Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

20.12.2017
środa

Richard Dawkins a sprawa Świąt 

20 grudnia 2017, środa,

10 grudnia 2007 roku brytyjskie media obiegła sensacyjna wiadomość – Richard Dawkins, czołowy ateista kraju, niefrasobliwie przyznał się w programie BBC, że obchodzi Święta Bożego Narodzenia! Zaledwie rok wcześniej pierwsze wydanie jego książki „Bóg urojony” wdarło się przebojem na listy bestsellerów, pozostając na niektórych przez kolejne 12 miesięcy. Zaledwie dwa miesiące wcześniej Dawkins wraz z innymi czołowymi postaciami tzw. nowego ateizmu – Samem Harrisem, Danielem Dennetem i Christopherem Hitchensem – zasiadł w rezydencji tego ostatniego do słynnej dyskusji na temat współczesnego ateizmu, a nieformalną grupę przezwano Czterech Jeźdźców (Nie-Apokalipsy). Wojujący ateizm przeszedł wreszcie do ofensywy…

A tu nagle, że Święta. I że z choinką. I w dodatku, że lubi przejść się do kościoła pośpiewać sobie kolędy, mimo że niewierzący (bo woli te tradycyjne, religijne a nie lubi świeckich, jak „Rudolph the Red Nosed Raindeer” czy znienawidzone „Jingle Bells”). „Nie rozumiem, czemu kogoś to dziwi” – zdziwił się niewinnie słynny biolog, wszak on sam czuje się kulturowo chrześcijaninem („I’m a cultural Christian”). A jako taki nawykł do obchodzenia Świąt i nie widzi powodu dla którego miałby zrezygnować z takiej przyjemnej, rodzinnej okazji.

„Nie jestem z tych, którzy chcą wykorzenić świąteczne tradycje. Historycznie UK jest krajem chrześcijańskim, a ja kulturowo należę do tej tradycji, tak jak inni kulturowo są muzułmanami albo Żydami, nawet jeśli są niewierzący” – wyjaśnił w debacie z konserwatywnym posłem Markiem Pritchardem, kiedy ten drugi zaczął narzekać, że chrześcijańskie święta są spychane do podziemia przez takich jak Dawkins (Pritchard akurat zażądał debaty w parlamencie na temat „christianofobii”).

Na świątecznie nastrojonego Dawkinsa sypnęły się gromy – z każdej strony. Co bardziej radykalni ateiści, że obłuda i że narobił obciachu walce o słuszną sprawę. Co bardziej radykalni chrześcijanie (wszelkich odłamów, ale unisono), że bluźnierca, hipokryta i nic świętego dla niego nie ma. I jaki w dodatku bezczelny, powinno mu się zakazać wchodzenia do jakiegokolwiek kościoła i kolędowania. Wara ateiście jednemu od Christmasu! Obie strony wyjątkowo zgodnie i nieco obłudnie zaczęły się głośno zastanawiać, czy fakt, że Dawkins nie może żyć bez świąt, nie oznacza aby, że jednak ma pewne wątpliwości co do swojej niewiary?

Dawkins nieszczególnie przejął się zamieszaniem i w kolejnych wypowiedziach tłumaczył, że Święta dla większości ludzi stały się tradycją nie tylko kościelną, ale i świecką, zatem jako taka należą się wszystkim (choć jest przeciwny komercjalizacji i wariactwu przedświątecznych zakupów). Że to Kościół wykazuje się tutaj obłudą, odmawiając ateistom prawa „do choinki”, a jednocześnie wieszając wieńce z ostrokrzewu, jemioły i innych zimozielonych roślin, które używane były do dekoracji już w czasach przedchrześcijańskich przy celebrowaniu rozmaitych wariantów pogańskich świąt przesilenia zimowego (z którym to okresem dziwnym trafem w pewnym momencie zbiegła się data Bożego Narodzenia…). Wszak Święta (jak i inne tradycje homo sapiens) podlegają prawom ewolucji, a Richard Dawkins, jakby nie było, ojciec pojęcia „memu” (w sensie jednostki informacji kulturowej zakodowanej w mózgu i przekazywanej dalej, a nie śmiesznego obrazka z podpisem) coś na ten temat wie…

Od czasu tej pamiętnej debaty Dawkins nie może się powstrzymać i co roku puszcza w eter kolejny komentarz na temat Świąt, któremu niezmiennie odpowiada chór oburzonych. W ubiegłym roku napisał na Twitterze: „Wesołych Świąt życzę wszystkim, którzy potrafią je docenić! Zwłaszcza tym chrześcijanom, którzy lubują się w udawaniu, że istnieje jakaś »wojna ze Świętami«”. Został okrzyknięty trollem, który nawet w ten szczególny czas nie potrafi się zachować…

Jest być może Dawkins jednym z najsłynniejszych ateistów świata, ale z pewnością nie jedynym, który musi się od czasu do czasu tłumaczyć wierzącym współbraciom z obchodzenia Świąt. Któż z nas nie doświadczył choć raz uprzejmego zdziwienia: „Ooo, to wy obchodzicie Święta? No, naprawdę, nie pomyślałabym” lub, co gorsza, uszczypliwego „Taaak? A co świętujcie, skoro w to wszystko nie wierzycie?”.

Okazja jak każda, więc wam odpowiem, co świętujemy! Otóż celebrujemy czas, kiedy w najgłębszych mrokach i chłodach zimy siada się do wspólnego stołu z rodziną lub przyjaciółmi, bo w kupie i przy świetle raźniej i warto o tym od czasu do czasu sobie przypomnieć. Cieszymy się wtedy swoją obecnością i wspominamy tych, którzy nie mogą być z nami, bo są daleko lub też nie ma ich wcale. Świętujemy ludzką zdolność do empatii, kiedy zaprasza się do stołu tych, którzy są w ten dzień sami. Świętujemy dobre jedzenie, bo sztuka gotowania jest takim fantastycznym dokonaniem ludzkości. Świętujemy ludzką mowę, która tak pięknie przekazuje sobie i gawędy, i wspomnienia, i świąteczne dowcipy z brodą. Świętujemy ludzką umiejętność tworzenia muzyki i to, że potrafimy się nią cieszyć, nawet jeśli nie umiemy jej tworzyć sami. Mamy bardzo dużo powodów do świętowania… A czy musimy to robić akurat w tzw. Boże Narodzenie? Nie musimy, ale lubimy! Bo dobrze nam z tym. I w ogóle nie czujemy się winni. Zawłaszczyliśmy sobie Święta tak jak swego czasu Kościół zawłaszczył sobie czas zimowego solstycjum. Ewolucja! To też świętujemy, nawet jeśli nieświadomie.

Wszystkim obchodzącym Święta z różnych powodów – wierzącym i niewierzącym, życzę Wesołych Świąt!

Kostka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 268

Dodaj komentarz »
  1. Kostka – świetnie i akuratnie!
    Oburzeni na Dawkinsa chrześcijanie nieustannie mnie cieszą. Sami na siebie się bowiem oburzają, jako na kradziejów cudzych świąt i obyczajów. Włącznie z terminami tych świąt, bo ukradli terminy immym religiom, czyli astronomii. Wyznają więc te wszystkie zodiakalne figle, a nie tam żadnego Jezuska, który jest przecież zwędzonym Egipcjanom Chorusem.
    I w sprawie świątecznego chodzenia do kościoła przez Dawkinsa rzecz jest taka sama: Dawkins lubi odwiedzać świątecznie kościoły tradycyjnie i stylowo zbudowane, a przez dobre parę wieków i więcej chrześcijanie zawłaszczali święte miejsca pogan oraz innych religii i w tych miejscach budowali swoje kościoły, burzyli obce świątynie, albo je przerabiali na własne za pomocą pokropku i ładnego paciorka.

    Święta ewoluują, jak jest okazja: czas, kultura i miejsce, oraz zimowa i ciemna pora roku, która każdego jaskiniowca świątecznie nastrajała, to się siada wspólnie i czas dobrze spędza. To nie ateista zwędził coś chrześcijaninowi w święta, ale odwrotnie: chrześcijanin, do ewolucyjnie bardzo wczesnej potrzeby spotykania się i zacieśniania kontaktów społecznych i rodzinnych dorobił Maryję z Jezuskiem, udając, że to jest podstawą i treścią spotkań.

    Alleluja i dobrego ! Życzy kominiarz i 50 złotych się należy.

  2. Kostka, jesteś super fantastyczna i świetnie piszesz 🙂 pozdrawiam znad bigosu (dzień drugi)

  3. @Kostka
    Dzieki za mądry, ciepły tekst.Dawkins jest zbyt mądry, żeby miał sie przejmować fanatykami z obu stron.
    Myślę jednak, że Dawkins nie mialby ochoty trafić nawet w Swięta do polskiego ksenofobicznego kościoła Rydzyka, Dziwisza, Michalika, Ryczana..nad którymi unosi sie duch JPII.
    Z dzieciństwa wracaja mi obrazy , zapachy choinki, błyszczących bombek, swieczek, które odbijają się w oknie, że okno jest jak okulary czarodzieaj(Gałczyński), i te dania na stole wigilijnym.
    Wesołych Świat w tę najkrótsze w roku dnii z życzeniami aby…nie będę rpzwijał bo znów wpadnę w obsesję
    Dzięki Kosteczko

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. 20 grudnia
    Dzien Czekisty
    (Всероссийская чрезвычайная комиссия по борьбе с контрреволюцией и саботажем) rowne 100 lat temu, nasz Feliks Edmundowicz Dzierzynski wraz kolegami m.in.Wiaczeslawem Mienzynskim (jeden z zdolniejszych i wyksztalconych w organach, poliglota) utworzyli CzeKa.
    ____
    Pilem u generala FSB, Jura Szewczuk
    https://www.youtube.com/watch?v=zHVFdB49INA

  6. No więc właśnie! Najpierw kaka ukradł święta, a teraz jeszcze usiłuje je nam zatruć swoim jadem.

    http://natemat.pl/224879,bojkot-swietego-mikolaja-zlewaczyli-go-to-ateistyczny-blazen-czerwony-pajac

  7. Przydałoby się paru dyskutantów ale faktycznie wszyscy zajętyk a przeciwna opcja chyba ma stracha

  8. @Nefer 20 grudnia o godz. 19:41

    No bo o czym tu dyskutować? Kostka jest bezkonfliktowa i da się lubić. Czyli jak zwykle ładny tekst, chociaż niekontrowersyjny. W sam raz na święta. Zresztą o ile pamiętam przed świętami zawsze w necie bywało cicho. Przygaszony sezon, let it snow i jingle bells.

  9. a kiedy Swieta? ; )

  10. @ozzy
    Twoje chanukowe światełko pewnie już zapaliłeś. To ostatnie w tym roku. Mazel Tov 🙂

  11. @anumlik 21:20

    tak, dzisiaj byla ostatnia swieczka w pracy a w piatek wieczorem o 15:09
    B-g zaplac!

  12. : )
    moj tesc jewrej to nawet pasterke lubi ogladac z Watykanu

  13. @ozzy
    20 grudnia o godz. 20:53
    Jak będą wolne od pracy dni.

  14. U atieistow, na blogie, niet dwiżeni. Znaczit, po diełam guliajut, ali jaseła gatowljut. Wsio narmalno, pa priwyczkie
    https://youtu.be/uCzmVi7cAtM

  15. Nie cierpię tych świąt bo to jedno wielkie oszustwo.
    Joshua nie urodził sie 24 grudnia a choinka nie ma nic wspólnego z Betlejem.
    Nasze święta to czas opilstwa i obżarstwa i to jedzeniem niezmiernie marnym jeżeli chodzi o wartości odżywcze.

  16. A ludzie co w ogóle z tym karpiem szaleją, obrzydliwe śmierdzące PRLowskie paskudztwo a wszyscy karp karp. Może być każda inna ryba.

    Precz z karpiem.

  17. Trzymam z Dawkinsem 😎 Nie cierpię Jingle bells i Rudolfa, ale Little Drummer może być, byle nie częściej niż raz dziennie. Poza tym stare angielskie carols, wysłuchałem nawet całego koncertu w Bazylei. A na koniec jeszcze był poczęstunek – grzane wino i strucla z marcepanem dla 600 osób!

    Kostka, dzięki za ten tekst!
    Rewanżuję się choinką z życzeniami miłego odpoczynku w gronie rodziny i przyjaciół

    https://photos.app.goo.gl/RTNQ4JhWdFDylXa22

    i dalszymi tonami śniegu (pod moim nickiem)
    Pod koniec są dzisiejsze śniegi jurajskie na granicy z Francją. Bajeczne lasy, choć trochę strach chodzić, bo spadają wielkie poduchy, czasami wraz z konarami 🙄

  18. @Nefer
    20 grudnia o godz. 22:21

    Carpe diem 😎 Poza tym – nie karp się 😉
    Nigdy nie dałem się nakłonić do zjedzenia karpia

  19. Wszystkim ateistom, z okazji odrodzenia się boga Heliosa/Mitry/Jezusa, co na jedno wychodzi, składam najserdeczniejsze życzenia zdrowia i wszelakiej pomyślności. Smacznego jajka takoż. Jeśli cuś pomyliłem, to tylko moja wina. I Tuska.

  20. @sztubak
    20 grudnia o godz. 22:13

    A co z Wielkanocą? Lubisz?

  21. *po cichu prostuje się przed laptopem bo się ewidentnie karpiła*

  22. Się wtrącę między wódkę i zakąskę ale nie znoszę Wielkanocy, mało co mnie tak przygnębia

  23. Jeszcze tylko mała przestroga. Nie przesadzajmy z mlekiem. Można spisieć.
    https://youtu.be/dhcun1byFfA

  24. @Nefer
    20 grudnia o godz. 22:39

    Mnie też. Jako dziecko lubiłem Śmigus Dyngus. Miałem hydronetkę 😎

  25. @Ewa-Joanna

    wolne mam, wedlug kalendarza szwedzkiego, 24, 25, 26 – duzo mamy tutaj tych wolnych dni.

  26. Tobermory
    20 grudnia o godz. 22:46

    Ja musiałam uciekać gdzie pieprz rośnie :/ ale z butelką po podwórku też biegałam

  27. @ozzy
    20 grudnia o godz. 22:46

    24. grudnia w Szwajcarii to dzień pracy. W tym roku wypada w niedzielę, ale sklepy będą otwarte. Dziś widziałem we Francji, że w sobotę otwarte do 21:30, a w niedzielę do 19:00!
    26.12 też tu jest wolny od pracy, a także 2. stycznia.

  28. Nefer
    20 grudnia o godz. 19:41

    faktycznie oraz alleluja to robię przy malowaniu pierników. i do przodu.

  29. Kostka
    Twój wpis wywołuje bardzo nostalgiczne wspomnienia. Pewnie nie tylko moje; każdy z nas, tu bywalców, ma swoje wspomnienia różnych Gwiazdek z dzieciństwa i dorosłego czasu.
    Tak podchodzimy do tych zimowych krótkich dni- okazja do spotkania, wspólnego stołu, wspominania, obdarowania drobiazgami lub tylko stosowną kartką.
    I jeśli listopada jest ponury, grudzień pomimo czasem srogiego zimna jest ciepły wspomnieniem tych kilku dni razem.

    U mnie karp już się schładza w lodówce obłożony cebulką, kapusta z grzybami już w wielkim garze na kuchence, susz na kompot gotowy do ugotowania, śledzie już są w słoikach i pojemnikach do dalszej obróbki, upiekę jeszcze keksa… pozostały świąteczny asortyment przyniosą pozostali wigilijni goście…
    Nefer gotuje bigos (?), niektórzy panowie stoją przy stołach i ciach,ciach,ciach marcheweczka oraz inne warzywa, w tym brukselka, a w którym domu jada się jeszcze rzadko juz spotykane na stołach regionalne i nie tylko potrawy.
    Podobno na stole ma być ich 12…któż się tylu doliczy?

    w tym klimacie najbardziej pasuje mi piosenka Czerwonych Gitar
    https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=3&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwi1raHGypnYAhXmK5oKHQUDCegQtwIIMjAC&url=https%3A%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Fv%3DCFOg7s4dfuc&usg=AOvVaw0_Di6I-UIRC5k5zaMtdEQF

    Ciepłych, rodzinnych, pogodnych świąt z bogatym Gwiazdorem!

  30. Hydronetki są dla burżujów. Prostakom, biedniakom, musiał wystarczać smoczek na butelkę dla niemowląt, od strony kryzy przytkany plastikowym korkiem od jabola (związywało się szpagatem), z drugiej strony, przez dziurkę – pobierało się wodę z kranu. Jakieś trzy, cztery litry. Ile guma wytrzymała. Efekt był niezapomniany.

  31. Tanaka
    20 grudnia o godz. 22:57

    Bardzo fajne te pierniki były, pamiętam:)

  32. gotkowal
    20 grudnia o godz. 23:02

    Butelka po płynie K świetnie się sprawdzała

  33. Nefer
    20 grudnia o godz. 22:21
    nie masz racji z karpiem.
    Teraz karpie dwa-trzy tygodnie pływają sobie w naszych dawnych basenach pływackich i odszlamiają się. Jeśli nie ma karpia, może być każda rybka słodkowodna, a nawet morska, byle nie węgorz.
    Mam ich tyle, że z dziecięciem będziemy zajadać przez wszystkie dni wolne od pracy. I trzy razy dziennie.

    Podobają mi się święta w Holandii- pierwszego dnia świąt bywaliśmy popołudniem na basenie krytym z możliwością zażycia kąpieli na powietrzu…ufff, fantastycznie!

  34. @gotkowal
    20 grudnia o godz. 23:02

    Hydronetka dla burżujów? Przecież to była domowa gaśnica, obok bosaka i tłum(n)icy. Zdobyłem ją na ojcu, który biegając z nią po podwórku pośliznął się na własnoręcznie wyprodukowanym błocie 🙄 Wzruszyłem się wspominając mojego Starego w gumowanym płaszczu przeciwdeszczowym i… laczkach 😉 Tak się śpieszył do „pojedynku” z sąsiadem. Obaj mieli pod czterdziestkę…

  35. Nefer
    20 grudnia o godz. 23:03
    O tak. Był to powiew świeżości, nowoczesności. Europa.

  36. Ojciec miał pod płaszczem pasiastą piżamę…

  37. podobno nawet Epidiaskop dał dyspensę na mięsko już nawet 24 grudnia.
    Komu nie ryby w głowie, ma okazję na schabowe.
    Mogą być malowane lukrem barwionym buraczkami, szpinaczkiem lub pomidorkiem.
    Lukrować zaraz po wyjęciu z pieca.
    ew. zamiast rybki może być kawior …

  38. Tobermory
    20 grudnia o godz. 23:11
    W życiu nie miałem tłum(n)icy. O bosaku nie wspominając. Jeśli nie liczyć, tych plastikowych, z gry o nazwie „bierki”.

  39. @Tobe

    tutaj tez sklepy otwarte, niezaleznie od swiat i niedziel, czasami tylko krocej. Prawde mowiac, tutaj wiekszym swietem jest Midsommar anizeli Boze Narodzenie czy Wielkanoc.
    Oczywiscie, prezenty, wielkie zarcie i picie. Osobiscie lubie sledzie, bez ktorych nie ma swiat. O do sledzi jakies sznapsy np szwedzki OP Andersson – i to jest moja jedyna konsumpacja alkoholu w roku (jakas cwiartka per capita/rocznie). Poza tym nie pije.

  40. Kawior, łosoś wędzony, gravlax, wędzony jesiotr z lokalnej hodowli (ciepła woda wypływająca ze źródeł nawierconych przy budowie 37-km tunelu kolejowego…) Bliny do tego. A przedtem barszczyk z uszkami…

  41. Do blinów jeszcze tatar ze śledzia, kwaśna śmietana…

  42. @gotkowal
    20 grudnia o godz. 23:21

    To u was nie chodził strażak i nie sprawdzał?

  43. Tłumica (u mnie się mówiło „tłumnica”) to było taki metalowy pręt na drągu, wygięty w formie łopaty i owinięty parcianą szmatą. W razie pożaru trzeba to było zanurzyć w wodzie i tłumić płomienie.
    Nigdy tego nie użyliśmy, ale raz, gdy moja matka spaliła w piecu stare buty gumowe i w kominie zajęły się sadze, to takie iskry leciały z komina, że niewiele brakowało 🙄

  44. Żadnego karpia. Podjadam bigos, musiałam sprawdzić czy dobry 🙂

  45. @ozzy
    20 grudnia o godz. 23:21

    Śledzie mogą być na wszystkie święta 😎
    Tutaj to luksus droższy od łososia.

  46. Za łososiem też nie przepadam.

    @Konstancja

    Widzisz, u mnie nie ma „jeśli nie ma karpia” Tego karpia nie ma przede wszystkim

  47. Tobermory
    20 grudnia o godz. 23:24
    A co jakiś strażak miał do sprawdzania. Czy inni panowie z Urzędu Skarbowego, Sanepidu czy Inspekcji Pracy. Oni mieli kieszenie otwarte na propozycje. Koszta systemowe.

  48. W domu rodzinnym zawsze był karp na Wigilię, mimo że ojciec łowił wspaniałe szczupaki, które moja rodzicielka przyrządzała faszerowane w galarecie. Nadzienie i galaretę bardzo lubiłem.
    Cały ten horror z żywymi karpiami, które pływały w wannie, a potem, ledwie się przyzwyczaiłem i zaczynałem im puszczać stateczki z papieru, ktoś je musiał zatłuc…

  49. śledź jeszcze kilkanaście lat temu obecny w sklepach rybnych,w beczkach, solony lub luzem świeży, z czasem nieco pogardzany, bo tani (niezrównane śledzie zielone opiekane i w zalewie octowej mojej Babci !ummmm) dziś prawie nieobecny w marketach, bo sklepy rybne jakoś zniknęły z naszego krajobrazu.

    Karpie z Milickich stawów w Poznaniu do nabycia na dawnych basenach pływackich na Niestachowie- 4 wielkie baseny pełne karpii…wyobrażacie sobie? dziś stałam w kolejce ponad pół godziny, w asortymencie sklepu tylko karpie

  50. @gotkowal
    20 grudnia o godz. 23:42

    W procedury nie byłem wprowadzony 🙁 Ale bosak i tłumicę (oraz strażaka) pamiętam.

  51. @konstancja
    20 grudnia o godz. 23:44

    Stawy Milickie znałem głównie pod względem ornitologicznym 🙂

  52. Nefer
    20 grudnia o godz. 23:38
    trochę szkoda, że nie robisz karpia; liczyłam na nowy przepis; nie, żeby coś się domownikom w moim karpiu nie podobało (najczęściej z dwóch prodiży, bo nie mam w domu piekarnika)

  53. Tobermory
    20 grudnia o godz. 23:46
    też można je z tej strony poznać 🙂

  54. Tobermory
    20 grudnia o godz. 23:44
    Dla ścisłości: w zestawie było jeszcze blaszane wiadro, pomalowane na czerwono i piasek.

  55. @gotkowal
    20 grudnia o godz. 23:53

    O piasku zapomniałem 🙁

  56. @Tobe

    tak, tak…znam nieco Szwajcarie..St Moritz (tu mieszkal jeden z moich „przyszywanych” wujkow, jego syn ortodoks z Monsey NY handlowal zegarkami, bywal czesto w Genewie) a niedawno moj znajomek otrzymal obywatelstwo tego kraju (pracowal niegdys w szw. amb. w Bern).

    Sledzie holenderskie sa OK – Dutch raw herring/Maatjesharing

  57. po polnocy — a do pracy mam na 8.30 (za oknem wiosna) +5C
    _________________________
    na dobranoc*

    cover Led Zeppelin „Whole Lotta Love” w wykonaniu Beth Hart Band
    https://www.youtube.com/watch?v=6WwMg20XYVs

  58. Na dobranoc – Anna Netrebko, budząca w Szwajcarach dzikość serca:
    https://www.youtube.com/watch?v=7tUq8Q_b8Lg

  59. @ Kostka
    Mialas odwage zacytowac slowa Dawkinsa: „I am a cultural christian”. Ilu na tym blogu mogloby sie tak sie okreslic? Przeciez tu dominuje poglad, ze chrzescijanstwo to najwieksze nieszczescie jakie spotkalo Europe. Nie dosc, ze samo w sobie nie do opisania wredne, to jeszcze, kurcze, tradycje poganom podebralo. Lepiej by nam bylo byc „cultural heathens”. A tu nagle znany ateista widzi w chrzescijanstwie swoje kulturowe korzenie. To dopiero dziwo!
    Napisalas ladny wstepniak.

  60. Odwaga, żeby zacytować Dawkinsa? 😯
    Przecież to zwyczajne stwierdzenie faktu, że mamy kulturę taką, a nie inną. Tak historycznie wyszło. Kiedyś przeminie.

  61. A Dawkins miał szczęście, że nie urodził się w Polsce, kraju katolickim, ale mało chrześcijańskim 🙁

  62. I am a cultural christian. Szkoda że nikt się mnie nie zapytał czy chcę.

  63. @ Tobermory
    Zwyczajne stwierdzenie faktu, ze mamy taka kulture a nie inna? Czy sam przyznajesz sie do tej kultury? Przeciez ciagle zaprzeczasz, ze chrzescijanstwo moglo byc inspiracja dla sztuki.

  64. A to tak bardziej z katolicka czy z chrześcijańska?

    http://memnews.pl/img/39151/i-wytlumaczyl-slowa-papieza/

  65. Tobermory
    21 grudnia o godz. 0:39
    miał szczęście, nawet nie wie, jak wielkie.

    Kruk
    chrześcijaństwo niewiele ma już wspólnego z katolicyzmem, szczególnie w polskim wydaniu. Właściwie odwrotnie:
    katolicyzm, szczególnie w polskiej sekcie, niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem

  66. @ Nefer
    Do kogo kieujesz swoj zal?

  67. @kruk

    Do konwencji wychowania a zwłaszcza lekcji religii gdzie mi tłuczono do głowy jaka to jestem grzeszna i nic nie warta.

  68. @ Konstancja
    A czy to zmienia fakt, ze Europa, w tym i Polska, maja przeszlosc chrzescijanska?

  69. @ Nefer
    Czy ktokolwiek na swiecie mial wybor swiatopogladu? Wlasnego trzeba sie dorabiac i czasem drogo za to placic.

  70. A kruk, jak zwykle, niczego nie pojęła.
    Tym razem niczego nie pojęła z tekstu Kostki.

  71. Bo kruk musi rozdrapać dokładnie ten sam urojony problem,
    którego urojenie wyśmiał Dawkins.

  72. No wiecie, miałam napisać jak mi sie podoba wstępniak Kostki, ale na chwile przysiadłam w wygodnym fotelu i zmogło mnie…
    Po przeczytaniu waszych rozmów troche sie dziwię wypowiedzi @kruk, bo taka jakas ni do ładu ni do sensu… Sorry.
    Toż wiadomo, że jesteśmy produktem naszej cywilizacji a ta oparta na takiej a nie innej religii. I można się z tą religią nie zgadzać, można zgadzać, ale po cholere generalizować? jak ja jestem ateistką, to co mam wywiesić plazdron – nie obchodzę świąt? I co mam siedzieć jak ta głupia w te wolne dni i nie obchodzic bo jestem ateistką? No bądzmy normalni…
    Moje święta a właściwie wigilia nie ze śniegiem, ale jednak te drogie śledzie są, barszczyk i uszka też, poza tym troche urozmaicenia lokalnego i klimatycznego. Karpia nie ma – tutaj uważany jest za paskudztwo ( zresztą węgorz też) i się nie jada. No jakas tam ryba będzie w fałszywym sosie greckim i chwacit. Piwo i lody są.
    W ogóle Christmas australijski to mało religijny jakoś, tego Dżizusa jak na lekarstwo i tylko Santa grasuje po sklepach. A w sklepach pełno ludzików, bo na zewnątrz gorąco a tam miły chłodek. I pojeść można i innych rozrywek zażyć. Cała kupa luda chodzi w tych idiotycznych czapeczkach z pomponikiem, niektórzy mają różki reniferowe, baby kolczyki z bombek na szczęście choinkowych i fajno jest. Mnie to nie przeszkadza, czasem śmieszy szczególnie wymyślne przebranko, potem będziemy sobie wszyscy gromko zyczyć Merry Christmas i się zyczliwie szczerzyć do wszystkich. I komu to szkodzi?

  73. Nie rozumiem Cię @kruku, jeśli jestem ateistą, to nie powinienem słuchać chorałów gregoriańskich, podziwiać katedry kolońskiej czy fresków w Bazylice Piotrowej? Fakt że jeżdżę samochodem produkcji niemieckiej nie czyni ze mnie wyznawcy niemieckiego ordungu.

  74. Precz z Karpiem ! Zamordować Mikołaja ! Pozamykać sklepy, przecz z komercją !
    Zaprawdę powiadam wam, nikt tak tych świąt nie nienawidzi jak „prawdziwi katolicy”. Dziwnym nie jest – w nienawiści są oni wprawni, do wszystkiego co choć odrobinę jest zabawne.

  75. kruk
    21 grudnia o godz. 0:52
    mogę tylko ubolewać, że chrześcijaństwo to już tylko przeszłość i z teraźniejszością już nic nie ma wspólnego.

    Ktoś podesłał link do wypowiedzi prof. Tadeusza Bartosia- przeczytaj, może inaczej spojrzysz na to, o czym tu mówimy. Nie musisz zmieniać zdania.Zmień spojrzenie

  76. errata:
    jest: mogę tylko ubolewać, że chrześcijaństwo to już tylko przeszłość i z teraźniejszością już nic nie ma wspólnego.

    winno być:
    mogę tylko ubolewać, że chrześcijaństwo nie jest już tylko przeszłością i z teraźniejszością już nic nie ma wspólnego.

  77. Piękne dzięki za te wspaniałości, to poezja dla mej duszy ateisty. Od lat lepię uszka do barszczu i jeszcze dodatkowo robię zupę grzybową. Do kościoła też mi się zdarza zajrzeć, nie tylko by podziwiać gotyk ale i w poszukiwaniu ciszy. A i misteria wielkanocne mają pewną podniosłość. Nie sądziłam jednak, że Dawkinsowi, tam na Zachodzie, może się obrywać za świąteczne ciągoty. Dlatego dzięki za ten artykuł, potęga religii jest porażająca.”Nie ma czego się bać” Juliana Barnesa, i wiara w Boga jako rozpowszechniony instynkt; religia zawsze skłonna była do autorytaryzmu.

  78. 60vito

    A powinieneś być, to solidne samochody 😉

  79. @Nefer
    21 grudnia o godz. 9:10

    Solidne samochody to kiedyś były szwedzkie, ale i to se ne vrati 🙁

    @kruk
    21 grudnia o godz. 0:46

    Możesz mi przypomnieć, w którym miejscu ciągle (albo chociaż raz) zaprzeczam, że ze chrzescijanstwo moglo byc inspiracja dla sztuki?
    Czym inspirują się malarze, rzeźbiarze, poeci, kompozytorzy, architekci? Tym, co ich otacza, własnymi przeżyciami, gustem mecenasów, a czasem wyobrażeniem o potrzebach prostego ludu. Wtedy tworzą jednoznaczne dzieła czyli kicz, disco-polo, Arkę, łopatologiczne kabarety, kościoły-potworki i w ogóle chłam, który nas okrąża i pogrąża w chaosie barw i dźwięków 🙁
    Czy artysta musi wierzyć w zmartwychwstanie, aby je namalować?
    Albo kochać JPII, aby tłuc seryjne pomniki?

    Podróże do innych kultur mogą też pomóc zrelatywizować trochę naszą koncentrację na własnym pępku.
    Co wiemy na przykład o prastarej kulturze Indii? Czym inspirowali się twórcy tego tysiącletniego reliefu?

    http://reisenundessen.de/wordpress/wp-content/uploads/2014/03/Indien-1636r.jpg

  80. @Alkana
    21 grudnia o godz. 8:55

    Dawkins powiedział to 10 lat temu i wtedy też mu się za to oberwało.
    Bo i na mitycznym Zachodzie są ludzie, o których psycholog prof. Maruszewski mówi, że są leniwi i poszukują głównie takich interpretacji, które są możliwie proste, by nie rzec – prostackie.

  81. Wracając wczoraj z bajecznie zaśnieżonej Jury słuchałem radia, a w nim obszernych informacji o aktualnych działaniach Unii wobec Polski i ogólnie o Gnomie, Dudzie, „totalnej opozycji” oskarżonej o denuncjację (gdyby nie opozycja latająca do Brukseli na skargę, to kto by wiedział w świecie, co się dzieje w Wolsce?) misji dziejowej prezesa itd. Słuchałem i coraz bardziej zapadałem się w sobie 🙁

  82. Wszystkim braciom i siostrom w niewierze dedykuję „12 days od Christmas”.

    https://www.youtube.com/watch?v=UGtAa3klQNk

    I oczywiście moja ulubioną „caroll” silnie pogańską. czyli „Deck the Hall” 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=RPCXMTnO2Yw

    Każdy już przyszykował swój „gay apparel? 🙂

  83. Rzeczowy ,miły i ciepły tekst.Sami chrześcijanie powinni dbać o to by ich religią nie była religią wykluczenia kogokolwiek.

  84. prospector
    21 grudnia o godz. 11:14

    Rety ! Jak to ładnie powiedziałeś. Jak oni, ci chrześcijanie, to robią i im się to tak dobrze udaje – wykluczają i wykluczają?
    Może chodzi też o to, że ich właściciel to jest Pierwszy Wyklucznik.

  85. Tobermory
    21 grudnia o godz. 10:33

    Z tym zapadaniem się to trzeba ostrożnie. Jak się człowiek w aucie tak zapadnie, że oczy poniżej krawędzi szyby – mogą być przykre skutki. Co dowodzi, że robota Dudy i jego szefa w ogóle jest bardzo niebezpieczna pod względem skutków.

  86. Alkana
    21 grudnia o godz. 8:55

    Definicja pychy: uszka barszczowe i aromat zupy z borowików w ciszy gotyckiej katedry. Wchodzę, i nie wychodzę. Chwilo – trwaj !
    A Jezusek zachwycony: nie miałem pojęcia, że wy, tam w tej waszej Wolsce, robicie takie pyszne żarcie na święta !

    Religia ma autorytaryzm w genach. Inaczej być nie może.

  87. mickor
    21 grudnia o godz. 6:48

    Najśliczniejsze jest to, gdy prawidłowy katolik łamie się opłatkiem, znaczy – łamie Ciało Chrystusa – ze znienawidzonym wujem i tak pięknie mówi: Bóg z tobą! Wuj, któremu żyły wyszły na wierzch od tego pięknego życzenia, odpowiada znienawidzonemu krewnemu: Pokój między narodami i Najświętsza Panienka !
    Na co bratanek – z nabiegłymi krwią oczami – odpowiada: Niech nam się stanie wedle słowa twego.
    Po czym obj padają sobie w ramiona i pełni szlachetnej nienawiści, klepią się po plecach, aż dudni. Obecna przy tym wnusia ma dziwne wrażenie, że obaj chcą sobie nawzajem odbić płuca.
    Następnie wszyscy siadają do wigilijnego stołu. A babcia intonuje kolędę.

  88. Ewa-Joanna
    21 grudnia o godz. 2:38

    To mnie bardzo ciekawi: jak to jest, tak na amen się przestawić ze świąt w puchowym śniegu, mrozie, albo błocie, na święta w upale 40 stopni w cieniu?

  89. konstancja
    21 grudnia o godz. 0:46

    Stanisław Obirek, były jezuita, którego lubię, zastanawia się czy katolicyzm to w ogóle chrześcijaństwo.
    Poza tym, że ogólnie lubię Obirka, to lubię też jego szczerą naiwność.
    Jest jeszcze porządniejsze pytanie: czy chrześcijaństwo to chrześcijaństwo? Jezusek bardzo by się zdziwił na to, co się powyrabiało. Ale, jako nieistniejący, nie ma poważnych szans na zdziwienie. Dlatego jest jak jest, jak to mówią.

  90. Nefer
    21 grudnia o godz. 0:46

    Neferko: Franciszek usiłuje być poczciwy i ludzki. Ale przecież rację ma ten zakonnik Łacheta: Jezusek jest celem naszego dążenia – jak stoi w klasycznych modlitwach i jak to genialnie muzycznie przedstawił Jan Sebastian Bach. Każdy chrześcijanin jest bardzo niecierpliwy, by się z Jezuskiem jak najszybciej spotkać. Dlatego powinien leźć między terrorysty i sam się stanowczo domagać kuli. Osiągnie tym dwa, bardzo przyjemne i cne skutki:
    1. zaraz się spotka z Jezuskiem i jego tatą, co jest – jak mówił nasz ulubieniec – Ważne Na Sposób Szczególny.
    2. zostanie męczennikiem, co wyznawcy daje punkty za pochodzenie przed Obliczem Pana i dostaje fotel w pierwszym rzędzie.

    Zawsze mnie też dziwiło, czemu prawidłowi wyznawcy Wszechmogącego mają na pogrzebie takie smutne miny i nawet się czasem poryczą. Przecież zmarły współbrat wcale nie umarł, ale Żyje Przed Obliczem Pana i zaznaje szczęścia o które wszyscy tak intensywnie zabiegają. Powinni być zadowoleni. Ba – skakać z radości, fobić fiesty, tańczyć na ulicach i upijać się ze szczęścia.
    Czemu tego nie robią?

  91. @Tanaka
    21 grudnia o godz. 11:47

    I w ogóle na taką krótką noc o tej porze 🙄

  92. @Tanaka
    21 grudnia o godz. 11:47
    Oj zwyczajnie – ubierasz kąpielowe galoty.

  93. Kostka – miły, ciepły, rozsądny post.
    Podpisujem siem obiema rencami.
    Wesołego…(nie każdy doda sobie co mu w duszy gra)!

  94. Jaromir Nohavica o „czarnej dziurze” i nie tylko. Pieśniczka je pikna i pozostaje nie tylko w łączności z poprzednim wstępniakiem Lewego:
    https://www.youtube.com/watch?v=OK6qpvQUKS0

  95. Tanaka….”Każdy chrześcijanin jest bardzo niecierpliwy, by się z Jezuskiem jak najszybciej spotkać. Dlatego powinien leźć między terrorysty i sam się stanowczo domagać kuli.”

    Tanaka – brniesz w jakieś bzdurne solipsyzmy. Są tacy chrześcijanie co jeszcze nie chodzą – bo się zostali chrześcijanami w wieku niechodzącym – co z nimi??

    Kostka – to świetny tekst … i dzięki.

  96. Tanaka…….”Zawsze mnie też dziwiło, czemu prawidłowi wyznawcy Wszechmogącego mają na pogrzebie takie smutne miny i nawet się czasem poryczą.”
    A w Meksyku Ty był??
    Bo tak se pierd*****olisz na użytek wewnętrzny. (znaczy – swój)

  97. Tanaka …..”Zawsze mnie też dziwiło, czemu prawidłowi wyznawcy Wszechmogącego mają na pogrzebie takie smutne miny i nawet się czasem poryczą.”
    Tanaka – Ty jeszcze raz przeczytaj tekst Kostki …albo dwa razy……..choć pewnie trzeci raz nie byłby od parady.

  98. Chrześcijaninem zostaje się na ogół nieświadomie przez podstępne zawłaszczenie. Chrztu nie da się odchrzcić, święconej wody odświęcić. A ponieważ woda święcona kontaminuje już wszystkie akweny i prysznice, to wystarczyłoby wypowiedzieć odpowiednią formułkę na każdej plaży Morza Czerwonego, Oceanu Indyjskiego i innych zbiorników wodnych, gdzie taplają się muzułmanie, Żydzi i inne wyznania, i ochrzcić ich wszystkich in gremio, a potem to ogłosić na forum ONZ i na fejsbuku, żeby do wszystkich dotarło 😎

  99. Dawkins wie dużo więcej o chrześcijaństwie i w ogóle religii niż niejeden bezrefleksyjny wierzący, który na co dzień niewiele ma wspólnego z religią. Ilu takich jest w Polsce!

  100. Tobermory
    21 grudnia o godz. 14:17

    ha ha ha 😀 jesteś okropny 😀

  101. @Nefer
    21 grudnia o godz. 14:47

    You are welcome 😉
    A na deser Mario Lanza

    https://www.youtube.com/watch?v=wGJc6KrXdb4

  102. ooo trzej tenorzy, jakie ładne 🙂 wielkie dzięki

    (czy któryś śpiewał coś jak dolce gabbana bo dobrze nie słyszałam?)

  103. Sir Jarek
    21 grudnia o godz. 13:29

    Tak pilnie, chłopcze, chciałeś Tanace „przypie.dolić” (tylko cię cytuję), że nie zauważyłeś, że jego refleksja o smutnych minach wyznawców Wszechmogącego na pogrzebie jest w bok od pięknie przedstawionego, pogodnego tematu Kostki. Frazeologizm „grobowa mina” nie powstał z powietrza, lecz z pogrzebowego smutku chrześcijan, nawet – rozpaczy. Widziałeś w Polsce lub gdziekolwiek w Europie na cmentarzach jakieś wesołe tańce chrześcijan, zabawy, słyszałeś przyśpiewki w rodzaju „Umarł Maciek, umarł, już leży na desce”? Zwyczajem małolatów natychmiast poleciałeś w świat, żeby coś znaleźć PRZECIW. Czy to było zaprzeczenie tego, co powiedział Tanaka? Nie. To było prosto z ludowych mądrości:

    – Palący umierają na raka płuc.
    – Nie zgodzę się z Tobą. Mój dziadek w Meksyku zmarł z przepicia.

    Nie ma we współczesnej europejskiej, czyli głównie chrześcijańskiej tradycji, radowania się z okazji śmierci. Skoro już wylądowałeś w Meksyku, to zostań dłużej i dowiedz się, czy tamta tradycja jest chrześcijańskiego chowu czy innego.

    Bo pogrzebowych wesołości, owszem, trochę w świecie jest. Ale obydwa źródła chrześcijaństwa, więc i obrzędowa praktyka, są tak dalekie od radości i wesołości, że enigmatyczny starotestamentowy raj i równie enigmatyczne nowotestamentowe zapowiedzi nagrody po śmierci dla zasłużonych nie bardzo są widać przekonywające, skoro na początki drogi do raju odprowadzający zmarłego chrześcijanie mają grobowe miny, smucą się, płaczą, wyją wniebogłosy, a nawet próbują wskoczyć do grobu niech im ziemia lekką będzie.

  104. Kostka

    Kosteczko, mimo żem nie święty ani świętujący i niczego nie obchodzący, dlatego się do tematu nie dokładam, to jednak niezmienne moje uznanie dla ładności, oszczędności, klarowności i prostoty Twego słowa. Bardzo mi przyjemnie czytać teksty, po których nic nie trzeba mówić, bo w trakcie czytania wszystko się przeżyło, przeczuło, przemyślało, więc można pomilczeć.

    Nawiasem mówiąc, i Ty, i Dawkins, i ja, i jeszcze paru myślimy chyba podobnie: że wierzący i niewierzący niespecjalnie się od siebie wzajem różnią. Gdyby nie zarządcy bożego słowa, który mają interes, by były wrogość i konflikt, różniliby się co najwyżej tak, jak się różnią lubiący kolor niebieski od lubiących zieleń.

  105. @Nefer
    21 grudnia o godz. 16:09

    Jak się dobrze wsłuchać, to brzmi raczej jak Deutsche & Albaner 😎

  106. Brywieczór wszystkim!

    Przepraszam, że się nie odzywałam ale dopiero co wrócilam z pracy i wreszcie oficjalnie zaczynam przerwę świąteczna! Więc będę nadrabiać zaległości wkrótce bo z gotowaniem (i wszelkimi innymi przygotowaniami) i tak jestem w lesie! 😉

    Póki co dziękuję za wszystkie miłe słowa na temat wstępniaka, a poza tym cieszę się że znalazł się pombocek bo już zaczynałam się martwić!

  107. @Nefer
    21 grudnia o godz. 19:00

    Ten Huptyś istnieje naprawdę 😯
    Rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa. Listy hołdownicze jak za Stalina 😉

  108. @ 60vito 21.12 o godz.2:55
    No wlasnie, nie zrozumiales mnie. Ja jestem kulturowa chrzescijanka i wszystko, o czym piszesz, podziwiam. Natomiast jest na tym blogu kilka osob, ktore chrzescijanstwu odmawiaja roli kulturotworczej a Ewangelii nie uwazaja za zrodlo etyki. Chyba nie musze wymieniac nickow.

  109. Kostka

    Kostko/Kosteczko, powiem Ci deczko. Wszelkie słuszne i cudne słowa o kobietach, jakie tu padły i padną, przed świętami, idą w kąt z racji, że kobiety nie mają ich jak słuchać, bo muszą zapierniczać. Chyba że ktoś jest kobietą koło mnie, to nic nie musi. Żona musi, ale nie dlatego, że ja życzę, lecz dlatego, że inaczej nie potrafi. Nazywa się to „tradycja”. Niech się nazywa jak chce.

    Przesyłam Ci ostatnioniedzielne grzyby: zimówka aksamitnotrzonowa i gąsówka szarobrązowa. Zdjęcie gąsówki jest z internetu, bo swoje przez nieuwagę skasowałem. Poznałem tego grzybka właśnie w niedzielę na mierzei, a wcześniej jej nie widziałem na oczy. Jadalna, ale nie próbowałem, bo była robaczywa, a ja za mięsem nie przepadam.

    Zimówka aksamitnotrzonowa to, można powiedzieć, zimowy standard: ani smaku, ani zapachu, tyle że atrakcja: zimą świeży, niehodowlany grzyb.

    No i przesyłam Ci w podzięce za bardzo piękny tekst coś, czego w życiu unikam, czyli muzyki, ale akurat nie tej.

    Staram się nie mówić o sztuce, więc tylko powiem, że greckie śpiewanie i granie to dla mnie najbardziej przejmująca opowieść o radości, smutku i patosie istnienia. A kiedy śpiewa pieśniarz, a z nim nie wytrzymuje i śpiewa, nuci z przejęciem parę tysięcy ludzi, to prócz smutku i radości mam gęsią skórką i włosy dęba. Tylko na wodzie i przy takim śpiewaniu mam święto. Dobry wieczór i dobranocka. Ale młodziutki ten Theodorakis.

    https://youtu.be/o1I_VGP4gFY

    https://galeria.nagrzyby.pl/d/1181528-1/g__s__wka+szarobr__zowa+4.jpg

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6502061801713066098?authkey=CJ3vuJ3l55-ZYw

  110. Tobermory
    21 grudnia o godz. 19:38

    No. Jarząbek prawie.

    ***

    Oświećcie mnie dobrzy ludzie, Ewangelia była źródłem etyki? Bo mi się coś plącze o Grecji ale nie wiem w którym kościele mi dzwoni :/

  111. @ Tobermory 21.12 o godz.9:10
    Ty w kolo Macieju to samo. Do tej pory (nie przypomne sobie dat) usilnie przekonywales, ze artysta nie musi byc wierzacy, aby stworzyc dzielo o tematyce religijnej. I z tym sie zgadzalam. Ale tez jakos nie mogles sie pogodzic z mozliwoscia, ze artysta jednak moze byc osoba religijna. Cos tam sie oburzales, ze niepotrzebne jest mistyczne uniesienie do tworczosci sakralnej. Tez sie z tym zgadzam, bo artysta tworzy raczej w pocie czola niz uniesieniu, niezaleznie od tego czy wierzy w Boga czy nie.
    Do tego przytoczyles Michala Aniola jako przyklad grzesznika, jak by to mialo cokolwiek swiadczyc o jego wierze czy niewierze. Wsrod wierzacych jest masa grzesznikow a Chrystus cos mowil, ze nie przyszedl do sprawiedliwych tylko do tych grzesznych, no i jeszcze opowiedzial parabole o synu marnotrawnym.
    A co do kiczow, to sa i swieckie i religijne.

  112. @kruk
    21 grudnia o godz. 20:05
    Ale tak w ogóle to o co ci chodzi?

  113. @Nefer 21 grudnia o godz. 19:57
    Ewangelia była źródłem „etyki” w cudzysłowie 🙂
    Chodzi o wyłupianie własnego oka i znienawidzenie własnej rodziny.
    Ze szczególnym uwzględnieniem matki i ojca.

  114. @Na marginesie
    21 grudnia o godz. 20:20
    I zjadaniu szefa.

  115. @Ewa-Joanna 21 grudnia o godz. 20:28
    Gloryfikacja kanibalizmu 😉

  116. Żadnego szefa nie mam zamiaru zjadać :/

  117. @Nefer 21 grudnia o godz. 20:34
    To będziesz pacz i zgrzytanie zębów!

  118. Tanaka
    20 grudnia o godz. 17:03

    „Alleluja i dobrego ! Życzy kominiarz i 50 złotych się należy.”

    I gdzie ja teraz faceta w okularach znajdę!? 

    A zaraz…chyba właśnie wraca do domu… 😉

    Nefer
    20 grudnia o godz. 17:17

    Zarumieniwszy się!  😀 😀 Ty nie przeszkadzaj z tymi pochwalami! 😉

    Też już chcę się dorwać do bigosu ale właśnie się dowiedziałam że moje specjalnie zamówione mięsko, kiełbasy i boczus z polskiej masarni będą gotowe do odebrania dopiero w sobotę. Nie narzekam jednak bo mój lokalny zakład robi takie pyszności, że warto przesunąć grafik. Poza tym i tak zanim stanę w kuchni potrzebuje belgijskiego wiśniowego piwa… 😉

  119. kruk
    21 grudnia o godz. 19:46

    Kruku, z całą życzliwością, są tu nicki, które nie tylko nie uważają ewangelii za źródło etyki, ale dokładnie odwrotnie: etykę uważają za źródło ewangelii. Gdyby było jak mówisz, Chińczycy, Papuasi, Indianie Tarahumara i Aztekowie plus niezliczone inne społeczności byłyby okropnie niemoralne, a konkretnie – wcale by ich nie było, bo przecież nie znali ewangelii. A etyka to KONIECZNE REGUŁY współżycia w społecznościach wypracowane przez te społeczności na długo przed tym, nim wychynęli z niebytu, czyli z ludzkiej wyobraźni, bogowie. Ewangelie to bardzo późna, można powiedzieć – współczesna rzecz. I bardzo, jako kodeks moralny na dzisiejszy czas, uboga. Powiem więcej: gdyby ewangelie miały być źródłem moralności, raczej Polacy byliby pijawkami w jeziorze Jamno lub końską nogą niż człowiekami, jako że góra półtora Polaka zna te ewangelie, a jeśli mówić o nadstawianiu drugiego policzka – nie stosuje ewangelii w życiu nikt.

  120. Lewy
    20 grudnia o godz. 17:42

    Dawkins nie to, że by uciekł w popłochu gdyby trafił do rydzykowego kościoła – co bardziej prawdopodobne – po zidentyfikowaniu zostałby wystawiony za drzwi i mógłby się cieszyć gdyby tylko na tym by stanęło…

    Ech, Gałczyński za to…

    „Jest cicho. Choinka płonie.
    Na szczycie cherubin fruwa.
    Na oknach pelargonie
    blask świeczek złotem zasnuwa,
    a z kąta, z ust brata, płynie
    kolęda na okarynie…”

    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    Uciekam na razie, ale wróce

  121. Na marginesie
    21 grudnia o godz. 20:39

    Trudno, przyjmę na klatę:)

    Kostka
    21 grudnia o godz. 20:41

    Ależ się należy, jak te pińdzisiąt 🙂 Mój bigos już w zamrażalniku, se poczeka aż wrócę po 3.01.

  122. Tanaka, 11:51

    czy chrzescijanstwo to chrzescijanstwo?
    braterstwo Zydow i chrzescijan

    Jezus zostal zredukowany do rasy semickiej, jezyka i kultury hebrajskiej. Bledem jest
    wiazanie tozsamosci zydowskiej z charakterem narodowym. Zydem nie jest sie tak, jak np Francuzem albo Polakiem, poprzez przynaleznosc do narodu. Jezus byl praktykujacum Zydem, bowiem urodzil sie jako Zyd w ziemi Iizraela. Nie byl zalozycielem chrzescijanstwa. Prawa nie znosil a je wypelnial. Byl w oczach ludu Izraela jako Rabbi. Wypowiedz Jana Pawla II o Zydach jako „starszych braciach w wierze” jest naciagana. W judaizmie wazniejsze jest rozumienie, anizeli wiara. Tylko w chrzescijanstwie funkcjonuje slynny zaklad Pascala. Chrzescijanin niejako zanurza sie w wierze, natomiast w judaizmie jest wazniejsze zrozumienie swiata i glebokie studia.
    Czytac Ksiege w swietle ksiag (jak Prousta, Kafke, Joyce w swietle Ksiegi).
    Judaizm nie jest religia, nie jest wiara – nie potrzebuje wiary. Wedlug Levinasa jest judaizm bardziej „szeroki anizeli religia” Judaizm i chrzescijanstwo to nie starsi i mlodsi w wierze – raczej bracia a nie relacja ojciec-syn.

  123. Tobermory
    21 grudnia o godz. 15:30
    Na tenorach świat się nie kończy:
    https://www.youtube.com/watch?v=gYD-v0WVpoM&t=26s

  124. wbocek
    21 grudnia o godz. 20:47
    „…a jeśli mówić o nadstawianiu drugiego policzka – nie stosuje ewangelii w życiu nikt.”
    Bo to byłoby wyjątkowo głupie, oznaczałoby przyzwolenie na zło. A ewangelie, etyki są tylko podróbą. Tandetną. Zresztą, są ze sobą sprzeczne (nawet te synoptyczne), o niekanonicznych, nie ma nawet co mówić (junyj J.C. uśmiercający i wskrzeszający dla zabawy ptaszki lub kolegów).

  125. anumlik
    21 grudnia o godz. 12:39
    Pyszności! Nie znałem. Niepokoi tylko, że to nie pierwszy raz, ciągnie go do robienia sobie w skroni dziurek, za pomocą broni palnej:
    https://www.youtube.com/watch?v=iLn3xTOD8YQ

  126. kruk
    21 grudnia o godz. 19:46

    To kulturowi chrześcijanie mylą rolę kulturową z etyką?
    To ci chrześcijanie nadwiślańscy jacyś tacy płytcy są, jak zauważył ksiądz Luter. Andrzej Luter.
    „Kulturotwórcza rola chrześcijaństwa” to frapujący temat. Co ta rola ma wspólnego z Wszechmogącym, Jezuskiem, Maryją fruwającą nad Warszawą, zmartwychwstaniem, zbawieniem, zjadaniem Ciała Chrystusa i tak dalej?
    Jestem bardzo ciekaw jak się te sprawy mają. Napiszesz o tym wstępniaka?

  127. ozzy
    21 grudnia o godz. 21:44

    Jeśli Żydzi szukają raczej wiedzy niż wiary, to nie bardzo są braćmi z chrześcijanami.
    Jezusek, owszem, oznajmił, że „przyszedł wypełniać Prawo”, a nie je znosić, po czym sam się kłócił z własnym oświadczeniem. Nie kontynuował roboty tatusia, , ale robił coś zupełnie innego.
    Z tym zresztą jest stały kłopot z niebieską książeczką, bo na początku było słowo, czyli blaga. A następnie jeszcze bardziej. Każdy wyznawca dowolnego z 41 tysięcy chrześcijaństw doskonale sobie dobierze słowa jemu akurat pasujące, a niepasujące reszcie. W jeszcze większym stopniu mają to sami katolicy. Próba dojścia do tego, o co im właściwie chodzi, jest bardzo trudna. Sami nie wiedzą.

  128. To już jedne z ostatnich takie dywagacje.
    Mamy z własnej głupoty Kościelną dyktaturę. Okrutną, z przyzwoleniem na morderstwa, pełną kłamstwa, oszustwa i przemocy.
    Pachołki z PiS nie lepsze od mocodawców.
    Za PRLu była okupacja Rosyjska a żadnego komunisty. Teraz – okupacja Kościelna, nie ostanie się ani jeden wierzący. Wstyd będzie zajrzeć do kościoła.

  129. wbocek
    21 grudnia o godz. 20:47

    Idą święta, więc zróbmy coś miłego dla ewangelii i kulturowych chrześcijan i zróbmy robocze założenie, że to ewangelia jest źródłem etyki. Zaraz się okaże, że ta etyka jest mętna, wybiórcza, wewnętrznie sprzeczna, dziurawa. Do tego wcale nie jedyna, oraz w żadnym razie ostateczna i niezmienna. Jej wszelkie uroszczenia do pełności, niezmienności i jedyności są tylko uzurpacją.

    Twój przykład Chińczyków i innych ludów dezawuuje ewangeliczną wyjątkowość źródła etyki. Chińczycy nic nie wiedzieli o Jezusku, a on coś pewnie wiedział o Chińczykach. Wiadomości o ich cywilizacji docierały do pustynnych okolic bytności Jezuska. Podobnie było z Indiami, jeszcze bardziej – Mezopotamią, Persją, a najbardziej – Egiptem. O Grekach chyba nie trzeba przypominać, ale może warto o licznych ludach i cywilizacjach Afryki, oraz o Ameryce cywilizacji Indian.
    Nie da się poznać po chrześcijanach, że są lepsi, etyczniejsi, moralniejsi od Chińczyków i reszty.

  130. *******
    na dobranoc moja ulubiona ballada: „Muchomůrky bílé” (z tekstem)
    _______
    https://www.youtube.com/watch?v=jpHTHOsatVs

    tekst: Egon Bondy/Zbynek Fiser (poeta, filozof, komentator, autor tekstow dla Plastic People)
    spiewa: Milan Mejla Hlavsa ( jeden z tworcow grupy czeskiej Plastic People of the Univers)

  131. Do Siego Roku Szanowni Blogowicze Pana Jackowego Blogu.
    I Panu Jackowi szczegolne dzieki i zyczenia najlepszego za ten blog niezwykly.

    Kostko, jestem pewien, ze Ty sama jestes jak Twoj wpis: madra, piekna, jasna pani, nieznoszaca nonsensu, milosniczka prawdy.
    Dzieki.

    Ps.
    Nie przypalcie garnkow panie (panowie?), bo potem, cholera, odszorowac ciezko 🙂

  132. @kruk
    21 grudnia o godz. 20:05

    „Do tego przytoczyles Michala Aniola jako przyklad grzesznika”

    Naprawdę? Michał Anioł był grzesznikiem? 😯
    W jakich okolicznościach o tym wspominałem, bo nie kojarzę 🙁
    A co do kiczu, to chyba wymienione przeze mnie przykłady świadczą, że dostrzegam go zarówno w świeckim jak i kościelnym wydaniu, choć tym drugim chyba obficiej 😎
    Twórczość sakralna (mówię o współczesnej Polsce) nie bawi się w wieloznaczności, abstrakcje czy symbolizmy, tylko wali po oczach infantylnym, sentymentalnym, słodkim obrazkiem albo kościołem – poczwarą, a po uszach sakro-songiem na miarę disco-polo.

    Wieczorem oglądałem TV arte i zapadłem się w sobie jeszcze bardziej 🙁 Ponad pół godziny poświęcone mojej ojczyźnie, to już bardzo kiepski znak 🙄

    https://www.arte.tv/de/videos/071436-003-A/re-polen-vor-der-zerreissprobe/

  133. @Tobermory
    22 grudnia o godz. 2:58
    Pierwszy raz słyszałam Kaczyńskiego na żywo. Zadziwiające, ten facet ma rząd a przemawia jak rewolucjonista na wiecu opozycji, to z kim on walczy?

  134. Mnie się podoba etyka bogów greckich. Byli oni tak nam bliscy. Zeus kobieciarz, a nawet pedofil (w charakterze byka uwiódł nieletnia Europe, a Ledę jako łabędź). Afrodyta przyprawiała rogi gamoniowatemu, chromemu Hefajstosowi, że ten przez te rogi to z ledwością się dostawał do swej kuźni. Apollo obdarl ze skóry Marsjasa, bo ten osmielil sie wygrac konkurs gry na lutni.Na tym Olimpie pełno było kazirodctwa, wzajemnych podchodów, intryg. Ponury Hades porwal boginii płodów i przyrody Ceres jej córkę Prozerpinę , zupelnie jak ten austriacji zbok Fritzl, który tez przez lata trzymal w piwnicy i gwałcil swoją córkę. Krzyżowali się bogowie z ludźmi,mieszali się w jej sprawy niczym Putin w wybory amerykańskiego prezydenta, Podpuścili Parysa, żeby porwal Helenę, co wywołało wieloletnie oblężenie Troi, czemu z lubością przygladali się bogowie z Olimpu na jakichś ówczesnych, antycznych plazmach albo smartonach, kibicujac raz jednej raz drugiej stronie.
    Nie był wtedy znany grzech pierworodny, nie trzeba było błagac jakiegoś najwyzszego o zbawienie, ponieważ ten najwyższy, czyli Zeus sam był sympatcznym łobuzem.
    Ale nie bylo choinki z bombkami, wartości chrześcijańskch które , jak powiada pani kruk, stanowią niezbędna inspirację do tworzenia wielkiej sztuki. Dlatego Grecy nie potrafili rzeźbić , malowac, nie znali się na architekturze. No bo jak tacy amoralni bogowie mieliby inspirować artystów, skoro żaden z nich nawet nie dal się ukrzyżować.

  135. Dzień dobry wszystkim!

    Zanim oddeleguje potomka na ostatni dzień szkoły  (coś mi się pomyliło, że ma dzis wolne) trochę nadrabiania.

    @wbocek
    21 grudnia o godz. 19:46

    Pombocku, strasznie dziękuję za muzyczny link! Nie znałam, a się zakochałam! Nie w tym młodym (bo ciut za młody) ale w muzyce! Jakie instrumenty piękne (buzuki czy co?), jaki klimat! Będę więcej dziś słuchac więc dziękuję bardzo! Klimatem trochę mi przypomniało atmosferę na koncercie kolegi z pracy, który zawodowo jest weterynarzem a w życiu prywatnym gra we włoskim zespole folkowym. Otóż kiedyś trafiłam na ich koncert przed świętami, kiedy oprócz wszystkich ludowych utworów tanecznych (przy których nie da się nie tańczyć bo nogi zaczynaja pląsac odruchowo) grali też utwory rzewnie tęskniace za ojczyzna a cała publiczność  (w Edynburgu jest dużo Włochów) śpiewala z nimi na całe gardło albo nucila (to z kolei ci co nie znali języka). Z kolei jesli chodzi o Greków to w tym roku na lokalnym festiwalu „multi-kulti” (choć głównie hinduskim) trafił się zespół tańczący greckie tańce weselne. Każdy taniec to była cała historia. Mój syn stał z otwartą buzia, kompletnie zafascynowany i uznał na koniec festiwalu, że to greccy tancerze podobali mu się najbardziej bo takie to wszystko wzruszające było. Co było ciekawe bo na tle innych, bardziej egzotycznych, kolorowych i głośnych zespołów „Grecy z Glasgow” byli skromni i wyróżniali się główie emocja którą przekazywali tańcem i muzyką.  

    Dzięki za grzybki – nie znałam! Nie planuję dziś cały dzień być w kuchni spędzic bo trzeba dzień wolny święcic więc przepatrze nasze lasy czy coś nie wyrosło – w zeszłym roku o tej porze właśnie znaleźliśmy duży zbiór boczniakow, co było miłą niespodzianką. Niech jest jakiś pożytek z tego że nie ma White Christmas! Biegnę potomka ogarnąć a z resztą komentarzy wrócę jak już go odstawie.

  136. Lewy
    22 grudnia o godz. 7:57

    Chyba wielu z nas tak miało, że się mity greckie bardzo podobały. Trudno się nie zauroczyć, zasłuchać i popaść w trwałe lubienie. To coś ja opowieści o podróżach do ciekawych miejsc. Z jednej strony egzotyka i nowości, a z drugiej w tych mitach takie postaci które mamy wokół siebie. I fajne i do rany przyłóż, i do przyjaźnienia się do grobowej deski i liche, złośliwe, cwaniackie, wredne i podłe. Ciotka Ziuta okropna, nikt jej w rodzinie nie znosi, ale jej mąż – Leon, to złoty człowiek. Życie, w kolorach, od świetlistej jasności do mrocznej mętności.
    Z perspektywy czasu, z ciągłą sympatią myślę o tych Grekach i ich mitologicznych herosach i bogach. A ich mitologie są bardzo spójne ze sztuką. Kanony przedstawienia ludzkiej postaci to wzór cywilizacyjny. Architektura – to samo, fundament i wzór do naśladowania oraz miernik rzeczy. Nasz Pałac Kultury też z niego czerpał. I dla pomieszanej architektury dzisiejszego bezstylu także jest arbitrem. Rzeźba – kanon nieusuwalny, płaskorzeźba, malarstwo, grafiki na ceramice, amfory; filozofia, podstawy nauki, kultury, olimpizm – to taka mocna oczywistość, że właściwie nie ma co wymieniać.
    A z ewangeliami jest zupełnie inaczej. Niewiele życia tam znajdziemy, jakieś migawki tylko, ale dane tylko po to, by je podporządkować tzw. wymowie moralnej. Scenki rodzajowe są po to, by z nich wyciągnąć słuszne wnioski. I – obowiązkowo – wykonywać. Kto tylko zobaczy w nich jakieś ścinki dawnego życia, ale nic nadprzyrodzonego – już jest potępiony. Te obrazki wycięte z życia, w żadnym razie nie składające się na barwność i swobodną przygodowość mitów greckich które nie żądają ścisłego podporządkowania się, są dane nie same dla siebie, ale w celu objęcia ścisłej i bezalternatywnej władzy nad czytelnikiem. Każda inna opowieść, każdy inny mit to kłamstwa, zło, uleganie podszeptom szatana. Trudno więc czytać ewangelie z naturalną swobodą. W podświadomości działa lęk: jak nieprawidłowo zrozumiem, jak coś przeoczę, jak moje wrażenia i wnioski nie będą identyczne z tymi które mi do głowy wkłada ksiądz i bogobojna rodzina – jestem zły człowiek.
    Znacznie obfitsza pod względem treści i skali przygód jest pierwsza część księgi przygód – przygody samego Wszechmogącego. Ciąży jednak nad nami ten sam lęk: musimy się z Wszechmogącym zgodzić, a te niemoralności i bezbrzeżne zbrodnie które czyni musimy mieć za dowody absolutnej miłości Wszechmogącego do człowieka jego. Znaczy – do nas. Gdzieś, przez skórę już czujemy co on z nami zrobi, jak się zorientujemy, że jego wyczyny to nie żadna miłość, ale jej odwrotność.

  137. Kostka
    22 grudnia o godz. 8:38

    w zeszłym roku o tej porze właśnie znaleźliśmy duży zbiór boczniakow

    Bardzo dobrze, że znaleźliście boczniaki, ale hasło, niestety, zepsute i sprawa się rypła. Aż muszę przypomnieć, póki wszyscy śpią i nikt nie podsłuchuje: W zeszłym roku o tej porze padał deszcz. Deszcz ze śniegiem.
    W szkockim lesie hasło będzie jak znalazł. Swój swojego rozpozna.

  138. Ewa-Joanna
    22 grudnia o godz. 5:39

    Jak to – z kim on walczy? Walczy ze złem w sobie. Walczy jednak chaotycznie i bez efektu, a właściwie z efektem przeciwnym. Zdaje mu się bowiem, że w nim samo dobro jest, jak to publicznie oznajmił.

  139. No i jest jak w zeszłym roku o tej porze 🙁 Pada deszcz i to bez śniegu. Cała śnieżność i puszystość idzie w diabły 🙄

    @Tanaka
    22 grudnia o godz. 9:02

    H, szło?

  140. @ Tobermory
    22 grudnia o godz. 9:09

    @Tanaka
    22 grudnia o godz. 9:02

    H, szło?
    czerwony Kapturek 🙂

  141. @Ewa-Joanna
    22 grudnia o godz. 9:17

    Odzew prawidłowy 😎
    😆

  142. @Tobermory
    22 grudnia o godz. 9:19
    Wrocław 🙂

  143. @Ewa-Joanna
    22 grudnia o godz. 9:20

    Jeździłem nawet tym autobusem, ale nikt mnie o hasło nie pytał 🙁

  144. @Tobermory
    22 grudnia o godz. 9:22
    Mnie też nie bo mnie tam już wtedy nie było. Znam z poczty pantoflowej.

  145. Tobermory
    22 grudnia o godz. 9:19

    Odzew prawidłowy

    Odzew prawidłowy? Słyszałem, całkiem niedawno, taki odzew na hasło „Wrocław”: oddawajcie bilion dolarów!

  146. @Tanaka
    22 grudnia o godz. 9:41
    A dlaczego?

  147. @Tanaka
    22 grudnia o godz. 9:04

    Ja myślę, że on przespał tamtą walkę, to teraz gorliwie nadrabia, żeby mu się bilans zgadzał. 🙂

  148. @@Ewa-Joanna, Tobermory, a w tle @pombocek (też wrocławiak przechodni):
    Kawałek Waligórskiego w odpowiedzi @Tanace:

    My wrocławianie, my wrocławianie
    Jak by nie było, jest nas wielu niesłychanie
    Jest nas już ponad pół miliona
    A za niezbyt długi czas
    Zdziwiona ludzkość się przekona
    Że już milion nas

    Pan pyta: Skąd wy? Co za pytanie!
    My wrocławianie, drogi panie, wrocławianie
    Przystojni chłopcy, piękne panie
    Mamy fason, styl i gest
    My wrocławianie – tak jest!

    Do biliona to my (wrocławianie) chyba nie dociągniemy, ale jak się policzymy (porozciągani po innych miastach, krajach i kontynentach), to kto wie?

  149. Tanaka
    21 grudnia o godz. 23:47

    Jak zróbmy, to zróbmy, Tanako.

    Moja koleżanka z tego, co ja roku, ale z UJ, przechodząc kolo kościoła, żegna się jak pop – tak zamaszyście, że mało mnie parę dni temu nie strąciła z siodełka. A przecież „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli”. Ja się pilnuję, żeby nie wymachiwać łapami – nie tylko przed kościołem, ale wszędzie. Więc kto jest bardziej ewangeliczny- katoliczka czy ateista? Broń Boże, nie chcę być nad nią ani pod – sobie tylko mówię.

    Albo weźmy to, co odpowiedział pan Tischner na pytanie, gdzie był Bóg, kiedy ludzie cierpieli w Oświęcimiu, na Kołymie: „Cierpiał razem z nimi”. Biedny. Gdyby wiadomo było wcześniej, ludzie by mogli paczki z sucharami słać. W każdym razie mój ojciec go tam nie spotkał, bo przecież by powiedział, chociaż mruk. Może był w innym obozie. Ale jak pani kruk uważa, że źródłem moralności (czyjej?) są ewangelie, czyli Bóg, to czy jest moralne robienie z tata wariata i otwarte chwalenie Wszechmocnego, że nic nie może?Ludzie cierpią z głodu, z bólu, z upokorzeń, a on z nimi płacze? Samo się przyjęło w chrześcijaństwie, że mówić o Bogu można co ślina na język przyniesie, nawet – najnielogiczniejsze z nielogicznych i najgłupsze z głupich. Byle słodko, na kolanach, w dobrej wierze.

    Zaprawdę powiadam więc pani kruk i Tobie, Tanako, że pleść o ewangeliach ogólniki nawet ryby potrafią – te, co wysunęły pyszczki z wody i słuchały Franciszka. Ale my popatrzmy na szczegóły ewangelii, nie na ogólniki.

    Oto więc głodny i skacowany Jezus nie znalazł na drzewie figowym nic prócz liści i wściekł się, choć była zima, więc nie czas na figi. I rzekł do drzewa (ja też rzekam do drzew w lesie, a żona się puka w głowę): „Niech już nigdy nie rodzi się z ciebie owoc”. I drzewo figowe natychmiast uschło.

    Czyżby to ta sama anielska cierpliwość, która nakazywała przebaczać bliźniemu nie siedem, lecz siedemdziesiąt siedem razy? Tak. I co jej zrobicie? Oto słowo Pańskie.

    I rzekł Pan zdumionym uczniom: „Jeśli będziecie mieć wiarę, a nie zwątpicie, to nie tylko z drzewem figowym to uczynicie, ale nawet jeśli powiecie tej górze: ‚Podnieś się i rzuć się w morze’, stanie się”.

    Dokładnie zapamiętałem z ministranctwa zakończenie ślubnych zapowiedzi z ambony: „Gdyby ktoś wiedział o jakichś przeszkodach proszony jest dać znać księdzu proboszczowi”. Jawne namawianie do kablowania. Tyle że nie pamiętam, żeby ktoś dał znać

    Zwracam się więc do wszystkich, żywych i martwych: gdyby ktoś widział, jak góra rzuca się w morze na rozkaz, proszony jest dać znać. Rzucający rzeczywistymi, nie zbudowanymi ze słów górami, spowodowałby, że stałaby się jedna religia i jeden pasterz. Bez pośredników. Ale to gdybanie. Jak dotąd, nie było i nie ma na ziemi nikogo, kto by miał wiarę, o jakiej mówił Jezus. I on sam jej nie miał: nie rzucił przecież górą, tylko – mówił, że da się rzucić. Lubił się jak dziecko pysznić: „Zburzcie tę świątynię, a ja ją odbuduję w trzy dni”, „Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?”. A że uzdrawiał, ożywiał martwych, po wodzie chodził, wodę w wino zamienił, złe duchy wypędzał? Cóż, tyle to, lepiej lub gorzej, każdy może. Nie uczynił niczego, czego by nie potrafił iluzjonista. Ale tego, czym nie bardzo się da otumaniać, nie zrobił: świątyni w trzy dni nie odbudował górą – na przykład Ararat – nie rzucił i rowerem, zamiast na osiołku, do Jerozolimy nie wjechał. Więc ślepy widzi, że popełnił w ewangeliach co najmniej dwa grzechy główne: gniewał się i był pyszny. Podejrzewam go też o lenistwo, a o innym głównym grzechu trzydziestolatka – zamilczę, bo to tylko grzech przezw mnie wyobrażony. No i kłamał jak z nut. Ale kłamanie to u człowieka nie grzech, lecz niemal fizjologiczny odruch, bez którego się nie da żyć – jak machanie ogonem przez psa. Dlatego twórcy Biblii nawet nie wpadli na pomysł, by je do grzechów liczyć.

    Tak więc w ewangeliach, które na pewno dają co najmniej jeden wzorzec szlachetnego postępowania, nie brakuje u głównego bohatera zwykłych ludzkich słabości „grzechami” zwanych. Grzeszący Bóg? Ano tak wyszło. Bo Jezus dużo mówił, ale co takiego narobił, żeby go człek mógł naśladować – nogi sobie pozwalał kobietom myć, żonie w domu pomagał, kozy doił, ogród uprawiał, dzieci karmił i wychowywał? Zajmował się głównie sobą, uwiarygodnianiem swej boskości, a nie dawaniem przykładów ziemskiej porządności. Właśnie z tego powodu ewangelie nazywane „źródłem moralności” nawet się nie umywają do baśni z tysiąca jednej nocy, nie mówiąc o życiu Janusza Koraczaka, mojej mamy, Nansena czy wielkiego podróżnika i człowieka Ernesta Shackletona, który udał się łodzią (Jezu, już słabo pamiętam, ale chyba – przez ryczące cztrerdziestki!) w straszliwą podróż po pomoc dla załogi jego zatoniętego statku „Endurance” i dotrzymał danego słowa: wrócił z pomocą.

  150. Tobermory
    22 grudnia o godz. 9:09

    Święta Barbara po lodzie Boże Narodzenie po wodzie

    …czyli inaczej: jak na świętego Hieronima jest pogoda albo jej ni ma to na świętego Prota jest pogoda albo słota 🙂

  151. @Nefer, z godz. 11:12
    Trzy tezy pendoptyczne dziadka Stopki:
    Teza I: – hy, gmy idom dołu, pijom wode… Bedzie loć!
    Teza II: – hy, gmy idom hore, napiły sie… Bedzie loć!
    Teza III: – hy, gmy ni ma … Bedzie loć!

  152. Jedna jaskółka do drugiej:

    – zobacz, będzie padać bo ludzie się na nas patrzą

  153. Wszystko zalezy od tego jak pojmujemy Swieta Bozego Narodzenia i inne temu podobne. Jesli ktos wierzy, ze ludzie ktorzy biora w nich udzial sa automatycznie ludzmi wierzacymi w Boga—to temu moze pomoc tylko psychiatria…dlatego kk nadaje sie do psychiatrii…
    Dlatego nie ma znaczenia czy Richard Dawkins bierze w nich udzial czy nie.
    Jedyne, co wazne to jego ksiazki. Te moga sie podobac, lub nie…Zlosliwi mowia, ze ten wysoce inteligentny czlowiek( i do tego umie swietnie pisac) wyczul „ateistyczna” luke na rynku i zarobil miliony…
    Jedno jest jednak pewne: intelektualny swiat bez Dawkinsa bylby ubozszy…wszystko jedno czy robi za swietego mikolaja, czy nie…

  154. Teraz to chyba już wszyscy zaciekle mieszają w garnkach! 😉

    U nas ocieplenie, ptaki śpiewaja jakby im się pory roku pomyliły…

  155. @Szymonowicz 22 grudnia o godz. 16:16

    „Jeśli ktoś wierzy” jest tu kluczem. Ludzie „wierzący” mają patologiczną skłonność do interpretowania wszystkich zdarzeń w kategoriach „bożego planu”. W tym duchu udział ateisty w koncercie kolęd (koniecznie tradycyjnych!) zostanie przedstawiony jak kapitulacja owego ateisty przed potęgą bożego miłosierdzia, które przemawia… i tym podobne brednie. Bo Jezus puka ateiście do serduszka, a brzydki ateista go nie chce słyszeć – ale potęga nadprzyrodzonego przyciągania sprowadza jednak ateistę do kościółka.

    Takie fikołki to kuriewny standard. Po raz kolejny powtarzam z lubością zasłyszane – gdy piosenka Wysockiego, gdzie śpiewa do telefonistki „Diewuszka… wy tiepier kak angiel, nie schoditie z altaria” została zinterpretowana przez gorliwą katoliczkę jako wyraz kiełkującej gorliwości religijnej w Sojuzie. Naprawdę trzeba mieć coś nie po kolei? No jasne, trzeba, ale oni tak mają! Nieprzypadkowo zresztą – bo to efekt kościołowej propagandy.

    Nie tak dawno uczestniczyłam – niechętnie – w ceremonii pogrzebowej przyjaciela, który zmarł po dość długiej nieuleczalnej chorobie. Żona – gorliwa katoliczka – z tych „oświeconych” – czyli na pozór wcale nie prymitywny babiszon – urządziła przy tej okazji kampanię reklamową, ględząc bez opamiętania o tym, jak mąż w ostatnich dniach swojego życia nawrócił się na łono kaka i czerpał z tego nieocenione duchowe korzyści.

    Mszę przetrwaliśmy z niesmakiem (xiuncu bzdurzył coś o powrocie zmarłego na łono, co niby chrztem mu było przeznaczone) a ze spotkania przy ciasteczkach („wake”) urwaliśmy się po kilku minutach, dlatego gwóźdź programu znamy tylko z opowiadań. Wdowa dorwała się do mikrofonu – który był przeznaczony dla wszystkich, którzy chcieliby się podzielić wspomnieniami o zmarłym – i nie dopuściła nikogo, snując tasiemcowy monolog o tym, jak… no właśnie. Cudowne nawrócenie ateisty!

    Naga prawda wygląda jednak tak, że jej mąż do ostatnich chwil (a byliśmy przy nim) nie wspomniał ani słowem o żadnym nawróceniu. A swojego stosunku do religii (i do kościołowych nasiadówek swojej ślubnej) nigdy specjalnie przed światem nie ukrywał – i bywał zjadliwy w wyrażaniu tegoż. Inaczej mówiąc, kobitka (używam tego terminu pejoratywnie) zawłaszczyła po chamsku pamięć męża, robiąc z niego gadżecik reklamowy dla kaka. Nie wykluczam, że ona sama w to łgarstwo wierzy, ale tak w ogóle propaganda kakalubna jest bezwzględna – i bez skrupułów masakruje rzeczywistość.

  156. Jeszcze w ramach odrabiania zaległości 

    konstancja
    20 grudnia o godz. 22:58

    Bardzo domowo i klimatycznie zrobiło mi się po twoim wpisie (może też to wina Czerwonych Gitar! 😉 ), choć ja zaczynam moje przygotowania dopiero teraz! Nie będę za bardzo wariowac bo zbyt dobrze pamiętam z dzieciństwa czasy kiedy moja mama niemal stawała na uszach w ramach przygotowań, więc kiedy wreszcie przychodzily Święta wszyscy byli na skraju załamania nerwowego albo mocno pokłóceni… 😉

    Lubię świąteczne gotowanie ale nie w ilościach które zmieniają proces w katorge. Dlatego bezwstydnie nabyłam „kupne” uszka do barszczu bo dużo roboty przy nich a ja mam marchwiane łapy… 😉 Barszcz i grzybową zrobię za to sama. Takoż śledziki różne i inne przysmaki, jak bigos. Mżonek sam się zagonił do robienia makowca, bo gdyby padło na mnie to skończyloby się jak z tymi uszkami… A tak to zostanie mi czasu przed Wigilia żeby zagrać z potomkiem w Osadników z Catanu (grę planszowa)…

    PS. Wiadomość z ostatniej chwili – już pogodziłam się z brakiem karpia w tym roku a tu właśnie mój hiszpański kumpel dzwoni że wytropił karpie w chińskim supermarkecie (na stoisku obsługiwanym przez Polke) i właśnie dla mnie go kupuje!

  157. Ciekawostka – pod Hartmanem zmartwychwstał aaaaa, tym razem jako „samba kukułeczka”, która – uwaga! – twierdzi teraz, że jest kobietą. Poza tym zachowuje się „normalnie” – udaje, że pedofilia wśród kaka-kleru nie przekracza średniej krajowej i dogryza Tanace (brawko, Tanaka!)

  158. @Kostka 22 grudnia o godz. 17:03
    Kostka, z tym karpiem to może jednak się zastanów.
    Dla zachowania tradycji potrzymaj w wannie, a jak wyzionie ducha – nakarm kota 😉
    Wesołych świąt!

  159. Kostka
    22 grudnia o godz. 16:26

    Niektórzy mieszają a niektórzy inni spakowali walizki i właśnie zrobili check-in 🙂

    Od jutra będę dziobać po tablecie, może.

  160. Na marginesie
    22 grudnia o godz. 17:21

    :D:D 😀

    W wannie?! Jeszcze czego, a gdzie ja będę wtedy wstępniaki pisać… hahaha! Z rybą nie będę!

    Karpia jadam od niedawna bo u mnie w domu się nie jadło. W maselku smażony i dochodzi w piekarniku (jak mżonek zrobi bo.. patrz punkt z uszkami i makowcem)

    Wesołych!

  161. Nefer
    22 grudnia o godz. 17:34

    Nie wiem czy też bym nie wolała spakować walizki! Udanych wojaży! A czy tam gdzie jedziesz jest śnieg?

  162. Kostka
    22 grudnia o godz. 17:50

    Pierwszy raz wybywam z domu od garów. Śnieg narazie jest, mam nadzieję że się utrzyma, wielkie dzięki!:)

  163. Na marginesie
    22 grudnia o godz. 17:03

    Do pewnego stopnia z zaciekawieniem obserwuję takie przypadki psychiatryczne jak rzeczony sprężynowiec-szopenfeldziarz co nicki zmienia jak u Hartmana rzeklem – częściej niż majtki. Faktycznie, zmienił płeć, ale nie pierwszy raz, bo już jako jakaś Ramiączko się podawał. Taki transkatol.
    To dosyć pouczające – obserwować jak wewnętrzna męka katolicka każe mu co raz włazić na blogi, wypróżniać się kłamliwie, obłudnie i durnowato oraz nawet płeć zmieniać, co jest zoofityczną zbrodnią u prawidłowego wyznawcy, ale męka więcej boli tego szopenfeldziarza niż przeflancowanie blogotożsamości na wykastrowaną.

  164. Na marginesie
    22 grudnia o godz. 16:58

    Tą opowieścią przypomniałaś mi jedno z podobnych doświadczeń, które do dziś wspominam z uczuciem zażenowania i obrzydzenia. Okoliczność była podobna: pogrzeb. W tym przypadku był to pogrzeb dosyć młodej wiekiem kobiety, którą dobrze znałem. Tatuś owej kobiety, niegdyś zakamieniały patyjniak, przeflancował się nagle na jeszcze bardziej zakamieniałego katolikam który codziennie łaził do kościoła, nieraz po dwa razy, co się katolickim chłopom właściwie nie zdarza i stanowi ewenement przyrodniczy, w przeciwieństwie do bab katolickich, które miewają takie coś w sobie, że bez codziennego widoku proboszcza i Wieczniedziewicy raz jakiej spowiedzi lub co najmniej całuska na kościelmym obrazku schną i mrą – bardzo przy tym złożecząc. Osobliwie – domownikom.
    Otóż ten mąż święty, starannie przeflancowany, był w bardzo marnych relacjach z córką, a jeszcze marniejsze relacje miała ona z nim. Krótko mówiąc – jako młode dziewczę musiała sie wynieść z domu, bo z ojcem nie dawało się wytrzymać. Taki katolicki był, czyli bardzo święty. Świętość jego i na tym polegała, że potrafił chodzić po kościele i opierniczać różnych dominicantes, że w czasie paciorka mają za mało symetrycznie rączki złożone, albo tylko na jedno kolanko przyklękają, lub się bezczelnie gapią nie na Jezuska na ołtarzu, ale gdzieś w okno, podziwiają brudne buty innych dominicantes albo nie dość starannie rączką się żegnają tylko jakoś tak na szybkiego
    Tatuś ten, na cmentarzu, gdy już córeczkę ziemia skryła, jął gadać coś o tym, że ona teraz pośród aniołków siedzi, bardzo zadowolona, że już jest w niebie i siedzi obok Jezuska i ładnie mu usługuje oraz duszyczkę swą czystą i szczęśliwą umaja niebo i Maryję częstochowską – i tak dalej i temu podobne. A on – tatuś – oraz pozostali uczestnicy pogrzebu, jesteśmy ( o nasze zdanie nie pytał) przeszczęśliwi, że córeczka już w niebie.
    Pora pogrzebowa była jakaś taka mało ciekawa pod względem pogody: chłodno, wilgotno, buro. Starszy pan gada farmazony tak infantylne, tak boleśnie zdziecinniałe, niepasujące do historii życia zmarłej i jego samego, do tego kłamliwe, bo wszyscy uczestnicy pogrzebu byli zorientowani o bardzo marnych stosunkach tatusia i córki za jej życia.Te jego słowa były boleśnie rozpaczliwe. W tym sensie, że – jako wybitnie przeflancowany katolik – nie potrafił wydobyć z siebie żadnego słowa prostego, prawdziwego, autentycznego i jakoś czułego wobec własnego dziecka którego historia życia się właśnie skończyła, ale gadał taką straszną nowomową, jakoś podłą wobec sytuacji, gdy ojciec powinien choć parę prawdziwych słów poświęcić dziecku. Słuchając tych jego farmazonów pogrzebowych, miałem takie – skręcające trzewia – uczucie, że oto ojciec ostatecznie zdradził własne dziecko takimi nędznymi, jarmarcznie zamazującymi prawdę, słowami.
    Zwykle szukam w takich sytuacjach jakiegoś usprawiedliwienia: ojciec stracił dziecko, to musi być dojmująco bolesne przeżycie, może nie wie co mówi w takiej boleści. Ale nie, nie mogłem i nie mogę znaleźć usprawiedliwienia na takie obezwładniająco fałszywe słowa, wręcz lepkie od nieprawdy i wyrzeczenia się jakiegoś czułego znaku wobec własnego dziecka w takiej chwili.

  165. Tanaka
    22 grudnia o godz. 18:31

    złożecząc
    Tfu! złorzecząc, oczywiście.

  166. Kostka
    22 grudnia o godz. 17:41

    Łorety! jak postanowiłem, dzieckiem przedszkolnym, zostać biskupem, to się zorientowałem, że mi przechodzi nabożeństwo do karpia wigilijnego, i w ogóle. Od tego czasu jestem wyznawcą dorsza. Zresztą, jak się jest znad morza, to nie honor wsuwać jakąś mulistą rybę prosto ze stawu w którym moczy nogi nadwiślański karpiorób.

  167. wbocek
    22 grudnia o godz. 10:49

    Pombocku, jestem szczerym wyznawcą takich naszych rozbiorów znaczeń i sensów niebieskiej książeczki, rzecz to jednak dla otwartych umysłów. Gdy umysł otwarty, nieuprzedzony indoktrynacją religijną czy inną, uodporniony, jasny, bystry, dociekliwy i ciekawy rzeczy, zaraz wszystko zaczyna się przedstawiać tym czym jest, a nie tym, czym ma się – z woli oszustów i manipulatorów – zdawać.
    Z tą jasnością zaś jest fundamentalny problem, o czym wiemy my i wiedzą religijni oszuści: jasny i wolny umysł widzi rzeczy na wskroś więc konieczne jest, by uniemożliwić ludziom owo jasne i wolne widzenie i pojmowanie rzeczy.
    Cytujesz ks. Tischnera. Za niektóre myśli mam dla niego niejakie uznanie. Za inne jednak muszę go zaliczyć do katolickich troglodytów i pospolitych głupców. Zaś jego słowa o Wszechmogącym cierpiącym z ludźmi w komorach gazowych uważam za łajdackie. Są one przy tym słowami rozpaczliwymi, bo słowami człowieka który zabrnął w pułapkę takiego konstruktu owego Wszechmogącego, że jedyne co mu zostaje, to albo u końca tej drogi stanąć i rzec coś choćby mającego cień przyzwoitości moralnej i intelektualnej – jak zrobił to Hans Kung – mówiąc, że w obliczu potworności wojny i Holokaustu i roli w tym Wszechmogącego – można tylko w poczuciu bezradności milczeć – co jednak i tak nosi znamiona obłudy, ale można się też zgodzić na jakiś pierwiastek szczerego zagubienia, albo – jak zrobił to Tischner – wejść w ostateczny cień spotwornienia i rzec, że Bóg cierpiał z ludźmi w komorze gazowej. W takich razach mam dużą trudność, by nie zawołać wielkim głosem: do ku.wy nędzy !Trzeba było bozi nie produkować człowieka, nie produkować takiego, słabowitego człowieka i trzeba było brać uczciwie na swoją – Wszechmogącego – odpowiedzialność wszelkie te zdarzenia, za które żadnemu człowiekowi winy nie można przypisać.
    Dałeś przykład oświadczenia Jezuska w sprawie rzucania góry w morze – że mógłby, gdyby mu się zechciało, ale się nie zechciało. Podobnie jak z odbudowaniem świątyni w 3 dni: czyżby bozia wszechmogący cierpiał razem z ludźmi topionymi w falach tsunami, będącymi skutkiem osunięcia się góry do morza? Albo trzęsienia ziemi? Czy bozia cierpiał razem z ludźmi, gdy powódź zalewała skromne chałupiny ludziom, unosząc ich nędzny dobytek będący wynikiem pracy nad siły u jakiegoś latyfundysty, albo polskiego, katolickiego pana, gdy chłop ów był niewolnym chamem pańszczyźnianym? Czyżby Wszechmogący cierpiał razem z ludźmi, gdy ci wyszli na pole, całą rodziną, z małoletnimi dziećmi robić konieczne dla przeżycia prace i strzelił w tą rodzinę jaśnisty piorun wysłany z nieba przez Wszechmogącego, a rodzina ta, z gromadką dzieci bożych w wieku grubo przedkomunijnym, bo robić dzieci onegdaj musiały jak tylko się nauczyły chodzić – dogorywała w błotnistej bruździe?
    To są trywialne sytuacje życia, cierpienie tak powszechne, naoczne, niczym nie sprowokowane ani zasłużone i zupełnie poza ludzką możnością kontroli, a taki Tischner wyłazi ze swoimi katolickimi moralnościami mądrości bożej w sposób tak obrzydliwy, niemoralny i intelektualnie tak prymitywny, że doprawdy, nie da się jego spotworniałych wypowiedzi uznać za cokolwiek lepszego niż podłość, cynizm i rozpacz zakleszczenia w religijnym skłamaniu.

    Przywołując Shackletona przypominasz i zarazem przedstawiasz dowód, że człowiek potrafi się nieskończenie moralniej, odważniej, godniej i mądrzej zachować niż fantazmatyczny bozia, który się zresztą starannie przedstawia w książeczce przez siebie i o sobie napisanej: jako zło wcielone.

  168. @Tanaka 22 grudnia o godz. 18:38
    Dorsz, czyli cod. Podzielam słabość do rybeńki. Musi być świeża, czyli dowieziona dokładnie dziś. A do potwierdzenia konieczne jest kolesiostwo, czyli zaufana wtyczka w sklepie rybnym. Bo żadne tam supermarkety nie wchodzą w grę.
    Ach, rozmarzyłam się ichtiologicznie! Mniam 🙂

  169. – Stany Zjednoczone zwracają uwagę na to, że reformy wymiaru sprawiedliwości powinny być przeprowadzone zgodnie z polską konstytucją i z poszanowaniem niezależności sądownictwa i podziału władz – przekazano w komunikacie.

    http://natemat.pl/225977,reformy-powinny-byc-przeprowadzone-zgodnie-z-polska-konstytucja-departament-stanu-komentuje-polska-rewolucje-w-sadach

    Ojej i co teraz 🙁

  170. Na marginesie
    22 grudnia o godz. 19:55

    Ten cod to cud. Nawet boski. Mięso suche (nie znoszę tłustego), pachnące morzem, nie mułem; kruche, oddzielające się od ości. Po przyrządzeniu – pycha i niebo morskie w gębie. A ryba, sama w sobie – piękna.
    Teraz nad Bałtykiem trudniej o wielkiego dorsza, w porcie albo na przystani kiedyś można było dostać rybę godzinę wcześniej wyciągniętą z morza. Najlepsze dorsze są pod wrakami, ale mało który rybak się tam zapuści. Tu i ówdzie są knajpki serwujące takie dorsze spode wraka. Pycha!
    Kiedyś były nad Zatoką „bary plażowe kat. V” Rybę tam można było dostać znacznie lepszą niż u Gessler. Ale to już tylko wspomnienie po PRL-u, prostym, a pysznym. Zresztą, podstawa diety Angola to była ‚fish and chips’, czyli dokładnie to samo co nadmorskiego udziałowca państwowej ludowości nadwiślańskiej. W głębi lądu rządził chyba śledź solony, ogórek i wódka.

  171. Nefer
    22 grudnia o godz. 20:09

    Pewna pani powiedziała w tej sytuacji: ojejku ! Pewien pan zarechotał, pewien poseł odkaszlnął, Stasiek splunął, ryba zdechła, kot spadł z parapetu.

  172. @Tanaka, @namargineska

    (w przerwie na przeplukanie kubków smakowych belgijskim kriekenbier)

    Co wy z tym dorszem, no? Dobra rybka ale w krainie deszczowcow je się na codzień jako standardowe „rybki i frytki” jak nazywa tę klasyczna potrawę mój potomek. Za to nabycie karpia to cała operacja, nie zawsze zwieńczona sukcesem, stąd owego karpia jemy na ogół co drugi rok. Nawrócili nas na karpia znajomi z którymi często spędzalismy świeta dopoki mój mąż nie odstraszyl ich…Dawkinsem, którego cytowal w owym czasie kopiscie (OK, były też inne powody a Dawkins to był tylko gwoźdz do trumny). Na inne rzeczy się nie nawrocilismy (oni też nie) ale do karpia mam sympatię nadal.

    Dorsz będzie smazyl się zaraz. Do warzywek, które właśnie się usmażyly czyli rybka po grecku (choć żaden Grek się ponoć do takowej ryby nie przyznaje)

  173. Z karpiem w UK jest problem jeszcze jeden – brytyjscy wędkarze łapią rybę, mierzą, całują w pyszczek do zdjęcia i puszczają do wody. Wschodnio-europejscy wędkarze zaś…hmmm..biorą do domu. Żeby zjeść. Co wydaje mi się bardziej logicznym finałem ale doprowadza do szału miejscowych.

    „http://www.telegraph.co.uk/news/1525698/Fury-as-migrant-anglers-eat-the-fish.html

    Wracam do garów i christmasowego koncertu który wygrywa radiowa dwójka.

  174. Kostka, Nefer i inni

    Nie będę udawała że zarobiona jestem.
    Co prawda kapustka z grzybami się wolno klechce, kompocik z suszu (uwielbiam po dobrym posiłku, już po winie) zrobiony, śledziki w dwóch wersjach już się chłodzą w lodówce, karp w filetach będzie upieczony w prodiżu. I jestem lekka jak piórko, bo dziecię zabrało się za krojenie wszelakiego dobra do keksa (te wszystkie migdały, orzechy, suszone owoce itd trzeba pokroić, a jest tego dużo i ręce odpadają, noże ostre są potrzebne – osełka w pobliżu- dziecię zaczyna od ostrzenia noży). Makowiec kupimy w cukierni, reszty w postaci siedmiu, ośmiu potraw nie używamy, czasem, gdy mamy uszka z grzybami (kupione, mrożone) zrobimy i barszcz. Możemy i z tytki marki popularnej w Polsce z zup, sosów i innych dodatków. Bez niego też się obędzie.
    U mnie w domu, gdy babcia królowała w kuchni – grzybowa była, u rodziców mojego byłego – rybna. Lubię wszystkie trzy, ale nie będę stała w kuchni całymi popołudniami i wieczorami. Ale mogę być za podkuchenną, gdyby trafił się ktoś lubiący garnki. Moje dziecko owszem, ale bez zachwytu w kuchni coś pokroi, bo głównie lubi jeść.
    Jeszcze nie zdecydowałam nigdy, żeby z domu na ten czas wyjechać, np na narty, bo nie mam nart. Ale pomysł do wykorzystania w następnych latach. Może się kiedyś zbieszę się i wyjadę w tropiki…

    Chciałabym kiedyś spędzić Sylwestra w takich tropikach…zamiast śniegu i sanek – biały piasek i cieple morze.

    Ach…pomarzyć o wolnych świętach.

  175. konstancja

    A mi właśnie zbuntowala się szatkownica, kiedy zabrałam się do kapusty czerwonej i na bigos! Zbulwersowalam się! No nic, alleluja i do przodu! W przyszłym roku też spakuje walizki jak Nefer! 😉 Choc w sumie lubię pichcenie przed świętami, przy radioodbiorniku i małą lampką seczego pod ręką.

  176. @Kostka 22 grudnia o godz. 21:08
    Oj tak, oj tak! Bo pożarcie złowionej ryby niedostatecznie „sporting” jest! A wędkarze tłumaczą się mętnie, że woda w akwenach jest tak coś jakby niedostatecznie krystaliczna. Prawdziwi entuzjaści jeżdżą po ryby na daleką bezludną północ. Natomiast z okolicznych wód i wódek dzieciaki wyciągają karpie – ale nawet nie przyjdzie im do głowy, żeby je zjeść, tylko sprzedają chińskim restauracjom. A przy okazji wieść gminna głosi, że taki Chińczyk to on wtranżala wszystko jak leci, a w chińskich miastach Chińczycy zjedli nawet gołębie. Stąd u mnie taka podejrzliwość względem karpia. Ale jeżeli raz na dwa lata, to nie powinien nikomu zaszkodzić.

  177. na forum ONZ : po decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o oficjalnym uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela.
    : )
    Polska była jednym z państw, które wstrzymały się od głosu. Z państw UE były to również: Chorwacja, Czechy, Łotwa, Rumunia i Węgry.

  178. Kostka
    22 grudnia o godz. 21:34
    no masz! teraz mnie oświeciło, czego mi brakuje przy pichceniu…brak mi seczego!
    Dziecko. otwórz jakąś butelkę!

    Ew. zainteresowanych informuję, że dziecko dość pełnoletnie jest.
    Jakiś czas temu skończyło nawet 21 lat i może nie tylko głosować, ale też być wybieranym….bardzo mi się dziecię zestarzało, oj, bardzo.

  179. : (

    niestety o swietach nic nie mam do powiedzenia – z tej prostej przyczyny: nie moja parafia.

  180. Kostka
    22 grudnia o godz. 21:34

    a….przepraszam, do czego Ci modra kapusta?

  181. Tanaka
    22 grudnia o godz. 19:14

    W związku z ładnością dzisiejszego dnia przesyłam ilustracje. To nie są żadne dzieła – jak np. u Tobermorka, Neferki, Kostki – lecz dokumentowanie. Fotki to fotki, ale na jednej jest lecący ptak. To czapla w grudniu po południu. Sam przyznasz, że w ta pora rzadkość. A były trzy. No i pełno kormoranów suszących się na słupkach (zdjęta stara podłoga na pomoście, więc pewnie będzie renowacja). Tak się mnożą, że wkrótce w Jamnie mogą zostać tylko pijawki. Tak więc łączy mnie z Jezusem chodzenie po wodzie. To samo chodzenie – dzieli. Bo on się przeszedł lub nie przeszedł raz, a ja co któryś dzień na bank se chodzę. Ale wcale się z tego powodu nie szykuje jakaś religia. Zdarza mi się też nucić.

    Umieszczenie aparatu na wysięgniku umocowanym do daszka czapki jest słusznym pomysłem, ale do dudy: nie zdawałem sobie sprawy z tego, że głowa niekontrolowana głowa jest tak ruchliwa. Da się kontrolować, kiedy chodzę na workach po nawozach, bo niewiele roboty, ale na wiosłach nie bardzo jak jest siedzieć sztywno jak kij. Spróbuję mocować właśnie na kiju do okrętu.

    Okropnie wprost słuszne są, uważam, Twoje słowa o „człowieka który zabrnął w pułapkę takiego konstruktu owego Wszechmogącego”. Twórcy, podtwórcy, dotwórcy, kopiści Wszechmogącego tej świadomości raczej nie mieli, że Wszechmogący to pułapka. Jezu, ogrom wiernych nie ma do dziś! Z tego prostego powodu, że o nim nie myślą. A gdyby myśleli na tym poziomie, na jaki ich stać, to też by nie wymyślili, że to pułapka, z której nie ma wyjścia. Żeby zobaczyć pułapkę, trzeba z niej pierw wyjść.

    Przy okazji. Zgodzisz się ze mną, że pani kruk miesza trochę nasze krytyczne ROZPOZNAWANIE religijnych treści i praktyk z naszym stosunkiem do religijnej prywatności? Bo o ile ksiądz Tischner może i zdawał sobie sprawę, że znalazł się w pułapce, to może za bardzo wyjść z niej nie chciał? Nie potrafił? Toż ta pułapka to jego życie, jego intymność, jego świat, niech mu ziemia lekką będzie w imię Ojca i Syna, Ducha Świętego. Amin.

    ‚https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6502462972862304161/6502462975139195954?authkey=CJmMkp29zqmwPQ

    ‚https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6502462133516173346?authkey=CPfY29WQ3fu5WQ

  182. Karp u nas (Szwecja) nie jest r y b a?! Sledz über alles!

  183. konstancja
    22 grudnia o godz. 21:13

    Konstancjo, skoro chciałabyś kiedyś spędzić święta w tropiku, to zapraszam w grudniu na Jamno: prawie tropik. Wróciłem dziś z chodzenia po wodzie cały mokry.

  184. @Na marginesie, 19:55

    pelna zgoda: DORSZ to jest ryba, zwlaszcza grzbiet dorszowy

  185. konstancja
    22 grudnia o godz. 21:43

    Do baraniej nogi na świąteczny obiad 😉 Będzie się dusić z jabłkami i żurawina zaraz. Uff, zachryplam od czytania dziecięciu gwiazdkowego rozdziału Dzieci z Bullerbyn. Myślałby kto, że zabijaka który sam sobie czyta Harry Pottera będzie kręcił nosem a cały się zamienił w słuch.

  186. wbocek
    22 grudnia o godz. 21:49

    właśnie spojrzałam na Twoje zdjęcia i obejrzałam filmik- trochę przeraża mnie ta woda, bo pewnie zimna jak piasek tropików, a mnie marzyła sie bardziej szmaragdowa, ale ćcina w słońcu? pięknie jest u Ciebie na Jamnie…

    Czy ten duński inwestor juz rozpoczął prace nad swoim nowym Mielnem na mierzei jamneńskiej?
    Bo mam wrażenie, że jedyna korzyść z rządów PISu to ta, że ew. inwestorzy przestraszą się nieodpowiedzialnych polityków i ich decyzji i zrezygnują z takich bajecznych pomysłów.

  187. Kostka
    ta barania noga to ukłon w stronę szkockiej bożonarodzeniowej tradycji?
    Kapusta z żurawiną i jabłkami….palce lizać! Już czuję ten smak….

  188. Karpia na polskie stoły rzucili dopiero komuniści. Prawdopodobnie za decyzją stał sam Stalin. Rzucając w nas karpiem chciał dokonać eksterminacji Narodu Polskiego.

  189. konstancja
    22 grudnia o godz. 22:05

    Konstancyjko, Norweg (!) na razie robi same atramentowce. Ma ogromną Dune i kończy drugi partmantowiec Blue Marine. W ludzi w sezonie i po sezonie ma od groma. Może na tych cholerstwach skończy swoje artystyczne wizje, co daj mu Bóg i wszystkie gnojowe bożki. W samym Mielnie zbudowali przy samiuteńkiej promenadzie tak wysokie paskudztwo, że zasłoniło widok na morze z eleganckiej, solidnej Syreny, do której pasjami lubią przyjeżdżać Niemcy, bo im wychodzi ze trzy razy taniej niż u nich. Czemu pani burmistrz Pezała i rada się zgadzają na takie świństwa, nie wiem, bo i nie moje zmartwienie na jeziorze i na morzu. W sezonie jedyne moje zmartwienie na wodzie to szalejące na skuterach smarki.

  190. Tanaka
    22 grudnia o godz. 22:22
    Właśnie gdzieś to wyczytałam o tym karpiu. Ze to minister Hilary Minc wymyslił, że karpie hodowlane są tym, co zaspokoi potrzebę tradycji wigilijnej. Od tego czasu hodowla karpia stała się dochodowa, choć żniwa są tylko w grudniu.

    Ja lubię karpie, śledzie i inne pływaki,nawet kalmary umiem zrobić, ale nie lubię chińskich ryb typu tilapia i coś podobnego, bo to ani ryba, ani ptak ani żadna rzecz jadalna.
    Niech nam w grudniu króluje śledź i karp, a reszta w pozostałe miesiące: gęsina w listopadzie, a rogal na Świętego Marcina. W pozostałe miesiące mięsa nie jadam.

  191. konstancja
    22 grudnia o godz. 22:05

    Konstancyjko, nie przesadzałem z tropikiem u mnie. Byłem mokry nie od wody, ale od potu, a temperatura pod pachami i pod sufitem – z 80.

  192. wbocek
    22 grudnia o godz. 21:44

    Pombocku, jak otworzyłem fotę, to mi się zdało, że na niej jakiś czarny paproch. Ale nie, ptak frunący, jak Maryja, nad pomostem. Czy ten pomost nie był aby niedawno wybudowany, może za unijne pieniądze, i teraz już miałby być remontowany? Byłbym trochę zdziwiony, ale nie bardzo. Gospodarka lepiej się kręci, jak to co się zbuduje, zaraz się rozwali. Trzeba naprawiać, remontować, robić od nowa. Najlepiej tak budować, żeby to co wczoraj zrobione, już się rozpadało. To usprawni gospodarkę jeszcze bardziej: idzie ekipa budowlana, a jej po piętach depcze ekipa naprawcza, zaś tej skrobie marchewki ekipa naprawczo-naprawcza. A za nimi wszystkimi kroczy Polska, właśnie.

    Tischner, pewnie, zdawał sobie – w jakiejś części – sprawę z tego, że zabrnął w pułapkę. Jego różne wypowiedzi mogłyby dawać podstawę do takiego przypuszczenia. Ale też te same wypowiedzi robią na mnie takie wrażenie, że sam nie zrozumiał co właśnie powiedział. Niezależnie od tego, te jego słowa o bozi i komorze gazowej w Auschwitz całkowicie go w moich oczach dezawuują. Jeszcze inna rzecz jest taka, co trafnie podnosisz, że jak się zabrnie w pułapkę, to się człowiek rozejrzy i zobaczy, że jest proza życia: gdzieś trzeba mieszkać, coś trzeba zarobić, jakoś miłość własną zaspokajać, no to nie ma wyjścia i trzeba w tej pułapce siedzieć opowiadając, że ona nie taka straszna jak ją malują, a może to wcale nie pułapka, ale katedra w niebie. Obłuda, zwłaszcza u członków kleru to rzecz organiczna. Jak ręka. A właściwie, jak cała głowa.
    Mój stosunek do religijnej prywatności jest mniej więcej taki, że mi to nie przeszkadza ani zajmuje, do pewnego momentu: gdy ta prywatność przestaje być prywatnością i zaczyna włamywać się do cudzej prywatności oraz wywołuje złe skutki mierzone cywilizacyjnymi normami. Kłopot jest taki, że u mało kogo prywatność jest prywatna. Właściciel swojej prywatności nie pilnuje granicy tej prywatności od wewnątrz, bo jak ktoś jemu miedzę przekracza, to wrzeszczy. Łażenie po mieście w tzw. procesji uważam za jednoznaczne włażenie w cudzą prywatność. Jest to demonstracja własna, w typie kibolskim, co do której dałeś dobry cytat z Jezuska: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli”. Nie, muszą łazić, drzeć się, blokować chodniki, deptać trawę wraz z krasnoludkiem, blokować jezdnię, śmiecić i nie sprzątać po sobie, słowem – uprawiać terror religijny. Adekwatny do terroru klasy robotniczej, która to klasa, onegdaj, w środku nocy przyjeżdżała z wywrotkami pełnymi węgla pod domy albo hotele i z łoskotem zwalała góry koksu na beton, a następnie, wśród wrzasków, przekleństw, rechotów i głośnego bekania z wielkim hałasem szuflowała do świtu w paszcze piwnicznych okienek, albo zasobni pod betonową płytą.

  193. wbocek
    22 grudnia o godz. 22:39
    na takie zaproszenie i temperatury nie mam wyjścia. Jadę!
    Spotkajmy się w ćcinie…przy rozebranym pomoście….

  194. konstancja
    22 grudnia o godz. 22:36

    Ze mnie jest słaby pożeracz mięsa, głownie z powodów pryncypialnych. Ale że czasem jestem człowiekiem upadłym, więc coś zeżrę. Jeśli rybę, to głównie morską.
    Kiedyś, jako nastolatek, miałem chwilową pasję wędkarską. Ale mi przeszła i nie wróciła, choć mam niejaki sentyment do starej wędki, przelotek które sam fachowo umocowałem oplotem z dratwy rybackiej, paru spławików, ciężarka i kołowrotka. To mało przyjemne: wyciągnąć rybę z wody z haczykiem w oku. I dla ryby i dla mnie. Jako dzieciak biegałem też szczęśliwy za małymi, piskającymi i futerkowo prześlicznymi kaczuszkami. Jak sobie zdałem sprawę z tego, co się z nimi dalej dzieje, przestałem się fascynować pożeraniem. Jednak jako człowiek upadły mam pewną sympatię dla pożerania małży i różnych innych owoców morza.
    Bardzo smaczne są stokrotki, chociaż też ich szkoda, bo ładne. Chyba najlepiej na niejedzeniu niczego zna się Pombocek.

  195. konstancja
    22 grudnia o godz. 22:56

    Konstancjo – tak jest! Oto czasy nowoczesne i kobieta też człowiek. Pełna inicjatywa: kobieta rozbiera pomost, siebie i zaprasza stosownego mężczyznę, któremu nieraz poplączą się sznurowadła, więc i tym musi się zająć.
    A z góry – Księżyc.

  196. Tanaka
    22 grudnia o godz. 22:50

    Tanaczku, sam z kumplem w szpitalu MSW we Wrocławiu koks po nocy szuflowałem. Jak pacjenci wytrzymywali – nie mam pojęcia. Niektórzy nie wytrzymywali, więc jak byliśmy akurat pod ręką, pielęgniarki prosiły, żeby pomóc. Więc dwa razy znieśliśmy takich na dół do kostnicy na podwórku. Jeden wiem, że napluł, nakrzyczał na obsługę, na cały nasz gatunek i dopiero wtedy zmarł.

    My też, Tanako, wpadliśmy w pułapkę rozumienia się. Rozumiemy się w tym, co powiedziałeś, i co na to poradzisz.

  197. Tanaka
    22 grudnia o godz. 23:01

    No właśnie. Ja mam notoryczną chęć niejedzenia, a żona ma przymus szykowania jedzenia. Weź żyj w zgodzie w takiej sytuacji.

  198. Tanaka
    22 grudnia o godz. 22:50

    Tanako, ten pomost ma może kilkanaście lat, więc młodziutki. Znam świetnie takie roboty na termin, czyli na odpie.dol, bo nie raz byłem z majstrami w konflikcie. Chciałem robić solidnie, a oni – żebym się nie wygłupiał, szkoda czasu.

  199. A ja bardzo lubię łapać rybę. Siedze sobie na krzesełku, wędkę trzymam i ta ryba sie tam łapie. Co jakis czas zakładam jej nowego mrożonego krewetka i znowu się łapie. Bardzo to fajne jak tak dziubie tego krewetka.
    I czasem nawet udaje mi sie jakąś złapać. Emocji mam co niemiara. 🙂

  200. Ewa-Joanna
    23 grudnia o godz. 0:14

    Ale potem jesz czy puszczasz? 😉

    Poza tym udało mi się podpalić małżonka. Dość spektakularnie! 😉 Czegoś takiego jeszcze w kuchni nie widziałam bo podpalił się od strony zadka. Zamiast ratować dostałam najpierw ataku śmiechu.

  201. konstancja
    22 grudnia o godz. 22:07

    Jagniecina jak najbardziej tradycyjna choć nie na święta, raczej na duży niedzielny obiad. Szkoci, tak jak Anglicy, na świąteczny obiad jedzą najczęściej indyka obłożonego rozmaitymi dodatkami – brukselka, nadzieniem z pieczonych kasztanow, „swiniaczkami w kocykach” czyli kielbaskami owiniętymi bekonem i innymi tradycyjnymi akcesoriami. A u nas na świąteczny obiad co i rusz coś innego, nie mamy 100% reguły. Przyznaje ze skrucha, że jestem miesozerca… choć rybkę i warzywa też lubię. Najbardziej zwariowana potrawą, która do tej pory zagościła na moim wigilijnym stole to była ośmiornica z ziemniakami czyli pulpo ala gallega – zaproszona hiszpańska koleżanka przyniosła tego zwierza po tym jak się dowiedziała że w ten dzień jadamy ryby…

  202. @Kostka
    23 grudnia o godz. 0:43
    Zależy gdzie łapię, czy w oceanie czy w jeziorach. W oceanie to prawie nic nie łapię, bo sprytniejsze ode mnie. Czasem sie trafi jakis napalony młodzieniaszek to i tak wypuscić muszę, coby pod rybią pedofilię nie podpaść.
    W jeziorach to zależy co się złapie, na ogół można wszystkie małe i duże, a karpie to obowiązkowo – nawet jak nie zjesz to wyrzucić trzeba, nie wolno wpuszczać z powrotem. Jak było mało wody w jeziorach pare lat temu to łapały sie takie czterołape i pancerne 🙂 Nie wiem czy sie je, wypuszczałam obcinając żyłkę.

    Ja swojego podlałam obficie bo nie zauważyłam, że stoi w ogrodzie. 🙂

  203. @ozzy jakies takie urwane te twoje informacje o glosowaniu w ONZ na temat decyzji Trumpa o umieszczeniu ambasady amerykanskiej w Jerozolimie. Nie wiem, czy bardziej istotne jest, ze Polska wraz z innymi bylymi krajami socj. wstrzymala sie od glosu, o czym informujesz, czy tez ilosc krajow ktore potepilo ten pomysl, a ile poparlo, o czym juz n ie informujesz. Juz kolejny raz rzucasz ten temat na rybke czekajac na reakcje. A sam opinii w tej sprawie nie masz.
    A ja mowie, nie jest zle. W Polsce macie przyjaciol nie tylko we wladzach. Poczytaj komentarze, to juz nie zydostwo opanowalo ONZ i swiat, ale islam i lewactwo.
    Informujesz, ze o tych obecnych swietach wynikajacych z tradycji chrzescijanskich nic nie wiesz, bo to nie twoja parafia. Az dziw, taki wszechstronny czlowiek i odzegnuje sie od wiedzy w koncu dosyc istotnej dla dziejow ludzkosci. Niezaleznie od tego w co sie wierzy, czy nie wierzy i jak sie ocenia 2tys. lat historii swiata.

  204. Dzien dobry, wiosna chyba…+6C

    a pani @zycie2003 polecam uwadze
    wypowiedz premiera Izraela Netanyahu
    https://www.youtube.com/watch?v=nc1d30mCHbo

    PS „Az dziw, taki wszechstronny czlowiek i odzegnuje sie od wiedzy w koncu dosyc istotnej dla dziejow ludzkosci”
    Takie komentarze, prosze zachowac sobie i Pani bliskim

    Merry F******g Christmas (vide South Park)

  205. @Kostka
    22 grudnia o godz. 22:03

    Barania noga… Eufemizm taki?
    U mnie będzie solidny jagnięcy półdupek 😉 Z czerwoną kapustą (z jabłkami i winem) rzecz jasna.
    Choinkę czas ociosać…

  206. @JanKalema
    21 grudnia o godz. 23:44

    Dlatego musimy być głośni – żeby było nas widać. I żebyśmy nie musieli zostawać męczennikami za nie-wiarę jak już nastanie ta dyktatura. Ale myślę, że jednak nie nastanie, Polacy źle znoszą przymus i w końcu zaczną się buntować. Oby. Czego wszystkim z okazji przesilenia zimowego (z opóźnieniem) życzę!

  207. Tobermory
    23 grudnia o godz. 10:11

    No udzik jagniecy on jest 😉

    Z kapustą czerwoną (w tym roku z dodatkiem żurawiny) i grzybkami w winie. I brukselką jako ukłon w stronę lokalnego zwyczaju.

    Póki co stanie przy garach po nocy połacilo bo dziś od rana wszystko na luzie już. Był nawet czas na rodzinne obejrzenie ostatniego odcinka Attenborough Blue Planet 2. .. 😉

    PS. Super zdjęcie zimowej choinki! U nas 10 stopni i sikory śpiewają jak szalone. Idziemy potem na spacer zapolowac na gałązki ostrokrzewu z czerwonymi kulkami i jakieś inne materiały na dekoracje. Zanim zacznie lać…

  208. Kostka
    23 grudnia o godz. 13:30

    Nie zdanżam. Jak zdanżę, przeczytam. Bigos malusieńki leży (gotów) wśród stajenki?

  209. Bigos leży i kwiczy bo woła o białko zwierzęce… 😉

    Póki co jednak idę na spacer!

  210. Happy Holidays czyli Merry Christmas, Happy Hanukkah and Kwanza.
    Nie wiem, czy byla pierwsza etyka, czy jakakolwiek religia. Jajko czy kura.
    Ja trzymam sie cale zycie jednego pogladu i n ie bede se mieszac w glowie. Wszelaka religia od zarania ludzkosci to najlepsze, sprawdzone narzedzie wladzy. Tym narzedziem manipuluja mozni, politycy. Ta bronia okladaja sie maluczcy. Nawet wtedy, kiedy oficjalnie nie istnieje, albo nie ma prawa wplywac na polityke to i tak jest najwazniejsza. Chyba.
    Ja tez , ja tez – przygotowuje pierwszy i jedyny ( w Ameryce) dzien swiat, na kilkanascie osob. Dobrze, ze moj londynki wnuk pracowal w agencji przygotowujacej wielkie przyjecia i o tak, o tak umie nakryc z dokladnoscia do 1 cm, a talerze w jego rekach po prostu fruwaja. Nawet mam taki wielce rozciagany stol ( poniemiecki, niekradziony a zapisany przez komisje dla rodzicow) i przy stole nie jest najgorzej, gorzej w samym pokoju.

  211. Cezary Michalski w Newsweeku o wrogach UE:

    „Do tego dochodzi Benjamin Netanjahu rządzący dziś Izraelem. I wspierająca go najbardziej radykalna, najgłupsza izraelska prawica nacjonalistyczna i fundamentalistyczna. Cały ten polityczny obóz uważa, że Unia Europejska jest wrogiem Izraela, ponieważ próbuje do końca (nawet gdy to wygląda na mission impossible) negocjować pomiędzy Żydami i Palestyńczykami. Netanjahu, który Unię Europejską chce osłabić tak samo jak Putin czy Trump, już jakiś czas temu doszedł do wniosku, że najbardziej skrajna antyunijna europejska prawica może mu w tym pomóc. Stąd wziął się jego dziwaczny pomysł, że nawet Holocaust nie obciąża europejskiego nacjonalizmu, ale Palestyńczyków, bo to – jak stwierdził Netanjahu publicznie – „Wielki Mufti Jerozolimy wymyślił dla Hitlera ‚ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej’”. To tępa manipulacja (nawet rząd Niemiec nie chciał skorzystać z tego „usprawiedliwienia”), ale kiedy się manipuluje głupkami, nic nie jest za mało subtelne. W ten sposób nawet Tadeusz Rydzyk może zostać ogłoszony patronem polsko-żydowskiego dialogu.”

    I dalej:
    „Na Zachodzie wciąż istnieje silna liberalna żydowska diaspora, która wspiera Unię Europejską i czuje się lojalna wobec państwa Izrael. Ale właśnie dlatego uważa za obłęd politykę Trumpa i Netanjahu używaną dziś przez Putina do popchnięcia Zachodu w wojnę z całym światem Islamu, gdzie Rosja zostanie uznana za sojusznika, któremu zapłaci się Ukrainą. Także w samym Izraelu partie bardziej centrowe uważają taką politykę za obłęd, bo zakładany przez jej liderów scenariusz apokalipsy na Bliskim Wschodzie zagraża również państwu Izrael.”

    I dalej:
    „Polexit jest Kaczyńskiemu potrzebny wyłącznie do zbudowania dyktatury w Polsce. Unia Europejska, amerykańscy liberałowie, liberalni Żydzi z diaspory czy z dzisiejszej izraelskiej opozycji – oni wszyscy Kaczyńskiego o demokrację w Polsce pytają albo prędzej czy później by zapytali. Dlatego woli mieć za sojuszników zamordystów, którzy nie pytają o nic.”

    Całość tu:
    http://www.newsweek.pl/opinie/polexit-kaczynski-uczynil-polske-pionkiem-w-smiertelnie-rozgrywce,artykuly,420960,1.html?src=HP_Section_1

  212. ozzy
    23 grudnia o godz. 9:42

    Trudno, ozzy, bym nie zauważył, że babcia-recenzentka zachowała się tak, jak potrafi, a nie tak, jak nie potrafi (nie pierwszy raz). Elementarz publicznej komunikacji wymaga, by się odnosić do tego, co przedmówca powiedział, a nie do tego, czego nie powiedział. Babcia w dodatku pozwoliła sobie na recenzję osoby.

  213. Moja długoterminowa prognoza „Aby do wiosny”.

    Wszystkie grzyby, ryby, mewy, kormorany, kaczki, czaple, gęsi bernikle, łabędzie, a nawet – mamuniuboskaniepokalanuniu! – chwilowe żurawie mówią, że styczeń będzie wietrzny i nawet sztormowy. Wietrzność w naszych szerokościach na razie oznacza ciepło. Ciepło oznacza bliską wiosnę. A bliska wiosna oznacza bliskie lato. A bliskie lato oznacza bliską zimę.

  214. konstancja

    Konstancjo odświętna, zauważyłaś urodę zwykłych, suchych ćcin. To Ci podrzucę to, co zimą lubię najbardziej: zimowe słonko. Niziutkie, melancholijne, tęskne, z cieniami długimi jak stąd po horyzont.

    No i ptaki nie takie miejskie. Do kormoranów na przystani nie mogę podejść tak blisko, żeby je wyraźnie pstryknąć. Więc musiałem przybliżyć obraz, przez co stracił na ostrości. Dwa żurawie na bzie przy chałupie to coś w rodzaju gipsowych krasnoludków, zwłaszcza że nigdy żurawia na drzewie nie widziałem. Ale mówiłem o żurawiach zimą? Mówiłem. No to masz.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6502786673385978385/6502786674816710914?authkey=CPG32Z3e78zdXg

  215. @wbocek

    jak zawsze w dobrej formie – wszstkiego dobrego, samych serdecznosci.

  216. jestem na pomoście, tu dziury w moście, a pombocka ani dudu…nawet wiosła, ze o całej łódce nie wspomnę.
    Chyba pomyliłam daty…albo co innego.
    Tropików i szmaragdowej wody brak….

  217. @Na marginesie

    Michalskiego wypowiedzi mozna miedzy bajki wlozyc. Polityka zagraniczna Izraela to nie tylko walaca sie Unia Europejska. Na niej swiat sie nie konczy. Izraelowi na efetownej wspolpracy gospodarczej i militarnej i z Indiami (pierwsza historyczna wizyta glowy panstwa)czy tez kontynentem afrykanskimi, ktore odwiedzil premier Netanyahu tego roku.
    Dosc dobrze uklada sie wspolpraca z Rosja, wystraczy tylko wspomniec dosc udana kooperacja wojskowa Izraela i Rosji dot. Syrii. A UE (Brexit i podobne tendencje) nie lezy w pierwszorzednym interesie Izraela a o czynnym rozbijaniu UE przez polityke Tel Avivu to Michalski skad to wzial?
    Najwazniejsza sprawa Izraela jest jego bezpieczenstwo i nie bez powodu. Wystarczy wspomniec historie tego panstwa od jego powstania, „Glupkow” nie brakuje w Polsce to fakt. Cezary Michalski chyba udaje takiego przytaczajac historie z Wielkim Muftim albo oglaszajac, ze prem.Netanyahu chce doprowadzic do apokalipsy.
    Gdyby rzad Izraela, ta „najglupsza prawica” chcial sluchac tych wszystkich golabkow pokoju, ruchow typu Peace Now i rozbroil sie” wedlug och zyczen, to final bylby taki: wjechal by nie poslaniec islamski z galazka oliwna do Jerozolimy, tak, stolicy Izraela, miasta zydowskiego od 3 tysiecy lat wjechal poslaniec islamski z kalachem w reku
    a wtedy nie byloby Jerozolimy a Kudus.
    Wszyscy moralisci i stratedzy – „ideolodzy” nie od tepej manipulacji zapominaja jedno, ze do Jerozolimy na czolgu nie bedzie mozna dojechac, jak to wielu pragnelo wrogow panstwa Izraela.
    Izrael nie ufa nikomu.

  218. konstancja
    23 grudnia o godz. 18:37

    Konstancyjeczko, to w takim razie z innej beczki. Kalispera, konstancjo, jasas, jasu i wieczór dobry. Nie żyłem na blogu ani w życiu od stu lat muzyką i nie żyję. Z wyjątkiem greckiej, której dawno temu słuchałem po nocy z radia Afina i Saloniki. Grecka mowa jest mi dla ucha jak szum ćcin i morza. Nie dlatego, że starogreckiego się uczyłem, a uczył nas grecki Macedończyk, lecz dlatego, że zwariowałem na studiach na bardzo melanchlijnym filmie Eli Kazana „Ameryka, Ameryka”. Byłem na nim z pięć razy, a melodię snującą się po filmie nucę do dziś. Wkrótce po filmie, nie pamiętam, z jakiego powodu otworzyłem, bo otwierałem tylko z powodu, usłyszałem w radiu melodię z tego filmu. Okazało się, że to amerykański program kolejno w
    tysiącu językach świata, a wśród nich było pół godziny po grecku z grecką muzyką. Wtedy zwariowałem drugi raz – na tle greckiej klasycznej (nie symfonicznej) muzyki.

    Filmik, który Ci perswaduję, to dla mnie jeden z cudów świata: greckie śpiewanie tysięcy ludzi. Oni tak przeżywają muzykę, że klaszczą, nucą, wypowiadają, szepczą słowa śpiewanej solo pieśni i nie mogą się doczekać, kiedy będzie refren, który zaśpiewają wszyscy. Konstancjo, oni śpiewają rytmicznie, nawet w szybkim w tempie, takie zawijasy, że mrugać za nimi nie nadążam. Nieprawdopodobna więź człowiekowatych. W takich chwilach jestem Grekiem.

    https://youtu.be/0RxNai7vg1g

  219. Z ostatniej chwili

    Zadzwoniła do żony koleżanka z działki, żeby opowiedzieć o tym, jak spaliła piankę. Tak się zagadały o pieczeniu, że żonie się spalił sernik.

  220. hej

    czy ktos przygotowuje: sticky toffee pudding?

    lubie!

  221. Operacja „dorwać karpia” zakończona sukcesem! Mój przyjaciel, przekazując mi ów deficytowy towar popatrzył się na karpia nieufnie a na mnie sceptycznie i skomentował ” Very ugly fish. Jesteś pewna, że to tak ma wyglądać? ” 😀 I zaraz: „Bo u nas, w Hiszpanii, to rozumiesz, dorsz…” 😀

  222. @ozzy, ja nie ukrywam, że Cię trochę podpuściłam tym Michalskim 😀
    Po prostu chciałam poznać Twoje poglądy.

  223. Pombocku, to wspólne śpiewanie Greków ma swoje źródło chyba tu:

    Zaczyna się mniej więcej pod koniec drugiej minuty.
    https://www.youtube.com/watch?v=HoGu8B1bNJQ

    A tu bardziej współczesna wersja:
    https://www.youtube.com/watch?v=8a–AIzWkt0

    A tu – dla odmiany śpiewa ktoś, kto umie śpiewać 🙂
    https://www.youtube.com/watch?v=kS0eVFts1F8

    Kiedyś pracowałam w greckiej restauracji. Taniec i śpiew – to element ucztowania.
    A niektóre greckie piosenki do dziś dźwięczą mi w uszach. Taki naród!

  224. @Kostka 23 grudnia o godz. 20:23
    No widzisz, widzisz! Oni są bardzo dumni ze swoich ryb 😉

    Zjechałam do Madrytu sporo lat temu, zaraz po aferze międzynarodowej, gdy kanadyjska straż przybrzeżna przyłapała hiszpański kuter na nielegalnym odławianiu i podniosła larum. Charakterni Hiszpanie się strasznie obrazili („bo wszyscy to robią, ale złapali tylko nas – dyskryminacja!”). W Madrycie potraktowano mnie zupą rybną i uwagami w rodzaju: „jeszcze ryb u nas nie zabrakło, wystarczy nawet dla was, @#$%^ Kanadole!”

  225. Nie wiem, co nie wyszlo z tym drugim linkiem
    https://www.youtube.com/watch?v=8a–AIzWkt0

  226. @Na marginesie

    alez z Ciebie… pod/puszczalska

    PS problemem Izrela jest korupcja a ex-minister obrony Ya´alon to nawet powiedzial, ze jest grozniejszy od „Hamasu czy Iranu”, moze na wyrost ale sprawa powazna.
    Dzisiaj kolejny, juz czwarty, cotygodniowy „March of Shame” jakies 10.000 uczestnikow przeciw korupcji

    PS ” pod rubryka: SPRZEDAM-KUPIE-ZNAJDE

    Sprzedam w przystepnej cenie Biblie z autografem

  227. @ozzy 23 grudnia o godz. 20:40
    Są też pogłoski na temat szyi, która (podobno) kręci głową Bibi.
    Ona (ta szyja) ma, o ile pamiętam, na imię Sara.

    Z autografem autora? A to dopiero!

  228. O, dziękuję pięknie! Za ten naprawiony link 🙂

  229. @Na marginesie

    z kolej ja mam problemy w odbiorze muzyki greckiej; im dalej od bluesa, rocka czy tez
    klezmorin to nie sprawia mi wiekszej radosci w sluchaniu. Albo Muddy Waters, Chuck Berry czy tez spiritual jewish music (tak dla przykladu)

  230. @Na marginesie

    Sara nie jest lubiana przez czytelnikow tabloidow jak tez czesto jest tematem
    plotkes posynagogalnych wizyt

  231. ! ! !
    Jeden z organizatorow/szefow Stockholm Pride usuniety za ukrycie wyroku( 2 i pol roku pierdla) w 2011 za gwalt na 13 letnim wowczas chlopaku, ktory otrzymywal pieniadze od oskarzonego – im bardziej gwaltowne i ciezkie, tym wiecej oplacal chlopaka.

  232. Na marginesie
    23 grudnia o godz. 20:26

    Nie jestem krynicą wiedzy, Namarginesko, ale sądzę, że nie tylko wspólne śpiewanie, ale i w ogóle wspólność zaczęła się u Greków na długo przed tym, nim sobie bardzo kontaktowych bogów wymyślili.

    Jak pożyczyłem stówkę Grekowi na wynajęcie cykliniarki, którą mieliśmy razem jedną salę teatralną we Wrocławiu cyklinować (chciał, żeby mu pożyczyć, a nie sfinansować, to zresztą była moja ostatnia stówa) to na drugi dzień przyniósł tyle baraniny, że Grecję by nakarmił i na Cypr by starczyło.

    Ale słuchałem i słucham greckiej muzyki – i rosyjskiej, ukraińskiej, arabskiej, hiszpańskiej, kiedy jeszcze słuchałem – nie poznawczo, lecz przeżywawczo: nie potrzebuję znać treści (słyszę tylko piękne dźwięki pięknego języka: „tragudia”, „chechelidon”, „elewterija” – piszę fonetycznie), znać pieśniarzy, tekściarzy, widzieć – słucham w samotności i niczego więcej nie trzeba. Powiedziałaś o Nanie Muskuri, że umie śpiewać. Jasne. Ale dawno temu odwiedziły Słupsk greckie dzieci, które były bodaj na koloniach w Ustce. Pośpiewały nam nieporadnie. Słuchałem tak samo przejęty jak dziś, kiedy śpiewa Nana czy Kotsiras. Wzruszam się nawet, kiedy siebie słucham.

    No i wzruszyłem się z powodu Twojej pracy.

    Dziękuję bardzo za linki.

  233. @@@Na marginesie, ozzy, wbocek
    Te współczesne pieśniczki greckie mają swoje antyczne korzenie, które wydobyły dwa nasze, rodzime, zespoły: Teatr Praktyk Teatralnych „Gardzienice” oraz wrocławski Teatr Pieśni Kozła”. Pierwszy, na podstawie kamiennych inskrypcji, zrekonstruował melodykę i instrumentarium greckich chórów z przez kilku tysięcy lat, drugi – „Pieśni Kozła” – m.in. na podstawie odkryć „Teatru Gardzienice” wystawia stare antyczne tragedie (i komedie) w oryginalnym brzmieniu. Oto „Gardzienice”:
    https://www.youtube.com/watch?v=WaUrFR6Fbgc

    A oto „Teatr Pieśni Kozła”:
    https://www.youtube.com/watch?v=spnhhLdzSYM

  234. 7 rano, 25 stopni.
    Wpatrując się z utęsknieniem z Tobermorowe zdjęcia zimowe życzę wam ładnej pogody, mniej stresu i dobrego seczego pod tego ryba.
    Wpadnę jak sie trochę ochłodzi 🙂

  235. Na marginesie
    23 grudnia o godz. 20:31

    Dumni są nawet jak część ich „rybów” dociera do nich ze Szkocji! 😉 (pasjami oglądałam niegdyś programy dokumentalne o rybakach dalekomorskich).

    Z karpia (ugly fish, alright) ciesze się ale bardziej ze świeżo uwedzonych kiełbasek z polskiego zakładu , które właśnie zasiliły bigos! Polskie wędliny ze szkockich świniakow – podwójny patriotyzm… 😉

  236. ozzy
    23 grudnia o godz. 20:07

    W ogóle tak ale nie tym razem..

  237. „Baby, it’s cold outside „zanucil piosenkę Deana Martina mżonek lukrując makowca. „So why don’t you shut the door” odparł sarkastycznie młodociany wylegujący się pod choinką.

  238. Proszę się częstować. Dla trawożernych lub nicnieżernych jak ja: szarlotka z jabłkami i aronią, sernik, makowiec. Dla mięsożernych: morszczuk po – a jakże – grecku. Nie będę się chwalił, że ja robiłem. Nie robiłem, bo nie potrzebuję. Chyba że od wielkiego dzwonu.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6502852317995818114?authkey=COrMzIj88eedBQ

  239. anumlik
    23 grudnia o godz. 21:43

    Dziękuję, anumliku. Wsłuchiwałem się bardzo mocno, choć, jak wspomniałem, nie zbieram muzykowej wiedzy. I dalej nie będę zbierał, bo nie ten gatunek jestem, ale posłuchałem z przejęciem. Dałeś potwierdzenie moich niewątpliwości, że greckie śpiewania muszą mieć bardzo głębokie korzenie. Za dużo jest w nich uczucia, by były tylko krótkotrwałą pianką jak trelo-polo, które na okrągło waliło mi w uszy z tele-morele, jak leżałem w szpitalu po wypadku. Zresztą ludowa muzyka grecka jest jeszcze bliżej tego, co przedstawiłeś. Ale to koniec gadki. Muzyka jest do słuchania, nie do gadania. Dziękuję.

  240. @ozzy 23 grudnia o godz. 20:51

    Nie tylko plotki z magla, również Newsweek.
    Chodzi o problem, który podnosisz – korupcję.
    http://www.newsweek.com/israel-netanyaus-wife-be-charged-fraud-over-110000-bogus-expenses-659242

    A polski N. bardziej plotkarsko – o lady Makbet z Jerozolimy
    http://www.newsweek.pl/plus/swiat/sara-netanjahu-najbardziej-wplywowa-kobieta-w-izraelu,artykuly,418532,1,z.html

  241. @wbocek 23 grudnia o godz. 22:14
    No to kto to będzie jadł? Do dzieła, pombocku!

  242. @Ewa-Joanna 23 grudnia o godz. 22:01

    Śnieg mogę sypać ludziom nawet w buty!
    A Ty lepiej przyślij ekspresem trochę skwaru 😉
    Albo nawet skwarek. Mniam.

  243. anumlik
    23 grudnia o godz. 21:43

    Bardzo ciekawe linki, dziękuję! O Gardzienicach słyszałam ale niegdy ich nie wyszukalam.

    Dla miłośników greckiej muzyki polecam ciekawostke – stary i mało znany album Vangelis „Earth” inspirowany właśnie starociami z czasów mocno przed-chrześcijańskich

    https://youtu.be/UqTijKt60A4

  244. wbocek
    23 grudnia o godz. 22:14

    Piękności, trzeba jeść żeby się nie zmarnowało!

    Zdążyliśmy na spacer tuż przed deszczem a od popołudnia leje i taka prognoza na całe święta. Świat jakiś taki wymyty po mrozach i deszczach ale grzybów niet. Za to mchy i porosty o tej porze roku nabierają wręcz fosforyzujacego koloru zielonego! Kiedy pomyślę, że ten brak liści potrwa przez nastepne 4 miesiące to wzdycham tylko a w międzyczasie cieszę się tym co jest…

  245. Na marginesie
    23 grudnia o godz. 23:06

    Namarginesko, żona robi te rzeczy z takim przejęciem, że widzę, że to dzieło serca, a nie tylko tradycji i obowiązku. Jak muzyka. Czy muzykę trzeba jeść? Przez dwa dni popatrzę, poobchodzę, bo przecież nie całkiem niejedzeniem żyję, trochę – słodkim, a potem, co robić? Aż wstyd powiedzieć: zjem.

  246. Kostka
    23 grudnia o godz. 23:22

    Dla mnie zima to też spowolniony czas. Rowerowanie – krótsze, mniej kolorów, mnie życia, za to jezioro – puste jak przed wiekami, tylko chodzić i nucić, piękne wschodzące i zachodzące słonko, fantastyczna pustka nad morzem, grzyby zimowe, których szukanie jest większą przygodą niż wiosną, latem czy jesienią. Ojej, przypomniałem sobie, że miałem pokazać ucho bzowe. Jutro lecę. Gratuluję boczników. Też zbierałem, ale mi się odechciało. Szukać lubię i nowe rozpoznawać (ciekawość: przeżyję czy nie?). Trzym się.

  247. Ewa-Joanna
    23 grudnia o godz. 22:01

    Z pozdrowieniam i wesołych! A do życzeń dołączamy pisanke (jak mawiał kabaret Potem) tu nasz przyholubiony na Wyspach Australijczyk Tim Minchin o ateistycznych świętach na Antypodach (dla tych którzy nie znają Tima, nie należy go brać na 100% serio…)

    https://youtu.be/CHRjx9L5Dno

  248. Kostka
    24 grudnia o godz. 0:50
    pierwszy raz słyszałam tę piosenkę z polskim tekstem (napisy).
    Mogłaby być (jest!) moim hymnem na ten czas końca grudnia.
    Dzięki!

  249. wbocek
    23 grudnia o godz. 22:14
    piękne zdjęcia w okolicznościach przyrody – dziś widziałam na żywo! ( 😉 )
    A kawałeczek ciasta z tej blaszki upieczonych …mniam, mniam.
    Cóż, zrobiłam sobie dwie podłużne blaszki keksika.

  250. Gospodarzowi i wszystkim blogowiczom zycze udanych, to znaczy spokojnych i dobrych swietowan tego co swietuja ateistycznie, czy tradycyjnie, czy tez inaczej…

    lonefather

  251. ; )
    i znowu niedziela…zapomnialem, ze jutro dzien wolny (prasa papierowa na pare dni)

    serdecznosci swiatecznych pod choinka

  252. wbocek
    23 grudnia o godz. 19:28

    Jak się coś komuś nie spali, święta nie mają uroku. Zwłaszcza musi się spalić to, czego przed spaleniem bardzo pilnujemy.

  253. Na marginesie
    23 grudnia o godz. 20:26

    Ech, przypomniałaś mi Nanę Mouskouri, kiedyś znaną chyba przez pół świata. A ja, chłopaczek, od razu wsiąkłem te urodziwości jej śpiewu i tej kultury.

  254. Kostka
    23 grudnia o godz. 23:12

    O, żesz! Jak Ty tu dajesz Vangelisa, to mnie zaraz trzęsie, a robota czeka. Sam siebie nie mogę odróżnić od Vangelisa, a on się nie może odróżnić ode mnie.
    Jak w każde świeta, w planie mam rozległe słuchanie i Vangelisa i Tomity. Obaj są bardziej boscy od samego bozi.

  255. konstancja
    24 grudnia o godz. 2:30

    Konstancjo, jakem niewielki wyznawca keksów, bo wielki – serników, to na to połączenie: Konstancja – keksik, tak mi się jakoś robi, że keksa pochłonę w dowolnej ilości. Mniam !

  256. Krajanie, tolerancja dla działań PiSu względem państwa
    Kostka
    23 grudnia o godz. 10:35

    Dlatego musimy być głośni – żeby było nas widać. I żebyśmy nie musieli zostawać męczennikami za nie-wiarę jak już nastanie ta dyktatura. Ale myślę, że jednak nie nastanie, Polacy źle znoszą przymus i w końcu zaczną się buntować.

    Mój komentarz
    Jestem za tym – musimy być głośni.
    Też prawda – źle znoszą przymus – lecz stosuje się ta prawda nie tylko do Polaków.

    Zwrócę uwagę na dwa aspekty.
    Zmiany w prawie w kierunku państwa autorytarnego są wprowadzane w sposób niezauważalny, słabo rozpoznawalny dla krajan, krajanie nie są w stanie ich prawidłowo ocenić, ponieważ krajanie nie interesują się aż tak dalece swoim państwem by analizować jakieś tam kruczki, triki prawne, trybunały, większości kwalifikowane, itp. Dla krajana wystarczy, że zmiany nie dotyczą bezpośrednio jego. To niedotyczenie całkowicie mu wystarczy by nie protestować przeciwko ustawom PiSu o sądownictwie niszczącym państwo prawa.

    Po drugie zmiany te są wprowadzane w sposób mało spójny, niby drobnymi kroczkami, chwytami prawnymi dającymi pozór poprawności, dbałości o państwo oraz nocnymi posiedzeniami, na chybcika, trudnymi do szczegółowego relacjonowania, dziejącymi się gdzieś tam, obok. Obywatel Umęczonej nie będzie się wgryzał bezproduktywnie w ich „zawiłości” prawne, to są dla niego nieistotne szczegóły.

    Prędzej, czy później zmiany te wytworzą więcej bałaganu, niż można by oczekiwać. Ale nic to. Krajanie bardzo dobrze znoszą bałagan, bo to jest część żywiołu polskiego towarzysząca nam od wieków, nic nadzwyczajnego, specjalnie niepokojącego. Mobilizujące hasło „damy radę” skierowane jest do ludu dla uśmierzenia obawy przed autorytaryzmem i bałaganem, dla złagodzenia skutków obydwu, dla usunięcia wątpliwości, wytworzenia przekonania u ludu, że nie będzie tak źle – damy radę.

    Te dwa czynniki (trudności ze zrozumieniem roli prawa w państwie i pewna tolerancja dla czynów władzy nazywanych zdecydowanymi, a będącymi w istocie działaniami autorytarnymi) funkcjonują w każdym kraju, lecz w Umęczonej ich natężenie jest wysokie i sprzyja wszelkim działaniom pokątnym, bezplanowym, a przedstawianym jako nowe, spontanicznym przedstawianym jako śliczne, bałaganiącym jako usprawniające, a mowa kłamliwa zwalczana jest odporem ze strony PiSu – kto się przezywa, sam tak się nazywa Ja postępuję niemądrze? – To ty jesteś głupi.
    Pzdr, TJ

  257. Gospodarzowi i wszystkim uczestnikom i czytaczom
    wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!

    „Polityka” donosi, że karp jest na wymarciu – a co z tradycją?

  258. Blogowym pisarzom Wesołych Świąt
    Zasadnych, szczerych, takich stąd
    W rytmie de nowo caliśmy raźni
    Spacerów wspólnych w wyobraźni
    Łączności z duchem i materią
    Wrażliwie, prawdziwie i na serio
    Niech przy nas jedność z różnością krąży
    Niech troska za nami nie nadąży
    Niech łaska pańska mniej pstrokata
    Bądźmy dla świata jak brat łata
    TJ

  259. Radości bez ości,
    pogody bez wody,
    śniegowej pierzynki,
    uśmiechu dziewczynki,
    szczebiotu chłopczyka,
    gdy z sianka muzyka beztrosko pomyka.
    I niechaj się darzy
    co tylko zamarzy
    Wam się.

  260. *
    niech nam gwiazdka pomyslnosci nigdy nie zagasnie…
    (ale to chyba przy innej okazji?)

    https://www.youtube.com/watch?v=YqaseGafd0M
    Amy Winehouse – I Saw Mommy Kissing Santa Claus

  261. : )
    Ateisci przy stole wigiljnym stole – i tak ma wygladac ekumenia.

  262. 25.12, poniedzialek, PLUS 7 C…wiosna, zachodnia Szwecja

    Ateistow diabli wzieli na blogu a tymczasem Gwatemala przenosi ambasade do Jerozolimy.
    I jak tu nie lubic poniedzialku?! Zaczynaje sie wysprzedaze swiateczne. Wszedzie
    r e a l i s a t i o n. Koscioly beda swiecily pustka.

  263. Szanowni!
    Pozdrawiam świątecznie (jakiekolwiek dla kogokolwiek są to święta) i podrzucam prezent od anumlika, czyli kolejny Jego teatrzyk.
    Zapraszam
    JK