Richard Dawkins a sprawa Świąt 

10 grudnia 2007 roku brytyjskie media obiegła sensacyjna wiadomość – Richard Dawkins, czołowy ateista kraju, niefrasobliwie przyznał się w programie BBC, że obchodzi Święta Bożego Narodzenia! Zaledwie rok wcześniej pierwsze wydanie jego książki „Bóg urojony” wdarło się przebojem na listy bestsellerów, pozostając na niektórych przez kolejne 12 miesięcy. Zaledwie dwa miesiące wcześniej Dawkins wraz z innymi czołowymi postaciami tzw. nowego ateizmu – Samem Harrisem, Danielem Dennetem i Christopherem Hitchensem – zasiadł w rezydencji tego ostatniego do słynnej dyskusji na temat współczesnego ateizmu, a nieformalną grupę przezwano Czterech Jeźdźców (Nie-Apokalipsy). Wojujący ateizm przeszedł wreszcie do ofensywy…

A tu nagle, że Święta. I że z choinką. I w dodatku, że lubi przejść się do kościoła pośpiewać sobie kolędy, mimo że niewierzący (bo woli te tradycyjne, religijne a nie lubi świeckich, jak „Rudolph the Red Nosed Raindeer” czy znienawidzone „Jingle Bells”). „Nie rozumiem, czemu kogoś to dziwi” – zdziwił się niewinnie słynny biolog, wszak on sam czuje się kulturowo chrześcijaninem („I’m a cultural Christian”). A jako taki nawykł do obchodzenia Świąt i nie widzi powodu dla którego miałby zrezygnować z takiej przyjemnej, rodzinnej okazji.

„Nie jestem z tych, którzy chcą wykorzenić świąteczne tradycje. Historycznie UK jest krajem chrześcijańskim, a ja kulturowo należę do tej tradycji, tak jak inni kulturowo są muzułmanami albo Żydami, nawet jeśli są niewierzący” – wyjaśnił w debacie z konserwatywnym posłem Markiem Pritchardem, kiedy ten drugi zaczął narzekać, że chrześcijańskie święta są spychane do podziemia przez takich jak Dawkins (Pritchard akurat zażądał debaty w parlamencie na temat „christianofobii”).

Na świątecznie nastrojonego Dawkinsa sypnęły się gromy – z każdej strony. Co bardziej radykalni ateiści, że obłuda i że narobił obciachu walce o słuszną sprawę. Co bardziej radykalni chrześcijanie (wszelkich odłamów, ale unisono), że bluźnierca, hipokryta i nic świętego dla niego nie ma. I jaki w dodatku bezczelny, powinno mu się zakazać wchodzenia do jakiegokolwiek kościoła i kolędowania. Wara ateiście jednemu od Christmasu! Obie strony wyjątkowo zgodnie i nieco obłudnie zaczęły się głośno zastanawiać, czy fakt, że Dawkins nie może żyć bez świąt, nie oznacza aby, że jednak ma pewne wątpliwości co do swojej niewiary?

Dawkins nieszczególnie przejął się zamieszaniem i w kolejnych wypowiedziach tłumaczył, że Święta dla większości ludzi stały się tradycją nie tylko kościelną, ale i świecką, zatem jako taka należą się wszystkim (choć jest przeciwny komercjalizacji i wariactwu przedświątecznych zakupów). Że to Kościół wykazuje się tutaj obłudą, odmawiając ateistom prawa „do choinki”, a jednocześnie wieszając wieńce z ostrokrzewu, jemioły i innych zimozielonych roślin, które używane były do dekoracji już w czasach przedchrześcijańskich przy celebrowaniu rozmaitych wariantów pogańskich świąt przesilenia zimowego (z którym to okresem dziwnym trafem w pewnym momencie zbiegła się data Bożego Narodzenia…). Wszak Święta (jak i inne tradycje homo sapiens) podlegają prawom ewolucji, a Richard Dawkins, jakby nie było, ojciec pojęcia „memu” (w sensie jednostki informacji kulturowej zakodowanej w mózgu i przekazywanej dalej, a nie śmiesznego obrazka z podpisem) coś na ten temat wie…

Od czasu tej pamiętnej debaty Dawkins nie może się powstrzymać i co roku puszcza w eter kolejny komentarz na temat Świąt, któremu niezmiennie odpowiada chór oburzonych. W ubiegłym roku napisał na Twitterze: „Wesołych Świąt życzę wszystkim, którzy potrafią je docenić! Zwłaszcza tym chrześcijanom, którzy lubują się w udawaniu, że istnieje jakaś »wojna ze Świętami«”. Został okrzyknięty trollem, który nawet w ten szczególny czas nie potrafi się zachować…

Jest być może Dawkins jednym z najsłynniejszych ateistów świata, ale z pewnością nie jedynym, który musi się od czasu do czasu tłumaczyć wierzącym współbraciom z obchodzenia Świąt. Któż z nas nie doświadczył choć raz uprzejmego zdziwienia: „Ooo, to wy obchodzicie Święta? No, naprawdę, nie pomyślałabym” lub, co gorsza, uszczypliwego „Taaak? A co świętujcie, skoro w to wszystko nie wierzycie?”.

Okazja jak każda, więc wam odpowiem, co świętujemy! Otóż celebrujemy czas, kiedy w najgłębszych mrokach i chłodach zimy siada się do wspólnego stołu z rodziną lub przyjaciółmi, bo w kupie i przy świetle raźniej i warto o tym od czasu do czasu sobie przypomnieć. Cieszymy się wtedy swoją obecnością i wspominamy tych, którzy nie mogą być z nami, bo są daleko lub też nie ma ich wcale. Świętujemy ludzką zdolność do empatii, kiedy zaprasza się do stołu tych, którzy są w ten dzień sami. Świętujemy dobre jedzenie, bo sztuka gotowania jest takim fantastycznym dokonaniem ludzkości. Świętujemy ludzką mowę, która tak pięknie przekazuje sobie i gawędy, i wspomnienia, i świąteczne dowcipy z brodą. Świętujemy ludzką umiejętność tworzenia muzyki i to, że potrafimy się nią cieszyć, nawet jeśli nie umiemy jej tworzyć sami. Mamy bardzo dużo powodów do świętowania… A czy musimy to robić akurat w tzw. Boże Narodzenie? Nie musimy, ale lubimy! Bo dobrze nam z tym. I w ogóle nie czujemy się winni. Zawłaszczyliśmy sobie Święta tak jak swego czasu Kościół zawłaszczył sobie czas zimowego solstycjum. Ewolucja! To też świętujemy, nawet jeśli nieświadomie.

Wszystkim obchodzącym Święta z różnych powodów – wierzącym i niewierzącym, życzę Wesołych Świąt!

Kostka