Hołd toruński

Teatrzyk pod Anumlikiem
zaprasza do Szopki Świąteczno-Noworocznej na:
HOŁD TORUŃSKI
PROMISSIONIS ENIM VERBUM

Kiedy ranne wstają zorze
my ci, Ojcze Dyrektorze,
przynosimy na śniadanie
z serc płynące miłowanie.
Jak latarnia morska w porcie
błyszczysz na toruńskim torcie,
a twa chwała, Święty Ojcze,
opromienia nas,
jak zorza
pełna bożych łask.

CHÓR:
Niech w kościołach dzwonią dzwony
od Lizbony po Warszawę,
a toruńskie antyfony
niech masońską głuszą wrzawę!

AKT I

PREMIER:
– Chcemy przekształcać Europę. Z powrotem ją – takie jest moje marzenie
– rechrystianizować!
EUROPA:
– Wała! [pokazuje gest Kozakiewicza]

PREMIER:
Fundament godności? Krew bohatera,
co wzrusza cię zawsze, gdy wieje zły wiatr.
Fundament godności włości rozpościera
po ziemi piastowskiej – od morza do Tatr.
Fundament godności? Śpiew skowronka,
gdy przed ganek wyjdziesz porankiem.
Fundament godności? – do Maryi Koronka
odmawiana w kapliczce za gankiem.

CHÓR:
Godność wnet twe przyrodzenie
chyłkiem sprowadzi na ziemię,
gdy – nie bacząc na wzniosłości
– wygódka twój tyłek ugości.

KURTYNA

AKT II
[Premier zawył (bacząc by szyi nie odwyć)
z radości. Pobożnością odepchnął dziewic chuć
pod piedestał. Wyć – krasawczyk – nie przestał,
gdyż w znoju pobożnym, zapomniał co zbeształ.
]

CZERWONY KAPTUREK [zbesztany, na proscenium]:
Zaplątał się kapturek
– pacholę – w ogórek.
I choć nie był czerwony
swawole cudzej żony
(też jej było Ogórek)
wplatał w zgodny chórek:
Bacz, byś lwicy lewicy
nie usadził na pticy!
Bo miast ostrego Rydzyka
wylezie Magni-ci-fikat.

PTICA:
Orzeł Polski, swojsko białym zwany,
kamiennym łupnął w Putina bon motkiem.
zapomniał – w czerwień malowany
– że nie należy sierpa pieścić młotkiem.

PUTIN:
Kto mi powie, że w Smoleńsku
hel przyglebił tutkę w błoto
temu wrzucę (po błazeńsku)
trotyl w rzyć – pod Bramą Złotą.

Kto mi powie, że w Smoleńsku
Antoś nie popuścił w gacie
temu Bacha po klezmersku
puszczać będę po roracie.

CHÓR:
Złapał se Toruńczyk relikwiarz bojowy,
poszedł na pohańca, a wrócił bez głowy.
Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
a jak nie pocierpisz, będziesz potępiona.

Głowę Toruńczyka podmienił Antoni,
z relikwiarzem w łapie gorszy sort pogonił.
Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
a jak nie pocierpisz, będziesz potępiona.

Gorszemu sortowi odrastają macki
nad Toruniem krążą już złowieszcze gacki.
Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
a jak nie pocierpisz, będziesz potępiona.

KURTYNA

AKT III

[Pośród bezkresnych stepów Heartlandu, w oparach absurdu unosi się głos przepowiedni Wernyhory.]

WERNYHORA:
Putin, samotny, choć nie idiota,
przywiędłego Antka odwiązał od płota.
Antek, na piec usiadłszy rzekł: Nareszcie
upiekę Europę z ras-el-hanout. W cieście.
Prezes sczeźć cześć chciał Władymira
nie bacząc – durny – że wyjdzie na świra.
Władymir aktywnie doczekał Godota;
zarządza polskim niebem. Prezes idiota.

LUD BOŻY RADIOMARYJNIE SKAŻONY:
Czym my winne, Ludki Boże,
że spod samego Aleppa
przywędrowały przez morze
miazmaty obcego nam szczeppa?

CHÓR:
De-eN-A niech demony
wracają do Sy-ry-i!
Matko Boża, Panno Święta,
naród błaga na kolanach,
genetyczne zrzuć z nas pęta;
Dziewico Niepokalana.

CHÓR:
De-eN-A niech demony
wracają do Sy-ry-i!
My ci świeczek nastawiamy:
z wosku, znad Wisły, pszczelego,
tylko wyrwij te pogany,
z wiernego ci ciała naszego.

CHÓR:
De-eN-A niech demony
wracają do Sy-ry-i!

EPILOG

GŁOSY TRZECH TENORÓW – PREMIERÓW – ZZA KURTYNY:
My z pokolenia slim-fit
dbamy głównie o sznyt,
nie wiemy co to spleen,
na gówno mówimy – gmin
(czasem z francuska – merde
gdy gandzią sztachamy się),
poglądy mamy przechodnie:
ważne, by nosić się modnie.

KURTYNA

LIMERYK ANUMLIKA SPOD KURTYNY:
Jarosława orzechowe spojrzenie
złe plemię sprowadza na ziemię.
On wnykiem,
dotykiem
księdza Oko, miodem i cierpieniem.