mnie przeraża nie jest to co się dziś dzieje ale to co nastanie ,,po”. Kiedyś pamiętam, oglądałem film ,,Day After” (chyba polski tytuł był ,,Nazajutrz”) o wojnie atomowej a w zasadzie o tym Co będzie nazajutrz po niej. Bo takową wojnę można rozpocząć i przy sporej dozie szczęścia lub przewadze technicznej wygrać. Ale co potem?
    Na dzień dzisiejszy, chwilę obecną nas zajmuję ,,dobra zmiana” – jej dokonania, patologie etc. Czy wybory w 2018r będą wprawką do ,,obróbki” wyborów w 2019r?
    Tym jednak co mnie przeraża to ,,co będzie po PiSie”.
    Co z absurdalnymi inwestycjami, które mają lada chwila ruszyć? Będziemy je kończyć? Czy będzie komu podpisać papier pakujacy miliardy złotych w błoto? Czy będzie jak z korwetą Gawron – 15 lat w budowie i przez te lata nikt nie miał odwagi przyznać ,,Utopilismy miliard…” Czy jednak będą kontynuowane po odsunięciu PiSu od władzy a my będzimy naganiać pasażerów do Lotniska Prezesa czy statki do Elbląga?
    Co ze zdeformowaną szkołą? Będziemy odkręcać? Przywracać gimnazja?
    Co z okaleczoną Puszczą Białowieską? Uczynimy ją w końcu parkiem narodowym w całości? Czy już do niczego nie bedzie się nadawać?
    Co ze sądami i innymi spisiałymi instytucjami? Odkręcimy to? Czy też będzie jak z CBA – najpierw ,,pisowska policja polityczna” a potem nasi ludzie na czele więc zostawimy?
    Co z sędziami, prokuratorami czy policjantami wysługującymi się ,,dobrej zmianie”? Pozostaną bez kary? Przypominam, że Komendant Główny Policji oświadczył publicznie, że NIKT nie został zatrzymany w związku z 10.11.2017r, choć wiemy, że takowe zatrzymania miały miejsce.
    Jak odbudujemy służbę zdrowia jeżeli młodzi lekarze posłuchają porady jednej z posłanek PiSu i ,,sobie pojadą”?
    Co z bronią, do której dostępem chce PiS i Kukiz obdarzyć Suwerena? Odbierzemy ją? Czy postawimy na sprzedaż amunicji (bo to miejsca pracy)?
    Zlikwidujemy wszystkie ślady PiSu w czambuł czy jednak te udane (500+ czy VAT) zostawimy? A nuż ktoś uzna, że i taaakie sądownictwo w sumie jest sprawniejsze?
    Co z rewizją nadzwyczajną – uznamy wyroki z niebyłe?
    Co z kolegami PiSu w czarnych sukienkach? Złapiemy się na ich zmianę frontu za pięć dwunasta i bedziemy udawać, że nie było wielu lat szczucia, deprawowania i dojenia budżetu?
    Co z ok. 40% populacji zarażonej katofaszystowskim wirusem? Zmienimy im poglądy? Zresocjalizujemy jak Niemców po II WŚ? Czy też bez końca będziemy niewolnikami bloków faszystowskiego i antyfaszystowskiego? Wszystko inne bedzie stratą głosów?

  158. Tanaka
    3 stycznia o godz. 12:25
    Nie wiem czy red. Świerczyński odpowie na pytanie
    Wpis także czytałem. Swoje przypuszczenie wyraziłem
    2 stycznia o godz. 17:30

  159. Slawczan
    3 stycznia o godz. 13:46
    Pytania skądinąd uzasadnione.
    To będzie polski „Day after”.
    Ale winy nie należy szukać tyko tych „u góry”.
    Suweren „tak ma” i to nie od dzisiaj.

  160. zak1953
    3 stycznia o godz. 13:00

    Mój komentarz
    Stronniczość, selektywność w doborze argumentów, nagie przekonywanie zastępujące rzetelną analizę dowodów, tworzenie hipotez opartych o wymysły i inne manipulacyjne techniki są wykorzystywane przez naukowców wszędzie. Jest tylko problem skali – ile tego wykorzystywania, manipulowania jest w danym kraju.

    W Polsce jest więcej selektywności, stronniczości i manipulacji w naukach społecznych niż na tzw. Zachodzie (gnijącym i moralnie zepsutym). Dlatego w Umęczonej wielu z tych manipulujących naukowców ochoczo przystaje (i propaguje ją) do generalnej tezy cywilizacyjnej o gnijącym i upadającym moralnie Zachodzie by zyskać poparcie dla swej stronniczości i manipulacji jako czystego postępowania naukowego w drodze dochodzenia do prawdy.

    A propos tzw. agregacji. Kiedyś byłem świadkiem, uczestnikiem promocyjnych seansów tzw. burzy mózgów urządzanych przez grupę kilku profesorów. Oni jak najbardziej poważnie traktowali te firmowane przez siebie pokazy jako uczciwą prezentację przydatności tej metody. Polegało to z grubsza na swobodnym wypowiadaniu się uczestników seansu na zadany temat, na składaniu na karteczkach nawet najbardziej absurdalnych propozycji rozwiązań zadanego problemu, na odpowiadaniu na dziwaczne pytania podobne do tych, które psychiatrzy stawiają w ankietach swoim pacjentom.
    Pod koniec seansu następowało podsumowanie wyników, ich pobieżna analiza, gdzie prowadzący „agregował” w grupy odpowiedzi i je interpretował. Możliwości manipulacji jakie dostarczają takie „badawcze” seanse są olbrzymie, właściwie nieograniczone.
    Pzdr, TJ

  161. tejot
    3 stycznia o godz. 14:02
    Kiedyś byłem świadkiem, uczestnikiem promocyjnych seansów tzw. burzy mózgów urządzanych przez grupę kilku profesorów..
    Pomysł nie nowy. Praktykowany podobno też w Silicon Valley.

  162. zezem
    3 stycznia o godz. 14:29
    Mój komentarz
    Burza mózgów, to nie jest metoda naukowa, tylko rodzaj techniki psychologicznej.
    Pzdr, TJ

  163. @zezem
    3 stycznia o godz. 13:52
    Wybacz – winni są już rozpoznani…Przynajmniej przeze mnie 🙂 , jedyną rzeczą, której mi u nich brakuje to by choć trochę posypali łby popiołem i można ich amnestionować 🙂 przy okazji wręczając łopatę by pomogli posprzątac gruzy, do których powstania ich ,,byliśmy głupi” walnie się przyczyniło.
    Mnie po prostu przeraża wyłaniające się gruzowisko…Nie wiem gdzie wbić łopatę.

  164. Tanaka
    2 stycznia o godz. 11:08

    Wiem, ze dlugi,pewnie za dlugi tekst napisalem, ale ze Ty @Tanako przegapiles to co powiedzialem, to mnie ciut zadziwia.

    Nic nie pisalem o tym o czym Ty napisales.

    Napisalem tylko o tym, ze Jaroslaw Kaczynski w ramach umacniania swojej wladzy musi przejac samorzady i je z pewnoscia przejmie.

    To co jest „na dole” nie ma naprawde zadnego znaczenia.

    Znaczenie ma tylko to co ma znaczenie. A znaczenie maja fakty:

    Nowa, „usprawniona” Ordynacja Wyborcza i wszystkie elementy procesu wyborczego:

    – granice okregow
    – komisarze wyborczy
    – rejestracja komitetow wyborczych i kandydatow
    – dwustopniowe komisje wyborcze (przeprowadzenie i liczenie)

    Oddane w lapy ministranta Blaszczaka, powinny zalatwic sprawe.

    A jesli nie zalatwia, to jest „kolo ratunkowe” w postaci sadu ktory stwierdzi, lub nie stwierdzi waznosc…

    Z puntu widzenia Kontrrewolucji Kaczystowsko Kosciolkowej, samorzadnosc musi zostac przejeta w celu umocnienia wladzy Jaroslawa Kaczynskiego i zostanie przejeta !

    A jesli gdzies sie ktos pomyli i jakis samorzad w Koziej Wolce nie zostanie przejety, to zostanie zostawiony jako listek figowy, ale jego wladztwo zostanie podporzadkowane jakas na predce sklecona ustawka …

  165. tejot
    3 stycznia o godz. 14:02
    Burza mózgów jest zupełnie innym zjawiskiem, aniżeli agregacja rozumiana jako segregacja postulatów i wniosków w celu ich zblokowania w kilka głównych tematów przekazywanych do realizacji, gdzie można z większej ilości wniosków wyrzucić te niewygodne z rozmaitych względów. Agregacji dokonuje wąska grupa tzw. reprezentantów powołując się na społeczny mandat. Idealnym przykładem jest obecna sytuacja w parlamencie. PiS posiadający większość parlamentarną (chociaż uzyskał 37% oddanych głosów, co odpowiada 18 % uprawnionych) samodzielnie decyduje, które postulaty i wnioski będą rozpatrywane, tłumacząc to wolą suwerena czyli wszystkich obywateli, także tych co na tę partię nie głosowali oraz w ogóle nie wzięli udziału w głosowaniu. Jak widać, analiza licznych prac studentów, mogła konkretnym naukowcom umożliwić opracowanie prawie wszystkich metod sterowania aktywnością społeczną w celu uzyskania pożądanych zachowań. Nawet jeśli sami nie wpadli na konkretne rozwiązanie, otrzymali je od społeczeństwa, rozważającego swą sytuację społeczno-polityczną w danym czasie.
    Burza mózgów (przy całych pozorach otwartości i demokratyzmu) na ogół służy do narzucenia danej grupie stanowiska uczestniczących w niej autorytetów. Zgodnego z interesem nieznanej formalnie grupy decydentów.

  166. @Slawczan
    Całkiem się z Tobą zgadzam. też mnie ogarnia zgroza. Próbuje się śmiać, żeby nie wpaść w stupor.
    Pytasz sie, gdzie włożyć łopatę? Gdzie jest źrodło tego szaleństwa, kłamstwa, obłudy, cynicznej głupoty ? No jakże ? To czarna mafia. Bez niej pis by nie rządził. Te wszystkie bzdurne dogmaty o wiecznej dziewicy co porodzila, o zmartwychwstaniu, przerobce wody na wino, to ów produkt, który ta mafia od setek lat sprzedaje lepiej niż Steve Jobb swoje smartfony. Ludziska sa przygotowani mentalnie na takie dziwa jak Macierewicz, ktorego „hipoteza” o zamachu jest bardziej prawdopodobna, niż te wszystkie nonsensy które wciska ludziskom czarna mafia.
    Tu trzeba wlozyc łopate, krzyczeć, nagłasniać. Własnie Wojtek Smarzowski kręci film o pedofilii w polskim kaka. Może w końcu te katolickie mamuśki i tatuski uwierza dziecku a nie księdzu, że ono wcale nie garnęło sie do tego satyra w sukience. Ile trzeba jeszcze przypadków gwaltów, aby ten boży ludek przejrzał na oczy.
    Ta niemoralność, hucpa, bezczelność, pasożytnictwo pisu to tylko blade odbicie tego co wyczynia watykańska mafia. jesli uda sie nam otworzyc oczy polskiemu ludkowi, tak jak to sę stało w Quebecku, Irlandii, Hiszpanii, to dalej pójdzie z górki.
    Nie ma sensu atakować wyłacznie gnoma i jego bandę, skoro prawdziwymi winowajcami obecnej sytuacji są oszuści w kieckach.
    Kiedyś nasz wybitny obrońca Władek Zmuda został zapytany przez dziennikarza: Jak to pan robi, panie Wladku, że najlepsi napastnicy nie potrafia sie przedrzec przez pana obronę ? Zmuda odpowedział:Bo ja nigdy nie patrze na nogi zawodnika, tylko zawsze na piłkę.
    Wlasnie, patrzmy na piłkę, a nie na kiwki serwowane przez różne Tygodniki Powszechne, czy nawet redaktora Adama Szostkiewicza, ktorzy wierzą w cywilizacyjna misję koscioła.
    Ps
    Wlasnie zobaczyłem, jak ksiadz w asyscie dwóch ministrantow robi obchód po dzielnicy. I ten ludek czeka na wydrwigrosza, jakby to była najbliższa osoba. Co z tym zrobić ?

  167. @Tanaka 3 stycznia o godz. 12:25
    No ale z kolei to, co ty zaoferowałeś nie wychodzi ani na milimetr poza bardzo pretensjonalne i aroganckie IMHO besserwiserstwo.

    Niby pytasz się pana redaktora ale zaraz usuwasz wszelkie wątpliwości czy było to pytanie retoryczne.

    Tak nie można, gdy się za cokolwiek odpowiada. Masz bardzo silne przekonanie, że „Rosja nie napadnie” bo „to jest bez sensu”. Tyle tylko, że tak to można sobie „dyskutować” w tawernie przy kuflu albo na blogu polityka.pl.

    Taki w poprzednim życiu bloger Świrski dostał właśnie 100 mln całkiem rzeczywistej ORAZ TWOJEJ I MOJEJ kasy na całkiem rzeczywiste wcielanie w życie swoich blogerskich pomysłów. Więc warto byłoby blogować z sensem. W razie Normalni Umysłowo wygrają następne wybory i @Tanaka zostanie Ministrem W Ministerstwie albo przynajmniej Ważnym Dyrektorem Ważnego Instytutu.

    Wielokrotnie pisałem, że w kwestiach bezpieczeństwa narodowego (rozumianego nie w kategoriach jakichś mesjanizmów tylko jako „grupa ludzi na danym podwórku”) jestem kompletnie rozdarty.
    Z jedenj strony chciałbym skopiowania rozwiązań izraelskich czyli uzbroić się po zęby metodami per fas et nefas, za swoje lub bezczelnie ukradzione komu innemu pieniądze, bez znaczenia.

    Jeżeli według izraelczyków Holokaust usuwa wszelką moralność, niszczy wszelkie reguły, prawa, przepisy i zwyczaje i pozostawia po sobie świat regulowany tylko i wyłącznie prawem pięści to myślę, że i Polacy zgodnie z izraelską logiką mają tak samo solidne prawo do życia według etyki pięści.

    A więc Polska MUSI mieć autonomiczną broń atomową. Koniec kropka.
    MUSI mieć środki obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowe a jeżeli – co bardzo możliwe – obrona swojego nieba jest w dzisiejszych czasach niemożliwa – MUSI mieć możliwość ABSOLUTNIE DRUZGOCĄCEJ odpowiedzi. Oraz MUSI BYĆ WIARYGODNA w swoim odstraszaniu, czyli sały świat MUSI BYĆ PRZEKONANY że Polacy SĄ NA TYLE ŚWIRNIECI, że RZECZYWIŚCIE PRZYPIERDOLĄ i że dlatego tych polskich świrów trzeba zostawić w spokoju.

    Dlatego – zakładając że kaczyńscy i macierewicze nie są agentami obcych państw – SĄ WIELKIE POŻYTKI Z POSIADANIA TAKICH POJEBÓW jako przywódców państwa. Sama broń w hamgarze czy na wyrzutni jest bezwartościowa gdy potencjalny przeciwnik ma wątpliwości i złudzenia czy zostanie użyta. Dlatego USA zniszczyło Hiroszimę i Nagasaki. Dlatego MUSIAŁO, jakkolwiek było to dla mnie decyzją zbrodniczą – po 11 września KOMUŚ przypier*olić.

    Afganistan był za mały. W amerykańskiej ocenie świat był za mało przestraszony. Dlatego konieczna była potężniejsza rozpierducha. Padło na biedny Irak, bo neokonsi od lat mieli gotowe plany. Bo Izrael chciał odegrać się za 50 tysięcy dolarów saddamowskiej nagrody dla rodzin palestyńskich terrorystów-zamachowców. Bo Izrael nie mógł ścierpieć w miarę cywilizowanego państwa arabskiego w swoim pobliżu.
    Bo biznes zbrojeniowy, bo zawiłości wewnętrznej polityki amerykańskiej.
    Bo, bo, bo. Dużo małych i srednich powodów ale jeden najważniejszy – po 11 września cały świat MUSIAŁ ZOBACZYĆ AMERYKAŃSKĄ PIĘŚĆ.

    Bez tego widoku amerykańska odstraszająca wiarygodność by ucierpiała.

    Moją drugą i diametralnie sprzeczną opcję polityki obronnej opisze w kolejnym komentarzu, bo na razie muszę lecieć.

  168. zak1953
    3 stycznia o godz. 16:29

    Mój komentarz
    Zak1953, masz słuszność. Każde przedsięwzięcie naukowe od eksperymentu poprzez analizę wyników do syntezy w postaci teorii powinno być wykonane zgodnie a zasadami, rzetelnie, na temat, po kolei i obiektywnie.

    Jeśli agregacja zawiera nieuprawnione selekcje, to nie jest agregacją, a manipulacją.

    Nie jestem przeciwnikiem metody – burzy mózgów. Dobrze zaprojektowana, sprawnie przeprowadzona burza umysłów aktywizuje, uczy, dostarcza nowych pytań i odpowiedzi do analiz, przedstawia problem z wielu punktów widzenia, często nie dostrzeganych, zaskakujących, inspirujących, pokazujących na wszystkie sposoby drogi wiodące nie tylko do rozwiązania problemu lecz do jego pełniejszego zrozumienia.
    Pzdr, TJ

  169. zza kałuży
    3 stycznia o godz. 17:13
    Chciałbym cie zakałuzny zrozumiec. Więc zrozumiałem tak; Skoro świat boi sie nieobliczalnych czubków, to glosujmy na czubka Macierewicza, to nam nie naskoczą, bo się przestraszą.Czy dobrze cie zrozumiałem ?
    Pozdrów Tadzia Rydzyka
    Czekam na kolejny twój komentarz odnosnie sprzecznej opcji polityk obronnej.
    Ty chyba Żydów nie lubisz , ale dobrze że cie nauczyli,że Polska MUSI.Żydy sa cwane, to my też musimy, jak nas uczy Tadzio Rydzyk , pozdrów go jeszcze raz przy okazji

  170. zza kałuży
    3 stycznia o godz. 17:13
    Masz bardzo silne przekonanie, że „Rosja nie napadnie” bo „to jest bez sensu”. Tyle tylko, że tak to można sobie „dyskutować” w tawernie przy kuflu albo na blogu polityka.pl.
    ….
    A więc Polska MUSI mieć autonomiczną broń atomową. Koniec kropka.
    MUSI mieć środki obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowe a jeżeli – co bardzo możliwe – obrona swojego nieba jest w dzisiejszych czasach niemożliwa – MUSI mieć możliwość ABSOLUTNIE DRUZGOCĄCEJ odpowiedzi
    ……………………………………………………………………………….
    Tutaj druzgocące „musi” – cytat za „polityka insight”:
    Jeśli istotnie gen. Tomasz Drewniak stracił stanowisko Inspektora Sił Powietrznych po tym, jak ośmielił się przedstawić ministrowi obrony realistyczny obraz sytuacji w lotnictwie..
    Szklane domy. Albo rozmowy przy kuflu piwa.

  171. Pozdrawiam z Krakowa w którym utkłam z powodu samolot odwołany. My tu o gruzowisku a w powietrzu PiSu się nie czuje, ot, dzień jak codzień, każdy swoim zajęty, jakby nigdy nic 🙁

  172. lonefather
    3 stycznia o godz. 16:10

    Dużą część wpisu poświęciłeś sprawie samorządów i ja się do niej odniosłem. Widzenie mamy zbliżone, ja przedstawiłem argumenty na to, ,że sprawy potoczą się – chyba – nieco inaczej. Kaczyński bardzo chce i musi opanować samorządy, nie bardzo jednak jestem przekonany, że mu się to w wystarczający dla całkowitej kradzieży Polski sposób uda.
    Tak, będą kombinacje i zmiany prawa wyborczego, granic okręgów, metody głosowania, odhaczania kandydata, opanowanie Komisji Wyborczej, zarzuty postawione znanym opozycyjnym politykom w tym może własnie Majchrowskiemu, Biedroniowi, prawie na pewno Gronkiewicz-Waltz, zresztą już jest rozjeżdżana przez nielegalna komisję Jakiego, ale może się niedługo doczekać zarzutów kryminalnych a nie tylko urzędniczych, może tak być, że się będą pojawiać przypadkiem przechodzący obok mieszkań opozycyjnych kandydatów policjanci i życzliwie doradzą, żeby nie kandydować, bo się to i owo może zdarzyć itd itp.
    Mimo tego jednak pozostaje oczywiste, że samorządy,, ponieważ to władza lokalna i ponieważ, generalnie, nauczyły się nieźle działać przez te 27 lat i mieszkańcy czują związek między jakością samorządów a własnym losem w gminie, a gmin w Polsce jest ok. 2,5 tysiąca i w wielu z nich Kaczyński będzie miał śmiesznie nędznych kandydatów przeciw znacznie poważniejszym, to, aby to mieszkańcy dosyć szybko będą w stanie się zorientować na ile ewentualny wybór pisoida jest przewałem. A przewałów, w dosyć skomplikowanej strukturze kwestii formalnych związanych z tymi wyborami, trzeba będzie Kaczyńskiemu bardzo wiele. Jak bardzo wiele, to nie da rady tego ukryć. Ponieważ nie ukryje to, o ile Polak nie jest jeszcze całkiem zgnojonym i skorumpowanym idiotą, będzie rozrabiał. Może z tego być wrzask na całą Europę. Niezależnie od tego, że się Kaczyńskiemu zdaje, że może go Europa w dupę pocałować, będzie się musiał skonfrontować z bardzo silnym, wewnętrznym i zewnętrznym, oporem. Kaczyński jest tchórzem, o tym wiadomo powszechnie, a jego przydupasy są jeszcze tchórzliwsi, poza niektórymi którzy są regularnymi psychopatami czy socjopatami. Jego gmach zamordyzmu będzie pękał.
    Sądzę, że jest to wersja dosyć racjonalna. Inna wersja, że Kaczyński zrobi dokładnie to, co chce, oznacza, że wyborca jest całkowicie zdegenerowany. Aż tak czarno tego nie widzę, choć nie mam złudzeń, że śliczny i mądry Polak co cokolwiek więcej niż fantazmat.

  173. Nefer
    3 stycznia o godz. 18:47

    Ale jak gdyby nigdy nic, to chyba mina, z grubsza, do góry? O tak 🙂
    Fajnie, że się dajesz usłyszeć.

  174. zza kałuży
    3 stycznia o godz. 17:13

    Po kolei:
    1. co do besserwiserstwa i ‚humble opinion’, to coś takiego może ewentuanie zachodzić wtedy, jak się coś ustali w sprawie racji. Pytam sie Świerczyńskiego oraz różnych innych – dlaczego Rosja miałaby napaść na Polskę i jakie z tego będzie mieć zyski. Nigdzie nie widziałem odpowiedzi, natomiast w dziesiątkach lub setkach miejsc widać wrzaski, że Rosja już napada, a co najmniej, że się do tego szykuje tak, że za chwilę to zrobi. Co do niezbyt dawnych manewrów „Zapad” wrzaski były takie, że na Białoruś zjechało ponad 100 tysięcy rosyjskich armiejców i zaraz uderzą na Polskę.
    2. Ponieważ nigdzie nie widzę poważnych argumentów (nie tylko poważnych – nie usłyszałem w istocie żadnych choćby trochę lepszych niż wariackie) wskazujących na powody i zyski Rosji z ataku, włącznie z opiniami generałów, zwłaszcza tych wywalonych z armii przez Macierewicza, mniemam że są powody do założenia, że Rosja nie ma ani specjalnych powodów ani nie widzi wartych kosztów zysków z napaści na Polskę. Któryś z generałów, chyba gen. Różański mówi tak: rozpatrywanie potencjalnego ataku a Polskę ma tylko aspekt teoretyczny. Inni wyrażają się dosyć podobnie, lub w ogóle nie mówią o możliwości ataku. Mówią natomiast o grach wojennych, z których wynika ciągle ten sam wniosek: Polska przegrywa w trybie natychmiastowym. Lotnictwo polskie jest unicestwiane w ciągu pierwszych czterech godzin wojny.
    Świetnie wie o tym Rosja, a całkiem możliwe, że wyniki ich gier wojennych wskazują, że nie w 4 ale w 22 godzin zneutralizują polskie lotnictwo, a może w ciągu 3 minut. Tyle czasu trzeba od naciśnięcia czerwonego guzika do zniszczenia wszystkich polskich baz i instalacji wojsk lotniczych wraz z samolotami bojowymi. To tylko kwestia decyzji i ruchu palca na klawiszu. Dlaczego więc nie napadają?
    3. Zadałem pytanie red. Świerczyńskiego własnie dlatego, że ponieważ sporo wie o sprawach wojskowych i jest dziennikarzem od tych spraw powinien mieć także odpowiedź na zadane pytanie. Brak własnego stanowiska w tak zasadniczej sprawie uważam za rzecz nie do przyjęcia z merytorycznych, logicznych i wojennych powodów, co jest w sumie dosyć poważne.
    4. Nie wiem skąd pomysł, żeby do spraw Polski wstawić sprawę Izraela. Czyżby sprawa Izraela była symetryczna albo identyczna ze sprawą Polski i miała wyjaśniać istotę problemów? Chętnie się dowiem skąd ten Izrael.
    5. Posiadanie broni atomowej przez Polskę (w polskiej mocy decyzyjnej) nie nastąpi. Nie bardzo widzę potrzebę wyjaśniania tego bliżej, dodam, że Polska sama jej nie zbuduje. Jedynym państwem Europy (poza Rosją rzecz jasna), który ma własną broń atomową w pełni przez siebie kontrolowaną jest Francja. Jej zapasy tej broni nie są wystarczająco poważne na Rosję w sytuacji ekstremalnej. To broń odstraszania dla małych i średnich państw. Polska nie umie sama zbudować nawet prostej rakiety o zastosowaniu poligonowym, która leciałaby do celu, a nie tam gdzie chce.

  175. Znowu będę się powtarzał, bo już o tym na różnych blogach wielokrotnie pisałem, ale moja druga opcja to polska neutralność. Neutralność i stopniowe, jednostronne rozbrojenie.

    Przekształcenie wojska w siły obrony cywilnej. Do walki ze skutkami powodzi, pożarów, mrozów, wichur, epidemii, do zabezpieczenia granic przed uchodźcami z cudzych wojen, do ochrony stref połowowych, przestrzeni powietrznej, obszaru celnego itp. Do zaprowadzania porządku w razie rozruchów połączonych z podpalaniem samochodów, rabowaniem sklepów czy czymś podobnym.

    Rozumowanie jest takie; Polsce nigdy nie uda się skopiować izraelskiego modelu obrony bo Polacy-katolicy są za głupi. Zwyczajnie intelektualnie ich nie stać, organizacyjnie też są do d*pu i zwyczajnie samodzielnie nie potrafią oraz do tego nigdy nie zdołają uruchomić podobnego do izraelskiego procesu okradania amerykańskiego podatnika. Polski listek figowy dla tego okradania jest zbyt mały. Bycie wschodnioeuropejską zaporą i przeciw-rosyjskim przedmurzem w mojej opinii nigdy nie ma szans bycia sprzedanym amerykańskiemu podatnikowi tak drogo jak koszta utrzymania izraelskiego, niezatapialnego lotniskowca. Głównie dlatego, że amerykańskie samochody do tej pory jeździły na benzynę a nie na węgiel. Polski lotniskowiec nie ma aż tak wartościowych dla USA posiadłości do obrony jak przez lata miał izraelski, skoro polonia nigdy nie dorównała znaczeniu amerykańskim Żydom to tym bardziej dzisiaj tego nie osiągnie, gdy nowa imigracja do USA praktycznie ustała. Centrum świata przeniosło się z Europy i Atlantyku do Azji i na Pacyfik. Polska tak jak Izrael setek amerykańskich miliardów na zbrojenia nie dostanie i już.

    Polska nigdy także nie uzyskała od spadkobierców III Rzeszy, tak jak Izrael, zobowiazania współczesnego państwa niemieckiego do obrony Polski. Niemcy nie poczuwają się do obrony Polski w takim stopniu jak do obrony Izraela. Tak, podarowali Polsce dużo sprzętu, przede wszystkim czołgi, ale cały czas było to dużo mniej niż dziesiątki lat wspierania przez Niemcy i ich przemysł zbrojeniowy Izraela. Poza tym polityczna deklaracja też nigdy nie nastąpiła. Żaden niemiecki kanclerz czy prezydent, żaden niemiecki parlament nigdy nie zobowiazał się oficjalnie do obrony Polski. Nie słyszałem też obietnic niemieckich polityków, że nowe okręty podwodne dla Polski będą jej zaoferowane z 30% upustem, tak jak Izraelowi.

    A zatem skoro jesteśmy za głupi, za słabo zorganizowani i za biedni, oraz skoro żaden sojusznik nie zapłaci ze swojej kieszeni za polską obronę to musimy spojrzeć prawdzie w oczy i dać se siana z polityką odstraszania.

    Bezpieczeństwo zaś spróbować sobie zapewnić rozkochując sąsiadów w Polsce i w Polakach.

    Miliardy zamiast na wojsko i na broń przeznaczyć na:

    a/ Wspólne szkoły dla setek tysięcy młodych Rosjan, Ukraińców i Niemców. Nie jakiś tydzień czy dwa ale rok szkolny w Polsce. Z zamieszkaniem w polskiej rodzinie.
    Uzgodnione z sąsiadami podręczniki i programy nauczania.

    b/ Wspólne wakacje, taki nowoczesny Artek, rejsy na żaglowcach, warianty „Szkoły pod żaglami”, coś w tym duchu.

    c/ Wspólne pogotowie i straż pożarna na obszarach przygranicznych. Tak, aby to nie granica decydowała kiedy przyjedzie karetka tylko bliskość szpitala, niezależnie od państwowości lekarza.

    d/ Wspólna opieka nad cmentarzami, pomnikami, zabytkami. Wspólne badania historyczno-archeologiczno-literacko-…. itd., itp.

    Jednym zdaniem milardy przeznaczyć zamiast na straszenie się kto ma wiekszy guzik atomowy (tak jak debil Trump) – na zapoznanie się sąsiedzkich narodów i przez nawiazanie milionów międzyludzkich więzi liczenie na efektywne uniemożliwienie albo przynajmniej na wielkie obniżenie prawdopodobieństwa konfliktu.

    Gdyż ponieważ dobrego znajomego czy nawet kumpla z podwórka nie da się (a przynajmniej jest to o niebo trudniejsze) demonizować.

  176. Burza mózgów – to u nas brzmi zbyt dumnie, żeby naukowo.

    Blog ucieka (Oh Jesus, why?) od egzegez i podśmiechujek z doktryn i dogmatów religijnych wprost w odmęty nauk polskich.
    Prawie burząc mózgi zdezagregowane.
    Tymczasem wzbudzana tu bezskutecznie burza mózgów (nad wynalezieniem koła), to nie jest metoda psychologiczna ani naukowa (chociaż oparta na wiedzy), ale technika.
    Niektóre z celów tej techniki polegają na oddzieleniu grupowego procesu kreacji od stereotypu oceny.
    Prawidłowo wykorzystana i przeprowadzona ‚burza’ może wzbudzić wyniki optymalne, a nie mniej kreatywne.
    Może, ale nie bałtyckie, nie przy wiślanym wodolejstwie.
    Do klasycznej burzy potrzebny jest bowiem mózg, inaczej – jak w cytowanych tu percepcjach i wynikach doświadczalnych – przeradza się ta technika, tak metodycznie jak i wynikowo w karykaturę, czyli znane nam doskonale gumno, w samokręciołku do wynalezienia koła.
    Proszę uprzejmie o więcej namysłu względem nadużywania pojeć nauk i naukowców, albowiem w tych warunkach nomina sunt odorosa.

    Nb w komplecie zagregowanym z nauczaniem zybertowiczyzmu, warto też źródłowo sięgnąć po cybernetykę propagandy niezastąpionego do dziś doc. marc. Kosseckiego.
    Będziecie, o zacni badacze, jeszcze bliżej źródła wiedz wszelakich pissizmu, czyli Łubianki.
    Warto poznać, zanim się tam samemu znajdzie, hihi.

    Ukłony schabilitywne zasyłam

  177. @ Tanaka
    „…mieszkańcy czują związek między jakością samorządów a własnym losem w gminie…”

    Niestety, nauki społeczne już zdążyły wykazać (liczne badania terenowe) , że po ostatnim, dwuletnim procesie kontrtransformacji pisiej, ludność tubylcza NIE WIDZI żadnych związków pomiędzy dotacjami, autostradami, dopłatami unijnymi, a głosowaniem na demokrację i własnym, indywidualnym dobrobytem (innego dobra lud prywiślański nie zna).

    WIDZI natomiast w upisieniu każdej władzy swą szansę, na klientelistyczne pomnożenie swojego własnego pińcetplusa w kabzie (i to kosztem straty elyt!).

    Nic więcej gumny lud do motywacji przekucia logiki swej percepcji w poparcie wyborcze nie potrzebuje.

    Oczekiwany więc w Twym wpisie „wbrew wszelkim regułom” naukowym Godot samorządowy nadejdzie więc, ale -jak pissałem – wybierze go przy aplauzie suwerena SamRząd, spośród ochoczo rosnącej szajki SamychSwoich.
    Taka gmina.

  178. @gotkowal, 2 stycznia, 23:00

    o „herstoryku”:

    „Niebawem opublikujemy międzynarodowe obowiązujące uzgodnienia, dotyczące zasad uznania jakiejś wypowiedzi albo czynu za antysemickie. Podawaliśmy tu już odnośniki do tego materiału – ale widać, że nie starcza. Tę wypowiedź anonima posługującego się ksywą „Herstoryk” publikujemy – choć jest bez żadnej wątpliwości antysemicka – żeby Czytelnicy naszej witryny wiedzieli, że rzucając okiem na nasze łamy mogą mieć towarzystwo, którego do ludzi przyzwoitych raczej nie zaliczymy…”
    „http://studioopinii.pl/archiwa/73736
    „https://wolnemedia.net/author/herstoryk/page/6/

    „Akurat to byłem w 7 krajach islamskich i wszędzie traktowano mnie i moich przyjaźnie i gościnnie.” (Herstoryk)

    wszedzie go pelno….islamistyczny propagandzista

  179. Niektóre z celów tej techniki polegają na oddzieleniu grupowego procesu kreacji od stereotypu oceny.”
    Nie nazwałbym tego tak uczenie, ale @Gekko ma tu rację.

    Coś, co podczas tzw. nasiadówki w pracy mnie najbardziej onieśmielało to kaliber dyskutantów. Jestem zwykle arogant i bezczelna jucha, także to nie dyrektorskie czy prezydenckie stanowisko w firmie mnie deprymowało.

    Ale rozdziawić gębę i wyrazić swoja opinię w obecności facetów z ponad setką patentów każdy, z których to niektóre patenty znalazły drogę do klienta w postaci gadżetu, który np. na świecie ma parę setek milionów ludzi, w obecności członków firmowych rad naukowych czyli tzw. „fellows”, autorów kilku książek – klasyków w danej dziedzinie, z których uczyłeś sie w szkole… nooo, wtedy to „troszeczkę” trema cię dopada.
    A taki gość może zapytać o cośtam i wiesz, że gadasz z legendą.
    Zawodową i to tym bardziej oniesmielające.

    Wtedy gwarancja burzy mózgów, że nikt cię nie wyśmieje (oceni) jest bardzo pocieszająca.

  180. Tanaka
    3 stycznia o godz. 18:50

    Nie mam zbyt duzego przekonania, ze przejecie samorzadow wskutek manipulacji, czy przekretow wywola bunty lokalsow.

    Moze wywolac, ale w/g mnie nawet jesli wywola, to zostana te lokalne bunty spacyfikowane z latwoscia.

    Obszerniej pisze o tym i innych mozliwosciach w trzecim z okolonoworocznych odcinkow Kontrrewolucji, ktory sie nieco przeciaga wskutek intensywnego podrozowania w ostatnich dniach i paru watkow, ktore zdecydowalem sie dodac. Niemniej skoncze i umieszcze, a Ty i inni zainteresowani, a umiejacy czytac dluzsze teksty, znajdziecie tam co ja zrozumialem analizujac i piszac Kontrrewolucje Kaczystowsko Kosciolkowa.

  181. zza kałuży
    3 stycznia o godz. 19:29

    Gdyż ponieważ dobrego znajomego czy nawet kumpla z podwórka nie da się (a przynajmniej jest to o niebo trudniejsze) demonizować.

    W tym właśnie rzecz. Mnie to bardzo martwi i uważam to za zawstydzające dla Polski, głupie i niebezpieczne, że zarówno polskie państwo jako takie, czyli konstrukcja pełna decydentów i konsultantów, ani Polak jako indywidualna głowa niemal nic nie wiedza o Rosji i Rosjanach. A to co się im zdaje, że wiedzą, to są stare i złośliwe dowcipy oraz slogany.
    Tą smutną rzeczywistość dawno już temu wykazały realia stosunków międzynarodowych: Wałęsa jeździł po świecie i nawoływał, by robić z Rosją interesy, ale za pomocą polskiego pośrednictwa. Bo my rzekomo znamy się na Rosji jak nikt na świecie. Ktokolwiek brał słowa Wałęsy serio, zaraz się przekonywał, że to pic na wodę , wóda i kiełbasa a nie żadne „znanie się na Rosji”. Nikt nie robi interesów z Rosją poprzez Polskę, ale gorsze może jest i to, że Polska sama nie robi interesów z Rosją poprzez Polskę.
    Są, z grubsza, cztery strategie podejścia małych do dużych:
    1. wiać gdzie pieprz rośnie
    2. nadąć się tak, żeby wyglądać na większego i groźniejszego niż duży
    3. stać się większym niż duży
    4. nawiązać sensowne i wzajemnie opłacalne relacje z dużym.
    W stosunkach Polska – Rosja wariant 1 odpada. Wariant 2 może Polska stosować, ale to wywoła śmiech w Rosji i jasny oraz trafny wniosek, że skoro się tak nadyma, to jest mniejsza niż mała.
    Wariant 3 teoretycznie miałby pewne szanse powodzenia. Nie to, że będziemy wielcy jak Rosja, ale wielcy jak Francja moglibyśmy się spróbować stać. To jednak nie jest możliwe z powodu samooszukiwania się Polski, która uważa, że nadęcie się równoznacznie jest z posiadaniem treści.
    Pozostaje wariant 4. Możliwy – niestety – teoretycznie. Może kiedyś, w odleglejszej przyszłości, w jakichś zakresach zacznie działać. Może. W każdym razie daje największe potencjalne szanse powodzenia i korzyści.
    Główna (współcześnie, ale i historia nie jest specjalnie inna) strategia małych europejskich krajów wobec wielkich sąsiadów to strategia nr 4: współpraca i korzyści.

  182. Lewy
    3 stycznia o godz. 18:17

    Moje wieloletnie doświadczenia udziału ze wzmiankowanym w innym blogu w całości potwierdzają, że trafiłeś w punkt.
    Niejeden herstoryk ma imię, here i beyond puddles.
    Uszanowania.

  183. lonefather
    3 stycznia o godz. 19:53

    Ja też nie mam jednoznacznego przekonania, raczej szacuje prawdopodobieństwa uwzględniające podstawowy czynnik ryzyka, o którym mówię, dla jasności badania: czy jest w Polsce już tylu obywateli, którzy nie pozwolą do reszty Polskę zniszczyć i ukraść, czy ich nie ma.

    Nieco na boku naszej dyskusji: dla mnie, od dawna jest jasne, że wcale nie jest jasne to, o co komu za Solidarności chodziło. To co przestawiano później, w czerwcu ’89 i później nie zgadza się z wieloma tezami wcześniejszymi. Skutek tego pomieszania rzeczy, tego qui pro quo, tego przyjęcia nie dość uzasadnionej tezy, że wszystkim chodziło o to o czym mówiono, że chodziło, tak pomieszał niemal wszystkim we łbach, że ten zlepieniec właśnie daje skutki w postaci pisoidów. W tym mentalnym popapraniu Kaczyński z duża łatwością wmawia ludziom kolejne brednie i kłamstwa i ma – ja widać – wyniki.
    Na poziomie akademickim, można uznać, że Balcerowicz jest jednoznaczną odpowiedzią. Wątpliwe jest jednak, że Polacy zgromadzeni w Solidarności i z nią trzymający oczekiwali na Balcerowicza. Dużo pewniejsze jest to, że oczekiwali na to, co wprost nazwali w 190-tym: socjalizm tak, wypaczenia nie Więc teraz dostają socjalizm (pozorny) i wypaczenia (realne). A ponieważ to co dostają to też nie to, czego się wielu spodziewało, może to znowu się rypnąć. I niech się tak stanie. A mury niech przywalą Kaczyńskiego. Po to w końcu miały runąć. Inaczej niech stoją.

  184. zza kałuży
    3 stycznia o godz. 19:49

    Ciekawą i dającą niezłe skutki metodę mają Japończycy. Najpierw wypowiadają się pracownicy młodsi i mniej doświadczeni. Żeby się nie deprymowali tym, co przed nimi powiedzieli ci starzy wyjadacze, znawcy i posiadacze patentów oraz ważniacy. Dzięki temu łatwiej wyłapać błędy lub dobre pomysły.

  185. Tanaka
    3 stycznia o godz. 20:17

    My, w Polszcze, też mamy światowy wkład w metodykę procesów kreatywno-decyzyjno-wrożeniowych.
    Najpierw sto osób pracuje, a potem kierownik się pod patentem podpisuje.
    Koniecznie, Tanako to odnotujmy – też mamy swoje wkłady (zenith).
    😉

  186. @Tanaka 3 stycznia o godz. 19:24
    „nie usłyszałem w istocie żadnych choćby trochę lepszych niż wariackie) wskazujących na powody i zyski Rosji z ataku,”
    Skąd zatem wzięły się zielone ludziki w Donbasie a wcześniej na Krymie?

    Według mnie sa one wyrazem wkurzenia się Rosji na „budowanie społeczeństwa obywatelskiego” na Ukrainie za te głupie 5 miliardów dolarów pani Victorii_f*ck EU_Nuland.
    Bazy amerykańskie na Krymie to już dla współczesnej Rosji była przesada.
    A zatem to nie brak ochoty Rosji na ustanawianie zasiegu swoich wpływów zapewnia Polsce bezpieczeństwo tylko aktualny stosunek możliwości rosyjskiego państwa vis a vis tzw. „zachodu”.

    Mówiąc prościej, dzisiaj Ruskie są za słabe aby przyfikać dużo dalej niż na Krymie czy na wschodnich granicach Ukrainy. Próbują, próbują, w Syrii pokazują ząbki, pokazują, ale nie za dużo mogą. Krążownik lotniczy „Kuzniecow” musi znaleźć następcę a na to długo jeszcze się nie zanosi.
    „Mistrale” miały stać na telewizorze u Putina czy miały gdzieś pływać?
    Desantowce? Dwa? A po co i na co one pokojowej Rosji? Wodę i chleb ofiarom tajfunu na Sachalinie dostarczyć?

    Niestety ale żyjemy w świecie zbrodniczych i debilnych polityków.

    Amerykańskich prezydentów przeprowadzających krucjaty, wymachujących innym pięścią,

    izraelskich bandziorów, którzy kosztem cierpień i śmierci niepoliczalnych, arabskich podludzi chcą zapewnić przetrwanie swojemu, wybranemu narodowi, których nie obowiazują żadne zasady bo był Holokaust i bo znaleźli drogę do kontrolowania potęgi największego na świecie mocarstwa,

    saudyjskich czy bahrajnowych królików, próbujacych utrzymać się przy władzy na amerykańskim bagnecie i próbujących rozpętać wojnę z Iranem,

    irańskich mułłów zatrutych religijnymi miazmatami i chcących dyktować ludziom jak mają żyć,

    oligarchiczno-narodowych putinków, trzymających rosyjskich niewolników w nędzy, jeżeli nawet nie absolutnej to relatywnie do potencjału ich państwa,

    chorych na ambicje odzyskania znaczenia sprzed tysiecy lat Chińczyków, po cichu, spokojnie, najlepiej bez wzbudzania niczyjego zainteresowania chcących zastąpić USA w roli hegemona i wynagrodzić sobie kilkusetletnie, niewątpliwe krzywdy, jakich doznali od Zachodu.

    Według mnie zagrożenia są i będą istniały, ale ja chciałbym się łudzić, że ich źródłem są po*eby przy władzy. Świeckie czy religijne. Po*eby z misją.

    Zwykli ludzie, a liczę na tzw. zwykłych ludzi, nie są ani morderczy ani mściwi ani nie mają jakiegoś genu mordowania. Moga być – niestety – podjudzeni. Mogą mieć zrobioną wode z mózgu. Lekarstwem na to (chyba?) jest wzajmne poznanie. Wtedy zbrodniczym i chorym politykom nie uda się szczucie jednych na drugich. Nie uda się odczłowieczająca propaganda.

  187. Jutrzenka samorządowa (tylko dla ateistów o mocnych nerwach)
    ****
    „Burmistrz Terespola (Lubelskie) Jacek Danieluk odszedł z Platformy Obywatelskiej razem z 11 innymi osobami. – Podjęliśmy decyzję, że wspólnie odchodzimy – powiedział Danieluk.
    Władze regionalne PO oceniają, że burmistrzowi już od dawna było bliżej do PiS.”

    ****
    [Źródło: Onet, 45 minut temu…]

    Cholera, chyba jaskółki czytają listy od morza na blogu ateistów, idzie wiosna, po tej burzy m. … 🙂

  188. Gekko
    3 stycznia o godz. 19:41

    Owszem, taka gmina i Gwiżdż Janina. Nie wiem o jakich fachowych badaniach terenowych mówisz, jakie kwestie dokładnie były badane, jakimi technikami i tak dalej, ale wiem, że kwestie porządnego badania są dosyć subtelne, a wyniki łatwo uzgodnić z zamówieniem.
    Podam Ci przykład badania lokalnego, jak najbardziej gminnego. Otóż, niemal każda gmina, pewnie nawet miejsko-wiejska gmina Brzeszcze z Broszką robi badania ruchu drogowego. Dla celów różnych: przebudowy drogi przed szkołą, ustalenia przepustowości skrzyżowań, chwytania pieniędzy z UE, ustalania, gdzie najlepiej (z punktu drogowego) lokalizować różne Biedronki, Żabki, Carrefury, Teski, hurtownie majtek, chińskich trampków itd itp. Zależnie od tego, co się włoży do analizy, to się i dostaje. Dla tej samej sytuacji fizycznej można otrzymać zupełnie różne wyniki. Jak burmistrzowi pasuje dostać odpowiedź A to ją może dostać (o ile skorumpuje analityka, albo jest on durny – co też jest częstym przypadkiem). Jak właściciel marki Biedronka-Stonka chce wynik D, to też go dostanie, na tej samej zasadzie, co do tego samego miejsca, co burmistrz dostał z wynikiem A. I tak dalej. Możliwe jest uzyskanie wyniku w dużej mierze obiektywnego, ale pod dwoma warunkami : badacz jest kompetentny i niezależny. W przypadku rozbieżnych wyników trzeba zatrudnic sprawdzacza badacza. Z nim może być ten sam kłopot co z badaczem.
    Mieszkańcy wielu gmin, owszem, nie tylko czują wpływ samorządu na wlasne życie (w dobrym lub złym znaczeniu), ale też sami go sobie potrafią organizować. W wielu gminach działają budżety obywatelskie i wyłącznie na zgłoszone obywatelskie projekty przyznawane są pieniądze. Z wielu badan wynika też stosunek mieszkańca do spraw gminy. Nie jest to trudne do zbadania, czy ludzie są zadowoleni ze poprawy stanu dróg (gminnych! nie autostrad, bo nie gmina za nie odpowiada), za poprawę bezpieczeństwa, lepszy transport zbiorowy, wydatki na szkoły, dostępność przedszkoli, ścieżki rowerowe, powszechność skanalizowania, działanie oczyszczalni, obniżanie poziomu smogu, przyciąganie inwestorów, budowanie marki miasta/gminy która zmienia na lepsze postać rzeczy i warunki życia i tak dalej. Gminy mogą także ( i robią to!, choć nie jest to standardowa powszechność) wdrażać gminne programy in vitro. Skoro Polacy mają problem z dzietnością/płodnością (a mają), skoro chcą tego, to gminy takie programy mogą realizować. I tu następuje zderzenie: pod rządami pisoidów z biskupami, wszelkie takie programy są likwidowane. Mieszkańcy to odczują. Albo zareagują, albo stwierdzą, że dzieci to gadżet, znacznie mniej ważny niż smartfon. Jeśli tak stwierdzą, to się Polska zlikwiduje, na czym nie tylko świat, ale i Europa nie ucierpią.

    Wiele gmin w Polsce, już dosyć dawno temu, w mądry sposób się gospodarząc, bardzo na tym skorzystało. Sądzę, że świadomość bliskiego związku między samorządem, a losem mieszkańców nie jest taka nierozumiana. Podatki i opłaty lokalne są ściągane wprost z mieszkańców i w gminie zostają. A struktura i wielkość tych podatków oraz cele wydatkowe są na tyle blisko oczu ludzi, że mogą je łatwo zobaczyć.

    Owszem, związek mieszkańców gminy z budową autostrad, elektrowni, dotacji do wydobycia węgla jest słaby . Bo to wydatki z budżetu państwa, a nie gminy. Poza wydatkami przyczynkowymi, ale one nikną w inwestycji całościowej.

  189. zza kałuży
    3 stycznia o godz. 20:32

    Czy Polska leży na Krymie?
    Czyżby Ukraina budowała państwo obywatelskie?
    Krym to zaszłość z czasów ZSRR, jedna z bardzo wielu fatalnych komplikacji rozwodowych, a właściwie – rozpadowych.

  190. Gekko
    3 stycznia o godz. 20:26

    Wkłady zenith miały kształt rakiety atomowej i dzieciaki szkolne lubiły się w wojnę bawić zenithami. Były też bardzo mocarstwowe z innego powodu. Pamiętam jak jakiś dyrektor zakladu produkującego te wkłady oświadczył z duma, że jeden wkład może zrobić nieprzerwaną kreskę długości 5 km (a może 50?). Czyli mogliśmy zajść bardzo daleko. Ale nie wyszło.

  191. @Tanaka 3 stycznia o godz. 20:46

    „Czy Polska leży na Krymie?”
    No własnie, cieszmy się rozsądną granicą na etnicznie wyznaczonej linii Curzona. I po co komu było wysuwać się poza nia dalej na wschód?
    Jak masz telefon do Piłsudskiego w zaświaty to zadzwoń i poproś go aby zadzwonił do Rydzyka na antenę.

    Chociaż czy możemy przewidzieć co taki Piłsudski, nawet wiedząc już „co było dalej?”, powiedziałby dzisiaj w telewizji?

    „Czyżby Ukraina budowała państwo obywatelskie?”
    @Tanako, jak ty możesz mieć jakiekolwiek watpliwości!
    Gdzie indziej podziałyby się paniNulandowe 5 miliardów zielonych? 😉

  192. @ Tanaka

    No dobrze, na poważnie to posługujesz się oczywiście …dialektyką; od Iszego akapitu („nie wiem jakie… ale można”).
    I tu polemika na poważnie traci sens.

    Jednak, ponieważ warto rozmawiać, jak głosi kościółkowa prawda czasu, prawda ekranu, dedykuję mój news o jaskółkach.

    Oraz kronikę zadowolenia mieszkańców tylko jednej gminy, tylko z ubiegłego kwartału – którą znam z autopsji.
    A. Zadowolenie z dróg – na piątkę. Po 25 latach walk o samorządne utwardzenie choć 1% z 35% gminnych dróg nieutwardzonych (!) – rozmowy, petycje, zebrania – w noc przedwigilijną gmina wyasfaltowała, ignorując brak podbudowy, 300 m drogi do domu lokalnego majętnego kryminalisty (dosłownie), a 3 tyg wcześniej 750 m drogi do domu radnej piss. Pierwsza droga była już wyasfaltowana ale krzywa, drugiej nie było wcale (las).
    Nauka społeczna z case study: kto u żłobu załatwia sprawę w dwa dni, kto latami samorząduje proceduralnie z sitwą – brnie w błocie.
    B. Budżet obywatelski – w jego imieniu, gmina realizuje 1750 m nowej drogi asfaltowej w środku lasu, jako trasę rekreacyjną, na wniosek Pani, która obecnie na tej drodze prowadzi działalność gospodarczą w formie nauki jazdy na nartach biegowych (a przy braku śniegu – na rolkach). Koszt: ok. 1 mln pln.
    Stan dróg w gminie: jak wyżej.

    I tak dalej itede, w każdej sprawie samorządowej, tak pisze się kronika podobna rozmiarami do tej, jaką sadzi nam lonefather.
    Ja tyle siły wiary nie mam.

    Nie ma żadnej ‚samorządności’ wśród niewolników, nieznających cywilizacji, a żyjących we wspólnocie plemiennych szajek szabrowników.

    Dobro wspólne jest najbardziej pogardzanym i znienawidzonym pojeciem wśród elektoratu; wspólnota znaczy tylko tyle, że kto się dorobił, to mu trzeba zabrać – bo wspólne – i tak rozumie gumniany filc wyrównywanie szans, nie inaczej.
    Oczywiście, są wariacje regionalne i szajki wyższego niż opisany rzędu (ale przykład i tak teraz idzie z poziomu Brzeszcz i asfaltu do kobiety-premiera).
    To sobie wychowaliśmy, to ukonserwowaliśmy i to szambo jak najpełniej pissem wybiło i bić będzie.

    Szkoda słów, zacny i przenikliwy Tanako – ten projekt afirmatywny wobec tubylców już za nami.
    Przed nami Terespol, a na tym bynajmniej nie koniec.
    Nie bój, że Cię ominie, Terespol idzie ku Wybrzeżu, jak las…
    Ukłony.

  193. Tanaka
    3 stycznia o godz. 20:49

    A wiesz, że jak wszystko, ten nasz wkład był …licencyjny i montowany w Częstochowie?
    No cud obronny, rakietowy, jak kolumbryna.
    Gierek to potrafił, jak tradycyjny wigilijny schab-po-żydowsku.
    Ament.

  194. Tanaka
    3 stycznia o godz. 19:24

    W kwestii posiadaczy broni atomowej – w Europie oprócz Francji i Rosji ma jeszcze swoją własną także UK w postaci osławionego Tridentu, który jest regularną polityczną kością niezgody – min. są mu kategorycznie przeciwni szkoccy nacjonalisci i zieloni (wykorzystując go jako jeszcze jeden argument za niepodległościa). Trydent pochłania grube biliony na swoje utrzymanie, jest ponoć raczej przestarzały i jest zaparkowany bardzo niedaleko od Glasgow – największego miasta w Szkocji i trzeciego go do wielkości w UK… No ale Tereska ma przynajmniej czym sobie postraszyc gdyby chciała. Choć z drugiej strony…lat temu kilka jedna z submarines utkwiła na plyciznie podczas okropnie sekretnych manewrów w pobliżu wyspy Skye. Nadszedł ranek, odszedł przypływ i oczom zdumionej lokalnej rybackiej (i nie tylko) populacji ukazał się ów sekretny podwodny Trident w całej okazałości, siedzący na wodzie jak kaczka… Drwinom nie było końca bo był potem problem żeby z powrotem uwolnić owo cudo bojowe na pełną wodę.

  195. @Lewy 3 stycznia o godz. 18:17

    „Skoro świat boi sie nieobliczalnych czubków, to glosujmy na czubka Macierewicza, to nam nie naskoczą, bo się przestraszą.Czy dobrze cie zrozumiałem ?”
    HMS Sheffield, HMS Ardent, HMS Antelope, HMS Coventry, SS Atlantic Conveyor, RFA Sir Galahad, około 1000 zabitych i rannych Brytyjczyków.
    Margaret Thatcher nie była lepszym czubkiem?
    Po co te trupy?
    Argentyńskie ofiary Brytyjczyków to następne 2000 zabitych i rannych i kolejne okręty i samoloty.
    Po co te trupy?
    A po co cały ten argentyński wyzwoleńczy atak na okupowane Malwiny?
    Argentyńscy generałowie to nie były czubki?

    Wydaje się, że taka jest na świecie konwencja. Nie wystarczy mieć pałkę. trzeba jeszcze tą pałką od czasu do czasu walnąć.

    Kwaśniewski to był, kto posłał Polaków na „misje”? Na spółkę z Millerem? Tak czy nie?

    A po co? Nie chodziło przypadkiem o „sojuszniczą wiarygodność”?
    Nie czubki?

    A kto Amerykanom pozwolił torturować w Polsce?
    Miliony amerykańskiej zapłaty też może wziął Rydzyk?

    „Czekam na kolejny twój komentarz odnosnie sprzecznej opcji polityk obronnej.”
    Czekam na twoja reakcję.

    „Ty chyba Żydów nie lubisz , ale dobrze że cie nauczyli,że Polska MUSI.Żydy sa cwane, to my też musimy, jak nas uczy Tadzio Rydzyk , pozdrów go jeszcze raz przy okazji”
    Moje amerykańskie podatki płacą za obronę Izraela a nie Polski.

    Polska sama musi sobie zapłacić za amerykańską pomoc, m.in. płacąc jak za zboże za amerykańska broń. W cenę której jest pięknie wbudowana cena za „obecność amerykańskich butów na polskim graundzie”.

    Z dwojga złego, jeżeli już moje pieniądze mają być wydawane na jakakolwiek broń, to wolę aby była to polska a nie izraelska broń.

    Pan Rydzyk także pozdrawia i przy okazji każe się spytać, czy Francja jest usatysfakcjonowana budowaniem społeczeństw obywatelskich na gruzach Libii i Syrii?

  196. Slawczan
    3 stycznia o godz. 13:46

    W samo sedno, bardzo trafny wpis. Najgorsze jest to, że pewnych zniszczen dokonanych przez tą ekipę nie da się już odwrócić – cóż z tego nawet, że (czysto teoretycznie) ktoś kiedyś rozliczy rząd PiSu i upiornego Szyszke za Białowieże. Puszcza nie odrosnie na tyle szybko, żeby odzyskac straty, nawet gdyby Szyszko poszedł za to siedzieć na resztę swoich dni. A jest wszak jeszcze parę innych fantastycznych projektów w zanadrzu, jak nieszczesna Mierzeja czy inne pogłębianie i poszerzanie tego czy tamtego nie czekając na oceny impaktu na środowisko. Zniszczen w głowach ,pożal się potwór Spaghetti, suwerena też się raczej nie odkręci. Czasami trudno jest uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę.

  197. Kostka
    3 stycznia o godz. 21:25

    UK nie ma własnej broni atomowej, ma ją teoretycznie. Pod warunkiem, że na jej użycie zgodzą się Amerykanie. Zarówno głowice jak i środki przenoszenia, te właśnie Tridenty, pochodzą z USA, a UK nie ma pełnej i swobodnej kontroli nad ich działaniem. Nie jest to specjalnie dziwne, bo systemy broni posiadają wbudowane środki kontroli ostatecznej ze strony albo producenta, albo dostawcy.
    Dlatego w Europie niezależną i pełną kontrolę nad bronią atomową mają tylko Francuzi i Rosja. Mają własne systemy.
    Po brytyjskich Tridentach można się spodziewać tego, że ich potencjalne użycie może być niebezpieczne dla obsługi wyrzutni i dalszych okolic, oraz mało skuteczne w rozumieniu działania wojennego. Rosja ma liczne i nowoczesne środki przeciwdziałania.

  198. Gekko
    3 stycznia o godz. 21:06

    Sam przecież wskazujesz, jak bliski i bezpośredni jest związek działania gmin z jej mieszkańcami. Płacz, że wyasfaltowano drogę półtora kilometra przez las do pewnej pani co ma narty biegowe i coś jeszcze? Widocznie mieszkańcom to pasuje, a płacz jest krokodyli. Inaczej zrobilib co należy przeciw inwestycji. Sprawa powinna była trafić do prokuratury (przedpisoidalnej, czyli – z grubsza – działającej w ramach konstytucji, co już jej nie ma i sądów co już ich nie ma). A ponieważ nie ma – za pisoidów – i konstytucji i prokuratury i sądów, ale jest instytucja kata, to teraz w ogóle nie ma co mowić o jakiejś prokuraturze, co by stwierdziła, że taka droga przez las do jakieś pisoidalnej radnej albo i nieradnej, łamie prawo. To samo będzie z RIO, której samorządy zwykle sie boją. No to będą teraz panikować. Bardzo mnie ciekawi taka sytuacja, że to wszystko będzie bez znaczenia dla mieszkańców.

  199. Gekko
    3 stycznia o godz. 21:10

    Kojarzę, że to myśl importowana. Skoro Polak nie wymyśli, a za stodołę już nie chce łazić, to ktoś mu musi naczynie wymyślić.
    Gierka można krytykować, powodów do trafnej krytyki jest dużo, ale nie mniej jest nietrafnej. Jak miałaby Polska przeskoczyć eony zmarnowanego/straconego czasu i doskoczyć do jakiej-takiej cywilizacji, jak nie kupując? Może zenithy były zakupem nieuzasadnionym – wystarczyłby kałamarz?

  200. zza kałuży
    3 stycznia o godz. 20:54

    @Tanako, jak ty możesz mieć jakiekolwiek watpliwości!
    Gdzie indziej podziałyby się paniNulandowe 5 miliardów zielonych?

    W zasadzie to ja nie mam wątpliwości, bo wszystkie rozwiewa Kaczyński: jak ktoś ma pieniądze, to skądś je ma. To wyjaśnia, kto i skąd ma na Ukrainie pieniądze. I na Tasmanii też.

  201. Tanaka
    3 stycznia o godz. 21:35

    Wedle „UK defence journal” to ponoć mit z tym że to Stany trzymają guzik ale kto ich tam wie. 😉

    https://ukdefencejournal.org.uk/no-america-doesnt-control-britains-nuclear-weapons/#

    Rząd Jej Królewskiej Mości zachowuje się zaś jakby owe zabójcze trydenty w pełni do nich należaly… Nie kłócę się bo na „nukach” się nie znam oprócz tego, co doczytuje kiedy znowu robi się o nich głośno – w końcu parkują ze 40 minut ode mnie…

    Ale w pełni zgadzam się, że nie chciałabym sprawdzic czym poskutkuje odpalenie tego złomu… 😉

  202. @Tanaka 3 stycznia o godz. 21:50
    „jak ktoś ma pieniądze, to skądś je ma.”

    Pani Victoria fu*k_EU_Nuland sama powiedziała… to ja jej wierzę.

    Ukraina biedne to państwo jest ogromnie i tam ledwo starcza tych rodzimych miliardów dla zaledwie kilku ukraińskich oligarchów i tylko na kilka ich ukraińskich pałaców.

    Zatem na budowanie obywatelskich społeczeństw nie starcza. Ja to całkiem dobrze rozumiem. Amerykański podatnik pomoże. Nie doje, nie dopije, na leczenie mu i na pastylki nie starczy, do doktora i do dentysty nie pójdzie, ale pasa zaciśnie i Ukraińcom da.

    5 miliardów dolarków. To mało, ale jednak jakby tak przeliczyć po jakimś tam kursie i na te 50 mln Ukraińców podzielić to jednak nawet na każdego ukraińskiego niemowlaka cośtam skapnie.

    Zaraz @Lewy mi sie przypieprzy, że ja ma coś przeciwko Ukraińcom a @Gekko mu zapoda, że na innym blogu to i owszem, na Cyganów nadawałem. A od Cygana do Ukraińca wiadomo, blisko jest.

  203. Tanaka
    3 stycznia o godz. 21:42

    Jedyne, co wskazuję, wbrew Twoim uprzejmym sugestiom, to jak niewiele styku z mieszkańcami i ich potrzebami ma woluntarystyczny klientelizm samorządowych kacyków, realizujących podejrzane jednostkowe zlecenia, w miejsce wypracowanych rozwiązań, mających na celu dobro wspólne, społeczne.
    I Ty Tanako wiesz o tym świetnie, bo umiesz czytać ze zrozumieniem, lecz na jakiś użytek, reagujesz demagogiczną dialektyką, oderwaną od treści polemizowanych.
    Oczywiście, obaj wiemy, że res rei a homo homini, a Platon dawno zdechł – więc mnie to raczej bawi niż zasmuca.
    Ta nasza wymiana, to przecież świetne egzemplum roli faktów a interesów między plemieńcami.
    Niechże i takim pozostanie ku uciesze ducha i ciała rozumnego, a innego – ku zgrozie niepojętej.

    O wkładach zenith, to przesadziłem, bo nie zostały zalicencjonowane (właściwie: sam długopis) a po prostu ukradzione Parkerowi.
    Obecnej świadomości Polaków w sieci służą, oczywiście za …”Polską Rzecz” (dosłownie), czyli „legendarny polski dizajn”; legendarny, bo „…prawie identyczny z oryginałem”.
    To sa oryginalne cytaty z aktualnego stanu świadomości Polaków o sobie samych i swoich osiągnięciach, z niewidzialnym dla nich samych kryminalnym cudzysłowem.
    Czy da się zaprzeczyć że, jak odwiecznie i nie tylko za Gierka: nieważne skąd, ważne – że Teras Nasze?
    🙂
    Więcej smaczków w linkach poniżej…

    „Zenithy, którymi pisały miliony Polaków, powstawały w Częstochowie według technologii przejętej przez Chińską Republikę Ludową po znacjonalizowaniu fabryki amerykańskiego Parkera w Szanghaju.”

    [wyborcza.pl/alehistoria/1,121681,20301008,zenith-najslynniejszy-dlugopis-polski-ludowej-historia-z-prl.html?disableRedirects=true]

    „NEWPOLISHDIZAJN: Polska Rzecz – Z historii dizajnu
    …Legendarne długopisy Zenith 7, które znała cała Polska (i zna do dziś), były inspirowane amerykańskim Parkerem.
    Są one niemal identyczne …
    Ostatecznie podjęto decyzję o produkcji długopisu Zenith 7, przed VI zjazdem partii PZPR. Pracę nad długopisem, rozpoczęto już w 1969 roku w Częstochowskich zakładach Materiałów Biurowych. A za prace nad projektem długopisu, kilku inżynierów i techników, którzy się tym zajmowali, dostało nawet nagrodę. Wiemy już, że Zenith był niemal doskonałą kopią amerykańskiego Parkera, jeśli popatrzymy na logo polskiej firmy, to nawet ono, jest podobne to Parkera. Aby wyprodukować wkłady do długopisów, rozpoczęto produkcję mosiężnych rurek z pomocą przemysłu zbrojeniowego. Niestety nie udało się wyprodukować kuleczek do pobierania tuszu, dlatego sprowadzono je ze Szwajcarii. Krajowy tusz INCO, także był niedostatecznie dobry jakościowo, żeby mógł się stać częścią długopisu Zenith i podjęto decyzję o sprowadzaniu tuszu z Niemiec. „

    [newpolishdesign.pl/historia-dlugopisu-zenith-7/]

    Inżynierskie nagrody! Niemal identyczne!
    Z Niemiec… touche 😉
    Wina Tuska.

  204. Kostka
    3 stycznia o godz. 21:51

    Kilkanaście lat temu czytalem o tym bliżej. Prasa fachowa, znająca się na kwestiach obronnych i wywiadowany urzędnik wysokiej rangi mówił jasno: USA ma ostatnie słowo. Teoretycznie to się mogło zmienić. Wątpię, by się zmieniło. Z zasadniczego powodu: broń atomowa to nie zabawka, choć się niejednemu tak zdaje. Jej realne użycie (przecież nie jednej głowicy, ale jak już to kilkudziesięciu na początek) to coś co tak drastycznie zmienia globalny stan rzeczy, że bardzo wątpię, by USA wyrzekły się wpływu na to czy i jak zostaną użyte.
    To samo dzieje się z bronią drobiazgową: nasze jaszczębie, znaczy F16 mają wbudowane kody znane tylko Amerykanom. Rzecz znamienna: w przetargu na śmigłowce transportowo-wielozadaniowe, co to go uwalił Macierewicz, a widelcem dobił jego zastępca, jedynie Airbus, ten od zwycięskich (do czasu uwalenia) Caracali oświadczył, że pełne dane jest gotów przekazać Polsce.
    Z rzeczy jeszcze drobniejszych: nawet coś tak banalnego jak drukarka komputerowa może być zablokowana przez producenta i odmówi współpracy z niegrzecznym posiadaczem. Taki figiel zrobili Amerykanie Saddamowi i pewnie nie tylko jemu.

    To nie jest pełen relaks – mieć te nuki niedaleko siebie. W te nuki są wycelowane inne, niegrzeczne nuki. Niezależnie od tego, że te za stodołą mogą być trochę zardzewiałe. O tym okręcie podwodno-naskalnym czytałem.

  205. Gekko
    3 stycznia o godz. 22:02

    Może nie wczytałem się dość starannie w to co napisałeś i stąd jakaś rozbieżność, chociaż się staram – jak powiedział kurdupel pytany czemu nie jest koszykarzem. Jednym okiem czytam, a dwoma palcami piszę recenzję cudzej roboty, ale nie szukam usprawiedliwienia i jakby co to kończ waść, wstydu oszczędź, albo coś w tym rodzaju. Tzn. jeszcze się postaram.

  206. Gekko
    3 stycznia o godz. 22:02

    No popacz, że się tak po gospodarsku wyrażę – zenithy mi się jakoś kojarzyły z importem z Węgier albo Czechosłowacji, tzv. via któryś z tych krajów: Chiny – Węgry – Częstochowa, czyli socjalistyczny łańcuszek św. Antoniego. Ale może chodziło o szczotki do klozetów.

    Polski dizajn ma kilka wymiarów. Jest taki jak Parter – tak nasi dizajnili, że im na końcu wyszedł kubek-w-kubek Parker, ale jakiś taki giętki, oraz oryginalny polski dizajn, znany zresztą wtedy jako wzornictwo przemysłowe, w którym mieliśmy znaczne i twórcze osiągnięcia. Polscy wzornicy rozjechali się kiedyś po świecie, bo mieli uznanie. W wielu domach można jeszcze znaleźć wzroniczo ciekawe i oryginalnej, polskiej roboty przedmioty codzienniego użytku: meble duże i małe, fotele, krzesła, stoliki, gazetowniki, ceramikę użytkową i ozdobną, w tym wazoniki, popielniczki, dzbanki, serwetowniki, sztućce, tkaniny obiciowe i okienne, dywany, aż po wyroby techniczne i elektroniczne. Byliśmy w tym całkiem dobrzy, sam mam parę takich pięknych rzeczy.

  207. Tanaka
    3 stycznia o godz. 22:25

    Nie ma sprawy, jeśli masz konflikt recenzowania z ghostwirterką, to jasne, że (a dla mnie: dlaczego) jedziesz na autopilocie.
    Jesteś po prostu senior multitaskerem ds. relacji blogowniczych (żart ciepły).

    Abyśmy nie odbiegli od misji i wizji bloga, przesyłam Ci, dedykację wziętą z instrukcji:

    „Parafia z Pabianic instruuje, jak przyjąć księdza po kolędzie:
    …brak możliwości złożenia ofiary na potrzeby Kościoła nie może być w żadnym wypadku powodem nieprzyjęcia księdza po kolędzie.”

    Ja jeszcze bym dodał, że w razie pobierania kolędy (cudzej roboty), nie należy przeszkadzać sobie posłannictwem polemicznym, hihi 🙂
    Tak więc, pomimo braku możliwości…eee etc, ofiarnie kolędę polemiczną ja przyjmuję z dobrodziejstwem inwencjarza.
    Ukłony.

  208. Tanaka
    3 stycznia o godz. 22:35

    Pełna zgoda, mieliśmy kiedyś świetne na skalę PL wzornictwo, identyczne z oryginałem, o którym nie wiedzieliśmy, że Parker.
    Nb ja oczywiście tej mitologii nie lubię dekonstruować, nawet jeśli odnajduję ‚nasz’ fotel z lat 60-tych, istniejący od lat 50-tych w Kapsztadzie, czuję się zaszczycony, że siedział na nim tyle lat Obcokrajowiec (i nie wiedział, na jakich korzeniach jego d..a się zasadza).
    🙂

  209. Nie da się ukryć, że chiński Zenith do końca pisał cienko bez rozlewania tuszu. Długopisy robione w Częstochowie, niestety ale w krótkim czasie zaczynały się lać i trzeba było mieć kawałeczek papieru toaletowego, aby co pewien czas wycierać końcówkę piszącą. W polskich wkładach problemem była kuleczka. Dlatego wszyscy zaopatrzeniowcy poszukiwali zawsze oryginalnego chińczyka. Podobnie jak super jakość miała zawsze chińska bielizna bawełniana. Podkoszulki i slipki zawsze trzymały fason i nie rozciągały się.

  210. @zak1953
    3 stycznia o godz. 23:18
    Jakoś mi te Zenithy umknęły, ale do dziś dnia mam chiński długopis (kiedyś były również pióra) który o dziwo jeszcze pisze po 40 latach i chiński ręcznik, który dopiero zaczyna sie przecierać, a kupiłam go w 75 roku 🙂

  211. Wracając co nieco do tematu wojennego, oraz (poczciwy ze mnie człowiek) dla dostarczenia pary na gwizdanie różnym takim broniącym tu inwektywami swego izmu i węszącym za mną po sieci:
    ……
    Tak więc i Clausewitz i Machiavelli, a za nimi inni teoretycy wojskowości stawiają TRWAŁY POKÓJ, oparty na jakiejś wspólnocie interesów wygranych i pokonanych, jako probierz prawdziwego zwycięstwa.

    Dla wszystkich znających historię jest oczywiste, że wedle tego kryterium bardzo niewiele wojen jest w rzeczywistości naprawdę wygranych. Na przytaczanie przykładów brak tu miejsca i czasu, spróbujmy jednak zastosować je do paru niedawnych lub toczących się obecnie konfliktów.

    Na początek, ten najdłuższy, najbardziej zażarty i uporczywy – syjonistycznej kolonii – Izraela, z autochtonami, o zrabowaną im ziemię w Palestynie, i z regionem. Od początku swego istnienia Izrael zdecydowanie wygrał prawie wszystkie bitwy i niemal wszystkie wojny. Nie zrealizował jednak ani swego celu strategicznego – podboju całej Palestyny i wyparcia z niej rodzimej ludności, ani politycznego – akceptacji jako prawowitej części regionu. Nie ma też w obecnej sytuacji najmniejszych szans na zmuszenie przeciwników do szczerego, trwałego i wiążącego pogodzenia się z istnieniem państwa żydowskiego, a wreszcie jego doktryna polityczna i wojenna absolutnie wyklucza traktowanie Palestyńczyków jako prawdziwych partnerów. Wszystkie zwycięskie fanfary izraelskich rządów i światowych Syjonistów są zatem w znacznym stopniu propagandą, okłamującą własne społeczeństwo i resztę świata.

    A dalej, wojna Stanów Zjednoczonych i ich krajów wasalnych z „terrorem” i z „islamskim radykalizmem”. Przede wszystkim trzeba tu podkreślić, że te wszechobecne w mediach i świadomości zachodnich społeczeństw hasła i memy są nonsensownymi propagandowymi absurdami, celowo zacierającymi naturę konfliktu. Terroryzm jest TAKTYKĄ słabych w konfrontacji z przytłaczającym przewagą przeciwnikiem, islamski radykalizm jest mającą korzenie w skrajnej i powierzchownej interpretacji islamu ORIENTACJĄ POLITYCZNĄ. Są to zatem niematerialne abstrakcje, idee, wojowanie z którymi jest niemożliwe przy użyciu żołnierzy, bomb i dronów. Owszem, USA et consortes toczą wojnę, a raczej wojny, jednak nie z ideami, ale z organizacjami politycznymi walczącymi, często przy użyciu terroryzmu, pod sztandarami tych idei, a wyłonionymi przez społeczności na amerykańskim celowniku, najczęściej W ODPOWIEDZI na politykę Zachodu. W wojnach tych nie chodzi tak naprawdę o zniszczenie terroryzmu czy islamizmu/dżihadyzmu, bo taktyki i idei zniszczyć bombami się nie da, ale o zmuszenie islamskich społeczeństw Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej do bezwarunkowego uznania prymatu Ameryki i interesów gospodarczych i strategicznych jej elity nad ich własnymi, oraz do pełnej uległości imperialnym edyktom Waszyngtonu. Islam, Islamizm, itp. są tu tylko propagandowym „chłopcem do bicia”, bo gdyby bliskowschodni „tubylcy” wojowali pod sztandarem np. jakiejś skrajnej interpretacji wiary w Latającego Potwora Spaghetti, a nie islamu, sytuacja byłaby podobna. Tak czy inaczej, pomijając już absurd zbrojnego wojowania z ideami, Stany Zjednoczone nie mają szans ani na zrealizowanie swych celów politycznych – całkowitego zduszenia rebelii post-kolonialnego Bliskiego Wschodu i zmuszenia jego mieszkańców do pogodzenia się z amerykańską dominacją, ani nie mają (jak na razie) zamiaru potraktowania ich jako partnerów, których potrzeby i przekonania należy wziąć pod uwagę. Dlatego przechwałki o „Wykonanym Zadaniu” („Mission Accomplished”), czy o „zmuszonej do ucieczki Al-Kaidzie”, czy o „ustabilizowanym Afganistanie” (że nie wspomnieć już o Iraku), czy o „osłabieniu i wyniszczeniu ISIL” są tylko hałasem propagandowej pustej beczki, mającym na celu ogłupienie własnego społeczeństwa i społeczeństw krajów satelickich przez zatarcie prawdziwego obrazu sytuacji.

  212. Import ropy naftowej z krajów OPEC przez USA maleje już chyba od 10 lat.
    Czy fakt ten da państwom Bliskiego Wschodu oddech od amerykańskiej „opieki” zanim każde z nich i wszystkie razem zostaną spalone, zniszczone a ich mieszkańcy wymordowani i wygonieni na poniewierkę?

  213. zza kałuży
    4 stycznia o godz. 5:10
    Zamordowany nie ucieka na poniewierkę. Co najwyżej buja się w jakimś świecie równoległym.
    Jak widać świąteczne zawieszenie broni wygasło.

  214. zak1953
    3 stycznia o godz. 23:18

    Hahaha, zapomniałam juz o tym a tu taka magdalenka i powrót do dzieciństwa w PRL gdzie dumny posiadacz długopisu nosił też obowiązkowo papier toaletowy w piórniku! A i tak co jakiś czas rozlewalo się toto w tornistrze jak coś nawalilo. Potem były takie cieniutkie chińskie dlugopisiki pod kolor do malutkiego elektronicznego zegarka albo kalkulatorka którymi obdarowywano dziatwę komunijna… 😉 A chińskie pachnące gumki do scierania z rysuneczkiem? Szczyt pożądania. Uśmiałam się przypominając sobie to wszystko, żaden milenials tego nie zrozumie. Były też takie obłe wieczne pióra (zgaduje że to ta polska podróbka parkera) pękate jak ten atomowy okręt podwodny. I też cieknące. A teraz człowiek bierze pióro czy długopis i traktuje za pewnik że nie cieknie, nie maże i się nie rozlewa.

  215. Były też punkty napełniania długopisów, napełniania gazem zapalniczek-jednorazówek, repasacji pończoch i saturatory z gruźliczanką i jedną szklanką mytą za pomocą jednego wodnego wtrysku. I co z tego. Teraz mamy Kaczyńskiego. Też przeminie.

    Dzień dobry 🙂

  216. @Hersteryk, @zza kałuży
    Popłaczcie Panowie nad losem Indian i Aborygenów, których tysiącami posyłali do piachu europejscy kolonizatorzy; to też „dyżurny” temat lamentów nad degrengoladą homo sapiensa. Aha. I nie zapomnijcie o masowo wywożonych na targ niewolników w XI-wiecznej Pradze mieszkańcach piastowskich (he. he) ziem.

  217. Upadlania Polakow ciag dalszy…

    Donosicielstwo zostanie wynagrodzone zwolnieniem kwoty wynagrodzenia otrzymanego za donos, zwany „wspolpraca” ze sluzbami, zwolnieniem kwoty wynagrodzenia od podatku.

    Wiecej tutaj:

    http://next.gazeta.pl/next/7,151003,22854183,panstwo-zacheca-do-wspolpracy-ze-sluzbami-jest-nowa-ulga-w.html#MT

    Chyba cos jest bardzo nie tak ze mna, albo z rzeczywistoscia, bo przeciez obywatel powinien powiadomic o znanym sobie przestepstwie, jak stanowi prawo, bormalnie z obowiazku, a nie za „wynagrodzenie”.

    Ciekawe, czy skonczy sie jak za Sulli, ponad 2100 lat temu, gdy donosiciel otrzymywal majatek tego, na kogo doniosl? Podobnie zrobili Niiemcy, w okupowanej Polsce, gdzie donosiciel otrzymywal majatek, wiec przyklad jak wynagradzac donosicieli jest blizszy naszym czasom.

    Zeby nie bylo, uwazam ze o znanym przestepstwie i przestepcy trzeba informowac, co ja czynie piszac Kontrrewolucje, ale robie to z poczucia obywatelskiego obowiazku i nie biore wynagrodzenia.

  218. lonefather
    4 stycznia o godz. 9:36

    Doprecyzowanie.

    Jesli nie jestem wynagradzany za to, ze informuje o popelnionym przestepstwie, czy podejzeniu jego popelnienia, zachowuje sie obywatelsko.

    Jesli to samo robie i biore wynagrodzenie, z obywatela staje sie donosicielem.

    Dlatego wlasnie nazwalem UPODLENIEM wspomniana ulge podatkowa, bo zmienia ona obywatela informujacego, w zwyklego donosiciela…

  219. Serdecznie pozdrawiam Redaktorów i wszystkich którzy zaglądają na ten niesamowity blog.
    Oprócz zaspokojenia zwykłych ludzkich potrzeb dodatkowo życzę odporności na wysokie temperatury, które w tym roku nie będą należały do rzadkości.

    Prywatnie cieszę się z pojawienia się wreszcie na blogu mojego mentora stasieku, bo to oznacza, że wnuk ma się dobrze.

    mag przepraszam, że nie dotrzymałem obietnicy i nie nazwałem swojego pieska jej imieniem.
    Stało się tak z powodu odkrycia u niego umiejętności śpiewania.
    W takiej sytuacji nie miałem wyboru i nazwałem go Tenorem.

    Proszę, nie martwmy się bieżącymi trudnościami, bo nadchodząca rzeczywistość zwykle je przelicytowuje.

    Z uszanowaniem,

    Stan, Rybeńka, Rosa, Tenor

  220. anumlik
    4 stycznia o godz. 9:28

    Zaprosiłbym Cię, anumliku, do wypowiedzi o tym, co najbliższe ciału (i duszy) – o krzywdzeniu najbliższych i o puszczaniu kulturowych hamulców po przekroczeniu progu własnego domu. Tam, oczywiście, gdzie takie hamulce są. Może by to nie było dalekie odbiegnięcie od Kostkowego tematu „zawieszenia broni”. To tylko jeden z przejawów mojego kilkudziesięcioletniego namysłu i obserwacji tego, jak cieniutką błonką na ciele gatunku homo jest cywilizacja. Dlatego tak mnie odrzuca polityczne chochlowanie wciąż tej samej zupy w tym samym kotle tą samą chochlą.

  221. Kostka
    4 stycznia o godz. 8:49
    Tak się składa, iż długopis to był wynalazek zdecydowanie późniejszy. Szkółkę w Katowicach rozpocząłem w 1960 roku i wszyscy uczniowie używali obsadki z wymienną stalówką i kałamarzem w otworze ławki. Podobnie było z wiecznymi piórami. Nawet jeśli któryś uczeń mógł takowe posiadać, nauczyciele twardo uczyli kaligrafii czyli ładnego, standardowego pisania przy pomocy obsadki ze stalówką. Pamiętam; ojciec miał wieczne pióro Pelikan ale kosztowało ono spore pieniądze. A kiedy pokazały się na rynku długopisy, nauczyciele także również tego wynalazku nie dopuszczali do użytku w szkole tłumacząc rodzicom prosto, że długopis psuje dzieciom charakter pisma. Nowe wchodziło do szkól małymi kroczkami.

  222. Kostka, cd.
    Biorąc pod uwagę liczebność klas (u nas przeciętnie 40 osób) nie dopuszczanie wiecznych piór do użytku, mogło wynikać z chęci eliminowania ich kradzieży. Nie da się bowiem ukryć, iż zdarzały się dosyć liczne przypadki dziwnych zniknięć „luksusowego” wyposażenia piórników.

  223. @Kostka
    3 stycznia o godz. 21:34
    Otóż Białowieża jakoś da radę sobie – wystarczy przez ileś lat jej nie pomagać na siłę. Odrośnie.
    Te ,,inne” rzeczy to zgroza prawdziwa. Te kanały, uregulowana Wisła i zryte łby młodzieży.

  224. @Lewy
    3 stycznia o godz. 16:56
    Dzięki za odpowiedź. Co do meritum się zgadzam, choć jak wiesz jeżeli chodzi o winnych moja lista jest dłuższa…
    Jest jedno ,,ale” – co do twojej diagnozy – ,,gdzie łopatę wbić” całkowicie sie zgadzam, to jednak rozum dyktuje mi, że należy tu działać bardziej oględnie na tym polu. Coś jak z uzaleznionymi od narkotyków – nie karać a redukować szkody bo sie tego nigdy nie wypleni do końca a walcząc o cel maksymalny możemy maksymalnie przegrać. Ale powtórzę – co do meritum zgadzam się. Co do metod nie – raczej wolę jedwab i aksamit. Na razie nie mamy takich papierów jak w Irlandii czy Quebecku

  225. @lonefather
    4 stycznia o godz. 9:36
    I tak nie jest źle – w starożytnym Rzymie donosiciel był nagradzany majątkiem tego na kogo doniósł.

  226. zak1953
    4 stycznia o godz. 11:29

    Stalowki tez „lubialy” zniknac, albo super piszaca, wyrobiona inie strzepiaca kartki, „nagle” sie okazywala skrzyzowana i po lekkim nacisnieciu zostawiala ogromniastego kleksa… Szybko sie nauczylem wyciagac dobra stalowke z obsadki nim na przerwe lecialem. Samo zycie od malenkosci uczylo, ze jak sam o siebie nie zadbasz, to nic nie bedziesz mial. Ale pomimo tego, my dzieciaki wiedzielismy, ze zeby wladza nas nie zniszczyla, to musimy sie trzymac razem i sekowac donosicieli.

  227. Slawczan
    4 stycznia o godz. 12:09

    Przeca wspomnialem o Sulli, ktory jako pierwszy to zastosowal… Ale rozciaganie prawa proskrypcyjnego wydanego przez Sulle na caly Rzym to nieuzasadniona niczym przesada.

  228. lonefather
    4 stycznia o godz. 10:40
    Takie zwolnienie podatkowe ze strony urzędu, to forma ochrony informatora przed dekonspiracją. Bo, aby zapłacić podatek każdy „wszystkowiedzący” musiałby otrzymać PIT-11 z wykazem otrzymanych kwot, a drugi egzemplarz trafia do urzędu skarbowego. I trudno o zachowanie dyskrecji.

  229. zak1953
    4 stycznia o godz. 12:27

    Pozostane przy swoim mysleniu, czyli informator informuje, donosiciel donosi i bierze kase za donoszenie. Z czego wynika, ze wladza swiadomie upadla kupujac donosicieli.

    Nie tylko upadla slabych, co sie skusza, upadla reszte, ktora ma sie bac, ze zostanie na nich doniesione. W sumie kolejny etap zastraszania i zarzadzania strachem.

    Jesli masz racje, to sytuacja choc wyglada z pozoru niegroznie, jest fatalna, bo oznacza dalsza moralna degradacje, czyli zachecanie do bezkarnego q***nia sie.

  230. @anumlik
    4 stycznia o godz. 9:28
    Popłaczcie Panowie nad losem Indian i Aborygenów….

    Bolejemy, a jakże. Tyle że od tamtych czasów zmienił się ponoć paradygmat, Oświecenie oświeciło, humanizm kwitnie, kolonializm stał się BE, a mocni mordują głównie w imię demokracji, wolności i humanitaryzmu, a nie nawracania i podbojów……
    No i świeże skaleczenia bardziej jednak bolą, a brzydkie praktyki i wyjątki od ww. nowych oświeconych norm i (haseł, sloganów?) mniej się usprawiedliwia i relatywizuje, no chyba, że dotyczą … no właśnie…..

  231. zak1953
    4 stycznia o godz. 11:23
    wszyscy uczniowie używali obsadki z wymienną stalówką i kałamarzem w otworze ławki. Podobnie było z wiecznymi piórami. Nawet jeśli któryś uczeń mógł takowe posiadać, nauczyciele twardo uczyli kaligrafii czyli ładnego, standardowego pisania przy pomocy obsadki ze stalówką.
    Przedtem, przynajmniej u mnie, pisało się ołówkiem, zanim się zostało dopuszczonym do dalszego „kręgu” piszących atramentem. Późniejsze pióra wieczne nie były mile widziane – twierdzono ,że wypaczają charakter pisma. Sensacją w klasie był pewnego dnia Andrzej, miał długopis (na pewno z Rajchu).
    Aha..ławki były b. stare. Z pewnością poniemieckie.
    Kałamarze nosiliśmy ze sobą czyli z i do domu…

  232. Katolicy mają obowiązek płacić księżom bo do tego są zobowiązani kodeksem prawa kanonicznego. Jest to słuszne i dobre, bo wszędzie na świecie uczciwy człowiek płaci za bilet do cyrku. Narzekanie na obowiązek płacenia to hipokryzja tych, którzy zostali ochrzczeni i ochoczo chrzczą swoje dzieci.

  233. @Wszystkim całego dobra świata w rozpoczętym Nowym Roku

    @Sławczan 11:48 Białowieża jakoś da sobie radę. Najbardziej boję się tego „jakoś”. Do tej pory rzeczywiście „jakoś” dawała sobie radę. Mimo usilnych starań różnych włodarzy i zarządców. Zachowujących się we własnym kraju jak okupanci. Zresztą nie tylko w tej jednej dziedzinie.
    Mam jednak obawy, że po upadku Szyszki (oby jak najprędszym) znajdą się kolejni gorliwi naprawiacze, którzy metodami jak najbardziej zgodnymi z wiedzą „naukową” będą się starali przywrócić Puszczy pierwotność i zdrowie. Po to by kolejna ekipa miała co chronić przed kornikiem, przy okazji nabijając kabzę drwalom, tartakom i przemysłowi meblarskiemu.

    Wywołaliście sentymenty do wiecznych piór rodem z PRL-u. Przyznam, że byłem onegdaj szczęśliwym posiadaczem tzw. chińskiego pióra (żaden Pelikan czy Parker), kupionego za ciężko zarobione przy wakacyjnym zbieraniu truskawek i malin pieniądze. Szczęście z jego posiadania było mocno zaburzone faktem niemożności jego używania w szkole. Było zakazane. Podobnie jak zabronione było używanie długopisów. Preferowali obsadki ze stalówką. Dopiero od 6. klasy wreszcie mogłem. I używałem aż do matury, kiedy mi zniknęło. Pewnie zgubiłem. Czarne było.
    Teraz lubię czasem kupić sobie wieczne pióro (albo dostać w prezencie). Używam sporadycznie.

    Korzystając z okazji, chciałbym dokonać próby zdementowania opinii, jakoby posługiwanie się piórem miało zbawienny wpływ na jakość pisma. Przynajmniej w moim przypadku zakończyło się to totalnym niepowodzeniem. Pismo odręczne w moim wykonaniu nieodmiennie opatrywane było uwagami: „pisz wyraźniej”, „nieczytelne”, „bazgrzesz jak kura pazurem”. Dlatego maszyna do pisania i klawiatura komputerowa są dla jednymi z największych wynalazków ludzkości.

  234. zezem
    4 stycznia o godz. 13:14
    Moje szkoły podstawowe mieściły się na nowym katowickim osiedlu Koszutka. Dwa obiekty zbudowano na przełomie lat 40-50-ch i tam były tradycyjne drewniane ławki wraz siedzeniami, a trzeci oddano do użytku w 1961 roku. To była tzw. pawilonówka postawiona w ramach akcji „Tysiąc szkół na Tysiąclecie”. Tamtejsze meble szkolne wykonano z giętych rurek metalowych z siedzeniami i blatami z płyt laminowanych, łączonych za pomocą śrub. Ale wszystkie ławki – stare i nowe były przystosowane do kałamarzy. Za ich napełnienie odpowiadał woźny szkolny. Z tymi ołówkami, to chyba masz rację. Z tym, że od samego początku 1-szej klasy uczono nas pisać stalówką, a każdą literką powtarzaliśmy po kilkaset razy, tak w szkole jak i w ramach zadania domowego, pismem prostym i pochyłym. To dopiero była zabawa.

  235. Fajnie Was się czyta, stare pierniki, bo ja to jeszcze starszy piernik.Te stalówki-krzyżówki, kałamarze w otworach ławkowych, w których topiły sie muchy, długopisy wielokrotnie ładowane, rozlewające się tusze, pióra nazywane szumnie wiecznymi,najpierw na gumkę, a potem te bardziej sofisticated na tłoczek. A pamiętacie jak choinkę stroiło się wyciętymi z kartonu szóstkami, bo wlaśnie ruszył plan sześcioletni, a dziadek mróz rozdawał w torbach z szarego papieru smakołyki czyli; jabłko, dwa cukierki zawinięte w celofan, cos co przypominało czekolade, ale to jeszcze nie był wyrób czekoladopodobny, bo to wynalazek z czasów Gierka, był chyba świety obrazek z portecikiem Stalina albo Bieruta, chyba było jakieś ciastko z rodziny sucharowatych..ech rozmarzyłem się…
    Moją Księgą, taka jak u Brunona Szulca był kalendarz robotniczy, gdzie na pierwszej stronie rzucało sie w oczy wielkie zdjęcie Stalina z ujmującym spojrzeniem i mniejsze fotografie członków biura politycznego, pamiętam; Malenkow, Kaganowicz, Beria…A na drugiej stronie wielki Portret Bieruta, też sympatyczny, otoczony mniejszymi członkami; Cyrankiewicz, Rokossowski (a jakże ponoć syn łódzkiej praczki i nieznanego żołnierz) jakiś Loga-Sowiński, Hilary Minc..
    Nigdy już potem nie czytałem z takim zapałem innej księgi

  236. W mojej szkole też były ławki z otworem na kałamarz i rowkiem na obsadkę, i bura za zrobienie kleksa 🙁 Zazdrościło się kałamarzy z zagranicznym atramentem. Były lekcje kaligrafii, stalówką maczaną w atramencie, wstrętów wobec piór wiecznych nie było, ale wobec długopisów – owszem. Psuły pismo, wedle nauczycieli.
    Rewolucją były pióra wieczne z wymiennym wkładem atramentowym.
    Moi rówieśnicy w Szwajcarii zaczynali edukację z tabliczką łupkową i rysikiem 😎
    Dzieci zaczynają od ołówka, potem dostają pióro wieczne. Wszelkie szkolne przybory (ołówki, gumki, kredki, pióra, linijki, kalkulatory), zeszyty oraz podręczniki dostaje się tu od państwa przez cały okres obowiązkowej edukacji (9 klas), w ramach równych szans dla wszystkich, a więc bez względu na status materialny rodziny. Podręczniki są do zwrotu.

    Przy okazji przypomniało mi się opowiadanie, bodajże Choromańskiego, o pobieraniu krwi z żyły za pomocą połowy stalówki. Drastyczny opis trafiania w naczynie śni mi się czasem po nocach 🙄

  237. zak1953
    4 stycznia o godz. 13:49
    Te miejsca , gdzie pobudowano szkoły przedtem były terenami przemysłowymi. Stała tam huta lub odlewnia (nieco dalej za Spodkiem). A tramwaje b.b. dawno temu miały kolor żółty/kremowy. Ostatni samolot pasażerski lądował na Muchowcu bodaj w 1956r. Tamże przebiegała przemysłowa kolej wąskotorowa, obok Parku Kościuszki była cegielnia……Stare dzieje…

  238. … naczynie krwionośne, rzecz jasna 😉
    I ta pielęgniarka, bezduszna i apodyktyczna… Jej wizja prześladowała mnie przez długie lata, bo parę takich w życiu spotkałem.

  239. Juz dzis pisalem o upodleniu przez zwolnienie podatkowe, to jeszcze przyklad upodlenia przez „kariere”, a wlasciwie strach przed „zawalenie” kariery.

    Tym razem w roli glownej sam we wlasnych slowach i wlasnym glosem, upodlony prokurator Sosnowski.

    Warto osluchac calosc zenujaca kazdego przyzwoitego czlowieka. Warto odsluchac i wsluchac sie w glos prokuratora Sosnowskiego, nagrany na „tasmach Dubienieckiego”:

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22853096,marcin-dubieniecki.html#MTstream

    Pominmy Dubienieckiego i skupmy sie na Sosnowskim i przy okazji pomyslmy, ze upodlona ofiara Pana Zbyszka mowi nam o systemie upodlenia i pomyslmy choc chwile o tym, ze ci upodleni beda, co jest nie mozliwe, ale pewne, nas samych, lub naszych znajomych, lub wszystkich co ich wladza wezmie na celownik, oskarzac…

    Oni wlasnie, ci upodleni prokuratorzy, beda oskarzac, a upodleni sedziowie beda sadzic…

  240. @ anumlik, 4 stycznia o godz. 9:21

    „Były też punkty napełniania długopisów, napełniania gazem zapalniczek-jednorazówek, repasacji pończoch i saturatory z gruźliczanką i jedną szklanką mytą za pomocą jednego wodnego wtrysku. I co z tego…”

    Dzień dobry także. Poniżej, co z tego, voila.
    Ja myślę, że na blogu warto wywoływać wspomnienia o osiągnięciach pre-kaczyzmu (Kempy i Moczary…hehe).
    Tak w sferze innowacji, jak estetyki, dizajnu i peerel’ludowości demokracji socjalistycznej.

    Te przecież, nie inne, zalegające w trzewiach Narodu magdalenki słodyczy dyktatu i bezpiecznego zniewolenia, zrodziły kaczy wyprysk.

    To nie sentymentalna podróż w przeszłość, te wspominki, ale PROGNOZA pogody dla premierów elektryfikacji aut, centralizacji portów lotniczych i cybernetyki spójności przekazu.

    Niech młodzi adepci załapania się na falę czerpią z dumnych narodowych doświadczeń, bo nie mamy się czego wstydzić, my naród-bez-nakolanników!
    Ament.

  241. zezem, 4 stycznia o godz. 13:58
    zak1953, 4 stycznia o godz. 13:49
    – – –
    Dawnych wspomnień czar…
    Te hasioki na załęskiej hałdzie, nie mówiąc o hucie metali nieżelaznych w Szopienicach, lokującej żółtym wyziewem nasze dzieci na Iszym miejscu światowym w endemicznym w XXw występowaniu ołowicy…
    Ech, poezja , ech młodość chmurna, pokoleniowo owocna pissem… 🙂
    (ja żartuję boleśnie i sarkastycznie ze złudzeń, a nie życiorysów)
    Ukłony Panom spod altreichu.

  242. zezem
    4 stycznia o godz. 13:58
    Wcale nie tak stare dzieje. Pawilonówkę (szk.nr 57 + IXLO) (1961r.) zbudowano na ogródkach działkowych przed rowem wełnowieckim. Na terenie huty Marta powstała Superjednostka, a tuż za nią szkoła z basem pływackim (ok.1968r). Cegielnie na Muchowcu pracowały do początków lat 70-ch. Czyli wcale nie tak dawno. LOT korzystał z lotniska na Muchowcu do 1958 r.

  243. @Hersteryk, z godz. 12:57
    Tyle że od tamtych czasów zmienił się ponoć paradygmat.
    Ten paradygmat zmieniał się na przestrzeni wieków wiele razy. Także w społecznościach zamieszkałych od wieków przez – ponoć humanitarnych i brzydzących się przemocą – buddystów. Przykład (świeżutki, jak wypiek poranny z piekarni za rogiem) czystek etnicznych w Mjamnie, przez buddyjską armię, przy błogosławieństwie buddyjskich mnichów. Mniejszość muzułmańskich Rohingya jest eksterminowana, ale… Podczas II WŚ to muzułmańscy Rohingyowie zarezali kilka tysięcy buddyjskich mieszkańców Birmy. I tak możemy brnąć w nieskończoność, aż do cesarza Asioki sprzed 2200 lat.

    Ładnie to skomentował @wbocek, o godz. 11:09 pisząc, jak cieniutką błonką na ciele gatunku homo jest cywilizacja. Paradygmaty się zmieniają, człowiek w swej masie – niekoniecznie.

    Aha. Pisanie o Palestynie bez kontekstu „Żyda wiecznego tułacza”, szoah oraz faktu, że przed 1948 rokiem na terenach obecnego państwa Izrael mieszkało bardzo wielu Żydów, jest zajęciem bardziej propagandyście niż historykowi przystającemu.

  244. zza kałuży
    3 stycznia o godz. 17:13

    Afganistan był za mały. W amerykańskiej ocenie świat był za mało przestraszony. Dlatego konieczna była potężniejsza rozpierducha. Padło na biedny Irak, bo neokonsi od lat mieli gotowe plany. … Bo biznes zbrojeniowy, bo zawiłości wewnętrznej polityki amerykańskiej.
    Bo, bo, bo. Dużo małych i srednich powodów ale jeden najważniejszy – po 11 września cały świat MUSIAŁ ZOBACZYĆ AMERYKAŃSKĄ PIĘŚĆ. Bez tego widoku amerykańska odstraszająca wiarygodność by ucierpiała.

    E tam, bzdury. A dlaczego bzdury? Bo George W. Bush naprawdę przegrał wybory, nie tylko w totalnych głosach (tak jak i Trump, ale nie tak pokaźnie), ale i przegrałby je na pewno gdyby przeliczono Florydę. Ale republikańscy sędziowie w Sądzie Najwyższym wstrzymali przeliczanie głosów. Gore na wojnę do Iraku by nie poszedł, mam 99% pewności. Więc ta poetycka opowieść o zaciśniętej pięści Ameryki, ma się nijak do rzeczywistości całej Ameryki. Jedyne co pokazuje, to jak światem rządzi przypadek. I jak głupi przypadek może kosztować życie setek tysiący ludzi. Ale dobrze się czyta.

  245. Szanowni!
    Trochę przycichło, więc może coś z zupełnie innej beczki: Lewy proponuje namysł nad końcem człowieczeństwa, jakie znaliśmy dotychczas.
    Zapraszam!
    JK

  246. Rosa91b
    4 stycznia o godz. 10:54

    A toś się Ob-Ja-Wił, po długim niebycie. Dobrego roku i bywaj, zamiast niebywać. 🙂
    Tenor – dobre imię. Psik – jak psiak?

  247. @anumlik
    4 stycznia o godz. 15:32
    Króciutko, bo nie na temat a sam temat zrobił się czerstwy.
    Palestyna to skomplikowana, trudna i bolesna kwestia. Moim zdaniem syjonistyczny eksperyment to w najlepszym przypadku tragiczna, anachroniczna pomyłka i największa po Shoah tragedia żydów. Która ma wielkie szanse na skończenie się paskudną katastrofą. Bez względu na kontekst.
    Co do ludzkości, nikt poinformowany nie powinien mieć złudzeń. Gatunek ma nieźle rozwinięte myślenie techniczne i wynalazczość, a zarazem instynkty oraz mechanizmy społeczne na poziomie szympansów.